Miasta widma, pękające w szwach metropolie – to nas czeka w przyszłości

Z najnowszego raportu Głównego Urzędu Statystycznego wynika, że w 2060 roku liczba ludności będzie wynosić jedynie 28,4 mln. To spadek o 24,3 proc. w stosunku do 2024 roku. Co to oznacza dla miast, miasteczek i całych regionów? Czy spadek liczby ludności oznacza załamanie rynku mieszkaniowego? Czy może wręcz przeciwnie? Co nas czeka w przyszłości?

Demografia jest trochę jak ten cesarz z bajki, który chodził nago i każdy udawał, że nie widzi problemu. To jest dokładnie ta sytuacja. To się już wydarzyło. Dlaczego? Bo procesy demograficzne mają tak długi czas trwania i rozwijania, że przegapiliśmy moment, w którym można było coś jeszcze zrobić, by powstrzymać spadek ludności w Polsce – mówi Maciej Gołębiewski, ekspert do spraw inwestowania w nieruchomości i twórca dobregonajmu.pl.

Demografia w dół, rynek nieruchomości w górę?

Demografia wcale nie kończy się na prostym liczeniu głów. To tylko jedna z warstw, która kształtuje dzisiejszy rynek nieruchomości. Paradoks polega na tym, że choć Polaków realnie ubywa, gospodarstw domowych jest coraz więcej. GUS prognozuje, że do 2050 roku odsetek jednoosobowych gospodarstw wzrośnie z dzisiejszych 25% do ponad 33%. Dzieje się tak dlatego, że jedno zjawisko napędza drugie: im mniejsze stają się gospodarstwa, tym więcej ich powstaje. W latach 60. pod jednym dachem mieszkało średnio 3,5 osoby, dziś niewiele ponad 3, a wkrótce będzie to około 2,5.

Wzrost liczby gospodarstw domowych mimo spadku liczby ludności? To nie żaden paradoks, tylko efekt zmian, które po cichu dzieją się od lat. Dziś coraz częściej jedna rodzina zamienia się w dwa osobne domy, bo rozwody, separacje czy po prostu życie „na własnych zasadach” stały się codziennością. Do tego powoli znika model, który jeszcze niedawno był oczywisty – dom pełen trzech pokoleń. Kiedyś dziadkowie, rodzice i dzieci mieszkali razem, a stawiając chałupę, myślało się od razu o tym, gdzie swoje piętro dostanie następne pokolenie. To już historia. Dziś każdy żyje bardziej osobno, bardziej po swojemu i chce mieć więcej, niż tylko swój kawałek podłogi. Wszystko to sprawia, że mimo mniejszej liczby ludzi potrzeba nam więcej mieszkań i to znacznie szybciej, niż podpowiadałaby sama demografia – podkreśla Maciej Gołębiewski.

Domy za złotówkę

Na początku XXI wieku we wschodnich Niemczech wyludnianie całych regionów było zjawiskiem tak namacalnym, że trudno było je przeoczyć. Mieszkańcy takich miast jak Frankfurt nad Odrą po prostu pakowali się i przenosili na zachód, tam, gdzie były praca, pieniądze i perspektywy. Pustostany rosły jak grzyby po deszczu, a część bloków rozbierano, bo nikt nie wierzył, że jeszcze kiedykolwiek się zapełnią. Podobny obraz niedawno oglądaliśmy we Włoszech, gdzie w wielu małych miasteczkach domy wystawiano za jedno euro nie po to, żeby na nich zarobić, tylko po to, by ktokolwiek wziął je pod opiekę i ocalił przed zupełnym zniknięciem lokalnej społeczności.

Wyludnianie się wsi i rozrastanie się miast nie jest niczym nowym. Na przestrzeni wieków ludzie przenosili się z obszarów mniej rozwiniętych, tam, gdzie mieli większe szanse na dobrobyt. To działo się już kilkaset lat temu, teraz jednak przybiera bardzo namacalny wymiar – mówi Maciej Gołębiewski.  – Byłem ostatnio w Białowieży. Cudowne miejsce, tylko jak tam się jedzie – już te sto kilkadziesiąt kilometrów od Warszawy – okazuje się, że wiele miejscowości jest pustych. To właśnie ten mechanizm. Właśnie w tamtych rejonach widać najbardziej wyludnianie się wsi – dodaje.

W miarę upływu czasu będą pojawiały się kolejne miejsca, w których mieszkań będzie zwyczajnie więcej niż chętnych, by w nich zamieszkać. Wtedy ceny zaczną spadać. Nie dlatego, że rynek się załamie, tylko dlatego, że zwyczajnie nie będzie komu tych domów i mieszkań przejąć. I to jest sedno problemu. Polska powiatowa stoi dziś wobec jednego z największych wyzwań demograficznych w swojej historii, a jej przyszłość zależy niemal wyłącznie od tego, czy potrafi „podpiąć się” pod większe ośrodki. Jeśli miasto nie jest dobrze skomunikowane i nie pełni roli wygodnej sypialni dużej aglomeracji, trudno oczekiwać, że lokalny rynek mieszkaniowy będzie żył, a co dopiero się rozwijał. Sama obecność jednej dużej firmy zatrudniającej kilkuset czy kilka tysięcy ludzi też niczego nie gwarantuje jedna decyzja zarządu potrafi wywrócić całą lokalną gospodarkę do góry nogami. Wałbrzych czy Detroit są najlepszym dowodem na to, jak szybko upadek jednej branży może pociągnąć za sobą całe miasto – zaznacza ekspert.

Bezpieczne wyspy?

Według długoterminowych prognoz GUS do 2050 roku ponad 90% powiatów straci część swoich mieszkańców. Kto na tym zyska? Beneficjentami będą duże miasta. To one już dziś są głównymi biegunami wzrostu – tam właśnie koncentrują się miejsca pracy, uczelnie oraz usługi wyższego rzędu. Nic więc dziwnego, że młodzi z prowincji rzadziej zostają w rodzinnych stronach, a częściej wyjeżdżają do większych ośrodków. Migrują w poszukiwaniu edukacji, rozwoju zawodowego i lepszych perspektyw życiowych. Do jakich miast wyjeżdżają?

–  Analiza przyszłej liczby ludności w podziale na powiaty rysuje jednoznaczny obraz: realny wzrost ludności będziemy obserwować wyłącznie w aglomeracji warszawskiej oraz Krakowie i okolicach. Przyrost mieszkańców tych metropolii będzie niewielki, ale na tle reszty kraju okaże się znaczący. W ostrym kontraście do tych ośrodków będzie stała Łódź, która od 1989 roku do dziś straciła ponad 25 procent mieszkańców i według prognoz GUS zmierza w stronę spadku rzędu 40 procent. Ta dramatyczna trajektoria dobrze pokazuje skalę przemian, jakie czekają wiele dużych i średnich miast w Polsce w nadchodzących dekadach – mówi ekspert.

Rosnące obwarzanki

Coraz więcej mieszkańców dużych miast przenosi się do gmin ościennych. Zjawisko to potwierdzają dane portalu Metropolie.pl, z których wynika, że choć w granicach administracyjnych miast liczba ludności rośnie wolniej, całe obszary metropolitalne rozwijają się szybciej. W okresie między końcem 2019 a 2024 roku w Warszawie wzrost ludności wyniósł 4 proc., podczas gdy w gminach podmiejskich było to 10 proc. Ucieczka z miasta wiąże się z budową domów w spokojniejszych, lecz nadal dobrze skomunikowanych z metropoliami lokalizacjach. Na taki krok decydują się nie tylko osoby, które stać na inwestycję w dom pod miastem, lecz także ci, którzy chcą poprawić standard życia, lecz ceny nieruchomości w granicach miasta przekraczają ich możliwości. Ta druga grupa zwykle zadowala się domem szeregowym bądź bliźniakiem.

Własne cztery kąty z ogródkiem to marzenie wielu Polaków. Badania Otodom pokazują, że ponad 70% z nas najchętniej zamieszkałoby w domu jednorodzinnym – i to najlepiej takim, który stoi trochę dalej od miejskiego zgiełku. Nic więc dziwnego, że tańsze grunty w strefach podmiejskich działają jak magnes – podkreśla Maciej Gołębiewski. – Suburbanizacja to nie tylko pogoń za marzeniem. To także twarda reakcja na słabości polskiego rynku mieszkaniowego. Jesteśmy poniżej unijnej średniej, jeśli chodzi o liczbę mieszkań na 1000 mieszkańców, a aż 34% lokali jest przeludnionych. Do tego przeciętna powierzchnia przypadająca na osobę to zaledwie 31 m² – podczas gdy na Zachodzie standardem jest 40–45 m². Nic więc dziwnego, że Polacy szukają większej przestrzeni i mniejszego ścisku. To właśnie ta potrzeba naturalnie wypycha ludzi na obrzeża miast i napędza szybki rozrost „obwarzanków”– dodaje ekspert.

Przyszłość?

Wszystko wskazuje na to, że w nadchodzących dekadach Polska będzie krajem coraz wyraźniej podzielonym demograficznie. W tym samym czasie największe aglomeracje, zarówno miasta, jak i ich podmiejskie „obwarzanki”, będą rosły i nadal przyciągały ludzi, miejsca pracy oraz kapitał. Przyszłość rynku nieruchomości będą także wyznaczać nowe potrzeby mieszkaniowe coraz mniejszych gospodarstw domowych. To będzie nas pchało w kierunku małych, kompaktowych mieszkań – takich w sam raz pod względem metrażu i ceny. Z doniesień medialnych wynika, że średnia powierzchnia mieszkań kupowanych w największych miastach utrzymuje się na poziomie 50-55 m².

Jeśli prognozy się sprawdzą, za trzy dekady Polska będzie krajem dwóch równoległych rzeczywistości. Z jednej strony zobaczymy metropolie, które wciąż przyciągają ludzi, pracę i kapitał. Z drugiej – powiaty powoli gasnące, jakby ktoś po kolei wyłączał w nich światła. Do tego dochodzi rosnąca mobilność, coraz mniejsze rodziny i coraz większa presja finansowa. Wszystko to pcha nas w stronę kompaktowych mieszkań w miastach i życia na obrzeżach aglomeracji. Ten układ sił stworzy zupełnie nową rzeczywistość społeczną, inną niż ta, do której przywykliśmy. I tu pojawia się najważniejsze pytanie: czy potrafimy odnaleźć się w Polsce, która już zaczyna wyglądać inaczej, niż ta, którą znamy? – zastanawia się Maciej Gołębiewski.

Szósta obniżka stóp. Co dalej? Rynek nie jest pewny kolejnych ruchów RPP

Rada Polityki Pieniężnej kontynuuje serię cięć. W środę, 3 grudnia zdecydowała o szóstej w tym roku obniżce stóp procentowych – tym razem o 25 punktów bazowych, sprowadzając stopę referencyjną do poziomu 4 proc. Scenariusz bazowy analityków PZU zakłada, że RPP w przyszłym roku zdecyduje się na dwie kolejne obniżki − każda po 25 punktów bazowych.

Od początku roku koszt pieniądza spadł już o 1,75 pkt proc., co oznacza luzowanie polityki monetarnej po okresie restrykcji. Powód? Podobnie jak miesiąc wcześniej, kluczowy argument to inflacja. Spada szybciej niż zakładają prognozy (według szybkiego szacunku GUS w listopadzie CPI wyniósł 2,4 proc. r/r), a zdaniem RPP perspektywy na kolejne kwartały wyglądają stabilnie. W komunikacie RPP podkreśla jednak, że ryzyka wciąż istnieją – w grze pozostają: luźna polityka fiskalna, możliwe ożywienie popytu w gospodarce, dynamika płac i energii oraz globalne trendy inflacyjne.

W trakcie konferencji Prezes NBP Adam Glapiński potwierdził, że spadek inflacji był bezpośrednim powodem wprowadzenia kolejnej obniżki. Wskazał na pozytywne sygnały z punktu widzenia utrzymania inflacji na niskim poziomie − spadek dynamiki płac, zatrudnienia i inflacji bazowej – ale i ostrzegał przed potencjalnie zwiększającą presję inflacyjną polityką fiskalną oraz spodziewanym wzrostem popytu związanym z kumulacją wydatkowania środków unijnych. W części Q&A stwierdził, że RPP wchodzi w fazę „wait and see”, by ocenić skutki dotychczasowych cięć. Jego zdaniem kolejne obniżki są możliwe, ale bez gwałtownych ruchów. W opinii Prezesa obecny poziom stóp jest bardzo dobry z punktu widzenia aktualnego stanu gospodarki, ale nie można wykluczyć, że RPP zejdzie ze stopami do poziomu 3,75-3,5 proc.

Prognozy PZU wskazują, że RPP w przyszłym roku zdecyduje się na dwa kolejne cięcia stóp, po 25 punktów bazowych każde. Najbardziej prawdopodobne terminy to okresy aktualizacji projekcji inflacyjnych. Jednocześnie spodziewamy się przejściowego, niewielkiego wzrostu CPI r/r w najbliższych miesiącach względem listopadowego odczytu, co stawia pod znakiem zapytania możliwość cięcia stóp już w pierwszym kwartale nowego roku. Mimo to, przy obecnie oczekiwanej przez nas ścieżce inflacji w Polsce, zakładamy, że do listopada 2026 r. stopa referencyjna spadnie do poziomu 3,5 proc. Większa skala luzowania wymagałaby wyraźnego zejścia średniej dynamiki inflacji w 2026 r. poniżej środka celu (2,5 proc. r/r) − co obecnie nie jest naszym scenariuszem bazowym.

Spokojny piątek na rynkach. Zmienność dopiero nadchodzi

Prezes NBP przedstawił wczoraj pogląd RPP i własny na politykę monetarną. Cyklu obniżek w dalszym ciągu nie stwierdzono, więc i trudno szukać jego końca. Polski złoty reaguje spokojnie na decyzję Rady i płynącą z jej wnętrza narrację. Tak samo spokojnie przebiega handel na dużej części aktywów w trakcie piątkowej sesji. Inwestorzy najwyraźniej zbierają siły na większą zmienność w przyszłym tygodniu.

Czekając na kolejne obniżki

Prezes NBP zgodnie z tradycją wystąpił wczoraj na konferencji prasowej. Przedstawił na niej argumenty Rady Polityki Pieniężnej, które stały za grudniową obniżką stóp procentowych. Główny motyw to oczywiście niższa od zakładanej inflacja, na którą wpływa wreszcie chłodząca się dynamika cen usług i spadająca presja płacowa. Prof. Adam Glapiński podkreślał, że jest zwolennikiem ostrożnego i konserwatywnego podejścia. Według niego stopa depozytowa znalazła się aktualnie na doskonałym poziomie, co może skutkować przyjęciem przez Radę podejścia wait and see. Rynek jednak nie zareagował na ten dość jastrzębi przekaz szefa NBP. Możliwe, że po prostu inwestorzy nie wyceniają szczególnie wysoko prawdopodobieństwa przełożenia się tych słów na działania RPP. Skoro nie znajdujemy się w cyklu luzowania, kiedy w ciągu tego roku w 6 ruchach stopy spadły o 175 pb, to czemu ten „niecykl” dostosowania miałby się skończyć akurat teraz? Takie samo podejście prezentują analitycy największego polskiego banku, którzy nie zmieniają scenariusza bazowego i już w pierwszym kwartale 2026 r. spodziewają się jeszcze dwóch cięć do poziomu 3,5%, po których nastąpi dłuższa przerwa. Warto zwrócić uwagę (ocenę pozostawiam każdemu z osobna), że wczorajsza konferencja prof. Glapińskiego trwała niecałe pół godziny i tym samym była zdecydowanie krótsza od większości takich wystąpień.

Czekając na Amerykanów

Piątkowy handel przebiega w dość spokojnych nastrojach, co może być ciszą przed zwiększoną zmiennością w przyszłym tygodniu, kiedy spodziewana jest obniżka stóp procentowych w USA. O ile rynek przekonany jest do grudniowego cięcia, o tyle inwestorzy z wielkim zainteresowaniem będą wsłuchiwali się w retorykę szefa Fed. Dodatkowo poznają oczekiwania całego gremium na nadchodzące miesiące (tzw. dot plot), co może skutkować zauważalnymi zmianami w rynkowym pozycjonowaniu. Zanim środowa publikacja Rezerwy Federalnej, to ze Stanów jeszcze dziś dostaniemy dane o wydatkach Amerykanów. Problem tylko w tym, że z powodu wcześniejszego lockdownu te odczyty dotyczą września, więc są już mocno historyczne. W takim razie nawet przy jakiejś niespodziance efekt na notowaniach różnych aktywów powinien być tylko chwilowy. Ważniejsze mogą być publikacje Uniwersytetu Michigan, ponieważ one przedstawiają aktualne nastawienie amerykańskiego konsumenta. Z pozytywnych informacji po naszej stronie Atlantyku lepiej od prognoz wypadły dane o niemieckich zamówieniach w fabrykach, o francuskiej produkcji przemysłowej, o włoskiej sprzedaży detalicznej, o wzroście zatrudnienia w całej strefie euro, czy wreszcie o tempie PKB w ujęciu kwartalnym dla Eurolandu.

Czekając na większą zmienność

Piątkowa sesja wygląda naprawdę przyzwoicie na rynkach kapitałowych. Już azjatyckie parkiety generowały zauważalne wzrosty, z wyjątkiem Tokio, które skorygowało się aż o 1% na skutek rosnących szans na podwyżkę stóp procentowych przez Bank Japonii. W Europie najważniejsze indeksy znajdują się powyżej wczorajszego zamknięcia, chociaż część jest ledwo nad kreską (Londyn i Madryt), ale za to Frankfurt zwyżkuje już ponad 0,7%. Niepewność jest widoczna w Warszawie, gdzie szeroki WIG jest minimalnie na plusie, głównie dzięki indeksom średnich i małych spółek, ponieważ nasze blue chipy tracą 0,2%. Konsoliduje się dziś wycena ropy naftowej, za baryłkę Brent trzeba płacić lekko powyżej 63 $. Do wzrostów wraca złoto, kontrakt CFD na uncję kruszcu znowu przekracza 4230 $. Wreszcie rynek walutowy, gdzie dolar przystąpił do obrony, a kurs EUR/USD balansuje wokół istotnego poziomu 1,165 $. Przy wygaszeniu emocji na szerokim rynku w podobnym kierunku podąża polski złoty, czyli obserwujemy konsolidację. Kurs euro jest blisko 4,23 zł, kurs dolara utrzymuje się powyżej 3,63 zł, kurs franka to niecałe 4,52 zł, a kurs funta sięga 4,85 zł.

Jakie czynniki decydują o atrakcyjności wybranych miast dla inwestorów?

Wybór właściwej lokalizacji dla inwestycji stanowi kluczową decyzję, która wpływa na rentowność i długoterminowy sukces projektu biznesowego. Polski rynek nieruchomości przechodzi dynamiczne zmiany, a poszczególne miasta przyciągają inwestorów z różnych powodów. W ciągu ostatnich kilku lat obserwujemy wyraźne przesunięcie kapitału do ośrodków o silnym potencjale wzrostu i dobrze rozwiniętej infrastrukturze. Atrakcyjność miast dla inwestorów zależy od wielu wzajemnie powiązanych czynników, które tworzą wyjątkowy ekosystem biznesowy. Artykuł ten przybliża najważniejsze elementy, które decydują o wyborze miasta jako lokalizacji dla inwestycji nieruchomościowych i biznesowych.

Analizy przeprowadzone na bazie danych Adresowo.pl ujawniają, że średnia cena za metr kwadratowy nieruchomości w największych polskich miastach wynosi około 8625 złotych. Jednak te średnie liczby maskują znaczące różnice między poszczególnymi ośrodkami. Warszawa, jako stolica i centrum finansowe kraju, oferuje nieruchomości w przedziale 12000 złotych za metr kwadratowy, podczas gdy miasta takie jak Lublin czy Bydgoszcz dostarczają możliwości inwestycji poniżej 5000 złotych za metr. Te różnice w cenach bezpośrednio odzwierciedlają potencjał wzrostu i atrakcyjność każdego miasta dla różnych segmentów inwestorów. Inwestorzy pragnący zidentyfikować najlepsze okazje rynkowe muszą zrozumieć, jakie specyficzne cechy miasta przyciągają kapitał i wspierają wzrost wartości nieruchomości.

Infrastruktura transportowa i dostępność komunikacyjna

Infrastruktura transportowa stanowi fundamentalny czynnik wpływający na atrakcyjność miasta dla inwestorów. Miasta z dobrze rozwiniętą siecią komunikacyjną, obejmującą metro, tramwaje, autostrady i lotniska, przyciągają znacznie większe zainteresowanie biznesowe. Warszawa wyróżnia się rozbudowaną infrastrukturą transportową, obejmującą dynamicznie rozwijające się metro, które połączone jest z nowoczesnym systemem tramwajowym. To połączenie umożliwia efektywne poruszanie się zarówno mieszkańcom, jak i turystom, co bezpośrednio przekłada się na wzrost wartości nieruchomości w dzielnicach sąsiadujących z nowymi liniami komunikacyjnymi. Dane wskazują, że osiedla położone w pobliżu nowych linii komunikacyjnych zyskują na atrakcyjności, a ceny mieszkań na takich lokalizacjach rosną średnio o 10-15%.

Kraków i Wrocław również inwestują znaczne środki w modernizację swoich systemów transportu publicznego. Wrocław, znane jako jedno z najdynamiczniej rozwijających się miast w Polsce, realizuje ambitny program rozbudowy tramwajów i autobusów, co znacznie ułatwia logistykę biznesową. Wrocławskie połączenia komunikacyjne czynią to miasto bardziej dostępnym dla pracowników dojeżdżających z okolicznych dzielnic. Poprawę dostępności transportowej obserwujemy także w Gdańsku, gdzie modernizacja sieci kolejowej i drogowej wspiera dynamiczny wzrost gospodarczy. Dostępność transportowa decyduje o zdolności pracowników do dotarcia na miejsce pracy, co jest czynnikiem krytycznym dla rozwoju biznesu i wzrostu cen nieruchomości. Miasta inwestujące w infrastrukturę transportową przyciągają zarówno pracowników, jak i inwestycji biznesowych, co tworzy pozytywny efekt mnożnikowy na wzrost wartości nieruchomości.

Sprawdź ogłoszenia mieszkań i domów w portalu Adresowo.pl: https://adresowo.pl/

Rynek pracy i dostęp do wykwalifikowanej kadry

Potencjał rynku pracy pozostaje jednym z najważniejszych kryteriów, które decydują o wyborze lokalizacji przez inwestorów. Miasta, które dysponują dostępem do dużej liczby wysoko wykwalifikowanych pracowników, zyskują znaczną przewagę konkurencyjną. Warszawa, jako największe miasto w Polsce, kształci ponad 250 tysięcy studentów rocznie, z których większość specjalizuje się w takich dziedzinach jak informatyka, finanse i nauki ścisłe. Ta mała armada talentów przyciąga korporacje z całego świata, które szukają specjalistów do pracy w nowoczesnych technologiach i usługach finansowych.

Kraków słynie z bycia ośrodkiem akademickim i startupowym, gdzie powstały takie innowacyjne projekty jak Brainly czy Estimote. Uniwersytety takie jak Akademia Górniczo-Hutnicza, Uniwersytet Jagielloński czy Politechnika Krakowska kształcą tysiące specjalistów IT każdego roku. Wrocław pełni rolę technologicznego lidera w branży Business Process Outsourcing, plasując się na pierwszej pozycji wśród miast Tier 1 i wyprzedzając nawet Warszawę w specjalizacji lokalnej usług IT. Obecność takich ośrodków akademickich powoduje, że miasta przyciągają zarówno międzynarodowe firmy, jak i wysoko wykwalifikowanych specjalistów, co kumuluje się w wzroście wartości rynkowej. Miasta z wyższym potencjałem edukacyjnym wykazują też wyższe ceny za nieruchomości oraz szybsze tempo aprecjacji wartości.

Sektor technologiczny i innowacje biznesowe

Transformacja cyfrowa stanowi siłę napędzającą gospodarkę współczesnych miast, a miasta z silnym sektorem technologicznym zyskują istotną przewagę inwestycyjną. Warszawa zdobyła pozycję europejskiego centrum technologicznego dzięki inwestycjom gigantów takich jak Google, Microsoft i Nvidia. Google uruchomił tu pierwszy Cloud Region w regionie Europy Środkowo-Wschodniej, a Nvidia wspiera badania nad uczeniem głębokim. Microsoft inwestuje miliardy złotych w infrastrukturę i edukację cyfrową, co przyciąga najlepsze talenty z całego regionu.

Kraków stanowi drugą linię technologicznej innowacji w Polsce, z dynamicznym ekosystemem startupów i instytucji badawczo-rozwojowych. Wrocław pełni rolę pomostu między polską innowacyjnością a zachodnim kapitałem, rozwijając branże takie jak Industry 4.0, logistyka zaawansowana i biotechnologia. Te miasta przyciągają kapitał venture capital i inwestorów instytucjonalnych, którzy widzą potencjał w lokalnych projektach i infrastrukturze biznesowej. Innowacyjne podejście do rozwoju gospodarczego bezpośrednio przekłada się na wzrost cen nieruchomości i zwiększoną atrakcyjność jako miejsca do życia i prowadzenia biznesu. Inwestorzy szukają lokalizacji, które stanowią ośrodki technologiczne, ponieważ wiedzą, że takie miasta przyciągają najlepszych specjalistów i gigantów technologicznych.

Jakość życia i oferta kulturalna

Jakość życia mieszkańców stanowi niezbędny element przyciągający zarówno pracowników, jak i inwestorów do danego miasta. Miasta, które oferują bogatą ofertę kulturalną, dostęp do edukacji, opieki zdrowotnej i terenów zielonych, zyskują znaczną przewagę w przyciąganiu talentów i kapitału. Kraków znany jest z bogatej historii, zabytków i dynamicznej sceny kulturalnej, co czyni go atrakcyjnym dla turystów i inwestorów szukających nieruchomości w mieście o wysokiej jakości życia. Wrocław, choć młodszy pod względem historii średniowiecznej, rozwijał się w ostatnich latach jako centrum kulturalne z teatrami, galeriami i festiwalami międzynarodowymi.

Warszawa, mimo znaczących wyzwań związanych ze smogiem i ruchem drogowym, realizuje ambitne projekty mające na celu poprawę warunków życia mieszkańców. Inwestycje w transport niskoemisyjny, modernizacja parków i tereny zielone przyciągają nowe rodziny i specjalistów. Gdańsk, położony nad Bałtykiem, oferuje unikalne połączenie dostępu do morza, bogatej historii portowej i dynamicznego życia kulturalnego. Rozwinięta infrastruktura rekreacyjna, w tym dostęp do plaż i obszarów przyrody, zwiększa atrakcyjność Gdańska dla inwestorów poszukujących pracy na bazie „work-life balance”. Miasta o wysokiej jakości życia wykazują średni wzrost wartości nieruchomości na poziomie 6-8% rocznie, podczas gdy miasta z gorszymi warunkami życiowymi czasami doświadczają stagnacji lub spadku wartości.

Dostęp do funduszy i wsparcia dla przedsiębiorców

Polska Strefa Inwestycji oraz systemy ulg podatkowych stanowią istotny magnes przyciągający inwestycji biznesowych do wybieranych miast. Przedsiębiorcy mogą uzyskać zwolnienie z podatku dochodowego (CIT/PIT) wynoszące nawet 70% wartości kosztów kwalifikowanych, w zależności od lokalizacji inwestycji i wielkości firmy. Miasta w województwach wschodniej Polski, takie jak Podkarpackie czy Lubelskie, oferują najwyższą intensywność pomocy publicznej wynoszącą do 70% dla mikro i małych przedsiębiorstw.

Warszawa i inne duże miasta wojewódzkie oferują niższą intensywność ulg podatkowych (około 20%), ale rekompensują to dostępem do znacznie większych rynków i lepszej infrastruktury. Rzeszów, jedno z perspektywicznych miast w Polsce pod względem wzrostu, oferuje atrakcyjne warunki dla nowych inwestycji dzięki kombinacji ulg podatkowych i rosnącego potencjału biznesowego. Miasta takie jak Bydgoszcz czy Łódź również aktywnie wspierają przedsiębiorców poprzez strefy ekonomiczne i programy inkubacyjne. Dostęp do funduszy unijnych i systemów wsparcia dla przedsiębiorców wpływa na wzrost średnich cen nieruchomości o dodatkowe 3-5% rocznie, szczególnie w sektorze komercyjnym i biurowym.

Potencjał wzrostu i perspektywy inwestycyjne

Prognozowanie potencjału wzrostu cen nieruchomości wymaga analizy wielowymiarowej, uwzględniającej historyczne trendy, przewidywane inwestycje infrastrukturalne i dynamikę gospodarcze regionu. Rzeszów wykazuje największy potencjał wzrostu wynoszący 10% w perspektywie pięcioletniej, co czyni go jednym z najatrakcyjniejszych celów inwestycyjnych dla inwestorów poszukujących szybkiego zwrotu z kapitału. Dynamiczny rozwój sektora technologicznego, rosnące zainteresowanie firm dla lokalizacji w mieście i ulgi podatkowe tworzą idealne warunki dla aprecjacji wartości nieruchomości.

Kraków i Bydgoszcz wykazują solidny potencjał wzrostu na poziomie 8% rocznie, wspierany przez dynamiczny sektor IT, obecność uniwersytetów i rosnące zainteresowanie inwestorów zagranicznych. Wrocław, choć oferuje podobny poziom wzrostu (7-8%), wyróżnia się stabilnością i długoterminowym potencjałem dzięki zdywersyfikowanej ekonomii bazującej na technologiach, logistyce i produkcji zaawansowanej. Warszawa, ze względu na już wysoki poziom zabudowy i nasycenie rynku, wykazuje nieco niższy potencjał wzrostu (6%), ale oferuje bezpieczeństwo inwestycji i stabilne zwroty. Miasta z potencjałem wzrostu powyżej 7% rocznie przyciągają znacznie większe zainteresowanie inwestorów instytucjonalnych i zagranicznych, co obserwujemy w znacznym wzroście aktywności na rynkach nieruchomości w Krakowie, Wrocławiu i Rzeszowie.

Dynamika cen nieruchomości i marża inwestycyjna

Analiza danych z bazy Adresowo.pl ujawnia znaczące różnice w dynamice cenowej między poszczególnymi miastami. Warszawa, jako stolica i największe miasto Polski, utrzymuje ceny nieruchomości na poziomie 12000 złotych za metr kwadratowy, co stanowi prawie trzykrotność cen notowanych w miastach takich jak Lublin. Ta róża cenowa odzwierciedla różnice w popycie, dostępności talentów i potencjale wzrostu gospodarczego. Inwestorzy poszukujący szybkich zwrotów z kapitału częściej zwracają się ku miastom średniej wielkości o solidnym potencjale wzrostu, gdzie mogą zaobserwować wyraźny wzrost wartości nieruchomości w krótszych czasach.

Gdańsk, jako portowe miasto o strategicznym znaczeniu, utrzymuje ceny na poziomie 11200 złotych za metr kwadratowy. Trójmiasto (Gdańsk, Gdynia, Sopot) przyciąga zarówno inwestorów poszukujących stabilnych zwrotów, jak i tych zainteresowanych niskim potencjałem wzrostu wynoszącym 5% rocznie. Łódź, choć oferuje ceny porównywalne do średnich (5200 złotych za metr), prezentuje solidne perspektywy wzrostu na poziomie 6% dzięki transformacji od ośrodka przemysłowego do nowoczesnego centrum handlowo-usługowego. Różnica między ceną zakupu a prognozowaną ceną po pięciu latach stanowi kluczowy wskaźnik marży inwestycyjnej, który decyduje o opłacalności danego projektu inwestycyjnego.

Infrastruktura biznesowa i dostęp do nowoczesnych powierzchni

Dostęp do nowoczesnych powierzchni biurowych, magazynowych i handlowych stanowi krytycznym czynnikiem dla inwestorów biznesowych. Warszawa dysponuje największą i najrozmaitszą ofertą powierzchni biurowych w Polsce, z licznym towarzystwem innowacyjnych biurowców, centrów biznesu i space coworkingowych. To miasto przyciąga międzynarodowe korporacje, które wymagają wysokiej jakości powierzchni do prowadzenia operacji europejskich.

Wrocław, jako emerging hub technologiczny, dynamicznie rozbudowuje swój park biurowy, oferując nowoczesne powierzchnie dla firm IT i usług biznesowych. Kraków podobnie rozszerza swoją ofertę komercyjną, inwestując w moderne biurowce, które przyciągają międzynarodowe korporacje i startupy. Gdańsk, wspierany przez znaczące inwestycje portowe, rozwija infrastrukturę magazynowo-logistyczną o najwyższych standardach, co czyni go bardzo atrakcyjnym dla firm zajmujących się handlem i logistyką. Miasta z dobrze rozwiniętą infrastrukturą biznesową wykazują wyższe ceny za powierzchnie komercyjne (10-15% powyżej średniej) i bardziej dynamiczny wzrost wartości nieruchomości. Inwestorzy, którzy rozumieją znaczenie infrastruktury biznesowej, prognozują długoterminowe zyski z inwestycji w miasta rozwijające swoje parki biurowe i strefy handlowe.

Źródła:

https://gdnk.pl/artykuly/jakie-miasta-w-polsce-maja-najwiekszy-potencjal-inwestycyjny

https://ppg.ibngr.pl/publikacje/infrastruktura-transportu-a-rynek-pracy

KNF daje zielone światło VeloBankowi na przejęcie części detalicznej Citi Handlowego

Komisja Nadzoru Finansowego (KNF) jednogłośnie wyraziła zgodę na przejęcie części detalicznej Citi Handlowego przez VeloBank. Uzyskanie tej decyzji na tym etapie wskazuje na wysoką jakość przygotowania transakcji i pozwala stronom kontynuować działania w kierunku jej zamknięcia. Jest ono przewidziane na połowę 2026 roku.

Decyzja KNF, która jest jedną z wymaganych, potwierdza, że proces przebiega zgodnie z przyjętym planem realizacji jednej z najbardziej znaczących transakcji w polskim sektorze finansowym ostatnich lat. W jej ramach VeloBank zakupi bankowość detaliczną Citi Handlowego, w tym: zarządzanie majątkiem, usługi maklerskie, bankowość mikroprzedsiębiorstw, karty kredytowe, pożyczki, kredyty detaliczne oraz sieć oddziałów. To transfer kluczowych kompetencji i produktów, który znacząco rozszerzy skalę działania VeloBanku.

– Zgoda KNF jest dla nas potwierdzeniem, że przygotowana przez nas transakcja spełnia najwyższe standardy. Jesteśmy na półmetku procesu, dzięki któremu część detaliczna Citi Handlowego stanie się integralną częścią VeloBanku. Kolejne etapy to finalizacja zakupu oraz integracji operacyjnej z pełnym poszanowaniem ciągłości działania i komfortu klientów. Proces został zaplanowany tak, aby zagwarantować klientom Citi Handlowego maksymalnie płynne i bezpieczne przejście do naszego banku. To o tyle naturalne, że instytucje doskonale się uzupełniają: profesjonalne doradztwo i trzy dekady doświadczenia z zaawansowanymi technologiami wygodnego bankowania i silnym, amerykańskim kapitałem, dającym globalne zaplecze finansowe – podkreśla Adam Marciniak, Prezes Zarządu VeloBanku.

Transakcja wzmocni pozycję VeloBanku w segmencie bankowości detalicznej i klienta zamożnego, znacząco poszerzając skalę działania oraz potencjał rozwojowy banku – z korzyścią dla klientów, którzy będą mogli korzystać z połączonej sieci prawie 250 placówek w całej Polsce oraz zaawansowanych usług bankowości internetowej i mobilnej. Łączna wartość przejmowanych aktywów to około 6 mld zł kredytów, 22,1 mld zł depozytów oraz 8,9 mld zł aktywów pod zarządzaniem. Skala biznesu VeloBanku wzrośnie o około 30 mld zł.

Zgoda Komisji Nadzoru Finansowego (KNF) jest ważnym etapem naszych przygotowań do migracji bankowości detalicznej. Działamy zgodnie z harmonogramem, aby w połowie 2026 roku, po osiągnięciu pełnej gotowości operacyjnej, przyłączyć bankowość detaliczną do VeloBanku. Intensywnie współpracujemy z zespołami VeloBanku, być zapewnić naszym klientom sprawne i komfortowe przejście do ich nowego banku. Decyzja KNF jest też krokiem na drodze Citi Handlowy do stania się bankiem skupionym na swojej strategicznej działalności, czyli świadczeniu usług bankowości instytucjonalnej – wskazuje Elżbieta Czetwertyńska, Prezes Zarządu Citi Handlowy.

Sejm uchwalił budżet na 2026 r. Dochody 647 mld zł, wydatki 919 mld zł. Deficyt sięgnie 271,7 mld zł (6,5% PKB)

Sejm uchwalił budżet na 2026 r. Rekordowe wydatki na obronę i zdrowie, wysoki deficyt i mocne podbicie dochodów z podatków.

Sejm przyjął w piątek ustawę budżetową na 2026 rok, zakładającą dochody w wysokości 647,2 mld zł i wydatki na poziomie 918,9 mld zł. Deficyt budżetowy ma wynieść 271,7 mld zł, czyli 6,5 proc. PKB. Za budżetem głosowało 233 posłów koalicji rządzącej, przeciw było 197 parlamentarzystów opozycji, nikt nie wstrzymał się od głosu. Ustawa trafi teraz do Senatu.

Premier Donald Tusk skomentował głosowanie w mediach społecznościowych wpisem:

„Jest dobry budżet, jest stabilna koalicja, jest bezpieczeństwo!”

Rekordowe nakłady na zdrowie i obronność

Rok 2026 będzie kolejnym rokiem wzrostu nakładów na ochronę zdrowia. Łączne wydatki na zdrowie mają sięgnąć 247,8 mld zł, co odpowiada 6,81 proc. PKB z roku 2024. W tej puli przewidziano m.in.:

  • zwiększenie środków na program Leczenie niepłodności (in vitro) o 100 mln zł – do 600 mln zł,
  • trzykrotne zwiększenie finansowania telefonu zaufania – z 10 mln zł do 30 mln zł.

Równolegle budżet utrzymuje bardzo wysokie wydatki na obronę narodową, które przekroczą 200 mld zł, co ma odpowiadać 4,81 proc. PKB – jednym z najwyższych poziomów w NATO. Rząd argumentuje, że tak wysoki poziom wydatków obronnych jest konieczny w obecnym otoczeniu geopolitycznym.

Silny filar wydatków socjalnych

Znaczącą pozycję po stronie wydatkowej stanowią programy społeczne:

  • „Rodzina 800+” – ok. 61,7 mld zł,
  • wypłata 13. i 14. emerytury – ok. 31,8 mld zł,
  • program „Aktywny Rodzic”6 mld zł,
  • program „Dobry Start” – ok. 1,4 mld zł,
  • finansowanie składek na ubezpieczenia społeczne (m.in. dla osób na urlopach wychowawczych i macierzyńskich) – ok. 4,8 mld zł.

Waloryzacja świadczeń emerytalno-rentowych od 1 marca 2026 r. ma kosztować ok. 22 mld zł, a zasiłek pogrzebowy zostanie podniesiony do 7 000 zł (łączny koszt ok. 1,2 mld zł).

Mieszkalnictwo i gospodarka morska

W obszarze polityki mieszkaniowej zaplanowano 8,7 mld zł wydatków, z czego 6,7 mld zł ma pochodzić bezpośrednio z budżetu państwa. Środki te mają wspierać projekty zwiększające dostępność mieszkań, m.in. poprzez instrumenty wsparcia budownictwa i kredytowania.

Na gospodarkę morską przewidziano 2,4 mld zł, w tym 0,2 mld zł na wdrożenie wieloletniego programu „Budowa statków szkolno-badawczych dla uczelni morskich”, co ma wzmocnić zaplecze badawczo-szkoleniowe polskiej floty i szkolnictwa morskiego.

Strona dochodowa

Dochody budżetu państwa w 2026 r. zaplanowano na 647,2 mld zł, czyli o 43,8 mld zł więcej niż przewidywane wykonanie w 2025 r. Rząd zakłada, że poziom dochodów będzie wynikał z:

  • sytuacji makroekonomicznej,
  • zmian systemowych w podatkach,
  • działań na rzecz poprawy ściągalności oraz ograniczenia szarej strefy.

Dochody podatkowe mają wynieść 579,9 mld zł, o 43,6 mld zł więcej niż w 2025 r.

VAT

Prognozowane wpływy z VAT ujęto w kwocie 341,5 mld zł. Założenia obejmują m.in.:

  • nominalny wzrost spożycia prywatnego o 6,4%,
  • zmiany systemowe, w tym:
    • podwyższenie limitu zwolnienia podmiotowego z VAT z 200 tys. zł do 240 tys. zł,
    • wejście w życie KSeF (Krajowy System e-Faktur), obejmującego czynności podlegające VAT w Polsce.

CIT

Wpływy z CIT oszacowano na 80,4 mld zł. Prognoza uwzględnia m.in. podwyższenie stawki podatku dla sektora bankowego.

PIT

Dochody z PIT dla budżetu państwa mają wynieść 32 mld zł. Jednocześnie rosną dochody jednostek samorządu terytorialnego z udziałów w PIT – z 174,1 mld zł w 2025 r. do 193,8 mld zł w 2026 r. (wzrost o 11,4% r/r).

Na strukturę podatkową wpłynie też nowy instrument oszczędnościowo-inwestycyjny Osobiste Konta Inwestycyjne (OKI), który ma stanowić alternatywę dla obecnego sposobu opodatkowania dochodów z aktywów finansowych.

Akcyza

Prognoza dochodów z akcyzy wynosi 103,3 mld zł. Kluczowe znaczenie będą miały podwyżki stawek:

  • od 1 stycznia 2026 r.:
  • alkohol etylowy, piwo, wino, napoje fermentowane i wyroby pośrednie – +15%,
  • papierosy – +20%,
  • tytoń do palenia – +30%,
  • wyroby nowatorskie – +20%,
  • cygara i cygaretki – +20%,
  • płyn do e-papierosów – +50% (względem stawek z 2025 r.).

Na dochody akcyzowe w 2026 r. wpływ będą miały także zmiany wchodzące w życie od 1 sierpnia 2025 r., obejmujące opodatkowanie nowych kategorii wyrobów akcyzowych wpisanych do „mapy drogowej” do 2027 r.

Wydatki i dług publiczny: duży deficyt, dług pod kontrolą

Wydatki budżetu państwa w 2026 r. zaplanowano w kwocie 918,9 mld zł, czyli nieco poniżej łącznych wydatków zapisanych w ustawie budżetowej na 2025 r. (921,6 mld zł) – to ok. 2,7 mld zł mniej niż w 2025 r.

Przy przyjętych założeniach, w tym limicie deficytu, przewidywana relacja państwowego długu publicznego do PKB ma wynieść:

  • 48,9% w 2025 r.,
  • 53,8% w 2026 r.

Pozostanie więc poniżej krajowego progu ostrożnościowego 55% określonego w ustawie o finansach publicznych.

Natomiast relacja długu sektora instytucji rządowych i samorządowych (wg definicji unijnej) ma sięgnąć:

  • 59,8% PKB na koniec 2025 r.,
  • 66,2% PKB na koniec 2026 r.

Rząd wskazuje, że wzrost zadłużenia jest w dużej mierze efektem:

  • finansowania potrzeb pożyczkowych związanych z częścią pożyczkową KPO (ok. 2,8% PKB w 2026 r.),
  • wysokich nakładów na obronność.

Glapiński znów bez cyklu, dolar odbija po danych z USA, Indie obniżają stopy procentowe

Zgodnie z oczekiwaniami konferencja prezesa NBP nie zawiodła fanów gatunku. Stopy wciąż spadają, ale nie jest to cykl obniżek i nadal nie wiadomo, co dalej. W USA dobre dane z rynku pracy wspierają dolara, a Indie obcinają stopy procentowe po tym, jak prawie wyzerowały inflację.

Konferencja prezesa NBP

Wczorajsze wystąpienie profesora Adama Glapińskiego nie zawiodło fanów gatunku. Przywrócenie inflacji do celu jest oczywiście wynikiem decyzji RPP i jej konsekwentnej polityce pieniężnej. Ponownie pojawiły się banały o czekaniu na napływające dane. Pomimo tego, że w ciągu ostatnich siedmiu posiedzeń decyzyjny średni spadek stóp procentowych wynosił 0,25%, prezes nie zgadza się by mówić o cyklu. Obecnie Rada podobno przechodzi w tryb „wait and see”. Rynki nie są jednak przekonane do tego konceptu, o czym świadczą kolejne spadki stawki WIBOR. Analitycy nie są zgodni, czego oczekiwać dalej. Z jednej strony nadal mamy realne stopy procentowe, czyli skorygowane o inflację, wynoszące 1,6%. Z drugiej strony – zapowiedzi czekania. Warto jednak zwrócić, że to oczekiwanie mamy kolejny już miesiąc.

Dane z USA

Jeszcze wczoraj pisaliśmy o bardzo słabych danych z amerykańskiego rynku pracy. Raport na temat miejsc pracy był bowiem, delikatnie mówiąc, niezadowalający. Wczoraj natomiast poznaliśmy liczbę nowych wniosków o zasiłek dla bezrobotnych. Po poprzednich odczytach wielu analityków spodziewało się negatywnego odbicia. Otrzymaliśmy jednak najniższy poziom od września 2022 roku. Później tego dnia publikowano jeszcze informacje na temat zamówień w przemyśle. Te jednak okazały się dokładnie zgodne z oczekiwaniami, w związku z czym nie przykryły optymizmu inwestorów wywołanego danymi z rynku pracy. W rezultacie dolar wczoraj odrobił część strat względem euro. Nadal jednak amerykańska waluta jest w trendzie spadkowym w ciągu ostatnich dwóch tygodni. Ruch ten nie był dość silny, by wybić ją z tego trendu.

Indie tną stopy procentowe

Na konferencji prezesa NBP sporym fragmentem była informacja, że prezycyjna polityka monetarna jest powodem sukcesów w walce z inflacją. Wielu analityków zarzuca jednak RPP, że zbyt długo utrzymywała wysokie stopy procentowe, co owszem działało antyinflacyjnie, ale również antywzrostowo, gdyż dociskało gospodarkę drogim kredytem. W RPP jest nawet ekonomistka, która jeszcze niedawno chciała stopy procentowe podnosić – wiele osób określało jej pogląd jako ekstremalny. Jak się łatwo domyślić, wcale aż taki nie był. Są bowiem jeszcze Indie. Dzisiaj rano obniżono tam główną stopę procentową z 5,25% na 5,5%. Ile zatem wynosi inflacja? W październiku spadła z 1,44% na 0,25%. Mamy zatem realne stopy procentowe na niemal niespotykanym poziomie 5%.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:30 – USA – dochody i wydatki Amerykanów,

14:30 – Kanada – sytuacja na rynku pracy.

Naukowcy ostrzegają: chatboty mogą realnie zmieniać wyniki wyborów

Krótkie interakcje z chatbotami opartymi na sztucznej inteligencji mogą istotnie wpływać na postawy polityczne — wynika z dwóch badań opublikowanych w „Nature” i „Science”. Autorzy wskazują, że w określonych warunkach rozmowa z botem potrafi przesunąć preferencje wyborców nawet o 25 punktów procentowych.

Badania przeprowadzili profesorowie David Rand i Gordon Pennycook z Uniwersytetu Cornella. Naukowcy odkryli, że chatboty potrafią przekonywać skuteczniej niż tradycyjne reklamy wyborcze, ponieważ generują spersonalizowane, oparte na faktach argumenty w czasie rzeczywistym. Jednocześnie te najbardziej perswazyjne modele częściej tworzyły nieścisłe informacje, co budzi obawy o ich wpływ na procesy demokratyczne.

W badaniu opisanym w „Nature” przeanalizowano zachowania ponad 2300 Amerykanów, 1530 Kanadyjczyków oraz 2118 Polaków. Uczestnicy rozmawiający z botami sprzyjającymi Kamali Harris przesunęli się o 3,9 punktu w jej stronę w skali 100-punktowej. Co ciekawe, chatboty popierające Donalda Trumpa potrafiły przesunąć wyborców Harris o 1,51 punktu w kierunku Trumpa.

W Kanadzie i Polsce efekt był jeszcze silniejszy, sięgając około 10 punktów procentowych. Oznacza to, że w realnych warunkach kampanijnych AI mogłaby wpływać na wyniki wyborów. Autorzy podkreślają, że nawet krótkie rozmowy mogą mieć wymierny efekt.

Drugie badanie, opublikowane w „Science”, objęło niemal 77 tys. osób w Wielkiej Brytanii. Uczestnicy rozmawiali z 19 różnymi modelami AI na temat ponad 700 zagadnień politycznych. Najbardziej zoptymalizowany model potrafił przesunąć wyborców opozycji aż o 25 punktów procentowych.

Profesor Rand przyznał, że skala wpływu była dla niego zaskakująco duża. Dodał, że tak silny efekt w kontekście polityki prezydenckiej budzi szczególne pytania o przyszłość kampanii. Wskazał też, że wpływ AI może rosnąć wraz z jej dalszym doskonaleniem.

Badania pokazały również, że siła perswazyjna AI zależy przede wszystkim od liczby prezentowanych faktów. Chatboty instruowane, by „zagęścić” treść argumentów informacjami, zwiększały skuteczność o 27%. Modele trenowane specjalnymi metodami osiągały wzrost nawet o 51%.

Gdy badacze ograniczyli modelom dostęp do danych faktograficznych, ich siła przekonywania gwałtownie malała. Oznacza to, że kluczową rolę odgrywa nie manipulacja psychologiczna, lecz intensywność i precyzja argumentacji. Wyniki te podkreślają, że regulacje dotyczące użycia AI w polityce stają się pilną kwestią.

Kolejna globalna awaria Cloudflare. Tysiące serwisów niedostępnych — to drugi taki incydent w trzy tygodnie

W piątek 5 grudnia 2025 r., tuż po 9:30 czasu polskiego, doszło do poważnej awarii usług Cloudflare, która unieruchomiła tysiące stron internetowych i aplikacji na całym świecie. Użytkownicy wielu popularnych serwisów trafiali na komunikat „500 Internal Server Error”. To już drugi globalny incydent z udziałem Cloudflare w ciągu niespełna trzech tygodni.

Awaria błyskawicznie odbiła się na funkcjonowaniu popularnych platform, w tym LinkedIn, Zooma, Canvy, Vinted i InPostu. W Polsce problemy zgłaszali także użytkownicy mBanku i Revoluta. Na stronach monitorujących awarie, takich jak Downdetector, liczba zgłoszeń zaczęła rosnąć lawinowo już po kilkudziesięciu sekundach od wystąpienia pierwszych błędów.

Cloudflare potwierdził incydent na swojej stronie statusu, informując o „zakłóceniach w działaniu panelu administracyjnego i części interfejsów API”. Firma niezwłocznie rozpoczęła prace naprawcze.

Cloudflare: to nie był cyberatak

W odpowiedzi na liczne spekulacje w mediach społecznościowych szef działu technologicznego Cloudflare, Dane Knecht, wyjaśnił, że awaria nie była efektem cyberataku. Jak poinformował, źródłem problemu okazało się celowe tymczasowe wyłączenie wybranych funkcji logowania — działanie mające zminimalizować ryzyko po wykryciu poważnej luki bezpieczeństwa w bibliotece React (CVE), zgłoszonej wcześniej w tygodniu.

„Wprowadziliśmy środki ostrożności, które doprowadziły do niezamierzonego przeciążenia części naszych systemów” — przekazał Knecht w komunikacie na platformie X.

Drugi globalny incydent w niespełna trzy tygodnie

Piątkowa awaria jest kolejnym globalnym zakłóceniem działania usług Cloudflare w krótkim czasie. Eksperci zwracają uwagę, że sytuacja ponownie obnaża skalę zależności internetu od kilku dużych dostawców infrastruktury — w tym Cloudflare, które obsługuje nawet 1/5 wszystkich stron internetowych na świecie.

Rosną opłaty za winiety w Czechach

Przewoźnicy drogowi zwracają uwagę, że wzrost opłat za korzystanie z autostrad dla samochodów o masie do 3,5 tony będzie znacząco wpływać na wycenę tras dostawczych między Polską, a Czechami. Opłaty zmieniają się regularnie w wielu krajach europejskich. W opinii Zachodniopomorskiego Stowarzyszenia Przewoźników Drogowych wpływa to na wyceny tras międzynarodowych w obrębie Europy.

Od 1 stycznia 2026 roku w Czechach wzrosną opłaty za korzystanie z autostrad dla samochodów osobowych o masie do 3,5 tony – poinformowało Ministerstwo Transportu w Pradze. Wzrosty nie są duże, ale przy regularnych kursach handlowych między Polską, a Czechami lub przez Czechy, mogą być dla przewoźników drogowych czynnikiem zmuszającym do zmiany wyceny usług.

– Pamiętamy, że zachodniopomorscy przewoźnicy to w dużej mierze kierowcy wykonujący trasy międzynarodowe. Podnoszenie opłat za korzystanie z autostrad w każdym kraju europejskim wiąże się z tym, że konieczna jest nowa wycena tras czy wycena frachtów. Trasa czeska jest jedną z najpopularniejszych. Podniesienie opłat jest więc bolesne.

– Spodziewamy się, że w 2026 roku zmian opłat za korzystanie z autostrad będzie więcej. Słyszy się o takich planach w Niemczech, we Francji, ale także w Polsce taka waloryzacja staje się przedmiotem dyskusji i to też będzie odczuwalne dla przewoźników drogowych naszych krajowych – dodaje Dariusz Matulewicz, prezes Zachodniopomorskiego Stowarzyszenia Przewoźników Drogowych.

We Francji od 1 lutego 2026 r. opłaty za przejazd autostradami wzrosną o około 0,86%. Jest to najniższy wzrost cen od 2021 roku. Nowy system poboru opłat będzie funkcjonować w Chorwacji, a nowy system naliczania opłat szykuje także Holandia, która dla polskich przewoźników drogowych również jest jednym z częstszych krajów tranzytowych.

– Holandia pokazuje w jaką stronę zmierzają tendencje europejskie, czyli niższe opłaty dla samochodów elektrycznych, hybrydowych, a wyższe dla pojazdów starszych, co również bywa kłopotliwe dla firm przewozowych, które mają nieco starszą flotę aut. Posługując się holenderskim przykładem stawki zależą od klasy emisji CO2 i masy pojazdu. Najwyższe dla pojazdów o najniższej normie (np. Euro 0), najniższe dla pojazdów bez emisyjnych.

– Spodziewamy się, że wzrosty, które będą mieć miejsce w roku 2026 spowodują aktualizację cen u przewoźników drogowych. W tym momencie trudno jednak mówić o skali działania. Zawsze w transporcie pierwsze dwa miesiące nowego roku są testem popytu, podaży i aktualizacją łańcuchów dostaw – dodaje Dariusz Matulewicz, prezes Zachodniopomorskiego Stowarzyszenia Przewoźników Drogowych.

W rok 2026 przewoźnicy drogowi wchodzą ze sporym niepokojem związanym z prezydenckim wetem odnośnie zezwoleń EKMT. Transport nie narzeka na brak zleceń, co oznacza poprawę sytuacji względem, choćby trudnego roku 2024, ale jednocześnie kursy obsługiwane są mniejszymi autami, a wolumen transportowy i odległość tras uległa zmniejszeniu.

Indie szukają równowagi między strategicznym partnerstwem z Rosją a oczekiwaniami USA

Podczas spotkania w New Delhi prezydent Rosji Władimir Putin i premier Indii Narendra Modi skupili się na wzmocnieniu współpracy dwustronnej oraz na sposobach odpowiedzi na narastającą presję USA związaną z importem rosyjskiej ropy przez Indie.

Podczas rozmów w Hyderabad House Modi podkreślił stanowisko Indii w sprawie wojny Rosji przeciwko Ukrainie, mówiąc: „Indie nie są neutralne — Indie są po stronie pokoju”. Wyraził też nadzieję, że ostatnie działania społeczności międzynarodowej pomogą „przywrócić pokój na świecie”. Putin w odpowiedzi podziękował Modiemu za jego „wysiłki na rzecz poszukiwania rozwiązania obecnej sytuacji”.

Spotkanie odbywa się w momencie, gdy wymiana handlowa między oboma państwami zbliża się do 70 mld dolarów rocznie — choć relacja ta jest wyraźnie asymetryczna. W roku budżetowym 2024–25 Indie sprowadziły z Rosji towary o wartości ok. 65 mld dolarów, głównie dzięki zakupom przecenionej ropy, natomiast ich eksport do Rosji wyniósł jedynie 4,88 mld dolarów.

Oba kraje deklarują ambicję osiągnięcia 100 mld dolarów obrotów handlowych do 2030 r. Plany obejmują współpracę w sektorze farmaceutycznym, rolnictwie, elektronice oraz mobilności pracowników. Minister handlu Piyush Goyal przypomniał podczas Indo-Russian Business Forum, że Rosja od dawna pozostaje „India’s Sukh Dukh Ka Saathi” — partnerem zarówno w dobrych, jak i w trudnych chwilach.

Putin w Indiach uderza w USA: „Jeśli wy możecie kupować nasze paliwo, dlaczego Indie nie?”

Prezydent Rosji Władimir Putin, przebywający z dwudniową wizytą w Indiach, ostro skrytykował politykę Stanów Zjednoczonych, oskarżając Waszyngton o „hipokryzję” w podejściu do handlu surowcami energetycznymi. W rozmowie z India Today, udzielonej tuż przed przylotem do New Delhi 4 grudnia, rosyjski przywódca zakwestionował zasadność amerykańskich żądań wobec Indii dotyczących ograniczenia importu rosyjskiej ropy.

Putin podkreślił, że Stany Zjednoczone same pozostają jednym z największych odbiorców rosyjskiego paliwa jądrowego. Według niego około jedna czwarta zapotrzebowania amerykańskich elektrowni jądrowych na wzbogacony uran pochodzi z Rosji. – Jeśli Stany Zjednoczone mają prawo kupować nasze paliwo, dlaczego Indie nie miałyby mieć tego samego przywileju? – stwierdził Putin, zapowiadając, że temat ten zostanie poruszony w jego rozmowie z prezydentem Donaldem Trumpem.

Napięte relacje handlowe i energetyczne

Komentarz rosyjskiego lidera pojawia się w momencie gwałtownego zaostrzenia presji USA na Indie. Administracja Trumpa od miesięcy stara się ograniczyć indyjskie zakupy rosyjskiej ropy, argumentując, że wpływy z tego handlu wspierają działania militarne Moskwy na Ukrainie.

Współpraca obronna na pierwszym planie

Kluczowym tematem rozmów były kwestie bezpieczeństwa. Indie liczą na przyspieszenie dostaw dwóch dodatkowych zestawów systemów przeciwlotniczych S-400. Rosja zaproponowała także sprzedaż myśliwców Su-57 wraz z transferem technologii, choć nie oczekuje się natychmiastowego finalizowania umów.

Dyskusje odbywają się na tle nowej fali amerykańskich sankcji. W sierpniu prezydent Donald Trump wprowadził 50-procentowe cła na towary z Indii, argumentując, że zakupy przez New Delhi taniej rosyjskiej ropy pośrednio wspierają finansowanie rosyjskich działań wojennych.

Kolejny etap nacisku nastąpił w październiku, kiedy Departament Skarbu USA objął sankcjami Rosnieft i Łukoil – dwóch gigantów kontrolujących łącznie około 60 proc. rosyjskiego eksportu ropy do Indii. Restrykcje weszły w życie 21 listopada i natychmiast odbiły się na przepływach handlowych: grudniowy wolumen importu ropy z Rosji do Indii spadł do najniższego poziomu od trzech lat.

Mimo nacisków ze strony USA Putin podczas wizyty zapewniał, że Rosja jest gotowa dalej wspierać Indie stabilnymi dostawami surowców. Podczas rozmów z premierem Narendrą Modim obaj liderzy podkreślili wolę zacieśniania współpracy energetycznej, w tym rozwijania nowych projektów w sektorze paliw i logistyki.

Rzadkie gesty dyplomatyczne i pakiet umów

Modi osobiście przywitał Putina na lotnisku w czwartek wieczorem — co jest odstępstwem od standardowego protokołu — a następnie zaprosił go na prywatną kolację do swojej rezydencji. W rosyjskiej delegacji znaleźli się m.in. minister obrony Andriej Biełousow oraz przedstawiciele biznesu.

Po piątkowym szczycie spodziewano się podpisania szeregu porozumień, m.in. w sprawie ułatwień dotyczących mobilności pracowników oraz rozszerzenia współpracy w cywilnym sektorze jądrowym.

Polski rynek handlowy 2025: wysoka aktywność inwestorów, dominacja parków handlowych, rosnące czynsze

Polski sektor handlowy wciąż rośnie w siłę i przyciąga uwagę inwestorów. Jak wynika z raportu „Review. Rynek handlowy” BNP Paribas Real Estate Poland, trzeci kwartał 2025 roku przyniósł dalszą stabilizację podaży, wysoki wolumen nowych projektów i utrzymujący się popyt na parki handlowe.

Parki handlowe ciągle na topie

W trzecim kwartale bieżącego roku podaż nowej powierzchni handlowej w Polsce utrzymała stabilny poziom. Oddano do użytku 94 tys. m kw., co odpowiada wynikom z poprzednich miesięcy. Nowe projekty koncentrowały się głównie w segmencie parków handlowych, które rozwijają się dynamicznie zarówno w dużych aglomeracjach, jak i w mniejszych miastach liczących poniżej 100 tys. mieszkańców. To właśnie takie lokalizacje oferują obecnie największy potencjał zakupowy.

Nowe otwarcia w III kwartale 2025 roku potwierdzają trend ekspansji nowoczesnych parków handlowych w miastach średniej wielkości. Wśród największych inwestycji ukończonych w tym okresie należą m.in. S1 Włocławek (17 tys. m kw.), Przystanek Karkonosze w Karpaczu (15 tys. m kw.) oraz M Park Ciechanów (10 tys. m kw.).

Wysoki wskaźnik nowej podaży

W ujęciu czterech ostatnich kwartałów całkowita nowa podaż sięgnęła 440 tys. m kw., a skala rozbudów i modernizacji wskazuje, że rynek pozostaje w fazie zrównoważonego wzrostu. Całkowita nowa powierzchnia handlowa w budowie, której oddanie planowane jest w latach 2025-2026 wyniesie 421 tys. m kw., co stanowi wzrost aż o 53% w porównaniu do poprzedniego roku. Dominującym formatem nowo powstających obiektów handlowych są parki handlowe.

–  Na koniec września wolumen projektów w realizacji pozostawał wysoki i nadal rósł – w budowie znajdowało się blisko 550 tys. m kw. powierzchni, obejmującej zarówno nowe inwestycje, jak i rozbudowy istniejących obiektów. Ponad 80% tej powierzchni stanowiły parki handlowe, co potwierdza ich rosnący potencjał zakupowy i znaczenie w rozwoju nowoczesnych formatów handlowych – mówi Fabrice Paumelle, Dyrektor Działu Powierzchni Handlowych, BNP Paribas Real Estate Poland.

Wśród największych inwestycji planowanych na 2026 rok znajdują się: Brama Bieszczad w Sanoku (23 tys. m kw.), Galeria Podhalańska w Nowym Targu (21 tys. m kw.) oraz OTO Park Siemianowice Śląskie (18 tys. m kw.).

Najemcy utrzymują zainteresowanie

Biorąc pod uwagę wskaźniki podaży, sytuacja wynajmu w obiektach handlowych pozostaje stabilna. Średni poziom wynajęcia obiektów handlowych w ośmiu największych aglomeracjach w Polsce w I połowie 2025 roku przekracza 97%, co oznacza jego niewielki spadek w porównaniu do ubiegłego roku. Najniższy poziom niewynajętej powierzchni odnotowano w Szczecinie (1,8%), a najwyższy we Wrocławiu (4,1%).

Analitycy BNP Paribas Real Estate Poland wskazują również rosnącą rolę sieci dyskontowych, które dominują wśród nowych najemców. Wciąż ekspansję kontynuują marki: Pepco, Action, TEDi, Dealz i KiK, ale pojawiają się również nowi gracze, tacy jak Mr. DIY czy Woolworth.

W trzecim kwartale na polskim rynku zadebiutowało siedem nowych marek, z czego aż trzy (MiniSo, DRM-LND i ZAG Bijoux) otworzyły swoje salony w warszawskich Złotych Tarasach. Stolica wzbogaciła również swoją ofertę modową o nowe lokalizacje marek: Carhartt WIP przy Placu Zbawiciela, Ocean przy ul. Marszałkowskiej oraz Almarah Perfumes w Galerii Młociny. Natomiast w poznańskiej Galerii Posnania otwarto sklep pod szyldem One by One.

Czynsze poszły w górę

Jak wskazuje raport, zaobserwowano w skali roku wzrost czynszów w najlepszych lokalizacjach handlowych we wszystkich formatach – w centrach i parkach handlowych oraz przy głównych ulicach.

 Wzrosty przekroczyły wartości corocznej indeksacji o wskaźnik inflacji, co wskazuje na silne zainteresowanie najemców lokalami typu „prime” oraz ograniczoną dostępność najbardziej atrakcyjnych powierzchni – ocenia Renata Weikert, Starsza Konsultantka Działu Wynajmu Powierzchni Handlowych BNP Paribas Real Estate Poland.

Handel stacjonarny nadal rośnie

Jak wskazują analitycy BNP Paribas Real Estate Poland po bardzo mocnym drugim kwartale, trzeci kwartał przyniósł kontynuację wzrostu sprzedaży detalicznej. W lipcu wzrosła ona o 4,8% r/r, a w sierpniu o 3,1% r/r w cenach stałych. Udział e-commerce w sprzedaży detalicznej ustabilizował się na poziomie 8,1%.

W sierpniu 2025 roku obroty w centrach handlowych wzrosły o 3,2% w porównaniu z rokiem ubiegłym, mimo że wskaźnik odwiedzalności spadł nieznacznie o 1,4%. To kolejny miesiąc z rzędu, w którym branża notuje dodatnie wyniki i dowód na to, że konsumenci konsekwentnie powracają do zakupów stacjonarnych.

Zamówienia w niemieckim przemyśle lepsze od prognoz

Zamówienia w niemieckim przemyśle wzrosły w październiku o 1,5%, wyraźnie przekraczając oczekiwania ekonomistów i dając pierwsze oznaki możliwego ustabilizowania się sytuacji w największej gospodarce Europy. Federalny Urząd Statystyczny Destatis poinformował 5 grudnia, że wynik był trzykrotnie lepszy od prognozy analityków ankietowanych przez The Wall Street Journal, którzy spodziewali się jedynie 0,5% wzrostu.

Najsilniejszy impuls dla zamówień pochodził z kategorii „inne środki transportu”, w której odnotowano imponujący, 87-procentowy skok. Segment ten obejmuje m.in. samoloty, okręty, tabor kolejowy oraz wyposażenie wojskowe. Tak duży wzrost świadczy o rosnącej wartości zamówień obronnych składanych przez rząd Niemiec, w tym dwóch kluczowych kontraktów:

  • umowy na zakup 60 śmigłowców Boeing CH-47F Chinook o wartości blisko 900 mln dolarów,
  • oraz pakietu zamówień na pojazdy rozpoznawcze o wartości ok. 3,5 mld euro.

Destatis dokonał również rewizji danych za wrzesień, podnosząc wcześniejszy odczyt z 1,1% do 2,0%. Korekta ta dodatkowo wzmacnia obraz stopniowego odbudowywania się popytu w niemieckim sektorze przemysłowym — mimo wciąż trudnych warunków gospodarczych.

Rynek spersonalizowanego żywienia opartego na AI gwałtownie rośnie. Do 2032 r. ma osiągnąć ponad 17 mld USD

Globalny rynek usług związanych ze spersonalizowanym zdrowiem i żywieniem wspieranym przez sztuczną inteligencję ma przed sobą lata bardzo szybkiego rozwoju — wynika z najnowszego raportu Credence Research. Według prognoz wartość tego segmentu wzrośnie z 4,57 mld dolarów w 2024 r. do 17,87 mld dolarów w 2032 r., co oznacza średnioroczny wzrost na poziomie 17,32%.

Do rozwoju branży przyczynia się coraz szersze stosowanie inteligentnych opasek i zegarków, systemów ciągłego monitorowania glukozy oraz badań mikrobiomu. Narzędzia te stają się codziennym wsparciem dla osób, które chcą lepiej kontrolować swoje zdrowie i sposób odżywiania.

Sektor coraz wyraźniej odchodzi od ogólnych zaleceń żywieniowych na rzecz porad dopasowanych do indywidualnych potrzeb. Umożliwia to analiza danych biometrycznych, wyników badań oraz informacji o stylu życia użytkowników.

Dzięki wykorzystaniu sztucznej inteligencji firmy analizują dane zbierane m.in. przez inteligentne zegarki, systemy CGM takie jak Abbott FreeStyle Libre czy testy mikrobiomu jelitowego. Na tej podstawie przygotowują spersonalizowane plany żywieniowe, rekomendacje suplementów oraz wskazówki dotyczące stylu życia.

Migranci ratują dodatnie saldo rejestracji JDG. Coraz więcej jednoosobowych firm zakładają cudzoziemcy

W pierwszych dziewięciu miesiącach tego roku do rejestru CEIDG wpłynęło 220,1 tys. wniosków dotyczących założenia jednoosobowej działalności gospodarczej. To o 0,6% mniej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku. Choć liczba wniosków o otwarcie JDG rdr. minimalnie spadła, to wciąż pozostaje większa niż liczba wniosków o zamknięcie. W okresie I-III kw. 2024 r. było ich odpowiednio 221,4 tys. i 141,9 tys. Natomiast w I-III kw. 2025 r. odnotowano 220,1 tys. i 143,1 tys. W analizowanym czasie do ww. rejestru wpłynęło 149,3 tys. wniosków o wznowienie ww. działalności, tj. o 34 mniej niż w I-III kw. zeszłego roku. W pierwszych trzech kwartałach br. w żadnym z województw nie wzrosła rdr. liczba wniosków o założenie JDG. Natomiast taki wzrost jest widoczny w przypadku zgłoszeń bez wskazania województwa prowadzenia działalności.

W pierwszych trzech kwartałach br. do rejestru CEIDG (Centralna Ewidencja i Informacja o Działalności Gospodarczej) wpłynęło 220,1 tys. wniosków dot. założenia jednoosobowej działalności gospodarczej. To o 0,6% mniej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku, kiedy takich przypadków było 221,4 tys. Radca prawny i doradca restrukturyzacyjny Adrian Parol zwraca uwagę na to, że trudno mówić o zmianie trendu. To różnica rzędu 1,3 tys. wniosków w skali całego kraju. Jego zdaniem, omawiany spadek nie jest sygnałem osłabienia przedsiębiorczości, lecz raczej wskazuje na moment równowagi po kilku latach bardzo zmiennych nastrojów gospodarczych.

– Takie minimalne wahania to efekt przesunięć sezonowych, zmian w rytmie składania wniosków czy delikatnych różnic koniunkturalnych. Zainteresowanie prowadzeniem własnej firmy w Polsce pozostaje stabilne i wysokie. Mikroprzedsiębiorcy przyjęli realistyczną postawę, tj. mniej entuzjazmu i więcej kalkulacji. Po okresie niepewności regulacyjnej i wysokiej inflacji nastąpiło pewne uspokojenie. Warunki do prowadzenia działalności nie są może idealne, ale są przewidywalne, a to w biznesie jest najważniejsze – podkreśla mec. Adrian Parol.

Z kolei dr Sebastian Zupok z uczelni WSB-NLU zauważa, że o zakładaniu działalności gospodarczej w Polsce decydują dziś przede wszystkim czynniki kosztowe i regulacyjne (wysokość składek, podatki, niepewność interpretacyjna przepisów), popyt na usługi samozatrudnionych w kluczowych sektorach, a także motywy elastyczności zawodowej – chęć pracy na własnych zasadach i większej kontroli nad dochodami. W porównaniu z rokiem 2024 rośnie znaczenie postawy ostrożnego optymizmu. Potencjalni przedsiębiorcy częściej analizują trwałość popytu i stabilność kontraktów przed podjęciem decyzji o rejestracji JDG.

– Warto przy tym podkreślić rosnący udział obcokrajowców w strukturze nowych rejestracji. Cudzoziemcy, głównie z Ukrainy, Białorusi, Gruzji oraz krajów Azji, coraz częściej zakładają jednoosobowe firmy w Polsce – zwłaszcza w branżach usługowych, remontowych i transportowych. Ich aktywność ma wymierne znaczenie makroekonomiczne, ponieważ kompensuje spadek dynamiki przedsiębiorczości krajowej i przyczynia się do utrzymania dodatniego salda rejestracji. Można więc uznać, że stabilność wskaźników CEIDG w 2025 roku jest po części efektem przedsiębiorczości migracyjnej – dodaje dr Zupok.

Choć liczba wniosków o otwarcie JDG rdr. minimalnie spadła, to wciąż pozostaje większa niż liczba wniosków o zamknięcie. Ekspert z uczelni WSB-NLU zauważa, że relacja między otwarciami a zamknięciami JDG pozostaje korzystna. Na każde zamknięcie przypada około 1,5 nowej rejestracji. Takie proporcje świadczą o utrzymaniu dodatniego bilansu przedsiębiorczości, czyli zdolności gospodarki do odtwarzania i regenerowania sektora mikrofirm mimo rosnących kosztów i presji inflacyjnej. W praktyce oznacza to, że jednoosobowe działalności nadal pełnią w Polsce funkcję „amortyzatora rynku pracy”, ułatwiając wejście w samozatrudnienie w sytuacji ograniczonej podaży etatów.

– Saldo otwarć i zamknięć JDG pozostaje dodatnie. W pierwszych trzech kwartałach tego roku powstało o około 77 tys. więcej firm, niż się zamknęło. Rok wcześniej ten bilans był zbliżony, ale w latach wcześniejszych różnie to wyglądało. To oznacza, że mimo niełatwego otoczenia gospodarczego mikroprzedsiębiorczość w Polsce nadal rośnie. Warto pamiętać, że sektor jednoosobowych firm jest niezwykle dynamiczny i rotacja jest wpisana w naturę rynku. Wiele działalności ma charakter projektowy, sezonowy, a także eksperymentalny – wyjaśnia mec. Adrian Parol.

Z danych CEIDG wynika, że w pierwszych trzech kwartałach br. do rejestru wpłynęło 149,3 tys. wniosków o wznowienie jednoosobowej działalności gospodarczej. To niemal tyle samo, co w analogicznym okresie ubiegłego roku. Dr Sebastian Zupok zauważa, że tak znikoma różnica (zaledwie 34 przypadki mniej rdr.) potwierdza, że warunki prowadzenia biznesu w analizowanych okresach były bardzo zbliżone, a rynek znajduje się w stanie równowagi. W jego ocenie, nie jest to zjawisko zaskakujące, bo po burzliwych latach pandemii i reform podatkowych obserwujemy wyraźne uspokojenie nastrojów przedsiębiorców.

– To klasyczny przykład stabilizacji rynku. Liczba wznowień działalności jest niemal identyczna, co oznacza, że przedsiębiorcy działają dość przewidywalnie, a gospodarka utrzymuje zbliżony rytm koniunkturalny. Wznowienie działalności to często decyzja taktyczna. Ktoś zawiesza firmę w okresie mniejszego popytu, a potem wraca, gdy sytuacja się poprawia. W mojej praktyce często widzę, że to nie efekt kryzysu, tylko racjonalnego zarządzania ryzykiem – dodaje mec. Adrian Parol.

Wnioski o wznowienie stanowią ok. 68 procent liczby wszystkich nowych rejestracji. W ocenie mec. Parola, to bardzo wysoki wskaźnik, który pokazuje, że ogromna część aktywności gospodarczej nie jest generowana przez zupełnie nowych przedsiębiorców, lecz przez osoby, które już wcześniej prowadziły działalność i teraz decydują się wrócić na rynek.

– Z mojego punktu widzenia to pozytywne zjawisko. Wznowienia oznaczają, że przedsiębiorcy nie zamykają się na dobre, nie porzucają swoich pomysłów, ale traktują zawieszenie działalności jako narzędzie zarządzania ryzykiem. Wstrzymują aktywność, gdy koniunktura jest słabsza i wracają, gdy rynek się poprawia lub pojawia się nowe zapotrzebowanie na ich usługi. To znak dojrzałości, który pokazuje, że polscy mikroprzedsiębiorcy nauczyli się elastyczności i racjonalnego reagowania na zmiany otoczenia gospodarczego – mówi mec. Parol.

W analizowanym okresie w żadnym z województw nie zwiększyła się rdr. liczba wniosków o założenie JDG. Natomiast taki wzrost jest widoczny w przypadku wniosków z pustym polem (tj. bez wskazania województwa prowadzenia działalności). W III kwartale zeszłego roku było ich 100 tys. Teraz to liczba 95,2 tys. Radca prawny Adrian Parol uważa, że zjawisko to pokazuje, jak zmienia się natura prowadzenia biznesu w Polsce. Wzrost liczby wniosków z pustym polem województwa nie wynika z lenistwa czy chęci unikania formalności, lecz z faktu, że coraz więcej firm nie jest już przypisanych do jednego miejsca.

– Wielu przedsiębiorców prowadzi działalność w pełni zdalnie, są np. programistami czy marketingowcami. Nie widzą powodu, by wskazywać województwo, skoro ich praca ma zasięg ogólnopolski, a często nawet międzynarodowy. W dobie cyfryzacji i mobilności lokalizacja przestaje być aż tak bardzo istotna. Z punktu widzenia gospodarki to bardzo pozytywny sygnał, który de facto oznacza, że polska mikroprzedsiębiorczość staje się coraz bardziej nowoczesna i elastyczna. Granice administracyjne mają dziś mniejsze znaczenie niż branża, specjalizacja czy kanały sprzedaży – wyjaśnia mec. Adrian Parol.

Do tego dr Sebastian Zupok z uczelni WSB-NLU uważa, że dane z CEIDG za pierwsze trzy kwartały 2025 roku obrazują dojrzałość i stabilność polskiej mikroprzedsiębiorczości. Liczba nowych rejestracji, zamknięć i wznowień wskazuje na zrównoważony ekosystem gospodarczy, w którym aktywność krajowych i zagranicznych przedsiębiorców wzajemnie się uzupełnia. W jego ocenie, kluczowym wyzwaniem na kolejne kwartały pozostaje ograniczenie barier administracyjno-fiskalnych oraz wsparcie dla innowacyjnych, skalowalnych JDG, które mogą przejść z fazy samozatrudnienia do roli realnych mikroprzedsiębiorstw tworzących wartość dodaną dla naszej gospodarki.

Rząd chce podnieść „podatek od szczęścia”. Eksperci ostrzegają: wzrośnie szara strefa, ucierpi budżet i polski sport

Rządowy projekt podwyższenia podatku od wygranych w grach losowych i zakładach wzajemnych z 10 do 15 proc. ma – według Ministerstwa Finansów – zwiększyć wpływy do budżetu państwa. Eksperci Warsaw Enterprise Institute alarmują jednak, że efekt będzie odwrotny: legalny rynek osłabnie, szara strefa się umocni, a państwo oraz polski sport stracą znaczące środki.

Projekt ustawy czeka obecnie na decyzję prezydenta – podpis lub weto.

Szara strefa hazardu już teraz gigantyczna

Z danych H2 Gambling Capital, cytowanych przez samo Ministerstwo Finansów, wynika, że nielegalny hazard online w Polsce osiąga wartość ponad 65 mld zł rocznie. Od wejścia w życie ustawy hazardowej w 2017 r. do nielicencjonowanych operatorów trafiło już ponad 323 mld zł, a państwo utraciło co najmniej 8 mld zł z tytułu podatku od gier.

WEI ostrzega, że podwyżka podatku tylko przyspieszy ten odpływ.

„Legalni przegrają, nielegalni zyskają”

Według Piotra Palutkiewicza, wiceprezesa WEI, zmiana uderzy wyłącznie w graczy i firmy działające zgodnie z prawem.

Gracz, który zobaczy, że od każdej wygranej powyżej 2280 zł potrąca mu się 15 proc., a w nielegalnych serwisach otrzyma pełną kwotę, po prostu przeniesie się do szarej strefy. Państwo podnosi daninę tam, gdzie ma najłatwiejszy dostęp, nieświadomie promując nielegalnych operatorów – ocenia Palutkiewicz.

Państwowy rejestr zablokowanych domen hazardowych obejmuje już ponad 50 tys. adresów, podczas gdy legalnych operatorów online jest zaledwie około 20, a licencjonowane kasyno internetowe – jedno. Podwyżka podatku może pogłębić tę dysproporcję.

Hazard w szarej strefie to nie tylko utracone podatki

Eksperci zwracają uwagę, że nielegalne platformy działają często poprzez raje podatkowe, a kapitał części z nich ma powiązania z Rosją. Brak nadzoru sprzyja praniu pieniędzy i finansowaniu podmiotów o niejasnej strukturze właścicielskiej.

Każdy wzrost obciążeń legalnych operatorów wzmacnia szarą strefę. A ta jest narzędziem do transferu środków do podmiotów powiązanych m.in. z Rosją, prania pieniędzy i destabilizacji budżetów państw UE – mówi Andrzej Strojny, analityk WEI.
Podniesienie podatku od wygranych nie poprawi bezpieczeństwa – wręcz przeciwnie, zwiększy skalę istniejących zagrożeń.

Sport również zapłaci cenę

Legalni operatorzy wspierają polski sport poprzez odprowadzane dopłaty oraz współpracę z klubami, federacjami i akademiami. Wzrost szarej strefy oznacza mniejsze przychody legalnych firm, a tym samym mniej pieniędzy na szkolenie młodzieży, rozwój infrastruktury i działalność klubów.

WEI ostrzega, że podwyżka podatku to nie tylko utrata dochodów publicznych – to także uderzenie w stabilność finansową polskiego sportu.

Projekt czeka na decyzję prezydenta

Ustawa podwyższająca podatek od wygranych została już przyjęta przez parlament. Teraz wszystko zależy od decyzji głowy państwa. Jeśli projekt wejdzie w życie, nowa 15-procentowa stawka obejmie wszystkie wygrane powyżej 2280 zł.

Eksperci apelują o ponowną analizę skutków regulacji, wskazując, że zamiast zwiększyć wpływy do budżetu, może ona doprowadzić do ich gwałtownego spadku.

Czechy i Rumunia liderami rentowności, Polska wśród najsilniejszych kapitałowo rynków ubezpieczeniowych CEE

Międzynarodowa firma Forvis Mazars opublikowała najnowszą edycję swojego cyklicznego raportu „Strategiczna odporność sektora ubezpieczeń w Europie Środkowo-Wschodniej: prognozy na 2025 rok”, z którego wynika, że ubezpieczyciele w regionie zwiększyli składki z tytułu ubezpieczeń innych niż na życie z 18 mld euro w 2018 roku do 28,5 mld euro w 2024 roku, co stanowi wzrost o 58% i przewyższa wyniki wielu dojrzałych rynków zachodnich. Pomimo inflacji i niekorzystnych warunków regulacyjnych Europa Środkowa i Wschodnia (CEE) szybko staje się fundamentem odporności finansowej Europy.

„Raport ten potwierdza, że Europa Środkowa i Wschodnia (CEE) stała się siłą napędową europejskiego rynku ubezpieczeń. Silne fundamenty finansowe i zdyscyplinowana polityka ubezpieczeniowa pozwoliły ubezpieczycielom wytrzymać presję gospodarczą, a transformacja cyfrowa i zdolność dostosowywania się do zmian regulacyjnych sprawiają, że sektor ten staje się coraz bardziej odporny. Tym, co wyróżnia region CEE, jest skuteczne budowanie własnej przewagi konkurencyjnej poprzez efektywność, innowacyjność i zrównoważony rozwój.” – zauważa Małgorzata Pek, liderka sektora finansowego w Forvis Mazars w regionie CEE, partnerka Forvis Mazars w Polsce.

Wzrost składek i odporność rentowności

W badaniu przeanalizowano sześć kluczowych rynków ubezpieczeniowych w Europie Środkowo-Wschodniej (Chorwacja, Czechy, Węgry, Polska, Rumunia i Słowacja), podkreślając, w jaki sposób region ten staje się kluczowym elementem europejskiego krajobrazu finansowego. Raport podkreśla, że wskaźniki mieszane (combined ratio) pozostają poniżej jednego na większości rynków ubezpieczeń majątkowych, co świadczy o dobrej rentowności sektora ubezpieczeń i dyscyplinie operacyjnej. Czechy i Rumunia utrzymują najsilniejsze wyniki w regionie, z poprawą wskaźników mieszanych odpowiednio do 0,86 i 0,95 w porównaniu z rokiem poprzednim.

Chociaż penetracja rynku ubezpieczeń w Europie Środkowo-Wschodniej wynosi średnio 2,2% PKB w porównaniu z 6–9,5% w Europie Zachodniej, różnica ta stanowi raczej znaczny niewykorzystany potencjał niż jego słabość. Wraz z postępującą konwergencją gospodarczą oczekuje się, że rosnąca świadomość konsumentów i ewoluująca wiedza na temat ryzyka będą napędzać wzrost popularności zarówno segmentu ubezpieczeń na życie, jak i ubezpieczeń majątkowych.

Sztuczna inteligencja, innowacje i zgodność z przepisami zmieniają rynek

Ubezpieczyciele z Europy Środkowo-Wschodniej inwestują znaczne środki na wdrożenia rozwiązań opartych na sztucznej inteligencji (AI), rozwój technologii chmury obliczeniowej i innowacje zorientowane na klienta, aby przekształcić proces obsługi roszczeń, oceny ryzyka i projektowania produktów.

Od asystentów opartych na sztucznej inteligencji po ubezpieczenia oparte na wykorzystaniu i prognozowanie ryzyka – ubezpieczyciele wykorzystują technologie, aby wzmocnić odporność i zaangażowanie klientów. Jednak, jak pokazuje raport, unijna ustawa o sztucznej inteligencji i regulacje DORA wprowadzają nowe wyzwania w zakresie zgodności z przepisami, które wymagają zrównoważenia wydajności z przejrzystością i ładem korporacyjnym.

Regulacje zwiększające odporność

Sektor ubezpieczeniowy w Europie Środkowo-Wschodniej dostosowuje się do jednej z największych fal zmian regulacyjnych od dziesięcioleci. Zmieniona dyrektywa Solvency II, która wejdzie w życie w 2027 roku, wzmacnia zarządzanie kapitałem i integrację ryzyka klimatycznego. Dyrektywa w sprawie naprawy i restrukturyzacji ubezpieczycieli (IRRD) harmonizuje transgraniczne plany naprawcze, a dyrektywa w sprawie sprawozdawczości przedsiębiorstw w zakresie zrównoważonego rozwoju (CSRD) rozszerza wymogi dotyczące ujawniania informacji ESG. Obowiązujące obecnie rozporządzenie o cyfrowej odporności operacyjnej (DORA) wyznacza nowy standard w zakresie zarządzania ICT i ryzykiem cybernetycznym. W połączeniu z dalszym wdrażaniem MSSF 17 reformy te zmieniają przejrzystość, odpowiedzialność i stabilność rynku w całej Europie Środkowo-Wschodniej.

„Nasza analiza pokazuje, że ubezpieczyciele z regionu Europy Środkowo-Wschodniej wkraczają w dekadę charakteryzującą się strategiczną odpornością. Połączenie stabilności finansowej, innowacji cyfrowych i dyscypliny regulacyjnej sprawia, że region ten staje się laboratorium dla nowej generacji europejskich modeli zarządzania ryzykiem i zgodności z przepisami. Zgodność z przepisami stała się strategiczną funkcją łączącą technologię, zarządzanie i zaufanie. Ubezpieczyciele, którzy włączą odporność do swojego modelu operacyjnego, nie tylko spełnią oczekiwania regulacyjne, ale także wzmocnią swoją pozycję w całej Europie.” – podkreśla Amal Aouam, dyrektorka Centrum Regulacji Ubezpieczeń Grupowych w Forvis Mazars.

Ryzyko klimatyczne a siła kapitałowa

W następstwie regionalnych powodzi w 2024 roku ubezpieczyciele w całej Europie Środkowo-Wschodniej priorytetowo traktują modelowanie ryzyka klimatycznego, testowanie scenariuszy i planowanie wypłacalności. Wszystkie sześć analizowanych rynków utrzymuje bufory kapitałowe znacznie powyżej wymogów regulacyjnych, a Chorwacja i Polska przodują tutaj pod względem wskaźników wypłacalności. Obecnie organy regulacyjne włączają ryzyko klimatyczne do ram wypłacalności i własnych ocen ryzyka, podczas gdy ubezpieczyciele inwestują w modele oparte na danych, aby lepiej przewidywać i zarządzać ekspozycją, czyli ewentualnym poziomem narażenia ubezpieczyciela na określone ryzyka.

O raporcie

Raport „Strategiczna odporność sektora ubezpieczeń w Europie Środkowo-Wschodniej: perspektywy na 2025 rok” został przygotowany wspólnie przez Forvis Mazars i EMIS, łącząc niezależne informacje rynkowe z spostrzeżeniami praktyków ubezpieczeniowych z całej Europy Środkowo-Wschodniej. Raport zawiera opartą na danych analizę wzrostu składek, rentowności, transformacji cyfrowej, zgodności z przepisami i odporności na zmiany klimatu.

Wydamy więcej, choć Święta będą tańsze. Przeciętny Polak przeznaczy na Boże Narodzenie 1787 zł

Przeciętny Kowalski planuje wydać na tegoroczne Święta 1 787 zł, czyli o 13 proc. więcej niż przed rokiem. Tymczasem z danych wynika, że po raz pierwszy od kilku lat Boże Narodzenie może okazać się tańsze niż w roku poprzednim. Szacunkowa wartość świątecznego koszyka dla czteroosobowej rodziny będzie o blisko 150 zł niższa niż w 2024 r. i wyniesie 3 655,30 zł. Przyczynią się do tego m.in. tańsze paliwo i niższe ceny przygotowań do rodzinnych spotkań – wynika z najnowszego raportu Związku Banków Polskich „Świąteczny Portfel Polaków 2025”.

Tegoroczne Święta Bożego Narodzenia zapowiadają się łagodniej dla domowych budżetów. Inflacja jest niższa niż w poprzednich latach, co sprawia, że wzrost cen – choć nadal obecny – jest zdecydowanie mniej dotkliwy. Z danych GUS wynika, że inflacja w październiku wyniosła 2,8 proc. r/r, a zgodnie z szybkim szacunkiem, w listopadzie spadła do 2,4 proc. W efekcie, mimo że nie wszystkie koszty maleją, łagodniejsza dynamika cen pozwala z większym spokojem planować świąteczne wydatki i przygotowania.

Polacy planują wydać więcej

Związek Banków Polskich, we współpracy z firmą badawczą Minds&Roses, zapytał Polaków o ich plany dotyczące świątecznych wydatków. Polacy przewidują, że wydadzą na Święta więcej niż rok temu. Średnia deklarowana kwota na osobę wyniesie 1 787 zł, czyli o ponad 200 zł i 13 proc. proc. więcej niż w 2024 r. Największą część stanowią zakupy spożywcze i organizacja Świąt (średnio 671 zł), podczas gdy na prezenty planujemy wydać 677 zł, a na podróże i dojazdy około 439 zł.

Respondenci przewidują, że na żywność będą nieco wyższe niż przed rokiem. W ich przypadku 41 proc. badanych planuje zmieścić się w przedziale do 500 zł, a większość, bo 22 proc., wskazuje, że chce wydać pomiędzy 301 a 500 zł. Jedynie 6 proc. deklaruje wydatki powyżej 1500 zł, a dla 13 proc. respondentów poziom planowanych kosztów zakupów spożywczych wciąż pozostaje niewiadomą, co pokazuje, że wielu Polaków decyzje zakupowe podejmie dopiero bliżej Świąt.

W raporcie „Świąteczny Portfel Polaków 2025” po raz kolejny przyglądamy się temu, jak zmieniają się świąteczne zwyczaje zakupowe oraz ile realnie kosztuje dziś organizacja Świąt. Analiza pokazuje, że sytuacja finansowa wielu gospodarstw domowych jest stabilniejsza niż przed rokiem, choć część Polaków nadal deklaruje konieczność kontrolowania wydatków – komentuje dr Przemysław Barbrich, dyrektor Zespołu Komunikacji i PR, Związek Banków Polskich.

Bankowcy zaś spodziewają się wyraźnego wzrostu zainteresowania kredytami konsumenckimi w okresie przedświątecznym – wskazuje na to 55 proc. respondentów. Jednocześnie coraz mniej klientów finansuje prezenty kredytem: taki cel deklaruje 10 proc. badanych bankowców, podczas gdy rok temu było to 19 proc. W raporcie zapytano również Polaków o źródła finansowania Bożego Narodzenia. Aż 82 proc. deklaruje, że pokryje wydatki z bieżących dochodów, 30 proc. zamierza wspomóc się oszczędnościami, a jedynie 4 proc. chce skorzystać z kredytu konsumenckiego w banku.

Ile realnie będą kosztowały Święta?

Próbując odpowiedzieć na to pytanie, autorzy raportu przyjrzeli się szacunkowym kosztom dla czteroosobowej rodziny. Pod uwagę wzięto m.in. najpopularniejsze produkty spożywcze, żywe i sztuczne choinki, ozdoby świąteczne, catering, czy wydatki związane z podróżami – zarówno w kraju, jak i zagranicą. I tak, szacunkowo, czteroosobowa rodzina wyda 3 655,30 zł, czyli o prawie 150 zł mniej niż rok temu.

Na ogólny koszt Bożego Narodzenia wpływają przede wszystkim tańsze paliwo oraz niższe ceny części usług i przygotowań. W tym roku ubrania i usługi fryzjerskie pochłoną średnio 1147 zł – o 148 zł mniej niż w 2024 r. Pełen bak paliwa kosztuje za to około 348 zł, wobec 394 zł w ubiegłym roku. Korzystne zmiany widać również w wigilijnym menu. Karp, jeden z kluczowych elementów świątecznego menu, kosztuje obecnie 117 zł za 2 kg, czyli o ponad 20 zł mniej niż rok temu. Stabilne pozostają ceny wielu podstawowych produktów – masła, jaj czy pieczywa – choć w niektórych kategoriach odnotowano wzrosty. W górę poszły ceny mięsa i wędlin, a także serów i części dekoracji świątecznych. Wyraźnie droższe są również słodycze – cena czekolady mlecznej wzrosła z 5 zł do 7,50 zł za 100 g. Więcej zapłacimy także za choinki. Ceny żywych drzewek – w zależności od rozmiaru i gatunki – wahają się między 75 a 250 zł, natomiast sztucznych od 205 do 608 zł.

Tańsze paliwo sprawia natomiast, że podróże do bliskich będą mniej obciążające finansowo. Benzyna PB 95 kosztuje średnio 5,81 zł/l, a olej napędowy 5,92 zł/l, co oznacza wyraźny spadek w porównaniu z poprzednim rokiem. Coraz większa grupa Polaków decyduje się również spędzić święta poza domem. Zimowe wyjazdy w góry – m.in. do Zakopanego czy Wisły – zaczynają się od ok. 253 zł za dobę za osobę, natomiast wypoczynek nad morzem, m.in. w Gdańsku czy Kołobrzegu, od około 407 zł za dobę. Popularnością cieszą się również zagraniczne wyjazdy sylwestrowe. W rankingach rezerwacji prowadzą kierunki zapewniające słoneczną pogodę w okresie zimowym – Egipt, Turcja, Kenia i Teneryfa, które pozostają chętnie wybierane przez Polaków szukających odpoczynku od chłodniejszej aury.

Polacy nie ufają AI: tylko 7% wierzy jej bezkrytycznie, 73% widzi zagrożenie dezinformacją

Blisko ¾ Polaków uważa, że powszechna dostępność sztucznej inteligencji zwiększa ryzyko dezinformacji i cyberzagrożeń, a zaledwie 7 proc. ufa jej bezkrytycznie, jak wynika z badania ClickMeeting. Jednocześnie jedynie 30 proc. zawsze weryfikuje źródła treści w Internecie, a 40 proc. wskazuje media społecznościowe jako jedno z głównych źródeł wiedzy o świecie. Tylko 20 proc. brało kiedyś udział w szkoleniu lub webinarze poświęconym kwestiom cyberbezpieczeństwa i dezinformacji. Brakuje również wiedzy na temat szukania wiarygodnych źródeł informacji w sytuacjach kryzysowych, jak cyberatak, katastrofa albo konflikt zbrojny. 

Tylko 30 proc. Polaków zawsze sprawdza źródła informacji w Internecie przed ich udostępnieniem lub skomentowaniem. Czasami robi to 51 proc., rzadko – 14 proc., a 5 proc. twierdzi, że nie robi tego nigdy. Informacje o bieżących wydarzeniach w Polsce i na świecie Polacy najczęściej czerpią z portali internetowych (62 proc.), a w drugiej kolejności z mediów tradycyjnych, jak prasa drukowana, radio i telewizja (52 proc.). Niemal 40 proc. jako jedno ze swoich głównych źródeł informacji wskazuje media społecznościowe, a blisko ¼ – rozmowy ze znajomymi i rodziną. To dane z najnowszego badania przeprowadzonego na zlecenie platformy ClickMeeting

Niestety jedynie 37 proc. Polaków wie, gdzie szukać oficjalnych, wiarygodnych informacji rządowych w sytuacji kryzysu (np. cyberataku, katastrofy czy konfliktu zbrojnego). Niewiele większy odsetek (43 proc.) nie ma pewności, a aż 21 proc. nie wie, dokąd skierować się po godne zaufania komunikaty w takiej sytuacji. 

Dane jasno pokazują, jak ważna jest edukacja w zakresie cyberbezpieczeństwa i rozpoznawania dezinformacji. Tylko 20 proc. badanych uczestniczyło kiedykolwiek w szkoleniu lub webinarze poświęconym tym kwestiom, 8 proc. nie pamięta, a aż 72 proc. nigdy nie brało udziału w tego typu wydarzeniu mówi Martyna Grzegorczyk, Marketing Manager ClickMeeting. – Tymczasem umiejętność odróżniania treści wiarygodnych od fałszywych oraz weryfikacji źródeł informacji to dziś fundament bezpieczeństwa – zarówno dla każdego z nas, jak i całych organizacji. W tym obszarze edukacja online jest jednym z najskuteczniejszych narzędzi, ponieważ daje możliwość szybkiego dotarcia do szerokiego grona odbiorców.

Prawie 60 proc. Polaków ma ograniczone zaufanie do informacji od AI

Aż 73 proc. respondentów jest zdania, że powszechna dostępność sztucznej inteligencji zwiększa ryzyko dezinformacji i cyberzagrożeń. Przeciwnego zdania jest 11 proc., a aż 17 proc. nie ma zdania na ten temat. Zaledwie 7 proc. badanych deklaruje, że ma pełne zaufanie do informacji podawanych przez systemy wykorzystujące tę technologię (np. rekomendacji, faktów, analiz). Najwięcej badanych – 57 proc. – twierdzi, że darzy sztuczną inteligencję ograniczonym zaufaniem, weryfikuje podawane przez nią informacje i sprawdza ich źródła. Co 5. respondent nie ufa jej wcale, 8 proc. nie ma zdania na ten temat, a 5 proc. twierdzi, że nie korzysta z narzędzi wykorzystujących AI. 

Cieszy fakt, że tylko niewielki odsetek badanych ufa sztucznej inteligencji bezgranicznie. Jednak warto pamiętać, że bezpieczeństwo nie kończy się na ostrożnym korzystaniu z narzędzi AI. Równie istotne jest zwracanie uwagi np. na pochodzenie oprogramowania i usług online, z których korzystamy na co dzień – mówi Martyna Grzegorczyk, Marketing Manager ClickMeeting. – To dostawcy technologii odpowiadają za standardy ochrony danych i zgodność z regulacjami, które mają realny wpływ na naszą prywatność i odporność na cyberzagrożenia. Właśnie dlatego warto stawiać na partnerów takich jak ClickMeeting, działających w ramach restrykcyjnych europejskich regulacji – tutaj warto przywołać, chociażby, RODO – oraz współpracujących z certyfikowanymi centrami danych. To znacząco zwiększa poziom bezpieczeństwa użytkowników.

Co 4. badany twierdzi, że, ze względu na kwestie bezpieczeństwa przekazywanych danych, kraj pochodzenia jest dla niego kluczowym kryterium przy zakupie oprogramowania i usług online, ale tyle samo osób nie przywiązuje wagi do tej kwestii. Większość (45 proc.) zwraca uwagę na kraj pochodzenia danej usługi tylko czasami, jeśli budzi ona ich wątpliwości, a 8 proc. nie umie odpowiedzieć na to pytanie. 

O badaniu:

Badanie przeprowadzono w listopadzie 2025 roku na reprezentatywnej grupie 1000 dorosłych Polaków.

Paczki jadą, pieniądze stoją. Zadłużenie kurierów wynosi 45,5 mln zł

Liczba przesyłek kurierskich w Polsce cały czas rośnie, a mimo to firmy kurierskie mają coraz większe problemy finansowe. Z danych Krajowego Rejestru Długów wynika, że ich łączne zadłużenie sięga już 45,5 mln zł i tylko w ostatnim miesiącu wzrosło o 1,2 mln zł. Większość zadłużonych to jednoosobowe działalności gospodarcze. Ale dostawcy paczek mają też swoich dłużników, którzy są im winni podobną kwotę.

Łączne zadłużenie firm kurierskich i dostawczych (KEP) w Polsce wynosi obecnie 45,5 mln zł. W 2024 r. wynosiło niecałe 40,5 mln zł, a w 2023 – 35 mln. W sierpniu wydawało się, że zła passa się skończyła, bo dług zaczął maleć. Ale tylko kilka miesięcy. W listopadzie wzrósł znowu o 1,2 mln zł w ciągu jednego miesiąca. W Krajowym Rejestrze Długów figuruje ponad 1370 zadłużonych kurierów. Na każdego z nich przypada średnio 33 tys. zł nieuregulowanych zobowiązań. W porównaniu z latami ubiegłymi jest to wyraźny wzrost – w 2023 było to 28,6 tys., a w 2024 – 31 tys. zł. Pokazuje to, że nie tylko coraz więcej kurierów ma trudności finansowe, ale ich kłopoty są coraz poważniejsze.

JDG-i dominują

Większość wpisów w Krajowym Rejestrze Długów dotyczy jednoosobowych firm świadczących usługi dla większych operatorów. W praktyce często są to kierowcy prowadzący działalność gospodarczą i wykonujący dostawy na zlecenie. W bazie danych KRD znajduje się 1017 jednoosobowych działalności gospodarczych, na które przypada 30,6 mln zł zadłużenia. Pozostała część, czyli 14,9 mln zł musi spłacić 361 spółek prawa handlowego. Średnie zadłużenie przypadające na jedną mikrofirmę to 30,1 tys. zł, a na spółkę 41,3 tys. zł.

Choć rynek dostaw rozwija się dzięki popularności e-commerce, a liczba dostarczanych paczek według UKE rośnie o 15 proc. rocznie (1,2 mld sztuk w 2024 roku), to firmy kurierskie nie mogą mówić o finansowym eldorado. Ich wynagrodzenie pada ofiarą „syndromu darmowej paczki”. Polacy oczekują, że przesyłki z zakupami dotrą do nich za darmo. Biorąc pod uwagę, że liczba e-sklepów cały czas rośnie, a jednocześnie handel internetowy złapał zadyszkę, to sprzedawcy starają się ciąć koszty i oczekują niższej ceny usługi od kurierów. Tymczasem koszty prowadzenia działalności cały czas rosną. Kurierzy prowadzący jednoosobową działalność gospodarczą samodzielnie ponoszą koszty paliwa, leasingu, napraw oraz ubezpieczeń. W takich warunkach wielu z nich traci płynność finansową, co znajduje odzwierciedlenie w rosnącej liczbie wpisów do rejestru dłużników.

Na początku 2026 roku wejdą w życie przepisy rozszerzające uprawnienia Państwowej Inspekcji Pracy wobec firm. PIP będzie mógł wydać decyzję administracyjną nakazującą zawarcie umowy o pracę, jeśli uzna, że współpraca z zewnętrznym kurierem w praktyce spełnia cechy zatrudnienia etatowego.

Zmiana ta dotyczy przede wszystkim operatorów logistycznych i firm, które zlecają doręczenia zewnętrznym przewoźnikom. Wejście w życie tych przepisów będzie oznaczało dla nich większe koszty, co może się przełożyć na ich sytuację finansową.

Obecnie 67 procent zadłużenia w branży przesyłek kurierskich należy do jednoosobowych działalności gospodarczych. Ewentualne zmiany regulacyjne mogą wpłynąć na sposób funkcjonowania firm w tym obszarze. Jeśli część współpracowników zostałaby objęta obowiązkiem zatrudnienia na podstawie umowy o pracę, to większa część kosztów – wynagrodzeń, składek czy zabezpieczenia socjalnego – mogłaby zostać przeniesiona z mikroprzedsiębiorców na zleceniodawców. To oznaczałoby istotne zwiększenie kosztów operacyjnych. To może być widoczne w strukturze zadłużenia – mówi Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej.

Dostawcy na mapie

Dług kurierów nie jest równomierny w skali kraju. Najwięcej firm działa na Mazowszu, gdzie suma zaległości wynosi 11 mln zł, co stanowi prawie 1/4 całkowitego zadłużenia. Na kolejnych miejscach znajdują się województwa śląskie z 6 mln zł, dolnośląskie z 5,1 mln zł oraz łódzkie z 3,7 mln zł. Najmniejsze problemy mają firmy z województw podlaskiego, lubelskiego i świętokrzyskiego, gdzie łączna kwota zaległości działających tam firm nie przekracza miliona złotych. Takie zróżnicowanie regionalne wynika przede wszystkim z koncentracji działalności kurierskiej w dużych miastach i aglomeracjach. Rekordzista z Dolnego Śląska winien jest 983 tys. zł głównie firmie leasingowej i ubezpieczeniowej.

Kurierzy nie dowożą

Z 45,5 mln zł zadłużenia największą część – 35,1 mln zł – stanowią zaległości wobec instytucji finansowych: banków, firm leasingowych i ubezpieczeniowych oraz funduszy sekurytyzacyjnych. Kolejne 3 mln zł kurierzy są winni firmom transportowym, 2,3 mln zł – operatorom telekomunikacyjnym, a 1,5 mln zł – firmom paliwowym.

Po drugiej stronie również nie brakuje problemów. Firmy kurierskie czekają na spłatę zaległych faktur o łącznej wartości aż 44,9 mln zł. To niemal tyle, ile wynoszą ich własne długi. Większość od firm handlowych, które są im winne 25,3 mln zł. Dłużnikami kurierów są również firmy transportowe i przemysłowe (po5,2 mln zł). Te opóźnienia ze strony kontrahentów często powodują efekt domina, bo utrudniają kurierom terminowe regulowanie własnych zobowiązań – mówi Sandra Czerwińska, ekspertka Rzetelnej Firmy.

Analiza wiarygodności płatniczej KRD dla branży KEP pokazuje, że współpraca z aż 36 proc. firm w Polsce wiąże się z ryzykiem. Przy czym 12 proc. przedsiębiorstw działających na rynku otrzymało najniższą ocenę wiarygodności (F-H), a kolejne 24 proc. firm to podmioty, w stosunku do których trzeba zachować ostrożność.

Rekomendowany limit kupiecki pokazuje, że zarówno jednoosobowe działalności gospodarcze, jak i spółki dysponują małymi możliwościami zakupowymi. Średni limit dla JDG wynosi jedynie 8368 zł, a w przypadku spółek 137 535 zł. Widać więc, że w branży kurierskiej poziom zaufania finansowego jest niski niezależnie od formy prawnej, a ryzyko współpracy z wieloma firmami pozostaje podwyższone. Warto pamiętać, że jest to również część wizerunku – bo sposób, w jaki firma jest oceniana pod względem zdolności do regulowania zobowiązań, bezpośrednio wpływa na to, czy będzie postrzegana jako solidny i godny zaufania partner biznesowy. W czasach, gdy decyzje zakupowe i współpraca coraz częściej opierają się na danych finansowych, wiarygodność płatnicza staje się równie ważna, co jakość oferowanych produktów czy usług – mówi Sandra Czerwińska, ekspertka Rzetelnej Firmy.

WEI: planowane zmiany w PIP wyrządzą więcej szkody niż pożytku

Rząd finalizuje prace nad projektem nowelizacji ustawy o Państwowej Inspekcji Pracy, który – według Warsaw Enterprise Institute – może doprowadzić do chaosu na rynku pracy, ograniczenia elastyczności zatrudnienia i wzrostu szarej strefy. Organizacja alarmuje, że planowane zmiany uderzą przede wszystkim w osoby korzystające z umów cywilnoprawnych, których w Polsce jest ponad 2,4 mln.

Inspektorzy PIP z prawem do zmiany umów na etat

Zgodnie z projektem od 2026 roku inspektorzy PIP mają otrzymać uprawnienie do jednostronnego przekształcania umów cywilnoprawnych – zleceń, umów o dzieło czy kontraktów B2B – w klasyczny etat. Firmom, które – zdaniem urzędników – nadużywają elastycznych form współpracy, grozić będą kary sięgające nawet 60 tys. zł, a kontrola obejmie okres ostatnich trzech lat.

To oznacza wprowadzenie przepisów z mocą wsteczną, co – jak podkreśla WEI – stoi w sprzeczności z podstawowymi zasadami tworzenia prawa.

„Śmieciówki” w debacie publicznej a rzeczywistość

Rząd uzasadnia reformę walką z „umowami śmieciowymi”. WEI zwraca jednak uwagę, że nadużycia w zakresie nieprawidłowego stosowania umów cywilnoprawnych są marginalne. Z danych PIP wynika, że w 2024 roku inspektorzy przeanalizowali 38,9 tys. takich kontraktów, z czego zakwestionowali jedynie ok. 1,4 tys. przypadków. Co więcej, skala naruszeń maleje z roku na rok.

Według Instytutu demonizowanie umów cywilnoprawnych jest nieuzasadnione – w wielu branżach, jak IT czy sektor kreatywny, to świadomy wybór specjalistów, którzy wolą wyższe wynagrodzenie netto i elastyczne godziny pracy zamiast etatowych przywilejów.

Groźba wzrostu kosztów pracy i spadku zatrudnienia

Warsaw Enterprise Institute ostrzega, że proponowane zmiany zamiast poprawić sytuację pracowników, mogą przynieść odwrotny skutek. Ryzyko wysokich kar oraz obowiązek dopłaty składek i świadczeń za okres trzech lat wstecz mogą – zdaniem ekspertów – skłonić przedsiębiorców do ograniczenia zatrudnienia, zwłaszcza w sektorach opartych na elastycznych formach współpracy.

Instytut podkreśla, że głównym celem reformy może być w rzeczywistości zwiększenie wpływów do systemu ubezpieczeń społecznych poprzez zmuszenie osób pracujących na umowach kontraktowych do opłacania wyższych składek.

WEI: „Reforma przyniesie więcej szkody niż pożytku”

W swoim stanowisku think-tank wskazuje cztery kluczowe zagrożenia wynikające z reformy:

  • Ryzyko spadku zatrudnienia – wzrost kosztów i sankcji odstraszy firmy od elastycznych form współpracy.
  • Utrata elastyczności na rynku pracy – pracownicy stracą możliwość wyboru formy zatrudnienia zgodnej z ich potrzebami i stylem pracy.
  • Arbitralność decyzji PIP – inspektorzy będą oceniać poprawność rodzaju umowy według własnej interpretacji, bez znajomości specyfiki firmy i uzgodnień stron.
  • Odejście od zasady „prawo nie działa wstecz” – kontrola obejmująca trzy poprzednie lata może prowadzić do nieprzewidywalnych i nieproporcjonalnych konsekwencji finansowych.

WEI podkreśla, że dyskusja o nadużyciach na rynku pracy jest potrzebna, ale reformy powinny opierać się na rzetelnych danych, a nie na publicystycznych hasłach o „śmieciówkach”. Instytut apeluje o wycofanie kontrowersyjnych zapisów i rozpoczęcie merytorycznego dialogu, który pozwoli wypracować rozwiązania korzystne zarówno dla pracowników, jak i przedsiębiorców.

Cloudflare odpiera największy w historii atak DDoS

Jak podaje Cloudflare, udało się zneutralizować największy w historii atak DDoS, którego moc sięgnęła rekordowych 29,7 terabita na sekundę.

Z raportu Cloudflare wynika, że atak został przeprowadzony przez ogromny botnet Aisuru. Trwał zaledwie 69 sekund, jednak w tym czasie wykorzystano technikę tzw. UDP carpet-bombing, zasypując systemy docelowe ruchem kierowanym średnio na 15 tys. portów na sekundę. Według szacunków firmy botnet obejmuje od 1 do 4 mln przejętych urządzeń — od domowych routerów po różnego rodzaju sprzęt IoT.

Skala incydentu oznacza wzrost przepustowości tego typu ataków aż o 707% rok do roku. Cloudflare odnotował również ogólne nasilenie aktywności hyper-wolumetrycznych: tylko w trzecim kwartale zneutralizowano 8,3 mln prób DDoS — o 40% więcej niż rok wcześniej i o 15% więcej niż w poprzednim kwartale. Do końca trzeciego kwartału firma zdołała już odeprzeć 36,2 mln ataków, co stanowi 170% wszystkich incydentów z całego 2024 roku.

Znacząco wzrosła także liczba najbardziej ekstremalnych ataków: incydenty przekraczające przepustowość 1 Tb/s zwiększyły się o 227% kwartał do kwartału, a te mierzone w ponad 100 mln pakietów na sekundę — o 189%. Od początku 2025 roku Cloudflare zarejestrował 2 867 ataków przypisywanych Aisuru. W samym trzecim kwartale doszło do 1 304 takich incydentów, co oznacza wzrost o 54% i średnio 14 tzw. mega-ataków dziennie.

Botnet Aisuru uderzał w wiele sektorów gospodarki: operatorów telekomunikacyjnych, branżę gier, platformy hostingowe czy instytucje finansowe. Jak podał serwis Krebs on Security, nawet gdy dostawcy internetu nie byli bezpośrednim celem, ogromny wolumen ruchu generowany przez botnet powodował zakłócenia działania sieci w całych Stanach Zjednoczonych. Brian Krebs ustalił wcześniej, że Aisuru zainfekował co najmniej 700 tys. urządzeń IoT, a ostatnio został również dostosowany do świadczenia usług proxy rezydencyjnych wykorzystywanych m.in. do masowego scrapingu treści.

Gwałtowny spadek akcji Trustpilot. Grizzly Research oskarża platformę o nieuczciwy model biznesowy

Notowania Grupy Trustpilot gwałtownie spadły po tym, jak Grizzly Research ujawniło krótką pozycję i opublikowało obszerny raport podważający fundamenty działalności platformy. Według autorów dokumentu model biznesowy Trustpilot ma rzekomo opierać się na „mechanizmie szantażu”, który poddaje w wątpliwość wiarygodność serwisu jako narzędzia do oceny firm przez konsumentów.

W liczącym 43 strony raporcie Grizzly Research twierdzi, że Trustpilot sam zakłada profile recenzenckie firmom, które nie wyraziły chęci obecności na platformie. Tak utworzone strony mają następnie przyciągać wyjątkowo negatywne opinie, co — jak sugeruje raport — skłania przedsiębiorców do wykupienia płatnych abonamentów pozwalających lepiej kontrolować wizerunek online.

Według autorów dokumentu, po aktywowaniu subskrypcji oceny firm mają „cudownie” wzrastać z poziomu poniżej dwóch gwiazdek do ponad czterech. Grizzly oskarża również Trustpilota o częstsze usuwanie niekorzystnych opinii dotyczących klientów płacących za usługi, podczas gdy pozytywne, choć potencjalnie fałszywe recenzje, mają pozostawać bez reakcji.

Goldman Sachs studzi emocje wokół rekordowych cen miedzi. Bank spodziewa się, że rajd nie potrwa długo

Czwartkowy skok cen miedzi powyżej 11 tys. dolarów za tonę wywołał duży entuzjazm na rynku, jednak Goldman Sachs studzi nastroje. Analitycy banku ostrzegają, że obecny rajd cenowy może okazać się krótkotrwały, ponieważ zwyżka opiera się głównie na oczekiwaniach dotyczących przyszłych niedoborów, a nie na faktycznej sytuacji podażowo-popytowej.

„Ostatnie wzrosty cen wynikają przede wszystkim z prognoz przyszłego zacieśnienia rynku, a nie z bieżących fundamentów” — napisali analitycy pod kierownictwem Aurelii Waltham. „Nie zakładamy, że notowania powyżej 11 tys. dolarów za tonę będą trwałe”.

Według Goldman Sachs globalna podaż miedzi jest na razie wystarczająca, aby zaspokoić zapotrzebowanie. Bank szacuje, że w tym roku produkcja przewyższy konsumpcję o około 500 tys. ton. Realny deficyt miałby pojawić się dopiero w 2029 r., natomiast w 2026 r. rynek może odnotować nawet niewielką nadwyżkę rzędu 160 tys. ton.

Dodatkowym czynnikiem ograniczającym wzrost cen jest słabnąca aktywność gospodarcza w Chinach — największym na świecie konsumencie miedzi. Goldman Sachs prognozuje, że zużycie metalu w IV kwartale 2025 r. spadnie tam o blisko 8% rok do roku. W 2026 r. bank spodziewa się jednak odbicia w wysokości około 2,8%.

Nie wszyscy analitycy podzielają ostrożne podejście Goldmana.

J.P. Morgan Global Research prognozuje deficyt rafinowanej miedzi na poziomie około 330 tys. ton w 2026 r. i oczekuje, że ceny wzrosną do 12 500 dolarów za tonę w drugim kwartale.

Jeszcze wyższe prognozy przedstawia UBS, według którego do końca 2026 r. notowania miedzi mogą sięgnąć 13 000 dolarów za tonę.

Rosja adaptuje się do długiej wojny. Ekspert: Nie będzie zapaści, ale presja finansowa rośnie

Mimo że oficjalnie wojny nie ma, a ona nigdy nie została wypowiedziana, rosyjska gospodarka już dawno przestawiła się na tryb wojenny. Obserwujemy, jak przemysł cywilny został dostosowany do potrzeb przemysłu wojskowego. To naturalny proces w kraju zaangażowanym w konflikt zbrojny, który dysponuje praktycznie nieograniczonymi zasobami naturalnymi, umożliwiającymi mu adaptację do tego nowego modelu gospodarczego. W trakcie wybuchu konfliktu w Ukrainie przewidywano, że przemysł zbrojeniowy będzie nadal rozwijał rosyjską gospodarkę, a negatywne skutki dla PKB nie będą zauważalne.

– Widzimy, że rosyjskie PKB zmaga się z poważnymi problemami, a kraj stoi przed rosnącymi trudnościami finansowymi i deficytem. Długotrwała wojna rodzi też poważne kwestie społeczne, związane z koniecznością utrzymywania przemysłu zbrojeniowego – powiedział serwisowi eNewsroom.pl Mariusz Zielonka, ekspert ekonomiczny Konfederacji Lewiatan. – Pytanie, jak długo rosyjscy obywatele są w stanie to wytrzymać, nasuwa się samo. Historycznie, wydaje się, że mogą to znieść znacznie dłużej, niż by się spodziewano. Obecnie nie ma obaw o to, że rosyjska gospodarka nagle się załamie czy wpadnie w wielką zapaść. Wygląda na to, że władze obliczyły, iż utrzymanie tego konfliktu zbrojnego będzie korzystne, a ich priorytetem staje się dalsze zajmowanie terytoriów ukraińskich. Rosja prawdopodobnie będzie kontynuowała ten kurs, nawet jeśli społeczne koszty będą rosły. Kluczowy dla dalszego rozwoju sytuacji będzie wpływ na morale obywateli oraz długoterminowe konsekwencje ekonomiczne tego konfliktu. Z perspektywy międzynarodowej, ważne będzie również, jak na działania Rosji zareagują inne kraje i jak będzie wyglądać dalsza izolacja gospodarcza Moskwy – podkreśla Mariusz Zielonka.

Świadectwo charakterystyki energetycznej – kompendium wiedzy dla zarządców, deweloperów i spółdzielni

Transformacja energetyczna to nie tylko hasło z pierwszych stron gazet, ale realny proces, który w wyniku nowelizacji przepisów coraz mocniej wpływa na rynek nieruchomości w Polsce. Z perspektywy eksperta obserwuję, jak zmienia się świadomość inwestorów oraz zarządców budynków. Dokument, który jeszcze kilka lat temu był traktowany jako zbędna biurokracja, dziś staje się kluczowym elementem wyceny nieruchomości i strategii zarządzania. Mowa oczywiście o świadectwie charakterystyki energetycznej. Dla spółdzielni mieszkaniowych, wspólnot oraz deweloperów zrozumienie niuansów związanych z tym dokumentem jest niezbędne, aby uniknąć kar finansowych i podnieść atrakcyjność oferowanych lokali. W niniejszym artykule, pisanym z myślą o czytelnikach naszego portalu przeanalizujemy, czym dokładnie jest ten dokument, kiedy występuje bezwzględny obowiązek jego posiadania oraz jakie pułapki kryją się w procesie jego sporządzania. Skupimy się na aspektach praktycznych, pomijając ogólniki, a koncentrując się na tym, co dla profesjonalistów z branży budowlanej i zarządczej jest najistotniejsze.Badanie termowizyjne bloku, gdzie zapotrzebowanie na ciepło dla danej części budynku wynika ze stanu izolacji termicznej ścian.

Czym jest świadectwo i co z niego wynika?

Świadectwo charakterystyki energetycznej to oficjalny dokument, który określa wielkość zapotrzebowania na energię niezbędną do zaspokojenia potrzeb energetycznych związanych z użytkowaniem budynku lub części budynku. Obejmuje ono energię zużywaną na potrzeby ogrzewania, wentylacji, chłodzenia, a także przygotowania ciepłej wody użytkowej. W przypadku budynków niemieszkalnych oraz użyteczności publicznej dochodzi do tego również oświetlenie wbudowane. Dokument ten jest zbiorem danych i wskaźników, które pozwalają określić orientacyjne roczne zapotrzebowanie na energię, a tym samym szacunkowy koszt utrzymania związany z eksploatacją.Oficjalne świadectwo charakterystyki energetycznej opatrzone numerem nadanym w centralnym rejestrze ministerstwa.

Kluczowym parametrem, na który należy zwrócić uwagę, jest zapotrzebowanie na nieodnawialną energię pierwotną (EP). To wskaźnik, który informuje nas, jak bardzo budynek obciąża środowisko naturalne. Jednak z punktu widzenia najemcy czy nabywcy lokalu, istotniejsza często bywa energia końcowa (EK), która przekłada się bezpośrednio na wskazania liczników i rachunki. Profesjonalne podejście do sporządzenia świadectwa charakterystyki energetycznej wymaga precyzyjnych obliczeń, uwzględniających zastosowane materiały, izolację oraz instalacje zużywające energię. Jeśli szukają Państwo rzetelnych partnerów w tym zakresie, warto zapoznać się z ofertą dostępną tutaj: https://www.efektywniej.pl/swiadectwa-charakterystyki-energetycznej-i-certyfikaty-energetyczne, gdzie specjaliści z Efektywniej.pl pomagają w terminowym i zgodnym z prawem dopełnieniu wszelkich formalności.

Kiedy powstaje obowiązek sporządzenia świadectwa?

Wejście w życie nowych przepisów (nowelizacja ustawy o charakterystyce energetycznej budynków) znacznie rozszerzyło katalog sytuacji, w których wymagane jest posiadanie tego dokumentu. Przede wszystkim, obowiązek ten pojawia się przy zakończeniu budowy obiektu budowlanego. Inwestor jest zobowiązany dołączyć świadectwo charakterystyki do zawiadomienia o zakończeniu budowy lub do wniosku o udzielenie pozwolenia na użytkowanie. Jest to warunek konieczny, by legalnie oddać budynek do eksploatacji. Dotyczy to zarówno domów jednorodzinnych, jak i wielorodzinnych oraz obiektów komercyjnych.

Drugim kluczowym momentem jest obrót na rynku wtórnym lub pierwotnym. W przypadku sprzedaży prawa własności do nieruchomości lub przy wynajmie nieruchomości, zbywca lub wynajmujący musi przekazać nabywcy (lub najemcy) odpowiedni dokument. Należy pamiętać, że świadectwo sporządza się nie tylko dla całego budynku, ale również dla jego części – np. pojedynczego lokalu mieszkalnego czy usługowego. W przypadku najmu budynku lub jego części, brak przekazania świadectwa może skutkować nałożeniem grzywny, a fakt przekazania dokumentu musi zostać odnotowany w akcie notarialnym.Analiza opłacalności termomodernizacji pokazująca, jak samym koszt utrzymania związany jest ze wskaźnikiem energii końcowej.

Rola zarządców i audyty energetyczne

Dla zarządców nieruchomości i spółdzielni mieszkaniowych świadectwa energetycznego nie należy traktować wyłącznie jako przykrego obowiązku. Jest to potężne narzędzie diagnostyczne. Analiza wskaźników zawartych w świadectwie pozwala zidentyfikować słabe punkty w infrastrukturze obiektu. Często okazuje się, że termomodernizacja jest niezbędna, aby obniżyć koszty eksploatacyjne i spełnić wymogi prawa europejskiego w zakresie dekarbonizacji. W takich sytuacjach samo świadectwo to za mało – warto rozważyć przeprowadzenie pełnego audytu. Więcej na ten temat można przeczytać pod adresem: https://www.efektywniej.pl/audyt-remontowy-budynku/, co stanowi doskonałe uzupełnienie wiedzy o planowaniu inwestycji termomodernizacyjnych.

Audyt remontowy, o którym mowa wyżej, często bazuje na danych zbliżonych do tych wykorzystywanych przy sporządzaniu świadectw charakterystyki energetycznej, ale idzie o krok dalej, proponując konkretne rozwiązania inżynieryjne i wyliczając stopę zwrotu z inwestycji (ROI). Dla budynków używanych, szczególnie tych wybudowanych w starych technologiach (wielka płyta, kamienice), jest to jedyna droga do realnych oszczędności.

Forma dokumentu i proces weryfikacji

Współczesne świadectwo charakterystyki energetycznej budynku może funkcjonować w dwóch formach: tradycyjnej formie papierowej oraz elektronicznej. Wersja elektroniczna musi być opatrzona kwalifikowanym podpisem elektronicznym, podpisem zaufanym lub podpisem osobistym osoby uprawnionej. Co istotne, każdy dokument musi zostać zarejestrowany w centralnym rejestrze charakterystyki energetycznej (prowadzonym przez Ministerstwo Rozwoju i Technologii). Dokument bez numeru nadanego w rejestrze charakterystyki energetycznej budynków jest w świetle prawa nieważny.

Dla deweloperów i zarządców kluczowe jest to, by dokumenty były przygotowywane przez osoby posiadające odpowiednie uprawnienia budowlane lub wpisane do wykazu osób uprawnionych do sporządzania świadectw. Nazwisko osoby uprawnionej widnieje na dokumencie i to ona ponosi odpowiedzialność karną za składanie fałszywych oświadczeń. Warto w tym miejscu zaznaczyć, że firmy takie jak Efektywniej.pl, dzięki swojemu doświadczeniu, gwarantują nie tylko poprawność formalną, ale także merytoryczną rzetelność, co chroni zleceniodawcę przed ryzykiem podważenia dokumentu w przyszłości. Eksperckie podejście do efektywności energetycznej to ich znak rozpoznawczy na rynku.

Wyłączenia z obowiązku i specyficzne przypadki

Czy każdy budynek musi posiadać świadectwo? Ustawodawca przewidział pewne wyjątki. Z obowiązku sporządzania świadectw charakterystyki energetycznej zwolnione są m.in. budynki podlegające ochronie na podstawie przepisów o ochronie zabytków i opiece nad zabytkami (choć tu interpretacje bywają różne w przypadku sprzedaży), budynki używane jako miejsca kultu i do działalności religijnej, a także budynków przemysłowych oraz gospodarczych niewyposażonych w instalacje zużywające energię (z wyłączeniem oświetlenia wbudowanego).

Kolejnym wyłączeniem są budynki mieszkalne przeznaczone do użytkowania nie dłużej niż 4 miesiące w roku (domki letniskowe) oraz budynków wolnostojących o powierzchni użytkowej poniżej 50 m². Jednak w przypadku deweloperów budujących osiedla domów jednorodzinnych czy duże kompleksy mieszkaniowe, te wyłączenia rzadko mają zastosowanie. Przy złożeniem zawiadomienia o zakończeniu budowy dużego kompleksu, dokument ten jest obligatoryjny dla każdego oddzielnego budynku.

Konsekwencje braku świadectwa przy sprzedaży i wynajmie

W przypadku braku świadectwa przy transakcji sprzedaży lub wynajmu, notariusz ma obowiązek pouczyć zobowiązanego o grożącej karze grzywny i odnotować ten fakt w akcie. Nabywca lub najemca nie może zrzec się prawa do otrzymania świadectwa. Co więcej, jeśli zarządca budynku nie przekaże właścicielowi lokalu kopii świadectwa lub dokumentacji technicznej niezbędnej do jego sporządzenia (w terminie 14 dni od złożenia wniosku), również naraża się na konsekwencje.

Warto zauważyć, że w ogłoszeniach o sprzedaży lub wynajmie (na portalach internetowych) należy podawać wskaźniki rocznego zapotrzebowania na energię, które wynikają ze świadectwa. Brak tych informacji w ogłoszeniu może skutkować nałożeniem mandatu. To pokazuje, jak głęboko przepisy te ingerują w proces marketingowy nieruchomości. Celem ministerstwa rozwoju było wymuszenie transparentności energetycznej, by kupujący mieli świadomość, jakie będą dodatkowych opłat związanych z mediami.Nowoczesny dom energooszczędny, dla którego świadectwo musi zostać sporządzone przed oddaniem do eksploatacji.

Metodologia obliczeń a rzeczywistość

Należy pamiętać, że świadectwo charakterystyki opiera się na metodologii obliczeniowej, a nie pomiarowej. Oznacza to, że inżynier modeluje budynek w oparciu o jego dokumentację techniczną, a nie o historyczne zużycie mediów. Dlatego orientacyjne roczne zapotrzebowanie na energię wyliczone w świadectwie może różnić się od faktycznych rachunków, które zależą od stylu życia mieszkańców. Niemniej jednak, dla budynków niemieszkalnych i mieszkalnych, jest to jedyny obiektywny sposób porównania jakości energetycznej dwóch różnych nieruchomości.

Parametry takie jak sprawność instalacji grzewczej, izolacyjność przegród czy rodzaj wentylacji są wprowadzane do modelu. Błędy na tym etapie mogą sfałszować wynik końcowy. Dlatego tak ważne jest, aby dokumentacja techniczna przekazywana audytorowi była kompletna i aktualna. W celu przekazania rzetelnego świadectwa, audytor często musi dokonać wizji lokalnej, aby zweryfikować stan faktyczny z projektem, co jest szczególnie istotne w budynkach starszych.

Podsumowanie

Świadectwa charakterystyki energetycznej stały się integralną częścią procesu inwestycyjnego i zarządczego w nieruchomościach. Od momentu uzyskania pozwolenia na budowę, przez zakończeniu budowy obiektu budowlanego, aż po jego sprzedaż czy wynajem – dokument ten towarzyszy cyklowi życia budynku. Dla spółdzielni i deweloperów kluczowe jest traktowanie tego obowiązku nie jako biurokratycznej przeszkody, ale jako szansy na wykazanie jakości oferowanych mieszkań i lokali. Prawidłowo sporządzone świadectwo, opatrzone podpisem elektronicznym i zarejestrowane w centralnym rejestrze, to dowód na transparentność i profesjonalizm zarządcy. W dobie rosnących cen energii, efektywność energetyczna staje się nową walutą, a świadectwo jest jej banknotem.

FAQ – Najczęściej zadawane pytania

Jak długo ważne jest świadectwo charakterystyki energetycznej?

Świadectwo jest ważne przez 10 lat od dnia jego wystawienia. Jednakże, straci ono ważność wcześniej, jeśli w budynku zostaną przeprowadzone roboty budowlano-instalacyjne, które wpłyną na zmianę charakterystyki energetycznej (np. wymiana okien, ocieplenie elewacji, wymiana źródła ciepła). W takim przypadku świadectwo musi zostać sporządzone ponownie.

Czy świadectwo trzeba sporządzić dla każdego mieszkania w bloku osobno?

W przypadku sprzedaży lub wynajmu konkretnego lokalu – tak, świadectwo sporządza się dla tego konkretnego lokalu (części budynku). Jeśli jednak inwestor dopiero oddaje do użytku cały budynek wielorodzinny, sporządza świadectwo dla całego budynku. W praktyce, przy transakcjach rynkowych dotyczących pojedynczych mieszkań, konieczne jest wyodrębnienie obliczeń dla danej powierzchni użytkowej.

Czy w przypadku darowizny nieruchomości wymagane jest przekazania świadectwa?

Przepisy ustawy mówią o obowiązku przekazania świadectwa przy sprzedaży lub wynajmie. W przypadku przeniesienia własności na podstawie umowy darowizny (np. w rodzinie) nie ma bezwzględnego wymogu przekazywania tego dokumentu, chyba że strony postanowią inaczej, ale ustawa nie nakłada wprost takiego obowiązku pod rygorem kary w tym konkretnym scenariuszu.

Kto ponosi koszt sporządzenia świadectwa?

Koszt sporządzenia dokumentu ponosi właściciel lub zarządca budynku (bądź osoby, której przysługuje spółdzielcze własnościowe prawo do lokalu), który jest zobowiązany do jego przekazania przy sprzedaży, wynajmie lub przy złożeniem zawiadomienia o zakończeniu budowy. Nabywca lub najemca nie może być obciążony tym kosztem przez zbywcę.

Źródła:
https://is.waw.pl/efektywnosc-energetyczna-budynkow-od-obowiazku-prawnego-do-strategicznej-inwestycji-w-przyszlosc/
https://budynkowo.pl/news/efektywnosc-energetyczna-przewodnik-dla-zarzadcow-i-przedsiebiorcow/

Księgowość dla transportu jako fundament stabilności finansowej firm TSL

Branża TSL jest wyjątkowo wrażliwa na wzrost kosztów prowadzenia działalności, problemy płatnicze kontrahentów i zmiany w prawie. Stąd tak istotna jest księgowość dla transportu, która znacząco wykracza poza ewidencjonowanie faktur i rozliczanie podatków. Jak profesjonalna księgowość dla transportu pomaga w codziennym zarządzaniu firmą?

Prawidłowo prowadzona księgowość zapewnia wgląd w finanse firmy

W skali miesiąca przewoźnicy drogowi muszą liczyć się z wysokimi kosztami – mowa m.in. o zakupie paliwa i opłatach drogowych. Do tego dochodzi konieczność uwzględnienia dodatkowych wydatków, które pojawiają się w przypadku tras międzynarodowych. Prawidłowo prowadzona księgowość dla transportu zapewnia stały wgląd w finanse firmy. Dzięki temu właścicielowi czy kadrze zarządzającej dużo łatwiej jest podejmować decyzje biznesowe, np. o wzięciu kolejnego pojazdu w leasing.

Jak można przeczytać na stronie internetowej firmy Evotax, która oferuje kompleksowe usługi księgowe dla firm transportowych, księgowość transportowa może obejmować również optymalizację procesów księgowych. Dzięki analizie struktury kosztów czy wykorzystaniu dostępnych ulg sytuacja finansowa przewoźnika może ulec zauważalnej poprawie. Więcej środków na inwestycje przekłada się z kolei na wzrost konkurencyjności lub ugruntowanie swojej pozycji na rynku przewoźników drogowych.

Profesjonalna księgowość to niższe ryzyko kar finansowych

Jeżeli spojrzeć na ostatnie lata, to firmy transportowe musiały zmierzyć się z wieloma zmianami w prawie. Przekazanie księgowości w ręce ekspertów oznacza terminowe i prawidłowe rozliczenia z urzędem skarbowym czy ZUS-em. Przedsiębiorca nie musi też monitorować zmian przepisów – takie informacje są mu przekazywane z odpowiednim wyprzedzeniem i w przystępny sposób.

Z perspektywy przewoźnika drogowego profesjonalna księgowość to szereg korzyści. Wymienić wystarczy:

  • ograniczenie ryzyka kar finansowych – finanse firmy nie zostaną naruszone z powodu konieczności zapłaty kar nałożonych w związku z wykrytymi nieprawidłowościami;
  • zdalny dostęp do dokumentów i raportów finansowych – wspomniana firma Evotax korzysta z zaawansowanych systemów IT;
  • wsparcie ekspertów – w razie pytań przedsiębiorca szybko uzyskuje rzetelne, sprawdzone odpowiedzi bez konieczności ich poszukiwania.

H2: Księgowość transportowa zapewnia poprawne rozliczenia z kierowcami

Księgowość transportowa wiąże się też z obsługą kadrową – przedsiębiorca musi cyklicznie rozliczać się z zatrudnionymi kierowcami. Zagadnienie to jest złożone, a to z uwagi na występowanie m.in. takich elementów, jak diety, koszty podróży czy nadgodziny. Wszelkie nieprawidłowości w tym zakresie mogą poskutkować utratą zaufania kierowców do pracodawcy i finalnie zakończyć się tym, że nie będzie on w stanie wywiązać się z umów z kontrahentami ze względu na braki kadrowe.

Współpraca z zaufanym partnerem, który specjalizuje się w księgowości i kadrach firm TSL, pozwala przewoźnikowi drogowemu zarówno zachować finansową stabilność, jak i uniknąć problemów wizerunkowych. Wszystko to wpływa też pozytywnie na możliwości dalszego rozwoju firmy transportowej.

Zakaz dla Nvidii w chińskich centrach danych TikToka. Huawei głównym beneficjentem

Chińskie władze zakazały ByteDance — właścicielowi TikToka — wykorzystywania procesorów graficznych Nvidii w nowych centrach danych — podaje The Information, powołując się na dwóch pracowników firmy. Decyzja zapadła w roku, w którym ByteDance stał się największym nabywcą chipów Nvidii w Chinach, kupując ich więcej niż jakakolwiek inna firma w kraju. Spółka przez ostatnie dwa lata agresywnie gromadziła zapasy układów A100, H100 oraz modeli dostosowanych do chińskich ograniczeń (H800, A800), obawiając się coraz twardszych restrykcji eksportowych ze strony USA i chcąc zabezpieczyć moce obliczeniowe dla ponad miliarda użytkowników swoich usług.

Zakaz wpisuje się w długofalową strategię Pekinu, której celem jest uniezależnienie kraju od amerykańskich technologii w sytuacji, gdy Waszyngton stopniowo zaostrza zasady sprzedaży zaawansowanych półprzewodników. Rzecznik Nvidii w komentarzu dla Reutersa podkreślił, że obecne regulacje „uniemożliwiają firmie dostarczanie konkurencyjnych układów GPU do chińskich centrów danych”, co w praktyce oddaje ogromny, szybko rosnący rynek w ręce zagranicznych konkurentów Nvidii.

Narastające napięcia handlowe przyspieszają działania Chin na rzecz budowy własnego, niezależnego ekosystemu AI. Krajowi producenci — szczególnie Huawei — zyskują na znaczeniu. Huawei niedawno zaprezentował klaster obliczeniowy „supernode”, określany jako „najpotężniejszy na świecie”, w pełni oparty na chińskich komponentach i całkowicie pozbawiony chipów Nvidii.

Hugo Boss przewiduje spadek przychodów i zysków

Notowania Hugo Boss mocno ucierpiały po tym, jak niemiecki dom mody zapowiedział, że w przyszłym roku zarówno sprzedaż, jak i zysk operacyjny spadną w wyniku strategicznej restrukturyzacji. Kurs tąpnął o 11% — to największy jednodniowy zjazd od ponad roku — pogłębiając tegoroczną przecenę akcji do niemal 22%.

Podczas prezentacji strategii „Claim 5 Touchdown” zarząd ostrzegł, że w 2026 r. przychody skorygowane o wahania kursów walut mogą obniżyć się o średni lub wysoki jednocyfrowy procent. Ma to być efekt uporządkowania portfela marek oraz zmian w kanałach dystrybucji. Spółka prognozuje, że EBIT w przyszłym roku sięgnie 300–350 mln euro — wyraźnie poniżej oczekiwań analityków, którzy liczyli na ok. 406 mln euro.

CEO Daniel Grieder, który objął stanowisko w 2021 r., określił decyzję jako „celową pauzę” w dynamicznym dotychczas rozwoju firmy. „Po świetnych latach dokonujemy świadomego kroku wstecz, aby przygotować mocniejszą bazę pod dalszy wzrost” — podkreślił. Firma zamierza m.in. wzmocnić segment Boss Womenswear, wyraźniej pozycjonować markę Hugo w stronę nowoczesnego krawiectwa oraz dalej inwestować w prężnie rosnącą linię Boss Menswear.

Branża premium traci impet

Zapowiedzi Hugo Boss wpisują się w szersze zawirowania dotykające cały sektor dóbr luksusowych. Bain & Company prognozuje, że globalny rynek może w 2025 r. skurczyć się o 2–5%, a kluczowe rynki, w tym Chiny, wyraźnie hamują. Hugo Boss szczególnie odczuwa słabość popytu właśnie w Chinach oraz w Wielkiej Brytanii.

Rosja blokuje FaceTime i Roblox

0

Rosja w tym tygodniu zablokowała dostęp do aplikacji FaceTime od Apple oraz popularnej platformy gamingowej Roblox. To kolejny etap ofensywy Kremla wymierzonej w zachodnie technologie i swobodę komunikacji online. Równolegle władze promują państwową aplikację do przesyłania wiadomości, którą eksperci uznają za narzędzie potencjalnie zwiększające kontrolę nad obywatelami.

W czwartek Roskomnadzor — urząd nadzorujący media i łączność — ogłosił zakaz korzystania z FaceTime. Regulator twierdzi, że wideorozmowy Apple miały być wykorzystywane „do organizowania i przeprowadzania działań terrorystycznych” oraz oszustw, choć nie przedstawiono żadnych dowodów na poparcie tych zarzutów.

Dzień wcześniej ten sam organ zablokował Roblox. Według rosyjskich władz platforma miała promować „treści ekstremistyczne” i „propagandę LGBT”.

Rewolucja AI kosztem konsumentów. Micron likwiduje markę Crucial

Gwałtowny rozwój technologii AI doprowadził do poważnego niedoboru pamięci komputerowej, co przełożyło się na szybkie i dotkliwe wzrosty cen RAM-u. Deficyt ten jest tak głęboki, że jeden z największych globalnych producentów – Micron Technology – ogłosił wycofanie się z rynku konsumenckiego.

W środę firma poinformowała, że do lutego 2026 roku zakończy działalność swojej marki Crucial, która przez blisko 30 lat dostarczała użytkownikom PC pamięci RAM i dyski SSD. Decyzja ta pokazuje, jak rewolucja związana z centrami danych AI przestawia cały rynek półprzewodników, spychając zwykłych konsumentów na dalszy plan w rywalizacji z gigantami technologicznymi o ograniczone zasoby produkcyjne.

Coraz bardziej dotkliwy niedobór wynika z faktu, że producenci przekierowują moce produkcyjne na pamięci HBM (High Bandwidth Memory), które są niezbędne do działania akceleratorów AI, zamiast wytwarzać tradycyjne kości DRAM przeznaczone dla komputerów osobistych.

Skala zapotrzebowania jest bezprecedensowa. Jak szacuje prezes SK Hynix, Chey Tae-won, sam projekt Stargate rozwijany przez OpenAI może wymagać do 2029 roku nawet 900 tys. waferów miesięcznie. To mniej więcej dwa razy więcej niż cała obecna światowa produkcja HBM — i około 40% globalnej produkcji DRAM.

USA przedłużają możliwość działania zagranicznych stacji Lukoila do kwietnia 2026 roku

0

Administracja Donalda Trumpa ogłosiła w czwartek czasowe złagodzenie części sankcji wobec rosyjskiego koncernu Lukoil. Decyzja pozwala zagranicznym stacjom paliw należącym do spółki funkcjonować aż do 29 kwietnia 2026 roku. Jak podkreślają amerykańskie władze, chodzi o ograniczenie negatywnego wpływu sankcji na klientów oraz tysiące pracowników, przy jednoczesnym utrzymaniu blokady przepływu jakichkolwiek środków finansowych do Rosji.

Decyzja zapadła krótko po wizycie wysłanników prezydenta Trumpa w Moskwie, gdzie omawiano amerykańskie propozycje dotyczące zakończenia wojny w Ukrainie.

Pierwszy pakiet sankcji uderzających w Lukoil i Rosnieft wszedł w życie 21 listopada, po ogłoszeniu ograniczeń w październiku 2025 roku. Był to pierwszy tak szeroki krok Waszyngtonu wobec rosyjskich firm energetycznych w trakcie drugiej kadencji Trumpa.

Skutki obostrzeń są szczególnie widoczne w Europie Północnej. Fińska spółka Teboil, należąca do Lukoila i zarządzająca siecią około 430 stacji paliw, poinformowała niedawno o stopniowym wygaszaniu działalności w miarę kończenia się zapasów paliwa. Firma wszczęła już procedurę restrukturyzacyjną.

Równocześnie węgierski koncern MOL sygnalizuje zainteresowanie przejęciem części aktywów Lukoila w Europie, w tym stacji benzynowych i rafinerii zlokalizowanych m.in. w Rumunii i Azerbejdżanie.

Deweloperzy muszą stać się architektami wspólnot

Wymarzony dom? To nie są wyłącznie cztery ściany w określonym metrażu i lokalizacji. Polacy, jak nigdy dotąd, świadomie stawiają relacje sąsiedzkie i klimat społeczny danego osiedla wysoko w kryteriach wyboru miejsca zamieszkania. Jak wynika z badania Otodom przeprowadzka dla blisko połowy (49%) respondentów podyktowana jest chęcią nawiązania nowych znajomości. Co ciekawe, aż 40% badanych przyznaje, że oczekują od deweloperów czegoś więcej niż postawienia murów. Potrzebni są architekci wspólnoty.

Raport „Szczęśliwy Dom. Zróbmy sobie szczęśliwe sąsiedztwo”, który powstał na bazie badania, jakie przeprowadził Otodom na ogólnopolskiej próbie reprezentatywnej ponad 4000 osób, pokazuje, że Polacy oczekują od deweloperów aktywnego wsparcia w budowaniu relacji sąsiedzkich, jednocześnie darząc ich niskim zaufaniem. Jak w takim otoczeniu branża może zdefiniować swoją kluczową rolę w budownictwie odpowiedzialnym społecznie, integrującym lokalne społeczności, odpornym na kryzysy? ​

Bezpieczeństwo ponad wszystko

Kontakt z ludźmi, emocje oraz przestrzeń. To może być przepis na szczęśliwe sąsiedztwo. Dlaczego? Okazuje się, że relacje sąsiedzkie stanowią fundament poczucia bezpieczeństwa. Aż 43% osób zbadanych przez Otodom uważa poczucie bezpieczeństwa i zaufanie do sąsiadów za bardzo ważny element wspólnoty. W obecnych czasach, napięć geopolitycznych i niepokojów społecznych, mieszkańcy cenią sąsiedzki monitoring i gotowość współmieszkańców tego samego osiedla do interwencji w razie potrzeby lub zagrożenia (41%) bardziej niż najlepsze systemy nadzoru.

Szczęście nie musi być mierzone metrażem

Dobry sąsiad to szczęście. Badanie Otodom udowodniło, że osoby zadowolone ze wsparcia sąsiadów oceniają swój ogólny poziom szczęścia średnio na 8 punktów w 10-stopniowej skali, podczas gdy u tych, którzy są z tego wsparcia niezadowoleni, wynik spada do lekko ponad 6 punktów. Co składa się na szczęście sąsiedzkie? Relacje między mieszkańcami buduje się na małych gestach, na przykład uśmiech przy mijaniu się (63% respondentów) i krótkie rozmowy (53%) są najważniejszymi formami kontaktu. Ciekawe jest także zjawisko, że wzajemna pomoc w drobnych sprawach, jak odbiór paczki czy podlanie kwiatów, jest deklarowana przez 35% ogółu badanych, ale aż przez 51% „szczęśliwych sąsiadów”, czyli osób zadowolonych z relacji. Zatem siła wspólnoty tkwi w drobnych gestach realizowanych regularnie i na co dzień.

Oczekiwania vs rzeczywistość

Mimo deklarowanego niskiego zaufania do deweloperów aż 40% mieszkańców Polski oczekuje, że powinni oni nie tylko budować, ale także aktywizować i wspierać wzmacnianie relacji sąsiedzkich. Istotne jest przekonanie, że nawet aktywni społecznicy, którzy na co dzień mierzą się z brakiem formalnego wsparcia (21%), potrzebują deweloperów jako partnerów do sprawnego i sprawczego działania, zwłaszcza w zakresie infrastruktury i finansowania. Jest to wyraźny sygnał, że to właśnie deweloperzy dysponują kapitałem i potencjałem, by aktywnie wspierać tworzenie wspólnot sąsiedzkich, ale muszą pokonać barierę transparentności i zaufania. Sukces w tym obszarze zależy od otwartej komunikacji, oddania realnej przestrzeni decyzyjnej mieszkańcom i traktowania inwestycji mieszkaniowych przede wszystkim jako miejsca do życia, bezpiecznego i podnoszącego poziom dobrostanu mieszkańców.

„Deweloperzy, do niedawna skupieni wyłącznie na metrażu i lokalizacji, muszą przyjąć nową, szerszą rolę. Nie są już tylko budowniczymi ścian, ale architektami społecznych ekosystemów. Ich odpowiedzialność wykracza poza projektowanie placów zabaw czy miejsc współdzielonych. Dziś sukces inwestycji zależy od umiejętności stworzenia warunków dla codziennych, drobnych interakcji, to zaś wymaga mądrego planowania urbanistycznego, a także wsparcia finansowego i infrastrukturalnego dla lokalnych liderów i inicjatyw”, przekonuje Agata Stachowiak, ekspertka rynku mieszkaniowego z Otodom.

Wspólna przyszłość

Jeżeli aż 48% Polaków odczuwa brak liderów animujących lokalne społeczności, to właśnie deweloperzy mogą, poprzez mądre projektowanie i transparentne działania, stworzyć przestrzenie, gdzie aktywiści, animatorzy, lokalni liderzy będą mogli integrować mieszkańców osiedli we wspólnych pasjach czy podejmowaniu wyzwań, przed którymi stanie wspólnota. ​ Oczekiwanie społeczeństwa jest jasne. Teraz czas na deweloperów, którzy rozumieją, że ich celem jest tworzenie miejsc do życia, a nie tylko sprzedawanie metrażu. Sukces takich inwestorów będzie zależał od tego, czy zdołają przekształcić powszechny sceptycyzm w realne zaufanie, traktując wspólnotę jako ciągły, organiczny proces, a nie projekt do wybudowania.

„Dla deweloperów nowa rola to nie tylko obowiązek, ale i szansa na przewagę konkurencyjną. Inwestycje, w których buduje się silna wspólnota, są postrzegane jako prestiżowe, stabilniejsze, a ich wartość rynkowa jest bardziej odporna na wahania. Sami deweloperzy są gotowi na ten kierunek i już tworzą przestrzenie sprzyjające kreowaniu wspólnot mieszkaniowych. Potwierdza to choćby plebiscyt na szczęśliwe sąsiedztwa, w którym wyróżnione zostały między innymi osiedla Urzeka czy Atrium Oliva zlokalizowane w Gdańsku lub Osiedle Fi w Krakowie”, podsumowuje Agata Stachowiak, Otodom.

EXPO KATOWICE z nową nazwą i koncepcją. PTWP przejmuje organizację targów

Grupa PTWP przejęła organizację Międzynarodowych Targów EXPO KATOWICE, imprezy o wieloletniej tradycji i kluczowym znaczeniu dla górnictwa i przemysłu ciężkiego. Wydarzenie zostanie zaprezentowane w rozbudowanej formule i pod nową nazwą, odpowiadającymi kierunkom transformacji sektora wydobywczego i surowcowego. Nowa koncepcja połączy pogłębioną debatę sektorową — panele, rozmowy z kluczowymi ekspertami i liderami rynku — z utrzymaniem mocnego charakteru targowego. Kolejna edycja odbędzie się we wrześniu 2026 r. w zarządzanym przez PTWP Międzynarodowym Centrum Kongresowym w Katowicach.

Przejmowane przez PTWP wydarzenie, uchodzące za jedną z bardziej znaczących i cenionych imprez o charakterze przemysłowym, z ponad 40-letnią tradycją, wywodzi się z historycznych Międzynarodowych Targów Górnictwa, Energetyki i Hutnictwa (dawniej SIMMEX). W 2024 r. w targach uczestniczyło 170 wystawców z 17 krajów, prezentując technologie, rozwiązania i innowacje przede wszystkim dla branży górniczej, ale też hutniczej, metalurgicznej i przemysłów pokrewnych. Grupa PTWP podkreśla swoją intencję zmiany charakteru wydarzenia i wzmocnienia jego znaczenia dla całego sektora wydobywczego.

Zdecydowanie nie chcemy, aby tak ważne wydarzenie zniknęło z mapy branżowych eventów w regionie i widzimy duże możliwości rozwoju w imprezie o tym profilu. Mamy wieloletnie doświadczenie w organizacji wydarzeń gospodarczych czy przemysłowych, i bazując na nim planujemy zarówno zachować charakter targów, jak i nadać im nową energię. Chcemy zaprezentować je w nowej odsłonie, pod atrakcyjną nazwą i w formule, które lepiej odpowiadają realiom współczesnej gospodarki oraz kierunkom transformacji sektora. Włączymy do programu obszary kluczowe dla przyszłości branży, w tym tematykę surowców krytycznych, szeroko rozumianego wydobycia czy nowych złóż rud miedzi, a także szeroki kontekst debat eksperckich i rozmów z liderami rynku. Zamierzamy wykorzystać również nasz potencjał promocyjny i medialny, zwłaszcza portalu WNP.pl, który jako lider w swojej kategorii dociera do kluczowych grup związanych z przemysłem i górnictwem. Naszą ambicją jest rozwinięcie wydarzenia w taki sposób, aby jeszcze mocniej odpowiadało na aktualne potrzeby branży i wyzwania współczesnej gospodarki – podkreśla Wojciech Kuśpik, prezes Grupy PTWP.

Wydarzenie w części merytorycznej obejmie szerokie spektrum tematyczne: od globalnych trendów w sektorze wydobywczym, przez surowce krytyczne, rynek kruszyw, po obecną i przyszłą rolę energetyki węglowej w bezpieczeństwie państwa, potencjał inżynieryjny, a także technologiczny zaplecza górniczego, szanse z tym związane w zakresie eksportu i ekspansji zagranicznej oraz transformację regionów górniczych w Polsce, Europie i przyciąganie inwestycji do regionów pogórniczych. Nie zabraknie spojrzenia na rynek miedzi i nowe złoża, jej rolę w energetyce i elektromobilności. Z kolei w części ekspozycyjnej znajdzie się miejsce między innymi dla maszyn, robotów, autonomicznych pojazdów, dronów, systemów sensorycznych, magazynów energii, systemów odzysku energii, hybryd energetycznych czy startupów mining-tech, battery-tech, clean tech i materiałów przyszłości.

Grupa PTWP zgodnie z wcześniejszymi zapowiedziami konsekwentnie rozwija segment wydarzeń własnych, który jest jednym z trzech głównych filarów biznesu spółki. Autorskie projekty PTWP, takie jak Europejski Kongres Gospodarczy, Forum Rynku Spożywczego i Handlu, Energy Days, Property Forum czy Forum Rynku Zdrowia stały się najważniejszymi platformami dialogu gospodarczego w Polsce i regionie. Grupa PTWP w 2025 r. uruchomiła łącznie trzy nowe projekty eventowe: Forum Zdrowia Kobiet (9-10 czerwca), Przemysł dla Obronności (15 października) i Forum Zdrowia Dzieci (10 grudnia). W ciągu roku Grupa PTWP organizuje ponad 20 dużych wydarzeń własnych, które gromadzą łącznie około 80 tys. uczestników.

Ekonomiści TEP: nowelizacja PIP grozi paraliżem rynku pracy i narusza zasady konstytucyjne

Rada Towarzystwa Ekonomistów Polskich bardzo krytycznie ocenia projekt nowelizacji ustawy o Państwowej Inspekcji Pracy (PIP). Według Rządowego Centrum Legislacji (RCL) przepisy opracowane przez Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej (MRPiPS) są niezgodne z Konstytucją RP, a ich wdrożenie spowoduje chaos wśród przedsiębiorstw i ich kontrahentów oraz trudne do oszacowania koszty. Co więcej, ani tzw. kamienie milowe powiązane z Krajowym Planem Odbudowy (KPO), ani skala nadużyć związanych ze stosowaniem umów cywilnoprawnych nie wymagają wprowadzenia tak radykalnych regulacji. W ocenie Rady TEP rząd powinien pilnie podjąć negocjacje na forum UE, tak aby uzyskać więcej czasu na przeprowadzenie reformy rynku pracy, która będzie zgodna z Konstytucją RP i jednocześnie będzie stanowić niezbędne i efektywne rozwiązanie zidentyfikowanych problemów.

Projekt nowelizacji ustawy o PIP (UD283)1 zakłada przyznanie okręgowym inspektorom pracy uprawnienia do wydawania decyzji administracyjnych przekształcających umowy cywilnoprawne (w tym tzw. umowy B2B) w umowy o pracę pod rygorem natychmiastowej wykonalności decyzji. Jedynie w przypadku skutków do 3 lat wstecz sprzed wydania decyzji wykonanie miałoby być wstrzymywane odwołaniem do sądu. To radykalne rozwiązanie, które wydaje się pochodzić z krajów, których prawo przewiduje tzw. domniemanie pracy na etacie. W Polsce jest inaczej, co widać po danych przytaczanych w Ocenie Skutków Regulacji (OSR) przez samo MRPiPS. Wynika z nich, że spośród powództw PIP z lat 2022-2024 sądy ustaliły stosunek pracy jedynie w 30% spraw (32 z 94), a w pierwszej połowie 2025 roku jedynie w 11% (1 z 9). Co więcej, również w OSR resort pracy przedstawił dane PIP, z których wynika, że problem nadużyć w odniesieniu do umów cywilnoprawnych jest bardzo ograniczony i jego skala maleje w ostatnich latach:

W 2024 r. inspektorzy pracy skontrolowali 38,9 tys. umów cywilnoprawnych – zakwestionowali 1,4 tys. umów zawartych w warunkach wskazujących na istnienie stosunku pracy (3,6%). Dla porównania, w 2023 r. inspektorzy pracy skontrolowali 42,2 tys. umów cywilnoprawnych – zakwestionowali 1,9 tys. umów (4,5%), a w 2022 r. na skontrolowanych 46 tys. umów zakwestionowali 2,2 tys. umów (4,8%). Jak wskazują powyższe dane, z roku na rok zmniejsza się odsetek kwestionowanych przez inspektorów pracy umów cywilnoprawnych w stosunku do liczby umów poddanych kontroli.”2

Powyższe fakty każą postawić pytanie, czy MRPiPS zmierza jedynie do ominięcia czasochłonnej procedury sądowej, czy raczej polskiego stanu prawnego. Wskazuje na to samo Rządowe Centrum Legislacji (RCL), które stwierdza, że nowelizacja narusza konstytucyjne zasady swobody prowadzenia działalności gospodarczej oraz wolności wyboru i wykonywania zawodu i wywołuje „niemożliwe do przewidzenia i oszacowania skutki zarówno po stronie podmiotu zatrudniającego, jak i pracobiorcy (w szczególności w obszarze uprawnień pracowniczych, ubezpieczeń społecznych, zobowiązań podatkowych czy pomocy publicznej)”.3 Należy podkreślić, że decyzja administracyjna wydana przez urzędnika bez uprzedniego rozstrzygnięcia sądowego stanowi bezprecedensową ingerencję w dobrowolny stosunek prawny między dwiema stronami. Jednocześnie jeżeli problemem jest czasochłonność postępowań przed sądami pracy, to właściwą drogą jest reforma sądownictwa w Polsce, a nie rezygnacja z niej na rzecz urzędowych nakazów.

Kolejnym problemem jest fakt, że resort kierowany przez Agnieszkę Dziemianowicz-Bąk nie przedstawił w OSR żadnych oszacowań dotyczących skutków finansowych wprowadzenia tej nowelizacji na sektor przedsiębiorstw i osoby fizyczne, których będą dotyczyć administracyjne przekształcenia umów.

W ostatnim czasie szefowa MRPiPS zaproponowała, że Skarb Państwa mógłby pokrywać koszty zapłaty zaległych podatków i składek, wynikające z przekształcenia umów.4 Jest to również złe rozwiązanie, z wielu powodów. Po pierwsze, przeniesienie kosztu z konkretnych firm na budżet państwa tego kosztu nie eliminuje, w dalszym ciągu będzie obciążał on polską gospodarkę niezależnie od sposobu jego sfinansowania. Po drugie, w obecnej sytuacji finansów publicznych należy unikać zwiększania wydatków budżetowych, a po trzecie – przerzucenie całej odpowiedzialności na podatników może skutkować zjawiskiem tzw. moral hazard, polegającym na nadużywaniu nowych uprawnień przez urzędników PIP. Czwartą kwestią jest to, że i tak nie zapobiegnie to chaosowi i zakłóceniu działalności wielu firm i ich kontrahentów, a zawieranie jakiejkolwiek umowy cywilnoprawnej stanie się działaniem o wysokim ryzyku. W efekcie, może obniżyć się elastyczność rynku pracy, co pogorszy perspektywy rozwoju sektorów gospodarki, gdzie stosowanie umów cywilnoprawnych jest uzasadnione z perspektywy prawnej i biznesowej. Wreszcie, koszty zakłóceń związanych z przekształceniem umów mogą być podstawą do roszczeń przeciwko Skarbowi Państwa, zwłaszcza w sytuacji błędnych decyzji urzędników. To spowoduje, że sądy – już teraz niewydolne i rozpatrujące sprawy w bardzo odległych terminach – otrzymają kolejne z powodu tej nowelizacji.

Należy podkreślić, że z treści uzgodnionego tzw. kamienia milowego w ramach KPO nie wynika konieczność wprowadzenia tak radykalnych rozwiązań, a zwłaszcza niezgodnych z Konstytucją RP i szkodliwych dla polskiej gospodarki. Fałszywa jest zatem alternatywa, że albo zostanie uchwalona ustawa w kształcie zaproponowanym przez MRPiPS, albo Polsce grozi wstrzymanie wypłat z KPO.

Istnieje jednak obiektywny problem, polegający na braku możliwości pogodzenia procesu stanowienia prawa o wysokiej jakości z terminami uzgodnionymi w KPO. Tego typu zobowiązania powodują, że rząd chcąc przeprowadzić trudne, strukturalne reformy (którym powinny towarzyszyć staranne, czyli też czasochłonne analizy i konsultacje społeczne) mierzy się z presją czasu, tj. terminów uzgodnionych z instytucjami UE, których naruszenie może skutkować wstrzymaniem wypłat środków z KPO dla Polski. Istnienie takich zobowiązań w ramach KPO może też zachęcać część polityków i związane z nimi grupy interesów do forsowania kontrowersyjnych regulacji, bo koszt polityczny wstrzymania wypłat z KPO jest wysoki. Jakość stanowionego prawa, w tym odpowiednio długie vacatio legis nie może być jednak przedmiotem kompromisu, wymuszonego przez terminy i zobowiązania w ramach KPO. Nie byłoby więc właściwym rozwiązaniem proponowanie przez rząd alternatywnego kształtu reformy PIP w bardzo krótkim czasie, bez analiz i konsultacji, tylko po to by dotrzymać zobowiązań w ramach KPO. Przeprowadzenie „minimalistycznej” reformy PIP z kolei tworzy ryzyko, że kamień milowy nie zostanie zrealizowany.

W związku z powyższym, w ocenie Rady TEP rząd powinien pilnie podjąć negocjacje na forum UE, tak aby uzyskać więcej czasu na przeprowadzenie reformy rynku pracy, która będzie zgodna z Konstytucją RP i jednocześnie będzie stanowić niezbędne i efektywne rozwiązanie zidentyfikowanych problemów. Właściwą odpowiedzią na nadużywanie umów cywilnoprawnych i samozatrudnienia jest eliminacja systemowych bodźców, które są jego przyczyną, a nie kary i nakazy. Kierunkiem reform powinno być zwiększenie neutralności systemu podatkowo-składkowego pomiędzy rodzajami umów, likwidacja przywilejów dla wybranych grup zawodowych, a także liberalizacja kodeksu pracy tak, aby regulacje nie wypychały z rynku jego najsłabszych uczestników. Jednocześnie podtrzymujemy nasze stanowisko z 2024 r., którym napisaliśmy, że „należy odrzucić kosztowną, utopijną wizję rynku pracy, na którym docelowo wszyscy mają pracować na podstawie umowy o pracę, niezależnie od obiektywnych kosztów, korzyści, charakteru pracy jak i osobistych preferencji”.5 Z tego też powodu nie zgadzamy się z pojawiającymi się postulatami w przestrzeni publicznej, by przy okazji reformy PIP wprowadzić tzw. domniemanie umowy o pracę.

Wynagrodzenia w Polsce wzrosły o 8,2%, ale dysproporcje międzybranżowe pogłębiają się

Polski rynek pracy w 2025 roku utrzymuje trend wzrostowy, jednak coraz wyraźniej widoczne jest zróżnicowanie dynamiki płac między sektorami. Przeciętne wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw w Polsce wzrosło o 8,2% rok do roku, osiągając we wrześniu poziom 8750 zł. Firmy technologiczne, produkcyjne i spożywcze przyciągają wykwalifikowanych specjalistów rosnącymi wynagrodzeniami, podczas gdy branże usługowe, mimo większej liczby ofert, wykazują stabilizację płac.

Takie wnioski płyną z badań Centrum Analitycznego międzynarodowej agencji zatrudnienia Gremi Personal, opartej na danych Głównego Urzędu Statystycznego (GUS). Eksperci podkreślają, że to etap dojrzewania rynku, w którym inwestycje w kompetencje techniczne stają się kluczowym czynnikiem utrzymania konkurencyjności.

Przemysł i technologie liderami wzrostu

Najlepiej radzą sobie sektory przemysłowe i technologiczne. Wzrost wynagrodzeń odnotowano u producentów komputerów i elektroniki (+10,9%), produktów spożywczych (+9,8%), sprzętu transportowego, w tym wojskowego (+9,2%), przemysłu maszynowego (+9,1%), w tym przemysłu motoryzacyjnego (+8,8%), a także u producentów mebli (+8,9%).

Według szacunków analityków wzrost wynagrodzeń w tych branżach następuje na tle stopniowego spadku zatrudnienia w przemyśle, z wyjątkiem produkcji spożywczej.

Obserwowany wzrost wynagrodzeń w tych sektorach przy jednoczesnym ograniczaniu zatrudnienia wskazuje, że pracodawcy koncentrują się na utrzymaniu kluczowych pracowników, nawet kosztem optymalizacji liczby etatów – zauważa Oleg Rudenko, analityk Centrum Analitycznego Gremi Personal.

Nieco niższe tempo wzrostu wynagrodzeń odnotowano w branżach, w których zatrudnionych jest wielu Ukraińców, a mianowicie w logistyce (+7,8%), HoReCa (+7,8%), budownictwie (+7,6%) i handlu detalicznym (+7,6%).

W handlu detalicznym i HoReCa (Hotel, Restaurant, Catering) w ujęciu miesięcznym (porównując wrzesień do sierpnia br.) odnotowano spadek wynagrodzeń o 0,4%.

Po zakończeniu sezonu wakacyjnego presja na wzrost płac w sektorach usługowych słabnie, co ma wpływ na wysokość premii i dodatków, które stanowią znaczną część zarobków pracowników. Dodatkowo na rynek wpływa zwiększona podaż pracowników, w tym osób przechodzących z przemysłu do logistyki czy HoReCa, co zwiększa konkurencję o miejsca pracy i stabilizuje poziom wynagrodzeń – wyjaśnia analityk.

Logistyka wciąż dobrze płatna mimo korekty

Warto zauważyć, że w logistyce, która wykazała wysoki wzrost wynagrodzeń w ciągu dziewięciu miesięcy 2025 r., we wrześniu w porównaniu z sierpniem odnotowano również spadek średniego wynagrodzenia – o 1,2%. Jest to najwyższy wskaźnik spośród analizowanych branż. Mimo to logistyka pozostaje jedną z najlepiej opłacanych branż w Polsce. Średnia płaca we wrześniu 2025 r. wyniosła 9029 zł, co jest wynikiem niemal równym wynikowi przemysłu maszynowego (9195 zł).

Dla porównania: w handlu detalicznym średnia pensja wynosiła 6766 zł, a w HoReCa – 6548 zł. Nawet umiarkowany procentowo wzrost w logistyce przekłada się na realny przyrost o około 455 zł, co wciąż stanowi atrakcyjną różnicę względem sektorów handlu czy gastronomii. To utrzymuje zainteresowanie tą branżą wśród pracowników zagranicznych, szczególnie z Ukrainy – dodaje Oleg Rudenko.

Rynek pracy w fazie odbudowy

Dane dotyczące polskiego rynku pracy wskazują na utrzymującą się tendencję odbudowy po okresie spowolnienia gospodarczego. Jednocześnie tempo wzrostu wynagrodzeń pozostaje w dużej mierze uzależnione od zdolności przedsiębiorstw do utrzymania kluczowych i wysokoefektywnych pracowników.

– Dla Ukraińców Polska pozostaje atrakcyjnym rynkiem pracy, zwłaszcza w branżach o mniejszych wymaganiach kwalifikacyjnych i wysokim udziale pracy fizycznej, przede wszystkim w logistyce, gdzie odnotowano wzrost zatrudnienia o 4,7% w ciągu dziewięciu miesięcy 2025 roku. Jednocześnie w produkcji i budownictwie konkurencja rośnie, co ogranicza tempo wzrostu płac i podnosi wymagania wobec kandydatów. Najatrakcyjniejsza perspektywa to gotowość przejścia do zawodów produkcyjnych i technicznych: właśnie w tych obszarach polskie firmy inwestują w personel, oferując większą stabilność, wyższe wynagrodzenia i więcej możliwości rozwoju zawodowego – podkreślają analitycy Centrum Analitycznego Gremi Personal.

Glapiński tonuje oczekiwania. Cykl cięć spowolni, ale łagodzenie polityki w 2026 r. pewne

W dzisiejszej konferencji prasowej prezesa Glapińskiego dało się wyczuć świąteczny nastrój i wyraźne poczucie zwycięstwa nad inflacją. Glapiński zasugerował to, co od dawna było jasne dla obserwatorów rynku – 2026 r. przyniesie dalsze łagodzenie polityki pieniężnej. Ton prezesa był jednak zrównoważony i sądząc po wzroście stawek FRA i lekkim umocnieniu złotego, rynki przygotowywały się na nieco bardziej gołębie sygnały.

Jego uwaga, że Rada może wejść w tryb wait-and-see, zanim dalej będzie obniżać stopy, mogła zaskoczyć część inwestorów. Trudno to jednak uznać za większy szok. Większość tego „procesu dostosowania” mamy już za sobą i wydaje się, że wchodzimy w fazę dostrajania, w której RPP postępuje ze zwiększoną ostrożnością, a dane stają się jeszcze bardziej istotne.

Uważamy, że w przyszłym roku stopa referencyjna obniży się do ok. 3,5%, a kolejną obniżkę widzimy w lutym lub marcu, o ile dane nie staną na przeszkodzie.

Słaby raport ADP pogrąża dolara, NBP zaskakuje jastrzębim tonem. Złoty gubi wczorajsze zyski

Czwartkowy handel odbywa się w rytm wczorajszych doniesień. W Polsce rozgrywana jest środowa decyzja w sprawie stóp procentowych. A na szerokim rynku echem odbił się raport ADP, który pokazał, że amerykański rynek pracy przechodzi poważne turbulencje. 

Wzięli i ścieli

Teoretycznie wczorajsza decyzja o ścięciu stóp procentowych o 25 punktów bazowych do 4% (stopa depozytowa) była zgodna z oczekiwaniami rynku. Te oczekiwania jednak pomału się rozjeżdżają. Analitycy największego banku w Polsce są przekonani, że kolejne dwa cięcia będą miały miejsce jeszcze w pierwszym kwartale przyszłego roku, a ekonomiści Fitcha zakładają, że na taki ruch przyjdzie nam poczekać łącznie dwa lata. Tych wątpliwości nie wyjaśnia komunikat po posiedzeniu, choć ten wydaje się delikatnie jastrzębi, zwłaszcza w zestawieniu z samą decyzją. Standardowo wymieniono w nim szereg ryzyk grożących podwyższeniem inflacji w nadchodzących miesiącach. Mowa tu przede wszystkim o polityce fiskalnej, która potencjalnie może być jeszcze bardziej rozrzutna. Zagrożeniem dla dynamiki cen jest także rozpędzająca się gospodarka, napędzana wewnętrznym popytem. No i otoczenie cenowe także może ciągnąć inflację ku górze, zarówno w strefie euro, jak i w USA dynamika cen przekracza założone cele.

Ile powie prezes?

Zakładając, że są to całkiem rozsądne obawy, jeszcze ciekawiej zapowiada się dzisiejsza konferencja prasowa prezesa Adama Glapińskiego. Ten jeszcze nie tak dawno uważał, że na grudniowym posiedzeniu nie będzie potrzeby zmiany stóp, dlatego warto wsłuchać się w jego dzisiejsze wyjaśnienia. Szef Narodowego Banku Polskiego rzadko daje jasne wskazówki co do przyszłych decyzji i trudno zakładać, by dziś było inaczej. Jednak analitycy i tak będą starali się wychwycić jakiekolwiek sugestie. Ich uwaga na pewno skupi się na ewentualnej zmianie podejścia do ostatniej serii obniżek. Prezes NBP do tej pory mocno bronił się przed słowem „cykl”, nazywając te posunięcia tylko „dostosowaniem” do obecnej sytuacji makroekonomicznej. Warto pamiętać, że było to już piąte „dostosowanie” z rzędu i istnieje ryzyko, że „skończą” nam się stopy, zanim rozpocznie się właściwy cykl.

Rocket eurodolar

Na szerokim rynku ciekawe rzeczy dzieją się na głównej parze walutowej globu. Euro względem amerykańskiej waluty nieprzerwanie drożeje od 24 listopada, tworząc jeden z najdłuższych takich cykli (a tfu, paskudne słowo) ostatnich lat. Dolarowi ewidentnie nie pomógł wczorajszy raport ADP, który wypadł skrajnie słabo i jeszcze bardziej uwiarygodnił kolejną obniżkę stóp jeszcze w tym roku. Amerykańskiej walucie ciążą również spekulacje odnośnie nowego szefa FED-u, który zastąpi Powella po wygasającej w przyszłym roku kadencji. Zarówno Waller, jak i Hassett, którzy są medialnymi faworytami do objęcia tego stanowiska, prawdopodobnie zadbają o to, by FOMC pod ich rządami był jeszcze bardziej gołębi. EURUSD wybija dzisiaj opór przy 1,167 $, kontynuując rajd w górę. Słaby dolar powinien pomagać złotemu, ten jednak odreagowuje wczorajsze umocnienie, przez co główne waluty dziś drożeją. Euro kosztuje 4,23 zł, a dolar – 3,62 zł.

„Chiny nam uciekają”. Szef Nvidii i doradca ds. bezpieczeństwa alarmują w Waszyngtonie

Prezes Nvidii Jensen Huang oraz ekspert ds. bezpieczeństwa narodowego Gregory Allen ostrzegli w tym tygodniu, że przewaga technologiczna USA w dziedzinie sztucznej inteligencji szybko się kurczy. Podczas dwóch wystąpień w Waszyngtonie podkreślili, że Chiny rozwijają AI znacznie szybciej, niż przewidywano, a amerykańskie narzędzia kontroli eksportu nie przynoszą oczekiwanych efektów.

„Dziewięć z dziesięciu najlepszych szkół technicznych jest w Chinach”

Huang, przemawiając 3 grudnia w Center for Strategic and International Studies (CSIS), zakwestionował powszechne założenia o trwałej dominacji USA w AI. W rozmowie z prezesem CSIS Johnem Hamre ujawnił, że:

  • 9 z 10 najlepszych szkół naukowych i technicznych świata znajduje się w Chinach,
  • 50% globalnych badaczy AI to Chińczycy,
  • 70% patentów związanych ze sztuczną inteligencją opublikowano w 2024 r. w Chinach.

To — jak podkreślił — fundamentalnie zmienia układ sił. „Oddaliśmy, w zasadzie, drugi co do wielkości rynek AI — drugi co do wielkości rynek technologiczny na świecie” — powiedział Huang, ostrzegając, że Pekin wciąż dynamicznie rozwija własne możliwości.

Chiński ekosystem AI rośnie mimo kontroli eksportowych

Huang przyznał, że strategiczne ograniczenia USA w dostępie do chipów nie spowolniły rozwoju technologicznego Chin. Wręcz przeciwnie — według niego chiński sektor półprzewodników „podwoił się, podwoił, podwoił”, podczas gdy zachodnie firmy rosną w tempie 20–30% rocznie.

Te słowa wpisują się w szerszą debatę o skuteczności sankcji, w ramach której Waszyngton próbuje ograniczyć chiński dostęp do zaawansowanych procesorów, licząc na zahamowanie rozwoju AI klasy militarnej.

Eksperci: sprzęt to wąskie gardło Pekinu

Podobny ton wybrzmiał dzień wcześniej w Senacie USA. Gregory Allen, starszy doradca w Wadhwani AI Center przy CSIS, zeznając 2 grudnia przed Komisją Spraw Zagranicznych, podkreślił, że kluczowa walka toczy się o dostęp do zaawansowanych narzędzi produkcyjnych.

Największym wyzwaniem jest sprzęt, ponieważ Chiny są w stanie projektować przyzwoite chipy. Czego nie potrafią, to produkować przyzwoitych chipów, a to całkowicie zależy od naszej zdolności do niedopuszczenia sprzętu” — mówił Allen, odnosząc się do gorącej w Kongresie dyskusji nad ustawą kodyfikującą kontrole eksportowe.

Chińska odpowiedź: modele DeepSeek rywalizują z OpenAI i Google

Ostrzeżenia Huanga i Allena zyskały dodatkowy ciężar po wydarzeniach z 1 grudnia. Chiński startup DeepSeek ogłosił premierę dwóch nowych modeli — V3.2 i V3.2-Speciale — które, jak twierdzi firma, osiągają wydajność porównywalną z GPT-5 od OpenAI, wymagając przy tym mniejszej mocy obliczeniowej.

Najbardziej imponujące było dokonanie wariantu Speciale, który zdobył złoty medal w benchmarku opartym na Międzynarodowej Olimpiadzie Matematycznej — poziom dotąd osiągany jedynie przez nieopublikowane modele OpenAI i Google DeepMind.

Dochody Rosji z ropy i gazu spadły o 34% w listopadzie. Sankcje USA i silny rubel pogłębiają presję na budżet Kremla

Dochody Rosji z sektora naftowo-gazowego gwałtownie skurczyły się w listopadzie, spadając o 34% rok do roku — poinformowało rosyjskie Ministerstwo Finansów. Moskwa zebrała w zeszłym miesiącu 530,9 mld rubli (ok. 6,8 mld dolarów) z podatków od zasobów naturalnych, co oznacza jeden z najgłębszych miesięcznych spadków w czasie trwającej już czwarty rok wojny przeciwko Ukrainie.

Sankcje USA uderzają w Rosnieft i Łukoil

Tąpnięcie dochodów nastąpiło zaledwie kilka dni po wejściu w życie amerykańskich sankcji na dwóch największych rosyjskich eksporterów ropy — Rosnieft i Łukoil. Restrykcje nałożone w październiku zaczęły obowiązywać 21 listopada, znacząco ograniczając możliwości sprzedaży rosyjskiej ropy na globalnym rynku.

Według Departamentu Skarbu USA środki te — w połączeniu ze spadającymi światowymi cenami ropy i umacniającym się rublem — osiągają zamierzony efekt: odcinają kluczowe źródła finansowania rosyjskiej machiny wojennej.

Trend spadkowy przyspiesza

W ciągu pierwszych 11 miesięcy 2025 r. rosyjskie dochody z ropy i gazu wyniosły 8 bln rubli (103 mld dolarów), co oznacza spadek o 21,4% r/r. Dynamika pogorszenia rośnie z każdym kwartałem:

  • do końca maja: spadek o 14%,
  • do sierpnia: spadek o 20%,
  • na początku grudnia: spadek o 22%.

Rosja dodatkowo traci na rosnącym dyskoncie cenowym. Kluczowy gatunek eksportowy Urals kosztował średnio 44,87 USD za baryłkę — najmniej od marca 2023 r. Po objęciu Rosnieftu i Łukoila sankcjami różnica między ceną Urals a Brentem rozszerzyła się do 20 USD.

Dochody budżetowe ogranicza również kurs walutowy. Cena baryłki w rublach spadła do poziomu ok. 3250 rubli, najniższego od 2,5 roku.

Budżet pęka w szwach

Malejące wpływy z eksportu energii uderzają w finanse państwa. Deficyt budżetowy w okresie styczeń–październik wyniósł 4,2 bln rubli, czyli 1,9% PKB — wielokrotnie więcej niż 0,2 bln rubli rok wcześniej.

Niezależni analitycy prognozują, że deficyt za cały 2025 r. może sięgnąć 3,5% PKB, znacznie przekraczając oficjalny cel rządu (2,6%).

Rosja pod rosnącą presją

Spadek dochodów z ropy i gazu — fundamentu rosyjskich finansów publicznych — stawia Kreml w trudnym położeniu, zwłaszcza w obliczu kosztów przedłużającej się wojny, konieczności zwiększania wydatków socjalnych i rosnącej zależności od rynku azjatyckiego.