Sytuacja w handlu ma się skomplikować. Jesienią może częściowo wrócić wzrost dynamiki podwyżek cen

Kolejny miesiąc z rzędu widać, że dynamika wzrostu cen spada. Jednak nie oznacza to, że w sklepach jest taniej. Produkty drożeją, tylko wolniej. Z kolei jak podkreślają eksperci, niekorzystne zmiany pogodowe, rosnące ceny energii i surowców mogą spowodować, że już w październiku będziemy świadkami odwrócenia trendu spadkowego podwyżek, przynajmniej w niektórych kategoriach towarów. Efekt ten może też utrwalić podniesienie płacy minimalnej i powrót do standardowych stawek VAT na żywność. Dotyczyć to będzie np. warzyw i owoców. Trudno też będzie o obniżanie cen pieczywa lub chemii gospodarczej. Można za to spodziewać się co najmniej utrzymania, a może nawet spadku cen art. tłuszczowych, nabiału czy mięsa.

Z ostatniego „INDEKSU CEN W SKLEPACH DETALICZNYCH” wynika, że w lipcu br. ogólne ceny w sklepach wzrosły rok do roku średnio o 15,5% (w czerwcu – o 18,1%, a w maju – o 19,9%). Mniej więcej podobnie to wychodzi z danych GUS-owskich.

– Pozytywne zmiany dostrzegamy nie tylko w naszym kraju, ale również na całym świecie. Wygaszone zostały negatywne zawirowania powodujące wzrost cen, takie jak np. skutki pandemii oraz oswojenie się z wojną w Ukrainie. Ponadto wpływ na to miało również ustabilizowanie się nastrojów społeczno-gospodarczych oraz politycznych związanych z nośnikami cen energii, w tym uniezależnienie się od dostaw energii z Rosji, co przełożyło się na nastroje wszystkich uczestników rynku, zarówno producentów, jak i konsumentów – zauważa Hubert Gąsiński, ekspert Uczelni WSB Merito Warszawa.

Ceny spadają kolejny miesiąc z rzędu, ale czy można zakładać, że trend ten utrzyma się na dłużej? I czy jesteśmy już w momencie, w którym można powiedzieć, że nie tylko zaczyna spadać dynamika wzrostu cen, ale maleją też same ceny? Dr inż. Anna Motylska-Kuźma z Uniwersytetu Dolnośląskiego DSW jest zdania, że schodzimy nie tyle z wierzchołka drożyzny, co raczej jesteśmy na szczycie spadków dynamiki wzrostu cen.

– Zmniejszone odczyty dynamiki raczej nie są tendencją trwałą. Już w październiku możemy być świadkami odwrócenia trendu spadkowego i powrotów do wzrostów. Przywrócenie rynkowych cen energii czy rezygnacja z zerowej stawki VAT na żywność, z pewnością zwiększą odczyty inflacyjne, szczególnie w I kwartale 2024 r. Poza tym podniesienie płacy minimalnej będzie miało również swoje skutki. Nie ma zatem przesłanek do tego, by ceny w sklepach realnie zaczęły spadać – dodaje ekspertka.

Podobnego zdania jest dr Krzysztof Łuczak, główny ekonomista Grupy BLIX, który uważa, że jesienią faktycznie może dojść do trudnej sytuacji w handlu. Najgorzej może to wyglądać w przypadku warzyw, chemii gospodarczej i pieczywa. Jednak w jego opinii, wszystko będzie zależało od tego, jak dalej będzie się poprawiała lub pogarszała sytuacja związana z cenami energii i płacami, bo to w największej mierze wpływa na finalny efekt. Nie należy zapominać o tym, że w wakacje inflacja jest znacznie mniejsza, a potem przybiera na sile. Z kolei w dalszej perspektywie – ale nie tak bardzo odległej – należy zwrócić uwagę na powrót stawki VAT na żywność. W opinii eksperta, ulga ta nie będzie kontynuowana w nowym roku, co może na rynku wywołać delikatne turbulencje. Przykładem tego mogą być Węgry, gdzie po powrocie do właściwych stawek ceny niektórych towarów wzrosły nawet o kilkadziesiąt procent, chociaż nie we wszystkich kategoriach.

– Impuls wzrostowy cen stopniowo wygasa, stąd spadające dynamiki. Podwyżki w większości kategorii towarów konsumpcyjnych zmniejszyły się. Można powiedzieć, że szczyt drożyzny mamy za sobą, ale raczej nie spodziewałbym się szerokich spadków cen, a ich wolniejszego wzrostu. Myślę, że w drugiej połowie roku dynamiki podwyżek większości produktów będą się wyraźnie obniżać. Natomiast jeśli już ceny będą spadać, to w przypadku pojedynczych kategorii, np. nabiału czy produktów tłuszczowych, gdzie doszło do odbudowania podaży przy spadku popytu – uważa z kolei Marcin Luziński, ekonomista z Santander Bank Polska. Dodaje też, że globalne ceny żywności, obrazowane przez indeks FAO, spadają już od kilku miesięcy, co pozwala wierzyć na niższą dynamikę cen żywności w najbliższych miesiącach w Polsce. Wprawdzie ostatnio indeks ten odbił, ale stało się tak głównie ze względu na zmianę cen olejów.

Dr Hubert Gąsiński jest zdania, że z dużym prawdopodobieństwem można prognozować, iż dynamika wzrostu cen spadnie do jednocyfrowej wartości do końca tego roku. – Poziom ten zdecydowanie spowolni, jednakże nie przełoży się to bezpośrednio na spadek cen w sklepach. Będziemy zauważać jednostkowe obniżki spowodowane zwiększoną sezonową produkcją przede wszystkim w okresie jesiennym, dzięki zbiorom krajowych produktów rolnych – uważa ekspert. I prognozuje, że dynamika wzrostu cen zacznie spadać na przełomie 2023/2024, a zmiana ich poziomu, realnie oceniając, przełoży się dopiero w styczniu 2024 roku.

A jak, według ekspertów, będą się zmieniały w najbliższych miesiącach ceny wybranych grup produktów? Marcin Luziński ostrzega, że nie powinniśmy zakładać znaczącego spadku cen warzyw, co będzie pokłosiem niekorzystnych zjawisk pogodowych u nas w kraju i na świecie.

– W Polsce mamy cały czas suszę rolniczą, lokalnie dochodziło też do ekstremalnych zjawisk – burz, gradobić i nawałnic. Wstępne szacunki wskazują na spadek podaży warzyw zaledwie o 3% w tym sezonie, co nie powinno mieć mocnego przełożenia na ceny. Ten szacunek może się jednak pogorszyć – wyjaśnia Luziński. Zjawiska klimatyczne (burze, gradobicia, nawałnice) i susza odbiją się także na cenach owoców. Według wstępnych szacunków, zbiory w tym roku pogorszą się o prawie 10% w porównaniu do poprzedniego sezonu. Dlatego zdaniem eksperta, ceny owoców mogą dalej rosnąć w najbliższych miesiącach.

Do tego dr Gąsiński dodaje, że hurtowe ceny produktów rolnych są nieznacznie wyższe od cen z ubiegłego roku, a obecne ceny na półkach sklepowych windują pośrednicy handlowi. W ocenie eksperta, bezpośrednio nie wpływa to pozytywnie na prognozowaną obniżkę oraz nie świadczy o możliwości spadku cen na półkach sklepowych w najbliższych miesiącach.

O 24,6% rdr. (w czerwcu – o 34,6%, a w maju – o 32,6%) zdrożała chemia gospodarcza. Ekonomista z Santander Bank Polska wyjaśnia, że to efekt drożejącej energii i surowców. Podkreśla przy tym, że w ostatnich miesiącach dynamika wzrostu cen tych produktów mocno się obniżyła. I przewiduje, że będzie dalej spadać. Dr inż. Motylska-Kuźma zwraca z kolei uwagę, że ze względu na bardzo duże powiązanie tego sektora z rynkiem niemieckim warto śledzić tu tendencje w gospodarce naszego sąsiada, by móc prognozować, jak ceny te mogą się zachowywać w najbliższym czasie.

Ponadto Marcin Luziński spodziewa się, że przez pewien czas spadać będą ceny artykułów tłuszczowych. Nie będą też rosły ceny nabiału. Możemy zakładać utrzymanie cen serów czy jogurtów, gdyż rośnie podaż mleka, czyli najważniejszego surowca w produkcji innych produktów nabiałowych. – Do tego dość słabo wygląda siła popandemicznego odbicia gospodarczego w Chinach, które są ogromnym konsumentem mleka. To pozwala wierzyć w wyraźne spowolnienie wzrostu cen produktów nabiałowych – dodaje ekspert.

A co z cenami mięsa? Luziński wyjaśnia, że spadają w znacznej mierze dzięki stopniowej odbudowie pogłowia zwierząt rzeźnych. Ich liczebność mocno zmniejszyła się podczas pandemii, gdy popyt był słaby, a od tego czasu jest stopniowo zwiększana. Na jeszcze inne aspekty zwraca uwagę dr inż. Motylska-Kuźma.

– Przy analizie cen mięsa trzeba podkreślić, że Polska importuje go 2 razy więcej niż go eksportuje. To powoduje, że ceny tego towaru w sklepach są uzależnione od trendów na rynkach światowych, a tu mamy zwiększoną podaż, która przekłada się na spadki cen. W efekcie w naszych sklepach widzimy zmniejszoną dynamikę wzrostu cen mięsa. Dodatkowo, wysokie temperatury oraz zmiany w stylu żywienia Polaków mogą mieć wpływ na mniejszy popyt na konsumpcję mięsa – mówi ekspertka z Uniwersytetu Dolnośląskiego DSW.

Zaskakująco wygląda sytuacja pieczywa, którego ceny w miesięcznym ujęciu zaczęły rosnąć. W lipcu wzrost wyniósł 20,4% rdr. (w czerwcu – o 17,6%, a w maju – o 15,7%). Z kolei dr Gąsiński wyjaśnia, że to w ogromnej mierze skutek wyższych kosztów energii niezbędnej do produkcji i rosnących kosztów pracy. Jego zdaniem, sytuacja prawdopodobnie unormuje się na przełomie tego i przyszłego roku. Jednak dr Krzysztof Łuczak nie jest takim optymistą. Mówi, że taki scenariusz nie do końca jest pewny i różnie może być, ale na pewno w tej kategorii sytuacja jest skomplikowana i dość trudna do przewidzenia. Potwierdzają to też inni eksperci.

– Rządowe dopłaty do zboża i zakaz importu z Ukrainy spowodowały chwilowy spadek cen zboża w hurcie, co przełożyło się również na ceny mąki. Jednak był to efekt krótkotrwały. Kosztochłonność produkcji pieczywa jest w dalszym ciągu bardzo wysoka. Niewiele pomaga tu również zamrożona cena gazu. Stąd ceny pieczywa pozostają pod ciągłą presją inflacyjną – nie pozostawia złudzeń co do cen dr inż. Anna Motylska-Kuźma.

Jak leczyć bruksizm fizjoterapeutycznie

Bruksizmem określa się zaciskanie zębów lub zgrzytanie, które mogą mieć miejsce zarówno w trakcie snu jak i w ciągu dnia. Coraz częściej klasyfikuje się również jako zaburzenie psychosomatyczne. Warto jednak pamiętać, że tylko wieloetapowe, holistyczne podejście może przynieść rozwiązanie problemu. Specjalista podpowiada jak wesprzeć leczenie fizjoterapeutycznie.

Bruksizm to powtarzająca się czynność mięśni szczęk, która polega na silnym zaciskaniu zębów lub nawykowym zgrzytaniu zębami. Może powodować zmiany w stawach skroniowo – żuchwowych, a nawet bóle głowy. Uważa się, że ma podłoże psychologiczne i zależy od stanu napięcia lub sytuacji stresowych. Coraz częściej klasyfikuje się również jako zaburzenie psychosomatyczne. Z najnowszych badań wynika, że najlepiej walczyć z bruksizmem holistycznie, zarówno u stomatologa, neurologa, psychoterapeuty jak i fizjoterapeuty.

Nie jest to zjawisko zagrażające życiu, jednak wpływa na jego jakość życia, głównie poprzez destrukcję uzębienia. Zaburzenie najczęściej jest zauważalne u stomatologa kiedy widoczne jest starcie zębów. W celach diagnostycznych wykonywane są badania ankietowe i kliniczne. W badaniach czynnościowych określa się stan napięcia i tkliwość mięśni. Bruksizm najczęściej dotyka osoby, które mają wysoki poziom napięcia emocjonalnego, tendencją do zachowań rywalizacyjnych lub wysokim poziomem ambicji. Osoby z bruksizmem na ogół sypiają dobrze, jednak to ich partnerzy mogą mieć problemy snem ze względu na dźwięk zgrzytania zębów.

Leczenie bruksizmu przez fizjoterapeutę polega na terapii schorzeń w zakresie stawów skroniowo-żuchwowych. Polega na zastosowaniu odpowiednich technik terapii manualnych, których celem jest rozluźnienie mięśni. Ważne jest dobranie odpowiedniej, indywidualnej dla pacjenta techniki manualnej. Największą uwagę poświęca się mięśniom w obszarze czaszkowo-szyjnym, gdyż zmniejszenie ich napięcia oraz przywrócenie prawidłowego funkcjonowania stawu SSŻ zmniejszy dolegliwości bólowe. Coraz bardziej popularna staje się fizjoterapia stomatologiczna. – wyjaśnia Zygmunt Bartosiewicz z Kliniki Fizjoterapii.

Pacjent może również w domu kontrolować napięcie mięśni i niwelować bolesne dolegliwości. Można rozluźniać mięśnie otwierając usta przez kilka minut. Kolejnym prostym ćwiczeniem jest ułożenie dwóch palców na policzkach i wykonywanie kolistych ruchów do czasu odczucia zmniejszenia napięcia. Ćwiczeniem rozluźniającym mięśnie żwacza jest również szczypanie policzków. Należy delikatnie chwycić skórę policzków i ja rozciągnąć i przytrzymać. Ćwiczenia należy powtarzać kilka razy.

Bruksizm w dużym stopniu spowodowany jest stresem, dlatego najważniejsze jest jego zminimalizowanie lub wyeliminowanie. Pomocna może być muzykoterapia, trening prawidłowego oddechu czy psychoterapia. Aby ograniczyć dolegliwości należy stosować szyny zgryzowe. Warto jednak pamiętać, że tylko wieloetapowe, holistyczne podejście może przynieść rozwiązanie problemu.

Od 1 września zmiana w przepisach o Krajowym Systemie e-Faktur

Dobrowolny do tej pory centralny system wystawiania faktur ustrukturyzowanych KSeF od 1 lipca 2024 r. stanie się obowiązkowy (dla sektora MŚP nierozliczającego się z VAT od 1 stycznia 2025 r.). System nie zdążył na dobre jeszcze okrzepnąć, a Ministerstwo Finansów już wprowadza w nim zmiany.

Zamiany w KSeF od 1 września

W poniedziałek 7 sierpnia 2023 r. na stronach Rządowego Centrum Legislacji Ministerstwo Finansów opublikowało projekt zmian w rozporządzeniu w sprawie korzystania z Krajowego Systemu e-Faktur. Pierwszym novum jest poszerzenie kręgu podmiotów, które będą posiadać uprawnienia do nadawania, zmiany lub odbierania uprawnień do korzystania z KSeF o osobę fizyczną, wskazaną przez podatnika jako przedstawiciel zakładu (oddziału) osoby prawnej lub innej wyodrębnionej jednostki wewnętrznej podatnika. Obecnie uprawnienie takie posiadają podatnicy, organy egzekucyjne, komornicy sądowi oraz osoby wskazane przez te podmioty, przez jednostkę samorządu terytorialnego jako przedstawiciel samorządowej jednostki budżetowej, samorządowego zakładu budżetowego, urzędu gminy, starostwa powiatowego lub urzędu marszałkowskiego, a także przez grupę VAT jako przedstawiciel członka grupy VAT.

Ta zmiana pociąga za sobą kolejne. Uprawnienie do wystawiania lub dostępu do faktur ustrukturyzowanych uzyska podmiot wskazany przez zakład (oddział) osoby prawnej lub inną wyodrębnioną jednostkę wewnętrzną podatnika. W konsekwencji, w przypadku nowo uprawnionych podmiotów, nadanie, zmiana lub odebranie uprawnień do korzystania z KSeF będzie wymagało podania unikalnego identyfikatora zakładu (oddziału) osoby prawnej lub innej wyodrębnionej jednostki wewnętrznej podatnika. Nowelizacja zawiera definicję tego unikalnego identyfikatora, pod którym należy rozumieć identyfikator wytworzony w KSeF zawierający NIP podatnika i ciąg znaków numerycznych.

Krajowy System e-Faktur

W październiku 2021 r. Ministerstwo Finansów wprowadziło na terenie Polski scentralizowany Krajowy System e-Faktur (tzw. KSeF). Do końca 2021 r. funkcjonował on w formie programu pilotażowego. W latach 2022-2023 jako system fakultatywnego rozliczania faktur. Zgodnie z uzasadnieniem nowego projektu, państwowy system rozliczania dokumentów sprzedażowych ma za zadanie ułatwić przedsiębiorcom życie i uprościć dokonywanie rozliczeń, m.in. poprzez usprawnienia w zakresie wystawiania faktur korygujących, w tym przez zmniejszenie liczby elementów takich faktur, faktur zaliczkowych oraz w zakresie fakultatywnego stosowania duplikatów faktur. Proponowane rozwiązania mają przyczynić się do wzmocnienia kontroli prawidłowości rozliczania podatku VAT i uproszczenia samego procesu kontroli rozliczeń u przedsiębiorców poprzez zdalne monitorowanie przez organy podatkowe obrotu dokumentowanego fakturami.

KSeF ma jednak przede wszystkim zapewnić zwiększenie dochodów budżetu państwa w wyniku zakładanej poprawy poboru podatku VAT w obrocie towarami i usługami. Zachętą do dobrowolnego korzystania przez przedsiębiorców z systemu KSeF jest możliwość otrzymania zwrotu VAT o 20 dni szybciej, czyli w terminie 40 dni od dnia złożenia deklaracji podatkowej, a nie jak dotychczas w terminie 60-dniowym. Od 1 stycznia 2024 r. KSeF będzie obowiązkowy dla wszystkich firm dokumentujących sprzedaż fakturą VAT, a dla sektora MŚP nierozliczającego się z VAT od 1 stycznia 2025 r.

Faktura ustrukturyzowana

Faktura ustrukturyzowana jest dostępna wyłącznie za pośrednictwem oprogramowania interfejsowego, w postaci elektronicznej i zgodnie ze wzorem dokumentu elektronicznego w rozumieniu ustawy z dnia 17 lutego 2005 r. o informatyzacji działalności podmiotów realizujących zadania publiczne. Minister Finansów udostępnia online wzór faktury ustrukturyzowanej. Zgodnie z art. 106nd ust. 2 ustawy o VAT, Krajowy System e-Faktur służy m.in. do: wystawiania, otrzymywania, przechowywania i dostępu do faktur ustrukturyzowanych, analizy i kontroli prawidłowości danych z faktur ustrukturyzowanych, i powiadamiania o dacie i czasie wystawienia faktury, jak również o dacie i czasie odrzucenia faktury. Wystawione w systemie KSeF tzw. faktury ustrukturyzowane mają tę samą moc dokumentacyjną co funkcjonujące aktualnie faktury elektroniczne oraz klasyczne, wystawiane w formie papierowej. Faktury ustrukturyzowane będą przechowywane w KSeF przez 10 lat, liczonych od końca roku, w którym zostały wystawione, a w przypadku upływu terminu przedawnienia zobowiązania podatkowego po tym okresie – do czasu upływu terminu przedawnienia zobowiązania podatkowego.

Jak zawarto w uzasadnieniu projektu zmian, forsowane rozwiązania mają przyczynić się do poprawy warunków prowadzenia działalności gospodarczej przez przedsiębiorców.

Autor: Agnieszka Stachurska, dyrektor biura rachunkowego Skarbiec Corporate Services, z grupy Kancelarii Prawnych Skarbiec, specjalizujących się w doradztwie prawnym, podatkowym oraz strategicznym dla przedsiębiorców

Od futbolu do startupów – Brazylia na drodze do odzyskania globalnej potęgi

Brazylia to nie tylko piłka nożna, kawa i samba. Od pewnego czasu staje się ona domem dla dynamicznie rozwijających się startupów technologicznych. Kraj dysponuje potencjałem, aby przy odpowiednim wsparciu, jak prognozują analitycy EMIS, jego gospodarka mogła odzyskać globalną pozycję.

W październiku 2022 roku brazylijskie wybory prezydenckie wygrał Luiz Inacio Lula da Silva. W przemówieniu po wygranej powiedział: „Podczas moich podróży międzynarodowych i spotkań z przywódcami wielu krajów najczęściej słyszę, że świat tęskni za Brazylią. […] Dziś mówimy światu, że Brazylia wróciła”. Wydaje się, że kraj jest na dobrej drodze.

Lasy deszczowe pod kontrolą

Plany prywatyzacji ośmiu brazylijskich państwowych przedsiębiorstw, w tym giganta naftowego Petrobrasa, zostały odrzucone, zawieszono nowe pozwolenia na broń i opracowano przepisy mające na celu zwalczanie dezinformacji w internecie – wymieniają analitycy EMIS (ISI Emerging Markets Group) w raporcie „From Tradition to Tech – The New Era of Industrialisation in Brazil”.

Analitycy wskazują, że rząd Brazylii pragnie ożywić Pakt Współpracy Amazońskiej, który jednoczy osiem krajów położonych wzdłuż Amazonii, czyli największego lasu deszczowego na świecie. Temat zajmuje ważne miejsce w programie Luiza Inacio Luli. Urzędujący prezydent zobowiązał się naprawić szkody środowiskowe spowodowane przez swojego poprzednika, Jaira Bolsonaro, pod którego rządami wylesianie osiągnęło najwyższy od 15 lat poziom (średnie roczne wylesianie wzrosło wtedy o 75 proc. w porównaniu do poprzedniej dekady).

Wsparcie innowacyjności

Brazylia zwiększa wysiłki w celu ożywienia sektora produkcyjnego, który od lat słabnie, ciągnąc za sobą w dół także konkurencyjność kraju na rynku światowym. W 1985 roku udział przemysłu wytwórczego w krajowym PKB (w cenach bieżących) wynosił prawie 36 proc., ale od tego czasu jego znaczenie spada. W 2021 roku osiągnął zaledwie 11,1 proc. „Brazil cost” (port. „Custo Brazil”), jak określany jest bardzo złożony brazylijski system podatkowy, a także rosnące ceny energii okazały się jednymi z głównych czynników deindustrializacji Brazylii. Osłabiły konkurencyjność lokalnie wytwarzanych towarów. Co ciekawe, w 2001 roku najczęściej eksportowanym przez Brazylię towarem były samoloty i inne maszyny powietrzne (4,8 proc. pod względem wartości), a w 2022 roku była to już znana dobrze światu soja (13,9 proc.).

Jak twierdzą analitycy EMIS, wydaje się jednak, że dzięki wsparciu fali innowacji, która trwa w Brazylii od kilku lat, spadek wartości tamtejszego przemysłu może się zatrzymać. Trzeba zauważyć, że są już tego pierwsze oznaki. W rankingu Global Innovation Index z 2022 roku Brazylia zajęła 54. miejsce na 132 kraje – i oznacza to poprawę wyniku o 3 pozycje w porównaniu zaledwie z rokiem poprzedzającym. W 2022 roku, zgodnie z danymi INPI, czyli Krajowego Instytutu Własności Przemysłowej, w Brazylii złożono łącznie 27 139 wniosków patentowych. Liczba patentów przyznanych w 2022 roku wzrosła o 77,1 proc. w porównaniu z 2019 rokiem – ostatnim przed pandemią COVID-19.

Proces reindustrializacji brazylijskiej gospodarki będzie wspierany przez proponowaną reformę podatkową, która ma wygenerować wzrost PKB o 12 proc. w ciągu najbliższych 15 lat, a do tego pobudzić eksport i inwestycje. Reforma przewiduje zniesienie podatku od wyrobów przemysłowych i zastąpienie go jednolitym podatkiem od towarów i usług.

Technologiczna stolica całego kontynentu

Jak podkreślają w raporcie analitycy EMIS, nie dość, że Brazylia jest największym producentem ropy naftowej w Ameryce Łacińskiej i największym producentem soi na świecie, jest także domem dla rozwijającego się sektora startupów technologicznych. Koncentruje się on przede wszystkim na rozwiązaniach z obszaru fintech, handlu elektronicznym i technologii spożywczej. Ekosystem startupowy w Brazylii cieszy się rosnącym zainteresowaniem inwestorów, dzięki czemu sektor ma ogromny potencjał, aby stać się kolejnym motorem napędowym gospodarki kraju (po wspomnianych: ropie naftowej i soi).

Po wyborach w 2022 roku perspektywy dla gospodarki Brazylii wydawały się mało obiecujące, jednak kilka miesięcy później sytuacja uległa znacznej poprawie. Wystarczy zwrócić uwagę na wskaźnik stopy inflacji, który w wielu tamtejszych stanach wyraźnie spada. Jak podsumowują analitycy EMIS, Brazylia dysponuje aktualnie odpowiednim potencjałem, aby przy wsparciu państwa gospodarka mogła odzyskać swoją globalną pozycję.

Źródło: EMIS Insights „From Tradition to Tech – The New Era of Industrialisation in Brazil”

Uran mocno drożeje w tym roku

W Polsce trwają przygotowania do budowy pierwszych elektrowni atomowych. Tymczasem na całym świecie rośnie popyt na uran. Od początku roku, pierwiastek ten zanotował dwucyfrowe wzrosty. Gdyby ktoś chciał zainwestować w tą branżę, jest to trudne, ale nie jest niemożliwe.

W Polsce trwają przygotowania do budowy kilku elektrowni atomowych w do zrealizowania w ciągu następnej dekady. Mają to być zarówno duże elektrownie, jak i mniejsze oparte o małe reaktory modułowe BWRX-300 (SMR – Small Modular Reactor). Obecnie, prace stają się coraz bardziej zaawansowane – trwa proces doboru lokalizacji nowych reaktorów. A do pracy polskich reaktorów potrzebny będzie uran, który w tym roku mocno drożeje.

Ceny uranu zanotowały w tym roku dwucyfrowe wzrosty. Ten promieniotwórczy pierwiastek nadrabia w ten sposób zaległości wobec innych surowców szeroko wykorzystywanych w odnawialnych źródłach energii. Ceny litu, kobaltu, miedzi i niklu wzrastały już wcześniej na fali popularności „zielonej energii”. Rynek uranu odnotowuje rosnący popyt ze strony reaktorów i inwestorów oraz zmaga się z ograniczoną podażą. Po latach dyskusji na temat zagrożeń związanych z atomową energetyką, coraz częściej jest ona oceniana jako jeden z elementów umożliwiających szybsze osiągniecie węglowej neutralności (czyli zerowej emisji netto CO2 do atmosfery).  Z drugiej strony postęp technologiczny przynosi rozwój nowych mniejszych modułowych reaktorów (SMR). Polska może być jednym z krajów, w których takie reaktory pojawią się najszybciej.

Energetyka jądrowa rozwija się obecnie na całym świecie. Globalnie pracuje obecnie 440 reaktorów służących do celów energetycznych, które zaspokajają około 10 proc. światowego zapotrzebowania na energię elektryczną. W najbliższych latach, liczba reaktorów może się zwiększyć nawet o 50 proc., głównie za sprawą nowych siłowni w Chinach i Indiach. Te wzrosty kompensują z naddatkiem wyłączenia reaktorów z jakim mamy do czynienia np. w Niemczech.

To zwiększa popyt na uran, którego niskie ceny w poprzednich latach wpłynęły na spadki wydobycia. Obecnie, produkcja uranu jest o 25 proc. niższa od rynkowego popytu i sama w sobie pozostaje niepewna, głównie w związku z sankcjami nałożonymi na Rosję oraz niedawnym zamachem stanu w Nigrze. Produkcja koncentruje się w Kazachstanie, Kanadzie, Namibii, a największe zasoby uranu posiada Australia.

Inwestorzy, którzy chcieliby zainwestować w uran czy jego wydobycie mają utrudnione działanie. Wielu z największych producentów, takich jak kazachski Kazatomprom (23 proc. światowych dostaw uranu), francuski Orano (11 proc.) i rosyjski Uranium One (9 proc.), jest własnością państwa. Głównym wyjątkiem jest kanadyjska spółka Cameco (CCJ). Ten drugi na świecie producent (12 proc.) posiada trzy kopalnie w Kanadzie i Kazachstanie, a w tym roku odnotował wzrost o 50 proc. Dostęp dla inwestorów poprawił się wraz z uruchomieniem w 2021 r. funduszu Sprott Physical Uranium Trust. Wspiera on wzrost cen stosując strategię „kup i trzymaj”. Jego aktywa wynoszą obecnie już 3,5 mld dolarów i posiada on obecnie zapasy uranu równe 5 proc. rocznego zapotrzebowania na ten pierwiastek. Te dwa elementy to najważniejsze pozycje w funduszu ETF –  Global X Uranium ETF.

Paweł Majtkowski, analityk eToro w Polsce

RPP obniży stopy procentowe we wrześniu. Co dalej?

Dane rynkowe wskazują na obniżkę stóp procentowych we wrześniu. Co więcej, wygląda na to, że jesteśmy u progu całego cyklu dalszych obniżek. W tle rubel znów słabnie.

Rynek spodziewa się obniżki stóp procentowych przez RPP we wrześniu

Posiedzenie Rady Polityki zostało przesunięte w sierpniu i odbędzie się nie 5-6 września, ale tydzień później. To jednak nie zmiana terminu jest jego główną atrakcją. Najważniejsze jest to, że to pierwsze posiedzenie od kilku kwartałów, gdzie realnie rozważana będzie możliwość zmiany stóp procentowych. Patrząc na zmiany stawki WIBOR, wygląda na to, że będzie to jedyne posiedzenie z obniżką stóp procentowych. Dalsze podwyżki już teraz są w cenach, widać to po tym, że WIBOR 6M jest niższy niż WIBOR 3M, rynek zatem spodziewa się kolejnych ruchów w okolicach grudnia do lutego. To z pewnością dobra wiadomość dla posiadaczy kredytów złotowych na zmiennej stopie. Dla rynków walutowych jest to pewien problem. Obniżki stóp procentowych powinny przekładać się na osłabienie waluty. Patrząc na termin powakacyjny, rząd będzie raczej zainteresowany słabym złotym. Owszem będzie to bodziec proinflacyjny, gdyż podrożeją dobra importowane, ale pozwoli to poprawić sytuację eksporterów.

Rubel znów słabnie, a rosyjska gospodarka ma poważne problemy

Rosyjska waluta z oczywistych powodów nie ma ostatnio dobrej passy. Odcięcie od światowych systemów finansowych, nawet tak kulawe jak to, którego jesteśmy świadkami, nadal jest jej sporym problemem. W ciągu roku od szczytów rubel względem złotego stracił już niemal połowę wartości. Z drugiej strony ten szczyt w przypadku waluty odciętej od światowych rynków przez wielu obserwatorów uważany jest za niewiarygodny. Najlepszym dowodem jest fakt, że rubel przed agresją na Ukrainę kosztował w przedziale 0,52 zł do 0,57 zł. Początkowo spadł przez moment do 0,30 zł, ale nie wiadomo dlaczego, potem odbił powyżej 0,80 zł. Był to najprawdopodobniej efekt wymuszenia rozliczeń rublowych za surowce energetyczne. Obecnie jednak ten wpływ gaśnie, a kraj ma poważne problemy. Na chwilę spadek waluty powstrzymały podwyżki stóp procentowych. Najpierw z 7,5% na 8,5%, a dwa tygodnie temu od razu na 12%. Problem w tym, że znów wracamy do spadków, a gospodarka wielu takich ruchów już nie wytrzyma.

Poprawa koniunktury w Polsce?

Pomimo wielu negatywnych sygnałów dla gospodarki jest światełko w tunelu. Poznaliśmy dzisiaj wskaźnik wyprzedzający koniunktury wg BIEC. Jest on najwyższy od czerwca 2022. Oczywiście nie można na jednym wskaźniku opierać całej narracji, ale daje on pewną nadzieję na poprawę. Byłby to bardzo dobry sygnał, bo znaczyłoby to, że obniżanie stóp procentowych nie jest paniczną próbą ratowania spowalniającej gospodarki.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
14:00 – Węgry – decyzja w sprawie stóp procentowych,
16:00 – USA – indeks zaufania konsumentów Conference Board.

Maciej Przygórzewski główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat

Eesti Energia: Zysk netto wzrósł o 52%, a inwestycje w zieloną energię wzrosły o 90%

Znormalizowany zysk netto Eesti Energia w II kwartale 2023 r. wyniósł 50,6 milionów euro, co stanowi wzrost o 52% w porównaniu z analogicznym okresem ubiegłego roku. Przychody Grupy wyniosły 416,1 milionów euro, a największy wzrost ze sprzedaży odnotowano na polskim rynku. Inwestycje, skupione na zwiększeniu produkcji taniej i zielonej energii elektrycznej, wzrosły niemal dwukrotnie w porównaniu z tym samym okresem ubiegłego roku, osiągając 180,6 milionów euro.

Przez kilka ostatnich kwartałów nasze inwestycje głównie skupiały się na zwiększeniu udziału energii pochodzącej z odnawialnych źródeł w naszym portfolio firmowym – wyjaśnia Marlen Tamm, dyrektor finansowa Eesti Energia. Tylko taka strategia zapewni nam możliwość dostarczania naszym klientom energii elektrycznej, która jest nie tylko korzystna cenowo, ale także przyjazna dla środowiska. Drugi kwartał tego roku charakteryzował się niskimi cenami energii, co bezpośrednio wiązało się z intensywnym wytwarzaniem energii elektrycznej ze źródeł odnawialnych. W związku z tym, w trakcie drugiego kwartału, poprzez naszą spółkę Enefit Green, zainwestowaliśmy aż 74 mln euro (+86% w porównaniu z rokiem poprzednim) w rozwój tego typu źródeł.

W celu stabilizacji rosnącej produkcji energii odnawialnej, Eesti Energia ogłosiła przetarg na uruchomienie pilotażowego projektu magazynu energii, pierwszego w portfolio Grupy. – Magazyn o odpowiedniej pojemności może zapewnić dostępność taniej energii elektrycznej, a także wspierać niezawodność i efektywność systemu energetycznego – tłumaczy Marlen Tamm. Planowane urządzenie magazynujące będzie mogło przechować energię wyprodukowaną przez prawie 2,5 tysiąca krajowych farm słonecznych w ciągu dwóch godzin i wykorzystać ją w droższych godzinach wieczornych.

Źródła odnawialne odpowiadały za blisko 50% produkcji energii

Z powodu niskich cen na rynku, produkcja energii elektrycznej przez Eesti Energia w II kwartale zmniejszyła się o 50% do poziomu 706 GWh. W wyniku tego spadku udział energii pochodzącej z odnawialnych źródeł w ogólnej produkcji wzrósł do 46%. Tym samym udział energii odnawialnej w produkcji przez I półrocze tego roku wyniósł 43%, co oznacza wzrost o prawie 20 punktów procentowych w porównaniu z rokiem poprzednim.

Przychody ze sprzedaży Eesti Energia w II kwartale utrzymały się na poziomie porównywalnym do tego samego okresu w ubiegłym roku i wyniosły 416,1 miliona euro. Ponad połowa z tych przychodów (63%) pochodzi spoza Estonii, obejmując rynki takie jak Finlandia, Łotwa, Litwa i Polska. Szczególnie widoczny wzrost przychodów ze sprzedaży zanotowano w Polsce (+44%).

Skorygowana EBITDA w II kwartale br. wyniosła 115,7 miliona euro, co oznacza wzrost o 45% w porównaniu z analogicznym okresem w ubiegłym roku. Skorygowany zysk netto Grupy w II kwartale br. osiągnął 50,6 miliona euro, co stanowi wzrost o 52% w porównaniu z rokiem poprzednim.

Wyniki Eesti Energia w II kwartale br.

      Q2 2022 Q2 2023
Przychody ze sprzedaży   mln euro 416,6 416,1
EBITDA*   mln euro 79,8 115,7
Zysk netto*   mln euro 33,3 50,6
Inwestycje   mln euro 97,7 180,6
w tym inwestycje w rozwój energii odnawialnej   mln euro 39,9 74,0

*Normalizacja wyników, która nie obejmuje aktualizacji wyceny instrumentów pochodnych

Rentowności obligacji spadają, złoty stabilny. Giełdy na zielono

Główne indeksy rynków akcji w Azji i Oceanii w zdecydowanej większości podążały dziś wzrostową ścieżką wyznaczoną w poniedziałek przez Wall Street (Nikkei 225 +1,73 proc.). Ceny kontraktów na amerykańskie indeksy giełdowe notowały dziś rano kosmetyczne zmiany (S&P 500 -0,02 proc.). W Europie lekko zwyżkowały dziś ok. godz. 10:20 niemiecki DAX (+0,34 proc.) i francuski CAC 40 (+0,26 proc.).

Na GPW WIG-20 był dziś rano najwyżej od 8 sesji (+0,13 proc. ok. godz. 10:35). Po podaniu dziś rano przez spółkę ML System szacunku 10,6 mln straty netto poniesionej w pierwszym półroczu, kurs akcji spółki spadał o ponad 10 proc. Swój najniższy od ponad roku kurs zaliczyły dziś rano akcje BioMaximy.

W okolicach swoich 2-tygodniowych minimów znajdowała się dziś rano rentowność 10-letnich obligacji skarbowych Stanów Zjednoczonych (4,19 proc.), która tydzień wcześniej znalazła się na swoim najwyższym od 2007 roku poziomie. Rentowność 10-latek polskiego rządu spadała ok. godz. 10:30 (5,671 proc.).

Niewiele się dziś rano działo na rynku walutowym. Kurs EUR/USD, który w poniedziałek próbował korygować trwający od połowu lipca trendu spadkowego ok. godz. 10:20 spadał o -0,06 proc. Kurs USD/JPY, który w poniedziałek był najwyżej od listopada ub.r. tracił -0,08 proc.

Kosmetyczne zmiany notował ok. godz. 10:20 polski złoty (EUR/PLN +0,04 proc., USD/PLN 0,12 proc.).

Kurs Bitcoina względem amerykańskiego dolara od 1,5 tygodnia konsoliduje się wokół poziomu 26000 USD (formacja „trójkąta symetrycznego”?) po spadku o 9,2 proc. z 17 lipca br. (dziś BTC/USD +0,08 proc. ok. godz. 10:20).

Ceny kontraktów na ropę naftową próbowały dziś rano kontynuować odbicie w górę rozpoczęte 24 sierpnia (WTI +0,36 proc., Brent +0,36 proc. ok. godz. 10:25). Cena kontraktów na gaz ziemny na NYMEX-ie silnie wczoraj wzrosła w związku ze zmianą serii, a dziś ok. godz. 10:26 zwyżkowała o 0,86 proc. Poza palladem (-0,09 proc.) symbolicznie drożały dziś ok. godz. 10:25 kontrakty na złoto (+0,2 proc.), platynę (+0,17 proc.), srebro (+0,12 proc.) i miedź (+0,39 proc.). Nieznacznie rosły dziś rano ceny kontraktów na kawę, taniała natomiast soja, pszenica i bawełna.

Autor: Wojciech Białek, OANDA TMS Brokers

Nastroje konsumenckie w sierpniu: ostrożny optymizm

W sierpniu br. wskaźnik nastrojów konsumenckich utrzymał się na podobnym poziomie jak przed miesiącem. W przyszłość wciąż spoglądamy z dużą ostrożnością, czujnie obserwujemy rynek pracy i z reguły stronimy od większych inwestycji. Większe zmiany mogą nadejść dopiero jesienią. Takie dane płyną z najnowszego Barometru Nastrojów Konsumenckich opracowanego przez firmę GfK– an NIQ company.

Barometr Nastrojów Konsumenckich GfK, czyli syntetyczny wskaźnik ilustrujący aktualne nastroje Polaków w zakresie postaw konsumenckich, wyniósł w lipcu 2023 r. -4,5 i spadł o 1,1 jednostki w stosunku do poprzedniego miesiąca.

W sierpniu poziom nastrojów konsumenckich w Unii Europejskiej spadł: średnia unijna wynosi -17 wobec -16,1 w lipcu 2023 r.Nastroje konsumenckie

Według badań GfK – an NIQ company w sierpniu 2023 r. swoją aktualną sytuację finansową respondenci oceniali gorzej niż jeszcze miesiąc temu, gdy zanotowano najwyższy poziom nastrojów konsumenckich od 2,5 roku. Wynik wciąż pozostaje na minusie spadając o 5,6 jednostki (wskaźnik -8,3 wobec -3 w lipcu 2023 r.). W przyszłość Polacy również przestali spoglądać tak optymistycznie jak jeszcze miesiąc temu, co wpłynęło na spadek wyniku o ponad 2 p.p. (średni wskaźnik wyniósł -3,7 wobec -1,6 w lipcu 2023).

Równocześnie 35,6 proc. Polaków zbadanych przez GfK – an NIQ company spodziewa się, że kolejne miesiące przyniosą wzrost bezrobocia. Odnosząc się do lipca 2023 r. wskaźnik ten wzrósł o 1,1 p.p. Znaczący wpływ na nastroje konsumenckie mają także rosnące z miesiąca na miesiąc kwoty na paragonach – aż 84 proc. Polaków zauważa i odczuwa wzrost cen w porównaniu z sierpniem 2022 r. 54,3 proc. respondentów jest również zdania, że towary i usługi wciąż będą drożeć, przy czym już ponad 38 proc. uważa, iż inflacja – wbrew zapowiedziom Rady Polityki Pieniężnej – utrzyma dwucyfrową dynamikę.

– W wakacje nastroje konsumenckie wyraźnie się odbudowały i trudno się temu dziwić. Z jednej strony sprzyjały  temu sezon urlopowy oraz długie i ciepłe dni. Z drugiej zaś, od wielu miesięcy nie zaobserwowaliśmy na horyzoncie sygnałów wyraźnego słabnięcia gospodarki. Bezrobocie również utrzymuje się na bardzo niskim poziomie, a wielu ekonomistów – w przeciwieństwie do konsumentów – jeszcze w sierpniu spodziewa się jednocyfrowej inflacji. Obecnie nie ma więc ani powodów do hurraoptymizmu, ani do masowych obaw. Prawdziwa weryfikacja nastrojów dopiero przed nami, na co składają się powrót do codzienności, nadejście jesiennej aury oraz zbliżające się wybory.
Z pewnością, bez względu na wynik, nie pozostaną one bez wpływu na odczucia konsumentów –
mówi Artur Noga-Bogomilski, Head of Market Intelligence w GfK – an NIQ company.

W sierpniu 2023 r. dodatnie nastroje konsumenckie dotyczyły dwóch z sześciu grup wiekowych wytypowanych przez GfK – an NIQ company. U młodzieży w wieku 15-22 lata, wynik wyniósł 8 wzrastając o 2,7 jednostki w porównaniu z lipcem 2023 r. Wśród pozostałych dwudziesto-kilku latków wskaźnik wyniósł aż 17,2 wzrastając o 15,4 jednostki w stosunku m/m – tak wysoki wynik od wielu miesięcy nie był zanotowany w żadnej grupie wiekowej. Na przeciwnym biegunie znaleźli się pięćdziesięciolatkowie: nastroje w tej grupie spadły niemal trzykrotnie, osiągając wynik -16. Wyrazili oni również najwięcej obaw dotyczących własnej sytuacji finansowej w ciągu najbliższych 12 miesięcy. Duży spadek można dostrzec również w przypadku osób w wieku 40-49 lat: sierpień pogłębił negatywne nastroje niemal dwukrotnie (-10,1 wobec -5,2 w lipcu 2023 r.). Nastroje konsumenckie osób w wieku emerytalnym wyniosły -8,4 poprawiając się o 0,5 jednostki w stosunku do poprzedniego miesiąca.

W porównaniu z lipcem 2023 r., ponownie zmniejszyła się dysproporcja w nastrojach ze względu na poziom wykształcenia. Najlepsze nastroje GfK – an NIQ company odnotowało wśród osób z wykształceniem podstawowym, które ponownie są na plusie (4 wobec 3,3 w lipcu 2023 r.), zaś najgorsze u osób z wykształceniem średnim (-7).

W sierpniu 2023 r. kluczowe składowe Barometru Nastrojów Konsumenckich kształtowały się następująco:W sierpniu 2023 r. kluczowe składowe Barometru Nastrojów Konsumenckich kształtowały się następująco:

Informacje o badaniu

Badanie zrealizowano w dniach 4-9 sierpnia 2023 r. w ramach wielotematycznego badania omnibusowego e-Bus metodą CAWI (wspomaganych komputerowo wywiadów z respondentami z wykorzystaniem ankiety umieszczonej w internecie) na kwotowej, reprezentatywnej przedmiotowo, ogólnopolskiej próbie n=1000 osób. Struktura respondentów została dobrana z zachowaniem rozkładu wybranych parametrów społeczno-demograficznych odzwierciedlającego rozkład tych cech w populacji generalnej.

Barometr może przyjmować wartości od –100 do +100 i jest to saldo pomiędzy opiniami pozytywnymi a negatywnymi. Dodatnia wartość barometru wskazuje na to, iż w danej fali badania liczba konsumentów nastawionych optymistycznie przeważa nad liczbą konsumentów nastawionymi pesymistycznie. Wartość ujemna barometru oznacza odwrócenie tej proporcji.

Barometr jest zagregowanym wskaźnikiem sporządzanym na zlecenie Komisji Europejskiej, wyliczanym od 1985 roku. Obecnie indeks obejmuje 27 krajów. Dane dla Polski pochodzą z badania GfK współfinansowanego przez Komisję Europejską.

Specjaliści coraz częściej szukają pracy w mediach społecznościowych

Popularność mediów społecznościowych stale rośnie, a wśród ich użytkowników są osoby w każdym wieku. Do pewnego czasu służyły głównie do rozrywki, dziś jednak coraz częściej pojawiają się na nich profile firm, które podejmują działania employer brandingowe i kontaktują się z potencjalnymi kandydatami. Pracodawcy pojawiają się również na coraz większej liczbie platform, poszerzając swoją aktywność o Instagram, Pinterest, a nawet TikTok. Tam bowiem każdego dnia loguje się wielu kandydatów. Według najnowszego badania Hays Poland, aż 75 proc. profesjonalistów korzysta z kanałów społecznościowych podczas poszukiwania pracy.

Zgodnie z raportem Hays Poland „Rynek pracy 2023. Półroczny przegląd trendów”, 3 na 4 pracodawców przewiduje trudności w pozyskiwaniu pracowników w najbliższym czasie. Aby ułatwić sobie dotarcie do potencjalnie zainteresowanych kandydatów, firmy poszerzają kanały poszukiwań, np. promując swoją markę w mediach społecznościowych. Coraz ambitniej podchodzą też do strategii komunikacji na platformach social media, inwestując w jakość publikowanych treści, jak i płatne metody poszerzania zasięgów. Część organizacji odważnie wychodzi również poza media o charakterze zawodowym, docierając do potencjalnych kandydatów w miejscach, które ci standardowo utożsamiają z rozrywką i życiem prywatnym.

Pracownicy też coraz częściej korzystają z mediów społecznościowych. Jak wynika z raportu DataReportal „Digital 2023: Poland”, użytkownicy social media stanowią 71 proc. pełnoletniej populacji Polski. Najnowsze badanie Hays Poland, przeprowadzone w okresie od lipca do sierpnia 2023 wśród blisko 1000 respondentów z różnych pokoleń pokazuje, że profesjonaliści chętnie korzystają z kanałów społecznościowych jako dodatkowego źródła ofert pracy oraz informacji o pracodawcach.

Czy wspierasz swoje poszukiwania pracy mediami społecznościowymi?

Tak 75%
Nie 25%

Źródło: badanie Hays Poland, lipiec-sierpień 2023

Już nie tylko portale pracy

Fakt, że aż 75 proc. specjalistów wspiera swoje poszukiwania pracy mediami społecznościowymi, jest bardzo dobrą informacją. Wskazuje bowiem na to, iż kandydaci chętnie korzystają z dostępności organizacji na różnych portalach, aby lepiej poznać rekrutującą firmę. Informacje zawarte w mediach społecznościowych stanowią dla nich uzupełnienie danych zawartych w ofercie pracy oraz na stronie firmy. Zyskują świadomość, jak wygląda codzienne życie w organizacji, jaka jest jej kultura oraz styl komunikacji – zarówno w publikowanych postach, jak również w interakcjach z osobami komentującymi zamieszczone treści.

Jednocześnie jest to duża korzyść dla pracodawców, ponieważ swoimi działaniami w social media zwiększają rozpoznawalność marki i precyzyjnie docierają do specjalistów, których chcieliby zatrudnić. Nie oznacza to jednak, że kandydaci całkowicie odchodzą od standardowych źródeł ogłoszeń pracodawców, takich jak portale pracy.

Wykorzystywanie przez firmy mediów społecznościowych do rekrutacji to zazwyczaj działanie ukierunkowane na określone grupy odbiorców. Dotyczy to osób, do których łatwiej dotrzeć w ten sposób, niż np. za pomocą stron kariery czy specjalistycznych forów. Portale pracy są i nadal będą wykorzystywane przez pracodawców oraz odwiedzane przez kandydatów – zauważa Elwira Policht, Recruitment Director w Hays Poland.

Róźne pokolenia = różne przyzwyczajenia?

Jak wynika z badania Hays, medium społecznościowym najczęściej wykorzystywanym do celów zawodowych pozostaje LinkedIn. Korzysta z niego 87 proc. specjalistów i menedżerów, deklarujących włączanie social media do strategii poszukiwania pracy. Na drugim miejscu znalazł się Facebook z 43 proc. wskazań, a na trzecim Instagram, z którego w celu znalezienia pracy korzysta co piąty respondent badania. Mniejszym zainteresowaniem kandydatów cieszy się TikTok (8 proc.), X, daw. Twitter (5 proc.) oraz Pinterest (4 proc.).

Media społecznościowe, z których korzystają kandydaci poszukujący pracy

LinkedIn 87%
Facebook 43%
Instagram 22%
TikTok 8%
X, daw. Twitter 5%
Pinterest 4%

Procenty nie sumują się do 100, ponieważ można było zaznaczyć kilka odpowiedzi
Źródło: badanie Hays Poland, lipiec-sierpień 2023

Do ciekawych wniosków prowadzi analiza odpowiedzi w podziale na pokolenia reprezentowane przez respondentów badania. Różnice występują zarówno w przypadku odsetków osób deklarujących korzystanie z mediów społecznościowych, jak i platform, którymi posługują się w celu znalezienia pracy.

Wyniki badania wskazują, iż największy odsetek osób wykorzystujących media społecznościowe do poszukiwań pracy występuje wśród przedstawicieli pokolenia Z (81 proc.). Najczęściej używają do tego celu LinkedIna (65 proc.), Facebooka (37 proc.) i Instagrama (29 proc.). Niektórzy respondenci sięgają również po kanały takie jak TikTok (11 proc.), X, daw. Twitter (6 proc.), a nawet Pinterest (4 proc.).

Co ciekawe, na drugim miejscu pod względem wykorzystania mediów społecznościowych w procesie poszukiwania pracy uplasowali się nie Millenialsi, lecz przedstawiciele pokolenia X (77 proc.). W tym przypadku zdecydowanie góruje LinkedIn (71 proc.), natomiast część kandydatów sięga również po Facebooka (26 proc.).

Otwarte na poszukiwanie pracy w social media są również osoby z pokolenia Y (71 proc.). Najczęściej wykorzystują LinkedIna (60 proc.), nie zamykając się jednak na Facebooka (30 proc.) czy Instagrama (11 proc.).

Znacznie bardziej zachowawcze w łączeniu mediów społecznościowych z poszukiwaniem pracy są osoby z pokolenia Baby Boomers. Na taki ruch decyduje się mniej niż połowa z nich, a jeśli już – to wykorzystują najczęściej LinkedIna (57 proc).

Najważniejsze jest dopasowanie strategii do odbiorców

Powyższe dane wskazują na to, że w przypadku każdej z grup, najpopularniejszym medium pozostaje LinkedIn. Ta platforma jest zatem bezpiecznym wyborem w przypadku większości rekrutacji. Natomiast pracodawcy za każdym razem powinni dokładnie analizować, czy wybrany kanał jest tym, w którym potencjalnie może poruszać się idealny kandydat. Co więcej, najodpowiedniejsza platforma z dużym prawdopodobieństwem będzie inna w zależności od profili stanowisk, obszaru specjalizacyjnego oraz tzw. poziomu seniority, na których w danym momencie koncentruje się organizacja.

Elwira Policht z Hays Poland wskazuje, że o ile LinkedIn może być najskuteczniejszym kanałem dotarcia do doświadczonych specjalistów, to może być mniej skuteczny w budowaniu rozpoznawalności marki pracodawcy wśród osób znajdujących się na początku kariery.

Dla przykładu, TikTok może okazać się świetnym narzędziem do komunikacji z młodymi osobami, m.in. uczniami, studentami i młodymi absolwentami. Dobrze odnajdują się oni w świecie cyfrowym i chętnie publikują swoje wirtualne CV w celu znalezienia pierwszej pracy. Popularność TikToka jest znacząca, bowiem szacuje się, że korzysta z niego już 1/3 Polaków w wieku produkcyjnym. Możemy się zatem spodziewać, że za jakiś czas firmy, które chcą być dla kandydatów pracodawcą pierwszego wyboru, jeszcze bardziej docenią potencjał nowych mediów – dodaje Elwira Policht.

Każdorazowo należy pamiętać o dokładnej analizie sylwetki idealnego kandydata – jego potencjalnych przyzwyczajeniach, potrzebach i zainteresowaniach. Wówczas wybranie odpowiedniej platformy do umieszczenia oferty pracy może pomóc skuteczniej i sprawniej przeprowadzić proces rekrutacyjny.

Blaski i cienie

Co tak naprawdę powoduje, że kandydaci decydują się na wykorzystywanie mediów społecznościowych w celu poszukiwania ofert pracy? Korzyści jest wiele. Dla 60 proc. respondentów to przede wszystkim możliwość zgłębienia większej liczby informacji o pracodawcach – ich działaniach, wartościach, możliwościach zawodowych.

Specjaliści dodają również, że dobrze jest po prostu mieć większy wybór (54 proc.). Jeżeli rekrutacja prowadzona na portalu pracy się nie powiedzie, zawsze jest szansa otrzymać zaproszenie na rozmowę od firmy, która umieściła ogłoszenie w nieco bardziej niszowych kanałach. Niemal połowa respondentów uważa również, że w social media można znaleźć wiele ciekawych ofert.

Co natomiast sprawia, że 1/4 kandydatów nie posiłkuje się mediami społecznościowymi, szukając pracy? Przede wszystkim – co zrozumiałe – chcą oddzielić swoją przestrzeń zawodową od tej związanej z rozrywką i życiem prywatnym (35 proc.). Niemal co trzecia osoba uważa również, że social media nie oferują tak ciekawych ofert pracy, jakie gwarantują inne platformy. Może to wynikać m.in. z faktu, iż media społecznościowe nie są jeszcze tak rozpowszechnionym źródłem ofert pracy lub ogłoszenia w nich zawarte i tak odsyłają do portali pracy oraz stron kariery firm.

    Dlaczego?
Czy wspierasz swoje poszukiwania pracy mediami społecznościowymi? Tak 60% Wiem więcej o pracodawcach
54% Lubię mieć więcej możliwości
46% Oferują dużo ciekawych ofert pracy
Nie 35% Nie chcę łączyć rozrywki z pracą
28% Nie ma tam ciekawych ofert pracy
22% Nie mam kont w social media

Trzy najczęściej wskazywane odpowiedzi.
Źródło: badanie Hays Poland, lipiec-sierpień 2023

Rekrutacje prowadzone w mediach społecznościowych to już standard na rynku globalnym i należy oczekiwać, że również w Polsce aktywność firm w mediach społecznościowych będzie rosła. Z perspektywy pracodawcy zdecydowanie warto być aktywnym w social media i otwierać się na nowe sposoby rekrutacji, które mogą skutecznie wesprzeć tradycyjne metody poszukiwania pracowników. Firmy, które przegapią ten moment i nie zaangażują się w komunikację z kandydatami za pośrednictwem social mediów, wkrótce mogą stracić przewagę konkurencyjną – szczególnie wśród najmłodszych pokoleń.

Ruch lotniczy wraca do poziomów sprzed pandemii

Ruch lotniczy w Polsce i na świecie odbudowuje się. Wiele analiz wskazywało, że powrót do poziomów z 2019 roku, czyli 4 miliardy 600 milionów podróży rocznie, nastąpi dopiero w roku 2024 – a jest to możliwe już w bieżącym roku. Przykładowo linie Ryanair już mają więcej pasażerów niż przed pandemią. Na czołówkę, jeżeli idzie o przyrost ruchu pasażerskiego, wychodzą Indie – gdzie ruch jest już większy niż w 2019 roku. Na świecie na koniec marca zanotowano lotniczy ruch pasażerski na poziomie 88% wolumenów z 2019 roku. W Polsce w 2019 roku ruch na lotniskach wyniósł 49 milionów pasażerów, a w 2022 już 41 mln. Co więcej, dane IATA – sojuszu, w którym uczestniczy około 90% linii lotniczych – wskazują, że nawet obecne podwyżki cen biletów nie zniechęcają do latania. Od maja do września rezerwacje w porównaniu do 2022 roku są już o ponad 35% większe. Póki co ceny się ustabilizowały, ale średnia cena w tym roku będzie o około 20% wyższa niż w roku ubiegłym.

– Niestety obawiam się, że nie wszędzie zanotujemy bezbolesny wzrost. Cały czas mamy do czynienia z brakami personalnymi, brakami na lotniskach w różnych miejscach obsługi – czy to związane z przewozem bagażu, czy systemem kontroli. A więc w Polsce będą nas czekały perturbacje na lotniskach – powiedział serwisowi eNewsroom.pl Adrian Furgalski, prezes ZDG TOR. – Na szczęście pozytywne dane płyną z LOT-u, który pochwalił się wstępnie, że będzie miał zysk za 2022 rok i to zapewne ponad 100 milionów złotych. LOT przewiózł w ubiegłym roku 8 milionów pasażerów – a więc powrót do poziomu 10 milionów notowanego przed pandemią jest osiągalny nawet w tym roku. Oczywiście mogą się pojawić jakieś nagłe, niespodziewane perturbacje – związane z wojną czy cenami paliw – bo to jest bardzo duży czynnik kosztowy, największy większości linii lotniczych. Będą też nowe wyzwania dla lotnictwa związane z ochroną środowiska. Można spodziewać się odchodzenia od zerowych podatków na paliwo lotnicze, zmniejszenia bezpłatnych uprawnień do emisji – przełoży się to na wyższe koszty dla linii lotniczych, a więc wyższe ceny biletów – wskazuje Furgalski.

Pieczywo zdrożało o ponad 20 proc. rdr. I to nie koniec złych informacji. Ceny w sklepach dalej będą rosły

Dane ze sklepów pokazują, że dynamika wzrostu cen pieczywa zaczęła znowu przyspieszać. W lipcu podrożało średnio o ponad 20% rdr. W czerwcu podwyżka wyniosła blisko 18%, a w maju poniżej 16% rdr. Do tego ostatnio pieczywo znalazło się w pierwszej piątce najbardziej drożejących kategorii w Polsce. Eksperci komentujący to wyjaśniają, że maksymalne ceny na gaz dla piekarni i cukierni nie są w stanie w dłużej perspektywie zahamować podwyżek w sklepach. Sytuacja w miarę się ustabilizowała, ale tylko na chwilę. Do tego dochodzą inne kwestie, które tylko pogłębiają problem. Jednocześnie branża przewiduje, że pieczywo dodatkowo zdrożeje, gdy „tarcza” przestanie obowiązywać. Co więcej, uważają oni, że już w kolejnych miesiącach ceny dalej będą rosły, co prawda powoli, ale mimo wszystko stale.

Systematyczna drożyzna narasta

W lipcu pieczywo znalazło się w pierwszej piątce najbardziej drożejących kategorii w Polsce. W relacji rocznej podrożało średnio o ponad 20%, czyli bardziej niż w poprzednich dwóch miesiącach. W czerwcu podwyżka rdr. wyniosła blisko 18%, a w maju – niecałe 16%. To pokazuje, że dynamika wzrostu cen wyraźnie i niepokojąco przyspiesza. Warto też przypomnieć, że jeszcze nie tak dawno temu politycy straszyli opinię publiczną, iż bochenek chleba zacznie w końcu kosztować 30 zł. Jednak to się nie spełniło. Obecnie według „INDEKSU CEN W SKLEPACH DETALICZNYCH” kilkogramowy bochenek chleba średnio kosztuje lekko ponad 10 zł.

– Ubiegły rok był bardzo nerwowy ze względu na uszczuploną podaż surowców do wypieku oraz obawy o dostępność gazu i energii elektrycznej. Rolnicy wstrzymywali sprzedaż pszenicy, licząc na zwyżkę cen, uzasadnioną wzrostem kosztów produkcji, w tym nawozów i energii, a także niepewną sytuację z ukraińskim ziarnem. Istniało realne ryzyko braku gazu w sezonie zimowym. To wiązałoby się z koniecznością wstrzymania produkcji, co wywołałoby panikę na rynku i ceny spekulacyjne, jakie obserwowaliśmy w przypadku cukru – komentuje Jacek Górecki, prezes Stowarzyszenia Producentów Pieczywa.

Z obserwacji eksperta wynika, że pieczywo drożeje systematycznie od 2022 roku. Napędzane jest to gwałtownym wzrostem cen pszenicy, gazu i prądu. Natomiast pszenica i gaz zaczęły drożeć już pod koniec 2021 roku. I te podwyżki zwielokrotniły się po wybuchu wojny w Ukrainie. Jednak ceny dla konsumentów podnoszone były z pewnym opóźnieniem, wynikającym z posiadanych zapasów i zawartych kontraktów na surowce oraz z oporu ze strony rynku, w szczególności sieci sklepów. – Oczywiście ceny pieczywa powiązane są też mocno z realnymi kosztami produkcji. A fakt, że wzrosły później niż w przypadku większości innych produktów na rynku, zdecydowanie odbił się na rentowności piekarni – wyjaśnia prezes Górecki.

Rządowa „tarcza” nie dała rady?

Pamiętajmy, że od prawie pięciu miesięcy br. obowiązują maksymalne ceny na gaz dla piekarni i cukierni, które teoretycznie miały wyhamować sklepowe podwyżki. – Chcąc skorzystać z tej tarczy, podmioty zajmujące się przemysłową produkcją pieczywa muszą złożyć wniosek. I co najważniejsze, nie mogą mieć zaległości w zobowiązaniach podatkowych i składkowych, a także powinny mieścić się w limicie wsparcia, który wynosi 200 tys. euro na przestrzeni 3 lat. Nie wszystkie firmy z tej branży mogą skorzystać z pomocy. Generalnie tarcza sama w sobie nie jest w stanie wymusić spadku ostatecznej ceny pieczywa w sklepie – zapewnia dr Justyna Rybacka z Uniwersytetu WSB Merito Gdynia.

W ocenie prezesa Stowarzyszenia Producentów Pieczywa, wprowadzona 1 kwietnia br. przez rząd maksymalna cena na gaz w wysokości 200,17 zł za MWh to istotna pomoc dla małych i średnich piekarzy. Ale nie dotyczy ona wielkich sklepów sieciowych. Duże piekarnie, odpowiedzialne za ponad 30% produkcji, również skorzystają tylko częściowo ze wsparcia, gdyż nie spełniają ww. limitu. Ekspert przypomina również, że zerowa stawka VAT na pieczywo obowiązuje tylko do końca roku. Branża przypuszcza, że potem rząd przywróci poprzednią stawkę, co oczywiście musi przełożyć się na cenę na półce sklepowej.

– Przez krótki czas konsumenci mogli odetchnąć z ulgą. Jednak już teraz muszą wydawać coraz więcej pieniędzy na pieczywo. Presja płacowa ze strony pracowników oraz chęć generowania zysków przez przedsiębiorców bezpośrednio przekładają się na dalszy wzrost cen produktów piekarniczych. W kolejnych miesiącach należy spodziewać się dalszych powolnych, ale stałych podwyżek – przewiduje dr Hubert Gąsiński z Uczelni WSB Merito Warszawa.

Wojna w Ukrainie z dużym wpływem na ceny

Według obserwatorów rynku retailowego, branża piekarnicza jest jednym z sektorów najmocniej dotkniętych wojną na Ukrainie. – Ma ona oczywisty wpływ na wahania cen na rynku zbóż. Zablokowanie i zniszczenie ziarna w ukraińskich portach spowoduje głód w biedniejszych krajach świata i wzrost cen. Coraz kosztowniejsze paliwo do maszyn rolniczych w oczywisty sposób też podnosi cenę mąki. Dodatkowo drożeją nawozy, bo Rosja jest ich dużym eksporterem. Zakończenie działań zbrojnych nie spowoduje, że wrócimy do dawnego handlu z tym krajem. Dlatego z jednej strony raczej będziemy musieli przyzwyczaić się do droższej energii i surowców. Z drugiej jednak nowa sytuacja przyniesie większą stabilizację – prognozuje Jacek Górecki.

Z kolei dr Gąsiński uważa, że konflikt za wschodnią granicą zawsze będzie mieć wpływ na ceny zdecydowanej większości produktów, a przede wszystkim pieczywa. Nie przestanie oddziaływać z uwagi na bardzo duży udział światowej wielkości produkcji zbóż przez Ukrainę. Ceny wyrobów piekarniczych na półkach sklepowych nie potanieją, ponieważ wynika to z wielu czynników, które w przyszłości zarówno bliskiej, jak i tej dalekiej nie zmienią się na korzyść konsumentów.

– W mojej opinii, wojna wpływa na ceny pieczywa tylko w początkowej fazie, kiedy podaż wielu surowców i produktów była ograniczona. Ukraina była wszak jednym z istotnych importerów pszenicy. Jednak jej import już w III kw. 2022 roku wzrósł o ok. 8-13% rdr. A cena importowa tego dobra była niższa o ponad 30% niż rok wcześniej. W ostatnich miesiącach widoczny był znaczący wzrost importu pszenicy, aż w końcu nadmierna podaż zza wschodniej granicy została ograniczona. Wciąż jednak jest wysoka i powoduje, że polscy rolnicy otrzymują dużo niższe ceny w skupie niż przed rokiem. Dlatego można stwierdzić, że nie przekłada się to na spadek cen chleba – podkreśla ekspertka z Uniwersytetu WSB Merito Gdynia.

Ceny będą rosły wolno, ale cały czas

Eksperci szacują, że na cenę pieczywa składają się głównie koszty surowców (m.in. mąki) – ok. 35%, marża sklepu – ok. 24%, koszty zatrudnienia i koszty stałe – ok. 18%, transportu oraz energii – ok. 14%, a także marża producenta – ok. 9%. Prezes Stowarzyszenia Producentów Pieczywa stwierdza, że te wszystkie składniki są odpowiedzialne za wzrost cen pieczywa.

– Żniwa w tym roku w Polsce nie należą do najlepszych. Susza z początków lata oraz ulewne deszcze pod jego koniec pogorszyły plony, a szczególnie jakość ziarna, które w wielu regionach nadaje się tylko na paszę. Koszty energii wprawdzie ustabilizowały się, ale są ponad dwa razy wyższe niż przed okresem wzrostów i nadal zawierają ryzyko ich niedostatku. Koszty płacy rosną podobnie jak inflacja, dodatkowo są wspomagane podnoszoną płacą minimalną. W 2022 roku wynosiła ona 3010 zł, a zaplanowana od lipca 2024 będzie już rzędu 4300 zł. To wzrost o prawie 40% – zwraca uwagę prezes Górecki.

Do tego dr Justyna Rybacka dodaje też, że piekarze wskazują na znaczne koszty po stronie cen rachunków za gaz i energię elektryczną. Ekspertka wnioskuje więc, że są to równie znaczące elementy jak sam surowiec. Co więcej, po wprowadzeniu zakazu importu pszenicy z Ukrainy mąka w skupie staniała, a zatem jej koszt przestał być już kluczowy w kontekście wzrostu cen. Jego generatorem stają się koszty pracy. Kolejne podwyżki płacy minimalnej oraz wynagrodzeń są odczuwalne dla branży piekarskiej, bo wiele zakładów zatrudnia do kilkuset osób.

– W najbliższej przyszłości branżę najbardziej mogą niepokoić koszty zatrudnienia i koszty stałe, a także transportu oraz energii. Czynniki te nie przyjmą tendencji malejącej, co bezpośrednio zdeterminuje dalsze skoki cen pieczywa. Trend wzrostowy będzie zjawiskiem powolnym, ale zdecydowanie rosnącym – prognozuje ekspert z Uczelni WSB Merito Warszawa.

Kredyty w Polsce: wzrosty sprzedaży, ale pogarszająca się jakość portfela

W lipcu 2023 r., w porównaniu do lipca 2022 r., w ujęciu liczbowym banki i SKOK-i udzieliły więcej wszystkich rodzajów produktów kredytowych: kredytów ratalnych o (+54,4%), kredytów mieszkaniowych (+29,1%), kredytów gotówkowych (+6,9%) oraz kart kredytowych (+5,2%). W ujęciu wartościowym również banki i SKOK-i przyznały wyższą wartość wszystkich produktów kredytowych: kredytów mieszkaniowych (+47,4%), kredytów ratalnych (+22,3%), kredytów gotówkowych (+17,1%) oraz limitów na kartach kredytowych (+10,8%).

W okresie styczeń – lipiec br. w ujęciu liczbowym banki i SKOK-i udzieliły więcej kredytów ratalnych o (+56,7%), wydały więcej kart kredytowych (+27,6%) oraz udzieliły więcej o (+6,9%) kredytów gotówkowych. O (-34,4%) spadła liczba udzielonych kredytów mieszkaniowych. W ujęciu wartościowym banki i SKOK-i przyznały o (+31,6%) wyższą wartość limitów na kartach kredytowych, o (+17,7%) udzieliły wyższą wartość kredytów ratalnych oraz o (+11,2%) wyższą wartość kredytów gotówkowych. O (-32,4%) spadła wartość udzielonych kredytów mieszkaniowych.

Analizując dane zawarte w Newsletterze i wyciągając na ich podstawie stosowne wnioski oraz formułując opinie i komentarze, BIK zawsze bierze pod uwagę dwa ważne aspekty metodyczne.

Po pierwsze, uwzględnia specyfikę udzielania poszczególnych produktów kredytowych: kredyty konsumpcyjne (ratalne i gotówkowe) oraz karty kredytowe są procesowane bardzo szybko od złożenia wniosku przez klienta lub oferty przez bank. Zazwyczaj złożenie wniosku i udzielenie kredytu czy przyznanie limitu zamykają się w jednym miesiącu. Zatem w przypadku tych produktów, lipcowa akcja kredytowa jest związana z wnioskami składanymi w większości przypadków w samym lipcu 2023 r. Natomiast kredyty mieszkaniowe są procesowane dłużej, nawet powyżej miesiąca od złożenia wniosku, w związku z tym, sprzedaż kredytów mieszkaniowych w lipcu 2023 r. jest efektem wniosków składanych zarówno w czerwcu jak i w lipcu 2023 r.

Po drugie, z uwagi na konstrukcję Indeksów Jakości, duże problemy ze spłatą kredytów mogą w pełni zmaterializować się w ich odczytach dopiero po trzech miesiącach od zaprzestania spłaty, ponieważ Indeksy obejmują jedynie opóźnienia powyżej 90 dni, nie pokazują więc wczesnych, 30-dniowych opóźnień.

Lipiec 2023 r. potwierdza wzrosty w kredytach gotówkowych

– Lipcowe dodatnie dynamiki sprzedaży w ujęciu liczbowym (+6,9%) oraz wartościowym (+17,1%) potwierdzają dobrą sytuację na rynku kredytów gotówkowych. Dla pełnej oceny sytuacji należy wziąć pod uwagę, że dynamiki wartości pokazujemy w ujęciu nominalnym. Gdyby jednak posłużyć się ujęciem realnym, oczyszczonym z inflacji, to roczna dynamika wzrostu wartości udzielonych kredytów gotówkowych również jest dodatnia na poziomie ok. +6%. Trochę słabiej wygląda sytuacja w ujęciu liczbowym, tu kredyty gotówkowe w lipcu br. r/r odnotowały niższy wzrost. Jeżeli oceniamy kondycję rynku kredytów gotówkowych po siedmiu miesiącach, to w ujęciu wartościowym wzrost w porównaniu do analogicznego okresu zeszłego roku wynosi +11,2% nominalnie, a w ujęciu liczbowym +6,9%.

Analizując rynek kredytów gotówkowych według przedziałów kwotowych udzielanego finansowania, nadal zwracają uwagę kredyty zaciągane na kwotę powyżej 50 tys. zł. W przedziale tym, w okresie pierwszych siedmiu miesięcy 2023 r. wystąpiły najwyższe dodatnie dynamiki zarówno w ujęciu liczbowym (+14,1%), jak i w wartościowym (+16,6%). To samo zjawisko występowało również w 2021 r. Z odmienną sytuacją mieliśmy natomiast do czynienia w roku 2022, gdy najwyższa dodatnia dynamika dotyczyła kredytów niskokwotowych do 5 tys. zł. Obecnie kredyty pow. 50 tys. zł odpowiadają za 12% liczby udzielonych w okresie styczeń – lipiec br. kredytów gotówkowych i za prawie połowę (48,6%) łącznej wartości sprzedaży kredytów gotówkowych udzielonych w tym okresie. Wiąże się to w dużej części z konsolidacją kredytów, dzięki której udzielane są kredyty na wyższe kwoty – wyjaśnia prof. Waldemar Rogowski, główny analityk Grupy BIK.

Kredyty ratalne – kontynuacja hossy szczególnie w ujęciu liczbowym

– W okresie styczeń – lipiec br. najwyższe dynamiki w ujęciu wartościowym, podobnie jak w roku ubiegłym, odnotowały kredyty ratalne do 1 tys. zł (+94,3%). Jeszcze bardziej spektakularne wzrosty w tym samym przedziale wystąpiły w ujęciu liczbowym, gdzie wzrost wyniósł (+144,7%). Tak wysoka dynamika niskokwotowych kredytów ratalnych to w większości efekt przekształcania niespłaconych w okresie bezodsetkowym zobowiązań z odroczonym terminem płatności (BNPL) w kredyt ratalny. Natomiast nadal, podobnie jak w całym 2022 r., ujemną dynamiką sprzedaży w ujęciu liczbowym charakteryzowały się kredyty ratalne na wysokie kwoty, tj. z przedziału powyżej 10 tys. zł (-4,2%). Ale w ujęciu wartościowym odnotowały one już dodatnią dynamikę (+1,9%). Są to w większości kredyty na zakup droższych dóbr trwałych – stwierdza główny analityk Grupy BIK.

Średnia wartość kredytu gotówkowego w lipcu 2023 r. wyniosła 21 262 zł – to wzrost o 9,6% w stosunku do lipca 2022 r. Natomiast średnia wartość kredytu ratalnego udzielonego w lipcu 2023 r. to 2 623 zł i jest ona niższa niż w lipcu rok temu o 20,8%.

Mierzony i analizowany przez BIK w miesięcznym cyklu poziom ryzyka kredytowego portfela kredytów konsumpcyjnych (gotówkowych i ratalnych) w oparciu o odpowiednie Indeksy Jakości, pełni funkcję systemu wczesnego ostrzegania. Jakość portfela kredytów ratalnych już od kilku lat utrzymuje się na akceptowalnym, bezpiecznym poziomie szkodowości, co każdorazowo potwierdzają właśnie miesięczne odczyty Indeksu. Bieżący – lipcowy odczyt Indeksu Jakości portfela kredytów ratalnych był na poziomie 1,69%. Tylko o 0,24 pkt proc wyższym niż Indeks Jakości kredytów mieszkaniowych.

Kilkukrotnie wyższą szkodowością (najwyższą wśród wszystkich grup produktowych) charakteryzują się natomiast kredyty gotówkowe. Lipcowy odczyt Indeksu Jakości dla kredytów gotówkowych wyniósł 5,19%.

– W porównaniu do lipca 2022 r. wartość Indeksu Jakości kredytów gotówkowych pogorszyła się (wzrosła) o 0,92 pkt proc. Analogiczny Indeks dla kredytów ratalnych wzrósł o 0,47 p.p. Nadal należy więc bardzo uważnie śledzić odczyty Indeksów w kolejnych miesiącach – wyjaśnia prof. Rogowski.

Kredyty mieszkaniowe – wyraźna poprawa nastrojów

– Dla kredytów mieszkaniowych lipiec wypadł dobrze, potwierdzając tym samym widoczne od kilku miesięcy ożywienie. W ujęciu liczbowym banki udzieliły 11,1 tys. kredytów, choć to poziom niższy od tego z czerwca bieżącego roku. W ujęciu wartościowym banki udzieliły kredytów mieszkaniowych na kwotę 4,164 mld zł – również niższą niż w czerwcu br. Jakie są źródła wzrostu akcji kredytowej? Jest ich klika. Jest on zarówno wynikiem ożywienia popytu na kredyty mieszkaniowe w następstwie wzrostu zdolności kredytowej, do którego przyczyniła się zarówno liberalizacja wymagań nadzorczych w zakresie liczenia zdolności kredytowej – zmniejszenie wymaganego poziomu bufora na stopę procentową, jak i niewidzianego od roku realnego wzrostu wynagrodzeń. Wzrosty są również efektem rosnącej wartości udzielanego kredytu – obecnie średnia wartość udzielanego kredytu wynosi 374,37 tys. zł i jest wyższa o 14,2% niż przed rokiem, co jest bezpośrednim skutkiem wzrostu cen nieruchomości. W lipcowej akcji kredytowej nie widać jeszcze dużego pozytywnego skutku uruchomienia rządowego Programu „Kredyt 2%”. Wynika to przede wszystkim z okresu potrzebnego na rozpatrzenie wniosku kredytowego. W lipcu wg naszych statystyk banki udzieliły w ramach tego Programu 826 kredytów (7,4% wszystkich udzielonych kredytów) na kwotę 280,8 mln zł (6,7% łącznej kwoty udzielonych kredytów). Potwierdza się moja opinia, że rok 2023 z uwagi na dużą zmienność będzie bardzo ciekawy na rynku kredytów mieszkaniowych – stwierdza główny analityk Grupy BIK.

Do 31 lipca 2023 r. banki zaraportowały 1,144 mln rachunków objętych wakacjami kredytowymi na wartość 283 mld zł.

Miesięczny odczyt Indeksu Jakości portfela kredytów mieszkaniowych w lipcu 2023 r. wyniósł 1,45%. W ostatnich 12 miesiącach (od lipca 2022 r. do lipca 2023 r.) jakość portfela pogorszyła się, o czym świadczy wzrost Indeksu o (+0,59 p.p.).

– Obecny odczyt Indeksu jest gorszy od tego sprzed miesiąca (pogorszenie o +0,05 p.p.). W momencie wprowadzenia moratoriów kredytowych zakładałem, że negatywny efekt pogarszania jakości kredytów złotówkowych zostanie znacznie ograniczony. I tak się stało. Szkodowość kredytów złotowych jest na niskim poziomie. Natomiast to, co obecnie zaczyna budzić mój niepokój, to pogarszanie się jakości kredytów walutowych, w większości udzielonych we franku szwajcarskim. Przyczyną tego zjawiska nie jest ryzyko kredytowe, które mogłoby wynikać z problemów finansowych kredytobiorców. Źródłem ryzyka nie jest więc sytuacja finansowa gospodarstwa domowego, a ryzyko prawne związane z prowadzonymi procesami sądowymi – wyjaśnia Waldemar Rogowski.

Karty kredytowe – nadal wzrosty, które można tłumaczyć zarówno efektem niskiej bazy z 2022 r. jak i ożywieniem na rynku finansowania z odroczoną ponad 50-dniową płatnością

– W lipcu 2023 r. wzrosła dynamika sprzedaży liczby (+5,2%) i wartości (+10,8%) kart kredytowych w porównaniu do lipca 2022 r. Jest to częściowo efekt niskiej bazy z lipca zeszłego roku. Jednak należy również zauważyć, że renesans popularności kart kredytowych może być efektem szukania przez gospodarstwa domowe dodatkowego źródła finansowania. Dynamika wzrostów w porównaniu do poprzednich miesięcy uległa zmniejszeniu. Wartość Indeksu Jakości w lipcu wyniosła 4,15%. W ujęciu rocznym wartość Indeksu pogorszyła się – wzrosła o (+0,45 p.p.) i jest to oprócz kredytów gotówkowych najwyższa wartość Indeksu ze wszystkich Indeksów produktowych – tłumaczy Waldemar Rogowski.

Dom Development z rekordową sprzedażą mieszkań w I półroczu 2023 r.

W I półroczu 2023 r. Grupa Dom Development sprzedała 1 845 lokali, tj. o 18% więcej niż w analogicznym okresie 2022 r. W samym II kwartale br. sprzedaż netto sięgnęła 931 lokali, co jest najlepszym kwartalnym wynikiem sprzedażowym od końca 2021 r.

W ciągu pierwszych sześciu miesięcy tego roku Grupa rozpoznała przychody ze sprzedaży w wysokości 1 275 mln zł (-4% r/r) i wypracowała blisko 223 mln zł zysku netto (-6% r/r). Niższy poziom przychodów jest zgodny z wcześniejszymi założeniami Zarządu i wynika z mniejszej o 8% r/r liczby lokali przekazanych nabywcom w omawianym okresie, co jest ściśle związane z harmonogramami realizowanych projektów. Zarząd spodziewa się wysokiego wolumenu przekazań w drugim półroczu i kolejnych kwartałach.

W czerwcu br. Walne Zgromadzenie Dom Development uchwaliło rekordową dywidendę w wysokości 11 zł na akcję (łącznie 283 mln zł), która została wypłacona akcjonariuszom na początku lipca.

– Z kwartału na kwartał konsekwentnie zwiększamy sprzedaż, dzięki czemu całe pierwsze półrocze 2023 roku zakończyliśmy wzrostem liczby sprzedanych lokali o 18% r/r. W Krakowie – na rynku, na który weszliśmy stosunkowo niedawno – sprzedaliśmy ponad dwukrotnie więcej lokali niż przed rokiem, systematycznie zwiększając udział w rynku. Patrząc szerzej na bieżące wydarzenia, wśród czynników stymulujących popyt można wymienić stabilizację stóp procentowych i oczekiwanie na ich pierwsze obniżki jeszcze w tym roku. Dodatkowo, złagodzenie przez KNF warunków oceny zdolności kredytowej w połączeniu ze stale rosnącymi wynagrodzeniami zwiększa dostępność mieszkań z segmentu popularnego dla klientów. Zainteresowanie nowymi mieszkaniami zwiększyło się także w związku z zapowiadanym uruchomieniem rządowego programu „Bezpieczny Kredyt 2%” – komentuje Jarosław Szanajca, Prezes Zarządu Dom Development.

W Grupie Dom Development udział zakupów lokali sfinansowanych kredytem hipotecznym w II kwartale tego roku stanowił 46% sprzedaży wobec 40% w I kwartale br. oraz 30% w II kwartale 2022 r.

Jednocześnie obserwujemy wzrost popytu na mieszkania o podwyższonym standardzie, które są podstawą naszej oferty. Inwestycje w tego typu nieruchomości postrzegane są bowiem jako najlepsza ochrona kapitału w warunkach wciąż wysokiej inflacji, przy ujemnym realnym oprocentowaniu lokat – dodaje Jarosław Szanajca. Transakcje gotówkowe stanowiły 54% sprzedaży Grupy w II kwartale tego roku, co jest potwierdzeniem utrzymującego się wysokiego poziomu zakupów inwestycyjnych.

Rosnący popyt, w porównaniu z wciąż ograniczoną ofertą deweloperów przełożył się na dalszy wzrost cen mieszkań. W Grupie Dom Development średnia wartość transakcji (obejmująca cenę mieszkania wraz z ewentualnym wykończeniem, komórką lokatorską i miejscem postojowym) w I półroczu 2023 r. wyniosła 715 tys. zł i była o 8% wyższa r/r.

Ponad 2 500 nowych lokali w ofercie

Wraz z rosnącym popytem, Grupa Dom Development sukcesywnie wprowadza do realizacji kolejne inwestycje. W I półroczu 2023 roku rozpoczęła 20 projektów z 2 523 lokalami we wszystkich czterech aglomeracjach, w których prowadzi działalność, tj. w Warszawie, Trójmieście, Wrocławiu i Krakowie. Skala realizowanych inwestycji na koniec czerwca br. obejmowała 6 763 lokali w budowie (wobec 5 779 na koniec 2022 roku). Grupa dysponowała ponadto bankiem ziemi z potencjałem do wybudowania 17,6 tys. lokali.

Na koniec czerwca br. Grupa Dom Development miała w swojej ofercie 2 579 lokali dostępnych do sprzedaży. To poziom nieznacznie niższy niż w połowie ubiegłego roku (2 657 lokali), ale jednocześnie wyższy niż na koniec trzech poprzednich kwartałów, co świadczy o systematycznym rozbudowywaniu oferty.

– W drugiej połowie 2023 roku planujemy w dalszym ciągu poszerzać naszą ofertę. W obecnym otoczeniu rynkowym przewagę zyskują deweloperzy tacy jak Grupa Dom Development – doświadczeni, znani z wysokiej jakości, posiadający zdywersyfikowany bank ziemi oraz stabilną sytuację finansową pozwalającą na sprawne uruchamianie projektów – wskazuje Prezes Zarządu Dom Development.

Blisko 4 400 sprzedanych lokali czekających na przekazanie w kolejnych kwartałach

W I półroczu tego roku Grupa Dom Development rozpoznała przychody w wysokości 1 275 mln zł i wypracowała blisko 223 mln zł zysku netto. Rezultaty te są odpowiednio o 4% i 6% niższe w porównaniu z osiągniętymi w analogicznym okresie 2022 roku, co jest zgodne z założeniami Zarządu. Niższe przychody to efekt mniejszej liczby lokali przekazanych nabywcom, wynikającej z harmonogramów realizowanych projektów. W I półroczu tego roku Grupa przekazała klientom łącznie 1 998 lokali wobec 2 178 w I połowie 2022 r. W całym poprzednim roku, rekordowym w dotychczasowej historii Dom Development, Grupa przekazała łącznie 3 666 lokali. W 2023 roku ten rezultat może zostać przekroczony.

– Spodziewamy się wysokiego wolumenu przekazań mieszkań w drugiej połowie tego roku i w kolejnych kwartałach, co znajdzie odzwierciedlenie w rozpoznawanych wówczas przychodach. Na koniec czerwca mieliśmy w sumie 4 399 sprzedanych lokali, które nie zostały jeszcze przekazane nabywcom, z czego 493 to lokale już gotowe, a w przypadku 1 812 budowa zakończy się przed końcem bieżącego roku. Zakładamy, że w trzecim i czwartym kwartale 2023 r. rozpoczniemy przekazania w 15 projektach liczących łącznie prawie  2 000 lokali. Wszystkie nasze inwestycje realizowane są zgodnie z planem, przy utrzymaniu satysfakcjonującej rentowności – podkreśla Leszek Stankiewicz, Wiceprezes Zarządu i Dyrektor Finansowy Dom Development.

Mocnymi stronami, stanowiącymi niewątpliwą przewagę konkurencyjną Grupy Dom Development, są jej silna i rozpoznawalna marka, zróżnicowana oferta w czterech najlepiej prosperujących aglomeracjach, wchodzący w skład Grupy generalni wykonawcy realizujący budowy zgodnie z wysokimi standardami jakościowymi i w konkurencyjnej cenie, duży i zdywersyfikowany bank ziemi, a także silny bilans.

– Na koniec czerwca tego roku poziom gotówki wynosił 666 mln zł, przewyższając zobowiązania finansowe Grupy o 312 mln zł, a ponadto posiadaliśmy niewykorzystane linie kredytowe o wartości 395 mln zł. Jest to dla nas komfortowa sytuacja, pozwalająca elastycznie reagować na pojawiające się okazje rynkowe, by sprawnie zwiększać skalę działalności – dodaje Leszek Stankiewicz.

W połowie czerwca tego roku, Walne Zgromadzenie Dom Development, zgodnie z rekomendacją Zarządu, uchwaliło rekordową dywidendę w wysokości 11 zł na akcję, czyli łącznie 283 mln zł. Dywidenda została wypłacona akcjonariuszom na początku lipca br.

Wybrane skonsolidowane wyniki finansowe Grupy Dom Development

Rachunek zysków i strat II kw.

2023

II kw.

2022

Zmiana

r/r

I poł.

2023

I poł.

2022

Zmiana

r/r

Przychody ze sprzedaży 452,5 601,8 (25)% 1 274,5 1 328,8 (4)%
Przychody ze sprzedaży wyrobów gotowych 424,1 524,7 (19)% 1 228,9 1 238,1 (1)%
     Przekazane lokale (szt.) 648 1 084 (40)% 1 998 2 178 (8)%
     Przychody na lokal (tys. PLN) 654,5 484,0 35% 615,1 568,5 8%
Zysk brutto ze sprzedaży 140,1 171,7 (18)% 397,6 405,5 (2)%
Marża brutto 31,0% 28,5% 2,5 p.p. 31,2% 30,5% 0,7 p.p.
Zysk operacyjny (EBIT) 73,7 108,6 (32)% 271,0 282,5 (4)%
Marża EBIT 16,3% 18,0% (1,7) p.p. 21,3% 21,3% 0 p.p.
Zysk brutto 81,0 115,1 (30)% 281,8 293,1 (4)%
Marża zysku brutto 17,9% 19,1% (1,2) p.p. 22,1% 22,1% 0 p.p.
Zysk netto 63,8 94,0 (32)% 222,6 235,8 (6)%
Marża zysku netto 14,1% 15,6% (1,5) p.p. 17,5% 17,7% (0,2) p.p.
Zysk na akcję (PLN) 2,49 3,68 (32)% 8,69 9,25 (6)%

 

MSR 15 – przychody ze sprzedaży wyrobów gotowych rozpoznawane w momencie przekazania

Dane w mln PLN

DSV ogłasza program inwestycji w Polsce wart 1 mld PLN

DSV – Global Transport and Logistics opracowało nową strategię inwestycyjną Grupy, obejumującą 5 – letni program inwestycji w Polsce o łącznej wartości ponad 1 mld zł. Jego największym elementem będzie centrum logistyczne w Wypędach k. Warszawy. Będzie to jeden z najnowocześniejszych i najbardziej zaawansowanych pod względem ekologicznym obiektów w swojej klasie w Polsce. Jego uruchomienie przewidziane jest na 2025 rok.

W ramach programu inwestycyjnego DSV będą realizowane kluczowe projekty zwiększające odporność krajowych i  europejskich łańcuchów dostaw oraz rozwiązania przyspieszające zieloną transformację sektora logistycznego. Sztandarową inwestycją, której realizacja rozpocznie się w ostatnim kwartale 2023 roku, jest budowa wartego ponad 260 mln zł. centrum logistycznego w Wypędach, koło Warszawy.

– DSV jest jednym z globalnych liderów branży TSL realizujących założenia zrównoważonego rozwoju. Pracujemy intensywnie nad tym, aby wyróżniać się również pod tym względem w Polsce. Chcemy, by wszystkie nasze obiekty spełniały najwyższe standardy i wspierały naszych klientów w osiąganiu ich własnych celów redukcji emisji CO2, w całym łańcuchu dostaw. Już dziś ESG jest elementem strategii wielu naszych partnerów biznesowych. Nie wyobrażam sobie nie podążać razem z nimi w kierunku redukcji śladu węglowego. Powiem więcej, w mojej ocenie, już w niedalekiej przyszłości, ci gracze na rynku TSL, którzy nie podejmą realnych kroków w zakresie realizacji celów zielonej transformacji, przestaną być konkurencyjni. – przekonuje Wojciech Cipiur, Prezes Zarządu DSV Solutions Polska.

Centrum logistyczne DSV w Wypędach będzie wyposażone w panele fotowoltaiczne, umieszone na powierzchni dachowej oraz magazyny energii. Dzięki tym rozwiązaniom będzie ono energetycznie samowystarczalne. Na terenie inwestycji zaplanowano też instalację rozwiązań z zakresu zarządzania wodą, wspierające elektromobilność – 16 stanowisk ładowania e-ciężarówek i e-naczep, i szeroką cyfryzację procesów, np. w zakresie sterowania oświetleniem. Jej realizacja przewiduje również współpracę z lokalną społecznością. Dlatego, w porozumieniu z przedstawicielami gminy Raszyn, DSV wybuduje w ramach inwestycji dodatkową infrastrukturę, w tym m.in. nowe przystanki autobusowe i ciągi pieszo-rowerowe. Planowany jest również remont okolicznych dróg, skrzyżowań oraz oświetlenia ulicznego czy rozbudowa sieci wodno-kanalizacyjnej. Kompleks w Wypędach wprowadzi do polskiej branży logistycznej zupełnie nowe standardy z zakresu projektowania i ekologii obiektów tego typu, jak i realizacji projektów inwestycyjnych w zgodzie z kryteriami ESG.

– Inwestycje, które zrealizowaliśmy na terenie Polski w ostatnich latach, przyczyniły się do znaczącego zwiększenia liczby naszych terminali dystrybucyjnych. Dziś DSV w Polsce jest nie tylko liderem w zakresie realizacji transportów drobnicowych na rynku krajowym i europejskim – ale też benchmarkiem dla Europy Zachodniej w dziedzinie logistyki i spedycji. – podkreśla Filip Czerwiński, Prezes Zarządu DSV Road PolskaNowe inwestycje to potwierdzenie statusu Polski w wąskim gronie strategicznie kluczowych rynków dla Grupy DSV w Europie.

W ciągu najbliższych 5 lat DSV w Polsce ma w planach budowę kolejnych obiektów w najważniejszych punktach dystrybucyjnych w kraju – Łodzi, Wrocławiu, Poznaniu czy Sosnowcu. Wszystkie kolejne centra będą powielać standardy oraz rozwiązania proekologiczne, które będą wdrażane w obiekcie DSV w Wypędach.

– Poprzez nasz nowy plan inwestycji chcemy wesprzeć proces budowy renomy Polski jako najlepszego miejsca do rozwoju biznesu o europejskiej i globalnej skali. Kwestia stabilnych łańcuchów dostaw, połączeń z innymi krajami europejskimi, jest często kluczowa dla potencjalnych inwestorów. Silna branża TSL nie tylko wspiera pozyskiwanie nowych projektów inwestycyjnych, ale też ekspansję polskich firm na rynki zagraniczne. – wskazuje Wojciech Cipiur, Prezes Zarządu DSV Solutions Polska. – Tworzymy nowe centra logistyczne, rozwijamy specjalistyczną powierzchnię magazynową, która może znacząco zwiększyć się w przeciągu najbliższych 5 lat, by odpowiedzieć na przyszłe oczekiwania naszych partnerów. Poprzez nowy program inwestycji odpowiadamy na prognozowane potrzeby rynku i klientów, a wręcz wyprzedzamy trendy w ich branżach. Dziś jest czas na działanie, którego nie możemy zmarnować.

Program inwestycji DSV ma na celu wzmocnienie pozycji Polski w europejskich oraz globalnych łańcuchach dostaw, jak i wspieranie zielonej transformacji polskiej branży transportowej.

Bez niespodzianek w Jackson Hole

Bankierzy centralni bardzo ostrożnie wypowiadali się w tym roku. Niewiele można powiedzieć o przyszłych decyzjach z wyjątkiem dominującego scenariusza braku podwyżek stóp we wrześniu w USA.

Sympozjum w Jackson Hole

Jackson Hole to miejscowość w USA, gdzie co roku odbywa się ważne spotkanie bankierów centralnych. Jest to na tyle ważny element w kalendarzach makroekonomicznych, że wielu analityków czeka na nie z zapartym tchem. Czasem jest tak jak w zeszłym roku, kiedy mamy bombę i dużo niespodzianek, czasem jak w tym, kiedy w sumie nie wiadomo, co mamy. Wystąpienia w tym roku mówiły głównie o rozsądku w podejściu. Co to znaczy? Mniej więcej tyle, że jak sytuacja się pogorszy, a ceny będą się utrzymywać wysokie, to podniosą stopy procentowe. Jak będzie dobrze, to nie będzie dalszych podwyżek, a w dalszej perspektywie nawet obniżki. Rynek oczywiście na samym początku miał bardzo dużą zmienność. W ciągu kilku kwadransów widzieliśmy ponad 3 grosze zmiany na kursie dolara względem złotego. Szybko jednak doszło do ustabilizowania sytuacji.

Dane z Niemiec

Jeszcze przed Jackson Hole dzień zaczął się serią ważnych odczytów z Niemiec. Najpierw pojawiło się finalne potwierdzenie danych na temat PKB. Okazuje się, że w ujęciu kwartalnym mamy brak zmian, po dwóch spadkowych kwartałach. Z kolei w ujęciu rocznym drugi kwartał tego roku był drugim spadkowym kwartałem z rzędu. W rezultacie Niemcy mają za sobą zarówno dwa kwartały z rzędu rocznego, jak i kwartalnego spadku PKB. Można zatem śmiało mówić o problemach tamtejszej gospodarki. Pewnym potwierdzeniem jest również kolejny słabszy od oczekiwań Indeks instytutu IFO. Pesymistyczne nastroje w niemieckim przemyśle nie powinny nas jednak zaskakiwać.

Ceny surowców energetycznych

Ropa naftowa cały czas utrzymuje się na relatywnie wysokich poziomach, ale jej ceny są mocno stabilne względem tego, co się dzieje chociażby na gazie ziemnym. Tam nastąpiło najpierw duże uspokojenie po domknięciu negocjacji strajkowych w Australii. Ceny w Europie są bowiem mocno zależne od wielu różnych nawet bardzo egzotycznych destynacji, od kiedy gwałtownie ograniczono import surowców ze Wschodu. Jednak ruchy były nawet jak na ten rynek bardzo gwałtowne. Spadek w ciągu dwóch dni z 47 na 35 euro za megawatogodzinę to zmienność, której nie oglądamy ostatnio nawet na kryptowalutach. Do tego w piątek mieliśmy korektę tego ruchu i ceny przez chwilę przekroczyły 38 euro.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat

Koniunktura w budownictwie – komentuje Sławomir Majchrowski, prezes Grupy Selena

Najnowsze dane GUS dotyczące koniunktury w budownictwie wskazują, że w lipcu br. wskaźnik oceny ogólnego klimatu wciąż jest na minusie. Oznacza to, że przedsiębiorcy w dalszym ciągu kwalifikują swoją sytuację jako słabą i nie wykazują chęci podejmowania ryzyka inwestycyjnego. Jednak, w porównaniu do czerwca, wskaźnik ten jest o 1,8 punktu mniejszy, co można szacować jako bardzo delikatny optymizm, gdyż co dziesiąta firma odczuwa już poprawę koniunktury.

Z analizy GUS wynika, że pomimo mniej pesymistycznej niż przed miesiącem prognozy sytuacji finansowej utrzymują się negatywne diagnozy w zakresie portfela zamówień i bieżącej produkcji budowlano-montażowej na rynku krajowym. Co istotne, zgłaszany jest wzrost opóźnień płatności za wykonane roboty budowlano-montażowe. W mojej ocenie to znacząco wpływa na koniunkturę w branży, wydłużając jednocześnie czas budowania. Tym samym oddziałuje na wzrost cen robót budowlano-montażowych, a to zamyka koło dalszego wzrostu inflacji i intensyfikację działań zmierzających ku zachowaniu płynności finansowej. Tym bardziej, że, wracając do publikacji GUS-u, w przedsiębiorstwach wciąż zgłaszane są bariery związane z wysokimi kosztami zatrudnienia, kosztami materiałów oraz ogólną niepewnością sytuacji gospodarczej w kraju. Biorąc powyższe pod uwagę, można prognozować, że musimy jeszcze poczekać na powrót branży budowlanej na stabilną ścieżkę wzrostu. Szacuję, że mniej więcej dopiero za rok, półtora nastąpi powrót do silniejszego rynku.

Tanie mieszkania? Na rynku wtórnym znaleźć najłatwiej

Czy w Warszawie można kupić mieszkanie za niespełna 6 tys. zł za m kw., a w Łodzi za mniej niż 4,5 tys. zł za metr? Tak! Eksperci portalu GetHome.pl sprawdzili, ile kosztują najtańsze mieszkania w siedmiu największych metropoliach.

Najpewniej dla bardzo wielu Polek i Polaków ceny mieszkań w największych miastach mogą wydawać się wręcz kosmiczne. W Warszawie i Krakowie średnia cena metra kwadratowego oscyluje już w granicach 14-15 tys. zł. Pamiętajmy jednak, że można tam znaleźć lokale nawet za połowę tej ceny – mówi ekspert portalu GetHome.pl Marek Wielgo.

Najtańszych M w przeliczeniu na metr kwadratowy radzi on szukać na rynku wtórnym. Warto jednak wziąć pod uwagę fakt, że najczęściej nie będą to oferty marzeń. Jeśli mieszkanie jest tanie, to zwykle dlatego, że z jakichś powodów sprzedającemu trudno znaleźć na nie chętnego.

Używane tańsze od nowych

Z danych portali BIG DATA RynekPierwotny.pl i GetHome.pl wynika, że w większości analizowanych metropolii średnia cena metra kwadratowego mieszkań z drugiej ręki jest niższa niż nowych od deweloperów.srednia-ofertowa-cena-mieszkan-lipiec-2023

Największa różnica na korzyść rynku wtórnego jest w miastach Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii oraz w Łodzi. A to dlatego, że wciąż bardzo wysoki jest tam udział mieszkań w PRL-owskich blokach i starych kamienicach. W Bytomiu, Rudzie Śląskiej czy Zabrzu najtańsze mieszkania do remontu kosztują tylko niespełna 2,5 tys. zł za m kw. Przy czym mówimy tu o metrażach nieprzekraczających 100 m kw. Ceny większych lokali oscylują wokół 2 tys. zł za metr. Np. 10-pokojowy o łącznej powierzchni użytkowej 181 m kw. w centrum Pyskowic jest do nabycia za 350 tys. zł. Dodajmy, że obecny właściciel prowadzi tu hotel pracowniczy.

Amatorów mieszkań w starych kamienicach może zainteresować oferta z Łodzi. Za dwupokojowe mieszkanie o powierzchni 87 m kw. przy dworcu Łódź Fabryczna sprzedający życzy sobie 390 tys. zł, czyli niespełna 4,5 tys. zł za metr. To niewiele jak na warunki łódzkie, gdzie średnia cena metra kwadratowego na rynku wtórnym przekracza już 7,5 tys. zł, a na pierwotnym – sięga 9,9 tys. zł.

Na drugim biegunie cenowym jest Warszawa i Trójmiasto, gdzie w sprzedaży na rynku wtórnym jest już dużo stosunkowo nowych mieszkań, więc średnia cena metra kwadratowego jest wyższa niż w ofercie deweloperów. Oczywiście na obu rynkach ceny najtańszych oraz najdroższych mieszkań często dzieli przepaść. W stolicy znaleźliśmy dosłownie cztery inwestycje deweloperskie, w których teoretycznie można jeszcze znaleźć mieszkania z ceną poniżej 8,5 tys. zł za m kw. Są one zlokalizowane w dzielnicach Wawer i Białołęka, a więc na obrzeżach miasta. Z kolei ceny mieszkań z drugiej ręki zaczynają się od niespełna 6 tys. zł za metr. Jednak po pierwsze, można je policzyć na palcach jednej ręki, a po drugie wymagają wykończenia lub gruntownego remontu.

Także w Trójmieście, Krakowie, Poznaniu i Wrocławiu oferowane są używane mieszkania z ceną poniżej 6 tys. zł za m kw. Np. w Gdyni znaleźliśmy taki lokal w budynku handlowo-usługowym, który został przekształcony w mieszkalny. Potencjalnego nabywcę czeka więc kapitalny remont.

Podobnie w pozostałych metropoliach. Na ogół, jeśli ktoś chce kupić tanie mieszkanie, to musi się liczyć z przeprowadzką na peryferia lub dopłacić do remontu mieszkania. Przy czym w ofercie poznańskich i krakowskich deweloperów nie ma już mieszkań z ceną poniżej 7,5 tys. zł za m kw., zaś w Trójmieście i Wrocławiu można jeszcze takie znaleźć na dalekich obrzeżach.

Dlaczego tu jest tak tanio?

Nieżyjący już brytyjski potentat nieruchomościowy Harold Samuel mawiał, że trzy rzeczy mają decydujący wpływ na ceny nieruchomości: to lokalizacja, lokalizacja, lokalizacja. Na pewno jest w tym dużo racji. Jednak w praktyce tych czynników jest więcej – mówi  Marek Wielgo. I dodaje, że kluczowa jest komunikacja, bliskość przedszkoli, szkół, punktów usługowych i sklepów. Na obrzeżach miast infrastruktura jest słabiej rozwinięta, więc ceny mieszkań są niższe. Często można się więc spotkać z paradoksem, który polega na tym, że mieszkania w starych blokach z wielkiej płyty są droższe od nowych mieszkań na peryferiach.

Okazuje się jednak, że bardzo duże dysproporcje cenowe występują nawet w jednej lokalizacji. W kamienicach bez windy mniej chodliwe są mieszkania na górnych kondygnacjach. A nawet, jeśli w starym budynku jest winda, to wycena mieszkań na wyższych kondygnacjach zwykle maleje. Pojawia się bowiem obawa, że winda się zepsuje, a to spory kłopot szczególnie dla rodzin z dziećmi lub seniorów. Poza tym w niektórych starych blokach problemem może być obniżone ciśnienie wody na górnych piętrach.

Ponadto, zarówno w starych, jak i nowych budynkach mieszkania mają różne ceny także ze względu na metraż i liczbę pokoi. Mniejsze mieszkania są zwykle relatywnie droższe w przeliczeniu na metr kwadratowy. Sprzedający wykorzystują po prostu fakt, że małe mieszkania mają niższą cenę jednostkową.srednia-ofertowa-cena-mkw-w-zaleznosci-od-liczby-pokoi

Będzie coraz drożej

Niestety, w tym roku w największych metropoliach skurczyła się oferta mieszkań, bo podaż nie nadąża za popytem, który wyraźnie się ożywił na skutek wzrostu dostępności kredytów mieszkaniowych. W efekcie rosną ceny mieszkań, bo wyprzedają się te najtańsze, a równocześnie rosną oczekiwania sprzedających. Na rynku wtórnym tegorocznym liderem wzrostu średniej ceny metra kwadratowego mieszkań jest Górnośląsko-Zagłębiowska Metropolia. Jak wynika z danych portalu GetHome.pl, od grudnia do lipca średnia wrosła aż o 17%. Duża podwyżka miała też miejsce w Krakowie (o 10%), Wrocławiu (o 8%) i Trójmieście (o 7%).srednia-cena-mieszkan-na-rynku-wtornym

Niestety, nie mamy dobrej wiadomości szczególnie dla tych, którzy chcieliby kupić mieszkania za jak najniższą cenę. Szybko kurczy się bowiem ich udział w ofercie. W grudniu ubiegłego roku aż 93% mieszkań w ofercie śląskich agencji pośrednictwa kosztowało mniej niż 8 tys. zł za m kw. W lipcu tego roku udział takich lokali skurczył się do 75%. Z kolei z 5% do 20% zwiększył się odsetek mieszkań z ceną ofertową w przedziale 8-10 tys. zł za metr. Podobne zjawisko obserwujemy także w pozostałych metropoliach.struktura cenowa

Autor: Marek Wielgo, ekspert portalu GetHome.pl

Wysoka podaż na rynku biurowym w Katowicach – najemcy renegocjują umowy

Katowice pozostają w czołówce najszybciej rozwijających się miast w Polsce. O rosnącej atrakcyjności górnośląskiej stolicy świadczy nie tylko 2. miejsce w rankingu na najlepsze miasto do życia w Polsce wg portalu Business Insider, ale także dynamiczna sytuacja na rynku nieruchomości komercyjnych. W mieście aktualnie powstaje ponad 100 000 mkw. nowej powierzchni biurowej, co plasuje Katowice na 3. pozycji wśród miast regionalnych (po Wrocławiu i Krakowie) pod względem budowy biur. Jednak pierwsza połowa tego roku zdecydowanie należała do najemców. Ze względu na dużą podaż mogli oni przebierać w dostępnych ofertach i sytuacja taka utrzyma się także w drugiej połowie roku.

W pierwszej połowie 2023 roku całkowita podaż powierzchni biurowej w stolicy Śląska wynosiła 726 tys. mkw., z czego 146 tys.  mkw. pozostawało dostępne do wynajęcia. Nowych najemców znalazło 25 tys. mkw., co oznacza spadek popytu względem analogicznego okresu w 2022 roku aż o 43%. Rynek skrupulatnie wykorzystał tę sytuację, gdyż w strukturze popytu znaczący, bo wynoszący aż 45%, okazał się udział renegocjacji umów.

– Katowice przyciągają firmy poszukujące nowoczesnych powierzchni biurowych w atrakcyjnych cenach. Choć w ostatnim półroczu w mieście nie oddano do użytku nowych przestrzeni, to w ubiegłym roku podaż wyniosła aż 127 tys. mkw. nowoczesnych powierzchni biurowych, a dane wskazują, że ponad 100 tys. mkw. jest obecnie w trakcie budowy. Wybór w Katowicach jest więc w tym momencie naprawdę imponujący, a warunki negocjacyjne zdecydowanie sprzyjają najemcom – mówi Barbara Pryszcz, Dyrektorka Regionalna Colliers w Katowicach.

Lider w regionie

W pierwszym półroczu 2023 roku katowicki oddział Colliers zdecydowanie wyprzedził lokalną konkurencję, reprezentując zarówno najemców, jak i właścicieli budynków podczas transakcji obejmujących łącznie aż 16 tys. mkw. powierzchni. Do kluczowych transakcji wspieranych przez Colliers należy przedłużenie najmu 3,9 tys. mkw. przez Eurofins w Katowice Business Point, renegocjacja 1,7 tys. mkw. przez KPMG w budynku Francuska Office Centre B czy renegocjacje umów przez Medicover oraz Deloitte na wynajem przestrzeni w budynku Face2Face A (odpowiednio na 1,4 tys.  mkw. i 1,3 tys. mkw.).

Trendy na rynku

Katowicka oferta nieruchomości biurowych ewoluuje w odpowiedzi na rosnące i zmieniające się potrzeby rynku. Wśród najemców zwiększa się zainteresowanie mniej popularnymi dotąd rozwiązaniami, takimi jak krótkoterminowe umowy najmu czy gotowe przestrzenie biurowe, minimalizujące początkowe koszty działalności. W obliczu wysokiej podaży i stosunkowo niskiego popytu wynajmujący wykazują się dużą otwartością i elastycznością, coraz chętniej odpowiadając na oczekiwania rynku.

– Wśród aktualnych trendów, mających wpływ na lokalny rynek, dostrzegamy wydłużenie procesów negocjacyjnych oraz rosnące zainteresowanie mniejszymi powierzchniami biurowymi. Nie spodziewamy się jednak, by katowicki rynek nieruchomości komercyjnych miało dotknąć jakiekolwiek długotrwałe spowolnienie. Mimo stosunkowo niewielkiego popytu w pierwszym półroczu 2023, obserwujemy ciągłe zainteresowanie inwestorów i deweloperów tym regionem. Planowana liczba nowych projektów biurowych nie zmalała, a jedynie zmienia swoją koncepcję zagospodarowania i realizacji bieżących założeń funkcjonalnych oraz innowacyjnych rozwiązań, jak multifunkcyjność oraz dopasowanie do bieżących wymagań rynku i jego użytkowników – podsumowuje Katarzyna Wojciechowska, Associate w katowickim biurze Colliers.

Grupa Würth ogłosi drugie Wezwanie na akcje TIM S.A.

Grupa Würth zamierza ogłosić drugie Wezwanie na wszystkie akcje TIM S.A („Wezwanie”). Pierwsze Wezwanie na akcje TIM S.A. (ogłoszone w kwietniu br.) zostało zakończone bez zawierania transakcji w związku z brakiem wydania decyzji przez Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów („UOKiK”) w sprawie koncentracji Grupy Würth oraz TIM S.A. do 23 sierpnia 2023 r., czyli daty zakończenia przyjmowania zapisów pierwszego Wezwania. Grupa Würth pozostaje zaangażowana w przejęcie TIM S.A. i podejmuje odpowiednie kroki, by pozytywnie zakończyć transakcję tak szybko, jak to będzie możliwe.

Pomimo maksymalnego wydłużenia okresu pierwszego Wezwania, UOKiK nie wydał zgody w terminie obowiązywania pierwszego Wezwania. W rezultacie nie został spełniony istotny i ostatni warunek pierwszego Wezwania, a tym samym Grupa Würth nie nabyła akcji w ramach pierwszego Wezwania. Prezes UOKiK skierował złożone zgłoszenie do fazy pogłębionej analizy, wydłużając tym samym termin zakończenia postępowania o 4 miesiące.

Pozostajemy w stałym dialogu z UOKiK i utrzymujemy pełną współpracę i wsparcie. Nadal jesteśmy przekonani o uzyskaniu pozytywnej decyzji organów antymonopolowych, dlatego podtrzymujemy nasze zaangażowanie w transakcję. Ogłosimy kolejne Wezwanie, a odpowiednie powiadomienie zostało złożone w KNF – komentuje Ulrich Liedtke, wiceprezes odpowiedzialny za międzynarodową sprzedaż hurtową produktów elektrotechnicznych w Grupie Würth.

W dniu 25 sierpnia FEGA & Schmitt Elektrogroßhandel GmbH, podmiot należący do Grupy Würth, poinformował że zamierza ogłosić Wezwanie do zapisywania się na sprzedaż akcji TIM S.A. Cena akcji w Wezwaniu wyniesie 50,69 zł za jedną akcję, czyli dokładnie tyle samo ile w pierwszym Wezwaniu.

Pierwsze Wezwanie na akcji TIM S.A. spotkało się z dużym zainteresowaniem. Zapisy zebrane już na początku maja reprezentowały co najmniej 50% ogólnej liczby głosów. To konsekwencja m.in. złożonych wcześniej zapisów w ramach Wezwania po uzgodnionej cenie 50,69 zł za akcję przez największych akcjonariuszy i kluczowych menadżerów TIM S.A. posiadających łącznie ok. 42% ogólnej liczby akcji w kapitale zakładowym i ogólnej liczby głosów.

Pozostajemy optymistami, że nasze drugie Wezwanie spotka się z co najmniej takim samym zainteresowaniem akcjonariuszy jak pierwsze, a zgoda UOKiK na koncentrację zostanie wydana przed upływem końca zapisów nowego Wezwania – dodaje Ulrich Liedtke.

Zmiany w płacy minimalnej. Czy Polska z 20 proc. wzrostem dogoni Niemcy i Francję?

Stawki płacy minimalnej w poszczególnych państwach Unii Europejskiej stale rosną. W większości przypadków wynika to z wdrażania przepisów gwarantujących tzw. minimum egzystencji. Wzrost stawek najniższego wynagrodzenia dotyczy również Polski. Jednak zwiększenie wynagrodzeń wiąże się ze wzrostem obciążeń na ZUS i płaceniem wyższej kwoty podatku PIT.

W 2024 roku będziemy świadkami dwukrotnej podwyżki płacy minimalnej. Najpierw w styczniu stawka wzrośnie do 4242 zł brutto, a potem w lipcu do historycznego poziomu 4300 zł brutto. W porównaniu z płacą na poziomie 3600 zł z 2022 roku będzie to wzrost o blisko 20 proc. Oznacza to, że od 1 lipca 2024 pracownik otrzyma na rękę 3261,53 zł.

Po podwyżce płacy w lipcu, Polska znajduje się na 14. miejscu spośród państw Unii Europejskiej pod względem wysokości minimalnego wynagrodzenia. Wyprzedzamy m.in. takie kraje, jak Litwa, Rumunia, Węgry i Bułgaria. Z kolei Estonia, Chorwacja, Czechy i Słowacja mają minimalne wynagrodzenie na zbliżonym poziomie co Polska.

Płaca minimalna w Europie

W Europie najwyższe miesięczne minimalne wynagrodzenie obowiązuje w Luksemburgu i wynosi 2387 euro, czyli około 10,6 tys. zł. Na drugim miejscu znajdują się Niemcy, gdzie płaca minimalna to obecnie 1981 euro, a więc około 8,9 tys. zł, czyli blisko 2,5 razy więcej niż w Polsce. Co istotne, w Niemczech wynagrodzenie minimalne w 2023 r. względem 2022 roku wzrosło o ponad 22 proc, a w Polsce o 18 proc., przeliczając euro na PLN i o 14 proc., jeśli do wyliczenia wzięlibyśmy pod uwagę kwoty w euro.

Minimalne wynagrodzenie na poziomie zbliżonym do Niemiec obowiązuje również w Belgii, Holandii oraz Irlandii. We Francji jest to około 7,6 tys. zł, czyli 1300 zł mniej niż w Niemczech, ale dwa razy więcej niż w Polsce. Największy wzrost płacy minimalnej nastąpił na Litwie, gdzie stawki zwiększyły się o 24 proc.

Stawki rosną, ale…

Istotny jest fakt, że w Niemczech i Francji dynamika wzrostu stawek minimalnego wynagrodzenia w ostatnich 14 latach jest mniejsza niż w Polsce czy Estonii. Przykładowo w Niemczech od 2010 roku płaca minimalna wzrosła o ok. 40 proc., a w Polsce o ok. 130 proc., przeliczając kwoty na wartości w euro i o ok. 170 proc. w złotówkach. Dane te pokazują również, jak polska złotówka straciła względem euro.

Można odnieść wrażenie, że minimalne wynagrodzenie w Polsce rośnie szybciej niż w Niemczech. Jest to jednak złudne. Na przestrzeni lat 2010-2023 w Niemczech zwiększyło się ono o blisko 600 euro, a w Polsce o nieco ponad 300 euro. Wartościowo Polska ma dużo niższy przyrost niż Niemcy.

W 2024 roku dalsze wzrosty

W przyszłym roku w Polsce docelowa wartość minimalnego wynagrodzenia to 4300 zł, a więc o 20 proc. więcej niż w 2022 roku. Po przeliczeniu po kursie euro wynoszącym 4,46 zł, jest to kwota równa 156 euro. W Niemczech według zapowiedzi płaca minimalna ma wzrosnąć tylko o 3,4 proc., a więc o 67 euro. Oznacza to, że w 2024 roku w Polsce zanotujemy znaczny wzrost – zarówno procentowy, jak i wartościowy względem naszych sąsiadów. Porównując wzrosty płac minimalnych w Polsce i Niemczech, należy jednak pamiętać, że w 2023 roku względem Niemiec mamy o ok. 10 proc. wyższą inflację.

W związku ze wzrostem stawki płacy minimalnej wzrosną również obciążenia dla pracownika i pracodawcy. Od 1 lipca zatrudniony dostanie o 17 proc. więcej niż w 2022 roku, co oznacza, że będzie musiał zapłacić wyższy podatek PIT i składki ZUS. Z kolei pracodawca będzie płacił większe składki ZUS.

Wysokość płacy minimalnej w Polsce nadal odbiega od stawek m.in. w Niemczech. Jednak ze względu na dynamikę zmian powstaje pytanie, czy w kolejnych latach będziemy notować większy wzrost niż kraje przodujące. Dodatkowo musimy pamiętać o inflacji. Większy wzrost płacy minimalnej nie oznacza, że nasz koszyk z zakupami zawsze będzie większy, może być wręcz odwrotnie.

Piotr Juszczyk, Główny Doradca Podatkowy w inFakt

W jakim kierunku zmierza rynek biurowy w Polsce

Czy firmy dostosowały już powierzchnię do nowego systemu świadczenia pracy? Wolą renegocjować umowy czy raczej przenosić się do nowych lokalizacji?   

Firmy w Polsce chciałyby powrotu pracowników do biur, ale muszą poszukiwać optymalnych rozwiązań, które odpowiadałyby także oczekiwaniom zespołów. W niektórych firmach wszyscy pracownicy pracują z biura, ale stanowią one zaledwie klika, może kilkanaście procent organizacji. Standardem na rynku staje się system 2/3 lub 3/2 dni pracy w tygodniu z biura, a w niektórych przypadkach także znacznie rzadziej. Wielu pracowników, którzy zostali zatrudnieni w pandemii pracuje też z miast, gdzie spółki nie mają siedziby.

Widoczny jest trend optymalizowania powierzchni. Najemcy stawiają na nową, atrakcyjną przestrzeń, wspierającą pracę i kreatywne myślenie. W ten sposób starają się związać pracowników z organizacją oraz integrować teamy. Jak wskazują wyniki badań, które przeprowadziliśmy, większość firm jest zadowolona ze swoich biur w zakresie lokalizacji, ale pracuje nad zmianą ich funkcjonalności, co sprawia, że mamy coraz więcej renegocjacji umów.

Ilość wolnych powierzchni w wysokiej klasy obiektach w ścisłych centrach miast jest mocno ograniczona i często jest o nie wyścig, choć oznacza to umowę co najmniej na 7 lat i zwykle dopłatę do aranżacji lub konsumpcję znacznej części wakacji czynszowych.

Jak przebiegają negocjacje dotyczące partycypacji właścicieli budynków w kosztach fit-out’u?

W tym przypadku wiele się zmieniło w ciągu ostatniego półtora roku. Uczestnicy warszawskiego rynku mają świadomość, że przygotowanie nowoczesnego i funkcjonalnego biura pod klucz w nowym obiekcie to koszt, którego Wynajmujący nie są już w stanie ponieść w 100 proc. Pomimo 7 letnich umów oferowane budżety nie wystarczają na całościową realizację fit-outu. Najemcy często konwertują dodatkowe zachęty lub dokładają do prac. Tym istotniejsza jest teraz rola doradztwa technicznego, które jest głównym elementem optymalizacji kosztów aranżacji.

Na rynkach regionalnych sytuacja jest lepsza, w wielu przypadkach dotyczących kluczowych klientów, przy 5 letnich umowach udaje się dostarczyć powierzchnię wykończoną pod klucz. Wiąże się to natomiast z samą specyfikacja powierzchni i jej typem. Warszawa jako siedziba największych organizacji (w regionach mamy przewagę SSC i BPO) wyznacza trendy. Podejmowane są w niej szerzej zakrojone zabiegi z zakresu designu i ESG, co generuje wyższe koszty.

Jak najemcy radzą sobie ze wzrostem opłat za utrzymanie biur?

Główne wyzwania rynku biurowego to wysokie koszty aranżacji powierzchni oraz wysokość opłat eksploatacyjnych. Naturalnym krokiem dla firm jest tu weryfikacja kosztów eksploatacyjnych. Większość umów narzuca strukturę Triple Net. Najemcy uiszczają zaliczki na poczet realnie poniesionych przez wynajmującego kosztów, co jest zasadne. W przypadku dobrze wynegocjowanej umowy Najemca ma mechanizm weryfikacji rozliczeń, przedstawianych przez Wynajmującego i wnoszenia uwag, które powinny zostać uwzględnione. Na rynku niestety zdarzają się Wynajmujący, którzy w strukturze opłat eksploatacyjnych zawierają pozycje, które nie powinny się tam znaleźć lub rozdzielają koszty w sposób nietransparentny i niekorzystny dla Najemców. Należy również uważać na koszty związane z odsetkiem powierzchni niewynajętej w budynku, które Wynajmujący próbują przerzucać na Najemców.

Coraz większym obciążeniem dla Najemców są ceny energii elektrycznej, które wpływają na wysokość opłat eksploatacyjnych oraz dodatkowo są  kosztem licznikowym. Wielu Wynajmujących chwali się zabezpieczeniem dogodnych stawek oraz inwestycjami, które te koszty obniżają, jak oświetlenie typu LED (standard w nowych obiektach, a powszechna modernizacja w starszych), czujniki ruchu, fotowlotaika czy pompy ciepła, co potwierdzają certyfikaty LEED czy BREEAM. Zastosowane w biurowcach rozwiązania stanowią element rywalizacji o klienta.

Firmy natomiast poszukują nowych, bardziej przyjaznych kosztowo obiektów, zrealizowanych z duchem ESG. Najemcy pytają o rozwiązania z zakresu ESG czy certyfikaty WELL, natomiast są to głównie duże korporacje zagraniczne. Polskie firmy stawiają sobie coraz ambitniejsze cele w tym zakresie, ale mają również na uwadze element kosztowy. Poszukują rozwiązań najbliżej „złotego środka”. Sytuacja jest porównywalna z autami elektrycznymi, idee są słuszne, ale infrastruktura i koszty muszą nadążyć za trendem oraz przepisami.

Jaka jest sytuacja podażowa w Warszawie? Czy na warszawskim rynku brakuje już wolnych biur w centrum?

Rzeczywiście zaczyna brakować dużych powierzchni w Śródmieściu i na graniczącej z nim, bliskiej Woli, w dwóch najbardziej atrakcyjnych dla Najemców dystryktach. W tych lokalizacjach wzrosły też czynsze wywoławcze i mamy w nich już rynek Wynajmującego.

Niepokojąca jest stagnacja w zakresie inwestycyjnym. Na rynek wchodzi niewiele nowych projektów, ale można zauważyć delikatny optymizm i przekonanie, że sytuacja się zacznie polepszać w najbliższych miesiącach. W rejonie centrum miasta w przygotowaniu jest kilka inwestycji, natomiast pojawią się one na rynku dopiero za 2 do 4 lat.

Zgoła inna sytuacja jest na Mokotowie, w największym niegdyś zagłębiu biurowym w kraju na Służewcu, gdzie poziom pustostanów przekracza 20 proc. Najemcy mają tam szerokie możliwości wyboru powierzchni, jak i negocjacji warunków najmu.

Czy to już czas na modernizację starszych budynków w Warszawie? Czy właściciele są skłonni inwestować?

Odpowiedź nie jest tu jednoznaczna. Są właściciele, którzy inwestują i tacy, którzy chcą sprzedać nieruchomości, bo ponoszone koszty przy niesatysfakcjonującym poziomie dochodów obnażają słabość inwestycji. Można zakładać, że poza konwersjami, będziemy mogli również obserwować coraz liczniejsze wyburzenia starszych obiektów, ponieważ niejednokrotnie grunty, na którym są usytuowane dają niewspółmiernie większe możliwości ich zagospodarowania w zakresie nowych inwestycji. Mamy już przykłady takich realizacji, jak zamiana Atrium w Upper One, czy budowa wielofunkcyjnego kompleksu T22 w miejscu Centrum Jupiter.

Jaka sytuacja jest w regionach? Czy są chętni na biura? Czy będzie przybywało pustostanów? Na których rynkach?

Sytuacja jest zróżnicowana w poszczególnych lokalizacjach. Brakuje wysokiej jakości powierzchni w centrach miast, co najbardziej odczuwalne jest w Warszawie i Krakowie, gdzie jednocześnie średni stan pustostanów jest korzystny dla Najemców. Wysoki poziom pustostanów dotyka Wrocław i Trójmiasto, które zdecydowanie są rynkami Najemców. Brakuje nowych inwestycji, natomiast wydaje się, że w perspektywie 2-3 lat, sytuacja powinna się unormować i osiągnąć zdrową równowagę nowej podaży i popytu. W tej sytuacji przewagę zyskują renegocjacje.

Czy powierzchni nadal poszukują firmy zza wschodniej granicy?

Firmy, które weszły do Polski przed wybuchem konfliktu były to głównie spółki IT, które bardzo prężnie się rozwijają. Od marca 2022 roku napłynęło na polski rynek wiele organizacji ze Wschodu i dynamicznie się u nas rozwija. Podmioty, które relokowały biznes przechodzą obecnie z rozwiązań flex na najem regularny. Niektóre firmy deklarują powrót do swojego kraju, część wróciła już do siebie, ale są one w mniejszości.

Rynek reklamy rośnie o 6,7 proc. po drugim kwartale 2023 r.

Wartość rynku reklamowego wyniosła w pierwszym półroczu 2023 roku przeszło 5,6 mld zł i była większa od wartości z ubiegłego roku o 6,7 proc. Jak wynika z najnowszego Raportu o Rynku Reklamy, opublikowanego przez Publicis Groupe Polska, inwestycje reklamowe rosły w reklamie internetowej, telewizyjnej, radiowej, w outdoorze i kinie, zmalały zaś w prasie.

  • Udziały internetu w rynku reklamy utrzymują się na poziomie 45 proc., zaś telewizji spadły – poniżej 40 proc.
  • Wartość wydatków na reklamę digitalową wzrosła o 8,4 proc., czyli o przeszło 194,5 mln zł
  • Wartość wydatków na reklamę telewizyjną wzrosła o 4,1 proc., czyli o niemal 87,9 mln zł
  • Wzrósł udział reklamy radiowej, kinowej i reklamy online w rynku reklamy
  • Sektorem z największym wolumenem wzrostu wydatków pozostaje sektor handel

Wykres 1. Wartość rynku reklamowego netto po pierwszym półroczu w latach 2014 – 2023

PG_RAPORT_WYKRES_1

SEKTORY REKLAMOWE

W pierwszym półroczu 2023 r. rynek reklamy w Polsce zwiększył wartość o 6,7% względem analogicznego okresu 2022 r. Aż jedenaście sektorów zwiększyło inwestycje reklamowe, a pięć dokonało redukcji budżetów. Największy wzrost wolumenu wydatków wygenerował sektor handel – firmy handlowe przeznaczyły na reklamę o blisko 129 mln zł więcej, co oznacza wzrost o 11,7% rok do roku. Wśród liderów wydatków znajdziemy firmę TERG – właściciela sklepów Media Expert, sieć Lidl i Euro-Net Warszawa. Największy spadek wolumenu inwestycji reklamowych miał natomiast miejsce w przypadku sektora telekomunikacja – producenci z tego sektora przeznaczyli na reklamę w pierwszym półroczu 2023 roku o 24 mln zł mniej (dynamika -6,4%). Liderami wydatków w telekomunikacji w omawianym okresie są: Orange Polska, Cyfrowy Polsat oraz T-Mobile Polska. Drugim sektorem pod względem wolumenu wzrostu wydatków był sektor higiena i pielęgnacja, który w pierwszym półroczu 2023 r. zwiększył inwestycje reklamowe o ponad 58,3 mln zł (dynamika 23,5%). Liderami wydatków w tej branży są: Nivea Polska, Procter and Gamble DS Polska oraz L’oreal Polska. Podobny wolumen wzrostu wydatków odnotowaliśmy także w przypadku sektora farmaceutycznego. Producenci farmaceutyków zwiększyli inwestycje reklamowe w omawianym okresie o 56,6 mln zł (dynamika 9,8%). Wśród największych reklamodawców tej branży znajdują się: Aflofarm Farmacja Polska, USP Zdrowie oraz Polpharma Zakłady Farmaceutyczne.

Wykres 2.  Wydatki poszczególnych sektorów reklamowych, 2023 vs 2022Wydatki poszczególnych sektorów reklamowych, 2023 vs 2022

KANAŁY KOMUNIKACJI

W pierwszym półroczu 2023 r. wzrosły inwestycje reklamowe w internet, telewizję, radio, reklamę zewnętrzną oraz kino. Podobnie jak w pierwszym kwartale zmalały nakłady na prasę. Najszybciej rosną wciąż inwestycje reklamowe w kinie – blisko 35% (wolumenowo było to więcej o 16,4 mln zł niż w roku ubiegłym). Dwucyfrowy wzrost, dzięki przyspieszeniu w drugim kwartale, odnotowało również radio, które rośnie obecnie dużo powyżej dynamiki całego rynku. Ponadto na wzrost rynku reklamy przełożyły się inwestycje na reklamę digital. Z analizy wolumenowej wynika, że budżety internetowe wzrosły o blisko 200 mln zł. Nie zwalnia także telewizja i reklama zewnętrzna. Wolumenowo inwestycje telewizyjne wzrosły o niemal 90 mln zł, outdoorowe o blisko 17 mln zł. W prasie łącznie spadek wyniósł ponad 5 mln zł.

Wykres 3. Zmiany wartości reklamy w klasach mediów w latach 2022 – 2023Zmiany wartości reklamy w klasach mediów w latach 2022 – 2023

Wykres 4. Dynamika zmian w klasach mediów, 2023 vs 2022Dynamika zmian w klasach mediów, 2023 vs 2022

W pierwszym półroczu 2023 roku internet był największym medium w Polsce pod względem przychodów reklamowych. Z analiz Publicis Groupe wynika, że pierwszym półroczu 2023 r. wartość inwestycji reklamowych w internecie (nie uwzględniając wydatków na ogłoszenia) wyniosła ponad 2,5 mld zł, co oznacza wzrost o 8,4% rok do roku. Ponadto udział internetu w rynku reklamy wzrósł do 44,8%, a różnica między udziałem internetu a telewizji utrzymała się powyżej 5 punktów procentowych. Najszybciej rosła reklama video – o 20,1%, wolniej w wyszukiwarkach – o 11,4%, w reklama display odnotowała natomiast niewielki spadek dynamiki do -0,9%. Udział urządzeń mobilnych w przychodach reklamowych, rośnie wolniej niż udział z tych urządzeń w korzystaniu z internetu. W pierwszym kwartale 2023 r. udział segmentu mobile w przychodach reklamowych przekroczył 50% i utrzymuje się na tym poziomie po sześciu miesiącach, co stanowi wzrost udziałów o 3,8 p.p. rok do roku. Według estymacji analityków Publicis Groupe, w pierwszym póroczu 2023 r. wartość budżetów reklamowych przypadająca na mobile wzrosła o 17,2%. Po dwóch następujących po sobie spadkowych kwartałach, w drugim kwartale 2023 r. Google zaliczył wzrost globalnych przychodów reklamowych o 3,3% – tym samym w całym półroczu przychody z reklam wzrosły o 1,6%. Globalne przychody z SEM wzrosły o 3,3%, zaś z YouTube’a wzrosły o 1,0%. Dla porównania przychody z innych usług technologicznych od stycznia do czerwca 2023 r. urosły o 16,6%. Firma skupia się obecnie na rozwoju AI i innowacjach z nią związanych, wiodąc w ewolucji searchu. W drugim kwartale Meta zwiększyła globalne przychody o 11,9%, co dało 8% wzrostu w pierwszym półroczu. W naszym regionie odnotowano wysoki, ponad czternastoprocentowy wzrost po pięciu spadkowych kwartałach. Meta poszukuje przychodów na wielu frontach, rozwijając swoje krótkie video Reels, obciążając użytkowników za niebieski znaczek („ptaszek”) przy kontach oficjalnych, wreszcie ruszając z zupełnie nową aplikacją social mediową Threads, przypominającą wyglądem i funkcjonalnością Twittera, która również umożliwia publikację krótkiego contentu video (do 5 minut).

Wykres 5. Udział poszczególnych kategorii reklamy w wydatkach na reklamę digital w pierwszej połowie 2023Udział poszczególnych kategorii reklamy w wydatkach na reklamę digital w pierwszej połowie 2023

Wielkość rynku reklamy telewizyjnej analitycy Grupy Publicis oszacowali w okresie od stycznia do czerwca 2023 r. na przeszło 2,2 mld zł, co oznacza wzrost o 4,1% rok do roku. Wzrost przychodów wynika z utrzymującego się, wysokiego popytu na kampanie reklamowe w telewizji. Jednocześnie kurczy się dostępne inventory reklamowe: od stycznia do czerwca 2023 r. liczba wygenerowanych ratingów zmniejszyła się o 4,5% rok do roku (spoty, in home+OOH, EqGRP A16-59). W pierwszym półroczu 2023 r. średni czas oglądania telewizji (ATV) był niższy od analogicznego okresu 2022 r. o przeszło 17 minut (A1659). Widzowie spędzali przez telewizorami blisko 3 godziny i 21 minut, z czego około pół godziny przeznaczali na kanały bądź źródła sygnału, które nie są dostępne w ramach reklamy telewizyjnej. Pod względem wolumenu wzrostu budżetów telewizyjnych na pierwszym miejscu uplasował się sektor higiena i pielęgnacja (więcej o prawie 28 mln zł, dynamika 19,5%), na drugim miejscu sektor motoryzacja (więcej o niemal 25 mln zł, dynamika 43,3%). Trzecim sektorem o największym wolumenie wzrostu był sektor farmaceutyczny, który zwiększył budżety o 21,3 mln zł (dynamika 5,2%), podobny wzrost analitycy Publicis Groupe oszacowali w przypadku sektora handlowego (więcej o 21,2 mln zł, dynamika 5,7%).

Radio cieszy się obecnie ogromnym zainteresowaniem reklamodawców i ma za sobą doskonałe półrocze. Dzięki wzmożonemu popytowi oraz inflacji, inwestycje reklamowe w to medium wzrosły na przestrzeni pierwszych sześciu miesięcy 2023 r. aż o 11,3% (tj. o blisko 40 mln zł). Największy wzrost wolumenu budżetów odnotowaliśmy w przypadku lidera rynku radiowego, czyli sektora handel – o niemal 22,3 mln zł (więcej o 14,0%). Na rynek reklamy radiowej powrócił sektor motoryzacja – drugi pod względem wolumenu wzrostu (więcej o 10,7 mln zł, dynamika 48,1%), zaś na trzecim miejscu znalazł się sektor pozostałe – ze wzrostem o 5,7 mln zł (dynamika 13,0%, głównie wzrosły wydatki fundacji, stowarzyszeń i instytucji politycznych i reklama społeczna).

W pierwszym półroczu 2023 r. inwestycje reklamowe na reklamę zewnętrzną były o 6,5% wyższe niż przed rokiem i podobnie jak w pierwszym kwartale ten wzrost został wygenerowany przede wszystkim na nośnikach digitalowych. Z analiz Publicis Groupe wynika, że udział nośników digitalowych w przychodach reklamowych wzrósł z 17% w pierwszym półroczu 2022 r. do 24% w analogicznym okresie roku obecnego. Największy wolumenowy wzrost inwestycji reklamowych nastąpił w przypadku sektora podróże i turystyka, hotele i restauracje – o 5,1 mln zł (dynamika 73,6%). Na drugim miejscu uplasował się w sektor napoje i alkohole, który przeznaczył na reklamę zewnętrzną niemal o 4,8 mln zł więcej rok do roku (dynamika 52,9%). Na trzecim miejscu pod względem wolumenu wzrostu znalazł się sektor finanse, ze wzrostem o niemal 3 mln zł (dynamika 71,5%).

Według analityków Publicis Groupe inwestycje reklamowe w magazynach zmalały w okresie od stycznia do czerwca 2023 r. o 3,2%, to jest o ponad 2,8 mln zł. Suma powierzchni reklamowej w magazynach skurczyła się o 8,4%. Sektorem o największym wolumenowym spadku był sektor media (mniej o 2,3 mln zł, dynamika -36,3%). Drugi pod względem wolumenu spadku był sektor pozostałe (głównie z uwagi na zamykane tytuły wnętrzarskie i ogrodnicze skurczyły się wydatki z kategorii materiały budowlane i ogrodnictwo), który zredukował inwestycje reklamowe o przeszło 1,3 mln zł (dynamika -11,4%), a na trzecim miejscu – ze spadkiem 1,1 mln. zł – uplasował się sektor żywność (dynamika -37,1%).

W pierwszym kwartale 2023 r. przychody reklamowe netto w kinach oszacowane zostały na poziomie niemal 64 mln zł, co stanowi o 34,7% więcej wobec roku ubiegłego. W porównaniu do pierwszego półrocza 2019 r., a więc okresu przed kryzysem wywołanym pandemią, poziom przychodów z pierwszego półrocza 2023 r. jest niższy o zaledwie 2,3%.

W pierwszej piątce sektorów z największym udziałem w wydatkach na reklamę kinową znalazły się: media, finanse, motoryzacja, handel oraz podróże i turystyka, hotele i restauracje. Pod względem wolumenu wzrostu wyróżniał się sektor finanse, który zwiększył inwestycje reklamowe o ponad 4 mln zł (dynamika 59,7%). Na uwagę zasługuje ponadto szybki wzrost wydatków w sektorze motoryzacja (o blisko 3 mln zł, dynamika niemal 80%).

W okresie od stycznia do czerwca 2023 r. inwestycje na reklamę w dziennikach spadły rok do roku o 4,0%, to jest o blisko 2,2 mln zł. Branżą o największym wolumenowym spadku inwestycji reklamowych był handel, który zredukował inwestycje reklamowe o blisko 1 mln zł (dynamika -11,5%). Drugi pod względem wolumenu spadku był sektor media, w przypadku którego redukcje budżetów reklamowych na prasę codzienną sięgnęły 0,8 mln zł (dynamika -25,8%). Na trzecim miejscu, z nieco mniejszym spadkiem, uplasował się sektor pozostałe, będący największym sektorem reklamującym się w dziennikach, obejmujący m.in. usługi dla biznesu, reklamę społeczną, fundacje, partie polityczne, nieruchomości, edukację. Tu spadek wyniósł 0,76 mln zł (dynamika -3,6%).

UDZIAŁ MEDIÓW W PRZYCHODACH Z REKLAMY

W konsekwencji zróżnicowanej dynamiki zmian poszczególnych klas mediów, zmienia się także ich udział w rynku. Odkąd w roku 2021 internet wyprzedził telewizję, z każdym kolejnym kwartałem obserwujemy umocnienie tej tendencji. Udziały internetu w mediamiksie wzrosły z 44,1% do 44,8%, zaś telewizji spadły z 40,5% do 39,6%. Jednak nie tylko udziały internetu rosną. Wzrosły – zazwyczaj stabilne – udziały radia. Kino, nadal odbudowujące się po kryzysie, zwiększyło udział z 0,9% do 1,1%. Pozycja outdooru była stabilna. Spadł natomiast udział prasy: w przypadku dzienników z 1% do 0,9%, zaś w przypadku magazynów z 1,7% do 1,5%.

Wykres 6. Udział klas mediów w rynku reklamowym, 2023 vs 2022Udział klas mediów w rynku reklamowym, 2023 vs 2022

Komentarz Iwony Jaśkiewicz-Kundery, Chief Investment Officera Publicis Groupe:

Globalny wzrost gospodarczy ma według Międzynarodowego Funduszu Walutowego spaść z oszacowanych 3,5 proc. w 2022 roku do 3,0 proc. w latach 2023 i 2024. I choć prognoza na 2023 rok jest nieco wyższa niż wcześniej przewidywano, to nadal pozostaje słaba w porównaniu z historycznymi standardami. Oczekuje się, że globalna inflacja spadnie z 8,7 proc. w ubiegłym roku do 6,8 proc. w 2023 i 5,2 proc. w 2024 roku. Bez zmian utrzymują się ryzyka dla globalnego wzrostu gospodarczego: w tym wysoka inflacja i dalszy wzrost cen, szczególnie w przypadku kolejnych szoków, takich jak eskalacja wojny w Ukrainie czy ekstremalne zdarzenia pogodowe. Narodowy Bank Polski w najnowszej, lipcowej projekcji dotyczącej inflacji i PKB obniżył projektowany wzrost PKB w 2023 r. z 0,9 proc. do 0,6 proc. Projekcja inflacji na 2023 r. wynosi 11,9 proc., a prognoza na 2024 r. została obniżona na 5,2 proc wobec 5,7 proc. w poprzedniej projekcji. Jak podaje GUS w ramach tzw. „szybkiego szacunku”, wyrównany sezonowo PKB zmniejszył się o 3,7 proc. w drugim kwartale kwartał do kwartału i był niższy o 1,3 proc. w porównaniu do analogicznego okresu roku ubiegłego. Był to drugi kwartał z rzędu kiedy mieliśmy do czynienia ze spadkiem rocznej dynamiki PKB i tym samym polska gospodarka weszła w techniczną recesję. Jednak tym negatywnym zjawiskom opiera się rynek reklamy, który kontynuował trend wzrostowy z pierwszego kwartału  i w całym półroczu wzrósł o 6,7 proc.

Na przestrzeni od stycznia do czerwca 2023 r. wzrosły inwestycje reklamowe wzrosły w internecie, telewizji, radiu, reklamie zewnętrznej i kinie, natomiast spadły w prasie. Internet ponownie był największym medium pod względem przychodów reklamowych, osiągając wartość przeszło 2,5 miliarda złotych, co oznacza wzrost o 8,4 proc. w porównaniu z ubiegłym rokiem. Również w przypadku reklamy telewizyjnej odnotowaliśmy wzrost – o 4,1 proc., pomimo spadającej oglądalności. Obserwujemy duży popyt na reklamę radiową, gdzie wzrost przychodów oszacowaliśmy na 11,3 proc. Ponadto wzrost nakładów na reklamę zewnętrzną wyniósł 6,5 proc., a na reklamę kinową blisko 35 proc. Jednocześnie inwestycje reklamowe w prasie zmalały o 3,5 proc. Warto zauważyć, że udział internetu w rynku reklamy zbliżył się do 45 proc., podczas gdy udział telewizji spadł poniżej 40 proc.

Aż jedenaście sektorów zwiększyło inwestycje reklamowe, a pięć dokonało redukcji budżetów. Największy wzrost wolumenu wydatków wygenerował sektor handel – firmy handlowe przeznaczyły na reklamę o blisko 129 mln zł więcej, co stanowi 11,7 proc. więcej rok do roku. Udział tego największego sektora wzrósł o 1 p.p. do poziomu 22 proc. Należy podkreślić, że od wielkości i struktury mediamiksu firm z branży handlowej zależy w dużym stopniu dalszy rozwój rynku reklamy.

Największy spadek wolumenu inwestycji reklamowych miał natomiast miejsce w przypadku sektora telekomunikacja – producenci z tego sektora przeznaczyli na reklamę mniej o 24 mln zł (dynamika -6,4 proc.).

Mimo iż sektor handel ma największy udział w rynku reklamy, pierwsza dziesiątka największych reklamodawców jest zdominowana przez reklamodawców z branży farmaceutycznej. Producenci farmaceutyków zwiększyli inwestycje reklamowe w omawianym okresie o 56,6 mln zł (dynamika 9,8 proc.).

Pomimo naszej ostrożności co do prognoz, rynek reklamy poradził sobie bardzo dobrze w pierwszym półroczu i zbudował solidne podstawy na drugą połowę roku. Skłania nas to do podniesienia prognozy na rok 2023 r. z 3,5 proc. do 5 – 5,2% proc. wzrostu, przy czym w szczególności podnieśliśmy prognozy rocznego wzrostu reklamy online, telewizyjnej oraz radiowej.

Obroty i odwiedzalność w centrach handlowych – czerwiec 2023 r.

  • Obroty najemców w centrach handlowych w czerwcu 2023 r. były o 7,7% wyższe niż w czerwcu 2022 r.
  • Obroty wzrosły we wszystkich kategoriach obiektów handlowych. W największych galeriach (powyżej 60 tys. mkw. GLA) obroty wzrosły o 8,4%.
  • Duże obiekty (40-60 tys. mkw. GLA) notowały wzrosty o 7,2%, a średnie (20-40 tys. mkw. GLA) o 4,2%. Najlepsze wyniki w czerwcu zanotowały najmniejsze obiekty (5-20 tys. mkw. GLA), gdzie wzrost obrotów najemców wyniósł 14,5%.
  • W wybranych kategoriach wzrost obrotów najemców wyniósł: rozrywka 24%, gastronomia 17,1% oraz moda 7,6%.

W pierwszym półroczu 2023 r. centra handlowe odnotowały lepsze wyniki niż inne sektory handlu. W czerwcu obroty najemców w centrach handlowych wzrosły o blisko 8% w stosunku do czerwca 2022 r., podczas gdy dla całego handlu, według GUS, wzrost sprzedaży detalicznej w cenach bieżących wyniósł 2,1%. Czerwiec był też miesiącem z najwyższą odwiedzalnością klientów od początku 2023 r., a w stosunku do czerwca 2022 r. wzrost odwiedzalności wyniósł 5,8% – informuje Krzysztof Poznański, dyrektor zarządzający Polskiej Rady Centrów Handlowych.

W podziale na kategorie, najlepsze wyniki w czerwcu, ze wzrostem o 24% notowała rozrywka, obejmująca kina, kluby fitness, sale zabaw dla dzieci czy kręgielnie. Ponad 17% wzrost obrotów miała gastronomia obejmująca strefy gastronomiczne, tzw. food courty, restauracje, kawiarnie, cukiernie czy lodziarnie. W kategorii moda obroty wzrosły o 7,6% w stosunku do maja 2022 r.

Współczynnik konwersji dla wszystkich kategorii najemców w centrach handlowych, czyli średnie wydatki klienta w przeliczeniu na pojedynczą wizytę w galerii, w czerwcu 2023 r. był o 2% wyższy niż w czerwcu 2022 r.

Odwiedzalność centrów handlowych (PRCH Footfall Density Index), mierzona liczbą klientów na 1 mkw. powierzchni najmu, w czerwcu 2023 r. była o 5,8% wyższa niż rok wcześniej. Jednocześnie czerwiec 2023 r. był miesiącem z najwyższą odwiedzalnością klientów w 2023 r.

Dolar umacnia się względem euro, Turcja podnosi stopy

Po wielu gwałtownych spadkach przyszedł w końcu dzień na umocnienie tureckiej waluty. Rynki bardzo pozytywnie przyjmują nowe decyzje banku centralnego. Dolar się umacnia, a analitycy czekają na słowa przedstawicieli banków centralnych.

Turcja podnosi stopy procentowe o 7,5 pkt proc.

Przewidywanie decyzji banku centralnego Turcji od ostatnich wyborów i zmiany na stanowisku prezesa instytucji wydaje się niemożliwe. Po wielu latach (powiedzmy to sobie wprost) absurdalnej polityki nagle nowa pani prezes zaczyna działać racjonalnie. Problem w tym, że wielu rzeczy się rynki spodziewały, ale nie racjonalności. Wczoraj stopy procentowe wzrosły o 7,5 punktu procentowego. Tak, nie jest to błąd. W Polsce stopy procentowe w wyniku całego wielokwartalnego cyklu podwyżek wzrosły z 0,1% do 6,75%, a nad Bosforem jedna decyzja była większa. Problem w tym, że była potrzebna. To przez fatalną sytuację gospodarczą Erdogan niemal musiał oddać władzę opozycji. Widocznie ta bliskość porażki na tyle go zszokowała, że postanowił nie ryzykować i wrócić do tradycyjnej ekonomii. Rynek spodziewał się podwyżki o 2,5 punktu procentowego, co i tak jest absurdalnym wynikiem. Ponieważ wzrost był trzykrotnie wyższy, to i reakcja była silna. W szczytowym momencie lira zyskiwała 7% względem dolara. Dzisiaj co prawda trwa korekta, ale rynek jeszcze chwilę nie wróci do równowagi.

Amerykanie nie kupują dość aut

Dane na temat zamówień na dobra w ostatnich czasach pokazują pewną specyficzną tendencję. Znacznie lepiej wypada odczyt bez środków transportu, a dużo słabiej zamówienia na dobra ogólne. Tak też było wczoraj. Po odjęciu środków transportu mieliśmy 0,5% wzrostu, przy oczekiwaniach 0,2%. Bez odejmowania tej kategorii był to spadek o aż 5,1% przy i tak pesymistycznym oczekiwaniu 4,1%. Pokazuje to, że pewne zmiany na rynku w związku z chociażby pracą zdalną stają się faktem. Dane te nie miały negatywnego wpływu na dolara, gdyż równo z nimi pojawił się lepszy od oczekiwań odczyt na temat liczby wniosków o zasiłek dla bezrobotnych. To właśnie dlatego wczoraj dolar kończył dzień jako najsilniejszy względem euro od pierwszej połowy czerwca.

Sympozjum w Jackson Hole

Dzisiaj zaczyna się sympozjum bankierów centralnych w amerykańskiej miejscowości Jackson Hole. Tematem przewodnim mają być teoretycznie strukturalne zmiany w światowej ekonomii. Większość analityków będzie jednak zainteresowana wystąpieniami najważniejszych figur głównych banków centralnych. Rynek teoretycznie dzieli to wydarzenie na wystąpienie pana Jerome Powella i resztę. Nie wiadomo, czy kluczowym graczem, szczególnie dla naszej części świata, nie będzie pani Christine Legarde. Niestety kalendarz nie gra na naszą korzyść, bo ważne wystąpienia są blisko zamykania rynków w Polsce, zatem potencjalnie wstrząsy trafią na bardziej podatny grunt.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwracać uwagę na wystąpienie prezesa FED pana Jerome Powella.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat

Rynek wtórny czy pierwotny? Jakie mieszkanie w Warszawie bardziej się opłaca kupić?

Zakup mieszkania w stolicy to spore wyzwanie pod względem finansowym. Prędzej czy później pojawi się jednak impuls do jego kupna, zwłaszcza jeśli żyjemy, pracujemy i wynajmujemy mieszkanie w Warszawie. Najważniejszą kwestią, jaką musimy rozstrzygnąć już na samym początku rozglądania się za wymarzoną nieruchomością, jest wybór między mieszkaniem używanym, z rynku wtórnego, a zupełnie nowym od dewelopera. Obydwa rozwiązania poosiadają zarówno swoje zalety, jak i pewne wady. Ich znajomość ułatwia natomiast podjęcie właściwej decyzji.

Mieszkania na sprzedaż w Warszawie z rynku pierwotnego

Warszawa to największe polskie miasto i zarazem miejsce, na terenie którego buduje się sporo nowych nieruchomości. Większość nowych osiedli powstaje na obrzeżach stolicy, które są jednak zwykle dość dobrze skomunikowane z centrum i innymi częściami miasta. Nowe mieszkania na sprzedaż w Warszawie to dobrym wybór dla osób, które chcą zamieszkać w zupełnie nowej, nieużywanej przez nikogo nieruchomości. Nie spieszy im się przy tym z przeprowadzką – na mieszkanie z rynku wtórnego trzeba zwykle zaczekać kilka miesięcy, a także poświęcić dodatkowy czas i środki na jego wykończenie.

Przeglądać mieszkania na sprzedaż w Warszawie z rynku pierwotnego, warto jednak mieć świadomość, że czeka nas jeszcze wykończenie wybranej nieruchomości. Wymaga to nie tylko dłuższego czasu oczekiwania na przeprowadzkę, lecz także środków potrzebnych do sfinansowania prac wykończeniowych. Nowe osiedla nie od razu posiadają infrastrukturę, która często jest rozwijana dopiero w kolejnych latach. Ich wadą jest także zwykle dość duże oddalenie od centrum – większość nowych nieruchomości buduje się na obrzeżach stolicy, przez co nie zawsze oferuje szybki i dogodny dojazd do centrum miasta.

Mieszkania w stolicy z rynku wtórnego

Osoby, które chcą zamieszkać na starszym osiedlu, z w pełni rozwiniętą infrastrukturą, powinni zainteresować się mieszkaniami z rynku wtórnego. To także świetny wybór dla ludzi, którzy chcą od razu po dopełnieniu formalności związanych z transakcją, przeprowadzić się do swojego wymarzonego „m” – używane mieszkania na sprzedaż w Warszawie można kupić w świetnym stanie technicznym i odłożyć w czasie ich remont o nawet kilka lat!

Nie bez znaczenia pozostaje także cena. W przypadku mieszkań z rynku wtórnego, przeglądając regularnie ogłoszenia mamy szansę natrafić na prawdziwe okazje i kupić świetnie zlokalizowaną nieruchomość w bardzo korzystnej cenie. Możemy także negocjować cenę bezpośrednio z właścicielem.

Wiele osób obawia się zakupu mieszkania używanego ze względu na brak gwarancji, którą otrzymujemy w pakiecie z mieszkaniem od dewelopera. Oglądając używane mieszkania na sprzedaż w Warszawie zawsze jesteśmy także w stanie prawidłowo ocenić ich stan i oszacować koszty ewentualnego remontu. Wiele problemów wychodzi już w trakcie prac remontowych lub samego użytkowania mieszkania, co sprawia, że koszty związane z jego zakupem finalnie mogą okazać się dużo wyższe niż pierwotnie zakładaliśmy.

Czwartkowe „objęcia bessy” na indeksach rynków akcji i piątkowe wystąpienie szefa FED w Jackson Hole

Po tym jak wczoraj amerykański rynek akcji nie wytrzymał napięcia związanego z wyczekiwaniem na dzisiejsze wystąpienie przewodniczącego Rezerwy Federalnej Jerome’a Powella na gromadzącym członków władz banków centralnych z całego świata dorocznym sympozjum w Jackson Hole (pierwsze od 27 lipca br. „objęcia bessy” na indeksach; S&P 500 -1,35 proc., DJIA -1,08, Nasdaq 100 -2,19 proc.), dziś rano prawie wszystkie główne indeksy rynków akcji w Azji i Oceanii zniżkowały (Nikkei 226 -2,05 proc.). Zwracało uwagę kolejne 2-letnie minimum chińskiego Shanghai B-Share Index (-1,93 proc.).

„Objęcia bessy” pojawiały się w czwartek również na świecowych wykresach głównych europejskich indeksów giełdowych, ale dziś rano nie widać tu było jakieś zdecydowanej tendencji (DAX -0,02 proc., CAC 40 +0,11 proc. ok. godz. 9:45).

Na GPW WIG-20 zaliczył dziś rano swój najniższy poziom od początku czerwca br. (-0,65 proc. ok. godz. 10:10). Kurs akcji Cyfrowego Polsatu był dziś najniżej od 10 lat. Wśród składników mWIG-u 40 najniżej od 2009 roku była cena akcji ukraińskiej spółki Kernel Holding. Od bardzo dawna nie zdarzyła się sytuacja, w której żadna z akcji wchodzących w skład sWIG-u 80 nie notowała swego cyklicznego maksimum ceny, natomiast swe cykliczne minima osiągnęły kursy 3 spółek (Bowim, Polenergia i Photon Energy).

Rentowność 10-letnich obligacji skarbowych rządu Stanów Zjednoczonych, która na początku tego tygodnia wyszła na najwyższy od 2007 roku poziom, próbowała dziś rano drugą sesję z rzędu odrabiać środową stratę (4,25 proc.). Po trzech sesjach spadku rosła dziś rano rentowność 10-latek polskiego rządu (5,703 proc.).

Lekko umacniał się dziś rano amerykański dolar (EUR/USD -0,36 proc., USD/JPY +0,09 proc. ok. godz. 9:55).

Zmiany na rynku polskiego złotego były niewielkie (EUR/PLN -0,19 proc., USD/PLN +0,22 proc. ok. godz. 9:55).

Kurs Bitcoina względem amerykańskiego dolara od tygodnia konsoliduje się wokół poziomu 26000 USD po spadku o 9,2 proc. z poprzedniego czwartku (BTC/USD -0,45 proc. ok. godz. 9:55).

Ceny kontraktów na ropę naftową próbowały dziś rano odrabiać poniesione w ciągu minionych ponad 2 tygodni straty (WTI +0,76 proc., Brent +0,74 proc. ok. godz. 9:50). Podobnie działo się na rynku gazu ziemnego w USA (+0,28 proc.). Lekko drożały miedź (+0,64 proc.) i platyna (+0,3 proc.), a taniały złoto (-0,26 proc.), srebro (0,26 proc.), pallad (-0,27 proc.). Nieznacznie rosły dziś rano ceny kontraktów na soję, pszenicę i bawełnę, minimalnie taniał natomiast cukier.

Autor Wojciech Białek, OANDA TMS Brokers

Grupa Asseco prezentuje wyniki finansowe za I półrocze 2023 r.

W I półroczu 2023 r. przychody ze sprzedaży Grupy Asseco przekroczyły 8,5 mld zł, co oznacza wzrost o 3% w stosunku do analogicznego okresu przed rokiem. 79% tej kwoty – ponad 6,7 mld zł – stanowiło oprogramowanie własne i usługi z nim związane. Zysk operacyjny wyniósł 793 mln zł, a zysk netto przypisany akcjonariuszom jednostki dominującej ukształtował się na poziomie 231 mln zł.

Dla oceny sytuacji finansowej i rozwoju działalności biznesowej Grupy Asseco ważną informację stanowią podstawowe dane publikowane w ujęciu non-IFRS*. W trakcie pierwszych sześciu miesięcy 2023 roku Grupa Asseco wypracowała 982 mln zł zysku operacyjnego non-IFRS*, co oznacza wzrost o 2% względem I półrocza 2022 roku. Z kolei zysk netto non-IFRS przypisany akcjonariuszom Asseco Poland wyniósł 260 mln zł.

Przychody Asseco pozostają bardzo dobrze zdywersyfikowane sektorowo. W I półroczu 2023 roku rozłożyły się następująco: przedsiębiorstwa – 42%, finanse i bankowość – 34% oraz instytucje publiczne – 24%. W każdym z tych obszarów Grupa odnotowała wzrosty sprzedaży. W sektorze instytucji publicznych przychody wzrosły o 6%, w sektorze finansów i bankowości wzrost wyniósł 3%, a w sektorze przedsiębiorstw 2%. Asseco posiada zróżnicowany portfel klientów – 10 największych kontrahentów odpowiadało za 11% przychodów Grupy, a największy klient – za 2%.

Wzrost sprzedaży w Polsce i silna pozycja na rynkach zagranicznych

Bardzo dobre półrocze zanotowało Asseco Poland. Przychody ze sprzedaży w tym segmencie wzrosły w I półroczu 2023 roku o 16% i wyniosły 971 mln zł. Rynki zagraniczne reprezentowane przez segmenty Formula Systems i Asseco International odpowiadały za 89% sprzedaży Grupy. Segment Formula Systems zanotował 5,6 mld zł przychodów, co oznacza wzrost o 3% względem pierwszych sześciu miesięcy 2022 roku. Sprzedaż segmentu Asseco International była porównywalna z tym samym okresem rok wcześniej i wyniosła 1,9 mld zł. W analizowanym przedziale czasu spółki z Grupy Asseco sfinalizowały trzy przejęcia na rynku izraelskim, wzmacniając swoją pozycję w obszarze cyberbezpieczeństwa oraz poszerzając ofertę o kolejne rozwiązania i usługi IT.

„Konsekwentny rozwój Asseco w zmiennym otoczeniu biznesowym jest możliwy dzięki silnej dywersyfikacji sektorowej, produktowej i geograficznej. Cieszą nas bardzo dobre wyniki w segmencie Asseco Poland, gdzie przychody rosły w dwucyfrowym tempie. W I półroczu obserwowaliśmy dynamiczny wzrost sprzedaży w obszarach: finansów i bankowości, opieki zdrowotnej, energetyki i telekomunikacji. Przychody z sektora przedsiębiorstw urosły w Polsce o 29%, a finansów i bankowości – o 28%. Dynamicznie rosną nasze przychody w spółkach Asseco Data Systems, m.in. w obszarze usług zaufania, czy Asseco Cloud, które w I półroczu wypracowało sprzedaż wyższą o ponad 30% w porównaniu z tym samym okresem zeszłego roku” – powiedziała Karolina Rzońca-Bajorek, Wiceprezes Zarządu, CFO Asseco Poland. „W przypadku rynków międzynarodowych i segmentu Asseco International jesteśmy bardzo zadowoleni z wyników sprzedaży rozwiązań klasy ERP. Grupa Asseco South Eastern Europe zwiększyła skalę działania we wszystkich segmentach. Spółki z Formula Systems sukcesywnie pozyskują nowe kontrakty i zdobywają klientów w Izraelu, Ameryce Północnej i Europie” – dodała CFO Asseco Poland.

Skonsolidowany portfel zamówień Asseco na 2023 rok w kursach zmiennych, w obszarze oprogramowania i usług własnych, ma obecnie wartość 12,2 mld zł. W kursach stałych wynosi 13,4 mld zł i jest wyższy o 7% niż w analogicznym okresie ubiegłego roku.

* Ujęcie non-IFRS obejmuje korekty o koszt amortyzacji wartości niematerialnych rozpoznanych w ramach rozliczenia połączenia (PPA), o koszty transakcji z pracownikami rozliczane w formie instrumentów kapitałowych (SBP) oraz o przychody i koszty związane z transakcjami nabycia/sprzedaży spółek i zdarzeniami jednorazowymi (oraz związane z nimi efekty podatkowe).

VRG z rekordowym zyskiem netto w pierwszym półroczu 2023 r.

W pierwszej połowie 2023 roku Grupa Kapitałowa VRG S.A. wypracowała zysk netto w wysokości 50,9 mln zł (w porównaniu z 36,4 mln zł w pierwszym półroczu 2022 roku). Na ten rekordowy wynik wpłynęły przede wszystkim dodatnie różnice kursowe w pierwszym półroczu 2023 roku. VRG osiągnęła na koniec czerwca br. 602,3 mln zł przychodów (+2,9 proc. r/r), przy wyższym poziomie marży brutto na sprzedaży (56,6 proc. na koniec czerwca). Marża brutto utrzymywała się na poziomie powyżej 50 proc. w każdym miesiącu roku, do czego przyczyniła się przede wszystkim wyższa marżowość w segmencie odzieżowym. Jednocześnie Grupa zakończyła pierwsze półrocze z niższym r/r zyskiem operacyjnym na poziomie 48 mln zł (w porównaniu do 65,2 mln zł w tym samym okresie w roku ubiegłym).

Drugi kwartał 2023 roku VRG zamknęła sprzedażą na poziomie 335,3 mln zł (1,9 proc. niższą niż w roku poprzednim). W okresie kwiecień – czerwiec przychody segmentu odzieżowego zmalały o 12,8 proc. r/r, osiągając 167,5 mln zł. Przychody segmentu jubilerskiego w drugim kwartale bieżącego roku wyniosły 167,8 mln zł (wzrost o 12,3 proc. r/r). Marża brutto na sprzedaży w 2Q wyniosła 56,3 proc. W tym okresie rekordową marżę 60 proc. osiągnął segment odzieżowy, podczas gdy marża segmentu jubilerskiego pozostała na podobnym poziomie.

Segment jubilerski VRG wykazywał korzystne dynamiki sprzedaży w każdym miesiącu pierwszego półrocza. Z kolei segment odzieżowy, mimo mocnego początku roku, zmagał się z osłabieniem popytu. Janusz Płocica, prezes zarządu VRG wskazuje, że wpływ na niższą całościową sprzedaż segmentu miały w dużej mierze trudne warunki makroekonomiczne oraz efekt wysokiej bazy. Widoczny był też znaczny spadek zainteresowania zakupami w kanale online, gdzie spółka prowadziła, odmienną od lat ubiegłych, oszczędną politykę rabatową.

Prezes Grupy zauważa też, że klienci nie zareagowali pozytywnie na relatywnie wysoki udział starszych kolekcji w ofercie marek odzieżowych na wiosnę i lato 2023. – W związku z procesem ewolucji naszych marek odzieżowych, ostrożnym podejściem do zamówień na bieżący rok, jak i dążeniem do zmniejszania zapasów, mieliśmy w sklepach relatywnie duży udział produktów z poprzednich kolekcji. To, w połączeniu z ograniczeniem promocji, wpływało negatywnie na odbiór oferty przez klientów i przyczyniło się do spadków dynamik sprzedaży, pozostających już i tak pod presją trudnego otoczenia makroekonomicznego. W segmencie jubilerskim obserwowaliśmy stabilny popyt na biżuterię i zegarki, a w efekcie, kontynuację wzrostu sprzedaży w marce W.KRUK. – wskazuje Janusz Płocica, prezes zarządu VRG.

Realizacja założeń strategii rozwoju Grupy

Opublikowana w czerwcu br. strategia rozwoju Grupy VRG na najbliższe lata zakłada m.in. istotne zmiany w ID marek segmentu odzieżowego Vistula, Bytom i Wólczanka, nad którymi spółka obecnie pracuje. Mają one na celu poszerzenie i odmłodzenie grupy docelowej klientów oraz mocniejsze wejście w ofertę dla kobiet. W segmencie odzieżowym widoczny jest większy nacisk na dywersyfikację kolekcji poszczególnych marek, a wspólnym mianownikiem będzie rosnący udział jakościowych i bardziej zrównoważonych materiałów. Kolejne efekty zmian w kolekcjach i modyfikacji grup docelowych marek, będą widoczne w kolekcji Jesień/Zima 2023/24. W pełni zmiany powinny być widoczne w kolekcjach Wiosna/Lato 2024.

Sezon Jesień/Zima 2023 pod znakiem nowych kolekcji i strategicznych zmian w markach

W ramach ewolucji marki Vistula, kieruje ona obecnie swoją ofertę do młodszych klientów oraz poszerza ofertę mody damskiej. Na koniec pierwszego półrocza br. udział Vistula WOMEN w sprzedaży marki wyniósł 4 proc. (w porównaniu z 1 proc. w roku ubiegłym). W listopadzie planowane jest otwarcie pierwszego salonu marki w najnowszym koncepcie o większej powierzchni z możliwością lepszej ekspozycji towaru. Marka Bytom kontynuuje rozwój nowoczesnej odzieży formalnej będącej połączeniem elegancji oraz wygody. Na jesień zaplanowała premierę kolekcji ambasadorskiej. Wólczanka obok flagowego produktu – koszul , rozwija ofertę „total look” skierowaną do młodszych odbiorców.

W segmencie jubilerskim, zgodnie z założeniami strategii, W.KRUK kontynuuje równoległy rozwój oferty luksusowej oraz popularnej. Tym samym, w ofercie marki są dostępne produkty z prestiżowych manufaktur jubilerskich, tj.: BIRKS Bijoux, Chopard czy Nanis, ekskluzywne zegarki Rolex czy Patek Philippe (W.KRUK jest jedynym dystrybutorem w Polsce), ale także produkty marki autorskiej Picky Pica. W czerwcu debiut miała nowa kolekcja ambasadorska W.KRUK z Martyną Wojciechowską – tym razem perfum i chust. Freedom AIR, EARTH, FIRE oraz WATER to cztery kompozycje inspirowane żywiołami. We wrześniu marka planuje premierę kolejnej kolekcji ambasadorskiej.

Po publikacji wyników za pierwsze półrocze zarząd VRG podtrzymał długoterminowe cele Strategii, którymi są: rozwój nowoczesnych marek w modelu omnichannel, poprawa marżowości oraz dzielenie się zyskiem z akcjonariuszami. W dniu 28 czerwca Walne Zgromadzenie Akcjonariuszy, zgodnie z rekomendacją zarządu podjęło uchwałę o wypłacie dywidendy w kwocie 0,20 zł na jedną akcję. Wypłata dywidendy zostanie zrealizowana 15 grudnia 2023 roku.

Optymizm rynkowy spada

Wskaźniki koniunktury pokazują, że menedżerowie odpowiedzialni za zamówienia coraz ostrożniej patrzą w przyszłość. Z drugiej strony pomimo pesymizmu Amerykanie kupili więcej oczekiwań nowych domów.

Niespodzianka w danych PMI

Zaskoczeniem była wczorajsza seria odczytów danych PMI. Dotychczas niemal co serię odczytów przyzwyczailiśmy się do reguły, że przemysł wypada gorzej a usługi lepiej i rynki jakoś to przyjmują. Obecny odczyt dla strefy euro jest jednak dokładnie odwrotny. Optymizm w usługach wyraźnie spada, z kolei pesymizm w przemyśle łagodnieje. Warto jednak zwrócić uwagę, że obydwa indeksy obecnie pokazują wartości poniżej 50 pkt. Wartość ta jest o tyle istotna, że rozdziela przewagę odpowiedzi pozytywnych od negatywnych. W stare tendencje wpisała się z kolei Wielka Brytania. Tam co prawda również króluje pesymizm, ale nie ma poprawy w przemyśle. Oba indeksy wyraźnie spadają, co pokazuje, że ankietowani menedżerowie nie patrzą w przyszłość przez różowe okulary.

Amerykanie wolą nowe domy

Jeszcze wczoraj przeglądając dane na temat sprzedaży domów na rynku wtórnym, można było odnieść wrażenie, że sytuacja wygląda alarmująco. Okazuje się, że lepiej wypadła z kolei sprzedaż nowych domów. Jest to dość ciekawa sytuacja, kiedy to w dobie rosnących kosztów, a tak dzieje się w sytuacji drożejących kredytów, konsumenci wybierają domy nowe, które powinny być relatywnie droższe. Dla gospodarki to dobra wiadomość, bo utrzymuje popyt na usługi w segmencie budowlanym. Rynek nieruchomości to też element, który po kryzysie z 2008 roku budzi duże emocje, stąd uspokojenie nastrojów jest ważne dla optymizmu na rynku.

Koniunktura za oceanem

Po słabszych danych z Europy byliśmy świadkami umocnienia się dolara względem euro. Ruch ten nie trwał jednak długo, bo publikacja danych z USA miała miejsce niecałe 6 godzin po tych ze strefy euro. Okazało się, że Amerykanie pokazali mniej optymizmu zarówno w przemyśle, jak i usługach. Tutaj warto zaznaczyć, że optymizm za oceanem ogólnie jest wyższy niż w Europie, stąd Amerykanie mają z czego schodzić w dół. Pomimo spadków w usługach dalej przeważają, aczkolwiek niewiele optymiści. Jak nietrudno się domyślić skoro spadek wyników w Europie osłabiał euro, to spadek w USA osłabia dolara i szybko wróciliśmy do punktu wyjścia na głównej parze walutowej świata, jaką jest EURUSD.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat

EY: 40% firm w Polsce nie planuje implementacji chmury. Główną barierą koszty

  • Badanie EY Polska „Rozwiązania chmurowe w firmach” pokazuje, że przedsiębiorcy wciąż wolą przechowywać swoje zasoby w tradycyjny sposób. W sumie aż 40 proc. z nich nie planuje wdrożenia chmury w ciągu najbliższych osiemnastu miesięcy, a jedynie 32% wdroży ją w niewielkim stopniu.
  • Jako główną wadę przetwarzania danych w chmurze wskazano uzależnienie od jej dostawcy (29 proc.), postrzegany niski poziom bezpieczeństwa i ochrony prywatności (21 proc.) oraz problemy z wydajnością sieci (20 proc.).
  • Niemal co trzeci badany (30 proc.) podstawową korzyść ze stosowania rozwiązań chmurowych widzi w dostępie do danych z dowolnego miejsca. Doceniono również wysoką niezawodność i odporność na awarie (19 proc.).

Choć większa digitalizacja biznesu powoli staje się nie tyle wyborem, co koniecznością, to wiele firm w Polsce wciąż niechętnie inwestuje w transformację cyfrową. Z badania przygotowanego na zlecenie EY Polska wynika, że 40 proc. ankietowanych przedsiębiorstw nie wdrożyło chmury obliczeniowej i nie planuje tego zrobić w ciągu najbliższych 18 miesięcy. Jedynie 5 proc. zamierza przechowywać całość zasobów w chmurze, a kolejne 7 proc. – większość. Przyczyną niskiego poziomu implementacji tego rozwiązania są obawy związane z kosztami przewyższającymi założenia (40 proc. wskazań) oraz z bezpieczeństwem (25 proc.).

Badanie EY Polska pokazuje, że przedsiębiorcy wciąż wolą przechowywać swoje zasoby w tradycyjny sposób, a więc na własnych serwerach. Łącznie aż 72 proc. ankietowanych w ciągu najbliższych 18 miesięcy nie zamierza posiadać chmury lub wdroży ją tylko w niewielkim stopniu. Zaledwie 12 proc. przyznało, że będzie przechowywać większość lub całość swoich zasobów w chmurze. Wskazanie na koszty (40%) jako głównej obawy odnosi się zarówno do kosztów implementacji, jak i postrzeganego niskiego poziomu kontroli nad cenami przetwarzania danych. Poza wskazaną także obawą związaną z bezpieczeństwem (25%), niechęć budzi konieczność nauki nowych technologii i narzędzi (10 proc.). Najmniejsze zaś obawy związane są z ograniczeniem i zależnością między dostawcami (3 proc.) oraz skomplikowaną konfiguracją chmury (4 proc.).

Wykres 1: Planowane wykorzystanie chmury w firmach w Polsce w ciągu najbliższych 18 miesięcy

Planowane wykorzystanie chmury w firmach w Polsce w ciągu najbliższych 18 miesięcy

– Choć wysokie koszty implementacji chmury są głównym hamulcem dla wielu firm, to należy pamiętać, że, o ile zaprojektujemy i zaimplementujemy chmurę we właściwy sposób oraz zbudujemy procesy zarządzania jej kosztami, to korzystanie z tego rozwiązania w ogólnym rozrachunku może kosztować mniej niż posiadanie lokalnej infrastruktury oraz działania organizacji w tradycyjnym środowisku. Oszczędności generuje m.in. brak konieczności zakupu sprzętu czy komponentów , a także inny zakres obowiązków zespołu IT. Żeby to oszacować, organizacje powinny podejść do przygotowania szerokiego business case’u dla implementacji. Szczególnie ważne jest powiązanie kosztów z wyższymi przychodami, które w efekcie powinniśmy zacząć uzyskiwać. Organizacja zdobywa bowiem dostęp do zaawansowanych globalnych rozwiązań, dzięki którym może m.in. wprowadzać innowacyjne produkty czy oferty, a także dynamicznie nimi zarządzać i skalować zużycie chmury w zależności od aktualnych potrzeb biznesowych – tłumaczy Karolina Górecka, Dyrektorka EY Polska, liderka zespołu doradztwa chmurowego.

Platforma chmurowa daje m.in. lepszy dostęp do rozwiązań AI, których wykorzystywanie przyśpiesza i usprawnia wdrażanie usług odpowiadających na potrzeby rynku, a w dalszej perspektywie umożliwia szybki rozwój i większą konkurencyjność firmy. Nie mniej istotne jest to, że każdą aplikację bądź funkcjonalność w chmurze da się napisać szybciej niż w podejściu tradycyjnym, co również istotnie wpływa na atrakcyjność biznesu oraz efektywność kosztową zespołów IT.

Zmienne koszty i stałe korzyści

Chmura obliczeniowa wymusza przejście z modelu kosztów stałych związanych z utrzymaniem i rozwojem centrum danych na model wydatków zmiennych, na co wiele organizacji nie jest przygotowanych. Często też na początku to rozwiązanie jest postrzegane jako kolejne narzędzie IT, tymczasem to zmiana, która łączy wiele grup interesariuszy – dział IT, finansów, zakupów oraz rozwoju biznesu.

– Transformacja chmurowa powinna nieść za sobą korzyści dla całej organizacji, zarówno IT jak i biznesu oraz innych funkcji wsparcia. Tak się dzieje w przypadku, gdy planowana transformacja ma cele wytyczane wspólnie z biznesem, a sukces jej wdrożenia mierzony jest poprzez wzrost innowacyjności, zwinności, szybkości reagowania oraz poprawy wskaźników operacyjnych. Taka transformacja wymaga szeregu zmian w organizacji, zarówno w zakresie procesów wytwarzania i utrzymywania oprogramowania, ale też modelu operacyjnego, podejścia do rozwoju pracowników lub demokratyzacji dostępu do narzędzi i danych. Jeżeli chodzi o kwestię rozliczania, planowania i kontrolowania kosztów, to warto podejść do implementacji modelu FinOps, który proponuje zarządzanie kosztami chmury jako wspólną sprawę działów infrastruktury, rozwoju, finansów i poszczególnych jednostek biznesowych które są beneficjentami – dodaje ekspertka EY.

Rozwiązanie na niepewne czasy

Dla pracowników IT wdrożenie rozwiązań chmurowych często oznacza prawdziwą rewolucję, lecz z drugiej strony pozwala im się w szybkim czasie rozwinąć oraz nabyć nowe umiejętności. Chmura stała się siłą napędową nowych produktów i rozwoju biznesu, a w efekcie sprzyja wzrostowi liczby konsumentów, ich lojalności, a także poszerzaniu kompetencji pracowników.

Stosowanie chmury obliczeniowej ma również inne korzyści, na które wskazują ankietowani. Niemal co trzeci badany (30 proc.) główną zaletę widzi w dostępie do danych z dowolnego miejsca. To odnosi się zarówno do wspólnej pracy nad dokumentami i kolaboracji w czasie rzeczywistym, jak i globalizacji aplikacji, serwisów a przez to biznesu. Doceniano również wysoką niezawodność i odporność na awarie (19 proc.), elastyczność i skalowalność zasobów (17 proc.) oraz obniżenie kosztów infrastruktury IT (15 proc.). Z drugiej strony za podstawową wadę przetwarzania zasobów w chmurze respondenci wskazywali uzależnienie od dostawcy (29 proc.), niski poziom bezpieczeństwa i ochrony prywatności (21 proc.) oraz problemy z wydajnością sieci (20 proc.).

Obawy związane z bezpieczeństwem i prywatnością są nieuzasadnione, gdyż każdy dostawca dba o bezpieczeństwo swojej infrastruktury, ponosząc na to wielkie nakłady finansowe, a dodatkowo przekazuje rekomendacje dotyczące właściwego wykorzystania chmury. Słabym ogniwem w tym łańcuchu może okazać się użytkownik końcowy, który odpowiada za jej konfigurację, a następnie za sposób, w jaki jej używa i dba o bezpieczeństwo danych. Organizacje patrzą także na chmurę, zwłaszcza ostatnio w kontekście sytuacji geopolitycznej, pod kątem wykorzystania jej jako dodatkowego zabezpieczenia w przypadku wystąpienia niespodziewanych sytuacji. Można przechowywać kopie zapasowe w innych miejscach świata lub zbudować pełen proces disaster recovery, który zostanie uruchomiony w przypadku awarii w centrum danych – podsumowuje Karolina Górecka.

Wykres 2. Najczęściej wskazywane korzyści ze stosowania rozwiązań chmurowychNajczęściej wskazywane korzyści ze stosowania rozwiązań chmurowych

O badaniu
Badanie „Rozwiązania chmurowe w firmach” zostało zrealizowane techniką CATI na przełomie maja i czerwca przez ARC Rynek i Opinia. Objęło 101 firm zatrudniających co najmniej 50 pracowników i dotyczyło horyzontu 18-tu miesięcy. Na pytania odpowiadali specjaliści i kierownicy IT, CIO/ Dyrektorzy IT, CEO oraz dyrektorzy zarządzający.

Rynek magazynowy w Polsce: stabilizacja popytu, dalszy wzrost podaży

Jak wynika z najnowszego raportu międzynarodowej agencji doradczej Cushman & Wakefield, II kwartał na rynku powierzchni magazynowych w Polsce przyniósł stabilizację poziomu popytu, który osiągnął rezultat ponad 1 mln mkw. wynajętej powierzchni brutto. Ponadto, na koniec czerwca w budowie pozostawało 2,1 mln mkw. magazynów, a dość wysoka aktywność deweloperska napędzana jest wyższymi stawkami czynszów, które zachęcają inwestorów do rozpoczynania nowych projektów. Dodatkowo, pod względem całkowitych zasobów magazynowych nasz kraj wszedł do grupy trzech największych w UE rynków, zajmując trzecie miejsce za Niemcami i Francją.

PODAŻ: INWESTYCJE SPEKULACYJNE NADAL POPULARNE

W II kwartale deweloperzy magazynowi dostarczyli na rynek prawie 710 000 mkw., z czego 35% pozostało dostępne do wynajęcia. To z kolei przełożyło się na dalszy wzrost ilości pustostanów, które objęły powierzchnię 2,03 mln mkw.

Wskaźnik pustostanów wzrósł, do 7,6%, czyli o 3,4 pp. r/r i 0,3 pp. kw./kw. To najwyższy poziom zanotowany od grudnia 2020 roku. Całkowite zasoby powierzchni magazynowej w Polsce na koniec II kwartału wzrosły natomiast o 19% r/r i wyniosły 30,66 mln mkw. – tłumaczy Adrian Semaan, Senior Research Consultant, Industrial & Logistics Agency, Cushman & Wakefield.

W II kw. rozpoczęto budowę kolejnych 670 000 mkw. powierzchni magazynowej, przy czym większość projektów, bo aż 480 000 mkw. dotyczyła inwestycji spekulacyjnych.

Łącznie na koniec czerwca tego roku w budowie pozostawało 2,1 mln mkw. powierzchni magazynowej, z czego 61% było dostępne do wynajęcia. Dotyczyło to przede wszystkim Mazowsza, województwa łódzkiego i dolnośląskiego, gdzie firmy mogły wynająć odpowiednio 327 000 mkw., 240 000 mkw. i 227 000 mkw. powierzchni. Warto dodać, że wskaźnik aktywności deweloperskiej może być napędzany wyższymi czynszami, co zachęca inwestorów do rozpoczynania nowych projektów magazynowych. Coraz większy wolumen powierzchni magazynowej pozwolił Polsce dołączyć do grupy trzech największych rynków magazynowych w Unii Europejskiej, których zasoby przekraczają 30 mln mkw. Nasz kraj wyprzedził Holandię u zajmuje aktualnie 3. miejsce za Niemcami i Francją – dodaje Damian Kołata, Partner, Head of Industrial & Logistics Agency Poland, Head of E-Commerce CEE, Cushman & Wakefield.

POPYT: AKTYWNOŚĆ NAJMU MNIEJSZA NIŻ ROK WCZEŚNIEJ, ALE STABILNA W PORÓWNANIU DO I KWARTAŁU 2023 r.

W II kwartale 2023 roku popyt brutto na rynku magazynowym wyniósł 1,04 mln mkw., z czego 66% stanowiły nowe umowy, a pozostałe 34% – renegocjacje. Największe transakcje sfinalizowane w tym czasie to umowa BestSecret w regionie lubuskim (ekspansja o 46 000 mkw.), umowa operatora logistycznego w regionie dolnośląskim (43 000 mkw.) oraz Grupy Fortaco na projekt BTS w regionie śląskim (35 000 mkw.).

Pierwsze półrocze zakończyło się wynikiem ponad 2,2 mln mkw. wynajętej powierzchni magazynowej, co oznacza 39% spadek r/r i popytem netto na poziomie 1,3 mln mkw. (spadek o 49% r/r).

Niższemu wolumenowi najmu towarzyszy porównywalne spowolnienie aktywności deweloperskiej, co powinno w najbliższym czasie utrzymać sektor powierzchni magazynowych we względnej równowadze. Perspektywy popytu w średnim okresie pozostają jednak optymistyczne ze względu na oczekiwane ożywienie nastrojów konsumenckich, dalszy rozwój branży logistycznej obsługującej rynek e-commerce oraz rosnący trend nearshoringu – tłumaczy Damian Kołata.

CZYNSZE STABILNE NA WIĘKSZOŚCI RYNKÓW REGIONALNYCH

W II kwartale czynsze za powierzchnie magazynowe pozostały stabilne na większości rynków regionalnych. Jedynie Katowice i Łódź odnotowały wzrost czynszów o 8% kw/kw. Pomimo spadku kosztów generalnego wykonawstwa w 2023 r., czynsze za powierzchnie magazynowe raczej nie ulegną znaczącym zmianom w najbliższym czasie ze względu na wyższe koszty finansowania.

Czynsze dla projektów typu big-box kształtują się w przedziale 3,60-6,50 EUR/mkw. Czynsze dla projektów typu SBU/City Logistics są wyższe i wynoszą 5,00-7,50 EUR/mkw. miesięcznie. Dzięki zachętom finansowym, takim jak okresy bezczynszowe lub adaptacja powierzchni, które są oferowane najemcom, efektywne czynsze są niższe od głównych stawek czynszowych o maksymalnie 15-20%.

Zasoby powierzchni magazynowo-przemysłowej przekroczyły 30 mln mkw.

Według najnowszego raportu pt. „Occupier Insight – Rynek magazynowo-przemysłowy w I poł. 2023 r.”, opublikowanego przez firmę doradczą Newmark Polska, w drugim kwartale 2023 r. całkowite zasoby nowoczesnej powierzchni magazynowo-przemysłowej w Polsce przekroczyły 30 mln mkw. Zarówno najemcy, jak i deweloperzy zachowują ostrożność przy podejmowaniu decyzji, co przekłada się na spadek popytu oraz wolumenu powierzchni w budowie. Jednocześnie rośnie ilość powierzchni dostępnej w już istniejących obiektach magazynowych.

Na koniec drugiego kwartału 2023 r. całkowite zasoby nowoczesnej powierzchni magazynowo-przemysłowej w Polsce przekroczyły próg 30 mln mkw. i obecnie wynoszą 30,6 mln mkw., co oznacza wzrost o 17,1% w porównaniu z analogicznym okresem w 2022 r. W okresie od stycznia do czerwca deweloperzy oddali do użytku prawie 2,6 mln mkw. powierzchni magazynowej, przy czym ponad 73% tego wolumenu (ponad 1,9 mln mkw.) przypadło na I kw. 2023 roku. W drugim kwartale 2023 r. nowa podaż wyniosła 692 200 mkw. i była mniejsza o prawie 64% niż w pierwszych trzech miesiącach br. i o 40% niż rok wcześniej.

– Firmy deweloperskie nadal zachowują ostrożność przy rozpoczynaniu nowych inwestycji magazynowych. Na koniec czerwca 2023 r. w budowie pozostawało 2,13 mln mkw., co jest poziomem zbliżonym do odnotowanego w poprzednim kwartale (-1,3%), ale w porównaniu z analogicznym okresem ubiegłego roku oznacza spadek o ponad 51% – mówi Agnieszka Giermakowska, Dyrektor Działu Badań Rynkowych i Doradztwa, Lider ds. ESG, Newmark Polska. – Ze względu na utrzymujące się wysokie koszty finansowania deweloperzy uzależniają rozpoczęcie budowy od podpisania umów przednajmu na co najmniej 50% całkowitej powierzchni hali i możliwości pozyskania najemców jeszcze przed ukończeniem inwestycji – dodaje ekspertka.

Kolejny kwartał z rzędu odnotowaliśmy spowolnienie aktywności najemców. Popyt brutto w okresie od kwietnia do czerwca wyniósł 1,04 mln mkw., co oznacza spadek o ponad 13% kwartał do kwartału i o 54% rok do roku. W pierwszej połowie 2023 r. najemcy wynajęli łącznie ponad 2,2 mln mkw., tj. o 41,5% mniej niż rok wcześniej.

– Najemcy obecnie dłużej podejmują decyzje o podpisywaniu umów najmu, m.in. z powodu rosnących ogólnych kosztów wynajęcia magazynu, w tym kosztów eksploatacyjnych, oraz konieczności reorganizacji łańcuchów dostaw. Ponadto w ramach optymalizacji kosztów działalności i zmniejszania śladu węglowego coraz częściej decydują się również na konsolidację kilku lokalizacji w jedną, znajdującą się bliżej końcowego odbiorcy – mówi Jakub Kurek, Dyrektor Działu Powierzchni Przemysłowych i Magazynowych w firmie doradczej Newmark Polska.

W strukturze transakcji zawartych w pierwszej połowie 2023 r. dominowały nowe umowy najmu (50,5%). Renegocjacje stanowiły 39,5% całkowitego popytu, a pozostałe 10% przypadło na ekspansje. Warto również podkreślić, że w tym czasie najemcy wynajęli łącznie 113 800 mkw. na podstawie umów zawieranych na krótszy okres (do jednego roku).

Wśród największych transakcji sfinalizowanych w okresie od stycznia do końca czerwca 2023 r. znalazły się między innymi: odnowienie przez Tyco Electronics Polska kontraktu na 56 000 mkw. w Panattoni Park Szczecin I (I kw.), wynajęcie 55 000 mkw. w Panattoni Park Wrocław Logistics South Hub przez firmę Shein (I kw.), budowa obiektu BTS o powierzchni 46 000 mkw. dla BestSecret przez Panattoni w województwie lubuskim (II kw.) oraz nowa umowa zawarta przez poufnego najemcę na 43 300 mkw. w 7R Park Wrocław West II (II kw.).

Na koniec czerwca bieżącego roku udział powierzchni niewynajętej w całkowitych zasobach wyniósł 6,7%, co oznacza wzrost o 0,3 p.p. kwartał do kwartału i o 3,4 p.p. w ujęciu rocznym. W istniejących budynkach do wynajęcia pozostawało 2,06 mln mkw. w porównaniu z 1,3 mln mkw. w inwestycjach będących w trakcie realizacji. Wydłużenie procesu decyzyjnego po stronie najemcy dodatkowo powoduje wzrost udziału powierzchni niewynajętych w projektach w budowie, który obecnie wynosi średnio 61% w porównaniu z 48% w II kw. 2022 r.

Na koniec drugiego kwartału 2023 r. najwyższe czynsze za wynajem powierzchni magazynowych nadal utrzymywały się w Warszawie (strefa I). Możemy spodziewać się dalszej presji wzrostowej na czynsze, która będzie dotyczyła przede wszystkim magazynów spełniających najwyższe standardy zarówno pod kątem funkcjonalnym, jak i raportowania danych z zakresu ESG.

Czy warto wybudować dom z programem Bezpieczny Kredyt?

Dom można kupić lub wybudować. Wyniki wyszukiwania w serwisie Otodom wskazują wprawdzie na niemal trzykrotnie większe zainteresowanie zakupem gotowej nieruchomości, ale również działki zyskały na popularności wraz z ożywieniem na rynku mieszkaniowym obserwowanym od początku tego roku. Czy podobnie jak w przypadku mieszkań ich ceny również wzrosły? I czy miał na to wpływ BK2%?

Budynki jednorodzinne to wciąż w Polsce ponad 90% wszystkich budynków, w których znajdują się mieszkania. Dane z ostatniego spisu powszechnego wskazują, że w 2021 r. było ich aż 6,3 mln. Jednak niewiele  mówi się o tego typu nieruchomościach w kontekście kredytów z rządową dopłatą – a warto, bo dla tych, którzy chcą je budować, limit kredytu może być wyższy nawet o 200 tys. zł.

Zgodnie z danymi GUS w 2022 r. na 238,6 tys. lokali mieszkalnych oddanych do użytkowania inwestorzy indywidualnie odpowiadali za wytworzenie 91,0 tys., co stanowi aż 38%.lokale-mieszkalne-oddane-do-uzytkowania

Może się wydawać, że budownictwo mieszkaniowe jest w Polsce domeną firm deweloperskich. Faktycznie, mieszkania przeznaczone na sprzedaż lub wynajem stanowią większość tych, które powstają w naszym kraju. Jednak poza dużymi miastami budowa domu pozostaje jednym z głównych sposobów zaspokajania potrzeb mieszkaniowych. W grupie inwestorów indywidualnych są zarówno użytkownicy budujący na własne potrzeby, jak i przedsiębiorcy realizujący projekty z myślą o późniejszej sprzedaży – komentuje Ewa Tęczak, ekspertka rynku nieruchomości Otodom.

Czy wśród zainteresowanych domami BK2% cieszy się zainteresowaniem?

Osób, które poprzez budowę własnego domu zamierzają zaspokoić swoją potrzebę mieszkaniową, nie omija też program “Pierwsze mieszkanie”. Środki z kredytu można przeznaczyć na: zakup mieszkania zarówno z rynku pierwotnego, jak i wtórnego, wydatki związane z budową domu jednorodzinnego, w tym również z jego wykończeniem lub wydatki związane z zakupem nieruchomości gruntowej bądź jej części w celu budowy domu.

Ustawodawca przewidział też furtkę dla tych, którzy w procesie budowy własnego domu poczynili już pierwsze kroki. Jest to możliwość “wniesienia” działki, na której nie rozpoczęto jeszcze procesu budowy,  jako wkładu własnego niezbędnego do uzyskania subsydiowanego kredytu. Z uwagi na to, że w wielu przypadkach zakup takiej działki przekracza wartość 200 tys. zł (limit wkładu własnego przewidzianego w programie), przyjęto założenie, że pułap ten w przypadku domów jednorodzinnych nie ma zastosowania. Ważne, by łączna wartość wkładu (działki) i kredytu nie przekroczyła 1 mln zł.

Zdaniem ekspertów mFinanse skala zainteresowania kredytem subsydiowanym przez Państwo na budowę domu jest znikoma, a wnioski złożone w związku z taką inwestycją nie przekraczają 3-5% wszystkich, przy których pracowali specjaliści tej firmy. Jednym z powodów, dla których w pierwszych miesiącach obowiązywania programu ich liczba jest tak niska może być konieczność zgromadzenia znacznie obszerniejszej dokumentacji – a to wydłuża czas potrzebny na przygotowanie takiego wniosku.

Osoby wnioskujące o kredyt na budowę domu muszą przestawić niezbędną dokumentację, np. projekt, pozwolenie na budowę, wypis z rejestru gruntów, dziennik budowy, ale także kosztorys prac budowlanych. Tu zresztą należy zachować szczególną czujność, bo banki mają ustalone minimalne koszty wybudowania jednego metra kwadratowego domu. Nie ma zatem miejsca na kreatywność w wyliczeniach – komentuje Michał Miłkowski, ekspert z warszawskiego oddziału mFinanse.

Zwraca również uwagę na to, że to ceny gruntów mogą stanowić warunek zaporowy.

W największych miastach, gdzie ceny działek są najwyższe zainteresowanie BK2% na budowę domu może być jeszcze mniejsze, bo zakup gruntu i wybudowanie nieruchomości za 1 mln zł jest niezwykle trudne, czy wręcz niemożliwe – komentuje Michał Miłkowski, ekspert mFinanse.

Najdroższe i najtańsze działki budowlane

W lipcu 2023 r. najwięcej za działki budowlane wystawione na sprzedaż w serwisie Otodom trzeba było zapłacić w województwie mazowieckim. W przeliczeniu na 1 m2 cena wynosiła tu średnio 420 zł.

Jeśli jednak uwzględnimy wielkość działek, to za te najmniejsze (do 800 m2), optymalne do budowy domów jednorodzinnych, trzeba było zapłacić nawet ponad 1000 zł/m2. Drugie miejsce wśród najdroższych lokalizacji w tej kategorii działek, ze średnią ceną zbliżającą się do 900 zł/m2, zajmowało województwo pomorskie. Z kolei najtaniej grunt pod budowę niewielkiego domu nabyć można było w województwie opolskim, gdzie ceny są pięciokrotnie niższe niż te na Mazowszu.srednie-ceny-dzialek

Województwo mazowieckie jest liderem najwyższych cen również w kategorii działek przekraczających 10 000 m2. Średnie ceny na koniec lipca sięgały tu 258 zł/m2. Najtaniej natomiast tak duże działki wystawiane były na sprzedaż w serwisie Otodom w województwie kujawsko-pomorskim – ze średnią nie przekraczającą 75 zł/m2.

Jeśli porównamy ceny z lipca 2023 r. do tych sprzed roku dla wszystkich ofert z kategorii działka budowlana, liderem wzrostów  jest Łódzkie z wynikiem +21%. Drugą pozycję ze wzrostem 17% r/r zajmuje Zachodniopomorskie. Jedynie w trzech województwach odnotowano spadek. Największe, bo przekraczające 15%, w województwie świętokrzyskim. Ceny spadły również na Podkarpaciu ( – 4% r/r) i na terenie województwa pomorskiego (-3%), które mimo to pozostaje pod względem cen gruntów drugim najdroższym w Polsce.

Również w kategorii najmniejszych gruntów budowlanych największe zwyżki odnotowano w Łódzkiem. Ceny działek do 800 m2 wzrosły tam o 65% r/r. Istotnie, choć nie aż tak imponująco, zdrożały tam również działki nieco większe, czyli te w kategorii 800-1200 m2, które wyceniane były średnio o 14% drożej za m2 niż przed rokiem.

Działki budowlane przekraczające 10 000 m2 najbardziej, bo aż o 75%, zdrożały w województwie świętokrzyskim. Mimo to nadal ze średnią ceną 82 zł/m2, obok województw kujawsko-pomorskiego i warmińsko-mazurskiego, pozostaje ono jednym z najtańszych w kategorii tej wielkości działek budowlanych.

Morze Bałtyckie szansą i zagrożeniem dla bezpieczeństwa Polski

Polska, uniezależniając się od Rosji – jako dostawcy surowców energetycznych – uzależniła się od Bałtyku. Bałtyk to również polskie okno na świat dla eksportu i importu towarów przez porty. Trzy spośród dziesięciu polskich portów znajdują się w „topie bałtyckim” – czyli Gdańsk na drugim miejscu, jeżeli chodzi o wielkość przeładunków w porcie, Szczecin-Świnoujście na piątym miejscu oraz Gdynia na dziewiątym miejscu pośród dziewięciu bałtyckich portów.

To pokazuje, że Morze Bałtyckie jest bardzo istotnym akwenem dla polskiej gospodarki, nie tylko energetycznie. Niestety, poza uzależnieniem się od Bałtyku w wymiarze energetyczno-gospodarczym – nie zabezpieczono ochrony polskich interesów bezpieczeństwa na tym morzu. Przez lata Marynarka Wojenna była na ostatnim miejscu, jeżeli chodzi o kwestie modernizacji sprzętowej – nie kupowano żadnych nowych okrętów. Ostatnie okręty bojowe, które weszły w skład Polskiej Marynarki Wojennej, to dwie fregaty ex-amerykańskie – które w dniu przejęcia miały 30 lat. Jeszcze gorzej sytuacja wygląda w przypadku okrętów podwodnych. Tutaj na początku lat 2000 weszło do uzbrojenia Polskiej Marynarki Wojennej pięć okrętów ex-norweskich, które już wtedy miały 30 lat. Dzisiaj dywizja okrętów podwodnych praktycznie nie funkcjonuje, dlatego że okręty te zostały już wycofane ze służby. Pozostał jeden okręt podwodny, który ma rodowód z czasów Związku Sowieckiego i który ciągle jest w remontach.

– Był nacisk w różnych sferach gospodarczych i energetycznych na dywersyfikację źródeł dostaw surowców. Najbardziej optymalnym kierunkiem dywersyfikacji jest właśnie Morze Bałtyckie. Widzimy to na przykładzie Naftoportu w Gdańsku – który dzisiaj odpowiada za 100% dostaw ropy naftowej do Polski. Widzimy to również przez terminal LNG w Świnoujściu, który odpowiada za około 30% polskiego zapotrzebowania na gaz – powiedział serwisowi eNewsroom.pl Mariusz Marszałkowski, redaktor naczelny portalu POLON.pl.

– Mamy gazociąg Baltic Pipe, który po dnie morza Bałtyckiego dostarcza gaz z Norwegii do Polski. I to jest kolejne około 40% polskiego zapotrzebowania na gaz. W planach jest budowa pływającego terminala LNG w Zatoce Gdańskiej oraz morskich farm wiatrowych. Do tego jest kabel podmorski pomiędzy Polską, a Szwecją, który dostarcza prąd – co pozwala na wymianę energii elektrycznej pomiędzy naszymi państwami. Także po skali projektów i skali zaangażowania polskiego widzimy, jak ważne jest Morze Bałtyckie dla polskiej energetyki. Niestety, patrząc z perspektywy potencjału bojowego marynarki wojennej na Morzu Bałtyckim – to on na dziś jest zerowy. To znaczy polska Marynarka Wojenna nie jest w stanie realizować zadań, które są postawione przed nią z dwóch powodów. Po pierwsze nie ma odpowiedniej ilości okrętów – dwie fregaty nie są w stanie zabezpieczyć wszystkich obszarów funkcjonowania gospodarki polskiej na Bałtyku.

No i z powodów technologicznych. Te okręty po prostu są przestarzałe. Nie ma do nich środków bojowych – czyli mówiąc wprost rakiet do systemów rakietowych, które na tych okrętach są zainstalowane. Te rakiety w momencie dostarczenia już dawno utraciły resursy i musiały zostać zdjęte ze względu na bezpieczną eksploatację. Dzisiaj pozostaje nam czekać na to, aż oddamy do użytku planowane fregaty typu miecznik – z których pierwsza ma być gotowa pod koniec lat dwudziestych, czyli za mniej więcej siedem lat. Patrząc z perspektywy politycznej i bezpieczeństwa naszego regionu – nie wiadomo, czy okres modernizacji Marynarki Wojennej nie jest za długi. W odróżnieniu od innych rodzajów sił zbrojnych, które po wybuchu wojny w Ukrainie były przyspieszane, to w przypadku Marynarki Wojennej nie zrobiono dotychczas nic, co skokowo i w krótkim czasie polepszyłoby sytuację bezpieczeństwa w polskich obszarach morskich na Bałtyku – wskazuje Marszałkowski.

ZPPHiU: Trzeba jednoznacznie ustalić, co można zaliczać do kosztów wspólnych

Związek Polskich Pracodawców Handlu i Usług (ZPPHiU) postuluje, aby jednoznacznie określić co można zaliczać, a czego nie – do kosztów wspólnych w galeriach handlowych. Trzeba stworzyć zamknięty katalog usług, który będzie częścią umowy. Obecnie do kosztów wspólnych wynajmujący zaliczają elementy bezdyskusyjne dla stworzenia komfortowych warunków zakupów dla klientów: sprzątanie, oświetlenie, ochronę powierzchni poza sklepami i punktami usługowymi – takich jak korytarze, toalety, parkingi, wejścia, schody, windy etc. Na najemców są jednak także przenoszone między innymi koszty zarobków i szkoleń personelu zarządcy, podatków od nieruchomości należnych od wynajmującego, kar administracyjnych na niego nałożonych, rekomercjalizacji, odzyskiwania należności, oraz ubezpieczenia centrum handlowego. To sprawia, że właściciele galerii handlowych obarczają najemców wszystkimi swoimi ryzykami biznesowymi. Te praktyki trzeba pilnie zmienić – ryzyka właścicieli nieruchomości powinny być elementem wyłącznie ich działalności i ich biznesplanu.

„Niektóre koszty wspólne zapewniające bieżące funkcjonowanie centrów handlowych, w których są nasze sklepy i punkty usługowe – jak ochrona, sprzątanie czy oświetlenie oraz ogrzanie lub ochłodzenie korytarzy, toalet, parkingów są oczywiste z punktu widzenia najemców. Pokrywając je, nie mamy wątpliwości co do ich zasadności. Ale dlaczego mamy płacić za podwyżki zarobków personelu właściciela lub zarządcy budynku? Za jego kary i podatki? To są przecież obszary działalności oraz ryzyka biznesowego wynajmującego i niedopuszczalne jest ich przenoszenie na najemców. Dobra kondycja najemców jest w najlepszym interesie właścicieli galerii – dlatego muszą być brane pod uwagę uwarunkowania ich działalności. Właściciele sklepów i punktów usługowych borykają się ze wzrostami kosztów płac, energii, surowców, transportu, logistyki w obszarach ich podstawowych działalności. Kolejne obciążenia powstające w obszarze nieruchomości – wynikające ze wstecznej korekty wartości kosztów utrzymania powierzchni wspólnych – nie powinny ich dotyczyć. Dopłaty prowadzą bowiem do zmniejszenia, a nawet utraty rentowności – a w konsekwencji konieczności likwidacji biznesu lub szukania alternatywnych dróg sprzedaży. Ten proces już postępuje, a w jego wyniku w centrach jest coraz więcej pustostanów. To powinien być sygnał alarmowy dla właścicieli galerii – warto szukać oszczędności, prawidłowo przygotowywać szacunek kosztów, przedstawiać transparentne rozliczenia”mówi Zofia Morbiato, dyrektor generalna Związku Polskich Pracodawców Handlu i Usług (ZPPHiU).

Najemcy nie mogą przewidzieć, ile będą musieli zapłacić za koszty wspólne w galeriach handlowych. Właściciele i zarządzający takimi obiektami zawierając umowę przedstawiają wartość zaliczkową kosztów eksploatacyjnych. Jednak na koniec każdego roku oczekują dopłat, nie przedstawiając szczegółowego rozliczenia ani dokumentacji poniesionych kosztów. Dlatego ZPPHiU apeluje, aby wartość kosztów wspólnych była w pełni przewidywalna i określona z góry jako jedna, niezmienna kwota. Najlepiej, jeśli byłaby ona stałym, określonym w umowie, elementem czynszu. Profesjonaliści, jakimi są zarządcy centrów handlowych, z całą pewnością mogą właściwie przygotować i zrealizować budżet centrum handlowego na dojrzałym rynku, którym jest polski rynek.

 

Dodatkowe informacje:

ZPPHiU zwraca uwagę, że najemcy w centrach handlowych – negocjując umowy – nie są informowani o liczbie uprzywilejowanych najemców (tzw. anchors), ani długości trwania ich umów. Tacy najemcy mają preferencyjne warunki czynszu i opłat wspólnych. Jedynie właściciel lub zarządca centrum wie, kiedy najemca uprzywilejowany może skorzystać z opcji zakończenia umowy, jakich warunków oczekuje przy ich przedłużeniu i jak zmieni się w wyniku tych zmian charakter centrum. Zapisy mówiące, że anchorem może być każdy najemca, którego wynajmujący uzna za takiego, są jak najbardziej zasadne. Naturalną konsekwencją takiego stwierdzenia jest akceptacja konieczności poniesienia przez właściciela centrum kosztów pozyskania i utrzymania najemców uprzywilejowanych.

Sąd Najwyższy wydał wyrok, w którym stwierdził, że nierówne traktowanie najemców w galerii handlowej jest czynem nieuczciwej konkurencji. Wynajmujący nie może pobierać od jednych najemców zawyżonych kosztów operacyjnych w związku ze zwolnieniem z takich opłat innych. Sprawa dotyczyła kosztów wspólnych, które są co do zasady pokrywane proporcjonalnie przez wszystkich najemców. Takie obniżki mogą być proponowane przez wynajmującego – ale to on sam musi wówczas pokryć różnicę, a nie żądać jej od innych najemców.

Ponadto aktywność i promocje sklepów online budują ruch w galeriach handlowych. Najemcy istotnie przyczyniają się do sukcesu centrów handlowych – nie tylko ponosząc na to własne nakłady w sieci, ale także płacąc wynajmującym odrębne koszty marketingu obiektu. Właściciele galerii oczekują, że najemcy dopłacą także za sprzedaż swoich produktów i usług w internecie – podczas gdy to właśnie galerie powinny dopłacić właścicielom sklepów za budowanie ruchu i zwiększanie odwiedzalności. Wzrost odwiedzalności kosztuje i na to przeznaczane są między innymi pieniądze najemców w ramach tzw. kosztów wspólnych i marketingowych.

Związek Polskich Pracodawców Handlu i Usług (ZPPHiU) wspólnie z Polskim Stowarzyszeniem Najemców Powierzchni Handlowych (PSNPH) przygotowują Drugi Kongres ZPPHiU i PSNPH, który w części będzie poświęcony standardom współpracy na linii najemcy – wynajmujący.

Deweloperzy wstrzymali nowe inwestycje, mimo rosnącego popytu na mieszkania

Od wielu lat o  skali budownictwa mieszkaniowego w Polsce decydują dwie grupy podmiotów: inwestorzy indywidualni i firmy deweloperskie. Lipcowe dane o liczbie mieszkań, na które wydane zostało pozwolenie na budowę, rozpoczętych budowach oraz lokalach oddanych do użytku, opublikowane wczoraj przez GUS – wskazują, że jak decydowały tak nadal decydują.

Najwyraźniej jest to widoczne w liczbie mieszkań oddanych do użytkowania od stycznia do lipca. Dobry wynik, zbliżony do tego z 2022 roku. Więcej jednak mówi nam o rekordowych liczbach rozpoczynanych budów w pierwszej połowie 2021 roku niż o obecnej sytuacji. Choć gdy patrzymy na zaledwie 14,5 tys. mieszkań oddanych w samym lipcu, pojawia się myśl, że to początek tendencji, a następne miesiące 2023 roku przyniosą podobne wyniki.

Z oceną danych o liczbie pozwoleń musimy poczekać na szczegółowe dane dla powiatów. Przez 7 miesięcy w całej Polsce wydano pozwolenia na budowę 131 tys. lokali mieszkalnych (32% mniej niż w analogicznym okresie rok temu), z czego 85,6 tys. dotyczyło mieszkań, które zamierzają zrealizować deweloperzy (spadek o 35% r/r). Dane zagregowane nie dają jednak odpowiedzi, czy lipcowe pozwolenia powoli zasypują czy pogłębiają „dziurę”, która powstała w 2022 roku.mieszkania-deweloperskie-oddane-do-uzytkowania

Jeśli zostały wydane deweloperom budującym w największych polskich miastach, to są wyczekiwane i mogą poprawić sytuację po stronie podażowej. Jeśli natomiast pozwolenia te zostały wydane na budowy zlokalizowane poza granicami największych polskich miast – na największych rynkach będziemy obserwować dalsze wzrosty cen mieszkań.Średnie ceny mieszkań

Do ciekawych wniosków skłania porównanie liczby pozwoleń z liczbą rozpoczętych budów. Charakterystyczna dla okresu spowolnienia na rynku mieszkaniowym jest stabilizacja skali budów rozpoczynanych przez inwestorów indywidualnych i to właśnie obserwujemy. Tej stabilizacji towarzyszy zazwyczaj równowaga pomiędzy liczbą uzyskiwanych pozwoleń na budowę domów jednorodzinnych i rozpoczynanych budów. Tak było w lipcu. Inwestorzy indywidualni uzyskali pozwolenia na budowę 6,7 tys. domów jednorodzinnych (98-99% to właśnie domy) a rozpoczęli budowę 6,6 tys. lokali.

Inaczej kształtowała się sytuacji po rynkowej stronie budownictwa mieszkaniowego, o której decyduje działalność firm deweloperskich. Zagregowane dla Polski dane wskazują, że w pierwszych 7 miesiącach 2023 roku  firmy deweloperskie uzyskały zaledwie 85,6 tys. pozwoleń na budowę mieszkań i domów czyli o 35% mniej niż przed rokiem. To bez wątpienia słaby wynik, ale to nie te liczby zaskakują najbardziej.

Kupujący pobudzeni i zachęceni Bezpiecznym kredytem 2% już od początku roku wyraźnie zwiększyli aktywność w serwisie Otodom, co zresztą znajdowało odbicie w poprawiających się z miesiąca na miesiąc wynikach sprzedaży deweloperów.  Ze zdwojoną siłą odczuliśmy to w lipcu, pierwszym miesiącu obowiązywania programu Pierwsze Mieszkanie.  Sprzedaż nowych mieszkań na 7 największych rynkach w Polsce wyniosła 5,8 tys. i była o 100% wyższa niż przed rokiem. Niezrozumiała jest zatem w obecnej sytuacji rynkowej wstrzemięźliwość w rozpoczynaniu przez deweloperów budów. Mieszkań których budowę rozpoczęto było o 23% mniej od tych na których budowę udzielono pozwoleń. To oznacza, że w skali całego kraju nadwyżka pozwoleń nad rozpoczętymi budowami rośnie kolejny miesiąc z rzędu.liczba-lokali-na-ktorych-budowe-deweloperzy-uzyskali-pozwolenia-i-te-ktorych-budowe-rozpoczeli

Odpowiedź na pytanie dlaczego tak się dzieję być może tkwi w danych dla poszczególnych powiatów. Nim je poznamy pozostaje nam jedynie zdziwienie, że firmy deweloperskie nie przyspieszyły realizacji inwestycji pomimo wyraźnej poprawy wyników sprzedaży, które obserwowaliśmy w kilku ostatnich miesiącach.

Katarzyna Kuniewicz, dyrektorka badań rynku Otodom Analytics

Podsumowanie I połowy roku na rynku nieruchomości magazynowych w Polsce

Pierwsze półrocze 2023 roku przyniosło dynamiczne zmiany na rynku nieruchomości magazynowych. Według najnowszych danych Colliers, po oddaniu prawie 2,6 mln mkw. (w tym rekordowych 1,9 mln mkw. w I kwartale) całkowita podaż nowoczesnej powierzchni magazynowej w kraju przekroczyła poziom 30 mln mkw. Na koniec czerwca 2023 roku w budowie znajdowało się kolejne 2,1 mln mkw., z czego niemal 60% stanowiły obiekty spekulacyjne.

Więcej renegocjacji

Pierwsza połowa roku przyniosła obniżenie wolumenu popytu oraz zmianę jego struktury. Popyt brutto wyniósł niemal 2,3 mln mkw., co jest wynikiem niższym o 1,5 mln mkw. r/r. Największą aktywność najemców odnotowano w województwach mazowieckim, śląskim oraz łódzkim. Zauważalny był również wzrost udziału renegocjacji w strukturze popytu do 40% (v. 31% w I poł. 2022 r.). Pod względem sektorów liderami były branża 3PL (40%), e-commerce (8%) oraz elektronika (7%).

– Naturalnym efektem wzrostu podaży i spadku popytu jest zwiększenie się wskaźnika pustostanów, który na koniec I poł. 2023 roku osiągnął poziom 6,6%, o 3,4 p.p. więcej niż w analogicznym okresie 2022 roku. Jest to najwyższa wartość tego wskaźnika od 3 lat, jednak nie oznacza zastoju na rynku. Przy stabilnym poziomie popytu netto, pozwala to na łatwiejsze znalezienie powierzchni dla najemców, zwiększając konkurencyjność na rynku – mówi Antoni Szwech, Starszy Anlityk w Colliers.

Niewykluczone, że w najbliższych miesiącach wskaźnik ten utrzyma się. Obecnie tylko 39% powierzchni w budowie jest wynajęte.

Czynsze w górę

Od początku ubiegłego roku znacznie wzrosły zarówno stawki bazowe, jak i efektywne czynszów w wyniku m.in. wzrostu cen paliw i materiałów budowlanych, wyższych kosztów finansowania projektów oraz pogorszenia nastrojów w funduszach inwestycyjnych. Obecnie stawki czynszów są wciąż w trendzie wzrostowym, jednak jest on łagodniejszy niż rok temu.

Najwyższe czynsze odnotowano w Warszawie, gdzie stawki bazowe zaczynały się od 4,40 EUR/mkw./miesiąc, a najwyższe przekraczały poziom 7,0 EUR/mkw./miesiąc. Stawki efektywne oscylowały natomiast w przedziale 4,00-5,60 EUR/mkw./miesiąc. Na pozostałych rynkach regionalnych, stawki bazowe wahały się w przedziale 3,40-5,90 EUR/m²/miesiąc, a efektywne 2,80‑5,20 EUR/m²/miesiąc.

Optymistyczne prognozy

Analitycy prognozują dalszy rozwój sektora motoryzacyjnego w Polsce, szczególnie w kategoriach takich, jak elektromobilność i produkcja baterii do samochodów elektrycznych. Dostrzegają również rosnące znaczenie Polski jako osi wschodniej flanki NATO, z uwzględnieniem coraz większego zainteresowania sektora militarnego. W kontekście planowanych inwestycji w infrastrukturę transportową, zarówno drogową, morską, jak i lotniczą, przewiduje się dalszy rozwój rynku przemysłowo-logistycznego.

Wraz z rosnącymi cenami energii i naciskiem na realizację celów zrównoważonego rozwoju, deweloperzy i najemcy coraz częściej inwestują w „zielone” magazyny, z fotowoltaiką na czele wśród zielonych rozwiązań.

Na rynek nieruchomości magazynowych nadal wpływa stały rozwój e-commerce. Firmy z tego sektora są jednymi z największych najemców powierzchni magazynowych, a ich potrzeby często wymagają specyficznych rozwiązań, takich jak przestrzenie do sortowania i pakowania, zautomatyzowane systemy składowania czy wysoko rozwinięte systemy zarządzania zapasami.

– Po intensywnych wzrostach podczas pierwszych lat pandemii i burzliwym 2022 roku, rynek powierzchni przemysłowo-logistycznych wydaje się stabilizować. Mimo spadku popytu i podaży, ich wolumeny pozostają wysokie. Zmniejszyła się dynamika wzrostu czynszów, a stopa pustostanów zwiększa konkurencyjność na rynku – komentuje Maciej Chmielewski, Senior Partner, Dział Powierzchni Logistycznych i Przemysłowych w Colliers. – Optymizmem napawa również stabilizująca się powoli sytuacja gospodarcza w Polsce. Inflacja jest w trendzie spadkowym, a co za tym idzie, oczekiwane jest obniżenie stóp procentowych. Spada też cena stali, kluczowego surowca w budownictwie – dodaje Maciej Chmielewski.

Wojna w Ukrainie spowodowała, że wiele firm zmuszonych było przenieść swoją działalność do innych krajów, co zapewniło Polsce pozycję jednego z głównych miejsc docelowych relokacji przedsiębiorstw. Analitycy prognozują, że takie trendy jak: friendshoring, nearshoring i reshoring, które przyczynił się do wzrostu popytu na powierzchnie magazynowe w Polsce zwłaszcza we wschodnich regionach kraju, utrzymają się w 2023 roku.

– Polska wciąż pozostaje jednym z najatrakcyjniejszych rynków w tej części Europy, głównie pod względem swojego położenia, rynku pracy oraz kosztów wynajmu powierzchni magazynowej – podsumowuje Maciej Chmielewski.

PMI dla strefy Euro

PMI dla przemysłu w sierpniu w strefie euro wyniósł 43,7 wobec 42,7 miesiąc wcześniej. Pomimo lekkiego pozytywnego zaskoczenia (konsensus wynosił 42,6), nadal widać, że przemysł pozostaje w kryzysie. W szczególności kolejny słaby odczyt dotyczy największej gospodarki strefy euro. W Niemczech PMI dla przemysłu utrzymał się poniżej 40 pkt i wyniósł 39,1 pkt.

W tym miesiącu dużo ciekawszymi danymi są te z sektora usługowego. Wskaźnik PMI dla usług w strefie euro wyniósł w sierpniu 48,3 wobec 50,9 w lipcu. Konsensus zakładał, że wskaźnik nadal będzie wskazywał na wzrost aktywności w sektorze i wyniesie 50,5. Wskaźnik spadł poniżej 50 pkt po raz pierwszy w tym roku. W przypadku usług również w Niemczech odnotowano bardzo słaby odczyt. PMI dla usług wyniósł 47,3 wobec prognozy 51,5. Dane pokazują, że zarówno przemysł, jak i usługi spowalniają. Dotychczasowe oczekiwania, że sektor usług utrzyma wzrost gospodarczy przy mocnym spowolnieniu w przemyśle należy najprawdopodobniej zrewidować.

Zbiorczy wskaźnik PMI dla strefy euro wyniósł 47,0 (konsensus 48,5). Trend spadkowy jest nadal kontynuowany. Spowolnieniu produkcji przemysłowej towarzyszył ponowny spadek aktywności w usługach.

Bartosz Wałecki, analityk, Michael / Ström Dom Maklerski

Popularność Barbie nowym sposobem na wyłudzenia

Lalka Barbie, kiedyś symbol dzieciństwa każdej dziewczynki, marzenie i ulubiona zabawka, dzięki adaptacji filmowej przygód ożywionej bohaterki koncernu Mattel przeżywa drugą falę popularności. Film zdobywa szturmem box office na całym świecie, kobiety szturmem ubrane na różowo szarżują sale kinowe już od miesiąca. Chadzają i mężczyźni, część z nich wychodzi z filmu całkiem ubawiona, część skłania on do głębszej refleksji nad podziałem ról w społeczeństwie, czy nierównościami ekonomicznymi pomiędzy płciami i uprzywilejowaniem, chociażby w strefie zatrudnienia. Film bije rekordy popularności i tym samym pobudza nie tylko dyskusję społeczną, ale i gospodarkę w kilku aspektach. Niestety ostatnio pojawił się przy okazji popularności Barbie i wszystkich gadżetów z nią związanych problem aplikacji mobilnej, której cel okazał się zgoła inny, niż zakładali niewinni użytkownicy.

Ministerstwo Cyfryzacji w niedawnym komunikacie wydało oficjalne stanowisko wobec popularnych aplikacji mobilnych, umożliwiających użytkownikom przerobienie swojego zdjęcia w stylu najpopularniejszej lalki marki Mattel. Można przerobić swoje zdjęcie w stylu, czy na wzór postaci Barbie, albo Kena. Aplikacje są dwie, barbieselfie.ai oraz bairbe.me – obie pociągają za sobą daleko idące konsekwencje. Użytkownik, zgadzając się na warunki użytkowania aplikacji (regulamin i politykę prywatności aplikacji) – jak się okazuje wyraża szereg zgód na przetwarzanie swoich danych wrażliwych i to w zakresie o tyle szerokim, że zaalarmował nawet oficjalne rządowe organy. W komunikacie opublikowanym na profilu Facebook Ministerstwa Cyfryzacji czytamy m.in., że „ta z pozoru niewinna zabawa to tak naprawdę operacja masowego zbierania danych internautów”. Ministerstwo Cyfryzacji przestrzegło, że akceptując politykę prywatności barbieselfie.ai „dajemy aplikacji dostęp do m.in. kamery smartfona, historii płatności, historii lokalizacji GPS, danych rejestracyjnych, czy dokładnych technicznych danych smartfona”. W zakresie aplikacji bairbe.me z kolei Ministerstwo podkreśliło, że aplikacja ta nie spełnia i nie podlega wymogom Ogólnego Rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady o Ochronie Danych Osobowych (RODO) – „nie wiemy więc, jakie informacje są przejmowane i do czego będą wykorzystywane”.

To kolejna już niestety niechlubna odsłona masowych operacji wyłudzeń danych osobowych na szeroką skalę. Przed „barbiemanią” były aplikacje zmieniające wygląd na zdjęciach – dodające lat, czy króliczych uszu na selfie, były poważniejsze przypadki poszywania się aplikacji pod bankowość elektroniczną, czy obsługę tzw. „chwilówki” zawieranej online – które w istocie zbierały dane do logowania w serwisach bankowości elektronicznej, albo zbierały hasła i dane do logowania danego użytkownika, żeby następnie wykorzystać je do różnych celów cyberprzestępców. Czasami dane w ten sposób pozyskane sprzedaje się masowo, czasami od razu przetwarza stwarzając zagrożenie dla finansów i bezpieczeństwa w sieci danej osoby, która uległa pokusie niewinnej zabawy online, czy chciała skorzystać z rzekomo bezpiecznego i preferencyjnego kredytu.

Warto więc po raz kolejny przypomnieć sobie, jak ważnym jest uważne czytanie wszelkich warunków korzystania z danej aplikacji, jak ważne jest wyświetlenie co najmniej całej treści danej polityki, czy regulaminu, a nie tylko machinalne kliknięcie check boxa, który może okazać się planowaną i złośliwą pułapką.

Zwykle treść dokumentacji towarzyszącej e-serwisom i e-usługom jest traktowana jak zło konieczne i użytkownicy nie lubią, ani nie chcą zagłębiać się w ich treść, ale jak się po raz kolejny okazało, jest to bardzo ważne, o ile nie zbawienne w kontekście konsekwencji takiego bezmyślnego klikania zgód i dostępów dla aplikacji mobilnych. Jeżeli dajemy zgodę na korzystanie przez aplikacji z danych geolokalizacyjnych, czy rejestracyjnych (adres e-mail, login, hasło), czy historii płatności online, narażamy się na praktycznie wszystkie odmiany cyber przestępstw. Sprawa jest o tyle bardziej bulwersująca, czy dotkliwa, że dane te udostępniamy sami, na podstawie zgody w postaci zaakceptowania polityki prywatności np. Niestety, cyberprzestępcy są nadal aktywni i wynajdują coraz to bardziej zawoalowane, ale i coraz prostsze sposoby na wyłudzenie danych osobowych, w tym poufnych, czy wrażliwych. Od których może zależeć nasze bezpieczeństwo i finanse. Dlatego zawsze pamiętajmy o zapoznaniu się z warunkami świadczenia usług, zwracajmy uwagę na podejrzane nazwy domen, adresów mailowych, nie klikajmy bezmyślnie w linki podsyłane przez nawet wydawać by się mogło „pewne” podmioty – nie tak dawno maile o rzekomym zablokowaniu konta rozsyłało Allegro, czy o konieczności ponownego zalogowania informowano z aplikacji bankowości mobilnej ipko – obie akcje okazały się na szeroką skalę zakrojonym procederem wyłudzenia danych w celach wyłącznie przestępczych.

Przypadek aplikacji zmieniających twarz w postać z Barbie potwierdza, że kreatywności w wyłudzaniu danych na rynku nie brakuje i chociaż sama zabawa potwierdza sukces filmu, kusi i wygląda niewinnie, ta Barbie nie jest warta ryzyka.

Autor: adw. Anna Lach, Kancelaria Prawna Chałas i Wspólnicy