Od „kup teraz” do „kup mądrzej”. E-commerce wchodzi w fazę świadomego rozwoju

Rok 2025 przyniósł e-commerce nie tyle rewolucję, co konsekwentne dojrzewanie. Rynek, który jeszcze kilka lat temu rozwijał się głównie dzięki szybko rosnącej popularności zakupów online, dziś coraz wyraźniej koncentruje się na jakości doświadczenia i optymalizacji procesów. Sprzedawcy stanęli przed wyzwaniem sprostania coraz bardziej precyzyjnym oczekiwaniom klientów, a konsumenci nauczyli się formułować swoje potrzeby z dużo większą świadomością i pewnością.

Szybkość dostaw stała się jednym z najważniejszych kryteriów wyboru sklepu. Coraz większa część zamówień trafia do klienta w ciągu jednego lub dwóch dni, a to przesuwa akcent z tradycyjnego doręczenia kurierskiego w stronę bardziej elastycznych rozwiązań. Użytkownicy chętniej sięgają po metody odbioru pozwalające im samodzielnie decydować o czasie i miejscu, co sprzyja rozwojowi infrastruktury punktów odbioru i automatów paczkowych. Zjawisko to, choć nie zawsze szczególnie eksponowane w analizach branżowych, w praktyce stało się jednym z fundamentów logistycznych e-commerce. Cichym, ale stabilnym wsparciem całego procesu zakupowego.

Efektywność łańcucha dostaw

Równolegle rośnie znaczenie ekologii. Konsumenci postrzegają zakupy online przez pryzmat ich wpływu na środowisko. Sprzedawcy zwracają większą uwagę na rodzaj opakowań, efektywność łańcucha dostaw i minimalizowanie zwrotów. Ekologiczna świadomość nie jest już niszowym hasłem, ale elementem realnie wpływającym na decyzje zakupowe, co wymusza kolejne inwestycje w bardziej zrównoważone praktyki.

Silnie rozwija się także personalizacja. Dzięki technologiom opartym na analizie danych sklepy potrafią dziś trafniej przewidywać potrzeby klientów, oferować im lepiej dopasowane rekomendacje i usprawniać ścieżkę zakupową. To przesuwa e-commerce w kierunku doświadczenia tworzonego „tu i teraz”, w oparciu o bieżące zachowania użytkownika, a nie jedynie o ogólne modele statystyczne. Wraz z personalizacją rośnie znaczenie automatyzacji obsługi. Czatboty i inteligentne narzędzia wsparcia funkcjonują płynniej, częściej rozumiejąc kontekst i potrzebę klienta, a nie tylko reagując na pojedyncze słowa kluczowe.

Model omnichannel stał się natomiast standardem. Klienci chcą swobodnie przechodzić między kanałami. Zamawiać online, odbierać w punktach, zwracać w sklepach stacjonarnych lub odwrotnie. Rok 2025 był momentem, w którym integracja offline i online stała się oczywistością, wymaganą, a nie wyróżniającą. Sklepy, które nie potrafią zapewnić spójnej komunikacji i jasnych procesów, odczuwają to w wynikach sprzedażowych i liczbie porzuconych koszyków.

Nacisk na transparentność

Jednocześnie wyzwaniem, które mocno zarysowało się w ostatnich miesiącach, były rosnące koszty operacyjne i wysokie zadłużenie części e-sklepów. Intensywne działania marketingowe, inwestycje w logistykę i presja konkurencyjna sprawiły, że wiele firm musiało uważniej przyglądać się finansom. Do tego doszły zmiany regulacyjne, w tym większy nacisk na transparentność działań platform, ochronę danych czy uczciwość rekomendacji produktowych. Rynek musiał dostosować się do bardziej dojrzałego, uporządkowanego otoczenia legislacyjnego.

W tle tych zmian logistyka przeszła cichą transformację. Sieci automatów paczkowych dynamicznie rosły nie tylko w największych miastach, ale również w mniejszych miejscowościach, stając się naturalnym elementem codziennej infrastruktury. To właśnie ta dyskretna dostępność, możliwość odbioru przesyłki w dogodnym momencie, bez konieczności dopasowania się do pracy kuriera, wpłynęła na to, jak klienci definiują dziś wygodę w e-commerce. W efekcie automatyzacja ostatniej mili stała się jednym z najważniejszych, choć często niedopowiedzianych, czynników wzmacniających cały ekosystem handlu internetowego.

W mijającym roku e-commerce wszedł w etap świadomego rozwoju. Technologia nie tyle przyspieszała zmiany, co je stabilizowała. Klienci oczekiwali przejrzystości, ekologii, szybkości i swobody, a sprzedawcy coraz lepiej te potrzeby rozumieli. W efekcie powstał rynek dojrzalszy, bardziej zrównoważony, nastawiony na realne doświadczenie, a nie jedynie na skalowanie sprzedaży. To fundament, na którym branża będzie budować swoją przyszłość.

Deepfake, małoletnia i brak reakcji służb. Prezes UODO domaga się jasnego sygnału dla szkół i rodziców

0

Prezes Urzędu Ochrony Danych Osobowych Mirosław Wróblewski zwrócił się do Prokuratora Generalnego Waldemara Żurka o ponowne rozważenie wszczęcia postępowania karnego w głośnej sprawie dotyczącej uczennicy, której wizerunek został wykorzystany w aplikacji opartej na sztucznej inteligencji. Z przerobionego zdjęcia dziewczynki wygenerowano nagi wizerunek, a następnie opublikowano go w mediach społecznościowych.

Policja odmówiła śledztwa, UODO protestuje

Sprawa trafiła do organów ścigania już na początku czerwca 2025 r., gdy Prezes UODO zawiadomił policję o podejrzeniu popełnienia przestępstwa. Jednak 12 czerwca 2025 r. zapadło postanowienie o odmowie wszczęcia postępowania, a 23 czerwca decyzję tę zatwierdziła prokuratura.

Policja i prokuratura uznały, że zachowanie uczniów nie wyczerpuje znamion czynów zabronionych z art. 190a § 2 k.k. (uporczywe nękanie), art. 202 § 3 k.k. (pornografia z udziałem małoletnich) oraz art. 107 ust. 1 ustawy o ochronie danych osobowych. Uznano m.in., że:

  • pokrzywdzona nie poniosła szkody majątkowej ani osobistej,
  • wygenerowany obraz nie ma charakteru pornograficznego, bo nie przedstawia narządów płciowych dziecka ani czynności seksualnej,
  • zdjęcie małoletniej pochodziło z ogólnodostępnych materiałów w internecie, a więc nie z „chronionego zbioru danych”,
  • przerobienie fotografii nie stanowi przetwarzania danych osobowych.

Z takim podejściem nie zgadza się Prezes UODO.

„To jest przetwarzanie danych osobowych, a wizerunek jest daną osobową”

W piśmie do Prokuratora Generalnego Mirosław Wróblewski stanowczo podkreśla, że dla stosowania przepisów o ochronie danych osobowych nie ma znaczenia, skąd pochodzi pierwotna fotografia – czy z prywatnego archiwum, czy z otwartej przestrzeni internetu. Kluczowe jest to, że mamy do czynienia z informacją o osobie zidentyfikowanej lub możliwej do zidentyfikowania.

Prezes UODO odpiera także twierdzenie, że przerobienie zdjęcia nie stanowi przetwarzania danych osobowych:

„Przerobienie wizerunku osoby małoletniej stanowi operację przetwarzania danych osobowych, zaś wizerunek do tych danych niewątpliwie należy. Sprawcy nie byli uprawnieni do wykorzystania wizerunku małoletniej w żaden sposób, tym bardziej do zmodyfikowania go i dalszego udostępniania, powodując jednocześnie naruszenie dóbr osobistych małoletniej w postaci jej godności i prawa do prywatności” – wskazuje Wróblewski.

W jego ocenie organy ścigania „nie pochyliły się merytorycznie” nad całością zagadnień związanych z ochroną danych i wizerunku, a pogłębiona analiza powinna prowadzić do odmiennej decyzji procesowej.

Nie tylko prawo, ale też sygnał dla społeczeństwa

Prezes UODO przekonuje Prokuratora Generalnego, że wszczęcie postępowania karnego w tej sprawie jest konieczne nie tylko ze względu na sam charakter czynu, ale też wiek pokrzywdzonej oraz skalę społecznej szkodliwości zachowania sprawców. Chodzi o jasny sygnał dla młodzieży, rodziców i szkół, że tworzenie i rozpowszechnianie sfabrykowanych „nagich zdjęć” z wykorzystaniem AI nie jest niewinnym żartem, lecz poważnym naruszeniem prawa i dóbr osobistych.

Wróblewski podkreśla, że postępowanie karne powinno pokazać, iż takie praktyki nie są akceptowalne społecznie i nie mogą pozostać bez konsekwencji.

Wizerunek to nie „tylko obrazek”

W piśmie do Prokuratora Generalnego szef UODO przedstawia także szerszą analizę traktowania wizerunku jako danych osobowych. Zwraca uwagę, że w erze narzędzi generatywnej sztucznej inteligencji łatwość modyfikowania i multiplikowania wizerunku stwarza zupełnie nowe ryzyka – szczególnie dla dzieci i nastolatków.

W tym kontekście odnosi się do zjawiska CSAM („child sexual abuse material”), czyli materiałów przedstawiających seksualne wykorzystywanie dzieci. Przypomina, że tego typu treści – także generowane, przerabiane czy „udoskonalane” cyfrowo – są przez wymiar sprawiedliwości coraz częściej traktowane jako szczególnie groźne przestępstwa, o długofalowych skutkach dla ofiar.

Test dla wymiaru sprawiedliwości w epoce AI

Sprawa uczennicy, której wizerunek został zniekształcony przy użyciu aplikacji opartej na sztucznej inteligencji, staje się więc czymś więcej niż incydentem szkolnym. To test dla systemu ochrony danych osobowych, prawa karnego i organów ścigania – na ile są gotowe mierzyć się z nowymi formami przemocy i naruszeń prywatności w świecie cyfrowym.

UODO oczekuje, że Prokurator Generalny ponownie przeanalizuje sprawę i zdecyduje o podjęciu śledztwa. Od tej decyzji może zależeć nie tylko los konkretnej sprawy, ale też standard ochrony dzieci przed cyfrową przemocą w Polsce.

Listopad na rynku pierwotnym: ceny mieszkań bez zmian, Warszawa minimalnie taniej, reszta metropolii stabilna

W listopadzie deweloperzy zamrozili swoje cenniki. Jak wynika ze wstępnych danych BIG DATA RynekPierwotny.pl, w Warszawie średnia cena metra kwadratowego oferowanych przez nich mieszkań nieznacznie spadła, a w pozostałych metropoliach – praktycznie się nie zmieniła.

Wprawdzie w statystykach nie zobaczyliśmy spadków cen, ale to nie oznacza, że przecen nie było. Deweloperzy najczęściej kamuflują je za pomocą promocji. A szczególnie w listopadzie i grudniu wykorzystują oni do tego każdą okazję, a jedną z nich był Black Friday, żeby skusić nabywców – mówi Marek Wielgo, ekspert portalu RynekPierwotny.pl.

Tymczasem – jak wynika ze wstępnych danych BIG DATA RynekPierwotny.pl – Warszawa była w listopadzie jedyną metropolią, w której średnia cena metra kwadratowego mieszkań oferowanych przez deweloperów spadła o 1% (do ok. 18,2 tys. zł/m kw.). Wynika to jednak najpewniej z faktu, że na rynku pojawiła się dość duża pula mieszkań z ceną poniżej 15 tys. zł za metr.

Także w pozostałych metropoliach w tzw. wprowadzeniach dominował popularny segment rynku. Jedynie we Wrocławiu średnia cena metra kwadratowego mieszkań wprowadzonych do sprzedaży była wyższa od średniej (niespełna 15,3 tys. zł/m kw.). Mimo to utrzymała ona poziom z października. Podobnie jak w Krakowie (ok. 16,7 tys. zł/m kw.), Trójmieście (ok. 17 tys. zł/m kw.), Łodzi (ok. 11,3 tys. zł/m kw.), Poznaniu (ok. 13,7 tys. zł/m kw.) i miastach Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii (ok. 11,2 tys. zł/m kw.).Ceny mieszkań-listopad 2025-wstępne dane-cena m kw

Natomiast porównując średnie ceny metra kwadratowego nowych mieszkań z listopada tego roku i analogicznego okresu roku ubiegłego, warto odnotować, że był to kolejny miesiąc, w którym w Trójmieście wyraźnie stopniała różnica. Jeszcze we wrześniu tego roku wynosiła ona 11%, natomiast w listopadzie – 5%.Ceny mieszkań-listopad 2025-wstępne dane-cena m kw-R

Zdaniem Marka Wielgo, eksperta portalu RynekPierwotny.pl, po 11 miesiącach największe szanse na tytuł najbardziej stabilnej cenowo metropolii w 2025 r. zachowuje Łódź, gdzie średnia cena metra kwadratowego nowych mieszkań była w listopadzie o 1% niższa niż rok temu. Na drugą pozycję awansowała Górnośląsko-Zagłębiowska Metropolia (0%), która zepchnęła Kraków (+1%) na trzecią. We Wrocławiu zmiana średniej ceny metra kwadratowego nowych mieszkań w okresie 12 miesięcy wynosiła w listopadzie 4%, a w Warszawie i Poznaniu – 3%.

Dane z Polski wspierają złotego. Kurs euro znów poniżej 4,23 zł. Bitcoin zaczyna grudzień spadkami

PKB w Polsce rośnie niemal najszybciej w UE – przekłada się to na umocnienie złotego. W Niemczech ceny nie przyspieszają, co ponownie zamyka dyskusję o zmianach stóp przez EBC. Na rynku kryptowalut znów spadki.

Dobre dane z Polski

Dzisiaj nad ranem poznaliśmy dane makroekonomiczne z Polski. PKB rośnie o 3,8%. Oznacza to, że trzeci kwartał okazał się o 0,1% lepszy od oczekiwań, a także o 0,4% lepszy od drugiego kwartału. Wzrost ten odbywa się oczywiście przy istotnym deficycie budżetowym. W Unii Europejskiej wyższy rezultat mają obecnie Dania i Irlandia. Przewaga Danii to zaledwie 0,1%, natomiast przypadek Irlandii jest specyficzny. Co jest nie tak z Zieloną Wyspą? Statystyki gospodarcze z tego kraju są realnie bzdurą. Jest to raj podatkowy, gdzie największe korporacje rozliczają swoje biznesy. Statystyki gospodarcze są tam zaburzone przez ogromne zyski tych firm, opodatkowywane przy bardzo niskich stawkach. Z tego powodu Irlandia jest regularnie pomijana w analizach. Jaki wpływ na złotego miały dobre dane z Polski? Od rana obserwujemy umacnianie się polskiej waluty. Kurs euro ponownie spadł poniżej 4,23 zł.

Inflacja w Niemczech

Wbrew oczekiwaniom inflacja w Niemczech nie wzrosła do 2,4%, tylko utrzymała się na poziomie 2,3%. Są to co prawda dopiero wstępne dane, więc nie można wykluczyć, że w finalnych danych pojawi się negatywna niespodzianka. Co taki wynik oznacza w praktyce? Główna gospodarka strefy euro znajduje się bardzo blisko docelowego poziomu 2%. W rezultacie nie należy oczekiwać zmian stóp procentowych. W dłuższym horyzoncie powinien to być sygnał sprzyjający europejskiej walucie, zwłaszcza że w najbliższych kwartałach większość państw będzie stopy procentowe obniżać. Dotyczy to zarówno Polski, jak i chociażby USA.

Nowy miesiąc – nowe spadki

Grudzień zaczął się poważnym spadkiem na rynku kryptowalut. W szczytowym momencie Bitcoin tracił dzisiaj w nowy ponad 5 000 dolarów. Co ważne, zbliżonej reakcji nie widać na innych inwestycjach alternatywnych. Przykładowo złoto, które bywa wskazywane jako alternatywa dla Bitcoina, w tym samym czasie zyskuje na wartości. Co szkodzi zatem kryptowalotom? Między innymi zwątpienie na rynku, wywołane udanym atakiem na jeden z funduszy. Udało się w nim wyprowadzić, relatywnie niewielką ilość środków w kryptowalucie ETH. Z jednej strony 3 miliony dolarów to nie jest kwota, która powinna potrząsnąć rynkiem. Z drugiej – głównym problemem jest kolejny kryzys zaufania, który takie włamanie wywołuje. W tle brakuje zgody, jak rynek zareaguje na grudniową obniżkę stóp procentowych. Część analityków wskazuje, że jest ona już w cenach, inni z kolei spodziewają się odbicia w górę o około 10%.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

15:45 – USA – indeks PMI dla przemysłu.

Cena milczenia. Dlaczego 7 na 10 liderów nadal popełnia błąd, który kosztuje firmy miliardy

W biznesie coraz częściej to nie technologia, lecz milczenie liderów kosztuje firmy najwięcej. Badania pokazują, że brak odwagi w komunikacji i delegowaniu generuje miliardowe straty. Dlatego rośnie znaczenie szkoleń menedżerskich. Od feedbacku i trudnych rozmów po przywództwo transformacyjne, które uczą zachowań decydujących o tym, czy organizacja poradzi sobie w świecie ciągłej zmienności.

W Polsce średnio co roku ogłasza upadłość około 400 firm. Kryzysy nie przychodzą w poniedziałki. Nie pytają, czy jesteś gotowy. Nie czekają, aż skończysz implementację nowego CRM-u czy zamkniesz rundę finansowania.

Przychodzą wtedy, gdy jeden z inżynierów boi się przyznać, że widział krytyczny błąd w kodzie dwa tygodnie temu. Wtedy, gdy menedżer sprzedaży wstydzi się powiedzieć, że największy klient sygnalizował niezadowolenie od miesięcy. Wtedy, gdy członek zarządu nie chce wyglądać na jedynego, który nie rozumie nowej strategii AI.

Cena tego milczenia? 24 miliardy dolarów rocznie tylko w Stanach Zjednoczonych. To nie spekulacja. To zimne wyliczenie naukowców z Uniwersytetu w Lipsku i HSVN w Dolnej Saksonii, którzy przeanalizowali 57 badań dotyczących destrukcyjnego przywództwa. Koszt obejmuje opiekę zdrowotną dla wypalonych pracowników, absencje, spadek zaangażowania i utratę talentów. A najgorsze? Badacze szacują, że ten rodzaj toksycznego zarządzania dotyka 10 do 16 procent pracowników w USA.

Paradoks lepszych zespołów

Amy Edmondson, profesorka Harvard Business School, odkryła coś, co podważało całą logikę corporate governance. W latach 90. badała błędy medyczne w szpitalach. Spodziewała się prostej korelacji: lepsze zespoły popełniają mniej błędów. Znalazła coś przeciwnego.

Najlepsze zespoły raportowały więcej błędów niż te najgorsze. Nie dlatego, że je popełniały częściej. Dlatego, że mogły o nich mówić bez strachu przed konsekwencjami. Edmondson nazwała to bezpieczeństwem psychologicznym, przekonaniem, że można się wypowiedzieć bez ryzyka upokorzenia czy kary.

Brzmi abstrakcyjnie? Google postanowił to sprawdzić. Projekt Aristotle przeanalizował setki zespołów w całej korporacji, szukając wspólnego mianownika sukcesu. Nie były to inteligencja, doświadczenie, czy indywidualne talenty. Najważniejszym czynnikiem okazało się właśnie bezpieczeństwo psychologiczne.

– To może wyjaśniać, dlaczego tak wiele projektów w firmach nie dochodzi do skutku, albo kończy się porażką. Nie dlatego, że były złe. Dlatego, że pracownicy, którzy widzieli problemy w ich implementacji, bali się podnieść rękę. Nie zabrali głosu. Milczeli – mówi Piotr Juszczak, partner w firmie szkoleniowej Delta Training.

Silni delegują, słabi kontrolują

Trzeba mieć odwagę menedżerską, by komunikować w firmie niepopularne decyzje albo wsadzać przysłowiowy kij w mrowisko. Podobnie jest z podstawową kompetencją menedżerska: delegowaniem zadań. Badacze z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Riverside i George Washington University – profesorowie Michael Haselhuhn, Elaine M. Wong i Margaret Ormiston – przeprowadzili fascynujący eksperyment. Zmierzyli, jak poczucie władzy wpływa na gotowość do delegowania zadań.

Odkryli prostą, ale brutalną zależność. Liderzy, którzy czują się silni, chętnie powierzają decyzje innym. Ci, którzy czują się niepewni swojej pozycji, kurczowo trzymają się każdej, nawet najmniejszej decyzji.

– Niezależnie od faktycznego statusu menedżera w firmie, jego skłonność do delegowania zależy od tego, jak silny się czuje – mówi Juszczak z Delta Training. Kadra wyższego szczebla może czuć się bezsilna wobec zmian kulturowych. Młodszy pracownik może czuć siłę dzięki zdolności wpływania na kolegów. To poczucie władzy a nie tytuł na wizytówce, decyduje o tym, czy lider dzieli się autorytetem czy go gromadzi.

Konsekwencje są druzgocące. Profesor Jan Schilling z HSVN w Niemczech, współautor metaanalizy o destrukcyjnym przywództwie, tłumaczył to Delta Training: „Menedżerowie niepewni w swojej roli lidera są znacznie mniej skłonni, aby pozwolić podwładnym podejmować samodzielne decyzje.” Efekt? Decyzje czekają całymi dniami, tygodniami. Rynek ucieka. Konkurencja wyprzedza.

Mindset: różnica między stagnacją a transformacją

Pewność menedżerską buduje choćby nastawienie na rozwój w tym niepewnym, szybkim i bardzo zmiennym świecie biznesu. Professor Carol Dweck ze Stanford University spędziła dekady badając, dlaczego niektórzy ludzie rozwijają się pod presją, a inni się załamują. Odkryła fundamentalną różnicę w sposobie myślenia.

Fixed mindset to sposób myślenia nastawiony na stałość. Traktuje inteligencję i talent jako coś niezmiennego. Porażka jest dowodem na brak kompetencji. Growth mindset wręcz przeciwnie. Ten sposób myślenia jest otwarty na rozwój. Każdą porażkę widzi jako okazję do nauki. To nie teoria z podręcznika psychologii. To różnica między Microsoftem za czasów Steve’a Ballmera a Microsoftem Satyi Nadelli.

Nadella, gdy obejmował stery w 2014 roku, zastał korporację pogrążoną w kulturze „know-it-all”. Każdy musiał być najmądrzejszy w pokoju. Pytanie o pomoc było oznaką słabości. Nadella zainicjował transformację w kierunku „learn-it-all”. Efekt? Wartość rynkowa wzrosła z 300 miliardów do ponad 3 bilionów dolarów w dziesięć lat.

Polscy liderzy stoją przed identycznymi wyzwaniami.  -Widzimy menedżerów, którzy przychodzą na szkolenia z przekonaniem, że muszą mieć odpowiedzi na wszystkie pytania. A prawda jest dokładnie odwrotna. W świecie szybkich zmian i dużej niepewności najlepsi liderzy to ci, którzy potrafią powiedzieć: nie wiem, ale razem znajdziemy odpowiedź – podsumowuje Piotr Juszczak z Delta Training.

To jest wybór, przed którym stoją dzisiejsi liderzy. Możesz zarządzać przez kontrolę, strach i mikrozarządzanie. Lub możesz zbudować organizację, w której ludzie nie boją się mówić prawdy, gdzie błędy są okazją do nauki, gdzie talent jest rozwijany a nie tłumiony.

Akademia kompetencji przyszłości

Może dlatego pytanie, które pada często w zarządach: czy można się tego wszystkiego nauczyć? Odpowiedź, poparta dziesiątkami badań: tak. Ale nie na jednorazowym warsztacie motywacyjnym.

Akademia Menedżera stworzona przez Delta Training powstała jako odpowiedź na tę potrzebę. Modularny, długoterminowy program rozwoju kompetencji menedżerskich  od delegowania, motywowania przez feedback po coaching i przywództwo transformacyjne. Nie lista dobrych rad, ale systematyczny trening zachowań, które zmieniają sposób funkcjonowania lidera w organizacji.

– Menedżerów nie przygotowuje się prezentacją slajdów. Przygotowuje się ich przez doświadczenie, konfrontację i bezpieczne ćwiczenie realnych sytuacji, które jutro wydarzą się na korytarzu ich firmy – mówi Piotr Juszczak z Delta Training.

Szkolenia biznesowe dla firm to nie koszt. To inwestycja. Według Association for Talent Development, firmy z kompleksowymi programami rozwoju przywództwa osiągają o 218 procent wyższy przychód na pracownika. Training Industry Magazine wyliczył, że programy dla początkujących menedżerów przynoszą 415 procent rocznego ROI.

Nowa mapa kompetencji menedżera

Z badań McKinsey Global Institute wynika, że do 2030 roku 40 proc. obecnych kompetencji menedżera przestanie być potrzebne, a pojawi się 30 nowych. Dzisiejszy menedżer potrzebuje odporności psychicznej, odwagi decyzyjnej, zdolności uczenia się szybciej niż konkurencja, umiejętności prowadzenia zespołów w chaosie, kompetencji w pracy z emocjami, świadomego delegowania, zdolności integrowania ludzi wokół sensu.

To dlatego Akademia Menedżera Delta Training cieszy się tak dużym zainteresowaniem, bo nie skupia się na modnych hasłach, tylko realnych narzędziach i rozwijaniu kluczowych kompetencji. – Firmy nie potrzebują teorii. Potrzebują zmiany zachowań u menedżerów – podkreśla Piotr Juszczak, partner w Delta Training.

Szkolenia dla menedżerów

W tym pejzażu zmienności rośnie znaczenie szkoleń menedżerskich rozwijających najbardziej deficytowe kompetencje: udzielanie i przyjmowanie feedbacku, delegowanie odpowiedzialności, prowadzenie trudnych rozmów, motywowanie i docenianie ludzi, a także budowanie zespołów opartych na Growth Mindset. Firmy, które wykorzystują te narzędzia, szybciej adaptują się do presji rynku, rzadziej tracą kluczowych pracowników i potrafią „oddychać” w warunkach permanentnej zmiany. Piotr Juszczak, partner w Delta Training, często podkreśla, że „szkolenie to nie jest wykład – to zmiana zachowania, którą uczestnik ma umieć wdrożyć jutro, a nie w idealnym świecie z podręcznika”. I dodaje: „Menedżerów nie przygotowuje się prezentacją slajdów. Przygotowuje się ich przez doświadczenie, konfrontację i bezpieczne ćwiczenie realnych sytuacji, które jutro wydarzą się na korytarzu ich firmy”.

Właśnie dlatego programy Delta Training, od Akademii Menedżera po szkolenia dedykowane przywództwu, motywowaniu, delegowaniu, docenianiu czy prowadzeniu trudnych rozmów z pracownikami – są projektowane w oparciu o psychologię społeczną, ekonomię behawioralną i analizę tysięcy godzin pracy z zespołami. Podobnie zresztą jak wszystkie inne programy szkoleniowe, choćby szkolenia sprzedażowe, szkolenie z rozwoju osobistego, wellbeingu, pracy zespołowej, kreatywności i sztucznej inteligencji.

To nie świat przyspieszył. To my musimy nauczyć się szybciej reagować

Świat biznesu nigdy nie będzie wolniejszy. Przyszłość przyniesie jeszcze więcej zmiennych, jeszcze więcej kryzysów i jeszcze więcej punktów zwrotnych. Ale prawdziwym pytaniem nie jest „co przyniesie kolejny kwartał” lecz „czy nasi menedżerowie są na to przygotowani?”.

Bo w czasach, w których wszystkie firmy mają dostęp do tej samej technologii, tej samej wiedzy i tych samych narzędzi, przewaga konkurencyjna nie rodzi się z tego, co mamy. Ale z tego, kim potrafimy być.

I dlatego kompetencje menedżerskie stały się najważniejszą walutą XXI wieku. Walutą, której kurs będzie rósł.

Ceny ropy rosną po decyzji OPEC+. Rynek reaguje na zamrożenie wydobycia i nowe ryzyka geopolityczne

0

Ceny ropy naftowej rosną w poniedziałek, po tym jak OPEC+ potwierdził utrzymanie obecnych poziomów wydobycia w pierwszym kwartale 2026 roku. Dodatkową presję na wzrost notowań wywarły nowe zakłócenia w dostawach oraz eskalacja napięć geopolitycznych.

OPEC+ zamraża produkcję na początek 2026 roku

Podczas wirtualnego spotkania w niedzielę koalicja OPEC+ potwierdziła, że wstrzyma planowane wcześniej zwiększenie produkcji przynajmniej do końca pierwszego kwartału 2026 roku. To utrzymanie decyzji, którą producenci przyjęli na początku listopada.

Grupa, na czele której stoją Arabia Saudyjska i Rosja, nadal utrzymuje znaczące cięcia wydobycia, odpowiadające zauważalnemu udziałowi w światowej produkcji. Od wiosny stopniowo przywracała część mocy wydobywczych na rynek, jednak obecnie wstrzymuje dalsze zwiększanie podaży, obawiając się ponownej nadpodaży i nadmiernej presji na spadek cen.

Analitycy oceniają, że potwierdzenie tej strategii wniosło na rynek potrzebną jasność i ustabilizowało oczekiwania dotyczące podaży w najbliższych miesiącach.

Rosnące napięcia wokół Wenezueli

Rynek z niepokojem obserwuje także sytuację wokół Wenezueli – jednego z ważniejszych producentów ropy w Ameryce Łacińskiej. Prezydent USA Donald Trump zapowiedział, że przestrzeń powietrzna „nad Wenezuelą i wokół niej” powinna być traktowana jako zamknięta. Następnego dnia poinformował o rozmowie z prezydentem Nicolásem Maduro, nie precyzując jednak ewentualnych dalszych kroków.

Inwestorzy obawiają się, że tak ostra retoryka może poprzedzać zaostrzenie sankcji lub inne działania, które zagrożą stabilności wenezuelskiego sektora naftowego. Każdy sygnał potencjalnego ograniczenia eksportu z tego kraju natychmiast wzmacnia nerwowość na rynku.

Ukraińskie ataki na rosyjską infrastrukturę energetyczną

Na wzrost notowań wpływ mają także kolejne ataki Ukrainy na rosyjską infrastrukturę energetyczną. W ostatnich dniach celem uderzeń stały się m.in. rafineria ropy oraz zakład przemysłu lotniczego w rosyjskim obwodzie rostowskim.

Tego typu działania mają osłabiać zdolność Rosji do prowadzenia wojny, ale równocześnie zwiększają niepewność wokół eksportu surowców energetycznych z regionu. Analitycy zwracają uwagę, że każde zakłócenie transportu czy przetwórstwa ropy w Rosji natychmiast znajduje odzwierciedlenie w nastrojach na rynkach surowcowych.

W efekcie ceny ropy zdołały odbić po długim okresie osłabienia. To, czy bieżące zwyżki przerodzą się w trwalszy trend, zależeć będzie od tego, czy geopolityczne napięcia przełożą się na realne, długotrwałe zakłócenia w dostawach – oraz na ile spowolnienie globalnej gospodarki ograniczy popyt na surowiec w kolejnych kwartałach.

NATO rozważa działania wyprzedzające wobec rosyjnych ataków hybrydowych

NATO sygnalizuje możliwą zmianę podejścia do rosyjskich działań hybrydowych – od dotychczasowej, głównie reaktywnej obrony w kierunku bardziej zdecydowanych, a nawet wyprzedzających działań. Admirał Giuseppe Cavo Dragone, przewodniczący Komitetu Wojskowego NATO, w wywiadzie dla Financial Times przyznał, że sojusz na nowo analizuje, jak reagować na narastające cyberataki, sabotaż infrastruktury oraz naruszenia przestrzeni powietrznej ze strony Rosji. (Financial Times)

Od reakcji po fakcie do działań wyprzedzających?

Dragone podkreślił, że w domenie cyber NATO wciąż działa głównie „po fakcie”, odpowiadając na ataki dopiero po ich wystąpieniu. Teraz, jak zaznaczył, trwają prace koncepcyjne nad przejściem do bardziej ofensywnego myślenia – tak, by sojusz mógł działać proaktywnie, zanim rosyjskie operacje wyrządzą realne szkody.

Włoski admirał przyznał, że w określonych okolicznościach rozważane są nawet uderzenia wyprzedzające, które – z punktu widzenia prawa i logiki odstraszania – mogłyby zostać uznane za formę obrony. Zastrzegł jednak, że taki sposób myślenia „jest odległy od dotychczasowej kultury działania” NATO i wymaga bardzo ostrożnej analizy.

Rosyjska wojna hybrydowa na wielu frontach

Od kilku lat państwa członkowskie NATO – szczególnie na wschodniej flance – mierzą się z serią incydentów, które przypisywane są Rosji lub podmiotom z nią powiązanym. Chodzi m.in. o:

  • cyberataki na administrację publiczną, media i sektor energetyczny,
  • sabotaż podmorskiej infrastruktury – kabli telekomunikacyjnych i energetycznych na Bałtyku,
  • prowokacyjne loty samolotów i dronów w pobliżu lub nad przestrzenią państw NATO.

Odpowiedzią na część tych zagrożeń była m.in. operacja Baltic Sentry – misja patrolowa na Morzu Bałtyckim z udziałem okrętów, samolotów i bezzałogowców morskich, której celem jest odstraszanie i wykrywanie prób sabotażu infrastruktury krytycznej. Dragone wskazał, że od startu tej misji nie odnotowano kolejnych przypadków przecinania kabli, co jest dowodem skuteczności takiej formy odstraszania.

Bariery prawne i dylematy sojuszu

Choć presja – zwłaszcza ze strony państw bałtyckich i innych sojuszników z regionu – rośnie, NATO musi działać w ramach ściśle określonych norm prawnych i etycznych. Dragone zwrócił uwagę, że to właśnie ograniczenia prawne i jurysdykcyjne są jednym z głównych powodów ostrożności sojuszu, szczególnie w sytuacjach dziejących się na wodach międzynarodowych czy w tzw. „szarej strefie” między pokojem a konfliktem zbrojnym.

Przykładem jest głośna sprawa statku Eagle S, podejrzewanego o uszkodzenie kabli energetycznych i telekomunikacyjnych, którą fiński sąd umorzył ze względu na fakt, że do incydentu doszło poza wodami terytorialnymi. Dla wielu sojuszników to sygnał, że obecne regulacje mogą de facto zostawiać Rosji „pole manewru” w międzynarodowej przestrzeni morskiej.

Dragone podkreślił, że nacisk będzie kładziony na powstrzymanie przyszłych aktów agresji przy zachowaniu zgodności z prawem międzynarodowym i wartościami, na których opiera się sojusz. Jednocześnie przyznał, że presja ze strony rosyjskich działań hybrydowych prawdopodobnie będzie rosła – co oznacza, że NATO musi przygotować odpowiedź, która będzie jednocześnie skuteczna, wiarygodna i nie doprowadzi do niekontrolowanej eskalacji.

Teresa Olszewska dołącza do zarządu SAP Polska

0

1 grudnia 2025 r. Teresa Olszewska dołączyła do zarządu SAP Polska, obejmując stanowisko Dyrektorki Sprzedaży oraz Wiceprezeski Zarządu. To uznana ekspertka w obszarze cyfrowych rozwiązań SAP dla HR, z ponad 25-letnim doświadczeniem w branży i ekosystemie SAP.

Teresa Olszewska wraca do macierzy. W przeszłości, przez siedem lat była związana z SAP Polska jako konsultantka oraz Product Manager lokalnej wersji SAP HCM (Human Capital Management). Jako Prezes Zarządu Gavdi Polska – partnera SAP – wprowadziła firmę na rynek polski i konsekwentnie budowała jej pozycję w naszym kraju. Po przejęciu Gavdi Polska przez SD Worx pełniła funkcję Dyrektorki Zarządzającej ds. SAP Solutions. Od 2024 roku odpowiadała za cały europejski biznes SAP w Grupie SD Worx

„Z SAP i jego podejściem do transformacji cyfrowej jestem związana od wielu lat. Powrót do organizacji w roli Dyrektorki Sprzedaży oraz Wiceprezeski Zarządu to dla mnie wyjątkowa okazja, by kontynuować misję wspierania polskich przedsiębiorstw w budowaniu przewagi konkurencyjnej. Dynamiczne zmiany rynkowe wymagają od firm elastyczności i innowacyjności, a SAP dostarcza rozwiązania, które realnie wspierają je w tym procesie. Z ogromną satysfakcją podejmuję się tego wyzwania i cieszę się, że będę współtworzyć dalszy rozwój SAP Polska, koncentrując się na tym, aby nasi klienci mogli skutecznie realizować swoje strategie, wprowadzać innowacje i osiągać trwały sukces.

Dołączam do zarządu SAP po 19 latach działań po stronie firmy partnerskiej. SAP strategicznie stawia na współpracę z partnerami, dlatego cieszę się, że mogę wnieść moją długoletnią perspektywę tej ‘drugiej strony’. Jestem przekonana, że przyniesie to korzyści dla rozwoju biznesu wszystkich uczestników naszego ekosystemu – Klientów, Partnerów i SAP.” – komentuje Teresa Olszewska.

W nowej funkcji Teresa Olszewska będzie odpowiadać za rozwój sprzedaży w segmencie corporate, obejmującym przedsiębiorstwa w fazie wzrostu, które potrzebują elastycznych, skalowalnych rozwiązań IT wspierających ich cyfrową transformację.

„W SAP Polska konsekwentnie realizujemy strategię wspierania polskich przedsiębiorstw w rozwijaniu biznesu poprzez cyfrową transformację. Dołączenie Teresy do zarządu jest naturalnym i silnym wzmocnieniem tego kierunku – wraca do nas liderka, która od wielu lat współtworzy ekosystem SAP i doskonale rozumie potrzeby naszych klientów. Jej wiedza, wizja i głębokie doświadczenie będą istotnym impulsem dla dalszego rozwoju SAP Polska” – podkreśla Piotr Ferszka, Prezes Zarządu i Dyrektor Zarządzający SAP Polska.

Dolar traci, giełdy rosną. Rynki grają pod grudniową obniżkę stóp Fed

Amerykański dolar słabnie wobec głównych walut, a indeksy giełdowe wyraźnie idą w górę. Inwestorzy coraz śmielej zakładają, że Fed zdecyduje się na obniżkę stóp procentowych, a te oczekiwania stały się jednym z głównych motorów ruchów na globalnych rynkach finansowych.

Według wskaźnika CME FedWatch inwestorzy szacują obecnie około 85–87% szans na obniżkę stóp o 0,25 pkt proc. w grudniu. Jeszcze tydzień wcześniej prawdopodobieństwo takiego ruchu oceniano zaledwie na około 40%. Tak gwałtowna zmiana wynika z serii wypowiedzi czołowych przedstawicieli Rezerwy Federalnej. Rynek odczytuje je jako zapowiedź szybszego niż wcześniej sądzono przejścia do łagodniejszej polityki.

Prezes oddziału Fed w Nowym Jorku John Williams stwierdził, że obecna polityka pieniężna jest „umiarkowanie restrykcyjna”. Dodał jednocześnie, że w docelowym przedziale dla stopy funduszy federalnych „jest przestrzeń” do dalszych dostosowań. Najnowsze dane z gospodarki USA – słabnące tempo wzrostu i wyhamowująca inflacja – wzmacniają wrażenie, że Fed ma większy margines manewru. Coraz częściej pojawia się opinia, że ryzyko osłabienia rynku pracy przeważa dziś nad obawą przed ponownym skokiem inflacji.

Inwestorzy liczą, że słabszy dolar i niższe stopy w USA poprawią perspektywy eksportowe azjatyckich gospodarek. Tańsza waluta amerykańska zwykle sprzyja rynkom wschodzącym, ułatwiając obsługę długu denominowanego w dolarze. Może to zachęcać globalny kapitał do większej ekspozycji na akcje i obligacje z Azji. W efekcie region staje się jednym z głównych beneficjentów zmiany narracji wokół Fed.

Wzrosty widać też wyraźnie na Wall Street. W minionym tygodniu Dow Jones zyskał 3,2%, kończąc tydzień na poziomie 47 716 pkt. S&P 500 wzrósł o 3,7%, do 6 849 pkt, a technologiczny Nasdaq odbił aż o 4,9%, docierając do 23 365 pkt. Odbicie napędza przede wszystkim sektor technologiczny, który wcześniej najmocniej ucierpiał na obawach o utrzymująco się wysokie stopy.

Perspektywa tańszego pieniądza natychmiast przełożyła się na poprawę wycen spółek wzrostowych. Firmy technologiczne są szczególnie wrażliwe na koszt kapitału i wysokość stóp procentowych. Niższe stopy zwiększają bieżącą wartość ich przyszłych przepływów pieniężnych, co sprzyja zwyżkom kursów. Dlatego zmiana oczekiwań wobec Fed tak szybko odbiła się na notowaniach Nasdaq.

Najnowsze dane ekonomiczne z USA wskazują na wyraźne schłodzenie dynamiki gospodarczej. Tempo wzrostu PKB spowalnia, inflacja zbliża się w kierunku celu, a część wskaźników rynku pracy pokazuje stopniowe słabnięcie presji płacowej. Liczba nowych miejsc pracy rośnie wolniej niż wcześniej, a wynagrodzenia przestają zaskakiwać w górę. Taki zestaw danych naturalnie sprzyja bardziej gołębiemu podejściu banku centralnego.

W tej sytuacji coraz więcej członków Fed ostrzega przed zbyt długim utrzymywaniem restrykcyjnej polityki. W ich ocenie koszt nadmiernego zacieśnienia – w postaci osłabienia rynku pracy i ryzyka recesji – staje się realnym zagrożeniem. Jednocześnie ryzyko ponownego wybuchu inflacji wydaje się mniejsze niż jeszcze rok temu. Rynki obligacji i akcji szybko uwzględniły tę zmianę w wycenach.

Jeśli grudniowa decyzja Fed potwierdzi obecne oczekiwania inwestorów, słabszy dolar i mocniejsze giełdy mogą pozostać głównym motywem początku 2026 roku. Można spodziewać się dalszego umocnienia euro i innych kluczowych walut wobec dolara. Wzrostowy trend na rynkach akcji może się utrzymać, zwłaszcza w sektorach najbardziej wrażliwych na poziom stóp. Dodatkowym beneficjentem mogą być rynki wschodzące, którym sprzyja łatwiejszy dostęp do finansowania w USD.

Ryzykiem dla tego scenariusza pozostaje możliwość, że kolejne dane makroekonomiczne zaskoczą w górę, szczególnie w zakresie inflacji lub płac. W takim wariancie Fed mógłby przyjąć bardziej jastrzębi ton, co szybko wzmocniłoby dolara i zatrzymało hossę na giełdach. Na razie jednak rynki wyraźnie grają pod „gołębi” grudzień w Rezerwie Federalnej – i widać to coraz mocniej w wycenach aktywów.

Dane o PKB w Polsce pozytywnie zaskoczyły

Poznaliśmy odczyt wzrostu PKB w Polsce w 3Q i znowu mamy pozytywne zaskoczenia. Odczyt w ujęciu rocznym wyniósł 3,8 proc. i jest to więcej od oczekiwań (3,7 proc.) oraz poprzedniego odczytu (3,3 proc.). Odczyt w ujęciu miesięcznym wyniósł 0,9 proc. i to również więcej niż oczekiwano (0,8 proc.) i niż wynosił poprzedni odczyt (0,8 proc.).

To kolejny odczyt z serii pozytywnych zaskoczeń. Czy lepsze od oczekiwanych odczyty dotyczące gospodarki i niższe niż oczekiwano odczyty inflacji CPI (przypomnijmy, że najnowsza prognoza inflacji CPI w ujęciu rocznym jest minimalnie poniżej celu inflacyjnego, pierwszy raz od kwietnia 2024) mogą skłonić RPP do skrócenia cyklu obniżek stóp procentowych z oczekiwanych dwóch lub trzech cięć na przestrzeni kolejnych miesięcy? W końcu obniżki stóp procentowych powinny mieć opóźniony wpływ na gospodarkę i odczyty inflacyjne, więc może rozsądnym byłoby rozpoczęcie hamowania. Zdanie RPP na ten temat poznamy już w najbliższych dniach.

Stowarzyszenia apelują do MRPiPS o wpisanie zawodu opiekuna do wykazu zawodów deficytowych

Polskie Stowarzyszenie Opieki Domowej oraz Krajowa Izba Domów Opieki zwróciły się do Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej o uznanie zawodu opiekuna osoby starszej i niepełnosprawnej za zawód deficytowy. We wniosku skierowanym do MRPiPS apelują o wpisanie opiekunów do wykazu zawodów, w których występują niedobory kadrowe, o którym mowa w ustawie o warunkach dopuszczalności powierzania pracy cudzoziemcom na terytorium RP. Wskazują, że uzupełnienie narastających braków kadrowych poprzez legalne zatrudnianie wykwalifikowanych opiekunów spoza Unii Europejskiej jest niezbędne do utrzymania minimalnego poziomu dostępności usług opiekuńczych i zapobieżenia dalszej destabilizacji systemu opieki długoterminowej. Podkreślają jednocześnie konieczność wsparcia edukacji i profesjonalizacji krajowych kadr opiekuńczych.

Deficyt pracowników w branży opieki długoterminowej narasta od lat. Barometr Zawodów niezmiennie od 2012 roku klasyfikuje zawód opiekuna jako deficytowy. W opublikowanej niedawno prognozie na 2026 rok sytuacja ta ponownie została potwierdzona. Z analiz przygotowanych na potrzeby projektu bonu senioralnego wynika, że do 2035 roku potrzebnych będzie nawet 100 tysięcy dodatkowych opiekunów. Już dziś co najmniej pół miliona osób w Polsce wymaga opieki długoterminowej, a liczba ta będzie rosnąć w związku z szybkim starzeniem się populacji. Konsekwencje braków kadrowych w największym stopniu ponoszą Polki, które przejmują obowiązki opiekuńcze, tracąc możliwość pełnego uczestnictwa w rynku pracy, rozwoju zawodowego, co skutkuje niższymi wynagrodzeniami i emeryturami.

“Potrzebujemy więcej opiekunów, którzy zajmą się osobami starszymi i niepełnosprawnymi, niż obecnie jest dostępnych na polskim rynku pracy. W tej profesji technologia nie zastąpi człowieka. Musimy więc pozyskiwać pracowników z zagranicy – innego rozwiązania po prostu nie ma. A żeby to móc skutecznie robić, należy wpisać zawód opiekuna osoby starszej i niepełnosprawnej do wykazu w ramach nowej (obowiązującej od czerwca br. roku) ustawy o warunkach dopuszczalności powierzania pracy cudzoziemcom na terytorium RP” – komentuje Ada Zaorska, przewodnicząca Polskiego Stowarzyszenia Opieki Domowej (PSOD).

Polskie organizacje podkreślają, że opiekunowie spoza UE nie stanowią żadnego zagrożenia dla społeczeństwa. To głównie kobiety w dojrzałym wieku, często z wykształceniem medycznym i wieloletnim doświadczeniem w instytucjach opiekuńczych. Zawód opiekuna jest w Polsce kluczowy w kontekście postępującego procesu starzenia się naszego społeczeństwa i rosnących obciążeń systemu opieki społecznej oraz zdrowotnej z tym związanych. W wielu krajach Unii Europejskiej, w USA czy Wielkiej Brytanii opiekunowie są uznawani za pracowników krytycznych dla funkcjonowania państwa (critical workers), a opiekunowie są zaliczani do pracowników krytycznych (essential), a opieka długoterminowa za element infrastruktury krytycznej w systemach opieki społecznej i zdrowotnej w czasie kryzysu (np. pandemii).

Według PSOD w Polsce konieczna jest całościowa reforma systemu opieki, ale liczą się również konkretne działania tu i teraz. Ada Zaorska wskazuje:

„Odciążenie rodzin poprzez angażowanie wykwalifikowanych opiekunów powinno stać się jednym z filarów polityki wobec starzejącego się społeczeństwa. Większość polskich opiekunów pracuje dziś za granicą, ponieważ tam zarobki są znacznie wyższe. Nie jesteśmy w stanie szybko poprawić warunków płacowych w Polsce, a opiekunów potrzebujemy natychmiast. Dlatego powinniśmy umożliwić pracę w Polsce specjalistom z zagranicy”.

Stowarzyszenia apelują o podjęcie działań legislacyjnych, które pozwolą korzystać z międzynarodowego rynku pracy i zapewnią odpowiednią jakość usług opiekuńczych w przyszłości. Według Komisji Europejskiej sektor opieki długoterminowej ma znaczący potencjał rozwoju zatrudnienia – w ciągu najbliższej dekady może powstać nawet 8 milionów nowych miejsc pracy[1]. Rozwój tego sektora jest koniecznością wynikającą z globalnych trendów demograficznych.

[1] Zielona księga w sprawie starzenia się: „Wspieranie solidarności i odpowiedzialności między pokoleniami”.

Bitcoin nurkuje, ETF-y notują rekordowe odpływy. Likwidacje pozycji na dźwigni idą w setki milionów

Bitcoin rozpoczął grudzień mocnym tąpnięciem. W poniedziałek kurs największej kryptowaluty świata spadł poniżej 87 000 USD, kontynuując listopadową wyprzedaż i uruchamiając lawinę likwidacji lewarowanych pozycji wartych setki milionów dolarów.

Gwałtowny ruch, który część traderów określiła mianem „niedzielnego ciosu”, wymazał cały tydzień wcześniejszych wzrostów i doprowadził do przymusowego zamknięcia pozycji o wartości około 400 mln USD w ciągu jednej godziny – z czego blisko 90% stanowiły długie zakłady na dalszy wzrost ceny.

Najgorszy listopad od 2018 roku

Niedzielny krach domknął wyjątkowo słaby miesiąc dla Bitcoina. Listopad okazał się najgorszym listopadem dla tej kryptowaluty od 2018 roku – BTC zakończył miesiąc spadkiem o 17,5%. Był to jednocześnie drugi najsłabszy miesiąc 2025 roku, po lutym, kiedy notowania obniżyły się o 17,39%.

Negatywne nastroje widać wyraźnie także w przepływach kapitału do amerykańskich spotowych ETF-ów na Bitcoina. W listopadzie fundusze te odnotowały łączne odpływy netto szacowane na 3,48–3,79 mld USD, co jest najsłabszym wynikiem od czasu ich debiutu na początku 2024 roku. Największy fundusz – iShares Bitcoin Trust od BlackRock – odpowiadał za około 2,47 mld USD umorzeń, czyli ok. 63% całkowitych odpływów z tego segmentu.

Mimo skali spadków część obserwatorów rynku studzi nastroje paniki. W komentarzu Kobeissi Letter oceniono, że obecna „bessa” na rynku kryptowalut ma przede wszystkim charakter strukturalny, a nie fundamentalny. Analitycy wiążą gwałtowną przecenę przede wszystkim z nagłym wzrostem podaży oraz efektem domina wywołanym przez rekordowe ilości lewarowanych pozycji, które zaczęły być masowo likwidowane po przekroczeniu kluczowych poziomów cenowych.

Czerwono na całym rynku krypto

Wyprzedaż nie ogranicza się wyłącznie do Bitcoina. Ethereum spadło o ok. 6%, schodząc poniżej 2 900 USD. Silne przeceny dotknęły też inne duże projekty: Solana, Dogecoin oraz XRP traciły po ponad 4% w ujęciu dobowym.

W efekcie łączna kapitalizacja rynku kryptowalut stopniała do ok. 3 bln USD – wyraźnie poniżej ponad 4,3 bln USD notowanych na początku listopada. Oznacza to, że w ciągu niespełna miesiąca z rynku wyparował ponad 1 bln USD wartości księgowej, co dla części inwestorów stanowi bolesne przypomnienie o typowej dla kryptowalut wysokiej zmienności.

Co dalej dla Bitcoina?

Analitycy podkreślają jednak, że tak silne ruchy w krótkim czasie są normą w świecie kryptowalut. Z technicznego punktu widzenia obecny spadek kasujący tydzień wzrostów i zamykający słaby listopad może oznaczać próbę przetestowania niższych poziomów wsparcia, choć wiele zależeć będzie od dalszych przepływów do i z funduszy ETF, a także od nastrojów na globalnych rynkach obligacji i akcji.

Na razie jedno jest pewne: grudzień rozpoczął się dla posiadaczy Bitcoina nerwowo, a „niedzielny cios” przypomniał, że nawet po wielomiesięcznych wzrostach rynek kryptowalut potrafi w ciągu jednej godziny brutalnie zweryfikować zbyt optymistycznie zlewarowane pozycje.

Grupa Mosty z 47 mln zł EBITDA po trzech kwartałach 2025 r. przy 107,1 mln zł przychodów

Grupa Mosty miała blisko 47 mln zł skonsolidowanego zysku EBITDA przy ponad 107,1 mln zł przychodów po trzech kwartałach 2025 r.

„Działamy w branżach OZE oraz budownictwa infrastrukturalnego. Segment związany z energetyką od kilku lat generuje istotną część naszych przychodów (61 proc. po trzech kwartałach 2025 r.). Działalność energetyczna – zgodnie z założonym budżetem – wypracowała w analizowanym okresie 65,3 mln zł przychodów wobec 66,6 mln zł w roku ubiegłym. Skonsolidowana EBITDA wyniosła blisko 47 mln zł. Cieszy mnie utrzymywanie   wysokiej efektywności prowadzonego biznesu. Kontynuujemy rozwój Grupy w sektorze OZE — zarówno w kraju, jak i na rynkach zagranicznych, gdzie obserwujemy rosnące zapotrzebowanie na tego typu źródła energii” – mówi Andrzej Michał Kowalik, prezes Grupy Mosty.

Wartość wskaźnika skonsolidowanego długu netto do EBITDA wyniosła na koniec września br. 1,58 w porównaniu z 1,77 rok wcześniej.

„Wskaźnik zadłużenia Grupy Mosty utrzymujemy na bezpiecznym poziomie. Zgodnie z harmonogramem realizujemy rozwój infrastruktury magazynów energii. Liczymy, że wyniki czwartego kwartału będą wspierane dobrą produktywnością instalacji OZE, rozliczeniem kontraktów budowlanych przed końcem roku oraz spadkiem stóp procentowych” – mówi Jacek Skrabacz, wiceprezes Grupy Mosty. 

„Zielony Ład” a realia gospodarki – polityka klimatyczna musi zejść na ziemię

„Zielony Ład” to niefortunne tłumaczenie angielskiego Green Deal. Lepsze byłoby „zielone porozumienie” lub „zielona umowa” – bo to projekt wypracowany przez Komisję Europejską wraz z państwami członkowskimi. To one ostatecznie zaakceptowały kształt regulacji tego szerokiego pakietu dekarbonizacyjnego, który realizuje ambicje klimatyczne wpisane także w Porozumienie Paryskie. Polska ratyfikowała Porozumienie Paryskie – więc jest zobowiązana zarówno do regulacji ONZ, jak i UE. Zielony Ład ma jednak dodatkowy wymiar – poza redukcją emisji wymusza modernizację gospodarki i zmniejszenie zależności od zewnętrznych dostaw surowców energetycznych, które bywają niestabilne i kosztowne. Polska startowała z największym w UE udziałem węgla w produkcji energii elektrycznej, ponad 95% w 2009 r. Dziś to około 50–55%. Postęp jest znaczący – ale wciąż duża część drogi jest do pokonania. Dlatego harmonogram wdrażania kolejnych narzędzi – jak ETS‑2 obejmujący ogrzewanie gospodarstw domowych i paliwa transportowe – wymaga ostrożnej oceny: czy państwa i obywatele są gotowi na społeczne i ekonomiczne skutki takich obciążeń.

– Rosnący udział odnawialnych źródeł energii w miksie energetycznym z czasem obniży koszty energii elektrycznej. To ekonomiczna korzyść transformacji. Niemniej tempo i kształt regulacji muszą uwzględniać realia poszczególnych państw – powiedział serwisowi eNewsroom.pl Jakub Safjański, dyrektor departamentu energii i gospodarki obiegu zamkniętego Konfederacji Lewiatan. – Transformacja powinna iść w parze z dialogiem z gospodarką. Przedsiębiorcy, którzy realizują te zmiany, widzą ryzyka np. w transporcie – gdzie osiągnięcie wysokiego udziału OZE (elektryfikacja pojazdów) zależy od dostępności kluczowych komponentów i surowców, często importowanych spoza UE. Problemy z dostawami pierwiastków ziem rzadkich czy komponentów do ogniw mogą opóźnić lub uniemożliwić szybką elektryfikację. Dlatego Unia powinna być elastyczna i responsywna – musi rozważać alternatywne ścieżki dekarbonizacji dostosowane do lokalnych uwarunkowań. Ciepłownictwo może być dekarbonizowane przez biomasę, a transport przez biometan – produkowany z odpadów organicznych i pozostałości rolniczych. Pozwala to budować krajowe łańcuchy wartości i ograniczać zależność od importu. Takie rozwiązania warto promować obok elektryfikacji tam, gdzie są realnie wykonalne. Zmiany regulacyjne inicjuje Komisja Europejska – by zmodyfikować przyjęte ścieżki potrzebna jest silna koalicja państw członkowskich, które przekonają Komisję Europejską do rewizji. W tej kwestii kluczowa jest rola rządów, umiejętność budowania koalicji i przedstawiania realistycznych, gospodarczo wykonalnych propozycji. Najlepsza strategia UE to wspieranie celów dekarbonizacyjnych przy równoczesnym dialogu – trzeba wspierać transformację, ale elastycznie dostosowywać harmonogramy i instrumenty do różnych punktów wyjścia państw członkowskich – zaznacza Jakub Safjański.

Bogda Korolczuk nową dyrektorką zarządzającą Polskiej Rady Centrów Handlowych

Z dniem 1 grudnia 2025 r. stanowisko dyrektor zarządzającej Polskiej Rady Centrów Handlowych objęła Bogda Korolczuk. To menedżerka z ponad trzydziestoletnim doświadczeniem na rynku nieruchomości komercyjnych – handlowych, biurowych oraz mixed-use.

Karierę zawodową rozpoczynała w Kanadzie, gdzie przez 13 lat pracowała dla sieci modowych działających w centrach handlowych. Z polskim rynkiem jest związana od 2000 roku. Pełniła funkcje menadżerskie w międzynarodowych firmach, takich jak CBRE Property Management, Invesco Real Estate, Liebrecht & WooD, AEW CE, JLL. Odpowiadała m.in. za zarządzanie aktywami, wynajem, budowę i przebudowę obiektów, rekomercjalizacje, opracowywanie strategii rozwoju oraz nadzór nad ESG i marketingiem. Zarządzała tak dużymi i znanymi obiektami jak Dom Mody Klif, Galeria Klif, Wola Park, Plac Unii, Centrum Praskie Koneser, Galeria Kazimierz.

– Bogda łączy wieloletnią praktykę oraz wszechstronną znajomość rynku centrów handlowych z nowoczesnym podejściem do rozwoju organizacji i dialogu branżowego. Jestem przekonany, że wniesie do PRCH świeżą perspektywę i bogate doświadczenie operacyjne – podkreśla Jan Dębski, prezes zarządu PRCH.

– Objęcie funkcji dyrektor zarządzającej to dla mnie zaszczyt i duża odpowiedzialność. Chcę, by Polska Rada Centrów Handlowych była platformą efektywnej współpracy i katalizatorem rozwoju sektora, a głos branży – oparty na rzetelnych danych i analizach – był wyraźnie słyszany – mówi Bogda Korolczuk, dyrektor zarządzająca PRCH.

Bogda Korolczuk przychodzi w miejsce Marcina Klammera, który podjął decyzję o ustąpieniu ze stanowiska dyrektora zarządzającego PRCH, by realizować inne plany zawodowe.

– Jestem niezwykle wdzięczny Marcinowi za jego profesjonalizm i zaangażowanie. Dzięki jego wysiłkom sfinalizowaliśmy wiele kluczowych projektów, zwiększyliśmy liczbę członków i wzmocniliśmy pozycję Rady jako jednego z najważniejszych głosów branży retail w Polsce – dodaje Jan Dębski.

Medicalgorithmics z kolejnym kontraktem od klienta w USA

Jeden z największych amerykańskich IDTF (pod względem sesji) rozszerzył od grudnia br. zakres współpracy z Medicalgorithmics. Ze względu na duży popyt na usługi EKG amerykański partner zlecił polskiemu medtechowi realizację dodatkowych usług. Zamówienie zacznie być realizowane w grudniu 2025 roku i obejmuje zwiększony zakres usług analiz w stosunku do dotychczas realizowanej współpracy. W związku z rozszerzeniem usługi Spółka oszacowała łączne przychody od kontrahenta w grudniu z tytułu współpracy w wysokości około 1,6-1,8 miliona PLN, które zostaną odnotowane w IV kwartale br.

Amerykański IDTF, jeden z największych tego typy podmiotów w USA korzysta z rozwiązań autorstwa Medicalgorithmics od lipca br., kiedy to została zakończona integracja tego klienta. Współpraca obejmuje świadczenie określonych usług oraz licencjonowanie wiodącego oprogramowania DeepRhythmPlatform (DRP) z algorytmami sztucznej inteligencji DeepRhythmAI (DRAI) do analizy sygnałów EKG z urządzeń amerykańskiego IDTF.

Dodatkowe zlecenie od naszego największego klienta wynika bezpośrednio ze wzrostu popytu na usługi EKG w IV kwartale. Jest to bez wątpienia następstwo zwiększenia wolumenu realizowanych sesji, o czym informowaliśmy we wrześniu tego roku oraz kolejny etap zacieśniania współpracy z naszym największym partnerem – komentuje dr Kris Siemionow, CEO Medicalgorithmics.

Od początku tego roku notowany na GPW medtech dynamicznie się rozwija, zdobywając nowych i aktywując kolejnych klientów. Medicalgorithmics podpisała rekordową liczbę umów (19 – więcej niż w całym 2024 roku), co przełożyło się na istotny wzrost kursu akcji. Od początku roku spółka podwoiła swoją wartość, stając się jedną z najlepszych inwestycji na GPW w 2025 roku. Wśród nowych umów, poza wspomnianym amerykańskimi użytkownikami technologii Medicalgorithmics, znajdują się także: umowa z europejskim IDTF, umowa z amerykańskim deep-techem specjalizującym się w integrowaniu zaawansowanych materiałów, czujników i sztucznej inteligencji oraz trzy pierwsze komercyjne umowy na VCAST – na rynku tureckim, w Arabii Saudyjskiej oraz strategicznym rynku skandynawskim.

Biedronka ukarana przez UOKiK. Blisko 105 mln zł kary za wprowadzanie klientów w błąd

Prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów nałożył na Jeronimo Martins Polska, właściciela sieci Biedronka, karę w wysokości 104 722 016 zł. Powodem jest sposób prowadzenia jednodniowych akcji promocyjnych „Specjalna Środa” i „Walentynkowa Środa”, podczas których sieć reklamowała hasło „Zwrot 100% na voucher”. W ocenie UOKiK przekaz marketingowy był niepełny i wprowadzał konsumentów w błąd co do rzeczywistych warunków skorzystania z promocji.

Jak działała promocja „Zwrot 100% na voucher”

Na początku 2024 roku w sklepach Biedronka odbyły się dwie jednodniowe akcje: „Specjalna Środa” i „Walentynkowa Środa”. Klienci byli zachęcani, m.in. w reklamach radiowych, aplikacji, mediach społecznościowych i materiałach w sklepach, do zakupu określonych produktów z obietnicą „zwrotu 100% na voucher”. Przekaz reklamowy sugerował, że wartość zakupów zostanie w całości oddana klientowi w formie bonu, który będzie można wykorzystać przy kolejnych zakupach na dowolny asortyment.

W praktyce mechanizm okazał się znacznie bardziej skomplikowany. Voucher można było przeznaczyć wyłącznie na produkty z wybranej przez sieć kategorii, często innej niż ta, z której pochodził produkt kupowany w promocji. Dodatkowo obowiązywał wymóg dokonania kolejnych zakupów za kwotę wyższą niż wartość vouchera, a także limity liczby voucherów oraz ograniczenia przy produktach na wagę.

Obietnica kontra rzeczywistość – skargi konsumentów

Zastrzeżenia konsumentów dotyczyły przede wszystkim braku jasnych, zrozumiałych informacji o ograniczeniach promocji w momencie podejmowania decyzji o zakupie. Klienci sygnalizowali, że o faktycznych zasadach dowiadywali się dopiero po otrzymaniu vouchera przy kasie.

Przykładowe skargi dotyczyły sytuacji, w których:

  • zakup konkretnego produktu (np. słodyczy) dawał voucher do wykorzystania wyłącznie na inną kategorię (np. kosmetyki),
  • przy zakupie mięsa voucher obejmował np. napoje czy słodycze,
  • kupon pozwalał na zniżkę np. tylko na środki piorące czy określony segment artykułów.

W komentarzach cytowanych przez UOKiK konsumenci pytali m.in. „co mają wspólnego tulipany z mrożonkami” oraz zwracali uwagę na rosnącą złożoność promocji i brak podawania istotnych informacji „wprost przy reklamie vouchera”.

Kluczowe informacje „schowane” w regulaminie

Jak ustalił UOKiK, istotne warunki akcji – takie jak:

  • kategorie produktów, na które można było wykorzystać voucher,
  • wymóg dokonania zakupów za minimalną kwotę przewyższającą wartość vouchera,
  • limit jednego vouchera na osobę,
  • limity zwrotu przy produktach na wagę,
  • były dostępne głównie w regulaminach na stronie internetowej sieci, na tablicach ogłoszeń w sklepie (często za linią kas) lub dopiero na wydrukowanym voucherze. Nie pojawiały się natomiast w centralnym przekazie reklamowym, który przyciągał uwagę hasłem „Zwrot 100% na voucher” i określeniem „gratis”.

Prezes UOKiK podkreślił, że informacje o ograniczeniach powinny być przekazywane w sposób jasny, czytelny i we właściwym momencie – czyli przed podjęciem decyzji o zakupie, a nie dopiero po dokonaniu transakcji.

UOKiK: umyślne naruszenie zbiorowych interesów konsumentów

W decyzji UOKiK stwierdzono, że selektywny sposób prezentowania treści reklamowych – eksponowanie prostego hasła „zwrot 100%”, przy jednoczesnym pomijaniu istotnych ograniczeń – mógł skłonić konsumentów do zakupów w przekonaniu, że zaoszczędzą na dowolnie wybranych później produktach. Według urzędu taka praktyka stanowi naruszenie zbiorowych interesów konsumentów.

Zgromadzony materiał dowodowy, w tym skargi klientów oraz analiza materiałów reklamowych i regulaminów, doprowadził UOKiK do wniosku, że naruszenie miało charakter umyślny.

Za stosowanie praktyk wprowadzających w błąd podczas akcji „Specjalna Środa” i „Walentynkowa Środa” Prezes UOKiK nałożył na Jeronimo Martins Polska karę w wysokości 104 722 016 zł. Decyzja nie jest prawomocna – spółka ma prawo odwołać się do sądu ochrony konkurencji i konsumentów.

Stanowisko Biedronki

Do decyzji odniósł się właściciel sieci Biedronka, Jeronimo Martins Polska. W przesłanym redakcji oświadczeniu spółka zapowiada zaskarżenie rozstrzygnięcia Prezesa UOKiK.

„Opierając się na faktach, będziemy bronić naszego stanowiska i zaskarżymy decyzję Prezesa UOKiK do sądu. Ubolewamy, że w trakcie badania tej sprawy Urząd nie zgodził się z siecią, która nieustannie stwarza polskim klientom możliwości oszczędzania. Jednocześnie zapewniamy, że Biedronka będzie nadal oferować swoim klientom najbardziej konkurencyjną ofertę na polskim rynku” – czytamy w stanowisku Biura Prasowego sieci Biedronka.

Sieć podkreśla zatem, że nie zgadza się z oceną UOKiK i zamierza bronić swoich działań przed sądem, jednocześnie kontynuując politykę intensywnych promocji dla klientów.

mcr S.A. (dawniej Mercor) z 28,8 mln zł zysku netto w 1H 2025/26 – przed Grupą etap transformacji po sprzedaży części biznesu Kingspanowi

Grupa mcr S.A. (wcześniej MERCOR S.A.), oferująca innowacyjne rozwiązania w obszarze bezpieczeństwa, w pierwszym półroczu roku obrotowego 2025/2026 (1.04.2025 r. – 30.09.2025 r.) przy przychodach ze sprzedaży na poziomie 271 mln zł, wypracowała zysk netto w wysokości 28,8 mln zł. EBIT w pierwszym półroczu wyniósł blisko 11 mln zł, a EBITDA była na poziomie 20,7 mln zł.

1 października 2025 r. Spółka sfinalizowała transakcję sprzedaży działalności w zakresie oddymiania grawitacyjnego oraz wentylacji pożarowej na rzecz Grupy Kingspan, wiodącego światowego dostawcy technologii izolacyjnych i systemowych rozwiązań dla budynków. Cena za udziały w spółkach objętych transakcją ustalona została na do 420 mln zł, przy czym do 90 mln zł stanowi płatność odroczoną, uzależnioną od realizacji progów skonsolidowanej EBITDA za okres do 31 marca 2026 r.

Wyrazem transformacji związanej z transakcją i nowymi kierunkami rozwoju jest nowa nazwa firmy – mcr – oraz towarzyszące jej hasło „TECHNOLOGIE BEZPIECZNEGO JUTRA”. W listopadzie br. Sąd Rejonowy Gdańsk-Północ zarejestrował zmiany Statutu oraz nową firmę mcr Spółka Akcyjna.

Tuż po zakończeniu okresu sprawozdawczego sfinalizowaliśmy strategiczną dla Grupy umowę sprzedaży części biznesu Grupie Kingspan, co oznacza, że przed nami wymagający etap przejściowy. Warto podkreślić, że prezentowane wyniki finansowe obejmują jeszcze także działalność spółek objętych transakcją. Nasz zysk netto za pierwsze półrocze wyniósł 28,8 mln zł (wobec 11,5 mln zł rok wcześniej) i wpływ na niego miało jednorazowe zdarzenie w drugim kwartale, w postaci rozpoznania aktywa na podatek odroczony od odpisów aktualizujących wartość udziałów przeznaczonych do sprzedaży. Obecnie intensywnie realizujemy procesy reorganizacyjne, w tym wdrażanie nowej struktury operacyjnej. Otwieramy nowy rozdział naszej historii. Jestem przekonany, że działania podjęte w ostatnich miesiącach stworzą solidne fundamenty pod dalszy wzrost Grupy mcr – podkreśla Krzysztof Krempeć, Prezes Zarządu mcr S.A.

Grupa mcr oferuje innowacyjne rozwiązania w obszarze bezpieczeństwa. Należą do nich m.in. zabezpieczenia przeciwpożarowe konstrukcji budowlanych oraz oddzielenia przeciwpożarowe spełniające rygorystyczne normy. Grupa oferuje także aktywne systemy gaśnicze, w tym stałe urządzenia gaśnicze wodne, które chronią ludzi i mienie oraz minimalizują ryzyko zniszczeń, innowacyjne rozwiązania z zakresu bezpieczeństwa pożarowego, oparte o technologie Internetu Rzeczy (IoT) i transmisję bezprzewodową, a także nowoczesne systemy zarządzania obiektami. W portfolio Grupy znajdują się ponadto przemysłowe magazyny energii dla zakładów produkcyjnych i infrastruktury krytycznej, wspierające transformację energetyczną. Zespół doświadczonych inżynierów i techników wspiera klientów na każdym etapie realizacji projektów, od koncepcji po serwis.

Spółka wypłaciła dywidendę za rok obrotowy 2024/2025 w wysokości 1,78 zł na akcję, przeznaczając na ten cel 27,23 mln zł, z wyłączeniem akcji własnych objętych programem skupu.

W I półroczu roku obrotowego 2025/26 Grupa wygenerowała przychody z rynku polskiego na poziomie 59,2% przychodów, czyli 160,5 mln zł. Z kolei 40,8% sprzedaży, czyli 110,5 mln zł, pochodziła z rynków zagranicznych.

WYNIKI GRUPY MCR PO 1H ROKU OBROTOWEGO 2025/26

w tys. zł 1H 2025/26 1H 2024/25 Zmiana 2Q 2025/26 2Q 2024/25 Zmiana  
Przychody ze sprzedaży 270 980 250 311 8,3% 146 723 125 333 17,1%
Sprzedaż zagraniczna 110 516 115 987 -4,7% 56 058 55 372 1,2%
Sprzedaż w Polsce 160 464 134 324 19,5% 90 665 69 961 29,6%
Zysk brutto ze sprzedaży 65 585 63 449 3,4% 34 806 29 961 16,2%
Marża brutto na sprzedaży 24,2% 25,3% -1,1 p.p. 23,7% 23,9% -0,2 p.p
EBITDA 20 722 25 314 -18,1% 13 000 11 603 12,0%
Marża EBITDA 7,6% 10,1% -2,5 p.p. 8,9% 9,3% -0,4 p.p.
EBIT 10 957 16 038 -31,7% 7 998 6 932 15,4%
Marża EBIT 4,0% 6,4% -2,4 p.p. 5,5% 5,5%
Zysk netto 28 840 11 450 151,9% 28 098* 5 374 422,9%
Zysk netto oczyszczony z czynników jednorazowych* 8 310 11 450 -27,4% 7 568 5 374 40,8%
Zysk netto przypadający akcjonariuszom podmiotu dominującego 29 003 11 503 152,1% 28 172 5 434 418,4%
Marża netto            10,6% 4,6% 6,0 p.p 19,1% 4,3% 14,8 p.p.

* Na zysk netto wypracowany przez Grupę w drugim kwartale 2025/2026 wpływ miało jednorazowe zdarzenie w wysokości 20,5 mln zł  w postaci rozpoznania aktywa na podatek odroczony od odpisów aktualizujących wartość udziałów przeznaczonych do sprzedaży.

W związku ze zbyciem w dniu 1 października 2025 roku działalności Spółki i jej spółek zależnych w zakresie oddymiania grawitacyjnego oraz wentylacji pożarowej, działalność ta traktowana jest zaniechana. Działalność zaniechana wygenerowała w okresie 1.04-30.09.2025 r. przychody ze sprzedaży na poziomie 184,6 mln zł oraz zysk netto w wysokości 18 mln zł.

Simpact Ventures inwestuje w Rankfor.ai – platformę AI, która pomaga markom zobaczyć, jak widzi je sztuczna inteligencja

Simpact Ventures, pierwszy polski fundusz impact venture, inwestuje w Rankfor.ai – platformę AI, która pomaga markom zobaczyć, jak widzi je sztuczna inteligencja, i wpływać na to, jak są rekomendowane. Inwestycja wspiera rozwój nowej dziedziny marketingu – AI Engine Optimization (AIEO).

„W Rankfor.ai inwestujemy nie w kolejne narzędzie SEO, ale w twórców widoczności przyszłości” – mówi Krzysztof Grochowski, Partner w Simpact Ventures. – „Gdy sztuczna inteligencja staje się miejscem, gdzie zaczyna się odkrywanie marek, firmy muszą wiedzieć, jak są postrzegane i jak mogą to kształtować. Rankfor.ai daje im tę możliwość – pokazuje, gdzie i jak pojawiają się w odpowiedziach AI, i oferuje narzędzia, by realnie wpływać na ten obraz.”

Rankfor.ai wykorzysta inwestycję na globalną ekspansję, rozwój sieci partnerów i dalsze doskonalenie swojej oferty produktowej.

AI na nowo definiuje zasady widoczności

Sztuczna inteligencja zmienia sposób, w jaki ludzie szukają informacji i podejmują decyzje. Zamiast korzystać z Google i klikać w linki, coraz więcej osób pyta ChatGPT, Gemini lub Copilot. Marki nie rywalizują już o miejsce w wynikach wyszukiwania, teraz walczą o to, by stać się odpowiedzią, którą wybiera AI. Małe i średnie firmy, będące filarem europejskiej gospodarki, ryzykują, że zostaną pominięte, co pogłębia lukę widoczności sprzyjającą największym amerykańskim graczom.

„AI stała się nową warstwą odkrywania marek” – mówi Dmitrij Zatuchin, współzałożyciel i CEO Rankfor.ai. – „Pomagamy firmom zobaczyć, co sztuczna inteligencja już „myśli” o ich marce — i co zrobić, by częściej pojawiały się w rekomendacjach.”

Rankfor.ai pokazuje, jak AI opisuje marki i ich produkty, pomaga uporządkować dane, by były lepiej rozumiane przez algorytmy, oraz mierzy, jak często i jak trafnie marka pojawia się w odpowiedziach AI. Dzięki temu firmy mogą realnie wpływać na to, jak są widziane w świecie sztucznej inteligencji — i konkurować z największymi.

„Rankfor.ai to najlepszy sposób, by być widocznym w erze AI. Tworzymy treści zrozumiałe dla maszyn i wiarygodne dla ludzi” – dodaje Marzena Ferguson, współzałożycielka Rankfor.ai.

Ukrywał się od 2023 roku, wpadł w Kopenhadze. CBŚP i Europol zatrzymują obywatela Danii polskiego pochodzenia

Funkcjonariusze Centralnego Biura Śledczego Policji, we współpracy z Europolem oraz służbami Danii i Hiszpanii, zatrzymali 37-letniego obywatela Danii polskiego pochodzenia. Mężczyzna był poszukiwany za kierowanie międzynarodową zorganizowaną grupą przestępczą oraz za udział w zabójstwie obywatela RP. Od 2023 roku ukrywał się przed organami ścigania, korzystając z rozbudowanej siatki kontaktów za granicą. Był ścigany m.in. na podstawie Czerwonej Noty Interpolu, zarezerwowanej dla najgroźniejszych przestępców.

Jak informuje CBŚP, zatrzymany miał kierować gangiem o globalnym zasięgu co najmniej od 2010 roku. Struktura przestępcza działała na terenie Unii Europejskiej, Maroka, Kolumbii oraz Stanów Zjednoczonych. Grupa zajmowała się przemytem ogromnych ilości narkotyków – śledczy mówią o co najmniej 3 tonach haszyszu, 6,5 tony kokainy oraz 350 kilogramach marihuany. Według ustaleń, 37-latek miał również brać udział w zabójstwie Polaka w 2010 roku na terenie Hiszpanii.

Na podstawie zgromadzonego materiału dowodowego polskie organy ścigania wydały listy gończe oraz Europejskie Nakazy Aresztowania. Gdy pojawiło się podejrzenie, że mężczyzna ukrywa się w Stanach Zjednoczonych, wystąpiono także o jego ściganie z wykorzystaniem Czerwonej Noty Interpolu. Ten międzynarodowy instrument stosowany jest w sprawach najpoważniejszych przestępstw, takich jak terroryzm, handel narkotykami czy zabójstwa. Dzięki temu służby w wielu krajach zostały zaangażowane w poszukiwania.

Przełom nastąpił w październiku 2025 roku, gdy władze amerykańskie podjęły decyzję o wydaleniu poszukiwanego z terytorium USA. Wtedy uruchomiono skoordynowaną operację z udziałem CBŚP, duńskiej policji, Europolu oraz hiszpańskiej Guardia Civil. 37-latek został zatrzymany na lotnisku w Kopenhadze, zanim zdołał ponownie zniknąć. Cała akcja była efektem wielomiesięcznej wymiany informacji i wspólnych działań kilku służb.

Obecnie mężczyzna przebywa w duńskim areszcie, gdzie oczekuje na procedurę ekstradycyjną. Jeżeli tamtejszy sąd zgodzi się na przekazanie go Polsce, trafi przed oblicze polskiego wymiaru sprawiedliwości. Ma usłyszeć zarzuty udziału w międzynarodowym obrocie narkotykami na ogromną skalę oraz współudziału w zabójstwie obywatela RP. Śledczy nie wykluczają, że wraz z postępem postępowania lista zarzutów może zostać rozszerzona.

Konflikt w Saule Technologies na oczach całej Polski

0

Olga Malinkiewicz, twórczyni technologii perowskitowych ogniw słonecznych i współzałożycielka Saule Technologies, od miesięcy walczy o utrzymanie wpływu na swoją firmę i stworzony przez siebie wynalazek. Spór, który do tej pory toczył się głównie w dokumentach sądowych i pismach procesowych, w ostatnich dniach przeniósł się na oczach całej Polski do internetu – za sprawą głośnego programu w Kanale Zero.

To właśnie tam, w czwartkowy wieczór, Malinkiewicz rozmawiała z Krzysztofem Stanowskim o konflikcie z inwestorami. W pewnym momencie do studia zadzwonił jeden z nich – prezes Columbus Energy, Dawid Zieliński. Ich rozmowa, nadawana na żywo, szybko stała się jednym z najgoręcej komentowanych wydarzeń w polskim świecie biznesu.

Od naukowego sukcesu do korporacyjnej wojny

Malinkiewicz zyskała międzynarodową rozpoznawalność, gdy opracowała tanią i relatywnie prostą metodę wytwarzania drukowanych ogniw fotowoltaicznych na bazie perowskitów. Jej prace przedstawiano jako potencjalny przełom w branży OZE – szansę na lżejsze, elastyczne i tańsze panele słoneczne, które można integrować z elewacjami, oknami czy elektroniką.

Na bazie tego wynalazku powstało Saule Technologies – start-up, który przez lata uchodził za wizytówkę polskiej innowacyjności. W kolejnym etapie do projektu weszli inwestorzy finansowi, w tym Columbus Energy oraz spółka DC24. To oni mieli pomóc sfinansować komercjalizację technologii perowskitowej i skalowanie produkcji.

Z czasem relacje między założycielką a inwestorami zaczęły się jednak gwałtownie psuć. Malinkiewicz twierdzi, że sposób, w jaki podejmowano decyzje w spółce, zagrażał zarówno dalszemu rozwojowi technologii, jak i jej pozycji jako twórczyni projektu. W efekcie złożyła zawiadomienie do prokuratury, zarzucając zarządom Columbus Energy i DC24 działania sprzeczne z interesem Saule Technologies.

W odpowiedzi – po stronie inwestorów – nastąpił zdecydowany ruch: Malinkiewicz została odwołana z zarządów powiązanych spółek, a jej miejsce w Saule przejął Michał Gondek, wiceprezes Columbusa. Z punktu widzenia założycielki oznaczało to utratę formalnej kontroli nad firmą zbudowaną wokół jej wynalazku.

„Będę walczyć o swój wynalazek”

Od chwili, gdy konflikt wyszedł na jaw, Malinkiewicz konsekwentnie opowiada publicznie swoją wersję wydarzeń. Już w maju 2025 r. w wywiadzie dla money.pl zapowiadała, że nie zamierza odpuszczać i będzie walczyć o technologię oraz wpływ na przyszłość Saule. Podkreślała, że widzi możliwość wykupienia udziałów od inwestorów i przejęcia pełnej kontroli nad biznesem – o ile tylko druga strona zgodzi się na takie rozwiązanie.

W kolejnych wypowiedziach coraz ostrzej krytykowała sposób, w jaki – jej zdaniem – traktowani są innowatorzy w Polsce. Wskazywała na rozbieżności między deklarowanym wsparciem dla „polskiej Doliny Krzemowej” a realnymi praktykami korporacyjnymi, w których założyciel traci wpływ na własny projekt, gdy tylko pojawia się większy kapitał.

Czwartkowa rozmowa w Kanale Zero była kolejnym etapem tej ofensywy wizerunkowej. Malinkiewicz opowiadała o kulisach konfliktu, gdy nagle do programu zadzwonił Dawid Zieliński. Rozmowa, jaka się wywiązała, była długa, momentami chaotyczna, ale dla widzów – niezwykle sugestywna. Rzadko zdarza się, by wewnętrzny konflikt technologicznego start-upu był transmitowany na żywo, z udziałem wszystkich głównych aktorów.

Biznes pod lupą opinii publicznej

Konfrontacja w Kanale Zero miała kilka wymiarów. Po pierwsze – pokazała ogromną emocjonalność sporu. Po drugie – obnażyła napięcia między naukowcem–wynalazcą a inwestorem finansowym, który oczekuje zwrotu zainwestowanych środków i chce mieć realny wpływ na kierunek rozwoju spółki.

Po trzecie wreszcie – wciągnęła w dyskusję szerokie grono obserwatorów: od zwykłych widzów, przez społeczność technologiczno-startupową, po analityków rynku kapitałowego. W tle pozostaje wciąż najważniejsze pytanie: co dalej z Saule Technologies i z technologią perowskitowych ogniw? Malinkiewicz utrzymuje, że jest gotowa przejąć spółkę lub znaleźć inne rozwiązanie, które pozwoli jej kontynuować prace badawczo-rozwojowe i komercjalizację wynalazku. Inwestorzy – przynajmniej na razie – podkreślają swoje prawa korporacyjne i starają się przekonywać, że działają w interesie spółki oraz jej technologii.

Przykład – czy przestroga?

Cała sprawa stała się symbolem szerszego problemu: jak w Polsce budować relacje między nauką a kapitałem. Historia Olgi Malinkiewicz pokazuje, jak łatwo twórca przełomowego rozwiązania może w pewnym momencie stracić kontrolę nad spółką i zostać zepchnięty do roli jednego z wielu interesariuszy. Z drugiej strony inwestorzy przypominają, że bez ich pieniędzy nie byłoby mowy o pilotażach, liniach produkcyjnych czy wejściu na rynki zagraniczne.

Czwartkowy program w Kanale Zero nie rozwiązał tego sporu, ale nadał mu nowe tempo. Stał się również materiałem do refleksji dla kolejnych polskich innowatorów: jak negocjować warunki wejścia inwestora, jak zabezpieczać prawa do własności intelektualnej i jak unikać sytuacji, w której strategiczne decyzje o losach przełomowej technologii zapadają już bez udziału jej wynalazcy.

Black Friday 2025 bije rekord w e-commerce: 11,8 mld dolarów sprzedaży i 805% wzrost ruchu z AI w USA

Amerykanie ustanowili w tym roku nowy rekord zakupów internetowych w Black Friday, wydając łącznie 11,8 miliarda dolarów. To imponujący wzrost o 9,1% w porównaniu z rokiem 2024, co według danych Adobe Analytics potwierdza kluczową pozycję Czarnego Piątku w amerykańskim e-commerce – i to pomimo wysokiej inflacji oraz utrzymującej się niepewności gospodarczej.

AI pcha e-handel na nowe tory

Tak dynamiczny wzrost sprzedaży nie wynikał wyłącznie z większego ruchu klientów, lecz także z gwałtownego upowszechnienia narzędzi opartych na sztucznej inteligencji. Adobe odnotowało, że ruch na amerykańskich stronach sprzedażowych generowany przez rozwiązania AI był aż o 805% wyższy niż rok wcześniej.

Duże sieci detaliczne – w tym Walmart, Target czy platformy takie jak Shopify – wdrożyły przed sezonem świątecznym nowe funkcje oparte na współpracy z dostawcami technologii AI (m.in. z OpenAI). Asystenci zakupowi, inteligentne wyszukiwarki i spersonalizowane rekomendacje pomagały klientom szybciej odnajdywać produkty, porównywać oferty i korzystać z promocji.

Z kolei według Salesforce, narzędzia AI i automatyczni agenci sprzedaży wygenerowali łącznie 14,2 mld dolarów przychodów w globalnym handlu online podczas Black Friday, z czego 3 mld dolarów przypadło na rynek amerykański. Ponad połowa transakcji w USA została zrealizowana na urządzeniach mobilnych – zakupy z telefonów i tabletów osiągnęły wartość 6,5 mld dolarów.

Rekordowe przychody, ale mniejszy koszyk

Choć 11,8 mld dolarów przychodu wygląda imponująco, dane Salesforce pokazują istotne pęknięcie pod powierzchnią rekordu. Realna liczba kupowanych produktów spadła – wolumen zamówień był niższy o 1% rok do roku. Jednocześnie średnie ceny sprzedaży wzrosły o 7%.

„Sprzedaż była silna, sięgając 18 mld dolarów i rosnąc o 3% rok do roku. Jednak wraz ze wzrostem średniej ceny towarów o 7%, amerykańscy konsumenci nadal odczuwają skutki inflacji” – podkreśliła Caila Schwartz, dyrektor ds. analiz konsumenckich w Salesforce.

Innymi słowy: Amerykanie wydali więcej pieniędzy, ale często wracali do domu (lub wylogowywali się z koszyka) z mniejszą liczbą produktów. Część kupujących polowała głównie na największe promocje, a wyższe ceny bazowe sprawiły, że nawet mocno przecenione towary wciąż były odczuwalnym wydatkiem.

Słaby wzrost w sklepach stacjonarnych

Kontrast pomiędzy e-handlem a handlem tradycyjnym widać wyraźnie w danych dotyczących ruchu w galeriach i sklepach. Według firmy Pass_by footfall – liczba odwiedzin w sklepach stacjonarnych – wzrósł zaledwie o 1,17% rok do roku.

W praktyce oznacza to, że większość dynamiki sprzedaży przeniosła się do internetu. Części klientów wciąż ciąży obawa o sytuację na rynku pracy oraz presja kosztów życia – zamiast całodziennego maratonu po centrach handlowych, wolą szybkie porównanie ofert online, możliwość skorzystania z darmowej dostawy czy usług „kup teraz, zapłać później”.

Cyber Monday ma pobić kolejny rekord

Black Friday to jednak dopiero wstęp do kulminacji sezonu. Adobe prognozuje, że tegoroczny Cyber Monday przyniesie kolejny rekord – konsumenci mają wydać ponad 14,2 mld dolarów, co oznacza wzrost o 6,3% względem 2024 roku. To ma być największy dzień zakupów online w całym sezonie świątecznym.

Szacunki mówią, że cały okres od Święta Dziękczynienia do Cyber Monday wygeneruje łącznie 43,7 mld dolarów sprzedaży internetowej, co odpowiada około 17,2% całego sezonowego handlu online w USA. Dla wielu e-sklepów to właśnie te kilka dni decyduje o wyniku finansowym całego kwartału.

„Kup teraz, zapłać później” coraz popularniejsze

Rosnące ceny i ostrożność konsumentów przekładają się na większą popularność usług typu „kup teraz, zapłać później” (BNPL – Buy Now, Pay Later). Według danych Adobe wykorzystanie tych rozwiązań wzrosło o 8,9% rok do roku, generując 747,5 mln dolarów sprzedaży tylko w sam Black Friday.

Takie formy finansowania pozwalają klientom rozłożyć płatność na raty bez tradycyjnego kredytu, ale jednocześnie budzą obawy części ekspertów – ostrzegają oni, że w połączeniu z wysokimi cenami i niepewną sytuacją gospodarczą mogą zwiększać ryzyko nadmiernego zadłużania się gospodarstw domowych.

Co oznaczają te dane dla rynku?

Rekordowe 11,8 mld dolarów wydane online w Black Friday pokazuje, że:

  • e-commerce umacnia dominację, szczególnie w segmentach elektroniki, mody i produktów dla domu,
  • sztuczna inteligencja staje się kluczowym narzędziem sprzedaży, wpływając zarówno na doświadczenie klienta, jak i na efektywność kampanii marketingowych,
  • inflacja zmienia strukturę wydatków – konsumenci są skłonni zapłacić więcej za pojedyncze zakupy, ale są ostrożniejsi co do liczby kupowanych produktów,
  • usługi BNPL rosną w siłę, stając się integralną częścią strategii sprzedażowych dużych graczy.

Dla detalistów w USA tegoroczny Black Friday jest dowodem, że nawet w trudniejszych warunkach makroekonomicznych odpowiednie wykorzystanie technologii – zwłaszcza AI – może przełożyć się na rekordowe wyniki. Dla konsumentów to z kolei sygnał, że świat zakupów coraz wyraźniej przenosi się na ekrany smartfonów, a tradycyjny bieg po promocje o świcie staje się powoli elementem handlowej historii.

Insiderzy Robinhood realizują zyski. Sprzedają akcje za 111 mln USD, a kurs od początku roku wzrósł o 188%

Kadra zarządzająca i członkowie rady dyrektorów Robinhood od roku intensywnie pozbywają się akcji spółki – łączna wartość sprzedanych pakietów sięgnęła ok. 111 mln dolarów. Dzieje się to w momencie, gdy kurs od początku roku wystrzelił w górę o blisko 188%, co stawia inwestorów przed trudnym pytaniem: kto ma rację w ocenie przyszłości platformy – insiderzy, którzy realizują zyski, czy wielkie instytucje finansowe dokupujące akcje na potęgę?

Fala sprzedaży przy rocznych szczytach

Najbardziej widoczne są transakcje tych, którzy Robinhoodem zarządzają na co dzień. Na czele listy sprzedających stoi współzałożyciel i prezes Vladimir Tenev, który w ciągu ostatniego pół roku spieniężył pakiety warte około 630 mln dolarów. W samym wrześniu zrealizował sprzedaż o wartości 404 mln USD, gdy kurs poruszał się w przedziale 113–116 dolarów za akcję.

Drugi współzałożyciel, Baiju Bhatt, również znacząco zredukował ekspozycję, zbywając akcje o wartości 603 mln dolarów. Niezależny członek rady Meyer Malka sprzedał papiery za 66 mln dolarów, korzystając z cen tylko nieznacznie niższych od obecnych poziomów.

Z kolei dyrektor finansowy Jason Warnick upłynnił akcje warte łącznie 96 mln dolarów, w tym transakcję za ok. 40 mln USD w listopadzie, kiedy notowania znajdowały się blisko rocznych maksimów. Dyrektor prawny Daniel Gallagher 24 listopada sprzedał dodatkowy pakiet warty 1,1 mln dolarów.

Bilans ostatnich sześciu miesięcy jest jednoznaczny: insiderzy przeprowadzili 109 transakcji sprzedaży przy zaledwie jednym zakupie. Większość z nich miała miejsce, gdy kurs Robinhooda przekroczył 128 dolarów i zbliżał się do rocznego szczytu na poziomie 153,80 USD.

Vanguard, BlackRock i inni – instytucje dokupują, gdy zarząd sprzedaje

Na drugim biegunie są inwestorzy instytucjonalni, którzy w tym samym czasie wyraźnie zwiększali zaangażowanie.

  • Vanguard powiększył swoją pozycję o 18,8 mln akcji, co oznacza wzrost zaangażowania o 25%. Wartość dodatkowo kupionych papierów szacowana jest na ok. 2,7 mld dolarów w samym trzecim kwartale 2025 r.
  • BlackRock dołożył 16,2 mln akcji, zwiększając udział o 37,5% i inwestując ok. 2,3 mld dolarów.
  • State Street zanotował jeszcze bardziej dynamiczny ruch, podwajając swoje udziały – jego pozycja wzrosła o ok. 103%.

Tak silne zakupy zbiegły się z publikacją wyników za trzeci kwartał, które pokazały Robinhooda w zupełnie innym świetle niż w czasach po IPO. Przychody spółki podwoiły się rok do roku, osiągając poziom 1,27 mld dolarów. Segment handlu kryptowalutami urósł o imponujące 339%, generując 268 mln USD przychodu, przy łącznym wolumenie transakcji na kryptowalutach sięgającym 80 mld USD.

Aktywa klientów na platformie – w depozytach i portfelach inwestycyjnych – wzrosły o 115%, do 343 mld dolarów. Dla wielu dużych graczy z Wall Street to jasny sygnał, że firma z młodego „brokera memów” przekształca się w pełnoprawnego, szybko rosnącego gracza rynku finansowego.

Przejęcie LedgerX i ofensywa na rynkach

26 listopada Robinhood ogłosił joint venture z Susquehanna International, w ramach którego przejmie 90% udziałów w giełdzie instrumentów pochodnych LedgerX. Platforma wcześniej należąca do upadłego imperium FTX, ma stać się dla Robinhooda trampoliną do rozszerzenia działalności na rynki instrumentów pochodnych i tzw. rynki predykcyjne.

Po ogłoszeniu transakcji kurs spółki podskoczył o kolejne 10%. Analitycy Bernstein szacują, że rozwinięcie biznesu wokół LedgerX może wygenerować nawet 300 mln dolarów dodatkowych rocznych przychodów, jeśli Robinhood zdoła skutecznie włączyć tę infrastrukturę w swój ekosystem.

Optymizm widać też po stronie rekomendacji. Dom maklerski Citizens podniósł docelową cenę akcji do 180 dolarów – najwyższego poziomu wśród analityków – podkreślając „wysoką integralność” modelu biznesowego spółki oraz „system operacyjny”, który pozwala wielu motorom wzrostu skalować się jednocześnie.

Łącznie 13 analityków ma obecnie rekomendację „kupuj” na Robinhoodzie, ze średnim celem cenowym na poziomie 149 USD.

Wycena pod lupą. Czy insiderzy widzą szczyt?

Mimo imponującej trajektorii wzrostu, Robinhood nie jest tanim walorem. Obecnie handluje się nim przy wskaźniku cena/zysk powyżej 50, zdecydowanie przekraczającym średnią dla sektora usług finansowych.

Wysokie mnożniki skłaniają część obserwatorów rynku do ostrożności – zwłaszcza w zestawieniu z faktem, że ludzie najlepiej znający spółkę od środka wykorzystują każdą falę wzrostową do sprzedaży kolejnych pakietów.

Analitycy podkreślają, że kluczowe pytanie brzmi: czy wizja dalszego rozwoju – szczególnie w obszarze rynków predykcyjnych, kryptowalut i instrumentów pochodnych – jest w stanie uzasadnić obecne ambitne poziomy wyceny, czy też inwestorzy instytucjonalni prześcigają się w zakupach u progu kolejnej „bańki” technologiczno-finansowej.

Finalizacja transakcji z Susquehanna, oczekiwana w pierwszym kwartale 2026 r., będzie jednym z pierwszych poważnych testów tej narracji. To właśnie wtedy rynek zacznie weryfikować, czy insiderzy sprzedający akcje na szczytach zrobili to przedwcześnie – czy też mieli rację, uznając, że tegoroczny rajd Robinhooda zaszedł już zdecydowanie za daleko.

Grudniowa obniżka stóp Fed praktycznie przesądzona. Rynek wycenia 85% szans na cięcie

Grudniowe posiedzenie Rezerwy Federalnej (9–10 grudnia) ma niemal na pewno zakończyć się obniżką stóp procentowych – ocenia Goldman Sachs. Według banku inwestycyjnego, rynek wycenia obecnie z 85–86-procentowym prawdopodobieństwem cięcie o 25 punktów bazowych, a brak nowych kluczowych danych przed posiedzeniem sprawia, że scenariusz ten jest „w praktyce zagwarantowany”.

Słabnący rynek pracy w tle decyzji Fed

W nocie działu Fixed Income, Currencies & Commodities (FICC) analitycy Goldman Sachs wskazali na pogarszające się fundamenty rynku pracy jako główny powód zmiany kursu Fed.

Choć wrześniowy raport z rynku pracy pokazał przyrost 119 tys. miejsc pracy – ponad dwukrotnie powyżej konsensusu na poziomie 50 tys. – to szczegóły danych są znacznie mniej optymistyczne. Stopa bezrobocia wzrosła do 4,4%, najwyżej od października 2021 r., a w grupie pracowników z wyższym wykształceniem w wieku 20–24 lata sięgnęła 8,5%.

Jak podkreślili Rikin Shah i Cosimo Codacci-Pisanelli z Goldman Sachs Global Investment Research, ta grupa demograficzna generuje 55–60% dochodów z pracy w USA. Rosnące bezrobocie wśród młodych absolwentów uważają więc za szczególnie niepokojący sygnał dla przyszłej konsumpcji i dynamiki płac.

Dodatkowo bank zwraca uwagę na:

  • rosnącą liczbę zawiadomień o zwolnieniach w ramach procedury WARN,
  • dane firmy Challenger dotyczące planowanych redukcji zatrudnienia,
  • coraz częstsze wzmianki o cięciach etatów podczas prezentacji wyników za III kwartał.

Ten zestaw sygnałów ma wspierać bardziej „ostrożne” podejście Fed i skłaniać FOMC do wcześniejszego luzowania polityki, aby ograniczyć ryzyko gwałtownego pogorszenia koniunktury na rynku pracy.

Williams i Daly wzmacniają oczekiwania rynku

Zdaniem Goldman Sachs, wypowiedzi czołowych przedstawicieli Fed w drugiej połowie listopada w praktyce przypieczętowały kierunek na grudzień, zanim rozpoczął się okres „blackoutu” komunikacyjnego przed posiedzeniem.

Prezes oddziału Fed w Nowym Jorku John Williams 21 listopada stwierdził, że widzi „przestrzeń na dalsze dostosowanie w najbliższym czasie”, aby zbliżyć politykę pieniężną do poziomu neutralnego. Kilka dni później, 24 listopada, szefowa Fed z San Francisco Mary Daly powiedziała w wywiadzie dla Wall Street Journal, że popiera obniżkę stóp. Jako główne ryzyko wskazała „wrażliwy” rynek pracy, na którym przy zbyt restrykcyjnej polityce może dojść do nieliniowego, gwałtownego załamania.

Dla Goldman Sachs ten zestaw wypowiedzi, w połączeniu z brakiem ważnych publikacji makro w ostatnich dniach przed posiedzeniem, oznacza jedno: Fed ma już de facto wybraną ścieżkę i nie ma impulsu, który mógłby ją zmienić.

„Biorąc pod uwagę niewielką liczbę danych przed tym posiedzeniem oraz wysoki poziom konsensusu w oczekiwaniach rynkowych, obniżka stóp jest faktycznie zagwarantowana” – napisali analitycy w raporcie.

Ścieżka stóp do 2026 r. i strategia na obligacjach

Goldman Sachs nie kończy prognozy na grudniu. Bank zakłada, że Fed będzie kontynuował cykl łagodzenia w 2026 r., sprowadzając stopę funduszy federalnych w okolice 3,0–3,25% do połowy 2026 r.

Scenariusz bazowy zakłada kolejne obniżki o 25 pb w marcu i czerwcu, a dalsza ścieżka będzie zależała od tego, jak szybko schłodzi się inflacja usług oraz jak głęboko spowolni rynek pracy.

W tym otoczeniu strategia rekomendowana przez Goldman Sachs na I kwartał 2026 r. jest nieintuicyjna dla części inwestorów: bank sugeruje krótką pozycję w 10-letnich obligacjach skarbowych USA. Argumentuje to tym, że:

  • perspektywy wzrostu gospodarczego mogą się poprawić dzięki sprzyjającym wiatrom po stronie polityki fiskalnej,
  • rynek długu już w dużej mierze uwzględnił przyszłe obniżki stóp,
  • krzywa dochodowości może się dalszej „prostować”, jeśli krótkoterminowe stopy będą spadać szybciej niż rentowności długiego końca.

Innymi słowy, nawet przy łagodniejszej polityce Fed, Goldman Sachs widzi przestrzeń do wzrostu rentowności 10-latek – co oznacza, że ich krótką sprzedaż uważa za atrakcyjny zakład taktyczny.

Co to oznacza dla inwestorów?

Jeśli grudniowe cięcie rzeczywiście dojdzie do skutku, będzie to wyraźny sygnał, że Fed przeszedł z fazy utrzymywania restrykcyjnej polityki w tryb aktywnego zarządzania ryzykiem spowolnienia. Dla rynków akcji może to oznaczać wsparcie wycen – przynajmniej krótkoterminowo – zwłaszcza w sektorach wrażliwych na koszty finansowania.

Jednocześnie inwestorzy muszą zmierzyć się z dwiema przeciwstawnymi siłami:

  • słabnącym rynkiem pracy, który zwiększa ryzyko recesji,
  • oczekiwanym wsparciem ze strony niższych stóp, które tradycyjnie sprzyjają aktywom ryzykownym.

W takim środowisku kluczowe będzie to, czy scenariusz Goldman Sachs – łagodne spowolnienie i kontrolowany spadek stóp do 3–3,25% – się zrealizuje, czy też rynek pracy osunie się szybciej, zmuszając Fed do agresywniejszego cięcia i zmieniając układ sił na krzywej dochodowości.

Polska największym beneficjentem SAFE: rząd wnioskuje o 43,7 mld euro na armię, cyberbezpieczeństwo i „Tarczę Wschodnią”

Polski rząd oficjalnie przekazał Komisji Europejskiej wniosek o 43,7 mld euro z nowego unijnego instrumentu obronnego SAFE (Security Action for Europe). To największa pojedyncza aplikacja w całym programie, którego łączna pula wynosi 150 mld euro w formie preferencyjnych pożyczek dla państw członkowskich.

Liczący blisko 300 stron dokument obejmuje 139 projektów z obszaru obronności, cyberbezpieczeństwa i infrastruktury krytycznej. Został przesłany do Brukseli tuż przed upływem terminu 30 listopada. Wniosek podpisał wicepremier i minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz, dwa dni po uzyskaniu zgody Rady Ministrów, określając go jako kluczowy krok dla bezpieczeństwa państwa.

Największy beneficjent programu SAFE

SAFE to uruchomiony w 2025 r. unijny program niskooprocentowanych pożyczek na inwestycje obronne, będący częścią szerszej inicjatywy mającej wzmocnić gotowość obronną Europy w perspektywie 2030 r. Fundusz ma przyspieszyć modernizację armii, zwiększyć produkcję uzbrojenia w Europie oraz ułatwić wspólne zakupy sprzętu wojskowego w obliczu zbrojnej agresji Rosji przeciwko Ukrainie i pogarszającego się bezpieczeństwa międzynarodowego.

Na podstawie dotychczasowych uzgodnień Polska ma otrzymać łącznie 43,7 mld euro, co czyni ją największym beneficjentem spośród państw aplikujących o środki z SAFE. Za Polską plasują się m.in. inne kraje regionu oraz największe gospodarki UE, ale ich wnioski są znacząco mniejsze pod względem wartości.

Według rządu około 89% pozyskanych środków ma zostać wydanych w polskim przemyśle obronnym – od dużych koncernów po średnie i mniejsze firmy wyspecjalizowane w różnych segmentach produkcji. Pełnomocnik rządu ds. SAFE Magdalena Sobkowiak-Czarnecka podkreśla, że program ma pozwolić krajowym przedsiębiorstwom na zwiększenie mocy wytwórczych, rozwój nowych technologii i tworzenie tysięcy miejsc pracy co najmniej do 2030 r., kiedy mechanizm SAFE wygaśnie.

„Tarcza Wschodnia” jako projekt europejski

Jednym z najważniejszych elementów polskiego wniosku są wydatki związane z „Tarczą Wschodnią” – rozbudowanym systemem umocnień, barier i infrastruktury wojskowej na granicy z Rosją i Białorusią. Projekt ma zapewnić dodatkową ochronę nie tylko Polsce, ale całej wschodniej flance Unii Europejskiej.

Premier Donald Tusk, prezentując założenia programu na posiedzeniu rządu 26 listopada, zaznaczył, że dzięki działaniom dyplomatycznym Warszawy Tarcza Wschodnia uzyskała wymiar paneuropejski i została włączona w szerszą strategię wzmacniania zdolności obronnych całej Unii.

Z funduszy SAFE mają być sfinansowane m.in.:

  • budowa stałych umocnień i zapór inżynieryjnych na wschodniej granicy,
  • rozbudowa sieci dróg i linii kolejowych istotnych dla przerzutu wojsk i sprzętu,
  • inwestycje w systemy rozpoznania, nadzoru i monitoringu granic,
  • wzmocnienie Straży Granicznej i odpowiednich służb policyjnych odpowiedzialnych za bezpieczeństwo na granicy zewnętrznej UE.

Drony, obrona powietrzna i cyberbezpieczeństwo

Zgodnie z zapowiedziami Władysława Kosiniaka-Kamysza najbardziej kosztowne projekty będą dotyczyły najnowocześniejszych technologii wojskowych. Na liście priorytetów znalazły się w szczególności:

  • systemy bezzałogowe (drony) i technologie antydronowe,
  • rozbudowa obrony powietrznej i przeciwrakietowej,
  • artyleria dalekiego zasięgu oraz amunicja precyzyjna,
  • cyfryzacja pola walki, bezpieczna łączność i rozwiązania kryptograficzne,
  • zastosowania sztucznej inteligencji w systemach dowodzenia i rozpoznania,
  • wzmocnienie odporności państwa na cyberataki i ochronę infrastruktury krytycznej.

Część środków może trafić również na projekty z zakresu technologii kosmicznych oraz bezpieczeństwa regionu Morza Bałtyckiego, wpisujące się w szersze inicjatywy koordynowane na poziomie unijnym.

Procedura w Brukseli i możliwy harmonogram wypłat

Po złożeniu wniosku Komisja Europejska ma sześć tygodni na jego analizę i ocenę. Następnie dokumentacja trafi pod obrady Rady UE, która będzie dysponowała czterotygodniowym okresem na przeprowadzenie przeglądu i wydanie ostatecznych rekomendacji politycznych.

Jeżeli wniosek zostanie zaakceptowany bez większych zastrzeżeń, pierwsze transze środków mogłyby – według szacunków polskich władz – trafić do budżetu państwa około marca 2026 r. Pożyczki SAFE udzielane są na bardzo preferencyjnych warunkach, z 45-letnim okresem spłaty oraz łagodniejszymi wymogami w pierwszych latach obowiązywania programu.

Bruksela zachęca przy tym państwa członkowskie do wspólnych zamówień obronnych realizowanych przez co najmniej dwa kraje, aby zwiększyć interoperacyjność sił zbrojnych i wykorzystać efekt skali. Zakupy prowadzone wyłącznie przez jedno państwo pozostają możliwe, o ile odpowiednie umowy zostaną podpisane najpóźniej do końca maja 2026 r.

Skutki dla polskiej gospodarki

Rząd podkreśla, że pozyskanie środków z SAFE ma mieć podwójny efekt: z jednej strony przyspieszyć modernizację Sił Zbrojnych RP i wzmocnić bezpieczeństwo kraju, z drugiej – stać się impulsem rozwojowym dla gospodarki. Inwestycje w bezzałogowce, technologie informatyczne, cyberbezpieczeństwo, systemy satelitarne czy zastosowania AI mają wzmocnić najbardziej innowacyjne branże i podnieść konkurencyjność polskiego przemysłu na rynkach międzynarodowych.

Ekonomiści zwracają jednak uwagę na wyzwania, które mogą towarzyszyć realizacji tak dużego pakietu. Chodzi m.in. o długoterminowy wpływ programu na poziom zadłużenia publicznego, a także o konieczność zapewnienia odpowiedniego krajowego wkładu do projektów współfinansowanych ze środków unijnych.

Ostateczny bilans programu – zdaniem ekspertów – zależeć będzie od tego, na ile uda się wykorzystać fundusze SAFE do zbudowania trwałych kompetencji technologicznych w Polsce, rozwoju krajowych łańcuchów dostaw oraz wzrostu innowacyjności, a nie jedynie do pojedynczych zakupów uzbrojenia.

Musk: roboty Optimus będą budować same siebie. Praca ma stać się „opcjonalnym hobby”

Elon Musk ponownie rozpalił dyskusję o przyszłości pracy, automatyzacji i roli człowieka w gospodarce. Po udostępnieniu viralowego, 38-sekundowego filmu z humanoidalnym robotem Optimus, szef Tesli przedstawił wizję świata, w którym roboty nie tylko wykonują większość zadań za ludzi, ale także… produkują same siebie w samoreplikujących się fabrykach.

Viralowy film z Optimusem – od budowy po kasyno

Kluczowym katalizatorem nowej fali zainteresowania był montaż stworzony przez twórcę Alexa Utopię i udostępniony przez Muska na X (dawniej Twitterze). W ciągu kilku dni klip zebrał ponad 58,5 mln wyświetleń. Na nagraniu widać Optimusa w całej serii scen: podczas spaceru ulicą, wsparcia prac na budowie, pomocy w sytuacjach kryzysowych, sparingu judo, patrolu policyjnego, a nawet rozdawania kart w kasynie i pracy w profesjonalnej kuchni.

Film wpisuje się w szerszą strategię Muska: budowania narracji o Optimusie jako przyszłym „robotycznym pracowniku do wszystkiego”, zdolnym zastąpić ludzi w niemal każdym środowisku zawodowym.

„Praca będzie opcjonalna” – wizja post-pracowego społeczeństwa

Kilka godzin po tym, jak klip zaczął viralowo krążyć po sieci, Musk wystąpił na U.S.–Saudi Investment Forum w Waszyngtonie. Tam zaprezentował swoją najnowszą prognozę dotyczącą rynku pracy: w perspektywie 10–20 lat, jego zdaniem, tradycyjne zatrudnienie przestanie być koniecznością.

– Moja prognoza jest taka, że praca będzie opcjonalna – stwierdził Musk, porównując przyszłe zajęcia zawodowe do hobby w rodzaju uprawy warzyw we własnym ogródku zamiast kupowania ich w sklepie czy grania w gry wideo dla przyjemności, a nie z konieczności zarobkowej. Według miliardera, w świecie napędzanym przez sztuczną inteligencję i robotykę pieniądze mogą stopniowo tracić znaczenie, bo zniknie podstawowy problem niedoboru.

Musk nawiązał przy tym do wizji znanej z cyklu powieści „Kultura” Iaina M. Banksa, gdzie zaawansowana technologia pozwala funkcjonować społeczeństwu praktycznie bez pieniędzy, a praca ma charakter wyłącznie dobrowolny.

Obok Muska na scenie pojawił się prezes Nvidii Jensen Huang, który przyznał, że rynek pracy na pewno ulegnie głębokiej transformacji, ale zachował większy sceptycyzm wobec wizji całkowitego zaniku znaczenia waluty – żartował, że liczy przynajmniej na wcześniejsze ostrzeżenie, zanim pieniądze „przestaną się liczyć”.

„Optimus będzie sondą von Neumanna” – strategia samoreplikacji

Najbardziej kontrowersyjna część przekazu Muska dotyczy samego sposobu produkcji Optimusa. W krótkim wpisie na X napisał, że „Optimus będzie sondą von Neumanna” – to bezpośrednie odwołanie do teoretycznej koncepcji samoreplikującej się sondy kosmicznej opracowanej przez matematyka Johna von Neumanna w połowie XX wieku.

W oryginalnej wizji sondy von Neumanna miałyby lądować w nowych układach planetarnych, wydobywać lokalne zasoby, a następnie wykorzystywać je do budowy kolejnych sond, które ruszają dalej w kosmos. Przeniesione na grunt przemysłu, oznacza to pomysł fabryk, w których roboty budują kolejne roboty – z minimalnym udziałem ludzi lub wręcz bez niego.

Tekst Muska sugeruje, że docelowo Tesla chce, by linie produkcyjne Optimusa były w dużej mierze autonomiczne, a same roboty stawały się kluczowym elementem systemu, który zwiększa własną liczebność. To właśnie ta idea ma – według Tesli – umożliwić osiągnięcie „największego wolumenu produkcji w historii jakiegokolwiek złożonego produktu”.

Fabryki samoreplikujących się robotów: od Fremont do Giga Texas

Z publicznych wystąpień Muska i doniesień branżowych wynika, że Tesla rysuje bardzo agresywną mapę drogową dla Optimusa. Zgodnie z informacjami prezentowanymi na dorocznym zgromadzeniu akcjonariuszy w 2025 r. oraz analizami mediów:

  • Fremont (USA) – pierwsza linia produkcyjna ma docelowo osiągnąć przepustowość około 1 mln robotów rocznie.
  • Giga Texas – w kolejnym etapie planowana jest linia zdolna do produkcji nawet 10 mln egzemplarzy rocznie.
  • Dalsza przyszłość – Musk spekulował, że w scenariuszu najbardziej optymistycznym roczna produkcja Optimusa może sięgnąć nawet setek milionów, a w projektach związanych z eksploracją kosmosu mówił nawet o setkach milionów jednostek rocznie w lokalizacjach pozaziemskich.

Według analiz rynkowych, Tesla celuje w cenę jednostkową około 20 tys. dolarów przy pełnoskalowej produkcji – poziom porównywalny z ceną średniej klasy samochodu. Taka wycena ma „zdemokratyzować” dostęp do humanoidalnej robotyki, czyniąc z Optimusa produkt masowy, a nie gadżet badawczy za setki tysięcy dolarów.

Wstępne plany zakładają, że pierwsze tysiące sztuk trafią do własnych fabryk Tesli już w 2025 r. jako roboty „wewnętrzne”, wspierające logistykę i produkcję. Masowa, komercyjna dystrybucja i wersja Optimus V3 mają ruszyć po 2026 r., początkowo kierując ofertę do klientów korporacyjnych.

Od fabryki po dom – potencjalne zastosowania

Jeśli choć część z tych planów się ziści, Optimus może trafić do bardzo szerokiego spektrum branż. Wśród najczęściej wymienianych zastosowań są:

  • przemysł i logistyka – prace montażowe, przenoszenie materiałów, obsługa maszyn, kompletacja zamówień w magazynach,
  • budownictwo – powtarzalne, ciężkie zadania na placach budowy,
  • handel i usługi – wykładanie towaru, obsługa klienta, prace porządkowe,
  • opieka zdrowotna – wsparcie w szpitalach i domach opieki, transport sprzętu, czynności pomocnicze,
  • użytek domowy – sprzątanie, proste prace konserwacyjne, potencjalnie opieka nad osobami starszymi.

Musk wielokrotnie sugerował, że to właśnie Optimus – a nie samochody elektryczne – może stać się w długim terminie największym rynkiem i głównym źródłem wzrostu Tesli.

Zachwyt, sceptycyzm i pytania o konsekwencje

Wizja Muska budzi ogromne zainteresowanie, ale także rosnącą krytykę. Eksperci ds. rynku pracy i polityki społecznej zwracają uwagę, że przejście do „świata bez konieczności pracy” nie nastąpi z dnia na dzień – a po drodze może dojść do masowej utraty miejsc pracy, szczególnie w sektorach o niskich kwalifikacjach. McKinsey i Goldman Sachs szacują, że do 2030 r. automatyzacja może zagrozić milionom stanowisk na całym świecie.

Krytycy podkreślają, że Musk – jako jedna z najbogatszych osób na świecie – patrzy na przyszłość z pozycji komfortu finansowego, podczas gdy większość ludzi wciąż doświadcza rosnących kosztów życia, niepewnych umów i braku osłon socjalnych. Bez jasnego planu dla systemów podatkowych, zabezpieczenia społecznego i redystrybucji dochodu, świat zalany humanoidalnymi robotami może przynieść nie tyle „koniec pracy”, co pogłębienie nierówności.

Sam Musk uważa jednak, że w długim okresie efektem może być „eliminacja biedy” i przejście do modelu powszechnego „wysokiego dochodu gwarantowanego” finansowanego z produktywności robotów.

Na razie – wizja, nie rzeczywistość

Filmy z Optimusem wciąż są w dużej mierze demonstracjami możliwości i koncepcji, a nie dowodem na to, że roboty Tesli są już gotowe do zastąpienia ludzi w skali masowej. Część inżynierów i badaczy robotyki zwraca uwagę, że humanoidalna forma jest technicznie trudna, kosztowna energetycznie i w wielu zastosowaniach mniej efektywna niż roboty kołowe czy czteronożne.

Niezależnie od tych zastrzeżeń, Muskowi udało się osiągnąć jedno: przenieść debatę o przyszłości pracy, robotyki i sztucznej inteligencji na zupełnie nowy poziom. Jeśli jego plany choć częściowo się zrealizują – fabryki, w których roboty budują kolejne roboty, mogą stać się jednym z najbardziej przełomowych, ale i najbardziej kontrowersyjnych symboli XXI wieku.

Prezydent Nawrocki odwołuje spotkanie z Orbanem po wizycie szefa węgierskiego rządu w Moskwie

Polski prezydent Karol Nawrocki odwołał planowane na 4 grudnia spotkanie dwustronne z premierem Węgier Viktorem Orbanem – poinformowała w sobotę Kancelaria Prezydenta RP. Decyzja zapadła dzień po kontrowersyjnej wizycie Orbana w Moskwie, gdzie szef węgierskiego rządu spotkał się z prezydentem Rosji Władimirem Putinem. To kolejny sygnał głębokiego kryzysu w relacjach polsko-węgierskich, które od wybuchu rosyjskiej wojny przeciw Ukrainie znajdują się w wyraźnym odwrocie.

Tylko szczyt V4, bez wizyty w Budapeszcie

Jak przekazał szef Biura Polityki Międzynarodowej Prezydenta RP – Marcin Przydacz, prezydent Nawrocki weźmie udział w szczycie prezydenckim Grupy Wyszehradzkiej w Esztergom 3 grudnia, ale zrezygnował z wizyty w Budapeszcie i osobnego spotkania z Orbanem dzień później.

– Idąc za spuścizną prezydenta Lecha Kaczyńskiego, który podkreślał, że bezpieczeństwo Europy zależy od solidarności – także w sektorze energetycznym – oraz w świetle wizyty premiera Viktora Orbána w Moskwie i jej kontekstu, prezydent Nawrocki zdecydował o ograniczeniu programu swojej wizyty na Węgrzech wyłącznie do szczytu Grupy Wyszehradzkiej w Esztergom – powiedział Przydacz.

Decyzja ma przede wszystkim wymiar polityczny i symboliczny: Polska wysyła jasny sygnał, że nie zamierza legitymizować zacieśniania relacji Budapesztu z Kremlem w czasie pełnoskalowej wojny przeciwko Ukrainie.

Orban w Moskwie: energia i „pokój”

W piątek Viktor Orban udał się do Moskwy, gdzie na Kremlu rozmawiał z Władimirem Putinem. Oficjalnie celem wizyty było zabezpieczenie dostaw rosyjskiej ropy i gazu dla Węgier na nadchodzące miesiące zimowe. Rozmowy trwały blisko cztery godziny.

Orban podkreślał, że rosyjska energia ma „fundamentalne znaczenie” dla bezpieczeństwa energetycznego Węgier – zarówno teraz, jak i w przyszłości. W czasie spotkania poruszono również temat możliwych rozmów pokojowych dotyczących Ukrainy. Według relacji Kremla, Orban zasugerował Budapeszt jako potencjalne miejsce szczytu prezydenta Rosji z prezydentem USA Donaldem Trumpem.

Wcześniej planowany szczyt Trump–Putin w stolicy Węgier został jednak odwołany w październiku po tym, jak Rosja ponownie przedstawiła swoje maksymalistyczne żądania wobec Ukrainy, nie pozostawiając realnej przestrzeni do kompromisu. – Węgry są gotowe zapewnić miejsce takich negocjacji – miał powiedzieć Orban do Putina.

Ostrze krytyki z Europy

Wizyta w Moskwie wywołała ostrą falę krytyki w europejskich stolicach. Kanclerz Niemiec Friedrich Merz stwierdził, że Orban „postępuje bez mandatu europejskiego i robi to bez konsultacji z nami”, podważając wspólny front Unii Europejskiej wobec Rosji.

Zdecydowanie wypowiedzieli się również polscy politycy. Minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski, jeden z głównych przeciwników politycznych prezydenta Nawrockiego, skomentował decyzję o odwołaniu spotkania jako „interesującą”. Napisał na platformie X, że „jeszcze kilka miesięcy i może zorientują się, że ci, którzy nienawidzą Unii Europejskiej i Ukrainy, zazwyczaj kochają Putina”.

Choć słowa szefa MSZ mają wyraźnie polemiczny charakter, pokazują szerszy kontekst: w polskiej polityce rośnie presja, by wobec prorosyjskich gestów Budapesztu zajmować coraz bardziej jednoznaczne stanowisko.

Relacje polsko-węgierskie na historycznym zakręcie

Stosunki Warszawy i Budapesztu, jeszcze kilka lat temu określane jako „strategiczne partnerstwo” w ramach UE, są dziś w najgorszym stanie od dekad. O ile w sferze retoryki oba rządy długo podkreślały wspólnotę interesów w sporach z Brukselą, o tyle rosyjska agresja na Ukrainę brutalnie obnażyła głębokie różnice.

Polska – będąc jednym z kluczowych orędowników wsparcia wojskowego i politycznego dla Kijowa – postawiła na jednoznaczne odcięcie się od rosyjskich surowców. Węgry, przeciwnie, utrzymały ścisłą współpracę energetyczną z Rosją, blokując lub rozwadniając część unijnych sankcji.

Na już napięte relacje nałożyła się dodatkowo decyzja Budapesztu o udzieleniu azylu byłemu polskiemu wiceministrowi sprawiedliwości Marcinowi Romanowskiemu, poszukiwanemu w Polsce pod zarzutami korupcyjnymi. Ten krok został w Warszawie odebrany jako otwarty afront i ingerencja w wewnętrzne sprawy Polski.

Grupa Wyszehradzka w cieniu wojny i energii

Konflikt o Rosję i politykę wobec Ukrainy nie dotyczy jedynie relacji bilateralnych, ale rozsadza też spójność samej Grupy Wyszehradzkiej. Czechy i Słowacja – przy wszystkich różnicach politycznych – starają się utrzymać kurs proeuropejski i proatlantycki, podczas gdy Węgry konsekwentnie idą własną drogą, zbliżając się do Moskwy.

Obecność prezydenta Nawrockiego na szczycie V4 w Esztergom przy równoczesnym odwołaniu wizyty w Budapeszcie to czytelny kompromis: Polska nie zrywa formalnej współpracy w formacie wyszehradzkim, ale wyznacza wyraźną granicę polityczną wobec posunięć Orbana.

Rosnieft traci rentowność. Sankcje, drogi pieniądz i ataki dronów pogrążają bilans

Największa rosyjska spółka naftowa Rosnieft odnotowała w pierwszych dziewięciu miesiącach 2025 roku jeden z najpoważniejszych spadków zysków w swojej historii. Zysk netto skurczył się aż o 70 procent – z 926 miliardów rubli do zaledwie 277 miliardów rubli (3,57 mld USD), co odzwierciedla gwałtowne pogorszenie warunków prowadzenia działalności w rosyjskim sektorze energetycznym.

Przychody i EBITDA ostro w dół

Według opublikowanych danych IFRS, przychody Rosniefti spadły o 17,8 procent, osiągając poziom 6,29 biliona rubli. Jeszcze mocniejszy cios w bilans spółki przyniosły wyniki operacyjne – EBITDA obniżyła się o 29,3 procent do ok. 1,6 biliona rubli.

Jak podkreślono w komunikacie, jednym z głównych czynników pogorszenia wyników był wysoki poziom kluczowej stopy procentowej Banku Centralnego Rosji, która przez wiele miesięcy utrzymywana była na rekordowym poziomie 21 procent. Choć w październiku stopę obniżono do 16,5 procent, presja finansowa nadal pozostaje ogromna, zwiększając koszty finansowania i ograniczając płynność przedsiębiorstw.

Niekorzystne warunki cenowe i walutowe

Sytuację Rosniefti pogorszyły także globalne tendencje rynkowe. Średnie ceny ropy były w pierwszych trzech kwartałach 2025 roku o około 13 procent niższe niż rok wcześniej. Ropa WTI pod koniec listopada oscylowała wokół 59 dolarów za baryłkę — poziomu najniższego od wielu miesięcy.

Dodatkowym obciążeniem dla wyników eksportowych okazało się umocnienie rubla względem dolara, które zmniejsza wartość przychodów rozliczanych w walutach obcych. To szczególnie dotkliwe dla koncernów uzależnionych od eksportu, takich jak Rosnieft.

Sankcje Zachodu ograniczają rynki zbytu

W październiku 2025 r. Stany Zjednoczone, Wielka Brytania i Unia Europejska wprowadziły skoordynowane sankcje przeciwko Rosniefti i Lukoilowi. Restrykcje weszły w życie 21 listopada, a ich skutki są już widoczne:

  • rafinerie w Chinach,
  • zakłady w Indiach,
  • odbiorcy w Turcji

— czyli największe rynki dla rosyjskiej ropy, zaczęły zmniejszać zakupy, obawiając się sankcji wtórnych oraz ryzyka reputacyjnego.

Ograniczenia uderzają w kluczowe segmenty działalności Rosniefti, zmuszając firmę do poszukiwania alternatywnych odbiorców oraz bardziej skomplikowanych tras i metod dostaw, co zwiększa koszty logistyczne.

Ataki ukraińskich dronów pogłębiają problemy

Rosnieft wskazała także na rosnące koszty „antyterrorystycznych środków bezpieczeństwa”, choć nie podała szczegółowych danych. Od sierpnia Ukraina znacząco nasiliła ataki dronowe na rosyjną infrastrukturę energetyczną. Uderzenia objęły m.in.:

  • rafinerię Afipsky w Kraju Krasnodarskim,
  • terminal naftowy w porcie Noworosyjsk,
  • instalacje magazynowe i rurociągowe w zachodniej części Rosji.

Każdy kolejny atak wiąże się z kosztami napraw, przerw w działalności oraz dodatkowymi wydatkami na ochronę obiektów.

Sytuacja Rosniefti wpisuje się w globalny trend spadkowy

Choć spadek zysków o 70 procent jest szczególnie dotkliwy, problemy Rosniefti nie są całkowicie oderwane od globalnych tendencji. W trzecim kwartale 2025 roku:

  • Shell zanotował spadek zysków o 10 procent,
  • TotalEnergies — o około 2 procent.

Światowy sektor naftowy odczuwa konsekwencje niższych cen ropy, wolniejszego wzrostu gospodarczego oraz zmienności geopolitycznej. Jednak w przypadku Rosji presja jest znacznie większa — wynikająca z sankcji, wojny i napięć makroekonomicznych.

Perspektywy na kolejne miesiące: ryzyko pozostaje wysokie

Wszystkie sygnały wskazują, że Rosnieft nie wyjdzie szybko z kryzysu. Sankcje będą się stopniowo zaostrzać, a ataki na infrastrukturę energetyczną prawdopodobnie nie ustaną. Nawet jeśli ceny ropy ustabilizują się lub nieznacznie wzrosną, kluczowe czynniki ryzyka — presja geopolityczna, wysokie koszty finansowe oraz trudności z eksportem — pozostaną w mocy.

Największy koncern naftowy Rosji wchodzi więc w 2026 rok z rekordowo niską rentownością i ograniczoną możliwością manewru.

OpenAI testuje reklamy w ChatGPT. Presja finansowa wymusza nowy kierunek monetyzacji

OpenAI rozpoczęła wewnętrzne testy reklam w aplikacji ChatGPT na Androida — ujawnia kod znaleziony w najnowszej wersji beta. To potencjalny punkt zwrotny w historii firmy, która mimo rosnących przychodów zmaga się z gigantycznymi kosztami utrzymania i rozwoju infrastruktury sztucznej inteligencji.

Reklamy w kodzie: pierwsze ślady „nowej ery” ChatGPT

Odkrycia dokonał Tibor Blaho, badacz niewydanych funkcji AI, analizując wersję beta 1.2025.329 aplikacji ChatGPT. W strukturze programu natrafił na odniesienia do „ad feature”, czyli funkcji reklamowej, a także elementy takie jak:

  • „bazaar content”,
  • „search ads”,
  • „search ads carousel”.

Wszystko wskazuje na to, że OpenAI przygotowuje reklamy powiązane z funkcją wyszukiwania — choć nie ujawniono, czy pojawią się one w formie sponsorowanych odpowiedzi, kafelków, karuzeli czy natywnych sugestii produktowych. Nie ma również informacji, kiedy testy zostaną skierowane do użytkowników końcowych.

Presja finansowa staje się kluczowym motywem

Ruch w stronę reklam nie jest przypadkowy. OpenAI, mimo wzrostu przychodów na niespotykaną wcześniej skalę, stoi przed równie imponującymi wydatkami.

Sam Altman, dyrektor generalny firmy, szacuje, że roczne przychody powtarzalne (ARR) przekroczą 20 mld dolarów do końca 2025 r., co oznacza podwojenie przychodów w ciągu roku. Jednak za tym sukcesem stoi niepokojący bilans:

  • około 8 mld dolarów strat w 2025 roku,
  • prognozowane 115 mld dolarów straty skumulowanej do 2029 roku,
  • 1,4 bln dolarów zobowiązań na moc obliczeniową w ciągu kolejnych ośmiu lat.

To zobowiązania obejmujące gigantyczne kontrakty z Nvidia, Oracle i AMD — firmami, które dostarczają kluczowe elementy ekosystemu AI: układy GPU, serwery, chmurę oraz infrastrukturę treningową.

Według analityków HSBC, całkowite koszty infrastruktury AI i chmurowej OpenAI mogą sięgnąć 792 mld dolarów między 2025 a 2030 rokiem, co przy nawet optymistycznych prognozach przychodowych generuje lukę finansową rzędu 207 mld dolarów.

W tych warunkach wprowadzenie reklam przestaje być opcją — staje się koniecznością.

Nowe funkcje zakupowe zapowiadają kierunek monetyzacji

Testy reklam pojawiły się zaledwie kilka dni po premierze funkcji Shopping Research, która jest pierwszym dużym krokiem OpenAI w stronę usług zakupowych i rekomendacyjnych.

Od 24 listopada użytkownicy ChatGPT mogą generować spersonalizowane przewodniki zakupowe, tworzone przez wyspecjalizowany model GPT-5 mini. Co istotne:

  • ChatGPT obsługuje już około 50 mln zapytań zakupowych dziennie.
  • Nowa funkcja naturalnie wpisuje się w model potencjalnych reklam kontekstowych, podobnych do tych, które od lat są fundamentem biznesowym Google czy Amazona.

Sam Altman w listopadzie przyznał otwarcie, że firma „w pewnym momencie wypróbuje reklamy”, choć równocześnie zaznaczył, że OpenAI „nie ma jeszcze pojęcia”, jaki będzie ich ostateczny format. Dodał także, że reklamy nie będą przypominać obecnych rozwiązań Google:

„Google zarabia, kiedy wyszukiwanie zawodzi. My chcemy reklam, które naprawdę pomagają użytkownikowi.”

Choć deklaracja brzmi szlachetnie, praktyczne wprowadzenie reklam do systemu generatywnego AI może otworzyć zupełnie nowy rozdział w historii internetu — niekoniecznie bezkontrowersyjny.

Co może oznaczać nowy model monetyzacji dla użytkowników?

Wprowadzenie reklam w ChatGPT może wpłynąć na kilka kluczowych aspektów korzystania z AI:

1. Zmiana jakości odpowiedzi

Ryzyko komercjalizacji wyników wyszukiwania — podobnie jak w Google — staje się realne.

2. Nowy model biznesowy

Możliwy podział na:

  • wersję darmową z reklamami,
  • wersję premium bez reklam (lub z ich minimalną ilością).

3. Monetyzacja danych zakupowych użytkowników

Rekomendacje zakupowe mogą stać się najbardziej dochodową częścią ChatGPT.

4. Wpływ na konkurencję

Google, Meta, Anthropic i Amazon uważnie obserwują ruchy OpenAI. Jeśli model reklamowy zadziała, branża może go skopiować.

Czy OpenAI uniknie „momentu prawdy”?

Testowanie reklam może być pierwszym sygnałem, że obecny model biznesowy ChatGPT przestał być wystarczający. O ile tempo innowacji pozostaje imponujące, o tyle koszty utrzymania i trenowania kolejnych generacji modeli AI rosną szybciej niż przychody.

Jedno jest pewne: połączenie nowych funkcji zakupowych i testów reklam wskazuje na wyraźny zwrot — od wizji altruistycznej AI dla wszystkich do modelu, w którym główną walutą staje się atencja użytkownika.

Tajwan podnosi prognozę wzrostu gospodarczego na 2025 r. do 7,37%

Tajwan znacznie zwiększył prognozę wzrostu PKB na 2025 rok do 7,37%, poinformował w piątek rządowy urząd statystyczny. To najwyższe tempo rozwoju wyspy od 2010 roku i wyraźny skok względem sierpniowej projekcji wynoszącej 4,45%.

Generalna Dyrekcja Budżetu, Rachunkowości i Statystyki podniosła również szacunki wzrostu PKB w trzecim kwartale do 8,21% z pierwotnych 7,64%. Według ekspertów wyspę napędza rekordowy wzrost eksportu produktów związanych z technologiami sztucznej inteligencji.

Boom AI podnosi eksport do historycznych poziomów

Gospodarka Tajwanu korzysta na gwałtownym wzroście globalnego popytu na półprzewodniki, serwery oraz infrastrukturę AI. Eksport do Stanów Zjednoczonych wzrósł w październiku aż o 144,3%, osiągając rekordowy poziom.

Urzędnicy podkreślają, że Tajwan pełni dziś kluczową rolę w globalnym łańcuchu dostaw AI. „Dopóki firmy budują infrastrukturę AI, popyt na tajwańskie produkty technologiczne będzie się utrzymywał” – powiedział Tsai Yu-tai, dyrektor ds. statystyki.

TSMC z rekordami sprzedaży. Sektor chipów dominuje

Taiwan Semiconductor Manufacturing Company (TSMC), największy producent chipów na świecie i dostawca m.in. Nvidii i Apple, odnotował w październiku rekordową miesięczną sprzedaż wynoszącą 367,47 mld TWD, czyli wzrost o 16,9% rok do roku. W pierwszych dziesięciu miesiącach 2025 r. przychody firmy zwiększyły się o 33,8%.

Analitycy podkreślają, że Tajwan znajduje się obecnie w centrum globalnego wyścigu związanego z rozwojem sztucznej inteligencji. Bumki Son z Barclays ocenił nową prognozę jako „znaczącą pozytywną niespodziankę”, sugerując, że wyspa może być najszybciej rosnącą gospodarką Azji Wschodzącej w 2025 roku.

Dobre prognozy także na 2026 rok

Tajwańskie biuro statystyczne podniosło także prognozę wzrostu PKB na 2026 rok z 2,81% do 3,54%. Agencja zakłada, że eksport wzrośnie wówczas o 6,32%, znacznie powyżej wcześniejszego szacunku 2,19%.

Rewizja złagodziła obawy dotyczące wpływu 20-procentowej taryfy celnej Donalda Trumpa na towary tajwańskie wprowadzonej w lipcu. Większość produktów technologicznych — w tym chipy, smartfony i serwery — została jednak zwolniona z ceł, co ograniczyło skutki gospodarcze nowych regulacji.

Eksperci przewidują, że wzrost może spaść do wartości jednocyfrowych, jeśli popyt na sprzęt AI zacznie się stabilizować. Mimo to Tajwan pozostaje jednym z największych beneficjentów globalnego boomu związanego ze sztuczną inteligencją.

Dwóch zabitych i 29 rannych po rosyjskim nocnym ataku na Kijów. Ponad pół miliona mieszkańców bez prądu

Prezydent Wołodymyr Zełenski przekazał, że Rosja wystrzeliła na stolicę i obwód kijowski około 36 rakiet i niemal 600 dronów. Według niego głównym celem były obiekty energetyczne oraz zabudowa cywilna.

Ukraińska obrona powietrzna zestrzeliła lub unieszkodliwiła 577 celów powietrznych, ale odnotowano trafienia 35 dronów i wielu rakiet w 22 lokalizacjach. Mer Kijowa Witalij Kliczko poinformował, że spadające szczątki uszkodziły budynki mieszkalne.

Pół miliona ludzi bez prądu

Według Ministerstwa Energetyki ponad 500 tys. odbiorców w Kijowie zostało pozbawionych elektryczności. Dodatkowe 100 tys. domów w obwodzie kijowskim również straciło zasilanie w wyniku ataku.

Wśród rannych znajduje się jedno dziecko. Służby ratunkowe pracują nad usuwaniem gruzów i przywracaniem dostępu do energii.

Bombardowanie nastąpiło dzień po zakończeniu drugiej rundy rozmów ukraińsko-amerykańskich w Szwajcarii, podczas której omawiano zmodyfikowaną wersję planu pokojowego. Sekretarz stanu USA Marco Rubio określił spotkanie jako konstruktywne i wskazał na postępy.

Był to drugi poważny atak na Kijów w ciągu kilku dni. We wtorek Rosja zabiła siedem osób w kolejnej serii uderzeń, co szef ukraińskiej dyplomacji Andrij Sybiha nazwał częścią „kampanii zabijania i zniszczenia” prowadzonej przez Kreml nawet w czasie rozmów o zawieszeniu broni.

Andrij Jermak rezygnuje po nalotach antykorupcyjnych. Najpoważniejszy kryzys polityczny Ukrainy od początku wojny

Andrij Jermak, szef kancelarii prezydenta Wołodymyra Zełenskiego i główny negocjator w rozmowach pokojowych pod auspicjami USA, złożył rezygnację w piątek wieczorem. Decyzja zapadła kilka godzin po tym, jak ukraińskie agencje antykorupcyjne przeprowadziły naloty na jego dom i biuro w Kijowie.

Zełenski ogłosił dymisję w orędziu wideo, podkreślając, że przyjął ją „aby zapobiec plotkom i spekulacjom”. Prezydent podziękował Jermakowi za dotychczasową pracę i zapowiedział konsultacje w sprawie jego następcy.

W piątek rano NABU i SAPO przeszukały rezydencję Jermaka oraz biura prezydenckie. Jermak potwierdził operację, informując, że śledczy „nie napotkali żadnych przeszkód” i że w pełni współpracuje z władzami.

Śledztwo koncentruje się na biznesmenie Timurze Mindichu, uznawanym za domniemanego lidera grupy wyłudzającej prowizje z kontraktów Energoatomu. Według NABU sieć przestępcza wyprała około 100 mln dolarów poprzez firmę powiązaną z rosyjskim senatorem Andrijem Derkaczem.

Choć Jermak nie usłyszał zarzutów, źródła śledczych twierdzą, że jeden z luksusowych domów finansowanych z korupcyjnego procederu miał być przeznaczony właśnie dla niego. Śledztwo doprowadziło już do zatrzymania ośmiu osób oraz dymisji dwóch ministrów: Hermana Hałuszczenki i Switłany Hryńczuk.

Kryzys dyplomatyczny i presja USA

Rezygnacja Jermaka komplikuje trwające rozmowy pokojowe prowadzone z administracją Donalda Trumpa. Zaledwie pięć dni wcześniej Jermak przewodził ukraińskiej delegacji w Genewie podczas negocjacji warunków kontrowersyjnej propozycji pokojowej USA.

Wstępny plan składał się z 28 punktów, jednak po sprzeciwie Kijowa zredukowano go do 19. Wielu ukraińskich deputowanych uznało dokument za zbyt korzystny dla Rosji i groźny dla ukraińskiej suwerenności.

Europejscy dyplomaci przyjęli śledztwo z ostrożną ulgą. Jeden z nich powiedział, że Jermak był „toksyczny” w relacjach europejskich, lecz jego rola negocjatora utrudniała żądania jego dymisji.

Reakcja Zachodu i polityczne skutki

Rzecznik Komisji Europejskiej Guillaume Mercier ocenił, że działania NABU dowodzą sprawności ukraińskich instytucji antykorupcyjnych. Zaznaczył, że walka z korupcją jest „warunkiem kluczowym” w procesie ubiegania się o członkostwo w UE.

Afera stała się najpoważniejszym kryzysem politycznym na Ukrainie od początku rosyjskiej inwazji w 2022 roku. Część deputowanych, także z partii Sługa Narodu, domagała się odejścia Jermaka, ostrzegając przed rozłamem i osłabieniem parlamentarnej większości prezydenta.

mBank: zysk netto w 2026 r. spadnie o 800–900 mln zł przez wyższą stawkę CIT

mBank poinformował w czwartek, że jego zysk netto w 2026 roku obniży się o 800–900 mln zł w wyniku podwyższenia podatku dochodowego od osób prawnych dla sektora bankowego. Ogłoszenie pojawiło się kilka godzin po podpisaniu ustawy przez prezydenta Karola Nawrockiego.

Bank przekazał, że ostateczny wpływ podwyższonego CIT będzie zależeć od przyszłorocznego zysku brutto. Jednocześnie zmiana stawek zwiększy aktywa z tytułu odroczonego podatku dochodowego o 125 mln zł, co częściowo złagodzi spadek wyniku.

CIT dla banków wzrośnie do 30%

Zgodnie z nową ustawą stawka CIT dla banków wzrośnie z 19% do 30% od 1 stycznia 2026 roku. W kolejnych latach podatek zostanie obniżony do 26% w 2027 roku i 23% od 2028 roku.

Ministerstwo Finansów szacuje, że wyższy CIT zapewni budżetowi 6,5 mld zł dodatkowych wpływów w 2026 roku. W ciągu dekady rząd oczekuje ponad 20 mld zł z tego źródła, które mają finansować wydatki na bezpieczeństwo i ochronę zdrowia.

Sektor bankowy ostro protestuje

Związek Banków Polskich skrytykował podpis prezydenta, określając decyzję jako „zaskakującą”. Prezes ZBP Tadeusz Białek stwierdził, że zmiana jest niezgodna z konstytucją.

ZBP ostrzega, że wyższy CIT zmniejszy zdolność banków do budowania kapitałów oraz obniży wypłaty dywidend. Według związku nowe przepisy osłabią także potencjał kredytowy sektora i w dłuższej perspektywie spowolnią gospodarkę.

Gazprom wraca do zysków w III kwartale 2025 r., ale wynik rozczarowuje rynek. Moskwa ratuje koncern ulgami podatkowymi

Gazprom ogłosił w piątek, że jego zysk netto za trzeci kwartał 2025 roku wyniósł 134,2 mld rubli (ok. 1,72 mld USD), co oznacza powrót do rentowności po ubiegłorocznej stracie na poziomie 53 mld rubli. Mimo poprawy, wynik okazał się znacznie poniżej oczekiwań analityków, którzy prognozowali około 200 mld rubli. Zysk spółki został częściowo „wypracowany” dzięki wsparciu rządu, który obniżył obciążenia podatkowe.

Zysk niższy od prognoz, ale tendencja rośnie

Według danych przytoczonych przez OSW:

  • kwartalne przychody Gazpromu spadły do 2,18 bln rubli z 2,4 bln rubli rok wcześniej,
  • w okresie od stycznia do września 2025 r. zysk netto wzrósł o prawie 13%, osiągając 1,12 bln rubli,
  • akcje koncernu wzrosły na moskiewskiej giełdzie o 1,13% po publikacji wyników.

Analitycy podkreślają, że mimo krótkoterminowej poprawy, wynik kwartalny pokazuje, że Gazprom wciąż odczuwa długofalowe skutki utraty europejskiego rynku gazu — fundamentu przychodów sprzed wojny.

Gazprom stracił główne źródło dochodów

Po wybuchu wojny w 2022 r. rosyjski gigant stracił kluczowy rynek eksportowy:

  • udział rosyjskiego gazu w imporcie UE spadł z ponad 40% przed wojną do poniżej 10% w 2023 r.,
  • 1 stycznia 2025 r. całkowicie zakończono tranzyt gazu przez Ukrainę, co odcięło ostatnią dużą trasę przesyłową do Europy,
  • Gazprom praktycznie nie eksportuje już gazu rurociągowego na Zachód, a część eksportu LNG została ograniczona przez sankcje technologiczne.

Dla spółki oznacza to konieczność strategicznej reorientacji.

Poduszka finansowa od Kremla

W listopadzie 2025 r. Rosja zatwierdziła dla Gazpromu pakiet ulg podatkowych o wartości 64 mld rubli, który obejmie okres od listopada 2026 do sierpnia 2028 r. Po tym czasie firma będzie otrzymywała dodatkową ulgę w wysokości 5,5 mld rubli miesięcznie.

To kolejne wsparcie po trudnym dla firmy 2023 roku, w którym Gazprom zanotował pierwszą od ponad 20 lat stratę — blisko 7 mld USD.

Kierunek: Azja. Rosja zwiększa uzależnienie od Chin

W obliczu utraty Europy Gazprom intensywnie rozwija eksport do Azji — głównie do Chin.

Najważniejsze liczby:

  • w 2024 roku rurociąg Siła Syberii (Power of Siberia) osiągnął maksymalną projektową przepustowość 38 mld m³ rocznie,
  • w pierwszych dziewięciu miesiącach 2025 r. Gazprom zwiększył dostawy tym gazociągiem o ponad 27%,
  • planowane są kolejne inwestycje w infrastrukturę przesyłową do Azji, choć pozostają one kosztowne i obarczone ryzykiem politycznym.

Eksperci wskazują, że choć kierunek azjatycki pozwala ograniczyć straty, to koncern sprzedaje gaz do Chin po znacznie niższych cenach niż przed wojną w Europie — co ogranicza możliwość pełnego odbicia finansowego.

Airbus nakazuje natychmiastowe aktualizacje oprogramowania w 6000 A320 po uszkodzeniu danych przez promieniowanie słoneczne

Airbus wydał w piątek pilny alert bezpieczeństwa dotyczący około 6000 samolotów z rodziny A320 po tym, jak intensywne promieniowanie słoneczne uszkodziło krytyczne dane systemów kontroli lotu. Incydent spowodował poważne zakłócenia w ruchu lotniczym w jednym z najbardziej obciążonych weekendów podróżniczych w USA — podczas Święta Dziękczynienia.

Incydent JetBlue ujawnia krytyczną podatność

Alarm został uruchomiony po analizie zdarzenia z 30 października, kiedy lot JetBlue 1230 z Cancun do Newark doświadczył nagłego, niezamierzonego pochylenia w dół na wysokości przelotowej. Samolot — Airbus A320 — został przekierowany do Tampy na Florydzie. Od 15 do 20 pasażerów trafiło do szpitali z obrażeniami niezagrażającymi życiu.

„Analiza niedawnego zdarzenia z udziałem samolotu rodziny A320 wykazała, że intensywne promieniowanie słoneczne może uszkodzić dane krytyczne dla funkcjonowania systemów kontroli lotu” — poinformował Airbus. Firma uprzedziła, że niezbędne środki „doprowadzą do zakłóceń operacyjnych dla pasażerów i klientów”.

Obowiązkowe aktualizacje i inspekcje. EASA reaguje

Europejska Agencja Bezpieczeństwa Lotniczego (EASA) wydała Awaryjną Dyrektywę Zdatności do Lotu, nakazując przewoźnikom natychmiastowe wprowadzenie poprawek przed ponownym dopuszczeniem maszyn do lotów. Dotyczy to około połowy wszystkich eksploatowanych A320 na świecie.

Według źródeł branżowych:

  • większość samolotów będzie wymagać jedynie szybkiej aktualizacji oprogramowania kokpitu,
  • około 1000 starszych maszyn będzie potrzebować modyfikacji sprzętowych, które mogą potrwać nawet kilka tygodni.

Najwięksi przewoźnicy pod presją czasu

American Airlines, największy operator A320 w USA, posiada około 480 maszyn z tej rodziny, z czego około 340 wymaga aktualizacji.

„American rozpoczął identyfikację i wdrażanie aktualizacji oprogramowania, i spodziewamy się, że zdecydowana większość samolotów będzie gotowa dziś i jutro” — przekazała linia USA TODAY.

Inni przewoźnicy korzystający z floty opartej na rodzinie A320 to:

  • Spirit Airlines – wyłącznie A320
  • Frontier Airlines – wyłącznie A320
  • JetBlue, Delta Air Lines, United Airlines – główni operatorzy tych maszyn

United Airlines poinformowały, że ich samoloty A320 nie są objęte problemem.

Usterka w komputerze ELAC. Źródło problemu

Według inżynierów, problem został powiązany z awarią modułu ELAC (Elevator Aileron Computer) — jednego z kluczowych komputerów kontroli lotu, odpowiedzialnego za ster wysokości i lotki. To on odpowiada za stabilność samolotu w locie i utrzymywanie zadanych parametrów.

Uszkodzenie krytycznych danych wejściowych — spowodowane, jak twierdzi Airbus, wyjątkowo intensywnym promieniowaniem słonecznym — może zakłócić pracę tego komputera, prowadząc do niekontrolowanych zmian w konfiguracji lotu.

Airbus i regulatorzy uspokajają

Airbus podkreśla, że problem jest możliwy do rozwiązania i nie wiąże się z ogólną wadą konstrukcyjną. Firma zapewnia, że wprowadzone aktualizacje przywrócą pełną funkcjonalność systemów.

EASA wskazuje, że ryzyko kolejnych incydentów będzie znacznie ograniczone, jeśli przewoźnicy wdrożą zalecenia natychmiast.

Nowe prawo o ruchu drogowym: kaski dla młodych, „prawo jazdy 17+” i surowsze kary za prędkość

Obowiązek jazdy w kasku dla osób do 16. roku życia korzystających z rowerów, hulajnóg elektrycznych i urządzeń transportu osobistego oraz możliwość uzyskania prawa jazdy kategorii B przez 17-latków – to kluczowe zmiany w nowelizacji Prawa o ruchu drogowym podpisanej przez prezydenta. Ustawa przewiduje także odbieranie uprawnień za przekroczenie prędkości o ponad 50 km/h poza terenem zabudowanym oraz wprowadza dwuletni okres próbny dla nowych kierowców.

Nowelizacja przygotowana przez Ministerstwo Infrastruktury wprowadza pakiet regulacji, które – jak podkreśla resort – mają poprawić bezpieczeństwo uczestników ruchu oraz zwiększyć mobilność młodych osób. Zmiany mają również ograniczyć wykluczenie komunikacyjne i uwzględniają postulaty instruktorów, egzaminatorów oraz przedstawicieli branży transportowej.

Kaski obowiązkowe do 16. roku życia

Jednym z głównych elementów ustawy jest obowiązek jazdy w kasku dla osób poniżej 16 lat, korzystających z roweru, roweru z napędem, hulajnogi elektrycznej oraz urządzeń transportu osobistego. Nakaz obejmie również dzieci do 7 lat przewożone na takich pojazdach. Z obowiązku zwolnione będą jedynie dzieci przewożone w fotelikach lub przyczepkach wyposażonych w pasy bezpieczeństwa.

Ministerstwo wskazuje, że zmiana odpowiada rekomendacjom Krajowej Rady Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego. Wypadki z udziałem hulajnóg elektrycznych często kończą się urazami głowy, a badania potwierdzają wyraźny związek między brakiem kasku a ryzykiem urazowego uszkodzenia mózgu.

Prawo jazdy kategorii B od 17 lat

Nowelizacja umożliwia uzyskanie prawa jazdy kategorii B osobom, które ukończyły 17 lat. Do osiągnięcia pełnoletności młody kierowca będzie jednak prowadził pojazd wyłącznie w obecności opiekuna – doświadczonego kierowcy posiadającego prawo jazdy od co najmniej 5 lat. Uprawnienia wydane 17-latkom będą obowiązywać jedynie w Polsce.

Zmiana wzorowana jest na rozwiązaniach funkcjonujących w kilku krajach Unii Europejskiej, m.in. w Austrii, Danii czy Niemczech. W ocenie resortu ma ona wspierać samodzielność młodych osób i ułatwiać im dostęp do edukacji i pracy.

Odebranie prawa jazdy za prędkość także poza terenem zabudowanym

Nowe przepisy rozszerzają możliwość zatrzymania prawa jazdy za przekroczenie dopuszczalnej prędkości o ponad 50 km/h na drogi jednojezdniowe dwukierunkowe poza obszarem zabudowanym. Ministerstwo podkreśla, że to właśnie na takich odcinkach dochodzi do największej liczby śmiertelnych wypadków spowodowanych nadmierną prędkością.

Dwuletni okres próbny dla nowych kierowców

Nowelizacja wprowadza dwuletni okres próbny dla osób, które po raz pierwszy uzyskują prawo jazdy kategorii B. W tym czasie obowiązywać będzie m.in. limit 0,0 promila alkoholu, a kierowcy popełniający wykroczenia będą objęci dodatkowymi restrykcjami. Popełnienie dwóch wykroczeń skutkować będzie wydłużeniem okresu próbnego o kolejne dwa lata.

Inne zmiany przewidziane w ustawie

Ustawa obejmuje również:

  • podniesienie wieku użytkowników hulajnóg elektrycznych z 10 do 13 lat,
  • zaostrzenie kar za jazdę mimo zatrzymanego prawa jazdy – kara zostanie zastąpiona cofnięciem uprawnień,
  • ograniczenie możliwości redukcji punktów karnych za najpoważniejsze wykroczenia,
  • zwiększenie dopuszczalnej prędkości ciągników rolniczych z 30 do 40 km/h,
  • obniżenie wieku kierowców wykonujących przewozy osób na liniach do 50 km,
  • przedłużenie do 2027 r. możliwości korzystania z buspasów przez pojazdy elektryczne i wodorowe,
  • możliwość przeprowadzania egzaminów na kategorie C, C+E i T poza granicami miast.

Nowelizacja wejdzie w życie po opublikowaniu w Dzienniku Ustaw. Według Ministerstwa Infrastruktury ma ona stanowić kolejny etap wzmacniania bezpieczeństwa drogowego i dostosowania przepisów do współczesnych form mobilności.

SatRev nawiązał pierwszy kontakt z satelitą PW6U – telemetria odebrana prosto z orbity

Spółka SatRev S.A. (wkrótce Sky Vision), poinformowała o pomyślnym nawiązaniu pierwszego połączenia z satelitą PW6U. O godzinie 22:30, już w pierwszej próbie, około 100 minut po uwolnieniu satelity do przestrzeni kosmicznej, zespół centrum kontroli misji we Wrocławiu odebrał telemetrię prosto z orbity. Odebrane dane potwierdzają sprawność jednostki i poprawne wykonanie pierwszych procedur po wystrzeleniu. To jeden kluczowych momentów w każdej misji orbitalnej i jednocześnie kolejny dowód dojrzałości technologicznej SatRev, która samodzielnie projektuje, buduje oraz obsługuje swoje satelity.

PW6U, nanosatelita zbudowany przez SatRev, został wyniesiony w ramach misji SpaceX Transporter-15. Będzie służył do pozyskiwania wielospektralnych danych obserwacyjnych o średniej rozdzielczości, wspierających cele komercyjne,  środowiskowe i administracyjne, a także w zakresie bezpieczeństwa jak np. monitoring obiektów infrastruktury. Odbiór pierwszej telemetrii potwierdził, że satelita znajduje się na docelowej orbicie oraz działają zarówno systemy zasilania jak i komunikacji.

Ta misja satelitarna umożliwi w pełni funkcjonalną obserwację Ziemi i wsparcie podmiotów z różnych branż, a także dalsze testowanie technologii w przestrzeni kosmicznej. Głównym celem misji PW6U jest gromadzenie obrazów i danych wielospektralnych o średniej rozdzielczości m.in. dla klientów z sektorów rolnictwa i energetyki – powiedział dr Daniel Więzik, Prezes Zarządu SatRev S.A.

To już kolejny komercyjny satelita spółki. PW6U rozszerza możliwości technologiczne SatRev, wzmacniając jej pozycję na rynku aplikacji satelitarnych oraz analiz danych wielospektralnych. W najbliższym czasie Spółka przekaże kolejne informacje o trwającej misji.

Komunikacja z satelitą.

Komunikacja z satelitą.

Napięcie.

Napięcie.

Berlin domaga się wyjątków od unijnego zakazu silników spalinowych

Kanclerz Niemiec Friedrich Merz zapowiedział w piątek, że zwróci się do Unii Europejskiej o zezwolenie na sprzedaż po 2035 r. wybranych kategorii pojazdów: wysokowydajnych silników spalinowych, hybryd plug-in oraz samochodów elektrycznych z przedłużonym zasięgiem. Pismo w tej sprawie zostało wysłane do przewodniczącej Komisji Europejskiej Ursuli von der Leyen — informuje Yahoo.

Decyzja niemieckiej koalicji rządzącej zapada w momencie, gdy przemysł motoryzacyjny w Niemczech przechodzi najgłębszy kryzys od lat. W ciągu zaledwie roku sektor stracił ponad 51 tys. miejsc pracy, a rząd Bawarii wprowadził program dopłat do 5 tys. euro na zakup aut elektrycznych lub hybrydowych pod warunkiem, że kluczowe komponenty zostały wyprodukowane w Niemczech — podaje Brussels Signal.

Proponowane przez Berlin poluzowanie zakazu z 2035 r. spotkało się jednak z natychmiastową krytyką. Francja i Hiszpania odrzuciły pomysł rewizji, argumentując, że rok 2035 stanowi „niezbędny punkt odniesienia dla branży motoryzacyjnej” i zapewnia stabilność długoterminowych inwestycji. Komisja Europejska zapowiedziała, że 10 grudnia przedstawi własne propozycje dotyczące ewentualnej aktualizacji regulacji.

Akcje Intela rosną po doniesieniach o możliwej współpracy z Apple. Produkcja chipów M-series może ruszyć w 2027 r.

Akcje Intel rosną po tym, jak analityk Ming-Chi Kuo podał, że Apple może zacząć wykorzystywać Intela do produkcji najniższej klasy procesorów z serii M już w 2027 r. — informuje Yahoo Finance.

Według źródeł Apple podpisało z Intelem klauzulę poufności i otrzymało dostęp do zaawansowanego zestawu projektowego procesu 18AP, nad którym firma z Santa Clara prowadzi intensywne prace. Kluczowe symulacje przebiegają zgodnie z harmonogramem, a potencjalna skala produkcji może wynieść 15–20 mln chipów w latach 2026–2027 — podaje Benzinga.

Ewentualne wejście Apple do portfolio klientów odlewniczych Intela byłoby strategicznym przełomem dla firmy, która od lat zmaga się z opóźnieniami produkcyjnymi i utratą udziałów w rynku. Partnerstwo wspierałoby także inicjatywy „Made in USA”, które Apple coraz częściej włącza do swoich celów operacyjnych. Analitycy zauważają jednak, że relatywnie niewielkie wolumeny zamówień nie byłyby w stanie zagrozić dominacji Taiwan Semiconductor Manufacturing Company, która pozostaje kluczowym producentem chipów dla Apple i większości branży.

Warszawa planuje w pełni autonomiczną linię metra. M4 połączy Białołękę z Wilanowem

Prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski przedstawił wstępny przebieg czwartej linii metra, która ma być pierwszą w stolicy w pełni autonomiczną trasą. Pociągi bez maszynistów mają kursować na ponad 26-kilometrowym odcinku, obejmującym 23 stacje i obsługującym dziewięć warszawskich dzielnic.

Nowa linia M4 połączy Białołękę z Wilanowem, korzystając z zaawansowanego systemu automatyzacji GoA4, który przejmuje wszystkie obowiązki maszynisty. Rozwiązanie to może obniżyć zużycie energii nawet o 30 proc.. Projekt przewiduje także integrację M4 z pozostałymi liniami metra — w sumie powstaną pięć kluczowych węzłów przesiadkowych.

Choć projekt koncepcyjny ma być gotowy w listopadzie 2027 r., realizacja przedsięwzięcia będzie zależeć od zabezpieczenia środków unijnych i rządowych. Trzaskowski podkreśla, że żaden samorząd nie jest w stanie samodzielnie udźwignąć kosztów budowy nowych linii metra, dlatego zabiega o wsparcie finansowe m.in. w Brukseli.