Rola pełnomocnika strony w trakcie przesłuchania świadka przez organ podatkowy

Strona postępowania podatkowego oraz jej pełnomocnik mają prawo brać udział w przesłuchaniu świadka. Uprawnienie to obejmuje prawo zadawania pytań. Aby zaś zadawać je umiejętnie, należy uważnie śledzić sposób prowadzenia przesłuchania oraz sporządzania protokołu.

Istota dowodu z przesłuchania świadka w trakcie postępowania dowodowego

Zgodnie z przepisami Ordynacji podatkowej jako dowód trzeba dopuścić wszystko, co może przyczynić się do wyjaśnienia sprawy, a nie jest sprzeczne z prawem. Jednocześnie dowodami w postępowaniu podatkowym mogą być m.in. zeznania świadków. W charakterze świadków najczęściej wzywani są kontrahenci podatnika lub jego pracownicy, a w przypadku osób fizycznych również członkowie rodziny bądź sąsiedzi, którzy mogą posiadać informacje istotne dla sprawy.

Pamiętać trzeba, że strona postępowania ma prawo składać wnioski dowodowe, np. o przesłuchanie świadka, który jej zdaniem będzie w stanie przybliżyć organowi podatkowemu stan faktyczny danej sprawy. Istotne jest przy tym, że na gruncie Ordynacji podatkowej nie ma hierarchii dowodów, zatem dowód z przesłuchania świadka ma taki sam walor dla ustalenia stanu faktycznego jak dowód z dokumentu czy opinii biegłego.

Często jest tak, że nawet dokumenty potwierdzające fakty (faktury, dokumenty CMR, WZ, wyciągi bankowe) nie są wystarczające do udowodnienia danej okoliczności, dlatego nieraz warto powołać świadka dla wzmocnienia dowodów z dokumentów. Świadek zeznający według swojej najlepszej wiedzy – jako dowód osobowy – może bezpośrednio przekonać organ o racji podatnika.

Rola strony i jej pełnomocnika w trakcie przesłuchania świadka

Podatnik oraz jego pełnomocnik, jeżeli został ustanowiony, mają prawo brać udział w czynności przesłuchania świadka – nie tylko w celu pozyskania wiadomości o tym, co świadek ma do powiedzenia w sprawie, ale również by skorzystać z możliwości zadawania pytań oraz zgłaszania uwag i zastrzeżeń. Dzięki tym uprawnieniom strona i jej pełnomocnik, który z reguły lepiej zna przepisy proceduralne, mogą mieć wpływ na sposób prowadzenia przesłuchania. Przykładowo, odpowiednio zadane pytania niejednokrotnie potrafią wpłynąć nie tylko na same zeznania, ale również na wynik sprawy. Często zdarza się, że świadek czegoś nie pamięta, gdyż od danego zdarzenia minęło już dużo czasu. W takiej sytuacji odpowiednio, zgodnie z przepisami zadane pytanie może ułatwić mu przypomnienie sobie o danej sytuacji, która rzeczywiście miała miejsce, czego potwierdzenie jest istotne dla strony postępowania. Rola pełnomocnika nie sprowadza się jednak wyłącznie do zadawania świadkowi pytań.

Przepisy proceduralne a sposób prowadzenia przesłuchania

Doświadczenie pokazuje, że niejednokrotnie osoby prowadzące przesłuchanie świadka nie tylko nadużywają swoich uprawnień, ale również nie zapisują w protokole przesłuchania istotnych kwestii, zwłaszcza korzystnych dla podatnika. Dlatego też ważne jest, by strona i jej pełnomocnik uczestniczyli we wspomnianej czynności i „patrzyli na ręce” osoby przesłuchującej. Do protokołu można bowiem składać zastrzeżenia, a także upominać przesłuchującego, jeśli nie zapisze całej wypowiedzi świadka. Taki protokół w całości stanowi wszak dowód w sprawie podatkowej. A organy podatkowe w praktyce często zawierają w swoich decyzjach te fragmenty zeznań, które ich zdaniem potwierdzają stanowisko organu. Jeżeli więc zabraknie w takim protokole istotnej informacji przemawiającej na korzyść strony, podatnik zostanie pozbawiony możliwości powołania się na nią w swoich pismach (np. w wypowiedzeniu się w sprawie zebranego materiału dowodowego czy w odwołaniu od decyzji wymiarowej).

Istota pełnomocnika strony postępowania podatkowego

Zarówno strona postępowania, jak i świadek mogą nie zdawać sobie sprawy z uchybień osoby przesłuchującej. Z kolei stres – powodowany nie tylko samym faktem przesłuchiwania, ale również powtarzającymi się pytaniami czy zachowaniem przesłuchującego – nie wpływa pozytywnie na rzetelność wypowiedzi. W takiej sytuacji istotna jest rola pełnomocnika, który może dać poczucie bezpieczeństwa, a w razie ewentualnych błędów czy zamierzonych działań niezgodnych z przepisami procedury – odpowiednio zareagować (np. złożyć stosowne zastrzeżenie do protokołu). Aby zatem skutecznie bronić swych praw w postępowaniu podatkowym, warto skorzystać z pomocy profesjonalisty.

Błędy proceduralne dotyczą nie tylko przesłuchania świadka, ale również szeregu innych czynności organów podatkowych. O randze tych uchybień również trzeba pamiętać.

Autor: radca prawny Robert Nogacki

Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku oraz doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców.

Kryptowaluty w pigułce

Temat kryptowalut nie schodzi ze świecznika. Powszechny dostęp do ponad kilkuset różnorodnych kryptowalut wykonanych w najróżniejszych technologiach rozgrzewa emocje, staje się tematem nr 1 na światowych rynkach gospodarczych i jednocześnie oferuje atrakcyjne możliwości inwestycyjne zarówno dla początkujących, jak i mniej zaawansowanych inwestorów.

Rynek kryptowalut to dynamicznie zmieniające się środowisko, które rządzi się całkowicie odmiennymi zasadami i prawidłami niż klasyczne instrumenty obecne na rynku kapitałowym i walutowym.

Czym są kryptowaluty?

Zwane inaczej walutami cyfrowymi, kryptowaluty to rozbudowany system księgowy, który umożliwia tworzenie, przechowywanie oraz przydzielanie informacji o stanie posiadania inwestorów w przyjętych, umownych jednostkach, które reprezentują określoną wartość. Parametry kryptowalut określane są za pomocą kodu – głównie opartego na Blockchainie, choć coraz częściej twórcy kryptowalut wypracowują odmienne architektury wypuszczanych cyfrowych walut. Bez wątpienia jednak system Blockchain jest najpopularniejszym systemem transakcyjnym.

W jaki sposób obraca się kryptowalutami?

Tym, z czego słyną kryptowaluty, jest zdecentralizowany sposób realizowania transakcji. Obrót cyfrowymi walutami nie jest w żaden sposób kontrolowany, przez co zarówno stan portfela, jak i przepływ środków nie są nadzorowane przez instytucje finansowe i organy państwowe.

Obrót cyfrowymi walutami opiera się na zasadzie sieci peer to peer (P2P) opartej na architekturze sieciowej oraz założeniach związanych z niezależną pracą węzłów sieciowych. Każdy portfel i jego użytkownik zachowuje pełną anonimowość, a realizowanie transakcji sprowadza się do przenoszenia środków z jednego do drugiego portfela poprzez tworzenie specjalnego zapisu w Blockchainie.

Cyfrowe waluty to wciąż dynamicznie zmieniający się i nieprzewidywalny rynek, przez co obrót takimi aktywami obarczony jest podwyższonym ryzykiem inwestycyjnym. Niemniej jednak nie zniechęca to miliony stałych i nowych inwestorów przed wejściem w ten niezwykły świat oferujący ogromne możliwości inwestycyjne.

Jak inwestować w kryptowaluty?

Inwestowanie w kryptowaluty może mieć różne oblicza. Obecnie spotkamy się z ponad 300 różnymi cyfrowymi walutami obecnymi na ponad 15 światowych giełdach. Wśród najpopularniejszych kryptowalut możemy wymienić: bitcoina, litecoina, ethereum, dash, ripple, lisk, monero i wiele, wiele więcej cyfrowych walut.

Bez wątpienia najpopularniejszą kryptowalutą jest bitcoin (BTC), który wszedł na rynek w 2009 roku. Pod koniec maja 2010 roku za 10 tys. bitcoinów możliwe było zakupienie niezbyt drogiej pizzy. Obecnie jeden BTC wart jest 39 060 zł (stan na dzień 05.03.18).

Inwestowanie w kryptowaluty może sprowadzać się do inwestowania krótko- i długoterminowego, trzymania walut na specjalnych, fizycznych portfelach, a także do kopania kryptowalut.

Chcesz wiedzieć więcej o inwestowaniu w najpopularniejsze kryptowaluty? Sprawdź:

Turcja ma problem: waluta na dnie, rating w dół

Szybko rosnący PKB i niski poziom długu sektora finansów publicznych sugerują, że turecka gospodarka ma się świetnie. Tymczasem Moody’s właśnie obciął rating tego kraju, a lira osiągnęła historyczne minima w relacji do euro. Dlaczego? – pisze Marcin Lipka, główny analityk Cinkciarz.pl.

Wzrost gospodarczy w granicach 7 proc., a zadłużenie do PKB na poziomie 27,5 proc. Tak wyglądają szacunki podstawowych wskaźników makroekonomicznych przedstawione przez S&P Global Ratings w lutowym przeglądzie ratingu Turcji. To nie wystarczyło, by choć minimalnie poprawić rating Turcji. Agencja utrzymała wiarygodność tego kraju na poziomie śmieciowym (BB) z perspektywą negatywną.

Moody’s z kolei w środę obciął rating Turcji z poziomu Ba1 do Ba2. Jest on obecnie na analogicznym poziomie co w przypadku S&P, czyli dwa stopnie poniżej granicy inwestycyjnej. W czwartek lira (TRY) osiągnęła historyczne rekordy słabości do euro. Jeszcze pięć lat temu za europejską walutę trzeba było płacić 2,30 TRY. Teraz jest to ponad dwa razy więcej, czyli ok. 4,70. Czym spowodowane są tak surowe oceny wiodących agencji ratingowych i dramatyczna przecena tureckiej waluty?

Pierwszy winowajca – inflacja

Względnie szybko można jednak się zorientować, że w tureckiej gospodarce brakuje równowagi. Według cokwartalnego Raportu o Inflacji banku centralnego ceny w 2017 r. wzrosły o niemal 12 proc. O niespełna 14 proc. podniosły się koszty żywności, o 27 proc. zdrożały np. samochody. Również inflacja bazowa (z wyłączeniem paliw i żywności) jest bardzo wysoka – w lutym 12 proc. r/r.

Niepokojąco wygląda także fakt, że wcześniejsze prognozy inflacji banku centralnego zostały znacznie przekroczone. To może sugerować, że polityka pieniężna władz monetarnych jest zbyt łagodna i zamiast ograniczać wzrost cen i sprzyjać powrotowi inflacji do celu zbyt mocno stymuluje gospodarkę.

Potwierdzają to chociażby dane o wzroście udzielanych kredytów – w stosunku rocznym o ok. 20 proc. To prawdopodobnie silnie pomaga konsumpcji oraz inwestycjom, ale powoduje również bardzo wysoką inflację. Gospodarce grozi więc przegrzanie i znaczny spadek aktywności w kolejnych latach.

Zewnętrzna nierównowaga

Poza zbyt dużą stymulacją monetarną czy fiskalną mamy także do czynienia w Turcji ze znaczną zewnętrzną nierównowagą. Deficyt na rachunku obrotów bieżących (przede wszystkim spowodowany wyższym importem od eksportu) przekroczył w zeszłym roku 47 mld dol., co stanowi ok. 5 proc. PKB. W porównaniu do 2016 r. deficyt zwiększył się o 14 mld dol. i to mimo lepszej kondycji sektora usług (wyższe przychody z turystyki).

Finansowanie deficytu może odbywać się albo poprzez inwestycje bezpośrednie (lepsze rozwiązanie) lub przez kapitał portfelowy. Jak zwraca uwagę S&P, do 2015 r. finansowanie odbywało się przede wszystkim tą pierwszą metodą. Teraz jednak trend się zmienił i deficyt jest finansowany przez bardziej zmienne inwestycje portfelowe, które są wrażliwe chociażby na sentyment globalny. Gdyby on uległ pogorszeniu, to koszty obsługi tej zewnętrznej nierównowagi (np. poprzez rynek długu) mogą znacznie wzrosnąć. To poważne ryzyko zarówno dla waluty, jak i dla stabilności gospodarki.

Problemy instytucjonalne

Poza silną stymulacją gospodarczą i poważna zewnętrzną nierównowagą Turcja zmaga się z innym problemem. Są to szeroko pojęte kwestie instytucjonalne, częściowo związane z sytuacją z połowy 2016 r. oraz sytuacją geopolityczną.

Według Moody’s wydarzenia, które nastąpiły po „nieudanym zamach stanu z lipca 2016 r. negatywnie wpływają na klimat inwestycyjny oraz relacje Turcji ze Stanami Zjednoczonymi oraz z Unią Europejską”.

Szeroko kwestie instytucjonalne opisuje także S&P. Agencja ratingowa uważa, że „Stany Zjednoczone mogą rozważyć wprowadzenie grzywien lub innych kar na jedną bądź więcej tureckich instytucji finansowych, włączając w to jednostki publiczne, i potencjalnie firmy z innych sektorów, rzekomo umożliwiające Iranowi uniknięcie amerykańskich sankcji. Eskalacja napięć ze Stanami Zjednoczonymi może mieć poważne konsekwencje finansowe i gospodarcze dla Turcji, biorąc pod uwagę, że tureckie banki korzystają z zewnętrznego finansowania”.

To rynek walutowy mówi prawdę

Przykład Turcji dobrze pokazuje, że niska relacja długu do PKB i wysoki wzrost gospodarczy mogą wysyłać złudne sygnały o bardzo dobrej kondycji ekonomicznej kraju. W tym przypadku wielość i kompleksowość ryzyk prawdopodobnie względnie dobrze wycenia rynek walutowy, który w tym tygodniu sprowadził lirę do historycznych minimów.

Przegląd wydarzeń następnego tygodnia

Po napakowanym wydarzeniami mijającym tygodniu po weekendzie przychodzi czas na zwolnienie tempa i mniejszą liczbę danych. Inflacja będzie na pierwszym planie z najważniejszym odczytem w USA, od którego może zależeć przyszłość polityki Fed. W czwartek poznamy decyzje banków centralnych z Norwegii i Szwajcarii.

Przyszły tydzień: CPI z USA/Eurolandu/Szwecji/Polski, SNB, Norges Bank, PKB z NZ

W USA na pierwszym planie będzie inflacja (wt). Po zaskakująco mocnym odczycie CPI (0,5 proc. m/m) i inflacji bazowej (0,3 proc. m/m) przed miesiącem teraz spodziewane jest podtrzymanie pozytywnego trendu (prog. 0,2 proc. dla obu wskaźników). Jeśli oczekiwania zostaną potwierdzone, przed Fed otworzy się droga do jastrzębiego zwrotu, a rynek zacznie spekulować, czy na marcowym posiedzeniu FOMC projekcja stóp procentowych nie zacnie sugerować czterech podwyżek do końca 2018 r. Po danych o aktywności gospodarczej (sprzedaż detaliczna, produkcja przesyłowa, indeksy koniunktury) oczekuje się przyzwoitych odczytów, choć ich wpływ na USD powinien być umiarkowany, chyba że rozczarowania będą wyraźne.

Zgodnie z zapowiedziami prezydent Trump zatwierdził cła na import stali i aluminium i jak na razie rynek przyjmuje informację ze spokojem, jednak potencjalne działania odwetowe Chin i UE nie są wykluczone w najbliższych dniach, stąd ryzyko eskalacji nie jest całkowicie do zignorowania.

W strefie euro przyszedł czas na cichy tydzień. Nawet finalny odczyt HICP (pt) nie powinien wzbudzać emocji, biorąc pod uwagę, że wstępne szacunki już wskazały na spowolnienie. Na konferencji EBC prezes Draghi zgasił aspiracje inwestorów do kupowania EUR, ale dalej widzimy przewagę ryzyk na rzecz wzrostów, kiedy rynek zrewiduje oczekiwania dotycząc polityki monetarnej, lub gdy zadziała status bezpiecznej przystani w momentach wzrostu awersji do ryzyka. Kalendarz z Wielkiej Brytanii jest pusty, co powinno uczynić z GBP odbiorcę bodźców z zewnątrz, pod warunkiem braku rewelacji związanych z negocjacjami Brexitu.

W czwartek otrzymamy dwie decyzje banków centralnych: w Szwajcarii i Norwegii. SNB nie ma wiele do zrobienia. EUR/CHF wspiął się do 1,17 i frank nie wydaje się wysoce przewartościowany, ale historycznie dalej jest drogi, więc nierozsądnym byłoby przeszkadzać deprecjacji poprzez zmianę nastawienia. Dodatkowo inflacja CPI na 0,7 proc. r/r jest słaba, a byłaby jeszcze niższa, gdyby nie wyraźna deprecjacja CHF w drugiej połowie ubiegłego roku. Utrzymanie ujemnych stóp procentowych i powtórzenie gotowości do interwencji walutowych jest najbardziej prawdopodobnym rezultatem posiedzenia.
Posiedzenie Norges Banku może być dużo ciekawsze, szczególnie po publikacji lutowej inflacji bazowej, która na 1,4 proc. r/r była wyższa od oczekiwań. Dane wskazują, że styczniowa słabość była przejściowa, co powinno skłonić bank do rewizji w górę projekcji ścieżki stóp procentowych i zasugerować podwyżkę we wrześniu.

W Szwecji inflacja CPI będzie ważny odczytem (sr). Rynek zakała stabilizację CPI na 1,6 proc. i bazowej na 1,7 proc., co jednak oznacza pozostawanie inflacji poniżej prognoz Riksbanku, implikując rewizję w dół prognoz na posiedzeniu w kwietniu i oddalając moment podwyżek stóp procentowych. To dodałoby presji na już mocno wyprzedanego SEK.
W Polsce inflacja CPI za luty (czw) powinna wskazać, że pomimo umiarkowanego wzrostu cen względem poprzedniego miesiąca, efekty bazy będą utrzymywać dynamikę roczną poniżej 2 proc., co gołębie z RPP przyjmą z zadowoleniem. Ważniejsze będzie, czy inflacja bazowa (pt) wskaże na przyspieszenie ponad 1 proc. Przy braku niespodzianek złoty pozostanie w inercji, chyba że warunki zewnętrze dadzą sygnał do wyprzedaży aktywów rynków wschodzących.

Kalendarz w Japonii zawiera zamówienia na maszyny (śr) i finalny odczyt produkcji przemysłowej (pt), ale oba raporty nie będą miały wpływu na JPY. USD/JPY pozostaje funkcją dolara i globalnego nastawienia do ryzyka. Jako że inwestorzy cały czas podtrzymują ostrożne podejście i szybciej reagują na oznaki risk-off, warunki bardziej sprzyjają aprecjacji jena.

W Australii mamy drugorzędne dane o nowych kredytach hipotecznych (wt) i indeks zaufania konsumentów (czw). Kluczowymi danymi od strony lokalnej są w tym momencie odczyty inflacji, których nie otrzymamy aż do kwietnia. AUD pozostaje wrażliwy na pogorszenie szerokiego sentymentu rynkowego, a pod tym kątem napięcia nie znikają. Jeśli awersja do ryzyka przyniesie mocniejszy zjazd cen surowców, AUD to z pewnością odczuje. W Nowej Zelandii na pierwszym planie jest PKB za IV kw. (śr) z oczekiwaniami na przyzwoity wynik (0,8 proc. k/k). Mimo to pod znakiem zapytania stoi siła NZD, jeśli globalne nastroje nie będą sprzyjające. W Kanadzie kalendarz jest pusty, więc cała uwaga skupi się na postępach w rozmowach między USA i Kanadą o przyszłości porozumienia NAFTA. Trump zaoferował zwolnienia z ceł na import stali i aluminium, ale może to się odbyć kosztem pogorszenia pozycji Kanady w NAFTA, co podnosi ryzyko wokół CAD.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Odbicie dolara. Wracają tańsze franki

Wczorajszy dzień na rynkach należał do szefa EBC. Mario Draghi nie rozpoczął normalizacji polityki pieniężnej, co pociągnęło euro w dół. Bitcoin dalej ma problemy. Frank tanieje.

Dolar się umacnia

Wczorajszy dzień był na głównej parze walutowej połączeniem trzech bodźcy. Po pierwsze konferencja prasowa po decyzji w sprawie stóp procentowych w strefie euro nie przyniosła zmian. Po drugie EBC przedłużył dodruk pieniądza pomimo faktu, że USA już dawno zakończyło takie projekty i od ponad roku podnosi stopy procentowe. Trzecim elementem były słabsze dane z amerykańskiego rynku pracy. Jak pokazała praktyka inwestorzy znacznie bardziej zawiedli się na EBC niż na danych z USA i w rezultacie dolar umocnił się o 1% względem euro. W rezultacie znów oglądamy amerykańską walutę powyżej poziomu 3,40 zł.

Bitcoin dalej w odwrocie

Po wczorajszych informacjach o zamknięciu dwóch giełd w Japonii na miesiąc w wyniku kontroli tamtejszego nadzoru na rynek spadł kolejny silny cios. Syndyk masy upadłościowej niegdyś największej giełdy bitcoinowej MT. Gox wyjawił, że od grudnia do lutego spieniężył ponad 40 000 bitcoinów. Teoretycznie mogłaby być to dobra wiadomość, bo oznaczałoby to, że znaleziono winnego spadków. Jest tylko jeden problem. Po pierwsze to nawet nie 5% dziennego obrotu bitcoinem, zatem uważanie, że to ten pakiet spowodował ponad 50% przecenę jest bardzo odważne. Po drugie i ważniejsze na sprzedaż pozostało jeszcze ponad 160 000 bitcoinów. Jak reagują rynki? Tydzień najpopularniejsza kryptowalut zaczynała na poziomie około 11 500 dolarów dzisiaj przez moment była już poniżej 8 500 dolarów.

Wraca tańszy frank

Ostatnie dni pomimo spadków złotego do euro oglądamy kolejne próby wyraźnego przebicia się franka poniżej 3,60 zł. Powodem dziwnego układu kiedy to złoty traci do euro a zyskuje do franka jest sytuacja na rynkach światowych. W ciągu tygodnia inwestorzy uznali, że ryzyko wcale nie jest takie duże i zaczęli wycofywać kapitał ze Szwajcarii. W rezultacie od poniedziałku frank stracił 2% względem euro. Oznacza to, że gdyby złoty pozostał na niezmienionym poziomie frank powinien być tańszy o około 7 groszy. To, że nie umocnił się aż tyle wynika z faktu, że złoty stracił kilka groszy względem euro. Czy zatem można spodziewać się dalszego umocnienia franka. Nie da się wykluczyć takiej możliwości, ale warto zwrócić uwagę, że euro jest już niemal najmocniejsze do franka od czasu uwolnienia stóp procentowych w Szwajcarii. W rezultacie dalsze umacnianie musiało już by być bardziej zasługą siły złotego niż słabości franka.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:30 – USA – sytuacja na rynku pracy.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

EBC osłabia kurs euro

Gołębi, ale na drodze do normalizacji polityki monetarnej EBC osłabia euro

Gołębi Draghi zażegnał wzrost rentowności obligacji w strefie euro. Łagodny, choć z jastrzębim akcentem EBC osłabił euro do dolara. Kurs EURUSD obecnie notowany jest na poziomie 1,23. Złoty pozostaje pod wpływem bardzo gołębiej RPP utrzymując okolice powyżej 4,20 na EURPLN.

Rynek walutowy i stopy procentowej

Kluczowym wydarzeniem czwartkowej sesji było decyzyjne posiedzenie EBC, które choć osłabiło euro, to jednak nie zmieniło istotnie ogólnego obrazu rynku głównej pary walutowej. Po chwilowym wzroście w okolice 1,2445 wspólna waluta zawróciła kończąc dzień przy 1,23 USD. Tym samym nadal obowiązuje budowany od połowy stycznia trend horyzontalny pomiędzy ok. 1,22-1,25 USD.

Mocno gołębi EBC stał się gołębim usuwając z komunikatu informację o możliwym zwiększeniu wartości programu QE, ale jednocześnie utrzymując zapowiedziany co najmniej do września br. skup aktywów. Choć chyba nikt na rynku nie spodziewał się, że program QE mógłby zostać zwiększony w strefie euro, to najwyraźniej już sama zmiana w komunikacie została odebrana przez inwestorów jako krok w stronę zacieśniania polityki monetarnej, szczególnie, że z EBC pojawiały się pojedyncze wypowiedzi sugerujące, że utrzymywana forma forward guidance odbiega od zmian jakie zachodzą w gospodarce.

Podobnie reagował rynek stopy procentowej, gdzie po publikacji komunikatu rentowności 10-letnich obligacji niemieckich przekraczały nawet 0,70%. Jednak podczas konferencji prasowej M. Draghi w dużym stopniu starał się położyć nacisk na wciąż silnie akomodacyjną politykę monetarną prowadzoną przez bank. Ponadto prezes EBC wskazał, że nadal w komunikacie obecne są stwierdzenia wskazujące na możliwe wydłużenia QE, jeśli zaszłaby taka potrzeba. Draghiemu po raz kolejny udało się więc przekonać rynek, że bank centralny strefy euro pozostaje łagodny, na co wpływa umiarkowana presja inflacyjna pomimo solidnych perspektyw wzrostu gospodarczego. Ostatecznie rentowności obligacji w Europie zanotował niewielki spadek, w skali dnia o 1-3pb.

Tymczasem w oczekiwaniu na wynik dyskusji kurs EURUSD lekko obniżał się. Oczekując na gołębi przekaz EBC euro spadło do 1,237 USD. Do ograniczenia zwyżek wspólnej waluty przyczyniły się już środowe mocne dane z rynku pracy w USA, znacząco przewyższające oczekiwania ekonomistów, które umocniły wiarę w siłę amerykańskiej gospodarki, która pozwoli Fed dalej zacieśniać politykę monetarną. Ponadto, w pierwszych godzinach czwartkowego handlu za osłabieniem wspólnej waluty przemawiały też poranne dane z Niemiec wskazujące na jeszcze słabszy niż oczekiwano wynik dla zamówień w przemyśle Niemiec (zamiast oczekiwanego spadku o 1,6% z +3% w grudniu styczniowe zamówienia obniżyły się o 3,9% m/m).

Złoty nieznacznie odreagowywał środowe osłabienie, kiedy to w reakcji na wyraźnie gołębią RPP kurs EURPLN chwilowo zbliżył się do 4,22. W pierwszych godzinach czwartkowej sesji odzyskał jeden-dwa grosze względem euro. Wynik posiedzenia EBC całkowicie został obojętnie przyjęty przez krajowy rynek walutowy. Notowania kursu EURPLN utrzymywały się blisko, ale nieco powyżej 4,20.

Na polskim rynku stopy procentowej doszło do dalszego przesunięcia się krzywej dochodowości w dół, co oprócz gołębiego przekazu konferencji EBC jest również pokłosiem środowego posiedzenia RPP. NBP stał się jeszcze bardziej gołębi niż do tej pory, dając pole do spadku rentowności obligacji skarbowych, który w skali tygodnia sięga już blisko 10pb.osłabienie ebcAutorzy: Joanna Bachert, Arkadiusz Trzciołek – PKO Bank Polski

Polska i Świat – włoski pat, niemiecka zgoda, gołębia RPP i wojna handlowa

Za nami pierwszy pełny tydzień marca, obfitujący w sporo wydarzeń w sferze polityki, geopolityki i makroekonomii. Pełny kalendarz to i podwyższona zmienność, której w ciągu ostatnich dni nie brakowało. A to jeszcze nie koniec…

Miniona niedziela była jednym z ważniejszych, w tym roku, dni dla europejskiej polityki. Członkowie partii SPD decydowali bowiem, w korespondencyjnym głosowaniu, po raz kolejny, czy partia ma przystąpić do koalicji CDU/CSU, aby można było utworzyć rząd większościowy. Chociaż prawdopodobieństwo odrzucenia rozmów koalicyjnych było niewielkie, to istniało ryzyko, że członkowie SPD nie będą chcieli dalej współrządzić z dotychczasowymi koalicjantami. Niestety na Półwyspie Apenińskim tak dobrze nie było.

Niedzielne wybory zakończyły się patowym rezultatem. Największe poparcie, jako pojedyncza partia, otrzymał populistyczny Ruch 5 Gwiazd, na który głos oddało 32% Włochów. Na Partię Demokratyczną oddano 19% głosów, na Ligę Północną 18%, a na Forza Italia 14%. Tym niemniej, prawicowa koalicja z Ligą Północną i Forza Italia na czele, uzyskała w sumie 35% poparcia. Taki wynik plebiscytu oznacza naturalnie, że większościowego rządu utworzyć się nie uda. Samodzielne rządy Cinque Stelle są niemożliwe, podobnie jak prawicowej koalicji.

W takiej sytuacji prezydent Matarella będzie miał duży zgryz w wyborze kandydata na premiera. I chociaż takiego wyniku wyborów we Włoszech każdy się raczej spodziewał, wydaje się, że w tej chwili jedynym rozsądnym rozwiązaniem jest powołanie rządu technokratycznego, bo w tej chwili jakikolwiek układ polityczny wydaje się niemożliwy. Z drugiej strony reakcja inwestorów sugeruje, że wynik niedzielnych wyborów na Półwyspie Apenińskim był powszechnie oczekiwany.

O ile podzielone włoskie społeczeństwo i niemożność wyłonienia rządu na podstawie głosowania we włoskich wyborach można uznać za normę, to wprowadzanie taryf celnych w Stanach Zjednoczonych na produkty wytwarzane w Europie już zdecydowanie nie. Wszystko zaczęło się od propozycji urzędującego prezydenta, by importowana stal została obciążona dodatkową daniną w wysokości 25%, a aluminium 10%.

Co oznacza, że najmocniej odczułyby to kraje europejskie oraz Chiny. O ile odpowiedź Starego Kontynentu była niemal natychmiastowa, o tyle Chińczycy póki co pozostają wstrzemięźliwi w komentarzach. Co gorsza, determinacja amerykańskiego prezydenta wydaje się być spora, bowiem kilka dni temu do dymisji podał się główny doradca gospodarczy Trumpa, który jest silnym przeciwnikiem ograniczania deficytu handlowego w taki sposób. Czyżby więc amerykański prezydent był u progu wywołania wojny handlowej? Uważamy, że jeżeli Amerykanie będą w taki sposób prowadzić zagraniczną politykę handlową, wówczas, zarówno Europa, jak i Chiny, nie pozostaną dłużne. Gdyby rzeczywiście najwięksi gracze handlowi zaczęli ze sobą walczyć, wówczas należałoby poważnie się zastanowić nad przyszłością hossy.

Tymczasem na lokalnym podwórku konferencja prasowa po środowym posiedzeniu Rady Polityki Pieniężnej zaskoczyła większość obserwatorów życia gospodarczego. Nikt bowiem nie spodziewał się, że prezes Narodowego Banku Polskiego zasugeruje, że stopy na przestrzeni następnych kilku lat mogą nie wzrosnąć w ogóle… Dał bowiem jasno do zrozumienia, że do 2020 roku koszt pieniądza nie zostanie zmieniony, bo nie ma do tego postaw, a uwzględniając późniejszą perspektywę spowolnienia gospodarczego, Rada być może powinna przejść do dyskusji o próbie monetarnego pobudzenia gospodarki. Skala zaskoczenia od razu przełożyła się na notowania polskiej waluty, która dynamicznie się osłabiła.

Tymczasem podczas czwartkowej sesji na GPW liderami spadków w gronie blue chips były właśnie banki. Naszym zdaniem środowe słowa prezesa Glapińskiego mogą być poważnym argumentem do kilkutygodniowego osłabienia rodzimej waluty, natomiast póki polska gospodarka będzie mocna, a w globalnej sferze makroekonomicznej nie wydarzy się nic negatywnego, tak długo hossa na polskim rynku ma szansę być kontynuowana. Pod warunkiem, że reforma emerytalna nie skończy się w Polsce nacjonalizacją środków, czego w 100% wykluczyć nie możemy.

Szymon Juszczyk, Dyrektor Departamentu Zarządzania Portfelami, RDM Wealth Management

Bitcoin w ostrym trendzie spadkowym

Przez cały bieżący tydzień bitcoin znajduje się w ostrym trendzie spadkowym. Od poniedziałku wieczorem, kiedy kosztował niemal 11,7 tys. USD, do piątku rano spadł o 26% do 8,6 tys. USD. Później jego wartość minimalnie podskoczyła do 8,8 tys. USD. Oznacza to, że najpopularniejsza kryptowaluta od początku tego roku straciła na wartości aż 35%. Jednak nadal kosztuje 44% więcej niż w najgłębszym tegorocznym dołku z 6 lutego. Analitycy oceniają, że spadek wartości bitcoina to efekt działań regulacyjnych Amerykańskiej Komisji Papierów Wartościowych i Giełd oraz japońskiej Agencji Usług Finansowych.

Waluty

W ciągu ostatnich 24 godzin amerykański dolar zyskuje do głównych walut: do euro (+0,67%), brytyjskiego funta (+0,57%), dolara kanadyjskiego (+0,01%), dolara australijskiego (+0,37%) oraz japońskiego jena (+0,67%) i kursy wynoszą: EUR/USD – 1,232, GBP/USD – 1,381, USD/CAD – 1,289, AUD/USD – 0,779 i USD/JPY – 106,7. Euro jest silniejsze wobec japońskiego jena (+0,01%) i kurs EUR/JPY wynosi 131,4, a kurs EUR/GBP jest na poziomie 0,892. Złotówka traci do dolara, a zyskuje do euro, funta i franka szwajcarskiego. W piątek rano dolar kosztuje 3,41 zł, euro – 4,2 zł, funt – 4,71 zł, a frank – ponad 3,58 zł.

Giełdy

Na światowych giełdach nadal przewaga koloru zielonego. W czwartek w Europie londyński indeks FTSE 100 zyskał 0,63%, frankfurcki indeks DAX – 0,9%, a paryski indeks CAC 40 – 1,28%. W Amerykach nowojorski indeks S&P 500 wzrósł o 0,45%, meksykański indeks Bolsa podniósł się o 1,21%, a brazylijski indeks Bovespa spadł o 0,58%. W piątek w Azji tokijski indeks Nikkei zyskał 0,47%, indeks Shanghai Composite – 0,57%, a hongkoński indeks Hang Seng – o 1,02%.

Ropa i złoto

Cena ropy naftowej drugi dzień z rzędu idzie w dół. W czwartek na zakończenie dnia baryłka ropy Brent kosztowała 63,61 USD (-1,15%), a ropy WTI – 60,12 USD (-1,71%). Roczna prognoza ceny baryłki ropy obniżyła się o 1 USD do 69 USD. Również złoto kontynuuje spadki. W piątek rano uncję metalu rynek wycenia na 1318 USD. To 10 USD mniej (-0,75%) niż dobę wcześniej.

Najważniejsze wydarzenia dzisiejszego dnia:

  • 2:30 – Chiny – Inflacja CPI (r/r), luty – 2,9% (prognoza 2,5%)
  • 2:30 – Chiny – Inflacja PPI (r/r), luty – 3,7% (prognoza 3,8%)
  • 3:46 – Japonia – Decyzja Banku Japonii ws. stóp procentowych, marzec – bez zmian
  • 7:30 – Japonia – Konferencja prasowa po posiedzeniu Banku Japonii, marzec
  • 8:00 – Niemcy – Produkcja przemysłowa (r/r), styczeń – 5,5% (prognoza 6%)
  • 8:00 – Niemcy – Bilans handlu zagranicznego, styczeń – 21,3 mld EUR (prognoza 21,1 mld EUR)
  • 9:00 – Czechy – Inflacja CPI (r/r), luty – 1,8% (prognoza 2%)
  • 10:30 – Wielka Brytania – Bilans handlu zagranicznego, styczeń (prognoza -12,25 mld GBP)
  • 14:30 – USA – Stopa bezrobocia, luty (prognoza 4%)
  • 14:30 – Kanada – Stopa bezrobocia, luty (prognoza 5,9%)
  • 18:45 – USA – Wystąpienie szefa Fed z Chicago

Przygotował zespół analityczny easyMarkets

Przygotuj się na przyszłe dane makroekonomiczne 07.03.2018

W przyszłym tygodniu kalendarz makroekonomiczny najważniejszych gospodarek na świecie świeci pustkami. Pierwsze ważniejsze wiadomości zostaną opublikowane dopiero 13 marca o godzinie 1:30, poznamy koniunkturę w australijskim przemyślę. Indeks publikowany jest przez National Australia Bank (bank centralny), powstaje na podstawie comiesięcznej ankiety przeprowadzanej wśród ok. 350 przedsiębiorstw różnej wielkości.

W tym samym dniu poznamy amerykańską inflację, która najważniejszym czynnikiem kształtującym krótkoterminowy kurs dolara amerykańskiego.

W środę w nocy zostanie opublikowany protokół z posiedzenia BoJ dot. polityki monetarnej. Z kolei o godzinie 13:30 poznamy amerykański obrót w handlu detalicznym m/m. W czwartek zostanie opublikowany australijski optymizm konsumentów według Westpac oraz będzie wydany biuletyn australijskiego banku centralnego.

W ostatni dzień sesji czeka na inwestorów czeka jedynie jedna publikacja – amerykański indeks nastrojów konsumentów, zostanie opublikowany o godzinie 16:00

Najistotniejsze dane makro dla Australii, Kanady, Stanów Zjednoczonych, Strefy Euro, Nowej Zelandii, Japonii, Wielkiej Brytanii

Najistotniejsze dane makro dla Australii, Kanady, Stanów Zjednoczonych, Strefy Euro, Nowej Zelandii, Japonii, Wielkiej Brytanii

Źródło: Admiral Markets

Stany Zjednoczone – inflacja

Od ostatniego kryzysu banki centralne zalały rynek finansowy płynnością. Bankierzy chcieli zobaczyć stabilna inflację, przeważnie w okolicy 2 albo 2.5 procenta. Gdyby cel został wcześniej zrealizowany, to stopy procentowe dawno zostały podniesione. Dlatego na dzień dzisiejszy publikowany CPI jest jednym z ważniejszych wskaźników makroekonomicznych.

inflacja rr

Źródło: Admiral Markets

Ostatnie podwyżki stóp procentowych w Stanach Zjednoczonych doprowadziły stabilizacji wskaźnika inflacji CPI. Najnowszy odczyt za październik zostanie podany 13 marca o godzinie 13:30. Konsensus ekonomistów spodziewa się inflacji na poziomie 2.1 proc.

Wzrost inflacji powinien pozytywnie wpłynąć na notowania dolara amerykańskiego, ponieważ wzrost cen wspiera podwyżkę stóp procentowych oraz dalszego zacieśniania monetarnego. Z kolei niższa inflacja nie będzie wsparciem dla obecnej polityki monetarnej Rezerwy Federalnej.

Obecne prawdopodobieństwo podwyżki stóp procentowych 21 marca wynosi 100%, zatem inwestorzy są pewni, że FED podwyższy koszt pieniądza.

Instrument do obserwacji – Gaz ziemny

Według zjawiska sezonowości w marcu oraz kwietniu należy oczekiwać mocniejszej zwyżki surowca. Średnia z 19 lat dla marca oraz kwietnia wynosi odpowiednio 3.63 oraz 3.17 procenta. Przez ostatnie 19 lat w miesiącu marzec doszło do zwyżki w 12 przypadkach, co daje prawdopodobieństwo wzrostów w obecnym miesiącu na poziomie 63 procent. W kwietniu prawdopodobieństwo zwyżki rośnie do 73 procent. Z tego względu w marcu oraz kwietniu możemy spodziewać się kontry kupujących na tym surowcu.

Sezonowość na gazie naturalnym

Sezonowość na gazie naturalnym

Źródło: Bloomberg

Na interwale tygodniowym stronie kupującej udało się obronić długoterminową strefę wsparcia 2.555-2.640. Bazowym scenariuszem pozostanie kontynuacja obecnego impulsu wzrostowego przynajmniej w okolicę linii trendu spadkowego. Jeżeli popyt zdoła pokonać linię trendu spadkowego, to otworzy drogę do kolejnego poziomu oporu 3.29.

Notowania NGAS, interwał tygodniowy

Notowania NGAS, interwał tygodniowy

Źródło: Admiral Markets

Dział Analiz Admiral Markets

Efektywne zarządzanie przedsiębiorstwem

O tradycyjnych metodach skutecznego zarządzania przedsiębiorstwem dowolnej wielkości napisano już chyba wszystko. Problem w tym, że dzisiejsza rzeczywistość, w której firmy są zmuszone funkcjonować, nieustannie zmierza w kierunku cyfryzacji. Co istotne, nie jest to jedynie trend, za którym można podążyć lub nie – to fakt, z którym trzeba się pogodzić i jak najszybciej dostosować metody zarządzania do współczesnych realiów. Jednym z najważniejszych kroków na drodze do tego jest wdrożenie właściwie dobranego do potrzeb firmy systemu klasy ERP. W jaki sposób tego rodzaju systemy ułatwiają zarządzanie przedsiębiorstwem?

  • Centralizacja baz danych

Wdrożenie systemu klasy ERP w firmie wiąże się z koniecznością stworzenia centralnej bazy danych, do której dostęp mają wszystkie działy przedsiębiorstwa. Z perspektywy kadry zarządzającej jest to ogromne ułatwienie dla podejmowania decyzji istotnych dla organizacji – aktualizowana na bieżąco baza dostarcza możliwie najnowszych danych. Dzięki temu decyzje są podejmowane w oparciu o realne i weryfikowalne informacje, a nie o przeczucia lub intuicję. Pozwala to zminimalizować ryzyko podjęcia błędnej decyzji i pomaga wybrać rozwiązanie optymalne dla całej firmy czy konkretnego jej działu.

  • Automatyzacja procesów

Im większe przedsiębiorstwo, tym więcej zachodzi w nim procesów i tym bardziej są one skomplikowane. Dzięki systemowi ERP znaczna część procesów ulega automatyzacji, co nie tylko odciąża kadrę zarządzającą, ale również znacząco usprawnia działanie całej firmy. Pracownicy poszczególnych działów mają do wykonania mniej obowiązków, a więc mogą im poświęcić więcej uwagi, co przekłada się na większą efektywność pracy i lepsze wyniki finansowe przedsiębiorstwa.

  • Łatwa kontrola i identyfikacja problemów

Odpowiednio dobrany do potrzeb firmy oraz właściwie wdrożony system ERP pozwala w bardzo prosty sposób weryfikować i kontrolować pracę poszczególnych działów, a nawet pojedynczych pracowników. Pozwala to wyodrębnić obszary problemowe i wdrożyć działania mające na celu wyeliminowanie ich w możliwie najkorzystniejszy dla firmy sposób. W kontekście zasobów ludzkich nie należy tego interpretować jako konieczność zwolnienia pracownika – może się okazać, że wymaga on dodatkowego szkolenia lub przesunięcia na stanowisko lepiej dopasowane do jego kwalifikacji i umiejętności.

  • Efektywne zarządzanie zasobami

W wielu firmach dużą część wydatków stanowią koszty zakupu oraz magazynowania komponentów niezbędnych w procesie produkcji. System ERP monitoruje na bieżąco stany magazynowe i przekazuje informacje do działu zamówień, dzięki czemu można zredukować koszty przedsiębiorstwa, zaopatrując się jedynie w to, co realnie będzie potrzebne do zrealizowania aktualnych zleceń produkcyjnych.

Dobrze dobrany i wdrożony system ERP wspomoże zarządzanie przedsiębiorstwem oraz zapewni rozwój nie tylko firmie, ale także zatrudnionym w niej pracownikom.

—–

Artykuł przygotowany przy współpracy z AXHelpers

Jak obiecał, tak zrobił

Donald Trump dotrzymał słowa i zatwierdził cła na import stali i aluminium. Decyzja została podjęta pomimo sprzeciwu doradców, przedstawiciele Partii Republikańskiej i potępiona przez głównych partnerów handlowych. Dla rynków nie jest istotne, że cła (na razie) obejmują wąską grupę towarów. Nie jest też istotne, które kraje zostaną zwolnione z ceł (choć wyłączenia dla Kanady i Meksyku nie są bezterminowe i uzależnione od postępów w negocjacjach porozumienia NAFTA). Liczy się za to fakt, że USA chce zburzyć porządek globalnego handlu, ryzykuje działania odwetowe i pod znakiem zapytania stoi, jak to będzie rzutować na sentyment wśród przedsiębiorstw i konsumentów.

Oczywiście istnieje pozytywny scenariusz, gdzie punktowe ograniczenia dla wymiany handlowej nie uderzą szybko we wzrost gospodarczy, ale za to przyniosą wzrost inflacji (droższe towary z importu lub krajowe zamienniki), co z zadowoleniem przyjmą banki centralne. Osobiście nie dawałbym takiemu scenariuszowi wysokich szans. Z drugiej strony rynki nie muszą od razu popadać w spiralę paniki, ale bez wątpienia miesiąc miodowy dla rajdu ryzykownych aktywów się skończył i przechodzimy do selektywnej oceny. W G10 dalej widzę zagrożenia dla CAD, AUD, ale też GBP (przy usunięciu wizji silnego ożywienia pozostają tylko obawy o kształt Brexitu). Dobre warunki powinny zostać dla JPY i EUR (nawet jeśli EBC nie daje świeżego impulsu do aprecjacji).

W przypadku USD obraz pozostaje mieszany. Trump jest problemem, ale za to awersja do ryzyka będzie sprzyjać odwracaniu krótkich pozycji w USD, jakie były budowane na przełomie roku. O bilansie zadecyduje inflacja, a mianowicie, czy zostanie przebudzona przez zakłócenia importu, albo czy znajdzie wsparcie w presji płacowej? W tej drugiej kwestii odpowiedź możemy dostać dziś po południu przy publikacji raportu z rynku pracy USA. Styczniowy raport przyniósł silny skok płac o 0,3 proc. m/m, który podbił roczną dynamikę do 2,9 proc., najwyżej od czasu kryzysu finansowego. To przebudziło obawy, że presja inflacyjna jest silniejsza niż się dotychczas wydawało, a Fed może mieć więcej pola do zacieśniania monetarnego. Ale styczniowe dane były częściowo zawyżone przez czynniki jednorazowe, a mianowicie gorsze warunki pogodowe ograniczały liczbę przepracowanych godzin, co zmniejszało udział w statystykach osób najmniej zarabiających (rozliczanych godzinowo). W lutym lepsza pogoda powinna przynieść odwrotny efekt, stanowiąc ryzyko niższego od oczekiwań wyniku (prog. 0,2 proc. m/m, 2,8 proc. r/r). Do tego dochodzą silne efekty bazy (wzrost o 0,3 proc. m/m w lutym 2017 r.) oraz niewykluczone rewizje w dół danych styczniowych. Spadek dynamiki rocznej poniżej 2,8 proc. stanowi najpoważniejsze ryzyko dla negatywnego odbioru raportu. Biorąc pod uwagę ostatni wyraźny wzrost rentowności obligacji skarbowych USA, oczekiwań względem ścieżki polityki Fed oraz odbicie dolara, rynek będzie teraz bardziej wrażliwy na rozczarowanie. W przypadku silniejszych danych droga do bardziej jastrzębiej wyceny aktywów amerykańskich jest ograniczona – rynek w pełni dyskontuje podwyżkę stopy rezerw federalnych w marcu, a z podwyższeniem oczekiwań na resztę roku może czekać do posiedzenia FOMC 20-21 marca. Stąd uważamy, że dobre dane mogą nie wystarczyć, by dać wyraźny impuls umacniający USD.

Wczoraj od EBC dostaliśmy jastrzębią modyfikację komunikatu, po której nastąpiła wyważona konferencja prezesa Draghiego. Prezes zrobił wiele, aby zamknięcie drogi do ponownego rozszerzania skupu aktywów nie został odebrane jako rychły koniec QE (opcja wydłużenia czasu trwania pozostała). Powiedział, że decyzja była jednomyślna, a Rada nie dyskutowała o innych zmianach. Konstruktywnie wyrażał się o perspektywach wzrostu gospodarczego, ale dla złagodzenia przekazu zasygnalizował, że „w kwestii inflacji nie można jeszcze ogłosić zwycięstwa”. Razem stwarza to obraz, gdzie EBC drobnymi krokami zmierza w kierunku normalizacji, co ukontentuje długoterminowych graczy kupujących EUR od połowy ubiegłego roku. Ale jednocześnie Draghi dał sygnał, że na najbliższe miesiące (pewnie do czerwca) EBC przyjmie bierną postawę, co implikuje, że przynajmniej z tego kanału EUR nie dostanie prędko nowego impulsu.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Protekcjonizm – przeładowanie broni w wojnach handlowych

  • W 2017 r. na całym świecie wdrożono 467 nowych środków protekcjonistycznych. Chociaż tempo jest wolniejsze w porównaniu z rokiem 2016, to całkowita pula aktywnych środków stale rośnie.
  • Rok 2017 stał się rokiem ożywienia protekcjonizmu w USA z 90 nowymi środkami o tym charakterze (co stanowi 20% środków protekcjonistycznych wprowadzonych w 2017 na całym świecie). Wśród głównych podmiotów, które przyczyniły się do tworzenia nowych barier, Stany Zjednoczone jako jedyne wprowadziły takich środków więcej niż w roku 2016. Motywowane odwetem, coraz częściej stosowane były przez nie cła przywozowe i środki antydumpingowe.
  • To Stany Zjednoczone wprowadziły najwięcej środków protekcjonistycznych w ciągu ostatnich czterech lat (164), uruchomionych w ramach planu TIGER (Transportation Investment Generating Economic Recovery – Inwestycje infrastrukturalne generujące ożywienie gospodarcze), wdrożonego jeszcze przez administrację prezydenta Obamy, a mającego na celu ochronę dostawców amerykańskich w dziedzinie zamówień publicznych.
  • W Europie Zachodniej, aby przyciągnąć bezpośrednie inwestycje zagraniczne, Wielka Brytania stosuje politykę zwiększania swojej atrakcyjności, poprzez m.in. finansowanie handlu i wspieranie zaopatrzenie w miejscowe surowce naturalne, co jest rodzajem protekcjonizmu.
  • Nowe dane sugerują, że Niemcy i Szwajcaria plasują się w pierwszej dziesiątce krajów protekcjonistycznych, odpowiednio na 4 i 6 miejscu. Obydwa kraje stosują politykę finansowania handlu w celu ochrony rozwiniętych gałęzi przemysłu, takich jak produkcja maszyn i urządzeń.
  • Na rynkach wschodzących kraje BRICS były odpowiedzialne za wprowadzenie jednej czwartej wszystkich nowych środków protekcjonistycznych w ciągu ostatnich czterech lat. Wsparcie dla sektorów rolno-spożywczego i metalurgicznego w tych gospodarkach, jak również działania podjęte wobec konkurentów, przyczyniły się do wzrostu nadprodukcji i spadku cen.

Wykres1: Nowe środki protekcjonistyczne – dziesiątka krajów z największa ich liczbą

Wykres1 Nowe środki protekcjonistyczne – dziesiątka krajów z największa ich liczbąŹródło: GTA, Euler Hermes

Moc kontratakuje: USA i odwet handlowy

Nie ma wątpliwości, że USA zwiększyły środki protekcjonistyczne od czasu przybycia prezydenta Trumpa do Białego Domu, chociaż tendencja ta jest sprzeczna z bieżącymi trendami w skali całego świata, gdzie w 2017 r. wdrożono 467 nowych środków protekcjonistycznych w porównaniu z 827 rok temu. Same Stany Zjednoczone były odpowiedzialne za wdrożenie 90 nowych środków w zeszłym roku, co stanowiło jedną piątą całkowitej aktywności w tym względzie na świecie, w porównaniu z 84 w 2016 roku. Tak więc podczas gdy ogólnie rzecz biorąc ruch protekcjonistyczny utrzymywał się przy życiu w ciągu ostatniego roku, tempo jego narastania zostało przyhamowane. Ta tendencja spadkowa nie jest jednak aż tak zaskakująca, gdyż do gospodarki światowej powrócił wzrost gospodarczy (+3,2% w 2017 r., +0,6 pp. od 2016 r.).

Zagłębiając się trochę głębiej w temat, nasze dane wskazują, że Stany Zjednoczone postanowiły wzmocnić swoje środki w celu przeciwdziałania protekcjonizmowi postrzeganemu u kluczowych konkurentów. Liczba środków taryfowych na przywóz dóbr wzrosła z 6 w 2015 r. do 30 w 2017 r., podczas gdy liczba środków antydumpingowych zwiększyła się odpowiednio z 13 do 20. Spodziewane starcie było szczególnie widoczne, ponieważ Chiny znajdowały się pod lupą Stanów Zjednoczonych, i w 2017 r. zostały objęte 17 nowymi środkami (wobec 8 w 2016 r.) Przykład niedawno wprowadzonej 30% taryfy przywozowej na chińskie panele słoneczne sugeruje, że dynamika tych działań utrzyma się w 2018 roku.

Chiny nie zwiększyły ostatnio swojej protekcjonistycznej postawy, ponieważ historia nie jest nowa. Subsydiowanie nadprodukcji stali lub paneli słonecznych jest dobrze znaną cechą chińskiej polityki przemysłowej. W związku z tym Chiny w ciągu ostatnich czterech lat były celem działań odwetowych nie tylko ze strony USA, ale nałożono na nie w tym czasie 343 nowych, bezpośrednich środków o takim charakterze z całego świata.

Obecna administracja Stanów Zjednoczonych również wyraziła obawy dotyczące braku równowagi w stosunkach handlowych z Meksykiem. Dane z tym związane są sprzeczne: Stany Zjednoczone zwiększyły zakres swoich barier handlowych, zwłaszcza w stosunku do Kanady (18 nowych środków protekcjonistycznych w 2017 r.), podczas gdy Meksyk został nimi „ledwie” dotknięty – USA wprowadziły zaledwie 2 regulacje o takim działaniu w stosunku do tego państwa. Większa skala protekcjonizmu wobec Meksyku byłaby bowiem samobójstwem w obliczu modeli biznesowych amerykańskich korporacji, wykorzystujących niskie koszty pracy w Meksyku dla podtrzymania swojej konkurencyjności. Tymczasem sektorem, na którym w największym stopniu skupiły się amerykańskie działania wobec Kanady była energetyka, w ramach frontalnej konkurencji z USA dotyczącej ropy i gazu łupkowego.

Federacja Handlowa: Promocja eksportu w Azji i Europie

Gdy kluczowe potęgi handlowe stosują pewien stopień protekcjonizmu, chodzi tu raczej o promocję eksportu niż o dywersję wobec importu. W ciągu ostatnich kilku lat japoński silnik eksportowy stracił nieco na znaczeniu w światowym rankingu, ale kraj ten nadal ma swój własny model chroniący udział w rynku, jaki mu pozostał. W ciągu ostatnich czterech lat Japonia przyjęła 137 środki protekcjonistyczne, skoncentrowane głównie na sektorze maszyn i urządzeń, jej głównym sektorze eksportowym. W sumie 57% spośród tych środków dotyczy finansowania japońskich przedsiębiorstw na rynkach zagranicznych za pośrednictwem Japońskiego Banku Współpracy Międzynarodowej.

Co więcej, taki impet Japonii w promowaniu eksportu pomaga również zdemaskować jeden z mitów o Wielkiej Brytanii (przyp. – taki, iż to chęć protekcjonistycznego promowania na większą skalę własnego przemysłu i produkcji była jedną z przyczyn Brexitu). Wielka Brytania była bowiem jednym z najbardziej protekcjonistycznych krajów już przed Brexitem i zwiększyła jeszcze swoją pozycję w tym względzie w okresie poprzedzającym związane z nim referendum, wprowadzając 48 nowych środków protekcjonistycznych w 2016 roku, ale nie jest to nic nowego. Wdrożone w Wielkiej Brytanii środki, oparte na lokalnych instrumentach pozyskiwania i finansowania handlu, powstały na wiele lat przed wspomnianym głosowaniem, ponieważ od lat kraj ten jest dla japońskich przedsiębiorstw bramą do Europy.

W Europie zaskakujący może być fakt odnalezienia Niemiec i Szwajcarii na odpowiednio 4 i 6 miejscu w światowym rankingu gospodarek stosujących środki protekcjonistyczne. W tym samym duchu co w Japonii, środki protekcjonistyczne w tych krajach promowały główne branże eksportowe, w szczególności sektor maszyny i urządzeń (w tym lotnicze). Biorąc to pod uwagę można by uznać, że szklanka jest w połowie pusta, a nie pełna – może to powodować zakłócenia w handlu na obszarze, który powinien być przecież rządzony wspólną polityką handlową UE.

Planeta klonów: nadmierna podaż towarów i protekcjonizm

Kraje używają czasem protekcjonizmu do powielania tych samych starych sektorów, które tradycyjnie wspierały ich gospodarki, choć może to otworzyć drzwi do nadpodaży. Jest to szczególnie widoczne w przypadku surowców, ponieważ żywność, art. rolno-spożywcze zajmują 1. miejsce, a metale 2 miejsce na liście najbardziej protekcjonistycznie traktowanych sektorów. Ropa naftowa nie znajduje się daleko na tej liście – chemikalia i energia zajmują odpowiednio 4 i 5 miejsce.

Oczywiście normalne jest, że silniejszy protekcjonizm występuje w sektorach wyłączonych z poprzednich rund liberalizacji handlu i wciąż często będących własnością państwa.

Taki poziom protekcjonizmu jest główną siłą napędową nadpodaży, która doprowadziła do tego, że ceny tych towarów są znacznie poniżej obserwowanych w przeszłości szczytów. Obecne ceny metali przemysłowych nadal utrzymują się na poziomie niższym o 61%, a cen produktów rolnych niższych o 62% w porównaniu do 2008 r.

Wykres 2: Sektory najbardziej dotknięte środkami protekcjonistycznymi (wg. ich liczby)

Wykres 2 Sektory najbardziej dotknięte środkami protekcjonistycznymi wg. ich liczby

Źródło: GTA, Euler Hermes

W ciągu ostatnich dwóch lat ceny kakao spadły o 50 %, ponieważ Ghana i Wybrzeże Kości Słoniowej (łącznie zapewniające 62 % światowych dostaw kakao) zwiększyły produkcję krajową, pomimo porozumień w sprawie koordynacji limitów produkcji w czasie niskich jego cen.

Ogólnie rzecz biorąc, sektor rolno-spożywczy był przede wszystkim przedmiotem zainteresowania gospodarek wschodzących. To te kraje „wyhodowały” 87% z 697 nowych środków protekcjonistycznych wdrożonych w branży w ostatnich latach na całym świecie. Aktywne w tym były wszystkie regiony, z najszerszym arsenałem zastosowanych środków antyimportowych w dużych krajach, takich jak Rosja i Indie.

W Rosji głównym uzasadnieniem były działania odwetowe w stosunku do sankcji wprowadzonych przez Unię Europejską po konflikcie na Ukrainie, ale niektóre środki zostały również wprowadzone w celu zmniejszenia eksportu żywności dla zapewnienia lokalnej podaży i ograniczenia inflacji cen żywności. Ciekawostką jest również fakt, że również Argentyna w latach 2016 i 2017 wprowadziła 23 regulacje przeciwko (importowi) produkcji rolno-spożywczej. Pomimo rzekomej zmiany polityki handlowej po wyborze Mauricio Macri, na dobre trwały tam tendencje protekcjonistyczne.

Szczególnym celem takich działań są również metale wykorzystywane przez przemysł. Strategie, mające na celu zapewnienie Chinom wszystkich niezbędnych surowców ziem rzadkich zapewniły im wysoki poziom ich dostaw.

Co więcej, każde państwo próbowało przemodelować dotychczasowy łańcuch wartości, dokonując pierwszej transformacji surowców u siebie, a nie tylko je eksportować.

Wywołało to protekcjonizm krajów bogatych w zasoby naturalne tych metali, takich jak Brazylia czy Australia. W odpowiedzi na to rozwinięte gospodarki wprowadziły również wiele nowych środków, ponieważ przetwórstwo metali stanowi rdzeń wielu sektorów produkcyjnych.

Stany Zjednoczone ponownie wprowadziły najwięcej środków protekcjonistycznych w ciągu ostatnich czterech lat (164) uruchomionych w ramach planu TIGER (Transportation Investment Generating Economic Recovery – Inwestycje infrastrukturalne generujące ożywienie gospodarcze), wdrożonego jeszcze przez administrację prezydenta Obamy, a mającego na celu ochronę dostawców amerykańskich w dziedzinie zamówień publicznych..

Trump wprowadził cła na stal i aluminium. Na wojnie cenowej ucierpi światowa gospodarka

Trump wprowadził cła na stal i aluminium. Na wojnie cenowej ucierpi światowa gospodarka 2

Prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump podpisał rozporządzenie, które wprowadza cła na import stali i aluminium do USA. To może wywołać decyzje o wprowadzeniu kolejnych barier w handlu, co może być poważnym ciosem dla wielu branż. Prowadzenie wojny handlowej pomiędzy Stanami a Europą to dla globalnej gospodarki poważny czynnik ryzyka – komentuje Mateusz Walewski, główny ekonomista Banku Gospodarstwa Krajowego.  

Już na początku marca Donald Trump poinformował, że planuje nałożenie cła na import stali i aluminium w wysokości odpowiednio 25 i 10 proc. To element kampanii „America First!”. Trump tłumaczył, że cła są odpowiedzią na niesprawiedliwe umowy handlowe, na których ucierpiały amerykańskie firmy. Szacuje się, że łączny import stali do USA wynosi 36 mln ton, przy czym blisko 5 mln ton pochodzi z Unii Europejskiej, przede wszystkim z Niemiec (ponad 1,3 mln ton). Wprowadzone cła spowodują, że producenci z krajów eksportujących surowce będą szukać nowych rynków zbytu, to zaś zwiększy presję cenową, co odczują również firmy z Polski.

– Dużo zależy od tego, jak zareaguje Europa, czy twardo, czy miękko. Wiadomo, że prowadzenie wojny handlowej pomiędzy Stanami a Europą dla globalnej gospodarki nie jest korzystne, w związku z tym byłby to poważny czynnik ryzyka – komentuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Mateusz Walewski, główny ekonomista Banku Gospodarstwa Krajowego.

Komisja Europejska już w pierwszej reakcji na zapowiedzi amerykańskiego prezydenta poinformowała, że chce przygotować listę amerykańskich towarów, które zostaną objęte dodatkowymi cłami. Nieoficjalnie mówi się, że łączna wartość tych produktów może sięgać 2,8 mld euro, a na liście znajdą się m.in. bourbon, masło orzechowe, sok pomarańczowy, produkty stalowe i rolnicze, jachty, motocykle czy dżinsy. Jeśli jednak UE wprowadzi bariery, w odwecie Stany Zjednoczone mogą nałożyć cła na import pojazdów z UE.

– Ewentualne wprowadzenie ceł do przemysłu samochodowego byłoby bardzo poważnym ciosem. To jedna z najbardziej zglobalizowanych branż na świecie, więc spowodowałoby to poważne perturbacje nie tylko w tej branży, lecz także w sektorach powiązanych. Trudno w tej chwili wyrokować, jakie byłyby skutki, ale na pewno negatywne – zauważa główny ekonomista BGK.

Na wprowadzeniu ceł na europejskie samochody najbardziej straciłyby Niemcy, które są największym unijnym eksporterem pojazdów do USA. Jeśli zapowiedzi Donalda Trumpa staną się rzeczywistością, a taryfy obejmą kolejne produkty, to konflikt będzie eskalował, a wojna handlowa może wpłynąć na całą światową gospodarkę.

– Wojna handlowa nigdy nikomu się nie opłaca, ani Stanom Zjednoczonym, ani Europie. Każdy ma swoje cele, każdy chce chronić swój rynek i trzeba też rozumieć ten punkt widzenia. Wydaje się, że rozsądnym skutkiem tego zamieszania byłby kompromis polegający na tym, że zgodzimy się na jakieś ograniczenie wolnego handlu, natomiast nie na spiralę wojny handlowej, bo ta byłaby bardzo niekorzystna dla całej gospodarki globalnej – podkreśla Mateusz Walewski.

Ministerstwo Inwestycji i Rozwoju zainwestuje w polskie projekty i przedsiębiorstwa

Ministerstwo Inwestycji i Rozwoju będzie finansowało przede wszystkim fundusze venture capital za pośrednictwem Polskiego Funduszu Rozwoju Ventures. Będą to takie programy, jak Starter czy Biznest – skierowane przede wszystkim do start-upów. To inwestycje kapitałowe rzędu od 1 do 3-4 milionów złotych. To także inwestycje na dużą większą skalę w funduszach Otwarte Innowacje czy KOFFI, których wartość może sięgnąć nawet do kilkunastu czy kilkudziesięciu milionów złotych. Są one skierowane do przedsiębiorstw, które będą wychodziły na rynki europejskie i światowe

– Ministerstwo Inwestycji i Rozwoju finansuje również za pomocą programu Inteligentny Rozwój – powiedziała serwisowi eNewsroom Katarzyna Kaczkowska, zastępca dyrektora Departamentu Programów Wsparcia Innowacji i Rozwoju – Po pierwsze jest to pilotażowy projekt Polska Prize. Ma on służyć sprowadzaniu zza granicy start-upów, ludzi ze świetnymi pomysłami, którzy chcą prowadzić działalność w Polsce i tutaj ją rozwijać. Kolejnym elementem jest program Homing, prowadzony przez Fundację na rzecz Nauki Polskiej. Skierowany jest do naukowców, którzy wyjechali z kraju – niedawno lub wiele lat temu. Ma służyć temu, aby osoby planujące wrócić do Polski, prowadzić zespoły badawcze i rozwijać działalność w naszym kraju, mogli to zrobić – dodała Kaczkowska.

Umacnia się pozycja kobiet w ekonomii i światowej gospodarce. Marki muszą to uwzględnić w stylu komunikacji

Umacnia się pozycja kobiet w ekonomii i światowej gospodarce. Marki muszą to uwzględnić w stylu komunikacji 3

Womenomics, trend związany z rosnącą rolą kobiet w ekonomii i gospodarce światowej, zaznacza się coraz wyraźniej. Firma doradcza EY prognozuje, że to właśnie kobiety będą miały w nadchodzących latach coraz silniejszy wpływ na biznes, politykę i społeczeństwo. Potwierdza to nie tylko szereg badań i statystyk, lecz także analiza mediów społecznościowych. Marki, które chcą trafić do kobiecych serc i portfeli, muszą zmienić sposób komunikacji. Ze względu na kompetencje miękkie i umiejętności zarządcze kobiety coraz bardziej docenia też biznes.

Womenomics został uznany za jeden z wiodących trendów w komunikacji sprzedaży. Wiąże się to z gigantyczną rolą kobiet w gospodarce światowej i w każdym sektorze – od sportu przez biznes aż po politykę. Kobiety mają gigantyczny potencjał zakupowy. Jesteśmy lepiej wykształcone niż mężczyźni, stale się edukujemy. To powoduje, że gromadzimy bardzo ważne zasoby do podejmowania różnych kluczowych decyzji, decyzji wartościowych dla biznesu –mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Joanna Stopyra-Fiedorowicz, psycholog społeczny, właścicielka Beauty Management PR & Marketing to Women, autorka Women Power Index.

W ubiegłorocznej edycji rankingu „Forbesa” w gronie 1810 miliarderów znalazło się 227 kobiet, o 25 więcej niż jeszcze rok wcześniej. Zsumowany majątek najbogatszych kobiet świata jest wart 852,8 mld dol., rośnie też liczba tych, które nie odziedziczyły fortuny, ale zapracowały na nią samodzielnie.

Takie cechy kobiety jak empatia, kobiet, które zawsze były uznane za miękkie, a więc trochę gorsze, dzisiaj nabierają absolutnie kluczowego znaczenia. Umiejętności komunikacyjne, zarządcze, z takim empatycznym podejściem do drugiej osoby, są bardzo ważne. Marki i firmy wiedzą, że w tym tkwi duży potencjał i w tym kierunku wszyscy powinni zmierzać – mówi Joanna Stopyra-Fiedorowicz.

97 proc. Polaków uważa, że kobieta o podobnych kwalifikacjach może wykonywać pracę równie dobrze jak mężczyzna. Dwie trzecie podkreśla, że w polityce powinno być więcej kobiet (sondaż CBOS na zlecenie agencji ONZ Kobiety, 2017). W Polsce odsetek kobiet, które założyły własną działalność gospodarczą, wzrósł z 5,1 proc. w 2011 roku do poziomu 8,1 proc. w 2016 roku, natomiast w przypadku mężczyzn prawie się nie zmienił. Co piąta Polak deklaruje chęć założenia własnej firmy w przeciągu kolejnych trzech lat – wynika z raportu FEM Polska 2017 opracowanego przez Polską Agencję Rozwoju Przedsiębiorczości. Badanie „Women in Business 2017” Grant Thornton pokazało z kolei, że Polki zajmują już 40 proc. stanowisk kierowniczych (szefowie pionów i zarządy firm).

– Znaczenie kobiet rośnie w każdym aspekcie. Dla przykładu, badania z amerykańskiego rynku pokazują, że do 2028 roku przeciętna kobieta będzie zarabiała więcej niż przeciętny mężczyzna – mówi Joanna Stopyra-Fiedorowicz.

Globalna firma doradcza EY w raporcie „Rola kobiet w światowym wzroście gospodarczym” prognozuje również, że do 2028 roku decyzje dotyczące aż 75 proc. wydatków konsumpcyjnych będą leżały w gestii kobiet, które już teraz mają w tej sprawie decydujący głos.

Współczesna kobieta jest konsumentem bardzo zajętym. W swój grafik – oprócz tradycyjnych, typowych ról – ma wpisane zupełnie nowe i realizuje się na bardzo wielu obszarach. W każdym chce być najlepsza. Marki, które chcą trafić do serc i portfeli kobiet, powinny być niczym aplikacja mobilna – dostarczać takie produkty i usługi, które wspomogą kobietę w ogarnianiu rzeczywistości dnia codziennego i zoptymalizują jej czas – mówi Joanna Stopyra-Fiedorowicz.

Psycholog zwraca uwagę na fakt, że branża reklamowa i marketingowa już 2–3 lata temu otworzyły nowy rozdział w komunikacji, tzw. femvertising, czyli komunikację, która odcina się od stereotypów, opiera się przede wszystkim na zrozumieniu, z jakimi wyzwaniami kobiety radzą sobie na co dzień. W efekcie wiele światowych koncernów, nie tylko kosmetycznych, zadeklarowało wycofanie tendencyjnych, nieprawdziwych i stereotypowych reklam.

Podobnie jak w branży reklamowej mamy femvertising, tak w mediach obserwuję coś, co możemy określić femjournalizmem. Media, jako czwarta władza, mają gigantyczny wpływ na nasz światopogląd, kształtują naszą opinię, to, w jaki sposób patrzymy na świat. Bardzo ważne jest więc to, żeby udział kobiet tam też był obecny, zarówno pod względem ilościowym, jak i jakościowym. Przykładem femjournalizmu może być założony w ubiegłym roku serwis NewsMavens, w którym to kobiety wybierają newsy. Ta inicjatywa powstała w odpowiedzi na fakt, że tylko 27 proc. kobiet w europejskich newsroomach decyduje o tym, jakie newsy są dystrybuowane do odbiorcy – mówi Joanna Stopyra-Fiedorowicz.

Z opublikowanego w styczniu badania Women Power Index wynika, że w 2016 roku w social mediach opublikowano w sumie 16 244 posty, które zawierały przynajmniej jeden z analizowanych hashtagów: HASHwomenpower, HASHgirlspower, HASHgogirls, HASHgogirl, HASHempowerwomen, HASHsiłakobiet i HASHstrongwomen. Blisko 96 proc. postów zawierających badane hashtagi opublikowały kobiety. Z kolei większość postów i komentarzy opublikowanych przez mężczyzn można określić jako wyraz poparcia dla kobiet (głównie wsparcie Czarnego Protestu).

Szereg inicjatyw wpływa na to, że kobiety same o sobie zaczynają inaczej myśleć, czują się silniejsze. W naszym badaniu zapytaliśmy mężczyzn i kobiety o to, jakie obowiązki do nich należą w ich domach. Kobiety najczęściej wskazywały, że wszystko po trochu na zmianę z partnerem –  30 proc.wskazań, co oznacza, że współczesna kobieta jest w stanie zapłacić rachunki, podczas gdy mąż np. odbierze dziecko z przedszkola. Natomiast mężczyźni pytani o swoje główne obowiązki nieustannie wskazywali na płacenie rachunków, zarabianie na dom i naprawy domowe. To może wskazywać na to, że kobiety szybciej wychodzą z autostereotypów niż mężczyźni, którzy nadal wskazują swoją rolę bardzo typowo – mówi autorka Women Power Index.

Sklepy szukają jak najprostszych sposobów na przyciągnięcie klientów. Programy lojalnościowe przenoszone są na smartfony

Sklepy szukają jak najprostszych sposobów na przyciągnięcie klientów. Programy lojalnościowe przenoszone są na smartfony 4

Ponad 70 proc. polskich konsumentów należy do przynajmniej jednego programu lojalnościowego. Klienci chętniej robią zakupy w sklepach, które oferują im dodatkowe bonusy i rabaty, ale oczekują, że zapisanie się do takiego programu będzie szybkie i proste, korzystanie z niego – wygodne, a sklep będzie się komunikował z nimi poprzez kanały mobilne. Wielokanałowość jest obecnie głównym trendem na rynku lojalnościowym. Polska firma stworzyła narzędzie, które zwiększa skuteczność kampanii marketingowych i programów lojalnościowych – tradycyjną kartę lojalnościową zastępuje kartą płatniczą.

– Rynek lojalnościowy rozwija się dynamicznie, m.in. ze względu na to, że większość firm czy sieci handlowych operuje nie tylko sferze fizycznych sklepów, lecz także w e-commerce. Kluczowa jest dla nich możliwość współpracy z nim bezpośrednio w e-commerce, gdzie newsletter czy personalizowany marketing jest standardem, ale również w stacjonarnym sklepie – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Jarosław Sygitowicz, wiceprezes zarządu ZenCard.

Programy lojalnościowe są sposobem na budowanie trwałych relacji z klientami. Firmy i marki tworzą je, aby pozyskać nowych i zatrzymać dotychczasowych klientów. Z badania przeprowadzonego przed rokiem przez Comarch i Kantar TNS („Przyszłość zakupów. Najważniejsze trendy w retail dziś i w 2030 roku”) wynika, że ponad 70 proc. polskich konsumentów należy do przynajmniej jednego programu lojalnościowego. Według prognoz ekspertów przyszłością tego rynku jest wielokanałowość, czyli docieranie do klientów za pośrednictwem różnych kanałów: tradycyjnych, internetowych i mobilnych, oraz personalizacja ofert i rozwiązania, które zwiększają wygodę klientów.

– Coraz bardziej rozwijają się rozwiązania typu portfele mobilne, na przykład Android Pay, który wszedł do Polski rok temu. To promuje powiązanie lojalności z płatnością, umożliwia zwirtualizowanie karty lojalnościowej bezpośrednio w telefonie i zaprezentowanie jej w sposób cyfrowy. My jesteśmy technologią, która umożliwia współpracę z klientem niezależnie od kanału zakupu, pozwala współpracować z mobilnymi portfelami, nie tylko Android, lecz także iOS. Traktujemy je jako rozszerzenie naszej funkcjonalności – mówi Jarosław Sygitowicz.

Zdecydowana większość klientów  (88 proc.) do identyfikacji przy sklepowej kasie wciąż używa tradycyjnej, plastikowej karty klienta. 68 proc. klientów wolałoby jednak, aby sklep komunikował się z nimi za pośrednictwem e-maila albo aplikacji na smartfona.

Jak wynika z przytaczanego przez PayU raportu „Mobile Loyalty Report 2017” opracowanego przez 3Cinteractive, blisko dwie trzecie klientów (62 proc.) chętniej robi zakupy w sklepach, które oferują mobilne programy lojalnościowe. Podobny odsetek uważa, że zapisanie się do programu lojalnościowego wymaga od nich zbyt wielu formalności, ale chętnie zrobiłoby to, gdyby wymagało to jedynie np. wysłania SMS-a lub e-maila.

ZenCard jest narzędziem do automatyzacji marketingu i lojalizacji klientów. Pozwala elektronicznie i szybko, jednym kliknięciem klienta na terminalu płatniczym, wyrazić zgodę na komunikację i zapisać się do programu lojalnościowego. Nie trzeba w tym celu wypełniać pisemnych, papierowych formularzy. Co więcej, od niedawna dzięki ZenCard można się także rejestrować do programu przy płatnościach gotówkowych bez użycia karty płatniczej.

– Za pośrednictwem ZenCard sklepy mogą łatwiej i szybciej zapisywać klientów do programu lojalnościowego, elektronicznie, bardzo prosto, przy sklepowej kasie, także podczas płatności gotówką. Dzięki temu zbierają bazę kontaktów, która umożliwia późniejszą automatyzację działań marketingowych, wysyłanie informacji o nowych ofertach i promocjach. Jesteśmy również w stanie te informacje o kliencie, przeanalizowane pod kątem jego preferencji, przedstawić sklepom w formie panelu. To pomaga stworzyć kolejne, spersonalizowane pod klienta kampanie promocyjne – mówi Jarosław Sygitowicz.

Aplikacja ZenCard działa w czasie rzeczywistym. Automatycznie rozpoznaje klienta podczas płatności i umożliwia nagrodzenie go np. dodatkowym rabatem za dokonaną transakcję, bez potrzeby okazywania karty stałego klienta, podawania danych osobowych czy numeru telefonu.

– Karta płatnicza jako identyfikator klienta jest po prostu wygodniejsza dla klienta końcowego, a tym samym powoduje lepsze doznania zakupowe. Nie trzeba pamiętać o plastikowej karcie lojalnościowej, tylko mamy swoją kartę płatniczą, którą płacimy na co dzień i to wszystko, czego potrzeba, by zbierać punkty. Teraz w programach można również rejestrować płatności gotówkowe. Ta wygoda dla klienta końcowego jest też bardzo ważna dla sieci handlowych i sklepów – mówi Jarosław Sygitowicz.

Wiceprezes spółki ZenCard podkreśla, że elektroniczne zbieranie i przetwarzanie danych klientów pozwala spełnić wymogi RODO, które wejdzie w życie 25 maja br. i narzuci restrykcyjne wymogi dotyczące ochrony danych osobowych. Podkreśla też, że narzędzie jest wygodne nie tylko dla klientów, lecz także dla sklepów: pozwala zaoszczędzić czas, zwiększyć bazę klientów i personalizować skierowane do nich oferty lojalnościowe.

– Podnosimy efektywność komunikacji z klientem, zwiększamy liczbę klientów zapisanych do programu czy newslettera i automatyzujemy kwestie związane z komunikacją. Mniej czasu trzeba poświęcić na myślenie o kolejnych kampaniach, system podpowiada i sam jest w stanie je zrealizować – mówi Jarosław Sygitowicz.

W ubiegłym roku rozwiązanie ZenCard zostało nagrodzone w kategorii „Best start-up” na FutureTech Congress, jednym z najważniejszych szczytów biznesowych w Europie Środkowo-Wschodniej. W październiku jej klientem została sieć drogerii Super-Pharm. Klienci, którzy chcą przystąpić do Klubu LifeStyle, mogą się zapisać do programu bezpośrednio z poziomu terminala płatniczego. Z początkiem stycznia tego roku platforma ZenCard została też udostępniona w oddziałach PKO Banku Polskiego. Spółka ZenCard stawia też pierwsze kroki na rynku globalnym. W końcówce ubiegłego roku rozpoczęła współpracę z OP Financial Group – największą instytucją finansową w Finlandii, zrzeszającą 180 banków.

– Sprzedajemy licencje na ZenCard nie tylko w Polsce, lecz takżeza granicą, np. bankom czy operatorom płatniczym. Potencjał jest ogromny, ponieważ mamy rosnący udział firm multikanałowych. Coraz więcej osób korzysta z e-commerce, robi zakupy na smartfonie. Ten rynek dramatycznie rośnie i trzeba komunikować się z klientem, bo inaczej przyzwyczajony do wygodniejszych zakupów pójdzie do konkurencji – podsumowuje wiceprezes spółki Jarosław Sygitowicz. 

GPW uczestniczy w pracach nad strategią dla rynku kapitałowego. Ma ona zwiększyć atrakcyjność jego oraz warszawskiej giełdy

GPW uczestniczy w pracach nad strategią dla rynku kapitałowego. Ma ona zwiększyć atrakcyjność jego oraz warszawskiej giełdy 5

Ubiegły rok był udany dla warszawskiej giełdy pod względem debiutów, wyników indeksów i wyników finansowych – podkreślają przedstawiciele GPW. Warszawski parkiet chce jednak trwale stać się źródłem finansowania pierwszego wyboru dla inwestorów. Stąd prowadzi wraz z Ministerstwem Finansów prace nad Strategią Rozwoju Rynku Kapitałowego, skorelowaną ze Strategią na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju.

– Prognozy gospodarcze są bardzo dobre. Otoczenie makroekonomiczne, skłonność do inwestowania – to wszystko są elementy, które bardzo mocno sprzyjają rozwojowi rynku kapitałowego i naszym wyzwaniem jest sprostać tym potrzebom gospodarczym – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Jacek Fotek, wiceprezes zarządu Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie. – W tym kierunku również prowadzimy prace jako GPW na poziomie rządowym w celu uruchomienia Strategii Rozwoju Rynku Kapitałowego, która ma być skorelowana ze Strategią na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju i zapewnić odpowiednią infrastrukturę rynku finansowego zdolnego do finansowania rozwojowych i ambitnych celów gospodarczych.

W pracach nad strategią weźmie udział Europejski Bank Odbudowy i Rozwoju. Prace rozpoczęły się w styczniu 2018 roku, a strategia ma powstać do końca 2018 roku. Ma się ona składać z trzech części: pierwszą będzie analiza problemów polskiego rynku kapitałowego, druga będzie zbiorem rekomendacji, jak te trudności przezwyciężyć, ostatnia natomiast właściwą strategią określającą dalekosiężne cele wzmocnienia pozycji warszawskiego parkietu.

– Naszym największym wyzwaniem jest utrzymanie korzystnych tendencji i takie przygotowywanie planów strategicznych i rozwojowych, które umożliwią w długim okresie kontynuację pozytywnych trendów i realizację misji Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie jako miejsca pierwszego wyboru pozyskania kapitału, czy to w formie instrumentów akcyjnych, czy w formie instrumentów dłużnych – deklaruje wiceprezes GPW.

2017 rok był korzystny dla światowych giełd. W Warszawie łączna wartość obrotu akcjami na głównym rynku warszawskiej giełdy w całym 2017 roku wzrosła o 28,9 proc. rok do roku do poziomu 260,98 mld zł. Kapitalizacja spółek notowanych na parkiecie wzrosła do niemal 1,38 bln zł wobec 1,12 bln zł rok wcześniej. WIG20 był pod względem dynamiki wzrostu piątym głównym indeksem w Europie na ponad trzydzieści, po Ukrainie, Turcji, Niemczech i Łotwie. Indeks szerokiego rynku WIG zbliżył się do rekordu wszech czasów z lipca 2007 roku. Najważniejszy dla nastrojów inwestorów rynek amerykański bił natomiast rekord za rekordem. W tym roku wiceprezes GPW liczy się z niewielką korektą.

– Dobra koniunktura zawsze sprzyja skłonności inwestycyjnej. Inwestorzy instytucjonalni i indywidualni biorą pod uwagę sytuację rynku i wskaźniki cykliczne. Z punktu widzenia tendencji wewnętrznych jesteśmy w bardzo dobrej fazie cyklu koniunkturalnego. Rok 2018 daje nam więc podstawy do optymizmu – tłumaczy Jacek Fotek – Z drugiej strony czynniki globalne i poziomy wycen na rynkach globalnych dają sprzeczne sygnały w tym zakresie. Zakładamy, że 2018 rok będzie pod wpływem pewnych tendencji konsolidacyjnych, korekcyjnych, natomiast jako giełda powstrzymujemy się od bardziej szczegółowych prognoz.

W minionym roku na warszawskiej giełdzie zadebiutowały – licząc łącznie Główny Rynek i NewConnect – 34 spółki, w tym 15 na Głównym Rynku. Były debiuty o dużej wartości, takie jak Play Communications w lipcu (prawie 4,4 mld zł) czy Dino Polska w kwietniu (1,65 mld zł). Jacek Fotek podkreśla, że pod względem liczby debiutów GPW zajęła w ubiegłym roku trzecie miejsce w Europie. Choć to nie liczba debiutów jest najważniejsza.

– Dla nas istotne znaczenie ma szczególnie głębokość rynku kapitałowego i zdolność absorpcji dużych emisji. Rok 2017 był rokiem wyjątkowym i rekordowym, pod względem zarówno wartości emisji pierwotnych, jak i wtórnych – wyjaśnia wiceprezes giełdy. – Pod względem emisji pierwotnych zakończyliśmy rok na bardzo dobrym 8. miejscu w Europie. Na polskim rynku giełdowym została zrealizowana wartość emisji pierwotnych około 7,7 mld zł, co jest rekordowym wynikiem od 2011 roku. Co warte podkreślenia, wszystkie te projekty były emisjami prywatnymi, nie były to projekty prywatyzacyjne tak jak w latach poprzednich, które w istotny sposób wspomagały rezultaty.

W 2017 roku warszawska GPW osiągnęła rekordowy zysk netto w wysokości 156,1 mln zł. Zysk EBITDA wzrósł do 212,2 mln zł, a przychody ze sprzedaży do 352 mln zł, co daje wzrost o 13,2 proc. wobec 2016 roku. Wzrosły również koszty, co miało związek głównie z dostosowaniem do wymogów MiFID 2/MiFIR.

Nawet co szósty kleszcz jest nosicielem wirusa prowadzącego do kleszczowego zapalenia mózgu. Narażeni są również mieszkańcy miast

Nawet co szósty kleszcz jest nosicielem wirusa prowadzącego do kleszczowego zapalenia mózgu. Narażeni są również mieszkańcy miast 6

Od 20 lat systematycznie rośnie liczba zachorowań na kleszczowe zapalenie mózgu (KZM). Wciąż jednak brakuje skutecznego lekarstwa na te chorobę, a jej konsekwencje mogą zagrażać życiu. Nosicielem groźnego wirusa może być już nawet co szósty kleszcz, a te coraz częściej pojawiają się w miastach – w parkach i przydomowych ogródkach. Jedyną skuteczną ochroną jest szczepionka, niestety w Polsce niewiele osób się na nią decyduje ze względu na to, że świadomość zagrożeń jest niewielka. 

 Kleszcze to obligatoryjne pasożyty, które żywią się krwią, m.in. krwią ludzką, i przenoszą choroby. W Polsce do najważniejszych chorób zaliczamy kleszczowe zapalenie mózgu i boreliozę – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes dr hab. n. med. Ernest Kuchar z Kliniki Pediatrii z Oddziałem Obserwacyjnym na Warszawskim Uniwersytecie Medycznym.

Liczba kleszczy szybko rośnie. Łagodniejszy klimat i wyższe temperatury sprawiają, że kleszcze pojawiają się w nowych miejscach. Dlatego szybko wzrasta liczba zachorowań na boreliozę czy kleszczowe zapalenie mózgu. O ile boreliozę można leczyć antybiotykami, o tyle w przypadku KZM nie istnieje skuteczna metoda leczenia. Wirus KZM należy, podobnie jak wirus Zika, do rodzaju flawiwirusów, którymi można się zarazić praktycznie od razu po ukłuciu. W wyniku zakażenia może dojść do zapalenia opon mózgowych, zapalenia mózgu i rdzenia kręgowego.

 Niestety, do tej pory nie znaleziono lekarstwa, które hamowałby namnażanie wirusa. Możemy się tylko zabezpieczyć, poprawiając własną odporność. Przede wszystkim należy unikać kontaktu z kleszczami, a jeżeli narażamy się na ekspozycję, uprawiając aktywność sportową czy rekreacyjną, należy się odpowiednio ubrać, używać repelentów, czyli substancji odstraszających kleszcze, i oglądać skórę. Jednak przed KZM najskuteczniej chroni nas szczepienie – przekonuje prof. dr hab. med. Joanna Zajkowska z Kliniki Chorób Zakaźnych i Neuroinfekcji na Uniwersytecie Medycznym w Białymstoku.

Ocenia się, że nawet co szósty kleszcz może być nosicielem wirusa, który prowadzi do kleszczowego zapalenia mózgu. W Polsce co roku zgłasza się od 200 do 300 przypadków zachorowań na KZM. Liczba zachorowań i ryzyko zachorowania mogą być niedoszacowane.

Na KZM można zachorować w każdym wieku. Najczęściej chorują osoby w wieku 15–50 lat. Początkowe objawy choroby są często lekceważone, bo przypominają grypę. W kolejnym etapie choroby może dojść do zapalenia opon mózgowo-rdzeniowych, zapalenia mózgu lub rdzenia kręgowego. Nawet u 58 proc. chorych przebycie KZM może się wiązać z wystąpieniem długotrwałych powikłań neurologicznych. Około 2 proc. przypadków KZM może zakończyć się zgonem chorego.

 Istnieją dwa rodzaje wskazań do szczepienia. Jeżeli wybieramy się w miejsca, gdzie są kleszcze i uprawiamy sporty na świeżym powietrzu, to już mamy wskazania, żeby pomyśleć o szczepieniu – podkreśla prof. dr hab. med. Joanna Zajkowska.

Szczepionka przeciw KZM może uratować życie. W sąsiednich krajach europejskich rekomendacje lekarzy i prowadzone kampanie informacyjne sprawiły, że coraz więcej osób decyduje się na szczepienie – w Austrii nawet 87 proc., na Łotwie – 39 proc., w Niemczech – 26 proc., a w Czechach – 17 proc. Polska na ich tle wypada bardzo słabo. Szacuje się, że na KZM szczepi się zaledwie 1 proc. osób. Wynika to przede wszystkim z niskiej świadomości zagrożenia. O ile coraz więcej osób zdaje sobie sprawę z ryzyka zarażenia boreliozą, o tyle o KZM wiemy jednak niewiele.

Zagrożenie jest jednak coraz większe, a na chorobę narażeni są także mieszkańcy miast.

– Kleszcze są obecne w miastach. Mamy z tym coraz większy problem. Znajdujemy je nie tylko w lasach śródmiejskich, takich jak Las Bielański czy Las Kabacki, lecz także w zadbanych parkach miejskich w centrum Warszawy. Na kleszcze należy też uważać w przydomowych ogródkach, zwłaszcza w tych, które mają bliskie połączenie z parkami i korytarzami ekologicznymi. Korytarz ekologiczny to np. dolina rzeki, gdzie przemieszczają się zwierzęta, a razem z nimi kleszcze – mówi dr n. med. Marta Hajdul-Marwicz z Katedry i Zakładu Biologii Ogólnej i Parazytologii na Warszawskim Uniwersytecie Medycznym.

Podnieść świadomość na temat KZM ma zainaugurowana kampania edukacyjno-społeczna „Nie igraj z kleszczem – wygraj z kleszczowym zapaleniem mózgu”. Punktem kulminacyjnym kampanii będzie Miesiąc Szczepień KZM, który wystartuje na przełomie kwietnia i maja, podczas którego w wybranych placówkach będzie można zaszczepić się przeciw KZM w promocyjnej cenie.

Jacy pracownicy byli poszukiwani w lutym 2018 roku?

infografika_marzec_2018_3_W lutym br. za pośrednictwem Wyszukiwarki Kandydatów wiadomość od rekrutera otrzymało 49 310 osób posiadających profil zawodowy na GoldenLine. Poszukiwani byli głównie specjaliści z obszarów IT – rozwój oprogramowania, Finanse/Ekonomia, Inżynieria, Sprzedaż oraz Obsługa klienta. Najwięcej wiadomości rekruterzy wysłali do osób mieszkających w województwie mazowieckim, śląskim, dolnośląskim, wielkopolskim i małopolskim.

Kogo szukali rekruterzy za pomocą Wyszukiwarki Kandydatów?

W dotarciu do potencjalnych pracowników na GoldenLine wspiera pracodawców Wyszukiwarka Kandydatów. W lutym 2018 roku wiadomość od rekrutera z zaproszeniem do procesu rekrutacji otrzymało 49 310 osób posiadających profil zawodowy w serwisie. Jak wynika z analiz GoldenLine, wśród osób, które otrzymały wiadomość od rekrutera, 19% miało zaznaczoną na profilu specjalizację IT – rozwój oprogramowania. Na drugim miejscu uplasowali się kandydaci z zaznaczoną specjalizacją Finanse/Ekonomia (12%), na trzecim Inżynieria (11%). Tuż za podium uplasowały się osoby ze Specjalizacją Sprzedaż i Obsługa Klienta (10%, które otrzymały zaproszenie do procesu rekrutacji miało zaznaczoną na profilu jedną z tych specjalizacji).

Jaki jest wiek poszukiwanych pracowników?

W lutym 2018 roku najwięcej ofert otrzymali kandydaci pomiędzy 27. a 36. rokiem życia (58% osób, które otrzymały zaproszenie do procesu rekrutacji, było w tym wieku). 12% zapytanych przez rekrutera osób było w wieku 18 – 26 lat. Co piąta osoba zaproszona bezpośrednio do procesu rekrutacji jest w wieku między 37 a 44 lat.

Z jakich województw pochodzą najczęściej poszukiwani pracownicy?

Najwięcej wiadomości od rekrutera otrzymały osoby zamieszkałe w województwie mazowieckim (27%), dolnośląskim (13%), śląskim (12%), wielkopolskim (11%) oraz małopolskim (11%). W dużych miastach jest największe zapotrzebowanie rekrutacyjne – ponad połowa osób, które dostały wiadomość od rekrutera, pochodzi z jednego z 5 miast: 22% osób mieszka w Warszawie, 9% we Wrocławiu, 9% w Krakowie, 7% w Poznaniu, zaś 4% w Łodzi.

Specjalizacja, umiejętności oraz znajomość języków obcych – kogo szukali rekruterzy?

Większość kandydatów, którzy otrzymali wiadomość od rekrutera w lutym br., posiada umiejętność obsługi pakietu Microsoft Office oraz prawo jazdy kat. B. Pozostałe często występujące umiejętności związane były w dużej mierze ze znajomością języków programowania. U osób, które otrzymały wiadomości od rekruterów, pojawiały się również takie kompetencje jak zarządzanie projektami, zespołem czy negocjacje.

Znajomość języków obcych jest również istotna dla rekruterów. Wśród 49 310 osób, które otrzymały wiadomość bezpośrednio od pracodawcy, 82% włada językiem angielskim na poziomie podstawowym, dobrym lub biegłym. Innym często występującym językiem jest język niemiecki (zna go 29% użytkowników, którzy otrzymali wiadomość od rekrutera) oraz rosyjski (10% użytkowników). Język francuski zna 7% osób, które dostały zaproszenie do procesu rekrutacji, zaś 6% zna język hiszpański.

Zwinne rekrutacje z Jobile

W lutym 2018 roku za pomocą usługi rekrutacyjnej Jobile rekruterzy szukali głównie kandydatów z obszarów: Sprzedaż, IT oraz Finanse. Podstawą usługi rekrutacyjnej Jobile jest realizacja direct search w imieniu klienta. HR Researcher wykonuje direct search wśród ponad 2,5 mln profili zawodowych założonych na GoldenLine oraz przeprowadza selekcję nadesłanych aplikacji. Finalnie pracodawca dostaje dopasowane do oferty aplikacje od kandydatów, którzy nie szukają aktywnie pracy, ale bezpośrednio zaproszeni do procesu rekrutacji podejmują decyzję o włączeniu się w proces.

Jakich pracowników poszukiwali rekruterzy za pośrednictwem ogłoszeń o pracę?

W lutym 2018 roku pracodawcy zamieścili w serwisie GoldenLine 4 383 ogłoszeń. Większość z nich została skierowana do kandydatów zamieszkujących województwo mazowieckie (24%), dolnośląskie (12%), śląskie (11%), małopolskie (10%) oraz wielkopolskie (7%).

Jak wynika z analiz GoldenLine, największa liczba ofert dedykowana była osobom pracującym w obszarze Produkcja i objęła 18% wszystkich opublikowanych ogłoszeń. Na kolejnych miejscach znalazły się: Sprzedaż (18%), Obsługa klienta/Call Center (14% wszystkich ofert), Informatyka/Programowanie (12% ofert), Finanse/Ekonomia (10%), Inżynieria/ Elektronika/ Technologia (10%).

Dyski SSD już wkrótce w urządzeniach mobilnych i internecie rzeczy. Wyzwanie stanowi postępująca miniaturyzacja i coraz większa ilość generowanych danych

Dyski SSD już wkrótce w urządzeniach mobilnych i internecie rzeczy. Wyzwanie stanowi postępująca miniaturyzacja i coraz większa ilość generowanych danych 7

Dyski SSD już wkrótce pojawią się w tabletach i w urządzeniach internetu rzeczy. Rosnące osiągi komputerów stacjonarnych również wymuszają na producentach dysków ich rozwój. Według szacunków Cisco GCI do 2021 roku osoby i urządzenia korzystające z internetu wygenerują około 850 zettabajtów danych. Nieustannie rosnąca liczba danych, nadchodząca technologia 5G i coraz bardziej pogłębiający się trend miniaturyzacji stanowią coraz większe wyzwanie dla producentów urządzeń do przechowywania danych.

Liczba danych w 2021 roku ma wynieść 850 zettabajtów, czyli blisko bilion terabajtów. Ta niewyobrażalna wręcz liczba będzie musiała być przechowywana na różnego rodzaju nośnikach. Coraz większą popularność zyskują napędy Solid State Drive, czyli pozbawione części mechanicznych dyski oparte na pamięci flash. Kolejnym krokiem w ewolucji tych napędów będzie ich przeznaczenie dla urządzeń mobilnych, takich jak tablety i smartfony oraz dla urządzeń Internetu Rzeczy.

– Obecnie koncentrujemy się głównie na komputerach, ale wkrótce dyski SSD będą dostępne również w tabletach. W najbliższych latach SSD będzie także coraz mocniej obecne w segmencie internetu rzeczy. W takich urządzeniach jak bramki IoT, które podłączane są do wielu czujników równocześnie, jak najmniejsze opóźnienia mają ogromne znaczenie – mówi w rozmowie z agencją Newseria Innowacje Andrew Wo, menadżer działu Client Store Solutions w firmie Western Digital.

Dyski SSD są stosowane już w laptopach i w tym segmencie ich dostępność będzie się zwiększać. W najbliższych latach obserwować będziemy coraz szerszą dostępność tego typu napędów w supercienkich laptopach hybrydowych (tzw. laptopy 2 w 1 z dotykowym ekranem), które są obecnie jednym z największych trendów na rynku PC. Istotnym aspektem w tego typu urządzeniach jest niskie zużycie prądu.

– Dyski zużywające mniej energii z odczytem sekwencyjnym do tysiąca siedmiuset megabajtów na sekundę to coś dla urządzeń zużywających mniej energii, takich jak laptopy. Microsoft stawia obecnie na zawsze podłączone do internetu rozwiązania, więc takie napędy są bardzo potrzebne – mówi ekspert Western Digital.

Wciąż jednak jest segment rynku, w którym na pierwszym miejscu stoi wydajność. Na targach Mobile World Congress 2018 w Barcelonie zostały zaprezentowane dyski SSD NVMe PC SN 720 i PC SN 520 pozwalające na zapis danych z prędkością nawet do 3 400 MB/s. Taka prędkość pozwala na zapełnienie dysku Blu-ray w zaledwie osiem sekund. Dyski mają być dostępne w pojemnościach od 128 GB do 2 TB.

 Osiągi pecetów rosną i musimy szukać rozwiązań SSD, które sprostają tym wymaganiom. Wprowadziliśmy więc nowe dyski do komputerów o wysokich osiągach. To dyski przeznaczone bardziej dla twórców gier 4K czy specjalistów od wirtualnej rzeczywistości – tłumaczy Andrew Wo.

Dysk typu HDD (Hard Disc Drive) składa się z pojedynczego aluminiowego talerza lub ich zespołu. Są one pokryte cienką warstwą nośnika magnetycznego oraz głowic elektromagnetycznych, które umożliwiają zapis i odczyt danych. Z kolei dysk typu SSD (Solid State Drive) w przeciwieństwie do dysku HDD nie wykorzystuje żadnych ruchomych części. Składa się on z kilku lub kilkunastu kości NAND, do których dostęp może następować równolegle. Jedną z najważniejszych zalet dysków SSD jest wysoka prędkość zapisu i odczytu oraz krótki czas dostępu.

Według prognoz firmy IHS Markit do 2021 roku sprzedaż SSD ma przekroczyć sprzedaż dysków HDD i sięgnąć wartości 360 mln sprzedanych egzemplarzy. W porównaniu z 2015 r. to ponadtrzykrotny wzrost.

Zaawansowane algorytmy i aplikacja komputerowa dwukrotnie zwiększają szansę na posiadanie potomstwa. Problem niepłodności dotyczy nawet 1,5 mln polskich par

Zaawansowane algorytmy i aplikacja komputerowa dwukrotnie zwiększają szansę na posiadanie potomstwa. Problem niepłodności dotyczy nawet 1,5 mln polskich par 8

Problemy z zajściem w ciążę dotykają coraz większej liczby polskich par. Jedną z poważnych przeszkód w skutecznym planowaniu potomstwa jest nieumiejętność wyznaczania dni płodnych. Z pomocą przychodzą nowe technologie. Aplikacja i zawarte w niej zaawansowane algorytmy analizują dane setek tysięcy użytkowniczek i pomagają zaplanować założenie rodziny. Skorzystanie z tej metody może skrócić czas starania się o dziecko nawet dwukrotnie. Problem niepłodności dotyka obecnie co roku ok. 1,5 mln polskich par.

– Wykorzystujemy nowoczesne technologie i zaawansowaną algorytmikę, aby wspierać kobiety w budowaniu rodziny. Kalendarz dostarcza kobietom wiele mechanizmów, które pomagają im wyznaczyć dni płodne. Pokazuje on też, kiedy mogła wystąpić potencjalna owulacja, a także interpretuje cykle miesiączkowe pod kątem starań o ciążę – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Joanna Fedorowicz, współzałożycielka i prezes spółki OvuFriend.

Chociaż prowadzenie kalendarza dni płodnych nie stanowi metody leczenia niepłodności, to może w znaczący sposób pomóc parom w staraniach o dziecko. Problem z zajściem w ciążę w wielu przypadkach bierze się z niewiedzy na temat terminu owulacji lub jego nieprawidłowego wyliczania. Tymczasem umiejętność wyznaczania dni płodnych w znaczący sposób zwiększa szansę na zajście w ciążę.

– Jedna na trzy pary nie współżyje w czasie optymalnym dla zapłodnienia, a kobieta w trakcie 28-dniowego cyklu jest płodna zaledwie przez 4–5 dni. Średnio para stara się zajść w ciążę prawie sześć miesięcy. Z pomocą naszego systemu użytkowniczki zachodzą w ciążę po trzech miesiącach, aktywnie śledząc swoją płodność i wyznaczając we właściwy sposób dni płodne – zapewnia Joanna Fedorowicz.

Platformę OvuFriend aktualnie odwiedza około 350 tysięcy osób (unique visitors) miesięcznie. Średni czas wizyty to siedem minut. Twórcy stworzyli mechanizmy, dzięki którym użytkowniczki mogą się ze sobą komunikować i wymieniać doświadczeniami. Wsparcie, jakim aplikacja otacza młode mamy, rozpoczyna się w momencie planowania ciąży, a kończy, gdy dziecko ma trzy lata.

– System analizuje dane i porównuje je z setkami tysięcy cykli innych kobiet również starających się zajść w ciążę. Finalnie dostarcza kobiecie spersonalizowanych informacji o jej dniach płodnych, o terminie owulacji, a także interpretuje cykle miesiączkowe kobiety. Za działaniem kalendarza stoi algorytm, który był stworzony m.in. przez studenta Uniwersytetu Stanforda. Interpretuje on płodność kobiet, zbiera wprowadzane dane na temat płodności, analizuje i porównuje do innych kobiet o podobnych cyklach – wyjaśnia współzałożycielka i prezes spółki OvuFriend.

W systemie OvuFriend są miliony danych dotyczące płodności kobiet, które firma planuje wykorzystać do stworzenia algorytmiki z zastosowaniem sztucznej inteligencji i uczenia maszynowego, aby móc jeszcze skuteczniej pomagać kobietom szybciej zajść w ciążę i wykrywać potencjalnie problemy z płodnością na bardzo wczesnym etapie. Od 1 marca spółka rozpoczęła projekt finansowany z Narodowego Centrum Badań i Rozwoju pt.: „Opracowanie nowych w skali światowej rozwiązań w obszarze uczenia maszynowego wspierających w planowaniu rodziny i pokonywaniu problemu niepłodności”.

– Na ten cel przeznaczone jest 4,5 miliona złotych, a do pracy nad projektem zaangażowaliśmy uznanych polskich naukowców, m.in. profesora Dominika Ślęzaka – dodaje Joanna Fedorowicz.

Inteligentny kalendarz jest dostępny w formie platformy internetowej, jednak wkrótce pojawi się również w formie aplikacji mobilnej. Dostęp do aplikacji jest darmowy przez pierwsze 30 dni. Potem koszt abonamentu to w najtańszej opcji 29 złotych miesięcznie. Po roku cena jest obniżana do 10 zł miesięcznie, a po dwóch latach do złotówki.

Z danych Polskiego Towarzystwa Ginekologicznego wynika, że problem niepłodności dotyka obecnie co roku ok. 1,5 mln polskich par. Światowa Organizacja Zdrowia ocenia niepłodność jako chorobę społeczną. Według szacunkowych statystyk problem ten dotyczy 10–18 proc. populacji na świecie.

Z raportu „Wspieramy płodność” Koalicji na rzecz Kompleksowej Terapii Niepłodności dowiadujemy się, że w 2013 r. w Polsce urodziło się 370 tysięcy dzieci. Prognozy mówią, że w 2035 r. liczba narodzin wyniesie ok. 270 tys. dzieci. Takie dane sytuują Polskę poniżej średniej w UE. Zgodnie z prognozami Eurostatu do 2050 r. ludność Polski zmniejszy się o blisko 10 proc.

Czy zwolnienie chorobowe oznacza areszt domowy?

Krąży wiele mitów na temat praw i obowiązków pracowników przebywających na zwolnieniu lekarskim. Wiele osób zastanawia się czy wyjście z domu w trakcie chorobowego oznacza złamanie prawa i czy może to spowodować dla nich przykre konsekwencje. Jakie zachowania są dopuszczalne, a co może zostać potraktowane jako naruszenie wskazania lekarskiego na druku ZLA? W przypadku wykrycia nieuczciwości pracownika, jego pracodawca jest upoważniony do odebrania mu prawa do zasiłku, a także do zwolnienia dyscyplinarnego. Dlatego w tak ważnej sprawie należy zapoznać się z faktami.

Jak przestrzegać zwolnień lekarskich?

Pracownik ma obowiązek poinformować pracodawcę o swojej absencji chorobowej w ciągu 48 godzin. Dokładnie tyle samo czasu na podanie przyczyny swojej nieobecności ma pracownik, przebywający na długotrwałym zwolnieniu, przy końcu trwania obecnego zasiłku chorobowego. Adres wypisany na zwolnieniu lekarskim powinien być faktycznym miejscem pobytu pracownika. Każdą zmianę, np.: wyjazd na okres leczenia do rodziny, należy od razu zgłaszać do pracodawcy. Niedopełnienie obowiązku wypisania właściwego adresu przez lekarza czy pielęgniarkę, nie zwalnia nas z konieczności przekazania aktualnej informacji do pracodawcy. Jeżeli lekarz wypisał choremu receptę, to ma on obowiązek wykupić niezbędne leki i stosować się do zaleceń odnośnie ich dawkowania. Zasadą – zwłaszcza w ocenie ZUS – jest, że niezależnie, czy wskazanie lekarskie, zgodnie z którym chory musi leżeć (KOD-1) czy chory może chodzić (KOD-2), ubezpieczony niezdolny do pracy z powodu choroby może wykonywać jedynie zwykłe czynności życia codziennego, w tym np.: krótki spacer czy codzienne zakupy żywności.

Potwierdza to wyrok Sądu Apelacyjnego w Katowicach z dnia 12 listopada 2002 r. (III AUa 3189/01): adnotacja na zwolnieniu lekarskim o treści: „pacjent może chodzić” (…) upoważnia go jedynie do wykonywania zwykłych czynności życia codziennego, np. poruszanie się po mieszkaniu, udanie się na zabieg czy kontrolę lekarską.

Sąd Najwyższy podkreśla (np. w wyroku z 4 listopada 2009 r. I UK 140/09, LEX nr 564767), że wykonywanie czynności mogących przedłużyć okres niezdolności do pracy jest zawsze wykorzystywaniem zwolnienia niezgodnie z jego celem. Celem zwolnienia od pracy jest bowiem odzyskanie przez ubezpieczonego zdolności do pracy. W jego osiągnięciu przeszkodą może być zarówno wykonywanie pracy zarobkowej (co przesądził ustawodawca), jak i inne zachowania ubezpieczonego utrudniające proces leczenia i rekonwalescencję.

Jakie zachowania są niedozwolone na zwolnieniu chorobowym?

Każda czynność podejmowana przez chorego na zwolnieniu w przypadku ewentualnej kontroli ZUS będzie analizowana indywidualnie. Niezgodne z prawem mogą się okazać przysługi sąsiedzkie, zajmowanie się gospodarstwem rolnym czy też prowadzenie działalności gospodarczej. Jeżeli charakter aktywności pracownika nie jest sporadyczny lub usprawiedliwiony odpowiednimi okolicznościami, ZUS może mu cofnąć zasiłek chorobowy.

Za pracę zarobkową, utrudniającą powrót do zdrowia Sąd uznał m.in. takie przypadki jak:

  • udział adwokata – członka adwokackiego w rozprawach (wyrok SN z dnia 23 października 1986 r. sygn. akt II URN 134/86).
  • stałe oddelegowanie do indywidualnego wykonywania czynności nadzorczych przez członka rady nadzorczej spółki akcyjnej oraz pobierania z tego tytułu wynagrodzenia (wyrok z dnia 20 stycznia 2005 (I UK 154/04, OSNP 2005, nr 19, poz. 307).
  • odpłatne wykonywanie przez radcę prawnego w czasie zwolnienia lekarskiego czynności zawodowych (podpisywanie dokumentów, reprezentacja przed sądem, sporządzanie pism procesowych, udzielanie porad prawnych, przeprowadzenie szkolenia) oznacza wykonywanie pracy zarobkowej (…) i jest wystarczającą przyczyną utraty prawa do zasiłku chorobowego (wyrok z dnia 14 grudnia 2005 r. III UK 120/05).

Z kolei przedsiębiorcy prowadzący działalność gospodarczą, mogą zostać pozbawi zasiłku, gdy w okresie jego pobierania zawrą umowę o pracę z nowym pracownikiem w ramach prac interwencyjnych co posłuży kontynowaniu prowadzenia działalności. Jak bowiem wskazał Sąd Najwyższy w uzasadnieniu do wyroku z dnia 5 czerwca 2008 r. sygn. akt III UK 11/08: Utrata zdrowia nie spowodowała (…) konieczności likwidacji prowadzonej działalności gospodarczej wskutek niemożności dokonywania czynności związanych z funkcjonowaniem w charakterze przedsiębiorcy. Świadczenia z chorobowego ubezpieczenia społecznego mają (…) rekompensować straty w uzyskiwanych dochodach z prowadzonej pozarolniczej działalności, przeto niedopuszczalne jest pobieranie takich świadczeń, (…) w razie uzyskiwania do tymczasowych dochodów wynikających z kontynuowania przez ubezpieczonego prowadzonej działalności w nieumniejszonym zakresie, nawet gdyby polegało to na wykonywaniu czynności w istotny sposób nieobciążających jego organizmu (wyrok Sądu Najwyższego z 11 grudnia 2007r., I UK 145/07).

Jak ZUS i pracodawca może kontrolować pracownika?

Pracodawca zgłaszający do ubezpieczenia zdrowotnego więcej niż 20 osób, ma prawo do kontrolowania prawidłowości wykorzystywania przez nich urlopu chorobowego. Takie uprawnienia posiada również ZUS. Weryfikacji mogą być poddawane wszystkie zwolnienia bez względu na okres ich trwania, a kontrola odbywa się w zgłoszonym przez pracownika miejscu pobytu. Czasem obejmuje również teren prowadzonej przez zatrudnionego działalności gospodarczej. Pracodawca może wystąpić o kontrolę prawidłowości orzeczenia o niezdolności do pracy, a ten rodzaj kontroli jest przeprowadzany przez lekarzy ZUS. Przeprowadza się wówczas badanie lekarskie lub kieruje pracobiorcę do lekarza specjalisty – konsultanta ZUS. Orzecznicy sprawdzają wtedy także poprawność wystawionych zwolnień. W przypadku zwolnienia chorobowego z tytułu opieki, pracodawca ma prawo skontrolować czy w miejscu zamieszkania nie ma innych osób, które mogłyby również sprawować tę opiekę (nie dotyczy to opieki nad dzieckiem w wieku do 2 lat). Dodatkowo, osoba sprawująca opiekę musi faktycznie przebywać we wskazanym miejscu.

Niestety ZUS ma do dyspozycji zbyt małą grupę kontrolerów terenowych, stanowiących kroplę w morzu potrzeb pracodawców. W rzeczywistości jedynie pracodawcy mogą skutecznie wyciągać konsekwencje przebywających na nieuczciwych zwolnieniach. Walcząc z problemem absencji chorobowej, istotna okazuje się być wielopłaszczyznowa analiza sytuacji w firmie oraz wysłuchanie kadry pracowniczej. Działania naszej firmy prowadzone są więc na szerokim polu: weryfikujemy druki ZLA, a następnie przeprowadzamy audyt wewnątrz firmy oraz kontrolę terenową wśród pracowników. Efektem naszej pracy są podpowiedzi i rozwiązania optymalizujące poziom absencji w firmie. W trakcie współpracy z klientami identyfikujemy główne obszary i przyczyny powstawania absencji. Staramy się wskazać, w oparciu o opinie pracowników lub know-how z innych zakładów, co można zmienić lub poprawić. Nasze czynności powodują skrócenie średniego czasu trwania zwolnień i przywrócenie naturalnej krzywej absencji. Wszystkie te działania i wiele innych zbieramy w formalną politykę absencyjną, którą indywidualnie tworzymy dla każdego przedsiębiorstwa. Efekt końcowy naszej działalności zależny jest od skali występującego problemu. Posługując się przykładem; współpraca z nami może zapewnić spadek liczby druków zwolnień z 136 do 50 sztuk w ciągu 2 miesięcy – mówi Mikołaj Zając, prezes firmy Conperio, która od 2009 roku zajmuje się pomaganiem przedsiębiorstwom borykającym się z problemem absencji chorobowych.

Co grozi pracownikowi za złamanie zasad zwolnienia lekarskiego?

Jeżeli kontrola wykaże, że w trakcie chorobowego pracownik łamał zasady zwolnienia, pracodawca może wstrzymać wypłatę wynagrodzenia za czas choroby, nie łamiąc przy tym prawa. Zatrudniony może także stracić prawo do zasiłku wypłacanego przez ZUS na cały okres jego ważności. Od tej decyzji w ciągu miesiąca można złożyć odwołanie. Podobnie wygląda sytuacja w przypadku stwierdzenia nietrafności w orzeczeniu lekarskim, np. ustalenia, że tak długie zwolnienie się nie należy. ZUS wydaje wtedy rozporządzenie o braku prawa do zasiłku. Następnie decyzja wysyłana jest do ubezpieczonego, a jej kopia do pracodawcy. Również w tym przypadku, pracownik ma miesiąc na odwołanie się od tej decyzji do sądu. Ponadto, nieprawidłowe wykorzystywanie zwolnienia lekarskiego może zostać uznane za naruszenie obowiązków pracowniczych i skutkować wypowiedzeniem umowy, a nawet rozwiązaniem umowy w trybie dyscyplinarnym.

Novaturas – finalna cena i liczba oferowanych akcji

Cena akcji w ofercie publicznej akcji Novaturas została ustalona na 10,5 EUR. Cena akcji dla inwestorów w Polsce wynosi 44,13 zł

Kapitalizacja Spółki wg ostatecznej ceny akcji w ofercie publicznej sięgnie 82,0 mln EUR (około 344,5 mln zł)

  • Ostateczna cena akcji oferowanych w ramach oferty publicznej Novaturas, największego operatora turystycznego w krajach bałtyckich, została ustalona na 10,5 EUR za jedną akcję, a jej równowartość w polskich złotych wynosi 44,13 zł.
  • Ostatecznie oferta obejmie 2.104.648 akcji, tj. 27% akcji Spółki, sprzedawanych przez część z jej obecnych akcjonariuszy, w tym przez Central European Tour Operator S.a.r.l. (CETO), czyli podmiot należący do funduszu Polish Enterprise Fund VI, zarządzanego przez Enterprise Investors.
  • Łączna wartość oferty publicznej wyniesie tym samym 22,1 mln EUR (około 92,9 mln zł), a kapitalizacja Spółki wg ostatecznej ceny akcji w ofercie publicznej sięgnie 82,0 mln EUR (około 344,5 mln zł).
  • Inwestorom indywidualnym zostanie przydzielonych 121.902 akcje, które stanowią 5,8% wszystkich akcji oferowanych. Zapisy złożone przez inwestorów indywidulanych zostaną zredukowane o ok. 40%.
  • Oferta jest przeprowadzana w Polsce, na Litwie i w Estonii. Akcje Spółki są również oferowane wybranym zagranicznym inwestorom instytucjonalnym poza terytorium Stanów Zjednoczonych w oparciu o odpowiednie regulacje.
  • Akcje Novaturas zostaną wprowadzone do obrotu na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie oraz Nasdaq w Wilnie. Przewidywany pierwszy dzień notowania akcji na obu giełdach to 21 marca 2018 r.

“Bardzo się cieszę, że Novaturas wkrótce zadebiutuje na parkietach w Warszawie i Wilnie. To duży sukces – jest to pierwsza znacząca oferta publiczna akcji na Litwie od 2010 roku. Jednocześnie, to pierwsze IPO oferowane inwestorom na trzech rynkach, z notowaniami w Warszawie i Wilnie. Przeprowadziliśmy transakcję przy dość napiętej sytuacji na lokalnych i międzynarodowych rynkach kapitałowych. Dzięki naszemu debiutowi Spółka stanie się jeszcze bardziej wiarygodnym partnerem dla naszych klientów oraz partnerów biznesowych i finansowych. Traktujemy nasz debiut jako początek długookresowej współpracy z lokalnymi i zagranicznymi inwestorami. Jestem przekonany, że dzięki naszym dobrym osiągnięciom oraz solidnej komunikacji z rynkiem, pozyskamy w przyszłości kolejnych inwestorów, którzy będą chcieli uczestniczyć w naszym dalszym rozwoju” powiedział Linas Aldonis, dyrektor generalny Novaturas.

Stanowisko ZPP ws. projektu ustawy o ochronie danych osobowych z dn. 3 marca 2018 roku

Dostosowanie przepisów krajowych do nowej rzeczywistości prawnej, wykreowanej na poziomie Unii Europejskiej za pomocą rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 roku w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE, z pewnością stanowi duże wyzwanie dla ustawodawcy. Nie dziwi zatem, że proces powstawania ustawy o ochronie danych osobowych był stosunkowo długi, a w konsultacjach zdecydowało się wziąć udział tak wiele organizacji. Nowe regulacje dotyczyć będą bowiem bardzo szerokiego katalogu podmiotów – trudno podać przykład przedsiębiorcy, czy też jakiejkolwiek organizacji, która nie przetwarza w jakimś stopniu danych osobowych. Nie powinien również budzić zdziwienia fakt, że w toku całego procesu, projekt ustawy był poddawany szeregowi modyfikacji. Z tego też powodu, mimo że Związek Przedsiębiorców i Pracodawców składał już w toku oficjalnych konsultacji społecznych swoje stanowisko, uważamy za stosowne ponowne przedstawienie swoich uwag.

Pierwszym aspektem nowego projektu, na który chcemy zwrócić uwagę, jest zaproponowanie wyłączenia spod stosowania niektórych przepisów rozporządzenia, przewidzianego dla mikroprzedsiębiorców. Warto zaznaczyć, że w poprzedniej wersji dokumentu, wyłączenie obejmowało cały sektor mikro, małych i średnich przedsiębiorstw. Pozytywnie oceniamy fakt, że projektodawca nie zdecydował się na całkowitą rezygnację z takiego wyłączenia. Art. 3 ust. 1 przewiduje wyłączenie mikroprzedsiębiorców spod części obowiązków informacyjnych, a także spod obowiązku dostarczana kopii danych osobowych podlegających przetwarzaniu, osobie której te dane dotyczą. Jako, że mikroprzedsiębiorstwa to ponad 96% ogółu firm działających w Polsce, wyłączenie ich spod reżimu niektórych przepisów rozporządzenia, uznajemy za rozwiązanie korzystne. Dostosowanie metodyki postępowania w zakresie przetwarzania danych osobowych do nowych regulacji, dla najmniejszych firm i tak będzie bardzo dużym i kosztownym wyzwaniem, dlatego też im mniejszy będzie zakres ich nowych obowiązków, tym lepiej – naszym zdaniem – będą w stanie przygotować się do wprowadzenia niezbędnych modyfikacji procedur. Nieuwzględnienie w wyłączeniu firm większych, niż mikroprzedsiębiorcy, przyjmujemy do wiadomości, zakładając że podmiot zatrudniający kilkadziesiąt osób, będzie w stanie efektywnie dostosować swoje działanie do nowych regulacji.

Zdecydowany niepokój budzi fakt, że projektodawca – mimo licznych głosów krytycznych pochodzących od partnerów społecznych – zdecydował się na utrzymanie jednoinstancyjnego postępowania przed Prezesem Urzędu Ochrony Danych Osobowych. Prezes jest uprawniony do nakładania na administratorów danych kar finansowych za naruszenia przepisów ustawy. Warto zwrócić uwagę, na ich wysokość – kara może sięgać nawet 20 milionów euro, a w przypadku przedsiębiorstw nawet 4 proc. całkowitego rocznego światowego obrotu (zastosowanie ma kwota wyższa). Nałożenie na zdecydowaną większość polskich przedsiębiorców kary sięgającej górnej granicy wyżej zarysowanych widełek, skutkowałoby de facto bankructwem. Sposób wykonywania przez Prezesa swoich kompetencji może mieć zatem daleko idące skutki, zarówno dla poszczególnych podmiotów, jak i dla całego otoczenia gospodarczego w Polsce. Wprowadzenie do postępowania przed Prezesem Urzędu Ochrony Danych Osobowych zasady jednoinstancyjności zasługuje zatem na zdecydowaną krytykę. Jest to odstępstwo od zasady dwuinstancyjności wyrażonej w art. 15 kodeksu postępowania administracyjnego. Sam art. 15 z kolei stanowi konkretyzację normy zawartej w art. 78 konstytucji, zgodnie z którą każda ze stron ma prawo do zaskarżenia orzeczeń i decyzji wydanych w pierwszej instancji. W orzecznictwie wskazuje się, że zasada dwuinstancyjności wywiedziona z art. 78 konstytucji stanowi część ogólnej zasady sprawiedliwości proceduralnej. Jak można przeczytać w orzeczeniu Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie z dnia 16 stycznia 2015 roku (sygn.. akt VI SA/Wa 1579/14), organ drugiej instancji zobowiązany jest merytorycznie rozpoznać sprawę zawisłą przed organem pierwszej instancji i ustalić we własnym zakresie prawidłowe rozstrzygnięcie. Ustanawianie wyjątku od tej reguły akurat w przypadku postępowania przed Prezesem Urzędu Ochrony Danych Osobowych musi budzić zdecydowany sprzeciw, ponieważ – jak wskazano wyżej – decyzje wydawane przez Prezesa będą w bardzo istotnym stopniu oddziaływać zarówno na przedsiębiorców, jak i na warunki prowadzenia działalności gospodarczej w Polsce (choćby poprzez wpływ na poczucie bezpieczeństwa prawnego przedsiębiorców). Pozbawienie przedsiębiorców możliwości odwołania od tej decyzji, a zatem zrezygnowanie z merytorycznej kontroli rozstrzygnięć wydawanych przez Prezesa, wydaje się być całkowicie nieuzasadnione. Tłumaczenie takiego rozwiązania dbałością o „ekonomikę postępowania” jest zdecydowanie niewystarczające. Szybkość postępowania nie może być dla prawodawcy istotniejsza, niż pewność, że podmioty zobowiązane do dokonywania określonych czynności ustawą, nie będą karane w sposób bezpodstawny przez organ nadzorujący. W aktualnym brzmieniu ustawy, administratorom danych przyznaje się możliwość jedynie zaskarżenia decyzji Prezesa do sądu, przy czym w postępowaniu sądowoadministracyjnym sprawy nie są ponownie badane pod kątem merytorycznym, sprawdzana jest jedynie formalna ścieżka wydania decyzji i jej zgodność z obowiązującymi przepisami. W związku z powyższym, stopień ochrony przedsiębiorców przed błędami, pomyłkami, a potencjalnie również nadinterpretowaniem nowych przepisów przez Prezesa, uważamy za całkowicie niewystarczający i apelujemy ponownie o wprowadzenie możliwości merytorycznego odwołania od decyzji Prezesa.

Ostatnią kwestią, na którą chcemy zwrócić uwagę, jest wykreślenie w nowej wersji projektu ustawy, dotychczasowego art. 5. W jego ramach, projektodawca korzystał z możliwości zawartej w rozporządzeniu, obniżenia wieku osoby, w przypadku której, gdy podstawą przetwarzania danych osobowych przy usługach świadczonych drogą elektroniczną jest zgoda tej osoby, przetwarzanie możliwe byłoby tylko po uzyskaniu zgody jej przedstawiciela ustawowego. W rozporządzeniu wiek ten określony jest na 16 lat – w dotychczasowej wersji projektu, polski projektodawca zdecydował się obniżyć go do lat 13. Uważamy, że pozostawienie granicy 13 lat dla skutecznego wyrażania przez dziecko zgody na przetwarzanie jego danych osobowych, w związku z kierowanymi do niego usługami świadczonymi drogą elektroniczną, jest jak najbardziej uzasadnione. Wskazujemy, że osoba, która ukończyła 13 lat, ma w myśl Kodeksu cywilnego ograniczoną zdolność do czynności prawnych, a zatem może zawierać umowy w drobnych bieżących sprawach życia codziennego, a także rozporządzać swoim zarobkiem. Nie ma powodu, by twierdzić, że osoba taka nie mogłaby jednocześnie być uprawniona do wyrażenia zgody na przetwarzanie dotyczących jej danych osobowych. Co więcej, pozostawienie granicy lat 16 wydaje się być rozwiązaniem skrajnie nieżyciowym – ciężko oczekiwać, by osoba, której do osiągnięcia pełnoletniości brakuje 2 lata, korzystała z Internetu w permanentnej obecności rodziców, gotowych do wyrażenia w jej imieniu zgody na przetwarzanie danych osobowych. Zwracamy również uwagę na niekonsekwencję wprowadzanego rozwiązania. Nastolatek w wieku do 16 lat nie będzie mógł swobodnie decydować o udzieleniu zgody na przetwarzanie swoich danych osobowych, ale będzie mógł rejestrować się na serwisach handlowych czy sieciach społecznościowych i akceptować ich regulaminy, które mogą być w dużo większym stopniu intruzywne dla jego prywatności. Ponadto zwracamy uwagę, iż nawet w przypadku wyrażenia zgody na przetwarzanie danych przez dziecko, to jego dane ciągle pozostają pod jego kontrolą, gdyż taką zgodę w każdej chwili może wycofać.

Dodatkowo, ustalenie dopuszczalnego wieku na 13 lat jest wspierane zarówno przez branżę, jak i licznych uznanych ekspertów, organizacje pozarządowe i organizacje międzynarodowe (w tym UNICEF) działające na rzecz bezpieczeństwa i dobrostanu dzieci w Internecie. Ustalenie wieku na 13 lat byłoby zgodne z licznymi normami międzynarodowymi i krajowymi, w tym np. z prawem Stanów Zjednoczonych z 1998 r. Ustawą o ochronie prywatności dzieci w Internecie (COPPA). W ramach UE, wiele krajów w tym Republika Czeska, Irlandia, Dania, Estonia, Finlandia, Hiszpania, Szwecja, Portugalia i Wielka Brytania wybrały 13 lat jako obowiązujący wiek przy wdrażaniu RODO.

Tym samym, apelujemy o przywrócenie przepisu obniżającego ww. granicę wiekową do lat 13.

European Executive Forum już 9 i 10 kwietnia 2018r.

European Executive Forum już 9 i 10 kwietnia 2018

Najbardziej merytoryczne wydarzenie o tematyce przywództwa, zarządzania i innowacji odbędzie się już 9 i 10 kwietnia w hotelu Sheraton w Warszawie! Podczas „European Executive Forum” grono polskich i zagranicznych autorytetów nauki, biznesu i polityki debatować będzie o przyszłości europejskiej gospodarki w dobie cyfryzacji i digitalizacji.

Dwudniowy międzynarodowy kongres odbędzie się pod hasłem „Technologia – Innowacje – Inwestycje”. Wydarzenie co roku odwiedzają wybitni eksperci z całego świata, a to prestiżowe spotkanie zdobyło sobie renomę jednego z najważniejszych wydarzeń liderów biznesu i nauki.

Europa jest w fazie gigantycznych zmian związanych z czwartą rewolucją przemysłową oraz cyfryzacją i digitalizacją. „European Executive Forum” to wyjątkowa platforma skupiająca grono eksperckie, które dzięki twórczej dyskusji, wymianie poglądów i doświadczeń wychodzi naprzeciw zagadnieniom związanym z nieustannie zmieniającą się gospodarką. Jest to jedyny tego typu międzynarodowy kongres odbywający się w Polsce, którego celem jest uniwersalna debata dedykowana międzynarodowemu środowisku biznesowemu, przedstawicielom najważniejszych instytucji edukacyjnych oraz reprezentantom świata polityki z Polski i z zagranicy.

Wydarzenie co roku jest wspierane między innymi przez London Business School, INSEAD, IESE Business School, Warsaw School of Economics, Akademię Leona Koźmińskiego czy Akademię Finansów i Biznesu Vistula.

Wśród Gości Specjalnych tegorocznej edycji będą m.in. Sony Kapoor – Dyrektor think tanku Re-Define, CEO Court Jesters Consulting, makroekonomista, były doradca m.in.: Komisji Europejskiej, Parlamentu Europejskiego, ONZ oraz rządu norweskiego, Xiaolan Fu – Dyrektor Centrum Rozwoju Technologii i Zarządzania, Profesor rozwoju międzynarodowego i technologii Oxford University, Bernd Lucke – Profesor Ekonomii, wykładowca na Uniwersytecie w Hamburgu i University of British Columbia, były konsultant Banku Światowego, Santiago de la Cierva – Profesor IESE Business School,  założyciel i pierwszy dyrektor międzynarodowej agencji telewizyjnej ROMEreports, prof. dr hab. SGH Jerzy Surma – Instytut Informatyki i Gospodarki Cyfrowej, SGH, prof. dr hab. Krzysztof Michalik – Wydział Informatyki Uniwersytetu Ekonomicznego w Katowicach, prof. dr hab. Inż. Jan Szmidt – Rektor, Politechnika Warszawska, prof. Witold Orłowski – Ekonomista, Członek Narodowej Rady Rozwoju przy Prezydencie Rzeczypospolitej Polskiej, Rektor Akademii Finansów i Biznesu Vistula, Gł. Doradca ekonomiczny PwC Polska oraz Prof. Cezary Wójcik – Profesor nadzwyczajny Kolegium Gospodarki Światowej Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie i Założyciel i dyrektor Center for Leadership.

Istotnym elementem kongresu będzie ceremonia rozdania statuetek „European Leadership Awards”. Nagrody te uhonorują najlepsze przedsiębiorstwa, wybitnych menedżerów i liderów biznesu, którzy wdrażają nowe technologie i innowacje, przyczyniają się do rozwoju gospodarczego kraju oraz odznaczają się szczególną dbałością o najwyższe standardy przywództwa.

Rejestracja na wydarzenie: http://www.executive-club.com.pl/konferencje/kongres/9-10-kwietnia-2018/rejestracja/

  • Partner Główny: Pfizer Polska
  • Partnerzy Złoci: Future Pipe Industries, Skanska
  • Partnerzy: Canon Polska, Enea, MasterCard, Polnord, Raiffeisen Polbank
  • Partner Merytoryczny: Cigno Consulting
  • Partner Instytucjonalny: IESE Business School
  • Partoni Medialni: Biznes na Fali, Business & Prestige, Capital24, CEO Magazyn, e-biurowce, Generacja Smart, Polish Market, Portal Przemysowy, Q Business, Warsaw Business Journal, Finance Gold, Nienieodpowiedzialni.pl

Hakerzy najczęściej atakują firmy przez email – raport F-Secure

Skrzynki mailowe to najsłabsze ogniwo w bezpieczeństwie firm. Według nowego raportu F-Secure[1] ponad jedna trzecia cyberataków na przedsiębiorstwa dotyczy poczty elektronicznej – w postaci phishingu (16% ogółu cyberzagrożeń), jak również złośliwego oprogramowania przesyłanego w załącznikach maili (18%). Najczęstszym pojedynczym źródłem ataków (21% przypadków) było wykorzystanie przez hakerów luk w zabezpieczeniach sprzętu i oprogramowania w firmowej sieci.

Leszek Tasiemski – lider centrum cyberbezpieczeństwa F-Secure w Poznaniu
Leszek Tasiemski – lider centrum cyberbezpieczeństwa F-Secure w Poznaniu

Dane z raportu potwierdzają niepokojącą skuteczność kampanii phishingowych, w których celem i wektorem ataku jest człowiek, a nie system. W większości przypadków tego typu cyberataki wykorzystują socjotechnikę. Badanie pokazuje, jak istotne jest edukowanie i wyczulanie pracowników wszystkich szczebli na symptomy, które powinny być dla nich alarmujące mówi Leszek Tasiemski, wiceprezes Rapid Detection Center w firmie F-Secure.

20% przeanalizowanych przypadków to ataki wewnętrzne, które zostały spowodowane bezpośrednio przez pracownika zatrudnionego w danej organizacji.

Aż jedną piątą stanowiły tzw. insider attacks, czyli celowe działania osób ze środowiska firmy. Ta obserwacja powinna zwrócić uwagę na to, jak ważna w każdym przedsiębiorstwie jest segmentacja zasobów sieciowych i ograniczanie uprawnień dostępu do danych mówi Tasiemski. 

Ataki ukierunkowane (wymierzone w konkretną osobę lub organizację) i nieukierunkowane (masowe ataki, w których ofiary padają przypadkowo) występowały niemal w równych proporcjach – stosunek wynosił 55 do 45%.

Mamy do czynienia z dwoma, bardzo różnymi w naturze, modelami ataków. Z jednej strony są to ataki przypadkowe, oportunistyczne. Do tej kategorii możemy śmiało zaliczyć np. masowy atak ransomware, podczas którego tylko część zaatakowanych organizacji okaże się podatna. Niewiele większy odsetek stanowią ataki ukierunkowane – przygotowane pod kątem konkretnej organizacji, a nawet osoby. Zazwyczaj są one dokładniej przemyślane i trudniejsze do wykrycia, a ich celem jest głównie kradzież danych podsumowuje Tasiemski.  

Według raportu najczęstszym działaniem podejmowanym przez cyberprzestępców po skutecznym przeprowadzeniu ataku było rozpowszechnianie złośliwego oprogramowania – głównie w celach zarobkowych, ale również po to, aby szpiegować lub zachować dostęp do infrastruktury na przyszłość.

Największym problemem, z jakim borykają się firmy, jest odpowiednio wczesne reagowanie na próby przeprowadzenia cyberataku. W wielu przypadkach wykrycie naruszeń bezpieczeństwa odbywa się nawet rok[2] po zaistnieniu zdarzenia.

Specjaliści z F-Secure zalecają rewizję procedur cyberbezpieczeństwa w firmach (13% zgłoszeń stanowiły fałszywe alarmy) oraz inwestycję w odpowiednie rozwiązania do wykrywania i reagowania na incydenty – szczególnie w perspektywie wchodzącego w życie 25 maja RODO. Niezmiernie istotne jest również przeprowadzanie regularnych szkoleń w celu poprawiania świadomości pracowników.

[1] Incident Response Report, 2018 https://fsecurepressglobal.files.wordpress.com/2018/02/f-secure-incident-response-report.pdf

[2] https://business.f-secure.com/the-glaring-gap-in-security-posture

Trendy cyberprzestępców w 2018 r.

Przestępstwa cybernetyczne przybierają na sile i stanowią zagrożenie dla każdego obszaru prowadzonej działalności. Należy się spodziewać, że ten typ przestępstw będzie występował coraz częściej, będzie nim coraz trudniej zarządzać i będzie dotyczył nie tylko dużych firm. Dlatego przedsiębiorstwa będą zmuszone podejmować nowe działania, a funkcja zarządzania ryzykiem cybernetycznym w firmach stanie się jedną z kluczowych – wynika z raportu Aon Cybersecurity Predictions.

Rok 2018 to w obszarze ryzyka związanego z przestępczością komputerową czas zwiększonej czujności regulatorów, możliwość ataków na firmy globalne za pośrednictwem ich dostawców – małych i średnich firm, konieczność dostrzeżenia i docenienia przez zarządzających ryzyk płynących z wewnątrz organizacji, rosnąca rola uwierzytelniania wieloskładnikowego i konieczność wprowadzania polis cybernetycznych szytych na miarę potrzeb poszczególnych firm.

W 2017 roku przestępstwa cybernetyczne spowodowały spustoszenie na wiele sposobów, począwszy od ataków fishingowych, które wpływały na wyniki wyborów, aż po wirusy typu ransomware, które na całym świecie przenikały do systemów operacyjnych szyfrując dane i zakłócając funkcjonowanie przedsiębiorstw. Wraz z rozwojem Internetu Rzeczy, nastąpił również wzrost liczby ataków typu DDoS ograniczających funkcjonalność przedmiotów podłączonych do Sieci – komentuje Michał Jatczak, Lider Praktyki Cyber w Aon Polska.

W 2018 przewidujemy wzrost narażenia na ryzyko cybernetyczne w związku z przenikaniem się trzech trendów:

• uzależnienie przedsiębiorstw od technologii
• wzrost nacisku regulatorów na ochronę danych konsumentów
• wzrost wartości aktywów niematerialnych

Kompilacja powyższych trendów będzie wymagała zintegrowanego podejścia do bezpieczeństwa informatycznego uwzględniającego zarówno obszar zarządzania przedsiębiorstwem jak i zarządzania ryzykiem.

Prognoza Aon na 2018 rok pokazuje, że rosnąca skala i siła oddziaływania ataków cybernetycznych wraz z przyjmowaniem przez przedsiębiorstwa coraz większej odpowiedzialności za konsekwencje cyberataków, spowodują daleko idące zmiany w postrzeganiu tego ryzyka. Przewiduje się, że istotnie wzrośnie rola osób zarządzających ryzykiem w firmie, uwierzytelniania wieloskładnikowego oraz zagrożenia pochodzące z wewnątrz firmy, od jej pracowników.

Kluczowe wnioski płynące z raportu:

• Konieczność wprowadzania dedykowanych ubezpieczeń od przestępstw cybernetycznych

W miarę upubliczniania kolejnych ataków powodujących spadek przychodów i wyceny akcji, zakłócenie działalności oraz wnoszenie roszczeń przeciwko zarządom spółek, biznes w większym stopniu zwróci uwagę na dedykowane, szyte na miarę ubezpieczenia przestępstw cybernetycznych. Ubezpieczenie to upowszechni się także poza tradycyjnymi kupcami z branży handlowej, finansowej czy zdrowotnej i zostanie zauważone przez inne branże jak np. przemysł produkcyjny, transport, usługi komunalne, rafinerie czy przemysł gazowniczy.

Atak cybernetyczny to ten moment, kiedy świat materialny i wirtualny spotykają się i wydarzenia w tym drugim istotnie wpływają na pierwszy, a wyrafinowane cyber-ataki w coraz większym stopniu mają realny wpływ na działalność biznesową przedsiębiorstw. Przedsiębiorcy zaczynają dostrzegać, że wraz z rozwojem technologii ryzyko cybernetyczne stało się kluczowym ryzykiem dla ich przedsiębiorstwa. Dlatego w 2018 roku należy oczekiwać, że dyrektorzy ds. zarządzania ryzykiem i szefowie ds. bezpieczeństwa będą wypracowywać rozwiązania i pomagać organizacjom zrozumieć rzeczywisty wpływ ryzyka cybernetycznego na ich działalność biznesową – dodaje Michał Jatczak.

• Zwiększona czujność regulatorów związana z przestępczością komputerową

Regulatorzy na poziomie międzynarodowym, krajowym i lokalnym będą w większym stopniu egzekwowali stosowanie przez firmy istniejących przepisów w zakresie zabezpieczeń przez atakami cybernetycznymi, jak również wprowadzać będą kolejne regulacje. Unia Europejska będzie rozliczać globalne przedsiębiorstwa z nieprzestrzegania GDPR, a w USA organizacje zarządzające big data (przechowujące i sprzedające dane) będą szczegółowo sprawdzane pod kątem tego, w jaki sposób gromadzą, wykorzystują i zabezpieczają dane. Można się też spodziewać, że firmy będą naciskały regulatorów, by ci ujednolicili regulacje dotyczące przestępstw cybernetycznych.

• Atak na gigantów poprzez Internet Rzeczy

Przestępcy komputerowi będą próbowali atakować przedsiębiorstwa dostarczające usługi firmom globalnym za pomocą przedmiotów Internetu Rzeczy. W 2018 roku międzynarodowe organizacje będą zmuszone przeanalizować ryzyko związane z wykorzystaniem Internetu Rzeczy w kontekście zarządzania ryzykiem swoich kontrahentów. Na razie firmy globalne nie dostrzegają tego zagrożenia i nie dopuszczają do siebie informacji, że właśnie za pośrednictwem dostawców ich firma może zostać zaatakowana, a Internet Rzeczy wykorzystany jako droga do ich sieci wewnętrznej. Realne ataki przeprowadzone w ten sposób będą sygnałem dla dużych organizacji, aby zaktualizować swoje podejście do zarządzania ryzykiem dostawców. Z kolei małe i średnie firmy staną przed koniecznością wdrożenia lepszych zabezpieczeń, w przeciwnym razie będą musiały liczyć się z utratą kontraktów.

• Rosnąca rola uwierzytelniania wieloskładnikowego

W sytuacji nieustannie hakowanych haseł oraz obchodzenia przez napastników fizycznych zabezpieczeń biometrycznych, uwierzytelnianie wieloskładnikowe staje się ważniejsze niż kiedykolwiek przedtem. Wprawdzie poza hasłami firmy wprowadzają nowe metody uwierzytelniania, takie jak rozpoznawanie twarzy czy odcisków palców, jednakże te technologie nadal nie są doskonałe. Raport Aon przewiduje, że coraz więcej firm będzie wdrażać uwierzytelnianie wieloskładnikowe w celu zwalczenia ataków na hasła oraz na dane biometryczne.

Uwierzytelnianie wieloskładnikowe będzie wymagało od poszczególnych osób pokazania wielu dowodów w celu uwierzytelnienia. W związku ze wzrostem zainteresowania uwierzytelnianiem wieloskładnikowym i oczekiwaniami konsumentów, należy się spodziewać implementacji uwierzytelnienia z wykorzystaniem behawioralnych metod biometrycznych.

• Transakcje punktowe zagrożone

Przestępcy będą atakować transakcje, w których zamiast waluty wykorzystywane są punkty. Dlatego przedsiębiorstwa stosujące tego rodzaju model, np. w prowadzonych programach lojalnościowych czy upominkowych, będą musiały konstruować platformy pozwalające na szybkie zgłaszanie usterek i nagradzanie zgłaszających je użytkowników (tzw. bug bounty programs). W miarę jak coraz więcej przedsiębiorstw będzie wprowadzać te programy, poszukiwane stanie się wsparcie zewnętrznych ekspertów pozwalające uniknąć ryzyk związanych z nieprawidłowym skonfigurowaniem programów.

• Kryptowaluty a rozwój ransomware

W 2018 roku przestępcy wymuszający okup zmienią swoją dotychczasową taktykę. Raport Aon przewiduje, że atakujący używający zwyczajnego złośliwego oprogramowania, np. powodującego blokadę usług (atak DDoS – rozproszona odmowa usługi) lub uruchamia reklamy na tysiącach terminali roboczych, spowodują masową epidemię oprogramowania wymuszającego okup. Napastnicy będą kontynuowali ataki mające na celu zablokowanie maksymalnie wielu systemów, ale zgodnie z raportem Aon wzrośnie też liczba ataków skierowanych przeciwko konkretnym firmom, z żądaniem płatności okupu o wysokości proporcjonalnej do wartości zaatakowanych aktywów. Kryptowaluty będą nadal sprzyjały tego typu atakom, pomimo coraz skuteczniejszemu śledzeniu ataków przez organy ścigania.

• Istotne znaczenie ryzyk cybernetycznych pochodzących z wewnątrz organizacji

Ryzyka płynące z wewnątrz organizacji będą nadal stanowiły zagrożenie dla firm, które cały czas nie doceniają ich znaczenia. W 2017 roku przedsiębiorstwa nie inwestowały w proaktywne programy zapobiegające temu ryzyku. Zgodnie z raportem Aon, rok 2018 nie przyniesie w tym zakresie większych zmian. Przedsiębiorstwa często nie prowadzą dla pracowników odpowiednich szkoleń w zakresie bezpieczeństwa informatycznego. Nie ma pełnych danych dotyczących zakresu ataków cybernetycznych spowodowanych przez czynnik ludzki. Dlatego wiele przedsiębiorstw nadal będzie głównie reagować na już zaistniałe incydenty i ukrywać je za zamkniętymi drzwiami, pozostając nieświadomymi rzeczywistych kosztów i wpływu czynnika ludzkiego/ wewnętrznego na ich organizacje.

Informacja na temat raportu
Raport Aon Cybersecurity Predictions został przygotowany w styczniu 2018 roku przez Stroz Friedberg – spółkę należącą do grupy Aon plc.

Lepsza praca, czy lepsza kasa? Co motywuje Polaków do zmiany pracy

Polacy wciąż nie są zadowoleni z wysokości zarobków i szukają sposobów na poprawienie sytuacji materialnej. Aż 65 proc. polskich pracowników przyznaje, że główną motywacją do zmiany pracy są właśnie pieniądze – wynika z badania Pensjometr.pl od Monster Polska.

Dla 65 proc. pracowników z Polski atrakcyjna oferta pracy w nowej firmie oznacza większe pieniądze. Równie wysoko wśród najważniejszych kryteriów branych pod uwagę przy zmianie pracy znalazła się gwarancja dobrych relacji między członkami zespołu. Na ten czynnik wskazało aż 56 proc. osób biorących udział w badaniu.

W dalszej kolejności do zmiany pracy skłaniają możliwość rozwoju zawodowego (37 proc.), interesująca praca (25 proc.) i wyzwania zawodowe (18 proc.). Równie istotnym czynnikiem jest fakt, że w nowej firmie będziemy mieli więcej czasu wolnego (elastyczne godziny pracy, możliwość pracy zdalnej) i krótszy dojazd. Tych dwóch odpowiedzi udzieliło po 15 proc. badanych. Najmniej motywujące okazały się marka pracodawcy (7 proc.) i benefity (4 proc.).

– „Badania pokazują, że firma, która nie może zaoferować w najbliższym roku podwyżek pracownikom, musi gwarantować bardzo dobrą atmosferę pracy. W przeciwnym razie nie ma szans na utrzymanie zespołu w stałym składzie, a dodatkowo może mieć problem z rekrutacją nowych osób” – mówi Aleksandra Pocheć, ekspertka serwisu pracy MonsterPolska.pl.

Przed złożeniem wypowiedzenia w głowie pojawiają się pytania

Najbliższy rok może być na polskim rynku pracy dynamiczny. Okazuje się, że 43 proc. badanych uważa, że zarabia za mało, biorąc pod uwagę aktualne stanowisko i obowiązki, a 34 proc. ma wątpliwości czy wynagrodzenie jest odpowiednie. Tylko 21 proc. jest zdania, że zarabia adekwatnie do stanowiska i obowiązków, a 3 proc. uważa, że zarabia za dużo.

Niezadowolenie spowodowane niewystarczającym comiesięcznym przelewem sprawia, że w głowie pracownika pojawia się wiele pytań. Narasta chęć zmian, zwłaszcza gdy zatrudniony czuje się niedoceniany. W wyniku rodzącej się frustracji zaczyna poszukiwać nowych ofert pracy. Przy każdej z propozycji pracownik stara się odpowiedzieć sobie na pytania o korzyści w nowym miejscu pracy, możliwość samorealizacji, kulturę pracy zespołu czy też długość dojazdu do firmy.

– „Szukając odpowiedzi na te pytania, pracownicy często analizują ankiety płacowe, które pomagają określić ich aktualną wartość rynkową w odniesieniu do ich obecnej lub przyszłej pracy. Poza tym szukają informacji o pracodawcy na jego stronie internetowej, w mediach społecznościowych i wśród znajomych z branży” – komentuje Pocheć z Monster Polska.pl. 

Sposoby na wyższe zarobki

Choć w kontekście pracy rozpatrywanych jest wiele kwestii, to najważniejsze są płace. Okazuje się, że 48 proc. badanych z Polski uważa, że najszybszą drogą do podniesienia zarobków jest właśnie zmiana pracodawcy. Nie jest to jednak jedyna możliwość poniesienia dochodów.

Z badań serwisu Pensjometr.pl od Monster Polska wynika, że 35 proc. uważa, że warto negocjować warunki zatrudnienia z obecnym szefem, 21 proc. – odpowiedziała, że podwyżka przyjdzie po tym, jak pokażemy chęć rozwoju kariery w obecnym miejscu pracy, 15 proc. – myśli o znalezieniu innego źródła dochodu poza pracą, 12 proc. – upatruje poprawy sytuacji finansowej w założeniu własnej firmy. Znacznie mniej badanych, bo 7 proc. odpowiedziało, że warto rozpocząć naukę, co przełoży się z czasem na podwyżkę, a 5 proc. uważa, że większe pieniądze zapewnią im dodatkowe godziny pracy u aktualnego pracodawcy.

Sytuacja w Europie

Poza Polską w identycznym badaniu udział wzięli pracownicy z 10 krajów: Chorwacji, Czech, Estonii, Finlandii, Litwy, Łotwy, Słowacji, Słowenii, i Serbii, Węgier.

Okazuje się, że najbardziej zadowoleni ze swojej pracy i płacy są Finowie – aż 47,2 proc. i Słowacy – 29,1 proc. Niedocenieni finansowo czują się z kolei pracownicy w Słowenii (58,3 proc. odpowiedzi), na Litwie (56,5 proc) oraz na Węgrzech (50 proc.).

Co innego i w różnym stopniu motywuje pracowników w Europie do zmiany pracy. Pieniądze motywują najbardziej Chorwatów (74,9 proc.), później Węgrów (66,8 proc.) i Polaków (65 proc.). Relacje międzyludzkie w pracy wśród badanych krajów są najważniejsze dla Polaków (przypomnijmy, że wskazało na nie aż 56 proc. badanych). Ważne są także dla Chorwatów (43,9 proc.) i dla pracowników ze Słowenii (43,6 proc.).

Badanie pokazuje, że Finów kusi fakt, że praca jest interesująca (56,7 proc.). Dojazd do pracy jest ważny na Łotwie (22,4 proc.). Marka firmy ma niewielkie znaczenie na zmianę pracy – największe na Łotwie (9,9 proc.).

Niezależnie od kraju, w tym także w Polsce, główną motywacją do pracy są pieniądze. Zbyt niskie sprawiają, że pracownik mniej się angażuje, aż w końcu odchodzi. Jednocześnie pracownicy wciąż chcą mieć poczucie, że robią coś ważnego i ze zgraną ekipą. Firma, która chce zapobiec rotacji w 2018 roku, musi kompleksowo zadbać o swoich pracowników.

Badanie zostało przeprowadzone w listopadzie i grudniu 2017 roku wśród pracowników z 11 krajów: Chorwacji, Czech, Estonii, Finlandii, Litwy, Łotwy, Polski, Słowacji, Słowenii, i Serbii, Węgier. Wzięło w nim udział 41,5 tys. osób.

Kobiety ukrytym potencjałem polskiej gospodarki

Obowiązki rodzinne sprawiają, że Polki pozostają nieaktywne zawodowo. Jednocześnie, jak deklarują kobiety, sytuację mógłby  zmienić częściej stosowany elastyczny czas pracy – wynika z nowego raportu Deloitte „Ukryty potencjał polskiego rynku pracy. Kobiety nieaktywne zawodowo”, przygotowanego na zlecenie Coca-Cola w ramach Forum Rynku Pracy Związku Przedsiębiorców i Pracodawców.

Blisko 4 mln Polek w wieku 20-64 lat, które są bierne zawodowo, czyli nie pracują, stanowi realny potencjał polskiej gospodarki. Większość z nich zajmuje się m.in. domem, czy opiekuje się innymi członkami rodziny. Ta liczba stanowi 34 proc. kobiet w tym wieku, z czego zaledwie 4 pkt. proc. z nich jest w kontakcie z urzędami pracy. Odsetek biernych zawodowo jest w Polsce wyższy od średniej unijnej. Przeciętnie w krajach Unii Europejskiej, 29 proc. kobiet jest poza rynkiem pracy.

Dla ponad połowy zapytanych respondentek istotnym ułatwieniem byłaby możliwość korzystania z elastycznego czasu pracy. Podobny odsetek kobiet chciałby mieć możliwość pracy z domu, a prawie jedną trzecią interesowałaby praca w niepełnym wymiarze godzin.

Przedsiębiorcy popierają zmiany na rynku pracy zmierzające do popularyzacji elastycznego czasu pracy. Rynek pracy w wielu obszarach ewaluuje w stronę pracy zdalnej, kontraktowania kompetencji lub konkretnych usług i potrzeba elastycznego czasu pracy wpisuje się w ten trend.  Ważne też, aby wprowadzone zostały rozwiązania systemowe, pozwalające łatwiej godzić role zawodowe i rodzinne  – mówi Marcin Nowacki,  wiceprezes, Związku Przedsiębiorców i Pracodawców– Między innymi w tym celu powołane zostało Forum Rynku Pracy ZPP, zespół tematyczny, którego obszarem zainteresowania i działalności jest rynek pracy. Działalność Forum skupia się wokół dwóch segmentów – legislacji oraz edukacji i komunikacji.

Stoimy przed wyzwaniem zaktywizowania ogromnej grupy, posiadającej wielki, niewykorzystany dotąd potencjał i możliwości. Na zwiększeniu aktywności zyskają wszyscy – kobiety, zwiększając swoje kompetencje – pracodawcy, ponieważ w obliczu problemów demograficznych i spadku liczby osób w wieku produkcyjnym zyskają wartościowych pracowników. A także cała polska gospodarka, bo jak pokazuje badanie, więcej pracujących kobiet to wyższy wzrost gospodarczy – zaznacza Anna Solarek, dyrektor ds. komunikacji i kontaktów zewnętrznych w Coca-Cola Poland Services.

Będąc poza rynkiem pracy, kobiety nie przestają wierzyć w siebie – 52 proc. biernych zawodowo kobiet uważa, że znalazłaby pracę w momencie, w którym zaczęłyby jej szukać. Wsparcie na samym początku drogi zawodowej jest bardzo ważne, dlatego w ramach globalnego zobowiązania 5by20, w październiku 2016 r. Coca-Cola w partnerstwie z Fundacją Sukcesu Pisanego Szminką zainaugurowała program „Sukces TO JA”. Jego celem jest zwiększenie aktywności zawodowej kobiet poprzez dostarczenie im praktycznej wiedzy z zakresu kreowania kariery oraz tworzenia własnego biznesu. Podczas dwóch edycji programu, poprzez kursy online oraz bezpośrednie spotkania z trenerami udało się już przeszkolić ponad 9 700 kobiet w całej Polsce.

Badanie Deloitte „Ukryty potencjał polskiego rynku pracy. Kobiety nieaktywne zawodowo” jest rozwinięciem opublikowanego w 2017 r. raportu „Praca i przedsiębiorczość kobiet – potencjał do wykorzystania w Polsce”.

Spożytkowanie niewykorzystanych dotąd zasobów pracy to obecnie główne wyzwanie polskiego rynku pracy, dlatego tak istotne było dla nas, aby pogłębić badanie sprzed roku i rozpoznać kluczowe bariery nieaktywności zawodowej kobiet. Tym razem postanowiliśmy też spojrzeć na kobiety w przekroju regionalnym i okazało się, że powody bierności zawodowej, a także oczekiwania finansowe oraz postrzeganie roli społecznej kobiety różnią się m.in w zależności od ich miejsca zamieszkania – zaznacza Julia Patorska, Lider zespołu ds. analiz ekonomicznych Deloitte.

Japonia – kolebka kryptowalut zaostrza kontrolę tamtejszych giełd

Japonia, jeden z największych i najlepiej prosperujących kryptowalutowych rynków na świecie, zaostrza kontrole giełd i wstrzymuje obrót na dwóch z nich. To nie koniec japońskiego ciosu w kryptowaluty. Znany w tym światku prawnik sprzedał ostatnio bitcoiny o wartości 400 milionów dolarów i wystawi na sprzedaż jeszcze pięć razy tyle. Czy o wzrostach cen na rynku możemy na razie zapomnieć? – pisze Bartosz Grejner, analityk rynkowy Cinkciarz.pl.

Japonia nie bez przyczyny uchodzi za jeden z najlepiej rozwiniętych rynków kryptowalut. Bardzo duża część światowego obrotu odbywa się właśnie tutaj. Poziom zastosowania też jest wyższy niż w innych krajach – kryptowalutami możemy płacić w części japońskich sklepów. Jednakże, po tym jak pod koniec stycznia rynkiem wstrząsnęła wiadomość o kradzieży kryptowalut o wartości 500 mln dol. z jednej z tamtejszych giełd (Coincheck), japoński regulator zaostrza kontrole tych podmiotów, co może wstrząsnąć tamtejszym rynkiem.

Pokłosie kradzieży

Jak donosi “Financial Times”, dwóm japońskim giełdom (FSHO oraz Bitstation) tamtejsza Agencja Usług Finansowych (FSA) nakazała wstrzymanie działalności na miesiąc. W dynamicznym świecie kryptowalut może to oznaczać dla giełd wielkie problemy z powrotem do normalnego funkcjonowania, kiedy ponownie zaczną działać 7 kwietnia. Ponadto, pięć innych giełd dostało nakaz poprawienia wewnętrznych procedur kontrolowania i raportowania do FSA.

Działania te są wynikiem kontroli przeprowadzonej przez japońskiego regulatora, która wykazała m.in. słabą zgodność ze standardami przeciwdziałania praniu pieniędzy, słabo wyszkoloną kadrę pracowniczą czy sprzeniewierzenie kryptowalut użytkowników (Bitstation).

Co ciekawe, FSA już kontrolował 32 działające giełdy w Japonii, z których 16 ma pełne licencje, a drugie 16 tymczasowe zezwolenie na obrót. Jest więc dość prawdopodobne, że początkowe kontrole FSA nie były dość wnikliwe, co z jednej strony umożliwiło bardzo dynamiczny rozwoju rynku, a z drugiej mogło przyczynić się do ułatwienia nielegalnych procederów i wyciekania pieniędzy z giełd. Wspomniana kradzież 500 mln dol. z końca stycznia nie była pierwszą taką kradzieżą w historii japońskiego rynku kryptowalut.

Miliardy pana Kobayashiego

Mt. Gox była niegdyś największą giełdą handlu kryptowalutami na świecie. Cztery lata temu złożyła jednak wniosek o upadłość, po tym jak wyszło na jaw, że straciła na rzecz hakerów kryptowaluty o wartości ok. 500 milionów dolarów. Syndykiem masy upadłościowej jest znany w świecie kryptowalut tokijski prawnik Nobuaki Kobayashi. Opublikowane w środę informacje wskazują, że od września Kobayashi sprzedał bitcoiny i bitcoiny cash o wartości 400 milionów dolarów. Choć mogło to przyczynić się do spadku cen tych kryptowalut i ogólnego pogorszenia nastrojów na rynku, to jeszcze nie koniec.

Jak podaje agencja informacyjna Bloomberg, w posiadaniu Kobayashiego są jeszcze kryptowaluty o wartości 1,9 mld dol., które również będą do kupienia. Średnia cena jednostki sprzedanych dotychczas bitcoinów, zgodnie z raportem Kobayashiego, wynosi 10 tys. dol., czyli praktycznie tyle, co bieżąca cena na rynku.

Biorąc pod uwagę, że Kobayashi – jak sam zapowiada – chce osiągnąć “najwyższą możliwą cenę sprzedaży” z pozostałych 1,9 mld dol. wspomnianych kryptowalut, może to wywoływać negatywną presję nie tylko na ceny tych dwóch jednostek, ale też na cały rynek, ograniczając jego potencjał wzrostowy.

Podobny skutek w krótkim terminie mogą odnieść działania japońskiego regulatora. Tu jednak istnieje także druga strona medalu. W dłuższej perspektywie regulacje mogą pozytywnie wpłynąć na rynek, nie tylko japoński, ale i globalny. Większe bezpieczeństwo przechowywanych kryptowalut może przyspieszać ich implementacje w życiu codziennym, a zwiększony z tego tytułu popyt przyczyniać się do dalszego wzrostu cen.

RPP osłabiło złotego

Początek wczorajszego dnia na rynku walutowym był dość leniwy: poznaliśmy kilka nowych danych makroekonomicznych, rynki nadal żyły jednak przede wszystkim kwestią amerykańskich ceł. Zmienność na głównych parach nie była zbyt duża. Spotkanie Rady Polityki Pieniężnej miało przejść bez większego echa, a jednak istotnie osłabiło złotego. 

Zgodnie z naszymi oczekiwaniami RPP podczas spotkania w marcu utrzymała stopy procentowe na niezmienionym poziomie, ze stopą referencyjną w wysokości 1,5%. Istotnie nie zmienił się również ton prezesa Glapińskiego i przewodzonej przez niego RPP. Prezes i towarzyszący mu członkowie (prof. Żyżyński i prof. Ancyparowicz) powtarzają, że w świetle prognoz nie ma powodu do podniesienia stóp procentowych w 2018 r. Retorykę podczas wczorajszej konferencji można ocenić jako dość gołębią. Utrzymująca się, niesprzyjająca zacieśnianiu polityki pieniężnej retoryka Rady powinna w naszej ocenie sprawić, że analitycy, inwestorzy i rynek będą coraz bardziej przesuwali w czasie oczekiwania względem podwyżek stóp procentowych, co – naszym zdaniem już wpływa i powinno nadal wpływać na ograniczenie aprecjacji złotego.

W kontekście wczorajszego spotkania Rady warto wspomnieć o zaktualizowanych projekcjach makroekonomicznych NBP (pełny raport opublikowany zostanie w poniedziałek). Cytując komunikat ze spotkania:

„Rada zapoznała się z wynikami marcowej projekcji inflacji i PKB przygotowanej przy założeniu niezmienionych stóp procentowych NBP. Zgodnie z marcową projekcją z modelu NECMOD roczna dynamika cen znajdzie się z 50-procentowym prawdopodobieństwem w przedziale 1,6-2,5% w 2018 r. (wobec 1,6-2,9% w projekcji z listopada 2017 r.), 1,7-3,6% w 2019 r. (wobec 1,7-3,7%) oraz 1,9-4,1% w 2020 r. Z kolei roczne tempo wzrostu PKB według tej projekcji znajdzie się z 50-procentowym prawdopodobieństwem w przedziale 3,5-5,0% w 2018 r. (wobec 2,8-4,5% w projekcji z listopada 2017 r.), 2,8-4,8% w 2019 r. (wobec 2,3-4,3%) oraz 2,6-4,6% w 2020 r.

W ocenie Rady bieżące dane oraz wyniki projekcji wskazują na korzystne perspektywy wzrostu aktywności w polskiej gospodarce mimo oczekiwanego nieznacznego obniżenia się dynamiki PKB w kolejnych latach. Zgodnie z projekcją w horyzoncie oddziaływania polityki pieniężnej inflacja utrzyma się w pobliżu celu inflacyjnego. W efekcie Rada ocenia, że obecny poziom stóp procentowych sprzyja utrzymaniu polskiej gospodarki na ścieżce zrównoważonego wzrostu oraz pozwala zachować równowagę makroekonomiczną.”

Podsumowując – mimo, iż Rada zakłada stopniowy wzrost inflacji powyżej celu inflacyjnego, retoryka RPP potwierdza, że kredytobiorcy nie mają się póki co czego obawiać. Biorąc pod uwagę stanowisko Rady dość prawdopodobne jest, że stopy procentowe pozostaną stabilne nie tylko w 2018 r. ale również przez większość (albo nawet cały) 2019 r.

SPOJRZENIE NA GŁÓWNE WALUTY

EUR

Kurs EUR/PLN w środę umocnił się o 0,6%, wahając się w widełkach 4,18 – 4,21. W konsekwencji wczorajszej konferencji RPP kurs EUR/PLN umocnił się do najwyższego poziomu od grudnia 2017 r. Wspólna waluta w relacji do dolara amerykańskiego nie była natomiast poddana zbyt dużym wahaniom.

Wczorajsze dane makroekonomiczne nie zaskoczyły. W dniu dzisiejszym inwestorzy w Europie będą obserwowali przede wszystkim spotkanie Europejskiego Banku Centralnego. Bardziej istotna od samej decyzji będzie konferencja, podczas której warto zwrócić uwagę na dwie kwestie: nowe prognozy inflacji i ew. zmiany forward guidance (komunikacji banku centralnego dotyczącej terminu dłuższego niż najbliższe spotkanie). W naszej opinii, w kontekście ostatnich, słabszych odczytów inflacji, Bank może obniżyć prognozy dynamiki cen, jednak nie powinien zmieniać forward guidance. Oczekiwania rynkowe są nieco bardziej optymistyczne od naszych w tym aspekcie, tym samym – jeśli okaże się, że mamy rację – kurs EUR/USD może ulec osłabieniu.

GBP

Kurs GBP/PLN w środę umocnił się o 0,7%, wahając się w widełkach 4,67 – 4,72. Wczoraj funt brytyjski zakończył dzień na niemal niezmienionym poziomie w relacji do dolara amerykańskiego, zyskiwał natomiast w parze z euro i polskim złotym.

USD

Kurs USD/PLN w środę umocnił się o 0,7%, wahając się w widełkach 3,37 – 3,40.  Nie do końca wiadomo, czy Donald Trump jeszcze dziś podpisze dekret dotyczący nałożenia ceł na import stali i aluminium. Istotną informacją z wczoraj jest komunikat, iż na pewien okres spod ich zasięgu mają być wyłączone Kanada i Meksyk. Docelowo, to, czy USA nałożą cła na oba kraje zależeć będzie od postępów renegocjacji układu NAFTA. Nowe informacje potwierdzają, że prezydent USA stosuje “sankcje” jako groźbę, mającą pomóc w pomyślnym (dla USA) przebiegu negocjacji handlowych z sąsiadami.

Co tyczy się danych makro: wczorajsze dane ADP zaskoczyły na plus. W lutym powstało 235 tys. nowych miejsc pracy w sektorze prywatnym wobec oczekiwanych 195 tys. W górę zaktualizowano również odczyty z poprzedniego miesiąca. Dane pozytywnie nastrajają przed piątkową publikacją NFP, jednak trzeba pamiętać, iż nie determinują tego, że będzie ona równie dobra jak wczorajsza publikacja. Wczorajsze dane za czwarty kwartał sugerują, że w USA pod koniec roku istotnie wzrosły jednostkowe koszty pracy z 2% do 2,5% (wobec oczekiwanych 2,1% k/k).

Dziś poznamy cotygodniowe dane o liczbie zadeklarowanych bezrobotnych – ostatni odczyt pokazał spadek do najniższego poziomu od niemal 50 lat (!), potwierdzając siłę amerykańskiego rynku pracy, która docelowo powinna przełożyć się na wyższą presję inflacyjną.

KLUCZOWE PUBLIKACJE

  • 13:45 – decyzja EBC w sprawie stóp procentowych
  • 14:30 – konferencja prasowa EBC
  • 14:30 – tygodniowe dane o zadeklarowanych bezrobotnych w USA

Autor: Roman Ziruk, Ebury

Łukasz Bugaj, DM BOŚ: Powrót demonów populizmu i protekcjonizmu

Łukasz Bugaj, analityk DM BOŚ
Łukasz Bugaj, analityk DM BOŚ

W 2016 roku wiele inwestorów zidentyfikowało dwa niebezpieczne zjawiska dla światowej gospodarki oraz rynków finansowych. Chodziło o wzrost populizmu na globalnej scenie politycznej oraz nasilający się protekcjonizm, który notabene łatwo powiązać z pierwszym zjawiskiem. Miniony rok przyniósł zaskakujące uspokojenie w przypadku obu wspomnianych zagrożeń. Przyczyniła się do tego seria dobrze przyjętych wyników wyborów na Starym Kontynencie. Jednakże strukturalne trendy mają to do siebie, że rozwijają się bardzo powoli, ale za to konsekwentnie. Ostatnie dni bardzo dobitnie to pokazują. Ukryte na wiele miesięcy demony zaczynają bowiem wracać i to z zaskakującą siłą. Wszystko zaczęło się w miniony czwartek, kiedy Donald Trump oświadczył, że zamierza wprowadzić cła na import stali oraz aluminium. Wywołało to niemałe poruszenie, gdyż oznaczało powrót do przedwyborczej protekcjonistycznej retoryki, której tak wiele osób obawiało się jeszcze przed wyborami prezydenckimi w USA. Po wygranej administracja nowego prezydenta skupiła się jednak na innych kwestiach. Początkowo chciano zlikwidować Obamacare. To się nie udało, więc skoncentrowano uwagę na obniżce podatków, którą przyjęto z końcem minionego roku. W tym roku probiznesowa agenda miała w teorii skoncentrować się na programie pobudzenia inwestycji infrastrukturalnych. Do tego potrzeba jednak pieniędzy, a tych po obniżce podatków w budżecie nie będzie. Nie udaje się również wyraźnie ograniczyć imigracji, nie mówiąc już o wciąż trudnych do zrealizowania planach budowy muru na granicy USA z Meksykiem. W konsekwencji Donald Trump wydaje się wracać do tematu ograniczenia potężnego deficytu handlowego, a cel chce osiągnąć w najgorszy możliwy sposób, czyli poprzez możliwe wojny handlowe. Po pierwszych perturbacjach na początku tego tygodnia rynki finansowe uspokoiły się, co tłumaczono ogromnym sprzeciwem, jaki wywołał pomysł Trumpa. Uznano go również za negocjacyjną technikę, by wymusić na innych krajach ustępstwa w umowach handlowych. Po wtorkowym odejściu głównego doradcy gospodarczego i orędownika globalizmu Gary’ego Cohna wydaje się jednak, że powrót protekcjonizmu może być realnym zagrożeniem. Niejako w tle tych wydarzeń miały miejsce wybory parlamentarne we Włoszech, w których najlepszy wynik zdobyły partie populistyczne. Oczywiście włoska polityka ma swoją specyfikę, ale również może sygnalizować, że miniony spokojny rok przyniósł jedynie przerwę, a nie zakończenie niekorzystnych strukturalnych trendów populizmu i protekcjonizmu.

Autor: Łukasz Bugaj, Dom Maklerski BOŚ S.A.

Strach na rynkach. Korekta na bitcoinie

Napięcie w polityce udzieliło się wczoraj inwestorom. W rezultacie złoty był najsłabszy od niemal kwartału. Kryptowaluty znów w odwrocie. Rekordowy eksport w Chinach.

Rynki jednak reagują na plotki

Ostatnie ochłodzenie w relacjach Polski z USA nie przeszło jednak tak zupełnie bez echa jak dotychczas sądzono. Teoretycznie fakt, że prezydent nie jest gdzieś mile widziany nie powinien mieć wpływu na gospodarkę. Rynki powoli jednak zaczynają brać pod uwagę możliwość eskalacji napięć. Jako przedstawiciel słabszej z gospodarek traci w tym przypadku bardziej złoty. Po wczorajszych stratach o niemal 3 grosze na EURPLN widzieliśmy kurs 4,21. Były to najwyższe poziomy od grudnia zeszłego roku. Dzisiaj od rana trwa korekta tego spadku.

Korekta na kryptowalutach

Na rynku kryptowalut doszło do dwóch negatywnych zbiegów okoliczności. Po pierwsze nadzór amerykański zaostrza kontrolę, a urząd podatkowy zadał giełdom pytania o dochody użytkowników. Po drugie na kolejnej dużej giełdzie doszło do wycieku. Winny co prawda okazał się program do zawierania transakcji ale informacja poszła na rynek. W efekcie bitcoin podobnie jak zresztą większość kryptowalut stracił  w ciągu niecałej godziny około 10%. W efekcie cena najpopularniejszej kryptowaluty znów walczy o powrót powyżej 10 000 dolarów.

Dane z Chin

Ze względu na specyficzny moment, w którym w tym roku przypadł nowy rok w Chinach dane styczniowe były wyraźnie gorsze od oczekiwań za to w lutym mamy wystrzał w górę. Eksport rok do roku wzrósł o 44,5%. Wydawać by się mogło, że gospodarka niesamowicie przyspieszyła. Nic bardziej mylnego. Luty był po prostu znacznie lepszy od lutego w zeszłym roku kiedy to wszystkie dni wolne wypadły w tym bardzo krótkim miesiącu. Eksport i tak był znacząco niższy niż w poprzednich miesiącach.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

  • 14:30 – strefa euro – projekcje makroekonomiczne EBC,
  • 14:30 – USA – wnioski o zasiłek dla bezrobotnych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Po wejściu w życie nowelizacji ustawy hazardowej przychody legalnych bukmacherów wzrosły o prawie 100%

Do niedawna żadna inna branża nie miała tak dużego udziału szarej strefy, jak zakłady bukmacherskie online. Przed wejściem w życie nowelizacji ustawy hazardowej udział nielegalnie działających bukmacherów w polskim rynku szacowany był aż na 90 proc.

Wynikało to przede wszystkim z niejasnych przepisów ustawy i braku determinacji odpowiednich organów do walki z zagranicznymi bukmacherami, którzy bez zezwolenia ministra finansów oferowali swoje usługi polskim graczom. Od 1 kwietnia 2017 roku obowiązują znowelizowane przepisy ustawy o grach hazardowych, na mocy których ustawodawca wprowadził m. in. blokowanie stron internetowych nielegalnie działających bukmacherów. Rezultatem jest blisko dwukrotny wzrost przychodów legalnych firm.

Nieco później, od 1 lipca 2017 r., zaczęły obowiązywać przepisy nakładające na dostawców internetu obowiązek blokowania dostępu do domen wpisanych do rejestru oferujących gry hazardowe niezgodnie z ustawą. Zgodnie z tymi regulacjami minister finansów podejmuje decyzję o wpisie do rejestru, jeżeli podmiot zarządzający domeną nie ma zezwolenia na prowadzenie gier hazardowych na terytorium kraju, zwłaszcza jeżeli udostępnia strony internetowe w języku polskim i reklamuje je w Polsce. W konsekwencji, dostawcy Internetu są zobowiązani do zablokowania dostępu do takiej strony w ciągu 48 godzin od pojawienia się jej w rejestrze. To rozwiązanie również przyniosło pozytywne dla branży efekty.

Wprowadzone rozwiązania spowodowały, że przychody wszystkich bukmacherów zarejestrowanych w Polsce wzrosły w 2017 r. o prawie 100 % w porównaniu do 2016 r. – Wartość legalnego rynku zakładów bukmacherskich wzrosła do ok. 3,3 mld zł – mówi w rozmowie z MarketNews24 doradca podatkowy, Mariusz Korzeb.  – Nie ulega więc wątpliwości, że nowelizacja ustawy hazardowej przyniosła pożądany skutek, ale też w dalszym ciągu jednak udział szarej strefy w rynku jest jeszcze zbyt duży.

Sytuacja polskiej gospodarki po IV kw. 2017 r.

Jak wynika z najnowszych danych GUS IV kw. 2017 r. PKB był realnie wyższy o 5,1% w porównaniu z IV kw. 2016 r., wobec 2,7% w analogicznym okresie 2016 roku. Największą niespodzianką jest niższa niż się spodziewano konsumpcja indywidualna, gdy jednocześnie była od niej wyższa konsumpcja publiczna. Czy to oznacza, że państwo łatwiej wydaje pieniądze? Dyscyplina budżetowa osłabła?

W IV kwartale 2017 r. wzrost popytu krajowego, w skali roku, wyniósł 6,1% i był wyższy od notowanego w III kwartale 2017 r. (wzrost o 3,9%). Wpłynął na to wyższy niż w III kwartale 2017 r. wzrost akumulacji brutto, który wyniósł 8,8% (wobec 3,3% w III kwartale 2017 r.) oraz wzrost spożycia ogółem, który wyniósł 5,0% (wobec 4,1% w III kwartale 2017 r.).

Spożycie w sektorze gospodarstw domowych wzrosło w tempie 4,9% w skali roku i było nieznacznie wyższe niż w III kwartale 2017 r. (wzrost o 4,8%). Na tempo wzrostu akumulacji brutto w IV kwartale br. wpłynął wzrost nakładów brutto na środki trwałe o 11,3%.

W efekcie wpływ popytu krajowego na tempo wzrostu gospodarczego wyniósł +5,9 pkt. proc. (wobec +3,8 pkt. proc. w III kwartale 2017 r.). Złożył się na to pozytywny wpływ spożycia ogółem, który wyniósł +3,5 pkt. proc. (wobec +3,2 pkt. proc. w III kwartale 2017 r.), z tego wpływ spożycia w sektorze gospodarstw domowych +2,5 pkt. proc. oraz spożycia publicznego +1,0 pkt. proc. (odpowiednio w III kwartale 2017 r.: +2,9 pkt. proc. i +0,3 pkt. proc.).

Wpływ popytu inwestycyjnego na wzrost PKB był dodatni (+2,8 pkt. proc.). To, mimo ujemnego wpływu przyrostu rzeczowych środków obrotowych (-0,4 pkt. proc.), przełożyło się na pozytywny wpływ akumulacji brutto na tempo wzrostu gospodarczego, który wyniósł +2,4 pkt. proc. (wobec +0,6 pkt. proc. w III kwartale 2017 r.).

W IV kwartale br. zanotowano negatywny wpływ eksportu netto na tempo wzrostu gospodarczego, który wyniósł -0,8 pkt. proc. wobec +1,1 pkt. proc. w III kwartale 2017 r.

– Mamy długo oczekiwane odbicie w inwestycjach – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB. – Nakłady inwestycyjne wzrosły o ponad 11 proc., a firmy prywatne coraz bardziej włączają się w ten trend.

Mniej korzystne są informacje dotyczące struktury popytu. – Sądząc po wzroście dochodów gospodarstw domowych, można było się spodziewać, że wzrost konsumpcji prywatnej będzie większy, nieoczekiwanie wzrost konsumpcji publicznej był wyższy niż prywatnej – komentuje ekspert z XTB.

To byłoby niebezpieczne, gdyby dyscyplina w wydawaniu pieniędzy publicznych, narzucona przez rząd, uległa nadmiernemu rozluźnieniu.

Lawinowo przybywa zajętych biur – Polska w czołówce Europy

Polska odnotowała rekordy chłonności na rynku biurowym. W ciągu jednego roku firmy zajęły dodatkowo ponad 800 000 mkw. powierzchni. Można to przełożyć na ponad 80 000 dodatkowych miejsc pracy w nowoczesnych budynkach biurowych.

Znakomity wynik zanotowała Warszawa

Tomasz Trzósło, Dyrektor Zarządzający JLL w Polsce
Tomasz Trzósło, Dyrektor Zarządzający JLL w Polsce

„Stołeczny rynek biurowy charakteryzuje się bardzo wysoką, rekordową chłonnością. Na koniec 2017 roku firmy zajmowały w stolicy o 360 000 mkw. nowoczesnej powierzchni biurowej więcej niż rok wcześniej. Jest to drugi, po Paryżu (440 000 mkw.), najlepszy wynik wśród miast europejskich. Warto jednak zauważyć, że Paryż ma około 10-krotnie większą ilość całkowitej powierzchni biurowej, więc w ujęciu procentowym, patrząc na chłonność versus podaż, Warszawa zajmuje zdecydowanie pierwszą pozycję, deklasując zachodnioeuropejskie miasta, takie jak np. Dublin, Frankfurt, Bruksela, Madryt, Barcelona, Berlin czy Lizbona, które są postrzegane jako lokalizacje konkurencyjne pod kątem potencjalnego pozyskiwania firm po Brexicie” powiedział Tomasz Trzósło, Dyrektor Zarządzający JLL w Polsce.

Wysoka dynamika zatrudnienia wpływa na wzrost chłonności powierzchni biurowej. Można zakładać, że w nowoczesnych budynkach biurowych w samej Warszawie na koniec 2017 roku pracowało o około 36 000 więcej osób niż przed rokiem, w Polsce zaś – około 80 000 osób. W efekcie, znacząco spadł poziom pustostanów w stolicy –z 14,2% do 11,7% w ciągu 12 miesięcy. Łącznie w Polsce wakat obniżył się z 12,7% na koniec 2016 r. do 10,8% na koniec 2017 r.

Patrząc statystycznie, można zakładać, że cała nowa powierzchnia biurowa dostarczona na rynek w 2017 r. w Polsce została zajęta przez najemców. Oddano do użytku około 740 000 mkw. nowych biur, a dodatkowa powierzchnia zajęta przez firmy w tym samym okresie wzrosła o 800 000 mkw. Świadczy to o bardzo wysokiej dynamice wzrostu zatrudnienia, który ma bezpośrednie przełożenie na rynek nowoczesnych biur.

Opóźnienia w płatnościach polskich firm coraz dłuższe

Polskie firmy płacą kontrahentom średnio z dwumiesięcznym opóźnieniem. W porównaniu z badaniem sprzed roku udział przeterminowanych zobowiązań firm wzrósł – zaległości przekraczające datę wymagalności o 3 miesiące zgłosiło 28 proc. firm, gdy rok wcześniej 24 proc.

Badanie międzynarodowej firmy doradczej Coface, dotyczące opóźnień płatniczych w Polsce, zostało przeprowadzone w grudniu 2017 r., gdy otoczenie makroekonomiczne sprzyjało przedsiębiorstwom: odnotowano przyspieszenie wzrostu PKB do 5,1 proc. Mimo to opóźnienia płatności wzrosły.

Średnie opóźnienia płatności wzrosły o 11 dni (w porównaniu do zeszłorocznego badania Coface), do 62,5 dni. I to jest groźne dla prowadzenia biznesu.

A jak wypadamy w porównaniu z innymi krajami?

-Niemcy to nasz największy partner handlowy, a tam opóźnienia w płatnościach są o trzy tygodnie krótsze – mówi w rozmowie z MarketNews24 Grzegorz Sielewicz, główny ekonomista Coface w Regionie Europy Centralnej.

Branże najbardziej restrykcyjne w zakresie terminów, to: handlowa, tekstylno-odzieżowa, rolno-spożywcza, motoryzacyjna i energetyczna. Zaś najdłuższe terminy płatności oferują branże transportowa, metalurgiczna oraz budowlana.

– Opóźnienia płatności stały się normą w polskim biznesie, zaledwie 0,7 proc. firm objętych naszym badaniem zadeklarowało, że nie doświadczyło zaległości w spływie należności od swoich kontrahentów – komentuje Grzegorz Sielewicz z Coface.

W tym roku 9 na 12 sektorów gospodarki oczekuje, że wartość przeterminowanych należności obniży się w kolejnych miesiącach.

Toyota inwestuje 2,8 miliarda dolarów w zintegrowane oprogramowanie do autonomicznych samochodów

  • Toyota zakłada nową firmę Toyota Research Institute-Advanced Development (TRI-AD), która przyspieszy opracowanie autonomicznych samochodów;
  • Wartość inwestycji to 300 miliardów jenów (2,8 miliarda dolarów);
  • Prezesem firmy zostanie dr James Kuffner, obecny dyrektor technologiczny Toyota Research Institute, dawniej związany z firmą Google;
  • Inwestorami TRI-AD są Toyota (90%) oraz należące do Toyota Group firmy Aisin (5%) i Denso (5%);
  • TRI-AD zatrudni do 1 000 programistów.
dr James Kuffner, dyrektor technologiczny Toyota Research Institute
dr James Kuffner, dyrektor technologiczny Toyota Research Institute

Toyota otworzy w tym miesiącu nową firmę Toyota Research Institute-Advanced Development (TRI-AD) z siedzibą w Tokio, która będzie odpowiadała za rozwój i integrację oprogramowania do autonomicznych samochodów. Toyota Motor Corporation wspólnie z Aisin Seiki i Denso zainwestowały 2,8 miliarda dolarów w stworzenie nowego zespołu, który przyspieszy opracowanie i wdrożenie autonomicznych samochodów. TRI-AD zatrudni do 1 000 osób spośród pracowników Toyoty, Aisin i Denso działającej w USA firmy Toyota Research Institute oraz specjalistów spoza grupy Toyoty. Prezesem firmy zostanie dr James Kuffner, obecnie dyrektor technologiczny TRI, zaś dr Gill A. Pratt, CEO amerykańskiego Toyota Research Institute będzie pełnił w niej funkcję przewodniczącego rady dyrektorów.

Wysokiej jakości oprogramowanie będzie czynnikiem, który zdecyduje o sukcesie Toyoty na polu zautomatyzowanego prowadzenia” – powiedział James Kuffner.

Branża motoryzacyjna znajduje się w fazie głębokiej transformacji. Rozwój zaawansowanego oprogramowania i przetwarzanie big data z samochodów połączonych w chmurze stanowią klucz do sukcesu. W odpowiedzi na te zmiany Toyota stworzyła w 2016 roku firmę badawczą Toyota Research Institute (TRI) w Stanach Zjednoczonych, której zadaniem jest prowadzenie badań w dziedzinie sztucznej inteligencji, systemów autonomicznej jazdy i robotyki.

Toyota powołała Toyota Research Institute-Advanced Development, aby jeszcze bardziej wzmocnić swoją konkurencyjność. TRI-AD będzie ściśle współpracować z Toyota Research Institute i Toyota Motor Corporation. Firma ma cztery podstawowe zadania. Pierwsze to tworzenie software’u ułatwiającego przechodzenie od badań do komercjalizacji technologii, które zwiększy możliwości przetwarzania danych. Drugim jest wzmocnienie współpracy z Toyota Reserach Institute i wsparcie opracowywania produktów na podstawie badań instytutu. Kolejnym celem jest współpraca z Toyota Group w dziedzinie badań i rozwoju, zaś czwartym rekrutacja najlepszych inżynierów z całego świata oraz wspieranie talentów zatrudnionych w Toyota Group.

„Toyota jest znana z jakości i wydajności swojego Systemu Produkcyjnego (TPS). Nie mam wątpliwości, że potrafimy przełożyć fundamentalne zasady TPS z produkcji samochodów na tworzenie oprogramowania i w ten sposób gwałtownie zwiększyć możliwości Toyoty w tej dziedzinie” – powiedział dr Gill Pratt, CEO TRI i przewodniczący rady TRI-AD.

EUR/USD i S&P500. Czeka kolejna fala spadkowa?

Marek Paciorkowski, dyrektor ds. rynków finansowych, Aforti Exchange / Grupa AFORTI
Marek Paciorkowski, dyrektor ds. rynków finansowych, Aforti Exchange / Grupa AFORTI

W oczekiwaniu na dane z amerykańskiego rynku pracy (9 marca 2018) oraz marcową decyzję FED (15 marca 2018) odnośnie pierwszej z trzech przewidywanych na 2018 rok podwyżek stóp procentowych w USA – której prawdopodobieństwo wyceniane jest przez analityków na 72 proc. – kurs EUR/USD notuje niewielkie spadki, sięgające 0,25-0,26 proc.

Jednocześnie indeksy giełdowe w USA są na historycznych maksimach, a silna i trwała korekta jest coraz bliżej. Jednakże, zanim dojdzie do właściwego ruchu, rynek lubi troszkę „namieszać”. Być może kolejna fala wzrostowa, która pokona aktualne maksimum w cenie 2872 pkt, będzie czynnikiem dezorientującym podaż, po czym nadejdzie właściwa przecena.

Czy EUR/USD czeka kolejna fala spadkowa?

Naruszona silna strefa oporu z lat 2010-2012 okazało się pułapką dla notowań EUR/USD. Poza tym, że doszło do zdecydowanego powrotu poniżej dolnego ograniczenia strefy 1.2230-1.2300, trzeba też pamiętać o układzie fal z ostatnich lat. Otóż w przypadku, gdy w marcu 2018 roku wspomniany wcześniej zakres okaże się tym razem oporem, notowania EUR/USD wejdą w korektę całej dotychczasowej struktury, która rozpoczęła się z poziomu 1.0520.

W scenariuszu bardziej pesymistycznym dla EUR, przed nami kolejna (5)z3z3 fala spadkowa, która doprowadzi co najmniej do re-testu wspomnianego minimum z grudnia 2016 roku. Zatem kolejny miesiąc może okazać się kluczowy dla rynku.

Trzeba mieć również na uwadze to, że rynek utrzymuje się wciąż w kanale wzrostowym, zatem próba powrotu powyżej poziomu 1.23 nie powinna być zaskoczeniem i spowoduje powrót regularnych wzrostów – co najmniej do głównej linii trendu spadkowego, a więc obecnie do okolic 1.26.

Co ważne, sytuacja w strefie euro premiuje obecnie grających przeciwko wspólnej walucie. Wybory we Włoszech wskazują na nowy trend w polityce, który niekoniecznie będzie sprzyjał notowaniom EUR. Polityczny opór względem wspólnej waluty byłby teraz jednak zbyt oczywisty, dlatego należy przygotować się na jeszcze jedną falę osłabienia USD, zanim dojdzie do większej korekty.

EUR USD w układzie miesięcznym
Źródło: Aforti Exchange – EUR/USD w układzie miesięcznym

Dobre dane na amerykańskich giełdach zapowiedzią korekty do 2000 pkt?

Poziom 2826 pkt okazał się lokalnym szczytem hossy, odnotowanym w ostatnich dniach przez spółki z indeksu S&P 500. To wstępny sygnał na większą korektę – być może prowadzącą w rejon lutowych minimów, a może i zdecydowanie niżej. Gdyby doszło do zrównania z największą korektą w ostatnich latach, celem okazałby się poziom 2000 pkt.

S&P 500 w układzie miesięcznym
Źródło: Aforti Exchange – S&P 500 w układzie miesięcznym

Na wykresie dziennym rynek również szykuje się do jeszcze jednej fali wzrostowej, która ma spore szanse doprowadzić do powstania silnej formacji spadkowej XABCD.

S&P 500 w układzie dziennym
Źródło: Aforti Exchange – S&P 500 w układzie dziennym

Treści przedstawione w niniejszym komentarzu eksperckim są prywatnymi opiniami nadawcy i nie stanowią rekomendacji inwestycyjnych w rozumieniu Rozporządzenia Ministra Finansów z dnia 19 października 2005 roku w sprawie informacji stanowiących rekomendacje dotyczące instrumentów finansowych, ich emitentów lub wystawców (Dz. U. z 2005 roku, Nr 206, poz. 1715). Autor nie ponosi odpowiedzialności za decyzje inwestycyjne podjęte na podstawie niniejszej wiadomości, ani za szkody poniesione w wyniku decyzji inwestycyjnych.

RODO, IDD i PRIIPS – w skrócie co to oznacza dla klientów branży ubezpieczeniowej

Jak zmieni się otoczenie prawne towarzystw ubezpieczeń w 2018 roku? Czy RODO, IDD oraz PRIIPS wpłyną istotnie na działalność tej branży? Vienna Life upatruje w nich szansę nie tylko na swój rozwój, ale przede wszystkim na poprawę wizerunku całego sektora.

Ostatni dzwonek na RODO

Już mniej niż 100 dni pozostało do wdrożenia wymogów dyrektywy RODO – regulacja wejdzie w życie 25 maja br. Od tego momentu towarzystwa ubezpieczeń będą musiały już na etapie projektowania produktów/usług uwzględniać założenia ochrony danych osobowych (privacy by design) oraz określać wpływ nowo wprowadzonych rozwiązań na nie (privacy impact assesment). Będą zobligowane również do minimalizowania zakresu zbieranych danych, określenia okresu ich przetrzymywania czy prowadzenia rejestru czynności przetwarzania. Dzięki wprowadzeniu RODO klienci zyskają m.in. prawo do bycia zapomnianym, a także do przenoszenia swoich danych.

Branża ubezpieczeniowa niecierpliwie czeka natomiast na tzw. przepisy sektorowe (ustawę dostosowującą, z ponad 160 różnymi aktami prawnymi w związku z wdrożeniem RODO). Jak wynika z treści projektu, mogą one istotnie zmienić operacyjnie biznes ubezpieczeniowy w Polsce.

Jakkolwiek nie radzimy polegać na plotkach, jednakże głoszą one, że przepisy sektorowe nie zostaną uchwalone przed końcem 2018 r. Dlatego towarzystwa ubezpieczeń powinny się przygotować na „dwuetapowe” wdrożenie RODO. Inicjalne już w maju tego roku, a później dostosowawcze w dniu wejścia w życie przepisów sektorowych – komentuje Radca Prawny Jakub Fiderkiewicz, Kierownik Zespołu Obsługi Prawnej w Vienna Life.

IDD w trosce o klientów

IDD (Insurance Distribution Directive) to dyrektywa dotycząca dystrybucji ubezpieczeń, która została zaimplementowana do polskiego porządku prawnego ustawą z 15 grudnia 2017 r. o dystrybucji ubezpieczeń, wchodzącą w życie 1 października br. Została ona stworzona w trosce o konsumentów oraz inwestorów detalicznych. Głównym jej celem jest stworzenie klientom warunków do podejmowania świadomych decyzji zakupowych, a także zwiększenie wymogów kompetencyjnych osób i podmiotów zajmujących się dystrybucją ubezpieczeń. Ustawa nakłada bowiem na dystrybutorów obowiązek opracowywania zrozumiałych opisów swojej oferty, ochrony konsumentów przed zakupem produktów niedopasowanych do ich potrzeb.

– W Vienna Life wierzymy, że wdrożenie IDD i RODO w 2018 r. pozytywnie wpłynie na wizerunek całej branży. To niepowtarzalna szansa, aby odczarować ubezpieczenia, by pokazać, że to klient był, jest i będzie w centrum naszego biznesu – dodaje Jakub Fiderkiewicz.

Ponadto ustawa będzie wymagać od dystrybutorów ujawniania klientowi każdego konfliktu interesów mogącego mieć wpływ na zmniejszenie obiektywizmu sprzedawcy w doborze produktu. Rozbudowany zostanie również zakres szkoleń pośredników ubezpieczeniowych.

Kluczowe informacje w jednym miejscu – PRIIPS

Od 1 stycznia br. obowiązuje natomiast rozporządzenie PRIIPS, zgodnie z którym instytucje finansowe (zarządzający funduszami, towarzystwa ubezpieczeń, instytucje kredytowe, firmy inwestycyjne), oferujące produkty, w których wartości lub kwota do wypłaty podlega wahaniom rynku, mają obowiązek przekazywać klientom przed zawarciem umowy Dokument zawierający Kluczowe Informacje (tzw. KID). W przypadku towarzystw ubezpieczeń, KID jest przygotowywany dla produktów z Ubezpieczeniowym Funduszem Kapitałowym (UFK) oraz kapitałowych, w których klient ma udział w zysku.

Wspomniany dokument zawiera wszystkie najważniejsze informacje o produkcie: towarzyszących mu ryzykach czy korzyściach, kosztach, możliwościach wcześniejszej wypłaty oraz profilu klienta, do którego jest skierowany. W przypadku produktów oferujących dostęp do różnych pozycji inwestycyjnych (np. ubezpieczeniowych funduszy kapitałowych, portfeli modelowych czy usług opartych o UFK) konsument jest również informowany o możliwych scenariuszach dla każdej z nich.

Głównym celem rozporządzenia jest ułatwienie porównywania ofert wielu firm, dlatego też KID-y są tworzone w wystandaryzowanej formie – te same dane, w tej samej kolejności.

Wdrożenie KID-ów poprzedziły zarówno kilkumiesięczne prace projektowe w Vienna Life, jak również konsultacje z całym rynkiem ubezpieczeniowym. W ramach grupy ekspertów w PIU wypracowywaliśmy wspólne standardy tak, aby ujednolicić podejście do prezentacji informacji i dzięki temu umożliwić klientowi jeszcze prostsze porównywanie ofert. Dla Vienna Life, oferującej produkty z dostępem do kilkudziesięciu pozycji inwestycyjnych, dużym wyzwaniem było stworzenie dokumentu zgodnego z wymaganiami Rozporządzenia PRIIPS, jednocześnie prezentującego dane w skondensowanej formie i ograniczonym objętościowo dokumencie – mówi Marta Szumska, Kierownik Zespołu ds. Zarządzania Produktami w Vienna Life.

2018 jest więc rokiem zmian regulacyjnych. Wszystkie wymienione regulacje stworzono w trosce o konsumenta – by jego dane były lepiej chronione, by ułatwić mu podejmowanie decyzji zakupów i uchronić przed nabyciem niepotrzebnych produktów. Konieczność skupienia się na potrzebach klienta wymusi na ubezpieczycielach stosowanie w większym stopniu narzędzi IT i wdrażanie innowacyjnych rozwiązań.