Będzie powtórka z ubiegłego roku? Czy możemy spodziewać się interwencji NBP?

Tematem numer jeden jest teraz to, czy NBP interweniuje na rynku. Z jednej strony złoty w tym roku już stracił dużo, z drugiej nie znaczy to, że nie może stracić więcej i tym samym napompować zysku NBP.

Czy NBP dokona interwencji?

Topowym tematem analityków rynków walutowych pod nieobecność ważnych wydarzeń jest kwestia powtórki sprzed roku. Mowa tutaj o interwencji walutowej mającej osłabiać złotego. Analitycy wskazują na zasadność tej koncepcji, argumentując to wzrostem wypłacanego zysku w przypadku osłabienia złotego. Z drugiej strony nie możemy patrzeć tylko na kurs euro jako odnośnika w przypadku polskich rezerw walutowych. O ile euro faktycznie zyskało relatywnie niewiele na wartości, to już dolar w tym roku podrożał niemal 10%. Tak duża zmiana może zatem być zupełnie wystarczająca dla NBP. Pamiętajmy też, że ta wpłata jest o tyle istotna, że to politycy decydują o reelekcji prezesa na drugą kadencję.

Pandemia podnosi cenę franka

Wzrost zakażeń koronawirusem na razie spokojnie obchodzi się z rynkami, które chcą wykorzystać rajd świętego Mikołaja i raportować na koniec roku wysokie wyniki. Widać jednak strach na parze euro do franka. Waluta Szwajcarii jest najsilniejsza względem euro od pamiętnego wyskoku franka, kiedy w 2015 roku Bank Szwajcarii przestał interweniować na rynku w celu sztucznego osłabiania waluty. Zjawisko to jest typowe dla sytuacji, kiedy na rynku rośnie ogólne poczucie ryzyka.

Lira znów traci

Po tym, jak echo zapewnień prezydenta Erdogana zaczyna cichnąć, analitycy zaczęli się zastanawiać, dlaczego lira turecka jest w sumie aż tak drogą. Od poniedziałkowego poranka do dzisiaj za jedno euro trzeba już płacić nie 12, a 14 lir. Nie jest to oczywiście poziom 20 lir sprzed ponad tygodnia, ale widać, że inwestorzy z coraz większą podejrzliwością patrzą na przyszłość tureckiej waluty. W rezultacie już teraz jesteśmy na poziomach sprzed miesiąca, a wypowiedź prezydenta zatrzymała tylko ostatnią panikę wynikającą z wyprzedaży liry. Niewykluczone zatem, że jeżeli nadal nie będzie konkretów, a widmo obniżek stóp wciąż będzie silne, szybko będziemy wracać na te poziomy.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Apel Północnej Izby Gospodarczej o przyspieszenie prac nad ustawą o sprawdzaniu czy pracownik jest zaszczepiony

Północna Izba Gospodarcza apeluje o pilne przyspieszenie prac nad ustawą o kontroli szczepień przez pracodawców. „Kolejny lockdown zdziesiątkuje przedsiębiorstwa”.

Sejmowa komisja zdrowia dopiero po nowym roku zajmie się oczekiwanym od miesięcy projektem pozwalającym pracodawcom na sprawdzanie czy ich pracownicy są zaszczepieni czy nie. Przypomnijmy, że początek dyskusji na ten temat miał miejsce w lipcu tego roku. Oznacza to, że ważna dla przedsiębiorców ustawa od wielu miesięcy staje się obiektem politycznych dyskusji, a w tym czasie wiele biznesów zdziesiątkowanych zostało przez czwartą falę pandemii, niezliczone kwarantanny czy wizję tego, że niebawem możliwy będzie lockdown wynikający z pukającego do bram Polski wariantu Omikron. – Przedsiębiorcy zostali zostawieni sami sobie. To jest fakt, który trzeba stwierdzić głośno. Osoby stanowiące prawo mówią nam dzisiaj: radźcie sobie – mówi Hanna Mojsiuk, Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

Północna Izba Gospodarcza od miesięcy podnosi dyskusję na temat pilnej konieczności przyjęcia ustawy, która pozwoli pracodawcom na weryfikację szczepień pracowników. Zaznaczamy: nie chodzi o segregację czy o zwalnianie niezaszczepionych, a o możliwość takiego układania harmonogramów pracy, by możliwie szeroko niwelować zagrożenie zakażeniami COVID-19 zarówno w relacji klient – pracownik jak i pracownik-pracownik. Sejmowa komisja zdrowia tematem zajmie się dopiero w 2022 roku, co uważamy za sytuację niedopuszczalną.

– Mijają miesiące, a temat wciąż jest tylko i wyłączenie obecny w przestrzeni medialnej, a nie jako realny projekt polityczny czy legislacyjny. W tym czasie rozpędziła się czwarta fala, a wirus Omikron puka do Polski, co faktycznie może oznaczać twardy lockdown. Szybkie przyjęcie ustawy nie będzie więc już walką z pandemią w etapie czwartej fali, a prewencją przed piątym uderzeniem koronawirusa. Podkreślamy, że zależy nam na tym, by bronić przedsiębiorstwa przed lockdownem, bo wprowadzenie ograniczeń w działalności sektora turystycznego, rozrywkowego, hotelarskiego, gastronomicznego odbijać się będzie także na innych branżach. Transport, budownictwo, edukacja, te sektory nie mogą już pozwolić sobie na wielomiesięczne przestoje. Nie w sytuacji galopującej inflacji, braku surowców i wciąż niestabilnych łańcuchów dostaw – mówi Hanna Mojsiuk, Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

– Gdyby politycy nas posłuchali to mielibyśmy ten problem dawno z głowy, a czwarta fala pandemii nie wyglądałaby tak dramatycznie w statystykach. Każda kwarantanna, każde zwolnienie lekarskie na COVID, każda konieczność reorganizacji pracy w firmie to setki tysięcy złotych, które ponosi przedsiębiorca. Nikt o tym nie mówi, nikt o tym nie myśli. Dla nas ta ustawa to szansa na to, by nie zamykać firm kiedy tylko pojawi się kolejne zakażenie. Nie da się normalnie pracować pod taką presją – mówi Hanna Mojsiuk.  – Co więcej, ta  dyskusja polityczna wokół szczepień powoduje, że środowiska antyszczepionkowe się wzmacniają, rosną w siłę w Internecie. Zdarzają się sytuacje, że pracownicy mówią swoim pracodawcom – nie będę się szczepić, nie będę nosić maseczki, a jak będziecie mi zwracać uwagę to pójdę do Inspekcji Pracy, że jestem mobbingowany albo dochodzi do segregacji lub dyskryminacji – dodaje Prezes Północnej Izby Gospodarczej.

Północna Izba Gospodarcza apeluje o pilne przyjęcie tej ustawy – nie po to, by chronić się przed czwartą, ale piąta falą pandemii. W porządkowaniu przepisów dotyczących pandemii jesteśmy „sto lat za Europą” – może skończyć się to tym, że lockdown będzie realnym rozwiązaniem. Największą ofiarą ignorancji niektórych środowisk będzie niestety gospodarka.

Ceny mieszkań nadal w górę, ale mogą nieco wyhamować. Prognozy dla rynku pierwotnego na 2022 rok

Ostatnie miesiące nie były zbyt łaskawe dla przeciętnego konsumenta. Odnotowany niedawno wskaźnik inflacji wzrósł aż o 7,8% w stosunku rok do roku, co nie wróży najlepiej dla przyszłości rynków konsumpcyjnych. Odbija się to także na cenach nieruchomości, które w obliczu niewystarczającej podaży systematycznie zwiększają swoją wartość. Jak podaje serwis
z nieruchomościami tabelaofert.pl, w ujęciu rok do roku największy wzrost średnich cen mieszkań na sześciu najważniejszych rynkach w kraju odnotowano w Łodzi (+19,0%) oraz we Wrocławiu (+14,1%). Najwolniej średnie ceny za mkw. nowych mieszkań rosły w Trójmieście (+7,4%) i Poznaniu (9,9%).

Średnie ceny mieszkań pozostających w ofercie serwisu tabelaofert.pl w Warszawie, Wrocławiu, Trójmieście, Krakowie, Poznaniu oraz Łodzi.

III kwartał 2020 i 2021 r.

Miasto Warszawa Wrocław Trójmiasto Kraków Poznań Łódź
Średnia cena ofertowa mieszkań pozostających w ofercie [PLN/mkw.] III kwartał 2020 11 116 9 138 10 600 9 932 7 860 6 601
III kwartał 2021 12 325 10 426 11 387 11 267 8 641 7 854
III kwartał 2021 vs. III kwartał 2020 10,9% 14,1% 7,4% 13,4% 9,9% 19,0%

źródło: REDNET Consulting dla tabelaofert.pl

Najdroższym miastem w Polsce pozostaje stolica – w Warszawie za mkw. mieszkania od dewelopera zapłacimy średnio 12 325 PLN. Najtańszym natomiast Łódź – średnio 7 854 PLN/ mkw. nowego lokalu. Co musi się wydarzyć, by ceny mieszkań przestały rosnąć i czy rok 2022 przyniesie zmianę na rynku pierwotnym?

Ceny mieszkań rosną szybciej, niż inflacja

Aktualny wzrost wskaźnika inflacji należy do najwyższych we współczesnej historii, a większy wynik odnotowano poprzednio w 2000 r., kiedy to wskaźnik zbliżył się do poziomu 8,5% w ujęciu rok do roku. Gdy blisko 22 lata temu potężna inflacja wstrząsnęła polską gospodarką, współcześnie znany rynek nieruchomości dopiero się kształtował, a kredyty hipoteczne nie były jeszcze tak powszechnie dostępne. Obecnie kredytami pokrywa się większość inwestycji w nieruchomości. Według Biura Informacji Kredytowej we wrześniu padł rekord liczby udzielonych kredytów hipotecznych, których suma wyniosła 8,477 mld zł, co daje 52,4% wzrostu względem ubiegłego roku. Odpowiedzią na wysoką inflację była decyzja Rady Polityki Pieniężnej o podniesieniu stóp procentowych. Mimo podwyżki rat kredytowych spowodowanych pośrednio decyzją RPP, sprzedaż mieszkań nadal utrzymuje się na wysokim poziomie.

– W obliczu rozpędzonej inflacji przechowywanie pieniędzy na lokatach nie stanowi już korzystnego rozwiązania. Wielu Polaków decyduje się na zakup nieruchomości, by w ten sposób zabezpieczyć swój kapitał i chronić go przed spadkiem wartości, ale również osiągnąć satysfakcjonującą stopę zwrotu inwestycji przy ewentualnej sprzedaży nieruchomości lub czerpać zyski z wynajmu krótko- bądź długoterminowego. Ceny nieruchomości rosną w tak szybkim tempie, że udaje im się wyprzedzać równie rozpędzoną inflację. Taką sytuację obserwujemy w większości przypadków nieprzerwanie od 2014 rokuwyjaśnia Robert Chojnacki, prezes redNet 24, firmy specjalizującej się w sprzedaży mieszkań deweloperskich.

Dynamika wzrostu cen niższa w 2022 r.?

Wyznacznikiem wysokości cen na rynku nieruchomości jest w szczególności relacja popytu do podaży mieszkań, a w ostatnich kwartałach rozgrzany popyt znacząco wyprzedził podaż. Jak podaje serwis tabelaofert.pl w II i III kwartale 2021 r. na analizowanych sześciu, największych polskich rynkach, deweloperzy sprzedali więcej lokali niż wprowadzili do obrotu – 13,9 tys. lokali sprzedanych do 13,4 tys. mieszkań wprowadzonych w III kwartale 2021 r.

Rosnące koszty materiałów, w tym także cen energii oraz wykonawstwa wpływają na wzrost kosztów budowy lokali mieszkalnych, powodując szybszy wzrost cen mieszkań. Także sprzedaż nieruchomości na tak wysokim poziomie oraz malejąca oferta mieszkaniowa sprzyjają stałym podwyżkom.

– Pomimo wciąż rosnących cen mieszkań, deweloperzy nie nadążają z budową nowych inwestycji. W mojej opinii m.in. ostatnie podwyżki stóp procentowych mogą spowodować wyhamowanie trendu wzrostowego cen mieszkań w najbliższych miesiącach. Wzrost stóp przekłada się na spadek zdolności kredytowej, a tym samym na możliwości zakupowe nabywców. Może to spowodować, iż popyt na całym rynku nieruchomości osłabnie, a dynamika wzrostu cen będzie osiągać niższe wartości, zbliżone do poziomu inflacji – analizuje Robert Chojnacki, prezes redNet 24.

2021 – rok pełen rozczarowań? Kiedy odbicie gospodarcze?

Wielu ekonomistów podziela zdanie, że 2021 był trudnym rokiem – ale to, co wydarzy się w 2022 roku, to będzie prawdziwa trudność dla rozwoju polskiej gospodarki. Szef NBP uważa, że polska gospodarka odrobiła już straty po lockdownach, jej rozwój jest bardzo szybki, „bezrobocia właściwie nie ma”, a w IV kwartale 2021 r. PKB może wzrosnąć o ponad 5,3 proc. Jest to stwierdzenie dość optymistyczne z uwagi na wciąż rosnąca inflację, a także niepewną sytuację związaną z pandemią. Rok 2021 ocenia się jako rozczarowujący, ponieważ zakładano dużo bardziej optymistyczne scenariusze. Za to na horyzoncie widać już rok 2022 – który maluje się w dość pesymistycznych barwach. Wszystko za sprawą piętrzących się problemów, nowych kryzysów oraz nieudolności polskich władz.

– Rok 2021 oceniłbym jako rok wielkiego rozczarowania. Nie nastąpiło radykalne odbicie gospodarcze po pandemii, która swoją drogą cały czas trwa – a obecnie jesteśmy na skraju kolejnego lockdownu. Zatem wyraźnie widać, że nie nastąpił żaden przełom, a jednocześnie pojawiły się zapowiedzi nowych problemów. Jednym z nich jest niewątpliwie inflacja, którą wszyscy dostrzegli w najbardziej krytycznym momencie – mimo że jej podstawy były widoczne już dawno – powiedział serwisowi eNewsroom Witold Orłowski, główny doradca ekonomiczny PwC Polska. – Czy rok 2022 będzie lepszy? Miejmy nadzieje, że nastąpi rzeczywiście jakiś przełom w kwestii pandemii. Być może więcej ludzi w Polsce się zaszczepi i wówczas zniknie ryzyko kolejnych lockdownów. Natomiast przed nami ciężki rok. Polska gospodarka musi zostać zrównoważona. Jeżeli rząd i bank centralny tego nie zrobią, to będziemy mieli coraz większe problemy z inflacją. Z kolei, gdy wprowadzą konkretne działania – to jest o tyle nieprzyjemne, że narzędzia równoważenia gospodarki nie są lubiane przez społeczeństwo. W związku z tym uważam, że rok 2022 będzie wyjątkowo ciężki i to niezależnie od tego, czy rząd zdecyduje się na skuteczniejsze sposoby równoważenia gospodarki, czy też nie. W obu przypadkach powstaną różne problemy. Natomiast miejmy nadzieję, że zaczniemy wypływać na czyste wody, jeżeli chodzi o pandemię i perspektywę wzrostu wiążącą się z sytuacją globalną – analizuje Orłowski.

Na tegoroczną zabawę sylwestrową wydamy średnio 186 zł

Polacy przeznaczą na nadchodzącą zabawę sylwestrową średnio 186 zł, to jest o 26 zł mniej niż przed rokiem i grubo ponad 100 zł mniej niż przed pandemią – wynika z badania wykonanego na zlecenie Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor. W tym roku nieco chętniej niż w zeszłym wyjdziemy gdzieś na Sylwestra lub też sami zorganizujemy domówkę.

To już drugi Sylwester w cieniu pandemii. Jeśli jednak chodzi o obostrzenia sytuacja jest inna niż przed rokiem, gdy zalecano pozostanie w domu, obowiązywał zakaz organizowania imprez, a w celu ograniczenia oddolnej inicjatywy co bardziej rozrywkowych osób, w ostatniej chwili wprowadzono nawet zakaz przemieszczania się między godz. 19 31 grudnia, a 6 rano 1 stycznia. Tym razem dla zainteresowanych zabawą w klubach i dyskotekach Sylwester jest dniem wyjątku od nałożonych w grudniu obostrzeń. Jedynym ograniczeniem jest max. 30 proc. udział osób niezaszczepionych wśród gości bawiących się na imprezie i warunek, że osób niezaszczepionych nie będzie więcej niż 100.

Czy to mniejsze ograniczenia, czy też efekt oswojenia się z pandemiczną sytuacją, z badania zrealizowanego przez Quality Watch dla Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor wynika, że Polacy w tym roku śmielej podchodzą do świętowania zmiany roku.

Po tym jak w 2020 roku 7 na 10 ankietowanych mówiło, że spędzi Sylwestra wyłącznie w gronie domowników, tym razem deklaruje to 6 na 10, a ponad jedna trzecia (35 proc.) będzie próbowała bawić się w mniejszym lub większym towarzystwie. Choć wiele zależy też od wieku ankietowanych, im młodsza osoba tym mniej skłonna, by 31 grudnia siedzieć w domu samotnie czy tylko z domownikami. Wśród 18-24 latków zamierza się bawić tego dnia 66 proc. osób, a w gronie 25-34 latków niemal połowa.

Mimo, że widać pewne rozluźnienie w stosunku do zeszłego roku, to nie jest to jednak powrót do sytuacji sprzed pandemii, gdy z okazji Sylwestra, na domówkach, pod chmurką czy na wyjazdach bawiła się większość rodaków.

Jeśli już coś się z okazji Sylwestra 2021 zadzieje, to przeważnie będą to spotkania w domach. Udział w nich lub organizację tym razem zapowiedziało 28 proc. ankietowanych, wobec 23 proc. przed rokiem. 16 proc. domówek będzie bardzo kameralnych, bo nie przekroczą limitu 5 osób, więcej gości zostanie zaproszonych na 11 proc. tego typu spotkań. Na zabawę w lokalach wybiera się 2 proc. ankietowanych, w obecnych okolicznościach wydaje się to i tak dużo, ale przed pandemią był to scenariusz na wieczór prawie co dziesiątej osoby. Mniej osób niż zwykle rozważa też świętowanie pod gołym niebem (2 proc.).

sylwestrowe wydatki 2021
Źródło: Badanie Quality Watch dla Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor

Choć przeważanie nie ma mowy o hucznej zabawie w dużym gronie, to jednak zdecydowana większość z nas kupi co nieco na ten dzień. Wydatków na Sylwestra nie planuje ponosić jedynie 17 proc. ankietowanych. 40 proc. Polaków przeznaczy na ten cel do 100 zł, 21 proc. – od 101 do 200 zł, a między 201 a 300 zł wyda co dziesiąty.

sylwestrowe wydatki 2022
Źródło: Badanie Quality Watch dla Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor

Średnio Polacy planują wydatki w wysokości 186 zł, czyli o 26 zł niższe niż przed rokiem i aż o 121 zł niższe niż w 2019 r. Obecnie sylwestrowe zakupy za ponad 300 zł, stanowiące normę przed pandemią, dziś przewiduje jedynie 12 proc. ankietowanych. Ma to swoje plusy.

Pandemia kolejny rok przełożyła się na to jak gospodarujemy pieniędzmi w ostatnich miesiącach roku. Ten trudny zwykle dla wielu osób czas, w którym kumulują się zakupy na wyprzedażach, organizacja świąt Bożego Narodzenia i sylwestrowa zabawa znów wygląda nieco inaczej. Choć nadal stanowi wyzwanie dla portfela, to ostatecznie, ze względu na mniej pokus i bardziej powściągliwe wydawanie, nie wpędza w tarapaty na taką skalę jak wcześniej – mówi Halina Kochalska, ekspert Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor. – Dobrze było to widać w I kw. tego roku, w którym zamiast zwyczajowego skoku liczby dłużników i kwoty nieopłaconych zobowiązań widocznych w BIG InfoMonitor i bazie informacji kredytowych BIK, tym razem liczba niesolidnych dłużników nieradzących sobie z płatnościami zmniejszyła się o ponad 61 tys. osób, do 2,74 mln, a zaległości obniżyły się o ponad 1,4 mld zł, do 79,9 mld zł – dodaje.

Pytanie, czy za deklaracjami faktycznie pójdą bardziej rozsądne wydatki, tak by udało się zachować korzystny trend również w przyszłym roku, szczególnie, że nie pomaga w tym wzrost cen.

Badanie wykonane przez Quality Watch metodą CAWI (komputerowo wspomagany wywiad internetowy) wśród Polaków w wieku 18+ na reprezentatywnej próbie: 1033 Polaków w dniach 11-13 grudnia 2021 r.

Nowelizacja Prawa Pogrzebowego: bezpieczniejsza i prostsza procedura transportu zwłok zza granicy

Bezpieczniejszy transport zwłok zza granicy do Polski, według nowych zasad, jedynie za zgodą starosty bądź prezydenta miasta na pochowanie trumny lub urny na cmentarzu, znajdującym się na zarządzanym przez tych włodarzy terenie – tak brzmi odnosząca się do transportu zmarłych zmiana do ustawy Prawo Pogrzebowe, zaproponowana przez Polską Izbę Branży Pogrzebowej. Dziś bowiem zagraniczne przewozy zwłok to proces wyjątkowo dla bliskich zmarłych uciążliwy m.in. przez zbytnie sformalizowanie, a z drugiej strony – przez brak wystarczających rygorów sanitarnych.

Zniesienie obowiązku tzw. odprawy konsularnej w polskich placówkach dyplomatycznych, w przypadku przewozu osób zmarłych z zagranicy – tak brzmi wniesiona przez Polską Izbę Branży Pogrzebowej propozycja zmiany do nowelizowanej ustawy Prawo Pogrzebowe.

– Na chwilę obecną przewozy zagraniczne realizowane są na zasadach przewidujących  bezwzględną odprawę trumien ze zwłokami i urn z prochami przez polskie placówki dyplomatyczne za granicą. Jest to niezmiernie uciążliwe, gdyż praktycznie w każdym przypadku od miejsca zgonu do miejsca, gdzie znajdują się nasze placówki konsularne, trzeba pokonać dystans od kilkudziesięciu do kilkuset kilometrów, a wszelkimi kosztami z tym związanymi obciążane są rodziny osób zmarłych – mówi Robert Czyżak, prezes Polskiej Izby Branży Pogrzebowej, która opiniowała niektóre zmiany do nowelizowanego Prawa Pogrzebowego i wysuwała do niego swoje propozycje.

Redukcja biurokracji

Aby usunąć wynikający z dotychczasowych przepisów problem, Izba zaproponowała zrezygnowanie z obligatoryjnego uzyskiwania zezwolenia konsularnego, poprzestając jedynie na konieczności otrzymania zgody starosty bądź prezydenta miasta na pochowanie trumny lub urny na cmentarzu.

Transport zwłok zza granicy do Polski to jeden z głównych problemów wymagających nowego uregulowania. Zmiany w zapowiadanej na 2022 rok mają usunąć komplikacje poprzez wprowadzenie nowych unormowań, które odpowiadają nowym czasom.

Jak najtaniej

– Transport międzynarodowy zmarłych to również niestety firmy, które oferują transport zwłok z zagranicy po drastycznie zaniżonych cenach dochodzących nawet do 1/3 ceny – zwraca uwagę Robert Czyżak.

Konieczność wprowadzenia nowych regulacji w tym obszarze sygnalizował już opracowany kilka lat temu raport „Branża pogrzebowa w Polsce. Diagnoza i wyzwania”. Jego autorzy wskazywali na zaledwie „fragmentaryczne uregulowanie” przewożenia zwłok zza granicy do Polski. – Przepisy ustawy o cmentarzach i chowaniu zmarłych tylko ogólnie stanowią, że w trakcie przewozu muszą być zachowane warunki zapewniające odpowiednie bezpieczeństwo sanitarne i techniczne – przeczytać można było w raporcie, który punktował cały szereg spraw wymagających szczegółowych regulacji.

Hurtowy przekręt?

Zdaniem prezesa Polskiej Izby Branży Pogrzebowej, wiele zajmujących się międzynarodowym transportem zwłok firm dokonuje tzw. hurtowych przewozów trumien ze zwłokami, a transport taki potrafi trwać 2 tygodnie – tak, aby firma mogła zapełnić trumnami cały samochód w ilości 6-8 ciał. – Jest to działanie urągające godności ludzkiej i braku zachowania jakiejkolwiek etyki zawodowej. Rodziny osób zmarłych wielokrotnie informują nas post factum o tym, w jaki sposób przewożone były zwłoki ich najbliższych – skarży się Robert Czyżak. Ilustruje to przykładem z Białegostoku:

– Mieliśmy tam nie dawno okazję przeczytać informację o nielegalnym magazynie trumien. Należy on do jednej z firm zajmujących się masowym przewozem zwłok, a warto dodać, że auta, którymi dysponuje, nie są przystosowane do przewozu mnogiej ilości ciał, trumny oddzielane są tam od siebie jedynie sklejką lub kartonem, co umożliwia przewóz w samochodzie nawet aż 6 ciał – opowiada Robert Czyżak.

Bez wkładu metalowego w trumnie

Jeszcze jedną kwestią wymagającą uregulowania w nowej ustawie jest usunięcie z trumny przed pochówkiem wkładu metalowego znajdującego się w jej wnętrzu. Jak zaznacza prezes Polskiej Izby Branży Pogrzebowej, w przeciwnym razie mamy do czynienia z wydłużonym czasem rozkładu ciała złożonego w grobie.

Według dotychczas obowiązujących przepisów, trumna służąca do wywozu zwłok za granicę może być metalowa albo drewniana, przy czym trumna drewniana musi być wybita blachą lub posiadać wkład metalowy. Na czas transportu za granicę, trumnę należy umieścić w szczelnej skrzyni drewnianej uniemożliwiającej przemieszczanie lub w innym pojemniku wykonanym z nieprzepuszczalnego materiału. Powiatowy lub portowy inspektor sanitarny może nakazać zastosowanie dodatkowych, innych środków ostrożności przy przewozie zwłok. W razie uznania, że podjęte środki są dostateczne, dokonuje opieczętowania trumny. Szczątki powstałe w wyniku spopielenia zwłok, przewożone na odległości większą niż 60 km lub za granicę, umieszcza się w urnie.

Projekt nowelizacji Prawa Pogrzebowego trafić ma wkrótce do sejmu, zaś wejście w życie nowej ustawy przewidziane jest na wiosnę lub lato 2022 roku.

Koniec roku z największym od czterech lat spadkiem cen OC

Kierowcy w 2021 roku płacili za obowiązkowe ubezpieczenie średnio o 10% mniej niż przed rokiem. Najwięcej oszczędzały osoby, które zawierały umowę OC w ostatnim kwartale tego roku, ponieważ średnia cena obowiązkowej polisy za ten okres wyniosła 565 zł. Taniej niż teraz było ostatnio w 2015 roku, gdy trwała wojna cenowa między ubezpieczycielami, zakończona ostrymi podwyżkami cen. Czy powtórzy się scenariusz z przeszłości?

Średnia cena OC w 2021 roku wyniosła 602 zł i była niższa o 70 zł niż we wcześniejszym roku. To największy roczny spadek cen od 2017 roku. W raporcie RanKING – rynek i ceny ubezpieczeń komunikacyjnych eksperci porównywarki rankomat.pl podsumowują, jak kształtowały się średnie składki obowiązkowych polis w minionym roku i sprawdzają, w których regionach Polski kierowcy mogli liczyć na najkorzystniejsze oferty ubezpieczycieli.

Jaka była średnia cena OC w 2021 roku?

Największe podwyżki cen OC miały miejsce w 2016 roku, kiedy to ceny polis wzrosły średnio o 45% w porównaniu z rokiem wcześniejszym. Rok później wzrosły o kolejne 24%. W kolejnych latach ceny były niższe od 7% do 2% w skali roku, aż do 2021 roku kiedy spadek wyniósł 10%, a średnia cena obowiązkowej polisy 602 zł. Jeśli dynamika obniżek utrzyma się na podobnym poziomie, w 2022 roku może dojść do powrotu wojny cenowej.Zmiany średnich cen OC

Jaka była średnia cena ubezpieczenia OC w IV kwartale?

Średnia cena OC w IV kwartale 2021 roku wyniosła 565 zł i była niższa o 39 zł od tej z III kwartału. Była to najwyższa kwartalna obniżka od 2017 roku, kiedy to ceny polis zaczęły stopniowo spadać.Ceny w województwach

W ciągu ostatnich dwóch lat średnie składki OC obniżyły się o ok. 18%. Największy spadek cen polis, w wysokości 6,5%, odnotowaliśmy pod koniec 2021 r. Przy historycznie wysokiej inflacji oraz stale rosnących kosztach likwidacji szkód, rodzi to obawy zarówno o wpływ takiej polityki cenowej na jakość oferowanych produktów, jak i późniejszy szybki wzrost cen OC, który może się okazać koniecznością – mówi Tomasz Masajło, Prezes Zarządu rankomat.pl.

Najdrożej na Pomorzu i Mazowszu

Najwięcej za ubezpieczenie OC płacili kierowcy z województw: pomorskiego (685 zł), mazowieckiego (659 zł) i dolnośląskiego (650 zł). Na najniższe składki mogli natomiast liczyć kierowcy z województw: opolskiego (495 zł), podkarpackiego (502 zł) i świętokrzyskiego (531 zł). Ceny ubezpieczenia OC były niższe niż przed rokiem we wszystkich województwach. Obniżki w poszczególnych regionach wyniosły od -8,1% (woj. świętokrzyskie) do -12,3% (woj. dolnośląskie). Największe odchylenie od średniej krajowej ceny OC w 2021 r. odnotowano dla województw, których mieszkańcy otrzymywali najtańsze propozycje obowiązkowego ubezpieczenia: opolskiego (-17,8%) i podkarpackiego (-16,6%). Najwięcej za OC płacili natomiast kierowcy z woj. pomorskiego. Odchylenie od przeciętnej składki OC w całym kraju wyniosło w ich przypadku +13,8.Gdzie płaciliśmy najwięcej za OC

Kto płacił najwięcej?

Najdroższym miastem wojewódzkim był Wrocław. Tutaj za polisę kierowcy płacili średnio 796 zł. Na drugim biegunie znalazło się Opole, gdzie płacono 547 zł. W dalszym ciągu za OC najwięcej płacą najmłodsi kierowcy – 19-latkowie płacili średnio 2104 zł. Największe zniżki otrzymują zaś 63-latkowie (482 zł). Najtańsze w ubezpieczeniu były samochody marki Toyota (539 zł), najdroższe BMW (736 zł). Panny i kawalerowie płacili 851 zł, natomiast małżeństwa 528 zł.Najniższe i najwyższe

Analiza powstała w ramach raportu RanKING – rynek i ceny ubezpieczeń komunikacyjnych. Jego pełna treść jest dostępna pod adresem:

https://rankomat.pl/files/ranking-2021.pdf

Raport jest podsumowaniem trendów kształtujących średnie składki obowiązkowych polis w minionym roku. RanKING opiera się na największej bazie kalkulacji cen OC w Polsce. Dzięki temu może analizować zmiany z największą dokładnością ze wszystkich porównywarek ubezpieczeń. To jedyna tego typu publikacja w Polsce.

40% badanych za ulgami podatkowymi dla innowacyjnych firm. Ale głównie przyznaliby je tym z krajowym kapitałem

Ponad 40% rodaków opowiada się za całkowitym lub częściowym zwolnieniem innowacyjnych firm działających w Polsce z płacenia podatków lub innych danin publicznych. Nieco więcej, bo przeszło 45%, jest temu przeciwnych. Zdaniem ponad 61% badanych, ewentualna ulga powinna zależeć od kraju pochodzenia kapitału. 73% ankietowanych w tej grupie dodatkowo uważa, że ulgowo trzeba traktować tylko rodzime podmioty. Natomiast komentujący wyniki eksperci zwracają uwagę na to, że nasza gospodarka ewidentnie potrzebuje innowacyjnych biznesów i to nawet tych z obcym kapitałem, bo to też jest dla nas korzystne. Jednocześnie ubolewają nad tym, że w świadomości społecznej brakuje szerszej wiedzy na ten temat.

W grudniu br. platforma analityczno-badawcza UCE RESEARCH przeprowadziła dla Grupy Kapitałowej DGA badanie wśród ponad 1,4 tys. dorosłych Polaków, którzy nie wykonują działalności gospodarczej i nie zasiadają w zarządach przedsiębiorstw czy też w radach nadzorczych spółek. Na wstępie ankiety wyjaśniono im, na czym polega innowacyjność przedsiębiorstw. Podano też jej bezpośrednie przykłady. I jak wykazał sondaż, 40,2% ankietowanych uważa, że innowacyjne firmy działające na terenie Polski powinny być zwalniane z płacenia części lub całości podatków bądź innych danin publicznych. 45,6% respondentów myśli odwrotnie. Natomiast 14,2% badanych nie ma zdania na ten temat.

– Żałuję, że tylko 40% rodaków opowiada się za preferencjami dla tego typu przedsiębiorstw. Polska zdecydowanie nie jest innowacyjnym krajem. W tej kwestii znajduje się pod koniec tabeli państw Unii Europejskiej. I jeśli nasza gospodarka ma się liczyć w świecie za 15-20 lat, to musimy już teraz tworzyć szeroko rozumiane innowacje. To jest bardzo ważne w interesie nas wszystkich, również jako klientów różnego typu produktów i usług. Fakt, że mamy w kraju więcej przeciwników niż zwolenników wsparcia dla innowatorów, może wynikać z braku świadomości społecznej. Dlatego społeczeństwo trzeba lepiej edukować w tej materii – komentuje ekonomista Marek Zuber.

Z kolei Anna Szymańska, Wiceprezes Zarządu DGA, zauważa, że systemem ulg na prowadzenie firm innowacyjnych i badawczo-rozwojowych, który od kilku lat istnieje w Polsce, wpisał się już w zbiorową świadomość. Znane są sukcesy takich podmiotów, ale też przykłady złego wykorzystania środków finansowych i braku efektów przy dużych nakładach. Przeciwnicy takiego uprzywilejowania mogli słyszeć tego typu historie. Do tego z badania wynika, że najwięcej z nich mieszka w miejscowościach liczących 20-99 tys. ludności. Głównie są to starsze osoby, tj. będące w wieku od 56 do 80 lat. Z kolei zwolennicy ww. ulg najczęściej mieszkają w największych polskich miastach i mają od 23 do 35 lat.

– Wsparcie dla innowacyjnych firm w postaci ulg najczęściej popierają młode osoby, bo one z reguły luźniej podchodzą do płacenia jakichkolwiek danin. Z kolei seniorzy z reguły nie widzą wokół siebie innowacji, mimo że naprawdę często z nich korzystają. Dlatego ich stosunek do tego może być bardziej sceptyczny – tłumaczą autorzy badania.

Według sondażu, aż 61,3% osób uważa, że uprzywilejowanie innowacyjnych firm w powiązaniu ze zwolnieniem z płacenia części lub całości podatków bądź innych danin publicznych powinno zależeć od kraju pochodzenia kapitału. Dla 32,5% respondentów ta kwestia nie ma znaczenia. Tylko 6,2% jest w tej sprawie niezdecydowanych. Ponadto w pierwszej i największej grupie ankietowanych niecałe 73% twierdzi, że tego typu wsparcie należy się wyłącznie przedsiębiorstwom z polskim kapitałem.

– Rozumiem, że rodakom zależy na tym, aby rozwijać innowacje polskich przedsiębiorstw. I popieram to. Jednak uważam, że warto mieć na uwadze też inne możliwości. Gdyby dzięki uprzywilejowaniu powstało w Polsce np. wielkie laboratorium światowego giganta technologicznego, zatrudniające tysiące polskich pracowników i współpracujące z naszymi firmami, to też byłoby niezwykle korzystne dla naszego społeczeństwa. Niestety zagraniczni przedsiębiorcy często są przedstawiani w negatywnym świetle jako ci, którzy zabierają Polakom miejsce w biznesie czy na rynku pracy. A w rzeczywistości bywa dokładnie odwrotnie – zaznacza Marek Zuber.

W ocenie Anny Szymańskiej, respondenci są świadomi tego, że poprzez płacenie danin publicznych mają swój udział w finansowaniu zwolnień z opłat i podatków dla innych. Jeżeli innowatorem będzie firma z rodzimym kapitałem, to jej sukces na lokalnym rynku prawdopodobnie skonsumuje polski obywatel. Warto dodać, że według badania zwolennicy uprzywilejowania wyłącznie polskich firm zazwyczaj mieszkają w miastach liczących od 50 do 99 tys. oraz od 100 tys. do 199 tys. ludności. Najczęściej mają 36-55 lat i wyższe lub średnie wykształcenie. I przeważne zarabiają 5000-6999 zł netto lub 3000-4999 zł.

Szkolenia dla menedżerów. Inventity Foundation jako doradca dla firm

Założenie, a potem prowadzenie i rozwijanie własnej firmy to nie lada wyzwanie. Przedsiębiorca musi umieć nie tylko dopasowywać ją do potrzeb stale zmieniającego się rynku, lecz także dbać o atrakcyjność oferty. Rozwój firmy nie zawsze jest łatwy i często powoduje stres. Warto wtedy zastanowić się nad szkoleniem dla menedżerów.

Szkolenia menedżerskie – dla kogo?

Szkolenia dla menedżerów przewidziane są przede wszystkim właśnie dla menedżerów, których decyzje mają kluczowy wpływ na losy przedsiębiorstwa. Stanowi on rodzaj wsparcia w zarządzaniu firmą oraz pomaga w rozwoju zdolności interpersonalnych. Szkolenia prowadzone są również dla właścicieli startupów technologicznych.

Podczas szkoleń uczestnicy poznają sposoby działania i sprawdzają, którą ścieżką rozwoju najlepiej podążać. Omawiane zagadnienia to przede wszystkim: budowanie autorytetu, motywowanie pracowników, rozwiązywanie konfliktów czy egzekwowanie obowiązków. Celem szkolenia dla menedżerów jest przede wszystkim rozwój umiejętności zarządzania oraz odkrycie praktycznych narzędzi w budowie zaangażowania swojego zespołu.

Szkolenia dla menedżerów

Podczas prowadzenia własnej działalności ważna jest koncentracja na jak najlepszym zarządzaniu pracownikami oraz rozprowadzaniu produktów oferowanych przez firmę. Czasem jednak bywa, że mimo zaangażowania pracowników nie przynosi ona oczekiwanych przychodów, a jej rozwój nagle spowalnia lub całkowicie się zatrzymuje. Dzieje się tak, ponieważ prawdopodobnie infrastruktura organizacji została nieodpowiednio dobrana i wykształcona. Nie może ona odbiegać od rodzaju i wielkości przedsiębiorstwa.
Szkolenie prowadzone przez wykwalifikowaną kadrę zapewnia zapoznanie się z działaniami niezbędnymi do wprowadzenia zmian z firmie, w tym nawet możliwości pomnożenia jej dochodów. Omawiane są także kwestie związane z kulturą przedsiębiorstwa oraz zasobami. Szkolenie polecane jest przede wszystkim dla właścicieli firm, lecz mogą wziąć w nim udział wszyscy, którzy chcą wykształcić lub doskonalić umiejętności menedżerskie, także naukowcy czy wynalazcy. Szkolenia odbywają się stacjonarnie w Warszawie.

Oprócz szkoleń dla menedżerów prowadzimy także doradztwo dla firm.

firma biznesMisja firmy

Inventity Foundation to firma doradcza, która udziela pomocy w kwestii różnego rodzaju doradztwa: strategicznego, operacyjnego oraz technologicznego. Zatrudnia doświadczonych przedsiębiorców, którzy są w stanie dostrzec problemy przedsiębiorstw niezależnie od ich wielkości. Dostarcza sprawdzonych rozwiązań, aby firmy rozwijały się, a ich zarządcy byli w stanie lepiej przyczyniać się do rozwoju osób zatrudnionych, w pełni skoncentrować się na zarządzaniu zespołem czy wpływać na zaangażowanie pracowników.

Ideą firmy jest pomoc w rozwijaniu własnego przedsiębiorstwa przy pomocy innowacyjnych metod. Prowadzimy szkolenia i kursy menedżerskie, uczymy jak radzić sobie w trudnych sytuacjach, dajemy praktyczne wskazówki jak prowadzić trudne rozmowy lub radzimy jak czy organizujemy trening asertywności. Szkolimy także w kwestii wywierania wpływu, reagowaniu w sytuacjach trudnych oraz omawiamy różne zagadnienia przydatne na stanowisku kierowniczym.

Sposób prowadzenia szkolenia jest zawsze dostosowany tak, aby oprócz samego omówienia spraw dotyczących menedżera lub innego przedmiotu kursu można było zadać nurtujące pytania.

Inventity Foundation oferuje szkolenia stacjonarne, lecz teraz ze względu na zaistniałą sytuację bardziej polecaną formą spotkań jest forma online. Szkolenie w formie zdalnej odbywa się w godzinach, które na bieżąco podawane są na stronie.

Polski Ład i zmiany w rozliczaniu najmu prywatnego od 2023 r.

Polski Ład wprowadza zmiany w wielu sferach życia społeczno-gospodarczego i nie ominął także rynku nieruchomości. Nowe przepisy zmieniają model opodatkowania najmu prywatnego. Od 2023 r. podatnik osiągający przychody z tytułu najmu będzie mógł rozliczać się tylko w formie ryczałtu od przychodów ewidencjonowanych.

Najem prywatny w 2022 roku

W 2022 r. wynajmujący, którzy w 2021 płacili PIT od dochodów z najmu na zasadach ogólnych będą mogli kontynuować rozliczanie najmu do końca 2022 r. na tych samych zasadach. Będą oni mogli również wybrać rozliczenie w formie ryczałtu od przychodów ewidencjonowanych na 2022 rok.

Rozliczenie według skali podatkowej, czyli na zasadach ogólnych, będą mogli również wybrać podatnicy w poprzednim roku rozliczający prywatny najem w formie ryczałtu ewidencjonowanego, a także ci, którzy w 2022 dopiero zaczną osiągać przychody z tytułu najmu prywatnego.

Opodatkowanie na zasadach ogólnych opiera się na dochodzie właściciela nieruchomości. Podstawę opodatkowania, czyli właśnie dochód, można obniżyć poprzez odjęcie kwoty kosztów od uzyskanego przychodu. Kosztami uzyskania przychodu przy najmie są najczęściej odpisy amortyzacyjne, koszty remontów, koszty zakupu wyposażenia itd.

Dochód na zasadach ogólnych opodatkowany jest według skali podatkowej – w pierwszym progu 17%, a w drugim 32%. Do tego należy uwzględnić również kwotę wolną od podatku, która w 2022 r. wyniesie 30.000 zł. Pierwszy próg podatkowy rozliczany stawką 17% będzie w 2022 r. wynosił 120.000 zł. Nadwyżka będzie opodatkowana stawką 32%.

Inną formą rozliczania, jaką może wybrać wynajmujący, jest ryczałt od przychodów ewidencjonowanych. W tym przypadku, podstawę opodatkowania stanowi przychód, więc nie ma znaczenia czy wynajmujący ponosi jakiekolwiek koszty jego uzyskania, ponieważ i tak nie będzie mógł ich odliczyć od podstawy opodatkowania.

Stawka podatku od przychodu jest jednak niższa i wynosi: w przypadku przychodów do kwoty 100.000 zł – 8,5%, a od nadwyżki ponad 100.000 zł – 12,5%.

Najem prywatny – rozliczanie od 2023 r.

Od 2023 r. wynajmujący nie będą już mieli wyboru formy rozliczania najmu prywatnego. Jedyną dopuszczalną formą będzie ryczałt od przychodów ewidencjonowanych.

Tym samym zmiana będzie niekorzystna dla wynajmujących, którzy ponoszą wysokie koszty obsługi najmu. Dla takich podatników rozwiązaniem może być rozpoczęcie rozliczania najmu w ramach działalności gospodarczej. Dzięki temu wynajmujący nadal będzie mógł uwzględniać koszty związane z najmem, odliczając je od podstawy opodatkowania.

Trzeba mieć jednak na uwadze, że Polski Ład wprowadza szereg innych zmian, które spowodują, że nie zawsze rozliczanie najmu w ramach działalności gospodarczej będzie korzystniejsze. Dotyczy to przede wszystkim nowych zasad naliczania oraz nowej wysokości składki zdrowotnej, która będzie naliczana od dochodu uzyskanego w ramach działalności gospodarczej i wyniesie odpowiednio 4,9 % dochodu w przypadku rozliczenia za zasadach podatku liniowego oraz 9% w przypadku rozliczenia na zasadach ogólnych. Dodatkowo składka ta nie będzie mogła zostać odliczona od podatku dochodowego w żadnej części.

Czy w związku z przejściem na ryczałt trzeba zmienić umowy najmu?

Zasadniczo zmiana modelu rozliczeń podatkowych nie wymaga zmiany wzorów umów najmu stosowanych przez wynajmujących. Taka zmiana może jednak okazać się w danym przypadku korzystna dla wynajmującego, jednocześnie nie pogarszając sytuacji najemcy.

Od wielu lat organy skarbowe zajmują korzystne dla wynajmujących stanowisko, zgodnie z którym ryczałt od przychodów z tytułu najmu można rozliczać tylko od kwoty czynszu najmu pobieranego przez właściciela. Może to jednak wymagać zmiany umowy najmu w taki sposób, aby dostosować jej postanowienia do korzystnej interpretacji organów podatkowych.

Jakie będą praktyczne skutki nowych przepisów?

W związku z wyeliminowaniem możliwości rozliczania na zasadach ogólnych, zmiany będą najbardziej odczuwalne dla osób, które korzystały właśnie z tego sposobu, aby odliczać wysokie koszty związane z remontami nieruchomości lub korzystali z możliwości amortyzacji.

Zmiany zasad rozliczania przychodów nie pozostaną jednak bez znaczenia dla rynku najmu. Bardzo prawdopodobne, że ciężar większych podatków zostanie w znacznej mierze przerzucony na najemców, ponieważ wynajmujący, chcąc zrekompensować sobie wzrost obciążeń podatkowych, będą podnosić stawki najmu.

Niestety w krótkim artykule nie jest możliwe omówienie wszystkich zagadnień związanych z wprowadzanymi zmianami, dlatego przed podjęciem jakichkolwiek decyzji i działań, zalecamy wynajmującym skorzystanie z indywidualnej konsultacji prawnej.

Autorem komentarza jest Jakub Al-Shaick, prawnik w KZ Legal (Krzemień Zaliwska Adwokaci i Radcowie Prawni S.K.A.)

Pracownicy unikają szczepień jak ognia. Ilość skarg bije wszelkie rekordy

Ilość wiadomości, które otrzymuje stowarzyszenie STOP Nieuczciwym Pracodawcom od pracowników, którzy czują się przymuszani do szczepień w ostatnim kwartale roku 2021 pobiła wszelki rekord. Wiele dotyczyło groźby zwolnienia, presji, groźby odebrania premii czy zachowań, które można uznać za swojego rodzaju dyskryminację. Wieloma sprawami zajęły się media, w kilkudziesięciu przypadkach udzieliliśmy porad prawnych lub interweniowaliśmy bezpośrednio u pracodawców. – Pracodawcy mają prawo do chęci zabezpieczenia swoich firm, ochrony przed lockdownem i spadkiem wydolności operacyjnej. Jesteśmy jednak stowarzyszeniem, którego zadaniem statutowym jest ochrona pracowników. Prawo pracy nie przewiduje obecnie obowiązku szczepień. Pracodawca nie może też naciskać na pracownika w tym temacie – mówi Małgorzata Marczulewska, Prezes stowarzyszenia STOP Nieuczciwym Pracodawcom.

  • W związku z odmowa szczepienia oraz wykonywania testów PCR stałam się ofiarą segregacji sanitarnej. Firma w której jestem zatrudniona zastosowała wobec mnie kary finansowe, jak i również do odwołania zostałam skierowana na wykonywanie swojej pracy w systemie home office
  • Mój pracodawca łamie nagminnie prawo. Chodzi o na przykład takie sytuacje jak: wypytywanie pracowników o ich status szczepienny, oraz wywieranie nacisku aby się zaszczepiły. Osoby zaszczepione mogą chodzić bez maseczek, reszta nie. Dodatkowo swego czasu na terenie zakładu wisiała lista „zaszczepieni są docenieni” z lista z imionami i nazwiskami osób, które się zaszczepiły i są zwolnione z obowiązku noszenia masek, oraz uhonorowane dodatkową premia.
  • Dostaliśmy informację że od stycznia nie będziemy wpuszczani do pracy bez paszportów covidowych do budynków, aut i warsztatów. Czy takie zarządzenie jest zgodne z obecnym prawodawstwem?
  • Mój przyjaciel otrzymał informacje od swojego przełożonego, ze jeśli się nie zaszczepi nie ostanie mu przedłużona umowa. Szef powiedział mu ze są z niego bardzo zadowoleni i chcą przedłużyć mu umowę, ale prezes zarządził ze osobom niezaszczepionym umów firma nie przedłuży.

To tylko kilka wiadomości z ostatniego miesiąca, które trafiło do stowarzyszenia STOP Nieuczciwym Pracodawcom.

Skarżą pracownicy hal produkcyjnych, ekspedienci, ale i… pielęgniarki czy ratownicy medyczni

Jak mówią przedstawiciele stowarzyszenia, temat szczepień to zagadnienie dotyczące znacznej większości maili i telefonów do organizacji w ostatnim kwartale 2021 roku.

– Temat szczepień budzi kontrowersje. Wielu pracowników nie chce się zaszczepić, nie chce być o to pytanych, rodzą się z tego poważne konflikty, których rozwiązanie z powodu braku konkretnych instrumentów prawnych, spada na przedsiębiorców. W wielu firmach wprowadza się wyraźną sugestię, że pracownicy powinni być zaszczepieni, jeżeli rozpoczyna się procedura sprawdzania czy do szczepienia doszło to pracownicy piszą skargi, zgłaszają się do inspekcji pracy lub często w otwarty sposób okazują szefostwu brak zgody. Często nazywane jest to w wiadomościach do nas „segregacją” lub „dyskryminacją” – mówi Małgorzata Marczulewska, Prezes stowarzyszenia STOP Nieuczciwym Pracodawcom.

– Najwięcej skarg otrzymujemy z firm produkcyjnych np. drukarni, kopalni, hal magazynowych, firm w których na dużej przestrzeni pracuje określona liczba ludzi. Pojawiają się także skargi z  dyskontów, urzędów, a nawet z placówek medycznych. Przyznam, że wiadomości od pielęgniarek czy ratowników medycznych, którzy nie chcą się zaszczepić nawet dla mnie były zaskakujące. Udzielamy w tym zakresie porad prawnych i rozmawiamy z przedsiębiorcami. Uważamy jednak, że takie tematy powinny być rozwiązywane na zasadzie porozumienia i edukacji. Przedsiębiorcy oczekują szczepień nie dla własnego kaprysu, a dla zapewnienia bezpieczeństwa funkcjonowania firmy – dodaje Marczulewska.

Prawnicy: nie ma możliwości wyciągania negatywnych konsekwencji dla niezaszczepionych

Porad prawnych w zakresie szczepień i konfliktów z pracodawcami pod tym kątem udziela kancelaria Wódkiewicz & Sosnowski. Zaznaczamy jednak, że we wszystkich przypadkach doradzamy porozumienie. Nierozsądne jest zarówno zwalnianie czy zawieszanie pracowników, jak i odwrotnie: rzucanie papierami przez pracowników czy groźby pozwami i kontrolami urzędowymi.

– Informacje o stanie zdrowia pracownika stanowią szczególnie chronioną kategorię jego danych osobowych – danych, które mogą być przetwarzane wyłącznie w razie konieczności oraz na podstawie szczegółowych przepisów ustawowych. Na dzień dzisiejszy przepisy takie nie zostały uchwalone.  Oczywiście, pracodawca może zachęcać pracowników do dbania o zdrowie swoje, współpracowników i kontrahentów, informować o korzyściach płynących dla wszystkich tych osób ze zwiększania świadomości co do własnego stanu zdrowia – jednak na ten moment na takiej działalności informacyjnej  właściwie kończą się uprawnienia pracodawcy – mówi Marek Jarosiewicz z kancelarii Wódkiewicz & Sosnowski.

–  Skoro nie ma możliwości wyegzekwowania poddania się przez pracownika testowi na Covid-19, to nie ma też możliwości wyciągania jakichkolwiek negatywnych konsekwencji z faktu odmowy udania się na test, jak również nie ma możliwości wymagania od pracowników, by pokrywali związane z nim koszty. To samo dotyczy szczepień – jako że są one również nieobowiązkowe, także i w tym wypadku nie można wyciągać negatywnych konsekwencji wobec osób, które odmówią szczepienia lub odmówią udzielenia informacji co do tego, czy zostały zaszczepione – dodaje Marek Jarosiewicz.

Rynki na razie nie reagują strachem

27 grudnia liczba zachorowań na świecie po raz pierwszy przekroczyła milion przypadków. Stało się to od razu ze sporym zapasem, gdyż sięgnęło 1,44. Pandemia znów przyspiesza.

Dobre perspektywy dla Polski

Dzisiaj poznaliśmy wskaźnik wyprzedzający koniunktury wg BIEC (Biuro Inwestycji i Cykli Ekonomicznych). Wynik 168,1 pkt to drugi najlepszy wynik w historii. Wskaźnik ten uważany jest za parametr pokazujący przyszłe spodziewane rezultaty gospodarki. Obecny wynik sugeruje, że kolejne miesiące powinny charakteryzować się zatem lepszymi wynikami. Ciężko połączyć ten odczyt z obecnym umacnianiem się złotego wobec głównych walut. Tutaj raczej na siłę złotówki wpływa pewne uspokojenie na rynku.

Ropa znów atakuje szczyty

Po tym, jak jeszcze 20 grudnia ropa testowała po raz kolejny dołki w okolicach 70 dolarów za baryłkę, dzisiaj kosztuje już 79 dolarów. Powodem jest stabilizacja na rynku. Co ciekawe, dzieje się to pomimo gwałtownego wzrostu zachorowań na COVID. Wczorajszy dzień był pierwszym, kiedy w USA zanotowano powyżej 500 000 przypadków, poprzedni rekord został jednak pobity o ponad 200 000. Wiadomo, odczyt za 27 grudnia zawiera w sobie prawdopodobnie przesunięcie ze Świąt, ale wygląda przerażająco.

Jen w odwrocie

Japońska waluta pomimo dość dobrych danych traci ostatnimi dniami na wartości. Sprzedaż detaliczna rośnie w skali roku niewiele, bo zaledwie 1,9%, ale to wciąż 0,2% więcej niż oczekiwania. Produkcja przemysłowa wzrosła o 7,2%, co jest wynikiem aż 2,3% wyższym od oczekiwań. Słabiej za to wypadło bezrobocie, które niespodziewanie wzrosło z 2,7% na 2,8%. Nie są to jednak poziomy, którymi należy się specjalnie martwić.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Lingwistyka komputerowa coraz popularniejsza

  • Ostatnie lata to bardzo szybki rozwój technologii cyfrowych, które służą do przetwarzania języka naturalnego. Mają ona zastosowanie w wielu dziedzinach życia człowieka – zaczynając choćby od popularnych usług automatycznego tłumaczenia na języki obce czy też autokorekty tekstu, a kończąc na rozmowie z czatbotami.
  • Wzrasta także użycie narzędzi opartych na cyfrowej technologii przetwarzania języka w nauce i biznesie. Szczególnie intensywny rozwój zaobserwowano w branżach związanych z obsługą klienta. Czatboty już nie tylko informują nas o stanie realizacji zamówienia czy też odpowiadają na nasze pytania w trakcie zakupów, ale także dzwonią do nas i próbują nakłonić do kupna określonej usługi. Programy te, coraz bardziej upodabniają się do człowieka.
  • Ośrodek Przetwarzani Informacji – Państwowy Instytut Badawczy (OPI PIB) także zintensyfikował rozwój projektów z zakresu lingwistyki komputerowej. Warto wspomnieć chociażby o Jednolitym Systemie Antyplagiatowym (JSA), z którego korzystają wszyscy promotorzy prac dyplomowych w Polsce, Annobocie, który odczytuje ludzkie emocje, czy też narzędziu do wykrywania niedozwolonych zapisów w umowach, które instytut planuje opracować dla UOKiK w 2022 r. A to tylko niektóre z wielu innowacyjnych projektów OPI PIB.
  • W celu przedstawienia w przystępny sposób tematyki lingwistyki komputerowej i zaprezentowania jej zastosowania w wielu dziedzinach życia człowieka, instytut opublikował w ramach Akademii OPI PIB kolejny materiał ekspercki. Dr inż. Marcin Mirończuk prezentuje w nim najważniejsze zagadnienia oraz omawia ciekawe projekty związane z lingwistyką komputerową.

Nie tylko tłumaczenia i czatboty

Naukowcy z Ośrodka Przetwarzania Informacji – Państwowego Instytutu Badawczego (OPI PIB) w swojej pracy kierują się dwoma aspektami lingwistyki komputerowej – naukowym i technologicznym. Zwłaszcza ten drugi jest interesujący dla użytkowników, gdyż skupia się na poszczególnych komponentach systemów do przetwarzania mowy oraz pisma, najczęściej w celu ich wdrożenia. W dzisiejszych czasach jesteśmy nimi otoczeni, ale najczęściej nie zdajemy sobie z tego sprawy. Na takich komponentach bazują narzędzia do odpowiedzi głosowych stosowane w telefonach komórkowych, aplikacje zamieniające mowę na pismo, jak i popularne wyszukiwarki internetowe. Oczywiście na mechanizmach przetwarzania języka naturalnego oparte są też wspomniane wcześniej translatory, mechanizmy i systemy dialogowe w postaci chatbotów, które efektywnie wspierają pracę człowieka. Zastosowanie lingwistyki komputerowej widoczne jest także w przypadku narzędzi opracowujących streszczenia, odpowiadających na pytania, automatycznie generujących tekst, rozpoznających emocje czy też służących do klasyfikacji określonych treści. Spektrum wykorzystania lingwistyki komputerowej jest bardzo szerokie i dane systemy są powszechnie stosowane na całym świecie.

Intensywny rozwój narzędzi do automatycznego przetwarzania języka naturalnego to bez wątpienia w ostatnich latach jeden z zauważalnych trendów w branży IT. Prace nad tymi systemami prowadzone są przez wiele ośrodków z całego świata. Takie produkty jak inteligentni asystenci głosowi czy chatboty są coraz bardziej popularne – mówi dr inż. Jarosław Protasiewicz, dyrektor Ośrodka Przetwarzania Informacji – Państwowego Instytutu Badawczego (OPI PIB). – W naszym instytucie prowadzimy coraz więcej prac związanych z lingwistyką komputerową i nie są to tylko projekty badawcze. Opracowujemy i wdrażamy nowe narzędzia, które efektywnie wspierają działalność człowieka. Nasz Annobot potrafi rozróżnić emocje na podstawie tekstu, JSA odnajduje plagiaty w pracach dyplomowych, a nowy system, który planujemy przygotować dla UOKiK będzie wyszukiwał niedozwolone zapisy w umowach. Zakres naszych prac jest bardzo szeroki i duży nacisk kładziemy na funkcjonalność naszych produktów – dodaje dyrektor OPI PIB.

Wykrywanie innowacji i przekształcanie tekstu na sygnały biologiczne

W poprzednich latach eksperci OPI PIB opracowali i wdrożyli narzędzia oparte na lingwistyce komputerowej, które wykorzystują proces odpowiedniej klasyfikacji tekstów. Tak właśnie powstał system Inventorum do wykrywania innowacji w sieci internetowej i następnie udostępniania ich przedsiębiorcom, którzy mogą być nimi zainteresowani. Na podobnym mechanizmie oparte jest także narzędzie do klasyfikacji wielojęzycznych artykułów naukowych, które skutecznie ułatwia pracę badaczom z różnych dziedzin.

Ciekawy projekt zrealizowaliśmy także wykorzystując mechanizm ekstrakcji danych z nieuporządkowanych tekstów. Opracowaliśmy system analizy raportów z akcji realizowanych przez Państwową Straż Pożarną. Dzięki niemu z dużej ilości nieuporządkowanych danych tekstowych, w szybki i łatwy sposób otrzymujemy informacje m.in. o miejscu wypadku, rodzaju zdarzenia, powstałych zniszczeniach czy też lokalizacji i stanie technicznym hydrantu przeciwpożarowego. Ciekawe prace realizują także inni eksperci z OPI PIB. Czerpią oni inspirację z naturalnie występujących systemów biologicznych. Przekształcają tekst pisany w sygnały odpowiadające mechanizmom zachodzącym w mózgu człowieka, tworzą tzw. sieci impulsowe. One następnie są wykorzystywane do opracowania systemów rozpoznawania i klasyfikacji odpowiednich tekstów – mówi dr inż. Marcin Mirończuk z Laboratorium Inteligentnych Systemów Informatycznych w OPI PIB.

Trendy na 2022 – co o rozwoju technologii myślą eksperci i użytkownicy?

Kolejny rok upłynął pod znakiem trwającej pandemii i skutków, które ze sobą niesie, między innymi problemu z dostępnością półprzewodników i komponentów. Zgodnie z przewidywaniami na 2021, wciąż wiele firm nie tylko pracuje zdalnie, ale też nie zamierza już wracać na stałe do biur. Jednak branża IT oraz ogólnie pojęte nowe technologie nie przestają się rozwijać, a wręcz fakt, że przedsiębiorstwa musiały przystosować się do nowych warunków, ten rozwój napędza. Żeby spróbować odpowiedzieć sobie na pytanie, w jakim kierunku zmierza sektor, jakie technologie będą miały największe znaczenie w nadchodzącym roku oraz jakich zmian spodziewają się użytkownicy – marka Kingston Technology rozpoczęła dyskusję na Twitterze. Jak postrzegają zmiany w nadchodzącym 2022 roku eksperci oraz pracownicy i konsumenci?

Przez ostatnie 2 lata technologia była integralną częścią codziennego życia. W jaki sposób będzie nadal umożliwiać rozwój życia hybrydowego?

Przede wszystkim zarówno użytkownicy, jak i eksperci podkreślają kluczową rolę technologii w organizacji pracy zdalnej czy hybrydowej. Jest ona niezbędna do zapewnienia odpowiednich informacji czy dokumentów, ale także kontaktu pomiędzy członkami zespołu czy klientami. Jak podkreśla @elenacarstoiu: „Ponieważ pandemia COVID19 będzie się przedłużać, będziemy nadal używać technologii do komunikacji i pracy zespołowej, aby móc wykonywać naszą pracę z domu, chronić naszych ludzi przed cyberzagrożeniami, aby interakcje z konsumentami były jak najbardziej interaktywne.” Nowe rozwiązania, w tym przede wszystkim te oparte na chmurze, zmieniły sposób, w jaki pracujemy, komunikujemy się i spędzamy czas wolny. Ostatnie lockdowny nie tylko przyspieszyły wdrożenie tych rozwiązań, ale także spowodowały, że stało się to nowym stylem życia. Dalszy rozwój technologii również może być związany z koniecznością zapewniania bezpieczeństwa oraz spełniania wymogów. Dla przykładu czujniki IoT mogą zliczać osoby w biurach, aby ograniczyć obłożenie. Mogą również zidentyfikować biurka, które wymagają odkażania, na podstawie częstotliwości użytkowania.

W jaki sposób technologia i innowacje pomogą zapewnić nam wszystkim wciągające doświadczenia cyfrowe w 2022 roku?

W kontekście nowych doświadczeń, które pozwoliłyby przeżyć emocje w cyfrowym świecie, najczęściej pojawiającą się odpowiedzią była wirtualna i rozszerzona rzeczywistość. Z jednej strony, widoczne jest tu oczekiwanie usprawnienia telekonferencji i zapewnienia lepszych doświadczeń podczas spotkań online. Z drugiej, poprawę także innych usług cyfrowych np. zakupów, a także rozrywki ze szczególnym uwzględnieniem gamingu. Jednak jak zauważa @dutchcloudcom: „Nie powinniśmy zapominać, że jest to coś (przyp. Virtual i Augamented Reality), co w najbliższej przyszłości jest interesujące tylko dla niewielkiej mniejszości. Firmy lepiej pracują nad tworzeniem ciekawych doświadczeń dla wielu.”

Czy widzisz jakieś interesujące zmiany w sztucznej inteligencji w 2022 roku?

Jednym z ważnych obszarów rozwoju sztucznej inteligencji jest cyberbezpieczeństwo – hakerzy oraz ich ciągle rozwijające się techniki dokonywania cyberprzestępstw, stają się coraz większym problemem. Jak przewiduje Kingston, AI może grać ważną rolę w identyfikowaniu słabych punktów w organizacji, szczególnie biorąc pod uwagę fakt, że sieci połączonych ze sobą urządzeń ciągle się rozrastają. Użytkownicy wskazują również rozwój w obszarze autonomicznych pojazdów, które zmienią nasz sposób podróżowania czy domowych urządzeniach, które stają się coraz bardziej inteligentne. Korzyści z wykorzystania algorytmów sztucznej inteligencji widzą w branży retailowej czy finansach, gdzie te rozwiązania mogą pomagać w podejmowaniu słusznych decyzji w oparciu o aktualne dane. Innym istotnym obszarem, w którym przewiduje się szersze wykorzystanie sztucznej inteligencji jest zrównoważony rozwój. Jak wskazuje @robmaja70 jej zastosowanie w formie zaawansowanych czujników w pojazdach i połączonej infrastrukturze, może pomóc w dbaniu o to, by miasta stawały się mniej zatłoczone i zanieczyszczone.

Jakie są kluczowe technologie, które mogą wspierać inicjatywy w zakresie cyberbezpieczeństwa w 2022 roku?

Niezależnie od rozwoju technologii, to co pozostaje niezmienne, to czynnik ludzki. Często najbardziej dotkliwe naruszenia, to te, które wynikają z błędu po stronie użytkownika. Jak zauważa więc @Advent_IM_Comms te technologie, które stawiają ludzi na pierwszym miejscu i pomagają im postępować właściwie, powinny mieć kluczowe znaczenie. Wsparcie pracowników za pomocą nowoczesnych rozwiązań może mieć istotny wpływ na utrzymanie bezpieczeństwa. Ten sam trend zauważa także @rafiblom3: „Cyberbezpieczeństwo powinno dotyczyć przede wszystkim ludzi, procesów i właściwego zarządzania, a nie polegania na technologii jako panaceum. Istnieje tak wiele produktów cybersec, że wyzwaniem jest wybór tego, który najlepiej pasuje do organizacji.” Kingston podkreśla również kwestię szyfrowania – jako jednej z kluczowych technologii zapewniających bezpieczeństwo danych. Wykorzystanie urządzeń szyfrowanych sprzętowo, takich jak USB, to przykład najlepszych praktyk dotyczących cyberbezpieczeństwa punktów końcowych, ponieważ proces szyfrowania jest oddzielony od reszty urządzenia. Można się również spodziewać dalszego rozwoju wykorzystywania algorytmów sztucznej inteligencji, deep learningu czy machine learningu, które pozwalają dobrze identyfikować aktywności odbiegające od normy i zapobiegać również nowym technikom hakerów.

Najważniejsze trendy IT na 2022

I wreszcie na koniec, gdyby chcieć podsumować dyskusję o przewidywaniach na 2022 rok i sprowadzić je do kluczowych trendów, najczęściej pojawiają się: cyberbezpieczeństwo, zrównoważony rozwój, a także IoT, rozwój sztucznej inteligencji oraz sieci 5G. Technologia ma nam coraz lepiej pomagać w podejmowaniu odpowiednich decyzji, zapewnianiu dobrych warunków do cyfrowej pracy czy usług (jak teleporady lekarskie, zakupy czy rozrywka). Jej rozwój pociąga za sobą coraz częstsze i bardziej znaczące zagrożenia, nic więc dziwnego, że cyberbezpieczeństwo pojawia się w trendach już od wielu lat. Wyzwaniem jest nadążyć za tym rozwojem i nieustannie zwiększać świadomość zarówno organizacji jak i użytkowników w tym obszarze. Zwłaszcza, że rozwój technik hakerskich jest nie tylko pewny, ale również bardzo szybki.

Dlaczego warto mieć dużo lajków na Instagramie?

Instagram to jeden z najpopularniejszych portali społecznościowych na świecie. Każdego dnia korzystają z niego miliony osób w różnych krajach. Duża liczba tzw. lajków wpływa nie tylko na popularność użytkownika, ale również niesie ze sobą wiele innych korzyści. Sprawdź zatem, dlaczego warto mieć dużo lajków na IG.

Instagram to serwis społecznościowy, który wyróżnia się pięknymi, barwnymi zdjęciami pełnych ciekawych ludzi i miejsc. Gromadzi społeczność osób dzielących się z innymi fotografiami otaczającego świata i tego, co ważne. Stanowi świetny sposób na wyrażenie siebie, ale również ważne narzędzie reklamowe i marketingowe.

Czym są lajki na Instagramie?

Wspomniane lajki to inaczej polubienia pod zamieszczonymi wpisami, będące wyrazem uznania użytkowników. Lajki wskazują, że dana treść cieszy się szczególnym zainteresowaniem osób oglądających. Duża liczba polubień danej fotografii zachęca użytkownika do dłuższego pozostania na profilu. Pozostawienie lajka pod czyimś zdjęciem informuje jego autora, że fotografia ta przypadła nam do gustu, a tym samym stanowi jej docenienie. Serduszka pod wpisami komunikują też, że dane treści są przekonujące i interesujące. Im jest ich więcej, tym większa motywacja dla autora, aby zamieszczał kolejne ciekawe zdjęcia oraz treści.

Dlaczego warto mieć dużo lajków na Instagramie?

Duża liczba lajków w serwisie społecznościowym IG nie jest jednak tylko wyrazem uznania i motywacji dla autora. Należy bowiem pamiętać, że Instagram to obecnie bardzo wartościowe i prężnie działające narzędzie marketingowe, które potrafi znakomicie rozreklamować dany produkt czy markę. Dzięki niemu można również realnie zarabiać spore pieniądze. Co to oznacza? Otóż wysoka liczba polubień profilu czy też konkretnych zdjęć stanowi informację dla różnych marek, producentów i sklepów, że konto cieszy się sporą popularnością wśród użytkowników, do których można trafić z reklamą. Coraz więcej marek z różnych branż jest chętnych do nawiązania współpracy z użytkownikami, którzy gromadzą wokół siebie aktywną i dużą społeczność internautów. Spora liczba lajków to cenna informacja dla przedsiębiorców, reklamodawców i marketingowców, którzy chętnie nawiązują współpracę z takim prowadzącym, co pozwala uzyskać mu całkiem wysokie dochody. Najlepsi instagramerzy zarabiają w ten sposób nawet setki tysięcy złotych rocznie.

Jak zdobyć lajki pod zdjęciami?

Zdobywanie dużej liczby lajków pod fotografiami to niełatwe zadanie. Można powiedzieć, że „wystarczy” wykonywać interesujące zdjęcia i prezentować niebanalne, ciekawe treści, które zainteresują tysiące odbiorców. W praktyce jednak bywa tak, że nawet osoby, które mogą się pochwalić doskonałej jakości zdjęciami i świetnymi wpisami mają duże trudności ze zgromadzeniem sporej liczby lajków. Aby zatem pomóc sobie w rozreklamowaniu konta, co jest szczególnie ważne na początku prowadzenia profilu, warto skorzystać z oferty profesjonalnych firm oferujących polskie lajki. Jest to szczególnie istotne, bowiem jeśli chodzi o polskie lajki, Instagram liczy je podwójnie. Co to oznacza? Otóż dla serwisu polubienia od lokalnej społeczności są po prostu bardziej wartościowe.

Trendy w inwestycjach na 2022 r.

Rosnące ceny energii i ryzyko przerw w jej dostawach, wskaźnik wyszczepienia społeczeństwa, poparcie dla UE, kwestie podatkowe czy wreszcie zmiany klimatyczne – m.in. te czynniki aktualnie wpływają na decyzje dotyczące prowadzenia inwestycji w danym kraju.

  • W światowej gospodarce nastąpiło odbicie, a na polskim rynku widać wyraźny wzrost w wielu segmentach m.in. w elektromobilności, który daje impuls do rozwoju polskiej gospodarki.
  • Inwestorzy dążą do skracania łańcuchów dostaw i z większym niż dawniej zainteresowaniem patrzą na lokalizacje w Europie.
  • Rośnie zainteresowanie biurami typu flex, które zapewniają firmom większą elastyczność.

Rok 2020 pokazał, jak silny wpływ pandemia wywarła na inwestycje. W porównaniu do poprzednich dwunastu miesięcy ich globalna wartość zmniejszyła się o 35%. Na tym tle sytuacja Polski przedstawiała się bardzo dobrze, spadek mieścił się wręcz w granicach błędu statystycznego. Za wcześnie jeszcze na oficjalne podsumowania, ale rok 2021 na pewno nie był pod tym względem gorszy.

W światowej gospodarce nastąpiło odbicie, a na krajowym rynku – wyraźny wzrost w wielu segmentach. Przyczyniło się do tego m.in. „odmrożenie” projektów, które w 2020 roku wobec niepewnych perspektyw zostały wstrzymane. Na rozwój sytuacji w 2022 roku można spojrzeć ze znacznym optymizmem. Biznes oswoił już problemy wynikające z pandemii, nowe organizacyjne i technologiczne rozwiązania przyjęły się na dobre. Pojawiły się natomiast nowe ryzyka. Niektóre z nich odczuwalne będą na całym świecie, inne dotyczą kontynentu lub okażą się dotkliwe dla Polski.

Elektromobilna szansa Polski

Coraz większym wyzwaniem dla biznesu okazuje się zapewnienie dostępu do taniej energii elektrycznej. To problem ważny szczególnie dla energochłonnych gałęzi przemysłu – a firmy z tego sektora po niedawnych problemach z utrzymaniem łańcuchów dostaw ponownie zainteresowały się Europą. Szczególnie obiecujące perspektywy rysują się przed elektromobilnością, a Polska jest beneficjentem rozwoju tej branży. Już teraz krajowa produkcja pokrywa ok. 30% zapotrzebowania na baterie w UE, Polska jest też największym europejskim producentem autobusów elektrycznych. Plany rozwoju sięgają dalej, ale rosnące ceny energii, a tym bardziej groźba przerw w jej dostawie mogą zniechęcić potencjalnych inwestorów.

Paradoksalnie polskie opóźnienie transformacji energetycznej może przynajmniej na krótką metę okazać się dla nas korzystne. Dramatyczny wzrost cen gazu podniósł koszt energii elektrycznej w Europie – polskie stawki z najwyższych stały się niemal najbardziej atrakcyjne w obszarze Wspólnoty. W wielu krajach ogłoszone zostały ostrzeżenia o możliwości blackoutu zimą, oparcie energetyki na węglu zapewnia większą niż gdzie indziej stabilność. Długofalowo energetyka węglowa będzie jednak obciążeniem, a nie atutem. Realny udział OZE w miksie energetycznym jest coraz częściej brany pod uwagę przez inwestorów, szczególnie we wspomnianym wyżej sektorze elektromobilności.

W Europie powstają kolejne fabryki baterii do samochodów elektrycznych. Polska, jako jeden z pionierów, zajęła ważną pozycję na tym rynku. Podberlińska fabryka Tesli – Gigafactory Berlin-Brandenburg – da kolejny impuls do rozwoju rynku: wymaga poddostawców i kooperantów, a to szansa zwłaszcza dla Polski Zachodniej. Na jej korzyść przemawiają niższe niż za granicą koszty pracy, fachowość pracowników i niewielka odległość od stolicy Niemiec.

Nearshoring sprzyja magazynom

Wielu inwestorów, którzy kilka lat temu wybudowaliby swoje fabryki na Dalekim Wschodzie, zaczęło dążyć do skracania łańcuchów dostaw i z większym niż dawniej zainteresowaniem patrzy na lokalizacje w Europie.

Z drugiej strony rozwój e-commerce znacznie przyspieszył, co bezpośrednio zwiększyło zapotrzebowanie na magazyny. Padają kolejne rekordy powierzchni zarówno tych oddanych do użytku, jak i planowanych. Klienci wciąż oczekują skrócenia czasu dostawy, a więc sieć obiektów musi być gęstsza. Sektorowi magazynowemu wróży to co najmniej kilka dalszych lat ciągłego wzrostu. Dotąd inwestycje koncentrowały się w zachodniej i środkowej części kraju.

Bezpieczne kierunki

Pandemia skłania przedsiębiorców do ostrożności. W rezultacie w sektorze biurowym rośnie zainteresowanie przestrzeniami typu flex, które można dopasować do zmieniającego się profilu działalności i liczby pracowników. Obawa przed skutkami COVID-19 wywarła wpływ także na politykę międzynarodowych firm. Niektóre z nich ograniczają swoją działalność w krajach o bardzo niskim stopniu wyszczepienia. Potężna fala zachorowań w Indiach skłoniła wręcz niektórych graczy do wyjścia z tego rynku i poszukiwania alternatywy w bezpieczniejszych regionach globu – np. w Europie Środkowej. Do łask inwestorów wróciły również Hiszpania i Portugalia.

Zmiana klimatu

Różnica poziomu wynagrodzeń między Półwyspem Iberyjskim a Europą Środkową zaciera się i staje coraz mniej istotna. Nowym czynnikiem wpływającym na wybór lokalizacji stały się w ostatnich latach zmiany klimatyczne. Południowe krańce kontynentu odczują podwyższenie średnich temperatur znacznie boleśniej niż Polska czy Czechy; letnie upały mogą utrudniać funkcjonowanie firm i zmniejszać atrakcyjność pracodawcy. To ważne w kontekście przyciągania najbardziej utalentowanych i najlepiej wykształconych pracowników. Kadry to obecnie kluczowy zasób przedsiębiorstwa.

Brytyjski przykład

Poparcie dla UE w Polsce jest najwyższe w krajach wspólnoty. Polexitu nie chce – jak wynika z październikowego sondażu CBOS – 90% ankietowanych. Równocześnie jednak rośnie grupa osób, która uznają taki niekorzystny scenariusz za możliwy. Jeszcze we wrześniu 2021 wyjście Polski z Unii uznawało za realne ok. 30% respondentów; zgodnie z wynikami sondażu United Surves dla RMF FM i „Dziennika Gazety Prawnej” odsetek ten wzrósł do 42%. Choć ryzyko wydaje się znikome, zwraca uwagę zagranicznych inwestorów.

Podatkowe komplikacje

Bardziej prawdopodobne, a równie ważne są zmiany systemu podatkowego. Ich kierunek interesuje m.in. firmy z sektora nowoczesnych usług dla biznesu. Tworzy on wysokopłatne miejsca pracy, a dobrze wynagradzani specjaliści silnie odczują presję fiskalną. W rezultacie wzrośnie presja płacowa pracowników, w konsekwencji obniżając – i tak już bardzo niskie – marże firm z tego sektora. Niektóre z nich mogą w tej sytuacji zdecydować się na opuszczenie Polski. W tym sektorze wyjście z kraju jest relatywnie łatwe; nie ma kosztownej infrastruktury fizycznej, która wiąże przedsiębiorstwo z konkretną lokalizacją.

Choć wspomniane wyżej zjawiska wywrą wpływ na gospodarkę, mówić o przyszłości jest dziś trudniej niż kiedykolwiek. Wciąż nie wiadomo, kiedy ostatecznie świat upora się ze skutkami pandemii, a liczba niewiadomych skłania do ostrożności w formułowaniu długoterminowych prognoz.

Jan Kamoji-Czapiński, Dyrektor w Dziale EMEA Location Strategy w Colliers

Frankowicze szturmują warszawski sąd. Na jednego sędziego przypada już ponad 1000 spraw

  • Frankowicze muszą uzbroić się w cierpliwość. Warszawski sąd wyznacza rozprawy już na 2023 r.
  • Tylko w ciągu 6 miesięcy do warszawskiego wydziału dla frankowiczów wpłynęło ponad 10 tys. nowych spraw

Jak wynika z danych udostępnionych przez Sąd Okręgowy w Warszawie, w ciągu pierwszych sześciu miesięcy funkcjonowania nowo utworzonego wydziału dla frankowiczów wpłynęło do niego blisko 13,5 tys. spraw. Jednak ponad 10,4 tys. z nich stanowi rzeczywisty wpływ. Natomiast reszta została przeniesiona z innych wydziałów. Patrząc na analogiczny okres 2020 roku, w ww. sądzie złożono 8,3 tys. pozwów. Do tego widać, że w XXVIII Wydziale Cywilnym niektóre referaty przekroczyły już 1000 spraw na jednego sędziego. Jak informuje rzecznik sądu, obecnie terminy rozpraw wyznaczane są już nawet na 2023 rok. I to nie koniec kłopotów. Według ekspertów, coraz więcej osób będzie szukało w sądach sprawiedliwości, co tylko jeszcze bardziej skomplikuje i wydłuży procedowanie w tego typu postepowaniach.

Od kwietnia br. w Sądzie Okręgowym w Warszawie działa XXVIII Wydział Cywilny, czyli specjalna komórka do rozpoznawania tzw. spraw frankowych. Do końca września odnotowano tam 13 480 tego typu spraw wpływu statystycznego. 3 069 z nich zostało przekazanych z innych wydziałów, czyli ponownie je zarejestrowano. Wpływ rzeczywisty wyniósł więc 10 411. Natomiast w analogicznym okresie 2020 roku do SO w Warszawie wpłynęło 8 299 tzw. pozwów frankowych.

– W Wydziale XXVIII obecnie niektóre referaty przekroczyły już 1000 spraw na jednego sędziego. W pozostałych wydziałach pierwszoinstancyjnych referaty nadal sięgają niemal 700. To skutkuje tym, że terminy rozpraw są bardzo odległe, tj. rozprawy są wyznaczone już na rok 2023. W tych wydziałach także blisko połowa referatów sędziów to tzw. sprawy frankowe, które wpłynęły do sądu przed 1 kwietnia 2021 roku – komentuje Sylwia Urbańska, rzecznik prasowy ds. cywilnych Sądu Okręgowego w Warszawie.

Jak podkreśla adwokat Jakub Bartosiak z warszawskiej Kancelarii MBM Legal, rosnąca liczba spraw nie zaskakuje. Banki przecież udzieliły blisko milion kredytów tzw. walutowych. W sądach jest ok. 5-10% kredytobiorców, większość właśnie w Sądzie Okręgowym w Warszawie, który specjalizuje się w tej tematyce, a ponadto jest sądem właściwym miejscowo dla większości banków. Mimo wszystko, zdaniem eksperta, XXVIII Wydział działa dość sprawnie. Pozwala to mieć nadzieję, że kolejne wpływające pozwy będą rozpoznawane względnie szybko.

– O przeciążeniu naszego sądu mówimy od lat, a problem wciąż narasta. Skala obciążenia sędziów jest od długiego czasu nieporównywalna do obciążenia sędziów na analogicznych szczeblach wymiaru sprawiedliwości i na takich samych stanowiskach w większości sądów w Polsce – dodaje rzecznik Urbańska.

Patrząc na dane z sześciu miesięcy funkcjonowania nowego wydziału, można zauważyć, że w lipcu odnotowano największy wpływ rzeczywisty spraw frankowych – 2 046. W sierpniu wyniósł on 1 860, a w kwietniu – 1 781. Najmniejszy zaś był w czerwcu – 1 556. Natomiast w statystykach SO w Warszawie z analogicznego okresu 2020 roku, największy wpływ widzimy w lipcu – 1 730. Na drugim końcu zestawienia znajduje się wrzesień – 1 151.

– Zwiększony wpływ w czerwcu i lipcu tego roku może wynikać z reakcji na uchwałę Sądu Najwyższego w sprawie III CZP 6/21, wydaną 7 maja br. Wielu kredytobiorców czekało na takie stanowisko sądu. Mimo że uchwała jest kontrowersyjna, to nie zamyka drogi do podważania umów kredytowych, a tego obawiali się kredytobiorcy – dodaje mecenas Bartosiak.

Obecnie w Wydziale XXVIII orzeka 19 sędziów, w tym przewodniczący i jego zastępca. Ale nie zostały jeszcze obsadzone wszystkie etaty. Nowi sędziowie są kierowani do Wydziału po uzyskaniu nominacji na stanowisko sędziego Sądu Okręgowego w Warszawie. Jak relacjonuje rzecznik Urbańska, aktualnie nie ma planów „oddelegowania” do Wydziału XXVIII innych sędziów, już orzekających w tym sądzie.

– Problem z długimi terminami rozpoznawania spraw jest systemowy, nie dotyczy tylko pozwów frankowych. Nie da się go szybko rozwiązać, zwiększając jedynie liczbę sędziów, których zresztą cały czas brakuje. Oni muszą mieć gdzie orzekać, do tego powinni mieć sprawne wsparcie sekretariatów. Tymczasem w sądach jest za mało pracowników administracyjnych, a ich zarobki są dość niskie. Zmiany wymagają także zasady funkcjonowania i wynagrodzenia biegłych. Nie pomaga także ciągła zmiana przepisów postępowania – stwierdza ekspert z Kancelarii MBM Legal.

Jak zaznacza Sylwia Urbańska, wszystkie działania ze strony Sądu Okręgowego w Warszawie mają na celu przyspieszenie i usprawnienie rozpoznawania spraw. Jednak czynników zewnętrznych i zmieniających się okoliczności nie można obecnie przewidzieć. Przede wszystkim nie da się określić liczby spraw, jakie jeszcze mogą wpłynąć do Wydziału XXVIII.

– Pozwów oczywiście będzie przybywać. Często klienci decydują się na sprawę sądową dopiero po spłacie kredytu, gdy czują, że nie mają nic do stracenia i mogą zaryzykować. Rosnące raty i wysokość pozostałego do spłaty kredytu również motywują do podjęcia działań i rozwiązania problemu. Coraz większa świadomość kredytobiorców i wciąż rosnący kurs franka wskazują na to, że jeszcze przez kilka lat do sądów będzie wpływało wiele nowych spraw. I to będzie dla nich prawdziwe wyzwanie organizacyjne – podsumowuje adwokat Jakub Bartosiak.

Rekordowe zapotrzebowanie na pracowników w bankowości, finansach, ubezpieczeniach i nieruchomościach

Co druga firma z sektora bankowości, finansów, ubezpieczeń i nieruchomości chce w pierwszym kwartale 2022 roku zatrudniać nowych pracowników – potwierdzają dane ManpowerGroup. To bardzo dobra informacja dla kandydatów z tej branży. Z kolei dla pracodawców to zapowiedź intensywnej rywalizacji o zasoby kadrowe. Redukcje etatów przewiduje 14% organizacji, natomiast 36% chce pozostawić liczbę pracowników na niezmienionym poziomie.

Zgodnie z danymi zawartymi w najnowszym raporcie ManpowerGroup, pierwsze trzy miesiące 2022 roku będą sprzyjały osobom, poszukującym zatrudnienia w sektorze bankowości, finansów, ubezpieczeń i nieruchomości. Plany rekrutacyjne pracodawców są wyjątkowo optymistyczne, a obliczona na ich podstawie prognoza netto zatrudnienia* wynosi +36%. W ujęciu kwartalnym wskaźnik zanotował wzrost o 26 punktów procentowych, natomiast w porównaniu z analogicznym okresem ubiegłego roku wynik poprawił się aż o 34 punkty.Rekordowe zapotrzebowanie na pracowników w bankowości, finansach, ubezpieczeniach i nieruchomościach

– Jesteśmy obecnie jednym z najbardziej atrakcyjnych rynków w Europie, zarówno jeśli chodzi o środowisko biznesowe dla inwestycji, jak i o konkurencyjność naszej siły roboczej. W rezultacie coraz więcej globalnych graczy przenosi swoje kluczowe role do Polski i nie dotyczy to wyłącznie stanowisk specjalistycznych, ale także menedżerskich i C-level. Zauważamy również na rynku rosnącą z roku na rok liczbę nowych start-upów z zagranicznym kapitałem, zagranicznych funduszy inwestycyjnych, podmiotów z obszaru bankowości inwestycyjnej i centrów usług wspólnych – mówi Marta Ewa Romaneczko, ekspertka rynku pracy z obszaru finansów i liderka zespołu rekrutacji stałej w Manpower.

Zaznacza też, że nowo powstające organizacje chłoną pełne spektrum ról finansowych: od deal sourcerów, poprzez księgowych, audytorów, analityków, kontrolerów finansowych i doradców podatkowych, aż po transformation leaderów oraz konsultantów strategicznych. – Należy jednak podkreślić, że nie tylko zagraniczne firmy rozbudowują swoje struktury. Polski sektor MŚP także deklaruje silną chęć zatrudniania nowych pracowników, zwłaszcza samodzielnych księgowych i specjalistów ds. wynagrodzeń. Dodatkowo postępująca cyfryzacja i digitalizacja procesów zwiększa zapotrzebowanie na ekspertów od fin-techu, których wciąż mamy zbyt mało. Najbardziej pożądanymi przez pracodawców kandydatami są obecnie osoby z doświadczeniem w obszarze księgowości i podatków. Niezmiennie poszukiwani są również analitycy finansowi i biznesowi oraz kontrolerzy finansowi. Nowością na rynku jest zapotrzebowanie na transformation leaderów i specjalistów z obszaru usprawniania procesów biznesowych z kompetencjami w zakresie metodyk zarządzania projektami. Do niedawna tego typu stanowiska były raczej domeną IT. Obecnie jednak świat finansów chętnie sięga po certyfikacje z Agile, Lean, Waterfall, PMP oraz innych narzędzi, pomagających w optymalizacji procesów. Osoby, które mogą się nimi pochwalić, należą do najbardziej poszukiwanych i mogą liczyć na wysokie zarobki – podkreśla ekspertka Manpower.

Rosną chęci rekrutacyjny pracodawców w Polsce

Zaledwie kwartał temu co piąty pracodawca (19%), reprezentujący sektor bankowości, finansów, ubezpieczeń i nieruchomości miał zamiar powiększać swoje zespoły. Obecnie chęć pozyskiwania nowych pracowników zgłasza już co drugi przedsiębiorca (50%). Wzrósł jednak także odsetek firm planujących zwolnienia. Pomiędzy październikiem a grudniem 2021 roku redukcje etatów przewidywało 9% firm. Aktualnie 14% organizacji chce wręczyć kadrze wypowiedzenia. Pozostawienie zatrudnienia na niezmienionym poziomie przewiduje 36% pracodawców – czyli o 34 punkty procentowe mniej niż w poprzednim kwartale.

– Fakt, że 14% firm prognozuje zwolnienia, nie oznacza wcale zmniejszenia liczby dostępnych na rynku wakatów. Najczęściej redukcje przewidują firmy będące w trakcie restrukturyzacji, co widoczne jest przede wszystkim w sektorze bankowym. Podobny krok podejmują też firmy decydujące się na outsourcing usług biznesowych oraz organizacje z sektora MŚP, które nie odbudowały swojej pozycji po stratach z początku pandemii. Kandydaci nie mają się czego obawiać – bez problemu znajdą zatrudnienie w innych miejscach. Dzięki popularyzacji zdalnego modelu współpracy nawet osoby z peryferyjnych ośrodków mają szanse otrzymać atrakcyjne oferty, zwłaszcza jeśli znają języki obce – stwierdza Marta Ewa Romaneczko.

Prognozy dotyczące zatrudnienia w sektorze bankowości, finansów, ubezpieczeń i nieruchomości dla pierwszych trzech miesięcy 2022 roku są zdecydowanie bardziej optymistyczne niż rok temu, kiedy tylko 2% organizacji chciało powiększać swoje zespoły. Trzeba jednak zaznaczyć, że w analogicznym okresie ubiegłego roku firmy nie przewidywały zwolnień (0%). Zdecydowana większość pracodawców (91%) deklarowała stabilizację w obszarze zatrudnienia i planowała pozostawienie liczby pracowników na niezmienionym poziomie. 7% przedsiębiorców nie było w stanie sprecyzować swoich planów rekrutacyjnych na nadchodzący kwartał. W najnowszej edycji badania ManpowerGroup firmy są znacznie bardziej zdecydowane.

Optymizm rekrutacyjny na rynkach europejskich

W regionie EMEA (Europa, Bliski Wschód i Afryka) największe zapotrzebowanie na pracowników z obszaru bankowości, finansów, ubezpieczeń i nieruchomości zgłaszają pracodawcy z Holandii (+76%) oraz Izraela (+57%). Spośród krajów bezpośrednio sąsiadujących z Polską silną chęć pozyskiwania nowej kadry wyrażają Czesi (+50%) oraz Słowacy (+44%). Prognoza netto zatrudnienia deklarowana przez przedsiębiorców z Niemiec (+35%) jest zbliżona do tej notowanej w Polsce (+36%).

– Polscy pracownicy często otrzymują propozycje pracy z innych krajów, które chętnie przyjmują z powodu znacznych różnic w wysokości wynagrodzeń. Sektor finansowy, podobnie jak IT czy produkcyjny, mocno odczuwa konsekwencje międzynarodowej konkurencji o specjalistów i skutki odpływu wykwalifikowanej kadry. W związku z dużym popytem na pracowników obserwuje się wzrost płac, którego pracodawcy nie mogą ignorować, jeśli chcą zapełnić swoje wakaty zgodnie z planowanym harmonogramem. W sektorze finansowym pensje rosną o 10 – 20% rocznie, wyjątek stanowią pozycje asystenckie i juniorskie, w przypadku których średnie wynagrodzenie nadal zbliżone jest do tego sprzed dwóch lat. Kandydaci entry-level są gotowi podjąć pracę za niższe stawki w zamian za możliwość rozwoju kompetencji zawodowych. Podobnie jest także w przypadku stanowisk obsługowych – na przykład doradcy klienta indywidualnego nie zarabiają dziś wiele więcej niż rok czy dwa lata temu. Przedsiębiorcy muszą być jednak świadomi, że w związku z silną rywalizacją o pracowników, każdy kandydat, który otwiera się na rynek, otrzymuje średnio trzy oferty pracy na przestrzeni miesiąca oraz, najczęściej, kontrofertę ze strony obecnego pracodawcy. W konsekwencji proponowanie kandydatom wynagrodzeń poniżej poziomu ich oczekiwań finansowych powoli staje się przeszłością. Wchodzimy w skrajną postać rynku pracownika: to kandydaci mają dziś luksus wyboru pracodawcy, a nie na odwrót – mówi ekspertka Manpower.

– Największą bolączką pracodawców, będącą konsekwencją rynku kandydata i deficytu talentów, są obecnie odrzucone oferty zatrudnienia. Wygrana w procesie rekrutacyjnym jest dla wielu osób najszybszym i najbardziej efektywnym sposobem uzyskania podwyżki u aktualnego pracodawcy. Firmy wzmacniają więc employer branding, skracają procesy rekrutacyjne do jednego spotkania, coraz częściej posiłkują się agencjami rekrutacyjnymi, którym zlecają direct search i headhunting. Wszystkie te działania nie wystarczają jednak, gdy siatka wynagrodzeń nie nadąża za szybko zmieniającym się standardem rynkowym. Pracodawcy muszą być więc elastyczni i wsłuchiwać się w potrzeby kandydatów, żeby zrealizować swoje plany rekrutacyjne – podsumowuje Marta Ewa Romaneczko.

O badaniu: Dane przedstawione w niniejszym materiale to część większej całości, zebranej i przeanalizowanej w ramach badania „Barometr ManpowerGroup Perspektyw Zatrudnienia”. Pełny raport, zawierający informacje o globalnych perspektywach zatrudnienia w podziale na poszczególne sektory gospodarki, jest bezpłatny i dostępny w wersji polskiej i angielskiej na stronie www.manpowergroup.pl, w zakładce Raporty rynku pracy.

* W niniejszym raporcie stosowane jest pojęcie „prognoza netto zatrudnienia”. Parametr ten stanowi różnicę procentową pomiędzy liczbą pracodawców przewidujących wzrost całkowitego zatrudnienia a liczbą pracodawców spodziewających się spadku całkowitego zatrudnienia w swoim oddziale w najbliższym kwartale. Uzyskany wynik to właśnie prognoza netto zatrudnienia. Wszystkie komentarze są oparte na danych uwzględniających korektę sezonową; w przeciwnym wypadku nieuwzględnienie korekty będzie wyraźnie zaznaczone.

Zaległości alimentacyjne i rekordziści alimentacyjni 2021

Koniec roku 2021 przynosi kolejne zmiany ułatwiające ściągalność alimentów. 1 grudnia ruszył Krajowy Rejestr Zadłużonych. Mają do niego trafiać m.in. dłużnicy zwlekający z zapłatą alimentów przez co najmniej 3 miesiące, wobec których wszczęte zostało postepowanie egzekucyjne. Rejestr jest jawny i dostępny za pośrednictwem internetu. Druga zmiana, wchodzi w życie 29 grudnia. Spowoduje, że prowadzące rejestry dłużników Biura Informacji Gospodarczej nie będą już usuwały informacji o długach alimentacyjnych starszych niż 6 lat. Obecnie zaległości alimentacyjne o wartości ponad 10 mld zł ma blisko 246 tys. osób. Rekordzista winien jest dzieciom prawie 0,6 mln zł – wynika z danych Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor.

1 grudnia rozpoczął działalność Krajowy Rejestr Zadłużonych, do którego z sądów i od komorników, naczelników US, dyrektorów oddziałów ZUS i szefa KAS będą trafiały informacje o postępowaniach restrukturyzacyjnych i upadłościowych oraz bezskuteczności prowadzonych egzekucji komorniczych.

Jednak, aby umieścić osobę w KRZ z tytułu zaległych alimentów nie jest wymagane umorzenie egzekucji, a w przypadku innych długów już tak. Rejestr jest jawny i dostępny za pośrednictwem internetu, co oznacza, że każdy będzie mógł zapoznać się z zawartymi tam informacjami. Wystarczy znać nr NIP przedsiębiorcy, a gdy chodzi o osobę fizyczną – jej imię, nazwisko oraz PESEL. Z KRZ będą mogli korzystać np. pracodawcy sprawdzając sytuację potencjalnego pracownika m.in. pod kątem regulowania alimentów.

A jak to wygląda w prowadzących rejestry dłużników BIG-ach?

Do rejestru BIG dłużnika zgłasza wierzyciel. W przypadku alimentów jest to osoba fizyczna posiadająca prawomocny wyrok sądowy uprawniający do pobierania alimentów albo gmina, która za rodzica wypłaca pieniądze na dziecko z Funduszu Alimentacyjnego. Do danych osób fizycznych w rejestrach prowadzonych przez BIG-i mają dostęp tylko firmy i to pod warunkiem, że sprawdzana osoba udzieli na to zgodę. Osoba fizyczna innej osoby fizycznej właściwie sprawdzić nie może.

– W praktyce wygląda to w ten sposób, że banki, telekomy, ubezpieczyciele oraz inni przedsiębiorcy pobierają każdego dnia dziesiątki tysięcy raportów sprawdzających wiarygodność płatniczą potencjalnych klientów. Jeśli na raporcie znajduje się informacja, że ktoś ma długi, może mu to utrudnić dostęp do kredytów, zakupów ratalnych czy podpisania umowy abonamentowej na telefon, internet, czy kablówkę, co często skłania do uregulowania zobowiązania – podkreśla Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor.

Jeśli dług zostanie spłacony, to informacja o zadłużeniu jest z BIG usuwana, w przypadku KRZ nawet jeśli dłużnik alimentacyjny ureguluje swój dług, to i tak jego historia będzie widoczna tam przez 7 lat.

– Powstanie Krajowego Rejestru Zadłużonych należy ocenić zdecydowanie pozytywnie. Do tej pory informacje o postępowaniach upadłościowych, restrukturyzacyjnych, znajdowały się w różnych miejscach, i wierzycielom ciężko było czuwać nad bieżącą sytuacją wszystkich kontrahentów. Umożliwienie biurom informacji gospodarczej dostępu do KRZ z pewnością przyczyni się do sprawniejszego i bardziej przekrojowego badania wiarygodności płatniczej bieżących i przyszłych klientów oraz dostawców. Niestety automatyczne podłączenie biur do KRZ jest aktualnie niemożliwe, funkcjonalności mają powstać dopiero w kolejnej fazie rozwoju KRZ – na pełne efekty uruchomienia rejestru przyjdzie więc nam jeszcze poczekać – zauważa Sławomir Grzelczak. Problemem może być również zawartość KRZ – będą tam trafiały informacje wyłącznie o postępowaniach wszczętych po 1 grudnia 2021 r., w związku z czym rejestr zapełni się danymi dopiero po pewnym czasie. – Nie ma jednak wątpliwości, że KRZ będzie doskonałym dopełnieniem informacji już zgromadzonych w BIG-ach – dodaje.

Według danych Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor w ciągu ostatnich trzech lat zmniejszyła się zarówno liczba dłużników alimentacyjnych jak i kwota ich zaległości. Niestety nie jest to wyłącznie efekt poprawy ściągalności, ale przede wszystkim przepisów, które weszły w życie we wrześniu 2018 r. Regulacje zadecydowały, że należności starsze niż 6 lat, nie mogą być zgłaszane do BIG, a te już wprowadzone wraz z przekroczeniem sześcioletniego terminu powinny być usuwane. W rezultacie, z tego właśnie powodu tylko w tym roku wykreślonych zostało ponad 16,4 tys. osób niepłacących alimentów.

Uwzględniając wpływ nowych przepisów jak i zgłoszenia nowych dłużników , w ciągu ostatnich trzech lat liczba osób niepłacących na dzieci zmniejszyła się o 21 proc. (z 361 407 do 283 804 osób na koniec października), a kwota zaległości o 15 proc. (z ponad 11,8 mld zł do prawie 10,1 mld zł).

Informacje o długach alimentacyjnych nie będą już usuwane z rejestrów BIG

Sytuację zmienić może nowelizacja ustaw związanych ze świadczeniami na rzecz rodziny, od 29 grudnia do biur informacji gospodarczej będą mogły być przekazywane przez gminy dane o zaległościach alimentacyjnych bez ograniczeń terminowych (obecnie przyjmowane są wyłącznie informacje gospodarcze o zobowiązaniach nie starszych niż 6 lat). Poza tym BIG-i nie będą już usuwały informacji gospodarczych o zobowiązaniach alimentacyjnych przekazywanych przez gminy, do czasu aż dług wobec Skarbu Państwa zostanie spłacony (obecnie automatycznie usuwane są informacje gospodarcze o zobowiązaniach starszych niż 6 lat). Zmiany te dotyczą wyłącznie zaległości alimentacyjnych.

Najwyższe zaległości na Śląsku i Mazowszu, a średnie zadłużenie w Małopolsce

Zadłużenie alimentacyjne dotyka całej Polski. Niezmiennie najwyższe zaległości w niepłaceniu na dzieci widoczne są w województwach śląskim oraz mazowieckim, w każdym z nich przekraczają ponad miliard złotych. Tu też zamieszkuje najwięcej dłużników alimentacyjnych. Średni, krajowy dług alimentacyjny dochodzi do 41 tys. zł, w ośmiu regionach jest wyższy, w Małopolsce i Świętokrzyskiem – przekracza 46 tys. zł.

Zaległości alimentacyjne w woj 2021

Rekordzista z woj. kujawsko-pomorskiego

Na liście rekordzistów alimentacyjnych znajdują się sami ojcowie. Rekord zadłużenia należy do mieszkańca województwa kujawsko-pomorskiego, który uzbierał prawie 0,6 mln zł zaległych alimentów.

Rekordziści alimentacyjni 2021

Sprzedaż kredytów dla mikrofirm – listopad 2021 r.

W listopadzie 2021 r., w porównaniu do listopada 2020 r., banki udzieliły więcej kredytów mikroprzedsiębiorcom zarówno w ujęciu liczbowym (+19,8%), jak i wartościowym (+20,8%). W ujęciu liczbowym banki przyznały o (+20,0%) więcej kredytów obrotowych oraz o (+12,8%) więcej kredytów w rachunku bieżącym. Natomiast mniej o (-11,6%) kredytów inwestycyjnych. Wzrosła w porównaniu do listopada 2020 r. wartość udzielonych w listopadzie 2021 r. kredytów obrotowych o (+30,3%) oraz o (+12,3%) kredytów w rachunku bieżącym. Spadła wartość udzielonych kredytów inwestycyjnych o (-4,9%).

SPRZEDAŻ KREDYTÓW DLA MIKROPRZEDSIĘBIORCÓW WEDŁUG PRODUKTÓW KREDYTOWYCH

W listopadzie 2021 r. banki udzieliły mikroprzedsiębiorcom łącznie 12,2 tys. kredytów na łączną kwotę 1,708 mld zł, w tym: 0,6 tys. kredytów inwestycyjnych na kwotę 264 mln zł, 4,1 tys. kredytów obrotowych na 716 mln zł oraz 3,3 tys. kredytów w rachunku bieżącym na 399 mln zł. W okresie styczeń–listopad 2021 r. banki udzieliły mikroprzedsiębiorcom łącznie 148,5 tys. kredytów na kwotę 20,225 mld zł. Wzrost w liczbie udzielonych kredytów w tym okresie w porównaniu z analogicznym okresem 2020 r. wyniósł (+22,0%). Natomiast wartość udzielonych kredytów w jedenastu miesiącach 2021 r. w porównaniu do okresu styczeń – listopad 2020 r. wzrosła o (+24,3%).

INDEKS JAKOŚCI PORTFELI KREDYTÓW DLA MIKROPRZEDSIĘBIORCÓW WEDŁUG PRODUKTÓW KREDYTOWYCH

Listopadowy odczyt Indeksu jakości kredytów mikroprzedsiębiorców wyniósł 3,98% w ujęciu wartościowym. Produktowe Indeksy jakości w listopadzie 2021 r. kształtowały się w ujęciu wartościowym następująco: kredyty w rachunku bieżącym 2,75%, kredyty inwestycyjne 2,96%, oraz kredyty obrotowe 8,15%. W listopadzie 2021 r. w porównaniu do października 2021 r. polepszył się (spadł) ogólny Indeks jakości o (-0,04). Natomiast Indeks pogorszył się (wzrósł) w porównaniu do listopada 2020 o (+0,33). Pomimo tego wzrostu nadal jest na bezpiecznym poziomie. Głównym źródłem stabilizacji jakości portfela kredytów mikroprzedsiębiorców w dobie pandemii były moratoria kredytowe (wakacje kredytowe), których większość już się zakończyła, pomimo tego nie widzimy skokowego pogorszenia jakości portfela również w zakresie kredytów objętych moratoriami. W okresie 12-miesięcznym pogorszyły się Indeksy dwóch rodzajów kredytów. Największe pogorszenie Indeksu w okresie 12-miesięcznym wystąpiło w przypadku kredytów inwestycyjnych (+1,29), nieco mniejsze pogorszenie dotyczy kredytów obrotowych (+0,81). Polepszył się (spadł) Indeks dla kredytów w rachunku bieżącym (-0,09).

SPRZEDAŻ KREDYTÓW DLA MIKROPRZEDSIĘBIORCÓW WEDŁUG SEKTORÓW

Na 12,2 tys. kredytów udzielonych mikroprzedsiębiorcom w listopadzie br., 5,7 tys. zaciągnęły firmy usługowe (47,1%) i 3,0 tys. handlowe (24,6%). Łącznie więc ponad 71% udzielonych w listopadzie 2021 r. kredytów przypada na te dwa sektory. Z całkowitej kwoty 1,708 mld zł, banki udzieliły 635 mln zł (37,2%) kredytów firmom z sektora usług oraz 522 mln zł (30,6%) mikroprzedsiębiorcom prowadzącym działalność handlową. Finansowanie tych dwóch sektorów to prawie 68% łącznej wartości udzielonych kredytów w mikroprzedsiębiorcom w 2021 r. W listopadzie 2021 r. najwyższe wzrosty r/r liczby udzielonych kredytów dotyczyły finansowania budownictwa (+32,3%). W przypadku produkcji wzrost wyniósł (+26,3%) a usług (+18,2%). Najniższy wzrost odnotowały kredyty udzielane mikroprzedsiębiorcom z sektora handlowego (+12,6%). W ujęciu wartościowym w listopadzie 2021 r. w porównaniu do listopada 2020 r. najwyższa dodatnia dynamika dotyczyła kredytów mikroprzedsiębiorców z sektora produkcyjnego aż (+46,9%), budowlanego (+20,8%) oraz handlu (+17,7%).

INDEKS JAKOŚCI PORTFELI KREDYTÓW DLA MIKROPRZEDSIĘBIORCÓW WEDŁUG BRANŻ

Według odczytów Indeksu Jakości najgorzej (najwyższy poziom wskaźnika) w listopadzie 2021 r. spłacane były kredyty przez firmy produkcyjne – wartość Indeksu wyniosła 4,22%. W porównaniu z poprzednim miesiącem nastąpiła poprawa Indeksu o (-0,08). Najlepszy (najniższy) odczyt w listopadzie br. odnotował Indeks Jakości firm z sektora budowlanego i wynosił on 3,80%. W porównaniu do października 2021 r. Indeks pogorszył się (wzrósł) o (+0,32). W porównaniu do listopada 2020 r. Indeks pogorszył się w trzech branżach, najbardziej w budownictwie (+1,03) oraz w produkcji (+0,73). Jedynie w handlu jest on obecnie niższy niż rok temu o (-0,10).

Dlaczego w Europie brakuje gazu?

Obecna sytuacja na rynku gazu jest pokłosiem konsekwentnej polityki prowadzonej przez Rosję od kilku miesięcy. Obserwatorzy rynku widzieli pewne symptomy zbliżającego się kryzysu gazowego już w lutym br., kiedy Gazprom przestał rezerwować dodatkowe przepustowości na trasie ukraińskiej. Następnie od lipca koncern przestał rezerwować dodatkowe przepustowości również na trasie polskiej – czyli na gazociągu Jamał-Europa. W sierpniu, kiedy powinien trwać najbardziej zaawansowany proces zatłaczania magazynów gazu, gaz był z nich wytłaczany. Oznacza to, że w okresie jesiennym, we wrześniu i październiku, rosyjskie magazyny gazu w Europie były wypełnione w ok. 15%  podczas, gdy np. stan zapełnienia magazynów w Polsce wynosił 80%. Wszystko to spowodowało panikę na europejskim rynku handlu gazem. Należy pamiętać o tym, że jest to rynek giełdowy – na którym obecni są różnego rodzaju spekulanci, którym zależy na wysokiej cenie gazu.

– Cele Rosji są dwa: po pierwsze szybkie uruchomienie gazociągu Nord Stream 2, a po drugie wpłynięcie na politykę zagraniczną Ukrainy – powiedział serwisowi eNewsroom  Mariusz Marszałkowski, ekspert portalu BiznesAlert. – Ten drugi cel jest strategiczny i nie jest eksponowany przez Rosję w oficjalnych komunikatach. Rosja od wielu lat usiłuje wprowadzić Ukrainę z powrotem do swojej strefy wpływu. W ostatnim roku udało jej się uczynić to z Białorusią, natomiast Ukraina od lat opiera się tej polityce nacisków. Przez sytuację na rynku gazu Rosja chce uderzyć w państwo ukraińskie. Naftohaz od 2015 r. nie kupuje gazu bezpośrednio w Rosji – tylko na giełdzie w Niemczech na kontraktach spotowych i sprowadza gaz na Ukrainę rewersem na istniejących gazociągach. W sytuacji, gdy cena gazu jest kilkukrotnie wyższa niż w zeszłym roku, to Naftohaz jest najbardziej narażony na powstałe zwyżki. Te podwyżki cen gazu przekładają się oczywiście na konsumentów ukraińskich. Historia ruchu transformacji politycznej na Ukrainie pokazuje, że takie podwyżki i naciski na społeczeństwo ukraińskie mogą w jakimś stopniu wpłynąć na decyzje o prowadzeniu polityki wewnętrznej i zagranicznej przez władze. Jeżeli nie będzie zmiany polityki wewnętrznej, to może dojść do kolejnego przewrotu – którego byliśmy świadkami w latach 2013-14. Tylko teraz, według planu Rosji, miałby być on inscenizowany przez tych wyborców, którzy optują za zbliżeniem z Federacją Rosyjską – po to, żeby mieć chociażby tańszy gaz na Ukrainie – wyjaśnia Marszałkowski.

Zmiany warunków technicznych w 2022 r. mogą podnieść koszty budowy mieszkań, a w efekcie ich ceny

Ceny mieszkań mogłyby niższe, gdyby nie zbędne wymogi techniczne i prawne, które podwyższają koszty budowy. Portal GetHome.pl przeanalizował pod tym kątem przygotowane przez Ministerstwo Rozwoju i Technologii zmiany w rozporządzeniu w sprawie warunków technicznych, jakim powinny odpowiadać budynki i ich usytuowanie.

Ceny mieszkań zależą w największym stopniu od kosztów budowy, a to są nie tylko materiały budowlane i robocizna. Prawdopodobnie mało kto zwraca uwagę na to, jak duży wpływ mają również regulacje prawne, do stosowania których są zobligowani inwestorzy – mówi ekspert portalu GetHome.pl Komunikat-kawalerki-oferta

Tymczasem jedna z poprawek w warunkach technicznych ma zlikwidować tego rodzaju wyjątek od stosowania norm dotyczących nasłonecznienia. Oznacza to, że w centrach miast nie będę już powstawały ciemne kawalerki. Ale czy oby na pewno jest to dobry pomysł?

Twórcom  tej poprawki najpewniej przyświecają szlachetne intencje. Jednak dla potencjalnych nabywców kawalerek może to być niedżwiedzią przysługą. Ich podaż w nowych budynkach budowanych w centrach miast najpewniej się zmniejszy, bo deweloperzy będą zmuszeni do budowania mieszkań na tzw. przestrzał, a więc o dużo większym metrażu. W efekcie ceny kawalarek w atrakcyjnych lokalizacjach mogą pójść w górę – komentuje Marek Wielgo.

I dodaje, że skorzystają osoby i firmy, które będą zaspakajały popyt na kawalerki przerabiając duże mieszkania na kilku- czy kilkunastometrowe klitki. To zresztą już się dzieje. Np. 80-metrowe mieszkania na sprzedaż z wydzielonymi w nich kawalerkami sprzedawane są jako „pakiety inwestycyjne” pod wynajem. W ten sposób omijane są nie tylko normy dotyczące nasłonecznienia, ale także ppoż. czy wentalacji.

Ponadto powstaje coraz więcej tzw. mikroapartamentów. Zgodnie z warunkami technicznymi mieszkanie musi mieć co najmniej 25 m kw. Mikroapartamenty mają mniejszą powierzchnię, zwykle kilkanaście m kw. Dlatego formalnie są lokalami użytkowymi, choć w ogłoszeniach często widnieją jako mieszkalne. Ich ceny w przeliczeniu na m kw. mogą wręcz szokować przeciętnego Kowalskiego. Np. jeden z deweloperów oferuje w ścisłym centrum Wrocławia „apartamenty hotelowe”  o powierzchni od 12 do 45 m kw. po 18,7 tys.- 33,3 tys. zł za metr.Komunikat-kawalerki-cena

Jednak podrożeć mogą nie tylko kawalerki. Urzędnicy zaproponowali w projekcie zmianę w warunkach technicznych, która może podwyższyć koszty budowy garaży podziemnych, co przełoży się nie tylko na cenę miejsca postojowego, ale też cenę mieszkań.

Marek Wielgo wyjaśnia, że warunki techniczne określają np. szerokość i długość miejsc postojowych.  Ich minimalną lub maksymalną liczbę określa zaś plan zagospodarowania przestrzennego lub – jeśli działka nie jest objęta takim planem – decyzja o warunkach zabudowy. Na jej podstawie deweloper uzyskuje pozwolenie na budowę budynku lub osiedla. W zależności od lokalizacji limit może wynosić np. 1, 1,5 lub nawet 2 miejsca postojowe na każdy lokal. Czyli w przypadku budynku ze 100 mieszkaniami, deweloper musi zapewnić mieszkańcom np. 100, 150 lub 200 miejsc parkingowych.

Niektórzy deweloperzy starają się minimalizować koszty oferując tzw. miejsca rodzinne dla dwóch aut – jedno za drugim lub specjalne platformy, które umożliwiają parkowanie jednego nad drugim. Z pewnością nie jest to rozwiązanie komfortowe dla mieszkanców. Z drugiej strony płacą oni za tego typu miejsca parkingowe dużo mniej (np. 65 tys. zł), niż gdyby kupili dwa z dostępem do drogi manewrowej (po 50 tys. zł każde). Co ważne, jak zapewnia dyrektor generalny i główny ekspert Polskiego Związku Firm Deweloperskich Konrad Płochocki, deweloperzy mogą dzięki temu spełnić wyśrubowany przez urzedników limit miejsc parkingowych, a w efekcie budować mniejsze garaże.

Wygląda na to, że resort rozwojui technologii chce to w przyszłym roku zmienić, bo poprawka w projekcie nowelizacji warunków technicznych wprowadzi wymóg budowy stanowisk postojowych w garażu z zapewnionym bezpośrednim dostępem do drogi manewrowej (dojazdu).

Oczywiście przepisy nie zabronią budowy miejsc rodzinnych. Tyle, że wygospodarowane np. dzięki platformom miejsca postojowe nie będą wliczane do ogólnego bilansu. Może to oznaczać konieczność budowy np. dodatkowej kondygnacji w garażu podziemnym – tłumaczy Marek Wielgo.

Podkreśla, że szczególnie w największych miastach deweloperzy budują garaże podziemne ze względu na niewielką powierzchnię działek oraz bardzo wysokie ceny gruntu. Problem w tym, że takie garaże bardzo podnoszą koszt budowy. W Polskim Związku Firm Deweloperskich twierdzą, że nie pokrywają ich niemałe przecież wpłaty kupujących miejsca parkingowe. Różnica jest więc wliczana w cenę mieszkań, co oznacza, że są one po prostu droższe.

Można powiedziec, że Ci, którzy nie mają samochodu, dotują zmotoryzowanych sąsiadów – zauważa ekspert GetHome.pl.

.

I przypomina, że w 2021 r. warunki techniczne zmusiły inwestorów do budowania domów spełniających dużo bardziej rygorystyczne normy energetyczne. W praktyce oznacza to wyższe wydatki na niektóre wyroby, np. „cieplejsze” okna i drzwi oraz na urządzenia ograniczające zużycie energii czy wytwarzające energię odnawialną.

Akurat taka zmiana ma sens, bo wyższe koszty budowy zwrócą się dzięki oszczędnościom w zużyciu drożejącej energii – komentuje Marek Wielgo.

Zauważa, że wątpliwości mogą natomiast wzbudzać przygotowywane właśnie przez resort rozwoju i technologii zmiany w warunkach technicznych, które dotyczą kwestii nasłonecznienia mieszkań oraz miejsc postojowych w garażach podziemnych.

Rzecz jasna przepisy dotyczące nasłonecznienia są bardzo potrzebne, bo zakazują budowania mieszkań, w których przez cały dzień panowałby półmrok – zastrzega ekspert HetHome.pl.

Równocześnie wyjaśnia, że warunki techniczne zawierają konkretne wymagania dotyczące czasu nasłonecznienia mieszkań. Problem w tym, że w gęstej zabudowie śródmiejskiej nie jest łatwo spełnić te wymogi. Dlatego nie obejmują one mieszkań jednopokojowych.  W pewnym sensie wymusza to na deweloperach budowanie kawalarek. Z danych BIG DATA RynekPierwotny.pl wynika, że w miastach, w których ceny mieszkań są najwyższe, deweloperzy sprzedali w tym roku więcej kawalerek niż dostarczyli ich na rynek. Oferta mocno się więc skurczyła, a ceny są średnio najwyższe w przeliczeniu na metr kwadratowy.

Praca hybrydowa nie jest najbardziej pożądanym modelem. Przedsiębiorstwa czekają na powrót do biur

Pandemia COVID-19 nie wyeliminowała potrzeby pracy z biura. Firmy, które zdecydowały się na wprowadzenie modelu hybrydowego, traktują go w większości jako sposób przejściowy na funkcjonowanie przedsiębiorstw – wynika z badania Canon przeprowadzonego w regionie 4CE, czyli w Polsce, Czechach i na Węgrzech. Zaskakujące są też wyniki dotyczące cyberbezpieczeństwa. Choć świadomość cyberzagrożeń jest na wysokim poziomie, to wciąż wśród przedsiębiorców działających w tych krajach brakuje zaufania do nowoczesnych cyfrowych narzędzi, jak np. chmura.

To najbardziej aktualne i kompleksowe badania rynku biurowego po pandemii. Canon zlecił agencjom badawczym przyjrzenie się aktualnym standardom pracy w biurach oraz potrzebom przedsiębiorców w regionie 4CE. W tym celu w Polsce w połowie września br. firma badawcza InsightLab przeprowadziła wywiady z 202 średnimi i dużymi organizacjami. Z kolei na Węgrzech w kwietniu 2021 r przepytano 452 przedsiębiorców, a w Czechach – ponad setkę. Wynik? Okazuje się, że praca zdalna i hybrydowa jest dla znacznej części firm działających w tym regionie Europy problematyczna. – Wynika to m.in. z tego, że nie wszystkie przedsiębiorstwa dysponują odpowiednim sprzętem, który pozwala całkowicie przejść na pracę zdalną. Problem ten dotyczy głównie średnich firm, podczas gdy większość tych dużych poczyniło odpowiednie inwestycje – wyjaśnia Michał Łepkowski, B2B Sales & Marketing Director w Canon Polska.

Praca zdalna mniej popularna, niż przewidywano

Badania pokazują, że niechęć przed pracą zdalną wynika m.in. z obawy przed zanikiem „zespołowego ducha”. Tak twierdzi 2/3 węgierskich pracowników. Na Węgrzech, choć aż 85 proc. firm wprowadziło podczas pandemii pewne formy pracy zdalnej, tylko co czwarte przedsiębiorstwo pozwala pracownikom na pracę z domu w wymiarze większym niż dwa dni tygodniowo. Co więcej, w całości na taką formę pracy zdecydowało się tylko 2 proc. firm.

Niechęć przed pracą zdalną widać też na czeskim rynku. Tylko 10 proc. tamtejszych firm pozwalało większości pracownikom na pracę zdalną podczas lockdownu. Co więcej, zaledwie 15 proc. przedsiębiorstw rozważa rozszerzenie możliwości pracy z domu w większym stopniu niż przed pandemią. Na tle Czech bardziej elastyczna okazuje się Polska. Tu 31 proc. firm wprowadziło podczas pandemii model pracy hybrydowej. Jednak widać też chęć powrotu pracowników do biur – 34 proc. przedsiębiorców twierdzi, że zrobi to natychmiast, jak tylko będzie to możliwe.

Nowe technologie tak, ale ostrożnie

By praca spoza biura była możliwa, potrzebne są do tego niezbędne narzędzia. Dlatego przygotowując się do pracy zdalnej czy hybrydowej, wiele przedsiębiorstw, niezależenie od rozmiaru, poczyniło zakupy nowego sprzętu. 90 proc. węgierskich pracowników przyznaje, że przed przystąpieniem do pracy z domu musiało ulepszyć wykorzystywany sprzęt komputerowy. W Czechach 17 proc. firm wyposażyło większość pracowników w nowoczesny sprzęt, a 40 proc. zakupiło go tylko dla części zatrudnionych. Z kolei w Polsce inwestycje w sprzęt dla pracowników poczyniło 21 proc. ogółu przedsiębiorstw.

Zainteresowanie nowymi technologiami widać także w dziedzinie bezpieczeństwa cyfrowego. We wszystkich badanych krajach firmy deklarują wysoki poziom zainteresowania tematem cyberbezpieczeństwa. Jednak nie zawsze przekłada się to na realne działanie. W Czechach zaledwie 6 proc. przedsiębiorstw znacząco zwiększyło swoje bezpieczeństwo na wszystkich polach działania. Z kolei polscy przedsiębiorcy deklarują stosunkowo wysoką nieufność (45 proc.) do rozwiązań chmurowych. A to właśnie one, jak przekonują eksperci, stanowią jedne z najbezpieczniejszych możliwości pracy z firmowymi dokumentami.

Wskazać kierunek rozwoju

Badania wykonane w czterech państwach Europy Środkowej to dla nas istotne źródło wiedzy – komentuje Michał Łepkowski z Canon Polska. – W pracy biurowej zmienia się ostatnio wiele, a my, jako producent sprzętu biurowego, musimy trzymać rękę na pulsie. Chodzi przecież o to, abyśmy mogli przedstawić klientom rozwiązania, które odpowiedzą na ich potrzeby nie tylko dziś, ale też za kilka czy kilkanaście lat – podkreśla.

Jak ocenia przedstawiciel Canon Polska, wyniki badań świadczą o konieczności nieustannego edukowania przedsiębiorców, w jaki sposób zwiększać w firmie stopień cyberbezpieczeństwa oraz jak sprostać wymogom transformacji cyfrowej. – Wywołane przez pandemię przyśpieszenie w cyfryzacji jest procesem, który coraz bardziej będzie determinował życie organizacji. Dlatego tak ważne jest edukowanie przedsiębiorców, że transformacja cyfrowa jest konieczna, by zachować konkurencyjność na rynku. Oczywiście to będzie wymagało poczynienia przez nich inwestycji, które jednak zwrócą się w przyszłości w postaci nowoczesnej, dobrze prosperującej firmy – podsumowuje Michał Łepkowski z Canon Polska.

*Badanie zmian w funkcjonowaniu firm i korzystaniu z rozwiązań biurowych w Polsce zostało przeprowadzone w połowie września 2021 r. przez agencję badawczą Insight Lab na podstawie 202 wywiadów z przedstawicielami średnich i małych firm. Badanie na Węgrzech wykonano przez Avantgarde Group w kwietniu 2021 r. i objęło ono 452 wywiady. Z kolei badanie w Czechach zostało wykonane przez Datank na podstawie 102 ankiet z przedsiębiorstwami działającymi na tym rynku.

Glapiński z błogosławieństwem prezesa

Święta były w tym roku wyjątkowo krótkie, ale też dzięki temu na rynkach nie powodowały zamieszania. Zamieszanie za to mamy wokół RPP i inflacji, ale to będzie trwać jeszcze najprawdopodobniej miesiące.

Poświąteczny spokój na rynkach

Poniedziałek nie przyniósł większych niespodzianek na rynkach. Dzisiejszy dzień jest zresztą mocno rozgrzewkowy, patrząc na kalendarz danych makroekonomicznych, który jest realnie niemal pusty. Trzeba też pamiętać, że przy tym ustawieniu dni świątecznych mamy możliwie najkrótszą przerwę świąteczną, zatem inwestorzy nie musieli robić transakcji na zapas przed Świętami i dzisiaj w zależności od rozwoju sytuacji ich odwracać.

Prezes Kaczyński wskazał Glapińskiego

W przyszłym roku kończy się kadencja obecnego prezesa NBP. Od jakiegoś czasu w jego działaniach widać już zresztą prowadzenie kampanii o reelekcję. Otrzymał on teraz chyba najsilniejsze możliwe wsparcie. Prezes Kaczyński wskazał go jako osobę, która powinna zostać na stanowisku na drugą kadencję. Patrząc na arytmetykę sejmową oznacza to niemal pewny wybór. W tym samym materiale Jarosław Kaczyński komentuje, że możliwe są kolejne podwyżki stóp procentowych. Z jednej strony przy inflacji na poziomie 7-8% kolejne podwyżki są oczywiście możliwe, ale pokazuje to, że strona rządowa jest z tym pogodzona. W rezultacie znika jeden z argumentów za niepodnoszeniem ich na styczniowym posiedzeniu. Jest to zatem dobra wiadomość dla złotego.

Co z inflacją?

Ostatnio na rynek trafiają bardzo sprzeczne komunikaty związane ze zmianami cen. Z jednej strony mamy zapowiedzi, że szczyt inflacji ma przypaść na styczeń, a potem ma ona maleć. W tej narracji tworzony jest budżet. Z drugiej strony pomimo wpisania do budżetu wartości 3,3% w ostatnich wypowiedziach Minister Finansów zapowiedział, że stać nas na kolejną tarczę antyinflacyjną. Dlaczego mamy mieć kolejną tarczę, skoro projekt budżetu zakłada inflację zgodną z celem inflacyjnym? Odpowiedź jest dość zagmatwana, ponieważ, sam minister podczas tej wypowiedzi spodziewa się inflacji w 2022 roku na poziomie 7-8%. Jaki to będzie miało wpływ na polski pieniądz? To zależy od skali podwyżek stóp procentowych, ale jeżeli uzyskamy tak wysoki wynik, powinno to wyraźnie osłabiać złotego względem głównych walut.

W kalendarium danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

KUKE: w listopadzie znaczny wzrost liczby restrukturyzacji

  • W listopadzie upadłość ogłosiło 29 firm, czyli o 16,0 proc. więcej niż miesiąc wcześniej i tyle samo co przed rokiem.
  • Liczba ogłoszonych restrukturyzacji wyniosła 267, co oznacza wzrost o 96,3 proc. w skali miesiąca i o 178,1 proc. w ujęciu rocznym.
  • Liczba niewypłacalności (postępowań upadłościowych i restrukturyzacyjnych) sięgnęła 296, a więc była wyższa niż w październiku o 81,4 proc. i o 136,8 proc. niż przed rokiem.
  • Suma niewypłacalności z ostatnich 12 miesięcy zwiększyła się do 2293 – to o 171 przypadków więcej (7,5 proc.) niż miesiąc wcześniej.

Tomasz Ślagórski, wiceprezes KUKE:

W listopadzie mieliśmy do czynienia z dynamicznym wzrostem liczby restrukturyzacji, z których ponad 92 proc. zostało otwartych z wykorzystaniem uproszczonego postępowania restrukturyzacyjnego. Warto wskazać, że listopad był ostatnim miesiącem funkcjonowania tej procedury wprowadzonej pod koniec czerwca 2020 r., by pomóc przetrwać firmom narażonym na zaburzenia rynkowe i administracyjne związane z pojawieniem się epidemii koronawirusa. Od 1 grudnia została ona zastąpiona przez znowelizowane postępowanie o zatwierdzenie układu. Jedną z różnic jest to, że nowe przepisy dają możliwość skorzystania z nich raz na 10 lat.

Wskaźniki upadłości dla poszczególnych sektorów, obliczane przez KUKE i PFR na podstawie danych z Monitora Sądowego i Gospodarczego, nie wykazują większych zmian miesięcznych. Natomiast indeksy rozpoczętych restrukturyzacji dosyć wyraźnie poszły w górę, przy czym najtrudniejsza sytuacja panuje w usługach i budownictwie.

Listopadowe dane malują obraz rozpędzonej gospodarki, dla której coraz większym problemem staje się inflacja, utrudniająca planowanie budżetów firm. Z jednej strony, będzie im coraz trudniej przenosić wysokie ceny na odbiorców, a z drugiej trzeba się liczyć z dalszym zacieśnianiem polityki pieniężnej, co spowoduje znaczny wzrost kosztów finansowania. Dużym obciążeniem są też gwałtowne wzrosty cen energii, które obok gorszych perspektyw dla globalnej gospodarki z powodu kolejnej fali pandemii powodują rewizje w dół prognoz wzrostu gospodarczego Polski. Również badania Polskiego Instytutu Ekonomicznego pokazują, że coraz więcej firm wymienia wysokie koszty jako jedno z głównych utrudnień w dostępie do towarów i usług. Wyzwaniem w nadchodzącym czasie może być również skala popytu zewnętrznego. Choć zamówienia eksportowe w ostatnich miesiącach się zwiększają, to obniżanie prognoz wzrostu dla krajów Europy Zachodniej, szczególnie dla Niemiec, które odpowiadają za prawie 30 proc. naszego eksportu, i przyszła ocena zamówień przez polskich eksporterów każą spodziewać się schłodzenia koniunktury.

W statystykach KUKE widzimy, że rośnie liczba wniosków o interwencje składane przez naszych klientów w sprawie niezapłaconych faktur przez ich kontrahentów. Po 11 miesiącach tego roku to wzrost przekraczający 20 proc. r/r, przy czym większa dynamika dotyczy transakcji na rynku krajowym. Z drugiej strony, skuteczność windykacji jest bardzo wysoka, a w efekcie wskaźnik szkodowości utrzymuje się na niskim poziomie. W 2022 r. przewidujemy jednak jego istotny wzrost.

PRZEGLĄD SYTUACJI W SEKTORACH

Sporządzany przez KUKE i PFR indeks upadłości w przemyśle w listopadzie wzrósł do 0,49 proc. z 0,47 proc. miesiąc wcześniej (0,72 proc. przed rokiem). Wskaźnik rozpoczętych restrukturyzacji podniósł się do 1,18 proc. z 1,02 proc. w październiku i 0,64 proc. przed rokiem.

Indeks upadłości w budownictwie w ostatnim miesiącu obniżył się do poziomu 0,73 proc. z 0,75 proc. notowanego miesiąc wcześniej (rok temu wynosił 1,02 proc.). Dla rozpoczętych restrukturyzacji wskaźnik wzrósł do 1,77 proc. z 1,64 proc. w październiku i 1,13 proc. w listopadzie ub.r.

W branży handlowej indeks upadłości nie zmienił się listopadzie i wynosił 0,60 proc. Rok temu znajdował się na poziomie 0,62 proc. Wskaźnik rozpoczętych restrukturyzacji podniósł się do 0,75 proc. z 0,65 proc. przed miesiącem i 0,46 proc. rok temu.

W transporcie i logistyce indeks upadłości w ciągu miesiąca obniżył się do poziomu 0,54 proc. z 0,64 proc. (w listopadzie 2020 r. wynosił 0,89 proc.). Wskaźnik rozpoczętych restrukturyzacji wzrósł w ciągu miesiąca do poziomu 1,05 proc. (z 0,98 proc. w październiku i 0,76 proc. w listopadzie 2020 r.).

Indeks upadłości w branży usługowej wzrósł do 0,91 proc. z 0,89 proc. przed miesiącem. Rok temu wynosił 0,88 proc. Wskaźnik rozpoczętych restrukturyzacji zakończył listopad wzrostem do wartości 1,99 proc. z 1,78 proc. po październiku. W listopadzie 2020 r. sięgał 0,88 proc.

Handel emisjami zwiększy presję inflacyjną?

Obecnie utrzymujące się wysokie ceny uprawnień do emisji CO2 w dłuższej perspektywie mogą pośrednio wpłynąć na ceny energii. Nie będzie to wpływ bezpośredni – ponieważ nie ma bezpośredniego przełożenia aktualnej ceny uprawnień do emisji na ceny, w jakich przedsiębiorstwa energetyczne zakupiły rozliczane przez siebie uprawnienia. System ETS, czyli unijny system handlu uprawnieniami do emisji, zakłada jedynie konieczność umorzenia odpowiedniej liczby uprawnień – nie zaś kupowanie ich w momencie, w którym są one emitowane. Oznacza to, że przedsiębiorstwa energetyczne mogły zaopatrzyć się w niezbędną ilość uprawnień do emisji już w przeszłości i w tym momencie wykorzystywać takie uprawnienia, które były kupowane po dużo niższych cenach. W przyszłości może to poskutkować presją inflacyjną – przy czym ceny uprawnień nie byłyby w takiej sytuacji jedyną jej przyczyną. Bardzo znaczący wpływ miałyby na to ceny nośników energii.

– Rosnąca cena energii może zachęcić wiele osób do inwestycji w instalacje energii odnawialnych – powiedział serwisowi eNewsroom Marcin Kowalczyk, kierownik Zespołu Klimatycznego WWF. – Konieczne byłoby wtedy odblokowanie przez władze energetyki odnawialnej – w szczególności możliwości budowy instalacji wiatrowych na lądzie, czy też możliwości tworzenia zbiorowych instalacji prosumenckich, np. na blokach mieszkalnych. System ETS przewiduje szereg działań osłonowych dla przemysłu, który jest najbardziej narażony na konkurencję oraz na tzw. ucieczkę emisji. Istnieje spora pula nieodpłatnych uprawnień do emisji, którą uzyskuje przemysł najbardziej energochłonny. Dodatkowo polskie ustawodawstwo stworzyło Fundusz Rekompensat Pośrednich Kosztów Emisji, który jest zasilany polskimi przychodami z systemu ETS i który umożliwia rekompensaty dla przedsiębiorstw najbardziej energochłonnych. Odbywa się to zgodnie z zasadami UE: jest oparte na dyrektywie o systemie handlu uprawnieniami emisji – analizuje Kowalczyk.

Kolejny krok prokuratury na drodze digitalizacji postępowania karnego

W grudniu 2021 roku Prokuratura Krajowa zakończyła realizację projektu informatycznego „Rozwój Systemu Digitalizacji Akt Postępowań Przygotowawczych w Sprawach Karnych (iSDA 2.0)”. Projekt jest współfinansowany ze środków Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego w ramach Programu operacyjnego Polska Cyfrowa. W wyniku realizacji projektu wdrożony został system informatyczny PROK-SYS, umożliwiający uczestnikom postępowania karnego dostęp do akt postępowań przygotowawczych w sprawach karnych przez internet, wymianę akt w postaci zdigitalizowanej pomiędzy głównymi organami uczestniczącymi w realizacji zadań związanych z postępowaniem karnym oraz natychmiastowy dostęp dla osób prowadzących postępowanie w sprawach karnych do informacji niezbędnych do jego prowadzenia bez konieczności stosowania tradycyjnej (papierowej)  pozyskiwania tych danych.

Celem projektu jest zapewnienie narzędzi informatycznych umożliwiających poprawę stopnia partycypacji uczestników postepowania karnego w czynnościach tego postępowania oraz zwiększenie efektywności działania organów uczestniczących w realizacji czynności tego postępowania.

Z perspektywy uczestników postepowania karnego podstawową korzyścią leżącą u podstaw inicjatywy informatyzacji czynności tego postępowania jest dążenie do zapewnienia im narzędzi pozwalających na zwiększony stopień uczestnictwa w podejmowanych czynnościach a co za tym idzie zwiększenie stopnia ochrony ich interesów prawnych. Założenie to opiera się na akceptacji tezy, zgodnie z którą w erze transformacji cyfrowej rozszerzeniu ulega standard zapewnienia obywatelowi prawa do sprawiedliwego procesu, przez co rozumie się podejmowanie ze strony państwa działań zmierzających do zastosowania dostępnych technologii w celu rozszerzenia w jej granicach możliwości faktycznego uczestnictwa podmiotów, których interesów dotyczy postępowanie, w czynnościach tego postępowania. Tym samym zastosowanie nowoczesnych narzędzi informatycznych do prowadzenia postępowań redefiniuje pojęcie praworządności w obszarze zapewnienia uczestnikom postępowania uprawnień związanych z uczestnictwem w jego czynnościach, co ma szczególne znaczenie w odniesieniu do udziału w postępowaniu np. osób pokrzywdzonych, które uzyskują informacje pozwalające im na realną ochronę swoich interesów.

Jeśli chodzi o wpływ wdrożenia systemu PROK-SYS na zwiększenie efektywności prowadzonych postępowań w sprawach karnych jedynie tytułem przykładu można wskazać na kilka kluczowych możliwości jego wykorzystania do osiągniecia tego typu korzyści. Przede wszystkim zastosowane w systemie rozwiązania pozwalają na przesyłanie akt postępowania w postaci zdigitalizowanej (cyfrowej) pomiędzy organami uczestniczącymi w czynnościach postępowania karnego. Otwiera to drogę do wyeliminowania obrotu papierowego pomiędzy na linii Policja – Prokuratura – Sądy. Ponadto efektywne prowadzenie postępowania w coraz większym stopniu wymaga pozyskiwania danych z zewnętrznych rejestrów, systemów informatycznych oraz danych gromadzonych przez podmioty prywatne. Nowe rozwiązanie, dzięki zastosowaniu technologii szyny usług w systemie scentralizowanym, daje możliwość automatyzacji wymiany informacji pomiędzy kilkunastoma źródłami informacji a systemem prokuratury, w tym rejestrem PESEL, rejestrem karnym, systemami ministerstwa finansów czy bazami operatorów telekomunikacyjnych. Pozwala to nie tylko przyspieszyć proces zbierania danych niezbędnych do prowadzenia postępowania ale również rozszerza możliwości analizy danych z różnych źródeł, co jest obecnie niezwykle istotne w procesie ścigania najpoważniejszych przestępstw, w tym przestępstw gospodarczych oraz w podejmowaniu działań związanych z zabezpieczaniem aktywów majątkowych pochodzących z działań przestępczych. Podobny efekt ma również wykorzystanie funkcji związanych z analizą materiału zgromadzonego w postaci cyfrowej. Wykorzystanie tych funkcjonalności prowadzić będzie do skracania czasu przygotowywania pism procesowych.

Realizacja opisanego tu projektu oraz wdrożenie systemu PROK-SYS w jednostkach organizacyjnych prokuratury jednocześnie zamyka pewien etap procesu informatyzacji postępowania karnego jednocześnie otwierając kolejne możliwości w tym zakresie. Długookresowa strategia działań w obszarze informatyzacji procesu karnego zakłada w kolejnej perspektywie przygotowanie zmian legislacyjnych oraz narzędzi informatycznych, pozwalających na dalsze rozszerzenie zastosowania cyfrowej formy dokonywania czynności w postępowaniu karnym. Stworzenie centralnego systemu, zawierającego dane dotyczące dotychczasowego sposobu realizacji czynności w milionach prowadzonych w prokuraturze spraw, daje również możliwość zastosowania do ich analizy mechanizmów uczenia maszynowego oraz sztucznej inteligencji, co pozwoli na budowę w przyszłości rozwiązań w jeszcze większym stopniu zwiększających efektywność działań Prokuratury, Policji i Sądów podejmowanych w celu ochrony obywateli.

Ubezpieczenia dla firm w 2022 r. – jak zmienią się ryzyka i ceny polis?

  • Najważniejszymi zagrożeniami dla firm w 2022 r. będą: skutki pandemii, przerwy w działalności oraz aktywność cyberprzestępców.
  • Na znaczeniu zyskuje ryzyko zmian prawnych i podatkowych, co powoduje wzrost zainteresowania polisami skarbowymi.
  • Ograniczenia w dostępności ubezpieczeń i wzrost cen dotkną przede wszystkim duże firmy. Oferta dla MŚP jest nadal atrakcyjna.

Rynek ubezpieczeń to system naczyń połączonych. Dlatego z samej swojej istoty jest wrażliwy na zmiany. W końcu, jego zadaniem jest przenoszenia ryzyka z podmiotu, który jest na nie narażone i chce czuć się bezpiecznie, na profesjonalne instytucje finansowe. One następnie dzielą je między sobą, rozpraszają na cząstki i przenoszą na kolejne poziomy. Tak więc wpływ na ubezpieczenia, ich dostępność i cenę, mają zarówno zmiany po stronie samego ryzyka, jak i rynków finansowych, często oddalonych od konkretnego ubezpieczonego ryzyka o tysiące kilometrów. Drugi rok pandemii uwidocznił nam te zależności jeszcze bardziej niż poprzedni.

Główne ryzyka AD 2022 – ryzyko zmian prawnych w górę?

Czołówkę najważniejszych ryzyk, z którymi muszą zmierzyć się firmy od lat okupują: przerwy w działalności, cyberataki, katastrofy naturalne oraz zmiany legislacyjne i rynkowe. Tak wynika z analiz prowadzonych co roku przez Allianz (Allianz Risk Barometer). W roku 2021 listę tę uzupełniło ryzyko pandemiczne – kolejnych fal koronawirusa i związanych z nim zagrożeń w postaci przeciążenia systemu opieki zdrowotnej oraz ograniczeń w życiu społeczno-ekonomicznym.

Tego najbardziej obawiają się przedstawiciele kadry menedżerskiej polskich firm. Jest to też ściśle związane z dwoma pozostałymi największymi zagrożeniami, czyli ryzykiem przerw w działalności i cyberataku. W końcu kryzys spowodowany pandemią, kolejne lockdowny, przerwania globalnych łańcuchów dostaw, doprowadziły do strat i bankructw wiele firm. Z kolei postępująca digitalizacja, przyspieszona jeszcze przez pandemię i przemodelowanie wielu procesów na cyfrowe, w tym przejście na pracę zdalną, powodują wzrost zagrożenia atakami cybernetycznymi. W 2022 r. pierwsza piątka największych obaw polskich przedsiębiorców będzie zapewne podobna. Spodziewam się jednak, że na znaczeniu zyska niepewność wywołana zmianami legislacyjnymi związanymi z prowadzeniem działalności gospodarczej – zauważa Łukasz Górny, Dyrektor Departamentu Rozwoju EIB SA.

Top 5 ryzyk działalności firm:

  1. Przerwy w działalności
  2. Pandemia
  3. Zagrożenia cybernetyczne
  4. Zmiany rynkowe
  5. Nowa legislacja i zmiany prawne

Najwięcej zmian w OC menedżerów i cyberochronie

Szczególnie wrażliwe na wymienione wyżej ryzyka są m.in. ubezpieczenia D&O, które chronią menedżerów w sytuacji, gdy kierowane są do nich roszczenia związane z błędnymi decyzjami, nieodpowiednim przygotowaniem spółek na kryzys. Najbardziej dotkliwe dla ubezpieczycieli są rosnące koszty ochrony prawnej, które stanowią znacząca część wypłat z tych polis. Rosnąca szkodowość i straty wynikające z tego, że przed kryzysem ubezpieczenia D&O były wyjątkowo tanie, spowodowały, że liczba podmiotów je oferujących się skurczyła. Wielu ubezpieczycieli zaprzestało oferowania tego ubezpieczenia nowym klientom, wycofało się z wybranych segmentów lub zredukowało limity na ryzyko. W takich realiach ceny ubezpieczeń D&O poszybowały w górę.

Jeszcze większe problemy odnotowywane są w ubezpieczeniach od zagrożeń cybernetycznych. Generują one dużą szkodowość na rynkach światowych i w Polsce z uwagi na dramatycznie rosnącą liczbę ataków hakerskich. W górę idą zatem też koszty związane z zarządzaniem takim incydentem czy też wysokość żądanych okupów.

Ubezpieczyciele, którzy byli najbardziej zaangażowani w ten segment, doskonale zdają sobie sprawę z tego, że za chwilę cyberryzyko w ogóle może przestać być ubezpieczalne. Aktualnie bardzo ostrożnie podchodzą do oceny ryzyka, wycofują się z oferowania ochrony niektórym segmentom klientów. Równocześnie wymagają bardzo szczegółowych informacji o systemach bezpieczeństwa, procedurach. Ponadto w ofertach wyraźnie podwyższane są udziały własne (franszyzy), a niektóre zakresy ochrony, takie jak od skutków ataku ransomware, są coraz trudniej osiągalne. Wspomina się także o zmianie podejścia do konstrukcji tych ubezpieczeń, tak aby w dalszym ciągu móc oferować ochronę dla najbardziej wymagających klientów – konieczności jej zawężania tylko do tzw. targeted attack, a więc do celowanych w konkretnego klienta działań hakerskich – dodaje Łukasz Górny z EIB SA.

Ubezpieczenia skarbowe zyskują na znaczeniu

W 2022 na znaczeniu i popularności zyskać mogą również ubezpieczenia skarbowe, które już teraz cieszą się większym niż wcześniej zainteresowaniem. Wpływ na ten trend ma wciąż dynamiczne i mało przyjazne tempo zmian zasad podatkowych, ale do tego większość przedsiębiorców jest niestety przyzwyczajona. Niemniej zwiększa to ryzyko błędów w rozliczeniach z US oraz obawę przed ich konsekwencjami. Dodatkowego podatkowego bólu głowy przysporzyły w ostatnich kilkunastu miesiącach także tarcza antykryzysowe, które, choć zasadne i pomocne, stanowią wyzwanie dla księgowych. W przyszłym roku z kolei przyjdzie firmom zmierzyć się z Polskim Ładem.

Kogo najbardziej dotkną zmiany?

Globalne zmiany i problemy, ze względu na silne powiązania lokalnych polis ze światowymi rynkami reasekuracyjnymi, są odczuwalne szczególnie przez duże organizacje, oczekujące wysokich limitów odpowiedzialności w umowach. Dla nich coraz trudniej jest uzyskać akceptowalną ofertę ubezpieczenia.

Oferta dla MŚP w dalszym ciągu jest dostępna, chociaż wiąże się z bardziej rozbudowanym procesem analizy ryzyka. Co więcej, rynek ubezpieczeniowy, jak natura, nie znosi próżni i niektórzy ubezpieczyciele intensyfikują swoje działania właśnie w obszarze ubezpieczeń D&O oraz Cyber dla tego segmentu klienta. Trzeba być jednak gotowym na wyższe ceny za ubezpieczenia od skutków zagrożeń cybernetycznych. Dlatego zachęcam organizacje, które jeszcze nie posiadają takiej polisy, aby wskoczyły do odjeżdżającego pociągu i rozpoczęły już teraz proces jej zawierania na aktualnie jeszcze dostępnych warunkach. Proces odnowienia ochrony i rozmowy na temat warunków jej kontynuacji w kolejnych latach będą wtedy prostszym zadaniem. Ubezpieczenia skarbowe z kolei, ze względu na rosnące zainteresowania nimi, są w dalszym ciągu atrakcyjne cenowo– mówi Łukasz Górny z EIB SA.

Źródło: EIB SA.

Promocja firmy w sieci – w jakie działania warto zainwestować?

Już 73% ankietowanych robi zakupy w sieci – to wyniki badania „E-commerce w Polsce 2020” przygotowanego przez Gemius oraz Izbę Gospodarki Elektronicznej. Co najchętniej kupujemy przez internet? Odzież, obuwie, kosmetyki, książki, płyty, elektronikę i sprzęt AGD, a także artykuły spożywcze. Wraz ze wzrostem zainteresowania zakupami online, rośnie konkurencyjność sklepów internetowych. Dlatego coraz więcej firm szuka sposobów na skuteczną promocję firmy w sieci. Podpowiadamy, na co warto postawić, aby zmaksymalizować konwersję.

3 działania promocyjne w sieci, w które warto zainwestować

1. Działania SEO

Choć bardzo dużo mówi się o pozycjonowaniu stron w internecie, wiele osób nie wie, jak to zrobić, aby osiągnąć zadowalające efekty. Dobrze przeprowadzona kampania nie może obyć się bez:

  • profesjonalnego audytu SEO;
  • analizy widoczności;
  • analizy konkurencji;
  • analizy słów kluczowych;
  • optymalizacji technicznej (m.in. kodu strony);
  • optymalizacji treści (m.in. zagęszczenia słów kluczowych w witrynie);
  • pozyskiwania odnośników z zewnątrz (z forów internetowych czy artykułów sponsorowanych).

Pozycja w wynikach wyszukiwania Google zależy od wielu czynników. Dlatego warto postawić na działania on-site (na stronie) i off-site (poza witryną), które nie tylko wypozycjonują stronę, ale sprawią, że stanie się bardziej przyjazna dla użytkowników.

Czy pozycjonowanie ma jakieś minusy? Zaczynając kampanię, warto mieć na uwadze, że jest to proces długotrwały. Czasem pierwsze efekty są widoczne już po kilku tygodniach, a czasem dopiero po kilku miesiącach. Wiele zależy od branży, w której działa klient oraz rodzaju prowadzonych działań. Efekty pozycjonowania są jednak długotrwałe. To znaczy, że nawet po zakończeniu kampanii strona przez pewien czas będzie się utrzymywała na dotychczasowych pozycjach w organicznych wynikach wyszukiwania. Jednak w związku z ogromną konkurencją, zwłaszcza w branży e-commerce, zaniechanie działań pozycjonujących dość szybko może odbić się na liczbie użytkowników odwiedzających stronę i dokonujących konwersji.

2. Reklamy Google Ads

Wykupienie płatnej reklamy w Google to jeden z najszybszych sposobów dotarcia do potencjalnych klientów. Odnośniki do strony wraz z meta description pojawiają się nad organicznymi, bezpłatnymi wynikami wyszukiwania. Tego rodzaju reklama nie wyświetli się każdemu użytkownikowi, lecz osobom ze starannie wybranej grupy docelowej. Dzięki temu istnieje duże prawdopodobieństwo, że użytkownik po wejściu na stronę z reklamy dokona konwersji. Czy ten sposób promocji ma jakieś wady? Efekty działań są krótkotrwałe. Gdy skończy się kampania, witryna przestanie się wyświetlać w dotychczasowym miejscu. Wykupienie reklamy nie rozwiąże także innych problemów na stronie (jeśli takie występują), które mogą skutkować porzucaniem koszyków.

3. Social Media

Warto także postawić na promowanie firmy w mediach społecznościowych. Prowadzenie kanału w social mediach także wymaga stworzenia odpowiedniej strategii. Choć aktywność w mediach społecznościowych może przełożyć się na sprzedaż, to głównym celem prowadzenia profilu jest budowanie świadomości marki i tworzenie zaangażowanej społeczności.

Artykuł powstał przy współpracy z samoseo.pl

Czy można dokupić autocasco do OC?

Masz już wykupioną polisę OC, ale zastanawiasz się, czy nie korzystnie byłoby dokupić jeszcze ubezpieczenie autocasco? Czy możesz to zrobić w dowolnym czasie, czy możliwe jest to tylko podczas zakupu OC? O tym wszystkim dowiesz się z artykułu.

Czym dokładnie jest ubezpieczenie autocasco?

Polisa AC to ochrona ubezpieczeniowa Twojego auta przed zdarzeniami losowymi, takimi jak:

  • uszkodzenie – czy to w wyniku działania wandali, czy też siły natury np. gradu lub wichury. Dzięki polisie szkody zostaną usunięte na koszt ubezpieczyciela.
  • kradzieże – gdy auto zostanie skradzione, możesz liczyć na wypłatę odszkodowania.
  • wypadek – gdy spowodujesz wypadek, a Twoje auto wymaga naprawy.

Jest to dobrowolne ubezpieczenie, jakie możesz wykupić dla Twojego pojazdu. Warto mieć taką polisę, gdyż ochroni Cię ona przed wydatkami związanymi np. z wymianą wybitej szyby lub lakierowaniem zarysowanego elementu. Dzięki AC takie zdarzenia nie będą dla Ciebie problemem ani źródłem niepotrzebnego stresu i kosztów.

Czy można dokupić autocasco do polisy OC?

W wielu towarzystwach ubezpieczeniowych AC możesz kupić wyłącznie wraz z OC. Dlatego też, jeżeli uznasz, że potrzebujesz autocasco, wystarczy od razu wybrać taki pakiet i kompleksowo zabezpieczyć swój pojazd. W LINK4 dokupienie AC do OC jest możliwe w terminie maksymalnie do 2 miesięcy od startu polisy OC.

Chcesz od razu zdecydować się na pakiet OC/AC? Warto w tym celu skorzystać z kalkulatora w LINK4. Do narzędzia wpisz dane dotyczące Ciebie, historii ubezpieczenia oraz pojazdu, który ma być objęty ochroną ubezpieczeniową. Po kilkudziesięciu sekundach na ekranie Twojego komputera pojawi się wyliczona składka ubezpieczeniowa. Możesz od razu wykupić polisę i korzystać z ochrony ubezpieczeniowej Twojego samochodu.

Pakiet OC/AC w LINK4 – najkorzystniejsze rozwiązanie

Zależy Ci na pełnej ochronie Twojego auta i szukasz oszczędnych rozwiązań? Z pewnością zainteresuje cię oferowany przez LINK4 pakiet OC/AC. Kupując te dwie polisy razem, możesz liczyć na następujące korzyści:

  • możliwość samodzielnego wyboru korzystnego dla Ciebie sposobu rozliczenia powstałej szkody,
  • unikalny Program Pomocy z Samochodem Zastępczym i Assistance Opony, który zapewnia m.in. samochód zastępczy czy pomoc informacyjną 24h/dobę;
  • ochronę pojazdu od następstw wszelkich zdarzeń, czyli tzw. ALL RISK,
  • dojazd Pomocy Drogowej w ciągu około 30 minut od przyjęcia zgłoszenia przez infolinię LINK4.

Kupując w LINK4 pakiet OC/AC możesz liczyć na korzystne zniżki. Jest to bardziej oszczędne rozwiązanie, niż zakup pojedynczych polis. Dokonując zakupu przez Internet, otrzymujesz dodatkowo rabat w wysokości 7% całej kwoty.

AC – dodatkowe poczucie bezpieczeństwa na drodze

Dokupienie polisy autocasco do OC to bardzo dobry pomysł. Jednak jeszcze lepszym jest wykupienie korzystnego cenowo pakietu OC/AC w LINK4. Dzięki temu kompleksowo zabezpieczysz Twoje auto na wypadek kolizji, kradzieży czy aktu wandalizmu. Odwiedź stronę LINK4 i skorzystaj z kalkulatora już dziś, a przekonasz się, ile wyniesie składka.

Ubezpieczenie Autocasco dostępne w LINK4 tylko w pakiecie z OC. Szczegółowe informacje sprawdź w OWU dostępnym na www.link4.pl

Co trzeci Polak przewidział, że pandemia potrwa dłużej

Co piaty Polak, który rok temu założył, że w 2021 r. skończą się problemy z pandemią – pomylił się. W zeszłorocznym badaniu zrealizowanym dla Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor, 31 proc. ankietowanych nie widziało szans na powrót do przedpandemicznej rzeczywistości z końcem tego roku i jak pokazało życie to oni mieli rację. Wątpliwe jednak, czy mają z tego tytułu satysfakcję. Na pewno dumni są z siebie Ci, którzy w niecodziennych okolicznościach wszechobecnego koronawirusa zrealizowali chociaż część planów na 2021, wśród których było m.in. uporządkowanie sytuacji finansowej.

Polacy pytani w połowie grudnia zeszłego roku, o to czy spodziewają się powrotu do życia sprzed pandemii do końca 2021 r. w większości nie chcieli prognozować (48 proc.). 21 proc. było optymistami wierząc, że sytuacja wróci do dawnej normy, a 31 proc. – jak się okazuje po 12 miesiącach – słusznie przewidziało, że koniec 2021 r. nie stanie się końcem kłopotów z COVID-19. Znajdujemy się w środku czwartej fali pandemii, zwiększane są epidemiczne obostrzenia i ograniczenia, znów jak przed rokiem pojawiły się obawy w jakim gronie spotkać się przy świątecznym stole.

Co trzeci Polak przewidział, że pandemia potrwa dłużej
Źródło: badanie Maison&Partners dla Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor

Kto najtrafniej przewidział jak rozwinie się sytuacja z COVID-19? Przede wszystkim 24-35 latkowie ze średnich i dużych miast (od 20 do 500 tys. mieszkańców), z wykształceniem wyższym lub co najmniej  licencjackim. Nadmierny optymizm wykazali natomiast głównie najmłodsi, 18-24 latkowie z wykształceniem zasadniczym, pochodzący z małych miejscowości liczących do 20 tys. osób. Badanie pokazuje, że w prognozowaniu odważniejsi byli mężczyźni i to również oni częściej niż kobiety, przewidywali szybszy koniec wpływu COVID-19 na nasze życie (23 proc. wobec 19 proc. kobiet).

Na przebieg pandemii nie do końca mamy wpływ, ale są obszary które nadal możemy kontrolować. Warto przypomnieć, że wśród planów na mijający rok aż 16 proc. ankietowanych wymieniało m.in. wyprostowanie swojej sytuacji finansowej i zmniejszenie długów. Nasze statystyki pokazują, że nie rzucali słów na wiatr i dziś wielu może cieszyć się sukcesem – mówi Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor. – Niewykluczone, że przedłużający się koronakryzys zdeterminował wielu do działania w różnych obszarach życia dodaje. 

plany polaków 2022
Źródło: badanie Maison&Partners dla Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor

Według  danych zgromadzonych w Rejestrze Dłużników BIG InfoMonitor i bazie informacji kredytowych BIK, od końca listopada zeszłego roku do końca października b.r. liczba osób posiadających zaległości finansowe zmniejszyła się o ponad 103 tys., czyli o prawie 4 proc. Niesolidnych dłużników, niepłacących w terminie rachunków, rat kredytów i pożyczek jest obecnie 2,71 mln. Kwota przeterminowanych zobowiązań również zmalała znacząco, bo o 4,8 mld zł do 77,8 mld zł. Gratuluję i życzę, by inne tegoroczne plany również miały przynajmniej taki wynik – mówi Sławomir Grzelczak.

A co jeszcze chcieliśmy zmienić lub poprawić w mijającym roku? Na czele wymienianych celów była większa dbałość o zdrowie i kondycję (38 proc.), zrzucenie kilogramów (25 proc.), odreagowanie dystansu społecznego (22 proc.), wyjazd w daleką podróż (15 proc.), czy też znalezienie pracy (10 proc.).

Badanie „Wydatki świąteczne Polaków” przeprowadziła firma Maison&Partners na zlecenie BIG InfoMonitor w okresie 11-15 grudnia 2020 r. na reprezentatywnej próbie 1106 Polaków w wieku od 18 lat wzwyż, metodą CAWI.

HoReCa wraca do gry o pracowników, ale z powikłaniami po covidzie

Dwa lata pandemii, 9 miesięcy twardego lockdown’u, ponad 80 proc. lokali funkcjonujących przed covidem pozbawionych jakiegokolwiek przychodu, długi, zwolnienia. HoReCa doświadczona przez koronawirusa próbuje stanąć na nogi. Tylko w trzecim kwartale br. największy – bo ponad trzykrotny – wzrost wolnych miejsc pracy w skali roku wystąpił właśnie w tej branży. Przy czym w przypadku wolnych nowo utworzonych miejsc pracy, w zakwaterowaniu i gastronomii, wzrost był niemal siedmiokrotny (GUS). Niestety powikłanie po covidzie tj. odpływ pracowników może zwolnić tempo powrotu do normalności. Restauratorzy i hotelarze po walce z koronawirusem stają do kolejnej bitwy tym razem o kandydatów.

Na skutek pandemii, wartość polskiego rynku HoReCa w 2020 r. zmalała o 32,1 proc. w stosunku do 2019, ta branża odbuduje się w pełni dopiero za kilka lat, wynika z najnowszego raportu PMR Market Expres. Ponad 600 dni pandemii dało w kość zarówno pracodawcom z sektora HoReCa, jak i pracownikom zakwaterowania oraz gastronomii. Wielu z nich nie uniknęło redukcji liczby etatów, zwolnień czy znacznego obniżania pensji. Mimo cięć, do których zmuszeni byli hotelarze czy restauratorzy, strat materialnych i kadrowych nie udało się uniknąć.

Szacunkowe starty branży gastronomicznej w czasie pierwszego lockdownu sięgały 90 proc., a niejednokrotnie 100 proc. Później były nieco mniejsze, jednak biorąc pod uwagę cały 2021 r., myślę, że oscylują one pomiędzy 40-60 proc., a to dla tego biznesu bardzo dużo – mówi Rafał Krzycki, Wydawca Horeca Business Club oraz Wiceprzewodniczący i Sekretarz Rady w Izbie Gospodarczej Gastronomii Polskiej. – Jeśli chodzi o hotele, to straty były i są w dużym stopniu uzależnione od lokalizacji i charakteru obiektu. Najbardziej poszkodowane są obiekty miejskie i konferencyjne. W ich przypadku spadki sprzedaży sięgają nawet 80 proc. Covid najmniej dotknął obiekty resortowe, które przeżywały wakacyjne oblężenie i odnotowywały rekordy sprzedaży. Natomiast biorąc pod uwagę całą branżę, to jest ona znacznie pod kreską – zaznacza ekspert.

Wakacje od koronawirusa

Dla wielu pracodawców z branży HoReCa wakacje były okazją do odrabiania strat i przyjmowania do pracy na nowo.  Według danych GUS, w trzecim kwartale 2021 r. największe (w skali roku) wzrosty liczby nowo powstałych miejsc – przekraczające 90 proc. – nastąpiły m.in. w podmiotach działających w sektorze zakwaterowania i gastronomii. Na jedno zlikwidowane miejsce pracy przypadło ponad 5 miejsc pracy nowo utworzonych (5,1 miejsc). Niestety wzrost zapotrzebowania na pracowników w branży HoReCa nie szedł w parze ze wzrostem liczby kandydatów chętnych do zatrudnienia w tym sektorze.

Obserwowany brak chętnych do objęcia etatów w sektorze HoReCa to pokłosie pandemii, która w dużym stopniu wpłynęła na nastawienie i oczekiwania Polaków wobec pracy. Liczą się nie tylko finanse, ale też ważne aspekty pozapłacowe. Co więcej, pracownicy, jak nigdy wcześniej, pragną bezpieczeństwa oraz stabilizacji i szukają ich w branżach, które mogą im to zagwarantowaćmówi Cezary Maciołek, prezes Grupy Progres. – Pokonanie strachu przed kolejnym lockdownem, obserwowane wśród części kandydatów i przekonanie ich do podjęcia etatu w branży, która może wydawać się niestabilna z pewnością będzie wyzwaniem w nadchodzącym czasie. Tym większym dla firm działających w obszarze zakwaterowania i gastronomii, w których drenaż pracowników – w czasie pandemii – był na bardzo wysokim poziomie, a obecnie każda osoba jest na wagę złota. Sytuacji nie ułatwią również inne czynniki wywołujące braki kadrowe – podkreśla ekspert.

Dlaczego nie?

Jak wynika z obecnych prognoz Barometru Zawodów na 2022 r. deficyty kadrowe dot. kelnerów i barmanów, a także recepcjonistów będą najczęściej spowodowane przez niechęć do podjęcia pracy wynikającą z braku doświadczenia w obsłudze gości oraz niewystarczających kwalifikacji tj. znajomość języków obcych. Innym z ważnych powodów niepodejmowania etatu w hotelu czy restauracji, będą niskie zarobki, praca na zmiany oraz w weekendy. Niedobór kucharzy, szefów kuchni i pokojówek w największym stopniu będzie wynikał z niesatysfakcjonujących zarobków (niskie płace), ale też czasu pracy – na zmiany i weekendy.

Znaczenie wspomnianych czynników potwierdzają również badania Grupy Progres, wynika z nich, że wśród powodów przyjęcia do pracy, które najczęściej wymieniają osoby aktywne zawodowo i bezrobotni znajdują się kwalifikacje (uważa tak 49 proc. badanych) i doświadczenie zawodowe (47 proc. wskazań). To one – zdaniem badanych – są najważniejsze dla pracodawców w momencie prowadzonej rekrutacji. Taka ocena sytuacji dot. m.in. sektora HoReCa wydaje się obecnie błędna, bo pracodawcy są skłonni iść na ustępstwa, jeśli chodzi o oczekiwania względem kandydatów.

Obecnie nasz rodzimy sektor przyjmuje kandydatów do pracy bez względu na ich doświadczenie, kwalifikacje czy znajomość języków. Zmusza do tego sytuacja rynkowa. Zauważalny jest brak pracowników liniowych i to dziś największy problem branży. Deficyty są widoczne także, jeśli chodzi o wykwalifikowany personel, którego na rynku jest po prostu mało. Co więcej, przez zły system edukacji i promocji zawodu nie ma zbyt wielu młodych, którzy chcieliby związać się z HoReCązauważa Rafał Krzycki.Braki są tak duże, że wielokrotnie część usług jest ograniczana lub świadczona przez kadrę kierowniczą, która często zaczyna pracować na kilku stanowiskach. To bardzo niekomfortowa sytuacja sprawiająca, że ceny usług rosną, a o ich jakość trzeba codziennie walczyć, aby choćby utrzymać obiecany gościom standard – zaznacza.

Wirus szarej strefy

W pozyskiwaniu kandydatów nie pomaga też szara strefa, przez którą HoReCa i jej wizerunek jako dobrego pracodawcy „dostają rykoszetem”. Co może potwierdzać tegoroczny raport „Pandemiczna szara strefa”, przygotowany przez Instytut Badań Rynkowych i Społecznych IBRiS. Wynika z niego, że za najbardziej narażoną na działanie szarej strefy Polacy uważają gastronomię – branżę tę wskazało 2/3 ankietowanych. Wysoki odsetek odpowiedzi (50 proc.) uzyskały także usługi turystyczne i hotelowe. Nie bez znaczenia jest również fakt, że w ocenie Global Compact (największej na świecie inicjatywy skupiającej zrównoważony biznes) szara strefa utrzymuje się̨ na poziomie 18–20 proc. PKB. Jak podaje raport „Przeciwdziałanie Szarej Strefie w Polsce 2020/21”, wartość rynku HoReCa w 2019 r. wynosiła 32,7 mld zł, a problemy tylko tej branży w trakcie pandemii mogły podnieść́ szacowaną wartość szarej strefy o prawie 1,5 punktu procentowego.

Szara strefa w Polsce ma się dobrze, nie tylko w sektorze HoReCa. Ten proceder dotyka zarówno naszych rodaków, jak i obcokrajowców przyjeżdżających do Polski w celach zarobkowych – ocenia Cezary Maciołek. – Zatrudnianie na czarno tylko z pozoru może przynieść oszczędności. W dłuższej perspektywie – nie doprowadzi do zakładanego przez nieuczciwego pracodawcę zysku, ale kar nałożonych zarówno na podmiot płacący wynagrodzenia „pod stołem”, jak i osoby przyjmujące je w takiej formie. Pracodawca może zostać ukarany grzywną w wysokości od 1 000 PLN do 30 000 PLN, pracownik również naraża się na konsekwencje prawne i kary finansowe, których wysokość uzależniona jest m.in. od tzw. kwoty podatku narażonego na uszczuplenie – dodaje ekspert.

HoReCa się broni

Mimo że sektor HoReCa w Polsce nie otrzymał, aż tak dużego wsparcia, jak w innych państwach europejskich to sytuacja krajowych i zagranicznych przedsiębiorców wydaje się podobna – branża ma poważny i globalny problem. Jednak nie wszystko zostało spisane na straty.

Według Rafała Krzyckiego mijający rok można podsumować kilkoma słowami – spadek sprzedaży, wzrost kosztów, brak rąk do pracy, a w takich okolicznościach bardzo ciężko prowadzić biznes. Niemniej widać, że wielu przedsiębiorców – w tym trudnym czasie – inwestuje, otwiera nowe lokale, rozwija franczyzę, buduje hotele z nadzieją, że wkrótce wszystko wróci do normy, a może nawet nastąpi „boom” zapotrzebowania na ich usługi. Ekspert prognozuje, że rynek powinien rozkwitnąć, gdy tylko uporamy się z pandemią, a kolejne lata są dobrą perspektywą dla tych, którzy dotrwają do końca covidu oraz tych, których stać dziś na inwestycje. Według niego klienci wrócą, bo żadna plaga nie zmieni naszej chęci do korzystania z restauracji, podróżowania i odwiedzania nowych miejsc.

Czy z czasem wrócą również pracownicy?

Wszystko zależy od przebiegu sytuacji i powikłań rynkowych, które odczujemy po pandemii. Ratunkiem dla restauratorów czy hotelarzy może okazać się aktywizacja osób biernych zawodowo oraz – obecna w wielu branżach – otwartość na zatrudnianie obcokrajowców np. z Białorusi czy Ukrainy, którzy wykazują chęć do podjęcia pracy oraz angażują się w powierzone obowiązki. Przy ich wsparciu HoReCa ma szansę stanąć na nogi mówi Cezary Maciołek.Wspomniana otwartość na nowe kierunki czy bezrobotnych może być kluczowa. Szczególnie gdy weźmiemy pod uwagę, że osoby, które w czasach COVID-19 zdecydowały się na przebranżowienie z sektora HoReCa do innej gałęzi gospodarki i odnalazły w nowym miejscu, raczej nie zdecydują się na powrót do pracy w gastronomii czy zakwaterowaniu. Zrobią to głównie ci, którzy wiążą zawodową przyszłość z tą branżą, ale ich liczba może nie wystarczyć, by załatać prognozowane braki kadrowe. Myślę, że nic nie stoi na przeszkodzie, by sektor – na co dzień tak doskonale obsługujący zagranicznych gości, z którymi ma do czynienia na co dzień – umiędzynarodowił także swoją kadrę, której ma kompetencje oraz zna języki obce – podsumowuje ekspert.

2021 – rok na światowych giełdach, który będziemy pamiętać

Powoli kończy się rok 2021, drugi rok pandemii, rok wysokiego wzrostu gospodarczego i niespotykanej od lat inflacji. Rok, w którym rosły prawie wszystkie amerykańskie akcje, a cena bitcoina zmieniała się jak w kalejdoskopie.

Mijający rok przyniósł nam globalny wzrost PKB o 6 proc. (w Polsce wyniesie on według prognoz OECD 5,3 proc.), zyski firm giełdowych na świecie wzrosły o 50 proc., co było odbiciem po najkrótszej i najostrzejszej recesji w historii. Wzrost był napędzany przez wciąż zerowe stopy procentowe w USA i strefie euro. W Polsce stopa referencyjna wzrosła z 0,1 proc. do 1,75 proc., co jednak nie zapobiegło wzrostowi inflacji. W listopadzie wyniosła 7,8 proc., ale w grudniu będzie prawdopodobnie jeszcze wyższa. Wzrostowi pomagały także biliony dolarów wydatków rządowych i programów stymulacyjnych. Wreszcie taki wzrost nie nastąpiłby bez niemal 9 mld dawek szczepionek na koronawirusa, które podano na całym świecie. W 2022 roku możemy liczyć na powtórkę, choć skromniejszą, w zakresie wzrostu PKB i zysków firm. Prognozujemy, że niska rentowność obligacji USA (mimo perspektywy podwyżek stóp) i wysoka zyskowność firm pomoże utrzymać wysokie wyceny akcji.

W 2021 roku mieliśmy do czynienia z „rajdem wszystkiego”, to znaczy rosły ceny prawie wszystkich aktywów. Najbardziej wzrosły ceny kryptoaktywów, których sumaryczna kapitalizacja osiągnęła 3 biliony dolarów, co oznacza trzykrotny wzrost w mniej niż rok. Rosły także ceny surowców i nieruchomości, zarówno w USA, jak i nad Wisłą. To także efekt najwyższej inflacji na świecie od 40 lat. Amerykańskie akcje odnotowały trzeci rok z rzędu z dwucyfrową stopą zwrotu (a taki fakt zdarza się dopiero trzecie raz w historii). Niska rentowność obligacji USA i wzrost zysków firm o niespodziewane 22 proc., pozwoliły utrzymać wyceny amerykańskich spółek na poziomie o 30 proc. wyższym od poziomu historycznego (obecnie przeciętny wskaźnik C/Z to 21).

Co szczególnie zapamiętamy? Pierwszy kwartał, to rajd na akcjach spółki GameStop. W ciągu roku nasz indeks zawierający tzw. „meme stocks” wzrósł o 220 proc. W tym samym czasie rentowność 10-letnich obligacji USA prawie się podwoiła dochodząc do poziomu 1,7 proc.

Drugi kwartał to spadek ceny bitcoina o 50 proc. do 30 tys. dolarów, w wyniku wprowadzonego w Chinach zakazu. Potem nastąpiło odbicie po pojawianiu się pierwszych funduszy ETF opartych o bitcoina. W Chinach, drugim co wielkości rynku na świecie, polityka regulacyjna wprowadzana pod hasłem „wspólnego dobrobytu” doprowadziła do znacznego spadku cen akcji.

Na początku czwartego kwartału (6.10) miała miejsce pierwsza podwyżka stóp procentowych w Polsce. Po niej nastąpiły jeszcze dwie kolejne, przez co stopa referencyjna wzrosła z 0,1 do 1,75 proc. O tym, że podwyżka była wyczekiwana niech świadczy fakt, że polska giełda zareagowała na nią najbardziej pozytywnie ze wszystkich giełd w krajach, gdzie doszło do pierwszej podwyżki stóp. Polskie akcje w okresie miesiąca (dwa tygodnie przed i dwa tygodnie po podwyżce) wzrosły o 5,2 proc. W czwartym kwartale cena ropy wzrosła do 85 dolarów za baryłkę, zaś cena gazu ziemnego aż ośmiokrotnie. Przy przyspieszającej dekarbonizacji w Unii Europejskiej i wzroście cen uprawnień do emisji dwutlenku węgla, wpłynęło to na znaczny wzrost ceny prądu i gazu. Odbiorcy detaliczni najbardziej odczują to dopiero od nowego roku.

Paweł Majtkowski, analityk eToro na polskim rynku

Inflacja w 2022 roku – sytuacja ekonomiczna jest coraz bardziej niebezpieczna

W ustawie budżetowej na 2022 r. zapisano, że inflacja średnioroczna wyniesie 3,3%. To fikcja. Może okazać się trzykrotnie wyższa, wprowadzając jeszcze większą niepewność i chaos do gospodarki.

Prognozy dotyczące inflacji zmieniają się dynamicznie. Zwłaszcza, że ostatnio dowiedzieliśmy się jakie podwyżki cen energii i gazu dla finalnych odbiorców zostały zaakceptowane przez URE. Pomimo doraźnych rozwiązań w postaci rządowej tzw. tarczy antyinflacyjnej wzrost cen będzie bardzo wysoki. Zapowiedzi prezesa NBP, że będzie spadać po styczniu są nierealną prognozą.

– Inflacja będzie bardzo wysoka, szczególnie w pierwszej połowie roku i może przekroczyć nawet 10% – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB. – W drugiej połowie roku powinna nieco spadać, ale zakładam, że całorocznie może wynieść aż 8%. Inflacja zapisana w ustawie budżetowej to fikcja.

Tak wysoka inflacja nakłada presję na RPP, bo istnieje bardzo wysokie ryzyko, że zakotwiczy się na bardzo wysokim poziomie spowodowanym nie tylko czynnikami zewnętrznymi, ale również serią błędnych krajowych decyzji gospodarczych, których początkiem był brak reakcji RPP na pierwszy wzrost inflacji.

Po co zapisano w ustawie budżetowej tak niska inflację, skoro jest fikcją i musiałby się zdarzyć rzeczy niesamowite, aby średniorocznie wyniosła 3,3%. Taki zapis tworzy iluzję, że znajdziemy się w granicach celu inflacyjnego 2,5% (+/- 1%).

– Dla wykonania ustawy budżetowej wysoka inflacja nie jest zła ponieważ wiele wydatków jest nominalnych czyli kwotowo ustalonych, gdy jednocześnie wiele wpływów budżetowych w postaci podatków liczonych jest w cenach nominalnych, które rosną wraz z inflacją – wyjaśnia ekspert XTB. – Minister finansów nie będzie więc narzekał na tak wysoką inflację, która ułatwi wykonanie budżetu państwa, choć jednak jest bardzo niedobra bo wprowadza niepewność i chaos do gospodarki.

Oczekiwania inflacyjne będą bardzo wysokie. Co w konsekwencji przeniesie się na presją na wzrost wynagrodzeń. Po stronie firm utrzyma się bardzo wysoka niepewność, dotycząca kosztów i inwestowania w rozwój. Stan niepewności będzie się utrwalał, gdy comiesięcznie ogłaszana przez GUS inflacja przekraczać będzie 8%.

Przed nami kilka podwyżek stóp procentowych w 2022 r., możliwe że wyższych niż o 50 pkt. bazowych, ponieważ RPP wydaje się nadal zaskoczona rozwojem sytuacji.

Powrót do normalności sprzed covidu będzie trudny, wymagałby dużych podwyżek stóp procentowych, które dotkliwie odczują ci, którzy brali kredyty hipoteczne, a kwota tych kredytów w 2021 r. była rekordowa.

– Przed covidem realne stopy procentowe były lekko dodatnie lub zerowe – komentuje P.Kwiecień. – Jeżeli nawet w drugiej połowie roku inflacja spadnie do 6%, to powinniśmy mieć stopy procentowe wynoszące co najmniej tyle samo, co trudno dziś sobie wyobrazić, a sytuacja nie będzie dobra bo przecież utrzymując stopy procentowe dwukrotnie poniżej wzrostu cen nie hamujemy inflacji.

Jak wybrać parasol reklamowy, który okaże się zakupem na długie lata?

Nie bez powodu parasole reklamowe od wielu lat cieszą się niesłabnącą popularnością wśród przedsiębiorców, którym zależy na skutecznej i dobrze prezentującej się reklamie. Dzięki temu, że godni zaufania producenci parasoli reklamowych dbają o to, aby ich produkty nie tylko zapewniały dobrą widoczność danego logo czy hasła, ale stały się również praktycznym rozwiązaniem dla klientów danej restauracji czy uczestników różnych wydarzeń, tego typu produkty lepiej zwracają na siebie uwagę i jednocześnie pozytywnie wpływają na wizerunek danej firmy. Dlatego też warto dowiedzieć się, po czym poznać wytrzymałe oraz funkcjonalne parasole reklamowe i zyskać pewność, że okażą się opłacalną inwestycją, która szybko się zwróci.

Trwałe parasole reklamowe – z jakiego materiału powinny powstać?

Decydując się na skorzystanie z usług takiej firmy, jak producent parasoli reklamowych, warto przede wszystkim zastanowić się, czy jesteśmy zainteresowani parasolami gastronomicznymi, plażowymi, czy wystawowymi. W dużej mierze to od funkcji parasoli zależy materiał, z którego powinny zostać wykonane. Dlatego w przypadku parasoli reklamowych gastronomicznych producenci oferują nieco cięższe, bardziej wytrzymałe materiały, które skutecznie chronią przed deszczem oraz zapewniają duży cień podczas upalnych dni. Parasole plażowe są z kolei lżejsze, co ułatwia ich przenoszenie, ale wyróżniają się za to dodatkowym wzmocnieniem przy podłożu, które zmniejsza ryzyko porwania przez wiatr. Ponadto często wyróżniają się intensywnymi, żywymi kolorami, które pięknie komponują się z otaczającym je krajobrazem i słoneczną pogodą.

Przedsiębiorcy, którzy rozważają inwestycję w parasole wystawowe, powinni zawrócić szczególną uwagę nie tylko na wytrzymałość materiału, ale również na jakość druku oraz na dobrą widoczność wybranego hasła lub logo firmy. Jako że tego typu produkty wykorzystuje się przede wszystkim podczas różnego rodzaju konferencji, delegacji czy innych eventową, warto zadbać o to, aby nasze stoisko było jak najlepiej widoczne nawet z daleka. Z tego też powodu w przypadku takich producentów parasoli reklamowych jak firma Inventini przedsiębiorcy mogą liczyć na profesjonalne porady dotyczące najlepszego projektu, a także na wykorzystanie wysokiej jakości druku sublimacyjnego, który cechuje się wyrazistością oraz trwałością.

Co sprawia, że parasole reklamowe pozytywnie wpływają na wizerunek firmy?

Odpowiednio zaprojektowane parasole reklamowe skutecznie przyciągają wzrok mijających je osób, zachęcając do skorzystania z usług danego lokalu lub stoiska, a także wpływają na większą rozpoznawalność marki. Warto przy tym wspomnieć, że rozpoznawalność bardzo często wiąże się z większym poczuciem bezpieczeństwa wśród potencjalnych klientów. Dzieje się tak, ponieważ firma, której logo lub nazwę kojarzymy ze słyszenia albo z widzenia, sprawia wrażenie bardziej rzetelnej i godnej zaufania. W efekcie proponowane przez nią produkty w większości przypadków będą cieszyły się większym uznaniem niż oferta przedsiębiorstwa, które nie jest zbyt znane. To sprawia, że inwestycja w parasole reklamowe staje się świetnym sposobem na łatwe zwiększenie zysków przedsiębiorstwa.

Inwestorzy obawiają się o skutki Polskiego Ładu i pogarszające się relacje z UE

Przez najbliższe dwa lata liczba mieszkań na wynajem należących do funduszy instytucjonalnych ma zwiększyć się ponad czterokrotnie. Jednak inwestorzy obawiają się o skutki Polskiego Ładu i pogarszających się relacji z UE.

Jaki był miniony rok dla funduszy instytucjonalnych, które działają na rynku PRS i PBSA? Przy tak nowej na polskim rynku formule inwestowania w mieszkania na wynajem i domy studenckie poprzednie lata były symboliczne. W skali roku inwestowano niewiele ponad 100 mln euro. Natomiast w samym tylko I półroczu 2021 r. już 560 mln euro.

Do końca 2023 r. liczba lokali w sektorze najmu instytucjonalnego może sięgnąć niemal 33 tys., podczas gdy obecnie jest to ok. 7,2 tys. W Warszawie w połowie 2021 r. do sektora PRS należało ok. 2500 lokali (najwięcej w całym kraju). Przewidywania są takie, że w grudniu 2023 r. liczba ta wzrośnie do 12 tys.

– Stopy zwrotu z inwestycji PRS i PBSA to 5,5-5,75% i są dwukrotnie większe niż na Zachodzie, ale też ryzyka prawne i podatkowe są u nas dwukrotnie większe, a ostatnio związane są z wprowadzaniem Polskiego Ładu – mówi w rozmowie z MarketNews24 Dariusz Węglicki, dyrektor zarządzający funduszem Catella Polska. – Przed kilku laty te stopy zwrotu były znacznie wyższe, ale malały wraz ze wzrostem kosztów inwestycji, gdy czynsze z najmu zatrzymały się, a nawet spadły na początku pandemii.

Na rynku PRS niewielki jest udział inwestorów krajowych, oceniany jest na 5%. Dominują więc inwestorzy zagraniczni, przede wszystkim ze Skandynawii i Niemiec, Wielkiej Brytanii i USA.

Nadal mamy boom na magazyny, ale sektor living z mieszkaniami na wynajem, domami studenckim i domami senioralnymi, znalazł się na trzecim miejscu rynku nieruchomości, za biurami, ale wyprzedzając obiekty handlowe.

– Ten rynek rozwijałby się szybciej, gdyby nie brak wehikułów finansowych w postaci ustawy o REIT-ach, dzięki którym w rynek nieruchomości mogliby inwestować ci, którzy mają oszczędności, ale mniejsze niż koszt zakupu mieszkania na wynajem – komentuje D.Węglicki.

Miejsc w akademikach oferowanych przez fundusze instytucjonalne jest 6-7 tys. Jednak rynek PBSA bardzo rozwinie się w 2022 r., ponieważ zakontraktowana jest realizacja trzykrotnie większej liczby pokoi dla studentów. Mamy w Polsce 1,2 mln studentów, a więc na rynku jest miejsce, aby wybudować pokoje w akademikach z ponad stoma tysiącami łóżek.

Rynek PRS i PBSA zmienia się także z tego względu, że coraz więcej deweloperów przygotowuje pakiety mieszkań, które chce sprzedać jednemu funduszowi instytucjonalnemu. Są fundusze, które w swej strategii mają kupowanie deweloperów, aby dzięki temu przejąć marże deweloperskie.

– Strategii jest wiele i każda ma swoje uzasadnienie, my realizując swoją staramy się wybierać i kupować pojedyncze obiekty – mówi D.Węglicki. – Apetyt inwestorów instytucjonalnych rośnie, rosną jednak też obawy związane z Polskim Ładem i pogarszającymi się relacjami z UE.

Tempo wzrostu produkcji przemysłowej znacznie przyspieszyło

W tym tygodniu zostało opublikowanych kilka interesujących wyników makroekonomicznych z polskiej gospodarki. Zdecydowanie najważniejsze były wyniki polskiej produkcji przemysłowej, która w listopadzie wzrosła o 15,2% w skali roku. Optymistyczne okazały się również wyniki produkcji budowlano-montażowej, która po uwzględnieniu sezonowości, wzrosła o 10,9% rok do roku. Wyniki te w przybliżeniu podwoiły rynkowe szacunki. Jednocześnie jednak nastąpił wzrost wskaźnika cen producentów o 13,2% w skali roku.

Z pozostałych danych z polskiej gospodarki warto wspomnieć znaczący wzrost sprzedaży detalicznej, która w listopadzie zwiększyła się o 21,2%. Wiąże się to ze stopniowo rosnącym zaufaniem konsumentów i rosnącymi płacami. Niewątpliwie ważną rolę odgrywa też odroczona konsumpcja, spowodowana oszczędnościami gospodarstw domowych, które wzrosły z powodu ograniczeń w polskiej gospodarce, a które to oszczędności gospodarstwa domowe powoli zaczynają wydawać. Jednocześnie jednak wzrost konsumpcji gospodarstw domowych w Polsce przyczynia się do wzrostu inflacji. Mimo relatywnie pozytywnych danych z polskiej gospodarki, kurs złotego nie zmienił się znacząco w tym tygodniu i kształtował się na poziomie 4,63 PLN/EUR. Natomiast euro nieznacznie się umocniło w stosunku do dolara, przez co główna światowa para walutowa w czwartek rano notowała kurs na poziomie 1,132 USD/EUR

AKCENTA CZ a.s.

Niespodziewanie ciekawy dzień na rynku

Okres przedświąteczny to przeważnie pewna stagnacja na rynku. Odczyty danych makroekonomicznych nie są wtedy przeważnie w stanie rozruszać rynku. Wczoraj było jednak zupełnie inaczej, a Czeski Narodowy Bank tylko podniósł emocje.

Czesi nie biorą jeńców

Wczorajsza decyzja o podwyżce stóp procentowych o 1% zaskoczyła rynki. Czeski Narodowy Bank miał dokonać i tak sporej podwyżki, bo zakładano wzrost o 0,75%. Wyższy od oczekiwań parametr spowodował jednak, jak nietrudno się było domyślić, reakcje rynków walutowych. Czeska korona umocniła się wczoraj o niemal procent względem euro i to w dniu, kiedy zarówno złotówka, jak i forint były w odwrocie. Co ciekawe, w oficjalnym komunikacie jest mowa o tym, że to nie koniec tego ruchu i na kolejnych posiedzeniach można spodziewać się kolejnych podwyżek.

Dane zza oceanu

Wczoraj poznaliśmy pakiet ważnych danych z USA. Na pierwszym miejscu należy wskazać finalne dane na temat PKB. Amerykanie co prawda z uporem maniaka pokazują wskaźnik annualizowany. Za tą nazwą kryje się symulacja, co by się stało, gdyby cały rok był taki jak ostatni kwartał. W sytuacji pandemicznej wartości idące z tego parametru są nieinterpretowalne. Można natomiast śledzić kierunek zmian. Wczorajszy odczyt był dobry, bo był lepszy od oczekiwań. Oprócz tego zobaczyliśmy lepszy od oczekiwań wskaźnik zaufania konsumentów oraz niższą od oczekiwań, ale najwyższą od stycznia, sprzedaż domów na rynku wtórnym. Wydawać by się mogło, że to dobre wiadomości. Inwestorzy jednak wczoraj sprzedawali dolara i kupowali euro. Kluczem do wyjaśnienia tej anomalii są analizowane w tle wypowiedzi członków FED i EBC.

Bezrobocie w Polsce

Poznaliśmy dzisiaj odczyt stopy bezrobocia za listopad. Zgodnie z oczekiwaniami spadła ona do 5,4%. Mowa oczywiście o bezrobociu rejestrowanym. Trzeba pamiętać, że najniższe bezrobocie przed pandemią w październiku 2019 roku wynosiło 5%. Nie odwołujemy się oczywiście do ukrytego bezrobocia poprzedniej epoki. Wynik ten pokazuje nam, że rynek realnie wraca już niemal do tamtych poziomów. Biorąc pod uwagę, jak dobre dane makroekonomiczne ostatnio publikuje Polska, aż strach pomyśleć, gdzie znajdowałby się złoty, gdyby powrót do normalności przedpandemicznej szedł nam jak w strefie euro.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:30 – USA – wydatki Amerykanów,
14:30 – USA – wnioski o zasiłek dla bezrobotnych,
16:00 – USA – raport Uniwersytetu Michigan.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Miejsce w garażu podziemnym na wagę złota

Od 2010 do 2020 roku liczba zarejestrowanych samochodów osobowych w Polsce wzrosła z ok. 17,2 mln do ponad 25,1 mln, co stanowi wzrost o 45,7%. Na koniec ubiegłego roku w Warszawie zarejestrowanych było ponad 1,4 mln aut, aż o 53% więcej niż jeszcze 10 lat temu. Trend ten powoduje potrzebę wygospodarowania coraz większej przestrzeni na ich parkowanie. Problem widoczny jest szczególnie w największych aglomeracjach, takich jak Warszawa, Kraków, Wrocław czy Trójmiasto, gdzie dodatkowo stale rozszerzane są strefy płatnego parkowania. Jak wynika z danych serwisu z nieruchomościami tabelaofert.pl, koszt nabycia miejsca postojowego w garażu podziemnym w stolicy wynosi średnio 35 000 PLN, choć w nieruchomościach premium może być to nawet 150 000 PLN!

Samochodów przybywa w zastraszającym tempie

Według danych GUS liczba zarejestrowanych samochodów osobowych w Polsce każdego roku jest coraz większa. W przypadku analizowanych w poniższej tabeli sześciu wybranych miastach, najbardziej wyraźny wzrost liczby pojazdów na przestrzeni ostatnich 10 lat odnotowano we wspomnianej wcześniej Warszawie (o 53,0% więcej), Wrocławiu (o 51,7% więcej) oraz Krakowie (o 50,3% więcej). Nieco mniej aut, choć i tak bardzo dużo, przybyło w Łodzi (o 40,8% więcej), Gdańsku (o 42,4% więcej) i Poznaniu (o 45,5% więcej).

Liczba zarejestrowanych samochodów osobowych na koniec 2010 i 2020 roku

Jednostka terytorialna liczba zarejestrowanych samochodów osobowych na koniec 2010 roku [w tys.] liczba zarejestrowanych samochodów osobowych na koniec 2020 roku [w tys.] 2020 rok vs. 2010 rok [%]
Polska 17 239,8 25 113,9 45,7%
Warszawa 931,5 1 425,5 53,0%
Wrocław 314,1 476,5 51,7%
Kraków 353,5 531,2 50,3%
Poznań 285,4 415,4 45,5%
Gdańsk 218,9 311,8 42,4%
Łódź 298,1 419,8 40,8%

źródło: REDNET Consulting na podstawie danych GUS

Rosnąca liczba samochodów osobowych w Polsce powoduje potrzebę wygospodarowania coraz większej przestrzeni na ich parkowanie.

– Jest to szczególnie widoczne na starszych osiedlach z wielkiej płyty, które nie były projektowane na tak dużą liczbę pojazdów, przez co każda uliczka w pobliżu jest teraz zapełniona przez samochody mieszkańców. Sprawia to, iż nabywcy nowych mieszkań zaczęli zwracać niezwykle dużą uwagę na oferowane przez deweloperów miejsca postojowe. Dodatkowo, własne miejsce parkingowe staje się teraz szczególnie istotne, gdy miasta stale rozszerzają strefy płatnego parkowania, jednocześnie podnosząc opłaty za postój w nich – wyjaśnia Wojciech Marzec, starszy analityk działu REDNET Consulting, spółki zajmującej się kompleksową analizą rynku nieruchomości z wykorzystaniem nowoczesnych metodologii badawczych.

Celem rozszerzania stref płatnego parkowania jest m.in.: zwiększenie rotacji parkujących pojazdów, poprawienie sytuacji parkingowej mieszkańców i realizacja polityki transportowej miasta, w tym uatrakcyjnienie komunikacji publicznej.

Przykładowo w Warszawie 15 listopada 2021 r. strefa płatnego parkowania rozszerzyła się o dwie kolejne dzielnice – Żoliborz i Ochotę. Ponadto trwają pracę nad powiększeniem strefy o północny Mokotów, tj. część Dolnego i Górnego Mokotowa, a także część Pragi Południe – Saska Kępa wraz z okolicamidodaje Wojciech Marzec.

Ceny miejsc parkingowych w stolicy robią wrażenie

Ceny miejsc postojowych w inwestycjach zależą od miasta, a także lokalizacji i charakterystyki projektu deweloperskiego. Im bliżej centrum miasta jest położona inwestycja, tym cena miejsca postojowego będzie wyższa.

– Największy wpływ na cenę miejsc parkingowych mają drożejące grunty budowlane oraz wysoki koszt wybudowania podziemnej hali garażowej. Często koszt wybudowania jednego miejsca postojowego przewyższa cenę jego sprzedaży. Wycena miejsca postojowego jest również zależna od jego usytuowania w hali garażowej (przy ścianie, słupie) czy bliskości do wejścia do klatki schodowej lub kondygnacji parkingu – im niższa kondygnacja i dalej od wyjazdu tym taniejmówi ekspert REDNET Consulting.

Cena miejsca postojowego zależy też przede wszystkim od jego rodzaju. Jak podaje serwis z nieruchomościami tabelaofert.pl, chcąc nabyć w Warszawie zewnętrzne, naziemne miejsce postojowe musimy liczyć się średnio z wydatkiem rzędu 15 000 PLN, zaś pojedyncze miejsce w garażu podziemnym to koszt około 35 000 PLN. Podwójne, zależne miejsca w garażu podziemnym kosztują średnio 50 000 PLN, a platformy parkingowe 29 000 PLN. Jak informują jednocześnie analitycy serwisu, ceny za pojedyncze miejsce w garażu podziemnym usytuowanym w nieruchomościach o standardzie premium, wynieść mogą w stolicy nawet ponad 150 000 PLN!

Najtańszym rozwiązaniem są zewnętrzne miejsca naziemne. Jednakże w wielu inwestycjach nie przewidziano ich realizacji, ze względu na drogie grunty budowlane oraz konieczność zrealizowania na terenie inwestycji odpowiedniej ilości terenów zieleni. Ponadto większość nabywców mieszkań preferuje zaprojektowanie na terenie inwestycji placu zabaw czy miejsc odpoczynku z elementami małej architektury kosztem dodatkowych naziemnych miejsc postojowych. Najwięcej takich miejsc można znaleźć w dzielnicach peryferyjnych, gdzie ceny działek budowlanych są o wiele niższe niż w dzielnicach centralnych – podsumowuje Wojciech Marzec.

Nowy Polski Ład. Jako wspólnik zarobisz więcej niż przedsiębiorca

Nowy Polski Ład spowoduje spadek opłacalności prowadzenia biznesu w formie jednoosobowej działalności gospodarczej. Alternatywą jest zostanie udziałowcem spółki z ograniczoną odpowiedzialnością. Efektem zmian może być powstanie nowej grupy spółek działających np. w branży informatycznej.

Osoby uzyskujące wyższe dochody, chcąc uniknąć progresywnego podatku dochodowego, często decydowały się na rozliczanie dochodów podatkiem liniowym. Dzięki 19-proc. liniowemu PIT i stałej wysokości składek ZUS, było to korzystne. Jednak od początku 2022 r., wraz z wejściem w życie Nowego Polskiego Ładu, taka opcja nie będzie już dla wielu przedsiębiorców opłacalna.

Składka zdrowotna po nowemu

Powodem są zmiany w sposobie naliczania składki zdrowotnej. W 2021 r. dla przedsiębiorców prowadzących jednoosobową działalność gospodarczą była ona stała i wynosiła 381,81
zł miesięcznie, z możliwością pomniejszenia podatku o część opłaconej składki zdrowotnej.

Od 2022 roku podstawa naliczania składki zdrowotnej będzie zmienna i zależna od uzyskanego przez przedsiębiorcę dochodu. Przedsiębiorcy rozliczający się na zasadach ogólnych będę płacić składkę zdrowotną w wysokości 9% dochodu, natomiast korzystający z rozliczenia podatkiem liniowym w wysokości 4,9% dochodu.

Od nowego roku zmienią się także wzory deklaracji ZUS oraz terminy ich przesyłania do urzędu. Podmioty posiadające osobowość prawną będą zobowiązane do wysyłki deklaracji
i opłacenia składek do 15. dnia następnego miesiąca. Natomiast pozostali płatnicy do 20. dnia następnego miesiąca.

Przedsiębiorcy prowadzący jednoosobową działalność mogą co roku (do 20. dnia miesiąca następującego po miesiącu, w którym podatnik osiągnął pierwszy w danym roku przychód) zadeklarować, czy chcą rozliczać się z fiskusem podatkiem liniowym 19 proc., czy też preferują skalę podatkową: 17 proc. przy dochodach do 120 tys. zł oraz 32 proc. przy dochodach przekraczających ten pułap.

– Po zmianie przepisów wybór skali podatkowej jest lepszym rozwiązaniem dla właścicieli jednoosobowych firm osiągających mniejsze dochody, zwłaszcza z powodu zwiększenia kwoty wolnej od podatku do 30 tys. zł – mówi Teresa Warska, specjalista ds. księgowości w firmie Systim.

Jednak z powodu nowych zasad naliczania składki zdrowotnej wielu podatnikom nie będzie się opłacać prowadzenie działalności i to nawet w oparciu o stawkę liniową PIT 19 proc. Dodatkowo będzie to szczególnie nieopłacalne dla niewielkiej grupy osób osiągających rocznie ponad milion złotych dochodu. Obok 19 proc. podatku liniowego (jeśli taki zadeklarują) zobowiązani będą do uiszczania dodatkowego podatku, tzw. daniny solidarnościowej w wysokości 4 proc.

Korzyści dla udziałowców

Alternatywnym rozwiązaniem dla tej grupy podatników jest – w niektórych wypadkach – rozliczanie się z fiskusem jako współwłaściciele spółek z ograniczoną odpowiedzialnością. Chodzi przede wszystkim o przypadki spółek płacących niższą stawkę podatku dochodowego od osób prawnych (CIT).

Podstawowy CIT dla spółek z o.o. to – jak w przypadku liniowego PIT – 19 proc. Jednak
w przypadku tzw. małych podatników wynosi on tylko 9 proc. Aby zostać uznanym za małego podatnika, roczne przychody spółki nie mogą być większe niż równowartość 2 mln euro, czyli około 9,18 mln zł (według kursu euro do złotego z 1 października 2021 r.).

Jest tu jednak pewien haczyk. – Przedsiębiorcy decydujący się na zmianę formy działalności
z jednoosobowej na spółkę z o.o. nie uzyskają od razu prawa do rozliczania się według preferencyjnej 9-proc. stawki CIT. Nie będzie takiej możliwości w roku przekształcenia oraz
w roku następującym po nim. W tej sytuacji są jednak dwa rozwiązania. Po pierwsze, przedsiębiorca może całkowicie zakończyć działalność jako osoba fizyczna i dopiero wówczas założyć ją na nowo w formie spółki z o.o. Po drugie przedsiębiorca może kupić udziały w spółce, która ma prawo do 9-proc. podatku CIT
– mówi Teresa Warska.

Poza niskim CIT spółka z o.o. będzie korzystniejsza, ponieważ jej udziałowcy nie odprowadzają składek na ZUS, w tym ubezpieczenia zdrowotnego. – Dotyczy to sytuacji, kiedy spółka z o.o. ma co najmniej dwóch właścicieli uwidocznionych we wpisie w KRS. Jeżeli jest tylko jeden, to do rozliczeń składek społecznych i składki zdrowotnej jest on traktowany tak samo, jak przedsiębiorca prowadzący jednoosobową działalność – zwraca uwagę Teresa Warska.

Dodaje ona, iż składkę zdrowotną zapłacą wyłącznie osoby pełniące w spółce funkcje na podstawie powołania, które otrzymują z tego tytułu wynagrodzenie, np. zatrudniony na umowie o pracę prezes. Co istotne, nie ma przy tym wymogu, aby otrzymywał on wysokie wynagrodzenie, a tym samym odprowadzał wysokie składki na ZUS.

Bardzo ważne jest to, iż składkami na ZUS nie są objęte również świadczenia wspólników na rzecz spółki – mówi Teresa Warska. Świadczenia te będą naturalnie kosztem dla spółki, a zatem obniżą również podstawę podatku CIT.

Pozostała część zysku będzie mogła być wypłacona udziałowcom w postaci dywidendy, od której jednak spółka jest zobowiązana odprowadzić 19-procentowy podatek. Nie jest to korzystne rozwiązanie dla przedsiębiorców. Interesującą opcją może być w takiej sytuacji akumulacja dochodu i skorzystanie z możliwości tzw. estońskiego CIT (podatek dochodowy płacony dopiero w momencie wypłacenia zysku).

Nowy model biznesu

Zmiany w przepisach przyczynią się do tworzenia spółek z o.o. grupujących osoby pracujące dla jednego lub kilku klientów i wykonujących podobne usługi, które dotychczas działały na własną rękę. – Paradoksalnie poza aspektem czysto podatkowym sytuacja ta może przyczynić się do powstania w Polsce nowej klasy ciekawych firm z bogatszą ofertą. W większej grupie łatwiej będzie odnieść biznesowy sukces – mówi Teresa Warska.