Qumak walczy o poprawę rentowności. Spółka stawia na rozwój

0

CEO Magazyn Polska

Zarząd spółki Qumak zamierza poprawić jej wyniki finansowe, zamykając mało rentowne obszary działalności, zmieniając strukturę firmy i walcząc o utrzymanie pozycji lidera w obszarach, w których radzi sobie najlepiej.

Spółka Qumak, działająca w branży teleinformatycznej, miała w I półroczu 293 mln zł przychodu i tylko 4 mln zysku netto. To lepszy rezultat niż w I półroczu 2013 r., gdy spółka miała ponad 4 mln zł straty, ale wciąż nieimponujący.

Długo myśleliśmy o tym, jak uzyskać ten większy poziom rentowności, jednym z pomysłów, które udało nam się bardzo mocno przepracować, było zbudowanie wokół Qumaka pewnej grupy kapitałowej, czyli stworzenie według naszego modelu kilku zależnych spółek w obszarach, które dla nas są niezmiernie ważne – powiedział w rozmowie z Newseria Inwestor Paweł Jaguś, prezes zarządu Qumak.

Cel to osiągnięcie rentowności powyżej 5 proc. By go osiągnąć, Grupa Qumak postawiła na trzy kierunki rozwoju, które uznała za perspektywiczne.

– To są ekspozycje multimedialne, technologie związane z ITS-em i technologie związane z infrastrukturą lotniczą – mówi Paweł Jaguś. – I na te spółki postawiliśmy szczególny nacisk. Zawiązaliśmy w lipcu tego roku spółkę Star ITS. Również w lipcu powołaliśmy spółkę Skylar, która rozpocznie swoją działalność operacyjną w listopadzie, natomiast w przyszłym roku, w styczniu – jeśli wszystko przebiegnie zgodnie z planem – zawiązana zostanie spółka multimedialna, której nazwy jeszcze nie znamy. 

Qumak ocenia, że rynek ekspozycji multimedialnych wart będzie w przyszłym roku 135 mln zł, a w kolejnych latach jego wartość może przekroczyć 200 mln zł.

– Jest to spółka, która będzie się zajmowała ekspozycjami multimedialnymi, budową nowoczesnych, inteligentnych wystaw i muzeów. Będzie również tworzyła kontent multimedialny – zapowiada prezes Qumak SA. – Ta spółka pokaże wkrótce, że potrafi działać, ponieważ będzie tam pracował nasz zespół, który zrealizował już kilka istotnych ekspozycji multimedialnych w Polsce.

Znacznie więcej wart jest rynek infrastruktury lotniczej, który już za kilka lat ma sięgnąć 0,5 mld zł. W Grupie Qumak zajmie się nim spółka Skylar.

Będzie specjalizować się w bezpieczeństwie ruchu lotniczego, systemach nawigacyjnych, radarach meteo, prześwietlarkach na lotniskach, systemach transportu bagażowego – tej całej warstwy, która powoduje, że transport lotniczy jest po prostu wydolny, że nie jest ograniczony w rozwoju oraz że staje się głównym transportem w obszarze Unii Europejskiej – tłumaczy prezes Jaguś.

Ostatni kierunek rozwoju grupy Qumak związany jest ze spółką Star ITS, która specjalizuje się w budowie Inteligentnych Systemów Transportowych. Z szacunków wynika, że wartość rynku systemów ITS obecnie wynosząca 4 mld zł, w latach 2014-2020 może wzrosnąć do 10 mld zł.

– To spółka, którą tworzą tylko inżynierowie ruchu. Ich zadaniem jest budowa kolejnych systemów transportowych, serwisowanie tych nowych oraz tych już istniejących. Chcemy, by mogli oni oferować swoje usługi wszystkim wielkim aglomeracjom miejskim, w których działają systemy ITS-owe działają. Takich miast w Polsce jest ponad 20 – ocenia Paweł Jaguś, prezes zarządu Qumak.

Donoria zamierza umocnić swoją pozycję w branży ubezpieczeniowej. Wraz z pozyskanym inwestorem planuje przejęcia innych firm

0

CEO Magazyn Polska

Donoria, polski broker ubezpieczeniowy specjalizujący się w sprzedaży polis dla biznesu, liczy na dynamiczny rozwój w najbliższych latach. Spółka pozyskała międzynarodowego inwestora branżowego, który ma jej pomóc wejść na nowe rynki, zaoferować klientom nowe produkty i przejąć mniejsze firmy.

Nie dalej niż miesiąc temu 51 proc. udziałów Donorii kupiła brytyjska firma brokerska Howden Broking Group.

– Wiemy, że dla tego inwestora Polska jest ważnym punktem na mapie europejskiej – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Dominik Stachiewicz, członek zarządu Donorii. – Natomiast my, jako silny polski gracz, cieszymy się, że dzięki wsparciu tego inwestora będziemy mieli przede wszystkim bezpośredni dostęp do rynków międzynarodowych, szczególnie do rynku brytyjskiego, który jest najbardziej rozwinięty pod względem unikatowych produktów.

Donoria specjalizuje się w ubezpieczeniach przemysłu drzewnego, handlu towarami spożywczymi, tekstylnymi, użytkową elektroniką i AGD, a także spedycji i logistyki oraz transportu.

– Chcemy rozwijać się również w sektorach IT – deklaruje Dominik Stachiewicz – Widzimy tutaj olbrzymi potencjał. Polska, można powiedzieć, stoi firmami IT o najróżniejszej wielkości. Natomiast łączy ten sektor jedna cecha: mają bardzo dużą ekspozycję na ryzyko. Tacy brokerzy, jak nasz partner Howden, mają wyspecjalizowane produkty, dzięki którym te firmy będą mogły się czuć bezpieczniej.

Kolejna branżą, której Donoria wraz z Howden Broking chce oferować swoje produkty, to real estate, deweloperzy i firmy budowlane. Spółka planuje też korzystać z doświadczenia swego partnera w zakresie ubezpieczeń odpowiedzialności cywilnej członków zarządu, zarządzających i samych instytucji.

– Polska na tle chociażby swoich sąsiadów z Europy Środkowo-Wschodniej jest bardzo dużym rynkiem ubezpieczeniowym, spółki tutaj działające generują bardzo znaczne przychody mówi Dominik Stachiewicz. – Donoria jest tego dobrym przykładem – w ciągu 12 lat działalności udało nam się już wypracować dobrą pozycję na tym rynku.

Od swych klientów Donoria zebrała w 2013 roku składkę na poziomie 180 mln zł. Spółka deklaruje, że od trzech lat rozwija się w tempie 30 proc. rocznie, a plany na przyszłość ma bardzo ambitne. Liczy, że dzięki wsparciu inwestora będzie w stanie nie tylko rozwijać się organicznie, lecz także poszerzać paletę usług i sektorów, w których działa.

– Liczymy na wsparcie kapitałowe w celu pozyskania ciekawych, atrakcyjnych firm z polskiego rynku ujawnia Dominik Stachiewicz, członek zarządu Donorii. – Widzimy, że mniejsze podmioty będą najprawdopodobniej szukały wsparcia silniejszych polskich brokerów, dlatego naszym zdaniem jest to świetny moment na rozwój poprzez przejęcia i koncentracje tego rynku.

Przemysł zależny od Rosji zarabia. Dobre perspektywy dla Amiki i Stomilu Sanok

0

CEO Magazyn Polska

Spółki przemysłowe, które są zaangażowane na rynku rosyjskim mogą w najbliższym czasie przynieść zyski i to mimo że ich interesy często bezpośrednio zależą od sytuacji politycznej. Analitycy Biura Maklerskiego BGŻ pozytywnie oceniają przyszłość czterech z nich. To Amica Wronki, Stomil Sanok, Wielton i Zetkama. Każda z nich zależy jednak w innym stopniu od stosunków na linii Rosja-Zachód.

Stomil Sanok jest najlepszym przykładem spółki, która korzysta na niskich cenach surowców.

– Stomil Sanok przede wszystkim korzysta z kauczuków, w tym kauczuku EPDM [etylenowo-propylenowy], kauczuku chloroprenowego i kauczuków naturalnych. Notowania właśnie tych surowców w ostatnim czasie poszły bardzo w dół. Dlatego też bardzo wzrosły rentowności w II kw., w I kw. zresztą też, całe półrocze spółka zamknęła bardzo dobrym wynikiem – mówi Krzysztof Kozieł, analityk Biura Maklerskiego BGŻ.

Grupa Stomil Sanok w pierwszym półroczu 2014 r. miała 49,4 mln zł skonsolidowanego zysku netto w porównaniu z 29,5 mln zł zysku przed rokiem. Przychody ze sprzedaży wyniosły 361,9 mln zł w porównaniu z 348,5 mln zł rok wcześniej. Spółka ma dobre rokowania na przyszłość i jest – zdaniem analityka – dobrym pomysłem inwestycyjnym na ostatnie miesiące tego roku.

Krzysztof Kozieł podobnie ocenia też perspektywy Amiki i to mimo że spółka dużo eksportuje do Rosji. Amica korzysta na ubiegłorocznym bankructwie Mastercooka, dzięki któremu mogła zagarnąć sporą część rynku.

– Mniej więcej 60 proc. rynku, który pozostał po Mastercook, został przejęty przez producenta z Wronek, dlatego dynamiki w Polsce sięgają nawet 25 proc. I te dynamiki są wypracowywane właśnie w segmencie urządzeń grzejnych, który jest bardzo marżowy – mówi Kozieł. – Trzeba pamiętać, że Amica sprzedaje również towary, które są niżej marżowe, ale akurat w Polsce udaje się sprzedawać właśnie bardziej marżowy miks.

Amica w dalszym ciągu rozwija się w Rosji, mimo niekorzystnej sytuacji gospodarczo-politycznej. W pierwszym półroczu przychody liczone z tego rynku wzrosły o 6 proc. Całe przychody ze sprzedaży wzrosły w tym czasie o ponad 23 procent, zysk netto był wyższy o 84 proc. rok do roku i wyniósł 55,5 mln zł.

BM BGŻ pozytywnie oceniło też Zetkamę i to mimo że jej wyniki znacząco nie rosną. Jak mówi Kozieł, to spółka spokojna i stabilna, mimo że jej głównym kierunkiem eksportowym jest Rosja. Skonsolidowane przychody grupy w pierwszym półroczu 2014 r. wzrosły o 4,58 proc. do 151,17 mln zł.

– Tak naprawdę spółka szykuje się na kolejne sezony. Trzeba też przyznać, że Zetkama jest spółką sezonową – w IV kw. sprzedaż jest o wiele niższa niż w poprzednich trzech, dlatego też wyniki za IV kw. mogą być niższe niż za poprzednie kwartały, i to też trzeba mieć na uwadze, analizując wyniki tej spółki.

Również bardzo zaangażowaną na Wschodzie spółką jest Wielton, któremu analitycy BM BGŻ dają niewielki kredyt zaufania. Firma produkuje naczepy, jej sprzedaż w Rosji spadła o 20 proc.

– Dlatego mimo że spółka rośnie na innych rynkach, tzn. dywersyfikuje się geograficznie na innych rynkach, to tak naprawdę, jeżeli chodzi o sprzedaż skonsolidowaną, to w II kw. było bardzo słabo. Spodziewamy się, że do końca roku nic się nie zmieni – przewiduje analityk.

Prezes Wieltona mówił jednak niedawno Newserii, że spółka chce zainwestować w montownię w Rosji, co może ją uchronić przed ewentualnym zaostrzeniem sankcji nałożonych przez UE na ten kraj. Planuje też w najbliższych latach wzrost eksportu do innych krajów o ok. 5 proc.

Madryt wprowadza opłaty od aut wjeżdżających do centrum. Jego śladem chciałyby pójść polskie miasta

CEO Magazyn Polska

Od stycznia w Madrycie będzie obowiązywał elektroniczny system ograniczający wjazd do centrum miasta. Strefa wolna od samochodów zwiększy się ze 192 do 350 hektarów. Polskie miasta chciałyby pójść śladem hiszpańskiej metropolii, ale na przeszkodzie stoi mało elastyczny system prawny, który zabrania zarówno pobierania opłat za wjazd do centrum, jak i regulowania ceny za parkowanie. 

Wjazd do centrum Madrytu będzie możliwy tylko dla samochodów, których właściciele mieszkają na danym obszarze, ewentualnie dla pojazdów, które zagwarantowały sobie poprzez możliwość mobilnej rezerwacji miejsce na jednym z trzynastu parkingów – mówi Ewa Wolniewicz-Warska, sales country manager w Kapsch Telematic Polska. – Jeżeli samochód wjedzie, a nie będzie spełniał żadnego z tych warunków, będzie nałożona kara i to dosyć bolesna, bo w wysokości 90 euro.

Samochody dostawcze będą mogły wjeżdżać do strefy jedynie w godzinach 10-13, a nocą zakazany będzie ruch motocyklowy. To niejedyne europejskie miasto, które próbuje zminimalizować ruch, hałas i emisję spalin. Helsinki w ciągu 10 lat chcą doprowadzić do sytuacji, w której mieszkańcom nie będzie się opłacało posiadać własnych pojazdów. Berlin uzależnił opłaty od klasy silnika pod względem emisji spalin.

Przykładem efektywnego wdrożenia rozwiązania strefowego ograniczającego wjazd samochodów produkujących duże ilości spalin jest Berlin – mówi Wolniewicz-Warska. – Klasy Euro IV i V wjeżdżają do centrum za darmo, pozostałe nie mają tam wstępu. W wyniku tego zanieczyszczenie pyłem zawieszonym spadło w tym mieście o 50 proc. To ogromna różnica. Poprzez wprowadzanie ograniczeń, kontrolowanych poprzez narzędzia elektroniczne, można więc skutecznie zadbać o środowisko.

W Polsce na mieszkańca przypada więcej samochodów niż wynosi średnia dla Unii. Jak podaje Instytut Samar, już w ubiegłym roku na tysiąc mieszkańców przypadały 653 zarejestrowane pojazdy, podczas gdy średnia dla całej wspólnoty to 484. Władze zauważają problem zagęszczenia ruchu. W konsultacjach znajduje się przygotowany przez Ministerstwo Infrastruktury i Rozwoju dokument pod nazwą „Krajowa Polityka Miejska”. Wskazano tam na konieczność ograniczenia ruchu pojazdów osobowych. Duże inwestycje w transport publiczny, jak twierdzą autorzy, nie przełożą się na wzrost wykorzystania transportu publicznego.

W Polsce brakuje instrumentów prawnych do elastycznego wdrażania tego rodzaju rozwiązań – twierdzi Ewa Wolniewicz-Warska. – Ustawa o drogach publicznych jest wyjątkiem na tle prawodawstwa europejskiego, gdyż nie dopuszcza możliwości pobierania opłat za wjazd do strefy śródmiejskiej.

Najbardziej narażona na zagęszczenie ruchu jest Warszawa. W Madrycie na tysiąc mieszkańców przypada około 500 pojazdów. W stolicy Polski w całej aglomeracji jest to 600, a w centrum – 800.

Władze miasta są zainteresowane wdrożeniem systemu ograniczającego wjazd – twierdzi Wolniewicz-Warska. – To jest właściwie konieczność, bo stolica męczy się z powodu niezwykle dużego natłoku ruchu samochodowego. Nie może tego regulować cenami za parkowanie, bo one także zamrożone są w ustawie.

Inne miasta, takie jak Kraków czy Toruń, też chciałyby, jak zauważa Ewa Wolniewicz-Warska, skorzystać z tego rodzaju rozwiązań.

Rodzi się więc zrozumienie – podsumowuje przedstawicielka firmy Kapsch Telematic Services. – Trochę może jeszcze brakuje odwagi do takiego podejścia i  pierwszego, który zdecyduje się coś takiego wprowadzić i pokaże, że to działa.

Od strony technicznej wprowadzenie takich rozwiązań nie jest dziś problemem.

Systemy działają na różnych zasadach – precyzuje Ewa Wolniewicz-Warska. – Może być to ewidencja na podstawie odczytu z tablicy rejestracyjnej czy kontrola z wykorzystaniem dedykowanej łączności krótkiego zasięgu. To drugie rozwiązanie jest skuteczniejsze i efektywniejsze, chociaż wymaga wyposażenia w niewielkie urządzenia nadawcze.

Sprawne funkcjonowanie systemów umożliwia dostępność mobilnych czy internetowych aplikacji.

Oczywiście tego rodzaju aplikacje muszą mieć bezpośredni link do centralnej bazy, która z kolei służy jako baza referencyjna do kontroli – tłumaczy przedstawicielka Kapsch Telematic Services. – Kontrole są z reguły przeprowadzane na podstawie odczytu z tablic rejestracyjnych. Właściciele samochodów, którzy są mieszkańcami centrum, bywają w takich wypadkach zobligowani do zarejestrowania pojazdu w bazie. Jednocześnie ci, którzy rezerwują miejsca parkingowe, robią to na numer samochodu, który automatycznie trafia do bazy.

Centra miast się wyludniają. Przyczynia się do tego program Mieszkanie dla Młodych

Programy takie jak Mieszkanie dla Młodych, choć dają szansę młodym ludziom na zakup pierwszego mieszkania, to równocześnie przyczyniają się do wyludniania centrów miast. Polska potrzebuje więc lepszego planowania przestrzennego i myślenia perspektywicznego o budownictwie mieszkaniowym. Pomógłby także rządowy program wspierający budownictwo pod wynajem.

Każdy program wspierający możliwość zakupu mieszkań jest dobrze widziany, ale ważne jest też, żeby pieniądze na niego przeznaczone były racjonalnie wykorzystywane – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Grzegorz Kiełpsz, prezes zarządu Polskiego Związku Firm Deweloperskich. ‒ Wydaje mi się, że lepiej byłoby, gdyby te same pieniądze były przeznaczane dla osób spełniających kryteria danego programu, ale do wykorzystania w tej lokalizacji, w której one są potrzebne z punktu widzenia tych rodzin, czyli blisko centrów miast.

Wyludnianie centrów miast to poważny problem urbanistyczny i społeczny w Polsce. Obrzeża metropolii dają jednak większe możliwości inwestycyjne, a ceny są tam niższe. Źródło problemu tkwi w braku planowania przestrzennego i koordynacji. Problem ten dotyczy nie tylko dużych miast – polskie gminy planują przeznaczyć pod budownictwo mieszkaniowe tereny, na których można by wybudować lokale dla nawet ponad 200 milionów osób.

Polskie miasta potrzebują tego, co jest istotą rozwoju każdej lokalnej społeczności, czyli dialogu. Dialogu urbanistycznego, który dotyczyłby właśnie problematyki zagospodarowania przestrzeni – przekonuje Olgierd Dziekoński, sekretarz stanu w Kancelarii Prezydenta RP.

Konrad Płochocki, dyrektor generalny PZFD, dodaje, że nie zawsze problemem jest złe zagospodarowanie przestrzeni. Czasem w ogóle brakuje planów. Gminy, jak ocenia Płochocki, boją się zobowiązań finansowych wynikających z dokładnego zaplanowania przestrzeni, a brak takiej strategii ogranicza możliwość wpływania na inwestycje.

Przykładem jest warszawska Białołęka. W ciągu ostatnich kilkunastu lat powstały tam liczne osiedla mieszkaniowe, choć nikt nie przewidywał takiego kierunku rozwoju tej dzielnicy.

Kiełpsz dodaje, że zamiast przeznaczać tereny pod zabudowę mieszkaniową, gminy powinny same zająć się budownictwem komunalnym.

Dla tych osób, które rzeczywiście nie są w stanie poradzić sobie same z rozwiązaniem problemu mieszkaniowego – podkreśla prezes PZFD.

Dodaje, że programy wsparcia powinny również uwzględniać wynagrodzenia beneficjentów. Obecnie w programie MdM zarobki nie są kryterium, co oznacza, że o rządowe dofinansowanie mogą ubiegać się również osoby zarabiające wystarczająco dużo, by samodzielnie spłacić kredyt.

Rozwiązaniem jest z jednej strony podjęcie przez władze działań mających na celu obniżenie kosztów budowy mieszkań. Z drugiej strony wspieranie rozwoju budownictwa mieszkań na wynajem, i to nie tylko wynajmowanych przez duże fundusze, lecz także tych wynajmowanych przez klientów indywidualnych – apeluje Kiełpsz.

Do listy zadań Dziekoński dodaje jeszcze usprawnienie telekomunikacji, w tym dostępu do internetu oraz transportu zbiorowego. To może pozwoli zatrzymać młodych Polaków w mniejszych miastach.

Kiełpsz zauważa jeszcze, że budownictwo mieszkaniowe nie musi rozwijać się tylko na obrzeżach miast. Duży potencjał mają m.in. tereny poprzemysłowe, które można znaleźć w większości aglomeracji.

Tutaj jest duży potencjał. Wydaje się, że działania rewitalizacyjne mogą mieć szansę i finansowanie, nie tylko ze środków krajowych, lecz także ze środków z nowej perspektywy unijnej – ocenia Grzegorz Kiełpsz.

Kellogg’s oficjalnie otwiera fabrykę w Kutnie i zapowiada jej rozbudowę. Trwa rekrutacja pracowników

CEO Magazyn Polska

Międzynarodowy koncern spożywczy Kellogg&HASH39;s na początku przeszłego roku uruchomi drugą linię produkcyjną w niedawno otwartej fabryce chipsów w Kutnie. W wytwórni znajdzie pracę 200 osób. Rekrutacja już się rozpoczęła.

– Zakład produkcyjny w Kutnie ma strategiczne położenie – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Bart Van Audenhove, dyrektor fabryki Kellogg&HASH39;s w Kutnie.  Nasz pierwszy europejski zakład otworzyliśmy w Belgii, a ten jest strategicznie położony w specjalnej strefie ekonomicznej, by produkować na rynki w Europie Środkowo-Wschodniej, Bliski Wschód, do Afryki, Rosji i Turcji.

Pierwsza linia produkcyjna fabryki chipsów Pringles w Kutnie ruszyła w lipcu. Obecnie trwają prace przy budowie kolejnej oraz rekrutacja pracowników do jej obsługi.

Mój zespół kierowniczy składa się w 80 proc. z Polaków – mówi Bart Van Audenhove.  Menadżerowie to niemal wyłącznie polski zespół z kilkoma obcokrajowcami wmieszanymi w tę grupę. Ale zamiarem jest zbudowanie zakładu z polskimi pracownikami i polską kadrą kierowniczą. Plan zakłada stworzenie prawdziwie polskiego zakładu.

Jest to jedna z największych inwestycji pod względem wartości w podstrefie kutnowskiej ocenia Zbigniew Burzyński, prezydent Kutna. 23 inwestorów ma tutaj pozwolenia na działalność. Z tego już większość, bo chyba 16 lub 17, już działa. Kolejne zakłady są w budowie bądź w przygotowaniu do budowy. Rozwijamy się dynamicznie i myślę, że pojawią się kolejni inwestorzy, bo prowadzimy rozmowy.

Kutno ma korzystne położenie, niemal w samym środku Polski, w pobliżu autostrady Warszawa-Poznań-Berlin. To sprawia, że inwestorów przybywa, a bezrobocie spada. Przemysł, który kilka lat temu dawał pracę 2 tys. mieszkańców, dziś zatrudnia 6 tys.

Inwestycje Kellogg’s oraz innych inwestorów w kutnowskiej podstrefie Łódzkiej Strefy Ekonomicznej są potwierdzeniem, że polskiej gospodarce potrzebne są miejsca, gdzie można inwestować, licząc na preferencyjne warunki działania.

– Jestem admiratorem specjalnych stref ekonomicznych – deklaruje Tomasz Jędrzejczak, sekretarz stanu w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów. – Przez ostatni rok czy nawet ostatnie dwa lata w Polsce dyskutowano o tym, czy działalność stref ma być jeszcze wydłużana, czy możemy już z nich rezygnować. Myślę, że tutaj udowadniamy, że specjalne strefy ekonomiczne są bardzo istotne, a Łódzka Strefa Ekonomiczna, która jest świetnie zarządzana, to już jest top of the top ostatnich latach.

Big data to biznes przyszłości. W Polsce będzie można zarobić na cyfryzacji administracji i energetyki

CEO Magazyn Polska

Międzynarodowe korporacje ICT coraz mocniej wchodzą na polski rynek. Oceniają, że można tu zrobić dobry biznes głównie na zamówieniach publicznych oraz zamówieniach z sektora energetycznego. Zarządzanie dużymi ilościami danych to też sektor bardzo konkurencyjny, bo lokalne firmy nie ustępują pola wielkim koncernom.

– Dzisiaj obszarem najbardziej rozwojowym jest oczywiście big data – ocenia Dariusz Baran, country manager Atos Polska. – W Polsce dzisiaj nie ma jeszcze takich rozwiązań, a przynajmniej w takim wymiarze, jakiego oczekują klienci. Klient potrzebuje nowych modeli biznesowych tworzonych w oparciu o rozwiązania big data. Takie możliwości pojawią się lada chwila. Nasza firma już bierze udział w kilku postępowaniach przetargowych, w których wykorzystuje elementy big data, na przykład w rozwiązaniach typu Fraud Management Systems (FMS), którymi interesują się firmy z sektorów telekomunikacyjnego, ubezpieczeniowego oraz bankowego.

Obszar big data będzie coraz bardziej zagospodarowywany, ponieważ na świecie jest coraz więcej urządzeń generujących ogromne zbiory danych, rośnie też potrzeba zarządzania ogromnymi zbiorami danych. W Polsce Atos chce wdrażać rozwiązania, które zostały wypracowane w ramach grupy Atos SE, działającej w 52 krajach na całym świecie. O potencjale rynku big data, w połączeniu z cloud computingiem i bezpieczeństwem cyfrowym, świadczy przeprowadzana obecnie operacja przejęcia przez Atos firmy Bull za 620 mln euro. W efekcie fuzji powstanie największa firma sektora cloud, cyber security i big data w Europie.

– Teraz naszym wyzwaniem jest integracja firm Bull i Atos na całym świecie. Jest to kolejny krok w kierunku rozwoju naszej firmy i zwiększenia naszego portfolio usług. Dzięki temu przejęciu będziemy mocniejsi zarówno w obszarze big data, jak i cloud computingu i cyber security, które według nas jest przyszłością rozwoju usług informatycznych – mówi szef Atos Polska.

Jak ocenia prezes Baran, konkurencja w Polsce, podobnie jak w innych krajach, jest na tym rynku bardzo duża. Istniejące od lat firmy lokalne, o ustabilizowanej już pozycji, muszą bowiem sprostać konkurencji dużych międzynarodowych graczy.

– Myślę, że tutaj tak naprawdę nic się nie zmieni. Konkurencja będzie naszą codziennością. Jestem jednak przekonany o tym, że ani polskie firmy, ani międzynarodowe nie odpuszczą i dla klientów jest to najlepsza wiadomość.

Wciąż jest jednak dużo obszarów do zagospodarowania. Atos w Polsce przez wiele lat działał głównie w sektorze telekomunikacyjnym. Obecnie stawia na sektor publiczny, na którego rozwój przeznaczane są fundusze europejskie. Przykładem jest rozwój e-administracji, będący priorytetem rządu od wielu lat. Zdaniem szefa polskiego oddziału firmy obiecującym rynkiem staje się też energetyka.

–  Z racji nadchodzącego rzeczywistego uwolnienia rynku energetyka potrzebuje zmian – uważa Dariusz Baran. – Na razie ich tempo jest stosunkowo wolne, ale przewidujemy zdecydowaną zmianę dynamiki rozwoju. Firmy energetyczne będą musiały dostosowywać swoje usługi do potrzeb coraz bardziej wymagających klientów.

W efekcie pojawi się szansa nowe projekty dla firm informatycznych, które często będą musiały zbudować cały system praktycznie od podstaw. Cel to integracja zarządzania energetyką na poziomie ogólnokrajowym spełniająca wymagania klientów detalicznych, którzy chcą sprawdzać stan licznika i przewidywaną najbliższą wysokość rachunku na swoich smartfonach.

Rośnie udział transportu kolejowego w obsłudze gdyńskiego portu. Potrzebna dalsza modernizacja linii

CEO Magazyn Polska

Przewozy kolejowe odgrywają coraz większą rolę w obsłudze Portu Gdynia. Ich znaczenie będzie stale wzrastać wraz z modernizacją linii kolejowych prowadzoną przez PKP PLK. Port prowadzi inwestycje również w wewnętrzną infrastrukturę kolejową. Inną dużą inwestycją jest zagospodarowanie Nabrzeża Bułgarskiego.

– Nabrzeże Bułgarskie jest w trakcie inwestycji. Uzyskamy tam nowy odcinek nabrzeża oraz place składowe i operacyjne. Ta inwestycja, która powstaje z wykorzystaniem funduszy Unii Europejskiej, połączona jest z zagospodarowaniem terenu centrum logistycznego po drugiej stronie Estakady Kwiatkowskiego. Centrum logistyczne będzie wspierało rozwój obrotu towarów transportem morskim, w tym zwłaszcza transportu ładunków wysoko przetworzonych w kontenerach – mówi Krzysztof Gromadowski, dyrektor ds. współpracy międzynarodowej i PR w Zarządzie Morskiego Portu Gdynia.

Inwestycja ma na celu zwiększenie możliwości przeładunkowych portu i przygotowanie infrastruktury pod działalność logistyczną. Koszt realizacji to ponad 100 mln zł. Całość ma być gotowa w I połowie 2015 roku.

W latach 2014-2016 ZMPG zamierza wydać ponad 730 mln zł na rozbudowę i modernizację infrastruktury portowej. Część środków trafi na drogi i koleje. Swoje inwestycje w infrastrukturę kolejową prowadzi też Bałtycki Terminal Kontenerowy. Jak podkreśla Gromadowski, transport kolejowy ma dla portu duże znaczenie.

– Poza modernizacją torów wewnątrz portu ważna jest też infrastruktura, która łączy terminale portowe ze stacją Gdynia Port. Inwestycje te pozostają w gestii PKP PLK, które wkrótce rozpoczną wielki projekt o wartości 600 mln złotych. W ramach projektu pewne niepotrzebne elementy infrastruktury będą likwidowane, a wszystkie istotne elementy bocznic aż do połączenia z głównymi szlakami kolejowymi będą modernizowane – wyjaśnia dyrektor w Porcie Gdynia.

Dla portu ogromne znaczenie ma też trwająca modernizacja krajowych tras kolejowych. Szczególnie ważna jest modernizacja linii kolejowych łączących Gdynię z Bydgoszczą przez Kościerzynę i Maksymilianowo.

– Realizacja tych projektów stworzy warunki do odciążenie bardzo mocno zajętych linii: Gdynia-Gdańsk oraz głównej magistrali na odcinku Gdańsk-Tczew. Z uwagi na rozwój obydwu portów w Gdańsku i Gdyni, to połączenie przez Kościerzynę w przyszłości na pewno pozwoli nam na lepsze wykorzystanie szlaków kolejowych, ponieważ obserwujemy stałą tendencję wzrostu udziału transportu kolejowego w obsłudze portów Trójmiasta – podkreśla Gromadowski.

Modernizacja linii kolejowych w całym kraju wiąże się z trudnościami w organizacji przewozów do i z portów morskich. Jak jednak zaznacza Gromadowski, ograniczenia przepustowości linii są minimalizowane, dzięki dobrej współpracy z PKP PLK.

Lewiatan proponuje zmiany w ustawie o OZE

Sejm w tym tygodniu rozpocznie prace nad szczegółami ustawy o odnawialnych źródłach energii. Rada OZE Konfederacji Lewiatan postuluje, aby do ustawy wprowadzić jeszcze zapisy dotyczące okresu przejściowego oraz elastyczności w zakresie rozliczenia obowiązku produkcji w ramach systemu aukcyjnego.

Z projektu ustawy wynika, że pierwsze aukcje zostaną przeprowadzone i rozstrzygnięte nie wcześniej niż w połowie roku 2016. Z uwagi zaś na fakt, że budowa instalacji, które wygrają aukcje rozpocznie się dopiero po zakończeniu aukcji, pierwsze instalacje OZE rozpoczną pracę najwcześniej w roku 2018. Od momentu podjęcia decyzji o rozpoczęciu budowy (tj. wygrania aukcji) a jej zakończeniem mija bowiem zwykle (średnio) ok. 1,5 roku.

Z uwagi na wskazany powyżej czas budowy instalacji OZE, utrzymanie 1 stycznia 2016 jako granicznej daty wygaśnięcia prawa do kwalifikacji nowych projektów do systemu zielonych certyfikatów spowoduje (i częściowo już spowodowało) niemal całkowite zatrzymanie inwestycji w instalacje OZE z końcem bieżącego roku. Rozpoczęcie bowiem teraz (w ostatnim kwartale 2014 roku) budowy instalacji OZE wiąże się z bardzo dużym ryzykiem, że taka instalacja nie otrzyma wsparcia w ramach systemu zielonych certyfikatów, gdyż zostanie zakończona po 1 stycznia 2016 roku, a jednocześnie nie będzie uprawniona do udziału w aukcji. Taki stan rzeczy skutkować też będzie brakiem finansowania (czy to bankowego, czy to korporacyjnego) dla takich inwestycji. Nie będą zatem podejmowane żadne inwestycje w całym roku 2015 oraz w 2016 do momentu rozstrzygnięcia pierwszej aukcji.

Efektem tego będzie powstanie luki inwestycyjnej – wszelkie prace w zakresie inwestycji o OZE zostaną zahamowane. Wiele z tych inwestycji nigdy nie powstanie, gdyż w tym czasie wygasną pozwolenia, na których opiera się ich konstrukcja formalna (np. umowy przyłączeniowe).

Dlatego Rada OZE Konfederacji Lewiatan po raz kolejny proponuje wprowadzenie okresu przejściowego, którym będzie rok 2016. Instalacje OZE wybudowane w tym czasie uzyskają prawo do udziału w systemie zielonych certyfikatów.

Obecne zapisy ustawy stanowią, że niewyprodukowanie w 3-letnim okresie rozliczeniowym energii elektrycznej w ilości wskazanej w aukcji podlega karze. Prowadzi to do sytuacji, w której inwestor, aby uniknąć kar, musi wskazać w aukcji taką wielkość produkcji, co do której jest w 100 proc. pewien, że jest w stanie ją osiągnąć. W przypadku technologii wykorzystujących siły przyrody (np. wiatr, woda lub słońce) wielkość produkcji zależy od czynników niezależnych od inwestora. Nie jest zatem możliwe podanie w aukcji ze 100 proc. pewnością wielkości produkcji. Inwestorzy zatem będą musieli wskazywać niższą niż faktycznie osiągniętą wielkość produkcji. Ponieważ wsparcie udzielone będzie tylko do wysokości produkcji wskazanej w aukcji, duża jej część pozbawiona zostanie wsparcia.

Zwiększy to jedynie koszty funkcjonowania sytemu wsparcia, gdyż w celu uzyskania tego samego poziomu wsparcia (nakłady inwestycyjne nie zależą od poziomu kar, czy długości okresu rozliczeniowego) inwestorzy będą dążyć do uzyskania wyższych cen, a koszty finansowania wzrosną z uwagi na dodatkowe ryzyko operacyjne takich projektów, co jest sprzeczne z założeniami do samej ustawy. Ponadto, konieczność przyjęcia w analizach ekonomicznych niskiego poziomu produkcji przy określonych cenach referencyjnych, z pewnością spowoduje znaczące obniżenie ilości projektów startujących w aukcjach z uwagi na niską opłacalność. Stanowi to dodatkowe zagrożenie dla realizacji celów OZE w 2020 roku.

Rada OZE Konfederacji Lewiatan proponuje więc złagodzenie obowiązku rozliczeniowego przez umożliwienie niewielkich odchyleń (np. w wysokości 15 proc.) od wysokości produkcji wskazanej w aukcji, co w pełni pozwoli zrealizować cele, jakie przyświecały autorom nowej ustawy, czyli minimalizacji kosztów wsparcia produkcji energii z OZE dla odbiorców końcowych.

Konfederacja Lewiatan

Cena emisyjna akcji właściciela marki Coccodrillo to 14,9 zł. Zaczynają się zapisy dla inwestorów instytucjonalnych

CEO Magazyn Polska

Rozpoczynają się zapisy inwestorów instytucjonalnych na akcje CRDL SA, producenta i dystrybutora ubranek oraz zabawek dla dzieci. Cenę emisyjną ustalono na poziomie 14,90 zł. Spółka ma już ponad 340 sklepów w Europie, a dzięki kapitałowi z giełdy chce uruchomić ponad 80 nowych sklepów, nowy magazyn i rozbudować sklep internetowy. CDRL pracuje także nad rozszerzeniem asortymentu i zapowiada walkę o pozycję lidera w branży odzieżowej.

Ostateczna cena emisyjna jest niższa od maksymalnej, którą wcześniej wyznaczono na 17,4 zł. Oznacza to, że spółka pozyska z debiutu 14,9 mln zł, bo do inwestorów trafi 1 mln akcji, z czego 80 tys. – do indywidualnych, a 920 tys. – do instytucjonalnych. Zapisy dla tych ostatnich właśnie się rozpoczęły.

– Pieniądze pozyskane z aktualnej emisji chcemy przeznaczyć na dalszy rozwój sieci i budowę sklepów oraz nowego centrum logistycznego, które w głównej mierze będzie przeznaczone na obsługę naszego nowego projektu, czyli na rozwój sklepu internetowego – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Marek Dworczak, prezes zarządu CDRL SA.

Spółka CDRL SA zajmuje się projektowaniem, produkcją oraz dystrybucją ubranek dla dzieci i młodzieży pod własną marką Coccodrillo. W 2013 r. spółka miała 342 sklepy, z czego 187 w Polsce, 135 w pozostałych krajach UE oraz 20 poza UE. Poza marką Coccodrillo sprzedaje także wyroby innych producentów, przede wszystkim zabawki pluszowe i akcesoria. Firma cały czas pracuje nad rozbudową asortymentu, ponieważ chce być liderem w branży odzieżowej, jak deklaruje Dworczak.

W związku z tym uzupełniamy nasze produkty m.in. o obuwie. Obecnie mamy w wyznaczonych salonach Coccodrillo buty firmy Primigi, wiodącego producent z Włoch. Teraz pracujemy nad własną marką obuwia, którą systematycznie wprowadzamy do sklepów. Pozwoli nam to wygenerować większe obroty z metra kwadratowego – wyjaśnia prezes CDRL.

Korzystnie na rentowność CDRL wpłynęło przeniesienie produkcji do krajów mających niższe koszty wytwarzania.

To trwało dosyć długo, ale związane było z bardzo restrykcyjnym procesem nadzorowania produkcji i doborem odpowiednich materiałów. Kraje takie jak Bangladesz są na liście państw preferowanych przez Unię Europejską i na produkty wyprodukowane w tych krajach nie ma 12-proc. cła – to jest bezpośrednia korzyść, jaką możemy uzyskać – wskazuje Marek Dworczak.

W pierwszej połowie 2014 r. przychody ze sprzedaży wyniosły 71,7 mln zł w porównaniu z 65,4 mln zł rok wcześniej. W tym samym okresie zysk operacyjny wzrósł z 1,6 mln zł do 8,4 mln zł, a wynik netto z działalności kontynuowanej zwiększył się z -0,75 mln zł do 6 mln zł w pierwszym półroczu 2014 r. Na dzień 30 czerwca br. aktywa ogółem wyniosły 84,26 mln zł, z kolei kapitał własny – 35 mln zł.

Inwestorzy indywidualni mogli zapisywać się na akcje spółki do minionego wtorku, dziś początek zapisów dla inwestorów instytucjonalnych. Przyznanie akcji nastąpi do 20 października.

„Mieszkanie dla młodych” potrzebuje zmian

Przez pierwsze 7 miesięcy działania programu „Mieszkanie dla młodych” z puli pieniędzy przeznaczonych na dopłaty wydano niecałe 30%. Ustawodawcy zauważyli, że nie cieszy się on popularnością i szykują zmiany. Czy będą one jednak wystarczające?

Nowelizacja ustawy „Mieszkanie dla młodych” wejdzie w życie prawdopodobnie w 2015 r. Zakłada ona między innymi ułatwienie zakupu mieszkania od spółdzielni oraz zwiększenie dopłat dla rodzin wielodzietnych. Obecnie rodziny z dwójką i trójką dzieci mogą liczyć na dopłatę z budżetu państwa równą 15% wartości odtworzeniowej zakupionego mieszkania. Zostanie ona zwiększona do 20% w przypadku rodzin dwudzietnych i 25% w przypadku trzydzietnych.

„Problem jest taki, że w gronie beneficjentów programu »Mieszkanie dla młodych« do tej pory rodzin z dwójką bądź trójką dzieci było tylko 3-4%, tak że skala tych zmian jest niezadawalająca” – mówi serwisowi infoWire.pl Bartosz Turek z Lion’s Bank.

Według eksperta wadliwość programu wynika z tego, że barier, które postawiono przed osobami chcącymi skorzystać z dopłat państwa, jest zbyt dużo i są zbyt wysokie. Chodzi tu głównie o limit wiekowy beneficjentów, maksymalną powierzchnię mieszkalną oraz cenę mieszkania czy też konieczność zakupu lokalu lub domu jednorodzinnego na rynku pierwotnym.

Nowelizacja ustawy może zatem okazać się niewystarczająca. „Zmiany są potrzebne, ale bardziej rewolucyjne niż ewolucyjne” – zauważa Bartosz Turek.

Zgoda UOKiK na budowę elektrowni atomowej

UOKiK dał zielone światło dla budowy elektrowni atomowej w Polsce. Urząd uznał, ze utworzenie wspólnego przedsiębiorcy przez PGE, KGHM, Tauron i Eneę nie doprowadzi do ograniczenia konkurencji

Uruchomienie pierwszej elektrowni atomowej w Polsce planowane jest na 2025 r. W tym celu powstała spółka PGE EJ 1, która jest odpowiedzialna za przygotowanie procesu inwestycyjnego, przeprowadzenie badań lokalizacyjnych oraz budowę elektrowni. Została powołana przez Polską Grupę Energetyczną PGE. W wyniku koncentracji sprzeda ona po 10 proc. udziałów dwóm innym spółkom energetycznym: Tauron Polska Energia oraz Enea, a także KGHM Polska Miedź.

Przeprowadzone postępowanie wykazało, że koncentracja nie doprowadzi do ograniczenia konkurencji. Udział energii pozyskiwanej z planowanej elektrowni ma według szacunków wynieść 7 proc., nie zwiększy więc znacząco pozycji PGE, Tauronu oraz Enei na rynku wytwarzania i wprowadzania do obrotu energii elektrycznej. W dalszym ciągu będą oni produkować energię z innych źródeł niezależnie od siebie.

Zgodnie z przepisami, transakcja podlega zgłoszeniu do urzędu antymonopolowego, jeżeli biorą w niej udział przedsiębiorcy, których łączny obrót w roku poprzedzającym przekroczył 1 mld euro na świecie lub 50 mln euro w Polsce.

Decyzje wyrażające zgodę na dokonanie koncentracji wygasają, jeżeli połączenie nie zostanie dokonane w terminie 2 lat od ich wydania. Na stronie internetowej Urzędu zamieszczane są informacje na temat wszystkich prowadzonych przez Urząd postępowań antymonopolowych w sprawach koncentracji. Więcej informacji o zasadach łączenia przedsiębiorców w przygotowanym specjalnie opracowaniu.

Jak poprawić organizację pracy?

Oceniając swoją pracę, obok niskich zarobków, statystycznie najczęściej narzekamy na zbyt dużą liczbę stojących przed nami obowiązków. W rzeczywistości jednak źródłem tego problemu są na ogół błędy w organizacji. Często bezproduktywnie tracimy bowiem czas na spotkaniach czy obniżamy swoją wydajność przełączając się co chwilę pomiędzy różnymi zadaniami. A rozwiązanie jest w tym wypadku proste – wystarczy wyrobić sobie kilka prostych nawyków.

Niezależnie od tego, czy mówimy o małej, rodzinnej firmie czy też może przedmiotem naszej analizy jest oddział dużej, międzynarodowej korporacji, problemy zgłaszane przez pracowników okazują się być zaskakująco podobne.

W obu przypadkach często bowiem brakuje ściśle określonych procedur (co dezorganizuje pracę, niosąc za sobą konieczność samodzielnego zbierania informacji) czy też wytycznych określających sposób realizacji danego zadania.

Niska efektywność nie bierze się z niczego

Innym z popularnych utrudnień jest często występująca zmiana priorytetów, wymagająca od pracujących każdorazowego przełączania się pomiędzy zadaniami, co powoduje znaczne obniżenie produktywności.

– W parze z tym najczęściej niestety idą także bardzo krótkie terminy realizacji danego działania czy pojawiające się przy tej okazji wymagane czynności dodatkowe, niemające w gruncie rzeczy realnego wpływu na efekt końcowy – wymienia Grzegorz Frątczak, ekspert zarządzania czasem i trener w dziedzinie zmiany złych nawyków.

A jeśli do tego dodamy jeszcze rozpraszające pytania podwładnych, brak czasu na refleksję i tworzenie długofalowych strategii pracy czy reagowanie wyłącznie na bieżąco w postaci „gaszenia pożarów”, szybko okazuje się, że w takich warunkach rzeczywiście trudno o efektywną pracę.

Delegowanie zadań i ustalanie priorytetów

Co zatem w takiej sytuacji zrobić? Przede wszystkim zacząć należy od prawidłowej diagnozy. Bez ustalenia przyczyny występowania problemu trudno będzie bowiem znaleźć skuteczne rozwiązanie.

– Punktem wyjścia w większości organizacji będzie poprawa w zakresie delegowania zadań. Rolą szefa jest upewnienie się, że jego podwładny dokładnie wie, czego się od niego oczekuje, jaka jest tego waga i jakie ograniczenia mogą przy tym wystąpić. Pracownik zaś powinien wymagać, by jego obowiązki były jasno określone i możliwie jak najbardziej sprecyzowane – dodaje Grzegorz Frątczak.

Drugim elementem, o który warto zadbać, jest systematyczne działanie bez częstej zmiany priorytetów. Przełączanie się pomiędzy różnymi czynnościami kosztuje bowiem mnóstwo czasu, energii i co za tym idzie pieniędzy, a dodatkowo stresuje zespół i obniża ogólną produktywność. Warto przy tym pamiętać, iż największą kreatywnością wykazujemy się, gdy jesteśmy wypoczęci i zrelaksowani.

Eliminowanie przeszkadzaczy

W niemal każdej firmie istnieje też wiele tzw. przeszkadzaczy, np. w postaci pracowników często zadających określone pytania. Taki stan rzeczy może być sygnałem, iż nasi podwładni nie zostali właściwie przeszkoleni. Zamiast jednak każdorazowo udzielać im pomocy, należy skłonić ich do większej samodzielności i próby rozwiązania danego problemu po swojemu.

Jednym z częściej występujących elementów rozpraszających mogą też być wiadomości e-mail. Dotyczy to rzecz jasna większych przedsiębiorstw, w których wysyłający w polu „Do wiadomości” każdorazowo dodają swojego przełożonego i kilku kolegów.

– W tym miejscu powinniśmy odpowiedzieć sobie na pytanie: czy aby na pewno wszyscy muszą wszystko wiedzieć? Może znacznie więcej osiągniemy, jeśli każdy będzie odpowiedzialny za swoją część danego działania, nie tracąc przy tym czasu na czytanie setek e-maili? – podpowiada specjalista zarządzania czasem.

Spotkania celowe i z zasadami

Ostatnim elementem, w którym warto wprowadzić kilka usprawnień, są firmowe spotkania. Trudno rzecz jasna przecenić ich rolę – wspólne dyskusje rodzą zwykle szereg nowych pomysłów, poszerzają horyzonty i mobilizują do działania.

– Problem w tym, iż łatwo w tym wypadku przesadzić, osiągając cel odwrotny do zamierzonego. Czas poświęcony na zebrania to jednocześnie minuty czy godziny podczas których podwładni nie wykonują swoich obowiązków, co może przekładać się także na straty finansowe – zauważa przedstawiciel CEO Solutions.

Przystępując do organizacji takiego spotkania należy zatem zadbać, by trwało ono możliwie jak najkrócej, a wszyscy odbiorcy już wcześniej poznali jego agendę i podstawowy cel. Oprócz tego trzeba też uważnie dobierać uczestników, ograniczając się wyłącznie do osób bezpośrednio zainteresowanych omawianym zagadnieniem.

Na koniec zaś powinniśmy przyswoić sobie dwie złote zasady z zakresu efektywnego projektowania swojego czasu: nigdy nie czekamy z rozpoczęciem na spóźniających się (gdyż niebawem stanie się to normą) i w żadnym wypadku nie przeciągamy zebrań ponad ustalone ramy czasowe (co niejako wymusi na wszystkich zwięzłe wyrażanie swoich poglądów).

 

RPP obnizyła stopy procentowe

Spodziewano się powszechnie, że Rada Polityki Pieniężnej obniży stopy procentowe. Decyzja RPP była jednak nieco zaskakująca, choć niekontrowersyjna. Z analizy rynku OIS wynikało, że przeważały oczekiwania cięcia stopy referencyjnej o 25 pkt. bazowych – Rada obniżyła ją o 50 pkt. bazowych, do 2,00%. Poza tym Rada zawęziła korytarz stóp procentowych pozostawiając dolną jego granicę – stopę oprocentowania depozytów składanych przez banki w NBP  – na poziomie 1%, a obniżając górny jego pułap – stopę kredytu lombardowego, której czterokrotność wyznacza także wysokość tzw. odsetek maksymalnych  – aż o 1 pkt. proc. do 3,0%. Stopę redyskonta weksli obniżono tak jak stopę referencyjną – o 0,5 pkt. proc. do 2,25%. Do tego oprocentowanie środków rezerwy obowiązkowej, które dotąd stanowiło 0,9% stopy redyskontowej NBP, teraz będzie stanowić 0,9% stopy referencyjnej NBP – co oznacza zmniejszenie oprocentowania środków banków.

Powszechnie spodziewano się, że RPP rozpocznie w październiku cykl obniżek – dominowały prognozy o łącznej skali 75-100 pkt. bazowych. Obniżka o 50 pkt. mieści się w tym scenariuszu, a oczekiwanie stopniowych cięć po 25 pkt. wynikały raczej z obserwacji dotychczasowej ostrożności Rady. M. Belka wyjaśnił, że decyzja Rady o zmianie stopy referencyjnej o 50 pkt. bazowych nie była jednomyślna, a podejmujący ją członkowie RPP kierowali się tym, by skoncentrować dostosowanie stóp w czasie. Decyzja o zawężeniu korytarza stóp wynikała z czysto arytmetycznych przesłanek. Przy coraz niższym poziomie stóp procentowych, jednorodne ich obniżki powodowałyby coraz większą dysproporcję relacji pomiędzy nimi. W efekcie stopa depozytowa odpowiadałaby już ultraluźnej polityce pieniężnej, podczas gdy stopa lombardowa pozostawałaby ciągle spójna z dość restrykcyjną polityką pieniężną (zwłaszcza w ujęciu realnym). Obniżenie oprocentowania rezerwy obowiązkowej może być substytutem obniżenia stopy depozytowej NBP, przyczyni się także – podobnie jak obniżenie stopy referencyjnej – do poprawy wyniku finansowego banku centralnego, który ostatnio był zbliżony do zera.

Oczywiście jedna obniżka stóp NBP, nawet o 50 pkt. bazowych nie wpłynie znacząco i szybko na realną gospodarkę, zwłaszcza w warunkach wzmożonej niepewności. Badania NBP dotyczące klasycznych „kanałów transmisji” polityki pieniężnej wskazują, że efekty są tu widoczne najwcześniej po kilku kwartałach. Na październikowej obniżce najprawdopodobniej się jednak nie zakończy. W komunikacie czytamy; „Rada nie wyklucza dalszego dostosowania polityki pieniężnej jeśli napływające informacje, w tym listopadowa projekcja NBP, potwierdzą istotne ryzyko utrzymania się inflacji poniżej celu w średnim okresie”. W tej chwili takie istotne ryzyko „niedostrzelenia” celu inflacyjnego oczywiście występuje, więc w listopadzie można spodziewać się kolejnej obniżki – o 25, być może nawet 50 pkt. bazowych. Badania NBP pokazują, że luzowanie polityki pieniężnej RPP ma coraz bardziej istotny wpływ na gospodarkę poprzez oczekiwania przedsiębiorstw. Może bowiem wzmocnić ich przekonanie o kontynuacji dobrej koniunktury gospodarczej i tym samym sprzyjać podejmowaniu przez nie decyzji o wzroście zatrudnienia i inwestycjach.

Paweł Durjasz – Główny Ekonomista PZU

Raport o skutkach wprowadzenia koncesji na sprzedaż węgla

Projekt nowelizacji Prawa energetycznego wprowadzający koncesje na sprzedaż węgla i mający chronić ten sektor przed nieuczciwą konkurencją był wczoraj omawiany przez sejmową nadzwyczajną komisję do spraw energetyki i surowców energetycznych. To jeden z trzech projektów ustaw, które – jak pisze portal Money.pl – mają na celu uporządkowanie rynku handlu czarnym złotem w kraju. Projekt ma ograniczyć nieuczciwą konkurencję, szczególnie prowadzoną przez dostawców węgla z Rosji.

Pomimo znacznych zapasów wydobytego węgla i 40 mld ton zalegających pod ziemią, do Polski sprowadzany jest surowiec z zagranicy. W ubiegłym roku w sumie przywieziono do naszego kraju 10,8 mln ton węgla. O kilkaset tysięcy ton więcej niż w 2012 roku i aż o połowę więcej niż przed pięcioma laty. W tym roku prawdopodobnie padnie kolejny rekord.

Jak pisze Money.pl, zdecydowana większość – 6,7 mln ton węgla – przyjechało do nas w 2013 roku z Rosji. Na drugim miejscu są Czesi, którzy sprzedali nam ponad 1,6 mln ton. Nieco ponad milion ton węgla przyjechało z Australii, ponad pół miliona z USA, a około 330 tysięcy ton z Ukrainy. Warto zaznaczyć, że mniejsze ilości sprawdzamy nawet z Kolumbii czy z RPA.

Szczególnie rosyjski węgiel stał się hitem na rodzimy składach, ponieważ jest tańszy. Rosjanie dotują jego transport, nie bez znaczenia są też niższe koszty wydobycia. W przeciwieństwie do większości kopalń w Polsce, w Rosji, czy w Australii, wydobywa się go odkrywkowo. Do tego od lat spadają opłaty za transport morski.

W Polsce blisko połowa domów i mieszkań ogrzewana jest sieciowo, czyli przez miejscowe ciepłownie. Jednak w drugiej połowie – samodzielnie ogrzewającej swoje mieszkania – zdecydowanie króluje węgiel. Około 2,2 mln gospodarstw w Polsce spala rocznie około 16 mln ton. Kolejne – znacznie dalsze miejsca – zajmują: gaz ziemny, energia elektryczna, drewno opałowe, gaz płynny, czy olej opałowy.

Węgiel importowany do Polski najczęściej nie ma certyfikatów jakościowych i wykorzystywany jest przede wszystkim w małych gospodarstwach domowych. Teraz do prowadzenia handlu węglem wystarcza wpis do ewidencji działalności gospodarczej. Zdaniem autorów projektu zmian w ustawie powoduje to, że działalność mogą podejmować także nieuczciwi sprzedawcy, wykorzystujący m.in. niewiedzę klientów i oferujący im towar znacznie gorszy niż jest przez nich deklarowany. Dotyczy to głównie węgla z importu.

– Proponowana regulacja wyeliminuje nieuczciwą konkurencję – mówi Money.pl Tomasz Chmal, ekspert od energetyki z Instytutu Sobieskiego. – Chodzi szczególnie o firmy oszukujące na jakości, które często wymieszany drobny i gruby węgiel z Rosji sprzedają jako polski z dużym zyskiem – tłumaczy.

Koncesje będzie wydawał Urząd Regulacji Energetyki oraz będzie miał wgląd do sposobu prowadzenia tej działalności przez kontrole prowadzenia obrotu węglem zgodnie z warunkami koncesji. – To powinno uporządkować rynek handlu węglem – przekonuje Chmal.

– Za każdą koncesje trzeba będzie zapłacić, poza tym najprawdopodobniej trzeba będzie spełnić szereg wymogów formalnych, by ją uzyskać. To spowoduje, że część drobnych firm handlujących węglem zniknie z rynku – ostrzega jednak w Money.pl Adam Gorszanów, prezes Izby Gospodarczej Sprzedawców Polskiego Węgla. Z jego szacunków – opartych na systemie koncesji dotyczących sprzedaży paliw płynnych – wynika, że opłaty te sięgną od kilkunastu tysięcy do nawet kilku milionów rocznie, zależnie od wielkości obrotu węglem przez dana firmę.

Dodatkowo, wczoraj do projektu posłowie zgłosili cały pakiet poprawek. Najważniejsze rozwiązanie to system zabezpieczeń majątkowych, jakie mają składać importerzy węgla, w zamyśle analogiczny do obowiązujących od niedawna kaucji przy imporcie paliw płynnych. Zaproponowano, by kaucja przy imporcie koksu wynosiła milion złotych, przy imporcie węgla wynosiła od 2 mln do 20 mln zł, zależnie od jego klasy. Poseł PiS Piotr Naimski zgłosił nawet propozycję jej podniesienia do… 50 mln zł.

Zdaniem Gorszanówa, to może wyeliminować z rynku około 10 tysięcy pośredników: To małe składy, które sprzedają opał głównie na wsiach i w małych miejscowościach. Zakładając ostrożnie, że każda z nich zatrudnia średnio 5 osób, to daje 50 tys. ludzi, którzy stracą pracę. Stracą też ci, którzy nie będą mogli kupić węgla w swojej miejscowości. Jeżeli nawet powstaną zapowiadane Państwowe Składy Węgla, to raczej klientowi pod dom węgla nie dowiozą. Jego zdaniem wprowadzenie koncesji oznacza wzrost cen węgla na składach.

Także Tomasz Chmal, choć jest zwolennikiem koncesji, przyznaje, że to wyeliminuje z rynku część pośredników i odbije się na cenach. Zdaniem przedstawicieli firm handlujących węglem trudno – przed ogłoszeniem ostatecznego kształtu nowelizacji Prawa Energetycznego – dokładnie określić skalę podwyżek, jednak wskazują, że może to być nawet wzrost o 30 złotych na tonie.

Oznacza to, że rodzina, która by ogrzać zimą dom lub mieszkanie kupuje około 4 ton węgla, będzie musiała wydać grubo o ponad 100 złotych więcej niż obecnie za sam węgiel – wylicza Money.pl. Do tego najprawdopodobniej wzrosną koszty jego transportu.

 

Przywództwo powinno być rozwijane na każdym poziomie organizacji

Rozwój przywództwa jest numerem jeden spośród wyzwań, jakim muszą stawić czoła firmy na całym świecie. Aż 86 proc. menedżerów uważa, że jest to kwestia ważna i pilna. Jednocześnie globalny raport firmy doradczej Deloitte „Trendy HR 2014 – jak przyciągnąć i utrzymać pracowników w XXI wieku ” udowadnia, że organizacje są do tego zadania bardzo słabo przygotowane i nie chodzi tu tylko o pieniądze. Model Kompetencji Przywódczych stworzony przez Deloitte w Polsce pokazuje, że jest to duży problem także dla rodzimych firm, w których najsłabszą stroną liderów jest zarządzanie ludźmi.

Globalne badanie Deloitte przeprowadzono wśród ponad 2,5 tys. liderów biznesu z 94 krajów świata, w tym również z Polski. Przywództwo zostało uznane za bardzo ważne dla pięciu z siedmiu badanych regionów świata. Są to: Europa Zachodnia, Europa Środkowa i Wschodnia, Ameryka Północna, Afryka Południowa oraz region Azji i Pacyfiku. Było ono także numerem jeden dla wszystkich badanych branż.

W badaniu Deloitte jedynie 13 proc. respondentów uważa, że ich firmy świetnie sobie radzą z rozwojem liderów na każdym poziomie organizacji. Dużym problemem jest przygotowanie do tej roli przedstawicieli pokolenia Millenialsów (osoby urodzone w drugiej połowie lat 80 i latach 90). Oczekują oni, że zostaną docenieni już na początku swojej drogi zawodowej, a ich kariery nabiorą szybkiego tempa. Aż 66 proc. firm uważa, że ich zdolność do rozwoju przywódców w młodym pokoleniu jest słaba, a tylko 5 proc. uważa, że jest ona doskonała.

„Rynek premiuje dziś szybkość, elastyczność i zdolność do demonstrowania zdolności przywódczych w każdej, nawet niepewnej sytuacji. Jednocześnie spłaszczanie struktury organizacji przyczyniło się do wzrostu zapotrzebowania na umiejętności przywódcze na każdym poziomie, tymczasem firmy na całym świecie wykazują w tym obszarze duży deficyt” – wyjaśnia Magdalena Jończak, Dyrektor w dziale konsultingu Deloitte.

Raport Deloitte wskazuje, że istnieje ogromne zapotrzebowanie na podstawowe oraz nowe umiejętności przywódcze takie jak: dogłębne zrozumienie biznesu; współpracę i zdolność do budowania zespołów angażujących różne funkcje; skuteczność w działaniu w globalnym kontekście kulturowym (zarządzanie różnorodnością i zapobieganie wykluczeniu); kreatywność; koncentrację na kliencie; wskazywanie pracownikom kierunku i wspieranie ich w dążeniu do celu oraz budowanie silnych zespołów i zarządzanie talentami.

Na nieco inne spojrzenie pozwala autorskie badanie Deloitte pt. Liderzy na dziś – Liderzy na jutro. Jakie kompetencje mają szefowie polskich firm , przeprowadzone wiosną w Polsce. Pozwoliło ono po raz pierwszy stworzyć nowy Model Kompetencji Przywódczych, który odpowiada teraźniejszym i przyszłym wyzwaniom, przed którymi stoją firmy. Dziesięć kompetencji przywódczych lidera to: przyjmowaniem szerokiej perspektywy, perspektywą finansową, tworzeniem i realizacją wizji, elastycznością w działaniu, przewodzeniem zmianom, nastawieniem na wzrost wartości firmy, budowaniem efektywnych relacji, rozwijaniem talentów, wywieraniem wpływu oraz budowaniem firmy opartej na wartościach.

Niemal dziewięciu na dziesięciu polskich menedżerów wskazuje, że w praktyce najważniejszymi kompetencjami dla członków zarządów jest przyjmowanie szerokiej perspektywy, przewodzenie zmianom i umiejętne patrzenie na firmę z perspektywy finansowej. Siłą kadry zarządzającej wysokiego szczebla są kompetencje przywódcze przekładające się bezpośrednio na wyniki finansowe, a słabością umiejętności związane z budowaniem kapitału społecznego firmy i angażowaniem pracowników. Aż 66 proc. menedżerów uważa, że rozwijanie talentów, tak ważne w kształceniu nowych liderów, w polskich zarządach jest na przeciętnym, niskim oraz bardzo niskim poziomie.

Nowy lider potrzebuje zwykle 18 miesięcy zanim poczuje się w pełni komfortowo w swojej roli. Dla menedżerów średniego szczebla okres ten może wydłużyć się nawet od 24 do 36 miesięcy.„Kadra zarządcza powinna stworzyć kulturę, która sprzyja rozwojowi postaw przywódczych. Oznacza to, że pracownicy, którzy mają predyspozycje do stania się liderami powinni być angażowani w zadania, które wykraczają poza ich aktualny zakres obowiązków i otrzymywać wsparcie, dzięki któremu będą mogli budować swoje kompetencje tak szybko, jak to możliwe. Badanie pt. „Liderzy na dziś – Liderzy na jutro”, które przeprowadziliśmy w Polsce, jasno pokazało ogromny potencjał kobiet w obszarze kompetencji przywódczych. Trend ten jest widoczny również w innych krajach. W książce pt. „Doktryna Ateny”* , autorzy zbadali cechy nowych liderów w 13 najszybciej rozwijających się gospodarkach na świecie. Współczesny lider, zdaniem badanych przez autorów książki, ma dzielić się emocjami i odczuciami w otwarty sposób. Powinien widzieć i kreować przyszłość wdrażając rozwiązania zapewniające przede wszystkim zrównoważony wzrost i wartości, a nie wyłącznie bieżące korzyści” – podkreśla Iwona Georgijew, Partner, Liderka Klubu SheXO w Deloitte.

Budowanie kolejnego pokolenia liderów wymaga czasu, inwestycji oraz uwagi. Aby dobrze przeprowadzić ten proces należy:

  • zaangażować kadrę zarządczą w proces rozwoju strategii przywództwa oraz aktywnie zarządzać rozwojem postaw przywódczych;
  • dostosować strategię przywództwa i rozwoju do zmieniających się celów biznesowych;
  • koncentrować się na trzech aspektach rozwoju liderów: rozwoju przywództwa na wszystkich poziomach organizacji, stawianiu na liderów lokalnych oraz myśleniu nastawionym na sukcesję; wychowanie lidera trwa wiele lat, dlatego ławka wychowanków – potencjalnych liderów powinna się stale wydłużać.
  • wdrażać skuteczne programy rozwoju przywództwa. Kadra zarządcza i liderzy HR powinni wziąć odpowiedzialność za ten proces i być przygotowani na inwestycje finansowe i czasowe.

* „Doktryna Ateny”, J. Gerzema, M. D’Antonio, Wydawnictwo Studio EMKA, 2014

Polskie firmy tracą na zbyt długim przygotowywaniu sprawozdań finansowych

Polskie firmy, które najlepiej radzą sobie z przygotowaniem informacji finansowej, już po czterech dniach roboczych od zakończenia miesiąca dysponują informacją, w jakiej kondycji znajduje się spółka. W przypadku sprawozdań rocznych liderzy potrzebują dwudziestu dni na jego przygotowanie. Z kolei firmy, które mają problem z szybkim raportowaniem, wydłużają ten czas nawet do trzech miesięcy. Zdaniem ekspertów firmy doradczej Deloitte sprawniejsze prowadzenie księgowości pozwala przedsiębiorstwom lepiej funkcjonować w biznesowym otoczeniu, a zarządom szybciej reagować na zmieniającą się rzeczywistość. To najważniejsze wnioski z autorskiego badania „Fast Close” przeprowadzonego przez firmę doradczą Deloitte.

Eksperci Deloitte przebadali 130 polskich firm. Sprawdzili ich podejście do przygotowywania informacji finansowych, które przedsiębiorcy są zobowiązani składać w organach skarbowych czy bankach, które kredytują ich inwestycje. Według polskiej ustawy o rachunkowości firmy mają pół roku, żeby zatwierdzić sprawozdanie roczne. W przypadku spółek giełdowych termin na publikację raportów rocznych skraca się nawet do 80 dni. Raporty kwartalne muszą być zaś przygotowane w przeciągu 45 dni od zakończenia kwartału. „Z naszych doświadczeń wynika, że polscy przedsiębiorcy często nie doceniają korzyści, jaką daje szybkie pozyskanie informacji o wynikach finansowych.  Sytuacja zmienia się, gdy takie dane zaczynają być od spółki wymagane przez banki lub gdy firma planuje debiut na giełdzie. Wtedy spółka musi być gotowa na drastyczne przyspieszenie terminów raportowania, a także istotny wzrost jakości pracy działów księgowych” – mówi Adam Czechanowski, Dyrektor w Dziale Audit Advisory Deloitte.

Spółkom giełdowym, które przekroczą terminy składania sprawozdań, grożą sankcje finansowe nakładane przez Komisję Nadzoru Finansowego. W przeszłości sięgały one nawet 100 tys. zł. Kary nakładane są także na podmioty, których sprawozdania zawierają błędy. Warto przypomnieć, że sankcje mogą również dotknąć pojedynczych członków zarządu.

Także banki mogą wymagać raportowana wyników firm np. w cyklach miesięcznych, kwartalnych lub rocznych w celu oceny kondycji finansowej spółki. Nieprzekazanie takiej informacji na czas grozi, m.in.: podniesieniem marży kredytowej, a w ostateczności utratą wiarygodności i wypowiedzeniem umowy kredytowej.

Z badania Deloitte wynika, że polskie firmy, mimo że zdają sobie sprawę z tego zagrożenia, nie zawsze przywiązują należytą uwagę do szybkiego raportowania. Spośród przebadanych firm 43 proc. było gotowych do prezentacji miesięcznej informacji finansowej przed upływem pięciu dni roboczych. Pod tym względem nie odbiegają od najlepszych na świecie praktyk. Jednak istotna grupa firm, bo aż 21 proc. przedsiębiorców potrzebowała na to więcej niż dziesięciu dni roboczych. „A to oznacza, że dopiero prawie w połowie miesiąca zarząd firmy dowiaduje się o tym, jak radziła sobie ona w poprzednim okresie. W dynamicznie zmieniającym się otoczeniu gospodarczym to może być  zdecydowanie za późno, by zareagować i wprowadzić zmiany w planie operacyjnym” – mówi Mikołaj Trzeciak, Starszy Menedżer w Dziale Audit Advisory Deloitte.

W przypadku sprawozdań rocznych najlepsze wśród przebadanych spółek były z nimi gotowe po dwudziestu dniach roboczych, podczas gdy na świecie czas ten jest jeszcze krótszy. Wciąż problemem jest skonsolidowane sprawozdanie finansowe, które przygotowywane jest przez grupy kapitałowe. Na jego sporządzenie większość spółek potrzebuje nawet ponad siedemdziesięciu dni roboczych, a to oznacza, że inwestorzy i właściciele otrzymują całościowy obraz grupy w okolicach marca.

Zdaniem ekspertów Deloitte takie podejście przeszkadza firmom w efektywnym prowadzeniu biznesu. W wielu przypadkach zarządy otrzymują od działów sprzedaży częstą i szybką informację o przychodach ze sprzedaży, gdyż jest to podstawa oceny czy spółka realizuje zakładany plan. Jednak dopiero informacja finansowa o kosztach daje podstawę do wnioskowania o wynikach i odpowiada na pytanie o realizowaną marżę. „Strategiczne decyzje biznesowe mają dalekosiężne konsekwencje. Nie znając ich skutków ryzykujemy, że zamiast zarabiać, tracimy. Zarządy zbyt małą wagę przywiązują  do jakości pracy działów księgowych i administracyjnych, skupiając się jedynie na pionach operacyjnych” – tłumaczy Mikołaj Trzeciak.

Aby przyspieszyć proces przygotowywania sprawozdań finansowych firmy muszą zmienić sposób swojego funkcjonowania. W tym celu należy, m.in.:

  • Wdrożyć kalendarz zamknięcia, który będzie obrazował cały harmonogram i podział zadań,
  • Wyodrębnić w grupach kapitałowych komórki ds. raportowania,
  • Zainwestować w odpowiednie narzędzia IT, w tym w automatyczną konsolidację,
  • Przygotowując informację finansową należy opierać się na szacunkach, a nie czekać na brakujące faktury,
  • Wdrożyć system motywacyjny dla pracowników działu finansowego, który będzie uzależniony od terminów i jakości zamknięcia,
  • Pozyskiwać dane na czas z działów niefinansowych (zakupy, sprzedaż, magazyn),
  • Komunikować się na bieżąco z audytorem,
  • Zadbać o procedurę wewnętrznego obiegu dokumentów zapewniającą szybkie ich dostarczenie do księgowości,
  • Przygotować listę możliwych błędów.

Przedsiębiorcy powinni pamiętać, że przygotowywanie sprawozdań i informacji finansowych to proces, nie tylko księgowy, ale także biznesowy. Dostarcza on istotnej dla spółki wiedzy, m.in.: czy realizowany jest budżet, jak sprzedaje się dany produkt czy wreszcie jak ewentualny kryzys, np. na Ukrainie, z którą spółka ma relacje handlowe, ostatecznie wpłynął na jej wyniki. Bez tego elementu efektywne prowadzenie biznesu nie ma szans powodzenia” – podsumowuje Adam Czechanowski.

Po decyzji RPP maksymalne odsetki nie wyższe niż 12 proc.

Rada Polityki Pieniężnej obniżyła dzisiaj podstawową (referencyjną) stopę procentową o 50 punktów bazowych, z 2,5 proc. do 2 proc., a stopę lombardową o 100 pb, z 4 do 3 proc.

Komentarz dr Małgorzaty Starczewskiej-Krzysztoszek, głównej ekonomistki Konfederacji Lewiatan

Inflacja po 8. miesiącach 2014 r. (narastająco) kształtowała się na poziomie 0,3 proc. W lipcu i sierpniu mieliśmy ujemny wskaźnik zmian cen towarów i usług konsumpcyjnych. Wszystko wskazuje na to, że podobnie będzie we wrześniu. Zatem cały 2014 r. to inflacja na poziomie nie wyższym niż 0,3-0,4 proc. Prognozy na 2015 r. dotyczące inflacji, zawarte w projekcie budżetu na przyszły rok, to 1,2 proc. Ostatnie prognozy MFW mówią o inflacji w Polsce w przyszłym roku na poziomie 0,8 proc. Problemu z inflacją zatem nie mamy. Nie ma z nią problemu także gospodarka globalna. To efekt niższego globalnego wzrostu gospodarczego niż w poprzednich okresach wychodzenia z osłabienia gospodarczego, a tym samym np. niższego zapotrzebowania na surowce, a w gospodarstwach domowych – niższej skłonności do konsumpcji wspieranej kredytami. Jeżeli te zmiany mają charakter trwały, strukturalny, to może warto zastanowić się na redefiniowaniem celu inflacyjnego, jego obniżeniem z 2,5 proc. Łatwiej może wtedy byłoby NBP prowadzić politykę pieniężną.

Dzisiejsza decyzja RPP nie ma znaczenia z punktu widzenia „zarządzania” inflacją. Może mieć jednak znaczenie z punktu widzenia gospodarki. Dane NBP dotyczące wartości depozytów i należności przedsiębiorstw wobec banków wskazują bowiem, że rosną depozyty firm – w sierpniu 2014 r. wobec sierpnia 2013 r. o ponad 9 proc. (+17,5 mld zł). Rośnie także wartość zaciągniętych przez firmy kredytów – o 7,4 proc. (ponad 20 mld zł; sierpień 2014 do sierpnia 2013). Wartości te są zdecydowanie wyższe niż w 2013 r., ale ciągle zdecydowanie niższe niż w okresie dobrej koniunktury lat 2007/2006. Jest więc miejsce na wzrost zapotrzebowania na zewnętrzne finansowanie. Jeżeli obniżenie stopy podstawowej przełoży się na obniżenie oprocentowania kredytów na rynku przez banki komercyjne, może to podtrzymać zainteresowanie przedsiębiorstw inwestycjami. Bez wątpienia też wesprze eksporterów, bowiem przejściowo, ale jednak osłabi złotego.

Obniżenie stóp procentowych nie powinno negatywnie oddziaływać na skłonność do oszczędzania, bowiem już dzisiaj oprocentowanie depozytów, które oferują banki jest bardzo niskie. Jeśli natomiast wpłynie na wzrost popytu na pieniądz, banki potrzebując zasilenia depozytami, mogą oferować, mimo niższej stopy podstawowej, lepsze warunki (wyższe oprocentowanie) lokat dla depozytariuszy.

Ważna jest także zmiana „aż” o 100 pb stopy lombardowej, która określa maksymalny poziom oprocentowania na rynku. Tzw. ustawa antylichwiarska mówi bowiem (art. 1), że maksymalne odsetki nie mogą wynosić więcej w stosunku rocznym niż 4-krotność stopy kredytu lombardowego. Tą decyzją RPP chciała zatem wesprzeć także skłonność Polaków do konsumpcji wspieranej kredytem, aby spożycie indywidulane, główny komponent PKB, nieco zwiększyło się.

Mamy zatem decyzję RPP, która powinna pozytywnie wpłynąć na decyzje gospodarstw domowych (tańszy kredyt), przedsiębiorstw (tańszy kredyt), eksporterów (słabszy złoty), a może także wbrew pozorom tych, którzy nie pożyczają a deponują pieniądze w bankach.

Jednak ten pozytywny wpływ, jeżeli będzie, zobaczymy z pewnym opóźnieniem, jak to zwykle z efektami zmian stóp procentowych bywa.

 Konfederacja Lewiatan

Projekt budżetu na rok 2015 zaprezentowany posłom

Zachowanie stabilnego i jednego z najwyższych w Europie wzrostu gospodarczego, równowagę między potrzebami popytowymi gospodarki a jej konkurencyjnością oraz poprawę sytuacji na rynku pracy przewiduje rządowy projekt ustawy budżetowej na rok 2015. Jego pierwsze czytanie odbyło się w Sejmie 8 października br.

Na konieczność znalezienia bezpiecznej równowagi między uwarunkowaniami makroekonomicznymi, zachowaniem stabilności finansów publicznych a potrzebami i oczekiwaniami obywateli państwa zwracał posłom uwagę minister finansów Mateusz Szczurek, przedstawiając posłom projekt przyjęty przez rząd 24 września. – Ten trudny dylemat nie jest nowy, ale w tym roku po raz pierwszy wsparciem dla niego będzie stabilizująca reguła wydatkowa, tworząca ramy dla finansów publicznych w dwóch pierwszych wymiarach: sytuacji gospodarczej i stabilności finansów publicznych – powiedział minister oceniając budżet na rok 2015 jako racjonalny i oszczędny, ale nie pozbawiony wrażliwości.

Według szacunków Ministerstwa Finansów, jak również niezależnych analityków gospodarczych, wzrost PKB w Polsce w 2014 r. wyniesie 3,3%, czyli dwa razy więcej niż w ubiegłym roku (i cztery razy więcej niż przeciętnie w UE). W 2015 r. realne tempo wzrostu PKB utrzyma się na podobnym poziomie i wyniesie 3,4%, pozostając na jednym z najwyższych poziomów w UE. – W przyszłym roku PKB per capita w Polsce, po uwzględnieniu zmian siły nabywczej wyniesie 71% średniej w UE. To najwyższy wynik od pięciu wieków– wskazał Mateusz Szczurek i przypomniał, że przed przystąpieniem do UE, w 2003 r., było to 49%, a w 2013 r. 68%. – To ciągle nie zaspokaja naszych ambicji, ale jeszcze nigdy w historii Polska tak szybko nie „doganiała” reszty Europy, jak w ciągu ostatnich lat – dodał. Minister zwrócił uwagę, że ma na to wpływ również przedłużająca się stagnacja w krajach Unii, gdzie produkcja pozostaje poniżej poziomów z 2008 r., co stanowi duże wyzwanie dla polskich firm, gospodarstw domowych i budżetu państwa.

Podstawowym czynnikiem odpowiedzialnym za przyspieszenie tempa wzrostu PKB w roku bieżącym jest wzrost popytu krajowego z 0,0% w 2013 r. do 3,5% w 2014 r. Ma to związek z szybszym tempem wzrostu inwestycji prywatnych obserwowanym od pierwszej połowy tego roku oraz spożycia prywatnego, wynikającego z poprawy sytuacji dochodowej gospodarstw domowych. – Zakładamy, że w 2015 r. wzrost popytu krajowego przyspieszy do 3,8%, m. in. dzięki oczekiwanej poprawie na rynku pracy i zapowiedzianym działaniom związanym m. in. ze zwiększeniem waloryzacji emerytur i rent oraz kolejnym już zwiększeniem pomocy państwa dla rodzin z dziećmi w ramach ulgi podatkowej – wyjaśnił Mateusz Szczurek i poinformował, że wpływ tych działań na tempo wzrostu PKB szacuje się na ok. 0,2 pkt. proc.

Jednocześnie wraz z poprawą koniunktury gospodarczej spodziewany jest systematyczny spadek stopy bezrobocia rejestrowanego, które ma spaść do 12,5% na koniec 2014 r. i do 11,8% na koniec 2015 r., wzrost przeciętnego realnego wynagrodzenia w gospodarce narodowej oraz niska inflacja (1,2% w przyszłym roku przy tegorocznej bliskiej zeru).

Minister przypomniał także, że szacowany deficyt budżetu państwa w 2014 r. będzie o ponad 13 miliardów niższy od planowanego i wyniesie ok. 34 miliardy złotych, co będzie zasługą zarówno wyższych dochodów (o ponad 8 miliardów) jak i oszczędnego gospodarowania publicznymi środkami (wydatki niższe o 5 mld). –Deficyt sektora finansów publicznych wyniesie w tym roku 3,4% PKB. Tylko trzy razy w ciągu minionych 20 lat Polska miała niższy deficyt sektora finansów publicznych – zauważył Mateusz Szczurek. Natomiast projekt budżetu na rok 2015 zakłada dochody na poziomie 297 mld zł, wydatki – 343 mld zł, deficyt nie powinien przekroczyć 46,1 mld zł. – Po raz pierwszy planujemy tym samym spadek wydatków sektora finansów publicznych (bez wydatków finansowanych z UE) poniżej 40% PKB, zaś spadek deficytu finansów publicznych do 2,6-2,7% PKB – powiedział minister i dodał, że pozwoli to Polsce wyjść z procedury nadmiernego deficytu. – Nie jesteśmy rozrzutni, wydając pieniądze polskiego podatnika – ocenił Mateusz Szczurek. Minister zapewnił, że w budżecie na przyszły rok nie tylko zadbano o rozwój gospodarczy i stabilność finansów publicznych, ale także o wsparcie tych, którzy pomocy potrzebują.
Projekt zatwierdzony przez Radę Ministrów w dniu 24 września 2014 r. ustawy budżetowej na rok 2015przekazany do Sejmu RP

Eksperci alarmują – trwa gwałtowny spadek liczby studentów

Wraz z początkiem nowego roku akademickiego powraca dyskusja dotycząca pustoszejącychuczelni. Według danych Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego od ponad pięciu lat w Polsce stale zmniejsza się liczba nowych studentów – w minionym roku było ich ok. 1,67 mln. Prognozy mówią, że do 2025 roku liczba ta zmniejszy się jeszcze o około 400 tysięcy. Co ciekawe – jak wynika z raportu Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości „Przyszłe kadry polskiej gospodarki”- aż 40 procent studiujących w trybie dziennym podejmuje jednocześnie pracę zarobkową. 

Mniejsza liczba studentów to pochodna między innymi niżu demograficznego oraz emigracji młodych Polaków.  Spadek wskaźnika skolaryzacji wynika również z przekonania młodych, że dyplom wyższej uczelni nie gwarantuje już zatrudnienia.  Zgodnie z danymi zawartymi w raporcie „Przyszłe kadry polskiej gospodarki” cały czas utrzymuje się wysoki odsetek pracujących studentów.

Studenci dostrzegają, że wcześniejsze rozpoczęcie aktywności zawodowej zwiększa ich szansena konkurencyjnym rynku pracy. Oczywiście pewną rolę odgrywa motywacja finansowa, ale młodzi mają świadomość, że sam dyplom już dawno niczego nie gwarantuje, zwłaszcza w branżach bazujących na innowacyjności  – wyjaśnia Kamil Brożek, manager  w portalu KodyRabatowe.pl. Platforma powstała w 2010 roku jako start-up, a jej założycielami byli polscy… studenci.

Większość, bo 52 procent studentów znajduje zatrudnienie w handlu i usługach. Wzrósł natomiast odsetek zatrudnionych w na stanowiskach technicznych i personelu średniego szczebla, który aktualnie wynosi 20 procent. Co ciekawe studenci, którzy dobierają dodatkową pracę pod kątem wykształcenia reprezentują głównie takie kierunki jak informatyka (32 proc.), prawo (28 proc.), architektura i budownictwo (24 proc.) oraz matematyka i statystyka (21 proc.).

W branżach gdzie liczą się specjalistyczne umiejętności studenci starają się możliwie szybko zdobyć doświadczenie. Po studiach może być już za późno, aby nadrobić zaległości. Zdarza się, że w studenci zakładają własne firmy, choć nadal jest to rzadkością – wyjaśnia Kamil Brożek z portalu KodyRabatowe.pl

W kontekście formy zatrudnienia na własną działalność decyduje się zaledwie około 1 proc. studentów. Nieco więcej bo 21 proc. jest zatrudnionych w oparciu umowy o pracę,  64 proc. – na podstawie umów cywilno-prawnych, pracę „na czarno” wykonuje niemal co czwarty student.

Konsultacje w sprawie rozporządzeń do nowej ustawy

0

18 stycznia 2015 r. wejdzie w życie  nowelizacja ustawy o ochronie konkurencji i konsumentów. Urząd przygotował projekty rozporządzeń do nowych przepisów. Dotyczą one programu łagodzenia kar leniency oraz kontroli koncentracji. Dziś trafiły do uzgodnień międzyresortowych, opiniowania i konsultacji publicznych. Uwagi można zgłaszać do 17 października

Celem nowelizacji  prawa antymonopolowego jest zwiększenie ochrony konsumentów oraz skuteczniejsze wykrywanie praktyk ograniczających konkurencję. Zmiany w ustawie zostaną sprecyzowane rozporządzeniami wykonawczymi do nowych przepisów. Dotyczą one programu łagodzenia kar leniency, informacji i dokumentów, jakie należy podać w zgłoszeniu zamiaru koncentracji, a także sposobu obliczania obrotu przez podmioty planujące fuzje i przejęcia.

Pierwsze z rozporządzeń reguluje kwestie proceduralne związane z rozpatrywaniem przez UOKiK wniosków przedsiębiorców o odstąpienie od wymierzenia kary lub jej obniżenie w ramach leniency. Ustawa wprowadza odpowiedzialność finansową osób zarządzających, które są odpowiedzialne za naruszenia przepisów, dając im zarazem możliwość skorzystania z programu łagodzenia kar. W przypadku złożenia wniosku przez przedsiębiorcę obejmowane są nim również osoby fizyczne. Rozporządzenie m.in. precyzuje sposób postępowania w takim przypadku.

Kolejne rozporządzenie dotyczy zamiaru zgłaszania koncentracji. Jego istotną częścią  jest załącznik  zawierający wykaz informacji i dokumentów, które powinno zawierać zgłoszenie zamiaru koncentracji przedsiębiorców (tzw. formularz WID). Ustawa wraz z rozporządzeniem powinna przyczynić się do skrócenia czasu trwania postępowań z zakresu koncentracji, a tym samym ułatwienia dokonywania transakcji. Będzie to możliwe dzięki wprowadzeniu dwuetapowej procedury analizowania wniosków w sprawie fuzji i przejęć proste koncentracje rozpatrywane będą w ciągu miesiąca, natomiast bardziej złożone przez dodatkowe cztery.

Ostatni z projektów aktów prawnych to rozporządzenie w sprawie sposobu obliczania obrotu przedsiębiorców zgłaszających zamiar koncentracji. Zgodnie z ustawą transakcja podlega zgłoszeniu do Urzędu jeżeli biorą w niej udział przedsiębiorcy, których łączny obrót w roku poprzedzającym przekroczył 1 mld euro na świecie lub 50 mln euro w Polsce.

Projekty rozporządzeń zostały wstępnie skonsultowane z Radą Doradczą działającą przy Prezesie UOKiK oraz środowiskiem ekspertów z dziedziny prawa konkurencji. Projekt będzie teraz przedmiotem uzgodnień międzyresortowych, opiniowania i konsultacji publicznych. Uwagi zgłaszać można do 17 października, na adres [email protected]

 

 

Pomoc publiczna w 2013 roku: raport UOKiK

Ponad 21 mld zł to kwota pomocy publicznej udzielonej w 2013 roku – tak wynika z najnowszego raportu Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Najwięcej udzielono pomocy regionalnej

Piotr Pełka Dyrektor Departamentu Monitorowania Pomocy Publicznej w UOKiK
Wypowiedź Piotra Pełki, Dyrektora Departamentu Monitorowania Pomocy Publicznej w UOKiK

Prezes UOKiK jest odpowiedzialny za monitorowanie pomocy publicznej oraz sporządzanie corocznego raportu. Zgodnie z najnowszym ogólna wartość pomocy w 2013 roku wyniosła 21,42 mld zł. To mniej w porównaniu z 2012 rokiem, kiedy udzielono pomocy w kwocie – 21,80 mld zł. Podana ogólna kwota pomocy uwzględnia pomoc udzieloną w sektorze transportu, która w 2013 r. wyniosła 4,9 mld zł – czyli o ponad 1 mld więcej niż rok wcześniej(ok. 65 proc. tej kwoty przyznano spółkom kolejowym). W raporcie i komunikacie prasowym analizę udzielonego wsparcia dokonano z wyłączeniem pomocy udzielonej w sektorze transportu.

Najczęściej stosowaną formą pomocy były, podobnie jak w latach poprzednich, ulgi podatkowe i dotacje (97,8 proc. wartości pomocy).

Wśród instytucji udzielających najwięcej pomocy w 2013 roku udzielił Prezes Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych –3,23 mld zł (w 2012 r. – 2,97 mld zł) – wsparcie to niemal w całości zostało przeznaczone na dofinansowani do wynagrodzeń pracowników niepełnosprawnych. Następnie: Prezes Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości – 2,72 mld zł (w 2012 r. – 2,27 mld zł) i marszałkowie województw – 2,48 mld zł (w 2012 r. – 2,52 mld zł). O 0,75 mld zł mniej pomocy udzielił Minister Gospodarki – 1,33 mld zł (w 2012 r. – 2,08 mld zł).

W ramach pomocy horyzontalnej rozdysponowano 4,99 mld zł– w 2012 r. było to 5,81 mld zł. Największe środki przeznaczono na zatrudnienie– 3,37 mld zł (w 2012 r. – 3,07  mld zł), prace badawczo-rozwojowe 0,93 mld zł (w 2012 r. – 1,27 mld zł), na szkolenia – 0,40 mld zł (w 2012 r. 0,44 mld zł). Najbardziej zmniejszyła się pomoc na ochronę środowiska – 0,04 mld zł (w 2012 r. – 0,28 mld zł).

W przypadku pomocy sektorowej nastąpił znowu spadek – do 1,71 mld zł z 3,09 mld zł w 2012 r. Najbardziej w tym okresie zmniejszyła się pomoc w sektorze energetyki z tytułu dobrowolnego rozwiązania umów długoterminowych sprzedaży mocy i energii elektrycznej o 0,92 mld zł. Pomoc udzielona podmiotom działającym w sektorze gazu wyniosła 0,47 mld zł – najwięcej pieniędzy zostało przeznaczonych na budowę terminalu regazyfikacyjnego dla spółki Polskie LNG (0,27 mld zł). Wsparcie w sektorze górnictwa wyniosło 0,39 mld zł – największym beneficjentem była Spółka Restrukturyzacji Kopalń (0,37 mld zł).

Wartość pomocy regionalnej wyniosła 9 mld zł (2012 – 8,25 mld zł) – wzrost wynika głównie z większej ilości środków udzielanych na wspieranie nowych inwestycji. Najwięcej pomocy o tym przeznaczeniu udzielili: Prezes Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości – 2,60 mld zł, marszałkowie województw – 2,40 mld zł, organy skarbowe – 1,33 mld zł.

Wsparcie według województw

Największa średnia wartość pomocy w przeliczeniu na jednego zarejestrowanego przedsiębiorcę została udzielona w województwie podkarpackim – 8,8 tys. zł, następnie w województwie łódzkim – 6 tys. zł, śląskim – 5,5 tys. zł oraz lubuskim i warmińsko mazurskim – po 4,5 tys. zł. Najmniej pomocy w przeliczeniu na jednego przedsiębiorcę udzielono przedsiębiorcom z województwa opolskiego – 2,3 tys. zł, zachodniopomorskiego i małopolskie – po 2,9 tys. zł.

Wsparcie według beneficjentów

W 2013 roku duże przedsiębiorstwa otrzymały mniej pomocy (6,5 mld zł) – w 2012 trafiła do nich ponad połowa środków, rok później – 40 proc. ogólnej wartości pomocy. Natomiast, średnim przedsiębiorcom udzielono około 4,34 mld zł (26,2 proc. ogólnej wartości pomocy), małym 3,43 mld zł (20,7 proc.), mikro – 2,29 mld zł (13,8 proc.).

Największym beneficjentem pomocy (z uwzględnieniem pomocy w transporcie) były Przewozy Regionalne – 1,77 mld zł, PKP Intercity – 0,60 mld zł. Następnie: Spółka Restrukturyzacji Kopalń (0,37 mld zł), PGE Górnictwo i Energetyka Konwencjonalna (0,32 mld zł), Telewizja Polska (0,28 mld zł).

Sprawozdawczość

Zgodnie z prawem, podmioty udzielające pomocy są zobowiązane do sporządzania i przedstawiania Prezesowi UOKiK sprawozdań o udzielonej pomocy publicznej albo informacji o nieudzieleniu takiej pomocy w danym okresie sprawozdawczym. Należy to zrobić za pomocą aplikacji SHRIMP (System Harmonogramowania, Raportowania i Monitorowania Pomocy). SHRIMP umożliwia wprowadzanie danych o udzielonej pomocy bezpośrednio przez organ udzielający pomocy w systemie on-line. Dodatkowe informacje i wyjaśnienia związane z rejestracją i użytkowaniem systemu SHRIMP zamieszczone są na stronie UOKiK w zakładce: Pomoc Publiczna – Sprawozdawczość – Sporządzanie sprawozdań z wykorzystaniem aplikacji SHRIMP. Więcej informacji o zasadach przyznawania pomocy publicznej znajduje się w publikacji UOKiK.

 

Fed kończy druk pieniądza, ale wstrzymuje się z podwyżkami stóp. Zmiany zależeć będą od bieżących danych

0

CEO Magazyn Polska

Wygaszenie programu skupu aktywów przez Fed na najbliższym posiedzeniu pod koniec października jest niemal pewne. Większą niewiadomą jest jednak to, kiedy Rezerwa Federalna zacznie podwyższać stopy procentowe w USA. Zdaniem Jakuba Borowskiego pierwsza podwyżka nastąpi w połowie przyszłego roku, ale wcześniej należy się spodziewać zmian w komunikatach Fed, który zapowie w nich bardziej elastyczną politykę pieniężną. Ujawniony wczoraj wieczorem zapis z wrześniowego posiedzenia miał jeszcze „gołębi” wydźwięk.

– Fed jest bardzo blisko wygaszenia tego programu skupu aktywów i zrobi to najprawdopodobniej na najbliższym, październikowym posiedzeniu – mówi główny ekonomista Crédit Agricole. – Odpowiedź na pytanie o stopy procentowe jest trudniejsza, dlatego że ożywienie w amerykańskiej gospodarce jest wciąż nierówne.

Stąd też w ujawnionym w środę wieczorem zapisie z ostatniego posiedzenia Fed, które odbyło się 16 i 17 września, zaznaczono, że podwyżki stóp uzależnione będą od danych z gospodarki, a nie kalendarza, a łagodny ton komunikatu został utrzymany.

Optymistycznie nastrajają dane z rynku pracy. We wrześniu stopa bezrobocia spadła do 5,9 proc., poziomu nienotowanego od 2008 roku. A skoro główne zadania Fed to obrona miejsc pracy i utrzymanie stabilności cen – pierwszy warunek do podwyżek cen jest coraz pełniej zrealizowany. Ale są też informacje chłodzące nastroje.

– Dotarły do nas wyraźnie słabsze dane dotyczące koniunktury konsumenckiej, które dla Fed mają istotne znaczenie – przypomina Borowski. – W związku z tym spodziewam się, że zagości w polityce pieniężnej Fed takie interregnum, tzn. przez jakiś czas nie będzie skupu aktywów i nie będzie podwyżek stóp procentowych.

O tym, że stopy pozostaną w USA na niezmienionym poziomie przez dłuższy czas, zapewniała we wrześniu Janet Yellen. Z „minutek” wynika jednak, że część członków FOMC chciała rezygnacji z tego zapisu w komunikacie, by nie potraktowano go jako zobowiązania. Ostatecznie jednak sformułowanie pozostawiono, a zgodnie z przewidywaniami Borowskiego Fed wyraźnie powiedział, że podwyżki będą zależały od bieżących danych makroekonomicznych.

Myślę, że podwyżki nastąpią mniej więcej w połowie przyszłego roku, ale tylko przy założeniu, że te pozytywne tendencje, które zarysowały się w amerykańskiej gospodarce – przede wszystkim poprawa na rynku pracy – się utrzymają – mówi główny ekonomista Crédit Agricole.

Intermarché wdraża nową strategię – inna koncepcja sklepów i sprzedaż online

0

CEO Magazyn Polska

Sieć sklepów Intermarché w najbliższym czasie czeka gruntowna przebudowa związana z wdrażaniem zmian w koncepcji funkcjonowania wszystkich placówek. Zostały one podzielone ze względu na lokalizację. Każda z nich będzie dostosowana do lokalnych potrzeb klientów. Rusza też pilotaż sprzedaży internetowej z odbiorem w sklepie stacjonarnym.

– Podzieliliśmy sklepy na poszczególne segmenty uzależnione od lokalizacji: czy jest to lokalizacja w małym, czy w dużym mieście, czy lokalizacja jest osiedlowa, czy peryferyjna, czy na trasie praca-dom – mówi Krzysztof Waligórski, prezes Dyrekcji Handlowej Intermarché.

Podzielone w ten sposób sklepy zostaną dostosowane do potrzeb klientów w tych lokalizacjach. Te, które powstaną już po nowym roku, będą urządzane na nowych zasadach, zaś dotychczasowe placówki zostaną stopniowo przebudowane.

– Jest różnica, czy sklep jest zlokalizowany przy szkole, czy jest w pobliżu cmentarza. W zależności od tego inne elementy, inne referencje i inne produkty powinny być w tych konceptach bardziej rozbudowane, a inne zawężone – wyjaśnia Waligórski.

Intermarché wprowadza też od nowego roku nowy koncept – Intermarché Super Plus, o powierzchni od 2 tys. do 2,5 tys. metrów kwadratowych, czyli nieco mniejsze niż obecne Intermarché Super. Jest też gotowy nowy pomysł na placówki małe, do 600 metrów kwadratowych – zdradza prezes polskich sklepów sieci.

– W tych trzech grupach, mówię tu o wielkości sklepów, chcemy się rozwijać, naszych głównym elementem jest jednak sklep Super Plus – mówi rozmówca Newserii Inwestor.

Te zmiany to realizacja strategii spółki „Polska CAP 2020”, w myśl której do 2020 roku Intermarché ma mieć 500 placówek w całej Polsce. Koszt jej wdrażania to ok. 6 mld złotych, ale firma i jej kontrahenci liczą na to, że to się bardzo opłaci.

– Ponad 16 proc. udziału w segmencie supermarketów to jest sporo, ale to nie jest to, czego byśmy chcieli. Naszym celem jest awans do pierwszej czwórki największych dystrybutorów spożywczych w Polsce – mówi Waligórski.

Intermarché uruchamia też w Polsce pilotażowy projekt Le Drive, polegający na sprzedaży internetowej z odbiorem w sklepie. We Francji taką możliwość oferuje każdy sklep sieci, podobnie ma być w Polsce.

Ruszyły narodowe konsultacje w sprawie przyszłości SKOK. Polacy mają ocenić działania KNF wobec kas spółdzielczych

CEO Magazyn Polska

Rozpoczęła się akcja Narodowe Konsultacje, zainicjowana przez środowisko związane ze spółdzielczością finansową. W ramach Konsultacji Polacy mogą wypowiedzieć się, jak widzą przyszłość SKOK-ów. Komisja Nadzoru Finansowego, która zbadała kondycję finansową SKOK-ów, uważa, że wiele z nich jest źle prowadzonych, a przez to zagrożonych stratami. W ocenie przedstawicieli kas to nie jest właściwy punkt widzenia.

 To najbardziej demokratyczna forma, jaką można sobie wyobrazić – ocenia ideę spółdzielczości w rozmowie z Newseria Biznes Wojciech Ciechomski, ekonomista, przewodniczący Rady Nadzorczej SKOK Wołomin, jednego z partnerów Narodowych Konsultacji. – Tam nie rządzi pieniądz, lecz człowiek. Jeden wkład, jeden głos. To jest ważne, to ludzie sobie bardzo cenią i nie chcieliby, żeby była jakaś większa ingerencja, szczególnie państwa, ponieważ ma to charakter samorządowy, oddolny, to jest jedyny sposób zorganizowania się ludzi.

55 działających w Polsce SKOK-ów ma ponad 2,5 mln klientów i prowadzi 2 tys. placówek w całym kraju. KNF zarzuca większości z nich zbyt swobodną politykę kredytową. W praktyce oznacza to udzielanie pożyczek ludziom, którzy w tradycyjnych bankach nie mieliby na nie szans.

– Dokąd te 2,5 mln klientów ma pójść – pyta Wojciech Ciechomski. – Jeżeli nie będzie tych SKOK-ów, to oni przejdą w ręce lichwiarzy albo organizacji parabankowych. A my jesteśmy taką organizacją finansową, która waśnie tym ludziom pomaga, patrzymy indywidualnie na ich sprawy, ich bolączki, próbujemy je rozwiązać.

Komisja Nadzoru Finansowego przeprowadziła audyt w SKOK-ach. Wobec 44 kas wszczęto postępowania naprawcze. W 22 kasach wydano postanowienia administracyjne o ustanowienie zarządcy komisarycznego, a w 3 komisaryczny zarząd wprowadzono. We wszystkich 55 kasach zaledwie 9 prezesów otrzymało zgodę KNF na dalsze sprawowanie swej funkcji. Z drugiej strony, największe SKOK-i mogą się pochwalić dobrymi wynikami finansowymi i współczynnikiem wypłacalności powyżej minimum przewidzianego ustawą. Przedstawiciele kas podkreślają również, że przed podjęciem działań przez KNF problemy były skutecznie rozwiązywane przez same SKOK-i – żadna z kas nie upadła, a mniejsze i słabsze podmioty łączyły się z większymi kasami.

– Po to między innymi są te konsultacje, żeby dać możliwość wypowiedzenia się członkom na temat tego, co oni robią, do czego należą i żeby mieć tę możliwość decydowania – podkreśla ekspert. – By nie było sytuacji, że decydują za nich urzędy kontroli i urzędnicy, tak jak w ostatnim okresie.

Przedstawiciele SKOK-ów tłumaczą, że idea spółdzielczości opiera się na innych zasadach niż te propagowane przez urzędników. Nie powinno się więc mierzyć kas i banków jedna miarą. Banki i instytucje spółdzielcze uzupełniają się, dlatego mają perspektywy rozwoju i współistnienia na rynku finansowym.

– My działamy non profit – podkreśla Wojciech Ciechomski. – Te zyski, które wypracowujemy, jeżeli jesteśmy dobrzy, przeznaczamy na lepsze uwarunkowania, lepsze depozyty, większe oprocentowanie depozytów i lepsze warunki kredytowe. To wyróżnia nas spośród innych instytucji finansowych.

Rosyjskie embargo na mięso szkodzi producentom mięsa wieprzowego. Polacy coraz częściej sięgają po drób

Producenci mięsa wieprzowego mają problem ze znalezieniem nowych rynków zbytu, szczególnie na produkty, które dotąd najlepiej sprzedawały się w Azji, czyli np. nogi i głowy wieprzowe. Polskie zakłady do momentu wprowadzenia embarga na rynki azjatyckie korzystały na różnicach w gustach konsumpcyjnych, jakie występują między Azjatami a Europejczykami. Na polskich stołach wieprzowina pojawia się coraz rzadziej.

Utraciliśmy rynki sprzedaży mniej wartościowych produktów mięsnych i to jest nasza bolączka. Nie możemy tych produktów umiejscowić na naszym rynku, bo polski konsument nie będzie tego jeść – mówi agencji Newseria Biznes Wiesław Różański, prezes Unii Producentów i Pracodawców Przemysłu Mięsnego (UPEMI).

Polska straciła najwięcej spośród krajów europejskich na wykryciu na wschodzie kraju afrykańskiego pomoru świń (ASF). W pierwszej połowie 2014 roku, jak wynika z danych resortu rolnictwa i FAMMU/FAPA, za granicę sprzedano o 23 proc. mniej wieprzowiny. Mięsa nie kupuje Rosja, Białoruś i Kazachstan, jednak bardziej bolesne jest zablokowanie sprzedaży do Chin, Japonii czy Korei Południowej. Rynki azjatyckie były bowiem największym konsumentem mniej wartościowych produktów mięsnych. To właśnie tam sprzedawano mięso, które w Polsce i Europie cieszyło się mniejszym zainteresowaniem. Chodzi przede wszystkim o elementy niższej jakości kulinarnej, np. nogi czy głowy wieprzowe.

Kultura konsumencka w Europie zmienia się na korzyść produktów mniej tłustych. Azja jest rynkiem zgoła odmiennych preferencji konsumentów. Tam kupuje się to, czego w Europie nie da się wchłonąć. Wielka szkoda, że przez ASF te rynki zostały ograniczone – ocenia.

Chiny i Rosja to najwięksi odbiorcy polskiego mięsa. W ubiegłym roku sprzedano tam ponad 150 tys. ton wieprzowiny. Utrata rynków wschodnich i azjatyckich oznacza, że perspektywy eksportu na najbliższe lata nie są najlepsze. Rosyjskie embargo wpłynęło też na mniejszą sprzedaż wołowiny, choć tu spadek jest niewielki (o 1 proc.).

Mam nadzieję, że w następnych latach zmieni się struktura handlu i będziemy mogli znowu powrócić na rynki, na których bardzo dobrze promujemy żywność – mówi Różański.

Rosyjskie embargo nie wpłynęło na eksport drobiu. Resort rolnictwa ocenia, że w I połowie 2014 roku sprzedaż białego mięsa wzrosła o 15 proc. Rośnie również spożycie drobiu w Polsce. Agencja Rynku Rolnego podaje, że w 2013 roku spożycie na jednego mieszkańca wyniosło 27 kg (dla porównania w 2005 roku było to 23 kg) i w najbliższych latach będzie jeszcze rosło. Konsumenci wybierają je ze względu na niską kaloryczność i małą zawartość tłuszczu. Dlatego ograniczenia związane z eksportem mięsa nie będą miały – zdaniem prezesa UPEMI – większego wpływu na preferencje polskiego konsumenta. W konsumpcji mięsa wciąż jeszcze na pierwszym miejscu utrzymuje się wieprzowina (55 proc.), jej spożycie jednak stopniowo spada.

Od kilku lat obserwujemy spadek konsumpcji mięsa wieprzowego. Dziś jej wielkość jest na poziomie około 36 kg na mieszkańca, a jeszcze kilka lat temu jedliśmy prawie 42 kg – ocenia Różański.

Na niskim poziomie utrzymuje się także spożycie wołowiny (2 proc.). Polacy wybierają ją rzadko ze względu na wysoką cenę. Jej obniżenie w związku z rosyjskim embargiem nie wpłynie jednak znacząco na jego sprzedaż.

Orange Polska rozwija segment smart city. W Środzie Wielkopolskiej realizuje system zarządzania siecią wodociągów

CEO Magazyn Polska

Orange Polska razem z inną spółką technologiczną realizuje w Środzie Wielkopolskiej projekt zarządzania siecią wodociągową w modelu Smart City. Nowoczesne technologie, jak przekonuje spółka, mogą ułatwić komunikację, dystrybucję informacji, kontrolę zużycia wody oraz odprowadzania ścieków.

Z jednej strony informacja staje się coraz bardziej dostępna, z drugiej ma swoją wartość – przekonuje Maciej Kocięcki, dyrektor rozwoju M2M [machine-to-machine] i partnerstw w Orange Polska. – Idea smart city polega na połączeniu tych elementów, czyli stworzeniu miasta inteligentnego, które próbuje być bardziej przyjazne dla mieszkańców.

Technologia, jak twierdzi Kocięcki, z jednej strony ułatwia życie dzięki nowoczesnym rozwiązaniom, z drugiej – dzięki oszczędnościom pozwala na finansowanie służące rozwiązywaniu tego rodzaju problemów. Konkretnych rozwiązań jest bardzo dużo.

Jest to na przykład inteligentne sterowanie światłami – wskazuje Maciej Kocięcki. – Podczas ustawiania sekwencji wyświetlanych kolorów może ono brać na bieżąco pod uwagę aktualny stan natężenia ruchu, a nie jak obecnie przewidywany.

W ramach smart city realizowane są także rozwiązania związane ze sposobem, w jaki służby miejskie odbierają śmieci na podlegających im terenach. Po pierwsze, jak wyjaśnia Kocięcki, kosze mogą kompresować zanieczyszczenia w środku, zwiększając pojemność pięcio- czy nawet dziesięciokrotnie. Z drugiej strony specjalne układy mogą poinformować zakład oczyszczania, że pojemnik jest pełny i trzeba po niego przyjechać.

W ten sposób można optymalizować sposoby komunikacji – tłumaczy Maciej Kocięcki. – Ma to niemały wpływ na zatłoczenie ulic i emitowane przez samochody zanieczyszczenia oraz daje szanse na to, że nie będziemy wrzucać śmieci do kosza, z którego wysypują się one na zewnątrz.

Ale smart city, jak przekonuje rozmówca agencji informacyjnej Newseria, może pomóc również w zarządzaniu innymi usługami miejskimi, takimi jak dystrybucja wody i odprowadzanie ścieków.

Woda jest w Polsce dobrem ważnym i powinna być w odpowiedni sposób traktowana – przypomina Kocięcki. – Nie możemy sobie pozwalać na to, żeby wsiąkała na przykład gdzieś w wyniku awarii. Nie powinniśmy również pozwalać na to, żeby była kradziona, co niestety często się zdarza. W tym przypadku kradzież oznacza, że jest używana w sposób nieoszczędny. Człowiek, który za coś płaci, zawsze dwa razy pomyśli jak tego użyć.

Wyposażenie sieci wodociągowej w urządzenia pomiarowe, zarówno przy licznikach, jak i innych miejscach sieci, pozwala zbilansować wodę na każdym odcinku, a następnie za pomocą rozwiązań technicznych zlokalizować ewentualną awarię.

To wszystko dzieje się dzięki temu, że możemy dzisiaj podłączać urządzenie zdalne mieszczące się w dowolnym miejscu z centralnym miejscem zbierania danych i przesyłania drogą radiową, najczęściej za pośrednictwem sieci komórkowej – mówi Maciej Kocięcki. – W ten sposób tworzymy sieć informacji, zbieramy dane w czasie rzeczywistym, potrafimy je przetworzyć, wywołać alarmy, jeśli to konieczne, i przygotować raporty, pozwalające ocenić, czy zużycie wody jest realne czy nierealne oraz stwierdzić, czy gdzieś nie dochodzi do kradzieży, bo coś się nie bilansuje.

Projekt sieci wodociągowej w modelu smart city realizowany jest obecnie przez Orange Polska we współpracy z firmą technologiczną w Środzie Wielkopolskiej.

To wspaniały sposób i można polecić go wszystkim, którzy chcą dbać o środowisko naturalne i zasoby, tak aby można było z nich oszczędnie korzystać – podsumowuje Maciej Kocięcki z Orange Polska.

Thales: dzięki współpracy z globalnymi koncernami polskie firmy przemysłu obronnego zwiększą możliwości eksportowe

CEO Magazyn Polska

Thales jest zainteresowany większością przetargów, które będą ogłaszane w ramach programu modernizacji polskiej armii. Firma zbrojeniowa zapowiada rozwijanie współpracy z polskimi przedsiębiorstwami z sektora obronnego oraz uczelniami cywilnymi i wojskowymi. Dla polskich firm możliwość produkcji sprzętu czy poszczególnych elementów do produkowanych przez międzynarodowe koncerny urządzeń to również szansa na zdobycie nowych rynków eksportowych.

Na czternaście głównych programów wchodzących w skład ogłoszonego przez Ministerstwo Obrony Narodowej Projektu Technicznej Modernizacji Sił Zbrojnych grupa Thales jest zaangażowana w dziesięć z nich – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Tomasz Zakrzewski, dyrektor Defence & Security w Thales Polska.

Jak podkreśla, najważniejsze z nich to budowa systemu obrony przeciwpowietrznej i antyrakietowej, dostawa bezzałogowców oraz wielozadaniowego pojazdu dla wojsk specjalnych, żandarmerii wojskowej i niektórych jednostek wojsk lądowych.

Od lat współpracujemy z polskim przemysłem, mamy zawarte porozumienia z wieloma firmami – przypomina Zakrzewski. – Oczywiście w zależności od tego, o jakim projekcie mówimy, kooperacja dotyczy różnych podmiotów, ale wszystkie reprezentują polski przemysł. Naszym głównym celem jest jego wsparcie, ponieważ zgodnie z ideą MON w wyniku programu polski przemysł musi podnosić swoje możliwości i kompetencje eksportowe. Jako zagraniczny podmiot jesteśmy w stanie pomóc polskim firmom. To jeden z głównych elementów naszych propozycji.

Działalność Thales na wielu rynkach daje polskim firmom z sektora obronnego możliwość zdobycia nowych rynków zbytu.

Nasza propozycja obejmuje nie tylko podniesienie możliwości eksportowej polskich firm, udostępnienie im naszych rynków na świecie, lecz także cały, bardzo szeroki zakres R&T, czyli Research and Technology – mówi Zakrzewski. – Współpracujemy w Polsce z uczelniami zarówno cywilnymi, jak i wojskowymi. Chcemy korzystać z wiedzy polskich inżynierów i wspólnie z nimi rozwijać krajową myśl techniczną.

Jednym z elementów współpracy jest ewentualna kooperacja w ramach projektu pozyskania przez polskie siły zbrojne wielozadaniowego pojazdu dla wojsk specjalnych, żandarmerii wojskowej i niektórych jednostek wojsk lądowych. Thales oferuje opancerzoną, produkowaną obecnie w Australii, maszynę pod nazwą Hawkei.

Chcemy produkować ten pojazd tutaj, ewentualnie składać go i implementować niektóre elementy z polskich firm na pokład – wskazuje Zakrzewski.

Już od początku prac nad tym pojazdem, jak tłumaczy Paul Harris, dyrektora strategii, sprzedaży i marketingu Thales Australia, był on projektowany z możliwością produkcji za granicą, co różni go od poprzednich, które przez Thales Australia były wytwarzane wcześniej.

W związku z tym możemy wysłać go w częściach do innego kraju, aby tam go składano – przekonuje Harris.

Budowa Hawkei w Polsce, jak zapewnia Harris, miałaby dla koncernu sens z ekonomicznego punktu widzenia. Podkreśla, że Hawkei posiada najważniejsze elementy i funkcje, których potrzebuje polska armia.

Pojazd pozwala transportować żołnierzy bezpiecznie, zapewniając im jak najlepszą ochronę – argumentuje Paul Harris. – Jest on także bardzo użyteczny pod względem liczby osób i ekwipunku, który może przewieźć. Pojazd ten może zabrać trzy tony materiałów i sprzętu.

Ważnym projektem dla koncernu są także bezzałogowce.

Proponujemy polskiej armii nie same bezzałogowce, ale cały system – przekonuje Tomasz Zakrzewski. – Watchkeeper produkowany jest przez Thales w Anglii. Jeśli mówimy o zasięgu taktycznym, to jedyny bezzałogowiec na świecie, który ma oficjalne pozwolenie na używanie przestrzeni powietrznej.

Spoty o prawach konsumenta – rozstrzygnięcie

Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów wybrał agencję, która wyprodukuje filmy reklamowe o nowych prawach konsumenckich. Spot zrealizuje firma S4 z Krakowa.

Do Urzędu wpłynęły 23 propozycje, spośród których do ścisłego finału wybrano 3 prace. Za najlepszą uznano kreację agencji reklamowej S4 z Krakowa.

25 grudnia 2014 roku wchodzi w życie ustawa o prawach konsumenta, która wprowadza istotne zmiany w dotychczasowych regulacjach związanych z ochroną słabszych uczestników rynku. Z tego względu Urząd planuje przeprowadzić zakrojoną na szeroką skalę kampanię edukacyjno-informacyjną. Jej istotnym elementem będą spoty reklamowe prezentujące uprawnienia konsumentów.

Od 23 lipca do 8 września 2014 roku zainteresowane firmy mogły składać oferty na produkcję 30-sekundowych, animowanych filmów reklamowych. Do Urzędu wpłynęły 23 propozycje, spośród których do ścisłego finału wybrano 3 prace. Za najlepszą uznano kreację agencji reklamowej S4 z Krakowa.

Przy wyborze zwycięskiego projektu wzięto pod uwagę przede wszystkim oryginalność oraz kompletność, czytelność i prostotę przekazu.

Spoty dostępne będą od 5 stycznia 2015 roku na stronie internetowej Urzędu.

Najdziwniejsze zagraniczne prawa

0

Wydaje Ci się, że polskie prawo jest niesprawiedliwe i żenujące, zabraniając na przykład palenia papierosów na przystankach komunikacji miejskiej? W takim razie czeka Cię nie lada zaskoczenie przy czytaniu listy zagranicznych praw i zakazów przygotowanej przez doradców podróży Sky4Fly.

Przepisy prawne w innych krajach są niekiedy tak absurdalne, że aż trudno w to uwierzyć. Na dodatek ich ilość jest porażająca. Wyjeżdżasz do obcego kraju i zachowujesz się tak, jak zwykle, a tu nagle okazuje się, że możesz nawet trafić do więzienia. Dobrze jest więc zainteresować się przepisami państwa, w którym planujesz wakacje, aby mieć świadomość, że to, co wydaje się niedorzeczne, gdzie indziej jest zapisane w ustawie. Sky4Fly przedstawia listę praw, których należy przestrzegać przebywając w poszczególnych krajach.

Amsterdam – palenie marihuany w coffee shopacch jest całkowicie legalne, jednak palenie zwykłych papierosów już nie.

Szwajcaria – po godz. 22 zabronione jest spuszczanie wody w toalecie mieszkania. Co ciekawe, zakaz ten nie dotyczy osób mieszkających w domach. Oprócz tego w niedzielę zabronione jest wykonywanie trzech czynności: suszenia prania, koszenia trawy oraz mycia samochodu.

Dubaj – mimo luksusu i nowoczesności, prawo w Dubaju jest dość surowe. Nielegalne jest całowanie się w miejscu publicznym, a jeśli zapomni się o tym drobnym „szczególe”, można nawet trafić do więzienia.

Alabama – w tym południowym stanie USA zabronione jest prowadzenie samochodu z zasłoniętymi oczami. Zakaz ten wynika zapewne z tego, że z racji rozległych i na ogół pustych dróg takie wyczyny nie były rzadkością. Inne absurdalne prawo obowiązujące w Alabamie dotyczy zakazu noszenia lodowych rożków w tylnej kieszeni spodni. Lepiej nosić je w przedniej?

Eraclea (Włochy) – można darować sobie rodzinny wypoczynek w tym malowniczym miasteczku, gdyż zabronione jest tam budowanie zamków z piasku.

Singapur – nielegalne jest żucie gumy. Nie jest ona dostępna w żadnym sklepie. Mimo, iż zakaz wydaje się niedorzeczny, ma swoje uzasadnienie – w Singapurze prawie nigdy temperatura nie spada poniżej 20 stopni Celsjusza, w związku z czym wypluta na ulicę guma od razu zamienia się w czarną, nieestetyczną plamę.

Capri – ta piękna wyspa to prawdziwy raj dla chcących wypocząć turystów. Obowiązuje tam jednak zakaz noszenia głośnego obuwia.

Rzym – nielegalne jest spożywanie posiłku na ulicy lub na schodach kościołów. Trzeba pamiętać o przestrzeganiu tego prawa, gdyż kary za jego złamanie są naprawdę wysokie.

Wielka Brytania – ciężarne kobiety mogą oddawać mocz, gdziekolwiek im się podoba, nawet na zatłoczonej ulicy.

Alaska – zakazane jest budzenie śpiącego niedźwiedzia w celu zrobienia mu zdjęcia. Prawo to jest tym bardziej absurdalne, że chyba niewielu śmiałków zdecydowałoby się na taki krok.

Szkocja – udogodnieniem dla turystów, choć jednocześnie bolączką dla mieszkańców jest prawo, które nakazuje przyjęcie do swojej prywatnej toalety każdego podróżnego będącego w potrzebie.

Liverpool – tu obowiązuje zakaz chodzenia topless. Jedynie sprzedawczynie w sklepach z tropikalnymi rybkami mają do tego prawo.

Londyn – każdy, kto na pocztówce naklei znaczek z królową Elżbietą II do góry nogami zostanie posądzony o zdradę stanu. Trzeba naprawdę uważać wysyłając listy. Istnieje jeszcze jedno niedorzeczne londyńskie prawo – taksówkarze mają zakaz przewożenia wściekłych psów oraz…zwłok.

Idaho – w Idaho można zostać ukaranym mandatem, a nawet więzieniem za to, że jest się smutnym. Smutnym ludziom zabronione jest chodzenie ulicami stanu. W związku z tym lepiej, aby uśmiech nie schodził nam z twarzy.

Ohio – surowe kary czyhają na osoby, które spróbują odurzyć ryby alkoholem.

Francja – zabronione jest nazywanie jakiejkolwiek świni imieniem Napoleon. Kara budzi tu chyba największe zdziwienie – za złamanie zakazu grozi śmierć.

Rosja – nie wolno myć zębów częściej niż dwa razy w ciągu 24 godzin. Tylko jak władze tego pilnują?

Vermont (USA) – mężatki, które chcą nosić sztuczną szczękę muszą uzyskać pisemną zgodę męża.

Kanada – absurdalne kanadyjskie prawo stanowi, że przy wypuszczaniu z więzienia można ofiarować (byłemu już) więźniowi strzelbę, amunicję oraz konia. W jakim celu? Wszystko to ma pomóc w wydostaniu się z miasta odsiadki.

Nowy Meksyk – osoby, które uważane są za idiotów nie mają prawa głosu.

Korea Południowa – koreańscy policjanci mają obowiązek zgłaszać wszelkie łapówki, jakie dostali od kierowców.

Szwecja – zabronione jest korzystanie z usług prostytutek. Ten zakaz nie dziwiłby może tak bardzo, gdyby nie to, że w Szwecji prostytucja jest legalna.

New Jersey – nielegalne jest noszenie kamizelki kuloodpornej, podczas gdy…popełnia się morderstwo.

Filipiny – obowiązuje tam dziwne prawo dotyczące zakazu poruszania się samochodów. W poniedziałki nie mogą jeździć pojazdy z rejestracją zaczynającą się od 1 lub 2, we wtorki – 3 lub 4, w środy – 5 lub 6, w czwartki – 7 lub 8, a od piątku do 24:00 w niedzielę – 9 lub 0.

Denver – pod groźbą więzienia nie wolno pożyczać sąsiadom odkurzacza.

Vigevano (Włochy) – wysokim mandatem możemy zostać ukarani, jeśli będziemy siedzieli w cieniu posągów.

Tanzania – nie można posiadać włosów, których długość wynosi więcej niż 36 cm. W Tanzanii również obowiązuje oryginalna przysięga małżeńska, którą musi złożyć pan młody: „niech się wykrwawię, niech mnie piorun roztrzaska, nich mnie zeżre krokodyl, niech ogłuchnę i oślepnę, niech stanę się żebrakiem, jeśli oszukam lub opuszczę żonę”.

Pekin – brzydka kobieta nie ma prawa wstępu do wielu barów czy kawiarni. Ciekawe tylko, jakie kryteria urody tam obowiązują i w związku z tym, jaką kobietą uznaje się za brzydką.

Sacco (Missouri, USA) – nie wolno kobietom nosić kapeluszy, które mogłyby przerazić dzieci, zwierzęta i osoby wrażliwe.

Ateny – zabronione jest prowadzenie samochodu w stroju kąpielowym.

Oregon (USA) – dziewczętom poniżej osiemnastego roku życia zakazane jest picie kawy w miejscach publicznych po godz. 19.

Begal (Indie) – w teatrze i kinie obowiązuje zakaz prezentowania scen pocałunku. Ministerstwo Oświaty orzekło, że sceny erotyczne powodują zmiękczenie mózgu.

Kalifornia – osobom bez uprawnień myśliwskich zabrania się stawiać pułapki na myszy.

Indonezja – masturbacja karana jest ścięciem głowy.

Rumunia – obowiązuje zakaz wjazdu na teren kraju brudnym samochodem.

Jak widać, lista zakazów i praw obowiązujących zagranicą jest naprawdę długa, a to i tak tylko niewielki ułamek wszystkich istniejących przepisów. „Jeśli więc wybierasz się na wakacje i chcesz uniknąć problemów z prawem, zapoznaj się z odpowiednim kodeksem karnym. Trafienie do więzienia np. za słuchanie w niedzielę radiowych audycji rozrywkowych (Maine, USA) czy za noszenie spódniczek mini (Tanzania) chyba nie będzie najlepszym zakończeniem urlopu. Pamiętajmy więc, że przezorny zawsze ubezpieczony, dlatego lepiej dmuchać na zimne i zachowywać się tak, jak należy w danym kraju. Nawet, jeśli wyda nam się to niedorzeczne i absurdalne” – ostrzega Jola z portali www.sky4fly.com.pl.

W Polsce przybywa niepłaconych długów. Rynek wierzytelności kwitnie

0

CEO Magazyn Polska

Rynek wierzytelności ma się coraz lepiej. W tym roku do końca sierpnia polskie banki musiały odpisać jako stratę 4,4 mld zł niepłaconych kredytów. Jak podaje Główny Urząd Statystyczny, to o 11 proc. więcej niż przed rokiem.

Długi wobec banków to jednak tylko wierzchołek lodowej góry polskich wierzytelności. W połowie roku zaległe zadłużenie Polaków przekraczało 40 mld zł – informuje BIG InfoMonitor. W praktyce ponad 2,3 mln ludzi zalegało z płatnościami. Nic dziwnego, że rosną też portfele długów, jakie trafiają do firm windykacyjnych.

– Wraz z upływem czasu wyraźnie widzimy, że rośnie nam średnia wartość wierzytelności w portfelu – podkreśla w rozmowie z Newseria Inwestor Krzysztof Borusowski, prezes Best SA. – To oczywiście podąża za rynkiem bankowym, bo wiemy, że banki na coraz większe kwoty udzielają nawet kredytów gotówkowych.

Grupa Best dotychczas inwestowała głównie w portfele detaliczne. Teraz jednak stara się szukać także innych kierunków inwestowania.

– Pojawiają się portfele hipoteczne, portfele MŚP, czyli małych i średnich przedsiębiorstw, oraz pojawiają się portfele mieszane. Również istotną częścią jest dług korporacyjny, który najczęściej jest zabezpieczany nieruchomościami i w związku z tym banki niechętnie się tego pozbywają – ocenia prezes Best SA.

Pod koniec zeszłego roku wartość wierzytelności zarządzanych przez firmy zrzeszone w Konferencji Przedsiębiorstw Finansowych, której BEST jest członkiem założycielem, zbliżyła się do poziomu 51 mld zł. Jak podaje KPF, w tym roku 10,6 proc. polskich gospodarstw domowych ma duże problemy z obsługą swoich zobowiązań. Oznacza to poprawę, bowiem przeciętnie w ostatnich siedmiu latach odsetek ten wynosił ponad 12 proc. Rośnie natomiast udział tych, którzy mają z obsługą swego zadłużenia problemy niewielkie. Ich udział wynosi obecnie 41,8 proc., przy przeciętnej z ostatnich lat na poziomie 36,6 proc .

W 2013 roku na sprzedaż wystawiono w Polsce długi konsumenckie o wartości 10 mld zł. Mimo to ceny długów systematycznie rosną. Tak jak dobre wyniki firm windykacyjnych.

Od lat powtarzam, że jesteśmy jedną z największych grup windykacyjnych na rynku. A teraz mogę z dumą dodać, że na pewno jesteśmy jedną z najefektywniejszych. Wszystkie parametry efektywnościowe przemawiają na naszą korzyść i wyniki osiągane w ostatnich latach dają nam bardzo dużo satysfakcji – mówi prezes Borusowski.

Jak ujawnia inna działająca na tym rynku firma Jatex Finanse, wzrost konkurencji pomiędzy firmami windykacyjnymi sprawia, że o ile do roku 2008 średnia cena za pakiet należności wynosiła od 8 do 13 proc. ich wartości, to w roku 2012 pojawiały się oferty zakupu wierzytelności za ponad 20 proc. Najatrakcyjniejsze dla windykatorów pakiety należności telekomunikacyjnych potrafią kosztować 30-40 proc. wartości nominalnej.

Diabetee – nowa mobilna aplikacja dla diabetyków

Codzienne sprawdzanie poziomu glukozy, dostarczanie organizmowi insuliny, dbanie o odpowiednią dietę, tak wygląda codzienność osób chorujących na cukrzycę. Aby pomóc pacjentom we właściwym kontrolowaniu choroby, powstała mobilna aplikacja Diabetee, której celem jest polepszenie codziennego życia diabetyków.

W Polsce na cukrzycę choruje obecnie ponad 3 miliony osób. Szacuje się, że na świecie średnio co 10 sekund diagnozuje się cukrzycę u kolejnej osoby. Leczenie odbywa się za pomocą insuliny, która podawana jest podskórnie wielokrotnie w ciągu doby. Pacjent powinien regularnie w ciągu dnia dokonywać pomiarów glikemii, czyli stężenia glukozy we krwi.  Pomocne mogą się tutaj okazać zdobycze nowych technologii. Jedną z nich jest aplikacja mobilna Diabetee, która swoją funkcjonalnością oraz zawartością merytoryczną ułatwia życie z cukrzycą.

Aplikacja Diabatee dostępna jest na urządzenia mobilne (np. tablety) oraz smartfony z systemem Android, oraz iOS i została przygotowana przez lekarzy, dietetyków oraz informatyków tak, aby ułatwić kontrolowanie wskazań glukonometru poprzez szereg innowacyjnych rozwiązań.

Dziennik diabetyka

Do podstawowych funkcji aplikacji należy prowadzenie dziennika choroby.  W dzienniku będziemy mogli utworzyć wpis, w którym zapiszemy poziom cukru, dawkę oraz typ insuliny, jak i skomponujemy posiłek odpowiedni dla danej kategorii. Koniec z mozolnym wypełnianiem zeszytów, teraz wszystko będziemy mieli dostępne w jednym miejscu za pomocą kilku kliknięć. Dziennik będzie przygotowywał również raporty dotyczące kluczowych parametrów dla diabetyka.

Menu diabetyka

Niezwykle istotne w leczeniu cukrzycy jest przestrzeganie zasad diety wymiennikowej. Chory może spożywać wszystkie produkty jednak pod warunkiem, że znana jest ich ilość oraz podana odpowiednia dawka insuliny. Aplikacja pomoże pacjentowi zebrać te wszystkie informacje i dobrać właściwą dietę oraz sprawdzić dostępność odpowiednich produktów.

Diabetee podpowie w ciągu dnia o konieczności podania insuliny oraz jej ilości. Dostępne będą także komunikaty dotyczące konieczności spożywania posiłku oraz ich zawartości. Natomiast opcja „Jedz z głową” dostarczy nam szczegółowych informacji na temat składu produktu, który kupiliśmy, jego wartości odżywczej oraz indeksu glikemicznego.

Apteki dla cukrzyków

W nagłych przypadkach pomocna może okazać się również funkcja lokalizacji najbliższych aptek oraz punktów pomocy medycznej. Aplikacja poda nam dokładne położenie najbliższej apteki wraz z numerem telefonu do placówki oraz umożliwi znalezienie najbliższej przychodni. Wykorzystanie tych narzędzi przez chorego powinno znacząco ułatwić kontrolę choroby, jak i w razie potrzeby kontakt z odpowiednim lekarzem.

Akcyza na papierosy. Wyższa stawka – niższe wpływy

Wyniki przeprowadzonej analizy oznaczają, iż podjęta już przez Ministerstwo Finansów decyzja o utrzymaniu w 2015 r. poziomu opodatkowania wyrobów tytoniowych z 2014 r. jest słuszna. Aby utrzymać zaplanowane wpływy do budżetu należy zachować w 2015 r. dotychczasowy sposób naliczania minimalnego podatku akcyzowego (MET).

W związku z brakiem podwyżki podatku akcyzowego, MET w 2015 r. powinien odpowiadać 100% od średniej ważonej detalicznej ceny sprzedaży papierosów z pierwszych dziesięciu miesięcy 2014 r. Decyzja dot. braku podwyżki podatku akcyzowego jest także w pełni uzasadniona z punktu widzenia obowiązku dostosowywania przepisów krajowych do wymogów UE, gdyż obecne stawki akcyzy osiągnęły już wymagane w regulacjach unijnych parametry (m. in dzięki istniejącemu mechanizmowi podatku minimalnego).

W ciągu ostatnich 10 lat akcyza na papierosy wzrosła o ok. 200%, podczas gdy dynamika wpływów do budżetu państwa stopniowo malała. Wraz z rosnącą stawką akcyzową wzrosła także szara strefa stanowiąca w 2013 r. już 25% wielkości rynku wyrobów tytoniowych w Polsce (konsumpcja nielegalnego tytoniu do palenia jak i papierosów przemycanych i podrabianych). Dalszy wzrost podatku akcyzowego oznaczać może przedłużenie trendu i stratę dla budżetu państwa w wysokości ok. 170-200 mln zł z wpływów podatkowych tylko w 2015 r.

Wpływy z akcyzy od wyrobów tytoniowych kształtują się obecnie na poziomie około 18 miliardów złotych rocznie, co stanowi ok. 8% całości wpływów budżetowych. Do roku 2009 r. podwyższenie stawki akcyzy przekładało się na wzrost przychodów budżetowych, podczas gdy następnie dynamika malała, osiągając w 2013 r. spadek (patrz wykres). Zmiany stawki akcyzy przełożyły się z jednej strony na zmniejszenie rzeczywistej konsumpcji papierosów, a z drugiej na bardzo dynamiczny wzrost szarej strefy, stanowiącej w 2013 r. już 13,9% wielkości rynku papierosowego w Polsce.

Powyższe dane pochodzą z analizy rynku tytoniowego pt. „Wyższa stawka – niższe wpływy”. Raport ten został przygotowany na zlecenie Polskiego Związku Plantatorów Tytoniu (PZPT) przez firmę doradczą PwC.

Kluczowe dla zapewnienia efektywnej polityki podatkowej jest znalezienie optymalnej stawki opodatkowania, która z jednej strony zapewni odpowiednie dochody budżetowi państwa, a z drugiej nie będzie motywowała uczestników rynku do przechodzenia do szarej strefy.

Wyznaczenie „złotego środka” zapewniającego wysokie wpływy budżetowe z podatków i możliwości rozwoju dla przedsiębiorstw zawsze jest wyzwaniem. Po przekroczeniu pewnego poziomu stawek podatkowych dalsze ich podwyższanie może bowiem prowadzić do obniżenia dochodów podatkowych. Może się to stać zarówno przez rozwój szarej strefy jak i przez pogorszenie warunków funkcjonowania danej branży. W krańcowych przypadkach to obniżka stawki opodatkowania może prowadzić do wzrostu dochodów podatkowych.

„Jak wynika z przeprowadzonych analiz kluczowe dla określenia potencjalnych skutków zmiany stawek podatkowych jest ustalenie, w którym miejscu tzw. krzywej Laffera znajduje się dany rynek i jak w związku z tym zadziała zmiana akcyzy. Dane z ostatnich lat wskazują, iż obecnie znajdujemy się w takim punkcie, w którym dalsze podnoszenie stawki podatku akcyzowego od papierosów może być kontr produktywne” – mówi Mateusz Walewski, Ekonomista w PwC.

Zakładając utrzymanie się dotychczasowej dynamiki zmian relacji (elastyczności) pomiędzy zmianą minimalnej kwoty akcyzy, a zmianą wpływów z akcyzy z lat 2010 – 2013[2] można przypuszczać, że nawet przy nieznacznym (sięgającym około 4%) wzroście poziomu stawek akcyzy na papierosy nastąpi zmniejszenie wpływów do budżetu państwa o ok. 170 – 200 mln zł w 2015 r. oraz wzrost szarej strefy, przestępczości i innych negatywnych zjawisk społecznych.

Szara strefa jest zjawiskiem występującym w przypadku rynku tytoniowego we wszystkich krajach Unii Europejskiej[3], niemniej kształtuje się ona różnie w poszczególnych państwach, co wynika z np. położenia geograficznego czy poziomu cen papierosów.

W sytuacji gdy państwa leżące na zewnętrznych granicach UE nie realizują polityki akcyzowej podobnej do państw UE – skutkuje to drastycznie różnymi cenami wyrobów akcyzowych po obu stronach granicy, co może stanowić swoistą zachętę do działania w szarej strefie – zarówno na małą skalę (np. drobny przemyt przygraniczny na własne potrzeby, czy też nielegalny obrót suszem tytoniowym), jak i na skalę hurtową przez zorganizowane grupy przestępcze. Pamiętajmy, że obecnie podatki stanowią ok. 85% ceny paczki papierosów, co plasuje nas na czołowym miejscu w UE” – mówi Przemysław Noworyta, Dyrektor Polskiego Związku Plantatorów Tytoniu. „Z zadowoleniem przyjmujemy, że ministerstwo, obok odstąpienia od podniesienia stawki akcyzy na wyroby tytoniowe w 2015 r., planuje dodatkowe zmiany w prawie mające ograniczyć szarą strefę przez opodatkowanie produkcji papierosów w tzw. maszynach do automatycznego napełniania gilz, a także zmianę sposobu opodatkowania cygar, w tym tzw. cygar imprezowych. W ocenie plantatorów, konieczne jest kompleksowe podejście do walki z szarą strefą rynku wyrobów tytoniowych a co za tym idzie – jednoczesne wprowadzenie tych regulacji” – dodaje.

 

NCBiR: Podpisujemy umowy na 45 mln zł. W budżecie wehikułów BRIdge Alfa pomysłodawcy mogą liczyć na wsparcie, jakiego nie otrzymają gdzie indziej

CEO Magazyn Polska

Ruszają wehikuły inwestycyjne w ramach inicjatywy BRIdge Alfa Narodowego Centrum Badań i Rozwoju. Pierwsze umowy zostały podpisane ze Startup Hub Poland, Xplorer Fund oraz Polskim Instytutem Badań i Rozwoju. Do 2015 roku NCBiR przeznaczy ponad 45 mln zł na wsparcie innowacyjnych pomysłów w sektorze badań i rozwoju (B+R).

Jak w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor podkreśla Grzegorz Majewski, koordynator projektu BRIdge Narodowego Centrum Badań i Rozwoju, inwestycja ma przełamać stereotyp, że naukowcy nie są skłonni do poszukiwania prywatnych inwestorów, którzy mogą być zainteresowani finansowaniem innowacyjnych pomysłów.

Obserwując rynek, widzimy, że jest wiele inkubatorów, akceleratorów, funduszy venture capital, które są w stanie zainwestować w innowacyjne pomysły – wskazuje Grzegorz Majewski. – Natomiast moim zdaniem wciąż cierpimy na pewien deficyt pomysłów wywodzących się ze świata nauki. Żeby osiągnąć nasz cel, postanowiliśmy więc stworzyć dość nietypowy program, jakim jest właśnie inicjatywa Alfa.

Do współpracy przy tworzeniu wehikułów zaproszono zostały podmioty w oparciu o formułę crowdsourcingową, w ramach której instytucje publiczne przekazują część swoich zadań na zewnątrz.

– To, co warte jest podkreślenia, to formuła, według której wybieraliśmy podmioty zaproszone do współpracy – wyjaśnia Majewski. – Przedstawiliśmy warunki brzegowe, żeby inwestorzy pokazali, jakiego typu działania są potrzebne, żeby mogli realizować swoje cele. W ostatnich miesiącach na podstawie ośmiu koncepcji dostosowywaliśmy reguły inicjatywy Alfa z jednej strony do ich wymagań, z drugiej do obowiązujących przepisów. Po tygodniach negocjacji udało nam się osiągnąć cel i w tej chwili jesteśmy w stanie powołać pierwsze trzy wehikuły. Finalizujemy także umowy z pozostałymi podmiotami.

Pierwsze umowy zostały podpisane z Fundacją StartUp Hub Poland, która chce wypełnić niszę, poszukując polskich naukowców za granicą i ściągając ich z powrotem do Polski, podmiotem zainteresowanym inwestycjami w biotechnologię Xplorer Fund oraz Polskim Instytutem Badań i Rozwoju.

Mamy zatem bardzo ciekawy przekrój – zauważa Grzegorz Majewski. – Są to trzy podmioty, które tak naprawdę skupiają się na zupełnie różnych celach.

Atutem Fundacji StartUp Hub Poland, jak przekonuje Majewski, jest wypracowanie oferty, która może spowodować, że polski know-how nie będzie wypływał za granicę, a raczej wracał do kraju. Do drugiej inicjatywy udało się zaprosić spółkę Globe Forum Johana Góreckiego, który jest jednym z współtwórców Skype&HASH39;a i który założył fundusz Xplorer Fund. Biorące w nim udział podmioty chcą inwestować w biotechnologię, której bardzo potrzebuje polska gospodarka.

Zaletą PIBiR jest natomiast bardzo mocny zespół doświadczony w selekcji w połączeniu z solidnym doświadczeniem funduszy venture capital, jakim jest Giza Polish Ventures, który także uczestniczy w tym projekcie – precyzuje Majewski. – W tym przypadku również warto zwrócić uwagę na współpracę z  naukowcami, którzy mają duże doświadczenie na rynku międzynarodowym.

W tej chwili podpisywane są trzy umowy na łączną kwotę 45 mln zł, z czego 25 mln zł przeznaczone jest bezpośrednio na inwestycje w spółki. Jeden z podmiotów otrzyma wsparcie w wysokości 25 mln zł, dwa pozostałe – około 12 mln zł. Średni budżet wehikułu będzie wynosił, jak informuje Majewski, około 20 mln zł.

Już w budżecie operacyjnym wehikułów pomysłodawcy mogą liczyć na wsparcie, jakiego nie otrzymają w żadnym innym programie – przekonuje Majewski. – Występuje tutaj możliwość m.in. budowy prototypów bez konieczności zakładania spółki, co z punktu widzenia naukowców jest bardzo istotne.

Celem NCBiR, jak podkreśla koordynator projektu BRIdge, jest budowa całej sieci wehikułów inwestycyjnych i wymiana doświadczeń w zakresie wspierania najbardziej innowacyjnych przedsięwzięć.

Zależy nam na tym, żeby tworzyć działania sieciujące, organizować spotkania między przedstawicielami wehikułów, żeby mogli oni z jednej strony wymieniać się doświadczeniami, a oprócz tego przekazywać know-how do NCBiR, które wesprze kolejne działania i będzie w jeszcze bardziej efektywny sposób wspierać innowacje – tłumaczy Grzegorz Majewski.

Przedsięwzięcie pilotażowe BRIdge: Badanie Rozwój Innowacje ma na celu wsparcie komercjalizacji wyników prac badawczo-rozwojowych, poprzez rozwijanie, testowanie i wdrażanie w praktyce nowych instrumentów interwencyjnych. BRIdge adresowany jest do przedsiębiorców, uczelni, instytutów badawczych, instytutów naukowych PAN, osób fizycznych, czyli indywidualnych innowatorów. W przedsięwzięciu preferencyjnie traktowani są przedsiębiorcy mikro, mali i średni, w szczególności przedsiębiorstwa we wczesnym stadium rozwoju (start-upy), które powstały w celu komercjalizacji wyników prac badawczych i rozwojowych.

Kolejny kwartał rekordowej aktywności na rynku IPO w Europie i na świecie. Silny spadek pozycji Warszawy w rankingu giełd europejskich

  • Aktywność na rynku pierwszych ofert publicznych (Inital Public Offering – IPO) w Europie w trzecim kwartale jest tradycyjnie niższa niż w drugim z uwagi na sezon wakacyjny. Jednak w porównaniu z analogicznym okresem ubiegłego roku odnotowano ponaddwukrotny wzrost wartości IPO (z 3,0 mld euro do 6,6 mld euro). Większość ofert miała miejsce w lipcu.
  • Na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie sytuacja jest diametralnie odmienna – kolejny kwartał z rzędu utrzymuje się niska aktywność na rynku ofert pierwotnych, za sprawą reformy OFE, braku dużych prywatyzacacji oraz ogólnego odpływu kapitału z rynków wschodzących. W konsekwencji GPW zajęła dopiero siódme miejsce pod względem wartości ofert wśród giełd europejskich. Z kolei na piąte miejsce wysunęła się giełda w Bukareszcie dzięki ofercie prywatyzacyjnej spółki Electrica o wartości 444 mln euro.
  • Największą wartość IPO odnotowano jak zwykle w Londynie – 23 oferty o łącznej wartości 1,9 mld euro – tyle samo, co w trzecim kwartale 2013 roku.
  • Już po zakończeniu kwartału, w październiku bieżącego roku, miało miejsce kilka ofert o łącznej wartości 4,3 mld euro.
  • Należy oczekiwać, że łączna wartość ofert na rynku IPO w ostatnim kwartale 2014 roku przekroczy tę z ostatnich trzech miesięcy 2013 roku, tj. 15 mld euro.

Jak wynika z najnowszego kwartalnego raportu IPO Watch Europe przygotowanego przez firmę doradczą PwC, łączna wartość ofert pierwotnych w Europie w zazwyczaj spokojniejszym (ze względu na okres letni) trzecim kwartale bieżącego roku wyniosła 6,6 mld euro. Stanowi to ponaddwukrotny wzrost w porównaniu z trzecim kwartałem 2013 roku (3,0 mld euro), głównie za sprawą przeprowadzonych w lipcu trzech ofert – NN Group w Holandii (1,5 mld euro, sektor finansowy), FinecoBank we Włoszech (673 mln euro, sektor bankowy) oraz spółki Logista w Hiszpanii (606 mln euro, działalność logistyczna).

Łączna wartość wszystkich ofert w Europie od początku 2014 roku (40,3 mld euro) wzrosła blisko czterokrotnie w porównaniu do pierwszych trzech kwartałów 2013 roku (11,7 mld euro). W okresie tym nastąpił również wzrost liczby debiutów – 209 względem 173 w pierwszych dziewięciu miesiącach ubiegłego roku.

Tomasz Konieczny, partner w zespole ds. rynków kapitałowych PwC, w następujący sposób skomentował wyniki rynku pierwotnego w Europie:

„Pomimo ciągle niepewnej sytuacji geopolitycznej, w szczególności na Ukrainie i Bliskim Wschodzie, europejski rynek pierwszych ofert publicznych poradził sobie zdecydowanie lepiej niż w trzecim kwartale 2013 roku. Optymizmem napawa również początek bieżącego kwartału – jeżeli aktywność wśród spółek planujących debiut na giełdzie utrzyma się, to w ostatnim kwartale należy oczekiwać przekroczenia łącznej wartości IPO odnotowanej w analogicznym okresie 2013 roku, tj. 15 mld euro.”

Zdecydowana większość łącznej wartości ofert na rynkach europejskich (ponad 70%) w minionym kwartale przypadła na giełdy w Londynie, Amsterdamie oraz Mediolanie.

W ujęciu globalnym rynek IPO wykazuje najwyższą aktywność w historii publikacji raportu IPO Watch – w ciągu dziewięciu miesięcy bieżącego roku odnotowano łączną wartość ofert wynoszącą aż 137 mld euro. Najlepsze wyniki osiągnęły giełdy w Stanach Zjednoczonych, gdzie w minionym kwartale miały miejsce pierwsze oferty publiczne o łącznej wartości 28,7 mld euro, a w ciągu pierwszych dziewięciu miesięcy bieżącego roku – 52,4 mld euro. Największym IPO była oferta spółki Alibaba (22 mld euro).

Na giełdzie w Warszawie w minionym kwartale miało miejsce zaledwie 10 IPO (trzy na rynku głównym i siedem na rynku NewConnect) o łącznej wartości 161 mln euro. Tym samym pomimo świetnej koniunktury na rynkach światowych, na polskiej giełdzie wciąż utrzymuje się niska aktywność. Największym IPO w Warszawie była oferta spółki Alumetal (71 mln euro), na drugim miejscu uplasowało się IPO spółki Torpol (44 mln euro), a trzecie miejsce na podium przypadło spółce Altus TFI (42 mln euro). Na rynku alternatywnym NewConnect największą ofertą było IPO spółki Boruta-Zachem (2,6 mln euro), a na drugim miejscu uplasowała się oferta spółki Zakłady Mięsne Mysław (0,9 mln euro).

Filip Gorczyca, starszy menedżer w zespole ds. rynków kapitałowych PwC, w następujący sposób skomentował wyniki i perspektywy rynku pierwotnego w Warszawie:

„Po wielu latach w czołówce rankingu najaktywniejszych giełd europejskich, warszawska GPW spadła na dalszą pozycję i nic nie zapowiada jej rychłego powrotu do grona liderów. Co symboliczne, zarówno w minionym kwartale, jak i w całym okresie pierwszych dziewięciu miesięcy bieżącego roku, w statystykach łącznej wartości ofert pierwotnych na naszym kontynencie uplasowała się za giełdą rumuńską. Stanowi to pierwszy przypadek w historii naszego raportu, gdy Warszawa nie dzierży palmy pierwszeństwa w regionie Europy Środkowo-Wschodniej. W sukcesie giełdy w Bukareszcie jest silny polski akcent, gdyż od ponad roku jej prezesem jest były szef giełdy warszawskiej Ludwik Sobolewski. Wprawdzie ten statystyczny sukces jest wyłącznie wynikiem jednej dużej oferty prywatyzacyjnej przeprowadzonej przez rząd rumuński, niemniej stanowi kolejny sygnał dla naszego rynku, iż bez podjęcia zdecydowanych działań marzenie o Warszawie jako centrum finansowym regionu może pozostać mrzonką. Po niekorzystnych dla rynku kapitałowego zmianach w OFE i w obliczu braku możliwości oparcia dalszego rozwoju naszej giełdy o duże oferty prywatyzacyjne, nowe władze GPW powinny postawić na daleko idące zmiany jakościowe. Zwłaszcza, że odnotowywane w ostatnim czasie liczne nieprawidłowości i przypadki niewypłacalności emitentów na rynku długu Catalyst dały kolejny dowód na to, że pod względem jakości i standardów panujących na naszym rynku jest bardzo wiele do zrobienia”.

 

Zgłoszenie zamiast pozwolenia na budowę

Jak podaje Raport Doing Business 2014  uzyskanie warunków technicznych przyłączy mediów – wody i ścieków, złożenie wniosku i uzyskanie pozwolenia na budowę domu jednorodzinnego oraz złożenie wniosku i otrzymanie pozwolenia na jego użytkowanie trwa w Polsce 161 dni. Rada Ministrów, która od kilku miesięcy pracuje nad uproszczeniem i przyspieszeniem procedur, przyjęła projekt ustawy o zmianie Prawa Budowlanego w tym zakresie. Czy proponowana nowelizacja przepisów faktycznie usprawni realizację inwestycji budowlanych i czy w przyszłym sezonie budowlanym obowiązywać będzie jedynie zgłoszenie zamiast dotychczasowego pozwolenia?

Inwestorzy, którzy myślą o budowie domu jednorodzinnego często stają przed dylematem, czy podejmować się  realizacji projektu ze względu na skomplikowane i długotrwałe procedury, uzyskiwanie odpowiednich zaświadczeń, a przez to także namnażające się koszty związane z uzyskaniem pozwolenia na budowę.  Z problemem tym od kilku lat zmagają się także odpowiednie jednostki administracyjne, które są odpowiedzialne za wydawanie stosownych dokumentów. Ustawowy okres, w którym gmina lub też starostwo powiatowe powinno wydać pozwolenie na budowę to 2 miesiące. Rzeczywisty czas oczekiwania jest niestety dłuższy.

Projekt nowelizacji Prawa Budowlanego przedstawiony przez Ministerstwo Infrastruktury zakłada przede wszystkim uproszczenie procedur i gromadzenia dokumentacji. Inwestor będzie bowiem zobowiązany do dostarczenia jedynie zgłoszenia budowy wraz z projektem architektonicznym. Zgodnie z tym założeniem nie są wymagane dokumenty o połączeniu działki budowlanej z drogą publiczną czy zaświadczenie o podłączeniu wody, prądu czy gazu. Spełnienie odpowiednich podłączeń do mediów będzie sprawdzane już na etapie rozpoczęcia robót budowlanych. Organ wydający pozwolenie w terminie do 30 dni może zatem wnieść ewentualny sprzeciw co do zgłoszenia inwestora. Jeśli w tym czasie nie zgłosi żadnych nieprawidłowości czy braków formalnych, zostanie wydana tzw. „milcząca zgoda” na realizację projektu. Wówczas będą mogły zostać również rozpoczęte pierwsze roboty budowlane. Nowe przepisy likwidują bowiem obowiązek zgłoszenia zamierzonego początku prac na placu budowy.

„Uzyskanie wszystkich pozwoleń na budowę domu jednorodzinnego trwa niemal pół roku. Nie dziwi zatem fakt, że te skomplikowane procedury zniechęcają właścicieli działek budowalnych do rozpoczęcia inwestycji. Proponowane zmiany z pewnością skrócą czas między podjęciem decyzji o budowie domu, a wbiciem pierwszej łopaty na placu budowy. Zmniejszenie biurokracji podczas całego procesu zdobycia pozwolenia może przyczynić się do większej ilości nowo budowanych domów jednorodzinnych. Sytuacja ta może mieć zatem wpływ na kondycję sektora budowlanego, ale także całej gospodarki narodowej. W proces budowlany zaangażowane są bowiem nie tylko ekipy wykonawcze, ale także architekci, projektanci oraz producenci materiałów budowlanych. Ożywienie w budownictwie może spowodować także obniżenie stopy bezrobocia. Warto zatem z uwagą śledzić postęp prac nad usprawnieniem procedur związanych z wydawaniem pozwoleń i realizacją inwestycji budowlanych.” – wyjaśnia Aleksandra Gilewska, Manager ds. Marketingu w firmie Baumit.

NIK pomoże gruzińskim kontrolerom

Komisja Europejska wybrała Polskę i Niemcy do realizacji projektu współpracy bliźniaczej (ang. twinning) z Gruzją. Celem jest instytucjonalne wzmocnienie Urzędu Kontroli Państwowej Gruzji. Eksperci z NIK podzielą się doświadczeniami m.in. z zakresu audytu finansowego i standardów kontroli obowiązujących w Unii Europejskiej. Nikoloz Nikolozishvili, ambasador Gruzji w Polsce, który spotkał się z Prezesem NIK Krzysztofem Kwiatkowskim, z satysfakcją przyjął informacje o współpracy Izby z gruzińskim Urzędem Kontroli Państwowej.

Najwyższa Izba Kontroli rozpoczęła realizację projektu współpracy bliźniaczej „Wzmocnienie instytucjonalne Urzędu Kontroli Państwowej Gruzji”. Komisja Europejska (przedstawicielstwo w Tbilisi) podjęła decyzję,  że projekt będą wdrażać: ze strony polskiej NIK, a ze strony niemieckiej – Federalna Izba Obrachunkowa (BRH).

– Jest dla nas ogromnym zaszczytem, że Komisja Europejska zaufała  Najwyższej Izbie Kontroli, wierząc, że to polscy kontrolerzy najlepiej przekażą doświadczenia i standardy obowiązujące w Unii Europejskiej, żeby gruziński Urząd Kontroli Państwowej mógł stać się instytucją na wzór organów kontroli państw członkowskich Unii Europejskiej – skomentował decyzję Komisji Europejskiej prezes Krzysztof Kwiatkowski.

Gruzja podpisała niedawno umowę stowarzyszeniową z Unią Europejską.  Aby mogła zostać jej pełnoprawnym członkiem, m.in. gruziński system kontroli państwowej musi spełniać unijne standardy.  Historia lubi zataczać koło: na początku polskiej drogi do Unii Europejskiej, w 2001 r., to do Polski przyjechali przedstawiciele Narodowego Urzędu Kontroli Wielkiej Brytanii, żeby pokazać NIK, jak najlepiej może funkcjonować w gronie urzędów państw Unii Europejskiej.

– Dzisiaj możemy powiedzieć, że Polska doskonale zdała ten egzamin – podkreśla prezes Krzysztof Kwiatkowski. – Kontrola państwowa to także kontrola wydatkowania środków z Unii Europejskiej, a Polska jest tym krajem, który wydatkował ponad 98 proc. przyznanych środków i wszystko wskazuje na to, że skutecznie. W Europie Środkowej są kraje, które nie wydały nawet połowy przyznanych środków. Dlatego Polska jest znakomitym partnerem, żeby pokazywać dobre standardy, dobre wzorce kontroli urzędowi z Gruzji.

– Współpraca z polskimi ekspertami będzie krokiem zbliżającym nas do Unii Europejskiej. To dla nas bardzo ważne- mówił Nikoloz Nikolozishvili, ambasador Gruzji w Polsce. Nie ukrywał, że Gruzini niezwykle cenią sobie doświadczenie Polski w drodze do członkostwa w Unii. – Mamy nadzieję, że Gruzja i Polska będą się dzielić swoimi praktykami, że będzie to jeszcze jeden przykład owocnej współpracy między dwoma państwami.

Rezydent projektu, Silke Steiert z Niemiec, która pod koniec września złożyła wizytę w centrali NIK, tłumaczyła: –  Nie chodzi o to, żebyśmy mówili innym, jakie rozwiązania są dla nich najlepsze, albo dawali im gotowe recepty na różne problemy. Dla nas ważne jest przyglądanie się pracy innych organów kontroli. Będziemy wspólnie pracować, starając się znaleźć konkretne rozwiązania dla gruzińskich kontrolerów. Sami też chętnie nauczymy się nowych rzeczy od naszych kolegów.

Silke Steiert podzieliła się też swoimi obawami: – Najwyższy organ kontroli Gruzji jest bardzo małą instytucją. Nie jestem pewna, czy będzie on dysponował odpowiednimi zasobami i czasem, aby móc prowadzić z nami kontrole. Mam nadzieję, że tak będzie, ale mam pewne wątpliwości, bo wiem, jak jest im trudno pogodzić codzienną pracę z dodatkowymi obowiązkami.

Aby projekt spełnił oczekiwania Komisji Europejskiej wymaga czasu.  Będzie realizowany w latach 2014-2016, sfinansowany zostanie z unijnych środków. Oprócz NIK i BRH w przedsięwzięciu weźmie też udział dwóch przedstawicieli polskiego Ministerstwa Finansów.

Dla Najwyższej Izby Kontroli możliwość dzielenia się wiedzą i doświadczeniami z gruzińskim organem kontroli jest wyjątkowym zadaniem. – Nikogo nie trzeba przekonywać o sympatii między polskim i gruzińskim narodem, o historycznych i personalnych związkach – dodaje prezes Krzysztof Kwiatkowski.

– Polacy są bardzo otwarci na Gruzinów – potwierdza Nikoloz Nikolozishvili, ambasador Gruzji w Polsce. – A w Gruzji kochamy Polaków i zawsze jesteśmy szczęśliwi, witając ich u siebie.

Urząd Kontroli Państwowej Gruzji powstał w 1992 r. (w obecnym kształcie działa od lipca 2012 r. – po zmianie ustawy), zatrudnia ok. 260 pracowników,  w tym 129 kontrolerów. Na czele Urzędu stoi Prezes, wybierany przez Parlament na 5-letnią kadencję (od lipca 2012 r. pan Lasha Tordia).

Będzie kolejny cios dla budżetu państwa?

Rzecznik Praw Obywatelskich zaskarżył do Trybunału Konstytucyjnego kwotę wolną od podatku w pierwszym progu podatkowym od osób fizycznych. Bankier.pl szacuje, że podniesienie tej kwoty do poziomu proponowanego przez RPO doprowadziłoby do zmniejszenia budżetowych wpływów z PIT o około 30%.

 Podniesienie kwoty wolnej do podatku z obecnych 556,02 zł do 1170,72 zł (18% z progu ubóstwa na poziomie 6504 zł rocznie) oznaczałoby dla państwa „utratę” 614,70 zł na podatnika. Przy przeszło 25 milionach podatników PIT dochody państwa zmalałyby o 15,3 mld złotych, co stanowi ok. 30% wpływów z tego podatku – wylicza Krzysztof Kolany, główny analityk Bankier.pl.

Obecna formuła naliczania podatku dochodowego może w skrajnym przypadku doprowadzić do „śmierci głodowej podatnika”. To przypadek, gdy miesięczny dochód nieznacznie przekracza minimum egzystencji (czyli najniższy standard życia, poniżej którego występuje biologiczne zagrożenie życia i rozwoju psychofizycznego człowieka – w 2013 roku to 514,91 zł na osobę), a konieczność zapłacenia podatku dochodowego spycha człowieka poniżej minimum egzystencji.

Kwota wolna od podatku dochodowego od dawna wywołuje kontrowersje. W Polsce jej wysokość nie była waloryzowana praktycznie od 11 lat. Dla porównania: w tym samym czasiew Wielkiej Brytanii uległa ona podwojeniu. Szanse na pozytywny dla podatników werdykt Trybunału Konstytucyjnego są jednak tym mniejsze, im większe może być uszczuplenie wpływów podatkowych.

Serinus Energy: W ciągu trzech lat możliwe jest podwojenie produkcji i samowystarczalność finansowa. Spółka powróciła do wierceń na Ukrainie

CEO Magazyn Polska

Serinus Energy, zajmująca się wydobyciem i produkcją surowców energetycznych spółka z portfolio Kulczyk Investment, w perspektywie trzech lat chce podwoić produkcję, zwiększyć rezerwy i osiągnąć samowystarczalność finansową. Firma planuje nowe odwierty i nie obawia się ewentualnego spadku cen gazu i ropy naftowej. Wróciła do wierceń na Ukrainie i do połowy 2015 roku zamierza wykonać przynajmniej pięć odwiertów.

Serinus Energy obecnie posiada aktywa rozwojowe na Ukrainie, w Tunezji i Rumunii.

W każdym z nich potencjał jest znaczny, ale ryzyko inne – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Jakub Korczak, wiceprezes ds. relacji inwestorskich i dyrektor operacji w Europie Środkowo-Wschodniej.

Obecnie trwa pierwszy z zaplanowanych na ten rok dwóch odwiertów w Tunezji. Jednocześnie planowane są prace związane ze szczelinowaniem na polach wydobywczych na południu tego kraju.

Jeśli odwiert się powiedzie, da to nam szansę na dość istotne zwiększenie produkcji i powiększenie rezerw – zapewnia Korczak. – Samo intensyfikacja produkcji poprzez wykorzystanie drugiego horyzontu produkcyjnego może również o kilkadziesiąt procent zwiększyć produkcję. Na przestrzeni ostatnich czterech lat pokazaliśmy na Ukrainie, że jesteśmy w stanie zwiększyć potencjał i produkcję z pól, które już istnieją. Taki też mamy plan dla pól tunezyjskich. Rynek jest tam bardzo stabilny i bardzo optymistycznie wyglądają ceny ropy oraz gazu. W związku z tym są to aktywa o bardzo dużym potencjale.

Na Ukrainie Serinus powrócił do dokonywania odwiertów, przerwanych wcześniej z powodu działań wojennych.

Do końca roku będziemy w stanie wykonać co najmniej jeden odwiert – przekonuje Jakub Korczak. – Nasz ostatni odwiert M-17 w tej chwili stanowi jakieś 35 proc. całości produkcji firmy.

Ale nowe odwierty na Ukrainie są dla spółki istotne także z innego powodu. Państwo zwiększyło podatki w stosunku do istniejących odwiertów. Aby zachęcić do produkcji, utrzymało jednak niskie stawki na nowe odwierty.

Nasze nowe przedsięwzięcie jest już w ramach nowego reżimu fiskalnego – informuje Korczak. – Chcemy dodać kolejne odwierty po to, żeby ekonomika biznesu na Ukrainie nadal była tak mocna, jak do tej pory.

Na polach w Rumunii pierwszy odwiert planowany jest na początek listopada bieżącego roku.

To bardzo duża licencja i bardzo obiecująca – zapewnia Korczak. – Nasi poprzednicy na tym polu stwierdzili przepływ ponad 1 mln metrów sześciennych z jednego odwiertu. Chcemy potwierdzić tę akumulację i docelowo prowadzić tam produkcję. Jeśli nasze oczekiwania się spełnią, to aktywa rumuńskie pod względem skali spokojnie będą większe niż Ukraina w tej chwili.

Obecne ceny gazu, jak przekonuje Janusz Korczak, zapewniają rentowność wszystkich znajdujących się w portfolio spółki pól wydobywczych. W Tunezji, gdzie Serinus w 80 proc. sprzedaje ropę naftową, obowiązują ceny rynkowe (spotowe).

W chwili obecnej oczekujemy ceny w granicach 100 dolarów za baryłkę, bo kraje arabskie, żeby taką cenę utrzymać, będą starały się trochę ograniczać produkcję – mówi Korczak. – Natomiast rentowność tego biznesu w naszym przypadku jest bardzo duża. Ponad 60 proc. rentowności operacyjnej, marży EBITDA, oznacza, że mamy duży zapas w razie ewentualnego spadku. Nie obawiamy się więc tego.

Na Ukrainie w chwili obecnej ceny gazu, jak informuje wiceprezes Serinus Energy, utrzymują się na poziomie ponad 11 dol. za tysiąc stóp sześciennych.

To bardzo korzystne dla nas wartości, które zapewniają rentowność na poziomie 45-50 proc. jeśli chodzi o marżę operacyjną przy zmienionych już podatkach – przekonuje wiceprezes Korczak. – Jeśli Rosja z Ukrainą nie dogadają się co do rabatów, to będą to ceny, które się utrzymają.

Konflikt zbrojny w tym kraju, jak zapewnia Janusz Korczak, nie przeszkadza w prowadzeniu odwiertów i wydobyciu. Nowe przedsięwzięcie spółka będzie prowadziła na polu Makiejewskoje, oddalonym o ok. 240 km od Ługańska (przy granicy z obwodem charkowskim). Na innych koncesjach produkcja także trwa w sposób ciągły.

Nie mamy z tego powodu żadnych problemów z płatnościami, nasi kontrahenci są jeszcze bardziej chętni do odbioru gazu ze względu na wstrzymanie dostaw z Rosji – przekonuje Korczak. – W związku z tym tutaj są same pozytywy. Nasze działania produkcyjne i operacyjne nie są w żaden sposób zagrożone.

Na Ukrainie Serinus jest dużym pracodawcą, zatrudnia blisko 500 osób.

Kontrolowana przez Kulczyk Investments spółka Serinus Energy zajmuje się poszukiwaniem i eksploatacją złóż surowców energetycznych. W trzecim kwartale bieżącego roku wydobycie spółki na Ukrainie i Tunezji wyniosło średnio 5,8 tys. baryłek ekwiwalentu ropy dziennie. Był to najlepszy wynik w historii przedsiębiorstwa.