Prawie połowa Polaków wysoko ocenia swoją wiedzę o finansach. Największe braki dotyczą podatków i cyberbezpieczeństwa

Prawie połowa Polaków wysoko ocenia swoją wiedzę o finansach. Największe braki dotyczą podatków i cyberbezpieczeństwa 1

Polacy dobrze oceniają swoją ogólną wiedzę o finansach, a największe braki odczuwają w zakresie cyberbezpieczeństwa oraz systemu podatkowego – wynika z badania „Poziom edukacji finansowej Polaków 2018” Warszawskiego Instytutu Bankowości. Swoją wiedzę najwyżej oceniają mężczyźni, osoby młode, o wyższych dochodach i mieszkające w dużych miastach. Polacy mają za to krytyczne opinie na temat formalnej edukacji w zakresie finansów.

Dużą wiedzę na temat finansów osobistych deklaruje 44 proc. badanych. Tylko 17,4 proc. twierdzi, że ma małą wiedzę o oszczędzaniu, inwestowaniu i emeryturach. Nieco lepszą ocenę wystawiają sobie mężczyźni niż kobiety – wśród pań co piąta przyznaje się do bardzo małej wiedzy o finansach osobistych.

Wprawdzie swoją wiedzę ekonomiczną lepiej oceniają mężczyźni, ale w praktyce wiemy, że w codziennym życiu lepiej z punktu widzenia wiedzy i doświadczenia ekonomicznego zachowują się kobiety, które prowadzą często budżety domowe – mówi agencji Newseria Biznes Waldemar Zbytek, wiceprezes zarządu Warszawskiego Instytutu Bankowości.

Najlepiej swoją wiedzę oceniają osoby pomiędzy 30 a 39 rokiem życia – 58 proc. z nich mówi w swoim przypadku o dużej wiedzy. Najmniej takich deklaracji jest wśród seniorów – zaledwie 19 proc. wskazań. Poziom świadomości zależy też od zarobków. Okazuje się, że im mniej zarabiamy, tym mniej wiemy, jakimi prawami rządzi się świat pieniądza. Dobrze swoją wiedzę w tym zakresie oceniają osoby o dochodach między 3 a 4 tys. zł netto miesięcznie oraz ci, którzy zarabiają więcej niż 5 tys. (odpowiednio 67 i 72 proc. wskazań). Na małą lub bardzo małą wiedzę o finansach wskazuje aż 30 proc. osób pomiędzy 18. a 29. rokiem życia.

– Osoby o niższych zarobkach sygnalizują brak wiedzy i potrzebę intensywnej edukacji – wyjaśnia Waldemar Zbytek.

Ocena wiedzy w zakresie finansów i edukacji finansowej zależy też od miejsca zamieszkania.

– Ci, którzy mieszkają w większych miastach, bardziej krytycznie patrzą na system edukacji w tym zakresie. Wszyscy jednakże w olbrzymiej większości zgadzają się co do tego, że należy pogłębić i rozwijać edukację w zakresie finansów, ekonomii, przedsiębiorczości i cyberbezpieczeństwa, bo dzisiaj już w zasadzie nie ma finansów i ekonomii bez internetu i problemów w zakresie cyberbezpieczeństwa – tłumaczy Waldemar Zbytek.

To właśnie cyberbezpieczeństwo Polacy wskazują jako obszar, w którym najbardziej brakuje im wiedzy. Tak odpowiedziało 38 proc. pytanych. Na braki w wiedzy w tym obszarze nieco częściej wskazują mężczyźni (40 proc. pytanych) niż kobiety (36 proc. wskazań). Podobnie jest z wiedzą o podatkach. Na braki w tym zakresie skarży się 39 proc. mężczyzn i 32 proc. kobiet. Młodzi respondenci, między 18 a 26 rokiem życia, deklarują, że największą lukę mają w wiedzy na temat emerytur (49 proc. wskazań) oraz kredytów i pożyczek (46 proc. ).

Respondenci odpowiedzieli, że niezbyt dobrze oceniają system edukacji formalnej. Uznają, że należy uzupełnić tę formalną edukację w szkołach w zakresie przedsiębiorczości o współpracę z instytucjami sektora finansowego, o praktyków finansów, biznesu, tak aby poziom edukacji w przeciętnej polskiej szkole znacząco w tym zakresie wzrósł – mówi Waldemar Zbytek.

Wagę wiedzy ekonomicznej w życiu docenia ponad połowa Polaków. Badani wskazywali, że odpowiednia wiedza o finansach i gospodarce pomaga uchronić się przed niebezpieczeństwami, takimi jak wpadnięcie w spiralę zadłużenia czy utrata oszczędności na skutek złych decyzji finansowych, a także ułatwia uzyskanie odpowiedniego finansowania na realizację celów prywatnych oraz zawodowych.

Polacy uważają, że wiedza ekonomiczna i finansowa przyda im się w codziennym życiu. To nie tylko kwestia inwestowania czy ryzyka konkretnych czynności finansowych, ale przede wszystkim chęć poznania systemu finansowego po to, żeby całe życie racjonalnie zarządzać własnym budżetem – dodaje Waldemar Zbytek.

Uczestnicy badania IBRIS uznali, że publiczny system edukacji zbyt mało czasu poświęca obecnie na przekazywanie młodym ludziom wiedzy o finansach – twierdzi tak aż 73 proc. pytanych. Rozwijanie kompetencji finansowych Polaków ma wspierać program „Bankowcy dla edukacji”.

– Będziemy realizować warsztaty dla nauczycieli wielu poziomów kształcenia, bo współpracujemy nie tylko ze szkołami, lecz także z uczelniami. Realizujemy projekty edukacyjne nie tylko dla dzieci, młodzieży i studentów, lecz także dla seniorów. W tej chwili w ramach programu współpracujemy z ponad 800 instytucjami, w tym ponad 400 polskimi samorządami – mówi Waldemar Zbytek.

Realizowany przez Warszawski Instytut Bankowości program to jeden z największych programów edukacji finansowej w Europie. Jak wskazują organizatorzy, do końca 2018 roku dotrze on do 350 tys. uczniów, studentów i seniorów podczas 9 tys. bezpośrednich lekcji, wykładów i spotkań w 120 szkołach wyższych oraz 800 szkołach podstawowych w całej Polsce.

– Formy tej edukacji mogą być bardzo różne – od bezpośrednich kontaktów w formie lekcji prowadzonych w polskich szkołach, poprzez oczywiście gry, konkursy, elektroniczne formy, przygotowanie filmów, materiałów prasowych. Współpracujemy z wieloma mediami i pismami w Polsce, również środowiskowymi, bo celujemy mocno w konkretne środowiska, w dotarcie z konkretną informacją do osób w konkretnym wieku – podkreśla wiceprezes Warszawskiego Instytutu Bankowości.

Nowy projekt UE o wartości miliarda euro ma skomercjalizować grafen w ciągu najbliższej dekady. Pierwsze smartfony zawierające technologie na nim oparte mogą trafić na rynek już za 5 lat

Nowy projekt UE o wartości miliarda euro ma skomercjalizować grafen w ciągu najbliższej dekady. Pierwsze smartfony zawierające technologie na nim oparte mogą trafić na rynek już za 5 lat 2

Czujniki napięcia skóry, wkładki do butów dla cukrzyków, inteligentne tekstylia, elektroniczne tatuaże mierzące rytm serca, a w przyszłości również elastyczne smartfony czy anteny do radiowej identyfikacji. To tylko niektóre z możliwych zastosowań grafenu na najbliższe 10 lat. Grafenowa rewolucja jest nieunikniona. Jej kamienie milowe określa Grafenowa Mapa Drogowa będąca częścią projektu Graphene Flagship, który w ciągu najbliższej dekady ma doprowadzić do powszechnej komercjalizacji grafenu.

– Grafenowa Mapa Drogowa powstała dzięki współpracy środowisk naukowych i biznesowych. To mapa drogowa ku przyszłości, pokazująca, co będzie się działo z grafenem. Pokazująca, kiedy zdaniem ludzi znajdzie on swoje pierwsze praktyczne zastosowania, kiedy powstaną pierwsze elastyczne telefony komórkowe albo pierwsze anteny do radiowej identyfikacji. Pierwsze telefony komórkowe zawierające grafen pojawią się na rynku od 5 do 10 lat – prognozuje w rozmowie z agencją Newseria Innowacje dr Sian Fogden z Cambridge Graphene Centre.

Wyjątkowe właściwości grafenu i szeroki wachlarz możliwych zastosowań tego materiału sprawiają, że badania nad jego rozwojem i komercjalizacją stanowią kluczowe wyzwanie współczesnej nauki. W napędzanie wyścigu ku upowszechnieniu grafenowych technologii włączyła się nawet Unia Europejska. Graphene Roadmap, czyli Mapa Drogowa Grafenu, ma za zadanie określić główne cele i obszary badawcze niezbędne do realizacji głównego założenia, jakim jest komercjalizacja grafenu. To część unijnego programu Graphene Flagship.

– Graphen Flagship to największe w historii Wspólnoty Europejskiej konsorcjum badawcze, które zrzesza 152 partnerów z 23 krajów europejskich. Jego budżet na 10 lat wynosi miliard euro, a celem poprzez współpracę pomiędzy uniwersytetami a przemysłem jest wyprowadzenie grafenu z laboratorium i wprowadzenie go do użytku w społeczeństwie w ciągu 10 lat – tłumaczy ekspertka.

Graphene Roadmap prezentuje trzy zasadnicze obszary działalności. Pierwszy to identyfikacja nowego materiału i ocena jego potencjału, a także opracowanie optymalnych sposobów wytwarzania na skalę przemysłową. Drugi to identyfikacja nowych koncepcji urządzeń wykorzystujących materiały 2D. Ostatecznym celem jest integracja komponentów i struktur opartych na materiałach dwuwymiarowych w konkretnych rozwiązaniach.

Grafenowa Mapa Drogowa określa ponadto dziedziny, w których wdrożenie grafenu będzie zadaniem kluczowym. To między innymi zdrowie i środowisko, produkcja, urządzenia elektroniczne, spintronika, fotonika i optoelektronika, czujniki, elastyczna elektronika, konwersja i magazynowanie energii, materiały kompozytowe, a także urządzenia biomedyczne.

Grafen jest przezroczystą, biokompatybilną i elastyczną odmianą alotropową węgla. Jego struktura jest płaska, a kształtem przypomina plaster miodu. Jednymi z najważniejszych cech grafenu jest bardzo dobre przewodnictwo ciepła i prądu oraz duża wytrzymałość mechaniczna. Choć sam węgiel jest jednym z najbardziej rozpowszechnionych pierwiastków, to taka jego postać znana jest od niedawna.

– To bardzo młody materiał. Pierwsze eksperymenty, za które później (w 2010 r. – przyp.red.) przyznano nagrodę Nobla, miały miejsce w 2004 roku. To dało ludziom asumpt do intensywniejszego zajęcia się badaniami nad grafenem. Poważne badania trwają od zaledwie ośmiu lat. Ze względu na całe to zamieszanie wokół grafenu wydaje nam się, że jest z nami od lat  – twierdzi dr Sian Fogden.

Z raportu Zion Market Research wynika, że globalny rynek rozwiązań z zastosowaniem grafenu wyniósł w 2016 roku 32 mln dol. Do 2022 roku ma on rosnąć w średniorocznym tempie na poziomie 35 proc. do poziomu 193 mln dol.

Protekcjonizm gospodarczy uderza w eksporterów polskiej żywności. Najwięcej barier stawiają Czechy, Niemcy i Słowacja

Protekcjonizm gospodarczy uderza w eksporterów polskiej żywności. Najwięcej barier stawiają Czechy, Niemcy i Słowacja 3

Niemal 80 proc. polskich produktów rolno-spożywczych trafia do Unii Europejskiej. Zagrożeniem dla eksportu jest coraz silniejsze zjawisko protekcjonizmu, które obejmuje takie środki, jak liczne kontrole sanitarne, negatywne kampanie medialne czy obowiązek dodatkowych certyfikacji. Mniej więcej jedna trzecia produktów eksportowanych do krajów, które stawiają przeszkody, spotyka się z dyskryminacją. Jak wynika z raportu opracowanego w ramach programu Single Europe Varied Food, Komisja Europejska może skuteczniej walczyć z protekcjonizmem dzięki zmianom w obowiązujących procedurach. 

– Rynek Unii Europejskiej jest najważniejszym rynkiem eksportowym dla polskich producentów żywności. Jego wartość w 2017 roku wyniosła 21 mld euro, w stosunku do 27 mld euro polskiego eksportu żywności na całym świecie. Ważne jest więc, żeby na tym rynku nie powstawały żadne bariery pozataryfowe ani żadne zjawiska protekcjonistyczne, ponieważ cokolwiek się dzieje na rynku UE, ma natychmiast kolosalny wpływ na polskich producentów żywności – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Andrzej Gantner, dyrektor generalny Polskiej Federacji Producentów Żywności.

Największe bariery to np. kontrole sanitarne o podwyższonej częstotliwości, konieczność wieloletniego przechowywania dokumentów, wymogi posiadania dodatkowych certyfikatów, krótkie terminy ważności zezwoleń czy obowiązkowe umieszczanie na opakowaniu określonych oznaczeń. W opinii polskich eksporterów najwięcej barier stawiają Czechy, Niemcy, Słowacja, Hiszpania, Węgry, Holandia i Wielka Brytania. Ponad 30 proc. produktów eksportowanych do krajów, które stawiają takie bariery, spotyka się z dyskryminacją.

 Stosowane bariery protekcjonistyczne spowodowały, że Czechy z trzeciego importera polskiej żywności spadły na pozycję piątą. To zarówno przez czarny PR, jak i konkretne rozwiązania w zakresie urzędowej kontroli żywności, wprowadzanie nieprecyzyjnych kryteriów co do jakości produktów, stosowanie strony internetowej opartej na nieużywanych w UE określeniach jakości. Takie działania powodują, że faktycznie rok po roku, stosując te metody, można osiągnąć spadek importu z danego kraju. Polscy producenci padli ofiarą takich praktyk – ocenia Gantner.

Z raportu opracowanego przez kancelarię Dentons w ramach programu Single Europe Varied Food „Wsparcie promocji polskiej żywności poprzez niwelowanie barier w eksporcie” wynika, że w grudniu 2017 roku toczyło się 674 postępowań w sprawie naruszenia prawa UE przez kraje członkowskie. Średnia długość pierwszego etapu postępowania (ma na celu szybkie rozwiązanie sporu) wynosi 36,9 miesiąca, zaś drugiego etapu (postępowanie sądowe) – 22,4 miesiąca. Średni czas oczekiwania na rozstrzygnięcie to już ponad 5 lat.

To oznacza, że ktoś wprowadza barierę na swoim rynku i dopiero ewentualnie po 5 latach, zgodnie z decyzją Komisji, ta bariera jest znoszona. Każdy, kto zajmuje się biznesem, wie o tym, że to jest przynajmniej o 4 lata i 7 miesięcy za późno, w związku z tym proponujemy wprowadzenie takich procedur, które pozwolą w ciągu mniej więcej trzech miesięcy podjąć pierwsze działania – mówi Andrzej Gantner.

Raport ocenia, że aby skutecznie przeciwdziałać protekcjonizmowi, konieczne jest wprowadzenie postępowania eksperckiego, czyli grupy ekspertów, która będzie działać przy Komisji Europejskiej w sprawach dotyczących uchybienia przez państwa członkowskie zobowiązaniom traktatowym. Pomoże ona odciążyć KE i zachęci państwa członkowskie do polubownego rozwiązywania sporów.

– W samym funkcjonowaniu podstawowego unijnego systemu RASFF dotyczącego bezpieczeństwa żywności, który decyduje o tym, że wizerunek europejskiej żywności jest uznawany za bardzo dobry, znaleźliśmy możliwości, które są związane z protekcjonizmem. Dziś do systemu firmy mogą składać zgłoszenia przeciwko swoim konkurentom na rynku. Uważamy, że tak absolutnie nie powinno być – przekonuje dyrektor generalny PFPŻ.

Postępowanie przed KE może też usprawnić odwrócenie ciężaru dowodowego – państwo członkowskie, któremu zarzuca się stosowanie nieuzasadnionych barier, będzie musiało udowodnić, że stosowane rozwiązania prawne są zgodne z prawem unijnym. Obecnie to Komisja musi udowodnić niezgodność z unijnym prawem wewnętrznych przepisów.

– Podkreślamy również konieczność nakładania niezbędnych środków tymczasowych. Obowiązywanie danej bariery wprowadzonej przez kraj zostaje wstrzymane do czasu rozstrzygnięcia przez KE, czyli nie powinno być sytuacji, że bariera działa, ruguje z rynku naszych producentów, a dopiero za jakiś czas być może zostanie usunięta – mówi dyrektor generalny PFPŻ.

Wymianę handlową mogłaby też usprawnić platforma do udostępniania regulacji krajowych, na której znalazłyby się planowane zmiany w przepisach dotyczących kwestii wprowadzania danych grup towarów na terytorium państw członkowskich.

– Z jednej strony to proste postulaty, ale zdajemy sobie sprawę z tego, że prawo UE jest bardzo skomplikowane, a działania KE są bardzo powolne. Patrząc jednak na to, jak ważny jest rynek UE i jak duże wsparcie otrzymaliśmy od posłów PE, liczymy na to, że przy wsparciu polskiego rządu KE zajmie się tymi postulatami. Jeśli chociaż jeden zostanie wdrożony, uznamy to za sukces – podsumowuje Andrzej Gantner.

Nowe technologie rewolucjonizują branżę HR. Minimalizują koszty, poprawiają komunikację z pracownikami i budują ich lojalność

Nowe technologie rewolucjonizują branżę HR. Minimalizują koszty, poprawiają komunikację z pracownikami i budują ich lojalność 4

Media społecznościowe oraz nowe technologie na nowo kształtują branżę HR. Z badań wynika, że ponad połowa firm przekształca swoje programy HR-owe, żeby umożliwić pracownikom korzystanie z cyfrowych i mobilnych narzędzi, a co trzecia korzysta już z nowoczesnych rozwiązań, jak aplikacje oparte o sztuczną inteligencję. Trendem, który ma wspierać działy HR w obszarze nowoczesnych technologii, jest SMAC.

 SMAC jest ogólnoświatowym trendem, którego nazwa to skrót od słów social, mobile, analytics i cloud. Oznacza synergię tych czterech technologii, co w ujęciu długofalowym przekłada się na produktywność oraz zaangażowanie pracowników przy jednoczesnym zmniejszeniu kosztów. Krzepiący jest fakt, że ten trend już dawno przestał być teorią, są to rzeczy, które dzieją się tu i teraz – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Selenge Tomczyk, manager dywizji Human Resources w firmie rekrutacyjnej Michael Page.

Powszechny postęp technologiczny wpływa na modele biznesowe firm, co jednocześnie kształtuje na nowo działy HR. SMAC wymaga od nich m.in. zamiany sposobu myślenia, tak aby wszelkie nowe procesy były projektowane w oparciu o wykorzystanie technologii, które pomogą je wdrożyć, zoptymalizować oraz zmierzyć. Wiążą się z nim także zmiany w dostarczaniu rozwiązań HR, sposobie podejmowania decyzji kadrowych, a także automatyzacji niektórych procesów HR, ponieważ technologie kognitywne pozwalają część zadań powierzyć systemom opartym na odpowiednich algorytmach. SMAC pozwala więc na zwiększenie produktywności przy jednoczesnej minimalizacji kosztów.

Trend ten umożliwia również lepsze dopasowanie firm do szybko zmieniających się realiów biznesowych oraz efektywniejszą komunikację zarówno z obecnymi, jak i potencjalnymi pracownikami.

– SMAC oferuje działom HR przede wszystkim narzędzia analityczne, dzięki którym mogą one planować zatrudnienie i decydować o ścieżce karier swoich pracowników. Z kolei analityka predykcyjna pozwala nam na analizy danych teraźniejszych oraz przeszłych po to, żebyśmy mogli przewidywać niektóre ruchy pracownicze. Pozwala to nam na zaplanowanie awansów, podwyżek lub zaproponowanie alternatywnych ścieżek kariery dla pracowników – zwraca uwagę Selenge Tomczyk.

Wynika z niego także szereg korzyści nie tylko dla działów HR, lecz także dla pracowników: stwarza możliwość zdalnego dostępu do programów zarządzających kwestiami kadrowo-płacowymi i platform edukacyjnych online zawierających np. wideo, podcasty czy interaktywne szkolenia. Wspiera też pracę zdalną, co z kolei wpływa na work-life balance pracowników i poziom rotacji w firmie.

Wdrożenie SMAC wymaga jednak przebudowy procesów i korzystania z cyfrowych platform oraz aplikacji mobilnych.

 Działy HR przy wdrożeniu trendu SMAC muszą na pewno zmienić sposób myślenia, przy budowaniu strategii personalnej powinny iść z duchem czasu, z duchem cyfryzacji. Digital już dawno przestał być odrębnym bytem. Strategia personalna powinna być budowana zgodnie ze strategią digitalową. Dzięki trendowi SMAC w działach HR pojawi się zapotrzebowanie na nowe kompetencje, będą poszukiwane osoby z analitycznym umysłem, które potrafią pracować na dużych liczba danych, jednocześnie wyciągając z nich wnioski, i prezentować je w sposób zrozumiały dla biznesu – podkreśla manager dywizji Human Resources w Michael Page.

Selenge Tomczyk ocenia, że SMAC będzie wkrótce codziennością dla firm i kandydatów także dlatego, że coraz większą część rynku stanowią przedstawiciele pokolenia Y, którzy nie rozstają się ze smartfonami.

 SMAC, czyli media społecznościowe, mobile, analityka i rozwiązania w chmurze, to naprawdę ogromne wyzwanie i zupełnie nowa rzeczywistość, z którą muszą się mierzyć HR-owcy zarówno pod kątem wewnętrznej komunikacji z pracownikami, jak i zewnętrznej – z kandydatami, których chcą zrekrutować –mówi Maja Gojtowska, ekspert HR, prowadząca blog gojtowska.com.

Ekspert HR podkreśla, że nowe technologie dają ogromną przewagę działom HR, które jednak muszą przeformułować swoje dotychczasowe funkcjonowanie. Dotyczy to zarówno systemów do komunikacji, jak i stosowania szeroko pojętej analityki opartej na big data, które umożliwiają weryfikację praktycznie wszystkich danych i procesów HR-owych zachodzących w firmie. Dzięki temu skutecznie można sprawdzić, na ile są one efektywne. Praca w chmurze gwarantuje natomiast sprawniejsze funkcjonowanie organizacji, bez względu na lokalizację pracowników.

Jak wynika z badań Deloitte, ponad połowa (56 proc.) firm już przekształca swoje programy HR tak, aby umożliwić pracownikom korzystanie z cyfrowych i mobilnych narzędzi. Z kolei 33 proc. organizacji korzysta już z nowoczesnych rozwiązań, takich jak aplikacje oparte o sztuczną inteligencję. W Polsce 74 proc. firm uważa cyfryzację HR za bardzo ważny element swojej struktury korporacyjnej.

HR-owcy deklarują, że nowe technologie powinny być priorytetem organizacji, ale nie do końca tak jest. Na polskim rynku 2/3 organizacji opiera swoje rozwiązania z obszaru learning i developmentu na zwykłych plikach Excel. Dużo jest jeszcze do zrobienia, aczkolwiek jest na to otwartość. Są na rynku przykłady bardzo innowacyjnych rozwiązań, choćby chatboty, które wspierają rekrutacje firm. Takie rozwiązania w ostatnim czasie wprowadził choćby Budimex czy Accenture, czy od prawie czterech miesięcy sztuczny bot z powodzeniem wspiera też rekrutację w Netguru – wymienia Maja Gojtowska.

Na rynku są już także pierwsze firmy, które wprowadzają Workplace by Facebook jako wewnętrzny komunikator. Korzysta z tego już między innymi polska firma trans.eu oraz fundacja WOŚP. Co więcej, HR-owcy coraz częściej rozmawiają z kandydatami podczas wideokonferencji na Skype. Kandydaci mogą też zadawać rekruterom pytania podczas dyżurów na Messengerze, na co zdecydowała się na przykład firma Capgemini.

Ekspert HR zauważa, że digitalizacja może przynieść realne efekty, dlatego tak ważne jest dzielenie się konkretnymi praktykami, wnioskami ze realizowanych projektów i promowaniem ich na bazie twardych danych.

– Nowe technologie są dziś DNA wielu organizacji i to, w jaki sposób firmy będą z nich korzystać, jak będą wykorzystywać je w obszarze komunikacji, budowy zaangażowania, zbierania informacji zwrotnej od pracowników, będzie potem przekładało się na to, czy pracownicy będą chcieli z tymi organizacjami łączyć się na dłużej, czy będą szukali nowych wyzwań zawodowych – zaznacza Maja Gojtowska.

KUKE Finanse zapowiada dalszy rozwój na rynku faktoringowym

Spółka akcyjna KUKE Finance działa na rynku operacyjnie od trzech lat. Od początku jej głównym założeniem był faktoring pełny, czyli z wykorzystaniem ubezpieczeń należności spółki matki, czyli Korporacji Ubezpieczeń Kredytów Eksportowych. Widać to po realizowanych obrotach, które w ostatnim roku wyniosły blisko 1,5 miliarda złotych.Ponad 70 proc. stanowią obroty właśnie w faktoringu pełnego. Pozostała część to transakcje tzw. faktoringu z regresem.

 KUKE finansuje transakcje klasyczne, czyli dla rynku faktoringowego – należności krótkoterminowe – powiedział serwisowi eNewsroom Konrad Klimek, prezes korporacji Ubezpieczeń Kredytów Eksportowych – Wychodzi także naprzeciw klientom – zwłaszcza z branży górniczej – realizuje transakcje dwu- i trzyletnie, co wyróżnia firmę na tle pozostałych członków rynku faktoringowego. Spółka KUKE Finance w pierwszym roku działalności operacyjnej zrealizowała obroty w wysokości 267 milionów złotych. To wartość skupionych faktur brutto. W 2016 roku było to już 1,064 miliarda złotych, a w kolejnym to rekordowe 1,474 miliarda złotych. W 2018 KUKE Finance przewiduje wzrost obrotów do około 1,9-2 miliardów złotych.Planuje także dynamiczne zwiększanie udziału w rynku. Przyrosty spółki powinny być ok. dwukrotnie wyższe niż całego rynku faktoringowego w Polsce. Ostatnio wzrósł on o 16,7 proc. ze 158 do 195 miliardów złotych. Wzrost KUKE Finance stanowił 37 proc. – podsumował Klimek.

Kurs franka i euro. Michał Stajniak prognozuje 4,15 – 4,30 zł za euro, 3,60 – 3,70 zł za franka

Kurs złotego ostatnio poruszał się niespokojnie. To ile będziemy płacić za franka, zależeć będzie od wojen handlowych. Kurs wobec euro będzie raczej uzależniony od danych z polskiej gospodarki, zwłaszcza że pojawiły się komentarze o możliwej obniżce stóp procentowych.

– Ze względu na niepokój na rynkach finansowych złoty w ostatnich dniach poruszał się niespokojnie – mówi w rozmowie z MarketNews24 Michał Stajniak, ekspert XTB.

Dane z polskiej gospodarki są w przewadze dobre, jak choćby najnowsze o inflacji, ale inwestorów niepokoi sytuacja na rynku pracy.

– Nie ma powodów do wzmocnienia złotego, dlatego kurs będzie się zmieniał w granicach 4,15 – 4,30 zł za euro – ocenia M.Stajniak.

Natomiast nastroje frankowiczów bardziej zależeć będą od dalszego rozwoju wojen handlowych, zainicjowanych przez USA.

Inflacyjna niespodzianka

Ceny towarów i usług konsumpcyjnych wzrosły w marcu br., w ujęciu rocznym, o 1,3 proc. W lutym wzrost wyniósł 1,4 proc. W stosunku do poprzedniego miesiąca ceny obniżyły się o 0,1 proc. – podał GUS w szybkim szacunku.

– Mamy najniższą inflację od kilkunastu miesięcy. Dane dotyczące marca zaskoczyły wielu ekonomistów. Przed miesiącem to ceny żywności przyczyniły się do spadku inflacji. W marcu większy wpływ na jej obniżkę miały prawdopodobnie kurczące się ceny paliw do prywatnych środków transportu oraz nośników energii. W skali roku żywność podrożała o 3,7 proc., ale w stosunku do lutego jej ceny spadły o 0,1 proc. W najbliższych miesiącach możemy się spodziewać obniżenia cen wielu produktów spożywczych, m.in. masła, jaj, mleka, co niewątpliwie będzie miało wpływ na poziom inflacji – mówi Zbigniew Maciąg z Konfederacji Lewiatan.

Z jednej strony niższa inflacja może, przynajmniej częściowo, osłabić presję na podwyżki wynagrodzeń dla pracowników. Z drugiej zaś strony rozpoczynają się prace sezonowe i w takich branżach jak budownictwo, transport, rolnictwo gwałtownie wzrośnie popyt na pracowników. Już teraz firmy mają kłopoty ze znalezieniem wykwalifikowanych osób. Aby ich pozyskać przedsiębiorstwa będą musiały więcej im zapłacić. Tym bardziej, że rynek pracy cudzoziemców (głównie Ukraińców) nie jest bez dna i już widać na nim pierwsze objawy zadyszki.

Z niższej inflacji na pewno cieszą się osoby, które swoje oszczędności gromadzą w bankach. W ostatnich miesiącach ponosiły realnie straty, gdyż oprocentowanie lokat było niższe od inflacji. Teraz to się trochę zmieni, przynajmniej w części banków, które oferują wyższe oprocentowanie depozytów.

– Na koniec roku inflacja nie powinna przekroczyć 2 proc. Szanse na podwyżkę stóp procentowych NBP są więc niewielkie, co z kolei ucieszy osoby mające kredyty złotowe, ponieważ nie będą musiały przeznaczać więcej pieniędzy na spłatę rat kredytowych – dodaje Zbigniew Maciąg.

Xavier Guesnu nowym Prezesem Zarządu Lafarge w Polsce

Z początkiem marca stanowisko Prezesa Zarządu Lafarge w Polsce objął Xavier Guesnu. Zastąpił on Federico Tonettiego, który pełnił tę funkcję od 2014 roku.

Xavier Guesnu z Grupą LafargeHolcim związany jest od ośmiu lat. Wcześniej od 2013 roku pełnił funkcję Dyrektora Generalnego linii kruszyw we wschodniej Kanadzie. W latach 2010-2013 odpowiadał za strategię i rozwój Lafarge na rynkach globalnych, pełniąc funkcję Wiceprezesa ds. Strategii, Rozwoju, Przejęć i Fuzji. Dzięki swojemu bogatemu doświadczeniu zawodowemu doskonale łączy zarządzanie strategiczne z działalnością operacyjną w dynamicznym otoczeniu biznesowym i zmieniających się uwarunkowaniach rynkowych.

Xavier Guesnu
Xavier Guesnu

Zawodowo najbardziej motywuje mnie realizacja nowych możliwości biznesowych oraz rozwój ludzi i obserwowanie, jak stają się coraz lepsi. Dlatego cieszę się, że stałem się częścią Lafarge w Polsce i dołączam do tego wykwalifikowanego i kompetentnego zespołu. Wiem, że mając wspólne cele, osiągniemy je jako jeden zespół – powiedział Xavier Guesnu.

Xavier Guesnu stawia na dalszy rozwój, rentowny wzrost oraz wykorzystanie pełnego potencjału Lafarge w Polsce. Nowe technologie i inwestycje w innowacje to dla nas priorytety. To dzięki nim nasza oferta dla Klientów jest szersza, bardziej kompleksowa i pomaga zwiększyć efektywność ich biznesu. Widzę już kilka świetnych przykładów takich działań: Solidna Ekipa, LH Engineering czy działania digital – podkreślił Xavier Guesnu.

Xavier Guesnu wcześniej pracował jako konsultant biznesowy dla międzynarodowej firmy konsultingowej Bain & Company. Jest Absolwentem Mines ParisTech, jednej z najbardziej prestiżowych uczelni technicznych we Francji. Mówi biegle w 4 językach – ojczystym francuskim, angielskim, hiszpańskim i polskim.

Aktywność inwestorów na rynkach Grupy GPW – marzec 2018 r.

  • Spadek wartości obrotu akcjami w ramach arkusza zleceń[1] na Głównym Rynku o 25,3% rdr do 18,4 mld zł w marcu 2018 r.,
  • Spadek łącznego wolumenu obrotu kontraktami terminowymi o 0,2% rdr do poziomu 1 mln. szt. w marcu 2018 r.
  • Wzrost wartości emisji obligacji nieskarbowych notowanych na rynku Catalyst o 25% rdr do poziomu 75,6 mld zł.
  • Wzrost łącznego wolumenu obrotu energią elektryczną o 164,4% do poziomu 20,5 TWh w marcu 2018 r.
  • Wzrost łącznego wolumenu obrotu gazem o 28,1% rdr do 9,4 TWh w marcu 2018 r.
  • Wzrost wolumenu obrotu prawami majątkowymi wynikającymi ze świadectw pochodzenia związanych z efektywnością energetyczną na rynku spot o 79,4% do 26,2 ktoe w marcu 2018 r.

Łączna wartość obrotu akcjami na Głównym Rynku GPW wyniosła 19 mld zł w marcu 2018 r., czyli o 24,3% mniej niż w analogicznym okresie rok wcześniej. Wartość obrotu akcjami w ramach arkusza zleceń spadła w marcu 2018 r. o 25,3% rdr, do poziomu 18,4 mld zł. Średnia dzienna wartość obrotu akcjami w ramach arkusza zleceń osiągnęła w marcu 2018 r. poziom 874,3 mln zł, o 18,2% mniej niż rok wcześniej. Wartość indeksu WIG na koniec marca 2018 r. wyniosła 58 377,42 pkt i była o 0,8% wyższa niż przed rokiem.

Na rynku NewConnect w marcu 2018 r. odnotowano spadek łącznej wartości obrotu akcjami o 29,9% rdr do poziomu 118,9 mln zł. Wartość obrotów akcjami w ramach arkusza zleceń na rynku NewConnect w marcu spadła o 30,2% rdr i wyniosła 104,5 mln zł.

W marcu 2018 r. łączny wolumen obrotu instrumentami pochodnymi wyniósł 1 mln szt., o 0,2% mniej niż rok wcześniej. Wolumen obrotu kontraktami terminowymi na indeksy wyniósł w marcu 2018 r. 607,1 tys. szt., co oznacza spadek o 10% rdr. Wolumen obrotu kontraktami terminowymi na waluty wzrósł o 96,6% do poziomu 229,6 tys. szt. wobec 116,8 tys. szt. w marcu 2017 r.

Wartość notowanych na rynku Catalyst emisji obligacji nieskarbowych wyniosła 75,6 mld zł na koniec marca 2018 r. wobec 60,5 mld zł w analogicznym okresie ubiegłego roku[2]. Wartość obrotu obligacjami nieskarbowymi na rynku Catalyst w ramach arkusza zleceń wzrosła w marcu o 26% rdr, do poziomu 261 mln zł.

Łączna wartość obrotu obligacjami na TBSP sięgnęła w marcu tego roku 50 mld zł i była o 8,4% niższa niż rok wcześniej.

Łączny wolumen obrotu energią elektryczną na rynkach spot i terminowym w marcu 2018 r. wyniósł 20,5 TWh, co oznacza wzrost o 164,4% rdr. Wolumen obrotu energią elektryczną na rynku forward wzrósł o 221,0% do poziomu 17,9 TWh, w porównaniu do analogicznego okresu rok wcześniej.

Łączny wolumen obrotu gazem ziemnym wyniósł w marcu 2018 r. 9,4 TWh, o 28,1% więcej niż rok wcześniej. Na rynku spot wolumen obrotu wzrósł o 87,5% do poziomu 4,3 TWh. Natomiast wzrost o 1,2% do poziomu 5,1 TWh odnotowano na rynku terminowym.

Wolumen obrotu prawami majątkowymi wynikającymi ze świadectw pochodzenia, z wyłączeniem praw ze świadectw związanych z efektywnością energetyczną („białe certyfikaty”)[3], na rynku spot wyniósł w marcu 2018 r. 6,9 TWh, co oznacza spadek o 14,4% rdr. Wolumen obrotu prawami majątkowymi wynikającymi ze świadectw pochodzenia związanych z efektywnością energetyczną („białe certyfikaty”) wzrósł o 79,4% rdr osiągając w marcu 2018 r. poziom 26,2 ktoe4.

Kapitalizacja 428 spółek krajowych notowanych na Głównym Rynku wyniosła na koniec marca 2018 r. 607,65 mld zł (144,36 mld EUR). Łączna kapitalizacja 478 spółek krajowych i zagranicznych notowanych na Głównym Rynku sięgnęła na koniec marca tego roku 1 302,20 mld zł (309,36 mld EUR).

Na Głównym Rynku w marcu 2018 r. zadebiutowały spółki Sescom oraz AB „Novaturas”, o łącznej wartości oferty 92,9 mln zł.

Na NewConnect w marcu 2018 r. zadebiutowała spółka FTI Profit.

Na Catalyst w marcu 2018 r. zadebiutowały obligacje spółki Benefit Partners o wartości emisji 15 mln zł.

W marcu 2018 r. na GPW odbyło się 21 sesji giełdowych, o 2 mniej niż rok wcześniej.

W załączeniu dane o obrotach na rynkach prowadzonych przez Grupę GPW.

[1] transakcje sesyjne, bez transakcji pakietowych

[2] Od 3 stycznia 2018 r. obligacje Banku Gospodarstwa Krajowego (BGK) są kwalifikowane jako obligacje skarbowe. W związku z tym dane o wartości emisji obligacji nieskarbowych z poprzednich komunikatów obrotowych są nieporównywalne z danymi prezentowanymi w tym komunikacie.

[3] świadectwa pochodzenia związane z efektywnością energetyczną (tzw. białe certyfikaty) są wystawiane , notowane i rozliczane w innych jednostkach metrycznych niż pozostałe świadectwa na TGE (toe – tona oleju ekwiwalentnego; energetyczny równoważnik jednej metrycznej tony ropy naftowej o wartości opałowej równej 10.000 kcal/kg;)

Wojny handlowe są dobre i łatwe do wygrania? Chiny mówią „sprawdzam”

Roman Ziruk - Ebury
Roman Ziruk, Ebury Polska

Konflikt na linii USA-Chiny zaognia się. Decyzje obu państw sugerują, że mocarstwa mogą kierować się w stronę wojny handlowej. Czy prezydent USA ma rację określając wojny handlowe jako „dobre i łatwe do wygrania”?

Stany Zjednoczone opublikowały wczoraj listę 1300 chińskich towarów, które zostaną objęte 25-procentowymi cłami importowymi. Łączna, roczna wartość towarów to 50-60 mld USD. Dobór produktów, które zostaną objęte taryfami celnymi sugeruje, że USA chcą uderzyć m.in. w nową strategię gospodarczą Chin skoncentrowaną na rozwoju zaawansowanych technologii – “Made in China 2025”.

Chiny nie pozostały dłużne i oprócz, wprowadzonych w poniedziałek, 15 i 25-procentowych ceł na import niektórych amerykańskich produktów o wartości ok. 3 mld USD, ogłosiły dziś kolejne „środki odwetowe”.

Dzisiejszy ruch Państwa Środka jest bardziej agresywny od poprzedniego. Chiny chcą objąć 25-procentowymi cłami towary o wartości ok. 50 mld USD. Obawiać mogą się zwłaszcza amerykańscy rolnicy. Chińskie cła mają objąć towary takie jak kukurydza, pszenica, bawełna, tytoń czy soja. Cła mają objąć również pojazdy elektryczne, samoloty oraz wiele innych.

Reakcja rynków była oczywiście negatywna. Indeksy europejskie (w tym polski parkiet) świecą się na czerwono, tracąc ok. 1-2%. Spadki na futures na niektóre amerykańskie indeksy przekraczają z kolei 2% sugerując, że giełdy w USA otworzą się ze sporą luką. Reakcja rynku walutowego była mniejsza, jednak również zauważalna – od razu po publikacji informacji z Chin tracił dolar amerykański, zyskiwał natomiast jen japoński. Wieści z Państwa Środka i wzrost niepokoju nie sprzyjają również złotemu, który dzisiejszy dzień rozpoczął spadkami.

SPOJRZENIE NA WALUTY

PLN

Polska waluta we wtorek umocniła się w parze z euro. W relacji do dolara amerykańskiego i funta brytyjskiego, złoty zakończył dzień w okolicy poziomów notowanych pod koniec poprzedniego dnia. PLN reagował przede wszystkim na zmiany na głównych parach, jednak warto wspomnieć również o wczorajszych, dobrych informacjach z kraju.

Po pierwsze, indeks PMI opisujący aktywność w polskim sektorze przemysłowym, wbrew oczekiwaniom konsensusu nie spadł w marcu (w przeciwieństwie do analogicznego indeksu dla strefy euro), a utrzymywał się na poziomie 53,7, notowanym w poprzednim miesiącu. Abstrahując od niższej dynamiki wzrostu nowych zamówień, którą odnotowano w marcu, indeks w ujęciu ogólnym sugeruje utrzymanie dobrej koniunktury w polskim przemyśle. Solidna ekspansja w sektorze przemysłowym prawdopodobnie powinna utrzymywać się również w kolejnych kwartałach.

Po drugie, pozytywnie zaskoczył wstępny szacunek GUS opisujący deficyt sektora instytucji rządowych i samorządowych w ubiegłym roku. Zgodnie ze wskazaniami, deficyt w relacji do PKB spadł z poziomu 2,3% notowanego w 2016 r. do 1,5% w 2017 r. i był najniższy w historii. Dług sektora w relacji do PKB spadł z kolei z poziomu 54,2% w 2016 r. do 50,6% w 2017 r.

Dzisiejsze dane o inflacji zaskoczyły in minus. Inflacja zamiast wyraźnie rosnąć, w marcu spadła do najniższego poziomu od końcówki 2016 r. Słabsza inflacja w Polsce może cieszyć oszczędzających, jednak docelowo prawdopodobnie będzie utwierdzać członków Rady Polityki Pieniężnej w swoim gołębim nastawieniu, co może wpłynąć na dalsze odsuwanie w czasie podwyżek stóp procentowych w Polsce i osłabiać złotego.

EUR

Kurs EUR/PLN we wtorek osłabił się o 0,4%, wahając się w widełkach 4,19 – 4,21. Wczorajsze dane PMI opisujące aktywność w sektorze przemysłowym gospodarek strefy euro, zgodnie ze wcześniejszymi wskazaniami pokazały spadek z poziomu 58,6 w lutym do 56,6 w marcu. W połączeniu ze słabymi indeksami nastrojów inwestorów i biznesu może to sugerować, że koniunkturalna górka w strefie euro jest już za nami, a dynamika PKB może wyhamowywać.

Dzisiejsze odczyty ze Starego Kontynentu są dość mieszane. Z jednej strony, notujemy oczekiwane odbicie inflacji CPI, która skoczyła z poziomu 1,1% notowanego w lutym, do 1,4% rocznie w marcu. Z drugiej natomiast – istotniejszy dla nas – bazowy indeks cały czas pozostaje płaski i wynosi jedynie 1% rocznie. Utrzymywanie się inflacji bazowej na niskich poziomach może stanowić dla EBC solidny argument przeciwko rychłemu wygaszaniu programu QE i w konsekwencji osłabiać euro.

GBP

Kurs GBP/PLN we wtorek umocnił się o 0,2%, wahając się w widełkach 4,79 – 4,82. Wczorajsze dane PMI opisujące aktywność w sektorze przemysłu Zjednoczonego Królestwa były dobre – marcowy odczyt był nieco lepszy od oczekiwań. Wskaźnik od kilku miesięcy utrzymuje się w okolicy poziomu 55, co sugeruje ekspansję sektora. Dane wspierały brytyjską walutę – ważony indeks GBP zakończył dzień na plusie.

Z wczorajszymi danymi dość mocno kontrastuje dzisiejszy odczyt, który na pierwszy rzut oka może wydawać się mocno niepokojący. Indeks PMI dla sektora budowlanego niespodziewanie spadł bowiem z poziomu 51,4 notowanego w lutym do 47 w marcu. Tak silny ruch był nieoczekiwany – konsensus ekonomistów oczekiwał, że indeks spadnie jedynie o 0,5 p. do poziomu 50,9. Winą za tak silny spadek obarcza się pogodę, a dokładniej – syberyjski niż, nazywany przez meteorologów “Bestią ze Wschodu”. Opady śniegu, silne wiatry i niskie temperatury nie sprzyjały firmom budowlanym i przełożyły się na spadek aktywności w sektorze do najniższego poziomu od czasu głosowania w sprawie Brexitu.

Brytyjska waluta na dane zareagowała osłabieniem, jednak reakcję trudno nazwać paniczną – w parze z dolarem amerykańskim i euro brytyjska waluta straciła do tej pory ok. 0,3 – 0,4%. W parze z polskim złotym funt nadal jednak znajduje się na poziomie wyższym niż rano. Biorąc pod uwagę skalę spadku indeksu, reakcja rynku nie była zbyt duża, co może być związane z faktem, iż spadek aktywności dotknął jedynie jednego (relatywnie mało istotnego) sektora. Sektor przemysłowy – o czym przekonaliśmy się wczoraj – radzi sobie nieźle. Dodatkowo, biorąc pod uwagę to, co stało za odczytem – czyli przejściowe warunki pogodowe – wskaźnik nie powinien wpłynąć na decyzję Banku Anglii podczas kolejnego spotkania (rynek liczy na podwyżkę stóp procentowych).

USD

Kurs USD/PLN we wtorek osłabił się o 0,1%, wahając się w widełkach 3,41 – 3,43. Inwestorzy prawdopodobnie nadal będą skupiać się na kwestii relacji handlowych USA i Chin, pod koniec tygodnia poznamy jednak istotne dane z amerykańskiego rynku pracy, na których powinni zawiesić oko analitycy.

W dniu dzisiejszym poznamy poprzedzające odczyt NFP, marcowe dane ADP z amerykańskiego rynku pracy (14:15). Dziś opublikowane zostaną również indeksy PMI/ISM opisujące aktywność w amerykańskim sektorze usług w poprzednim miesiącu (15:45/16:00). Po południu dodatkowo przemawiać będą członkowie FOMC – James Bullard (15:45) oraz Loretta Mester (17:00).

KLUCZOWE PUBLIKACJE

  • 14:15 – zmiana pozarolniczego zatrudnienia ADP w marcu
  • 15:45 – przemawia James Bullard z FOMC
  • 15:45 – wskaźnik PMI dla usług USA w marcu
  • 16:00 – wskaźnik ISM dla usług USA w marcu
  • 17:00 – przemawia Loretta Mester z FOMC

Autor: Roman Ziruk, Ebury

BGŻ BNP Paribas: Ceny mieszkań pójdą w górę

W 2018 r. ceny mieszkań wzrosną o kilka procent, a sprzedaż na rynku pierwotnym nieco spadnie. Program „Mieszkanie +” nie wpłynie istotnie na cały rynek, natomiast branża deweloperska zmierzy się z rosnącymi kosztami materiałów, zatrudnienia i ziemi – wynika z raportu „Stan i perspektywy rozwoju rynku nieruchomości w 2018 r.”, przygotowanego przez ekspertów Banku BGŻ BNP Paribas.

– W 2018 r. na rynku mieszkaniowym powinniśmy obserwować dalsze kilku procentowe wzrosty cen mieszkań, szczególnie tych z inwestycji nowo wprowadzanych do sprzedaży. Przy czym, w I półroczu mogą one być wyższe względem II połowy 2018 r. – mówi Monika Orłowska, analityk sektorowy w  Banku BGŻ BNP Paribas.

Bank nie spodziewa się, aby nowe programy rządowe istotnie wpłynęły na relację podaży i popytu na rynku mieszkaniowym.

– Pierwsze projekty z programu „Mieszkanie +” będą zlokalizowane poza dużymi miastami, stąd nie będą aż tak silnie wpływać na cały rynek – tłumaczy Monika Orłowska z Banku BGŻ BNP Paribas.

Eksperci Banku oceniają, że w 2018 r. problemem dla branży deweloperskiej będą rosnące koszty materiałów budowlanych i zatrudnienia oraz coraz wyższe ceny ziemi pod budowę nowych inwestycji.

– Nowelizacja ustawy dot. obrotu ziemią rolną z 2016 r. praktycznie zamknęła w dużych miastach możliwość zakupów ziemi rolnej przez deweloperów – dodaje Monika Orłowska.

Bank BGŻ BNP Paribas oczekuje stabilizacji sprzedaży mieszkań na rynku pierwotnym na poziomie nieco niższym od rekordowego 2017 r.

Ekonomiści Banku są zdania, że osiągniecie wyższej sprzedaży mieszkań w 2018 r. do ubiegłorocznej historycznie najwyższej, na rynku pierwotnym, jest się mało prawdopodobne, ale zainteresowanie tym rynkiem nie powinno drastycznie spaść, a popyt powinien się ustabilizować na poziomie zbliżonym, lub nieco niższym do tego z 2017 r.

– W strukturze nabywców istotny (55proc.-60proc.) pozostanie udział nabywców gotówkowych i zakupów inwestycyjnych. Rosnąć powinna liczba kredytobiorców spłacających w całości kredyt z dofinansowaniem z programu RnS. Część z tych gospodarstw domowych może być zainteresowana zakupem nowej – większej nieruchomości – mówi Monika Orłowska.

Z analizy planów deweloperów na kolejne lata wynika, że w 2018 r. notowane będą kolejne rekordy w podaży nowych mieszkań.

 Niemniej utrzymywanie dobrej kondycji branży kolejny rok z rzędu, przy jej wysokiej cykliczności, skłania ponownie do pytań o wzrost prawdopodobieństwa przeinwestowania – zastrzega Monika Orłowska z Banku BGŻ BNP Paribas.

Zaskakujące dane o inflacji w Polsce

Ceny towarów i usług konsumpcyjnych według szybkiego szacunku GUS w marcu 2018 r. w stosunku do poprzedniego miesiąca obniżyły się o 0,1 proc., a w porównaniu z analogicznym miesiącem ub. roku wzrosły o 1,3 proc. Spodziewano się wyższej inflacji.

Przewidywania ekonomistów były takie, że inflacja w marcu wzrośnie o 1,6-1,7 proc. – Mamy w Polsce wysoki wzrost konsumpcji o 5 proc. rok do roku, a jednak nie przekłada się to na wzrost presji inflacyjnej – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB. – Odczuwalny wzrost dochodów będzie więc większy.

Drugi, ważne w ocenie eksperta wniosek, jest taki: – Tym bardziej RPP nie będzier myśleć o podwyżce stóp procentowych.

Huknęły pierwsze strzały na wojnie handlowej

Rozszerza się konflikt handlowy pomiędzy Stanami Zjednoczonymi a Chinami. Obie strony w ostatnich godzinach licytują się zapowiedziami wprowadzenia ceł. Czy to jeszcze potyczka handlowa, czy już prawdziwa wojna? – pisze Marcin Lipka, główny analityk Cinkciarz.pl.

W nocy Stany Zjednoczone opublikowały 40-stronicową listę importowanych z Chin towarów, które obejmie 25-procentowa stawka celna. Zaliczają się do nich m.in. produkty przemysłu farmaceutycznego czy maszynowego (np. roboty przemysłowe). Dodatkowe opłaty celne Ameryka zamierza nałożyć na produkty gospodarstwa domowego – zmywarki czy telewizory.

Odpowiedzi Chin na zaczepki Waszyngtonu na początku były umiarkowane. Gdy USA ogłosiły cła na chińską stal czy aluminium, Pekin długo zwlekał z wprowadzeniem działań odwetowych. Teraz było inaczej. Reakcja nadeszła dosłownie po kilku godzinach i była równa co do skali. Importowane przez Chiny amerykańskie towary o wartości 50 mld dol. zostaną objęte 25-procentowymi cłami. Zaliczają się do nich m.in. samoloty, samochody oraz soja, której to import z USA ma wartość ok 12 mld dol. rocznie.

Jeszcze 6-7 tygodni, by uniknąć wojny

Dodatkowe graniczne opłaty wejdą w życie z dnia na dzień. W dokumencie Biura Przedstawiciela Handlowego USA, który wymienia listę produktów objętych cłami, możemy przeczytać że rozmowy z zainteresowanymi stronami (chodzi przede wszystkim o przedstawicieli przedsiębiorstw) potrwają do 22 maja.

To oznacza również przynajmniej 6-7 dodatkowych tygodni na rozmowy pomiędzy chińskimi oraz amerykańskimi oficjelami. Jeżeli jednak negocjacje nie przebiegną pozytywnie, jak w przypadku obostrzeń na import stali i aluminium z Kanady czy Unii Europejskiej, wtedy można oczekiwać coraz większej nerwowości na rynkach. Odbije się ona najbardziej na akcjach przedsiębiorstw produkujących towary objęte nowymi cłami.

Kompromis albo koniec dobrej koniunktury

Cały czas wydaje się, że do szerokiej wojny handlowej nie dojdzie. Nie opłaca się to żadnej ze stron – czy to z politycznego, czy gospodarczego punktu widzenia. W listopadzie Amerykanie wybiorą jedną trzecią przedstawicieli Senatu i całą Izbę Reprezentantów. Poważniejsze spadki na giełdach wywołane działaniami Białego Domu raczej nie wpłynęłyby pozytywnie na wynik Republikanów.

Chiny, które eksportują do USA towary o wartości 500 mld dol., także nie mają interesu w eskalacji konfliktu. Rozszerzenie obostrzeń handlowych może oznaczać dla Pekinu wolniejszy wzrost gospodarczy. Stąd prawdopodobnie w nadchodzących 6-7 tygodniach uda się wypracować kompromis, z którego obie strony „wyjdą z twarzą”.

Gdyby jednak kompromis nie został osiągnięty, wtedy pierwsze dni czerwca mogą być bardzo trudne na rynkach. Sentyment zarówno wśród przedsiębiorców, jak i konsumentów może wyraźnie się popsuć, a inwestorów prawdopodobnie opanuje strach, że prawdziwa wojna handlowa spowoduje wyraźne pogorszenie perspektyw globalnego rozwoju i przybliży moment cyklicznego spowolnienia koniunktury.

RODO: internet gotowy na sprzątanie

Wielkie porządki – tak należy postrzegać RODO. Czas bałaganu, w którym nasze dane były pozbawione należytej ochrony, a w konsekwencji przechwytywane przez nieuczciwe firmy, właśnie dobiega końca. I choć RODO i 25 maja br. mogą być postrzegane jako wyzwanie dla branży digitalowej, to warto pamiętać, że nasze wirtualne życie już dawno powinno podlegać zunifikowanym regulacjom prawnym, które służą jednemu – naszemu komfortowi
i bezpieczeństwu
.

Po co nam RODO?

Coraz chętniej i częściej korzystamy z e-usług, a co za tym idzie – przetwarzana jest coraz większa ilość naszych danych. W przypadku branży e-commerce, informacje pochodzą zazwyczaj z dwóch źródeł: pierwszy to świadoma rejestracja danych osobowych konsumentów, w trakcie której pozostawiamy m.in.: adres mailowy, nr telefonu lub adres dostawy; drugi jest zbiorem mniej świadomym, gromadzącym informacje o preferencjach użytkowników, którzy nieustannie poszukują produktów lub usług w Internecie. W rezultacie powstają zbiory informacji, które dla przedsiębiorstw, będących częścią e-handlu, stanowią realną wartość. Specyfika działalności B2C opiera się m.in. na zaspakajaniu popytu, dlatego też dane, które pozwalają na identyfikację konsumenta i dotarcie do niego z precyzyjnym komunikatem, który ma szansę odpowiedzieć jego potrzeby, są na wagę złota. Tymczasem branża e-commerce, chcąc się rozwijać i oferować bezpieczne usługi, musi zadbać o bezpieczeństwo przetwarzania danych konsumentów oraz pozostawić internautom możliwość wyboru w kwestii sposobów ich przetwarzania.

Stop patologii

Niestety, istnieje ciemna strona e-biznesu, a jej twórcy dopuszczają się „dzikiego” przetwarzania danych. Zebrane informacje są wykorzystywane do potrzeb aktywności marketingowych. Jakże często firmy docierają z komunikatem, którego konsument nie chciał otrzymać i nie jest nim w ogóle zainteresowany. Ta działalność wpływa na wizerunek branży e-commerce, której podstawą jest wiarygodność, zwłaszcza w kontekście realizowania płatności i dostarczania zamówienia. Skala problemu nielegalnego przetwarzania danych oraz braku kontroli nad ich swobodnym przepływem jest na tyle duża, że dotychczas istniejące przepisy przestają mieć zastosowanie. Dodatkowym problemem jest kradzież danych, o której skali przeciętny konsument nie ma pojęcia. Wprowadzenie RODO to ograniczenie tej działalności i zarazem ujednolicenie przepisów w krajach należących do Unii Europejskiej. Przestrzeganie, a zwłaszcza wprowadzenie wysokich kar za ich łamanie, wpłynie na poczucie bezpieczeństwa konsumentów, którzy coraz częściej wybierają e-zakupy. Większe zaufanie do handlu internetowego to rozwój e-commerce i ożywienie handlu internetowego w UE oraz wzrost konkurencyjności względem globalnych graczy.

Tylko dobre praktyki

Zastosowanie Rozporządzenia Ogólnego o Ochronie Danych Osobowych (w skrócie RODO, ang. GDPR – General Data Protection Regulation) obowiązywać będzie każdą firmę, która ma do czynienia z jakimkolwiek przetwarzaniem danych osobowych. Stanie się to 25 maja br. i zacznie równocześnie obowiązywać w  28 krajach Unii Europejskich. Spójne przepisy będą regulować podejście do zasad przetwarzania danych nie tylko sprzedaży produktów czy usług, ale i firm działających w obszarze B2B. Dotyczyć będą także agencji o specjalizacji digital marketing, które korzystają z danych w przypadku działań performance. Bezpieczeństwo i zachowanie transparentności przetwarzania danych osobowych na terenie Unii, powinno stać się priorytetem dla branży e-commerce. Tym bardziej, że RODO wprowadza nawet zapisy o niemal natychmiastowej konieczności  zgłaszania ataków hakerskich do Generalnego Inspektora Ochrony Danych Osobowych (w ciągu 72 godzin). Ponadto ujednolicenie przepisów pozytywnie wpłynie na wzrost ekspansji międzynarodowej lokalnych graczy e-commerce w innych krajach członkowskich. Interpretacja prawa z tego obszaru nie będzie stanowiła żadnego problemu dla tych, którzy planują obecność internetowych usług lub polskich produktów poza granicami naszego kraju.

Zdrowa anonimowość

Oprócz zunifikowania przepisów, bardzo ważnym efektem RODO będzie powszechne przyzwolenie i dbałość o to, aby regulacje prawne pozostawały aktualne i „technologicznie neutralne”. Niezależnie od użytych rozwiązań, opierających się o np. użycie sztucznej inteligencji czy zaawansowanych algorytmów, które będą stosowane do przetwarzania naszych danych osobowych, RODO to przede wszystkim bezpieczeństwo oraz ochrona naszych danych. Służyć temu będą zarówno procedury, jak i wysokie kary za brak ich stosowania.

Innym – niemniej ważnym efektem wprowadzenia RODO, będzie bardzo ważne prawo do „bycia zapomnianym”. Konsument będzie miał prawo zażądać, aby firma posiadająca jego dane, pozostające po przeprowadzeniu transakcji finansowej, trwale usunęła ze swojego systemu. Firmy, które zbierają dane

o charakterze ruchu internetowego, również będą musiały  zaktualizować swoje regulaminy – głównie ze względu na gromadzone pliki cookies i chociażby adresy IP użytkowników.

Odrobina wolnej amerykanki w Europie

Bardzo ciekawym aspektem RODO jest fakt, że nie przedstawia ono jednej i precyzyjnej definicji, która odpowie na pytanie „Jak chronić dane osobowe?”. Oprócz dyrektywy unijnej będzie obowiązywała nowa – polska ustawa, którą Sejm powinien zająć się w kwietniu. Obecnie można liczyć jedynie na Ministerstwo Cyfryzacji, które także zabiera głos w sprawie przygotowań do wprowadzenia RODO. Problemem jest fakt, że każda firma, która korzysta z danych osobowych musi sama zaprojektować odpowiednio udokumentowane procedury i rozwiązania, które będą wystarczająco dobrze dbać o bezpieczeństwo danych i przeciwdziałać próbom wejścia w ich posiadanie przez osoby trzecie. Wprowadzenie elementu z otwartym modelem ochrony danych osobowych, w którym ważna jest definicja chronienia danych, ale każdy dopasowuje te definicje do własnych realiów, to otwieranie furtki „polskiej kreatywności biznesowej”.

Wprowadzenie RODO to rewolucja na skalę nie tylko całej Europy, ale i świata, także dlatego, że od maja firmy, które świadczą usługi na terenie Unii, ale nie są w niej zarejestrowane, będą podlegać prawu wspólnoty. Co ważne – dwaj giganci Internetu – Google i Facebook, także będą musieli dostosować się do wymagań prawnych stosowanych przez Europę.

Wysiłek związany z wprowadzeniem i przestrzeganiem nowych ustaw przyniesie wszystkim wymierne korzyści. Konsumenci zyskają wzmocnioną ochronę swoich danych oraz komfort przy coraz częstszym dokonywaniu transakcji. Z kolei branża e-commerce będzie miała, w obliczu jednorodnych przepisów i wymagań w krajach członkowskich UE, ułatwioną drogę do międzynarodowego rozwoju.

Zbigniew Nowicki, Przewodniczący Rady e-Izby, Dyrektor Zarządzający Bluerank

Wojna handlowa nabiera rozmachu. Porażka dla USA, i dla Chin

Wojna handlowa nabiera rozmachu, szybki szacunek inflacji, wracają odczyty makroekonomiczne.

Odwet Chin

Jeszcze na początku zeszłego tygodnia mogło wydawać się, że uda się uniknąć wojny handlowej między USA a Chinami. Dziś już chyba nikt nie ma takich nadziei. Po tym, jak wczoraj Trump wprowadził wysokie cła na ponad 1300 produktów zza Wielkiego Muru, dziś Chiny ogłosiły zapowiedź odwetu. I to nie byle jakiego. Wbrew oczekiwaniom analityków, odpowiedź Pekinu wcale nie będzie symboliczna, a cła mają objąć produkty warte 50 mld dolarów, czyli tyle samo co cła amerykańskie. Znaczenie ma tutaj jednak nie tylko rozmiar handlu objętego restrykcjami, ale również jego przedmiot. Cła mają być nałożone między innym na soję, która jest najistotniejszym produktem płynącym ze Stanów do Chin. Może to mieć ogromne znaczenie dla przyszłych wyborów w USA, zwłaszcza że soja jest ważną częścią gospodarki tak zwanych swing states. Cios ma otrzymać także Boeing, który prawdopodobnie straci ogromny rynek zbytu na rzecz europejskiego Airbusa. Wzrost napięcia powoduje znaczne spadki na giełdach, jednak rynek walutowy na razie pozostaje stabilny.

Niższa inflacja

Zanim sztorm dotrze także do złotego w Polsce inwestorzy skupili się na szybkim szacunku GUSu dotyczącego inflacji. Ta w marcu ku zaskoczeniu wielu ma zwolnić i wynieść 1,3%. W lutym była ona o 0,1 punktu procentowego wyższa. Niższa dynamika cen nie oznacza jednak poprawy dla gospodarstw domowych. Głównym napędem inflacji pozostaje żywność oraz napoje bezalkoholowe, które na przestrzeni roku podrożały o 3,7%. Dla przeciwwagi ceny paliw do prywatnych środków transportu spadły o ponad 2%. Analitycy raczej spodziewali się przyspieszania inflacji w marcu, mniej więcej do poziomu 1,7%, dlatego dzisiejszy odczyt przyniósł spore zaskoczenie. Należy jednak pamiętać, że są to dane wstępne, a finalny raport GUS opublikuje 13 kwietnia.

Pulchny kalendarz

Po tym, jak w zeszłym tygodniu brakowało ważniejszych odczytów makroekonomicznych, w tym obecnym jest ich nad wyraz dużo. Dziś przede wszystkim poznaliśmy inflację HICP oraz stopę bezrobocia w strefie euro. Oba te odczyty nie przyniosły zaskoczenia. Pewnym pozytywem może być lekki spadek bezrobocia we Włoszech, jednak cały czas jest to wynik dwucyfrowy. Po południu za oceanem opublikowany zostanie raport ADP, który zwyczajowo stanowi wstęp przed piątkowymi odczytami z amerykańskiego rynku pracy.

Złoty od rana traci na wartości, przez co euro wróciło powyżej 4,20 zł, dolar kosztuje 3,42 zł, funt oscyluje przy 4,80 zł, a za franka zapłacimy 3,57 zł.

 Krzysztof Adamczak – analityk walutowy w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Horyzont 2020 buduje innowacyjność polskich firm

W ramach Europejskiej Rady ds. Innowacji do roku 2020 przedsiębiorstwa oraz jednostki naukowe mogą pozyskać 2,8 mld euro. na realizację projektów badawczo-rozwojowych oraz implementację innowacyjnych rozwiązań technologicznych do produkcji przemysłowej. Europejska Rada ds. Innowacji to inicjatywa w ramach  Programu Ramowego Unii Europejskiej Horyzont 2020. Przykłady podmiotów, które już zdobyły wysokie granty i dzięki temu zbudowały swoje przewagi konkurencyjne, pokazują, że skuteczna aplikacja do programu Horyzont 2020 jest dźwignią stymulującą rozwój biznesu.

Od 2014 roku, kiedy ruszył Program Ramowy Unii Europejskiej Horyzont 2020, granty uzyskały już 564 podmioty, które wzięły udział w 943 projektach. To m.in. przedsiębiorstwa – zarówno prywatne, jak i należące do Skarbu Państwa – oraz jednostki naukowe, a także inne podmioty.

Doświadczenia innych państw Unii pokazują, że ten wynik można istotnie  poprawić.  Warto, żeby polskie podmioty mocniej zaangażowały się w rozwijanie innowacji, ponieważ pula środków przeznaczonych przez Komisję Europejską na granty jest bardzo duża. Trzeba również pamiętać, że podmiot, który zdobywa finansowanie projektu badawczo-rozwojowego, oprócz pieniędzy zyskuje również unikalną technologię. Ta z kolei stanowi wartość dodaną i istotnie podnosi konkurencyjność przedsiębiorstwa. W skali całego kraju środki z Horyzontu mogą być czynnikiem istotnie podnoszącym innowacyjność polskiej gospodarki – mówi Katarzyna Walczyk-Matuszyk, zastępca dyrektora Krajowego Punktu Kontaktowego Programów Badawczych Unii Europejskiej.

Doświadczenia polskiego biznesu wskazują, że realizacja projektu dzięki wsparciu finansowemu uzyskanemu z programu Horyzont 2020  może wzmocnić jej pozycję na rynku.

Łączna wartość dofinansowań pozyskanych przez krajowe podmioty to blisko 292 mln euro, z czego ponad 82,6 mln euro pozyskały spółki przemysłowe. Do tej pory z funduszy Horyzontu 2020 firmy rozwijające innowacje w przemyśle skorzystały 395 razy.

Polski przemysł jest aktywny, jeśli chodzi o aplikowanie do programu Horyzont 2020. Jednak możliwości są dużo większe i chcemy, żeby polscy inżynierowie i naukowcy wspólnie wdrażali więcej innowacyjnych rozwiązań. Jako Krajowy Punkt Kontaktowy oferujemy im profesjonalną pomoc w przygotowaniu wniosków – podkreśla Katarzyna Walczyk-Matuszyk.

Przykłady firm, które skorzystały z pomocy Krajowego Punktu Kontaktowego Programów Badawczych UE, wskazują, że warto z niej skorzystać. Biotrem Sp. z o.o. skutecznie aplikowała do programu Horyzont 2020, uzyskując 50 tys. euro dofinansowania w ramach 1. Fazy Instrumentu MŚP na projekt „Przeprowadzenie studium wykonalności dla uruchomienia nowych linii technologicznych do produkcji nowych kształtów naczyń z otrąb”. Biotrem specjalizuje się w produkcji naczyń jednorazowych i oferuje klientom szeroką gamę w pełni biodegradowalnych naczyń oraz sztućców. Do ich produkcji firma wykorzystuje tylko naturalne pszenne otręby spożywcze. Jednorazowe naczynia produkowane przez Biotrem stanowią alternatywę dla naczyń jednorazowych z papieru lub tworzyw sztucznych. Należy podkreślić, że proces ich wytwarzania nie wymaga zastosowania związków chemicznych.

Dzięki pieniądzom pozyskanym z programu Horyzont 2020 przygotowujemy się do uruchomienia produkcji naczyń o nowym kształcie, co rozszerzy naszą ofertę i z pewnością wpłynie na rozwój biznesu. Wsparcie, jakie otrzymaliśmy od specjalistów Krajowego Punktu Konsultacyjnego podczas przygotowywania wniosku, zaowocowało pozyskaniem funduszy – mówi Małgorzata Then, Prezes Zarządu Biotrem Sp. z o.o.

Z kolei Torqway Sp. z o.o. w ramach 2. fazy Instrumentu MŚP (realizacja) uzyskała dofinansowanie wynoszące blisko 1,6 mln euro na realizację projektu, dotyczącego innowacyjnego sprzętu do ćwiczeń na świeżym powietrzu Torqway Hybrid. Zaletą sprzętu jest to, że aktywizuje on wszystkie partie mięśni, nie obciążając przy tym stawów. Urządzenie stanowi odpowiedź na potrzeby osób dojrzałych, które pragną jak najdłużej zachować sprawność fizyczną. Za projekt Torqway Hybrid firma uzyskała Seal of Excelellence Komisji Europejskiej.

Ponad 3,9 mln euro z programu Horyzont 2020 (2. faza Instrumentu MŚP) pozyskała SDS Optic Sp. z o.o. Projekt, który realizuje firma, dotyczy rewolucyjnej sondy optycznej OMiProbe do szybkiej i precyzyjnej diagnostyki nowotworów piersi. Na podkreślenie zasługuje fakt, że jest to jeden z najwyższych w Europie grantów z Programu Ramowego Horyzont 2020 w ramach Instrumentu MŚP.

Sonda OMiProbe umożliwia diagnozę nowotworów piersi we wczesnej fazie i pozwala na zmniejszenie umieralności nawet o 30 proc., a także znacznie obniża koszty leczenia.

Billon Sp. z o.o. w ramach 2. fazy Instrumentu MŚP uzyskała grant wynoszący ponad 1,9 mln euro. Projekt dotyczy zaprojektowanego w Polsce, rewolucyjnego systemu natychmiastowych mikropłatności, opartego o technologię rozproszonego rejestru (DLT – Disturbed Ledger Technology). To innowacyjna technologia, która ma szansę stać się globalnym standardem mikropłatności. Rozwiązanie opracowane przez Billon Sp. z o.o. umożliwia natychmiastowe transakcje pomiędzy ludźmi na całym świcie: dzięki aplikacji mobilnej na smartfonie transakcje są realizowane bez pośredników. Firma ta stworzyła pierwsze na świecie rozwiązanie płatnicze funkcjonujące w oparciu o DLT, które wykorzystuje realne, lokalne waluty (polskie złote oraz funty).

To tylko kilka przykładów polskich firm, które rozwijają swój biznes dzięki funduszom z Programu Ramowego Horyzont 2020. Chcemy jednak, żeby podobnych historii było znacznie więcej. Dlatego 12 kwietnia organizujemy konferencję w Warszawie, która będzie poświęcona ofercie, jaką Europejska Rada ds. Innowacji ma dla przedsiębiorstw oraz jednostek naukowych – podkreśla zastępca dyrektora KPK Katarzyna Walczyk-Matuszyk.

Konferencję honorowym patronatem objął wicepremier oraz minister nauki i szkolnictwa wyższego Jarosław Gowin. Patronami wydarzenia są również Ministerstwo Inwestycji i Rozwoju oraz Ministerstwo Przedsiębiorczości i Technologii. Podczas niej przedstawiciele administracji centralnej oraz biznesu spotkają się, żeby rozmawiać o tym, jak skutecznie pozyskiwać fundusze z Programu Ramowego Horyzont 2020. Szczegółowa agenda wydarzenia dostępna jest na stronie internetowej KPK (www.kpk.gov.pl).

NRPiP: Informatyzacja w służbie zdrowia konieczna dla lepszej jakości opieki

Nowoczesne technologie informatyczne wspomagają obecnie wiele branż, w tym służbę zdrowia. E-zdrowie pozwala na oszczędność czasu, skuteczniejsze przechowywanie danych i ułatwienie codziennej pracy. Informatyzacja zdrowia jest szczególnie istotna dla młodego pacjenta, który oczekuje profesjonalnej pomocy udzielonej zdalnie, w sposób szybki, wygodny i bezpieczny. Elektroniczne systemy znacząco usprawniłyby pracę w służbie zdrowia – m.in. pielęgniarkom i położnym, które codziennie wykonują szereg czynności medyczno-administracyjnych. W tej kwestii jest jeszcze wiele do zrobienia.

– Wsparciem może okazać się elektroniczna dokumentacja, elektroniczne recepty i telemedycyna  powiedziała serwisowi eNewsroom Zofia Małas, prezes Naczelnej Rady Pielęgniarek i Położnych – Rozwiązania te pozwolą skrócić czas poświęcany na wypełnianie dokumentacji papierowej, której jest obecnie bardzo dużo. Z pewnością ułatwią pracę pielęgniarek – więcej czasu dla pacjenta to przede wszystkim lepsza opieka i stan zdrowia społeczeństwa. Ważnym czynnikiem spowalniającym cyfryzację wszystkich dziedzin medycyny są ograniczenia finansowe w publicznych podmiotach, podlegających procedurze przetargowej. Inaczej wygląda sytuacja w prywatnych placówkach, które są wolne od postępowania w ramach przetargu publicznego i z powodzeniem wprowadzają kolejne elementy telemedycyny do codziennej opieki nad pacjentem. Wyzwaniem będzie też ustalenie jednego standardu systemów elektronicznych dla wszystkich podmiotów leczniczych, które są na różnych etapach cyfryzacji. Przy odpowiednim skonstruowaniu i zabezpieczeniu systemów informatycznych, e-zdrowie będzie doskonałym sposobem na komunikację pomiędzy pacjentem a personelem medycznym. Z drugiej strony wprowadzenie elektronicznych systemów to też wyzwanie XXI wieku. Nie wszyscy pracujący w tym zawodzie poruszają się płynnie w systemie elektronicznym. Tymczasem ważnym warunkiem jest wprowadzanie rozwiązań technologicznych przy czynnym udziale personelu medycznego, gotowego na organizację swojej pracy z systemem informatycznym. Jeśli aplikacje służące do przekazywania informacji pacjentom będą intuicyjne i przepływ danych będzie przebiegać bezproblemowo, informatyzacja przyczyni się do skuteczniejszej edukacji i promocji zdrowia oraz zapewni możliwie najwyższy standard opieki nad pacjentem na każdym etapie życia. To także zadanie NRPiP, która będzie musiała pomóc w przeszkoleniu personelu, aby mógł on korzystać z nowych technologii. Na takim rozwiązaniu skorzystają zarówno pacjenci, jak i cały personel medyczny – dodała Małas.

Początek tygodnia przyniósł umocnienie złotego

Poświąteczny tydzień złoty rozpoczął wzrostem dzięki mocniejszym od oczekiwanych danym o PMI dla polskiego przemysłu i informacji o poprawie finansów krajowego sektora publicznego.

Poświąteczny tydzień złoty rozpoczął wzrostem notowań pomimo podbicia awersji do ryzyka na świecie. W odpowiedzi na wcześniejsze działania Waszyngtonu (karne cła na 60 mld dolarów chińskiego importu), w niedzielę Pekin oficjalnie ogłosił nałożenie ceł na 128 kategorii amerykańskiego importu. Nowe taryfy, które objęły towary warte około 3 mld dolarów, obowiązują od poniedziałku i najbardziej dotykają amerykańskich rolników. We wtorek, zaraz po otwarciu dnia, wsparciem dla złotego okazały się bowiem publikowane dane dot. polskiej gospodarki. Indeks PMI aktywności przemysłowej wyniósł w marcu (podobnie jak w lutym) 53,7 pkt podczas gdy ekonomiści oczekiwali 53,2 pkt (wg TR). Dane potwierdzają dobrą kondycję krajowego przemysłu (nieprzerwanie 42-miesiące z rzędu indeks znajduje się powyżej 50 pkt), choć lekko niepokoić może spadek zamówień eksportowych i najwolniejszy od listopada 2016 roku wzrost „aktywności zakupowej”. Obok lepszych PMI wsparcie dla złotego stanowiły też doniesienia o rekordowo niskim deficycie fiskalnym (w 2017 roku spadek do 1,5% PKB z 2,3% rok wcześniej). W rezultacie, we wtorek notowania kursu EURPLN spadły poniżej 4,192.

W tym tygodniu w krajowym kalendarzu mamy jeszcze środową publikację GUS dot. wstępnego wskaźnika CPI za marzec. Choć tym razem wyniki będą zapewne wspierały gołębie skrzydło w RPP (prognoza: 1,6% r/r), to jednak mogą zostać przyjęte neutralnie przez rynek z racji, że nie ma obecnie oczekiwań na podwyżki stóp w Polsce przed końcem 2018 roku.

W przypadku rynku bazowego nie zachwyciły poranne dane z Niemiec pokazujące zaskakująco słabą sprzedaż detaliczną (w lutym na poziomie 1,3% r/r wobec 2,2% oczekiwanych), co zapewne ograniczało widoczne na początku wtorkowego handlu wzrosty euro wobec dolara, szczególnie że rynek czekał też na ostateczne przemysłowe PMI za marzec i nie wykluczał słabszych odczytów niż wstępnie szacowane. Dane dla Niemiec zaskoczyły negatywnie (58,2 wobec 58,4 oczekiwane), ale już dla całej strefy euro okazały się zgodne z oczekiwanymi na poziomie 56,6. Nie zmienia to jednak faktu, że marcowe PMI potwierdziły dalsze osłabienie nastrojów w przemyśle europejskim (odczyty sporo poniżej wyników za luty). W rezultacie jeszcze przed południem kurs EURUSD powrócił do trendu spadkowego, schodząc w okolice 1,225.

W środę, ważną dla inwestorów informacją będą publikowane dane dot. wskaźnika ISM usług oraz zamówień na dobra trwałe i w przemyśle z USA, pokazujące jak dotychczasowa retoryka administracji Donalda Trumpa wpłynęła na zachowanie przedsiębiorstw. Kluczowe dla nastrojów powinny być jednak dane z amerykańskiego rynku pracy, w szczególności dane ADP i NFP, które powinny potwierdzić dobrą kondycję tego sektora amerykańskiej gospodarki i nasilać oczekiwania na kolejne podwyżki stóp przez Fed.kurs euro i dolaraAutor Źródło: Joanna Bachert / PKO Bank Polski

W którą stronę teraz?

Świeże akcenty w potyczkach handlowych USA-Chiny póki co nie robią wrażenia na rynkach finansowych, gdzie inwestorzy jeszcze nie zdecydowali o kierunku na nowy kwartał. Rynek akcji i walutowy przeszły w dryf, choć tło makroekonomiczne ciąży na EUR.

USA kontynuuje proces ograniczania swobody w handlu z Chinami i w nocy przedstawiło listę ok. 1300 produktów, na które zostanie nałożone 25-proc. cło. Restrykcje mają dosięgnąć towarów za 50 mld USD, wobec których Biały Dom ma zarzuty o nieprawidłowe wykorzystanie wartości intelektualnej i technologii pochodzącej z USA. Poza tym komunikat nie wniósł nic nowego ponad to, co inwestorzy wiedzieli, kiedy administracja Trumpa wykonała pierwszy ruch w ramach wojny handlowej z Chinami, zatem po rynkach nie widać panicznej wyprzedaży. Przed nami jeszcze konferencja prasowa strony chińskiej (10:30) i od skali działań odwetowych może zależeć, czy spokój inwestycyjny zostanie złamany. Na razie wczorajsze odbicie Wall Street po poniedziałkowym załamaniu tonuje emocje, ale też pozostawia inwestorów w ślepym poszukiwaniu kierunku. Choć nadal nie widzę powodów, by rezygnować z oczekiwań rozkręcenia się większej awersji do ryzyka w kolejnych tygodniach, na ten moment nie widać siły, która wyraźnie przybliżałaby taki scenariusz. Równie dobrze ten tydzień upłynie pod znakiem wyczekiwania raportu NFP z nadzieją na silny impuls.

Odbicie rynku akcji paraliżuje USD/JPY, gdzie nie ma już śladu po poniedziałkowym zjeździe. Crossy jena z walutami surowcowymi mogą być tu główną siłą sprawczą, a część inwestorów chce rozgrywać temat odrzucenia obaw o wojny walutowe (osobiście nie kupuję tego). Jeśli już mamy analizować fundamenty makro ważniejszą kwestią mogą być problemy EUR. Marcowy PMI dla przemysłu potwierdził drugi z rzędu spadek przy obniżeniu się tempa nowych zamówień do najniższego poziomu od listopada 2016 r. To może być jeden z pierwszych sygnałów, że globalne ożywienie w 2018 r. może nie być takie silne, jak się na początku roku większości wydawało, a przynajmniej strefa euro zaczyna wyróżniać się negatywnie. To czyni EUR bardziej wrażliwe na ewentualne rozczarowanie we wstępnym szacunku inflacji dziś przed południem. W zeszłym tygodniu słabiej wypadły wartości z Niemiec, co już stało się pożywką dla spekulacji o słabnącym potencjale EBC do normalizacji. Dalej trzymam się zdania, że największym zagrożeniem dla EUR jest nawis długich pozycji spekulacyjnych, które od jakiegoś czasu nie pracują i frustracja inwestorów może złamać kurs, a gorsze dane mogą posłużyć za katalizator.

Poza tym dziś w kalendarzu dane z Polski, Wielkiej Brytanii i USA. Marcowy CPI z Polski powinien być wsparty podwyżkami cen przed Wielkanocą i odbić do 1,7 proc. r/r, wracając tym samym w cel inflacyjny NBP. Nawet pozytywne zaskoczenie nie wystarczy jednak, by wzmocnić złotego, gdyż gospodarka nie generuje wystarczającej presji inflacyjnej, by zmusić RPP do podwyżek stóp procentowych. PMI dla brytyjskiego sektora budowlanego, jeśli wczorajszy lepszy wynik wskaźnika dla przemysłu może być jakimś prognostykiem, ma szansę wesprzeć GBP. Po południu od raportu ADP oczekuje się podtrzymania solidnego tempa przyrostu zatrudnienia (prog. 210 tys.). Silnie ma też wypaść ISM dla usług, szczególnie że regionalne wskaźniki koniunktury nie dawały podstaw do negatywnych rewizji.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Kurs euro: Wyższa od prognoz inflacja warunkiem pozostania EUR/PLN poniżej 4,20 zł

Środowy poranek przynosi niewielkie osłabienia złotego, który tym samym koryguje swoje wczorajsze umocnienie. Inwestorzy czekają na dane o inflacji w Polsce.

O godzinie 09:03 za euro trzeba było zapłacić 4,1990 zł, dolar kosztował 3,4230 zł, a szwajcarski frank 3,5695 zł. We wszystkich trzech przypadkach oznacza to nieznaczną wzrostową korektę wczorajszych spadków tych walut. O tym natomiast, ile na koniec dnia trzeba będzie za nie zapłacić, zdecydują przede wszystkim publikowane dziś przez GUS szacunkowe dane o marcowej inflacji w Polsce.

Po świętach wielkanocnych złoty kontynuował swą dobrą przedświąteczną passę, umacniając się wczoraj do głównych walut. Tum samym w dalszym ciągu pozostaje on niewrażliwy na wzrost awersji do ryzyka na rynkach globalnych i wahania EUR/USD. To wyróżnia go też na tle innych walut regionu. W efekcie w ostatnich dwóch tygodniach częściowo odrobił on straty z okresu druga połowa lutego – pierwsza połowa marca, wywołane gołębią polityką prowadzoną przez Radę Polityki Pieniężnej (RPP). Następstwem tego był wczorajszy spadek EUR/PLN poniżej bariery 4,20 zł, cofnięcie CHF/PLN do poziomów z końca stycznia br., czy utrzymanie się kursu USD/PLN blisko 3,41 zł, pomimo umocnienia dolara na świecie.

Dziś o godzinie 10:00 GUS opublikuje dane o inflacji w Polsce. W marcu oczekuje się jej przyspieszenia do 1,6 proc. w relacji rok do roku z 1,4 proc. w lutym. Rynkowe prognozy są jednak dość mocno „rozstrzelone” i wahają się w przedziale od 1,5 proc. do 1,8 proc., co dodatkowo uwrażliwia złotego na ten impuls. Należy sądzić, że marcowa inflacja będzie zbliżona do konsensusu, ale raczej poniżej niż powyżej niego. Stąd też dane będą kolejną przesłanką utwierdzającą rynek w przekonaniu, że obecnie podwyżka stóp procentowych w Polsce to dość odległa wizja.

Ten przysłowiowy kij ma jednak dwa końce. Odczyt inflacji powyżej konsensus, a zwłaszcza na poziomie 1,8 proc., będzie sporą niespodzianką, która może postawić znak zapytania przy dotychczasowej polityce Rady. To zaś złotego umocni. Wyższy od oczekiwań wzrost cen w Polsce jest też podstawowym warunkiem pozostania EUR/PLN poniżej granicy 4,20 zł.

Krajowa waluta, po trwającym 2 tygodnie okresie braku wrażliwości na czynniki globalne, powoli ponownie powinna ją odzyskiwać. Nie jest wykluczone, że dziś oprócz danych o inflacji, polskie pary będą też reagować na wahania EUR/USD. Te zaś będą uzależnione od danych makro. Publikowane przed południem inflacyjne dane ze strefy euro będą stanowić punkt odniesienia do oczekiwań co do przyszłej polityki ECB, a seria popołudniowych danych z USA (m.in. raport ADP, indeks ISM dla usług, zamówienia w przemyśle) będzie analizowana w kontekście polityki Fed. Stąd też ewentualny wzrost notowań EUR/USD będzie tworzył popytową presję na krajową walutę, a spadek tej pary będzie złotemu ciążył.

Wykres dzienny EUR/PLN

EURPLN+DailySpoglądając na złotego z nieco dalszej perspektywy to aktualnie znalazł się on w kleszczach łagodnej polityki monetarnej prowadzonej przez RPP oraz wciąż świetnych wyników polskiej gospodarki. To zaś równoważy rynkowe siły, co powinno zapewnić wahania EUR/PLN w przedziale 4,18-4,24 zł w kolejnych miesiącach. Przynajmniej do czasu, aż nie zmienią się rynkowe uwarunkowania.

Komentarz przygotował: Marcin Kiepas, niezależny analityk

Poprawia się kultura jazdy samochodem w Polsce. Wciąż jednak na drodze obecne są negatywne emocje

Poprawia się kultura jazdy samochodem w Polsce. Wciąż jednak na drodze obecne są negatywne emocje 5

Polacy uważani są za jednych z najbardziej agresywnych kierowców na świecie. Wymuszanie pierwszeństwa, nadużywanie klaksonu i oślepianie światłami to największe grzechy polskich kierowców. Polakami za kierownicą wciąż rządzą emocje, choć ich zachowanie na drodze znacznie poprawiło się na przestrzeni ostatnich dziesięciu lat.

Z badania Instytutu Transportu Samochodowego wynika, że ponad 80 proc. polskich kierowców obserwuje agresywne zachowania na drogach co najmniej raz w tygodniu. Co trzeci z badanych przyznaje natomiast, że jemu samemu również zdarzają się tego rodzaju postępki. Do zachowań, na które najbardziej narzekają kierowcy, należy m.in. oślepianie światłami, niebezpieczne zmiany pasa ruchu, agresywne wyprzedzanie, krzyki oraz nadużywanie klaksonu. Jak pokazuje raport „Polak w drodze 2.0 – wydatki kierowców”, ponad 30 proc. mandatów wystawianych jest właśnie za niekulturalne zachowania za kierownicą, m.in. za nieprawidłowe manewry.

 Na zachowanie za kierownicą przede wszystkim wpływa czas. Jeżeli mocno się spieszymy, to nagle wszyscy nam zajeżdżają drogę. To siedzi tak naprawdę w nas, bo to nie jest kwestia tego, co się dzieje na drodze. Gdybyśmy jechali z innymi emocjami, prawdopodobnie ta droga byłaby zdecydowanie przyjaźniejsza – mówi agencji informacyjnej Newseria dr Anna Orzeł, menedżer kierunku logistyka, wykładowca Wyższej Szkoły Bankowej we Wrocławiu.

Do najczęstszych przyczyn niekulturalnego zachowania na drodze należy nieumiejętność panowania nad stresem, przeżywanie negatywnych wydarzeń z własnego życia, a także osobowość o skłonności do agresji. Raport Instytutu Transportu Samochodowego pokazuje, że Polacy pod względem zachowania na drodze przypominają kierowców z południa Europy, znanych z żywego temperamentu i ekspresywnego wyrażania emocji.

 Jeżeli patrzymy na polskich kierowców na tle Europy, to jesteśmy dość dobrymi kierowcami pod względem dynamiki jazdy i przede wszystkim myślenia za kierownicą. To jest najważniejszy element, który nas wyróżnia, natomiast jesteśmy jeszcze bardziej nerwowi. Poza tym w Polsce jest społeczne przyzwolenie na to, że możemy jeździć szybciej niż 50 km/h – mówi dr Anna Orzeł.

Agresywne zachowania na drodze to jedna z najczęstszych przyczyn wypadków komunikacyjnych. Z danych Komendy Głównej Policji wynika, że w 2016 roku blisko 26 proc. kolizji spowodowanych zostało przez kierowców nieprzestrzegających pierwszeństwa przejazdu, a prawie 9 proc. wynikało z nietrzymania bezpiecznej odległości między pojazdami. Eksperci nie mają jednak wątpliwości, że w ciągu ostatnich 10 lat poziom kultury jazdy w Polsce wyraźnie się zwiększył.

– W latach 90. obserwowaliśmy częściej tzw. styl turecki, czyli ja, kierowca, czyli pan i władca. Ostatnia dekada pokazuje, że zmierzamy w kierunku norweskim, czyli większa uprzejmość, puszczanie pieszych. Zmienia się to bardzo pozytywnie, choć emocje nadal rządzą – mówi dr Anna Orzeł.

Zdaniem ekspertki na poprawę kultury na polskich drogach istotny wpływ ma rozwój nowych technologii. Innowacyjne rozwiązania, takie jak układy automatycznego hamowania, tempomaty utrzymujące prędkość jazdy, systemy monitorujące martwą strefę i utrzymujące samochód na pasie ruchu zwiększają poczucie bezpieczeństwa i pewności za kierownicą, a tym samym redukują poziom stresu i agresji.

– My na kierunku logistyka kochamy telematykę, czyli wszystkie rozwiązania, które są nam w stanie pokazać, w jakim czasie dojedziemy do celu, pozwalają nam zaplanować drogę i poprawić płynność jazdy. Mam nadzieję, że im bardziej miasta będą inteligentne, czyli im bardziej będziemy wchodzili w smart city 3.0, tym styl jazdy będzie się poprawiał – mówi dr Anna Orzeł.

Na zmianę stylu prowadzenia auta wpływa również zyskujący coraz większą popularność system car-sharingu, a więc wspólnego użytkowania samochodów osobowych. Kierowcy mają świadomość, że wszelkie usterki spowodowane nieprawidłowym zachowaniem na drodze wiążą się w tym przypadku z karami finansowymi. Przywiązują więc większą uwagę do ekonomiki jazdy i stanu technicznego wypożyczanego samochodu.

Kiedy korzystam z takiej formy wypożyczenia samochodu, zauważam, że w samochodach jest czysto, co jest bardzo pozytywne. Co prawda, brak jeszcze w aplikacjach informacji o czystości samochodu, ale to widać gołym okiem, że kierowcy rzeczywiście dbają o te samochody, o to, gdzie są zaparkowane, w jaki sposób. Więc dzięki temu również ogólna uważność i kultura bardzo mocno się rozwijają – mówi dr Anna Orzeł.

O konieczności zachowania kultury na drodze kierowcom przypomina Dzień Grzeczności za Kierownicą przypadający na 5 kwietnia.

Szczęśliwi pracownicy żyją dwa lata dłużej i zarabiają o jedną trzecią więcej. Satysfakcję z pracy czerpie zaledwie 37 proc. Polaków

Szczęśliwi pracownicy żyją dwa lata dłużej i zarabiają o jedną trzecią więcej. Satysfakcję z pracy czerpie zaledwie 37 proc. Polaków 6

63 proc. Polaków jest niezadowolonych ze swojej pracy – wynika z raportu Employer Branding Institute, inicjatora akcji pracujebolubie.pl. Tymczasem szczęście w pracy to wymierne korzyści dla obu stron. Zadowoleni pracownicy są bardziej efektywni i kreatywni, rzadziej korzystają ze zwolnień lekarskich. Szczęście w pracy przekłada się też na wyższe zarobki i dłuższe życie. Kluczem jest dbanie o potrzeby pracowników – nie chodzi o kolejne benefity, ale działania, które będą angażować pracowników oraz uwzględniać ich opinie.

– Pracodawcy w Polsce potrzebują zaangażowanych pracowników, którzy będą ambasadorami firmy, będą promować jej działania i sprawiać, że również klienci będą bardziej zaangażowani i bardziej chętni, by korzystać z usług i produktów danej firmy – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Eliza Skotnicka, starszy menadżer w Zespole People Advisory Services w EY.

W dzisiejszych czasach pracodawca, chcąc odpowiedzieć na potrzeby pracowników, przede wszystkim powinien ich słuchać. Konieczność sprawstwa, czyli tego, że pracownik czuje, że coś od niego jest zależne w organizacji, jest dzisiaj najważniejsza. Nie jest tak, jak jeszcze 10–15 lat temu, że zarządy decydują o wszystkim. Ważne jest, żeby słuchać pracowników, dać im szansę się wypowiedzieć i wdrożyć to, co interesującego wymyślą, a co będzie zgodne ze strategią firmy – mówi Michał Grzybowski, partner, lider Zespołu People Advisory Services w EY.

Z ubiegłorocznych danych Work Service wynika, że blisko połowa firm w Polsce ma problem ze znalezieniem i dopasowaniem kandydatów. Jednocześnie nie potrafią zadbać o potrzeby pracowników – wynika z raportu Employer Branding Institute i EY „Cała Polska tworzy idealne miejsce pracy”.

– Jak wynika z badań prowadzonych przez cały rok w ramach serwisu pracujebolubie.pl, tylko 37 proc. Polskich pracowników jest w miarę zadowolonych i szczęśliwych. Cała reszta, czyli ponad 60 proc., nie jest usatysfakcjonowana ze swojej pracy. To naprawdę dużo. Polska plasuje się na samym końcu  w rankingu krajów – nawet jeśli weźmiemy pod uwagę tylko Europę – mówi dr Barbara Zych, CEO Employer Branding Institute.

Na świecie tylko 13 proc. osób pracujących jest faktycznie zaangażowanych w swoją pracę. Im mniejsze zaangażowanie i poczucie celu, tym mniejsze zadowolenie z wykonywanych obowiązków. Na tym zaś tracą wszyscy. Zadowoleni pracownicy są o 86 proc. bardziej kreatywni i o 43 proc. bardziej produktywni. Rzadziej (o 36 proc.) korzystają ze zwolnień lekarskich i generują znacznie niższą rotację (od 26 do 61 proc.). Dodatkowo, szczęśliwi pracownicy zarabiają o 36 proc. więcej i żyją 2 lata dłużej.

 Nie chodzi o to, żebyśmy dali naszym pracownikom kolejny benefit, kolejną kartę Multisport, ale byśmy potrafili całościowo, w całym cyklu życia pracownika zadbać o jego potrzeby. Żeby czuł się zaopiekowany, doceniony, żeby miał wyzwania, które są na miarę jego możliwości, ale też widział sens tego, co robi – przekonuje dr Barbara Zych.

Duża część firm kładzie nacisk na powierzchowne wspieranie pracowników – dodatkowe pozapłacowe benefity, inspirujące wnętrza czy choćby kawa z bitą śmietaną za darmo. Choć brzmi przyjemnie, nie przekłada się to na długofalowe zadowolenie, bo to nie w takich benefitach tkwi źródło szczęścia zatrudnionych osób.

– Jeżeli damy szansę pracownikom wypowiedzieć się na dany temat, zaangażujemy ich w proces decydowania, to możemy mieć zadowolonych pracowników z dwóch powodów: dostaną to, czego chcą – oczywiście przy określonych możliwościach kosztowych, a jednocześnie będą współtwórcami tego, co robi cała firma – mówi Michał Grzybowski.

W dużej mierze szczęście zależy od samych pracowników, czyli znalezienie interesującej pracy, która będzie też stanowić hobby. To jednak na pracodawcy spoczywa także odpowiedzialność za dobre samopoczucie pracownika i jego satysfakcję z pracy.

– W firmie najważniejsze są cztery obszary – atmosfera, flow, zdrowie i energia oraz sens pracy. Nad tymi czterema obszarami pracodawcy powinni pracować, ale bardzo ważne jest też to, że to sami pracownicy muszą zadbać o swoje szczęście, zaangażować się, wychodzić z inicjatywą, pokazywać, że mają też coś do powiedzenia i zmieniać aktywnie swoje miejsce pracy – tłumaczy Eliza Skotnicka.

Energia, czyli zdrowie fizyczne i psychiczne pracowników, dobre odżywianie, sport i ogólna kondycja mogą podnieść produktywność nawet o 25 proc., obniżają absencje (o 27 proc.) i zwiększają zaangażowanie (o ok. 15 proc.). Efektywność podnoszą też pozytywne emocje w miejscu pracy – kiedy często się śmiejemy czy żartujemy. Z badań University of Warwick wynika, że osoby skoncentrowane na pozytywnych emocjach, nawet wywoływanych drobnymi rzeczami, pracują o 12 proc. efektywniej. Trwale angażuje pracownika także stan wysokiej motywacji i poczucie sensu w pracy, wiara w to, co robimy.

– To poczucie sensu jest tutaj o tyle istotne, że firmy, które potrafią zaangażować pracowników w wizję, naprawdę osiągają dużo i to widać w ich wynikach ekonomicznych. Nie mówimy tutaj o bawieniu się poczuciem szczęśliwości na bardzo płytkim poziomie, ale zarządzaniu strukturą organizacji w taki sposób, żeby zadbać o potrzeby pracowników od podstawowych, po te wyższe poziomy funkcjonowania – mówi dr Barbara Zych.

Jednocześnie jednak mniej niż połowa szefów firm (46 proc.) stwierdza, że ich firma ma zdefiniowany cel, a jeszcze mniej (44 proc.) może potwierdzić, że działają w sposób skoncentrowany na dążeniu do celu. W 13 proc. firm cel nigdy nie został wyjaśniony ani zakomunikowany. Posiadanie celu wpływa zaś na satysfakcję pracowników (89 proc.), zdolność do transformacji (84 proc.), wyższą jakość produktów i lojalność klientów (po ok. 80 proc.).

– Myślę, że jest to niezwykle istotne w wielu organizacjach, gdzie pracownicy mogą mieć realny wpływ na to, jak firma się zmienia, w jaki sposób podchodzi do swoich klientów, jak zmienia swoją strategię marketingową, czy proces rekrutacji. Bardzo istotne jest to, żeby włączać pracowników w tego typu działania, to daje satysfakcję i zwiększa zaangażowanie, a to z kolei przekłada się na większą wydajność pracowników i wyższe przychody firmy – wskazuje Michał Grzybowski.

Polacy bardziej zadowolonymi konsumentami niż Amerykanie. Poziom satysfakcji klientów zbliża się do 80 proc.

Polacy bardziej zadowolonymi konsumentami niż Amerykanie. Poziom satysfakcji klientów zbliża się do 80 proc. 7

W ciągu ostatnich sześciu lat wskaźnik zadowolenia konsumentów w Polsce wzrósł o ponad 17 pkt proc. i obecnie wynosi prawie 78 proc. Przewyższa tym samym poziom satysfakcji klientów w USA i Wielkiej Brytanii. Na rosnące zadowolenie konsumentów ogromny wpływ ma jakość obsługi i coraz większe znaczenie, jakie przywiązują do niej firmy. Najlepsi przedsiębiorcy na tym polu po raz jedenasty otrzymali Gwiazdy Jakości Obsługi.

Satysfakcja klienta to jeden z najbardziej znaczących elementów budowania pozycji marki na rynku oraz jej przewagi nad konkurencją. Polacy z roku na rok stają się coraz bardziej świadomymi konsumentami i choć przy wyborze sklepu lub usługodawcy wciąż kierują się przede wszystkim ceną, to coraz większe znaczenie przywiązują także do jakości. Dotyczy to zarówno jakości produktu bądź usługi, jak i poziomu obsługi.

Poziom satysfakcji konsumentów w Polsce rośnie z roku na rok i wynosi aktualnie 77,9 proc. To bardzo wysoki wskaźnik, biorąc pod uwagę to, że amerykański wskaźnik satysfakcji konsumentów wynosi 76 proc., podobnie brytyjski, czyli w Polsce jest lepiej niż w Ameryce – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Mirosław Bartoń, prezes Polskiego Programu Jakości Obsługi.

Konsumenci nieustannie oceniają firmy, z których usług korzystają, zwłaszcza że internet daje im w tym zakresie ogromne możliwości. Przedsiębiorstwa powinny wykorzystywać skłonność Polaków do oceniania, aby stale monitorować stan satysfakcji klientów. Do dyspozycji mają m.in. ankiety konsumenckie wykorzystujące takie wskaźniki, jak Net Promoter Score i Customer Satisfaction Index, badania tajemniczego klienta, stałe analizowanie opinii zgłaszanych za pomocą mediów społecznościowych czy przez contact center.

Mamy bardzo rozbudowane badania związane z satysfakcją klientów i z tych badań pozyskujemy pomysły, co w naszych procesach i narzędziach zmieniać, by spełniać oczekiwania klientów i realizować jak najlepiej ich potrzeby. Na takim materiale wynikającym z badań pracujemy i następnie przekładamy te pomysły na konkretne usprawnienia w procesach – mówi Zuzanna Chodyra-Piast, kierownik Działu Zarządzania Doświadczeniem Klienta w Play, firmie nagrodzonej Gwiazdą Jakości Obsługi.

Dobrą strategią jest szybkie reagowanie na sytuacje kryzysowe oraz eksponowanie pozytywnych opinii o firmie. Polski Program Jakości Obsługi stworzył portal jakoscobslugi.pl, czyli platformę, na której klienci mogą wystawić ocenę usługodawcy i która jest kanałem wymiany informacji między firmą a konsumentem. Przedsiębiorstwa, które zaangażują się w program, zyskują dodatkową możliwość poznania opinii swych klientów, korzystać bezpośrednio z ich rad i zaleceń.

Firmy mogą czerpać z bogatych zbiorów opinii konsumentów, którzy doradzają, co zrobić, aby poprawić jakość obsługi, aby zyskać jeszcze większą satysfakcję konsumentów, a te firmy, które zostają Gwiazdami, cieszą się najwyższym uznaniem konsumentów i mogą komunikować ten wyjątkowy znak we wszystkich swoich działaniach i materiałach – mówi Mirosław Bartoń.

Dobra obsługa klienta nie jest możliwa bez satysfakcji samych pracowników, stąd nacisk na rekrutację i utrzymanie odpowiednich kadr pracowniczych.

– Znacząco zwiększyliśmy wynagrodzenia dla naszych pracowników w ubiegłym i w tym roku. Budujemy cały system motywacyjny tak, żeby on nagradzał nie tylko sprzedaż, lecz także jakość obsługi – mówi Adam Pawłowicz, wiceprezes zarządu ds. handlu, LOTOS Paliwa, jednej z firm nagrodzonych Gwiazdą Obsługi Jakości.

Drugim istotnym elementem, poza odpowiednim wynagrodzeniem, jest cały system szkoleń.

Kładziemy ogromny nacisk na szkolenie pracowników, na nieustanne monitorowanie tego, w jaki sposób klienci są obsługiwani. Wprowadziliśmy stały system szkoleń kroczących, które są powtarzane. Wprowadziliśmy system e-learningu i e-tutoringu, więc tych narzędzi szkoleniowych, zarówno internetowych, jak i tradycyjnych, jest bardzo dużo i staramy się nieustannie poprawiać umiejętności naszych pracowników – mówi Adam Pawłowicz.

LOTOS stara się stawiać klienta w centrum swojego zainteresowania, a jakość obsługi buduje poprzez takie elementy jak sposób traktowania klienta przez sprzedawcę, szybkość obsługi, co na stacjach paliwowych ma ogromne znaczenie, wygląd każdej stacji, odpowiednie wyeksponowanie towarów tak, aby klient nie musiał długo szukać potrzebnego produktu, widoczność loga przy wjeździe na stację oraz prawidłowa obsługa na podjeździe.

Najlepiej oceniane na portalu firmy raz w roku, z okazji przypadającego na 15 marca Międzynarodowego Dnia Konsumenta, zostają wyróżnione Gwiazdą Jakości Obsługi. Wśród tegorocznych laureatów znalazły się takie przedsiębiorstwa, jak 5.10.15, Allegro.pl, Allianz, Avon, Bank Millennium, Bank Zachodni WBK, BGŻ BNP Paribas, Ceneo.pl, Circle K, CityFit, Costa Coffee, Deichmann, DHL Parcel, Drogerie Natura, Enel-Med, ERGO Hestia, Gothaer, Hebe, ING Bank Śląski, Inmedio, Intersport. Jula, Kaufland, Kazar, Lidl, Link4, Lotos, Lux Med, mBank, Media Expert, NEONET, Net Credit, NJU Mobile, OBI, Oriflame, Pepco, Piekarnie Hert, PKN Orlen, PLAY, RTV EURO AGD, Samsung, Santander Consumer Bank, Selgros, Serwis Fabryczny Sprzętu Gospodarstwa Domowego Bosch Siemens Gaggenau Zelmer, Shell, Smyk, SPAR, T-Mobile, UPC, Vivus.pl, Warta, Wonga.pl.

– Gwiazda Jakości Obsługi jest nagrodą wyjątkową, ponieważ ona jest przyznawana przez konsumentów. Ona nie trafia do nas w wyniku decyzji kapituły jakiegoś konkursu czy jury, ale tę nagrodę dają nam konsumenci, więc to jest dla nas dowód na to, że nasza codzienna praca jest przez klientów doceniana i pozytywnie oceniona – mówi Zuzanna Chodyra-Piast.

– Nagroda Gwiazda Jakości Obsługi jest dla nas potwierdzeniem tego, że nasze starania o to, żeby naszych klientów obsługiwać jak najlepiej, przynoszą efekty w postaci ocen klientów. Przykładamy do tego ogromną wagę, badamy nieustannie satysfakcję naszych klientów i jakość obsługi – mówi Adam Pawłowicz.

Polska trzeci rok z rzędu liderem eksportu stolarki okiennej w Unii. Największy producent prognozuje dobre wyniki również na 2018 rok

Polska trzeci rok z rzędu liderem eksportu stolarki okiennej w Unii. Największy producent prognozuje dobre wyniki również na 2018 rok 8

Łączna produkcja stolarki budowlanej w polskich zakładach wzrosła w 2017 roku o prawie 6 proc. i sięgnęła 23,4 mln sztuk. Natomiast w ciągu ostatnich czterech lat liczba okien i drzwi wyprodukowanych w polskich fabrykach zwiększyła się o 24 proc. – wynika z danych Centrum Analiz Branżowych. Eksperci prognozują, że w przyszłym roku rynek urośnie ok. 5 proc., a eksport nawet o 9–10 proc. Wzrosty w branży stolarskiej to głównie zasługa eksportu, w którym największy, 25-proc. udział ma Grupa VELUX. Ubiegłoroczne wyniki spółki są odzwierciedleniem dobrej sytuacji całego sektora i dobrym prognostykiem na 2018 rok.

 Sytuacja polskiej branży stolarskiej jest doskonała. W zeszłym roku produkcja wzrosła o 6 proc. i był to czwarty rok z rzędu, w którym cała branża rosła. Przyrost eksportu sięgnął w tym czasie 25 proc., natomiast sprzedaż krajowa wzrosła o 9 proc. w ciągu tych czterech lat – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Robert Klos z Centrum Analiz Branżowych.

Produkcja i eksport okien są polską specjalnością w Unii Europejskiej. Z danych Centrum Analiz Branżowych wynika, że w 2017 roku łączna produkcja stolarki budowlanej w polskich zakładach wzrosła o prawie 6 proc. i sięgnęła 23,4 mln sztuk. Natomiast w ciągu ostatnich czterech lat liczba okien i drzwi wyprodukowanych w polskich fabrykach zwiększyła się aż o 24 proc. Za wzrosty odpowiada głównie eksport, od 2015 roku Polska niezmiennie pozostaje liderem pod względem wartości eksportu stolarki budowlanej. Głównymi odbiorcami polskich okien i drzwi są Niemcy, Wielka Brytania i Francja.

Kondycja branży jest dobra dzięki eksportowi. Największy wpływ na rozwój branży okienno-drzwiowej ma wysoki popyt na te wyroby, nie tylko w Polsce, lecz także w Europie. Drugim czynnikiem jest bardzo wysoka jakość produktów z Polski. W ostatnich latach postawiliśmy na najnowsze fabryki, linie produkcyjne i w tej chwili niewielu producentów w Europie jest w stanie dorównać polskim. Sprzedajemy obecnie za granicę ponad 10 mld okien i drzwi o wartości około 8 mld zł. To są duże ilości, co roku rosną o kilkanaście procent. Polskie firmy wyspecjalizowały się w produkcji okien i drzwi jeśli chodzi o cały kontynent europejski – podkreśla Robert Klos.

Ekspert CAB zauważa też, że polski eksport rośnie również dzięki zagranicznym producentom, którzy lokują swoją produkcję w Polsce, korzystając z dobrej sytuacji tutejszego rynku, fachowej kadry pracowniczej i zaplecza dostawców, którzy dostarczają komponenty do produkcji.

Już niemal 40 proc. polskiego eksportu okien i drzwi to eksport producentów zagranicznych bądź firm o zagranicznym kapitale zagranicznym. Takie przedsiębiorstwa mają duży wpływ na to, że odnosimy tak spektakularne sukcesy w eksporcie – mówi Robert Klos.

Największy w Polsce producent okien, Grupa VELUX, ma w krajowym eksporcie ponad 25-procentowy udział. Ubiegłoroczne wyniki spółki są odzwierciedleniem dobrej sytuacji całego rynku. VELUX zakończył go 10-procentowym wzrostem przychodów oraz 12-procentowym wzrostem zatrudnienia.

Rok 2017 był dla całej Grupy VELUX okresem dynamicznego rozwoju. Mieliśmy do czynienia z bardzo dobrą koniunkturą na rynkach eksportowych, co pozwoliło zwiększyć produkcję w naszych zakładach. Dzięki temu zwiększyliśmy nasze przychody o ponad 10 proc. do poziomu 1,9 mld zł. Umocniliśmy naszą pozycję jako największego producenta i eksportera okien w Polsce. Na rynku polskim również mieliśmy do czynienia ze wzmożoną aktywnością inwestorów, zarówno komercyjnych, jak i indywidualnych. To w połączeniu z nowymi, innowacyjnymi produktami, które wprowadziliśmy na rynek, pozwoliło nam również znacznie zwiększyć sprzedaż – podsumowuje Jacek Siwiński, prezes VELUX Polska.

VELUX co roku inwestuje w nowe technologie i rozwój produktów. W drugim kwartale ubiegłego roku grupa wprowadziła na rynek trzyszybowe okna energooszczędne, w których zastosowano szereg nowoczesnych technologii, m.in. innowacyjną konstrukcję profili okiennych ThermoTechnologyTM oraz specjalną konstrukcję szyby zapewniającą korzystny bilans energetyczny. Okna spełniają wymogi dyrektywy dotyczącej budownictwa energooszczędnego, która zacznie obowiązywać w Polsce w 2021 roku.

Ubiegłoroczny wzrost produkcji i sprzedaży przełożył się na zatrudnienie. VELUX Polska i jej spółki siostrzane w 2017 roku zatrudniły pięciuset nowych pracowników (wzrost o 12 proc.). Łącznie dla Grupy pracuje w tej chwili w Polsce przeszło 4250 osób.

Grupa VELUX ma w Polsce cztery zakłady produkcyjne – dwa w Gnieźnie i po jednym w Namysłowie oraz Wędkowach koło Tczewa. W ubiegłym roku grupa zainwestowała w ich rozwój ponad 100 mln zł. Skumulowane inwestycje w trakcie ostatnich trzech lat sięgają 310 mln zł.

Od samego początku nasza polityka zakładała, żeby systematycznie i długofalowo rozwijać biznes. W ubiegłym roku m.in. ukończyliśmy rozbudowę fabryki okuć w Gnieźnie oraz budowę kotła na biomasę w fabryce w Namysłowie, który pozwoli dzięki wykorzystaniu odpadów produkcyjnych zmniejszyć o około 80 proc. zapotrzebowanie na gaz zużywany na ciepło technologiczne i ogrzewanie hal – mówi Jacek Siwiński.

Najnowszy, oddany do użytku projekt to centrum dystrybucyjne w Wiosce Okiennej w Wędkowach na Pomorzu, gdzie znajduje się największa w Polsce fabryka okien. Inwestycja, która powstała kosztem 22 mln zł, pozwoli zwiększyć tegoroczną produkcję okien o kolejnych 10–15 proc. i zatrudnić setkę dodatkowych pracowników.

– Uważamy, że 2018 rok również będzie udany. Na ten moment popyt nie słabnie, rynek nadal jest rozgrzany i będzie to sprzyjać zwiększaniu sprzedaży. My zaoferujemy klientom kolejne nowe produkty – w tym również energooszczędne, trzyszybowe okna dachowe w segmencie premium i wiele innych, które mam nadzieję, spotkają się z równie dobrym odbiorem. Jesteśmy optymistami – mówi prezes VELUX Polska.

– Prognozy dla branży stolarskiej są świetlane, dlatego że rozwijają się rynki budowlane w UE i rozwija się także rynek budowlany w Polsce. Nie jest to już tylko kwestia budownictwa mieszkaniowego, ale też budownictwa komercyjnego, biur, budynków użyteczności publicznej, galerii i obiektów handlowych. Spodziewamy się, że w przyszłym roku ten rynek w Polsce urośnie o ok. 5 proc., natomiast eksport nawet o 910 proc. – dodaje Robert Klos.

Polska branża transportowa niedoinwestowana. Na innowacje technologiczne firmy wydają znacznie mniej niż w Europie Zachodniej

Polska branża transportowa niedoinwestowana. Na innowacje technologiczne firmy wydają znacznie mniej niż w Europie Zachodniej 9

Podstawowym nośnikiem informacji w polskich firmach nadal są klasyczne papierowe segregatory i arkusze Excel – wynika z badania TomTom Telematics. Klasyczne analogowe narzędzia stosowane są w 40 proc. Jedynie co ósma firma używa systemów telemetrycznych, które pomagają obniżyć koszty, zwiększyć efektywność wykorzystania pojazdów i bezpieczeństwo kierowców. Polskie przedsiębiorstwa wydają na ten cel znacznie mniej niż te we Francji czy w Niemczech – problem ten szczególnie widoczny jest w branży transportowej, gdzie inwestycja zwraca się najszybciej.

Polscy przedsiębiorcy na inwestycje w innowacyjne rozwiązania technologiczne wydają średnio 12 tys. euro rocznie. To zaledwie 36 proc. wydatków firm francuskich i 41 proc. niemieckich.

– To wielka strata dla biznesu, ponieważ systemy zarządzania flotą mogą radykalnie podnieść efektywność tych przedsiębiorstw i znacznie zwiększyć ich konkurencyjność w kraju i za granicą – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Marek Kujawiński, dyrektor sprzedaży TomTom Telematics Polska.

Wśród barier ograniczających wprowadzanie nowych rozwiązań w polskich przedsiębiorstwach zarządzający najczęściej wymieniają wysokie koszty (37 proc. odpowiedzi ), trudności we wprowadzaniu innowacji (18 proc. ) i brak wykwalifikowanych pracowników (13 proc.).

– Faktycznie nowe technologie mogą się kojarzyć z nakładami finansowymi, ale prawda jest taka, że mówimy o koszcie rzędu 1 proc. miesięcznych kosztów pojazdu, a co ważniejsze – wydatki te szybko się zwracają. Warto rozpatrzeć tego typu nakłady jako inwestycję, która zarabia na siebie i pomaga firmom osiągnąć więcej – podkreśla Marek Kujawiński.

Systemy telematyczne wspierają tylko ok. 13 proc. samochodów firmowych w polskich firmach. To niewiele na tle Europy, gdzie takie rozwiązania wybiera dwukrotnie więcej firm.

W branży transportowej jest trochę lepiej, bo efekty z wdrożenia tej technologii są bardziej zauważalne, nawet wśród osób mniej otwartych na innowacje. Zwroty z inwestycji są bardzo szybkie, a korzyści obejmują nie tylko operacyjne wsparcie przewozu, lecz także wykraczają daleko poza podstawowe funkcjonalności – tłumaczy Marek Kujawiński.

Kluczem do efektywnego wdrożenia nowych rozwiązań jest jednak dobranie odpowiednich urządzeń i wsparcie dostawcy systemu na etapie wprowadzania technologii i pracy operacyjnej.

– 46 proc. polskich menadżerów deklaruje, że w ciągu ostatnich 5 lat zainwestowało w technologie, jednocześnie przyznając, że została ona źle wykorzystana, głównie ze względu na brak zasobów ludzkich bądź nieodpowiednie wdrożenie i przeszkolenie pracowników – tłumaczy Marek Kujawiński.

Do wdrożenia systemów telemetrycznych firmy może jednak zmusić rosnąca konkurencja wewnętrzna (63 proc.), tendencja do obniżania marż (32 proc.) i rosnące koszty pracy (30 proc.) – wynika z badania „Finanse Inwestycje Trendy (FIT) Branży Transportowej w pierwszej połowie 2017 roku” Instytutu Keralla Research. Cyfryzacja zarządzania flota przynosi wymierne oszczędności dotyczące kosztów paliwa, serwisowania i ubezpieczenia pojazdów.

Inne korzyści z systemów, takich jak platforma WebFleet, to pełna komunikacja pracowników biura z kierowcami, wysyłanie trasy i dystrybucja zadań z raportowaniem bieżących etapów ich realizacji, uwzględniając ruch drogowy, zdalny nadzór nad tankowaniem i zużyciem paliwa, bieżące powiadomienie o wszelkich zdarzeniach czy możliwość automatycznego powiadomienia klienta o realnym czasie dostawy – podkreśla dyrektor sprzedaży TomTom Telematics w Polsce,

Analiza stylu jazdy kierowcy w czasie rzeczywistym pozwala na zmniejszenie wypadkowości i tym samym poważnych kosztów przestojów. Cyfryzacja pomaga też bardziej efektywnie zarządzać pracownikami, podnosi też ich bezpieczeństwo.

W aspekcie zapewnienia zgodności z wymogami prawnymi, takimi jak rozliczanie czasu pracy, wyliczenie delegacji, przestrzeganie przepisów drogowych czy obowiązków wynikających z rejestracji danych na tachografie, systemy telematyczne pozwalają właścicielowi w pełni skoncentrować się na swoim biznesie, unikając potencjalnych kar i problemów – dodaje Marek Kujawiński.

Firmy, które stosują rozwiązania telemetryczne, skuteczniej budują również swój wizerunek.

– Nowoczesna technologia może również pomóc w budowaniu pozytywnych relacji z klientami, np. poprzez umożliwienie im weryfikacji warunków przewozu, jak przewożone są ich towary, czy dzięki bieżącej informacji o szacowanej godzinie przyjazdu – dodaje Marek Kujawiński.

Czy na indeks WIG 20 zawitała prawdziwa bessa?

Pogrom inwestorów na indeksie WIG 20 trwa, wszyscy zaczęli się bać. Dzisiaj przeanalizujemy obecną sytuację na rynku i zastanowimy się, czy powinniśmy. Na samym początku warto sprawdzić jak polski indeks WIG 20 radzi sobie na tle benchmarku dla rynków wschodzących, czyli MSCI Emerging Markets.

Jak wiadomo, Polska dalej zaliczana jest do państw rozwijających się, dlatego możemy porównać obydwa indeksy.

MSCI POLAND EM

Na powyższej grafice kolorem pomarańczowym został zobrazowany indeks państw rozwijających się, kolorem białym indeks WIG 20. Na chwile obecną indeks WIG 20 został wyprzedany o wiele bardziej, niż pozostałe indeksy państw zaliczanych do EM.

Co nam to mówi? Na polskim indeksie ciąży zbyt duży pesymizm. Oprócz tego warto zauważyć, co się stało w drugiej połowie 2016 roku. Indeks MSCI EM odbił, natomiast WIG 20 pozostał zdołowany. Czy sytuacja się powtórzy? Jeżeli tak, to na początku zobaczymy odbicie na indeksie EM, dopiero potem WIG 20.

Na duży pesymizm wskazuje też ankieta przeprowadzona przez SII – Stowarzyszenie Inwestorów Indywidualnych. Wyniki ankiety zamieszczonej na Twitterze z 22 marca przedstawiały się następująco:

Są wyniki INI (Indeks Nastrojów Inwestorów) za kolejny tydzień:

byki 25,7% (-5,1 p.p.)

neutralni 16,4% (-2,6 p.p.)

niedźwiedzie 57,8% (+7,6 p.p.)

Dzięki temu wiemy, że większość osób dalej spodziewa się spadku, co tworzy podstawy do korekty (zawsze powinniśmy wychodzić z założenia, że większość osób się myli).

Patrząc od strony technicznej na interwał dzienny indeks WIG 20 znajduje się w trendzie spadkowym. Od końca stycznia porusza się w kanale spadkowym. Oprócz tego niedźwiedzie przebiły 200-okresową średnią kroczącą, co można uznać za trend spadkowy.

Notowania WIG 20, interwał dzienny

Notowania WIG 20, interwał dzienny

Źródło: Admiral Markets

Aktualnym ograniczeniem każdej korekty jest górna banda kanału wzrostowego, natomiast dla wyprzedaży dolna.

Na tygodniowym interwale wszystkie ważniejsze wsparcia również zostały pokonane, dopiero na interwale miesięcznym mamy strefę popytu, która może zatrzymać obecną wyprzedaż.

WIG 20, interwał miesięczny

WIG 20, interwał miesięczny

Źródło: Admiral Markets

Strefa popytu została wyznaczona przez długoterminową konsolidację kursu od 06.2013 do 07.2015 oraz miesięczną świecę z 03.2017. Dopiero pokonanie tej strefy świadczyłoby o rozpoczęciu bessy na polskim rynku kapitałowym.

Oprócz tego podstawą wzrostów może być oscylator stochastyczny, który pomału zmierza w stronę poziomu wyprzedania. Należy także pamiętać, że dalsze losy WIG 20 uzależnione są także od zachowania amerykańskiego indeksu S&P 500. Kapitalizacja giełdy amerykańskiej stanowi 40 procent kapitalizacji giełdy globalnej, dlatego wyznacza główne trendy na rynku.

Jeżeli indeks S&P 500 utrzyma się powyżej 200-okresowej średniej kroczącej, a WIG 20 powyżej wspomnianej strefy, to bazowym scenariuszem pozostanie trend wzrostowy.

Pełnomocnik świadka w postępowaniu karnym i karnym skarbowym

Zgodnie z obowiązującymi przepisami, osoba niebędąca stroną może ustanowić pełnomocnika, jeżeli wymagają tego jej interesy w toczącym się postępowaniu (art. 87 par. 2 KPK). Na przykład świadek, może to zrobić w sytuacji, w której nie dysponuje on wystarczającą wiedzą profesjonalną do obrony swych praw w toku składania zeznań, a taka obrona jest konieczna ze względu na okoliczności.

Może to mieć miejsce chociażby wtedy, gdy przeciwko świadkowi toczy się inne postępowanie karne i uzasadniona by była odmowa odpowiedzi na niektóre pytania, ponieważ jej udzielenie mogłoby narazić świadka na odpowiedzialność karną (art. 183 par. 1 KPK). Zdarzają się również sytuacje, w których przedmiotem toczącego się postępowania, a tym samym i czynności przesłuchania, są informacje objęte tajemnicą zawodową, czy dotyczące tajemnicy przedsiębiorstwa. Świadek może odmówić zeznań co do okoliczności, na które rozciąga się obowiązek zachowania tajemnicy, bez uprzedniego zwolnienia go przez sąd lub prokuratora z tego obowiązku (art. 180 KPK).

Naturalnie można by zaprezentować więcej sytuacji, które istnienie wspomnianego interesu świadka uzasadnią, ponieważ pojęcie tego interesu można rozumieć dość szeroko. Liczy się zawsze konkretny stan faktyczny. Każdy przypadek należy traktować indywidualnie – i to na osobie świadka, a raczej zgłaszającego się do sprawy pełnomocnika świadka, spoczywać będzie wykazanie, że w konkretnej sytuacji ochrona interesów wymaga udziału w czynności przesłuchania pełnomocnika.

W przypadku odmowy dopuszczenia pełnomocnika świadka do przesłuchania istnieje możliwość zaskarżenia zarządzenia o odmowie, ale tylko wtedy, gdy zostanie ono wydane przez prokuratora. Jeżeli wyda je sąd, to nie będzie możliwości wniesienia zażalenia.

Skutki ustanowienia pełnomocnika przez świadka

W postępowaniu karnym świadek może udzielić pełnomocnictwa adwokatowi lub radcy prawnemu na piśmie albo ustnie do protokołu. Udzielenie takiego pełnomocnictwa, w przeciwieństwie do innych procedur, nie wiąże się z obowiązkiem uiszczenia opłaty skarbowej.

Rolą pełnomocnika powinno być przede wszystkim czuwanie nad zgodnością przesłuchania z obowiązującą procedurą oraz dbałość o to, by pytania stawiane świadkowi zmierzały do ustalenia tzw. prawdy obiektywnej. Pełnomocnik powinien zatem m.in. żądać od przesłuchującego precyzowania pytań niejasnych, składać zastrzeżenia do protokołu z uwagami oraz we własnym zakresie zadawać pytania świadkowi.

Skutki

Świadek w postępowaniu karnym czy karnym skarbowym ma prawo ustanowić pełnomocnika – takiego, jakiego może mieć strona każdego postępowania, i na takich samych zasadach. Jest to bardzo istotne wzmocnienie pozycji świadka, który podczas czynności procesowych, często przygnieciony lawiną pytań przesłuchującego, gubi się i przeinacza fakty, co jedynie zniekształca obraz ustalonego stanu faktycznego. Do podstaw dobrej strategii procesowej należy zatem wnioskowanie o ustalenie dla świadka pełnomocnika procesowego, którego wsparcie może okazać się bezcenne.

Autor: Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku oraz doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców.

Wiele hałasu o ropę z Bahrajnu

W weekend świat obiegła wiadomość, że Bahrajn odkrył największe w historii kraju złoża ropy naftowej. Pojawiła się nadzieja, że będzie to kolejny etap globalnej rewolucji cenowej tego surowca. Niestety, rzeczywistość może być zdecydowanie mniej optymistyczna i kierowcy na stacjach nie poczują żadnej ulgi – pisze Marcin Lipka, główny analityk Cinkciarz.pl.

1 kwietnia Bahrajńska Agencja Informacyjna (BNA) opublikowała depeszę o odkryciu największych złóż ropy naftowej od momentu rozpoczęcia eksploatacji przez „Bahrain Oil Field” w 1932 r. Według oficjalnych doniesień mają ona „przyćmić obecne rezerwy Bahrajnu”. Poza tymi informacjami komunikat jest dość lakoniczny, co sugeruje, że raczej możemy zapomnieć o setkach tysięcy baryłek dziennie dodatkowej podaży ropy naftowej.

Ile ropy wydobywa Bahrajn?

Według Rady Rozwoju Gospodarczego Bahrajnu (EBD) w 2017 r. wydobywano 197 tys. baryłek ropy dziennie (bpd). Na to składała się produkcja z wcześniej wymienionego Bahrain Oil Field na poziomie 44 tys. bpd.

Reszta ropy pochodzi ze złoża Abu Sa’afah zarządzanego wspólnie z Arabią Saudyjską. Z dużym prawdopodobieństwem oficjalny komunikat dotyczący nowo odkrytych pokładów ropy oraz gazu i stwierdzenie ich „przyćmienia” odnosi się tylko do tych 44 tys. bpd.

Zestawiając te liczby do skali globalnego popytu i podaży, warto zauważyć, że np. Arabia Saudyjska czy Rosja wydobywają dziennie po ok. 10 mln baryłek, a marcowe szacunki IEA (Międzynarodowej Agencji Energetycznej) pokazują, że globalne zapotrzebowanie na „czarne złoto” przekroczy 100 mln bpd w czwartym kwartale br. Podaż ropy z Bahrajnu w skali globalnej jest więc marginalna.

Eksperymentalne wydobycie?

Kolejnym elementem niepewności w komunikacie z Bahrajnu jest sam rodzaj złoża. Sformułowanie informacji sugeruje jakoby było to złoże „tight oil”, którego eksploatacja miałaby być z rejonu morskiego. Do tej pory nie praktykowało się na skalę komercyjną wydobycia ropy ze złóż niekonwencjonalnych z dna morza.

Gdyby rzeczywiście chodziło o wprowadzenie nowej technologii, to ryzyka związane z projektem znacznie rosną. Hipotetyczny wpływ nie tylko na globalny rynek ropy byłby prawdopodobnie niezauważalny, ale również sam projekt nie musiałby szczególnie pomóc samemu Bahrajnowi. Królestwo, mimo przeprowadzenia szeregu reform, przeżywa ostatnio finansową zadyszkę. Wszystkie podstawowe agencje ratingowe obcięły jego wiarygodność kredytową wyraźnie poniżej poziomu inwestycyjnego, a stosunek długu do PKB może zbliżyć się do 100 proc. w ciągu trzech lat (prognoza S&P Global Ratings na 2020 r. wynosi 97,9 proc.).

Nawet optymistyczny scenariusz to za mało

Odkładając na bok wątpliwości co do skali wydobycia i technologii, warto rozważyć pozytywny scenariusz. Zakładamy, że z nowego złoża Królestwo będzie wydobywać 10 razy więcej niż Bahrain Oil Field. Cały czas jednak, mimo tych niezwykle optymistycznych szacunków, skala produkcji ropy byłaby bardzo ograniczona i wynosiłaby mniej niż 500 tys. bpd, czyli 0,5 proc. całkowitego globalnego popytu. Mimo wrażliwości ropy nawet na stosunkowo niewielkie zmiany w globalnym bilansie „czarnego złota”, to i tak za mało, by zauważalnie wpłynąć na cenę tego popularnego surowca energetycznego.

W środę władze Bahrajnu na specjalnej konferencji prasowej mają ogłosić podstawowe parametry nowego złoża. Jest niezwykle mała szansa, by te informacje przełożyły się na spadki cen ropy. Polscy kierowcy muszą więc uzbroić się w cierpliwość i sięgać głęboko do kieszeni, bo szanse na spadki cen paliw przez najbliższe tygodnie pozostaną ograniczone. Nowe komunikaty z Bahrajnu niestety tego nie zmienią.

Inżynierowie TAURON skonstruowali mobilne urządzenie do zasilania nawet 1000 gospodarstw domowych

Energetycy z TAURON Dystrybucja zbudowali mobilne urządzenie, które w przypadku poważnych awarii sieci średniego napięcia lub prowadzenia prac modernizacyjnych czy inwestycyjnych, jest w stanie w bardzo krótkim czasie zasilić ok. 1000 gospodarstw domowych. Podłączenie urządzenia może odbywać się bez wyłączania linii energetycznej, czyli w technologii prac pod napięciem.

Mobilne urządzenie zasilające (w skrócie MUZ) to autorski projekt pracowników krakowskiego oddziału spółki. W polskiej elektroenergetyce nie stosowano dotychczas zasilania sieci średniego napięcia z mobilnych agregatów prądotwórczych, głównie z powodu trudności w rozwiązaniu problemów ochrony przeciwporażeniowej. Rozwiązanie zastosowane przez TAURON Dystrybucja opiera się na wykorzystaniu agregatu niskiego napięcia, który podłączony do MUZ transformującego niskie napięcie, umożliwia zasilenie fragmentu sieci średniego napięcia.

Głównym celem wykorzystania urządzenia jest przede wszystkim skrócenie czasu przerwy w dostawach energii elektryczne w przypadku prowadzenia prac planowanych, jak i przy usuwaniu awarii sieci średniego napięcia. Zaangażowanych jest także mniej pracowników i sprzętu. MUZ zapewnia przy tym pełną ochronę przed porażeniem, co dotychczas było główną trudnością techniczną i powodem niestosowania takiego rozwiązania w Polsce.

Urządzenie jest stosowane przede wszystkim na terenach wiejskich do zapewnienia zasilania na końcowych odcinkach linii średnich napięć.

Z reguły do odcinków tych przyłączonych jest kilka lub kilkanaście stacji z transformatorami o małej mocy, zasilających ok 1000 gospodarstw domowych.  Do tej pory jedynym sposobem zapewnienia energii w takich miejscach było zastosowanie jednego generatora przy każdej stacji pozbawionej napięcia. Wymagało to zapewnienia odpowiedniej liczby agregatów prądotwórczych, pracowników do ich obsługi, środków transportu i przede wszystkim czasu. Do niektórych stacji w rejonach górskich przywiezienie generatora byłoby bardzo trudne, bądź wręcz niemożliwe.

Konstrukcja urządzenia zapewnia także dużą elastyczność co do wyboru miejsca przyłączenia. Chodzi przede wszystkim o to, żeby było niekłopotliwe dla otoczenia. Ponadto wykorzystanie jednego generatora dużej mocy zamiast kilku mniejszych jest efektywniejsze energetycznie i ekonomicznie oraz korzystniejsze dla środowiska naturalnego. Istotnym parametrem jest również bardzo krótki czas niezbędny do podłączenia urządzenia wraz z agregatem do sieci. Od momentu przyjazdu zestawu do jego podłączenia wystarczy ok 40 minut i jedynie dwuosobowy zespół elektromonterów.

Prace nad MUZ rozpoczęły się w 2016 r., a następnie urządzenie było testowane przez okres roku. Urządzenie zostało również zbadane i pozytywnie zaopiniowane przez naukowców z Politechniki Śląskiej. To nowatorskie urządzenie zaprojektowane i wykonane przez inżynierów i techników z TAURON Dystrybucja, zostało zgłoszone do urzędu patentowego.

Planowane jest, by każdy z 11 oddziałów spółki będzie posiadał co najmniej jeden własny MUZ. Rozpoczęła się już budowa dwóch urządzeń dla oddziału w Bielsku-Białej i Jeleniej Górze, w których ze względu na linie energetyczne prowadzone w terenach górskich i zalesionych tego typu urządzenia są najbardziej potrzebne. Jedna z wersji MUZ będzie wykonana jako kontener montowany na podwoziu samochodu z napędem 4×4. Pojazd ten będzie dodatkowo wyposażony w hydraulicznie wysuwany maszt ze zdalnym sterowaniem ułatwiający podłączenie urządzenia do sieci energetycznej.

To kolejne nowatorskie rozwiązanie po mobilnej linii serwisowej, którego zadaniem jest skrócenie realizacji prac w sieci średniego napięcia oraz wyeliminowanie, bądź skrócenie przerw w dostawie energii elektrycznej spowodowanej awariami czy realizacją prac planowanych.

Małe mieszkania wciąż najpopularniejsze w Łodzi

Jak wynika z raportu Metrohouse i Expandera łódzki rynek mieszkaniowy cechuje się najmniejszym metrażem nabywanych mieszkań, wśród wszystkich badanych miast. Łodzianie najczęściej szukają lokalu o powierzchni 51 m kw. W województwie łódzkim również dużym zainteresowaniem cieszą się Pabianice. Są dobrze skomunikowane z Łodzią, a cena za m kw. mieszkania zazwyczaj nie przekracza tam 3000 zł za m kw. Przy szukaniu finansowania dla tego typu inwestycji jedynym problemem może być spadająca dostępność kredytów.

W Łodzi utrzymuje się trend kupowania małych mieszkań. Średni metraż nabywanego lokalu wynosi 51 m kw., to najmniej spośród największych miast w Polsce. – Ich średnia cena rzadko przekracza 200 tys. zł. Obecnie nabywamy w Łodzi mieszkania średnio za 191 tys. zł. Za m kw. płacimy 3743 zł, czyli o ponad 4 proc. więcej niż przed rokiem. Oprócz łódzkiego rynku mieszkań zainteresowaniem cieszą się np. Pabianice, gdzie można znaleźć oferty poniżej 2000 zł za m kw. Średnia cena w transakcjach za m kw. nie przekracza tu zwykle 3000 zł za m kw. Co ciekawe, w tym roku średni metraż mieszkań sprzedanych lokali przez pośredników Metrohouse w Pabianicach jest dokładnie taki sam jak w Łodzi, ale średnia kwota przeznaczana na zakup jest znacznie niższa i wynosi średnio 152 tys. zł
– komentuje Marcin Jańczuk, ekspert Metrohouse.

Raty kredytów na stabilnym, niskim poziomie – gorzej ze zdolnością

Osoby, które planują kupić mieszkanie w Łodzi za kredyt muszą przygotować się na to, że niestety stają się one coraz trudniej dostępne. – Z miesiąca na miesiąc spada przeciętna zdolność kredytowa.  Dla rodziny z dochodem 5000 zł netto wynosi ona, w zależności od banku, od  292 000 zł do 372 000 zł.  Dobrą wiadomością jest natomiast to, że jeśli uda nam się uzyskać kredyt, to  jego rata w najbliższych latach nie powinna rosnąć. Prezes NBP zasugerował niedawno, że stopy procentowe w naszym kraju mogą pozostać na obecnym poziomie nawet do 2020 r. W przypadku mieszkania o powierzchni 50 m kw. kupowanego w Łodzi za przeciętna cenę i z 10% wkładem własnym, rata wyniesie od 930 do 1 074 z zł w zależności od banku. Warto więc porównywać oferty kredytowe – mówi Jarosław Sadowski, ekspert Expandera.

Pod koniec kwartału kurs euro osłabił się

Wspólna waluta zakończyła ubiegły tydzień spadkami, co w części można wytłumaczyć gorszymi danymi z europejskich gospodarek. Złoty natomiast zyskiwał w relacji do euro i funta brytyjskiego, pomimo trwającej wyprzedaży akcji i wzrostu niepokoju na światowych giełdach.

Koniec kwartału jest zawsze dość trudnym momentem do opisywania wahań na rynku walutowym. Bardzo często wahania te są bowiem spowodowane zmianami, których w swoich portfelach dokonują zarządzający aktywami. Umocnienie euro, z jakim mieliśmy do czynienia na przestrzeni kwartału sprawiło, że relatywna wartość aktywów denominowanych w dolarze mogła spaść, co mogło wzbudzić potrzebę ich skupu. Słabe dane o inflacji z niektórych europejskich gospodarek, które poznaliśmy w ubiegłym tygodniu również nie sprzyjały wspólnej walucie pod koniec miesiąca.

Istotną kwestią na którą warto zwrócić uwagę w kontekście ostatnich zmian na rynkach finansowych pozostaje brak wyraźnego wpływu ostatnich gwałtownych spadków amerykańskich (i globalnych) indeksów akcji na waluty krajów G10. Ba, nawet waluty emerging markets, takie jak PLN raczej nie są poddawane większym wahaniom, ignorując tym samym odwrót od ryzyka, który jest wyraźnie widoczny na innych rynkach.

PLN

Mimo utrzymywania się podwyższonego poziomu ryzyka na rynkach finansowych i wspomnianej wyprzedaży na rynku akcji, polska waluta w minionym tygodniu radziła sobie całkiem nieźle, reagując przede wszystkim na zmiany na głównych parach. Złoty zyskiwał w relacji do euro i funta brytyjskiego, w parze z silniejszym dolarem amerykańskim zakończył tydzień na niemal niezmienionym poziomie. Ostatnie dni nie przyniosły żadnych istotnych danych z Polski, opublikowane zostały jedynie “minutki” ze spotkania Rady Polityki Pieniężnej, ich ton był jednak gołębi i zbieżny z ostatnią komunikacją Banku.

W tym tygodniu poznamy kilka odczytów z kraju, z których – z uwagi na ostatni spadek – szczególną uwagę warto zwrócić na odczyt inflacji CPI w poprzednim miesiącu. Uwaga inwestorów prawdopodobnie skupi się jednak na danych ze strefy euro i USA oraz rozwoju sytuacji w związku z konfliktem handlowym na linii USA-Chiny.

EUR

Ostatnie odczyty inflacji CPI z istotnych gospodarek strefy euro – Hiszpanii i Niemiec – były rozczarowujące. Również temu czynnikowi można przypisać słabość wspólnej waluty w zeszłym tygodniu. Z uwagi na wielkość gospodarki Niemiec, niższy od oczekiwanego odczyt dla tego kraju mógł być zinterpretowany jako zapowiedź gorszych danych dla całego bloku walutowego – na dane dla całej strefy euro przyjdzie nam poczekać do środy.

Panuje przekonanie, że inflacja bazowa (tj. wskaźnik inflacji nieuwzględniający zmian cen żywności i energii), osiągnie wartość 1,1%. Jesteśmy jednak zdania, że dużo bardziej prawdopodobna będzie powtórka z lutego, kiedy dynamika cen osiągnęła poziom 1%. Taki wynik mógłby zbić cenę euro, które w relacji do dolara amerykańskiego mogłoby spaść do okolic dolnego przedziału korytarza wahań, w którym para EUR/USD utrzymuje się od dłuższego czasu, czyli 1,21-1,25.

GBP

Z powodu braku istotnych publikacji makro dla Wielkiej Brytanii, funt szterling w ubiegłym tygodniu podążał za kursem wymiany euro względem innych nie-europejskich walut. To spowodowało, że kurs GBP/USD zbliżył się do poziomu 1,40. W tym tygodniu kluczowe znaczenie dla brytyjskiej waluty powinna mieć publikacja raportów PMI opisujących aktywność przedsiębiorstw. Po odczytach raczej nie należy się spodziewać niespodzianek, w związku z tym oczekujemy, że w najbliższym czasie funt brytyjski będzie nadal reagował na zmiany głównej pary.

USD

Rebalansowanie portfeli pod koniec kwartału, słabość euro i dobre dane makroekonomiczne wspierały dolara w ostatnich dniach. W tym tygodniu wahania amerykańskiej waluty będą zależały od dwóch ważnych kwestii. Pierwszą z nich będzie publikacja listy chińskich dóbr, na które nałożone zostaną amerykańskie taryfy celne. Drugą będzie comiesięczny raport z amerykańskiego rynku pracy. Oczekujemy, że marcowe odczyty będą dobre, a rynek wytworzy około 200 tys. nowych miejsc pracy. Podobnie jak konsensus spodziewamy się spadku poziomu bezrobocia do poziomu 4% i – co najważniejsze – liczymy na przyspieszenie dynamiki płac do poziomu 2,8% w ujęciu rocznym.

Autor: Enrique Diaz-Alvarez, Ebury

Indeksy koniunktury. Poprawa w Szwajcarii

Od rana poznawaliśmy wyniki indeksów koniunktury dla poszczególnych gospodarek europejskich. Sprzedaż detaliczna w Szwajcarii spada wolniej niż sądzono. Wojna na cła pomiędzy Pekinem a Waszyngtonem.

Dzień indeksów PMI

Dzisiaj od rana poznawaliśmy odczyty indeksów PMI z gospodarek europejskich. Polska wypadła lepiej od oczekiwań. Wynik wyniósł tyle samo co w lutym, jednak analitycy spodziewali się pogorszenia odczytu. Po tych danych widać było drobne umacnianie się złotego względem głównych walut. Zgodnie z oczekiwaniami wypadły Węgry, gdzie spadek wyniósł 0,2pkt. Warto natomiast zwrócić uwagę na znacznie wyższy poziom optymizmu u naszego południowego bratanka. Indeks wynosi tam 57 punktów, podczas gdy w Polsce wyniósł 53,7 punkta. Warto zwrócić uwagę, że poziom 50 punktów w tej ankiecie jest uznawany za symboliczną różnicę pomiędzy rozwojem a stagnacją, zatem różnica pomiędzy naszymi krajami jest bardzo znacząca.

Lepsze sygnały ze Szwajcarii

Ostatnie osłabienia franka mają korzystny wpływ na gospodarkę Szwajcarii. Dzisiaj poznaliśmy dane na temat sprzedaży detalicznej. Spadła ona co prawda w ciągu roku o 0,2%, ale warto zwrócić uwagę, że spodziewano się spadków aż o 0,7%. Wraz z uspokojeniem się sytuacji na światowych rynkach również frank traci na wartości. To z kolei powoduje, że lokalna gospodarka odżywa. Zbyt silna waluta powodował nadmierną opłacalność importu i obniża konkurencyjność eksportu przenosząc miejsca pracy za granicę.

Dalsze cła w wojnie Chiny-USA

Chińczycy poinformowali o odpowiedzi na dotychczasowe sankcje z USA. Lista jest imponująca i zawiera ponad 100 pozycji. Warto natomiast zwrócić uwagę, że realnie są to towary stanowiące 2% całkowitego importu. Będzie to oczywiście miało skutki gospodarcze, ale jest jeszcze dużo miejsca na eskalację tego konfliktu.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych danych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Rekordowo niski deficyt fiskalny, spadek długu publicznego

Wg wstępnych danych GUS deficyt fiskalny (wg unijnej metodologii ESA2010) obniżył się w 2017 do 1,5% PKB(z 2,3% PKB w 2016, po korekcie z 2,5%). Ostateczne dane zostaną opublikowane przez Eurostat 23 kwietnia.

Wynik fiskalny sektora finansów publicznych jest najlepszy w historii (por. wykres poniżej). Na znakomity wynik całego sektora złożyły się bardzo dobra realizacja budżetu państwa (efekt m.in. wzrostu ściągalności podatków), bliski zbilansowaniu wynik sektora samorządowego oraz prawdopodobnie bardzo dobra sytuacja w sektorze ubezpieczeń społecznych (m.in. efekty ograniczania „patologii” na rynku pracy – „ozusowanie” umów śmieciowych, czy też wzrost funduszu wynagrodzeń).

Rekordowo niski deficyt fiskalny, spadek długu publicznego

W efekcie wstępnie oceniamy, że impuls fiskalny (zmiana strukturalnego deficytu pierwotnego) mógł być w zeszłym roku ujemny, tzn. że mogliśmy mieć do czynienia z zacieśnieniem fiskalnym, a polityka fiskalna była w 2017r. antycykliczna. (Publikacja kompletu danych przez Eurostat umożliwi nam bardziej dokładną ocenę fiskalnej „nogi” policy mix).

Dług publiczny (ESA2010) obniżył się w 2017 do 50,6% PKB, co oznacza, że w ujęciu nominalnym spadł po raz pierwszy w historii – o 3,2 mld zł (wyłączając epizod zmian w systemie emerytalnym w 2014, por. wykres poniżej). Do spadku długu publicznego przyczynił się głównie spadek zadłużenia Skarbu Państwa.

Bardzo dobre dane fiskalne, wraz z piątkowymi danymi o relacjach zewnętrznych gospodarki Polski (m.in. spadek zadłużenia zagranicznego, nadwyżka na rachunku obrotów bieżących) dobrze wróżą ocenie makroekonomicznych fundamentów polskiej gospodarki przez agencje ratingowe, o ile tylko uznane będą przez agencje jako trwała poprawa.

Źródło: PKO Bank Polski

Pracownicze programy emerytalne (PPE) – poradnik dla pracodawcy

Jeśli pracodawca zdecyduje się na wdrożenie PPE – powinien pamiętać, że podstawowym aktem prawnym regulującym zasady postępowania jest ustawa z 20 kwietnia 2004 r. o pracowniczych programach emerytalnych. Utworzenie PPE wymaga zawarcia umowy zakładowej pomiędzy pracodawcą, a reprezentacją pracowników. W kolejnym kroku, zawarcia – umowy pomiędzy pracodawcą, a instytucją finansową, a następnie zarejestrowania programu przez Komisję Nadzoru Finansowego.

Zgodnie z art. 11 ustawy reprezentację pracowników stanowią wszystkie zakładowe organizacje związkowe działające u danego pracodawcy. Jeśli związków zawodowych nie ma – reprezentację wyłania się w sposób przyjęty u danego pracodawcy. Należy przy tym pamiętać, że umocowanie takiej reprezentacji wygasa po upływie 24 miesięcy od dnia jej wyłonienia.

Ważne, aby pracodawca zadał sobie pytania o kształt planowanego PPE i w konsekwencji o związane z tym oczekiwania wobec instytucji finansowej, która będzie Programem zarządzać. Co więc należy rozważyć ?

  1. Forma PPE

Ustawa dopuszcza różne formy PPE – ale praktyka rynkowa wskazuje, że największą popularnością (mierzoną liczbą uczestników oraz wartością aktywów) cieszy się forma umowy o wnoszenie przez pracodawcę składek pracowników do funduszu inwestycyjnego. Przy takim rozwiązaniu – składki wnoszone do PPE są przeznaczone tylko i wyłącznie na budowę dodatkowego kapitału emerytalnego pracownika.

  1. Kryteria uczestnictwa w PPE

Jedynym kryterium uczestnictwa może być staż pracy, przy czym w momencie przystąpienia do PPE pracownik nie może mieć ukończonego 70 roku życia. Jeśli więc pracownik spełnia kryterium stażowe i złoży pracodawcy deklarację uczestnictwa w PPE – musi być tym programem objęty. Warto pamiętać, że w dniu złożenia wniosku pracodawcy do KNF o rejestrację PPE prawo do uczestnictwa musi przysługiwać co najmniej połowie pracowników zatrudnionych u pracodawcy tworzącego program. Jeśli pracodawca zatrudnia pond 500 pracowników – prawo to musi przysługiwać co najmniej jednej trzeciej pracowników.

  1. Wysokość składek do PPE

Są 2 rodzaje składek: składka podstawowa (finansowana przez pracodawcę) oraz składka dodatkowa (finansowana dobrowolnie przez pracownika). Składkę podstawową określa się procentowo od wynagrodzenia albo w jednakowej kwocie dla wszystkich uczestników albo procentowo ale z określeniem maksymalnej wysokości tej składki. Warto pamiętać, że zgodnie z projektem ustawy o PPK – jedynie PPE o składce podstawowej nie niższej niż 3,5% wynagrodzenia może zwolnić pracodawcę z obowiązku tworzenia PPK.

Wysokość składki dodatkowej deklaruje pracownik, a pracodawca potrąca ją z jego wynagrodzenia i wpłaca do PPE.

  1. Możliwości inwestycyjne

Ważne jest zaoferowanie pracownikowi zarówno możliwości samodzielnego wyboru spośród dostępnych w PPE funduszy jak i gotowych rozwiązań dla osób niezdecydowanych lub o mniejszej wiedzy o rynku kapitałowym. W świecie idealnym warto mieć dostępne w PPE jednocześnie 3 rozwiązania:

  1. samodzielny wybór funduszy
  2. model life-cycle – dostosowujący sposób inwestowania do horyzontu inwestycyjnego uczestnika (w myśl zasady – że wraz z wiekiem uczestnika skraca się jego horyzont inwestycyjny – tym samym udział akcji w jego portfelu powinien zmniejszać się na korzyść instrumentów bezpieczniejszych)
  3. portfele o różnym stopniu ryzyka, niezależne od wieku uczestnika. To rozwiązanie jest o tyle ważne, że nie zawsze apetyt na ryzyko jest adekwatny do wieku uczestnika – nie można wiec stwierdzić, że młodsi zawsze chcą inwestować agresywniej, a starsi zawsze bezpieczniej.

Te różnorodne możliwości w połączeniu z dobrą komunikacją do pracowników pozwolą zminimalizować ryzyko, że pracownik będzie obciążał pracodawcę i reprezentację pracowników odpowiedzialnością za finalne efekty swoich inwestycji.

  1. Komunikacja do pracowników

Ważne, aby instytucja finansowa wspomogła pracodawcę w komunikacji do pracowników – poprzez pomoc w przygotowaniu materiałów i udział w spotkaniach informacyjnych.

  1. Codzienny kontakt i wsparcie instytucji finansowej

Warto zwłaszcza zadbać o narzędzia / aplikacje ułatwiające obsługę PPE po stronie pracodawcy, jak również o dostęp pracowników do swoich kont przez telefon i Internet – tak, aby w każdym momencie mieli wgląd w swoje oszczędności emerytalne

  1. Przesłanki zmiany zarządzającego lub likwidacji PPE, przesłanki zawieszenia opłacania składek

Warto zadbać o jasne i nie budzące wątpliwości przesłanki i warunki jak również mieć świadomość konsekwencji powyższych działań.

Dopiero jak pracodawca odpowie sobie na powyższe pytania – można przygotować projekty umów tworzących PPE i sporządzić wniosek o rejestrację programu.

Agnieszka Łukawska

Dyrektor ds. programów emerytalnych Skarbiec TFI S.A., Ekspert Instytutu Emerytalnego

Gospodarka rośnie, PMI bez zmian

W minionym miesiącu PMI polskiego przemysłu nie uległ zmianie i odczyt za marzec 2018 r. wyniósł 53,7. Wynik ten był wyższy od konsensusu rynkowego, który zakładał poziom 53,2. Bieżąca tendencja wzrostowa utrzymuje się 42. miesiąc z rzędu i jest najdłuższą od rozpoczęcia badań w czerwcu 1998 r.

IHS Markit w raporcie za marzec zwraca szczególną uwagę na najwolniejszy od ośmiu miesięcy wzrost nowych zleceń. Niemniej jednak liczba nowych zleceń ogółem wzrosła siedemnasty miesiąc z rzędu. Z kolei liczba nowych zamówień eksportowych zasadniczo nie zmieniła się od lutego 2018 r., co przerwało piętnastomiesięczną sekwencję wzrostu.

Mimo wolniejszego wzrostu zamówień oraz najszybszego od prawie roku wzrost nowych miejsc pracy, zaległości produkcyjne ponownie wzrosły (szósty raz w ciągu ośmiu miesięcy).

Presje inflacyjne uległy dalszemu złagodzeniu, aczkolwiek dalej pozostały silne. Wzrost kosztów produkcji i cen wyrobów gotowych spowolnił do najniższego poziomu od odpowiednio trzech i siedmiu miesięcy.

Mimo wysokiego odczytu PMI za marzec 2018 r., dane wynikające z ankiety sugerują możliwe spowolnienie warunków gospodarczych w kwietniu. Nie spodziewamy się jednak istotnego pogorszenia koniunktury w najbliższym czasie. Przedsiębiorstwa uzasadniają dobre nastroje spodziewanymi nowymi klientami oraz inwestycjami w moce przerobowe i nowe produkty.

Piotr Ludwiczak, Zarządzający funduszem, Michael/Ström Dom Maklerski

Polityka odbija swe piętno

Świata Wielkanocne przyniosły uspokojenie rynków, jednak polityka odbija swe piętno. W związku z eskalacją sporu handlowego na linii Waszyngton-Pekin (w odwecie Chiny nałożyły cła na amerykańskie produkty spożywcze), a także z potencjalnymi działaniami prezydenta USA Donalda Trumpa, które mogą uderzyć w Amazon (a tym samym w spółki technologiczne), spadają indeksy światowych giełd. W tej sytuacji do większości rywali traci amerykański dolar, choć nie są to duże spadki. Do dolara amerykańskiego zyskiwał też dolar kanadyjski i meksykańskie peso po tym, jak prezydent Trump ogłosił chęć szybkiej renegocjacji handlowej umowy NAFTA. W ciągu pierwszego kwartału br. euro zyskało do dolara 2,8%, funt – 4%, a japoński jen – aż 5,8%. W marcu euro umocniło się do dolara o 1,2%, a funt – ponad 2%.

Waluty

W ciągu ostatnich 24 godzin amerykański dolar zyskuje do euro (+0,08%), a traci do brytyjskiego funta (-0,07%), dolara kanadyjskiego (-0,06%), dolara australijskiego (-0,18%) oraz japońskiego jena (-0,3%) i kursy wynoszą: EUR/USD – 1,231, GBP/USD – 1,406, USD/CAD – 1,289, AUD/USD – 0,769 i USD/JPY – 106. Euro jest słabsze wobec japońskiego jena (-0,37%) i kurs EUR/JPY wynosi 130,4, a kurs EUR/GBP jest na poziomie 0,875. Złotówka lekko zyskuje do franka szwajcarskiego, minimalnie traci do funta, a kurs do dolara i euro jest na podobnym poziomie co przed świętami. We wtorek rano dolar kosztuje 3,42 zł, euro – 4,21 zł, funt – 4,81 zł, a frank – 3,58 zł.

Giełdy

Europejskie giełdy w świąteczny poniedziałek były zamknięte. Na pozostałych rynkach zdecydowana przewaga koloru czerwonego. W Amerykach w poniedziałek nowojorski indeks S&P 500 spadł o 2,23%, meksykański indeks Bolsa – o 0,65%, a brazylijski indeks Bovespa – o 0,82%. We wtorek w Azji tokijski indeks Nikkei obniżył się o 0,45%, indeks Shanghai Composite – o 0,84%, a hongkoński indeks Hang Seng na godzinę przed zamknięciem zyskiwał 0,08%.

Ropa i złoto

Po wcześniejszych wzrostach ceny ropy naftowej idą w dół. W poniedziałek na zakończenie dnia baryłka ropy Brent kosztowała 70,14 USD (-0,19%), a ropy WTI – 63,01 USD (-3,06%). Roczna prognoza ceny baryłki ropy spadła o 2 USD do 72 USD. Z kolei ceny złota sporo rosną. We wtorek rano uncję metalu rynek wycenia na 1339 USD. To 14 USD (+1,06%) więcej niż przed świętami.

Najważniejsze wydarzenia dzisiejszego dnia:

  • 0:30 – Australia – Indeks PMI dla przemysłu, marzec – 63,1 pkt. (poprzednio 57,5 pkt.)
  • 6:30 – Australia – Decyzja RBA ws. stóp procentowych, kwiecień – bez zmian
  • 9:00 – Polska – Indeks PMI dla przemysłu, marzec – 53,7% (prognozy 53,2 pkt.)
  • 9:00 – Czechy – PKB, IV kw. (r/r) – 5,5% (prognoza 5,2%)
  • 9:55 – Niemcy – Indeks PMI dla przemysłu, marzec (prognoza 58,4 pkt.)
  • 10:00 – Strefa euro – Indeks PMI dla przemysłu, marzec (prognoza 56,6 pkt.)
  • 10:30 – Wielka Brytania – Indeks PMI dla przemysłu, marzec (prognoza 54,5 pkt.)
  • 15:30 – USA – Wystąpienie szefa Fed z Minneapolis

Przygotował zespół analityczny easyMarkets

Niemiłe złego początki

Kwartał rozpoczyna się od kolejnego epizodu wyprzedaży ryzykownych aktywów. S&P500 spadł w poniedziałek 2,2 proc. pogrążany przez sektor technologiczny. Indeks Nasdaq wymazał jednocześnie całość tegorocznej zwyżki. Od intradayowego szczytu (65,40) kurs baryłki WTI runął na ponad 2,5 USD. W takim środowisku dominuje umocnienie jena, USD/JPY schodził pod 106,00. Eurodolar miesiąc rozpoczyna w środku swojego szerokiego przedziału wahań 1,2160 – 1,2550. EUR/PLN znajduje się przy 4,21.

Kolejne dni to przede wszystkim oczekiwanie na raport z rynku pracy USA, który może pomóc ożywić nadzieje na bardziej restrykcyjną politykę Rezerwy Federalnej. Do tego czasu poznamy jeszcze serię indeksów PMI (dzisiejsza sesja) i wstępny odczyt inflacji konsumenckiej dla polskiej gospodarki za marzec. Nie ma podstaw do powrotu wyceny podwyżki stóp procentowych przez RPP w 2018 roku, co powoduje, że złoty pozostanie na pastwie czynników globalnych. Te z kolei nie sprzyjają poszukiwaniu wysokich stóp zwrotu w świecie emerging markets. Na globalnych giełdach inicjatywa należy do sprzedających i nie powinno ulec to zmianie. Powoduje to, że z parkietów emerging markets w końcu szerszym strumieniem odpływać będzie kapitał. W rezultacie, gospodarki wschodzące, które lekko odetchnęły po marcowym posiedzeniu Fed znów czeka odpływ kapitału a ich waluty osłabienie. Los ten podzieli złoty, EUR/PLN wznowić powinien dryf w kierunku 4,25. Zresztą chimeryczne, gwałtownie zmieniające się nastroje i podwyższona zmienność  stają ostatnio stałym rynkowym elementem.

Dolar nie jest w stanie stać się ich zdecydowanym i jednoznacznym beneficjentem ze względu na politykę Białego Domu, obawy przed powrotem silnego podwójnego deficytu i strach przed wojnami handlowymi. W najbliższych miesiącach spodziewamy się w rezultacie utrzymania przez kurs EUR/USD obecnego przedziału wahań. Entuzjazm względem euro studzi przede wszystkim osłabienie się tendencji inflacyjnych w strefie euro i prawdopodobne osiągnięcie szczytu przez siłę wzrostu gospodarczego w 2018 roku. Przestrzeń do aprecjacji ogranicza też skrajnie rozbudowana długa pozycja spekulacyjna. Powinna ona być przy tym dosyć odporna na korekty ze względu
na perspektywy zacieśniania polityki przez ECB.

Silne są dziś waluty Antypodów, AUD/USD po osiągnięciu w ubiegłym tygodniu tegorocznych minimów powraca nad 0,77. NZD/USD wychodzi nad 0,7250. Biorąc pod uwagę, że obie waluty (a zwłaszcza dolar australijski) są wrażliwe w kontekście wojen handlowych,  nie widzimy pola do ich trwałego umocnienia. Dolar australijski z grona walut surowcowych powinien być jednak najsłabszy,  co daje też szanse na spadki AUD/CAD i w mniejszym stopniu AUD/NZD.

Opracował Bartosz Sawicki, Kierownik Departamentu Analiz, DM TMS

Co czwarty nowy biznes otworzy się w Warszawie

Warszawa pozostaje najbardziej atrakcyjnym miastem dla biznesu w Polsce. Aż 28 proc. przedsiębiorców, którzy planują rozwój geograficzny swoich firm, jako miejsce rozważane pod nową lokalizację wskazało właśnie stolicę. Z raportu „Potencjał inwestycyjny Warszawy” opracowanego przez Antal i CBRE, wynika, że do stolicy najbardziej przyciąga inwestorów dostępność wykształconych kadr oraz liczba i standard nieruchomości. Średnia całościowa ocena dla Warszawy wyniosła 7 pkt. w 10-stopniowej skali.

Wśród respondentów badania, którzy zadeklarowali inwestycje w rozwój geograficzny firmy, największe zainteresowanie wywołała Warszawa (28% deklaracji). Na drugim miejscu na radarze firm jest Wrocław (22%), a na trzecim ex aequo Łódź i Poznań (po 16% wskazań).

– Ocena atrakcyjności Warszawy jako miejsca rozwijania działalności biznesowej i wskazanie tej lokalizacji jako lidera w lokowaniu nowych inwestycji przez 28 proc. decydentów to ważna informacja z punktu widzenia uczestników lokalnego rynku pracy. Parametry związane z dostępnością potencjalnych pracowników są szczególnie istotne w dobie utrzymującego się zjawiska rynku pracownika, który przekłada się na trudności w pozyskiwaniu „rąk do pracy” i coraz częściej stanowi kluczową barierę w rozwoju przedsiębiorstw. W kontekście podaży pracowników, warto zwrócić uwagę na wysoką ocenę atrakcyjności Warszawy nie tylko w oczach inwestorów, ale również kandydatów do pracy – jak wynika z danych Antal, to właśnie stolica jest lokalizacją pierwszego wyboru dla osób rozważających relokację z powodów zawodowych – mówi Anna Piotrowska-Banasiak, Business Development Director w Antal.

Co czwarty nowy biznes otworzy się w WarszawieDo Warszawy po specjalistów ds. finansów oraz IT 

Pierwsze miejsce wśród ocenianych w raporcie aspektów zajął potencjał edukacyjny rozumiany jako dostępność przyszłych pracowników z wynikiem 7,8 pkt. w 10-stopniowej skali. W stolicy uczy się ponad 250 tys. studentów. Jak wynika z raportu Antal, najwięcej specjalistów kształci się w obszarze finansów (niemal 40 tys.), lingwistyki (blisko 15 tys.) oraz IT (niemal 20 tys.). Warto przy tym zauważyć, że Warszawa to jeden z największych ośrodków IT w Polsce z dużym potencjałem kadrowym w tym sektorze.

Stolica zdecydowanie dominuje pod względem atrakcyjności rynku pracy dla specjalistów IT. Dzieje się tak chociażby dlatego, że tutaj swoje siedziby ulokowali najwięksi gracze z tego sektora. Ponadto, to właśnie w Warszawie specjaliści i menedżerowie IT zarabiają najwięcej. Warto wspomnieć, że miasto jest także prężnie działającym ekosystemem startupowym, który przyciąga pełnych zapału młodych, ambitnych i twórczych ludzi. Warszawę pod tym kątem wyróżniają organizacje takie jak Campus Warsaw stworzony przez Google, czy Reaktor – mówi Anna Miłosz, konsultant Antal, IT Services.

Silna metropolia z dobrze rozwiniętą infrastrukturą

Jak wynika z raportu „Potencjał inwestycyjny Warszawy” – sporą zachęta do lokowania swojego biznesu w stolicy jest dobrze rozwinięta infrastruktura. Respondenci ocenili ją na 7,4 pkt. w 10-stopniowej skali. Z uwagi na centralne położenie, Warszawa pełni funkcję międzynarodowego węzła transportowego w transporcie drogowym i kolejowym. Komunikacja miejska oraz transport kolejowy otrzymały ex aequo mocną ocenę 8,0 pkt. Nie bez znaczenia pozostaje również fakt, że miasto jest bardzo dobrze skomunikowane z innymi krajami: międzynarodowe lotnisko znajduje się praktycznie w centrum Warszawy. To właśnie transport lotniczy otrzymał w raporcie najwyższą ocenę (8,6 pkt.). Z kolei najniżej respondenci ocenili komfort komunikacji samochodowej w mieście (5,5 pkt.)

Pod względem infrastruktury, Warszawa jest najbardziej rozwiniętym miastem w Polsce, jednakże w porównaniu z wieloma stolicami Europy Zachodniej, nadal istnieje duże pole do poprawy. Miasto gwałtownie rośnie pod względem liczby mieszkańców, powstają nowe dzielnice biznesowe i mieszkaniowe, w związku z tym rosną również potrzeby w zakresie transportu publicznego i infrastruktury drogowej. Z drugiej strony, jak pokazuje badanie, ocena stanu obecnego już jest stosunkowo wysoka. Dodatkowo miasto jest w trakcie licznych kluczowych inwestycji, które bez wątpienia umocnią dobrą pozycję infrastruktury stolicy – podkreśla Piotr Pikiewicz, Starszy Konsultant, Dział Badań i Analiz Rynku, CBRE.

Design, innowacje oraz miliony nowych powierzchni

Warszawa pozostaje niekwestionowanym liderem pod względem nowych powierzchni biurowych. To również pierwszy co do wielkości rynek biurowy w kraju. Jak wynika z raportu Antal i CBRE, przedsiębiorcy ocenili przestrzeń biurową na 7,1 pkt. w 10-stopniowej skali (średnia dla wszystkich czynników). Uczestnicy badania wyróżnili w szczególności wysoką jakość dostępnych powierzchni (7,6 pkt.), dostępność przestrzeni (7,5 pkt.) oraz łatwy dojazd do biura komunikacją publiczną (7,3 pkt.). Ponadto, różnorodna oferta biurowa odpowiada na całe spektrum potrzeb przedsiębiorców i inwestorów lokujących tu swój biznes.

Rynek biurowy w Warszawie podlega ciągłej transformacji i gwałtownej ekspansji. Warszawa jest wśród pięciu stolic europejskich z największą ilością powierzchni biurowej w budowie. W ciągu najbliższych kilku lat, istniejące zasoby (ponad 5 mln mkw. nowoczesnej powierzchni) wzrosną o około 600.000 mkw. To powoduje wysoką konkurencyjność i konieczność podnoszenia jakości i standardu oferowanych budynków. Te starsze podlegają remontom i zmianom, w tych nowych poszukuje się innowacyjnych rozwiązań z zakresu architektury, technologii, ekologii i komfortu pracy. Z perspektywy biznesowej, rynek w Warszawie, który już się ukształtował, oferuje najlepsze w regionie warunki rozwoju, w tym stabilny popyt na budynki najwyższej jakości – mówi Mikołaj Sznajder, Starszy Zastępca Dyrektora w dziale Powierzchni Biurowych, CBRE.

Reformy polskiego górnictwa – zwolnień nie będzie?

Górnictwo w Polsce od kilku lat jest mocno reformowane. Duża część zmian odbywa się przez pionową integrację kopalni wydobywających węgiel z dużą energetyką, która jest jego odbiorcą. Wynika z tego, że polskim górnikom nie grożą zwolnienia. Jeżeli gdzieś jeszcze znajduje się surowiec, będzie on wydobywany. Limitem jest węgiel, który posiadamy. Rentowność górnictwa zależy mocno od dwóch rzeczy – nakładów inwestycyjnych poczynionych w poprzednich latach oraz ceny węgla na rynkach. Jest on dość elastycznym towarem, można go łatwo sprowadzić z innych części świata.

– Kiedyś kopalnie węgla kamiennego czy brunatnego będą się kończyć w naturalny sposób – powiedział serwisowi eNewsroom Marcin Roszkowski, prezes zarządu Instytutu Jagiellońskiego – W takich miejscowościach, jak Bełchatów czy Turów w okolicach roku 2030-2035 surowiec będzie wydobywany na dużą mniejszą skalę i będzie z niego powstawać mniej energii elektrycznej. Pionowa integracja energetyki z górnictwem powoduje to, że część dodatnich i ujemnych wyników kopalń przejęły koncerny energetyczneTaka sytuacja jest dobra, ponieważ ceny surowca są na wyższym poziomie. To dobra okazja do podjęcia inwestycji. Moglibyśmy wtedy w istniejących lokalizacjach eksploatować węgiel tam, gdzie jest on najbardziej opłacalny. Do tego jednak też potrzeba pieniędzy. Pionowa integracja spowodowała, że zmienność górnictwa została złagodzona – ocenił Roszkowski.

Gospodarka jak marzenie

W tym tygodniu w centrum uwagi:

  • Publikacje krajowych danych mogą mieć w tym tygodniu mieszany wydźwięk. Oczekujemy nieznacznego osłabienia wskaźnika PMI w przetwórstwie (PKO: 53,5 pkt; konsensus: 53,1 pkt., publikacja we wt.) m.in. ze względu na spadek komponentu nowych zamówień eksportowych, co wpisze się w dotyczące głównie Europy obawy o trwałość ożywienia i odbicie inflacji. Z drugiej strony wstępny odczyt inflacji CPI (śr.) powinien pokazać jej powrót do trendu wzrostowego (PKO: 1,7%; konsensus: 1,6%). We wtorek wstępne szacunki deficytu fiskalnego (ESA2010) najprawdopodobniej potwierdzą, że w 2017 obniżył się on do 1,7% PKB, dopełniając tym samym obraz doskonałej sytuacji sektora finansów publicznych w minionym roku.
  • Finalne odczyty PMI z Niemiec i ze strefy euro za marzec (wt.) potwierdzą dalsze osłabienie nastrojów w przemyśle. Testem na ile nastroje odzwierciedlają rzeczywiste wyniki firm będą dane o lutowych zamówieniach (cz.) i produkcji (pt.) w przemyśle Niemiec. Dostępne dane krajowe wskazują, że wstępny odczyt inflacji HICP w strefie euro (śr.) przyniesie przełamanie spadków z początku tego roku. Wśród szeregu danych z USA najważniejsze będą odczyty z rynku pracy (pt., w śr. raport ADP), a w nich m.in. to, czy uda się podtrzymać silny wzrost aktywności zawodowej, który ogranicza presję płacową.

Przegląd wydarzeń:

Nadwyżka w budżecie po lutym

Budżet państwa po lutym zanotował nadwyżkę 4,5 mld zł (wobec nadwyżki 0,9 mld zł w 2017 oraz wobec 14,6 mld zł przeciętnego deficytu w latach 2010-16). Dochody budżetowe w lutym wzrosły o 11,9% r/r (wobec spadku o 4,8% r/r w styczniu) co oznacza, że trend wzrostowy dochodów (3 mies. śr. ruch.) utrzymuje się na dwucyfrowym poziomie (14,0% r/r w lutym vs. 13,1% r/r w styczniu oraz 16,0% r/r w 4q17). Dynamika wydatków w lutym wyniosła 3,5% r/r (po spadku o 11,8% r/r w styczniu), a trend wzrostowy (3 mies. śr. ruch.) wydatków budżetowych obniżył się do 7,0% r/r (po typowym, sezonowym przyspieszeniu wydatkowania środków budżetowych pod koniec 2017).

Bardzo dobrą sytuację fiskalną potwierdzają także dane o zadłużeniu publicznym. Dług publiczny (ESA2010) wyniósł na koniec 2017 1003,4 mld zł i spadł o 3,2 mld zł w porównaniu do końca 2016. Był to pierwszy w historii spadek nominalnego poziomu długu publicznego (wyłączając zmiany w systemie emerytalnym w 2014). Relacja długu publicznego (ESA) do PKB także obniżyła się w 2017 do 50,6% PKB (wobec 54,2% PKB w 2016).

Brak nierównowag zewnętrznych

NBP podniósł szacunek nadwyżki na rachunku obrotów bieżących w 2017 do 0,3% PKB (z 0,1% PKB przed rewizją vs -0,3% PKB w 2016) przede wszystkim ze względu na podniesienie szacunków nadwyżki handlowej (zarówno towary jak i usługi). Rewizja danych miesięcznych pokazała, że nadwyżka w handlu usług po styczniu (w ujęciu 12-miesięcznym) po raz pierwszy w historii przekroczyła 4% PKB. Dane kwartalne pokazują, że głównymi źródłami jej wzrostu są usługi: IT, biznesowe, transportowe oraz podróże i naprawy. Wzrost roli usług IT i biznesowych obrazuje strukturalną zmianę w bilansie płatniczym i będzie stanowił ważne źródło dalszego umacniania się salda usług. W podobnym kierunku będą oddziaływać usługi transportowe (przynajmniej do czasu wejścia w życie przepisów przejściowych dotyczących reguł wynagradzania polskich pracowników delegowanych). Wzrost roli eksportu usług transportowych oraz silny wzrost inwestycji magazynowych (powierzchnia magazynów wzrosła w ubiegłym roku o 20%, przy czym wielkość nowej podaży była o ok. 70% większa niż w 2016) pokazują umacniającą się rolę Polski jako regionalnego centrum logistycznego. Nadwyżka na rachunku obrotów bieżących, a także rosnący napływ środków z UE (w połączeniu ze spadkiem deficytu budżetowego) przyczyniły się do obniżenia długu zagranicznego do 66,5% PKB (najniższy poziom od 2010 roku). Dane potwierdzają, że trwająca ekspansja gospodarcza nie generuje nierównowag w sferze zewnętrznej. Jednocześnie są one pozytywne dla perspektyw polskiego ratingu.zadłużenie zagraniczne Polski

Pomimo odnotowanego w marcu spadku, indeks ISM dla amerykańskiego przetwórstwa przemysłowego wciąż wskazuje na jego ekspansję. Firmy wskazują na narastające ograniczenia podażowe (m.in. rynek pracy) i najszybszy od 7 lat wzrost cen, który w części branż jest już także wiązany z ogłoszonymi cłami na import stali i aluminium.

Indeks Caixin/Markit PMI dla chińskiego przetwórstwa spadł w marcu do 51,0 pkt. z 51,6 pkt. odzwierciedlając m.in. wolniejszy napływ nowych zamówień, w tym zagranicznych.

Źródło: PKO Bank Polski