Globalny rynek technologii osiągnie w tym roku wartość 3 bilionów dolarów

Jak wynika z analizy firmy Forrester Mideyar Global Tech Market Outlook For 2017 To 2018, światowy rynek technologii IT przekroczy w tym roku wartość trzech bilionów dolarów. To zasługa dobrych nastrojów w gospodarce, rosnącego popytu na usługi chmurowe i doradcze.

Wzrosty w niemal każdej kategorii

Światowy rynek technologii ma wzrosnąć w porównaniu do 2017 r. o 4%. Jak przekonują analitycy Forrestera, największe wzrosty będziemy obserwować w segmencie oprogramowania i usług konsultingowych związanych z wdrażaniem technologii informatycznych, na które przedsiębiorstwa przeznaczą w tym roku o 6% więcej pieniędzy niż w 2017 r. Sprzedaż sprzętu i urządzeń IT zwiększy się o 3%, a zainteresowanie outsourcingiem i usługami telekomunikacyjnymi wzrośnie o 2,2% w porównaniu do ubiegłego roku.

Największe wzrosty w segmentach oprogramowania i usług konsultingowych nie są zaskoczeniem, biorąc pod uwagę rosnącą popularność wynajmu aplikacji w modelu SaaS (Software as a Service) i dzierżawy infrastruktury, czyli IaaS (Infrastructure as a Service), co widoczne jest także w Polsce. W Atmanie od lat notujemy stały wzrost przychodów m.in. z usług serwerów dedykowanych – w ostatnim raportowanym okresie finansowym (trzy pierwsze kwartały 2017 r.) było to 23% rok do roku. Rosnący popyt na specjalistyczną wiedzę z zakresu technologii IT jest z kolei efektem konieczności szybkiej cyfryzacji, czyli dotrzymania kroku globalnemu rozwojowi nowych technologii, przy jednoczesnym deficycie specjalistów tej branży. Firmom coraz trudniej jest się odnaleźć w technologicznym wyścigu i nie mogą już polegać wyłącznie na własnych zasobach – tłumaczy Robert Mikołajski z Atmana, lidera polskiego rynku data center.

Warto zaznaczyć, że bardzo duży udział we wzrostach będą miały rynki Centralnej i Zachodniej Europy. Sprzedaż wszystkich produktów i usług sklasyfikowanych w zbiorczym pojęciu Forrestera jako „Business Technologies” (BT) powiększy się w tym regionie aż o 34%.

Sprzyjająca koniunktura

Zdaniem analityków firmy Forrester imponującą wartość rynku IT uda się przekroczyć głównie za sprawą powrotu światowej gospodarki do normalności, po szeregu ekonomicznych i politycznych wydarzeń, które wstrząsnęły rynkami w 2016 r. Obecna sytuacja sprzyja inwestycjom w technologie. Poza prognozowanym wzrostem gospodarczym istotne znaczenie będzie miało także szybsze odchodzenie firm i organizacji od wdrożeń on-premise na rzecz adaptacji rozwiązań chmurowych. Więcej projektów cyfryzacyjnych dotyczyć będzie tzw. back-office, czyli zaplecza administracyjnego przedsiębiorstw. Wydatki na systemy do zarządzania relacjami z klientami (CRM), analitykę ich profili czy platform e-commerce stanowić będą 28% wszystkich globalnych wydatków na technologie.

Blockchain i kryptowaluty w natarciu

Analizując sytuację na rynku technologii w dłuższej perspektywie, segmentem rozwiązań szczególnie wartym obserwowania będzie technologia blockchain i kryptowaluty. Ten rynek, jak donosi opublikowany na początku roku raport Royal Bank of Canada, na przestrzeni najbliższych piętnastu lat powinien wzrosnąć trzynastokrotnie, osiągając do tego czasu wartość aż 10 bilionów dolarów.

Potrzebne modyfikacja programów nauczania w kształceniu pielęgniarek i położnych

Od maja tego roku w Ministerstwie Zdrowia trwają prace nad strategią dla polskiego pielęgniarstwa. Jednym z obszarów, który obejmują prace jest kształcenie przed- i podyplomowe. Uznano, że niepotrzebna jest zmiana systemu szkolenia polskich pielęgniarek i położnych. Obowiązywać będzie nadal szkolenie w systemie bolońskim. Potrzebna jest jednak modyfikacja programów nauczania, nad czym trwają prace.

–  Środowisko pielęgniarek i położnych, resort zdrowia oraz Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego oraz Ministerstwo Edukacji doszli do konsensusu w kwestii kształcenia przeddyplomowego  powiedziała serwisowi eNewsroom Zofia Małas, prezes Naczelnej Rady Pielęgniarek i Położnych – Pierwszym stopniem będzie licencjat, a drugim – magister pielęgniarstwa i położnictwa. Wyżej obowiązywać będą już stopnie naukowe. Kształcenie podyplomowe jest dobrze zorganizowane – istnieją wszystkie formy nauczania, kursy dokształcające, specjalistyczne, kwalifikacyjne oraz specjalizacje w poszczególnych dziedzinach pielęgniarstwa. Zespół łącznie z przewodniczącą – minister Szczurek-Żelazko bardzo długo dyskutował z Centrum Kształcenia, z Departamentem Pielęgniarek i Położnych oraz z konsultantami w poszczególnych dziedzinach pielęgniarstwa i położnictwa na temat specjalizacji, których liczba jest obecnie za bardzo rozbudowana. Należy zastanowić się, w jakim kierunku powinny pójść zmiany w tym zakresie. Decyzje te powinny ostatecznie zostać zawarte w przygotowywanej strategii – wskazała Małas.

Ponad 60 dolarów za baryłkę – cena ropy idzie na rekord

Ponad 60 dolarów za baryłkę – cena ropy idzie na rekord. Paliwo ostatnio tak drogie było w 2014 roku, czyli prawie cztery lata temu.

– Złożyła się na to sytuacja bieżąca. Bardzo niekorzystne warunki pogodowe w Stanach Zjednoczonych, czyli silne mrozy. Mamy cały czas do czynienia z trendem wzrostowym spowodowanym limitowaniem produkcji przez OPEC i kraje, które przystąpiły do porozumienia. Ten drugi czynnik działa bardziej długofalowo – mówi newsrm.tv Roman Przasnyski, główny analityk Gerda Broker i dodaje. – Jeżeli chodzi o prognozy to należałoby się spodziewać, że poziomy, które są obecnie raczej nie zostaną przekroczone. Raczej ceny będą w ciągu roku niższe. Prognozy zazwyczaj są zróżnicowane ale większość przewidywań widzi notowania ropy naftowej w przedziale od 40 do 60 dolarów. Natomiast pod koniec może zadziałać istotny czynnik w postaci zakończenia porozumienia dotyczącego limitowania wydobycia. Jeżeli nie zostanie przedłużony, jeżeli już wygaśnie to w tym przypadku można liczyć się z niższymi cenami pod koniec roku.

Roman Przasnyski, główny analityk Gerda Broker

Ponad 40 mln pasażerów na polskich lotniskach w 2017 r.

Porty lotnicze w Polsce jeszcze nigdy nie rosły tak szybko. W ubiegłym roku przekroczyły razem magiczną granicę 40 mln pasażerów. W porównaniu z ubiegłym rokiem oznacza to, że polskie porty obsłużyły o ponad 6 mln pasażerów więcej, a wzrost w skali roku wyniósł ok. 17,7 procenta – pokazały wyliczenia Fly4free.pl.

Wynik osiągnięty przez polskie lotniska budzi jeszcze większe uznanie, gdy spojrzymy na historyczne dane Urzędu Lotnictwa Cywilnego. Pierwsza fala szybkich wzrostów miała miejsce w 2004 roku, wraz z wejściem Polski do Unii Europejskiej. W tamtym czasie nasze porty obsłużyły 8,83 mln pasażerów, a już rok później przewinęło się przez nie 11,5 mln ludzi. Na pokonanie kolejnej bariery, czyli przekroczenie poziomu 20 mln pasażerów rocznie, musieliśmy czekać do 2010 roku. Następną granicę, czyli 30 mln pasażerów osiągnęliśmy w 2015 roku, a na kolejny poziom wdrapaliśmy się już po dwóch latach. Tegoroczny wynik jest też ciekawy ze statystycznego punktu widzenia – po raz pierwszy w historii na każdego mieszkańca Polski przypada średnio jedna podróż samolotem w ciągu roku. Ta informacja świadczy o tym… jak wielki jest potencjał naszego rynku. Z raportu ZDG TOR „Kierunki rozwoju lotnictwa w Polsce” wynika bowiem, że znacznie częściej latają od nas nie tylko Hiszpanie (3,8 podróży rocznie) czy Niemcy (średnio 2,6 podróży w 2015 r.), ale też Litwini (współczynnik 1,4) i Czesi (1,2 podróży rocznie).

Do tak dobrego wyniku polskich portów najmocniej przyczyniło się Lotnisko Chopina, które w 2017 r. obsłużyło 15,752 mln pasażerów, czyli aż o 2,8 mln osób więcej niż rok wcześniej. Trochę złośliwie można napisać, że warszawski port to ewenement na skalę światową – jego szef otwarcie mówi, że interesuje go tylko budowa hubu przesiadkowego dla LOT, a inne nowe trasy czy przewoźnicy niekoniecznie są tu witani z otwartymi ramionami.

Mimo to, liczba pasażerów wzrosła w Warszawie aż o 22,7 proc. w skali roku – jakby na potwierdzenie słów o konieczności budowy Centralnego Portu Komunikacyjnego z powodu zatkania Chopina.

Rekordowym miesiącem dla Chopina był lipiec, gdy lotnisko odprawiło aż 1,7 mln pasażerów. Ten miesiąc pokazuje też największe zagrożenie związane z szybką ekspansją. Były to ogromne problemy z handlingiem i obsługą pasażerów, jakie miała firma LS Airport Services. W efekcie niemal co drugi lot w warszawskim porcie był w lipcu opóźniony.

Pozostałe duże lotniska rosły równie szybko. Imponujące wzrosty zanotowały więc porty w: Krakowie (+17,2 proc., głównie dzięki jesiennej ekspansji Ryanaira), Katowicach (+21,7 proc) i Wrocławiu (tu liczba pasażerów wzrosła o 18 proc. w skali roku).

Swoje dołożyło też lotnisko w Gdańsku, które według wstępnych szacunków portu (oficjalne dane będą dostępne za kilka dni) obsłużyło około 4,6 mln pasażerów (oznacza to wzrost o ok. 14,7 proc. w skali roku). Spośród największych lotnisk bardzo udaną końcówkę roku zanotował port w Poznaniu, gdzie od końca października swoją bazę otworzył Ryanair. W stolicy Wielkopolski oficjalne dane będą znane na dniach, ale wstępne szacunki mówią o liczbie rzędu 1,85 mln podróżnych.|

Z największych portów jedynie Modlin tkwi w delikatnej stagnacji. Tu także dysponujemy tylko wstępnym rachunkiem i wynika z niego, że liczba pasażerów w ciągu roku wzrosła jedynie o 70 tys. podróżnych. Pamiętajmy jednak, że w Modlinie mamy do czynienia ze sporem udziałowców, czego efektem jest zablokowana rozbudowa lotniska, które właściwie pęka w szwach.

Wśród średnich portów lotniczych największe powody do optymizmu mają lotniska w Szczecinie i Lublinie, gdzie liczba pasażerów wzrosła odpowiednio o 24 i 13,9 proc. w skali roku. Nieco słabszy rok ma za sobą lotnisko w Rzeszowie (nawet z uwzględnieniem braku danych za grudzień), jednak na Podkarpaciu przyszły rok powinien być znacznie lepszy. Głównie z powodu ekspansji LOT, który od 9 marca uruchomi trasę z Rzeszowa do Tel Awiwu, a od 29 kwietnia – całoroczne połączenie do Newark w USA obsługiwane przez Dreamlinera.

Jeśli chodzi o najmniejsze lotniska, to ze względu na niską bazę notują one najwyższe wzrosty. Aż o 122,9 proc. w skali roku wzrosła liczba pasażerów w Szymanach (obsłużyło 104,8 tys. podróżnych), a o ponad 91 proc. w Zielonej Górze (do 17,7 tys. osób). Wzrosło nawet lotnisko w Radomiu, choć pamiętajmy, że od końca października hula po nim tylko wiatr.

Z kolei lotniska w Łodzi i Bydgoszczy raczej nie uznają 2017 roku za szczególnie udany, choć patrzą na przyszły rok z nadzieją. Spore odbicie widać już w Bydgoszczy – choć lotnisko obsłużyło w zeszłym roku 331,3 tys. pasażerów (spadek o 1,8 proc.), to w ostatnich dwóch miesiącach tego roku liczba pasażerów rosła odpowiednio o 38 proc. w listopadzie i 15,7 proc. w grudniu rok do roku. To przede wszystkim efekt nowych kierunków, czyli lotów do Lwowa (LOT) i Londynu Luton (Ryanair), a także zwiększenia częstotliwości rejsów do Frankfurtu przez Lufthansę.

Delikatne powody do optymizmu są też w Łodzi – po długiej stagnacji w przyszłym roku Ryanair zacznie stąd latać do Aten, a Lufthansa przywróci skasowane wcześniej przez Adrię bezpośrednie połączenie z Monachium.

Sygnalista – pracownik w walce z nadużyciami szefa

Prawo w Polsce zaczyna wreszcie dostrzegać sygnalistów, a więc osoby, które reagują, gdy w firmach, w których pracują, zdarzają się rzeczy, które nie powinny mieć miejsca. Ochrona osób, które zgłaszają nieuczciwe bądź nieetyczne praktyki jest zarówno w interesie pracowników, jak i pracodawców.

Określenie „whistleblowing” pojawia się przede wszystkim w kontekście nieprawidłowości zgłaszanych przez pracowników. „Whisteblower” to inaczej sygnalista, a mówiąc prościej – osoba, która w dobrej wierze zgłasza nieuczciwe lub nieetyczne zachowania dostrzeżone w firmie, w której pracuje.

Warto w tym miejscu wyjaśnić, co ma wspólnego dmuchanie w gwizdek („blow the whistle”) ze zgłaszaniem nadużyć. Otóż Ralph Nader, twórca amerykańskiego ruchu konsumenckiego namawiał pracowników właśnie do wspólnego gwizdania na znak protestu przeciwko nieuczciwym praktykom koncernów. Tyle, że jego apele miały miejsce w 1971 roku, dziś natomiast „whisteblowing” przybiera zupełnie inną formę – do zgłaszania nadużyć rzadziej wykorzystuje się gwizdki, a częściej telefony oraz e-maile.

Zmienia się także prawo, które coraz częściej wymusza opracowanie i stosowanie procedur, które ułatwią „whisteblowing”. Tak jak w Polsce, gdzie od listopada 2015 roku procedury dotyczące zgłaszania nieprawidłowości powinno wdrożyć każde przedsiębiorstwo podlegające „Prawu bankowemu”. Możliwe także, że już wkrótce w życie wejdzie „Ustawa o jawności życia publicznego”, która powinna zapewnić ochronę sygnalistom, a więc osobom zgłaszającym nieprawidłowości czy to w przedsiębiorstwach, czy w instytucjach publicznych.

Oznacza to, że właściwie każda firma już teraz powinna poważnie przemyśleć, w jaki sposób zamierza radzić sobie w sytuacjach, w których pracownicy zgłaszają problemy etyczne lub prawne i chcieliby wpłynąć na ich wyeliminowanie. Oczywiście nie trzeba czekać z tym na nowe ustawy – tak naprawdę walka z nieetycznymi procederami i  ochrona uczciwych pracowników zawsze była, jest i będzie w interesie przedsiębiorstw. Dzięki temu mogą one szybciej dostrzec problemy, zareagować na nie i wyeliminować, zanim przyniosą firmie duże straty, doprowadzą do procesów sądowych lub kryzysu wizerunkowego.

Wewnętrzna infolinia nie zawsze skuteczna

Procedury zgłaszania nieprawidłowości w firmach najczęściej obowiązują w dużych przedsiębiorstwach i zazwyczaj przybierają postać wewnętrznej infolinii lub adresu e-mail, na który pracownicy mogą anonimowo zgłaszać zauważone problemy. Niestety, w takiej sytuacji pojawia się ryzyko, że pracownik będzie obawiał się, iż mimo wszystko zostanie zidentyfikowany i potraktowany niczym „donosiciel”.

– Wielu pracowników nie zgłasza zdarzeń swojemu pracodawcy w obawie o konsekwencje, nawet jeśli system zapobiegania nadużyciom wydaje się bezpieczny. Boją się, że ktoś ich zauważy lub wyśledzi, a oni w konsekwencji stracą pracę lub dopadnie ich ostracyzm środowiska – mówi Anna Grzywaczyk, reprezentująca Ogólnopolskie Centrum Interwencyjne (OCI).

Z tego też powodu rośnie popularność systemów zewnętrznych. W pierwszej chwili outsourcing w tak wrażliwej kwestii może się wydawać ryzykownym pomysłem, ale warto wziąć pod uwagę, że zewnętrzna infolinia jest w stanie zapewnić sygnalistom lepszą ochronę niż najlepszy system pracodawcy. Z kolei przedsiębiorstwo może czuć się mocniej zobowiązane do wyjaśnienia sytuacji, jeśli w sprawę zaangażowana zostanie strona trzecia. Dlatego wiele międzynarodowych koncernów, choć stać je na własne linie typu „Speak Up”, z powodzeniem korzysta z linii zewnętrznych, uznając je po prostu za skuteczniejsze.

Pracownicy firmy, która dołączy do systemu takiego jak OCI, zyskują  możliwość bezpiecznego zgłoszenia wszelkich nieprawidłowości (etycznych i prawnych) w firmie. Sygnalista może być przy tym pewny, że pracodawca nie pozna jego personaliów. Następnie raport ze zgłoszenia jest przekazywany pracodawcy (oczywiście bez danych sygnalisty) z prośbą o wszczęcie procedury wyjaśniającej.

W przypadku OCI pracownicy mogą zgłaszać problemy przez internet, e-mail lub telefon, a system pozwala w pełni egzekwować kodeks etyczny praktycznie każdego przedsiębiorstwa. W ramach sytemu zgłaszane mogą być sytuacje kradzieży, korupcji, nielegalnych płatności, defraudacji, łamania wewnętrznych procedur, łamania prawa, narażania bezpieczeństwa, zagrożeń dla środowiska, dyskryminacji, molestowania czy mobbingu, a nawet sytuacje związane z konfliktami interesów.

Firma współpracująca z systemem takim jak OCI musi zgodnie z uzgodnionymi procedurami zbadać sprawę, a następnie poinformować o jej finale. Przedsiębiorstwo może np. przeprowadzić postępowanie kontrolne, wprowadzić procedury naprawcze, a nawet zwolnić osobę odpowiedzialną za nadużycia, jeśli okaże się, że faktycznie jej działania były niezgodne z prawem lub narażały firmę na straty.

Świadomy pracodawca krytyki się nie boi

Firma, która chciałaby sama stworzyć własną linię etyczną, musi wyznaczyć do tego celu odpowiednie osoby, a także zapewnić procedury oraz infrastrukturę, aby zagwarantować bezpieczny dla pracowników proces zgłaszania i wyjaśniania nadużyć. Wszystko to może oznaczać duże koszty, których można uniknąć decydując się na dołączenie do systemu zewnętrznego.

W tym drugim przypadku to usługodawca zapewnia całą infrastrukturę, dysponuje też opracowanymi (i sprawdzonymi w praktyce) procedurami, które zapewniają odpowiednią ochronę tak pracownikom, jak i przedsiębiorstwu. Dlatego najczęściej takie rozwiązanie okazuje się łatwiejsze i szybsze do wdrożenia, a przy tym tańsze.

Nie zmienia to jednak faktu, że niektóre przedsiębiorstwa mają pewne obawy związane z przystąpieniem do systemu typu „Speak Up Line”. Pojawia się np. wątpliwość, czy zachęceni do tego pracownicy, nie zaczną masowo dzwonić na infolinię, zasypując ją skargami, osobistymi żalami i pretensjami wobec mniej lubianych przełożonych.

– Owszem, można się spodziewać, że w pierwszym etapie, gdy pracownicy zostaną poinformowani o tym, że firma wdraża ten mechanizm, liczba zgłoszeń będzie większa niż później. Wiele z nich może jednak dotyczyć spraw nieaktualnych, niewyjaśnionych w przeszłości. Później zainteresowanie systemem przeważnie spada, a pracownicy korzystają z niego tylko w sytuacjach, które są dla nich ważne i zarazem aktualne – mówi Anna Grzywaczyk.

Nie sprawdzają się również obawy, jakoby pracownicy dokonywali fałszywych zgłoszeń np. w celu pozbycia się wymagającego kierownika. Tego typu sytuacje częściej mogą mieć miejsce w ramach systemów wewnętrznych, gdy pracownicy składają anonimowe skargi. Doświadczenie pokazuje, że jeśli pracownik ma zgłosić problem do systemu takiego jak OCI, zazwyczaj jest to decyzja poważna, dobrze przemyślana i oparta na wiarygodnych informacjach.

Etyka się opłaca

Przedsiębiorstwo, które dokłada starań, by poważnie przestrzegać zasad etycznych, zwiększa szanse na skuteczne wykrywanie przypadków oszustw, korupcji oraz na zapobieganie tego typu zdarzeniom.

Nie bez znaczenia jest także fakt, że pracodawca, który prowadzi aktywną politykę antymobbingową, zmniejszy ryzyko rozstrzygania tego typu spraw na drodze sądowej, a gdy mimo wszystko do takiego procesu dojdzie, sąd będzie musiał uwzględnić także zaangażowanie pracodawcy w zapobieganie podobnym problemom.

I w końcu – etyczne środowisko pracy sprzyja większym przychodom. Wysokiej klasy pracownicy będą bardziej zainteresowani pracą w firmie, która autentycznie dba o etykę i uczciwe zasady, a sprawnie działające procedury zapobiegające nadużyciom finansowym będą odstraszały przed próbami nieuczciwych zachowań.

Warto podkreślić, że wdrożenie systemu „Speak Up Line” może być dla pracodawcy wyjątkowo skutecznym elementem employer brandingu. Pracodawca buduje w ten sposób wizerunek przedsiębiorstwa autentycznie zainteresowanego problemami pracowników i nie są to jedynie puste deklaracje. Pracownicy dostają konkretne narzędzia, umożliwiające przeciwdziałanie złym praktykom w przedsiębiorstwie, mają realny wpływ na kształtowanie etycznej kultury w firmie.

Wdrażając system do zgłaszania nieprawidłowości w firmie pracodawca podkreśla, że jakość współpracy, efektywność i uczciwość są dla niego ważniejsze od utrzymywania zarządu w dobrym samopoczuciu. Zapewnia też, że problemy zauważane przez pracowników nie będą pozostawiane bez wyjaśnienia, bowiem obydwie strony traktują siebie nawzajem uczciwie i poważnie. A w takiej sytuacji zyskuje zarówno etyczny pracodawca, jak i uczciwy pracownik. Jeśli ktoś może stracić, to jedynie osoby, które dopuściły się bezprawnych bądź nieetycznych zachowań.

Auto w leasingu a księgowość w 2018 r.

Jedną z najczęściej wybieranych form finansowania pojazdów w działalności gospodarczej jest umowa leasingu. W zależności od tego, czy jest to leasing operacyjny, czy leasing finansowy, sposób rozliczenia wydatków związanych z samochodem osobowym będzie wywoływał odmienne skutki podatkowe. Na czym polegają obie formy leasingu oraz w jaki sposób je rozliczyć?

Samochód osobowy w leasingu finansowym na gruncie PIT

Przedmiot wykorzystywany w firmie na podstawie umowy leasingu finansowego przenosi prawo własności do rozporządzania nim na leasingobiorcę. – Zatem samochód osobowy w leasingu finansowym można wprowadzić do ewidencji środków trwałych, co pozwoli na dokonywanie odpisów amortyzacyjnych w kosztach uzyskania przychodu – tłumaczy Anna Wakulik, z wFirma.pl, rozbudowanego serwisu do prowadzenia księgowości online dedykowanego mikro i małym przedsiębiorcom.

Od 1 stycznia 2018 r. wartość początkowa składników majątku uznawanych za środki trwałe obowiązkowo wprowadzane do ewidencji środków trwałych została zwiększona do 10.000 zł.

 

Do ustalenia wartości początkowej samochodu osobowego będącego przedmiotem umowy leasingu finansowego należy stosować art. 22g ust. 3 i 5 ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych, dotyczący nabyć środków trwałych w drodze zakupu. Przepisy wskazują, że wartość początkową samochodu w leasingu będzie stanowiła jego wartość netto, która odpowiada sumie rat kapitałowych. Może ona ulec powiększeniu o koszty naliczone do dnia przyjęcia pojazdu do używania w firmie, do których kwalifikują się m.in. koszty transportu, montażu, załadunku, rozładunku, ubezpieczenie w drodze, opłaty skarbowe czy notarialne. W przypadku kiedy podatnikowi nie przysługuje obniżenie kwoty należnego podatku o podatek naliczony (w całości lub części), nieodliczony VAT przypadający na część kapitałową będzie składnikiem wartości początkowej środka trwałego.

Jeżeli wartość początkowa samochodu osobowego wprowadzonego do ewidencji środków trwałych przekracza limit 20.000 euro, to odpisów amortyzacyjnych można dokonywać do wysokości wyznaczonego limitu 20.000 euro. Przeliczenia wartości na złote należy dokonać według średniego kursu NBP z dnia poprzedzającego przekazanie pojazdu do używania, zgodnie z art. 23 ust. 1 pkt 4 ustawy o PIT.

Należy pamiętać, że wprowadzenie samochodu w leasingu finansowym do środków trwałych wyklucza rozliczenie rat leasingowych – części kapitałowej bezpośrednio w kosztach. Natomiast możliwe jest uwzględnienie w kosztach części odsetkowej rat leasingowych po ich zapłaceniu, a także innych wydatków związanych z bieżącym użytkowaniem pojazdu w firmie.

Samochód osobowy w leasingu operacyjnym na gruncie PIT

Leasing operacyjny polega na tym, że przedmiot użytkowany na podstawie umowy leasingu pozostaje własnością firmy leasingowej. – Wobec tego, samochodu osobowego w leasingu operacyjnym nie można wprowadzić do ewidencji środków trwałych, ponieważ nie stanowi własności przedsiębiorcy – wyjaśnia ekspert.

Jednak wydatki związane z samochodem w leasingu operacyjnym, takie jak raty leasingowe, opłata wstępna, zakup paliwa czy części do samochodu mogą stanowić koszty podatkowe, księgowane bezpośrednio w kolumnie 13 KPiR jako pozostałe wydatki. Wówczas w KPiR należy wykazać:

  • kwotę netto z faktury – gdy czynny podatnik VAT odlicza 100% VAT od wydatków związanych z pojazdem,
  • kwotę netto + 50% nieodliczonego VAT – gdy czynny podatnik VAT odlicza 50% VAT od wydatków związanych z pojazdem,
  • kwotę brutto – gdy nabywcą jest podmiot zwolniony z VAT.

Odliczenie VAT od samochodu osobowego w leasingu

Od 1 kwietnia 2014 r. wydatki związane z samochodem osobowym w leasingu nie są objęte limitem odliczenia VAT, którego ograniczenie wynosiło 60%, lecz nie więcej niż 6000 zł. Obecnie odliczenie podatku VAT od wydatków związanych z samochodem osobowym, również tym w leasingu, jest uzależnione od sposobu jego użytkowania w firmie.

W przypadku samochodów osobowych w leasingu, które są użytkowane w sposób mieszany, czyli równocześnie w działalności i prywatnie, można odliczać 50% kwoty podatku VAT od wydatków z nim związanych. Dotyczy to rat leasingowych, wydatków eksploatacyjnych itp. Pozostała część nieodliczonego podatku VAT podlega ujęciu w kosztach uzyskania przychodów. Przy użytkowaniu samochodu osobowego w sposób mieszany podatnik nie ma obowiązku prowadzenia ewidencji przebiegu pojazdu dla celów PIT.

Natomiast gdy samochód osobowy jest wykorzystywany wyłącznie w celach prowadzenia działalności, wówczas przysługuje 100% odliczenia VAT, co dotyczy zarówno rat leasingowych za użytkowanie samochodu oraz innych bieżących wydatków z nim związanych, np. zakupu paliwa czy części.

Użytkowanie samochodu wyłącznie w celach działalności należy jednak odpowiednio udokumentować. Przede wszystkim należy zgłosić pojazd jako firmowy do urzędu skarbowego na formularzu VAT-26, na co przedsiębiorca ma 7 dni od daty poniesienia pierwszego wydatku związanego z pojazdem, oraz sporządzić regulamin jego użytkowania w firmie. Należy również na bieżąco prowadzić ewidencję przebiegu pojazdów, tzw. kilometrówkę dla celów podatku VAT, której celem jest potwierdzenie i udokumentowanie wykorzystywania samochodu wyłącznie w działalności – twierdzi Anna Wakulik z wFirma.pl.

Leasing operacyjny a finansowy – różnice

Użytkowanie samochodu osobowego w obu rodzajach leasingu pod względem podatkowym ma swoje wady i zalety. Najważniejsze kwestie rozliczenia podatkowego wydatków związanych z samochodem osobowym w obu formach leasingu przedstawia poniższa tabela.

Leasing operacyjny Leasing finansowy
●     samochód nie stanowi środka trwałego, brak możliwości odliczenia w kosztach odpisów amortyzacyjnych,
●     raty leasingowe stanowią koszt,
●     pozostałe bieżące wydatki dotyczące samochodu są kosztem,
●     wartość odliczenia VAT od wydatków związanych z pojazdem uzależniona jest od sposobu jego użytkowania.
●     samochód stanowi środek trwały, co daje możliwość odliczenia odpisów amortyzacyjnych w kosztach,
●     raty leasingowe w części kapitałowej nie stanowią kosztu,
●     odsetki od rat leasingowych są kosztem,
●     pozostałe bieżące wydatki dotyczące samochodu są kosztem,
●     wartość odliczenia VAT od wydatków związanych z pojazdem uzależniona jest od sposobu jego użytkowania.

Podsumowanie poprzedniego roku i plany Nest Bank S A na 2018 r.

Rok 2017 jest drugim po przejęciu kontroli nad bankiem przez fundusz AnaCap. W pierwszym roku przygotowaliśmy nasz bank do wzrostu, tworząc nową markę oraz zestaw elementów składających się na przewagi konkurencyjne. Z kolei w 2017 roku oczekiwaliśmy znacznego rozwoju. To był rok sprawdzenia naszych założeń biznesowych. Z satysfakcją  mogę powiedzieć, że skala rozwoju nie tylko spełniła, ale nawet przekroczyła oczekiwania właściciela. Złożyły się na to wysoka świadomość marki Nest Bank, błyskawiczny rozwój sieci sprzedaży i mocna sprzedaż – zarówno skierowana do klientów indywidualnych, jak i mikroprzedsiębiorstw. Jednocześnie, budując portfel naszych klientów, wciąż zwiększamy zasięg na terenie kraju i intensywnie pracujemy nad ofertą produktową.

Zamykamy 2017 r. z poczuciem sukcesu w każdym z tych obszarów. Wprowadziliśmy do oferty wiele atrakcyjnych produktów, które rzeczywiście wyróżniają się na rynku. Wypływają z filozofii naszej marki, odpowiadają na potrzeby znane każdej polskiej rodzinie czy rodzinnej firmie – wychodzą poza szablony utarte na polskim rynku bankowym. Pierwszy taki na rynku, bezpłatny kredyt na fotelik samochodowy, z jednej strony był odpowiedzią na ważny społeczny problem i świetnie wpisywał się w filozofię naszego banku jako rodzinnego i opiekuńczego. Towarzysząca mu kampania zakomunikowała jednocześnie rynkowi, że mamy w ofercie dobre i bezpieczne kredyty.

Mieliśmy również wiele ciekawych wdrożeń skierowanych do mikrofirm. Wyróżniającym się pomysłem produktowym jest Sukcesja – kredyt skierowany do rodzinnych firm, w którym wiarygodność kredytowa przechodzi z dotychczasowego właściciela na sukcesora. Ważnym projektem było dla nas również nawiązanie współpracy z Google i świetna promocja połączona z edukacją przedsiębiorców, w ramach której firmy zaciągające u nas kredyt otrzymują 1000 zł na reklamę w Internecie wraz z profesjonalnym wsparciem w zaplanowaniu kampanii. To tylko niektóre z tegorocznych wdrożeń. Wszystkie je łączy silne dopasowanie cech produktu do filozofii naszej rodzinnej markipodsumowuje Bartosz Chytła, Pierwszy Wiceprezes Zarządu Nest Banku.

Co oczywiście dla nas najważniejsze – nasza strategia produktowa znalazła odzwierciedlenie w wynikach sprzedażowych. Obecnie Nest Bank udziela dziesięciokrotnie więcej kredytów miesięcznie niż bank sprzedawał jeszcze dwa lata temu.  – Nest Bank w ostatnich dwóch latach skupiał się na segmencie mikrofirm i w 2017 r. zrealizował potrojenie wartości sprzedaży kredytów w stosunku do 2015 roku, przy jednoczesnym podwojeniu jej rentowności – mówi Agnieszka Porębska-Kość,  Dyrektor Zarządzająca Obszarem Bankowości Przedsiębiorstw i Finansowania. – Było to możliwe między innymi dzięki zbudowaniu od nowa portfolio produktów kredytowych, zmianie modelu zarzadzania ryzykiem i automatyzacji procesu kredytowego – dzięki czemu przedsiębiorca może otrzymać decyzję kredytową w kilka minut. Drugim czynnikiem tak dynamicznego wzrostu był rozwój kanałów dystrybucji, zarówno jakościowy jak  i ilościowy. Bank rozpoczął także budowanie swojej obecności w obszarze finansowania gospodarstw rolnych oraz skutecznie wdrożył finansowanie zabezpieczone polskimi i europejskimi instrumentami gwarancyjnymi dodaje Agnieszka Porębska-Kość.

– Linię biznesową Consumer Finance stworzyliśmy w Nest Banku od zera. Rozwija się ona bardzo szybko i obecnie stanowi już 50% wolumenu sprzedaży kredytowej Nest Banku – zauważa Bartłomiej Babicz, Dyrektor Zarządzający Obszarem Bankowości Detalicznej. – Wysoka jakość i elastyczność procesu udzielania kredytów została doceniona przez rynek. W 2017 r. Bank otrzymał prestiżową nagrodę Złotego Bankiera właśnie w kategorii kredytów gotówkowych. Nagroda jest tym cenniejsza, że kredyty detaliczne w Nest Banku debiutowały dopiero kilka miesięcy wcześniej. Dzięki atrakcyjnej ofercie produktowej, szczególnie kredytów gotówkowych, Bank stał się liderem finansowania klientów w branży pośredników finansowych, co zostało potwierdzone przyznanym przez KPF Złotym Laurem Pośredników – dodaje Bartłomiej Babicz.

Konsekwencją intensywnej akcji kredytowej była bardzo atrakcyjna na tle rynku oferta lokat – nasze produkty przez cały rok przyciągały klientów najwyższymi miejscami w rankingach produktowych. – Dzięki  odpowiednim działaniom, nastawionym na akwizycję klientów z RORami i lokatami, przez kanał internetowy pozyskaliśmy w 2017 r. ponad 120 tys. nowych klientów i blisko 2 mld zł nowych depozytów– mówi Agnieszka Porębska-Kość. – W 2017 r. rozpoczęliśmy również budowanie bankowości relacyjnej i dwukrotne zwiększyliśmy udział klientów z wpływami wynagrodzeń do banku. Zrealizowaliśmy ten cel dzięki wzrostowi rozpoznawalności marki, ale również uruchamiając specjalne oferty lokat dla klientów z wpływem wynagrodzenia, udostępniając darmowe wpłatomaty, wdrażając płatności mobilne Android Pay i specjalne oferty promocyjne przygotowywane np. wspólnie z VISA –  dodaje Agnieszka Porębska-Kość.

– Rozwojowi oferty produktowej towarzyszył niezwykle intensywny rozwój sieci sprzedaży. Obok 57 oddziałów własnych mamy już ponad 150 placówek franczyzowych na terenie całego kraju i jako jedni z nielicznych banków na rynku wciąż nawiązujemy współpracę z nowymi partnerami – mówi Bartłomiej Babicz.

Rok 2017  to również czas intensywnej pracy nad doświadczeniem klienta spotykającego naszą markę w różnych kanałach. Nieustannie pracujemy nad jakością obsługi naszych doradców i dbamy o atmosferę w oddziałach, bardziej przypominających kawiarnię niż bezduszne okienko bankowe. Intensywnie pracujemy także nad naszymi rozwiązaniami internetowymi i mobilnymi – jako jedni z pierwszych na rynku udostępniliśmy w grudniu możliwość założenia konta w Nest Banku za pośrednictwem wideoweryfikacji.

Wszystko to sprawia, że zamykamy ten rok z satysfakcją, tym większą, że popartą obiektywnymi wynikami branżowych rankingów i konkursów. W zakresie obsługi klientów w oddziałach i przez Internet zajęliśmy wysokie miejsca w środku stawki bankowej, wyprzedzając wielu bardziej doświadczonych od nas graczy z wieloletnią pozycją na rynku. Najnowsze badanie pokazuje, że wspomagana świadomość naszej marki wyniosła w listopadzie 48%. To znakomity rezultat.

Bardzo istotne, że nasze działania przełożyły się na wzrost jakości portfela kredytowego banku. Jednocześnie bank utrzymuje jeden z najwyższych wskaźników adekwatności kapitałowej T1 w sektorze. To wszystko składa się na wysoki, lecz stabilny, bezpieczny i rentowny wzrost Banku – dodaje Bartosz Chytła.

Plany na 2018 r.

Miejsce w którym jesteśmy zapewnia dobry start w nowym roku. Priorytety na 2018 rok to umocnienie pozycji rynkowej w segmentach konsumentów i mikrofirm przy znaczącym wzroście rentowności Nest Banku.

– Bank w kolejnych latach nadal planuje zwiększać swoje udziały rynkowe – mówi Agnieszka Porębska-Kość, Dyrektor Zarządzająca Obszarem Bankowości Przedsiębiorstw i Finansowania.Planujemy eksplorować segment spółek i rozszerzyć ofertę dla firm większych niż mikroprzedsiębiorstwa, jednak zachowując wszystkie przewagi konkurencyjne jak np. szybkość procesu wypracowane dla segmentu mikroprzedsiębiorstw. Jednocześnie nowatorska oferta produktowa oraz większa aktywność w kanałach digital pozwoli się nam skupić się na zaspokojeniu potrzeb nowego dla banku segmentu klienta, w szczególności wykorzystując lukę pomiędzy finansowaniem bankowym i pozabankowymdodaje Agnieszka Porębska-Kość. – Będziemy również utrzymywać kanał internetowy jako główny kanał pozyskania nowych rachunków osobistych i kont firmowych. Ponad 70%  sprzedaży tego produktu pochodzi teraz z Internetu, będziemy ten kanał usprawniać i optymalizować wprowadzając ułatwienia dla klienta w rodzaju niedawno wprowadzonej wideoweryfikacji  – mówi Agnieszka Porębska-Kość .

– Bank jest już uznanym dostawcą finansowania w tradycyjnych kanałach dystrybucji, a w roku 2018 będziemy dodatkowo rozwijać ofertę w Internecie i na platformach mobilnych – Zwiększy się reklamowa obecność Banku w mediach internetowych, ale zakładamy także szersze otwarcie się na pośredników pozyskujących klientów on-linemówi Bartłomiej Babicz Dyrektor Zarządzający Obszarem Bankowości Detalicznej  – Wprawdzie jakość portfela kredytowego w systemie bankowym poprawia się, narasta jednak zjawisko nadmiernego zadłużania się w niektórych segmentach rynku. Projektując nowe produkty Nest Bank będzie brał pod uwagę bezpieczeństwo finansowe polskich rodzin, przeciwdziałając zjawisku przekredytowania – podkreśla Bartłomiej Babicz.

Odrębnym dużym projektem będzie ruszająca właśnie cała linia produktów inwestycyjnych, umożliwiających efektywne oszczędzanie osobom o różnym doświadczeniu inwestycyjnym.
– w 2018 r. będziemy rozwijać ofertę inwestycyjną – wprowadzimy kolejne produkty inwestycyjno-ubezpieczeniowe, specjalnie wyselekcjonowane i dopasowane do potrzeb rodzin. Ruszymy ze sprzedażą funduszy inwestycyjnych i lokat strukturyzowanych za pośrednictwem Agenta Firmy Inwestycyjnej –
dodaje Agnieszka Porębska- Kość.

Niezwykle wyczekiwanym przez nas wdrożeniem będzie premiera aplikacji internetowej i mobilnej. Jest ona z jednej strony silnie związana z wchodzącą w życie w przyszłym roku dyrektywą PSD2, wymuszającą na wszystkich graczach nowe standardy usług płatniczych.  – W pierwszej połowie roku udostępnimy naszym klientom zupełnie nowe rozwiązanie internetowe i mobilnemówi Małgorzata Adamczyk, Dyrektor Departamentu Bankowości Elektronicznej. Nowa bankowość elektroniczna będzie bazowała na nowoczesnych rozwiązaniach technologicznych, w tym na otwartych interfejsach umożliwiających bankowi sprawny rozwój i integrację z systemami i aplikacjami partnerów zewnętrznych. Zaowocuje to bardziej dynamicznym rozwojem usług i oferty dodanej banku zarówno do kont, jak i docelowo do kredytów. Już na etapie budowy  nowego systemu integracja z partnerami zewnętrznymi z obszaru  Fintech następuje na nowych, przyszłościowych zasadach. Nowy system będzie z jednej strony pełen nowoczesnych rozwiązań,  w tym w zakresie usług płatniczych, oferty oszczędnościowej. Z drugiej strony przykładaliśmy ogromną wagę do doświadczenia naszego klienta. Szykujemy rozwiązania intuicyjne, przyjazne, łatwe w obsłudze oparte o cenioną przez klientów klasykędodaje Małgorzata Adamczyk.

Nadchodzący rok stawia przed nami ambitne wyzwania, ale jesteśmy na nie przygotowani. Będziemy konsekwentnie realizować naszą strategię opartą na rozwiązaniach oraz procesach bezpiecznych i przyjaznych dla rodzin i rodzinnych firm. Będziemy zwiększać naszą dostępność w całej Polsce, a także w Internecie, sukcesywnie podnosząc naszą rentowność.

 

3 na 4 menadżerów i specjalistów przeprowadzi się za pracą

Rynek pracy w Polsce cechuje się wysokim stopniem mobilności – aż 74% pracowników przeprowadziłoby się w przypadku otrzymania atrakcyjnej oferty pracy. Najbardziej pożądane miasto to Warszawa, w której chce pracować co drugi specjalista lub menedżer dopuszczający możliwość zmiany miejsca zamieszkania. Relokacja zawodowa do stolicy Dolnego Śląska byłaby interesująca dla 38% badanych, a 33% chętnie przeprowadzi się do Trójmiasta. Listę TOP5 najbardziej atrakcyjnych lokalizacji zamykają Kraków oraz Poznań.

Siódma edycja badania Antal „Aktywność specjalistów i menedżerów na rynku pracy” pokazała, że specjaliści i menedżerowie w Polsce są otwarci na relokację zawodową. Taką możliwość rozważyłoby 3 na 4 zapytanych. I choć czołówka miast, które w oczach pracowników są najbardziej atrakcyjne, nie zmieniła się w porównaniu do poprzedniej edycji badania, to jednak widać istotne przetasowania.

Wysoki awans stolicy

Warszawa znalazła się na szczycie najbardziej pożądanych miast wśród respondentów gotowych do rozważenia przeprowadzki za pracą. W porównaniu do poprzedniej edycji badania stolica zanotowała zdecydowany awans – na pierwsze miejsce z trzeciego zajmowanego rok temu. Odsetek specjalistów i menedżerów, którzy chętnie przeprowadzą się zawodowo do Warszawy wzrósł z 31% do aż 52%.

Michał Borkowski z Antal wyjaśnia, że na zwiększenie zainteresowania Warszawą w dużej mierze wpłynął „szum medialny” wywołany zjawiskiem Brexitu. – Warszawa jest naturalnym polskim pretendentem do walki o migrację korporacji, w tym największych na świecie banków czy funduszy inwestycyjnych, szukających nowej siedziby jako alternatywy dla Londynu. Dane rynkowe wskazują, że jest to miasto, w którym może zyskać zarówno firma – ze względu na potencjalnie niskie koszty funkcjonowania biznesu i dostęp do wykwalifikowanego personelu, jak i pracownik. Szanse na nowe miejsca pracy w prestiżowych organizacjach wyraźnie działają na wyobraźnię specjalistów i menedżerów – mówi Michał Borkowski, Senior Consultant, Antal Finance & Accountancy.

Wrocław numerem dwa

Jak wynika z raportu, aż 38% specjalistów i menedżerów chętnie przyjęłoby propozycję nowej pracy w stolicy Dolnego Śląska. W rezultacie miasto zajęło drugie miejsce na liście najbardziej pożądanych miejsc pracy w Polsce. Warto przypomnieć, że rok temu, z podobnym odsetkiem (39%), miasto było liderem.

Michał Wolski z Antal zwraca uwagę, że Wrocław już od kilku lat przyciąga pracowników, gdyż włodarze miasta konsekwentnie realizują politykę budowania marki Wrocławia. – Z jednej strony przyciągane są do regionu inwestycje realizowane przez liderów w swoich branżach (IT, finanse, motoryzacja, appliance, SSC), z drugiej Wrocław oferuje szeroką ofertę kulturalną i rozrywkową. Warto w tym miejscu przypomnieć, jak udanym przedsięwzięciem było zorganizowanie kilkuset różnych eventów w ramach Europejskiej Stolicy Kultury 2016. Z kolei w 2017 roku we Wrocławiu odbyły się World Games – igrzyska sportów nieolimpijskich. W ciągu kilku ostatnich lat zakończono też duże inwestycje infrastrukturalne, które zdecydowanie poprawiły jakość życia mieszkańców – mówi Michał Wolski, Branch Manager, Antal Wrocław.

Trójmiasto, czyli trzy razy trzy

Trójmiasto przyciąga zawodowo co trzeciego specjalistę lub menedżera. Co więcej, w najnowszym zestawieniu zajęło trzecią pozycję, jako najbardziej atrakcyjne miejsce pracy. Rok wcześniej z nieco wyższym odsetkiem (36%) Gdańsk, Gdynia i Sopot zajmowały drugie miejsce.

– Wysoka pozycja Trójmiasta wychodzi trochę z DNA Pomorza, które od wieków otwarte jest na wymianę i biznes. Trafiają tu osoby świadome swoich umiejętności i chcące rozwijać się właśnie w miejscu pełnym otwartości dla nowych rozwiązań biznesowych. Nie bez powodu co roku mieszkańcy Gdańska i Gdyni deklarują swoje przywiązanie do Pomorza i zadowolenie z miejsca zamieszkania, w czym akurat od lat Trójmiasto jest liderem.  Pracowników przyciąga nie tylko zaplecze biznesowe czy dobrze rozbudowana sieć infrastruktury, ale i bliskość morza, czego inne aglomeracje jak Warszawa czy Wrocław mogą nam tylko pozazdrościć – mówi Miłosz Floriański, Consultant Antal Engineering & Operations, Antal.

Kraków poza podium, ale wciąż wysoko

Relokację zawodową do stolicy Małopolski deklaruje 28% respondentów, badanych przez firmę rekrutacyjną Antal. Taki wynik, podobnie jak rok temu, pozwolił zająć miastu mocną czwartą pozycję.

Kraków w stosunku do takich lokalizacji jak Wrocław czy Trójmiasto na obecną chwilę można już powoli nazywać rynkiem nasyconym pod kątem nowych inwestycji. Nadal jednak jest atrakcyjny dla wielu pracowników, plasując go w ścisłej czołówce listy najbardziej pożądanych miast w Polsce w przypadku relokacji krajowej. Systematyczny rozwój rynku pracy, silna marka miasta kojarzona na całym świecie, jak również tak bardzo ostatnio doceniany, a powszechny w Krakowie, work-life balance przyciąga specjalistów i menedżerów nie tylko z kraju, ale także z zagranicy – mówi Sebastian Wysocki, Branch Manager, Antal Kraków.

Listę TOP5 zamyka Poznań

Wśród pięciu najbardziej pożądanych miejsc zatrudnienia znajduje się też stolica Wielkopolski. Relokacja zawodowa do Poznania jest atrakcyjna dla co czwartego specjalisty i menedżera (26%).

Dominik Pekról z Antal podkreśla, że o dojrzałości lokalnego rynku świadczy najniższy wskaźnik bezrobocia w Polsce, który w 2017 roku oscylował poniżej 2%. – Wynika to wprost z dotychczasowych inwestycji, ale nie powinno martwić potencjalnych pracodawców. Poznaniowi jeszcze daleko do przesytu i niedoboru kandydatów wynikającego z nadmiernego skupienia poszczególnych sektorów. Co więcej, Poznań może zaoferować różnorodność wyzwań i karier w kluczowych sektorach takich jak przemysł, logistyka, IT czy SSC/BPO. Dokładając do tej mieszanki politykę miasta nakierowaną na mieszkańców, z rozlicznymi inwestycjami w infrastrukturę, w najbliższych latach powinniśmy spodziewać się dalszego uwalniania potencjału regionu – mówi Dominik Pekról, Branch Manager, Antal Poznań.

***

  1. edycja badania Antal „Aktywność specjalistów i menedżerów na rynku pracy” została przeprowadzona metodą CAWI w terminie 24.07-16.08 2017 roku. W badaniu wzięło udział 1040 respondentów z całej Polski. Badanie było anonimowe.

Grupa Muszkieterów w TOP 3 na francuskim rynku DIY

4 stycznia 2018 r. Grupa Muszkieterów nabyła francuskie i hiszpańskie placówki sieci Bricorama oraz jej azjatyckie biuro zakupowe. Transakcja została zatwierdzona przez Francuski Urząd ds. Konkurencji. Dzięki przejęciu Muszkieterowie zajmują trzecią pozycję na francuskim rynku DIY.

ITM Equipement de la Maison, jednostka Grupy Muszkieterów ma obecnie w portfelu 506 sklepów działających pod szyldami Bricomarché i Brico Cash. Dzięki transakcji ITM przejęło 170 sklepów sieci Bricorama i stało się 3. operatorem na rynku DIY we Francji. – Połączenie dwóch wiodących sieci wpłynie na decydujące umocnienie wpływu lokalnych przedsiębiorców na rynek DIY – podsumowuje transakcję Didier Duhaupand, prezes Grupy Muszkieterów.

Przejęcie Bricoramy zwiększy różnorodność szyldów ITM Equipement de la Maison, ale również poszerzy wachlarz konceptów sprzedaży, zapewniając sieci obecność na znacznie większym obszarze geograficznym. Sklepy sieci Bricorama znajdują się w strefach miejskich, a sklepy Bricomarché i Brico Cash w strefach wiejskich i podmiejskich. – Wierzymy, że dzięki tej transakcji wykorzystamy efekt skali i przyspieszymy nasz rozwój odpowiadając na wyzwania bardzo konkurencyjnego rynkudodaje Thierry Coulomb, Prezes lTM Equipement de la Maison.

Mocna pozycja Bricomarché w Polsce

Podobnie jak za granicą, również w Polsce, sieć Bricomarché konsekwentnie realizuje strategię i  rozwija się zarówno organicznie, jak i poprzez akwizycje. W ostatnich latach firma przejęła kilkanaście lokalizacji po sieci NOMI. Ponadto w kwietniu 2017 r. Bricomarché nabyła lokalizację po Praktikerze w Galerii Pestka w Poznaniu, a w marcu 2018 r. klienci będą mogli zrobić zakupy w kolejnym sklepie sieci w tym mieście. Tym razem w pobliżu poznańskiej Galerii Panorama, gdzie do niedawna był zlokalizowany market Castorama.

Sieć Bricomarché co roku odnotowuje wzrost liczby klientów i udziałów w rynku. Z danych firmy wynika, że w 2016 roku obroty sieci wzrosły o ponad jedną czwartą, a liczba klientów – o niemal 22 proc. Celem sieci Bricomarché, podobnie jak Grupy we Francji, jest wejście do pierwszej trójki sklepów typu „dom i ogród” w naszym kraju.

Dekodery telewizyjne mogą działać szybciej. Premiera innowacyjnego systemu już w I kwartale 2018 roku

Dekodery telewizyjne mogą działać szybciej. Premiera innowacyjnego systemu już w I kwartale 2018 roku 1

Nowe oprogramowanie dla dekoderów TV oraz telewizorów Smart ma w rewolucyjny sposób poprawić komfort korzystania z telewizji kablowej, satelitarnej oraz IPTV. Przełączanie kanału HD ma zająć 0,2 sekundy, zamiast 2-3 sekund w obecnych dekoderach. Rynek telewizji kablowej, internetowej i satelitarnej w Polsce to około 11 mln abonentów i 6 mld złotych przychodu rocznie. Premiera systemu ecVision zapowiadana jest na koniec I kwartału 2018 roku.

Według raportu PMR, najpopularniejsze wśród polskich abonentów są cyfrowe platformy satelitarne i najprawdopodobniej to one nadal będą stanowić największy segment  rynku płatnej telewizji w Polsce. Jedną z niedogodności, na jakie skarżą się użytkownicy jest powolne przełączanie między kanałami. Między innymi ten problem ma rozwiązać ecVision IPTV.

– To system telewizji kablowej, internetowej, satelitarnej, który znacząco przyspiesza np. przełączanie kanałów. W naszym systemie przełączenie kanału HD trwa jedynie 0,2 sekundy, kiedy najlepsza zachodnia konkurencja osiąga to w 2-3 sekundy. ecVision IPTV jest oprogramowaniem, instaluje się je na dekoderach bądź tzw. smartTV. Znacząco przyspiesza i ułatwia obsługę kanałów telewizyjnych – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Jan Poloczek z firmy ecVision.

System oferuje cały zestaw funkcjonalności. Od VOD, przez telewizję linearną, timeshifting z możliwością przewijania do dwóch tygodni materiałów wideo, aż po własny odtwarzacz YouTube. Oprogramowanie będzie sprzedawane operatorom telewizji kablowej, internetowej i satelitarnej. Aktualnie jest jest on testowany za granicą i ma już tam swoich potencjalnych klientów. Rynkowej premiery możemy się spodziewać już w pierwszym kwartale 2018 roku. System ma jednak być rozwijany.

– W przyszłości planujemy wprowadzenie dodatkowych modułów do telewizji kablowej, takich jak np. smart home, czy smart building, które umożliwią z tego samego dekodera telewizyjnego sterowanie np. klimatyzacją, oświetleniem, różnego typu urządzeniami w mieszkaniu – zapowiada Jan Poloczek.

Według danych szacunkowych zawartych w raporcie PMR „Rynek płatnej telewizji w Polsce 2016. Analiza rynku i prognozy rozwoju na lata 2016-2021”, aż 75 proc. gospodarstw domowych w Polsce posiada usługi płatnej telewizji.

EBC wkracza do gry

EBC tradycyjnymi kanałami (bezpośrednio oraz poprzez anonimowe źródła) stara się przekonać rynek, że zapędził się w oczekiwaniach na jastrzębi zwrot banku centralnego. Ale rynek chce trzymać się swego, co generuje huśtawkę na FX. EUR pozostaje mocne, choć kolejne komentarze członków EBC nie są do wykluczenia. Dziś też mocno zdyskontowana decyzja Banku Kanady.

Trzykrotny ruch w tą i z powrotem w zakresie 120 pipsów na EUR/USD – to mówi praktycznie wszystko o tym, jak rynek skołowaciał pod salwą komentarzy z EBC. Okres łatwego pompowania wzrostów euro właśnie się zakończył i wracamy do taktycznego badania pola. Z jednej strony rynek pozostaje przekonany do swoich racji i uważa, że EBC zakończy QE we wrześniu, a potem dość szybko przejdzie pod podwyżki stóp procentowych. Jednak sam bank centralny nie chce, by EUR szybko odwzorowywało te oczekiwania (które mogą zostać spełnione), gdyż zbytnia aprecjacja będzie oddalać ten scenariusz, jeśli zaszkodzić terenom inflacyjnym. EBC różnymi kanałami potwierdził wczoraj, że na przyszłotygodniowym posiedzeniu nie ma mowy o jakiejkolwiek zmianie przekazu. Ba, biorąc pod uwagę gołębie zapędy prezesa Draghiego, nie zdziwiłbym się, jeśli w komunikacie wszelki optymizm na temat sytuacji gospodarczej został przykryty obawami o siłę euro, byle tylko ugasić rajd waluty. Średnioterminowy kapitał portfelowy dalszym ciągu preferuje wzrosty EUR, ale teraz może czyhać na cofnięcie w rejon 1,2100/50. Spekulanci maja krótszy horyzont inwestycyjny i po nieudanej próbie wyrwania kursu w nocy ponad 1,23, teraz mogą być skorzy do odwrócenia pozycji. Kolejne ostrożne komentarze członków EBC oraz nowe „przecieki” (tajemnicą poliszynela jest, że bank kontroluje, co i kiedy wycieka) nie są wykluczone, zatem bądźmy gotowi na podtrzymanie huśtawki.

Wydarzeniem dnia jest decyzja Banku Kanady. Konsensus zakłada podwyżkę o 25 pb, jednak naszym zdaniem jeszcze nie czas na ruch ze strony banku. BoC w swoim nastawieniu podkreśla uzależnienie polityki od napływających danych i choć kondycja gospodarki daje zielone światło, tak niepewność o przyszłość porozumienia NAFTA nakazywałaby ostrożność. Problematyczną kwestią są jednak wysokie oczekiwania rynkowe, gdyż rynek stopy procentowej zdyskontował prawie 23 pb podwyżki. BoC może nie chcieć ryzykować szoku rynkowego i przystanie na rynkowe oczekiwania. Jeśli tak, to należy spodziewać się podtrzymania w komunikacie języka o ostrożnym podejściu w kwestii przyszłych decyzji z nakreśleniem ryzyk licznych ryzyk (NAFTA, ropa naftowa, przegrzany rynek nieruchomości). Wysokie oczekiwania rynkowe oznaczają, że także CAD niemal w całości zdyskontował szanse na podwyżkę, więc nie ma obecnie dużej wartości w nowych pozycjach kupna. Ryzyka przeważają po negatywnej stronie w przypadku braku podwyżki lub nie-jastrzębiego wydźwięku komunikatu. Potencjalne osłabienie CAD pod presją realizacji zysków (sprzedaż faktów) może jednak stanowić okazję dla zajęcia średnioterminowej pozycji, biorąc pod uwagę, że CAD prezentuje jedne z lepszych warunków fundamentalnych w gronie walut G10.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Bitcoin rekordowo tani

Najpopularniejszej kryptowalucie nie wiedzie się ostatnio dobrze. W ciągu ostatnich dwóch dni nastąpił spory spadek wartości bitcoina. Rekordowo niski poziom zanotowano w nocy z wtorku na środę – 10,6 tys. USD i było to aż 26% mniej niż w poniedziałek popołudniu (ponad 14,3 tys. USD). Tym samym kryptowaluta była najtańsza od początku grudnia 2017 r. Później bitcoin nieco odrobił straty i w środę rano kosztuje 11,4 tys. USD. To i tak aż 42% mniej w porównaniu z najwyższym poziomem w historii z połowy grudnia. Zdaniem niektórych analityków ma to związek z oświadczeniem władz Korei Południowej, że przygotowują przepisy zakazujące handlu wirtualnymi walutami. Także władze Chin sugerują podobny krok, co może pogłębić spadki bitcoina.

Waluty: W ciągu ostatnich 24 godzin amerykański dolar zyskuje do głównych walut: do euro (+0,07%), brytyjskiego funta (+0,12%), dolara kanadyjskiego (+0,16%), dolara australijskiego (+0,13%) oraz japońskiego jena (+0,05%) i kursy wynoszą: EUR/USD – 1,223, GBP/USD – 1,377, USD/CAD – 1,245, AUD/USD – 0,795 i USD/JPY – 110,8. Euro jest słabsze wobec japońskiego jena (-0,12%) i kurs EUR/JPY wynosi 135,4, a kurs EUR/GBP jest na poziomie 0,888. Złotówka minimalnie traci do dolara, euro i franka szwajcarskiego i jest na tym samym poziomie do funta. W środę rano dolar kosztuje poniżej 3,42 zł, euro – poniżej 4,18 zł, funt – 4,7 zł, a frank – prawie 3,55 zł.

Giełdy: Na światowych giełdach mieszanka koloru zielonego i  czerwonego. We wtorek w Europie londyński indeks FTSE 100 stracił 0,17%, frankfurcki indeks DAX zyskał 0,35%, a paryski indeks CAC 40 wzrósł o 0,07%. W Amerykach nowojorski indeks S&P 500 spadł o 0,35%, meksykański indeks Bolsa podniósł się o 0,25%, a brazylijski indeks Bovespa zyskał 0,1%. W środę w Azji tokijski indeks Nikkei spadł o 0,35%, indeks Shanghai Composite wzrósł o 0,24%, a hongkoński indeks Hang Seng podniósł się o 0,17%.

Ropa i złoto: Po wcześniejszych wzrostach ceny ropy naftowej idą w dół. We wtorek na zakończenie dnia baryłka ropy Brent kosztowała 69,15 USD (-1,04%), a ropy WTI – 63,73 USD (-0,89%). Roczna prognoza ceny baryłki surowca wynosi 73 USD. Spada również cena złota. W środę rano uncję metalu rynek wycenia na 1333 USD. To 6 USD mniej (-0,45%) niż dobę wcześniej.

Najważniejsze wydarzenia dzisiejszego dnia:

  • 11:00 – Strefa euro – Inflacja HICP (r/r), grudzień (prognoza 1,4%)
  • 13:00 – USA – Wnioski o kredyt hipoteczny, tydzień (poprzednio 8,3%)
  • 14:00 – Polska – Przeciętne wynagrodzenie (r/r), grudzień (prognoza 7,15%)
  • 14:00 – Polska – Zatrudnienie w sektorze przedsiębiorstw (r/r), grudzień (prognoza 4,5%)
  • 15:15 – USA – Produkcja przemysłowa (m/m), grudzień (prognoza 0,5%)
  • 15:15 – USA – Wykorzystanie mocy produkcyjnych, grudzień (prognoza 77,3%)
  • 16:00 – USA – Indeks rynku nieruchomości NAHB, styczeń (prognoza 72 pkt.)
  • 17:15 – Kanada – Wystąpienie szefa Banku Kanady
  • 20:00 – USA – Beżowa Księga, styczeń
  • 21:00 – USA – Wystąpienie szefa Fed z Chicago
  • 21:00 – USA – Wystąpienie szefa Fed z Dallas
  • 22:30 – USA – Wystąpienie szefa Fed z Cleveland

Przygotował zespół analityczny easyMarkets

Zobacz statystyki na indeksie SP500 oraz Dow Jones

Rok 2017 na giełdzie amerykańskiej okazał się wspaniały dla kupujących. Pobiliśmy kilka ciekawych rekordów, które pozwoliły na rozgoszczenie się optymizmu. Po pierwsze należy zwrócić uwagę na ilość nowych szczytów osiągniętych podczas ubiegłego roku. W 2017 roku Dow Jones osiągnął znakomity wynik, ponad 71 nowych szczytów w jeden rok. Jednak S&P 500 wcale nie odstaje, indeks wzrósł w każdym miesiącu, co jest najlepszy wynikiem w historii. Historycznie mieliśmy tylko cztery lata, w których indeks pięciuset największych spółek amerykańskich wzrósł przez 11 miesięcy. Jednak to nie wszystko, do kolejnych ciekawych osiągnięć giełdy w ubiegłym roku kalendarzowym możemy zaliczyć:

  • Największa korekta sięgała zaledwie 2.8 procent, jest to najniższy wynik od 1995 roku.
  • Wskaźnik CAPE wzrósł do dawno niewidzianej wartości. Obecnie wynosi 33.80, jednak najwyższą wartość zanotowano w 2000 roku, gdzie mieliśmy do czynienia z bańką spółek internetowych.

Zobacz statystyki na indeksie SP500 oraz Dow Jones 2

Źródło: multpl.com

CAPE jest odmianą wskaźnika cena/zysk, jednakże notowania akcji porównuje ze średnimi zyskami spółek w ciągu ostatnich 10 lat.

Tak doskonały nastrój na rynku przełożył się na oszałamiające wyniki połowy pierwszego miesiąca 2018 roku. Bowiem po raz pierwszy od 1964 indeks S&P 500 zdołał osiągnąć pięć wzrostowych dni na początku roku nowego roku pokonując poprzednie szczyty. Jak widać, wszystko wygląda w porządku, ale warto zauważyć, że przed każdym rynkiem niedźwiedzia doświadczyliśmy bardzo mocnych wzrostów.

Zobacz statystyki na indeksie SP500 oraz Dow Jones 3

Powyższa tabela przedstawia ostatnie siedemnaście rynków byka oraz 16 niedźwiedzi (indeks S&P 500). Jak widać, ostatnie 12 miesięcy rynku byka generowały bardzo duże stopy zwrotu, natomiast pierwsze 12 miesięcy niedźwiedzia straty. Co z tego wszystkiego wynika? To, że bessa zawsze jest bardzo duży zaskoczeniem dla całego rynku. W ostatnim roku hossy wzrosty amerykańskiego indeksu wynoszące 10 procent nie były zaskoczeniem, natomiast spadki już tak.

Z tego powodu nie warto sugerować się poprzednim rokiem, skoro nie mamy żadnej przewagi. Jednak jedno jest pewne, indeks S&P 500 bije niebezpieczne rekordy, natomiast wszystkie wskaźniki wskazują na mocne wykupienie rynku.

Jednym ze wskaźników analizy technicznej, który wskazuje na bardzo mocne wykupienie rynku jest RSI. Wskaźnik ten osiągnął najwyższą wartość od 1959 roku!

Zobacz statystyki na indeksie SP500 oraz Dow Jones 4

Źródło: Bloomberg

Co się stało po tak mocnym wykupieniu rynku? Na rynek zawsze nadchodziła wielka korekta. Poniżej zostały zaprezentowane dane sporządzone przez bank inwestycyjny Morgan Stanley, które pokazują zachowanie indeksu S&P 500 po osiągnięciu ekstremalnego krótkoterminowego przeszacowania.

Zobacz statystyki na indeksie SP500 oraz Dow Jones 5

W pierwszym tygodniu po mocnym wykupieniu rynku dochodziło do korekty. Z kolei kolejny miesiąc od wykupienia RSI przynosił pogłębienie albo zniwelowanie wcześniejszej korekty. Zatem, w przyszłości indeks S&P 500 prawdopodobnie znajdzie się w korekcie, ale byki nie powiedziały ostatniego słowa.

Rewolucyjne zmiany w podatkach dla przedsiębiorców. Obciążenia firm wzrosną mimo braku oficjalnej podwyżki podatków

Rewolucyjne zmiany w podatkach dla przedsiębiorców. Obciążenia firm wzrosną mimo braku oficjalnej podwyżki podatków 6

Styczniowe zmiany w podatku CIT to duża rewolucja dla przedsiębiorców. Nowe przepisy ograniczają m.in. możliwość zaliczania do kosztów uzyskania przychodu wydatków na usługi niematerialne, m.in. doradcze. Zmiana ta budzi także wątpliwości interpretacyjne, jakie konkretnie usługi rozumiane są jako niematerialne. Dodatkowo nowe przepisy wprowadziły także ograniczenia dotyczące odliczania kosztów finansowania zewnętrznego. Jak podkreślają eksperci, mimo braku formalnej podwyżki podatków zmiany doprowadzą de facto do zwiększenia obciążeń przedsiębiorców.

– Podatek CIT został zmieniony od 1 stycznia 2018 roku w stosunkowo rozległym zakresie. To najbardziej obszerne zmiany od wielu lat. Najważniejsze i w pewien sposób rewolucyjne jest m.in. ograniczenie możliwości zaliczania do kosztów uzyskania przychodu wydatków związanych z usługami niematerialnymi – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Paweł Mazurkiewicz, doradca podatkowy z MDDP. – Ministerstwo Finansów uznało, że poprzez obciążenia z tytułu usług niematerialnych polski budżet jest de facto drenowany i w związku z tym nałożyło w limit wysokości 5 proc. EBITDA.

Limit ten znajdzie zastosowanie względem kosztów, których suma przekracza 3 mln zł (tzw. limit bezpiecznej przystani). Dotyczyć to będzie m.in. usług doradczych, zarządczych, prawnych czy przetwarzania danych.

– To może być z kilku powodów trudne dla przedsiębiorców. Sądzę, że rozpocznie się długotrwała dyskusja nad tym, co to są usługi niematerialne i co należy rozumieć przez poszczególne kategorie, które ustawodawca za usługi niematerialne uznał, np. co to znaczy, że usługi mają charakter doradczy. Będzie to podstawowym zagadnieniem, z którym podatnicy będą się w przyszłych okresach rozrachunkowych zmagać – ocenia Paweł Mazurkiewicz. –Problem usług niematerialnych dotyczy z samej swojej definicji takich usług, które są świadczone przez podmioty powiązane.

Od 2018 roku ograniczone została także możliwość zaliczania do kosztów uzyskania przychodu odsetek i innych kosztów związanych z wykorzystaniem zewnętrznego finansowania otrzymanego zarówno od podmiotów powiązanych, jak i niepowiązanych.

– Mamy do czynienia z rewolucją w zakresie tzw. niedostatecznej kapitalizacji. Usunięto dotychczasowe ograniczenia, ale wprowadzono dwa nowe, wynikające z implementacji do ustawy o podatku dochodowym od osób prawnych, tzw. dyrektywę ATAD, czyli prawo europejskie, zgodnie z którym koszty finansowania dłużnego nie powinny przekraczać danego przez ustawodawcę limitu – tłumaczy Mazurkiewicz.

Według nowych przepisów nadwyżka kosztów finansowania zewnętrznego będzie podlegać odliczeniu jedynie do wysokości 30 proc. wyniku finansowego podatnika przed uwzględnieniem odsetek, opodatkowania, deprecjacji i amortyzacji (EBITDA).

– Drugi limit wprowadzono w sposób zaskakujący, bo dopiero na etapie prac sejmowych jako poprawkę poselską. Jest to limit zadłużania się do poziomu hipotetycznej wartości zadłużenia rynkowego. Pomijając wadliwą formę tego przepisu, która moim zdaniem uniemożliwia jego właściwe stosowanie, to sam zamiar ustawodawcy odesłania podatników, żeby zastanawiali się, ile mogliby pożyczyć na rynku, gdyby pożyczali wyłącznie od podmiotów niepowiązanych, bez gwarancji od podmiotów powiązanych, to bardzo złożona figura myślowa – ocenia doradca podatkowy z MDDP.

Jak podkreśla ekspert MDDP, wprowadzone zmiany mają z założenia zwiększyć wpływy podatkowe do budżetu państwa. Choć stawka podatkowa pozostanie na dotychczasowym poziomie, to zwiększy się podstawa opodatkowania, a tym samym opodatkowanie będzie większe.

– Zmiany oznaczają odcięcie kolejnych możliwości planowania podatkowego, a po drugie ograniczenie możliwości zaliczania do kosztów uzyskania przychodu tych wydatków, które zdaniem Ministerstwa Finansów nie są absolutnie niezbędne do realizowania celów gospodarczych przedsiębiorców –przekonuje Paweł Mazurkiewicz. – Można też zakładać, że resort finansów, wprowadzając te zmiany, dokonuje pewnej kalkulacji. W żadnym z przepisów nie ma podwyższenia stawki w zakresie podatku dochodowego od osób prawnych, ale efektywnie te przepisy mają doprowadzić do zmian w strukturze opłacania podatku.

Od stycznia tego roku podwyższony został limit dotyczący stosowania 50 proc. kosztów uzyskania przychodów dla twórców do kwoty nieco ponad 85 tys. zł rocznie (z nieco ponad 42,7 tys. zł). Od tego roku preferencja ma dotyczyć tylko działalności twórczej, badawczo-rozwojowej oraz naukowo-dydaktycznej, artystycznej, produkcji audiowizualnej oraz publicystycznej.

– Znacząco zawężony został zakres prac, które kwalifikują się pod tzw. prawa autorskie dla celów podatkowych. Wszystkim osobom, które chciałyby skorzystać, czy to jako pracownicy, czy pracodawcy, z tzw. 50-proc. kosztów uzyskania przychodu, dajemy sygnał pozytywny: limit dwukrotnie podwyższono, ale i sygnał negatywny: sprawdźmy, czy od 1 stycznia nadal mieścimy się na liście, która wynika z ustawy – mówi Mazurkiewicz.

Nabywcy mieszkań będą lepiej chronieni. UOKIK chce zmian w ustawie deweloperskiej

Nabywcy mieszkań będą lepiej chronieni. UOKIK chce zmian w ustawie deweloperskiej 7

Przygotowywana przez Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów nowelizacja ustawy deweloperskiej wprowadzi dodatkowe zabezpieczenia dla klientów w przypadku upadłości dewelopera czy nieukończenia przez niego budowy. Lepiej chronieni mają być również nabywcy garaży czy boksów rowerowych. Zmiany obejmą też sprzedaż gotowych już nieruchomości.  

Ustawa o ochronie praw nabywcy lokalu mieszkalnego lub domu jednorodzinnego, czyli tzw. ustawa deweloperska, obowiązuje od 2011 roku. Zdaniem UOKiK wymaga ona kilku poprawek. Jedną z zasadniczych zmian będą dodatkowe gwarancje dotyczące otwartych mieszkaniowych rachunków powierniczych

– Do tej pory były dostępne cztery rachunki: otwarty, otwarty z gwarancją bankową, otwarty z ubezpieczeniem i zamknięty. Naszym zdaniem rachunek otwarty bez zabezpieczenia w postaci gwarancji bankowej czy ubezpieczenia jest zbyt małą ochroną dla klientów – wyjaśnia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Marek Niechciał, prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów.

Po planowanych zmianach wszystkie otwarte rachunki będą musiały być objęte gwarancją ubezpieczeniową albo bankową. Są to rachunki, na które klienci wpłacają pieniądze, a bank przekazuje je deweloperowi zgodnie z ustalonym harmonogramem. Zdaniem UOKiK problem jednak w tym, że nikt nie kontroluje postępów prac. Może się więc okazać, że klient straci część pieniędzy, które bank przekazał już deweloperowi, mimo że prace na budowie ustały. Dane UOKiK wskazują, że z otwartych rachunków powierniczych korzysta 80 proc. deweloperów

Dodanie gwarancji lub ubezpieczenia do rachunku to podstawowa zmiana, jaką postulujemy. Jeśli deweloper nie może się dogadać z bankiem czy ubezpieczycielem, to czy warto u niego kupować mieszkanie – podkreśla Marek Niechciał.

Deweloperzy i klienci będą mieli również do wyboru zamknięty mieszkaniowy rachunek powierniczy. W tym rozwiązaniu deweloper otrzymuje zapłatę za lokal po przeniesieniu prawa własności mieszkań.

– Mogę się posłużyć przykładem rynku turystycznego, gdzie w grę wchodzą o wiele mniejsze kwoty, ale gdzie rachunku otwartego nie ma, za to są odpowiedniki trzech pozostałych. Wydaje się, że przy większych sumach, jakie wiążą się z zakupem mieszkania, powinniśmy lepiej chronić konsumentów przy decyzjach wiążących często na całe życie, a na pewno na wiele lat – tłumaczy Marek Niechciał.

UOKiK chce również, by wpłaty kupujących mieszkania były powiązane z postępami prac na budowie. Obowiązek sprawdzenia, czy deweloper posiada prawo do terenu, czy otrzymał pozwolenie na budowę i czy nie jest objęty postępowaniem restrukturyzacyjnym lub upadłościowym będzie po stronie banku. W przypadku nieprawidłowości bank będzie miał prawo wstrzymać wypłatę pieniędzy deweloperowi do czasu usunięcia nieprawidłowości.

W przypadku, gdy deweloper zaprzestanie budowy, bank rozwiąże umowę prowadzenia rachunku powierniczego, a całość zgromadzonych na nim pieniędzy zwróci nabywcy.

UOKiK chce też zwiększyć gwarancje dla nabywców na etapie przenoszenia prawa własności do lokalu. Deweloper będzie mógł zamknąć rachunek powierniczy dopiero po ustanowieniu prawa odrębnej własności ostatniego z niesprzedanych lokali.

Były przykłady, że budynek był już oddany, lokal był gotowy, a występowało ryzyko, że między zakupem a wpisaniem do ksiąg okazało się, że deweloper – niebędący już wtedy w statusie dewelopera – znika – mówi Marek Niechciał.

Deweloperzy i klienci mogą się spodziewać również zmian związanych z umowami rezerwacyjnymi lokali. Dziś firmy deweloperskie mają w tej materii pełną dowolność. Po nowelizacji opłata rezerwacyjna nie mogłaby przekraczać 1 proc. ceny.

– Nadal niektórzy chcą obejść ustawę w taki sposób, że wymagają wpłaty przy umowie przedwstępnej, gwarancyjnej – jeśli przy wartości nieruchomości 300 tys. zł jest to 1 tys. zł, to jest to zrozumiałe, ale 80 proc. ceny jest przesadą. Wydaje się, że powinniśmy chronić nabywców lokali, postulujemy, żeby uregulować tę kwestię – podkreśla Marek Niechcial.

Wszystkie postulowane przez UOKiK zmiany objęłyby nie tylko nabywców lokali mieszkalnych, lecz także związanych z nimi garaży, boksów na rowery czy udziałów w prawie własności osiedlowej uliczki. Gwarancje obejmą także kupujących lokale użytkowe i gotowe mieszkania. UOKiK chce też, by obowiązkowym załącznikiem do umowy deweloperskiej była zgoda banku finansującego dewelopera na to, by kupujący po wpłaceniu pełnej ceny otrzymał mieszkanie z czystą hipoteką. Dziś pierwszeństwo w zaspokajaniu roszczeń w przypadku upadłości dewelopera ma bank.

Gubione przez rybaków sieci widma zagrożeniem dla ekosystemu Bałtyku. Z dna morza wyłowiono 147 ton odpadów

Gubione przez rybaków sieci widma zagrożeniem dla ekosystemu Bałtyku. Z dna morza wyłowiono 147 ton odpadów 8

Sieci widma, zagubione przez rybaków, powodują niekontrolowane połowy, więc wpływają negatywnie na stada ryb w Bałtyku. To z kolei przekłada się na straty ekonomiczne dla rybaków, ponieważ właśnie od stanu stada ustalane są kwoty połowowe. Sieci widma wraz z innymi odpadami, w tym z plastikiem, stanowią silne zagrożenie dla całego ekosystemu morskiego. Łącznie w ramach zakończonego już projektu „Czysty Bałtyk” wyłowiono w 2017 roku 147 ton śmieci.

– Sieci widma to sieci, które zostały zagubione przez rybaków na skutek zerwania o zaczepy podwodne albo które wypadły za burtę w czasie sztormu. One spadają na dno i kontynuują połowy w niekontrolowany sposób – wyjaśnia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Olga Sarna z Fundacji MARE.

Łowność sieci zmniejsza się po pewnym czasie – początkowo jest to 20 proc. normy, by po trzech miesiącach dojść do 6 proc. Faktem jest jednak, że sieci te przez cały czas pozostawiane w morzu łowią ryby w sposób niekontrolowany. Stanowią też zagrożenie dla ssaków czy ptaków, które się w nie zaplątują. W przypadku Morza Bałtyckiego dotyczy to głównie fok czy morświnów. W ocenie przedstawicielki Fundacji MARE trudno jest oszacować liczbę sieci zalegających na morskim dnie.

 Bardzo duża część sieci to jeszcze sieci przedwojenne i nie mamy żadnych danych, na podstawie których można byłoby to oszacować – mówi Olga Sarna.

Aktualnie wprowadzane są zmiany wymagające od rybaków przedstawiania raportów w zakresie zgubionych sieci. Rybacy są coraz bardziej zainteresowani i zaangażowani w projekty dotyczące oczyszczenia Morza Bałtyckiego, czego dowodem jest zakończony już projekt „Czysty Bałtyk”. W ramach projektu wyłowiono blisko 147 ton odpadów. Głównie były to sieci stawne, trałowe, żaki, takle i pułapki. W wyłowionych narzędziach połowowych, poza rybami, znajdowano także ptaki, omułki, a nawet fokę szarą. Poza narzędziami połowowymi rybacy wyłowili z morza także inne odpady, w tym bojki, styropiany, skrzynie, liny, opony czy worki na śmieci.

– To projekt, który był w 100 proc. inicjatywą organizacji rybackich. Był prowadzony przez pięć polskich organizacji rybackich na całym wybrzeżu Bałtyku – podkreśla przedstawicielka Fundacji MARE.

Działaniami poszukiwawczymi objęto praktycznie całą strefę przybrzeżną oraz zalewy: Wiślany, Szczeciński, Kamieński oraz Jezioro Dąbie, na których dotychczas nie prowadzono tego typu działań.

Takie zaangażowanie jest bardzo cenne. To też pokazuję zmianę podejścia do tego, w jaki sposób rybaków można angażować w ochronę środowiska, ponieważ nie jest to już tylko bierne stanie w portach w okresach ochronnych, tylko jest to wykorzystanie tego czasu na robienie czegoś innego, np. wyławianie śmieci – mówi Olga Sarna.

Nierozkładający się w sposób naturalny i całkowity plastik gromadzony w morzach i oceanach stanowi coraz poważniejszy problem dla ekosystemu.

– Coraz więcej badań przeprowadzanych na zwierzętach pokazuje, że 90 proc. ptaków ma w żołądku plastik, ponieważ jedzą nakrętki od butelek i inne drobinki plastiku – zauważa Olga Sarna.

Więcej biurokracji i utrudnienia dla firm w całej Europie. Firmy transportowe krytykują propozycje Brukseli dla branży

Więcej biurokracji i utrudnienia dla firm w całej Europie. Firmy transportowe krytykują propozycje Brukseli dla branży 9

Przepisy zakładające wyrównywanie płacy minimalnej i składek socjalnych kierowców to część pakietu zmian socjalnych, które najbardziej niepokoją branżę transportową. Propozycje Brukseli mogą prowadzić do zwiększenia biurokracji i ograniczenia konkurencji – alarmują właściciele firm logistycznych. Branża już dziś boryka się z brakiem pracowników i rosnącymi kosztami pracy.

W tzw. pakiecie drogowym Komisja Europejska zaproponowała, by pracownik, który więcej niż trzy dni w miesiącu pracuje na terytorium jednego z krajów Unii Europejskiej, miał zagwarantowaną płacę minimalną i składki socjalne zgodne z przepisami tego kraju.

To jedno z największych zagrożeń dla polskich pracowników, zresztą nie tylko polskich. Ta propozycja tworzy nadmiar administracji, który jest nie do opanowania – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Gerard Reijers, dyrektor firmy transportowej HSF Logistics Polska. – My wykonujemy transport w całej Europie, nie wyobrażam sobie, że muszę się rozliczać w Hiszpanii, w Belgii, we Francji, w Niemczech, w Holandii i na dodatek mam obowiązek patrzenia na przepisy polskie. To największe zagrożenie.

Branża obawia się, że to znacząco zwiększy koszty jej działalności, ponieważ już dziś koszty osobowe są jedną z dominujących pozycji w budżetach firm transportowych. Doprowadziłoby to do osłabienia na rynku europejskim pozycji polskich firm – dziś wykonują one ponad 25 proc. wszystkich przewozów drogowych w Europie. Drugi argument, który wysuwa branża, to uciążliwość nowych obowiązków administracyjnych. Te dwa czynniki mogą spowodować, że dla międzynarodowych firm transport stanie się działalnością nieopłacalną.

Zdaniem właścicieli firm transportowych propozycje Brukseli to wynik lobbingu starych państw Unii, które w ten sposób próbują chronić swoje rynki pracy i ograniczyć konkurencję. Wprowadzenie ograniczeń na otwartym europejskim rynku jest jednak bardzo trudne.

– Popatrzmy, co się dzieje: polski pracownik pracuje w Holandii na holenderskim kontrakcie lub w Niemczech, za to w Polsce pracują Ukraińcy, Białorusini –tłumaczy Gerard Reijers. – Zamiast szukać stabilizacji, ściągamy ludzi ze Wschodu i z innych kierunków, co powoduje dużo nieporozumień.

Już dziś branża boryka się z istotnym problemem braku pracowników – z jednej strony zwiększa to presję na wzrost płac, a z drugiej – obniża bezpieczeństwo przewozów.

Zostają zatrudnieni kierowcy bez doświadczenia, którzy na rynku europejskim powodują niebezpieczeństwo, ludzie z małym doświadczeniem zaczynają jeździć na dalekie trasy. Wymagania są wysokie, a ogólna motywacja jest niższa niż parę lat temu – mówi Gerard Reijers.

Właściciele firm logistycznych są jednocześnie zwolennikami przepisów, które ustabilizują sytuację w branży. Wspólnie lobbują też w Brukseli.

Staramy się brać udział w dyskusji, w debatach, zanim oficjalnie pakiet drogowy zostanie przyjęty – podkreśla Gerard Reijers. – Musimy uświadomić Komisję, że nie tędy droga. Owszem, bezpieczeństwo i globalizacja to jest bardzo potrzebne, ale nie możemy tego postawić w różnych kadrach. To nie zdaje egzaminu.

Polska branża transportu międzynarodowego to ponad 30 tys. firm, które zatrudniają w sumie ćwierć miliona osób. Rocznie generują przychody w wysokości 15 mld euro.

Uczniowie polskich szkół zawodowych liderem wśród korzystających z programu Erasmus+. Stanowią 15 proc. wyjeżdżających

Uczniowie polskich szkół zawodowych liderem wśród korzystających z programu Erasmus+. Stanowią 15 proc. wyjeżdżających 10

W Polsce z programów stypendialnych Erasmus+ skorzystało dotychczas 180 tys. osób. Co roku na takie stypendium za granicę wyjeżdża średnio 14 tys. Polaków. Decydują się na to nie tylko studenci, lecz także uczniowie czy nauczyciele. W sektorze kształcenia zawodowego jesteśmy liderem – polscy uczniowie stanowią ponad 15 proc. wyjeżdżających. Możliwość odbycia stażu za granicą wzbogaca naukę zawodu, rozwija kompetencje miękkie i zwiększa szansę na znalezienie lepszej pracy.

– Wszystkie projekty i przedsięwzięcia, które są finansowane w ramach programu Erasmus+, dotyczą mobilności osób i wymiany doświadczeń między instytucjami. Te doświadczenia młodzi ludzie wykorzystują potem na rynku pracy. Uczniowie, którzy byli na stażach i wymianach, mówią, że o wiele łatwiej jest im posługiwać się językiem obcym, zaistnieć w swojej branży, znaleźć pracę, mogą się pochwalić przed przedsiębiorcami swoim doświadczeniem. Jeżeli był to staż zagraniczny, to spotykają się tam bardzo często z nowoczesnymi technologiami, które są wykorzystywane w danej branży – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes dr Paweł Poszytek, dyrektor generalny Fundacji Rozwoju Systemu Edukacji, Narodowej Agencji Programu Erasmus+.

W ciągu 20 lat działania programu Erasmus+ w Polsce z wyjazdów zagranicznych skorzystało 180 tys. osób. Liczba Polaków, którzy decydują się na edukacyjny wyjazd, wzrosła przez ten czas ponaddziesięciokrotnie – ze średnio 1,4 tys. do ponad 14 tys. osób rocznie. Program kojarzy się przede wszystkim z wyjazdami studenckimi i na ten cel przeznaczanych jest najwięcej środków. W edycji 2014–2018 aż 150 mln euro.

– Studia przez semestr na partnerskiej uczelni, wymiana pracowników akademickich czy współpraca nad wspólnymi dyplomami, wspólnymi studiami, poszerzaniem oferty dydaktycznej na uczelniach to projekty kosztochłonne i tutaj fundusze są największe. Ponad 80 mln euro jest przekierowane na szkolnictwo zawodowe, tu także mamy do czynienia z wyjazdami i stażami – tłumaczy dr Paweł Poszytek.

Pod względem liczby uczniów i nauczycieli kształcenia zawodowego, którzy biorą udział w stażach i praktykach organizowanych przez program Erasmus+, Polska jest liderem w Europie. Ponad 15,2 proc. uczestników z sektora kształcenia zawodowego stanowią właśnie Polacy. Najczęściej wyjeżdżają uczniowie z branży gastronomicznej, hotelarskiej, stolarskiej czy fryzjerskiej.

– Szkolnictwo branżowe pełni bardzo ważną funkcję. Priorytet kładą wszyscy interesariusze – to nie tylko kwestia reformy edukacji i priorytetu narzuconego przez MEN, ale wszyscy interesariusze, organizacje branżowe i eksperci wiedzą, że to szkolnictwo wymaga w tej chwili dużego wsparcia, bo brakuje nam fachowców od różnych zawodów – przekonuje dyrektor generalny FRSE.

Jeszcze w latach 70. ubiegłego wieku dwie trzecie uczniów szkół podstawowych decydowało się na naukę w szkołach zawodowych i technikach. Odwrót nastąpił w latach 90. – do szkół bezpośrednio przygotowujących do zawodu trafiało tylko czterech na dziesięciu uczniów. Sytuacja w szkolnictwie zawodowym powoli się jednak poprawia. Obecnie już połowa młodych polskich gimnazjalistów zdecydowała się na edukację w szkołach technicznych i zawodowych. To o prawie 25 proc. więcej niż w 2000 roku.

– Tworzymy kolejne przepisy, które umożliwiają nie tylko zmiany w podstawie programowej i w prawie oświatowym. Obecnie przepisy pozwalają już na dużą elastyczność szkoły branżowej i technikum tak, aby być razem z pracodawcą, być na stażach, żeby móc fundować stypendia, żeby zajęcia odbywały się w miejscu pracy – podkreśla Anna Zalewska, minister edukacji narodowej.

Wyjazdy zagraniczne to dla uczniów szansa na zdobycie cennego doświadczenia, poznanie języków obcych i rozwój kompetencji miękkich, które są coraz istotniejsze na rynku pracy.

– Na polu edukacji zawodowej, branżowej, wszyscy eksperci i zaangażowane instytucje mówią jednym głosem: mobilność uczniów, studentów czy pracowników jest bardzo ważna z punktu widzenia rynku pracy. Wyposaża ich w dodatkowe kompetencje, które bardzo trudno jest rozwijać w trakcie formalnej edukacji. Mówimy o kompetencjach miękkich, takich jak współpraca w grupie, umiejętność rozwiązywania problemów czy komunikowania się –tłumaczy dr Paweł Poszytek.

Badanie losów absolwentów staży i praktyk zawodowych finansowanych z programów zarządzanych przez FRSE wskazuje, że możliwość pracy za granicą wzbogaca naukę zawodu. Ponad 80 proc. badanych podkreślało, że staż pozwolił im na poznanie zupełnie innego systemu pracy, a blisko 70 proc. poleciłoby praktyczną naukę zawodu osobom, które wchodzą na rynek pracy. Jak wynika z badania FRSE, 74 proc. respondentów wskazuje, że staż pozwolił im na nabycie umiejętności w pracy w międzynarodowym środowisku.

– Możliwość poszerzania wiedzy za granicą daje uczniom szkół branżowych doskonalenie umiejętności zawodowych i językowych. Nabywają umiejętności interpersonalno-społeczne. Dla nas jest bardzo ważne, żeby każdy uczeń był odpowiedzialny, zdyscyplinowany, punktualny i m.in. tego uczą się na projektach. Wielu naszych uczniów otrzymuje szereg ciekawych propozycji, zarówno w kraju, jak i za granicą, bo będąc na stażu zagranicznym, już tam otrzymują propozycje pracy – mówi Joanna Żebrowska, dyrektor Zespołu Szkół nr 7 w Tychach.

Rewolucja w szkoleniach maszynistów kolejowych. Symulator wykorzystujący technologię wirtualnej rzeczywistości pozwoli obniżyć koszty szkoleń nawet o 70 proc.

Rewolucja w szkoleniach maszynistów kolejowych. Symulator wykorzystujący technologię wirtualnej rzeczywistości pozwoli obniżyć koszty szkoleń nawet o 70 proc. 11

Powstaje symulator maszynisty w technologii wirtualnej rzeczywistości, który pozwala doskonalić umiejętności w realistycznych warunkach, na prawdziwych trasach i z prawdziwymi zdarzeniami. Połączenie wirtualnej rzeczywistości z tradycyjnym, fizycznym symulatorem kolejowym pozwoli obniżyć koszty szkolenia o nawet 66 procent bez utraty efektywności. Zastosowane w nim rozwiązania są innowacyjne w skali Polski i świata. Twórcy chcą stworzyć podobne rozwiązania dla motorniczych, kierowców TIR-ów czy operatorów dźwigów.

– Oddana jest pełna fizyka maszynowozu i trasa, po której maszynista może ćwiczyć swój przejazd. Instruktor zarządzający panelem symulacyjnym może wprowadzać online zdarzenia, które wywołują konieczność reakcji ze strony maszynisty. Rozwiązanie służy do tego, by ćwiczyć reakcje w niebezpiecznych sytuacjach, które mogą mieć miejsce na trasie danego przejazdu – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Jerzy Durślewicz, prezes zarządu firmy Tomorrow.

Dzięki zastosowaniu grafiki 3D i stworzeniu realistycznych scenariuszy szkoleniowych, producentowi udało się osiągnąć wysoki poziom immersyjności. W symulatorze SARTEM mamy do czynienia z dużym realizmem, zarówno w zakresie kierowania pojazdem, jak i otoczenia. Ponadto symulator jest mobilny. Nie wymaga dostosowywania pomieszczeń szkoleniowych pod jego montaż. SARTEM ma rzeczywiste manipulatory, prawdziwy system dźwięków i realistyczny system komunikacji.  Samo urządzenie może być dostosowywane pod konkretnego klienta.

– Pulpit symulatora jest zawsze dokładnie odwzorowany. Za każdym razem przygotowany zostanie symulator, który będzie odpowiadał pojazdom posiadanym lub zamawianym przez przewoźnika – informuje Jerzy Durślewicz.

Trenażer będzie zawierał scenariusze rekomendowane przez Urząd Transportu Kolejowego. Będą one stale rozbudowywane dzięki informacjom z Państwowej Komisji Badania Wypadków Kolejowych. Powstanie obszerna baza scenariuszy, oparta na rzeczywistych zdarzeniach, do których doszło w Polsce i innych krajach Unii Europejskiej. Dzięki temu ma wzrosnąć skuteczność szkoleń i poprawić się bezpieczeństwo polskich pasażerów.

– Wszędzie tam, gdzie mamy do czynienia z drogimi urządzeniami i zaawansowanymi technologicznie maszynami, których obsługa wymaga pewnej wiedzy, ćwiczenie oraz symulowanie określonej pracy za pomocą bądź to rozszerzonej, bądź wirtualnej rzeczywistości jest zastosowaniem, które znacznie obniża koszty, pozwala na ćwiczenie określonych umiejętności i ich weryfikowanie – tłumacz ekspert.

Symulator zaprojektował zespół składający się z polskich inżynierów, najlepszych maszynistów instruktorów oraz ekspertów z Politechniki Śląskiej. W przyszłości możliwe jest także przygotowanie symulatorów dla innych branż.

Tworzenie symulatorów szkoleniowych w oparciu o wirtualną rzeczywistość, nie tylko dla maszynistów, lecz także dla straży pożarnej, policji, wojska czy chociażby obsługi lotnisk, jest wyjątkowo ciekawą alternatywą dla dotychczasowych szkoleń teoretycznych i praktycznych – podsumowuje Jerzy Durślewicz.

Jarosław Miziołek nowym Prezesem Zarządu w Arcadis

Jarosław Miziołek objął stanowisko Prezesa Zarządu w Arcadis, zastępując Marcina Klammera. Przez ostatnie 3 lata Jarosław zarządzał największą linią biznesową Arcadis w Polsce jako Dyrektor Pionu Infrastruktury. Od stycznia 2016 roku jest członkiem zarządu Europy Centralnej w Arcadis, odpowiedzialnym za Pion Infrastruktury.

Jarosław Miziołek
Jarosław Miziołek

Jarosław odpowiada za dynamiczny rozwój zespołu Infrastruktury, który liczy aktualnie blisko 100 specjalistów w branży drogowej, mostowej, kolejowej, hydrotechnicznej i sanitarnej. Pod jego kierownictwem stworzony został zespół Sterowania Ruchem Kolejowym, który jest w tej chwili największym zespołem w tej branży w Polsce. Wszystkie zespoły są obecnie zaangażowane w realizację największych inwestycji infrastrukturalnych zarówno w kraju jak i poza jego granicami.

Jarosław dołączył do Arcadis w marcu 2015 roku jako Dyrektor Pionu Infrastruktury. Posiada 20-letnie doświadczenie w zarządzaniu dużymi zespołami projektowo-konstrukcyjnymi, realizującymi najbardziej znaczące projekty infrastrukturalne w Polsce.

Jarosław jest absolwentem geodezji i kartografii na Politechnice Warszawskiej, posiada również tytuł Executive MBA.

Marcin Klammer obejmuje rolę lidera sektora Manufacturing & Technology w Arcadis Europe

Marcin Klammer
Marcin Klammer

Marcin Klammer przekazał obowiązki Prezesa Zarządu w Arcadis Jarosławowi Miziołkowi, aby w pełni skupić się na roli Europejskiego Lidera Sektora Manufacturing & Technology. Od początku 2016 roku Marcin łączył obie te funkcje.

Marcin będzie osobiście kierował relacjami z szeregiem kluczowych regionalnych i globalnych klientów. Lata pracy w Arcadis i międzynarodowe doświadczenie Marcina wzmocnią program obsługi i rozwoju klientów w Europie i na świecie. W swojej pracy w ramach sektora Manufacturing & Technology Marcin będzie koncentrował się w szczególności na projektach inwestycyjnych klientów oraz na programie digitalizacji (Digital).

Polskie przedsiębiorstwa nie są gotowe na czwartą rewolucję przemysłową

Rzeczywistość 4.0 staje się faktem w Polsce, a przedsiębiorstwa powinny być na nią gotowe. Nie da się włączyć w wizję Przemysłu 4.0, kiedy aż 70% zmian w polskich przedsiębiorstwach kończy się niepowodzeniem. Widać jednak oznaki poprawy, bo wynik jest lepszy od ubiegłorocznego o prawie 5 p.p. Dzisiaj opublikowano raport z III Ogólnopolskiego Badania Zarządzania Zmianą. Autorzy przebadali prawie 300 organizacji, w większości dużych firm. To największy tego typu raport w Polsce. Pokazuje także, jak można zwiększyć efektywność wdrożenia zmian.

Z raportu przygotowanego przez Szkołę Zarządzania Zmianą wynika, że w polskie firmy wciąż przeprowadzają wiele zmian, ale z miernym efektem. Zakładane cele udało się w pełni osiągnąć w 30% przypadków (jednocześnie do 12,5% spadła liczba zmian zakończonych wyraźnym niepowodzeniem).

Autorzy raportu przeprowadzili także pogłębioną analizę zarządzania zmianą w polskich przedsiębiorstwach stojących wobec wyzwań Gospodarki 4.0. Zbadali jakie zmiany są wdrażane, kto nimi kieruje i jaki jest poziom osiągania celów zmiany. Odkryli jakie metody i narzędzia są najchętniej wykorzystywane w procesie zmiany oraz jakie czynniki utrudniały wdrożenie, a jakie wpłynęły na jego powodzenie

Co zmieniają i dlaczego? Kto kierował zmianami?

W ponad 40% głównym celem wdrażania zmiany była zmiana strategii. Kolejne 1/3 przypadków dotyczyło zmiany struktury organizacyjnej, a nieco ponad ¼ zmian miało na celu zmianę kultury organizacji. 80% wszystkich zmian trwało nie dłużej niż 12 miesięcy. Podobnie jak przed rokiem krótsze zmiany (trwające do 6 miesięcy) kończyły się najczęściej sukcesem.

Prawie 2/3 zmian było kierowanych zespołowo – przez koalicję liderów, ale liczba zmian zarządzanych zespołowo zmniejszyła się w porównaniu z rokiem poprzednim o ponad 10%. Zmiany w organizacji było najczęściej kierowane przez zespół projektowy złożony z menedżerów (prawie 30%) lub zespół projektowy złożony z menedżerów i pracowników (ponad 20%). Co ciekawe, zespoły złożone z menedżerów i pracowników były znacznie skuteczniejsze (o ok. 20%) od zespołów złożonych wyłącznie z menedżerów.

Warto pamiętać o dzieleniu się odpowiedzialnością za rezultat zmiany z innymi pracownikami. Spowoduje to uznanie przedsięwzięcia za swoje, zwiększy zaangażowanie pracowników i, co równie istotne, pozwoli menedżerowi zachować na dłużej dobrostan psychiczny i fizyczny. – mówi dr Jarosław Rubin, założyciel Szkoły Zarządzania Zmianą, konsultant procesów zmian w firmach.

Z jakim efektem wdrażano zmiany?

Tylko 30% respondentów stwierdziło, że rozpatrywana zmiana osiągnęła w pełni zakładane cele. Inaczej mówiąc 70% zmian wprowadzanych w polskich organizacjach nie osiągnęło celów na poziomie w pełni zadowalającym inicjatorów zmian.

Znacznie lepiej od średniej radziła sobie z wdrażaniem zmian branża produkcyjna, gdzie poziom realizacji celów sięgnął 48%. Na drugim końcu stawki znalazły się branża IT ze skutecznością 19% i usługi – 18%.

Kiedy lider efektywności wdrażania zmian osiąga wynik na poziomie 50%, to jest to ostrzeżenie w obliczu wyzwań Gospodarki 4.0.

Z tegorocznej edycji Badania, co symptomatyczne, nie wynika, że menedżerowie i właściciele zmieniają swoje przedsiębiorstwa (modele, zasoby) w wyniku coraz silniejszego wpływu dwóch głównych trendów współczesnej gospodarki- rewolucji technologicznej zwanej umownie „przemysł 4.0” i zmian na rynku pracy. – zauważa dr hab. Krzysztof Safin, profesor Wyższej Szkoły Bankowej we Wrocławiu.

Jak zwiększyć efektywność zarządzania zmianą?

Co niepokojące, ponad 20% zmian wdrażano „na czuja” – nie wykorzystywano żadnej formalnej metodyki zarządzania zmianą. Sukces zmiany zależy od koncentracji na jednej, dobrze opanowanej metodyce zarządzania zmianą i konsekwencji w jej stosowaniu.

Pojawiają się sygnały budzące nadzieję:

W tym roku metodyki zwinne i im pokrewne (Agile, Design Thinking, Scrum, Lean Change) wyraźnie zaznaczyły swoją pozycję w zarządzaniu zmianą doganiając klasyczne zarządzanie projektem, którego historia liczy ponad 100 lat, a potencjał w zarządzaniu zmianą już się wyczerpał. Pisząc „zwinne” mam na myśli wszystkie metodyki, które uwzględniają fakt, że zmiana składa się z cykli planowania, działania i przeglądu efektów, a więc zakłada posługiwanie się eksperymentem w celu sprawdzania pomysłów w praktyce – mówi dr Jarosław Rubin.

Najczęściej wykorzystywanym narzędziem komunikacji było spotkanie informacyjne kierowników liniowych ze swoimi podwładnymi, ale najskuteczniejszym narzędziem komunikacji okazała się kanwa zmiany, czyli strategiczny plan zapisany na jednej kartce. Potwierdza się wniosek z poprzednich Badań, że korzystanie z większej liczby narzędzi komunikacyjnych zwiększa szanse na sukces wdrażanej zmiany.

Dokładnie tak samo jak komunikacja może wspierać zmiany, tak może je utrudniać – tylko otwarta i ciągła komunikacja – możliwość wypowiadania się wszystkich pracowników, uwzględnianie uwag, nieformalne spotkania – pozwalają ludziom w organizacji rozumieć i wspierać zmiany – zauważa Marek Naumiuk, interim menadżer, trener i konsultant.

Polskie organizacje podają, że często (78% odpowiedzi) dają pracownikom wyrażenia swoich opinii na temat zmiany, jednakże skuteczność korzystania z tego sposobu angażowania pracowników w zmiany wyniosła tylko 52%, czyli mniej niż dla całości odpowiadających.

To może sugerować, że w polskich firmach nie umiemy w pełni wykorzystać możliwości ze zbieranych informacji. Być może informacje są zbierane z opóźnieniem lub są niskiej jakości z powodu kryzysu zaufania wynikającego z braku otwartości i przejrzystości liderów zmian – mówi Wiesław Grabowski, doradca organizacyjny, trener i coach biznesu.

Co miało największy negatywny wpływ na wdrażanie zmiany? Ankietowani najczęściej wskazywali emocje pracowników (17%) oraz sabotowanie procesu zmian przez niektórych pracowników (8%).

Jakie czynniki miały najsilniejszy pozytywny wpływ na proces przeprowadzania zmiany? Tu ankietowani wskazywali przede wszystkim na postawę menedżerów najwyższego szczebla (55%) oraz pracę zespołową (51%).

Gdybyśmy na podstawie wyników tego pytania pokusili się o sformułowanie jednej wskazówki dla osób zarządzających zmianami w organizacji mogłaby ona brzmieć:

„Utwórz zespół, świeć przykładem, wskaż ludziom cel, do którego mają zmierzać i na bieżąco wykorzystuj zebraną informację zwrotną”. – mówi Wiesław Grabowski.

Odpowiedź na pytanie: jak zwiększyć efektywność zarządzania zmianą, nie jest prosta. Wyniki i wnioski z III Ogólnopolskiego Badania Zarządzania Zmianą dowodzą, że bez zmian w zarządzanie zmianą w Polsce trudno będzie radzić sobie z Gospodarką 4.0 i innymi megatrendami.

* Raport powstał na bazie Ogólnopolskiego Badania Zarządzania Zmianą, przeprowadzonego w listopadzie i grudniu 2017 r. przez Szkołę Zarządzania Zmianą. W badaniu wzięło udział 276 respondentów. Co czwarty z respondentów należał do kadry zarządzającej organizacją, a niemal 40% kierowało wdrożeniem opisywanej zmiany (samodzielnie lub w ramach zespołu projektowego). To największe tego rodzaju badanie przeprowadzone w Polsce.

Krajobraz ryzyk spółek w 2018 r.

Barometr Ryzyk Allianz: przerwy w działalności i ryzyka cybernetyczne zdominują krajobraz ryzyk spółek z wszystkich sektorów i każdej wielkości w 2018 r.

  • Zmienna natura ryzyka i wzrost przestępczości cybernetycznej oznaczają, że przerwy w działalności są głównym zagrożeniem dla firm na całym świecie zdaniem ponad 1900 ekspertów ds. ryzyka z 80 krajów.
  • Potencjalny „huragan cybernetyczny” i zaostrzone zasady ochrony danych kształtują środowisko ryzyka cybernetycznego na najbliższy rok. Reakcja na sytuacje kryzysowe jest kluczowa dla złagodzenia skutków.
  • Przerwy w działalności są jednym z głównych ryzyk w Polsce.
  • Przedsiębiorstwa obawiają się pojawiających się ryzyk i obciążeń wynikających z nowych technologii.

Z Barometru Ryzyk Allianz 2018 wynika, że najważniejszymi ryzykami biznesowymi na świecie w tym roku są przerwy w działalności (#1 z 42 procentami wskazań / #1 w 2017 r.) oraz ryzyka cybernetyczne (#2 z 40 procentami wskazań, awans z #3 w 2017 r.).

Większe straty wynikające z klęsk żywiołowych (#3 z 30 procentami wskazań, #4 w 2017 r.) także przysparzają biznesowi coraz większych zmartwień. 2017 był rekordowym rokiem pod względem katastrof, przez co zmiany klimatu i coraz większa zmienność pogody (#10) po raz pierwszy znalazły się w top 10 najważniejszych ryzyk. Jednocześnie ryzyko związane z nowymi technologiami (#7 w 2018 / #10 w 2017 r.) awansowało w zestawieniu. Firmy zaczęły zdawać sobie sprawę, że w przyszłości innowacje takie jak sztuczna inteligencja czy mobilność autonomiczna mogą skutkować nowymi obciążeniami i większymi stratami, ale też możliwościami. Z drugiej strony firmy martwią się niestabilnością rynkową mniej niż rok temu(#4 w 2018 r. / #2 w 2017 r.).

To najważniejsze wnioski siódmego Barometru Ryzyk Allianz publikowanego co roku przez Allianz Global Corporate & Specialty (AGCS). Raport 2018 powstał w oparciu o ankietę przeprowadzoną wśród rekordowej liczby 1911 ekspertów ds. ryzyka z 80 państw.

Także w Polsce przerwy w działalności są postrzegane jako jedno z największych ryzyk – wyjaśnia Ole Ohlmeyer odpowiedzialny za działalność AGCS w Europie Wschodniej. – Przez długi czas działalność była paraliżowana głównie przez zagrożenia naturalne i wypadki przemysłowe. W połączonej cyfrowo gospodarce do tej listy dochodzą takie zagrożenia jak cyberataki, awarie systemów informatycznych czy konsekwencje strajków lub ataków terrorystycznych. W takich wypadkach możliwe są olbrzymie straty finansowe bez uszkodzenia lub zniszczenia obiektów czy budynków. Z punktu widzenia zarządzających ryzykiem oznacza to, że ochrona dóbr niematerialnych, takich jak dane, sieci i własność intelektualna staje się coraz ważniejsza.

Nowe czynniki powodujące przerwy w działalności

Szósty rok z rzędu przerwy w działalności zostały uznane za najważniejsze ryzyko, zajmując pierwsze miejsce w 13 krajach, a także w Europie oraz regionie Azji i Pacyfiku, w Afryce oraz w regionie Środkowego Wschodu. Nawet najmniejsza działalność może ucierpieć. Firmy wystawione są na coraz więcej niebezpieczeństw, poczynając od tak tradycyjnych jak pożar, klęski żywiołowe czy zakłócenia w łańcuchu dostaw, a kończąc na nowych czynnikach będących wynikiem cyfryzacji i połączeń firm, które zwykle nie powodują fizycznych uszkodzeń, ale pociągają za sobą wysokie straty finansowe. Awaria kluczowych systemów informatycznych, akty terroryzmu czy przemocy politycznej, spadek jakości produktów czy niespodziewane zmiany regulacyjne – wszystko to może spowodować tymczasowy lub przedłużony zastój, a w efekcie druzgocące straty w przychodach.

Zdaniem ekspertów ds. biznesu i ryzyka ataki cybernetyczne po raz pierwszy zajęły czołowe miejsce wśród wzbudzających największe obawy czynników prowadzących do przerw w działalności. Dodatkowo przerwy w działalności zajmują drugie miejsce na liście czynników powodujących największe straty (po ryzyku cybernetycznym). Firma Cyence zajmująca się modelowaniem ryzyka cybernetycznego, ocenia, że awaria usług w chmurze trwająca powyżej 12 godzin w wypadku firm z sektora finansowego, opieki medycznej i handlu detalicznego może kosztować średnio 850 mln dolarów dla firm z Ameryki Północnej i 700 mln dolarów dla Europy.

Przerwy w działalności zajęły także drugie miejsce na liście najbardziej niedocenianych ryzyk Barometru Ryzyk Allianz. – Rzeczywiste przyczyny, zakres i wpływ finansowy przerwy mogą zaskoczyć firmy, które mogą nie doceniać jak bardzo złożony jest proces ‘powrotu do działalności’. Powinny one wciąż dopasowywać swoje plany dotyczące sytuacji awaryjnych tak by odzwierciedlały one nowe otoczenie i odpowiednio uwzględniały rosnące cybernetyczne zagrożenie – mówi Volker Muench, ekspert ds. Global Property i przerw w działalności, AGCS.

Dalszy rozwój ryzyk cybernetycznych

Trwa zwyżkowy trend ryzyk cybernetycznych w Barometrze Ryzyk Allianz. Pięć lat temu zajmowały 15. miejsce. W 2018 r. są drugie. Liczne zagrożenia obejmujące naruszenie bezpieczeństwa danych, problemy związane z siecią, ataki hackerskie czy cybernetyczne przerwy w działalności sprawiają, że ryzyka cybernetyczne zajmują pierwsze miejsce wśród ryzyk biznesowych w 11 państwach objętych badaniem i w regionie Ameryk, a także drugie miejsce w Europie i regionie Azji i Pacyfiku. Jest to także najbardziej niedoceniane ryzyko i główne długofalowe zagrożenie.

Ostatnie wydarzenia takie jak ataki oprogramowania szantażującego WannaCry i Petya doprowadziły do znacznych strat finansowych wielu firm. Inne, takie jak botnet Mirai, największy w historii atak rozproszonej odmowy usługi (DDoS) na najważniejsze platformy i usługi w Europie i Ameryce Północnej przeprowadzony pod koniec 2016 r, pokazują związki między ryzykami oraz współzależność od powszechnej infrastruktury internetowej i dostawców usług. Na poziomie indywidualnym zidentyfikowane niedawno wady zabezpieczeń chipów komputerowych zastosowanych w nieomalże każdym współczesnym urządzeniu pokazują jak bardzo podatne cybernetycznie są współczesne społeczeństwa. Możliwość zaistnienia tzw. huraganu cybernetycznego, kiedy to hackerzy zakłócają funkcjonowanie większej liczby firm, atakując wspólne jednostki infrastruktury, będzie w 2018 r. nadal rosnąć.

Jednocześnie ryzyko naruszenia prywatności znów znalazło się w centrum uwagi w następstwie olbrzymiego naruszenia bezpieczeństwa danych w USA. Wprowadzenie w Europie ogólnego rozporządzenia o ochronie danych planowane na maj 2018 jeszcze bardziej zintensyfikuje kontrolę, wprowadzając możliwość częstszych i większych kar dla przedsiębiorstw nie stosujących się do rozporządzenia. Firmy mają coraz mniej czasu na przygotowanie się do jego wdrożenia. – W USA prawa dotyczące prywatności są od dziesięcioleci restrykcyjne, a bezpieczeństwo cybernetyczne oraz regulacje w zakresie prywatności wciąż ewoluują. Teraz także firmy w Europie muszą przygotować się na ostrzejsze zobowiązania i wymogi dotyczące notyfikacji. Po pełnym wdrożeniu wiele przedsiębiorstw może szybko zorientować się, że kwestie prywatności mogą pociągać za sobą poważne koszty – mówi Emy Donavan, Globalna Dyrektor ds. Cybernetyki, AGCS. – Doświadczenia z przeszłości pokazały, że sposób, w jaki firma odpowiada na kryzys cybernetyczny, taki jak wszelkie naruszenia, ma bezpośredni wpływ zarówno na koszty, jak i na reputację firmy i wartość rynkową.

Zagrożenia cybernetyczne różnią się także w zależności od wielkości firmy i sektora. – Małe firmy poniosą najprawdopodobniej duże straty, jeśli ucierpią na skutek ataku oprogramowaniem szantażującym, podczas gdy większe firmy narażone są na więcej niebezpieczeństw, jak ataki DDoS, które mogą uszkodzić systemy – mówi Donavan.

Wyniki Barometru Ryzyk Allianz pokazują, że świadomość zagrożeń cybernetycznych rośnie w sektorze MŚP, notując znaczny skok z #6 na #2 wśród małych przedsiębiorstw i z #3 na #1 dla średnich firm. W odniesieniu do narażenia sektora, ryzyka cybernetyczne zajmują pierwszą pozycję w sektorze rozrywkowym i w mediach, usługach finansowych, sektorze technologii i telekomunikacji.

Rosnące ryzyko związane ze zjawiskami pogodowymi i technologią

W następstwie rekordowych strat objętych ubezpieczeniem w wysokości 135 mld dolarów powstałych na skutek klęsk żywiołowych w samym tylko roku 2017[1] – huraganów Harvey, Irma i Maria w USA i na Karaibach, klęski żywiołowe powróciły do czołowej trójki globalnych ryzyk biznesowych. – Wpływ klęsk żywiołowych wykracza znacznie poza fizyczne uszkodzenia struktur na dotkniętych obszarach. Wraz z upraszczaniem struktur i coraz większym połączeniem sektorów, klęski żywiołowe mogą mieć negatywny wpływ na wiele gałęzi gospodarki na całym świecie, które na pierwszy rzut oka nie powinny bezpośrednio ucierpieć – mówi Ali Shahkarami, Dyrektor ds. Badań Ryzyka Klęsk, AGSC.

Respondenci obawiają się, że rok 2017 mógł być zwiastunem narastającej siły i częstotliwości zagrożeń naturalnych. Zmiany klimatu / coraz większa zmienność pogody to nowa pozycja w top 10 Barometru Ryzyk za 2018.

Tymczasem wpływ ryzyka nowych technologii zaliczył jeden z największych skoków w Barometrze Ryzyk Allianz – z #10 na #7. Jest to także drugie najważniejsze ryzyko w długofalowej przyszłości po ryzykach cybernetycznych, z którymi nowe technologie są ściśle powiązane. Podatność zautomatyzowanych albo wręcz autonomicznych lub samouczących się maszyn na awarie lub wrogie ataki cybernetyczne (takie jak wyłudzenia czy działalność szpiegowska) będzie w przyszłości rosnąć i może mieć znaczny wpływ, jeśli objęte zostaną najważniejsze elementy infrastruktury, jak sieci IT lub źródła zasilania.

Możemy mieć do czynienia z mniejszą ilością niewielkich strat, co ma związek z automatyzacją i monitoringiem minimalizującym czynnik w postaci błędu ludzkiego, ale jednocześnie może pojawić się możliwość zaistnienia szkód na dużą skalę w następstwie incydentów – wyjaśnia Michael Bruch, Dyrektor Wschodzących Trendów, AGCS. – W miarę jak odpowiedzialność przenosi się z ludzi na maszyny, a w związku z tym na producenta lub dostawcę oprogramowania, firmy muszą także przygotować się na nowe ryzyka i obciążenia.

[1] Munich Re NatCatSERVICE

Chiny zaostrzą walkę z kryptowalutami. Bitcoin tańszy już prawie o połowę!

Wystarczyło ledwie kilka tygodni, by wartość Bitcoina poleciała w dół – aż o 9 tys. dolarów. Spadek mogły wywołać działania władz Korei Południowej, Chin oraz notowania giełdowe w oparciu o Bitcoina – pisze Bartosz Grejner, analityk rynkowy Cinkciarz.pl.

W połowie grudnia najpopularniejsza kryptowaluta kosztowała blisko 20 tys. dolarów. We wtorek 16 stycznia, czyli ledwie miesiąc później kosztuje już prawie o połowę mniej – nieco poniżej 11 tys. dolarów.

Wątek koreański oraz wejście na giełdę

Spadek ceny Bitcoina może być efektem pogorszenia się ogólnego sentymentu, m.in. przez działania władz Korei Południowej, które ostatnio sugerowały pomysł znacznego ograniczenia handlu kryptowalutami. Cytowany przez agencję Bloomberg minister finansów Kim Dong-Yeon powiedział, że “zamknięcie giełd kryptowalut nadal pozostaje opcją”, ale ta sprawa wymaga “poważnej” dyskusji pomiędzy ministrami.

Z kolei dwie giełdy w USA (CBOE i CME) w grudniu uruchomiły notowania kontraktów terminowych (futures) w oparciu o Bitcoina. Krótko po tym cena najbardziej znanej kryptowaluty wzrosła do blisko 20 tys. dolarów.

Jednak teraz uruchomienie kontraktów mogło się stać także jednym z powodów zatrzymania wcześniejszych spektakularnych wzrostów Bitcoina, ponieważ zwiększyła się liczba inwestorów instytucjonalnych zaangażowanych w obrót Bitcoinem. Kontrakty pozwalają korzystać ze strategii handlu nastawionych również na spadki ceny Bitcoina.

Spadek i co dalej?

Czy przecena najpopularniejszej kryptowaluty może jeszcze się pogłębić? Trudno o odpowiedź, ponieważ w odróżnieniu od standardowych walut, czynniki fundamentalne w cenie BTC nie odgrywają dużej roli. Zdecydowanie ważniejsze są emocje, które mogą spowodować, że procentowa skala wahań przekroczy nawet te widziane w ostatnich latach.

Z ostatniej chwili: Chiny zaostrzą walkę z kryptowalutami

Z pozyskanej dzisiaj przez agencję informacyjną Reuters wewnętrznej notatki z ubiegłotygodniowego spotkania rządu Chin wynika, że rząd Chin będzie wywierał znaczną presję na kryptowaluty. Wiceprezydent chińskiego banku centralnego (PBOC) twierdzi, że “władze powinny zakazać scentralizowanego handlu kryptowalutami oraz zakazać działalności usług z tym powiązanych zarówno przez przedsiębiorców, jak i osoby prywatne” – pisze Reuters. Biorąc pod uwagę, że Chiny to jeden z największych rynków kryptowalut, może to wywierać dodatkową negatywną presję na notowania wirtualnych walut, w tym Bitcoina.

Miało być nowocześnie, a wychodzi śmiesznie – digitalizacja KRS

Rozpoczęcie działalności gospodarczej w Polsce to droga przez mękę. O ile proces zakładania jednoosobowej działalności gospodarczej został już nieco usprawniony, o tyle powołanie do życia spółki nadal nastręcza trudności i trwa przynajmniej miesiąc. System S24, który rzeczywiście umożliwiał założenie spółki w przeciągu 24 godzin roboczych (a w praktyce w ciągu 3–4 dni), przez zmiany w ustawie o KRS i w Kodeksie spółek handlowych cofa przedsiębiorców do biznesowego średniowiecza.

Jedno okienko i jego ewolucja

Ustawodawca od lat twierdzi, że dąży do uproszczenia procedury zakładania podmiotów podlegających wpisowi w KRS. Kiedyś, żeby założyć i zarejestrować spółkę oraz wyposażyć ją w numery NIP i REGON, niezbędne do rozpoczęcia faktycznej działalności, trzeba było pokonać istny tor przeszkód. Odwiedzić należało notariusza (w przypadku spółek, których umowa wymaga formy aktu notarialnego), sąd rejestrowy, urząd skarbowy oraz urząd statystyczny, w każdym z nich zostawiając wypełniony uprzednio wniosek i załączając do niego plik dokumentów.

Ustawodawca wprowadził więc tzw. procedurę jednego okienka, która polegała na tym, że te same sterty dokumentów trzeba było zostawić w sądzie rejestrowym. To na niego przerzucono obowiązek przesłania ich odpowiednio do „skarbówki” oraz urzędu statystycznego. W praktyce oznaczało to, że wprawdzie nie trzeba było osobiście tych urzędów odwiedzać, ale nie skróciło to w żaden sposób procedury. W niektórych przypadkach nawet mogło ją wydłużyć, bo sprawnie zorganizowany przedsiębiorca mógł działać szybciej niż sekretariat sądu rejestrowego.

Z początkiem 2016 r. nastąpił pewien przełom, ponieważ w kompetencje nadawania numerów NIP i REGON wyposażono sądy rejestrowe. Z technicznego punktu widzenia spowodowało to znaczące skrócenie czasu oczekiwania na nadanie spółce wszystkich trzech numerów niezbędnych do jej funkcjonowania – wszystkie były nadawane jednocześnie. Tak czy inaczej, średni czas rejestracji spółki, od momentu złożenia wniosku do wpisania spółki do rejestru, wynosił od 2 tygodni do nawet półtora miesiąca.

S24 i związana z nim rewolucja

Niespełna miesiąc oczekiwania na rozpoczęcie działalności spółki (a niektóre spółki działalność rozpocząć mogą dopiero z chwilą uzyskania wpisu w rejestrze) to wciąż bardzo długo. Zwłaszcza w porównaniu z innymi krajami UE – np. w Wielkiej Brytanii istnieje możliwość założenia spółki w jeden dzień.

Odpowiedzią na potrzebę szybkiego zakładania spółek było wprowadzenie systemu S24 i umożliwienie założenia spółki w 24 godziny robocze. Pomimo że system funkcjonuje od kilku lat, to na popularności zyskiwał stosunkowo powoli, zapewne ze względu na jego niedoskonałości techniczne. Bez wątpienia stał się jednak alternatywą dla opisanego wyżej „analogowego” sposobu założenia spółki i podlegał ciągłemu udoskonalaniu. W latach 2015–2017 był już całkiem sprawnie działającą platformą, a dzięki ułatwieniu uzyskania profilu zaufanego ePUAP jego użytkowanie stało się w miarę bezproblemowe.

Trzy dni zamiast trzech tygodni to faktycznie rewolucja. Pozytywna rewolucja. Oczywiście wzorzec umowy spółki udostępniony w systemie S24 zawiera tylko absolutnie podstawowe postanowienia umowy spółki wymagane przepisami. Nie przewiduje on możliwości pokrycia kapitału zakładowego wkładami niepieniężnymi, podwyższenia kapitału bez zmian umowy spółki czy pierwokupu udziałów lub ograniczenia praw ich zbywalności. Tym niemniej dla sporej części przedsiębiorców to, co oferuje S24, będzie wystarczające. Gdy nasze wymagania co do treści umowy są większe, warto poradzić się prawnika, który zaproponuje rozwiązania adekwatne do założeń biznesowych i postulatów wspólników, a także odpowiednio zredagowanymi klauzulami odzwierciedli w treści umowy faktyczne uzgodnienia między wspólnikami.

Nowoczesność w polskim wydaniu

Prostą spółkę z ograniczoną odpowiedzialnością za pośrednictwem S24 można było założyć dosłownie nie wychodząc z domu, korzystając z zaufanego profilu Ministerstwa Sprawiedliwości, zakładanego bez odwiedzania jakiegokolwiek urzędu czy banku. Niestety trudno oprzeć się wrażeniu, że jak się Polakowi da narzędzie, którego użycia nikt nie weryfikuje, to na pewno znajdzie się ktoś, kto będzie chciał z tego zrobić niewłaściwy użytek. Takich osób musiało być całkiem sporo, ponieważ wprowadzona została nowelizacja Kodeksu spółek handlowych, która usunęła możliwość podpisywania dokumentów założycielskich spółki z o.o. zaufanym profilem MS. Nic dziwnego – znając czyjeś imię, nazwisko i PESEL, można było bez problemu powołać taką osobę do zarządu założonej uprzednio na jej rzecz spółki, ze wszystkimi tego konsekwencjami. Po zmianie przepisów dokumenty w systemie S24 można podpisać elektronicznie przy użyciu profilu zaufanego ePUAP lub kwalifikowanego podpisu elektronicznego i nie ma już rozróżnienia pomiędzy różnymi typami spółek.

Zmiana w gruncie rzeczy zrozumiała, bo nadmiar wolności i zaufania najwyraźniej niektórym szkodzi, ale to nie jedyne utrudnienie, jakie napotka potencjalny użytkownik systemu. Od 1 czerwca 2017 r. każdy podmiot, który chce zostać wpisany do KRS, a także ten, który po zmianie przepisów składa pierwszy wniosek o ujawnienie zmian w rejestrze, obowiązany jest złożyć oświadczenie w przedmiocie bycia lub niebycia cudzoziemcem w rozumieniu ustawy o nabywaniu nieruchomości przez cudzoziemców, a w razie posiadania takiego statusu również oświadczenie, czy spółka jest właścicielem lub użytkownikiem wieczystym nieruchomości położonej na terytorium Polski. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że wzoru takiego dokumentu nie ma w systemie. Jedynym sposobem na to, by złożyć je w formie elektronicznej, jest załączenie dokumentu zewnętrznego, który musi być podpisany kwalifikowanym podpisem elektronicznym. Alternatywą jest oczywiście złożenie dokumentu w formie papierowej we właściwym sądzie rejestrowym, ale chyba nie o to chodziło w systemie pozwalającym założyć spółkę za pośrednictwem internetu w 3 dni.

Co więcej, w papierowej wersji formularzy wniosków do KRS wprowadzono już odpowiednie rubryki, niejako wymuszające złożenie potrzebnych oświadczeń, a w systemie S24 do tej pory nie tylko nie ma takiej konieczności, ale nie ma też takiej możliwości, jeśli nie posiada się kwalifikowanego podpisu elektronicznego.

Nowoczesność się nie przyjęła

Za pośrednictwem systemu S24 spółkę od A do Z założyć można wyłącznie, posiadając kwalifikowany podpis elektroniczny, który oczywiście trzeba sobie samemu wykupić. Chcąc skorzystać z ePUAP-u, trzeba pofatygować się do sądu lub na pocztę z odpowiednim oświadczeniem w wersji papierowej. Jeżeli wybierzemy to drugie rozwiązanie, czas rejestracji spółki w praktyce wyniesie ok. dwa tygodnie. Mając w pamięci ograniczenia wzorca umowy spółki oraz trudności techniczne, o których mowa wyżej, należy się zastanowić, czy to nie jest przysłowiowa skórka za wyprawkę.

Oczywiście życie, a zwłaszcza obrót gospodarczy, zna takie przypadki, kiedy działać trzeba niezwłocznie. W takich sytuacjach system S24 nie jest rozwiązaniem, które można poczytywać za szybkie, pewne i przewidywalne. Gdy liczy się każdy dzień a czasem nawet każda godzina, należy pomyśleć o innych rozwiązaniach. Pierwsza możliwość to rozpoczęcie działalności jako spółka z o.o. w organizacji – spółki kapitałowe mogą bowiem działać już po podpisaniu aktu założycielskiego. Mogą stawać się podmiotem praw i obowiązków, nabywać własność, zaciągać zobowiązania, pozywać i być pozywane. W przypadku spółek osobowych nie ma jednak takiej możliwości.

Panaceum może być zakup gotowego podmiotu, który trudy rejestracji ma już za sobą. Jest to wprawdzie rozwiązanie droższe, ale za to najszybsze i najpewniejsze. Taki podmiot posiada komplet dokumentacji założycielskiej, numery NIP, REGON i KRS. Przedsiębiorca, który taką spółkę nabędzie, może zająć się od razu działalnością operacyjną.

Autorzy: Radca prawny Kamil Nagrabski, radca prawny Robert Nogacki

Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku oraz doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców.

Euro z łatką zakładnika

Wtorkowe notowania były dość trudne dla euro. Wraz z początkiem europejskiej części notowań pojawiła się seria nagłówków Der Spiegel, które sugerowały niepokorność berlińskiego oddziału SPD w obliczu finiszu rozmów koalicyjnych z blokiem kanclerz Angeli Merkel. Czynnikiem istotnie ważącym na sentymencie okazały się być doniesienia agencji Reutera w sprawie pozostawienia w styczniowym komunikacie tzw. easing bias, czyli komunikatu dotyczącego możliwości zmian parametrów luzowania w zależności od realizacji celu stabilności monetarnej. Dodatkowy cios w wycenę euro zdecydował się wymierzyć François Villeroy de Galhau, prezes Banque de France, który traktuje wszelkie wybiegające scenariusze QE jako „czysto spekulacyjne”.

Na koniec dnia EUR/USD próbuje znaleźć punkt zaczepienia tuż przy 1,2240, czemu częściowo sprzyja najnowsza wypowiedź Jensa Weidmanna, szefa Bundesbanku. Znany ze swoich jastrzębich zagrywek Weidmann oczekuje, że na przestrzeni najbliższych dwunastu miesięcy nastąpi koniec programu skupu aktywów. W przypadku amerykańskiej waluty nie należy mówić o napływie czynników makroekonomicznych, które mogłyby podbudować rynkowy optymizm. Styczniowe szacunki indeksu NY Empire State wyraźnie rozczarowały ankietowanych uczestników rynku oczekujących poprawy nastrojów wśród lokalnych producentów. Za uplasowaniem wskaźnika na poziomie 17,7 pkt (konsensus: 19,0 pkt) stoi wyraźny spadek subindeksów odpowiedzialnych za zatrudnienie (3,8 pkt, poprzednio: 22,9 pkt) oraz nowe zamówienia (11,9 pkt, poprzednio: 19,0 pkt). Dawkę potencjalnego rozczarowania skutecznie ograniczyły coraz wyższe poziomy subindeksu kosztowego, który osiągnął poziom 36,2 pkt wobec podanych w grudniu 29,7 pkt.

W koszyku walut G10 niemoc dolara nieznacznie wykorzystała norweska korona (0,1 proc.). Mało satysfakcjonującą skalę aprecjacji należy wiązać z silnymi przetasowaniami sentymentu na rynku ropy naftowej, gdzie obserwuje się spadek ceny Brent (-1,7 proc.) do poziomu 69,10 USD za baryłkę. Do chwilowego podbicia zmienności surowców przyczyniły się między innymi doniesienia związane z wydobyciem w Północnej Dakocie, które w listopadzie osiągnęło poziom 35 848 tys. baryłek.

W okolicach poziomów z wczorajszego zamknięcia plasuje się Loonie (0,0 proc.). Próba stabilizacji notowań USD/CAD tuż przy poziomie 1,2430 wiąże się z jutrzejszą decyzją Banku Kanady, który według rynkowych oczekiwań powinien zdecydować się na zmianę parametrów prowadzonej polityki. Lekką przecenę funta szterlinga (-0,1 proc.) zapewniły grudniowe szacunki inflacji bazowej, która w ujęciu rocznym spadła do poziomu 2,5 proc. (konsensus: 2,6 proc.). W rynkowe oczekiwania idealnie trafiła inflacja CPI (3,0 proc. r/r) znajdująca się pod presją zaniku dodatniego efektu bazy związanego z podbitymi cenami importowymi. Miano najsilniej przecenionego komponentu zyskuje Kiwi (-0,4 proc.), które przeszło obojętnie wobec wyników dzisiejszej aukcji mleka – według danych Fonterry średnia cena mleka w proszku wzrosła aż o 5,1 proc. do poziomu 3 010 USD za tonę przy 4,9 proc. skoku cen nabiału (3 310 USD za tonę).

W gronie walut państw Emerging Markets czoło silniejszemu dolarowi stawił południowoafrykański rand, który na przestrzeni dnia zdołał umocnić się o 0,3 proc. W cieniu lidera znalazła się czeska korona (0,1 proc.) spychająca parę EUR/CZK w okolice poziomu 25,4460. Za jej aprecjacją stały wypowiedzi Vojtěcha Bendy, członka zarządu ČNB, który spodziewa się bardziej agresyjnych podwyżek stóp procentowych niż wynika to ze scenariusza bazowego oraz stabilizacji długookresowej stopy procentowej w paśmie 2,6-3,0 proc. W przypadku złotego należy mówić o względnym balansowaniu tuż przy poziomach z końca poniedziałkowych notowań, choć wtorkowa sesja obfitowała w dość odczuwalne przetasowania. Na koniec dnia EUR/PLN przebija się przez 4,1700, USD/PLN wraca do 3,4070, GBP/PLN jest kwotowany po 4,6920, a CHF/PLN czeka przy 3,5400.

Miano niekwestionowanej gwiazdy europejskich parkietów należało do indeksu WIG 20 (1,9 proc.), co należy wiązać z masywnym napływem kapitału zagranicznego po poniedziałkowych obchodach Dnia Martina Luthera Kinga w Stanach Zjednoczonych. Do naruszenia okrągłego poziomu 2 600 pkt oraz dotknięcia czteroletnich szczytów najsilniej przyczyniły się spółki z sektora bankowego. Na ich czele znalazł się Bank Zachodni WBK (4,4 proc.), któremu po piętach próbowało deptać PGNiG (3,7 proc.) przebijające się przez średnią z ostatnich 200 notowań. W centrum uwagi znalazły się również PGE (3,1 proc.) oraz Tauron (2,5 proc.) dość ciepło przyjmujące doniesienia o braku planowanych przetasowań na wyższych szczeblach kierowniczych. Dość wysoko znalazły się również spółki z branży rafineryjnej – w tym Orlen (2,5 proc.), który zlekceważył wygenerowaną formację krzyża śmierci. Najmniej optymistycznymi nastrojami przy Książęcej mogą pochwalić się inwestorzy KGHM Polskiej Miedzi (-1,0 proc.) za sprawą awarii największego na świecie pieca zawiesinowego, co należy wiązać z błędami konstrukcyjnymi wycenianymi na 2,5 mld PLN.

Zdecydowanie mniej euforyczne nastroje obserwowano we Frankfurcie. Na szczycie indeksu DAX (0,4 proc.) znalazły się walory BMW (3,2 proc.) niesione nie tylko zakupem Parkmobile, ale również przychylną notą analityczną Credit Suisse. Możliwość odnotowania jeszcze bardziej satysfakcjonujących wyników sprzedażowych w branży motoryzacyjnej pomogła również Volkswagenowi (2,3 proc.), który trzyma się planów w zakresie zaplanowanych dostaw modelu Lamborghini Urus. Skalę potencjalnych wzrostów skutecznie ograniczyły notujące 1,4 proc. przecenę ThyssenKrupp oraz HeidelbergCement.
Niezbyt pomyślne nastroje na rynku surowców przemysłowych uderzyły w wycenę wydobywczych gigantów, którzy zamknęli listę komponentów indeksu FTSE 100 (-0,2 proc.). Najbardziej odczuwalny ruch w stronę południa odnotowało Fresnillo (-3,5 proc.), któremu po piętach deptało Rio Tinto (-3,0 proc.) za sprawą noty Barclaysa (2,0 proc.) w sprawie spodziewanej przeceny rudy żelaza do 50 USD. Najbardziej optymistycznymi nastrojami mógł pochwalić się Johnson Matthey (2,8 proc.) dzięki rekomendacji kupna wystawionej przez Berenberg.

Na rynku surowców energetycznych najbardziej pokaźną przecenę notują lutowe kontrakty na gaz ziemny (-3,5 proc.), które obecnie schodzą do poziomu 3,087 USD/MMBtu. Nieco większym ruchem w stronę południa może pochwalić się najbardziej przeceniony z płodów rolnych. W tym przypadku mowa o marcowych kontraktach na cukier, które na przestrzeni dnia tracą aż 3,9 proc. Na rynku metali szlachetnych również obserwuje się dominację podaży. Relatywnie małą skalę przeceny ma za sobą złoto (-0,4 proc.) schodzące do poziomu 1 334,60 USD za uncję. Najbardziej dotkliwą zniżkę notuje obecnie pallad (-3,0 proc.), który w minionym roku zyskał miano ulubieńca inwestorów za sprawą pogłębiających się nierównowag rynku.

Sporządził
Kornel Kot, Dom Maklerski TMS Brokers

BVT S.A. kupuje kolejny pakiet wierzytelności o wartości ponad 8,6 mln zł

BVT S.A., Spółka notowana na rynku NewConnect od września 2015 r., zajmująca się zakupem oraz windykacją pakietów wierzytelności masowych i indywidualnych, nabyła pakiet wierzytelności pochodzących z sektora masowego transportu kolejowego. Wartość nominalna tego pakietu wynosi ponad 8,6 mln zł.

Emitent podpisał umowę na zakup pakietu wierzytelności pochodzących z sektora masowego transportu kolejowego, którego wartość nominalna sięga ponad 8,6 mln zł. Szacowany czas windykacji wierzytelności z tego pakietu został określony na 3 lata. Zrealizowany zakup kolejnego pakietu wierzytelności masowych wpisuje się w założenia strategii rozwoju BVT S.A. Zarząd Spółki przewiduje, że dalsza rozbudowa portfela pakietów wierzytelności przełoży się na dalszą poprawę jej wyników finansowych w nadchodzących latach.

„Zakup kolejnego, tak dużego pakietu, jest związany z naszą podstawową działalnością, jaką jest obsługa pakietów masowych. Pakiet ten został zakupiony od dostawcy, którego wierzytelności już wcześniej obsługiwaliśmy. Jest on obsługiwany tym samym schematem, co pozostałe pakiety masowe z sektora transportu. Oczywiście przyznać należy, że na przestrzeni prawie 5 lat działalności Spółki schemat ten ulegał zmianom oraz pewnego rodzaju dostosowaniom do zmieniającego się otoczenia np. prawnego. W chwili obecnej bardzo duży nacisk kładziemy na windykację polubowną, kontakt z dłużnikiem oraz docieranie do niego nowoczesnymi kanałami komunikacji. Uważam, że tego typu podejście jest skuteczne, a jego wynik finansowy będziemy sukcesywnie pokazywać w kolejnych okresach działalności.” – ocenia Katarzyna Szuba, Prezes Zarządu Spółki BVT S.A.

W grudniu 2017 r. BVT S.A. zawarła umowę zakupu dwóch pakietów wierzytelności pochodzących z sektora telekomunikacyjnego. Ich wartość nominalna przekracza 3,1 mln zł, a szacowany czas windykacji wierzytelności z tych pakietów wynosi 3 lata. Z kolei w listopadzie ub. roku Emitent nabył dwa pakiety wierzytelności masowych pochodzących z sektora masowego transportu kolejowego, których łączna wartość nominalna wynosi 24,7 mln zł. Przewidywany okres windykacji wierzytelności z tych pakietów został określony na 3 lata.

W 3 kw. 2017 r. BVT S.A. zanotowała 80 tys. zł zysku netto, a jej przychody netto ze sprzedaży ukształtowały się na poziomie 1.436 tys. zł. Po trzech kwartałach 2017 r. Spółka osiągnęła 334 tys. zł zysku netto przy przychodach netto ze sprzedaży w wysokości 4.023 tys. zł. Emitent prowadzi obsługę posiadanych pakietów wierzytelności zgodnie z wypracowanymi i sprawdzonymi procedurami, utrzymując w ten sposób stały wzrost wpływu środków finansowych oraz minimalizując czynniki ryzyka. Spółka rozbudowuje także posiadany portfel pakietów wierzytelności oraz go dywersyfikuje, głównie pozyskując kolejne wierzytelności z sektora bankowego, które dotyczą osób fizycznych oraz są zabezpieczone hipotekami lub poręczeniami. Ważnym obszarem biznesowym realizowanym przez Spółkę i powiązanym z sektorem bankowym jest restrukturyzacja zadłużeń.

Technologie kognitywne wkraczają do przemysłu. Czego się po nich spodziewać?

Technologie kognitywne są ważnym punktem na mapie inwestycji wielu firm, również tych z sektora przemysłowego. Zdaniem analityków z Deloitte niebawem staną się one powszechne, przyczyniając się do zmodernizowania 80 proc. procesów biznesowych. To ogromna rewolucja, której znakiem rozpoznawczym będzie znacznie wyższa efektywność przy niewielkim zaangażowaniu zasobów ludzkich. „Witamy w erze kognitywnej!” – czytamy na w raporcie firmy IBM, z którego wynika, że do roku 2019 rynek takich rozwiązań wart będzie 12.5 miliarda dolarów.

Komputery, które postrzegają otaczającą je rzeczywistość, rozumieją ją coraz lepiej i na podstawie zaawansowanych analiz wyciągają przełomowe wnioski, do niedawna istniały jedynie w filmach science fiction. Tymczasem inteligentne maszyny na naszych oczach przestają być domeną kina czy literatury, a ich obecność w domach i miejscach pracy z roku na rok będzie coraz bardziej odczuwalna. Czym rozwiązania kognitywne różnią się od pozostałych, nowych technologii? Ich unikalną cechą jest wykonywanie zadań, które dotychczas mogli realizować jedynie ludzie. Dzięki uczeniu maszynowemu komputery zyskały m.in. zdolność rozpoznawania obrazów i interpretowania mowy. Choć na tym etapie ich sprawność pozostawia wiele do życzenia, to jeśli weźmiemy pod uwagę tempo, z jakim na przestrzeni ostatnich lat rozwijała się sztuczna inteligencja, możemy oczekiwać, że niebawem przepaść dzieląca człowieka i maszynę zmniejszy się diametralnie.

Marvin Lee Minsky, kognitywista i prekursor badań nad SI, uważał, że słowo inteligencja to worek, do którego lekką ręką wrzuca się rożne, często mylne pojęcia. Oczekiwań od technologii tego pokroju jest tyle, co jej interpretacji. Jego zdaniem inteligencję najlepiej interpretować jako zdolność uczenia się, rozumienia zjawisk i problemów oraz radzenia sobie z nowymi lub trudnymi sytuacjami. Taki zestaw umiejętności jest niezwykle atrakcyjny dla firm działających w przeróżnych sektorach. Rozwiązania kognitywne mają zrewolucjonizować działanie łańcuchów dostaw, pracę fabryk, R&D, marketing czy obsługę klienta. Z analiz opublikowanych na łamach raportu Deloitte „TMT Predictions 2016” wynika, że do 2025 r. wykorzystanie technologii tej klasy będzie powszechne i przyczyni się do zmodernizowania aż 80 proc. procesów biznesowych. Podobne wnioski można wysnuć z lektury raportu IBM „The cognitive advantage”, który przewiduje, że do 2019 r. rynek technologii kognitywnych osiągnie wartość 12,5 mld dolarów.

Era kognitywnego przemysłu

Sztuczna inteligencja wdziera się również do firm produkcyjnych i już dziś odgrywa ważną rolę w analityce danych dostarczanych przez sensory i inne urządzenia działające w obrębie internetu rzeczy. – Korzystanie specjalnych czujników drgań harmonicznych i analiza strumienia danych daje szerokie możliwości w zakresie wykrywania i identyfikacji konkretnych usterek, zanim dojdzie do uszkodzenia całej maszyny i w konsekwencji wstrzymania procesu produkcyjnego – tłumaczy Jan Skowroński z DSR, firmy specjalizującej się w nowoczesnych rozwiązaniach IT dla przemysłu i podaje przykład tego, jak IIOT pozwolił wykryć przyczyny zdarzających się co jakiś czas kosztownych awarii maszyn CNC u jednego z jej klientów. – Lokalizacja kilkunastu operatorów obsługujących maszyny oraz monitoring parametrów ich pracy pozwoliły stwierdzić, że wszystkie nieprawidłowości w działaniu sprzętu, w konsekwencji prowadzące do awarii, pojawiały się, gdy operatora nie było przy stanowisku pracy – wspomina ekspert.

Analityka predykcyjna czy optymalizacja linii produkcyjnej to obszary, w których coraz częściej napotkamy technologie kognitywne, a to dopiero początek. Zdaniem Piotra Rojka, dyrektora generalnego w DSR SA, dotychczas proces automatyzacji polegała na zastępowaniu ludzi maszynami podczas wykonywania powtarzalnych czynności, ale niebawem ma on sięgnąć dużo dalej. Podobne wnioski można wyciągnąć z lektury raportu „CLOUD: Opening up the Road to Industry 4.0” opublikowanego przez Oracle. Wynika z niego, że aż 62 proc. firm produkcyjnych korzysta już z robotów lub niebawem planuje ich implementację. – Maszyny z umiejętnościami poznawczymi będą mogły nie tylko zastąpić człowieka w systematycznych czynnościach, lecz również uczyć się rozpoznawania wzorców, przewidywania potrzeb, identyfikowania nieprawidłowości lub ostrzegać pracowników firmy o potencjalnych problemach Technologie kognitywne zacierają granicę między maszyną a człowiekiem. W praktyce oznacza to, że wiele zadań, z którymi zmaga się dziś kadra zarządzająca zostanie scedowanych na komputery, które dzięki sztucznej inteligencji i zaawansowanej analityce danych wykonają je lepiej od człowieka, co bezpośrednio przełoży się na wydajność fabryk – przewiduje Rojek.

4 obszary transformacji

Szerokie zastosowanie technologii kognitywnych to na razie pieśń przyszłości. Nie jest to jednak przyszłość odległa i trudna do przewidzenia. Mimo, że technologie kognitywne znajdują się dopiero w początkowym stadium rozwoju, to już dziś w wielu dziedzinach przekraczają kolejne granice zyskując coraz większą popularność. W firmach produkcyjnych eksperci wyodrębnili 4 podstawowe obszary, w których za sprawą inteligentnych rozwiązań informatycznych odbędzie się cicha rewolucja. Pierwszy związany jest z wydajnością i redukcją przestojów. Kognitywne systemy komputerowe wykorzystywać będą zdolności poznawcze, dane pochodzące z maszyn i czujników oraz rozwiązania analityczne oparte o uczenie maszynowe, by komunikować o potencjalnych problemach, samoistnie je diagnozować i wdrażać najodpowiedniejsze rozwiązania. Drugi obszar dotyczy procesów i operacji. Analizując różnorodne informacje o przepływie pracy, kontekstach i środowisku, rozwiązania kognitywne mają przyczynić się do zwiększenia jakości produktów, optymalizacji działań i podejmowania przez kadrę zarządzającą lepszych decyzji taktycznych i strategicznych. Kolejną dziedziną, w której możemy spodziewać się rewolucji jest zarządzanie zasobami ludzkimi. Jego automatyzacja ma być możliwa dzięki analityce danych o pracownikach, ich umiejętnościach oraz przebiegu pracy wraz ze szczegółowymi informacjami o lokalizacjach i stanowiskach. Ostatnie na tej liście znalazło się planowanie i harmonogramowanie. Wraz z pojawieniem się inteligentnych systemów APS zmieni się ono nie do poznania, redukując rolę człowieka do akceptowania planów proponowanych przez stale uczący się komputer. Ich nieustane doskonalenie przełoży się na lepsze zarządzanie gospodarką magazynową i redukcję opóźnień w realizacji zamówień.

We współczesnych fabrykach na człowieku wciąż spoczywa spora część obowiązków, podczas gdy rola maszyn pozostaje mocno ograniczona. Mówi się jednak, że taki stan rzecz może ulec zmianie na przestrzeni najbliższych 15 lat. – Technologia rozwija się w zawrotnym tempie skręcając często w nieprzewidzianym kierunku. Ciężko określić, kiedy technologie kognitywne całkowicie zmienią sposób funkcjonowania fabryk. Wydaje mi się, że przed nami jeszcze długo droga – kwituje Piotr Rojek z DSR SA.

Co czeka nas w obszarze technologii i biznesu? 10 prognoz IDC na 2018 rok

Firma doradcza International Data Corporation (IDC) ogłosiła prognozy dotyczące tego, co czeka nas w obszarze technologii oraz biznesu. Będą one szczegółowo omawiane podczas marcowej konferencji IDC Predictions organizowanej w Warszawie. Główny wniosek? W ciągu najbliższych 4 lat cyfrowa gospodarka będzie generowała już przynajmniej 50% wartości światowego PKB. Najbliższe lata upłyną pod znakiem szybkiego rozwoju chmury obliczeniowej, sztucznej inteligencji, technologii blockchain, API i agile oraz wzrostu liczby programistów nie posiadających kompetencji technicznych. Paradoksalnie, mimo, że digitalizacja jest dla firm koniecznością, to będzie im coraz trudniej odnaleźć się w cyfrowej rzeczywistości. O ich rynkowej pozycji zdecydują najbliższe 3 lata.  

Dane nie pozostawiają złudzeń: jak wynika z analizy IDC, cyfrowa transformacja stanie się głównym elementem strategii biznesowej przedsiębiorstw już do końca bieżącej dekady. Liczba firm rozpoczynających swoją „cyfrową” podróż będzie stale rosnąć, bo digitalizacja niemal wszystkich obszarów zarządzania firmą będzie stanowić warunek nie tylko zwiększenia, ale utrzymania zdolności do rywalizacji na rynkach. Warto przypomnieć, że w ciągu najbliższej dekady z rynku może zniknąć nawet blisko połowa największych organizacji, notowanych w rankingach takich jak Fortune 500 czy Global 2000, jeśli nie uda im się sprawnie przeprowadzić procesów transformacyjnych.

– Już przed rokiem informowaliśmy, że rosnąca wartość cyfrowej gospodarki oznacza, że wszystkie przedsiębiorstwa, niezależnie od branży czy skali działania, muszą przeobrazić się w firmy typu „digital native”. Niektóre z przygotowanych przez nas prognoz są bezpośrednią kontynuacją tych przedstawionych rok temu, inne zaś pojawiają się dopiero po raz pierwszy, wskazując kolejne kierunki cyfrowego rozwoju dla biznesu – tłumaczy Frank Gens, główny analityk IDC.

Oto 10 najważniejszych prognoz IDC, będących jednocześnie wskazówkami dla firm mierzących się z wyzwaniami cyfrowej transformacji:

  1. Do 2021 roku cyfrowa gospodarka będzie generowała już co najmniej 50% światowego PKB. Dzięki cyfryzacji i wdrażaniu nowych technologii, możliwe będzie lepsze profilowanie ofert, firmy będą szybciej podejmowały decyzje o wprowadzaniu nowych produktów czy usług na rynek, będą też sprawniej komunikowały się z biznesowymi partnerami i klientami wykorzystując w tym celu wiele kanałów komunikacji. To wpłynie na wzrost sprzedaży w każdej branży. Organizacje, które nie przyspieszą digitalizacji, będą systematycznie tracić swoją konkurencyjność. Jak prognozuje IDC, kluczowa dla ich rynkowej pozycji będzie zdolność do cyfrowej transformacji w ciągu najbliższych trzech lat.
  2. Do 2020 roku 60% przedsiębiorstw będzie w trakcie wdrażania nowych rozwiązań IT w ramach kompleksowej cyfrowej strategii – IDC definiuje nowe „platformy DX” jako architekturę IT przyszłości, umożliwiającą szybkie tworzenie cyfrowych produktów oraz usług i pozwalającą wnieść doświadczenia klienta na zupełnie nowy poziom. Platforma DX będzie sterowana danymi i dzięki interfejsom API, bez problemu będzie mogła komunikować się z cyfrowym ekosystemem na zewnątrz organizacji.
  3. Do 2021 r. globalne wydatki przedsiębiorstw na usługi chmury obliczeniowej na świecie wyniosą ponad 530 mld USD. Ponad 90% przedsiębiorstw będzie korzystać z wielu usług i platform w chmurze. Wdrażanie rozwiązań chmurowych nie jest już tylko kwestią oszczędności czy uzyskiwanej dzięki nim elastyczności – stają się one ważnym źródłem innowacji. Zarządzanie zasobami IT i integracja informacji z wielu platform chmurowych stanie się kluczowym celem dla firm w ich transformacyjnej „podróży”. Nakłady inwestycyjne na powiększenie swoich chmurowych zasobów zwiększą nie tylko przedsiębiorstwa oferujące usługi B2B, ale zrobi to także ponad 50% firm z sektora konsumenckiego.
  4. Do 2019 roku 40% inicjatyw z obszaru cyfrowej transformacji będzie wykorzystywać narzędzia sztucznej inteligencji (SI); do 2021 roku 75% aplikacji biznesowych będzie budowanych w oparciu o SI. Coraz więcej dostawców usług chmurowych poszerza swoją ofertę o rozwiązania sztucznej inteligencji, zaś platformy i aplikacje pozbawione funkcjonalności SI będą jednym z głównym źródeł opóźnień we wprowadzaniu innowacji w zarządzaniu firmą. W najbliższym czasie obserwować będziemy rosnące zapotrzebowanie przedsiębiorstw na inżynierów specjalizujących się w obszarze sztucznej inteligencji czy analityków danych. Będą oni niezbędni do tego, by wspierać projekty cyfryzacyjne, które oparte są na wykorzystaniu sztucznej inteligencji.
  5. Do 2021 roku aplikacje biznesowe przeniosą się w stronę „ultra-zwinnych” (hiper-agile) architektur, 90% aplikacji w platformach chmurowych (PaaS) będzie wykorzystywało mikrousługi, zaś 95% nowych mikrousług będzie ulokowanych w kontenerach. Ponieważ firmy będą tworzyć coraz więcej usług na potrzeby cyfrowej gospodarki, będą poszukiwały zupełnie nowych sposobów na to, by móc je sprawnie i szybko opracować. Oznacza to wykorzystanie „ultra-zwinnych” metod tworzenia aplikacji, które zapewniają szereg korzyści, m.in. dużą elastyczność czy mobilność. Te technologie wpłyną na 10-krotny wzrost liczby aplikacji i mikrousług.
  6. Do 2020 roku obserwować będziemy rozwój i urozmaicenie interfejsów odpowiedzialnych za komunikację na linii człowiek – technologia. 25% pracowników terenowych, w tym serwisantów IT, będzie wykorzystywać rozszerzoną rzeczywistość, zaś prawie 50% nowych aplikacji mobilnych będzie korzystać z głosu jako podstawowego interfejsu komunikacyjnego. Zdaniem IDC, rozszerzona rzeczywistość (AR) zredefiniuje sposób pracy terenowych serwisantów dzięki technologii nakładania obrazów, stałemu dostępowi do aktualizowanych specyfikacji technicznych czy kontaktowi wideo z koordynatorami i doświadczonymi pracownikami technicznymi. Rozszerzona rzeczywistość fundamentalnie zmieni także sposoby wykorzystania przez pracowników cyfrowych informacji. Co więcej, zdaniem IDC, głos jest na najlepszej drodze do tego, by stać się domyślnym sposobem interakcji z biznesowymi aplikacjami mobilnymi.
  7. Do 2021 roku co najmniej 25% organizacji z rankingu Global 2000 będzie wykorzystywać na dużą skalę technologię blockchain jako podstawę realizacji bezpiecznych operacji cyfrowych. Rozproszone rejestry (Distrubuted Ledger Technology) stanowiące rdzeń tej technologii, mają duży potencjał do zwiększenia bezpieczeństwa transferu danych (jedna wersja prawdy), szybszego prowadzenia rozliczeń oraz wdrażania inteligentnych kontraktów (automatyczne zakupy i sprzedaż). IDC przewiduje, że adaptacja technologii blockchain będzie wolno, ale systematycznie zyskiwać na popularności przez następne 36 miesięcy. Podmioty, które wcześniej skorzystają z tej technologii, będą miały większą szansę na zwiększenie swojej przewagi konkurencyjnej. Te, które wstrzymają się z jej adaptacją nie będą wprawdzie jeszcze tracić swojej pozycji rynkowej, lecz będą zmuszone do obserwacji zastosowania blockchain.
  8. Do 2020 roku 90% dużych przedsiębiorstw będzie generować zyski z rozwiązań opartych o dane w modelu „dane jako usługa” (Data as a Service). Zdolność firm do tworzenia, pozyskiwania i zarządzania danymi o dużej wartości biznesowej i wykorzystywania ich zarówno na własny użytek, jak i do celów komercyjnych, dość szybko stanie się kolejnym ważnym parametrem wyceny i możliwości przedsiębiorstw. Zapewnienie dostępu do krytycznej masy zewnętrznych danych, będzie kluczowym składnikiem opartych na sztucznej inteligencji rozwiązań i usług.
  9. Dzięki ulepszaniu prostych narzędzi programistycznych (low-code/no-code), w ciągu najbliższych 36 miesięcy znacznie zwiększy się liczba programistów i deweloperów nieposiadających kompetencji technicznych. Wzrost liczby rozwiązań programistycznych umożliwiających obsługę za pośrednictwem interfejsów graficznych sprawi, że znacznie więcej firm będzie cyfrowo wspomagać swoje operacje biznesowe bez konieczności sięgania po wsparcie doświadczonych i wykwalifikowanych specjalistów w obszarze programowania czy kodowania. Rosła będzie liczba deweloperów o korzeniach biznesowych, zdolnych do tworzenia przy użyciu intuicyjnych narzędzi deweloperskich coraz bardziej wyrafinowanych cyfrowych produktów i usług. Przedsiębiorstwa będą z większym zainteresowaniem sięgać po tego typu rozwiązania programistyczne, propagując jednocześnie trend „każdy jest deweloperem”.
  10. Do 2021 roku ponad połowa organizacji z rankingu Global 2000 będzie przeprowadzać jedną trzecią interakcji z usługami cyfrowymi za pośrednictwem otwartych ekosystemów API, czego nie obserwowaliśmy niemal wcale w 2017r. Tworzenie otwartych interfejsów programowania aplikacji pozwoli firmom na maksymalizację przychodów dzięki współpracy z podmiotami trzecimi, wykorzystującymi ich cyfrowe platformy. Doskonałym przykładem jest tutaj branża technologii finansowych (fintech), która dzięki dostępowi do cyfrowego know-how oraz systemów transakcyjnych i ogromnych zbiorów danych dużych organizacji finansowych jest w stanie oferować bardziej innowacyjne i wygodniejsze w obsłudze usługi oraz produkty. Zdaniem IDC, w ciągu najbliższych 36 miesięcy liderzy cyfrowej transformacji zaczną bardziej inwestować w otwarte ekosystemy API, zaś firmy, które nie podążą w tym kierunku, znajdą się na marginesie gospodarki kształtowanej przez cyfrową transformację.

Prognozy zostały opublikowane w nowym raporcie IDC FutureScape i zaprezentowane podczas konferencji internetowej, której gospodarzem był główny analityk IDC Frank Gens. Zarówno raport, jak i zapis konferencji internetowej są dostępne pod adresem: https://www.idc.com/events/futurescapes.

Czy wybory we Włoszech zakłócą europejskie rynki?

Według obserwatorów jednym z najważniejszych wydarzeń, które zdeterminuje w najbliższym czasie rytmy ekonomiczne Unii Europejskiej są marcowe wybory do włoskiego parlamentu. Dzięki sondażom można przypuszczać, że największe szanse na zwycięstwo ma partia populistów, która zapowiada opuszczenie strefy euro. Na pierwszy rzut oka może się wydawać, że po nieudanym referendum sytuacja jest przesądzona, ale czy na pewno? Sytuację analizuje Krzysztof Sadecki, polski finansista i ekspert w dziedzinie zachowań rynków inwestycyjnych.

Krzysztof Sadecki
Krzysztof Sadecki

Obserwatorzy włoskiej sceny politycznej zwracają uwagę, że nie ma znaczenia czy Ruch Pięciu Gwiazd założony przez znanego we Włoszech komika utworzy rząd. Samo działanie tej partii jest wystarczającym bodźcem dla wskaźników rynkowych. Im większą siłę ma ugrupowanie, które chce opuścić strefę euro tym większym strachem reagują rynki. Ruch Pięciu Gwiazd dopiero zaczyna prowadzić w sondażach, ale nie jest w nich sam. Przewaga ugrupowania Beppe Grillo jest niestabilna, w związku z powyższym nic nie jest jeszcze przesądzone.

– Zwycięstwo Ruchu Pięciu Gwiazd jest brane pod uwagę. Nie oznacza to jednak poważnych zmian na rynkach europejskich. Rynkom nie jest oczywiście na rękę populistyczne zachowanie liderów tej partii. Jak na razie reaguje na nie giełda włoska i inwestorzy, którzy muszą się liczyć z programem wyborczym Ruchu. Populiści zapowiadają przebudowę systemu bankowego, wyjście z Europejskiego Mechanizmu Stabilności, rezygnację z programów pomocowych dla europejskich gospodarek, wspomina się również o referendum w sprawie wyjścia ze strefy euro. Skoro nie zapowiada się na koalicję Ruchu Pięciu Gwiazd z kimkolwiek, w przeciwieństwie do możliwości porozumienia między Partią Demokratyczną a Forza Italia, to ważniejsze od waluty będą gospodarcze problemy Włoch – twierdzi Krzysztof Sadecki.

Włochy borykają się z problemem sporego długu publicznego i koniecznością jego obsługi systemem pożyczek, których możliwości uzyskania w razie zwycięstwa populistów zostaną mocno ograniczone. To konkretny problem przy radykalnym sprzeciwie wyborców wobec polityki oszczędzania, która pozwoliłaby dług ten zredukować. Bezrobocie we Włoszech jest wyższe niż Polsce, a wzrost gospodarczy oscyluje wokół minimum. Odwrócenie się od UE może Włochom wyłącznie zaszkodzić tym bardziej, że ich gospodarka bazowała do tej pory na dobrych relacjach z Francją i Niemcami.

Jak na razie nie ma mowy o zagrożeniu dla procesów ekonomicznych na całym kontynencie, a tym bardziej w Polsce. Eksperci zdają sobie sprawę z umownego podziału Włoch na Północ i Południe. Północ postrzega samą siebie jako pracowitą i kumulującą cały przemysł, a przy tym proeuropejską. Południowcy żyjący głównie z turystyki oraz rolnictwa i jako jedyni mogliby uwierzyć populistycznym hasłom. Prędzej więc doszłoby do rozłamu między samymi Włochami aniżeli do jakichś poważniejszych tąpnięć pomiędzy Włochami a Unią Europejską i strefą euro. Wybory we Włoszech zasługują więc na uwagę, ale na pewno nie na tak duże lęki jakimi na progu nowego roku próbuje nas elektryzować medialne forum – podsumowuje analityk biznesowy.

Kierunki rozwoju rynku hotelarskiego w Polsce

W tym roku w naszym kraju w obiektach hotelowych przybędzie kilkanaście tysięcy miejsc noclegowych

Branża przeżywa obecnie swój czas. W 2017 roku podstawowe wskaźniki operacyjne hoteli wzrosły w większości aglomeracji miejskich w Polsce, pomimo rekordowych wyników odnotowanych w 2016 roku. Już  od kilku lat w tym segmencie rynku można obserwować dużą aktywność inwestorów, dzięki czemu zaplecze hotelowe w naszym kraju stale wzbogaca się o atrakcyjne obiekty.

Jak zauważają eksperci Walter Herz, w Polsce nieustannie rośnie popyt na usługi hotelowe, zarówno ze strony turystów, jak i klientów biznesowych. Według danych GUS, liczba turystów korzystających z noclegów w obiektach hotelowych w ciągu pierwszych dziesięciu miesięcy 2017 roku wzrosła w porównaniu z tym samym okresem rok wcześniej o 1,5 mln, co stanowi wzrost na poziomie 6 proc.

Hoteli brakuje w największych aglomeracjach  

Polski rynek hotelarski wciąż jest rynkiem rozwijającym się, choć liczy już ponad 2,7 tys. skategoryzowanych obiektów hotelowych, które oferują łącznie ponad 135 tys. pokojów. To wciąż niewiele porównując z rynkami Europy Zachodniej i liczbą pokojów hotelowych przypadających na mieszkańców danego państwa.

Duży potencjał inwestycyjny wykazują niezmiennie największe aglomeracje w kraju, przede wszystkim Warszawa, gdzie jak obliczają analitycy Walter Herz, rynek hotelowy w przeciągu najbliższych trzech lat wzbogaci się o ponad 5 tys. pokojów. W stolicy wciąż jest miejsce dla nowych placówek wszystkich kategorii. Specjaliści zauważają, że do niedawna na warszawskim rynku dominowali klienci biznesowi, teraz Warszawę coraz liczniej odwiedzają turyści, których jest już ponad 10 mln rocznie.

W tym roku w Warszawie w miejscu dawnego Hotelu Europejskiego na Krakowskim Przedmieściu ma zostać oddany m.in. reprezentacyjny hotel Raffles ze 103 pokojami. Kolejne inwestycje hotelowe, które zostaną ukończone to hotel Renaissance na Lotnisku Chopina z 225 pokojami, hotel Four Points by Sheraton na Służewcu Przemysłowym ze 192 pokojami, czy Moxy Koneser na Pradze ze 141 pokojami, wyliczają specjaliści Walter Herz.

Inne obiekty hotelowe, które przyjmą gości w tym roku to 163 pokojowy Hampton by Hilton przy ulicy Postępu, ponad 350 pokojowy Krakowska Residence w warszawskiej dzielnicy Włochy, czy 220 pokojowy Ibis Styles przy ulicy Grzybowskiej. W warszawskich obiektach, które mają zostać oddane do użytku w 2018 roku znajdzie się łącznie ponad 2 tys. pokojów.

Przyszłe inwestycje w Warszawie

W kolejnych latach w Warszawie otworzy się jeszcze m.in. 330 pokojowy Motel One w Śródmieściu, 120 pokojowy Port Praski, 300 pokojowy hotel combo marek Residence Inn i Moxy, a także kolejne hotele ibis Styles.

Na warszawski rynek wejdzie również Holiday Inn przy Dworcu Zachodnim z 217 pokojami, Focus Hotel na Służewcu z 238 pokojami, 150 pokojowy hotel Puro Warszawa Centrum i liczący ponad 100 pokojów, 5 gwiazdkowy Autograph Collection na warszawskiej Starówce.

Pod koniec przyszłego roku na Ursynowie ma zostać oddany również pierwszy hotel marki Staybridge Suites należącej do Grupy InterContinental, który dostarczy 190 pokojów, podają specjaliści Walter Herz.

Planowane inwestycje w regionach

W opinii doradców Walter Herz, ogromny potencjał i pole do lokowania nowych inwestycji hotelowych w Polsce ma nie tylko Warszawa, ale i inne aglomeracje. W Krakowie, Poznaniu, czy Wrocławiu na najbliższe lata również zaplanowanych zostało wiele inwestycji hotelowych.

W Gdańsku ruszyć ma niebawem 76 pokojowy hotel ibis Budget w Jelitkowie, 354 pokojowy hotel Deo na Wyspie Spichrzów, 236 pokojowy Holiday Inn, 140 pokojowy Grano Residence, a także 154 pokojowy Hampton by Hilton na Starym Mieście i hotel w Dworze Uphagena ze 150 pokojami. W okresie najbliższych dwóch lat w mieście przybędzie łącznie ponad tysiąc miejsc noclegowych.

We Wrocławiu na 2019 rok planowany został hotel MGallery by Sofitel ze 190 pokojami i hotel Klasztor Grupy Arche z 200 pokojami.

Nowe marki hotelowe w Polsce

W Krakowie ma zostać otwarty m.in. hotel Puro na Kazimierzu na ponad 200 pokojów, hotel Radisson Red z 230 pokojami, hotel B&B Kraków Centrum ze 130 pokojami oraz dwa butikowe hotele Ferreus i H15 łącznie ze 140 pokojami. W centrum Krakowa, przy ulicy Stradomskiej, w bezpośrednim sąsiedztwie Wawelu powstanie także Autograph Collection Hotel ze 125 pokojami lifestylowej marki należącej do Marriott International, który będzie pierwszym obiektem tej ekskluzywnej linii w Polsce. W tym roku rozpocznie się również budowa hotelu Best Western Balice Airport.

W Poznaniu na ten rok przewidziane jest otwarcie Hampton by Hilton (117 pokojów) i Focus Hotel Poznań (94), a w przyszłym hotelu Moxy (120) przy lotnisku Ławica. Poza tym, do sieci Best Western Hotels & Resorts dołączyć mają dwa nowo powstające poznańskie obiekty – Edison Park Hotel pod marką Premier Collection i hotel na Starym Rynku marki Sure Hotel, a istniejący Hotel Edison, położony w miejscowości Baranowo pod Poznaniem, poddany zostanie procesowi modernizacji.

Inwestorzy wchodzą do mniejszych miast

Nowym trendem rynkowym, jaki zauważają eksperci Walter Herz, jest coraz większe zainteresowanie inwestorów działających w segmencie hotelowym i międzynarodowych franczyzodawców mniejszymi ośrodkami miejskimi w Polsce. Jako przykład wymieniają realizację obiektu hotelowego w rewitalizowanej fabryce fortepianów w Kaliszu. W jej miejscu powstaje kompleks  biurowo-hotelowo-kulturalny Calisia One, w którym w tym roku ma zostać oddany do użytku hotel marki Hampton by Hilton z ponad 100 pokojami. W Oświęcimiu w hotelu Hampton by Hilton znajdzie się zaś 120 pokojów.

Nowe obiekty międzynarodowych marek otworzą się też w polskich kurortach, w tym m.in. hotel Radisson Blu w Zakopanem ze 158 pokojami i 68 apartamentami oraz hotel Hilton Garden Inn w Kołobrzegu.

Eksperci Walter Herz zwracają uwagę, że w strukturze polskiej bazy hotelowej przeważają hotele indywidualne, których właścicielami są polskie firmy, zajmujące się samodzielnie ich prowadzeniem. Podobnie jest z popytem na noclegi. W Polsce to głównie rodzimi turyści napędzają koniunkturę w sektorze hotelarskim. Z usług hotelowych w naszym kraju korzysta jedna trzecia obcokrajowców i dwie trzecie Polaków.

Autor: Walter Herz

Niemiecka koalicja i dane inflacyjne w centrum uwagi

Dane inflacyjne z Polski prawdopodobnie przypieczętują neutralne stanowisko RPP. Kurs EUR/USD wyhamował wzrost, a dzisiejszą europejską sesję rozpoczyna spadkami. Część członków SPD sprzeciwia się Wielkiej Koalicji.

Wczorajszy odczyt inflacji pokazał, że dynamika cen w Polsce w grudniu wyniosła 2,1%, a nie 2% r/r, jak sugerował ostatni „szybki szacunek” GUS. Spadek inflacji z poziomu 2,5% w listopadzie do 2,1% r/r w grudniu był spowodowany przede wszystkim efektem wysokiej bazy statystycznej. Jedną z głównych przyczyn utrzymywania się dynamiki cen na obecnych poziomach pozostaje relatywnie wysoka dynamika cen żywności, która w poprzednim miesiącu wyniosła aż 5,8%.

Dzisiaj poznamy wyliczenia krajowej inflacji bazowej w grudniu. Zgodnie z oczekiwaniami konsensusu dynamika cen bazowych powinna spaść z poziomu 0,9% do 0,8% rocznie. Faktyczny spadek inflacji bazowej powinien stanowić dla RPP kolejny argument za tym, żeby nie podnosić stóp procentowych w ciągu najbliższych kilku kwartałów.

SPOJRZENIE NA GŁÓWNE WALUTY

EUR

Kurs EUR/PLN w poniedziałek zakończył dzień na niemal niezmienionym poziomie, wahając się w widełkach 4,17 – 4,19. Wspólna waluta kontynuowała umocnienie w relacji do głównych walut, jednak dynamika wzrostu była znacznie bardziej ograniczona niż w poprzednich dniach. We wczorajszej wypowiedzi Ardo Hansson z EBC stwierdził, iż program skupu aktywów (QE) mógłby zakończyć się już we wrześniu. Natychmiast, bez przeprowadzania bardziej łagodnego “stopniowego wygaszania”.  Stwierdził również, iż ostatnia aprecjacja EUR w jego opinii nie stanowi istotnego ryzyka dla perspektyw wzrostu inflacji. Na jego słowa warto patrzeć jednak z dystansem – Hansson jest jednym z najbardziej jastrzębich członków EBC i nie reprezentuje poglądów większości członków banku centralnego.

Umocnienie wspólnej waluty pod koniec ubiegłego tygodnia było związane w dosyć istotnym stopniu z informacją, iż Niemcy znajdują się już na ostatniej prostej do utworzenia Wielkiej Koalicji partii CDU/CSU i SPD. Pozostawały jednak obawy, czy przewodniczący SPD, Martin Schulz będzie w stanie przekonać własną partię do poparcia sojuszu. Póki co nie ma jednoznacznej zgody – do tej pory dwie regionalne gałęzie SPD (berlińska i saksońsko-anhalcka) wyraziły w wewnętrznych głosowaniach otwarty sprzeciw wobec koalicji.

GBP

Kurs GBP/PLN w poniedziałek osłabił się o 0,2%, wahając się w widełkach 4,68 – 4,70. We wczorajszej wypowiedzi Silvana Tenreyro z Banku Anglii skupiła się na kwestii niskiej produktywności, która ciąży brytyjskiej gospodarce, stwierdzając przy tym, iż Brexit (z uwagi na niepewność związaną z negocjacjami) szkodzi inwestycjom, tym samym będzie negatywnie wpływał na produktywność.

Dzisiejsze dane z gospodarki Wielkiej Brytanii pokazały spadek inflacji CPI z poziomu 3,1% r/r w listopadzie do 3% r/r w grudniu, który był w pełni zgodny z oczekiwaniami. Inflacja bazowa spadła nawet nieco bardziej – z poziomu 2,7% do 2,5% (wobec oczekiwań 2,6% rocznie). Jest to na pewno dobra wiadomość dla Banku Anglii, który był zaskoczony ostatnim wzrostem dynamiki cen. Jest to jednocześnie niezbyt dobra wiadomość dla funta, dla którego niższa inflacja oznacza mniejszą presję na Bank Anglii w kwestii podwyżek stóp procentowych. Reakcja brytyjskiej waluty na dane była jednak dość ograniczona, co można powiązać z tym, iż spadek CPI był oczekiwany, powyżej oczekiwań dodatkowo wzrosły ceny producentów.

USD

Kurs USD/PLN w poniedziałek osłabił się o 0,5%, wahając się w widełkach 3,39 – 3,42. Amerykańska waluta wczoraj kontynuowała straty, dzisiejszy dzień rozpoczyna natomiast lekkim umocnieniem. Może to być związane z tym, iż ostatnia wyprzedaż – nawet biorąc pod uwagę czynniki za nią stojące – była bardzo silna i wyjatkowo gwałtowna, co może wymuszać korektę. Pytanie, czy nastąpi ona teraz, czy przed spotkaniem EBC w przyszłym tygodniu, przed którym inwestorzy mogą chcieć realizować zyski. Interesujące w kontekście wspomnianego spotkania będzie to, w jaki sposób Mario Draghi zmieni ton komunikacji oraz czy zwróci uwagę na siłę euro, które w relacji do USD od ostatniego spotkania EBC zyskało około 4%.

KLUCZOWE PUBLIKACJE

14:00 – inflacja bazowa w Polsce w grudniu

Autor: Roman Ziruk, Ebury Polska

Wyhamowuje aprecjacja złotówki

W poniedziałek Główny Urząd Statystyczny podał najnowsze dane o inflacji. W porównaniu z grudniem 2016 r., w grudniu 2017 r. ceny towarów i usług konsumpcyjnych były wyższe o 2,1%, podczas gdy prognozowano zwyżkę o 2%. Z kolei w całym 2017 r. ceny w Polsce wzrosły o 2% wobec spadku o 0,6% w 2016 r. Największy wpływ na tę sytuację miał wzrost cen żywności i transportu. Jednocześnie mamy do czynienia z wyhamowaniem aprecjacji złotówki, która w ciągu ostatniej doby z głównych walut światowych zyskuje tylko do nadal słabnącego dolara amerykańskiego.

Waluty: W ciągu ostatnich 24 godzin amerykański dolar nadal traci do głównych walut: euro (-0,12%), brytyjskiego funta (-0,32%), dolara kanadyjskiego (-0,11%), dolara australijskiego (-0,12%) oraz japońskiego jena (-0,1%) i kursy wynoszą: EUR/USD – 1,222, GBP/USD – 1,378, USD/CAD – 1,244, AUD/USD – 0,795 i USD/JPY – 110,8. Euro jest silniejsze wobec japońskiego jena (+0,08%) i kurs EUR/JPY wynosi 135,5, a kurs EUR/GBP jest na poziomie 0,887. Złotówka zyskuje do dolara, minimalnie traci do funta i franka szwajcarskiego i jest na tym samym poziomie do euro. We wtorek rano dolar kosztuje 3,41 zł, euro – 4,17 zł, funt – 4,7 zł, a frank – prawie 3,54 zł.

Giełdy: Na europejskich giełdach dominuje kolor czerwony, a na amerykańskich i azjatyckich – zielony. W poniedziałek w Europie londyński indeks FTSE 100 stracił 0,12%, frankfurcki indeks DAX – 0,34%, a paryski indeks CAC 40 – o 0,13%. W Amerykach meksykański indeks Bolsa podniósł się o 0,47%, a brazylijski indeks Bovespa – o 0,51%. We wtorek w Azji tokijski indeks Nikkei wzrósł o 1%, indeks Shanghai Composite – o 0,77%, a hongkoński indeks Hang Seng – o 1,66%.

Ropa i złoto: W porównaniu z sytuacją w weekend ceny ropy naftowej nadal rosną. We wtorek rano baryłka ropy Brent kosztuje 69,92 USD (+0,07%), a ropy WTI – 64,42 USD (+0,19%). Z kolei cena złota po wcześniejszych wzrostach została nieco zredukowana. We wtorek rano uncję metalu rynek wycenia na 1339 USD. To 3 USD mniej (-0,22%) niż dobę wcześniej.

Najważniejsze wydarzenia dzisiejszego dnia:

  • 8:00 – Niemcy – Inflacja CPI (r/r), grudzień – 1,7% (prognoza 1,7%)
  • 9:00 – Czechy – Inflacja PPI (r/r), grudzień – 0,7% (prognoza 0,6%)
  • 10:30 – Wielka Brytania – Inflacja CPI (r/r), grudzień (prognoza 3%)
  • 10:30 – Wielka Brytania – Inflacja PPI (r/r), grudzień (prognoza 2,9%)
  • 11:00 – Włochy – Inflacja CPI (r/r), grudzień (prognoza 0,9%)
  • 14:00 – Polska – Wskaźniki inflacji bazowej, grudzień
  • 14:30 – USA – Indeks NY Empire State, styczeń (prognoza 18 pkt.)
  • 18:00 – Szwajcaria – Wystąpienie publiczne szefa SNB

Przygotował zespół analityczny easyMarkets

Od ransomware do miner malware. Cyberprzestępcy zmieniają upodobania?

Według badań przeprowadzonych przez University of Cambridge, kapitalizacja rynkowa kryptowalut wzrosła ponad trzykrotnie od początku zeszłego roku i raczej na tym się nie skończy. Coraz więcej osób zdaje sobie sprawę, że inwestycja w kryptowaluty może być bardzo opłacalna. Z kolei tam, gdzie pojawia się zysk, pojawiają się też ataki cyberprzestępców.                               

Analitycy z laboratorium FortiGuard Labs firmy Fortinet odkryli nowe, ale podobne do znanych już wcześniej, złośliwe oprogramowanie atakujące rynek kryptowalut. Odpowiedzialna za jego powstanie jest grupa przestępcza, która stoi za ransomware VenusLocker.

Autorzy tego malware’u zmienili swój sposób działania i zwrócili uwagę na Monero, kryptowalutę open-source utworzoną w kwietniu 2014 r., która obecnie kosztuje około 400 USD.

Jak działa Monero miner?

Złośliwe oprogramowanie ma na celu wykopywanie kryptowaluty na rzecz przestępców z komputera ofiary. Atak nadchodzi jako phishingowa wiadomość e-mail. Na przykład jeden z wariantów udaje, że pochodzi od sprzedawcy odzieży online, który twierdzi, że dane odbiorcy zostały ujawnione w wyniku włamania do witryny. Oczywiście wiadomość e-mail nakłania do otwarcia zainfekowanego załącznika, aby uzyskać więcej szczegółów i instrukcję działania. Inny wariant informuje odbiorcę maila, że jest prawnie odpowiedzialny za wykorzystywanie na swojej stronie www grafik bez zgody ich twórców. Następnie zaleca, aby odbiorca otworzył załącznik, aby sprawdzić pliki, o których mowa.

Po załadowaniu szkodliwego oprogramowania uruchamiany jest plik binarny narzędzia Monmer CPU XMRig v2.4.2. Aby ukryć tę operację, malware podszywa się pod plik wuapp.exe, który uruchamiany jest wcześniej, co pozwala uniknąć podejrzeń.

Co ciekawe, ten sam schemat został użyty w przeszłości przez ransomware VenusLocker. – Aby to potwierdzić, analitycy FortiGuard Labs przyjrzeli się metadanym plików skrótów i znaleźli bezpośredni związek z oprogramowaniem ransomware. Oprócz ścieżek docelowych pliki skrótów używane w ransomware VenusLocker są praktycznie identyczne z używanymi w tej kampanii – wyjaśnia Robert Dąbrowski, szef zespołu inżynierów Fortinet.

Dlaczego Monero?

Dlaczego cyberprzestępcy nie skupiają się na Bitcoinie tylko na wycenianym o wiele niżej Monero? Istnieją dwa główne powody.

Po pierwsze: algorytm wydobywania Monero jest przeznaczony dla zwykłych komputerów, w przeciwieństwie do Bitcoina, który wymaga specjalistycznego sprzętu, takiego jak układy scalone specyficzne dla aplikacji (ASIC) lub wysokiej klasy procesory graficzne. Zatem przestępcy wybierają tę kryptowalutę, która pozwala im na przeprowadzanie szerzej zakrojonych kampanii.

Drugim powodem jest obietnica anonimowości transakcji Monero, które używa tak zwanych „adresów stealthowych” wraz z „mieszaniem transakcji”, co sprawia, że ​​ szczegółowa przejrzystość nie istnieje.

Możemy się tylko domyślać, czy zmiana zainteresowań z ransomware na wykopywanie kryptowalut jest początkiem nowego trendu na nadchodzący rok. Prawdopodobnym powodem takiego „przebranżowienia” grup przestępczych jest znaczący wysiłek, jaki branża cyberbezpieczeństwa wkłada w walkę z atakami ransomware. Z tego powodu wymuszenie okupu nie jest już tak łatwe, jak w przeszłości.

Jak zniesienie limitu składek ZUS wpłynie na gospodarkę

Polacy zarabiający powyżej 10 tys. zł miesięcznie będą płacili składki emerytalne przez cały rok, a obecnie płacą je do momentu przekroczenia w danym roku wynagrodzenia odpowiadającego 30-krotności średniego wynagrodzenia w gospodarce.

Zmiany mają obowiązywać od 2019 r., a ustawowe rozwiązania rząd początkowo komentował jako uderzające w najbogatszych, choć jest akurat przeciwnie.

W rzeczywistości próg 30-krotności miał chronić system emerytalny przed wypłacaniem bardzo wysokich emerytur. Tym bardziej, że ZUS ma coraz większą “dziurę” finansową, która trzeba łatać z budżetu państwa.

Przeciw zmianom były zarówno związki zawodowe, jak i pracodawcy, co było sytuacją dość wyjątkową. Po co więc wprowadzono takie zmiany?

-To są zmiany wynikające z bieżących potrzeb budżetu państwa – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB. – Teraz budżet państwa zaoszczędzi, ale przyszłości zmiana ta będzie bardzo niekorzystna.

Inflacja poniżej celu. Zmiana premiera w Rumunii

Wczorajsze dane na temat inflacji nie przybliżają nas do podwyżki stóp procentowych w Polsce. W Rumunii premier utracił poparcie własnej partii i podał się do dymisji. Wenezuela pogłębia kryzys.

Inflacja wciąż poniżej celu

Wczoraj poznaliśmy dane na temat wzrostu cen w Polsce. W skali roku jest to 2,1%, to o 0,1% więcej niż oczekiwali analitycy oraz o 0,5% mniej niż poprzednio. Jaki jest wpływ inflacji na kurs walutowy? Najlepiej go widać z perspektywy stóp procentowych. Rosnące ceny powodują, że państwo zaczyna podnosić stopy procentowe aby zmniejszyć ilość taniego pieniądza na rynku. Jeżeli stopy rosną to rośnie również atrakcyjność bezpiecznych form inwestowania, co przyciąga kapitał. W rezultacie umacnia się waluta. Z tego też powodu analitycy uważnie śledzą wskaźniki makroekonomiczne w Europie. W USA cykl podwyżek już na dobre się rozpoczął, z kolei na starym kontynencie wciąż stopy pozostają na poziomach z kryzysu gospodarczego.

Problemy polityczne w Rumunii

Gospodarka tego kraju zaskakuje. W końcu wzrost w trzecim kwartale po wyrównaniu sezonowym o 8,6% to nie jest coś co widuje się na co dzień. Nie znaczy to wcale, że pozycja premiera odpowiadającego za te wyniki jest stabilna. Po zaledwie 7 miesiącach ze stanowiskiem pożegnał się Mihai Tudose. Powodem była utrata poparcia ze strony jego własnej partii. Tymczasowym premierem został jeden z liderów partii. Od informacji o rezygnacji waluta Rumunii osłabiła się już niemal o 1% względem euro.

Wenezuela wciąż rozdaje pieniądze

Wydawać by się mogło, że kraj przeżywający takie problemy powinien jednak ograniczyć wydatki. Inaczej działa to jednak w Wenezueli. Prezydent zapowiedział właśnie zasiłek macierzyński. Ma on mieć wartość 700 tysięcy boliwarów. Wartość bolivara jednak ciągle spada. W listopadzie za 40 tysięcy można było kupić dolara. Dzisiaj jest to już niemal 200 tysięcy. W kraju zdaniem obserwatorów panuje hiperinflacja, czego najlepszym dowodem jest kolejna zapowiedź wzrostu płacy minimalnej. W 2017 roku wspomniana płaca minimalna by gonić inflację wzrastała pięciokrotnie.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

  • 14:00 – Polska – inflacja bazowa,
  • 14:30 – USA – indeks NY Empire State.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Sprawdź analizę techniczną na EURJPY oraz GBPUSD

Pomimo mocnego pesymizmu związanego z Brexit-em funt brytyjski znajduje się w trendzie wzrostowym niemalże na każdym wyższy interwale czasowym. Po ostatniej panicznej wyprzedaży GBP w stosunku do USA, która miała miejsce w 2016.10.02 nie pozostało nic. Po batalii kupujących oraz sprzedających pierwsza grupa pokazała swoją przewagę. Na parze walutowej GBPUSD trend wzrostowy potwierdzony jest przez trzy wysokie interwały czasowe – tygodniowy, dzienny oraz czterogodzinowy. Notowania na każdym ze wspomnianych interwałów czasowych znajdują się powyżej wolnej 55-okresowej średniej kroczącej oraz szybkiej 14-okresowej EMA. Ponadto trend wzrostowy został potwierdzony przez pozostałe wskaźniki techniczne.

Notowania GBPUSD, interwał tygodniowy

Notowania GBPUSD, interwał tygodniowy

Źródło: Admiral Markets

Notowania funta szterlinga w stosunku do dolara amerykańskiego od początku 2017 roku poruszają się w kanale wzrostowym. W połowie 2017 roku doszło do pokonania mocnej strefy oporu 1.300. Dzięki temu strona kupująca umożliwiła sobie dojście do kolejnego poziomu oporu 1.38 -1.40. Głównym pytaniem jest, czy poziom oporu zostanie pokonany za pierwszym razem?

Niestety jest to bardzo mało prawdopodobne, nawet przy mocno wzrostowych wskazaniach wspomnianych wskaźników technicznych. Po pierwsze od kilku tygodni notowania GBPUSD znajdują się w mocnym rajdzie wzrostowym, zatem korekta byłaby zdrowa dla kontynuacji trendu. Po drugie notowania dotarły w okolicę konfluencji oporów technicznych. Tuż nad aktualnym kursem znajduje się strefa oporu wyrysowana przez minimum z lutego 2016 roku. Oprócz tego w pobliżu aktualnego kursu przebiega górna banda kanału wzrostowego, co może wyhamować obecny rajd.

Gdzie może dotrzeć korekta? Gdyby doszło do korekty, to prawdopodobnie notowania GBPUSD będą zmierzać w okolicę mocnego wsparcia 1.326. Pokonana strefa byłaby jednoznaczna z możliwością przetestowania dolnej bandy kanału wzrostowego. Po zakończonej korekcie trend wzrostowy prawdopodobnie będzie kontynuowany.

Kolejną ciekawą parą walutową jest EURJPY, na której w najbliższych dniach być może dojdzie do zakończenia korekty spadkowej długoterminowego ruchu wzrostowego. Na interwale dziennym wskazania wskaźników technicznych świecą na czerwono, zatem mamy do czynienia z trende spadkowym. Natomiast spoglądając na wskazania interwału tygodniowego trzy z pięciu wskazują na trend wzrostowy.

Notowania EURNZD, interwał dzienny

Notowania EURNZD, interwał dzienny

Źródło: Admiral Markets

Oprócz tego notowania EURJPY znajdują się ponad długoterminową linią trendu, co potwierdza wskazania trzech wskaźników na interwale tygodniowym. Ponadto aktualnie notowania pary walutowej odbiły się od mocnego wsparcia w okolicy 1.66. Korekta dyktowana jest przez krótkoterminową linie trendu spadkowego. Jeżeli kupującym uda się wybronić wsparcie oraz pokonać linię trendu korekty, to prawdopodobnie notowania EURJPY powrócą do długoterminowego trendu wzrostowego.

Po pokonaniu linii trendu spadkowego pierwszy celem kupujących może być strefa podaży w okolicy poziomu 1.70. Przegrana sprzedających w tym miejscu oznaczałaby kontynuację wzrostów w okolicę szczytu z 2017 roku.

Dział Analiz Admiral Markets

Branża HR nie obawia się sztucznej inteligencji. Roboty mogą tylko pomóc, ale pracy nie zabiorą

Przedstawiciele wielu grup zawodowych, m.in. prawnicy i lekarze, boją się, że z czasem maszyny zupełnie wyeliminują ich z rynku. Natomiast rekruterzy wręcz odwrotnie. Oczekują rozwiązań, które ułatwią im wybieranie odpowiednich kandydatów. Ponadto, chcą odstąpić od wykonywania nudnych, biurokratycznych obowiązków. Dzięki wsparciu sztucznej inteligencji, będą mogli lepiej zająć się przygotowaniem pozyskanego już pracownika do nowego stanowiska i precyzyjniej zaprojektować mu dalszą ścieżkę kariery. Według ekspertów, ludzie szybko docenią korzyści wynikające z krótszych procesów rekrutacyjnych. Ale zanim to nastąpi, mogą obawiać się kontaktu z robotami, a często nawet rezygnować z nowoczesnych rozmów kwalifikacyjnych. Jednak branży to nie zraża. Jak będzie w praktyce, czas pokaże. Na pewno pierwsze zachowania kandydatów w stosunku do automatycznych „rekruterów” mogą być różne.

Jak przewiduje Wojciech Wdowiak, wiceprezes zarządu portalu Kariera.pl, za 10 lat wszyscy będziemy przyzwyczajeni do obecności robotów w wielu dziedzinach naszego życia. W rekrutacji również będą one powszechnie stosowane. Dzięki odpowiedniemu przygotowaniu algorytmów, wyszukiwanie kandydatów do pracy stanie się znacznie łatwiejsze. Wówczas główną rolą rekrutera będzie weryfikacja miękkich umiejętności i dopasowanie potencjalnego pracownika do organizacji.

– Roboty całkowicie nie zastąpią specjalistów z tej branży. Moim zdaniem, ten moment raczej nigdy nie nastąpi, bo zawsze w cenie będzie wieloletnie, w tym życiowe doświadczanie w analizie niektórych predyspozycji zawodowych, a także prowadzenie indywidualnych konsultacji czy negocjacji. Co więcej, rekruterzy będą rozszerzać swoją działalność w innych dziedzinach, skupiając się na bardziej holistycznym podejściu do budowania zespołów oraz wizerunku pracodawcy. Dlatego specjaliści z tej branży nie obawiają się widma tzw. bezrobocia technologicznego – mówi Wojciech Wdowiak.

Polacy bardzo szybko przyzwyczajają się do korzystania z nowoczesnych technologii, które ułatwiają im życie. Pokazuje to choćby przykład bankowości mobilnej. Tak samo, jak sprawnie zaczęliśmy wykorzystywać telefony komórkowe do wykonywania przelewów, zaczniemy stosować nowe metody w rekrutacji. Jeszcze 15-20 lat temu mało kto by przewidział, że w przyszłości praktycznie cała bankowość będzie w przenośnym urządzeniu. A dziś aplikacje mobilne służą zarówno do poszukiwania pracy, jak i do obsługi procesów kadrowych.

– Za pośrednictwem telefonu można już występować o dni wolne, zaświadczenia o zatrudnieniu czy zgłaszać zwolnienia chorobowe. Dzięki temu, nasza praca staje się szybsza i łatwiejsza. Według mnie, cała szeroko pojęta branża na tym zyska, bo wymaga zmian. Trzeba opracować nowe modele rekrutacji, bo dotychczasowe narzędzia powoli przestają się sprawdzać. Dlatego rekruterzy nie mogą się bać nadchodzących rozwiązań. Powinni blisko współpracować z działami IT i marketingu, bo mieszanka tych umiejętności będzie kluczowa na przyszłym rynku pracy – dodaje Wojciech Wdowiak.

W opinii eksperta, zanim sztuczna inteligencja całkowicie upowszechni się w procesach rekrutacyjnych, wielu kandydatów do pracy może oczywiście czuć się niepewnie w kontakcie z nią. Z początku niektórzy będą rezygnowali z takich spotkań. Będą z góry przekonani, że to nie skończy się pozytywnie, bo na maszynie nie da się zrobić innego, jak tylko merytorycznego wrażenia. Osoby mniej otwarte na nowoczesne rozwiązania mogą mieć problem z odnalezieniem się w nowej rzeczywistości, ale będą musiały się przystosować. Podobnie, jak dziś pisanie CV na komputerze jest powszechnym zjawiskiem, tak za kilka lat nikogo nie będzie dziwić rozmowa w sprawie pracy z robotem.

– Dzięki sztucznej inteligencji znacznie skrócą się procesy rekrutacyjne. Wyraźnie skorzystają na tym kandydaci, którzy obecnie bardzo długo muszą czekać na informację zwrotną od potencjonalnego pracodawcy lub agencji HR. Nowa technologia przyspieszy zarówno analizę danych, jak również organizację bezpośrednich spotkań. To spowoduje, że osoba poszukująca posady będzie czuła się lepiej obsłużona. Właśnie tego typu korzyści przełamią barierę technologiczną między ludźmi i maszynami – stwierdza Wdowiak.

Według eksperta z portalu Kariera.pl, już teraz sztuczna inteligencja jest w stanie dużo szybciej i skuteczniej pozyskiwać wiele informacji na temat danej osoby, niż zrobiłby do człowiek. To powoduje, że wie więcej od doświadczonego rekrutera. Potrafi przeanalizować kompetencje i zachowania potencjalnego kandydata, a tym samym lepiej dopasować go do oferty pracodawcy. Oczywiście to nie koniec możliwości, bo ta technologia stale się rozwija. I coraz nowocześniejsze rozwiązania bardzo szybko trafiają do Polski. Zasadniczo nie odbiegamy od tego, co funkcjonuje obecnie w innych krajach UE czy też USA.

– Nie wszystkie dane, które analizuje sztuczna inteligencja, są brane pod uwagę w procesach rekrutacyjnych. Firmy muszą egzekwować obecne ograniczenia prawne i jednocześnie przygotowywać się do wprowadzenia nowych regulacji dotyczących RODO. Największym zagrożeniem z zakresu ochrony danych osobowych jest budowanie profilu kandydata, zarówno kompetencyjnego jak i osobowościowego, na podstawie jego działań w Internecie, np. odwiedzanych stron czy też informacji udostępnianych na portalach społecznościowych – zwraca uwagę wiceprezes Wdowiak.

Kolejnym niebezpieczeństwem jest to, że algorytm, źle dopasowany do konkretnego procesu rekrutacyjnego, może wykluczać dobrych kandydatów do pracy. Jak wyjaśnia ekspert, na podstawie nieadekwatnych danych „zepsuta” sztuczna inteligencja może przedstawić profil osoby, który zasadniczo odbiega od rzeczywistości. W ten sposób zamknie komuś drogę do awansu, podjęcia nowego wyzwania zawodowego czy też przejścia do innej firmy.

– Pamiętajmy jednak, że wszystkie programy komputerowe są tworzone przez ludzi. Znając zasadę działania danego algorytmu, wysokiej klasy ekspert jest w stanie go oszukać. Jednak w przypadku zwykłego Kowalskiego to byłoby bardzo trudne zadanie. A nawet, gdyby próbował tego dokonać, to nie będzie wiedział, w jaki sposób maszyna przeanalizuje jego zachowanie. Kłamiąc, z równym prawdopodobieństwem może pomóc sobie w znalezieniu pracy albo zaszkodzić. Dlatego tego rodzaju maszyny są dla branży przyszłością – podsumowuje Wojciech Wdowiak.

Abolicja umów zleceń korzystna dla rządu, pracowników i przedsiębiorców

Federacja Przedsiębiorców Polskich przedstawiła projekt abolicji w zakresie ozusowania umów zleceń za lata 2010-2017. To jedno z najlepszych rozwiązań, jakie może zostać przyjęte w najbliższym czasie przez rząd. Jest ono korzystne dla wszystkich. Dodatkowo wprowadzi pewność prawną, jakiej do tej pory brakowało. Zakład Ubezpieczeń Społecznych będzie mógł skoncentrować kontrole tylko na obszarze, gdzie występuje niepewność.

– Po pierwsze – przyniesie korzyść rządowi i Zakładowi Ubezpieczeń Społecznych, ponieważ w znaczący sposób zwiększy wpływy do budżetu. Szacuje się, że mogą to być nawet 2 miliardy złotych – powiedział serwisowi eNewsroom Marek Kowalski, przewodniczący Federacji Przedsiębiorców Polskich – Propozycja ta jest też korzystna dla pracowników. Obecnie podstawa ich emerytury jest zaniżana poprzez nieodprowadzanie wszystkich składek na ubezpieczenie społeczne za wskazane lata. Dzięki abolicji wszystkie te okresy rozliczeniowe zostałyby im zaliczone do podstawy świadczenia. Oprócz tego, na proponowanym rozwiązaniu skorzystają także przedsiębiorcy. Uwolni ich to od obecnych zobowiązań wobec ZUS-u, które są nierealne do spłacenia. Jeżeli system w tym zakresie zostanie uszczelniony i będzie zapewniona pewność obrotu, ZUS będzie mógł skierować swoje działania w innym kierunku – dodał Kowalski.

Prezes Zarządu Emperia Holding: postanowienie sądu nie wpływa na spełnienie warunku wezwania

Dariusz Kalinowski Prezes Zarządu, Dyrektor Generalny Emperia Holding S.A.
Dariusz Kalinowski Prezes Zarządu, Dyrektor Generalny Emperia Holding S.A.

Komentarz Zarządu Emperia Holding S.A. dotyczący wydanego w dniu 8 stycznia 2018 r. przez Sąd Okręgowy w Warszawie, XVI Wydział Gospodarczy, postanowienia o zabezpieczeniu roszczenia Eurocash S.A. o uchylenie uchwały nr 2 Nadzwyczajnego Walnego Zgromadzenia Emperia Holding z dnia 20 grudnia 2017 r. w sprawie zmiany Statutu poprzez wstrzymanie wykonania tej uchwały, w kontekście wezwania ogłoszonego przez MAXIMA GRUPĖ do sprzedaży 100% akcji Emperii Holding.

W nawiązaniu do raportu bieżącego Emperia Holding S.A. („Spółka”) nr 2/2018 z dnia 11.01.2018 pragniemy podkreślić, że postanowienie Sądu o zabezpieczeniu roszczenia Eurocash poprzez wstrzymanie wykonania uchwały nr 2 Nadzwyczajnego Walnego Zgromadzenia Emperia Holding z dnia 20 grudnia 2017 r. w sprawie zmiany statutu Spółki, w ocenie Spółki pozostaje bez wpływu na spełnienie warunku wezwania ogłoszonego w dniu 24 listopada 2017 r. przez MAXIMA GRUPĖ do sprzedaży 100% akcji Emperii Holding („Wezwanie”) w postaci podjęcia przez Nadzwyczajne Walne Zgromadzenie Akcjonariuszy Spółki uchwały o zmianie statutu Spółki zmieniającej art. 6e ust. 1 Statutu w sposób określony w pkt. 30 lit. (i) Wezwania.

W dniu 21.12.2017 bowiem, w komunikacie dotyczącym ogłoszonego Wezwania, MAXIMA GRUPĖ poinformowała o ziszczeniu się warunku, o którym mowa w pkt. 30 (i) Wezwania, tj. podjęciu przez Nadzwyczajne Walne Zgromadzenie Akcjonariuszy Spółki uchwały o zmianie statutu Spółki zmieniającej art. 6e ust. 1 Statutu w sposób określony w pkt. 30 lit. (i) Wezwania.

Zarząd Emperia Holding S.A. nie zgadza się ze wskazanym powyżej rozstrzygnięciem Sądu, w związku z czym podjął decyzję o jego zaskarżeniu.

Pragniemy również zaznaczyć, że sprzeciw wobec uchwały nr 2 Nadzwyczajnego Walnego Zgromadzenia Spółki z dnia 20 grudnia 2017 r. w sprawie zmiany statutu Spółki zgłosiła jedynie spółka Eurocash, która jest naszym konkurentem rynkowym. Podkreślamy, że na grudniowym Nadzwyczajnym Walnym Zgromadzeniu Akcjonariuszy Spółki uchwałę o zmianie statutu poparli akcjonariusze reprezentujący ponad 98% głosów w Spółce.

Dariusz Kalinowski, Prezes Zarządu Emperia Holding S.A.

Kurs funta wspiera słabość dolara

Po wczorajszej wyprzedaży dolara, dziś przyszedł czas na przejściowe odreagowanie, ale warunki gry nie uległy zmianie i przyszłość USD pozostaje w mrocznych barwach. Chęć do fundamentalnego kupowania euro także jest obecna, a szum polityczny z Niemiec stwarza tylko okazję do powiększania pozycji po promocyjnej cenie.

Szeroka wyprzedaż dolara osiągnęła przystanek, gdzie rynek musi ocenić, co robić dalej? Przez ostatnie 24 godziny nic nie uległo zmianie po stronie czynników przemawiających za takim, a nie innym układem siły na rynku, ale USD spadł mocno i szybko i i teraz techniczne odbicie może mieć sens. EUR/USD cofa się spod 1,23, choć nie tyle z powodów „dolarowych”, co przez niemiecką politykę. Najnowsze przecieki prasowe sugerują, że oddala się wizja powrotu do Wielkiej Koalicji CDU/CSU i SPD. Tak, jak w piątek doniesienia o przełomie w rozmowach wspierały euro, dziś ten efekt wyparowuje. Nie ma się co jednak spieszyć z odwracaniem pozycji, gdyż czynnik polityczny odpowiadał za ok. 30 pipsów z 200 popisowego ruchu na EUR/USD i jest tylko dodatkiem, niż głównym motorem zmian. Zwolennicy długoterminowej siły EUR z zadowoleniem przyjmą okazję na powiększanie pozycji po promocyjnej cenie. Co najwyżej dzisiejsza informacja sprzyja przejściu do konsolidacji pod 1,23 w oczekiwaniu na nowy impuls.

Dziś o taki może być jednak ciężko. Rano finalny odczyt inflacji z Niemiec potwierdził wstępne szacunki. Z USA po świątecznej przerwie widać, że rentowności rządowe nadrabiają wyprzedaż USD i 10-latki tracą, ale tylko 1 pb do 2,53 proc., więc nie ma dramatu. W kalendarzu dziś tylko NY Empire State, gdzie jednak trudno będzie o rozczarowanie, gdyż przemysł w USA pozostaje solidnym filarem gospodarki.

W Wielkiej Brytanii inflacja CPI za grudzień powinna wskazać pierwsze symptomy wygasania presji związanej z deprecjacją funta po referendum ws. Brexitu. Zakładana korekta z 3,1 proc. do 3 proc. nie jest duża, ale może ostudzić oczekiwania, że Bank Anglii zdecyduje się prędko na kolejną podwyżkę stóp procentowych. Nie jest to jednak kwestia będąca głównym motorem dla funta w ostatnich dniach. Częściowo funta wspiera słabość dolara i wybicie GBP/USD na poziomy niewidziane od czasu referendum działa na wyobraźnię (i naruszenie stop lossów). W temacie negocjacji Brexitu, brak złych wieści jest traktowany jako dobra wiadomość, a pozytywne niespodzianki przyjmowane są bez krzty zastanowienia. Tak było w piątek, kiedy rynek obiegła informacja, że Hiszpania i Holandia są gotowe przystąpić od porozumienia „łagodnego Brexitu”. Inna sprawa, że pozostałe kraje, szczególnie te o większej roli w bloku, nie są tak entuzjastyczni wobec Londynu. Zobaczymy, jak funt zniesie szum wokół Brexitu pod koniec stycznia, kiedy mają ruszyć formalne rozmowy na temat okresu przejściowego, a w brytyjskim parlamencie ma być głosowana ustawa o wyjściu z UE, co do której partia rządząca nie ma większości w Izbie Lordów. Jestem sceptyczny w odniesieniu do siły funta w średnim terminie, gdyż nie uważam, aby zagrożenia związane z Brexitem przestały mieć znaczenie.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.