Komentarz walutowy: Kurs dolara, euro, funta 04.04.2017

Kurs dolara – USDPLN

Kurs dolara - USDPLN wykresDolar kontynuuje wzrosty. Popyt zdecydował, że poziom 3,90 to dobra okazja do zakupów i złoty w ciągu niespełna 4 dni stracił 10 groszy. Sygnalizowaliśmy od 2 tygodni, że strefa 3,90-3,93 to istotna strefa popytowa, jednakże rozmiar i szybkość wzrostów była silna głównie ze względu na spadek wartości eurodolara. Kurs USDPLN jest wrażliwy na zmiany kursu EURUSD, a na głównej parze walutowej w krótkim terminie mamy jeszcze potencjał do spadków. W scenariuszu bazowym dla złotego zakładamy dalsze osłabienie do poziomu 4,02, gdzie wypada równość korekt oraz mierzenie 61,8% FIBO ostatniego impulsu spadkowego. Po jego pokonaniu następnym oporem będzie głębokie mierzenie FIBO 78,6% przy 4,05. W przypadku spadków wsparciem będzie poziom 3,94 testowany 21 marca. Po jego zaksięgowaniu i powrotu do wzrostów jest szansa na wyrysowanie się formacji odwróconego RGR.

Kurs euro EURPLN

Kurs euro EURPLN wykresPoziom 4,20 jakże istotny dla EURPLN został wybroniony przez byków. W poniedziałek cena przetestowała poziom 4,25, jednakże nietrwale, co może sugerować, iż możemy być świadkami kolejnego testu poziomu 4,20-4,21 przed znaczącą korektą w górę. Wsparciem powstrzymującym spadki powinna być zielona linia trendowa, którą cena może chcieć przetestować z drugiej strony. Potencjał do ewentualnych wzrostów jest duży. W krótkim terminie oporem są lokalne szczyty przy 4,2850, gdzie wypada 50% FIBO mierzenia wewnętrznego i zakończenie równości korekt w trendzie. Pokonanie tego oporu otworzy drogę do 4,30, a nawet 4,35.

Kurs funta GBPPLN

Kurs funta GBPPLN wykresNiepewność polityczna spowodowana Brexitem nie powoduje kolejnej przeceny brytyjskiej waluty głównie ze względu, że większość mamy już w cenach. Funt podobnie jak dolar w 4 dni odrobił 10 groszy i ma dalszy potencjał do wzrostów. Plan minimum w krótkim terminie to poziom 5,02, gdzie wypada mierzenie 61,8 FIBO ostatniego impulsu spadkowego oraz równość korekt. Ponadto na tym poziomie cena już reagowała kilkukrotnie w tym roku, a pary z funtem dobrze reagują na to mierzenie. Wcześniej jednak cena musi pokonać linię trendową wyrysowaną po szczytach z 23 lutego i 5 grudnia 2016 roku. W przypadku większych wzrostów oporem będzie mierzenie 78,6 %FIBO przy 5,05. W przypadku spadków wsparciem pozostaje strefa popytowa przy 4,90.

Komentarz walutowy nie jest rekomendacją w rozumieniu Rozporządzenia MF z 19 października 2005 roku. Został sporządzony w celach informacyjnych i nie powinien stanowić podstawy do podejmowania decyzji inwestycyjnych. Goldem Sp. z o.o., właściciel marki ergokantor.pl i autor komentarza nie ponoszą odpowiedzialności za decyzje inwestycyjne podjęte na podstawie informacji zawartych w niniejszym komentarzu.

Autor: Przemysław Bednarz – Analityk ergokantor.pl

Surowce znowu zaczynają zyskiwać na wartości

Po latach spadków cen surowce znowu zaczynają zyskiwać na wartości. W górę idą kursy metali przemysłowych. Przed kapryśną ropą również otwiera się perspektywa wzrostu. Niepewne są prognozy dla metali szlachetnych, choć i one potrafią nieźle zaskoczyć.

Bank Światowy ocenia, że bieżący rok będzie rokiem surowców. Po latach spadków i wieloletnich minimach osiągniętych w 2016 r. teraz są na ścieżce wzrostowej. W styczniu ekonomiści organizacji zweryfikowali swoje prognozy wzrostu cen metali w 2017 do 11 proc. wobec 4 proc. szacowanych w październiku 2016 r. Nieznacznie, ale mimo wszystko w górę, mają iść ceny produktów rolnych. Znacznie więcej, bo aż 26 proc. na koniec roku może podrożeć ropa. Tylko metale szlachetne czeka przecena o 7 proc.

Ostatnia rewizja prognoz Banku Światowego z marca potwierdza kontynuację wzrostu cen metali i umiarkowany surowców rolnych. W przypadku ropy oczekiwania rozmijają się z zachowaniem rynku. Podobnie jest ze złotem, srebrem i innymi metalami szlachetnymi.

Wielki powrót

Po pięciu latach spadków kurs miedzi zmienił kierunek na północ. Od 2011 r. metal taniał aż do końca 2015 r., kiedy cena sięgnęła siedmioletniego minimum – 4330 dolarów za tonę. Od tamtego momentu miedź zyskuje na wartości i według prognoz do końca roku może osiągnąć cenę 7000 USD.

Miedź jest o tyle interesującym aktywem, że ruchy cen na giełdach tego surowca mają bardzo duże przełożenie na wyceny akcji spółek ją wydobywających. Wynika to z bardzo dużej przeceny, jaka dotknęła te walory w ostatnich latach. Lewar jest na tyle duży, że 5-procentowy wzrost ceny surowca zwiększa cenę akcji o 14-28 proc.

Spadek podaży miedzi w ostatnich latach spowodował wzrost jej cen. Dopiero teraz rynek odbudowuje moce wydobywcze. Metal drożeje również dlatego, że znacząco rośnie na niego popyt.

Co z tą ropą

Bank Światowy swoją prognozę odnośnie czarnego złota oparł na założeniu, że cięcia wydobycia surowca uzgodnione przez państwa OPEC i producentów nienależących do kartelu, jak Rosja, zmniejszą presję na ceny, które wzrosną powyżej 50 dolarów za baryłkę. Ograniczenia w produkcji obowiązują od stycznia do czerwca tego roku.

Tymczasem okazało się, że w lutym rafinerie wyprodukowały o 10 proc. surowca więcej, niż zakładał uzgodniony plan. Rynek natychmiast zareagował przeceną ropy poniżej 50 dolarów. Oliwy do ognia dolały spekulacje, że za nadwyżkę częściowo odpowiada Arabia Saudyjska. Co ciekawe, to właśnie ten kraj będąc liderem negocjacji między producentami, usilnie dążył do osiągnięcia porozumienia. Czyżby po cichu sabotował z trudem zawarty sojusz przekraczając limity, by ratować budżet królestwa? Większość wpływów do kasy państwowej Saudów, bo aż 90 proc., pochodzi z handlu ropą.

Wraz z kurczeniem się ceny dochody królestwa zaczęły maleć. Żeby uciąć spekulacji następca tronu wydał bezprecedensowe oświadczenie w mediach, że Arabia Saudyjska absolutnie wspiera porozumienie i go dotrzymuje. Nadwyżka produkcji to kwestia techniczna związana z rozliczaniem magazynów.

Okazało się zresztą, że za większe wydobycie odpowiadają amerykańscy nafciarze, którzy uruchomili wydobycie z rafinerii szczelinowych. To właśnie oni byli odpowiedzialni za wstrzymanie wzrostów ropy w ostatnim czasie. Liczba czynnych szybów naftowych wynosi blisko 650 i jest największa od października 2015 r. Dla wielu firmy wydobywczych cena 50 USD stanowi próg rentowności. Wzrost ceny powyżej skłania ich więc do wznowienia produkcji. To z kolei powoduje wzrost podaży i tym samym presję na spadek cen.

W ostatnim czasie pojawiły się pogłoski o nowym porozumieniu krajów – producentów, zakładającym kolejne ograniczenia w wydobyciu ropy. To może doprowadzić do zwiększenia jej ceny, na czym bardzo zależy Arabii Saudyjskiej, która przygotowuje do giełdowego debiutu państwowy koncern naftowy. Wartość IPO ma wynieść 68 mld dolarów.

Złoto się nie poddaje

Niezgodnie z prognozami zachowują się też metale szlachetne. Złoto po ostrym rajdzie w górę w lutym, na początku marca mocno wyhamowało w związku z oczekiwanym wzrostem stóp procentowych w USA. Dość niespodziewanie, po tym jak bank rezerwy federalnej rzeczywiście podwyższył koszt pieniądza na marcowym posiedzeniu kurs żółtego metalu skoczył w górę. Odbicie było efektem rozliczeń kontraktów terminowych na złoto i dolara. Wielu inwestujących zajęło krótkie pozycje na kruszcu i długie na walucie. Kiedy metal zaczął tanieć część inwestorów ruszyła do kupna przecenionego aktywa. W konsekwencji uderzyło to w dolara, którego kurs obniżył się. Wtedy inwestorzy zaczęli zamykać długie pozycje walutowe i dla minimalizowania strat zaczęli kupować złoto.

Historycznie przy podwyżkach stóp w 2015 r. i w 2016 r. złoto zawsze zyskiwało tuż po ogłoszeniu decyzji FED.

Notowania w kolejnych dniach po podwyżce zepchnęły kurs złota w kierunku 1200 dolarów za uncję. Dalszy rozwój wypadków na tym rynku zależy przede od ruchów FED i wzrostu inflacji. Seria podwyżek może stanowić mocne uderzenie w ceny metalu. Z drugiej strony, jeśli inflacja będzie rosła szybciej od stóp kruszec może błysnąć jako aktywo chroniące kapitał przed wzrostem cen.

Warto przypomnieć, że w latach 2004-07 FED 17 razy podnosił stopy z 1 proc. do 5,25 proc., a w tym czasie złoto zyskało na wartości 49,8 proc. rosnąc z 393 dolarów do 589 USD za uncję.

Pallad odporny na ruchy stóp

Od początku roku śladem złota podąża srebro, które po wzrostach zapoczątkowanych jeszcze w grudniu wyhamowało marsz na północ w oczekiwaniu na decyzję FED.

Ten sam los podzieliła platyna. Jej cena spadła w okolice 1000 dolarów, podczas gdy jeszcze we wrześniu 2016 r. wynosiła 1100 USD. Platyna, podobnie jak złoto, szczytową formę osiągnęła w 2011 r., kiedy jej kurs doszedł do 1900 dolarów. Od tamtego czasu nie odzyskała wigoru, a w tym roku niewykluczone, że potanieje poniżej 1000 USD.

Generalnej przecenie na rynku metali szlachetnych nie oparł się pallad, taniejąc do 760 dolarów. Jest on jednak bardziej odporny na ruch stóp, niż inne metale z tej rodziny, ze względu na szerokie zastosowanie w przemyśle. Pallad od dłuższego czasu znajduje się w fazie wzrostowej a perspektywa inwestycji infrastrukturalnych zapowiedzianych przez Donalda Trumpa dodaje mu skrzydeł.

Rynek wnikliwie obserwuje oznaki ożywienia w światowej gospodarce. Szczególną uwagę poświęca danym z Chin, pod kątem sygnałów potwierdzających koniec spowolnienia w Państwie Środka – mówi Konrad Grzelec, ekspert BGŻOptima.

Oznaki ożywienia nie są jeszcze jednoznaczne i oczekiwania inwestorów rozmijają się czasem z fundamentami. Widać to na przykładzie rynku rudy żelaza, rosnącego od początku 2017 r. w związku ze spodziewanym wzrostem zapotrzebowania z Chin. Tymczasem popyt chińskich producentów wciąż jest umiarkowany, co doprowadziło do ostrej przeceny surowca w drugiej połowie marca.

Sytuacja jeszcze nie jest klarowna, niemniej na rynku surowców panuje ożywienie i choć ceny wahają się, sentyment inwestorów jest pozytywny – zaznacza Konrad Grzelec.

To dobra informacja dla posiadaczy funduszy inwestycyjnych zaangażowanych na rynku surowców, którzy weszli w inwestycje kilka lat temu na fali hossy. Wraz ze wzrostem cen poprawi się wycena ich inwestycji. Po latach spadków ceny surowców są niskie, co może stanowić okazję do zainteresowania się tym rynkiem, dla tych którzy dotąd omijali go szerokim łukiem.

Skarb państwa może wypłacić rekompensatę za opieszałość postępowania sądowego

W sytuacji, kiedy postępowanie zmierzające do wydania rozstrzygnięcia kończącego postępowanie w sprawie trwa dłużej niż to konieczne – dla wyjaśnienia istotnych okoliczności faktycznych i prawnych sprawy – strona może wnieść do sądu skargę o naruszenie prawa do rozpoznania sprawy bez nieuzasadnionej zwłoki. W przypadku uwzględnienia złożonej skargi i stwierdzenia faktycznej przewlekłości postępowania sąd – na żądanie skarżącego – może przyznać sumę pieniężną od Skarbu Państwa. Wysokość sumy wynosi od 2 tysięcy do 20 tysięcy złotych. Przyznana suma pieniężna stanowi pewien surogat zadośćuczynienia za krzywdę wywołaną przewlekłością.

– Jej celem jest rekompensata za naruszenie prawa do rozpoznania sprawy skarżącego w rozsądnym terminie – powiedział agencji eNewsroom.pl Paweł Żytkowski, radca prawny z kancelarii Gardocki i Partnerzy – W sytuacji, gdy strona nie jest usatysfakcjonowania wysokością przyznanej przez sąd sumy pieniężnej lub przyznana kwota nie rekompensuje stronie powstałej szkody, może ona w odrębnym postępowaniu dochodzić – od Skarbu Państwa – naprawienia szkody w wyniku stwierdzonej przewlekłości. Należy pamiętać, że warunkiem koniecznym dla przyjęcia odpowiedzialności Skarbu Państwa jest zaistnienie adekwatnego związku przyczynowo-skutkowego między opieszałością postępowania sądu, a powstałą szkodą po stronie skarżącego. Strony, które z różnych przyczyn nie wniosły w toku postępowania skargi na jego przewlekłość, także nie są pozbawione prawa do dochodzenia roszczenia odszkodowawczego. Mogą one dochodzić naprawienia szkody – powstałej w wyniku przewlekłości – po prawomocnym zakończeniu postępowania co do istoty sprawy. Możliwość wystąpienia z roszczeniem odszkodowawczym – po prawomocnym zakończeniu postępowania – nie służy zapobiegnięciu jego przewlekłości, lecz jedynie naprawieniu szkody – jeżeli taka wystąpiła. Przesłanką uwzględnienia takiego powództwa będzie konieczność wykazania zarówno okoliczności dotyczących przewlekłości postępowania, jak i szkody pozostającej w normalnym związku przyczynowym z tym zdarzeniem – powiedział Żytkowski.

Dbanie o zdrowy styl życia wg. internautów

Internauci najczęściej dbają o swoje zdrowie jedząc warzywa i owoce (55%), unikają papierosów (54%) i dbają o dobre relacje ze znajomymi i rodziną (52%). Jako ważne, lecz rzadziej stosowane wskazywane są – regularne uprawianie sportu (30%) i przebywanie w czystym środowisku (31%). W internecie szuka się informacji i o często podejmowanych działaniach (szukanie informacji o warzywach i owocach (45%) i o rzadko podejmowanych działaniach (38%).

Dbanie o zdrowy styl życia wg. internautów 1

IRCenter przeprowadziło ilościowe badanie CAWI na reprezentatywnej próbie n=2110 internautów (kobiet i mężczyzn w wieku 16-75 lat) na temat postaw wobec dobrego stanu zdrowia.

Trzy najczęściej podejmowane aktywności na rzecz dobrego stanu zdrowia to:

  • jedzenie warzyw i owoców (55%),
  • unikanie papierosów (54%),
  • dbanie o dobre relacje ze znajomymi i rodziną (52%).

W1

Za najważniejsze działania dla zdrowia najczęściej uznawane są (średnia wskazań w skali 1-10):

  • dbanie o odpowiednią ilość snu (8,14),
  • znajdowanie czasu na odpoczynek (8,14),
  • dbanie o codzienną dawkę ruchu (8,12).

Działania, które są uważane za ważne dla zdrowia, ale jednocześnie są wykonywane przez mniejszą liczbę osób to:

  • regularne uprawianie sportu (30%),
  • przebywanie w czystym środowisku (31%),
  • unikanie stresu (34%).

To są działania, które internauci chcieliby robić, ale jednocześnie nie są one zbyt powszechne.

w2

Internet służy i do pomocy w działaniach powszechnie wykonywanych (najczęściej wyszukiwanym tematem w kontekście zdrowia są warzywa i owoce – 45% internautów) i tych zdecydowanie rzadziej – drugim najczęściej wyszukiwanym tematem w internecie są suplementy diety – informacji na ich temat szuka 38% internautów, a korzysta – tylko 26% internautów.

Albert Hupa

Podsumowanie konferencji PROCON Indirect Forum 2017

Do Hotelu Airport Okęcie w Warszawie, w którym w dniach 21-22 marca 2017 odbywała się konferencja dedykowana zakupom nieprodukcyjnym, przybyło prawie 100 Gości. Wśród 13 prelegentów znaleźli się przedstawiciele firm takich jak TKMaxx, L’Oreal, Provident, Olivia Business Center czy NextBuy, a także eksperci: Jan Vašek (Cranfield University/VSB-TU Ostrava) oraz Gość Specjalny – światowej sławy specjalista branży zakupowej – prof. dr Arjan van Weele, jak zawsze pełen energii, humoru i wciągający słuchaczy w sedno swoich opowieści oraz przykładów, z łatwością i polotem przekładanych na realia branży zakupowej i codzienną pracę managerów oraz kupców.

Pierwszy, konferencyjny dzień wydarzenia skoncentrował się na zagadnieniach związanych z:

  • relacjami z dostawcami i korzyści płynącymi ze stosowania systemów zarządzania i ocen takich relacji (SRM) – blok tematyczny
  • zależnościami, problemami i możliwościami usprawnienia i budowania owocnej współpracy na linii Zarząd–Dział Zakupów – Panel Dyskusyjny; Paneliści – przedstawiciele Zarządu oraz Dyrektorzy Zakupów: Pracuj.pl, Eurozet, PKO BP oraz Play
  • czynnikami decydującymi o sukcesie zespołów zarządzających kategoriami zakupowymi oraz współpracy kupców z klientem wewnętrznym; istocie relacji z dostawcami i wzajemnego zaufania – Gość Specjalny konferencji – prof. dr Arjan van
  • zarządzaniem kosztami administracyjnymi: trendy na rynkach flotowych oraz umowy z tym powiązane, zakupy w organizacjach projektowych oraz kwestia: kupować czy najmować – blok tematyczny
  • efektywnością działów zakupów i sposobami jej mierzenia – Panel Dyskusyjny; Paneliści – dr. Jan Vašek oraz prof. dr. Arjan van Weele.

Drugi dzień konferencji skupił się na praktycznych umiejętnościach kupców oraz managerów i dyrektorów działów zakupów. Dwa bloki warsztatów zakupowych poprowadzili – prof. dr Arjan van Weele oraz Mateusz Borowiecki (OptiBuy). Warsztat Gościa Specjalnego, profesora van Weele kierowany był głównie do wyższej kadry zarządzającej zakupami. Traktował o przyszłościowej roli managerów zakupowych oraz rozwoju procesów zakupowych w organizacjach. Drugi blok warsztatowy poświęcony został budowaniu strategii zakupowych, wraz z praktycznymi narzędziami i koncepcjami służącymi ich tworzeniu.

Nad merytoryką całego wydarzenia czuwała Akademia Leona Koźmińskiego, a Organizatorów wspierali Partnerzy – firma NextBuy (oferująca kompleksowe rozwiązana e-procurement) oraz Wystawcy: Grupa Ayming (międzynarodowy lider konsultingu zakupowego w kategoriach HR, R&D oraz dotacji), a także  O3 (oferująca wyposażenie meblowe i komputerowe dla biur w formie outsourcingu usługowego).

Przy wynajmie mieszkania konieczna szczegółowa umowa. Dzięki temu zabezpieczone są interesy obu stron

Przy wynajmie mieszkania konieczna szczegółowa umowa. Dzięki temu zabezpieczone są interesy obu stron 2

Pisemna i szczegółowa umowa najmu, protokół zdawczo-odbiorczy, weryfikacja właściciela lokalu i najemcy, warunki zwrotu kaucji – lista formalności, których trzeba dopełnić przy wynajmie mieszkania, jest długa. Interesy właściciela w maksymalnym stopniu zabezpieczy najem okazjonalny, jeśli chce on w przyszłości uniknąć sporów. Z kolei najemca musi koniecznie sprawdzić prawo właściciela do dysponowania lokalem.

Decydując się na wynajem mieszkania zarówno właściciel, jak i najemca muszą dopełnić szeregu formalności. Wynajem wiąże się bowiem z pewnym ryzykiem po obu stronach. Właściciel musi mieć na uwadze, że lokator nie będzie płacił w terminie albo dokona zniszczeń w mieszkaniu. Najemca zaś powinien się zabezpieczyć przed nieuczciwymi lub nieetycznymi praktykami. Czarny scenariusz wcale nie musi się sprawdzić, ale warto zawczasu zabezpieczyć się na taką ewentualność. Im bardziej szczegółowo i precyzyjnie zostaną określone warunki umowy po obu stronach, tym większa szansa na uniknięcie później ewentualnych problemów.

Najważniejszą rzeczą jest umowa najmu, która koniecznie powinna zostać spisana na piśmie. W takiej umowie należy uwzględnić wszelkie szczegółowe ustalenia, w szczególności kwotę czynszu, dodatkowe koszty, które będzie ponosił najemca, czyli media, jak prąd czy woda i gaz, jeśli mają być płatne osobno – wylicza w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Agata Stradomska, manager do spraw szkoleń i marketingu w międzynarodowej sieci agencji nieruchomości RE/MAX Polska.

W pisemnej umowie najmu mieszkania musi zostać sprecyzowany okres, w którym będzie ona obowiązywać, a także okoliczności, w których taką umowę można skrócić lub wcześniej wypowiedzieć. Ponadto dokument musi zawierać porozumienia dotyczące kwoty i terminu płatności czynszu, odsetek za opóźnienia, sposobu rozliczania mediów, wysokości i warunków zwrotu kaucji oraz inne ustalenia, np. dotyczące tego, kto odpowiada za remonty i naprawy w lokalu. Im więcej szczegółów zawiera umowa najmu, tym lepiej. W przypadku sporu w pierwszej kolejności rozstrzygać będzie jej treść, następnie Ustawa o ochronie praw lokatorów i przepisy Kodeksu cywilnego.

Drugim istotnym dokumentem jest protokół zdawczo-odbiorczy. Powinien zawierać informacje o stanie liczników (energii elektrycznej, gazu, ciepłej i zimnej wody, etc.), które posłużą do rozliczeń z właścicielem lokalu, oraz listę sprzętów i szczegółowy opis standardu mieszkania.

Taki protokół można uzupełnić o dokumentację zdjęciową. Później będzie on pomocny przy przekazywaniu mieszkania z powrotem właścicielowi. Na jego podstawie będzie można jednoznacznie stwierdzić, czy coś zaginęło albo uległo zniszczeniu, co będzie podstawą do przyszłych rozliczeń. Przygotowanie umowy najmu i protokołu zdawczo-odbiorczego eliminuje późniejsze obiekcje, kłótnie czy nieporozumienia na tle formalnym – mówi Agata Stradomska.

W momencie zawierania umowy podstawą jest potwierdzenie wiarygodności i tożsamości obu stron. Właściciel lokalu ma prawo zażądać okazania dowodu tożsamości i zweryfikować zawarte w nim dane. Może też sprawdzić, czy dokument nie został zgłoszony w bazie dokumentów zastrzeżonych. Jeżeli właściciel mieszkania chce sprawdzić wiarygodność finansową lokatora, może też poprosić o przedstawienie zaświadczenia o dochodach.

Duże ryzyko spoczywa jednak również na najemcy, który musi sprawdzić, czy osoba, z którą zawiera umowę, jest uprawniona do dysponowania lokalem.

Na podstawie księgi wieczystej najemca powinien sprawdzić, czy osoba, z którą zawiera umowę najmu, jest właścicielem mieszkania albo czy przysługuje jej inny tytuł prawny, na podstawie którego może je wynająć, na przykład spółdzielcze prawo do lokalu mieszkalnego. Powinien zażądać okazania dokumentów tożsamości, a także dokumentów stanowiących prawną postawę do dysponowania lokalem na cele najmu. Jeżeli umowę zawiera pełnomocnik, to oczywiście musi on okazać pisemne upoważnienie – wyjaśnia Agata Stradomska.

Na stronie resortu sprawiedliwości działa elektroniczny rejestr ksiąg wieczystych, za pośrednictwem którego można sprawdzić, kto jest właścicielem nieruchomości oraz kto jeszcze ma prawo nią dysponować.

Zabezpieczeniem dla właściciela na wypadek zniszczeń w mieszkaniu albo zaległości czynszowych jest kaucja. Zwykle jest pobierana z góry wraz z czynszem za pierwszy miesiąc. Jej wysokość zależy od standardu mieszkania i jego wyposażenia. Zgodnie z przepisami maksymalna wysokość kaucji może stanowić równowartość 6-miesięcznego czynszu. Niewielu właścicieli decyduje się jednak na ustalenie kaucji w takiej wysokości.

Taki lokal byłby mało atrakcyjny i niewiele osób dysponowałoby wystarczającym zasobem gotówki, żeby móc sobie pozwolić na jego wynajęcie. Przeciętne kaucje rynkowe wahają się między równowartością czynszu za 1–3 miesiące. To kwota zdeponowana na koncie właściciela mieszkania, który może bezpośrednio dokonywać z niej potrąceń na okoliczność niezapłaconego czynszu lub zniszczeń, które powstały z winy najemców. Wysokość kaucji jest umowna, natomiast zwykle zależy od standardu i wartości wyposażenia, które właściciel pozostawia w lokalu – mówi Agata Stradomska.

Po zakończeniu umowy najmu – jeżeli lokator terminowo wywiązywał się z płatności, a w mieszkaniu nie doszło do zniszczeń – kaucja powinna zostać zwrócona najemcy.

Jeżeli właściciel mieszkania obawia się, że po zakończeniu okresu najmu lokator nie będzie chciał się wyprowadzić, może zabezpieczyć się przed taką ewentualnością, zawierając umowę tzw. najmu okazjonalnego. Ta forma w największym stopniu zabezpiecza jego interesy i stwarza możliwość szybkiej eksmisji nierzetelnych lokatorów, którzy nie płacą czynszu albo nie chcą opuścić mieszkania.

Umowa najmu okazjonalnego wymaga dodatkowych formalności, na przykład złożonego w formie aktu notarialnego oświadczenia o poddaniu się egzekucji najemcy. W przyszłości może jednak zabezpieczyć właściciela, gdyby najemcy dobrowolnie nie chcieli się wyprowadzić – mówi Agata Stradomska.

Oświadczenie najemcy do umowy najmu okazjonalnego musi być podpisane w formie aktu notarialnego. W tym wypadku wynajmujący musi zgłosić dochody z najmu do urzędu skarbowego, a lokator podpisuje deklarację o dobrowolnym opuszczeniu mieszkania po wygaśnięciu umowy. Jeżeli się uchyla od tego obowiązku, właściciel ma prawo zwrócić się na postawie tego oświadczenia do sądu z wnioskiem o nadanie mu klauzuli wykonalności. Po jej uzyskaniu sprawa jest kierowana do komornika, który przeprowadza eksmisję.

Jak podkreśla ekspertka, aby uniknąć problemów i niedomówień, dobrze jest skorzystać z pomocy doradcy albo pośrednika nieruchomości, który nie tylko pomoże w znalezieniu najemcy albo właściwego mieszkania, lecz także dopełni wszystkich formalności, sprawdzi wiarygodność stron umowy oraz przygotuje całą dokumentację. Taką opcję powinni rozważyć zwłaszcza ci, którzy wynajmują mieszkanie po raz pierwszy.

Wprowadzając wysoki podatek graniczny, Donald Trump może wywołać światowe spowolnienie

Jak twierdzi dr Przemysław Kwiecień, dla naszego kraju kluczowe znaczenie mają nie tyle decyzje zapadające w Białym Domu, co ich skutki dla międzynarodowego handlu. Jeśli na tej arenie wystąpią tendencje protekcjonistyczne i proces globalizacji zostanie zahamowany lub odwrócony, polska gospodarka odczuje to negatywnie.

Zdaniem Głównego Ekonomisty X-Trade Brokers, Stany Zjednoczone ogrywają tak dużą rolę w globalnej gospodarce, że trendy, narzucane przez administrację Donalda Trumpa, będą wyczuwalne również w Polsce. Jeżeli zostaną zwiększone cła importowe do USA, to bardzo prawdopodobne, że inne kraje, takie jak Chiny czy Japonia, odpowiedzą w podobny sposób. Tymczasem, ożywienie na Starym Kontynencie uzależnione jest od dobrej koniunktury dla europejskiego eksportu. Ograniczenie globalnego handlu byłoby zatem niekorzystne dla Unii Europejskiej.

– Potężna liberalizacja międzynarodowego handlu, jaka zachodziła przez ostatnich kilkadziesiąt lat, istotnie zwiększyła globalną produkcję dóbr i usług. Oczywiście można się spierać z tym, czy „owoce” tego procesu zostały równo podzielone między państwami. Jednak, analiza struktury wzrostu gospodarczego w Polsce dowodzi, że wymiana towarów i usług z innymi krajami ma dla nas coraz większe znaczenie – mówi dr Przemysław Kwiecień.

Ekspert z X-Trade Brokers wyjaśnia, że obroty handlowe rosną w naszym kraju szybciej, niż PKB. Gdyby więc doszło do zaburzeń w światowym handlu i proces globalizacji zostałby zatrzymany lub, co gorsza, odwrócony, to poważnie zachwiałoby systemem ekonomiczny. Obecnie eksport odpowiada za ponad 52% polskiej gospodarki, podczas gdy jeszcze 10 lat temu było to mniej, niż 40%. Biorąc pod uwagę, że to dynamiczna część rynku, wzrost udziału sprzedaży zagranicznej jest korzystny dla dynamiki PKB, ale też uzależnia naszą koniunkturę w większym stopniu od sytuacji w Europie i na świecie.

– Jeśli wszystkie towary, importowane do USA zostaną obciążone np. 20-procentowym podatkiem, to każdy artykuł, wyprodukowany poza Stanami Zjednoczonymi i sprzedawany na tamtejszym rynku, stałby się dużo mniej konkurencyjny. Dla przedsiębiorstw, które wytwarzają produkty w Polsce i eksportują je do USA, jednoznacznie oznaczałoby to, obniżenie cen albo spadek ich sprzedaży – przewiduje dr Kwiecień.

Trzeba również podkreślić, że wprowadzenie podatku granicznego przez rząd Donalda Trumpa, nie wpłynęłoby jedynie na wywóz polskich artykułów za ocean. Należy brać pod uwagę również to, że produkowane w naszym kraju komponenty są używane m.in. w niemieckich wyrobach, eksportowanych do Stanów Zjednoczonych. W tym obszarze udział Polaków jest dużo większy, niż w bezpośredniej wymianie z USA.

– Niemniej, podatek graniczny byłby najbardziej niekorzystny dla największych partnerów handlowych USA czy też państw, które są najmocniej uzależnione od wymiany towarów ze Stanami Zjednoczonymi. Należą do nich Meksyk i Kanada, co oczywiście wynika z ich fizycznej bliskości, a także z porozumienia NAFTA. Dla krajów Północnoamerykańskiej Strefy Wolnego Handlu byłoby to niewątpliwie dużym szokiem. W Polsce oczywiście nastąpiłaby też niekorzystna zmiana – podsumowuje ekspert.

Osoby z zaburzeniami słuchu uzyskają dostęp do nowych metod leczenia. Pierwsze na świecie operacje przeprowadzono w Polsce

Osoby z zaburzeniami słuchu uzyskają dostęp do nowych metod leczenia. Pierwsze na świecie operacje przeprowadzono w Polsce 3

Nowy system implantów ucha środkowego pozwala odzyskać słuch osobom, których schorzenie wcześniej uniemożliwiało przeprowadzenie operacji. Do leczenia docelowo włączymy dużą grupę seniorów – zapowiada prof. Henryk Skarżyński, dyrektor Światowego Centrum Słuchu w Kajetanach, który w piątek przeprowadził pierwsze tego typu operacje na świecie. Nowoczesny implant to bezpieczne urządzenie, które pozwala w dowolny sposób modelować słuch pacjenta. 

– Mamy za sobą światową premierę w zastosowaniu klinicznym nowego systemu, który składa się z implantu ucha środkowego połączonego w odpowiedni sposób z układem własnym kosteczek słuchowych pacjenta. Dzięki temu możemy prawie dowolnie modelować słuch pacjenta, dostosowując go do tych możliwości, na jakie stać jego ucho wewnętrzne – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes prof. Henryk Skarżyński, dyrektor Światowego Centrum Słuchu w Kajetanach.

Implant słuchowy typu Vibrant Soundbridge ze sprzęgaczem LP-Coupler pomoże tym pacjentom, u których dotychczas stosowane metody nie były skuteczne. Jeśli ucho wewnętrzne nie jest w stanie odebrać fali dźwiękowej, nowy system wzmacnia ją do takiego poziomu, że chory jest w stanie słyszeć.

– Nowy system pozwala nie tylko wymodelować słuch u pacjenta, lecz także dostosować wzmocnienie do konkretnych ubytków, poszczególne obszary częstotliwości. Daje też możliwość późniejszego wykonywania dowolnych badań radiologicznych – podkreśla prof. Henryk Skarżyński.

U pacjentów z nową generacją implantu Vibrant będzie można wykonać badanie rezonansu magnetycznego do 1,5 Tesli. Dotychczas wykonanie badania było mocno ograniczone (przy dotychczasowych implantach do 0,2 Tesli) lub wymagało usunięcia implantu. Nowa technologia umożliwia rozszerzenie docelowej grupy pacjentów.

– Dołączamy te osoby, którym nie mogliśmy pomóc żadnym z innych rozwiązań dotychczas stosowanych. Były one za słabe, przynosiły wzmocnienie naturalnego dźwięku na układ kosteczek i do ucha wewnętrznego w niewystarczającym stopniu, co w praktyce oznaczało, że pacjent może nieco lepiej słyszał, ale nie rozumiał nawet do kilkudziesięciu procent docierających informacji – przekonuje dyrektor Światowego Centrum Słuchu.

Szacuje się, że problem ze słuchem ma w Polsce ok. 900 tys. osób, a 40–50 tys. nie słyszy niemal w ogóle. Niedosłuch najczęściej występuje u seniorów. Blisko trzy czwarte 70-latków ma częściową głuchotę, w przedziale wiekowym 80–100 lat odsetek ten wzrasta do ok. 80 proc. U części pacjentów z trwałym uszkodzeniem słuchu pomóc mogą aparaty słuchowe. W terapii często wykorzystuje się implanty ślimakowe ucha środkowego czy urządzenia na przewodnictwo kostne, które bezpośrednio stymuluje ucho wewnętrzne. U osób z dużym ubytkiem słuchu dotychczas stosowane metody były niewystarczające.

– Implant słuchowy typu Vibrant Soundbridge ze sprzęgaczem LP-Coupler wypełnia ogromną lukę, dzięki temu włączamy dużą grupę docelową seniorów, których będzie coraz więcej w każdym starzejącym się społeczeństwie. Urządzenie staje się dzięki nowej technologii bezpieczne. Pokonujemy zatem barierę co najmniej dwóch poważnych ograniczeń: wzmocnienia, bo właściwie możemy dowolnie modelować, i tego, że urządzenie musi być usunięte na czas określonego badania – wskazuje prof. Henryk Skarżyński.

Jak przekonuje dyrektor Światowego Centrum Słuchu, nowa technologia nie wymaga od operowanego pacjenta praktycznie żadnej rehabilitacji.

– Nie zmuszamy pacjenta do nauczenia się słuchu tak jak w przypadku implantów ślimakowych. Dajemy tę samą informację, tylko odpowiednio wzmocnioną tak, żeby pacjent, jeżeli ma nawet resztki słuchu, mógł w zakresie danego pasma częstotliwości usłyszeć i zrozumieć – podkreśla prof. Henryk Skarżyński.

Pionierska operacja wszczepienia nowego systemu implantu ucha środkowego odbyła się w Kajetanach podczas Sympozjum International Bonebridge & Soundbridge w Kajetanach.

Polskie rodziny wydadzą na święta wielkanocne średnio 400 zł. Tyle samo co przed rokiem

Polskie rodziny wydadzą na święta wielkanocne średnio 400 zł. Tyle samo co przed rokiem 4

Przeciętne polskie gospodarstwo domowe planuje przeznaczyć 400 zł na zorganizowanie tegorocznych świąt wielkanocnych, dokładnie tyle samo, ile rok temu. Bardziej kosztowne plany mają tylko rodziny wielodzietne, które w tym roku odczuły wyraźną poprawę sytuacji materialnej. Dlatego przygotowane są na wydatki świąteczne w wysokości przeszło 500 zł.

– Najwięcej na święta wielkanocne w tym roku wydadzą rodziny czteroosobowe, które deklarują, że będzie to kwota 511 zł – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Karolina Łuczak, kierownik ds. komunikacji w Provident Polska. – Przeciętni ankietowani zadeklarowali kwotę 400 zł. Jest to dokładnie tyle samo, ile w ubiegłym roku.

Jak wynika z prowadzonego cyklicznie badania Barometr Providenta, w 2016 roku wysokość wydatków związanych ze świętem Wielkiej Nocy była wyższa o 10 proc. niż dwanaście miesięcy wcześniej. W tym roku zdecydowana większość respondentów (59 proc.) deklaruje utrzymanie wydatków na zeszłorocznym poziomie, 16 proc. spodziewa się wyższych, a 10 proc. chce wydać mniej niż w ubiegłym roku.

Wysokość świątecznego budżetu według Providenta determinują dwa zasadnicze czynniki. Z jednej strony jest to wysokość dochodów gospodarstwa domowego – im wyższa, tym większe planowane wydatki. W przypadku rodzin zarabiających około 2 tys. zł budżet tegorocznej Wielkanocy wyniesie około 300 zł. Gospodarstwa domowe z dochodami w wysokości 5 tys. zł zamierzają wydać prawie dwa razy więcej, bo około 500 zł.

Drugim czynnikiem jest wielkość rodziny. Najmniejsza, jednoosobowa na organizację świąt w bieżącym roku chce przeznaczyć około 250 zł, a więc znacząco poniżej średniej. Nakłady czteroosobowych gospodarstw domowych przekroczą natomiast 500 zł.

– Ogólnie wydatki związane z Wielkanocą są zdecydowanie niższe niż na Boże Narodzenie, które trwa zdecydowanie dłużej – zauważa Karolina Łuczak. – W grudniu spora część budżetu przeznaczana jest na kupno prezentów czy finansowanie wyjazdów. W ubiegłym roku organizacja gwiazdki kosztowała polską rodzinę średnio 722 zł, więc prawie dwa razy więcej niż w bieżącym roku wyniosą wydatki wielkanocne.

Podczas ostatnich świąt Bożego Narodzenia, jak wynika z Barometru Providenta, wydatki z nimi związane miały być o 100 zł niższe niż dwanaście miesięcy wcześniej. Około 24 proc. respondentów szacowało koszt zakupów na około 400 zł. Co czwarty Polak zamierzał się zmieścić w kwocie między 400 a 700 zł, 15 proc. chciało wydać od 700 do tysiąca zł, a jedynie 10 proc. – więcej niż tysiąc.

– W przypadku Wielkiej Nocy są to głównie koszty związane z organizacją przyjęcia, zakupami, bo zwyczaj dawania prezentów jest zdecydowanie mniej powszechny niż w przypadku Bożego Narodzenia, co nie znaczy, że w ogóle nie występuje – precyzuje Mariusz Pawłowski, dyrektor Departamentu Customer Intelligence w firmie Provident Polska. – Kupowanie wielkanocnych podarunków deklaruje około 37 proc. badanych. Mamy tutaj dość spore zróżnicowanie między dużymi miastami a wsią. W większych ośrodkach ponad połowa Polaków przygotowuje podarunek, podczas gdy na wsi – tylko 26 proc. Średnia kwota, jaką przeznaczamy na ten cel, wynosi 123 zł.

Na zwiększenie wysokości wielkanocnego budżetu przez rodziny wielodzietne wpłynęła deklarowana przez nie tegoroczna poprawa sytuacji materialnej. Z Barometru Providenta wynika, że 40 proc. składających się z pięciu i więcej osób gospodarstw domowych odczuło w tym roku taki progres (w przypadku 55 proc. była bez zmian, a tylko 2 proc. zasygnalizowało pogorszenie). Na drugim biegunie usytuowali się single i osoby samotne, wśród których 84 proc. stwierdziło, że ich sytuacja materialna nie zmieniła się lub pogorszyła, a tylko 9 proc. odczuło poprawę.

GDDKiA szuka nowego operatora systemu poboru opłat na autostradach. Obecnie sprawdza zgłoszenia do przetargu

GDDKiA szuka nowego operatora systemu poboru opłat na autostradach. Obecnie sprawdza zgłoszenia do przetargu 5

Jak informuje resort infrastruktury, Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad weryfikuje obecnie zgłoszenia do postępowania, w którym ma zostać wyłoniony nowy operator elektronicznego systemu poboru opłat od kierowców. viaTOLL w przyszłym roku zmieni zarządcę, który będzie odpowiedzialny za przychody do budżetu państwa i bazę wrażliwych danych milionów kierowców. Pod znakiem zapytania stoi udział w postępowaniu dwóch spółek celowych o minimalnym kapitale zakładowym i niejasnej strukturze właścicielskiej. 

Problem pojawiania się w przetargach spółek celowych, zawiązywanych tuż przed terminem składania ofert, nie jest wcale nowy. Zamawiający mają narzędzia, aby się przed tym zabezpieczyć i mogą postawić w ogłoszeniu lub specyfikacji istotnych warunków zamówienia wymagania, które zablokują możliwość startowania w przetargu takim właśnie spółkom – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Dariusz Ziembiński, radca prawny z Kancelarii Ziembiński & Partnerzy. – Doświadczony zamawiający, jak GDDKiA, powinien się liczyć z tym, że takie spółki celowe mogą wystartować w przetargu.

Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad rozpoczęła w grudniu postępowanie, w którym ma zostać wyłoniony nowy operator krajowego systemu poboru opłat drogowych viaTOLL. Wnioski o dopuszczenie do udziału w postępowaniu złożyło dziewięć podmiotów. Są wśród nich renomowane firmy, z ugruntowaną na rynku pozycją – m.in. słowacki SkyToll, Comarch i Orange Polska, austriacki Kapsch (dotychczasowy operator) i konsorcjum ze spółką z grupy Budimeksu – jak i dwa podmioty, których udział w postępowaniu budzi wątpliwości ze względu na strukturę właścicielską i kapitał zakładowy, wynoszący zaledwie 5 tys. zł.

Obie spółki, Catterick Investments oraz Leadville Investments, zostały zgodnie z KRS zarejestrowane pod tym samym adresem. W pierwszej z nich – na dobę przed terminem składania dokumentów przetargowych – zaszły zmiany w zarządzie i akcjonariacie (udziały w spółce objęły włoski Autostrade Tech i Stalexport Autostrady). Druga stanęła do postępowania w konsorcjum ze spółką córką Strabagu, opierając się na jej możliwościach i doświadczeniu. Obie są powiązane osobowo, a udział spółek o niskim kapitale zakładowym w wielomiliardowym przetargu wzbudził szerokie wątpliwości, ponieważ wyłoniony w przetargu nowy operator viaTOLL będzie nie tylko odpowiadał za miliardowe przychody do budżetu państwa, lecz także będzie zarządzał bazą wrażliwych danych milionów kierowców i bazą kompletnych informacji o ruchu drogowym w całym kraju.

Z uwagi na przedmiot zamówienia, który jest strategiczny z punktu widzenia wpływów do budżetu, bezpieczeństwa państwa i bezpieczeństwa antyterrorystycznego, taki przetarg powinien być objęty ochroną różnego rodzaju służb, które powinny przyglądać się temu, kto startuje w postępowaniu, a nawet jak to postępowanie zostało przygotowane – uważa Dariusz Ziembiński.

Radca prawny z Kancelarii Ziembiński & Partnerzy zauważa, że profesjonalizm jest wymagany nie tylko od podmiotów, które biorą w nim udział, lecz także od zamawiającego. Ten ma z kolei prawne narzędzia, aby wyeliminować z przetargu podmioty, które niekoniecznie są gwarantem należytego wykonania zamówienia.

Jeżeli zamawiający chciałby się ustrzec przed startem w przetargu spółki, która powstała na dzień przed upływem terminu składania ofert, to ma ku temu wiele możliwości. Przykładowo, może postawić warunek średniorocznego zatrudnienia w okresie ostatnich kilku lat i wykazać, że nie zachodzi „stosowna sytuacja”, która pozwala wykonawcom polegać na zasobach osób trzecich. Wtedy taka spółka, utworzona chwilę wcześniej, nie będzie mieć wymaganego poziomu zatrudnienia, bo najpewniej w ogóle nie ma zatrudnionych pracowników – mówi Dariusz Ziembiński.

Tym samym zamawiający mógłby uniemożliwić start spółek celowych w postępowaniu, nie dopuszczając do korzystania z zasobów podmiotu trzeciego. To oznacza, że wszystkie zasoby, które są potrzebne do spełnienia warunków udziału w postępowaniu, muszą być w spółce i nie można ich „pożyczyć” od innego podmiotu – mówi Dariusz Ziembiński.

Zamawiający może również zastrzec w ogłoszeniu lub SIWZ (specyfikacja istotnych warunkach zamówienia, podstawa dokumentacji przetargowej), że kluczowe części zamówienia nie mogą zostać powierzone podwykonawcom. To powoduje, że przetarg jest dedykowany tylko dużym i doświadczonym firmom. Zamawiający może w dowolnym stopniu ograniczyć zakres podwykonawstwa.

Przedział jest bardzo różny. To ograniczenie może sięgać nawet 80 proc. całego zamówienia. Wówczas tę część spółka będzie musiała wykonać sama. Do tego z kolei musi mieć zasoby i potencjał. Jednodniowa spółka takiego potencjału raczej mieć nie będzie – mówi Dariusz Ziembiński.

Jak podkreśla ekspert, zamawiający może też postawić w przetargu konkretne wymagania ekonomiczne, którymi musi się wykazać startujący w nim podmiot z zastrzeżeniem określonego pułapu środków dla każdego członka konsorcjum.

Jak poinformowało Ministerstwo Infrastruktury i Budownictwa, obecnie komisja przetargowa weryfikuje wszystkie wnioski, które wpłynęły w postępowaniu na nowego operatora systemu viaTOLL.

– Na obecnym etapie celem zamawiającego jest wybór wykonawców, którzy będą rzetelnymi partnerami do dialogu (…).W celu oceny spełniania warunków udziału w postępowaniu i zweryfikowania zdolności wykonawcy do należytego wykonania zamówienia badana jest m.in. sytuacja ekonomiczna i finansowa oraz zdolność techniczna i doświadczenie wykonawców, a także kwalifikacje zawodowe osób, którymi te podmioty dysponują – poinformował Szymon Huptyś, rzecznik resortu, dodając, że na obecnym etapie dyskusja dotycząca podmiotów, które zgłosiły się do postępowania, jest bezzasadna.

W kolejnym kroku GDDKiA zaprosi do dialogu konkurencyjnego te firmy, które spełnią formalne warunki udziału w postępowaniu. Po jego zakończeniu zostanie im przekazane zaproszenie do składania ofert w przetargu, w którym wadium ma wynosić 30 mln zł.

– Warto jednak dostrzec, że w tym postępowaniu zamawiający bardzo celnie dobrał tryb przetargu do stopnia skomplikowania przedmiotu zamówienia i szczegółowo opisał kryteria selekcji. Dzięki tej staranności wynik przetargu jest jeszcze otwarty – konkluduje Dariusz Ziembiński.

GDDKiA chce zawrzeć umowę z nowym operatorem krajowego systemu poboru opłat drogowych viaTOLL na sześć lat (od 3 listopada 2018 r. do 2 listopada 2024 r). Obecnie operatorem viaTOLL jest Kapsch Telematic Services, z którym umowa wygasa w listopadzie przyszłego roku.

Jak wynika z ubiegłorocznych wyliczeń Fundacji Republikańskiej, system viaTOLL w ciągu pięciu lat wniósł do Krajowego Funduszu Drogowego ponad 7 mld zł. Elektroniczny system poboru opłat za przejazdy wybranymi odcinkami dróg krajowych został wprowadzony w lipcu 2011 roku i zastąpił karty opłaty drogowej (winiety). Z viaTOLL obowiązkowo muszą korzystać kierowcy autobusów i pojazdów ciężarowych o dopuszczalnej masie całkowitej powyżej 3,5 t.

Jeszcze w tym tygodniu ruszy ponowna rozbiórka Rotundy. PKO BP doszedł do porozumienia z konserwatorem zabytków

Jeszcze w tym tygodniu ruszy ponowna rozbiórka Rotundy. PKO BP doszedł do porozumienia z konserwatorem zabytków 6

Jest kompromis w sprawie warszawskiej Rotundy. Właściciel, PKO Bank Polski, doszedł do porozumienia z mazowieckim i stołecznym konserwatorem zabytków, którzy w połowie marca nakazali wstrzymanie rozbiórki gmachu. Na mocy wspólnych ustaleń Rotunda nie trafi do rejestru zabytków. Powołany zostanie zespół złożony z przedstawicieli obu stron, ekspertów oraz architektów, który będzie nadzorował demontaż. Część oryginalnej konstrukcji Rotundy ma zostać zachowana w nowym projekcie. Prace rozbiórkowe ruszą ponownie jeszcze w tym tygodniu.

Rozbiórka warszawskiej Rotundy, której właścicielem jest PKO Bank Polski, rozpoczęła się na początku marca. W połowie marca bank zmuszony był jednak wstrzymać prace. W trakcie rozbiórki okazało się, że – zdaniem Stołecznego Konserwatora Zabytków – zachowała się część oryginalnej konstrukcji budynku. Dlatego 16 marca nakazał on wstrzymanie dalszych prac i podjął starania o wpisanie gmachu Rotundy do rejestru zabytków. Równolegle strony przystąpiły do rozmów, których celem było wypracowanie kompromisowego rozwiązania.

– Po kilku spotkaniach z konserwatorami zabytków, doszliśmy do porozumienia i wypracowaliśmy plan korzystny dla obu stron. Demontaż budynku zostanie wznowiony, jeszcze w tym tygodniu, najprawdopodobniej w środę lub w czwartek – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Maciej Wyszoczarski, dyrektor pionu sieci i operacji w PKO Banku Polskim. – Na mocy wspólnych ustaleń Mazowiecki Wojewódzki Konserwator Zabytków nie będzie wszczynał procedury wpisywania do ewidencji zabytków gmachu Rotundy.

Wpisanie Rotundy do rejestru zabytków zablokowałoby inwestorowi możliwość kontynuowania inwestycji. Wszystkie strony zadecydowały jednak, że rozbiórka starej konstrukcji będzie kontynuowana.

Rozbiórkę będzie nadzorować zespół ekspercki. W jego skład wejdą przedstawiciele inwestora, czyli PKO Banku Polskiego, oraz Stołecznego Konserwatora Zabytków, konstruktorzy i architekci.

– Jednym z najważniejszych ustaleń jest powołanie grupy roboczej, której zadaniem będzie wypracowanie możliwości użycia elementów istniejącej Rotundy w ramach projektu rewitalizacji. Grupa ma ocenić stan konstrukcji, której elementy moglibyśmy wykorzystać w nowym projekcie. Te elementy możemy wykorzystać jako artefakty, świadków historii – niekoniecznie w samym budynku, ale na przykład w jego pobliżu, w ramach dodatkowej instalacji – mówi Maciej Wyszoczarski.

Nowy budynek ma zachować dotychczasowy kształt, wielkość i elementy charakterystyczne dla architektury modernizmu. Dyrektor Pionu Sieci i Operacji w PKO Banku Polskim podkreśla, że gmach Rotundy pilnie wymagał rewitalizacji ze względu na zły stan techniczny. Gmach przestał spełniać aktualnie obowiązujące normy techniczne i przeciwpożarowe. Dlatego po szerokich konsultacjach społecznych właściciel zadecydował o zastąpieniu go nowym budynkiem, który pod względem architektonicznym będzie podobny do kultowej Rotundy.

– Zachowamy bryłę Rotundy i jej charakterystyczny otok. Takie były nasze główne założenia i dlatego w konkursie architektonicznym zwyciężył projekt, który dobrze odzwierciedla pierwotną bryłę. Nowy budynek chcemy tylko w części przeznaczyć na oddział bankowy. Górna część ma zostać przeznaczona na galerię sztuki, kawiarnię i ogólnodostępne miejsce spotkań. Otoczenie Rotundy również zostanie oddane do użytku publicznego, a w przyziemiu ma działać między innymi kino letnie oraz inne performance’y, które można będzie realizować w tej przestrzeni – zapowiada Maciej Wyszoczarski.

Właściciel Rotundy przystępując do rewitalizacji, przeprowadził szerokie konsultacje społeczne oraz dopełnił wszystkich formalności. W 2014 roku inwestor uzyskał od urzędu miasta pozwolenie na budowę i rozbiórkę istniejącego budynku. Przeprowadził też ekspertyzy dotyczące jego stanu technicznego i konstrukcyjnego.

– Wszystkie te elementy zrealizowaliśmy zgodnie z obowiązującym prawem, po czym na początku tego roku wybrany został generalny wykonawca, a w marcu przystąpiliśmy do prac rozbiórkowych – mówi Maciej Wyszoczarski.

Okrągły budynek jest jednym z najbardziej charakterystycznych budynków stolicy. Mieści się w ścisłym centrum miasta, przy skrzyżowaniu ul. Marszałkowskiej i Al. Jerozolimskich. Jego miejsce ma zająć nowoczesny gmach, przeznaczony w części na funkcje społeczne, takie jak galeria sztuki i ogólnodostępne miejsce spotkań dla warszawiaków. Funkcje bankowe zostaną zlokalizowane na parterze. Projekt architektoniczny „nowej” Rotundy został wyłoniony w międzynarodowym konkursie, na który nadesłano zgłoszenia z 80 krajów świata. Wygrała krakowska pracownia Gowin & Siuta, a według założeń inwestycja miała się zakończyć za dwa lata. Koszt przebudowy Rotundy w całości pokryje właściciel.

Polacy coraz chętniej ubezpieczają urządzenia mobilne. Głównie z powodu wysokich kosztów napraw sprzętu

Polacy coraz chętniej ubezpieczają urządzenia mobilne. Głównie z powodu wysokich kosztów napraw sprzętu 7

Urządzenia mobilne są coraz droższe i bardziej zaawansowane, a inteligentny sprzęt stał się integralną częścią ludzkiego życia. Jak wynika z raportu „Mobile Behavior Report”, 85 proc. ludzi uważa je za najważniejsze narzędzia codziennego użytku. Nic dziwnego, skupiają w sobie szereg istotnych informacji – kontakty biznesowe, informacje z banku czy prywatne pliki. Urządzenia mobilne są bardzo podatne na uszkodzenia, a do tego często padają łupem złodziejów, stąd też rosnąca popularność produktów ubezpieczeniowych.

 Blisko 35 proc. uszkodzeń telefonów ma miejsce w środkach komunikacji publicznej oraz w czasie uprawiania sportu, a blisko 76 proc. to wszelkiego rodzaju stłuczenia, zarysowania czy uszkodzenia wyświetlacza. Koszt takich napraw jest dość wysoki, dlatego użytkownicy sprzętu mobilnego chcą się od tego ubezpieczyć i coraz chętniej korzystają z tego typu produktów – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Aneta Żelazny z firmy Digital Care.

W ocenie ekspertów sprzedaż produktów ubezpieczeniowych na rynku mobilnym ma sukcesywnie rosnąć, a wszystko ze względu na wciąż rosnące potrzeby konsumentów.

– Klienci kupują coraz droższe, a przy tym bardziej zaawansowane urządzenia mobilne i potrzebują ochrony w związku z nieprzewidzianymi wydatkami na naprawy – komentuje Aneta Żelazny.

Ubezpieczenie zwykle obejmuje ochronę w takich wypadkach, jak uszkodzenie wyświetlacza, zalanie urządzenia wodą, czy jego kradzież.

– Istnieje również możliwość przedłużenia gwarancji. Wszystko po to, by potencjalny klient mógł spać spokojnie – mówi Aneta Żelazny.

Polski rynek ubezpieczeń urządzeń mobilnych jest bardzo dynamiczny i kreatywny, stąd prognozy rozwoju są bardzo dobre. Tym bardziej że takie firmy jak np. Digital Care bazują na polskich technologiach, przez co ich produkty są dostosowane do krajowego rynku. Na początku tego roku serwis We Are Social opublikował swój coroczny raport na temat segmentu mobile na świecie. Pod względem penetracji użytkowników mobilnych Polska zajmuje 17 miejsce na świecie. 74 proc. Polaków korzysta z telefonu komórkowego. Średnio przez 1,4 godziny dziennie surfujemy w internecie właśnie przez smartfon lub tablet.

– Kupujemy coraz droższe urządzenia, a przy okazji obawiamy się tego, żeby sprzęt nie został uszkodzony. Tym  bardziej że mamy go cały czas przy sobie, wykorzystujemy go w każdej wolnej chwili zarówno w życiu prywatnym, jak i zawodowym. Dlatego popularność produktów ubezpieczeniowych i programów serwisowych rzeczywiście będzie rosła, a w ich ramach będą pojawiały się nowe, innowacyjne usługi – podkreśla ekspertka Digital Care.

Co istotne, rozwój rynku sprawia, że ceny produktów ubezpieczeniowych są relatywnie niskie w porównaniu do sytuacji sprzed kilku lat.

Budując swoje programy bazujemy na tym, żeby koszty były jak najniższe dla klienta, oczywiście przy zachowaniu jak najwyższej jakości. Standardowe programy ubezpieczeniowe, które powstawały zanim Digital Care pojawił się na rynku były dość drogie i stąd też małe było zainteresowanie tego typu produktami. Od początku działalności przygotowujemy produkty skrojone pod oczekiwania i potrzeby polskiego konsumenta. Jesteśmy w 100 proc. polską firmą, która wypracowała własne know-how, zarząd firmy jest polski, technologia powstaje w Polsce i jest tworzona przez polskich inżynierów, wreszcie własność intelektualna jest także polska – podsumowuje Aneta Żelazny.

Bazując na doświadczeniach z polskiego rynku, Digital Care rozpoczęła ekspansję na inne rynki, m.in. Włochy i Litwę oraz Łotwę.

Postępowanie z odpadami a CSR

Odpowiedzialne gospodarowanie odpadami to ważna część społecznej odpowiedzialności biznesu. Przynosi korzyści dla rynku, społeczeństwa i środowiska.

Postępowanie z odpadami w sposób odpowiedzialny na fundamentalnym poziomie dotyczy gospodarowania nimi w sposób legalny, z zachowaniem wszystkich norm i przepisów ochrony środowiska. To jednak nie wszystko. Odpady są materiałem, który można ponownie wykorzystać. Im większy jest ich recykling, tym mniej trafia na składowisko – zyskuje na tym środowisko, a tym samym i my.

Dzięki przywiązaniu wagi do całego procesu gospodarowania odpadami, tj. od momentu projektowania produktu, po segregację i magazynowanie odpadów oraz ich ponowne zagospodarowanie, możliwy jest większy odzysk materiałów. Już teraz 1/3 średnich i dużych firm w Polsce ma określoną politykę „zero odpadów na składowisko” (badanie PBS na zlecenie Stena Recycling, 2016 r.). Pomocą zarówno w jej realizacji, jak i późniejszym efektywnym odzysku jest „projektowanie dla recyklingu”.

– Projektowanie dla recyklingu zakłada już na etapie planowania produktu dobranie materiałów w taki sposób, aby podczas produkcji powstawało jak najmniej odpadów oraz, aby uzyskać jak najwyższy poziom recyklingu. Transparentnie prowadzone gospodarowanie odpadami buduje pozytywne wzory dla innych firm i kształtuje bardziej dojrzały rynek – mówi Aleksandra Surdykowska, Kierownik ds. marketingu i PR w Stena Recycling.

Społeczna odpowiedzialność biznesu pod względem gospodarowania odpadami przejawia się również w działaniach prowadzonych w miejscu pracy. Najważniejszym są: bezpieczeństwo osób, które pracują z odpadami, a także zarządzanie ryzykiem, szczególnie jeśli generowane przez firmę odpady mogą stanowić zagrożenie dla ludzi i środowiska. Odpowiednie procedury, kontrole oraz działania edukacyjne pozwalają ograniczyć wypadki i budować świadomość ekologiczną. Firmy coraz częściej starają się wychodzić ponad to, co jest ich obowiązkiem prawnym. Organizują dodatkowe szkolenia, wprowadzają nowoczesne rozwiązania minimalizujące możliwość wystąpienia wypadków, prowadzą systemy motywacyjne promujące właściwe sortowanie u źródła oraz kampanie edukacyjne, które w ciekawy sposób pokazują możliwości jakie dają odpady.

Działania CSR w obszarze środowiska mają duży wpływ na społeczeństwo. Często o tym, czy przedsiębiorstwo będzie postrzegane jako dobry sąsiad, decyduje jego polityka wobec środowiska. Właściwe postępowanie z odpadami, ograniczenie ich ilości, odpowiednie usytuowanie w hierarchii sposobów ich zagospodarowania, a także akcje ekologiczne i zbiórki odpadów pomagają skutecznie realizować założenia społecznej odpowiedzialności biznesu.

Odpowiedzialne gospodarowanie odpadami przez firmę przyczynia się do ochrony środowiska naturalnego. We wrześniu 2015 r. ONZ przyjęła Cele Zrównoważonego Rozwoju, zakładające m.in. promocję zrównoważonego uprzemysłowienia, walkę ze zmianami klimatu, zapewnienie zrównoważonej konsumpcji i wzorców produkcyjnych. Z kolei paryskie porozumienie klimatyczne COP21, zawarte cztery miesiące później, dąży do ograniczenia emisji dwutlenku węgla. Na realizację tych celów, gospodarki cyrkularnej oraz zadań stawianych sobie przez samo przedsiębiorstwa wpływa recykling. Umożliwia on ponowne wykorzystanie materiałów, a tym samym ograniczenie zużycia surowców naturalnych oraz emisji dwutlenku węgla.

– Odpowiedzialne gospodarowanie odpadami pozwala na realizację globalnych celów środowiskowych, podnosi bezpieczeństwo pracy i procesów zachodzących w przedsiębiorstwie, a także pozwala na realizacje strategii dobrego sąsiedztwa – mówi ekspert Stena Recycling.

Nieprzewidywalne otoczenie polityczne i biznesowe powodują przyspieszenie dezinwestycji

  • 82% przedsiębiorstw uważa, że zmienność makroekonomiczna zwiększy prawdopodobieństwo dokonania deziwestycji w przyszłym roku.
  • 48% firm jest przekonanych, że w ciągu ostatnich 12 miesięcy zwiększyły się wyzwania podatkowe związane z dezinwestycjami.
  • 88% twierdzi, że zaawansowane narzędzia analityczne pozwoliłyby na szybsze podejmowanie lepszych decyzji dezinwestycyjnych.   

Nieprzewidywalne otoczenie polityczne i biznesowe, a także zmiany regulacyjne, to główne czynniki geopolityczne zwiększające zainteresowanie przedsiębiorstw dezinwestycjami. Przy czym powody dezinwestycji zależą od lokalizacji geograficznej poszczególnych firm – tak wynika ze „Światowego badania dezinwestycji” przeprowadzonego przez firmę doradczą EY. To już szósta edycja, w której respondentami było ponad 900 osób zarządzających firmami z całego świata.

Przedsiębiorstwa działające w Europie, Afryce i na Bliskim Wschodzie (EMEA) wymieniają zewnętrzne czynniki, takie jak geopolityka, jako najważniejsze przyczyny dezinwestycji. 81% firm wskazuje niestabilność polityczną w regionie, a 73% także Brexit. Geopolityczna niepewność motywuje firmy tego regionu do dezinwestycji prawie dwa razy częściej niż w obu Amerykach (59% do 30%). To oznacza szybszą sprzedaż, ale kosztem niższej ceny i mniejszej satysfakcji z uzyskanej, długoterminowej wartości.

Wyniki „Światowego badania dezinwestycji” EY pokazują także istotne różnice w liczbie  dezinwestycji zakończonych powodzeniem w różnych regionach świata, które są związane z naciskiem kładzionym na szybkość dezyinwestycji, a nie na osiąganą wartość. Tylko 62% przedsiębiorstw z EMEA uważa, że wycofanie się z inwestycji przyniosło długoterminowe korzyści. Tymczasem w obu Amerykach sądzi tak 88%, a w regionie Azji i Pacyfiku 80% firm. Dla firm z EMEA ważniejsze jest szybkie zakończenie transakcji niż jej wartość (43% respondentów), podczas gdy w Amerykach podkreśla to jedynie 18%, a w Azji i Pacyfiku 29%.

W Amerykach 57% międzynarodowych firm twierdzi, że decyzje o wyjściu z inwestycji były spowodowane zmianami technologicznymi. Duża grupa, ponad 84%, wskazuje również na zmiany regulacyjne. Istotną rolę odgrywa także polityczna niestabilność – 56% respondentów jest skłonnych do dezinwestycji właśnie z tego powodu.

– W wielu przypadkach, szybkie decyzje przedsiębiorstw w zakresie dezinwestycji z jednej strony odzwierciedlają ich dużą elastyczność w obszarze zmieniającego się otoczenia ekonomicznego, prawnego czy politycznego, z drugiej natomiast niosą ryzyko, iż wartość osignięta z takiej transakcji może nie być optymalna – mówi Paweł Bukowiński, Dyrektor w Dziale Doradztwa Transakcyjnego EY, Lider Doradztwa ds. Dezinwestycji w Regionie CSE. – W tak dynamicznie zmieniającym się środowisku, kluczowy jest bieżący przegląd portfela biznesowego i rygorystyczne przygotowanie się do procesu sprzedaży, w momencie kiedy podejmiemy decyzję o dezinwestycji – dodaje.

Zmiany podatkowe

Coraz większy niepokój firm planujących dezinwestycje budzą podatki, ale ze „Światowego badania dezinwestycji” EY  wynika, że zmiany podatkowe tworzą także nowe możliwości. Prawie połowa (48%) respondentów uważa, że wyzwania związane z podatkami są większe niż rok wcześniej i powodują większą złożoność procesów dezinwestycji. Niemniej 80% przyznaje, że strategiczne przygotowanie przedsprzedażowe, którego celem było ograniczenie negatywnego wpływu ryzyk podatkowych na wartość transakcji, okazało się skuteczne.

– Otoczenie podatkowe pozostaje kluczowym aspektem każdej transakcji –  mówi Paweł Bukowiński. – Zrozumienie oraz odpowiednie wyartukułowanie implikacji ryzyk podatkowych i ich wpływu na wycenę, jak również analiza struktury transakcji z punktu widzenia zobowiązań podatkowych oraz ulg podatkowych dostępnych dla potencjalnego kupującego powinny stanowić integralny element przygotowania przedsprzedażowego – dodaje.

Wykorzystanie technologii w tworzeniu przyszłościowych firm

Obecnie zarządzający zdecydowanie bardziej niż kiedyś doceniają wartość narzędzi analitycznych w biznesie. Aż 88% respondentów twierdzi, że zaawansowane narzędzia analityczne pozwalają na szybsze podejmowanie lepszych decyzji dezinwestycyjnych oraz usprawniają proces przygotowania do transakcji.

Analityka opisowa oraz prognostyczna coraz powszechniej wykorzystywane są jako efektywne narzędzia w podejmowaniu decyzji w zakresie portfela biznesowego. Podczas gdy tylko 21% firm korzystało z efektywnej analityki opisowej w trakcie dezinwestycji, aż  49% firm osiągających najlepsze wyniki korzystało z tego narzędzia. Z drugiej strony 48% firm nadal nie korzysta z analityki opisowej lub uznaje ją za nieefektywną.

W grupie firm, które chcą poprawiać swój model operacyjny za pomocą technologii, 49% zamierza zainwestować w robotykę, sztuczną inteligencję (AI), oprogramowanie jako usługę (SaaS) oraz internet rzeczy (IoT). Celem jest poprawa efektywności przyszłych dezinwestycji – co podkreślają przede wszystkim przedsiębiorstwa z sektora motoryzacyjnego. Aż 73% z nich zamierza zainwestować w nowoczesne technologie własnie z tego powodu.

– Inwestycje w nowe technologie stanowią jeden z kluczowych filarów strategii budowania długoterminowej wartości przez przedsiębiorstwa – mówi Paweł Bukowiński. – Nowe narzędzia analityczyne pozwalają na bardziej kompleksową analizę złożonych danych z wielu źródeł. W rezultacie umożliwiają szybsze decyzje oparte na lepszej informacji, co jest kluczowe z punktu widzenia zarządzania w szybko zmieniającym się otoczeniu biznesowym – dodaje.

O badaniu

Badanie zostało przygotowane i przeprowadzone przez EY oraz FT Remark, wspólne przedsięwzięcie Financial Times oraz Mergermarket. W badaniu udział wzięło ponad 900 zarządzających z dużych firm i korporacji oraz 100 partnerów z funduszy private equity. Badanie prowadzono od października do grudnia 2016. Prawie 1/4 przebadanych firm ma przychody w wysokości 1-5 mld USD, a 42% ma przychody powyżej 5 mld USD. W badaniu reprezentowanych było 9 sektorów gospodarki, ale przede wszystkim koncentrowano się na sektorze produktów konsumenckich, bankowości i usług finansowych, biotechnologii oraz technologii.

Piotr Walter w radzie nadzorczej Wirtualnej Polski

Piotr Walter
Piotr Walter

W dniu 3 kwietnia Piotr Walter został zgłoszony jako kandydat do pełnienia funkcji członka Rady Nadzorczej Wirtualna Polska Holding SA. Uchwałę w tej sprawie podejmie Zwyczajne Walne Zgromadzenie Spółki zwołane na dzień 26 kwietnia 2017 roku.

Piotr Walter ukończył Columbia College w Chicago oraz International Institute for Management Development (PED) w Lozannie.

Studiował dziennikarstwo na Uniwersytecie Warszawskim oraz reżyserię w Państwowej Wyższej Szkole Filmowej, Telewizyjnej i Teatralnej w Łodzi. Karierę rozpoczynał jako producent reklam telewizyjnych w ITI Film Studio. W TVN jako dyrektor ds. promocji antenowych i członek zarządu TVN.

Następnie jako dyrektor generalny i prezes zarządu TVN S.A. rozwinął ogólnopolski kanał telewizyjny oraz portfel 13 kanałów tematycznych współtworząc najsilniejszą markę telewizyjną w Polsce.  Jako wiceprezes zarządu Grupy TVN wdrożył jej strategię internetową oraz Over-The-Top (TVN Player). W latach 2013-2015 pełnił funkcje wiceprezesa Grupy ITI, Członka Rady Nadzorczej oraz Przewodniczącego Komitetu ds. Strategii i Kontentu TVN SA. Ostatnio jako koproducent zaangażowany w produkcję filmu „Planeta Singli”, jednego z najbardziej popularnych polskich filmów fabularnych ostatnich lat.

Piotr Walter: „Patrząc na imponujący rozwój Grupy Wirtualna Polska, zwłaszcza  na przestrzeni ostatnich dwóch lat, doszedłem do wniosku że propozycja ze strony Jacka Świderskiego jest ciekawym wyzwaniem dla człowieka z multimedialnym doświadczeniem, jak moje.  To co było dla mnie równie ważne, myśląc o kandydaturze na członka RN, to decyzyjność i dynamika działania Zarządu Grupy.”

Jacek Świderski: „Cieszę się, że Piotr Walter, współtwórca sukcesu TVN, przyjmuje propozycję wsparcia swoim doświadczeniem Wirtualnej Polski. Bardzo cenię dorobek zawodowy Piotra i jestem przekonany, że będziemy mogli od Piotra wiele się nauczyć. Myśląc o składzie nowej rady nadzorczej po wyjściu Innova Capital i o nowych wyzwaniach przed jakimi stoi Wirtualna Polska, trudno byłoby moim zdaniem wyobrazić sobie lepszego kandydata niż przedsiębiorcę i menedżera z takim doświadczeniem w mediach jak Piotr Walter.”

Najniższe od 8 lat bezrobocie w strefie euro nie potrafi wesprzeć wspólnej waluty

Stopa bezrobocia w strefie euro spadła w lutym do poziomu 9,5% rok do roku, co jest najniższym poziomem od maja 2009 roku.

Bezrobocie spada systematycznie od 2013 roku kiedy to osiągnęło poziom 12% dzięki działaniom stymulacyjnym ze strony Europejskiego Banku Centralnego  które przyczyniły się również do pobudzenia wzrostu gospodarczego i presji inflacyjnej. Prezes Europejskiego Banku Centralnego Mario Draghi stwierdził wręcz, iż obecny widoczny wzrost zatrudnienia i spadek bezrobocia to sukces planu stymulacyjnego EBC wartego łącznie aż 2,28 bilionów euro. Najniższa stopa bezrobocia została zanotowana w Niemczech i wyniosła 3,9%, a najwyższa w Hiszpanii gdzie wyniosła 18%.

Dobre dane nie są w stanie umocnić euro które straciło w zeszłym tygodniu 1,8% do dolara.

Para EURUSD traci dziś 0,2% i handluje w pobliżu poziomu 1,0650. Para EURJPY traci 0,4% handlując w pobliżu poziomu 118,20 a para EURGBP rośnie 0,3% i handluje w pobliżu poziomu 0,8540. Euro umacnia się dziś 0,3% do polskiego złotego i obecnie płacimy za nie niecałe 4,25 zł. Inwestorzy będą oczekiwać w tym tygodniu na minutki które opublikuje zarówno Fed – w środę  jak i EBC – w czwartek. Wydarzeniom tym będą towarzyszyć przemówienia członków Fed-u i prezesa EBC Mario Draghiego.  W czwartek rozpoczną się strategiczne rozmowy chińskiego prezydenta Xi Jinpinga z Donaldem Trumpem na Florydzie, które będą na pewno dotyczyć kształtu wspólnej wymiany handlowej.  W piątek poznamy natomiast najświeższe dane z amerykańskiego rynku pracy.

Ropa naftowa koryguje silne wzrosty z zeszłego tygodnia kiedy to zyskała ponad 6%, najmocniej w tym roku.

Sekretarz generalny OPEC Mohammad Barkingo oświadczył że światowe zapasy ropy naftowej zaczynają maleć co jest sygnałem, iż cięcia produkcji w tym roku zaczynają doprowadzać do równowagi rynkowej.  Rosnące napięcia polityczne pomiędzy etnicznymi i politycznymi grupami w Iraku doprowadziły do zmniejszenia o połowę dostaw z olbrzymiego złoża Kirkuk z którego można wydobywać aż 1 milion baryłek ropy dziennie. Za baryłkę ropy WTI należy obecnie płacić 50,30 dolarów a za baryłkę ropy Brent 53,20 dolarów co oznacza ponad 1% spadek cen.

Andrzej Kiedrowicz
Chief Operating Officer
KOI Capital

Najlepszy kwartał w polskim przemyśle od dwóch lat

W marcu indeks PMI® polskiego sektora przemysłowego (Wskaźnik Managerów Logistyki) zarejestrował 53,5 punktu, co wskazuje na znaczną poprawę koniunktury w polskim sektorze przemysłowym.

Jak podała firma badawcza IHS Markit, wskaźnik PMI dla Polski był niższy niż w lutym br. (54,2 pkt), a marcowy odczyt zakończył najlepszy kwartał wzrostów od dwóch lat.

W minionym miesiącu polska produkcja przemysłowa po raz kolejny odnotowała wzrost, co było spowodowane rosnącą liczbą nowych zamówień, również tych z zagranicy. Proporcjonalnie do zamówień i wymagań produkcyjnych wzrosła aktywność zakupowa, która doprowadziła do braków u sprzedawców i wydłużenia czasu dostawy.

Pomimo lekkiego spowolnienia tempa inflacji polskie firmy odczuły wzrost kosztów zakupów, co przełożyło się na wyższe ceny wyrobów gotowych kolejny miesiąc z rzędu.

Marcowy poziom indeksu PMI podsumował bardzo dobre zakończenie pierwszego kwartału, w którym niezmiennie rosły produkcja, zamówienia oraz zatrudnienie. Pomimo nieznacznego spowolnienia wzrostu, szczególnie po silnej styczniowej ekspansji, optymizm przedsiębiorców jest największy od ponad roku.

Piotr Ludwiczak, Head of Research, Dom Maklerski Michael Ström

Zaufanie do Trumpa maleje. Bitcoin oficjalnym środkiem płatniczym w Japonii

Rynki, które w tym roku przejawiały optymistyczny kurs zakończyły pierwszy kwartał niemrawo, przy Wall Street odnotowano w piątek spadki. Inwestorzy na całym świecie zaczynają się uodparniać na retorykę i deklarację prezydenta Trumpa i czekają na konkretne działania ze strony amerykańskiej administracji. Nawet niekończona się saga dotycząca związków Trumpa z Putinem zdaje się wywierać coraz mniejszy wpływ na nerwy globalnych inwestorów. Jak na ten moment amerykańskie wydarzenia polityczne spotkają się reakcjami rynkowymi tylko za oceanem.

Kurs dolara wykresInwestorzy na pewno zwrócą uwagę na planowane na ten tydzień spotkanie amerykańskiego prezydenta z przywódcą Chin Xi Jinpingiem. Jeśli padną takie frazy jak „spekulacje na walutach”, „wojna handlowa” czy tym podobne, to światowe rynku mogą to mocno odczuć. W przypadku, kiedy spotkanie zakończy się sukcesem można będzie mówić o pozytywnym „efekcie Trumpa” na rynkach, co może nawet skutkować korektą kursu ostatnio zniżkującego dolara amerykańskiego.

Kurs Euro Dolar wykresW Europie natomiast uwagę rynków przykuwają zbliżające się wybory we Francji. Dużym ryzkiem dla jest strefy euro jest zwycięstwo Marine Le Pen, która jak wynika z sondaży ma zagwarantowane miejsce w drugiej turze. Nikt tak naprawdę nie wierzy w zwycięstwo Le Pen, co uspokoją rynki. Natomiast na horyzoncie pojawia się także scenariusz zakładający druga turę wyborów, w której naprzeciw Le Pen stanie nie liberalny kandydat Emmanuel Marcon, ani republikanin Francois Fillion, tylko zyskujący w sondażach radykalnie lewicowy Jean-Luc Melenchon. Taka perspektywa byłaby dla rynków ciężko strawną perspektywą. Analitycy będą się bacznie przyglądać najbliższym sondażom, które mają bezpośredni wpływ na parę walutową EUR/USD.

Krytpowaluty 03-04-2017 wykresW ciągu ostatnich dwóch tygodni bitcoin tracił na korzyść na nowej kryptowaluty ethereum, jednak ten trend odwrócił się dziś rano. Taki stan rzeczy może mieć kilka przyczyn. Dużym czynnikiem napędzającym wzrost wartości kryptowaluty jest Projekt MegaUpload 2.0. Deklaracja Kima Dotcoma, iż nowe przedsięwzięcie będzie budowane na bazie bitcoina nie pozostaje bez odzewu.

Kolejnym czynnikiem, który może mieć wpływ na kurs bitcoina są wieści z Japonii, gdzie wraz z początkiem kwietnia weszła w życie ustawa, która nadaje bitcoinowi status oficjalnie akceptowalnej formy płatność. Warto jednak zwrócić uwagę, iż kryptowaluty są zupełnie inne niż tradycyjne aktywna. Jest to nowy rynek, na którym korelację dopiero zaczynają nabierać kształtów. Jedno jest pewne, na rynku kryptowalut obserwujemy bój o dominację. Bitcoin – dłużej obecny na rynku nie na trudności z korektą kursu, o czym świadczą pierwsze dni kwietnia.

Mati Greenspan, Starszy Analityk Rynków eToro

Zastrzeżenie

Ta informacja służy jedynie celom informacyjnym i edukacyjnym. Nie powinna być traktowana jako porada albo rekomendacja inwestycyjna. Przeszłe wyniki nie dają gwarancji osiągnięcia rezultatów w przyszłości. Trading wiąże się z ryzykiem. Ryzykuj tylko kapitał, na którego stratę jesteś przygotowany.

Wszystkie dane, liczby i wykresy są aktualne na dzień 3 kwietnia.

Raport: Kim jest Henryk, odważny i rozważny konsument 3.0?

Odważni i rozważni, kształtują rynek technologii i finansów. Pokolenie Henryków w najnowszym badaniu GfK Polonia i Clue PR.

Wygodne życie, niezależność, fascynacja technologiami, szukanie adrenaliny. Zarazem mieszkanie na kredyt i obawa o utratę statusu. Oto Henryk lub Henryka (z ang. Henry: High Earner Not Rich Yet), przedstawiciele grupy społecznej, rosnącej w siłę światopoglądowo i konsumencko. Na Zachodzie znanej od lat, w Polsce zbadanej przez GfK Polonia i Clue PR po raz pierwszy. Czym charakteryzuje się grupa, która za chwilę może stać się tak wyczekiwaną w Polsce wyższą klasą średnią?

Pomiędzy Generacją Z, Y i Millenialsami wyrosła w Polsce silna grupa konsumentów: Henryków, żyjących wygodnie, niekiedy z rozmachem, ale nie rozrzutnie, wynika z najnowszego badania[1] GfK Polonia i Clue PR. To pokolenie zbadane na Zachodzie, w Polsce dotąd nie brane pod lupę. Istotne pod względem przychodów i wydatków na technologie, produkty finansowe, odzież i motoryzację. Liderzy opinii w swoich środowiskach, ciekawi świata, ale mocno skupieni na sobie. Autorzy raportu „Pokolenie Henry” zbadali portfele i światopogląd Henryków, zajrzeli do ich szaf, zapytali, czym dla nich jest luksus i czego się obawiają. Jak ich obraz wypada na tle przeciętnych Polaków?

Bogactwo, nie tylko duchowe.

„Pieniądze szczęścia nie dają” – z tą maksymą typowy Henryk by się nie zgodził. 45% Henryków, czyli o 7% więcej niż przeciętnych Polaków, uważa, że bez odpowiednich pieniędzy nie można być szczęśliwym, jednak samo ich posiadanie nie jest gwarancją szczęścia dla 29% Henryków. W strefie powiększania zasobów to grupa wytrwała: 61% Henryków, jeśli pragnie jakiegoś przedmiotu, jest w stanie dłużej na niego odkładać, aby go zdobyć. Zarazem, nieco ponad połowa Henryków (51%) nie chce być definiowana przez pryzmat tego, co posiada, a to znacząco mniej niż w przypadku przeciętnego Polaka (61%). Henryk nie chce posiadać marek aspiracyjnych dla większości. Inaczej też dysponuje pieniędzmi niż przeciętny Polak. 44% Henryków uważa, że pieniądze warto oszczędzać, a przeciętny Polak jest do tego znacznie bardziej skłonny (68%). Henrykowie łączą sprzeczności: bezpieczeństwo materialne to dla nich podstawa spokoju, ale pieniądze są ich zdaniem do wydawania (29% Henryków vs. 18% przeciętnych Polaków).

Życie na kredyt, ale z rozmachem.

Sporo, bo 42% Henryków deklaruje, że lepiej unikać kredytów i pożyczek, a zarazem prawie tyle samo, bo 44% takowy kredyt posiada (o 10% więcej od przeciętnych Polaków). Jeśli chodzi o kontrolę finansów, Henrykowie nie mają do tego nabożnego stosunku: 57% Henryków deklaruje, że zarządza swoimi finansami, co znacząco odróżnia ich od 75% przeciętych Polaków. Podobnie jest z oszczędzaniem: 44% Henryków uważa, że pieniądze warto oszczędzać, a przeciętny Polak jest do tego znacznie bardziej skłonny (68%).

Henrykowie są skłonni zaufać markom ze świata finansów, które podzielają ich myślenie i podejście do świata. To grupa ludzi o otwartych umysłach, do której można docierać obietnicą doznań, realizowanych przez nowe doświadczenia niematerialne czy też namacalne dobra, raczej z półki bardziej prestiżowych. Jest to grupa z potencjałem, podatna na obietnice marketingowe, ale też o wyrobionej opinii i silnych przekonaniach, nie naiwna – komentuje Marta Bierca, Team Manager w GfK Polonia, współautorka badania.

Przyszłość pod kontrolą.

Henryk jest mocno zorientowany na sukces – dla 42% przedstawicieli tej grupy sukces jest ważny. Co ciekawe tylko 34% Henryków uważa, że sukcesy są wynikiem ciężkiej pracy.  Ponad 1/3 (36%) Henryków uważa, ze przyszłość jest do przewidzenia, prawie połowa (47%) jest przekonana, że jeśli coś sobie założy, to plan zrealizuje. Zarazem brak obaw o przyszłość to synonim luksusu dla 30% Henryków i 40% przeciętnych i ma to dla nich większe znaczenie niż czas dla siebie i najbliższych. Dla 59% Henryków ważne jest życie w zgodzie ze sobą, znacznie ważniejsze niż aprobata otoczenia – 31% Henryków vs. 42% przeciętnych Polaków uznaje aprobatę większości za wartość. – Henrykowie są ciekawi świata, chociaż krajową polityką zajmują się mniej niż przeciętni Polacy. Mocno skupieni na sobie, cenią sobie niezależność, mniej zależy im na spokoju (35% vs. 47% Polaków), a bardziej na emocjach, ciekawym życiu i kolekcjonowaniu przeżyć – komentuje Alicja Wysocka-Świtała, Partner Zarządzająca w Clue PR, współautorka badania.

Technologie to otwarty umysł.

54% Henryków lubi gadżety technologiczne, podczas gdy 30% przeciętnych Polaków uważa posiadanie gadżetów technologicznych za próbę „zabłyśnięcia”. 66% Henryków jest raczej przekonanych, że gadżety technologiczne ułatwiają życie. Zdaniem 39% Henryków gadżety technologiczne są raczej synonimem wiedzy otwartego umysłu. A to są wartości dla Henryków podstawowe, gdyż od nich zależy niezależność i pozostawanie w zgodzie ze sobą, a nie schlebianie gustom większości.

O autorkach badania:

Marta Bierca, Team Manager, GfK Polonia

Odpowiedzialna za badania jakościowe w GfK Polonia. Wcześniej konsultantka ds. badań jakościowych w CPC i badaczka w Ipsos ASI i Synovate. Kończy doktorat z przemian ról rodzicielskich na SWPS. Absolwentka etnologii UW, prowadzi zajęcia na Uniwersytecie SWPS.

Alicja Wysocka-Świtała, Partner Zarządzająca, Clue PR

Managing Partner w agencji Clue PR. Specjalizuje się w komunikacji korporacyjnej i produktowej. Prowadzone przez nią kampanie nagradzane m.in. Sabre Awards i Magellan Awards. Wcześniej zdobywała doświadczenie w sieciowych agencjach. Absolwentka dziennikarstwa na UW, prowadzi zajęcia  na Collegium Civitas.

[1] Pokolenie „Henry”, GfK Polonia i Clue PR, N=300; badanie ilościowe na grupie osób 26-45 lat, będących przedstawicielami pokolenia „Henry” i N=330; badanie ilościowe na grupie 26+, nie będących przedstawicielami pokolenia „Henry”, luty 2017

Toyota Research Institute wprowadza sztuczną inteligencję do badań nad nowymi materiałami

Toyota Research Institute (TRI) zainwestuje w ciągu nadchodzących czterech lat 35 mln USD w programy badawcze w dziedzinie nowych materiałów, które będą prowadzone we współpracy z ośrodkami naukowymi, uczelniami wyższymi i innymi firmami. Celem programów będzie rozwój systemów sztucznej inteligencji do wspomagania badań naukowych, a następnie wykorzystanie ich do projektowania i poszukiwania zaawansowanych materiałów, pozwalających tworzyć wydajniejsze akumulatory i katalizatory do ogniw paliwowych montowanych w pojazdach bezemisyjnych.

„Toyota uważa sztuczną inteligencję za narzędzie o kluczowym znaczeniu dla wielu różnych dziedzin i jesteśmy dumni, że wykorzystamy je w rozwoju technologii materiałowej” – powiedział dyrektor naukowy TRI, Eric Krotkov. – „Przyspieszenie tempa tworzenia nowych materiałów pomoże budować podwaliny przyszłości opartej na czystej energii i zbliży nas do realizowanego przez Toyotę celu, jakim jest zmniejszenie globalnej średniej emisji dwutlenku węgla dla nowych pojazdów o 90 procent do 2050 roku”.

Pierwsze projekty badawcze prowadzone będą wspólnie z Uniwersytetem Stanforda, Massachusetts Institute of Technology, uniwersytetami Michigan, Buffalo i Connecticut, a także brytyjską firmą Ilika, specjalizującą się w technologii materiałowej. TRI prowadzi również rozmowy z kolejnymi partnerami.

„Inicjatywa Toyota Research Institute tworzy znakomite warunki, by radykalnie rozszerzyć wykorzystanie baz danych i systemów uczących się w poszukiwaniu nowych materiałów” – ocenił Jens Norskov, profesor Uniwersytetu Stanforda i dyrektor centrum SUNCAT. – „Będziemy wspólnie prowadzić badania teoretyczne, obliczenia i doświadczenia na bezprecedensowym poziomie skoordynowania prac. Szczególnie fascynuje nas perspektywa awangardowego podejścia do tworzenia nowych katalizatorów dla ogniw paliwowych”.

W badaniach będą wykorzystywane nowe źródła danych doświadczalnych, zaawansowane modelowanie matematyczne materiałów, systemy uczące się i sztuczna inteligencja, które radykalnie przyspieszą tworzenie nowych materiałów – dawniej takie projekty zajmowały całe dekady. W ramach programów badawczych będą równolegle prowadzone prace nad nowymi materiałami dla systemów energetycznych przyszłości oraz narzędziami i procesami, mogącymi przyspieszyć tworzenie nowych materiałów również do innych zastosowań.

Projekty realizowane przez TRI we współpracy z partnerami będą się koncentrować na następujących obszarach:

  • tworzenie nowych konstrukcji i materiałów dla akumulatorów i ogniw paliwowych,
  • poszukiwanie nowych zastosowań systemów uczących się, sztucznej inteligencji i materiałów, zastosowanie narzędzi informatycznych w tworzeniu nowych materiałów,
  • zautomatyzowane systemy poszukiwania nowych materiałów z użyciem symulacji, systemów uczących się, sztucznej inteligencji i robotyki.

Przyspieszenie tworzenia nowych materiałów jest jednym z czterech najważniejszych obszarów badań Toyota Research Institute, który rozpoczął działanie w roku 2015. TRI ma również na celu zwiększenie bezpieczeństwa motoryzacji za pomocą zautomatyzowanych rozwiązań, poprawę dostępu do motoryzacji osób, które obecnie nie mogą prowadzić pojazdów, i przeniesienie technologii motoryzacyjnych do robotów zapewniających mobilność w mieszkaniach osobom z ograniczeniami ruchowymi.

Kurs złotego lekko zyskuje w relacji do głównych walut

W poniedziałek złoty lekko zyskuje w relacji do głównych walut, pozostając pod pozytywnym wpływem dobrych nastrojów na rynkach globalnych. To właśnie od tych ostatnich będzie zależało, czy pierwszy tydzień kwietnia upłynie pod znakiem mocnego złotego, czy jednak realizacji zysków.

Polska waluta ma za sobą bardzo dobry pierwszy kwartał roku. W relacji do szwajcarskiego franka umocnił się ona o 3,7%, do euro i funta po prawie 4%, a do dolara 5,2%. To wspólny efekt poprawy sentymentu do rynków wschodzących, co powodowało napływ kapitałów na te rynki, a także przyspieszenia wzrostu gospodarczego w Polsce.

To pozytywne nastawienie do złotego, pomimo obserwowanego w ubiegłym tygodniu jego osłabienia (reakcja na pogorszenie nastrojów na świecie i spadek EUR/USD), wciąż się utrzymują. Złoty dziś lekko się umacnia, co w oczekiwaniu na posiedzenie RPP i cały wysyp danych makroekonomicznych ze świata w tym tygodniu, należy uznać za przejaw siły. O godzinie 14:23 kurs EUR/PLN testuje poziom 4,2280 zł, USD/PLN 3,9650 zł, CHF/PLN 3,9580 zł, a GBP/PLN 4,9540 zł.

Pozytywny sentyment do złotego i wielu innych walut krajów zaliczanych do rynków wschodzących należy uznać za duży plus. Minusem jest natomiast to, że paliwo do dalszego umocnienia złotego praktycznie już się wyczerpało. Dobre dane, tak z Polski, jak i ze świata, są już w cenach. Skok inflacji okazuje się być chwilowy, przez co RPP nawet w 2018 może nie zdecydować się na podwyżkę stóp procentowych. Fed natomiast będzie kontynuował zacieśnianie polityki monetarnej, co będzie drenować kapitał z rynków wschodzących. Stąd też obecne poziomy wydają się już atrakcyjne do kupna walut, a szanse na to, że istotnie przełamią one zeszłotygodniowe dołki nie są duże.

Kwiecień na rynkach finansowych tradycyjnie rozpoczął się od publikacji indeksów PMI dla sektora przemysłowego w największych światowych gospodarkach. Dane te nie wykazały jednorodnej tendencji. W części przypadków indeksy znalazły się poniżej odczytów z lutego (m.in. Japonia, Polska, Wielka Brytania), w pozostały przypadkach zanotowały one wzrost (m.in. Szwajcaria, Francja, Niemcy, Strefa Euro). Marcowe odczyty często też rozmijały się z prognozami (m.in. Polska, Japonia, Wielka Brytania). Ich wspólną cechą było jednak to, że pozostają one na wysokich poziomach, co wpisuje się w scenariusz przyspieszenia gospodarczego. Z taką sytuacją mieliśmy do czynienia w przypadku raportu z Polski, gdzie PMI dla przemysłu wyhamował w marcu do 53,5 pkt. z poziomu 54,2 pkt. w lutym i był gorszy od prognoz (54,6 pkt.), ale wciąż wskazuje na szybkie tempo rozwoju. Stąd też opisywane raporty nie zrobiły większego wrażenia na inwestorach. Z podobną sytuacją prawdopodobnie będziemy mieć do czynienia w środę, gdy zostanie opublikowana seria indeksów PMI dla sektora usług.

We wtorek uwaga rynków przeniesie się najpierw do Australii, gdzie decyzję ws. stóp procentowych będzie podejmował tamtejszy bank centralny, a następnie do USA, skąd napłyną dane nt. handlu zagranicznego i zamówień w przemyśle.

W środę, oprócz wspomnianych usługowych indeksów PMI, zostanie tez opublikowany raport ADP nt. zatrudnienia w USA, dane o zapasach paliw, „minutki” Fed oraz zakończy się dwudniowe posiedzenie Rady Polityki Pieniężnej (RPP). Ta ostatnia nie zmieni stóp procentowych ani na obecnym, ani na żadnym innym posiedzeniu w 2017 roku. Prawdopodobnie jednak pochwali  się, że zakładany przez nią chwilowy skok inflacji, właśnie się materializuje. Pytanie tylko, czy rynek odbierze to jako zapowiedź wydłużenia okresu rekordowo niskich stóp procentowych, czy jako kontynuację dotychczasowej polityki? Od tego będzie zależała reakcja złotego.

O ile w środę rynki będą wczytywać się w „minutki” Fed, próbując wyrobić sobie zdanie nt. ilości podwyżek stóp procentowych w USA w tym roku, to już w czwartek pierwszoplanową rolę będą odgrywać „minutki” po posiedzeniu ECB. Kluczowe będzie to, czy pozwolą one odpowiedzieć na pytanie, czy bank centralny już przygotowuje się do przyszłej normalizacji polityki monetarnej.

Zakończenie tygodnie będzie nie mniej ciekawe niż cały tydzień. W centrum uwagi znajdą się comiesięczne dane z amerykańskiego rynku pracy. W pierwszej chwili inwestorzy będą reagować na dane o zatrudnieniu i stopę bezrobocia. Jednak ostatecznie wpływ na nastroje będzie miał przede wszystkim raport o płacy godzinowej.

Pierwszy tydzień kwietnia rozpoczął się też od przedłużonego weekendu w Chinach, gdzie celebrowane jest święto zmarłych. Zakończenie tygodnia również będzie posiadało chińskie akcenty. W dniach 6-7 kwietnia prezydent Chin uda się do USA, gdzie spotka się z prezydentem Donaldem Trumpem. Z punktu widzenia rynków istotne będą przede wszystkim wszelkie ustalenia dotyczące gospodarki i wzajemnych relacji handlowych obu mocarstw. Nie będzie to zresztą jedyny polityczny akcent w tym tygodniu. Wciąż należy uważnie śledzić doniesienia z amerykańskiego Kongresu i Białego Domu. Zwłaszcza te dotyczące wysiłków podejmowanych do spełnienia obietnic wyborczych dotyczących podatków i pakietu fiskalnego.

Marcin Kiepas, główny analityk Fundacji FxCuffs

Bowim S.A. z pozytywnym wyrokiem WSA w Gliwicach

Bowim, notowany na GPW jeden z wiodących dystrybutorów stali w Polsce, poinformował o pozytywnym wyroku Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Gliwicach w zakresie procesu sądowego dotyczącego stosowanych stawek VAT w wewnątrzwspólnotowych obrocie towarów w latach 2007-2008. Wyrok WSA uchyla decyzję organów skarbowych i w przypadku braku odwołania – oznacza zwrot wcześniej wpłaconych środków.

Dzisiejszy wyrok oznacza uchylenie decyzji Izby Skarbowej oraz Urzędu Kontroli Skarbowej
w Katowicach, nakładającą obowiązek zapłaty kwoty 2.070.754,00 zł (wcześniej w całości opłaconej przez Spółkę) z odsetkami podatkowymi. To różnica pomiędzy zadeklarowaną wysokością VAT we wskazanym okresie, a kwotą określoną przez decyzje organów podatkowych. Wynikała ona z podważanego przez Dyrektora Urzędu Kontroli Skarbowej w Katowicach prawa Spółki Bowim do zastosowania stawki 0% w zakresie podatku VAT dla transakcji wewnątrzwspólnotowych dostaw towarów.

– Cieszy nas przedstawiony wyrok Sądu. Od początku procesu z organami skarbowymi staliśmy na stanowisku, iż Spółka Bowim miała prawo stosować preferencyjne stawki VAT w latach 2007-08. Mamy nadzieję, że dzisiejsza decyzja WSA ostatecznie kończy proces, co będzie wiązać się ze zwrotem podatku VAT, czyli zdarzeniem, które pozytywnie wpłynie na nasz cash-flow – powiedział Jacek Rożek, Wiceprezes Zarządu Bowim S.A.

Sąd Administracyjny wskazał w pierwszej kolejności iż zobowiązania podatkowe objęte zaskarżoną decyzją uległy przedawnieniu oraz że organy skarbowe bezzasadnie uznały, iż wszystkie towary objęte kwestionowanymi transakcjami nie opuściły granic Polski. Podkreślono także, że bez wykazania wystarczających przesłanek błędnie przypisały Spółce brak należytej staranności, kwestionując w tym również dokumenty przewozowe CMR, co łącznie skutkowało brakiem prawa do zastosowania stawki VAT 0% z tytułu wewnątrzwspólnotowych dostaw towarów oraz tym samym pozbawiając Bowim możliwości do zastosowania 0% stawki VAT,.

– Informacje, jakimi dysponowaliśmy w czasie zawierania i wykonywania transakcji, nie rodziły po naszej stronie obowiązku rezygnacji z preferencyjnych stawek VAT realizując dostawy dla wskazywanych przez organy skarbowe kontrahentów – dodał Jacek Rożek.

Grupa Kapitałowa Bowim 7 marca 2017 r. zaprezentowała szacunkowe wyniki finansowe ubiegłego roku. Zysk z działalności operacyjnej wyniósł ok. 44 mln zł zysku EBIT (+37,2 mln zł r/r), z kolei wypracowany zysk netto to 21,7 mln zł (+20,5 mln zł r/r).

Analiza: Kurs dolara, euro, funta 03.04.2017

Zatrzymany marsz EURUSD na północ. Dolar zyskuje nie tylko wobec euro, ale także do złotego. Funt drożeje mimo Brexitu. Euro wciąż przy ważnym wsparciu.

Tabela. Maksima i minima EURUSD oraz głównych walut w PLN.

Zakres: 27.03.2017 – 03.04.2017

Para walutowa EUR/PLN GBP/PLN USD/PLN EUR/USD
Minimum 4,2035 4,8455 3,8900 1,066
Maksimum 4,2690 4,9760 3,9700 1,090

 

Kurs euro – dolar EUR/USD

Kurs euro - dolar EUR/USD wykresPoprzedni tydzień przyniósł na głównej parze walutowej zakończenie trendu. Od początku marca kurs EUR/USD poruszał się wewnątrz kanału wzrostowego. Wspólna waluta w ciągu miesiąca podrożała o 4 centy, dochodząc do poziomów ostatnio obserwowanych w połowie listopada zeszłego roku. Lokalne maksimum zostało osiągnięte w poniedziałek 27 marca i wyniosło 1,09. Okolice te najpierw były wsparciem we wrześniu, by potem zadziałać jako opór na początku grudnia. Opór okazał się ostatecznie zbyt silny do pokonania i od tego czas dolar systematycznie się umacnia. Bardzo prawdopodobne, że kurs zmierza do poziomu 1,062, który pod koniec lutego pełnił funkcję oporu podczas konsolidacji. Pokonanie tej bariery otworzy drogę do dolnego ograniczenia kanału na poziomie 1,05. W szerszej perspektywie możemy jednak zaobserwować, że kolejne dołki, jak i maksima znajdują się coraz wyżej, wynikiem czego może być kolejna fala wzrostowa.

Kurs euro – EUR/PLN

Kurs euro - EUR/PLN wykresW zeszłym tygodniu euro wobec złotego było najtańsze od października 2015 roku. Był to trzeci tydzień z rzędu silnej przeceny europejskiej waluty. W tym okresie potaniała ona o 15 groszy, ostatni tak silny spadek miał miejsce w lipcu zeszłego roku. W miniony poniedziałek kurs EUR/PLN wybił dołem formację klinu, co skutkowało przyśpieszeniem spadków. Ruch ten zarysował nowy dołek na poziomie 4,20 zł, przy czym poziom ten wydaje się niezwykle istotny. Silna reakcja popytu sugeruje, że byki po raz kolejny będą bronić tych okolic, tak jak to miało miejsce w grudniu 2015 roku, czy w kwietniu 2016 roku. Na chwilę obecną znajdujemy się poniżej linii trendu, przez co formuje się kolejna (tym razem ważniejsza) formacja klinu. Ewentualne wyjście dołem wydaje się mało prawdopodobne, jednak jeśli będzie miało miejsce, otworzy drogę do 4,10. Wybicie górą, będzie skutkowało ruchem co najmniej w okolice 4,25, choć nie wykluczony jest też atak na 4,30 zł.

Kurs dolara – USD/PLN.

Kiedy euro wciąż walczy o zakończenie trendu spadkowego, dolar prawdopodobnie już osiągnął ten cel. Wyraźny dolny cień na wykresie tygodniowy sugeruje siłę prodolarowych byków. Kurs co prawda pokonał barierę 3,90 zł, jednak okazało się to tylko przejściowe, gdyż od razu zawrócił i od wtorku każda kolejna sesja przynosi droższego dolara. Na koniec tygodnia amerykańska waluta kosztowała 3,97 zł. Poziom ten na razie okazuje się lokalnym oporem. Jest on o tyle istotny, że składają się na niego tak naprawdę trzy techniczne aspekty. Po pierwsze jest to wsparcie z początku lutego, które zostało potwierdzone w marcu. Po drugie w tych okolicach wypada zniesienie 0,382 fibo ostatniego ruchu spadkowego. Nie bez znaczenia pozostaje również bliskość psychologicznej bariery okrągłych 4 złotych. Ewentualne pokonanie tej bariery może skutkować ruchem o zasięgu około 10 groszy.

Kurs funta – GBP/PLN.

Kurs funta - GBP/PLN wykresW zeszłym tygodniu kurs GBP/PLN zakończył średniookresowy trend spadkowy, zapoczątkowany jeszcze w lutym. Odbicie nastąpiło pomimo oficjalnego rozpoczęcia procedury wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej. Funt swoje minimum osiągnął w środę, gdy kosztował zaledwie 4,845 zł, co było najniższym poziomem od października 2016 roku. Do końca tygodnia jednak podrożał o blisko 13 groszy, wchodząc w strefę oporu między 4,95 zł, a 4,97 zł. Obszar ten okazywał się skutecznym wsparciem na początku i na końcu stycznia. Należy pamiętać, że w szerszej perspektywie wciąż znajdujemy się w trendzie spadkowym, który obowiązuje od początku roku.

Krzysztof Adamczak – dealer walutowy w Internetowykantor.pl

Analiza pozycji dużych graczy 03.04.2017

Jak co tydzień, w piątek wieczorem komisja CFTC opublikowała najnowszy raport Commitment of Traders. Raporty CFTC dają nam wiedzę na temat otwartych pozycji na giełdzie Chicago Mercantile Exchange oraz New York Board of Trade. W raporcie zawarte jest ponad 70% wszystkich otwartych pozycji na rynku kontraktów futures. Dzięki danym zawartym w raporcie możemy przewidywać główne trendy na rynkach finansowych, niemniej jednak warto podkreślić, że są publikowane z trzydniowym opóźnieniem. W przypadku analizy średnio i długoterminowych trendów takie opóźnienie jest do zaakceptowania.

Tabela przedstawiające aktualne pozycję na kontraktach terminowych zarządzających oraz funduszy lewarowanych na rynku walutowym

Tabela przedstawiające aktualne pozycję na kontraktach terminowych zarządzających oraz funduszy lewarowanych na rynku walutowym

Źródło: Opracowanie własne

Tabela przedstawiające aktualne pozycję na kontraktach terminowych zarządzających oraz funduszy lewarowanych na rynku surowców

abela przedstawiające aktualne pozycję na kontraktach terminowych zarządzających oraz funduszy lewarowanych na rynku surowców

Źródło: Opracowanie własne

Analiza pozycji dużych graczy 03.04.2017 8 – na rynku znajduje się coraz więcej pozycji długich lub krótkich. Zielona strzałka przy pozycjach netto świadczy, że w coraz większym stopniu na rynku panuje przewaga pozycji długich

Analiza pozycji dużych graczy 03.04.2017 9 -pozycje długie lub krótkie są zamykane. Czerwona strzałka przy pozycjach netto świadczy, że w coraz większym stopniu na rynku panuje przewaga pozycji krótkic

MACD – podawane jest dla USD, jako waluty kwotowanej np. JPY/USD, CAD/USD, EUR/USD

Najciekawsze instrumenty z punktu widzenia raportu COT

Z punktu widzenia raportów COT najciekawiej przedstawia się funt brytyjski oraz ropa naftowa.

Funt brytyjski

Od ponad czterech miesięcy para walutowa GBP/USD porusza się w szerokiej konsolidacji. Na chwile obecną nic nie wskazuje, aby trend boczny został przerwany. Niemniej jednak z ostatniego raportu Commitments of Traders wynika, że fundusze lewarowane zaczęły domykać krótkie pozycje w funcie brytyjskim.

Pozycje funduszy lewarowanych na GBP

Pozycje funduszy lewarowanych na GBP

Źródło: CmeGroup

Do wtorku zeszłego tygodnia fundusze lewarowane zamknęły ponad 12 tysięcy krótkich pozycji względem 4 tysięcy nowych pozycji kupna. Pozycje netto oscylują w okolicy swojego długoterminowego minimum, co świetnie przedstawia bardzo duży pesymizm żywiony do brytyjskiej waluty.

Niemniej jednak sytuacja nie wygląda wcale tak źle jakby się mogło wydawać, w trwającej od kilka miesięcy konsolidacji fundusze wychodzą z krótkich pozycji, a co najważniejsze powoli zaczynają zawierać pozycje na umocnienie GBP w stosunku do USD. Aczkolwiek przed dalszym umocnieniem funta brytyjskiego przeszkadza opór 1.268-1.2771. Jeżeli dojdzie do jego pokonania, to możemy spodziewać się większych i mocniejszych wzrostów niż z poprzedniego tygodnia.

Wykres GBP/USD, interwał dzienny

Wykres GBP/USD, interwał dzienny

Źródło: Admiral Markets

Z drugiej strony, ostatnie minima z okolicy 1.20 mogą być ciekawym poziomem do obserwacji.

Ropa naftowa

W minionym tygodniu po raz kolejny odnotowaliśmy wzrost zapasów surowca w USA o niecałe 0.9 mln baryłek. Ponadto tempo produkcji ropy naftowej z łupków również zanotowało wzrost, a liczba aktywnych wież wiertniczych została powiększona o 10 sztuk. Rosnąca produkcja z USA oraz pozostałych państw niezrzeszonych w OPEC powinien dławić ewentualny wzrost cen „czarnego złota”.

Z drugiej strony państwa należące do OPEC oraz Rosja prawdopodobnie przedłużą deal o cięciu produkcji ropy naftowej, co może doprowadzić do jej umocnienia. Mamy zatem dwa czynniki, które mogą wykluczać ewentualny wzrost lub spadek ceny. Niemniej jednak do wtorku poprzedniego tygodnia zarządzający zredukowali swoje pozycje po długiej stronie rynku na korzyść krótkich.

Pozycje zarządzających na WTI

Analiza pozycji dużych graczy 03.04.2017 10

Źródło: CmeGroup

Pozycje długie zostały pomniejszone o 16 tysięcy, krótkie powiększone niemal o 7 tysięcy. Jest to bardzo niedźwiedzi sygnał, ale jak to przekłada się na wykres?

Wykres WTI, interwał dzienny

Wykres WTI, interwał dzienny

Źródło: Admiral Markets

Na wykresie dziennym notowania ropy WTI poruszają się w dwóch kanałach wzrostowych. W minionym tygodniu krótkoterminowy kanał został obroniony i kurs zdołał dotrzeć do poziomu oporu 50.40-51.50. Bazowym scenariuszem pozostanie obrona wsparcia i spadek notowań „czarnego złota” w okolicę 45 USD za baryłkę.

Mateusz Groszek

Im starsza firma, tym osiąga większe obroty i zatrudnia więcej pracowników

Wśród firm o rocznych obrotach do 1 mln zł, 24,5 proc. to przedsiębiorstwa najmłodsze, działające na rynku do 5 lat, podczas gdy w grupie firm osiągających roczne obroty powyżej 50 mln zł nie ma żadnej firmy, która działa krócej niż 6 lat – wynika z raportu EFL „Inwestycje w MŚP. Pod lupą”. Równocześnie największy odsetek firm średnich stanowią firmy najstarsze – 42 proc. z nich zostało założonych ponad 20 lat temu. Biorąc pod uwagę branże i wiek firm w nich działających, najstarszą jest rolnictwo, najmłodszą zaś transport i telekomunikacja.

– Niejednokrotnie podkreślaliśmy zróżnicowanie, z jakim mamy do czynienia w polskim sektorze MŚP. Bo z jednej strony tworzą go firmy jednoosobowe, które w dużej części zakładane są w celu optymalizacji podatkowej, a nie zwiększania skali biznesu. Na drugim krańcu są zaś podmioty zatrudniające ponad dwustu pracowników, działające na wielu rynkach lub prowadzące działalność eksportową i rosnące dynamicznie z roku na rok. Sektor MŚP jest też zróżnicowany biorąc pod uwagę staż działania firmy na rynku. Co więcej, z naszego badania wynika, że są zależności między wiekiem, a rocznym obrotem oraz liczbą zatrudnionych pracowników. Im starszy podmiot tym częściej ma większy roczny obrót i liczniejszą załogę. Z pewnością to efekt ostrożności oraz mniejszej skłonności do ryzyka wśród najmłodszych firm, które w początkowej fazie istnienia są nastawione w większej mierze na stabilność funkcjonowania – podkreśla Radosław Kuczyński, prezes EFL.

Wiek a roczny obrót

Z analizy zależności między rocznym obrotem badanych podmiotów z sektora MŚP a ich stażem na rynku, wyraźnie widać, że wśród firm o najmniejszych rocznych obrotach, do 1 mln zł, dominują te najmłodsze. 24,5 proc. działa na rynku krócej niż pięć lat, a 18 proc. – od sześciu do dziesięciu lat. Wśród firm o wyższych obrotach, 10-20 mln zł, utrzymuje się stosunkowo wysoki odsetek firm najstarszych – aż dwie trzecie stanowią podmioty działające na rynku powyżej 20 lat. Biorąc zaś pod uwagę firmy osiągające roczne obroty powyżej 50 mln zł, nie ma wśród nich żadnej firmy, która działa krócej niż 6 lat, a trzy czwarte działa na rynku od ponad 20 lat.

Wiek a wielkość firmy

Z raportu EFL „Inwestycje w MŚP. Pod lupą” widać również zależność pomiędzy wiekiem firmy, a liczbą pracowników, jaką ta zatrudnia. Największy odsetek najmłodszych firm znajduje się wśród firm mikro zatrudniających do 9 osób – 38,5 proc. z nich otwarto w ciągu ostatnich 10 lat. Jest też symetria: najwięcej najstarszych podmiotów odnotowuje się wśród firm średnich, zatrudniających od 50 do 249 osób. 42 proc. z nich zostało założonych ponad 20 lat temu.

Wiek a branża

Warto również przyjrzeć się, która branża jest „najstarsza”, a w której jest najwięcej młodych firm. Największy odsetek najmłodszych firm obserwujemy w branży transportowej i telekomunikacyjnej, gdzie aż połowa działa na polskim rynku krócej niż 10 lat. Drugą „najmłodszą” branżą jest HoReCa, w której 40% firm posiada staż krótszy niż 10 lat. Trzecią zaś są usługi, w których co trzeci podmiot „nie ukończył” jeszcze 10 lat. Dla kontrastu warto zwrócić uwagę na branżę rolno-przetwórczą, w której co piąte przedsiębiorstwo powstało przed 1989 rokiem, a jedynie co czwarte powstało w ciągu ostatniej dekady. Drugą „najstarszą” branżą jest produkcja, w której 33 proc. firm działa już ponad 20 lat.

– Firmy z większym stażem oraz bagażem doświadczeń wchodzą na coraz wyższy poziom obrotów i w związku z tym coraz chętniej ryzykują, m.in. w zakresie inwestycji. Po okresie stabilizacji i stopniowego wzrostu, zdobyte doświadczenie wykorzystują bardziej śmiało, bo mają apetyt na przejście do innej ligi. Już nie tylko działają, żeby dorównać konkurencji, ale szukają sposobu na zaoferowanie lepszego produktu i wygranie walki konkurencyjnej – mówi Marcin Nieplowicz, główny ekonomista EFL.

Sfinks planuje wejście na rynek dostaw do klienta

Grupa Sfinks Polska, która właśnie ogłosiła strategię na lata 2017-2022, zamierza rozwijać się organicznie i przez przejęcia w nowych segmentach rynku gastronomicznego, w tym pizza i pasta, fast casual dining, quick service restaurants, bary bistro i gastro puby. Działania te będą realizowane w ramach budowy komplementarnego portfolio marek, wśród których aktualnie największy udział mają restauracje casual dining. Sfinks zamierza także podnieść poziom sprzedaży przez wdrożenie oferty delivery w zarządzanych sieciach na bazie marki własnej. Docelowo Sfinks chce zarządzać co najmniej 400 lokalami gastronomicznymi.

Najbardziej popularnymi daniami dowozu do klienta są dania kuchni włoskiej, a w szczególności pizza. Dużą popularnością w dowozie cieszą się też dania kuchni azjatyckiej, amerykańskiej i polskiej. Strategia na lata 2017-2022 grupy Sfinks obejmuje rozwój sieci i sprzedaży we wszystkich tych segmentach. Przewiduje ona także utworzenie własnej marki delivery. Dzięki sprzedaży oferty restauracji grupy Sfinks w tym kanale, zarząd zakłada wypracowanie istotnego wzrostu przychodów. Największy potencjał dla sprzedaży w dostawie dotyczy konceptu Fabryka Pizzy – od 30% do 50% udziału w obrotach sieci. Marki takie jak Chłopskie Jadło, WOOK i Funky Jim mogą również w znaczący sposób podnieść swoją sprzedaż dzięki delivery. Zarząd szacuje udział dostawy w sprzedaży tych marek na poziomie: 15-30% dla Chłopskiego Jadła i Funky Jim oraz 20-30% dla WOOK. W przypadku marki Sphinx udział ten jest estymowany na poziomie 5-15%, a Meta – 5-10%.

– Segment delivery jest obecnie w fazie bardzo dynamicznego rozwoju i walki o zajęcie pozycji rynkowej. Dynamicznie działają i rozwijają się firmy specjalizujące się w usługach delivery, ale także szybko rosną usługi delivery oferowane przez konkretne sieci firm. Mamy szansę zbudować tu przewagę konkurencyjną dzięki rozpoznawalnym markom, bogatej ofercie produktowej i planowanemu zasięgowi naszych sieci. W tym przypadku również rozważamy akwizycje lub alianse, które pozwolą nam na szybkie zbudowanie skali działania, dużego grona odbiorców i zapewnienie szerokiej oferty. Już od prawie roku planujemy i przygotowujemy się do wdrożenia tej usługi, w tym przez ponad pół roku prowadziliśmy testy w zakresie doboru dań, procesu dowozu czy wielkości sprzedaży. Jesteśmy przekonani, że mamy szanse osiągnąć zakładane w tym obszarze cele strategiczne – mówi Sylwester Cacek, prezes Sfinks Polska.

Nowa strategia Sfinks Polska zakłada także rozwój w segmencie fast casual dining. Wiąże się to ze zmianami organizacyjnymi w sieci Sphinx, która ma zostać ujednolicona poprzez wydzielenie z niej lokali o powierzchni poniżej 200 mkw. Spółka zakłada, że jednorodna sieć będzie bardziej efektywna pod względem wyników operacyjnych.

– Już w tym roku planujemy wydzielić część lokali ze Sphinx Restauracje, które będą działały pod zupełnie nową marką w segmencie fast casual dining. Będą miały skróconą kartę z daniami kuchni bliskowschodniej, a ze względu na nowy format, sposób obsługi i mniejsze koszty – także atrakcyjne ceny. Dodatkowo relatywnie niskie nakłady na uruchomienie takiego lokalu oznaczają spory potencjał dla modelu franczyzowego –  wyjaśnia prezes Sfinksa.

W ramach wchodzenia w nowe segmenty rynku Sfinks planuje również rozwijać się w kategorii barów bistro oraz gastro pubów. Bazą dla rozwoju tych pierwszych będą marki Meta, Meta Disco i Funky Jim. Koncept gastro pubów w grupie Sfinks reprezentuje obecnie warszawski pub Bolek. Spółka planuje jednak rozbudować sieć gastro pubów poprzez działania organiczne i akwizycje.

Sfinks planuje też rozwój międzynarodowy sieci Sphinx w modelu masterfranczyzy. Do 2022 r. marka ta ma być obecna w co najmniej trzech krajach przy zapewnieniu masterfranczyzobiorcom narzędzi pozwalających na łatwe korzystanie z know-how i budowanie odpowiedniej skali działania. Będzie to możliwe dzięki planowanemu wdrożeniu nowego kompleksowego oprogramowania do zarządzania siecią.

Środki na realizację strategii rozwoju w latach 2017-2022 mają pochodzić z wypracowanej przez grupę wolnej gotówki oraz dźwigni finansowej przy jednoczesnym dążeniu do utrzymania celów finansowych, a także ze środków franczyzobiorców. Spółka założyła w strategii osiągnięcie średniego ROI na poziomie 25%. Sfinks będzie także dążyć do uzyskania wskaźnika Dług finansowy/EBITDA na poziomie 3,5. Z kolei stosunek EBITDA do przychodów ma wynieść nie mniej niż 15%.

– Nadrzędnym strategicznym celem wszystkich zaplanowanych działań jest zwiększenie wartości spółki Sfinks Polska oraz dążenie do wypłaty dywidendy. Żeby planować długoterminowo wzrost wartości musimy znacznie zwiększyć skalę działania i poszukiwać rynków umożliwiających taki wzrost, stąd plany obejmujące rozwój portfela marek, delivery i masterfranczyzę. Zwiększenie skali działania i związane z tym synergie pozwolą na wypracowanie odpowiednich środków na rozwój organiczny. Posiadamy też w grupie cenne, a niedoceniane przez rynek aktywo, jakim obecnie są restauracje Sphinx. Jako jeden z elementów pozyskania finansowania przewidujemy przekształcenie części istniejącej sieci na model franczyzowy i pozyskanie dodatkowej wolnej gotówki bez uszczerbku dla budowania wartości tej sieci – zapowiada Sylwester Cacek.

Wyniki sprzedaży mieszkań Lokum Deweloper w I kw. 2017 r.

Grupa Lokum Deweloper, lider w segmencie mieszkań o podwyższonym standardzie we Wrocławiu, w I kwartale 2017 r. odnotowała sprzedaż na poziomie 117 lokali (172 lokale w 2016 r.). Jednocześnie na koniec kwartału rezerwacjami objętych było łącznie 261 mieszkań we Wrocławiu i Krakowie (wobec 100 rezerwacji rok wcześniej).

– W minionym kwartale skupiliśmy się na znaczącym poszerzeniu naszej oferty, która osiągnęła rekordowe rozmiary, oraz na realizacji projektów w budowie. Z punktu widzenia sprzedaży lokali, czy rozpoznań w wyniku, nie był to kwartał kluczowy dla realizacji całorocznych planów. Jest  to konsekwencja  harmonogramu realizowanych projektów. Tu, zgodnie z naszymi planami, istotną rolę odegra II półrocze, a w szczególności ostatni kwartał. Zakładamy, że pod względem rozpoznań w wyniku rok 2017 będzie podobny do roku 2016. Przełomowy natomiast będzie rok 2018, który, dzięki wejściu na rynek krakowski, odzwierciedli znaczący wzrost skali naszej działalności mówi Bartosz Kuźniar, Prezes Zarządu Lokum Deweloper.

– Duża liczba umów rezerwacyjnych w I kw. 2017 r. związana jest m.in.
z toczącym się procesem otwarcia rachunku powierniczego dla projektu Lokum Victoria Va. Zakładamy, że rachunek będzie założony już w II kw. i większość ze 122 umów rezerwacyjnych w tym  projekcie przekształci się w umowy  deweloperskie –
dodaje Prezes.

W I kw. 2017 r. Spółka rozpoznała w wyniku 15 lokali, wobec 96 w roku ubiegłym. Na koniec marca 2017 r. suma lokali rozpoznanych oraz objętymi umowami deweloperskimi, przedwstępnymi i rezerwacyjnymi to 461 mieszkania, co stanowi 68% potencjału rozpoznań lokali w 2017 (679 lokali).

Na koniec marca 2017 r. liczba lokali w ofercie i realizacji była najwyższa w historii Lokum Deweloper i wyniosła odpowiednio: 1164 lokale i 1470 lokali.

lokum wynikilokum wyniki I kwartał 2017

Jak Polacy wydają pieniądze i jak planują budżet?

Czy Polacy planują swoje wydatki? Na jak długi okres ustalamy nasz budżet? Kobiety w większym stopniu analizują wydawane sumy, a większość Polaków nie ma wyuczonej praktyki planowania budżetu z wyprzedzeniem – między innymi takie wnioski płyną z najnowszego raportu „Sytuacja materialna Polaków”[1], zrealizowanego na zlecenie Lindorff SA.

Polki rozsądniejsze

Respondenci zostali zapytani w badaniu, czy przed dokonaniem swoich wydatków analizują je, czy może wręcz przeciwnie – nie poświęcają rozmyślaniom na ten temat zbyt wiele czasu. Badani mieli określić na 100-stopniowej skali swoją postawę, gdzie „0” oznaczało skrupulatne, analizujące każdy zakup podejście, natomiast „100” wskazywało na szybkie zakupy bez zastanawiania się nad wydawaniem pieniędzy. Średnia uzyskana przez wszystkich respondentów wyniosła 42,6 punktów, co wskazuje na umiarkowane podejście z lekką przewagą świadomych wyborów. Jeśli podzielimy odpowiedzi ze względu na płeć uzyskamy nieco bardziej zróżnicowane wyniki. Okazało się bowiem, iż to kobiety dokonują dokładniej zaplanowanych zakupów (wynik: 40,2), w porównaniu do mężczyzn, których wynik wskazał poziom 45 punktów.

Na podobnych zasadach zadano ankietowanym pytanie dotyczące wydawania pieniędzy według wcześniej sporządzonej listy („0” na osi oznaczało odpowiedź „nigdy”, skrajnie przeciwny punkt to odpowiedź „zawsze”). Uśredniony wynik wszystkich ankietowanych to 61,1 punktów; wynik kobiet: 66 punktów; natomiast wynik bardziej spontanicznych mężczyzn: 56,2 punktów.

Ostatnią odpowiedzią, którą ankietowani mieli usytuować na skali, była ta na pytanie, czy respondenci wydają pieniądze według zaplanowanego budżetu na cały miesiąc. Uśredniony wynik wszystkich ankietowanych to 59,4 punktów (najniższy próg wskazujący „0” oznaczał nigdy, gdy skrajnie przeciwna część osi wskazywała na odpowiedź „zawsze”). Po raz kolejny możemy zaobserwować występującą tendencję, gdy podzielimy wyniki na damskie i męskie – ankietowane uzyskały uśredniony wynik plasujący się na poziomie 64,2 punktów, natomiast mężczyźni udzielili odpowiedzi na poziomie 54,7 punktów.

Wyżej wspomniana tendencja może wydawać się nieco zaskakująca, zwłaszcza na tle nadal powszechnych stereotypów dotyczących płci. Choć większość odpowiedzi jest umiarkowana i oscyluje wokół „środka”, to jednak kobiety zadeklarowały większą rozwagę w wydawaniu pieniędzy: częściej myślą nad swoimi zakupami oraz dokonują ich według wcześniejszych założeń.Sytuacja materialna Polaków

Czy planujemy budżet domowy?

Badani zostali również zapytani, z jak dużym wyprzedzeniem planują swój budżet. Zdecydowana większość (45%) opowiedziała się za bieżącą weryfikacją wydatków. Popularne okazało się też kalkulowanie wydatków z miesięcznym wyprzedzeniem, w ten sposób rozpisuje swoje wydatki aż ¼ badanych. Tylko dla 10% ankietowanych najwygodniejszym sposobem jest tygodniowe planowanie budżetu. 15% respondentów stwierdziło, iż w ogóle nie zastanawia się nad wydatkami wcześniej.

Podzielenie odpowiedzi na damskie i męskie nie przynosi znaczących różnic. Najbardziej widoczne wskazują, iż planowanie budżetu na bieżąco jest o 4 p. p. bardziej popularne wśród mężczyzn. Kobiety natomiast w 6 p. p. są bardziej skore do tygodniowego planowania budżetu w stosunku do mężczyzn.

Powyższe wyniki pozwalają sugerować, iż Polacy nie mają zbyt dobrze wyuczonej praktyki planowania swojego budżetu domowego, większości wydatków dokonując na bieżąco. Najbardziej popularną formą ustalania budżetu jest rozdzielanie wydatków w ciągu całego miesiąca – może to wskazywać na fakt, iż w dużej mierze jesteśmy uzależnieni od wysokości swoich wynagrodzeń. Wskazania na planowanie roczne budżetu są bliskie zeru. To również pozwala sugerować, iż nasze zarobki nie są wystarczające, aby przekroczyć barierę bieżącego planowania wydatków do tak długiego okresu czasu lub z drugiej strony – mimo odpowiednich zarobków nie potrafimy myśleć perspektywicznie o naszych wydatkach.planujemy budżet domowy

Z jak długim wyprzedzeniem należy planować budżet?

Na co zwracać uwagę przy planowaniu swojego budżetu i z jak dużym wyprzedzeniem warto to robić?

  1. Na bieżąco – to sposób, który daje nam najmniej kontroli nad wydatkami i nie pozwala efektywnie oszczędzać. Jeśli jednak ze względu na niskie fundusze oraz brak informacji o tym, jakimi środkami będziemy dysponowali w kolejnych miesiącach jesteśmy zmuszeni do tej formy, zwracajmy uwagę na nasz każdy – nawet mały – zakup. Jeśli płatności dokonujemy za pomocą karty płatniczej, mamy ułatwione zadanie, gdyż historię wydatków możemy sprawdzić online w serwisie naszego banku. Przy tej metodzie ważne jest to, abyśmy pamiętali, ile funduszy mamy w zanadrzu (są potrzebne na np. nieprzewidziane wydatki), starali się nie zbliżać zbyt skrajnie do zerowej granicy wyczerpania naszych środków oraz analizowali, jak szybko i na co wydajemy swoje obecne fundusze.
  2. Tygodniowo – tygodniowe rozdysponowanie funduszy jest dużo bardziej efektywne niż zarządzanie funduszami na bieżąco. Jeśli założymy, iż w danym tygodniu możemy wydać określoną sumę pieniędzy, a pod koniec tygodnia stwierdzimy, iż całej tej sumy nie zdołaliśmy wydać, możemy bez ryzyka pozwolić sobie na nadprogramowy wydatek lub przeznaczyć pozostałą kwotę na konto oszczędnościowe. Jeśli konkluzja pod koniec tygodnia jest zgoła przeciwna i dochodzimy do wniosku, że pieniędzy nam nie starczyło – możemy wtedy łatwo przeanalizować na co wydaliśmy zbyt duże sumy i w kolejnych okresach ograniczać te wydatki.
  3. Miesięcznie – drugi z najpopularniejszych okresów planowania budżetu. Jest bardzo wygodny dlatego, iż większość z nas dostaje swoje wynagrodzenie w miesięcznym rozrachunku. Trzymanie się tego schematu, podobnie jak planowanie tygodniowe, pozwala efektywnie zarządzać swoimi wydatkami. Jednak ta forma jest dużo wygodniejsza, jeśli co miesiąc płacimy zbliżone kwoty zobowiązań, takie jak czynsz za mieszkanie czy raty kredytów. Wtedy na początku miesiąca możemy wydać większą sumę, która pokrywa wszystkie te zobowiązania, a resztę miesiąca finansować z kwoty, która pozostanie, rozpisując w systemie miesięcznym wszystkie nasze dodatkowe wydatki. Ważne, abyśmy wszystkie priorytetowe zobowiązania opłacali na samym początku, aby nie doprowadzić do sytuacji, w której braknie nam funduszy na obowiązkowe wpłaty.
  4. Rocznie – jest przydatne, jeśli planujemy dużo większe niż standardowo wydatki w danym roku. Jeśli np. budujemy dom lub oczekujemy ważnych wydarzeń w naszej rodzinie (ślub, komunia) i wiemy, iż opłaty będą rozciągnięte w czasie, a ich finalna suma wyklaruje się dopiero w trakcie całego procesu, warto pilnować swojego budżetu rocznie. Dzięki temu będziemy wiedzieli z dużym wyprzedzeniem, jakimi sumami możemy dysponować za kilka miesięcy, np. kiedy budowa naszego domu „ruszy” do przodu i będzie wymagała większych nakładów finansowych, a tym samym możemy planować działania (np. ekipy budowlanej) z kilkumiesięcznym wyprzedzeniem.

[1] Raport zrealizowany na zlecenie firmy Lindorff SA – badanie ilościowe realizowane techniką CAWI – przeprowadzone wśród członków społeczności badawczej Zymetrii. Realizacja badania: 20.01.2017 – 24.01.2017 r, N=551.

Kurs dolara – Komentarz walutowy 03.04.2017

Krzysztof Pawlak – dealer walutowy Internetowykantor.pl i Walutomat.pl
Krzysztof Pawlak – dealer walutowy Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Początek kwartału znów dla dolara. Słabszy odczyt inflacji wyhamował wzrosty krajowej waluty. RPP trafnie przewidział zachowanie inflacji. PMI dla przemysłu z Polski nieco słabszy od prognoz. Czekamy na całą serię PMI z gospodarek europejskich.

EUR/USD poniżej 1,07

Początek nowego tygodnia przynosi dalsze umocnienie waluty amerykańskiej. EUR/USD znajduje się już w okolicach 1,0660. Tempo spadków nabrało siły po odczycie inflacji PCE za miesiąc luty z gospodarki amerykańskiej. Publikacja ta jest o tyle ważna, że władze monetarne USA wykorzystują ją do tworzenia projekcji przyszłej inflacji. A to z kolei wpływa na decyzje odnośnie polityki pieniężnej. Za miesiąc luty wskazanie wyniosło 2,1% r/r i było wyższe od celu zakładanego przez Fed. Dane były pozytywne dla dolara gdyż zwiększają prawdopodobieństwo co najmniej jeszcze dwóch podwyżek stóp w tym roku.

Niższa inflacja konsumencka

Z kolei na krajowym rynku poznaliśmy odczyt inflacji konsumenckiej. Wzrost był słabszy niż oczekiwali analitycy i wyniósł 2% r/r. Złotówka nieco straciła po tej publikacji. Kurs EUR/PLN na moment przekroczył nawet 4,24. Samo wskazanie nie może dziwić tak naprawdę wszystkie kraje strefy euro odnotowały spadek wzrostu cen w marcu.

Podwyżka stóp nie w 2017 roku

Wydaje się więc, że RPP miała rację i tempo wzrostu inflacji było chwilowe, a w kolejnych miesiącach raczej oczekiwane jest ustabilizowanie się w okolicach 2%. Stąd też pierwszym możliwym terminem podwyżki stóp w Polsce będzie dopiero I kwartał 2018 roku. To nie zmienia faktu, że polska waluta pozostaje jedną z najmocniejszych. Dobre fundamenty gospodarki, wyższe prognozy wzrostu gospodarczego spowodowały, że w relacji do euro obserwujemy dawno nie widziane poziomy. A poza tym słabszy dolar spowodował, że inwestorzy szukali zarobku gdzie indziej choćby właśnie w takich krajach jak Polska. Bez wątpienia jednak w ostatnich tygodniach sytuacja na świecie jest bardzo spokojna i to nam sprzyja. Dzisiejszy PMI dla przemysłu nieco rozczarował ale reakcji na złotym nie widać.

Seria PMI

Początek tygodnia to przede wszystkim odczyty PMI dla przemysłu większości krajów europejskich. O 9.50 dla Niemiec, o 10.00 dla całej strefy euro, o 10.30 dla Wielkiej Brytanii. Prognozy zakładają wstępne szacunki na poziomach bliskich 6-letnim rekordom. Takie odczyty mogłyby wspomóc europejską walutę sporo przecenioną w ostatnich dniach.

Ważne dane z USA

O 15.45 poznamy odczyt PMI dla przemysłu z USA. Ale większą uwagę może przykuć publikacja wskaźnika ISM. Choćby dlatego, że od 6 miesięcy notujemy wzrosty. Stąd rozczarowanie wynikiem może wywołać odwrót od amerykańskiej waluty, która naprawdę sporo zyskała w ostatnich dniach.

Krzysztof Pawlak – dealer walutowy w Internetowykantor.pl

Tegoroczna Wielkanoc dla handlu będzie lepsza, niż rok temu. Eksperci przewidują wzrost sprzedaży

Dzięki programowi Rodzina 500 plus, podniesionej pensji minimalnej i spadkowi bezrobocia, zwiększyła się siła nabywcza Polaków. To również sprzyja podwyższaniu cen towarów. Przedświąteczna sprzedaż może być wyższa o kilka procent w porównaniu z ub. rokiem. Ale zdania na temat tego, który format zyska najwięcej, są dość podzielone.

Według analiz, sporządzanych corocznie przez instytut badawczy ABR SESTA, dwa lata temu najtańsze zakupy wielkanocne można było zrobić w Auchan. Co ciekawe, w tamtym rankingu Biedronka zajęła dopiero 11. pozycję. Natomiast rok później oferowała już produkty w najniższych cenach. Auchan znalazł się wówczas na 2. miejscu, a Kaufland – na 3. Wyniki, osiągnięte w 2016 roku przez lidera polskiego rynku dyskontowego, mogą jednoznacznie wskazywać na to, że wyciągnął on wnioski i odpowiednio zadbał o swój wizerunek cenowy.

– Sieciom zależy na tym, aby zwyciężać w rankingach cenowych, dzięki najtańszym ofertom na rynku. Są tylko dwa okresy w roku, przed Wielkanocą i Bożym Narodzeniem, gdy tych zestawień powstaje najwięcej. Dlatego, promocje, które wtedy się pojawiają, dosyć trwale kształtują opinie konsumentów na temat konkretnych sklepów. Wizerunek cenowy jest niezwykle ważny dla marketów. Często budują go przez lata, m.in. poszerzając asortyment marek własnych. Stosują też komunikację marketingową, która przedstawia sieć jako tanią – wyjaśnia Marcin Dobek, wiceprezes instytutu badawczego ABR SESTA.

Liczy się cena i jakość

Jednak dr Maria Andrzej Faliński, niezależny ekspert rynku detalicznego, uważa, że opracowanie najtańszej oferty na rynku nie jest już najważniejsze dla sieci handlowych. Od kilku lat coraz bardziej liczy się bowiem atrakcyjna cena towaru, który jest wysokiej jakości, zgodnie z zasadą „price pro value”. Dlatego, specjalista przewiduje, że w tym roku aż do samej Wielkanocy markety będą podkreślały przede wszystkim wyjątkowość swoich produktów.

– Z analizy danych, jakie przez ostatnie lata zebrał instytut badawczy ABR SESTA, wyraźnie widać, że dyskonty bardzo szybko dostosowały się do realiów rynkowych. W 2015 roku żaden z nich nie był nawet w pierwszej 10-ce sklepów z najtańszym koszykiem, a rok później, za Biedronką, na 5. miejscu, znalazł się Lidl i na 7. – Netto. Analizując tę tendencję, można prognozować, że tym razem w ścisłej czołówce będą dwa dyskonty – przewiduje Michał Rosiak, Sales Director w Grupie AdRetail.

Tymczasem, dr Faliński przyznaje, że sieć handlowa zazwyczaj chce uchodzić za najtańszą. Jednak jeszcze bardziej zależy jej na tym, aby kojarzyć się konsumentom z oferowaniem produktów dobrej jakości. Jeśli zaś chodzi o artykuły najdroższe, to zwyciężają zasady szerzej znane w psychologii sprzedaży. Jak wyjaśnia ekspert, kupując coś droższego, ale zarazem tańszego, niż w innym sklepie, klient nabiera przekonania, że skorzystał z tzw. „dobrej okazji”. Oczywiście nie wszyscy sięgają po kosztowne czy luksusowe towary, więc są wyjątki od tej reguły.

– Trzeba zauważyć, że Polacy stają się coraz bardziej świadomymi konsumentami. Dosyć często porównują ze sobą składy podobnych do siebie produktów. Jeśli artykuły i ich zamienniki okazują się niemal identyczne, to zazwyczaj klienci nie zamierzają przepłacać ani złotówki. Natomiast, jeżeli dostrzegają różnice w jakości towarów, to z reguły są gotowi zapłacić więcej – zwraca uwagę Marcin Dobek.

Będą „żniwa”?

Jak podkreśla Michał Rosiak, program Rodzina 500 plus niewątpliwe przynosi większą zdolność nabywczą polskich rodzin. Dzięki temu, wielu rodaków będzie obchodzić Wielkanoc przy bogato zastawionym stole lub pozwoli sobie na zakup produktów premium, na które wcześniej nie było ich stać. Ekspert przewiduje, że sprzedaż przedświąteczna będzie wyższa o ok. 4-5%, niż rok temu, kiedy jeszcze nie było rządowego wsparcia. Uzasadnieniem dla takiej prognozy jest zapowiadany przez ekonomistów na ten kwartał wzrost konsumpcji i wydatków na poziomie 3,6%, właśnie dzięki programowi Rodzina 500 plus. W opinii specjalisty z Grupy AdRetail, zyski z handlu przed Wielkanocą powinny rozłożyć się pomiędzy dyskonty oraz hipermarkety, które oferują najszerszy asortyment.

Z kolei, dr Faliński informuje, że w lutym br. sprzedaż w handlu detalicznym podniosła się o 7,3%, w zestawieniu z ub. rokiem. Jego zdaniem, sytuacja, w której Polacy mają więcej pieniędzy, będzie sprzyjała podwyższaniu cen w sklepach przed Wielkanocą. Ekspert oczekuje wzrostu sprzedaży przedświątecznej, w porównaniu do zeszłego roku, o ok. 5%, po uwzględnieniu 2,5% inflacji. Sieci handlowe powinny wykorzystać tę okazję, zwłaszcza że nadpodaż stanowi dla nich stałe zagrożenie. Jeśli bowiem załamie się eksport w danej kategorii, wówczas może nastąpić gwałtowny spadek cen jej produktów w naszym kraju.

– Z uwagi na to, że te święta wypadają w tym roku w kwietniu, a poprzednio były w marcu, sieciom handlowym trudno będzie porównać wyniki sprzedażowe. Natomiast, warto pamiętać o tym, że w przypadku hipermarketów nie ma tak dużych wzrostów obrotów przed Wielkanocą, jak przed Bożym Narodzeniem, choćby dlatego, że klienci nie kupują prezentów i tego typu asortymentu. Pik zakupowy dotyczy więc mniejszej liczby kategorii, głównie spożywczych oraz chemicznych, związanych z domowymi porządkami – stwierdza Marcin Dobek.

Natomiast, ekspert z Grupy AdRetail dodaje, że kwietniowa Wielkanoc jest zdecydowanie korzystniejsza dla sieci handlowych, niż święta wypadające w marcu. Po pierwsze, konsumenci zdążyli już „napełnić” swoje portfele, po wydatkach poczynionych przy okazji Bożego Narodzenia. Po drugie, wyższa temperatura powietrza, niż w miesiącu poprzedzającym, dużo bardziej sprzyja wypoczynkowi na łonie natury. W ciepłe dni, a tak ma być w tym roku, część Polaków zapewne będzie celebrować święta na zewnątrz z grillem i w tym celu zacznie nabywać odpowiednie produkty. Ponadto, widoczna za oknami wiosna zdecydowanie sprzyja zakupom większej ilości owoców, warzyw, ciętych kwiatów i sadzonek. To z pewnością nie pozostanie bez wpływu na obroty sieci handlowych.

Raport Coface: upadłości i restrukturyzacje firm w Polsce w I kwartale 2017 roku

  • W I kwartale 2017 r. sądy wydały 189 postanowień upadłościowych i restrukturyzacyjnych polskich przedsiębiorstw (wg danych na dzień 30 marca br.)
  • 189 postanowień to o 39 proc. więcej niż w I kw. 2016 (wynik także z końca marca).
  • Świadomość przedsiębiorców w wykorzystaniu prawa restrukturyzacyjnego rośnie.
  • W I kw. 2017 r. ogłoszono łącznie 77 postanowień restrukturyzacyjnych, podczas gdy w analogicznym okresie rok temu było ich jedynie 6. Wynik pierwszego kwartału 2016 r. stanowi bardzo niską bazę do porównania, bo były to pierwsze miesiące funkcjonowania nowego prawa restukturyzacyjnego.
  • W okresie od stycznia do marca 2017 r. ogłoszono 112 upadłości w celu likwidacji majątku – to o 5 mniej niż w analogicznym okresie 2016 roku. Upadłości z możliwością zawarcia układu nie są możliwe od momentu wprowadzenia nowego prawa restrukturyzacyjnego.
  • Największy wzrost liczby postępowań upadłościowych i restrukturyzacji zanotowaliśmy w budownictwie (+ 65 proc.) oraz w handlu (+39 proc.), z czego w handlu detalicznym wzrost wynosi aż 100 proc.
  • Spadek wydanych przez sądy postanowień upadłościowych i restrukturyzacyjnych obserwujemy w produkcji wyrobów z drewna, produkcji artykułów spożywczych i napojów, produkcji odzieży i wyrobów tekstylnych oraz produkcji wyrobów z pozostałych mineralnych surowców niemetalicznych.
  • Coface prognozuje, że w kolejnych miesiącach 2017 r. dostępne formy restrukturyzacji nadal będą zyskiwać na popularności wśród firm borykających się z trudnościami płynnościowymi, a liczba upadłości będzie się obniżać.

Postanowienia upadłościowe i restrukturyzacyjne w Polsce w I kwartałach lat 2008-2017

upadłości

Komentuje Grzegorz Sielewicz, główny ekonomista Coface w Polsce

W pierwszym kwartale 2017 roku nastąpił znaczny wzrost postanowień upadłościowych i restrukturyzacyjnych przedsiębiorstw – o 39 proc. w porównaniu z pierwszym kwartałem ubiegłego roku. Od stycznia 2016 r. zaczęły obowiązywać nowe regulacje prawne rozdzielające postępowania restrukturyzacyjne od upadłościowych. Jednym z nadrzędnych celów wprowadzonej legislacji było ułatwianie przedsiębiorstwom znajdującym się w trudnej sytuacji finansowej odzyskania możliwości sprawnego prowadzenia biznesu. Jednak w ciągu trzech pierwszych miesięcy ubiegłego roku postępowania restrukturyzacyjne były wykorzystywane bardzo rzadko. Przedsiębiorstwa przechodzące trudności płynnościowe poznawały dopiero nowe regulacje prawne, a ich wykorzystanie stało się bardziej powszechne w kolejnych kwartałach 2016 r. oraz pierwszym kwartale tego roku. Podczas gdy w pierwszych trzech miesiącach ubiegłego roku ogłoszono zaledwie 6 postanowień restrukturyzacyjnych, w pierwszym kwartale tego roku było ich już 77.

Jednocześnie w tym roku ma miejsce dalszy spadek liczby upadłości w celu likwidacji majątku. Postępowania tego typu zmniejszyły się o ponad 4 proc. w porównaniu z analogicznym okresem roku ubiegłego. Wpisuje się to w prognozowany przez nas uprzednio trend zmniejszającej się liczby upadłości przedsiębiorstw oraz rosnącej liczby restrukturyzacji. Te ostatnie stanowią już ponad 40 proc. łącznej liczby postępowań, a rok wcześniej udział ten stanowił niewiele ponad 4 proc. W strukturze ogłaszanych postępowań podobne zmiany relacji będą kontynuowane. Pod koniec tego roku restrukturyzacje będą stanowić już blisko połowę wszystkich postępowań, a następnie ich liczba ustabilizuje się na poziomie około 90-100 postępowań każdego kwartału wraz z rosnącym upowszechnieniem tego środka naprawczego przedsiębiorstw borykających się z trudnościami płynnościowymi.

Powyższy scenariusz stabilizacji łącznej liczby upadłości i restrukturyzacji zakłada sprzyjające otoczenie makroekonomiczne, w którym działa polski biznes. Zgodnie z prognozami Coface wzrost realny PKB sięgnie w tym roku 3,2 proc. Główną siłą napędową naszej gospodarki pozostaje konsumpcja gospodarstw domowych w obliczu trwającej poprawy na rynku pracy. W tym roku stopniowo będzie zauważalne odbicie inwestycji, których spadek nie tylko ograniczył wzrost gospodarczy Polski w zeszłym roku, ale także z pewnym opóźnieniem został odzwierciedlony po stronie mikroekonomicznej wraz ze wzrostem upadłości i restrukturyzacji firm budowlanych odnotowanych w tym roku. Polski eksport będzie korzystał na słabym, ale jednak ożywieniu gospodarczym na naszym głównym kierunku eksportowym – strefie euro, której wzrost PKB prognozujemy na 1,6 proc. w 2017 r.

Prawdopodobieństwo wystąpienia czynników ryzyka dla powyższego scenariusza jest niskie, ale jednak możliwe. Niepewność i ryzyko polityczne wraz z nadchodzącymi wyborami w tak ważnych gospodarkach Europy Zachodniej jak Francja i Niemcy oraz nadal trudne do określenia relacje handlowe Wielkiej Brytanii z Unią Europejską po formalnym Brexicie należą do elementów mogących ograniczyć nastroje na rynkach oraz dynamikę naszego eksportu. Z kolei ewentualny dalszy wzrost niepewności wśród przedsiębiorstw w Polsce może stanąć na drodze wzrostu inwestycji w aktywa trwałe. Dobra sytuacja na rynku pracy jest korzystna dla gospodarstw domowych, ale firmom coraz trudniej jest zapełnić wakaty, nawet jeśli podnoszą wynagrodzenia. Dla przedsiębiorstw jest to kolejna, rosnąca na znaczeniu bariera w rozwoju biznesu. Niemniej jednak wraz z innymi powyższymi czynnikami ryzyka nie doprowadzi do gwałtownego zachwiania sytuacji płynnościowej polskich przedsiębiorstw. Dopiero trwałe utrzymywanie się negatywnego otoczenia gospodarczego, w którym firmy prowadzą działalność znalazłoby odzwierciedlenie w rosnącej liczbie upadłości przedsiębiorstw oraz istotnym pogorszeniu sytuacji płynnościowej polskiego biznesu.

Upadłości i restrukturyzacje według branż

branża liczba**
upadłości i restrukturyzacji
I-III 2016
liczba**
upadłości
i restrukturyzacji

I-III 2017

zmiana
PRODUKCJA, w tym: 43 50 + 16%
Przetwórstwo przemysłowe, w tym m.in.: 38 43 + 13%
Produkcja maszyn, urządzeń i urządzeń elektrycznych 5 5 bez zmian
Produkcja artykułów spożywczych i napojów 7 3 spadek
Produkcja metali i metalowych wyrobów gotowych 8 12 wzrost
Produkcja chemikaliów i wyrobów chemicznych 0 2 wzrost
Produkcja wyrobów z gumy i tworzyw sztucznych 4 4 bez zmian
Poligrafia i reprodukcja 1 1 bez zmian
Produkcja mebli 0 3 wzrost
Produkcja wyrobów z drewna, z wyłączeniem mebli 2 6 wzrost
Produkcja papieru i wyrobów z papieru 1 1 bez zmian
Produkcja odzieży i wyrobów tekstylnych 2 0 spadek
Produkcja wyrobów z pozostałych mineralnych
surowców niemetalicznych (w tym materiały budowlane)
3 1 spadek
Produkcja pozostała 5 5 bez zmian
Handel, w tym m.in.: 33 46 + 39%
Handel hurtowy 22 27 + 23%
Handel detaliczny 9 18 + 100%
Transport i gospodarka magazynowa 7 8 wzrost
Budownictwo 20 33 + 65%
Pozostałe branże 33 52 + 57%
ogółem 136 189 +39 %

** Stan wg wiedzy na koniec pierwszego kwartału.

Charakterystyka upadłości i restrukturyzacji w wybranych sektorach

Komentuje Marcin Siwa, dyrektor działu oceny ryzyka w Coface 

W pierwszym kwartale bieżącego roku mamy do czynienia z dwoma istotnymi zdarzeniami: po pierwsze nowe prawo upadłościowe i restrukturyzacyjne pozwala łatwiej i szybciej chronić się dłużnikom w trudnej sytuacji finansowej przed wierzycielami, po drugie jest to częściej wykorzystywane w branżach, które zawsze cechowały się wyższym ryzykiem niewypłacalności np. w budownictwie.

Budownictwo

Branża ta do tej pory przeżywała zastój, głównie związany z zahamowaniem inwestycji infrastrukturalnych, czy to na poziomie krajowym czy też samorządowym. Zahamowanie to spowodowało spadek przychodów wielu firm budowlanych, presję na podpisywanie nowych kontraktów po niższych cenach, często na granicy rentowności oraz konieczność redukcji kosztów. W efekcie wiele firm budowlanych zaczęło odczuwać problemy płynnościowe, które dodatkowo, w sektorze usług budowlanych, potęgowane były wprowadzeniem odwróconego VATu. Zauważalna jest presja na wydłużanie terminów płatności. Firmy budowlane robią wiele żeby wynegocjować lepsze warunki płatności za zakupy, tak by ułatwić sobie przetrwanie w tym przejściowym okresie. Przejściowym, gdyż efekt negatywny wprowadzenia odwróconego VATu powinien zniknąć za parę miesięcy, a dodatkowo wszystko wskazuje na to, że jednak ruch w inwestycjach w roku 2017 będzie nieco większy (pomoże tutaj także efekt bazy). Faktem jednak jest, iż branża budowlana ma kłopoty płynnościowe i jest to szczególnie widoczne w statystykach upadłościowych. Po okresie spadków, po pierwszym kwartale mamy wzrost aż o 65% r/r.

Handel

Duża dynamika wzrostu upadłości jest też widoczna w handlu, szczególnie detalicznym. Wynika to z kontynuacji oddziaływania takich czynników jak konsolidacja rynku i spadek marż, będący efektem bardzo silnej konkurencji na rynku. Problemy dotykają przede wszystkim małych i średnich graczy, którzy nie są w stanie uzyskać tak korzystnych warunków zakupu, by konkurować cenowo z największymi sieciami detalicznymi czy też dystrybucyjnymi. Co istotne, wzrost wydatków konsumpcyjnych, z jakim mamy do czynienia, nie jest wystarczającym hamulcem dla wzrostu ilości upadłości w tym sektorze.

Upadłości i restrukturyzacje według regionów

Tylko w trzech województwach liczba postępowań upadłościowych i restrukturyzacji spadła (woj. pomorskie, kujawsko-pomorskie oraz lubuskie). W pozostałych sytuacja pogorszyła się. Jedynie w województwie świętokrzyskim liczba upadłości pozostała niezmienna. W tym roku listę otwiera woj. mazowieckie, gdzie liczba upadłości i restrukturyzacji wzrosła o 19. Odzwierciedla to dużą liczbę zarejestrowanych tu podmiotów gospodarczych. Najmniej postępowań upadłościowych i restrukturyzacji zanotowano natomiast w woj. opolskim i łódzkim – analogicznie do roku 2016.

Upadłości i restrukturyzacje według form prawnych przedsiębiorstw

W I kwartale 2017 r. obserwujemy wzrost liczby postępowań upadłościowych i restrukturyzacji we wszystkich grupach form prawnych. Najwięcej postępowań odnotowaliśmy w spółkach z ograniczoną odpowiedzialnością – aż o 30 więcej niż roku 2016.

województwo liczba**
upadłości i restrukturyzacjiI-III 2016
liczba**
upadłości i restrukturyzacjiI-III 2017
zmiana
mazowieckie 22 41 wzrost
śląskie 23 24 wzrost
dolnośląskie 18 21 wzrost
małopolskie 14 18 wzrost
wielkopolskie 12 17 wzrost
zachodniopomorskie 7 16 wzrost
podkarpackie 1 8 wzrost
pomorskie 8 7 porównyw.
lubelskie 4 7 wzrost
podlaskie 2 7 wzrost
kujawsko-pomorskie 9 6 spadek
warmińsko-mazurskie 3 4 porównyw.
lubuskie 7 4 spadek
świętokrzyskie 4 4 bez zmian
opolskie 1 3 wzrost
łódzkie 1 2 porównyw.
ogółem 136 189 +39%
** Stan wg wiedzy na koniec pierwszego kwartału.
forma prawna liczba upadłości

i restrukturyzacji**

I-III 2016

liczba upadłości

i restrukturyzacji **

I-III 2017

zmiana
Spółka z o.o. 74 104 + 41%
Przedsiębiorca 46 50 + 7%
Spółka akcyjna 7 18 + 157%
Spółka jawna 3 5 wzrost
Spółdzielnia 1 4 wzrost
Pozostałe formy 5 8 wzrost
ogółem 136 189 + 39%

Wyniki Grupy Murapol w 2016 roku

Grupa Murapol w 2016 roku wypracowała zysk netto na poziomie 125,85 mln zł oraz zysk z działalności operacyjnej w wysokości 134,03 mln zł przy 236,85 mln zł przychodów. W 2015 roku wielkości te kształtowały się odpowiednio na poziomach: 67,44 mln zł, 88,78 mln zł oraz 372,06 mln zł. W minionym roku holding dokonał reorganizacji struktury organizacyjnej skupiając segment wykonawczy w Grupie Abadon Real Estate, a także rozpoczął realizację strategii budowania pozycji firmy inwestycyjnej o zasięgu międzynarodowym.  

W 2016 roku Grupa Murapol wypracowała najlepszy wynik finansowy netto w swojej 16-letniej historii. Wpływ na to miał konsekwentny rozwój wszystkich trzech segmentów działalności.

W minionym roku Murapol rozpoczął realizację 17 nowych inwestycji oraz kontynuował budowę 26 zainicjowanych w poprzednich okresach. Ubiegłoroczne portfolio aktywnych projektów Grupy stanowiło 108 budynków, w których powstawały 7.143 lokale, o łącznej powierzchni użytkowej przekraczającej 317 tys. mkw. W portfelu inwestycji planowanych do realizacji w latach 2017-2019 znajdują się obiekty o łącznej powierzchni użytkowej przekraczającej 855 tys. mkw. obejmujące blisko 20 tys. lokali mieszkalnych i handlowo – usługowych. Wielkość ta stanowi 278 proc. liczby lokali znajdujących się na koniec 2016 roku w aktywnych projektach realizowanych przez holding Murapol i, przy założeniu zachowania dotychczasowej średniorocznej dynamiki wzrostu liczby sprzedawanych lokali przez Grupę w ciągu ostatnich 5 lat, zabezpiecza dopływ projektów dla holdingu Murapol na najbliższe ponad 3 lata.

W 2016 roku Grupa Murapol kontynuowała dywersyfikację geograficzną swojej działalności. Oferta mieszkaniowa Murapolu dostępna była w 11 polskich miastach, a w dwóch kolejnych (Bydgoszcz, Gdynia) Grupa nabyła grunty i procedowała formalności administracyjne poprzedzające rozpoczęcie budów. W minionym roku Murapol również zakupił pierwszą nieruchomość za granicą, w Berlinie, gdzie przygotowuje realizację projektu mieszkaniowego.

Ubiegły rok był przełomowy dla holdingu Murapol także ze względu na zmiany organizacyjne związane z wydzieleniem segmentu wykonawczego do Grupy Abadon Real Estate, powstałej na bazie nabytego w kwietniu ub. r. giełdowego Variantu. Po zmianie nazwy na Abadon Real Estate S.A. spółka ta pełni funkcję podmiotu holdingowego konsolidującego podmioty Grupy Murapol oferujące kompleksową obsługę projektów nieruchomościowych. Strategia Grupy zakłada uzyskiwanie w perspektywie najbliższych lat ok. 66 proc. przychodów ze świadczenia usług na rzecz podmiotów spoza holdingu Murapol.

W 2016 r. Grupa Murapol kontynuowała zarządzanie aktywami własnymi oraz inwestorów zewnętrznych, w szczególności zgromadzonymi w ramach struktur utworzonych funduszy inwestycyjnych zamkniętych. Portfel aktywów zgromadzonych w FIZ-ach organizowanych we współpracy z jednym z głównych partnerów Murapolu, zwiększył się w ub. r. o blisko 163 mln zł.

– Rok 2016 był przełomowy dla Grupy Murapol, nie tylko ze względu na wypracowane wyniki finansowe, rekordową kontraktację mieszkań, ale także zmiany wewnętrzne służące otwarciu naszego segmentu wykonawczego na realizację zleceń od klientów zewnętrznych. W bieżącym roku zamierzamy utrzymać dynamikę wzrostu zarówno w zakresie skali działalności, poziomu rentowności kapitału własnego, jak i stopnia dywersyfikacji lokat, czego wyrazem są transakcje zrealizowane już w pierwszym kwartale 2017 roku, w tym zwiększona liczba projektów w przygotowaniu, zarówno na krajowej mapie inwestycji jak również zagranicą. – mówi Michał Sapota Prezes Zarządu Murapol S.A. – Widzimy, że zwrot w kierunku rozwoju segmentu inwestycyjnego, uwzględniający budowę rentowności w oparciu o premię wypracowywaną na kapitałach obcych, znajduje uznanie ze strony tych, których okresowo zapraszamy do partycypowania w naszym biznesie, oferując im czy to certyfikaty inwestycyjne FIZ-ów czy obligacje korporacyjne. – dodaje Michał Sapota.

Nowe rozdanie

Zaczyna się nowy kwartał i mamy nadzieję, że będzie równie ekscytujący, co poprzedni. USD jest niżej licząc do początku roku, ale dziś dane makro mogą przemawiać na jego korzyść; EUR wytraca euforię wywołaną rzekomą zmianą nastawienia ECB; GBP musi zmierzyć się z początkiem procesu Brexitu. Początek roku był pomyślny dla złotego, ale jesteśmy bliżej zdania, że będzie trudno podtrzymać takie tempo.

Marzec był huśtawką nastrojów wokół USD. Najpierw Fed zbudował oczekiwania na agresywniejsze działanie, by potem samemu je zgasić. Działania administracji Trumpa w Kongresie w ramach realizacji ambitnego planu gospodarczego także miały swoje wzloty i upadki. Nie rozwodząc się niepotrzebnie nad przeszłością, obecnie podstawy dla dolara wygląda tak: podwyżka stóp procentowych w czerwcu jest wyceniona na 60 proc., a reforma podatkowa nie jest jeszcze pogrzebana. W obu przypadkach oczekiwania wydają się niewygórowane, co oferuje większe pole do pozytywnych reakcji. Dziś uwaga skupi się na danych makro, a w szczególności na wskaźnikach aktywności przemysłu. Wyższe odczyty indeksów regionalnych (NY Empire State, Philly Fed) wskazują w stronę równie solidnego odczytu dla ogólnokrajowego przemysłu. Negatywnym czynnikiem dla sentymentu będzie jednak ostatnie zamieszanie w Kongresie, stąd prognozy na marzec są poniżej wyników za luty, choć prognozowany 57,2 wciąż będzie drugim najwyższym odczytem od ponad dwóch lat. To powinno wystarczyć, by podtrzymać dobre notowania dolara. Pikanterii mogą dodać wypowiedzi członków Fed: Harkera i Dudleya. Obaj mają prawo głosu na posiedzeniach FOMC w tym roku, choć ten drugi w piątek uderzył w neutralne tony stwierdzeniem, że Fed nie widzi pośpiechu w zacieśnianiu polityki pieniężnej.

EUR utraciło swoją lekkość z połowy marca, kiedy wydźwięk przekazu z ECB zaczął być piaskiem w trybach jastrzębich oczekiwań. Przestrzegaliśmy, że rynek zapędza się w przybliżaniu wyceny terminu pierwszej podwyżki stóp procentowych (w marcu wycena na pierwszy kwartał 2018 r. skoczyła z 20 proc. do 70 proc.), co w końcu skłoniło sam ECB, by wysłać sygnał temperujący rynek. Dziś rano Peter Praet przypomniał, że choć począwszy od kwietnia tempo skupu aktywów maleje (z 80 mld EUR do 60 mld EUR), to wcale nie oznacza to startu stopniowego redukowania programu. Na rynku może być jeszcze sporo rozczarowanego kapitału, który uwierzył w szanse na silniejsze wzrosty euro i jego wycofywanie może ciążyć na wartości unijnej waluty. Dziś rewizje indeksów PMI nie powinny dużo odbiegać od wstępnych szacunków i powinny być neutralne.

Dla funta dane o aktywności biznesu mogą być kluczowe, gdyż dostarczą informacji, czy generalna poprawa klimatu gospodarczego na świecie pozwoli zneutralizować rosnące obawy o przyszłość po Brexicie? Cofnięcie wskaźników w styczniu i lutym stoi w sprzeczności z odczytami w Eurolandzie i kolejny słaby odczyt podniesie alarm o kondycję gospodarki w kolejnych miesiącach. Zainicjowany w ubiegłym tygodniu proces negocjacji Brexitu nie będzie łatwy, a już teraz widać, że w wielu kwestiach zdania stron są sporne. Oznaki ostrego stanowiska strony europejskiej mogą odbijać się na zaufaniu biznesu i konsumentów na Wyspach. Pozostajemy negatywnie nastawieni do funta w średnim terminie.

Solidne wskazania PMI z Niemiec argumentują za równie dobrym wyniku w Polsce (prog. 54,6 vs 54,2 w lutym), co dobrze rokuje kontynuacji odbicia ożywienia gospodarczego w kolejnych miesiącach. Jakkolwiek RPP przyjmie te dane z zadowoleniem, tak schłodzenie CPI do 2 proc. w marcu z 2,2 proc. w lutym ugruntuje neutralne nastawienie w polityce monetarnej. Stopy procentowe powinny zostać utrzymane bez zmian, a prezes NBP Glapiński powinien powtórzyć, że taki stan rzeczy utrzyma się co najmniej do końca roku. Pod koniec tego tygodnia słabszy odczyt inflacji przypomniał, że budowanie jastrzębich oczekiwań w Polsce nie ma na razie sensu, co powinno odebrać nieco pary z rajdu złotego, cofając EUR/PLN do 4,25. Powrót spadków na EUR/USD zatrzyma domykanie krótkich pozycji w USD/PLN, gdzie dodatkowo obrona 3,90 dała silny techniczny sygnał do odbicia.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Kampanie reklamowe z czołowymi polskimi sportowcami kosztują ponad 1 mln zł. Najcenniejsi dla reklamodawców są piłkarze

Kampanie reklamowe z czołowymi polskimi sportowcami kosztują ponad 1 mln zł. Najcenniejsi dla reklamodawców są piłkarze 11

Co trzeci Polak postrzega produkty lub usługi reklamowane przez piłkarzy jako bardziej atrakcyjne i pożądane. Reprezentanci kadry są najcenniejsi dla reklamodawców, a zatrudnienie w kampanii czołowego sportowca to koszt przekraczający milion złotych. Pozytywny i cenny wizerunek mają też nasi skoczkowie, tenisiści oraz lekkoatleci. Eksperci podkreślają, że z marketingowego punktu widzenia zatrudnienie w reklamie czołowego sportowca to opłacalny wybór.

– Spośród wszystkich polskich sportowców najcenniejszy wizerunek mają piłkarze, zwłaszcza po ostatnich sukcesach w mistrzostwach Europy. Tam pokazali, że nie tylko na boisku, lecz także poza nim są ciekawymi postaciami, przez co stali się bardziej wartościowi z punktu widzenia reklamodawców –mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Wojciech Szaniawski, prezes zarządu największej w Polsce agencji marketingu sportowego Arskom Group, specjalizującej się w personal brandingu.

Badania przeprowadzone przez grupę Arskom po Euro 2016 pokazały, że 35 proc. Polaków postrzega produkty lub usługi reklamowane przez polskich piłkarzy jako bardziej atrakcyjne. W pierwszej trójce najbardziej lubianych przez Polaków piłkarzy znaleźli się Grzegorz Krychowiak, Jakub Błaszczykowski i Łukasz Fabiański. Z kolej największym zaufaniem cieszy się Robert Lewandowski. Wśród produktów, które są najmocniej kojarzone z piłkarzami, Polacy wymienili sprzęt sportowy, telefony komórkowe, napoje energetyczne, buty i ubrania oraz samochody.

– Cenni dla reklamodawców są również polscy olimpijczycy z Anitą Włodarczyk na czele. Mamy też bardzo dobrych skoczków narciarskich i tenisistów. Piłka nożna, skoki narciarskie, tenis i lekkoatletyka to właśnie te dyscypliny, które wyróżniłbym jako rozwojowe. Przedstawiciele tych dyscyplin, czyli Robert Lewandowski, Grzegorz Krychowiak, Wojciech Szczęsny w piłce nożnej, tenisistka Agnieszka Radwańska i cała nasza złota drużyna skoczków to bardzo ciekawe twarze do promowania. Na nich trzeba dzisiaj stawiać, jeżeli chce się odnieść sukces w reklamie – mówi Wojciech Szaniawski.

Zaangażowanie do kampanii reklamowej jednego z czołowych polskich sportowców wiąże się z kosztem powyżej 1 mln zł. Taka kampania może trwać od 3 do 12 miesięcy, ale najczęściej kontrakty są podpisywane w systemie rocznym.

– Jeżeli reklamodawca ma pieniądze i chce zatrudnić do reklamy sportowca, to bardziej opłaca mu się podpisać kontrakt na rok niż na trzy miesiące, bo cena jest porównywalna. Zatrudniając Anitę Włodarczyk czy Roberta Lewandowskiego musi się liczyć z wydatkiem powyżej miliona złotych. Bardzo silnymi markami na rynku są też nasi skoczkowie czy Grzegorz Krychowiak. W przypadku innych czołowych sportowców koszt wynosi od 0,5 mln zł wzwyż – mówi Wojciech Szaniawski.

Koszt zatrudnienia w reklamie popularnego i lubianego sportowca jest zależny nie tylko od długości kampanii, lecz także jej zasięgu. Akcja prowadzona równocześnie w telewizji, internecie, mediach społecznościowych, w prasie i na nośnikach outdoorowych będzie znacząco droższa.

Mimo to z marketingowego punktu widzenia zatrudnienie w reklamie sportowca jest najlepszym wyborem, ponieważ w coraz silnej podzielonym społeczeństwie sport jest jednym z niewielu czynników, które wciąż potrafią Polaków jednoczyć. Dzięki temu przekaz reklamowy marki jest silniejszy i ma pozytywny wydźwięk.

– Sport nadal łączy Polaków. Kiedy jednoczymy się we wspólnych emocjach na hali czy stadionie piłkarskim, sportowi bohaterowie łączą nas, kibiców. Każdej firmie, która angażuje celebrytę do kampanii, zależy na tym, żeby przekaz reklamowy niósł dobre, pozytywne emocje. Najlepszym wyborem są więc sportowcy, którzy budzą te pozytywne emocje i reprezentują tą solidarność – mówi Wojciech Szaniawski.

Wycena wizerunku sportowca nie jest prostą sztuką. W Polsce zajmuje się tym zaledwie kilka agencji PR-owych i marketingowych. Sukces wizerunkowy i marka osobista zależą nie tylko od sukcesów sportowych, lecz także od zdolności interpersonalnych, od tego, jak sportowiec buduje relacje z otoczeniem czy potrafi zjednywać sobie kibiców i publiczność.

– Sukces wizerunkowy to ciężka praca polegająca na tym, żeby budować pozytywne relacje z otoczeniem. Pracując ze sportowcami, powtarzam im, że muszą umieć budować dobre relacje jeden na jeden z kibicami, z reklamodawcami, z ludźmi dookoła. Poza tym, co robią na boisku czy na arenie, muszą umieć budować relacje interpersonalne zarówno z jednym człowiekiem, jak i z całym tłumem. Media to zauważają, chętnie zapraszają sportowców do wywiadów, a reklamodawcy chcą ten pozytywny wizerunek spieniężyć – mówi Szaniawski.

Prezes agencji Arskom Group zauważa, że podstawą kreowania image’u sportowca jest uwypuklenie pewnych jego konkretnych cech i silnych stron. Dopiero na tej bazie wybiera się narzędzia marketingowe i najlepsze kanały dotarcia do odbiorców. Aktualnie najważniejsze są media i serwisy społecznościowe, takie jak Facebook, Instagram i Twitter.

– Narzędzia marketingowe to dopiero ostatni element kreowania wizerunku. Najpierw sportowiec musi wiedzieć, co jest dla niego ważne, wykazać swoje osiągnięcia i wiedzieć, co ma do przekazania. Kreowanie wizerunku to nie jest wymyślanie sztucznych cech, tylko eksponowanie tych najlepszych. Dopiero potem można się zastanawiać, jakimi kanałami najlepiej dotrzeć do dużej liczby osób. Dzisiaj oczywiście najważniejsze są media społecznościowe. Efektem kreowania wizerunku powinny być lepsze relacje z otoczeniem, większa otwartość na kibiców, bardziej precyzyjna komunikacja i oczywiście więcej zapytań reklamowych – mówi Wojciech Szaniawski.

Zainteresowanie budową domu jednorodzinnego rośnie. Coraz bardziej popularne są domy z gotowych elementów

Zainteresowanie budową domu jednorodzinnego rośnie. Coraz bardziej popularne są domy z gotowych elementów 12

Niski koszt pieniądza w połączeniu ze stabilną ofertą gruntów budowlanych sprawiają, że obecnie jest dobry moment na budowę domu jednorodzinnego – przekonuje Jarosław Jurak, prezes firmy Danwood. Zdaniem ekspertów na polskim rynku zdecydowana większość domów wznoszona jest w tradycyjny sposób. Te budowane z gotowych elementów odpowiadają za zaledwie 3–4 proc. całości.

– Mam nadzieję, że w tym roku na rynku polskim sprzedamy około 100 domów, a zapewne około 70 zbudujemy. W stosunku do krajów Zachodu nasz rynek jest bardzo konserwatywny i takie domy, jakie oferujemy, sprzedają się tu znacznie trudniej – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Jarosław Jurak, prezes zarządu Danwood SA

Choć polski rynek gotowych domów systematycznie rośnie, to jednak – jak podkreśla ekspert – wzrost jest stosunkowo wolny. Po koniec 2015 roku prezes Danwood oceniał, że co roku w naszym kraju stawiane jest ok. 2,5–3 tys. tego typu konstrukcji, a tempo wzrostu nie przekracza 10 proc. W związku z tym firma Danwood zamierza szukać źródeł dodatkowych przychodów, wychodząc z ofertą gotowych domów murowanych.

– Chcemy klientom na polskim rynku świadczyć takie same usługi, jakie świadczymy klientom na Zachodzie, czyli budowę domu jednorodzinnego na działce klienta. Uważamy, że w Polsce jest już grupa klientów, która docenia ten produkt – stwierdza Jurak.

Dominującym typem klienta wciąż pozostają osoby planujące budowę domu w tradycyjny sposób. Wychodząc naprzeciw ich oczekiwaniom, należąca do grupy kapitałowej Danwood firma TQM chce zaoferować im usługę kompleksowego wykonawstwa tego typu inwestycji.

– W Polsce, głównie na indywidualnych działkach, rocznie budowanych jest ok. 70 tys. domów jednorodzinnych. W naszym kraju charakterystyczne jest to, że większość klientów buduje domy z systemem gospodarczym – tłumaczy prezes firmy Danwood.

Jak wyjaśnia Jarosław Junak, za granicą zainteresowanie domami wznoszonymi z gotowych prefabrykatów jest zdecydowanie większe. Przykładowo, w Niemczech w ten sposób budowana jest już mniej więcej co piąta konstrukcja. W Polsce odsetek ten wynosi zaledwie 3–4 proc.

– Z kolei w Wielkiej Brytanii, gdzie rocznie budowane jest około 200 tys. domów jednorodzinnych, rynek jest już zupełnie inny. Tamtejsi klienci mają przede wszystkim problemy z dostępem do działek. Dla prywatnego klienta pozyskanie atrakcyjnej parceli jest bardzo trudne – wyjaśnia Jurak.

Prezes firmy Danwood liczy na to, że Wielka Brytania będzie jednym z najistotniejszych źródeł przychodów dla jego firmy. Jak tłumaczy, brytyjski rząd przy pomocy preferencyjnych kredytów już od kilku lat prowadzi program wsparcia budownictwa jednorodzinnego. Według szacunków tamtejszych władz najnowsza pula wsparcia wynosząca 1,4 mld funtów przyczyni się do powstania ok. 40 tys. nowych domów.

– Jeżeli mówimy o barierach w rozwoju budownictwa jednorodzinnego, to przede wszystkim trendy wyznaczają tu dwie rzeczy: dostępność gruntów i koszt kredytu. Stopy procentowe są obecnie niskie, więc warto podejmować decyzje o inwestycji w nieruchomość. Z dostępem terenów jest w różnych krajach różnie, ale sytuacja jest stabilna albo się poprawia w tym zakresie – podsumowuje Jarosław Junak.

Spada liczba kobiet aktywnych zawodowo. To może stanowić problem w przypadku prac sezonowych

Spada liczba kobiet aktywnych zawodowo. To może stanowić problem w przypadku prac sezonowych 13

Wzrasta bierność zawodowa kobiet. Świadczenia związane z opieką nad dzieckiem w połączeniu z planowaną podwyżką zasiłku dla bezrobotnych mogą nasilić odpływ kobiet z rynku pracy. Problem mogą odczuć pracodawcy, którzy będą poszukiwali pracowników sezonowych. Bierność zawodowa kobiet to jednak wyzwanie dla całej gospodarki. Osoby, które nie pracują ponad dwa lata, trudno z powrotem zaktywizować.

– Z dużym prawdopodobieństwem mamy do czynienia ze sporym odejściem kobiet z rynku pracy ze względu na program Rodzina 500 plus oraz kumulowanie się innych dodatkowych świadczeń związanych z dziećmi, rodziną i pozostawaniem poza stosunkiem pracy. Jest to duże zmartwienie dla pracodawców, bo kobiety są ważnym elementem całej układanki organizacyjnej. Ich dalszy odpływ z rynku pracy może być bardzo niepokojący i trudny – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Katarzyna Lorenc, ekspert Business Centre Club ds. rynku pracy oraz zarządzania i efektywności pracy.

W Polsce aktywnych zawodowo jest 48 proc. kobiet powyżej 15 roku życia. Rośnie liczba osób, które jako powód bierności zawodowej podają obowiązki domowe i związane z prowadzeniem domu (tylko od marca do września 2016 roku wzrosła o 143 tys.). Monitoring Rynku Pracy za IV kw. 2016 roku opracowany przez GUS wskazuje, że w ciągu roku liczba pracujących kobiet spadła o 6 tys. Zdaniem ekspertki Business Centre Club problem będzie się nasilać.

– Czekamy, co Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej ustali w obszarze zasiłków dla bezrobotnych. Ich wzrost w połączeniu z zasiłkiem dla bezrobotnych, programem Rodzina 500 plus i innymi dodatkami faktycznie będą stawiały alternatywę: praca – brak pracy w bardzo niekorzystnym świetle. Czyli coraz mniej nam się będzie opłacało pracować – tłumaczy Lorenc.

Rząd planuje podnieść zasiłek dla bezrobotnych do wysokości połowy minimalnego wynagrodzenia. Zmiany mogłyby wejść w życie z początkiem 2018 roku. W połączeniu z programem Rodzina 500 plus i świadczeniami wypłacanymi w związku z urodzeniem dziecka dla części kobiet praca nie będzie opłacalna, zwłaszcza dla tych słabiej zarabiających.

– Kobiety pracują w bardzo wielu sektorach, np. w handlu, z którego bardzo widać odpływ kobiet, a także w usługach. Będzie to też widoczne za chwilę w pracach sezonowych, przy obróbce produkcji warzyw i roślin będzie to bolesne – przekonuje ekspertka.

Obecnie bezrobocie wynosi 8,6 proc. i systematycznie spada. Jak wskazuje Lorenc, w Polsce bezrobocie ma charakter strukturalny, a poziom wykształcenia osób bez pracy, ich wiedza i umiejętności nie odpowiadają potrzebom rynku.

– Istotne jednak, że dezaktywują się grupy zawodowe i po prostu nie mamy ich dostępnych na rynku pracy. Aktywować osoby, które nie pracują więcej niż dwa lata, to największy koszt dla urzędów pracy i dla gospodarki. Takie osoby nabierają przyzwyczajeń niezwiązanych z pracą i jest bardzo trudno, żeby wróciły do pełnej efektywności w pracy – ocenia Katarzyna Lorenc.

Problem smogu wciąż aktualny. W walce z nim pomogłyby odpowiednie regulacje prawne i zachęty podatkowe

Problem smogu wciąż aktualny. W walce z nim pomogłyby odpowiednie regulacje prawne i zachęty podatkowe 14

Wprowadzenie odpowiednich zapisów prawnych, edukacja obywateli oraz stosowanie zachęt do korzystania z komunikacji publicznej lub rowerów – to zdaniem przedstawicieli Ośrodka Ewaluacji najważniejsze działania w walce ze smogiem w polskich miastach. Oprócz oddolnych inicjatyw, jak m.in. Krakowskiego Alarmu Smogowego, konieczne są także działania ze strony rządu, takie jak dofinansowania do termomodernizacji budynków.

– Bardzo ważne, żeby mieszkańcy wiedzieli, co przyczynia się do powstawania smogu. Smog to w dużej mierze pył zawieszony, czyli zanieczyszczenia, które powstają z kominów sięgających do 40 metrów nad ziemią. Do jego powstania przyczynia się palenie niewłaściwymi paliwami, węglem, ale też drewnem czy zadrukowanymi papierami – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Małgorzata Leszczyńska, prezes zarządu Ośrodka Ewaluacji.

Specjaliści z Ośrodka Ewaluacji w raporcie „Smog! I co dalej?” zauważają, że chociaż Polacy wiedzą coraz więcej o smogu i przyczynach jego powstawania, to jednak poziom ten jest wciąż zbyt niski.

Problemem jest również brak odpowiednich regulacji prawnych mających na celu likwidację tego zjawiska. Jednym z nielicznych w skali kraju wyjątków jest obowiązująca od stycznia 2017 roku uchwała antysmogowa dla Małopolski. Dokument reguluje m.in. to, jakie parametry techniczne powinien spełniać instalowany kominek lub kocioł na drewno. Projekty podobnych uchwał obejmujące tereny województw śląskiego, opolskiego i wielkopolskiego są aktualnie na etapie konsultacji społecznych.

– Przydałoby się także dofinansowanie do wymiany pieców oraz do termoizolacji domów, żeby jak już ktoś wymieni piec, to żeby to ogrzewanie było świadome, rozsądne, żeby nie tracić energii, którą się produkuje – zauważa Leszczyńska.

Innym pomysłem jest stosowanie preferencyjnych stawek VAT na bardziej przyjazny dla środowiska opał jak np. pellet.

Badanie pokazuje, że jednym z działań podejmowanych przez miasta jest reagowanie samorządów w przypadku przekroczenia poziomów alarmowania. Różne rozwiązania wprowadzają między innymi Kraków czy Warszawa, które stosują zachęty, aby mieszkańcy w większym stopniu korzystali z komunikacji miejskiej (darmowe przejazdy) lub poruszali się na rowerach.

– Świadomość przedstawicieli samorządów ma tu niebagatelne znaczenie. Samorządy, które się tym problemem przejmują, są chętne do współpracy z organizacjami pozarządowymi, które bardzo dużo mogą w tym zakresie pomóc – dodaje Leszczyńska.

Jednym z przykładów tego typu współpracy jest kooperacja władz Krakowa z ruchem społecznym o nazwie Krakowski Alarm Smogowy. Celem tej inicjatywy jest informowanie mieszkańców o stanie powietrza w stolicy Małopolski oraz doprowadzenia stanu powietrza w mieście do bezpiecznego poziomu.

– Taka współpraca jest kluczowa, natomiast są rozwiązania, które mogą być wprowadzone wyłącznie na szczeblu rządowym. To jest kwestia podjęcia stosownych rozporządzeń – wprowadzenia dla całej Polski norm dotyczących pieców czy paliwa, którym się pali – podsumowuje ekspertka.

Jak wynika z ubiegłorocznego raportu Światowej Organizacji Zdrowia, 33 spośród 50 miast o najgorszym stanie powietrza w Unii Europejskiej znajduje się w Polsce. W czołówce niechlubnego rankingu oprócz dużych ośrodków miejskich takich jak Katowice czy Kraków znalazły się także mniejsze miejscowości jak m.in. Żywiec, Pszczyno oraz Wodzisław Śląski. We wszystkich tych miastach maksymalne stężenie pyłów uznawane przez WHO za dopuszczalne, przekroczone zostało przynajmniej trzykrotnie.

Tylko 50 proc. małych i średnich firm udaje sę samodzielnie odzyskać długi. Największe problemy z przeterminowanymi płatnościami ma przemysł, budownictwo i handel

Tylko 50 proc. małych i średnich firm udaje sę samodzielnie odzyskać długi. Największe problemy z przeterminowanymi płatnościami ma przemysł, budownictwo i handel 15

Tylko połowie małych i średnich firm udaje się z sukcesem samodzielnie odzyskać dług. Ponad 70 proc. firm nie korzysta z zewnętrznej windykacji, choć jak pokazują doświadczenia firm windykacyjnych, im szybciej zadłużenie zostanie zlecone takiej firmie, tym większe szanse na skuteczne odzyskanie długu. Największe zapotrzebowanie na usługi windykacyjne mają branże handlowa, transportowa, budowlana i przemysłowa, gdzie nawet 90 proc. firm ma problemy z nieterminowo płacącymi klientami.

Rynek zarządzania należnościami podzielił się na dwa segmenty. Pierwszy to firmy, które skupują portfele wierzytelności, współpracują z instytucjami z sektora finansowego, bankami, firmami ubezpieczeniowymi, firmami pożyczkowymi i telekomunikacyjnymi. Drugi segment to firmy, które działają na zlecenie wierzyciela. Wierzytelności są wówczas krócej przeterminowane, rolą firmy jest jak najszybsze odzyskanie należności i przywrócenie współpracy między wierzycielem a dłużnikiem – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Jakub Kostecki, prezes zarządu Kaczmarski Inkasso.

Raport Konferencji Przedsiębiorstw Finansowych „Wielkość polskiego rynku wierzytelności” wskazuje, że od 2010 roku branża notuje stabilny, wysoki wzrost. Liczba wierzytelności zarządzanych przez firmy w ciągu pięciu lat wzrosła kilkukrotnie. Na koniec III kwartału 2016 roku ich wartość sięgnęła 85,4 mld zł. Rynek windykacyjny powinien dalej stabilnie się rozwijać. W części krajów Europy Zachodniej poziom outsourcingu usług windykacyjnych sięga 80 proc. W Polsce to ok. 30 proc.

 Wśród branż, które mają największe potrzeby dochodzenia swoich należności, na czele znajdują się branża przemysłowa, budowlana, handel i transport. Obserwujemy, że 85–90 proc. przedstawicieli tych branż sygnalizuje, że ma problemy z klientami, którzy nieterminowo płacą swoje zobowiązania – podkreśla Jakub Kostecki.

Tylko w branży handlowej zadłużenie w ciągu dwóch lat wzrosło ponaddwukrotnie. Raport KRD „Sytuacja finansowa branży handlowej w obliczu zmieniającego się rynku” wskazuje, że na początku tego roku łączne zadłużenie przedsiębiorstw handlowych przekroczyło 2,2 mld zł (przy 0,9 mld zł w styczniu 2015 roku). Średni dług to blisko 30 tys. zł.

– Liczymy, że zmieni się postawa firm, które mają problemy z klientami nierzetelnie płacącymi swoje zobowiązania i będą one szybciej reagować na opóźnienie płatności. Moim zdaniem to, że zwlekają z przekazaniem sprawy do profesjonalnej firmy windykacyjnej, powoduje, że skala tego zadłużenia cały czas rośnie – przekonuje Kostecki.

Z badania przeprowadzonego na zlecenie Kaczmarski Inkasso przez Keralla Research wynika, że 73 proc. firm nie korzysta z zewnętrznej windykacji. Co dziesiąta firma korzysta z usług windykatora doraźnie, a 16 proc. współpracuje z nim na stałe. Panuje przekonanie, że wynajęcie windykatora to dodatkowe koszty (40 proc. przedsiębiorstw), choć firmy pobierają wynagrodzenie, gdy ich działanie kończy się sukcesem.

– Im szybciej zaczniemy działać, tym większe są szanse na odzyskanie tych należności. Z naszych doświadczeń wynika, że jeżeli zobowiązanie jest przeterminowane nie dłużej niż 3 miesiące, to skuteczność wynosi 72–75 proc. Dla zobowiązań, które są przeterminowane powyżej 12 miesięcy, skuteczność spada do 26 proc. – mówi prezes zarządu Kaczmarski Inkasso.

Co czwarty przedsiębiorca obawia się, że korzystając z zewnętrznej windykacji, straci klienta lub pogorszą się jego relacje z partnerem biznesowym. Dlatego część firm decyduje się na samodzielne odzyskanie długu. Jak jednak pokazują wyniki badania przeprowadzonego na zlecenie Kaczmarski Inkasso, tylko połowie firm udaje się odzyskać cały dług.

Jakub Kostecki podkreśla, że świadomość dłużników jest coraz większa. Rzadziej unikają kontaktu z wierzycielem. Problemem jest jednak przekonanie wierzycieli do skorzystania z usług zewnętrznej firmy.

– Dopóki wierzyciele nie przełamią u siebie bariery, że zlecenie windykacji do profesjonalnej firmy nie oznacza zerwania kontaktu z klientem, tylko jest próbą naprawienia relacji i doprowadzenia do jak najszybszej spłaty zaległej płatności, dopóty opóźnienia w płatnościach będą cały czas miały miejsce. Tolerancja dla zachowań dłużników, niestety, będzie wpędzała wiele firm w problemy finansowe – ostrzega Jakub Kostecki.

Ministerstwo Cyfryzacji chce zmian w ustawie o ochronie danych osobowych. Kilka propozycji budzi wątpliwości ekspertów

Ministerstwo Cyfryzacji chce zmian w ustawie o ochronie danych osobowych. Kilka propozycji budzi wątpliwości ekspertów 16

Opublikowany przez resort cyfryzacji wstępny projekt ustawy o ochronie danych osobowych ma pewne braki – ocenia Maciej Kaczmarski, prezes ODO24. Nie uwzględnia np. sposobu powołania nowego organu ochrony danych osobowych. Projekt różnicuje wysokość kar za naruszenie danych – są one znacznie niższe w przypadku instytucji publicznych niż firm. To budzi kontrowersje wśród ekspertów. Resort chce obniżyć do 13 lat wiek dzieci, które będą mogły samodzielnie wyrażać zgodę na przetwarzanie danych osobowych, np. w serwisach społecznościowych.

28 marca Ministerstwo Cyfryzacji opublikowało projekt ustawy o ochronie danych osobowych, który ma dostosować polskie regulacje do unijnego rozporządzenia o ochronie danych RODO. Nowa regulacja ma ujednolicić przepisy we wszystkich 28 państwach członkowskich Unii Europejskiej i wejdzie w życie 25 maja 2018 roku.

– Ministerstwo Cyfryzacji odpowiedzialne za wdrożenie rozporządzenia o ochronie danych osobowych w polskim systemie prawnym przedstawiło roboczy, tzn. niekompletny projekt polskiej ustawy o ochronie danych osobowych. Wyrazy uznania dla resortu, że dotrzymało terminu i na rok przed początkiem obowiązywania przepisów mamy projekt. Niestety, ma on jednak dużo braków – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Maciej Kaczmarski, prezes ODO24, firmy specjalizującej się w ochronie danych osobowych i bezpieczeństwie informacji.

Jak wskazuje, projekt zawiera też kilka kontrowersyjnych przepisów. Wątpliwości może budzić zastąpienie Generalnego Inspektora Ochrony Danych Osobowych przez prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych (UODO). Wiąże się to z zapisem w unijnej dyrektywie, że inspektor ochrony danych ma być osobą fizyczną wyznaczaną przez administratora lub podmiot przetwarzający i zobowiązaną do szeroko rozumianego monitorowania przestrzegania przepisów RODO.

– Niestety, nie jest wskazane, kto tego prezesa będzie wybierał. To niepokojący element, czy urząd wciąż będzie niezależny – zaznacza prezes ODO24.–Urząd zawsze w pewnym sensie był upolityczniony, do tej pory GIODO wybierał parlament. Teraz zmienia się nazwa, ale nie wiemy, kto będzie wybierał prezesa UODO. Trudno jednoznacznie wskazać, czy będzie to urząd bardziej upolityczniony niż dotychczas – mówi.

Nowością w przepisach unijnych jest możliwość uzyskania zgody na przetwarzanie danych osobowych bezpośrednio od dziecka, które ukończyło 16 rok życia. Polska chce skorzystać jednak z uprawnienia, jakie przysługiwało ustawodawcy krajowemu, i obniżyć tę barierę do 13 lat. Zgodnie z Kodeksem cywilnym osoba, która ukończyła 13 lat, ma ograniczoną zdolność do czynności prawnych, może więc wyrazić zgodę na przetwarzanie danych, zwłaszcza że zawsze będzie można ją cofnąć.

Parlament Europejski do decyzji państw członkowskich zostawił też kwestię kar administracyjnych nakładanych na instytucje publiczne. Zgodnie z rozporządzeniem może sięgnąć 20 mln euro lub 4 proc. ubiegłorocznego globalnego przychodu.

– W projekcie polskiej ustawy o ochronie danych osobowych pojawiła się informacja, że instytucje publiczne będą mogły zostać ukarane karą pieniężną do wysokości 100 tys. zł, znacznie niższą niż przedsiębiorstwa państwowe. Zgodnie z przytaczaną argumentacją niższa kara ma służyć temu, żeby urząd przypadkiem nie został doprowadzony do sytuacji, kiedy nie może wypełniać swoich statutowych obowiązków, co byłoby ze szkodą dla społeczeństwa – mówi Maciej Kaczmarski.

Jego zdaniem projekt ustawy jest fragmentaryczny. Część istotnych kwestii pomija, np. kwestii nowelizacji innych ustaw, a jak przypomina ekspert, rozporządzenie wymusza zmianę nawet 200 przepisów w ustawach.

– Rozporządzenie wprowadza naprawdę dużo zmian. Skoro zmienia od kilkudziesięciu do setek polskich ustaw, to uzgodnienie takich szczegółowych kwestii, wypracowanie wspólnego stanowiska, później zapisania go w takiej formie, żeby prawo było jednoznaczne, na pewno nie będzie proste – zaznacza prezes ODO24.

Jak podkreśla, istotne jednak, że taki projekt w ogóle się pojawił.

– Pracodawcy odbierają nową regulację jako groźną dla siebie nie tylko z uwagi na wysokie kary, lecz także z uwagi na pojawiający się obowiązek autodonosu, czyli konieczności poinformowania UODO o wycieku danych osobowych, który u nas wystąpił. Jeśli pracodawca poinformuje organ, to będzie miał u siebie kontrolę i wcale go to nie zwolni z odpowiedzialności. Jeśli zaś tego nie zrobi, jest zagrożony karą do 10 mln euro. Jak na polskie warunki są to sumy astronomiczne, więc to ogniskuje bardzo uwagę przedsiębiorców na szczegółowych regulacjach dotyczących rozporządzenia – tłumaczy Maciej Kaczmarski.

Jak informuje resort, projekt ustawy o ochronie danych osobowych może trafić do Sejmu na jesieni tego roku, aby proces legislacyjny zakończył się na początku 2018 roku. Zostanie wówczas kilka miesięcy na przygotowanie się do wejścia w życie nowych przepisów.

Arendarski: Niepewna przyszłość Polski w UE i unijnych funduszy?

Polska nie otrzymuje nic z Unii Europejskiej. Wnosimy do niej takie składki, że to, co dostajemy w zamian jest ich pokryciem. Ta śmiała teza jest oczywiście kłamstwem. Wystarczy sprawdzić liczby – w latach 2014-2020 Polska otrzyma 105, 8 mld euro, przy czym nasza składka wynosi ponad 23 mld euro. Otrzymamy więc 82,2 mld euro.

– Te pieniądze tworzą mniej więcej jedną czwartą polskiego budżetu i przeznaczane są na ważne cele rozwojowe – powiedział serwisowi eNewsroom.pl Andrzej Arendarski, prezes Krajowej Izby Gospodarczej

– Jest to budowa infrastruktury, np. koleje, szosy oraz działania proinnowacyjne. Dużo pieniędzy przeznaczanych jest dla przedsiębiorstw, placówek naukowych czy na rozwój miast. Biznes jest beneficjentem znacznych kwot, jednak te pieniądze nie są absorbowane. Badania wśród przedsiębiorców pokazują, że istnieje szereg barier. Najważniejszą jest uciążliwość w pozyskaniu środków i rozliczeniu się z nich. Przedsiębiorcy boją się korzystania z unijnych pieniędzy. Kredyt bankowy bardziej im się opłaca. Jest trochę droższy, ale za to można oszczędzić nerwy i ryzyko wpadki.

Druga sprawa – co będzie w przyszłości? Trudno sobie wyobrazić, że środki te nagle się skończą, bo pewnie tak się nie stanie. Jednak już od 2020 roku nie będzie aż takich pieniędzy, z różnych względów. Pierwszym z nich jest Brexit. Unia Europejska zostanie pozbawiona sporej części wpływów. Po drugie wiele krajów, jak Austria i Włochy mówią, że budżet unijny musi być skrojony bardziej oszczędnie. Według nich tylko przemyślane kierunki powinny być finansowane. Trzecia okoliczność to pozycja Polski. Pytanie, czy będziemy nadal lubianym, młodym, odnoszącym sukcesy członkiem Unii, którego warto finansować, czy nielubianym, któremu przykroi się te sumy. Szkoda, że w niedostatecznym stopniu w minionych latach wypracowaliśmy instrumenty zwrotne, niebędące dotacjami, ale pieniędzmi pożyczanymi firmom na korzystnych warunkach. Służyłyby one finansowaniu kolejnych potrzeb w gospodarce w tych okresach, kiedy już nie będziemy mieli dofinansowania – dodał Andrzej Arendarski.