Jak Polacy postrzegają CV?

Kto najczęściej pisze i wysyła CV? Jak często dostosowujemy treść życiorysu do konkretnych ofert? Z jakich źródeł korzystamy, tworząc CV? Na co zwracać uwagę, przystępując do rekrutacji? Na te i inne pytania odpowiada najnowszy raport „Na drodze do dobrego CV. Jak kandydaci tworzą życiorysy”. Raport towarzyszy premierze Kreatora CV od Pracuj.pl.

Co w raporcie?

  • Dane liczbowe, infografiki, komentarze ekspertów
  • Kto i jak często korzysta z CV w rekrutacji
  • W jakich sytuacjach aktualizujemy życiorys
  • Kto dostosowuje CV pod konkretne oferty pracy
  • Jakie elementy życiorysu są najważniejsze
  • Źródła wykorzystywane przy pisaniu CV

CV – opowieść o sobie

Świat pracy się zmienia. Jak zwracają uwagę eksperci, kandydaci i rekruterzy coraz chętniej korzystają z nowych aplikacji czy programów wspomagających zarządzanie pracą. Technologie nie pozostają bez wpływu na rekrutację – tylko w ubiegłym roku z urządzeń mobilnych pochodziło ponad 6 mln aplikacji o pracę na Pracuj.pl.

Rafał Nachyna
Rafał Nachyna,
Dyrektor Zarządzający Pracuj.pl

A jednak coś w świecie HR pozostaje niezmienne – istotna rola curriculum vitae. Życiorys kandydata jest jednym z filarów procesu rekrutacyjnego w większości branż i specjalizacji. Zawartość CV, sposób jego prezentacji i trafne dopasowanie naszych umiejętności do potrzeb rekrutera decyduje w wielu przypadkach o zaproszeniu na rozmowę kwalifikacyjną. Temu tematowi poświęciliśmy badanie „Na drodze do dobrego CV”, które towarzyszy premierze nowego Kreatora CV Pracuj.pl – mówi Rafał Nachyna, Dyrektor Zarządzający Pracuj.pl

Kto i jak często sięga po CV

Posiadanie CV to dla uczestników rynku pracy oczywistość – wynika z badań Pracuj.pl. Jego regularna aktualizacja – już jednak nie. Jak przyznają badani, motywacją do odświeżenia życiorysu jest dla nich najczęściej podjęcie nowej pracy.

Według badań posiadanie CV deklaruje aż 92% badanych Polaków. Pod tym względem widać jednak wyraźne różnice pod kątem np. poszczególnych grup wiekowych czy osób na różnych szczeblach edukacji.

Mniej oczywista od posiadania życiorysu okazuje się jego aktualizacja – w ciągu ostatniego roku aktualizowało go 47% badanych, a w ciągu półrocza – zaledwie 29%. Najbardziej aktywna pod tym względem była grupa wiekowa 18-24 lat, w której w ciągu roku od badania CV aktualizowało 86% respondentów.

CV – niezmienne czy dopasowane pod ofertę

Nie każda oferta jest warta zmian w CV – tak przynajmniej twierdzą specjaliści badani przez Pracuj.pl. Najczęściej modyfikują oni życiorys, gdy ogłoszenie ich szczególnie interesuje.​

Czy badani zmieniają treść CV w zależności od oferty pracy, na którą aplikują? Pod tym względem respondenci Pracuj.pl dzielą się na trzy grupy dość podobne pod względem wielkości. Ogółem 2 na 3 badanych stara się przynajmniej czasem zmieniać treść CV pod konkretną ofertę.

Badani są także mocno podzieleni, jeśli chodzi o ocenę sposobu przygotowania CV. 54% badanych skłania się ku tworzeniu życiorysu według określonych schematów, wygodnych dla rekruterów.  46% uważa, że CV inne niż pozostałe zwiększa prawdopodobieństwo, że rekruter zwróci na nas uwagę.

A jaka jest perspektywa rekruterów? Z ich opinii wynika, że życiorys powinien być dostosowany do specyfiki branży i obowiązków związanych z konkretnym stanowiskiem. Jednak w tak rozumianej personalizacji najczęściej nie chodzi o szalone pomysły – tylko o czytelność i jasny układ dokumentu, zgodny z poszukiwanymi przez rekruterów informacjami – komentuje Agata Dzierlińska, HR Biznes Partner w Grupie Pracuj.

Proces przygotowania CV

Specjaliści badani przez Pracuj.pl pozytywnie oceniają swoją wiedzę na temat uzupełniania CV. Chętnie korzystają jednak z pomocy dodatkowych materiałów i źródeł, które ułatwiają przygotowanie dokumentu.

Po jakie narzędzia sięgają więc specjaliści, przygotowując CV? Ich preferencje są zróżnicowane, ale uwagę zwraca przewaga artykułów z poradami, gotowych szablonów i kreatorów CV nad np. znajomymi i rodziną.

Czy tworzenie CV sprawia specjalistom trudności? Według badań Pracuj.pl rzadko oceniają ten proces jako trudny (18%) lub szczególnie czasochłonny (29%). Jednocześnie jednak jako ciekawy ocenia go tylko 36% badanych.

Dla niektórych grup specjalistów napisanie CV może się wydawać oczywistością. Jednak stworzenie życiorysu potrafi być dużym wyzwaniem np. dla osób, które dopiero wchodzą na rynek pracy lub na niego wracają. Według badań Pracuj.pl to właśnie one najczęściej wiążą tworzenie CV z negatywnymi emocjami. Dlatego tak ważne, by dysponowali narzędziami, które ułatwiają ten proces. Nasz Kreator CV wspiera rekrutowanych m.in. poprzez wbudowanego w niego asystenta użytkownika, który pomaga np. uzupełnić poziomy znajomości języków obcych, podpowiada jak opisać umiejętności oraz zainteresowania.
— dodaje Agata Dzierlińska.

Układ życiorysów tworzonych przez Kreator pozwala na wyeliminowanie błędów, które kandydaci popełniają najczęściej i na które zwracają uwagę rekruterzy – m.in. nieprzejrzysty układ treści, pomijanie istotnych danych (np. kontaktowych czy o zakresie obowiązków), brak informacji o kompetencjach czy osiągnięciach.

Nowe podejście do kontraktów – jak digitalizacja zmienia umowy?

Nawet 95%[1] informacji biznesowych jest przechowywanych na papierze. Dla wielu firm relacje służbowe nadal nierozerwalnie związane są z procesem przetwarzania fizycznych dokumentów, który absorbuje jednak dużo czasu i zasobów. Cyfrowe systemy zarządzania umowami umożliwiają skrócenie tego procesu o 50%, zwiększenie odsetka odnawianych kontraktów o 25%, a nawet dwuprocentowy wzrost przychodów[2].

Dokumenty wyzwaniem dla biznesu

Wśród największych wyzwań związanych z procesami biznesowymi 66% przedsiębiorców wymienia ograniczenie wydatków, 39% – redukcję błędów i opóźnień, a 30% – ograniczenie zużywanego papieru[3]. Jednocześnie 53% firm przyznaje, że nie traktuje danych jak swoich aktywów[4].

Mateusz Macierzyński, menedżer ds. systemów ITS w firmie Konica Minolta
Mateusz Macierzyński, menedżer ds. systemów ITS w firmie Konica Minolta

Wiele organizacji przechowuje papierowe umowy, a jednocześnie wykonuje cyfrowe kopie i ręcznie wprowadza ich treść np. do Excela. Wraz ze wzrostem liczby kontraktów proces ten staje się jednak uciążliwy, zwiększa się liczba błędów i opóźnień, giną dokumenty. Łatwo przeoczyć terminy obowiązywania umów czy zmiany prawne, co prowadzi do niepotrzebnych kosztów, a nawet kar za nieprzestrzeganie przepisów. Fizyczne dokumenty wymagają też archiwum, które zajmuje dużo miejsca i czasu potrzebnego na ręczne szukanie potrzebnych informacji – wskazuje Mateusz Macierzyński, menedżer ds. systemów ITS w firmie Konica Minolta.

Digitalizacja poprawi relacje, zyski i bezpieczeństwo

Cyfrowe zarządzanie umowami standaryzuje sposób ich sporządzania oraz realizacji. System automatycznie przypomina o konieczności zatwierdzenia, zmiany, anulowania czy przedłużenia umowy oraz informuje pracowników o wszelkich modyfikacjach. Archiwum cyfrowe w jednym miejscu przechowuje wszystkie dokumenty związane z kontraktami, takie jak e-maile czy protokoły, co ułatwia kontrolę i ocenę umów pod względem wartości lub czasu trwania. Pomaga to nie tylko przyspieszyć procesy i odciążyć pracowników, ale też poprawić relacje z kontrahentami.

Cyfrowe zarządzanie kontraktami zwiększa efektywność i oszczędza zarówno środki, jak i czas pracowników. Systemy autoryzacji użytkowników redukują wysokie – w przypadku fizycznego archiwum – ryzyko dostępu do umów przez osoby nieupoważnione. Oczywiście każda organizacja jest inna, kluczowe jest więc dokładne poznanie i uwzględnienie jej środowiska pracy oraz procesów. Umiejętna digitalizacja może jednak przekształcić przetwarzanie umów z uciążliwego administracyjnego obowiązku w strategiczne narzędzie, które zmniejszy ryzyko strat i koszty oraz ułatwi zwiększenie zysków – mówi

Nawet 95%[1] informacji biznesowych jest przechowywanych na papierze. Dla wielu firm relacje służbowe nadal nierozerwalnie związane są z procesem przetwarzania fizycznych dokumentów, który absorbuje jednak dużo czasu i zasobów. Cyfrowe systemy zarządzania umowami umożliwiają skrócenie tego procesu o 50%, zwiększenie odsetka odnawianych kontraktów o 25%, a nawet dwuprocentowy wzrost przychodów[2].

Dokumenty wyzwaniem dla biznesu

Wśród największych wyzwań związanych z procesami biznesowymi 66% przedsiębiorców wymienia ograniczenie wydatków, 39% – redukcję błędów i opóźnień, a 30% – ograniczenie zużywanego papieru[3]. Jednocześnie 53% firm przyznaje, że nie traktuje danych jak swoich aktywów[4].

Wiele organizacji przechowuje papierowe umowy, a jednocześnie wykonuje cyfrowe kopie i ręcznie wprowadza ich treść np. do Excela. Wraz ze wzrostem liczby kontraktów proces ten staje się jednak uciążliwy, zwiększa się liczba błędów i opóźnień, giną dokumenty. Łatwo przeoczyć terminy obowiązywania umów czy zmiany prawne, co prowadzi do niepotrzebnych kosztów, a nawet kar za nieprzestrzeganie przepisów. Fizyczne dokumenty wymagają też archiwum, które zajmuje dużo miejsca i czasu potrzebnego na ręczne szukanie potrzebnych informacji – wskazuje Mateusz Macierzyński, menedżer ds. systemów ITS w firmie Konica Minolta.

Digitalizacja poprawi relacje, zyski i bezpieczeństwo

Cyfrowe zarządzanie umowami standaryzuje sposób ich sporządzania oraz realizacji. System automatycznie przypomina o konieczności zatwierdzenia, zmiany, anulowania czy przedłużenia umowy oraz informuje pracowników o wszelkich modyfikacjach. Archiwum cyfrowe w jednym miejscu przechowuje wszystkie dokumenty związane z kontraktami, takie jak e-maile czy protokoły, co ułatwia kontrolę i ocenę umów pod względem wartości lub czasu trwania. Pomaga to nie tylko przyspieszyć procesy i odciążyć pracowników, ale też poprawić relacje z kontrahentami.

Cyfrowe zarządzanie kontraktami zwiększa efektywność i oszczędza zarówno środki, jak i czas pracowników. Systemy autoryzacji użytkowników redukują wysokie – w przypadku fizycznego archiwum – ryzyko dostępu do umów przez osoby nieupoważnione. Oczywiście każda organizacja jest inna, kluczowe jest więc dokładne poznanie i uwzględnienie jej środowiska pracy oraz procesów. Umiejętna digitalizacja może jednak przekształcić przetwarzanie umów z uciążliwego administracyjnego obowiązku w strategiczne narzędzie, które zmniejszy ryzyko strat i koszty oraz ułatwi zwiększenie zysków – mówi Mateusz Macierzyński.

[1] Źródło: The Institute of Financial Operations (IFO), Aberdeen Group

[2] Sirma Enterprise Systems, What you need to know about Contract Management, https://www.sirmaenterprise.com/what-you-need-to-know-about-contract-management/

[3] Źródło: Comspec Consulting & Konica Minolta, Improving and automating business operations through information management – a benchmarking survey, 2018.

[4] Źródło: NewVantage Partners’ 2019 Big Data and AI Executive Survey. W badaniu uczestniczyły 64 osoby z branży technologicznej i biznesowej reprezentujące m.in. American Express, Ford Motor, General Electric, General Motors i Johnson & Johnson.

.

[1] Źródło: The Institute of Financial Operations (IFO), Aberdeen Group

[2] Sirma Enterprise Systems, What you need to know about Contract Management, https://www.sirmaenterprise.com/what-you-need-to-know-about-contract-management/

[3] Źródło: Comspec Consulting & Konica Minolta, Improving and automating business operations through information management – a benchmarking survey, 2018.

[4] Źródło: NewVantage Partners’ 2019 Big Data and AI Executive Survey. W badaniu uczestniczyły 64 osoby z branży technologicznej i biznesowej reprezentujące m.in. American Express, Ford Motor, General Electric, General Motors i Johnson & Johnson.

Finansowanie private debt dostępne także dla MŚP

Jak podaje raport PARP[1] najczęstszą formą finansowania inwestycji przez małe i średnie przedsiębiorstwa w Polsce są środki własne. Co jednak w przypadku gdy niewielka firma nie posiada kapitału na dalszy rozwój, a banki nie chcą jej udzielić kredytu? Częstym rozwiązaniem wciąż pozostają pożyczki ze strony rodziny i znajomych. Przedsiębiorcy nie mają zwykle świadomości, że korzystne dla nich formy finansowania mogą pochodzić z sektora pozabankowego. Przykładem jest private debt, czyli finansowanie dłużne, które dzięki działającym niszowo funduszom stało się dostępne także dla sektora MŚP [1].

Według danych PARP w Polsce działa ponad 72 tys. małych i średnich przedsiębiorstw, które razem tworzą 19 proc. polskiego PKB. W sektorze MŚP pracuje 2,8 mln osób, a jego nakłady inwestycyjne to ponad 82 mld złotych. Jest to obszar gospodarki z dużym potencjałem, dlatego powinien mieć szanse rozwoju, podobnie jak sektor firm największych. Najczęstszym czynnikiem hamującym rozwój MŚP jest brak kapitału. Problem nie zawsze rozwiązuje finansowanie bankowe. Jak podają wyniki badania CBM Indicator z 2018 roku[2], 6 proc. małych i 8 proc. średnich firm spotkało się z odmową udzielenia kredytu. Najczęstszymi przyczynami były: negatywna ocena ryzyka, brak wymaganych zabezpieczeń, zbyt wysoka kwota kredytu, brak historii kredytowej. Znacznie większa liczba firm w ogóle nie ubiega się o kredyt bankowy, wiedząc, że nie będzie w stanie sprostać warunkom stawianym przez banki. Potwierdzają to publikacje NBP mówiące o „zniechęconym kredyto(nie)biorcy”[3]. Czy zatem mniejsze firmy skazane są jedynie na pożyczki od rodziny lub niepewny kredyt?

Środki na rozwój MŚP oferuje sektor pozabankowy

Na rynku dostępnych jest wiele alternatywnych rozwiązań, w ramach których spółka może pozyskać kapitał. Jednym z nich jest private debt, czyli finansowanie dłużne oferowane przez wyspecjalizowane podmioty z sektora pozabankowego. Jest to forma pośrednia między kredytem a pozyskaniem inwestora. Nie wymaga oddawania części udziałów w firmie, a akceptowalne formy zabezpieczeń są dużo bardziej elastyczne niż w przypadku kredytu bankowego. Finansowanie tego typu wiąże się co prawda z wyższym kosztem, ale i tak pozostaje atrakcyjną formą, zwłaszcza dla firm z sektora MŚP oraz branż, które nie mogą pozyskać środków w inny sposób. Największą zaletą private debt jest jego elastyczność. Proces decyzyjny jest krótszy, a warunki są każdorazowo indywidualnie negocjowane.

– Oferta ta jest mocno zindywidualizowana, mówi się, że wręcz „szyta na miarę” i dostosowana do potrzeb konkretnego podmiotu. Inwestor stara się zrozumieć model biznesowy, doradza w zakresie strategii i optymalizacji procesów w firmie. Pomaga również ułożyć system raportowania, co sprawia, że również do zarządu informacje spływają w sposób bardziej usystematyzowany niż dotychczas – mówi Krystyna Kalinowska, dyrektor inwestycyjny w Podlaskim Funduszu Kapitałowym, który wspiera małe i średnie podmioty.

Choć rozwiązań w zakresie finansowania jest na rynku bardzo wiele, to nie zawsze spełniają one oczekiwania lub możliwości firmy ubiegającej się o środki. W ofertach banków można znaleźć stosunkowo nisko oprocentowany kredyt, jednak jego koszty dla małych firm są zazwyczaj wyższe. Uzyskanie kredytu wiąże się też z dużymi formalnościami, historia działalności nie może być zbyt krótka, a branża zbyt ryzykowna, konieczne są także określone formy zabezpieczeń. Emisja obligacji wymaga z kolei zaangażowania wyspecjalizowanej firmy doradczej. Zgromadzenie wielu inwestorów jest przy tym dużo trudniejsze niż pozyskanie jednego partnera jakim jest fundusz. Emisja generuje też zwykle koszty, które przynajmniej częściowo są ponoszone również w przypadku nieuplasowania jej w całości. Kolejną alternatywą, może być inwestor finansowy w postaci funduszu venture capital. Oznacza to jednak konieczność przyjęcia do grona wspólników nowego podmiotu.  Co więcej, inwestor wchodzi do spółki na czas określony, zwykle do 5-7 lat. Po upływie tego czasu decyduje się na sprzedaż swoich udziałów, co najczęściej oznacza zbycie całej firmy lub debiut na giełdzie. Z tych powodów nie każda firma jest gotowa na taki krok. Ponadto finansowanie ze strony większości funduszy venture capital zarezerwowane jest przede wszystkim dla innowacyjnych startupów i nie zawsze jest dostępne dla tradycyjnych firm prowadzących działalność np. produkcyjną lub handlową.

Kto może skorzystać z oferty private debt?

Finansowanie private debt dla sektora MŚP to oferta niszowa na polskim rynku. Większość funduszy oferuje rozwiązania adresowane do dużych przedsiębiorstw, starających się o kapitał w wysokości od kilkunastu do kilkudziesięciu milionów złotych. Znacznie trudniej jest znaleźć propozycję kierowaną do mniejszych podmiotów. – Im większe kwoty finansowania tym wyższy zysk osiąga fundusz. Małe transakcje wiążą się z dużym nakładem pracy i ryzyka, przy mniejszym zwrocie. Nie są więc atrakcyjne dla funduszy dysponujących dużym kapitałem. Sektor MŚP to jednak spory potencjał, dlatego postanowiliśmy się skoncentrować właśnie na nim, oferując finansowanie w przedziale 400 tys. – 1,5 mln złotych – tłumaczy Krystyna Kalinowska z Podlaskiego Funduszu Kapitałowego.

Według raportu CBM Indicator w latach 2018 – 2019 plany inwestycyjne miało 59 proc. małych i 73 proc. średnich firm. Wiele z nich może mieć jednak problem z pozyskaniem środków na realizację swoich celów. Wówczas wartym rozważenia rozwiązaniem staje się finansowanie dłużne typu private debt. Kierowane jest ono do firm, które planują swój rozwój, ale powszechnie dostępne produkty finansowe typu: kredyt, leasing czy faktoring nie są dla nich dostępne lub są niewystarczające, bądź  niedopasowane do ich potrzeb. Przy private debt liczy się przede wszystkim stabilny, realny, dobrze rokujący biznes, nawet jeśli jego wymiar jest bardzo tradycyjny. Elastyczność tego rozwiązania sprawia, że może być ono traktowane zarówno jako jedyne źródło finansowania, jak i uzupełnienie np. kredytu bankowego.

Oferta finansowania typu private debt adresowana jest do kilku grup przedsiębiorców. Przede wszystkim są to szybko rozwijające się podmioty z ustabilizowaną pozycją na rynku, które potrzebują kapitału na dalszy rozwój. Może to wynikać na przykład z długiego cyklu konwersji gotówki, który generuje duże zapotrzebowanie na kapitał obrotowy. Branża nie jest, aż tak istotna, ważne jest natomiast, aby sprzedaż była realizowana na wysokich marżach, powyżej 30 proc. Druga ważna grupa to tzw. firmy w opałach. Dotychczas wiodło im się znakomicie, ale z różnych przyczyn nastąpiło pogorszenie wyników, a przez to ograniczenie kredytowania ze strony banków. Finansowanie private debt umożliwia im odbudowanie pozycji i powrót na ścieżkę wzrostu. Trzecią grupą są firmy działające sezonowo lub realizujące zlecenia w formie kontraktów długoterminowych. W ich przypadku problematyczne bywają zaplanowane etapowo rozliczenia i konieczność znalezienia środków na pokrycie kosztów pomiędzy poszczególnymi etapami.

Private debt to rozwiązanie, które wypełnia istotną lukę w finansowaniu firm w sektorze MŚP. Pozwala przedsiębiorstwom zachować płynność finansową, zarówno w momentach gdy przeżywają bardzo intensywny rozkwit, jak i wtedy, gdy dopada je przejściowy kryzys.

Podlaski Fundusz Kapitałowy jest jednym z najstarszych funduszy venture capital działających w Polsce. Fundusz został utworzony w 1995 roku, w ramach Polsko-Brytyjskiego Programu Rozwoju Przedsiębiorczości. Od tamtej pory zrealizował kilkadziesiąt inwestycji na łączną kwotę ok. 45 mln zł, z sukcesem finalizując wiele transakcji. Fundusz oferuje przedsiębiorstwom finansowanie typu venture capital oraz private debt. Maksymalna kwota zaangażowania w jeden podmiot to 1,5 mln PLN. Z finansowania mogą korzystać  startupy, generujące pierwsze przychody ze sprzedaży, jak również firmy będące w fazie dalszego rozwoju i ekspansji.

[1] https://www.parp.gov.pl/component/publications/publication/raport-o-stanie-sektora-msp-w-polsce-2018
[2] https://zbp.pl/wydarzenia/archiwum/wydarzenia/2018/czerwiec/mikro-male-i-srednie-przedsiebiorstwa-o-uslugach-finansowych
[3] http://www.nbp.pl/publikacje/materialy_i_studia/ms310.pdf

Chile – jak radzi sobie gospodarka i waluta kraju opartego na miedzi

Z czym w Polsce kojarzy się Chile? M.in. z kopalnią miedzi Sierra Gorda. O tym jak istotna jest miedź dla gospodarki tego południowoamerykańskiego kraju i peso chilijskiego dowiemy się z najnowszego komentarza Ebury.

Od początku 2016 roku peso chilijskie (CLP) doświadczało zdecydowanej aprecjacji. Aczkolwiek wraz z końcem 2017 roku i szerokim umocnieniem dolara amerykańskiego, waluta Chile doświadczyła spadku kursu o około 15% względem USD, notując dużo łagodniejszy spadek w parze z polskim złotym. Peso chilijskiemu zdecydowanie ciążył zeszłoroczny spadek cen miedzi, której produkcja jest jednym z istotnych filarów chilijskiej gospodarki. Dotychczas w 2019 roku chilijska waluta uzyskała jednak trochę wsparcia dzięki wyższym stopom procentowym Centralnego Banku Chile.

USD/CLP & PLN/CLP (maj ’18 – maj ’19)

USD CLP & PLN CLPŹródło: Thomson Reuters Datastream Data: 13/05/2019

Produkcja miedzi jest jednym z najważniejszych źródeł przychodów z eksportu w chilijskiej gospodarce. Eksport surowca zaspokaja około 50% popytu zewnętrznego na towary z Chile oraz odpowiada za jedną piątą PKB kraju. Jednym z czynników, które odpowiadały za zeszłoroczny spadek cen surowca były obawy o spowolnienie gospodarcze w Chinach, które są jednym z największych odbiorców surowca na świecie. Zważywszy na istotną rolę, jaką miedź odgrywa w chilijskiej gospodarce, nie dziwi, że na przestrzeni ostatnich lat zachowanie peso chilijskiego zależało w dużej mierze od zmian cen surowca.

Kurs CLP/USD oraz ceny miedzi na LME (2012 – 2019)

Kurs CLP USD oraz ceny miedziŹródło: Thomson Reuters Datastream Data: 13/05/2019

W czwartym kwartale ubiegłego roku gospodarka Chile doświadczyła ekspansji rzędu 3,6% w ujęciu rocznym, notując jednocześnie wysoki poziom wzrostu w ujęciu kwartalnym (1,3%). Boom był spowodowany przede wszystkim zwiększoną produkcją przemysłu wydobywczego, a także wzrostem inwestycji. O 3,6% przyspieszyły również wydatki gospodarstw domowych. W kwietniu Centralny Bank Chile jedynie nieznacznie obniżył prognozy dynamiki PKB. Decydenci dostrzegają zagrożenia, jednak pozostają dość optymistyczni względem perspektyw chilijskiego wzrostu gospodarczego – szacowany wzrost w 2019 r. znajduje się na poziomie 3-4%, w porównaniu z poprzednio zakładanym poziomem 3,25-4,25%.

Wzrost PKB Chile w ujęciu rocznym (2014 – 2019)

Wzrost PKB Chile w ujęciu rocznymŹródło: Thomson Reuters Datastream Data: 01/05/2019

Gospodarka Chile w oczach Ebury

Niedawne ożywienie gospodarcze w Chile pozwoliło bankowi centralnemu na rozpoczęcie cyklu zacieśniania polityki monetarnej. W listopadzie i styczniu decydenci Centralnego Banku Chile podnieśli stopy procentowe o 25 punktów bazowych w konsekwencji czego referencyjna stopa procentowa wzrosła do 3%. Członkowie banku centralnego stwierdzili, że klimat makroekonomiczny „wydaje się nadal wspierać stopniowe ograniczenie stymulacji monetarnej”. Można zatem oczekiwać, że w Chile przed końcówką 2019 roku może dojść do kontynuacji zacieśniania polityki monetarnej, wszystko jednak zależeć będzie od sytuacji w gospodarce, szczególnie inflacji.

Pod koniec 2018 roku wskaźnik cen konsumentów wzrósł do poziomu przekraczającego 3%, aczkolwiek od tamtej pory inflacja utrzymywała się w okolicach dolnej granicy widełek celu inflacyjnego (2-4%). Niedawne spowolnienie inflacji sprawiło, że wzrosły realne stopy procentowe w Chile, co jest dość dobrym sygnałem, z powodu którego peso najpewniej otrzyma wsparcie. Wspomniane realne stopy procentowe w Chile wynoszą obecnie około 1%.

Uwzględniając to, że realne stopy procentowe są dodatnie, a gospodarka powinna radzić sobie dość dobrze, pozostajemy optymistami względem losów CLP i oczekujemy, że w 2019 roku waluta Chile umocni się w parze z dolarem amerykańskim i większością globalnych walut.

Naszym zdaniem nawet pomimo ostatniej eskalacji konfliktu na linii USA-Chiny, porozumienie między mocarstwami powinno zostać osiągnięte. Jeśli tak się stanie, jeden z istotniejszych zewnętrznych elementów dla przyszłości CLP przestanie zagrażać perspektywom waluty.

Autorzy: analitycy Ebury – Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk

Zarządzanie ryzykiem i ubezpieczeniami w firmach na najniższym poziomie od 12 lat

Globalny raport Aon 2019 „Zarządzanie ryzykiem i ubezpieczeniami w firmach” identyfikuje wyzwania, z którymi mierzą się organizacje w zakresie oceny oraz reagowania na tradycyjne i nowo powstałe ryzyka.

Ekonomiczne i globalne problemy handlowe stanowią wyzwanie dla organizacji i ich zdolności do odpowiedniego inwestowania w przygotowanie i ochronę działalności – jak wynika z badania Aon „Zarządzanie ryzykiem i ubezpieczeniami w firmach” 2019.

„Firmy różnej wielkości mają problemy z ustaleniem priorytetów w zakresie zarządzania ryzykiem w obliczu tak wielu zmian i niepewności” – powiedział Rory Moloney, dyrektor generalny Global Risk Consulting. „To, co kiedyś było sprawdzoną strategią ograniczania ryzyka – wykorzystywanie przeszłości do przewidywania przyszłości – jest teraz wyzwaniem, a w połączeniu z bardziej konkurencyjną gospodarką światową składa się na najniższy w historii poziom przygotowania do ryzyka. W rezultacie planowanie zarządzania ryzykiem musi przyjąć inny kształt niż w przeszłości”.

Aon, wiodąca globalna firma świadcząca profesjonalne usługi dotyczące ryzyka oraz rozwiązań w zakresie emerytury i zdrowia, co dwa lata bada tysiące osób odpowiedzialnych za zarządzanie ryzykiem w 60 krajach i 33 branżach, aby zidentyfikować kluczowe ryzyka i wyzwania, przed którymi stoją ich organizacje.

W badaniu „Zarządzanie ryzykiem i ubezpieczeniami w firmach” z 2019 roku respondenci wskazali spowolnienie gospodarcze jako najważniejsze ryzyko. Na drugim miejscu znalazła się utrata reputacji marki, co wynika z możliwych poważnych konsekwencji wpadki korporacji, która może wydarzyć się na platformach społecznościowych o każdej porze dnia i nocy. Przyspieszone tempo zmian czynników rynkowych wynikające ze wzrostu polityki protekcjonistycznego handlu międzynarodowego, w tym rosnąca aktywność regulacyjna i napięcia geopolityczne, to ryzyko, które z 38. miejsca w poprzednim badaniu wskoczyło do pierwszej trójki najważniejszych obaw na liście w 2019 roku.

Aon uzyskał odpowiedzi na badanie „Zarządzanie ryzykiem i ubezpieczeniami w firmach” jesienią 2018 roku, w czasie ogromnej niestabilności na całym świecie, napędzanej przez spadki na giełdzie, spory dotyczące polityki handlowej, agresywne działania regulacyjne, masowe wycofywania produktów, aktywny cykl katastrof naturalnych o niszczycielskich konsekwencjach, dalekosiężne ataki cybernetyczne i skandale korporacyjne. Te szersze zagrożenia makroekonomiczne – w połączeniu z szybkością zmian technologicznych – przyczyniają się do wzrostu znaczenia nowych zagrożeń, które mogą zakłócić łańcuchy dostaw i ogólne operacje biznesowe. W rezultacie jedna trzecia spośród 15 największych zagrożeń to nowe pozycje na liście, w tym m.in. przyspieszone tempo zmian czynników rynkowych i geopolitycznych oraz przełomowe technologie i innowacyjność.

Osoby odpowiedzialne za zarządzanie ryzykiem zgłaszają najniższy od 12 lat poziom gotowości na ryzyko, ponieważ wiele z najistotniejszych zagrożeń, takich jak spowolnienie gospodarcze i rosnąca konkurencja, są nieubezpieczalne. W konsekwencji należy rozważyć zarządzanie ryzykiem jako przeciwieństwo transferu ryzyka, aby złagodzić te zagrożenia i chronić organizacje przed potencjalną niestabilnością.

„Zmiany w tegorocznych wynikach badania wskazują, że funkcja osoby zarządzającej ryzykiem musi ewoluować, aby zarządzanie ryzykiem mogło osiągnąć najkorzystniejszy poziom dla przedsiębiorstwa” – dodaje Moloney. „Takie działanie, w połączeniu z wykorzystaniem danych i analiz prognostycznych, które mogą generować przydatne informacje, pomoże firmom chronić ich zyski, jednocześnie dostosowując organizacje do przyspieszonych zmian i wahań gospodarczych”.

Pozostałe kluczowe wnioski:

  • Zwiększa się liczba starszych pracowników na rynku pracy – ryzyko to zmieniło pozycję w rankingu z 37. miejsca w 2017 roku na 20. w 2019. Przewiduje się, że do 2022 roku zajmie 13. miejsce. Ogólnie rzecz biorąc, starzenie się populacji w połączeniu z niedoborem siły roboczej nie tylko zmienia kierunki społecznego i gospodarczego rozwoju kraju, lecz także powoduje niestabilność w ramach organizacji.
  • Ryzyko zmian klimatycznych przesunęło się w rankingu z 45. miejsca w 2017 roku na 31. w 2019, ponieważ częstotliwość i dotkliwość klęsk żywiołowych przyczyniają się do wzrostu obaw o ich wpływ na gospodarkę światową.
  • Ataki cybernetyczne/naruszenia danych zajmują szóstą pozycję w rankingu i przewiduje się, że w 2022 r. staną się trzecim najważniejszym ryzykiem. Zagrożenia cybernetyczne nadal zajmują pierwsze miejsce wśród respondentów z Ameryki Północnej. Po raz pierwszy przewiduje się, że to ryzyko znajdzie się na liście top 10 w krajach Ameryki Łacińskiej. Prognozy wskazują także, że w Europie cyberzagrożenia wskoczą z ósmego na czwarte miejsce, a na Bliskim Wschodzie i w Afryce z ósmego na drugie.
  • Przełomowe technologie i innowacyjność budzą wśród respondentów coraz większy niepokój, awansując w globalnym rankingu z 20. pozycji w 2017 roku na 14. w 2019. Ryzyko to jest wymieniane wśród 10 największych zagrożeń w przypadku 50% wszystkich branży.

Profile uczestników w badaniu Aon „Zarządzanie ryzykiem i ubezpieczeniami w firmach” 2019 obejmowały małe (poniżej 1 mld USD), średnie (1 mld USD – 15 mld USD) i duże (powyżej 15 mld USD) organizacje, w tym respondentów z firm prywatnych, organizacji publicznych i rządowych, a także podmioty non-profit. Pełny raport jest dostępny na stronie www.aon.com/2019GlobalRisk.

Pożyczki w branży poligraficznej – skuteczniejsze wykorzystanie funduszy UE

Oczekiwanie na spóźniony przelew funduszy unijnych spędza sen z powiek wielu przedsiębiorcom w branży poligraficznej. Rozwiązaniem, które może przyjść firmom z pomocą w tym trudnym okresie są dotacje ze wsparciem finansowania zewnętrznego. Coraz większą popularność zdobywają w tym względzie pożyczki. Dlaczego? Wyjaśnia Anita Grygorowicz, Szef Zespołu Vendorskiego w Siemens Financial Services.

O wartości unijnych dotacji przekonało się już wiele firm poligraficznych w Polsce. To między innymi dzięki inwestycjom sfinansowanym za ich pomocą polska branża poligraficzna jest jednym z najszybciej rozwijających się sektorów przemysłu przetwórczego. W tym momencie – jak wskazuje raport „Rynek Poligraficzny i opakowań z nadrukiem w Polsce”, przygotowany przez Polskie Bractwo Kawalerów Gutenberga, KPMG oraz Uniwersytet Warszawski – zajmuje już siódme pod względem wielkości miejsce w Europie. Eksport w branży poligraficznej w latach 2011-2016 wzrósł ponad dwukrotnie, a zaplanowane przez ponad 65 proc. firm inwestycje na najbliższe 2-3 lata pozwalają stwierdzić, że rynek będzie dalej się rozwijał. W 71 proc. przypadków planowane inwestycje dotyczyć będą zakupu maszyn i urządzeń, a dużą rolę w ich finansowaniu odegrają ponownie fundusze z UE, pochodzące z programów Inteligentny Rozwój, Program Polska Wschodnia oraz z programów regionalnych. Dzięki nim firmy ubiegające się o dotacje mogą sfinansować nawet 70 proc. inwestycji.

Programy funduszy europejskich, w których firmy z branży poligraficznej mogą ubiegać się o dotacje:

  1. Program Operacyjny Inteligentny Rozwój

Krajowy program jednofunduszowy, finansowany wyłącznie ze środków Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego (EFRR).

CEL: zbudowanie gospodarki opartej na wiedzy, utworzenie bogatego i konkurencyjnego działu nauki oraz efektywnych instytucji otoczenia biznesu, umożliwiających inteligentny rozwój gospodarczy kraju.

  1. Program Polska Wschodnia: dotyczy 5 województw: lubuskie, podkarpackie, podlaskie, świętokrzyskie, warmińsko-mazurskie.

CEL: wzrost konkurencyjności tego makroregionu.

  1. Programy regionalne

Programy Operacyjne koncentrują się na potrzebach danego województwa. Priorytety znacząco się różnią w zależności od tego, gdzie inwestycja jest realizowana.

Jednak na drodze do pełnego wykorzystania możliwości jakie dają środki unijne stoi nie do końca efektywny system ich rozdzielania. W niektórych wypadkach z tego powodu beneficjent może nie otrzymać funduszy na czas, co przełoży się na duże koszty związane na przykład z koniecznością wstrzymania inwestycji. Jak zatem najlepiej ubiegać się o dopłaty z UE, by wykorzystać szansę jaką one dają?

Skuteczne wykorzystanie funduszy UE z finansowaniem zewnętrznym

W jaki sposób opóźnienia w wypłacie środków – sięgające nawet roku – mogą wygenerować straty finansowe dla przedsiębiorstwa? Za przykład może posłużyć sytuacja, gdy firma jest w trakcie budowy pomieszczenia, w którym ma się znaleźć duża maszyna drukarska, już zainwestowała w budowę oraz zapłaciła zadatki na zakup maszyny. Brak funduszy na zakup urządzenia wywołuje reakcję łańcuchową – powoduje przestój w pracach budowlanych, co z kolei generuje koszty związane z zabezpieczeniem robót, wynagrodzeniem robotników oraz zamrożeniem części kapitału. To oznacza także stracone szanse biznesowe, między innymi ze względu na niezrealizowane zamówienia.

Wiele firm w takiej sytuacji posiłkuje się własnymi rezerwami gotówki, co jest działaniem dosyć ryzykownym, ponieważ szybko topniejące fundusze postawią firmę przed trudnym zadaniem pozyskania finansowania w krótkim czasie, często wiążącym się z dużymi kosztami. Będzie to szczególnie dotkliwe w przypadku firm mikro, które stanowią ponad 90 proc. podmiotów z branży poligraficznej. Sytuację zaognia rosnący problem z terminowym pozyskiwaniem należności od kontrahentów – w 2018 r. 31 proc. firm z branży poligraficznej wskazało, że problem z regulowaniem ich faktur na czas staje się coraz większy.

Dlatego przy planowaniu inwestycji warto zrezygnować z inwestowania środków własnych i rozważyć pożyczkę jako wkład przy ubieganiu się o środki unijne oraz finansowanie pomostowe (umożliwia utrzymanie płynności finansowej firmy do czasu otrzymania refundacji poniesionych wydatków). Pożyczki to zyskująca na popularności metoda finansowania zakupu maszyn i urządzeń – w 2018 r. wartość udzielonych w ten sposób funduszy wzrosła o 21 proc., a w 2019 r. ma według prognoz wynieść ponad 15 proc. Taka forma finansowania pozwala firmie zabezpieczyć pieniądze na inwestycje, przy jednoczesnym utrzymaniu płynności finansowej, co w przypadku nieterminowego przelewu funduszy UE z urzędu jeszcze bardziej zyskuje na znaczeniu.

Co więcej, wykorzystanie pożyczki jako wkładu własnego przy ubieganiu się o środki unijne daje firmie znacznie większe pole manewru w wypadku nieoczekiwanych wydarzeń, jak chociażby awaria sprzętu i związana z tym konieczność jego naprawy. Stanowi także pewną poduszkę finansową w kontekście wzrostu kosztów operacyjnych związanych z rosnącymi wynagrodzeniami pracowników. Firmy poligraficzne mogą spodziewać się takiej sytuacji, bowiem tempo wzrostu płac w tej branży zbliżone jest do całego przemysłu przetwórczego – według ostatnich dostępnych danych z 2017 r. wyniosło ono 5,1 proc. Co więcej – jak wynika z raportu KPMG i Polskiego Bractwa Kawalerów Gutenberga – aż 42 proc. przedsiębiorstw z branży poligraficznej uważa, że zwiększy zatrudnienie w 2019 roku.

Dla mikro i małych firm to dobre rozwiązanie również ze względu na dużą kapitałochłonność inwestycji w maszyny drukarskie. Ich koszt przekracza nawet 8,6 mln zł, podczas gdy 70 proc. firm poligraficznych w Polsce ma przychody roczne na poziomie niższym niż 10 mln zł. To także rozwiązanie, które dobrze pasuje do sposobu, w jaki wypłacane są fundusze unijne. Dotacja może zostać wypłacona dopiero po nabyciu nowego sprzętu, dlatego konieczne jest, by już na początku dysponować pełną kwotą wymaganą do sfinansowania inwestycji. Po otrzymaniu dotacji firma zwraca pożyczkodawcy wartość przyznanych funduszy, a następnie regularnie spłaca pozostałą należną kwotę w formie rat, zgodnie z ustalonym harmonogramem.

W jaki sposób wybrać najlepszą pożyczkę?

Jednym z pierwszych kroków jakie warto podjąć przed wyborem instytucji finansowej udzielającej pożyczek jest przeanalizowanie  doświadczenia poszczególnych podmiotów. To kryterium zyskuje na znaczeniu szczególnie w sytuacji, gdy fundusze unijne są wykorzystywane do realizacji dużo większych projektów niż te, na które firmy mogłyby sobie pozwolić bez dofinansowania. Dotacje potrafią sięgać nawet 70 proc. ceny netto maszyny, co często wymaga posiłkowania się przez firmy pożyczkami pomostowymi, które pomogą przejść przez trudny czas między realizacją płatności a otrzymaniem spłaty z dotacji.

Ważny jest również odpowiednio dopasowany okres finansowania, który uwzględni możliwości finansowe firmy. Im dłuższy czas spłaty rat, tym większa szansa na to, by nabyć najnowocześniejsze środki do produkcji za korzystną cenę. Dlatego warto szukać firm, które oferują finansowanie nawet na 10 lat. Ze względu na wspomnianą już dużą wartość inwestycji w branży poligraficznej, firma udzielająca pożyczki powinna mieć możliwość zasilenia klienta znaczącym kapitałem. Warto również zwrócić uwagę na to, by decyzje kredytowe na znaczne sumy były podejmowane na poziomie lokalnym, gdyż proces uzyskania finansowania będzie znacznie szybszy i prostszy.

Istotną kwestią jest również biegłość pożyczkodawcy w realizacji zakupu przedmiotu. Każdy dostawca proponuje inne warunki płatności, często wymagając dużych zaliczek przed wyprodukowaniem maszyny. Stąd doświadczenie i elastyczność firmy jest kluczowa na tym finalnym etapie transakcji.

Sprzedaż pożyczek pozabankowych w kwietniu 2019 r.

Z najnowszej analizy, która powstała w oparciu o dane z firm pożyczkowych raportujących do BIK wynika, że w kwietniu 2019 r. w porównaniu do kwietnia 2018 r. firmy pożyczkowe:

  • udzieliły mniej pożyczek w ujęciu wartościowym (-4,5%), jak i w ujęciu liczbowym (-3,2%);
  • łącznie w kwietniu 2019 r. udzieliły finansowania na kwotę 562 mln zł, przyznając 220,3 tys. pożyczek;
  • średnia wartość udzielonej w kwietniu pożyczki wyniosła 2 554 zł i była niższa od średniej wartości udzielonej pożyczki w kwietniu 2018 r. o (-1,4%).

W okresie styczeń – kwiecień 2019 r. firmy pożyczkowe:

  • przyznały o (-2,6%) mniej pożyczek niż w analogicznym okresie zeszłego roku;
  • odnotowały spadek wartości udzielonego finansowania o (-4,5%);
  • łącznie w czterech pierwszych miesiącach ub. r. firmy pożyczkowe udzieliły 882,0 tys. pożyczek na kwotę 2,253 mld zł;
  • 42% wartości udzielonych pożyczek było na kwoty powyżej 5 000 zł, które w ujęciu liczbowym stanowiły 11% sprzedaży;
  • w ujęciu liczbowym dominowały pożyczki do kwoty 1 tys. zł, stanowiąc 40% liczby udzielonych w tym okresie pożyczek;
  • w ujęciu wartościowym, pożyczki udzielone na kwoty poniżej 1 000 zł, miały 9% udział w sprzedaży.

Dodatnia dynamika liczby udzielanych pożyczek w okresie styczeń – kwiecień 2019 r. dotyczyła jedynie pożyczek niskokwotowych (< 1 tys. zł) i wynosiła (+6,8%) oraz wysokokwotowych (> 5 tys. zł), w przypadku których wyniosła ona (+1,9%). Najwyższą ujemną dynamikę w ujęciu liczbowym w okresie czterech pierwszych miesięcy 2019 r. w porównaniu do analogicznego okresu z poprzedniego roku odnotowały pożyczki z przedziału kwotowego 1,5 do 2 tys. zł (-13,8%).

Dynamika PKB będzie wygasać. Inflacja będzie jeszcze wyższa

Oparcie wzrostu gospodarczego na konsumpcji krajowej powoduje, że pozostajemy relatywnie mało wrażliwi na słabą koniunkturę w Europie. Jest to jednak krótkowzroczna strategia. Deficyt pracowników, rosnące ceny żywności oraz drożejąca ropa naftowa, niewątpliwie wpłyną na wzrost inflacji w najbliższych miesiącach.

W świetle opublikowanej przez GUS informacji sygnalnej, dynamika PKB w I kwartale 2019 r. wyniosła 4,6% r/r (realna, jednakowa dla danych wyrównanych i nie), podczas gdy przed rokiem mieliśmy do czynienia ze wzrostem rzędu 5,2%. Odsezonowane dane kwartalne cechują się w ostatnim czasie względnie dużymi wahaniami. Dzisiejszy wynik, 1,4% q/q (wyrównany sezonowo) mieści się w wysokich przedziałach obserwowanych w 2017 i 2018, i jest wyraźnie lepszy niż wynik z IV kwartału 2018 (0,5% q/q). Niska dynamika na koniec ubiegłego roku stała się więc korzystnym punktem odniesienia.

Komunikat potwierdza to, że dynamika PKB będzie wygasać. Jak dotąd, odbywa się to jednak bardzo powoli, niejako wbrew innym źródłom, w tym np. PMI. Za stabilność tego wzrostu w dużym stopniu odpowiada jego oparcie na konsumpcji krajowej, dzięki czemu pozostajemy relatywnie mało wrażliwi na słabą koniunkturę w Europie. Warto mieć jednak świadomość, że długookresowo powinien on być oparty na inwestycjach, przede wszystkim prywatnych. Bardziej szczegółowej informacji o źródłach wzrostu w I kwartale GUS dostarczy dopiero za dwa tygodnie.

W kwietniu br. ceny towarów i usług konsumpcyjnych wzrosły o 2,2% r/r i zarazem o 1,1% m/m. Zmianom nie uległy również dynamiki cen składowych koszyka, w tym żywność (3,3% r/r, 1,0% m/m) oraz cen paliw (8,5% r/r). W horyzoncie miesiąca ceny usług wzrosły ponad dwukrotnie silniej niż ceny towarów – 3,6% vs. 1,7%, sygnalizując trwałe deficyty zasobów wykwalifikowanej pracy. Mało prawdopodobna jest zmiana tendencji – zwłaszcza, że wzrosty wynagrodzeń pod koniec 2018 roku były absorbowane przez przedsiębiorstwa, a taki stan rzeczy nie może trwać długo.

Szybko rosnąca inflacja nie jest zjawiskiem obserwowanym w ostatnim czasie. Trudno jednak spodziewać się powrotu do poziomów z przełomu 2018/2019, biorąc pod uwagę czynniki takie jak sucha wiosna, która znajdzie przełożenie w cenach żywności (zwraca uwagę już teraz obserwowany silny wzrost cen warzyw), wzrost cen mięs na rynkach globalnych w obliczu wybuchu afrykańskiego pomoru świń czy dynamikę konfliktu wokół ropy naftowej. Szeroki strumień jednorazowych transferów publicznych będzie przejściowo niwelował ten efekt – przynajmniej dla niektórych grup konsumentów.

Komentarz Soni Buchholtz, ekspertki ekonomicznej Konfederacji Lewiatan

FPP uważa, że wypłata chorobowego zbyt obciąża przedsiębiorców

Federacja Przedsiębiorców Polskich proponuje wprowadzenie zmian w systemie ubezpieczeń społecznych, mających na celu zwiększenie jego efektywności i odciążenie pracodawców. Jedną z takich zmian miałoby być przełożenie na ZUS obowiązku wypłaty pensji, gdy pracownik znajduje się na zwolnieniu chorobowym. Obecnie do 33 dnia choroby obowiązek ten musi wypełnić pracodawca – co w ubiegłym roku kosztowało polskich przedsiębiorców ponad 7 miliardów złotych. FPP chce, by ZUS wypłacał chorobowe od pierwszego dnia zwolnienia – co nie tylko odciążyłoby przedsiębiorców, lecz także zapewniłoby systemowi większą kontrolę nad korzystaniem ze zwolnień chorobowych.

– Po wprowadzeniu takich zmian pracodawcy częściej korzystaliby z form zatrudnienia pracowniczego. Wypłata wynagrodzenia chorobowego jest istotnym obciążeniem, zniechęcającym do zawierania umów o pracę – powiedziała serwisowi eNewsroom Grażyna Spytek-Bandurska, ekspertka prawa pracy Federacji Przedsiębiorców Polskich. – Pracownicy mieliby większe szanse na uzyskanie umowy o pracę, a zarazem ich składka byłaby pokrywana przez pracodawcę. Nie stanowiłoby to nadmiernego obciążenia po stronie Zakładu Ubezpieczeń Społecznych, gdyż z innych rozwiązań o charakterze systemowym, proponowanych przez FPP, miałby te środki w odpowiedni sposób rekompensowane – podkreśla Spytek-Bandurska.

Najtańsze OC, AC, NNW – ranking kwiecień 2019 r.

Kwiecień to kolejny miesiąc, w którym sprawdziliśmy koszty polis komunikacyjnych. Warto dowiedzieć się, która firma najtaniej sprzedawała takie ubezpieczenia.

Podobnie jak w poprzednich miesiącach, zasady rankingu polis komunikacyjnych pozostały niezmienne. W dalszym ciągu były badane cztery kategorie (ubezpieczenia OC, pakiety OC + NNW, pakiety OC + AC oraz pakiety OC + AC + NNW). Kwietniowy ranking nadal uwzględniał ubezpieczycieli, których dotyczyła odpowiednio duża liczba kalkulacji wykonanych przez użytkowników Ubea.pl (w ciągu wcześniejszych 30 dni). Każdy analizowany zakład ubezpieczeń uzyskał ocenę wynoszącą od 0,00 punktów do 5,00 punktów. „Najniższy wynik oznacza, że dany ubezpieczyciel we wszystkich pojedynczych porównaniach (uwzględniających tę firmę), niestety ulokował się na ostatniej pozycji. Towarzystwo ubezpieczeń uzyskujące najwyższą liczbę punktów (5,00 pkt.), musiałoby zająć pierwsze miejsce w każdej kalkulacji z jego udziałem. Ubezpieczyciele zwykle notują wyniki wynoszące od około 2,00 punktów do około 4,00 punktów. Nasz kwietniowy ranking potwierdził tę prawidłowość” – tłumaczy Paweł Kuczyński, prezes porównywarki ubezpieczeń Ubea.pl.

Największe zainteresowanie wzbudzają oczywiście te zakłady ubezpieczeń, które na początku nowego kwartału „uzbierały” największą liczbę punktów. Mowa o następujących ubezpieczycielach:

  • You Can Drive – 4,18 pkt. w rankingu polis OC
  • Link4/You Can Drive – po 3,97 pkt. w rankingu pakietów OC + NNW
  • Link4 – 4,37 pkt. w rankingu pakietów OC + AC
  • Aviva – 4,36 pkt. w rankingu pakietów OC + AC + NNW

Porównanie wyników rankingowych z marca oraz kwietnia 2019 r. wskazuje, że doszło do dość ciekawych zmian. Mianowicie w kategorii pakietów OC + NNW marka You Can Drive awansowała na pierwsze miejsce. Tym samym konieczne było sklasyfikowanie dwóch rankingowych zwycięzców: Link4 (brak zmian względem marca) oraz You Can Drive (awans o jedną pozycję). Na uwagę zasługuje także sytuacja z kategorii OC + AC. Mowa o zastąpieniu Avivy na pierwszej pozycji przez Link4. Kolejny ciekawy przypadek dotyczy głównej kategorii, czyli polis OC bez pakietowych dodatków. „Warto zwrócić uwagę, że ubezpieczyciele zajmujący dwa niższe miejsca na podium (Link4 oraz Benefia) uzyskali dokładnie tyle samo punktów. Podobne sytuacje zdarzają się dość często, bo różnice cenowe pomiędzy trzema – czterema mocno konkurującymi ubezpieczycielami są znikome” – zauważa Andrzej Prajsnar, ekspert porównywarki ubezpieczeniowej Ubea.pl.

Barometr cenowy Ubea.pl nie uwzględnia miesięcznych zmian średniej składki OC z różnych firm i ogranicza się tylko do badania przeciętnej ceny OC dla całego rynku. Właśnie dlatego w ramach rankingu warto sprawdzić, jak zmieniał się średni koszt obowiązkowej ochrony oferowanej przez poszczególnych ubezpieczycieli. Zmiany dotyczące kwietnia 2019 r. były następujące:

  • Aviva – wzrost o 3,8% względem marca 2019 r.
  • Benefia – spadek o 9,2% względem marca 2019 r.
  • Generali – spadek o 1,9% względem marca 2019 r.
  • Gothaer – spadek o 1,8% względem marca 2019 r.
  • Link4 – spadek o 5,1% względem marca 2019 r.
  • MTU24 – spadek o 2,1% względem marca 2019 r.
  • Proama – spadek o 3,0% względem marca 2019 r.
  • UNIQA – spadek o 2,3% względem marca 2019 r.
  • You Can Drive – wzrost o 1,5% względem marca 2019 r.

Powyższe wyniki potwierdzają, że w kwietniu br. na rynku OC przeważały spadki. Nie były one jednak na tyle duże, żeby zupełnie skompensować wpływ marcowych podwyżek. „Spośród dziewięciu analizowanych ubezpieczycieli, tylko dwóch (Benefia oraz Link4) w kwietniu znacząco obniżyło średni koszt OC. Mowa o spadkach przekraczających granicę błędu statystycznego związanego z ewentualną zmiennością próby kierowców, których kalkulacje analizuje Ubea.pl” – podsumowuje Paweł Kuczyński, prezes porównywarki ubezpieczeń Ubea.pl.

Ubea ranking kwiecień 19 -16.05 – infografika

Źródło: Ubea.pl

Ponad 316 biur podróży ma długi. Wzrosła kwota niezapłaconych przez nie zobowiązań

Ponad 316 biur podróży ma długi. Wzrosła kwota niezapłaconych przez nie zobowiązań 1

Liczba zadłużonych biur podróży nadal jest spora – wynika z danych ERIF BIG SA. Obecnie w bazie znajdują się informacje o 316 zadłużonych touroperatorach. Wprawdzie jest to mniej niż przed rokiem, ale jeszcze w 2016 roku było ich 255. Zatem na przestrzeni kilku ostatnich lat widać tendencję wzrostową. Na dodatek rośnie też kwota niespłaconych zobowiązań biur podróży, która sięga już prawie 5 mln zł. Aby zapewnić sobie bezpieczeństwo w trakcie wypoczynku, klienci powinni dokładnie sprawdzić biuro, w którym zamierzają wykupić wakacyjny wyjazd.

 W Polsce mamy obecnie 316 zadłużonych biur podróży, które mają problemy finansowe. Jest to nieco mniejsza liczba niż przed rokiem, kiedy mieliśmy informację o 390 biurach podróży z problemami finansowymi. Niemniej jednak, patrząc z perspektywy lat, ta liczba rośnie – mówi agencji Newseria Biznes Jarosław Furmaniak, kierownik zespołu ds. rozwoju produktów operacyjnych z ERIF BIG SA.

Statystyki biura informacji gospodarczej ERIF pokazują, że na początku maja br. łączne zadłużenie biur podróży wyniosło ponad 4,7 mln zł. To o 4 proc. więcej niż w ubiegłym roku (4,5 mln zł). Od 2016 roku – kiedy w bazie ERIF BIG były dane o 255 biurach podróży posiadających długi – liczba zadłużonych podmiotów znacząco wzrosła.

– Należy też zwrócić uwagę na wartość negatywnych zobowiązań, która niestety rośnie. Obecne zadłużenie biur podróży sięga łącznie już prawie 5 mln zł. Średnie zadłużenie biura podróży dopisanego do naszej bazy to około 15 tys. zł. Touroperator rekordzista ma długi sięgające 340 tys. zł. Jest to wartość, która zdecydowanie powinna sygnalizować, że dany przedsiębiorca ma poważne problemy finansowe – mówi Jarosław Furmaniak.

Zadłużone biura podróży mają na swoim koncie wiele niezapłaconych w terminie rachunków, wśród których najczęściej dominują opłaty za rachunki telefoniczne (łączne zadłużenie z tego tytułu to prawie 1,7 mln zł), opłaty z tytułu umowy ubezpieczenia (długi na niespełna 1,1 mln zł) czy rat umów leasingowych (blisko 750 tys. zł zaległości).

– Szczególną uwagę trzeba zwrócić na nieopłacone składki ubezpieczeniowe. Biura podróży mają obowiązek wykupywania ubezpieczeń, które m.in. pozwalają na powrót klientów z zagranicy w sytuacji, kiedy touroperator ogłosi upadłość – mówi Jarosław Furmaniak.

Najbardziej narażeni na skorzystanie z oferty zadłużonego biura podróży są mieszkańcy województwa małopolskiego i śląskiego. W obu tych regionach jest najwięcej (bo po 45) zadłużonych biur podróży.

– Niechlubne podium uzupełnia województwo mazowieckie, gdzie mamy 39 zadłużonych biur podróży – mówi Jarosław Furmaniak. – W pozostałych regionach jest ich po kilka, kilkanaście. Natomiast należy zwrócić uwagę na to, że duża część biur sprzedaje swoje usługi online. Dlatego bez względu na województwo i miejsce rejestracji danego biura, warto sprawdzić jego sytuację finansową przed wykupieniem wycieczki lub wczasów.

Jak podkreśla ekspert, konsumenci nie powinni do końca czuć się bezpiecznie i przy wyborze touroperatora powinni sprawdzać m.in. jego sytuację płatniczą. Każda informacja o niezapłaconych w terminie zobowiązaniach, którą można znaleźć w rejestrach BIG-ów, może być dla każdego klienta sygnałem ostrzegawczym, że touroperator może mieć większe kłopoty finansowe. W sytuacji, gdy na miejscu wypoczynku okaże się, że biuro ogłosiło upadłość, możemy mieć problem z powrotem do kraju.

– Kondycję biura podróży można sprawdzić bardzo szybko, w trzech prostych krokach. Po pierwsze, wchodzimy na serwis www.infokonsument.pl, dokonujemy prostej rejestracji i podajemy NIP danego biura podróży. Po chwili mamy już raport dotyczący jego sytuacji finansowej. Co ważne, możemy to zrobić także za pomocą swojego smartfona – wyjaśnia Jarosław Furmaniak z ERIF BIG SA. – Warto sprawdzić, czy wybrane biuro podróży nie ma długów, aby mieć pewność, że zawieramy umowę z wiarygodnym przedsiębiorstwem i na wakacjach cieszyć się tym, co najważniejsze – bliskością rodziny i wypoczynkiem – zamiast przejmować się negatywnymi skutkami zawarcia umowy z niesolidną firmą.

PKP Cargo otworzy w tym roku biuro w Chinach. To strategiczny kierunek rozwoju spółki

PKP Cargo otworzy w tym roku biuro w Chinach. To strategiczny kierunek rozwoju spółki 2

Do końca tego roku PKP Cargo otworzy swoje przedstawicielstwo w Chinach. – Zdecydowaliśmy się na bezpośrednią obecność na tamtejszym rynku, bo to przyniesie wymierne korzyści dla spółki – podkreśla prezes Czesław Warsewicz. Przewoźnik połączy także wszystkie 27 terminali przeładunkowych w ramach jednej spółki. Ich integracja ułatwi zarządzanie, pozwoli oszczędzić koszty i zasoby oraz przedstawić klientom lepszą ofertę. Oba te działania służą strategicznym celom, czyli rozwojowi PKP Cargo w obszarze transportu intermodalnego i w ramach Nowego Jedwabnego Szlaku.

Powołaliśmy spółkę PKP Cargo Terminale jako odpowiedź na realizację strategii zaakceptowanej przez radę nadzorczą i przyjętej w listopadzie ubiegłego roku. Ma to na celu przede wszystkim poprawę oferty kierowanej do klienta. Spółka będzie integrować wszystkie 27 terminali należących do PKP Cargo, co spowoduje lepsze zarządzanie i lepsze wykorzystanie naszego potencjału. Pozwoli też zaoferować kompleksową, lepszą usługę naszym klientom – mówi agencji Newseria Biznes Czesław Warsewicz, prezes PKP Cargo.

Do kolejowego przewoźnika należy 18 terminali masowych, 7 intermodalnych oraz 2 łączone, gdzie mogą być przeładowywane zarówno kontenery, jak i towary luzem. Po konsolidacji wszystkie 27 podmiotów będzie mieć wspólny zarząd, a cały proces ma również m.in. poprawić ich sytuację finansową. Spółka będzie też inwestować w ich rozbudowę i kadrę, jeżeli będzie mieć to uzasadnienie rynkowe.

Poprzez lepsze zarządzanie całością jesteśmy w stanie zaoferować krótszy czas dowozu, szybszy czas przeładunku i dostarczenia towaru do klienta. To jest efekt dodany tej integracji, który podniesie konkurencyjność naszej oferty – uzasadnia Czesław Warsewicz.

Terminale Sp. z o.o. będzie miała siedzibę w Medyka-Żurawica. Będzie to największa w Polsce i jedna z największych w Europie spółek zarządzających terminalami lądowymi.

Widzimy korzyści w dwóch obszarach: kosztowym i produktowym. W pierwszym z nich dostrzegamy oszczędność dzięki spójnej polityce zakupowej podmiotu i optymalizacji kosztów, szczególnie administracyjnych, związanych z zarządzaniem tyloma jednostkami, ponieważ ta integracja ma spowodować utworzenie jednego organizmu z 27 rozproszonych podmiotów. Z kolei w obszarze produktowym upatrujemy szansy zaoferowania klientom lepszej siatki połączeń i możliwości przewozowych. To z kolei przełoży się na wymierne zwiększenie zainteresowania przeładunkiem i przewozami ładunków poprzez nasze terminale i pociągi – mówi Czesław Warsewicz.

Integracja terminali ma się przyczynić do rozwoju spółki w obszarze transportu intermodalnego. Ten w Polsce szybko rośnie – w ubiegłym roku przewieziono w ten sposób 1 259 tys. jednostek ładunkowych, co oznacza ponad 16-proc. wzrost rok do roku. PKP Cargo już w tej chwili jest liderem segmentu intermodalnego, z 54-proc. udziałem w tym rynku.

Ekspansja międzynarodowa i transport intermodalny to dwa główne kierunki rozwoju Grupy PKP Cargo na nadchodzące lata zapisane w strategii do 2023 roku. Kolejowy przewoźnik zamierza się rozwijać przede wszystkim w obszarze Trójmorza oraz w ramach Nowego Jedwabnego Szlaku. W tym celu m.in. rozbudowuje terminal Małaszewicze, położony ok. 5 km od przejścia granicznego w Terespolu na granicy z Białorusią. Tędy przejeżdża 80 proc. pociągów na trasie Europa–Azja. To najważniejszy terminal kolejowy na NJS w Europie, który – ze względu na strategiczne położenie – jest kluczowy dla międzynarodowego rozwoju grupy. Wzrost przewozów Nowym Jedwabnym Szlakiem i wymiany z Chinami jest powodem, dla którego PKP Cargo otwiera swoje bezpośrednie przedstawicielstwo w Państwie Środka.

Chcemy być obecni bezpośrednio na tym rynku. Tego oczekują klienci. Stąd też do końca roku chcemy mieć przedstawicielstwo bądź otworzyć spółkę bezpośrednio w Chinach – zapowiada prezes PKP Cargo w rozmowie przeprowadzonej podczas Europejskiego Kongresu Gospodarczego w Katowicach.

Jak podkreśla, decyzja jest podyktowana względami ekonomicznymi, bo ruch kolejowy między UE i Azją w ostatnich latach rośnie bardzo dynamicznie. W 2016 roku takich pociągów było 1,7 tys., natomiast w ubiegłym roku – już 6,3 tys.

Widać, jak ogromna jest dynamika i wzrost zapotrzebowania na usługę przewozów kolejowych. Bezpośrednia obecność na tamtejszym rynku przyniesie wymierne korzyści dla spółki, spowoduje zwiększenie masy ładunków, które są realizowane przez PKP Cargo – podkreśla Czesław Warsewicz. – Rok do roku wielkość pociągów przeładowanych w Małaszewiczach wzrosła o ok. 70 proc. To z pewnością pokryje koszt funkcjonowania tego biura i przyniesie dodatkowe przychody.

Głównym celem przedstawicielstwa PKP Cargo w Chinach będzie szukanie ładunków, organizacja przewozów od drzwi do drzwi (door-to-door) oraz reprezentowanie interesów spółki na rynku dalekowschodnim.

Polska stała się jedną wielką strefą inwestycji. Z zachęt inwestycyjnych korzystają teraz też małe i średnie firmy

0

Polska stała się jedną wielką strefą inwestycji. Z zachęt inwestycyjnych korzystają teraz też małe i średnie firmy 3

Zlikwidowanie bariery, która powodowała, że małe i średnie przedsiębiorstwa nie mogły korzystać z dobrodziejstw zwolnień podatkowych, to największa zaleta ustawy o wspieraniu nowych inwestycji – mówi Przemysław Sztandera, prezes Pomorskiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej. Obowiązująca od września ub.r. regulacja umożliwiła MŚP skorzystanie ze wsparcia, które do tej pory było w zasięgu jedynie dużych zagranicznych inwestorów i stworzyła samorządom możliwość rozwinięcia regionalnej gospodarki. Jak podkreśla prezes PSSE, zmieniła też rolę specjalnych stref ekonomicznych, wymuszając na nich bardziej aktywne poszukiwanie nowych inwestorów i ściślejszą współpracę z samorządami.

Nowa ustawa o wspieraniu inwestycji wprowadziła bardzo wiele zmian. Przede wszystkim rozszerzyła obszar działalności stref – cała Polska stała się jedną wielką strefą inwestycji. To oznacza, że inwestor może inwestować na dowolnym gruncie, gdzie mu najwygodniej, choć oczywiście są pewne wyłączenia. Nie ma już konieczności wcielania tego terenu inwestycyjnego w obszar działalności strefy. To powoduje, że decyzję o udzieleniu wsparcia wydajemy w tydzień, maksymalnie dwa – podczas gdy w poprzednim reżimie prawnym wydanie zezwolenia, włącznie z procesem wcielenia terenów do strefy, trwało kilka miesięcy – mówi agencji Newseria Biznes Przemysław Sztandera, prezes Pomorskiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej.

Ustawa o wspieraniu nowych inwestycji zmieniła zasady działania specjalnych stref ekonomicznych. Te obejmowały 14 wydzielonych administracyjnie obszarów, które stanowiły 0,08 proc. powierzchni kraju. Regulacja rozszerzyła obszar, na którym możliwe jest uzyskanie zachęt inwestycyjnych do całego terytorium Polski.

Zgodnie z ustawą pomoc publiczna do realizacji nowych inwestycji (utworzenie nowego zakładu produkcyjnego albo reinwestycje) jest realizowana m.in. w formie zwolnienia z podatków CIT oraz PIT przez okres od 10 do 15 lat. Warunkiem uzyskania wsparcia jest spełnienie kryteriów ilościowych i jakościowych, uzależnionych m.in. od wielkości przedsiębiorstwa i branży, a także lokalizacji oraz typu inwestycji. Nowe przepisy obowiązują w pełni od września ubiegłego roku, a ich głównym celem jest stymulowanie wzrostu inwestycji prywatnych.

Prezes Pomorskiej SSE podkreśla, że ustawa otworzyła możliwość wsparcia dla małych i średnich przedsiębiorstw, które poprzednio były z niego wykluczone przez długie procedury, wysoki próg kapitałowy i ograniczenia terytorialne (żeby skorzystać z ulg, trzeba było fizycznie działać na terenie SSE albo wcielić dany teren inwestycyjny do strefy). W praktyce to wsparcie było do tej pory dostępne tylko dla dużych zagranicznych inwestorów.

Konieczność wcielenia terenów inwestycyjnych do strefy była główną barierą, która hamowała rozwój inwestycji w poprzedniej ustawie. Dzięki zmianom uwalnia się coraz więcej terenów inwestycyjnych, są one też coraz bardziej atrakcyjne. Także gminy uaktywniły się, jeżeli chodzi o przygotowanie potencjalnych działek inwestycyjnych – mówi Przemysław Sztandera.

Dzięki odejściu od ograniczeń terytorialnych MŚP nie muszą fizycznie przenosić działalności do strefy i inwestować z dala od swojego obszaru działania. Prezes Pomorskiej SSE ocenia, że zlikwidowanie bariery, która powodowała, że małe i średnie przedsiębiorstwa nie mogły korzystać z dobrodziejstw zwolnień podatkowych, to właśnie największa zaleta nowej ustawy.

Niedawno wręczaliśmy decyzję o wsparciu dla średniej firmy rodzinnej. Właściciel tej firmy powiedział, że przez wiele lat obserwował, jak duże międzynarodowe koncerny wchodzące do Polski otrzymują pomoc od Skarbu Państwa w postaci np. zwolnień podatkowych czy dofinansowania inwestycji. Natomiast on, rozwijając tę rodzinną firmę, żadnego wsparcia od państwa nie dostawał. W końcu doczekał się czasów, kiedy on i jego firma tego wsparcia się doczekali – mówi Przemysław Sztandera.

Ustawa o wspieraniu inwestycji była mocno wyczekiwana przez MŚP, ale również samorządy, dla których jest szansą na rozwój regionalnej gospodarki. Regulacja zmieniła też rolę 14 specjalnych stref ekonomicznych, które obecnie pełnią rolę koordynatorów i regionalnych centrów obsługi inwestorów. Wymusiła na nich również m.in. aktywne poszukiwanie nowych inwestorów oraz ściślejszą współpracę z samorządami i szkolnictwem.

Poprzednio SSE były administratorami, urzędami, które skupiały się na wydaniu zezwoleń. Po zmianie przepisów zaczęły pełnić aktywną rolę w poszukiwaniu inwestorów, dystrybuowaniu wiedzy na temat tego, co się zmieniło. W związku z tym musiały nawiązać ścisłą współpracę z samorządami, gminami, szkolnictwem. Jest to taka koordynacja między inwestorem, gminą, szkołami zawodowymi i samorządem, wsparcie w nawiązywaniu relacji i rozwiązywaniu różnych problemów – mówi Przemysław Sztandera.

Co istotne, rząd zdecydował nie uchylać poprzedniej ustawy o specjalnych strefach ekonomicznych, żeby zagwarantować dotychczasowe prawa dla przedsiębiorców realizujących inwestycje na ich terenie (do 2026 roku). Wszystkie nowe inwestycje obejmie już nowa ustawa.

Decyzja o wsparciu dla inwestora jest podejmowana przez zarządzających specjalnymi strefami ekonomicznymi na danym terenie. Dlatego przedsiębiorca, który chce inwestować i skorzystać z ulg, musi zgłosić odpowiedni wniosek do spółki zarządzającej SSE właściwą dla danego obszaru. Następnie jest on weryfikowany pod kątem kryteriów jakościowych i ilościowych. Jeżeli je spełni, otrzymuje wsparcie ułatwiające rozwój biznesu.

Dzięki nowej ustawie mamy bardzo ambitne plany. Zamierzamy zwiększyć liczbę wydawanych decyzji w porównaniu do lat poprzednich. Od momentu wprowadzenia nowej ustawy wydaliśmy już 16 takich decyzji, z czego 50 proc. właśnie dla małych i średnich przedsiębiorstw. Liczymy, że w tym roku wydamy łącznie około 40 decyzji na łączną kwotę inwestycji ok. 1 mld zł – zapowiada Przemysław Sztandera.

Ubiegły rok PSSE zamknęła z wynikiem 25 nowych inwestorów i 531,5 mln zł deklarowanych inwestycji. Udało się stworzyć 764 nowe miejsca pracy oraz utrzymać 3 570 etatów. W planach na ten rok jest m.in. dalsza rewitalizacja Wyspy Ostrów, która ma się przekształcić w oparty na innowacjach hub stoczniowy, uruchomienie kolejnego programu akceleracyjnego dla start-upów i prace nad powołaniem Stoczniowego Centrum Kształcenia Zawodowego, które będzie kształcić kadry na potrzeby Przemysłu 4.0 w przemyśle stoczniowym.

Ponad 5 mln emerytów i rencistów dostało już 13. emeryturę z ZUS. Do końca maja dodatkowe świadczenie dostaną już wszyscy uprawnieni

Ponad 5 mln emerytów i rencistów dostało już 13. emeryturę z ZUS. Do końca maja dodatkowe świadczenie dostaną już wszyscy uprawnieni 4

Już ok. 5,1 mln osób otrzymało 13. emeryturę. Łącznie dodatkowe świadczenie ma otrzymać blisko 10 mln osób, z czego 8,3 mln z Zakładu Ubezpieczeń Społecznych. Do końca maja 13. emerytura łącznie z podstawowym świadczeniem powinna się znaleźć na rachunku wszystkich świadczeniobiorców bądź zostać dostarczona przez listonosza – podkreśla Paweł Jaroszek, członek zarządu ZUS. Koszt wypłaty jednorazowych świadczeń to 10,8 mld zł, zdecydowaną większość, bo ok. 8,5 mld zł, pokryje ZUS.

 Wypłata 13. emerytury odbywa się bez konieczności złożenia jakiegokolwiek wniosku. Jest przyznawana automatycznie wszystkim osobom, które na koniec kwietnia miały ustalone prawo do świadczeń i trafi do nich łącznie ze świadczeniami majowymi – mówi agencji Newseria Biznes Paweł Jaroszek, członek zarządu ZUS. – Rolnicy ubezpieczeni w KRUS-ie taką emeryturę otrzymają z KRUS-u.

Jednorazowe świadczenie pieniężne, tzw. 13 emeryturę, dostaną wszystkie osoby, które na 30 kwietnia 2019 roku miały ustalone prawo do emerytury lub renty i takie świadczenie pobierały. ZUS wypłaci pieniądze także tym osobom, którym świadczenia zostaną przyznane nieco później, np. w czerwcu, o ile prawo do ich wypłaty będzie obejmowało 30 kwietnia 2019 roku.

– 13. emerytura jest dodatkowym jednorazowym świadczeniem w wysokości 1,1 tys. zł brutto, więc kwota na naszym koncie bankowym czy dostarczona przez listonosza będzie pomniejszona o należny podatek i będzie wynosiła niespełna 900 zł netto – wylicza Paweł Jaroszek.

Z 13. emerytury pobierana jest zaliczka na podatek dochodowy i składka na NFZ. Najczęściej do wypłaty będzie to 888,00 zł, po odjęciu kwoty zaliczki na podatek dochodowy. Na wysokość kwoty, którą emeryt dostanie do ręki, wpływ ma przede wszystkim to, czy świadczenie emerytalno-rentowe jest zwolnione z opodatkowania (wówczas zaliczka jest zmniejszona o 46,33 zł), czy wypłacane jest osobie, która nie podlega ubezpieczeniu zdrowotnemu w Polsce.

Jednorazowe świadczenie pieniężne ZUS wypłaca razem z przysługującym świadczeniem i w ustalonym terminie płatności. Dotychczas dodatkową emeryturę z ZUS otrzymało ok. 5,1 mln osób. 20 i 25 maja dotrze do kolejnych ponad 3 mln.

– 13. emerytura wypłacana jest przez Zakład łącznie z należnymi świadczeniami, a te świadczenia wypłacane są każdego 1, 5, 6, 10, 15, 20 i 25 każdego miesiąca. Do tego czasu 13. emerytura łącznie z podstawowym świadczeniem powinna się znaleźć na rachunku świadczeniobiorcy bądź zostać dostarczona przez listonosza – zapewnia Paweł Jaroszek.

Świadczenie będzie przysługiwało w sumie ponad 9,8 mln osobom – ok. 6,96 mln emerytów i 2,62 mln rencistów, w tym 282 tys. rencistów socjalnych oraz 100 tys. osób na świadczeniach bądź zasiłkach przedemerytalnych. Łącznie wypłata 13. emerytury będzie kosztowała 10,8 mld zł, z czego 8,5 mld zł pokryje ZUS.

Z końcem czerwca straci ważność część białych certyfikatów. Nieprzedłużenie ich terminu może kosztować społeczeństwo 300 mln zł

Z końcem czerwca straci ważność część białych certyfikatów. Nieprzedłużenie ich terminu może kosztować społeczeństwo 300 mln zł 5

Trwa dyskusja, czy ustawodawca powinien przedłużyć termin obowiązywania białych certyfikatów z piątego przetargu z 2017 roku, których ważność upływa 30 czerwca tego roku. Po tym czasie nie będą one już przedstawiać żadnej wartości. KAPE szacuje, że spowoduje to koszty społeczne o wartości około 300 mln zł. Utrata ważności świadectw dla firm będzie oznaczać de facto utratę majątku, a poniesione koszty zostaną przerzucone na końcowych odbiorców energii, którzy zapłacą je w wyższych rachunkach.

– Dziś system białych certyfikatów działa prawidłowo, zgodnie z założeniami. Pewne kłopoty dotyczą rozstrzygnięć we wcześniejszych przetargach, w szczególności w piątym przetargu. Mamy z niego bardzo wiele białych certyfikatów, które nie mogą znaleźć nabywców na Towarowej Giełdzie Energii –mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Dariusz Koc, dyrektor zarządzający Krajowej Agencji Poszanowania Energii.

Białe certyfikaty to świadectwa efektywności energetycznej, wydawane za oszczędność energii uzyskaną w wyniku planowanego przedsięwzięcia modernizacyjnego. Innymi słowy, firma, która planuje inwestycję ukierunkowaną na obniżkę zużycia energii, może starać o wydanie BC. Stanowią one element systemu wsparcia efektywności energetycznej, dla firm są formą dofinansowania inwestycji tego typu. Przedsiębiorstwo może wykorzystać je do zrealizowania własnych obowiązków wynikających z ustawy o efektywności energetycznej (sprzedawcy gazu ziemnego, energii elektrycznej oraz ciepła są zobligowani do pozyskania i umorzenia określonej liczby takich świadectw albo uiszczenia opłaty zastępczej) bądź odsprzedać je na Towarowej Giełdzie Energii i w ten sposób częściowo zrekompensować koszty poniesione na inwestycje proefektywnościowe.

Założenia systemu były takie, żeby dużą część działań i inwestycji w zakresie wzrostu efektywności energetycznej zrealizować na czysto rynkowych zasadach, czyli w taki sposób, aby były opłacalne z ekonomicznego punktu widzenia. To rynek regulował, czy inwestycja miała być realizowana czy nie, uwzględniając, czy generuje ona określone oszczędności w kosztach energii – mówi Dariusz Koc.

Z danych URE wynika, że dotychczas w pięciu przetargach przyznano 1 323 007 świadectw, z których 705 626 umorzono do końca grudnia 2018 roku. Jednak od dłuższego czasu trwa w Polsce dyskusja, czy ustawodawca powinien przedłużyć termin obowiązywania białych certyfikatów z piątego przetargu (z 2017 roku), których ważność upływa 30 czerwca br. Po tym czasie nie będą przedstawiać już żadnej wartości.

Jest w tej chwili duży problem z zaległymi świadectwami z piątego przetargu. Jest ich ok. 400 tys. One są dziś warte ok. 630 mln zł. Ten koszt będzie musiał zostać pokryty z opłaty zastępczej. W momencie, kiedy byłyby umorzone i ich wartość przedłużona, mogłyby one być sprzedane dużo taniej, co wygenerowałoby dla rynku ok. 230 mln zł oszczędności – mówi Dariusz Koc.

Ekspert KAPE podkreśla, że utrata ważności części białych certyfikatów z końcem czerwca spowoduje określone koszty społeczne. Podmioty, które poniosły wydatki na przygotowanie audytów energetycznych, wniosków o wydanie BC oraz zapłaciły podatek VAT związany z ich przygotowaniem, nie odniosą z tego żadnych korzyści. Te wydatki nie zostaną im w żaden sposób zrekompensowane, gdy BC stracą ważność. W efekcie swoje straty przerzucą w całości na przysłowiowych Kowalskich. Innymi słowy, odbiorcy końcowi poniosą te wydatki w rachunkach za energię.

– My oceniamy te koszty społeczne na około 300 mln zł związanych tylko z tym, że wartość BC z piątego przetargu nie zostanie przedłużona. 230 mln zł wyniesie koszt umorzenia tych certyfikatów. Cała reszta to są koszty poboczne, związane z wykonaniem audytów, podatkiem VAT etc. – mówi Dariusz Koc. – W tej chwili toczy się walka, żeby przedłużyć termin certyfikatów z piątego przetargu.

Co istotne, odbiorcy końcowi poniosą dodatkowe koszty nie tylko w wyższych rachunkach za energię, lecz także w cenie każdej kupowanej usługi czy produktu, do którego wytworzenia zużyto energię elektryczną, ciepło czy gaz ziemny.

Ekspert KAPE podkreśla, że koszty społeczne powiększą się jeszcze o środki nieefektywnie wydane przez URE na weryfikację kilku tysięcy audytów i wniosków oraz na wydanie świadectw, które nie znajdą nabywców. Co równie istotne, wygaśnięcie BC będzie oznaczać dla firm de facto utratę majątku. Tym samym mocno ucierpi wiarygodność organów administracji państwowej, Ministerstwa Energii, Towarowej Giełdy Energii i spółek energetycznych, a państwo wyśle jasny sygnał, że nie liczy się z interesami firm, które są ważnym uczestnikiem obrotu świadectwami na TGE.

Izotop hel-3 może oznaczać rewolucję w energetyce. Największe mocarstwa przygotowują się do wydobycia go z Księżyca

Izotop hel-3 może oznaczać rewolucję w energetyce. Największe mocarstwa przygotowują się do wydobycia go z Księżyca 6

Hel-3, przez naukowców nazywany kosmicznym pierwiastkiem, może całkowicie zrewolucjonizować energetykę. Wykorzystywany jako paliwo w reakcji fuzji termojądrowej pozwoli na produkcję czystej energii – bez dwutlenku węgla i radioaktywnych odpadów. Dodatkowo 70 proc. energii zostaje w procesie przekształcone na energię elektryczną. Choć na Ziemi tego pierwiastka brakuje, to szacuje się, że złoża na Księżycu mogą zaspokoić zapotrzebowanie na energię na 250 lat.

– Hel-3 przypomina Hel-4, choć jest znacznie bardziej pożądany, m.in. w medycynie, przy urządzeniach, które sprawdzają bezpieczeństwo na lotniskach, i w różnych takich miejscach, gdzie trzeba zadbać o bezpieczeństwo. Trochę się różni od zwykłego helu, bowiem w jądrze nie ma jednego neutronu – tłumaczy w rozmowie z agencją Newseria Innowacje Mateusz Borkowicz z Centrum Nauki Kopernik.

Choć hel-3 jest bliskim krewnym helu-4, ma znacznie szersze zastosowanie. Może być wykorzystany do budowy czujników neutronów. Obecnie nawet 80 proc. dostępnego na rynku helu-3 wykorzystuje się w detektorach, dzięki którym można np. wykryć bomby walizkowe. Pozwala też osiągać bardzo niskie temperatury – np. CERN wykorzystuje go przy procesie schładzania Wielkiego Zderzacza Hadronów. Jest nieoceniony przy ocenianiu wielkości złóż ropy naftowej i niezastąpiony w medycynie, m.in. poprawia widoczność zdjęć rentgenowskich.

Najważniejszym zastosowaniem w przyszłości może być jednak wykorzystywanie go jako paliwo w reakcji fuzji termojądrowej.

– Może wykorzystamy go jako bardzo bezpieczne paliwo, które wytworzy bardzo dużo energii elektrycznej i dzięki temu taka energia będzie nie dość, że czysta, to w 70 proc. przekształcona na energię elektryczną. To więc bardzo wydajne źródło energii – przekonuje Mateusz Borkowicz.

Wydajność procesu z wykorzystaniem helu-3 jest niemal dwukrotnie większa niż w przypadku elektrowni atomowych (ok. 37 proc.) i znacznie przewyższą tę z elektrowni węglowych (ok. 45 proc.). To możliwe dzięki powstaniu pozytywnie naładowanego protonu wodoru, którego energia może być bezpośrednio zmieniona w energię elektryczną, bez marnotrawienia jej na podgrzewanie wody i do produkcji czy uruchomienia turbin, które dopiero wytworzą prąd. W przyszłości hel-3 mógłby napędzać statki kosmiczne i znacznie ułatwiłby eksplorację kosmosu.

Problem jedynie w tym, że hel-3 oprócz tego, że niezwykle cenny, jest też na wyczerpaniu, przynajmniej na Ziemi. Na Księżycu – według szacunków – jest milion, a nawet kilka milionów ton tego izotopu. Indyjska agencja kosmiczna podaje, że według jej obliczeń, złoża wystarczą na zaspokojenie energetycznych potrzeb Ziemi nawet na 250 lat.

– Na Księżycu jest taka szczątkowa atmosfera, która składa się właśnie z helu. Być może ten hel pochodzi z rozkładu jakichś cięższych pierwiastków, z rozpadów promieniotwórczych gdzieś wewnątrz Księżyca w skałach albo też, co bardziej możliwe, z wiatru słonecznego. Nasze Słońce wyrzuca z siebie mnóstwo naładowanych cząstek, to tzw. wiatr słoneczny, tam znajdziemy właśnie hel i być może stąd właśnie się wziął – tłumaczy ekspert Centrum Nauki Kopernik.

Pierwsze próbki helu-3 z Księżyca przewieźli astronomowie programu Apollo jeszcze w latach 60. ubiegłego wieku. Amerykańska Agencja Kosmiczna (NASA) opracowała już koncepcję wydobycia helu-3 z powierzchni Księżyca. Na początku 2019 roku chiński łazik Yutu-2 pobrał próbki gruntu. To na razie jednak dopiero początek. Brakuje jeszcze odpowiedniego sprzętu.

– Jeżeli chodzi o wydobywanie różnego rodzaju pierwiastków czy wydobywanie jakiegokolwiek paliwa, wiąże się to ze znacznie większym ryzykiem niż wydobywanie jakiegokolwiek innego pierwiastka na Ziemi, bo będziemy to robić na Księżycu. Gdybyśmy wykorzystali do tego roboty, to oczywiście, tutaj bezpieczeństwo będzie na o wiele wyższym poziomie. Pytanie tylko, kiedy będziemy mieli taką technologię – mówi Mateusz Borkowicz.

Na skalę przemysłową wydobycie helu-3 z Księżyca jest na razie mało prawdopodobne. Wraz z rozwojem technologii będzie się to jednak stopniowo zmieniać. Eksperci nie mają wątpliwości, że wkrótce wykorzystywany na Ziemi izotop będzie pochodził z Księżyca.

– Przez prawie 50 lat nie było nas na Księżycu. Wysyłaliśmy oczywiście bezzałogowe pojazdy, ale niewielkie, a my chcemy wydobywać stamtąd hel, więc to na pewno odległa przyszłość. Ale myślę, że w przyszłości możemy korzystać właśnie z takiego czystego paliwa do produkcji energii elektrycznej i to paliwo będzie pochodziło z Księżyca – ocenia Mateusz Borkowicz.

Polskie urządzenie wykryje raka na podstawie oddechu. Dzięki niemu możliwe będą diagnozy na wczesnym etapie choroby

Polskie urządzenie wykryje raka na podstawie oddechu. Dzięki niemu możliwe będą diagnozy na wczesnym etapie choroby 7

Diagnozowanie nowotworów na podstawie oddechu zrewolucjonizuje system badań przesiewowych. Dzięki niewielkiemu urządzeniu opracowywanemu przez Polaków badanie przesiewowe może trwać zaledwie kilka minut i być wykonane przez każdego lekarza. Dzięki temu lawinowo może wzrosnąć wykrywalność raka na wczesnym etapie choroby. Rak jest jedną z najczęstszych przyczyn śmierci na świecie. Przewiduje się, że z roku na rok zapadalność na chorobę będzie rosła.

– Opracowujemy laserowe urządzenie do wykrywania markerów chorobowych, w szczególności markerów raka w powietrzu wydychanym z płuc. Pierwsze wyniki, które mamy, są optymistyczne i być może urządzenie w niedługim czasie, tzn. w ciągu kilku lat, powstanie – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje prof. Tadeusz Stacewicz z Wydziału Fizyki Uniwersytetu Warszawskiego.

Z danych Międzynarodowej Agencji Badania nad Rakiem wynika, że w samym tylko 2018 roku diagnozę nowotworu usłyszało ponad 18 mln ludzi, zaś ponad 9,5 mln z jego powodu zmarło. Pojawia się jednak coraz więcej szans na szybsze diagnozowanie raka. Polscy naukowcy są w trakcie opracowywania laserowego urządzenia do wykrywania markerów m.in. raka w powietrzu wydychanym z płuc. Badanie z wykorzystaniem tego sprzętu wyglądałoby podobnie, jak sprawdzanie poziomu alkoholu w wydychanym powietrzu.

– Pobiera się próbkę powietrza, po czym przez tę próbkę powietrza przepuszcza się wiązkę lasera w specjalny sposób, który powoduje, że urządzenie staje się odpowiednio czułe. Ta wiązka lasera jest odpowiednio przygotowana, także sygnał, który na wyjściu tej wiązki po przejściu przez próbkę otrzymujemy, niesie informacje, czy są tam markery chorobowe i czy są w niebezpiecznym stężeniu – wyjaśnia prof. Tadeusz Stacewicz.

Jeśli sprzęt pomyślnie przejdzie testy i pojawi się w gabinetach lekarskich, może zrewolucjonizować podejście do badań przesiewowych w kierunku nowotworów. Dzięki upowszechnieniu dostępu do badań i szybkiej procedurze ich przeprowadzania urządzenie mogłoby umożliwić zdiagnozowanie dużo większej liczby chorych już na wczesnym etapie. To dawałoby im większą szansę na wyleczenie.

Docelowo urządzenie ma osiągnąć rozmiary na tyle małe, by mogło się zmieścić na biurku w gabinecie lekarskim i być połączone z laptopem. Jak na razie wykonano kilkadziesiąt próbnych pomiarów. Tak niewielka baza danych jest jeszcze niewystarczająca, by móc oceniać skuteczność rozwiązania. Tymczasem na świecie wykrywanie markerów nowotworowych na podstawie analizy oddechu postrzegane jest jako bardzo obiecujące rozwiązanie.

– Podobne badania są prowadzone w wielu laboratoriach na świecie w krajach o wysoko rozwiniętej technologii. Stany Zjednoczone, Niemcy, Francja, Holandia itd. My nad tego rodzaju urządzeniami pracujemy już od przeszło 10 lat, wspólnie z Instytutem Optoelektroniki Wojskowej Akademii Technicznej. Tam znajdują się prototypy innych sensorów markerów chorobowych w wydychanym powietrzu, ale nie dotyczyły one markerów raka. Ten projekt skończy się w 2021 roku. Wtedy będzie wiadomo, czy metoda działa – mówi ekspert.

W ramach finansowanego przez Unię Europejską programu SniffPhone powstała specjalna aplikacja mobilna przeznaczona do wykrywania raka żołądka, również na podstawie analizy oddechu. Materiał jest zbierany za pomocą niewielkiego urządzenia, które łączy się ze smartfonem. Sama analiza odbywa się w oparciu o działanie nanomateriałowych czujników chemicznych, które zbierają dane na temat lotnych związków organicznych.

SniffPhone otrzymał w listopadzie ubiegłego roku Nagrodę Innowacji Komisji Europejskiej za najbardziej innowacyjny projekt. Prototypy zostały rozesłane wśród partnerów medycznych projektu i są wykorzystywane do dalszych badań klinicznych.

– W Polsce, przy naszej populacji rzędu 35–36 mln, żeby skutecznie przeciwdziałać rakowi, należy robić przeszło 7 mln testów rocznie. Gdyby projekt zakończył się sukcesem, to mielibyśmy prawdziwe badania przesiewowe. Wykrywalibyśmy raka skutecznie z dużym wyprzedzeniem, co podniosłoby znacznie szanse wyleczenia wielu osób – mówi prof. Tadeusz Stacewicz.

Według raportu GLOBOCAN 2018 Międzynarodowej Agencji Badań nad Rakiem (WHO) w 2025 roku liczba zachorowań na nowotwory wzrośnie do ponad 19 mln, a w 2035 r. do 24 mln rocznie.

Czynsze i stopy kapitalizacji na rynkach nieruchomości komercyjnych w Europie

  • W ujęciu kwartalnym czynsze wzrosły w sektorze nieruchomości biurowych, handlowych i logistycznych
  • Tempo wzrostu czynszów spowalnia, co świadczy o dojrzałej fazie cyklu na rynku nieruchomości
  • Odpowiednia strategia zarządzania aktywami kluczowym czynnikiem zapewniającym większy zwrot z inwestycji
  • Więcej rynków odnotowuje wzrosty niż kompresję stóp kapitalizacji

Z najnowszego raportu „DNA of Real Estate”, opublikowanego przez międzynarodową firmę doradczą Cushman & Wakefield, wynika, że tempo kompresji stóp kapitalizacji na europejskich rynkach nieruchomości komercyjnych spowolniło w pierwszym kwartale 2019 roku.

W pierwszym kwartale br. nieznacznie więcej rynków odnotowało wzrost stóp kapitalizacji w stosunku do poprzedniego okresu, co świadczy o późnej fazie obecnego cyklu inwestycyjnego. Wskaźniki te wzrosły łącznie w siedmiu sektorach nieruchomości poszczególnych miast w porównaniu z zaledwie pięcioma w czwartym kwartale ubiegłego roku i spadły tylko na 16 rynkach wobec 44 w czwartym kwartale. Większość wzrostów w pierwszym kwartale zarejestrowano w sektorze handlowym – średnie stopy kapitalizacji dla najlepszych nieruchomości handlowych w Europie wzrosły w tym czasie o 2 pb do 4,20%.

Stopy kapitalizacji w sektorze nieruchomości biurowych i logistycznych ulegały dalszej kompresji, aczkolwiek w wolniejszym tempie niż w poprzednich kwartałach – zarówno w ujęciu kwartalnym, jak i rocznym. Dla budynków biurowych zmniejszyły się o 1 pb do 4,35% (spadek o 14 pb r/r), a dla nieruchomości logistycznych zmalały o 4 pb do 5,68% w porównaniu ze spadkiem o 20 pb w czwartym kwartale i o 42 pb w ujęciu rocznym. Świadczy to o utrzymującym się popycie na aktywa logistyczne wśród inwestorów, którzy rywalizują o najlepsze obiekty.

Nigel Almond, dyrektor działu badań rynków kapitałowych w firmie Cushman & Wakefield
Nigel Almond, dyrektor działu badań rynków kapitałowych w firmie Cushman & Wakefield

Nigel Almond, dyrektor zespołu ds. analiz danych w firmie Cushman & Wakefield, powiedział: „Kompresja stóp kapitalizacji w minionym kwartale dotyczyła głównie sektorów nieruchomości biurowych i logistycznych oraz rynków semi-core – w szczególności Włoch i Hiszpanii oraz krajów Europy Środkowo-Wschodniej takich jak Czechy i Polska.

Niewiele rynków odnotowało wzrosty. Stopy kapitalizacji wzrosły o 25 pb dla nieruchomości zarówno handlowych, jak i biurowych w Moskwie – częściowo wskutek podwyżki głównej stopy procentowej wprowadzonej przez bank centralny pod koniec ubiegłego roku, a także z powodu osłabienia popytu inwestycyjnego i dewaluacji rosyjskiego rubla”.

Rynki inwestycyjne znajdują się obecnie na późnym etapie cyklu, ale na rynkach najmu obserwujemy dalsze pozytywne zmiany. Średnie czynsze w najlepszych budynkach w Europie wzrosły kwartał do kwartału we wszystkich sektorach, przede wszystkim w biurowym (o 0,7%), ale także logistycznym (0,5%) i handlowym (0,3%). Z kolei w ujęciu rocznym stawki czynszowe wzrosły za wynajem powierzchni zarówno biurowej (+3%), jak i logistycznej (+2,6%), natomiast spadły ponownie w obiektach handlowych (-0,4%).

W przypadku budynków biurowych na większości głównych rynków europejskich odnotowano w ciągu kwartału nieznaczny wzrost czynszów bądź praktycznie zerowy, jak na przykład w Wielkiej Brytanii, we Francji oraz w krajach nordyckich i Beneluksu. Wyjątkiem były Niemcy, gdzie średni ważony wzrost stawek czynszowych w największych miastach wyniósł 2,6%, przy czym ze względu na duży popyt ze strony najemców koszty najmu wzrosły najbardziej w Berlinie (+6,1%) i we Frankfurcie (+2,4%). Niski wskaźnik powierzchni niewynajętej i silny popyt przekładają się na dalszy wzrost czynszów w Berlinie, które w ujęciu rocznym wzrosły o prawie 14,8%.

Czynsze za wynajem powierzchni handlowych ponownie wzrosły, aczkolwiek tylko na kilku rynkach, w tym w Lionie (w Strefie A o 12% do 2800 euro za m kw. rocznie) dzięki poprawie nastrojów wśród sieci handlowych, którą zaobserwowano także w innych miastach Francji. Rosnący popyt ze strony marek luksusowych przekłada się na dalszy wzrost czynszów we Włoszech, między innymi w Rzymie, gdzie stawki czynszowe wzrosły o 4,2% do 12 500 euro za m kw. rocznie. Bukareszt także odnotował wzrost czynszów (o 6,4% do 50 euro za m kw. miesięcznie) z powodu ograniczonej nowej podaży.

Almond konkluduje: „Według prognoz czynsze będą nadal rosły, aczkolwiek w wolniejszym tempie niż dotychczas i w porównaniu z czwartym kwartałem wzrosną do końca roku na mniejszej liczbie rynków. Wysokie stawki czynszowe mogą zahamować popyt w wielu najlepszych lokalizacjach, co będzie świadczyło o dojrzałej fazie cyklu na rynkach nieruchomości. Przewidujemy jednak wzrost w lokalizacjach charakteryzujących się bardziej ograniczoną podażą.

Wpływ branży e-commerce przejawia się w spowolnieniu wzrostu czynszów za wynajem powierzchni handlowych w Europie. Ze względu na to, że ceny uwzględniają już wzrost stawek czynszowych w większości sektorów, możliwości dalszej kompresji stóp kapitalizacji są niewielkie, a większy zwrot z inwestycji może zapewnić odpowiednia strategia zarządzania aktywami”.

Soren Rodian Olsen, Partner, Dyrektor, Grupa Rynków Kapitałowych, Cushman & Wakefield Polska
Soren Rodian Olsen, Partner, Dyrektor, Grupa Rynków Kapitałowych, Cushman & Wakefield Polska

Soren Rodian Olsen, Dyrektor Działu Rynków Kapitałowych w Polsce, Cushman & Wakefield, dodaje: „W Europie Środkowo-Wschodniej obserwujemy nadal niewielki wzrost czynszów, a zwłaszcza stawek efektywnych netto za wynajem powierzchni biurowych i logistycznych w niektórych regionach. Kompresja stóp kapitalizacji dla nieruchomości biurowych i logistycznych widoczna na największych rynkach europejskich dotyczy także Europy Środkowo-Wschodniej, która nawet przeciwstawia się trendowi w sektorze handlowym, gdzie stopy kapitalizacji będą nadal malały w przypadku najlepszych aktywów”.

Europa atakowana ze swojego podwórka

Jak wynika z najnowszej analizy zagrożeń przeprowadzonej przez F5 Labs[1], Europa jest celem większej liczby ataków przeprowadzanych z jej własnego terenu niż jakikolwiek inny region świata. Większość ataków jest inicjowana z adresów IP zlokalizowanych w Holandii, a w dalszej kolejności, z tych znajdujących się w Stanach Zjednoczonych, Chinach, Rosji i Francji.

Europejskie systemy są atakowane z adresów IP z całego świata. Krajem, z którego pochodziło najwięcej ataków, okazała się Holandia. Na kolejnych miejscach pierwszej dziesiątki znalazły się: Stany Zjednoczone, Chiny, Rosja, Francja, Iran, Wietnam, Kanada, Indie i Indonezja. Warto zauważyć, że z Holandii pochodziło 1,5-krotnie więcej ataków na systemy europejskie niż ze Stanów Zjednoczonych i Chin łącznie, a także 6-krotnie więcej niż z Indonezji.

Najczęściej wykorzystywane w atakach sieci (ASN) i dostawcy usług internetowych

Trzy sieci, z których wykryto najwięcej ataków (holenderska sieć HostPalace Web Solutions, francuska – Online SAS i NForce Entertainement z Holandii) to dostawcy usług hostingowych, którzy regularnie pojawiają się na sporządzanych przez F5 Labs listach sieci najczęściej używanych przez cyberprzestępców[2].

72% wszystkich zarejestrowanych w raporcie numerów ASN[3] reprezentuje dostawców usług internetowych, pozostałe 28% to dostawcy usług hostingowych. W ramach przeprowadzonych badań analitycy F5 Labs wskazali też 50 adresów IP, które są najczęściej wykorzystywane do atakowania celów w Europie.[4] Z tą listą powinni zapoznać się przedsiębiorcy i sprawdzić dzienniki swoich sieci pod kątem połączeń z wyszczególnionymi w niej adresami IP. Ze względów bezpieczeństwa adresom tym powinni się również przyjrzeć właściciele sieci.

Najczęściej atakowane porty

Dzięki analizie najczęściej atakowanych portów, ekspertom z F5 Labs udało się określić typ systemów, które znajdują się na celowniku cyberprzestępców. Najczęściej atakowany port w Europie (port 5060) wykorzystywany jest w telefonii internetowej do komunikacji za pośrednictwem telefonów i systemów wideokonferencyjnych. Jak wynika z analiz ruchu związanego z atakami ukierunkowanymi na określoną lokalizację, port ten regularnie jest celem intensywnych ataków w trakcie globalnych konferencji dyplomatycznych, takich jak niedawne ważne szczyty Donalda Trumpa z Kim Dzong Unem[5] i Władimirem Putinem[6].

Skuteczne zabezpieczenie

Według ekspertów F5 firmy powinny nieustannie skanować swoje systemy i porty pod kątem zewnętrznych luk w zabezpieczeniach, a każdy system narażony na zewnętrzne ataki na porty najczęściej wybierane przez przestępców, powinien być traktowany priorytetowo przy konfiguracji zapory lub zarządzaniu lukami w zabezpieczeniach.

„Administratorzy sieci i inżynierowie zabezpieczeń powinni przejrzeć dzienniki sieci pod kątem połączeń z adresami IP, z których najczęściej pochodzą ataki. W przypadku ich wykrycia, należy zgłosić nadużycie właścicielom sieci o danym numerze ASN i dostawcom usług internetowych, aby mogli oni wyłączyć systemy przestępców” — mówi Sara Boddy, dyrektor ds. badania zagrożeń w F5 Labs.

Kłopotliwe może być prowadzenie dużych czarnych list, podobnie jak blokowanie adresów IP, które należą do puli adresów określonego dostawcy usług internetowych. Mogą one bowiem zapewniać dostęp do Internetu w miejscach zamieszkania klientów atakowanej firmy. „W takich przypadkach systemem atakującym najprawdopodobniej jest zainfekowane urządzenie IoT, którego właściciele nie zdają sobie sprawy z zagrożenia i nie mają możliwości jego usunięcia” – dodaje Sara Boddy.

Zablokowanie ruchu z całej sieci o konkretnym numerze ASN lub od określonego dostawcy usług internetowych mogłoby uniemożliwić współpracę użytkowników z daną firmą. W takim przypadku lepszym rozwiązaniem będzie zablokowanie wyłącznie dostawcy usług internetowych obsługującego kraj, z którym dane przedsiębiorstwo nie współpracuje w oparciu o geolokalizację na poziomie kraju.

###

50 najczęściej atakujących sieci (numerów ASN) od największej do najmniejszej liczby ataków.

ASN ASN Organization Country Industry
133229 HostPalace Web Solution PVT LTD Netherlands Hosting
12876 Online S.a.s. France Hosting
43350 NForce Entertainment B.V. Netherlands ISP
16276 OVH SAS France Hosting
36352 ColoCrossing United States ISP
4134 Chinanet China ISP
50113 MediaServicePlus LLC Russia ISP
56005 Henan Telcom Union Technology Co., LTD China Hosting
45899 VNPT Corp Vietnam ISP
17974 PT Telekomunikasi Indonesia Indonesia ISP
4837 CNCGROUP China169 Backbone China ISP
44244 Iran Cell Service and Communication Company Iran ISP
3462 Data Communication Business Group Taiwan ISP
7552 Viettel Corporation Vietnam ISP
197207 Mobile Communication Company of Iran PLC Iran ISP
58271 FOP Gubina Lubov Petrivna Ukraine Hosting
8048 CANTV Servicios Venuzuela ISP
4766 Korea Telecom South Korea ISP
12880 Information Technology Company (ITC) Iran ISP
18403 The Corporation for Financing & Promoting Tech… Vietnam ISP
6739 Vodafone Ono, S.A. Spain ISP
45090 Shenzhen Tencent Computer Systems Company Limited China ISP
9121 Turk Telekom Turkey ISP
206792 IP Khnykin Vitaliy Yakovlevich Russia ISP
23650 CHINANET jiangsu province backbone China ISP
9829 National Internet Backbone India ISP
31549 Aria Shatel Company Ltd Iran ISP
8151 Uninet S.A. de C.V. Mexico ISP
49877 RM Engineering LLC Russia Hosting
12389 PJSC Rostelecom Russia ISP
9299 Philippine Long Distance Telephone Company Philippines ISP
4812 China Telecom (Group) China ISP
4808 China Unicom Beijing Province Network China ISP
8452 TE Data Norway ISP
16125 UAB Cherry Servers Lithuania Hosting
29073 Quasi Networks LTD. Netherlands Hosting
60999 Libatech SAL Lebanon ISP
31034 Aruba S.p.A. Italy Hosting
9498 BHARTI Airtel Ltd. India ISP
7922 Comcast Cable Communications, LLC United States ISP
44050 Petersburg Internet Network ltd. Russia ISP
60781 LeaseWeb Netherlands B.V. Netherlands Hosting
42590 Telemost LLC Ukraine Hosting
393406 Digital Ocean, Inc. United States Hosting
43754 Asiatech Data Transfer Inc PLC Iran Hosting
23969 TOT Public Company Limited Thailand ISP
18881 TELEFÔNICA BRASIL S.A Brazil ISP
16509 Amazon.com, Inc. United States Hosting
55577 Atria Convergence Technologies pvt ltd India ISP
4230 CLARO S.A. Brazil ISP

 

Note: The Quasi Networks (a known bulletproof hosting provider that did not respond to abuse complaints), ASN 29073 has been “unassigned” as of March 24th, 2019.

Organizations should check their network logs for connections from these IP addresses, and the owning networks should investigate these IP addresses for abuse. The networks of these IPs show up in the top attacking ASN’s list, but these top attacking IP’s are unique to Europe except for 2: 62.210.83.136 and 46.166.151.117.

Source IP ASN Organization ASN ISP Country
23.249.175.100 ColoCrossing 36352 Net3 United States
42.51.231.67 Henan Telcom Union Technology Co., LTD 56005 CNISP-Union Technology (Beijing) Co. China
194.63.142.249 MediaServicePlus LLC 50113 MediaServicePlus LLC Russia
37.49.231.160 HostPalace Web Solution PVT LTD 133229 Estro Web Services Private Limited Netherlands
37.49.231.132 HostPalace Web Solution PVT LTD 133229 Estro Web Services Private Limited Netherlands
62.210.84.142 Online S.a.s. 12876 Free SAS France
185.53.88.46 Vitox Telecom 209299    Estonia
185.254.122.17 UGB Hosting OU 206485 Russia
37.49.231.188 HostPalace Web Solution PVT LTD 133229 Estro Web Services Private Limited Netherlands
167.114.1.144 OVH SAS 16276 OVH Hosting Canada
185.40.4.42 MediaServicePlus LLC 50113 MediaServicePlus LLC Russia
62.210.83.56 Online S.a.s. 12876 Free SAS France
167.114.208.173 OVH SAS 16276 OVH Hosting Canada
37.49.231.187 HostPalace Web Solution PVT LTD 133229 Estro Web Services Private Limited Netherlands
62.210.86.106 Online S.a.s. 12876 Free SAS France
62.210.86.117 Online S.a.s. 12876 Free SAS France
62.210.88.58 Online S.a.s. 12876 Free SAS France
62.210.83.104 Online S.a.s. 12876 Free SAS France
37.49.231.236 HostPalace Web Solution PVT LTD 133229 Estro Web Services Private Limited Netherlands
37.49.231.122 HostPalace Web Solution PVT LTD 133229 Estro Web Services Private Limited Netherlands
62.210.83.136 Online S.a.s. 12876 Free SAS France
176.119.7.170 FOP Gubina Lubov Petrivna 58271 FOP Gubina Lubov Petrivna Ukraine
216.170.120.176 ColoCrossing 36352 Net3 United States
185.107.83.129 NForce Entertainment B.V. 43350 NFOrce Entertainment B.V. Netherlands
185.107.80.62 NForce Entertainment B.V. 43350 NFOrce Entertainment B.V. Netherlands
185.107.80.153 NForce Entertainment B.V. 43350 NFOrce Entertainment B.V. Netherlands
46.166.142.35 NForce Entertainment B.V. 43350 NFOrce Entertainment B.V. Netherlands
192.227.220.213 ColoCrossing 36352 ColoCrossing United States
46.166.187.179 NForce Entertainment B.V. 43350 NFOrce Entertainment B.V. Netherlands
185.107.80.31 NForce Entertainment B.V. 43350 NFOrce Entertainment B.V. Netherlands
46.166.187.2 NForce Entertainment B.V. 43350 NFOrce Entertainment B.V. Netherlands
210.124.164.133 Korea Telecom 4766 LG DACOM Corporation Republic of Korea
46.166.139.6 NForce Entertainment B.V. 43350 NFOrce Entertainment B.V. Netherlands
167.114.174.232 OVH SAS 16276 OVH Hosting Canada
46.166.187.4 NForce Entertainment B.V. 43350 NFOrce Entertainment B.V. Netherlands
185.53.88.71 Vitox Telecom 209299    Estonia
62.210.84.176 Online S.a.s. 12876 Free SAS France
46.166.148.3 NForce Entertainment B.V. 43350 NFOrce Entertainment B.V. Netherlands
149.56.45.214 OVH SAS 16276 OVH Hosting Canada
62.210.86.103 Online S.a.s. 12876 Free SAS France
37.49.231.77 HostPalace Web Solution PVT LTD 133229 Estro Web Services Private Limited Netherlands
46.166.142.27 NForce Entertainment B.V. 43350 NFOrce Entertainment B.V. Netherlands
46.166.187.177 NForce Entertainment B.V. 43350 NFOrce Entertainment B.V. Netherlands
137.74.180.145 OVH SAS 16276 OVH SAS France
178.215.173.22 Telemost LLC 42590 Telemost LLC Ukraine
37.49.231.159 HostPalace Web Solution PVT LTD 133229 Estro Web Services Private Limited Netherlands
62.210.142.89 Online S.a.s. 12876 Free SAS France
62.210.84.136 Online S.a.s. 12876 Free SAS France
46.166.151.117 NForce Entertainment B.V. 43350 NFOrce Entertainment B.V. Netherlands
62.210.84.153 Online S.a.s. 12876 Free SAS France

 Top 20 attacked ports and services

top

[1] Analitycy F5 Labs we współpracy z firmą Baffin Bay Networks zajmującą się analizą zagrożeń podjęli się zbadania globalnego środowiska ataków, aby lepiej zrozumieć zagrożenia w poszczególnych regionach, wyodrębnić wspólne cechy przestępców i powtarzające się atakowane porty oraz wskazać elementy unikalne. W serii przeprowadzonych badań przeanalizowano ataki, które miały miejsce w tym samym 90-dniowym okresie w Europie, Stanach Zjednoczonych, Kanadzie i Australii. Wnioski z badania F5 Labs zostały wyciągnięte na podstawie analizy ruchu związanego z atakami ukierunkowanymi na europejskie adresy IP w okresie od 1 grudnia 2018 r. do 1 marca 2019 r.

[2] https://www.f5.com/labs/search._hunt_for_IoT

[3] Autonomous System – zbiór adresów IP pod wspólną administracyjną kontrolą, ze spójną routing policy

[4] https://www.f5.com/labs/articles/threat-intelligence/regional-threat-perspectives–europe

[5] https://www.f5.com/labs/articles/threat-intelligence/russian-attacks-against-singapore-spike-during-trump-kim-summit

[6] https://www.f5.com/labs/articles/threat-intelligence/cyber-attacks-spike-in-finland-before-trump-putin-meeting

Grupa Kapitałowa Plast-Box po I kw. 2019 r.

Pierwsze trzy miesiące 2019 roku przyniosły Grupie Plast-Box, giełdowemu producentowi opakowań z tworzyw sztucznych, 87,5% wzrost zysku netto do blisko 2,5 mln zł, w porównaniu z analogicznym okresem poprzedniego roku. Było to możliwe dzięki znacznemu zwiększeniu skali działania wskutek zrealizowanej w grudniu 2018 roku akwizycji oraz poprawie rentowności. Przychody Grupy w I kwartale br. urosły o 32,5%, do 53,2 mln zł. Grupa kapitałowa wypracowała w tym okresie 6,2 mln zł EBITDA, co oznacza ponad 68 – procentowy wzrost rok do roku.

Wyraźna poprawa wyników w pierwszym kwartale w porównaniu do 2018 roku wskazuje na to, że kluczowe spółki z Grupy rozwijają się zgodnie z planem, a zakończony pod koniec ubiegłego roku proces porządkowania struktury Grupy przynosi oczekiwane oszczędności.

W ujęciu jednostkowym, słupska spółka jako podmiot dominujący w grupie kapitałowej Plast-Box, w pierwszym kwartale br. podniosła przychody o 8,6% uzyskując wartość 38,5 mln zł, a także osiągnęła 1,0 mln zysku netto wobec 0,4 mln w roku ubiegłym. Ponadto wypracowała marżę EBITDA na poziomie 4,1 mln zł, przy stopie EBITDA wynoszącej 10,7%.

Grzegorz Pawlak PTS Plast-Box S.A.
Grzegorz Pawlak Prezes Zarządu Plast-Box S.A.

Bieżący rok rozpoczął się dla nas bardzo dobrze. Realizowaliśmy przyjętą strategię i wypracowaliśmy solidne wyniki, co potwierdza, że obraliśmy właściwy kierunek rozwoju – mówi Grzegorz Pawlak, prezes zarządu Plast-Box S.A. – Proces transformacji w naszej Grupie przekłada się na poprawę jakości przychodów i zwiększanie efektywności, co w perspektywie długoterminowej zwiększy zdolność grupy do generowania zysków – podkreśla.

Zdecydowaną większość przychodów Grupa Kapitałowa Plast-Box osiąga ze sprzedaży produktów na rynkach zagranicznych. Od stycznia do marca  2019 roku udział przychodów ze sprzedaży eksportowej w strukturze sprzedaży wyniósł 55,8%. W I kwartale bieżącego roku Grupa odnotowała dynamiczny wzrost przychodów zarówno w kraju jak i zagranicą. W Polsce zanotowała 47,6% wzrost sprzedaży do 23,5 mln z 15,9 mln zł, a na rynkach Unii Europejskiej 13,4% wzrost do 17,8 mln zł z 15,7 mln zł. Największymi unijnymi rynkami zbytu w I kwartale 2019 r. były kraje: Francja, Wielka Brytania, Holandia, Austria, Dania, Niemcy. Równocześnie sprzedaż na rynkach wschodnich również wykazała się dużą dynamiką rosnąc o ponad 39% r/r.

Nasze działania wymagają nie tylko koncentracji na zyskach dziś, ale przede wszystkim strategicznego, długofalowego rozwoju. Dlatego rozszerzamy grupy asortymentowe sprzedaży w Polsce i zagranicą, inwestujemy w rozwój i integrację Grupy, a także dywersyfikujemy źródła przychodów poprzez wchodzenie w nowe rynki – komentuje G. Pawlak.

Plast-Box realizuje sprzedaż B2B w ponad 30 krajach Europy, zaopatrując w opakowania przede wszystkim branżę spożywczą, a także podmioty oferujące wyroby chemiczne dla gospodarstw domowych, firm remontowych i budowlanych. Grupa kapitałowa Plast-Box zarządza 7 spółkami  zlokalizowanych w Polsce, na Ukrainie i Białorusi. Do Grupy należą 3 zakłady produkcyjne, dwa w Polsce (Słupsk, Urszulin) i jeden na Ukrainie (Czernihów). Plast-Box istnieje od 1983 r., a od 2004 r. akcje spółki są notowane na GPW.

Tradycyjna reklama odchodzi do lamusa. Przyszłość należy do Internetu

Mówi się, że reklama jest dźwignią handlu. Co jednak, jeśli na tę reklamę brakuje pieniędzy? Według „Raportu o stanie sektora małych i średnich przedsiębiorstw w Polsce” z 2018 r. przygotowanego przez Polską Agencję Rozwoju Przedsiębiorczości aż 99% polskich firm stanowią mikroprzedsiębiorstwa (96,2%) oraz małe firmy (2,8%) – ich budżety są bardzo skromne i nie pozwalają im wydawać na reklamę tyle, ile by chciały. Promować swoje produkty i usługi jednak trzeba – w końcu nic nie sprzeda się samo, a konkurencja nie śpi. Jakie działania podejmują zatem wspomniane firmy, aby się promować? Odpowiedzi na to pytanie daje raport z badań przeprowadzonych przez SWPS Consulting na zlecenie ING Banku Śląskiego.

Budżet ogranicza

Mikrofirmy i małe przedsiębiorstwa bardzo rzadko inwestują w reklamę telewizyjną i radiową. Wynika to oczywiście z tego, że jest ona stosunkowo droga, a środki tych firm są mocno ograniczone. Jeżeli wykupują one reklamę w prasie, to jest to zwykle prasa lokalna. Zdarza im się także przygotowywać materiały drukowane, takie jak ulotki, foldery, które mogą rozkolportować w miejscach uczęszczanych przez konsumentów.

Strona internetowa najważniejsza

Dla wielu tych przedsiębiorstw szczególnie ważne jest rzecz jasna promowanie się w sieci. „Polskie mikrofirmy i małe firmy w 85% są obecne w internecie. Wykorzystują przede wszystkim stronę www do zaprezentowania siebie i swojej oferty. Dostrzegają również Facebooka. Widać, że młodsza grupa przedsiębiorców (25–34 lata) jest na nim zdecydowanie aktywniejsza […]. Starsi przedsiębiorcy w mediach społecznościowych nie odnajdują się już tak sprawnie jak młodzi. W związku z tym tu jest trochę wyższy procent firm, które stawiają głównie na stronę www” – informuje w wywiadzie dla agencji informacyjnej infoWire.pl Magdalena Tyszkiewicz z SWPS Consulting.

Przyszłość należy do reklamy w internecie

Ponad 60% mikrofirm i małych przedsiębiorstw wydaje pieniądze na reklamę internetową. Ponieważ najważniejsza jest dla nich ekspozycja firmy na stronie www, bardzo często wybierają formaty reklamowe, które do niej odsyłają, np. banery. Trzeba w tym miejscu zauważyć, że na rynek wchodzi nowe pokolenie konsumentów, któremu świat wirtualny towarzyszy od urodzenia i które czuje się w nim jak ryba w wodzie. Tradycyjna reklama może do tych osób skutecznie nie trafiać. Dlatego nawet jeśli obecnie niektóre firmy mogą jeszcze ignorować znaczenie reklamy w internecie, już niedługo inwestowanie w nią będzie właściwie koniecznością. W szczególności dotyczy to reklamy w mediach społecznościowych.

Pomocne media społecznościowe

Pojawienie się mediów społecznościowych w ogóle było dla drobnych przedsiębiorców swego rodzaju przełomem. Pozwoliły im one bowiem w łatwy i praktycznie darmowy sposób docierać z informacjami o swoich produktach oraz usługach do obecnych i przyszłych klientów, a także prowadzić z tymi klientami komunikację. Zwłaszcza że sami konsumenci tego typu działań ze strony firm często oczekują. To, że jesteśmy w mediach społecznościowych tak aktywni, bardzo mocno mniejszym przedsiębiorstwom zatem pomaga – kiedyś możliwości dotarcia do klientów były dla nich o wiele, wiele skromniejsze.

Brakuje wiedzy

Z przeprowadzonych badań wynika również, że mikrofirmy i małe przedsiębiorstwa dostrzegają znaczenie pozycjonowania i Google Ads. Niestety dla siebie nie wykorzystują jednak dostatecznie ich potencjału. Faktem jest, że duża część firm nie ma po prostu wystarczającej wiedzy na temat tego, jak skutecznie się w sieci (zresztą nie tylko w sieci) promować i z jakich narzędzi warto korzystać.

Niebagatelne opinie

Okazuje się też, że badane przedsiębiorstwa szczególnie mocno stawiają na marketing szeptany, ważne są dla nich rekomendacje klientów, pozwalające poszerzać ich grono. Nic dziwnego, skoro aż 85% z nas przed zakupem produktu sprawdza jego recenzje i opinie na jego temat. Poza tym firmy, których klienci chętnie dzielą się swoim zdaniem w internecie, cieszą się większym zaufaniem konsumentów. (Dla samego przedsiębiorstwa tego typu informacje są zaś o tyle istotne, że może ono dzięki nim ulepszać swoje produkty i usługi). „99,9% badanych przedsiębiorców zgadza się ze stwierdzeniem, że dobre opinie o ich firmach pomagają im w działalności. Jest to dla nas świetne potwierdzenie tego, że takie akcje jak »Dobry głos dla firm« mają sens i że dzięki dobrym opiniom małe firmy zyskują więcej klientów […]. Ważne jest, aby Polacy doceniali to, co te firmy dla nas robią, i dzielili się pozytywnymi opiniami o nich w internecie” – mówi Anna Witecka, senior marketing expert w ING Banku Śląskim.

Ministerstwo Finansów jak Wielki Brat obserwuje, słucha i karze

Skuteczne uszczelnianie systemu podatkowego będzie coraz bardziej uzależnione od informatyzacji i digitalizacji rozliczeń oraz kontaktów z organami podatkowymi.

A oto bilans 15 lat unijnego VAT-u w Polsce wg opracowanej przez doradców podatkowych z CRIDO „Kroniki 15 lat unijnego VAT-u w Polsce”: 552 wyroki TSUE w zakresie VAT, z czego 43 dotyczące polskiego podatku od towarów i usług (ptu), 60 uchwał NSA dotyczących ptu, ponad 20 tysięcy wyroków NSA i ponad 41 tysięcy WSA dotyczących ptu, ponad 160 tysięcy interpretacji indywidualnych wydanych przez Ministra Finansów w sprawach ptu, 35 nowelizacje dyrektyw VAT-owskich i 60 ustawy o ptu.

W 2008 r. polscy podatnicy VAT zyskali prawo do składania w drodze elektronicznej m.in. deklaracji VAT-7 i informacji podsumowującej (VAT-UE). Był to pierwszy, istotny krok w kierunku informatyzacji systemu VAT.

Rok 2010 przyniósł kolejne sygnały szybko nadciągającej digitalizacji systemu podatkowego, m.in. Polska jako pierwszy kraj w UE przygotowała projekt zmian wprowadzających przyjazne podatnikom e-fakturowanie. W ten trend wpisał się nawet NSA, który w 2010 potwierdził, że podatnik może wystawiać faktury za pomocą programów komputerowych, wysyłać je pocztą elektroniczną w postaci plików PDF, a odbiorca może je wydrukować i odliczyć z nich VAT.

Krokiem milowym było wprowadzenie w 2016 JPK-ów – w pierwszej kolejności dla dużych przedsiębiorstw. Po tych pierwszych doświadczeniach z JPK-ami, w 2017 postępująca informatyzacja raportowania VAT wkroczyła w kolejny etap – od 1 stycznia obowiązek raportowania danych w formie Jednolitego Pliku Kontrolnego objął małych i średnich przedsiębiorców. Było to też działanie istotne z perspektywy walki z luką podatkową w VAT i podążało za wcześniejszymi propozycjami, choćby Rady Konsultacyjnej przy Ministrze Finansów z 2015 roku obejmujących m.in. wprowadzenie centralnego rejestru faktur, mechanizmu podzielonej płatności, ograniczenia płatności gotówkowych czy eliminacji rozliczeń kwartalnych.

– Można żartobliwie powiedzieć, że Ministerstwo Finansów obecnie zamienia się w Wielkiego Brata, kontroluje niemal każdy przejaw aktywności przedsiębiorcy, głównie po to, aby dużo skuteczniej walczyć z nieprawidłowościami w rozliczaniu podatku VAT – mówi w rozmowie z MarketNews24 Roman Namysłowski, partner zarządzający odpowiedzialny za zespół podatkowy w CRIDO.

Do tego dochodzi udział systemu bankowego, który monitoruje nasze operacje na rachunkach bankowych i typuje czy któreś z operacji nie prowadzą do wyłudzeń.

– Dalsza informatyzacja i digitalizacja rozliczeń oraz kontaktów z organami podatkowymi jest nieunikniona. To element uszczelniania systemu podatkowego. – Od tego nie uciekniemy i do tego podatnicy muszę się odpowiednio przygotować – mówi ekspert z CRIDO.

Wojna handlowa rozgorzała na dobre, a w niej dyskusja ekonomistów dotycząca ceł

Donald Trump wprowadził 25 proc. cła na import z Chin. Zapłacą za to konsumenci. Ale w jakim stopniu obciąży ich wojna handlowa?

– Wojna handlowa rozgorzała na dobre, a w niej dyskusja ekonomistów dotycząca ceł: o tym kto w rzeczywistości płaci cła i kto ponosi ich koszty. Donald Trump przekonuje, że to Chiny płacą cła, a Stany Zjednoczone są beneficjentem, ponieważ do amerykańskiego budżetu wpływają dodatkowe miliardy dolarów – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB. – Trump w swej retoryce posunął się nawet tak daleko, że zapowiedział zakupy interwencyjne od amerykańskich rolników, których produktów rolnych teraz nie będą kupować Chiny.

Przeciwnicy prezydenta zarzucają mu brak znajomości podstaw ekonomii. Bo za cła zapłaci amerykański konsument.

Cło w Stanach Zjednoczonych płaci importer. Zwykle w tym przypadku jest to firma wyspecjalizowana w załatwianiu spraw administracyjno-celnych. Taka firma obciąża wyższymi kosztami dystrybutora, który sprowadza produkty z Chin. Dystrybutor zwiększone koszty będzie próbował przenieść na konsumenta.

Jednak nie ma tu prostej odpowiedzi kto poniesie koszty ceł. Bo producent z Chin może się obawiać, że importerzy z USA zainteresują się towarami z innych krajów, jak choćby Wietnam. Zwłaszcza, że na amerykańskim rynku jest duża konkurencja i konsument zrezygnuje z produktu, który jest droższy.

– Badania naukowe dotyczyły przypadku wielu krajów, które podnosiły lub obniżały cła – wyjaśnia dr P.Kwiecień. – I pokazują, że w większości przypadków zmiany ceł absorbowane są przez obniżenie marży przez producenta, czyli bliżej prawdy jest D.Trump.

Chińczycy będą musieli obniżyć ceny, a wzrost ceł w mniejszym stopniu odczują konsumenci.

Natomiast w światowej gospodarce pojawią się negatywne skutki podwyższonej niepewności o nieoptymalnej alokacji zasobów.

Zalegasz z czynszem? Poznaj swoje prawa

Polacy deklarują, że czynsz jest dla nich jedną z podstawowych opłat, które regulują najszybciej. Dane GUS pokazują jednak, że dług najemców mieszkań komunalnych, spółdzielczych, zakładowych i wynajmowanych od państwa wciąż rośnie. W tej chwili wynosi 4,5 mld zł. Blisko połowa tej kwoty to zadłużenie lokatorów mieszkań komunalnych. Według GUS wśród przyczyn niepłacenia czynszów są przede wszystkim niskie zarobki, utrata pracy lub nagła choroba. Co zrobić, gdy nasz dług w spółdzielni rośnie? Po jakim czasie rozpocznie się proces windykacyjny i w jaki sposób rozmawiać z windykatorem? Czy powstałe zadłużenie można odpracować? Czy dochód z tego tytułu trzeba wpisywać do PIT? Podpowiadamy.

Jednym z najbardziej zadłużonych, ze względu na nieopłacone rachunki za czynsz województw, jest mazowieckie. W Warszawie dług czynszowy względem miasta wynosi aż pół miliarda złotych. Najwięcej postępowań eksmisyjnych, wynikających z wieloletniego zalegania z opłatami czynszowymi, ma miejsce w województwach: śląskim, mazowieckim, dolnośląskim i łódzkim. Coraz więcej miast wyciąga pomocną dłoń do zadłużonych lokatorów i wprowadza programy oddłużania lokali komunalnych, które umożliwiają m.in. umorzenie całości zadłużenia – po przekazaniu zajmowanej nieruchomości, umorzenie połowy długu – jeżeli lokator zdecyduje się na przeprowadzkę i zamieni zajmowany lokal na mniejszy lub umorzenie części długu pod warunkiem spłaty (do 6 miesięcy) pozostałej kwoty.

Co się stanie, gdy nie zapłacę czynszu?

Jeden niezapłacony czynsz, czy dwutygodniowe spóźnienie w opłaceniu rachunku nie spowodują, że lokator od razu będzie miał nieprzyjemności w spółdzielni lub trafi na tzw. czarną listę dłużników. Proces windykacyjny rusza zazwyczaj nawet po kilku miesiącach niepłacenia zobowiązania. Spółdzielnia mieszkaniowa może windykować zadłużenie samodzielnie lub sprzedać wierzytelności tzw. wierzycielowi wtórnemu, którym może być firma windykacyjna, fundusz inwestycyjny czy fundusz sekurytyzacyjny. W takim przypadku firma windykacyjna będzie kontaktować się z dłużnikiem w imieniu własnym lub w imieniu funduszu sekurytyzacyjnego.

Zanim jednak dojdzie do windykacji lokator będzie otrzymywał od spółdzielni kilkukrotne wezwania do zapłaty. Jeżeli zadłużony lokator nie będzie reagował przez dłuższy czas (np. kilka tygodni) może otrzymać wezwanie do zapłaty z ostrzeżeniem o zamiarze wpisania go do konkretnego biura informacji gospodarczej (w skrócie: BIG). Jeżeli nie podejmie próby kontaktu z wierzycielem – zostanie wpisany do takiego rejestru. Po kolejnych miesiącach zadłużony lokator otrzyma pismo informujące o zamiarze wypowiedzenia umowy najmu z tytułu zaległości. Ostatnim etapem będzie wypowiedzenie umowy i skierowanie sprawy do sądu (zarówno o zapłatę zaległych opłat, jak i o eksmisję). Warto podkreślić, że wypowiedzenie umowy najmu i eksmisja dotyczą przede wszystkim mieszkań komunalnych, spółdzielczych i zakładowych. Jeżeli lokator jest właścicielem mieszkania procedura jest inna, choć proces windykacyjny wygląda bardzo podobnie.

Lepiej odebrać wezwanie do zapłaty

Aby zadłużony lokator mógł być wpisany do jednego z biur informacji gospodarczej powinny być spełnione trzy warunki. Po pierwsze – zadłużenie musi być większe niż 200 zł, po drugie – być wymagalne od przynajmniej 30 dni, po trzecie – wierzyciel musi wysłać do osoby zadłużonej (listem poleconym) wezwanie do zapłaty z ostrzeżeniem o zamiarze wpisania do takiego rejestru.  Może mu takie wezwanie dostarczyć również osobiście. To, że dłużnik nie odebrał listu poleconego, nie oznacza, że cała procedura zostanie wstrzymana. Tutaj działają zasady podobne do przesyłek sądowych, a to oznacza, że unikanie kontaktu niewiele przyniesie. Jeżeli dłużnik czynszowy znajdzie się w rejestrze dłużników prowadzonym przez BIG może mieć w przyszłości trudności z uzyskaniem kredytu, pożyczki, kupieniem nowego telefonu na abonament lub zakupem sprzętu RTV czy AGD na raty. Dlatego warto rozmawiać z wierzycielem – zarówno pierwotnym (np. spółdzielnią mieszkaniową) jak i wtórnym (firmą windykacyjną).

Jak rozmawiać z windykatorem?

Warto pamiętać, że współczesny proces windykacyjny przypomina bardziej negocjacje, aniżeli twarde egzekwowanie długu, jak to ma miejsce w przypadku egzekucji komorniczej. Celem firmy windykacyjnej jest pomoc osobie zadłużonej i zaproponowanie takich warunków spłaty, które będzie mogła ona przyjąć. To właśnie dlatego tak ważna jest otwarta i szczera rozmowa. Jeżeli osoba zadłużona ma problemy finansowe, zdrowotne i nie jest w stanie uregulować należności w danej chwili – powinna powiedzieć o tym wierzycielowi.

Coraz więcej firm windykacyjnych przestrzega Zasad Dobrych Praktyk, czyli norm etycznych ustanowionych w ramach Konferencji Przedsiębiorstw Finansowych. W dokumencie znajdują się zasady opisujące jakie są prawa osoby zadłużonej, jak powinien wyglądać profesjonalny proces windykacyjny, czego windykatorom robić nie wolno. Warto pamiętać o tym, że windykator może kontaktować się z nami listownie, telefonicznie lub wysłać przedstawiciela terenowego. Taki konsultant powinien przedstawić się, okazać identyfikator oraz upoważnienie do działania wydane przez firmę windykacyjną z wyraźnym określeniem zakresu swojego umocowania.

Jeżeli firma windykacyjna przesyła nam wezwanie do zapłaty  – powinno ono dokładnie opisywać zaległą płatność, zawierać dane wierzyciela (np. spółdzielni mieszkaniowej), szczegółową kwotę należności. Jeżeli osoba zadłużona ma wrażenie, że firma windykacyjna działa w sposób nieetyczny i nieprofesjonalny – może zgłosić ten fakt m.in. do Rzeczników Konsumentów (w praktycznie każdej gminie, czy powiacie w Polsce), Biura Rzecznika Finansowego, Federacji Konsumentów lub – w przypadku gdy chodzi o jedną z firm zrzeszonych w KPF – do specjalnie powołanej Komisji Etyki KPF ([email protected]).

Czy dług czynszowy można odpracować?

Niektóre spółdzielnie mieszkaniowe i zarządcy nieruchomości umożliwiają odpracowanie długu, co jest rozwiązaniem lepszym aniżeli proces sądowy lub eksmisja. Zdarza się, że zgodę na odpracowanie można uzyskać dopiero wtedy, gdy zadeklarujemy wznowienie regularnych opłat po odpracowaniu zaległości. Niektóre spółdzielnie określają z góry maksymalną kwotę, którą osoba zadłużona może odpracować (np. 20-25 tys. zł). Prace, które można wykonywać są różne: porządkowanie zieleni miejskiej, naprawy konserwatorskie, sprzątanie klatek schodowych, zamiatanie chodników i skwerów. Z osobą, która chce odpracować zadłużenie podpisuje się najczęściej umowę zlecenie lub umowę o dzieło, po wcześniejszym podpisaniu zgody na tzw. świadczenie niepieniężne. Osoba zadłużona nie otrzymuje bowiem wynagrodzenia w gotówce. Całość wynagrodzenia jest odliczana od jego zaległości czynszowej. Ponieważ odpracowanie długu jest świadczeniem niepieniężnym (zwanym także rzeczowym) nie jest traktowane przez Urząd Skarbowy jako przychód, dlatego nie trzeba go wpisywać do zeznania podatkowego.

Gdy zalegasz z czynszem:

  • Jeżeli nie zapłaciłeś jednego rachunku za czynsz – spróbuj poprosić o pomoc bliskich oraz spłacić zobowiązanie zanim minie 30 dni od wymaganego terminu płatności;
  • Jeżeli minęło kilka miesięcy, twoje zadłużenie rośnie, a ty otrzymujesz wezwania do zapłaty ze spółdzielni lub z firmy windykacyjnej, nie unikaj kontaktu. Odbierz pismo, porozmawiaj z wierzycielem pierwotnym (spółdzielnią) lub wtórnym (firmą windykacyjną), powiedz o swoich problemach, które uniemożliwiły czy nadal uniemożliwiają dokonanie spłaty i spróbujcie wspólnie ustalić najlepsze z możliwych rozwiązań;
  • Jeżeli zdrowie ci na to pozwala, a twoja spółdzielnia mieszkaniowa daje lokatorom możliwość odpracowania długu – zapytaj o szczegóły;
  • Pamiętaj – zarówno w przypadku odpracowania długu, czy też ustalania harmonogramu spłat z firmą windykacyjną – najważniejsza jest chęć powrotu do normalności i wyjścia z trudnej sytuacji finansowej.

Ceny w Polsce coraz wyższe. Koniunktura w Niemczech dalej słabo

Rosnąca inflacja spowodowała, że zbliżamy się do środka celu inflacyjnego. Wzrost cen mógłby martwić posiadaczy kredytów, ale do górnej granicy, której przekroczenie powinno powodować reakcję, pozostaje jeszcze 1,3%. W rezultacie kredytobiorcy powinni spać spokojnie bez strachu o szybki wzrost rat.

Ceny w Polsce coraz wyższe

Inflacja znów rośnie. Po dołku w styczniu, kiedy wskaźnik spadł poniżej 1%, dzisiaj widzimy już przeszło 2%. Ostatnio tak wysoki wynik oglądaliśmy pod koniec 2017 roku. Powodem wzrostu cen są głównie usługi, żywność oraz paliwa. Ten ostatni czynnik nie może dziwić, biorąc pod uwagę wzrostowy rajd cen ropy naftowej w ostatnich miesiącach. Pierwsze dwa elementy również nie są zaskakujące, jeśli przypomnimy sobie o pakietach socjalnych skierowanych do szerokiego spektrum społeczeństwa. Inflacja na 2,2% to wciąż mniej niż oficjalny cel inflacyjny na poziomie 2,5%. Warto zwrócić uwagę, że cel ten jest ustalany z 1% korytarzem wahań. Skoro inflacja mieści się w tym przedziale, wątpliwym jest, by na dzisiejszym posiedzeniu Rady Polityki Pieniężnej wydarzyło się coś istotnego.

Koniunktura w Niemczech dalej słabo

Dane z niemieckiej gospodarki są ostatnio słabsze, jeżeli koncentrujemy się na wzroście PKB. Naprawdę złe są jednak indeksy wyprzedzające. Pokazują one, że obecne problemy mogą nie mieć charakteru przejściowego, a raczej zapowiadają większe spowolnienie. To właśnie problemy największej europejskiej gospodarki powodują, że euro ma ostatnio zadyszkę. Od początku roku, niemal z miesięczną dokładnością, osiąga kolejne minima wartości względem dolara. Słaba waluta europejska przekłada się na słabszego złotego. Między innymi dlatego cena USD znajduje się w okolicach 3,85 zł.

Kondycja brytyjskiego rynku pracy

Stopa bezrobocia na Wyspach spadła do 3,8%. Analitycy spodziewali się wyniku o 0,1% wyższego. Pewnym cieniem na tych pozytywnych informacjach kładzie się liczba wniosków o zasiłek dla bezrobotnych. Ich skala przekroczyła oczekiwania. Słabiej od przewidywań wypadła również zmiana wynagrodzeń, które rosną wolniej niż sądzono. Jak to możliwe, że bezrobocie spada, ale bezrobotnych przybywa? Stopa bezrobocia to dane za marzec, a wnioski o zasiłek podawane są za kwiecień. Rosnąca liczba wniosków sugeruje, że kolejne odczyty mogą nie być aż tak dobre.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

  • 15:15 – USA – produkcja przemysłowa,
  • 16:00 – Polska – komunikat po posiedzeniu RPP.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl

Strategie cenowe – co wpływa na cenę?

strategie cenoweCena jest wartością, która jest przypisywana produktowi lub usłudze i jest wynikiem złożonego zestawu obliczeń, badań i zrozumienia oraz zdolności do podejmowania ryzyka. Forma, za pomocą której wycenisz swoje produkty lub usługi, wpływa na sposób ich postrzegania przez klientów.

Strategia cenowa uwzględnia między innymi segmenty: zdolność do płacenia, warunki rynkowe, działania konkurentów, marże handlowe czy koszty produkcji. Jest ona skierowana do zdefiniowanych klientów i przeciwko konkurentom. 

Istnieje kilka strategii cenowych:

Ile klient jest skłonny zapłacić za produkt ma niewiele wspólnego z kosztami i ma bardzo wiele wspólnego z tym, jak bardzo ceni produkt lub usługę, którą kupuje.

Ceny premium

Jako kryterium definiujące stosuje się wysoką cenę. Takie strategie cenowe działają w segmentach i branżach, w których firma ma silną przewagę konkurencyjną. Przykład: Porsche w samochodach czy Gillette w maszynkach do golenia.

Penetracja cenowa

Strategia “na przynętę” – cena ustalana jest sztucznie zaniżona, aby szybko zdobyć udział w rynku. Dzieje się tak, gdy nowy produkt jest wprowadzany na rynek. Przyjmuje się, że ceny zostaną podniesione po zakończeniu okresu promocji i osiągnięciu celów w zakresie udziału w rynku.

Ceny ekonomiczne

Cena bez upustów. Marże są cienkie jak wafelki; koszty ogólne, takie jak marketing i koszty reklamy, są bardzo niskie. Cele rynku masowego i wysoki udział w rynku.

Strategia skimmingu

Wysoka cena jest pobierana za produkt do czasu, kiedy konkurenci pozwolą na obniżenie cen. Chodzi o to, aby odzyskać maksymalną kwotę, zanim produkt lub segment przyciągnie więcej konkurentów, którzy obniżą zyski dla wszystkich zainteresowanych. Przykład: najwcześniejsze ceny telefonów komórkowych, magnetowidów i innych urządzeń elektronicznych, w przypadku których kilku graczy orzekło, przyciągnęły tańszych graczy azjatyckich.

Oprócz czterech podstawowych strategii cenowych spotkamy również:

Ceny oparte na zasadach konkurencji

Czasami zdarza się, że firma musi obniżyć cenę, aby sprostać cenom konkurencji. Konkurencyjna strategia cenowa może być stosowana, gdy różnica między produktami w danej branży jest niewielka. 

Czasowe promocje i rabaty

Strategie rabatowe obejmują kupony, sezonowe obniżki cen, a nawet zakupy ilościowe. 

Więcej na temat strategii cenowych przeczytasz tutaj: https://grupaeurocash.pl/blog/jak-komunikowac-ceny-pricing-i-strategie-cenowe-lekcja-obowiazkowa

Grupa BIK niemal trzykrotnie poprawiła wynik netto

O 19% do 5,3 mln zł wzrosły w 1 kwartale 2019 roku przychody Grupy BIK w ujęciu r./r. W tym okresie Grupa realizująca projekty logistyczne i handlowe zarobiła na czysto 1,8 mln zł, czyli niemal trzykrotnie więcej niż rok wcześniej.  Jednocześnie wartość kapitałów własnych czyli aktywów netto zwiększyła się o 2,6% do 99,2 mln zł.

Deweloper nowoczesnych powierzchni magazynowych i handlowych w pierwszym kwartale 2019 r. osiągnął 5,3 mln zł skonsolidowanych przychodów, co oznacza wzrost o blisko 19% w ujęciu r./r. Grupa zanotowała 2,7 mln zł zysku z działalności operacyjnej, czyli 9% więcej niż rok wcześniej. Poprawiła jednocześnie niemal trzykrotnie zysk netto do poziomu 1,8 mln zł względem 0,6 mln zł uzyskanych w tym samym okresie poprzedniego roku.

Przez pierwsze trzy miesiące tego roku Grupa BIK zwiększyła jednocześnie wartość kapitałów własnych o 2,6% do 99,2 mln zł. Z kolei wartość nieruchomości inwestycyjnych wyniosła 125,4 mln zł, co oznacza wzrost o 12% względem końca minionego roku. „Główny wpływ na zwiększenie wartości nieruchomości inwestycyjnych miał zakup gruntu pod Wrocławiem. Przygotowywany na tym terenie park logistyczny dostarczy około 47 tys. m2 nowoczesnej powierzchni magazynowej” powiedział Mirosław Koszany, Prezes Zarządu Biura Inwestycji Kapitałowych S.A.

Grupa BIK zarządza aktualnie trzema parkami logistycznymi: Centrum Logistycznym Kraków I, Centrum Logistycznym Kraków II oraz Śląskim Centrum Logistycznym w Sosnowcu o łącznej powierzchni najmu wynoszącej 67,8 tys. m2. W ramach dywersyfikacji działalności zajmuje się także budową i wynajmem nowoczesnych powierzchni handlowych w segmencie parków handlowych (retail parków). Obecnie w portfelu spółki jest Retail Park Karpacka w Bielsku – Białej o powierzchni najmu prawie 7,0 tys. m2 oraz Galeria Nad Potokiem w Radomiu oferująca 5,2 tys. m2 powierzchni użytkowej.

Giełdowy Indeks Produkcji w kwietniu znowu na plusie, ale dynamika wzrostu spada

Kwiecień był już czwartym miesiącem z rzędu kiedy Giełdowy Indeks Produkcji zwiększał swoją wartość. Był to jednak również kolejny miesiąc kiedy tempo wzrostu wartości indeksu spadło. Polscy producenci wypracowali symboliczny wzrost o 0.54% i pod koniec miesiąca wartość GIP60 wyniosła 941.83 punktów, czyli ciągle poniżej wartości bazowej z 1 stycznia 2016 roku.

Analitycy z DSR SA przygotowali kolejny komunikat o Giełdowym Indeksie Produkcji oraz kondycji GPW  w kwietniu 2019 roku.

Akcje polskich spółek produkcyjnych w kwietniu symbolicznie zwiększyły swoją wartość. Podobnie sytuacja wyglądała na całej GPW, gdzie najlepiej radziły sobie małe spółki z SWIG80 (+0.96 proc. m/m) i największe spółki z WIG20 (+0.96 proc. m/m), a pod kreską znalazły się średnie spółki z indeksu MWIG40 (-0.33 proc. m/m). Indeks całego rynku WIG wzrósł o 0.8 proc. m/m, a indeks polskich spółek WIG-POLAND nieznacznie niżej z miesięcznym wzrostem na poziomie 0.73 proc.

Spośród polskich spółek produkcyjnych wchodzących w skład Giełdowego Indeksu Produkcji (GIP60) najlepiej w kwietniu zachowywały się akcje spółek farmaceutycznych, które średnio rosły o 1.76 proc m/m. Optymizm studzi jednak fakt, iż wszystkie spółki farmaceutyczne z indeksu WIG-LEKI wypracowały w tym samym okresie wzrost o 4.35 proc., co może świadczyć o względnej słabości spółek z przewagą polskiego kapitału. Na wartości zyskiwały też akcje polskich producentów z branży metalurgicznej (średnio o 1.74 proc. m/m), elektromaszynowej (+1.25 proc. m/m) i spożywczej (1.04 proc. m/m). Najniżej pod kreską znalazły się spółki motoryzacyjne (-14.03 proc. m/m), które po raz kolejny pogrążyła spółka URSUS, nadal negocjująca porozumienie ze swoimi wierzycielami (-36.23 proc. m/m).

Podium debiutantów

Kwietniowe podium klasyfikacji GIP60 zajęły spółki, które zapracowały na takie wyróżnienie po raz pierwszy w historii rankingu. Zdecydowanym zwycięzcą kwietnia została spółka SONEL, dzięki wzrostowi wartości rynkowej o 29.10 proc. SONEL to producent i importer przyrządów do pomiarów elektrycznych z siedzibą w Świdnicy, ale z wyraźnie zarysowaną obecnością na tak wielkich rynkach, jak: Indie, Chiny, Rosja czy USA. Pierwszy sygnał do wzrostu wartości rynkowej dała spółce rekomendacja zarządu o wypłacie dywidendy w wysokości 0.5 zł na akcję (w zeszłym roku było to 0.1 zł na akcję). Jednak po krótkim czasie kurs akcji wrócił do poziomu z początku miesiąca i dopiero publikacja sprawozdania finansowego za 2018 rok pobudziła na dobre popyt na akcje spółki. Szczególnie korzystnie dla spółki prezentuje się sprawozdanie skonsolidowane grupy, w którym zanotowano poprawę przychodów o 5.1 proc. r/r przy jednoczesnej poprawie rentowności. Sam zysk netto grupy wzrósł o 75 proc. r/r, a zysk operacyjny o 34 proc. r/r.

Drugie miejsce dla spółki ZAMET INDUSTRY z branży elektromaszynowej za miesięczny wzrost o 11.11 proc. ZAMET jest producentem wielkogabarytowych konstrukcji stalowych oraz maszyn i urządzeń dla przemysłu wydobywczego (głównie ropa i gaz) oraz sektora przeładunkowego. Spółka z siedzibą w Piotrkowie Trybunalskim jest spółką dominującą grupy, do której należą jeszcze spółki: Mostostal Chojnice, Zamet Budowa Maszyn i Huta Zygmunt. Kurs akcji spółki rósł szybko do publikacji rocznego sprawozdania finansowego. Grupie udało się wypracować zysk operacyjny na poziomie ponad 8.5 mln zł (po stracie operacyjnej w 2017 roku), wzrosły tez przychody (+6.5 proc r/r), ale jednocześnie zysk netto grupy stopniał o ponad jedną piątą i ta informacja stała się najpewniej największym rozczarowaniem dla inwestorów spółki.

Trzeci stopień podium kwietniowego GIP60 dla spółki farmaceutycznej MABION za wzrost o 10.56 proc. m/m. Dla tej spółki farmaceutycznej z Konstantyna Łódzkiego, kwiecień był bardzo burzliwym okresem. Z początkiem miesiąca rynek bardzo dobrze odebrał informacje o procesie rejestracji leków produkowanych przez spółkę na nowych rynkach (rozpoczęcie procedury w Turcji). Również zaktualizowana strategia rozwoju produktów leczniczych spotkała się z przychylną reakcją inwestorów. Spółka nie osiągała przychodów ze sprzedaży w poprzednim roku, koncentrując się na realizacji projektów własnych i rejestracji leku MabionCD20. I to właśnie po publikacji raportu rocznego, kurs akcji zmienił trend na negatywny. Kolejna runda w procesie rejestracji leku na rynku Unii Europejskiej, w której spółka musiała odpowiedzieć na dodatkowe pytania ze strony Europejskiej Agencji Leków, a także rezygnacja Artura Chabowskiego z funkcji prezesa MABIONU, strawiły sporą część wzrostu obserwowanego na akcjach spółki w pierwszej połowie miesiąca.

Polski przemysł podtrzymuje dobrą passę

Spowolnienie w Niemczech jest poważnym zagrożeniem dla przyszłej kondycji polskich spółek produkcyjnych, szczególnie tam gdzie eksport stanowi znaczną część przychodówpodaje dr Maciej Zaręba – analityk i współtwórca GIP. Jednak dotychczasowe problemy naszych zachodnich sąsiadów nie spowodowały poważnych konsekwencji dla polskiego przemysłu. Wymiana handlowa nie załamała się, polski przemysł utrzymuje dynamiczne tempo rozwoju, a jedynie nastroje pracowników firm z tego sektora uległy ochłodzeniu.

Dlaczego tak się dzieje? Wyjątkową odporność naszego eksportu na spowolnienie w Niemczech można tłumaczyć tradycyjnie konkurencyjnymi cenami wyrobów z naszego kraju, co zwykle zyskuje na znaczeniu w okresach spowolnienia u naszych partnerów handlowych. Podobne znaczenie może mieć tym razem zmiana struktury samego eksportu, a mianowicie wzrost udziału eksportu dóbr konsumpcyjnych w eksporcie ogółem. Spowolnienie przemysłu w Niemczech trwa zbyt krótko żeby mogło przełożyć się na istotne osłabienie konsumpcji. Jeśli więc negatywny trend w Niemczech w niedalekiej przyszłości odwróci się, lub chociaż osłabnie, wówczas mamy szansę podtrzymać status zielonej wyspy, a polski przemysł nie straci tlenu w postaci bardzo ważnych zamówień zza Odrywyjaśnia Maciej Zaręba.

Skąd zatem osłabienie wskaźnika PMI® w warunkach względnie stabilnego wzrostu? Moim zdaniem wynika to z konstrukcji wykorzystywanej do badania ankiety, w której wybrani pracownicy odpowiadają na szereg pytań dotyczących różnych aspektów działalności ich firm oraz są proszeni o prognozę niedalekiej przyszłości dodaje Zaręba. Respondenci odpowiadają w ankietach za pomocą jednej z trzech możliwych odpowiedzi: wyżej (lepiej), niżej (gorzej) lub bez zmian. Oczywiście granice tych przedziałów są rozmyte, a każdy ankietowany musi sam ocenić twarde dane klasyfikując je do jednej z trzech ocen. Dodatkowo na ich odbiór zmian zachodzących w przedsiębiorstwie mogą mieć wpływ nie tylko wyniki firmy, ale także ogólny konsensus bieżącej sytuacji w gospodarce nakreślany przez media. Może to doprowadzić do rozbieżności między wynikami ankiety, a realnym stanem gospodarki, szczególnie gdy na rynku panuje niepewność, a w mediach pojawiają się coraz liczniej prognozy nadchodzącego załamania koniunktury.

Nastroje w przemyśle lepsze, ale dalekie od entuzjazmu

Austria, w której już piąty miesiąc z rzędu spada wartość PMI®, z kwietniowym wynikiem 49.2 pkt. dołączyła do licznej grupy gospodarek europejskich z wskaźnikiem poniżej krytycznej granicy 50 punktów. Grupę zawiązała Turcja prawie rok temu, a dziś jej przemysł ankietowani oceniają na 46.8 pkt., kontynuując serię negatywnych odczytów. Siedem miesięcy temu do Turcji dołączyły Włochy, które w bieżącym badaniu osiągnęły poziom 49.1 (solidny wzrost z poziomu 47.4 w marcu). Pół roku temu poniżej 50 punktów spadła Polska (obecnie 49.0), a miesiąc po nas do grupy dołączyły Czechy (46.6). Jednak najniższy odczyt w kwietniu zaobserwowano w Niemczech (44.4), gdzie był to czwarty z rzędu miesiąc z negatywnym odczytem wskaźnika PMI®. Zagregowany wskaźnik dla Strefy Euro, po niewielkim wzroście, osiągnął wartość 47.9 punktów. Zanotowano niewielką poprawę nastrojów, ale poprawa była zbyt słaba, żeby zmienić ogólną ocenę nastrojów w Europie z negatywnej na pozytywną. Oczywiście znalazły się wyjątki od tej reguły i najlepiej w całej Europie sytuację oceniają ankietowani z Grecji, gdzie PMI® wzrósł mocno z 54.7 w marcu do 56.6 w kwietniu i według ankietowanych zatrudnienie w przemyśle wzrosło najmocniej od początku badań w tym kraju.

Firmy z Azji oceniają swoją sytuację o wiele lepiej. Większość krajów utrzymuje się powyżej granicy 50 punktów, a w Korei Południowej przerwano pięciomiesięczną serię negatywnych odczytów z wynikiem 50.2 pkt w kwietniu. Warto jednak zwrócić uwagę na spadek nastrojów w Chinach (50.2) i w Indiach (41.8), a także na nastroje w Japonii (49.5), które od trzech miesięcy znajdują się minimalnie, ale jednak pod kreską. Równie niejednoznacznie wygląda sytuacja w Ameryce Północnej, gdzie w USA zanotowało niewielką poprawę nastrojów (52.6), a w Kanadzie piąty miesiąc spadkowy z rzędu sprowadził kraj poniżej granicy 50 pkt (49.7).

Maj kluczowy dla kolejnych miesięcy

Ewolucja polskiego eksportu w kierunku wysokoprzetworzonych dóbr konsumpcyjnych i spore szanse na odwrócenie negatywnego trendu w przemyśle niemieckim, pozwalają wierzyć w kontynuację dobrej koniunktury w polskim przemyśle. Nienajlepsze nastroje panujące praktycznie na całym świecie ulegają stopniowej poprawie i zdają się odwracać negatywny trend, z którym mierzymy się od końca zeszłego roku. Jednak na wycenę polskich spółek produkcyjnych będzie wpływać przede wszystkim sytuacja na GPW, którą niestety ciągle omija duża płynność obserwowana na największych rynkach kapitałowych świata. Kolejna próba rozmontowania OFE oraz zbliżający się wielkimi krokami okres wakacyjny („Sell in May…”) to niestety sygnały skłaniające raczej do studzenia entuzjazmu i znacznie chłodniejszych prognoz. Nie bez znaczenia dla przyszłych cen akcji pozostaje także wynik zbliżających się wyborów do Parlamentu Europejskiego, który może szczególnie interesować międzynarodowe fundusze inwestycyjne.

W 2020 r. będzie 315 tys. osób otrzymujących emerytury poniżej minimalnego poziomu

Federacja Przedsiębiorców Polskich szacuje, że, w 2020 r. liczba osób otrzymujących świadczenie niższe od minimalnego osiągnie poziom ok. 315 tys. W 2025 r. problem będzie dotyczył już 0,5 mln emerytów, a w 2030 r. liczba pozbawionych prawa do najniższego świadczenia może sięgać 650 tysięcy1! Konieczne jest pilne wdrożenie restytucji w systemie ubezpieczeń społecznych i zabezpieczenie okresów ubezpieczeniowych osobom, które dotychczas świadczyły pracę na podstawie nieoskładkowanych umów zleceń. Należy również zlikwidować szkodliwy art. 9 ustawy o systemie ubezpieczeń społecznych.

Liczba osób otrzymujących emeryturę „sub-minimalną” – czyli mniejszą niż minimalną – zaczęła przewyższać liczbę świadczeniobiorców otrzymujących emeryturę minimalną już ok. 2014 r. Duży wzrost liczby osób otrzymujących świadczenie niższe niż minimalne jest bezpośrednim dowodem na to, że dla licznej grupy ubezpieczonych wykazanie stażu ubezpieczeniowego wymaganego do nabycia prawa do najniższej emerytury jest niemożliwe. Natomiast jedną z głównych przyczyn posiadania niewystarczającego stażu jest niepodleganie ubezpieczeniom emerytalno-rentowym w okresie aktywności zawodowej w pełnym zakresie.

Bardzo istotny wzrost liczby osób otrzymujących emerytury poniżej minimalnego poziomu nastąpił w 2017 r. – zwiększył się on wówczas do ok. 208,9 tys. osób z ok. 112,1 tys. osób w poprzednim okresie. Ma to związek ze znaczącą podwyżką emerytury minimalnej, jaka nastąpiła w marcu 2017 r. Najniższe świadczenie wzrosło wówczas z 882,56 zł do 1000,00 zł brutto miesięcznie.

Marek Kowalski, przewodniczący FPP
Marek Kowalski, przewodniczący FPP

„Jedynym sposobem na zatrzymanie tych tendencji o potencjalnie katastrofalnych skutkach w wymiarze społecznym jest zabezpieczenie okresów ubezpieczeniowych osobom, które dotychczas świadczyły pracę na podstawie nieoskładkowanych umów zleceń, gdzie okresy zatrudnienia w tej formie praktyce nie przekładały się na nabycie uprawnień do najniższego gwarantowanego świadczenia. Pokazuje to konieczność implementacji proponowanej restytucji w systemie ubezpieczeń społecznych – po uporządkowaniu i wyjaśnieniu przeszłych stanów faktycznych należy wprowadzić zmiany legislacyjne gwarantujące, że każda forma aktywności zawodowej będzie stanowić tytuł do ubezpieczenia społecznego, z którym wiążą się konkretne przyszłe uprawnienia do zabezpieczenia emerytalnego” – mówi Marek Kowalski, przewodniczący Federacji Przedsiębiorców Polskich, prezes Centrum Analiz Legislacyjnych i Polityki Ekonomicznej (CALPE).

Wzrost liczby osób pozbawionych prawa do emerytury na najniższym gwarantowanym poziomie stanowi poważny problem społeczny. O ile w 2011 r. takich osób było ok. 24 tys., wg danych ZUS o w marcu 2014 r. ich liczba sięgnęła ok. 92,5 tys. W marcu 2018 r. liczba osób pozbawionych prawa do najniższego świadczenia emerytalnego osiągnęła poziom ok. 234 tys. Prowadzi to do konkluzji, że w okresie 7 lat skala występowania tego bardzo niepokojącego zjawiska wzrosła nawet 10-krotnie.

GPW zbuduje platformę do emitowania i handlu cyfrowymi aktywami?

Private Market to robocza nazwa pakietu inicjatyw Giełdy Papierów Wartościowych, która ma doprowadzić do stworzenia ekosystemu inwestowania w aktywa cyfrowe (digital assets).  Tymczasem na najważniejszych arenach w postaci głównego parkietu i NewConnect posucha, a poziom gry w relacji do zagranicznej konkurencji jest oceniany dość nisko. Polski rynek kapitałowy próbuje się zatem systemowo rozwijać przez szkółki dla młodzieży w postaci inkubatorów, akceleratorów i inicjatyw startupowych. Jest to ważne dla budowy ekosystemu, ale efekty są na razie mizerne. Jednak inicjatywa GPW zakładająca budowę platformy do emitowania i handlu cyfrowymi aktywami może być przełomowa i wynieść Polskę na finansową mapę świata.

Karol Król, ekspert Crowdinvesting.pl
Karol Król, ekspert Crowdinvesting.pl

W ekstraklasie rynku kapitałowego grają spółki notowane na głównym parkiecie giełdowym. Korzystając z ekspozycji przed fanami i dziennikarzami, deklarują zasady fair play i obiecują ambitną taktykę. Nie wszyscy jednak dbają o dobre relacje z kibicami, zdarzają się ustawione mecze, a niektórzy zawodnicy ewidentnie opuszczają sporo treningów. Niezależnie od poziomu rozgrywki zawsze zarabia właściciel boiska – Giełda Papierów Wartościowych, która jednocześnie jest najważniejszym z organizatorów rozgrywek.

Metafora boiska jest szczególnie trafna w przypadku rynku publicznego, bo ten w Polsce, podobnie jak ekstraklasa piłkarska w relacji do zachodnich sąsiadów wypada przeciętnie. Ponadprzeciętnie natomiast oceniam nowe plany strategiczne Giełdy.

W pierwszym etapie ma powstać specjalna platforma handlu, która jest krokiem w kierunku zagospodarowania branży startupów, a mówiąc bardziej precyzyjnie prywatnych spółek we wczesnych fazach rozwoju o dużym potencjale wzrostu. Taka spółka będzie mogła skorzystać z programu mentoringowego, następnie jej jednostki udziałowe zostaną stokenizowane i w formie oferty prywatnej lub kampanii crowdinvesting zaoferowane inwestorom. GPW deklaruje także utworzenie rynku wtórnego obrotu tymi aktywami. W kolejnych etapach GPW chciałaby udostępniać kolejne klasy aktywów, nie tylko akcje i obligacje, ale także towary i inne.

W obliczu marazmu na rynku ofert publicznych z debiutem, spadającego zainteresowania handlem wśród inwestorów indywidualnych i ogólną niską świadomością możliwości aktywnego lokowania oszczędności, Giełda jest zmuszona do wyznaczania nowych planów rozwoju. Ma ograniczone szanse na istotny wzrost przychodów z obecnej działalności, a ewentualne obniżenie kosztów ma niewielkie szanse. Zatem inwestycja w nowoczesne technologie jest naturalnym krokiem. Inicjatywa Private Market GPW polega na stworzeniu infrastruktury, która ma potencjał strategicznej zmiany z „właściciela ryneczku handlu” do zarządcy międzynarodowego ekosystemu handlu nowymi klasami aktywów. Dla właścicieli samej GPW, czyli Skarbu Państwa i inwestorów, jest to znakomita wiadomość. W praktyce będzie to szansa na przeskok w rozwoju o kilka poziomów dla całego rynku finansowania przedsiębiorstw.

Takiego przedsięwzięcia finansowo, kompetencyjnie, sprzedażowo, ani pod kątem budowy wiarygodności nie zrealizuje fintechowy startup, nawet ze wsparciem banku. Inicjatywa strategiczna tego typu w mojej ocenie może zostać zrealizowana wyłącznie przez tak ważną instytucję jaką jest GPW. Zaangażować się w ten proces powinny też instytucje państwowe, zarówno Polski Fundusz Rozwoju mający największy wpływ na rynek prywatny, Komisja Nadzoru Finansowego dopuszczająca nowe klasy aktywów i tryby ich proponowania inwestorom oraz organy ustawodawcze.

Ekosystem Private Market jest wizualizowany tak, jak gdyby GPW była właścicielem i organizatorem wszystkich procesów na nim zachodzących. W praktyce byłoby to mało prawdopodobne i niezbyt sensowne, ale krytyczne elementy jego funkcjonowania rzeczywiście powinny być prowadzone na bezpiecznej i wiarygodnej infrastrukturze. Mam na myśli zwłaszcza proces weryfikacji emitenta aktywów, procedurę tokenizacji aktywów, zasady prowadzenia fundraisingu i organizację rynku wtórnego. Wbrew pozorom, ta wiedza jest bezproblemowo dostępna dla krajowych instytucji finansowych.

Podsumowując, GPW opisuje inicjatywę strategiczną Private Market w sposób lakoniczny, jednocześnie nie mogąc unikać adekwatnej, ale powszechnie nieznanej nomenklatury która może być niezrozumiała. Plan jest ambitny i śmiały przez co napotyka niedowierzanie, ale tylko takie działanie pozwoli nadrobić dystans do zagranicznej konkurencji. Giełda planuje zbudować stadion nowej generacji i organizować na nim międzynarodowe rozgrywki, które mają potencjał przyciągnąć ogromne rzesze kibiców. Co ważne, piłkarze, trenerzy i sponsorzy już są po rozgrzewce gotowi do gry. Wszyscy czekają na organizatora rozgrywek, który musi przekonać komisję sędziowską i wbić łopatę pod budowę. Nadal jest szansa, że rolę tę wypełni kluczowa instytucja finansowa w Polsce.

Autorem komentarza jest Karol Król, ekspert Crowdinvesting.pl.

Połowa firm czeka na zapłatę za towar ponad dwa miesiące, najgorzej jest w transporcie i handlu

W II kwartale znów wzrósł odsetek firm skarżących się na problemy z uzyskaniem płatności od kontrahentów. Obecnie o opóźnieniach przekraczających 60 dni w ostatnich sześciu miesiącach mówi 52 proc. Tym razem na czele branż z największymi kłopotami znów jest transport, ale jeszcze gorzej sytuacja wygląda w handlu – wynika z badania dla BIG InfoMonitor przeprowadzonego na mikro, małych i średnich przedsiębiorstwach. W tym tygodniu rząd przyjął projekt ustawy o zmianie niektórych ustaw w celu ograniczenia zatorów płatniczych.

 Opóźnienia płatnicze uderzają w firmy, ograniczają płynność, inwestycje, zatrudnienie i rozwój. Najbardziej oczywistą konsekwencją są problemy z regulowaniem własnych zobowiązań, co sprawia, że opóźnione płatności dalej rozprzestrzeniają się w łańcuchu dostaw. Niemal co piąta firma jest przekonana, że miałaby obroty wyższe o co najmniej 30 proc. gdyby nie kłopoty ze ściąganiem należności.

Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor
Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor

Z przeprowadzanego co kwartał badania wśród 500 mikro, małych i średnich firm handlujących z odroczonym terminem płatności wynika, że w II kwartale kłopoty z odzyskiwaniem należności przez ponad 60 dni zgłaszało 52 proc. przedsiębiorstw. Na początku roku takiej odpowiedzi udzielało 49,4 proc. badanych. Sytuacja uległa więc nieznacznemu pogorszeniu. – Gdy weźmiemy pod uwagę opóźnienia wynoszące od 31 do 60 dni, problem dotyczy nawet 58 proc. firm, a mowa tu o opóźnieniach w ściąganiu należności w ostatnich sześciu miesiącach. Opóźnienia wzajemnych rozliczeń to swoisty rynkowy standard, który negatywnie odbija się na polskiej gospodarce – mówi Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor. Tylko do bazy BIG InfoMonitor z powodu przeterminowanych płatności poszkodowani kontrahenci wpisali 240 tys. firm. Nieuregulowane w terminie płatności wynikające z transakcji handlowych oraz przeterminowanych o min. 30 dni kredytów, co widać w Biurze Informacji Kredytowej, ma razem prawie 296 tys. przedsiębiorstw. Ich łączne zaległości pozakredytowe i kredytowe wynoszą niemal 29,6 mld zł.

Połowa firm czeka na zapłatę za towar ponad dwa miesiące, najgorzej jest w transporcie i handlu

Źródło: Badanie Keralla Research dla BIG InfoMonitor

Badania pokazują również, że w II kwartale najgorzej wygląda sytuacja w branżach handlowej i transportowej. Kwartał wcześniej najczęściej skarżyły się firmy transportowe i budowlane.

Problemowi zamierza zaradzić Ministerstwo Przedsiębiorczości i Technologii. Prace nad przygotowanym przez resort projektem ustawy o ograniczaniu zatorów płatniczych w gospodarce właśnie się zakończyły. We wtorek przyjął go rząd.

Płatności dużych firm pod kontrolą MPIT oraz UOKIK

Nowe przepisy skupiają się na największych nieuczciwych dłużnikach, których przeterminowane zobowiązania przekraczają 60 dni (tyle według ustawy wynosi maksymalny termin płatności). Firmy z obrotem przekraczającym 50 mln EUR rocznie będą raportować do MPiT swoje praktyki płatnicze. Po raz pierwszy zrobią to za rok 2020. Informacje zostaną podane w 2021 r. do publicznej wiadomości. Do walki z zatorami włączony zostanie również Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów (UOKiK). Jeżeli okaże się, że skumulowane długi firmy w ciągu trzech miesięcy przekroczą 5 mln zł, urząd będzie mógł dłużnika ukarać. UOKIK ma prawo sprawdzać ostatnie dwa lata i wybrać, które trzy miesiące skontroluje, aby dłużnicy nie mogli manipulować długami w celu ucieczki przed karą. Do wyliczenia kary posłuży specjalny wzór, w którym pod uwagę brane są wysokość łącznego przeterminowanego zadłużenia oraz okres zwłoki. Jeśli ten sam przedsiębiorca narazi się na karę ponownie, następnym razem jej wysokość będzie wyższa o 50 proc. Jednocześnie prezes UOKiK odstąpi od wymierzenia kary, jeśli kontrolowana firma sama jest ofiarą zatorów płatniczych i wartość świadczeń, do których zapłaty obowiązany jest podmiot w danym okresie jest równa lub mniejsza od wartości świadczeń nieotrzymanych z tytułu transakcji handlowych.

– Więcej uwagi poświęconej dużym firmom i ich praktykom płatniczym to dobry krok. Z naszych badań wynika, bowiem, że firmy średnie, które najintensywniej handlują z dużymi przedsiębiorstwami, najczęściej skarżą się na opóźnione płatności od kontrahentów. Ze względu na skalę działania średnie przedsiębiorstwa (zatrudniają od 50 do 249 osób) nierzadko mogą lepiej radzić sobie z zarządzeniem problemem niż mniejsze firmy, gdzie już brak jednej czy dwóch sporych płatności może sprawić, że firma stanie na skraju bankructwa. Ale jeśli średnim przedsiębiorstwom pieniądze za usługi towary szybciej wpłyną na konto, to jest szansa, że przełoży się to również na poprawę ich płatności wobec własnych mniejszych dostawców – mówi Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor.

Brak płatności od kontrahenta równa się brak podatku

Projekt wprowadza też „ulgę” na złe długi w podatkach PIT oraz CIT, na wzór obowiązującej w VAT. Dzięki niej wierzyciel, który nie otrzyma zapłaty nie będzie musiał doliczać nieotrzymanej kwoty do podstawy opodatkowania i w efekcie zapłaci niższy podatek. Nieuczciwy dłużnik będzie natomiast zobowiązany do wliczenia nieopłaconej faktury do podstawy opodatkowania. Straci też możliwość wrzucania w koszty niezapłaconego zobowiązania. Wszystko pod warunkiem, że wierzytelność nie została uregulowana lub zbyta w ciągu 90 dni. To akurat rozwiązanie cieszy się poparciem 61 proc. badanych przez BIG InfoMonitor mikro, małych i średnich firm.

Odświeżona ustawa o terminach zapłaty, obecnie jest nieznana i nielubiana

Nowelizacja zmienia również ustawę o terminach zapłaty w transakcjach handlowych, m.in. podwyższa o 2 pkt. proc. wysokość odsetek ustawowych, a rekompensatę za koszty odzyskiwania należności ustala od 40 do 100 euro, w zależności od wielkości długu (obecnie jest 40 euro). Może to wpłynąć na poprawę świadomości przedsiębiorców o istnieniu tego rodzaju przepisów. Obecnie z ustawy obowiązującej od 2013 r. korzystają nieliczni, z badań Keralla Research dla BIG InfoMonitor wynika, że mniej niż 18 proc. firm.

Połowa firm czeka na zapłatę za towar ponad dwa miesiące, najgorzej jest w transporcie i handlu 2

Źródło: Badanie Keralla Research dla BIG InfoMonitor

Niemal co dziesiąty przedsiębiorca przyznaje, że w ogóle nie wie o takiej ustawie. Ale głównym problemem przy jej zastosowaniu są jednak obawy, że obróci się to przeciwko nim. 37 proc. ankietowanych jest przekonanych, że jeśli zaczną naliczać odsetki i opłaty karne za windykację, na co pozwala ustawa, zepsują relacje z kontrahentem. Kolejnych 6 proc. już mówi o zaprzestaniu stosowania ustawy ze względu na pogorszenie współpracy z kontrahentem, a blisko 12 proc. badanych nie wierzy w skuteczność tych rozwiązań.

Połowa firm czeka na zapłatę za towar ponad dwa miesiące, najgorzej jest w transporcie i handlu 3

Źródło: Badanie Keralla Research dla BIG InfoMonitor

– Wszystko dlatego, że przedsiębiorcy koncentrują się na utrzymaniu dobrych stosunków z partnerami biznesowymi od których zależą ich zamówienia i boją się upominać o pieniądze. Gdy pojawiają się kłopoty z płatnością, tylko jedna na dziewięć firm decyduje się na reakcję. Pozostałe biernie czekają na przelew. Te odpowiedzi najlepiej pokazują, że szansę na poprawę sytuacji dają wyłącznie motywujące do solidności płatniczej działania organów państwa. Zaproponowane zmiany można ocenić pozytywnie, ale niezwykle ważne jest, jak przepisy będą funkcjonowały w praktyce – podsumowuje Sławomir Grzelczak.

*Badanie „Skaner MSP, wśród mikro, małych i średnich firm”. przeprowadzone przez Instytut Badań i Rozwiązań B2B Keralla Research, na próbie 500 firm sprzedających z odroczonym terminem płatności, techniką wywiadów telefonicznych, kwiecień  2019 r.

Polska niekwestionowanym liderem regionu pod względem wolumenu powierzchni magazynowej

Polska pozostaje niekwestionowanym liderem pod względem istniejącej powierzchni magazynowej w krajach Europy Środkowo-Wschodniej. Nasze zasoby całkowitej powierzchni przemysłowo-logistycznej przekroczyły w pierwszym kwartale bieżącego roku 16 mln mkw. – podają eksperci CBRE w najnowszym raporcie „Poland Market Outlook 2019”. Oznacza to aż 17% wzrost w stosunku do tego samego okresu w roku poprzednim.

Dobre wieści na start

Rok 2019 rozpoczął się na rynku przemysłowo-logistycznym bardzo dobrze i nic nie wskazuje na to by miało się to zmienić. Mimo oddawanych do użytku setek tysięcy mkw. co kwartał, powierzchnia magazynowa w budowie utrzymuje się na niezwykle wysokim poziomie. Największym regionem pozostaje Warszawa i jej okolice, które łącznie stanowią około 25% całkowitej podaży krajowej, czyli niemal 4 mln mkw. W budowie pozostaje 2,14 mln mkw., z czego najwięcej nowej powierzchni, bo aż 570 tys. m kw., powstaje w regionie Górnego Śląska.

Beata Hryniewska
Beata Hryniewska

-– Polski rynek magazynowy przeżywa większe niż kiedykolwiek zainteresowanie ze strony inwestorów. W samym ubiegłym roku wolumen transakcji inwestycyjnych na rynku powierzchni magazynowych w kraju był wyższy niż np. w Czechach, Belgii, Włoszech, Hiszpanii czy Szwecji. Co więcej, biorąc pod uwagę dwukrotny wzrost wolumenu w 2018 r., wiele wskazuje na to, że wysoki poziom inwestycji w tym sektorze utrzyma się także w 2019 r. – mówi Beata Hryniewska, Dyrektor Działu Powierzchni Magazynowych i Logistyki CBRE.

Nowe umowy i projekty build-to-suit

Wedle raportu CBRE „Poland Market Outlook 2019”, przy rosnącej w szybkim tempie podaży, wskaźnik pustostanów utrzymał się na koniec pierwszego kwartału 2019 r. na stosunkowo niskim poziomie średnio 5,5%. Natomiast odnotowany popyt na powierzchnie magazynowe wyniósł prawie 990 tys. mkw. i pozostał wysoki, jednak okazał się o 22% niższy niż w tym samym rekordowym okresie w roku poprzednim. Prym wiodły nowe umowy i projekty build-to-suit, stanowiąc w sumie około 63% całkowitego popytu. Eksperci CBRE przewidują, że w najbliższych miesiącach duże zainteresowanie powierzchniami przemysłowo-logistycznymi będzie się utrzymywać. Zmieniające się nawyki konsumenckie Polaków i coraz większe przekonanie do zakupów e-commerce i omnicommerce pozwala przypuszczać, że sektor powierzchni magazynowych, a wraz z nim rynek usług logistycznych będzie nadal rozwijać się w szybkim tempie.

W poszukiwaniu alternatywnych lokalizacji

Ze względu na zauważalne obecnie powolne nasycanie się większych regionów magazynowych, jak np. Warszawy, Poznania lub Polski Centralnej, najemcy poszukują alternatywnych lokalizacji, gdzie nadal dostępna jest siła robocza. Przy spadającej wciąż stopie bezrobocia w Polsce (5,9% na koniec marca 2019 r.), jest to jeden z kluczowych czynników przy decyzji o ulokowaniu centrum dystrybucyjnego lub zakładu produkcyjnego.

Sprzedawcy Amazona mają problem z rozliczaniem podatku VAT

Amazon to spółka akcyjna, która prowadzi największy na świecie sklep internetowy będący platformą sprzedażową dla kupujących i sprzedawców z całego świata. Nic dziwnego, że tak rozwinięta baza potencjalnych klientów przyciąga przedsiębiorców z branży e-commerce, jak magnes. Niestety sprzedawcy mają poważny problem z rozliczaniem podatku VAT od zrealizowanych transakcji.

Na czym polega sprzedaż na Amazonie?

Głównymi stronami transakcji realizowanych przez platformę Amazon wbrew pozorom nie są sprzedawca i klient, ale sprzedawca i Amazon. W uproszczeniu współpraca odbywa się według następującego schematu:

  • Sprzedawca wystawia swoje produkty na platformie.
  • Następnie wysyła je do magazynów Amazona zlokalizowanych na terytorium Polski lub innego państwa.
  • Towary sprzedawcy pozostają w magazynach do czasu ich zakupu przez zainteresowanych klientów.
  • W tym momencie aktualizuje się obowiązek Amazona do wysyłki towaru na adres podany przez kupującego.
  • W razie zaistnienia jakichkolwiek problemów po stronie kupującego Amazon bierze na siebie obsługę klienta (w tym procedurę zwrotu produktu).

Sprzedaż produktów na Amazonie stanowi dla sprzedawców znaczne ułatwienie, jeśli myślą o wyjściu ze swoją ofertą poza granice kraju. Takie rozwiązanie eliminuje problem tworzenia struktur sklepu za granicą, jego promocji, generowania klientów i zyskania wiarygodności w ich oczach, a także problemy logistyczne związane z wysyłką towarów oraz obsługą klienta i zwrotów.

Jak jest opodatkowana sprzedaż na Amazon, a jak być powinna?

Na gruncie przepisów podatkowych korzystanie z usług giganta e-commerce, jakim jest Amazon, nie powinno generować żadnych problemów. Skoro formalnym kontrahentem polskich przedsiębiorców jest oddział Amazona zlokalizowany w innym państwie członkowskim Unii Europejskiej, wysłanie produktów do jej magazynów powinno zostać uznane za wewnątrzwspólnotową dostawę towarów. A co za tym idzie, takie transakcje teoretycznie powinny zostać opodatkowane zerową stawką podatku od towarów i usług, ponieważ obowiązek odprowadzenia jego kwoty spoczywa na nabywcy, czyli w tym przypadku na spółce Amazon.

Tak wygląda teoria, natomiast praktyka dowodzi czegoś zupełnie innego.

Rozliczenie kwoty należnego podatku odbywa się na podstawie wystawionej przez Amazon faktury. Ta z kolei zawiera takie informacje, jak: cena euro produktu, zerowa stawka podatku VAT oraz numer identyfikacji podatkowej nadany na terytorium Polski. Natomiast zgodnie z art. 42 ust. 1 punkt 1 ustawy o podatku od towarów i usług stawka w wysokości 0% przysługuje jedynie tym sprzedawcom, którym nabywca poda właściwy i ważny numer identyfikacji podatkowej ustanowiony dla transakcji wewnątrzwspólnotowych, nadany przez państwo, w którym ma siedzibę.

W związku z powyższym podanie na fakturze dwóch numerów identyfikacji podatkowej nadanych w tym samym państwie (w tym przypadku w Polsce) będzie skutkowało uznaniem transakcji za zwykłą dostawę krajową oraz obciążeniem jej podatkiem VAT w wysokości 23%.

Wysyłka towarów do magazynów w Polsce

Co, jeśli przedsiębiorca postanowi wysłać towary do magazynu zlokalizowanego w Polsce? W tym przypadku istnieją dwa scenariusze.

Według pierwszego z nich Amazon wystawi fakturę, na której widnieć będzie numer identyfikacji podatkowej nadany w Polsce. Wówczas sytuacja prezentuje się analogicznie jak w przypadku wysyłki towarów za granicę, tj. na fakturze będą widniały dwa numery nadane na terytorium tego samego państwa (w tym przypadku Polski).

Według drugiego scenariusza Amazon wystawi fakturę z numerem identyfikacji podatkowej nadanym na terytorium Niemiec – siedziby spółki. Wówczas przedsiębiorca dokonujący transakcji będzie mógł skorzystać z zerowej stawki podatku VAT.

Jak uniknąć wyższej stawki podatku przy wysyłce towarów za granicę?

Firmy próbujące swoich sił w sprzedaży za pośrednictwem Amazona nie powinny rezygnować z walki o niższą stawkę opodatkowania ich transakcji. W tym przypadku istnieją dwa rozwiązania.

Po pierwsze sprzedawcy mogą próbować porozumieć się z konsultantami Amazona, aby przekonać ich do podania zagranicznego numeru identyfikacji podatkowej koncernu. W praktyce nie jest to jednak takie proste, wymaga cierpliwości oraz stalowych nerwów. Ostateczne rozwiązanie nie jest pewne i zależy od nastawienia pracowników koncernu. Poza tym przekonanie ich do zamieszczenia zagranicznego numeru identyfikacji na fakturze nie oznacza automatycznie, że zostanie naniesiony także na przyszłe faktury.

Po drugie w przypadku ewentualnego sporu z fiskusem warto spróbować wytłumaczyć istotę problemu oraz zasygnalizować, że umieszczenie na fakturze niewłaściwego numeru identyfikacji podatkowej stanowi wyłącznie błąd formalny. W tym przypadku należy zaznaczyć, że sprzedawca dopełnił pozostałych warunków o charakterze materialnym, w tym ten najważniejszy, czyli dostawę towaru za granicę. Pomocne może okazać się orzeczenie Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej (wyrok z 15 września 2016 r., sygn. akt C-518/14), w którym sąd potwierdził, że błędy formalne (np. w postaci braku NIP-u na fakturze) są mniej istotne niż spełnienie pozostałych warunków o charakterze materialnym.

Sprzedawcy mogą także ubiegać się o zmianę charakteru współpracy z Amazonem, tj. przekształcenia z nabywania towarów przez koncern na jedynie ich udostępnianie w swoich magazynach. W takim wypadku sprzedaż będzie rozliczana w kraju aż do wyczerpania obowiązującego limitu wartości sprzedanych towarów. Ponadto sprzedawcy mogą dokonać transakcji z Amazonem już po przewiezieniu towaru za granicę. To wymaga jednak od nich rejestracji jako podatnik VAT w danym państwie.

Dlaczego sprzedawcy tracą na wyższym podatku VAT?

Rozliczanie transakcji sprzedaży na podstawie wyższej stawki VAT oznacza dla sprzedawców poważne ograniczenie możliwości zwiększania atrakcyjności swojej oferty poprzez konkurowanie ceną. Wyższy podatek wiąże się ze znacznym zmniejszeniem opłacalności podejmowania takich działań. W konsekwencji może okazać się, że wyjście z ofertą produktową poza granice kraju przestaje prezentować się lukratywnie.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Legalność uzyskania dowodów w postępowaniu podatkowym

Nie można obarczyć podatnika odpowiedzialnością za zobowiązanie podatkowe, jeżeli kluczowe dowody w sprawie, świadczące o jego odpowiedzialności, pozyskano w sposób nielegalny, tj. sprzeczny z obowiązującym prawem. Tak właśnie stwierdził Naczelny Sąd Administracyjny w wyroku z 7 lutego 2019 r. (sygn. akt I FSK 1860/17). Po kilkuletniej batalii wreszcie wydano orzeczenie, które stanie się kluczowe dla niejednego podatnika.

Sprawa karuzeli podatkowej

W 2015 r. Dyrektor Urzędu Kontroli Skarbowej zakwestionował pewnej spółce podatek naliczony z faktur wystawionych przez różne podmioty gospodarcze. Organ pierwszej instancji uznał, że kontrolowana spółka świadomie uczestniczyła w procederze karuzeli podatkowej, skupiającym się na wyłudzaniu podatku od towarów i usług w obrocie artykułami elektronicznymi. Organ skarbowy przyjął, że otrzymane przez kontrolowaną spółkę faktury nie dokumentowały rzeczywistych transakcji. W konsekwencji działanie spółki uznał za dążące do osiągnięcia korzyści z tytułu podatku VAT. Z tego względu Dyrektor Urzędu Kontroli Skarbowej na podstawie art. 108 ust. 1 ustawy o VAT obarczył kontrolowaną spółkę odpowiedzialnością za skutki wystawienia fikcyjnych faktur. Ta nie zaakceptowała jednak stanowiska organu i odwołała się do Dyrektora Izby Skarbowej. Organ drugiej instancji przyznał jednak rację swojemu poprzednikowi.

Dalszy ciąg batalii przed sądem

Dalej sprawa trafiła do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego. Spółka zarzuciła organom skarbowym między innymi bezzasadne pozbawienie podatnika prawa do obniżenia podatku należnego o kwotę podatku naliczonego oraz prawa do zwrotu różnicy podatku. Poza tym wniosła o dokonanie oceny zgodności z przepisami Ordynacji podatkowej oraz art. 51 ust. 3 Konstytucji RP postanowienia organu skarbowego w części, którą organ włączył do materiału dowodowego sprawy materiały otrzymane z Prokuratury Okręgowej, których jawność została wyłączona dla kontrolowanej spółki, jako strony postępowania podatkowego. Wojewódzki Sąd Administracyjny, rozpatrując sprawę, przyznał rację kontrolowanej spółce. Sąd uznał, że organy skarbowe dopuściły się licznych uchybień, przez co konieczne stało się ponowne przeprowadzenie postępowania dowodowego. W ocenie WSA organy skarbowe całą swoją argumentację zbudowały na globalnej ocenie celu i rezultatów poszczególnych łańcuchów transakcji, a nie na analizie cech każdej z nich. W konsekwencji przyjęły błędne założenie, iż dopuszczalna jest zbiorowa odpowiedzialność podmiotów uczestniczących w łańcuchu dostaw.

Zagadnienie prawne

Ostatecznie sprawa została zaskarżona do Naczelnego Sądu Administracyjnego. Ten z kolei odroczył postępowanie w sprawie i przedstawił do rozstrzygnięcia składowi siedmiu sędziów zagadnienie prawne: „Czy w świetle art. 180 § 1 i art. 181 w zw. z art. 123 § 1 Ordynacji podatkowej oraz wyroku TSUE z 17 grudnia 2015 r. w sprawie C – 419/14, w stanie prawnym obowiązującym od 15 kwietnia 2016 r. organy podatkowe mogą wykorzystywać jako dowód w postępowaniu podatkowym przekazane przez Prokuraturę protokoły (stenogramy) z podsłuchów rozmów, przeprowadzonych przez uprawnione do tego organy, bez stosownego potwierdzenia, że zostały uzyskane zgodnie z prawem i bez dołączonych do nich nagrań?”. Siedmioosobowy skład odmówił jednak podjęcia uchwały.

Rozstrzygnięcie NSA

Naczelny Sąd Administracyjny musiał zatem samodzielnie rozwiązać sprawę. Orzekł, że za nietrafiony należy uznać pogląd, zgodnie z którym organy podatkowe są zwolnione od oceny legalności materiału dowodowego uzyskanego w wyniku czynności operacyjnych, przekazywanego im przez prokuraturę i organy ścigania. W świetle wyroku TSUE z 17 grudnia 2015 r. (sygn. C – 419/14) i nowszego orzeczenia TSUE z 17 stycznia 2019 r. (sygn. C – 310/16), oceniając materiał dowodowy, należy przede wszystkim mieć na względzie zasady legalności i praworządności. Nie koliduje to przy tym z zasadą wyrażoną w art. 180 § 1 Ordynacji podatkowej, zgodnie z którą jako dowód należy dopuścić wszystko to, co może przyczynić się do wyjaśnienia sprawy, a nie jest sprzeczne z prawem. W omawianej sprawie niezbędne było zatem zbadanie, czy materiał dowodowy pozyskany w sprawie został uzyskany zgodnie z formalnymi wymogami wynikającymi z odrębnych przepisów, a w szczególności, czy zastosowanie danej techniki operacyjnej odbyło się w sprawach, w których ta technika mogła być zastosowana, oraz czy odbyło się to pod kontrolą sądu powszechnego.

Obowiązek badania legalności dowodów

Organy skarbowe są zobowiązane do badania legalności dowodów zebranych w toku innych postępowań. Jeżeli zaniechają wykonania tego obowiązku, podatnik może zakwestionować orzeczenie wydane w oparciu o dowody zdobyte nielegalnie lub takie, których legalności nie zweryfikowano. Dodatkowo, jeżeli materiał pozyskany z prokuratury lub od innych organów okaże się nieprecyzyjny i niewystarczający, organy administracji mogą zwrócić się do tych podmiotów o nadesłanie chociażby cyfrowych nośników z zapisanymi rozmowami, które posłużą im do przeprowadzenia własnych oględzin i sporządzenia protokołu z ich odtworzenia. Rzecz w tym, aby organ administracji dysponował materiałem, który pozwoli mu na samodzielną ocenę jego legalności.

Prawo do obrony

Co również istotne, dowody, które pozyskano z uchybieniem procedury, nie tracą od razu waloru dowodu. Waga tych uchybień i ich znaczenie dla prawidłowości postępowania powinny jednak zostać starannie rozważone przez organy skarbowe. Dodatkowo w kontekście materiału dowodowego w postaci nagrań i podsłuchów, należy podkreślić, że organy podatkowe powinny dokonać kontroli materiału w trybie art. 187 § 1 Ordynacji podatkowej. Nie jest to jednak jednoznaczne z tym, iż mają kompetencje do dokonywania samodzielnej oceny legalności stosowania określonych technik operacyjnych. Istotne jest też zweryfikowanie, czy, mając na względzie zasadę poszanowania prawa do obrony, podatnik mógł zapoznać się ze zgromadzonymi w sprawie dowodami i wyrazić swoje stanowisko w tym przedmiocie.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

7855 rejestracji w tydzień – nietypowe domeny podbijają świat

35590 to liczba nowych domen z nietypowymi rozszerzeniami, które zostały zarejestrowane  w Polsce do 2 lutego bieżącego roku. Do najpopularniejszych rozszerzeń należą: .online, .xyz, .ovh, .site, .cloud, .app, .shop, .tech, .club oraz .art. Na całym świecie w tym samym czasie zrejestrowano łącznie 26 174 559 nietypowych domen, a do najpopularniejszych należą: .top, .xyz, .loan, .club, .online, .site, .vip, .icu, .shop oraz .work. Tylko w ostatnim tygodniu zarejestrowano na świece aż 7855 takich domen.

Nowe domeny z nietypowymi rozszerzeniami (tzw. „new gTLD” – „generic top-level domains”) pojawiły się w świecie internetu od 2014 roku. Było to 2 lata po tym, kiedy to ICANN – organizacja odpowiadająca za przyznawanie nazw domen internetowych, ustalanie ich struktury oraz za ogólny nadzór nad działaniem serwerów DNS na całym świecie – dopuściła taką możliwość dla wszystkich zainteresowanych firm. Wcześniej w internecie funkcjonowało zaledwie 22 domeny gTLD (jak .com, .info czy .travel).

„Aby zarejestrować nowe rozszerzenie domeny, firmy – chcące później oferować to rozszerzenie na rynku – muszą uiścić opłatę weryfikacyjną do ICANN w wysokości 185 tys. dolarów, a także cokwartalną opłatę. Wedle danych ICANN z końca kwietnia br., do tego czasu złożono łącznie 1930 wniosków o rejestrację nowych rozszerzeń domen. Jak łatwo policzyć, dało to ICANN ponad 357 milionów dolarów przychodów z samej opłaty weryfikacyjnej, co ewidentnie świadczy o wielkim sukcesie programu” – mówi Elżbieta Kornaś, Brand Director w serwisie Domeny.pl, który wyspecjalizował się w umożliwianiu użytkownikom rejestracji nietypowych domen z całego świata.

Zdaniem przedstawicielki Domeny.pl, patrząc na liczbę zarejestrowanych do tej pory nietypowych domen, program okazał się także dużym sukcesem dla rejestratorów, którzy podjęli ryzyko i zdecydowali się zaoferować swoje rozszerzenie użytkownikom internetu. Jak podkreśla Elżbieta Kornaś, pojawienie się nowych domen wynikało jednak nie tylko z chęci zarobienia. Powodem było również to, że wiele domen z popularnymi rozszerzeniami po prostu było zajętych.

„Dodatkowo nowe domeny zaoferowały zupełnie nowe możliwości, pozwalając ściśle utożsamić adres internetowy z profilem działania firmy, a także umożliwiły lepsze pozycjonowanie w wyszukiwarkach internetowych. Dobrym przykładem są takie rozszerzenia, jak .bar czy .pizza dla działalności gastronomicznej, .sport dla sklepów sportowych, .school dla szkół, .bank dla banków, czy .cloud, .app, .tech czy .shop dla start-upów technologicznych i sklepów internetowych” – mówi Elżbieta Kornaś.

Sukces domen nTLD powoduje wchodzenie na rynek kolejnych, jak np. niedawno zarejestrowane przez Google rozszerzenie .dev. Według danych Domeny.pl, w ciągu zaledwie dwóch miesięcy od pojawienia się rozszerzenia .dev na globalnym rynku zarejestrowano 129 424 domen z tą końcówką. Podobnie na świecie szybko zyskują na popularności inne nowe rozszerzenia, jak np. .page (14454 rejestracji) czy sport (8743 rejestracji).

„Dzięki nowym rozszerzeniom można stworzyć bardzo atrakcyjne adresy, które potrafią osiągać na rynku wtórnym ceny niewiele niższe niż te z końcówką .com. Przykładowo za adres casino.online w 2018 roku zapłacono 510 tys. dolarów! Pokazuje to potencjał, jaki drzemie w nowych domenach” – podsumowuje Elżbieta Kornaś z Domeny.pl

GPW Benchmark centrum kompetencyjnym w zakresie zarządzania indeksami giełdowymi

  • GPW Benchmark jeszcze w tym roku zostanie administratorem indeksów giełdowych z Głównego Rynku, NewConnect oraz TBSP, w tym m.in.: WIG20, mWIG40 oraz sWIG80
  • Przejęcie administrowania indeksami jest związane z dostosowaniem się do wymogów Rozporządzenia PE i RE (UE) ws. wskaźników referencyjnych
  • Rozwój centrum kompetencyjnego w zakresie indeksów i wskaźników wpisuje się w strategię GK GPW

Zmiana zasad organizacji procesów zarządzania indeksami giełdowymi jest wynikiem obowiązującego od początku 2018 roku rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/1011 z dnia 8 czerwca 2016 r. w sprawie indeksów stosowanych jako wskaźniki referencyjne w instrumentach finansowych i umowach finansowych lub do pomiaru wyników funduszy inwestycyjnych (tzw. BMR). W szczególności proces ten wiąże się z zapewnieniem odpowiednich ram funkcjonowania procesu kalkulacji indeksów, zgodnych z wymogami tego rozporządzenia, przejrzystości oraz zgodności procesów dotyczących kalkulacji indeksów od momentu gromadzenia danych wejściowych do publikacji indeksu.

GK GPW przeprowadziła szczegółowe analizy, dotyczące dostosowania się do wymogów rozporządzania BMR, w wyniku których została podjęta decyzja o przeniesieniu realizacji procesu kalkulacji indeksów akcji oraz obligacji do GPW Benchmark S.A. GPW Benchmark S.A. została powołana w 2017 roku, jako centrum kompetencyjne w zakresie opracowywania indeksów i wskaźników referencyjnych, co jest zbieżne z założeniami strategii Grupy Kapitałowej, która zakłada zwiększanie oferty w zakresie  sprzedaży produktów informacyjnych. Obecnie GPW Benchmark odpowiada za administrację stawkami referencyjnymi WIBID i WIBOR, w przypadku których realizowane są zaawansowane prace mające na celu dostosowanie ich do wymogów BMR.

– Przeniesienie kontroli nad indeksami rynku kapitałowego takimi jak WIG, WIG20, mWIG40, sWIG80, TBSP.Index jest naturalną konsekwencją naszych dotychczasowych działań wynikających z założeń zaktualizowanej strategii #GPW2022, której jednym z elementów jest integracja kompetencji w ramach poszczególnych spółek Grupy Kapitałowej. GPW Benchmark po przejęciu organizacji fixingu stawek referencyjnych rozszerza swój zakres działalności o administrowanie indeksami rynku kapitałowego – mówi Jacek Fotek, Wiceprezes GPW.

W ramach GK GPW prowadzone są  prace związane z wyodrębnieniem i przejęciem przez GPW Benchmark procesów administrowania indeksami giełdowymi.  Przygotowywany jest także wniosek do Komisji Nadzoru Finansowego w celu uzyskania zezwolenia na pełnienie funkcji administratora. Zgodnie z przyjętym harmonogramem GPW Benchmark planuje przejąć operacyjnie funkcję administratora do końca 2019 r.

GPW Benchmark przejmie administrowanie wszystkimi 40 indeksami GPW, w tym najważniejszymi wskaźnikami: WIG20, mWIG40, sWIG80 i NCIndex oraz indeksem TBSP.Index (obecnie właścicielem jest BondSpot). Dostosowanie do wymogów BMR pozwoli na optymalizację procesów związanych z opracowywaniem i zarządzaniem indeksami, zapewniając ich wysoką jakość, nadzór nad metodą kalkulacji oraz przejrzystość i dostępność danych dla inwestorów.

– Stworzyliśmy odpowiednią strukturę, zaplecze merytoryczne i rodzime rozwiązania, co pozwoli w pełni przejąć odpowiedzialność przez GPW Benchmark za obliczanie i publikację indeksów giełdowych. W najbliższym czasie złożymy stosowny wniosek do Komisji Nadzoru Finansowego. Wydania zgody spodziewamy się na jesieni, a pod koniec roku planujemy przejęcie administrowania indeksami giełdowymi – mówi Zbigniew Minda, Prezes GPW Benchmark.

Połączenie kompetencji w zakresie wskaźników referencyjnych w ramach spółek z jednej grupy kapitałowej jest europejskim trendem. Na takich samych zasadach działają w ramach struktur giełdowych specjalistyczne podmioty w Niemczech (STOXX) oraz Wielkiej Brytanii (FTSE Russell, IBA).

Beyond Meat – Grupa kapitałowa Wejcherta i Żaka odnosi kolejny sukces

W Ameryce od dziesięciu lat nie było tak udanego debiutu na giełdzie jak firmy Beyond Meat Inc. Akcje kalifornijskiej firmy z branży gastronomicznej wzrosły trzykrotnie w ciągu pierwszego dnia notowań pokazując, że inwestorzy wierzą w nowy trend zdrowego odżywiania. Sukces ten miał swój polski akcent. Beyond Meat inc od kilku lat wspierali nie tylko Leonardo DiCaprio czy założyciel Microsoft – sam Bill Gates. Akcjonariuszami amerykańskiej firmy, o której jeszcze kilka lat temu nie było słychać, była spółka z grupy Dirlango, należącej do Łukasza Wejcherta i Macieja Żaka.Beyond Meat – Grupa kapitałowa Wejcherta i Żaka odnosi kolejny sukces

Debiut Beyond Meat Inc. to kolejna udana inwestycja polskiego duetu. Polityka inwestycyjna holdingu Dirlango, skoncentrowana jest na inwestycjach w spółki nowych technologii zarówno w Polsce jak i za granicą, przy czym inwestycje zagraniczne dokonywane są wspólnie z renomowanymi partnerami w postaci globalnych funduszy VC.

Łukasz Wejchert
Łukasz Wejchert

– Naszym celem jest udział w dynamicznie rozwijającym się segmencie nowoczesnych technologii, zaś naszym atutem jest dostęp do mało znanych firm o dużym potencjale i wskaźniku rentowności na wczesnym etapie rozwoju. Beyond Meat Inc. jest tego najlepszym przykładem – przyznaje Łukasz Wejchert.

Kontakty to biznes. Polskiemu duetowi niewątpliwie sprzyja szczęście patrząc na listę inwestorów, którzy zdecydowali zainwestować w firmę Boyond Meat we wstępnej fazie. Obok wymienionych wcześniej byli to Biz Stone – współzałożyciel Twittera, Don Thomson – były dyrektor sieci McDonald’s, sportowcy Lindsley Vonn, Shaquille O’Neal, muzyk Snoop Dogg czy znane w USA sieci Tyson Food i The Humane Society.

Beyond Meat Inc. to kolejny sukces – po amerykańskim Wish wycenianym na 3,5 mld USD – duetu Łukasza Wejcherta i Macieja Żaka, którzy pokazują, jak wykorzystać 20-letnie doświadczenie oraz osobiste kontakty na międzynarodowym rynku funduszy VC/ PE.

– Nasza skala inwestycji w te podmioty jest umiarkowana jak na standardy światowe. Liczą się jednak wypracowane przez lata kontakty, pozwalające na dostęp do pierwszych rund finansowania takich podmiotów. – realnie ocenia Maciej Żak.

A historia Beyod Meat Inc. była podobna (choć na mniejszą skalę), do inwestycji grupy Dirlango w Wish. Założona w 2009 roku jako producent białkowych substytutów mięsa, Beyond Meat wykorzystała zmieniające się trendy żywieniowe w USA i rosnące zainteresowanie konsumentów alternatywnymi produktami bazującymi na roślinach. Popularność wśród wegan oraz wegetarian sprawiła, że w ciągu zaledwie kilku lat firma ta wyrosła na partnera i dostawcę takich gigantów sieci restauracyjnych jak TGI Friday’s i Del Taco, które dostosowują swoją ofertę do zmieniających się gustów konsumentów. W konsekwencji firma, która wyceniana była podczas rund finansowania na 1,5 mld USD sprawiła miłą niespodziankę osiągając pierwszego dnia notowań na NASDAQ ceną 3,38 mld USD.

Aktualnie środki na dokonywanie inwestycji w spółki technologiczne niedostępne jeszcze na rynkach giełdowych, holding Dirlango pozyskał od założycieli oraz od niewielkiej, aczkolwiek wciąż rosnącej grupy inwestorów indywidualnych. W planach jest pozyskanie do 150 mln zł. Partnerem Łukasza Wejcherta w inwestycji jest IPOPEMA.

– Mamy świadomość, że w Polsce jest wiele zamożnych osób, które po sprzedaży firm chcą inwestować w spółki technologiczne. Ale to nie zawsze wychodzi, gdyż niezbędna jest odpowiednia wiedza, zaplecze analityczne i dostęp do rynków. My to chcemy zaoferować. – podkreśla Łukasz Wejchert.

Czy najem mieszkania może być tańszy od jego zakupu? Okazuje się, że tak

Wprawdzie kredyty hipoteczne są rekordowo tanie, mimo to decyzję o zakupie mieszkania warto podejmować z kalkulatorem w ręku. Może się bowiem okazać, że w niektórych przypadkach koszty najmu mieszkania są niższe.

Z najnowszego raportu Expandera i Rentier.io wynika, że zakup mieszkania za kredyt generalnie jest opcją tańszą od najmu. Autorzy raportu zwracają przy tym uwagę, że przez ostatni rok przeciętnie aż o 13% wzrosły koszty najmu dużych mieszkań w Bydgoszczy, zaś małych mieszkań w Łodzi – o 12%. Z kolei średnie mieszkania w Białymstoku i Toruniu podrożały o 10%.

dr Anton Bubiel, prezes zarządu Rentier.io
dr Anton Bubiel, prezes zarządu Rentier.io

Miast, w których najem mieszkań staniał było niewiele i w większości przypadków obniżka była minimalna. Jedynym, o którym warto wspomnieć jest spadek o 5% w przypadku dużych mieszkań w Lublinie – mówi Anton Bubiel z Rentier.io.

Dynamiczny wzrost kosztów najmu

Jarosław Sadowski Główny Analityk Expander Advisor
Jarosław Sadowski
Główny Analityk Expander Advisor

W przypadku małych mieszkań w Łodzi i średnich w Sosnowcu, koszt najmu jest aż o ok. 70% wyższy niż rata kredytu zaciąganego na zakup podobnego mieszkania – zauważa Jarosław Sadowski z Expandera. I radzi, gdy tylko jest to możliwe, przeniesienie się do własnego mieszkania.

Mało tego, jak podaje Narodowy Bank Polski w raporcie za IV kw. 2018 r., w największych aglomeracjach inwestycja w mieszkanie na wynajem daje taki zysk, że opłaca się pożyczyć od banku pieniądze na ten cel, bo czynsz spłaca kredyt.

Dodajmy, że – według Expandera i Rentier.io – rentowność inwestycji w małe i średnie mieszkanie na wynajem wynosi średnio ok. 7%, a w przypadku dużych mieszkań – ok. 6% brutto, czyli przed opodatkowaniem. Założono, że mieszkanie jest wynajmowane przez cały rok, a kupiono je w całości za gotówkę. Nie uwzględniono też m.in. kosztów napraw i remontów.

Zakup mieszkania nie dla każdego

Problem w tym, że nie każdy może sobie pozwolić na zakup mieszkania.

Choć oprocentowanie kredytów jest rekordowo niskie, to nie oznacza, że są one powszechnie dostępne. Np. banki wymagają od kredytobiorców co najmniej 10% wkładu własnego, co w przypadku wielu młodych ludzi jest barierą nie do przejścia  – mówi Rafał Malik, dyrektor biura zarządzania najmem Funduszu Mieszkań na Wynajem, który posiada ponad 1,8 tys. mieszkań w Gdańsku, Katowicach, Krakowie, Poznaniu, Warszawie i Wrocławiu.

Rafał Malik zwraca też uwagę, że rośnie grupa Polaków, którzy nie chcą się zadłużać na 20-30 lat, bo wtedy dużo łatwiej jest podejmować wiele życiowych decyzji, m.in. w kwestii migracji czy zmiany pracy. Ponadto w niektórych przypadkach koszty najmu mogą być niższe od zakupu. Np. ze względu na koszty transakcyjne nie opłaca się kupować mieszkania na dwa, trzy lata, by potem je sprzedać i kupić nowe (większe lub w innym mieście).

Rafał Malik, Fundusz Mieszkań na Wynajem
Rafał Malik, Fundusz Mieszkań na Wynajem

Na zakup mieszkania raczej nie powinni się więc decydować ci, którzy nie mają jeszcze ustabilizowanej sytuacji rodzinnej i zawodowej – radzi Rafał Malik. I opowiada o klientce Funduszu Mieszkań na Wynajem, która dostała na rok pracę w Poznaniu, więc najęła tam mieszkanie. Po roku przeniosła się na 2 lata do Gdańska, gdzie również skorzystała z oferty Funduszu.

Mamy coraz więcej takich klientów, którzy pracują projektowo i przenoszą się z miasta do miasta – mówi Rafał Malik.

Wybór nie taki oczywisty

O tym, że decyzję o zakupie mieszkania trzeba podejmować z kalkulatorem w ręku może świadczyć przykład trzypokojowego, 52-metrowego mieszkania przy ul. Powązkowskiej na warszawskim Żoliborzu. Fundusz Mieszkań na Wynajem oferuje je w standardzie „pod klucz”, czyli kuchnia i łazienka są wyposażone w meble i sprzęt AGD, zaś w przedpokoju są szafy ubraniowe. Miesięczny koszt najmu wynosi 2,4 tys. zł plus tzw. opłaty licznikowe, czyli m.in. za wodę i prąd.

Ale ile może kosztować zakup podobnego mieszkania za kredyt? W jednym z serwisów ogłoszeniowych znaleźliśmy w tej okolicy 54-metrowe mieszkanie w cenie blisko 590 tys. zł (niespełna 11 tys. zł za m kw.). Żeby dostać w banku kredyt trzeba jednak dysponować kwotą co najmniej 59 tys. zł. Miesięczna rata spłaty 25-letniego kredytu w wysokości 531 tys. zł wyniesie zaś co najmniej 2,7 tys. zł, a w niektórych bankach przekroczy 3 tys. zł.

Oczywiście część tej raty stanowi spłata kapitału, który buduje majątek nabywcy. Z drugiej jednak strony, jego wydatki na tym się nie kończą. Musi bowiem ponieść przynajmniej część kosztów transakcji oraz wyposażyć mieszkanie. Do tego dochodzą opłaty administracyjne w wysokości kilkuset złotych plus opłaty licznikowe.
Dla części kupujących mieszkania argumentem za własnością jest większe poczucie stabilizacji. Ale obecnie daje je już także najem. Np. w mieszkaniach Funduszu Mieszkań na Wynajem najemca może mieszkać tak długo, jak zechce. Wynajmujący daje mu też możliwość zameldowania się.

Bilans 15 lat Polski w Unii Europejskiej

Od 2003 do 2017 roku Polski PKB per capita wzrósł o 81 proc., a eksport przekroczył wartość 200 mld EUR rocznie – wynika z raportu Polskiego Instytutu Ekonomicznego „15 lat Polski w Unii Europejskiej”. Dzięki wsparciu UE otrzymaliśmy środki o wartości bliskiej dwukrotności rocznego budżetu naszego kraju. Z drugiej strony otwarcie granic i zagranicznych rynków pracy spowodowało, że w 2017 r. ponad 2 mln Polaków przebywało w krajach Unii.

Niemal 16 lat temu, 7 i 8 czerwca 2003 r., ponad 13,5 miliona Polaków odpowiedziało „TAK” na pytanie: „Czy wyraża Pani/Pan zgodę na przystąpienie Rzeczypospolitej Polskiej do Unii Europejskiej?”, a niecały rok później, 1 maja 2004 r., Polska dołączyła do wspólnoty.

Wzrost gospodarczy w Polsce wyraźnie przyspieszył po wejściu do UE. Polski PKB per capita był w 2018 r. o 81 proc. wyższy niż w 2003 r. Nasza gospodarka jest jedną z najszybciej rozwijających się w Unii pod względem dynamiki wzrostu, a zarobki i poziom majątku Polaków powoli stają się porównywalne z bogatszymi krajami Europy. W perspektywie kolejnych 15 lat możemy zostać jedną z 20 największych gospodarek świata.wzrost PKB

W ramach funduszy unijnych do Polski napłynęły, bądź w najbliższym czasie napłyną, środki o łącznej wartości 164 mld EUR, czyli stanowiące prawie dwukrotność rocznego budżetu naszego kraju. Był to dla nas swoisty plan Marshalla, który pomógł w realizacji większości publicznych inwestycji infrastrukturalnych prowadzonych od 2004 r., takich jak autostrady, drogi ekspresowe czy oczyszczalnie ścieków. Dokonując bilansu obecności w Unii Europejskiej, nie możemy również zapominać o harmonizacji prawa, usprawnieniu przepływów finansowych czy likwidacji wielu barier handlowych ­– mówi Piotr Arak, dyrektor Polskiego Instytutu Ekonomicznego.

Dynamiczny rozwój handlu

Piotr Arak, prezes Polskiego Instytutu Ekonomicznego
Piotr Arak, prezes Polskiego Instytutu Ekonomicznego

Wolny, wspólny rynek sprawił, że polski eksport przekroczył wartość 200 mld EUR rocznie. W latach 2015-2017 po raz pierwszy od lat 90. XX wieku bilans handlu zagranicznego Polski był dodatni. Eksport produktów wysokiej techniki wzrósł ponad dwukrotnie: z 3,3 proc. w 2004 roku do 7,7 proc. w 2017. Z produktów o wartości 220 mld EUR wyeksportowanych w 2018 r. około 80 proc. trafiło do krajów członkowskich UE. Naszym największym partnerem handlowym pozostają Niemcy, do których polskie przedsiębiorstwa sprzedają prawie 28 proc. wartości produkcji przeznaczonej na eksport – tłumaczy Piotr Arak.hity eksportowe

Otwarte granice i wspólny rynek pracy

Ważnym krokiem dla integracji europejskiej był także 2007 r., kiedy Polska przystąpiła do układu z Schengen. W 2014 roku ¼ Polaków przyznawała, że była kiedyś w kraju spoza UE, natomiast blisko połowa (49 proc.) odwiedziła inny kraj Unii. Według badań z 2018 r. prawie co czwarty (22 proc.) studiował, pracował lub szkolił się w innym kraju wspólnoty.

Otwarcie rynku pracy rozpoczęło nową falę emigracji w historii. Po otwarciu niemieckiego rynku pracy w 2011 roku, wiodącym krajem przyciągającym Polaków stały się Niemcy.  Według danych brytyjskich w Zjednoczonym Królestwie przebywa obecnie ponad milion Polaków, kiedy w 2003 r. było ich niecałe 70 tys. Co więcej, w 2017 r. łącznie 2,1 mln naszych rodaków przebywało czasowo we wszystkich krajach Unii – podsumowuje Andrzej Kubisiak, ekspert ds. rynku pracy w Polskim Instytucie Ekonomicznym.

W Warszawie ciągle brakuje biur. Coworking rośnie w siłę

W Warszawie ciągle brakuje nowoczesnej powierzchni biurowej, i – jak wynika z badania PwC Investor Survey – sytuacja ta nie zmieni się w ciągu najbliższych lat. Prawie 5,5 miliona metrów kwadratowych powierzchni biurowych to ciągle mało, o czym najlepiej świadczy stopa pustostanów, która osiągnęła na koniec 2018 roku rekordowo niską wartość 8,7 proc. Sytuację komplikuje fakt, że prawie połowa biurowych zasobów stolicy mieści się w budynkach, które mają ponad 10, a jedna trzecia ponad 15 lat. Komfort pracy w takim środowisku już nie odpowiada oczekiwaniom większości najemców.

W 2018 roku oddano do użytku 233 tys. m kw. nowej powierzchni biurowej, która powstała w ramach 20 zrealizowanych projektów. Łączna wartość transakcji wyniosła 1,7 miliarda euro i, według Cushman & Wakefield, międzynarodowej firmy doradczej na rynku nieruchomości komercyjnych, popyt był najwyższy w historii i znacznie wyprzedził podaż. Nic dziwnego zatem, że 40 proc. powierzchni, która jest jeszcze w budowie, jest już zabezpieczone umowami najmu. To zwyczajnie dobry biznes, bo – jak wynika z kolei z raportu PwC – stopa zwrotu z inwestycji w biurowce osiąga poziom 4,5 proc.

W tym roku przybędzie kolejne 255 tys. m kw. powierzchni biurowych, ale popyt nadal przewyższa podaż z uwagi choćby na duże zainteresowanie inwestorów zagranicznych. Rośnie liczba nowych firm zainteresowanych nabyciem nieruchomości na własne potrzeby w najlepiej zlokalizowanych biurowcach klasy A. Rośnie także aktywność operatorów coworkingowych, którzy w minionym roku wynajęli łącznie ponad 100 tys. m kw. przestrzeni elastycznych. W tym roku są one w dalszym ciągu atrakcyjną alternatywą dla tradycyjnych biur, dlatego też jest już potwierdzone, że do końca 2019 roku przybędzie kolejne 50 tys. m kw. powierzchni elastycznej. Skalę  działalności zdecydowali się rozszerzyć najwięksi operatorzy: Spaces w Centrum Marszałkowska i New Work w Wola Retro; mają się też pojawić nowi, jak UMA Workspace, który planuje zająć budynek Chmielna 89. Aktywni są też mali operatorzy, którzy upodobali sobie bliską Wolę.

Bliska Wola jak Manhattan

Jak wynika z raportu Cushman & Wakefield, w Warszawie firmy najchętniej poszukują powierzchni biurowej na bliskiej Woli, przede wszystkim z uwagi na doskonałą infrastrukturę, dostęp do wszystkich środków transportu miejskiego (niebawem zostanie uruchomionych kolejnych 6 stacji II linii metra) i, co równie istotne, stawki czynszu zauważalnie niższe niż w ścisłym centrum miasta. Bliska Wola ugruntowała sobie w 2018 roku status nowego biznesowego centrum Warszawy. Od kilku lat ten rejon jest jednym z największych placów budowy w Europie, zapewniającym tysiące metrów kwadratowych nowej powierzchni biurowej. Proces ten nie zwolni co najmniej do 2022 roku. Jedną z inwestycji, która wzbogaci warszawski rynek biurowy, będzie Bliska Wola Tower.

– Bliska Wola Tower to multifunkcjonalny obiekt z powierzchniami biurowymi, mieszkalnymi, usługowymi i przestrzenią rekreacyjną. Łącznie oddanych tu będzie do użytku 380 małych biur, które idealnie nadają się dla klientów-inwestorów, zainteresowanych podnajmowaniem powierzchni coworkingowych. Biura o małych powierzchniach od 20 do 40 m kw. można w elastyczny sposób łączyć lub dzielić, dopasowywać do potrzeb małych firm, głównie z sektora usług dla biznesu, mediów i finansów, a także trudniących się dostarczaniem usług IT. Te ostatnie cieszą się największym zainteresowaniem – mówi Małgorzata Ostrowska, członek Zarządu i Dyrektor Pionu Marketingu i Sprzedaży w J.W. Construction. – Klienci chętnie wybierają naszą inwestycję również z uwagi na bogate zaplecze. Na parterze budynku zaprojektowaliśmy pasaż handlowy i dwupoziomową część gastronomiczną – łącznie 27 lokali usługowych, a w części podziemnej klub fitness i odpowiednią liczbę miejsc parkingowych. Ten kompleks wpisuje się w obecny trend „mieszkam tam gdzie pracuję”. – dodaje.

Coworking – nowoczesne środowisko pracy

Kiedyś coworking był postrzegany jako tańsza alternatywa dla biura. Dzisiaj stanowi podstawę do kształtowania nowoczesnego środowiska pracy. Możliwości jest tak samo wiele jak potrzeb. Wygodne małe pokoiki typu „small office” o powierzchni od 6 do 8 m kw., dedykowane biurko na miesiąc, „gorące” biurko na godziny… to już codzienność, zwłaszcza dla osób z młodego pokolenia. Rozwiązanie idealne dla start-upów, czy małych firm, które rozwijają innowacyjny biznes i potrzebują miejsc do kreatywnej pracy. Kiedy rosną i stają przed faktem budowania większego zespołu, biuro rośnie wraz z nimi, dzięki płynnej możliwości powiększania przestrzeni.

Ważne jest otoczenie, które stymuluje pracowników do pracy – przestrzenie biurowe, obszary wspólne, dostęp do urządzeń biurowych, efektywne łączenie coworkerów. Dodatkowym atutem jest infrastruktura, dostęp do zaplecza gastronomicznego, usługowego i rekreacyjnego, np. regularnie podawany lunch we współpracy z lokalną kawiarnią albo krótka przerwa w pracy w klubie fitness.