Wycofanie obowiązkowej matematyki z matury mogłoby mieć katastrofalne skutki. Konieczne są jednak zmiany w systemie nauczania

Wycofanie obowiązkowej matematyki z matury mogłoby mieć katastrofalne skutki. Konieczne są jednak zmiany w systemie nauczania 1

Matematyka na pewno powinna pozostać na maturze, można się zastanawiać tylko nad modyfikacją egzaminu – podkreśla Marcin Karpiński, wykładowca dydaktyki matematyki. Jak podkreśla, już kiedyś podjęto decyzję o zniesieniu matur z matematyki, a jej skutki są odczuwalne do dziś. Ostatni raport Najwyższej Izby Kontroli wskazuje, że nauczanie tego przedmiotu w szkołach pozostawia wiele do życzenia i konieczne jest m.in. wsparcie nauczycieli, monitorowanie realizacji podstawy programowej nauczania i przegląd materiałów dydaktycznych.

– Matematyka powinna pozostać na egzaminie obowiązkowym maturalnym z tego powodu, że mieliśmy już doświadczenie, gdy jej tam nie było. Było 25 roczników maturzystów, którzy nie musieli zdawać matematyki. Okazało się, że jest to na tyle demotywujące, że tylko 20 proc. maturzystów z własnej, nieprzymuszonej woli wybrało matematykę jako przedmiot maturalny – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Marcin Karpiński, wykładowca dydaktyki matematyki w Szkole Edukacji Polsko-Amerykańskiej Fundacji Wolności i Uniwersytetu Warszawskiego.

Po tym, jak w 1982 roku matematyka przestała być przedmiotem obowiązkowym na maturze, liczba studentów na kierunkach technicznych stopniowo spadała. Z danych Departamentu Analiz i Prognoz Ekonomicznych Ministerstwa Gospodarki i Pracy z 2005 roku wynikało, że pod względem odsetka słuchaczy na studiach technicznych byliśmy na szarym końcu w Europie. W Polce było to maksymalnie 20 proc. studentów, dla porównania w Niemczech i Czechach było ich 30 proc., a w Finlandii – 37 proc. Skutkiem braku matematyki na maturze był również coraz słabszy poziom nauczania.

– Najważniejsza jest jakość nauczania w klasach 1–3. Gdy nie było matematyki na maturze, na studia pedagogiczne szli nauczyciele, którzy nie zdawali tego przedmiotu, czyli właściwie rozstali się z nim mniej więcej w połowie liceum i nie za bardzo byli zainteresowani rozwijaniem swoich umiejętności. Potem trafili do klas 1–3, gdzie uczą matematyki i będą uczyć jeszcze przez kilkadziesiąt lat. Wyeliminowanie tego błędu też będzie trwało kilkadziesiąt lat – przekonuje wykładowca.

Wniosek, żeby znieść obowiązkową maturę z matematyki, pojawił się w streszczeniu raportu NIK nt. nauczania matematyki w Polsce.

 Raport NIK budzi wątpliwości co do swojej zawartości, ale szczególnie wątpliwości budzi to, co zostało opublikowane jako skrót raportu. Wybija się tam jedna teza, główna i kontrowersyjna, że NIK proponuje odstąpić, przynajmniej na jakiś czas, od obowiązku zdawania matematyki na maturze. Ta teza występuje właściwie tak silnie tylko w tym skrócie. Nie wypływa z żadnych sensownych argumentów, które NIK zebrał w trakcie kontroli – wyjaśnia Marcin Karpiński.

Raport NIK jasno wskazuje, że nauka matematyki w polskich szkołach pozostawia sporo do życzenia. Wskazują na to choćby wyniki matury z tego przedmiotu i średnia ocen. Ponad 42 proc. uczniów skontrolowanych przez NIK szkół ponadgimnazjalnych w latach 2015–2017 otrzymało z matematyki na świadectwie tylko ocenę dopuszczającą. Co szósty uczeń nie zdał egzaminu maturalnego z matematyki, a średni wynik egzaminu maturalnego z matematyki wyniósł 55 proc., dla porównania z języka polskiego – 60 proc., a z języka angielskiego – 73 proc. Zdaniem eksperta nie oznacza to jednak, że jedynym remedium na problem z nauczaniem jest rezygnacja z obowiązkowej matematyki na maturze.

 W konstrukcji wniosku kryje się podstawowy błąd, że porównujemy wynik na maturze z polskiego z wynikiem na maturze z matematyki. Równie dobrze można by powiedzieć, że wynik na maturze rozszerzonej z matematyki jest znacznie niższy niż na maturze podstawowej z matematyki. To nie oznacza, że uczniowie, którzy zdają maturę rozszerzoną, są słabsi z matematyki, tylko po prostu dostali trudniejsze zadania. I to samo się dzieje z maturą z polskiego – tłumaczy Marcin Karpiński.

Według NIK główną przyczyną niepowodzeń uczniów są wady procesu nauczania matematyki. Chociaż uczniowie mają zróżnicowaną wiedzę i umiejętności, zdecydowana większość szkół nie dzieli klas na grupy, nie tworzy własnych lub nie modyfikuje istniejących programów nauczania, nie dostosowuje zadań i tempa pracy na lekcji do możliwości uczniów. Aby uzupełnić braki, blisko jedna trzecia uczniów korzystała z odpłatnych korepetycji.

– Wśród wskazań NIK jest to, żeby wesprzeć nauczycieli w ich rozwoju zawodowym i zająć się poprawą jakości szkoleń dla nich. Nasza Szkoła Edukacji tym się właśnie zajmuje. Zbieramy kandydatów, którzy chcą zostać nauczycielami, i próbujemy przygotować ich do zawodu w taki sposób, żeby radzili sobie w trudnych warunkach, a przede wszystkim, żeby poznali metody dobrego jej uczenia – wskazuje ekspert Szkoły Edukacji.

Z badań przeprowadzonych przez Instytut Badań Edukacyjnych w szkołach podstawowych i gimnazjach wynika, że problemem w nauczaniu matematyki było m.in. kształtowanie postaw odtwórczych u uczniów. Nauczyciele matematyki skupiają się na kształceniu umiejętności podstawowych, tymczasem edukacja matematyczna jest jednym z czynników podnoszenia konkurencyjności państw. Sprzyja innowacyjności i wzrostowi produktywności. Podniesienie wskaźnika wyników z testów PISA w obszarze matematyki i nauk ścisłych o 100 pkt przekłada się na roczny wzrost PKB rzędu ok. 1,7 proc.

 Matematyka na pewno powinna pozostać na maturze. Można się zastanawiać nad modyfikacją tego egzaminu, ale skutki jej braku były dramatyczne właściwie dla wszystkich – podsumowuje Marcin Karpiński.

Polacy coraz chętniej pomagają poprzez akcje crowdfundingowe. Wspierają zbiórki na leczenie, projekty artystyczne, a nawet nagrobki

0

Polacy coraz chętniej pomagają poprzez akcje crowdfundingowe. Wspierają zbiórki na leczenie, projekty artystyczne, a nawet nagrobki 2

Crowdfunding cieszy się w Polsce coraz większą popularnością. W serwisie Zrzutka.pl w ciągu roku liczba zbiórek wzrosła o 300 proc., a wpłat – o ponad 120 proc. Średnia wpłata nieznacznie przekracza 60 zł. To kilkukrotnie mniej niż na Zachodzie, ale stopniowo zmniejszamy ten dystans. Najczęściej Polacy zbierają na cele charytatywne. Wsparcie może też dotyczyć projektów artystycznych lub sportowych, inwestycji lokalnych, ale są także zbiórki na nagrobki czy ściągnięcie zwłok do Polski. Po crowdfunding coraz częściej sięgają też firmy, które w ten sposób szukają środków na swój rozwój.

– Rynek crowdfundingu w Polsce wygląda teraz bardzo dobrze, z roku na rok notujemy wzrosty dwu-, trzykrotne, w zależności od platformy. Tendencje na rynku są zbieżne z rozwojem e-commerce’u i popularności technologii mobilnych . Przewidujemy, że wzrosty będą jeszcze bardziej dynamiczne od dotychczasowych – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Tomasz Chołast, współzałożyciel portalu Zrzutka.pl.

Z prognoz serwisu wynika, że wartość crowdfundingu w Polsce wzrośnie w 2019 roku do 700 mln zł i odnotuje ok. 140 proc. wzrost. Na portalu Zrzutka.pl, jednym z największych w Polsce na rynku finansowania społecznego, w 2018 roku pojawiło się ponad 166 tys. zbiórek (wzrost o 293 proc.), a liczba wpłat przekroczyła 660 tysięcy (wzrost o 123 proc.), a ich suma – 42 mln zł.

– Różnice pomiędzy zbieraniem środków tradycyjnie a poprzez crowdfunding są potężne. Przede wszystkim zbierając środki online, mamy transparentność, wiemy, ile środków zebraliśmy, i są one bezpieczniejsze. Jest to również wygoda i szybkość. Środki jesteśmy w stanie przekazać natychmiast. W przypadku tradycyjnych metod zbierania jest to dużo trudniejsze – tłumaczy Tomasz Chołast.

Najwięcej jest zbiórek związanych ze zdrowiem i leczeniem dzieci, a także wspierających zwierzaki.

– Dużo jest akcji, o których nawet byśmy nie pomyśleli, np. zbieranie na nagrobek czy na ściągnięcie zwłok do Polski. Jest to bardzo kosztowne. W takie akcje angażuje się cała rodzina i znajomi, potrafią zebrać w ciągu jednego dnia 20–30 tys. zł – wymienia współzałożyciel Zrzutka.pl. – Ludzie zbierają na wspólne wyjazdy, maratony, akcje w przedszkolu np., budowę placu czy wyjście do kina. Dziennie pojawia się ponad 700 akcji, często bardzo przyziemnych celów.

Zrzutkę może zorganizować nie tylko osoba prywatna, ale też instytucje i fundacje. Dla firm, zwłaszcza małych i średnich oraz nowo powstałych, crowdfunding często jest jedynym źródłem finansowania. W ten sposób w Polsce powstał m.in. magazyn „Kosmos dla Dziewczynek”, z kolei producent piw kraftowych Doctor Brew pozyskał przez finansowanie społecznościowe przez platformę crowdfundingu udziałowego ponad 3,2 mln zł.

– Popularny w Polsce jest equity crowdfunding. Zmiany w prawie sprzyjają tej popularności. Ludzie chętniej wspierają projekty, w których w zamian za swoją składkę mają udziały w projekcie. Może to być np. zespół piłkarski, z którym sympatyzują i pozwalają na jego funkcjonowanie. Takich akcji ostatnio w Polsce było sporo. Zbiera się również na projekty artystyczne, kulturalne, wydanie płyty, stworzenie filmu dokumentalnego. Tego typu akcje angażują społeczność, która wie, że bez ich wsparcia akcja nie mogłaby zaistnieć – wyjaśnia Tomasz Chołast.

Coraz większe zainteresowanie crowfudingiem sprawia, że powstają portale specjalizujące się w określonych zbiórkach, np. portal crowdangels.pl jest nastawiony na pozyskiwanie kapitału dla innowacyjnych projektów biznesowych.

Rośnie zainteresowanie crowdfundingiem również z drugiej strony, czyli wśród wspierających. Chociaż nie jest to jeszcze tak rozpowszechnione jak w USA czy Europie Zachodniej.

– Średnia wpłata w Polsce jest dużo niższa, bo wynosi 62 zł. W porównaniu do rynków europejskich, bardziej rozwiniętych krajów czy Stanów Zjednoczonych jest to czterokrotnie mniej, za to dynamika wzrostu crowdfundingu w Polsce jest dużo wyższa. W ciągu najbliższych kilku lat nadgonimy różnice pomiędzy rynkiem polskim a europejskim czy amerykańskim – mówi Chołast. – Co ważne, Polacy słyną z dobrych technologii, nasze platformy są bardzo dobrze rozwinięte, a przy rosnącej popularności crowdfundingu mogą one zaistnieć także na rynkach europejskich.

Sztuczna inteligencja pomaga dotrzeć do klienta ze spersonalizowaną ofertą. Pozwoli też hotelom uniezależnić się od międzynarodowych platform oferujących ich usługi

Sztuczna inteligencja pomaga dotrzeć do klienta ze spersonalizowaną ofertą. Pozwoli też hotelom uniezależnić się od międzynarodowych platform oferujących ich usługi 3

Automatyzacja reklamy jest coraz powszechniejsza. Sztuczna inteligencja jest w stanie znacznie lepiej i szybciej dotrzeć do klientów ze spersonalizowanymi ofertami niż człowiek. Na tego typu rozwiązania otwiera się także branża hotelarska. Algorytmy mogą pomóc w dotarciu do poszczególnych grup klientów z dostosowaną do ich potrzeb ofertą i dzięki temu pozwolą mniejszym hotelom uniezależnić się od dużych platform, takich jak Booking.com czy Expedia, które za każdą rezerwację pobierają nawet 15–20 proc. kwoty – przekonuje ekspert polskiego start-upu RoomSage.

– W RoomSage skupiamy się na zautomatyzowaniu spersonalizowanego marketingu dla hoteli. Rynek hotelarski jest zdominowany przez takich gigantów jak Booking.com czy Expedia i one dostarczają, w zależności od hotelu, 40, 75 czy nawet 100 proc. wszystkich rezerwacji. Te firmy mają ogromną władzę i mogą narzucać swoje warunki. Hotele muszą płacić 15–20 proc. od każdej rezerwacji, więc pieniędzy na dalsze inwestycje, rozwój zostaje bardzo niewiele. A hotele nie mogą z tymi firmami w żaden sposób walczyć – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Piotr Zioło z firmy RoomSage.

Badanie 2019 Consumer Content Survey przeprowadzone przez specjalistów Adobe wykazało, że problem nieprzystosowania ofert marketingowych do potrzeb klienta jest większy, niż można było przypuszczać. Aż 83 proc. ankietowanych stwierdziło, że firmy kierują do nich oferty, które nie są spersonalizowane. Co trzeci badany przyznał, że otrzymuje je często bądź bez przerwy. Połowa ankietowanych przyznała, że byłaby wierniejsza danej marce, gdyby ta potrafiła docierać do nich z właściwie przygotowanym przekazem reklamowym.

Aby odpowiedzieć na to wyzwanie, firma stworzyła platformę Adobe Target do personalizowania ofert, a w tym roku wzbogaciła ją o algorytmy sztucznej inteligencji oraz technologię uczenia maszynowego, dzięki której użytkownicy będą mogli precyzyjniej skonstruować przekazy reklamowe.

Po rozwiązania z obszaru sztucznej inteligencji sięga także branża hotelarska. Sieć Life House z Miami testuje algorytm dynamicznych cen, które przystosowują się do profilu osobowego konkretnego klienta, analizując jego zwyczaje zakupowe czy sposób, w jaki korzysta z mediów społecznościowych. W trakcie pierwszych eksperymentów okazało się, że klienci z różnych grup społecznych oczekują od hotelu nie tylko odmiennych wygód, lecz także cen. Wykorzystanie sztucznej inteligencji w procesie personalizacji oferty pozytywnie wpłynęło na liczbę rezerwacji.

Na podobnej zasadzie działa oprogramowanie RoomSage, które ułatwia i przyspiesza opracowanie spersonalizowanych ofert. Właściciel hotelu może zdefiniować cele, które chce osiągnąć, a następnie zlecić sztucznej inteligencji uszczegółowienie oferty pod wymagania konkretnych grup klientów. Algorytm analizuje jakość kampanii w czasie rzeczywistym i na bieżąco modyfikuje parametry oferty, aby zwiększyć wskaźnik konwersji przy jednoczesnym zmniejszeniu kosztów kampanii. Dzięki tej technologii właściciele hoteli mogą dotrzeć do klientów z atrakcyjnymi promocjami, które nie są dostępne na witrynach agregujących oferty wynajmu.

– Jedynie duże sieci hotelowe mogą walczyć z takimi gigantami. Zatrudniają grupy data scientistów, ludzi od marketingu, którzy przygotowują spersonalizowane oferty i w ten sposób zachęcają klientów do tego, żeby ci w zamian za lepszą ofertę dokonywali rezerwacji bezpośrednio. Większość hotelarzy spoza wielkich sieci nie jest w stanie tego zrobić, ponieważ to bardzo dużo kosztuje. Chcemy, aby dzięki sztucznej inteligencji każdy hotel miał taką grupę data scientistów w postaci algorytmu – mówi ekspert.

Sztuczna inteligencja wykorzystywana jest nie tylko w procesie rezerwacji, lecz także obsługi klienta. Firma Alibaba wybudowała w Hangzhou ultranowoczesny hotel FlyZoo, który wykorzystuje sztuczną inteligencję na każdym poziomie zarządzania rezerwacją. Za pośrednictwem aplikacji przejrzymy ofertę hotelu, zajrzymy do każdego pokoju oraz wynajmiemy go. FlyZoo wykorzystuje także system rozpoznawania twarzy do odblokowywania drzwi hotelowych, w pokojach zainstalowano inteligentnych asystentów, a jedzenie zamówimy za pośrednictwem aplikacji. Nawet działanie baru zostało zautomatyzowane – miejsce barmanów zajęły maszyny, które potrafią przygotować 20 różnych drinków. Alibaba wykorzystuje także sztuczną inteligencję w procesie reklamowania swoich usług hotelarskich.

Na nieco mniejszą skalę działa system Autopilot od holenderskiego start-upu Hotelchamp. Firma wykorzystała sztuczną inteligencję do stworzenia narzędzia identyfikującego potrzeby konkretnego klienta. Dzięki Autopilotowi strona hotelu może się przystosowywać do wymagań danego użytkownika, aby zwiększyć szansę na to, że ten złoży rezerwację. System wykorzystuje technologię uczenia maszynowego, która nieustannie udoskonala się i coraz lepiej odpowiada na indywidualne potrzeby odwiedzających.

Z kolei projektanci RoomSage widzą potencjał sztucznej inteligencji przede wszystkim w optymalizowaniu ofert Google Ads, które są jednym z najpopularniejszych i najskuteczniejszych narzędzi dotarcia go klienta. Wykorzystanie technologii uczenia maszynowego pozwala algorytmom idealnie oszacować wydatki na reklamy w sieci.

– Algorytm eksploruje nowe możliwości, sprawdza, która opcja zadziała najlepiej. Jest w stanie przetworzyć, przeanalizować i wyciągnąć wnioski w zupełnie zimny, matematyczny sposób. Nie ma żadnych emocji, przyzwyczajeń, patrzy czysto matematycznie. Chcemy, aby hotel od samego początku, gdy włączymy system, widział, że tych rezerwacji dostaje istotnie więcej bezpośrednio przez swoją stronę hotelową – podsumowuje Piotr Zioło.

Według Reports Intellect rynek platform analizujących i przetwarzających dane o klientach w 2017 roku był wart 642 mln dol. Szacuje się, że do 2025 roku branża będzie się rozwijać w średniorocznym tempie na poziomie 29,5 proc.

Ministerstwo Finansów: unijna dyrektywa o usługach płatniczych nie wprowadzi w Polsce finansowej rewolucji

Ministerstwo Finansów: unijna dyrektywa o usługach płatniczych nie wprowadzi w Polsce finansowej rewolucji 4

Pod koniec 2019 roku dyrektywa PSD2 wejdzie w końcową fazę realizacji. Wprowadzi cały szereg istotnych zmian na rynku finansowym. Wymusi na bankach stosowanie procedury silnego uwierzytelnienia użytkownika, przeniesie odpowiedzialność za wykonanie nieautoryzowanych transakcji na dostawcę usług, wprowadzi małe instytucje płatnicze działające bez licencji na niewielką skalę oraz umożliwi powiązanie rachunku bankowego z usługami płatniczymi firm trzecich. Jak przewiduje ekspert Ministerstwa Finansów, nie wprowadzi jednak rewolucji na polskim rynku finansowym, gdyż ten już jest niezwykle innowacyjny.

– PSD2 może stworzyć pewne ciekawe produkty dzięki kooperacji fintechów z bankami. W Polsce jest bardzo ciekawy model współpracy banków z fintechami i mam nadzieję, że ta współpraca przyniesie nowe, ciekawe produkty, bardziej spersonalizowane i w jeszcze większym stopniu spełniające oczekiwania klientów – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Paweł Bułgaryn, kierownik Zespołu Systemu Płatniczego w Departamencie Rozwoju Rynku Finansowego w Ministerstwie Finansów.

Polska jest jednym z liderów we wdrażaniu rozwiązań fintechowych w Europie. Płatności bezgotówkowe w naszym kraju są bardzo powszechne, a dzięki takim usługom jak Blik możemy realizować bezpieczne płatności internetowe oraz pobierać pieniądze z bankomatu za pośrednictwem aplikacji mobilnej. Dotychczas wdrażanie takich rozwiązań jak Blik wymagało podpisania umowy pomiędzy bankiem a usługodawcą. Wprowadzenie dyrektywy PSD2 zmieni ten stan rzeczy – każdy dostawca usług płatniczych będzie mógł otrzymać dostęp do rachunku użytkownika za zgodą klienta danego banku bez podpisywania żadnej umowy.

Obecnie wdrażanie PSD2 wkroczyło w fazę analityczną, w ramach której banki udostępniają podmiotom zewnętrznym środowiska testowe. Firma APILogic postanowiła ułatwić fintechom wprowadzanie na rynek aplikacji bankowych, udostępniając oprogramowanie APILogic Hub. Środowisko to pozwoli zautomatyzować proces integracji aplikacji mobilnych.

– Banki zostały zobowiązane do tego, żeby w pewnych fazach w 2019 roku udostępniać środowiska testowe fintechom i tzw. podmiotom trzecim, które od września 2019 roku będą mogły przy współpracy z bankami oferować klientom ciekawe usługi. I jesteśmy w pierwszej fazie testów, tzn. banki muszą uruchomić po prostu tzw. sandbox, w którym każdy fintech, który będzie chciał się połączyć z takim interfejsem bankowym, będzie mógł przetestować swoje rozwiązanie w bankowych realiach – tłumaczy Paweł Bułgaryn.

Największe banki w Polsce otworzyły się na współpracę z podmiotami zewnętrznymi, swoje środowiska testowe uruchomiły takie instytucje, jak BOŚ, Citi Handlowy, Noble Bank czy mBank. Ten ostatni udostępnił swojego sandboksa nawet tym firmom, które nie uzyskały jeszcze swojego certyfikatu bezpieczeństwa i dopiero czekają na jego przyznanie. Decyzja ta ma zachęcić fintechy do jak najszybszego zapoznania się z systemem banku.

Citi Handlowy był pierwszym bankiem w Polsce, który uruchomił własne środowisko testowe dla start-upów fintechowych. Firma zorganizowała nawet konkurs na opracowanie innowacyjnych aplikacji bankowych wykorzystujących zmiany, jakie przyniesie wdrożenie dyrektywy PSD2. Nagrodę za pierwsze miejsce przyznano aplikacji FINQ od firmy FINQWARE, która służy do agregowania informacji o finansach oraz analizy wydatków osobistych i biznesowych. Drugie miejsce zajęła firma SentiOne, która zaprezentowała aplikację wykorzystującą sztuczną inteligencję oraz technologię uczenia maszynowego do komunikowania się z klientem.

– Polski rynek jest bardzo innowacyjny. Mamy najciekawsze na świecie rozwiązania płatnicze, mamy bardzo nowoczesną infrastrukturę płatniczą, rozwijamy cały czas sieć akceptacji płatności. Klienci mają wybór wielu różnych ciekawych metod płatności. Mamy systemy kartowe międzynarodowe, ale mamy też np. nasze lokalne standardy mobilne takie jak BLIK, które również cieszą się wielką popularnością klientów – wskazuje ekspert.

Europejski Urząd Nadzoru Bankowego uruchomił już Rejestr Instytucji Płatniczych działających na terenie Unii Europejskiej, które muszą dostosować swoją infrastrukturę do dyrektywy PSD2. Powszechny spis ma ułatwić firmom fintechowym przystosowanie swoich produktów do konkretnego rynku. Przyczyni się także do zwiększenia bezpieczeństwa klientów banków, gdyż pozwoli szybko zweryfikować, czy dana instytucja płatnicza ma licencję do funkcjonowania na terenie UE.

Pierwsza faza wdrażania dyrektywy PSD2 służy przede wszystkim przystosowaniu aplikacji podmiotów trzecich do współpracy z bankami. Na pojawienie się konsumenckich rozwiązań fintechowych będziemy musieli poczekać do końca roku.

– We wrześniu 2019 roku banki powinny być gotowe na pełną współpracę z podmiotami trzecimi. Ale polski rynek jest bardzo specyficzny, w dobrym tego słowa znaczeniu. Jest innowacyjny, większość nowoczesnych usług jest już dostępna. Klienci mają mnogość wyboru aplikacji mobilnych banków oraz instrumentów płatniczych. PSD2 w długim czasie zmieni i uprości pewne relacje, da klientom jeszcze ciekawsze usługi. Myślę, że nie będzie wielkiej rewolucji, ponieważ Polska jest bardzo innowacyjnym krajem i ma bardzo innowacyjne usługi, szczególnie też finansowe i bankowe – twierdzi Paweł Bułgaryn.

Według raportu Global Fintech Software Market 2018–2022, opracowanego przez firmę badawczą Research and Markets, branża fintech do 2022 roku będzie wykazywać średnioroczne tempo wzrostu na poziomie blisko 7,5 proc.

O przyszłości inwestowania w nieruchomości na globalnym szczycie RICS

Ponad 500 delegatów z branży budownictwa i nieruchomości, przedstawiciele rządów państw i świata polityki będzie dyskutować o tym, jak dokonywać świadomych i odpowiedzialnych inwestycji w ciągle zmieniającym się otoczeniu technologicznym i geopolitycznym podczas szczytu RICS World Built Environment Forum w Nowym Jorku w dniach 13-14 maja.

Gościem specjalnym tegorocznego Szczytu RICS będzie Parag Khanna, jeden z „75 najbardziej wpływowych ludzi XXI wieku” według Esquire, uwzględniony także na liście „Smart List” magazynu WIRED, autor głośnych książek „How to run the world”, „The Second World” oraz „The futur eis Asian”. Twórca słynnej już ‘mapy przyszłości’ zaprezentuje globalną perspektywę połączonych sił kształtujących współcześnie inwestycje w nieruchomości.

„W krajach rozwiniętych i rozwijających się miasta odgrywają coraz większą rolę w ogólnym poczuciu zdrowia, bogactwa i szczęścia mieszkańców naszej planety”, przekonuje Khanna. „W kluczowym w dziejach ludzkości momencie pilnie potrzebujemy innowacyjnego, ambitnego i holistycznego podejścia do takich kwestii, jak szybko rosnące populacje migrantów i zmiany klimatu, w których zarówno sektor publiczny, jak i prywatny, mają do odegrania ważne funkcje. Cieszę się z zaproszenia mnie w charakterze prelegenta na czwarty doroczny szczyt World Built Environment Forum RICS i z możliwości udziału w tej niezwykle aktualnej, globalnej dyskusji”.

Uczestnicy kolejnej odsłony szczytu RICS spotkają się w maju w Nowym Jorku aby poruszyć kwestie związane z przyszłością inwestowania w aktywa nieruchomościowe oraz tego, w jaki sposób wykorzystujemy nowe technologie do mobilizacji prywatnych inwestycji kapitałowych potrzebnych do zaspokojenia rosnącego globalnego popytu na nową infrastrukturę, nowe nieruchomości i odnowienie istniejących aktywów.

Według Martina J. Brühla, FRICS, CIO w Union Investment Real Estate „Dziesięć lat po globalnym kryzysie finansowym doświadczamy niezwykle długiego cyklu inwestycyjnego w warunkach złożonego i szybko zmieniającego się ryzyka. Poprzez Szczyt World Built Environment Forum pragniemy zwiększyć zakres współpracy i podzielić się innowacjami w różnych dyscyplinach zawodowych, aby zapewnić odpowiedzialne zarządzanie portfelami nieruchomości”.

Podczas szczytu WBEF Martin przemówi jako przewodniczący Forum Ryzyka w zakresie Inwestycji w Nieruchomości RICS – jedynej takiej grupy skupiającej dyrektorów ds. inwestycji i głównych menedżerów ds. ryzyka reprezentujących wiodących inwestorów instytucjonalnych zarządzających aktywami o wartości ponad 1 tys. USD na świecie. Podczas Szczytu uczestnicy grupy przeanalizują powiązane ze sobą i możliwe do zidentyfikowania ryzyka konkurencyjnych propozycji inwestycyjnych w nieruchomości komercyjne.

W kontekście inwestowania w nieruchomości Szczyt w 2019 r. będzie dotyczył w szczególności kluczowych tematów, takich jak: Zmieniający się charakter pracy i miejsca pracy. Wpływ algorytmów i tokenizacji. Rzeczywiste efekty inwestycji dla miast i obywateli. Nowe modele finansowania energii i transportu. Alokacja ryzyka inwestycyjnego.

Wśród kluczowych prelegentów pojawią się m.in.:

Światowej sławy autor bestsellerów i partner zarządzający FutureMap, Parag Khanna jako otwierający Szczyt główny mówca. Senator Jeff Flake jako główny prelegent drugiego dnia Szczytu z przemówieniem na temat kluczowych wyzwań politycznych i gospodarczych stojących współcześnie przed USA z perspektywy wewnętrznej, jak i międzynarodowej. Joseph Lubin, współzałożyciel platformy obliczeniowej blockchain Etherium and Founder oraz studia Blockchain Venture ConSensys, jednej z największych i najszybciej rozwijających się firm w obszarze technologii blockchain. Lamia Kamal-Chaoui, Dyrektor – Centrum Przedsiębiorczości, MŚP, Regionów i Miast, Organizacja Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD), która weźmie udział w dyskusji panelowej: „Ludzie, miejsce, możliwości: imponujące inwestycje w miastach XXI wieku”. Suparno Banerjee, wiceprezes i globalny lider – sektor publiczny i inteligentne miasta, Nokia Group, również dołączy do tej dyskusji. ·         Martin J. Brühl, dyrektor ds. inwestycji, Union Investment Real Estate, jako przewodniczący dyskusji komitetu inwestycyjnego: „Odpowiedzialne inwestycje w złożonym krajobrazie ryzyka”. W dyskusji głos zabiorą również Philip Barrett, dyrektor zarządzający i globalny dyrektor ds. działalności gospodarczej i inwestycyjnej, PGIM Real Estate i Catherine Pfeiffenberger oraz dyrektor ds. strategii, Skanska USA. ·         John Busi, Prezes, Newmark Knight Frank’s Valuation & Advisory, aby pokierować panelem: „Wycena nieruchomości w XXI wieku: jak technologia redefiniuje sztukę i naukę o wycenie?”. ·         Isabel Beltrán, Associate Director, Resilience Finance w 100 Resilient Cities, jeden z partnerów Szczytu, aby pokierować panelem dyskusyjnym: „Globalne miasta: wspólne działania na przyszłość”, dzieląc platformę z Simoną Collarini, Dyrektor, Generalny Sektor Urbanistyki Miasta Mediolan. ·         Kate North, wiceprezes ds. doradztwa w zakresie innowacji w miejscu pracy w Colliers International, aby moderować sesję: „Nowa praca, nowe miejsca pracy: jak technologia i zmieniające się ludzkie nawyki przekształcają rynki nieruchomości komercyjnych?”.

Ed Walter, globalny dyrektor generalny, Urban Land Institute i Billy Grayson, dyrektor wykonawczy – centrum zrównoważonego rozwoju i wyników gospodarczych, Urban Land Institute aby wziąć udział w sesji: „Identyfikacja ryzyka klimatycznego i możliwości w nieruchomościach”. Jan Tuchman, redaktor naczelny, Engineering News-Record jako moderator sesji: „Budowanie przyszłości: modernizacja branży budowlanej”. Wśród panelistów znajdą się: Carol Lemmens, dyrektor – Global Leader Advisory Services, Arup i Antony Wood, dyrektor generalny, Council on Tall Buildings i Urban Habitat. Tim McManus, wiceprezes – Major Projects, McKinsey and Company jako uczestnik dyskusji podczas sesji dedykowanej inwestycjom w infrastrukturę transportową. Marcene Mitchell, starszy menedżer ds. Climate Business, International Finance Corporation – World Bank Group oraz Greg Clark CBE, globalny doradca ds. miast, weźmie udział w sesji panelowej: “Czas na działania”.

Globalworth kupuje Warsaw Trade Tower i Rondo Business Park

Globalworth, wiodący inwestor biurowy w Polsce i Rumunii, sfinalizował przejęcia dwóch nieruchomości – warszawskiego wieżowca Warsaw Trade Tower (WTT) oraz kompleksu biurowego Rondo Business Park w Krakowie – za łączną kwotę ok. 170 mln euro. Obie transakcje powiększają polski portfel Globalworth do blisko 500 000 mkw. powierzchni najmu brutto uwzględniając biura oraz obiekty o funkcji mieszanej.

Cieszymy się, że nasz polski portfel uzupełnia kolejna rozpoznawalna wieża biurowa Warszawy. Nieruchomość oferuje zarówno atrakcyjne dochody z wynajmu, jak również szeroki wachlarz możliwości w zakresie podniesienia jej wartości w przyszłości. Z kolei przejęcie Rondo Business Park w Krakowie ma solidne uzasadnienie strategiczne. Kompleks znajduje się obok zakupionego przez nas w ubiegłym roku Quattro Business Park, tworząc tym samym wiele możliwości synergii pomiędzy tymi nieruchomościami. Jednocześnie transakcja ta powiększa nasze krakowskie portfolio do 100 000 mkw. i pozwala nam jeszcze mocniej zaznaczyć obecność Globalworth w stolicy Małopolski. Kraków jest największym rynkiem w sektorze nowoczesnych usług dla biznesu w Polsce i jednym z największych w Europie, co generuje wysoki popyt na tamtejszym rynku biurowym.

Dimitris Raptis, Zastępca Dyrektora Generalnego oraz Dyrektor ds. Inwestycji w Globalworth, oraz Dyrektor Generalny Globalworth Poland

Warsaw Trade Tower – Warszawa
Warsaw Trade Tower – Warszawa

Budynek Warsaw Trade Tower, przejęty za ok. 133 mln euro, to 38-piętrowa wieża biurowa zlokalizowana na warszawskiej Woli i jeden z najwyższych wieżowców w stolicy. WTT oferuje 45 400 mkw. powierzchni najmu brutto, oddając do dyspozycji najemców również atrakcyjne przestrzenie wspólne, które w większości zostały zmodernizowane. Wśród firm, które mają w WTT swoją siedzibę znajduje się m.in. firma AXA (największy najemca budynku), American Express, Leroy-Merlin i Mattel.

Rondo Business Park Kraków
Rondo Business Park -Kraków

Położony w północnej części Krakowa Rondo Business Park został zakupiony za ok. 37 mln euro. Kompleks oferuje prawie 17 800 mkw. powierzchni najmu brutto, którą zajmuje m.in. Capgemini, światowy lider w dziedzinie doradztwa, usług technologicznych i transformacji cyfrowej.

Alexandru Mihai dołączył do MLP Group

MLP Group wzmacnia zespół odpowiedzialny za komercjalizację parków logistycznych. Alexandru Mihai z początkiem kwietnia br. objął funkcję Head of Leasing i będzie odpowiedzialny za wynajem powierzchni magazynowych na rynku rumuńskim.

Alexandru Mihai
Alexandru Mihai

MLP Group wzmacnia dział odpowiedzialny za najem powierzchni komercyjnych. Do zespołu Leasing Department z początkiem kwietnia br. dołączył Alexandru Mihai obejmując stanowisko Head of Leasing. W ramach MLP Group będzie odpowiedzialny za komercjalizację parków logistycznych na rynku rumuńskim.

Alexandru Mihai posiada ponad 15-letnie doświadczenie w wynajmie powierzchni komercyjnych zdobyte w renomowanych instytucjach. Przed dołączeniem do zespołu MLP Group pełnił funkcję Head of Industrial Department w Activ Property Services. Kompetencje budował pracując również dla Easy Asset Management oraz Cushman & Wakefield. W ramach tych podmiotów odpowiedzialny był m.in. za prowadzenie procesów negocjacyjnych, najem powierzchni komercyjnych, prowadzenie badań i sporządzanie analiz rynkowych, utrzymywanie relacji z klientami. Studiował na Hyperion University. Biegle posługuje się językiem angielskim.

MLP Group rozpoczęło już budowę pierwszego parku logistycznego w Rumunii. MLP Bucharest West powstanie w najważniejszym regionie magazynowym kraju, w bezpośrednim sąsiedztwie stolicy. Docelowo MLP Bucharest West zaoferuje ponad 95 tys. m2.

Wynagrodzenia rosną już we wszystkich branżach

Średnie wynagrodzenie oferowane specjalistom i menedżerom sięga 12 tys. zł brutto. Jak wynika z najnowszej edycji Raportu Płacowego Antal – zarobki rosną już we wszystkich branżach. To pierwsza taka sytuacja w historii badania, które jest realizowane od 2011 roku.

Raport Płacowy Antal przedstawia wynagrodzenia oferowane specjalistom i menedżerom w Polsce. Badani pracownicy mają minimum 2 lata doświadczenia zawodowego, posiadają najbardziej pożądane umiejętności i mogą pochwalić się sukcesami zawodowymi. Analiza objęła 10 sektorów branżowych tj.: IT, administracja i HR, sprzedaż i marketing, inżynieria i logistyka, bankowość i ubezpieczenia, farmacja i sprzęt medyczny, finanse i księgowość, prawo, SSC/BPO, sprzedaż techniczna oraz kadra zarządzająca. Najwyższe średnie wynagrodzenia otrzymywali specjaliści i menedżerowie z branż:​

  • IT – 13 330 zł*  (+ 6% r/r.)
  • Farmacja i sprzęt medyczny – 12 100 zł* (+ 1% r/r.)
  • Finanse i księgowość – 11 800 zł* (+ 9% r/r.).

W przypadku wyższej kadry zarządzającej, średnie miesięczne wynagrodzenie brutto wyniosło 23 020 zł (+ 7% r/r.).

Artur Skiba, dyrektor zarządzający Antal International
Artur Skiba, dyrektor zarządzający Antal International

Analizując wyniki raportu możemy zauważyć, że chociaż wzrost wynagrodzeń cały czas się utrzymuje, to dynamika zmian powoli wyhamowuje. Wynika to przede wszystkim z faktu, że tak dobrze na rynku płac jeszcze nie było, a firmy powoli sięgają „sufitu” swoich możliwości finansowych. Głównym wyzwaniem pracodawców jest dziś okiełznanie rynku kandydata, dlatego prezentowane w raporcie dane są cennym punktem odniesienia zarówno podczas negocjacji wynagrodzenia, jak i przy ustalaniu siatki płac na konkretne stanowiska.
-Artur Skiba, prezes Antal i wiceprezes Stowarzyszenia Agencji Zatrudnienia

Jakie umiejętności kosztują najwięcej?

Obecnie zapotrzebowanie na specjalistów jest tak duże, że absolwenci studiów, bez doświadczenia zawodowego, ale posiadający specyficzne umiejętności– np. znajomość języka francuskiego – mogą otrzymać naprawdę atrakcyjne wynagrodzenie.

W przypadku specjalistów i menedżerów rozpiętość wynagrodzeń jest bardzo duża. Wynika to z wielu zmiennych, które ostatecznie decydują o płacy. Wśród nich można wymienić m.in. wielkość organizacji,  branżę oraz region, w jakim firma działa. Z drugiej zaś, każdy pracownik ma unikalny zestaw kompetencji, cech osobistych, sukcesów i doświadczenia. I to właśnie najczęściej umiejętności indywidualne takie jak języki obce, certyfikaty, wielkość zespołu, zakres odpowiedzialności, decydują o ostatecznej wysokości wynagrodzenia.
-Agnieszka Wójcik, Market Research Manager w Antal

Komentarze branżowe

IT

Nasze obserwacje potwierdzają dane Raportu Płacowego, jednocześnie duży wzrost zarobków widzimy nie tylko wśród specjalistów, ale także u osób bez doświadczenia. Do branży IT co roku dołącza 10-20 tys. nowych pracowników, którzy dopiero zdobywają umiejętności techniczne i coraz częściej nie mają studiów kierunkowych (dane Stack Overflow). Ich zarobki są na starcie 3-5 razy niższe niż pensje doświadczonych programistów, więc teoretycznie powinny zaniżać średnią dla całej branży. A jednak średnia ciągle rośnie. To oznacza, że w praktyce zarobki przeciętnego pracownika idą w górę nawet więcej niż o 6 proc., co tylko potwierdza stabilność i rozwój branży IT.
-Marcin Kosedowski, ekspert ds. rynku szkoleniowego w Kodilla.com

Finanse i księgowość

Wzrost wynagrodzeń obserwujemy już nie tylko wśród specjalistów i ekspertów z 3–5 letnim doświadczeniem. Największym powodzeniem w sektorze finansów i księgowości cieszą się osoby zatrudnione od 1,5 roku do 3 lat. Ze względu na bardzo duże zapotrzebowanie na kandydatów z tego poziomu, firmy sukcesywnie zwiększały budżety na procesy rekrutacyjne, wywołując tym samym wyższy poziom rotacji – spotykaliśmy się z osobami, które zmieniając pracę 2-3-krotnie w ciągu roku zyskiwały nawet 70% – 80% wyższe wynagrodzenie. Atrakcyjnymi propozycjami finansowymi w 2018 roku cieszyli się specjaliści z obszaru podatków, a w szczególności cen transferowych. Było to spowodowane zmianami przepisów w tym obszarze i nowymi wymogami Ministerstwa Finansów. Przedłużenie terminu na przygotowanie dokumentacji cen transferowych (z marca na wrzesień), wpłynęło na trend związany z wzrostem wynagrodzeń. Porównując zmianę rok do roku, możemy mówić o 20% – 30% średnich podwyżkach w przypadku poszczególnych specjalizacji. -Michał Borkowski, Team Manager, Antal Finance & Accountancy

Farmacja i sprzęt medyczny

Duża konkurencyjność sektora sprzętu medycznego zaczyna wywierać presję na pracodawcach, którzy coraz częściej muszą zadbać o prestiżowe szkolenia dla swoich pracowników oraz inwestować w employer branding i atrakcyjne pakiety benefitów. Dużym zainteresowaniem cieszą się niezmiennie specjaliści w określonej dziedzinie sprzętu medycznego – ortopedia czy kardiologia interwencyjna. Firmy starając się pozyskać najlepszych kandydatów oferują nie tylko międzynarodowe szkolenia oraz atrakcyjny pakiet socjalny, ale również nowe, ciekawe ścieżki rozwoju w ramach zagranicznych jednostek.
-Krzysztof Fiłonowicz, Team Leader, Antal Sales & Marketing

*kwoty brutto

Najwięcej przeciwników zakazu handlu… wśród osób pracujących… w handlu

Dom badawczy Maison&Partners przeprowadził na zlecenie Związku Przedsiębiorców i Pracodawców kolejną już falę badania postaw Polaków wobec zakazu handlu w niedziele. Generalne wnioski z lektury jego wyników pozostają tożsame z tymi wysnuwanymi na podstawie poprzednich edycji badania – ograniczenia mają najwięcej przeciwników wśród mieszkańców małych miast, a także osób pracujących aktualnie, bądź w przeszłości, w sektorze handlowym.

W najnowszej fali badania możemy zaobserwować pewien wzrost odsetka ankietowanych pozytywnie oceniających rozwiązania z 2018 roku, czyli dwie niedziele handlowe w miesiącu – osoby deklarujące, że oceniają te regulacje raczej lub zdecydowanie pozytywnie stanowią 45% badanych. W listopadzie 2018 roku było ich 43% – mamy zatem do czynienia ze wzrostem o 2 punkty procentowe.

Widzimy wyraźnie, że ludzie, dostrzegając jak uciążliwe są regulacje obowiązujące w tej chwili, i jak dokuczliwy może być całkowity zakaz handlu od 2020 roku, przychylniej oceniają to, co było rok temu, czyli dwie niedziele handlowe w miesiącu – twierdzi Cezary Kaźmierczak, prezes ZPP. – Nic w tym dziwnego, w perspektywie najbardziej restrykcyjnych regulacji, które mają zacząć obowiązywać w przyszłym roku, łagodniejsze ograniczenia wyglądają na dużo bardziej racjonalne.

Odsetek osób jakkolwiek popierających rozwiązania obowiązujące w 2019 roku wynosi 37% i jest o cztery punkty procentowe niższy, niż w pierwszej fali badania, która przeprowadzona była w listopadzie 2018 roku. Podobnie jest w przypadku odsetka zwolenników regulacji przyszłorocznych, czyli zakazu handlu we wszystkie niedziele – wynosi on 32% badanych, podczas gdy w listopadzie 2018 roku było ich 35%.

Mniej krytyczna ocena rozwiązań z 2018 roku znajduje swoje przełożenie na liczbę przeciwników jakichkolwiek ograniczeń zakazu handlu, która nieco spadła. Jednocześnie, odsetek przeciwników regulacji obowiązujących w 2019 i planowanych na 2020 rok pozostaje taki sam – mniej więcej połowa Polaków jest przeciwna tym rozwiązaniom. Spadła również liczba zwolenników zakazu handlu w niedziele – z 31% w listopadzie 2018 roku, do 26% w bieżącej edycji.

Jeśli chodzi o strukturę grupy przeciwników zakazu handlu w niedziele, tendencje pozostają niezmienne – podkreśla prof. Dominika MaisonWciąż dostrzegamy, że odsetek osób krytycznych wobec regulacji jest wyższy wśród mieszkańców małych miast i wśród osób pracujących w handlu. Zauważamy to od pierwszej fali badania, w najnowszej edycji nic się pod tym względem nie zmieniło.

Interesujące jest, że marcowy pomiar wykazuje po raz kolejny spadek odsetka osób, które uważają zakaz handlu w niedziele za jedno z dwóch najlepszych działań rządu – regulacja jest coraz gorzej postrzegana na tle innych działań rządu PiS.

Te 5 zapisów musisz sprawdzić w umowie leasingu

Blisko co czwarty przedsiębiorca z sektora MŚP deklaruje, że korzystał z leasingu w celu realizacji inwestycji, pozostali z tą formą finansowania jeszcze nie mieli styczności – wynika z raportu EFL „Inwestycje w MŚP. Pod lupą”. W szczególności, firmy z drugiej grupy, zanim zdecydują się na złożenie podpisu pod umową leasingową, powinny poświęcić chwilę na jej dokładne przeczytanie. Eksperci dają 5 wskazówek, które pomogą ustrzec się przed niepożądanymi konsekwencjami podpisanego kontraktu.

– Jeśli już przedsiębiorca podejmie decyzję o leasingu zaplanowanej inwestycji, wybór partnera finansowego powinien zostać poprzedzony analizą przynajmniej kilku ofert. Warto na początku sprawdzić, czy firma specjalizuje się w obsłudze branży, którą reprezentujemy, i ma dla niej dedykowaną ofertę. Po drugie, dowiedzmy się, czy leasingodawca jest członkiem Związku Polskiego Leasing – to z pewnością potwierdzi lub zwiększy jego wiarygodność. Po trzecie, należy pamiętać, że leasing, oprócz licznych korzyści, jest umową, która zobowiązuje przedsiębiorcę do przestrzegania określonych warunków. Te najczęściej znajdziemy w ogólnych warunkach umowy leasingu, tzw. OWUL, których wielu leasingobiorców nie czyta. To z nich dowiemy się między innymi o warunkach wcześniejszego rozwiązania umowy, karach umownych, zależności oprocentowania leasingu od WIBOR – mówi Piotr Kozioł, dyrektor Departamentu Prawnego w EFL.

Zapis nr 1: WIBOR

W OWUL znajdziemy informacje o tym, od czego zależy oprocentowanie leasingu. Najczęściej umowy są tak przygotowywane, że oprocentowanie rośnie wtedy, kiedy rośnie WIBOR, a gdy WIBOR spada, to kwota odsetek również ulega obniżeniu. Na rynku można jednak spotkać także praktykę, zgodnie z którą opłaty leasingowe są proporcjonalne do wahań WIBOR jedynie kiedy ten rośnie, a w odwrotnej sytuacji kwota odsetek nie zmienia się. Często też firmy leasingowe „bronią się” przed ujemnym WIBOR, wprowadzając do OWUL zapisy, że w takim przypadku oprocentowanie rat leasingowych wynosi 0%. Warto sprawdzić to zawczasu.

Zapis nr 2: dodatkowe opłaty

Lista dodatkowych opłat poza miesięcznym czynszem leasingowym jest często bardzo długa. Możemy je znaleźć w Tabeli Opłat i Prowizji. Przedsiębiorca powinien przygotować się na dodatkowe wydatki związane np. z udzieleniem leasingu, zmianą harmonogramu spłat, wcześniejszym rozwiązaniem kontraktu, wznowieniem karnie rozwiązanej umowy czy możliwością wykupu przedmiotu leasingu. Dodatkowo nierzadko zapłacimy za modyfikacje przedmiotu leasingu bez zgody leasingodawcy, np. zmiany w nadwoziu pojazdu użytkowego, czy używanie leasingowanego środka trwałego przez osoby trzecie. Na końcu warto sprawdzić, czy opłaty podane w Tabeli są kwotami netto czy brutto.

Zapis nr 3: dodatkowe usługi

Podczas gdy dodatkowe opłaty mogą być bardzo dotkliwe dla budżetu firmowego, dodatkowe usługi mogą się przedsiębiorcy po prostu opłacać. I to z dwóch powodów. Po pierwsze, z uwagi na dobre relacje leasingodawcy z dostawcami, leasingobiorca może w pakiecie z wyleasingowanym pojazdem czy maszyną uzyskać atrakcyjne cenowo ubezpieczenie, niższe koszty importu czy darmowe usługi assistance. Wybrane instytucje oferują także elastyczny kalendarz spłat, dzięki któremu zarządzający firmą może w trakcie trwania umowy bez żadnych konsekwencji finansowych zmienić wysokość czynszów lub ich częstotliwość. Jest to istotne w szczególności dla takich branż, w których dużą rolę odgrywa sezonowość prowadzonej działalności gospodarczej, jak np. dla budownictwa czy rolnictwa. Po drugie, nierzadko zdarza się tak, że efektem skorzystania z usługo dodatkowej jest obniżenie oprocentowania leasingu.

Zapis nr 4: wcześniejsze rozwiązanie umowy

W optymistycznym scenariuszu, rozwiązanie umowy następuje z inicjatywy samego przedsiębiorcy, który chce wcześniejszego uregulowania wszystkich zobowiązań leasingowych. Zdarza się jednak, że umowa leasingu rozwiązywana jest przed czasem, czy to w efekcie kradzieży, czy też szkody całkowitej leasingowanego sprzętu. W najbardziej pesymistycznym scenariuszu, przedwczesne zakończenie kontraktu następuje, kiedy przedsiębiorca nie jest
w stanie spłacić rat ze względu na swoje kłopoty finansowe. W ogólnych warunkach umowy przeczytamy, z jakimi kosztami będzie się to wiązało. Spotykane na rynku rozwiązania mogą okazać się dla klientów bardzo dotkliwe.

Zapis nr 5: zwrot finansowanego przedmiotu

Podpisując umowę, decydujemy się, czy po jej zakończeniu wykupimy leasingowany środek trwały czy też zwrócimy go firmie leasingowej. W tym ostatnim przypadku, warto pamiętać, że jeden dzień czy tydzień zwłoki w zwrocie może firmę słono kosztować. Kary z tytułu takiego opóźnienia mogą być naprawdę spore i wynosić nawet 1-2 proc. ceny nabycia przedmiotu za każdy dzień zwłoki.

Katowice to jeden z najdynamiczniej rozwijających się biurowych rynków regionalnych w Polsce

Katowice to jeden z najdynamiczniej rozwijających się biurowych rynków regionalnych w Polsce. Na etapie budowy znajduje się tu obecnie 80 tys. mkw., natomiast rekordowy wolumen powierzchni – ponad 250 tys. mkw. – ma trafić na rynek do końca 2022 roku.

Zasoby biurowe Katowic przekroczyły już próg pół miliona metrów kwadratowych powierzchni i wynoszą obecnie 520 tys. mkw. To piąty co do wielkości rynek biurowy w Polsce.  W minionym roku do użytku oddano 51 tys. mkw. biur, co było wynikiem trzykrotnie wyższym niż w 2017 roku. Wśród największych oddanych w ubiegłym roku projektów znalazły się .KTW I (18,2 tys. mkw.) oraz czwarty etap kompleksu Silesia Business Park (10,7 tys. mkw.).

Barbara Pryszcz, dyrektor regionalny Colliers International w Katowicach
Barbara Pryszcz, dyrektor regionalny Colliers International w Katowicach

– Rozwój podaży ma własną dynamikę – zazwyczaj po roku obfitującym w nowe otwarcia budynków następuje obniżenie aktywności deweloperów pozwalające na absorpcję istniejącej powierzchni biurowej. Obecnie w Katowicach w budowie jest rekordowa ilość powierzchni biurowej. Apetyty deweloperów nie maleją. Kolejni lokalni i międzynarodowi gracze, jak Cavatina, DL Invest, Ghelamco, GTC, Opal Maksimum, TriGranit czy Vastint, deklarują rozpoczęcie swoich inwestycji w najbliższym czasie – mówi Barbara Pryszcz, dyrektor regionalny Colliers International w Katowicach.

Rynek się rozkręca

Na koniec 2018 roku wolumen transakcji najmu podpisanych przez najemców na rynku katowickim wyniósł 38 tys. mkw. i po słabszym roku 2017 wskazuje na powrót do osiąganych wcześniej poziomów rocznego popytu 40-45 tys. mkw.

– W 2018 r. eksperci Colliers International doradzali przy wynajmie blisko 16 tys. mkw. powierzchni biurowej w 17 transakcjach na obszarze województwa śląskiego, osiągając udział w rynku na poziomie 39%. To najlepszy wynik spośród wszystkich działających w tym regionie firm doradczych. Umocniliśmy tym samym naszą pozycję lidera – mówi Barbara Pryszcz.

Przeciętna wielkość transakcji na katowickim rynku biurowym była w ubiegłym roku najniższa wśród wszystkich miast regionalnych i wyniosła 970 mkw., nie odnotowano też kontraktów powyżej 10 tys. mkw. Do największych należała umowa podpisana przez Fujitsu Global Delivery Center Poland w budynku .KTW I (6,3 tys. mkw.), relokacja Eurofins do Katowice Business Point (1,7 tys. mkw.) oraz podnajem Perform Media Poland w A4 Business Park II (3,1 tys. mkw.). Prawie 70% zawartych kontraktów dotyczyło modułów poniżej 1 tys. mkw.

– Najwięcej powierzchni w 2018 r. wynajęły firmy z sektora IT i telekomunikacji oraz usług profesjonalnych, odpowiednio 37% i 17%. To właśnie one są dziś motorem napędowym rynku biurowego w Katowicach – mówi Barbara Pryszcz.

Pustostany w dół, czynsze bez zmian

O dynamicznym rozwoju sektora biurowego w stolicy Górnego Śląska świadczy wysokość współczynnika powierzchni niewynajętej, który w ostatnich kwartałach wykazywał trend spadkowy, by na koniec 2018 r. osiągnąć poziom 8,8% (spadek o 2,5 p.p. w porównaniu do IV kw. 2017 r.). To najniższa wartość tego wskaźnika w ciągu ostatnich czterech lat. W przeliczeniu na mkw. podaż wolnej powierzchni biurowej w Katowicach w grudniu ubiegłego roku wynosiła 45,7 mkw. Obecnie, z powodu ograniczonych zasobów w budowie, można zaobserwować stopniowe wchłanianie się powierzchni biurowej. Tendencja ta utrzyma się w nadchodzących kwartałach.

Natomiast biorąc pod uwagę wysokość czynszów, Katowice stanowią konkurencyjny rynek najmu z dużym potencjałem. Stawki w najlepszych budynkach w mieście wahają się od 12,2 do 14,5 euro za mkw. miesięcznie, zaś w projektach klasy B czynsze kształtują się na poziomie 9-12 euro za mkw. miesięcznie. Prognoza dotycząca stawek czynszu pozostaje stabilna.

Regulacje dotyczące blokowania rachunków bankowych – STIR

Blokada rachunków bankowych to jedna z najgroźniejszych dla przedsiębiorców regulacji wprowadzonych do prawa podatkowego w ostatnim czasie. Przepisy pozwalają pozbawić podatników dysponowania środkami zgromadzonymi na rachunkach, gdy Szef KAS uzna, że istnieje ryzyko ich wykorzystania do wyłudzeń skarbowych. Zaniepokojenie podatników nowymi regulacjami może być teraz jeszcze większe, gdyż Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie w wyroku z 20 września 2018 r., III SA/Wa 2057/18, stwierdził, że jest możliwe blokowanie rachunków nawet na trzy miesiące właściwie bez żadnych dowodów potwierdzających zaistnienie przesłanek zastosowania tego mechanizmu.

Czym jest STIR?

Regulacje dotyczące blokowania rachunków bankowych określa się zwykle jako STIR, co jest skrótem od Systemu Teleinformatycznego Izby Rozliczeń. Nazwa ta mówi niewiele, jednak istotne jest to, do czego ten system jest wykorzystywany.

STIR jest odpowiedzialny za przesyłanie, gromadzenie i przetwarzanie danych o rachunkach bankowych, głównie przedsiębiorców. Banki i SKOK-i prowadzące takie rachunki są obowiązane każdego dnia raportować niemal o wszystkich transakcjach dokonywanych przez ich posiadaczy. System analizuje te dane i dla każdego podmiotu, w oparciu o nieujawniane mu algorytmy, określa tzw. wskaźniki ryzyka. W ten sposób typowane są podmioty, co do których istnieje ryzyko, że wykorzystują rachunki do dokonywania wyłudzeń skarbowych. Rachunki tych podmiotów, w celu zapobieżenia dokonania przestępstwa, mogą zostać zablokowane.

Blokowanie rachunków

Pierwsza blokada następuje na 72 godziny. W tym zakresie już od czasu uchwalenia nowych regulacji wydawało się oczywiste, że będzie funkcjonował pewien automatyzm – w przypadku wytypowania przez system określonego rachunku Szef KAS będzie korzystał ze swojego uprawnienia. Blokada dokonana na 72 godziny ma bowiem w istocie dwa cele – uniemożliwienie dokonania wyłudzenia skarbowego oraz dokładniejsze zbadanie okoliczności w celu stwierdzenia, czy ryzyko dokonania nadużyć faktycznie istnieje.

Okres ten jest stosunkowo krótki, co w pewien sposób może tłumaczyć dotkliwość stosowanego środka. Jednak blokada może zostać przedłużona aż na trzy miesiące i to w oparciu o bardzo niejasne przesłanki.

Blokada na trzy miesiące, a dowodów nadużyć brak

Zgodnie z art. 119zw § 1 Ordynacji podatkowej Szef KAS może przedłużyć termin blokady rachunku na okres trzech miesięcy, jeżeli zachodzi uzasadniona obawa, że dany podmiot nie wykona zobowiązania podatkowego przekraczającego równowartość 10 000 euro. W tym kontekście największe wątpliwości budzi wystąpienie owej uzasadnionej obawy. Jak się okazuje, organ, stwierdzając jej zaistnienie, ma olbrzymią dowolność, a sąd może uznać to za praktykę właściwą.

Taka sytuacja miała miejsce w sprawie, w której zapadł wyrok przed WSA w Warszawie. Rachunek bankowy przedsiębiorcy został zablokowany na 72 godziny, a następnie blokada została przedłużona, mimo iż organ podatkowy nie zdobył żadnych dowodów przemawiających za tym, że rachunek mógł zostać wykorzystany do dokonania wyłudzeń skarbowych. Postanowienie zostało zaskarżone, jednak sąd nie dopatrzył się nadużyć.

Zdaniem sądu: „W ramach prowadzonego postępowania dotyczącego blokady rachunku organ nie prowadzi stricte postępowania dowodowego. Wystarczy, że po analizie ryzyka przepływów pieniężnych istnieje ryzyko wykorzystania instytucji finansowych do wyłudzania podatku”. Czyli w istocie wystarczy oparcie się przez fiskusa na wskaźniku ryzyka ustalonego przez system na podstawie algorytmów, które nie są ujawniane nawet sądowi.

Sąd stwierdził, że w badanej sprawie ustalenia organu są wystarczające. Ten zaś ustalił jedynie, że zostały dokonane transakcje, które potencjalnie mogłyby prowadzić do wyłudzenia skarbowego oraz że majątek podatnika mógłby okazać się niewystarczający do pokrycia ewentualnych zobowiązań podatkowych. Postanowienie Szefa KAS utrzymane w mocy przez sąd zostało więc oparte na kilku nieudowodnionych tezach.

Środek nie jest zbyt dotkliwy

Co jednak szczególnie ciekawe, zdaniem sądu takie stanowisko jest zgodne z Konstytucją, gdyż ingerencja w prawa jednostki okazała się konieczna oraz była niezbędna do osiągnięcia celu, a przy tym wybrany sposób może zostać uznany za najmniej uciążliwy.

Sąd zauważył, że wyłudzenia podatkowe są poważnym problemem i należy im przeciwdziałać. Sąd i organ podatkowy nie zauważyły jednak, co taki sposób przeciwdziałania nadużyciom oznacza dla przedsiębiorcy. A oznacza on olbrzymie problemy, które mogą powodować nieodwracalne skutki. Zablokowany rachunek oznacza brak możliwości zapłaty kontrahentom, ograniczone możliwości wypłaty wynagrodzeń pracownikom, a w konsekwencji w wielu przypadkach konieczność całkowitego zakończenia działalności.

Co to znaczy dla podatników?

Przywołany wyrok może być bardzo niebezpieczny dla podatników, gdyż w istocie dopuszcza pełną dowolność organów podatkowych, które, opierając się na niejasnych algorytmach i założeniach, mogą decydować często o być albo nie być wielu przedsiębiorców. Zdaniem sądu pozbawienie podatników środków nawet na trzy miesiące bez jakichkolwiek dowodów nieprawidłowości nie narusza prawa. To sprawia, że podatnik będzie miał duże problemy w dochodzeniu swoich praw. Przywołany wyrok jest nieprawomocny, więc należy liczyć na to, że NSA dojdzie do odmiennych wniosków.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Świeże spojrzenie na dalszy rozwój Vision Express

W 2019 roku Vision Express świętuje 25 lat działalności w Polsce, podsumowuje udany pierwszy kwartał i ogłasza otwarcie 200. salonu. Na przełomie roku stanowisko Dyrektora ds. Rozwoju i Inwestycji objęła Katarzyna Dąbrowska, która po pierwszych sukcesach nie zamierza zwalniać tempa.

 Pierwszy kwartał tego roku obfitował w otwarcia nowych salonów Vision Express. W połowie stycznia ruszył flagowy salon w warszawskich DT Wars Sawa Junior. Od 23 lutego specjaliści Vision Express są dostępni dla klientów CH Atrium w Koszalinie. 27 marca został otwarty 200. salon sieci w centrum Auchan w Komornikach. Dziewięć nowych punktów Vision Express w formacie small store concept zaczęło świadczyć swoje usługi w kolejnych mniejszych miastach takich jak np. Białogard i Tczew.

Natomiast część salonów działających już od wielu lat zmodernizowano i dostosowano do najnowszego konceptu Vision Express. Jasne i przestronne wnętrza oraz ekspozycja pozwalająca na wygodne zapoznanie się z asortymentem powitały na nowo klientów w centrach handlowych: Atrium Targówek, Alfa Białystok, Zakopianka oraz Galeria Wileńska. W najbliższym czasie planowane jest otwarcie salonu Vision Express w Galerii Młociny.

Katarzyna Dąbrowska, Dyrektor ds. Rozwoju i Inwestycji Vision Express
Katarzyna Dąbrowska, Dyrektor ds. Rozwoju i Inwestycji Vision Express

– Przy wyborze lokalizacji naszych salonów kierujemy się chęcią dotarcia do jak najszerszego grona klientów. W dalszym ciągu stawiamy na tworzenie nowoczesnych salonów, które łączą profesjonalne usługi medyczne ze sprzedażą szerokiego asortymentu okularów i soczewek kontaktowych. Wierzę, że realizując przyjętą strategię rozwoju możemy przyczynić się do poprawy jakości życia milionów Polaków, zapewniając profesjonalne badania wzroku, najwyższej jakości korekcję wad, a także bogaty wybór okularów przeciwsłonecznych – modnych i chroniących przed szkodliwym promieniowaniem UV – mówi Katarzyna Dąbrowska, Dyrektor ds. Rozwoju i Inwestycji Vision Express.

Katarzyna Dąbrowska na stanowisku ds. Rozwoju i Inwestycji zastąpiła Dariusza Zająkałę. Jest absolwentką Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie oraz podyplomowych studiów zarządzania i pośrednictwa nieruchomościami na Uczelni Łazarskiego. Posiada 15-letnie doświadczenie w ekspansji i budowaniu biznesu w branży retail. Przez ostatnie 11 lat rozwijała sieć perfumerii Douglas. Z ramienia najemców współtworzyła Kodeks Dobrych Praktyk. Jest również Członkiem Zarządu Polskiego Stowarzyszenia Najemców Powierzchni Handlowych oraz członkiem Rady Ekspertów w Retail Institute.

– Cieszę się, że za rozwój sieci Vision Express oraz Trendy Opticians będzie odpowiadać tak znakomity fachowiec. Jestem przekonany, że świeże spojrzenie Katarzyny oraz jej profesjonalizm pozwolą zrealizować ambitne plany rozwoju marki w Polsce – mówi Thanos Iliopoulos, Dyrektor Zarządzający Vision Express.

MIT Enterprise Forum CEE rozpoczyna nabór do jesiennej edycji programu akceleracyjnego

Choć dopiero niedawno rozpoczęła się wiosna, MIT Enterprise Forum CEE, akcelerator adresowany do startupów technologicznych z Polski oraz czternastu krajów Europy Środkowo-Wschodniej, już otwiera rekrutację do jesiennej edycji programu. Młodzi przedsiębiorcy zainteresowani udziałem w projekcie mogą składać aplikacje za pośrednictwem strony internetowej mitefcee.org do 30 czerwca 2019 roku. Około 25 najlepszych startupów, wyłonionych do udziału w programie, przejdzie kompleksowy, trzymiesięczny proces akceleracji, otrzyma dofinansowanie na rozwój działalności w kwocie nawet do 200 tysięcy złotych, a także zyska szansę na nawiązanie komercyjnej współpracy z czołowymi polskimi i międzynarodowymi przedsiębiorstwami.

Celem akceleratora MIT Enterprise Forum CEE jest wsparcie najbardziej innowacyjnych startupów naukowo-technologicznych z Polski i Europy Środkowo-Wschodniej poprzez połączenie ich potencjału z wiedzą i zasobami dużych przedsiębiorstw,  a także doświadczeniem mentorów, którzy osiągnęli spektakularne sukcesy w biznesie międzynarodowym. Partnerami  programu są tacy rynkowi giganci jak m.in. Adamed, PZU, Nationale-Nederlanden. Projekt wspiera Polska Agencja Rozwoju Przedsiębiorczości, która przyznała grant na realizację programu w wysokości 15 milionów złotych.

Startupy z Europy Środkowo-Wschodniej chcą się rozwijać w Polsce

Organizatorem programu jest Fundacja Przedsiębiorczości Technologicznej, która z sukcesem zrealizowała dotychczas pięć edycji programu MIT Enterprise Forum Poland, a obecnie przygotowuje się do startu pierwszej rundy akceleracji dla startupów z regionu CEE.

–  Oceniamy właśnie aplikacje, które wpłynęły do nas w związku z naborem do pierwszej rundy programu MIT Enterprise Forum CEE. Wkrótce ogłosimy startupy, które zakwalifikowały się do udziału w akceleracji, a w maju rozpoczną  się pierwsze warsztaty oraz spotkania z mentorami i przedstawicielami dużych korporacji – mówi Łukasz Owczarek, Head of Acceleration w Fundacji Przedsiębiorczości Technologicznej. – Otrzymaliśmy kilkaset zgłoszeń, z czego niemal połowę od startupów z krajów Europy Środkowo- Wschodniej, w tym m.in. z Ukrainy, Rumunii, Węgier, Estonii i Bułgarii. Jesteśmy już po pierwszych rozmowach z ich przedstawicielami. Są to zespoły mocno zmotywowane do tego, aby rozpocząć swoją działalność na rynku polskim – dostrzegają bowiem nie tylko bardzo sprzyjający klimat dla rozwoju biznesu panujący obecnie w naszym kraju, ale również coraz większą otwartość dużych przedsiębiorstw na współpracę ze startupami – dodaje Owczarek.

W związku z dużym zainteresowaniem akceleracją, MIT Enterprise Forum CEE już otworzył rekrutację do kolejnej edycji programu, która wystartuje w listopadzie 2019 roku. Przez trzy miesiące młodzi przedsiębiorcy, którzy się do niej zakwalifikują, będą dopracowywali swoje modele biznesowe pod okiem polskich i międzynarodowych mentorów, uzyskają dostęp do unikalnego know-how, zaplecza technicznego i technologicznego partnerów programu, a także dofinansowanie na rozwój działalności i przeprowadzenie pilotażu w kwocie nawet do 200 tysięcy złotych. Startupom z krajów CEE zostanie dedykowany specjalny zespół wspierający je w rozwijaniu działalności na rynku polskim.

– Do aplikowania do programu zapraszamy startupy technologiczne z Polski i krajów CEE, które rozwijają technologie mogące znaleźć zastosowanie m.in. w przemyśle farmaceutycznym i Industry 4.0, a także w sektorze energetycznym, ubezpieczeniowym,  finansowym czy w branży Smart Buildings. Specjalnie już teraz uruchamiamy nabór do edycji jesiennej, aby dać zespołom więcej czasu na przesyłanie swoich zgłoszeń. Znacznie uprościliśmy też samą formułę aplikowania, przez co jest ona o wiele szybsza i bardziej intuicyjna – podkreśla Owczarek.

Polska to dopiero początek drogi

Program MIT Enterprise Forum CEE jest częścią globalnej sieci MIT Enterprise Forum, która posiada swoje oddziały w kilkunastu stanach USA, a także m.in. w Grecji, Hiszpanii, Izraelu, Turcji i Pakistanie. Swoim zasięgiem obejmuje Polskę oraz czternaście państw: Czechy, Słowację, Węgry, Austrię, Rumunię, Słowenię, Chorwację, Serbię, Bułgarię, Ukrainę, Białoruś, Litwę, Łotwę oraz Estonię. Projekt ukierunkowany jest nie tylko na rozwój na rynku polskim, ale również na szeroko rozumianą internacjonalizację.

– Naszym celem jest przyspieszenie rozwoju firm, które chcą się rozwijać na rynkach międzynarodowych, w tym przede wszystkim w Stanach Zjednoczonych. W ramach każdej edycji akceleracji pięć najlepszych startupów otrzymuje szansę uczestnictwa w tygodniowym bootcampie w Bostonie. W trakcie wyjazdu mają one nie tylko możliwość poznania ekosystemu innowacji skupionego wokół Massachusetts Institute of Technology – uczelni z którą afiliowany jest nasz program, ale również okazję nawiązania ważnych relacji biznesowych z tamtejszymi przedsiębiorcami oraz  zaprezentowania swojej technologii przed inwestorami z USA. Dla wielu z nich to pierwszy poważny krok do rozwoju biznesu na rynku amerykańskim – mówi Łukasz Owczarek. – Nawiązujemy również coraz więcej relacji z czołowymi przedsiębiorstwami na Dalekim Wschodzie, które są zainteresowane współpracą ze startupami z Europy Środkowo-Wschodniej. Udział w programie MIT Enterprise Forum CEE może stać się więc dla młodych przedsiębiorców również szansą na ekspansję na tamtejsze rynki – dodaje.

Startupy, które zakwalifikują się do projektu przejdą akcelerację zgodnie z modelem 24 kroków zdyscyplinowanej przedsiębiorczości rozwiniętym przez Williama Aulet’a, profesora  Massachusetts Institute of Technology (MIT), a także otrzymają możliwość globalnego networkingu, w tym nawiązania relacji biznesowych z potencjalnymi partnerami oraz inwestorami. W agendzie programu przewidziano ponadto konsultacje z prawnikami, rzecznikami patentowymi, coachami sprzedaży czy specjalistami z zakresu HR.

Partnerami głównymi programu są Adamed – firma farmaceutyczno-biotechnologiczna, która powstała na bazie polskiej myśli naukowej i własnych patentów oraz MCX – trzon silnej grupy wyspecjalizowanych spółek, w skład której wchodzą m.in. spółki z obszaru rozwiązań teleinformatycznych oraz energii odnawialnej.

Partnerami wspierającymi są LINK4, Nationale-Nederlanden, MDI Energia SA, Sollers Consulting, PZU oraz Vetasi, Partnerami merytorycznymi – Autoryzowane Centrum Szkoleniowe Sandler Training – Twarowski & Posmyk, CRIDO, kancelaria patentowa EUPATENT.PL, Extended Tools, Novismo,  TaxLab oraz Hasik Rheims & Partners. Organizacjami wspierającymi akcelerację są CMS Law.Tax, Fundacja na rzecz Nauki Polskiej oraz Stowarzyszenie Organizatorów Ośrodków Innowacji i Przedsiębiorczości w Polsce (SOOIPP).

Realizacja programu wspierana jest grantem przyznanym Fundacji Przedsiębiorczości Technologicznej przez Polską Agencję Rozwoju Przedsiębiorczości w ramach Działania 2.5 POIR Programy Akceleracyjne.

Prezes PMPG wyjdzie na wolność – zdecydował wrocławski sąd

Eksperci rynku nieruchomości o frankowiczach

Raty kredytów we frankach szwajcarskich są dużo wyższe niż w złotych. Siedemset tysięcy rodzin nadal jest w ciężkiej sytuacji. Czy mogą oni liczyć na ulgi i czy rządzący pomogą im w spłatach kredytów?

– Ostatnio dużo się mówi o frankowiczach przede wszystkim w związku z ustawą, która miała im pomóc. Jak na razie takiej ustawy nie ma, jest natomiast wcześniejsza, która ma być znowelizowana i nieść pomoc osobom, które popadły w tarapaty – mówi Jarosław Sadowski, Expander.

Expander przeprowadził badania dot. sytuacji osób, które zaciągnęły kredyty we frankach od 2007 roku i porównał je z kredytami w złotówkach. Okazało się, że prawie pół na pół dzielą się osoby, które na tych kredytach skorzystały, i które na nich straciły. Największe straty wynoszą ponad 30 tys. zł, największe korzyści ponad 20 tys. zł. We wszystkich badanych przypadkach obecna rata kredytu frankowego jest wyższa. Dodatkowo ciągle przybywa osób, które na tym kredycie straciły.

– Cały czas rodzą się kolejne pomysły przewalutowania kredytów we frankach, ale musimy pamiętać, że ktoś będzie musiał za to zapłacić, jeżeli zostanie to przerzucone na banki to wszyscy za to zapłacimy – wyjaśnia Jarosław Jędrzyński, Rynek Pierwotny.

– Nie martwmy się o banki, martwmy się o młodych ludzi, którzy chcą normalnie żyć w Polsce – podsumowuje Jarosław Mikołaj Skoczeń, Zastępca Redaktora Naczelnego Agencji Informacyjnej MarketNews24.

W debacie wzięli udział: Jarosław Sadowski, Expander; Jarosław Jędrzyński, Rynek Pierwotny i prowadzący Jarosław Mikołaj Skoczeń, Zastępca Redaktora Naczelnego Agencji Informacyjnej MarketNews24.

Święta Wielkanocne w 2019 r.

W tym roku Polacy przeznaczą na organizację Świąt Wielkanocnych przeciętnie 563 zł – wynika z badania Barometr Providenta. To o 43 zł więcej niż w roku 2018 i o 140 zł więcej niż dwa lata temu. Najwięcej (średnio 615 zł) wydadzą badani, którzy założyli już rodziny i mają dzieci, a najmniej (średnio 460 zł) – osoby bezdzietne.

Świętujemy głównie w domu

„Tegoroczne Święta Wielkanocne zwykle będziemy spędzać w domu. Taką decyzję podjęło ok. 77% badanych respondentów. 40% – chce przy okazji Świąt Wielkanocnych odwiedzić rodzinę, najbliższych, przyjaciół. Zdecydowanie mniej – bo tylko 2% – wyjedzie na wakacje” – mówi w wywiadzie dla agencji informacyjnej infoWire.pl Karolina Łuczak, kierownik biura prasowego i komunikacji wewnętrznej w Provident Polska.

Zajączek idzie w ślady św. Mikołaja

Ze Świętami Wielkanocnymi wiążą się oczywiście wielkanocne zwyczaje. Tym, który kultywujemy najczęściej, jest chodzenie do kościoła ze święconką. W tym roku zamierza to zrobić 91% badanych. Znacznie mniejszy odsetek osób (57%) będzie przygotowywać pisanki. 4 na 10 respondentów zostanie z kolei zajączkami wielkanocnymi i obdaruje bliskich prezentami – jest to zwyczaj, który cieszy się w Polsce coraz większą popularnością.

Jak Wielkanoc, to z jajami

Jeśli chodzi o wielkanocne jedzenie, królują jaja. Na świątecznym stole nie może ich zabraknąć zdaniem 92% badanych. „Rywalizację” żurku z barszczem białym wygrywa ten pierwszy – będzie gościł na naszych stołach częściej (60% do 41%). Co do wielkanocnych ciast, prym wiodą makowiec (44%) i mazurek (42%). Poza tym w domach 18% z nas będzie można zjeść paschę.

Niemal połowa Polaków wyda na święta wielkanocne podobną kwotę jak rok wcześniej. Na ich organizację średnio planujemy przeznaczyć 563 złote. To o 43 złote więcej niż w 2018 roku i jednocześnie o 140 zł więcej niż dwa lata temu – wynika z badania Barometr Providenta. Z deklaracji wynika też, że w tym roku to żurek (60 proc.) będzie częściej serwowanym daniem niż barszcz biały (41 proc.).

Wyniki badania Barometr Providenta, dowodzą, że tegoroczna Wielkanoc będzie kosztowała średnio 563 złote. Jest to kwota porównywalna z rokiem ubiegłym i znaczącą wyższa niż koszt organizacji świąt w 2017 r. Najwięcej na Święta planują wydać rodziny z dziećmi, które na ten cel przeznaczą przeciętnie 615 złotych. Natomiast średnie wydatki osób bezdzietnych wyniosą 460 złotych. Miejsce zamieszkania nie wpływa w istotny sposób na wysokość wielkonocnych wydatków. Takie same tendencje widoczne są zarówno w dużych aglomeracjach, jak i na obszarach wiejskich.

Jak pokazują wyniki Barometru Providenta, w tym roku wydatki nieznacznie różnią się od zeszłorocznych. Może to wskazywać, że w poziomie przychodów respondentów nie miały miejsca żadne znaczące zmiany. Niemal połowa Polaków zamierza przeznaczyć na Święta tyle samo co w poprzednim roku. Co piąty badany planuje wydać więcej, a co dziesiąty w tym roku będzie oszczędniej dysponować swoim wielkonocnym budżetem. – podkreśla Anna Karasińska, ekspert ds. badań rynkowych w Provident Polska. – Co ciekawe, na miesiąc przed świętami aż 22 proc. respondentów nie myślało jeszcze o wydatkach na ten cel. Byli to głównie mężczyźni, co może potwierdzać, że to właśnie na kobietach spoczywa planowanie świątecznych zakupów – dodaje Anna Karasińska.

Tradycja jest najważniejsza

Wyniki badań potwierdzają, że większość Polaków celebruje wielkonocne zwyczaje. Zdecydowana większość respondentów – bo aż 91 proc – w Wielką Sobotę pójdzie do kościoła ze święconką. Niewiele mniejszy odsetek Polaków następnego dnia zje tradycyjne, wielkonocne śniadanie. Aż 44 proc. badanych zadeklarowało, że powstrzyma się od jedzenia mięsa od Wielkiego Piątku do niedzielnego śniadania.

Z Barometru Providenta wynika też, że święta najchętniej spędzamy w kręgu rodzinnym, we własnym domu – wskazało tak aż 77 proc. respondentów.  Prawie 40 proc. zamierza w tym szczególnym okresie odwiedzić rodzinę i znajomych. Tylko 2 proc badanych planuje w tym czasie wyjazd wypoczynkowy, a 1 proc. wybierze się do restauracji.

Dużą popularnością cieszą się tradycyjne zabawy związane z obchodami Wielkanocy. Najbardziej lubianą świąteczną rozrywką jest Śmigus-Dyngus. Niemal 70 proc. respondentów zamierza oblewać się wodą w lany poniedziałek. Tradycję malowania pisanek podtrzymuje już tylko 57 proc. badanych,  natomiast od lat coraz większą popularnością cieszą się prezenty przynoszone przez wielkanocnego zajączka. W tym roku znajdą się one w domach 4 z 10 badanych.

Żurek czy barszcz biały?

Święta wielkanocne to także tradycyjne dania. Jak pokazują wyniki Barometru Providenta na świątecznych stołach nie może zabraknąć jaj, bez których Wielkanocy nie wyobraża sobie ponad 90 proc. badanych. Popularną potrawą jest także biała kiełbasa, którą wskazało 68 proc.

Wyniki Barometru Providenta wskazują także tegorocznego zwycięzcę w sporze o to,  co jest popularniejsze – żurek czy barszcz biały. Według respondentów częściej planujemy przygotować żurek (60 proc. wskazań) niż barszcz biały (41 proc.). W kategorii ciast nie ma lidera. Zarówno makowiec i jak i mazurek wskazało niewiele ponad 40 proc. badanych. W domach 18 proc. respondentów pojawi się również pascha.

Wielkanoc wciąż pozostaje dla Polaków rodzinnym świętem, które najchętniej spędzamy w domu, za suto zastawionym stołem, przy którym spotykamy się z najbliższymi. – zauważa Karolina Łuczak, kierownik biura prasowego i komunikacji wewnętrznej w Provident Polska. – Ciepła, rodzinna atmosfera sprzyja zachowywaniu świątecznych zwyczajów. Najchętniej kultywujemy tradycje, które znamy z dzieciństwa, ale coraz częściej łączymy je ze świątecznymi zabawami, które w naszych domach pojawiły się dopiero niedawno.

AgioFunds TFI S.A.: Komentarz miesięczny – marzec 2019

W marcu mieliśmy do czynienia z kontynuacją tendencji z poprzednich miesięcy, czyli lekkie pogłębienie spadkowej korekty największych spółek i szerokiego rynku oraz zwyżki w segmencie małych i średnich firm.

Spadkowa korekta na rynku warszawskich blue chips nadal ma bardzo łagodny przebieg. WIG20 w marcu stracił niecałe 1 proc., a więc o połowę mniej niż miesiąc wcześniej. Słabnięcie dynamiki zniżkowej tendencji może świadczyć o wyczerpywaniu się jej potencjału, a w każdym razie wskazuje na to, że nie ma zbyt wielu chętnych do pozbywania się akcji po obecnych cenach. To oczywiście bardzo pozytywny sygnał, choć krótkoterminowo nie można wykluczyć lekkiego pogłębienia korekty. W marcu indeks blue chips obronił się przed zejściem poniżej 2300 punktów i poziom ten może stanowić barierę przed dalszymi spadkami, choć nawet utrata kolejnych 50 punktów nie pogorszyłaby szans na kontynuację wzrostowej tendencji w kolejnych miesiącach. W przypadku wskaźnika szerokiego rynku korekta przyjęła formę ruchu w bok. WIG od połowy stycznia oscyluje wokół 60 tys. punktów, odchylając się od tego poziomu jedynie nieznacznie. Symboliczna, sięgająca 0,4 proc, marcowa zniżka oraz zejście poniżej wspomnianego poziomu pod koniec miesiąca, nie zmieniają obrazu rynku i pozytywnych perspektyw. Tu również mamy do czynienia z wyraźnym osłabieniem dynamiki spadku w porównaniu do lutego.

Wzrostowy impet na rynku małych i średnich spółek zmniejszył się nieco pod koniec marca. Jednak w obu przypadkach miniony miesiąc przyniósł zwyżki indeksów. mWI040 zyskał 0,4 proc., poddając się korekcie w ostatnich dniach minionego miesiąca, zaś sWIG80 poszedł w górę o 2,3 proc. Z perspektywy pierwszego kwartału i w jednym i w drugim przypadku inwestorzy nie mają powodów do narzekań. Wskaźnik średnich firm zyskał od oczątku roku 6 proc, a indeks najmniejszych spółek rośnie o ponad 12 proc. Zarówno obecne wyceny wielu małych i średnich firm, jak i szanse na poprawę przez nie wyników finansowych sugerują szukanie szans na zyski właśnie w tych segmentach rynku. W marcu połowa akcji spółek wchodzących w skład mWIG40 i sWIG80 zyskała na wartości, a w przypadku najlepszych zyski sięgały od 10 do prawie 40 proc. Większym spadkom poddały się w większości papiery spółek, które wcześniej mocno zwyżkowały.

Większość głównych indeksów wykazywała zarówno w marcu, jak i od początku roku, czyli w całym pierwszym kwartale, względną słabość wobec światowych giełd. Prawie 1-procentowy marcowy spadek WIG20 wyraźnie kontrastował z 1-procentową zwyżką MSGI Emerging Markets i prawie 2-procentowym wzrostem S&P500. Te dysproporcje są jeszcze bardzie widoczne w horyzoncie trzech miesięcy. To zjawisko można jednak interpretować zdecydowanie pozytywnie. Po pierwsze, kapitał zagraniczny, dominujący w segmencie naszych blue chips, jedynie lekko zmniejszył swoją popytową aktywność. Nic jednak nie wskazuje, by miał zamiar wyprzedawać akcje, a jego powrót może nastąpić w każdej chwili, szczególnie pod wpływem poprawiających się prognoz dla polskiej gospodarki. Po drugie, prawdopodobne skracanie pozycji przez zagranicę zostało dość skutecznie zneutralizowane przez rodzimych graczy. Tezę tę wyraźnie potwierdza dobre zachowanie wskaźników małych i średnich spółek, które zyskiwały na wartości. Kolejny optymistyczny sygnał płynie z obserwacji sytuacji na rynku długu. W pierwszych dwóch miesiącach obecnego roku inwestorzy zagraniczni mocno redukowali swoje pozycje w polskich obligacjach skarbowych, zaś według informacji ministerstwa finansów, w marcu nierezydenci zdecydowanie powrócili do ich zakupów. Podobnie może być w przypadku akcji. Nastawienie do polskich aktywów może poprawić się po podtrzymaniu ratingu i pozytywnej jego perspektywy przez Eitch, oddalającego obawy o pogorszenie się kondycji finansów państwa. Wcześniej agencja podniosła prognozę tempa wzrostu naszej gospodarki.

Miesiąc na rynku obligacyjnym

Marzec przyniósł wyraźne ożywienie na rynku pierwotnym papierów dłużnych firm. Zjawiskiem wartym podkreślenia jest pojawienie się ofert o większej wartości i fakt, że cieszyły się one powodzeniem ze strony nabywców, ale były one adresowane do inwestorów instytucjonalnych. Kruk w ciągu dwóch dni sprzedał obligacje o wartości 115 min zł, a Ghelamco uplasowało emisję wartą 50 min zł. Trzeba też zauważyć, że obie spółki zaoferowały oprocentowanie wyższe niż w przypadku wcześniejszych emisji. Ghelamco przeprowadziło ponadto dwie emisje dedykowane inwestorom detalicznym. Obie zakończyły się bardzo szybko przy znacznej przewadze popytu, a łącznie spółka pozyskała z nich 60 min zł. Te przykłady wskazują na zdecydowaną poprawę nastawienia do rynku zarówno ze strony inwestorów instytucjonalnych, jak i indywidualnych. Zahamowany został także odpływ pieniędzy z funduszy obligacji korporacyjnych, co również jest pozytywnym sygnałem.

Według informacji ministerstwa finansów, w marcu miał miejsce ponowny napływ inwestorów zagranicznych na rynek obligacji skarbowych, po tym jak w styczniu i lutym mocno ograniczyli oni swoje na nim zaangażowanie. Z kolei w przypadku obligacji detalicznych w lutym zainteresowanie tymi papierami wyraźnie się zmniejszyło. Posiadacze oszczędności kupili papiery za 980 min zł, czyli za kwotę najniższą od maja ubiegłego roku.

Spółki zapowiadają kolejne duże emisje w najbliższych miesiącach. Miliard złotych zamierza od inwestorów pozyskać Cyfrowy Polsat. Kruk ogłosił nowy program emisji o łącznej wartości 700 min zł. Atal zwiększył z 70 do 170 min zł program emisji obligacji. Wszystko więc wskazuje na to, że rynek obligacji firm zaczyna powracać do dobrej formy, po nadwerężeniu zaufania wskutek afery GetBack.

Trwają prace nad ostatecznym kształtem zmian regulacji dotyczących rynku korporacyjnych papierów dłużnych, mających na celu lepszą ochronę inwestorów. Przepisy mają wejść w życie 1 lipca obecnego roku.

Marzec przyniósł spadek rentowności dziesięcioletnich obligacji skarbowych z niemal 3 proc, do niewiele ponad 2,8 proc. Zaskoczenie wynikające z ogłoszenia kolejnych dużych wydatków na programy socjalne na razie minęło, a rynek znalazł się pod wpływem tendencji światowych, wynikających ze złagodzenia polityki pieniężnej przez Ped i EBC. Nie było reakcji na zapowiedź zwiększenie deficytu budżetowego. Pozytywny wpływ na ceny naszych obligacji może mieć podtrzymanie przez agencję Pitch oceny ratingowej Polski.

Wyniki inwestycyjne 29.03.2019

Stopy zwrotu na dzień 29.03.2019 r.
Fundusz Im 3m 12m 36m 60m ytd
AGIO Agresywny Spółek Wzrostowych (AGIO SFIO] 0,78% 5,67% -4,28% 7,06% 2,10% 5,67%
AGIO Akcji Małych i Średnich Spółek (AGIO SFIO] 1,00% 8,07% 8,07%
AGIO Akcji PLUS (AGIO PLUS FIO] -0.13% 3,07% -4,17% 14,42% 3,07%
AGIO Kapitał (AGIO SFIO] 0,17% 0,78% 2,55% 8,98% 17,80% 0,78%
AGIO Kapitał PLUS (AGIO PLUS FIO] 0,29% 0,59% 1,54% 6,53% 14,00% 0,59%
AGIO Oszczędnościowy PLUS (AGIO PLUS FIO] 0,15% 0,13% 0,13%
AGIO Stabilny PLUS (AGIO PLUS FIO] 0.34% 1,75% -0,96% 1,03% 1,75%

 

Stopa zwrotu liczona jest od ostatniej opublikowanej wyceny styczniowej, przykładowo dla AGIO Akcji PLUS za 12 miesięcy stopa zwrotu liczona jest za okres 3Q.Q3.2Q18 – 29.03.2019. Jeśli w danym dniu nie było wyceny wybranego funduszu/subfunduszu, wówczas do kalkulacji brana jest wartość z najbliższego dnia poprzedzającego, w którym wyceniany był fundusz.

Departament Zarządzania Aktywami AgioFunds TFI S.A.

  • Adam Dakowicz
  • Wojciech Juroszek
  • Zbigniew Kowalczyk
  • Jakub Bentke

Wiodące lokalizacje coworkingowe przyszłości w Europie

  • Ranking miast europejskich ze wskazaniem wiodących lokalizacji w przyszłości został sporządzony w oparciu o wskaźniki ekonomiczne i dane z rynku nieruchomości
  • Kluczowe czynniki rozwoju wiodących lokalizacji coworkingowych są ściśle związane z rozwojem gospodarki cyfrowej, aktywnością przedsiębiorców i oczekiwaniami w zakresie elastyczności
  • Operatorzy coworkingowi i wynajmujący powinni niezwłocznie przemyśleć swoje podejście do projektowania i aranżacji powierzchni biurowych, aby nadążyć za zmieniającymi się oczekiwaniami najemców

Amsterdam, Sztokholm, Helsinki i Dublin znalazły się wśród największych miast uwzględnionych w najnowszym raporcie opracowanym przez międzynarodową firmę doradczą Cushman & Wakefield na temat rynku coworkingowej i elastycznej powierzchni biurowej. Raport zawiera prognozy dotyczące popytu oraz wskazuje na lokalizacje coworkingowe w Europie, które mogą liczyć na wzrost w przyszłości.

Dynamiczny rozwój sektora powierzchni coworkingowych, który nastąpił w ostatnich latach, szybko zrewolucjonizował rynki nieruchomości biurowych na świecie. Opublikowany raport przedstawia aktualną kondycję tego sektora, proces powstawania elastycznych miejsc pracy na terenie Europy kontynentalnej oraz perspektywy dalszego wzrostu.

Firma Cushman & Wakefield uwzględniła w raporcie powierzchnie coworkingowe, biura serwisowane oraz elastyczne miejsca pracy o łącznej powierzchni 11 mln m kw. W skali europejskiej miastem o największej aktywności w tym sektorze i największym całkowitym zasobie powierzchni coworkingowych (1,1 mln m kw.) jest Londyn – udział sektora powierzchni coworkingowych w łącznym wolumenie powierzchni biurowej dostępnej w stolicy Wielkiej Brytanii wynosi obecnie 4,6%. Ponadto na Londyn i Nowy Jork przypada obecnie 22% łącznych zasobów tego typu powierzchni na świecie.

Autorzy raportu wskazują jednak także na potencjalne kierunki rozwoju sektora powierzchni coworkingowych w Europie oraz miasta, które dzięki odpowiedniej kombinacji czynników mogą przyczynić się do odchodzenia od tradycyjnego modelu wynajmu powierzchni w stronę coworkingu.

Dział badań i doradztwa w regionie EMEA firmy Cushman & Wakefield opracował pierwszy, własny ranking 10 wiodących lokalizacji coworkingowych w Europie. We wstępnej analizie uwzględniono ponad 40 miast, którym przyznano punkty w oparciu o kwantyfikowalne czynniki ekonomiczne i rynku nieruchomości, które sprzyjają rozwojowi segmentu elastycznych powierzchni biurowych, takie jak skala, środowisko biznesowe, ludzie i katalizatory.

Ranking wiodących lokalizacji coworkingowych w Europie (Źródło: dział badań Cushman & Wakefield)wiodące lokalizacje coworkingowe

Dojrzałe rynki powierzchni biurowych takie jak Londyn i Paryż zajmują najwyższe pozycje w rankingu, ale takie miasta jak Sztokholm i Dublin również uzyskały dużą liczbę punktów i mają bardzo dobre perspektywy rozwoju sektora coworkingowego. Czynniki te pozwolą operatorom i wynajmującym lepiej ustalić, jakie cechy oferty w tych miastach mogłyby zapewnić im największe szanse na sukces w przyszłości.

Elisabeth Troni, dyrektor działu badań i doradztwa w regionie EMEA, Cushman & Wakefield, autorka raportu, powiedziała: „Nasz ranking wiodących lokalizacji coworkingowych w Europie wprowadza nowy element w tradycyjnym podziale rynku powierzchni biurowych oraz wskazuje na potencjał innowacyjny tego szybko rozwijającego się sektora. Potencjał rozwoju coworkingu ukazuje jednak także szereg dynamicznych czynników wpływających na rynek powierzchni biurowych poszczególnych miast. Rozwój coworkingu świadczy przede wszystkim o wyraźnej zmianie na rynku pracy, na którym rośnie znaczenie sektorów cyfrowego i technologicznego oraz maleje udział tradycyjnych usług finansowych.

Podmioty z nowych sektorów wzrostu gospodarki cyfrowej są bardziej aktywne i otwarte na elastyczne modele pracy. W wyniku zmiany preferencji wśród najemców, którzy chętniej decydują się na elastyczny system pracy, zyskują oni przewagę w stosunku do wynajmujących, którzy z kolei korygują i dostosowują swoje strategie. Poznając dokładniej czynniki kształtujące popyt na powierzchnie coworkingowe w indywidualnych miastach, operatorzy i wynajmujący będą w stanie bardziej precyzyjnie ustalić, jakiego rodzaju oferta miejsc pracy ma największe szanse na sukces w poszczególnych lokalizacjach w Europie.

Z naszej analizy wynika, że każde miasto ma swoją specyfikę. Przewidujemy, że popyt na powierzchnie coworkingowe na opisanych rynkach utrzyma się na wysokim poziomie. Z tego względu rekomendujemy operatorom coworkingowym i wynajmującym powierzchnie biurowe oraz inwestorom przyjęcie strategii proaktywnej w odpowiedzi na dynamikę zmian”.

Raport stwierdza także, że wiele innych miast europejskich spoza pierwszej dziesiątki rankingu również może zyskać na znaczeniu jako atrakcyjne lokalizacje oferujące elastyczne powierzchnie biurowe. W wielu z nich dynamiczny rozwój oferty biur serwisowanych i zarządzanych świadczy o zainteresowaniu elastycznymi rozwiązaniami w zakresie wynajmu powierzchni wśród bardziej tradycyjnych najemców korporacyjnych.

Catherine Bai, starszy konsultant w dziale badań i doradztwa w regionie EMEA firmy Cushman & Wakefield, powiedziała: „Rozwój coworkingu zmusza operatorów i wynajmujących do przemyślenia swojego podejścia do projektowania i aranżacji tradycyjnej powierzchni biurowej, aby lepiej reagować na zmieniający się popyt ze strony najemców. Uważamy, że strategie coworkingowe uwzględniające indywidualne czynniki poszczególnych miast europejskich mają największe szanse powodzenia, a nasze badanie potwierdza słuszność tego podejścia”.

Jan Szulborski, konsultant w dziale Badań i Doradztwa, Cushman & Wakefield
Jan Szulborski, konsultant w dziale Badań i Doradztwa, Cushman & Wakefield

Jan Szulborski, konsultant w dziale Badań i Doradztwa, Cushman & Wakefield, komentuje: „Obserwowany obecnie dynamiczny przyrost podaży powierzchni coworkingowej w Warszawie rozpoczął się około 7 lat temu i w tym okresie urósł do poziomu 77 400 mkw. rosnąc w tempie około 70% rocznie. Tempo rozwoju sektora elastycznej powierzchni wpisuje się w proces zmian w podejściu do tradycyjnych koncepcji pracy ewoluującej z układu gabinetowego, przez open-space do coraz częściej spotykanej elastycznej formuły pracy (Activity Based Working). W kolejnych latach tempo rozwoju operatorów przestrzeni coworkingowych utrzyma się a warszawski rynek biurowy będzie oferował ponad 150 000 mkw. elastycznej powierzchni biurowej. Dynamiczny rozwój operatorów coworkingowych sprawił, że Warszawa stała się liderem w regionie Europy Środkowo Wschodniej pod względem udziału powierzchni coworkingowej w całkowitym zasobie powierzchni biurowej (0,9%) jak i aktywności operatorów powierzchni coworkingowej w całkowitym wolumenie transakcji (10,7%)”.

BNP Paribas Real Estate Poland wzmacnia Dział Rynków Kapitałowych

Piotr Krawczyński
Piotr Krawczyński

Na początku marca do zespołu BNP Paribas Real Estate Poland dołączył Piotr Krawczyński, obejmując stanowisko Head of Capital Markets CEE. Odpowiedzialny jest m.in. za pozyskiwanie nowych klientów oraz koordynowanie transakcji sprzedaży/kupna nieruchomości w Europie Środkowo-Wschodniej. Zakres jego obowiązków obejmować będzie również doradztwo w obszarze finansowania inwestycji w nieruchomościach.

Mateusz Skubiszewski
Mateusz Skubiszewski

Zastępcą Piotra został Mateusz Skubiszewski, obejmując stanowisko Deputy Head of Capital Markets CEE. Mateusz Skubiszewski posiada ponad 20 lat doświadczenia w pracy na kluczowych stanowiskach w instytucjach finansowych oraz spółkach z sektora nieruchomości, w tym pięć lat w ramach BNP Paribas Real Estate Poland. Zanim dołączył do spółki pracował m.in. w Grupie ING, Grupie mBank (dawniej BRE Bank), a także w LHI Group. Jest absolwentem European University Viadrina Frankfurt. Ukończył również Academy of Strategic Leadership organizowaną przez Canadian Management Institute, a także uczestniczył w studium doktoranckim Akademii Przedsiębiorczości i Zarządzania im. Leona Koźmińskiego.

Anna Baran
Anna Baran

Wraz z początkiem roku stanowisko Head of Residential w dziale Rynków Kapitałowych objęła Anna Baran. Anna dołączyła do firmy BNP Paribas Real Estate na początku roku 2016 i pracowała w Dziale Wycen na stanowisku Zastępcy Dyrektora. Anna Baran posiada ponad 17 letnie doświadczenie w pracy w sektorze rynku nieruchomości komercyjnych i mieszkaniowych. Wcześniej pracowała między innymi w firmach Knight Frank oraz Savills. Ukończyła studia magisterskie na Uniwersytecie Ekonomicznym w Krakowie, jest również absolwentką studiów podyplomowych z zakresu wycen nieruchomości na Politechnice Warszawskiej oraz College of Estate Management University of Reading. Od 2013 roku jest członkiem Królewskiego Instytutu Dyplomowanych Rzeczoznawców Majątkowych (The Royal Insititution of Chartered Surveyors).

Karolina Wojciechowska oraz Elodie Lamelot otrzymały promocję na stanowisko Starszego Konsultanta. Karolina Wojciechowska związana jest z BNP Paribas Real Estate Poland od 2016 roku. Odpowiedzialna jest przede wszystkim za sektor handlowy. Doświadczenie zdobywała w Colliers International oraz EY. Ukończyła Politechnikę Warszawską.

Elodie Lamelot również pracuje w BNP Paribas Real Estate Poland od 2016 roku. Wcześniej zajmowała stanowiska Financial Analyst oraz Investment Consultant. Elodie swoje doświadczenie zdobywała między innymi w AXA Investment Managers, Foncière des Régions (Covivio) czy banku BNP Paribas.

Jarosław Piejak
Jarosław Piejak

Do działu Rynków Kapitałowych BNP Paribas Real Estate Poland dołączył też w ostatnich tygodniach Jarosław Piejak, na stanowisku Konsultanta. Jarosław zdobywał doświadczenie w Apleona GVA Poland oraz Colliers International. Jest absolwentem Szkoły Głównej Handlowej. Zespół wzmocniła również Katarzyna Klepacka, która zajmuje stanowisko Młodszego Konsultanta.

Katarzyna Klepacka
Katarzyna Klepacka

Dział rynków kapitałowych w Europie Środkowo-Wschodniej świadczy usługi z zakresu doradztwa transakcyjnego obejmującego kupno i sprzedaż nieruchomości, jak również portfeli nieruchomości, a także w obszarze restrukturyzacji instytucjonalnej oraz przy aranżowaniu finansowania projektów inwestycyjnych.

Złagodzenia zakazu handlu nie będzie

Jeremi Mordasewicz Konfederacja Lewiatan
Jeremi Mordasewicz, Konfederacja Lewiatan

W przedstawionym dzisiaj raporcie „Ocena wpływu ograniczenia handlu w niedziele”, Ministerstwo Przedsiębiorczości i Technologii nie rekomenduje wprowadzania zmian w obecnym modelu dochodzenia do pełnego zakazu handlu w niedziele.

Autorzy raportu rekomendują kontynuację stopniowego ograniczania handlu w niedziele. Wskazują na zadowolenie z tej regulacji pracowników handlu oraz korzyści niektórych właścicieli sklepów, a przede wszystkim stacji benzynowych, które są największym beneficjentem zmian.

Raport pomija, niestety, najliczniejszą grupę zainteresowanych, czyli konsumentów, którym ograniczono możliwość wyboru czasu i miejsca dokonywania zakupów, co jest szczególnie niekorzystne dla osób intensywnie pracujących. To prawda, że stacje benzynowe i część małych sklepów zwiększyły sprzedaż, ale odbyło się to kosztem kupujących, ponieważ ceny produktów na stacjach benzynowych i w małych sklepach są wyraźnie wyższe niż w sieciach handlowych.

Zamknięcie galerii handlowo-usługowych, których zbudowanie i wyposażenie pochłonęło w skali kraju dziesiątki miliardów złotych, oznacza marnotrawstwo zainwestowanego kapitału. Mamy go w naszym kraju znacznie mniej niż na zachodzie Europy, więc powinniśmy dbać o jego efektywne wykorzystanie.

Prywatne domy studenckie – inwestycyjna nisza zyskuje na popularności

Pralnia z piłkarzykami i jacuzzi na dachu zamiast piętrowych łóżek i współdzielonych toalet. Do 2021 roku w Polsce może przybyć nawet 10 tys. miejsc do spania w akademikach prywatnych, co oznacza wzrost podaży o 150% w ciągu zaledwie trzech lat, podaje firma doradcza Savills. Według analityków z Savills, prywatne domy studenckie to w dalszym ciągu nisza na rynku nieruchomości, ale coraz bardziej pożądana wobec chęci dywersyfikacji portfeli inwestycyjnych przez fundusze i rosnących oczekiwań studentów.

BaseCamp Łódź (źródło BaseCamp)_low res

Według Głównego Urzędu Statystycznego w roku akademickim 2017/2018 w Polsce studiowało ok. 1,3 mln osób. Oznacza to, że prawie co druga osoba w wieku 19-24 uczyła się na wyższej uczelni. Liczba studentów spada systematycznie od roku akademickiego 2007/2008 i obecnie jest najniższa od przełomu 1999 i 2000 roku. Rośnie jednak liczba obcokrajowców studiujących w Polsce, których do 2021 roku będzie aż 100 tys.

Zgodnie z danymi Savills, w Polsce znajduje się blisko 450 akademików publicznych oferujących ponad 120 tys. łóżek oraz 35 akademików należących do niepaństwowych uczelni z niespełna 4 tys. łóżek. Domy studenckie będące własnością prywatnych inwestorów niepowiązanych z żadną konkretną uczelnią oferują ok. 6500 łóżek. Oznacza to, że tylko 15% studentów może liczyć na zakwaterowanie w akademiku.

Wioleta Wojtczak, dyrektorka działu badań i analiz, Savills
Wioleta Wojtczak, dyrektorka działu badań i analiz, Savills

„Liczba akademików należących do państwowych i niepublicznych uczelni maleje, zatem redukcji ulega również liczba dostępnych łóżek. Wynika to m.in. z rosnących wymagań studentów dotyczących warunków, w jakich chcieliby mieszkać. W konsekwencji zamykane są obiekty o najgorszym standardzie i zmniejszana jest maksymalna liczba studentów kwaterowanych w wieloosobowych pokojach. Alternatywą dla akademików są mieszkania na wynajem, z którymi pod względem standardu konkurować mogą najczęściej jedynie prywatne domy studenckie. Prywatne inwestycje charakteryzują się wieloma udogodnieniami i rozwiązaniami architektonicznymi czerpiącymi z kultury co-livingu” – mówi Wioleta Wojtczak, dyrektorka działu badań i analiz, Savills.

Jak wynika z badania przeprowadzonego przez Savills na grupie 250 osób studiujących w Polsce, najbardziej pożądanymi udogodnieniami w domach studenckich jest sklep i siłownia. Prawie 75% studentów preferuje zakwaterowanie w pokojach jednoosobowych, które należą do rzadkości w uczelnianych akademikach. Deweloperzy prywatnych domów studenckich stawiają nie tylko na pojedyncze pokoje z łazienką, ale również na powierzchnie wspólne, o atrakcyjnym designie, które umożliwiają wspólne spędzanie czasu. Do najciekawszych rozwiązań należy m.in. jacuzzi na dachu w projekcie LivinnX Kraków (Golub GetHouse) czy wspólna pralnia ze stołem do gry w piłkarzyki w Base Camp Łódź. Koszt zakwaterowania w wysokiej jakości prywatnym akademiku w Polsce, w pokoju jednoosobowym waha się od 1300 zł do 2000 zł miesięcznie.

Zainteresowanie studentów ofertą prywatnych akademików przekłada się na wzrost atrakcyjności tych nieruchomości dla podmiotów chcących zakupić je jako produkt inwestycyjny. W 2018 roku całkowity wolumen transakcji inwestycyjnych w sektorze prywatnych domów studenckich na świecie przekroczył 17 miliardów dolarów. Średnia pięcioletnia dla wartości transakcji w latach 2014-2018 była trzy razy wyższa, niż wynik odnotowywany pomiędzy 2009 a 2013 rokiem, co pokazuje silny trend wzrostu zainteresowania inwestorów tą klasą aktywów.

Kamil Kowa, członek zarządu Savills w Polsce
Kamil Kowa, członek zarządu Savills w Polsce

„Polska znajduje się na bardzo wczesnym etapie rozwoju segmentu prywatnych domów studenckich. Sprzyjają nam jednak globalne preferencje inwestorów, którzy chcą lokować kapitał w tym sektorze nieruchomości, dywersyfikując swoje portfele i tym samym zmniejszając ryzyko za pośrednictwem produktów odporniejszych na krótkoterminowe wahania koniunktury. Popyt na tę klasę aktywów przekracza podaż, zarówno ze strony inwestorów, którzy oczekują większej liczby projektów, które mogliby zakupić, jak i ze strony samych studentów, dla których brakuje miejsc w tego typu obiektach. W ślad za wysokim obłożeniem pierwszych prywatnych domów studenckich zrealizowanych na naszym rynku, już niedługo możemy być świadkami pierwszych dużych transakcji na rynku inwestycyjnym, których przedmiotem będą akademiki zlokalizowane w Polsce” – mówi Kamil Kowa, członek zarządu Savills w Polsce.

W Polsce stopniowo zwiększa się podaż prywatnych domów studenckich. Obecnie na różnym etapie planowania są projekty, które łącznie zaoferują 10 tys. łóżek, w tym po trzy akademiki w Warszawie i Krakowie, dwa w Gdańsku i jeden we Wrocławiu, które są w trakcie budowy. Najbardziej aktywnymi inwestorami są m.in BaseCamp i Student Depot. Również publiczne uczelnie planują podnieść standard zakwaterowania swoich studentów, m.in. Uniwersytet Warszawski planuje nowy akademik w kampusie UW na Służewcu, który ma powstać w 2021 roku. Kluczowe dla sukcesu komercyjnego prywatnych domów studenckich jest usytuowanie ich blisko uczelni. Ze względu na ograniczoną podaż gruntów w takich lokalizacjach rośnie popularność projektów rewitalizacyjnych. W Polsce przykładem takiej inwestycji jest budynek biurowy przy ul. Solec w Warszawie zakupiony przez Zeitgeist AM w celu zmiany jego funkcji na akademik.

„Pomimo, że liczba studentów w Polsce maleje, to perspektywy dla rozwoju rynku prywatnych domów studenckich są bardzo dobre. Studenci chcą mieszkać w jak najlepszych warunkach i coraz częściej ich na to stać. Wielu z nich ceni sobie również połączenie prywatności, jaką zapewnia pokój jednoosobowy z atmosferą wspólnej nauki i spędzania wolnego czasu w specjalnie do tego celu zaprojektowanych przestrzeniach. A takiego przeżycia nie dostarczy wynajęte mieszkanie” – dodaje Wioleta Wojtczak z Savills.

Polska medycyna stawia na roboty chirurgiczne

Dzięki rozwojowi chirurgii robotycznej, polska medycyna ma szansę wyjść z impasu ograniczonej dostępności pacjentów do najnowszych technologii leczenia. W Krakowie, w Szpitalu na Klinach rozpoczyna działalność kolejny w kraju robot chirurgiczny da Vinci.

Roboty medyczne to jedno z największych osiągnieć naukowych współczesnej chirurgii. Precyzyjne operacje wykonywane m.in. przez chirurgów, urologów oraz ginekologów z pomocą robotów poprawiają bezpieczeństwo pacjentów, redukują do minimum ryzyko ludzkich błędów i powikłań pooperacyjnych, a dzięki minimalizowaniu inwazyjności zabiegów,  znacząco przyspieszają rekonwalescencję pacjentów i ich powrót do pełni aktywności życiowych.

Wśród robotów medycznych,  wspierających współczesnych chirurgów najbardziej zaawansowanym systemem robotycznym na świecie jest obecnie urządzenie da Vinci stosowane w leczeniu zabiegowym wielu schorzeń, w tym także chorób nowotworowych. Z jego wykorzystaniem przeprowadza się obecnie ponad 170 typów zabiegów chirurgicznych – przede wszystkim operacje macicy, prostaty i jelita grubego, ale również operacje  w obrębie pęcherza moczowego, nerek, trzustki, płuc czy serca.

Na świecie działa już 4 800 takich urządzeń, z pomocą których przeprowadzono już ponad 6 mln operacji chirurgicznych, ginekologicznych i urologicznych.

– „Zabiegi wykonywane przy wsparciu systemu robotycznego da Vinci dają możliwość działania w trudno dostępnych miejscach, pozwalają na wysoką precyzję. Technologia da Vinci umożliwia np. anatomiczną resekcję prostaty z zachowaniem potencji seksualnej, trzymania moczu, przy minimalnej utracie krwi. Rekonwalescencja  jest skrócona, pobyt w szpitalu jest krótki, a powrót pacjenta do rutynowych zajęć szybszy w porównaniu z operacjami otwartymi z dostępu załonowego. Dodatkowo, co istotne podczas skomplikowanych i wielogodzinnych operacji – system da Vinci dzięki ergonomicznym rozwiązaniom – stwarza duży komfort operatorowi i pozwala optymalnie utrzymać koncentrację podczas zabiegów.”  – mówi  uznany na świecie, pracujący w Nowym Jorku,  urolog  Janusz Plawner.

Kolejny w Polsce robot da Vinci rozpoczyna pracę w krakowskim Szpitalu na Klinach. Będzie o siódme u urządzenie tego systemu w kraju.

– „W Polsce posiadamy odpowiednie zasoby intelektualne, doświadczenie i wiedzę,  by w tym postępie brać aktywny udział. Znakomitych lekarzy, gotowych na poświęcenia, ale tym bardziej na innowacje.  Mamy też pacjentów, którzy zasługują na opiekę medyczną na światowym poziomie. Najważniejszym celem wprowadzania robotów chirurgicznych jest standaryzacja. A bardzo trudno standaryzować coś, co właściwie jest sztuką uprawianą przy pomocy ruchu dłoni. Jeśli jednak pomiędzy dłonią chirurga a narzędziem wewnątrz pacjenta mamy odpowiednio oprogramowany komputer, zyskujemy nowe możliwości: skorygowania ruchu, przeskalowania, zniwelowania drżenia.” – mówi prof. dr hab. Zbigniew Nawrat, prezydent Międzynarodowego Stowarzyszenia Na Rzecz Robotyki Medycznej, pomysłodawca i konstruktor polskiego robota kardiochirurgicznego Robin Heart.

Nowo otwarte Centrum Chirurgii Robotycznej w Szpitalu na Klinach w Krakowie, zgodnie z profilem placówki koncentrować się będzie na zabiegowym leczeniu schorzeń onkologicznych dróg moczowych, prostaty, macicy oraz jamy brzusznej. Choć szpital działa niespełna kilka miesięcy, w placówce otrzymało leczenie już ponad 1500 pacjentów, w tym ponad 10% pacjentów z zagranicy.

„Znamy potencjał technologii medycznych. Sprowadzenie systemu wsparcia chirurgicznego da Vinci do Krakowa jest najlepszym wynikiem tej świadomości. Polskie zespoły chirurgów przez wiele lat nie miały dostępu do technologii robotycznych, dlatego w Szpitalu na Klinach w przyszłości chcemy zbudować program rozwoju umiejętności i upowszechnienia technik robotycznych dla szerszego grona kadry medycznej w Polsce. System wsparcia chirurgicznego Robot da Vinci służyć będzienie tylko mieszkańcom południa kraju, którzy dotychczas nie mieli dostępu do tej technologii. Działalność tak nowoczesnego ośrodka z pewnością przyciągnie pacjentów z ościennych państw szukających nowoczesnego leczenia w Polsce, co w pełni wpisuje z strategię rozwoju turystyki medycznej realizowaną przez miasto Kraków.” – podkreśla Joanna Szyman, Prezes Zarządu Grupy NEO Hospital, do której należy szpital na Klinach.

Współpracą z pierwszym na południu Polski Centrum Chirurgii Robotycznej  są żywo zainteresowane uczelnie medyczne i techniczne. Szpital na Klinach zawarł z Krakowską Akademią im. Frycza Modrzewskiego umowę o współpracy w zakresie odbywania przez studentów kierunku lekarskiego zajęć klinicznych, a także tworzenia oddziałów klinicznych i prowadzenia badań naukowych na bazie działalności leczniczej prowadzonej przez szpital oraz przy wykorzystaniu sprzętu, aparaturyi zaplecza będącego w dyspozycji obu jednostek. Partnerami naukowymi szpitala  jest także Politechnika Krakowska, Akademia Górniczo – Hutnicza w Krakowie, Politechnika Śląska oraz Politechnika Świętokrzyska.

Uroczyste otwarcie Centrum Chirurgii Robotyki krakowskiego Szpitala na Klinach odbędzie już w najbliższy czwartek, o godz. 14.00. Obok pacjentów i lekarzy, wezmą w nim udział przedstawiciele ośrodków naukowych, uczelni medycznych oraz technicznych, które rozpoczynają współpracę naukową z krakowskim ośrodkiem w dziedzinie zastosowania nowoczesnych technologii medycznych.

Strefa euro się nie poddaje

Wtorek przyniósł stabilizację złotego i pary EUR/USD. Na ich tle wyraźnie wyróżniał się mocniejszy – z powodu informacji o Brexicie – funt brytyjski. Dziś sytuacja jest odmienna – w pierwszych godzinach handlu zyskują euro i złoty, z kolei funt stabilizuje się.

Dzisiejsze umocnienie wspólnej europejskiej waluty w relacji do dolara zdaje się być zapoczątkowane przez bardzo dobre dane płynące z Państwa Środka. Podobnie jak na początku tygodnia, gdy mocno na plus zaskoczyły indeksy PMI dla przemysłu Chin, tak teraz wyraźnie wzrósł indeks opisujący aktywność w usługach. Są to pozytywne informacje, które mogą sugerować, że obawy o stan i perspektywy globalnych gospodarek były nieco przesadzone. Europejskim walutom nieco pomagać może również lepszy sentyment w kontekście Brexitu po tym, jak Theresa May ogłosiła międzypartyjną współpracę w celu przełamania impasu w kontekście Brexitu oraz chęć ponownego wydłużenia procesu.

W kontekście środy i polskiego złotego warto obserwować konferencję prasową po spotkaniu Rady Polityki Pieniężnej. Istotne będzie przede wszystkim to, co reprezentanci banku centralnego sądzą o ostatnim wyraźnym wzroście inflacji oraz zewnętrznych ryzykach, które w ostatnim czasie sprawiały, że retoryka banków centralnych regionu (Czech, Węgier) stała się nieco mniej jastrzębia.

SPOJRZENIE NA GŁÓWNE WALUTY

EUR

Kurs EUR/PLN we wtorek zakończył dzień na niemal niezmienionym poziomie, wahając się w widełkach 4,29-4,30. Oprócz kwestii wspomnianych wyżej, euro dziś wspierają dane makroekonomiczne ze wspólnego bloku. Po poniedziałkowym, negatywnym zaskoczeniu związanym z danymi PMI dla przemysłu wydawało się, że aktywność w usługach może zaskoczyć jedynie in minus, a było dokładnie odwrotnie. Pozytywnie zaskoczyły również dane o sprzedaży detalicznej w lutym, wspierając pogląd o tym, że gospodarka strefy euro może być bardziej odporna, niż się zdawało. W ujęciu rocznym sprzedaż zanotowała wzrost o 2,8%, notując najwyższą dynamikę od listopada ubiegłego roku.

GBP

Kurs GBP/PLN we wtorek wzrósł o 0,5%, wahając się w widełkach 4,99-5,04. Przez większość dnia wczoraj funt radził sobie dość słabo, jednak wyraźnie odbił w końcówce dnia, zyskując również w parze do głównych walut.

Premier May poinformowała wczoraj, że będzie współpracować z liderem Partii Pracy, Jeremym Corbynem, w celu wypracowania porozumienia ws. Brexitu, które zostanie zaakceptowane przez parlament. Jeśli uda się je wypracować, ma ono zostać poddane pod głosowanie parlamentu. Jeśli nie, w Izbie Gmin posłowie będą mogli głosować nad alternatywnymi scenariuszami w kontekście Brexitu. May jednocześnie zapowiedziała, że będzie wnosiła o kolejne krótkie wydłużenie procesu. Przewodniczący Rady Europejskiej, Donald Tusk odniósł się do słów May na Twitterze, wnosząc o cierpliwość, co można odczytać jako sugestię akceptacji jej planów.

Co tyczy się kwestii niezwiązanych z Brexitem, warto wspomnieć o danych PMI. W marcu mogliśmy zaobserwować bardzo ciekawą różnicę między tym jak radziły sobie sektor przemysłu i usług. Zgodnie z danymi PMI, aktywność w tym pierwszym wyraźnie wzrosła, z poziomu 52,1 do 55,1. Dodatkowo dane z ostatniego miesiąca zaktualizowano w górę. Usługi, kilkukrotnie istotniejsze dla gospodarki Wielkiej Brytanii, radzą sobie wyraźnie gorzej. Indeks spadł z poziomu 51,3 do 48,9, schodząc poniżej granicznego poziomu ekspansji sektora po raz pierwszy od czasu w bezpośrednim następstwie referendum ws. Brexitu. I tym razem za spadkiem najpewniej stoją obawy związane z nadchodzącym wyjściem Wielkiej Brytanii z UE.

Zachowanie indeksów w Wielkiej Brytanii jest ciekawe również ze względu na to, jak różne są te odczyty w porównaniu z tymi ze strefy euro. Może to wskazywać na to, że w obu przypadkach czynniki je determinujące są zdecydowanie bardziej wewnętrzne niż globalne, co sugerowałoby również, że pogorszenie sytuacji może być przejściowe.

USD

Kurs USD/PLN we wtorek zakończył dzień na niemal niezmienionym poziomie, wahając się w widełkach 3,83-3,84. Amerykański dolar nie radził sobie wczoraj zbyt dobrze. Waluty nie wspierało wieczorne umocnienie funta brytyjskiego. Dane o zamówieniach środków trwałych w Stanach Zjednoczonych w lutym również okazały się rozczarowujące. Dziś opublikowane zostaną dane ADP o zmianie zatrudnienia w USA w marcu oraz indeksy PMI/ISM dla sektora usług dla analogicznego okresu. Inwestorzy jednak czekają na koniec tygodnia, kiedy poznamy dane NFP i pełny raport z rynku pracy, czyli prawdopodobnie najważniejszą publikację makro z USA.

KLUCZOWE PUBLIKACJE

  • 13:00 – decyzja RPP w kwestii stóp procentowych w Polsce
  • 14:15 – dane ADP o zmianie zatrudnienia w USA w marcu
  • 15:45 – indeks aktywności biznesowej PMI w sektorze usług w USA w marcu
  • 16:00 – konferencja prasowa po spotkaniu RPP
  • 16:00 – indeks aktywności biznesowej ISM w sektorach innych niż przemysł USA w marcu
  • 23:00 – przemawia Neel Kashkari z FOMC

Autor: Roman Ziruk, Ebury Polska

Ile trzeba dopłacić za ładny widok z okna?

Nova Królikarnia Ronson Development
Nova Królikarnia – Ronson Development

Czy mieszkania znajdujące się na najwyższych piętrach w budynkach są droższe od lokali usytuowanych niżej? Czy ceny uzależnione są od piętra, na którym się znajdują? Ile trzeba zapłacić za mieszkania oferujące panoramiczne widoki? Czy lokale, które je oferują cieszą się powodzeniem? W których inwestycjach można je znaleźć? Sondę prezentuje serwis nieruchomości dompress.pl

Mirosław Kujawski, członek zarządu LC Corp S.A.

Ceny mieszkań na parterze i wyższych piętrach różnią się, przy czym nie ma reguły, że lokale położone na parterze muszą być tańsze. W tym kontekście znaczenie ma skala inwestycji, ilość kondygnacji i lokalizacja. W kameralnych inwestycjach o niskiej zabudowie, położonych w spokojnych dzielnicach miast mieszkania na parterach zazwyczaj mają ogródek, co jest dużym atutem. Ceny takich lokali nie odbiegają od cen mieszkań usytuowanych wyżej, a często są nawet wyższe, szczególnie w przypadku budynków dwupiętrowych.

W wysokich budynkach, sąsiadujących z ruchliwymi ulicami nabywcy najbardziej interesują się mieszkaniami położonymi na wyższych kondygnacjach z uwagi na większa intymność i ciszę. Dochodzi tu także aspekt widoku. W takich projektach mieszkania na parterze są najtańsze. Ich ceny mogą być niższe nawet o 1500-2000 zł/mkw. od mieszkań o tym samym metrażu zlokalizowanych na najwyższych piętrach. Wszystko zależy od tego, jak wysoki jest budynek.

Andrzej Gutowski, wiceprezes Ronson Development, odpowiedzialny za sprzedaż i marketing

W wielu naszych projektach oferujemy mieszkania z niesamowitym widokiem na miasto. Szczególnie wyróżniają się pod tym względem nasze dwie inwestycje – City Link w Warszawie i Panoramika w Szczecinie. Oba są naszymi bestsellerami, co może świadczyć o tym, że klientom zależy także na pięknym widoku z okna. W stołecznym projekcie z ostatnich pięter znakomicie widać całe centrum Warszawy z Pałacem Kultury i Nauki oraz nowoczesnymi wieżowcami. Ze szczecińskiego osiedla można natomiast podziwiać całą panoramę miasta. Ceny mieszkań, także tych na ostatnich piętrach, uzależnione są głównie od metrażu i liczby pokoi.

Tomasz Sujak, członek zarządu Archicom S.A.

Na cenę końcową mieszkań składa się wiele różnych czynników. Wartość lokali na wyższych kondygnacjach ustalana jest indywidualnie, m.in. w zależności od lokalizacji oraz otoczenia. Piękne widoki z okien mają wpływ na cenę mieszkania, jednak nie jest to jedyne kryterium wyceny. Mieszkania na najniższych piętrach mogą posiadać wartość dodaną w postaci ogródka, co również wpływa na cenę ostateczną nieruchomości.
Chętnie wybierane przez klientów mieszkania z panoramicznym widokiem na miasto znaleźć można m.in. w inwestycji River Point i w sercu wrocławskiego śródmieścia, w Browarach Wrocławskich.

Małgorzata Ostrowska, członek zarządu i dyrektor Pionu Marketingu i Sprzedaży w J.W. Construction Holding S.A.

W przypadku budynków wysokościowych, jak szczecińska Hanza Tower, czy stołeczna Bliska Wola Tower mieszkania na najwyższych piętrach są zazwyczaj najdroższe. Nie dotyczy to jednak ostatnich pięter w osiedlach tego typu jak inwestycja Wrzosowa Dolina na warszawskiej Białołęce, w której budynki mają zaledwie trzy kondygnacje.

Zuzanna Należyta, dyrektor ds. handlowych w Eco Classic

Nie ma jednej, uniwersalnej reguły, dotyczącej możliwych do uzyskania cen w zależności od piętra. W większości inwestycji mieszkania na parterach są najtańsze, ale na przykład w naszej gdańskiej inwestycji mieszkania na parterach z ogródkami cieszą się największą popularnością i są podobnie wyceniane, jak lokale na ostatnim, trzecim piętrze. Przykładowo mieszkanie o powierzchni 62 mkw. na parterze, jak i trzecim piętrze kosztuje 425 tys. zł.

Monika Perekitko, członek zarządu Matexi Polska

Zacznę może od tego, że każde mieszkanie wyceniane jest przez nas indywidualnie. Zarówno widok z okna, jak i ogród są oczywiście zaletami i uwzględniamy je kształtując cennik danej inwestycji. Nie są to jednak jedyne zmienne, które bierzemy pod uwagę. Zupełnie inaczej kształtować się będzie na przykład cena parterowego mieszkania z parkowym ogrodem w kameralnej inwestycji o willowym charakterze, a inaczej należy traktować podobnie usytuowane mieszkanie w dużym osiedlu z kilkuset mieszkańcami.

Piotr Tarkowski, pełnomocnik zarządu Allcon Osiedla

W zależności od charakteru inwestycji, lokalizacji, atutów widokowych, ceny mieszkań położonych na poszczególnych piętrach mogą się różnić od kilku do kilkudziesięciu procent. Wyceniając mieszkania w danym budynku, bierzemy pod uwagę takie aspekty jak nasłonecznienie, piętro, widok, układ pomieszczeń, czy wielkość tarasów/loggi. Najbardziej pożądany i szczególnie ceniony przez klientów jest niewątpliwie widok na morze. Chętnie wybierają go osoby spoza Trójmiasta, zainteresowani adresami wakacyjnymi, ale także lokalni mieszkańcy, poszukujący wyjątkowych miejsc do życia. Widok na morze gwarantujemy na ostatnich piętrach budynków w inwestycji Nexo Apartamenty na Klifie w Pucku i w Tarasach Bałtyku, gdańskim apartamentowcu o wyjątkowej lokalizacji z tzw. one milion dollar view.

Weronika Chylarecka, specjalista ds. marketingu w Blockpol Developer

W inwestycji Nowa Inspiracja ceny mieszkań nie są uzależnione od usytuowania na piętrze. Natomiast w inwestycji przy ulicy Tęczowej 83a we Wrocławiu cena zmienia się wraz z wysokością piętra. Różnica wynosi 200 zł/mkw. Wyceny lokali nie są uwarunkowane widokiem. Mieszkania, które je oferują kupowane są inwestycyjnie na wynajem. Lokale z ładnym widokiem wybierają klienci dobrze sytuowani.

Sebastian Barandziak, prezes zarządu Dekpol Deweloper

W większości naszych inwestycji prawdziwe jest stwierdzenie, że im wyżej, tym drożej. Dla przykładu, w gdańskim osiedlu Pastelowym różnica w cenie może wynieść od 4 tys. zł do 8 tys. zł, a w osiedlu Foresta sięgać około 15- 20 tys. zł za mieszkanie o przybliżonym metrażu. Wyjątkiem jest osiedle Nowe Rokitki w Tczewie, gdzie mieszkania położone na najwyższej kondygnacji są tańsze z powodu braku windy w budynkach. Dodatkowo są to lokale ze skosami na poddaszu, co również wpływa na cenę. Natomiast widok z okien z reguły nie wpływa na wycenę. W tym przypadku wyjątkiem jest inwestycja Verano Residence w Juracie. Cena apartamentów jest zróżnicowana pod kątem widoku na zatokę. Droższe lokale wybierają zazwyczaj osoby, dla których liczy się prestiż. Kupowane są przeważnie dla własnego użytku, a nie pod wynajem.

Janusz Miller, dyrektor ds. sprzedaży i marketingu Home Invest

Realizujemy aktualnie trzy inwestycje, z których będzie można podziwiać panoramę Warszawy z najwyższych pięter. Ostatnie piętra w inwestycjach Warszawski Świt, Apartamenty Okopowa 59A oraz Willa Ochota będą gwarantowały piękny widok. Zakup mieszkania na ostatnim piętrze wiąże się zazwyczaj z wyższą ceną.

Agnieszka Jaworska-Goździewska, specjalista ds. komunikacji wewnętrznej i PR w Nickel Development

Najbardziej atrakcyjne mieszkania w każdej inwestycji znajdują się na najwyższych piętrach i zwykle mają piękny, panoramiczny widok na miasto. Te lokale cieszą się największym zainteresowaniem wśród kupujących i co do zasady mają najwyższą cenę. W zależności od inwestycji mogą być droższe o 1000-2000 zł od niżej posadowionych. Mieszkania na najwyższych piętrach mają zwykle duże powierzchnie, więc interesują się nimi przeważnie bardziej zamożni klienci. Takie mieszkania znajdują się m.in. w inwestycji ST_ART Piątkowo. Ceny czteropokojowych apartamentów na najwyższych kondygnacjach zaczynają się od 8200 zł/mkw.

Adrian Potoczek, dyrektor ds. sprzedaży w Wawel Service

Ze względu na znakomite położenie i nowoczesną architekturę najlepsze widoki oferują mieszkania w krakowskich inwestycjach Piasta Park, Lema i Krygowskiego. Mieszkania w tych projektach są oczywiście droższe o około 10-15 proc., ale posiadamy jeszcze w ofercie takie lokale w bardzo korzystnych cenach.

Autor: Dompress.pl

Flagowa inwestycja Funduszu Mieszkań na Wynajem

Dwa i pół roku temu, zaledwie kilka kilometrów od ścisłego centrum Warszawy, Fundusz Mieszkań na Wynajem w swojej pierwszej inwestycji w stolicy na ul. Przy Agorze udostępnił 227 mieszkań „pod klucz”. Zupełnie nowy standard przełożył się na duże zainteresowanie, co potwierdza obecnie aż 97 proc. wynajętych mieszkań w inwestycji.

Budynek na ul. Przy Agorze 26, będący własnością Funduszu i jednocześnie jego flagową inwestycją, to 227 mieszkań o metrażu od 31 do ponad 76 mkw. Na parterze budynku znajduje się 12 lokali handlowo-usługowych m.in. piekarnia, sklepy wielobranżowe, apteka, zakład fryzjerski, bank czy optyk.

Rafał Malik, Fundusz Mieszkań na Wynajem
Rafał Malik, Fundusz Mieszkań na Wynajem

Ze względu na swą lokalizację można uznać, iż jest to najlepiej dostępna komunikacyjnie inwestycja Funduszu. Oddanie jej w połowie 2016 roku, to było przede wszystkim rzadko spotykany na polskim rynku standard wykończenia oraz dostęp do infrastruktury, bogatej oferty handlowo-usługowej i rekreacyjnej. Od początku wierzyliśmy w to miejsce i mieliśmy względem niego wysokie oczekiwania, a zarazem bardzo dobre przeczucia. Przy wyborze tej inwestycji kluczowe dla Funduszu okazały się dogodna i komfortowa lokalizacja i bezproblemowa komunikacja – bliskie sąsiedztwo Lasu Bielańskiego, zaledwie 350 metrów od stacji metra Młociny, z której dojazd do centrum zajmuje niecałe 20 minut – opowiada Rafał Malik, dyrektor biura zarządzania najmem Funduszu Mieszkań na Wynajem.

Z roku na rok coraz większym zainteresowaniem na rynku deweloperskim cieszą się mieszkania, które są wykończone „pod klucz”. Obecnie szacuje się, że jedno na dziesięć mieszkań z rynku pierwotnego jest sprzedawane w tym standardzie. W przypadku sektora mieszkań na wynajem to już swoista norma, w Polsce udostępnia się przede wszystkim lokale wyposażone, minimalizując tym samym dodatkowe nakłady finansowe dla wynajmujących.

– W każdym z mieszkań zapewniamy pełne wyposażenie łazienki i kuchni z odpowiednio dobranym sprzętem AGD. Dzięki temu na osoby poszukujące takich lokali nie trzeba było długo czekać. Obecnie w budynku na ul. Przy Agorze mamy 220 wynajętych mieszkań, 7 natomiast pozostaje w trakcie rewitalizacji – 4 trzypokojowe, 2 dwupokojowe i jedna kawalerka. To bardzo ważny proces, żeby kolejni najemcy mogli wejść do odświeżonych mieszkań, przygotowanych specjalnie dla nich. Stawiamy na kompleksowe podejście do naszych klientów, dlatego w każdej z inwestycji oferujemy 24 godzinny serwis w razie wszelkich awarii. To zapewnia wygodę i pozwala zaoszczędzić czas na poszukiwania fachowców – dodaje Rafał Malik.

Przed rozpoczęciem działalności Funduszu najem na warunkach rynkowych oferowali na ogół inwestorzy indywidualni, którzy nie gwarantowali swoim najemcom takiego poczucia stabilizacji i bezpieczeństwa, jak zapewnia obecnie inwestor instytucjonalny.

– W przypadku inwestycji na Bielanach z reguły najemcy preferują umowy na 24 miesiące i aktualnie aż 50 proc. z nich przedłuża je. Główne zalety najmu instytucjonalnego to równość stron w umowie, gwarancja długoterminowego najmu bez niespodzianek i pewność wysokości czynszu  – informuje Rafał Malik.

Przy Agorze to jedna z 4 inwestycji Funduszu w stolicy. Pozostałe 3 znajdują się odpowiednio – w samym sercu Mokotowa (ul. Samochodowa), na zielonym Żoliborzu (ul. Powązkowska i Ficowskiego) i bliskiej Pradze Południe (ul. Terespolska).

Program Mieszkanie Plus okiem ekspertów rynku nieruchomości

W dniu 14.03.2019 r. odbyła się konferencja „Mieszkanie Plus – mówimy jak jest!”. Czyli jak jest? Co się wyjaśniło? Czy po tej dacie program wreszcie nabierze wiatru w żagle?

– Po konferencji wiemy już jak jest, zostało to bardzo dokładnie zreferowane przez członków Zarządu PFR Nieruchomości. Okazuje się, że wciąż mamy oddanych 480 mieszkań i ta liczba jest stała, 1045 w budowie i prawie 27 tys. w przygotowaniu i projektowaniu – mówi Jarosław Jędrzyński, Rynek Pierwotny.

Najważniejsza informacja jaka padła podczas konferencji to wiadomość, że 100 tys. mieszkań, które miały być w budowie w tym roku zostaną wybudowane w przeciągu 10 lat.

– Problem polega na tym, że skala 10 tys. mieszkań w ciągu roku jest zdecydowanie zbyt mała. W wielu miastach nie będzie tego rodzaju nieruchomości – mówi Jarosław Sadowski, Expander.

Ludzie, którzy nie załapią się do programu, a nie będzie ich stać na kupno własnego mieszkania czy wynajem najprawdopodobniej nadal będą mieszkać z rodzicami lub wyemigrują.

Ubiegając się o mieszkanie w ramach programu trzeba złożyć wniosek w gminie, w której Mieszkania Plus się budują. Mieszkania są przydzielane m.in. według kryteriów dochodowych.

– Od stycznia br. wystartował, także program dopłat Mieszkanie na Start, gdzie w tym roku przeznaczonych jest 200 mln zł. Obawiam się jednak, że zostanie wykorzystana bardzo mała część – mówi J.Jędrzyński, Rynek Pierwotny.

W debacie wzięli udział: Jarosław Sadowski, Expander; Jarosław Jędrzyński, Rynek Pierwotny i prowadzący Jarosław Mikołaj Skoczeń, Zastępca Redaktora Naczelnego Agencji Informacyjnej MarketNews24.

Nowe nawyki Polaków czyli e-grocery nad Wisłą

  • W ciągu ostatniego roku, naznaczonego niehandlowymi niedzielami, supermarkety online zanotowały wzrost nawet o 30 proc., podczas gdy sklepy stacjonarne tylko nieznacznie zwiększyły swoją sprzedaż.
  • We wcześniejszych latach średnie tempo wzrostu segmentu e-grocery w Polsce wynosiło 15-20 proc. r/r.
  • Polaków nie zniechęca fakt, że zakupy spożywcze w internecie mogą być droższe od zakupów w sklepach stacjonarnych nawet o 7 proc.

Chociaż to książki, ubrania i elektronika są nadal najczęściej kupowanymi przedmiotami w internecie to produkty spożywcze cieszą się coraz większym zaufaniem Polaków. Jak podaje Frisco.pl wartość e-grocery w Polsce regularnie rośnie. Największy wzrost r/r dotyczy Warszawy i okolic – to ponad 14 proc., co stanowi już 2,4 proc. udziałów w lokalnym rynku FMCG. Z kolei dane Euromonitor International wskazują, że średnie tempo wzrostu segmentu e-grocery w skali całego kraju wynosi 15-20 proc. r/r.

Patryk Górczyński, ASM Sales Force
Patryk Górczyński, dyrektor zarządzający ASM Sales Force Agency

Polacy przeznaczają na jedzenie prawie 16 proc. budżetu, co czyni je drugim – po mieszkaniu – największym wydatkiem. Z naszych badań wynika, że nie zniechęcają nas wyższe ceny w sieci. Jesteśmy w stanie zapłacić średnio o 7 proc. więcej za te same produkty spożywcze w sklepie online niż w tradycyjnym – mówi Patryk Górczyński, dyrektor zarządzający ASM Sales Force Agency, spółki należącej do grupy kapitałowej ASM GROUP. Od czasu wprowadzenia zakazu handlu w niedziele obserwujemy wzrost nawet o 30% sprzedaży online w sektorze spożywczym podczas, gdy tradycyjne hipermarkety notują maksymalnie 1 proc.

Po wprowadzeniu nowego prawa, ograniczającego działania sprzedażowe offline, e-commerce zyskało nowych klientów. Sprzedaż w internecie w niedziele wolne od handlu zwiększyła się średnio o ok. 15 proc. względem tych handlowych. Co więcej, liczba transakcji w niedziele niehandlowe stanowi już średnio niemal 60 proc. e-zakupów dokonywanych we wszystkie niedziele.

Zakaz handlu w niedziele pod znakiem zapytania

Ograniczenie handlu niedzielnego w swym założeniu miało pomóc małym sklepom i drobnym przedsiębiorcom. Po roku od wprowadzenia zmian już wiadomo, że jest inaczej. W świecie offline największymi beneficjentami stały stały się dyskonty i stacje benzynowe. Tym drugim, dzięki sprzedaży produktów FMCG, tylko w pierwszej połowie 2018 r. obroty  zwiększyły się aż o 13 proc. W tym czasie małe sklepy zanotowały spadek o ponad 1 proc. Szacuje się, że w 2018 r., z powodu zakazu handlu w niedziele, w całej Polsce zamknięto ok. 15 tys. małych sklepów, za to otwarto prawie 2 tys. sklepów internetowych. Opinie konsumentów co do zakazu są bardzo podzielone. Jednak coraz więcej pojawia się głosów przeciw. Niemal całkowity zakaz zaplanowany na 2020 r. negatywnie ocenia 54 proc. Polaków, popiera zaś 32 proc.

Obecnie ważą się losy zakazu handlu w niedziele. Biznesowy krajobraz jest jasny:  zwiększenie liczby handlowych niedziel byłoby ulgą nie tylko dla małych i średnich przedsiębiorców, ale także dla najemców przestrzeni w galeriach handlowych np. właścicieli cukierni i lodziarni. Czy ewentualne zmiany zastopują jednocześnie dynamikę wzrostu e-commerce?

  • Jesteśmy świadkami tworzenia się nowych zwyczajów zakupowych Polaków. Chociaż początkowo niejako zmuszeni zostaliśmy do przeniesienia zakupów na inne dni tygodnia lub równoległe kanały, to przyzwyczailiśmy się już do tego i tym samym wyrobiliśmy sobie nowe nawyki zakupowe – mówi Patryk Górczyński. W konsekwencji może powstać swoista równowaga handlu offline i online. Proste i powtarzalne zakupy konsumenci mogą nadal chcieć robić przez internet, a te wymagające konsultacji i skorzystania z profesjonalnej wiedzy sprzedawcy będą woleli przeprowadzić jednak na miejscu, w sklepie – prognozuje dyrektor zarządzający ASM Sales Force Agency.

Ustawa o ograniczeniu handlu w niedziele i święta weszła w życie ponad rok temu – 1 marca 2018 r. W ubiegłym roku handel w niedziele był dozwolony jeszcze w pierwszą i ostatnią niedzielę każdego miesiąca, choć z pewnymi wyjątkami. Od nowego roku przepisy zostały jednak zaostrzone – handel jest dozwolony w jedną, ostatnią, niedzielę w miesiącu. Od 2020 roku zakazem handlu mają być objęte wszystkie niedziele, z wyjątkiem 7 niedziel w roku.

Prosta spółka akcyjna – wady i zalety

Otwarcie spółki w 24 godziny, kapitał na start 1 zł, brak rady nadzorczej, elastyczne określanie rodzajów akcji, elektroniczny rejestr akcjonariuszy. Rząd przyjął projekt ustawy zmieniającej kodeks spółek handlowych, która wprowadza do niego zupełnie nowy twór – prostą spółkę akcyjną. Przepisy mają wejść w życie z dniem 1 marca 2020 r. Jakie są jej wady i zalety?

Czy potrzebny nam nowy rodzaj spółki?

Resort przedsiębiorczości i technologii twierdzi, że tak. Jego zdaniem prosta spółka akcyjna ma zdecydowanie polepszyć sytuację start-upów. Obecnie przedsiębiorcy gotowi wprowadzić innowacyjne produkty na rynek tkwią pomiędzy młotem a kowadłem. Młotem w tym przypadku jest spółka z ograniczoną odpowiedzialnością, którą z jednej strony łatwo jest otworzyć oraz prowadzić, ale z drugiej odstrasza inwestorów. Kowadłem natomiast jest spółka akcyjna, wobec której przepisy wymagają wpłacenia wysokiego kapitału zakładowego, ale z drugiej strony jest atrakcyjniejszym partnerem dla potencjalnych inwestorów.

Prosta spółka akcyjna ma wzmocnić pozycję start-upów w naszym kraju, ułatwić procedurę ich otwierania, zwiększyć konkurencyjność, a w konsekwencji zniechęcić przedsiębiorców do ucieczki poza granice kraju.

Prosta spółka akcyjna – pomiędzy spółką z o.o. i spółką akcyjną

Prosta spółka akcyjna ma wypełnić lukę w polskim prawie spółek handlowych pomiędzy spółką z ograniczoną odpowiedzialnością a spółką akcyjną. W założeniach ma łączyć w sobie korzystne dla przedsiębiorców cechy obu spółek kapitałowych (np. krótki czas otwarcia oraz prostą obsługę spółki z o.o. z ułatwieniem pozyskiwania kapitału od inwestorów przy spółce akcyjnej).

Resort przedsiębiorczości i technologii przekonuje, że prosta spółka akcyjna ma być formą prowadzenia działalności, która dopasuje się do jej potrzeb oraz zdejmie nadmiar formalności i wysokie bariery wejścia.

Wśród głównych zalet prostej spółki akcyjnej autorzy projektu wymieniają:

  1. Szybką rejestrację elektroniczną za pomocą formularza, która otwiera spółkę już po upływie 24 godzin od jego wysłania. Jednocześnie przedsiębiorcy zachowują możliwość przeprowadzenia „tradycyjnej” procedury otwarcia spółki.
  2. Brak finansowej bariery wejścia – minimalny kapitał na start wynosi zaledwie 1 zł.
  3. Prowadzenie rejestru akcjonariuszy w formie elektronicznej z wykorzystaniem technologii blockchain.
  4. Dopuszczenie wykorzystania środków komunikowania się na odległość (np. poczty elektronicznej) w celu podejmowania uchwał lub przeprowadzania zgromadzeń akcjonariuszy.
  5. Brak skomplikowanych wymogów w kwestii organów spółki. Prosta spółka akcyjna może działać bez rady nadzorczej.

Wady prostej spółki akcyjnej

Jak każdy nowy pomysł, także prosta spółka akcyjna budzi pewne wątpliwości. Nowa forma prawna prowadzenia działalności gospodarczej potrzebuje czasu, aby można było ocenić, czy zachęcające na papierze zalety prostej spółki akcyjnej w rzeczywistości działają równie dobrze.

Wątpliwości będą mieć zwłaszcza potencjalni inwestorzy, którzy mogą obawiać się ulokowania kapitału w niepewnym rozwiązaniu. Ponadto rozluźnienie struktury organów albo wręcz wyeliminowanie niektórych z nich (np. rady nadzorczej) oraz zniesienie niektórych ograniczeń (np. minimalnego kapitału zakładowego 100 000 zł lub dopuszczenie podejmowania uchwał na odległość) może być odebrane jako istotne zmniejszenie bezpieczeństwa spółki i jej wiarygodności w oczach inwestorów.

W konsekwencji zalety prostej spółki akcyjnej w pierwszym okresie jej funkcjonowania mogą okazać się jej ukrytymi wadami. Przedsiębiorcy będą korzystali z nowych rozwiązań, zachęcani potencjalnymi korzyściami, jednak ich główny cel – pozyskanie inwestorów, może okazać się zbyt trudny do osiągnięcia.

Prosta spółka akcyjna czy zmieniona spółka z o.o.?

Wątpliwości budzi też sens powoływania nowego rodzaju spółki kapitałowej w sytuacji zgłaszania postulatów przystosowania istniejącej spółki z ograniczoną odpowiedzialnością do rzeczywistości rynkowej. Resort przedsiębiorczości zasłania się troską o utrzymanie pewności prowadzenia działalności dla wszystkich przedsiębiorców, którzy korzystają z formy spółki z o.o. Dlatego odmawia przeprowadzenia zmian na „żywym organizmie” ponad 450 000 działających spółek.

Prosta spółka akcyjna wydaje się korzystnym rozwiązaniem dla start-upów wprowadzających na rynek innowacyjne produkty oraz usługi. Pewne jest jednak tylko jedno – potrzeba czasu, aby można było ocenić, czy tak szeroki katalog zalet nowego rozwiązania znajduje potwierdzenie w praktyce.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Jak zwiększyć sprzedaż w e-commerce?

sprzedaż e-commerceDziałalność w branży e-commerce bez wsparcia marketingowego jest zwyczajnie mało efektywna, a przy tak dużej konkurencji na rynku nie można sobie na to pozwolić. Cztery najważniejsze obszary, o które trzeba zadbać to: sprowadzenie ruchu na stronę, wygenerowanie sprzedaży, przywiązanie do marki i utrzymanie klienta.

Marketing oferuje mnóstwo narzędzi dedykowanych branży e-commerce, a stopień ich zaawansowania i efekty, które generują, są bardzo różne. Warto pamiętać, że bez zabezpieczenia podstawowych obszarów związanych z e-sprzedażą, mało opłacalne może być wdrażanie bardziej skomplikowanych narzędzi. O co w szczególności trzeba zadbać w kontekście zwiększania sprzedaży w e-commerce?

1. Optymalizacja karty produktu

Jest to absolutna podstawa i pierwsze działanie, na którym trzeba się skupić. Korzyści, które daje odpowiednia optymalizacja karty produktu są wręcz nieocenione. Pierwsza, najistotniejsza korzyść to zwiększenie widoczności w wyszukiwarkach, a co za tym idzie, sprowadzenie nowego ruchu na stronę. Nawet najlepszy produkt nie sprzeda się, jeśli nie dowiedzą się o nim potencjalni klienci.

Na początek trzeba zadbać o optymalizację karty pod kątem SEO. Tu istotne są takie elementy jak uzupełnienie meta tagów title i description, tudzież sposób, w jaki skonstruowany jest adres URL. Ważne jest oczywiście zawarcie w nich odpowiednich słów kluczowych. Tak przygotowane karty produktowe będą nie tylko przyjazne dla SEO, ale również dla użytkowników.

Optymalizacja obejmuje również to, co karta produktu zawiera. I tutaj trzeba trzymać się kilku zasad:

  • warstwa wizualna – kupujemy oczami, a zatem zdjęcia, grafiki, video muszą być atrakcyjne wizualnie i dokładnie przedstawiać najważniejsze cechy produktu, co ułatwi użytkownikowi jego wybór;
  • treść, opisy – muszą być unikalne (uwaga na duplicate content), przydatne i stworzone w oparciu o język korzyści, nasycone frazami kluczowymi;
  • recenzje, opinie, oceny użytkowników – wpływają na pozycjonowanie oraz uwiarygadniają produkt, ponadto są przydatne dla kupujących;
  • cross selling – oferowanie innych powiązanych produktów lub wariantów produktów.

Zoptymalizowanie karty produktowej, przynajmniej w tym podstawowym zakresie, na pewno przyniesie wymierne korzyści.

2. Content marketing

Według danych udostępnionych przez Divante, inwestycje branży e-commerce w content marketing w 2018 roku zostały uznane za najbardziej opłacalne. Pod względem najwyższego ROI, content marketing wyprzedził inne działania i techniki. Uplasował się na pierwszym miejscu przed CRM, Big Data czy Business Intelligence. Inne badania, np. raport IAB Polska, również potwierdzają dużą popularność marketingu treści. Aż 80% badanych firm deklarowała, że podejmuje działania z tego zakresu, ale tylko 35% z nich działa w oparciu o przygotowaną strategię komunikacji.

To daje nam obraz, jak duże pole jest jeszcze do zagospodarowania, jeśli konsekwentnie będziemy realizować przyjętą strategię. Warto pamiętać, że oprócz generowania sprzedaży, content marketing pomaga również osiągnąć cele wizerunkowe. Bycie ekspertem w swojej branży to często karta przetargowa, która przyciąga i zatrzymuje klientów. Druga rzecz, która przemawia na korzyść marketingu treści, to niewątpliwie duży wpływ wysokiej jakości tekstów na wartość strony w oczach Google, co jak wiemy, przekłada się na lepszą widoczność e-sklepu w wynikach wyszukiwania.

3. Remarketing

Remarketing, czyli reklama śledząca, to jedno z lepszych narzędzi pozwalających na ponowne przyciągnięcie klientów do sklepu, a to stanowi podstawę skuteczności działań marketingowych dla e-commerce w ogóle. Poza tym, każdy dobrze wie, że ponowne „ściągnięcie” na stronę lub utrzymanie już raz zdobytego klienta jest znacznie tańsze niż pozyskanie całkiem nowego.

Remarketing nie służy jednak tylko do ratowania utraconej konwersji – np. porzuconych koszyków. Świetnie sprawdza się także jako narzędzie zwiększające wartość koszyka zakupowego. Z powodzeniem można je wykorzystać w kampaniach typu cross selling i up selling.

4. Analityka

Zbieranie wartościowych danych i ich umiejętna analiza są kluczowe dla rozwoju e-sklepu, zwiększenia ruchu, konwersji i sprzedaży. Każdy najmniejszy element strony może mieć kluczowe znaczenie w podjęciu ostatecznej decyzji zakupowej. W świecie online przekonanie niezdecydowanego klienta i wytłumaczenie jakiejś kwestii jest znacznie trudniejsze niż w sklepie fizycznym, dlatego tak ważne jest zapobieganie wszelkim sytuacjom, które prowadzą do opuszczenia koszyka i strony.

Zbieranie informacji o użytkownikach i ich zachowaniach ułatwiają narzędzia dedykowane branży e-commerce. Jednym z podstawowych jest Google Analytics. Jednak by dowiedzieć się więcej, warto wykorzystać chociażby narzędzie Hojtar, dzięki któremu dowiemy się, jak użytkownicy zachowują się naszej stronie. Szczegółowe dane dostarczane przez Hojtar, pozwalają na zoptymalizowanie tych obszarów sklepu, które skutkują wzrostem współczynnika odrzuceń.

Wszystkie z zaproponowanych działań trzeba traktować jako strategie długofalowe i ciągłe. Na pewno nie obędzie się bez testowania wdrażanych rozwiązań i ich optymalizacji.

Artykuł powstał przy współpracy z agencją Ideo Force.

Gorący trend – analityczna strona HR

Ten, kto posiadał informacje, zawsze miał władzę. Dziś, przy ogromie danych, które możemy wygenerować, nie chodzi tylko o ich pozyskanie, ale przede wszystkim o skuteczne przetworzenie. W końcu informacja uznawana jest za paliwo XXI wieku. Można gromadzić paliwo w zbiornikach. A można je wykorzystać do uruchomienia maszyn, pomnażania zysków i kapitału. Nic zatem dziwnego, że pogłębiona analiza zyskuje na znaczeniu w działach, które zajmują się najważniejszym kapitałem firmy – kapitałem ludzkim.

Bezpieczeństwo danych w systemie

Dane są wytwarzane, gromadzone i przetwarzane w codziennym życiu każdej organizacji. Zwykle jednak analiza tych informacji kojarzona jest z finansami, działami logistyki i zarządzaniem zapasami. Tymczasem jednym z widocznych przejawów „rewolucji bazodanowej” w firmach jest większa koncentracja na analizie danych osobowych. Bo to potężna dawka wiedzy dla pracodawcy. Oczywiście pod warunkiem, że dane przetwarza w odpowiedni, czyli zgodny z prawem sposób.

„Wejście w życie przepisów RODO uporządkowało kwestie przetwarzania danych osobowych w przedsiębiorstwach, choć dla wielu firm dostosowanie się do przepisów było wyzwaniem. W innym zakresie możemy bowiem przetwarzać dane kandydatów do pracy (tylko w celach rekrutacyjnych) oraz byłych pracowników (w zasadzie tylko w celach archiwizacyjnych). Z kolei dane obecnych pracowników możemy przetwarzać w szerokim spektrum, pod warunkiem uzyskania odpowiednich zgód oraz posiadania narzędzi, które zapewnią bezpieczeństwo przetwarzanych danych” – wyjaśnia Olga Dura-Nowicka, ekspertka Quercus w zakresie Administracji i HR. „Dlatego, aby zapewnić bezpieczeństwo przetwarzania danych, wiele firm zdecydowało się na wprowadzenie rozwiązań systemowych, jak np. SAP HCM, dostosowanych do nowych przepisów i pozwalających na dopasowanie narzędzi do konkretnych wymagań danego przedsiębiorstwa, branży itp.”

Lawina danych na co dzień

Dlaczego przetwarzanie danych jest tak istotne? Przede wszystkim z uwagi na ich ogrom. Szacuje się, że ilość informacji, jakie zostały wytworzone tylko w latach 2011-2013 prawdopodobnie przewyższyła ilość powstałą od początku cywilizacji[1]. A od tego czasu wytworzyliśmy ich przecież znacznie więcej. Na stronie http://www.internetlivestats.com/ można na żywo obserwować, w jakim tempie tworzymy i przetwarzamy dane. To przyrost lawinowy.

Dane generujemy wszędzie: w autobusie, korzystając z telefonu oraz oczywiście w pracy. To niewyobrażalnie wielki zbiór, który jest prawdziwą kopalnią wiedzy dla analityków. A takimi stają się coraz częściej menedżerowie ds. HR.

„Zgromadzone informacje, np. na temat zatrudnienia, planowanych urlopów lub ścieżki szkoleniowej pracowników, pozwalają menedżerom na uzyskanie bieżącego obrazu sytuacji kadrowej w firmie. Umożliwiają także przewidywanie przyszłości” – podkreśla Maciej Kabaciński, Dyrektor Pionu HR w Quercus Sp. z o.o., ekspert SAP HCM.

Zarządzanie kadrami

Dostęp do narzędzi pozwalających sprawnie przetwarzać pozyskane dane ułatwia menedżerom zarządzanie. Obecnie w wielu firmach rozpoczęły się działania związane z tworzeniem planów urlopów. Ich opracowanie jest łatwe przy niewielkiej liczbie pracowników. Przy większej, lepiej skorzystać z rozwiązań IT.

„Zaawansowane narzędzia online, jak myHR Portal Quercus, pozwalają na generowanie planów urlopowych dla całego okresu i dla wszystkich pracowników, a tym samym na identyfikację tzw. wąskich gardeł. Zatem już na etapie planowania możemy zabezpieczyć się przed ewentualnymi przestojami na produkcji wynikającymi z absencji personelu” – dodaje Dyrektor Pionu HR w Quercus. „Ale narzędzia analityczne przydają się też na co dzień, np. do wspierania ewidencji czasu pracy w systemie elastycznym, na co decyduje się coraz więcej przedsiębiorstw” – podsumowuje.

Przewidywanie przyszłości

Rzeczywiście dzięki zgromadzonym danym oraz narzędziom umożliwiającym ich analizę można przewidywać przyszłość. Menedżerowie ds. HR, dzięki posiadanym informacjom, mogą dowiedzieć się, jakie były powody odejścia pracowników w ostatnim czasie, sprawdzić, na których stanowiskach jest największa rotacja, zaplanować ścieżki rozwoju wybranych talentów w taki sposób, aby umożliwić płynną sukcesję w firmie.

„Pamiętajmy, że sama baza to jeszcze nie jest informacja, to po prostu zbiór danych. Informacją będzie określenie trendu, rozpoznanie trudności czy stanowiska, na którym jest największe prawdopodobieństwo odejścia pracownika, a także identyfikacja np. przyczyn odejścia czy oczekiwań zespołu odnośnie firmowych benefitów. Jednak samo pozyskanie informacji też nic nie daje, jeśli nie idą za nią konkretne działania” – zaznacza Maciej Kabaciński.

Kopalnia wiedzy

Relacyjne bazy danych, hurtownie danych, Internet rzeczy, czyli bazy, z jakimi mamy do czynienia w rzeczywistości biznesowej, zawierają tyle zmiennych, że ich analiza zajęłaby bardzo dużo czasu i w konsekwencji nie przyniosła oczekiwanych efektów. Dlatego menedżerowie potrzebują inteligentnych narzędzi, dzięki którym będą mogli uzyskać potrzebne informacje i wdrożyć rozwiązania, które poprawią sytuację lub ułatwią podejmowanie decyzji.

Nowoczesne systemy pozwalają na przykład na szybszą selekcję kandydatów do pracy, a więc na przeprowadzenie wstępnej analizy nadesłanych zgłoszeń i wyłonienie tylko tych kandydatów, którzy spełniają określone warunki.

O wiele trudniejszym zadaniem analitycznym jest na przykład analiza stopnia dopasowania kompetencji zawodowych pracowników do wymagań stanowiska pracy. Im większy zespół, tym trudniej ją przeprowadzić i tym jest kosztowniejsza, bo bardziej czasochłonna.

Takie analizy są zatem w dzisiejszych czasach koniecznością. To pracodawcy są aktywną stroną na rynku pracy. Ich największym wyzwaniem jest zatrzymanie w firmie obecnych pracowników poprzez zapewnienie im jak najlepszych warunków pracy i rozwoju.

„Oczywiście ten rozwój powinien być zgodny zarówno z oczekiwaniami pracownika, jak i z potrzebami firmy. Stąd rosnąca popularność rozwiązań takich jak SAP SuccessFactors. Można dzięki nim zobaczyć luki kompetencyjne na danym stanowisku, porównać je z oczekiwaniami pracownika i zaplanować jego ścieżkę szkoleniową w taki sposób, aby obie strony były zadowolone” – podpowiada Maciej Kabaciński.

Kopalnia rozwiązań

Dzięki odpowiedniemu przetworzeniu posiadanych danych możemy np. dowiedzieć się, dlaczego pracownicy odchodzą z firmy. Takie informacje zaszyte są m.in. w barometrze zaangażowania pracowników, w ocenie 360 stopni, w ocenie rocznej, a nawet w historii wynagrodzeń oraz analizie ścieżki rozwoju pracowników, którzy odeszli.

Możemy także uzyskać nie mniej ważne informacje na temat oczekiwań pracowników. Dotyczą one codziennego życia biurowego, a więc np. potrzeby większej elastyczności czasu pracy lub pracy zdalnej, otwarcia chillout roomu – odskoczni od wyzwań zawodowych, zakresu benefitów czy potrzeby większej socjalizacji zespołu. „Te wszystkie informacje są w firmie. Zadaniem dobrego menedżera HR jest je wyłuskać, przeanalizować, wyciągnąć wnioski, które następnie trzeba wprowadzić w życie. Wszystko po to, aby zapewnić pracownikom dobrostan. W końcu pracownik zadowolony to pracownik wydajniejszy. Dlatego nawet inwestycja w chillout room ma wysoką stopę zwrotu” – podsumowuje Dyrektor Pionu HR Quercus Sp. z o.o.

Większość menedżerów ds. HR już dziś wykorzystuje analizę danych w swojej pracy, a w najbliższych latach ten trend będzie się umacniać. Wyzwaniem jest ilość danych, jakie trzeba przetworzyć i szybkość, z jaką należy to robić. Narzędzia, jak m.in. SAP Business Objects czy SuccessFactors, optymalizują przepływ informacji, zmniejszają koszty operacyjne, a przede wszystkim wspierają efektywne zarządzanie personelem. Dzięki nim przetworzenie terabajtów danych w czytelny raport zajmuje tylko kilka chwil (i wymaga zaledwie kilku kliknięć).

[1]http://www.medioznawca.com/blogi/slowem-o-mediach/16-aktualnosci/100-technologie-informacyjne-w-sluzbie-komunikacji

Millenialsi na giełdzie – 4 kluczowe debiuty giełdowe 2019 roku

W ubiegły piątek na giełdzie NASDAQ zadebiutował Lyft – główny konkurent Ubera w Stanach Zjednoczonych. Wydarzeniu towarzyszyły duże emocje, w szczególności, że sam Uber również zapowiedział swój debiut giełdowy w nadchodzących tygodniach. To nie jedyne „jednorożce”, które mają taki zamiar. Spółki pokolenia millenialsów zamierzają zawojować rynkiem giełdowym w 2019 roku.

Ostatnie 12 miesięcy nie rozpieszczało inwestorów w USA w zakresie debiutów giełdowych, gdyż tylko dwie oferty przekroczyły wartość 1 mld USD. Nie są to spółki, których nazwy mówią cokolwiek przeciętnemu inwestorowi. Silna korekta indeksu NASDAQ w I oraz IV kwartale minionego roku nie sprzyjały rynkowi pierwotnemu i w rezultacie mieliśmy tylko 52 debiuty spółek technologicznych. Tym samym, rynek ma dość duży apetyt na świeże debiuty w tym sektorze. Ostatnim głośnym IPO był Snap Inc. jeszcze w 2017 roku. Obecny rok powinien być pewnym przełomem za sprawą kilku głośnych spółek, planujących debiuty na NASDAQu – poza Lyft, to Uber Technologies, Slack Technologies i Pinterest Inc.

Wyścig wśród parataksówek

Pierwszym znanym debiutantem jest spółka Lyft Inc., której IPO zostało ogłoszone już w czerwcu 2018 r., lecz pierwsze notowanie nastąpiło dopiero 29 marca. Wartość pierwszej oferty publicznej bezpośredniego konkurenta Ubera wyniosła ok. 2,3 mld USD, co całej spółce daje wycenę na poziomie niemal 25 mld USD (razem z akcjami wynikającymi z przyznanych opcji pracowniczych oraz transzami stabilizacyjnymi). O dużym zainteresowaniu inwestorów nowymi spółkami technologicznymi świadczy podwyższenie przedziału wyceny i finalne zamknięcie książki popytu po maksymalnej cenie 72 USD za akcję. To znacznie mniej niż szacowana wartość Uber Technologies Inc., która wynosi ok. 120 mld USD. Spółka, zgodnie z zapowiedziami, ma złożyć prospekt emisyjny w kwietniu. Zgodnie ze sprawozdaniami finansowymi, Lyft w ostatnich 3 latach generował straty na wszystkich poziomach rachunku zysków i strat (tylko 911 mln USD na minusie w 2018 r.) i ujemne przepływy pieniężne. Jednakże w przypadku spółek technologicznych określanych jako „jednorożce” inwestorzy zawsze patrzą przede wszystkim na dynamiki przychodów, a te wynoszą regularnie powyżej 100% r/r. Świadczy to o dużej przestrzeni do zwiększania skali biznesu i będzie przyciągać kolejnych konkurentów, generując presję na marże.

Głębsze spowolnienie gospodarcze i, co za tym idzie, spadek wydatków konsumpcyjnych może wpędzić spółkę w trwałą nierentowność. W przypadku Lyfta te obawy szybko znalazły odzwierciedlenie w zachowaniu kursu. Debiut wypadł blado, gdyż po wysokim otwarciu (ok. +20%) kurs zaczął się gwałtownie osuwać, by już drugiego dnia notowań spaść poniżej ceny z IPO. Część analityków z Wall Street i inwestorów kwestionuje zakładane tempo wzrostu biznesu Lyfta, uznając ostatnią wycenę za zbyt wymagającą i dyskontująca zbyt wiele pozytywnych czynników i scenariuszy.

– Słabe zachowanie kursu Lyfta może postawić pod znakiem zapytania inne głośne debiuty technologiczne planowane na ten rok, gdyż inwestorzy mogą nie być skłonni płacić tak dużo za „premię wzrostową” w wycenie spółki – podkreśla Sebastian Trojanowski, zarządzający portfelami w Domu Maklerskim TMS Brokers.

Media społecznościowe w natarciu

Innym ciekawym IPO jest Pinterest Inc., czyli portal społecznościowy z przeszło 250 mln użytkowników (wg. danych za IV kw. 2018 r.) – choć to wciąż niewielka liczba w porównaniu z Twitterem (ok. 320 mln), nie mówiąc o Facebooku (2.3 mld). Pinterest w ostatnich 3 latach również dynamicznie poprawiał przychody (średnio o ok. 60% r/r). Proces monetyzacji użytkowników przynosi efekty, gdyż koszty nie rosły już tak szybko i w 2018 r. udało się zmniejszyć stratę o ok. 63 mln USD (ok. 8% przychodów). Niemniej, w tego typu spółce kluczowa jest dynamika przyrostu liczby użytkowników. Przykładowo, Snap Inc. mimo bardzo wysokich dynamik przychodów do tej pory nie zdołał w żadnym kwartale pokazać zysku, a pojawiły się trudności ze zwiększaniem bazy użytkowników. Skutkowało to silną przeceną kursu akcji w kolejnych miesiącach po IPO. Tu barierę wzrostu może stanowić mnogość różnych portali, aplikacji mobilnych itd., z których dany użytkownik korzysta i nie jest w stanie używać więcej. Tym samym niektóre aplikacje tracą użytkowników na rzecz innych. Jest to zbiór ograniczony i warto o tym pamiętać w kontekście tego typu spółek.

Data debiutu Slack Technologies Inc. jest póki co nieznana, lecz spółka już zdążyła zakomunikować, że oferta będzie odbywać się w trybie aukcji publicznej, tj. bez udziału instytucji oferujących. Nie będą również emitowane nowe akcje, gdyż spółka posiada dużą ilość gotówki na bilansie i jest w stanie sama finansować potrzeby kapitałowe w najbliższych okresach. Właściciel platformy komunikacyjnej dla korporacji jest wyceniany obecnie na ok. 7-10 mld USD przy ok. 85 tys. klientów generujących przychody. Wydaje się, że akurat to IPO jest relatywnie mało atrakcyjne dla inwestorów z uwagi na brak emisji nowych akcji, wąską specjalizację produktową i ograniczony potencjał długoterminowego wzrostu.

Podsumowując, z pewnością inwestorzy czekają przede wszystkim na debiut Uber Technologies z uwagi na globalne spektrum działalności oraz wielkość spółki. To byłoby pierwsze tak duże IPO od debiutu Alibaba Group Holding Ltd w 2014 r. Z drugiej strony, utrzymująca się wysoka zmienność na rynku akcji, liczne obawy o kondycję wzrostu gospodarczego na świecie oraz relatywnie wysoki poziom wycen spółek technologicznych nasuwają obawy, iż kumulacja IPO może być przejawem przesilenia na rynku po ponad 10 latach hossy.

– Należy też pamiętać, że głośne debiuty często odbywają się w oparach przesadnego optymizmu. Skutkuje to dużymi przecenami cen ich akcji w ciągu kilku miesięcy, gdy tylko pojawią się rysy na prognozach wzrostu. Często nad kursem wisi też podaż akcji pracowniczych i menedżerskich – dodaje Sebastian Trojanowski z TMS Brokers.

Białorusini drugą najliczniejszą grupą cudzoziemców w Polsce

Liczba obywateli Białorusi posiadających ważne zezwolenia na pobyt w Polsce wzrosła do ponad 21 tys. osób. Białorusini stali się tym samym drugą najliczniejszą grupą cudzoziemców z dokumentami uprawniającymi do długoterminowego pobytu w kraju. Większość – 15 tys. obywateli Białorusi posiada zezwolenia na pobyt stały wydane w związku z polskim pochodzeniem i Kartą Polaka.

Od początku 2017 r. liczba Białorusinów posiadających ważne zezwolenia na pobyt w Polsce wzrosła prawie dwukrotnie. Obecnie, ok. 59 proc. z nich to osoby w przedziale wiekowym 20 – 39 lat, 23 proc. w przedziale 40 – 59 lat, a ok. 14 proc. poniżej 20. roku życia. Nieznacznie przeważają mężczyźni – 11,6 tys. osób (54 proc.), w porównaniu do 9,8 tys. kobiet. Najpopularniejszymi regionami wśród obywateli Białorusi są województwa: mazowieckie – 7,3 tys. osób oraz podlaskie – 4,5 tys.

Większość Białorusinów posiada zezwolenia na pobyt stały – 15 tys. osób oraz czasowy (maksymalnie do 3 lat) – 5,5 tys. Około 95 proc. zezwoleń na pobyt stały zostało wydanych w związku z posiadaniem polskiego pochodzenia, w tym Karty Polaka. Wśród zezwoleń na pobyt czasowy większość (54 proc.) uzasadniono chęcią podjęcia pracy. W 24 proc. spraw celem był pobyt z rodziną, a w 14 proc. edukacja.

Cudzoziemcy chcący osiedlić się i zalegalizować swój pobyt w Polsce składają w urzędach wojewódzkich wnioski o zezwolenia na pobyt. Osoby spełniające warunki wydania zezwolenia otrzymują dokumenty potwierdzające ich prawo pobytu w kraju. Najczęściej jest to karta pobytu lub dokumenty wydawane obywatelom Unii Europejskiej i członkom ich rodzin. Ważne dokumenty uprawniające do pobytu w Polsce posiada obecnie 383 tys. cudzoziemców, najwięcej obywatele: Ukrainy – 187 tys. osób, Białorusi – 21,5 tys., Niemiec – 21 tys., Wietnamu – 12 tys. i Rosji – 12 tys.

Powyższe dane nie uwzględniają osób przebywających w Polsce tymczasowo np. na podstawie wiz.

Pozytywne nastroje wśród inwestorów branży nieruchomości w Europie

Popyt  na rynku nieruchomości komercyjnych napędzany przez rozwój nowych technologii oraz sektor e-commerce rekompensuje pesymistyczne prognozy gospodarcze dla Europy. Nastroje inwestorów są pozytywne, a najwyższe stopy zwrotu generuje segment przemysłowy –  czytamy w raporcie „Euro Cities” przygotowanym wspólnie przez Gerald Eve International i AXI IMMO.

AXI IMMO, polska firma doradcza obecna na rynku nieruchomości komercyjnych od 10 lat, wraz z Gerald Eve International przygotowała raport dotyczący kondycji sektora w Europie. Publikacja „Euro Cities” opracowana przez ekspertów z 17 krajów Europy poddaje analizie dane, uwarunkowania i perspektywy rozwoju rynku inwestycyjnego w 31 miastach z największym potencjałem biznesowym.

Autorzy raportu „Euro Cities” odnoszą wyniki rynku nieruchomości komercyjnych do sytuacji polityczno-gospodarczej w Europie, a także na świecie. Koniec 2018 r. i 2019 r. przyniósł pogorszenie wskaźników gospodarczych w większości krajów europejskich, co szczególnie dało się zauważyć w Niemczech borykających się z problemami przemysłu motoryzacyjnego. Spowolnienie na Starym Kontynencie było wynikiem problemów w handlu międzynarodowym, a także rosnących napięć społecznych. W skali globalnej niepewność niosły pogarszające się relacje między Rosją, USA i Chinami. W Europie wzmożoną czujność inwestorów wywołały protesty we Francji czy strajki w Portugalii. Jednak największą niewiadomą wciąż jest przedłużający się brak porozumienia w sprawie brexitu w parlamencie brytyjskim, którego konsekwencje są trudne do przewidzenia i mogą być zarówno pozytywne (zwłaszcza dla konkurencyjnej cenowo Europy Środkowo-Wschodniej), jak i negatywne.

Jak podają eksperci Gerald Eve International, pomimo perturbacji politycznych wyniki rynku inwestycyjnego branży nieruchomości w Europie ciągle wskazują na pozytywne nastroje wśród inwestorów.

Renata Osiecka, Partner Zarządzająca AXI IMMO, współautorka raportu „Euro Cities” wyjaśnia: „Naturalnym jest, że sytuacja geopolityczna wpływa na nastroje inwestorów, jednak  najważniejszą determinantą dla podejmowania decyzji są sygnały płynące z poszczególnych rynków. Faktem jest, że popyt na rynku najmu wciąż pozostaje na wysokim poziomie, co niweluje ryzyka i utrzymuje wysoką aktywność na rynku inwestycyjnym, gdzie nie brakuje kapitału i chętnych do inwestowania w różnego typu assety.”  

Publikacja „Euro Cities” umożliwia m.in. prześledzenie danych i trendów dotyczących rynku najmu i ich wpływu na aktywność inwestycyjnej w sektorze biurowym i magazynowym.

Produkty rynku biurowego nie słabną dzięki nowym technologiom

Jak czytamy w raporcie AXI IMMO i Gerald Eve International nieruchomości biurowe są wciąż najczęściej wybieranymi produktami inwestycyjnymi rynku nieruchomości. Popyt na powierzchnie biurowe nie słabnie, a jego głównym motorem napędowym jest wciąż rosnący sektor mediów i nowych technologii.

Według prognoz przedstawionych w raporcie w ciągu najbliższych 5 lat w Unii Europejskiej (wyłączając Wielką Brytanię) zostanie utworzone 2,8 mln miejsc pracy w biurach, co pomoże utrzymać silny popyt na tym rynku. Wśród stolic przedstawionych w raporcie najwyższe średnie czynsze w inwestycjach typu prime na poziomie 1312 euro/mkw. za rok odnotowuje się w Londynie oraz Paryżu – 810 euro/mkw. za rok , a najniższe w Bratysławie i w Pradze – odpowiednio – 192 euro/mkw. za rok i 258 euro/mkw. za rok.  W Warszawie średni czynsz roczny za mkw. odnotowano na poziomie 492 euro.  W 11 na 31 analizowanych rynków biurowych spodziewany jest wzrost czynszów, w 20 miastach prognozowane jest utrzymanie się stawek za powierzchnie biurowe na dotychczasowym poziomie, tylko w Stambule przewiduje się ich spadek.

Jeśli chodzi o rentowność inwestycji w okresie od III kwartału 2017 r. do końca 2018 r. zauważalny był spadek na 22 rynkach biurowych, w 9 z badanych miast utrzymały się na tym samym poziomie, a w 1 mieście odnotowano wzrost (Stambuł). Najwyższe stopy kapitalizacji osiągnęły nieruchomości biurowe w Bratysławie (6,3%) oraz Stambule (6%), najniższe w Paryżu (3,2%).

Do końca 2019 autorzy raportu przewidują utrzymanie się dotychczasowego poziomu stóp kapitalizacji dla najlepszych nieruchomości biurowych w 24 z 31 badanych miast. Spadki prognozowane są w 6 ośrodkach biznesowych, m.in. w Bratysławie, Paryżu  i Wiedniu. Jedynie w Stambule rokowania wskazują na wzrost stóp.

Nieruchomości biurowe pozostają pożądanym produktem inwestycyjnym, jednak widoczny jest trend

dywersyfikacji portfeli. Rośnie popularność nieruchomości magazynowych oraz alternatywnych klas aktywów.

Magazyny na celowniku inwestorów za sprawą sektora e-commerce

Rynek magazynowy w Europie cieszy się dużą aktywnością najemców. Popyt na powierzchnie magazynowo-logistyczne napędzany jest przez zmianę nawyków konsumenckich, ekspansję e-handlu oraz związany z nim rozwój logistyki ostatniej mili – czytamy w raporcie „Euro Cities”.  Najwyższe czynsze za powierzchnie logistyczne utrzymują się, podobnie jak w sektorze biurowym, w Londynie (179 euro/mkw. za rok) oraz w Dublinie (100 euro/mkw. za rok). Najniższe stawki czynszów w zestawieniu stolic notowane są w regionie Warszawy i Stambule (w obu miastach po 42 euro/mkw. za rok), relatywnie niskie czynsze są także w Lizbonie (51 euro/mkw. za rok).  Na rynku magazynowym wzrost czynszów za powierzchnie typu prime przewidywany jest w 14 miastach, w tym m.in. w Londynie, Manchesterze, Lizbonie, Amsterdamie, Hamburgu, Brnie oraz  w badanych polskich miastach tj. w Warszawie i Wrocławiu. Utrzymanie się czynszów na tym samym poziomie prognozowane jest z kolei m.in. w Berlinie, Frankufurcie, Pardze, Brukseli czy Kopenhadze. W grupie badanych miast jedynie dwa – Stambuł oraz Bratysława, wykazują tendencję spadkową pod kątem czynszów za wynajem powierzchni magazynowych. Duża aktywność najemców na rynku magazynowym przekłada się na zainteresowanie produktami magazynowymi wśród inwestorów. Stabilne przychody z wynajmu nieruchomości przemysłowych w Europie kuszą inwestorów z całego świata.

Renata Osiecka, Partner Zarządzająca AXI IMMO
Renata Osiecka, Partner Zarządzająca AXI IMMO

Tylko w Polsce łączna wartość transakcji na rynku magazynowym wyniosła 1,8 mld euro, co było rezultatem niemal dwukrotnie wyższym w porównaniu z poprzednim rokiem. Warto dodać, że ponad 1,3 mld euro stanowiły aktywizacje portfelowe”– komentuje Renata Osiecka z AXI IMMO.

W okresie od III kwartału 2017 r. do końca 2018 r. zauważalny był spadek stóp kapitalizacji na 28 rynkach magazynowych, w 2 z badanych miast utrzymały się na tym samym poziomie, a w 1 mieście odnotowano wzrost. Wśród miast dających najwyższy zwrot z inwestycji przemysłowych znajdują się Stambuł (10%) i Bratysława (7%), najniższe wskaźniki odnotowano m.in. w Londynie (3,5%). Rynek Europy Środkowo-Wschodniej cieszy się coraz większą popularnością wśród inwestorów z Azji, którzy oceniają go jako bezpieczny i zapewniający wyższe stopy zwrotu z inwestycji. W Polsce widoczna jest dalsza kompresja stóp kapitalizacji, najlepsze projekty typu prime z sektora e-commerce stopy kapitalizacji mają na poziomie 5,0 – 5,5%, w przypadku zakupów portfelowych stopy są wyższe o 100 -150 punktów bazowych.

Więcej informacji i szczegółowe dane dot. rynku komercyjnego 31 europejskich miast w pełnej wersji raportu „Euro Cities” przygotowanym przez AXI IMMO i Gerald Eve International.

Szpitale kupują po nowemu. I pytają: czy stracimy małych dostawców?

Szpitale, jak i inne instytucje finansowane z pieniędzy publicznych, od października ubiegłego roku muszą przeprowadzać przetargi powyżej progów unijnych w formie elektronicznej. Nowe zasady oznaczają mniej papierologii, większą wygodę i przejrzystość postępowań zakupowych. Budzą jednak też obawy i pytania, czy mali dostawcy poradzą sobie z elektronicznym składaniem ofert.

Szpitale korzystają z zewnętrznych dostaw i usług w bardzo szerokim zakresie. Zamawiają przede wszystkim produkty lecznicze i wyroby medyczne, ale też usługi żywienia, sprzątania, ochrony, transportu, budowlane itd. Często prowadzą złożone procesy inwestycyjne. Dostawców wyłaniają w przetargach, które w przypadku dużych zamówień, powyżej progów unijnych, muszą teraz prowadzić za pośrednictwem elektronicznych platform zakupowych. Od stycznia 2020 roku taka forma udziału w postępowaniach obejmie wszystkich dostawców, także małych.

– Z całą pewnością elektronizacja przetargów to dobry pomysł i właściwy kierunek. Jest efektywniej. Niektóre dokumenty generują się automatycznie, bez dodatkowego zaangażowania pracowników. Komunikacja elektroniczna to również oszczędność czasu i pieniędzy. Poprawiła się transparentność całego procesu, co powinno przełożyć się na większe zainteresowanie udziałem w postępowaniach. Nowy sposób organizacji przetargów chroni też pracowników odpowiedzialnych za te procedury i podnosi ich poczucie bezpieczeństwa – wylicza Marek Lipnicki ze szpitala w Bełchatowie.

Szpitale doceniają elektroniczne generowanie wielu dokumentów, np. protokołów z postępowań czy informacji z otwarcia ofert. Jak podkreśla przedstawicielka Mazowieckiego Szpitala Specjalistycznego w Radomiu: Dostępność ofert złożonych przez wszystkich wykonawców na platformie elektronicznej zlikwidowała kolejki oferentów, którzy dawniej przychodzili osobiście do naszej placówki, aby zapoznać się ze szczegółami ofert złożonych przez inne firmy.

Jest więc łatwiej, bo cały proces został uproszczony.

– Nowe przepisy zniosły część obciążeń administracyjnych i jest to zapewne pozytywny aspekt zmian w naszym ustawodawstwie. W istotny sposób zostały zniwelowane obciążenia związane z koniecznością składania licznych dokumentów wraz z ofertą dzięki wprowadzeniu oświadczenia własnego wykonawcy w postępowaniach krajowych oraz Jednolitego Europejskiego Dokumentu Zamówienia w postępowaniach unijnych – tłumaczy Izabela Chmiel, kierownik Działu Zamówień Publicznych, Wielospecjalistyczny Szpital Powiatowy w Tarnowskich Górach.

Dla wielu szpitali najważniejszy i najdłuższy jest pierwszy przetarg prowadzony w formie elektronicznej. Nowe zasady to duże wyzwanie, bo wymagają zmiany sposobu myślenia i nabytych przez lata przyzwyczajeń. Do tego dochodzi jeszcze poznawanie narzędzi technologicznych i współpraca z ich dostawcami w dostosowywaniu platform do specyfiki pracy placówek medycznych.

– Potrzeby szpitali w zakresie przetargów różnią się od potrzeb innych instytucji zobligowanych do stosowania ustawy. Jednostki medyczne prowadzą rozbudowane postępowania, składające się często z kilkuset części – jak chociażby ostatni duży przetarg w szpitalu w Radomiu podzielony na 218 części. To wyzwanie nie tylko dla prowadzącego postępowanie, ale i dla wykonawców biorących udział w tym procesie. Dostawca technologii, który jest rzeczywistym partnerem szpitala, optymalizuje proces przygotowania takiego przetargu we współpracy z zamawiającym, wsłuchując się jednocześnie w potrzeby wykonawców – mówi Magdalena Szmalec z firmy Marketplanet, dostawcy platformy zakupowej e-Zamawiający.

Elektronizacja przetargów w przypadku szpitali rodzi jednak także niepokoje. Przedstawiciele placówek medycznych zgodnie przyznają, że problem rozpocznie się, gdy nowe przepisy obejmą także małe podmioty. O ile duże przedsiębiorstwa biorące udział w postępowaniach publicznych potrafią przystosować się do nowych wymagań, o tyle mali wykonawcy mogą nie przejść tak łatwo tej próby. A z małych firm szpitale korzystają regularnie, choćby w przypadku dostaw produktów żywnościowych.

– Nasz szpital posiada własną kuchnię i przygotowuje posiłki dla pacjentów. Wiele niezbędnych do tego celu produktów, w tym między innymi warzywa, pieczywo czy nabiał, dostarczają nam mali przedsiębiorcy. Obawiam się, że nie poradzą sobie z nowymi przepisami, skoro problemem bywa dla nich wypełnienie papierowej oferty, mimo iż wymagania formalne ograniczane są do minimum. Nie stać ich na to, aby zaangażować informatyka czy prawnika, który pomoże im przebrnąć przez e-przetarg. Po prostu nie wezmą w nim udziału. Natomiast ci, którzy skorzystają z takiego wsparcia, poniosą dodatkowe koszty, za co ostatecznie i tak zapłaci szpital, prawdopodobnie otrzymując droższą ofertę – mówi Marek Lipnicki.

Udział w e-przetargu oznacza dla wykonawcy konieczność zaopatrzenia się w bezpieczny podpis elektroniczny oraz zaznajomienie się z narzędziem informatycznym, z którego korzysta zamawiający. Dla naprawdę małych firm podjęcie takich działań może okazać się zbyt trudne. Przedsiębiorcy, którzy będą chcieli spróbować swoich sił w e-przetargach, będą mogli jednak skorzystać z pomocy dostawców platform do e-przetargów.

– Wiemy, że małe firmy mogą się obawiać postępowań w formie elektronicznej. Jako dostawcy platformy jesteśmy przygotowani do tego, by pomóc wszystkim tym, którzy jednak będą chcieli w e-przetargu wziąć udział. Do ich dyspozycji przygotowaliśmy specjalną infolinię, której pracownicy podpowiedzą na każdym etapie procesu przetargowego, co należy w danej chwili zrobić. Przygotowaliśmy także szereg szkoleń i instrukcji – wyjaśnia Piotr Kaliński, Head of SaaS and NB.

Kto skorzysta z tej szansy, szpitale przekonają się już w styczniu 2020 roku.

– Elektronizacja zamówień to zmiana o charakterze rewolucyjnym, która zgodnie z zamysłem ustawodawcy ma zmniejszyć obciążenia administracyjne związane z ubieganiem się o zamówienie publiczne, a tym samym ma ułatwić potencjalnym wykonawcom złożenie oferty. Pytanie, czy intencje ustawodawcy pokrywają się z rzeczywistym ułatwieniem procesu i zwiększeniem dostępności do zamówień publicznych? W tej kwestii na razie nie ma jednoznacznej odpowiedzi – podsumowuje Izabela Chmiel.

Wśród MŚP wciąż przeważa optymizm

Wskaźnik Bibby MSP Index w marcowym badaniu osiągnął poziom 54,3 pkt. Oznacza to stabilny, utrzymujący się od 6 lat, optymizm panujący wśród małych i średnich przedsiębiorstw. W stosunku do odczytu z września 2018 roku daje się jednak zauważyć niewielki spadek (o 2,3 pkt.), za który odpowiedzialne są głównie obawy o zamówienia i sprzedaż.

Bibby MSP Index_03 2019 Bibby MSP Index_obszary_03 2019Wśród branż przebadanych przez agencję ARC Rynek i Opinia w ramach Bibby MSP Indeks największe pogorszenie nastrojów odnotowano w transporcie. Przedstawiciele tej branży obserwują w swoich firmach spadek zamówień, pogorszenie płynności i wzrost poziomu zadłużenia. Niewielkie spadki zamówień odczuwają również przedstawiciele sektora produkcji, usług i handlu. Stabilna sytuacja jest tylko w budownictwie. Spośród badanych branż, wskaźnik Bibby MSP Index przyjmuje najwyższą wartość w produkcji przemysłowej i budownictwie (56,9 i 56,8 pkt), zaś najniższą w usługach (50,5 pkt.).

Odporność polskich MŚP

Polskie firmy skutecznie korzystają z wysokiej fali popytu rynkowego zasilanego coraz to większym strumieniem rosnących płac i świadczeń społecznych. Są gotowe zwiększać zatrudnienie i sprzedaż, a także inwestować we wzrost produkcji – wyjaśnia dr Anna Czarczyńska z Katedry Ekonomii Akademii Leona Koźmińskiego. – Przedsiębiorstwa potrafią wykorzystywać impulsy rynkowe i zapełniać nisze popytowe, jeśli tylko nie są zaskakiwane nowymi regulacjami prawno-podatkowymi generującymi dla nich stan zagrożenia kryzysowego, trudnego do mitygacji z wyprzedzeniem.

Jerzy Dąbrowski, Dyrektor Generalny firmy faktoringowej Bibby Financial Services
Jerzy Dąbrowski, Dyrektor Generalny firmy faktoringowej Bibby Financial Services

– Na co dzień spotykam wielu przedsiębiorców i wiem, jaką mają odporność i jacy potrafią być pomysłowi w rozwijaniu swoich biznesów – mówi Jerzy Dąbrowski, dyrektor generalny Bibby Financial Services, firmy faktoringowej na zlecenie której prowadzone są badania Bibby MSP Index. – Wiem również, że są obszary, które z chęcią powierzyliby specjalistom. Mam tu na myśli np. zarządzanie wierzytelnościami. Nie wolno „odpuścić sobie” tego obszaru, bo grozi to poważnymi problemami z płynnością, a jednak nie jest to core business.

Klimat ekonomiczny a kondycja firmy

Badanie Bibby MSP Index przynosi również odpowiedź na pytanie, jak małe i średnie przedsiębiorstwa oceniają wpływ klimatu ekonomicznego Polski na prowadzenie działalności gospodarczej. 38 proc. badanych uznało, że był sprzyjający. Niepokoić może fakt, że pół roku temu twierdziło tak 45 proc. Najwięcej przedsiębiorców zadowolonych z panującego klimatu ekonomicznego odnotowano w budownictwie (55 proc), najmniej z kolei – w transporcie (29 proc.). Co ciekawe, przedstawiciele sektora handlu wcale nie są tacy krytyczni, pomimo wprowadzonego zakazu handlu w niedzielę (o sprzyjającym klimacie mówi 39 proc.). Dyskusje na temat dalszych ograniczeń handlu nie ustają, a jednak badani przedsiębiorcy z tego sektora uznali, że w najbliższym półroczu kondycja ekonomiczna ich firm się nie zmieni (tak uważa 48 proc., zaś 29 proc. spodziewa się poprawy).

Oceniając kondycję ekonomiczną swojej firmy zdecydowana większość MŚP (58 proc.) uznała, że w ostatnim półroczu nie uległa ona zmianie. Podobny odsetek uważa, że w najbliższym czasie nic się nie zmieni. Przedsiębiorcy nie przewidują zmian w płynności finansowej w ciągu najbliższych 6 miesięcy.

Przewidywanie zmian

Biorąc pod uwagę badania nastrojów firm przeprowadzane w ramach Biby MSP Index od 2011 roku wyraźnie widać, że bardzo wysoko koreluje on z PKB i jest dobrym wskaźnikiem wyprzedzającym koniunktury gospodarczej – podsumowuje dr Anna Czarczyńska.

– W przypadku dekoniunktury małe i średnie przedsiębiorstwa pierwsze boleśnie odczują jej skutki, m.in. w obszarze płynności. Dlatego tak ważne jest dla nas badanie nastrojów panujących w tym sektorze – podsumowuje Jerzy Dąbrowski.

O badaniu Bibby MSP Index :

Bibby MSP Index jest wzorowany na sprawdzonym i cenionym przez światowych inwestorów indeksie określanym jako Indeks Managerów ds. Zakupów (tzw. PMI). Konstrukcję Bibby MSP Index oparto na założeniu, że o kondycji każdego przedsiębiorstwa, a w szczególności firm małych i średnich, stanowi kilka obszarów takich jak: sprzedaż (zamówienia), inwestycje, zatrudnienie, płynność finansowa oraz poziom zadłużenia firmy. Przyjmowane przez Bibby MSP Index wartości znajdują się w przedziale od 0 do 100 pkt. Wynik > 50 pkt. to prognoza (zapowiedź) poprawy kondycji firm. Wynik < 50 pkt. to prognoza kryzysu na skutek pogarszającej się kondycji firm.

Czy zmieniamy ministra finansów?

Ostatnie dni przynoszą coraz więcej informacji o wyjściu z rządu minister Teresy Czerwińskiej. Coraz więcej osób nie pyta czy tylko kiedy. Próba rozwiązania Brexitu i deklaracje przedłużenia terminu.

Jednak zmienimy ministra finansów?

O możliwym odejściu Teresy Czerwińskiej z rządu mówi się już od kilku tygodni. Plotki o rozstaniu z resortem są jednak dotychczas wciąż dementowane. Rzeczpospolita informuje jednak, że nie udały się rozmowy ostatniej szansy i być może jeszcze przed eurowyborami czeka nas rekonstrukcja rządu. Patrząc na listy wyborcze PiS rekonstrukcja i tak jest niemal nieunikniona. Dlaczego zdaniem obserwatorów odchodzi szefowa finansów? Powodem są podobno obietnice wyborcze zwane tzw. “piątką Kaczyńskiego”. Ich efekt na budżet zdaniem analityków jest bardzo negatywny. Nie mówimy tylko o stronie wydatkowej, ale również przychodowej. Pomysł obniżki podatku PIT do 17% oraz 0 stawki dla osób do 26 roku życia z pewnością zostawi wiele pieniędzy społeczeństwu, ale budżet na tym z pewnością nie zyska. Wpływy z PIT to 120 miliardów złotych rocznie w związku z tym jest to kilka miliardów złotych ubytków, ale tych pieniędzy w budżecie nie ma. Jeżeli projekty te wejdą w życie możemy spodziewać się osłabienia złotego, gdyż inwestorzy sceptycznie patrzą na możliwość tak dużego zwiększenia ściągalności podatków.

Kolejne podejście pod Brexit

Po ostatnich porażkach w głosowaniach premier Theresa May zapowiada próbę porozumienia z opozycyjną Partią Pracy. Warto zwrócić uwagę, że nawet porozumienie nie daje gwarancji sukcesu. Partia Pracy w ramach Brexitu opowiada się za pozostaniem w Unii Celnej. Postulat ten jest z kolei nieakceptowalny w skrajnym skrzydle Partii Konserwatywnej. Jest zatem spora szansa, że tym ruchem Theresa May nie tylko zamieni jedną niemal większość na drugą niemal większość, ale jeszcze straci poparcie własnej formacji. W rezultacie już teraz mówi się o przedłużeniu terminu 12 kwietnia. W rezultacie najprawdopodobniej Wielka Brytania będzie zmuszona wziąć udział w eurowyborach.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

  • 14:15 – USA – raport ADP na temat zatrudnienia,
  • 16:00 – USA – raport ISM dla usług.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Prezydent Bill Clinton wystąpi na konferencji ABSL

Bill Clinton, 42. Prezydent Stanów Zjednoczonych, będzie gościem specjalnym dziesiątej, jubileuszowej konferencji ABSL Summit. Konferencja odbędzie się w Warszawie, w dniach 12-13 czerwca 2019 r.

Konferencja ABSL to jedno z największych wydarzeń biznesowych w Europie Środkowej, gromadzące co roku ponad tysiąc uczestników – globalnych liderów biznesu, przedstawicieli lokalnej i centralnej władzy oraz administracji europejskiej, ekspertów, naukowców i najbardziej opiniotwórcze media. Od 2010 r. stanowi wyjątkową platformę dyskusji, analiz i prognoz dotyczących trendów i wyzwań dla biznesu w zmieniającym się świecie. Punktem kulminacyjnym każdej edycji wydarzenia jest rozmowa z gościem specjalnym, inspirującą i prowokująca do myślenia osoba o międzynarodowym uznaniu. Wśród gości ubiegłych znalazły się takie osoby jak Madeleine Albright, Tony Blair, Condoleezza Rice, David Cameron, Lech Wałęsa, Jan Krzysztof Bielecki, Jerzy Buzek i Mateusz Morawiecki. W tym roku gościem specjalnym jubileuszowej ABSL Summit będzie prezydent Bill Clinton, założyciel i prezes zarządu Fundacji Clintona oraz 42. prezydent Stanów Zjednoczonych. Bill Clinton był pierwszym od 60 lat demokratycznym prezydentem, który został wybrany dwukrotnie, a w trakcie jego prezydentury Stany Zjednoczone przechodziły okres najdłuższej ekspansji gospodarczej w historii Ameryki, przynosząc ponad 22 miliony miejsc pracy.

Podczas ABSL Summit, Prezydent Clinton przedstawi perspektywy dla biznesu oraz największe wyzwania dla globalnej gospodarki na najbliższe 10 lat. „W dzisiejszej gospodarce opartej na wiedzy to, ile zarabiasz, zależy od tego, czego się nauczysz” – tak 19 lat temu prezydent Clinton komentował rosnący popyt na pracowników z zaawansowanymi umiejętnościami oraz potrzebę „stawiania ludzi na pierwszym miejscu” i zwiększenia inwestycji w edukację i szkolenia. Dziś nowe technologie i szybko zmieniający się rynek pracy mają większy niż kiedykolwiek wpływ na globalną gospodarkę i jej przyszły rozwój. Aby sprostać tym wyzwaniom, niezbędna jest współpraca decydentów, środowisk akademickich oraz biznesu na strategicznym poziomie. Prezydent Clinton, zakładając Clinton Global, której celem jest wspieranie partnerstwa między rządami, przedsiębiorstwami, organizacjami pozarządowymi i obywatelami, mówił, że „wspólnie możemy zrobić więcej, niż ktokolwiek z nas może zrobić na własną rękę”, aby zamienić dobre pomysły w wymierne rezultaty.

Piotr Dziwok, Prezes ABSL
Piotr Dziwok, Prezes ABSL

Po 10 latach działalności ABSL, Polska stała się jedną z najważniejszych lokalizacji dla dużych inwestycji zagranicznych, globalnych inwestorów i korporacji. Sektor usług biznesowych w kraju charakteryzuje się regularnym wzrostem zatrudnienia i rozszerzeniem zakresu działalności firm. To dla nas wyjątkowy moment, jubileusz, podczas którego chcemy nie tylko podsumować ostatnią dekadę rozwoju biznesu w Polsce, ale również zastanowić się nad scenariuszami dalszego rozwoju w kolejnym dziesięcioleciu. Mamy nadzieję, że to spotkanie przyczyni się do pogłębienia współpracy między biznesem i decydentami oraz do podjęcia wielu owocnych inicjatyw mających na celu wzmocnienie przewag konkurencyjnych naszego kraju – mówi Piotr Dziwok, Prezes ABSL.

Dwudniowa konferencja to kilkadziesiąt paneli dyskusyjnych, inspirujących prezentacji i debat, podczas których paneliści omawiać będą globalne trendy oraz wskazywać na najważniejsze wyzwania dla biznesu w zmieniającym się świecie. Dzięki kompleksowej formule konferencji, sesję dotyczą zarówno megatrendów, teorii i nowych idei jak również konkretnych case studies, doświadczeń i najlepszych praktyk liderów sektora. Poprzez sesje warsztatowe z lokalnymi i globalnymi liderami, prezentacje, wnikliwe raporty i analizy ekspertów, definiowane są możliwości przyszłego wzrostu oraz wyzwania związane z budowaniem konkurencyjnej gospodarki i atrakcyjnego otoczenia biznesowego dla nowych inwestycji w Centralnej Europie oraz w Polsce. Liczne tematy poruszane podczas konferencji dotyczą między innymi takich zagadnień, jak przyszłość edukacji, kwalifikacje oraz zarządzanie talentami; przyszłość pracy i zatrudnienia; nowe technologie oraz automatyzacja i cyfryzacja procesów; cyberbezpieczeństwo; najważniejsze zmiany legislacyjne czy modele biznesowe oraz inwestycje.

Więcej informacji o konferencji oraz aktualna agenda znajdują się na stronie ABSLsummit.com

Polskie firmy lubią ryzyko – tylko połowa ubezpiecza swoją działalność

Jak wynika z badania Polskiego Instytutu Ekonomicznego, tylko 49 proc. firm w Polsce korzysta z ubezpieczeń majątkowych, finansowych, inwestycyjnych czy oszczędnościowych. Najpopularniejsze są ubezpieczenia od kradzieży, włamania i rabunku. Co piąta firma w ogóle nie ubezpiecza transakcji sprzedaży swoich wyrobów lub usług, a jednie 17,4 proc. korzysta z  ubezpieczeń i gwarancji eksportowych.

Blisko połowa przedsiębiorców spośród 600 przebadanych przez Polski Instytut Ekonomiczny we wrześniu 2018 roku korzysta z jakiejś formy ubezpieczeń. Najczęściej wskazywane są ubezpieczenie majątkowe, a do ich najpopularniejszych form należą ubezpieczenia od kradzieży, włamań i rabunku (70 proc. wskazań), ubezpieczenia od ryzyk awarii (57 proc. wskazań) oraz następstw nieszczęśliwych wypadków (54 proc. wskazań).

Ubezpieczenia finansowe są zdecydowanie mniej popularne. Najczęściej wskazywane, gwarancja ubezpieczeniowe należytego wykonania kontraktu, uzyskały wynik zaledwie 16 proc. – mówi Katarzyna Dębkowska, kierownik zespołu foresightu gospodarczego Polskiego Instytutu Ekonomicznego. Częstość korzystania z ubezpieczeń wzrasta wraz z wielkością przedsiębiorstwa. Większe firmy bardziej świadomie zarządzają ryzykiem i równocześnie dysponują większymi środkami pieniężnymi do wydania na ten cel.Polskie firmy lubią ryzyko – tylko połowa ubezpiecza swoją działalność

Przedsiębiorstwa najczęściej korzystają z ubezpieczeń od włamania i kradzieży, awarii oraz następstw nieszczęśliwych wypadków. Rzadziej wykorzystywane są ubezpieczenia związane z odpowiedzialnością cywilną oraz dotyczące procesów. Pracodawcy często nie potrafią ocenić ryzyk w podejmowanych przez siebie działaniach, dlatego sporadycznie ubezpieczają swój majątek – tłumaczy Katarzyna Dębkowska. Dopiero gdy dochodzi do wydarzenia, które wiąże się z poniesieniem kosztów, przedsiębiorcy zdają sobie sprawę ze związków przyczynowo-skutkowych w prowadzonych działaniach.

Ubezpieczenia transakcji sprzedaży

Co piąte przedsiębiorstwo w ogóle nie ubezpiecza transakcji sprzedaży swoich wyrobów lub usług. Połowa ubezpiecza je podczas sprzedaży krajowej, a 28 proc. zarówno podczas sprzedaży krajowej, jak i na eksport. Zaledwie 4 proc. przebadanych firm ubezpiecza transakcje sprzedaży tylko podczas kontraktów eksportowych. Z kolei z ubezpieczeń i gwarancji eksportowych w KUKE S.A. gwarantowanych przez Skarb Państwa korzystało 17,4 proc. producentów-eksporterów z sekcji przetwórstwa przemysłowego. Był to odsetek ok. 2,5-krotnie wyższy niż w przypadku kredytów eksportowych w BGK (7,3 proc.) i ok. 3,5-krotnie wyższy niż w przypadku dopłat do oprocentowania kredytów eksportowych (4,9 proc.).

Z ubezpieczeń i gwarancji eksportowych korzysta coraz więcej przedsiębiorstw – mówi Janusz Chojna, kierownik zespołu handlu zagranicznego Polskiego Instytutu Ekonomicznego. – Między 2014 a 2017 rokiem zaobserwowaliśmy wzrost o 5,8 pp. W przybliżeniu co dziesiąty z badanych eksporterów nie tylko korzystał z ubezpieczeń i gwarancji eksportowych, lecz także uważał je za bardzo istotne dla firmy.Polskie firmy lubią ryzyko – tylko połowa ubezpiecza swoją działalność 2

Ceny OC są coraz niższe – analiza I kwartału 2019 r.

Ceny OC zaczęły spadać w 2017 r. i od tego czasu średnie składki utrzymywały się na podobnym poziomie. W I kwartale 2019 r. cena obowiązkowej polisy była natomiast o 4,8% niższa niż pod koniec roku ubiegłego i wyniosła 692 zł.

Początek roku 2019 przyniósł kolejne obniżki cen OC. W raporcie RanKING – rynek i ceny ubezpieczeń komunikacyjnych eksperci porównywarki rankomat.pl podsumowują, jak kształtowały się średnie składki obowiązkowych polis w minionym kwartale i sprawdzają, w których regionach Polski kierowcy mogli liczyć na najkorzystniejsze oferty ubezpieczycieli.

Jaka była średnia cena ubezpieczenia OC w I kwartale br.?

Przez cały 2018 rok ceny OC były stabilne. 2019 rok przyniósł jednak nieco większe obniżki. Średnia cena ubezpieczenia OC w I kwartale 2019 była o 4,8% niższa niż w kwartale poprzednim.Zmiany cen OC

Przez cały 2018 rok ceny OC utrzymywały się na podobnym poziomie, a składki wzrosły nieznacznie jedynie między I i II kwartałem. Początek bieżącego roku przyniósł obniżki cen. W I kwartale 2019 r. średnia cena OC była niższa niż pod koniec roku ubiegłego” – mówi Tomasz Masajło, prezes porównywarki rankomat.pl.

Najdrożej na Pomorzu i Dolnym Śląsku

Na początku 2019 r. najwięcej za ubezpieczenie OC płacili kierowcy z województw: pomorskiego (788 zł), dolnośląskiego (772 zł) i mazowieckiego (757 zł). Na najniższe składki mogli natomiast liczyć kierowcy z województw: podkarpackiego (565 zł), opolskiego (598 zł) i świętokrzyskiego (600 zł).

Ceny ubezpieczenia OC były niższe niż przed rokiem we wszystkich województwach. Obniżki w poszczególnych regionach wyniosły od -4,3% (woj. podlaskie) do -7,8% (woj. kujawsko-pomorskie oraz woj. wielkopolskie).

Największe odchylenia od średniej ceny OC odnotowano w województwach: pomorskim (+13,9%), dolnośląskim (+11,6%) i mazowieckim (+9,4%) – wynika z danych rankomat.pl.Ceny w województwach

Najtańsze i najdroższe miasta

Z analizy cen OC porównywarki rankomat.pl wynika, że w I kwartale 2019 r. najwięcej za obowiązkowe ubezpieczenie płacili kierowcy z Wrocławia, Gdańska i Warszawy. Towarzystwa ubezpieczeniowe proponowały najtańsze polisy OC mieszkańcom Rzeszowa, Kielc i Opola. Różnica cen OC pomiędzy najtańszym Rzeszowem a najdroższym Wrocławiem wyniosła aż 56,1%.

W I kwartale 2019 r. najwięcej za obowiązkowe ubezpieczenie płacili kierowcy z Wrocławia, Gdańska i Warszawy. Są to miasta o dużym natężeniu ruchu, gęstości zaludnienia i liczbie aut przypadających na 1000 mieszkańców. Wszystkie te czynniki wpływają na większe ryzyko powstania szkody, co przekłada się właśnie na wyższe ceny ubezpieczenia OC” mówi Urszula Pazio-Hrapkowicz, dyrektor operacyjny rankomat.pl.

Ceny w miastachWe wszystkich miastach wojewódzkich ceny OC spadły w porównaniu do roku ubiegłego. W I kwartale 2019 r. największe obniżki dotyczyły mieszkańców Gdańska (-8,7%), Warszawy (-7,8%) i Wrocławia (-7,7%). W pozostałych miastach obniżki wyniosły od -2,3% (w Lublinie) do -7,0% (w Kielcach).