LS Tech-Homes S.A. osiąga coraz wyższe zyski

LS Tech-Homes S.A., Spółka notowana na rynku NewConnect, po trzech kwartałach 2017 r. zanotowała 5,4 mln zł zysku netto, a jej przychody netto ze sprzedaży przekroczyły 23,1 mln zł. Emitent realizuje kontrakty znajdujące się w portfelu zamówień i liczy na bardzo udany 2018 r.

W samym 3 kw. 2017 r. Spółka wypracowała zysk netto w wysokości 669 tys. zł przy przychodach netto ze sprzedaży sięgających 6.642 tys. zł. Rok wcześniej strata netto LS Tech-Homes S.A. wynosiła 2.063 tys. zł, a jej przychody netto ze sprzedaży ukształtowały się na poziomie 443 tys. zł. Emitent odnotowuje znaczącą poprawę wyników finansowych dzięki realizacji zagranicznych kontraktów oraz zwiększaniu wartości portfela zamówień. Spółka w ten sposób efektywnie wykorzystuje moce produkcyjne swoich pięciu zakładów. Zarząd LS Tech-Homes S.A. bardzo dobrze ocenia osiągnięte wyniki finansowe i jest przekonany, że przyjęty kierunek rozwoju pozwoli na umacnianie pozycji rynkowej w branży budownictwa modułowego.

„Jesteśmy niezwykle zadowoleni z wyników finansowych Spółki w tym roku, bowiem pokazują one, że nasza transformacja i koncentracja na budownictwie modułowym przynosi oczekiwane rezultaty. Kluczowe znaczenie dla wzrostu przychodów i zysków ma oczywiście zwiększanie sprzedaży na rynkach zagranicznych, co konsekwentnie realizujemy. Środki pozyskane z emisji obligacji umożliwiają nam prowadzenie kontraktów zagranicznych. Pracujemy także nad dalszą rozbudową portfela zamówień i liczymy, że wkrótce będziemy mogli poinformować rynek o kolejnych umowach.” – komentuje Mirosław Pasieka, Prezes Zarządu Spółki LS Tech-Homes S.A.

W październiku br. Spółka podpisała 3 protokoły negocjacyjne z kontrahentami z Niemiec na wyprodukowanie, dostarczenie i zmontowanie domów modułowych wraz z niezbędną infrastrukturą. Łączna wartość tych kontraktów wynosi ponad 9 mln EUR brutto. Portfel zamówień LS Tech-Homes S.A. wzrośnie w ten sposób do ok. 165 mln zł. Znaczna część przychodów z realizacji tych kontraktów przypadnie na 2018 r. Spółka prowadzi również negocjacje z zagranicznymi partnerami w zakresie kolejnych kontraktów.

LS Tech-Homes S.A. przeprowadziła w tym roku 6 emisji obligacji i pozyskała z nich prawie 25 mln zł. Środki te są przeznaczane na realizację zagranicznych kontraktów. Ekspansja zagraniczna stanowi jeden z głównych elementów strategii rozwoju Emitenta, a oferowana przez niego technologia odnotowuje niezwykle wysokie zainteresowanie na rynkach zagranicznych, gdyż cechuje się ona wysoką powtarzalnością standardu wykonania oraz niedostępną dla technik konwencjonalnych szybkością montażu.

LS Tech-Homes S.A. jest Spółką notowaną na rynku NewConnect od czerwca 2012 r. oraz liderem w produkcji paneli kompozytowych w technologii SIP w Europie, które są wykorzystywane do budowy jedno- i wielorodzinnych domów oraz obiektów przemysłowych. Dynamiczny rozwój Emitenta jest możliwy dzięki zapleczu produkcyjnemu w pięciu zakładach: w Czechowicach-Dziedzicach, Studzienicach, Pszczynie oraz dwóch fabrykach w Koniecwałdzie. Spółka planuje przenieść notowania swoich akcji na rynek regulowany GPW w Warszawie.

Branża rekrutacyjna bierze RODO w swoje ręce. Powstanie Kodeks ochrony danych osobowych w rekrutacji

Już niedługo podmioty z branży rekrutacyjnej zyskają cenne wsparcie w prowadzeniu rekrutacji zgodnej z przepisami Rozporządzenia o ochronie danych osobowych. Dzięki inicjatywie Pracuj.pl – czołowego serwisu pracy w Polsce, oraz eRecruitera – dostawcy najczęściej wykorzystywanego systemu do rekrutacji, podmioty z szeroko rozumianej branży rekrutacyjnej spotkają się, by wspólnie opracować kodeks postępowania administratorów danych osobowych, czyli „Kodeks ochrony danych osobowych w rekrutacji”. Nad pracami czuwać będzie patron merytoryczny inicjatywy GKK Gumularz Kozieł Kozik Radcowie Prawni.

RODO wywołuje niepokój u rekrutujących

Rozporządzenie ogólne w sprawie ochrony danych osobowych (RODO), które zacznie być stosowane w Polsce od 25 maja 2018 r. gruntownie modyfikuje obecny system ochrony danych osobowych. Nowe przepisy wymuszą szereg zmian w dotychczasowym podejściu do prowadzenia procesów rekrutacyjnych, w tym głównie do pozyskiwania, wykorzystywania i ochrony danych osobowych kandydatów. Do zmian zaliczyć można np. rozszerzenie obowiązku informacyjnego względem kandydatów, poszerzenie zakresu praw kandydatów w dostępie do swoich danych oraz nowe zasady pozyskiwania zgód na przetwarzanie danych osobowych. Nowe przepisy niejednokrotnie wywołują niepokój u rekrutujących, a także generują wiele pytań po stronie pracodawców, dotyczących tego, jak prawidłowo rekrutować, aby nie narażać się na dotkliwe sankcje.

Rozporządzenie umożliwia uściślanie przepisów w ramach branży

RODO oparte jest o system tzw. risk based approach wymagający identyfikacji ryzyk i wdrożenia adekwatnych środków. Jednocześnie nie uściśla tych środków pozostawiając w tym zakresie swobodę. Rozporządzenie zawiera jedynie ogólne wytyczne, które nie precyzują szczegółowych mechanizmów ochrony danych osobowych w poszczególnych branżach czy sektorach. Stąd wiele wątpliwości i obaw po stronie podmiotów w branży rekrutacyjnej – tłumaczy dr Mirosław Gumularz, radca prawny z GKK Gumularz Kozieł Kozik Radcowie Prawni.

W przepisach RODO przewidziano jednak możliwość stworzenia kodeksów postępowania dla poszczególnych branż, których celem jest doprecyzowanie postanowień rozporządzenia, szczególnie w zakresie rekomendacji środków technicznych i organizacyjnych służących realizacji wymogów RODO np. w zakresie bezpieczeństwa danych. Co ważne, zgodnie z RODO, stosowanie zatwierdzonych kodeksów postępowania będzie istotnym elementem dla stwierdzenia przestrzegania przez administratora ciążących na nim obowiązków.

Kodeks będzie cennym wparciem podmiotów w branży rekrutacyjnej

Zbliżające się zmiany sprawiły, że spółki z Grupy Pracuj tj. czołowy serwis pracy – Pracuj.pl oraz dostawca najczęściej wykorzystywanego narzędzia do rekrutacji – eRecruiter (inicjatorzy projektu), liderzy w branży HR, przy współpracy z GKK Gumularz Kozieł Kozik Radcowie Prawni (partner merytoryczny) postanowili udzielić wsparcia podmiotom branży rekrutacyjnej i opracować „Kodeks ochrony danych osobowych w rekrutacji”.

Jak mówi Rafał Nachyna, Dyrektor Zarządzający Pracuj.pl: Zmiany prawa, z którymi przyjdzie się zmierzyć wszystkim podmiotom związanym z rekrutacją pracowników, wywołują obecnie niemało emocji. Jesteśmy zdania, że wpłyną one pozytywnie na jakość i bezpieczeństwo przetwarzania danych osobowych, ale żeby tak się stało, trzeba się odpowiednio przygotować. Jako lider na rynku usług rekrutacyjnych poczuliśmy się w obowiązku odpowiedzieć na potrzeby rekrutujących, w tym również naszych Klientów i zainicjować dyskusję o podstawach działania w nowych realiach prawnych. Jesteśmy przekonani, że powstanie kodeks dobrych praktyk, który będzie wsparciem dla osób rekrutujących.

– Naszym celem jest wypracowanie dokumentu, który zidentyfikuje najistotniejsze problemy związane z przetwarzaniem danych osobowych na etapie rekrutacji i określi ich dozwolone ramy w obrębie regulacji ochrony danych osobowych. Mając na uwadze realia prowadzenia procesów rekrutacyjnych na polskim rynku chcemy, aby powstający kodeks uwzględniał także nowoczesne metody rekrutacji związane m.in. z wykorzystaniem profilowania czy biometrii, które w obecnej sytuacji również wywołują wiele emocji po stronie rekrutujących – dodaje Adam Wielebski, Dyrektor Sprzedaży w eRecruiter.

Zamierzonym efektem prac będzie zatwierdzenie dokumentu przez GIODO, co potwierdzi rangę prawną dokumentu.

Każdy ma szansę uczestniczyć w projekcie

Inicjatorom prac nad kodeksem zależy, aby dokument był efektem pracy szeroko rozumianej branży rekrutacyjnej, dlatego zachęcają do współpracy różne grupy zainteresowanych podmiotów. Zarówno organizacje zrzeszające przedsiębiorców – pracodawców, w tym w ramach branży rekrutacyjnej (fundacje, stowarzyszenia, etc.), jak i indywidualne osoby – specjalistów branży rekrutacyjnej – zainteresowane tworzeniem „konstytucji dla branży rekrutacji”.

Pierwsze spotkanie robocze planowane jest już w styczniu 2018 roku. Celem spotkania będzie określenie ram współpracy branży rekrutacji, stworzenie grup roboczych oraz harmonogramu prac. Wszystkie osoby zainteresowane wzięciem udziału w opracowywaniu tego dokumentu lub chcące monitorować postęp prac nad kodeksem, mogą zgłosić się za pośrednictwem strony www.RODOwrekrutacji.pl. Informacje o postępach prac będą systematycznie publikowane na stronie. Ze względów organizacyjnych o udziale indywidualnych podmiotów w spotkaniu organizacyjnym decydować będzie kolejność zgłoszeń.

Trendy w HR, czyli co teraz ma znaczenie w zarządzaniu zasobami ludzkimi

W ciągu najbliższych miesięcy aż 55% firm w Polsce planuje znaczący wzrost inwestycji w zarządzanie pracownikami – wynika z badania Deloitte „Trendy HR 2017. Zmiana zasad w erze cyfryzacji”.[i] Raport pokazuje, jakie wyzwania stoją przed liderami biznesu i HR w zmieniającym się otoczeniu społecznym, demograficznym, ekonomicznym i cyfrowym. – Podążanie za trendami to element niezbędny w osiąganiu sukcesu firmy – mówi Robert Strzelecki, wiceprezes ds. operacyjnych w TenderHut.

Cyfrowa rewolucja wkracza do działów HR

Robert Strzelecki, wiceprezes spółki TenderHut S.A.
Robert Strzelecki, wiceprezes spółki TenderHut S.A.

W miarę postępującej cyfryzacji, szefowie firm i działów HR powinni rozważyć zastosowanie przełomowych technologii, które mogą pomóc zaspokoić potrzeby kadrowe. Dane wskazują, że 56% firm modyfikuje programy kadrowe w taki sposób, by umożliwiały korzystanie z narzędzi cyfrowych i mobilnych, zaś 33% już korzysta z różnych form aplikacji opartych o sztuczną inteligencję, służących rozwiązywaniu problemów z zakresu HR.[ii] Dla przedsiębiorców każda innowacja, która pomoże w usprawnieniu działania ich firmy jest ważna. Większość pracowników to młodzi ludzie, których zarówno praca, jak i życie prywatne bazują na smartfonach, aplikacjach mobilnych i innych możliwościach, jakie daje im rozwijająca się nieustannie technologia. Nowością w polskich biurach jest aplikacja Zonifero, która pełni funkcję biurowego organizera. Jej pomysłodawcą i twórcą jest Robert Strzelecki, który z problemem organizacyjnym zetknął się we własnej firmie.  – Ludzie z jednego budynku, jeśli muszą załatwić coś w innym, czasami marnują nawet kilkadziesiąt minut, by dotrzeć do odpowiedniego pomieszczenia i znaleźć osobę, z którą chcą porozmawiać. Duże biurowce naprawdę mogą kojarzyć się z labiryntami.

Wykorzystując Zonifero można zobaczyć, gdzie kto siedzi, zarezerwować salę konferencyjną, znaleźć numery telefonów do współpracowników, wysłać informację, że potrzebujesz się pilnie z konkretną osobą skontaktować, czy nawet zgłaszać usterki lub pomysły na ulepszenie biura. To wszystko bardzo usprawnia codzienne funkcjonowanie w pracy – przekonuje Robert Strzelecki. Dla firm istotne jest, by iść z postępem technologicznym i dlatego by usprawnić działanie firmy coraz więcej rzeczy robimy on-line.

Budowanie organizacji przyszłości to priorytet

Zmiany technologiczne zachodzą w bardzo szybkim tempie, całkowicie przekształcając nasze życie, pracę i sposoby komunikowania się. Firmy również dostosowują się do tych zmian. Dla niemal 90% szefów działów HR i prezesów firm na całym świecie, budowanie organizacji przyszłości jest priorytetem. Wiele firm wdraża u siebie modele organizacji przedsiębiorstwa opierające się na coraz silniejszym trendzie pracy w sieci. – Biznes dziś robi się wirtualnie: spotkania on-line są coraz popularniejsze, bo nad jednym projektem czasem pracują specjaliści z kilku krajów. To, co parę lat temu wydawało się niemożliwe, dziś staje się codziennością – dodaje Strzelecki. Zdaniem Deloitte tylko 35% specjalistów HR uznaje, że poziom wydajności ich działów jest „dobry” lub „bardzo dobry”, a jedynie 11% respondentów wie, jak stworzyć organizację przyszłości. Warto jednak pamiętać, że nie wszystko opiera się na działaniach w sieci. Pracodawcy muszą brać pod uwagę, że istnieją pewne wymogi i standardy, które muszą spełnić, by ludziom pracowało się lepiej.

Co pod sufitem piszczy ?

Jak wynika z badań, w Polsce tylko 2% stanowisk w pracy spełnia standardy ergonomii, a niecała połowa spełnia te wymogi tylko częściowo.[iii] Badanie miało na celu uświadomić pracodawcom, że nieodpowiednie warunki pracy nie tylko pogarszają ich wizerunek, ale również narażają ich na koszty spowodowane zwolnieniami chorobowymi  oraz związaną z tym niższą wydajnością pracy.

Warto jednak zauważyć, że z roku na rok coraz więcej właścicieli firm i przedsiębiorców jest zainteresowanych tym tematem i widzi potrzebę dostosowania biur do wymogów prawnych z uwzględnieniem wysokich standardów wykończenia i wyposażenia. Rośnie świadomość, że poprawa komfortu pracy w biurze przyniesie widoczne efekty i przede wszystkim przełoży się na jakość wykonywanych zadań – mówi Paweł Gossa, prezes firmy INVESTCOVER, która zajmuje się realizacją projektów inwestycyjnych związanych z budową i modernizacją obiektów biurowych.

 Niewiele osób zdaje sobie sprawę na przykład z tego, że brak sufitów podwieszanych, z którymi coraz częściej spotykamy się w nowoczesnych biurach może generować problemy akustyczne związane z szumami wysokiej częstotliwości. Źródłem tych szumów jest duża ilość urządzeń technicznych montowanych pod sufitem typu fancoile, klimakonwektory, zawory ograniczające przepływ cieczy, czy też przepływ samego powietrza w kanałach wentylacyjnych. Kolejny problem związany jest z echem i pogłosem, których źródłem są odbijające się dźwięki od elewacji, powierzchni ścian w tym ścian szklanych, sufitów oraz twardego wyposażenia. Wszystkie te elementy, o ile nie zostaną podjęte odpowiednie kroki zapobiegawcze, mogą obniżać jakość środowiska pracy i przyczyniać się do problemów z koncentracją pracowników, zmniejszając tym samych ich efektywność w pracy. To tylko przykład, ale pokazuje, że o przestrzeni biurowej należy myśleć poczynając od najmniejszych detali. Stad też ze względu na złożoność całego procesu inwestycyjnego, a także wiele czynników mających bezpośrednie przełożenie na efekt końcowy wiele firm decyduje się powierzyć zadanie związane z zarządzaniem projektem modernizacji czy aranżacji biura profesjonalistom, którzy potrafią poskładać i połączyć wszystkie elementy tak by uzyskać zamierzony efekt w wyznaczonym czasie i budżecie – dodaje Paweł Gossa.

Efektywność zależy od zaplanowania przestrzeni

Jest  wiele czynników, które wpływają na jakość naszej pracy, jednak przestrzeń biurowa odgrywa tu kluczową rolę. Dziś klasyczne pomieszczenia z biurkami stają się pomału przeżytkiem – ludzie w biurze chcą czuć się swobodnie. Właśnie dlatego coraz częściej w biurach odchodzi się od tradycyjnych rozwiązań, na rzecz przestrzeni pobudzających kreatywność. Era open space’ów z przydzielonym każdemu pracownikowi biurkiem powoli ustępuje miejsca nowemu, bardziej mobilnemu modelowi biura, jakim jest Activity BasedWorking.[iv] Powierzchnia biurowa nie jest podzielona na pojedyncze stanowiska pracy, lecz na strefy przeznaczone do wykonywania konkretnych zadań. Pracownicy mają możliwość wybierania miejsca pracy zgodnie z zadaniem, nad którym aktualnie pracują. Sposób pracy jest więc elastycznie dopasowywany do ich potrzeb. Miejsce pracy wcale nie musi się więc składać z przydzielonego biurka z krzesłem. – W wielu firmach tworzone są przestrzenie do swobodnej komunikacji i rozmów, co jest ważne, ponieważ pracownicy lubią przedyskutować z kimś swój pomysł, poradzić się drugiej osoby, czy wymienić doświadczenia. Równie ważne są miejsca do spędzania wolnego czasu,  odpoczynku i przestrzeń, w której pracownicy będą mogli skupić się na pracy, tak, żeby nikt im nie przeszkadzał. Podział na strefy to naturalny kierunek, w który wynika z potrzeb zmieniającego się stylu pracy, dlatego coraz więcej przedsiębiorstw idzie za tym trendem – mówi Paweł Gossa.

„Constant feedback”

W najbliższym czasie działy personalne będą poświęcać dużo uwagi procesom związanym z tzw. „miękkim HR”. Jak się okazuje, według badania przeprowadzonego przez Deloitte, aż 58% menedżerów wyższego szczebla twierdzi, że tradycyjne metody zarządzania wydajnością nie zwiększają zaangażowania pracowników, ani ich efektywności. W związku z tym, roczne oceny pracownicze powoli odchodzą do lamusa, a ich miejsce zajmuje nowy trend – tzw. constant feedback. Jest to nowe podejście do zarządzania efektywnością, oparte na bezpośrednim i częstym kontakcie między pracownikiem i menedżerem, przy wykorzystaniu opinii innych współpracowników. Pozytywna informacja zwrotna przyczynia się do wzrostu motywacji, a co za tym idzie – zadowolenia z wykonywanej pracy. Konstruktywny feedback może być także siłą napędową do wprowadzenia zmian. Nowoczesne zarządzanie zasobami ludzkimi jest nieodzownym elementem składającym się na sukces firmy.

Trendy przodujące obecnie w HR, takie jak stosowanie przełomowych i innowacyjnych technologii, kształcenie i rozwój czy informacja zwrotna udzielana na bieżąco, mają ogromny wpływ na jakość pracy w przedsiębiorstwach i pracodawcy powinni o tym pamiętać.

  • [i]http://www.pulshr.pl/rekrutacja/trendy-hr-2017-polscy-przedsiebiorcy-skupiaja-sie-na-pozyskiwaniu-talentow,42266.html
  • [ii]https://businessinsider.com.pl/strategie/zarzadzanie/raport-deloitte-global-human-capital-trends-2017/htexrrp
  • [iii] https://www.ergotest.pl/
  • [iv] https://porady.pracuj.pl/activity-based-working-nowy-trend-w-biurach/

RPP wciąż gołębia

Zgodnie z oczekiwaniami RPP nie zmieniła głównych stóp procentowych NBP (stopa referencyjna: 1,50%).

Rada zdecydowała o obniżce do 0,50% stopy oprocentowania środków utrzymywanych jako rezerwa obowiązkowa w banku centralnym (co do zasady 3,5% depozytów: obecnie ok. 42 mld PLN oprocentowanych do końca roku na 1,35%). Zmiana ta miała wg deklaracji RPP charakter techniczny i doprowadzi do ujednolicenia oprocentowania środków składanych w NBP w formie transakcji depozytowych oraz tych utrzymywanych na rachunku rezerwy obowiązkowej (w części objętej wymogiem). Pozwoli ona NBP wygospodarować w przyszłym roku przynajmniej 360 mln PLN dodatkowego zysku (przy zał. niemalejącej stopy rezerwy i rosnącego poziomu depozytów). Jednocześnie jednak osłabi to rentowność banków w przyszłym roku, co w obliczu postępującego wzrostu wymogów regulacyjnych (wzrost bufora zabezpieczającego, wzrost wag ryzyka dla kredytów walutowych, wejście w życie MSSF 9 vs zastąpienie „4% bufora KNF” 3% buforem ryzyka systemowego) może się przełożyć na zacieśnienie ich akcji kredytowej.

Wymowa komunikatu pozostała gołębia. RPP podkreśliła w nim m.in. stabilny poziom wynagrodzeń i wyhamowanie dynamiki jednostkowych kosztów pracy w 3q17 oraz niebazowy charakter wzrostu inflacji (argumenty wspierające gołębie skrzydło). Podtrzymała też konkluzję, że bieżący poziom stóp sprzyja utrzymaniu zrównoważonego wzrostu i równowagi makroekonomicznej.

Podczas konferencji Prezes A. Glapiński ocenił, że bieżące dane wzmacniają jego przekonanie o potrzebie utrzymania stóp procentowych bez zmian do końca 2018r. W jego ocenie bieżąca bardzo dobra sytuacja makroekonomiczna Polski (zrównoważony wzrost, ożywienie inwestycji, brak napięć na rynku pracy, inflacja w celu NBP) potwierdza słuszność prowadzonej dotychczas przez RPP polityki i oznacza, że nie wymaga ona żadnych zmian. Deklaracja ta jest kwintesencją różnicy pomiędzy RPP a naszym postrzeganiem polityki pieniężnej. W naszej ocenie bieżąca bardzo dobra kondycja gospodarki jest w warunkach coraz bardziej rozgrzanego rynku pracy wskazaniem do stopniowego podnoszenia stóp procentowych, a nie argumentem za ich stabilizacją.

Istotnym elementem determinującym nastawienie RPP pozostaje kurs złotego. A. Glapiński podkreślił umocnienie polskiej waluty względem euro o 6% co – w jego ocenie – jest istotnym zacieśnieniem polityki pieniężnej.

Osiągnięcie przez stopę inflacji CPI celu NBP w listopadzie (najprawdopodobniej) nie przełożyło się na złożenie wniosków o podwyżkę stóp przez żadnego z jastrzębich członków Rady. Naszym zdaniem wynika to z oczekiwanego osłabienia inflacji na przełomie roku oraz wciąż niskiej dynamiki inwestycji. Wobec powyższego spodziewamy się, że pierwsze wnioski mogą się pojawić w 2q18 (po odbiciu inflacji od marca i dalszym przyspieszeniu inwestycji publicznych). Podwyżki stóp spodziewamy się natomiast dopiero pod koniec przyszłego roku.

Węgierska gospodarka wzrosła w 3q17 o 3,9% r/r wobec 3,3% r/r w 2q17, a jej wynik jest o 0,3 pkt. proc. wyższy niż wskazywał szacunek flash. Konsumpcja w sektorze gospodarstw domowych wzrosła o 4,7% r/r (vs. 4,8% r/r w 2q17), wspierana niewątpliwie przez bardzo dobrą sytuację na rynku pracy (szybki wzrost płac i niskie bezrobocie). Inwestycje już trzeci kwartał z rzędu odnotowały wzrost przekraczający 20% r/r, co jest związane z niską bazą z 2016r., kiedy (podobnie jak w Polsce) dopiero uruchamiano środki z nowej perspektywy finansowej UE. W gospodarce węgierskiej import rośnie wyraźnie szybciej niż eksport. W konsekwencji saldo wymiany z zagranicą ograniczyło roczną dynamikę PKB w 3q17 o 3,2 pp. W danych widać więc pogorszenie równowagi zewnętrznej gospodarki. W naszej ocenie bieżąca sytuacja w gospodarce nie uzasadnia dalszego luzowania polityki pieniężnej prowadzonego przez MNB.

Wzrost sprzedaży detalicznej w strefie euro wyhamował w październiku do 0,4% r/r z 4,0% r/r we wrześniu. Spowolnienie było oczekiwane i odzwierciedlało w głównej mierze niższe zakupy odzieży i obuwia w obliczu nietypowo wysokich temperatur, Rekordowe nastroje konsumentów w listopadzie sugerują, że sprzedaż odbije w kolejnych miesiącach, a konsumpcja pozostanie filarem wzrostu PKB.

Listopadowe odczyty indeksów nastrojów ISM wskazują na potencjał do wyższego niż odnotowywany przed sezonem huraganowym (ok. 180 tys.) wzrostu zatrudnienia w amerykańskim sektorze pozarolniczym.RPP wciąż gołębia

Źródło: PKO Bank Polski

Obligacje przychodowe powinny uzupełniać fundusze unijne w finansowaniu inwestycji samorządowych

Z danych Ministerstwa Finansów wynika, że w trzecim kwartale tego roku jednostki samorządu terytorialnego przeznaczyły na inwestycje blisko 8 mld zł, czyli aż o 44 proc. więcej niż rok temu[1]. Tak duży wzrost był możliwy głównie dzięki uruchomieniu środków europejskich z perspektywy unijnej na lata 2014 – 2020. Zdaniem ekspertów Banku DNB, aby utrzymać lub wręcz przyspieszyć tempo inwestycyjne, władze samorządowe powinny w większym stopniu niż dotychczas korzystać z obligacji przychodowych.

Małgorzata Zielińska, Dyrektor Biura Sektora Publicznego w DNB Bank Polska SA
Małgorzata Zielińska, Dyrektor Biura Sektora Publicznego w DNB Bank Polska SA

W pierwszym kwartale tego roku nakłady inwestycyjne jednostek samorządu terytorialnego wyniosły 1,84 mld zł, a w drugim 4,1 mld zł. – Suma blisko 8 mld zł w III kwartale jest więc znacznie lepszym wynikiem w porównaniu do dwóch pierwszych kwartałów, a także do roku poprzedniego, w którym na skutek braku pieniędzy unijnych mieliśmy do czynienia ze znacznym spadkiem inwestycji – wyjaśnia Małgorzata Zielińska, Dyrektor Biura Sektora Publicznego w DNB Bank Polska SA.  – Wydatki inwestycyjne JST w okresie lipiec-wrzesień wzrosły rok do roku aż o 45 proc. – dodaje.

To przede wszystkim od dostępności środków unijnych uzależniona jest dynamika wzrostów inwestycyjnych w samorządach terytorialnych. Pokazują to dane Krajowej Rady Regionalnych Izb Obrachunkowych. Wydatki inwestycyjne JST w latach 2014 i 2015, czyli w ostatnich dwóch, w których wydawano pieniądze z poprzedniej perspektywy unijnej, wynosiły odpowiednio blisko 40 i ponad 37,2 mld zł, z czego środki unijne miały udział na poziomie 38,2 oraz 29,8 proc. Dla porównania, w ubiegłym roku, suma ta wynosiła nieco ponad 24,4 mld zł, z czego środki unijne miały udział jedynie w wysokości 6,9 proc.

Dane te pokazują, że inwestycje w samorządach są silne skorelowane z dopływem unijnych pieniędzy, a tym samym uzależnione od ich dostępności. Tymczasem władze samorządowe mają do dyspozycji inne narzędzia, dzięki którym mogą sfinansować zaplanowane przez siebie inwestycje i w sposób znacznie bardziej harmonijny realizować założone cele. Jednym z nich są obligacje przychodowe, które pozwalają zdywersyfikować źródło środków inwestycyjnych – mówi Małgorzata Zielińska.

Obligacje przychodowe, emitowane zazwyczaj na okres 10-15 lat, pozwalają sfinansować, m.in. projekty związane z gospodarką wodną, rozbudową transportu publicznego czy budownictwem komunalnym. Jako że nie wlicza się ich do wskaźnika zadłużenia samorządów, mogą one wspierać realizację regionalnych i lokalnych przedsięwzięć, niezależnie od innych instrumentów wykorzystywanych przez JST. Obligacje może wyemitować jedna gmina lub grupa jednostek samorządu terytorialnego, na przykład z sąsiadujących ze sobą, które chcą sfinansować wspólną inwestycję.

Przeprowadziliśmy pierwszą na polskim rynku emisję obligacji przychodowych dla gmin zrzeszonych w związku. Był to Wałbrzyski Związek Wodociągów i Kanalizacji, zrzeszający dziewięć gmin, który wyemitował obligacje przychodowe o wartości 107 mln zł. Pieniądze zostały przeznaczone na refinansowanie zadłużenia zaciągniętego na projekty wodno-kanalizacyjne – mówi Małgorzata Zielińska. Jak dodaje, do zalet obligacji należy również przejrzysta konstrukcja, gwarancja wypłacalności emitenta czy też mechanizm gromadzenia przychodów. – W przypadku obligacji przychodowych mamy także sporą elastyczność finansowania zarówno w zakresie kwot, jaki i terminów emisji oraz wykupu poszczególnych serii. Istotna jest także krótka procedura związana z pozyskaniem środków, czyli maksymalnie 30 dni od podjęcia uchwały w sprawie obligacji. Jest więc to rozwiązanie elastyczne i szybko dostępne – wyjaśnia Małgorzata Zielińska.

W latach 2005 – 2017 w Polsce jednostki samorządu terytorialnego wyemitowały obligację przychodowe na łączną kwotę ponad 1,5 mld zł. W ostatnich latach najaktywniejszą gminą pod tym względem jest Wałbrzych. – W najbliższych latach spodziewamy się, że popularność obligacji przychodowych będzie rosła i wartość tego typu emisji powinna sięgnąć kilku miliardów złotych. Są one bardzo atrakcyjnym produktem nie tylko na inwestycje, które przynoszą przychody z przedsięwzięcia, ale też i na inne inwestycje, na przykład drogi. W takiej sytuacji zabezpieczeniem transakcji jest przychód z innego przedsięwzięcia. Co ważne gminy, które mają obawy przed tego typu rozwiązaniem, mogą wziąć udział w bezpłatnych warsztatach dotyczących praktycznych aspektów emisji obligacji przychodowych – podsumowuje Małgorzata Zielińska.

[1] Ministerstwo Finansów, Departament Finansów Samorządu Terytorialnego, Wykonanie budżetów jednostek samorządu terytorialnego za 3 kwartały 2017 r., 2017.11.17

OPONEO.PL: 132 mln przychodów w listopadzie 2017

Rynek powoli traci cierpliwość do funta, złoty nie zmienia poziomów

Posiedzenie RPP nie przyniosło niespodzianek, a prezes NBP Glapiński powtórzył swoje przekonanie o utrzymaniu stóp procentowych bez zmian do końca 2018 r. Dla złotego to kolejny powód, by tkwić w miejscu zapatrzonym na sytuację na zewnątrz, gdzie także niewiele się dzieje. Dolar czeka na ustawę podatkową i rynek pracy, zamrażając w miejscu EUR/USD. W centrum uwagi jest funt targany brexitową sagą. Dziś w centrum uwagi decyzja Banku Kanady.

Rada Polityki Pieniężnej pozostawiła stopę referencyjną na 1,50 proc., a jedyną zmianą było obniżenie wysokości oprocentowania środków rezerwy obowiązkowej do 0,5 proc. z 1,35 proc. począwszy od 1 stycznia 2018 r. Rada tłumaczyła decyzję dalszym porządkowaniem narzędzi polityki pieniężnej. Obniżka po za tym, że jest niewielkim obciążeniem dla banków komercyjnych i poprawi zysk NBP o ok. 0,4 mld zł, nic nie zmienia w interpretacji nastawienia RPP. Jak oczekiwaliśmy, prezes Glapiński stwierdził, że ostatni zestaw danych z Polski (wysoki PKB, inflacja przy celu) w ogóle nie zmienił jego nastawienia i dalej spodziewa się on, że stopy nie będą zmieniane do końca 2018 r. Ryzyka przestrzelenia celu inflacyjnego zostały oddalone, gdyż za główny czynnik podwyższający inflację uznaje się wysokie ceny żywności i energii, za to inflacja bazowa pozostaje słaba. W rezultacie trudno oczekiwać, aby na rynku prędko obudziły się jastrzębie oczekiwania, które mogłyby wpłynąć na rynek walutowy i długu. EUR/PLN pozostaje zakotwiczony w przedziale 4,20-4,22 pozostawiony na pastwę czynników zewnętrznych. Trzymamy się zdania, że po ostatnich spadkach EUR/PLN jest wyprzedany bez siły do sforsowania na dobre 4,20 i z ryzykiem technicznego odejścia w stronę 4,23.

Brexitowa saga trwa i tym razem nie daje powodów do zadowolenia dla kupujących funta. W nocy artykuł The Telegraph uderzył w GBP wskazując na niestabilność rządu brytyjskiego. Boris Johnson i Michael Gove mają przewodzić rewolcie w rządzie Theresy May w obawie, że dąży ona do tzw. „łagodnego Brexitu”. Nie jest to pierwszy raz, kiedy nazwiska Johnsona i Gove’a pojawiają się w temacie sprzeciwu polityce May, to jednak informacja zyskuje na istotności na finiszu rozmów zamykających tegoroczną fazę negocjacji z UE. Od wczoraj nierozwiązanym problemem jest kwestia granic na wyspie Irlandii. Bruksela wyznaczyła koniec tego tygodnia jako ostateczny termin wykrystalizowania porozumienia, co daje nam jeszcze trzy dni na komunikaty, wypowiedzi, zwroty akcji itd. Rynek powoli traci cierpliwość do GBP.

Dziś po południu mamy decyzje Banku Kanady. Oczekujemy, że Bank Kanady poprzestanie w tym roku na dwóch podwyżkach stopy procentowej i dziś utrzyma stopę overnight na 1 proc. Choć kluczowe dane z gospodarki pozostają solidne, to jednak brak oznak przyspieszenia inflacji sugeruje ostrożny ton w odniesieniu do zmian polityki monetarnej. Ostatnio prezes Poloz twierdził, że potrzebuje czasu na ocenę wpływu dotychczasowych podwyżek na gospodarkę i powtórzenie tego w grudniowym komunikacie może zabrzmieć zbyt neutralnie dla jastrzębio nastawionego rynku. Rynek już wycenia pełną podwyżkę o 25 pb do marca 2018 r., co w mojej ocenie wydaje się za dużo. Podkreślenie w komunikacie czynników ryzyka (silna waluta, zadłużenie gospodarstw domowych, NAFTA) dla perspektyw gospodarczych byłoby kubłem zimnej wody na głowy posiadaczy długich pozycji w CAD, przynosząc silny odwrót po ostatnim rajdzie.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Symulator wirtualnej rzeczywistości rozwinie umiejętności młodych chirurgów. Pozwoli na nauczenie się eksperymentalnej metody operowania bez pozostawiania blizn

Symulator wirtualnej rzeczywistości rozwinie umiejętności młodych chirurgów. Pozwoli na nauczenie się eksperymentalnej metody operowania bez pozostawiania blizn 1

Wirtualna rzeczywistość coraz śmielej wkracza na rynek medyczny. Stworzony przez Polaka symulator chirurgii endoskopowej pozwala szkolić młodych, niedoświadczonych lekarzy. To pierwsze tego typu urządzenie na świecie, które umożliwia przeprowadzenie symulacji zabiegu w eksperymentalnej technice chirurgii przez naturalne otwory ciała. W odróżnieniu od tradycyjnej endoskopii, zabiegi takie nie pozostawiają na ciele blizn. Szkolenie lekarzy na symulatorach zmniejsza ryzyko błędów lekarskich i ogranicza koszty.

Celem projektu NOViSE jest opracowanie symulatora wirtualnej rzeczywistości umożliwiającego lekarzom naukę chirurgii endoskopowej. Urządzenie jako pierwsze na świecie pozwala przeprowadzać symulacje eksperymentalnych operacji chirurgicznych w technice NOTES (Natural orifice transluminal endoscopic surgery), czyli chirurgii przez naturalne otwory ciała. Tego typu zabiegi nie pozostawiają zewnętrznych blizn na ciele pacjenta.

– Polega to na tym, że wprowadzamy giętki endoskop, np. przez gardło pacjenta, przebijamy żołądek od środka, aby dostać się do jamy brzusznej i wykonać procedury, które aktualnie wykonywane są laparoskopowo, czyli cholecystektomię – usunięcie pęcherzyka żółciowego czy appendektomię – wycięcie wyrostka robaczkowego. Przez to, że jest to wewnętrzna rana, to ona goi się dużo szybciej – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje dr Przemysław Korzeniowski z Imperial College w Londynie, lider projektu NOViSE.

Symulator NOViSE znajduje przede wszystkim zastosowanie w szkoleniu chirurgów. System oferuje w pełni kontrolowane, powtarzalne i przewidywalne środowisko szkoleniowe. Dzięki temu lekarze mogą zdobywać i doskonalić swoje umiejętności bez narażania zdrowia i życia pacjentów.

– Badania potwierdzają, że lekarze szkoleni na symulatorach operują szybciej, popełniają mniej błędów, co przekłada się z kolei na niższe koszty opieki zdrowotnej, ale nie tylko, takie symulatory mogą zostać użyte np. do planowania zabiegów chirurgicznych, w szczególności w neurochirurgii czy nawet opracowywania nowych metod i technik chirurgii, opracowywania nowych przyrządów chirurgicznych, a nawet – to bardzo przyszłościowe – do szkolenia autonomicznych robotów chirurgicznych – podkreśla dr Przemysław Korzeniowski.

NOViSE ma szansę znaleźć zastosowanie nie tylko w centrach szkoleniowych, lecz także w większych szpitalach. Symulator może bowiem być używany nie tylko do nauki, lecz także do rozgrzewki doświadczonego chirurga przed zabiegiem. Obecnie projekt jest w trakcie walidacji, trwają badania drugiego komercyjnego prototypu symulatora. Twórcy prowadzą już rozmowy z kilkoma firmami na temat jego komercjalizacji.

– Rzeczywistość wirtualna to środowisko, w którym możemy się czegoś nauczyć w wirtualnym środowisku i przenieść te umiejętności do świata realnego. Oczywiście cały czas rozwój i zwiększanie mocy komputerów sprawia, że symulatory są coraz bardziej realistyczne, obsługują coraz więcej procedur, ten efekt nauczania jest coraz lepszy – zauważa lider projektu NOViSE.

Jak wynika z danych Grand View Research, światowy rynek wirtualnej rzeczywistości w medycynie w ubiegłym roku osiągnął wartość ponad 568 mln dol. Według szacunków liczba ta w najbliższych latach może rosnąć w tempie blisko 30 proc. średniorocznie.

Specjalna bransoletka wielkości zegarka pomoże przewidzieć atak padaczki. Zmierzy także poziom stresu u dzieci z autyzmem

Specjalna bransoletka wielkości zegarka pomoże przewidzieć atak padaczki. Zmierzy także poziom <a title=stresu u dzieci z autyzmem" title="Specjalna bransoletka wielkości zegarka pomoże przewidzieć atak padaczki. Zmierzy także poziom stresu u dzieci z autyzmem" />

stresu-u-dzieci-z-autyzmem.jpg” alt=”” align=”left” hspace=”10″ />

Bransoletka GSR to wynalazek, który może pomóc w diagnozie poziomu stresu u dzieci z autyzmem. Urządzenie mierzy odpowiedź psychogalwaniczną skóry, zatem wykrywa pojawiający się pot, wywoływany przez stresujące sytuacje. Zdaniem ekspertów dzięki takiej metodzie, w przyszłości możliwe będzie także przewidywanie ataków padaczki u osób z epilepsją.

– Obecnie mamy dwa kierunki zastosowania. Pierwszym jest kierunek medyczny, to zastosowanie wśród pacjentów z napadami padaczkowymi. Drugim jest kierunek, w którym będziemy chcieli diagnozować poziom stresu u dzieci podczas terapii i diagnostyki autyzmu – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Paweł Soluch, prezes zarządu firmy Neuro Device Group.

Zasada działania bransoletki GSR opiera się na powiązaniu reakcji zachodzących w mózgu z obwodowym układem nerwowym. Dla przykładu, gdy zaczynamy się stresować, nasza skóra wydziela więcej potu. Ta ciecz jest wykrywana przez sensory w bransoletce, które mierzą tzw. odpowiedź psychogalwaniczną skóry. Dzięki temu jesteśmy w stanie oszacować poziom stresu.

– Kontakt z terapeutą jest dla dzieci na tyle szczególnym momentem, który warunkuje poziom stresu i jeżeli dziecko zbyt mocno się zestresuje, dzięki tej bransoletce terapeuta będzie wiedział, kiedy na chwilę wycofać się z takiego kontaktu – mówi Paweł Soluch z firmy Neuro Device Group.

Epilepsja jest czwartą pod względem częstotliwości występowania chorobą neurologiczną, dotykającą osób w każdym wieku. Jak wynika z danych Epilepsy Foundation, na całym świecie żyje z nią ok. 65 mln osób, w tym ok. 400 tys. Polaków. Jedna trzecia chorych zmaga się z niekontrolowanymi napadami padaczkowymi. Takim osobom wynalazek Neuro Device Group ma szansę pomóc i podnieść ich komfort życia.

– Są pewne teorie, hipotezy, które mówią o tym, że taki stres powiększa się na kilka minut przed nastąpieniem napadu padaczkowego. W związku z tym są próby zastosowania tego typu bransoletki wśród pacjentów z napadami padaczkowymi. Ta bransoletka miałaby przewidywać, czy taki napad się za chwilę pojawi i alarmować zarówno samego pacjenta, jak i opiekuna o zaistnieniu takiego faktu – twierdzi ekspert.

Twórcy bransoletki GSR proponują również jej wykorzystanie do pomiaru stresu u pracowników i reakcji na wypalenie zawodowe. Pracodawcy mogliby jemu zapobiegać dzięki systemowi, który zbierałby dane dotyczące poziomu stresu zatrudnionych wraz z informacjami płynącymi z ankiet.

– Bransoletka może też mierzyć poziom zaangażowania, czyli chęci wykonania jakiejś pracy na najwyższym poziomie. Tego typu pomiary można stosować również w treningach zawodów, które wymagają bardzo dużej uwagi w wykonywaniu, jak np. lekarz, kontroler lotów czy pilot – zauważa Paweł Soluch.

Podczas treningu będzie możliwe określenie elementów, które danej osobie sprawiają najwięcej trudności. Dzięki temu proces szkolenia będzie można zindywidualizować tak, aby przyszły pracownik był jak najbardziej wydajny i efektywny.

Historia bransoletki GSR sięga 2011 roku, kiedy jej twórcy przygotowali dla Szkoły Policyjnej w Szczytnie odpowiednik wykrywacza kłamstw, zamknięty w niedużej obudowie, która umożliwiała jego noszenie przez cały czas. Pierwszy prototyp nie był tak poręczny jak obecnie, ale dzięki niemu trener mógł analizować poziom stresu u policjanta podczas treningu i dobierać poziom trudności wykonywanych przez funkcjonariusza zadań.

Aktualnie wynalazek Neuro Device znajduje się w fazie testów. Urządzenie powinno być dostępne na rynku w III kwartale 2018 roku.

W Polsce powstanie trzecia co do wielkości sieć badawcza w Europie. Prace będą prowadzone na zlecenie przedsiębiorców

W Polsce powstanie trzecia co do wielkości sieć badawcza w Europie. Prace będą prowadzone na zlecenie przedsiębiorców 2

W pierwszym kwartale 2018 roku zacznie działać Sieć Badawcza Łukasiewicz. W jej skład wejdzie ponad trzydzieści polskich jednostek naukowych. Będzie to trzecia co do wielkości sieć badawcza w Europie. Celem projektu jest lepsze i efektywniejsze wykorzystanie potencjału instytutów badawczych w Polsce. Badania w ramach sieci będą prowadzone na zlecenie przedsiębiorców.

– Sieć Badawcza Łukasiewicz to pomysł na stworzenie systemu, w którym zdecydowanie lepiej, efektywniej wykorzystamy potencjał prawie 1/4 polskich instytutów badawczych, to kilkanaście tysięcy pracowników naukowych, którzy są specjalnie po to, żeby prowadzić badania na zlecenie przedsiębiorców – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje dr Piotr Dardziński, podsekretarz stanu w Ministerstwie Nauki i Szkolnictwa Wyższego.

Sieć badawcza Łukasiewicz będzie działała w ramach aktualnie działających instytutów badawczych. Powstanie jednak Centrum Sieci Badawczej Łukasiewicz, które będzie pełniło rolę zarówno wspierającą instytuty, jak i promującą je na zewnątrz. Powołanie Sieci Łukasiewicz ma w zdecydowany sposób poprawić cały system funkcjonowania innowacji w Polsce. Do tej pory był on rozdrobniony, a poszczególne instytuty rywalizowały ze sobą zamiast współpracować przy projektach o charakterze ponadlokalnym. Od przyszłego roku ma się to zmienić.

– Bierzemy to wszystko do jednej organizacji, pozostawiamy autonomię instytutom, ale mówimy: głównym celem sieci jest nagradzanie tych, którzy potrafią budować projekty nie we własnym instytucie, lecz wspólnie z innymi instytutami. Tylko projekty, które będą ponadinstytutowe, są projektami, których skala jest tak duża, że jest interesująca dla biznesu i jest w stanie się przebić także na arenę międzynarodową – informuje wiceminister nauki dr Piotr Dardziński.

Sieć Badawcza Łukasiewicz skonsoliduje aktualnie nadzorowane przez ministra rozwoju instytuty badawcze oraz kilka instytutów Ministerstwa Cyfryzacji i Ministerstwa Energii. Dzięki temu powstanie – według wiceministra – trzecia pod względem wielkości, po niemieckiej i francuskiej, sieć badawcza w Europie.

– To kilkanaście tysięcy pracowników naukowych, którzy są po to, żeby prowadzić badania na zlecenie przedsiębiorców, więc naukowcy powinni cały czas słuchać, obserwować, oglądać, co dzieje się w gospodarce, i trochę wyprzedzać procesy gospodarcze, ale zdecydowanie bardziej być zorientowanymi na produkty, technologie, a nie na publikacje – mówi dr Piotr Dardziński.

Powołanie sieci ma usprawnić komunikację pomiędzy przedsiębiorcami a instytutami badawczymi. Przedstawiciel firmy będzie mógł przyjść do Centrum Łukasiewicza, które koordynuje prace instytutów, i zwrócić się o pomoc przy swoim projekcie.

– Powie nam: mam takie potrzeby, takie problemy, poszukuję takich rozwiązań, proszę powiedzieć, czy jesteście w stanie to zrobić. Ponieważ Łukasiewicz dysponuje portfolio kompetencji, które są zawarte w pracownikach trzydziestu pięciu instytutów, a także infrastruktury, która jest zawarta w ponad trzydziestu pięciu instytutach, jest w stanie przygotować ofertę, która obejmuje wszystkie elementy: badania, budowanie prototypowania, certyfikowanie, na końcu być może także doradzania w obszarze budowania modeli biznesowych – mówi podsekretarz stanu w MNiSW.

Jak wynika z raportu opracowanego przez Najwyższą Izbę Kontroli, polskie instytuty naukowe nie wykorzystują w pełni swojego potencjału badawczego. W znikomym stopniu prowadzą też działalność wdrożeniową, a ta jest ich ustawowym obowiązkiem. W Polsce jedynie 20 proc. opatentowanych wynalazków znajduje zastosowanie w praktyce. Natomiast w krajach wysoko rozwiniętych wykorzystanie mniej niż połowy uzyskanych patentów uważa się za nieefektywne.

Wybór patrona sieci nie jest przypadkowy. Ignacy Łukasiewicz, wynalazca lampy naftowej i twórca przemysłu naftowego, nie tylko dokonał przełomowego odkrycia, lecz także zbudował przemysł z nim związany.

– O ile wszyscy znają Łukasiewicza jako odkrywcę, o tyle zdecydowanie mniej ludzi wie, że Łukasiewicz oprócz tego był bardzo zamożnym człowiekiem, który dzielił się swoim bogactwem z innymi – dodaje dr Piotr Dardziński.

Projekt ustawy dotyczącej powołania Sieci Łukasiewicz ma trafić do Sejmu jeszcze w tym roku. Nowe prawo powinno wejść w życie w pierwszym kwartale 2018 roku.

Szyfrowanie najskuteczniejszym sposobem na zabezpieczenie danych

Duże korporacje dysponują z reguły znacznym budżetem i zespołem specjalistów, który może pozwolić sobie na podjęcie procesu analizy i wypracowanie decyzji, która pozwoli na wdrożenie strategii działania przedsiębiorstwa w zakresie cyberbezpieczeństwa. Inaczej jest w przypadku obywateli. Ostatnio dużym problemem był Ransomware – oprogramowanie, które w celu osiągnięcia korzyści i wymuszenia okupu szyfruje dane na dyskach. Można zabezpieczyć się przed tym szyfrując je samemu. W ten sposób nie traci się poufności danych. Jest to jeden z trzech czynników bezpieczeństwa, obok integralności i dostępności. Użytkownik może wskazać, jakie dane stanowią dla niego szczególną ważność. Polscy policjanci wskazują, że w kwestii cyberprzestępczości bardzo dużym problemem jest prywatność i przejmowanie danych osobowych. To szczególny kapitał, który powinien być chroniony.

– Istnieje wiele popularnych portali internetowych, które pomagają zdobyć wiedzę w tym zakresie. Wymaga to jednak zaangażowania. Trzeba śledzić trendy i czytać najnowsze informacje na ten temat, a źródeł wiedzy jest coraz więcej. Jest to konieczne, jeżeli chcemy być bezpieczni – powiedział serwisowi eNewsroom Artur Szachno, ekspert UseCrypt – Należy stosować rozwiązania, do których mamy zaufanie i nie zostały skompromitowane. Często nie zdajemy sobie sprawy z tego, jak dużo unikalnych danych jest produkowanych za pomocą urządzeń cyfrowych i na nich zapisywanych. Najlepiej zapisywać jej w chmurze, ale żeby tam były bezpieczne – powinny być zaszyfrowane. Jednym z rodzimych rozwiązań, które chroni dane, jest program kryptograficzny UseCrypt. Aplikacja ta pozwala na bezpieczne archiwizowanie, przechowywanie i udostępnianie danych na urządzeniach lokalnych oraz w chmurach. To elastyczne rozwiązanie przeznaczone dla indywidualnych użytkowników, małych i średnich firm, ale także odpowiednie do wdrożenia w dużych korporacjach. Z UseCrypt korzystają już biura rachunkowe, kancelarie prawne, administracja publiczna, a nawet szpitale – dodał Szachno.

W przyszłości Twoje dziecko będzie wykonywało zawód, który jeszcze nie istnieje. Jak je do tego przygotować?

65% obecnych uczniów szkół podstawowych będzie realizowało profesje, które dopiero powstaną w odpowiedzi na potrzeby dynamicznie zmieniających się realiów. Jednak niezależnie od wyboru kierunku studiów, kluczowa stanie się umiejętność ciągłego oduczania się zdobytych wcześniej kompetencji i uczenia nowych rozwiązań. To będzie dotyczyło większości branż, także spoza obszaru nowych technologii. Ponadto, rynek pracy będzie wymagał od liderów sprawnego zarządzania zespołami rozproszonymi po całym świecie. Do tego potrzebna okaże się zdolność organizowania działań i sprawowania kontroli na odległość.

Wśród najbardziej potrzebnych profesji są dziś zawody, które powstały dopiero w ciągu ostatnich 10 lat. Zaistniały m.in. wraz z rozwojem takich dziedzin, jak Big Data (w uproszczeniu – duże zbiory informacji), Business Intelligence (analityka biznesowa), AI (sztuczna inteligencja) czy Machine Learning (samouczenie się maszyn). Przykładem jednej z takich specjalności może być Data Engineer. Jego praca może polegać m.in. na zbieraniu szerokich danych i przygotowywaniu ich do obróbki. Zakres obowiązków bywa różny w zależności od firmy i jej potrzeb.

– Bezpieczeństwo informacji, rozwiązania chmurowe, programowanie, nanotechnologia, biotechnologia i automatyka to obszary, w których będzie powstawało coraz więcej nowych specjalizacji. Technologia będzie górowała nad resztą dziedzin, ale nie skończy się zapotrzebowanie na humanistów. Niektóre profesje zostaną dostosowane do potrzeb zmieniającej się rzeczywistości. Przykładem tego już dziś może być rozwój psychologii zachowań w sieci. Na pewno też nie stracą na znaczeniu studia biznesowe – mówi Izabela Bartnicka, Senior Consultant z międzynarodowej firmy rekrutacyjnej Hudson.

Dynamiczny postęp będzie zmuszał ludzi do ciągłego zmieniania ich schematów myślenia. Potrzebne będą otwarte umysły, nie tylko na nowości technologiczne. W innych dziedzinach, np. w medycynie czy w kosmetologii, też będą pojawiały się odkrycia. Konieczne okaże się efektywne wdrażanie nieznanych dziś wzorców postępowania zarówno w handlu, usługach, edukacji, jak i w wielu innych sektorach. Chcąc przygotować swoje dziecko do takich wymagań przyszłości, warto szukać dla niego zajęć lub ćwiczeń rozwijających umiejętność przetwarzania informacji, wnioskowania i argumentacji logicznej.

– W przyszłości bardzo istotne będzie szybkie nabywanie nowych umiejętności, odpowiednich dla każdej specjalizacji, a przede wszystkim sprawne oduczanie się i uczenie się na nowo. Te kompetencje wielu badaczy wskazuje jako najistotniejsze dla pracowników, bez względu na branżę i specjalizację. Jest to związane z tym, że świat i wiedza o nim będą zmieniały się coraz szybciej – przekonuje Izabela Bartnicka.

Według raportu The World Econimics Forum – The future of Jobs, wiedza, jaką dziś zdobywają studenci uczelni technicznych podczas pierwszego roku nauki, aż w 50% przestaje być aktualna, gdy kończą oni studia. To, właśnie obrazuje, jak ważna staje się już dziś elastyczność intelektualna. Krytyczne myślenie i umiejętność rozwiązywania złożonych problemów przydadzą się w każdym zawodzie. Posyłając dziecko na studia, można poradzić mu, aby wybierało zajęcia oparte na pracy projektowej. Warto by brało udział w dyskusjach i debatach.

– Lider przyszłości będzie musiał poradzić sobie z dużą ilością danych. Absolutnie nie chodzi o naukę pamięciową, jaka wciąż jest obecna w szkołach. W celu przechowywania informacji człowiek będzie miał do dyspozycji m.in. sztuczną inteligencję. Dla przywódcy najważniejsze stanie się łączenie różnych komunikatów i wyciąganie z nich wniosków. Dane w biznesie będą służyć nie tyle raportowaniu tego, co już się wydarzyło, ale przewidywaniu np. zagrożeń – stwierdza Izabela Bartnicka.

W związku z tym, warto uczyć dziecko samodzielnego poszukiwania odpowiedzi na własne pytania i odróżniania opinii od faktów. Oczywiście to nie wystarczy, aby odniosło sukces w dorosłym życiu. Jak twierdzi ekspert, z czasem coraz więcej osób będzie chciało wykonywać pracę zdalną z dowolnego miejsca na świecie i osobiście zarządzać swoim czasem. To będzie wymagało odnalezienia się w tzw. środowisku pracy poza nią, co oczywiście nie będzie łatwe. Osoby zarządzające zespołami będą musiały nauczyć się projektować współpracę rozproszonych specjalistów. I to okaże się dla nich sporym wyzwaniem.

Prezenty dla pracowników a podatek

Święta Bożego Narodzenia tuż, tuż i wielu pracodawców myśli o obdarowaniu swoich pracowników prezentami. Należy przy tym pamiętać, że stanowią one świadczenie rzeczowe i podlegają opodatkowaniu na takich samych zasadach jak wynagrodzenie. Oczywiście są pewne wyjątki…

Po pierwsze podatku nie trzeba odprowadzać od prezentów mających wymiar symboliczny, np. kwiatów, statuetek, medali. Podobnie jest w przypadku upominków, które zatrudnieni będą wykorzystywać w pracy, takich jak kalendarze czy notatniki. Trzecim rodzajem prezentów nieobjętych opodatkowaniem są te finansowane z zakładowego funduszu świadczeń socjalnych (ZFŚS). Musi jednak zostać spełnionych kilka warunków.

Przede wszystkim zakup takich prezentów nie może naruszać przepisów regulaminu ZFŚS. Poza tym upominki dla poszczególnych pracowników powinny mieć różną wartość, w zależności od ich sytuacji materialnej. Wreszcie wartość prezentów finansowanych z ZFŚS nie może przekraczać rocznego limitu zwolnienia. „Obecnie wynosi on 380 zł […]. Od nowego roku wzrośnie do 1000 zł” – mówi w wywiadzie dla agencji informacyjnej infoWire.pl Małgorzata Samborska, doradca podatkowy w firmie Grant Thornton.

Systemy ogrzewania stają się coraz bardziej inteligentne. Mogą obniżyć rachunki o 30 procent

Systemy ogrzewania stają się coraz bardziej inteligentne. Mogą obniżyć rachunki o 30 procent 3

Zmniejszenie temperatury wewnątrz mieszkania o 1 stopień Celsjusza oznacza rachunki za ogrzewanie niższe o 6 proc. Dzięki rozwiązaniom z obszaru smart home takie sterowanie systemami ogrzewania staje się proste i dostępne dla każdego. Urządzenia, które umożliwiają kontrolowanie ogrzewania za pośrednictwem specjalnej aplikacji w smartfonie, mogą się przełożyć na znaczne oszczędności w rachunkach, sięgające nawet 30 proc. rocznie. Szansę w tym widzi firma innogy Polska, która we współpracy z duńską firmą Danfoss wprowadza do oferty usługę inteligentnego ogrzewania polegającą na najmie termostatów sterujących na grzejniki.

 Systemy ogrzewania zdecydowanie zmierzają w kierunku digitalizacji. Wykorzystujemy najnowsze technologie, które możemy łączyć z aplikacjami na smartfony. Inteligentne ogrzewanie polega na tym, że możemy zoptymalizować warunki panujące wewnątrz pomieszczeń, jednocześnie obniżając rachunki za ogrzewanie – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Adam Jędrzejczak, prezes zarządu Danfoss Poland.

Jak wynika z badania przeprowadzonego na zlecenie francuskiej firmy Somfy, prawie dwie trzecie Polaków deklaruje zainteresowanie inteligentnymi rozwiązaniami typu smart home. Więcej niż połowa uważa, że w ciągu najbliższych lat każdy będzie mógł sterować domowymi urządzeniami z poziomu smartfona lub tabletu.

Systemy typu smart home, czyli inteligentne rozwiązania dla domu, są coraz częściej poszukiwane przez klientów. Te najpopularniejsze dotyczą bezpieczeństwa, sterowania oświetleniem, telewizją i dźwiękiem, inteligentnego sprzętu AGD czy zarządzania klimatyzacją i ogrzewaniem. innogy Polska chce wpisać się w ten trend. Firma nawiązała współpracę z Danfoss, duńskim liderem w dziedzinie ogrzewania, i wprowadziła usługę Inteligentne Ogrzewanie, która obejmuje najem termostatów sterujących na grzejniki.

– Dotychczas innogy promowała, sprzedawała i wynajmowała produkty z zakresu inteligentnej energii elektrycznej – oświetlenie LED oraz inteligentne gniazdka. Teraz wspólnie stworzyliśmy dla klientów ofertę, która pozwala na zaoszczędzenie do 30 proc. na kosztach ogrzewania poprzez stosowanie termostatów Danfoss. Są one dostępne dla klientów innogy od 1 grudnia – wyjaśnia Janusz Moroz, członek zarządu innogy Polska.

Klienci indywidualni innogy będą mogli korzystać z dwóch rodzajów produktów z obszaru smart heating. Pierwszy to Danfoss Eko, który pozwala na sterowanie ogrzewaniem mieszkania poprzez Bluetooth. Drugi – przeznaczony do większych powierzchni – jest oparty na sterowaniu sygnałem wi-fi, dzięki czemu użytkownik może otwierać i zamykać zawory Danfoss za pomocą aplikacji na telefonie komórkowym.

– Nasze rozwiązanie jest skierowane właściwie do wszystkich – do osób mieszkających w apartamentach, budynkach wielorodzinnych i w domach jednorodzinnych, ponieważ działa na grzejnikach, ale może też być zintegrowane na przykład z ogrzewaniem podłogowym – mówi Adam Jędrzejczak.

Termostaty są proste w instalacji, gotowe do działania w ciągu minuty i kompatybilne z większością zaworów grzejnikowych. Największą korzyścią inteligentnego ogrzewania mają być oszczędności, sięgające nawet 30 proc. w skali roku.

– Oszczędności mogą być bardzo duże, w zależności od wielkości mieszkania i typu ogrzewania. Oferta będzie pozwalać na wynajem termostatów od 4,90 zł miesięcznie przez okres 3 lat. Po tym czasie klient będzie mógł je otrzymać za symboliczną złotówkę. Przy małym koszcie miesięcznym, można uzyskać znaczne oszczędności na ogrzewaniu – mówi Janusz Moroz.

Pracownicy Poczty Polskiej dostaną w tym roku drugą podwyżkę. Spółka na wynagrodzenia przeznacza rocznie ponad 4,2 mld zł

Pracownicy Poczty Polskiej dostaną w tym roku drugą podwyżkę. Spółka na wynagrodzenia przeznacza rocznie ponad 4,2 mld zł 4

Druga w tym roku podwyżka wynagrodzenia to efekt podpisanego właśnie porozumienia zarządu Poczty Polskiej ze związkami zawodowymi. W ciągu ostatnich miesięcy pensje osób najmniej zarabiających wzrosły w spółce o 520 zł, a od maja obowiązuje także nowy system premiowania. Tylko w tym roku Poczta Polska przeznaczy na wynagrodzenia dla swoich 80 tys. pracowników ponad 4,2 mld zł, czyli o ponad 500 mln zł więcej niż w ubiegłym.

Poczta Polska jest największym w Polsce pracodawcą, który zatrudnia niemal 80 tys. pracowników, z czego około 23 tys. to listonosze.

– Pierwsza od ośmiu lat podwyżka wynagrodzeń pracowników była w zeszłym roku. W tym również zarząd podniósł wynagrodzenia. Trzeba pamiętać o tym, że w Poczcie Polskiej pracuje blisko 80 tys. pracowników. Podwyżka o chociażby 100 zł to dla spółki koszt blisko 12 mln zł w skali miesiąca. Rocznie daje to ponad 144 mln zł – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Justyna Siwek, rzecznik prasowy Poczty Polskiej. 

Największa część kosztów bieżącej działalności spółki – około 70 proc. – to koszty pracy. Spółka zatrudnia na podstawie umów o pracę. W 2016 pocztowcy otrzymali podwyżki wynagrodzeń zasadniczych o 250 zł. Od maja otrzymują regularnie wypłacaną na nowych zasadach premię, a po czerwcowej i właśnie wynegocjowanej podwyżce osoby najmniej zarabiające dostają ok. 520 zł więcej miesięcznie.

Dodatkowo każdy pracownik może otrzymać premię, nawet 954 zł licząc kwartalnie. Osoby, które przepracują w firmie co najmniej rok, otrzymują w październiku premię roczną, a po trzech latach – dodatek stażowy. Jego wysokość rośnie o 1 proc. z każdym kolejnym rokiem pracy, aż do 20 proc. wynagrodzenia zasadniczego.

Średnie wynagrodzenie całkowite dla pracowników eksploatacji (m.in. listonosze, pracownicy obsługi klienta, pracownicy sortowni, pracownicy ochrony, kierowcy) wynosi po tegorocznych podwyżkach 3625 zł. Zarobki mają dalej wzrastać, jeżeli spółce uda się doprowadzić do zwiększenia dochodów. Cel to wyrównanie miesięcznych wynagrodzeń do poziomu średniej krajowej.

W tym roku przeznaczyliśmy 116 mln zł na podwyżki. Całkowity budżet na wynagrodzenia dla pracowników Poczty Polskiej to aż 4 mld zł rocznie. To kwota, którą musimy zarobić. W tym roku zwiększyliśmy sprzedaż paczek, dynamicznie rozwija się rynek KEP. Mamy duży wzrost w e-commerce, bo Polacy robią coraz więcej zakupów internetowych. Dzięki temu przychody Poczty Polskiej wzrosły i zarząd mógł zdecydować o podwyżkach – podkreśla Justyna Siwek. 

E-commerce i rynek paczkowo-logistyczny to dwa główne obszary, na które Poczta Polska postawiła w swojej nowej strategii na lata 2017–2021. Plan zakłada, że przychody z obsługi korespondencji będą spadać, za to wzrosną przychody z tytułu KEP (przesyłki kurierskie, ekspresowe i paczkowe) – z obecnych 14 proc. do poziomu 27 proc. w 2021 roku. Prognozy spółki zakładają, że do tego czasu jej całkowite przychody sięgną już 6,9 mld zł (wzrost o 25 proc. z obecnych 5,5 mld zł).

Umocnienie pozycji Poczty Polskiej w obszarze e-commerce będzie wymagać sporych inwestycji. Spółka ma w planach m.in. budowę Centralnego Hubu Logistycznego, rozbudowę infrastruktury i systemów informatycznych. Ważnym aspektem ma być poprawa warunków pracy pocztowców. Inwestycje w zakup sorterów, wózków widłowych i skanerów, które planuje spółka, przełożą się na usprawnienie procesów i zmniejszenie ilości pracy fizycznej.

Dla Poczty Polskiej i jej rozwoju ważne są dwie sprawy. Po pierwsze, inwestycje w ludzi, czyli stały wzrost wynagrodzeń pracowników. Równie ważne są także inwestycje w infrastrukturę. Musimy wymieniać flotę samochodów, kupować maszyny, nowoczesne sortery, które obsłużą rosnące wolumeny paczek. Wszystkie te decyzje muszą być zrównoważone i zbilansowane – podkreśla Justyna Siwek.

Zgodnie z nową strategią Poczty Polskiej inwestycje mają się przełożyć na wzrost przychodów, co umożliwi wzrost wynagrodzeń. Po trzech kwartałach tego roku kondycja finansowa spółki jest stabilna. Kluczowy jest dla niej ostatni, czwarty kwartał roku i okres przedświąteczny.

W związku z okresem przedświątecznym Poczta Polska szuka w tej chwili pracowników sezonowych. W tym roku zwiększyliśmy łączne zatrudnienie o ponad 2,5 tys. pracowników. Teraz dodatkowo szukamy tysiąc osób, które pomogą naszym stałym pracownikom w przedświątecznym szczycie, kiedy liczba przesyłek jest największa – mówi rzeczniczka spółki.

Szczyt przedświąteczny to dla Poczty Polskiej najgorętszy i najtrudniejszy okres w całym roku. Już w październiku spółka dostarczyła o 116 proc. paczek więcej. Ponieważ zakupy prezentów przez internet cały czas zyskują na popularności, liczba przesyłek nadanych w tym roku może pobić wszystkie dotychczasowe rekordy. Dlatego Poczta Polska intensyfikuje działania, a jej pracę koordynuje całodobowe centrum monitoringu. Od 25 listopada w Warszawie paczki są doręczane do klientów również w soboty, a w grudniu taka opcja została też wprowadzona w innych miastach.

TVP ponownie stawia na Zakopane. J. Kurski: To będzie sylwester z przytupem

TVP ponownie stawia na Zakopane. J. Kurski: To będzie sylwester z przytupem 5

Sylwester Marzeń z Dwójką ponownie zawita do Zakopanego. Po ubiegłorocznym koncercie, który przyciągnął 50 tys. publiczności na żywo i średnio 3,5 mln przed telewizorami, TVP liczy na powtórkę sukcesu. – To będzie sylwester z przytupem – zapewnia prezes Telewizji Polskiej Jacek Kurski. Mają to zapewnić różnorodni artyści polscy i zagraniczni, których TVP zaprosiło do współpracy. Wśród nich są Zenek Martyniuk, Margaret, Maryla Rodowicz, Ania Dąbrowska, Kombi, Thomas Anders z Modern Talking czy duet Filatov & Karas.

Zakopane to magiczne miejsce, jedyne w swoim rodzaju, w którym może się odbyć narodowy sylwester, ponieważ 150 tys. ludzi przyjeżdża do tego miasta. Każda polska gmina, każdy powiat, każde miasto jest tutaj reprezentowane przez turystów. Każdy chciałby chociaż raz w życiu spędzić sylwestra w Zakopanem. Dzięki TVP będzie to możliwe. Plejada fantastycznych wykonawców, polskich i zagranicznych, sprawi, że to będzie sylwester z przytupem, bombowy, wystrzałowy – mówi agencji Newseria Jacek Kurski, prezes zarządu Telewizji Polskiej.

Ubiegłoroczny Sylwester z Dwójką okazał się hitem stacji. Koncert oglądało ok. 50 tys. osób na żywo oraz 3,5 mln widzów. To największa grupa z 13 mln Polaków, którzy spędzili ten wieczór przed telewizorami. W czasie noworocznego toastu oglądalność wzrosła do 4,2 mln Polaków, a występ Zenona Martyniuka obejrzało 5 mln osób.

W tym roku TVP liczy na podobny sukces. Gwiazdora disco polo nie zabraknie wśród tegorocznych artystów. Na zakopiańskiej scenie pojawią się również takie gwiazdy polskiej sceny muzycznej jak Maryla Rodowicz, Kombi, Urszula, Krzysztof Cugowski i Wanda Kwietniewska oraz Bayer Full. Młode pokolenie będzie reprezentowane przez Red Lips, Michała Szpaka i Martę Gałuszewską – zwyciężczynię ostatniej edycji „The Voice of Poland”, a także Margaret.

Zaśpiewamy piosenki znane i lubiane. Oprócz tego będę się starała przemycić piosenki nieznane, ale za to lubiane i znane przeze mnie. Nie wiem, czy reżyser się zgodzi, więc zobaczymy. Ponieważ w tym roku wydałam swój drugi album „Monkey business”, chciałabym się podzielić z widzami tym albumem i tym wydarzeniem, które było dość istotne w tym roku – mówi Margaret.

TVP zaprosiło także gwiazdy zagraniczne. Największe swoje przeboje zaśpiewają Thomas Anders z Modern Talking, Limahl, Eruption, United Nations czy duet Filatov & Karas.

Imprezę poprowadzą Rafał Brzozowski i Izabella Krzan, prowadzący teleturnieju „Koło fortuny”, który po wielu latach wrócił na antenę TVP2.

– Będzie to dla mnie podwójna rola, ponieważ będę współprowadzącym razem z Izą Krzan, dla której to jest debiut telewizyjny podczas tak dużej imprezy na żywo. Nasza współpraca w programie idzie nam coraz lepiej, więc myślę, że da się tę energię z programu przenieść później na scenę. Oprócz tego będę śpiewał swoje piosenki i fragmenty największych tegorocznych przebojów – mówi Rafał Brzozowski.

Prowadzącą parę wesprą bardziej doświadczeni w takich imprezach koledzy: Tomasz Kammel i Barbara Kurdej-Szatan.

Ja również zaśpiewam podczas koncertu duet z moim mężem Rafałem Szatanem – mówi Barbara Kurdej-Szatan. – To będzie miks różnych utworów, ale nie zdradzę jakich, niech to będzie niespodzianka. Na pewno dobraliśmy takie, żeby rozkręcić publiczność.

Jak podkreślają prowadzący, koncert z pewnością przyciągnie rzeszę telewidzów, bo stacja stawia na najpopularniejsze hity, przy których w tym roku bawiła się cała Polska.

Chcemy stworzyć dobrą atmosferę przed sceną po to, żeby ją przenieść przed telewizory – jeżeli publiczność oglądająca sylwestra będzie widziała, że my się dobrze bawimy na miejscu, to na pewno będzie się to udzielało również w domach – podkreśla Rafał Brzozowski.

98 proc. czterolatków ma niedobory witaminy D w diecie, natomiast 50 proc. spożywa zdecydowanie za mało wapnia

98 proc. czterolatków ma niedobory witaminy D w diecie, natomiast 50 proc. spożywa zdecydowanie za mało wapnia 6

Dieta polskich przedszkolaków jest uboga w wapń i witaminę D – wynika z ogólnopolskiego badania nad zawartością wapnia i witaminy D w dietach dzieci w wieku 4 lat. Eksperci podkreślają, że są to składniki kluczowe dla prawidłowego rozwoju kości, zębów oraz układu odpornościowego. Dieta dzieci w wieku przedszkolnym powinna być bogata w produkty mleczne, są one najlepszym źródłem łatwo przyswajalnego wapnia. Warto szukać takich, które są wzbogacone w witaminę D.

Wapń i witamina D to składniki odżywcze niezwykle istotne dla prawidłowego rozwoju organizmu dziecka. Witamina D wpływa na budowę kości i zębów, pomaga kształtować system odpornościowy oraz układ nerwowy. Wapń jest równie istotnym składnikiem budującym zdrowe i mocne kości, warunkuje ponadto prawidłowy wzrost dziecka. Dziecko w wieku przedszkolnym powinno otrzymywać 1000 mg tego pierwiastka dziennie.

– Witamina D i wapń to składniki diety, które powinny występować wspólnie. Wapń jest odpowiedzialny za budowanie mocnych kości, natomiast witamina D sprzyja wchłanianiu wapnia – mówi agencji informacyjnej Newseria Karolina Jaworska, specjalista ds. żywienia.

Dzienne zapotrzebowanie na witaminę D dla dziecka w wieku od roku do 18 lat wynosi 600–1000 IU. Aby je zaspokoić, w diecie dziecka powinny się znaleźć takie produkty jak ryby, zwłaszcza węgorz, pstrąg i śledź, a także jaja i produkty mleczne. Te ostatnie są jednocześnie najlepszym, bo łatwo przyswajalnym, źródłem wapnia.

– Produkty mleczne są bardzo istotne w diecie dziecka – w piramidzie żywienia stanowią one całe jedno piętro. Bardzo ważne jest również to, aby dieta dziecka była urozmaicona i zawierała produkty ze wszystkich  grup produktów spożywczych – mówi Karolina Jaworska.

Instytut Żywności i Żywienia rekomenduje 3–4 porcje produktów mlecznych dziennie dla dziecka. Jedną porcję może stanowić kubeczek serka, jogurtu lub kefiru czy szklanka mleka. Nie należy profilaktycznie wykluczać produktów mlecznych z diety dziecka przy podejrzeniu alergii na białka mleka lub nietolerancji na laktozę. Warto pamiętać o tym, że jogurty i sery zawierają znacznie mniejszą ilość laktozy niż mleko.

– Jeśli podejrzewamy u dziecka alergię, należy przede wszystkim wspólnie z lekarzem dokonać stosownych testów. Jeżeli po testach istnieją odpowiednie przesłanki, to przy współpracy z dietetykiem należy wykluczyć takie produkty z diety albo je ograniczyć. Natomiast nie we wszystkich przypadkach należy je wykluczać całkowicie – mówi Karolina Jaworska.

Z badań wynika, że w Polsce dieta dzieci w wieku przedszkolnym jest zbyt uboga zarówno w wapń, jak i w witaminę D. 50 proc. czterolatków ma niedobory wapnia, natomiast aż 98 proc. dzieci otrzymuje zbyt mało witaminy D wraz z dietą. W dużej mierze wynika to z niedostatecznej wiedzy rodziców na temat kluczowej roli, jaką składniki te odgrywają w funkcjonowaniu małego organizmu. Dorośli często nie wiedzą, jakie są normy odnośnie dziennego zapotrzebowania na witaminę D i wapń, nie znają także najlepszych źródeł tych składników.

 Ważne jest dokładne czytanie etykiet, to właśnie tam zawsze mamy informację, co dany produkt zawiera. Producenci często zmieniają skład, więc warto być na bieżąco i czytać składy, szukać składników, które są dla nas korzystne, np. produktów wzbogaconych w witaminę D – mówi Karolina Jaworska.

Interaktywne zabawki zagrożeniem dla prywatności. Gromadzone w nich dane mogą zostać skradzione

Interaktywne zabawki zagrożeniem dla prywatności. Gromadzone w nich dane mogą zostać skradzione 7

Przed zakupem interaktywnej zabawki dla dziecka, która łączy się z internetem, trzeba koniecznie sprawdzić jej producenta, politykę prywatności i bezpieczeństwa – przestrzegło w tym roku FBI. Taka niepozorna zabawka może zostać szybko i łatwo zhakowana albo – dzięki wbudowanym kamerom i mikrofonom – posłużyć jako urządzenie szpiegowskie, które będzie podsłuchiwać otoczenie dziecka. Nowoczesne, elektroniczne zabawki rejestrują i gromadzą też duże ilości informacji, które mogą zostać wykradzione albo użyte w niewłaściwy sposób.

 W przypadku zabawek, które mają urządzenia rejestrujące, mikrofon czy kamerę, najpoważniejszym zagrożeniem jest to, że są one podłączone do internetu i komunikują się z infrastrukturą producenta. Decydując się na zakup tego typu elektroniki dla dzieci, trzeba wiedzieć, że istnieje potencjalne ryzyko ujawnienia tych informacji – przestrzega w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Marcin Pieleszek, ekspert Wyższej Szkoły Bankowej we Wrocławiu.

Elektroniczne, interaktywne zabawki dla dzieci cieszą się ogromną popularnością, a ich sprzedaż rośnie zwłaszcza w okresie przedświątecznym. Są wyposażone w kamery, czujniki czy mikrofony, systemy komunikacji bluetooth i wi-fi. Dzięki połączeniu z internetem można je podłączyć do tabletu czy smartfona i sterować za pomocą aplikacji. Dziecko może rozmawiać z taką zabawką i zadawać jej pytania, a aplikacja zmienia tekst mówiony w pisany i udziela odpowiedzi na podstawie informacji znalezionych w sieci.

 Takie zabawki naśladują naturalną postać, rozpoznają mowę dzieci, które często przekazują im swoje tajemnice, opowiadają o swoim życiu, mówią, do jakiej chodzą szkoły, gdzie mieszkają i jak nazywają się rodzice. Wszystkie te informacje spływają na serwer producenta, tam są analizowane i przetwarzane, tak żeby zabawka naturalnie rozmawiała z dzieckiem, na przykład naśladując mowę bajkowej postaci. Dziecko jest bezbronne i będzie szczerze mówić do tej zabawki różne rzeczy, które znajdą się w infrastrukturze producenta – mówi Marcin Pieleszek.

Ekspert Wyższej Szkoły Bankowej radzi, żeby przed zakupem elektronicznej, interaktywnej zabawki w prezencie dla dziecka dokładnie sprawdzić jej producenta, zapoznać się z polityką prywatności i bezpieczeństwa. Dobrze jest też zasięgnąć opinii znajomych, poczytać opinie na internetowych forach albo serwisy poświęcone bezpieczeństwu teleinformatycznemu, gdzie można znaleźć przykłady dotyczące konkretnych zabawek i marek.

Jeżeli decydujemy się kupić dziecku zabawkę, która rejestruje dźwięk, obraz i przesyła te dane do internetu, możemy zmniejszyć ryzyko, decydując się na zakup od sprawdzonego, znanego producenta. Pewne ryzyko i tak zawsze pozostaje. Informacje, które zostały w bazach danych producenta tej zabawki, powinny być odpowiednio chronione, ale one już z naszego domu wyszły i nie ma stuprocentowej gwarancji, że tak rzeczywiście będzie – mówi Marcin Pieleszek.

Nowoczesne, elektroniczne zabawki rejestrują i gromadzą duże ilości informacji, które mogą zostać wykradzione albo użyte w niewłaściwy sposób. Z drugiej strony ze względu na słabe zabezpieczenia albo wręcz ich brak mogą szybko i łatwo zostać zhakowane.

Niebezpieczeństwo tkwi nie tylko w tym, że informacje są przekazywane do internetu czy producenta zabawki, bo inne osoby też mogą uzyskać do niej dostęp. Na filmikach w znanym serwisie wideo można zobaczyć, jak hakuje się taką zabawkę, która zaczyna na przykład mówić brzydkie słowa. Na zasadzie eksperymentu pokazano, jak uzyskać dostęp do takiej zabawki i że może to zrobić przykładowo sąsiad zza ściany. Oczywiście nie wszystkie urządzenia i nie wszyscy producenci są na to podatni – mówi Marcin Pieleszek.

W lipcu tego roku oficjalnie ostrzeżenie przed zabawkami, które łączą się z internetem, wydało FBI. Amerykańskie biuro śledcze przestrzegło, że mogą one naruszać prywatność dziecka i zagrażać jego bezpieczeństwu albo śledzić otoczenie dziecka i codzienne życie całej rodziny, a później przekazywać takie informacje cyberprzestępcom. FBI zaleca, żeby wybierać te zabawki, które łączą się z internetem przez protokoły szyfrujące zabezpieczone silnym hasłem i zwracać uwagę na to, czy producent często aktualizuje oprogramowanie dotyczące zabezpieczeń.

Wiosną tego roku w mediach głośno było o interwencji niemieckiego urzędu regulacyjnego (Bundesnetzagentur), który nakazał wycofać ze sprzedaży interaktywne lalki Cayla, które – za pośrednictwem Bluetooth – mogły służyć jako urządzenia szpiegowskie, podsłuchiwać otoczenie dziecka czy transmitować reklamy (zabawka reklamuje inne marki, wspominając o nich podczas rozmowy z dzieckiem).

Branża PR wraca do sektora publicznego. W przyszłym roku spodziewa się dużego wzrostu przychodów

Branża PR wraca do sektora publicznego. W przyszłym roku spodziewa się dużego wzrostu przychodów 8

Wzrost zainteresowania zagranicznych firm oraz przetargi spółek Skarbu Państwa na usługi PR to dwa czynniki, które w 2018 roku bardzo pozytywnie wpłyną na kondycję finansową tej branży – ocenia Związek Firm Public Relations. Paradoksalnie, przysłużyła się jej również publiczna dyskusja o fake newsach i większa transparentność – opublikowanie rankingu przychodów agencji z profesjonalnych usług PR i – po raz pierwszy – zestawienia średnich płac. W nadchodzącym roku branża PR liczy na dwucyfrowy wzrost przychodów. 

 Muszę powiedzieć, że 2017 rok kończymy w dobrych nastrojach. Rok temu byliśmy po wyborach w USA, brexicie, wszyscy w niepewności czekaliśmy na to, co się wydarzy w czasie wyborów w Holandii, potem we Francji i Niemczech. Horyzonty dla naszej branży nie były obiecujące. Branża, której zadaniem jest mówienie o prawdzie, była pod silną presją. W tym momencie jesteśmy w zupełnie innej rzeczywistości – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Grzegorz Szczepański, prezes Związku Firm Public Relations.

Automatyzacja treści, schyłek mediów opiniotwórczych, coraz silniejsza pozycja mediów społecznościowych i rosnące znaczenie strategicznego doradztwa w usługach public relations – to główne trendy i wyzwania dla tej branży w ostatnim czasie. Za to w mijającym roku silny pozytywny wpływ na jej kondycję miała dobra koniunktura w UE, która przełożyła się też na rynek polski. Firmy i agencje z tej branży notowały duże zainteresowanie profesjonalnymi usługami PR ze strony zagranicznych spółek.

– Z drugiej strony widzimy też, że spółki Skarbu Państwa wracają do naszej branży. Jesteśmy po kilku bardzo ważnych przetargach. Widzimy powrót sektora publicznego do profesjonalnych usług PR – mówi Grzegorz Szczepański.

Po wyborach i zmianie rządów w Polsce branża PR przestała być przez jakiś czas obecna w sektorze publicznym, jednak w ostatnich miesiącach spółki Skarbu Państwa znów zaczęły organizować przetargi na tego typu usługi, co powinno mieć odzwierciedlenie w wynikach finansowych branży w 2018 roku.

Ostatnie miesiące w branży public relations upłynęły również pod znakiem zjawiska fake news. Fałszywe, spreparowane informacje rozprzestrzeniają się w sieci efektem kuli śnieżnej i mają większe grono odbiorów niż wiarygodne newsy. Zarówno dla mediów – tradycyjnych i społecznościowych, jak i dla branży PR to narastający problem, który powoduje spadek społecznego zaufania.

 Mamy za sobą cały rok dyskusji o fake newsach, która paradoksalnie bardzo pomogła branży PR. Nareszcie możemy powiedzieć, że nie ma czegoś takiego jak czarny PR – to jest po prostu kłamstwo, obmowa, fake news czy po prostu dezinformacja – mówi Grzegorz Szczepański.

Prezes Związku Firm Public Relations podkreśla, że w ciągu ostatniego roku branża zaczęła być bardziej transparentna. Opublikowana została kolejna, piąta edycja rankingu przychodów agencji z profesjonalnych usług PR (fee income) oraz – po raz pierwszy – zestawienie średnich płac, które ma pomóc bardziej świadomie kształtować politykę personalną firm PR-owych. Agencje, wiedząc, jak kształtują się zarobki w branży PR, mogą zweryfikować własną siatkę wynagrodzeń, uniknąć niedomówień podczas rozmów o pracę i zaprezentować się jako rzetelny pracodawca. Z punktu widzenia employer brandingu jawność systemu płac oznacza dla agencji PR-owych same korzyści.

– W przyszłym roku największe nadzieje wiążemy z dialogiem branżowym, który odsłoni mechanizmy tego, w jaki sposób wyceniamy nasze usługi. Ze strony klientów, z którymi prowadzimy dialog branżowy, też obserwujemy wolę zrozumienia tego, w jaki sposób oni dokonują oceny atrakcyjności naszych ofert. Przyszły rok zapowiada się bardzo obiecująco – mówi Grzegorz Szczepański.

Według ostatniego raportu ZFPR, w 2016 roku 19 polskich firm PR-owych zarobiło łącznie 119,7 mln zł – czyli o 3,9 proc. więcej niż rok wcześniej. Prezes ZFPR prognozuje, że przyszłoroczny wzrost będzie już dwucyfrowy, głównie dzięki przetargom organizowanym przez sektor publiczny. Z drugiej strony – w górę pójdą również stawki usług public relations, co będzie efektem wyższych składek ZUS w związku z planowanym zniesieniem limitów dla najlepiej zarabiających oraz wykluczeniem branży komunikacji marketingowej z możliwości stosowania podwyższonych kosztów uzyskania przychodów z tytułu przeniesienia praw autorskich za pracę kreatywną.

– Widzimy, że poprawia się ogólna kondycja spółek, które zlecają nam pracę. Niestety, koszty tej pracy rosną w związku z dwiema ustawami, które zostały przygotowane od strony podatkowej. Jednak klienci wydają się już przygotowani na to, że część tych kosztów będzie przeniesiona na nich w postaci delikatnie wyższych stawek za usługi public relations – mówi Grzegorz Szczepański.

Związek Firm Public Relations to organizacja zrzeszająca blisko 40 profesjonalnych agencji PR, której celem jest reprezentacja branży oraz dbałość o standardy etyczne i zawodowe w usługach PR-owych. Od kilkunastu lat ZFPR jest organizatorem Złotych Spinaczy – konkursu promującego najlepsze projekty z dziedziny PR. Tegoroczne nagrody zostały wręczone w ubiegły piątek.

Jarosław Mikos prezesem Polskich ePłatności SA (PeP)

Jarosław Mikos
Jarosław Mikos

Jarosław Mikos został powołany na stanowisko prezesa zarządu Polskich ePłatności SA. Po półtora roku kierowania firmą z funkcji prezesa zrezygnował Janusz Diemko.

5-go grudnia 2017 r. Janusz Diemko złożył rezygnację z pełnienia funkcji Prezesa Zarządu Polskich ePłatności S.A. Rada Nadzorcza PeP SA rezygnację przyjęła i zdecydowała o powołaniu na to stanowisko Pana Jarosława Mikosa.

Janusz Diemko dołączył do firmy w lipcu 2016 r. Do głównych celów jego misji należały rozbudowa sieci terminali płatniczych oraz konsolidacja rynku.

Cele, które akcjonariusze postawili przed Januszem zostały osiągnięte. Firma znacząco powiększyła sieć terminali oraz niedawno przejęła biznes płatności elektronicznych od spółki Kolporter. W rezultacie, skala biznesu PeP uległa niemal podwojeniu. Dla Janusza Diemko oznacza to zakończenie jego misji. Tym samym, postanowił on przejść do rady nadzorczej firmy.

„Bardzo doceniamy efekty pracy Janusza, który dołączając do firmy i rozpoczynając szeroką ekspansję spółki na rynku usług płatniczych, zbudował solidne fundamenty dla kolejnego etapu rozwoju tego biznesu. Był to już kolejny raz w jego karierze, kiedy Janusz prowadził spółkę dla funduszu Innova Capital.” – powiedział Krzysztof Kulig, Senior Partner w Innova Capital, nadzorujący inwestycję funduszu w PeP SA.

„W następnym etapie rozwoju Polskich ePłatności będziemy chcieli poszerzyć ofertę produktową m.in. o działalność w obszarze płatności dla e-commerce. Prace w tym zakresie są mocno zaawansowane. Jestem przekonany, że kompetencje merytoryczne Jarka Mikosa, zdolność budowania sprawnych, szybko rosnących organizacji oraz zrozumienie rynku e-commerce wyniesione z WP pozwolą nam przenieść firmę na kolejny poziom jej rozwoju.” – dodaje Janusz Bober, Przewodniczący Rady Nadzorczej Polskie ePłatności SA.

Przemysław Kwiecień: w 2018 inflacja spadnie poniżej 2%

Ceny wzrosły o 2,5 proc. To dokładnie tyle, ile wynosi cel inflacyjny. We wtorek RPP nie podniosła stóp procentowych, co nie było zaskoczeniem. Jednak staje się pewne, że wkrótce będą podwyższone, pozostaje pytanie kiedy to się stanie.

W listopadzie ceny wzrosły o 0,5 proc. w porównaniu do poprzedniego miesiąca, a o 2,5 proc w ciągu 12 miesięcy. – Dla konsumentów jest to o tyle dotkliwe, zwłaszcza w okresie przedświątecznym, że drożeje żywność – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB.

Mamy bardzo wysoki wzrost gospodarczy, rekordowo niską stopę bezrobocia i inflację bliską celu inflacyjnego, jednak nie ma powodu, aby RPP miała się śpieszyć z podwyżką. Ekspert XTB ocenia, że w przyszłym roku inflacja będzie niższa i wyniesie poniżej 2,0 proc. Co nie oznacza, że nie będzie podwyżki stóp procentowych w 2018 r. Nawet jeżeli obecnie są takie deklaracje ze strony NBP.

– Niektóre banki centralne reagowały podwyżkami przed osiągnięciem celu inflacyjnego – mówi dr P.Kwiecień.

Podwyżki będą, tylko kiedy. Czy dopiero na początku 2019 roku

Europa w świetnej formie

Nastroje w europejskim sektorze usługowym w dalszej mierze pozostają dość satysfakcjonujące – przynajmniej tak wynika ze świeżo zrewidowanych wskaźników PMI dla wiodących gospodarek Starego Kontynentu, co napawa optymizmem przed szacunkami dynamiki PKB za ostatnie trzy miesiące roku. Dzisiejsze szacunki indeksu ISM nie były aż tak łaskawe dla amerykańskiego sektora nieprzemysłowego. Wskazanie rzędu 57,4 pkt (konsensus: 59,0 pkt) to nie tylko pokłosie spadku subindeksu kosztowego, ale również odczuwalnie mniejszej liczby nowych zamówień czy chwilowej stabilizacji trendów w zatrudnieniu.

Miano najsilniej zwyżkujących komponentów koszyka G10 zyskują waluty skandynawskie – norweska (0,4 proc.) oraz szwedzka korona (0,4 proc.). W ich cieniu pozostaje nowozelandzki dolar (0,3 proc.), który znalazł oparcie w jastrzębich komentarzach Granta Spencera, p.o. gubernatora RBNZ, w sprawie zwiększenia wagi stabilności wzrostu gospodarczego oraz sytuacji na rynku pracy kosztem perspektyw inflacji. Napływ pozytywnych danych tylko chwilowo pomógł kanadyjskiemu dolarowi (-0,1 proc.) – w tym przypadku mowa o październikowych szacunkach wymiany handlowej, która zaskoczyła rynkowe oczekiwania (-1,5 mld CAD, konsensus: -2,7 mld) z racji na wyższy wolumen eksportu przedsiębiorstw z sektora chemicznego. Pod presją gorszego indeksu PMI dla sektora usługowego (53,8 pkt, poprzednio: 55,6 pkt) znalazł się funt szterling (-0,2 proc.) próbujący ustabilizować kurs GBP/USD w okolicach 1,3440. Obecnie listę zamyka euro (-0,4 proc.), które próbuje utrzymać EUR/USD nad 1,1820.

W trakcie wtorkowych notowań swoje pięć minut miała polska gospodarka z racji na finał dwudniowego posiedzenia Rady Polityki Pieniężnej. O ile decyzja w sprawie pozostawienia głównych parametrów na niezmienionych poziomach nie powinna nikogo dziwić, o tyle ruch w stronę obniżenia oprocentowania rezerw obowiązkowych traktuje się jako ukłon w stronę zwiększenia zyskowności Narodowego Banku Polskiego. Komunikat po decyzji nie należy do przełomowych, bowiem ponownie zwrócono uwagę na słabość cen bazowych, występowanie czynników zewnętrznych ważących na inflacji CPI oraz konieczności utrzymania stóp na obecnych poziomach z racji na przeciwdziałanie nierównowagom. W regionie przecenę złotego (-0,4 proc.) przebijają węgierski forint (-0,5 proc.) oraz czeska korona (-0,6 proc.). Obecnie miano lidera walut Emerging Markets zyskuje turecka lira (0,9 proc.), która ma perspektywę uplasowania USD/TRY wyraźnie poniżej 3,8400. Na koniec dnia EUR/PLN oscyluje przy 4,2050, USD/PLN wraca nad 3,5600, GBP/PLN stabilizuje się przy 4,7850, a CHF/PLN plasuje się 30 pipsów nad 3,6000.

Sesja na europejskich parkietach obfitowała w wyraźny podział sentymentu. Dość blisko poziomów z wczorajszego zamknięcia znalazł się frankfurcki DAX (-0,1 proc.), w czołówce którego ponownie znalazł się jeden z beneficjentów reformy podatkowej – Fresenius. Z jego 1,8 proc. zwyżką zrównał się dzisiejszy skok Deutsche Börse (1,8 proc.), które planuje przeprowadzić w przyszłym roku skup akcji własnych na kwotę 200 mln EUR. Na fali poprawy nastrojów w światowym sektorze technologicznym znalazł się zamykający wczorajszą listę Infineon (2,0 proc.). Apetyt na wyjście nad kreskę skutecznie ograniczyły walory Volkswagena (-1,5 proc.) za sprawą planów chińskich władz w sprawie ograniczenia emisji generowanej przez pojazdy mechaniczne. Dość nisko znalazł się również ThyssenKrupp (-1,3 proc.) mający perspektywę ugody ze związkami zawodowymi.

Bardziej spektakularną zniżkę mają za sobą spółki zamykające spis komponentów londyńskiego FTSE 100 (-0,2 proc.). Na ich czele z przeceną rzędu 2,5 proc. znalazły się akcje Anglo American (-2,5 proc.), którym usilnie wtórowało Glencore (-2,3 proc.) oraz Rio Tinto (-2,0 proc.). Wśród europejskich spółek wydobywczych zdecydowanie mniej udany wtorek ma za sobą KGHM (-4,1 proc.) wracający w okolicę styczniowych poziomów. Na fali realizacji wczorajszych zysków znalazła się Jastrzębska Spółka Węglowa (-2,8 proc.), której przecenę próbowały niwelować Energa (3,2 proc.) oraz Cyfrowy Polsat (4,8 proc.). Liderem notowań indeksu WIG 20 (0,2 proc.) został Lotos (5,4 proc.) nie przejmujący się obniżką ceny docelowej przez mBank (-2,2 proc.) czy zaraportowanym przez Orlen (2,8 proc.) spadkiem marży rafineryjnej do poziomu 5,80 USD za baryłkę.

Na rynku metali przemysłowych uwagę inwestorów zwraca pokaźna przecena marcowych kontraktów na miedź (-4,6 proc.). Wtorek nie jest również łaskawy dla metali szlachetnych, gdzie odczuwalnej przecenie srebra (-1,6 proc.) towarzyszy powrót złota (-1,0 proc.) do poziomu 1 263 USD za uncję. Ze spadkowych nastrojów próbuje wyłamać się ropa naftowa. Na koniec dnia baryłka West Texas Intermediate jest ponownie kwotowana po 57,80 USD, tj. 0,6 proc. wyżej względem poniedziałkowego zamknięcia.

Sporządził
Kornel Kot, Dom Maklerski TMS Brokers

Magazyny typu „cross-dock” – coraz bardziej popularne wśród najemców

Dlaczego tego typu magazyny są tak ważne w procesie transportowym? Czym powinny się charakteryzować takie obiekty? Jaka jest ich dostępność na rynku?

Coraz silniejsza konkurencja cenowa oraz rosnące koszty wywołane presją płacową ze strony pracowników na rynku transportowym powodują, że wśród firm prowadzących dystrybucję rośnie zainteresowanie magazynami typu cross-dock (przeładunkowymi).

Magazyny typu cross-dock pozwalają na optymalizację kosztów związanych z dostawą towaru do odbiorcy na odcinku tzw. ostatniej mili w dystrybucji. Ostatnia mila to w języku logistyków określenie ostatniego odcinka transportu towaru od lokalnego hubu (magazynu) do odbiorcy. Firma transportowa łączy w lokalnym hubie dystrybucyjnym towary od różnych nadawców i wysyła je do miejsca docelowego jednym samochodem. Podobnie dzieje się w odwrotnym kierunku, tzn. towar od wielu lokalnych nadawców dostarczany jest wieloma pojazdami, a następnie jest przeładowywany i konsolidowany na auta jadące w danym kierunku. Zorganizowanie procesu przeładunkowego nie jest łatwe i wymaga wiedzy na temat logistyki magazynowej, ale pozwala na wygenerowanie znacznych oszczędności m. in. poprzez skrócenie trasy dostawy, jak również ograniczenie czasu składowania towarów w magazynie oraz emisji CO2.

To, co odróżnia magazyn cross-dock od standardowego budynku, to jego podstawowa funkcja, czyli krótkoterminowe składowanie towaru. Szybka rotacja towarów powoduje, że nie trzeba wyposażać go w regały, co z kolei ma wpływ na wysokość hali. Standardowe magazyny klasy A muszą zapewnić co najmniej 10 m wysokości dla przestrzeni składowej, tymczasem dla magazynu przeładunkowego wysokość 6 m jest w zupełności wystarczająca. Niższy magazyn to także mniejsza kubatura budynku, czyli niższe koszty ogrzewania. Dodatkowo, doświetlenie przestrzeni w tego typu obiektach, czy to światłem naturalnym, czy też sztucznym, jest znacznie łatwiejsze.

Standardowo magazyny wyposażane są w świetliki dające 2% światła dziennego. Na powierzchni przeładunkowej ten parametr powinien wynosić 5%, a ponieważ powierzchnia nie jest zabudowana regałami, jest to stosunkowo łatwo osiągnąć.

Duża ilość operacji przeładunkowych sprawia, że tego typu magazyn powinien mieć wystarczającą liczbę bram i doków. W standardzie oferuje się 1 dok na około 300 mkw. powierzchni magazynu, do zorganizowania logistyki „ostatniej mili” jest to zdecydowane za mało. Zakłada się, że optymalny magazyn cross-dock ma około 48 m głębokości, co przy umieszczeniu bram po obu stronach hali zwiększa ten współczynnik do około 110 mkw. na jedną bramę. Planując rozmieszczenie doków należy pamiętać również, że część operacji wykonywana będzie z wykorzystaniem mniejszych pojazdów. Logistyka miejska rozwija się w bardzo szybkim tempie, więc wykorzystanie małych pojazdów w transporcie będzie coraz bardziej powszechne. Dlatego część doków powinna zostać odpowiednio przystosowana.

Kształt magazynu cross-dok także jest dość istotny – jak już wspomniano wcześniej uznaje się, że optymalnie powinien on mieć około 48 m głębokości, co pozwoli na przygotowanie stref odkładczych po obu stronach budynku oraz na zapewnienie sprawnej komunikacji pomiędzy nimi. Elementami, które taką komunikację mogą zakłócać są słupy nośne, na których opiera się konstrukcja dachu – im jest ich mniej i im są one bardziej oddalone od strefy przy bramach, tym lepiej.

Ze względu na kształt działek deweloperzy często oferują tzw. „oszukany” cross-dock, nazywany często „L-shape”. To nic innego jak moduł narożny standardowego magazynu, w którym bramy zlokalizowane są na sąsiadujących ze sobą ścianach. O ile taki kształt pozwala na uzyskanie dobrego współczynnika liczby bram do powierzchni magazynu, to organizacja stref odkładczych i ruchu wózków jest bardzo utrudniona.

Przy dużej ilości operacji przeładunkowych zapewnienie w okresie zimowym minimalnej wymaganej temperatury pracy (14oC) jest praktycznie niemożliwe. Teoretycznie można byłoby zastosować dmuchawy z ciepłym powietrzem, ale w praktyce takiego rozwiązania się nie stosuje. Trudno bowiem wykonać rzetelną kalkulację opłacalności takiego rozwiązania. Być może warto postąpić całkiem inaczej, tj. ograniczyć liczbę urządzeń grzewczych, wziąwszy pod uwagę, że obowiązek zapewnienia temperatury 14oC nie ma charakteru bezwzględnego i odstępstwa od tej zasady są możliwe. Wymaga to jednak dokładnej analizy i odpowiednich regulacji wewnętrznych w przedsiębiorstwie.

Cross-docking cieszy się coraz większą popularnością wszędzie tam, gdzie niezbędna jest sprawna dystrybucja towarów, ale podaż powierzchni spełniających powyższe kryteria jest bardzo niewielka. O ile deweloperzy są skłonni dostarczyć budynek typu L-shape, ponieważ zachowują standardową głębokość magazynu, to obiekty o głębokości ok 48 m są dostępne jedynie w przypadkach, kiedy na inny kształt zabudowy nie pozwala działka. Oczywiście w przypadku obiektów BTS konstrukcja płytkiego magazynu jest jak najbardziej możliwa. Potencjalny najemca musi się jednak liczyć z umową na okres minimum 7-10 lat.

Cena za wynajem powierzchni do cross-dockingu może być wyższa od ceny wynajmu standardowego obiektu nawet o około 60-70%, co spowodowane jest gorszym współczynnikiem wykorzystania powierzchni działki pod zabudowę oraz wyższymi kosztami budowy, na które wpływają przede wszystkim większa liczba bram, placów manewrowych i parkingów dla ciężarówek.

W odniesieniu do oczekiwanych 6 m wysokości, należy zaznaczyć, że takie budynki nie są oferowane w żadnej formie wynajmu. W niektórych przypadkach wiąże się to z koniecznością zawarcia umowy BTO, czyli przeniesienia własności przez dewelopera na zamawiającego po zakończeniu inwestycji.

Podsumowując, zapotrzebowanie na nowoczesne magazyny do cross-dockingu będzie na pewno rosło. Należy mieć nadzieję, że deweloperzy będą podążali za tymi potrzebami i umożliwią potencjalnym najemcom korzystanie z powierzchni zbliżonych do „ideału”.

Autor: Maciej Szczepański, Business Development Manager w dziale powierzchni przemysłowych i logistycznych, Cushman & Wakefield

Premie i podwyżki – jasna sprawa czy wielka niewiadoma?

Jak wynika z badania Pracuj.pl „Czy pieniądze szczęścia nie dają?”, 77% pracujących Polaków przynajmniej raz w życiu zawodowym dostało premię. Jednak nie wszyscy pracujący Polacy znają zasady przyznawania premii w swojej organizacji. Z zasadami przyznawania podwyżek sytuacja wygląda jeszcze gorzej – zna je zaledwie 64% ankietowanych. Pracuj.pl zachęca do dyskusji o zarobkach – by zwiększyć komfort pracy zarówno pracowników, jak i pracodawców.Premie i podwyżki – jasna sprawa czy wielka niewiadoma

Niejasne reguły

Wyniki badania Pracuj.pl Czy pieniądze szczęścia nie dają?* pokazują, że ponad połowa pracujących Polaków otrzymała podwyżkę w przeciągu ostatniego roku. Niestety, prawie jedna trzecia badanych nie wie, na jakich zasadach podwyżki w ich firmie są przyznawane. Sytuacja w kwestii premii wygląda podobnie – aż 25% pracowników nie zna zasad ich przyznawania. Wśród ankietowanych, najbardziej świadomi są pracownicy zarabiający najwięcej, bo powyżej 4 tys. na rękę – prawie 80% z nich deklaruje znajomość zasad przyznawania premii. Tymczasem tylko niewiele ponad połowa osób o najniższych zarobkach (poniżej 1500 zł netto) zna te wytyczne. Podobnie znajomość, lub może raczej nieznajomość, zasad wygląda w przypadku podwyżek.

Wiem mniej więcej, ile premii powinienem dostać, ale przyznaję, że nigdy nie wyliczam dokładnie tej kwoty, bo jest to dosyć skomplikowane. Moja korporacja ma specjalny algorytm, który bazuje na moich wynikach, wynikach finansowych firmy, poziomie stanowiska, ocenie przełożonego, czy rezultatach działu. Byłoby lepiej, gdyby premię wyliczało się w jakiś prostszy sposób. Rafał, Inżynier w firmie budowlanej

W firmie w której pracuję, premie w marketingu są uznaniowe, daje się je okazjonalnie. Nie ma także określonych zasad przyznawania podwyżek. W tym obszarze, wiele zależy od szefa i kwestia podwyżki jest do końca zazwyczaj wielką niewiadomą. Gdyby takie zasady się pojawiły, byłaby to zmiana na lepsze. Malwina, zajmująca się reklamą w wydawnictwie

Pracodawcy świadomi problemu

Coraz więcej firm w Polsce zdaje sobie sprawę, że brak transparentności w przyznawaniu premii czy podwyżek to duży minus zarówno dla obecnych pracowników, jak i kandydatów do pracy. Dlatego najlepsi pracodawcy, wzorem zachodnich trendów, starają się budować bardziej przejrzyste systemy wynagradzania – tak, aby każdy pracownik wiedział, za co i kiedy może zostać dodatkowo wynagrodzony. W niektórych organizacjach tworzone jest nawet stanowisko reward managera czy eksperta ds. płac, odpowiedzialnego za politykę płacową i systemy motywacyjne pracowników, w tym także formułowanie czytelnych zasad premii i podwyżek. Takie stanowiska i jasne zasady są potrzebne, tym bardziej, że wśród pracowników silne jest przekonanie, że o podwyżkę trzeba się ubiegać – może to wynikać z faktu, że, jak wynika z badania Pracuj.pl, blisko 40% pracujących Polaków w przeszłości ubiegało się o podwyżkę, jednak jej nie otrzymało.

Premie i podwyżki – jasna sprawa czy wielka niewiadoma 2Za dość niepokojący można uznać fakt, iż nadal istnieje duża grupa pracowników, którzy deklarują, że przyznawanie premii lub zwiększanie pensji w firmach, w których pracują, jest nietransparentne. Taka sytuacja jest niekorzystna dla pracodawców oraz może mieć szkodliwy wpływ na wyniki firmy, ponieważ prowadzi to często do konfliktów i braku poczucia stabilności oraz docenienia wśród pracowników. Dr Tomasz Sobierajski, Socjolog, ISNS UW

Zasady jasne już na rozmowie o pracę

O zasady przyznawania premii i podwyżek warto pytać już na rozmowie kwalifikacyjnej. Premie to istotny składnik wynagrodzenia, a kwestia podwyżek jest ważna pod kątem zaangażowania pracowników oraz dalszej kariery w danym przedsiębiorstwie. Fakt ten wskazują również badania przeprowadzone przez firmę Deloitte Pierwsze kroki na rynku pracy – dla 44% respondentów, zadania zwiększające motywację to takie, które dają szansę na awans, podwyżkę czy dodatkowe nagrody. Podwyżki są istotne pod względem zaangażowania w pracę również dla ponad 51% menedżerów oraz dla prawie 40% ekspertów.

Pracownicy często zapominają zapytać o kwestię podwyżek na etapie rozmowy o pracę. Tymczasem warto ustalić, jaki system podnoszenia pensji obowiązuje w danej firmie – czy podwyżki przyznaje się w określonych przedziałach czasowych, jakich kwot można się spodziewać i co decyduje o podwyżkach: uznanie szefa, spełnienie jasno określonych celów okresowych, a może wyniki finansowe firmy. Jeśli okaże się, że potencjalny pracodawca nie ma określonych zasad przyznawania podwyżek, to też jest pewien sygnał – wtedy warto skupić się na negocjacji początkowej pensji.

Maciej Bąk, Ekspert ds. raportów wynagrodzeń w Grupie Pracuj

Podsumowując

  • 77% pracujących Polaków przynajmniej raz w zawodowym życiu dostało premię.
  • 25% pracowników nie zna zasad przyznawania premii, które obowiązują w ich firmie, a prawie jedna trzecia badanych nie wie, na jakich zasadach przyznawane są podwyżki.
  • Zasady przyznawania podwyżek i premii lepiej znają osoby zarabiające powyżej 4 tys. na rękę – prawie 80% z nich deklaruje znajomość zasad przyznawania premii.
  • Ponad połowa pracujących Polaków otrzymała podwyżkę w przeciągu ostatniego roku.

Badanie „Czy pieniądze szczęścia nie dają?”, zrealizowane przez Kantar TNS na zlecenie Pracuj.pl, N=1001, wrzesień 2017

Stopy procentowe bez zmian. Koniec dobrej passy złotego?

Stopy procentowe w Polsce nie zmieniły się i jeszcze długo się nie zmienią. Zmiany natomiast prawdopodobnie będą mieć miejsce w rządzie. Złoty pozostaje nieczuły na te czynniki, lekko zyskując do koszyka walut. Jego dobra passa jednak zbliża się do końca.

Na zakończonym dziś posiedzeniu, zgodnie z rynkowymi oczekiwaniami, Rada Polityki Pieniężnej (RPP) nie zmieniła stóp procentowych, pozostawiając główną z nich na rekordowo niskim poziomie 1,50 proc.

Decyzja Rady nie wywołała emocji na krajowym rynku walutowym. We wtorek złoty nieznacznie się umacnia do koszyka walut, co kontrastuje z osłabieniem węgierskiego forinta i czeskiej korony oraz pogorszeniem klimatu inwestycyjnego w Europie, ale wpisuje się we wczorajsze odreagowanie piątkowej przeceny złotego i koresponduje ze wzrostami na giełdzie w Warszawie. O godzinie 14:01 za euro trzeba było zapłacić 4,2030 zł, dolar kosztował 3,5470 zł, a szwajcarski frank 3,5990 zł. Do końca dnia ten układ sił może jeszcze się zmienić.

Stopy procentowe w Polsce pozostają rekordowo niskie od marca 2015 roku, gdy Rada obniżyła je po raz ostatni, tnąc główną z nich o 50 punktów bazowych (pb) z ówczesnego poziomu 2 proc. Rynek oczekuje, że kolejnym ruchem będzie ich podwyżka. Jednak nie stanie się to wcześniej niż w IV kwartale 2018 roku. Oczekiwania te są tak mocno zakotwiczone, że nie zdołało na nie wpłynąć nawet niespodziewane przyspieszenie inflacji w w listopadzie, która wzrosła do 2,5 proc. w relacji rocznej (i wróciła do celu inflacyjnego) z 2,1 proc. w październiku, rozmijając się z prognozą na poziomie 2,3 proc.

Bez wpływu na złotego pozostają też medialne doniesienia o zmianie na fotelu premiera. Zgodnie z nimi, premier Beatę Szydło miałby zastąpić wicepremier Mateusz Morawiecki. Taka wymiana, jakkolwiek implikuje niepewności, jak chociażby to, kto będzie zajmował się resortami gospodarczymi, w praktyce niewiele zmienia. Roszady będą mieć tylko charakter kadrowy, a polityka rządu pozostanie taka sama. Po drugie, dopóki polska gospodarka mocno prze do przodu, tematy polityczne znajdują się zdecydowanie na drugim, a być może nawet i trzecim planie. Dlatego ewentualna wymiana premiera, powiązana nawet z głęboką rekonstrukcją rządu, jakkolwiek chwilowo mogą podnieść zmienność na złotym, to nie wywołają żadnych trwałych zmian.

O ile decyzja RPP pozostała bez wpływu na złotego, to już zaplanowana na godzinę 16:00 konferencja prasowa po posiedzeniu, taki wpływ już może mieć. Należy oczekiwać, że członkowie Rady podtrzymają swoją gołębia retorykę, ignorując listopadowy wyskok inflacji i sugerując jej spadek w kolejnych miesiącach (przemawia za tym efekt bazy). Tym samym prezes Glapiński po raz kolejny zapewne powtórzy swoją opinię, że w 2018 roku nie będzie argumentów przemawiających za wzrostem stóp w Polsce. To zaś może prowokować już realizację zysków, a więc osłabienie złotego, przez tych uczestników rynku, którzy zakładali szybsze podwyżki stóp. Szczególnie, że w grudniu będzie brakować nowego paliwa do umocnienia złotego, a perspektywa wzrostu stóp w USA w połowie miesiąca, czy też napędzanego reformą podatków umocnienia dolara, będzie tworzyć podażową presję na złotego i inne waluty rynków wschodzących.

Z punktu widzenia kształtowania się sytuacji na wykresie dziennym EUR/PLN, kluczowym wsparciem jest testowana w ubiegłym tygodniu strefa 4,19-4,20 zł, a oporem okolice 4,22 zł. Pokonanie jednej z tych barier może skutkować ruchem nawet o 5 gr. Na gruncie analizy wykresu wzrosty wydają się być bardziej prawdopodobne niż spadki.

Wykres dzienny EUR/PLN

EURPLN+Daily

Dzisiejsza konferencja RPP to jednak miecz obosieczny. Ewentualna zmiana retoryki przez Radę, czyli zaostrzenie jej stanowiska i ciche zasygnalizowanie, że istnieje prawdopodobieństwo wcześniejszej podwyżki niż w ostatnim kwartale 2018 roku, będzie dużym zaskoczeniem, które musiałoby zaowocować skokowym umocnieniem polskiej waluty. Proces ten zapewne byłby kontynuowany w kolejnych dniach, sprowadzając notowania głównych walut w dół o 3-5 groszy. Niemniej jednak, byłaby to już ostatnia okazja w tym roku do wygenerowania takiej popytowej fali na złotym, a końcówka roku prawdopodobnie i tak upłynie pod znakiem realizacji zysków.

Komentarz przygotował: Marcin Kiepas, Główny Analityk WALUTEO

Kontrola podatkowa na życzenie

W październiku 2017 r. Komisja Kodyfikacyjna Ogólnego Prawa Podatkowego opublikowała projekt nowej ordynacji podatkowej. Jednym z zaproponowanych rozwiązań jest wprowadzenie konsultacji podatkowych pomiędzy organem i podatnikiem, które w  założeniu mają rozwiać wątpliwości przedsiębiorcy co do prawidłowości dokonanych rozliczeń podatkowych.

Jak to zwykle jednak w podatkach bywa, diabeł tkwi w szczegółach, a koncepcje zmian zmierzające do uproszczenia systemu podatkowego nierzadko odbiegają od założonych postulatów i jeszcze bardziej komplikują sytuację prawno-podatkową firm. Warto zatem bliżej przyjrzeć się proponowanym rozwiązaniom i ustrzec się ewentualnych nieścisłości.

„Audyt na zamówienie”

Projekt nowej ordynacji podatkowej wprowadza m.in. procedurę szczególną mającą na celu konsultację skutków podatkowych transakcji. W trybie konsultacji zobowiązany będzie mógł wystąpić do organu podatkowego z wnioskiem o uzyskanie wiążącego potwierdzenia konsekwencji podatkowych opisanych w tym wniosku zdarzeń lub procesów gospodarczych. W przeciwieństwie do postępowania w sprawie wydania interpretacji indywidualnej, w ramach procedury konsultacyjnej będą dokonywane ustalenia faktyczne, prowadzone będzie postępowanie dowodowe, a także będą się odbywać uzgodnienia między organami podatkowymi a podatnikami. Tym samym organ nie ograniczy się w swoim rozstrzygnięciu wyłącznie do opisu stanu faktycznego przedstawionego w treści wniosku, tak jak to ma miejsce przy ubieganiu się o interpretację, ale dokona kompleksowej – przynajmniej tak wynika z treści projektu – oceny zdarzeń gospodarczych mających wpływ na wysokość zobowiązania podatkowego.

Tryb postępowania zakłada, że organ podatkowy I instancji właściwy do poboru danego podatku na wniosek zainteresowanego i po przeprowadzeniu z nim konsultacji wyda decyzję w sprawie skutków podatkowych czynności lub zdarzeń, których dokonał bądź w których brał udział. Zakres przedmiotowy konsultacji będzie obejmował czynności lub zdarzenia, w rezultacie których dochodzi do przeniesienia własności składników majątku lub przekazania ich do używania, udzielania pożyczek lub kredytów, jak również procesów restrukturyzacyjnych w firmie. Przepisy zostały skonstruowane w taki sposób, aby obejmowały wyłącznie takie transakcje gospodarcze, które charakteryzują się znacznym stopniem skomplikowania i są obarczone dużym ryzykiem podatkowym.

Konsultacje z konsekwencjami

Samo złożenie wniosku o wszczęcie konsultacji nie oznacza jednak, że rozstrzygnięcie władcze organu będzie korzystne dla podatnika. Decyzja wymiarowa w sprawie skutków podatkowych dokonanej transakcji wywoła bowiem podobne skutki prawne jak decyzja określająca wysokość zobowiązania podatkowego wydana w toku postępowania podatkowego, m.in. przewiduje się tryb odwoławczy oraz sądową kontrolę rozstrzygnięć organów podatkowych. W rezultacie, jeśli ustalenia organu co do istoty sprawy w drodze przeprowadzonych konsultacji będą niekorzystne dla wnioskującego, wówczas przedsiębiorca będzie mógł dochodzić swoich praw przed sądami administracyjnymi, ale cały proceder może potrwać nawet kilka lat.

Nie ma nic za darmo

Jak łatwo zauważyć, wydanie decyzji w ramach konsultacji będzie wiązało się z wniesieniem stosownej opłaty. Projektodawca uzależnił wysokość opłaty od rozmiarów i wartości transakcji będącej przedmiotem wniosku. Przykładowo opłata za wniosek o konsultację złożony przez dużego przedsiębiorcę wyniesie 1% wartości transakcji będącej przedmiotem wniosku, jednak nie mniej niż 5 tys. zł i nie więcej niż 100 tys. zł. Co więcej, jeśli zainteresowany wystąpi o konsultację w sprawie skutków podatkowych więcej niż jednej transakcji albo więcej niż jednego podatku, organ zażąda odrębnej opłaty od każdej transakcji oraz każdego podatku. Przepis ten jest kalką regulacji dotyczących opłat za wydanie interpretacji indywidualnych, które od wielu lat wywołują wzmożoną krytykę podatników i pełnomocników. Wprowadzenie takiego rozwiązania może spowodować, że fiskus w sposób uznaniowy będzie dokonywał sztucznych podziałów na mniejsze transakcje, podczas gdy ciężarem kosztów takiego postępowania w całości zostanie obarczony przedsiębiorca.

Zakres ochrony – przewidywania a rzeczywistość

Innym mankamentem opisywanej procedury jest zastrzeżenie, zgodnie z którym decyzja wymiarowa może dotyczyć skutków podatkowych wyłącznie tych transakcji, które wystąpiły przed złożeniem przez podatnika wniosku o wszczęcie konsultacji. Nie jest zatem możliwe uzyskanie w takim trybie ochrony prawnej w odniesieniu do dopiero co planowanych transakcji. Prowadzi to do absurdalnych wniosków, ponieważ firmy, które dokonały rozliczeń wbrew temu, co orzeknie fiskus, same będą raportowały organom schemat swojego postępowania i narażały się na konsekwencje prawne, natomiast nie otrzymają w zamian żadnej wiążącej opinii organu na etapie projektowania swoich strategii biznesowych i podejmowania decyzji finansowych.

Z treści projektu ustawy wynika także, że do wniosku o wszczęcie konsultacji należy załączyć dokumentację dotyczącą dokonanej transakcji, w szczególności oryginały lub kopie umów. Postępowanie dowodowe nie musi jednak ograniczać się do dokumentacji przedstawionej przez wnioskującego, a organ prowadzący konsultację dostaje de facto wolną rękę w zakresie gromadzenia materiału dowodowego. Taki zapis może budzić uzasadnione obawy przedsiębiorców w sytuacji, gdy organy będą wykorzystywały zdobytą dokumentację firm w innych postępowaniach, niemających związku z prowadzonymi konsultacjami.

Powyższe argumenty dają do zrozumienia, że pomimo dobrej woli i przekonania projektodawcy, iż procedura konsultacji ma na celu ułatwienie prowadzenia biznesu, może się okazać, że skorzystanie z niej uderzy rykoszetem na firmie i wywoła niepożądane skutki prawno-podatkowe.

Autor: Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku oraz doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców.

W ciągu 2017 r. wartość bitcoina urosła o ponad 1000%

W ciągu 2017 r. wartość kryptowaluty bictoin urosła o ponad 1000%, ustanawiając dziesiątki różnych rekordów. Niedawno jeden bitcoin przekroczył granicę 11 tys. USD i nadal idzie w górę, osiągając we wtorek rano kurs 11 728 USD. Wartość bitcoina jest już większa niż wielkich międzynarodowych koncernów i znanych światowych marek (kapitalizacja rynkowa wynosi 195 mld USD). Niektórzy analitycy i inwestorzy ostrzegają, że koniec tej bańki spekulacyjnej jest bliski (np. Nouriel Roubini, Jim Rogers, Ken Griffin), a inni, że bitcion nadal będzie zyskiwał (np. John McAfee, Michael Novogratz, Maks Keiser). Na razie jeszcze szybciej niż bitcoin rośnie kryptowaluta ethereum, której wartość od początku 2017 r. podniosła się aż o 5500%.

Waluty: W ciągu ostatnich 24 godzin amerykański dolar traci do głównych walut: do euro (-0,23%), brytyjskiego funta (-0,11%), dolara kanadyjskiego (-0,5%), dolara australijskiego (-0,78%) oraz japońskiego jena (-0,26%) i kursy wynoszą: EUR/USD – 1,187, GBP/USD – 1,344, USD/CAD – 1,265, AUD/USD – 0,765 i USD/JPY – 112,6. Euro jest słabsze wobec japońskiego jena (-0,04%) i kurs EUR/JPY wynosi 133,7, a kurs EUR/GBP jest na poziomie 0,883. Złotówka minimalnie umacnia się do głównych walut. We wtorek rano dolar kosztuje 3,54 zł, euro – poniżej 4,21 zł, funt – 4,76 zł, a frank szwajcarski – 3,6 zł.

Giełdy: Na światowych giełdach mieszanka koloru czerwonego i zielonego. W poniedziałek w Europie londyński indeks FTSE 100 zyskał 0,53%, frankfurcki indeks DAX – 1,53%, a paryski indeks CAC 40 – 1,36%. W Amerykach nowojorski indeks S&P 500 spadł o 0,11%, meksykański indeks Bolsa obniżył się o 0,22%, a brazylijski indeks Bovespa zyskał 1,14%. We wtorek w Azji tokijski indeks Nikkei stracił 0,37%, chiński indeks Shanghai Composite – 0,18%, a hongkoński indeks Hang Seng – 0,99%.

Ropa i złoto: Ceny ropy naftowej idą w dół. W poniedziałek na zakończenie dnia baryłka ropy Brent kosztowała 62,45 USD (-2,05%), a ropy WTI – 57,47 USD (-1,55%). Roczna prognoza ceny baryłki surowca obniżyła się o 1 USD do 66 USD. Z kolei cena złota po wcześniejszych spadkach idzie w górę. We wtorek rano uncję metalu rynek wycenia na 1275 USD. To 2 USD więcej (+0,16%) niż dobę wcześniej.

Najważniejsze wydarzenia dzisiejszego dnia:

2:45 – Chiny – PMI dla usług, listopad – 51,9 pkt. (prognoza 51,5 pkt.)
4:30 – Australia – Decyzja RBA ws. stóp procentowych, grudzień – bez zmian
9:55 – Niemcy – PMI dla usług, listopad (prognoza 54,9 pkt.)
10:00 – Strefa euro – PMI dla usług, listopad (prognoza 56,2 pkt.)
10:30 – Wielka Brytania – PMI dla usług, listopad (prognoza 55 pkt.)
14:30 – USA – Saldo bilansu handlowego, październik (prognoza -47,5 mld USD)
15:45 – USA – PMI dla usług, listopad (prognoza 54,7 pkt.)
16:00 – USA – ISM dla usług, listopad (prognoza 59,1 pkt.)
16:00 – Polska – Komunikat po posiedzeniu RPP, grudzień (decyzja ws. stóp procentowych)
17:30 – Niemcy – Wystąpienie szefa Bundesbanku

Przygotował zespół analityczny easyMarkets 

Podsumowanie 2017 r. w branży ubezpieczeniowej oraz prognozy na rok 2018

O tym, co wydarzyło się w 2017 r. i co czeka branżę ubezpieczeniową w roku 2018 mówi Michał Kwasek z ANG Spółdzielni.

  • Pomimo widma wejścia w życie nowej ustawy o pośrednictwie ubezpieczeniowym, rok 2017 minął w branży głównie pod znakiem działań pozalegislacyjnych.
  • Obserwowaliśmy wzmożone działania w sektorze ubezpieczeń medycznych, a także pierwsze kroki w stronę ochrony przed cyberatakami.
  • W 2018 r. możemy spodziewać się przede wszystkim bogatszej oferty ubezpieczeń spersonalizowanych.

Michał KwasekJeszcze w 2016 r. wiedzieliśmy, że niebawem przyjdzie nam się zmierzyć z nową ustawą o pośrednictwie ubezpieczeniowym. Jednak jej wprowadzenie zajmie więcej czasu niż na początku sądziliśmy. I choć widmo zmian nadal istnieje i ustawa na pewno prędzej czy później wejdzie w życie, branża pośrednictwa ubezpieczeniowego zdaje się ten fakt bagatelizować. Ubezpieczeniowcy z wieloma regulacjami mierzą się już od lat i skóra na ich plecach odpowiednio już stwardniała. Niejedną zmianę prawa widzieli, widzieli też wdrażanie tych zmian w życie. Niestety, w tym przypadku doświadczenie i wynikający z tego spokój może faktycznie okazać się niebezpieczny i finalnie zgubny.

Kancelarie odszkodowawcze groźniejsze niż KNF i UOKiK

Kłopoty mogą bowiem przyjść z najmniej oczekiwanego i spodziewanego kierunku… Nowa ustawa regulująca pośrednictwo ubezpieczeniowe ma bowiem wejść w życie w końcówce lutego 2018 r, jednak jej uchwalenie może zostać odroczone w czasie. Oby, ponieważ na dzisiaj spora część branży ubezpieczeniowej zupełnie nadchodzącymi zmianami się nie przejmuje. A powinna. Niewątpliwie przydałoby się te kilka miesięcy więcej. Najważniejszą nadchodzącą zmianą jest konieczność badania potrzeb klienta, coś niby oczywistego, co większość praktyków tego rynku robi od zawsze. I właśnie dlatego te nowe przepisy ci praktycy bagatelizują. W ich podejściu do klienta zmieni się faktycznie niewiele. Dużo zmieni się jednak w dokumentowaniu i ewentualnym udowodnieniu tego, co faktycznie powiedziało się klientowi. Co ważne, razy mogą przyjść nie od strony najbardziej oczywistej, czyli z KNF-u czy UOKiK, w tej rozgrywce mogą je wymierzać kancelarie odszkodowawcze. Warto zatem zadbać o odpowiednią infrastrukturę i procedury zabezpieczające przed takimi ewentualnymi sporami. Na rynku ubezpieczeniowym widoczna również będzie konsolidacja, jako nieunikniona konsekwencja nadchodzących zmian.

2018 rokiem ubezpieczeń zdrowotnych, porównywarek i insurtechów

Nadchodzący rok 2018 będzie zatem upływał pod znakiem prób skutecznej adaptacji do nowej rzeczywistości legislacyjnej, w której zarówno części kredytowej, jak i ubezpieczeniowej rynku pośrednictwa przyjdzie żyć. W ubezpieczeniach widoczne powinny być jeszcze trzy trendy.

Na dzisiaj już 2,1 mln Polaków korzysta z prywatnych ubezpieczeń zdrowotnych. Ostatni okres, to dominacja prywatnych zakładów medycznych, oferujących bezpośredni zakup abonamentu medycznego. Ich dotychczasowa skuteczność może jednak stać się ich przekleństwem. Zbyt duży sukces skutkuje obserwowanym spadkiem jakości, w efekcie którego klienci mogą zechcieć migrować w produkty oferowane przez Towarzystwa Ubezpieczeniowe, które dają zdecydowanie szerszą ofertę placówek, a tym samym dostępność, co przecież w tym produkcie jest najważniejsze. Zmiana biegu rzeki klientów w sektorze ubezpieczeń zdrowotnych może być jednym z ważniejszych wydarzeń 2018 r.

Pierwsze, obserwowane w 2017 r. cyberataki mogą natomiast skutkować rozwojem oferty produktowej chroniącej klientów przed ich konsekwencjami. Dziś popyt na takie produkty jest niewielki, a więc i podaż znikoma. Rok 2018 powinien jednak przynieść istotną zmianę w tym segmencie rynku.

W branży ubezpieczeniowej widać także apetyt na nowe, niszowe ryzyka i personalizowanie budowanych przez Towarzystwa ofert. Malejąca marża na dotychczasowych produktach, rosnąca świadomość, a w ślad za nią wymagania klientów, rosnące wymagania legislacyjne, technologia umożliwiająca bardzo precyzyjną analizę potrzeb – to wszystko skutkować będzie koniecznością istotnej zmiany w percepcji, otwartości na nowości i apetycie na nowe ryzyka po stronie ubezpieczycieli. W 2018 r. obserwować będziemy zatem drugą młodość porównywarek ubezpieczeniowych, indywidualnych, bądź dedykowanych wąskim grupom odbiorców ofert i wreszcie przecierających pierwsze szlaki projektów insurtechowych.

Wydaje nam się, że przez kilka ostatnich lat przygotowaliśmy się do nadchodzących zmian. Cechy, które od kilku już lat przyświecają naszej misji tworzenia Spółdzielni, czyli organizacji ludzi i dla ludzi, dzisiaj stają się bardzo pożądane. Budujemy naszą tożsamość już kilka lat i wiemy doskonale, że organizacji odpowiedzialnej społecznie nie da się zbudować z dnia na dzień. Innego sposobu myślenia nie da się także narzucić czy wdrożyć korporacyjnym zarządzeniem. Czas więc pokaże, jak ze zmianami w branży ubezpieczeniowej poradzą sobie inne firmy pośrednictwa i czy nasze podejście do prowadzenia organizacji zdało egzamin.

USDX i podwyżki sóp procentowych

13 grudnia czeka nas kolejna podwyżka stóp procentowych w USA, inwestorzy wyceniają ją już w 98.3 proc., zatem zaskoczenia nie będzie. Z kolei w 2018 roku prawdopodobnie dojdzie do dwóch albo nawet i trzech podwyżek kosztu pieniądza, ale to nie jest najważniejsze.

stopy procentowe

Najważniejszą zmianą w prowadzeniu polityki monetarnej przez Rezerwę Federalną jest redukcja sumy bilansowej z obecnych 4,45 biliona USD do 2,5-3 bln USD. Dopiero łącząc te dwie informacje otrzymujemy prawdziwie jastrzębi komunikat. Ponadto przyszły szef Rezerwy Federalnej Powell uważa, że gospodarka amerykańska znajduje się w stanie pełnego zatrudnienia i nie ma co czekać na przegrzanie rynku pracy. Jest to nieco bardziej jastrzębie stanowisko niż Janet Yellen.

Wracając do bilansu, jest to bardzo ważna informacja dla wszystkich. Od 2009 roku globalna polityka monetarna polegała na dostarczaniu płynności na rynek poprzez zaniżanie rentowności obligacji krótkoterminowych oraz długoterminowych. Aczkolwiek sytuacja zmienia się razem z nastaniem 2018 roku (FED zamierza zredukować bilans, ECB zmniejszyć skale QE, BoJ również zmniejsza skale działania).

QE bilanse bankow

Wspomniany czynnik z pewnością przełoży się na rynek kapitałowy tak samo jak i na dolara amerykańskiego.

2017 rok nie jest udany dla waluty amerykańskiej. Od początku stycznia do września indeks dolara znajdował się w trendzie spadkowym, dopiero teraz doszło do małego odreagowania. Czy na tym się zakończy? Prawdopodobnie nie, ponieważ do USD żywiony jest zbyt duży pesymizm, co widać chociażby po pozycjonowaniu się zarządzających na kontraktach terminowych.

USDX i zarzadzajacy

Kolorem zielonym zaznaczono pozycje netto zarządzających na kontraktach terminowych. Z kolei na biało indeks dolara amerykańskiego. Pozycje netto znalazły się na poziomie, w którym przeważnie dochodziło do odbicia DXY. Czy tym razem będzie tak samo? Być może, ale może również dojść do długoterminowej konsolidacji, w której zarządzający zrealizują zysk z krótkich pozycji. Z drugiej strony indeks dolara może znaleźć się w jeszcze mocniejszej korekcie, co jest potwierdzone przez spread rentowności niemieckich i amerykańskich.

USDX i podwyżki sóp procentowych 9

Linia pomarańczowa przedstawia spread rentowności niemieckich i amerykańskich na tle pary walutowej EURUSD. Jak widać, od czterech miesięcy spread rentowności zaczął rosnąć na korzyść obligacji amerykańskich. Natomiast EURUSD tąpnęło, po to aby zaraz odbić i zniwelować cały ruch spadkowy. Niemniej jednak dokładając do tego zbyt duży pesymizm żywiony do USD bazowym scenariuszem pozostanie umocnienie indeksu dolara na rynku.

DXY – analiza techniczna

USDX i podwyżki sóp procentowych 10

Notowania DXY na interwale tygodniowym znajdują się w kanale spadkowym, ostatnia korekta nie zdołała pokonać górnej bandy kanału. Aczkolwiek zostało pokonane wsparcie 92.5 punktów. Dodatkowym aspektem wspierającym scenariusz wzrostowy jest oscylator stochastyczny, które sugeruje bardzo mocne wyprzedanie amerykańskiej waluty. Bazowym scenariuszem zostanie pokonanie górnej bandy kanału wzrostowego i wzrost USDX w okolicę 97 punktów.

Dobre dane z Francji. Kiedy rekonstrukcja rządu?

Paryż pokazuje ostatnio bardzo dobre informacje ze swojej gospodarki. RPP raczej nie zmieni dzisiaj stóp procentowych. Zapowiadana od niemal 2 miesięcy rekonstrukcja rządu w końcu może stać się faktem.

Poprawa we Francji

Dobre dane nadchodzą z Paryża. Wzrost PKB w wysokości 2,2% nie jest co prawda niczym co powali rynki na kolana. Jest to natomiast bardzo dobry sygnał i najlepszy wynik od 5 lat. Bardzo dobre wyniki osiągają również indeksy koniunktury. Zarówno dla przemysłu jak i usług. Dzisiaj tuż przed 10:00 poznaliśmy odczyt dla usług, który przekracza 60 pkt. Jest to wynik o przeszło 5 pkt wyższy od odczytu z Niemiec czy z Włoch. Jaki ma to wpływ na rynki walutowe? Euro oparte jest na kondycji wielu państw. Dotychczas bardzo dobre dane z Niemiec były tonowane przez słabsze z Francji, Hiszpanii i Włoch. Teraz gdy pojawi się druga lokomotywa w tym pociągu być może zobaczymy kolejne umocnienie wspólnej europejskiej waluty.

Decyzja w sprawie stóp procentowych w Polsce

Dzisiaj powinniśmy poznać decyzję Rady Polityki Pieniężnej w sprawie stóp procentowych w Polsce. Opinia analityków jest zgodna – na dzisiejszym posiedzeniu nie powinno dojść do zmian. Powodem jest oczekiwanie na działanie naszych sąsiadów, a szczególnie start zacieśniania polityki monetarnej w Unii Europejskiej. O potrzebie wzrostu stóp dyskusja w kraju trwa od miesięcy. Problemem jest fakt, że podniesienie stóp spowoduje nie tylko umocnienie waluty, ale dodatkowo zwiększy oprocentowanie kredytów. W rezultacie polscy eksporterzy ucierpią podwójnie. Otrzymają mniej środków za swój eksport i będą się drożej finansować. To właśnie lęk zduszenia obecnego wzrostu gospodarczego spowoduje, że najprawdopodobniej jeszcze przez wiele miesięcy nie zobaczymy zmian stóp.

Rekonstrukcja rządu PiS

Wielokrotnie zapowiadana i przekładana rekonstrukcja rządu ma podobno odbyć się jednak w grudniu. Obecnie mówi się o objęciu teki premiera przez Mateusza Morawieckiego. Dla rynków walutowych zmiana premiera byłaby oczywiście istotna. Biorąc pod uwagę życiorys i doświadczenie nie należałoby się spodziewać niepokoju a tym samym osłabienia waluty. Ważne też będą ewentualne zmiany w resortach finansów i gospodarki.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

  • 14:30 – USA – handel zagraniczny,
  • 16:00 – USA – raport ISM dla usług.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Kurs funta po spotkaniu May z szefem KE Junckerem

Lunch między premier Wielkiej Brytanii May i szefem KE Junckerem nie przyniósł finalnego porozumienia w kolejnej fazie rozmów negocjacyjnych ws. Brexitu. Funt zaliczył huśtawkę nastrojów, gdzie dziś wygrywa kapitulacja optymistów. Mocniejsze są AUD i NZD w reakcji na lokalne czynniki. W kalendarzu PMI/ISM dla usług oraz decyzja RPP. Nie spodziewamy się istotnego wpływu decyzji na złotego.

Poniedziałek był ciężkim dniem dla traderów na rynku GBP. Budowane na spekulacjach przez większość dnia oczekiwania na kolejny krok do rozpadu w rozmowach Wlk. Brytanii z UE finalnie się zawaliły. Sporną kwestią jest ustawienie granicy (dla handlu i ruchu osobowego) między Wielką Brytanią i UE, a różnica zdań dotyczy wyspy Irlandii. Bruksela życzyłaby sobie, aby Irlandia Północna podlegała pod jej regulacje, z kolei Belfast żąda traktowania na równi z resztą Wielkiej Brytanii. Premier May musi się liczyć ze zdaniem DUP, największej partii w Irlandii Północnej, która wspiera rząd May w parlamencie. Choć May i Juncker podkreślili wczoraj, że „wystarczający postęp” powinien zostać osiągnięty do szczytu UE 14 grudnia, to daje ponad tydzień na dywagacje i zmiany zdań, a przede wszystkim pokazuje, że negocjacje Brexitu nie są i nie będą łatwym procesem. Dla GBP oznacza to, że kolejny raz wielu traderów sparzyło się na handlowaniu optymizmu wobec całej operacji i kapitulacja będzie balastem ściągającym funta w dół. Oczywiście do czasu, aż prasa nie dotrze do kolejnej pozytywnej rewelacji.

Funt jest przegranym ostatnich 24 godzin, a prym wiodą waluty z Antypodów. W nocy prezes RBNZ Spencer zasugerował, że wprowadzenie podwójnego mandatu dla polityki pieniężnej pozwoli na tolerowanie niższej inflacji, kiedy zatrudnienie i wzrost gospodarczy pozostają mocne. To w ocenie rynku uchyla furtkę dla wcześniejszej decyzji o podwyżkach, choć przekonanie nie jest zbyt silne, gdyż NZD powoli zaczyna odpuszczać wzrosty. AUD znalazł wsparcie w lepszych danych o sprzedaży detalicznej i komunikacie RBA, który niewiele zmienił się przez ostatni miesiąc pomimo kilka rozczarowań w danych. RBA pokłada dużą nadzieję w odczycie PKB za III kw. (dziś w nocy), więc jeśli dane rozczarują, Aussie będzie miał wiele do stracenia.

Dziś w kalendarzu GBP pilnuje PMI dla usług z Wielkiej Brytanii, z kolei ISM dla usług z USA może nie wybić się z istotnością ponad klimat wyczekiwania przez rynek USD postępów w kolejnej fazie zatwierdzania ustawy podatkowej. Na krajowym podwórku RPP wyjątkowo kończy posiedzenie we wtorek i tutaj chyba kończą się anomalie związane z posiedzeniem. Choć Rada ma sporo do przedyskutowania po stronie danych makro, wątpliwe, aby zmianie uległ przekaz o utrzymaniu polityki bez zmian co najmniej do końca przyszłego roku. Nawet jeśli jastrzębie będą chciały mocniej zaznaczyć swoją obecność, to za mało, aby rynek odebrał to jako pozytywny impuls dla złotego. Na konferencji prasowej prezes Glapiński powinien podtrzymać swoją prywatną opinię o braku konieczności podwyżek w przyszłym roku. A ponieważ głos prezesa przesądza o rozkładzie sił w Radzie, trudno oczekiwać podwyżki we wcześniejszym terminie. Rynek doskonale zdaje sobie z tego sprawę i wątpimy, aby wynik posiedzenia dał podstawy do istotnej zmiany wartości złotego.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Nowa ustawa, nowa metoda, stare wyniki i nawyki – wymagania ustawy o rachunkowości a praktyka rynkowa

Spółki notowane na warszawskim parkiecie  mogą mieć problem wypełnieniem nowych obowiązków  raportowania danych niefinansowych, zgodnie z nowymi zapisami Ustawy o rachunkowości. To główny wniosek z badania firmy doradczej EY, Stowarzyszenia Emitentów Giełdowych i GES „Raportowanie niefinansowe: wymagania ustawy o rachunkowości a praktyka rynkowa. Wyniki Analizy ESG Spółek w Polsce 2017”. Analiza pokazuje, że spółki najczęściej pomijają raportowanie o zagadnieniach dotyczących polityki praw pracowniczych – wynagrodzeń i godzin pracy (82,9 %) i przeciwdziałania korupcji (72,9 %). Ponadto, poziom raportowania w wymaganych ustawą obszarach pozostaje na niewystarczającym poziomie. Oznacza to, że giełdowe spółki czeka gigantyczna praca, aby rzetelnie spełnić wymagania ustawy w zakresie ujawniania informacji niefinansowych oraz aby lepiej odpowiadać na coraz większe zapotrzebowanie na tego typu dane ze strony inwestorów.

Przeprowadzona przez EY, SEG i GES już po raz szósty analiza raportowania danych niefinansowych objęła 140 największych spółek z ośmiu sektorów: paliw i energii, finansów, chemii i surowców, ochrony zdrowia, dóbr konsumpcyjnych, handlu i usług, przemysłowego i budowlanego oraz technologii. Wszystkie badane podmioty były notowane 30 czerwca br. na warszawskim parkiecie. Analizą objęto pięć obszarów: środowiskowy, praw pracowniczych, etyki i przeciwdziałania korupcji, kwestii społecznych oraz praw człowieka.

– W 2017 r. zdecydowaliśmy się na zmianę metodologii badania tak, aby monitorować na ile spółki zobligowane do ujawniania danych niefinansowych spełniają wymagania Ustawy o rachunkowości, zachowując równocześnie perspektywę inwestorską. To znaczy, koncentrując się jedynie na analizie wybranych, istotnych wskaźników w obszarach: środowiskowym, społecznym, pracowniczym, praw człowieka oraz przeciwdziałania korupcji – mówi Rafał Hummel, Partner EY i lider zespołu Climate Change and Sustainability Services. – Warto pamiętać, że nowy obowiązek objął nie tylko wybrane spółki z Polski, ale wszystkie rynki Unii Europejskiej. Zatem optyka inwestorów również zostanie skalibrowana pod kątem wymagań prawnych i praktyk rynkowych. Rozległość tych zmian pozwoli również na lepszą porównywalność danych niefinansowych – dodaje.

Kuleje raportowanie w obszarze praw pracowniczym

W obszarze praw pracowniczych żadna ze spółek nie raportuje na poziomie spełniającym wszystkie wymagania. Blisko połowa ankietowanych (48,6%) ujawniaj tylko znikomą ilość informacji lub w ogóle nie raportują zagadnień dotyczących tego zagadnienia. Zdecydowana większość (82,9%) spółek, nie ujawnia lub nie posiada polityki dotyczącej wynagrodzeń i godzin pracy a jedynie deklaruje, że przestrzega regulacji prawnych w tym zakresie. Zaledwie 12,1% ankietowanych podmiotów publikuje dane dotyczące przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia.

Choć spółki deklarują, że przestrzegają regulacji prawnych z zakresu bezpieczeństwa i higieny pracy, to 58,6% nie ujawnia żadnej informacji lub tylko w minimalnym stopniu odnosi się do tych zagadnień. Jedynie 23,6% spółek posiada politykę antydyskryminacyjną, ale 59,3% nie ujawnia informacji nt. różnorodności lub ogranicza się do deklaracji, iż nie toleruje przejawów dyskryminacji. Jeszcze gorzej wygląda sytuacji jeśli chodzi o związki zawodowe. Większość, bo aż 77,9% spółek nie ujawnia żadnych informacji odnoszących się do wolności zrzeszania się lub jedynie deklaruje, że przestrzega regulacji prawnych z tego zakresu.

Kwestie środowiskowe traktowane po macoszemu

Prawie połowa (42,9%) spółek nie ujawnia żadnych informacji lub tylko w minimalnym stopniu odnosi się do zagadnień związanych z zarządzaniem środowiskowym. Najczęściej spółki deklarują, iż działają zgodnie z regulacjami prawnymi z zakresu ochrony środowiska. Raportowanie 8,6% (12) spółek ogranicza się jedynie do zaprezentowania polityki lub strategii CSR, która uwzględnia aspekt środowiskowy.

Zdecydowana większość, bo aż 80,7% spółek nie ujawnia informacji lub jedynie w sposób bardzo ogólny raportuje o zagadnieniach związanych ze zużyciem wody, a 67,1% nie raportuje lub ujawnia jedynie bardzo ogólne informacje dotyczące zużycia energii. Podobnie jak w przypadku zużycia energii czy wody większość spółek – 78,6% (110) – nie publikuje lub ujawnia jedynie bardzo ogólne informacje dotyczące emisji gazów cieplarnianych. Raportowanie 9,3% (13) spółek ogranicza się jedynie do zaprezentowania polityki odnoszącej się do emisji gazów cieplarnianych lub przedstawienia informacji o całkowitej emisji w ostatnim roku.

Korupcja wśród niezauważanych tematów

W obszarze przeciwdziałania korupcji, 72,9% podmiotów deklaruje, że nie toleruje łapownictwa. Jednak 15% firm ogranicza się do publikacji polityki antykorupcyjnej, a 0,7% ankietowanych, czyli de facto jedna spółka przeprowadza analizę w celu określenia ryzyka wystąpienia korupcji.

Gorzej jest z etyką, bo aż 66,4% spółek nie ujawnia informacji z zakresu tego zakresu lub jedynie deklaruje, iż działa w oparciu o normy. Dla 9 (6,4%) podmiotów z analizowanych 140 raportowanie dotyczące zarządzania etyką ogranicza się jedynie do publikacji Kodeksu Etycznego.

Kwestie społeczne lepiej raportowane niż prawa człowieka

Z raportu wynika, że 62,1% spółek albo nie raportuje albo ujawnia w znikomym zakresie informacje na temat zaangażowania społecznego. W przypadku 19,3% spółek opublikowana została jedynie polityka z tego zakresu, a 10% spółek informuje, że przeprowadza konsultacje społeczne lub oferuje możliwość odbywania stażu lub praktyki zawodowej. Zaledwie 5% spółek publikuje informacje o systemie umożliwiającym lokalnej społeczności wnoszenie zażaleń dotyczących działalności spółki lub informuje o lokalnych inicjatywach podejmowanych na obszarze, na którym prowadzi działalność.

Obszarem, o którym spółki niemalże nie informują są prawa człowieka. Znaczna większość, bo aż 82,1% badanych podmiotów nie udostępnia informacji z zakresu przestrzegania praw człowieka i praw pracowniczych w łańcuchu dostaw lub jedynie informuje, iż od swoich dostawców wymaga przestrzegania zasad dotyczących praw pracowniczych i praw człowieka.

– Od sześciu latach podejmujemy działania, aby edukować i przygotowywać emitentów do raportowania niefinansowego. W roku 2017 nasze działania edukacyjne były szczególnie zintensyfikowane i uczestniczyło w nich fizycznie i zdalnie ponad 1500 osób. Zorganizowaliśmy 5 konferencji w całości poświęconych tej tematyce, a dodatkowo zagadnienia te były prezentowane podczas kongresów skierowanych do prawników, działów HR, relacji inwestorskich oraz CFO. Dodatkowo SEG wspólnie z Fundacją Standardów Raportowania zainicjowały powstanie Standardu Informacji Niefinansowych (SIN), który ma pomóc spółkom, które zaczynają swoją przygodę z raportowaniem ESG. Teraz nadchodzi moment próby. Kiedy zostaną opublikowane raporty roczne za 2017 rok będziemy wiedzieli jak spółki poradziły sobie z tym wyzwaniem. Mam nadzieję, że wynik będzie pozytywny – mówi Mirosław Kachniewski, Prezes Zarządu, Stowarzyszenie Emitentów Giełdowych.

Coraz więcej raportów, procedur i polityk

W zakresie polityki w obrębie wszystkich pięciu obszarów najczęściej pojawiającymi się, udostępnianymi w formie osobnego dokumentu lub na stronie internetowej były: Kodeks Etyki (41 spółek), Polityka Środowiskowa (21), Polityka Różnorodności (17), polityka dotycząca wymogów środowiskowych i etycznych stawianych dostawcom (16), Polityka Zintegrowanego Systemu Zarządzania (11), Polityka Zrównoważonego Rozwoju (11), Polityka BHP (8), Polityka Antykorupcyjna (6), oraz Polityka Energetyczna (5) i Polityka Sponsoringowa (5).

Choć część z badanych spółek deklaruje, iż posiada dokumenty dotyczące wyżej wymienionych aspektów, nie pojawiają się one jednak w domenie publicznej – na ich stornach internetowych. Może to oznaczać, że dokumenty te znajdują się w obiegu wewnętrznym lub spółki nie widzą potrzeby publikacji zagadnień z obszaru zarządzania kwestiami środowiskowymi, społecznymi, jak również dotyczącymi praw człowieka, praw pracowniczych i etyki.

– Mając na uwadze wyniki badania trudno powiedzieć cokolwiek pozytywnego o poziomie raportowania danych niefinansowych na polskim rynku kapitałowym. Pozostaje mieć nadzieję, że w 2018 r. wyniki kolejnej analizy pozytywnie zaskoczą, a wysiłek włożony w przygotowanie i upublicznienie informacji niefinansowych zostanie zarówno nagrodzony przez inwestorów, jak i będzie służył emitentom do efektywniejszego zarządzania poprzez posiadanie lepszej jakości informacji zarządczej – podsumowuje dr Robert Sroka, Menedżer w zespole Climate Change and Sustainability Services EY.

Projekt ma charakter edukacyjny. Tak jak w poprzednich edycjach każda badana spółka może otrzymać  swoje indywidulane wyniki oraz przeprowadzić dialog z analitykami. Spółki nienależące do indeksów WIG20, mWiG40, sWIG80, które nie zostały objęte badaniem mogą do 22 grudnia br. zgłosić chęć przejścia analizy.

– Chcemy, żeby polskie spółki jak najwięcej dowiedziały się o tym jak prawidłowo przedstawiać dane niefinansowe, tak aby były jak najbardziej czytelne dla inwestorów. Dlatego od początku trwania projektu stwarzamy spółkom możliwość dialogu z analitykami, którzy odpowiedzą na pytania w jaki sposób prezentować informacje i które są z ich punktu widzenia szczególnie istotne. Spółki chętne do zapoznania się ze swoimi indywidulanymi wynikami zapraszamy do kontaktu do dnia 22 grudnia br. – mówi Katarzyna Burger, Starszy Analityk GES.

Giełdowy Indeks Produkcji mocno w dół. Winna korekta na GPW?

W listopadzie spadły ceny akcji 42 spółek z Giełdowego Indeksu Produkcji, który zakończył miesiąc z wynikiem 1088.50 pkt., czyli 56.38 pkt. poniżej poziomu na jakim znajdował się w październiku.  Spadek wartości indeksu o 4.92 proc. miał silny związek z korektą, jaka zapanowała w listopadzie na całej GPW. Co ciekawe, rynek tracił mimo kolejnych pozytywnych odczytów wskaźników monitorujących stan realnej gospodarki.

W listopadzie ceny akcji 42 spółek z GIP60 spadły, a jedynie dwunastu wzrosły. Średnia miesięcznych stóp zwrotu 60 polskich spółek produkcyjnych objętych indeksem wyniosła -2.3 proc. W przekroju branżowym najlepszymi okazały się spółki farmaceutyczne z 3.8 proc wzrostem, a dodatnią średnią stopę zwrotu udało się uzyskać jeszcze tylko producentom tworzyw sztucznych (+0.5 proc. m/m). Pozostałe branże uplasowały się poniżej zera: najwięcej traciły spółki motoryzacyjne (-2.5 proc. m/m), chemiczne (-5.4 proc. m/m) oraz spółki z branży elektromaszynowej (-4.1 proc. m/m).

Podobna sytuacja panowała w listopadzie na całej GPW, gdzie indeks szerokiego rynku WIG spadł o 4.6 proc. m/m. Spośród wszystkich indeksów branżowych zawierających spółki z szeroko pojętego przemysłu przetwórczego najwięcej straciły WIG-MOTO (-7.42 proc. m/m), WIG-ODZIEŻ (-6.97 proc. m/m) i WIG-LEKI (-6.8 proc. m/m). Wśród nielicznych indeksów WIG, których wartość w listopadzie wzrosła, na próżno szukać indeksów związanych mniej lub bardziej z branżą produkcyjną.

Najgorzej wśród największych

W październiku słabe wyniki indeksu sWIG80 miały negatywny wpływ na zachowanie GIP60, a w listopadzie spółki z sWIG80 były jedynymi, które osiągnęły dodatnią średnią stóp zwrotu (0.78 proc m/m). Aż 10 z 12 spółek z dodatnią stopą zwrotu pochodziło właśnie z indeksu małych spółek sWIG80. Tym razem Giełdowemu Indeksowi Produkcji najbardziej ciążyły największe spółki z indeksu WIG20 (średni zwrot na poziomie -8.40 proc m/m) i średnie spółki z indeksu mWIG40 (-5.84 proc m/m). Mimo, że tylko co szósta spółka z GIP60 pochodzi ze wspomnianych indeksów zrzeszających największe spółki z GPW to ich rozmiar, a więc i waga w GIP, wpłynęły stosunkowo mocno na jego odczyt.

Również w tym przypadku można doszukać się wielu analogii pomiędzy GIP60, a całym rynkiem podstawowym GPW, na którym najmniejszy spadek zanotował indeks sWIG80 (-1.20 proc. m/m), wyraźnie gorszy wynik osiągnęły spółki z mWIG40 (-3.74 proc m/m), a największy spadek zaliczyły największe spółki z indeksu WIG20 (-4.60 proc m/m).

W listopadzie SELVITA najlepsza

Najwyższą stopę zwrotu (29 proc m/m)  i pierwsze miejsce w listopadowym rankingu GIP60 osiągnęła spółka SELVITA. Pozytywny wpływ na kurs akcji SELVITY miały ogłoszone w listopadzie wyniki za III kwartał. Przychody na poziomie 20 mln zł (+49 proc. r/r) i EBITDA w okolicach 3.9 mln zł (+60 proc. r/r) to wyniki, które przebiły oczekiwania i poprawiły humor akcjonariuszom tej spółki. Również pozytywne prognozy dotyczące sprzedaży, w tym przede wszystkim oczekiwany przez spółkę wzrost rentowności sprzedaży należy zaliczyć do pozytywnych bodźców wzrostu wartości SELVITY w listopadzie. Te i inne czynniki wpłynęły na to, że kurs akcji biotechnologicznej spółki powrócił już do poziomu sprzed „clinical hold” i zawieszenia badań klinicznych nad cząsteczką SEL24 mimo, że nie zostały one jeszcze odwieszone.

Drugie miejsce w rankingu GIP60 i 15.6 proc. wzrost wartości zaliczyła w listopadzie VISTULA GROUP. Również w tym przypadku bardzo dobre wyniki finansowe miały kluczowy wpływ na pozytywny odbiór spółki przez inwestorów w listopadzie. Spółka zakończyła III kwartał z 6.28 mln zł zysku netto, co w porównaniu z 4.01 mln zł rok wcześniej dało ponad 56 proc. wzrost. Dodatnią dynamikę zaobserwowano też na poziomie przychodów ze sprzedaży (16.9 proc r/r) i zysku operacyjnego (47.6 proc r/r).

Najniższy stopień podium dla grupy FERRO, która w listopadzie zanotowała wzrost ceny akcji o 9.2 proc. Źródeł sukcesu na rynku kapitałowym również w tym przypadku najłatwiej doszukać się w sprawozdaniu finansowym za III kwartał. Po raz pierwszy w historii grupy, kwartalna sprzedaż przekroczyła poziom 100 mln zł, głównie za sprawą dwucyfrowej dynamiki wzrostu sprzedaży w Polsce, Rumunii oraz na nowych dla niej rynkach. Spóła rozpoczęła sprzedaż produktów FERRO w krajach bałtyckich i obecnie jest jednym z największych w regionie Europy Środkowo-Wschodniej producentów dystrybutorów armatury sanitarnej i instalacyjnej.

Stan gospodarki bez zarzutu

Duża ilość podobieństw w listopadowej strukturze stóp zwrotu indeksu GIP60 i całej GPW sugeruje, że ceny akcji polskich spółek produkcyjnych znalazły się pod presją czynników systematycznych, wpływających na całą GPW. Tymczasem odczyty wskaźników makroekonomicznych dotyczących polskiej gospodarki oraz wskaźników monitorujących stan polskiego przemysłu były jednymi z najlepszych w ostatnim czasie.

W listopadzie pojawiła się informacja o wartości PKB za III kwartał, który wzrósł o 4.9 proc., czyli 0.2 proc. powyżej prognozy GUS. Tak wysoki wzrost polska gospodarka zawdzięcza rosnącemu popytowi krajowemu (+3.9 proc. r/r) i przede wszystkim wysokiemu eksportowi (+7.8 proc r/r). Po raz kolejny rozczarowały inwestycje, które wzrosły w Q3 o 3.3 proc. r/r, a więc mniej niż cała gospodarka. I to już jest kolejny kwartał, kiedy udział nakładów na środki trwałe w PKB spadł, przez co obecnie znajduje się na poziomie najniższym od 1995 roku.

Polska gospodarka znajdowała się pod wpływem silnego bodźca wzrostowego w postaci rosnącego eksportu, ale również odczuła negatywny wpływ realnego spadku inwestycji w całości PKB. Jak na tym tle wypadł polski przemysł? Jak podaje Główny Urząd Statystyczny, produkcja sprzedana przemysłu przetwórczego w październiku br.  była o 14 proc. wyższa niż w tym samym okresie poprzedniego roku, co dało 4.2 proc. wzrost m/m. W listopadzie nastroje pracowników polskich firm produkcyjnych mierzone za pomocą wskaźnika PMI wzrosły o 0.9 pkt do poziomu 54.2 pkt i były najlepsze od dziewięciu miesięcy.

 Awersja do rynków wschodzących zaszkodziła

Dobra koniunktura przemysłowa w Polsce i w Europie trwa w najlepsze, polskie przedsiębiorstwa produkują coraz więcej, a coraz większa część tej produkcji przeznaczona jest na eksport. W Stanach Zjednoczonych dobre dane płynące z gospodarki dostarczyły paliwa pod wzmocnienie hossy czego skutkiem był kolejny rekord indeksu Dow Jones, który przekroczył 24 ty. punktów. Reakcja zachodnich rynków europejskich była bardziej stonowana, ale i tak była ona żywsza od reakcji inwestorów działających na warszawskim parkiecie.

Według Macieja Zaręby, współtwórcy Giełdowego Indeksu Produkcji z DSR SA, spółki dostarczającej nowoczesne rozwiązania IT dla przemysłu, duże podobieństwa polskiej gospodarki do innych rynków wschodzących sprawia, że poszukiwania wytłumaczenia dla listopadowej korekty należy raczej zawęzić do grupy czynników ryzyka geopolitycznego, wpływających na ocenę całego polskiego rynku akcji.

Wygląda na to, że ceny akcji polskich spółek coraz bardziej odbiegają od danych fundamentalnych sprawiając wrażenie niedoszacowania, a porównując wyniki polskich spółek z podobnymi spółkami na rynkach zagranicznych, nie sposób oprzeć się wrażeniu, że mają one spory potencjał wzrostowy Jego daniem Być może objawi się on w postaci rajdu św. Mikołaja, ale równie dobrze obecna niepewność na akcjach polskich spółek może zostać z nami na dłużej, a spory wpływ na przyszłe wydarzenia będą miały czynniki znajdujące się poza wpływem zarządzających spółkami – uważa Maciej Zaręba.

Prezes Banku Pekao Michał Krupiński najlepszym menedżerem firmy Skarbu Państwa

Michał Krupiński, Prezes Zarządu Banku Pekao S.A. najlepszym menedżerem w rankingu czytelników „Parkietu” – analityków finansowych, maklerów i inwestorów. Prezes Pekao został najwyżej oceniony wśród prezesów spółek z udziałem Skarbu Państwa.

Michał Krupiński kierujący od czerwca br. Bankiem Pekao S.A., pod nadzorem premier Beaty Szydło, uzyskał najwyższe notowania u czytelników „Parkietu” między innymi za to, że w niedługim czasie skompletował kompetentny zarząd, a także przestawił kierunki strategiczne na lata 2018-2020, zakładające przyśpieszenie rozwoju i utrzymanie wysokich dywidend.

Michał Krupiński
Michał Krupiński

– To niezmiernie ważne i budujące wyróżnienie. Docenili nas eksperci rynków finansowych i biznesu. Bardzo dziękuję czytelnikom „Parkietu” za zaufanie i oddane głosy oraz Zarządowi Banku i wszystkim współpracownikom, którzy przyczyniają się do budowania pozycji Banku Pekao – powiedział Michał Krupiński, Prezes Zarządu Banku Pekao S.A.

W rankingu „Parkietu” ocenionych zostało 14 prezesów spółek z udziałem skarbu państwa.

Deloitte: Inwestycja w roboty może się zwrócić już po roku

Ponad połowa największych firm na świecie rozpoczęła już wdrażanie automatyzacji procesów z wykorzystaniem robotów. Kolejne 19 proc. firm ma zamiar zrobić to w ciągu dwóch lat. Z raportu „The robots are ready. Are you? Untapped advantage in your digital workforce”, przygotowanego przez firmę doradczą Deloitte wynika, że docelowo roboty mogą zastąpić jedną piątą pracowników zatrudnionych w pełnym wymiarze godzin, a jednocześnie pozwalają na zwiększenie przychodów firm. W opinii menedżerów inwestycje w robotykę mają szansę zwrócić się już po niespełna dwunastu miesiącach.

Badanie Deloitte objęło 400 największych firm na świecie z różnych branż, których łączna wartość pod względem przychodów jest większa niż 1,5 mld funtów.

Inwestycje w automatyzację kosztowne, ale i opłacalne

Aż 53 proc. ankietowanych przedsiębiorstw już rozpoczęło proces wdrażania robotów i automatyzacji procesów, a kolejne 19 proc. chce go rozpocząć w ciągu dwóch lat. – Jeśli tempo to będzie utrzymane, w ciągu kolejnych pięciu lat będziemy mogli mówić o pełnym rozpowszechnieniu automatyzacji z wykorzystaniem robotów w grupie największych globalnych firm – mówi Adam Dziemba, Starszy Menedżer w Dziale Konsultingu Deloitte.

Automatyzacja z wykorzystaniem robotów zazwyczaj wypróbowywana była w pojedynczych obszarach, ale coraz częściej wpisuje się ona w strategię korporacyjną. Taką opinię wyraziło aż 64 proc. menedżerów, podczas gdy rok wcześniej było to jedynie 15 proc. Autorzy raportu wyliczają, że w przypadku firm uczestniczących w badaniu z przychodami rocznymi w wysokości 20 mld dolarów i zatrudniającymi 50 tys. osób, powierzenie 20 proc. zadań robotom, zapewniłoby im rocznie 30 mln dolarów dodatkowego przychodu.

W tej chwili gotowych do skalowania automatyzacji i robotyzacji jest jedynie 3 proc. przedsiębiorstw. Są to organizacje, które dysponują flotą ponad 50 robotów.

Inwestycje w procesy automatyzacji z wykorzystaniem robotów są i będą znaczące. Spośród tych, którzy znajdują się już na etapie ich wdrażania, 78 proc. oczekuje zwiększenia nakładów finansowych w ciągu kolejnych trzech lat. Ich dotychczasowe inwestycje pochłonęły dotychczas średnio 3,5 mln dolarów. Natomiast ci, którzy są w fazie pilotażu planują średnio wydać na ten cel 1,5 mln dolarów.

Tak duże inwestycje czynione są z myślą o oczekiwanych zyskach. Organizacje, które znajdują się na etapie pilotażu automatyzacji uważają, że okres zwrotu z tej inwestycji nastąpi średnio po prawie 9,5 miesiącach. Ci, którzy mają ten etap za sobą oceniają ten okres na średnio 11,5 miesiąca. Różnice te mogą wynikać z tego, że na początkowym etapie firmy źle oceniają czas i koszty implementacji zautomatyzowania. Aż 63 proc. respondentów przyznało, że pomyliło się w oszacowaniu czasu potrzebnego do jego wdrożenia, a 37 proc. nieprawidłowo oszacowało koszty.

Coraz mniejszy opór pracowników

W opinii ankietowanych menedżerów automatyzacja procesów z wykorzystaniem robotów jest w stanie zastąpić pracę aż 20 proc. pracowników zatrudnionych w pełnym wymiarze godzin. Organizacje, które mają już doświadczenie w tym zakresie są zdania, że może być to nawet średnio 52 proc. – Niektórzy patrzą na roboty z obawą o miejsca pracy, ale jest ona nieuzasadniona. Każdy element rewolucji przemysłowej w sposób bezpośredni i w bardzo krótkim terminie miał wpływ na miejsca pracy, ale później powstawały one w innych obszarach. Roboty można porównać do poczty elektronicznej i rewolucji, której dokonała – mówi Adam Dziemba. – Nie sposób sobie wyobrazić porównywalnej ilości wymienianych informacji dokonywanej za pomocą maili do możliwości tradycyjnej poczty, nie wspominając o szybkości tej wymiany. Nikt jednak nie oskarża twórców wiadomości e-mail o niszczenie miejsc pracy. Tak jak niemożliwa jest praca bez e-mail, tak w przyszłości być może niemożliwa będzie praca bez robotów – dodaje.

Od kilku lat badanie Deloitte „Global Human Capital Trends” pokazuje, że temat automatyzacji będzie miał kluczowy wpływ na rynek pracy. – Stopniowe wdrażanie nowoczesnych technologii oraz postępująca automatyzacja sprawią, że firmy będą szukać u pracowników innych kompetencji niż dziś. W erze cyfryzacji umiejętności, które dziś są najbardziej cenione, w ciągu kolejnych pięciu lat ustąpią miejsca innym. Jednak typowo ludzkie aspekty pracy, takie jak empatia, komunikacja i rozwiązywanie problemów będą ważniejsze niż kiedykolwiek wcześniej – mówi Michał Olbrychowski, Lider doradztwa Human Capital, Deloitte.

Co naturalne proces implementacji robotyzacji i automatyzacji największe wsparcie zyskał wśród liderów i menedżerów wyższego stopnia. Wśród nich poparcie to sięga aż 72 proc. Z kolei negatywny stosunek do wdrażania robotyzacji zmalał od zeszłego roku wśród wszystkich pozostałych zainteresowanych stron. Tylko 17 proc. respondentów napotykało na opór pracowników w tym zakresie. W grupie firm, które proces automatyzacji mają już za sobą, odsetek ten wynosi jedynie 3 proc. Zdaniem ankietowanych menedżerów ewentualne obawy pracowników można zminimalizować poprzez angażowanie ich bezpośrednio w projekt wdrażania robotyzacji i automatyzacji.

Same korzyści

Zdaniem ankietowanych zalet automatyzacji z wykorzystaniem robotów nie sposób przecenić, szczególnie w obszarze korzyści pozafinansowych.

W opinii 92 proc. wpływają one pozytywnie na podniesienie poziomu zgodności (compliance) oraz na jakość i produktywność (odpowiednio 90 i 86 proc.). Zdaniem 59 proc. respondentów przyczyniają się również do redukcji kosztów. Wśród wyzwań w procesie wdrażania automatyzacji i robotyzacji firmy wymieniają konieczność standaryzacji procesów, zarządzanie zmianą, jak również integrację z systemami informatycznymi.

Automatyzacja daje możliwości szybkiego zwrotu z inwestycji. Jednakże często nie tylko wskaźniki finansowe są kluczowe w podejmowaniu decyzji dotyczących wdrażania robotów. Robotyzacja daje możliwości zwiększenia mocy przerobowych bez konieczności zwiększania zatrudnienia, a także poprawienia jakości procesów, czyli czasu realizacji oraz dokładności. Roboty niwelują wąskie gardła w procesach, przez co organizacje są szybsze w kontaktach z klientami i innymi interesariuszami, w tym akcjonariuszami, regulatorami i audytorami – podsumowuje Adam Dziemba.

W tym tygodniu kurs euro może wrócić w okolice 4,23

Poniedziałkowa sesja nie przyniosła zmiany ogólnego obrazu krajowego rynku walutowego pomimo niewielkiego umocnienia złotego. Jeszcze przed południem kurs EURPLN ponownie zbliżył się do wsparcia na 4,20. Od kilku dni, pomimo solidnych danych makro, dających przekonywujący dowód ekspansji polskiej gospodarki, złoty pozostaje relatywnie mocny, ale jego wzrost wyraźnie jednak wyhamował. Nawet zeszłotygodniowe zejście poniżej 4,19 na EURPLN nie zdołało wywołać kolejnych fal umocnienia PLN. Para zawróciła, co wskazuje, że w najbliższych dniach walutę naszą może czekać wyraźniejsze osłabienie. W tym tygodniu nie jest wykluczony powrót kursu EURPLN w okolice 4,23 a na koniec roku ruch o jeszcze kilka groszy wyżej.

We wtorek kończy się dwudniowe posiedzenie decyzyjne RPP i najprawdopodobniej solidne krajowe dane makro nie zmienią gołębiej postawy RPP, dla której relatywnie słabszy wzrost inwestycji w porównaniu do konsumpcji oraz brak oznak bańki kredytowej w sektorze finansowym mogą stać się czynnikami wspierającymi łagodną obecnie postawę większości jej członków. Przy wzroście PKB w III kw. 2017 o 4,9% r/r inwestycje nadal nie wykazują bowiem oczekiwanego przyspieszenia, co więcej to już kolejny okres w którym kategoria ta zaskoczyła in minus kształtując się na poziomie 3,3%. Z kolei zanotowany w listopadzie 2,5% poziom inflacji konsumenckiej (CPI po raz pierwszy od 2012 r. dotknął cel inflacyjny NBP) najprawdopodobniej wynikał ze wzrostu rocznej dynamiki cen żywności, ale też w dużej mierze cen paliw (w związku z silnym wzrostem notowań ropy naftowej na rynkach światowych oraz wzrostem cen opału za sprawą wysokich cen węgla). Jednakże na przełomie 2017/2018 roku oczekiwany jest spadek wskaźnika CPI, który w grudniu powinien powrócić w okolice 2,0% r/r. Zgodnie z jedną z ostatnich ankiet, ekonomiści podtrzymują, że Rada na kończącym się we wtorek posiedzeniu pozostawi stopy procentowe na rekordowo niskim 1,50% poziomie twierdząc nadal, że na pierwszą podwyżkę w Polsce będziemy musieli poczekać do ostatniego kwartału 2018 roku.

Tymczasem nie tylko gołębia RPP, ale też spodziewany w najbliższym czasie silniejszy dolar na rynku globalnym wraz ze słabszymi odczytami dla chińskiej gospodarki będą ciążyć złotemu. Choć na razie zaufanie rynków do silniejszego dolara nie jest zbyt duże, niemniej biorąc pod uwagę, że gospodarka amerykańska rozwija się, a grudniową podwyżkę stóp przez Fed dodatkowo przypieczętuje zaplanowana na koniec tygodnia publikacja rządowych dane z rynku pracy (wg NFP w sektorach poza rolnictwem przybędzie 198 tys. nowych miejsc pracy przy wzroście o 0,3% m/m średniego godzinnego wynagrodzenia), a do tego prace nad reformą podatkową najprawdopodobniej zakończą się podpisem ustawy przez prezydenta D. Trumpa (wspierając wzrost gospodarczy amerykańskiej gospodarki i zapowiedziane na 2018 rok kolejne podwyżki stóp), dolar powinien zacząć zyskiwać na wartości względem głównych walut, osłabiając złotego. Można spodziewać się, że jak tylko obie izby Kongresu USA uchwalą wspólną wersję ustawy i zostanie ona przegłosowana, kurs EURUSD wyraźnie zacznie obniżać notowania. Prace w wyznaczonych grupach delegatów rozpoczną się już w tym tygodniu. Wg. doniesień prasowych, Goldman Sachs szacuje, że jeśli reforma podatków w USA wejdzie w życie, zwiększy tempo wzrostu PKB o ok. 0,3 p.p. w przyszłym roku i następnym.

Tymczasem, w poniedziałek negatywny wpływ na wspólną walutę mogły wywierać opublikowane dane makro. Wskaźnik Sentix zaufania wśród inwestorów strefy euro spadł w grudniu do poziomu 33,6 pkt z 34 pkt odnotowanych miesiąc wcześniej. Rozczarowały też dane inflacyjne. Wskaźnik PPI wyniósł 2,5% r/r wobec 2,6% oczekiwanych, a do tego w dół do 2,8% z 2,9% zrewidowano dane za wrzesień. Przy wciąż niewiele rosnącej inflacji wydaje się, że bank centralny strefy euro będzie nadal trzymał się przyjętych założeń i jeszcze długo koszt pieniądza w EBC pozostanie na historycznie niskim poziomie. W średnim terminie dodatkowo przemawiać to będzie za silniejszym dolarem względem euro.wsparcie złotego

Autor: Joanna Bachert, PKO Bank Polski

Czy RPP ugnie się pod ciężarem solidnych danych gospodarczych?

W oczekiwaniu na RPP doszło do symbolicznego wzrostu rentowności obligacji skarbowych. EURPLN pozostaje w szerokiej konsolidacji. Utrzymanie gołębiego tonu po grudniowym posiedzeniu RPP może osłabić złotego.

Rynek stopy procentowej

Na krajowym rynku stopy procentowej poniedziałkowa sesja przyniosła symboliczny wzrost rentowności obligacji skarbowych. Podobnie jak w zeszłym tygodniu, również i teraz dłuższy koniec krzywej pozostawał stabilny.

W pespektywie najbliższych dni kluczowym wydarzeniem będzie posiedzenie RPP, które rozpoczęło się nietypowo, bo w poniedziałek. Chociaż dzisiaj Rada powinna pozostawić stopy procentowe bez zmian, to jednak najciekawszy będzie komentarz po posiedzeniu. Oficjalny komentarz prezentowany przez prezesa NBP A. Glapińskiego zapewne będzie utrzymany w dotychczasowym neutralnym tonie, sygnalizującym brak zmian stóp procentowych do końca 2018 r. Niemniej wśród pozostałych członków Rady widoczne mogą być większe wątpliwości. Czterech z 10 członków wyraźnie rozważa zaostrzenie polityki pieniężnej w 2018 r. i to nawet w pierwszych miesiącach. Dodatkowo dwóch członków RPP w ostatnich miesiącach w pewnym momencie wspominało o podwyżkach, chociaż ostatecznie wsparło stanowisko A. Glapińskiego.

To, co zmieniło się od ostatniego listopadowego posiedzenia, to przede wszystkim dane makroekonomiczne znacznie lepsze od oczekiwań rynkowych, członków RPP i założeń projekcji makroekonomicznej banku centralnego. PKB wzrósł w III kw. 2017 r. aż o 4,9% r/r. Dla porównania oczekiwania rynkowe kształtowały się na koniec listopada na poziomie 4,5%, a wcześniej były jeszcze niższe. Warto zwrócić uwagę, że w ostatnim odczycie nie mieliśmy jeszcze do czynienia z silniejszym efektem wzrostu inwestycji. Biorąc pod uwagę, że powinny one wzrosnąć w kolejnych kwartałach, daje to szanse na podtrzymanie dynamiki wzrostu PKB również w 2018 r. W ostatnich tygodniach kolejne instytucje finansowe korygują swoje oczekiwania na przyszły rok w zakresie wzrostu gospodarczego w okolice 4,3%, podczas gdy projekcje NBP mówią o dynamice wzrostu na poziomie 3,6%.

Od ostatniego posiedzenia Rady właściwie wszystkie odczyty miesięcznych danych makroekonomicznych zaskoczyły bardzo mocno in plus (m.in. listopadowa produkcja przemysłowa, płace w sektorze przedsiębiorstw, sprzedaż detaliczna i indeks PMI), co potwierdza dobrą koniunkturę również w IV kw. 2017 r. W tym kontekście szczególnie ważne są bardzo mocne dane z rynku pracy, które w niektórych sektorach pokazują dwucyfrowy wzrost wynagrodzeń. Wzrost gospodarczy powyżej PKB potencjalnego sugeruje dalszy wzrost presji płacowej. Jest to o tyle ważne, że dodatkowo nieoczekiwanie po raz pierwszy od listopada 2012 r. inflacja wzrosła do poziomu celu inflacyjnego NBP (2,5%). Uprawdopodabnia to scenariusz trwalszego wzrostu inflacji powyżej celu w perspektywie 2018 r.

Tak wiele nowych poważnych argumentów przemawiających za zaostrzeniem polityki pieniężnej w 2018 r. spowodowało przesunięcie się oczekiwań rynkowych. Podczas, gdy jeszcze niedawno rynek wyceniał w pełni podwyżkę stóp o 25 pb. w IV kw., to teraz już zakłada, że dojdzie do niej w III kw. 2018 r. z prawdopodobieństwem przekraczającym 50%. Te propodwyżkowe oczekiwania rynkowe chłodzić będą zapewnienia banku centralnego o braku zmian stóp procentowych w kolejnych kwartałach.zaostrzenie retoryki

Autor: Mirosław Budzicki , PKO Bank Polski

Na łuszczycowe zapalenie stawów choruje 40 tys. Polaków. Problemem jest trudny dostęp do specjalistów i opieki psychologicznej

Na łuszczycowe zapalenie stawów choruje 40 tys. Polaków. Problemem jest trudny dostęp do specjalistów i opieki psychologicznej 11

W Polsce ponad 40 tys. osób, głównie młodych, choruje na łuszczycowe zapalenie stawów. Leki mogące zahamować rozwój choroby dostępne są jednak tylko dla pacjentów z najcięższą postacią schorzenia. Brakuje również kompleksowej opieki medycznej, szybkiego dostępu do specjalistów oraz pomocy psychologicznej. Wsparcie chorych i ich rodzin oraz zwrócenie uwagi społeczeństwa na ich potrzeby jest celem kampanii „ŁZS. Podwójny cios”.

Łuszczycowe zapalenie stawów to przewlekła choroba z grupy schorzeń reumatologicznych o podłożu zapalnym, atakująca stawy kończyn górnych i dolnych, kręgosłupa, stawy krzyżowo-biodrowe, a także przyczepy ścięgien. Zazwyczaj towarzyszy łuszczycy plackowatej – według statystyk 10–30 proc. pacjentów chorujących na łuszczycę rozwinie ŁZS w trakcie trwania procesu zapalnego. Choroba atakuje głównie ludzi młodych, przed 50 rokiem życia, a więc aktywnych zawodowo i społecznie. Do czynników decydujących o powodzeniu terapii należy wczesna diagnoza oraz szybkie wdrożenie prawidłowego leczenia.

– Im wcześniej pacjent będzie miał prawidłowo rozpoznane ŁZS i rozpoczęte leczenie przeciwzapalne, tym większa szansa na to, że nie dojdzie do uszkodzenia całego stawu, także jego unieruchomienia – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes prof. nadzw. dr hab. n. med. Witold Owczarek, kierownik Kliniki Dermatologii CSK MON Wojskowego Instytutu Medycznego w Warszawie.

Łuszczycowe zapalenie stawów może mieć różny przebieg. Najczęściej choroba przyjmuje łagodną postać, zdarzają się jednak przypadki ciężkie, prowadzące do zniszczenia stawów, a co za tym idzie – do kalectwa. Pierwsze objawy ŁZS pojawiają się w postaci stanów zapalnych stawów międzypaliczkowych rąk i nóg, bólu, obrzęku i sztywności stawów, m.in. kręgosłupa, a także bólem w okolicach pięt i połączenia mostka z żebrami spowodowanego zapaleniem przyczepów ścięgien. Podstawą diagnostyki jest badanie krwi, którego celem jest ustalenie wartości OB i CRP oraz obecności czynnika reumatoidalnego. W procesie diagnostycznym i terapeutycznym kluczowe znaczenie ma współpraca między lekarzami reumatologami a dermatologami.

– Dermatolog odgrywa bardzo ważną rolę w procesie rozpoznania ŁZS. W większości ŁZS rozwija się u chorych wcześniej chorujących na łuszczycę plackowatą, tylko u ok. 10–15 proc. pacjentów wcześniej występują zmiany o charakterze zapalenia stawów w stosunku do procesu odbywającego się na skórze. Dodatkowo ŁZS rozwija się u pacjentów chorujących zwykle na łuszczycę umiarkowaną do ciężkiej, choć może się również pojawić u chorych z mniej nasilonymi zmianami skórnymi – mówi prof. Witold Owczarek.

Problemem polskich pacjentów z łuszczycowym zapaleniem stawów jest ograniczony dostęp do lekarzy specjalistów, zwłaszcza poza dużymi miastami. W wielu mniejszych miejscowościach nie ma lekarzy reumatologów lub dermatologów, co uniemożliwia kompleksowe leczenie. Jak wynika z raportu „Ja Pacjent 2017” jednym z problemów, jakie napotykają osoby zmagające się z ŁZS, jest długi czas oczekiwania na wizytę u lekarzy specjalistów. Także dostęp do nowoczesnych form terapii bywa mocno ograniczony. W leczeniu ŁZS stosuje się przede wszystkim niesteroidowe leki przeciwzapalne, leki modyfikujące działanie układu odpornościowego pacjenta oraz glikokortykosteroidy.

– Klasyczne, syntetyczne leki modyfikujące przebieg choroby są ogólnodostępne i refundowane, ale jeśli chodzi o leki biologiczne Polska znajduje się na szarym końcu Europy. U nas około 1–2 proc. pacjentów jest leczonych w ten sposób, podczas gdy w innych krajach Europy jest to około 10–20 proc. pacjentów – mówi dr n. med. Piotr Krawiec, reumatolog z Małopolskiego Centrum Reumatologii, Immunologii i Rehabilitacji w Krakowie.

Leki biologiczne hamują rozwój choroby i ograniczają występowanie objawów. Dostępne są jednak wyłącznie dla pacjentów cierpiących na ciężką, oporną na innego rodzaju leczenie postać choroby, po spełnieniu wszystkich warunków klinicznych wymaganych przez finansowany ze środków publicznych program lekowy.

ŁZS wpływa na wiele aspektów życia. Chorzy borykają się z przewlekłym bólem, ograniczeniem ruchowym i szpecącymi zmianami skórnymi, co wpływa na ich kondycję psychiczną. Często zmuszeni są przerwać pracę zawodową, spotykają się też z brakiem zrozumienia ze strony zdrowych członków społeczeństwa.

– Nie ma aspektów życia, na które ta choroba nie wpływa, począwszy od tego, jak wstajemy z łóżka i czy w ogóle z niego wstaniemy, a skończywszy na tym, jak czuję się w tym momencie, przechodząc przez pracę, przyjemności albo ich brak, przez frustracje i morze innych rzeczy, które zwykły człowiek robi w zwyczajnym tempie. Tutaj wiele spraw urasta do poziomu rzeczy niemożliwych – mówi Monika Kotlarz-Koza, prezes Fundacji „Tak, mam łuszczycę”.

– Choroba uderza w wiele aspektów naszego życia. Dlatego potrzebne jest wieloaspektowe myślenie o tej chorobie. Głównym problemem, który ostatnio wysuwa się w stowarzyszeniu, jest kwestia aktywności zawodowej – musimy tak leczyć chorych, żeby jak najdłużej utrzymać ich na rynku pracy – dodaje Monika Zientek, prezes Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Młodych z Zapalnymi Chorobami Tkanki Łącznej „3majmy się razem”.

Z myślą o pacjentach z łuszczycowym zapaleniem stawów prowadzona jest ogólnopolska kampania „ŁZS. Podwójny cios”, której inicjatorem jest firma AbbVie Polska wspólnie z Ogólnopolskim Stowarzyszeniem Młodych z Zapalnymi Chorobami Tkanki Łącznej „3majmy się Razem”, Fundacją „Tak, mam Łuszczycę” oraz Świętokrzyskim Stowarzyszeniem Chorych na Łuszczycę. Jej celem jest wsparcie pacjentów w chorobie oraz budowanie świadomości społecznej na temat łuszczycowego zapalenia stawów. Informacje na temat akcji można znaleźć w serwisie poruszycswiat.pl w zakładce jej dedykowanej.

Intuicja odgrywa coraz większą rolę w biznesie. Oparta o wiedzę i doświadczenie może przynieść duże korzyści

Intuicja odgrywa coraz większą rolę w biznesie. Oparta o wiedzę i doświadczenie może przynieść duże korzyści 12

Duża część decyzji w biznesie podejmowana jest intuicyjnie. Choć intuicja kojarzy się z kobietami, to w taki sposób podejmują decyzje także mężczyźni. Zdaniem ekspertów warto się zdać na wewnętrzną podpowiedź, gdy brakuje wystarczającej liczby danych lub czasu na przemyślane ruchy. Intuicji można się nauczyć poprzez lepsze zarządzanie własną energią, wyciszenie czy medytację.

– Intuicja na pewno odgrywa ważną rolę w biznesie. Wiele decyzji podejmujemy intuicyjnie, przede wszystkim gdy mamy za dużo albo za mało informacji lub też niewystarczająco dużo czasu na przeanalizowanie sytuacji. Dlatego większość decyzji to decyzje intuicyjne – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes dr Ewa Hartman, kierownik studiów podyplomowych Neuro-Przywództwo w Centrum Kształcenia Podyplomowego Uczelni Łazarskiego.

W prowadzeniu własnego biznesu decyzje często trzeba podejmować spontanicznie. Jak wskazuje dr Hartman, takie sytuacje zdarzają się częściej, niż można przypuszczać. To m.in. decyzje podejmowane na najwyższym szczeblu w obliczu kryzysu, zagrożenia czy nagłej zmiany. Intuicją trzeba się wspierać także wtedy, gdy fakty są sprzeczne lub gdy o wszystkim decyduje czas.

Z mojego doświadczeni wiem, że polscy menadżerowie podejmują decyzje na podstawie intuicji, choć często sami się do tego nie przyznają. Są to decyzje podjęte na zasadzie: tak uważam, tak czuję. Podejmujemy je w ten sposób, gdy nie mamy czasu na dogłębne przeanalizowanie informacji – wskazuje dr Hartman.

Wśród menadżerów często dominuje przekonanie, że dobra decyzja musi być podjęta w oparciu o racjonalne przesłanki. Dlatego mają problem z przyznaniem się do intuicyjnego działania. Co ciekawe, choć teoretycznie to kobiety częściej kojarzone są z intuicyjnymi decyzjami, to coraz więcej mężczyzn działa w ten sposób.

Kobiety, nawet jeśli wiedzą, co zrobić, i tak będą szukać uzasadnienia swojej decyzji w faktach, żeby odeprzeć ewentualny zarzut, że ich decyzja nie jest racjonalna. Analizują więc swoje decyzje i ostatecznie często dochodzą do tego, co poczuły intuicyjnie w pierwszym momencie. Panowie podejmują decyzje sprawniej, szybciej, ale nie przyznają się do tego, że rozwiązanie podpowiedziała im intuicja – ocenia kierownik studiów podyplomowych Neuro-Przywództwo na Uczelni Łazarskiego.

Intuicja nie zawsze musi się wiązać z podjęciem ryzyka. Często podpowiada nam właściwe rozwiązania, choć to dopiero można ocenić z perspektywy czasu. Szanse podjęcia słusznej decyzji są tym większe, im lepiej znamy się na danym temacie i bardziej ufamy intuicji.

 Opieranie się na intuicji w biznesie nie musi być ryzykowne, jeśli jesteśmy ekspertem w danej dziedzinie. Badania dowodzą, że im więcej mamy prawdziwej ekspertyzy w danym temacie, im więcej mamy doświadczeń, tym lepsze są nasze decyzje oparte na intuicji. Jeżeli brakuje nam wiedzy czy doświadczenia, to wówczas podjęcie decyzji w taki sposób może być ryzykowne – przekonuje dr Ewa Hartman.

Intuicja w dużej mierze opiera się na tym, co wiemy.

– To zbiór doświadczeń z całego naszego życia, który jest połączony z emocjami. Jest on w naszej głowie nieświadomie posegregowany tak, żeby znaleźć między tymi doświadczeniami jakieś zależności, wzory, kategorie. Musimy mieć tylko skąd czerpać. Jeżeli człowiek się nie uczy i nie rozwija, to nie będzie w stanie podejmować dobrych decyzji intuicyjnie – mówi dr Ewa Hartman.

Dobra wiadomość jest taka, że intuicję można trenować. Potrzebny jest do tego jednak czas i cierpliwość.

– Intuicji można się nauczyć lub ją wyostrzyć. Aby tak się stało, trzeba umieć lepiej zarządzać swoją energią. Tu wchodzimy w obszar neuronauki, która doskonale tłumaczy, czym jest intuicja. Procesy intuicyjne można nawet zobaczyć – można zobaczyć, które ośrodki w mózgu biorą w niej udział – tłumaczy dr Ewa Hartman. – Da się wyostrzyć myślenie intuicyjne poprzez medytację, wyciszenie, danie sobie czasu na ułożenie informacji oraz odpoczynek. Tylko wtedy informacje, które zbieramy, mogą się poukładać i znaleźć swoje właściwe miejsce w głowie – intuicja wymaga bowiem zatrzymania.

Przed świętami liczba przesyłek wzrasta o 70 proc. Firmy kurierskie szykują się do szczytu już od września

Przed świętami liczba przesyłek wzrasta o 70 proc. Firmy kurierskie szykują się do szczytu już od września 13

Blisko połowa Polaków zamierza w tym roku kupić prezenty przez internet – wynika z badania Deloitte. Wydatki w tym kanale wzrosną o 8,6 proc., podczas gdy budżet na prezenty w ogóle ma być tylko o 3,4 proc. wyższy niż przed rokiem. To oznacza gorący okres dla firm kurierskich, które przygotowują się do niego od miesięcy, zatrudniając dodatkowych pracowników.

Boom rozpoczął się już w czarny piątek, gdy napędzana promocjami sprzedaż wzrosła o 45 proc., a kurierzy odnotowali podwojenie liczby przesyłek.

– W okresie przedświątecznym spodziewamy się do 40 proc. wzrostu wolumenu, a w dniach pikowych nawet 70 proc. – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Agnieszka Świerszcz, dyrektor ds. operacyjnych w DHL Parcel Polska. – Większość przesyłek napłynie z kanału e-commerce, co z punktu widzenia firmy kurierskiej stanowi dodatkowe wyzwanie z racji szczególnych wymagań klientów sklepów internetowych.

Z raportu firmy Gemius wynika, że 54 proc. z 26,5 mln polskich internautów robi zakupy w internecie, z czego 53 proc. kupuje w polskich sklepach, a 16 w zagranicznych. Wartość rynku szacowana jest już na 36–40 mld zł. Konsumentów do kanału internetowego zachęca całodobowa dostępność (82 proc.), wygoda (44 proc.), prostota (41 proc.), mniejsza czasochłonność (39 proc.) i niższe ceny (33 proc.). O 5 pkt proc. do 38 proc. spadła też w porównaniu z 2016 rokiem obawa o bezpieczeństwo transakcji. Przed świętami wszystkie te czynniki zyskują na znaczeniu.

Badanie Deloitte wskazuje, że 49 proc. Polaków zamierza kupić prezenty online, korzystając z komputera, a 20 proc. – z urządzeń mobilnych.

– Już w połowie roku przygotowujemy się do szczytu paczkowego, powołujemy cross-funkcyjny zespół, który usprawnia nasze procesy według ustalonego wcześniej planu – informuje Agnieszka Świerszcz. – To współpraca na poziomie całej firmy. Dla przykładu wspólnie z działem HR opracowujemy plany zatrudnienia dodatkowych pracowników i kurierów. Dział IS sprawdza, czy nasze systemy działają prawidłowo. Dział sprzedaży we współpracy z klientami przygotowuje dla nas prognozy wolumenowe. Dzięki temu w czasie szczytu paczkowego jesteśmy dobrze przygotowani.

W listopadzie DHL Parcel rozpoczął obsługę serwisu Zalando. Od maja rozwija także współpracę z siecią sklepów convenience Żabka, w których konsumenci mogą odbierać zamówione przesyłki. O ile przed wakacjami usługą objętych było nieco ponad dwa tysiące sklepów, obecnie jest to już cała sieć sześciu tysięcy placówek.

– W odpowiedzi na potrzeby klientów przygotowaliśmy nowe rozwiązania w kanale ostatniej mili, takie jak kurier wieczorny i doręczenia do ParcelShopów – mówi Agnieszka Świerszcz.

DHL Parcel zatrudnia też dodatkowych kurierów, by uporać się ze wzmożonym ruchem. Proces rekrutacyjny ruszył już we wrześniu.

– Wspólnie z działem HR przygotowaliśmy platformę rekrutacyjną w oparciu o nowoczesne kanały rekrutacji, takie jak Facebook, internet, program poleceń –mówi dyrektor ds. operacyjnych DHL Parcel Polska. – Staramy się, aby nasza oferta była elastyczna, co jest ważne w obecnej sytuacji rynkowej. Z racji tego, że pracujemy 24 godziny na dobę, każdy pracownik znajdzie dla siebie coś interesującego.