Polska gospodarka może ucierpieć przez niestabilne otoczenie prawne

Dużym problemem gospodarki w perspektywie najbliższych kwartałów jest to, że przedsiębiorcy nadal nie do końca wiedzą, w jakim systemie będą się poruszali. Chodzi o otoczenie prawne – co chwila pojawiają się nowe pomysły, które w pewnych aspektach życia gospodarczego podważają dotychczasową praktykę. To także nowe propozycje dotyczące rozliczeń podatków oraz same opłaty. W przypadku wielu przedsiębiorców takie zmiany stanowią zagrożenie dla ich bieżącej działalności. Oprócz tego zmniejszają sens inwestowania i rozwijania jej w przyszłości. Administracja powinna bardzo starannie przejrzeć to, co chce jeszcze zrobić oraz sposób, w jaki zmiany te będą komunikowane. Obecnie widzimy długą listę proponowanych co chwilę inicjatyw, które coraz bardziej komplikują życie przedsiębiorcom w wielu aspektach. Przede wszystkim chodzi o rozliczenia podatkowe, ale też i kwestie płatności. Firmy nie czują się pewnie i boją się konieczności ciągłego mierzenia się z nowymi rozwiązaniami, które utrudnią ich działalność. Warto podkreślić, że taka sytuacja jest sprzeczna z deklaracjami administracji, która poświęciła wiele środków, aby zapewnić o ułatwieniach dla przedsiębiorców. To powoduje pewien dysonans.

– Powstające pomysły są ważne i potrzebne, powodują jednak dużą niepewność podmiotów. To jest przyczyną niechęci do inwestowania i zatrudniania ludzi. Może okazać się, że w pewnym momencie stanie się to kluczowe dla wstrzymania procesów rozwojowych w gospodarce  powiedział serwisowi eNewsroom Piotr Soroczyński, główny ekonomista Krajowej Izby Gospodarczej – Ostatnie wyniki rumuńskiej gospodarki nie mogą zostać uznane za adekwatne do oceny sytuacji Polski. Tam odnotowano bardzo duży wzrost spowodowany czynnikami jednorazowymi, jak popyt kreowany przez budżet. Chodzi o duże zamówienia publiczne i związane z tym wydatki. Mówiąc o zmniejszaniu wydatków – Rumuni zrobili dokładnie na odwrót. To stymulacja, która czasami ma rozpocząć jakiś proces, ale nie da się utrzymać w dłuższej perspektywie. Stąd wątpliwości, czy w naszej sytuacji to najwłaściwsza wskazówka. Obecnie dyskutowanych jest wiele obowiązków państwa, które powinny być wykonane. Wskazuje się, że są one niedofinansowane. Z drugiej strony – mimo że odczuwamy go jako ciężki – poziom fiskalizmu wciąż jednak jest u nas niższy niż w bogatych krajach Unii Europejskiej. Te odnotowują też wyższy poziom usług. Musimy rozstrzygnąć, czy chcemy kalibrować się na tym, co mamy w tej chwili, czy chcemy iść w stronę tamtego modelu. Jeżeli w niektórych sferach ludzie są niedopłacani – jak w służbie zdrowia czy administracji – musimy albo poprzestać i nie oczekiwać znacznego wzrostu jakości usług, albo zaakceptować ich większe koszty. W tym zakresie nie warto robić wielkiego przełomu od ręki. Gospodarka może nie być zdolna do dostosowania się do nowego poziomu fiskalizmu. Ryzyko wprowadzania rewolucyjnych zmian polega na tym, że mogą one nie skończyć się tak jak zakładano. Jeżeli nie jest to stopniowa rewolucja, można znaleźć się w niepożądanym miejscu, z którego nie ma już odwrotu – ocenił Soroczyński.

Sztuczna inteligencja może zmienić świat. W ciągu 10 lat wpłynie na zautomatyzowanie transportu, rozładowanie korków i skomponuje terapię genową

Sztuczna inteligencja może zmienić świat. W ciągu 10 lat wpłynie na zautomatyzowanie transportu, rozładowanie korków i skomponuje terapię genową 1

W najbliższej dekadzie rynek technologiczny będzie napędzany przez sztuczną inteligencję. Dzięki technologii uczenia maszynowego powstaną algorytmy zdolne do perfekcyjnego prowadzenia pojazdów, upłynniania ruchu drogowego czy automatycznego sekwencjonowania DNA. Dziś sztuczna inteligencja rewolucjonizuje rynek motoryzacyjny, a w przyszłości zautomatyzuje wykonywanie większości najprostszych i najbardziej rutynowych prac.

– W transporcie samochody autonomiczne zmienią wiele modeli biznesowych. W tej chwili firma Waymo należąca do  Google wchodzi z samochodami autonomicznymi bez tzw. safety driver’a do 25 pierwszych miast amerykańskich i automatycznie każdy pasażer będzie ubezpieczony za darmo. W tej chwili mamy bardzo dużo czasu, a przy autonomicznych samochodach będziemy mieli go jeszcze więcej. Kolejną godzinę do pracy będziemy mogli spać, odpoczywać albo pracować – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Jowita Michalska z Fundacji Digital University.

Kiedy Elon Musk wprowadził na rynek pierwsze samochody marki Tesla, rozpoczął rewolucję w dziedzinie sztucznej inteligencji. Udowodnił, że stworzenie autonomicznych pojazdów nie tylko jest możliwe, ale i opłacalne – takie pojazdy potencjalnie znacznie zmniejszą ryzyko wypadku drogowego. W ślad za Muskiem poszły inne korporacje i dziś o autonomiczne samochody postrzega się jako przyszłość rynku motoryzacyjnego.

Do projektu Waymo przyłączyli się najwięksi gracze branży samochodowej. Koncern Volkswagen planuje zainwestować do 2023 roku 44 mld. euro na prace nad elektrycznymi i autonomicznymi pojazdami oraz innowacyjnymi usługami motoryzacyjnymi. Z Waymo współpracuje także koncern Fiat, który udostępnił firmie flotę 100 Chryslerów Pacifica. Samochody będą wykorzystywane w ramach komercyjnych testów pojazdów autonomicznych.

Z kolei naukowcy z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Berkeley udowodnili, że wykorzystanie sztucznej inteligencji w branży motoryzacyjnej wykracza dalece poza możliwość przejęcia kontroli nad pojedynczym autem. Podczas wystąpienia na Conference on Robot Learning w Zurychu zaprezentowali symulację komputerową, w której podmienili jeden z czternastu samochodów na pojazd autonomiczny. To wystarczyło, aby zauważalnie upłynnić ruch. Dalsze badania wykazały, że wystarczy wyposażyć co 10 auto w system inteligentny, aby podwoić średnią prędkość pojazdów uczestniczących w ruchu miejskim.

– Ponad 4 mld nowych umysłów będzie online za 7 lat, proszę sobie wyobrazić jaką wyzwoli to kreatywność. Mamy w tej chwili największą obfitość pieniędzy na świecie, pieniędzy na innowacje jest bardzo dużo. Każdy, kto ma jakikolwiek przełomowy pomysł, gdziekolwiek na świecie, ma w tej chwili dostęp do tego, żeby to zrealizować – mówi przedstawicielka Fundacji Digital University.

Potencjał technologii inteligentnych wykracza dalece poza branżę motoryzacyjną. Rewolucja, którą dziś obserwujemy na rynku transportowym, w przyszłości ogarnie każdą dziedzinę naszego życia. Już dziś smartfony z półki premium wyposaża się w sztuczne inteligencje, które automatycznie dobierają najlepsze parametry do fotografowanego ujęcia czy pomagają planować dzień za pośrednictwem inteligentnych asystentów pokroju Alexy czy Siri.

Sztuczna inteligencja oznacza także przełomowe zmiany w medycynie. Inżynierowie Google stworzyli narzędzie DeepVariant, które wykorzystuje technologię uczenia maszynowego do precyzyjnego sekwencjonowania ludzkiego genomu. Z kolei kanadyjski startup Deep Genomics wykorzystuje sztuczną inteligencję do dekodowania ludzkiego genomu i dobierania terapii genowej dopasowanej do DNA konkretnego pacjenta.

Sztuczna inteligencja może być wykorzystana także w bardziej przyziemnym celu. Chińska Państwowa Agencja Prasowa Xinhua zatrudniła sztucznych prezenterów, którzy syntezują informacje. Aby idealnie zgrać ruchy warg ze słowami wypowiadanymi przez syntezator mowy, agencja sięgnęła po technologię DeepFake, sztuczną inteligencję do generowania mimiki twarzy. Sztuczni prezenterzy mogą pracować bez przerwy, relacjonują wydarzenia zarówno w języku angielskim, jak i chińskim.

– Każdy biznes i każdy sposób życia jaki teraz reprezentujemy drastycznie się zmieni w ciągu najbliższych 10 lat, nie za 30. To jest ten moment, kiedy się trzeba tego uczyć – podsumowała Jowita Michalska.

Analitycy Research Conducted szacują, że w 2017 roku globalny rynek rozwiązań z zakresu sztucznej inteligencji osiągnął wartość 15,7 mld dol. Do 2026 roku wartość branży ma wzrosnąć do 300,26 mld dol. przy średniorocznym tempie wzrostu na poziomie 38,8 proc.

Handel coraz częściej sięga po biometrię. Czytniki naczyń krwionośnych zwiększą poziom bezpieczeństwa i zmienią organizację pracy

Handel coraz częściej sięga po biometrię. Czytniki naczyń krwionośnych zwiększą poziom bezpieczeństwa i zmienią organizację pracy 2

Biometria jest coraz szerzej wykorzystywana nie tylko w bezpieczeństwie. Rozwija się biometria medyczna, która w ciągu kilku sekund pozwala zdiagnozować wiele chorób. Korea i Finlandia testują technologię inteligentnego handlu detalicznego, gdzie kody kreskowe produktów skanują biometryczne urządzenia. Handel detaliczny sięga po biometrię nie tylko aby obniżyć koszty, ale i zwiększyć bezpieczeństwo. W ten sposób kontroluje obecność, dostęp do pomieszczeń, minimalizuje też straty. Inwestycje w biometrię mogą się zwrócić już po kilkunastu tygodniach.

– Biometria wykorzystywana jest w branży sprzedaży detalicznej, aby mieć pewność, że dany pracownik wykonuje powierzone mu zadanie. Nasze rozwiązanie obejmuje kontrolę czasu pracy i obecności, zarządzanie bezpieczeństwem, komunikację w miejscu pracy, w ramach których pracownicy upoważnieni do wstępu na określony obszar lub do określonych zadań identyfikowani są przy pomocy cech biometrycznych, takich jak linie papilarne, tęczówka, geometria twarzy, głos, czy sposób chodzenia – tłumaczy w rozmowie z agencją Newseria Innowacje Charles Contremoulin z firmy Argus TrueID.

Biometria jest już wykorzystywana w dokumentach, dowodach osobistych czy paszportach. Także banki sięgają coraz częściej po taką formę zabezpieczenia – instrument identyfikacji klienta i autoryzacji transakcji. W medycynie urządzenia wykorzystujące biometrię mogą szybko wykryć część chorób.

Rozwiązanie biometryczne mogą też być stosowane jako narzędzie fizycznej kontroli dostępu w przedsiębiorstwach o znaczeniu strategicznym w systemie bezpieczeństwa publicznego. W ten sposób znacząco zwiększa się poziom zabezpieczeń w porównaniu do alternatywnych, tradycyjnych narzędzi. Dla firm to nie tylko bezpieczeństwo, ale i realne zyski.

– Jednym z naszych klientów jest Tesco, z którym współpracujemy w skali światowej w zakresie minimalizacji strat w zależności od sklepu i lokalizacji. Zwrot z inwestycji w nasz system biometryczny klienci osiągają po upływie od 22 do 32 tygodni – przekonuje Charles Contremoulin.

Biometria znacznie zwiększa bezpieczeństwo. O ile tradycyjne techniki zabezpieczeń stosunkowo łatwo obejść, w przypadku skanowania siatkówki oka, linii papilarnych, jest to już znacznie trudniejsze. Dlatego np. czytniki linii papilarnych, podobne do tych w smartfonach, mają być montowane w samochodach marki Bentley. Na razie tylko przy schowkach do cenniejszych przedmiotów, ale firma nie wyklucza wprowadzenia takich zabezpieczeń także do uruchamiania auta.

Także w przedsiębiorstwach zabezpieczenia biometryczne spełniają swoją rolę znacznie lepiej niż tradycyjne karty, czy kody blokujące dostęp do pomieszczeń. Układ naczyń krwionośnych jest nie do podrobienia. W przyszłości, zamiast przykładać kartę czy telefon do czytnika, będzie można płacić przykładając dłoń. Podobnie może być przy wejściu do biura. Urządzenia skanują wzór żył i tworzy ich zaszyfrowane kody, które są porównywane z wzorcem właściciela.

– W przypadku bardzo konkretnych zastosowań, gdzie bezpieczeństwo odgrywa ważniejszą rolę korzystamy z rozpoznawania tęczówki, natomiast odciski palców przydatne są w przypadku standardowych zadań operacyjnych. Nie korzystamy jednak z prostego optycznego odczytywania linii papilarnych, tylko z obrazowania wielospektralnego, dzięki opatentowanym metodom rozpoznającym wzór naczyń krwionośnych. Po zarejestrowaniu danych i potwierdzeniu przez kierownika uzyskuje się upoważnienie np. do dostępu do konkretnych lokalizacji wewnątrz sklepu, czy wykonywania określonych zadań – tłumaczy Charles Contremoulin.

Handel detaliczny sięga po biometrię nie tylko przy zabezpieczaniu pomieszczeń, czy przy organizacji pracy. Technologie rozpoznawania twarzy stosowane są też w sklepach Finlandii i Korei. Dzięki kamerom możliwe jest zeskanowanie kilku produktów w ciągu sekundy, klasyczne czytniki wykonują to zadanie kilkukrotnie dłużej.

Prognozy marketsandMarkets wskazują, że rynek systemów biometrycznych do 2022 roku będzie warty niemal 33 mld dol.

Polacy konsumują coraz więcej wina. Na rynek trafiają jednak podróbki i konieczna jest weryfikacja ich autentyczności

Polacy konsumują coraz więcej wina. Na rynek trafiają jednak podróbki i konieczna jest weryfikacja ich autentyczności 3

Wino cieszy się rosnącą popularnością. Polscy konsumenci przykładają coraz większą wagę do jego walorów i jakości. Na rynku zdarzają się jednak producenci, którzy wypuszczają podrabiane wina gronowe z dodatkiem wody, cukrów, mieszane z alkoholem czy z dodatkiem ekstraktów z owoców. Do tej pory autentyczność i jakość trunku można było skontrolować wyłącznie w zagranicznych laboratoriach. Od czerwca taką możliwość zapewnia też łódzkie Laboratorium Autentykacji Produktów. Mogą z niej skorzystać nie tylko producenci i importerzy, którzy chcą mieć gwarancję jakości, ale również m.in. Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów.

Autentykacja izotopowa win to metoda, dzięki której wykrywamy dodatek cukru buraczanego lub trzcinowego do świeżych winogron lub moszczu gronowego na etapie fermentacji oraz nielegalny dodatek wody. Czyli odpowiadamy na pytanie czy wino jest winem, czy jest to produkt naturalny, powstały tylko i wyłącznie z winogron. Jeśli chcemy dalej mówić o jakości i cechach sensorycznych danego wina, musimy mieć pewność, że jest to odpowiedni produkt – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Kamila Klajman, menadżer Laboratorium Autentykacji Produktów.

Według prognozy Grupy Ambra, w tym roku rynek wina w Polsce urośnie o 5-7 proc. Konsumpcja win w Polsce jest najniższa w Europie i wynosi ok. 3,2 litra na osobę (dla porównania, w sąsiednich Czechach ok. 17 litrów, a we Francji – 40 litrów na osobę), ale wzrasta, czemu sprzyja m.in. wzrost zamożności społeczeństwa, zmiana stylu życia i rosnąca skłonność do zakupu dóbr luksusowych. W ubiegłym roku rynek urósł o 6,2 proc. do wartości 2,8 mld zł.

Wino cieszy się rosnącą popularnością, polscy konsumenci przykładają coraz większą wagę do jego walorów i jakości. Niestety, na rynku zdarzają się producenci, którzy wypuszczają na rynek podrabiane wina gronowe z dodatkiem wody, cukrów, mieszane z alkoholem czy z dodatkiem ekstraktów z owoców. Sieci handlowe i konsumenci nie zawsze są tego świadomi. Autentyczność trunku najczęściej sprawdzają importerzy, ale do tej pory można było to zrobić wyłącznie w zagranicznych laboratoriach. Do czerwca jest to możliwe również w Polsce, ponieważ w łódzkim BioNanoParku rozpoczęło działalność laboratorium autentykacji win. Za pomocą metod izotopowych i zaawansowanej technologii specjaliści sprawdzają autentyczność i jakość dostępnych na polskim rynku trunków.

Jest to bardzo ważny proces, ponieważ te metody potwierdzają, że proces technologiczny produkcji wina nie został w żaden sposób zaburzony i zafałszowany. Naszymi klientami są firmy, które dbają o jakość swoich produktów, chcą sprawdzić swoich poddostawców i mieć pewność, że wino przez nich sprzedawane jest dobrej jakości – a wiadomo, że ten kto sprzedaje i produkuje wino czy inny produkt jest za niego odpowiedzialny. Nasze badania potwierdzają, że wino jest autentyczne – mówi Kamila Klajman.

Metody izotopowe pozwalają wykryć takie zafałszowania jak dodatek cukru buraczanego lub trzcinowego do winogron czy moszczu gronowego na etapie fermentacji albo nielegalny dodatek wody.

Łódzkie Laboratorium Autentykacji Produktów, jako pierwsza i jedyna w Polsce placówka, otrzymało certyfikat akredytacji zgodny z międzynarodową normą, który potwierdza jego kompetencje w obszarze badania autentyczności win. Dlatego jego opinia jest uznawana w społeczności winiarskiej na całym świecie. Z możliwości sprawdzenia autentyczności wina mogą skorzystać nie tylko producenci i importerzy, którzy chcą mieć gwarancję jakości, ale również m.in. UOKiK.

Konsument kiedy staje przed półką, nie powinien się zastanawiać czy dane wino to jest produkt naturalny. Może się zastanawiać czy woli wino białe czy czerwone, czy półsłodkie czy wytrawne. Natomiast musi mieć pewność, że kupuje wino autentyczne. Świadomość konsumentów rośnie, producentów również i myślę, że to co standardem jest w krajach z większymi tradycjami winiarskimi, jak Francja i Włochy, powoli przychodzi także do nas, do Polski. Mam nadzieję, że z biegiem czasu stanie się to u nas rutynową kontrolą – mówi Kamila Klajman, menadżer Laboratorium Autentykacji Produktów.

Jak skutecznie dotrzeć do odbiorców w okresie przedświątecznym?

W 2017 wydatki konsumenckie w okresie przedświątecznym wyniosły aż 687 mld dolarów, co stanowi największy roczny wzrost od zakończenia wielkiej recesji w 2010 roku. Przewiduje się, że sprzedaż detaliczna w analogicznym okresie w tym roku osiągnie nawet 720 mld dolarów. Co zrobić, aby z ich pomocą skutecznie docierać do odbiorców?

Diana Polska
Diana Polska – Marketing & PR Manager w MyLED, odpowiedzialna m.in. za public relations, budowanie komunikacji marketingowej firmy oraz kreowanie kampanii na nośnikach DOOH, dostosowanych do potrzeb klientów. Pasjonuje się innowacyjnymi rozwiązaniami technologicznymi wykorzystywanymi w cyfrowej reklamie OOH oraz tworzeniem pozytywnego wizerunku marki.

Wzrost wydatków konsumenckich spowodowany jest coraz lepiej ukierunkowanymi strategiami marketingowymi, skoncentrowanymi głównie na zdigitalizowanym społeczeństwie. Wyższe wskaźniki zatrudnienia, a tym samym większe dochody konsumentów, pozwalają detalistom z roku na rok osiągać bardzo dobre wyniki sprzedaży w okresie przedświątecznym. Jak za pomocą cyfrowych reklam skutecznie dotrzeć do konsumentów w tym najgorętszym czasie?

Wykorzystaj ruch mobilny

Od 3 lat największy ruch w witrynach internetowych jest generowany za pomocą urządzeń mobilnych. Co zrobić, aby treści reklamowe docierały do konsumentów przebywających poza domem, korzystających głównie ze smartfonów? Kluczem do sukcesu jest rozwijanie reklam outdoorowych, które odsyłają odbiorców do urządzeń mobilnych. Aby przykuć uwagę adresata, podczas tworzenia kampanii należy zwrócić uwagę na 3 podstawowe elementy:

  • chwytliwy i prosty przekaz,
  • atrakcyjną grafikę,
  • odpowiednie miejsce i czas wyświetlania reklamy.

Skoncentruj się na doświadczeniu klienta

Doświadczenie klienta to zbiór danych, na które składają się między innymi zadowolenie, zaangażowanie i zamiar kupna. Aż 80% marek uważa, że ​​oferuje produkty i usługi na najwyższym poziomie. Jednak z tym stwierdzeniem zgadza się tylko 8% konsumentów.

Badania przeprowadzone przez firmę Nielsen pokazały, że prawie 25% intencji zakupowych wywoływanych jest w ciągu kilku pierwszych sekund od zapoznania się z ofertą marki. Moment, w którym reklamodawca może przykuć uwagę odbiorcy staje się coraz krótszy, a przestrzeń handlowa coraz bardziej zatłoczona. Kluczową kwestią jest zatem skuteczne dotarcie do odbiorców poprzez wykorzystanie najczęściej używanych przez nich mediów. Innowacyjni marketerzy starają się znajdować sposoby na wykorzystanie doświadczeń marketingowych opartych na lokalizacji w celu użycia powyższych danych. Opracowanie dobrej strategii marketingowej, opartej na zapewnieniu jak najlepszej obsługi klienta, pomoże utrzymać konkurencyjność marki podczas świątecznych zakupów.

Dostosuj komunikat do odbiorcy

Z roku na rok mamy do czynienia z coraz większą liczbą konsumentów będących cały czas w ruchu, co może oznaczać kłopoty dla reklamodawców, którzy koncentrują się na pozyskiwaniu grupowych odbiorców. Warto jednak spojrzeć na to z nieco innej strony. Mobilność odbiorców można wykorzystać w kreatywny sposób, tworząc niezapomniane pierwsze wrażenie

Celem każdej kampanii reklamowej jest uzyskanie wysokiego ROI, który w okresie świątecznym zyskuje szczególne znaczenie. Dotyczy to zarówno sprzedawców detalicznych, jak i konsumentów poszukujących odpowiednich prezentów dla swoich bliskich. Biorąc pod uwagę mobilność i preferencje odbiorców, przed reklamodawcami stoi wyzwanie stworzenia przekazu, który będzie towarzyszył odbiorcom w ciągłym biegu.

Firma Global Rent a Car kupiła 100 smartów forfour

Firma Global Rent a Car zawarła umowę na zakup największej jak dotychczas floty smartów w Polsce – 100 egzemplarzy modelu forfour z benzynowym silnikiem o mocy 71 KM. Auta zostały dostarczone z dwoma typami przekładni: manualną lub automatyczną. „Samochody te będą dostępne dla naszych klientów na każdym lotnisku w Polsce” – mówi Piotr Zięcik, prezes firmy. Łącznie Global Rent a Car dysponuje dziś w Polsce flotą 1200 samochodów, oferowanych na wszystkich ważnych portach lotniczych w kraju, od Gdańska przez Warszawę aż po Kraków.

Standardy Global Rent a Car zakładają, że do naszej flocie trafiają samochody z bogatym wyposażeniem, stąd wybór padł na smarty – ale to nie koniec naszych zakupów na ten rok. Musimy powiększyć naszą flotę o kolejne 800 sztuk, do 2000 sztuk, oraz wymienić prawie 500 aut. Tylko w ten sposób jesteśmy w stanie utrzymać nasze wysokie standardy za atrakcyjną cenę – co niewątpliwe już teraz jest znakiem rozpoznawczym według naszych Klientów.”– przekonuje prezes Global Rent a Car, Piotr Zięcik.

Polskim firmom coraz trudniej utrzymać pracownika

  • Przedsiębiorstwa mają coraz większe problemy nie tylko ze znalezieniem nowych osób do pracy, ale również z utrzymaniem już zatrudnionych.
  • Publiczne służby zatrudnienia nie nadążają za zmianami na rynku pracy. Aby utrzymać pracowników trzeba rozwijać telepracę, pracę zdalną i inwestować w podnoszenie kwalifikacji.
  • System edukacji ma nauczać kompetencji, które są potrzebne nie tylko w szkole czy w życiu, ale przede wszystkim w miejscu pracy.

W czasie trzeciej już edycji konferencji „Praca 4.0. Człowiek – Technologia – Prawo. Idee i rozwiązania”, której organizatorem jest Konfederacja Lewiatan, dyskutowano m.in. o sytuacji na rynku pracy, nowych technologiach, które zmieniają organizację pracy i wspomagają rekrutację, kwalifikacjach potrzebnych na rynku pracy, współpracy biznesu i edukacji.

Uczestnicząca w konferencji Anna Zalewska, minister edukacji narodowej poinformowała, że jej celem jest zwiększanie kompetencji uczniów, które są potrzebne nie tylko w szkole czy w życiu, ale przede wszystkim w miejscu pracy. 20 proc. podstawy programowej ma być realizowane w formie projektów – to ogromne wyzwanie także dla nauczycieli, którzy muszą zmienić sposób nauczania – dodała.

– Wszyscy musimy dokonywać zmian w czasie rzeczywistym. Nie możemy założyć, że w pierwszej klasie czy w przedszkolu rozpoczynamy cykl kształcenia tak, żeby mieć za kilkanaście lat kadry przyszłości. To się musi dziać stale, tu i teraz. Po kolejnych zmianach w szkołach podstawowych i zawodowych, orientacja zawodowa wkroczyła też do przedszkoli. Zmieniamy rzeczywistość tak, aby młodzi ludzie po technikum wychodzili z uprawnieniami. Egzaminy zawodowe będą egzaminami obowiązkowymi, aby pracodawca miał informacje co uczeń umie – powiedziała minister.

Dr Ewa Flaszyńska, dyrektor departamentu rynku pracy Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej, podkreśliła, że obecny rynek pracy wymaga od publicznych służb zatrudnienia zupełnie nowych form aktywności. Zapowiedziała, że w nowej ustawie o rynku pracy, dotychczasowymi instrumentami zostaną objęte wszystkie grupy bezrobotnych, szczególnie osoby długotrwale bezrobotne i 50+.

– Z 950 tys. bezrobotnych, zarejestrowanych w urzędach pracy, można przywrócić na rynek ok. 30 proc. Ważne jest również, aby zwiększyć wskaźnik zatrudnienia, który rośnie i wynosi w Polsce 72 proc., ale jest nadal niższy niż w innych krajach UE oraz zwiększyć aktywność zawodową Polaków. Niezwykle istotne, zwłaszcza dla małych firm, są pieniądze z Krajowego Funduszu Szkoleniowego, przeznaczane na podnoszenie kwalifikacji – powiedziała Ewa Flaszyńska.

Monika Kuczyńska, dyrektor personalna NSG Group w Polsce powiedziała, że teraz jej firma ma największe problemy z utrzymaniem pracowników produkcyjnych, mimo że ich zarobki rosną szybciej niż innych grup zawodowych. Natomiast wśród specjalistów i menedżerów sytuacja jest stabilna.

– W ciągu ostatnich pięciu lat podwoiliśmy zatrudnienie z 2 do 4 tys. Obecnie, jeśli chcemy zatrudnić osobę do produkcji, to musimy ją pozyskać od konkurencji. Koszty zatrudnienia pracownika szeregowego w naszej branży szybko rosną i jakiś czas rosły jeszcze będą. Może rok, może dwa, a potem się ustabilizują – stwierdziła Monika Kuczyńska.
Zdaniem prof. Jacka Męciny, doradcy zarządu Konfederacji Lewiatan, rynek pracy będzie coraz bardziej zróżnicowany. Problemem jest niska mobilność pracowników i wysokie opodatkowanie pracy. Szybki wzrost płac w pewnym momencie może zagrozić konkurencyjności firm. Konieczna jest większa elastyczność zatrudnienia oraz wprowadzenie instrumentów stabilizujących zatrudnienie, żeby zatrzymać pracowników. Niestety, za zmianami na rynku pracy nie nadążają publiczne służby zatrudnienia.

Anna Wicha, prezes Polskiego Forum HR, dyrektor generalny Adecco Poland, uważa że obecny rynek pracy jest wielkim wyzwaniem dla przedsiębiorców. Warto skupić się na kilku grupach pracowników: młodych matkach, osobach 50+, Polakach mieszkających i pracujących za granicą oraz repatriantach.

W czasie konferencji nagrodę NEW(at)POLAND za wkład w rozwiązywanie problemów społecznych z wykorzystaniem nowoczesnych rozwiązań informatycznych otrzymała Ogólnopolska Sieć Edukacyjna Ministerstwa Cyfryzacji. Marek Zagórski, minister cyfryzacji dziękując za wyróżnienie powiedział, że nauka programowania w szkołach jest konieczna, tak samo jak do niedawna ważna była nauka języka angielskiego. W perspektywie przyszłych umiejętności ta kompetencja pozwoli naszym dzieciom zrozumieć jak działa świat cyfrowy.

W pierwszym dniu konferencji w bloku poświęconym technologii na rynku pracy dyskutowano również o sztucznej inteligencji, która zrewolucjonizuje modele biznesowe, obniży koszty działalności, zwiększy produktywność, ale wyeliminuje też z rynku osoby wykonujące proste prace.

W innych blokach tematycznych poruszano tematy dotyczące Pracowniczych Planów Kapitałowych, kadr przyszłości czy rozwoju pracownika.

Patronat honorowy nad wydarzeniem objęły Ministerstwo Edukacji Narodowej, Ministerstwo Przedsiębiorczości i Technologii oraz Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej.

Kurs euro i franka w górę. Dolar w odwrocie. Funt próbuje odnaleźć równowagę

Ostatni tydzień na parach złotowych charakteryzował się względnie niską zmiennością. Złoty do piątku znajdował się w konsolidacji. Drożeje euro oraz frank. Problemy rządu Theresy May odbiły się na funcie. Dolar pozostaje w odwrocie.

Tabela. Maksima i minima głównych walut w PLN. Zakres: 12.11.2018-19.11.2018

Para walutowa EUR/PLN CHF/PLN USD/PLN GBP/PLN
Minimum 4,2795 3,7477 3,8330 4,8140
Maksimum 4,3285 3,8030 3,7670 4,9555

 

Kurs euro EUR/PLN

Kurs euro EUR/PLNEuro od początku listopada wyraźnie taniało względem złotego. Przez blisko dwa tygodnie straciło ponad 7 groszy. Dopiero zeszły tydzień przyniósł przełamanie krótkoterminowej linii trendu. Po zatrzymaniu przeceny kurs EUR/PLN wszedł w wąską dwugroszową konsolidację, w której wytrzymał praktycznie cały zeszły tydzień. Od początku piątkowej sesji wspólna waluta jednak wyraźnie drożeje. Razem z dzisiejszym otwarciem wymazała już większość listopadowej przeceny. Ważna w tym aspekcie mogłaby być inflacja, która zgodnie z piątkowymi danymi wzrosła do 2,2%, czyli poziomu najwyższego od wielu lat. Europejska finansjera woli jednak się skupiać na odczytach jej bazowej odmiany, która cały czas pozostaje względnie nisko. Już teraz euro kosztuje więcej niż w momencie wrześniowego szczytu i brakuje zaledwie grosza, by być najwyżej od początku wakacji. Kurs EURPLN znajduje się obecnie w silnej strefie oporu, przez co warto wypatrywać korekty ostatniego ruchu.

Kurs dolara USD/PLN

          Kurs dolara USD/PLN  Dolar w listopadzie krąży między poziomami przy 3,83 zł, a 3,73 zł. Obecnie znajduje się mniej więcej w połowie tego przedziału. Zeszły tydzień nie tylko zatrzymał wcześniejszy ruch w górę, ale dał początek nowemu małemu trendu. Co ważne jego dynamika nie jest aż tak duża, jak w poprzednich przypadkach, co może oznaczać, że paliwa wystarczy na trochę dłuższy ruch. Obecnie linia trendu schodzi się z linią wsparcia, co powinno skutkować przynajmniej chwilową konsolidacją. Pokonanie bariery przy 3,77 zł powinno skutkować ruchem w kierunku miesięcznych minimów. Ten scenariusz jest wspierany także przez trochę szerszą perspektywę, na której widać zawiązanie się formacji podwójne szczytu. Nie jest wykluczone, że jeszcze w tym roku będziemy oglądać test poziomu 3,70 zł. Dolarowi ciąży przede wszystkim coraz mniejsze zaangażowanie zagranicznych inwestorów w amerykański dług, zwłaszcza Chin, które w ten sposób kierują wartością rodzimej waluty.

Kurs funta GBP/PLN

Kurs funta GBP/PLN            Złoty pozostając pod presją na szerokim rynku i tak umacnia się względem funta. Brytyjska waluta ciężko przyjęła ostatnie zamieszanie z gabinetem politycznym Theresy May, która ma coraz słabszą pozycję. Zagrożenie zmianą premiera przyćmiewa, kolejne pogłoski o rychłym zakończeniu negocjacji brexitowych. Zmiana sternika w tym momencie z całą pewnością wywołałaby spory chaos, zwiększając prawdopodobieństwo tzw. “no deal brexit”. Technicznie na tej parze trudno się doszukiwać większych schematów. Wieści taka jak ta czwartkowa, wywołują praktycznie panikę na rynku, a w takich momentach wsparcia i opory schodzą na dalszy plan. Obecnie funt próbuje odnaleźć równowagę, znajdując się 5 groszy powyżej lokalnego dołka. Pomóc w tym może fakt, że kurs GBP/PLN znajduje się blisko górnego ograniczenia, które obowiązywało pod koniec października.

Kurs franka CHF/PLN

            Kurs franka CHF/PLNTo jak bardzo złoty ostatnio znajduje się w odwrocie widać na parze CHF/PLN. Zaledwie od piątku frank podrożał o 5 groszy. Naszej walucie na pewno nie pomaga zamieszanie wywołane przez Leszka Czarneckiego do spółki z byłym już przewodniczącym KNF Markiem Chrzanowskim. Afera zatacza coraz szersze kręgi, dochodząc także do NBP, co budzi pewne obawy zagranicznych inwestorów. Zburzone zaufanie do najważniejszych instytucji finansowych w kraju jeszcze długo może odbijać się czkawką złotemu. Frank dzisiaj pokonał poziom 3,80 zł, będąc już bardzo blisko szczytu z przełomu miesiąca. Technicznie taka sytuacja powinna wspierać złotego, przynajmniej w krótkim terminie. Patrząc jednak szerzej trudno znaleźć argumenty, że marsz na północ kurs CHF/PLN zatrzyma już teraz.

Krzysztof Adamczak – dealer walutowy w Internetowykantor.pl

Czy popyt na mieszkania pod inwestycje słabnie?

Czy deweloperzy zauważają spadek zainteresowanie zakupem mieszkań wśród osób nabywających nieruchomości w celach inwestycyjnych? Czy na rynku pojawiły się alternatywne możliwości inwestycyjne? Sondę prezentuje serwis nieruchomości dompress.pl

Andrzej Gutowski, dyrektor ds. Sprzedaży i Marketingu Ronson Development

Odnotowaliśmy nieco mniejsze zainteresowanie zakupem nieruchomości pod kątem inwestycyjnym, choć nie nazywałbym tego spadkiem, ale bardziej korektą. Główną jej przyczyną jest to, że ceny z uwagi na presję wykonawczą oraz koszty gruntów wzrosły, a czynsze nie rosną w aż tak szybkim tempie. Inwestowanie w mieszkania wciąż jednak cieszy się dużą popularnością, ponieważ przynosi znacznie większy zysk niż depozyty i jest bezpieczniejsze niż fundusze inwestycyjne.

Aleksandra Goller, dyrektor ds. sprzedaży i marketingu w Skanska Residential Development Poland

Nieruchomości wciąż stanowią bezpieczną i rentowną lokatę. Z danych Izby Zarządzającej Funduszami i Aktywami wynika, że nieco ponad 50 proc. inwestujących Polaków ulokowało zebrany kapitał właśnie na rynku nieruchomości. Zauważamy też, że inwestorzy coraz częściej zaciągają kredyty na zakup mieszkania. Tym samym, w porównaniu z rokiem ubiegłym maleje udział w rynku osób nabywających lokale za gotówkę.

Mirosław Kujawski, członek zarządu LC Corp S.A.

Zainteresowanie klientów zakupem mieszkań pod inwestycję wciąż jest bardzo duże, czego najlepszym dowodem jest odzew rynku na realizowany trzeci etap Bastionu Wałowa w Gdańsku. Tylko w pierwszym tygodniu od rozpoczęcia przedsprzedaży podpisanych zostało blisko 30 umów rezerwacyjnych.

Jeśli spojrzymy na cały rynek, tego typu transakcji jest jednak mniej. Jest to efekt nie tylko wzrostu cen, ale również mniejszej podaży projektów, które spełniałby kryteria kupujących, czy to w zakresie cen, czy samej lokalizacji, albo układu lokalu.

Biorąc pod uwagę wzrost cen mieszkań w okresie dwóch ostatnich lat, spadła oczywiście rentowność inwestycji w nieruchomości. Obecnie wynosi ona około 5,5 proc. przy czym wciąż jest wyższa niż na lokatach, które często przegrywają z inflacją, dlatego nie ma trudności ze sprzedażą odpowiednio przygotowanych projektów.

Tomasz Sujak, członek zarządu Archicom S.A.

Na rynku wrocławskim spada liczba transakcji, co wynika ze wzrostu cen, który zgodnie z najświeższymi raportami osiągnął w trzecim kwartale br. wartość 10 proc. Część klientów potrzebuje więcej czasu na zaakceptowanie cen. Proces podejmowania decyzji zakupowych trwa nieco dłużej, a w przypadku części kupujących wymaga rewizji dotychczasowych założeń, co do metrażu mieszkania, czy lokalizacji. Październik był dla nas jednym z najlepszych sprzedażowo miesięcy w tym roku, między innymi dzięki szerokiej ofercie kilkuset mieszkań na finiszu realizacji.

Mieszkania kupowane inwestycyjnie stanowią około 10 proc. wszystkich sprzedawanych przez nas lokali. Ta wartość jest raczej stała, nie widzimy zmian w liczbie zawieranych tego typu transakcji. Kupujący oczywiście zwracają uwagę na ceny mieszkań, bo dla nich najważniejszym miernikiem jest zwrot z zainwestowanego kapitału. Ten jednak wciąż kształtuje się na zadowalającym poziomie, pomimo zmiany struktury najemców którą obserwujemy w ostatnim czasie. Daje się zauważyć spadek liczby studentów przy równoczesnym wzroście liczby zagranicznych pracowników.

Waldemar Wasiluk, wiceprezes zarządu Victoria Dom S.A.

Nie zauważamy spowolnienia w segmencie popularnym, w którym jesteśmy obecni. W związku zakończeniem programu MdM ilość transakcji kredytowych nieznacznie zmalała, ale wciąż utrzymuje się na wysokim poziomie.

Andrzej Swoboda, wiceprezes zarządu Grupy CTE

Daje się zaobserwować spowolnienie w segmencie nieruchomości kupowanych w celach inwestycyjnych. Z jednej strony wzrost cen nieruchomości spowodował spadek rentowności tego typu inwestycji, z drugiej na rynek trafiła duża liczba lokali oferowanych na wynajem, co po stronie inwestorów rodzi wątpliwość co do perspektyw opłacalności tego typu inwestycji. Odczuwalny jest również niepokój związany z możliwym odpływem na rynek niemiecki ukraińskich pracowników, którzy stanowią liczne grono najemców.

Sebastian Barandziak, członek zarządu Dekpol S.A.

Nie odczuwamy spadku zainteresowania zakupem mieszkań wśród osób nabywających nieruchomości w celach inwestycyjnych, dlatego cały czas rozwijamy ten segment biznesu. Oferujemy apartamenty na wynajem m.in. w gdańskim kompleksie Grano Residence. W przygotowaniu mamy kolejne projekty condo i aparthotelowe. Pomimo wzrostu cen nieruchomości opłacalność najmu nie zmniejsza się. Osiągany zwrot z inwestycji cały czas mieści się w przedziale 5-9 proc. To znacznie lepszy wynik niż w przypadku innych, bezpiecznych form oszczędzania, jak lokaty bankowe, czy obligacje skarbowe.

Izabela Woźnica-Letka z zielonogórskiego biura sprzedaży EBF Development

Zainteresowanie zakupem mieszkań w celach inwestycyjnych zdecydowanie nie spadło. Było to doskonale widać podczas uruchomienia sprzedaży naszej nowej inwestycji Apartamenty Jana z Kolna w Zielonej Górze. Już pierwszego dnia ponad połowa oferowanych lokali została zarezerwowana przez inwestorów. Największym powodzeniem wśród klientów cieszyły się kawalerki i mieszkania dwupokojowe.

Zuzanna Należyta, dyrektor ds. handlowych w Eco Classic

Najlepszą i najbezpieczniejszą alternatywą dla inwestycji w nieruchomości są lokaty bankowe. W tej chwili jednak pozostawianie środków w banku mija się z celem z powodu braku oprocentowania. Tymczasem, nawet przy długoterminowym najmie możemy liczyć na kilkuprocentową stopę zwrotu, co jest znacznie bardziej atrakcyjne niż praktycznie zerowe oprocentowanie w banku. Dopóki to się nie zmieni inwestycyjne zakupy nieruchomości będą się cieszyły powodzeniem.

Janusz Miller, dyrektor ds. sprzedaży i marketingu Home Invest

Nie zauważyliśmy spadku zainteresowania zakupem mieszkań wśród osób nabywających nieruchomości w celach inwestycyjnych. Inwestowanie na rynku nieruchomości nadal jest najbardziej opłacalnym przedsięwzięciem, pomimo rosnących cen mieszkań. W ostatnim czasie odnotowaliśmy nawet wzrost sprzedaży niedużych mieszkań, szczególnie w tych warszawskich lokalizacjach, które są dobrze skomunikowane, tj. w inwestycjach Willa Ochota, Apartamenty Okopowa 59A, czy Warszawski Świt, w których kupowanych jest wiele lokali w celach inwestycyjnych.

Rafał Zdebski, Dyrektor handlowy Inpro S.A.

Rynek mieszkaniowy oceniam jako stabilny. Potencjalnych nabywców nieruchomości nie brakuje. Niskie stopy procentowe pozytywnie wpływają na sytuację. Inwestorzy poszukują bezpiecznych aktywów i często decydują się na zakup nieruchomości zamiast oszczędzać na lokatach, czy inwestować w obligacje lub ryzykowne akcje. Na rynku trójmiejskim kluczową sprawą jest specyfika danej lokalizacji. Bardzo dużym zainteresowaniem wśród klientów cieszy się na przykład nasza inwestycja Kwartał Uniwersytecki. Wynika to z faktu, że w pobliżu znajduje się około 0,5 mln mkw. powierzchni biurowej więc jest duży popyt na lokale, które często są kupowane w celach inwestycyjnych pod wynajem.

Justyna Ciesielka, specjalista ds. sprzedaży w Planetbud Development

Na terenie Swarzędza i Zalasewa, gdzie prowadzimy nasze inwestycje, zapotrzebowanie na mieszkania do wynajęcia jest cały czas spore w porównaniu z ofertą rynku. Chłonny rynek pracy sprowadza tu wielu potencjalnych najemców. Dlatego w tym roku wprowadziliśmy do oferty mieszkania o mniejszych metrażach ok. 50 mkw., które cieszą się sporym zainteresowaniem głównie wśród osób poszukujących nieruchomości w celach inwestycyjnych.

Olga Pietrzak, specjalista ds. sprzedaży i marketingu w Skaland

Nie odczuwamy spadku popytu o charakterze inwestycyjnym. Większość mieszkań, w ilości porównywalnej do zeszłego roku, oferowanych w ramach osiedla Młodych kupowana jest właśnie pod wynajem. Wyraźny wzrost cen mieszkań nie stanowi jak dotąd przeszkody, bowiem rentowność wynajmu także wzrosła. Przewidujemy jednak możliwość ustabilizowania się popularności tej formy inwestycji w niedalekiej przyszłości. Wpływ na to może mieć systematycznie rosnąca oferta mieszkań na wynajem, czy spekulowane podwyżki stóp procentowych, które zredukują zyski z nieruchomości kupowanych na kredyt. Ponadto należy pamiętać o zmianach w przepisach prawa, które podniosły w 2018 roku stawki opodatkowania dla największych na rynku inwestorów w najem.

Adrian Potoczek, dyrektor ds. sprzedaży w Wawel Service

Nie obserwujemy spadku zainteresowania nieruchomościami kupowanymi w celach inwestycyjnych. Klienci nadal cenią sobie ten sposób lokowania kapitału, ponieważ opłacalność zakupu mieszkań pod wynajem wciąż pozostaje na wyższym poziomie niż rentowność lokat bankowych lub obligacji skarbowych. Kraków jest miastem, które niezmiennie przyciąga kapitał ludzki, zarówno studentów, jak i osoby zainteresowane bogatą ofertą rynku pracy. Ze względu na rosnący popyt, ceny najmu również rosną, co powoduje, że inwestycje w zakup nieruchomości są wciąż opłacalne.

Autor: Dompress.pl

Leasing is the New Buying. Dlaczego Millenialsi wolą wypożyczać, a nie kupować?

Tylko 15 proc. Millenialsów postrzega zakup samochodu jako wewnętrzy imperatyw[1]. Kupno auta nie tylko nie znajduje się na liście priorytetów cyfrowego pokolenia, ale osoby urodzone na przełomie lat 80. i 90. w ogóle nie są przywiązane do myśli o posiadaniu samochodu na własność, a dla 40 proc. z nich jego strata byłaby mniejszym problemem niż zgubienie smartfona. Nie znaczy to jednak, że Millenialsi chcą zrezygnować z bycia mobilnymi i niezależnymi. Wiedzą jednak, że dziś auta nie trzeba kupować. Można je wynająć na określony czas, tak samo, jak dostęp do Netflixa czy siłowni. Młodsze pokolenie, również w Polsce, ma dużą szansę zrewolucjonizować podejście branży moto do oferowanych rozwiązań, bo to ono wyznacza kierunek, w którym podąża cały sektor usługowo-handlowy. Pomóc w tym może również to, że zwyczaje zakupowe Millenialsów przejmują inne grupy konsumentów.

Millenialsi: pokolenie, które nie chce posiadać

Mieć, a nie być. Wiele osób stwierdziłoby, że to właśnie jest motto Millenialsów. Osoby urodzone na przełomie lat 80. i 90. często postrzega się jako te, które są nastawione na konsumpcyjny styl życia. To do nich kierowane są kampanie marketingowe największych marek, zachęcające do kupowania kolejnych gadżetów. Jak podaje Deloitte, w ciągu najbliższej dekady Millenialsi będą stanowić globalnie aż 3/4 wszystkich osób aktywnych zawodowo, co również oznacza, że za kilka lat będą również głównym segmentem kupujących.

Okazuje się jednak, że jest to nieco krzywdzący obraz tego pokolenia – badania pokazują, że Millenialsów bardziej interesuje przeżywanie, a nie posiadanie. Według Zipcar, to właśnie doświadczenie jest najważniejsze aż dla ponad 60 proc. z nich. Dlatego osoby urodzone pod koniec ubiegłej dekady, chętniej niż ich rodzice przeznaczają pieniądze na podróże, czy na samorozwój, niż na zakupy. Co ciekawe, zakup auta również nie znajduje się na liście priorytetów cyfrowego pokolenia. Tylko co 7 Millenials uważa, że musi nabyć samochód. Dla 25 proc. z nich jest to ważna potrzeba, a kolejne 25 proc. osób z młodszego pokolenia deklaruje, że kupiłoby auto, gdyby rzeczywiście było im potrzebne[2]. Co więcej, utrata własnego samochodu byłaby postrzegana jako negatywne zjawisko tylko przez 26 proc. Millenialsów. Bardziej przykrym wydarzeniem byłaby dla nich starta smartfona (40 proc.).

Michał Czerny, Prezes Noble Finance
Michał Czerny, Prezes Noble Finance

– To pokazuje, że smartfon stał się dla Millenialsów „centrum dowodzenia”, niezbędnym elementem codzienności, ale pozwala również „odkryć” kolejną prawdę o tym pokoleniu – młodzi nie odczuwają potrzeby posiadania samochodu. To może wydawać się paradoksalne, bo dla wielu osób dysponowanie własnym pojazdem wiąże się z niezależnością, tak przecież cenioną przez Millenilasów. Wydaje się jednak, że ci w swej autonomii idą jeszcze dalej i nie chcą brać na siebie obowiązku utrzymywania samochodu, w tym myślenia o regularnym przeprowadzaniu przeglądów czy pilnowania ważności ubezpieczenia. Nie chcą jednak przy tym rezygnować z bycia mobilnym czy bycia skazanym na poruszanie się komunikacją miejską. To trochę wyjaśnia, dlaczego Uber w stosunkowo krótkim czasie stał się popularny również w naszym kraju – komentuje Michał Czerny, Prezes Noble Finance.

Dostęp do samochodu tak łatwy, jak do Netflixa

Na rynku są już dostępne rozwiązania, które dają niezależność związaną z samodzielnym poruszaniem się samochodem, ale jednocześnie nie wymagają zakupu auta na własność. Jednym z nich jest długoterminowy najem samochodu na kartę, czyli auto dostępne w abonamencie. – Większość usług, które dzisiaj konsumują Millenialsi, nabywana jest w ten sposób: dostęp do popularnych portali streamingowych, takich jak np. Netflix czy Spotify, korzystanie ze smartfona, aplikacji i programów komputerowych, miesięczny karnet na siłownię. W abonamencie można wykupić nawet dostęp do prywatnej opieki medycznej, czy zamówić posiłki, które będą codziennie dostarczane pod nasze drzwi. Nie dziwi więc, że osoby urodzone pod koniec XX wieku chcą w ten sam sposób korzystać również z samochodu, a nie wydawać jednorazowo dużej sumy czy zaciągać kredyt na zakup własnego auta – dodaje Michał Czerny, Noble Finance.

Jak w praktyce wygląda długoterminowy najem samochodu? Cały proces uruchomienia usługi odbywa się online. Wystarczy zdecydować, na jaki okres chcemy wynająć samochód i jakim autem chcemy jeździć, wybierając konkretny model oraz markę. Najmniejsze samochody są już dostępne za 25 zł brutto dziennie. W porównaniu do ceny kawy latte, którą Millenials kupuje codziennie w drodze do pracy, to niski koszt. Co więcej, cena za miesięczny wynajem samochodu w abonamencie zawiera już koszt ubezpieczenia, serwisu czy wymiany opon, co szczególnie powinno zainteresować wszystkie te osoby, których do posiadania samochodu na własność zniechęca konieczność myślenia o tych obowiązkach. Na koniec wystarczy uzupełnić swoje dane w internetowym formularzu, dokonać płatności kartą i usługa najmu jest uruchamiana.

Sposób zapłaty za najem samochodu w abonamencie, także jest ukłonem w stronę Millenialsów. Dlaczego? Blisko aż 35 proc. osób w naszym kraju, które nie ukończyły 26 roku życia, korzysta wyłącznie z płatności bezgotówkowych[3]. Ale nie tylko młodzi Polacy rezygnują z płacenia gotówką i coraz częściej korzystają z alternatywnych metod płatności, takich właśnie jak karta płatnicza. Obecnie już co 5 osoba nie nosi przy sobie gotówki, a tylko 40 proc. z nas traktuje ją jako główny sposób dokonywania płatności[4]. Kartami szczególnie lubimy płacić online. W II kwartale 2018 r. przy ich użyciu w Internecie zrealizowano 17,5 mln transakcji, na kwotę 2,9 mld zł[5].

 Samochód w abonamencie nie tylko dla Millenialsa

Z zalet i wygody, które oferuje najem samochodu na kartę, mogą korzystać nie tylko Millenialsi. To rozwiązanie sprawdzi się również w przypadku rodzin, którym na co dzień przestał wystarczać jeden pojazd, ale nie mają w planach zakupu kolejnego samochodu lub potrzebują takiego dodatkowego wsparcia od czasu do czasu. – Najem samochodu w abonamencie jest prostym sposobem na rozwiązanie codziennych rodzinnych „sporów” o to, kto będzie miał rano pierwszeństwo do jedynego auta, aby sprawnie dojechać do pracy czy szybko załatwić ważne sprawunki. Wynajmowany pojazd może być traktowany jako drugi i kolejny samochód w rodzinie. Pozwoli on zaoszczędzić sporo czasu i pieniędzy tym osobom, które muszą dzielić się z bliskimi jednym samochodem i przez to decydować się czasem na korzystanie z mniej wygodnych środków transportu – podpowiada Michał Czerny, Prezes Noble Finance.

Pierwszego samochodu w życiu nie trzeba kupować!                 

O długoterminowym najmie samochodu powinni również pomyśleć młodzi kierowcy, osoby, które  chcą zacząć prowadzić od razu po uzyskaniu uprawnień, ale jeszcze nie mają zgromadzonych funduszy na zakup własnego auta. – Kiedyś taka sytuacja nie była możliwa, tzn. prawo jazdy robiły przeważnie osoby, które już miały w perspektywie zakup swojego samochodu, dzięki czemu po zdaniu egzaminów stawały się czynnymi kierowcami. Dziś sytuacja wygląda zupełnie inaczej – posiadanie prawa jazdy powoli staje się obowiązkiem. Ważne jest, aby nawet ci początkujący kierowcy, których nie jest stać na zakup samochodu, od samego początku szlifowali swoje umiejętności na drodze. Dlatego mała grupa decyduje się na starsze auta „z drugiej ręki”, które są oczywiście tańsze niż nowe auta z salonu. Dzięki korzystaniu z najmu długoterminowego nie trzeba iść na kompromis – pierwsze auto, jakim zacznie jeździć „zielony” kierowca, nie musi być starsze od niego. Może być nowoczesne, a przede wszystkim bezpieczne. Wystarczy tylko je wynająć – dodaje Michał Czerny z Noble Finance.

A co z rodzicami początkujących kierowców, którzy boją się o bezpieczeństwo swoich dzieci? Im z pomocą także przychodzi najem auta na kartę. Decydując się na takie rozwiązanie, warto wybrać firmę, np. Noble Finance, która udostępnia samochody wyposażone w system telemetrii. Dzięki niemu, rodzice mogą otrzymywać powiadomienie sms, jeżeli ich dziecko, „świeżo upieczony” kierowca np. przekroczy dozwoloną prędkość. Dla rodziców to mniej zmartwień, a pociecha może poczuć się niezależna i korzystać z wygody samodzielnego prowadzenia pojazdu.

Dla niezależnych kobiet

Choć w naszym kraju nadal więcej mężczyzn niż kobiet posiada prawo jazdy (stosunek 80 do 51 proc.[6]), to w grupie wiekowej 25-34 lat, czyli tej obejmującej Millenialsów, różnice między płciami zacierają się i wynoszą zaledwie 1%. Z każdym rokiem przybywa również Pań za kółkiem. Przez ostatnie dziesięć lat liczba kobiet kierowców zwiększyła się o 3 miliony, a obecnie prawem jazdy może pochwalić się blisko 8 mln przedstawicielek płci pięknej[7]. Statystycznie więc kobiety stanowią nie tylko ważną grupę klientów dealerów samochodowych, ale również do nich kierowana jest usługa długoterminowego najmu samochodu na kartę.

 – Powszechnie uważa się, że to głównie mężczyźni znają się na samochodach, a kobiety zastanawiając się nad wyborem auta, kierują się wyłącznie kolorem. Ten pogląd jest błędny przynajmniej z dwóch powodów. Kobiety będąc świadomymi kierowcami, są coraz lepiej zorientowane w tematach związanych z motoryzacją, a poza tym, podzespoły mechaniczne obecne w dzisiejszych samochodach to na tyle zaawansowana technologia, że znają się na niej naprawdę nieliczni. Na szczęście, aby być kierowcą, nie trzeba wiedzieć wszystkiego o samochodach. Inaczej sytuacja wygląda w przypadku formalności związanych z użytkowaniem pojazdu, co odstrasza niektóre osoby, w tym także kobiety, od posiadania auta na własność. Ten obowiązek znika, gdy zdecydujemy się na najem – sugeruje Michał Czerny Prezes Noble Finance.

Gdy wybierzemy korzystanie z samochodu w abonamencie, to firma wynajmująca będzie pamiętać o tym, kiedy trzeba kupić nowe lub wymienić opony, wykonać przegląd czy wznowić ubezpieczenie. Nie musimy się również martwić w razie stłuczki czy awarii pojazdu, bo w takich przypadkach będziemy mogli liczyć na auto zastępcze.

[1] Goldman Sachs Global Investment Research I Goldman Sachs Fortnightly Thoughts Intern survey.

[2] Dane: Goldman Sachs.

[3] IBRIS dla Polskiego Standardu Płatnościhttps://zbp.pl/wydarzenia/archiwum/wydarzenia/2018/wrzesien/rusza-druga-edycja-kampanii-spolecznej-warto-bezgotowkowo

[4] Dane: IBRIS.

[5] NBP, Informacja o kartach płatniczych. II kwartał 2018, październik 2018.

[6] Dane: CBOS, 2017.

[7] Dane: CBOS i analiza Motofaktów.pl.

Zarówno wynagrodzenia jak i zatrudnienie cały czas rosną

Średnie wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw wyniosło w październiku 4921,3 zł i było o 7,6 proc. wyższe niż przed rokiem. To największa zwyżka od kwietnia i jedna z najwyższych od dziesięciu lat. Średnia pensja wyniosła 4921,40 złotego, zatrudnienie wzrosło z kolei o 3,2%. 

Dynamika przeciętnego wynagrodzenia słabła wyraźnie od maja do września i to zarówno w ujęciu nominalnym, jak i realnym, czyli po uwzględnieniu inflacji. Październik przerwał tę tendencję i przyniósł zdecydowane jej odreagowanie. Na razie trudno przesądzić, czy przyspieszenie potrwa dłużej, czy okaże się, podobnie jak kwietniowy wzrost o 7,8 proc., jednorazowym wydarzeniem. Prawdopodobnie w najbliższych miesiącach można liczyć na dynamikę zbliżoną do 7 proc. Jednak perspektywa wzrostu wskaźnika inflacji będzie w przyszłym roku wyraźnie ograniczała siłę nabywczą dochodów z pracy. To zaś zacznie powoli negatywnie oddziaływać na konsumpcję gospodarstw domowych, czyli główną dotąd siłę napędową naszej gospodarki.

Dynamika zatrudnienia w sektorze przedsiębiorstw obniża się systematycznie od początku roku. Jeszcze w grudniu 2017 r. sięgała 4,6 proc., by we wrześniu obniżyć się do 3,2 proc. Pewien wpływ miały na to zmiany w metodologii badań GUS, ale tendencja jest jednoznaczna. Z jednej strony jest ona efektem zbyt mocno rosnących kosztów zatrudnienia, z drugiej zaś, prawdopodobnie jednym z sygnałów zbliżającego się spowolnienia gospodarczego, które już teraz może być odczuwalne przez część firm, obniżając chęć zwiększania zatrudnienia.

Październik był miesiącem, w którym zanotowano wyhamowanie tej tendencji. Liczba zatrudnionych, podobnie jak we wrześniu, była wyższa niż przed rokiem o 3,2 proc. Po dwóch miesiącach niewielkiego spadku liczby zatrudnionych w sektorze przedsiębiorstw, zwiększyła się ona w październiku o 2,2 tys. osób. W ujęciu rok do roku zatrudnienie nadal jest dużo wyższe, ale ta przewaga wciąż topnieje. O ile w grudniu 2017 r. było o 266 tys. wyższe niż w grudniu 2016 r., to w październiku 2018 r. w porównaniu do października 2017 r. nadwyżka stopniała do nieco ponad 191 tys.

Coraz więcej sygnałów wskazuje, że rynek pracy najlepszy okres ma już za sobą. Stopa bezrobocia będzie utrzymywała się nadal na bardzo niskim poziomie, a po sezonowym zimowym pogorszeniu, w przyszłym roku być może jeszcze spadnie, osiągając kolejne rekordowo niskie poziomy. Jednak choć w pierwszych trzech kwartałach do urzędów pracy zgłoszono ponad 1 mln 226 tys. ofert zatrudnienia, to jednak był to wynik o niemal 7 proc. niższy niż w tym samym okresie rok wcześniej. We wrześniu liczba ofert pracy spadła do poniżej 100 tys. i była najniższa od osiemnastu miesięcy.

Roman Przasnyski, Główny Analityk GERDA BROKER

Grupa Amica – wyniki po III kw. 2018 r.

E-sport – cyfrowa branża, realne pieniądze

W tym roku po raz pierwszy przychody z e-sportu na całym świecie przekroczą miliard dolarów. Elektroniczny sport przyciąga coraz więcej graczy i kibiców, główne wśród młodszych grup wiekowych. Z raportów firmy doradczej Deloitte „Continue to Play” oraz „Digital media trends survey” wynika, że milenialsi to nie tylko główni odbiorcy tej formy rozrywki, ale także najbardziej chętni, aby za nią płacić. Firmy, które odpowiedzą na ich rosnące zainteresowanie e-sportem, mają szansę osiągnąć przewagę konkurencyjną.

Obroty w branży gier video są już dwukrotnie większe niż te osiągane przez światowy przemysł filmowy. Dyscypliny rozgrywane w świecie cyfrowym wypełniają areny, generując zyski dla marketingowców, wydawców gier oraz firm z branży medialnej i rozrywkowej.

Rywalizacja graczy komputerowych przyciąga wciąż nowych fanów, za którymi idą ogromne pieniądze. A to dopiero początek, bo e-sport będzie się wciąż rozwijał. Jego przychody wciąż nie są jednak porównywalne do tych w tradycyjnym sporcie. Do tego jeszcze daleko – mówi Marcin Diakonowicz, Partner, Lider Deloitte Sports Business Group.

Szczególnie zainteresowane e-sportem powinny być firmy medialne oraz branża rozrywkowa, które nieustannie walczą o uwagę młodych odbiorców, którym tradycyjne media przestały wystarczać. Aż 75 proc. pasjonatów e-sportu to milenialsi, czyli osoby w wieku od 18 do 34 lat. W badaniu przeprowadzonym przez Deloitte deklarowali oni, że w gry wideo grają co najmniej raz w tygodniu. Z uwagi na to, że generacja Y dorastała z tym rodzajem rozrywki, spada zainteresowanie płatną telewizją, która jest głównym źródłem rozrywki dla starszych widzów. W 2017 r. liczba jej subskrypcji spadła aż o 3,6 mln. Młodsi wiedzę i rozrywkę czerpią z platform społecznościowych i transmisji strumieniowych, oglądając wydarzenia na żywo. Ten trend wykorzystują najwięksi gracze. Facebook kupił wyłączne prawa do transmisji turniejów czterech popularnych organizacji e-sportu, w tym Valve’s Counter-Strike: Global Offensive Pro League. Z kolei Amazon zainwestował w e-sport już cztery lata temu. Za niemal miliard dolarów pozyskał wówczas Twitch – największą na świecie platformę do rozgrywek e-sportowych, która rozwija się w szybkim tempie. W ubiegłym roku użytkownicy obejrzeli ponad 355 mld minut transmisji. To wzrost o 21 proc. rok do roku.

Ekosystem gier wideo nie tylko przyciąga coraz więcej osób, ale też zatrzymuje je na dłużej dzięki tworzonym platformom społecznościowym. Oferują one wiele zachęt dla graczy i kibiców, m.in. możliwość zakupu lepszego sprzętu czy treści, które uatrakcyjnią grę. Zgodnie z szacunkami Deloitte 6 proc. niemieckich kibiców jest gotowych płacić za dodatkowe treści.

Cyfrowa branża, realne pieniądze

E-sport powoli zaczyna przypominać inne, znacznie starsze i bardziej rozwinięte branże. A to daje szansę na rozwój coraz większej grupie finansowych graczy. Tylko w tym roku na całym świecie odbędzie się co najmniej 30 dużych turniejów e-sportowych. Najlepsi zawodnicy mogą być już spokojni o swoją finansową przyszłość – podpisali wieloletnie kontrakty nawet na 320 tys. dolarów rocznie. Zwycięskie drużyny zdobywają nagrody warte miliony. Do tego trzeba doliczyć dochody z reklam, tantiem i towarów promocyjnych, zarówno fizycznych, jak i cyfrowych. Drużyny sprzedają na przykład wirtualne koszulki, które gracze mogą pokazywać na swoich awatarach. Model franczyzowy daje nie tylko więcej możliwości zarabiania, ale też uzasadnia oczekiwania na zarobek długofalowy i z mniejszym, bo rozproszonym ryzykiem. E-sport zaczyna wychodzić poza cyfrowy krajobraz. Rynek testuje NBA, podobnie zresztą jak nowojorscy Yankeesi. Jedną z ciekawszych oznak legitymizacji e-sportu jest zainteresowanie tym obszarem popularnych telewizji. W październiku wystartował w Polsce kanał Polsat Games. W ramówce znajdą się transmisje z turniejów e-sportowych, ale też własne programy gamingowe. Mecze transmituje także TVP Sport.

Polska na podium

Obecność e-sportu w telewizyjnych ramówkach pozwoli zwiększyć zainteresowanie polskich graczy i fanów. Tempo wzrostu liczby odbiorców jest imponujące. Między innymi za sprawą youtuberów i streamerów, których twórczość wykorzystywana jest do promocji gamingowych wydarzeń. A wciąż jest sporo miejsca dla nowych graczy.

Coraz większa liczba podmiotów z branż niekojarzonych pierwotnie z e-sportem jest zainteresowana taką aktywnością. Na rynek e-sportowy wchodzą producenci samochodów, banki czy firmy farmaceutyczne. Jest to dla nich nowy kanał komunikacji – mówi Konrad Ozimek, Menadżer, Deloitte Sports Business Group.

Fundamentalna zmiana w mediach i sporcie, kształtowana przez rozrywkę społeczną, transmisję na żywo i intensywną konkurencję w cyfrowym świecie daje firmom i reklamodawcom niemal nieograniczone możliwości. Eksperci radzą jednak ostrożność – zarabianie na e-sporcie wymaga wiedzy na temat tego rynku. Sponsorzy, inwestorzy, dostawcy usług, konsultanci bezpieczeństwa zanim zainwestują w szeroko pojęty rynek gier powinni poznać i zrozumieć jego niuanse.

Ta wiedza jest istotna, aby nie tylko dotrzeć do graczy i obserwujących ich milionów kibiców, ale także, by móc nawiązać z nimi trwałe relacje. Firmy zainteresowane e-sportem muszą wyznaczyć sobie cele spójne z strategią organizacji – dodaje Konrad Ozimek.

Sprzedawcy produktów luksusowych wchodzą w e-commerce, bo nie mają już wyboru

Dynamika sprzedaży dóbr luksusowych zwalnia. Eksperci firmy doradczej Deloitte, autorzy raportu „Global Powers of Luxury Goods 2018 Shaping the future of the luxury industry” przyczyny spowolnienia dostrzegają w problemach producentów z dostosowaniem się do zmian demograficznych. Coraz bardziej znaczącą grupą odbiorców dóbr luksusowych są przedstawiciele pokolenia X i Y, którzy od tradycyjnych zakupów wolą ich wielokanałowe możliwości wykorzystujące innowacyjne narzędzia. Aby ulepszyć swoje pozycje, producenci dóbr luksusowych powinni więc sprostać wymaganiom nowej generacji kupujących.

Eksperci są pewni, że sytuacja w sektorze dóbr luksusowych jest stabilna, jednak do zwiększenia dynamiki wzrostów konieczna jest zmiana modelu działalności. – W ostatnim roku obrotowym 100 największych firm produkujących dobra luksusowe wygenerowało sprzedaż o wartości 217 miliardów dolarów. Branża odnotowała jednak tempo wzrostu na poziomie 1 proc. To spora różnica w porównaniu z wynikiem 6,8 proc. osiągniętym rok wcześniej. Aby powrócić do stałego i solidnego wzrostu sprzedaży, producenci muszą stawić czoło transformacji cyfrowej, która zmienia sposób w jaki zamożni konsumenci robią zakupy i tym samym napędzają rozwój luksusowych marek – mówi Bartosz Bobczyński, Starszy Menedżer w Deloitte Digital. Specjaliści wskazują na trendy wiodące w walce o młodsze pokolenie konsumentów produktów luksusowych.

Sprzedaż w Internecie

Aż 67 proc. menedżerów deklaruje, że w przyszłości skupi się na rozwoju e-butików. Ten rodzaj handlu jest coraz popularniejszy i stymuluje globalne wzrosty sprzedaży produktów luksusowych. Przykładem może być – drugi na liście stu producentów o największych przychodach – The Estée Lauder Companies Inc. Amerykański koncern globalną sprzedaż prowadzi poprzez 1700 stron sklepów internetowych. Jego roczny wzrost w kanałach online przekracza 60 proc. Wyprzedza go jednak, piąty w TOP 100, Gucci. W ubiegłym roku sprzedaż tej marki w sieci wzrosła o 86 proc. Około połowa przychodów pochodziła z zakupów zrobionych przez osoby z tzw. pokolenia Y, a więc urodzonych w latach 80. i 90. To wpłynęło na wzrost całkowitej sprzedaży Gucci o 42 proc. i uplasowało firmę na pozycji lidera wśród modowych marek, które priorytetowo traktują kompetencje cyfrowe. Gucci pokonuje granice sprzedaży, otwierając sklepy internetowe na rynkach, takich jak Chiny i Bliski Wschód. Przeprojektowana została także strona internetowa marki, która oferuje wizualne prezentacje i spersonalizowaną obsługę klienta za pomocą czatu internetowego, poczty e-mail oraz telefonu.

Tradycyjny sklep, cyfrowe możliwości

Przyszłością rynku produktów luksusowych jest idea connected store. – To miejsce łączące zalety tradycyjnego sklepu z możliwościami współczesnych technologii i handlu online. Choć stacjonarne sklepy nie znikną, to można się jednak spodziewać, że przejdą rewolucję. Niemal wszyscy kluczowi producenci próbują rozwijać swoje koncepcje sklepów przyszłości, często we współpracy z internetowymi sprzedawcami detalicznymi. Taka wizja jest już realizowana w Londynie – mówi Bartosz Bobczyński. Platforma zakupowa Farfetch otworzyła w stolicy Wielkiej Brytanii eksperymentalny butik, który rozpoznaje klientów z aplikacją sklepu i informuje sprzedawcę o ich zakupowych preferencjach. Dzięki interaktywnej przymierzalni pracownicy butiku mają dostęp do bazy danych z poprzednich zakupów czy marek, które dany klient preferuje.

Kluczowe znaczenie w budowaniu sklepów przyszłości będzie miała rozszerzona rzeczywistość (Augmented Reality). Dziś ta technologia jest najpowszechniej wykorzystywana podczas sprzedaży kosmetyków premium. Umożliwia klientom testowanie produktów w domu przed dokonaniem zakupu. Na AR coraz bardziej koncentruje się L’Oréal. W marcu tego roku kupił ModiFace, globalnego lidera takich rozwiązań dla branży kosmetycznej. Z kolei firma YOOX zainicjowała współpracę z Lumyer nad stworzeniem aplikacji z kamerą, która umożliwia użytkownikom wypróbowanie w wirtualnej rzeczywistości torebek, okularów przeciwsłonecznych i biżuterii.

Potęga social media

Luksusowe marki długo nie doceniały mediów społecznościowych, postrzegając je jako masowe i niepasujące do ich tożsamości opartej na prestiżu, ekskluzywności i nienagannej obsłudze. Spowolnienie sprzedaży sprawiło jednak, że producenci zaangażowali się w tę formę komunikacji z konsumentami, która staje się coraz ważniejszym narzędziem marketingowym. Z potęgi mediów społecznościowych najszybciej zdał sobie sprawę Burberry. Dziś firma przeznacza około 60 proc. swojego budżetu marketingowego na platformy cyfrowe i angażuje klientów, m.in. na Facebooku, Twitterze, Tumblrze, Pintereście, YouTube oraz Instagramie. – Wyzwanie, które stoi przed luksusowymi markami to optymalne wykorzystanie mediów społecznościowych przy jednoczesnym utrzymaniu wartości marki. Przemyślana i konsekwentna strategia w social media przekształci tak zwane „polubienia” w interaktywne i angażujące doświadczenie dla klientów – mówi Patrycja Venulet, Dyrektor w dziale strategii marki i badań konsumenckich, Deloitte. Liderem w angażowaniu Internautów jest Chanel. Ta francuska marka jest na Instagramie obserwowana przez ponad 30 mln osób, a jej całkowite audytorium w social mediach to niemal 70 milionów ludzi. Aby podnieść jakość doświadczeń klientów, luksusowe marki coraz częściej wykorzystują w mediach społecznościowych sztuczną inteligencję. Ostatnio zrobił to Louis Vuitton, uruchamiając na Facebooku wirtualnego doradcę dla klientów ze Stanów Zjednoczonych. Za pomocą Messengera chatbot odpowiada na pytania dotyczące produktów. Z kolei na rynku brytyjskim swojego pierwszego bota uruchomił Smashbox Cosmetics, jeden z brandów Estee Lauder Companies.

– Producenci powinni być świadomi, że cyfrowa transformacja zmienia sposób w jaki zamożni konsumenci robią zakupy i napędzają rozwój luksusowych marek. Z kolei rosnący dobrobyt w dużych miastach i coraz większa kontrola nad czarnym rynkiem zapewnią zrównoważony popyt na towary luksusowe na całym świecie. Aby odnieść sukces, luksusowi gracze powinni skoncentrować swoje inwestycje i wysiłki m.in. na działaniach w social mediach. Muszą przy tym uważać, by walcząc o masowy dostęp do klienta, nie zatracić prestiżu i elitarności – mówi Bartosz Bobczyński.

Kto zyska a kto straci po wdrożeniu PSD2 w Polsce?

Do wejścia w życie PSD2 pozostał niecały rok, więc rynek finansowy przygotowuje się intensywnie na nadchodzące zmiany. Dyrektywa zrewolucjonizuje działalność instytucji bankowych, a także wpłynie na sposób korzystania z usług przez ich klientów. Banki mogą stać się platformami, przez które – za pomocą API (interfejs programowania aplikacji) – inne firmy będą realizowały operacje dla klienta. Oczy finansowego świata zwrócone są w stronę Wielkiej Brytanii, która ma już za sobą wdrożenie dyrektywy. Jak wynika z analizy firmy doradczej Deloitte, doświadczenia brytyjskie pokazują, że banki muszą być dobrze przygotowane do rewolucji, która ich czeka, a wiele wysiłku powinno zostać włożone w podniesienie świadomości klientów. O tym czy sektor bankowy w Polsce jest gotowy do funkcjonowania w nowych warunkach, będzie mowa podczas Kongresu Bankowości Detalicznej w Warszawie.

Dyrektywa PSD2 weszła w życie 13 stycznia, jednak kraje członkowskie mają czas na jej wdrożenie do września 2019 roku. – Wtedy to banki będą musiały udostępnić swoje interfejsy podmiotom trzecim. Korzystanie z API będzie przypominać proces wykorzystywany dzisiaj podczas wykonywania przelewu, z tym, że obecnie firmy świadczące takie usługi muszą zawierać osobne umowy z każdym z banków. Za niespełna rok nie będzie to już konieczne. Dla całego sektora będzie to ogromna rewolucja – mówi Grzegorz Cimochowski, Partner, Lider Sektora Instytucji Finansowych w Polsce, Deloitte.

Kilka krajów europejskich zdecydowało się na wcześniejsze, niż wymagają tego terminy, wdrożenie dyrektywy PSD2. Wśród nich jest Wielka Brytania, gdzie wizja otwartej bankowości budziła początkowo wielkie nadzieje, ale rzeczywistość pokazała, że oprócz szans pojawiło się również wiele wyzwań, z którymi instytucje finansowe nie zawsze sobie poradziły.

Interfejs API wdrażało dziewięć wiodących brytyjskich banków. Aż sześć z nich nie zdążyło wprowadzić wymaganych zmian w określonym terminie i poprosiło tamtejsze władze o jego wydłużenie. – Okazało się również, że interfejsy nie zawsze były zgodne ze specyfikacją techniczną i charakteryzowały się różnym poziomem zgodności z wymaganym poziomem uwierzytelnień – wyjaśnia Grzegorz Cimochowski. Dodatkowo wystąpiły rozbieżności w sposobie możliwego połączenia się z poszczególnymi interfejsami przez TPP (zaufane strony trzecie).

Po dziewięciu miesiącach jedynie bank HSBC był gotowy z funkcjonalnościami opartymi o otwartą bankowość. Również FinTechy nie wykorzystały pojawiającej się szansy i dopiero w ostatnim okresie ich aktywność zaczęła rosnąć. Dużym wyzwaniem okazała się także niska świadomość klientów banków, którzy nie zdawali sobie sprawy, czym jest i co dla nich oznacza otwarta bankowość. Tylko 14 proc. Brytyjczyków wierzyło, że niesie ona ze sobą coś pozytywnego. Ponad trzy czwarte badanych przyznało, że obawiałoby się udostępnienia swoich danych finansowych firmom innym niż ich główny bank. – Przykład Wielkiej Brytanii powinien być lekcją dla wszystkich pozostałych krajów, w tym Polski, w której banki są w fazie przygotowawczej do wdrożenia dyrektywy. Wyzwaniem są nie tylko kwestie technologiczne, regulacyjne, ale też klient. Bez świadomych klientów oraz konkretnej propozycji korzyści wprowadzenie otwartej bankowości nic nie wniesie. A może o to właśnie chodzi?– mówi Grzegorz Cimochowski.

Grupa BEST – wyniki finansowe po III kw. 2018 r.

Grupa BEST osiągnęła po trzech kwartałach 2018 roku przychody z działalności operacyjnej na poziomie 163,9 mln zł, a  zysk netto wyniósł 49,6 mln zł i wzrósł o 7% r/r. Pełna EBITDA gotówkowa wyniosła 159,2 mln zł – co oznacza wzrost o 32%. Wartość portfeli wierzytelności na koniec Q3 2018 roku wyniosła ponad 1 mld zł.

Po trzech kwartałach 2018 roku poziom spłat wierzytelności wyniósł 228 mln zł, w tym należnych Grupie BEST 199 mln zł – czyli odpowiednio o 9% i 13% więcej niż po trzech kwartałach 2017 roku.

Krzysztof Borusowski, prezes BEST
Na zdj. Krzysztof Borusowski, prezes Best [fot: best.com.pl]
„Pełna EBITDA gotówkowa za trzy kwartały wzrosła o 32%. To bardzo satysfakcjonujący nas wynik, który jest efektem wzrostu spłat i utrzymania dyscypliny kosztowej. Od zawsze bardzo racjonalnie podchodzimy do zakupów. W naszej ocenie oczekiwania niektórych sprzedających portfele nadal rozmijają się z aktualnymi wycenami rynku. Z drugiej strony praktycznie zamarł rynek obligacji – jedno z istotniejszych źródeł finansowania branży. Naszą reakcją było zmniejszenie poziomu inwestycji i zamknięcie programu emisji obligacji. Skupiliśmy się za to na udoskonaleniu naszych operacji i kontroli kosztów. Efekty są już widoczne. Zabezpieczyliśmy nasze portfele przed ryzykami wynikającymi ze zmian przepisów o przedawnieniu i komornikach. Wdrażamy nowe technologie w obszarach podejmowania decyzji strategicznych i kontaktów z klientami. Te działania są dzisiaj podstawą efektywnej windykacji. Dotarcie do dłużników jest coraz bardziej wymagające – liczy się efekt skali, szybkość oraz skuteczne, transparentne procedury. Dzięki temu będziemy gotowi na oferowanie nowych produktów, czy obsługę portfeli mikrowierzytelności pochodzących z firm telekomunikacyjnych czy energetycznych i stanowiących coraz bardziej interesującą niszę rynkową. Warto jednak podkreślić, że nadal uważnie przyglądamy się oferowanym na rynku portfelom, wyceniamy je i w każdej chwili jesteśmy gotowi do finalizowania transakcji, w których poziom cenowy będzie dla nas  satysfakcjonujący” – powiedział Krzysztof Borusowski, prezes zarządu BEST S.A.

W 2017 roku Grupa BEST osiągnęła przychody z działalności operacyjnej na poziomie 198,6 mln zł, a zysk netto wyniósł 55,1 mln zł. Pełna EBITDA gotówkowa wyniosła 186,8 mln zł. Grupa BEST zainwestowała łącznie ponad 300 mln zł w portfele wierzytelności o wartości nominalnej 2,6 mld zł. Poziom spłat wierzytelności wyniósł 282 mln zł, w tym 238,3 mln zł z wierzytelności należnych Grupie BEST.

Pod presją znalazł się nie tylko kurs funta, ale też waluty EM, w tym złoty

Krajowe dane makroekonomiczne powinny wesprzeć odreagowanie na rynku długu w najbliższych dniach. Złoty pozostawać powinien pod wpływem czynników globalnych. W tle krajowe dane gospodarcze.

Silna przecena złotego pod koniec tygodnia

Piątkowa sesja przyniosła wyraźne spadki notowań złotego. Nastroje mocno pogorszyły się w porównaniu z ostatnimi sesjami, co było związane z rosnącymi obawami, że pojawienie się politycznych zawirowań w Wielkiej Brytanii może spowodować, że w marcu przyszłego roku kraj opuści Unię bez „siatki bezpieczeństwa”. Inwestorów zaniepokoił fakt, że pomimo ogłoszonego kolektywnego przyjęcia ustawy dotyczącej sposobu opuszczenia UE przez Wielką Brytanię, z brytyjskiego rządu zaczęli odchodzić ministrowie, w tym osoba od Brexitu. Eurosceptycy zagrozili też złożeniem wniosku o wotum zaufania dla premier May, a emocje dodatkowo podbiła informacja z agencji S&P, która ostrzegła, że mogłaby obniżyć rating Wielkiej Brytanii, jeżeli ryzyko Brexitu „bez porozumienia” miałoby się zmaterializować. W rezultacie podczas piątkowej sesji powróciła presja na złotego i inne waluty EM. Jeszcze podczas handlu w Europie EUR/PLN wzrósł powyżej 4,315 po tym jak dzień wcześniej wyznaczył minimum tygodnia na 4,2825.

Początkowo do wzrostu apetytu na ryzyko przyczyniły się komentarze Larry Kudlow (doradcy ekonomicznego D. Trumpa), który poinformował, że Stany Zjednoczone podjęły kolejne negocjacje z Chinami w kwestiach handlowych. Nastroje dodatkowo poprawiły doniesienia prasowe, że planowane nałożenie kolejnych amerykańskich ceł na import z Chin zostanie na razie wstrzymane. To rozbudziło optymizm, co do możliwego postępu na drodze do rozwiązania sporu handlowego zagrażającego globalnemu wzrostowi gospodarczemu.

Patrząc z perspektywy ostatnich miesięcy waluta nasza konsoliduje się w kilkumiesięcznym zakresie konsolidacji ok. 4,245-4,345 pozostając pod wpływem czynników globalnych. Na doniesienia krajowe (RPP i dane makro) złoty reaguje w mniejszym stopniu, bowiem zmian w polityce pieniężnej NBP jeszcze długo nie zobaczymy, a dopiero taka zapowiedź mogłaby dać silniejszy impuls złotemu.

Publikowane obecnie realne dane gospodarcze pozostają neutralne dla decyzyjności Rady, co wraz z niską presją inflacyjną w gospodarce wspiera obecny pogląd NBP, że zmiany stóp są mało prawdopodobne do końca 2019 r. To tłumaczy, m.in. umiarkowaną reakcję rynku na lepsze od oczekiwań dane inflacyjne za październik i dot. wzrostu gospodarczego Polski w III kwartale br. Dalekie perspektywy podwyżek stóp w Polsce dodatkowo wspiera umiarkowana polityka EBC adekwatna do utrzymujących się w strefie euro ryzyk polityczno-gospodarczych. W piątkowym wystąpieniu prezes EBC, choć podtrzymał zapowiedziane zakończenie QE z końcem 2018 r., to dał jednocześnie do zrozumienia, że spodziewane odbicie inflacji może być mniejsze, niż to wcześniej sądzono, ostrzegając, że polityka monetarna może się zmienić, jeżeli chodzi o stopy procentowe. Na chwilę obecną EBC zamierza w grudniu zakończyć program zakupów aktywów i planuje podwyżki stóp procentowych w drugiej połowie 2019 roku, po raz pierwszy od ośmiu lat.

W tym tygodniu oczekujemy, że prognozowane mocniejsze dane produkcyjne zostaną zneutralizowane przez gołębie minutes RPP i słabsze indeksy PMI dla strefy euro, co spowoduje, że PLN powinien być stabilny, oscylując wokół obecnych poziomów. W dłuższej perspektywie zakładamy stopniowe osłabienie złotego (do 4,33 na koniec roku) mając na uwadze jastrzębią politykę Fed i dalsze spowolnienie gospodarcze w strefie euro i w Chinach.

Wykres dnia: Obawy o ”twardy Brexit” mocno podniosły awersję do ryzyka. Pod presją znalazł się nie tylko GBP, ale też waluty EM, w tym złoty.

Obawy o ”twardy Brexit” mocno podniosły awersję do ryzyka. Pod presją znalazł się nie tylko GBP, ale też waluty EM, w tym złoty
Źródło: Thomson Reuters

Autor / Źródło: Joanna Bachert / PKO Bank Polski

Wydłużenie zakazu handlu: Wśród kasjerów nie widać entuzjazmu

Projekt wydłużenia czasu zakazu handlu niedzielnego do 31 godzin, proponowany przez NSZZ „Solidarność”, budzi kontrowersje wśród pracowników. Z badania platformy TakeTask wynika, że 44% kasjerów jest przeciwnych takiemu rozwiązaniu, a 47% je akceptuje. Punkt widzenia zależy od miejsca zamieszkania i posiadania dzieci. 39% ankietowanych obawia się obniżki zarobków, 43% nie ma zdania, 18% liczy na podwyżki. Przeciwnicy wydłużenia czasu wolnego głównie pracują w dużych miastach (54%). Połowa ludzi bezdzietnych nie chce zmian. W małych i średnich ośrodkach jedna druga respondentów opowiada się za rozszerzeniem zakazu. Jednocześnie właśnie tam najwięcej osób boi się obniżek płac (45%).

– To skutek praktyk niektórych sieci wobec ograniczenia handlu w niedziele. Zmuszanie ludzi do pracy w sobotę praktycznie do północy i w poniedziałek od godziny 24 jest zwyczajnie niehumanitarne. Powoduje też, że niedziela staje się zwykłą fikcją. Ponadto trudno jest dojechać do sklepu o tak nieludzkich i nieskomunikowanych porach. Dlatego należy zabezpieczyć pracowników przed takim postępowaniem – uważa Marek Lewandowski, rzecznik prasowy przewodniczącego Komisji Krajowej NSZZ „Solidarność”.

Z danych, zebranych przez TakeTask, wynika, że wydłużenia godzin wolnych od pracy nie chce 54% pracowników z dużych miast. Za takim rozwiązaniem opowiada się natomiast 39% zatrudnionych w sklepach zlokalizowanych w małych i średnich ośrodkach miejskich. Ogółem mamy 44% przeciwników i 47% zwolenników. Pracownicy mający dzieci są także podzieleni, tj. 46% jest za, a 43% przeciw.

– Te proporcje są bardzo spójne z ogólną opinią odnośnie zakazu handlu w niedziele. Pracownicy w dużych miastach częściej są nastawieni negatywnie do ustawy niż mieszkańcy mniejszych miejscowości. Natomiast wśród osób posiadających dzieci początkowo widzieliśmy większe poparcie dla niedzielnego zakazu. Obecnie ich entuzjazm jest mniejszy. Proponowane zmiany przyniosą skutki dla wszystkich grup. Po stronie benefitów są lepsze godziny pracy, a po stronie kosztów – zagrożone zarobki. Dopiero zderzenie z rzeczywistością pozwoli odnieść się lepiej do sytuacji – uważa Sebastian Starzyński, prezes platformy TakeTask.

Kolejnym problemem są płace. 39% przepytanych kasjerów obawia się obniżki zarobków, jeśli dojdzie do wydłużenia godzin bez handlu w niedziele. Częściej takie obawy wyrażają pracownicy mający dzieci (40%) oraz mieszkający w małych i średnich miastach (45%). Ogółem tylko 18% liczy na wzrost uposażeń, a 43% nie ma na ten temat zdania.

– Z naszych badań wynika, że pracownicy handlu wolą wolne niedziele nawet kosztem niższych uposażeń. Ale na razie nie obserwujemy spadku zarobków. Wręcz przeciwnie. Obecnie w handlu brakuje blisko 160 tys. osób do pracy. Dlatego nie ma uzasadnienia dla obniżania wynagrodzeń – przekonuje Marek Lewandowski.

Według danych TakeTask, na wzrost pensji liczy 26% kasjerów bezdzietnych i 16% z potomstwem. W dużych miastach 30% osób w ten sposób myśli, a w małych i średnich – tylko 11%. Z drugiej strony 45% pracowników z tych nie największych ośrodków sądzi, że ich pensje zmaleją w wyniku proponowanej zmiany. Natomiast w wielkomiejskich aglomeracjach przewiduje to tylko 28% kasjerów.

– W niewielkich miastach mamy więcej małych sklepów zatrudniających nieliczny personel. Z tego powodu pracodawcy nie są tak elastyczni jak w dużych aglomeracjach. Być może więcej osób zauważa, że już teraz sytuacja jest trudniejsza i dalsze zaostrzanie przepisów może odbić się również na nich – komentuje Sebastian Starzyński.

Z kolei Marek Lewandowski z NSZZ „Solidarność” uważa, że ograniczenie niedzielnej sprzedaży zostało przez społeczeństwo przyjęte nad wyraz dobrze, mimo straszenia utratą nawet 100 tys. miejsc pracy. Dodaje też, że to kwestia zmiany przyzwyczajeń. W krajach, gdzie taki zakaz obowiązuje od lat, nikt nie ma z tym problemu.

– Duży odsetek osób niechętnych zmianom wynika m.in. z odpowiedzialności za miejsce pracy. Pewnej grupie pracowników nie przeszkadzają też nietypowe godziny aktywności. A część zatrudnionych obawia się wzmożonej reakcji przeciwników ustawy o zakazie handlu. Różnice zdań wskazują, że choć większość osób uważa, że skorzysta z ograniczeń, to mniejsza grupa liczy się ze stratami – wskazuje prezes Starzyński.

Warto również dodać, że w Polsce, bez względu na niepewność zarobków, niemal połowa kasjerów jest za przedłużeniem zakazu handlu w niedziele do 31 godzin. Jednak prawie tak samo liczna grupa nie zgadza się z tym rozwiązaniem.

Badanie zostało wykonane w dniach 27 i 28 października br. przez agentów platformy TakeTask, którzy przeprowadzili bezpośrednie wywiady z osobami zatrudnionymi w sieciach handlowych. Analizą objęto 36 miast, w tym 10 dużych aglomeracji, m.in. Poznań, Wrocław, Kraków, Lublin i Łódź. W grupie średnich i małych ośrodków znalazł się np. Olsztyn, Zamość, Głogów, Swarzędz oraz Słupsk. W każdym sklepie odpowiedzi udzielił tylko jeden respondent. W sumie zbadano 101 pracowników. 34 z nich to rodzice, a 67 – osoby bezdzietne, niewychowujące dzieci.

Rynek mody w Polsce. Odzież, obuwie i dodatki – preferencje i wydatki Polaków

Polski rynek odzieżowo-tekstylny należy do jednego z najatrakcyjniejszych w Europie Środkowo-Wschodniej. Wartość produkcji sprzedanej sektora w 2016 r. wynosiła blisko 30 mld zł. Polacy w umiarkowany sposób interesują się modą i w większości dokonują przemyślanych zakupów odzieży lub obuwia. 46% nie wydaje na ten cel więcej niż 10% swoich miesięcznych zarobków. Czynnikami decydującymi o wyborze konkretnego produktu są przede wszystkim fason oraz cena produktu. Ponad 40% konsumentów przyznaje, że kupuje odzież przynajmniej raz w miesiącu. Połowa respondentów dokonała zakupu odzieży lub obuwia przez internet w ciągu ostatniego półrocza, kierując się najczęściej oszczędnością oraz wygodą – wynika z najnowszego raportu pt. „Rynek mody w Polsce”, przygotowanego przez KPMG w Polsce we współpracy z Akademią Biznesu i Prawa Mody Uczelni Łazarskiego.

Wartość polskiego sektora odzieżowo-tekstylnego systematycznie rośnie

Wartość sprzedana sektora odzieżowo-tekstylnego na koniec 2016 r. wynosiła 29,1 mld zł. Pracowało w nim ponad 187 tys. osób zatrudnionych w 22 tys. przedsiębiorstwach zajmujących się produkcją odzieży, wyrobów tekstylnych oraz produkcją skór i wyrobów skórzanych. Pomimo dobrej kondycji samego sektora, wartość średniego wynagrodzenia brutto zatrudnionych pracowników wahała się w przedziale 2,2-2,8 tys. zł w zależności od segmentu, w którym działała firma. Biorąc pod uwagę inne obszary przetwórstwa przemysłowego były to jedne z najniższych zarobków.

Polski rynek odzieżowo-obuwniczy o wartości około 10-12 mld USD plasuje się w pierwszej dziesiątce krajów należących do Unii Europejskiej oraz pierwszej trzydziestce na świecie. W 2016 r. Polska wyeksportowała produkty o wartości 3,2 mld zł, głównie do państw Unii Europejskiej, które były odpowiedzialne za 82,5% eksportu. Importowana odzież miała wartość 1,4 mld zł, a 71,3% importu pochodziło z krajów UE. Firmy działające w Polsce wyspecjalizowały się w produkcji odzieży roboczej, a coraz większego znaczenia zaczyna nabierać sektor odzieży sportowej oraz termoaktywnej.

Blisko połowa Polaków przeznacza na zakupy odzieżowe nie więcej, niż 300 złotych miesięcznie

Przedsiębiorcy z branży mody biorący udział w badaniu KPMG są w większości zgodni, że Polacy mają swój styl, chociaż trudno zidentyfikować tzw. typowy polski styl ubierania się. Równocześnie 40% Polaków określiło swój styl jako codzienny, nieformalny. Ankietowane kobiety dwukrotnie częściej od mężczyzn są skłonne podążać za modnymi trendami, łącząc ze sobą różne style.

Chęć podążania za trendami przejawia się również w deklarowanych miesięcznych wydatkach na zakup odzieży – osoby, które chętnie łączą style zdecydowanie częściej od pozostałych są skłonne wydać na ubrania nawet połowę swoich miesięcznych dochodów netto. Jednak większość ankietowanych (46% wskazań) przeznacza na zakupy odzieży nie więcej, niż 10% swojego miesięcznego wynagrodzenia. Biorąc pod uwagę wysokość średniej krajowej w Polsce oznacza to, że blisko połowa Polaków nie wydaje więcej, niż 300 złotych miesięcznie na zakup odzieży, obuwia lub dodatków.

Zdaniem ankietowanych przedsiębiorców Polacy kupują więcej odzieży, obuwia i dodatków, niż rok wcześniej. Blisko połowa Polaków kupuje odzież przynajmniej raz w miesiącu lub częściej. Obuwie zazwyczaj kupowane jest sezonowo – raz na pół roku (41% wskazań).
Polacy kupują więcej odzieży, obuwia i dodatków, niż rok wcześniejDeklarowane przez blisko połowę Polaków miesięczne wydatki na zakup odzieży, obuwia lub dodatków, które nie przekraczają 10% pensji, stanowią duże wyzwanie dla przedstawicieli branży. Często wpływa to na działania firm, które w walce o klienta stosują m.in. agresywną politykę cenową. Badania KPMG wskazują, że przekłada się to na postawy klientów, z których blisko 50% wstrzymuje się z decyzjami o zakupach do czasu promocji. Trend ten wspiera również dostęp do nowych technologii tj. znaczący wzrost popularności porównywania cen produktów w dedykowanych do tego serwisach internetowych. Rodzi to dodatkowe wyzwanie dla sklepów, które przez zmieniające się trendy zakupowe, muszą walczyć nie tylko o nowych klientów, ale także o lojalność dotychczasowych – mówi Jan Karasek, partner w dziale usług doradczych w KPMG w Polsce.

Fason i cena głównymi czynnikami wpływającymi na decyzje zakupowe

Z badania przeprowadzonego przez KPMG wynika, że najważniejszym elementem ubioru dla Polaków jest obuwie. Co czwarty respondent przyznał, że jest ono bardzo ważnym elementem ubioru, który definiuje jego styl ubierania. Duża uwaga przykładana jest również do okryć wierzchnich oraz części codziennego ubioru – spodni lub spódnic, koszul, bluzek i swetrów. Warto zauważyć, że osoby preferujące biznesowy styl ubierania się dużą uwagę przykładają do zegarków, natomiast modne torebki częściej definiują kobiecy ponadczasowy styl ubierania się.

Decyzja konsumentów dotycząca zakupu ubrania lub obuwia jest zazwyczaj przemyślana – rzadko wiąże się z impulsem czy zachcianką, częściej jest konsekwencją pojawiającej się konkretnej potrzeby (67% wskazań). Jak wskazali respondenci, kluczowymi czynnikami decydującymi o zakupie zarówno ubrań, jak i butów są fason oraz cena. Z kolei przedstawiciele branży odzieżowej i tekstylnej biorący udział w badaniu KPMG wyrazili opinię, że ich zdaniem największy wpływ na wybór produktu przez klientów mają cena oraz zgodność z najnowszymi trendami.

Fason i cena głównymi czynnikami wpływającymi na decyzje zakupowe 228% Polaków deklaruje posiadanie odzieży uważanej za luksusową

Z badania przeprowadzonego przez KPMG wynika, że zaledwie 3 na 10 dorosłych Polaków posiada w swojej szafie rzeczy, które ich zdaniem są luksusowe. Najczęściej (30% wskazań) są to okrycia wierzchnie, przede wszystkim futra. Blisko co piąta osoba zadeklarowała posiadanie luksusowego garnituru lub luksusowej sukienki, które są przeznaczone na specjalne okazje. Warto jednak podkreślić, że pojęcie luksusu jest względne – choć średnia wartość wymienianych przez respondentów elementów luksusowej garderoby wynosiła 1403 zł, to połowa z nich była warta nie więcej niż 1000 złotych.

Posiadanie luksusowych ubrań nie jest zjawiskiem powszechnym. Świadczy o tym fakt, że mniej niż 10% ankietowanych Polaków przynajmniej od czasu do czasu dokonuje zakupów w butikach z ubraniami oferującymi ubrania znanych projektantów. Największym zainteresowaniem Polaków cieszą się sieciowe sklepy odzieżowe, w których najczęściej zakupu ubrań dokonuje 65% badanych. Około 1/3 osób najczęściej wybiera się na zakupy do wielobranżowych sklepów sieciowych oraz butików. Dużą popularnością cieszą się również wielobranżowe sklepy dyskontowe – mówi Katarzyna Nosal-Gorzeń, partner w dziale doradztwa podatkowego w KPMG w Polsce.

luksusowe rzeczy3/4 Polaków dokonuje zakupu ubrań lub obuwia przez internet

W ciągu ostatnich 6 miesięcy połowa Polaków dokonała zakupu ubrań lub obuwia online, a 23% respondentów deklaruje, że robi zakupy tylko w sklepach stacjonarnych. Konsumenci decydujący się na zakup w sieci, kierowali się przede wszystkim oszczędnością pieniędzy (62% wskazań) oraz wygodą dokonania zakupów (60% wskazań). Ważnymi czynnikami, które skłaniają blisko połowę Polaków do robienia zakupów odzieżowych i obuwniczych online są również kwestie związane z większym wyborem, niż w sklepie stacjonarnym (49% wskazań), szybkością zakupów (45% wskazań) oraz możliwością dokonania zakupów przez całą dobę (43%). Konsumenci, którzy nigdy nie zdecydowali się na zakupy online, argumentują to przede wszystkim chęcią przymierzenia ubrania lub butów przed ich zakupem (79% wskazań). Z kolei wśród najczęściej wymienianych wad zakupów internetowych są niezadowolenie z kupionych produktów i długi czas oczekiwania na przesyłkę.

problemy ecommerce

Blisko połowa ankietowanych (48% wskazań) nigdy nie zwróciła produktu kupionego przez internet. Ci, którzy na zwrot się zdecydowali, najczęściej dokonali go zaledwie 2-3 razy, a powodami takiej decyzji było najczęściej niedopasowanie ubrania (69% wskazań) lub zmiana decyzji po zakupie (33% wskazań). Pomimo, że nowoczesne technologie w dynamiczny sposób zmieniają podejście do dokonywania zakupów, to aż 70% Polaków nigdy nie spotkało się z nowymi technologiami podczas przeglądania stron internetowych sklepów odzieżowych lub obuwniczych. Jedyną znaną i używaną funkcjonalnością (27% wskazań) jest możliwość oglądania przedmiotów w widoku 360 stopni poprzez samodzielne sterowanie kątem nachylenia obrazu.

Szeroki asortyment, atrakcyjne ceny i częste promocje oraz wygodna forma zakupu są czynnikami, które głównie decydują o miejscu zakupu odzieży. Nic więc dziwnego, że kanały online zyskują na popularności wśród polskich klientów. Nowoczesne technologie w połączeniu ze zmianami modeli biznesowych sieci i platform handlowych pozwalają użytkownikom coraz efektywniej korzystać z wielokanałowych systemów sprzedaży. W przeciągu kilku następnych lat najprawdopodobniej stacjonarne punkty sprzedaży będziemy odwiedzali głównie by dokonać wymiarowania naszej sylwetki lub sprawdzić jakość i fakturę materiału – natomiast fason, kolorystykę czy indywidualne wykończenie ubrania dodatkami wybierzemy sami w sieci. Nasza zindywidualizowana odzież będzie dostarczona w wyznaczonym przez nas terminie i miejscu. Takie podejście, pomimo wzrostu kompleksowości produkcji i logistyki, powinno jednak zmniejszyć koszty prowadzenia działalności handlowej – właściciele sklepów odzieżowych lub obuwniczych nie będą musieli ponosić wysokich obecnie kosztów, związanych z najmem dużych powierzchni handlowych oraz utrzymaniem wysokich zapasów w pełnych rozmiarówkach i kolorystyce – mówi Maciej Szatkowski, starszy menedżer w dziale usług doradczych w KPMG w Polsce.

Kanał cyfrowy szansą dla firm z sektora odzieżowo-tekstylnego

Ankietowani przedsiębiorcy za kluczową barierę utrudniającą rozwój całej branży uznają liczną konkurencję wchodzącą na polski rynek – szczególnie firmy, które prowadzą w Polsce tylko sprzedaż internetową. W tym kontekście kolejnym wyzwaniem staje się więc wojna cenowa oraz agresywny marketing, który dodatkowo jest wspierany przez konsumentów, którzy w znacznej mierze kierują się ceną. Ankietowane firmy zwracają również uwagę na problem z zamykaniem polskich szwalni i przenoszeniem produkcji za granicę, brakiem wykwalifikowanych pracowników znających rzemiosło oraz nadprodukcją projektantów.

Większy optymizm przedstawicieli sektora odzieżowo-tekstylnego widać w przypadku opinii na temat kanału cyfrowego, którego rozwój wszyscy oceniają pozytywnie. Głównymi czynnikami, które będą miały wpływ na jego rozwój będzie coraz młodsze pokolenie konsumentów wkraczające na rynek oraz dynamicznie zmieniające się podejście klientów do dokonywania zakupów – gdzie najważniejszymi czynnikami stają się wygoda i dostępność. Przedstawiciele branży biorący udział w badaniu wskazują jednocześnie, że rozwój kanału cyfrowego mogą spowolnić kwestie związane z kosztami realizacji i obsługi zamówień internetowych, w tym decyzja, kto je powinien ponosić – klient czy sprzedawca.

Brak wykwalifikowanych pracowników wyzwaniem dla firm z sektora odzieżowo-tekstylnego
Dynamika zmian zachodzących w samej branży, a także ich interdyscyplinarność oraz nowe narzędzia sprzedaży i marketingu rodzą duże zapotrzebowanie na nową, wyspecjalizowaną kadrę, bez której rozwój firm z branży mody może być zagrożony. Szkolnictwo, zarówno zawodowe, średnie, jak i wyższe staje się dzisiaj w niespotykanym dotąd stopniu odpowiedzialne za właściwe przygotowanie kadry zawodowej, z uwzględnieniem nowych specjalizacji przystosowanych do potrzeb rynku pracy. W świetle dynamicznie ewoluującej branży mody oraz nienadążających za tą dynamiką regulacji prawnych, trudno wskazać jeden właściwy kierunek kształcenia, przygotowujący do danej specjalizacji. Nowe zawody w przemyśle mody powstają w wyniku połączenia lub przekształcenia istniejących specjalizacji. Dodatkowo pojawiają się nowe specjalizacje, których powstanie wymusiły zmiany zachodzące na rynku.

Szeroko rozumiana branża mody stwarza duże możliwości kreowania nowatorskich specjalizacji. W przemyśle modowym, ze względu na jego złożoną specyfikę, ważna jest wiedza nie tylko z obszaru projektowania czy inżynierii w zakresie włókiennictwa i przemysłu mody, ale także zarządzania, w tym zarządzania marketingowego, komunikacji, prawa mody. Niezwykle istotne są także tzw. umiejętności miękkie. Rozwój odpowiednich kwalifikacji oraz kompetencji pracowników tego sektora warunkuje jego stabilny wzrost i powinien być przedmiotem zainteresowania, zarówno na poziomie polityki sektorowej, jak i działań pojedynczych przedsiębiorców. Ma to tym większe znaczenie, że w 2016 r. w branży tekstylnej, odzieżowej oraz skórzanej pracowało blisko 200 tysięcy osób. To liczba porównywalna z populacją większego miasta – mówi Agnieszka Oleksyn-Wajda, radca prawny, kierownik Akademii Biznesu i Prawa Mody Uczelni Łazarskiego.

Pełne wyniki raportu przygotowanego przez KPMG we współpracy z Akademią Biznesu i Prawa Mody Uczelni Łazarskiego zostały zaprezentowane podczas konferencji Fashion Economy Moda 4.0, która odbyła się 13 listopada 2018 r. w Centrum Kreatywności Targowa w Warszawie.

O RAPORCIE:
Raport KPMG w Polsce pt. „Rynek mody w Polsce” powstał na podstawie badania przeprowadzonego przez konsumentów oraz firm produkujących odzież lub obuwie. Badanie konsumenckie zostało zrealizowane metodą ankiet internetowych CAWI wśród członków panelu internetowego firmy Norstat. Badanie zostało przeprowadzone na reprezentatywnej próbie 543 dorosłych kobiet i mężczyzn z 10 największych miast w Polsce. Badanie przedsiębiorstw zostało zrealizowane metodą wywiadów telefonicznych CATI wśród osób na kierowniczych stanowiskach w firmach zajmujących się produkcją odzieży lub obuwia. Przebadanych zostało 27 średnich i dużych przedsiębiorstw o przychodach powyżej 50 mln zł. Badania zostały przeprowadzone w październiku 2018 r. Część raportu dotycząca wyzwań i szans w edukacji branży mody została opracowana przez Akademię Biznesu i Prawa Mody Uczelni Łazarskiego.

22 listopada – nowelizacja przepisów dotyczących umów czasowych

Ważne zmiany czekają 22 listopada pracodawców i pracowników. Tego dnia mijają bowiem 33 miesiące od wprowadzenia w 2016 roku zmian w Kodeksie pracy, które przekształcają sposób przechodzenia od umów czasowych do tych na czas nieokreślony. Przedsiębiorcy, którzy zatrudnili pracowników przed 22 lutego 2016 r. i jeszcze nie uregulowali z nimi tej kwestii, muszą pamiętać, że teraz stanie się to automatycznie.

Co się zmieni?

Te 33 miesiące to dodatkowy element zabezpieczający zatrudnienie. Jest to nowość[1] w  stosunku do poprzedniego brzmienia zapisu, który dotychczas za jedyne kryterium uznawał ilość podpisanych do tej pory dokumentów, czyli w tym wypadku 3. Każda kolejna umowa w tych warunkach musi już być bezterminowa. Kodeks pracy (art. 251 § 4 k.p.) przewiduje jednak pewne wyjątki dla tej reguły i dotyczą sytuacji, w których[2]:

  1. Pracownik został zaangażowany terminowo w zastępstwie.
  2. Gdy pracodawca wskaże obiektywne przyczyny.
Kamil Wolański
Kamil Wolański

Nowelizacja przepisów dotyczących umów to bardzo dobra wiadomość dla wszystkich pracowników, ponieważ ochrona prawna ich pracy stała się szczelniejsza. Przekształcenie obowiązujących umów czasowych w bezterminowe jest również szczególnie istotne z innego względu. Osoby zatrudnione na takich warunkach mają znacznie lepszą zdolność kredytową – banki zdecydowanie lepiej wyceniają ją w  przypadku zatrudnienia na czas nieokreślony[3] – komentuje Kamil Wolański z OCRK.

Co się zmienia w wypowiedzeniach?

Zmiany w przepisach dotyczyły również obliczania okresu wypowiedzenia. Obecnie, wszystkie umowy, niezależnie od ich rodzaju mają zachowany jednolity okres wypowiedzenia, który obejmuje 2 tygodnie, jeśli staż pracownika wynosi mniej niż 6 miesięcy, miesiąc, jeśli staż ten jest dłuższy niż pół roku oraz 3 miesiące, jeśli ktoś przepracował w danej firmie więcej niż 3 lata.

Przedsiębiorca, którego pracownicy przeszli na zatrudnienie bezterminowe, musi też pamiętać, że gdyby z jakiegoś powodu chciał rozwiązać z nimi stosunek pracy, musi przedstawić pełne uzasadnienie tej decyzji. Jeśli w danej firmie funkcjonują dodatkowo związki zawodowe, powinny zostać w takiej sytuacji poinformowane[4] . Istotne jest również, że gdy zmienia się tożsamość prawna pracodawcy (na przykład w ramach przejęcia firmy przez nowy podmiot) czas obowiązywania zawartych wcześniej umów nie ulega zmianie[5].

Upływ minimalnego okresu dotyczącego zmiany charakteru umów jest też źródłem pewnej kontrowersji[6], dotyczącej potencjalnej fali zwolnień, jednak jak zauważa Kamil Wolański z OCRK:

– Nie sądzę, żeby nowelizacja przepisów spowodowała masowe zwolnienia w branży TSL. Po pierwsze, o tej zmianie było wiadomo od dawna, więc firmy miały dużo czasu, żeby się przygotować. Po drugie, w obecnej sytuacji rynku pracownika, wielu przedsiębiorców raczej zabiega o ręce do pracy zamiast się ich pozbywać. Z tego powodu można stwierdzić, że konieczność przejścia na umowy bezterminowe sprzyja raczej zatrzymaniu pracowników w firmie, ponieważ daje im niezbędną stabilność zatrudnienia, która staje się coraz ważniejszą rzeczą na dzisiejszym rynku pracy oraz pomaga zbudować wzajemne zaufanie. 

[1] https://gazetalubuska.pl/zmiany-w-kodeksie-pracy-2018-juz-od-listopada-2018-to-musisz-wiedziec-aktualizacja-24102018/ar/13557033

[2] https://kadry.infor.pl/kadry/indywidualne_prawo_pracy/zatrudnianie_i_zwalnianie/2762526, Przeksztalcenie-umowy-o-prace-na-czas-okreslony-w-umowe-na-czas-nieokreslony-22-listopada-2018.html

[3] Na podstawie wywiadu z ekspertem

[4] https://www.rp.pl/Kadry/308099990-22-listopada-2018-umowy-terminowe-przeksztalca-sie-w-umowy-o-prace-na-czas-nieokreslony.html

[5] Rzeczpospolita, op. cit.

[6] https://serwisy.gazetaprawna.pl/praca-i-kariera/artykuly/1215585, zmiany-dla-pracodawcow-na-jesieni-2018.html

Afera w KNF wpłynęła na notowania złotego

Złoty wyrwał się z letargu w piątek, rykoszetem obrywając za utratę zaufania do polskiego sektora bankowego w związku z wybuchem afery wokół prezesa KNF. Ostatnio pomijany w rozważaniach inwestorów złoty stał się atrakcyjnym kąskiem do spekulacyjnego osłabienia, gdyż fundamentalnie zagrożenia dla waluty nie ma. W większym świecie dyskusja toczy się wokół zmiany tonu Fed i przyszłości brexitu.

Nie jest często spotykanym zjawiskiem, aby na notowania złotego miały wpływ wydarzenia na krajowym rynku akcji. A jednak piątek był takim niezwykłym dniem. Temperaturę podnosiły nagłówki na Bloombergu informujące, że WIG20 był najgorzej radzącym sobie indeksem na świecie. W dół ciągnęły go banki (w kulminacyjnym momencie WIG Banki tracił 5,6 proc.) przez spadek zaufania do sektora w związku z aferą wokół Komisji Nadzoru Finansowego. Po rynku krążyły też plotki o zamieszaniu w sprawę prezesa NBP Adama Glapińskiego, które może doprowadzić do jego rezygnacji.

Powstała tzw. „idealna burza” dla wyprzedaży złotego, prawda? Tak, jeśli szukamy okazji do spekulacji. Pod kątem wielkości kapitału przepływającego przez rynek akcji, nawet jeśli sprzedającymi polskie banki byli tylko inwestorzy zagraniczni, którzy do tego od razu wycofywali środki z Polski (sprzedawali złotego), nie jest to znacząca siła. Obroty na GPW w piątek wyniosły 1,5 mld PLN, podczas gdy średnie dzienne obroty w transakcjach z udziałem złotego są 15-krotnie większe (prawie 6 mld USD, ostatnie oficjalne dane na kwiecień 2016 r.). Ponadto rezygnacja Glapińskiego nie powinna być powodem do osłabienia złotego. Biorąc pod uwagę, że prezes NBP optuje za utrzymaniem stóp procentowych bez zmian co najmniej przez dwa lata, trudno znaleźć jego następcę, który byłby bardziej gołębi (w granicach rozsądku, oczywiście). Stąd, jeśli obędzie się bez kolejnej rewelacji związanej z aferą, która stałaby się pożywką dla spekulantów, złoty powinien powoli zbiegać do poziomu równowagi blisko 4,30 za euro.

W umocnieniu złotego powinna też pomagać dyskusja o zmianie tonu przedstawicieli Fed. USD jest w defensywie, gdyż w ubiegłym tygodniu wielu członków Fed na czele z prezesem Powellem wyraziło obawy o globalne spowolnienie gospodarcze, które może zaważyć na polityce monetarnej. Nowo mianowany wiceprezes banku Clarida zasugerował też, że inflacja nie powinna nadto przyspieszyć w przyszłym roku, co rynek zaczął interpretować jako przygotowywanie się Fed na wyhamowanie tempa zacieśniania. Osobiście nie zapędzałbym się tak daleko. Fed zawsze pozostawał zależny w swych decyzjach od napływających danych, także jeśli chodzi o warunki globalne. Zatem nie brałbym ostatnich komentarzy jako zaskakująco gołębie, choć przyznam, że trafiają one na podatny grunt. W ubiegłym tygodniu podkreślałem zbyt agresywne pozycjonowanie w długich pozycjach w USD, które ciąży w sytuacji, kiedy sentyment rynkowy nie jest wyraźnie negatywny. Dodajmy do tego perspektywę długiego weekendu (w czwartek Święto Dziękczynienia) i w efekcie możemy oglądać więcej korekcyjnej redukcji siły USD. Dziś po południu inwestorzy będą się przysłuchiwać komentarzom Williamsa z Fed w Nowym Jorku, czy podziela on opinię swoich kolegów.

Na koniec nie można zapominać o brexicie, który z pewnością dostarczy nam wrażeń. Na ten moment wciąż nie wiemy, czy zebrała się grupa 48 posłów Partii Konserwatywnej, która zażąda głosowania and wotum nieufności dla premier May. Brytyjska prasa spekuluje, że brakuje głosów, a premier ma duże poparcie w partii, natomiast brakuje zgody na akceptacje porozumienia ws. brexitu w obecnej formie. Rząd jednak już pracuje nad poprawkami, z którymi trzeba zdążyć przed niedzielnym szczytem UE, a które dadzą jakiekolwiek szanse na ratyfikację dokumentu w brytyjskim parlamencie. ostatecznie nie jesteśmy ani krok bliżej do rozstrzygnięć, a perspektywy dla funta są otwarte w obu kierunkach. Na razie lepiej trzymać się z boku.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

2019 rokiem chmury i dominacji gigantów

  • Do 2020 roku 80 proc. projektów związanych ze sztuczną inteligencją będzie swoistą alchemią.
  • W ciągu 4 lat transformacja cyfrowa przekształci wewnętrzne procesy w zewnętrzne produkty, generujące duże przychody.
  • W 2019 roku będziemy obserwować rozwój usług oferowanych przez „wielką czwórkę” w segmencie rozwiązań technologicznych dla firm.

Sztuczna inteligencja do 2020 roku pozostanie wąską dziedziną dla wybranych. Do 2022 roku rozwiązania chmurowe  pozwolą zmonetyzować wewnętrzne procesy firm, a giganci zawładną niemal 40 proc. rynku – to najważniejsze przewidywania ekspertów Gartnera, które w ciągu następnych lat zdominują rynek IT.

Sztuczna inteligencja póki co jest sztuką, nie nauką!

Sztuczna inteligencja (SI, ang. artificial intelligence, AI) ma potencjał na dokonanie rewolucji w biznesie. Już dziś służy agregowaniu ogromnych ilości danych, analizie i wyciąganiu wniosków czy opracowaniu symulacji zmian i trendów. SI usprawnia procesy sprzedaży oraz obsługi klienta. Eksperci Gartnera prognozują, iż do 2020 roku 80 proc. projektów związanych z tą technologią pozostanie „alchemią, prowadzoną przez magów”, których umiejętności nie będą szeroko rozpowszechniane. Do tego czasu 85 proc. dyrektorów IT będzie prowadzić prace łącząc wewnętrzne i zewnętrzne zasoby, m.in. poprzez korzystanie z outsourcingu. Rosnące w ciągu ostatnich lat zainteresowanie rozwiązaniami bazującymi na technologii SI doprowadziło do powstania nierozsądnych oczekiwań ze strony biznesu, którym nauka nie jest w stanie sprostać, ze względu na brak specjalistów.

Michał Grams, Współzałożyciel i Prezes Zarządu TogetherData
Michał Grams, Współzałożyciel i Prezes Zarządu TogetherData

Obecnie mamy do czynienia ze swoistym deficytem wykwalifikowanych ekspertów w dziedzinie sztucznej inteligencji. Badania nad tą technologią wymagają połączenia szeregu wąskich i bardzo specjalistycznych umiejętności z pogranicza informatyki, analityki danych, matematyki i robotyzacji. Tego typu kompetencje są dość unikatowe i ciężkie do zdobycia na rynku, nawet w skali globalnej – mówi Michał Grams, Prezes Zarządu TogetherData. Liczba wykształconych inżynierów zajmujących się rozwojem sztucznej inteligencji szacowana jest obecnie na ok. 250-350 tys. na świecie. Natomiast zapotrzebowanie należy liczyć w milionach.

Zdaniem Gartnera, zarówno deficyt rąk do pracy, jak i brak wspólnego języka pomiędzy nauką a biznesem powoduje, iż badania nad rozwojem SI powinny być obecnie określane jako forma sztuki, a nie nauki. Eksperci przewidują, iż wyjściem z tej sytuacji może być szeroko pojęta automatyzacja umiejętności z takich dziedzin jak analityka danych, uczenie maszynowe czy programowanie neurolingwistyczne.

Monetyzacja wewnętrznych procesów w chmurze

Eksperci Gartnera przewidują, iż do roku 2022 transformacja cyfrowa przekształci wewnętrzne możliwości firm w zewnętrzne produkty, generujące duże przychody. Będzie to możliwe dzięki wykorzystaniu ekonomiki i elastyczność chmury obliczeniowej. Procesy tworzone dotychczas na użytek wewnętrzny mogą zostać łatwo przekształcone w rozwiązania produktowe sprzedawane na zewnątrz. Dotychczas wiele firm nie miało możliwości monetyzowania umiejętności swoich specjalistów. Przyczyną były głównie czynniki ekonomiczne, technologiczne oraz marketingowe. W ciągu najbliższych lat infrastruktura chmury obliczeniowej rozwiąże te problemy. Analiza Gartnera wykazała, iż obecnie mniej niż 10 proc. firm przechodzi przez proces faktycznej transformacji cyfrowej. Rok 2019 może być przełomowy, albowiem wiele przedsiębiorstw może przejść z etapu optymalizacji wydatków, na ścieżkę zysków.

Chmura obliczeniowa daje tysiącom firm możliwość implementacji swoich autorskich rozwiązań. Rozwiązuje to problem braku gigantycznych nakładów na działania promocyjne, sprzedażowe czy dystrybucyjne. Rozwiązania chmurowe dają możliwość przekształcania wewnętrznych procesów w gotowe produkty zewnętrzne. Systemy IaaS, PaaS czy SaaS zapewniają dostęp do najnowszych technologii oraz pełną skalowalność zgodnie z aktualnymi potrzebami klientów – wyjaśnia Michał Grams.

Giganci urosną w siłę

Gartner nie pozostawia złudzeń, giganci technologiczni tacy jak Facebook, Google, Apple czy Amazon będą dalej rosnąć w siłę. Do 2022 r. wielka czwórka technologiczna będzie kontrolować średnio 40 proc. rynku w swojej branży. W 2019 roku będziemy obserwować rozwój usług oferowanych przez „wielką czwórkę” w segmencie rozwiązań technologicznych dla firm.

Od czasu kryzysu w 2008 roku, technologiczni giganci odrabiają straty. Pomimo, iż możemy zaobserwować silny rozwój firm technologicznych z Azji, głównie z Chin, pozycja wielkiej czwórki może pozostać niezagrożona. Przyczyną tego jest dopiero rozwijający się mechanizm ekspansji globalnej chińskich przedsiębiorstw. Póki co mało jest marek z państwa środka, które powoli zdobywają przyczółki w Europie czy Ameryce, jednak czas w którym będa one w stanie realnie zagrozić wielkiej czwórce trzeba liczyć w dekadach – mówi Michał Grams.

Rozwój samodyscypliny – czyli jak przekonać pracowników do samodoskonalenia

Samodoskonalenie to niekończąca się podróż, która pozwala odkrywać nowe możliwości, zdobywać wiedzę, rozwijać kompetencje, zyskiwać pewność siebie. W życiu zawodowym samodoskonalenie pozwala odnajdywać lepsze rozwiązania, usprawniać procesy i wspinać się po drabinie kariery.

Pracodawca odgrywa kluczową rolę w motywowaniu pracowników do ciągłego doskonalenia swoich umiejętności. Pierwszą i najważniejszą rolą pracodawcy jest uświadomienie pracownikom znaczenia samodoskonalenia. Dopóki pracownicy nie zdadzą sobie sprawy z tego, dlaczego powinni się dokształcać żadna presja nie pomoże. Ludzie będą uczyć się nowych rzeczy, rozwijać swoje kompetencje i osiągać coraz wyższe cele tylko jeśli tego chcą. Jest to jedna z ważniejszych rzeczy, które muszą zrozumieć właściciele firm. Przełożeni powinny usiąść ze swoimi pracownikami i uświadomić im, w jaki sposób ciągłe doskonalenie nie tylko sprawi, że będą w stanie walczyć o prestiżowe projekty, ale również osiągnąć sukces.

Oto 6 metod, które warto zastosować, aby przekonać pracowników do samodoskonalenia. Wyrobić w nich dobre nawyki samodyscypliny.

  1. Zbuduj otwarte na zmiany środowisko pracy

Metodologią, która skupia się na ciągłym doskonaleniu jest Kaizen. Wdrażając Kaizen w firmie, dajemy naszym pracownikom dobry przykład i budujemy środowisko otwarte na zmiany. Wdrożenie w biznesie filozofii udoskonalania wymaga najczęściej zmiany podejścia do pracy i prowadzenia biznesu. Uczymy zespół, że każdy element, proces, działanie można usprawnić. Pracownicy biorący czynny udział w procesach doskonalenia firmy, stają się bardziej otwarci na nowości, również w swoim życiu. Dostrzegają korzyści płynące z doskonalenia.

  1. Stwórz plan rozwoju dla pracowników

Tworzenie planów rozwoju pracowników jest świetną metodą angażowania. Plany rozwojowe warto jest wykonywać na początku roku lub w momencie zatrudniania nowej osoby do firmy. Plan rozwojowy powinien być indywidualnie dostosowany do każdego pracownika. Ważne jest, aby wyznaczyć cel, do którego chciałby dążyć pracownik. Dowiedz się co chciałby zrealizować Twój pracownik w najbliższym roku. Pomóż mu wyznaczyć i zaplanować małe kroki, które przybliżą go do osiągnięcia celu.

  1. Pomóż swojemu zespołowi uczyć się od siebie nawzajem

W mojej agencji marketingowej uczenie się od siebie nawzajem to jeden z najważniejszych etapów samodoskonalenia. Aby zachęcić pracowników do dzielenia się między sobą swoją wiedzą i doświadczeniem zaczęłam od siebie samej. Jeśli pracodawca chce wyrobić w pracownikach dobry nawyk, sam musi również postępować dokładnie tak samo. Na każdym etapie realizacji projektów dla klientów dzielę się z zespołem wiedzą i doświadczeniem. Nigdy nie odmawiam udzielenia szczegółowej odpowiedzi lub opinii. Zaczynając od tego jak przeprowadziłabym rozmowę z danym klientem, co dokładnie bym odpowiedziała, kończąc na wnikliwych analizach wyników prowadzonej kampanii. Zatem jeśli chcesz, aby pracownicy w Twojej firmie doskonalili swoje umiejętności ucząc się do siebie nawzajem, pokaż im jak to robić – podziel się swoją wiedzą i doświadczenie.

  1. Regularnie pytaj pracowników czego potrzebują by wykonywać swoją pracę jeszcze lepiej?

Wdrażając metodologię Kaizen w marketingu nauczyłam się, że w ciągłym doskonaleniu najważniejsza jest regularność i nieustanne zdawanie sobie sprawy, że zawsze można coś zrobić lepiej niż wczoraj.

Nie zawsze pracownicy sami są w stanie dostrzec, że niewielkie zmiany mogą spowodować znaczny wzrost efektywności ich pracy. Ideą zadawania pytań jest skłonienie do zastanowienia się. Pracodawca nie powinien narzucać rozwiązania, a pozwolić pracownikowi samodzielnie dojść do wniosku, jakie umiejętności pozwoliłyby mu efektywniej wykonywać powierzone zadanie. Zapytaj co mógłby zrobić lepiej w danym projekcie, czy potrzebuje jakichś narzędzi, czy jest szkolenie, które chciałby odbyć.

  1. Stwórz przestrzeń do rozwoju w godzinach pracy

Kolejną metodą, która pomaga wytworzyć trwały nawyk samodoskonalenia to pozwolenie pracownikom na samodoskonalenie w czasie pracy. Pozwól pracownikom poświęcić 10% czasu ich pracy na rozwój osobisty lub zawodowy. Jedyna ważna zasada, którą powinieneś wprowadzić – element, na który poświęcają czas powinien docelowo przynosić korzyść firmie. Może być to czas poświęcony na czytanie książek związanych ze stanowiskiem lub nauka języka obcego, która pozwoli Twojemu pracownikowi nawiązać kontakty zagraniczne.

  1. Nagradzaj pracowników, którzy stale podnoszą swoją wiedzę

Motywuj pracowników do ciągłego podnoszenia swoich kompetencji nagradzając ich postawę. Pamiętaj, że jeśli Twój pracownik inwestuje swój czas w naukę nowych rzeczy, które przyczyniają się do rozwoju Twojej firmy musi również uzyskać z tego korzyści dla siebie. Odpowiednio nagradzaj zaangażowanie, spraw by pracownik poczuł się wyjątkowo i wiedział, że doceniasz jego wkład w rozwój całej firmy. Nagradzając taką postawę dajesz również sygnał do działania pozostałym członkom zespołu.

Jak wykorzystać Kaizen w procesie samodoskonalenia?

Wyznaczanie sobie zbyt wygórowanych odległych celów bywa przytłaczające. Strach przed zrobieniem pierwszego dużego kroku sprawia, że ludzie zaczynają odwlekać go w czasie, a czasem zupełnie rezygnują. Radykalne zmiany brzmią dobrze w teorii, na kartce papieru, jednak w praktyce mogą stworzyć barierę przed zmianami. W myśl metodologii Kaizen powinniśmy brać pod uwagę zasoby, którymi dysponujemy, czynniki, które mogą nam pomóc w osiągnięciu naszego celu, a  następnie wykonywać małe, stopniowe kroki, które przybliżą nas do realizacji.

Wyobraźmy sobie, że celem pracownika jest stać się najlepszym specjalistą ds. optymalizacji kampanii reklamowych Facebook. Co mógłby zrobić każdego dnia, aby przybliżyć się do tego celu. Drogę powinniśmy podzielić na krótkie odstępy np. każdego dnia powinien poświęcić 30 minut na zapoznanie się z najnowszymi trendami w reklamach Facebook. Po upływie miesiąca z pewnością zauważy, że uzyskał mnóstwo wartościowej wiedzy. W kolejny miesiącu, może rozpocząć dzienne 30- minutowe testy wszystkich rozwiązań, o których wcześniej przeczytał.

Samodoskonalenie z Kaizen polega na koncentrowaniu się na małych, codziennych zadaniach, które zmierzają do osiągnięcia wielkiego celu. Próba podjęcia zbyt wielu działań jednocześnie może doprowadzić do zniechęcenia i braku postępów.

W branży marketingu internetowego, którą zajmuję się na co dzień, nieustannie coś się zmienia, pojawiają się nowe narzędzia, więc możliwości proces ciągłego uczenia jest kluczowy. Samodoskonalenie pracowników jest najważniejszym elementem doskonalenia firmy. Nie możesz zmusić pracowników do samodoskonalenia, ale powinieneś ich do tego zachęcać.

Autor: Agnieszka Szklarczyk, CEO Agencji Marketingowej I.AM

Sąd Najwyższy definiuje pojęcie przestępstwa na gruncie ustawy karnej i cywilnej

Sąd Najwyższy zdecydował, że każdorazowe zakwalifikowanie, czy dany czyn niedozwolony stanowi przestępstwo w celu ustalenia długości terminu przedawnienia, należy do kompetencji sądu cywilnego orzekającego w przedmiocie naprawienia szkody. Uchwała Sądu Najwyższego wskazała również na możliwość stosowania dłuższego terminu przedawnienia w odniesieniu do sprawcy czynu niedozwolonego, który był niepoczytalny i w stosunku do którego umorzone zostało postępowanie karne. W jaki sposób należy zatem interpretować cywilistyczne pojęcie przestępstwa?

Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec
Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec

Analizowana uchwała siedmiu sędziów Sądu Najwyższego zapadła w dniu 25 maja 2018 r. po rozpatrzeniu w Izbie Cywilnej (sygn. akt III CZP 116/17). Podstawą skierowania zagadnienia prawnego pod rozważania powiększonego składu orzekającego Sądu Najwyższego były wątpliwości, które pojawiły się na etapie rozpoznawania skargi kasacyjnej od wyroku Sądu Apelacyjnego.

Podejmujący uchwałę Sąd Najwyższy wypowiedział się w zakresie prawidłowego rozumienia pojęcia przestępstwa, które w jego ocenie powinno być definiowane w sposób odmienny na gruncie prawa karnego oraz cywilnego. Szczególne znaczenie w uzasadnieniu swojego stanowiska Sąd Najwyższy poświęcił rozwiązaniu wątpliwości interpretacyjnych pojawiających się na tle art. 4421 § 2 ustawy z dnia 23 kwietnia 1964 r. – Kodeks cywilny (Dz.U. z 2018 r., poz. 1025, dalej jako „k.c.”). W powyższym zakresie uchwała jednoznacznie przesądziła, iż prawomocne umorzenie postępowania karnego wobec niepoczytalnego sprawcy nie zakazuje sądowi cywilnemu orzec o odpowiedzialności odszkodowawczej z tytułu występku lub zbrodni.

Roszczenie o naprawienie szkody podstawą do rozważań Sądu Najwyższego

Przedmiotowa uchwała została podjęta przez powiększony skład orzekający Izby Cywilnej w następstwie rozpatrywanego zagadnienia prawnego przekazanego przez Sąd Najwyższy postanowieniem z dnia 31 sierpnia 2017 r. (sygn. akt V CSK 590/16). Stan faktyczny wskazywał, że podstawą zaistnienia analizowanego problemu prawnego była sprawa powoda będącego osobą fizyczną, który domagał się od pozwanego Towarzystwa Ubezpieczeniowego zadośćuczynienia związanego ze śmiertelnym wypadkiem komunikacyjnym swojego ojca, mającego miejsce w 2001 r. Sprawca wypadku drogowego był bowiem ubezpieczony od odpowiedzialności cywilnej w pozywanym Towarzystwie. W wyroku z dnia 18 stycznia 2016 r. Sąd Okręgowy ustalił, że Sąd Rejonowy postanowieniem z dnia 27 stycznia 2003 r. umorzył postępowanie karne przeciwko sprawcy, który został uznany za niepoczytalnego na podstawie art. 31 § 1 ustawy z dnia 6 czerwca 1997 r. – Kodeks karny (Dz.U. z 2018 r., poz. 1600, dalej jako „k.k.”). W myśl powołanego przepisu sprawca niepoczytalny nie popełnił przestępstwa.

Sąd Okręgowy zdecydował się uwzględnić powództwo i przyznać powodowi sumę 59 000 PLN wraz z należnymi odsetkami. Postępowanie miało swój dalszy ciąg przed Sądem Apelacyjnym, który zdecydował się oddalić apelację Towarzystwa Ubezpieczeniowego, które podnosiło zarzut przedawnienia (art. 4421 § 1 k.c.). Sąd Apelacyjny uznał, iż w przedmiotowej sprawie zastosowanie ma regulacja art. 4421 § 2 k.c., która określa 20-letni termin przedawnienia w zakresie roszczeń o naprawienie szkody wynikłej ze zbrodni lub występku. Istotą sporu prawnego, który zaistniał pomiędzy stronami, był wywód prawny przedstawiony przez pozwaną w skardze kasacyjnej. Zdaniem Towarzystwa Ubezpieczeniowego w analizowanej sprawie nie wystąpiły przesłanki uprawniające sąd do zastosowania wydłużonego 20-letniego terminu przedawnienia roszczeń, ponieważ nie można stwierdzić, że sprawca czynu niedozwolonego dopuścił się przestępstwa. Pozwana podjęła polemikę, zgodnie z którą wykazywała, że okoliczność umorzenia postępowania karnego wobec osoby niepoczytalnej skutkuje niewypełnieniem znamion podmiotowych przestępstwa w związku z brakiem winy sprawcy.

Rozpoznając skargę kasacyjną, Sąd Najwyższy w celu dokonania wykładni art. 4421 § 2 k.c. zdecydował się przekazać zagadnienie prawne powiększonemu składowi Izby Cywilnej, który przedstawił rozważną argumentację odnośnie do prawidłowego rozumienia pojęcia przestępstwa na gruncie dwóch ustaw – karnej oraz cywilnej.

Sąd Najwyższy wskazał na przesłanki definiujące cywilistyczne przestępstwo

Na gruncie rozpatrywanej sprawy wątpliwości interpretacyjne odnosiły się do regulacji art. 4421 § 2 k.c., który jednoznacznie stanowi, że: „jeżeli szkoda wynikła ze zbrodni lub występku, roszczenie o naprawienie szkody ulega przedawnieniu z upływem lat dwudziestu od dnia popełnienia przestępstwa bez względu na to, kiedy poszkodowany dowiedział się o szkodzie i o osobie obowiązanej do jej naprawienia”. Pomimo dość przejrzystej regulacji wynikającej z przytoczonego przepisu Sąd Najwyższy podjął bardzo ciekawy wywód nad możliwością zastosowania art. 4421 § 2 k.c., w przypadku gdy wobec sprawcy zostaną stwierdzone okoliczności określone w art. 31 § 1 k.k., a więc wyłączające w rozumieniu tego przepisu popełnienie przestępstwa.

Zdaniem Towarzystwa Ubezpieczeniowego w niniejszej sprawie nie było podstaw do przyjęcia, że czyn niedozwolony wypełniał znamiona przestępstwa, a tym samym niezasadnym było kwalifikowanie roszczenia o naprawienie szkody według wydłużonego terminu przedawnienia na mocy art. 4421 § 2 k.c. Sąd Najwyższy nie podzielił powyższego stanowiska i zwrócił w swoim uzasadnieniu uwagę na prawidłowe rozumienie cywilnoprawnej definicji przestępstwa w porównaniu do ustawy karnej. W ocenie składu rozpoznającego sprawę dla zachowania funkcji, jakie spełniają Kodeks karny i Kodeks cywilny niezbędne jest odmienne definiowanie pojęcia przestępstwo. Sąd wskazał na zasadność zastosowania 20-letniego terminu przedawnienia w odniesieniu do sprawcy czynu niedozwolonego, który był niepoczytalny i w stosunku do którego sąd karny umorzył postępowanie.

Stanowisko Sądu Najwyższego odwoływało się do celów związanych z odpowiedzialnością wyrażoną na gruncie ustawy cywilnej oraz karnej. W tym zakresie sąd podkreślił, że postępowanie karne dąży do ukarania sprawcy, oceny jego zachowania i zastosowania wobec niego odpowiedniej represji karnej. Filarem odpowiedzialności karnej jest zatem osoba sprawcy i jego czyn. Natomiast koncepcja cywilistyczna przestępstwa w swoim założeniu zmierza do zabezpieczenia interesów osoby poszkodowanej i kompensacji jej szkód, jakie zostały przez nią poniesione. W ocenie sądu rozpoznającego sprawę prawo cywilne ustanawia odpowiedzialność całkowicie oderwaną od winy sprawcy, która ukierunkowana jest na jego majątkowy charakter.

Podjęta w niniejszej sprawie uchwała stanowi zatem wyraz poszanowania zasady słuszności w oderwaniu od konieczności występowania winy, która stanowi element niezbędny dla zaistnienia przestępstwa określonego na gruncie art. 1 k.k. Uzasadnienie stanowiska Sądu Najwyższego wskazuje również na konieczność zabezpieczenia skutecznej możliwości dochodzenia roszczeń przez osoby pokrzywdzone w związku z przestępstwami popełnianymi również przez osoby niepoczytalne. W ocenie sądu rozpoznającego sprawę ograniczanie terminu przedawnienia w takich wypadkach do 3-letniego okresu z uwagi na brak możliwości przypisania winy sprawcy uznać należało za koncepcję nieuzasadnioną z punktu widzenia funkcji odpowiedzialności odszkodowawczej.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Brexit znów uderza w kurs funta brytyjskiego

Po raz kolejny brytyjska waluta doświadczyła istotnej wyprzedaży ponosząc konsekwencje decyzji o wyjściu z UE z referendum z czerwca 2016 r.

Ubiegły tydzień przyniósł silne osłabienie funta brytyjskiego względem wszystkich istotnych światowych walut oraz złotego. Jeszcze tydzień temu na szterlinga można było patrzeć przychylnym okiem – według nieoficjalnych doniesień, Wielka Brytania była bowiem bardzo bliska osiągnięcia wstępnego porozumienia ws. Brexitu. Niestety zaraz po publikacji szczegółów dotyczących porozumienia, eurosceptyczne skrzydło Partii Konserwatywnej zareagowało silnym oburzeniem, co podburzyło autorytet Theresy May jako premier Zjednoczonego Królestwa, a także spowodowało gwałtowną reakcję rynku.

Również dolar amerykański nie ma za sobą łatwego tygodnia – w obliczu rozczarowujących danych gospodarczych i spadku oczekiwań względem działań FOMC w przyszłym roku istotnie spadły rentowności obligacji Skarbu USA.

W tym tygodniu inwestorzy będą skupiać się na informacjach politycznych, niemniej warto zwrócić uwagę na czwartkową publikację „minutek” z ostatniego spotkania EBC oraz na piątkową publikację wstępnych listopadowych szacunków indeksów PMI z obu stron Atlantyku. Warto mieć na uwadze, że pod koniec tygodnia płynność będzie bardziej ograniczona z uwagi na amerykańskie Święto Dziękczynienia. W związku z tym można spodziewać się silniejszej reakcji inwestorów na wieści polityczne z Wielkiej Brytanii – w tym tygodniu Theresa May będzie starała się bronić zarówno wstępnego kształtu umowy ws. Brexitu, jak i swojej pozycji.

PLN

Polski złoty zakończył poprzedni tydzień osłabieniem w relacji do euro, nieznacznie umocnił się w parze z dolarem amerykańskim i istotnie zyskiwał w relacji do funta brytyjskiego. Na złotego nadal wypływają przede wszystkim informacje globalne, jednak w ostatnim czasie do pewnego stopnia istotne są również newsy z kraju.

Ubiegły tydzień przyniósł publikację projekcji inflacji DAE NBP oraz odczytu inflacji za poprzedni miesiąc. Prawdziwym zaskoczeniem była jednak informacja o dynamice PKB w III kwartale, która okazała się wyraźnie wyższa od prognoz – zgodnie ze wstępnym szacunkiem ekspansja gospodarcza wyniosła 5,1% wobec oczekiwanego poziomu 4,7%. Co konkretnie odpowiadało za wyższy wzrost? Te informacje poznamy pod koniec miesiąca, kiedy GUS opublikuje szczegółowe dane. W kontekście minionego tygodnia warto wspomnieć również o wyprzedaży polskich aktywów w związku z obawami o sytuację sektora bankowego oraz plotkami dotyczącymi ewentualnej dymisji prezesa NBP w obliczu tzw. afery KNF.

Najbliższy tydzień przyniesie całą serię odczytów z krajowej gospodarki. Oprócz poniedziałkowych danych z rynku pracy, poznamy szacunki dynamiki sprzedaży detalicznej (czwartek) i produkcji przemysłowej (wtorek) w październiku. Warto będzie również zwrócić uwagę na czwartkową publikację „minutek” z ostatniego spotkania RPP.

GBP

Wszelkie dane z gospodarki Wielkiej Brytanii zostały przyćmione przez wiadomości dotyczące Brexitu. Jakikolwiek optymizm związany z ustaleniem ostatecznego kształtu umowy o wyjściu z Unii Europejskiej znikł już w połowie tygodnia. W ramach protestu przeciwko opublikowanym wstępnym ustaleniom z Unią Europejską z Gabinetu Theresy May wystąpiło kilku ministrów na czele z Dominikiem Raabem, ministrem ds. Brexitu. W momencie pisania tego komentarza przeciwnicy Theresy May z Partii Konserwatywnej nie mają jeszcze wystarczającej liczby głosów, aby uruchomić wotum nieufności – stąd szterling doświadcza pewnej stabilizacji. Podstawowym pytaniem jest – czy wspomniani przeciwnicy obecnego kształtu umowy będą w stanie zebrać 48 podpisów, które rozpoczęłyby procedurę głosowania nad usunięciem Theresy May z jej stanowiska? Póki co, wniosek podpisała ok. połowa wymaganej liczby posłów, aczkolwiek według pogłosek kilka dodatkowych osób poparło go nieoficjalnie.

EUR

W zeszłym tygodniu uwaga większości obserwatorów rynku była skupiona na sytuacji w Wielkiej Brytanii. Jednak w przypadku samej UE kontynuacja konfliktu Komisji Europejskiej z Włochami na tle budżetu nadal stanowi jednak czynnik niesprzyjający wspólnej europejskiej walucie. Ani rząd Conte, ani KE nie zamierzają ustąpić. Konflikt tego państwa członkowskiego z instytucją UE miał swój udział w sprowadzeniu w zeszłym tygodniu kursu EUR/USD do najniższych poziomów w tym roku. Niemniej, w wyniku spadających rentowności amerykańskich obligacji dolar również nie zyskiwał, stąd euro w ubiegłym tygodniu ostatecznie doświadczyło umiarkowanego umocnienia.

Kolejnym etapem konfliktu na linii Włochy-Unia Europejska będzie środowe posiedzenie KE, podczas którego zostanie podjęta decyzja, czy komisarze UE zalecą uruchomienie procedury nadmiernego deficytu wobec Włoch. Powinniśmy jednak zwrócić uwagę, że postępowanie w takiej sprawie byłoby dość powolne i rozciągnięte w czasie. W rezultacie prawdopodobnie miałoby umiarkowany wpływ na medialne nagłówki i euro. Na zmiany kursu euro mogą wpłynąć publikacje ze Starego Kontynentu wspomniane wcześniej, jednak szczególnie istotne mogą okazać się informacje zewnętrzne, w tym te odnoszące się do sytuacji Wielkiej Brytanii.

USD

Dane o dynamice cen w Stanach Zjednoczonych z ostatniego tygodnia nieco rozczarowały. Inflacja bazowa, która nie uwzględnia wahań najbardziej zmiennych komponentów (tj. energii i żywności) w ostatnim miesiącu pomiarów wyniosła 2,1% w ujęciu rocznym. Pod nieobecność nowych danych o dynamice cen w najbliższym czasie warto będzie zwrócić uwagę na retorykę członków FOMC, która nadal powinna wpływać na amerykańską walutę. O ile cały czas oczekujemy, że FOMC podniesie stopy podczas grudniowego spotkania, uważamy, że niższe tempo oczekiwanego przez rynki normalizowania polityki pieniężnej jest uzasadnione. W związku z powyższym pozostajemy sceptyczni względem siły dolara.

Autor: Enrique Diaz-Alvarez, Ebury Polska

Centra handlowe dominują w branży detalicznej w Europie Środkowej i Wschodniej

Szybki wzrost PKB w ostatnim cyklu, niskie bezrobocie i rosnące płace napędzają boom na modę w Europie Środkowej i Wschodniej – zauważa Colliers International w swoim najnowszym raporcie „ExCEEding Borders – the fashion sector in the CEE-14[1] countries” (Przekraczając granice – sektor mody w 14 krajach CEE).

— W miarę jak dochody rozporządzalne rosną, stopniowo zbliżając się do średnich unijnych, zakupy odzieży i akcesoriów stają się coraz ważniejszym czynnikiem napędzającym konsumpcję. Szybki wzrost PKB w ostatnim cyklu, niskie bezrobocie i rosnące płace napędzają boom na modę w Europie Środkowej i Wschodniej — wyjaśnia Mark Robinson, specjalista ds. badań w regionie CEE, Colliers International.

Główne ustalenia raportu:

  • Sprzedaż detaliczna rośnie w całym regionie, a w 2017 roku w Rumunii osiągnęła rekordowy dla całego cyklu poziom 11%;
  • Centra handlowe zdominowały branżę detaliczną w regionie Europy Środkowo-Wschodniej. Jedynym rynkiem wśród 14 analizowanych państw, na którym prym wiedzie segment ulic handlowych, jest stolica Czech – Praga. Największym rynkiem centrów handlowych w regionie jest Polska, z blisko 500 obiektami o łącznej powierzchni 11,8 mln mkw. powierzchni najmu brutto.
Katarzyna Michnikowska, dyrektor w Dziale Doradztwa i Badań Rynku Colliers International
Katarzyna Michnikowska, dyrektor w Dziale Doradztwa i Badań Rynku Colliers International

— Mimo dynamicznego wzrostu sprzedaży on-line, także w sektorze mody, Polacy wciąż lubią zakupy w centrach handlowych, na co wskazują poziomy ich odwiedzalności – w najlepszych obiektach pojawia się 1,5-1,7 mln osób miesięcznie — mówi Katarzyna Michnikowska, dyrektor w Dziale Doradztwa i Badań Rynku Colliers International.

  • Najemcy strategiczni z branży odzieżowej na 14 rynkach Europy Środkowej i Wschodniej uzyskują w najlepszych lokalizacjach obroty rzędu 350-450 euro/mkw./miesiąc. Należą do nich m.in. H&M, LPP, Inditex, New Yorker, C&A i TK Maxx. Oto zestawienie wszystkich najważniejszych najemców strategicznych w regionie.Centra handlowe dominują w branży detalicznej w Europie Środkowej i Wschodniej
  • Europa Środkowa i Wschodnia nadal przyciąga międzynarodowe sieci handlowe – spektakularne debiuty mają miejsce m.in. w Polsce (Primark), Rumunii (Victoria’s Secret) i na Łotwie (Van Graaf). Także polskie marki są bardzo aktywne w regionie, np. Sizeer obecny na 7 rynkach (Litwa, Łotwa, Estonia, Czechy, Słowacja, Węgry i Rumunia).
  • Oprócz obecności w centrach handlowych, sektor mody jest również motorem wzrostu wolumenu e-handlu w CEE 14 – w czterech krajach (Bułgaria, Estonia, Polska i Czechy) jego udział w całości sprzedaży internetowej przekracza 30%.

[1] Albania, Białoruś, Bułgaria, Chorwacja, Czechy, Estonia, Węgry, Litwa, Łotwa, Polska, Rumunia, Słowacja, Serbia, Ukraina.

 

Pensje w Polsce rosną. Banki Leszka Czarneckiego wyraźnie tracą

Gus podał dane z rynku pracy. Zarówno pensje jak i zatrudnienie cały czas rosną. Chiny ograniczyły zaangażowanie w obligacje USA. Getin i Idea Bank w centrum uwagi.

Pensje w Polsce rosną

Po trochę słabszych danych we wrześniu w październiku znów przyspieszył wzrost wynagrodzeń. Średnia pensja wyniosła 4921,40 złotego i jeżeli tempo zostanie utrzymane w przyszłym roku przekroczy na stał granicę 5000 zł. Stanie się to najprawdopodobniej również w tym, gdyż dane grudniowe zawierają premie roczne. Zatrudnienie rośnie z kolei o 3,2%. Biorąc pod uwagę ten parametr widzimy, że w dalszym ciągu jest jeszcze przestrzeń na dalszy spadek bezrobocia. Nie będzie on już jednak tak szybki jak w kolejnych latach. W sektorze przedsiębiorstw przybyło bowiem w ciągu miesiąca 2,4 tysiąca miejsc pracy.

Czy Chiny odwracają się od obligacji USA?

Chiński Ludowy Bank podał dane za wrzesień. Stan posiadania obniżył się o ponad 1%. Powodem tego ruchu jest obrona wartości juana. Ze sprzedawanych dolarów odkupywana jest waluta Chin co pozwala jej utrzymywać wartość. Kolejne miesiące pokażą czy była to sprzedaż tylko pod utrzymanie wartości pieniądza czy jest to coś o czym od jakiegoś czasu mówią analitycy czyli próba uniezależnienia się Państwa Środka od dolara na rzecz innych walut globalnych.

Banki Leszka Czarneckiego wyraźnie tracą

Po aferze związanej z opublikowaniem taśm, w których mowa była o płatnej protekcji pracę stracił prezes KNF. Banki biorące udział w nagraniu od tego czasu tracą gwałtownie na wartości.  NBP zapowiedział co prawda wsparcie płynnościowe dla Getinu i Idea Banku, ale nie spowodowało to wcale, że te dwa banki ustabilizowały swoją wartość. Dlaczego to ważne dla rynków? Nawet jeżeli banki te zostaną wykupione, bo w bankructwo banku większość analityków nie wierzy będzie to oznaczało po pierwsze najprawdopodobniej skorzystanie ze środków Bankowego Funduszu Gwarancyjnego. W rezultacie banki będą się musiały złożyć na tą kwotę lub zmniejszy się ogólne bezpieczeństwo systemu. To z kolei może się negatywnie przełożyć na złotego w przyszłości.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

  • 11:00 – Strefa Euro – inflacja konsumencka,
  • 15:15 – USA – produkcja przemysłowa.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

ANG Spółdzielnia po trzech kwartałach 2018 r.

  • Wyniki finansowe za III kwartał tego roku pozwoliły ANG Spółdzielni znaleźć się na trzecim miejscu pod względem wartości wypłaconych kredytów hipotecznych w zestawieniu czołowych firm pośrednictwa kredytowego w Polsce*.
  • To pokazuje, że konsumenci dostrzegają zalety wynikające z korzystania z usług firm dbających o odpowiedzialną sprzedaż i etyczne podejście do klienta.
  • ANG Spółdzielnia jest jedyną w pełni niezależną firmą spośród pięciu, które uzyskały najlepsze wyniki pod względem wartości sprzedanych kredytów hipotecznych.

Do tej pory ANG Spółdzielnia znajdowała się tuż za podium zestawienia firm z najlepszymi wynikami dotyczącymi wartości sprzedanych kredytów hipotecznych. Odpowiedzialna sprzedaż i konsekwentne przestrzeganie swoich zasad poskutkowało awansem Spółdzielni na trzecie miejsce.

Katarzyna Dmowska
Katarzyna Dmowska z ANG Spółdzielni Doradców Kredytowych

Te wyniki oczywiście bardzo nas cieszą, jednak rywalizacja z innymi firmami nie jest dla nas najważniejsza. Jest to dla nas przede wszystkim znak, że nasze działania, opierające się na odpowiedzialnej sprzedaży i etycznym podejściu do klienta, nie pozostają niezauważone. Konsumenci w Polsce dokonują coraz bardziej świadomych i przemyślanych wyborów, a współpraca z naszą Spółdzielnią daje pewność, że wybrany produkt będzie dopasowany do potrzeb i sytuacji życiowej klienta. Etyka powinna być wpisana w nasz zawód, dlatego wymagamy jej przestrzegania od każdego współpracownika. Naszym mottem jest sprzedawanie produktów, które klient rozumie, faktycznie potrzebuje, na które go stać i za godziwą cenę. Trzymanie się tych zasad pozwoliło na osiągnięcie kolejnego sukcesu biznesowego w postaci znalezienia się na podium z firmami, które w III kwartale mają najlepsze wyniki w sprzedaży kredytów hipotecznych – mówi Katarzyna Dmowska z ANG Spółdzielni.

Z danych finansowych za III kwartał wynika, że ANG Spółdzielnia pośredniczyła w sprzedaży kredytów hipotecznych o łącznej wartości 854 mln zł. Pozwoliło to na uplasowanie się na trzecim miejscu wśród największych firm pośrednictwa kredytowego w Polsce.

Firma Wartość wypłaconych kredytów hipotecznych w mln zł (III kwartał 2018)
1 Open Finance 2 355,00
2 Expander Advisors 2 115,88
3 ANG Spółdzielnia 854,09
4 Notus Finanse 834,00
5 mFinanse 642,21
Dane ZFPF i ANG Spółdzielni

 

Firma, której właścicielami są pracownicy

ANG Spółdzielnia jest jedyną całkowicie niezależną od innych instytucji firmą pośrednictwa kredytowego w pierwszej piątce firm z najlepszą sprzedażą kredytów hipotecznych. Jest także pierwszą w branży finansowej, w której w 100 proc. właścicielami są jej pracownicy.

– Formuła spółdzielczości daje nam całkowitą niezależność, sami decydujemy o losach firmy podczas Walnego Zgromadzenia. Spółdzielczy sposób prowadzenia działalności okazał się także trafionym rozwiązaniem biznesowym, o czym świadczą nasze wyniki finansowe. W 2017r. odnotowaliśmy 30 proc. wzrost wolumenu sprzedanych kredytów, jak i przychodów w porównaniu z rokiem 2016. Już wiemy, że i w 2018 r. poprawimy wyniki względem roku poprzedniego. Taki wynik szczególnie cieszy ze względu na szczególny rok, w którym musieliśmy zmierzyć się z nowymi regulacjami, w związku z wejściem w życie ustawy o kredycie hipotecznym oraz o nadzorze nad pośrednikami kredytu hipotecznego i agentami, co oznaczało dla nas konieczność szybkiego odnalezienia się w nowej rzeczywistości. Uważam, że nasi współpracownicy doskonale poradzili sobie z tym zadaniem – dodaje Katarzyna Dmowska.

* Porównano z wynikami finansowymi firm zrzeszonych w Związku Firm Pośrednictwa Finansowego za III kwartał.

Auxilia S.A. po trzech kwartałach 2018 r.

Auxilia S.A., Spółka notowana na rynku NewConnect od stycznia 2016 r., działająca na rynku odszkodowawczym, po trzech kwartałach 2018 r. notuje ponad 0,7 mln zł zysku netto na poziomie skonsolidowanym, a jej przychody netto przekraczają w tym okresie 7,67 mln zł. Spółka prowadzi także intensywne prace nad rozszerzeniem swojej oferty produktowej.

W samym 3 kw. 2018 r. zysk netto Grupy Kapitałowej Auxilia S.A. ukształtował się na poziomie ponad 22 tys. zł przy przychodach netto wynoszących prawie 2.087 tys. zł wobec straty netto rok wcześniej w wysokości 476 tys. zł. Narastająco, po trzech kwartałach 2018 r. skonsolidowany zysk netto Spółki sięgnął 707 tys. zł, a jej przychody netto wyniosły 7.675 tys. zł. Osiągnięte wyniki finansowe wykazują znaczącą poprawę, bowiem po trzech kwartałach 2017 r. Grupa Kapitałowa Auxilia S.A. odnotowała stratę netto w kwocie 1.463 tys. zł przy przychodach netto kształtujących się na poziomie 6.773 tys. zł. Głównym czynnikiem wzrostu rentowności jest optymalizacja kosztów działalności Spółki oraz intensyfikacja działań mających na celu polubowne zakończenie sporów z zakładami ubezpieczeń. Ważnym elementem pozostaje również zmiana dotychczasowego sposobu prezentacji przychodów z dokonanych z przeprowadzonych w pierwszym półroczu 2018 r. transakcji sprzedaży wierzytelności. Zarząd Auxilia S.A. bardzo dobrze ocenia tegoroczne wyniki finansowe Spółki i jest przekonany, że podejmowane działania w wielu obszarach jej funkcjonowania przełożą się na ich dalszą poprawę.

– W trzecim kwartale br. duży nacisk położyliśmy z jednej strony na skrócenie czasu konwersji gotówki m.in. poprzez podejmowanie negocjacji z zakładami ubezpieczeń w celu ugodowego zakończenia sporu, a z drugiej strony na optymalizację struktury kosztowej w ramach Grupy Kapitałowej. – komentuje wyniki finansowe ostatniego kwartału V-ce Prezes Zarządu AUXILIA S.A., Kamila Barszczewska. – Przy tym niezmiennie najważniejsze jest dla nas dobro i zadowolenie naszych Klientów, co przekłada się na uzyskanie dla nich jak najwyższych kwot odszkodowań w jak najkrótszym czasie. – dodaje.

W minionym kwartale Spółka prowadziła działania w zakresie skalowania sprzedaży w obszarze odszkodowań dla biznesu, co zaowocowało wyraźnym wzrostem kontraktacji portfela roszczeń w tym segmencie. Auxilia S.A. zakontraktowała w 3 kw. 2018 r. portfel roszczeń odszkodowawczych w wysokości 15,56 mln zł wobec 9,91 mln zł w analogicznym okresie 2017 r. Spółka oczekuje dalszej wysokiej dynamiki wzrostu kontraktacji portfela roszczeń z uwagi na zwiększenie aktywności doradców w dziale sprzedażowym oraz planowane pozyskanie wysoko wykwalifikowanych sprzedawców.

Auxilia S.A. realizowała działania, których podstawowym celem jest rozszerzenie w 4 kw. 2018 r. oferty produktowej o usługę abonamentu i audytu prawnego dla klientów biznesowych oraz dochodzenia roszczeń z umów kredytów hipotecznych denominowanych albo indeksowanych kursem franka szwajcarskiego. Spółka przygotowała już strategię komunikacji marketingowej dla nowych produktów i liczy, że przełoży się ona na dynamiczny rozwój nowych obszarów biznesowych.

– W poprzednim kwartale rozpoczęliśmy testy kolejnego produktu odszkodowawczego dla biznesu, którego potencjał wygląda równie obiecująco jak potencjał produktu już wdrożonego do obsługi. Dodatkowo, w trakcie prowadzenia spraw dla Klientów z sektora odszkodowań dla biznesu zauważyliśmy, że w wielu przypadkach poszukują oni specjalistycznego wsparcia prawnego obejmującego specyficzne problemy ich branży, którego nie zaspokaja do końca ogólnie dostępna na rynku oferta. Stąd pomysł na rozszerzenie naszej oferty o usługę abonamentu prawnego i audytu prawnego, które oferują wsparcie z obszaru specjalistycznej wiedzy zgromadzonej u prawników naszej Spółki zależnej. – opowiada o najnowszych produktach Spółki Kamila Barszczewska, V-ce Prezes Zarządu. – Uważamy, że jest to usługa komplementarna względem dotychczas świadczonych usług i odpowiada na potrzeby naszych Klientów. Dostrzegamy także duży potencjał związany z należnościami frankowiczów, stąd decyzja o wejściu również w ten segment rynku odszkodowawczego. – podkreśla.

Niskie stopy procentowe pozwoliły zaoszczędzić Polakom aż 37 mld zł

Rekordowo niskie stopy procentowe panują w Polsce niepodzielnie od marca 2015 r., czyli już czterdziesty czwarty miesiąc. Przeciętne oprocentowanie kredytu hipotecznego spadło z 6,9% do 3,7% obecnie. Skala oszczędności jest imponująca. Przeznaczając je wszystkie na zakup dwupokojowych mieszkań, można by kupić ich aż 111 tys.

Ta zmiana stóp procentowych powoduje, że w kieszeniach złotowych kredytobiorców pozostaje więcej pieniędzy niż pierwotnie zakładali. Gdyby przez ostatnie 6 lat oprocentowanie złotowych hipotek nie spadło, tylko utrzymywało się na stałym poziomie 6,9%, to na obsługę długu Polacy wydaliby łącznie ponad 36 mld zł więcej niż faktycznie wydali.

– Kwota jest imponująca, bo odpowiada jednej dziesiątej tegorocznego budżetu państwa – mówi w rozmowie z MarketNews24 Bartosz Turek, analityk Open Finance.

Kwota 36 mld zł wystarczyłaby na zakup 111 tysięcy popularnych 50-metrowych mieszkań używanych na 7 największych rynkach. NBP szacuje bowiem, że w drugim kwartale za przeciętny metr z drugiej ręki w Warszawie, Wrocławiu, Poznaniu, Krakowie, Łodzi, Gdańsku i Gdyni płacono średnio 6 509 zł.

Pod koniec 2012 r. przeciętny kredytobiorca miał wciąż do spłacenia 125 tys. zł. Dług trzeba było jeszcze regulować średnio 227 miesięcy, a jego oprocentowanie wynosiło 6,9%. Efekt? Przeciętna rata opiewała na około 990 zł – wynika z szacunków Open Finance.

Szybko wartość ta zaczęła spadać. Już w kwietniu było to o 100 złotych mniej. Na tym nie koniec. Na początku 2015 r. miesięczna rata modelowego kredytobiorcy spadła bowiem nawet poniżej poziomu 800 zł miesięcznie i od tego czasu taka pozostaje.

Sumując te wszystkie oszczędności otrzymamy w listopadzie br. ponad 12 tys. zł. Przeciętnie tyle zaoszczędził w ciągu 6 lat przeciętny kredytobiorca, który spłacał kredyt opiewający na 125 tys. zł. Wszystko to było możliwe dzięki liberalnej polityce pieniężnej prowadzonej przez RPP. Gdyby kredytobiorca pieniądze te akumulował, a nie przejadał, mógłby pozbyć się ósmej części swojego długu – obniżając sobie w ten sposób ratę także o niecałe 13%.

W takim wypadku niechybne podwyżki stóp procentowych byłyby mniej niepokojącym scenariuszem – o ile oczywiście kredytobiorcy byliby na tyle wstrzemięźliwi, aby zamiast na bieżąco wydawać zaoszczędzone na kredycie pieniądze, przeznaczali je na nadpłatę długu. Dlaczego warto nadpłacać kredyt? Po prostu po to, aby spać spokojniej. Gdybyśmy mieli w miarę świeżo zaciągnięty dług na 25-30 lat, to podwyższenie się stóp procentowych do poziomu sprzed 6 lat, oznaczałby konieczność wpłacania do banku raty wyższej o nawet 30-40%.

Małe firmy wierzą na słowo. I nie dostają zapłaty

63% polskich mikrofirm w ciągu ostatnich dwóch lat doświadczyło sytuacji, w której nie uzyskało płatności za dostarczony produkt lub usługę – wynika z badania SMEO/ERIF BIG. Co czwarta przed rozpoczęciem współpracy nie sprawdza nawet, czy ich nowy kontrahent istnieje.

Okazuje się, że skala zjawiska jest niewiele mniejsza niż nagłośniony w minionych miesiącach problem zatorów płatniczych i dotyczy zdecydowanej większości mikrofirm. 27% z nich na przestrzeni ostatnich miesięcy straciło całą należną im kwotę wynagrodzenia. Pozostałe 36% odzyskało swoje należności jedynie częściowo.

W październiku bieżącego roku w bazie ERIF BIG S.A. znalazło się 780 tys. informacji o zadłużeniu przedsiębiorców. 49% negatywnych informacji gospodarczych dotyczyło zaległości w regulowaniu faktur względem kontrahentów.

Pracodawcy narażeni bardziej

Niepokoi fakt, że na brak zapłaty za produkt lub usługę bardziej narażone są firmy zatrudniające pracowników. Aż 67% z nich zadeklarowało, że w ciągu ostatnich 2 lat doszło do takiej sytuacji. Dla porównania, spotkało to jedynie 47% właścicieli mikrofirm, którzy działają w pojedynkę. Kolejna niepokojąca informacja jest taka, że 15% mikrofirm w razie problemów finansowych decyduje się na redukcję kosztów działalności, w tym kosztów pracowniczych.

Ryzyko braku zapłaty może zmniejszyć współpraca z zewnętrznym podmiotem pomagającym kontrolować finanse. W firmach, w których właściciel sam zarządza finansami, nieco częściej niż w pozostałych zdarzało się, że klient w ogóle nie zapłacił (63%). W lepszej sytuacji zdają się być mikroprzedsiębiorstwa współpracujące z zewnętrznymi firmami księgowymi. Brak zapłaty dotyczył 58% z nich.

Mimo to nie sprawdzają

Według danych SMEO/ERIF BIG niemal co czwarta (23%) mikrofirma pracująca dla klientów instytucjonalnych przyznaje, że w żaden sposób nie weryfikuje ich przed rozpoczęciem współpracy. Najmniejsza ostrożność cechuje firmy usługowe. Przedsiębiorstwa produkcyjne niemal dwukrotnie częściej sprawdzają dane finansowe potencjalnych klientów.

Prawie czterech na dziesięciu właścicieli firm (38%), które nie korzystają z usług wywiadowni gospodarczych, nie widzi w ogóle takiej potrzeby. 17% procent nie zna tego typu usług. Tyle samo twierdzi, że weryfikacja kontrahentów w BIG-ach jest zbyt droga. Co piąta osoba nie potrafi określić przyczyn.

Mikrofirmy, które podejmują jakiekolwiek środki ostrożności, najczęściej poprzestają na sprawdzeniu podstawowych, ogólnodostępnych w internecie informacji o nowych kontrahentach (32%). 29% przeprowadza wywiad środowiskowy wśród znajomych. 21% analizuje KRS firmy, 19% sprawdza kondycję finansową potencjalnego klienta w BIK-u. 31% sprawdza, czy firma widnieje w KRD, a 14% korzysta z innych wywiadowni gospodarczych typu BIG.

Uwaga na zakaz cesji

Jak pokazują wyniki najnowszego badania przeprowadzonego na zlecenie Polskiego Związku Faktorów, dość powszechną praktyką w umowach handlowych jest stosowanie zakazu cesji. Zetknęło się z nim aż 76% polskich firm. Jest to de facto zakaz swobodnego dysponowania własnymi należnościami. 81% przedsiębiorców twierdzi, że niesie on za sobą podwyższone ryzyko wystąpienia problemów z płynnością finansową firmy.

– W Polsce zakaz cesji dość często jest wymuszany przez duże przedsiębiorstwa na mniejszych dostawcach. Warto zastanowić się, jaka intencja stoi za takim zakazem i czy nie jest nią opóźnianie lub unikanie zapłaty. Duzi gracze unikają cesji zwykle dlatego, by ich wierzycielem nie okazał się podmiot równie silny, jak oni sami, a co za tym idzie taki, który mógłby wywierać presję na terminowe spłaty zobowiązań. Ograniczenie lub całkowite zniesienie zakazu cesji mogłoby istotnie poprawić kondycję finansową właśnie tych najmniejszych podmiotów. Mali przedsiębiorcy mieliby większe możliwości przeniesienia ryzyka nieterminowego regulowania należności na podmioty silniejsze finansowo – mówi Michał Pawlik, prezes SMEO, jednej ze spółek zrzeszonej w ramach PZF.

Cena paliwa nie spada bo koncerny chcą nadrobić 10 groszy tzw. opłaty paliwowej?

Prognozy dotyczące cen paliw na stacjach są optymistyczne. Wprawdzie od niedawna obowiązują sankcje nałożone przez Stany Zjednoczone na Iran, ale na rynku światowym potaniała ropa naftowa. Analitycy rynkowi twierdzą, że wkrótce za litr Pb 95 znów zapłacimy poniżej 5 zł. Obniżki powinni też odczuć nabywcy oleju napędowego. Ten jednak wciąż pozostanie droższy od wspomnianej bezołowiówki, choć tendencja może się odwrócić. Nie są też wykluczone podwyżki obu tych paliw, nawet do wartości ponad 5,30 zł za litr. Jednak według ekspertów, na chwilę obecną to mało prawdopodobny scenariusz. Przypominamy, że od 1 stycznia 2019 r. do benzyny i oleju napędowego doliczana będzie nowa opłata emisyjna. 

Na stacjach w Polsce trzeba więcej płacić za olej napędowy niż za benzynę 95-oktanową. Sytuacja utrzymuje się od października. Potwierdzają to dane Polskiej Izby Paliw Płynnych z 7 listopada br. Wynika z nich, że detaliści musieli przygotować średnio 5,28 zł za litr diesla, czyli o 4 grosze więcej niż tydzień wcześniej. Statystyczne stawki za Pb 95 i autogaz pozostały bez zmian i wyniosły odpowiednio 5,08 zł oraz 2,55 zł/l.

– Cena ropy w dwóch ostatnich tygodniach października mocno spadła, co nastąpiło wbrew oczekiwaniom wielu ekspertów. Oni wiedzieli, że od 5 listopada zaczną obowiązywać bardzo ostre sankcje nałożone na Iran przez USA. To pokazuje, że ten rynek jest nieobliczalny i niezwykle trudno będzie przewidzieć sytuację w końcówce roku – mówi Piotr Kuczyński, główny analityk Domu Inwestycyjnego Xelion.

Z kolei dr Jakub Bogucki, analityk rynku paliw z portalu e-Petrol.pl, potwierdza, że do niedawna można było oczekiwać wyraźnych zmian zwyżkowych, właśnie ze względu na sankcje. Spodziewano się bowiem, że brak perskiego surowca spowoduje lukę podażową. Tymczasem ceny ulegają obniżkom. Wpływ na to ma zaangażowanie producentów, m.in. z Arabii Saudyjskiej. Ponadto kilku kluczowych odbiorców zostało na 180 dni wyłączonych spod sankcji. To może rzutować na rynek polski, gdzie już benzyna potaniała.

– Jeżeli podaż przekracza popyt, to zwiększają się zapasy ropy naftowej. Wtedy ryzyko wzrostów cen maleje, a rośnie szansa na ich spadek. Ważne są także wielkości magazynowe paliw oraz możliwości przerobowe rafinerii. Zbyt wiele awarii czy przestojów w tych zakładach może oznaczać wyższe ceny poszczególnych paliw. Teraz jest to widoczne w przypadku diesla – wyjaśnia Marcin Lipka, główny analityk serwisu Cinkciarz.pl.

Według dr. Boguckiego, mimo wszystko w najbliższych tygodniach można spodziewać się spadków cen benzyn poniżej 5 zł za litr. Ekspert prognozuje, że realny jest też scenariusz z tańszym dieslem. Obecnie ON jest droższy niż Pb. Jednak historyczne doświadczenia pokazują, że wkrótce ta tendencja może się odwrócić. Natomiast Marcin Lipka stwierdza, że diesel będzie droższy od 95, ale i tak powinien tanieć. W okresie Bożego Narodzenia trzeba będzie za niego zapłacić około 5 zł, a za benzynę – poniżej tego poziomu.

– Wchodzimy w sezon grzewczy w Stanach Zjednoczonych, czyli wzrost popytu na paliwo i olej opałowy. Teoretycznie to raczej spowoduje podwyżki. Moim zdaniem, cena za ropę powinna być w miarę stabilna, z wahaniami nie większymi niż 1-2%, i wynieść 60-70 dolarów za baryłkę. To, ile zapłacą nasi kierowcy, zależeć będzie od siły złotego w stosunku do dolara. Zgodnie z wiedzą na temat fundamentów gospodarczych, nasza waluta powinna się umacniać. Trzeba tylko pamiętać o tym, że rynek walutowy jest jeszcze bardziej nieprzewidywalny niż paliwowy – dodaje Piotr Kuczyński.

Zdaniem analityka z serwisu Cinkciarz.pl, na zmianę optymistycznych prognoz może wpłynąć kilka czynników. Wśród nich należy wymienić m.in. większy od oczekiwań spadek eksportu ropy z Iranu, a także mocniejsze obniżenie wydobycia w Wenezueli i zahamowanie wzrostów produkcji w USA. To wszystko prawdopodobnie spowodowałoby podniesienie cen ropy ponownie powyżej poziomu 80-85 dol. za baryłkę. Koszty zakupu paliw powróciłyby do trendu wzrostowego, a to oznaczałoby, że za olej napędowy czy 95 płacilibyśmy ponad 5,30 zł za litr. Teraz prawdopodobny jest jednak spadek cen niż powrót do ich wzrostów.

– Nie wierzę w to, że sam okres przedświąteczny spowoduje wzrost cen na stacjach, m.in. ze względu na większe zapotrzebowanie transportu. Bardziej zastanawiam się nad tym, czy koncerny nie zaczną powoli wprowadzać podwyżek, żeby nadrobić 10 groszy z powodu tzw. opłaty paliwowej. To duży znak zapytania. Już nie są to kwestie gospodarcze czy zarządzania firmą, ale chodzi o czystą politykę. Jesteśmy po wyborach, a do kolejnych jeszcze sporo czasu zostało, więc politycy nie muszą specjalnie chronić konsumentów – podsumowuje główny analityk Domu Inwestycyjnego Xelion.

Prawie połowę kupujących FMCG denerwuje nadmiar reklam

Prawie połowa konsumentów z dużych miast nie jest zainteresowana reklamami lokalnych producentów. Blisko 40% nie chciałoby ich otrzymywać jeszcze więcej. Jeżeli już brakuje pewnych komunikatów, to głównie powinny one dotyczyć mięsa i wędlin – 29%, a także alkoholi – 24%. Ewentualnie mogłyby informować o nabiale – 18%. Najmniejszym zainteresowaniem odbiorców reklam cieszą się ryby, pieczywo, słodycze i napoje. Z kolei Internet oraz gazetki reklamowe to dwa najbardziej preferowane źródła tego typu przekazów. Takie są wyniki analizy przeprowadzonej przez portal Reklama FMCG i Grupę Mobilną Qpony-Blix.

(Nie)widzialny przekaz

Aż 29% badanych raczej nie jest zainteresowanych reklamami lokalnych producentów, a 18% zdecydowanie to przyznaje. To w sumie blisko połowa respondentów. Zdaniem Mateusza Chołuja z portalu Reklama FMCG, wynika to z faktu, że coraz częściej klienci w ogóle nie zwracają uwagi na tego typu przekazy, bez względu na ich treści. W społeczeństwie rośnie tzw. ślepota reklamowa. W obecnych czasach sposobem na to może być przekaz oparty o intencje zakupowe i kontekst konsumentów.

– Klienci są zmęczeni tradycyjnymi formami przekazu marketingowego. Wyrazem tego są dyskusje prowadzone na forum publicznym, dotyczące braku regulacji w dziedzinie reklamy zewnętrznej. Ludzie narzekają na wszechobecne billboardy, tablice i wielkoformatowe płachty. Drugim przykładem są gazetki reklamowe, często porozrzucane w okolicy skrzynek na listy. I to też jest negatywnie postrzegane – mówi Krzysztof Przybył, prezes zarządu Fundacji Polskiego Godła Promocyjnego.

Jednak, zgodnie z analizą, w sumie 30% badanych zwraca uwagę na reklamy lokalnych producentów. 11% z nich jest o tym zdecydowanie przekonanych. Według Marcina Lenkiewicza, wiceprezesa Grupy Mobilnej Qpony-Blix, coraz większa część społeczeństwa rozumie korzyści płynące z kupowania miejscowych dóbr. I tych osób będzie sukcesywnie przybywało. Ludzie dowiadują się z reklam o produktach lokalnych, które często są zdrowe, ekologiczne i wytwarzane w tradycyjny sposób. Takie przekazy są zdecydowanie lepiej postrzegane niż komunikaty promocyjne dużych firm, często masowo kierowane do konsumentów.

Więcej komunikatów?

– Z badania wynika, że łącznie 37% respondentów nie chciałoby otrzymywać większej ilości reklam lokalnych producentów. W mojej ocenie, ta niechęć jest pochodną zamknięcia się konsumentów na tego typu relację. Chcąc do nich dotrzeć, należy precyzyjnie targetować przekazy reklamowe. Obecnie nie brakuje narzędzi, które mogą w tym pomóc – komentuje Krzysztof Przybył.

Prawie 20% ankietowanych jest mniej lub bardziej otwartych na otrzymywanie większej ilości reklam lokalnych producentów. Mateusz Chołuj uważa, że jest to optymistyczny wynik. W kolejnych latach komunikaty na temat takich artykułów powinny być coraz lepiej odbierane. Trend sięgania po ekologiczną i miejscową żywność będzie się umacniał w Polsce, podobnie jak ma to już miejsce w Europie Zachodniej. Należy jednak prowadzić odpowiednią komunikację reklamową z właściwą grupą docelową, zainteresowaną m.in. świadomym i zdrowym odżywianiem.

– Większość respondentów nie miała wyrobionej opinii na ww. temat – 41%. Może to świadczyć o tym, że reklamy lokalnych producentów pojawiają się zbyt rzadko lub są mało widoczne. Niezdecydowane osoby nie napotykały na nie dość często i dlatego też nie potrafią jeszcze ocenić ich atrakcyjności czy też zbędności ­– analizuje Marcin Lenkiewicz.

Oczekiwania nabywców

Jeżeli już konsumentom brakuje jakichś reklam, to głównie chodzi o komunikaty dotyczące mięsa i wędlin – 29%. Jak zaznacza ekspert z portalu Reklama FMCG, tego typu asortyment produkowany lokalnie kojarzy się z bardzo dobrą jakością. Producenci takich artykułów mają największy potencjał do tego, aby zwiększać swój udział w rynku poprzez odpowiednią komunikację. Klienci chcą być lepiej informowani na temat możliwości zakupu najzdrowszych w okolicy produktów mięsnych. Interesuje ich m.in. to, czym były karmione zwierzęta.

– Żywność wytwarzana przez lokalnych producentów jest przeciwwagą dla produkowanej masowo. W tej kategorii zwiększą się nakłady reklamowe. Wpłynie na to nie tylko zwrot konsumentów w kierunku ekologii. Lokalni producenci artykułów żywnościowych współpracują z markami turystycznymi. Wzrosty w obu segmentach są ze sobą sprzężone. Rozwój turystyki i rekreacji sprawi, że do klientów będzie docierało więcej reklam dotyczących m.in. miejscowych wędlin – przewiduje ekspert z Fundacji Polskiego Godła Promocyjnego.

Na drugim miejscu w zestawieniu znalazły się alkohole – 24%. Jak wynika z obserwacji części ekspertów, ich producentom trudno jest docierać z reklamami do klientów. Mają do czynienia z silną, często ponadregionalną konkurencją. Mała ekspozycja promocyjna lokalnych napojów alkoholowych na co dzień wpływa na to, że Polacy oczekiwaliby większego zaangażowania reklamowego w tym segmencie. Są ciekawi np. nowych smaków piw.

– Konsumenci mniej oczekują reklam lokalnie wytwarzanego nabiału – 18%, a także miejscowych warzyw i owoców – 11%. A prawie zupełnie nie interesują ich komunikaty reklamowe dotyczące takich produktów, jak pieczywo – 3%, napoje bezalkoholowe – 2%, a także słodycze – 1%. Szczególnie artykuły z tej ostatniej kategorii są powszechnie reklamowane w wielu kanałach. Klienci mają często słabość np. do popularnych na całym świecie czekoladek czy cukierków – wyjaśnia Marcin Lenkiewicz.

Źródła reklam

Konsumenci chcą otrzymywać reklamy o lokalnych produktach głównie za pośrednictwem Internetu – 41%. Krzysztof Przybył zachęca do tego, by właśnie ci najmniejsi przedsiębiorcy korzystali z ww. kanału komunikacji. Dzięki kreatywnemu wykorzystaniu możliwości marketingowych sieci, nawet drobny producent lokalny może trafić ze swoim przekazem na bardzo konkretny rynek – dokładnie taki, jaki wynika z jego strategii.

– Następnie ankietowani wskazywali gazetki sieci handlowych – 33%. Obok Internetu są one najważniejszym źródłem podejmowania decyzji zakupowych. W przejrzysty i atrakcyjny sposób dostarczają informacji o produktach. Można je przeglądać m.in. za pomocą smartfonów i komputerów. Lokalni producenci powinni skupić się przede wszystkim na reklamie internetowej i na docieraniu do osób przeglądających ww. publikacje – przekonuje Mateusz Chołuj.

Na trzecim miejscu są tradycyjne media lokalne – 11%. Dalej znalazły się wszelkiego rodzaju materiały drukowane, czyli m.in. foldery i ulotki producenta. Tylko 7% osób chciałoby dowiadywać się z nich o miejscowych wyrobach. Jak podkreśla wiceprezes Grupy Mobilnej Qpony-Blix, konsumenci są świadomi tego, że Internet i aplikacje są przyjazne ekologicznie i jednocześnie prezentują im najbardziej aktualne promocje.

Możliwości do wykorzystania

– Internet powinien być coraz lepiej wykorzystywany przez lokalnych producentów. Dzięki tak powszechnym już narzędziom, jak m.in. aplikacje mobilne, mogą skutecznie docierać do potencjalnych klientów. Duże możliwości daje im również geotargetowana reklama, która pozwala na przedstawienie miejscowych produktów na danym obszarze. Korzystając z tej możliwości, marki mają pewność, że w chwili dostarczenia komunikatu jest on interesujący dla odbiorcy – dodaje ekspert z portalu Reklama FMCG.

Sprawdzony format czytelnej gazetki handlowej, komunikowany w aplikacjach mobilnych lub w Internecie, pozwoli na dotarcie do konsumentów, którzy planują zakupy i są blisko miejsca, w którym mogą je zrobić. Według Marcina Lenkiewicza, inwestycja w takie narzędzie często jest bardziej opłacalna i wymaga mniejszych budżetów niż szerokie działania wizerunkowe.

– Reklama w Internecie często nie jest oceniana przez konsumentów jako nachalny przekaz. Stanowi raczej podpowiedź, szczególnie gdy jest otrzymana za pośrednictwem serwisu społecznościowego. Wiele dzisiejszych budżetów marketingowych przekazuje się właśnie na takie działania. Producenci lokalni również mogą korzystać z tego trendu. Jednak muszą szybko rozwijać swoje kompetencje cyfrowe. Zaczyna to już być warunkiem funkcjonowania i rozwoju biznesu – podsumowuje Krzysztof Przybył.

Ankieta została przeprowadzona na terenie Warszawy, Krakowa, Katowic, Wrocławia, Poznania i Łodzi i ich najbliższych okolic w październiku br. Uczestniczyło w niej 620 osób bezpośrednio robiących zakupy w sieciach handlowych. Byli to tylko ci klienci, którzy od razu wyraźnie zadeklarowali, że regularnie sami robią zakupy – minimum raz w tygodniu. Mieli od 18. do 65. roku życia. Wśród nich 56% stanowiły kobiety. Udział mężczyzn był na poziomie 44%.

Firmy z branży TSL nie radzą sobie z brakiem pracowników i zatorami płatniczymi

W ostatnich miesiącach obserwuje się dynamiczny wzrost upadłości i restrukturyzacji w branży transportowej, choć sektor ten korzysta z dosyć dobrego otoczenia gospodarczego w Polsce i na rynkach zagranicznych. W pierwszej połowie 2018 roku wzrost gospodarczy w naszym kraju przekroczył 5 proc. r/r. Nasi główni partnerzy – Niemcy – oraz pozostałe kraje Strefy Euro rozwijają się w dosyć stabilnym tempieW branży transportowej poza tym sprzyjającym otoczeniem makroekonomicznym mamy jednak do czynienia z wieloma innymi czynnikami, które stają na drodze do rozwoju całego sektora i pogarszają sytuację płynnościową firm.

– Głównie są to dosyć duże trudności w rekrutowaniu nowych pracowników, jak również rosnące ceny paliw. Koszt baryłki ropy blend wzrósł w ciągu ostatnich dwóch lat niemal trzykrotnie. Ostatnio drożejący dolar spowodował, że przedsiębiorstwa transportowe muszą płacić znacznie więcej za paliwo – powiedział serwisowi eNewsroom Grzegorz Sielewicz, główny ekonomista Coface w regionie Europy Centralnej – Dodatkowo nasze firmy z tego sektora obecne są na rynkach zagranicznych, mamy największy udział w przewozach towarowych drogami spośród wszystkich krajów Unii Europejskiej. W Europie Zachodniej mamy zaś do czynienia z działaniami protekcjonistycznymi. Chodzi przede wszystkim o objęcie płacą minimalną w krajach, gdzie świadczony jest transport, a wynagrodzenie to utrzymuje się na znacznie wyższym poziomie niż w Polsce. W związku z tym, nic dziwnego, że sytuacja płynnościowa firm transportowych pogarsza się. Zgodnie z ostatnim badaniem przeprowadzonym przez Coface, branża ta doświadcza najdłuższych opóźnień w płatnościach spośród wszystkim sektorów w naszym kraju. Średnio wynoszą one 146 dni, czyli przedsiębiorstwa muszą czekać blisko pięć miesięcy na swoje należności. Dla innych branż czas ten to 62,5 dnia, czyli ok. dwóch miesięcy. Dodatkowo firmy transportowe zgłaszają, że wiele z tych płatności ma dosyć duży udział w ich obrocie. W ten sposób powstają znaczące zatory płatnicze, powodujące w konsekwencji brak możliwości opłacenia swoich kontrahentów – dodał Sielewicz.

Euler Hermes obchodzi 20-lecie działalności w Polsce

Euler Hermes obchodzi 20-lecie działalności w Polsce. Od 1998 r. Euler Hermes współtworzy rynek ubezpieczeń należności zabezpieczając w tym czasie obrót polskich firm na kwotę ponad 1,9 bln zł i wypłacając im odszkodowania na sumę 2,2 mld zł, co wydatnie przyczyniło się do rozwoju polskich firm i sukcesu transformacji gospodarczej.

W 1998 r. Euler Hermes we współpracy z Allianz zaoferował biznesowi w Polsce znane w krajach wysokorozwiniętych rozwiązania ubezpieczeniowe, dopasowane do specyfiki i indywidualnych potrzeb firm prowadzących sprzedaż z odroczonym terminem płatności. Euler Hermes pozycję lidera polskiego rynku ubezpieczeń należności, gwarancji i windykacji B2B zbudował zarówno w oparciu o rozwój organiczny, własną sieć sprzedaży jak i dzięki współpracy z brokerami i agentami. Dziś Euler Hermes jest jedynym, międzynarodowym ubezpieczycielem należności, działającym w Polsce w oparciu o licencję ubezpieczeniową jako Towarzystwo Ubezpieczeń. Polskie firmy zyskały dostęp do międzynarodowych kompetencji i usług nie tylko w zakresie ubezpieczenia należności czy windykacji, ale także honorowanych na całym świecie gwarancji ubezpieczeniowych, raportów handlowych oraz specjalistycznej obsługi z zakresu prawa handlowego.

Indywidualne podejście

Flagowym ubezpieczeniem należności oferowanym przez Euler Hermes, stworzonym specjalnie na potrzeby polskich przedsiębiorców jest polisa „All Inclusive”, dedykowana przede wszystkim firmom z sektora MiŚP. Dla dużych przedsiębiorstw zostało opracowane ubezpieczenie ryzyka kredytu kupieckiego z opcją windykacji – INTPOL. Natomiast międzynarodowe korporacje prowadzące działalność na terenie Polski mają do dyspozycji rozwiązania i usługi w ramach programu Euler Hermes World Agency.

Paul Flanagan EHTU
Paul Flanagan, Prezes Zarządu Euler Hermes

– Polskie przedsiębiorstwa rozwijają się i z odwagą wychodzą poza granicę kraju. To powoduje zmianę potrzeb w zakresie zabezpieczenia transakcji, a wśród ubezpieczycieli determinuje większą ekspozycję na udzielaniu gwarancji transakcji zagranicznych czy windykacji należności. Naturalnym jest, iż będąc częścią międzynarodowej grupy posiadamy przewagę konkurencyjną by monitorować lokalne rynki i kondycję branż, a wraz z informacją zwrotną pomagać polskim przedsiębiorcom. Z drugiej strony, internacjonalizacja nasila proces wchodzenia na nasz lokalny rynek zagranicznych firm, co powoduje skracanie łańcuchów dostaw, większą presję cenową i niwelowanie dotychczasowych, lokalnych przewag polskich firm. W tym momencie istotne staje się dbanie o rentowność biznesu, chronienie marży, zwiększanie jej poprzez kontrakty z rzetelnymi i efektywnymi odbiorcami, co jest naszą rolą jako ubezpieczyciela ich należności – wskazuje Paul Flanagan, Prezes Zarządu Euler Hermes.

Euler Hermes posiada największą bazę danych oraz wiedzę o podmiotach, branżach i trendach gospodarczych w Polsce – 80% danych jest nie starsza niż 3 miesiące. W związku z tym ma unikalną możliwość opracowywania raportów handlowych, które dają możliwość weryfikacji potencjalnych kontrahentów nie tylko przez pryzmat wyników finansowych, ale także analizę ich zadłużenia, moralności płatniczej – skłonności do regulowania zobowiązań, powiązań kapitałowych i personalnych, czy też zdarzeń prawnych. Dostęp do bieżącej, całodobowej informacji odnośnie kontrahenta oraz branży umożliwia dedykowany Program Analiz Należności.

Z wizją w przyszłość

Pozycja lidera rynku ubezpieczeń należności zobowiązuje do ciągłego rozwoju, wyprzedzania trendów rynkowych, by poprzez wdrażanie innowacyjnych rozwiązań zapewniać klientom najlepszy serwis i komfort relacji biznesowych.

Euler Hermes w trzecie dziesięciolecie działalności na polskim rynku wchodzi z projektami procesowego podejścia do obsługi potrzeb biznesu, intensyfikacji informatyzacji procesów analizy danych. To wszystko przekłada się na szybszy i efektywniejszy przepływ informacji oraz szereg ułatwień w sposobie składania zamówień i realizacji umów on-line. Przykładem może być dostępny od kilku tygodni dla polskich przedsiębiorców nowy międzynarodowy system obsługi gwarancji ubezpieczeniowych – Avalis. W jego ramach polscy przedsiębiorcy obsługiwać mogą na bieżąco wnioski o gwarancje ubezpieczeniowe na całym świecie, co istotne jest zwłaszcza dla sukcesu naszych eksporterów.

Euler Hermes otwiera obecnie nowy rozdział z planem strategicznego rozwoju i rebrandingu całej Grupy Euler Hermes. Plan strategicznego rozwoju do 2021 roku zakłada ekspansję poza tradycyjną i najstarszą linię biznesową, czyli ubezpieczenie kredytów kupieckich, w kierunku uzupełniających się i innowacyjnych produktów i linii biznesowych. Celem jest zapewnienie najlepszej oceny tego, co wydarzy się jutro, tak aby firmy i ich liderzy biznesowi mogli lepiej przewidywać, analizować i reagować na zmiany w wynikach biznesowych i warunkach rynkowych, aby uniknąć nieściągalnych długów. W tym celu powołano m.in. laboratoria technologiczne w Paryżu i Londynie pracujące nad nowymi narzędziami analitycznymi. Nowy cel i nowe pozycjonowanie wyrażone jest przez hasło firmy “Confidence in Tomorrow”, za którym stoi przewidywanie ryzyka handlowego i kredytowego już dziś, aby chronić przepływy pieniężne jutro.

 

Bilans dokonań Euler Hermes w minionym 20-leciu w Polsce

  • 20 tys. klientów,
  • 1,9 bln zł ubezpieczonego obrotu,
  • 106 tys. wypłaconych odszkodowań o wartości przekraczającej 2,2 mld zł, w tym blisko 2 mld zł z tytułu ubezpieczenia należności,
  • 7,3 mld zł odzyskanych z tytułu działań windykacyjnych

Grupa Euler Hermes w Polsce jest częścią Allianz, jednej z największych instytucji finansowych na świecie. Działa poprzez trzy podmioty: Towarzystwo Ubezpieczeń Euler Hermes, Euler Hermes Collections oraz Euler Hermes, Okurowska-Minkiewicz, Maliszewski – Kancelaria Prawna. Zatrudnia łącznie około 400 specjalistów i ekspertów w warszawskiej centrali i pięciu biurach regionalnych.

Hossa na rynku magazynowym. W kolejnych latach branży może zagrozić brak pracowników

Hossa na rynku magazynowym. W kolejnych latach branży może zagrozić brak pracowników 4

Polski rynek magazynowy wciąż jest w fazie hossy i nie zwalnia. Świadczą o tym zarówno duża liczba nowych powierzchni w budowie, jak i rekordowy popyt, który generują głównie najemcy z sektora e-commerce, sieci handlowe i operatorzy logistyczni. W tej ostatniej branży coraz większą rolę odgrywają nowe technologie, których koszt spada, wobec czego stają się bardziej dostępne nawet dla mniejszych przedsiębiorstw. Czynnikiem, który może zahamować rozwój rynku w kolejnych latach, jest jednak niska podaż pracy i rosnące koszty współpracy z podwykonawcami.

– Polski rynek magazynowy nadal dynamicznie się rozwija. Według dostępnych danych do tej pory została wykorzystana zaledwie 1/3 gruntów z przeznaczeniem pod zabudowę magazynową, będących w posiadaniu deweloperów. Tym, co może stanąć na przeszkodzie tego rozwoju i go spowolnić, są przede wszystkim problemy z dostępnością pracowników, a co za tym idzie – rosnące koszty współpracy z podwykonawcami – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Agnieszka Sałek, dyrektor handlowa QSL Polska.

Polski rynek magazynowy wciąż jest w fazie hossy. Z danych Colliers wynika, że w III kwartale tego roku na rynek trafiło 683,4 tys. mkw. nowej powierzchni magazynowej. Tym samym jej całkowite zasoby na koniec września br. przekroczyły 15 mln mkw.
W budowie pozostaje prawie 2 mln mkw. nowych magazynów, z czego ponad 25 proc. w Polsce Centralnej. To obok Warszawy i Górnego Śląska najdynamiczniej rozwijający się rynek regionalny.

– W rozwoju rynku magazynowego najbardziej na popularności zyskują i umacniają się centralna i zachodnia Polska, z rozbudowaną infrastrukturą. Jednocześnie widać dynamiczny rozwój w okolicach Katowic, Sosnowca czy w regionie Silesia. My również, wybierając lokalizację dla magazynów, bierzemy pod uwagę siatkę dróg i autostrad, czego przykładem jest Wrocław, cross-dock Gdańsk, Poznań i nasze magazyny w Błoniu i Sosnowcu – mówi Rafał Strzałkowski, dyrektor operacyjny QSL Polska.

– Infrastruktura drogowa ma największy wpływ na rozwój rynku magazynowego w Polsce. Doskonałym przykładem jest centrum magazynowe powstałe w Markach, w okolicach Radzymina, które rozwinęło się zaraz po oddaniu obwodnicy Warszawy. W ślad za nowymi drogami, nowymi autostradami, pojawiają się nowe centra magazynowe – dodaje Agnieszka Sałek.

Polska ma strategiczną rolę na mapie powierzchni magazynowo-przemysłowych w Europie. Z danych Colliers wynika, że w ciągu ostatnich pięciu lat całkowity wolumen powierzchni na polskim rynku magazynowym uległ podwojeniu. Rynek nie zwalnia, o czym świadczą zarówno duża liczba nowych powierzchni w budowie, jak i rekordowy popyt, który generują głównie najemy z sektora e-commerce, sieci handlowe i operatorzy logistyczni.

Eksperci zwracają uwagę na to, że w tej ostatniej branży coraz większą rolę odgrywają nowe technologie. Ich koszt ciągle spada, dzięki czemu stają się bardziej dostępne.

– My również wykorzystujemy takie technologie w naszej pracy, są to systemy GPS połączone z bieżącym systemem kontroli temperatur w transporcie i w magazynach, skanery, systemy PIM, są to tablety wykorzystywane przez kierowców, przy pomocy których wdrażamy elektroniczne dowody dostaw. Oczywiście tę tendencję widać również w transporcie. Jest to widoczne szczególnie w połączeniu tych wszystkich systemów, jak również GPS, WMS, TMS, CRM, w jedną technologię służącą bieżącej optymalizacji tras, bieżącej kontroli pracy kierowców oraz polepszeniu kosztów i zadowoleniu klientów. Widać też trend autonomicznego transportu, który – moim zdaniem – w niedalekiej przyszłości znajdzie zastosowanie w transporcie wewnątrzzakładowym, w dużych parkach logistycznych, w centrach, fabrykach. Pozwoli to na lepsze planowanie niezawodnego transportu – mówi Rafał Strzałkowski.

Jak podkreśla, warunkiem rozwoju dla firm operujących w tej branży jest wykwalifikowany i doświadczony zespół pracowników.

– Od początku obecności QSL w Polsce jesteśmy skoncentrowani na serwisie. Wiedza wniesiona przez grupę QSL w połączeniu z doświadczeniem polskiego zespołu zaowocowały wysokiej jakości usługami, które sprostały oczekiwaniom klientów. Te starania są również potwierdzane corocznymi audytami krajowymi i międzynarodowymi. Mamy nowoczesny magazyn, nowoczesny sprzęt, doświadczony zespół, co pozwala nam zaoferować swoje usługi klientom nie tylko w obszarze QSR, czyli sieci restauracji szybkiej obsługi, lecz także innym klientom zainteresowanym działalnością w obszarze 3PL, czyli magazynowanie, cross-docking, przepakowanie i inne funkcje związane ze składowaniem towaru w magazynie – mówi Agnieszka Sałek.

Głównym elementem działalności grupy pozostaje kompleksowa obsługa logistyczna. Jednak dzięki nowoczesnemu magazynowi w Błoniu firma zwiększyła swoją powierzchnię magazynową o 50 proc., co pozwoliło zaoferować usługi również innym klientom spoza branży QSR, rozpoczynając już od jednego miejsca paletowego.

– W QSL Polska dalszy rozwój to przede wszystkim sprostanie oczekiwaniom naszych klientów, podążanie za ich rozwojem. W najbliższej przyszłości stawiamy na dalszy rozwój logistyki w obszarze 3PL, zatem magazynowanie, cross-docking, przepakowywanie, etykietowanie, wszystkie te operacje, które są niezbędne w codziennej działalności. W naszych nowoczesnych magazynach jesteśmy w stanie zaoferować przestrzeń magazynową i doświadczone ekipy, zespoły magazynowe klientom również z innych branż: spożywczej, przemysłowej czy producentom opakowań – mówi Agnieszka Sałek, dyrektor handlowy QSL Polska.

Min. Cyfryzacji: polska strategia rozwoju sztucznej inteligencji powstanie najpóźniej do połowy 2019 r.

Min. Cyfryzacji: polska strategia rozwoju sztucznej inteligencji powstanie najpóźniej do połowy 2019 r. 5

Polski rząd rozpoczyna prace nad wdrożeniem strategii rozwoju sztucznej inteligencji. Do rozmów z administracją rządową przystąpili przedsiębiorcy, naukowcy oraz specjaliści zajmujący się sztuczną inteligencją. W ramach pracy nowej grupy roboczej powstał wstępny raport formułujący podstawowe założenia nowego programu. Najpóźniej do połowy przyszłego roku rząd planuje stworzyć i przyjąć dokument, który opisze strategię dotyczącą polskich programów rozwoju sztucznej inteligencji.

– Prace nad polską strategią sztucznej inteligencji są na etapie inicjalnym, natomiast przez ostatnie pół roku pracowały grupy robocze, w skład których wchodzili oprócz przedstawicieli administracji rządowej również przedsiębiorcy, ośrodki naukowe, trzeci sektor i wszyscy inni pasjonaci zajmujący się tą technologią. Oni przygotowali raport, który de facto formułuje pewne założenia, oczekiwania, co w polskiej strategii powinno się znaleźć – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Karol Okoński, sekretarz stanu w Ministerstwie Cyfryzacji.

O nadziejach związanych z rozwojem sztucznej inteligencji coraz częściej dyskutuje się już nie tylko w gronie entuzjastów nowych technologii, lecz także w świecie biznesu oraz polityki. Wraz z rozwojem sztucznej inteligencji oraz postępującą automatyzacją pracy, ludzie staną się zbędni zarówno w procesie produkcyjnym, jak i usługowym. Zmiany te już dziś zachodzą na naszych oczach, a Polska chce odgrywać na tym rynku znaczącą rolę.

– Raport będzie podstawowym wkładem do polskiej strategii, ale potrzebujemy konkretnego planu działania w poszczególnych domenach ministerstw, żeby finalnie była to strategia rządowa, ale z jasnymi rolami poszczególnych ministerstw. Te prace, które przez ostatnie pół roku trwały, stanowią bardzo cenny wkład do tej strategii, który zakładamy, że zostanie zwieńczony przyjęciem przez Radę Ministrów już dokumentu formalnego, zakładamy, że najpóźniej do połowy przyszłego roku – zapowiada Karol Okoński.

Na początku roku Amazon uruchomił pierwszy publiczny sklep samoobsługowy Go, pozbawiony tradycyjnych kas oraz systemów rozliczeniowych. W drogerii zainstalowano sztuczną inteligencję, która monitoruje stany magazynowe oraz zawartość koszyków klientów, a następnie automatycznie rozlicza zakupy za pośrednictwem konta w serwisie Amazon. Kilka miesięcy po uruchomieniu pierwszej publicznej placówki firmie udało się otworzyć pięć kolejnych, a do 2021 roku ma powstać aż 3 tys. sklepów Amazon Go.

Sztuczna inteligencja pełni także coraz większą rolę w rynku transportowym. Kiedy Elon Musk wprowadził do dystrybucji Teslę z autopilotem, był prekursorem w dziedzinie sztucznej inteligencji na rynku motoryzacyjnym. Dziś z inteligentnych rozwiązań korzysta większość koncernów motoryzacyjnych. Powstają projekty wykorzystania tej technologii w zautomatyzowaniu transportu publicznego.

Władze Tokio testują autonomiczne taksówki, które w 2020 roku będą wozić kibiców podczas zimowych igrzysk olimpijskich. Nad podobnym programem pracuje firma technologiczna Oxatobica oraz korporacja taksówkarska Addison Le, które chcą wypuścić na londyńskie ulice pierwsze inteligentne taksówki w 2021 roku. Jeszcze ambitniejsze plany ogłosiła firma Volocopter, która w przyszłym roku przetestuje pierwsze autonomiczne latające taksówki w środowisku miejskim w Singapurze.

– Oczywiście powiedzieć, jak będzie wyglądał świat za 100 lat, nikt się tego w tym momencie nie podejmuje. Ale mamy świadomość, że pewne działania podejmowane w tym momencie, szczególnie związane z obszarem sztucznej inteligencji, pozwolą w znaczącym stopniu wpłynąć na to, w jakim tempie będziemy się rozwijać przez kolejne dziesiątki lat. Jeśli wykonamy pewne ruchy i pewne działania teraz w zły sposób, to właśnie Polska za 100 lat będzie wyglądać zupełnie inaczej i będzie krajem dużo mniej zaawansowanym  – twierdzi Karol Okoński.

Rozwój sztucznej inteligencji niesie ze sobą także wiele zagrożeń. Chiński rząd powołał specjalną jednostkę, która wyszkoli ekspertów ds. inteligentnych broni. Powołano do niej wyłącznie niepełnoletnich uczniów wykazujących się ponadprzeciętną inteligencją, kreatywnością, wolą walki oraz patriotyzmem. Nastolatkowie zostaną wyszkoleni w projektowaniu inteligentnego uzbrojenia, a ich docelowym zadaniem będzie opracowanie broni, która sama zadecyduje, kiedy można pozbawić człowieka życia.

Polski rząd planuje się skupić na wykorzystaniu sztucznej inteligencji w administracji publicznej i biznesie.

– Nam zależy na tym, żeby wykorzystać sztuczną inteligencję w tych miejscach, gdzie pozwala ona podwyższyć produktywność, jakość usług i zdjąć z obywateli oraz  przedsiębiorców pewne działania. Automaty po prostu mogą działać lepiej, a ludzie mogą się skupić na innych działaniach, gdzie potencjał mózgu może być w pełni wykorzystany. Uważamy, że to, jak zadziałamy przez najbliższych parę lat, będzie mieć znaczący wpływ na to, w jakich nastrojach będziemy świętować kolejne 100-lecie niepodległości  – mówi sekretarz stanu w Ministerstwie Cyfryzacji.

Według badań przeprowadzonych przez firmę analityczną Research Conducted wartość globalnego rynku sztucznej inteligencji wyniosła w zeszłym roku 15,7 mld dol. Szacuje się, że w najbliższych latach branża będzie rosła w tempie 38,3 proc. i do 2026 roku osiągnie wartość 300,26 mld dol.

Osłabienie światowej koniunktury odbije się na polskim rynku, ale w umiarkowanym stopniu. W 2019 r. PKB nadal powinno rosnąć o ok. 4 proc.

Osłabienie światowej koniunktury odbije się na polskim rynku, ale w umiarkowanym stopniu. W 2019 r. PKB nadal powinno rosnąć o ok. 4 proc. 6

W październiku po raz trzeci z rzędu polskie firmy odnotowały spadek zamówień eksportowych, i to najszybszy od sześciu lat. Wiąże się to z wyhamowaniem światowych gospodarek, zwłaszcza europejskiej, która jest największym partnerem handlowym Polski. Jednak zdaniem szefowej Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego polska gospodarka, nawet jeśli będzie rosła wolniej, to wciąż będzie to tempo wyraźnie wyższe niż w większości krajów Wspólnoty.

Właściwie prawie wszystkie ośrodki sygnalizują osłabienie koniunktury gospodarczej, ale warto zwrócić uwagę na to, że Bank Światowy od początku tego roku podnosi ciągle prognozy dla Polski, czyli to są pozytywne opinie – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Elżbieta Mączyńska, prezes Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego. – To zresztą jest częsty przypadek, że te ośrodki światowe, MFW, Bank Światowy i inne, zwykle mylą się w prognozach w odniesieniu do Polski, mylą się na niekorzyść Polski, czyli jeżeli prognozują wzrost gospodarczy, ten wzrost gospodarczy prognozowany jest na niższym poziomie, a potem jest podwyższany i teraz też tak jest.

Komisja Europejska w listopadzie podniosła prognozy wzrostu PKB Polski na 2018 rok z 4,3 proc. przewidywanych w maju do 4,8 proc. Bank Światowy już w październiku zaopiniował, że gospodarka Polski wzrośnie w tym roku o 4,7 proc. i jest to również wzrost o pół punktu procentowego wobec prognoz sprzed pół roku. MFW w tym samym czasie podwyższył swoje oczekiwania z 4,1 proc. do 4,4 proc., jednocześnie obniżając je dla USA, Wielkiej Brytanii czy Chin. Europejski Bank Odbudowy i Rozwoju w ciągu pół roku nabrał jeszcze większego zaufania do polskiej gospodarki, podnosząc prognozy o 0,7 punktu proc. do 4,7 proc.

Oczywiście Polska nie jest samotną wyspą, jest bardzo ściśle powiązana ze światem i duży mamy udział eksportu, zwłaszcza do Niemiec, więc na pewno osłabienie koniunktury u partnerów Polski, w jakimś stopniu też się przełoży na osłabienie naszej koniunktury – przekonuje prof. Elżbieta Mączyńska. – Ale nie zgadzam się z tymi dość pesymistycznymi prognozami, że to będzie znaczne osłabienie. Moim zdaniem jeżeli będzie osłabienie, to nieznaczne i w 2019 roku tempo wzrostu PKB nadal będzie oscylowało wokół 4 proc.

W I kw. 2018 roku polska gospodarka urosła w ujęciu rocznym o 5,2 proc., a w kolejnych dwóch – o 5,1 proc. Cała Unia Europejska i strefa euro odnotowały w tym czasie wzrosty odpowiednio o 2,1 proc. oraz 2,3–2,4 proc. W III kwartale dynamiki te spadły poniżej poziomu 2 proc. To spowolnienie wzrostu przekłada się na polska gospodarkę, bo to Wspólnota odpowiada za ponad 80 proc. polskiego eksportu, a strefa euro za 57,7 proc. Co więcej, oba udziały rosną, podobnie jak waga Niemiec w odbiorze polskich produktów (28 proc.).

W konsekwencji w październiku Polska odnotowała trzeci z rzędu spadek zamówień eksportowych, i to najszybszy od sześciu lat. W efekcie wskaźnik PMI, obrazujący nastroje menadżerów zajmujących się w firmach przemysłowych zakupami surowców i półproduktów, spadł z wrześniowego wyniku 50,5 pkt do poziomu 50,4 pkt, sygnalizując najwolniejsze ogólne tempo wzrostu polskiego sektora przemysłowego od dwóch lat. W wypadku tego wskaźnika istotną granicą jest poziom 50 pkt – jego przekroczenie wskazuje na rozwój sektora produkcyjnego, wynik niższy – na jego kurczenie się.

– Wskaźnik PMI pogarsza się, ale ciągle jest powyżej 50 pkt, więc jak zwykle w gospodarce rynkowej nieodłączną cechą jest cykliczność, czyli jak rośnie, to znaczy, że będzie spadać, zgodnie z filozofią Lejzorka Rojtszwańca – mówi prezes Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego. – Po tym rozgrzaniu, jakie mieliśmy do tej pory, można się spodziewać osłabienia koniunktury, ale biorąc pod uwagę fakt, że Polska jest krajem na dorobku, krajem doganiającym, krajem o ogromnych, niezaspokojonych potrzebach, krajem, w którym rosną płace, a jak rosną płace, to rośnie popyt, można zakładać, że jeżeli nawet koniunktura będzie słabła, to nie będzie to jakiś wysoki poziom spadku.

W nowoczesnych centrach usług dla biznesu pracuje ok. 30 tys. obcokrajowców. Polska jest dla nich bardzo atrakcyjnym miejscem do życia

W nowoczesnych centrach usług dla biznesu pracuje ok. 30 tys. obcokrajowców. Polska jest dla nich bardzo atrakcyjnym miejscem do życia 7
W ostatnich dwóch latach zatrudnienie w sektorze nowoczesnych usług dla biznesu wzrosło o 30 proc. Na koniec I kwartału br. w branży było zatrudnionych prawie 280 tys. pracowników, z których 10 proc. to obcokrajowcy pochodzący głównie z Ukrainy, Włoch, Hiszpanii, Indii, Niemiec i Wielkiej Brytanii. Cudzoziemców zatrudnia zdecydowana większość, bo 90 proc. działających w Polsce centrów usług. Pracowników z zagranicy w sektorze BPO/SSC będzie przybywać, bo większość firm planuje szybki wzrost zatrudnienia, a obcokrajowcy postrzegają Polskę jako coraz atrakcyjniejsze miejsce do życia i rozwijania kariery zawodowej. 

– Dane GUS pokazują, że w Polsce jest obecnie około 541 tys. obcokrajowców, natomiast w sektorze nowoczesnych usług biznesowych pracuje ich około 30 tys. To oznacza, że około 5 proc. wszystkich obcokrajowców w Polsce jest zatrudnionych w nowoczesnych usługach dla biznesu. Dominującą grupą są pracownicy z Ukrainy, ale nie brakuje też osób z Europy Zachodniej – mówimy głównie o Włochach, Hiszpanach, Portugalczykach, ale również pracownikach z Niemiec czy Wielkiej Brytanii – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Marcelina Godlewska, członek zarządu ABSL, Związku Liderów Sektora Usług Biznesowych.

Polska jest jednym z najdynamiczniej rosnących rynków dla BPO/SSC (business process outsourcing/ shared service center). Z danych branżowego stowarzyszenia ABSL wynika, że w I kwartale tego roku na polskim rynku działało już 1 236 centrów biznesowych. Wśród 831 firm, które mają w Polsce swoje centra usług, 10 proc. stanowią inwestorzy z prestiżowej listy Fortune Global 500.

Sektor nowoczesnych usług biznesowych w Polsce cechuje regularny wzrost zatrudnienia. Na koniec I kwartału br. zatrudnienie w branży sięgnęło 279 tys. pracowników i w ujęciu rocznym wzrosło o 13 proc. Całkowity przyrost nowych miejsc pracy w ostatnich dwóch latach (począwszy od I kwartału 2016 roku) wyniósł 30 proc., co oznacza, że w tym czasie przybyło 65 tys. nowych miejsc pracy. Cudzoziemcy stanowią 10,6 proc. zatrudnionych w nowoczesnych usługach biznesowych.

Cudzoziemców zatrudnia zdecydowana większość, bo 90 proc. działających w Polsce centrów usług. Dane ABSL pokazują, że 38 proc. z nich zatrudnia co najmniej 10 proc. pracowników zza granicy, a 2,5 proc. – co najmniej 50 proc.

Najliczniejszą grupę stanowią Ukraińcy. Drugą najbardziej liczną narodowością są Włosi, a trzecią Hiszpanie. Dalsze miejsca zajmują kolejno Indie, Niemcy, Francja, Wielka Brytania i Białoruś. Ogółem obcokrajowcy zatrudnieni w Polsce w nowoczesnych usługach biznesowych pochodzą z ponad 24 państw.

– Wiąże się to głównie z faktem, że gros usług jest realizowanych w językach ojczystych krajów, na rzecz których są świadczone, dlatego w sumie obsługujemy w tej chwili około 27 języków – mówi Marcelina Godlewska.

Spośród 1 236 działających w Polsce centrów usług – ponad dwie trzecie (68 proc., czyli 840 centrów) to inwestycje firm zagranicznych. Na polskim rynku jest obecnych 601 inwestorów zagranicznych, którzy mają tu swoje centra biznesowe i odpowiadają za 81 proc. zatrudnienia w sektorze. Centra biznesowe świadczą usługi na rzecz kilkudziesięciu państw (w czołówce są Niemcy, Wielka Brytania, USA i Francja).

Z badań ABSL wynika też, że 83 proc. firm z sektora zamierza zwiększać zatrudnienie w nadchodzących miesiącach. Do 2020 roku łączne zatrudnienie w sektorze może wzrosnąć już do 340 tys., przybywać będzie również pracowników z zagranicy.

– W ich ocenie Polska jest krajem przyjaznym i dynamicznie się rozwijającym. Stwarza bardzo duże szanse na rozwój kariery, a dynamiczny rozwój ośrodków miejskich ma ogromne znaczenie dla jakości życia. To jest już cały przyjazny ekosystem – nie mówimy tylko o rynku pracy, lecz także o rekreacji i możliwościach związanych ze spędzaniem wolnego czasu, które dzisiaj spokojnie mogą stawać w konkury z europejskimi stolicami – mówi Marcelina Godlewska.

Jak wynika z ubiegłorocznego raportu opracowanego przez serwis Morizon.pl, praca była głównym powodem przeprowadzki do Polski dla 52 proc. cudzoziemców. Oprócz możliwości rozwoju zawodowego w polskich miastach doceniają oni m.in. niskie ceny i koszty życia, bezpieczeństwo, przyjazne nastawienie i bogatą ofertę rozrywkową. Mieszkający w Polsce cudzoziemcy najlepiej ocenili w badaniu Poznań, Trójmiasto i Wrocław.

– Myślę, że ten trend, jakim jest wzrost zatrudnienia obcokrajowców i ich udziału w rynku, będzie się utrzymywał. Z jednej strony jest to spowodowane bardzo niskim bezrobociem w Polsce i potrzebą poszukiwania pracowników poza granicami. Z drugiej strony Polska staje się po prostu bardzo atrakcyjnym miejscem jeżeli chodzi o jakość życia, a także moc nabywczą, czyli stosunek wynagrodzenia do tego, co się otrzymuje – mówi Marcelina Godlewska.

Badanie rynku: Polacy chcieliby kupować w e-Biedronce. Jeśli dyskont zdecyduje się na uruchomienie sklepu internetowego, to ma szanse na sukces

Badanie rynku: Polacy chcieliby kupować w e-Biedronce. Jeśli dyskont zdecyduje się na uruchomienie sklepu internetowego, to ma szanse na sukces 8

Niemal połowa posługujących się internetem mieszkańców miast liczących powyżej 200 tys. osób robiła już zakupy podstawowych produktów, m.in. żywności czy środków czyszczących, w sieci. Liczba ta będzie rosła, gdyż konsumenci coraz bardziej cenią sobie wygodę. Polacy rozpoznają większość popularnych sklepów internetowych i pozytywnie oceniają swoje doświadczenia z e-zakupami. Najchętniej jednak robiliby je w e-Biedronce.

Choć w internecie Polacy najchętniej wciąż kupują elektronikę, odzież czy książki, z badania przeprowadzonego przez Ogólnopolski Panel Badawczy Ariadna na grupie dorosłych internautów z wielkich miast wynika, że 47 proc. z nich kupowało już drogą elektroniczną także produkty codziennego użytku: żywność, kosmetyki pielęgnacyjne czy chemię gospodarczą. Ponad połowa z tej grupy ceni sobie dostawy do domu, a 40 proc. – wygodę.

– Głównym powodem, dla którego klienci robią podstawowe zakupy przez internet, jest przede wszystkim fakt, że nie muszą wnosić tych zakupów i jest to dla nich wygodniejsze. Kupują też wtedy, kiedy mają czas, a nie wtedy, kiedy np. są kolejki w sklepach, natomiast podstawowym kryterium, które wskazują, to jest ten element, że nie muszą tego wnosić do domu – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes dr Tomasz Baran z Panelu Ariadna i Wydziału Psychologii UW. – Trudno oczekiwać, żeby Polska odstawała od trendów ogólnoświatowych w zakresie przenoszenia się z zakupami online i żeby e-commerce się nie rozrastał – zdecydowanie cały czas będziemy co najmniej równali do tego poziomu, który istnieje w innych krajach rozwiniętych.

Trudno jednak przypuszczać, by zakupy całkowicie przeniosły się do wirtualnego świata. Kupujący często wolą bowiem obejrzeć i samodzielnie wybrać produkt – argument taki podaje ponad dwie trzecie (69 proc.) osób, które z e-zakupów nie korzystają. Dokładnie jedna trzecia tej grupy chodzi osobiście do sklepów, bo lubi, a co czwarty pytany nie ma ochoty płacić za dostawę.

– Jedną z ważniejszych motywacji wśród osób, które dotychczas w ogóle nie robiły zakupów, a takich osób w dużych miastach ciągle jest ponad połowa, jest to, że po prostu lubią obejrzeć produkty, które kupują, i lubią wychodzić na zakupy – mówi dr Tomasz Baran. – To są dwie dominujące motywacje, więc na razie trudno mi sobie wyobrazić taką sytuację, że ludzie będą kupować, zwłaszcza takie podstawowe, codzienne produkty, wyłącznie online, natomiast na pewno robienie tygodniowych, dwutygodniowych zakupów produktów, które są potrzebne w domu, ale nie są produktami pierwszej potrzeby, w które możemy zaopatrzyć w sklepach znajdujących się obok domu, typu Żabka, to na pewno docelowo będzie przyszłość.

Polscy internauci najczęściej decydują się na zakupy w Tesco Ezakupy (43 proc. wskazań), które cieszą się także największą rozpoznawalnością, Rossmannie (13 proc.) oraz Auchan Direct (8 proc.). Liczba opinii pozytywnych w wypadku wszystkich e-sklepów zdecydowanie przeważa nad negatywnymi, a kupujący najbardziej doceniają Rossmanna (91 proc.), Frisco.pl (88 proc.) oraz Auchan (85 proc.). Jednak więcej niż co trzeci (35 proc.) badany zadeklarował, że najchętniej kupowałby w sklepie internetowym Biedronki, gdyby sieć zdecydowała się na jego uruchomienie. Niewiele mniej, bo 30 proc., chciałoby zamawiać przez internet zakupy w Lidlu, a połowa tej liczby – w Kauflandzie. Na Żabkę zdecydowałoby się zaledwie 3 proc. pytanych. Według autorów badania największe szanse na sukces mają szyldy znane już konsumentom ze sklepów stacjonarnych.

– Obecnie coraz trudniej się przebić w komunikacji marketingowej z nowym konceptem, z nową marką, zwłaszcza że rynek zakupów online wcale nie jest już rynkiem nowym, na którym ktoś może zaistnieć jako nowinka wprowadzająca nowe rozwiązanie, więc moim zdaniem w pierwszej kolejności przyszłość handlu online będzie należała dla uznanych i rozpoznawanych marek sklepów tradycyjnych – przekonuje Tomasz Baran. – Na rynku zawsze będzie obowiązywała jedna zasada: dostosuj się do oczekiwań konsumentów albo zgiń. Na razie Tesco odniosło – przynajmniej z tych badań też wynika – spory sukces, otwierając Zakupy online. Jeżeli Biedronka zdecyduje się na ten ruch, to ma szansę ten sukces powtórzyć – konkluduje dr Tomasz Baran.

Badanie zostało przeprowadzone na zlecenie „Mediów i Marketingu Polska” przez Ogólnopolski Panel Badawczy Ariadna z okazji czwartej edycji konferencji Shopper Day.