Pszczoły warte miliardy

Ponad 150 mld euro rocznie – tyle warta jest praca wszystkich pszczół na świecie. Z tego na pszczoły europejskie przypada 15 mld euro, a na nasze rodzime ok. 1,8 mld euro (7,5 mld zł). Kwoty te nie uwzględniają wartości produktów pszczelich, takich jak: miód, pyłek kwiatowy, propolis, mleczko, wosk i jad pszczeli. Niewliczony tu został także wpływ tych owadów na zachowanie bioróżnorodności środowiska naturalnego. To wartość niezwykle trudna do oszacowania. . Zagadnieniami związanymi z wpływem pszczół na gospodarkę zajmuje się dr inż. Janusz Majewski z Wydziału Nauk Ekonomicznych Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie.

Skąd te miliardy?

Najważniejszym zadaniem, jakie wykonują dla nas pszczoły, jest zapylanie roślin uprawnych. Wśród 300 głównych gatunków roślin uprawnych świata około 84% stanowią rośliny entomofilne, czyli zapylane przez owady. Z kolei pszczoła miodna odpowiada za 80-90% zapyleń dokonywanych przez owady – mówi dr inż. Janusz Majewski. W Polsce najważniejszymi roślinami zapylanymi przez pszczoły są: rzepak, rośliny sadownicze oraz krzewy owocowe. Owady te odgrywają także ważną rolę w uprawie niektórych warzyw, a także w produkcji nasion kwiatów, ziół i roślin warzywniczych. Jeśli pszczoły nie przylecą, wówczas plon jest wielokrotnie niższy i znacznie gorszej jakości. W 2014 r. w Polsce rośliny uprawne entomofilne zajmowały ponad 1,7 mln hektarów.

Tabela 1. Oszacowana wartość plonów uzyskanych dzięki zapylaniu przez owady głównych uprawnych roślin entomofilnych w Polsce w latach 2005-2014

Oszacowana wartość plonów uzyskanych dzięki zapylaniu przez owady głównych uprawnych roślin entomofilnych w Polsce w latach 2005-2014

Tabela 2. Wpływ owadów zapylających na plony wybranych roślin uprawnych

Wpływ owadów zapylających na plony wybranych roślin uprawnychZapylanie to bez wątpienia najcenniejsza praca wykonywana dla człowieka przez te małe, pracowite owady. I to właśnie ona jest wyceniana na 150 mld euro rocznie. Produkty takie jak miód czy wosk są warte kilkakrotnie mniej, choć niejednemu człowiekowi trudno byłoby się bez nich obyć i na nich właśnie oparta jest dochodowość polskiego pszczelarstwa.

Praca nie zawsze popłaca

Mimo ogromnego wpływu na gospodarkę praca pszczół i pszczelarzy nie jest należycie doceniana. Pszczelarstwo częściej jest dochodowym hobby niż pozwalającym na godne życie zawodem. Potwierdzają to dane statystyczne. Według szacunków Polskiego Związku Pszczelarskiego tym sektorem rolnictwa w Polsce zajmuje się 43 tys. osób. Większość z nich to właściciele małych pasiek, traktujący swoją pracę jako dodatkowe źródło dochodu. Pszczelarzy zawodowych, czyli takich którzy posiadają co najmniej 150 pni pszczelich, jest niewielu ponad 300.

Niewielka liczba pszczelarzy zawodowych może być wynikiem niewielkiej dochodowości tej działalności. Głównym źródłem przychodów z działalności pszczelarskiej w Polsce jest sprzedaż produktów wytworzonych przez owady, w tym przede wszystkim miodu – mówi Janusz Majewski.

Sytuacja, w której większość pszczelarzy, to hobbyści, nie jest w pełni korzystna dla rolnictwa i gospodarki. W Unii Europejskiej liczba pszczelarzy stopniowo maleje. W Polsce na razie takiego trendu nie zauważamy, można jednak sobie wyobrazić, co może się stać, gdy prowadzenie pasieki stanie się zajęciem generującym wyłącznie koszty.

Co niszczy pszczoły?

Samym owadom najbardziej przeszkadzają dręczące je choroby, takie jak warroza czy nosemoza, a także niewłaściwie stosowane przez rolników nawozy i środki ochrony roślin. Tym problemom można zaradzić, ustanawiając odpowiednie prawo i zapewniając pszczelarzom środki oraz profesjonalne doradztwo. Śmiertelność owadów jest jednak zawsze związana z kosztami, które musi ponieść właściciel pasieki. Są to zarówno utracone dochody, jak i konieczność zakupów leków. Do tego dochodzi jeszcze ryzyko produkcyjne wynikające z warunków pogodowych i duża konkurencja na światowym rynku miodu.

Pomóc pszczelarzom, ratować pszczoły

Opłacalność pasieki zależy od wielu czynników, takich jak wielkość produkcji, jej charakter (wędrowna jest znacznie bardziej wydajna), szeroki asortyment wytwarzanych produktów, a także prowadzenie działalności specjalistycznej (np. hodowla pszczelich matek). Mimo to dochody, które osiągają pszczelarze, są nieporównywalnie mniejsze niż wartość pracy wykonywanej przez pszczoły przy zapylaniu roślin. Ze względu na narodowy interes gospodarczy, a także społeczny nie można dopuścić do osłabienia tego sektora rolnictwa.

Od lat podejmowane są działania mające na celu wsparcie pszczelarzy. Bezpośrednie wsparcie pszczelarstwa w UE w latach 2014-2015 wyniosło 66,2 mln euro rocznie i pochodziło w 50% z budżetu UE oraz w 50% z budżetów krajowych państw członkowskich. Wydaje się, ze w kolejnych latach wsparcie to powinno być wyższe, na co wskazuje m.in. wysoki i rosnący współczynnik wykorzystania środków przekraczający 90% – mówi J. Majewski.

Istotnym wsparciem dla polskich pszczelarzy jest Ustawa z dnia 16 listopada 2016 r., która umożliwiła pszczelarzom bezpośrednią sprzedaż swoich produktów. Z uwagi na to, że ceny skupu miodu często są zbliżone do poziomu kosztów produkcji, pszczelarze, by uzyskać dochód, powinni sprzedawać swoje produkty bezpośrednio konsumentom. Jest to tym bardziej istotne, że na rynku miodu istnieje bardzo duża konkurencja międzynarodowa  – mówi J. Majewski. Cena litra miodu chińskiego jest niższa niż koszt wyprodukowania go w Polsce. W tej sytuacji trzeba nieustannie pamiętać, że praca pszczół to nie tylko produkcja miodu, ale przede wszystkim zapylanie roślin uprawnych.

Miód a racja stanu

Kolejnym pomysłem na wsparcie krajowych pszczelarzy jest utworzenie marki „Miód Polski”, będącej potwierdzeniem jakości produktu i znacznie ograniczającej pokusę nadużyć – na przykład dolewania do słoików tańszych miodów importowanych.

Można mieć nadzieję, że kondycja polskiego pszczelarstwa nie będzie się pogarszać. W przeciwnym razie będzie to oznaczało – poza brakiem rodzimych miodów na sklepowych półkach – problemy dla rolnictwa i wyższe ceny żywności. O tym należy pamiętać, kupując miód i inne produkty pszczele. Patriotyzm jest tu szczególnie wskazany.

Anna Ziółkowska

Jak program 500+ będzie wpływał na płace?

W odpowiedzi na to pytanie można postawić następujące hipotezy:

  • program 500+ będzie zwiększał presję na wzrost płac, ponieważ pozycja przetargowa pracowników (szczególnie tych o stosunkowo niskich wynagrodzeniach) będzie wyższa;
  • program 500+ będzie osłabiał presję na wzrost płac, ponieważ część dochodów pracowników będzie pochodziła z alternatywnego źródła (innego niż płaca), więc wysokość płacy potrzebna do zaspokojenia potrzeb gospodarstw domowych się obniży.

Najnowszy raport NBP na temat rynku pracy w IV kwartale 2016 r. skłania raczej do hipotezy drugiej. Wzrost wynagrodzeń – mimo bardzo dobrej sytuacji na rynku pracy przyspieszał. Nie ma także dowodów na znaczącą dezaktywizację spowodowaną pobieraniem świadczenia, która zmniejszałaby podaż pracy, a tym samym skutkowała większą presją wzrost płac. Badania wskazują natomiast, że spadły oczekiwania co do minimalnego wynagrodzenia wśród osób spodziewających się świadczenia z programu 500+ (tzw. progowa). Oczekiwania te pokazują, za jaką minimalną płacę osoby niepracujące byłyby stanie podjąć pracę. Według NBP antycypacja programu „Rodzina 500 plus” obniżyła progową o ok. 6%.

Warto podkreślić, że badania te dotyczą tylko pewnego wycinka osób otrzymujących świadczenie 500+ i nie są reprezentatywne dla całej populacji. Pokazują one jednak, wpływ programu 500+ na wzrost wynagrodzeń nie będzie jednoznaczny. Z jednej mamy bowiem informacje o tym, że część supermarketów podnosi płace, gdyż wprowadzeniu programu 500+ mają one trudności z utrzymaniem i pozyskaniem pracowników (jak wskazano powyżej – według NBP do tej pory nie ma jednoznacznych dowodów na to zjawisko), a z drugiej strony program 500+ może obniżać oczekiwania pracowników co do wysokości wynagrodzenia potrzebnego do zaspokojenia ich potrzeb życiowych.

Autor: Jakub Sawulski z Katedry Finansów Publicznych Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu

Raport NBP: http://www.nbp.pl/publikacje/rynek_pracy/rynek_pracy_2016_4kw.pdf

Przegląd wydarzeń następnego tygodnia 31.03.2017

W pierwszym tygodniu kwietnia uwaga przenosi się na dane makro z USA i wskazówki z nich płynące dla polityki monetarnej. Raport z rynku pracy jest głównym wydarzeniem, ale minutki FOMC też rzucą więcej światła na przyszłą ścieżkę stóp procentowych. Mamy też decyzje banków centralnych w Australii i Polsce oraz serię odczytów PMI/ISM.

Przyszły tydzień: NFP, minutki FOMC/ECB, ISM/PMI, RPP, RBA, rynek pracy z Kanady

Początek nowego miesiąca przynosi standardowy zestaw w postaci odczytów ISM i danych z rynku pracy. Wyższe odczyty indeksów regionalnych (NY Empire State, Philly Fed) wskazują w stronę równie solidnego odczytu dla ogólnokrajowego przemysłu (pon). Negatywnym czynnikiem dla sentymentu będzie jednak ostatnie zamieszanie w Kongresie, stąd prognozy na marzec są poniżej wyników za luty. Podobna analiza dotyczy wskazań dla sektora usługowego (śr). Dane z rynku pracy z ostatnich tygodni sugerują podtrzymanie pozytywnego trendu – niska liczba wniosków o zasiłek, solidne subindeksy zatrudnienia we wskaźnikach regionalnych. Jednak po wyjątkowo silnych wzrostach miejsc pracy w styczniu i lutym z powodu sprzyjających warunków pogodowych, w marcu ryzykiem jest efekt odreagowania. Takie oczekiwania obniżają potencjał do rozczarowania słabszym odczytem.

Marcowe minutki FOMC (śr) mogą zyskać na znaczeniu, gdyż inwestorzy będą szukać przesłanek odnośnie kolejnej podwyżki w czerwcu i w dalszej części roku. Pod tym samym kątem rynek będzie śledził wypowiedzi Harkera (pon), Tarullo (wt), Lackera (pon) i Williamsa (czw) z większym zainteresowaniem wokół dwóch pierwszych, którzy mają prawo głosu w tym roku.

W strefie euro rewizje indeksów PMI (pon i śr) nie powinny dużo odbiegać od wstępnych szacunków, potwierdzając zdrowe tempo przyspieszenia. Lutowa sprzedaż detaliczna (wt) skorzysta na niskiej bazie ze stycznia, kiedy konsumpcja „odchorowywała” świąteczny grudzień. Minutki z posiedzenia ECB także przyciągną uwagę pod kątem, na ile Rada Prezesów ocenia poprawę perspektyw. Mimo to ostatnie zgaszenie oczekiwań na wcześniejszy termin podwyżek stóp procentowych zahamuje zapędy na wzrostu EUR.

Dla funta dane o aktywności biznesu (PMI, pon i śr) mogą być kluczowe, gdyż dostarczą informacji, czy generalna poprawa klimatu gospodarczego na świecie pozwoli zneutralizować rosnące obawy o przyszłość po Brexicie? Cofnięcie wskaźników w styczniu i lutym stoi w sprzeczności z odczytami w Eurolandzie i kolejny słaby odczyt podniesie alarm o kondycje gospodarki w kolejnych miesiącach. Produkcja przemysłowa (pt) powinna wskazać na odbicie po silnym spadku w styczniu. Oczekujemy większej wrażliwości GBP na rozczarowania w danych.

Kalendarz z Polski zawiera odczyt PMI dla przemysłu (pon) oraz decyzję RPP (śr). Solidne wskazania PMI z Niemiec argumentują za równie dobrym wyniku w Polsce (prog. 54,7 vs 54,2 w lutym), co dobrze rokuje kontynuacji odbicia ożywienia gospodarczego w kolejnych miesiącach. Jakkolwiek RPP przyjmie te dane z zadowoleniem, tak schłodzenie CPI do 2 proc. w marcu z 2,2 proc. w lutym ugruntuje neutralne nastawienie w polityce monetarnej. Stopy procentowe powinny zostać utrzymane bez zmian, a prezes NBP Glapiński powinien powtórzyć, że taki stan rzeczy utrzyma się co najmniej do końca roku. Pod koniec tego tygodnia słabszy odczyt inflacji przypomniał, że budowanie jastrzębich oczekiwań w Polsce niema na razie sensu, co powinno odebrać nieco pary z rajdu złotego.

W Japonii najciekawiej zapowiada się publikacja kwartalnej ankiety Tankan o nastrojach wśród przedsiębiorców (pon). Oczekiwana jest poprawa we wszystkich segmentach w porównaniu do badania z grudnia, co prawdopodobnie jest skutkiem globalnego ożywienia oraz utrzymania relatywnie niskiej wartości jena. Lepsze dane mogą przynieść przejściowe spadki USD/JPY, ale przy poprawie sentymentu wobec dolara i odbiciu rentowności obligacji skarbowych USA, niższe poziomy USD/JPY szybko znajdą chętnych do kupna.

W Australii kalendarz jest przepakowany wydarzeniami, w tym sprzedażą detaliczną, pozwoleniami na budowę domów (pon), bilansem handlowym i decyzją RBA (wt). To ostatnie skupi największą uwagę, nawet jeśli zmiana stopy kasowej nie jest oczekiwana. Klimat gospodarczy w Australii nie uległ wyraźnej zmianie od ostatniego posiedzenia, choć AUD jest mocniejszy od tamtego czasu, co będzie przemawiać za podtrzymaniem przez RBA ostrzeżenia o szkodliwości silnej waluty. Bank utrzyma pozytywną ocenę warunków gospodarczych, jednak mało realne, aby sugerował gotowość do podwyżek stóp procentowych w najbliższym czasie. Rynkowe oczekiwania także są neutralne/lekko jastrzębie, stąd komunikat RBA powinien obejść się bez większej zmienności na AUD.

W Nowej Zelandii kalendarz jest prawie pusty z jedynie aukcją mleka (wt). W ostatnich dniach na rynku terminowym widać odbicie cen mleka, co by przemawiało za pozytywnym wynikiem aukcji. Mimo to wrażliwość NZD na aukcje spadła w ostatnim czasie, a stabilizacja cen umniejsza obawy RBNZ o szkodliwość dla wzrostu gospodarczego. Widzimy NZD pod wpływem globalnego sentymentu.

W Kanadzie na pierwszym planie będzie raport z rynku pracy (pt), gdzie pozytywne momentum utrzymuje się od sierpnia i kolejny silny odczyt będzie rodził spekulacje, że dotychczas ostrożne nastawienie Banku Kanady powinno zostać zrewidowane. Przy odbijających cenach ropy naftowej będzie łatwiej budować jastrzębie oczekiwania przed posiedzeniem BoC w kolejnym tygodniu i CAD może pretendować do jednej z silniejszych walut w G10.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Kurs dolara odrabia straty

Obamacare pozostaje, podobnie jak zaufanie rynków do Trumpa

Rynki przyjęły do wiadomości informacje, iż zniesienie systemu Obamacare zajmie dłużej niż początkowo zakładano. Wydaje się, że inwestorzy wciąż dążą prezydenta Trumpa dużym kredytem zaufania. Nota bene dziś mija już 70 dzień jego prezydentury. Poza tym są ważniejsze sprawy, o których należy pomyśleć, jak np. reforma podatków czy nominacje dalszych członków gabinetu. Rynki wciąż wieżą w Trumpa oraz jego umiejętności przywrócenia zysków na Wall Street, dowodzi temu fakt, iż sektor finansowy odzyskuje wiarę w siebie.

Sektor finansowy inwestycje

Po wczorajszych zniżkach na rynkach azjatyckich, indeksy w Europie i w Stanach Zjednoczonych były w stanie się wybronić i osiągnąć zyski rzędu 0,25%. Dziś Azja znów zniżkuje i wkrótce okażę się czy sentyment na dalekim wschodzie będzie się w stanie odwrócić.

Dolar odrabia straty

Kurs dolara 31 03 2017Dolar w tym tygodniu powoli odrabiał ostatnie straty. US Dollar Index rozpoczął ten tydzień na poziomie 99,18. Korekta kursu wskazuje na dobrą zmianę kierunku. Z analizy platformy inwestycyjnej eToro wynika, iż większość inwestorów przyjmuje wobec amerykańskiej waluty pozycję krótką, stawiając na sprzedaż waluty, głownie w parach walutowych z euro oraz dolarem nowozelandzkim.

Zuma szokuje rynki

Kurs dolara i rand południowoafrykański 31 03 2017Prezydent RPA Jacob Zuma zszokował południowoafrykańskie rynki zwalniając ministra finansów. Ostatnie przetasowania w rządzie Zumy mają duży wpływ na lokalne rynki oraz kondycję randa. W styczniu 2016 roku kurs dolara w stosunku do południowoafrykańskiej waluty wynosił 17,76, obecnie znajduje się na pułapie 13,4. Jeśli sytuacja się pogorszy przewidywane są kolejne spadki.

Bicoin do lamusa?

Nie ma wątpliwości, iż kryptowaluta ethereum się umacnia. Jedna z największych firm specjalizujących się w systemach blockchain o nazwie Storj ogłosiła ostatnio, iż przewalutują swój magazyn cloudowy z bitcoina na ethereum. Nie tylko duże firmy, ale także inwestorzy indywidualni dokonują ostatnio przewalutowań w tym samym kierunku. Od 10 marca do dziś suma środków ulokowanych w bitcoinach spadła z 20 mld dolarów do 16,8 mld, łączny spadek wyniósł 3,2 mld dolarów. W tym samym okresie wartość rynkowa ethereum wzrosła z 1,6 mld do 4,5 mld – łączy wzrost o 2,9 mld dolarów amerykańskich. Szybkość, z jaką rynki się poruszają może przyprawić inwestorów o zawrót głosy, natomiast zmiana wartości jest zależna od zmian w danej technologii. Sieć o nawie Raiden planuje uruchomić nowy system realizacji transakcji w ethereum, który ma być jeszcze szybszy niż dotychczas.

Autor: Mati Greenspan, Starszy Analityk Rynków eToro

Zastrzeżenie

Ta informacja służy jedynie celom informacyjnym i edukacyjnym. Nie powinna być traktowana jako porada albo rekomendacja inwestycyjna. Przeszłe wyniki nie dają gwarancji osiągnięcia rezultatów w przyszłości. Trading wiąże się z ryzykiem. Ryzykuj tylko kapitał, na którego stratę jesteś przygotowany.

Wszystkie dane, liczby i wykresy są aktualne na dzień 31 marca.

Wrocławski rynek biurowy w krajowej pierwszej trójce

Firma doradcza JLL podsumowała rok 2016 na wrocławskim rynku biurowym.

„Z danych ABSL wynika, że Wrocław jest trzecią co do wielkości lokalizacją pod względem liczby i zatrudnienia w centrach usług dla biznesu w Polsce. W centrach usług pracuje tu ponad 34 200 osób, a swoje siedziby w mieście mają globalne marki jak m.in. BNY Mellon, Capgemini, Credit Suisse, EY, Google, HP, IBM, McKinsey, Nokia Networks, UBS i wielu innych. Rozwijający się dynamicznie sektor usług biznesowych od lat jest głównym najemcą powierzchni biurowych we Wrocławiu. Udział firm z tej branży w popycie na biura w 2016 r. wyniósł 57%”, informuje Katarzyna Krokosińska, dyrektor biura JLL we Wrocławiu.

Popyt

W całym 2016 roku na ośmiu największych biurowych polskich rynkach regionalnych (Krakowie, Wrocławiu, Trójmieście, Katowicach, Poznaniu, Łodzi, Szczecinie i Lublinie) wynajęto łącznie 585 700 mkw. powierzchni, z czego w samym Wrocławiu popyt wyniósł 124 500 mkw. Tak dobry wynik dał stolicy Dolnego Śląska drugą pozycję wśród rynków regionalnych, po Krakowie.

Największe umowy najmu we Wrocławiu w 2016 r.

Budynek Najemca Powierzchnia (mkw.)
Kaufland HQ Kaufland Polska 16 000
Grunwaldzki Center Credit Suisse 10 800
Sagittarius Business House BNY Mellon 10 500
West Link Nokia Networks 7 000

Źródło: PORF, JLL, www.bazabiur.pl, IV kw. 2016 r.

„JLL pozostaje bardzo aktywny na wrocławskim rynku biurowym. Wśród firm, które w ubiegłym roku reprezentowaliśmy w procesie poszukiwania powierzchni znalazły się m.in. Credit Suisse, Becton Dickinson, Axiom, Regus czy Unic”, dodaje Katarzyna Krokosińska.

Zainteresowanie najemców utrzymuje się na wysokim poziomie również w tym roku, czego przykładem są podpisane niedawno umowy najmu Capgemini w Business Garden (+13 000 mkw.) oraz EY GDS Poland w Sagittarius Business House (10 500 mkw.).

Podaż

Wrocław z 847 800 mkw. nowoczesnej powierzchni biurowej jest drugim, po Krakowie (915 800 mkw.), największym rynkiem regionalnym w Polsce i trzecim rynkiem w skali kraju. W 2016 oddano do użytku łącznie 141 500 mkw. Największe biurowce, jakie trafiły na rynek w ubiegłym roku to pierwsza faza Business Garden (36 600 mkw.), Pegaz (18 500 mkw.), Kaufland HQ (budynek na potrzeby własne; 16 000 mkw.) oraz Nobilis Business House (14 900 mkw.). Kolejne 147 000 mkw. jest w budowie.

Największe biurowce w budowie

Budynek Właściciel Powierzchnia biurowa (mkw.)
Sagittarius Business House I&II Echo Investment 24 400
Retro Office House LC Corp 19 800
BZ WBK Leasing HQ BZ WBK 17 000
Green2Day Skanska Property Poland 16 800
West Link Echo Investment 13 900
Bielany Business Point Megapolis 12 500

Źródło: PORF, JLL, www.bazabiur.pl, IV kw. 2016 r.

„W ciągu ostatnich 15 lat Wrocław przeszedł spektakularną metamorfozę. Silna gospodarka miasta wspierana przez lokalny samorząd, dostęp do wykształconych kadr, inwestycje w infrastrukturę kształtują wizerunek Wrocławia jako jednej z najciekawszych lokalizacji dla biznesu w Polsce. Nowym centrum biurowym miasta staje się okolica dworca kolejowego Wrocław Główny, gdzie powstaje Sagittarius Business House, Wroclavia, a niedawno ukończono projekt Komandorska 12 ”, podsumowuje Katarzyna Krokosińska.

Pustostany i czynsze

W 2016 r. wskaźnik powierzchni niewynajętej kształtował się na poziomie 12,5%.

Najwyższe czynsze transakcyjne za metr kwadratowy za miesiąc wyniosły w stolicy Dolnego Śląska ok. 14-14,5 euro.

Sfinks chce zarządzać co najmniej 400 restauracjami

Sfinks Polska w ramach realizacji strategii na lata 2017-2022 zamierza zbudować komplementarne portfolio ogólnopolskich marek gastronomicznych oraz znacznie zwiększyć skalę działania poprzez wzrost liczby zarządzanych lokali. Sieci będą rozwijane organicznie i dzięki akwizycjom. Grupa Sfinks planuje też istotnie zwiększyć rolę modelu franczyzowego, w którym w wyniku realizacji strategii ma działać około 70-90% lokali. Nastąpi także rozwój międzynarodowy sieci Sphinx na zasadzie masterfranczyzy w co najmniej trzech krajach. Spółka zakłada, że realizacja tych działań pozwoli na zbudowanie w przyszłości sieci liczącej minimum 400 restauracji.

– Naszym podstawowym celem jest tworzenie wartości dla akcjonariuszy, jednocześnie dbając o wysoki poziom zadowolenia klientów naszych sieci. Chcemy to osiągnąć poprzez stworzenie sieci różnorodnej pod względem rodzajów kuchni, oferty i potrzeb klienta, związanych z porą dnia, dniem tygodnia czy okazją jak spotkanie biznesowe, zabawa, podróż. Zróżnicowanie oferty ma też na celu zapewnienie dostępności cenowej i optymalne wykorzystanie lokali. Będziemy to realizować rozwijając się organicznie i jednocześnie pełniąc rolę konsolidatora rynku. Proces rozbudowy sieci został zapoczątkowany poprzez umowy dotyczące Fabryki Pizzy oraz marek Meta, Meta Disco i Funky Jim. Nasze działania akwizycyjne, zgodnie z nową strategią, na tym się jednak nie skończą – zapowiada Sylwester Cacek, prezes Sfinks Polska.

W celu realizacji strategii w latach 2017-2022 Sfinks planuje zmienić strukturę grupy. Sieciami gastronomicznymi, oprócz spółki-matki, mają także zarządzać spółki zależne lub powiązane, nad którymi zostanie zachowana kontrola. Rolą Sfinks Polska będzie jednocześnie wsparcie organizacyjne podmiotów grupy, tak by osiągać synergie, np. w zakresie zakupów, finansów i księgowości, poszukiwania i wynajmu lokali, pozyskiwania franczyzobiorców, zarządzania bazami danych etc.

Zmiany organizacyjne będą dotyczyły także sieci Sphinx. Docelowo mają w niej być jedynie restauracje o powierzchni 250-350 mkw. Jednocześnie część operatorskich restauracji z szyldem Sphinx ma być stopniowo przekształcanych na model franczyzowy. Takie przekształcenia mają zaowocować wyższym wynikiem EBITDA sieci Sphinx, głównie z powodu obniżenia kosztów pracy i kosztów spożywczych.

Z aktualnego portfolio grupy w segmencie casual dining znajdują się też sieci Chłopskie Jadło oraz WOOK. W przypadku tej pierwszej spółka w okresie objętym strategią założyła rozwinięcie sieci do kilkudziesięciu restauracji, w tym również w modelu franczyzowym. Z kolei w przypadku marki WOOK planowany jest rozwój głównie w dużych miastach z udziałem około 70% lokali franczyzowych. Wcześniej jednak koncept czekają zmiany w ofercie, do której zostanie wprowadzone m.in. sushi. Od grudnia 2016 r. nową marką casual dining w grupie Sfinks Polska jest, dzięki umowie masterfranczyzy, Fabryka Pizzy. Niebawem w ramach grupy Sfinks Polska mają powstać nowe restauracje pod tym szyldem.

Jednocześnie w najbliższych latach Sfinks będzie budować obecność w segmencie barów bistro na bazie marek Meta, Meta Disco i Funky Jim. Będą one rozwijane w ramach spółki zależnej Sfinks Polska, także w modelu franczyzowym. Oprócz tego Sfinks zamierza rozwijać sieć gastro pubów. Ta kategoria obecnie jest reprezentowana przez działający w Warszawie pub Bolek. Spółka przewiduje w ramach strategii rozbudowę w tym segmencie zarówno poprzez akwizycje, jak i organiczną. Dodatkowo rozwój gastro pubów i barów bistro umożliwi Sfinks Polska osiągnięcie synergii związanych z zakupem napojów alkoholowych i bezalkoholowych dla całej grupy.

Działania związane z realizacją strategii rozwoju w latach 2017-2022 mają być finansowane z wypracowanej przez grupę wolnej gotówki oraz przy wykorzystaniu dźwigni finansowej, a także ze środków franczyzobiorców. By zrealizować założone cele finansowe, spółka zamierza poprawić wskaźniki rentowności, przekształcić część sieci restauracji Sphinx i Chłopskie Jadło w lokale franczyzowe oraz dostosować wysokość spłat rat kapitałowo-odsetkowych do założeń strategii. Jednocześnie Sfinks planuje wykorzystać finansowanie zewnętrzne (dłużne i kapitałowe) do rozwoju spółek grupy sieci i zmniejszyć udział zaangażowania środków własnych w inwestycje w lokale poprzez większe wykorzystanie tzw. „fit out”, czyli nakładów na przygotowanie restauracji poniesionych przez wynajmującego, na przykład centrum handlowe.

– Obecna strategia stawia nas w pozycji lepszego przygotowania do wyzwań, jakie niesie zmieniająca się sytuacja rynkowa i trendy w biznesie gastronomicznym. Oprócz tego mamy doświadczenie, know-how, zespół specjalistów, a także narzędzia, jak choćby skrojony pod potrzeby grupy system IT, by wykorzystać potencjał obecnych i przyszłych marek, a w efekcie zrealizować nadrzędny cel, jakim jest budowa wartości spółki – podsumowuje Sylwester Cacek.

Zarząd Enei podsumowuje 2016 rok

11.256 mln zł przychodów ze sprzedaży netto, EBITDA wynosząca 2.328 mln zł i zysk netto na poziomie 849 mln zł – to podstawowe wyniki Grupy Enea za ubiegły rok. Grupa konsekwentnie realizuje założenia nowej Strategii Rozwoju inwestując w nowoczesne źródła wytwarzania energii, umacnia pozycję rynkową w obszarze wydobywczo-wytwórczym i zwiększa aktywność w obszarze innowacji. Działania Enei wzmacniają bezpieczeństwo energetyczne kraju i pewność dostaw energii dla Klientów.

Rok 2016 to dla Enei dynamiczny rozwój koncernu surowcowo-energetycznego w oparciu o stabilne podstawy. Grupa wyprodukowała ponad 9 mln ton węgla netto i 13,6 TWh energii elektrycznej.  W tym samym okresie Enea sprzedała prawie 18 TWh energii elektrycznej i gazu odbiorcom detalicznym oraz 18,7 TWh usług dystrybucji odbiorcom końcowym. Grupa przełożyła te wyniki operacyjne na solidne wyniki finansowe.

Jednym z głównych wydarzeń 2016 r. było przyjęcie przez Grupę nowej Strategii Rozwoju. Dokument ten wskazuje strategiczne cele do osiągnięcia przez Grupę Kapitałową we wszystkich obszarach łańcucha wartości, wpisując się w politykę gospodarczą oraz  jednocześnie wzmacniając bezpieczeństwo energetyczne kraju. Zatwierdzona Strategia Rozwoju to odpowiedź na zmieniające się otoczenie gospodarcze i regulacyjne firmy, mająca zabezpieczyć jej zrównoważony rozwój w perspektywie 2030 r.

– Rewolucja cyfrowa, zwiększająca się konkurencja, szybki postęp technologiczny i planowane zmiany struktury rynku energii będą wymagały od spółek energetycznych transformacji ich dotychczasowych modeli biznesowych, aby mogły lepiej dostosowywać się do oczekiwań Klientów. Grupa Kapitałowa Enea to działająca elastycznie organizacja procesowa aktywnie wpisująca się w pozytywne przemiany w polskiej gospodarce. To nie tylko wiarygodny sprzedawca na rynku energii elektrycznej, ale i wiodący dostawca zintegrowanych usług dla szerokiego grona Klientów ceniony za jakość, kompleksowość i niezawodność – powiedział Mirosław Kowalik, prezes Enei.

Enea inwestuje w nowoczesne źródła wytwarzania oraz zwiększa potencjał i niezawodność dostaw energii elektrycznej

Enea w 2016 r. zrealizowała wart ponad 2,7 mld zł program inwestycyjny. Kluczowe w tym aspekcie wydarzenia to: w obszarze wydobycia – zakończenie prac wiertniczych przy otworach badawczych na złożu Ostrów; w obszarze dystrybucji – modernizacja, rozbudowa i automatyzacja majątku sieciowego; w obszarze wytwarzania – modernizacje i inwestycje w ochronę środowiska w Elektrowni Kozienice oraz dobiegająca końca budowa nowego bloku energetycznego. Enea inwestuje również w ciągłą poprawę jakości obsługi Klienta.

– Oddanie do eksploatacji nowoczesnego bloku na parametry nadkrytyczne o mocy 1.075 MW w Elektrowni Kozienice jest naszym priorytetem. Cała inwestycja, na którą składa się ok. 30 tys. szczegółowych zadań, jest obecnie gotowa w 95% – zaznaczył prezes Mirosław Kowalik.

– Konsekwentnie inwestujemy i budujemy nasz potencjał, aby wzmocnić naszą pozycję rynkową. Ważne znaczenie dla realizacji celów strategicznych zapisanych w Strategii Grupy Enea mają inwestycje, które zapoczątkowaliśmy pod koniec 2016 r., czyli sfinalizowane w marcu bieżącego roku przejęcie Elektrowni Połaniec oraz ogłoszenie przetargu na realizowany wspólnie z Energą projekt budowy Elektrowni Ostrołęka C – dodał prezes Kowalik.

Włączając Elektrownię Połaniec do Grupy, Enea zwiększa roczną produkcję energii do poziomu ok. 24 TWh. Dzięki temu, w Grupie zbilansowana zostanie produkcja i sprzedaż energii elektrycznej. Wiąże się to również z realizacją jednego z głównych założeń nowej Strategii Rozwoju, które zakłada zwiększenie sprzedaży energii elektrycznej Klientom końcowym do poziomu 20,1 TWh w 2025 r. Transakcja zapewni również sprzedaż wolumenu węgla wydobywanego w Grupie Enea – Elektrownia Połaniec zużywa rocznie ok. 3,9 mln ton surowca pochodzącego głównie z LW Bogdanka. Tym samym Grupa tworzy oparty o własny surowiec, efektywny kosztowo i operacyjnie, obszar wydobywczo-wytwórczy Kozienice‑Bogdanka-Połaniec.

Elektrownia Ostrołęka C z nowym blokiem o mocy ok. 1.000 MW i sprawnością co najmniej 45% będzie kolejnym, stabilnym, wysokosprawnym i niskoemisyjnym źródłem energii opartym o polski surowiec w Krajowym Systemie Elektroenergetycznym. Przewidziane w projekcie nowoczesne technologie pozwolą na wypełnienie obowiązujących unijnych wymogów związanych z ochroną środowiska. Realizując wspólnie z Energą projekt Elektrowni Ostrołęka C, Enea chce wykorzystać wiedzę i doświadczenie zdobyte podczas budowy nowego bloku w Elektrowni Kozienice.

W 2016 r. Grupa Enea w obszarze dystrybucji zrealizowała intensywny program modernizacji, unowocześniania i rozwoju sieci dystrybucyjnej. Na ten cel przeznaczono 920 mln zł.

– Działania te w znaczący sposób wpłynęły na poprawę bezpieczeństwa energetycznego w całym regionie obsługiwanym przez Grupę, czyli w północno-zachodniej Polsce. Zrealizowane inwestycje przełożyły się na poprawę wskaźników, które jakościowo definiują czas i liczbę przerw w dostawach energii: SAIDI – o 44% r/r i SAIFI – o 30% r/r – podał Wiesław Piosik, wiceprezes Enei ds. korporacyjnych.

Grupa stawia na innowacyjne technologie

Enea chce współtworzyć w Polsce ekosystem innowacji. Przykładem takiego podejścia jest potencjalna inwestycja w nowoczesny blok w technologii czystego węgla tzw. IGCC (ang. Integrated Gasification Combined Cycle) o mocy 300-500 MW. Realizacja w Polsce projektu w oparciu o tę innowacyjną technologię przyczyniłaby się do powstania nowego rynku dla węgla i wpłynęłaby na zwiększenie niezależności energetycznej polskiej gospodarki. Blok mógłby powstać w pobliżu LW Bogdanka – Enea w wyniku finalizacji transakcji zakupu Elektrowni Połaniec pozyskała działkę o powierzchni 26 ha położoną w pobliżu Bogdanki, która może zostać wykorzystana na ten cel.

Polska posiada bogate zasoby węgla kamiennego, jego zgazowanie jest jedną z bardziej perspektywicznych technologii energetycznych na tym paliwie. Spółka bierze również aktywny udział w działaniach na rzecz rozwoju i budowy infrastruktury e-mobility w Polsce. Elektromobilność to jeden z obszarów, który będzie miał wpływ na przyszły kształt rynku energii elektrycznej, stąd decyzja o powołaniu, wspólnie z PGE, Energą i Tauronem, dedykowanej spółki ElectroMobility Poland. Włączamy się w prace na rzecz stworzenia bazowej infrastruktury do ładowania pojazdów elektrycznych w polskich aglomeracjach, aby zwiększyć m.in. możliwość  wykorzystania autobusów elektrycznych. Oprócz prac nad rozwiązaniami technicznymi, potrzebne są regulacje, nad którymi obecnie pracuje Ministerstwo Energii,  aktóre mają przyczynić się do właściwego rozwoju infrastruktury dla elektromobilności. To są duże wyzwania, wielu interesariuszy oraz mnogość propozycji modeli biznesowych, które dotyczą zarówno firm z sektora paliwowo-energetycznego, transportowego, jak i samorządów. Przy tym należy uwzględnić szybki postęp technologiczny np. w magazynowaniu energii – podkreślił Mirosław Kowalik, prezes Enei.

Optymalizacja procesów i elastyczna adaptacja do zmian otoczenia rynkowego znajdują odzwierciedlenie w generowanych dobrych wynikach finansowych

W 2016 r. Grupa Enea wypracowała solidne wyniki finansowe: 11.256 mln zł przychodów ze sprzedaży netto, 2.328 mln zł EBITDA oraz 849 mln zł zysku netto. Na porównywalność wyniku EBITDA r/r wpływ miały następujące zdarzenia jednorazowe: rozliczenie przychodów z tyt. KDT w III kwartale 2015 r. w wysokości 293 mln zł, zawiązanie rezerwy związanej z oszacowaniem wartości udziałów w spółce Eco-Power sp. z o.o. na kwotę 129 mln zł w IV kwartale 2016 r. oraz zawiązanie rezerw na nowy Program Zmiany Pokoleniowej na kwotę 54 mln zł w IV kwartale 2016 r. Po ich wyłączeniu skonsolidowana EBITDA wzrosła z 1.837 mln zł w 2015 r. do 2.510 mln zł w roku 2016, czyli o 36,7%.

W analizowanym okresie najwyższa EBITDA, 1.111 mln zł (blisko 50% EBITDA Grupy), zrealizowana została w obszarze dystrybucji. Obszar wydobycia wypracował 612 mln zł EBITDA, co stanowi największy przyrost r/r – o 456 mln zł – związany z konsolidacją wyników GK LW Bogdanka od 1 listopada 2015 r. Na porównywalność r/r wyników obszaru wytwarzania wpływ miały w/w rozliczenie przychodów z tyt. KDT oraz rezerwa związana z oszacowaniem wartości udziałów w spółce Eco-Power Sp. z o.o. EBITDA bez one-offs tego obszaru ukształtowała się na poziomie 646 mln zł – przyrost o 44 mln zł, czyli 7,3% r/r. EBITDA obszaru obrotu, po wzroście o 22,1%, wyniosła 154 mln zł.

Wskaźnik dług netto / EBITDA na koniec 2016 r. znajdował się na bezpiecznym poziomie 1,9.

W 2016 r. Grupa Enea pokazała, że jest w stanie dobrze sobie radzić w trudnym otoczeniu rynkowym i regulacyjnym. Budując synergie pomiędzy poszczególnymi obszarami biznesowymi, zwiększamy efektywność Grupy. Konsekwentnie inwestujemy w jej rozwój, a także wykorzystujemy pojawiające się szanse rynkowe. Budujemy optymalny model funkcjonowania, który umacnia pozycję Grupy na rynku. Znajduje to również odzwierciedlenie w generowanych przez Grupę wynikach finansowych – podkreślił Mikołaj Franzkowiak, wiceprezes Enei ds. finansowych.

LW Bogdanka po 2016 r. – dobre wyniki operacyjne i finansowe pomimo utrzymującej się trudnej sytuacji rynkowej

Grupa Kapitałowa Lubelskiego Węgla Bogdanka wypracowała w 2016 r. przychody ze sprzedaży sięgające 1,8 mld zł oraz zysk netto w wysokości 182 mln zł. Wynik EBIT w omawianym okresie wyniósł ponad 237 mln zł, a EBITDA 606,5 mln zł. Na osiągnięte wyniki finansowe znaczący wpływ miały ceny węgla pozostające nadal na niskim poziomie w ujęciu rok do roku, pomimo względnej stabilizacji w IV kwartale 2016 r.

Wypracowane wyniki Spółka ocenia jako dobre i wyróżniające na tle polskiej branży górniczej. Utrzymanie wysokich wskaźników rentowności, pomimo spadku ceny sprzedanego węgla o ponad 10% w stosunku rok do roku, było możliwe dzięki ciągłej kontroli kosztów i optymalizacji nakładów inwestycyjnych. W efekcie rentowność EBITDA w 2016 r. utrzymywała się na ponadprzeciętnym dla światowej branży poziomie 34%.

W 2016 r. produkcja węgla handlowego osiągnęła poziom ponad 9 mln ton, na podobnym poziomie (9,1 mln) utrzymywała się również sprzedaż w tym okresie. Długość wyrobisk korytarzowych wykonanych w minionym roku wyniosła 23,8 km, co oznacza wzrost o 19% w porównaniu z rokiem 2015.

Spółka utrzymuje silną pozycję rynkową. Po 2016 r. jej udział w rynku sprzedaży węgla energetycznego kształtował się na poziomie 15,9%, a w rynku węgla energetycznego do energetyki zawodowej – na poziomie 25,4%. Oznacza to powrót do poziomów zbliżonych do 2014 r., po zawirowaniach na rynku węgla w Polsce w 2015 r.

W związku z ogłoszoną w lutym br. strategią rozwoju LW Bogdanka SA – Obszar Wydobycia Grupy Enea do roku 2025, z perspektywą do roku 2030 oraz przedstawionym w niej scenariuszem elastycznego rozwoju – plany produkcyjne na lata 2017-2025 zakładają średnioroczną produkcję węgla na poziomie ok. 9,2 mln ton.

– Zrealizowane w 2016 r. wydobycie oraz sprzedaż przełożyły się na solidne wyniki finansowe. Jesteśmy tym bardziej dumni, gdyż osiągnięte zostały one w utrzymującym się trudnym otoczeniu rynkowym – miniony rok dla naszej branży upłynął pod znakiem nadpodaży i spadków cen węgla na polskim rynku. Na rynkach światowych ceny znacząco wzrosły w ciągu roku, ale wzrost ten nie przełożył się w 2016 r. na sytuację w Polsce. Pomimo tego, był to dla naszej branży pozytywny sygnał – powiedział Krzysztof Szlaga, prezes Lubelskiego Węgla Bogdanka.

– 2016 r. był pierwszym pełnym rokiem, w którym funkcjonowaliśmy w ramach Grupy Enea. W tym czasie wypracowaliśmy szereg efektów synergii, co przełożyło się na dalszą poprawę naszej efektywności kosztowej, która od lat jest najwyższa w branży. Integracja z Grupą i wynikające z niej korzyści operacyjno-kosztowe umożliwiają osiągnięcie zamierzonych i dobrych wskaźników  operacyjno-finansowych. Do ważnych osiągnięć minionego roku zaliczyć należy także znaczącą poprawę długoterminowego bezpieczeństwa wydobycia w Bogdance. Było to możliwe dzięki podpisaniu w drugiej połowie roku ważnych aneksów do umów z naszymi kluczowymi odbiorcami – Grupą Enea i Elektrownią Połaniec, jak również z Grupą Azoty i ENERGA Elektrownie Ostrołęka. Dzięki temu w najbliższych latach mamy solidne podstawy do długoterminowego planowania naszej produkcji, zatrudnienia i prac przygotowawczych. To z kolei ułatwi nam kontrolę kosztów, na co niezmiennie kładziemy szczególny nacisk – dodał Krzysztof Szlaga.

Multiusługowa Enea przyszłości

Rosnące znaczenie energetyki obywatelskiej i pozycji Klienta wpływa na ofertę Enei. Poza konkurencyjną ceną energii, ciągłą poprawą jakości świadczonych usług, Grupa rozszerza portfolio o dodatkowe pakiety. Klienci już teraz mogą wybierać spośród pakietów z takimi usługami dodatkowymi jak pomoc elektryka czy opieka medyczna, które są oferowane wraz ze sprzedażą energii elektrycznej. W listopadzie 2016 r. Enea wprowadziła nową ofertę Energia+ Fotowoltaika, która obejmuje kompleksową obsługę Klienta wraz z audytem i doborem optymalnej instalacji fotowoltaicznej.

– Enea będzie firmą multiusługową i taka też będzie nasza oferta skierowana do Klientów. Zależy nam na tworzeniu zdywersyfikowanego portfela świadczeń dostosowanych do potrzeb Klientów. Jednym z elementów realizacji tego kierunku rozwoju jest uruchomienie programu lojalnościowego „Strefa Zakupów” dla Klientów indywidualnych, który zamierzamy w tym roku rozwijać – zapowiedział Piotr Adamczak, wiceprezes Enei ds. handlowych.

Enea chce też być aktywnym uczestnikiem procesu tworzenia i funkcjonowania klastrów energii, w pierwszej kolejności na obszarze funkcjonowania spółki Enea Operator. Klastry stanowią szansę na rozwój nowych usług świadczonych przez Grupę Enea oraz możliwość przygotowania jej na przyszłe potrzeby rynkowe.

Potencjał ludzki. Społeczna Odpowiedzialność Biznesu. Dialog ze Stroną Społeczną

Enea widzi siłę i przyszłość Grupy w dalszym rozwoju potencjału ludzkiego. Z tego względu uruchomiony został Program Zmiany Pokoleniowej, którego celem jest zbudowanie systemowego procesu zabezpieczającego odpowiedni poziom napływu i utrzymania kompetencji w Grupie w przyszłych latach. Poprzez zmiany funkcjonalne Enea dąży do stworzenia kultury organizacyjnej, która będzie nie tylko wspierała rozwój firmy, ale wychodziła naprzeciw oczekiwaniom Pracowników zarówno w zakresie podnoszenia kompetencji, jak i satysfakcji pracy w Grupie Enea.

– Chcemy stworzyć w ramach Grupy Enea stabilne i atrakcyjne miejsca pracy dla obecnych i przyszłych Pracowników. Budujemy organizację opartą  na wiedzy, a naszym największy kapitałem są Pracownicy. Zakładamy również silne wsparcie rozwoju lokalnego oraz budowanie trwałych lokalnych relacji społecznych, które są dla nas istotnym elementem polityki odpowiedzialnego biznesu – powiedział prezes Mirosław Kowalik.

Grupa będzie dbała o rozwój poszczególnych regionów kraju jako atrakcyjny pracodawca, ale również jako podmiot wzmacniający rozwój społeczny, wspierający lokalne szkolnictwo zawodowe. Jednym priorytetów Enei jest również kontynuacja otwartego i konstruktywnego dialogu ze Stroną Społeczną, który umożliwia budowanie szerokiego konsensusu społecznego wokół wartości i kwestii fundamentalnych dla rozwoju innowacyjnego koncernu surowcowo-energetycznego.

Grupa Enea w liczbach:
5,2 GW zainstalowanej mocy elektrycznej
3 pola wydobywcze
121,3 tys. km linii dystrybucyjnych wraz z przyłączami
15,7 tys. Pracowników
2,5 mln Klientów

Komentarz walutowy: kurs dolara, euro, funta 31.03.2017

Kurs dolara USDPLN

Kurs dolara do złotego wykresW 3 dni dolar odrobił 5 groszy do złotówki. To stosunkowo niewiele w porównaniu do przeceny eurodolara, gdzie kurs spadł o ponad 2 centy. Umocnienie dolara generalnie osłania waluty egzotyczne oraz zmienia sentyment do koszyka walut rynków wschodzących. Na tym tle złotówka wypada nieźle, co pozwala podejrzewać, że krótkoterminowo może dojść do znacznej korekty ceny. Technicznie USDPLN znajduje się na lokalnym oporze przy 3,9440. W przypadku wzrostów kolejnym oporem będą lokalne szczyty przy 3,98, a w przypadku jego pokonania 4,02 i 4,05. Wsparciem pozostaje strefa popytowa przy lokalnych dołkach przy 3,89.

 

Kurs euro EURPLN

Kurs euro do złotego wykresEUR na szerokim rynku traci po plotkach agencji Reuters o stanowisku EBC w sprawie polityki monetarnej i fiskalnej. Umocnienie się EUR w ostatnich dniach to także efekt pozycjonowania się dużych graczy, którzy chcieli wykorzystać porażkę Prezydenta Trumpa w Kongresie. To w konsekwencji doprowadziło do wzrostów na eurodolarze. Obecny impuls spadkowy na EURUSD wpływa na cenę EUR w stosunku do PLN. Po zaksięgowaniu formacji 1 do 1 cena po dwóch dniach konsolidacji wybiła się dołem. Z wysokiego interwału czasowego (tygodniowy) można wnioskować, że cena zmierza do testu dolnego ograniczenia wzrostowego kanału trendowego. Naszym zdaniem złotówka na tę chwilę jest za mocna i po 3 tygodniach umacniania się rosną szanse na zakończenie trendu spadkowego. W przypadku wzrostów oporem staje się niedawna strefa wsparcia przy 4,2740, a w przypadku jej pokonania w krótkim terminie jest szansa przetestowania poziomu 4,35.

Kurs funta GBPPLN

Kurs funta do złotego wykresSytuacja na funcie jest coraz bardziej interesująca. Wskazywaliśmy już na początku tygodnia, że funt ma dużą szansę na korektę i zdecydowane umocnienie się. W ciągu ostatnich 2 tygodni funt umocnił się w stosunku do dolara i euro, natomiast w stosunku do złotówki się osłabił. Umocnienie się złotówki, to efekt danych makro, jednak zakładamy w scenariuszu bazowym dalsze umocnienie się funta na szerokim rynku, co odbije się także na złotówce. Z technicznego punktu widzenia najbliższym wsparciem dla GBPPLN strefa popytowa przy 4,90, a następnie linia trendowa wyrysowana po lokalnych dołkach. W przypadku wzrostów oporem będzie poziom 4,9570, gdzie cena już reagowała w marcu kilkukrotnie.

źródło: opracowanie własne ergokantor.pl

O jakości w praktyce podczas III Europejskiego Kongresu Jakości

Blisko 200 uczestników i 16 prelegentów, w tym goście z zagranicy. Tak w liczbach przedstawia się III Europejski Kongres Jakości, który 28 marca odbył się w Hotelu Monopol w Katowicach. Hasłem przewodnim tegorocznego spotkania była „Jakość w praktyce”.

III Europejski Kongres Jakości to wyjątkowe wydarzenie w skali naszego kraju, które po raz kolejny zintegrowało przedstawicieli świata biznesu i nauki. Dyskutowano o kulturze i doskonaleniu jakości w organizacji, w zarządzaniu oraz w życiu. Prezentowano interesujące case study, które pozwoliły lepiej zrozumieć tajniki sukcesu firm. Kongres był również doskonałą okazją by spotkać się z najlepszymi menedżerami biznesu reprezentującymi najwyższe standardy zarządzania i nawiązać nowe kontakty.

Po raz pierwszy wydarzenie zagościło w stolicy Górnego Śląska. Organizatorem wydarzenia była Fundacja Qualitas, która od 12 lat zajmuje się promocją jakości i dobrych praktyk biznesowych wyróżniając najlepsze firmy.

– Spotykamy się po raz kolejny, ponieważ chcieliśmy Państwa zainspirować do dalszego działania i do zmiany zarówno w życiu zawodowym jak i prywatnym. Mamy nadzieję, że zdobyta wiedza przełoży się na konkretne realizacje w Państwa firmach, a tym samym usprawni wiele procesów i podniesie jakość zarządzania – mówił Marcin Kałużny, organizator i pomysłodawca.

Wystąpienie inauguracyjne wygłosił Kamil Durczok, redaktor naczelny portalu Silesion.pl, który mówił o budowaniu własnego brandu i o tym jak skutecznie zadbać o jakość życiowego kapitału. Główną część wydarzenia stanowiły panele tematyczne, wystąpienia i dyskusje, których wspólnym mianownikiem była „Jakość w praktyce”. Wśród prelegentów znaleźli się m.in. przedstawiciele Grupy ATLAS i IBM Polska, którzy mówili o social business oraz rosnącym znaczeniu social media w komunikacji i zarządzaniu wiedzą.

Ostatnio modnym zagadnieniem stało się proekologiczne działanie, dlatego również na Kongresie nie zabrakło tego tematu. Przedstawiciele Przedsiębiorstwa Farmaceutycznego LEK-AM, Rekopolu Organizacji Odzysku Opakowań, Sądeckich Wodociągów oraz Cartrack Polska dyskutowali o różnych sposobach pojmowania ekologii prezentując dla przykładu ciekawe case study z życia firmy.

Na scenie pojawili się również przedstawiciele organizacji DEKRA, KAIZEN Institute, Quality Austria, Quality Austria-Polska i European Organization for Quality. Swój panel poprowadzili także najlepsi trenerzy biznesu Magdalena Robak i Jacek Masłowski, którzy mówili m.in. o tym jak zadbać o jakość swojego życia.

Merytoryczną część wydarzenia zakończyło wystąpienie Roberta Olsztyna Prezesa Grupy Zipp, który zaprezentował najnowszą kolekcję rowerów i motocykli. Egzemplarze można było podziwiać podczas wystawy.

Drugą część wydarzenia stanowiła Gala wręczenia Certyfikatów i Statuetek JAKOŚĆ ROKU®. Była ona uwieńczeniem realizowanego przez Fundację największego w Polsce projektu promującego jakość –  Certyfikatu JAKOŚĆ ROKU®. Przyznawany jest on firmom, organizacjom, instytucjom naukowo-badawczym, których produkty, usługi czy rozwiązania charakteryzuje wysoka jakość. W 11. edycji wyróżniono 106 firm.

Podczas Gali wręczono także nagrody specjalne przyznawane przez Audytorów Certyfikatu. Menedżerem Roku 2016 została Pani Katarzyna Szczur, Prezes TEXTRA Poland. Wyróżniono przede wszystkim jej profesjonalizm, zaangażowanie w rozwój firmy oraz szeroką działalność CSR.

Podsumowano również I edycję ogólnopolskiego konkursu na najlepszą pracę dyplomową z zakresu zarządzania – IKAR JAKOŚCI im. Profesora Romualda Kolmana. Dyplomy dla autorów i promotorów wyróżnionych prac wręczył Prof. Marek Roszak, Przewodniczący Kapituły konkursu.

Patronat honorowy nad wydarzeniem objęli European Organization for Quality, Polskie Towarzystwo Ekonomiczne, Polski Komitet Normalizacyjny, Krajowa Izba Gospodarcza, COBRO – Instytut Badawczy Opakowań, Pracodawcy RP, Prezydent Miasta Katowice oraz Marszałek Województwa Śląskiego.

Patronami merytorycznymi byli DEKRA, KAIZEN Institute, Klub Polskie Forum ISO 9000 oraz Quality Austria-Polska.

Wśród patronów medialnych wydarzenia znaleźli się Dziennik Gazeta Prawna, Quality Today, Lean Center, Problemy Jakości, Law Business Quality, ceo.com.pl, radio eM, Silesion, Europerspektywy, Katowice.24.info, radio Silesia, TVS, e-biurowce.pl, hrpolska.pl, biuro-kreacja.info, Polskie Radio Katowice, Gazeta Wyborcza oraz Qulity Magazyn.

Partnerami Kongresu byli Agencja Kreatywna Public PR, firma Quendi, John Lemon, Hotel Monopol, Fundacja Masculinum, Impact Photo, „Ogródek Dziadunia”, firma PROFI, MDJ, Grupa Zipp oraz SOWA Samochody.

Paliwo zdrożeje

O 20-30 groszy spadły ceny podstawowych paliw na polskich stacjach benzynowych. Niestety, trend z kilku ostatnich tygodni już wyhamował i prawdopodobnie dość szybko się odwróci. Stanie się tak przede wszystkim w następstwie rosnącego popytu i ograniczonej podaży – pisze Marcin Lipka, główny analityk Cinkciarz.pl.

Miesiąc temu ropa (odmiana Brent) kosztowała ok. 56-57 dolarów za baryłkę, ale w drugiej połowie marca potaniała o 10 proc., a przez osłabienie amerykańskiej waluty i wzmocnienie polskiej, spadek cen wyrażony w złotym dochodził nawet do 15 proc.

Ceny gotowych paliw podążały w podobnym kierunku. Litr benzyny bezołowiowej 95 na rynku ARA (Amsterdam – Rotterdam – Antwerpia) spadł z ok. 1,8 do 1,5 zł. Podobnie wyglądała sytuacja diesla w holenderskich portach, których notowania wyznaczają koszt paliw w Europie. Wartość paliwa do silników wysokoprężnych obniżyła się w miesiąc z 1,75 do 1,52 zł za litr.

Nieudana gra na wzrosty

Rynek ropy, podobnie jak innych surowców, w krótkim terminie ulega wpływom kapitału spekulacyjnego. Jednak już w perspektywie kilku kwartałów notowania Brent najczęściej odzwierciedlają fundamentalne zmiany, czyli trendy popytu i podaży.

Pod koniec listopada, gdy kraje z OPEC zawarły porozumienie o ograniczeniu wydobycia ropy naftowej, znaczna część inwestorów oceniła, że gasną szanse na obniżki cen ropy, natomiast podwyżki stają się bardzo prawdopodobne. To spowodowało, że liczba kontraktów terminowych, nastawiona na dalszą aprecjację tego surowca (potocznie nazywanych pozycją długą), zwiększyła się według danych CFTC z 276 tys. do ponad 550 tys. To było jednocześnie największe zaangażowanie kapitału spekulacyjnego na rynku ropy w historii.

Jednak pod koniec lutego, mimo wypełnienia porozumienia o ograniczeniu wydobycia przez kraje OPEC i państwa spoza kartelu, ropa zamiast zyskiwać na wartości zaczęła lekko tracić. To prawdopodobnie wywołało małą panikę wśród inwestorów spekulacyjnych, którzy zaczęli po coraz niższych cenach zamykać długie pozycje, zwiększając przy tym skalę spadku. Między 10 a 17 marca o 100 tys. spadła liczba otwartych kontraktów nastawionych na wzrosty.

Tym sposobem odmiana Brent kosztowała w marcu najmniej od listopada ub.r. Wydarzenia na rynkach finansowych pomogły więc również sprowadzić ceny na polskich stacjach niżej. Trudno jednak liczyć na równie tanie tankowanie w niedalekiej przyszłości.

Fundamenty przemawiają za wyższymi cenami

Według danych Międzynarodowej Agencji Energetycznej (IEA) od sierpnia do grudnia ub.r. zapasy ropy naftowej i jej produktów spadły o 120 mln baryłek – do poziomu 2,98 mld. Wiązało się to głównie ze znacznym wzrostem popytu w czwartym kwartale 2016 r. Ten trend, według marcowego raportu IEA, został zatrzymany, ale perspektywy dla surowca pozostają względnie dobre.

Agencja szacuje, że w pierwszej połowie roku, o ile porozumienie o ograniczeniu produkcji utrzyma się do czerwca, zapasy ropy naftowej w krajach OECD (organizacja zrzeszająca najbardziej uprzemysłowione i rozwinięte ekonomicznie państwa demokratyczne) będą się obniżać średnio o 500 tys. baryłek dziennie. To oznacza, że do lipca rezerwa zmagazynowanego surowca zmniejszy się o kolejne 100 mln baryłek.

Teoretycznie można mieć nadzieję, że producenci ropy łupkowej w drugiej połowie 2017 r. mogliby wywołać presję spadkową na ceny. Jednak, nawet biorąc pod uwagę wyjątkowo szybki wzrost wydobycia tego surowca w USA (z 8,5 mln baryłek w październiku do 9,1 mln baryłek dziennie obecnie), trudno będzie spełnić te oczekiwania.

IEA ocenia, że globalny popyt na ropę wzrośnie w tym roku o 1,4 mln baryłek w ujęciu dziennym. Dodatkowo istnieje duże ryzyko, że OPEC i inni producenci przedłużą ograniczenie wydobycia również na drugą połowę roku, co przełoży się na skuteczną przeciwwagę dla rosnącej produkcji w USA.

W rezultacie kolejne miesiące na rynku ropy naftowej upłyną pod dyktando spadających globalnych zapasów. To z kolei zwiększy prawdopodobieństwo, że ceny surowca przesuną się ponownie z ok. 50 USD za baryłkę w rejon 55-60 USD za baryłkę. Skutki tego dość szybko odczujemy przy dystrybutorach. W porównaniu z cenami obowiązującymi obecnie benzyna bezołowiowa i diesel podrożeją o ok. 20 groszy.

Zaległości płatnicze wobec firm włoskich

  • Długość obiegu należności w dniach (DSO – Days Sales Outstanding) utrzymuje się na wysokim poziomie 86 dni, chociaż zmniejszył się o 2 dni
  • Całkowita wartość należności przeterminowanych spadła o 25%
  • Średnia wartość niespłaconych należności krajowych zmalała o 13% do poziomu 14.000 €, podczas gdy w przypadku zagranicznych zwiększyła się o 8% do 23.000 €
  • Liczba niewypłacalności firm zmniejszyła się o 9%; mimo to, 13.472 przypadków to dwukrotnie więcej niż przed kryzysem. W 2017 roku przewidywany jest spadek o kolejne 5%.

Euler Hermes, światowy lider sektora ubezpieczeń kredytu handlowego, przedstawił swój 8 coroczny raport dotyczący zaległości płatniczych wobec firm włoskich, zawierający szczegółową analizę poszczególnych regionów i prowincji. Raport zawiera dokładne omówienie szeregu sektorów handlu, oparte na codziennym monitorowaniu zaległych należności u ponad 450 tys. spółek.

Ludovic Subran, Główny Ekonomista w Euler Hermes
Ludovic Subran, Główny Ekonomista w Euler Hermes

W 2016 roku, Włochy odnotowały wzrost PKB o 1% i nadal widoczna była powolna poprawa sytuacji, odporność firm na czynniki polityczne i gospodarcze, zarówno w kraju, jak i poza jego granicami,” mówi Ludovic Subran, główny ekonomista Euler Hermes. „W 2017 poziom wydatków konsumenckich powinien rosnąć nieco wolniej niż w 2016 (+1%), natomiast eksport powinien przyspieszyć (+2,2%) pod względem wolumenu. Przełoży się to na dodatkowe 20 mld € przychodu z eksportu, dwukrotnie więcej niż w 2016 roku. Zaproponowane przez Prezydenta Trumpa środki stymulujące powinny umożliwić wzrost eksportu do USA o kolejne 0,4 mld €, co będzie drugim najwyższym wzrostem w skali Europy po Niemczech. Wzrost PKB we Włoszech powinien utrzymać się w 2018 roku na umiarkowanym poziomie (+0,8%) – co odpowiada połowie wzrostu w strefie euro – choć niepewność i spadek poziomu zaufania mogą w 2017 roku spowolnić włoski wzrost o -0,3 punktu procentowego.”

W 2016 roku stan włoskich firm wkroczył w etap umiarkowanej poprawy. Dzięki temu poprawie uległy wszystkie wskaźniki w odniesieniu do rynku krajowego (włoskiego). Długość cyklu regulowania należności w dniach (DSO) spadł poniżej 90 i osiągnął w 2016 roku 86 dni, notując skrócenie o dwa dni. Jednak w skali Europy gorszy wynik wystąpił jedynie w przypadku Grecji. Kolejnym wskaźnikiem, który uległ poprawie, jest wskaźnik przeterminowanych zobowiązań, który zmniejszył się o 25%. We Włoszech wystąpiło zmniejszenie zaległości płatniczych zarówno pod względem częstości występowania (-6%), jak i stopnia (-13%) w porównaniu z 2015 rokiem. Wartość średniej zaległości ze strony kontrahentów krajowych wynosi we Włoszech 14.000 €. Liczba niewypłacalności firm zmniejszyła się w 2016 już drugi rok z rzędu i zmalała o – 9%, jednak nadal jest ponad dwukrotnie wyższa od poziomu odnotowanego przed kryzysem, w 2007 roku.

W całym 2016 roku, niższy koszt pożyczek bankowych możliwy dzięki elastycznej polityce pieniężnej Europejskiego Banku Centralnego oznaczał znaczna ulgę dla firm, które mogły korzystać z niego wybierając inwestycje pozwalające zapewnić ciągłość działalności,” mówi Luca Burrafato, szef Euler Hermes na Region Basenu Morza Śródziemnego, Bliskiego Wschodu oraz Afryki. „Co więcej, niższe ceny ropy naftowej przyczyniły się do wyższej zyskowności firm. Poprawa w zakresie płatności to owocne połączenie bardziej stabilnych wskaźników gospodarczych Włoch i jednoczesnej poprawy przepływów środków pieniężnych z działalności operacyjnej – co ma pozytywny wpływ na ogólną wypłacalność firm.

Poprawa tendencji w zakresie zaległych należności widoczna jest w większości regionów Włoch, z wyjątkiem Lacjum oraz Apulii.

W poszczególnych sektorach handlu również widać było raczej pozytywną tendencję, z wyjątkiem:

  • sektora tekstylnego: borykającego się z konkurencją w niskim przedziale cenowym,
  • sektora motoryzacyjnego: nadal dysponującego wolnymi mocami produkcyjnymi, choć tendencje poprawiają się, oraz
  • branży transportowej: cierpiącej z powodu tradycyjnych trudności w sektorze transportu drogowego, w którym włoskie firmy muszą walczyć z praktykami dumpingowymi stosowanymi przez zagranicznych konkurentów.

Jeżeli chodzi o rynki eksportowe, wskaźniki braku płatności w niewielkim stopniu rosną pod względem częstości (+2%) oraz stopnia (wysokości) ich występowania (+8%). Rok 2016 był bardzo trudny dla rynków wschodzących, biorąc pod uwagę ogólne spowolnienie na rynkach będących tradycyjnymi adresatami marki „Made-in-Italy”. Za granicą najbardziej ucierpiały sektory tekstyliów i odzieży, elektroniki i budownictwa. Średnia wartość niezapłaconych należności na rzecz włoskich firm wzrosła do 23.000 €. Po raz pierwszy od 2012 roku wskaźnik wypłacalności eksportu (-2%) wskazuje na istnienie wyższego ryzyka za granicą niż w kraju. Spośród najważniejszych 10 rynków eksportowych, na 2017 rok przewidywany jest wzrost liczby upadłości firm w Polsce (+3%), USA (+1%), Wielkiej Brytanii (+5%), Turcji (+5%) oraz Chinach (+10%).

„Eksport do krajów blisko położonych jest jedną z głównych strategii biznesowych w 2017 roku,” zauważa Massimo Reale, Dyrektor ds. Ryzyka w spółce Euler Hermes Italia. „Niemal wszystkie sektory osiągają wzrost liczby zamówień od nabywców zagranicznych: marka „Made-in-Italy” odnotowuje wzrost, w tym również w sektorach, które w ostatnich latach obserwowaliśmy głównie negatywne trendy (meble, obuwie). Kolejne łańcuchy dostaw powinny móc potwierdzić dodatnią ścieżkę wzrostu (ceramika, żywność, maszyny i sprzęt) z powodu konsumpcji wewnętrznej, która zasadniczo jest na dodatnim poziomie. Wspomniane ogólnie pozytywne tendencje powinny korzystnie odbić się na liczbie upadłości spółek, dla których przewidywany jest dalszy spadek (-5%) dzięki ogólnej odporności produkcji krajowej.”

Columbus Energy S.A. pozyskuje ponad 4,3 mln zł z publicznej emisji obligacji serii B

Columbus Energy S.A., Spółka notowana na rynku NewConnect, zakończyła z sukcesem emisję obligacji serii B i pozyskała z niej 4.335 tys. zł. Środki zostaną przeznaczone na sfinansowanie montażu instalacji fotowoltaicznych w ramach programu abonamentowego.

W pierwszej w historii Spółki publicznej ofercie obligacji dokonała ona przydziału 4.335 szt. obligacji serii B o wartości nominalnej 1.000 zł każda. Są to 2-letnie zabezpieczone obligacje z oprocentowaniem stałym wynoszącym 9,2% w skali roku, a odsetki będą wypłacane kwartalnie. Papiery dłużne zostały objęte przez 172 inwestorów. Dzień wykupu obligacji serii B przypada na 30.03.2019 r. Kolejnym krokiem będzie wprowadzenie obligacji serii B do obrotu na rynku Catalyst. Oferującym obligacje był Polski Dom Maklerski S.A.

„Jesteśmy na etapie wzmożonego rozwoju i zwiększania skali działalności, a finansowanie z emisji obligacji pozwoli nam na montaż naszych rozwiązań na dachach wielu klientów. Dzisiaj są tylko dwie wygrywające technologie energetyczne. To fotowoltaika i magazyny energii. Coraz większa część społeczeństwa zaczyna to rozumieć. Cieszę się bardzo, że Columbus Energy jest w takiej fazie rozwoju, kiedy rynek dopiero się buduje, bowiem daje nam to bardzo duży komfort w działaniu.” – podkreśla Dawid Zieliński, Prezes Zarządu Spółki Columbus Energy S.A.

Celem emisyjnym obligacji serii B jest sfinansowanie montażu ok. 400 instalacji fotowoltaicznych w ramach programu abonamentowego. Emitent konsekwentnie umacnia swoją pozycję rynkową w branży instalacji fotowoltaicznych, co jest możliwe dzięki wprowadzeniu w 2016 r. pionierskiej oferty „Abonament na słońce”, która pozwala gospodarstwom domowym oszczędzać na rachunkach za energię elektryczną. Oferta Columbus Energy S.A. jest kompleksowa, bowiem zakłada nie tylko dostarczenie i montaż instalacji, ale również obejmuje jej sfinansowanie, a klient podpisuje umowę na okres 15 lat.

W marcu 2017 r. Spółka podpisała umowę współpracy z Nest Bankiem S.A., dzięki czemu zapewnione zostało finansowanie dla jej klientów. Nest Bank S.A. zobowiązał się do przekazywania na rachunek Emitenta środków finansowych wynikających z umów zawartych z klientami przez Columbus Energy S.A. Dzięki podpisanej umowie Spółka będzie mogła zrealizować większą liczbę montaży, co istotnie przełoży się na jeszcze wyższe tempo jej rozwoju.

Po wejściu w życie umowy z NEST BANK sprzedaż dalej rośnie. Montujemy coraz więcej instalacji i teraz czeka nas intensywny czas, żeby prognozowane 2.500 instalacji sprzedać oraz zamontować. Dzisiaj wszystko idzie zgodnie z planem. Niebawem przeprowadzimy też pilotażową sprzedaż produktu termomodernizacyjnego i sprawdzimy, jak popyt, który zauważamy w tym segmencie, przełoży się na sprzedaż.” – dodaje Prezes Zieliński.

Głównym celem dla Columbus Energy S.A. jest ugruntowanie pozycji lidera na rynku mikroinstalacji fotowoltaicznych w Polsce. Spółka utrzymuje także stabilną sytuację finansową. W 2016 r. wypracowała zysk netto na poziomie jednostkowym w wysokości ponad 220 tys. zł, a jej przychody netto ze sprzedaży sięgnęły 8.511 tys. zł. W grudniu 2016 r. Emitent zaktualizował swoją strategię rozwoju na lata 2016-2020 oraz przedstawił nowe prognozy finansowe. Do końca 2020 r. Spółka planuje zrealizować łącznie 34.000 montaży instalacji fotowoltaicznych i osiągnąć 70 mln zł zysku netto w 2020 r. Columbus Energy S.A. rozszerzy również swoją ofertę dla klientów indywidualnych o nowy produkt – „Termomodernizacja wraz z finansowaniem”. Spółka planuje do końca 2017 r. przenieść notowania swoich akcji na rynek regulowany GPW w Warszawie.

Perspektywa rynku OZE

Rok 2016 był przełomowy dla sektora odnawialnych źródeł energii. Rynek ustabilizował się dzięki przyjęciu nowego prawa. Doświadczenie z innych krajów o podobnym nasłonecznieniu, jak Niemcy czy Wielka Brytania – gdzie rynek fotowoltaiki wynosi odpowiednio 7 proc. i 3 proc. (w Polsce 0,1 proc.) – pozwalają patrzeć z optymizmem na popyt ze strony gospodarstw domowych. Według badań CBOS (pt. „Polacy o oszczędzaniu energii i energetyce obywatelskiej”, marzec 2016) około 1 mln właścicieli domów jest zainteresowanych inwestycją w odnawialne źródła energii wciągu najbliższych 2-3 lat.

W USA indeksy przed szansą

Nieco lepsze od prognoz dane natchnęły inwestorów optymizmem. Dolar amerykański zyskiwał wczoraj wyraźnie na sile. Podobnie jak amerykańskie parkiety giełdowe. Wzrosły też ceny ropy.

Wczorajsze dane o PKB za IV kwartał w USA okazały się lepsze niż tego oczekiwano. Wynik na poziomie 2.1% był więc całkiem pozytywnym zaskoczeniem. Dolar amerykański zyskiwał wczoraj na sile, a trend uległ przyspieszeniu po 19:00. Zyskiwały też parkiety akcyjne. Najistotniejsze zmiany zaszły na wykresie indeksu Nasdaq, który pokonał historyczne szczyt, kończąc dzień na najwyższym poziomie w historii. Od poziomu 5915 jest już zupełnie niedaleko do psychologicznej bariery 6000 punktów. Jej test wydaje się tylko kwestią czasu.

Nieco gorzej wypadły wczorajsze dane z amerykańskiego rynku pracy. W ubiegłym tygodniu odnotowano 258 000 nowych wniosków o zasiłki, co było wynikiem wyższym od oczekiwań. Dziś kolejne dane, w tym te dotyczące PKB Wielkiej Brytanii oraz bezrobocia w Niemczech. Poznamy też inflację w Polsce. Z USA natomiast napłyną dane o dochodach oraz nastrojach Amerykanów. Ostatnie dane o nastrojach mocno zaskoczyły rynek in plus. Czy tendencja zostanie utrzymana?

SP50031032017r

Wczorajsze wzrosty na giełdach nieco pomogły bykom w USA. Spadki SP500 zatrzymały się na linii wzrostowej. Wskaźnik RSI wrócił ponad poziom 50 pkt, pokonując też linię spadkową. Niestety dla byków wykres cen ciągle ma do pokonania własną linię spadkową w okolicach 2380. Najbliższym wsparciem jest teraz poziom 2330.

Sylwester Majewski
www.forex-desk.net

Przygotuj się na przyszły tydzień 31.03.2017

W przyszłym tygodniu poznamy ważne informacje gospodarcze z kilku gospodarek, ale w głównej mierze skupimy się na Australii oraz Stanach Zjednoczonych. Oprócz tego, poniedziałek będzie dniem PMI-ów. We wtorek na podest wejdzie Australia z publikacją stóp procentowych, natomiast czwartek oraz piątek zdominują dane makroekonomiczne z USA.

Najistotniejsze dane makroekonomiczne dla Australii, Kanady, Stanów Zjednoczonych, Strefy Euro, Nowej Zelandii, Japonii, Wielkiej Brytanii

Najistotniejsze dane makroekonomiczne dla Australii, Kanady, Stanów Zjednoczonych, Strefy Euro, Nowej Zelandii, Japonii, Wielkiej Brytanii

Źródło: Admiral Markets

Wtorek – Australia – decyzja w sprawie stóp procentowych

Decyzję w sprawie stóp procentowych poznamy we wtorek rano o godzinie 6:30. Czy mamy na co czekać? Nie. Inwestorzy nie przewidują żadnego posunięcia ze strony władz monetarnych.

Prawdopodobieństwo podwyżki/obniżki stóp procentowej w Australii

Prawdopodobieństwo podwyżki/obniżki stóp procentowej w Australii

Źródło: Bloomberg

Prawdopodobieństwo zmiany stóp procentowych w jedną albo drugą stronę jest praktycznie zerowe. Taka sytuacja ma się utrzymać do końca tego roku, ale jest jedna rzecz, która diametralnie zmieniłaby nastawienie co do prowadzenia polityki monetarnej.

Co to jest? Surowce, a dokładniej szeroki rynek surowców. Na poniższym wykresie przedstawiono stopy procentowe ustalane przez Bank Centralny Australii oraz indeks CRB (reprezentant szerokiego rynku surowców).

Indeks CRB na tle stóp procentowych Australii

Indeks CRB na tle stóp procentowych Australii

Źródło: Bloomberg

Według analizy technicznej szeroki rynek surowców znajduje się w trendzie spadkowym. Niemniej jednak po przerwaniu czerwonej linii możemy oczekiwać dalszych wzrostów. Wzrost notowań głównego produktu eksportowego (surowce) Australii powinien przełożyć się na szybszy wzrost gospodarczy, inflację oraz podwyżki stóp procentowych. Dolar australijski jest zatem walutą o dużym potencjale wzrostowym, ale musimy poczekać na potwierdzenie ze strony surowców.

Czwartek i Piątek – Stany Zjednoczone

W czwartek zostaną opublikowane minutki z marcowego posiedzenia FOMC, po ostatnich projekcjach makroekonomicznych projekcja stóp procentowych na 2017 rok została niezmieniona. Niemniej jednak w publikacji minutek możemy zobaczyć, co musiałoby się wydarzyć, aby władze monetarne zmieniły swoje stanowisko.

Oprócz FOMC, jak co pierwszy piątek miesiąca, czekają na nas dane z rynku pracy, a to oznacza – dużą zmienność! W tym samym czasie, czyli w piątek o godzinie 14:30 odbywa się także publikacja stopy bezrobocie oraz płacy godzinowej. Na chwile obecną bezrobocie oscyluje w okolicy 4,7 proc.

Stopa bezrobocia w USA

Stopa bezrobocia w USA

Źródło: Admiral Markets

Przy tak niskiej stopie bezrobocia o odczyty powyżej 200 tysięcy nowych miejsc pracy w sektorze pozarolniczym będzie coraz trudniej. Prognoza ekonomistów znalazła się na poziomie 185 tysięcy, ale nawet odczyt o 30 tysięcy mniej powinien być zadawalający. Zatem co się liczy najbardziej podczas piątkowej publikacji danych? Płaca godzinowa! Dlaczego?

Przy spadającym bezrobociu i zdrowym rynku pracy przedsiębiorcy, aby zachęcić potencjalnych pracowników i utrzymać starych zmuszeni są do podnoszenia pensji. Tak wygląda zdrowy rynek pracy. Jeżeli tak się nie dzieje, to możemy mówić o chorym rynku pracy. Prognoza została ustalona na wzrost płacy godzinowej o 0,2 proc w stosunku do lutego. Jeżeli ewentualny odczyt byłby niższy, to moglibyśmy zobaczyć większą wyprzedaż indeksu dolara.

Instrumenty do obserwacji

Z punktu widzenia analizy technicznej ciekawym instrumentem jest ropa WTI. Po ostatnim impulsie spadkowym doczekaliśmy się korekty, która zatrzymała się zaraz pod oporem w okolicy 50 USD za baryłkę.

Ropa WTI, interwał dzienny

Ropa WTI, interwał dzienny

Źródło: Admiral Markets

Opór powinien zostać obroniony. Spadki mogą być kontynuowane nawet do poziomu 45 USD za baryłkę, gdzie mamy silne wsparcie oraz długoterminowy kanał wzrostowy notowań ropy naftowej.

Argumentów do jeszcze większej przeceny ropy jest kilka, ale głównym rosnąca produkcja ze strony pozostałych państw niezrzeszonych w OPEC.

Produkcja ropy naftowej w USA

Produkcja ropy naftowej w USA

Źródło: Bloomberg

Dla przykładu, produkcja amerykańska cały czas pnie się do góry, ponieważ przybywa coraz więcej wież wiertniczych. Warto zauważyć, że na początku rośnie ilość wież, dopiero potem produkcja, dlatego US Oil Rig Count zostały przesunięte do przodu.

Mateusz Groszek
Analityk Rynków Finansowych

Co piąty Polak chce spędzać z rodziną więcej czasu. Zakaz handlu w niedziele może pogłębić więzi rodzinne

Co piąty Polak chce spędzać z rodziną więcej czasu. Zakaz handlu w niedziele może pogłębić więzi rodzinne 1

Około 20 proc. Polaków chciałoby więcej czasu spędzać z rodziną – wynika z ubiegłorocznego badania Frisco.pl. Niedziele wolne od handlu mogą im w tym pomóc. Tym bardziej że większość pracowników branży handlowej stanowią kobiety, które silniej odczuwają potrzebę spędzania czasu z bliskimi. Zakaz handlu wcale nie musi się jednak okazać budulcem więzi rodzinnych – wszystko zależy od danej rodziny i jej przyzwyczajeń – przekonuje dr Iwona Tyrna-Łojek, socjolog z Wyższej Szkoły Bankowej.

– Sam zakaz handlu w niedziele nie spowoduje, że rodzice zaczną częściej i intensywniej zajmować się dziećmi, będą budować stałe relacje i więzi rodzinne. Rodzina jest podstawową grupą społeczną, dzięki której dzieci mają szansę poznać wszelkie relacje, a później realizować je w społeczeństwie – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes dr Iwona Tyrna-Łojek, socjolog, wykładowca Wyższej Szkoły Bankowej.

Kampania promująca obywatelski projekt ustawy o ograniczeniu handlu w niedziele prowadzona była pod hasłem „Odzyskajmy niedziele”. Nawet 80 proc. osób zatrudnionych w sklepach wielkopowierzchniowych to kobiety. NSZZ Solidarność wskazywało, że pracują one co najmniej dwie niedziele w miesiącu. Z badania CBOS przeprowadzonego w 2016 roku wynika, że projekt zakazujący handlu w ostatni dzień tygodnia popiera 61 proc. Polaków, najczęściej kobiety (65 proc.).

– Większość kobiet pracuje w super- i hipermarketach. Jeżeli ten czas zostanie im dany na rzecz swojego rozwoju i budowania relacji rodzinnych, to będą mogły z tego w pełni korzystać, by tworzyć pełne rodziny, czyli mama, tato i dzieci. Dlatego wolną niedzielę będzie można wykorzystać na wspólne bycie ze sobą. Ale to też zależy od rodziny, bo sam zakaz handlu nie spowoduje, że rodzice tak właśnie będą postępować – wskazuje Tyrna-Łojek.

Jak wynika z badania Frisco „Polacy po godzinach”, 41 proc. Polaków deklaruje, że spędza z rodziną więcej niż 5 godzin tygodniowo. Częściej mieszkańcy mniejszych miejscowości (51 proc.) niż dużych miast (36 proc.). Jednocześnie 25 proc. osób deklaruje, że chciałoby rodzinie poświęcać więcej czasu.

 Badania wskazują, że to osoby po 65 roku życia przede wszystkim zajmują się dziećmi, czyli swoimi wnukami. To dobrze spędzony czas i również dziadkowie mogą budować te relacje, a rodzice je uzupełniać w czasie dostępnym dla siebie i dla rodziny – zaznacza socjolog.

Jak tłumaczy dr Tyrna-Łojek, wprowadzenie ograniczenia handlu w niedziele spowoduje przede wszystkim to, że rodziny, które dotychczas spędzały w hipermarketach wolny czas, nie tylko na zakupy, lecz także korzystając z różnych ofert edukacyjnych i kulturalnych, przeniosą się do innych miejsc.

Trudniej będzie jednak zmienić zakupowe przyzwyczajenia Polaków, dla których wyprawa do sklepu w niedzielę jest czymś oczywistym i bardzo wygodnym. Z badania TNS zrealizowanego dla Konfederacji Lewiatan wynika, że 74 proc. robi zakupy w niedziele. 54 proc. deklaruje, że w niedzielę odwiedza sklepy przynajmniej raz w miesiącu.

– To przywilej, z którego Polacy korzystają od lat i trudno im zrezygnować z tego przywileju na rzecz lepszej organizacji czasu. Ale już przed samymi świętami, kiedy wiemy, że sklepy będą zamknięte, już dobrze się organizujemy i robimy wcześniej zakupy. Z każdego przywileju trudniej nam jest zrezygnować, ale równocześnie brak tego przywileju spowoduje, że będziemy inaczej organizować i planować czas wolny – podkreśla dr Iwona Tyrna-Łojek.

Chorzy na nowotwór będą mieć lepszy dostęp do diagnostyki i leczenia. W Warszawie powstał kolejny prywatny szpital onkologiczny Magodent

Chorzy na nowotwór będą mieć lepszy dostęp do diagnostyki i leczenia. W Warszawie powstał kolejny prywatny szpital onkologiczny Magodent 2

W ciągu ostatnich 15 lat liczba zachorowań na raka wzrosła o 42 proc. Według statystyk w nadchodzących latach co czwarty Polak zachoruje na nowotwór, a co piąty pacjent z tego powodu umrze. To między innymi efekt słabego dostępu do diagnostyki i leczenia. Sytuację mogą poprawić także szpitale prywatne z umowami z NFZ, do których dostęp będą mieć wszyscy pacjenci. Grupa LUX MED otworzyła w Warszawie trzecią już placówkę onkologiczną. Dzięki nowemu szpitalowi Magodent, który jest częścią Grupy LUX MED, udzieli pomocy ponad 100 tysiącom pacjentów rocznie.

– Od ostatnich 15 lat mamy do czynienia z 42-proc. wzrostem zachorowań na nowotwory. Epidemiologia jest nieubłagana i my odpowiadamy na potrzeby pacjentów. Jesteśmy liderem prywatnej opieki medycznej w Polsce, dlatego chcemy brać współodpowiedzialność za zdrowie Polaków i reagować na największe bolączki systemu ochrony zdrowia, a taką jest onkologia – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Anna Rulkiewicz, prezes Grupy LUX MED.

Światowa Organizacja Zdrowia wskazuje, że w 2025 roku liczba zachorowań na raka wzrośnie globalnie do 19 mln, a w 2035 roku – 24 mln. Już teraz na raka umiera co roku ponad 8 mln osób. W Polsce w ciągu najbliższej dekady nowotwory będą najczęstszą przyczyną zgonów. Choć liczba zachorowań rośnie u nas stosunkowo wolno, to  w ciągu najbliższych lat choroba ta dotknie co czwartego Polaka, a co piąty z jej powodu umrze. Jednym z wyzwań jest dostęp do diagnostyki i leczenia.

– Nawet jeżeli zachorowalność w Polsce jest mniejsza niż w innych krajach europejskich, to polski pacjent onkologiczny ma istotnie mniejsze szanse na przeżycie niż obywatele innych krajów europejskich. Powodem są między innymi problemy w dostępie do wczesnej diagnostyki i leczenia. A dla pacjenta onkologicznego liczy się przecież każdy dzień – mówi Rulkiewicz.

Polska Unia Onkologii ocenia, że tylko co drugi pacjent w Polsce jest leczony na takim samym poziomie, co chorzy w Europie Zachodniej. Sytuację mogą poprawić prywatne placówki, które dzięki podpisanej umowie z NFZ i wejściu do sieci szpitali będą dostępne dla wszystkich pacjentów tak jak nowo otwarty szpital Magodent Grupy LUX MED.

 Publiczny czy niepubliczny szpital ma te same zadania. Bardzo się cieszę, że tak nowoczesny szpital będzie szpitalem sieciowym. Im więcej ośrodków, które zapewniają pacjentom szeroką i kompleksową diagnostykę, tym lepiej dla pacjentów i całego systemu – mówi Marek Tombarkiewicz, wiceminister zdrowia. – Jeżeli szpital wejdzie do sieci, a część onkologiczna szpitala będzie szpitalem z poziomu onkologicznego, wtedy nie ma żadnych ograniczeń w dostępie pacjentów.

Magodent zapewnia kompleksową opiekę onkologiczną: od pełnej diagnostyki, przez chirurgię, chemioterapię, aż po rehabilitację. W nowym szpitalu znajdą się m.in. oddziały hematoonkologii, gastroenterologii i intensywnej opieki medycznej, a także oddział chemioterapii dziennej. W diagnostyce będą wykorzystywane badania molekularne, dzięki którym terapie będą spersonalizowane i dostosowane do konkretnych pacjentów.

Każdy ośrodek, który poprawia dostęp pacjentów do wczesnej diagnostyki, jest niezwykle ważny. Jak najwcześniejsze rozpoznanie w chorobie nowotworowej jest kluczowe, bo wtedy skuteczność leczenia jest o wiele większa niż przy opóźnieniu leczenia, kiedy niestety mamy już stan zaawansowany. Niestety, wtedy medycyna często niewiele może już zrobić – podkreśla Marek Tombarkiewicz.

W marcu tego roku resort zdrowia wprowadził zmiany do pakietu onkologicznego. Modyfikacja pakietu onkologicznego, która umożliwia wydanie karty DiLO w chwili podejrzenia, a nie rozpoznania nowotworu i zlikwidowanie nadmiernej biurokracji, to jeden z kroków do poprawy sytuacji.

 Ten szpital będzie wyróżniała nie tylko doskonała terapia, lecz przede wszystkim opieka nad pacjentem. Szpital został tak zaprojektowany, by pacjent czuł się tu nie jak w szpitalu, ale jak w domu. Chcemy nie tylko leczyć, lecz także przygotować pacjenta do wyjścia ze szpitala – wskazuje Anna Rulkiewicz.

Model opieki primary nursing oznacza zaś, że pełną odpowiedzialność za pobyt chorego w szpitalu przejmuje dedykowana konkretnemu pacjentowi pielęgniarka prowadząca. Wraz z opiekunami medycznymi i pielęgniarkami odcinkowymi ma ona zapewnić opiekę maksymalnie dostosowaną do potrzeb pacjenta.

– Obok profesjonalnej części medycznej z najbardziej nowoczesnymi terapiami onkologicznymi ogromną rolę będzie odgrywać budowanie bardzo bliskiej relacji pacjenta z personelem medycznym. Chcemy, żeby pacjent nie był petentem, ale by czuł, że jest otoczony opieką dostosowaną do jego indywidualnych potrzeb – zapowiada Anna Rulkiewicz.

Szpital przy ul. Szamockiej w Warszawie to ósma placówka szpitalna Grupy LUX MED i trzecia specjalizująca się w onkologii.

IKEA rośnie w Warszawie. Otworzy nowy sklep na Woli oraz pierwszy na świecie punkt usługowy IKEA dla Firm

IKEA rośnie w Warszawie. Otworzy nowy sklep na Woli oraz pierwszy na świecie punkt usługowy IKEA dla Firm 3

IKEA zapowiada ekspansję na polskim rynku. W 2018 roku otworzy trzeci sklep w Warszawie. Nowa placówka to tylko część strategii dla stolicy. Firma zapowiada rozwój kanału e-commerce, zwiększając zasięg sklepu internetowego. Jeszcze w tym roku w Warszawie ma powstać IKEA dla Firm, czyli miejsce, gdzie przedsiębiorcy otrzymają wsparcie przy projektowaniu i urządzaniu biur. To pierwsza taka inicjatywa na świecie.

 Warszawa jest dla nas bardzo ważnym rynkiem. To stolica i bardzo duży liczebnie rynek, który szybko rośnie. Mamy tu dwa sklepy, które są bardzo oblegane. Uznaliśmy, że musimy zbudować sklep bliżej centrum miasta. Wola jest dla nas idealną lokalizacją z racji swojej dostępności. Można tu dotrzeć samochodem, transportem publicznym, a nawet rowerem czy na piechotę – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Roy Dewar, Dyrektor nowego sklepu IKEA Wola.

W 2016 roku przychód sklepów IKEA w Polsce sięgnął ponad 3 mld zł. Mimo mniejszych powierzchni niż w części innych polskich miast, dwa stołeczne sklepy, na Targówku i w Jankach, miały łącznie 30-proc. udział w obrotach sprzedaży.

– Trzy działające sklepy z dobrą sprzedażą powinny się przełożyć na większe zyski i pomóc nam w dalszej ekspansji. Mamy ambitne plany związane z polskim rynkiem, związane zarówno z tradycyjnymi sklepami, jak i e-commerce. Poza tym cały polski rynek meblowy zaczyna rosnąć. Jeżeli IKEA będzie blisko ludzi, to może się to przełożyć na wzrost liczby odwiedzin – zapowiada Roy Dewar.

Plany ekspansji w sieci i w kanale tradycyjnym wiążą się także ze zwiększaniem zatrudnienia. Do trzeciego sklepu w Warszawie IKEA chce zatrudnić 450 osób, w tym ok. 40 menadżerów. W tym celu w maju otworzy specjalne miejsce przeznaczone do spotkań rekrutacyjnych. Będzie ono umożliwiało przeprowadzenie rekrutacji w przyjazny sposób, tak aby pomóc w pozbyciu się stresu i lepszym poznaniu się. Pracownicy mogą liczyć na konkurencyjne stawki, m.in. minimalne wynagrodzenie, które wynosi 20 zł brutto od stycznia 2017 roku oraz pakiet dodatkowych benefitów. Wśród nich jest plan emerytalny, który oferuje obecnie tylko ok. 5 proc. firm na polskim rynku.

– Mamy ambitne plany ekspansji, więc musimy rekrutować – podkreśla dyrektor nowo powstającej placówki. – Dla ludzi, którzy szukają możliwości rozwoju, to duża szansa. Szukamy specjalistów i innych współpracowników, ludzi, którzy znają się na rynku meblowym.

Nowa placówka na Woli oraz centrum rekrutacyjne to tylko dwa z elementów strategii IKEA w Warszawie. Kolejnym jest rozwijanie oferty dla biznesu pod nowym szyldem IKEA dla Firm. W stolicy jeszcze w tym roku ma powstać centrum biznesowe, a oferta będzie skierowana przede wszystkim do małych i średnich firm.

 Mamy linię dla biznesu w naszych sklepach od wielu lat, ale teraz stanie się dużo łatwiej dostępna. Otworzymy tego typu obiekt w centrum Warszawy w kolejnych miesiącach tego roku. To będzie miejsce, w którym będzie można załatwić wszystko od razu: zaprojektować i uzyskać porady. Zakres naszej oferty jest idealny dla domu, ale może być idealny także dla biznesu – przekonuje Dewar.

W centrum przedsiębiorcy mają uzyskać pomoc w projektowaniu biura, wyborze mebli i akcesoriów.

– Chcemy stworzyć uniwersalny punkt usługowy dla biznesu, ponieważ dla przedsiębiorców czas jest niezwykle ważny. Będzie można przyjść, zaplanować i skoordynować – doradcy będą na miejscu. To będzie miejsce dla wszystkich rodzajów biznesu, nie tylko dla biur, lecz także dla hoteli czy restauracji –zapowiada Roy Dewar.

90 proc. Polaków twierdzi, że internet ułatwia kontakt z bliskimi. Prawie połowa jest online cały czas

90 proc. Polaków twierdzi, że internet ułatwia kontakt z bliskimi. Prawie połowa jest online cały czas 4

Już niemal 40 proc. z nas jest online non-stop, a ponad 90 proc. Polakom internet ułatwia utrzymywanie kontaktów z bliskimi. Jednocześnie ponad połowa zdaje sobie sprawę z tego, że rozmowy i spotkania w sieci nie mogą zastąpić kontaktów w świecie realnym – wynika z raportu operatora telekomunikacyjnego INEA.

Według raportu INEA „Internet – dzieli czy łączy?” 91,2 proc. Polaków podkreśla, że internet pomaga im w utrzymaniu kontaktów z rodziną i znajomymi.

Aż 40 proc. badanych przyznaje, że gdyby nie internet, to kontakt z bliskimi byłby o wiele rzadszy. Ten kontakt ułatwiają nam portale społecznościowe, komunikatory, które występują zaraz po rozmowach telefonicznych i SMS-ach – wymienia w rozmowie z agencją Newseria Biznes Natalia Stroiwąs, przedstawiciel wielkopolskiego operatora INEA. – Możemy więc powiedzieć, że wpływ internetu na nasze relacje jest pozytywny.

Na rozmowy telefoniczne jako najczęstszą formę kontaktu z rodziną i znajomymi wskazało 70 proc. badanych, a na SMS-y – 55 proc. Za pomocą serwisów społecznościowych kontakt utrzymuje 52,8 proc., a z komunikatorów internetowych korzysta 44 proc. ankietowanych. Jednocześnie ponad połowa (52,7 proc.) zdaje sobie sprawę z tego, że rozmowy i spotkania w świecie wirtualnym nie mogą zastąpić kontaktów w świecie realnym.

Coraz chętniej wykorzystujemy internet do spędzania wolnego czasu z bliskimi – oglądamy wspólnie filmy i seriale (49,3 proc.), robimy wspólnie zakupy (46,3 proc.) oraz słuchamy muzyki (44,3 proc.). Organizujemy też razem w sieci wyjazd (37,9 proc.), przeglądamy profile znajomych (36,8 proc.), szukamy kulinarnych przepisów (34,5 proc.) czy po prostu rozmawiamy ze sobą przez komunikatory internetowe (34,4 proc.).

Większość Polaków, szczególnie młodych, nie potrafi sobie wyobrazić życia bez internetu. Dla blisko 17 proc. ankietowanych dzień bez internetu to dzień stracony. Mimo to potrafią z niego zrezygnować w szczególnych sytuacjach.

Jak pokazuje nasz raport, jesteśmy w stanie zachować równowagę pomiędzy byciem online a offline. Prawie 40 proc. badanych zadeklarowało, że podczas swojego urlopu potrafi nie korzystać z internetu i być offline. Natomiast tyle samo z nas deklaruje, że jest online cały czas, nawet jeśli aktywnie z tego internetu nie korzysta – mówi Natalia Stroiwąs.

Coraz szersze możliwości związane z rozwojem sieci wymagają jednak coraz większych kompetencji od użytkowników. To dlatego dostawcy internetu angażują się w naukę najmłodszych lub seniorów w zakresie korzystania z nowych technologii.

Dzięki temu zmniejszamy wykluczenie cyfrowe. Mamy fundację, która pokazuje dzieciom, jak korzystać z nowoczesnych zdobyczy technologicznych. Pomagamy seniorom, którym pokazujemy, jak korzystać z internetu, jak się poruszać w świecie nowych technologii. Widzimy, że jest coraz więcej zainteresowanych tym osób – mówi Natalia Stroiwąs.

Według danych Głównego Urzędu Statystycznego z 2016 roku dostęp do internetu w Polsce ma już 80,4 proc. gospodarstw domowych. To dwa razy więcej niż dekadę temu, kiedy w 2007 roku dostęp do sieci miało ich 41 proc.

Do Warszawy przyjechało kilka tysięcy inwestorów i globalnych koncernów. Chcą zainwestować w ciekawe pomysły i firmy

Do Warszawy przyjechało kilka tysięcy inwestorów i globalnych koncernów. Chcą zainwestować w ciekawe pomysły i firmy 5

Polski ekosystem wspierający start-upy i innowacyjne przedsięwzięcia wciąż się rozwija. Kluczowa jest dla niego wymiana doświadczeń z dojrzałymi rynkami jak USA czy Izrael, czerpanie z tamtejszych wzorców i dostosowywanie ich do wschodnioeuropejskich realiów. Temu służy największa międzynarodowa konferencja Wolves Summit, która po raz kolejny przyciągnęła do Warszawy kilka tysięcy inwestorów i globalnych koncernów oraz start-upy z całego świata. Dla obu stron to duża szansa na zawiązanie owocnej współpracy.

– Inwestorzy cały czas rozglądają się po rynku, szukając dobrych okazji inwestycyjnych. Start-upy są w tej chwili na czasie, ponieważ taka firma może bardzo szybko urosnąć i zagwarantować inwestorowi dobrą stopę zwrotu – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Piotr Piasek, współzałożyciel Wolves Summit.

Coroczna konferencja Wolves Summit jest największym międzynarodowym wydarzeniem networkingowym w Europie Środkowo-Wschodniej. Odbywa się z myślą o firmach technologicznych, start-upach, inwestorach oraz dużych korporacjach zainteresowanych współpracą i partnerstwem z mniejszymi innowacyjnymi podmiotami.

Tegoroczna piąta edycja dwudniowej konferencji Wolves Summit skupiła w Warszawie kilkuset menadżerów wysokiego szczebla i przedstawicieli takich globalnych gigantów, jak Google, Cisco, Amazon, Deutsche Telekom, KPMG, Orange i T-Mobile oraz czołówkę polskiego biznesu, którą reprezentowały między innymi PZU, KGHM, Warta i Adamed.

– Celem konferencji jest łączenie inwestorów, start-upów oraz korporacji zainteresowanych innowacjami. Inwestorzy, którzy uczestniczą w tym spotkaniu, filtrują start-upy, co może się zakończyć współpracą. Korporacje w tej chwili również poszukują innowacji zewnętrznych i możliwości współpracy z młodymi firmami – mówi Piotr Piasek.

Agenda spotkań nastawiona jest na networking i wymianę doświadczeń. Inwestorzy i korporacje uczą się od innych firm, które z sukcesem wdrażają u siebie innowacje. Mogą się przyjrzeć przykładom z zagranicznych rynków i uczyć od najlepszych ze Stanów Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii czy Niemczech, gdzie scena start-upowa jest dojrzalsza i dużo bardziej rozwinięta.

Z kolei dla start-upów udział w takim międzynarodowym wydarzeniu jest dobrą okazją, żeby otrzymać feedback, zweryfikować swój pomysł od strony biznesowej i sprawdzić, czy budzi on zainteresowanie rynku i inwestorów.

– Microsoft i Apple powstawały w garażu, ale nie każda firma garażowa ma szansę zostać przekuta w dobrze prosperujący biznes. Feedback pomaga na wczesnym etapie zaoszczędzić pieniądze, jeżeli po zweryfikowaniu okaże się, że projekt po prostu nie ma szansy przyjąć się na rynku – mówi Piotr Piasek.

Jak ocenia współzałożyciel Wolves Summit, polski rynek start-upów wciąż jest na etapie rozwoju. Ekosystem ukierunkowany na wsparcie takich innowacyjnych start-upów dynamicznie się rozwija, czerpiąc wzorce właśnie z zachodnich i bardziej dojrzałych rynków.

– Jednym z partnerów tegorocznej konferencji jest Start-Up Nation Central, który wnosi wiedzę izraelskiego rynku. Widzimy bardzo dużą lukę pomiędzy możliwościami i tym, co jest jeszcze do zrobienia w Polsce. Myślę, że to dopiero początek. Poza tym przedsiębiorczość i wolny rynek mamy w Polsce stosunkowo od niedawna, bo dopiero od 1989 roku, więc wszystko jeszcze przed nami – uważa Piotr Piasek.

Izrael od lat plasuje się w czołówce najbardziej innowacyjnych państw, które przeznaczają największe środki na badania i rozwój. Rządowy system wsparcia dla innowacyjnych przedsięwzięć jest uważany za modelowy na równi z Doliną Krzemową. Zagęszczenie start-upów w Izraelu w przeliczeniu na mieszkańca jest największe na świecie. Ten stosunkowo młody rynek jest uważany za jedno z globalnych centrów technologii i innowacji, a co roku powstaje tam kilkaset nowych start-upów.

Organizatorzy tegorocznego Wolves Summit podkreślają konieczność bazowania na zagranicznych wzorcach, które powinny jednak zostać zaadaptowane do realiów wschodnioeuropejskich.

– Jak na razie korzystamy z zagranicznych wzorców, ale musimy je adaptować na nasz rynek, gdzie warunki rozwoju dla start-upów są trochę inne. Startujemy z innego poziomu, więc musimy dopasować te wzorce do naszych standardów, żeby – mówiąc kolokwialnie – nie przejeść środków przeznaczonych na rozwój start-upów i innowacyjności. To miejsce w kilku innych krajach wykorzystujących unijne dotacje, gdzie wpłynęło dużo kapitału, ale ekosystem wspierający start-upy nie powstał. W Polsce zegar tyka do 2023 roku, kiedy to skończą się unijne środki. Do tego czasu musimy stworzyć dojrzały rynek – zaznacza Piotr Piasek.

Dzięki funduszom unijnym i programom finansowanym ze środków jednostek rządowych na rynku pojawia się coraz więcej możliwości pozyskania finansowania. Innowacyjne start-upy mogą też korzystać z inkubatorów i akceleratorów. Ważny jest jednak odsiew i wyłuskanie tych przedsięwzięć, które mają największe szanse na rynkowy sukces.

Nawet 40 proc. elektroodpadów jest przetwarzanych w zły sposób i zanieczyszcza środowisko. Kontrole od 2018 roku mają ograniczyć szarą strefę

Nawet 40 proc. elektroodpadów jest przetwarzanych w zły sposób i zanieczyszcza środowisko. Kontrole od 2018 roku mają ograniczyć szarą strefę 6

Przepisy dotyczące postępowania ze zużytym sprzętem elektronicznym, które wejdą w życie w 2018 roku, mają uszczelnić rynek. Ustawa wprowadza możliwość niezapowiedzianego audytu firm przetwarzających i zbierających zużyty sprzęt. Zdaniem ekspertów przepisy skupiają się jednak na kwestiach formalnych. Brakuje zaś wskazania standardów, wedle których sprzęt powinien być utylizowany. Tak długo, jak nie zostaną określone precyzyjne standardy przetwarzania sprzętu, tak długo audyt spełni swoją rolę jedynie połowicznie – ocenia Daniel Chojnacki, radca prawny z Kancelarii Domański Zakrzewski Palinka.

Od stycznia 2018 roku wejdzie w życie pozostała część przepisów z przyjętej w 2015 roku ustawy o zużytym sprzęcie elektrycznym i elektronicznym (ZSEE). Zgodnie z założeniem mają one uszczelnić rynek. Obecnie szacuje się, że nawet 40 proc. elektrośmieci, które teoretycznie podlegają recyklingowi, trafia na złomowisko. Część zakładów, szukając oszczędności, utylizuje sprzęt w niewłaściwy sposób.

– Dwie podstawowe kwestie to podział odpadów zużytego sprzętu na 6 kategorii oraz audyty zewnętrzne. Te dwie zmiany w założeniu ustawy przyjmowanej w 2015 roku miały uszczelniać system i branża liczy na to, że rzeczywiście istnienie tych przepisów w tym pomoże – powiedział agencji informacyjnej Newseria Biznes Daniel Chojnacki, radca prawny z kancelarii Domański Zakrzewski Palinka, podczas debaty zorganizowanej przez Instytut Jagielloński i HASHRynekOpinii.

Nowe przepisy umożliwiają Inspekcji Ochrony Środowiska, marszałkom województw i starostom dokonanie niezapowiedzianej kontroli firm, które przetwarzają lub zbierają zużyty sprzęt. Celem audytu zewnętrznego ma być sprawdzenie, czy zakłady przetwarzania faktycznie realizują obowiązki, które przewiduje prawo ochrony środowiska.

– Przepisy, które mają określać, jak audyt ma wyglądać, odnoszą się przede wszystkim do kwestii formalnych. Pokazują ścieżkę, jaką audytor czy weryfikator powinien przejść. Wydaje się, że brakuje odniesienia do kwestii merytorycznych, tzn. do standardów tego, w jaki sposób sprzęt powinien być właściwie przetwarzany. Uważam, że tak długo, jak długo nie zostaną określone jasne, precyzyjne standardy przetwarzania sprzętu, tak długo audyt spełni jedynie połowicznie swoją rolę – przekonuje Chojnacki.

Ustawa wskazuje m.in. jakie dokumenty powinien sprawdzić audytor lub czy masy wykazane na kartach przekazania odpadów są potwierdzone stosownymi fakturami. Polska jest jedynym krajem w Unii Europejskiej, który nie ma przyjętych standardów przetwarzania elektroodpadów. Prace nad ich przyjęciem zapowiada resort środowiska.

– Brak standardów oznacza duże kłopoty. Te zaś prowadzą do tego, że niektóre zakłady przetwarzają sprzęt w sposób bezpieczny dla środowiska, a inne zakłady nie zachowują norm ochrony środowiska i je skażają. Zagrażają tym samym jakości powietrza, emitują szkodliwe związki, co zagraża zdrowiu i życiu ludzi – ostrzega Aleksander Traple z Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Ochrony Środowiska.

Sprzęt elektryczny i elektroniczny zawiera substancje szkodliwe dla zdrowia i środowiska. Zwłaszcza w sprzęcie produkowanym przed 2006 rokiem wykorzystywano w praktycznie nielimitowany sposób szkodliwe pierwiastki. Największe zagrożenie powstaje podczas demontażu urządzeń. Jeśli odbywa się w sposób nieprofesjonalny, to do środowiska trafia większość szkodliwych substancji.

– Istotnym elementem funkcjonowania audytów jest określenie standardów: w jaki sposób audyt ma być przeprowadzany, co audytor ma sprawdzać, jakie elementy powinien skontrolować w poszczególnych zakładach, istnienie technologii, istnienie instalacji. To stworzenie takich reguł, wedle których audytor w sposób jednakowy we wszystkich zakładach będzie weryfikował prawidłowość procesu przetwarzania zużytego sprzętu elektrycznego i elektronicznego – ocenia Aleksander Traple.

Obecnie producenci sprzętu zbierają ok. 40 proc. urządzeń, które są wprowadzane na rynek. Ustawa zakłada, że od 2021 roku poziom zbierania zużytego sprzętu ma wynosić 65 proc. masy wprowadzonej do obrotu w trzech poprzednich latach lub 85 proc. wytworzonego zużytego sprzętu. Recykling sprzętu zależy od grupy, do której został zaklasyfikowany. Dlatego eksperci oceniają, że przepisy, które zmniejszają z 10 do 6 liczbę grup urządzeń elektronicznych i elektrycznych, to dobre posunięcie.

– Z punktu widzenia kosztów przetwarzania i wyzwań środowiskowych niektóre sprzęty są łatwiejsze, inne trudniejsze. Dotychczasowy sposób grupowania tych sprzętów pozwala na zamienne traktowanie tych grup. Wprowadzenie podziału na 6 grup powinno to uniemożliwić. To rozwiązanie pozwala tak grupować sprzęt, aby nie było możliwe przetwarzanie sprzętu trudniejszego w sposób właściwy dla sprzętu łatwiejszego – przekonuje Daniel Chojnacki.

Kurs franka odbija. Przecena waluty w RPA. Przychody z podatków w 2016

Waluta RPA spadła od początku tygodnia o około 5% względem większości głównych walut. Dobre prognozy podatkowe rządu. Dobre dane makroekonomiczne wspierają franka.

Gwałtowna przecena waluty RPA

W tym tygodniu byliśmy świadkami gwałtownej przeceny na walucie Republiki Południowej Afryki. staniała ona w ciągu tygodnia z 0,32 zł w okolice 0,30 zł. To tak jakby euro nagle zmieniło swoją wartość o 15 groszy. Ruch ten nie martwi zbytnio analityków, gdyż można go wciąż uznać za korektę zeszłorocznych wzrostów. W ciągu roku rand zyskał bowiem na wartości imponujące 30%. Powodem zamieszania jest informacja o możliwości zdymisjonowania przez prezydenta ministra finansów. Jest to postać ciesząca się dużym zaufaniem rynków stąd pewien strach. Analitycy wskazują jednak na wciąż wysoką atrakcyjność inwestycji w RPA, głównie za sprawą cen surowców, które kraj ten wydobywa.

3 mld złotych przychodu z podatków w 2016 roku

Przychody budżetowe z tytułu podatku bankowego wyniosły w 2016 roku 3 mld złotych. NA 2017 rok planowane jest pobranie z banków 4 miliardów złotych. Co ciekawe w komentarzu wiceministra finansów znalazła się informacja, że klienci mają wybór pomiędzy bankami a instytucjami działającymi w mniejszej skali i nie obłożonymi stosownym podatkiem. Na uwagę zasługuje jednak przede wszystkim zwiększona ściągalność VAT. Jeżeli uda się utrzymać to tempo wzrostu ściągalności to będzie nas stać na programy socjalne rządu. Pewnym problemem jest wciąż dla rządu podatek od sklepów wielkopowierzchniowych, który wciąż jest zawieszony jako niezgodny z prawem unijnym.

Dane Makroekonomiczne ze Szwajcarii

Dzisiaj rano poznaliśmy dane ze Szwajcarii. Indeks Instytutu KOF pokazujące potencjalną kondycję polskiej gospodarki w perspektywie najbliższego półrocza wyniósł 107,6 punktu. Było to o 1,6 punktu więcej niż oczekiwali analitycy. Jest to kolejny sygnał mówiący o tym, że pomimo bardzo silnego franka gospodarka tego kraju wcale nie ma się źle. Efektem dobrych danych ze Szwajcarii było umacnianie się frank względem pozostałych walut. Nie zmienia to faktu, że frank wciąż jest blisko wielomiesięcznych minimów względem złotego.

Dzisiaj w ramach danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

  • 13:00 – Czechy – decyzja CNB w sprawie stóp procentowych,
  • 14:30 – USA – wnioski o zasiłek dla bezrobotnych,
  • 14:30 – USA PKB.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Fed jednak jastrzębi? Dwie czy cztery podwyżki w USA?

Wczoraj amerykańskie rynki utrzymały grunt pod nogami. DowJones30 zyskał 0,08%, SPX500 0,05% a NSDQ100 0,09%. Dzisiejszy dzień w Azji stoi pod znakiem zniżek, JPN225 jak i China50 tracą. Natomiast od rana europejskie rynki dzielnie walczą odnotowując lekkie zyski.Rynki finansowe dane 30 marca 2017

Ropa naftowa odnotowuje warty uwagi wzrost wartości, co może stanowić paliwo dla byków, przede wszystkim w sektorze energetycznym.

lira turecka kurs do dolara wykresCzłonek rezerwy federalnej Eric Rosengren pokazał wczoraj swoje jastrzębie skrzydła wzywając kolejnych czterech podwyżek stóp procentowych jeszcze w tym roku. Rynki będą uważnie śledzić planowane na dziś cztery wypowiedzi FED, ze szczególną uwagą także tę dotyczącą kwestii sumy bilansowej.

Obecnie rynki wyceniają prawdopodobieństwo jednaj bądź dwóch podwyżek jeszcze w tym roku. Wiceprzewodniczący rezerwy federalnej Stanley Fischer, był nieco bardziej zachowawcy niż Rosengren i wezwał wczoraj do nie więcej niż dwóch podwyżek w 2017. Inwestorzy będą także bacznie przyglądać się danym makro zza oceanu. Dziś zostanie podane do wiadomości końcowe wyliczenie PKB w USA w IV kwartale. Analitycy szacują kwartalny wzrost na 2%.

Dziś amerykański sekretarz stanu Rex Tillerson przebywa z oficjalną wizytą w Turcji. Tillerson będzie rozmawiał na temat wojny w Syrii, w tym także wykorzystania sił kurdyjskich do ataku na Rakkę, stolicę samozwańczego Państwa Islamskiego. Ze względu na napięte stosunki turecko-kurdyjskie były baron naftowy będzie miał ciężki orzech do zgryzienia. W agendzie nie znajdzie się raczej temat planowanego referendum konstytucyjnego nad Bosforem. Poddana pod głosowanie w kwietniu reforma konstytucji zakłada m.in., że prezydent będzie jednocześnie szefem państwa i rządu, będzie mógł sprawować władzę za pomocą dekretów, a także rozwiązywać parlament. Polityka prezydenta Erdogana wobec opozycji, na pewno doprowadziłaby każdego amerykańskiego polityka do furii, natomiast kurs obrany przez administrację Trumpa koncentruje się w całości na kwestii wyeliminowania Państwa Islamskiego za wszelką cenę.

Inwestorzy na pewno będzie przyglądać się zaciekawieniem notowaniom tureckiej liry na krótko przed i po głosowaniu, które odbędzie się 16 kwietnia.

Mati Greenspan, Starszy Analityk Rynków eToro

Zastrzeżenie

Ta informacja służy jedynie celom informacyjnym i edukacyjnym. Nie powinna być traktowana jako porada albo rekomendacja inwestycyjna. Przeszłe wyniki nie dają gwarancji osiągnięcia rezultatów w przyszłości. Trading wiąże się z ryzykiem. Ryzykuj tylko kapitał, na którego stratę jesteś przygotowany.

Wszystkie dane, liczby i wykresy są aktualne na dzień 30 marca.

Jakub Machnik w zarządzie UNIQA Polska

  • Jakub Machnik został powołany na stanowisko członka zarządu odpowiedzialnego za zarządzaniem ryzykiem
  • Od 2007 roku pełnił funkcję dyrektora Departamentu Finansowego w spółkach UNIQA.

Rada Nadzorcza spółek UNIQA w Polsce zdecydowała o powołaniu z dniem 1 kwietnia Jakuba Machnika na stanowisko członka zarządu odpowiedzialnego za pion ryzyka. Z UNIQA związany jest od 14 lat, ostatnio pełnił funkcję dyrektora finansowego.

Jakub Machnik, UNIQA Polska - fot. Rafał Guz
Jakub Machnik, UNIQA Polska – fot. Rafał Guz

Jakub Machnik jest związany z sektorem ubezpieczeń od 17 lat, w tym od 14 lat z UNIQA. Od 2007 roku był na stanowisku dyrektora finansowego odpowiedzialnego m.in. za księgowość, sprawozdawczość i działalność lokacyjną. Brał udział w projektach wdrożeń systemów IT (zarówno ubezpieczeniowych, jak i ERP), projektach optymalizacyjnych dotyczących złożonych procesów biznesowych oraz operacyjnym wdrożeniu regulacji Solvency II. Karierę zawodową rozpoczynał w audycie instytucji finansowych firm Arthur Andersen i Ernst&Young.

Posiada uprawnienia biegłego rewidenta, ukończył kierunek Finanse i Bankowość na Uniwersytecie Łódzkim. Posiada również dyplom MBA programu Executive MBA University of Quebec i Szkoły Głównej Handlowej.

Jakub Machnik jest doświadczonym menedżerem ds. ryzyka, który od wielu lat pracuje na rynku ubezpieczeniowym. Po 14 latach pracy w UNIQA ma dużą wiedzę o rynku ubezpieczeniowym i w szczególności o działaniu spółek UNIQA. Będzie wspierał zarząd w umacnianiu pozycji UNIQA na polskim rynku mówi Jarosław Matusiewicz, prezes spółek UNIQA.

Powołanie członka zarządu odpowiedzialnego za obszar ryzyka wymaga akceptacji Komisji Nadzoru Finansowego.

Skład zarządu spółek UNIQA w Polsce od 1 kwietnia 2017 r.:

  • Jarosław Matusiewicz – prezes zarządu,
  • Anna Demczenko – wiceprezes zarządu ds. finansowych,
  • Adam Łoziak – wiceprezes zarządu ds. sprzedaży,
  • Jakub Machnik – członek zarządu ds. ryzyka.

Mzuri CFI 1: zyski z pierwszej spółki inwestującej grupowo w mieszkania na poziomie blisko 14 proc. rocznie

Zakończył się proces inwestycyjny Mzuri CFI 1 – pierwszej spółki grupowego inwestowania w nieruchomości powstałej w ramach inicjatywy Mzuri CFI. Spółka pozyskała kapitał w wysokości 1,5 mln zł na zakup, remont, a następnie sprzedaż mieszkań z przeznaczeniem na wynajem. Udziały w spółce objęło 64 inwestorów, którzy wpłacili średnio po 22 tys. zł. Po nieco ponad 2 latach Inwestorzy otrzymają zwrot zainwestowanego kapitału oraz wypłatę zysku na poziomie 30,6 proc. (13,6 proc. w skali roku).

W grudniu 2014 Grupa Mzuri uruchomiła pierwszą spółkę celową opartą na idei crowdfundingu, która umożliwiała grupowe inwestowanie w nieruchomości osobom dysponującym nawet relatywnie niewielkim kapitałem. Pod koniec 2014 roku Mzuri CFI 1 pozyskała łącznie ponad 1,5 mln zł na zakup i remont kamienicy w celu późniejszego sprzedania mieszkań przeznaczonych na wynajem. W roku 2015 zidentyfikowano okazję inwestycyjną w Łodzi. Po przeprowadzeniu wnikliwej analizy prawnej, ekonomicznej i technicznej kamienica przy ulicy Targowej 55 została kupiona. – Do lutego 2017 roku trwał remont obiektu. W marcu zamknęliśmy cały proces inwestycyjny, 100 proc. mieszkań zostało sprzedanych – większość z nich jest już wynajęta i przynoszą nabywcom zwrot z inwestycji na poziomie ok. 7,5 proc. rocznie. Zyski z przedsięwzięcia zostaną teraz wypłacone tym inwestorom, którzy zdecydują się wycofać ze spółki, zaś pozostali inwestorzy wezmą udział w kolejnej inwestycji polegającej na wzniesieniu nowego budynku z mieszkaniami na wynajem – komentuje Artur Kaźmierczak, prezes Mzuri CFI 1.

Inwestorzy CFI 1 podkreślają, iż koncept crowdfundingu jest atrakcyjną alternatywą dla standardowych metod inwestycji. – Daje on możliwość udziału w najbardziej intratnej formie flippingu (kupna i zyskownej sprzedaży kamienic po podniesieniu ich wartości), nawet w przypadku relatywnie ograniczonych zasobów finansowych, braku wiedzy i doświadczenia indywidualnego Inwestora. Niska bariera wejścia – już od 10 tys. zł, bezpieczeństwo inwestycji oraz wysokie zyski zdecydowanie zachęcają do dalszego angażowania kapitału w inicjatywy Mzuri CFI – dodaje Roland Caban, Kierownik Projektów Mzuri CFI.

Mzuri CFI 1 to pierwsza z dotychczas czterech spółek Grupy Mzuri uruchomiona w ramach inicjatywy Mzuri CFI opartej na idei crowdfundingu. Mzuri CFI 2, uruchomiona w roku 2015, zebrała jak dotychczas 3 mln zł. – Z każdym kolejnym projektem CFI rośnie przeciętna wysokość kapitału wpłacanego przez inwestorów – zaczynaliśmy od poziomu 22 tys. zł, podczas gdy średnia wpłat do ostatniej z naszych inicjatyw była już na poziomie ok. 50 tys. zł. Mimo to, próg wejścia niezmiennie utrzymujemy na poziomie 10 tys. zł, tak by zarabianie na nieruchomościach udostępnić osobom, które dysponują nawet niewielkim kapitałem – dodaje Kaźmierczak. Do pierwszej inicjatywy kapitał w wysokości 1,5 mln zł Mzuri CFI 1 gromadziła przez 6 tygodni. W przypadku Mzuri CFI 4 poziom ten został osiągnięty po dwóch dniach, a finalny poziom ponad 6 mln zł już po dwóch tygodniach subskrypcji.

Spółka zapowiada też powołanie kolejnych projektów CFI. – Mzuri CFI 5 będzie prawdopodobnie miało charakter deweloperski, a więc naszym celem będzie budowa nowych mieszkań na wynajem. Nieustannie prowadzimy też due diligence kolejnych projektów rewitalizacyjnych, m.in. w Poznaniu, Bydgoszczy i w Warszawie. Rynkiem nieruchomości w Polsce zajmujemy się już od 1998 roku, zarządzamy ponad 2,5 tys. mieszkań na wynajem, dlatego doskonale wiemy jakich inicjatyw brakuje na rynku – komentuje Sławek Muturi, ekspert od inwestycji w nieruchomości na wynajem, założyciel Mzuri i przewodniczący rady nadzorczej w spółkach Mzuri CFI.

Równe traktowanie kobiet i mężczyzn to wciąż mit. UE chce to zmienić

Równe traktowanie kobiet i mężczyzn to wciąż mit. UE chce to zmienić 7

Mimo formalnego równouprawnienia kobiety są nadal traktowane gorzej przy wyliczaniu składek ubezpieczeniowych oraz emerytalnych w prywatnych funduszach. Średnio w Europie emerytura kobiet jest o ok. 40 proc. niższa niż mężczyzn. Dlatego istotne jest rozszerzenie zasady równego traktowania kobiet i mężczyzn poza sferę zatrudnienia i rynek pracy oraz objęcie nią także dostępu do towarów i usług – przekonuje europosłanka Agnieszka Kozłowska-Rajewicz.

Wciąż jeszcze jesteśmy bardzo daleko od celu, jakim jest równe traktowanie kobiet i mężczyzn w dostępie do towarów i usług. Świadczy o tym luka emerytalna, czyli różnica pomiędzy średnią emeryturą kobiet a mężczyzn. Emerytura gromadzi właściwie całe życiowe doświadczenia zawodowe i podsumowuje je w postaci wysokości świadczenia. W Europie luka emerytalna wynosi ok. 40 proc. – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Agnieszka Kozłowska-Rajewicz, posłanka do Parlamentu Europejskiego i członek Komisji FEMM ds. Kobiet i Równouprawnienia.

Dane Komisji Europejskiej wskazują, że największa różnica w wysokości emerytur jest w Luksemburgu (47 proc.) i Niemczech (44 proc.), najmniejsza zaś w Estonii (4 proc.) i Słowacji (8 proc.). W Polsce przeciętna różnica świadczenia kobiety i mężczyzny wynosi nieco ponad 30 proc.

– Jest wiele aktów prawnych, które pomagają w osiąganiu równości. Jednym z nim jest Dyrektywa o równym dostępie do dóbr i usług kobiet i mężczyzn. Dotyczy ona kilku aspektów – usług finansowych, np. ubezpieczeniowych, zakazu molestowania w dostępie do dóbr i usług, ochrony macierzyństwa i kobiet w ciąży czy wzmocnienia obecności ciał równościowych takich jak pełnomocnicy czy rzecznicy ds. równości – wskazuje Kozłowska-Rajewicz.

Zdaniem europosłanki największym sukcesem dyrektywy jest wprowadzenie tych samych zasad przy wyliczaniu składek ubezpieczeniowych oraz emerytalnych w prywatnych funduszach. Firmy ubezpieczeniowe musiały zrezygnować z kryterium płci i skupić się na indywidualnych czynnikach. O ryzyku przy ubezpieczeniach decydują merytoryczne kryteria, np. historia wypadków czy stan zdrowia. Jeszcze niedawno jednak istotna była płeć.

Były duże różnice np. w ubezpieczeniach komunikacyjnych. Mężczyźni tylko dlatego, że są mężczyznami, płacili wyższe składki. W ubezpieczeniach zdrowotnych było odwrotnie – kobiety ze względu na płeć płaciły składki automatycznie wyższe. Ja np. płaciłam 30 proc. wyższą składkę zdrowotną, niż wynosiła ona dla syna albo męża i uważałam to za głęboko niesprawiedliwe – tłumaczy Kozłowska-Rajewicz.

Choć ujednolicenie składek spotkało się z dużym oporem, większość państw członkowskich wdrożyła ten przepis.

W marcu Parlament Europejski przyjął raport Agnieszki Kozłowskiej-Rajewicz na temat równego dostępu do towarów i usług dla kobiet i mężczyzn. Identyfikuje on nowe obszary zastosowania dyrektywy, które wynikają z postępującej cyfryzacji i rozwoju ekonomii dzielenia się. Przykładem mogą być usługi oferowane przez takie platformy jak AirBnB czy Uber.

Obawy związane z cyfrowymi platformami dotyczą przede wszystkim tego, w jaki sposób klienci mogą się czuć bezpieczniej, jak to uregulować, ale tak, żeby nie zepsuć tego, co najcenniejsze, czyli wymiany usług opartej na zaufaniu. Zwracamy uwagę na to w raporcie, a decydować będą odpowiednie gremia. Obecnie przez Parlament przechodzi kilka projektów dotyczących ekonomii dzielenia się. Takich platform będzie coraz więcej, dlatego trzeba rozstrzygnąć, jak daleko mają sięgać regulacje – podkreśla europosłanka.

Jak zaznacza Kozłowska-Rajewicz, problemem wciąż jest dostosowanie krajowych przepisów do tych wskazanych w dyrektywach. Nie inaczej jest w Polsce, a europosłanka wskazuje, że bolączką jest brak osób odpowiedzialnych za realizację polityki równości.

Dyrektywy wymagają powołania pełnomocnika rządu ds. równego traktowania. Teraz ten pełnomocnik został zredukowany do funkcji, która łączy się z innymi zadaniami i właściwie w praktyce jest kompletnie niewidoczny. Wzmocnienie pełnomocników, zapewnienie im odpowiedniego finansowania i warunków, żeby naprawdę realizowali tę politykę równościową, to jedna z cech tej dyrektywy, raportu i postulatów z tym związanych – przekonuje Agnieszka Kozłowska-Rajewicz.

Turystyka jedną z najszybciej rozwijających się gałęzi gospodarki w Polsce. Odpowiada za blisko 6 proc. PKB

Turystyka jedną z najszybciej rozwijających się gałęzi gospodarki w Polsce. Odpowiada za blisko 6 proc. PKB 8

Polskę co roku odwiedza ok. 16 mln turystów zagranicznych, a ich wydatki sięgają ok. 13 mld euro. Udział turystyki w PKB to 6 proc., ale potencjał tej branży jest znacznie większy. Nie będzie on rozwijany bez bardziej aktywnej promocji turystyki. Ścisła współpraca między podmiotami działającymi w branży pozwoli zwiększyć siłę rażenia działalności promocyjnej – przekonuje Marek Olszewski, prezes Polskiej Organizacji Turystycznej.

– Rola turystyki w gospodarce jest wciąż niedoceniana. Praktycznie wszystkie branże uczestniczą w tworzeniu produktu turystycznego. Poczynając od poważnych inwestycji, np. hotelarskich, po całą infrastrukturę wyposażenia hoteli, wyżywienie, atrakcje turystyczne, transport, logistykę. To wszystko przecież jest związane z turystyką i wszędzie te pieniądze zostają – przekonuje w rozmowie z agencją Newseria Biznes Marek Olszewski, prezes Polskiej Organizacji Turystycznej.

Ocenia się, że turystyka to jedna z najszybciej rozwijających się gałęzi gospodarki w Polsce. Jej udział w PKB to ok. 5–6 proc. (w 2015 roku). W turystyce pracuje ponad 700 tys. osób, a na rozwoju rynku turystycznego korzystają inne sektory gospodarki, m.in. budownictwo, transport czy rolnictwo.

 Należy zwiększyć udział turystyki krajowej. Mam kilka ciekawych pomysłów, które powinny się przyczynić do jej wzrostu, a pośrednio także do rozwoju kulturalnego, żebyśmy mogli się zapoznawać z dziedzictwem kulturowym, historią, naturą, która jest głównym argumentem dla przyjazdów zagranicznych – tłumaczy prezes POT.

W całej Polsce organizowana jest akcja „Polska zobacz więcej – weekend za pół ceny”, podczas której turyści mogą skorzystać z 50-proc. zniżek. Najbliższa jej edycja odbędzie się w dniach 31 marca – 2 kwietnia. Do akcji dołączyło ok. 450 podmiotów, a cały projekt ma ożywić krajową turystykę, zwłaszcza w sezonie niskim, i wzmocnić promocję oferty turystycznej wśród turystów krajowych. Ocenia się, że w tym roku ze zniżek może skorzystać 100 tys. Polaków.

Istotne jest także zachęcenie do odwiedzin zagranicznych turystów. Tylko w 2015 roku Polskę odwiedziło ponad 16,7 mln obcokrajowców (dane dotyczą turystów, którzy wykupili choć jeden nocleg).

– Na zagranicznych rynkach prowadzimy akcje, które mają zwiększyć naszą rozpoznawalność. Wiele osób nie do końca lokalizuje nasz kraj jako położony w Europie. Dlatego stawiamy przede wszystkim na kampanię medialną: przez telewizje, prasę, workshopy, spotkania z dziennikarzami czy organizowane study tour, gdzie zapraszamy dziennikarzy i touroperatorów, którzy obsługują rynek polski w zagranicznych obszarach – wymienia Olszewski.

Z danych resortu sportu i turystyki wynika, że w 2015 roku najwięcej odwiedziło nas Niemców (ponad 6 mln), Ukraińców, Rosjan, Brytyjczyków, także Francuzów i Czechów. Coraz częściej jako atrakcyjną destynację turystyczną oceniają nas mieszkańcy krajów skandynawskich, w dużej mierze ze względu na dobrą komunikację.

 Każde biuro podróży, każdy touroperator na terenie Europy jako pierwsze zadaje pytanie o to, jak dojechać. W momencie, w którym nasza infrastruktura rozwija się dosyć dynamicznie, zarówno drogowa, jak i lotnicza, powstają nowe połączenia, te rynki stają się coraz bliższe – wskazuje prezes POT.

W ubiegłym roku polskie lotniska obsłużyły ponad 34 mln pasażerów (przy 30,5 mln w 2015 roku). Udział portów regionalnych przekroczył 62 proc. Pojawiają się nowe połączenia, także do egzotycznych krajów, a to sprawia, że Polska wyraźniej zaistniała na turystycznej mapie świata.

– Blisko mają do nas Niemcy, także Norwegowie i Szwedzi. Ale to także kierunki, gdzie była prowadzona szeroka akcja promocyjna: na rynku chińskim, w Indiach, gdzie mamy tzw. home office. Staramy się poprzez te placówki propagować przyjazdy do Polski. To proces długotrwały, bo konkurencja jest olbrzymia. Myślę jednak, że mamy mocne argumenty. Jestem optymistą pod tym względem – podkreśla Olszewski.

Jak ocenia, aby kampanie promocyjne były bardziej widoczne, POT powinien aktywnie konsolidować działania podmiotów tworzących na rynku turystycznym, takich jak właściciele obiektów noclegowych, zarządzający atrakcjami turystycznymi, parkami narodowymi czy muzeami.

 Te obiekty nieraz są zbyt małe, żeby aktywnie promować się choćby na imprezach targowych, już nie wspominając o kampanii prasowej czy telewizyjnej. W związku z tym trzeba połączyć wysiłki i wówczas siła rażenia naszej działalności promocyjnej będzie dużo większa, z korzyścią dla obu stron – przekonuje Marek Olszewski.

Od 1 października rynek cukru czekają poważne zmiany. Ceny cukru mogą drastycznie wzrosnąć

Od 1 października rynek cukru czekają poważne zmiany. Ceny cukru mogą drastycznie wzrosnąć 9

Zniesienie kwotowania na rynku buraka cukrowego od października może oznaczać koniec stabilizacji na tym rynku, a nadprodukcja cukru doprowadzi do drastycznej obniżki jego ceny – przekonuje Krzysztof Nykiel, prezes Krajowego Związku Plantatorów Buraka Cukrowego. Części plantatorów nie będzie opłacała się produkcja, więc w długim terminie będzie ona ograniczana, co z kolei może wywołać dołek na rynku i znaczne podwyżki cen cukru. Rozwiązaniem mogłoby być uwolnienie limitu eksportowego w Unii Europejskiej.

– 1 października dojdzie do zniesienia kwotowania na rynku buraków i cukru. Jako związek plantatorów uważamy, że to złe rozwiązanie. Kwotowanie dawało stabilizację zarówno plantatorom, producentom, jak i konsumentom, a cena cukru trzymała się mniej więcej na tym samym poziomie. Teraz będziemy mieć wahania na rynku. W przyszłym roku na rynku może się pojawić bardzo dużo cukru. Wszystkie firmy funkcjonujące na rynku chcą kontraktować więcej buraków – wyjaśnia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Krzysztof Nykiel, prezes Krajowego Związku Plantatorów Buraka Cukrowego.

Według niemieckiej firmy analitycznej F. O. Licht w sezonie 2016/2017 światowy deficyt cukru może wynieść 5,5 mln ton. W następnym sezonie na rynku może być już jednak nadprodukcja cukru, na poziomie ponad 2 mln ton, w dużej mierze właśnie ze względu na zniesienie systemu kwotowania. Zniesienie limitów produkcyjnych, choć zwiększy potencjał produkcyjny, jednocześnie może przynieść nadpodaż.

– Nadprodukcja cukru może doprowadzić do drastycznych obniżek cen za buraki cukrowe. Ta cena już w tym roku jest o około 20–30 proc. niższa, niż była dotychczas. Może być również tak, że plantatorom przy bardzo niskich cenach nie będzie się opłacało sadzić buraków, a to będzie już katastrofa na rynku – ocenia Krzysztof Nykiel.

Jak podkreśla, rozwiązaniem mogłoby być zniesienie limitów eksportowych.

– Byłoby dobrze, żeby firmy, jeśli kontraktują więcej buraków, miały również określony zbyt na nadprodukcję cukru. Limit eksportowy w Unii Europejskiej wynegocjowany ze Światową Organizacją Handlu jest na poziomie 1,4 mln ton, powinien zostać absolutnie zniesiony. Skoro uwalniamy produkcję w Unii Europejskiej, nie kwotujemy, to powinno się również uwolnić limit eksportowy tak, byśmy mieli możliwość eksportowania cukru i konkurowania z rynkiem światowym – tłumaczy Nykiel.

Agencja Rynku Rolnego oblicza, że w 2016 roku eksport polskiego cukru w ujęciu ilościowym wzrósł o 8 proc. (do poziomu 465 tys. ton), a wartościowym – o 20 proc. (226 mln euro). Blisko 60 proc. trafiło na rynki europejskie. Poza Unię wyeksportowano 180 tys. ton, przede wszystkim do Izraela, Rosji, Gruzji i Kazachstanu. Potencjał jest jednak znacznie większy.

Nykiel podkreśla, że polscy plantatorzy są przygotowani do nadchodzących zmian.

– Plantatorzy dokonali olbrzymiego postępu. Plony osiągane przez nas z hektara są obecnie o 40 proc. wyższe niż jeszcze 10 lat temu – podkreśla prezes KZPBC.

W sezonie 2016/2017 produkcja cukru wyniosła 2 mln ton (wzrost o 620 tys. ton). Wzrósł areał upraw buraków (o 18 proc. do 203 tys. ha) i plony (wzrost o 21 proc. do nieco ponad 65 t/ha). Następna kampania cukrownicza może być jeszcze lepsza. Dane Związku Producentów Cukru w Polsce wskazują, że produkcja wyniesie 2,2 mln ton, wzrośnie też powierzchnia upraw i średnia produkcja cukru w pojedynczej cukrowni.

– Polska jest trzecim producentem w UE, ale liderzy, czyli Francuzi i Niemcy, mają dużo lepsze warunki glebowo-klimatyczne do uprawy i osiągają lepsze wyniki z hektara. To będzie istotne, bo jeżeli ktoś osiąga plon rzędu 80–90 ton z hektara, to inaczej rozłożą się u niego koszty niż u tych, którzy osiągają 60–70 ton. Mamy już oczywiście też takich plantatorów, u których plony sięgają 90 i 100, ale to jeszcze nie jest reguła – mówi Nykiel.

Jak przekonuje prezes KZPBC, nie ma większych szans na powrót do kwotowania. W długim terminie stracić mogą na tym nie tylko plantatorzy i producenci, lecz także konsumenci.

– Konsumenci będą kupować cukier w niższych cenach, ale może się tak zdarzyć, że później one znacznie wzrosną. Jeżeli w konsekwencji niskich cen cukru produkcja zostanie ograniczona przez plantatorów i producentów, to może się pojawić dołek na rynku, a wówczas ceny wzrosną. Uważam, że kwotowanie było stabilizatorem. Po jego zakończeniu może być podobna sytuacja jak na rynku mleka. Mieliśmy bardzo duży dołek, dzisiaj jest trochę lepiej, choć to wciąż nie jest jeszcze pełnia szczęścia – podkreśla Krzysztof Nykiel.

Większa korekta na giełdzie nadejdzie już niebawem. Inwestorzy powinni pomyśleć o wierzytelnościach i nieruchomościach zanim ceny akcji zaczną spadać

Większa korekta na giełdzie nadejdzie już niebawem. Inwestorzy powinni pomyśleć o wierzytelnościach i nieruchomościach zanim ceny akcji zaczną spadać 10

Obecna na warszawskiej giełdzie od listopada 2016 roku hossa nie obejdzie się bez korekty, uważa wiceprezes Forum TFI. Według niego nadszedł odpowiedni moment, by pomyśleć o inwestycjach w wierzytelności lub nieruchomości i nie warto czekać, aż ceny akcji zaczną spadać.

– Wartości indeksów, ceny instrumentów finansowych osiągnęły już dość wysoki poziom. Musimy liczyć się z tym, że hossa nie potrwa wiecznie i nadchodząca korekta prawdopodobnie dosięgnie nas już wkrótce – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Artur Rawski, wiceprezes zarządu Forum Towarzystwa Funduszy Inwestycyjnych. – Jest w obecnej sytuacji co najmniej kilka czynników, które wskazywałyby na to, że czeka nas najprawdopodobniej głębszy spadek cen.

Od początku roku WIG20 zyskał 15 proc., a od listopadowego dołka niemal dwukrotnie więcej. Podobnie sprawa ma się z indeksem szerokiego rynku, czyli WIG-iem. Analitycy różnie oceniają szanse dalszego wzrostu; są tacy, którzy wieszczą, że hossa potrwa do końca roku. Zdaniem Artura Rawskiego to zbytni optymizm.

– Czynników wskazujących na korekcyjne spadki cen akcji jest sporo. Po pierwsze, chociażby okres trwania hossy i przekraczania przez indeksy kolejnych barier psychologicznych. To także niższa prognoza wzrostu gospodarczego, to zmieniające się rekomendacje, zawirowania polityczne, które dzieją się w Unii Europejskiej – wylicza Rawski. – Wreszcie to plany wewnętrzne dotyczące reformy emerytalnej czy spodziewane inne sposoby wykorzystania spółek z udziałem Skarbu Państwa, do realizacji – być może – bieżących celów politycznych przez obecne władze.

W marcu odbyły się wybory w Holandii, których wprawdzie populistyczny Geert Wilders nie wygrał, jednak zwiększył liczbę mandatów w parlamencie. W kwietniu i na początku maja Europę czekają wybory we Francji, gdzie poważną kandydatką jest skrajnie prawicowa Marine Le Pen. Wreszcie szefowa brytyjskiego rządu Theresa May zapowiedziała, że rozpocznie procedurę brexitu 29 marca, zgodnie z wcześniejszymi sugestiami. Oznacza to, że za dwa lata Wielkiej Brytanii już w Unii najprawdopodobniej nie będzie.

– Myślę, że przeciętny Kowalski powinien zachować czujność i obserwować nie tylko ceny i indeksy giełdowe, lecz także brać pod uwagę inne informacje, które płyną z okolic rynku, z otoczenia politycznego czy prawnego. Dopiero synteza tych wszystkich informacji może dać sygnał do tego, że należałoby podjąć decyzję o wyjściu z inwestycji –  radzi Artur Rawski. – Przemodelowywanie portfela inwestycyjnego w perspektywie nadchodzącej bessy powinno się przede wszystkim wiązać z ograniczeniem zaangażowania w te instrumenty, które tej bessy najbardziej doświadczą – przede wszystkim w akcje i fundusze akcyjne.

Przez ostatnie trzy pełne miesiące (grudzień, styczeń i luty) to właśnie fundusze akcji polskich przyniosły najwyższe stopy zwrotu – średnio 15,5 proc. Dwucyfrowy wzrost osiągnęła jeszcze tylko jedna klasa aktywów – fundusze akcji polskich małych i średnich spółek. Także w skali roku te dwa rodzaje funduszy wzrosły najmocniej: małe i średnie spółki o ponad 30 proc., akcji polskich uniwersalne o 23,7 proc. (Analizy Online). Jednak zdaniem Artura Rawskiego, ten rajd w górę powoli wyhamowuje i inwestorzy powinni szukać także innych sposobów pomnażania majątku.

– Rynek dostarcza bardzo wielu innych instrumentów finansowych, jak chociażby fundusze alternatywne, które są oparte na aktywach nieskorelowanych bezpośrednio z tym, co się dzieje na giełdzie – podsuwa wiceprezes Forum TFI. – Aktywami, na których można oprzeć swoje inwestycje w formie funduszy inwestycyjnych, są chociażby wierzytelności czy nieruchomości, których wartość nie jest bezpośrednio powiązana z wartością akcji na rynku regulowanym. Ryzyko jest trochę inne i przewidywalne.

Zastrzega jednak, że całkowite wyeliminowanie skutków bessy może być trudne, choć możliwe jest ograniczenie jej wpływów na wartość portfela. Zwłaszcza, jeśli uczyni się to odpowiednio wcześnie, zanim akcje rozpoczną marsz w dół.

– Dywersyfikując odpowiednio portfel inwestycyjny i przenosząc zaangażowanie z instrumentów notowanych na giełdzie, możemy znacząco obniżyć negatywny wpływ spadków na wartość swojego portfela – radzi wiceprezes Forum TFI. – Należy oczywiście pamiętać o tym, żeby takie ruchy robić odpowiednio wcześnie. Myślę, że założenie sobie odpowiedniej rentowności, którą się osiąga w trakcie hossy, i zamknięcie pozycji, sprzedaż tych aktywów, które się ma, w odpowiednim momencie, nawet wtedy jeszcze, kiedy rosną, powoduje, że nadchodzące spadki nie wpłyną tak znacząco na wartość naszego portfela. 

Po brexicie Polska stanie się ważniejszym partnerem gospodarczym dla Irlandii

Po brexicie Polska stanie się ważniejszym partnerem gospodarczym dla Irlandii 11

Ubiegły rok był rekordowy dla polsko-irlandzkiej współpracy handlowej. Eksport z Polski wzrósł o blisko 8 proc., a import do kraju – o 1,8 proc. Wymiana handlowa może zdecydowanie przyspieszyć po wyjściu Wielkiej Brytanii z Unii, bo Irlandia będzie potrzebować silnych partnerów gospodarczych w UE.

– Na pewno przybywa polskich produktów w Irlandii, w każdym sklepie można zobaczyć polskie soki, napoje, inne produkty, które znamy z polskich sklepów – mówi agencji informacyjnej Newseria Bartosz Siepracki, dyrektor biura Enterprise Ireland w Warszawie.

To w dużej mierze zasługa znaczącej liczby Polaków mieszkających i pracujących w Irlandii. Tamtejsze firmy cenią sobie polskich pracowników.

– Dzięki obecności około 150 tys. Polaków w Irlandii ruch między Polską a Irlandią rośnie i my w naszym biurze w Enterprise Ireland mamy wiele takich przypadków, że Polak czy Polka, którzy pracowali w Irlandii w jakiejś firmie, wracają do Polski po kilku latach i zaczynają rozwijać biznes w Polsce – mówi Siepracki. – Polska jest też dla nich przyczółkiem. Stąd zaczynają prowadzić eksport do innych krajów ościennych, do Czech, do Słowacji, na szerszy rynek Europy Środkowo-Wschodniej.

Jak wynika z informacji przytaczanych przez Portal Promocji Eksportu, w ubiegłym roku Irlandia była 33. partnerem handlowym Polski w eksporcie i 25. w imporcie. Udział tego kraju w obrotach polskiego handlu zagranicznego nie jest znaczący, ale rośnie. W 2015 roku były to ok. 20-proc. wzrosty. Eksperci oczekują, że wyjście Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej może jeszcze bardziej ożywić polsko-irlandzką wymianę handlową.

– 40 proc. irlandzkiego eksportu to eksport do Wielkiej Brytanii. Brexit na pewno stanowi wyzwanie dla irlandzkich firm. Ze względu na bliskie związki z Polską, dzięki społeczności polskiej wydaje mi się, że Polska zyska na znaczeniu jako rynek eksportowy dla Irlandii – przewiduje szef Enterprise Ireland.

Irlandia, dla której Wielka Brytania jest ważniejszym partnerem handlowym niż dla Polski Niemcy, może na brexicie znacząco ucierpieć, zwłaszcza jeśli zrealizuje się scenariusz twardego wyjścia z UE z powrotem ceł.

Choć taki rozwój wydarzeń pogłębiłby ujemne saldo w handlu Polski z Irlandią, to jednocześnie w dłuższej perspektywie wpłynąłby na rozwój wzajemnych relacji gospodarczych, które mogą zaowocować zwiększeniem wywozu polskich produktów na Zieloną Wyspę.

– Irlandzki eksport do Polski rośnie w granicach 15–20 proc. rocznie i możliwe, że po brexicie jeszcze wzrośnie. W Enterprise Ireland obserwujemy już pierwsze takie sygnały. Mamy kilka przykładów firm, które wyraźnie stwierdzają, że muszą zdywersyfikować te kierunki i Polska jest w ich planach – mówi Siepracki.

Nowi członkowie zarządu Exact Systems S.A.

23 marca br. Exact Systems, największa firma kontrolująca jakość części samochodowych w Polsce i jedna z największych w Europie, powołał dwóch nowych członków zarządu – Jacka Opalę i Pawła Wieczorka. Ponadto, pełnomocnikiem zarządu został Dariusz Dengusiak. Nominacje mają na celu wzmocnienie działań ukierunkowanych na uzyskanie pozycji numer jeden na rynkach europejskich i zbudowania globalnej firmy w sektorze usług dla automotive.

Rozszerzenie zarządu to kolejny, bardzo ważny etap rozwoju naszej firmy, w którym konsekwentnie będziemy stawiać na rozszerzenie globalnej skali działalności oraz wachlarza usług i rozwiązań dla obecnych i potencjalnych klientów. Jacek Opala i Paweł Wieczorek aktywnie uczestniczyli w budowaniu naszej pozycji w Polsce i na rynkach międzynarodowych i między innymi dzięki ich pracy Exact Systems jest obecnie liderem usług kontroli jakości w Polsce i jedną z trzech największych firm w Europie. Jestem przekonany, że zarząd w nowym składzie sprosta nowym wyzwaniom, jakie czekają naszą spółkę w najbliższym czasie – mówi Paweł Gos, prezes zarządu Exact Systems S.A.

Paweł Wieczorek jest absolwentem Wydziału Filologicznego Uniwersytetu Łódzkiego. Od 14 lat rozwija sprzedaż międzynarodową w regionie Europy Środkowo-Wschodniej dla firm w wielu branż, m.in. sanitarnej, budowlanej czy tworzyw sztucznych. Posiada bogate doświadczenie w tworzeniu i zarządzaniu firmami na rynkach zagranicznych. Dla polskiego dystrybutora tworzyw sztucznych stworzył sześć spółek-córek: w Czechach, Słowacji, Węgrzech, Rumunii, Serbii i Bułgarii, osiągając znaczące udziały rynkowe. Do Exact Systems dołączył w kwietniu 2015 roku, gdzie jako dyrektor ds. rozwoju rynków zagranicznych jest odpowiedzialny za rozwój spółek w Czechach, na Słowacji, Węgrzech, w Rumunii oraz Chinach. Posługuje się językiem angielskim, czeskim, słowackim i rosyjskim oraz rozwija znajomość serbskiego.

Jacek Opala ukończył Zarządzanie Inżynierskie na Politechnice Częstochowskiej oraz Podyplomowe Studia Menedżerskie organizowane przez Szkołę Główną Handlową. Od początku kariery zawodowej związany z branżą automotive. Jest jednym z ekspertów Polskiej Izby Motoryzacji. W Exact Systems pracuje od 2005 roku, aktywnie uczestniczył w rozwoju biznesu w Polsce oraz zakładaniu przedstawicielstw spółki za granicą, m.in. w Wielkiej Brytanii, Turcji i Chinach. Obecnie pełniąc funkcję dyrektora ds. rozwoju sprzedaży jest odpowiedzialny za standaryzację w Grupie, nadzór nad działami sprzedaży w Polsce i spółkach-córkach, koordynowanie działań w ramach marketingu korporacyjnego oraz kształtowanie polityki PR firmy.

Paweł Wieczorek członek zarządu Exact Systems S.A., odpowiedzialny za rozwój rynków zagranicznych
Paweł Wieczorek członek zarządu Exact Systems S.A., odpowiedzialny za rozwój rynków zagranicznych

Główne wyzwanie, jakie czeka mnie w najbliższym czasie, to zgodnie ze strategicznym celem Grupy Exact Systems „going global”, czyli budowa znaczącej, stabilnej i opartej o zdywersyfikowaną bazę klientów pozycji w Chinach oraz umocnienie pozycji na rynkach Europy Środkowej. Mam tutaj na myśli przede wszystkim zacieśnianie współpracy między krajami, wykorzystanie dominującej pozycji w tym rejonie oraz pozyskanie kontraktów z OEM – mów Paweł Wieczorek członek zarządu Exact Systems S.A., odpowiedzialny za rozwój rynków zagranicznych.

Jacek Opala, członek zarządu Exact Systems S.A., odpowiedzialny za rozwój sprzedaży
Jacek Opala, członek zarządu Exact Systems S.A., odpowiedzialny za rozwój sprzedaży

W najbliższych miesiącach będę pracował nad utrzymaniem pozycji lidera rynku usług z zakresu kontroli jakości w Polsce i umacnianiem naszej spółki na świecie, m.in. poprzez poszukiwanie nowych możliwości rynkowych, poszerzanie zakresu oferty usług i poprawę skuteczności w budowaniu długofalowych relacji z Klientami – mów Jacek Opala, członek zarządu Exact Systems S.A., odpowiedzialny za rozwój sprzedaży.

Dodatkowo, Dariusz Dengusiak, dotąd dyrektor operacyjny, został pełnomocnikiem zarządu i awansował na stanowisko dyrektora zarządzającego w Exact Systems. W firmie odpowiada za nadzór nad realizacją oraz zgodnością z wymaganiami i wewnętrznymi standardami kontraktów dla klientów w Polsce. Dariusz Dengusiak studiował na Politechnice Częstochowskiej na Wydziale Zarządzania i Inżynierii Produkcji. Z Exact Systems jest związany do początku działalności spółki.

W związku z nominacjami, skład zarządu Exact Systems S.A. jest obecnie pięcioosobowy i przedstawia się następująco: Paweł Gos, prezes zarządu; Lesław Walaszczyk, wiceprezes zarządu, Jarosław Kochański, członek zarządu (odpowiedzialny za rozwój rynków zagranicznych), Jacek Opala, członek zarządu, Paweł Wieczorek, członek zarządu.

Komentarz walutowy. Kurs dolara, euro, funta 30.03.2017

Kurs dolara do złotego

Kolejny dzień umocnienia się dolara pozwolił parze USDPLN przetestować poziom lokalnego oporu przy 3,9480. Realizacja zysków przez inwestorów doprowadziła do zejścia ceny o 1,5 grosza. Fundamentalnie podtrzymujemy pogląd o dalszym umocnieniu się dolara względem złotówki, a rozmiar i czas tego umocnienia zależy od sytuacji na eurodolarze i rozwoju sytuacji z reformą podatków oraz systemu służby zdrowia w USA. W przypadku wzrostów oporem pozostaje poziom 3,9480, a po jego pokonaniu kolejny oporem będzie strefa ostatnich lokalnych szczytów przy 3,98.

Kurs dolara do złotego wykres

Kurs euro do złotego

Złoty zaksięgował formację 1 do 1. Oczekujemy, iż po ponownym teście poziomu 4,2250 popyt się uaktywni, co spowoduje kilkusesyjną korektę wzrostową. Oporem dla ceny jest linia trendowa wyrysowana po dołkach z listopada 2015, kwietnia 2016 oraz lutego 2017. W przypadku dalszych spadków wsparciem pozostaje okrągły poziom 4.20.

Kurs euro do złotego wykres

Kurs funta do złotego

Brexit nie musi być katem funta. Sugerowaliśmy od kilku tygodni, że dzień ogłoszenia chęci rozwodu Wielkiej Brytanii z UE będzie szokiem dla rynków. Tak było w istocie podczas referendum, lecz po faktycznym ogłoszeniu, cena zareagowała, osłabiając funta, jednakże większość Brexitu i tak jest już w cenach. Naszym zdaniem funt może w krótkim terminie się umocnić nawet do poziomu 4,94 zł. W przypadku spadków wsparciem będą lokalne dołki przy 4,86.

Kurs funta do złotego wykres

źródło: opracowanie własne ergokantor.pl

Szewczak: Polisolokaty naciągnęły ludzi na 50 miliardów zł

Powołany w Ministerstwie Sprawiedliwości zespół pod kierunkiem Wiceministra Marcina Warchoła ma zająć się sprawą polisolokat. W niedawnym posiedzeniu zespołu uczestniczyli przedstawiciele Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów, Rzecznika Finansowego, Komisji Nadzoru Finansowego, prawnicy oraz poszkodowani. Problem jest bardzo poważny i toksyczny, ponieważ około 5 milionów osób zostało naciągniętych na 50 miliardów złotych.

– W mojej ocenie polisolokaty są bardziej oszukańcze, niż kredyty frankowe – powiedział serwisowi eNewsroom.pl Janusz Szewczak, poseł na sejm RP – Została już uruchomiona droga sądowa, lecz jest to za mało. Potrzebne są działania prokuratury – być może nawet do spraw przestępczości zorganizowanej – a także Ministerstwa Sprawiedliwości w zakresie zmian legislacyjnych. W perspektywie miesiąca będziemy wiedzieli więcej w tej sprawie. Niektóre firmy ubezpieczeniowe postanowiły dobrowolnie oddać część pieniędzy z polisolokat – mówi się o kilku miliardach. Bardzo ładnie, że firmy ubezpieczeniowe – w przeciwieństwie do banków i kredytów walutowych – wykazują się pewną inicjatywą, ale skala polisolokat sięga kilkudziesięciu miliardów złotych i pozbawiła wielu ludzi oszczędności życia. Ten, kto proponował ludziom polisolokaty i sugerował, że nie będą musieli płacić podatku Belki powinien ponieść konsekwencje prawne. Wydaje mi się, że takie działania niosłyby za sobą konsekwencje wszędzie na świecie – dodał Szewczak.

Kościński: Zachęcamy kapitał zagraniczny do inwestycji w Polsce

Rolą zagranicznego inwestora w Polsce jest dbanie o społeczeństwo – zapewnienie pracownikom umów o pracę na czas nieokreślony, dobrych zarobków, zadbania o zdrowie i o środowisko. Ważne jest, aby inwestor dostarczał do Polski najnowszą technologię oraz współpracował z polskimi uniwersytetami. Inwestycje zagranicznego inwestora mogą znacząco wpłynąć na łańcuch wartości w kraju.

– Kapitał zagraniczny, który spełnia powyższe warunki, jest zachęcany przez nas do inwestycji w Polsce – powiedział agencji eNewsroom.pl Tadeusz Kościński, Podsekretarz Stanu w Ministerstwie Rozwoju – Polska jest krajem innowacyjnym i dostarczenie do naszego kraju najnowszych technologii może być dla wszystkich opłacalne. Dla studentów praktyki z innowacyjnymi maszynami mogą być bardzo ważną nauką. Oprócz produkcji w Polsce, należy również się skupić na dalszym eksporcie produktów – dodał Kościński.

Data Techno Park z Grupy Cube.ITG z wyższym o 5 mln zł kapitałem zakładowym celem poprawy sytuacji płynnościowej

Spółka Cube.ITG poinformowała o podwyższeniu kapitału zakładowego Data Techno Park o 5 mln zł, oraz o nabyciu 37 szt. akcji przez Prezesa Marka Girka. Spółka podejmuje szereg działań związanych z sukcesywną poprawą płynności i struktury zadłużenia. W ciągu 2016 r. Cube.ITG zmniejszyło zadłużenie odsetkowe o blisko 10 mln zł.

Prowadzimy intensywne działania mające na celu uzupełnienie niedoborów kapitału obrotowego w Data Techno Park oraz stabilizację zadłużenia finansowego. Podwyższenie kapitału zakładowego w DTP ma na celu poprawę sytuacji płynnościowej spółki zależnej – powiedział Marek Girek, Prezes Zarządu, który nie wyklucza w przyszłości udzielenia Grupie osobistego wsparcia finansowego.

29 marca Prezes Marek Girek (poprzez podmiot Mizarius sp. z o.o.) nabył 37 tys. szt. akcji Cube ITG i zwiększył swoje zaangażowanie udziałowe.

W wyniku podwyższenia, wysokość kapitału zakładowego DTP wzrosła z kwoty 3.075.400 zł do kwoty 8.075.400 zł. Nowoutworzone udziały zostały w całości objęte przez Spółkę ITMED (do której należy Data Techno Park), tj. spółkę w 100% zależną od Emitenta i pokryte w pełni wkładem pieniężnym. W wyniku rejestracji podwyższenia kapitału zakładowego DTP, udział ITMED w kapitale zakładowym DTP wzrósł do 86,37%.

W sprawozdaniu rocznym, Spółka zwróciła uwagę na ryzyko związane z płynnością, w szczególności związane ze zwiększeniem zapotrzebowania na finansowanie dużych projektów w jej spółce zależnej DTP.

Zapis obecny w sprawozdaniu dotyczący istnienia przesłanek zagrażających kontynuowaniu działalności wynika z przepisów prawa i naszych wspólnych ustaleń z audytorem. Chcemy także, aby nasi obecni i potencjalni akcjonariusze mieli pełną informację na temat bieżącej działalności – zaznaczył Marek Girek. – Na koniec 2016 r. długo i krótkoterminowy dług odsetkowy wynosił ok. 110,2 mln zł, wobec blisko 119,6 mln zł rok wcześniej. Łączne zadłużenie krótkoterminowe spadło z 191,7 mln zł do 138,2 mln zł na koniec 2016 r. – dodał Marek Girek.

W II kw. 2017 r. Spółka spodziewa się uregulowania ostatniej transzy należności ze sprzedaży zorganizowanej części przedsiębiorstwa, Działu Retail Cube.ITG, która zostało sprzedane w kwietniu ubiegłego roku na rzecz SESCOM. Prowadzone są także rozmowy nt. sprzedaży nieruchomości we Wrocławiu przy ul. Kutnowskiej o wartości ok. 6 mln zł, a 21 marca Walne Zgromadzenie Wspólników udzieliło zgody na transakcję sprzedaży.

Zamierzeniem na 2017 opisywanym w rocznym sprawozdaniu finansowym jest odbudowanie poziomu przychodów uzyskiwanych w kontraktach publicznych w wysokości nie niższej niż w 2015 r. Środki wypracowywane na nowych zamówieniach dodatkowo pozytywnie przyczynią się do poprawy struktury bilansu i pozwolą na dalsze obniżania zadłużenia oraz kosztów finansowych” – uzupełnił Marek Girek.

W 2016 r. Grupa Cube.ITG osiągnęła 112,3 mln zł przychodów ze sprzedaży, przy 39,7 mln zł zysku brutto na sprzedaży, 19 mln zł zysku operacyjnego i 9,9 mln zł zysku netto.

Prof. Modzelewski: Co roku Skarb Państwa traci ponad 90 mld zł przez niesłuszne zwroty podatku

Były wiceminister finansów ocenia, że ściągalność danin od biznesu jest wystarczająca i nie potrzebuje istotnie wzrastać. Problemem jednak jest to, że fiskus oddaje miliardy złotych tym, którzy tylko udają przedsiębiorców i wykazują fikcyjne transakcje. Aparat skarbowy powinien lepiej odróżniać jednych od drugich.

Jak twierdzi prof. Witold Modzelewski, w całym ub. roku z podatku VAT zwrócono ponad 90 mld zł. Jego zdaniem, w 2016 roku średnie miesięczne państwowe dochody z tej daniny były na poziomie 10 mld zł, a grudniowe wyniosły tylko 5 mld zł. Według wyliczeń eksperta, na koniec ub. roku fiskus oddał podatnikom aż 15 mld zł. Najprawdopodobniej tyle, bo Ministerstwo Finansów oficjalnie tego nie podaje. Ekspert w dziedzinie prawa podatkowego wyjaśnia, że to wydarzenie jest bezprecedensowe z uwagi na przedterminowość wypłat, które mogły być regulowane w ciągu kwartału. Wnioski o zwrot podatku VAT co do zasady wymagają dokładniejszej analizy.

– Fenomenem jest tempo, z jakim dokonano tych zwrotów. Są dwa możliwe wyjaśnienia tej sytuacji. Nastąpiła ona w skutek niesubordynacji organów podatkowych albo zaistniała zgodnie z poleceniem Ministerstwa Finansów. Resort powinien tę sprawę dokładnie wyjaśnić obywatelom. Co do moich szacunków, to nieskromnie mówiąc, często sprawdzają się. Nie potrafię jedynie ustalić, ile procent z 15 mld zł zwrócono w grudniu bezpodstawnie. Ale wątpię, że wszyscy, którzy dostali zwroty, faktycznie mieli do nich prawo – mówi prof. Witold Modzelewski.

Według byłego wiceministra finansów, poważnym problemem w Polsce jest tzw. pozorna działalność gospodarcza, czyli gospodarka nieistniejąca w rzeczywistości. Obejmuje ona sztuczne transakcje, które służą wyłącznie unikaniu opodatkowania lub wyłudzaniu zwrotów podatku VAT. Dla przykładu, handlowcy przedstawiają w dokumentach, że sprzedali i odkupili ten sam towar 300 razy. I w ten sposób uzyskują wielokrotnie wyższe obroty, które są kosztem lub podstawą żądania zwrotów podatku. Z kolei, w przypadku usług niematerialnych, czyli np. marketingowych, jak twierdzi ekspert, księgowane są działania, jakie faktycznie nie miały miejsca lub trudno udowodnić, że ich nie było.

– Powszechnie mamy do czynienia z fikcyjnymi podatnikami i pozornym obrotem towarów, które nie wiadomo, czy tak naprawdę w ogóle istnieją. Widnieją natomiast w deklaracjach podatkowych, a nawet w PKB. Władza powinna już zacząć odróżniać oszustów od prawdziwych przedsiębiorców, którzy oferują rzeczywiste towary bądź usługi, uczciwe odprowadzając daniny. Pierwszym krokiem do tego jest zainteresowanie się problemem, a drugim – rutynowa weryfikacja zarejestrowanych podatników. Tego brakuje w działalności aparatu skarbowego – zwraca uwagę prof. Modzelewski.

W opinii eksperta, najbardziej podejrzane są gwałtowne przyrosty obrotów. Dzieją się takie „cuda”. Jeden z nich zdarzył się, gdy wprowadzono pewien przywilej na stal. Wówczas, zdaniem prof. Modzelewskiego, obrót tym towarem wzrósł o 80%, czyli o kilkadziesiąt procent w ciągu roku. Były wiceminister finansów wątpi, czy faktycznie było to możliwe. I dodaje, że absolutnie każdy produkt może być użyty do uniknięcia opodatkowania lub wyłudzenia podatku VAT. Z jego obserwacji wynika, że wykorzystuje się do tego też m.in. złom i elektronikę. To są tzw. największe grupy ryzyka.

– Kolejną patologią w polskim systemie podatkowym jest legalizowanie działań szkodliwych dla państwa oraz uczciwych podatków. Chodzi o zwalnianie z daniny tych, którzy twierdzą, że nie muszą jej płacić. Nazywano tę praktykę „odwróconym VAT-em” i wprowadzono ją w 2011 roku. Jest to efekt działań lobbystów. Część z nich korzysta z usług międzynarodowego biznesu podatkowego. Reprezentuje on interesy firm unikających opodatkowania, również w branży elektronicznej. Od stycznia br. tym przywilejem objęto dostawców twardych dysków i podwykonawców usług budowlanych – zaznacza prof. Witold Modzelewski.

Prezes Instytutu Studiów Podatkowych podsumowuje, że polski biznes w absolutnej większości jest uczciwy, bo oferuje rzeczywiste usługi i towary oraz płaci podatki. Ci, którzy wyłudzają zwrot podatku, nie są, według eksperta, żadnymi „przedsiębiorcami”, tylko zwykłymi oszustami. Ponadto, prof. Modzelewski przypomina, że w lipcu 2016 roku Parlament Europejski zalecił, aby przerwać wszelkie związki władzy z międzynarodowym biznesem podatkowym, zajmującym się unikaniem opodatkowania. Jeżeli wicepremier Morawiecki tego wszystkiego dopilnuje, to sukces rządu będzie już bliski.

Polska armia inwestuje w strategiczną infrastrukturę

Tylko w 2017 roku, na modernizację polskiej armii wydanych zostanie 37 mld 152 mln zł. Ważną część tych wydatków stanowić będą inwestycje w infrastrukturę.  Ruszyły już pierwsze realizacje na lotniskach, a kolejnych należy spodziewać się w najbliższym czasie. Obronność jest więc tym sektorem, w którym należy upatrywać dużych inwestycji – komentują eksperci firmy Qumak S.A.

Zmiany geopolityczne, których jesteśmy świadkami, jak obecność żołnierzy wojsk amerykańskich w Polsce czy sojusz Państw NATO, mają istotny wpływ na polski sektor wojskowy. Nasze położenie geograficzne znów stało się ważnym obszarem dla wspólnych działań wielu państw, co ma odbicie w inwestycjach polskiej armii. To ożywienie wydatków ma również znaczenie dla firm działających w obszarze infrastruktury, które mogą upatrywać szansy na realizację nowych, ciekawych projektów.

Lotniska na pierwszy ogień

Jak podało Ministerstwo Obrony Narodowej, w 2017 roku na zakupy broni, sprzętu, modernizacje, remonty i inwestycje budowlane, przeznaczy ponad 10 mld zł, czyli prawie 30 proc. budżetu. Co więcej, podpisany przez Ministra Obrony Narodowej „Program Modernizacji Technicznej” przewiduje, że min. 77 mld złotych,  ma zostać wydane w latach 2017-2022.

Już dziś wiadomo, że modernizacji podlegać będą wszystkie wojskowe lotniska, a jest ich w Polsce szesnaście. Na siedmiu z nich już trwają prace związane z instalacją nowoczesnych systemów AWOS (Automated Weather Observing Systems). Koszt realizacji to blisko 12,7 mln złotych netto. Marcin Pudełko, Dyrektor Sprzedaży w dziale handlowym Airport Automation, z firmy Qumak S.A., która jest wykonawcą systemu AWOS spodziewa się, że w drugiej połowie 2017 roku ogłoszone zostaną kolejne przetargi na projekt, dostawę i budowę systemów wspomagania lądowania w trudnych warunkach, na kolejnych 10 lotniskach.  W zakresie infrastruktury lotnisk wojskowych spodziewamy się również przetargów na przebudowę dróg startowych, budowę całodobowych lądowisk, płyt postojowych i hangarów oraz lądowisk bojowych rozlokowanych na poligonach i w innych miejscach strategicznych – dodaje Marcin Pudełko. Te inwestycje są strategiczne pod względem logistyki działań operacyjnych wojska, dlatego też znalazły szczególne miejsce w procesie modernizacji. To jednak nie koniec inwestycji.

Więcej na IT i cyberbezpieczeństwo

Coraz większe znaczenie dla naszej armii mają technologie informatyczne. Są to zarówno systemy IT, infrastruktura wspierająca działalność operacyjną oraz wspomagająca działania z zakresu cyberbezpieczeństwa.

W minionym roku zakończyliśmy sukcesem realizacje kilku ciekawych projektów dotyczących modernizacji systemów oraz infrastruktury teleinformatycznej w sektorze służb mundurowych. Przy rosnącej ilości cyberzagrożeń, cieszy fakt, iż dostrzeżono bardzo ważną rolę Cyberbezpieczeństwa w planie modernizacji Sił Zbrojnych RP. Co ważne zostały one sklasyfikowane w ramach potrzeb operacyjnych dla polskich Sił Zbrojnych. –  mówi Bartosz Rzeczewski, dyrektor sprzedaży w dziale handlowym Central Government Sector z Qumak S.A.

Modernizacja infrastruktury IT obejmuje również obiekty Data Center. W listopadzie 2016 roku zakończył się wart ponad 16 mln złotych projekt przebudowy pomieszczeń serwerowych, wraz z montażem nowoczesnych systemów chłodzenia i zabezpieczenia przed utratą zasilania oraz systemu kontroli bezpieczeństwa. Inwestycja ta realizowana była dla jednej z jednostek realizujących zadania w zakresie informatyzacji resortu obrony narodowej.

Nowoczesne technologie w obszarze IT zyskują na znaczeniu, bo coraz więcej działań militarnych odbywa się w przestrzeni cyfrowej. Więcej mówi się o cyberwojnie, w której głównym narzędziem jest paraliż najważniejszych systemów przeciwnika. Dlatego też tworzenie nowoczesnych systemów obrony będzie wymagać dużych mocy obliczeniowych, które zapewnić może np. chmura. W Cloud Computing wykorzystywany do celów dydaktycznych zainwestowała już Wojskowa Akademia Techniczna.

Jednocześnie na znaczeniu zyskują technologie umożliwiające symulację działań militarnych. W 2015 roku za blisko 2,6 mln złotych Qumak stworzył dla WAT symulator do szkolenia wojsk inżynieryjnych, który w pełni odzwierciedla rzeczywiste działania taktyczne, umożliwiając współpracę 24 osób w jednym świecie wirtualnym. Zastosowana w nich technologia VBS 3, umożliwia prowadzenie eksperymentów taktycznych w rzeczywistości wirtualnej. Obecnie firma rozwija autorską technologię świata symulacji, którą zastosowała już m.in. w symulatorze lokomotywy. Technologia może sprawdzić się również w wojsku.

Wszystko wskazuje na to, że najbliższa przyszłość pod względem inwestycji infrastrukturalnych i technologicznych w polskiej armii będzie wypełniona nowymi kontraktami. Bez wątpienia wpłynie to na poprawę bezpieczeństwa, ale również przełoży się na sektor prywatnych przedsiębiorstw, które będą mogły zaoferować swoje najnowsze rozwiązania. Należy mieć tylko nadzieję, że pozostałe kontrakty zostaną uruchomione w terminie.

Internet i nowe technologie zmieniają polski system edukacji. 400 polskich szkół zostanie przyjętych do innowacyjnych programów edukacyjnych

Internet i nowe technologie zmieniają polski system edukacji. 400 polskich szkół zostanie przyjętych do innowacyjnych programów edukacyjnych 12

Kształtowanie kompetencji cyfrowych u dzieci można zacząć już w podstawówce. Nauka programowania nie tylko pozwala im rozwinąć logikę i kreatywność, lecz także jest korzystna z punktu widzenia przyszłości rynku pracy. Dlatego Fundacja Orange prowadzi rekrutację do dwóch programów edukacyjnych, w których łącznie 400 szkół podstawowych dostanie wsparcie finansowe i merytoryczne w nauczaniu programowania i robotyki. Takie lekcje prowadzi już kilkadziesiąt placówek w całej Polsce. Kolejne mogą zgłaszać się do końca kwietnia. 

– Umiejętności cyfrowe, w szczególności programowanie, to kluczowe kompetencje przyszłości. Mamy utalentowanych młodych ludzi, którzy już teraz odnoszą sukcesy w informatyce. Mam nadzieję, że kiedyś doczekamy się polskiego Steve’a Jobsa i Billa Gatesa, bo potencjał jest ogromny. Dlatego tym bardziej istotne jest upowszechnienie metod pracy z wykorzystaniem nowych technologii w polskich szkołach. Warto zachęcać szkoły i nauczycieli, żeby spróbowali przygody z programowaniem, z nowymi technologiami – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Ewa Krupa, prezes Fundacji Orange.

Z badań przeprowadzonych przez Fundację Orange wynika, że coraz młodsze dzieci mają kontakt z technologią i urządzeniami mobilnymi. Około 40 proc. dwulatków korzysta z tabletu, a ponad dwie trzecie uczniów podstawówki ma własny smartfon z dostępem do internetu. Z wiekiem ten odsetek wzrasta i wśród 15-latków sięga już 100 proc.

– Nowe technologie i urządzenia mobilne otaczają dzieci już od najmłodszych lat, są dla nich środowiskiem naturalnym. Powinniśmy wykorzystać tę szansę na ciekawszy, twórczy rozwój i od początku uczyć dzieci, jak z tej technologii korzystać, jak tworzyć własne rozwiązania, aplikacje, gry i programy – mówi Ewa Krupa.

Eksperci podkreślają, że edukacja wśród dzieci może być prowadzona już od pierwszych lat szkoły. To istotne o tyle, że cyfrowa rewolucja postępuje coraz szybciej. Z prognoz Światowego Forum Ekonomicznego wynika, że 65 proc. dzieci rozpoczynających dziś naukę w szkołach podstawowych będzie w przyszłości pracować w zawodach, które dziś jeszcze nie istnieją.

– Cyfryzacja otacza nas coraz bardziej. Za naszych czasów nie mieliśmy dostępu do komputera, tabletu, smartfona i internetu. To się zmieniało z biegiem lat, pojawiały się nowoczesne technologie. Dzieci mają do nich dostęp już w najmłodszych latach, dlatego edukacja cyfrowa jest bardzo ważna i ma na ich rozwój ogromny wpływ – mówi uważa Szymon Wróblewski, nauczyciel w Społecznej Szkole Podstawowej nr 14 im. Dzieci Zjednoczonej Europy w Warszawie.

Fundacja Orange, której jednym z celów jest cyfrowa edukacja najmłodszych, prowadzi dwa programy skierowane do szkół. W HASHSuperKoderach uczy podstaw programowania i robotyki uczniów szkół podstawowych w wieku 9–12 lat.

– Innowacyjność tego programu opiera się na tym, że zajęcia z programowania są prowadzone podczas lekcji przedmiotowych. Dzieci uczą się kodowania w trakcie zajęć z języka polskiego, przyrody, muzyki czy geografii. Wykorzystują umiejętność programowania w Scratchu, na muzyce uczą się grać na bananach, a w trakcie zajęć z przyrody obserwują zjawiska atmosferyczne czy wytwarzają energię elektryczną z wiatru. W HASHSuperKoderach chodzi o to, aby uatrakcyjnić zajęcia przedmiotowe i wprowadzić do nich element programowania – mówi Łucja Kornaszewska-Antoniuk, kierowniczka działu programów Fundacji Orange.

Program HASHSuperKoderzy, adresowany do szkół podstawowych, jest w tej chwili prowadzony pilotażowo w 35 placówkach w całej Polsce. Uczestniczy w nim ponad 800 dzieci z klas IV–VI, a Fundacja Orange przeszkoliła 65 nauczycieli, dla których zostały przygotowane specjalne ścieżki edukacyjne i scenariusze zajęć. Lekcje programowania w podstawówkach w ramach wolontariatu prowadzą też wolontariusze Orange Polska.

Szkoły, które biorą udział w HASHSuperKoderach, mogą liczyć też na wsparcie finansowe i granty na zakup sprzętu niezbędnego do zajęć.

Technologie cyfrowe, internet i komputery to szansa na unowocześnienie zajęć lekcyjnych, możliwość angażowania uczniów w cały proces edukacji. Dzieci mogą się uczyć różnych zagadnień w ciekawy i naturalny dla nich sposób, ponieważ od najmłodszych lat są otoczone technologią i urządzeniami mobilnymi. Trzeba im pokazać, jak z nich korzystać w sposób twórczy i kreatywny – podkreśla Ewa Krupa.

Prezes Fundacji Orange podkreśla, że nauka programowania w szkołach jest korzystna również z punktu widzenia rynku pracy. Już teraz według różnych szacunków w Polsce brakuje od 30 do 50 tys. informatyków i programistów. Komisja Europejska prognozuje, że w najbliższych latach w całej Europie zabraknie blisko milion specjalistów z tej dziedziny.

– Szacuje się, że do 2020 roku w Unii Europejskiej zabraknie około miliona specjalistów z branży IT. A zatem biegłość cyfrowa to w przyszłości szansa również na lepszą pracę, rozwój zawodowy i osobisty. Dla nas natomiast edukacja cyfrowa dzieci jest szansą na pozyskanie dla rynku pracy dobrze przygotowanych specjalistów i rozwój gospodarki – mówi Ewa Krupa.

Szymon Wróblewski, nauczyciel w Społecznej Szkole Podstawowej nr 14 im. Dzieci Zjednoczonej Europy w Warszawie, podkreśla, że nauka poprzez zabawę jest dla dzieci optymalną i ciekawą formą edukacji, która stymuluje ich rozwój. Ponadto kształcenie kompetencji cyfrowych wśród dzieci jest bardzo istotne również z punktu widzenia ich bezpieczeństwa.

– Korzystając z urządzeń mobilnych z dostępem do internetu, trzeba mieć świadomość różnego rodzaju niebezpieczeństw. Dlatego w dzieciach trzeba kształtować nie tylko umiejętność obsługi sprzętu, lecz także odpowiedniego zachowania w sieci – mówi Szymon Wróblewski.

Bezpieczeństwo w sieci, podstawowe kompetencje cyfrowe i medialne to przedmiot nauki w drugim programie edukacyjnym skierowanym do szkół – MegaMisji. To pierwszy w Polsce kompleksowy program edukacji cyfrowej i medialnej prowadzony w klasach 1–3, także w świetlicach szkolnych. Jego celem jest przygotowanie dzieci w wieku 6–10 lat do bezpiecznego i kreatywnego korzystania z technologii cyfrowych.

– MegaMisja jest największym i najbardziej kompleksowym programem rozwijającym kompetencje cyfrowe, informacyjne i medialne wśród dzieci. Dzieci uczą się w świetlicach szkolnych, a także podczas zajęć w ramach nauczania zintegrowanego w klasach 1–3 – mówi Łucja Kornaszewska-Antoniuk.

31 marca rusza nabór dla trzystu szkół, które zostaną przyjęte do MegaMisji oraz dla stu szkół, które chciałyby zgłosić się do programu HASHSuperKoderzy. Rekrutacja jest prowadzona poprzez stronę internetową Fundacji Orange i potrwa do końca kwietnia.

Interpretacja pojęcia trwałego nośnika – istotny pogląd wydany przez UOKiK

Jak wynika z ustawy o kredycie konsumenckim (Art. 30), każdy pożyczkodawca ma obowiązek udzielić konsumentom rzetelnych, prawdziwych i pełnych informacji, m.in. o całkowitej kwocie do zapłaty, rzeczywistej rocznej stopie oprocentowania (RRSO) i terminach spłaty. W ocenie Prezesa Urzędu, przedsiębiorca powinien przekazywać je konsumentom na papierze lub innym trwałym nośniku.

Jak rozumieć pojęcie trwałego nośnika? Jego definicja występuje w wielu przepisach regulujących prawa i obowiązki w umowach z udziałem konsumentów. Zdaniem Prezesa UOKiK, pojęcie to powinno być rozumiane w taki sam sposób na gruncie wszystkich przepisów służących ochronie konsumentów. Jak czytamy w ustawie o kredycie konsumenckim, jest to materiał lub urządzenie służące do przechowywania i odczytywania informacji przekazywanych konsumentowi w związku z umową o kredyt, przez czas odpowiedni do celów jakim informacje te służą oraz pozwalające na odtworzenie tych informacji w niezmienionej postaci.

Istotny pogląd odnosi się do pojęcia trwałego nośnika. Dotyczy sądowego sporu konsumenta, który zawarł umowę pożyczki przez internet z firmą Creamfinance Poland. Konsument wskazał, że Creamfinance nie przekazał mu informacji m.in. o całkowitej kwocie kredytu, opłatach i prowizjach na trwałym nośniku. Jednocześnie klient Creamfinance zwrócił się do prezesa UOKiK o wydanie istotnego poglądu w sprawie. W złożonym wniosku zapytał, czy w ocenie urzędu strona internetowa i konto użytkownika w tym przypadku mogą być uznane za trwały nośnik.

W wydanym istotnym poglądzie UOKiK Prezes UOKiK uznał, że w tej sprawie pożyczkodawca nie wywiązał się z obowiązku przekazywania konsumentowi informacji na papierze ani na innym trwałym nośniku. Przedsiębiorca przekazał konsumentowi informacje wymagane przepisami za pomocą konta użytkownika umieszczonego na stronie internetowej. W ocenie Prezesa Urzędu, funkcjonalność konta użytkownika na stronie internetowej w tej sprawie oraz sama strona internetowa nie mogą zostać uznane za trwały nośnik. Przedsiębiorca może bowiem zmieniać treść strony internetowej i konta użytkownika już po zawarciu umowy. Nie ma też gwarancji, że umieszczone tam informacje będą w ogóle dostępne w przyszłości.

Istotny pogląd wydany przez Prezesa UOKiK dotyczy sprawy o sygn. akt: III Ca 529/16 – spór konsumenta z Creamfinance Poland.

Prezes UOKiK może wydać istotny pogląd we wszystkich sprawach z zakresu ochrony praw konsumentów, nie tylko usług finansowych.

Wnioski przedstawione przez urząd w tej sprawie nie mogą stanowić odniesienia dla innych spraw, które pozornie mogą wydawać się podobne. W każdym przypadku prezes UOKiK ocenia stan faktyczny i prawny, orzecznictwo w danej sprawie oraz wniosek skierowany przez powodów. Wydane do tej pory poglądy są dostępne na stronie internetowej UOKiK.

Istotny pogląd w sprawie konsumenckiej – zasady

  • Istotny pogląd w sprawie to pisemne stanowisko prezesa UOKiK, w którym urząd przedstawia argumenty i poglądy ważne dla danego sporu, opierając się na określonym stanie faktycznym i prawnym. Z tego względu ocena przedstawiona w istotnym poglądzie nie może być odniesieniem do innych spraw.
  • Wydawany jest tylko w sprawie toczącej się przed sądem.
  • Jest wydawany, jeżeli przemawia za tym interes publiczny.
  • Dotyczy sporu między konsumentem a przedsiębiorcą.
  • Prezes UOKiK może przedstawić istotny pogląd w sprawie z własnej inicjatywy, na wniosek konsumenta lub przedsiębiorcy bądź na wniosek sądu.

Kurs funta w dniu formalnego rozpoczęcia Brexitu

Funt brytyjski zalicza nerwowy okres notując naprzemiennie wzrosty i spadki względem głównych walut, w dzień w którym Theresa May formalnie uruchomiła procedurę wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej. O godzinie 13:28 szef Rady Europejskiej Donald Tusk poinformował na Twitterze, iż otrzymał już od brytyjskiej premier podpisane pismo, które uruchamia Artykuł 50 Traktatu Lisbońskiego, czyli formalny mechanizm wyjścia z UE. Niedługo  powinien rozpocząć się żmudny okres twardych negocjacji, który na nowo zdefiniuje między innymi stosunki handlowe Wielkiej Brytanii z resztą świata.



Negocjacje z Unią Europejską  mogą trwać 2 lata a nawet i dłużej jeśli któraś ze stron formalnie zgłosi potrzebę ich przedłużenia. Dla funta może oznaczać to ciężkie dni, gdyż jest wiele kwestii spornych do rozwiązania. Premier May chciałaby w ciągu tych 2 lat negocjacji doprowadzić do ograniczenia dostępu do brytyjskiego rynku pracy dla obcokrajowców oraz podpisania nowego porozumienia o wolnym handlu z Unią Europejską. Z kolei Unia będzie najpierw domagać się od Wielkiej Brytanii zapłaty spornego „rachunku za wyjście z UE” w wysokości 50 miliardów funtów oraz zapewnienia gwarancji pobytowych i pracowniczych dla obywateli Unii już mieszkających na Wyspach.  Do tego podczas negocjacji może wzrosnąć ryzyko potencjalnego rozpadu Wielkiej Brytanii ze względu na rosnące niepodległościowe nastroje w Szkocji i Irlandii Północnej. Zapowiedzią tego było wczorajsze głosowanie w szkockim parlamencie za przeprowadzeniem kolejnego referendum niepodległościowego.

Para GBPUSD traci obecnie 0,3% handlując w pobliżu poziomu 1,220, a jeszcze na początku tygodnia przebijała poziom 1,2600. Para EURGBP traci 0,2% handlując w pobliżu poziomu 0,8660. Para GBPJPY traci 0,5% handlując w pobliżu poziomu 137,70. Funt tanieje też w  stosunku do naszej rodzimej waluty. Za jednego funta należy obecnie płacić jedynie 4,88 zł, najtaniej od listopada 2016 roku.  Brytyjski parkiet giełdowy nie przejął się za bardzo rozpoczęciem procedury Brexitu. Indeks FTSE100 traci handluje obecnie w pobliżu wczorajszego zamknięcia na poziomie 7277 punktów.

Andrzej Kiedrowicz
Chief Operating Officer
KOI Capital

Jak skorzystać z ulgi w IKZE rozliczając PIT? Możesz dostać aż 1557 zł zwrotu podatku

Jeśli w zeszłym roku oszczędzaliśmy na emeryturę w ramach IKZE, możemy odliczyć kwoty wpłacone na ten cel w rocznym zeznaniu podatkowym. W rozliczeniu za 2016 rok możemy dostać aż 1557 zł zwrotu podatku. Jak właściwie wypełnić PIT?

IKZE (Indywidualne Konto Zabezpieczenia Emerytalnego) funkcjonują od 2012 r. To produkt w ramach III filaru, który ma zachęcać Polaków do samodzielnego odkładania na emeryturę. Zasadniczą zaletą IKZE jest ulga podatkowa. Możemy ją uzyskiwać co roku, pod warunkiem, że wpłaciliśmy na IKZE nowe środki.

– W IKZE korzyści podatkowe są podwójne. Po pierwsze, nie musimy płacić 19% podatku od zysków kapitałowych (tzw. podatku Belki), jak to ma miejsce na przykład w przypadku lokat bankowych. Warunkiem jest tutaj wypłata środków po 65 roku życia. Po drugie – wpłaty na IKZE obniżają naszą podstawę opodatkowania, czyli mówiąc prościej: obniżają podatek, który musimy zapłacić. W efekcie co roku, po wysłaniu PIT, dostajemy zwrot podatku – wyjaśnia Waldemar Wołos, dyrektor Departamentu Rozwoju Nowych Produktów Union Investment TFI.

Kto i w jaki sposób może skorzystać z ulgi?

Z ulgi podatkowej mogą skorzystać osoby, które rozliczają się na zasadach ogólnych według skali podatkowej, czyli m.in.:

  • osoby, które otrzymują wynagrodzenie na podstawie umowy o pracę, umowy zlecenia, umowy o dzieło, prowadzą działalność gospodarczą czy też uzyskują przychody z najmu lub dzierżawy (PIT-37, PIT-36),
  • osoby, które opłacają podatek liniowy (PIT-36L).

Krok po kroku – Jak skorzystać z ulgi?

Osoby, które rozliczają się za pomocą PIT-36 lub PIT-37, ulgę z tytułu wpłat na IKZE wykazują w załączniku PIT/O. Należy w nim wypełnić pole numer 29: „Wpłaty na indywidualne konto zabezpieczenia emerytalnego (IKZE)”. Wpisujemy tam łączną sumę naszych wpłat na IKZE w 2016 r.IKZE-PIT

Przedsiębiorcy, którzy rozliczają się na zasadach podatku liniowego wykazują ulgę z tytułu wpłat na IKZE bezpośrednio w PIT-36L. W polu numer 26: „Wpłaty na indywidualne konto zabezpieczenia emerytalnego (IKZE)” wystarczy wpisać łączną kwotę wszystkich wpłat na IKZE w 2016 r.

Wspólne rozliczenie małżonków

Ulga z tytułu wpłat na IKZE przysługuje zarówno podatnikom, którzy rozliczają się indywidualnie, jak i wspólnie z małżonkiem. Pamiętajmy jednak, że właścicielem jednego IKZE może być tylko jedna osoba. To oznacza, że każdy z małżonków musi posiadać osobne konto. W przypadku małżonków łączna wysokość wpłat na IKZE może wynieść aż 9 732 zł. Jednak limit dla jednej osoby pozostaje bez zmian, więc w polach 29 i 30 w załączniku PIT/O wykazujemy kwoty wpłat oddzielnie dla męża i żony.

Ile można zyskać?

Korzyści podatkowe, jakie finalnie osiągniemy, zależą od dwóch czynników. Po pierwsze, od wysokości wpłat na IKZE. Jest ona ograniczona maksymalnym limitem, który w 2016 r. wynosił 4 866 zł (w 2017 r. wzrósł do 5 115,60 zł). Po drugie od skali podatkowej, według której się rozliczamy.

20170329-IKZE-zwrot podatku
Źródło: Union Investment TFI

IKZE to świetne rozwiązanie, chociaż wciąż mało popularne. I to pomimo że dostajemy od państwa premię za to, że dodatkowo odkładamy na swoją emeryturę – mówi Waldemar Wołos. – Osoby, którym ciężko jest zacząć oszczędzać, ponieważ przeraża ich wizja „zamrożenia” kapitału na lata, powinny pomyśleć o IKZE jak o koncie oszczędnościowym. Jak będziemy potrzebować tych pieniędzy, to je po prostu wypłacimy. Zapłacimy wtedy podatek, ale analogicznie jest przecież w przypadku lokat czy funduszy inwestycyjnych. Natomiast wizja zwolnienia z podatku w przyszłości będzie dla nas dodatkowym bodźcem, żeby środki wypłacić dopiero na emeryturze – dodaje.