Proces digitalizacji i kontroli podatków przyspiesza

O ile podatników prywatnych rząd może jedynie zachęcać do korzystania z cyfrowych form kontaktu z urzędami, o tyle przedsiębiorcy są zobligowani do stosowania się do nowych przepisów pod groźbą poważnych sankcji finansowych, a nawet karnych. W tym roku liczba zeznań podatkowych składanych przez osoby fizyczne w elektronicznej formie przekroczyła 50%. Wśród przedsiębiorstw wyboru formy już nie ma, odkąd wprowadzono obligatoryjne raportowanie ewidencji VAT wyłącznie w formie elektronicznej (deklaracje oraz dane w strukturach Jednolitego Pliku Kontrolnego). Od 1 stycznia 2018 r. wszyscy bez wyjątku przedsiębiorcy będą zmuszeni składać te dokumenty w formie cyfrowej, co oznacza, że papierowe deklaracje VAT-7 zostaną całkowicie wyeliminowane.

„Digitalizacja podatków i zapisu zdarzeń gospodarczych w postaci cyfrowej jest nieunikniona. Ministerstwo Finansów planuje stopniowe odchodzenie od innych form raportowania, np. od deklaracji VAT, na rzecz jednego spójnego źródła – JPK. Jednolity Plik Kontrolny stanowi oś raportowania zdarzeń gospodarczych. Ten trend w cyfryzacji obserwujemy także w innych krajach Unii Europejskiej i nie ma od niego odwrotu także w Polsce” – mówi Piotr Ciski, dyrektor zarządzający Sage w Polsce. „Poza tym, przy wykorzystaniu odpowiednich narzędzi informatycznych, dane uzyskane z JPK można wykorzystać na wiele innych sposobów, nie tylko na potrzeby kontroli. Jest to doskonałe źródło wiedzy m.in. na temat kondycji finansowej przedsiębiorstwa”.

Najważniejsze rezultaty digitalizacji podatków:

Skuteczna kontrola podatników

Z perspektywy Ministerstwa Finansów proces cyfryzacji podatków niesie niemal wyłącznie korzyści, nie licząc wydatków poniesionych na opracowanie oraz wdrożenie nowych systemów informatycznych. Główną zaletą digitalizacji jest skuteczniejsza kontrola rozliczeń podatkowych podatników, w tym szybka identyfikacja błędów i niespójności w raportach dostarczanych przez przedsiębiorców. Obecnie algorytmy i zaawansowana, tzw. twarda analityka wykorzystywana do analizy danych zawartych w ewidencji VAT (raportach JPK-VAT), zapewnią dokładną weryfikację przesyłanych informacji bez zaangażowania urzędników. Ci ostatni otrzymają jedynie informację, których przedsiębiorców powinno się wziąć pod lupę.

Technologia to jedno, natomiast sami urzędnicy muszą zmierzyć się z nowymi obowiązkami i nauczyć się funkcjonować w świecie danych cyfrowych. Pojawiają się głosy, że urzędnicy są przytłoczeni ilością zwracanych przez system błędów wykrytych przez ANALIZATOR_JPK, które wymagają ich interwencji. To jeden z minusów wdrażanych zmian, który jednak wydaje się czymś naturalnym – wszyscy uczymy się funkcjonować w nowych warunkach.

Mniej miejsca na oszustwa podatkowe

JPK w połączeniu z twardą analityką danych już teraz pozwala znacznie łatwiej wychwytywać oszustwa podatkowe, które, jak wiadomo, rokrocznie uszczuplają nasz budżet o kilkadziesiąt miliardów złotych. Digitalizacja jest warunkiem niezbędnym do uszczelnienia archaicznego i skomplikowanego systemu podatkowego, będąc jednocześnie ważnym elementem ograniczającym możliwości działania przestępców. Po objęciu obowiązkiem JPK wszystkich podatników oraz wprowadzeniu Centralnego Rejestru Faktur zostanie znacznie ograniczony m.in. handel fałszywymi fakturami, wyłudzanie zwrotu VAT czy zawyżania kosztów prowadzenia działalności w celu obniżenia podatku dochodowego. Dla fiskusa oznacza to większe wpływy do budżetu i ograniczenie deficytu, a dla przedsiębiorców działających zgodnie z prawem – ograniczenie nieuczciwej konkurencji.

Ścisły nadzór nad transakcjami B2B

Wdrożenie JPK, Centralnego Rejestru Faktur oraz obniżenie progu transakcji gotówkowych, uzupełnione o możliwość uzyskania przez urzędników JPK_WB przedsiębiorcy (raportu z wyciągów bankowych), pozwoli na ścisłą weryfikację faktycznego wydatkowania środków firmy w odniesieniu do wykazanych faktur zakupu. Dodatkowo zaawansowana analityka JPK, która umożliwia kontrole krzyżowe, pozwala na wykrywanie przestępczych procederów działających w modelu karuzel VAT. Tak szerokie możliwości kontroli działań przedsiębiorców mogą budzić ich sprzeciw, jednak na szerszą skalę niosą ze sobą potencjał ograniczenia lub nawet zlikwidowania przestępczości podatkowej.

Konieczność dostosowania oprogramowania do JPK i CRF

Nałożenie na przedsiębiorców obowiązku generowania i przesyłania struktur JPK wymusza na nich dostosowanie użytkowanych systemów informatycznych. Ponieważ raportowanie JPK będzie obowiązkowe dla małych podatników VAT od stycznia 2018 r., stosowne zmiany w oprogramowaniu będą musiały przeprowadzić najmniejsze firmy lub biura rachunkowe, które je obsługują. Wdrożenie Centralnego Rejestru Faktur pozwoli fiskusowi walczyć z przestępstwami podatkowymi, ale dla firm będzie oznaczał konieczność dostosowania systemów księgowych do generowania faktur elektronicznych zgodnych z wymaganiami CRF. E-faktura nie może być jedynie plikiem PDF będącym tylko obrazem dokumentu. Elektroniczna faktura powinna zawierać stosowne metadane, które mogą być automatycznie odczytywane przez systemy informatyczne.

Dla przedsiębiorców aktualizowanie oprogramowania do wymagań nowych przepisów oznacza zarówno dodatkowe koszty, jak i czas niezbędny na weryfikację użytkowanych rozwiązań. Kto nie zdąży na czas, musi liczyć się z konsekwencjami finansowymi, ponieważ niedopełnienie obowiązków raportowania jest obłożone karami. Dobrą wiadomością dla podatników jest znaczny poślizg we wprowadzaniu CR – zapowiadano je na koniec 2017 r., tymczasem resort finansów wciąż pracuje nad koncepcją rejestru, a prace nad odpowiednim systemem mogą trwać do półtora roku. Nie zmienia to faktu, że systemy prędzej czy później trzeba będzie aktualizować.

Kontrola transakcji w obrocie konsumenckim

Do tej pory fiskus próbował ograniczać szarą strefę w handlu detalicznym m.in. poprzez akcje typu Narodowa Loteria Paragonowa. Akcja miała ograniczyć nieuczciwe praktyki po stronie sprzedawców i usługodawców. Pomijając walory edukacyjne, trudno jednak spodziewać się, by tego typu akcje miały trwały i głęboki skutek. Znacznie skuteczniejsze będzie wprowadzenie do obiegu gospodarczego elektronicznych paragonów. W praktyce e-paragony mogą uniemożliwić ukrywanie transakcji sprzedawców, co w rezultacie ma przynieść znacznie większe wpływy do budżetu, zarówno z tytułu podatków dochodowych, jak i VAT.

Optymistyczne założenia dotyczące e-paragonów i nowych kas rejestrujących obiecują przedsiębiorcom lepszy wgląd w dane dotyczące sprzedaży, których analiza może posłużyć do wprowadzenia zmian i np. zwiększenia sprzedaży, obniżenia kosztów, czy zminimalizowania strat. Jednak znacznie bardziej istotne dla przedsiębiorców konsekwencje to koszty wymiany kas fiskalnych na nowe oraz zapewnienie dostępu do internetu w punktach sprzedaży, tak aby możliwe było przesyłanie paragonów do repozytoriów danych Ministerstwa Finansów. Zapowiadane zmiany w zakresie wdrażania elektronicznych paragonów już teraz budzą kontrowersje wśród samych klientów, którzy są niechętni wobec gromadzenia przez fiskus szczegółowych danych o ich zakupach. Konsumenci nie widzą też powodu, by udostępniać komukolwiek swoje dane w związku z indywidualnymi zakupami. E-paragony będą jednak stopniowo wprowadzane od początku 2018 r.

JPK_Paragon pokaże, kto zaniża dochody ze sprzedaży detalicznej

Fiskus planuje połączenie wdrożenia obowiązkowego raportowania JPK_VAT obejmującego najmniejszych podatników z wprowadzeniem nowej struktury raportu – JPK_Paragon. Będzie ona obowiązkowa dla tych przedsiębiorców, którzy nie zainstalują kas fiskalnych podłączonych do internetu i będą posługiwać się urządzeniami rejestrującymi transakcje w pamięci kasy lub na papierowej rolce. Pozwoli to fiskusowi szybciej objąć nadzorem przedsiębiorców, którzy nie zdecydują się na przesyłanie elektronicznych paragonów na serwery Ministerstwa. JPK_Paragon pozwoli na porównanie obrotów ze sprzedaży z wcześniej uzyskiwanymi przez przedsiębiorcę. Jeśli okaże się, że po wprowadzeniu nowego obowiązku dochody firmy znacznie wzrosły, będzie to sygnał do przeprowadzenia kontroli i sprawdzenia, czy podatnik wcześniej celowo nie zaniżał wyników finansowych. Dodatkowo będą możliwe kontrole krzyżowe i porównywanie dochodów podatników działających na tym samym terenie i w tej samej branży. Dzięki temu fiskus nie będzie przeprowadzał kontroli losowo, a jedynie wobec wytypowanych podatników.

Od digitalizacji podatków nie ma odwrotu. Ogólnoświatowy trend zmierza w kierunku pełnej cyfryzacji na linii administracja państwowa – podatnik. Takie jest również założenie dyrektywy unijnej, którą jesteśmy zobligowani wykonać.

Europa + Azja Młodzież w strategiach CSR

11 października w Warszawie odbędzie się konferencja „EUROPA + AZJA Młodzież w strategiach CSR”, podczas której zaprezentowane zostaną europejskie i azjatyckie rozwiązania w dziedzinie społecznej odpowiedzialności biznesu.

baner_500x100Konferencja ma na celu podkreślenie znaczenia współpracy trójsektorowej pomiędzy administracją publiczną, biznesem oraz organizacjami pozarządowymi. Sprzyjająca atmosfera wydarzenia wpłynie na lepszą komunikację pomiędzy tymi sektorami oraz ułatwi dialog w sprawach dotyczących społecznej odpowiedzialności biznesu. Prelegenci z Indii, Filipin, Tajlandii, Wielkiej Brytanii oraz Polski przybliżą rozwiązania zawarte w strategiach CSR firm ponadnarodowych, takich jak Bosch czy Hyundai. Organizacje non-profit otrzymają wiele cennych informacji na temat możliwości korzystania z zasobów biznesu. Wszyscy uczestnicy będą mieli niezwykłą okazję pozyskać wiedzę ekspercką w dziedzinie CSR.

Dlaczego Europa i Azja?

Organizatorem konferencji jest Fundacja Autokreacja, która wspiera oraz promuje działania na rzecz rozwoju gospodarczego i kulturowego. Współpraca z partnerami z Europy i Azji, utwierdziła Autokreację w przekonaniu,  że dzielenie się doświadczeniami jest najlepszą ścieżką rozwoju. Stąd też pomysł na zorganizowanie konferencji, która umożliwi poznanie europejskich i azjatyckich praktyk CSR oraz wskaże możliwości wykorzystania potencjału młodych, przedsiębiorczych ludzi.

Dlaczego młodzież?

Młodzi ludzie są często bardzo przedsiębiorczy i kreatywni, jednak nie posiadają wystarczającej wiedzy lub możliwości do realizacji swoich pomysłów, tudzież borykają się z problemami w znalezieniu wymarzonej pracy czy założeniu start-upu. Z tego powodu grupą docelową konferencji są przedstawiciele przedsiębiorstw, które w swoich strategiach uwzględniają młodych ludzi oraz organizacje non-profit, które mają bezpośredni kontakt z młodzieżą i ich potrzebami.

Zalety konferencji

  • Pozyskanie wiedzy eksperckiej w dziedzinie CSR
  • Promowanie i podejmowanie innowacyjnych działań w zakresie odpowiedzialności społecznej
  • Otworzenia się na potrzeby i problemy lokalnej społeczności
  • Wspomaganie rozwoju lokalnych społeczności

Więcej informacji na stronie www.csr-youth.eu/konferencja/

Roczne maksima funta brytyjskiego

Dość jastrzębie stanowisko reprezentantów z Banku Anglii oraz zaskakująco dobre szacunki sierpniowej inflacji CPI ze Stanów Zjednoczonych (0,4 proc. m/m, konsensus: 0,3 proc.) – to czynniki, które istotnie podbijały zmienność na rynku walutowym w trakcie dzisiejszej sesji. W drugiej połowie dnia o miano ulubieńca inwestorów walczył funt szterling niesiony komentarzem Marka Carneya, gubernatora BOE, odnośnie powszechnie aprobowanych podwyżek stóp procentowych w horyzoncie najbliższych kilku miesięcy. Do chwilowego odpływu kapitału z bardziej ryzykownych aktywów przyczyniły się doniesienia agencji Nikkei o planowanym teście ICBM przez północnokoreański reżim Kim Dzong Una.

Na koniec dnia niekwestionowaną gwiazdą koszyka walut G10 pozostaje funt szterling, który notując 1,4 proc. umocnienie plasuje parę GBP/USD w okolicach zeszłorocznych szczytów. Zdecydowanie niżej znajdują się szwedzka korona (0,4 proc.) oraz euro (0,2 proc.). Obecnie para EUR/USD wraca w okolice dość kłopotliwego poziomu 1,1920, którego kapitulacja zwiększy szansę podejścia pod mocno testowany opór przy 1,1990. W odwrocie pozostaje dolar nowozelandzki. Jego 0,4 proc. deprecjacja okrywa cieniem niezbyt pomyślne sesje dolara kanadyjskiego (-0,2 proc.) oraz norweskiej korony (-0,1 proc.).

W gronie walut państw Emerging Markets wyraźnie bryluje rosyjski rubel (0,8 proc.) próbujący odskoczyć tureckiej lirze (0,7 proc.). W czele stawki znajduje się polski złoty (0,4 proc.), który na koniec dnia spycha EUR/PLN do poziomu 4,2770, USD/PLN do 3,5880 oraz CHF/PLN do 3,7230. Stosunkowo blisko wczorajszych poziomów znajduje się południowoafrykański rand. Jego 0,1 proc. osłabienie lekko przebija chińskie renminbi (-0,2 proc.), które usilnie próbuje wymazać wpływ zeszłotygodniowych notowań.

Czwartkowy kalendarz makroekonomiczny należał do wyjątkowo ciekawych. W trakcie sesji azjatyckiej pierwsze skrzypce grały wskazania z chińskiej gospodarki, gdzie zarówno produkcja przemysłowa (6,0 proc. r/r, konsensus: 6,6 proc.), jak i sprzedaż detaliczna (10,1 proc. r/r, konsensus: 10,5 proc.) rozczarowały oczekiwania ankietowanych uczestników rynku. Na podstawie sporządzonych analiz zauważamy, że gorsze wartości napływających wskaźników z Państwa Środka to między innymi pokłosie negatywnych własności cyklicznych, które próbują być tuszowane potężnymi wydatkami infrastrukturalnymi. Potwierdzeniu uległy szacunki japońskiej produkcji przemysłowej notującej w lipcu miesięczny spadek rzędu 0,8 proc. Zmienność dolara australijskiego próbowały podbić sierpniowe dane z rynku pracy, według których stopa partycypacji siły roboczej wzrosła o 0,2 pp. do 65,3 proc. przy udziału bezrobotnych na poziomie 5,6 proc.

Na Starym Kontynencie solidną dawkę zaskoczenia zapewniła publikacja szwedzkiej stopy bezrobocia, która w sierpniu spadła do niespodziewanych przez uczestników rynku 6,0 proc. (konsensus: 6,4 proc., poprzednio: 6,6 proc.). Do pokazu siły przez szwedzką walutę dodatkowo przyczyniły się komentarze Pera Janssona z Riksbanku, który pozostaje optymistycznie nastawiony wobec siły procesów inflacyjnych. Dawkę zaskoczenia zapewnił Centralny Bank Republiki Turcji, który w dzisiejszym komunikacie poinformował o możliwości podwyżki stóp procentowych w obliczu dość alarmujących procesów inflacyjnych. Parametry tureckiej polityki pieniężnej pozostały na niezmienionym poziomie – obecnie benchmarkowa stopa repo wynosi 8,0 proc., stopa pożyczkowa O/N 9,25 proc., a stopa depozytowa O/N 7,25 proc.

Na europejskim parkiecie obserwowano wyraźny podział sentymentu. Zwyżkowe impulsy były nie tylko obserwowane między innymi w Mediolanie, gdzie FTSE MIB zyskał 0,2 proc. Jego zwyżkę lekko przebił WIG 20 (0,3 proc.), który nadal balansuje dość blisko okrągłego poziomu 2 500 pkt. Na czele warszawskiej giełdy znalazł się Lotos (1,5 proc.), za którym uplasowały się walory PKO Banku Polskiego (1,3 proc.) oraz Banku Pekao (1,2 proc.). Niezbyt udaną sesję mają za sobą energetyczni giganci. Najsilniej tracącą spółką okazał się Tauron (-2,3 proc.) po publikacji rekomendacji „neutralnie” przez Exane z ceną docelową na poziomie 4 PLN (obecnie: 3,85 PLN).

Zdecydowanie gorszymi nastrojami mogli pochwalić się inwestorzy w Londynie. Zniżka indeksu FTSE 100 (-1,1 proc.) to między innymi pokłosie sukcesywnie umacniającego się funta szterlinga. Zniżkę Morrisona (-5,1 proc.) po publikacji dość rozczarowującej marży operacyjnej starał się załagodzić Next (13,1 proc.) wyraźnie rewidujący prognozę wyników za 2017 rok. Mniej spektakularną przecenę ma za sobą frankfurcki DAX (-0,1 proc.), na czele którego uplasował się Continental (2,1 proc.). Uwagę inwestorów zwróciły akcje Deutsche Börse (-1,7 proc.) za sprawą doniesień dotyczących postępowania wobec prezesa spółki w zakresie insider tradingu. Nieco skromniejszy ruch w stronę południa odnotowało RWE (-1,2 proc.) za sprawą zmiany rekomendacji przez Société Générale na „trzymaj” z ceną docelową wynoszącą 21,60 EUR (obecnie: 20,40 EUR).

W gronie surowców pokaźne odbicie notuje ropa WTI (1,3 proc.), która wraz z końcem dnia ponawia atak na okrągły poziom 50,00 USD. Wśród metali szlachetnych najbardziej udany czwartek ma za sobą złoto, które drożeje 0,4 proc. do poziomu 1 329 USD za uncję. W czele stawki płodów rolnych znajdują się listopadowe kontrakty na soję. Ich 1,5 proc. ruch w stronę północy stanowi przeciwwagę dla niezbyt udanych sesji w wykonaniu kakao (-1,4 proc.) czy soku pomarańczowego (-2,9 proc.).

Sporządził
Kornel Kot, Dom Maklerski TMS Brokers

Jak poznać, że w firmie źle się dzieje?

Sebastian Matyniak, Prezes Zarządu Brainstorm Group
Sebastian Matyniak, Prezes Zarządu Brainstorm Group

Zewnętrznym przejawem tego, że w firmie dzieje się coś nie tak są najczęściej: zwiększona fluktuacja kadry, problemy z płynnością i słaby wynik finansowy, jednakże czynników, które są źródłem wymienionych problemów, jest bardzo wiele.

Do najczęstszych źródeł zwiększonej fluktuacji pracowników należy feudalny styl zarządzania, brak płatności wynagrodzenia na czas, brak przepływu informacji pomiędzy zarządem a pracownikami, nierealne cele oraz koncentracja na konsumpcjonizmie właściciela.

Przyczyn braku płynności możemy upatrywać w wielu obszarach, najczęściej są to:

  • nadmierny stan magazynowy,
  • zbyt dużo towarów nierotujących na magazynie,
  • zmniejszona ilość klientów,
  • problemy z windykacją należności,
  • zbyt niska marża,
  • zbyt długie terminy płatności,
  • zbyt szybki rozwój.

Jak widać przyczyn tego, iż w firmie źle się dzieje jest wiele, a pochodzą one z różnych obszarów funkcjonowania firmy. Aby nie być zaskoczonym tym, że coś nas ominęło i tym, że nie dostrzegliśmy symptomów potencjalnie trudnej sytuacji, ważne jest aby wizualizować i śledzić wszystkie kluczowe parametry, które wpływają na funkcjonowanie firmy. Dzięki temu na podstawie analizy trendów można w szybkim tempie zdiagnozować czy coś jest nie tak i znaleźć rozwiązanie, które pozwoli wyjść z trudnej sytuacji.

Najczęściej wizualizowane parametry, to parametry, które mają bezpośredni wpływ na trudną sytuację w firmie i są to:

  • współczynnik fluktuacji kadry,
  • wielkość sprzedaży,
  • marża,
  • wartość stanów magazynowych,
  • czas leżakowania towaru na magazynie,
  • produktywność,
  • średni wskaźnik przedterminowych płatności,
  • współczynnik satysfakcji pracowniczej.

Jak wynika z najlepszych praktyk rynkowych wskaźniki te powinny być widoczne nie tylko dla Zarządu lub właściciela firmy, lecz dla wszystkich pracowników, tak aby można było budować kulturę współodpowiedzialności za to, co dzieje się w firmie. Niezbędna do tego jest ciągła edukacja wszystkich pracowników, wspólna analiza trendów, wspólna diagnoza przyczyn zaistniałej sytuacji oraz wspólne wypracowanie rozwiązania. Można to robić poprzez system cotygodniowych odpraw w każdym obszarze działalności firmy, na których analizowane będą przyczyny sukcesu oraz przyczyny porażki w realizacji celów cotygodniowych. Podczas odpraw grupowych generowane są pomysły na usprawnienia bieżącej sytuacji i dokonywana jest analiza, w jaki sposób działania wygenerowane w poprzednich okresach wpłynęły na wynik przedsiębiorstwa.

Kolejnym narzędziem menadżerskim stosowanym aby uniknąć trudnej sytuacji w firmie są rozmowy indywidualne menadżera z pracownikiem. Podczas tych rozmów wypracowywane są cele dla pracownika, które spójne są z celami firmy oraz monitorowany jest nie tylko wynik realizacji celów, ale przede wszystkim sposób w jaki są one realizowane. Dzięki temu szybko jesteśmy w stanie określić, które działania w największym stopniu wpływają na wynik oraz które działania nie przynoszą rezultatu. Na podstawie przeprowadzonej analizy pracownik generuje nowe bądź zmodyfikowane sposoby realizacji celu. Taka forma pracy buduje współodpowiedzialność za realizację celów, a co za tym idzie za kondycję firmy, oraz powoduje że mamy bieżącą kontrolę nad realizacją wyniku.

Oczywiście czasami bywa tak, że główne procesy w firmie nie są sparametryzowane, co powoduje, że podstawą oceny sytuacji w przedsiębiorstwie nie mogą być obiektywne dane. W takiej sytuacji trzeba jak najszybciej wyłonić kluczowe procesy wewnątrz organizacji i je sparametryzować. Realizując wiele projektów, w których pomagamy firmom w realizacji ich celów bądź w wyjściu z trudnych sytuacji, zaczynamy od stworzenia możliwości pozyskiwania rzetelnych danych dotyczących funkcjonowania firmy. To pozwala nam mieć pewność, że projekt, który realizujemy będzie miał wpływ na wyniki naszego klienta.

Trójmiejski rynek biurowy na fali

Firma doradcza JLL podsumowała I półrocze 2017 na rynku biurowym w Trójmieście.

„Trójmiasto to czwarty co do wielkości rynek biurowy w Polsce i zarazem czwarta największa lokalizacja pod względem inwestycji z sektora nowoczesnych usług dla biznesu. Przedstawiciele tej branży są głównym generatorem popytu na nowoczesne powierzchnie biurowe w regionie i tylko w ubiegłym roku odpowiadali za 65% całego zapotrzebowania na trójmiejskie biura. Tak wysoki wynik jest zasługą przede wszystkim firm z kapitałem amerykańskim i polskim, a także podmiotów z krajów nordyckich i Niemiec, które są głównymi inwestorami z sektora usług w Trójmieście. Łącznie 120 zlokalizowanych tam centrów biznesowych zatrudnia już ponad 19 000 osób, czyli o 15% więcej niż w roku ubiegłym. Dwucyfrowy wzrost zatrudnienia to dobry prognostyk zarówno dla branży usług, jak i deweloperów”, informuje Marcin Faleńczyk, kierujący pracami trójmiejskiego biura JLL.

Popyt

Popyt w Trójmieście nadal utrzymuje się na wysokim poziomie. W I półroczu tego roku wynajęto 73 800 mkw., z czego największe transakcje to odnowienie najmu przez Energa Group na 15 100 mkw.; odnowienie i ekspansja Amazon (łącznie na 7 100 mkw.) w Olivia Business Centre; jak również przednajem Swarovski (6 100 mkw.) w budynku Yoko.

„Łącznie na Kraków, Wrocław oraz Trójmiasto przypada prawie 80% popytu zarejestrowanego na głównych rynkach regionalnych poza Warszawą. Wysokie zainteresowanie nowoczesnymi powierzchniami biurowymi jest między innymi generowane przez nowych inwestorów reprezentujących sektor usług. Dla przykładu, w ostatnich kilkunastu miesiącach w Trójmieście pojawiły się takie firmy z tej branży, jak Eltel Networks, Eurofins Digital Testing, Marine Harvest, FujiFilm, czy Swarovski”, dodaje  Marcin Faleńczyk.

Największe umowy najmu w Trójmieście, w I półroczu 2017

Firma Budynek Powierzchnia (mkw.)
Energa Group (odnowienie) Olivia Business Centre 15 100
Amazon (odnowienie i ekspansja) Olivia Business Centre 7 100
Swarovski (przednajem) Yoko 6 100
Nordea AB Oliva Business Park – Alfa 5 900
IHS Global C200 4 300

Źródło: JLL, PORF, 2017

Podaż

„W ciągu ostatnich siedmiu lat Trójmiasto podwoiło zasoby powierzchni biurowej osiągając w I półroczu poziom 645 500 mkw. Kolejne 150 300 mkw. pozostaje w budowie. Z naszych prognoz wynika, że w II połowie 2017 roku na trójmiejski rynek biurowy może trafić nawet ponad 90 000 mkw.”, komentuje Łukasz Dziedzic, Konsultant w Dziale Badań Rynku i Doradztwa, JLL 

Do największych biurowców w budowie należą: Olivia Star, Alchemia III Argon oraz Olivia Seven.

Pustostany i czynsze

Obecnie wskaźnik pustostanów kształtuje się na poziomie 7,8%, co przekłada się na około 50 000 mkw. dostępnej powierzchni biurowej. Warto zauważyć, że jest to znaczący spadek w porównaniu z końcem 2016 r. związany z szybką absorpcją nowo oddawanych projektów.

Czynsze za najlepsze powierzchnie biurowe w Trójmieście wahają się od 12,75 do 14 euro za mkw. miesięcznie.

Wyniki pro forma Grupy Murapol za pierwsze półrocze 2017 roku

Grupa Murapol w pierwszym półroczu 2017 roku wypracowała 190,6 mln zł przychodów, osiągając zysk z działalności operacyjnej na poziomie 49,2 mln zł oraz zysk netto w wysokości 37,2 mln zł. Zaprezentowane dane zostały ustalone zgodnie z MSSF 15. 

– Przygotowane sprawozdanie pro forma jest odpowiedzią na zapotrzebowanie zgłaszane przez naszych partnerów finansowych, którzy nabywając emitowane przez nas obligacje korporacyjne oraz certyfikaty inwestycyjne tworzonych we współpracy z nami FIZ-ów, partycypują w finansowaniu wzrostu skali naszej działalności. A ta w ciągu pierwszych sześciu miesięcy bieżącego roku znacznie się poszerzyła. Poprzez nabycie pakietu kontrolnego akcji Awbud S.A., uzupełniliśmy dotychczas wiodącą w naszej aktywności, obecność w sektorze inwestycji mieszkaniowych o projekty z zakresu budownictwa przemysłowego, ekologii i energetyki. Z kolei zakup pakietu akcji Skarbiec Holding to decyzja inwestycyjna otwierająca przed nami zupełnie nowy, z punktu widzenia dotychczasowej aktywności Grupy Murapol, segment działalności. – mówi Michał Sapota Prezes Zarządu Murapol S.A. – Oczywiście stale rozwijamy naszą podstawową linię biznesową. Tylko w pierwszym półroczu br. zakontraktowaliśmy zakup gruntów o wartości blisko 100 mln zł netto, na których zamierzamy wybudować około 4 tys. lokali czyli 166 tys. mkw. PUM-u. – dodaje Michał Sapota. 

W 2017 roku po raz pierwszy zostały skonsolidowane wyniki Awbud S.A., który jako generalny wykonawca, pracuje na dużo niższych marżach niż deweloperzy mieszkaniowi, a mimo to marża na sprzedaży wyniosła 35 proc., operacyjna 26 proc., a netto 20 proc. Ponadto Grupa przekazała w pierwszym półroczu tylko ok. 700 mieszkań, co stanowi 1/3 planu na ten rok. 

W skonsolidowanym sprawozdaniu finansowym pro forma za 2016 rok Grupa Murapol wykazała 486,9 mln zł przychodów, osiągając zysk z działalności operacyjnej na poziomie 123,4 mln zł oraz zysk netto w wysokości 120,8 mln zł.  

Wymóg sporządzenia sprawozdania finansowego pro forma Grupy Murapol wynika z warunków emisji obligacji serii S, T, U, W, Z, BA Murapol S.A. Przedstawione dane pro forma pokazują sytuację finansową i wyniki Grupy Kapitałowej Murapol, jakie kształtowałyby się w sytuacji gdyby spółka dominująca nie spełniała definicji podmiotu inwestycyjnego i konsolidowałaby wszystkie podmioty kontrolowane zarówno bezpośrednio, jak i pośrednio. 

Kurs funta mocno w górę. Bank Anglii zapowiada podwyżki stóp

Kurs funta gwałtownie wystrzelił w górę, po tym jak Bank Anglii zakomunikował, że konieczne mogą być szybsze podwyżki stóp procentowych niż to się obecnie zakłada. Jeszcze w tym roku kurs GBP/PLN może wrócić do 5 zł.

W czwartek za funta trzeba było zapłacić 4,80 zł. Pierwszy raz od 17 lipca. Brytyjska waluta podrożała od wczoraj o ponad 4 grosze, a od dołka z końca sierpnia już o 22 grosze, po tym jak Bank Anglii (BoE) poinformował po zakończonym dziś posiedzeniu, że konieczne może być szybsze zacieśnianie polityki monetarnej niż to obecnie zakłada rynek, jeżeli gospodarka i inflacja będą nadal rosły.

Samo posiedzenie, zgodnie z przewidywaniami, nie przyniosło zmiany stóp procentowych. Główna stopa w Wielkiej Brytanii w dalszym ciągu pozostaje na rekordowo niskim poziomie 0,25 proc. Za taką decyzją opowiedziało się 7 z 9 głosujących przedstawicieli banku, podczas gdy 2 pozostałych chciało wyższych stóp.

Ostatnia zmiana kosztu pieniądza na Wyspach miała miejsce w sierpniu 2016 roku, gdy Bank Anglii obciął stopy procentowe o 25 punktów bazowych, po tym jak wcześniej pozostawały one stabilne od marca 2009 roku.

Dzisiejszym oświadczeniem bank centralny pokazał, że obawia się ostatniego skoku inflacji konsumenckiej, która w sierpniu wzrosła do 2,9 proc. rok do roku, czyli znacząco powyżej przyjętego celu inflacyjnego na poziomie 2 proc., a inflacja bazowa (po wyłączeniu cen żywności i energii) znalazła się na poziomie 2,7 proc. i była najwyższa od początku 2012 roku.

Inflacja CPI, cel inflacyjny i stop procentowe w Wielkiej Brytanii

Inflacja CPI, cel inflacyjny i stop procentowe w Wielkiej Brytanii
Źródło: Reuters, macroNEXT

Komunikat BoE diametralnie zmienia spojrzenie na funta. Dotychczas zakładano, że bank w obawie przed przyszłym spowolnieniem gospodarczym wywołanym brexitem, może zignorować wyższą inflację. Dlatego prognozowano, że stopy procentowe w Wielkiej Brytanii do końca 2018 roku pozostaną rekordowo niskie. Teraz rozpoczyna się gra pod ich podwyżki, co będzie wspierać notowania funta w relacji do koszyka walut. W tym również do złotego. Nie jest wykluczone, że na tej fali notowania GBP/PLN jeszcze w tym roku wrócą do poziomu 5 zł.

Wykres dzienny GBP/PLN

Wykres dzienny GBP PLNPrzed południem decyzję ws. stóp procentowych podjął też Narodowy Bank Szwajcarii (SNB). Zgodnie z oczekiwaniami pozostawił je na rekordowo niskim, ujemnym, poziomie, utrzymując 3-miesięczną stopę LIBOR we franku szwajcarskim w przedziale od -1,25 proc. do -0,25 proc., a stopę depozytową na poziomie -0,75 proc.

Bank podtrzymał jednocześnie swoją deklarację interwencji na rynku walutowym w celu osłabienia franka, jeżeli tylko będzie taka potrzeba, ale jednocześnie nieco skorygował swój stosunek do obecnego kursu szwajcarskiej waluty informując, że jest ona nadal „wysoko wyceniona”, podczas gdy wcześniej wskazywał na jej „znaczące przewartościowanie”.

Ta zmiana została zinterpretowana jako opis bardziej odpowiadający aktualnej sytuacji, gdy od lutowego ekstremum frank potaniał do euro o 8 proc., a kursowi EUR/CHF brakuje 4 proc. do bronionego przez Szwajcarów do stycznia 2015 roku poziomu 1,20.

Bank opublikował też nowe prognozy inflacji na lata 2017-2019 dla Szwajcarii. Jakkolwiek zostały one podniesione, to wciąż inflacja nie stanowi większego zagrożenia, co utwierdza w przekonaniu, że przynajmniej do końca 2018 roku nie można oczekiwać zmiany stóp procentowych. A prawdopodobnie jeszcze dłużej, bo nie tylko inflacja w Szwajcarii nie rośnie, ale też wzrost gospodarczy jest dużo mniejszy niż w strefie euro. Stąd też w reakcji na wyniki posiedzenia SNB, frank osłabił się o około 0,3 proc. do koszyka walut. W tym również do złotego. Kurs CHF/PLN spadł poniżej 3,72 zł z poziomu 3,74 zł tuż przed publikacją decyzji i komunikatu przez bank centralny.

Najbliższe (ciekawe) posiedzenia banków centralnych:

  • 19 września – Bank Węgier
  • 20 września – Rezerwa Federalna (Fed)
  • 21 września – Bank Japonii
  • 27 września – Bank Czech, Bank Rezerw Nowej Zelandii

O godzinie 13:53 za euro trzeba było zapłacić 4,2830 zł, dolar kosztował 3,6015 zł, CHF/PLN 3,7230 zł, a GBP/PLN 4,7995 zł.

Marcin Kiepas, niezależny analityk

Kurs franka po komunikacie Narodowego Banku Szwajcarii

Szwajcarski Bank narodowy nie podniósł stóp procentowych. Groźby pod adresem Japonii, Korei Południowej i USA. Ropa naftowa wciąż w górę, pomimo rosnących zapasów.

Stopy procentowe w Szwajcarii bez zmian

W dalszym ciągu główna stopa dla franka szwajcarskiego wynosi -0,75%. Jest to bardzo ważna wiadomość dla kredytobiorców frankowych, gdyż jej wzrost oznaczałby jednocześnie wzrost rat z dwóch powodów. Po pierwsze im wyższe stopy procentowe tym wyższe odsetki. Po drugie wraz ze wzrostem stóp procentowych umacnia się waluta. Na rynkach widać było pewną nadzieję na podwyżkę stóp. Tuż przed decyzją inwestorzy zaczęli skupować franka po czym w momencie decyzji rozpoczęło się odwracanie pozycji. W rezultacie zobaczyliśmy szybki ruch w górę do niemal 3,75 zł po czym marsz w dół w okolice 3,72 zł.

Korea Północna znów straszy

Z Pjongjang nadszedł wczoraj bardzo prowokacyjny komunikat. Była mowa o niesamodzielności decyzyjnej Korei Południowej i Japonii. O zatapianiu głównych wysp kraju kwitnącej wiśni za brak poważnych przeprosin za inwazje z pierwszej połowy XX wieku. O zmieceniu USA z powierzchni ziemi. Ogólnie lista realizmem przypominała obietnice wyborcze populistycznej partii, która nie ma szans dojść do władzy. Jest to odpowiedź na sankcje ONZ w tym głównie ograniczenia importu surowców energetycznych. Biorąc pod uwagę zbliżające się chłodniejsze miesiące może być to już niebawem istotny problem. Rynki na razie przyjęły to spokojnie jednakże napięcia w tamtej części świata nie jest nigdy w pełni ignorowane.

Dziwna reakcja ropy naftowej

Wczoraj o godzinie 16:30 zobaczyliśmy dane z rynku ropy. Zapasy samej ropy rosną szybciej niż oczekiwali analitycy. Wciąż jeszcze jednak widać spadek w benzynie i destylatach. Co ciekawe pomimo wzrostu zapasów cena wzrosła i osiągnęła już 55 USD za baryłkę, to największy poziom od kwietnia. Analitycy wskazują, że za wzrostem cen ropy może stać wczorajsze umacnianie się dolara względem euro.

Dzisiaj w danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

  • 13:00 – Wielka Brytania – decyzja w sprawie stóp procentowych,
  • 13:00 – Turcja – decyzja w sprawie stóp procentowych,
  • 14:30 – USA – inflacja konsumencka,
  • 14:30 – USA – wnioski o zasiłek dla bezrobotnych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Kurs funta przed decyzją i komunikatem BoE

Bank Anglii nie ma argumentów, by ruszyć teraz stopy procentowe, gdyż sygnały z gospodarki i niepewność o Brexit nakazują bierność. Jednocześnie w Radzie są przynajmniej dwa głosy za podwyżką odwracającą nadzwyczajne luzowanie z ubiegłego roku. Ryzyka przeważają po jastrzębiej stronie i zaskakujący trzeci głos będzie silnym impulsem dla GBP.

Bank Anglii poda decyzję i komunikat w czwartek 14 września o 13:00. My i konsensus oczekujemy utrzymania głównej stopy procentowej na 0,25 proc. a celu dla programu skupu aktywów na 435 mld GBP. We wrześniu nie ma konferencji prasowej.
Bank Anglii nie ma amunicji, by ruszyć teraz stopy procentowe, gdyż sygnały z gospodarki wskazują w obu kierunkach. Najnowsze dane o inflacji bazowej za sierpień na 2,7 proc. r/r pokazały najwyższy odczyt od 2011 r., jednak lwia część wzrostów wynika z osłabienia funta. Wyższe ceny dóbr i usług wywierają presję na realne dochody gospodarstw domowych – szczegóły raportu o PKB za II kw. wskazały słabość konsumpcji prywatnej przy pierwszym do 2014 r. spadku popytu konsumpcyjnego poza detalem. Zaufanie konsumentów spadło do zeszłorocznego dołka, jaki pojawił się po referendum ws. Brexitu. Tymczasem rynek pracy miewa się dobrze ze stopą bezrobocia najniższą od 1975 r. (4,4 proc.), choć jak na razie nie widać przebudzenia presji płacowej. PMI dla przemysłu jest blisko wieloletnich szczytów (dzięki dobrej koniunkturze w strefie euro), ale w sektorze budowlanym i usługowym widać słabnięcie optymizmu.

Przy mało prawdopodobniej zmianie parametrów polityki monetarnej (stopa procentowa, program skupu aktywów), uwaga będzie na wydźwięku komunikatu, ale też na rozkładzie głosów za podwyżką. Obawy o słabość konsumpcji prywatnej i brak presji płacowej są racjonalnymi powodami, by teraz utrzymać politykę bez zmian. Jednocześnie BoE nie chce podsycać deprecjacji funta, zatem będzie starać się nie zamykać drogi dla potencjalnej podwyżki w listopadzie. Ponadto stopa bezrobocia poniżej poziomu NAIRU (stopa stabilizująca inflację) jest kwestią poruszaną przez jastrzębie skrzydło. Jeśli gospodarka nabierze tempa w kolejnych miesiącach, w obozie jastrzębi nasilą się głosy, by odwrócić nadzwyczajne luzowanie z ubiegłego roku. Na ten moment już dwóch spośród dziewięciu członków Rady Polityki Monetarnej popiera wniosek o podwyżkę o 25 pb (Saunders i McCafferty). Uważamy, że w tym tygodniu podział 7-2 się utrzyma.

Powyższa pasywność z jastrzębim nachyleniem zdaje się być punktem wyjścia rynkowych oczekiwań. Rynek stopy procentowej wycenia tylko 6 bp zacieśniania na listopad (ok. 24 proc.), co daje większe pole do pozytywnej reakcji na komunikat, pod warunkiem pojawienia się jastrzębich niespodzianek. Największe ryzyko leży po stronie wzrostu liczby głosów za podwyżką z czołowym kandydatem w osobie głównego ekonomisty BoE Haldane’a (w czerwcu stwierdził, że zacieśnianie polityki może być wkrótce konieczne). Jakkolwiek nie uważamy, że kolejny głos od razu przesądza o podwyżce w tym roku (głównie z powodu niepewności o kształt Brexitu), rewizja oczekiwań rynkowych będzie silnym impulsem napędzającym umocnienie GBP. Bez tego, zgodny z oczekiwaniami komunikat wystawi funta na „sprzedaż faktów”.

Konrad Białas

Główny Ekonomista
Departament Analiz
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Koreańskie ryzyko przyciąga kapitał do Polski

  • Rynki finansowe obawiają się eskalacji napięć na linii USA-Korea Północna.
  • Inwestorzy wycofują kapitał z bardziej ryzykownych rynków długu i kupują obligacje o wyższym poziomie bezpieczeństwa.
  • Jedną z „bezpiecznych przystani” są polskie obligacje skarbowe.
Krzysztof Izdebski, Zarządzający Funduszami Obligacji Union Investment TFI
Krzysztof Izdebski, Zarządzający Funduszami Obligacji Union Investment TFI

Chociaż pierwszy dzwonek w szkołach już wybrzmiał, wielu inwestorów nie wróciło jeszcze z wakacji. Świadczą o tym wciąż niewielkie obroty na rynku obligacji. Natomiast ci gracze, którzy są już aktywni, niepokoją się zagrożeniem nuklearnym ze strony Korei Północnej. Widać to po przepływach kapitału z bardziej ryzykownych rynków do USA czy Niemiec. Co ciekawe, jako bezpieczną przystań inwestorzy traktują także Polskę.

Warto się w tym miejscu zatrzymać i zwrócić uwagę, jak bardzo poprawiło się nastawienie inwestorów zagranicznych do Polski. Jeszcze na początku tego roku podchodzili oni z rezerwą do kupna 10-letnich obligacji Skarbu Państwa z rentownością ok. 3,8-3,9%. Nie przekonywało ich nawet to, że premia względem obligacji niemieckich  (spread), wynosiła wówczas 3,6%. Obecnie zagraniczni gracze za atrakcyjny poziom do zakupu polskich papierów skarbowych uważają 3,2% i niższy. I to pomimo że spread wyraźnie spadł, do poziomu 2,8%.

Dynamiczny wzrost cen polskich obligacji ma wiele źródeł. Jednym z nich jest oczywiście bardzo dobre wykonanie budżetu (2,4 mld zł nadwyżki po lipcu). Daje ono bardzo duży komfort Ministerstwu Finansów, które w ostatnim czasie nie przeprowadziło żadnej emisji obligacji. Przy braku podaży na rynku pierwotnym ceny papierów na rynku wtórnym rosną. Aukcji spodziewamy się dopiero w IV kwartale br., kiedy resort finansów rozpocznie prefinansowanie potrzeb pożyczkowych budżetu na przyszły rok.

Polskie obligacje wspierają też agencja ratingowa Moody’s (jej analitycy dokonali rewizji prognozy PKB Polski w górę, do 4,3%) oraz Rada Polityki Pieniężnej. Gołębie nastawienie członków RPP pozwala oczekiwać, że stopy procentowe w Polsce pozostaną na obecnych poziomach przez cały 2018 rok.

Już pod koniec roku okaże się, czy świetne dotychczas wykonanie budżetu przełoży się na obniżenie deficytu budżetowego w całym 2017 roku (zaplanowanego na 59,3 mld zł). Jest na to szansa – o ile nie dojdzie do powtórki z ubiegłego roku i skala wydatków państwa w IV kwartale br. gwałtownie nie wzrośnie.

Póki co pozostaje cieszyć się dobrą koniunkturą panującą na polskim rynku obligacji i jak najlepiej ją wykorzystać.

Mocny dolar osłabia złotego

Polski złoty od początku tygodnia się osłabia głównie na bazie umacniającego się dolara. Na szerokim rynku na parach dolarowych doszło do korekty, czy też do realizacji zysków co dodało trochę sił dolarowi. Ucierpiały na tym waluty obarczone większym ryzykiem w tym także złoty. W tym momencie, za wcześnie by mówić, że mamy do czynienia ze zmianą trendów. Inwestorzy obecny ruch osłabiający naszą walutę traktują raczej jako korektę.

USDPLN

usdpln_14-09_ergokantorRynek wybronił bardzo ważne historyczne wsparcie przy 3,52. Reakcja na 8 gr dowodzi, iż byki na tą chwilę przejęły inicjatywę i będą próbować wybić górą kanał trendowy i zaatakować 3,80. Taki ruch jest możliwy w przypadku dobrych danych z USA, co przy nie najlepszym sentymencie inwestycyjnym w PLN podyktowanym np. sporem Polski z UE może osłabić złotego. W krótkim terminie oporem może być mierzenie 78,6% fibo przy 3,6480 gdzie dodatkowo wypada górne ograniczenie formacji 1 do 1. W przypadku spadków wsparciem pozostaje ostatni dołek przy 3,52.

EURPLN

eurpln_14-09_ergokantorNa eurozłotym zbliżamy się do lokalnej strefy oporu przy 4,29-4,30. W przypadku jej wybicia górą droga do 4,35 będzie otwarta. W przypadku spadków wsparciem pozostają ostatnie lokalne dołki przy 4,23 oraz dolne ograniczenie kanału trendowego.

Michał Bartos
Główny Analityk Walutowy
ergokantor.pl

Kurs dolara zyskuje do głównych walut

Amerykański dolar zyskiwał w środę na wartości wobec głównych światowych walut po publikacji danych dotyczących sierpniowej inflacji producenckiej w USA, która była niższa niż oczekiwano. Jednocześnie inwestorzy skupiają się na danych o inflacji konsumenckiej, które zostaną opublikowane w czwartek. Na tej fali złotówka niemało straciła do swoich rywali. Nie pomogła jej nawet decyzja agencji ratingowej Moody’s, która sporo podwyższyła prognozę wzrostu PKB polskiej gospodarki w 2018 r. z 3,1% do 3,5%. Agencja obniżyła też szacunek deficytu sektora finansów publicznych na przyszły rok z 2,9% do 2,7% PKB. 

Waluty: W ciągu ostatnich 24 godzin amerykański dolar zyskuje do głównych walut: do euro (+0,85%), brytyjskiego funta (+0,71%), dolara australijskiego (+0,35%), dolara kanadyjskiego (+0,1%) oraz japońskiego jena (+0,43%) i kursy wynoszą: EUR/USD – 1,188, GBP/USD – 1,321, USD/CAD – 1,218, AUD/USD – 0,8 i USD/JPY – 110,5. Euro jest słabsze wobec japońskiego jena (-0,46%) i kurs EUR/JPY wynosi 131,2, a kurs EUR/GBP jest na poziomie 0,899. Złotówka traci do walut światowych. W czwartek rano dolar kosztuje 3,6 zł, euro – 4,28 zł, funt – 4,76 zł, a frank szwajcarski – prawie 3,74 zł.

Giełdy: Na światowych giełdach mieszanka koloru zielonego i czerwonego. W środę londyński indeks FTSE 100 stracił 0,28%, frankfurcki indeks DAX zyskał 0,23%, a paryski indeks CAC 40 wzrósł o 0,16%. W Amerykach nowojorski indeks S&P 500 podniósł się o 0,08%, meksykański indeks Bolsa spadł o 0,63%, a brazylijski Bovespa wzrósł o 0,33%. W czwartek w Azji tokijski indeks Nikkei obniżył się o 0,29%, chiński indeks Shanghai Composite stracił 0,38%, a hongkoński indeks Hang Seng na godzinę przed zamknięciem tracił 0,4%.

Ropa i złoto: Ceny ropy naftowej poszła w górę kolejny dzień z rzędu. W środę na zakończenie dnia baryłka ropy Brent kosztowała 55,16 USD (+1,61%), a ropy WTI – 49,3 USD (+2,17%). Roczna prognoza ceny baryłki surowca skoczyła o 1 USD do 56 USD. Z kolei cena złota po wcześniejszych wzrostach spada. W czwartek rano uncję metalu rynek wycenia na 1321 USD. To 9 USD mniej (-0,68%) niż dobę wcześniej.

Najważniejsze wydarzenia dzisiejszego dnia:

  • 3:30 – Australia – Stopa bezrobocia, sierpień – 5,6% (prognoza 5,6%)
  • 4:00 – Chiny – Produkcja przemysłowa (r/r), sierpień – 6% (prognoza 6,6%)
  • 6:30 – Japonia – Produkcja przemysłowa (r/r), lipiec – 4,7% (prognoza 4,7%)
  • 9:30 – Szwajcaria – Wystąpienie publiczne szefa SNB i decyzja ws. stóp procentowych, III kw. (oczekiwania: bez zmian)
  • 12:45 – Strefa euro – Wystąpienie publiczne członka zarządu EBC
  • 13:00 – Wielka Brytania – Decyzja ws. stóp procentowych i protokół z posiedzenia BoE
  • 14:30 – USA – Inflacja CPI (r/r), sierpień (prognoza 1,8%)
  • 14:30 – USA – Wnioski o zasiłek dla bezrobotnych, tydzień (prognoza 250 tys.)
  • 18:00 – Strefa euro – Wystąpienie publiczne członka zarządu EBC

Przygotował zespół analityczny easyMarkets 

Zboża siłą napędową do inwestycji

Ponad połowa gospodarstw roślinnych przeznacza na inwestycje minimum 100 tysięcy zł, co najmniej raz na dwa lata. Rolnicy prowadzący uprawy rolnicze decydują się na inwestycje odtworzeniowo-modernizacyjne lub mające na celu modernizację ich gospodarstwa. Niespełna 11 proc. gospodarstw skupia się jedynie na inwestycjach odtworzeniowych – wynika z badań przeprowadzonych przez Agencję Martin&Jacob na zlecenie Banku BGŻ BNP Paribas.

Jak wskazują analizy Martin&Jacob, jednym z najważniejszych czynników hamujących podejmowanie działań inwestycyjnych w gospodarstwach rolnych są niskie ceny skupu.

– Z taką sytuacją mieliśmy do czynienia w ciągu ostatnich dwóch lat. Ceny większości surowców rolnych kształtowały się na poziomie od kilkunastu do dwudziestu procent niższym niż przeciętnie w latach 2011-2015. W tym roku sytuacja może się jednak zmienić – mówi Marta Skrzypczyk, ekspert rynków rolnych w Banku BGŻ BNP Paribas.

Wysoki eksport pszenicy i kukurydzy z Polski był czynnikiem wspierającym ceny skupu zbóż w I połowie roku br. Według danych Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi były one od 10 do 19 proc. wyższe niż w II połowie ubiegłego roku. W samym czerwcu br. żyto i jęczmień były o 30 proc. droższe niż w czasie zbiorów w 2016 r., z kolei pszenica o około 20 proc.

– Oczywiście zboże sezonowo drożeje, ale w ostatnich dziesięciu sezonach zmiana ta dla pszenicy wynosiła średnio 14 proc. W związku z tym rolnicy, którzy w ubiegłym sezonie mieli możliwości przechowania zbóż, otrzymali za to wyższą niż przeciętnie premię. W tym roku zbiory zbóż były opóźnione, a ziarno, szczególnie na północy kraju, ma obniżone parametry jakościowe, jednak sam wolumen produkcji prawdopodobnie będzie wyższy niż w 2016 roku – dodaje Marta Skrzypczyk.

Z prognoz GUS, bazujących na podstawie danych z lipca br., czyli jeszcze przed żniwami, zbiory zbóż podstawowych (bez kukurydzy) wyniosą 27,5 mln ton, co oznacza wzrost o około 8 proc. wobec ubiegłego roku, czyli o 1,7 mln ton.

Jednocześnie globalnie produkcja pszenicy ma być o 1,6 proc. niższa niż w sezonie 2016/17, natomiast kukurydzy o 5,2 proc. Wprawdzie zapasy utrzymują się na rekordowo wysokim poziomie, nie powinno więc być trudności z dostępnością ziarna, niemniej ceny są wyższe niż rok wcześniej. Podobnie jest na rynku krajowym. W sierpniu br. większość zbóż była droższa – od 5 do 13 proc. niż przed rokiem. W ocenie analityków Banku BGŻ BNP Paribas taka sytuacja utrzyma się do końca roku, choć różnice w cenie mogą się zmniejszać.

Wyższy wolumen zbiorów oraz ceny, przy relatywnie stabilnych kosztach produkcji, przekładają się na wzrost osiąganych nadwyżek finansowych. To z kolei, oraz doświadczenia z ubiegłego sezonu, mogą zachęcać producentów rolnych do inwestowania w bazę przechowalniczą.

Zdaniem ekspertów Banku BGŻ BNP Paribas za kilka lat rynek zbóż może się zmienić. Może to oznaczać, że coraz mniej ziarna będzie sprzedawane tuż po zbiorach, właściciele gospodarstw będą aktywnie zarządzali zapasami, a sezonowe zmiany cen skupu mogą być mniej widoczne.

Być albo nie być operatorów telekomunikacyjnych

Jak bardzo zmienił się świat telekomunikacji najlepiej świadczy fakt, że jeszcze dwie dekady temu używaliśmy w dużej mierze telefonów stacjonarnych, a komórki były dostępne dla nielicznych. Sektor technologii telekomunikacyjnych doświadczył ogromnych, przełomowych zmian wpływających na życie społeczne, polityczne i biznes. Jak będzie wyglądał ten rynek w 2030 roku? Jak dowodzą autorzy raportu „To be or not to be. The future of the telco business model”, przygotowanego przez firmę doradczą Deloitte jedno z kluczowych pytań odnośnie przyszłej roli operatorów telekomunikacyjnych to, kto będzie właścicielem sieci oraz kto będzie zarządzał relacjami z klientem.

Pomimo ważnej roli, jaką pełnią operatorzy telekomunikacyjni w dzisiejszej, coraz bardziej cyfrowej i mobilnej rzeczywistości, wielu z nich, zarówno w Polsce, jak i na świecie stoi w obliczu kluczowych, długoterminowych decyzji strategicznych. Będą one dotyczyć kierunków dalszego rozwoju działalności i przyszłej pozycji rynkowej operatorów telekomunikacyjnych, którzy mają świadomość spadków lub stagnacji przychodów w niektórych podstawowych obszarach ich działalności.

Konkurencja rośnie

Wśród czynników, które mogą wpłynąć na przyszłą rolę i pozycję operatorów komórkowych kluczowe znaczenie będzie miała m.in. rosnąca konkurencja ze strony graczy OTT (over the top), chociażby takich jak Netflix, Spotify, WhatsApp. Równie ważna będzie komodytyzacja standardowych usług telekomunikacyjnych (podstawowe usługi telekomunikacyjne takie jak połączenia głosowe czy transmisja danych przestają być wyróżnikiem), innowacyjność oraz sprostanie oczekiwaniom obecnych i przyszłych klientów, jak również konieczność poniesienia nakładów finansowych na modernizację sieci, usług i platform na potrzeby 5G, a idąc dalej również 6G – mówi Jan Michalski, Partner, Lider sektora TMT, Deloitte.

Eksperci Deloitte w oparciu o szeroką analizę czynników, które mogą wpłynąć długoterminowo na kształt rynku telekomunikacyjnego, opracowali cztery różne możliwe scenariusze i opisali role, jakie w 2030 roku mogą pełnić operatorzy telekomunikacyjni.

Operatorzy telekomunikacyjni w 2030 roku

Analiza Deloitte wskazała na dwa istotne pytania, które są kluczowe dla zdefiniowania możliwych ról operatorów telekomunikacyjnych w dłuższej perspektywie: kto będzie właścicielem sieci i technologii, a także będzie odpowiedzialny za innowacje w tym zakresie, jak również kto będzie właścicielem bezpośredniej relacji i kontaktu z klientem. – Dziś w obu obszarach duży lub wiodący udział mają operatorzy telekomunikacyjni i z dużą pewnością wielu z nich chciałoby, aby taki stan rzeczy się utrzymał także w przyszłości. Jest to tylko jeden z możliwych scenariuszy, a jego zrealizowanie będzie wymagało istotnego wysiłku po stronie operatorów telekomunikacyjnych – mówi Jakub Wróbel, Starszy Menedżer, Ekspert TMT, Deloitte.

Scenariusz I – Inżynier kontratakuje

W tym scenariuszu operatorzy telekomunikacyjni dominują zarówno w kontroli nad infrastrukturą, jak i w relacjach z klientami. To oni inicjują innowacje technologiczne, a jednocześnie odpowiadają za zaspokajanie potrzeb klientów, zarówno indywidulanych, jak i biznesowych, posiadając bezpośredni dostęp do swoich klientów.

Scenariusz II – Nowa rzeczywistość hurtowa

Operatorzy telekomunikacyjni tracą kontrolę nad relacjami z klientem końcowym na rzecz OTT i producentów urządzeń, ale utrzymują kontrolę nad infrastrukturą oraz są źródłem innowacji w technologiach mobilnych i stacjonarnych.

Scenariusz III – Wirtualny operator

W tym scenariuszu operatorzy telekomunikacyjni utrzymują wiodącą rolę w relacjach z klientem, ale tracą kontrolę nad infrastrukturą technologiczną na rzecz dostawców technologicznych lub innych, nowych graczy infrastrukturalnych.

Scenariusz IV – Marka dostawcy

W tym scenariuszu operatorzy telekomunikacyjni tracą kontrolę zarówno nad relacjami z klientami, jak i technologią. Operatorzy telekomunikacyjni koncentrują się, by znaleźć dla siebie miejsce na rynku bazując na swoich kompetencjach sprzedażowych, zrozumieniu klienta oraz sile marki.

Konsumenci, bezpieczeństwo, regulacje

We wszystkich opisanych scenariuszach niezwykle ważne są zachowania klientów, ochrona danych oraz regulacje prawne. Dziś już 62 proc. ludzi poniżej 24 roku życia zerka na telefon w pierwszym kwadransie po obudzeniu. Dla całej populacji odsetek ten wynosi 36 proc. Jak będziemy się zachowywać w 2030 roku? Dziś trudno wyrokować, ale już obecnie klienci oczekują połączenia z Internetem gdziekolwiek są i cokolwiek robią i to najlepiej za darmo.

Regulacje są jednym z tych czynników, które już obecnie mają duży wpływ na kształt rynku telekomunikacyjnego. Wystarczy wspomnieć wpływ organów Unii Europejskiej na wysokość opłat roamingowych.

Myśląc o maksymalizacji wartości dla udziałowców, operatorzy telekomunikacyjni powinni zdefiniować swoją przyszłą rolę. – Pomimo wielu niepewności, warto już teraz planować rozwijanie zaawansowanych rozwiązań analitycznych i automatyzacji (w tym poprzez wykorzystanie, np. robotyzacji i sztucznej inteligencji). To pozwoli operatorom telekomunikacyjnym maksymalizować efektywność operacyjną przedsiębiorstwa oraz skupić się na kluczowych obszarach, m.in. rozwoju i utrzymywaniu relacji z klientami, R&D, innowacjach oraz pozyskiwaniu i byciu atrakcyjnym miejscem pracy dla głodnych sukcesu, przedsiębiorczych i kreatywnych specjalistów – podsumowuje Jakub Wróbel.

Duży wzrost zapasów ropy naftowej w USA

Środowa sesja na rynku ropy naftowej była wyjątkowo udana dla strony popytowej. Notowania ropy naftowej w Stanach Zjednoczonych (ropa WTI) wzrosły aż o 2,2%, podczas gdy cena europejskiej ropy naftowej (gatunku Brent) zwyżkowała o ponad 1,6%.

Notowania cen ropy Brent, 1M, źródło: Teletrader.com

Notowania cen ropy Brent, 1M, źródło: Teletrader.com

Notowania cen ropy WTI, 1M, źródło: Teletrader.com

Notowania cen ropy WTI, 1M, źródło: Teletrader.com

Ostatnie dni obfitują w raporty i dane z rynku ropy naftowej, a zachowanie inwestorów podczas wczorajszej sesji było właśnie tego odzwierciedleniem. Opublikowany został raport Międzynarodowej Agencji Energetycznej, w którym zawarte zostały optymistyczne prognozy dotyczące globalnego popytu na ropę naftową. Według MAE, w bieżącym roku wzrost popytu na „czarne złoto” wyniesie 1,6 mln baryłek dziennie, a nie 1,5 mln baryłek dziennie, jak wcześniej zakładano. Według tej instytucji, duży popyt na ropę naftową pomoże w stopniowej redukcji zapasów i w obniżeniu wielkości nadwyżki na światowym rynku surowca. MAE publikuje swój raport dotyczący sytuacji na globalnym rynku ropy naftowej, zawierający także prognozy, w okolicach 10-14 dnia każdego miesiąca. Analogiczne raporty w podobnym czasie przedstawiają także OPEC oraz Departament Energii USA.

Prognozy MAE zdecydowanie zdominowały wczorajsze nastroje na rynku ropy naftowej. Inwestorom w optymizmie nie przeszkodził fakt, że również w środę amerykański Departament Energii podał informacje o dużym wzroście zapasów ropy naftowej w USA. Według tej instytucji, w poprzednim tygodniu zapasy ropy w tym kraju zwyżkowały o 5,9 mln baryłek. Co prawda na rynku spodziewano się wzrostu zapasów, jednak oczekiwano, że będzie on o niemal połowę mniejszy. Jednocześnie bardzo dynamicznie spadły zapasy benzyny: aż o 8,4 mln baryłek.

Inwestorzy nie zareagowali zbytnio na dane dotyczące zapasów, ponieważ mimo wszystko nie były one dużą niespodzianką. Uderzenie huraganu Harvey w południowe wybrzeże USA doprowadziło do spadku aktywności rafinerii, co odbiło się na mniejszym ich zapotrzebowaniu na ropę naftową, a jednocześnie mniejszej produkcji benzyny.

Paweł Grubiak, Prezes Zarządu, Doradca Inwestycyjny w Superfund TFI, 2017.09.14

Kurs dolara zwyżkuje po doniesieniach z Białego Domu

Dolar króluje teraz na rynku, a świeżym powodem jest ożywiona nadzieja, że prezydent Trump jest w stanie współpracować z obiema partiami Kongresu. Ale dziś potrzebny jest dobry odczyt inflacji, żeby podtrzymać rajd USD. Poza tym mamy decyzje SNB i Banku Anglii.

Czy prezydent Donald Trump wyciągnął lekcję ze swoich tegorocznych porażek w forsowaniu projektów w Kongresie? Ostatnie doniesienia z Waszyngtonu sugerują, że tak jest, co nie umknęło uwadze rynków finansowych. Informacje o kilku spotkaniach Trumpa z reprezentantami Republikanów i Demokratów stwarzają wrażenie, że prezydent szuka międzypartyjnych sojuszów dla swojej polityki. Ostatecznym celem jest reforma podatkowa, ale Biały Dom ogłasza też porozumienia z Demokratami na polu zaostrzenia ochrony granic (choć budowa muru wciąż stoi pod znakiem zapytania). Ale głównym przekazem jest to, że po sukcesie w przesunięciu limitu zadłużenia, Trump być może znalazł złoty środek, by wygrać więcej batalii z kłopotliwym Kongresem. Szczegóły reformy podatkowej mają się pojawić 22 września, ale nadzieja jest żywa już teraz.

Dolar i rentowności obligacji USA znalazły kolejny powód do rajdu, a rynek pośpiesznie wychodzi z pozycji wcześniej budowanych na skrajnym pesymizmie. Już nie ma obaw o wpływ huraganów ani o eskalację konfliktu z Koreą Północna, a polityka fiskalna przestaje być kulą u nogi, a staje się zaletą. Do pełni szczęścia potrzeba jeszcze solidnego poparcia w danych makro z pozytywnymi konsekwencjami dla polityki Fed. W tym kontekście kluczowe będą dzisiejsze dane o inflacji CPI. Rynek zakłada wzrost cen o 0,2 proc. m/m z pomocą i silny odczyt zapewni optymistyczny ton komunikatu FOMC za tydzień, a dla dolara oznacza kontynuację wzrostów.

Poza tym w kalendarzu na czwartek widnieją decyzje Narodowego Banku Szwajcarii i Banku Anglii. Od ostatniego posiedzenia w czerwcu EUR/CHF powędrował z 1,09 do 1,15, co dla SNB jest zadowalającą zmianą. Jednocześnie daleko jeszcze do sytuacji, którą bank uzna za komfortową, a zmiana nastawienia przedwcześnie grozi niepotrzebnym wzmocnieniem franka i zaszkodzeniem ożywieniu. Nie oczekujemy zbyt wiele po jutrzejszej decyzji, ale utrzymanie status quo w polityce będzie przemawiać za powolną deprecjacją franka. Od Banku Anglii oczekujemy niezmienionej decyzji, choć z jastrzębim nachyleniem. Rynek stopy procentowej wycenia tylko 6 bp zacieśniania na listopad (ok. 24 proc.), co daje większe pole do pozytywnej reakcji na komunikat, pod warunkiem pojawienia się jastrzębich niespodzianek. Największe ryzyko leży po stronie wzrostu liczby głosów za podwyżką z czołowym kandydatem w osobie głównego ekonomisty BoE Haldane’a (w czerwcu stwierdził, że zacieśnianie polityki może być wkrótce konieczne). Jakkolwiek nie uważamy, że kolejny głos od razu przesądza o podwyżce w tym roku (głównie z powodu niepewności o kształt Brexitu), rewizja oczekiwań rynkowych będzie silnym impulsem napędzającym umocnienie GBP. Bez tego, zgodny z oczekiwaniami komunikat wystawi funta na „sprzedaż faktów”.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Inwestycja w inteligentne windy pomaga spełnić unijne wymogi. Nowoczesne windy odzyskują energię i zasilają inne elementy budynku

Inwestycja w inteligentne windy pomaga spełnić unijne wymogi. Nowoczesne windy odzyskują energię i zasilają inne elementy budynku 1

Komisja Europejska w dokumencie Energy Performance of Building Directive zawarła wymogi dotyczące inteligentnych budynków, w tym zmniejszenia zużycia energii czy zwiększenia komfortu użytkowników i operatorów budynków. Tymczasem z raportu BPIE wynika, że nawet 90 proc. budynków, które obecnie stoją na terenie Unii Europejskiej, będzie w użytku do 2050 r., a większość z nich nie spełnia wymogów energetycznych. Jednym z elementów, które mają pomóc w zmniejszeniu poboru energii, są inteligentne windy.

– Możemy śmiało mówić o inteligentnych windach, najnowsze technologie i innowacje dotarły również do naszej branży. Ich wykorzystanie ma głównie na celu zapewnienia najwyższego poziomu bezpieczeństwa, oszczędności energii oraz poprawienie komfortu jazdy, czyli skrócenie czasu oczekiwania na windę, oraz zredukowania poziomu hałasu i wibracji w windach – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Michał Kucybała, szef działu zarządzania produktami i marketingu w Schindler Polska.

Z raportu „Opening the door to smart buildings”, przygotowanego przez Buildings Performance Institute Europe (BPIE) wynika, że nawet 90 proc. obecnych budynków znajdujących się na terenie UE będzie wciąż używanych w 2050 roku, a większość z nich stanowią budynki nieefektywne pod względem energetycznym, które w przyszłości będą wymagały poważnych renowacji. Z drugiej zaś strony do 2020 roku wszystkie nowe budynki muszą spełniać założenia dla nearly Zero-Energy Buildings (nZEBs), które powinny zostać zdefiniowane przez poszczególne państwa członkowskie. Jednym z elementów, który ma pomóc osiągnąć ten cel, są windy z odzyskiem energii.

– Obecnie stosowane są już windy, które mają napędy ze zwrotem energii, czyli urządzenie nie tylko pobiera prąd, lecz także  go produkuje, oddając w czystej postaci do sieci budynku, gdzie może być on potem wykorzystywany. Niesie to czyste korzyści dla właściciela. Obniża koszty używania windy, a właściciel może dzięki temu łatwiej certyfikować ekologicznie dany budynek – tłumaczy Michał Kucybała.

W unijnym dokumencie Energy-Efficient Elevators and Escalators, który omawia analizę już zainstalowanych wind, jedną z poważnych przeszkód w poprawieniu wydajności energetycznej budynku jest brak informacji i świadomości o rzeczywistym poborze energii przez system wykorzystywanych wind i schodów ruchomych. Tymczasem inteligentne windy są często wyposażone nie tylko w napędy ze zwrotem energii, dzięki którym produkują prąd i oddają go do sieci budynku, lecz przede wszystkim dostarczają operatorom budynków dane dotyczące poboru energii.

– Mamy wgląd do raportów i statystyk, możemy analizować i sprawdzać, gdzie aktualnie znajdują się windy, jak są wykorzystywane czy są wykorzystywane w optymalny sposób, a wszystko to w czasie rzeczywistym – zapewnia ekspert.

Optymalizację pracy windy można osiągnąć dzięki temu, że pasażerowie przywołując windę, wciskają od razu numer piętra, na które chcą się udać. Dzięki temu, system zarządzania windami w budynku może skierować nas do odpowiedniej windy i grupować pasażerów tak, by podróż trwała jak najkrócej, a tym samym, by winda zużyła jak najmniej energii.

– To bardzo innowacyjne i nowoczesne rozwiązanie. Informując nasz system, na które piętro chcemy jechać, system jest w stanie zarządzać dyspozycjami pasażerów i grupować osoby jadące na te same piętra, dzięki czemu ograniczamy liczbę przystanków pośrednich, a w konsekwencji skracamy czas dotarcia na miejsce docelowe. Zmienia to zupełnie filozofię zarządzania windami oraz sposób komunikacji z nimi – zapewnia Michał Kucybała.

Amerykański National Institute of Building Sciences wylicza, że dla średniej wielkości budynku o powierzchni użytkowej 7000 metrów kwadratowych, w którym roczne koszty energii wynoszą około 25 dol./m2, po zainstalowaniu systemów inteligentnego zarządzania energią można liczyć na oszczędności od 15 do 50 tysięcy dolarów rocznie.

Udział odnawialnych źródeł energii w Polsce rośnie powoli. Szansą na przyspieszenie jest nowa technologia przechowywania i transportu energii

Udział odnawialnych źródeł energii w Polsce rośnie powoli. Szansą na przyspieszenie jest nowa technologia przechowywania i transportu energii 2

W 2016 r. głównym paliwem przy wytwarzaniu ciepła był węgiel kamienny, używany w 75 proc. źródeł ciepła. Od 2002 r. do 2016 r. zanotowano wzrost udziału odnawialnych źródeł energii w wytwarzaniu ciepła niemal o 5 pkt proc. Szansę na przyspieszenie wykorzystania OZE w źródłach ciepła ma materiał zmiennofazowy PCM, który może zrewolucjonizować sposób przechowywania i transportowania energii cieplnej.

– Technologia magazynowania ciepła za pomocą materiałów PCM polega na umieszczeniu materiałów zmiennofazowych w zbiorniku i wykorzystaniu właściwości przemiany fazowej w celach magazynowania energii cieplnej. Proponujemy mobilny zbiornik ciepła, wypełniony materiałem zmiennofazowym dobranym do temperatury, w której realizujemy ogrzewanie, a dzięki wykorzystaniu materiału PCM maksymalizujemy ilość ciepła, jaką możemy zgromadzić w jednostce objętości – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje, dr inż. Mateusz Lisowski prezes zarządu w Entech.

Materiał zmiennofazowy (PCM) jest rodzajem substancji, która może akumulować i uwalniać pewną ilość energii cieplnej podczas zmiany stanu skupienia. Swoje zastosowanie technologia znajduje np. w kolektorach słonecznych, które zebraną energie magazynują w zbiornikach wypełnionych PCM. Innym zastosowaniem jest utrzymanie odpowiedniej temperatury podczas przewozu leków i surowych artykułów spożywczych.

– Zbiornik ma pojemność cieplną około sześciokrotnie większą od typowego bojlera wypełnionego wodą. Dzięki osiągnięciu takiej ilości ciepła zgromadzonego w jednostce objętości, opłacalne staje się zredefiniowanie myślenia na temat przesyłu ciepła. Dzięki naszemu wynalazkowi możemy przewozić ciepło na niewielkie odległości, wykorzystując właściwości materiałów zmiennofazowych – tłumaczy prezes zarządu Enetech.

Jak wynika z raportu „Energetyka cieplna w liczbach 2016” Urzędu Regulacji Energetyki, w 2016 r. zanotowano znaczny spadek inwestycji na rynku ciepłowniczym. Nakłady inwestycyjne związane z działalnością ciepłowniczą były o ponad 33 proc. niższe niż w 2015 r. O prawie 40 proc. uległy obniżeniu inwestycje w źródła ciepła. Pomimo to w Polsce ma szansę narodzić się rewolucja na rynku ciepłowniczym.

– Technologia jest unikalna na skalę światową, badania nad technologią są prowadzone w wielu ośrodkach naukowych, również w Polsce, a nasza firma jest jedną z pierwszych na świecie, która komercjalizuje tę technologię. Komercjalizując technologię, usprawniliśmy ją w kilku punktach i w tym momencie staramy się uzyskać patenty właśnie w pewnych specyficznych obszarach – wyjaśnia dr inż. Mateusz Lisowski.

Według raportu URE dywersyfikacja paliw zużywanych do produkcji ciepła w Polsce postępuje bardzo wolno. W porównaniu z 2002 r. spadek udziału paliw węglowych w 2016 r. wyniósł tylko 6,7 pkt proc. i paliwa te są ciągle wykorzystywane w 75 proc. wszystkich źródeł ciepła w Polsce. W badanych latach zanotowano wzrost udziału paliw gazowych – o 3,5 pkt proc. i źródeł OZE – o 4,7 pkt proc. Wynalazek Enetechu ma szansę spopularyzować odnawialne źródła energii w Polsce.

– Technologia przeznaczona jest przede wszystkim dla odbiorców biznesowych, dla biogazowni, małych i dużych elektrociepłowni, również patrząc na szeroki rynek docelowy, dla odzysku ciepła odpadowego z przemysłu. Potrzeby, na jakie odpowiada, to przede wszystkim możliwość zagospodarowania ciepła, które dotychczas najczęściej nie było efektywnie wykorzystywane w biogazowniach – tłumaczy ekspert.

Jak stwierdza URE, w latach 2002–2016 nastąpił istotny wzrost cen ciepła. Po uwzględnieniu inflacji w tym okresie wzrost wyniósł 27 proc. Według raportu ponad 58 proc. źródeł ciepła u koncesjonowanych wytwórców ciepła to źródła małe do 50 MW.

– Magazyn pełnoskalowy ma wagę poniżej 24 ton. Może on być transportowany na większości polskich dróg. Pojemność cieplna to około 2 MWh. Koszt systemu, czyli stacji ładowania, dwóch mobilnych magazynów, które zapewniają ciągłą dostawę ciepła oraz stacji rozładowania, to około milion złotych. Czas zwrotu takiej inwestycji w zależności od kosztów pozyskiwania ciepła w źródle, które zastępujemy, wynosi od około 6 do 8–10 lat – wyjaśnia Mateusz Lisowski.

Założyciele i menedżerowie LiveChat Software odkupili część akcji

Założyciele i menedżerowie LiveChat Software odkupili część akcji wystawionych na sprzedaż przez inwestora finansowego. Prezes Mariusz Ciepły, przewodniczący Rady Nadzorczej Maciej Jarzębowski i członek Rady Nadzorczej Jakub Sitarz kupili łącznie 30 tys. akcji płacąc po 45 zł za sztukę.

We wtorek Copernicus Capital Towarzystwo Funduszy Inwestycyjnych S.A. poinformował LiveChat Software o rozpoczęciu przed dwóch akcjonariuszy procedury ABB (przyśpieszona budowa księgi popytu) w związku z zamiarem sprzedaży pakietu akcji.

„Dziękujemy akcjonariuszom, którzy byli z nami jeszcze przed wejściem LiveChat Software na giełdę. Dla naszej trójki LiveChat jest projektem w którego rozwój angażujemy się bardzo mocno. Między innymi dlatego wykorzystaliśmy okazję do dokupienia akcji naszej Spółki. Przed nami mnóstwo ciekawych wyzwań na których teraz chcemy się skoncentrować” – powiedział prezes Mariusz Ciepły.

LiveChat Software jest kontrolowany przez Porozumienie Akcjonariuszy w skład którego wchodzą założyciele i kluczowi menedżerowie spółki. Nikt z nich nie wziął udziału w ostatniej sprzedaży akcji spółki, a Porozumienie kontroluje łącznie akcje stanowiące ok. 47% kapitału LiveChat Software.

Według stanu na 1 września LiveChat Software miał już blisko 21,5 tys. klientów z ok. 150 krajów świata. Z rozwiązania LiveChat korzystają firmy z praktycznie wszystkich branż, wśród nich są m.in.: Sony Mobile, Stripe, Hulu, BenQ, Orange, Adobe, Samsung, Pizza Hut, Ryanair, Macy’s, PBS, NetApp i wiele innych, urzędy (w tym amerykański Departament Stanu), uczelnie (Stanford University), a nawet kluby sportowe (m.in. Tottenham Hotspur, Vancouver Canucks). Najważniejszy dla spółki rynek to Ameryka Północna, tylko z USA pochodzi ponad 50% jej klientów.

Rozwiązanie umożliwia kontakt z osobami odwiedzającymi stronę internetową i zapewnia szereg opcji wsparcia dla działu sprzedaży lub obsługi klienta, a także narzędzia analityczne.

W I kwartale roku finansowego 2017/18 (który zaczął się 1 kwietnia) spółka zanotowała wzrost skonsolidowanych przychodów o 30,2% do 21,59 mln zł. Zysk netto Grupy wyniósł 11,07 mln zł i był o 21% wyższy niż przed rokiem.

Zysk operacyjny w okresie kwiecień – czerwiec wzrósł o 22,3% do 13,74 mln zł, a wynik EBITDA o 23,3% do 14,29 mln zł. Rentowność EBITDA wyniosła w I kwartale 66,2%, rentowność operacyjna 63,7% a rentowność netto 51,3%

Wartość polskiego rynku reklamowego przekroczy w tym roku 7 mld zł. Wciąż jednak rozwija się wolniej niż globalny

Wartość polskiego rynku reklamowego przekroczy w tym roku 7 mld zł. Wciąż jednak rozwija się wolniej niż globalny 3

W tym roku polski rynek reklamowy zanotuje nieco ponad 2-proc. wzrost, a jego wartość przekroczy 7 mld zł – wynika z prognoz firmy Zenith. Pieniądze reklamodawców wciąż najszerszym strumieniem płyną do telewizji, ale to internet jest medium, które rozwija się najszybciej. Globalny rynek rośnie szybciej niż polski. Liderem wzrostu będzie rejon Azji Pacyficznej, który do 2019 roku znacząco zmniejszy dystans od największego rynku, czyli Ameryki Północnej.

– Największy wpływ na wzrost wydatków ma przede wszystkim sytuacja gospodarcza – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Michał Taranta, integrated communication director w firmie Zenith. – I i II kwartał zamknął się bardzo dobrym wynikiem. Wszystko to wpływa na poprawę nastrojów konsumenckich, konsumpcja prywatna rośnie, a wszyscy reklamodawcy, wydając budżety reklamowe, mogą oczekiwać coraz lepszych zwrotów z poniesionych inwestycji.

Według prognoz domu mediowego Zenith w 2017 roku polski rynek reklamowy wzrośnie o 2,2 proc., a jego wartość wyniesie 7,06 mld zł. Największą dynamiką wykaże się segment reklamy w internecie, na którą wydatki wzrosną o 11,8 proc. Telewizja wciąż jest medium przyciągającym najwięcej środków i co więcej, ciągle rośnie, choć już bardzo powoli. W 2017 roku będzie to 0,6 proc., podczas gdy jeszcze w 2016 roku mogła liczyć na 1,6 proc. wzrost. Był to jednak rok letnich igrzysk olimpijskich i mistrzostw Europy w piłce nożnej, co napędza reklamę zwłaszcza w telewizji.

– Najszybciej rozwijającym się segmentem polskiego rynku jest reklama cyfrowa, głównie za sprawą reklamy online, wideo oraz urządzeń mobilnych. Bardzo szybko rozwija się też reklama programatyczna, której nie jesteśmy w stanie zamknąć w jednym segmencie rynku reklamy, ona jest po prostu w różnych kanałach – informuje Michał Taranta.

Reklama programatyczna planowana jest nie przez ludzi, a przez algorytmy. Umożliwia dotarcie z przekazem do starannie wybranych odbiorców, dobieranych za pomocą analizy danych z plików cookies. Jej kariera zaczęła się w internecie, ale obecnie przeniosła się na kanały mobilne i wideo, możliwa jest już także w telewizji i reklamie zewnętrznej.

Ta ostatnia przeżywa obecnie lekki spadek z powodu wejścia w życie ustawy krajobrazowej, jednak zdaniem dyrektora w firmie Zenith powinna się potem ustabilizować. W gorszej sytuacji jest radio, gdzie spadek wynika nie ze zmiany reguł gry, do których rynek przywyknie, a z przeładowania czasu antenowego reklamami. Do łask wraca natomiast kino.

– W outdoorze w tym momencie trwa porządkowanie tablic, nośników reklamowych, po wprowadzeniu ustawy krajobrazowej. Gdy sytuacja się uspokoi, rynek się wyrówna, natomiast w 2017 roku te wydatki spadną o około 1 proc. – przewiduje Michał Taranta. – Kino jest kanałem, który rozwija się dość szybko. Wynika to głównie z ramówki, która przyciąga coraz większą widownię. Powstają coraz lepsze filmy, na które ludzie chętnie chodzą i to przekłada się na to, że reklamodawcy chętniej inwestują w ten kanał.

Wydatki na reklamę w kinie wzrosną w tym roku o 3,8 proc. i jest to druga najwyższa dynamika po internecie. Radio natomiast straci 2,5 proc. Najszybciej kurczą się jednak wydatki na ogłoszenia prasowe, przy czym mocniej niż magazyny (-14,5 proc.) tracą dzienniki (-16,9 proc.).

Choć internet, zwłaszcza w wersji mobilnej, będzie kusił producentów i usługodawców coraz mocniej, także on musi się liczyć z ograniczeniami.

– Głównym zagrożeniem dla rynku reklamy jest popularyzacja adblocków. W każdym kolejnym raporcie okazuje się, że polscy użytkownicy są w czołówce narodów najczęściej na świecie blokujących reklamy – wskazuje dyrektor w Zenith. – W przyszłym roku będą wprowadzone dwie nowe ustawy nt. prywatności – będą to RODO i rozporządzenie o ePrivacy. To może krótkoterminowo zachwiać wzrostem, który teraz napędza reklamę programatyczną – dodaje.

Rozporządzenie o Ochronie Danych Osobowych (RODO) wejdzie w życie w maju 2018 roku. Będzie wymagało od każdego przedsiębiorcy stworzenia własnego systemu ochrony danych osobowych, dostosowanego do charakteru działalności. Konsument będzie też miał prawo zażądać zarówno udostępnienia informacji, jakimi na jego temat firma dysponuje, jak i domagać się ich usunięcia. Razem z RODO zacznie obowiązywać inne rozporządzenie, ePrivacy, które ma chronić prywatność internautów w sieci, a przez to ograniczyć możliwości analizowania danych czerpanych m.in. z plików cookies. Utrudni to kierowanie reklam do konkretnych grup docelowych.

Rozporządzenia te obejmą członków Unii Europejskiej. Jednak to reszta świata rozwija się szybciej pod względem reklamowym. Globalnie wzrost wyniesie w tym roku 4,2 proc., a wartość rynku sięgnie 559 mld dol. Największym rynkiem reklamowym są i pozostaną Stany Zjednoczone, a następnie są Chiny, Japonia i Wielka Brytania, choć ten ostatni kraj w tym roku spowolni tempo rozwoju branży w Europie Zachodniej (z 4,6 proc. w ubiegłym roku do 2 proc. w tym roku). Do 2019 roku najszybciej rosnąć będą wydatki na reklamę w regionie Azji Pacyficznej, która dzięki temu zbliży się udziałem w globalnym rynku do Ameryki Północnej (33,4 proc. wobec 36,6 proc.).

– Najszybciej będą się rozwijały obszary Azji Pacyficznej i Europy Środkowo-Wschodniej – podkreśla Michał Taranta. – W Azji mamy najwyższe tempo wzrostu gospodarczego, co przekłada się na wzrost wydatków reklamowych. Europa Środkowo-Wschodnia zaczyna się trochę zbierać po sankcjach, które były nakładane na Rosję, Ukrainę i Białoruś po konflikcie w tamtym regionie. Sytuacja się poprawia, co będzie długoterminowo wpływało na wzrost wydatków reklamowych.

Rynek w naszym regionie – według prognoz Zenith – wzrośnie w tym roku o 7,3 proc. (wobec wzrostu o 4,1 proc. w 2016 roku).

Media społecznościowe coraz ważniejszym kanałem w komunikacji firm motoryzacyjnych. Dają im dostęp do milionów odbiorców

Media społecznościowe coraz ważniejszym kanałem w komunikacji firm motoryzacyjnych. Dają im dostęp do milionów odbiorców 4

Co miesiąc na Twitterze powstają wiadomości dotyczące samochodów osobowych, które trafiają średnio do 5 mln odbiorców. Na YouTubie publikowane są eksperckie materiały, które śmiało mogłyby konkurować z telewizyjnymi programami dotyczącymi motoryzacji. Z kolei Facebook publikuje miesięcznie około 107 tys. postów dotyczących czterech kółek. To cenne statystyki dla firm motoryzacyjnych, które szukają ambasadorów swoich marek oraz nowych sposobów na prowadzenie komunikacji marketingowej.

– Przyjrzeliśmy się najbardziej angażującym profilom o samochodach osobowych na Instagramie, YouTubie, Twitterze i Facebooku. Główne wnioski, które można wysnuć na podstawie analizy monitoringu, to przepływ charakterystycznych form między mediami oraz duży potencjał do wykorzystania przez marki samochodów w social mediach – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Magdalena Pawłowska z Instytutu Monitorowania Mediów.

W sieci nie brakuje praktycznych porad dla właścicieli czterech aut ani treści przeznaczonych dla fanów motoryzacji. W okresie pomiędzy kwietniem a czerwcem tego roku IMM przeanalizował ponad 393 tysiące materiałów opublikowanych w głównych mediach społecznościowych. Publikacje zostały zbadane pod kątem wzmianek o 27 markach samochodów osobowych.

– Weźmy na przykład Twitter, tutaj co miesiąc powstają publikacje o samochodach osobowych, które trafiają średnio do 5 mln odbiorców. Dyskusja jednak dopiero raczkuje, jej rozwój będzie zależał od rozwoju samej platformy. Marki samochodowe nie włączają się aktywnie do wymiany postów, jednak dla twórców najbardziej angażujących wpisów najważniejsze jest, że sami twitterowicze chętnie dzielą się swoimi motoryzacyjnymi historiami. Nadal niedoceniany wydaje się także Instagram. Miesięcznie powstaje tam około 14 tys. postów o samochodach osobowych, które trafiają do 12 milionów odbiorców – mówi Magdalena Pawłowska.

Na podstawie wpisów i postów publikowanych w social mediach IMM stworzył zestawienie najpopularniejszych fanpage’ów i profili, które zamieszczają treści związane z markami samochodów osobowych. Instytut wyodrębnił publikacje firm motoryzacyjnych oraz te, które dotyczyły sprzedaży lub innych usług tworząc ranking autorów docierających ze swoim przekazem do jak największego grona odbiorców.

– Autor profilu z pierwszej piątki naszego zestawienia uważa, że marki samochodowe dużo skorzystałyby, gdyby przychylniej spojrzały w stronę Instagrama. Szczególnie, że prawie 90 proc. jego obserwujących to osoby w wieku 18–44 lat, czyli idealni potencjalni klienci. Jak przyznaje jeden z fotografów, najbardziej angażujące zdjęcia to wcale nie te z samochodami ekskluzywnymi, lecz raczej zwykłymi, co wykracza poza trend car spottingu – mówi Magdalena Pawłowska.

W rankingu pod uwagę wzięto również zaangażowanie czytelników, czyli interakcje, polubienia, udostępnienia i komentarze zostawiane pod postami. Ekspertka Instytutu Monitorowania Mediów zauważa, że w komentarzach często toczą się dyskusje, w których czytelnicy mogą znaleźć pytania i odpowiedzi na temat prezentowanych marek oraz wady i zalety rozwiązań estetycznych czy technologicznych. To schemat znany już z klasycznych for dyskusyjnych.

Najbardziej eksperckie materiały, które śmiało mogłyby konkurować z telewizyjnymi programami dotyczącymi motoryzacji, powstają z kolei na YouTubie. Autorzy najczęściej skupiają się w nich na testach samochodów oraz produktów związanych z motoryzacją.

– Na Facebooku powstaje natomiast najwięcej wpisów ze wzmiankami o samochodach osobowych, jest ich około 107 tys. miesięcznie. Co ciekawe, posty te zawierają najczęściej zdjęcia z nurtu car spottingu, co wydawałoby się bardziej charakterystyczne dla Instagrama. Na Facebooku łatwiej jednak zbudować zaangażowaną społeczność. Jak podkreślił autor jednego z fanpage’ów, to właśnie fani w głównej mierze tworzą razem z nim jego stronę – mówi Magdalena Pawłowska.

Jak zauważa ekspertka Instytutu, statystyki dotyczące treści motoryzacyjnych w social mediach mogą być cenną wskazówką dla marek samochodów osobowych, które szukają naturalnych ambasadorów oraz nowych sposobów na prowadzenie komunikacji marketingowej w konkretnych kanałach społecznościowych.

Globalne wydatki na reklamę wideo w internecie wzrosną w tym roku o 23 proc. Reklamy w sieci stają się coraz krótsze

Globalne wydatki na reklamę wideo w internecie wzrosną w tym roku o 23 proc. Reklamy w sieci stają się coraz krótsze 5

Reklama wideo coraz mocniej wpływa na decyzje zakupowe. Większość osób chętniej ogląda treści wideo, niż sięga po informacje w formie tekstu. Na treści wideo w internecie statystyczny Polak przeznacza 40 minut. Większe zainteresowanie konsumentów przekłada się na wydatki reklamowe. Globalne wydatki na reklamę wideo online wzrosną w 2017 roku o 23 proc. do poziomu 27,2 mld dolarów. Reklamy wideo online stają się coraz krótsze. Wyzwaniem dla reklamodawców jest zmieszczenie najważniejszych informacji w kilkusekundowych materiałach.

– Od kilku lat widzimy znaczący wzrost wydatków na reklamę wideo w Polsce. Szacujemy, że w tym roku wydatki na reklamę wideo wzrosną o ok. 33 proc. w stosunku do roku ubiegłego. Już 90 proc. użytkowników deklaruje, że treści wideo wpływają na ich decyzje zakupowe, co samo w sobie pokazuje, jak ważna jest reklama wideo, szczególnie dla marketerów. Tego typu treści są najchętniej oglądane przez użytkowników, 55 proc. deklaruje, że dużo chętniej ogląda treści wideo, niż zapoznaje się z informacjami w formie tekstowej – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Michał Jankowski z Adrino.

Z badania przeprowadzonego przez Animoto wynika, że konsumenci chętniej zdobywają wiedzę o produktach z materiałów wideo niż z opisów. 96 proc. badanych uważa, że wideo jest pomocne w zakupach online, a 73 proc. chętniej zakupi produkt po obejrzeniu materiału filmowego.

Wideo staje się coraz bardziej istotnym elementem kampanii reklamowej. Według prognozy Zenith globalne wydatki na reklamę wideo online wzrosną w 2017 roku o 23 proc. do poziomu 27,2 mld dol. Wraz z rozwojem rynku wzrosty będą mniejsze. W 2018 roku dynamika obniży się do 21 proc., a w 2019 roku – do 17 proc. W 2019 roku wydatki na reklamę wideo online wyniosą 38,7 mld dol. i będą stanowić nieco ponad 30 proc. sumy wydatków na reklamę typu display w internecie.

– Polacy najchętniej konsumują wideo na urządzeniach stacjonarnych, średnio 22 minuty dziennie, na urządzeniach mobilnych, jak smartfony i tablety ten czas to 18 minut, natomiast wideo na mobile rośnie dużo szybciej niż na desktopie, z roku na rok jest to 20 proc., w stosunku do 10 proc. na desktopie. To powoduje, że możemy się spodziewać w przeciągu najbliższych dwóch lat znaczącego wzrostu wydatków na reklamę mobilną. Szacujemy, że za dwa lata 1/3 wydatków reklamowych będzie stanowiła reklama w mobile – analizuje Jankowski.

Statystyczny Polak na oglądaniu w internecie treści wideo spędza 40 minut dziennie (przy ponad 47 minutach na świecie). Według prognozy Zenith konsumpcja wideo online na urządzeniach stacjonarnych będzie systematycznie spadać, oglądalność wideo na urządzeniach mobilnych (w tym roku 28,8 minut dziennie) wzrośnie o 25 proc. w 2018 i o 29 proc. w 2019 roku. Do 2019 roku 72 proc. konsumpcji wideo online będzie się odbywało na urządzeniach mobilnych (przy 61 proc. w 2016 roku).

– Reklama wideo jest przyszłością. Największym wyzwaniem dla marketerów jest to, aby wideo było interesujące dla użytkownika i nie było zbyt długie. Użytkownicy cenią swój czas, zwłaszcza mobilni. Obecny trend, który wprowadził serwis YouTube, czyli sześciosekundowe reklamy wideo, to duże wyzwanie dla marketerów. W ciągu tych kilku sekund należy zawrzeć najbardziej interesujące treści, a także treści ważne dla marki – przekonuje ekspert Adrino.

Reklamodawcy muszą się jednak mierzyć z nowymi wyzwaniami. Choć wciąż można inwestować w reklamy dłuższe, kilkudziesięciu minutowe, to już wiadomo, że od przyszłego roku na portalu YouTube znikną 30-sekundowe spoty, te 15- i 20-sekundowe wciąż będą miały rację bytu, ale coraz większy nacisk będzie kładziony na krótsze formaty, np. niepomijalne 6 sekundowe.

Jak podkreśla ekspert, w reklamie istotne jest badanie efektywności – ile osób obejrzało reklamę, a ile wyłączyło ją przed zakończeniem.

– Jeżeli z bieżących wyników kampanii zobaczymy, że znacząca liczba użytkowników pominie reklamę już na samym początku, świadczyć to będzie o tym, że treści są nieodpowiednie dla użytkowników i nie są oni nimi zainteresowani. Dodatkowo, ważne jest również targetowanie kampanii wideo na konkretnych użytkowników. Jeżeli na przykład mamy użytkowników, którzy są zainteresowani określoną marką samochodu, to warto targetować tego typu kampanie na konkurencję danej marki, aby zachęcić użytkowników do refleksji – podkreśla Michał Jankowski.

W całym 2017 roku wzrost gospodarczy powinien utrzymać się na poziomie powyżej 4 proc. Przyczyni się do tego mocna konsumpcja i rosnące tempo inwestycji

W całym 2017 roku wzrost gospodarczy powinien utrzymać się na poziomie powyżej 4 proc. Przyczyni się do tego mocna konsumpcja i rosnące tempo inwestycji 6

Tegoroczna dynamika wzrostu gospodarczego także wyraźnie przekroczy 4 proc.  uważa ekonomistka PKO Banku Polskiego. Zdaniem Marty Petki-Zagajewskiej wszystko dzięki mocnej konsumpcji i wzrostowi inwestycji. Agencja ratingowa Moody’s ostatnio zdecydowanie podniosła prognozę wzrostu gospodarczego Polski na 2017 rok z 3,2 proc. do 4,3 proc. 

– Potwierdziło się, że cały czas główną maszyną napędową polskiej gospodarki pozostaje konsumpcja prywatna, ona nie tylko utrzymała bardzo silne tempo wzrostu z I kwartału, ale wręcz przyspieszyła, osiągając prawie 5 proc. rok do roku i odpowiadała za zdecydowaną większość wzrostu gospodarczego – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Marta Petka-Zagajewska, ekonomistka PKO Banku Polskiego. – Czynnikiem, na który chyba najmocniej wszyscy patrzymy, są inwestycje, czyli nasza pięta achillesowa z zeszłego roku. W danych za I i II kwartał widać, że powoli idzie ku coraz lepszym wynikom.

W II kwartale 2017 roku polska gospodarka urosła o 3,9 proc. po jeszcze wyższym, 4-proc. wzroście w pierwszych trzech miesiącach roku. Wciąż najważniejszym czynnikiem napędzającym wzrost gospodarczy była konsumpcja prywatna: w II kwartale br. spożycie w sektorze gospodarstw domowych rosło o 4,9 proc., szybciej niż kwartał wcześniej (4,7 proc.). Wpływ eksportu netto na tempo PKB, czyli różnicy między eksportem a importem, był ujemny (-1,5 proc.), natomiast zanotowano lekki wzrost nakładów brutto na środki trwałe, czyli inwestycji, zwiększyły się one o 0,8 proc. To pierwszy dodatni wynik od IV kw. 2015 roku.

– O ile w I kwartale mogliśmy powiedzieć, że inwestycje już nie umniejszają wzrostu, o tyle w II kwartale minimalnie, ale jednak do tego wzrostu się dołożyło się to, że pierwszy raz od pięciu kwartałów dynamika inwestycji była dodatnia – komentuje Marta Petka-Zagajewska. – Ona trochę rozczarowała, bo zakładaliśmy, że będzie silniejsza, niemniej najważniejsze jest to, że dane za II kwartał i powrót inwestycji do wzrostu potwierdzają oczekiwania, że z każdym kolejnym kwartałem ten komponent wzrostu gospodarczego będzie coraz silniejszy i będzie coraz istotniej wspierał ostateczne wyniki gospodarki.

Szybsze od przewidywanego wcześniej tempo rozwoju polskiej gospodarki dostrzegają także analitycy zagraniczni. Agencja Moody’s, ta sama, która w styczniu 2016 roku niespodziewanie, bo przy pozytywnej perspektywie, obniżyła rating Polski (nawiasem mówiąc, wciąż go jeszcze nie podniosła z tamtego poziomu, choć kilka miesięcy temu poprawiła się perspektywa z negatywnej do stabilnej), znacząco podwyższyła prognozę wzrostu PKB Polski – z 3,2 proc. do 4,3 proc. Według ekonomistki PKO BP to całkiem uzasadniony krok.

– Możemy liczyć na to, że w drugiej połowie roku tempo wzrostu gospodarczego będzie się utrzymywało wyraźnie powyżej 4 proc., a to znaczy, że w horyzoncie całego roku ten wynik z czwórką z przodu jest jak najbardziej bazowym scenariuszem – ocenia. – W horyzoncie całego roku ten wynik, który widzimy po czwórce, to jeszcze nie będą duże wartości, natomiast wydaje mi się, że III lub IV kwartał to mogą być wartości 4,4 lub 4,5, ale w każdym razie bieżące miesięczne dane, które poznaliśmy już za lipiec, dane, które będziemy poznawali w horyzoncie najbliższych kilku tygodni za sierpień, naszym zdaniem będą potwierdzały, że ten scenariusz wyraźnie ponad 4 proc. wzrostu gospodarczego w trakcie drugiej połowy roku jest bardzo prawdopodobny.

Stanie się tak pomimo powolnego wygasania wzrostu konsumpcji, stymulowanego przez program Rodzina 500+, który działa już od ponad roku, więc jego efekt w skali rocznej zaczyna się niwelować. Jednak wzrost płac i cen powinien w dalszym ciągu zapewniać solidną konsumpcję krajową. Inwestycje na razie ruszają w sektorze publicznym, można się jednak spodziewać, że także przedsiębiorstwa prywatne powrócą do inwestowania w kolejnych kwartałach.

– Mamy cały szereg wskaźników, które możemy traktować jako wskaźniki wyprzedzające, które zapowiadają, że inwestycje prywatne też są na ścieżce do coraz szybszego wzrostu. Jeżeli będziemy patrzeć na nastroje firm, na wartość kosztorysową inwestycji, czyli to, co firmy same deklarują odnośnie do swoich planów budżetowych, nakładów inwestycyjnych czy na przykład kondycja branży leasingowej, która jest bardzo dobrym papierkiem lakmusowym dla nastrojów inwestycyjnych mniejszych i średnich firm, to te wszystkie wskaźniki pokazują tylko jeden kolor: zielone światło – informuje Marta Petka-Zagajewska. – To oznacza, że aktywność inwestycyjna sektora przedsiębiorstw w krótkim horyzoncie zacznie podążać za coraz wyższą aktywnością inwestycyjną sektora samorządowego.

Kolejne ogniska ASF utrudniają rozmowy o otwarciu azjatyckich rynków na polską wieprzowinę. Zaostrzone przepisy mogą pomóc w negocjacjach

Kolejne ogniska ASF utrudniają rozmowy o otwarciu azjatyckich rynków na polską wieprzowinę. Zaostrzone przepisy mogą pomóc w negocjacjach 7

Zaostrzone przepisy o bioasekuracji mogą pomóc polskim producentom w eksporcie wieprzowiny. W Polsce odnotowano dotychczas 88 ognisk choroby afrykańskiego pomoru świń, z czego 65 ognisk w 2017 roku. Choć eksport polskiej wieprzowiny rośnie, to z powodu ASF dla producentów zamknięta jest większość dużych rynków azjatyckich. Powrót na rynki Korei i Japonii może być trudny, więc producenci liczą na pomoc rządu i dyplomację ekonomiczną.

Afrykański pomór świń to wirusowa, posocznicowa choroba trzody chlewnej o przebiegu ostrym lub przewlekłym zagrażająca człowiekowi. Tego rodzaju przypadłość występuje w szczególności w Afryce, ale na terenie Starego Kontynentu także notowane są jej przypadki. W lutym 2014 roku wykryto wirusa ASF w Polsce. Od tego czasu zanotowano już 88 ognisk ASF, z czego 65 w tym roku.

– Afrykański pomór świń jest problemem dla branży. Sprawia, że nie jest ona w stanie się rozwijać, traci sprzedażowy dostęp do rynków zewnętrznych. To również ograniczenia w produkcji trzody chlewnej, następnie mięsa czy wędlin na obszarach, gdzie pojawia się ognisko ASF. To zaś ma bardzo duży wpływ na funkcjonujące zakłady na ścianie wschodniej. Zaostrzone przepisy o bioasekuracji sprawiają, że na ścianie wschodniej gros gospodarstw rolnych, które produkowały trzodę chlewną, niestety się zamyka – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Dariusz Formela, prezes zarządu Gobarto (d. PKM Duda), firmy zajmującej się rozbiorem czerwonego mięsa.

Resort rolnictwa w połowie lipca zaostrzył przepisy dotyczące bioasekuracji, które mają zapobiegać szerzeniu się afrykańskiego pomoru świń. To m.in. nowe wymogi dotyczące ogrodzenia gospodarstwa, gdzie trzymane są zwierzęta, wdrożenia programu monitorowania i zwalczania gryzoni czy okresowych zabiegów dezynsekcji. Już wiadomo, że nie będzie w stanie ich spełnić ponad 2,7 tys. gospodarstw, w których utrzymywane jest ok. 35,2 tys. świń. Najwięcej oświadczeń złożono w województwach: lubelskim – 1,35 tys. na 17,7 tys. świń, podlaskim – 912 oświadczeń na 10,8 tys. świń i mazowieckim – 447 oświadczeń na 6,6 tys. świń.

– Z punktu widzenia konsumenta ASF nie ma specjalnego znaczenia. Produkty ze stref zapowietrzonych generalnie są bezpieczne dla zdrowia, przeprowadzane w określonej obróbce termicznej, w związku z tym dla konsumenta nie ma ryzyka. Bardziej jest ryzyko sprzedażowe, jeśli chodzi o producentów mięsa, którzy chcieliby eksportować do krajów UE czy poza Unię – tłumaczy Formela.

Paradoksalnie mimo ASF eksport polskiej wieprzowiny rośnie. ARR podaje, że przez pierwsze cztery miesiące 2017 roku sprzedano poza granice 248 tys. ton żywca, mięsa, przetworów i tłuszczów wieprzowych. W ciągu roku to wzrost o 11 proc. Raport BGŻ BNP Paribas „Globalny rynek mięsa czerwonego” wskazuje, że w styczniu i lutym największymi eksporterami wieprzowiny UE na rynki trzecie były Niemcy, Hiszpania i Dania. Polska, z 35,8 tys. ton, plasuje się na 6. miejscu z 15 proc. wzrostem rdr. Wieprzowinę sprzedajemy przede wszystkim do USA i Hongkongu. Ze względu na ASF embargo na polską wieprzowinę wprowadziły jednak kraje azjatyckie. Jego zniesienie mogłoby spowodować znaczny wzrost eksportu.

– Chiny, Korea i Japonia to na pewno atrakcyjne dla nas rynki. W Korei i Japonii polska wieprzowina pojawiała się przez lata, miała bardzo duży udział w imporcie na tamtych rynkach. Obecnie zostaliśmy całkowicie wyparci, zastąpili nas Niemcy, Duńczycy i przede wszystkim Hiszpanie. Na pewno trudno będzie na te rynki wrócić, tylko działalność ministerstwa rolnictwa jest w stanie nam te rynki otworzyć, co oczywiście wpłynęłoby pozytywnie na funkcjonowanie producentów mięsa w Polsce – ocenia prezes Gobarto.

Jeszcze kilka lat temu Japonia była trzecim pod względem wartości rynkiem, na który eksportowaliśmy wieprzowinę. W 2011 roku sprzedano tam mięso o wartości ok. 200 mln euro. W 2013 roku była czwartym największym rynkiem sprzedaży polskiej wieprzowiny.

Obecnie trwają rozmowy dotyczące pozwolenia na sprzedaż wieprzowiny z terenów nieobjętych ASF.

– Liczymy na to, że prace w jakiś sposób się skonkretyzują, że będziemy w stanie wysyłać na te rynki nasze produkty. Nie są to jednak oczywiste rozwiązania. Nowe ogniska ASF stanowią ryzyko z punktu widzenia prowadzonych właśnie rozmów. Tylko bioasekuracja pozwala w rozmowach na szczeblu międzyrządowym dobrze argumentować, że polskie mięso jest bezpieczne – przekonuje Dariusz Formela.

Resort zdrowia chce stworzyć zachęty do współpracy sektora publicznego z branżą farmaceutyczną. Ma to ułatwić pacjentom dostęp do nowych terapii

Resort zdrowia chce stworzyć zachęty do współpracy sektora publicznego z branżą farmaceutyczną. Ma to ułatwić pacjentom dostęp do nowych terapii 8

Polska służba zdrowia może znacząco skorzystać na rozwoju współpracy pomiędzy podmiotami publicznymi a sektorem prywatnym. Polem do takich działań są inwestycje, działalność badawczo-rozwojowa oraz współpraca na rzecz ułatwiania pacjentom dostępu do nowych terapii. Ministerstwo Zdrowia chce wypracować system, który stworzy zachęty i usprawni współpracę z firmami farmaceutycznymi.

– Sektor farmaceutyczny jest olbrzymi i mocno stawiamy na jego innowacyjność. Komitet sterujący do spraw rozwoju biotechnologii w obszarze farmacji pracuje intensywnie, mamy spotkanie w przyszłym tygodniu. Staramy się poprawić warunki inwestowania dla innowacyjnych firm zarówno krajowych, jak i zagranicznych tak, aby Polska stała się krajem, w którym rozwój biotechnologii farmaceutycznej będzie jednym z wiodących kierunków. Chcemy wypracować dobry model zachęt i ułatwień, nad tym pracujemy też w ramach zmiany ustawy refundacyjnej – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Marek Tombarkiewicz, podsekretarz stanu w Ministerstwie Zdrowia.

W resorcie zdrowia trwają prace nad tzw. refundacyjnym trybem rozwojowym. Pomysł zakłada, że firmy farmaceutyczne, które inwestują i uruchamiają w Polsce produkcję, będą mogły liczyć na ułatwienia i preferencyjne traktowanie w trakcie negocjowania umów refundacyjnych. Tak zwany system RTR ma być częścią kompleksowej nowelizacji ustawy farmaceutycznej i premiować podmioty, które inwestują w polską gospodarkę oraz działalność innowacyjną.

– Refundacyjny tryb rozwojowy, nad którym cały czas trwają prace, jest niezwykle ważny ze względów gospodarczych w makroskali rozwoju naszej gospodarki, a także w kontekście bezpośrednim, a więc łatwiejszego i tańszego dostępu do nowoczesnych technologii medycznych, w tym technologii lekowych – mówi Marek Tombarkiewicz.

Podsekretarz stanu w Ministerstwie Zdrowia podkreśla, że partnerstwo pomiędzy prywatnym biznesem a administracją publiczną przekłada się na duże korzyści w systemie opieki zdrowotnej. Odczuwają je również pacjenci.

W tej chwili polska służba zdrowia realizuje coraz więcej projektów w modelu publiczno-prywatnym. Dyrektor generalny działu onkologicznego Novartis w Polsce Avi Matan zauważa, że oprócz inwestycji polem do takich działań jest również działalność badawczo-rozwojowa oraz współpraca na rzecz ułatwiania dostępu do nowych sposobów leczenia.

– Z oczywistych względów partnerstwo publiczno-prywatne powinno obejmować przemysł farmaceutyczny, który wprowadza wiele innowacji. Są trzy główne obszary tego partnerstwa. Pierwszym jest współpraca w dziedzinie badań i rozwoju, badaniach klinicznych, współpraca z ośrodkami akademickimi i centrami medycznymi i zbieranie twardych danych. Drugi obszar to inwestycje. We współpracy z władzami możemy inwestować więcej w infrastrukturę. To mogą być zakłady produkcyjne, centra informatyczne. Pod tym względem Polska może odgrywać ważną rolę i ma wielki potencjał za sprawą wysokiej jakości świadczonych usług i relatywnie niskich kosztów. Trzecim obszarem jest wspólne ułatwianie dostępu do nowych sposobów leczenia. Można go osiągnąć za sprawą unikalnych porozumień, które dzielą finansową odpowiedzialność pomiędzy sektor publiczny a prywatny – mówi Avi Matan.

Podsekretarz stanu w resorcie zdrowia Marek Tombarkiewicz zauważa z kolei, że dla sektora publicznego korzyścią z takiej współpracy jest nie tylko dostęp do kapitału, którego ze względu na starzenie się społeczeństwa będzie potrzeba coraz więcej, lecz także ze względu na dostęp do wiedzy i modeli zarządzania, które sprawiają, że prywatne firmy są często efektywniejsze.

– Najważniejszą korzyścią ze współpracy publiczno-prywatnej jest rozwój. Prywatny biznes ma łatwiejszy dostęp i możliwości finansowania różnego rodzaju projektów. Publiczne podmioty mają też możliwość korzystania z wiedzy i doświadczenia, ponieważ od zawsze mówi się, że pod względem ekonomicznym prywatne firmy są lepiej zarządzane i bardziej efektywne. Są też bardzo dobrze zarządzane jednostki publiczne w sektorze ochrony zdrowia czy polskie firmy farmaceutyczne, które nie mają się czego wstydzić, a taka współpraca na poziomie zarządczym jest bardzo oczekiwana. Korzystanie zarówno z pieniędzy, jak i doświadczenia oraz know-how dla publicznych jednostek będzie wartością dodaną – podkreśla wiceminister Marek Tombarkiewicz.

Dobrym przykładem współpracy publiczno-prywatnej w sektorze ochrony zdrowia jest mechanizm refundacji leków na niektóre choroby rzadkie. Podsekretarz zdrowia Marek Tombarkiewicz podkreśla konieczność rozwijania instrumentów dzielenia ryzyka w systemie refundacyjnym tak, aby usprawnić współpracę z firmami farmaceutycznymi i stworzyć pacjentom dostęp do unikalnych, nowo powstałych terapii.

– Jeśli chodzi o elementy dzielenia ryzyka między płatnikiem a firmą dostarczającą leki, to one muszą się rozwijać. Daje to szansę na czasami bardzo ryzykowne projekty, które mogą stworzyć pacjentom możliwość leczenia. Staraliśmy się to rozwijać w jak najszerszym zakresie i mam nadzieję, że będzie to kontynuowane. Oczywiście te elementy dzielenia ryzyka powinny być niejawne, dlatego że czasami stanowią bardzo duże ryzyko biznesowe dla firmy, która decyduje się na takie podejście. Z drugiej strony, to też olbrzymia szansa na dostarczenie pacjentom nowoczesnych terapii, które czasami są bardzo drogie i nie zawsze sprawdzone pod względem skuteczności – mówi wiceminister Marek Tombarkiewicz.

– Jednym z ostatnich trendów jest tzw. płacenie za efekty. Płatnik pokrywa koszty leczenia wtedy, gdy terapia okaże się skuteczna dla danego pacjenta. Jeżeli nie przyniesie ona spodziewanego efektu, odpowiedzialność finansowa dzielona jest między firmę a płatnika. Dzisiaj mówimy o spersonalizowalizowanej medycynie. Celem jest stworzenie odpowiedniej terapii dla odpowiedniego pacjenta we właściwym czasie. Wdrożenie takiej strategii nie jest proste i musimy współpracować bardzo blisko z lekarzami, z naukowcami, ze specjalistami od technologii. Taki model może przynieść obopólne korzyści, a Polska może odegrać ważną rolę w opracowywaniu leków, również w produkcji. Może być również liderem jeżeli chodzi o szerokie udostępnianie tych leków pacjentom – dodaje Avi Matan, dyrektor generalny działu onkologicznego Novartis w Polsce.

Prezydent Pracodawców RP Andrzej Malinowski podkreśla, że w partnerstwie publiczno-prywatnym tzw. mapa ryzyk, które są związane z danym przedsięwzięciem biznesowym, powinna być rozłożona równomiernie. Oznacza to, że ryzyko nie może być przerzucane z podmiotu publicznego na sektor prywatny.

– Polska służba zdrowia ma bardzo dużą szansę na rozwój dzięki partnerstwu publiczno-prywatnemu, ale potrzebna jest tutaj konsekwencja. Nie może być tak, że podmiot, który szykuje się do podjęcia inicjatywy, nagle dowiaduje się, że służba jednak powinna być publiczna, że właściwie nie ma miejsca dla partnera prywatnego. Potrzebna jest tutaj jasna konsekwencja, stabilizacja – podkreśla również Malinowski.

Współpraca administracji z biznesem w obszarze służby zdrowia była szeroko omawiana podczas panelu „Innowacyjne partnerstwo publiczno-prywatne – czy biznes może współpracować z administracją?”, który odbył się w trakcie ubiegłotygodniowego Forum Ekonomicznego w Krynicy.

Nowe przepisy ułatwią walkę ze smogiem. Od 2018 roku pojawi się pakiet wsparcia dla najuboższych właścicieli domów jednorodzinnych

Nowe przepisy ułatwią walkę ze smogiem. Od 2018 roku pojawi się pakiet wsparcia dla najuboższych właścicieli domów jednorodzinnych 9

W Polsce 70 proc. domów jednorodzinnych jest ogrzewanych za pomocą kotłów i pieców na paliwa stałe. Te zaś stanowią główne źródło zanieczyszczeń. Ponad połowa unoszących się w powietrzu pyłów pochodzi z gospodarstw domowych. Szczególnie rakotwórczy jest benzoalfapiren, a za ok. 87 proc. tego związku odpowiadają właśnie domy. Walkę ze smogiem mają ułatwić wycofanie z obrotu tzw. kopciuchów, ustawa o jakości paliw stałych i płynnych. W 2018 roku ma się pojawić pakiet wsparcia dla osób dotkniętych ubóstwem energetycznym.  

– Przygotowany przez rząd program „Czyste powietrze” zakłada kilka kroków. Pierwszym była kwestia rozporządzenia o kotłach, czyli wycofanie możliwości wprowadzania do obrotu kotłów tzw. kopciuchów, w których można palić wszystkim, nie tylko mułem, flotami, bardzo kiepskiej jakości paliwem, ale także śmieciami, szmatami moczonymi w wyeksploatowanym oleju. 5 września zostało już opublikowane w Dzienniku Ustaw rozporządzenie o kotłach, zgodnie z którym od 1 października 2017 roku nie będzie można wprowadzać do obrotu kotłów klasy jakości niższej niż piątej – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Jadwiga Emilewicz, podsekretarz stanu w Ministerstwie Rozwoju.

Z ok. 5 mln domów jednorodzinnych w Polsce, blisko 70 proc., czyli 3,5 mln, jest ogrzewanych za pomocą kotłów węglowych. Zwykle są to proste urządzenia, które nie spełniają standardów emisyjnych. To zaś wpływa na złą jakości powietrza – Polska jest europejskim liderem w tym niechlubnym rankingu. Krajowy Ośrodek Bilansowania i Zarządzania Emisjami wskazuje, że ponad połowa (53 proc.) unoszących się w powietrzu pyłów pochodzi z gospodarstw domowych. Szczególnie rakotwórczy jest benzoalfapiren, a za ok. 87 proc. tego związku odpowiadają właśnie domy. W dużej mierze to wina ogrzewania odpadami komunalnymi i słabej jakości węglem.

Nowe regulacje przewidują restrykcyjne wymagania dla kotłów produkowanych i instalowanych w Polsce do 500 kW, czyli używanych przede wszystkim w gospodarstwach domowych. Przepisy zakładają okres przejściowy: kotły grzewcze wyprodukowane do 1 października 2017 będzie można wprowadzić do obrotu do końca czerwca 2018 roku.

– Jesteśmy też na finiszu ustawy o jakości paliw stałych i płynnych, która definiuje, co może być paliwem stałym i jakie musi spełniać kryteria jakościowe – wskazuje Emilewicz. – Za sprawą ustawy nie tylko wycofujemy możliwość opału takimi substancjami jak muły, flotokoncentraty, lecz także sprzedawca paliwa będzie musiał posiadać certyfikat tego, co sprzedaje, aby klient wiedział, jakie paliwo kupuje do swojego kotła. W przypadku niespełnienia norm, przedsiębiorca będzie podlegał karze – tłumaczy.

Ustawa została przygotowana przez resort rozwoju we współpracy z Ministerstwem Energii i Ministerstwem Środowiska. Dotyczy paliw stałych, które są przeznaczone do użycia w gospodarstwach domowych oraz instalacjach spalania o nominalnej mocy cieplnej mniejszej niż 1 megawat.

Jak przekonuje przedstawicielka Ministerstwa Rozwoju, nowe przepisy nie poprawią jakości powietrza w jednej chwili, potrzeba długofalowych rozwiązań, w tym termomodernizacji budynków.

– Mamy podwójnie trudną sytuację – 40 proc. energii produkowanej w Polsce jest użytkowane na ogrzewanie mieszkań, to dwukrotnie więcej niż w innych państwach europejskich. Duża część z nas mieszka w domach wybudowanych dawno temu, które powinny ulec termomodernizacji. Nie ulegają termomodernizacji, ponieważ są tacy, których na to po prostu nie stać – ocenia Emilewicz.

Z danych GUS wynika, że w jednorodzinnych budynkach (łącznie ok. 5,2 mln) mieszka większość Polaków – 90 proc. mieszkańców wsi (3,3 mln domów) i 30 proc. miast (1,7 mln domów). W okresie mrozów oznacza to ponad 5 mln kotłowni pracujących na pełnych obrotach i emitujących do atmosfery ogromne ilości trujących pyłów.

– To stereotyp, że budynki jednorodzinne są przypisane do ludzi zamożnych. Budynki jednorodzinne są przede wszystkim zlokalizowane na wsiach, w małych miastach. Tam nie ma pieniędzy na to, aby te budynki modernizować – przekonuje Jacek Siwiński, dyrektor generalny VELUX Polska.

Zdecydowana większość spośród 5 mln budynków jednorodzinnych jest przestarzała i tym samym nieefektywna energetycznie. 22 proc. budynków pochodzi sprzed II wojny światowej, a blisko połowa z lat 1945–1988. Ich zużycie energetyczne jest odpowiednio trzy- i dwukrotnie większe niż budynków z 2007 roku. Większości mieszkańców nie stać jednak na ich modernizację, bez wsparcia od państwa jakiekolwiek zmiany będą więc niemożliwe. Dlatego, jak wskazuje podsekretarz stanu w resorcie rozwoju, przygotowywany jest pakiet wsparcia dla najuboższych, m.in. w zakresie zakupu lepszej jakości paliwa, a także termomodernizacji.

– Ci, których definiujemy jako dotkniętych ubóstwem energetycznym, będą mogli liczyć na wsparcie, choć jeszcze nie czas, aby wskazać, jak duże będzie to wsparcie i w jaki sposób dystrybuowane. Siecią, która ma najlepsze informacje na temat tego, jaki jest stan ubóstwa, są Ośrodki Pomocy Społecznej i to one powinny być wprzęgnięte w system tej pomocy. Obecnie jesteśmy na etapie prac analitycznych, pakiet będziemy mogli zaproponować w przyszłym roku – zapowiada Jadwiga Emilewicz.

Kluczowe dla rozwiązania problemu czystości powietrza w Polsce jest stworzenie programu wsparcia dla remontów, zwłaszcza budynków jednorodzinnych, który rozwiązałby problem ubóstwa energetycznego. To istotne, zwłaszcza że według prognoz do 2050 roku 90 proc. użytkowanych budynków będą to te, które już stoją.

– Bardzo ważne, aby w kontekście smogu mówić o kompleksowym programie renowacji budynków jednorodzinnych. To program, który spełnia kilka ważnych funkcji, jest ważny społecznie, ponieważ jest adresowany do co najmniej połowy polskiego społeczeństwa, będzie przeciwdziałał tzw. ubóstwu energetycznemu, które w Polsce ma bardzo wysoki udział, jest to program proekologiczny i progospodarczy, będzie wspierał aktywność gospodarczą – wymienia Siwiński.

Jak wynika z badania „Barometr zdrowych domów 2016” przeprowadzonego na zlecenie Grupy VELUX, Polacy częściej niż Europejczycy wyrażają obawy o szkodliwe dla zdrowia warunki domowe. Dlatego istotne są nie tylko czynniki energooszczędności, lecz także te wpływające na zdrowie i samopoczucie mieszkańców.

– Szybkie i proste rozwiązania, czyli np. wymiana urządzeń grzewczych, nie spełnią tej roli, aby skutecznie walczyć o nasze zdrowie. Niezależnie od smogu również warunki mieszkaniowe, a więc wilgoć, brak światła, złe powietrze w budynkach, bardzo źle wpływają na zdrowie i zwiększają ryzyko zachorowania, także na raka, choroby układu oddechowego i choroby serca. Rozwiązaniem, jakiego potrzebujemy, jest kompleksowa renowacja budynków jednorodzinnych – podkreśla Jacek Siwiński.

Psychologia finansów. Jak osobowość wpływa na podejście do zaciągania i spłaty zobowiązań?

Flegmatyk, melancholik, sangwinik, choleryk – te cztery typy osobowości wyodrębnił grecki filozof Hipokrates. Według Carla Gustava Junga dwa pierwsze typy to introwertycy, a kolejne ekstrawertycy. Oto jak temperament dotyka naszych finansów.

Każdy z nas jest mieszkanką osobowości, jednak zawsze przeważa jedna z nich. Zaciągając zobowiązania powinniśmy mieć świadomość własnych mocnych i słabych stron, które oddziaływają na ekonomiczną sferę naszego życia. Oto psychologia finansów inspirowana psychologią.

Flegmatyk

Osoba niezwykle spokojna, opanowana, która nie pokazuje po sobie emocji. Ma pozytywny stosunek do świata i jest niezwykle uważna w tym, co robi i mówi. Jest dobrym słuchaczem. Flegmatyk nie podejmie więc pochopnie żadnej decyzji w sprawie swoich finansów. Będzie potrzebował wyjątkowego bodźca, aby zaciągnąć kredyt. Z pewnością ten typ osobowości nie będzie miał kłopotów z rozrzutnością. Osoba, która zwiąże się z flegmatykiem, może spać spokojnie – opanowany partner nie wyda lekką ręką pieniędzy na zakupy. – Stabilność emocjonalna również wiąże się z umiejętnością samokontroli oraz realizacji wcześniej ułożonych planów, czy założonych budżetów. Osoby te są mniej podatne na podejmowanie spontanicznych, niezaplanowanych zakupów, co pomaga realizować założenia budżetu domowego – mówi dr Joanna Rudzińska-Wojciechowska, psycholog ekonomiczny z Uniwersytetu SWPS Wrocław.

Melancholik

Człowiek sumienny i zdeterminowany – urodzony analityk. Stawia sobie wysoką poprzeczkę w życiu i dąży do jej realizacji. Jeśli więc melancholik będzie potrzebował kredytu, dokładnie przeanalizuje warunki umowy, przemyśli za i przeciw, a przede wszystkim zastanowi się, czy podoła spłacie zobowiązania kredytowego. Melancholik jest bowiem niezwykle ostrożny. Z osobami, które mają ten typ osobowości bywa jednak tak, że mają zmienne nastroje. To sprawia, że świadomość niestabilnych finansów, może ich wprawić w poważne przygnębienie. Generalnie jednak melancholik jest rzetelnym kredytobiorcą, który podporządkowuje się zwartym umowom. Poza tym potrafi planować życie w dłuższej perspektywie. Według psycholog z SWPS melancholicy jako introwertycy są też mniej narażeni na porównywanie się z innymi i pokusę, aby dorównać znajomym pod względem ilości czy jakości posiadanych dóbr materialnych.

Sangwinik

To typ osoby, która określana jest mianem dużego dziecka. Żyje chwilą, nie martwi się przyszłością, ale też nie rozpamiętuje przeszłości. Sangwinik ma skłonność do gadulstwa i koloryzowania, ale jednocześnie pogoda ducha i spontaniczność sprawia, że potrafi zjednać sobie ludzi. Sangwinicy nie są najlepszymi kredytobiorcami, bo zdarza im się zapomnieć o spłacie raty. Poza tym ten typ osobowości ma kłopot z planowaniem przyszłości. Jeśli więc kredyt, to maksymalnie na rok. Stan finansów sangwinika pozostawia sporo do życzenia.

Choleryk

Weźmie kredyt, spłaci go, zainwestuje na giełdzie, założy lokatę – bo to typ odważnej osoby, urodzony przywódca nastawiony na osiąganie konkretnych celów. Jeśli popełni błąd w zarządzaniu finansami i tak się do tego nie przyzna. Choleryk poszuka wyjścia z sytuacji, aby udowodnić innym, że miał rację. Wchodząc do banku będzie chciał wynegocjować kredyt na najlepszych warunkach. W domu to choleryk będzie trzymał finanse w ręku. To także on będzie podejmował wszelkie decyzje w kwestii finansów – oszczędzania, zadłużenia, inwestowania.

Jeśli stoimy przed decyzją o zaciągnięciu kredytu, zastanówmy się jak dużo mamy w sobie z melancholika, którego będzie trapił zaciągnięty kredyt, a jak dużo z choleryka, który zaciśnie zęby i mimo wszystko dopilnuje finansów. To o tyle ważne, że banki analizują jedynie naszą zdolność kredytową – mają do dyspozycji liczby i dokumenty. My sami zaś powinniśmy wiedzieć, jak później damy sobie radę z kredytem.

Jak czytać ogłoszenie o pracę, by napisać idealne CV?

Zrozumienie, kogo szuka pracodawca, pozwoli napisać CV, które wyróżni nas spośród innych kandydatów. Wiele można wyczytać z samej oferty pracy. Trzeba tylko odpowiednio zinterpretować informacje podane przez pracodawcę.

„Elastyczny czas pracy”, „przyjazna atmosfera”, „młody zespół” – brzmi świetnie, prawda? Tyle że elastyczny czas pracy może oznaczać siedzenie po godzinach, a praca w młodym zespole po prostu często wymienianych stażystów. W przyjazną atmosferę wierzyć można zaś tylko wtedy, gdy ogłoszenie o pracę na dane stanowisko w jednej firmie pojawia się raz na lata.

W ogłoszeniu o pracę każde sformułowanie ma znaczenie. Warto je przestudiować nie tylko po to, by wytropić nieprawdę, ale także po to, by odpowiednio zredagować nasze CV i list motywacyjny pod jego kątem.

Oferty pracy nie są kwestią przypadku. Nad treścią ogłoszeń pracują specjaliści od HR albo sami pracodawcy. Najczęściej ich treść jest przemyślana, bo to pierwszy krok do znalezienia dokładnie takich osób, jakich firma potrzebuje. Im dokładniej określone zostaną wymagania, tym większe prawdopodobieństwo, że zgłoszą się kompetentne osoby – mówi Joanna Żukowska, ekspertka międzynarodowego serwisu rekrutacyjnego MonsterPolska.pl.

Pasujemy do siebie?

Opis firmy to wskazówka, jak firma chce być postrzegana, jaka jest kultura pracy w organizacji i jakie wartości wyznaje pracodawca. Jeśli np. czytamy, że jest szybko rozwijającą się sportową marką dla zabieganych millenialsów, to można zakładać, że chce być widziana jako firma energiczna, świeża i nastawiona na sukces. Tego też będzie szukać u kandydatów. Warto więc uwypuklić w CV, że jesteśmy ambitni i nastawieni na rozwój.

Przestudiowanie opisu pozwala też przygotować się do rozmowy kwalifikacyjnej. W tym przypadku sprawdzamy, jak wygląda rynek sportowej odzieży oraz jak silna jest konkurencja. Odpowiedzi na pytania rekrutera po takim researchu pokażą, że odrobiliśmy lekcję.

Najważniejsze pierwsze punkty

Opis stanowiska i zakres obowiązków pracownika na nim zatrudnionego rekruterzy najczęściej układają w zwięzłą listę. Najważniejszych jest kilka pierwszych punktów. Niektóre szkoły mówią nawet, że to w pierwszych trzech punktach zawartych jest 80 proc. tego, czego firma oczekuje od pracownika – mówi Żukowska z MonsterPolska.pl.  Zależność jest prosta – przy układaniu listy obowiązków najpierw wypisuje się te podstawowe, reszta to już lista życzeń. Dlatego nasze CV tworzymy niczym lustrzane odbicie oferty pracy – odpowiadamy na te pierwsze wymagania. Możemy je wypunktować ­– radzi ekspertka.

Liczą się konkrety

Część poświęcona doświadczeniu zawodowemu podpowie, co wyróżnić w CV i liście motywacyjnym. Analogicznie, to co najważniejsze jest wypisane na początku. Większość pracodawców chce zatrudnić kogoś, kogo nie będzie trzeba doszkalać. Wypisujemy więc doświadczenie zawodowe, ale ilustrując je konkretnymi osiągnięciami. W każdym punkcie podajemy przykład wyzwań, podjętych działań i rezultatów. Np. jeśli firma oczekuje doświadczenia w zatrudnianiu ludzi, piszemy, że wdrożyliśmy nową aplikację do poszukiwania kandydatów, która zwiększyła zatrudnienie o 25 proc. Pokażemy tym samym naszą skuteczność w codziennej pracy oraz przyciągniemy uwagę rekruterów, którzy wciąż otrzymują CV pełne powtarzających się i utartych sformułowań opisujących doświadczenie kandydatów.

Zainspiruj się stylem oferty

Pracodawca chce być traktowany poważnie i mieć pewność, że przeczytaliśmy jego ogłoszenie. Jednym ze sposobów, by go w tym upewnić, jest użycie zwrotów z ogłoszenia o pracę w naszym CV i liście motywacyjnym. To może pomóc także w przypadku, kiedy rekruterzy używają specjalnym programów komputerowych do wstępnej selekcji podań. Oczywiście nie powtarzamy samych suchych formułek, ale obudowujemy je przykładami.

Warto zatem pilnie przyglądać się ofertom pracy i wychwytywać informacje zawarte między słowami. Pozwolą one dopasować nasze CV do konkretnych oczekiwań pracodawcy i zwiększą szanse na zatrudnienie.

Przyszłości car sharingu – autonomiczny smart vision EQ fortwo

Smart vision EQ fortwo przedstawia nową wizję miejskiej mobilności i zindywidualizowanego, elastycznego, efektywnego transportu publicznego – autonomiczny prototyp zabiera podróżujących wprost z wybranej lokalizacji. Nowe opcje indywidualizacji pomagają użytkownikom rozpoznać „swój” samochód: za pomocą przedniego grilla Black Panel i rozległych powierzchni projekcyjnych po bokach smart vision EQ fortwo pozwala na niespotykaną personalizację pojazdu, szczególnie przydatną w car sharingu. Zwolnieni z konieczności prowadzenia samochodu, podróżujący mogą zrelaksować się w przestronnej kabinie. Pokazowy model to pierwszy pojazd grupy Daimler podejmujący logiczny krok w postaci rezygnacji z kierownicy i pedałów.

„Smart vision EQ fortwo to nasza wizja miejskiej mobilności – i najbardziej radykalny prototyp współdzielonego samochodu ze wszystkich: w pełni autonomiczny, maksymalnie skomunikowany, przyjazny, kompleksowo spersonalizowany i, oczywiście, elektryczny” – mówi Annette Winkler, szefowa smarta. „Smart vision EQ fortwo nadaje twarz motywom, którymi Mercedes-Benz Cars opisuje wizję przyszłej mobilności w ramach strategii CASE”.

Współdzielony: smart vision EQ fortwo to nowa wizja współużytkowania samochodu (car sharingu). Zamiana „transportu miejskiego” w „miejski przepływ” przyniesie w przyszłości korzyści nie tylko użytkownikom – do grup, do których skierowane zostaną przyszłościowe koncepcje współdzielenia samochodów smarta, należą też społeczeństwo i miasta oraz władze miejskie w ogóle. Obecnie pojazdy car2go są na całym świecie wynajmowane średnio co 1,4 sekundy, a usługa ma ponad 2,6 mln użytkowników – i ciągle przybywają nowi. O tak wysokiej popularności car2go decyduje m.in. elastyczność koncepcji car sharingu: samochód może być wypożyczony i zwrócony w dowolnej lokalizacji na wyznaczonym obszarze.

Autonomiczny: prototypowy smart vision EQ fortwo demonstruje, jak dzięki autonomicznej jeździe współdzielenie samochodów może stać się jeszcze wygodniejsze, prostsze i efektywniejsze ekonomicznie. Łącząc rozproszoną inteligencję z jazdą autonomiczną, smart vision EQ fortwo zapowiada nową epokę car sharingu: użytkownicy nie muszą już rozglądać się za dostępnym samochodem, bo to on ich znajdzie i odbierze ze wskazanej lokalizacji. Co więcej, przewidywalność zapotrzebowania sprawi, że będzie prawdopodobnie czekać gdzieś w pobliżu – połączone ze sobą pojazdy będą stale w ruchu.

Poprawi się ich wykorzystanie, a jednocześnie spadnie liczba wykorzystywanych miejsc parkingowych. Połączony: smarta vision EQ fortwo można wezwać za pomocą urządzenia mobilnego. W rozpoznaniu „swojego” egzemplarza pomagają nowe opcje indywidualizacji: czarny grill Black Panel z przodu (wymiary: 105 x 40 cm) oraz duże powierzchnie projekcyjne po bokach. Wyświetlacze diodowe zamiast reflektorów mogą naśladować klasyczny design (od sportowego do neutralnego) lub przybrać kształt podobny do oka, pozwalający komunikować się na bardziej „ludzkim” poziomie. Także tylne lampy mogą wyglądać konwencjonalnie lub przekazywać szczegółowe komunikaty, np. ostrzeżenia lub informacje o ruchu. Przedni grill z jednej strony dodaje osobistego charakteru, z drugiej służy do komunikowania się z innymi użytkownikami ruchu (np. przechodniami). Drzwi prototypu pokrywa aktywny film, który – gdy samochód nie jest używany – może prezentować informacje na temat lokalnych wydarzeń, pogody, przedstawiać wiadomości lub aktualną godzinę.

Czarny grill smarta wskazuje, czy wewnątrz znajduje się jedna, czy dwie osoby. Kto chce, koncepcję współdzielenia 1+1 może wykorzystać do kontaktu z innymi zainteresowanymi użytkownikami. Towarzysze podróży sugerowani są w oparciu o ich profile oraz plany wybrane kierunki jazdy – a ich „kandydatury” mogą być zaakceptowane lub odrzucone. Przy dwóch pasażerach na pokładzie duży wyświetlacz w kabinie prezentuje atrakcyjne dla obu osób informacje, takie jak relacje z koncertów czy imprez sportowych. Dodatkowy czas zyskany podczas wspólnej podróży pojazdem autonomicznym można przeznaczyć na rozmowę i interakcje.

Elektryczny: smart vision EQ fortwo korzysta z akumulatora litowo-jonowego o pojemności 30 kWh. „Niepracujący” pojazd samoczynnie przejeżdża do stacji ładowania, aby „zatankować” prąd, lub – alternatywnie – może zaparkować przy stanowisku indukcyjnym, służyć jako źródło zasilania i element „akumulatora zbiorczego” (po ang. swarm energy).

Design: miejski liftstyle przyszłości Smart vision EQ fortwo (długość/szerokość/wysokość: 2699/1720/1535 mm) mieści dwie osoby i, tak jak wszystkie modele smarta, oferuje maksimum przestrzeni na minimalnej powierzchni. Pojazd komunikuje się z otoczeniem za pomocą czarnego grilla Black Panel oraz ekranów LED, które zastąpiły przednie i tylne lampy. Boczne okna pokrywa specjalny film, na którym można wyświetlać informacje projektowane z kabiny. Na desce rozdzielczej znalazł się ekran Black Panel służący jako interfejs dla użytkowników.

„Smart vision EQ fortwo ucieleśnia miejski luksus przyszłości. Ze swoim minimalistycznym designem reprezentuje radykalne podejście – i wygląda po prostu »cool«. Ma typowe dla smartów proporcje nadwozia, praktycznie pozbawione nawisów i z mocno zaakcentowanymi nadkolami »zepchniętymi « niemal do narożników karoserii” – mówi Gorden Wagener, szef designu Daimler AG. „Liczne cyfrowe powierzchnie na zewnątrz i wewnątrz oferują kolejny poziom komunikacji pomiędzy człowiekiem a samochodem. Klienci mogą personalizować swoje auto zgodnie z własnymi potrzebami”.

Nadwozie: typowe proporcje smarta, nowa koncepcja drzwi

Nadwozie smarta przywodzi na myśl nowoczesną biżuterię. Ma typowe dla smarta proporcje – „półtorabryłowy” kształt z wydatnymi nadkolami i krótkimi zwisami. Jego wizytówką jest nowa koncepcja drzwi, które – w celu zaoszczędzenia przestrzeni – odsuwają się i obracają wokół tylnej osi pojazdu, zapewniając łatwiejszy dostęp do kabiny. Jednocześnie taka konstrukcja zmniejsza ryzyko kolizji z rowerzystami i pieszymi.

Komentarz do dzisiejszego wystąpienia Jean-Claude’a Junckera

Przewodniczący Komisji Europejskiej Jean-Claude Juncker wygłosił dziś rano w Strasburgu orędzie o stanie Unii, które można określić jako projekt dla UE-27 na najbliższe lata. Sporo miejsca w swoim wystąpieniu poświęcił unijnej strategii przemysłowej, o co organizacje pracodawców zrzeszone w BusinessEurope, w tym Konfederacja Lewiatan, zabiegały od dawna.

Cieszymy się z zapowiedzi pogłębiania jednolitego rynku, który jest kluczowy dla rozwoju Unii. Dobrze, że przewodniczący KE podkreślił znaczenie nowej unijnej strategii przemysłowej, a także wagę zaangażowania Europy w promowanie wolnego handlu – finisz negocjacji z Japonią oraz zaawansowany etap negocjacji z Meksykiem i krajami Ameryki Południowej. Ważne, aby był to także sprawiedliwy handel i aby firmy europejskie pozostały konkurencyjne wobec firm spoza UE. Cieszy także pozostawienie otwartych drzwi dla państw, które chcą dołączyć do Wspólnoty, choć obecnie nie dla Turcji.

W dzisiejszym orędziu, Jean-Claude Juncker przedstawił także nowy scenariusz dla przyszłości Europy, w wielu punktach zbieżny ze stanowiskiem BusinessEurope. Jego realizacja zdaniem przewodniczącego KE jest możliwa dzięki coraz lepszej sytuacji gospodarczej UE i powracającej wiary obywateli Unii w sens integracji. Według Junckera, Europa musi dążyć do głębszej integracji, w oparciu o europejskie wartości, takie jak wolność, o którą trzeba stale zabiegać, równość wszystkich obywateli, bez względu na kraj pochodzenia i poszanowanie prawa w państwach członkowskich.

Głębsza integracja ma polegać ma m. in. na wejściu wszystkich państw członkowskich (z wyłączeniem Danii) do strefy euro i unii bankowej, powołaniu unijnego ministra gospodarki i finansów oraz powierzenia Parlamentowi Europejskiemu także roli parlamentu strefy euro, bez tworzenia równoległych struktur, o co apelował prezydent Macron. Warto przypomnieć, że Polska jest zobowiązana do przyjęcia euro traktatem akcesyjnym.

Stanowisko BusinessEurope na temat przyszłości Europy, oprócz odniesienia do scenariuszy, mówi o priorytetach dla biznesu. Po pierwsze, konieczność pogłębiania jednolitego rynku i niwelowania istniejących barier. Przedsiębiorcy potrzebują pewności, dlatego konieczna jest właściwa implementacja legislacji unijnej, a następnie stosowanie i egzekwowanie zasad. Po drugie, wspieranie przedsiębiorstw europejskich w globalnych relacjach handlowych. Musimy modernizować instrumenty ochrony handlu i dążyć do tworzenia wzajemnych, korzystnych ram w handlu i inwestycjach. Po trzecie, potraktowanie zmian, które zapoczątkowała 4. rewolucja przemysłowa, jako szansy – dla firm i dla pracowników. Temu służyć ma nowa unijna strategia przemysłowa oraz instrumenty finansowe. – Cieszymy się, że wiele z tych priorytetów znalazło się w orędziu szefa KE.

Przesłanie Junckera miało mieć wydźwięk pozytywny, stąd być może niewiele uwagi poświęconej decyzji Wielkiej Brytanii o opuszczeniu Unii i konsekwencji Brexitu. Jest to temat ważny dla europejskich przedsiębiorców, w tym polskich, którzy chcą uniknąć tzw. twardego Brexitu, bez okresów przejściowych.

Komentarz Kingi Grafy, dyrektorki biura Konfederacji Lewiatan w Brukseli. 

Dwie wielkie inwestycje na „zakopiance” mają zakończyć się w 2020 r.

Moody’s podnosi prognozę PKB Polski na 2018 do 3,5% z 3,1%

Agencja Moody’s zaskoczyła podwyższeniem prognozy wzrostu polskiego PKB, najpierw na 2017 r., a następnie na 2018 r., ale nie zmieniła ratingu dla Polski.
W środę Moody’s podwyższyła prognozę dynamiki PKB Polski na 2018 rok do 3,5 proc. z 3,1 proc. Jednocześnie Moody’s obniżyła szacunek deficytu sektora finansów publicznych na przyszły rok do 2,7 proc. PKB z 2,9 proc. PKB prognozowanych w maju.
– Od ratingu zależy zainteresowanie inwestorów polskimi obligacjami, a więc i ich oprocentowanie – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB. Dlaczego, jako podatnikom, bardzo powinno nam zależeć na poprawie ratingu? – Im niższe oprocentowanie obligacji, tym mniej jako podatnicy płacimy za obsługę długu publicznego.

CRS, czyli Common Reporting Standard – problemy, zagrożenia, skutki

Obietnice wyborcze trzeba spełniać, a potrzeby społeczeństwa zabezpieczać. Jak to jednak zrobić? „Jeśli rząd mówi, że komuś coś da, to znaczy, że zabierze tobie, bo rząd nie ma żadnych własnych pieniędzy!” – powiedziała kiedyś Margaret Thatcher. Krótko mówiąc, rozwiązania takie jak CRS, czyli Common Reporting Standard, to kolejna metoda na wydłużenie ręki fiskusa…

Każdy Polak to lekarz – to już zwyczajowe przekonanie, do którego zdążyliśmy się przyzwyczaić. Dziś jednak musi być również ekonomistą, tłumaczem i prawnikiem. Bo kto dokładnie wie, co to jest i co oznacza Common Reporting Standard, Foreign Account Tax Compliance Act, a co dopiero skrót FATCA CRS?

Pomysł zza oceanu

Aby umożliwić władzom podatkowym USA ściganie pieniędzy swoich obywateli, w 2010 r. amerykański rząd przeforsował ustawę o ujawnianiu informacji o rachunkach zagranicznych na cele podatkowe (FATCA). W istocie umocowano tamtejszego fikusa do zbierania informacji o wszystkich amerykańskich rezydentach posiadających aktywa poza granicami Stanów Zjednoczonych. 1 grudnia 2015 r. weszła w życie rodzima ustawa z dnia 9 października 2015 r. o wykonywaniu umowy między Rządem Rzeczypospolitej Polskiej a Rządem Stanów Zjednoczonych Ameryki w sprawie poprawy wypełniania międzynarodowych obowiązków podatkowych oraz wdrożenia ustawodawstwa FATCA. W ten sposób zalegalizowano inwigilację podatników dokonywaną w Polsce.

Unia też chce „Ameryki”

Pomysł amerykańskiej administracji państwowej spodobał się władzom unijnym, które swoimi dyrektywami zaczęły wymuszać na państwach członkowskich implementację podobnych rozwiązań. 20 marca 2017 r. prezydent podpisał ustawę o wymianie informacji podatkowych z innymi państwami (z 9 marca 2017 r.), która pozwala na automatyczną wymianę informacji w dziedzinie opodatkowania także z krajami spoza Unii Europejskiej w oparciu o procedury Common Reporting Standard. Tzw. ustawa CRS weszła w życie z pewnymi wyjątkami 3 kwietnia, a w pełni – 1 maja tego roku. Pierwsze raporty mają być generowane przez instytucje finansowe już we wrześniu 2017 r. Połączenie FATCA z CRS daje dziś pełny obraz prawnego usankcjonowania globalnego „monitorowania” podatnika. Nic więc dziwnego, że skrót FATCA CRS traktowany jest jako jedność.

Założenia Common Reporting Standard

  • usystematyzowanie i uregulowanie zasad i trybu wymiany informacji podatkowych między państwami;
  • wykrywanie wszelkich przychodów podatnika danego państwa;
  • uszczelnienie systemów podatkowych państw członkowskich;
  • rozwiązanie problemu uchylania się od opodatkowania.

Czym to pachnie

Opracowane przez OECD, czyli Organizację Współpracy Gospodarczej i Rozwoju, przepisy CRS nakładają na instytucje finansowe w Polsce obowiązek zbierania informacji o swoich klientach i przekazywania ich do władz innych państw. Konieczna do tego przesłanka zaistnieje, gdy tylko zrodzi się podejrzenie, że dany klient może być „związany” z innym niż Polska krajem. Na instytucje finansowe zostały więc nałożone obowiązki monitorowania i gromadzenia informacji zarówno o osobach prawnych, jak i fizycznych posiadających rachunki finansowe.

Na przykładzie banków wygląda to tak: bank zobligowany jest do zdefiniowania rezydencji podatkowej każdego nowego i dotychczasowego klienta. Korzysta przy tym z informacji już posiadanych, a jeśli te nie są wystarczające, powinien wystąpić do klienta o ich uzupełnienie.

Problemy i zagrożenia

Powyższe założenia może i w zamyśle są właściwe i noszą znamiona tworzonych w dobrej wierze. W rzeczywistości trudno jednak oprzeć się wrażeniu, że służyć mają głównie „szewcom” budżetowym, łatającym dziury w skarpecie Skarbu Państwa, wytartej przez nierealne do spełnienia obietnice. Coś takiego jak tajemnica bankowa powoli przestaje istnieć, optymalizacja podatkowa i święte prawo do ochrony własności również są zagrożone. Jeżeli wymierne oszczędności osiągane przez przedsiębiorców w wyniku zastosowania optymalizacji podatkowej zostaną im zabrane, najpewniej odbije się to nie na nich, a na ich pracownikach. Przedsiębiorcy zmniejszą bowiem liczbę miejsc pracy – to one będą musiały zostać „zoptymalizowane”.

Nikt nie liczy też głośno kosztów, jakie poniesie Skarb Państwa przy implementacji nowych dyrektyw unijnych. A szacuje się, że tylko przy wdrażaniu FATCA polskie instytucje finansowe poniosły koszt rzędu ponad 50 mln złotych. Tu rodzi się obawa, czy kosztów kolejnej implementacji te instytucje nie przerzucą na klienta. Na podstawie OECD Common Reporting Standard w praktyce można żądać innych danych niż na podstawie FATCA, a dodatkowo ich zakres obejmuje dużo większą liczbę podmiotów.

Niewidzialne skutki

Oprócz realnej wizji przerzucenia kosztów wdrożenia nowych procedur badania rezydencji podatkowej na klienta, największym negatywnym skutkiem może być zmiana rezydencji przez podmioty na taką, która nie opodatkowuje i nie inwigiluje osiąganych dochodów lub robi to w ograniczonym zakresie. Po co prowadzić działalność gospodarczą i ponosić związane z nią ryzyko finansowe w kraju, w którym system podatkowy jest nieprzychylny, skoro można to robić w przyjaznym środowisku?

Walka podatnika z fiskusem przypomina dziś walkę z hydrą lernejską. Na miejsce zaadaptowanych uregulowań podatkowych za chwilę wyrastają kolejne, do których przedsiębiorca będący podatnikiem musi się dostosować. Trudno też ufać, że kolejne przyjęcie nowych obciążeń narzuconych przez państwo i zaadaptowanie się do nich będzie tym ostatnim, skoro obietnice dotyczące programu 500+, podwyższenia wolnej kwoty czy też obniżenia wieku emerytalnego wciąż potrzebują i potrzebować będą źródeł finansowania. Obawy wzbudzają również granice, jakie mogą zostać przekroczone przez organy nadzoru w sprawowaniu powierzonej im kontroli. Poza tym – czy dane klientów instytucji finansowych będą przekazywane do organów podatkowych państw obcych z zachowaniem zasad należytej ochrony danych osobowych?

Chroń swoją własność – to Twoje prawo

Unia Europejska miała być w założeniu unią bez granic, jednym tworem promującym przedsiębiorczość, rozwój i swobodę działalności gospodarczej. Dziś stoi w obliczu kryzysu gospodarczego, sojuszniczego (brexit), kulturowego. Nie radzi sobie z ekspansją imigrantów. Dawne idee zostają nieco zapomniane, a efekty tego zapomnienia dotykają najdotkliwiej jej własnych obywateli. Demokracja przyznaje szczególne prawo do swobody działania, a przy tym maksymalizacji swoich dochodów, przy jednoczesnym prawie do ich gromadzenia i ochrony przed utratą. Jeśli służyć temu mogą jedynie przeniesienie rezydencji podatkowej do innego kraju czy optymalizacja podatkowa, taka jak prowadzenie działalności w jednym z europejskich rajów podatkowych – trzeba z tych szans korzystać.

Co warto zapamiętać?

  • wymogi CRS obligują do udzielania informacji na temat rezydencji podatkowej zarówno instytucje finansowe, jak i osoby fizyczne;
  • pomocy w implementacji i stosowaniu się do wspomnianych wymogów udzielić mogą kompetentne kancelarie, przede wszystkim te specjalizujące się w optymalizacji podatkowej;
  • tak jak powstają coraz to nowe dotykające Cię bezpośrednio obciążenia, tak istnieją legalne sposoby na to, żeby złagodzić ich konsekwencje.

Autor: Kancelaria Prawna Skarbiec, specjalizująca się w przeciwdziałaniu bezprawiu urzędniczemu, w kontrolach podatkowych i celno-skarbowych oraz optymalizacji podatkowej

Zwalczanie korupcji jako obowiązek prawny przedsiębiorstw

Korupcja dotyczy nie tylko polityków i urzędników, ale również przedsiębiorców. Co roku nowe państwa podejmują liczne działania na rzecz przeciwdziałania temu zjawisku. 1 czerwca 2017 r. we Francji weszła w życie nowa ustawa Sapin II, która ma pomóc w zwalczaniu korupcji, a także zwiększyć przejrzystość w sferach politycznej i gospodarczej. Francuska regulacja wzorowana jest na istniejących już wcześniej rozwiązaniach brytyjskich, amerykańskich i szwajcarskich.

Obowiązek wprowadzenia mechanizmów wynikających z ustawy dotyczy spółek, które zatrudniają więcej niż 500 pracowników, spółek należących do grup zatrudniających więcej niż 500 pracowników lub spółek, których obroty roczne lub obroty skonsolidowane są na poziomie wyższym niż 100 mln euro. W przypadku grup kapitałowych ustawa przewiduje rozszerzenie obowiązków także na oddziały oraz podmioty kontrolowane w innych krajach. Oznacza to, że wskazane kryteria dotyczą przedsiębiorstw z francuskim kapitałem działających na całym świecie, a zatem także polskie spółki mogą podlegać temu obowiązkowi. Obowiązek ustanowienia programu antykorupcyjnego może także zostać nałożony na osobę prawną w ramach postępowania karnego w razie jej skazania za przestępstwo korupcji lub inne przestępstwo przeciwko uczciwości, niezależnie od rozmiarów prowadzonej przez nią działalności. Dla podmiotów zagranicznych nie ma to jednak obecnie istotnego znaczenia, gdyż na razie nie istnieją instrumenty prawne, które dawałyby podstawy do wzajemnego uznawania i wykonywania tego rodzaju kar.

Jakie obowiązki nakłada ustawa Sapin II na przedsiębiorców?

Podstawowym założeniem ustawy jest nałożenie na średnie i duże przedsiębiorstwa obowiązku walki z korupcją poprzez zapewnienie adekwatnych środków i procedur wewnętrznych, zwanych antykorupcyjnymi procedurami zgodności. Przede wszystkim przedsiębiorstwa zobligowane są do stworzenia tzw. mapy ryzyka, która ma na celu zdiagnozowanie, jakie rodzaje korupcji dotyczą danego przedsiębiorstwa (jest to zależne od profilu jego działalności). Poza tym powinny wprowadzić kodeks etyki, w którym zdefiniowane będą nie tylko zachowania niedozwolone, ale także wartości i aktywności preferowane przez firmę. Konieczne jest wprowadzenie sankcji dla pracowników, którzy dopuszczą się złamania zasad określonych w kodeksie. System kar powinien być jasno zdefiniowany i obejmować zarówno kary dyscyplinarne, jak i finansowe. Z praktycznego punktu widzenia interesującym rozwiązaniem jest ustanowienie takiego kodeksu w formie załącznika do umowy o pracę, co znacznie ułatwi wyciągnięcie konsekwencji względem pracownika.

Oprócz tego przedsiębiorstwa są zobowiązane wprowadzić wewnętrzny system informowania, tzw. system whistleblowingowy, który umożliwi pracownikom sygnalizowanie zaobserwowanych naruszeń. Powinien on być tak skonstruowany, aby zagwarantować ochronę tożsamości osoby ujawniającej nieprawidłowości i zapewnić opiekę w przypadku ewentualnych działań dyskryminacyjnych. Kolejnym obowiązkiem, który wprowadza ustawa Sapin II, jest weryfikacja klientów, dostawców i pośredników w kontekście zidentyfikowanych wcześniej zagrożeń. Ustawa nie określa jednak szczegółowo metod, jakimi mogą posłużyć się przedsiębiorcy przy ocenie doświadczenia i kompetencji kontrahentów. Przykładowo może to polegać na sprawdzeniu ogólnodostępnych rejestrów, skorzystaniu z raportów wywiadu gospodarczego lub też zobowiązaniu do złożenia oświadczenia, z którego wynika, że wobec kontrahenta nie są prowadzone postępowania lub też nie zostały wydane wyroki w związku z praktykami korupcyjnymi. Regulacje ustawowe obligują również do kontroli na poziomie księgowym, a więc kontroli kosztów i płatności. Dodatkowo pojawia się konieczność podjęcia działań o charakterze szkoleniowym, zwłaszcza w stosunku do kadry kierowniczej oraz pracowników wystawionych na ryzyko łapownictwa i płatnej protekcji. Powinny być one dostosowane do wspomnianej wcześniej mapy ryzyka. Ostatnim elementem jest wdrożenie procedur kontroli wewnętrznej, która oceni efektywność programu.

Dotkliwe kary za złamanie przepisów

Odpowiedzialność została ukształtowana w ustawie Sapin II dwustopniowo. Po pierwsze, za nieopracowanie i niewprowadzenie odpowiednich systemów wewnątrz firmy odpowiedzialność osobistą poniosą prezesi firm, managerowie i dyrektorzy przedsiębiorstw. Kary pieniężne dla osób fizycznych wyniosą maksymalnie 200 tys. euro, a w przypadku osób prawnych nawet 1 mln euro. Po drugie, nałożenie sankcji finansowej grozi także za złamanie przepisów ustawy. W tym przypadku jej wysokość jest ograniczona do 30% obrotów firmy za ostatnie trzy lata działalności. Dodatkowo należy się liczyć z wykluczeniem z systemu zamówień publicznych i możliwością upublicznienia wyroku. Do monitorowania skuteczności antykorupcyjnego programu zgodności realizowanego przez przedsiębiorstwa oraz karania naruszeń obowiązków wynikających z ustawy został powołany niezależny wyspecjalizowany organ administracyjny, tj. Agencja Antykorupcyjna (Agence Française Anticorruption).

Polscy przedsiębiorcy mogą skorzystać z francuskich rozwiązań

W Polsce nikt na razie nie myśli o wdrażaniu podobnych przepisów. Mimo że kodeks karny penalizuje zjawisko korupcji, to nie ma mechanizmów, które jakkolwiek różnicowałyby ją w obrocie gospodarczym. Nic nie stoi jednak na przeszkodzie, by polscy przedsiębiorcy z własnej inicjatywy implementowali podobne rozwiązania w ramach kierowanych przez nich organizacji. Oczywiście nie może być w tym przypadku mowy o karaniu kogokolwiek. Pracodawca może jednak skorzystać z pełnego zakresu środków zmierzających do ograniczenia zjawiska korupcji pracowniczej lub, subtelniej mówiąc, nadużyć pracowniczych.

Tzw. polityka antyfraudowa to pakiet działań obliczonych na minimalizowanie ryzyka, jakie niesie ze sobą ewentualna nieuczciwość pracowników organizacji. Tak jak w przypadku wspomnianej francuskiej ustawy, koncentruje się ona na wielu aspektach. Są to m.in. wytypowanie obszarów szczególnie podatnych na zjawisko, określenie jego rozmiaru oraz analiza występujących przypadków. Na tej podstawie opracowane zostają procedury, których implementacja powinna być poprzedzona odpowiednimi szkoleniami personelu, zmianami strukturalnymi, a także ustanowieniem specjalnych kanałów komunikacji i, w razie potrzeby, nadzoru nad funkcjonowaniem stworzonego w ten sposób systemu.

Niewątpliwym plusem wynikającym z braku przymusu polskiego ustawodawcy jest możliwość dostosowywania przyjętych rozwiązań do potrzeb przedsiębiorców. Nie każda organizacja potrzebuje systemu rozbudowanego i obciążającego nie tylko budżet, ale również personel przedsiębiorstwa. Niejednokrotnie wystarczą same szkolenia lub studium poszczególnych przypadków. Skuteczność rozwiązań jest bowiem najwyższa wtedy, kiedy ich wdrożenie jest wynikiem świadomej i opartej na logicznych analizach potrzebie, a nie ustawowym przymusie. Nie ma gotowych i uniwersalnych procedur antyfraudowych, które można natychmiast po ich zakupie wdrożyć w każdej, dowolnej organizacji. Tworzenie polityki przeciwdziałania nadużyciom pracowniczym to proces dedykowany, oparty na mnóstwie zmiennych, koniecznych do identyfikacji przed przystąpieniem do budowy systemowych rozwiązań.

Warto wdrożyć procedury antykorupcyjne

Współcześnie korupcja jest dość częstym zjawiskiem w obrocie gospodarczym. Wysokie kary pieniężne i spora odpowiedzialność przedsiębiorstw wynikająca z niezastosowania bądź złamania przepisów ustawy powinny skłonić przedsiębiorców do jak najszybszego opracowania i zastosowania programów antykorupcyjnych. Ponadto ich wprowadzenie wydaje się korzystne także dla podmiotów niezobowiązanych przepisami prawa, które mogą w ten sposób wyróżnić się na tle konkurencji stosowaniem wysokich standardów prowadzenia działalności gospodarczej. Jednakże wdrożenie procedur antykorupcyjnych jest skomplikowanym procesem, który wymaga specjalistycznej wiedzy i doświadczenia, dlatego nieoceniona będzie pomoc wykwalifikowanego prawnika.

Autor:

Profesjonalny Wywiad Gospodarczy „Skarbiec” Sp. z o.o.

Trendy: Mały sprzęt AGD. Jakich produktów oczekują użytkownicy?

Zapotrzebowanie na mały sprzęt gospodarstwa domowego rośnie. W pierwszej połowie 2017 roku światowy rynek (z wyłączeniem Ameryki Północnej) zanotował poprawę koniunktury. Ogólny wzrost sprzedaży wyniósł 8,4 proc.* w odniesieniu do całkowitej wartości rynkowej na poziomie 21,5 mld euro. Analitycy GfK przewidują, iż w całym 2017 roku wzrost sprzedaży na całym świecie wyniesie 6-8 proc.

Ponad połowę tego globalnego wzrostu przypisuje się sprzedaży tylko w wybranych chińskich miastach uwzględnianych w badaniach GfK (włączając sprzedaż internetową). Oczyszczacze powietrza (wzrost o 48 proc.) cieszą się szczególnym zainteresowaniem chińskich konsumentów, podobnie jak elektryczne szczoteczki do zębów (wzrost o 161 proc.) i bezprzewodowe odkurzacze ręczne (wzrost o 172 proc.). Największy rynek małego sprzętu AGD, czyli Europa, wypracował wzrost o 4,1 proc. w porównaniu do analogicznego okresu roku ubiegłego. Wielkość sprzedaży wynosi obecnie 9,5 mld euro. Na ten wzrost złożyła się głównie rosnąca sprzedaż bezprzewodowych odkurzaczy ręcznych (wzrost o 30 proc.), wentylatorów elektrycznych (wzrost o 159 proc.) i automatycznych ekspresów do kawy (wzrost o 10 proc.).

W cenie wygoda i oszczędność czasu

Kwestia wygody ma coraz większe znaczenie. W krajach objętych badaniem dużą popularnością cieszyły się bezprzewodowe odkurzacze ręczne. Zanotowany w ostatnich latach wzrost sprzedaży nadal się utrzymuje (wzrost o 45 proc.). Wielkość sprzedaży przekracza obecnie 1,2 mld euro. Sprzedaż robotów odkurzających również wzrosła, o 22 proc., do 612 milionów euro.

Dążenie konsumentów do wygody i oszczędności czasu zauważyć można również w obszarze sprzętów kuchennych. Przykładem mogą być np. miksery stojące ze zintegrowaną funkcją gotowania. Ta napędzana głównie przez chiński rynek kategoria produktów wygenerowała znaczący wzrost (o ponad 96 proc.), osiągając sprzedaż na poziomie 116 milionów euro.

Aktualny trend: health and fitness

Zdrowe odżywianie i kondycja to wciąż obserwowane trendy, również przez producentów małego sprzętu gospodarstwa domowego. Np. w związku z rosnącym zanieczyszczeniem powietrza w wielu miastach, rynek oczyszczaczy powietrza bardzo dynamicznie rośnie (o 34 proc. r/r.). W 26 krajach** monitorowanych przez GfK ta grupa produktów stanowi rynek o wartości 1,2 mld euro. Coraz większą popularność zyskują również stojące blendery z pojemnikiem na wynos, pozwalające przygotować napoje typu smoothie. Popyt na nie rośnie szczególnie w Azji (wzrost aż o 73 proc.). Dobrze sprzedają się również frytkownice, które obiecują zdrowsze potrawy dzięki zastosowaniu mniejszej ilości tłuszczu. W porównaniu do ubiegłego roku produkty te osiągnęły globalny wzrost sprzedaży o 20 proc.

Rosnący popyt na urządzenia sterowane smartfonem

Możliwość połączenia ze smartfonem ma coraz większe znaczenie w przypadku małego sprzętu AGD. Konsumenci szczególnie docenili roboty odkurzające sterowane za pomocą aplikacji. Udział w rynku urządzeń z tą właśnie funkcjonalnością w Europie Zachodniej wynosi obecnie 26 proc., podczas gdy w zeszłym roku był on na poziomie 9 proc. Wzrasta również popyt na tego typu wagi łazienkowe. We Francji wagi połączone z aplikacjami generują już około jednej czwartej zysków osiąganych przez całą kategorię, a wzrost ich sprzedaży wyniósł 29 proc. W Niemczech wysoki wzrost, 212 proc., uzyskały automatyczne ekspresy do kawy, choć ich udział w rynku pozostaje nadal niski (3,7 proc.).

Ekspresy automatyczne i nowe kategorie motorem napędowym polskiego rynku
W ostatnich latach największym motorem napędowym polskiego rynku były ekspresy automatyczne. Polska należy do światowej czołówki krajów, jeśli chodzi o popularność tego typu urządzeń – obecnie prawie 45 proc. maszyn do kawy sprzedawanych w kraju to ekspresy automatyczne. Dużym zainteresowaniem cieszą się zwłaszcza modele wyposażone w funkcję One Touch, umożliwiające przygotowanie kawy z mlekiem po naciśnięciu jednego przycisku.

Dominujące trendy to, podobnie jak na rynkach Europy Zachodniej, rosnące przywiązanie do wygody użytkowania i automatyzacji oraz pielęgnacji zdrowia i urody. Zauważalna jest również rosnąca skłonność konsumentów do kupowania produktów w wyższej cenie, o ile tylko w ślad za nią idzie ich innowacyjność i wyposażenie w interesujące, dodatkowe funkcje. Przy czym w większym stopniu można zaobserwować to zjawisko w przypadku nowych kategorii, które do pewnego stopnia pełnią rolę gadżetu, takich jak roboty sprzątające, odkurzacze akumulatorowe czy wielofunkcyjne urządzenia kuchenne, w mniejszym – w tradycyjnych grupach małego AGD, takich jak klasyczne odkurzacze.

O badaniu
Powyższe analizy powstały w oparciu o dane pochodzące z prowadzonego przez GfK badania panelowego sklepów detalicznych. Instytut GfK regularnie gromadzi dane w 80 krajach na całym świecie na temat sprzedaży sprzętu i urządzeń powszechnego użytku. W Polsce próbę stanowi około 6500 sklepów różnej wielkości, usytuowanych w całym kraju, zarówno tradycyjnych jak i internetowych, specjalizujących się w różnych branżach (AGD, RTV, IT, optyce, książkach, motoryzacji i innych) a także hipermarkety i hipermarkety budowlane. Na podstawie raportowanych danych, instytut GfK opracowuje analizy strukturalne – zagregowane dla całych kanałów dystrybucji i rynków.

Prezentowane analizy nie uwzględniają Ameryki Północnej.

* W euro, na postawie obowiązującego kursu wymiany.
** Australia, Belgia, Brazylia, Chiny (50 miast), Francja, Niemcy, Wielka Brytania, Grecja, Hong Kong, Indonezja, Włochy, Japonia, Malezja, Holandia, Portugalia, Rosja, Arabia Saudyjska, Singapur, Korea Południowa, Tajwanie, Tajlandii, Ukrainie i Zjednoczonych Emiratach Arabskich.

Multiscreening 2017 – popularność różnych rodzajów video

Użytkownicy internetu coraz częściej oglądają telewizję śniadaniową, a coraz rzadziej – programy dokumentalne i wiadomości: telewizję śniadaniową w internecie oglądało w 2016 roku 3% internautów, a w 2017 – 24%. Wiadomości oglądało na komputerze w 2016 – 44% internautów, a w 2017 – 31%. Pierwsze wyniki Multiscreeningu 2017.

W IRCenter właśnie zrealizowaliśmy 4 edycję projektu syndykatowego Multiscreening, dotyczącego korzystania z tv i video wśród użytkowników internetu. W ramach projektu śledzimy trendy związane ze sposobami oglądania, ulubionymi rodzajami contentu video i ich dostawcami. W tym roku badanie przeprowadziliśmy we wrześniu na reprezentatywnej próbie n=1003 internautów (kontrola próby pod względem płci, wieku i miejsca zamieszkania).

multiscreening2017w12

W tegorocznej edycji zwróciliśmy przede wszystkim uwagę na to, że

  • rośnie liczba osób oglądających w internecie telewizję śniadaniową (wzrost o 21pp) i spada liczba osób oglądających serwisy informacyjne w telewizji i w internecie (spadek o 13pp).
  • najbardziej typowa widownia telewizji i video wśród użytkowników internetu ogląda Iplę i CDA. To najczęściej wybierane serwisy do oglądania video.
  • wyraźnie rośnie segment młodych kobiet oglądających vod.tvp.pl oglądające tam seriale.
  • wyróżniają się również użytkownicy Showmaxa, wśród których jest najwięcej mężczyzn w wieku 25-34 lata.
  • do widowni Showmaxa podobni są również użytkownicy serwisów video portali horyzontalnych – gł. film.wp.pl.

multiscreening2017a11

Spadek zainteresowania serwisami informacyjnymi w tym roku jest spowodowany czasem pomiarów w kolejnych latach – w maju 2016 miało miejsce wiele ważnych wydarzeń społeczno-politycznych, a we wrześniu 2017 jest sezon ogórkowy. Zwracam uwagę to, że internetowe wydania treści video informacyjnych są bardziej czułe na bieżące wydarzenia niż serwisy informacyjne oglądane na telewizorach.

Wyróżnianie się młodej, damskiej widowni serialowej związanej z video.tvp.pl może wskazywać na tworzenie się coraz bardziej zróżnicowanych segmentów związanych z różnymi rodzajami oglądanej telewizji i video.

Wybrane wyniki na temat: zmiany popularności rodzaju contentu video i wyróżniających się rodzajów popularności contentu video umieściliśmy w materiale do pobrania. Zachęcamy do lektury.

Albert Hupa, IRCenter

Malta – legalny raj dla kryptowaluty

Nie ulega wątpliwości, że Republika Malty należy obecnie do najbardziej atrakcyjnych pod względem gospodarczym państw Unii Europejskiej. Sukces ekonomiczny Malty opiera się na dwóch stabilnych filarach. Pierwszym z nich jest konkurencyjna i innowacyjna gospodarka narodowa, w dużej mierze oparta na kapitale zagranicznym, drugim natomiast – elastyczny system podatkowy, słusznie uznawany za wzór optymalizacji obciążeń fiskalnych w Europie.

Malta aspiruje w UE do uzyskania miana prekursora przebudowy systemu finansowego państwa i do pozostania liderem walut cyfrowych w tej części świata. W ostatnich latach to niewielkie państwo przedsięwzięło intensywne działania w kierunku wprowadzenia mechanizmów umożliwiających korzystanie z wymiernych benefitów ekonomicznych, jakie niesie za sobą świat kryptowalut.

„Bitcoin Island”?

Kryptowaluta na Malcie jest postrzegana jako naturalna konsekwencja rozwoju nowych technologii oraz szansa na dalsze wzmacnianie gospodarki narodowej. W pierwszym półroczu 2017 r. premier Malty Joseph Muscat, kierujący pracami Rady Unii Europejskiej, przedstawił śmiałe plany rządu związane z wprowadzeniem walut cyfrowych do systemu prawnego tego kraju. Z jego zapewnień wynika, że sprawę traktuje priorytetowo i widzi Maltę jako lidera walut cyfrowych w Europie. Finalnym celem rządu jest bowiem nie tylko stworzenie odpowiednich warunków formalnoprawnych umożliwiających adaptację kryptowaluty, ale także zachęcenie podmiotów gospodarczych z zagranicznym kapitałem do inwestowania w tym kraju. Idea władz Malty wydaje się gruntownie przemyślana i uzasadniona. Jest to nowatorskie podejście, które do tej pory nie zostało wdrożone przez inne państwa członkowskie Unii Europejskiej. Tym bardziej przedsiębiorcy powinni wnikliwie zapoznać się z propozycjami gospodarczymi Malty.

Harmonogram prac nad kryptowalutami

Zadania wyznaczone na najbliższe lata obejmują dwie zasadnicze zmiany. Pierwsza z nich to rezygnacja z klasycznego systemu rozliczeń finansowych – generującego wysokie koszty związane z jego utrzymaniem, nieprzystające do współczesnych realiów gospodarczych – na rzecz nowatorskiej i przyjaznej dla przedsiębiorców formuły walut cyfrowych. Druga – stworzenie przyjaznych ram prawnych pozwalających na prowadzenie i rozwój firm o wysokim stopniu innowacyjności wyłącznie w oparciu o kryptowaluty. Wszystko wskazuje na to, iż w niedługim czasie władze Malty postawią na swoim i przyciągną zagraniczne firmy, które coraz przychylniej spoglądają na korzyści płynące z rozliczania się za pomocą kryptowaluty. Już teraz podjęto decyzję o budowie na wyspie pierwszego bankomatu waluty cyfrowej bitcoin umożliwiającego wymianę kryptowaluty na euro.

O skuteczności działań władz Malty świadczą także wyspecjalizowana i sprofilowana na usługi informatyczne administracja państwowa, nowoczesny system usług finansowych oraz konkurencyjne przepisy podatkowe. Tym sposobem Malta ciągle udowadnia swój potencjał gospodarczy i kreuje się na obiecujące centrum biznesowe skupiające kapitał zagranicznych gigantów finansowych. Obecnie na wyspie zarejestrowani są potentaci europejskiej gospodarki tacy jak BMW, Ikea, Total czy Bosch. W najbliższej przyszłości trend ten powinien się utrzymać, ponieważ władze Malty wiążą duże nadzieje z transferem kapitału firm zarejestrowanych w Wielkiej Brytanii, które najprawdopodobniej przeniosą swoje siedziby z UK w związku z postępującym brexitem.

Prognozy dla przedsiębiorców

Również polskie firmy powinny zacząć traktować rynek kryptowalut jako dalekowzroczną i relatywnie dostępną alternatywę prowadzenia biznesu. Na chwilę obecną władze UE nie dostrzegają potrzeby uregulowania rynku walut cyfrowych i krytykują odważne plany Malty, jednakże z pewnością zmienią swoje stanowisko, gdy zrozumieją, jakie korzyści niosą za sobą nowoczesne technologie finansowe. Do tego czasu Malta zdąży dostosować rynek wewnętrzny do nowych rozwiązań, co pozwoli zagranicznym, w tym także polskim, inwestorom na legalne prowadzenie biznesu w oparciu o waluty cyfrowe. Z dużą wnikliwością należy zatem przyglądać się zmianom zachodzącym na Malcie. Przedsiębiorcom natomiast doradzamy przeprowadzenie profesjonalnego audytu, którego rezultaty potwierdzą słuszność dostosowania dotychczasowego modelu biznesowego do technologii kryptowaluty.

Autor:

Kancelaria Prawna Skarbiec, specjalizująca się w przeciwdziałaniu bezprawiu urzędniczemu, w kontrolach podatkowych i celno-skarbowych oraz optymalizacji podatkowej

Kurs franka przed posiedzeniem Narodowego Banku Szwajcarii

Od końca sierpnia kurs CHF/PLN porusza się w wąskim przedziale 3,70-3,74 zł. Nieco ożywienia do handlu może wnieść jutrzejsze posiedzenie SNB. Zmiana stóp procentowych w Szwajcarii wprawdzie nie jest oczekiwana, ale bank może odnieść się do obecnego kursu franka.

Środa przyniosła kontynuację przeceny złotego. U jego źródeł znalazła się wczorajsza decyzja Komisji Europejskiej (KE) o przejściu do drugiego etapu w procedurze praworządności przeciwko Polsce ws. zmian w sądownictwie, a także równoczesne osłabienie węgierskiego forinta. Sentymentu do polskiej waluty nie zdołało natomiast poprawić, podwyższenie przez agencję Moody’s prognoz dynamiki polskiego PKB na 2018 rok do 3,5 proc. z 3,1 proc., przy jednoczesnym obniżeniu oczekiwanego deficytu sektora finansów publicznych do 2,7 proc. PKB z 2,9 proc. PKB.

O godzinie 14:55 euro drożało o 2 gr i trzeba było za niego zapłacić 4,2770 zł, dolar podrożał o 1,4 gr do 3,5720 zł, a szwajcarski frank o 1,7 gr do 3,7220 zł.

Bez wpływu na notowania pozostały opublikowane przez NBP dane o bilansie płatniczym. W lipcu saldo rachunku bieżącego było ujemne i wyniosło 878 mln EUR, wobec 675 mln EUR deficytu prognozowanego przez analityków.

Szwajcarska waluta podrożała dziś po dwóch dniach spadków, wracając powyżej 3,72 zł. Wahania te to wciąż ruch w wąskim przedziale 3,70-3,74 zł, w jakim kurs CHF/PLN porusza się od końca sierpnia. Obecnie szanse na wybicie dołem, jak i górą, są porównywalne.

Na rynku franka głównym wydarzeniem tygodnia będzie jutrzejsze posiedzenie Narodowego Banku Szwajcarii (SNB). Decyzja banku zostanie opublikowana o godzinie 09:30. Wówczas też rozpocznie się konferencja prasowa Thomasa Jordana, prezesa SNB.

Stop procentowe w Szwajcarii nie zostaną zmienione, ani w czwartek, ani też w kolejnych miesiącach. Oczekuje się, że SNB nie zmieni prowadzonej przez siebie polityki monetarnej, pozostawiająca 3-miesięczną stopę LIBOR we franku szwajcarskim w przedziale od -1,25 proc. do -0,25 proc., a stopę depozytową na poziomie -0,75 proc., przynajmniej do końca 2018 roku.

Spodziewany brak zmian stóp procentowych nie oznacza jednak, że wrześniowe posiedzenie SNB nie wzbudzi emocji. Wręcz przeciwnie. Uwaga rynku skupi się na komunikacie towarzyszącym tej decyzji. Znajdą się tam zarówno nowe prognozy makroekonomiczne, jak i, a właściwie przede wszystkim, odniesienie do kursu szwajcarskiej waluty. Dotychczas bank podkreślał, że jest ona znacząco przewartościowana. Tyle tylko, że od ostatniego posiedzenia frank potaniał w relacji do euro o 5,5 proc., a od lutowego ekstremum o 8,1 proc., i kurs EUR/CHF znajduje się teraz jedynie 4,2 proc. poniżej bronionego przez Szwajcarów do  stycznia 2015 poziomu 1,20. To może skłonić bank centralny do zmiany sformułowania odnoszącego się do franka na nieco bardziej łagodną, a przez to lepiej opisującą obecną sytuację.

Taka zmiana definicji aktualnej siły franka, jakkolwiek w dłuższym okresie niewiele będzie zmieniała, to w czwartek mogłaby stać się impulsem do umocnienia szwajcarskiej waluty.

W dłuższym terminie, losy CHF/PLN w mniejszym stopniu będą wynikiem polityki banku centralnego, a w większym będą wypadkową sytuacji geopolitycznej na świecie (m.in. wokół Korei Północnej), a także sumy kondycji polskiej gospodarki i tego jak będzie rozwijał się spór na linii rząd Beaty Szydło – Komisja Europejska.

Gdyby oceniać perspektywy CHF/PLN przez pryzmat analizy wykresu tej pary to zapoczątkowany w grudniu 2016 roku trend spadkowy wydaje się być bliski zakończenia.

Marcin Kiepas, niezależny analityk

Mercedes-Benz łączy prąd i wodór w napęd EQ Power

Podczas tegorocznego salonu samochodowego we Frankfurcie Mercedes-Benz prezentuje przedprodukcyjne egzemplarze nowego Mercedesa GLC F-CELL. To całkowicie elektryczny wariant popularnego SUV-a i kolejny milowy krok na drodze do bezemisyjnej  jazdy. Najnowszy elektryczny model w rodzinie Mercedes-Benz, technologicznie oznaczony jako EQ Power, ma w przyszłości trafić do produkcji seryjnej. Już teraz jest bez wątpienia elektryzujący – jako pierwszy na świecie łączy innowacyjną technologię zasilania energią z ogniw paliwowych oraz z akumulatora w hybrydowy napęd plug-in. Tym samym poza wodorem może być napędzany prądem z gniazdka.          

Inteligentne połączenie akumulatora i ogniw paliwowych, poza krótkim czasem potrzebnym na tankowanie, uczyni GLC F-CELL samochodem wysoce praktycznym na co dzień i przystosowanym do jazdy na dalekich dystansach. Dwa zbiorniki wodoru o łącznej pojemności 4,4 kg umożliwiają jednorazowe pokonanie do 437 km (cykl NEDC). Dzięki pojemnemu akumulatorowi litowo-jonowemu kierowca będzie miał też do dyspozycji nawet 49-kilometrowy dystans w trybie elektrycznym (cykl NEDC). Moc 147 kW (200 KM) gwarantuje zarówno dynamiczne osiągi, jak i przyjemność z bezemisyjnej jazdy. Prezentując przedprodukcyjne egzemplarze Mercedesa GLC F-CELL, koncern Daimler robi kolejny znaczący krok w realizacji strategii CASE.

Ola Källenius, Członek Zarządu Daimler AG odpowiedzialny za badania i rozwój osobowych Mercedesów, podkreśla: „W przypadku nowego GLC F-CELL korzyści przynoszą nasze wieloletnie doświadczenia z technologią ogniw paliwowych: długi zasięg, krótki czas tankowania i praktyczność SUV-a czynią go po prostu doskonałym samochodem. To zasługa zwartej konstrukcji naszego układu ogniw paliwowych. Kolejną nowością na światową skalę jest połączenie ogniw z dużym, dodatkowym akumulatorem litowo-jonowym, który można wygodnie ładować z gniazdka”.

Technologia ogniw paliwowych stanowi istotny element strategii układów napędowych koncernu Daimler. Pod marką EQ firma łączy swoje doświadczenie i wiedzę w zakresie napędu elektrycznego i oferuje kompleksowy ekosystem e-mobilności, na który składają się produkty, usługi, rozwiązania techniczne oraz innowacje. EQ jest więc kluczową częścią strategii koncernu w zakresie mobilności jutra – znanej jako CASE. Każda z tych czterech liter symbolizuje strategiczny, przyszłościowy filar rozwoju firmy: łączność (Connected), jazdę autonomiczną (Autonomous), elastyczne użytkowanie (Shared & Service) oraz elektryczne układy napędowe (Electric). Do 2022 roku koncern chce wprowadzić na rynek 10 aut elektrycznych, a GLC F-CELL reprezentuje ważny element tej ofensywy.

Unikalny: dwa źródła energii

Prezentowany na frankfurckich targach model to pierwszy na świecie samochód elektryczny zasilany energią z ogniw paliwowych, który korzysta z akumulatora litowo-jonowego jako dodatkowego źródła energii i oferuje przy tym możliwość zewnętrznego ładowania (technologia plug-in). Inteligentnie połączone ze sobą źródła energii zasilają silnik elektryczny, zapewniając bezemisyjną przyjemność z jazdy. Długi zasięg, krótkie czasy tankowania, moc 147 kW (200 KM) oraz najnowsza generacja systemów wspomagających z dopasowanymi do rodzaju napędu funkcjami – to wszystko sprawia, że GLC F-CELL będzie rodzinnym elektrycznym SUV-em o wysokim stopniu praktyczności.

Aby opracować zupełnie nowy układ ogniw paliwowych, po raz pierwszy inżynierowie Mercedes-Benz ściśle współpracowali z partnerami z sieci kompetencyjnej Daimlera. W porównaniu z Klasą B F-CELL, obecną na rynku od 2010 r. (zużycie paliwa: 0,97 kg H₂/100 km/emisje CO₂, średnie: 0 g/km), łączna moc wzrosła o około 40 %. Układ ogniw ma przy tym o około 30 % bardziej kompaktową budowę. Po raz pierwszy został w całości umieszczony w komorze silnika i zamontowany z wykorzystaniem standardowych punktów mocujących, tak jak konwencjonalna jednostka napędowa. Równocześnie o 90 % ograniczono wykorzystanie platyny. Zapewnia to oszczędność zasobów przy niższych kosztach – bez kompromisów w zakresie wydajności.

Litowo-jonowy akumulator w przedprodukcyjnych egzemplarzach ma pojemność znamionową 13,8 kWh i służy jako dodatkowe źródło energii do zasilania silnika elektrycznego. Po raz pierwszy można ładować go także z zewnętrznego źródła (plug-in). Inteligentna strategia działania napędu łączącego układ ogniw paliwowych z akumulatorem oferuje maksymalną efektywność i wysoki komfort. Tak jak jednostka napędowa, akumulator został zamontowany w sposób oszczędzający przestrzeń, w tylnej części samochodu. Za pomocą pokładowej ładowarki o mocy 7,2 kW można ładować go z domowego gniazdka, wallboxa lub publicznej stacji ładowania. „Tankowanie” prądu do pełna trwa około 1,5 godziny.

Dwa zbrojone włóknami węglowymi zbiorniki zintegrowane z podłogą pojazdu mieszczą około 4,4 kg wodoru. Dzięki globalnie znormalizowanej technologii zbiorników pod ciśnieniem 700 barów można je zatankować w ciągu zaledwie 3 min – czyli podobnie jak samochód z konwencjonalnym silnikiem spalinowym.

Prezentowane na targach egzemplarze F-CELL napędzane są asynchronicznym silnikiem elektrycznym o mocy 147 kW (200 KM) oraz momencie obrotowym 350 Nm. Ponieważ napęd elektryczny nie potrzebuje wału napędowego, jego miejsce wykorzystano do zamontowania jednego z dwóch zbiorników wodoru. Drugi zbiornik został zainstalowany pod tylną kanapą.

Skoordynowany: strategia działania z szeregiem trybów do wyboru

Podobnie jak GLC Plug-in Hybrid, wodorowy wariant modelu oferuje różne tryby działania napędu (HYBRID, F-CELL, BATTERY, CHARGE) oraz programy jazdy (ECO, COMFORT i SPORT). Program ECO skonfigurowano pod kątem oszczędzania paliwa. COMFORT jest nastawiony nie tylko na komfort, ale i na zapewnienie idealnego komfortu klimatycznego. Z kolei SPORT optymalizuje hybrydowy układ napędowy z myślą o sportowych osiągach.

Podczas gdy programy jazdy zmieniają zachowanie samochodu, a co za tym idzie – doświadczenia zza kierownicy, tryby działania napędu wpływają na współpracę układu ogniw paliwowych i akumulatora wysokiego napięcia. Takie połączenie programów jazdy z trybami działania napędu jest po raz pierwszy prezentowane w samochodzie zasilanym wodorem.

Wolność wyboru: cztery tryby działania napędu (HYBRID, F-CELL, BATTERY, CHARGE)

Innowacyjny układ napędowy plug-in z ogniwami paliwowymi łączy zalety obu bezemisyjnych napędów i, za sprawą inteligentnej strategii działania, stale dba o optymalne wykorzystanie obu źródeł energii z uwzględnieniem aktualnej sytuacji.

W trybie działania HYBRID pojazd korzysta z obu źródeł energii. Za nagłe dopływy mocy odpowiada akumulator, zaś ogniwo paliwowe zapewnia optymalny zakres efektywności. Inteligentna strategia operacyjna pozwala optymalnie wykorzystać charakterystyki obu źródeł energii.

W trybie F-CELL stopień naładowania akumulatora jest utrzymywany z pomocą energii z ogniwa paliwowego, a pojazd zużywa niemal wyłącznie wodór. To idealny tryb, gdy trzeba zachować zasięg w trybie elektrycznym, by móc z jakiś względów wykorzystać go później.

W trybie BATTERY samochód porusza się wyłącznie dzięki energii zgromadzonej w akumulatorze. Układ ogniw paliwowych nie działa. Tryb ten sprawdza się przy pokonywaniu krótkich dystansów. W trybie CHARGE obowiązuje priorytet ładowania akumulatora, np. w celu uzyskania maksymalnego ogólnego zasięgu przed uzupełnieniem zapasu wodoru. Tryb ten tworzy też rezerwy mocy do jazdy bardzo dynamicznej lub pod górę.

We wszystkich trybach działania aktywna jest funkcja rekuperacji energii, pozwalająca odzyskiwać energię podczas hamowania lub toczenia się i przechowywać ją później w akumulatorze.

Bezpieczeństwo przede wszystkim

We wszystkich swoich pojazdach koncern Daimler stosuje wyjątkowo wysokie normy bezpieczeństwa. Dotyczy to zarówno modeli z konwencjonalnym napędem spalinowym, jak i tych z napędami alternatywnymi. Pojazdy spełniają wszystkie normy prawne i przepisy, ale nie tylko – wewnętrzne wymogi bezpieczeństwa Mercedes-Benz idą o krok dalej, w szczególności te powiązane z testami zderzeniowymi. Dostosowano je do tzw. filozofii Real Life Safety, czyli bezpieczeństwa w codziennym życiu. Akumulator i wszystkie komponenty odpowiadające za magazynowanie wodoru objęte są restrykcyjnymi, typowymi dla Mercedesa standardami bezpieczeństwa. Poza ochroną w razie wypadku wszystkie pojazdy Mercedes-Benz przechodzą dodatkowe badania komponentów na poziomie wykraczającym daleko poza zwyczajne testy. Układ napędowy i zbiorniki na wodór w przedprodukcyjnego GLC F-CELL są w bezpieczny sposób zamontowane w komorze silnikowej oraz pod podłogą.

Podobnie jak wszystkie samochody Mercedes-Benz, także pojazdy zasilane wodorem stanowią wzorzec pod względem aktywnego i pasywnego bezpieczeństwa. Dzięki Active Distance Assist DISTRONIC, pakietowi Lane

Tracking z Blind Spot Assist oraz Active Lane Keeping Assist, kamerze 360° oraz COMAND Online z funkcją rozpoznawania znaków GLC F-CELL już w standardzie oferuje niespotykany poziom komfortu i ochrony podróżujących oraz innych uczestników ruchu.

Pewny siebie: DNA prawdziwego Mercedesa

Egzemplarze GLC F-CELL prezentowane we Frankfurcie spełniają wysokie wymagania, jakie stawia się wobec Mercedesów, i wpisują się w system wartości marki Mercedes-Benz w zakresie komfortu, ochrony środowiska, bezpieczeństwa, jakości oraz designu. Jeśli chodzi o ładowność i wygodę pasażerów, elektryczny SUV zaoferuje wyśmienity poziom praktyczności. Od spalinowych wersji GLC będą różnić go jedynie subtelny schodek w bagażniku, podobnie jak w przypadku GLC Plug-in Hybrid, oraz nieco podniesione mocowanie tylnej kanapy – to konsekwencja zamontowania zbiornika na wodór. Także układ wentylacji GLC F-CELL nie odbiega swoim działaniem od reszty wersji. Automatyczna klimatyzacja z funkcją wstępnego schładzania lub podgrzewania kabiny oraz podgrzewane lusterka i fotele należą tu do wyposażenia seryjnego. Aby zoptymalizować swój balans energetyczny, w chłodniejsze dni samochód będzie w efektywny sposób wykorzystywał ciepło resztkowe z ogniwa paliwowego.

Samochody produkowane seryjnie, podobnie jak egzemplarze przedprodukcyjne, zostaną wyposażone w sprężyny śrubowe przedniej osi oraz jednokomorowe zawieszenie pneumatyczne tylnej osi ze zintegrowaną automatyczną funkcją utrzymania prześwitu. Oznacza to, że nawet po załadowaniu odległość tyłu pojazdu od podłoża pozostanie niezmienna – co gwarantuje zrównoważoną charakterystykę wibracji i niemal stałą częstotliwość drgań własnych nadwozia, niezależnie od obciążenia.

Niepowtarzalny: akcenty w stylu EQ Power

Prezentowane we Frankfurcie egzemplarze GLC F-CELL ucieleśniają aktualną filozofię projektowania Mercedes-Benz – filozofię zmysłowej przejrzystości. Design wersji F-CELL uzupełniono o elementy podkreślające jej szczególny status, zarówno na tle wszystkich samochodów, jak i w rodzinie modelu GLC. Ich lista obejmuje również techniczne modyfikacje nadwozia i wnętrza oraz zmiany w koncepcji wyświetlania i obsługi kokpitu.

Z jednej strony – niebieskie akcenty na osłonie chłodnicy, obręczach z lekkich stopów, osłonach progów i tylnym zderzaku, z drugiej – charakterystyczne naklejki z napisem „F-CELL” – to wszystko zdecydowanie wyróżnia odmianę GLC zasilaną wodorem, podobnie jak specjalnie wyprofilowane zderzaki z powiększonymi wlotami powietrza oraz aerodynamicznie zoptymalizowane felgi o średnicy 20 cali.

Wnętrze imponuje szlachetnym wzornictwem i płynnymi formami, które w wysmakowany sposób interpretują pojęcie współczesnego luksusu. Łagodnie opadająca konsola środkowa łączy elementy z wykończeniem przypominającym lakier fortepianowy oraz drewnianą okładzinę o wyrazistym deseniu. Eleganckie wrażenie potęgują precyzyjnie wykonane detale i naturalne materiały, takie jak drewno o otwartych porach oraz wełniane i lniane tkaniny.

Funkcję panelu wskaźników przejął duży, 12,3-calowy wyświetlacz. Informacje z systemu COMAND pojawiają się z kolei na umieszczonym centralnie ekranie o przekątnej 10,25”. Menu i wskazówki na obu wyświetlaczach są dopasowane do wymogów układu napędowego łączącego ogniwa paliwowe z akumulatorem wysokiego napięcia. Nowe wzornictwo wyraźnie odróżnia wariant F-CELL od pozostałych odmian GLC.

Nowością w GLC F-CELL jest wielofunkcyjny panel dotykowy z funkcją rozpoznawania pisma odręcznego, świętujący swój debiut właśnie w przedprodukcyjnych egzemplarzach prezentowanych na targach. Pozwala on sterować funkcjami telematyki za pośrednictwem pojedynczych lub złożonych gestów palców (tzw. sterowanie wielodotykowe) – rozpoznaje odręcznie wprowadzane litery, cyfry oraz znaki specjalne. Panel stanowi więc kolejną obok sterowania głosowego LINGUATRONIC opcję obsługi systemu COMAND Online. Kierowca może też korzystać z paneli dotykowych Touch Control umieszczonych na lewym i prawym ramieniu kierownicy.

Na drodze do produkcji seryjnej

Daimler systematycznie pracuje nad przygotowaniem Mercedesa GLC F-CELL do produkcji seryjnej. Korzystając z floty pojazdów testowych, inżynierowie Mercedes-Benz podejmują ostatnie kluczowe działania na drodze do uruchomienia produkcji modelu. Obecnie rozważane są rynkowe strategie sprzedaży, w tym oferta wynajmu. Podobnie jak konwencjonalne odmiany GLC, tak i wodorowa będzie wytwarzana w Bremen.

W trakcie rozwoju i produkcji innowacyjnego SUV-a koncern Daimler korzysta z potencjału globalnej sieci kompetencyjnej. Jeden z najważniejszych układów samochodu – ogniwa paliwowe – został opracowany w Vancouver w Kanadzie we współpracy z firmą Ford, w ramach spółki joint venture Automotive Fuel Cell Cooperation (AFCC). Jego produkcja odbywa się niedaleko, w Mercedes-Benz Fuel Cell (MBFC). Cała jednostka ogniw paliwowych i układ przechowywania wodoru zostały zaprojektowane przez spółkę zależną Daimlera NuCellSys w Kirchheim/Nabern w Badenii-Wirtembergii. Za montaż układu ogniw paliwowych, który także odbywa się w Nabern, odpowiada macierzysta fabryka Daimlera w Untertürkheim. Zbrojone włóknami węglowymi zbiorniki na wodór produkowane są w zakładach koncernu w Mannheim, a akumulatory litowo-jonowe pochodzą z należącej do Daimlera spółki ACCUMOTIVE z siedzibą w Kamenz w Saksonii.

Kluczowa rola infrastruktury

Sukces elektrycznej mobilności w dużej mierze zależy od światowej infrastruktury. Na całym świecie w szybkim tempie przybywa zarówno punktów ładowania, jak i stacji tankowania wodoru. Czy to w domu, w pracy, na drodze, czy w czasie zakupów – są różne sposoby doładowania aut elektrycznych. Postępuje także rozwój infrastruktury H2. Wspólnie z partnerami spółki joint venture H2 Mobility Daimler opracował już konkretny plan działania. Do końca przyszłego roku sieć tankowania wodoru ma liczyć 100 punktów, a do 2023 r.– już 400. Poza Europą podobne projekty infrastrukturalne promowane są w USA oraz w Japonii.

Systematyczne podejście: Daimler opowiada się za mobilnością elektryczną z wykorzystaniem ogniw paliwowych

Wszystko zaczęło się w latach 80., gdy naukowcy koncernu Daimler zwrócili uwagę na zimne spalanie. W 1994 r. Mercedes-Benz zaprezentował światowej publiczności pierwszy pojazd napędzany energią z ogniw paliwowych – NECAR 1. Po nim pojawiło się wiele kolejnych aut wykorzystujących taki rodzaj napędu, w tym flota Klas A F-CELL. W 2011 r. zorganizowano F-CELL World Drive – pierwszą podróż samochodami z ogniwami paliwowymi dookoła świata. W 2015 r. zadebiutował prototyp F 015 Luxury in Motion z układem napędowym F-CELL plug-in, umożliwiającym jednorazowe pokonanie 1100 km bez emitowania spalin. Do dziś samochody Mercedes-Benz z ogniwami paliwowymi, w tym Klasa B F-CELL oraz autobus miejski Citaro FuelCELL Hybrid, pokonały łącznie ponad 18 mln km – co świadczy o dojrzałości takiej koncepcji napędu. Kolejny etap technicznego rozwoju – GLC F-CELL – staje się faktem.

Obniżka stóp procentowych w Polsce? Dobre dane z wysp

Eryk Łon, członek Rady Polityki Pieniężnej, przedstawił wizję obniżki stóp procentowych. Jest ona dyskusyjna, ale pamiętajmy, że to osoba mająca głos na posiedzeniach. Dobre dane z brytyjskiego rynku pracy.

Stopy procentowe w dół

W wywiadzie dla PAP Biznes członek Rady Polityki Pieniężnej Eryk Łon prezentował koncepcję rychłej obniżki stóp procentowych w Polsce i to aż o 0,5%. Jest to teoria odważna, mająca za sobą kilka poważnych argumentów. Po pierwsze złoty jest obecnie relatywnie mocny. Względem euro znajdujemy się obecnie w okolicach 25% drogi od minimum do maksimum rocznego. Z drugiej strony warto wydłużyć horyzont by zobaczyć, że nie jest to najtrafniej dobrany okres. W perspektywie zarówno 3 jak i 5 letniej obecny poziom jest po prostu średni. W związku z czym argument ten mocno traci na znaczeniu. Podobnie względem dolara. Ostatnie miesiące to faktycznie znaczne osłabienie amerykańskiej waluty, ale warto spojrzeć jak dolar kosztował jeszcze kilka lat temu. Poziom 3,55 zł to naprawdę nie jest nisko. W kontekście takiej zmiany warto również zwrócić uwagę, na standardowe wartości zmian stóp procentowych. Znacznie bardziej prawdopodobny jeżeli już jest ruch o 0,25%

Dane z Wielkiej Brytanii

Dzisiaj o 10:30 poznaliśmy serię odczytów z wysp. Bezrobocie wbrew oczekiwaniom analityków spadło z 4,4% do 4,3%. Wolniej co prawda rosną również wynagrodzenia, o 2,1% zamiast 2,2%, co przy połączeniu z osłabiającym się funtem powoduje, że Brytyjczyków stać na proporcjonalnie jeszcze mniej. Równolegle ze spadkiem bezrobocia spadła również liczba wniosków o zasiłek dla bezrobotnych. To drugi dzień z rzędu dobrych danych z wysp. Wczoraj po danych o inflacji funt wyskoczył w okolicach 4,67 zł na 4,74 zł. Dzisiejsze dane zostały przyjęte w miarę neutralnie a funt znajduje się tuż poniżej 4,73 zł. Warto zwrócić uwagę, że to najwyższe poziomy funta od początku sierpnia.

Dzisiaj w danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

  • 14:00 – Polska – bilans płatniczy,
  • 14:30 – USA – inflacja producencka,
  • 16:30 – USA – tygodniowa zmiana zapasów paliw.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl