Reprezentant BCC w strukturach UE. Dr Wojciech Nagel z nominacją do Komitetu Doradczego KE

Dr Wojciech Nagel – wiceprezes Związku Pracodawców Business Centre Club oraz minister ds. ubezpieczeń społecznych w Gospodarczym Gabinecie Cieni BCC – został wybrany na członka EC Advisory Committee Member of Social Security Systems na kadencję 2025–2030. Nominacja ta została dokonana przez wszystkie reprezentatywne organizacje pracodawców, a decyzję formalnie zatwierdziła Rada Europejska. Z Polski do Komitetu powołano sześć osób, w tym trzech członków.

Nowa rola w strukturach UE

Komitet Doradczy Komisji Europejskiej ds. Systemów Ubezpieczeń Społecznych pełni kluczową funkcję w kształtowaniu unijnej polityki w obszarze zabezpieczenia społecznego. Jego członkowie monitorują, opiniują i rekomendują rozwiązania dotyczące m.in. koordynacji systemów emerytalnych oraz ochrony praw pracowników przemieszczających się w obrębie Unii Europejskiej, EOG i Szwajcarii.

dr Wojciech Nagel
dr Wojciech Nagel

Równość, jedność i wzajemność to podstawowe zasady koordynacji systemów zabezpieczenia społecznego w UE. Wymagają one jednak ciągłej kontroli i dbałości o ich właściwe stosowanie w praktyce – podkreśla dr Wojciech Nagel.

Nowa funkcja umożliwia bieżące monitorowanie rozwiązań i zmian regulacyjnych stosowanych w krajach europejskich, w tym w zakresie wzajemnego uznawania praw emerytalnych i ochrony świadczeń osób pracujących transgranicznie.

Unijny Rejestru Grup Eksperckich

Komitet działa w ramach Rejestru Grup Eksperckich Komisji Europejskiej – narzędzia stworzonego w celu zapewnienia pełnej przejrzystości prac zespołów doradczych wspierających Komisję. Rejestr obejmuje informacje o składzie grup, ich zadaniach, dokumentach roboczych oraz procesach legislacyjnych, w których uczestniczą.

Grupy eksperckie współpracują z Komisją przy: przygotowywaniu wniosków ustawodawczych i inicjatyw politycznych, tworzeniu aktów delegowanych, wdrażaniu programów UE i koordynacji z państwami członkowskimi, przygotowywaniu aktów wykonawczych.

Komisja Europejska

KE ogłosiła szeroko zakrojony program redukcji zbędnych obciążeń regulacyjnych dla przedsiębiorstw. Jednym z kluczowych elementów tych prac jest pakiet Omnibus I, którego celem jest uproszczenie wymogów związanych z regulacjami ESG.

W nadchodzących tygodniach zapadną decyzje, które zadecydują o tym, czy pakiet Omnibus I stanie się realnym narzędziem wzmacniającym konkurencyjność europejskich firm i wspierającym zieloną transformację – czy też kolejnym źródłem kosztów skłaniających przedsiębiorców do przenoszenia działalności poza UE.

Apel BCC i europejskich organizacji przedsiębiorców

Business Centre Club, wspólnie z 21 organizacjami przedsiębiorców z całej Unii Europejskiej, zaapelował do posłów Parlamentu Europejskiego oraz decydentów unijnych o zagwarantowanie, że Omnibus I będzie rzeczywistym narzędziem upraszczającym prawo i wzmacniającym konkurencyjność gospodarki.

Europa potrzebuje regulacji, które wspierają rozwój, a nie go ograniczają. Liczymy, że Omnibus I stanie się krokiem w kierunku bardziej przyjaznego otoczenia dla przedsiębiorców. Europejski system koordynacji zabezpieczenia społecznego to fundament swobody przepływu osób. Naszym zadaniem jest dbać o to, aby prawa pracowników były właściwie chronione, a przepisy – przejrzyste, spójne i skutecznie stosowane w praktyce. Tylko wtedy europejski rynek pracy może rozwijać się w sposób uczciwy i konkurencyjny– zaznacza dr Wojciech Nagel, wiceprezes Związku Pracodawców Business Centre Club.

Awaria Cloudflare znów obnaża słabości internetu. Problemem jest przestarzały system DNS

Awarie, których byliśmy świadkami w ostatnich miesiącach, po raz kolejny potwierdziły naszą zależność od sieci i usług cyfrowych. Firmy często zmuszone są w znacznym stopniu polegać i opierać swój biznes na rozwiązaniach takich gigantów technologicznych, jak Cloudflare czy Microsoft w zakresie hostingu swoich stron internetowych i usług, ponieważ na rynku brakuje alternatyw. Problemy powodujące awarię Cloudflare wynikały z błędów systemu DNS (Domain Name System), który najprawdopodobniej uległ przeciążeniu. Technologia ta opiera się na przestarzałej infrastrukturze, która tłumaczy słowa zawarte w adresach internetowych na ciągi cyfr odczytywane przez komputery. Gdy ten system zawodzi, dochodzi do katastrofalnego załamania, co skutkuje globalnymi awariami.

Problem jednak w tym, że tego systemu nie da się łatwo zastąpić. Główni dostawcy usług w chmurze dysponują wieloma zabezpieczeniami i systemami awaryjnymi i zazwyczaj zapewniają lepszą ochronę niż mniej znani dostawcy, choć jak widzimy również zawodzą.

Nowe przepisy o rachunkowości ubezpieczycieli. Rzecznik MŚP domaga się analizy kosztów dla firm

Projektowane przez Ministerstwo Finansów rozporządzenie dotyczące zmian w zasadach rachunkowości zakładów ubezpieczeń i zakładów reasekuracji ma na celu dostosowanie przepisów krajowych do standardów dyrektywy CSRD. Nowe regulacje obejmują zarówno obszar sprawozdawczości finansowej, jak i raportowania zrównoważonego rozwoju (ESG). W opinii Rzecznika MŚP Agnieszki Majewskiej, przedstawione uzasadnienie projektu nie odzwierciedla jednak pełnego wpływu zmian na sektor przedsiębiorców.

Minister Majewska zakwestionowała w piśmie do Ministra Finansów i Gospodarki tezę, że projekt nie będzie oddziaływał na działalność mikro-, małych i średnich przedsiębiorców. Jak zauważyła, już sama treść Oceny Skutków Regulacji (OSR) wskazuje jednoznacznie, że firmy audytorskie będą zobowiązane do dostosowania narzędzi analitycznych do nowych wymogów, a księgowi – do aktualizacji procedur prowadzenia ksiąg oraz sporządzania sprawozdań finansowych. Ponieważ obie te grupy zawodowe funkcjonują niemal wyłącznie w sektorze MŚP, wszelkie zmiany pośrednio wpływają właśnie na mniejsze podmioty.

Zdaniem Rzecznika MŚP analiza w OSR powinna więc zostać rozszerzona o konkretne wyliczenia kosztów, jakie poniosą przedsiębiorcy obsługujący rynek ubezpieczeniowy.

ESG: pośrednie skutki dla tysięcy przedsiębiorców

Szczególne kontrowersje budzi część projektu związana ze sprawozdawczością ESG. Chociaż nowe wymogi nie są kierowane bezpośrednio do przedsiębiorstw z sektora MŚP, to – jak podkreśla Minister Majewska – ich pośredni wpływ może być bardzo znaczący.

Kontrahenci zakładów ubezpieczeń, tacy jak brokerzy, agenci ubezpieczeniowi czy biura rachunkowe, mogą zostać zobowiązani do dostarczania dodatkowych danych niezbędnych zakładom ubezpieczeń do sporządzania raportów ESG. Pociąga to za sobą:

  • wzrost obciążeń administracyjnych,
  • konieczność zakupu nowych narzędzi informatycznych,
  • organizację szkoleń dla pracowników,
  • a nawet zatrudnienie specjalistów od raportowania niefinansowego.

Według Rzecznika MŚP, narzucenie takich obowiązków – bez analizy ich proporcjonalności – może być nieadekwatne do skali działalności mniejszych firm i generować poważne koszty po ich stronie. Z tego powodu Agnieszka Majewska proponuje wydłużenie vacatio legis, aby przedsiębiorcy mieli realną możliwość przygotowania się do nadchodzących zmian.

RCL i Rzecznik MŚP: konieczna rzetelna analiza skutków

Rzecznik MŚP zwraca również uwagę, że Ministerstwo Finansów powinno sporządzić pełną analizę kosztową oraz ocenić ryzyka wynikające z wdrożenia nowych regulacji dla sektora MŚP. Kwestia ta została podniesiona również przez Prezesa Rządowego Centrum Legislacji. W piśmie z 15 września 2025 r. przypomniał on, że organy administracji publicznej są zobowiązane do przestrzegania Prawa przedsiębiorców, w tym do dokładnego określania wpływu nowych regulacji na mikro-, małe i średnie przedsiębiorstwa oraz do poszukiwania alternatywnych rozwiązań ograniczających obciążenia po stronie biznesu.

Kapitał ucieka do dolara. Złoty, giełdy i Bitcoin w odwrocie

Sentyment panujący obecnie na globalnych rynkach można by opisać jednym słowem  „obawa”. Liczne ryzyka przypominają forexowym inwestorom o bezpieczeństwie. Taka narracja wspiera walutę amerykańską i jednocześnie szkodzi krajowej. Silny dolar nie podoba się także giełdom, surowcom czy kryptowalutom. Cierpi również jen, nad którym zbiera się coraz więcej czarnych chmur.

Nieugięty dolar

Wtorkowa sesja o poranku przebiegła w atmosferze prodolarowej. Waluta zza oceanu do umocnienia wykorzystuje połączenie braku istotnych publikacji w kalendarzu makro oraz coraz liczniej pojawiające się na horyzoncie obawy rynkowe. Pierwszym istotnym aspektem jest ugruntowanie wizji braku cięcia kosztu pieniądza w Stanach w tym roku, do czego może dojść po jutrzejszej publikacji protokołu z październikowego posiedzenia FOMC. Jeżeli zapiski będą miały jastrzębi wydźwięk, forexowa pałeczka będzie po stronie „zielonego”. Ryzykiem na rynkach kapitałowych pozostają także środowe wyniki spółki NVIDIA, której udziały w indeksie S&P500 przekroczyły 8%. Jeżeli rezultaty największej firmy na świecie zawiodą, staną się argumentem do forsowania narracji zakończenia boomu na AI, na co czeka nie tylko Michael Burry (inwestor, który przewidział wielki krach w 2008 roku). Obawy tlą się również wokół czwartkowych danych z amerykańskiego rynku pracy, które zostaną opublikowane pierwszy raz odkąd zamknięto rząd USA. Ostatecznie rynek woli grać ostrożnie i wybiera bezpieczeństwo. Inwestorzy uznają, że aktualnie na rynku znajduje się zbyt wiele czynników ryzyka, które mogą doprowadzić do eskalacji strachu. Korzysta na tym dolar, który jako bezpieczna przystań pozostaje silny na forex. W konsekwencji kurs EUR/USD wtorkowego południa zniżkuje do 1,158 USD.

Aktywa ryzykowne krwawią

Pogłębiająca się niepewność uderza w klasę aktywów kojarzonych z większym ryzykiem. Wśród walut tradycyjnych mowa o koszyku walut gospodarek rozwijających się, do którego należy złoty. Krajowa waluta podczas wtorkowej sesji ugina się pod naciskiem narastającego niepokoju, z którego korzysta dolar. Chwilę po południu kurs USD/PLN przebił poziom 3,66 PLN, a kurs EUR/PLN znajduje się powyżej 4,24 PLN. Podobnie wygląda sytuacja na funcie i franku. Wykres GBP/PLN zwyżkuje ponad 4,81 PLN, za to CHF/PLN chce wrócić do 4,60 PLN. Strach wyczuwalny jest także na parkietach giełdowych, gdzie zagościł kolor czerwony. W momencie pisania tekstu polski WIG20 spada o 2,03%, a niemiecki DAX o 1,24%. „Krew” lała się dziś w Azji, a kontrakty terminowe na indeksy amerykańskie również zniżkują. Spadki widać także na surowcach, gdzie chociażby o poranku złoto wróciło do wyceny 4000 USD za uncję. Najgorzej radzi sobie młody rynek kryptowalut. Bitcoin sięgnął lokalnego dna poniżej poziomu 90 000 USD za sztukę, co jest najniższą wyceną od połowy kwietnia.

Co dalej z jenem?

Skoro cały dzisiejszy tekst jest o obawach, nie mogę pominąć tematu japońskiej waluty. Kurs USD/JPY w trakcie wczorajszej sesji przebił poziom 155 JPY (gdzie ostatnio był na przełomie stycznia i lutego) i nic nie wskazuje na to, aby chciał zawrócić. To wzmacnia obawy o możliwą interwencję walutową, mającą powstrzymać dalsze osłabienie jena. Uwagę inwestorów zwracają także niepokojące wzrosty rentowności japońskich obligacji skarbowych. Obydwa tematy z pewnością zostaną poddane dyskusji podczas dzisiejszego spotkania premierki Takaichi z prezesem Banku Japonii. Do tego dochodzi kwestia wieści o zwiększonym pakiecie gospodarczym, który rzuca cień wątpliwości na rychłe podwyżki stóp procentowych w Japonii. Obawy budzą także rosnące napięcia z Chinami w sprawie Tajwanu. Tak wiele niepewności wokół Japonii, w połączeniu z umocnieniem amerykańskiego dolara, rozbudza wyobraźnię rynków. Część spekulantów zastanawia się czy jeszcze w tym roku wykres USD/PLN może wrócić do poziomu zeszłorocznych szczytów przy 162 JPY.

Awaria Cloudflare dotknęła 20% światowego Internetu

18 listopada 2025 r. duża część Internetu po prostu przestała działać. Winna była awaria u jednego z dostawców usług infrastrukturalnych – Cloudflare. Przez kilka godzin użytkownicy na całym świecie widzieli komunikaty o błędach, a problemy zgłaszały m.in. X, ChatGPT, Canva, Spotify, niektóre serwisy informacyjne czy usługi płatnicze. W przyszłości takie awarie mogą być wywoływane przez cyberprzestępców – ostrzegają eskperci Check Point Software.

Cloudflare to jeden z kluczowych „niewidocznych” elementów internetu: świadczy usługi CDN, DNS, ochrony przed DDoS, zarządza certyfikatami SSL/TLS i ruchem sieciowym dla milionów serwisów – od mediów i e-commerce po aplikacje SaaS i systemy korporacyjne. Szacuje się, że obsługuje ok. 20 proc. światowego ruchu www, w tym znaczną część najpopularniejszych witryn. We wtorek przed południem czasu polskiego firma potwierdziła na swojej stronie statusowej „szeroko rozpowszechnione błędy 500” oraz problemy z panelem Cloudflare Dashboard i API. W trakcie prac naprawczych tymczasowo wyłączono m.in. dostęp do usługi WARP w Londynie, co dodatkowo utrudniło życie części użytkowników VPN.

Według doniesień agencyjnych źródłem był wewnętrzny problem związany z „nietypowym skokiem ruchu”, który zakłócił trasowanie wewnątrz sieci Cloudflare. Firma wdrożyła poprawki i stopniowo przywracała działanie usług, ale przez długi czas utrzymywały się podwyższone poziomy błędów.

Skala awarii najlepiej pokazuje, jak bardzo zcentralizowany jest dziś internet. Z usług Cloudflare korzystają giganci tacy jak X, OpenAI (ChatGPT), Spotify, Canva, Perplexity, a także wielu wydawców medialnych, serwisów streamingowych i firm z list Fortune 1000. To nie poszczególne firmy „padły” jedna po drugiej – załamała się wspólna warstwa, na której wszyscy się opierają. Dla użytkownika widoczny był tylko prosty komunikat błędu, ale przerwa sięgała głęboko w systemy podtrzymujące działanie usług informacyjnych, płatności czy komunikacji.

– Kiedy platforma tej skali się potyka, skutki rozchodzą się błyskawicznie, szeroko i wszyscy odczuwają je jednocześnie – komentuje Wojciech Głażewski, dyrektor zarządzający polskiego oddziału Check Point Software Technologies. – To nie jest seria pojedynczych awarii po stronie organizacji, ale problem z jedną warstwą, z której wszyscy korzystają.

Cyberbezpieczeństwo: awaria to także szansa dla atakujących

Choć obecnie nic nie wskazuje na to, by awaria Cloudflare była skutkiem cyberataku, a raczej wewnętrznego błędu technicznego, eksperci jednak zwracają uwagę na inny wymiar problemu.

Każda platforma, która przenosi tak dużą część światowego ruchu, staje się naturalnym celem. Nawet niezamierzona awaria generuje niepewność, którą atakujący potrafią wykorzystać. Gdyby incydent tej skali został wywołany celowo, zakłócenia dotknęłyby państw, które opierają na takich platformach komunikację z obywatelami i świadczenie podstawowych usług. – uważa Głażewski.

Ekspert Check Pointa zauważa, że okno chaosu – gdy część systemów „stoi”, a administratorzy walczą o przywrócenie dostępności – to idealny moment m.in. na kampanie phishingowe (np. „Twoje konto zostało zablokowane przez awarię, zaloguj się ponownie”), ataki socjotechniczne na helpdeski czy próby ukrycia złośliwego ruchu w ogólnym szumie sieciowym.

Dzisiejsze zdarzenie wpisuje się w szerszy trend, który widać było już przy niedawnych awariach AWS i Microsoft Azure – pojedyncze incydenty po stronie dużych dostawców chmury potrafią na godziny zatrzymać dziesiątki popularnych usług i aplikacji.

Wiele organizacji wciąż prowadzi cały ruch jedną trasą, bez realnego planu awaryjnego. Gdy ta trasa zawodzi, nie ma dokąd przełączyć usług. To powtarzająca się słabość, którą ciągle obserwujemy – mówi Wojciech Głażewski.

Z punktu widzenia biznesu wybór „jednego wielkiego” bywa racjonalny: skala oznacza niższe koszty, dostęp do zaawansowanych narzędzi bezpieczeństwa i wydajność, na którą mniejsze organizacje nie mogłyby sobie pozwolić samodzielnie. Problem pojawia się wtedy, gdy ta skala staje się również pojedynczym punktem awarii dla tysięcy firm naraz.

Duże platformy przynoszą realne korzyści, ale takie wydarzenia pokazują cenę tej decyzji. Dopóki nie zbudujemy prawdziwej różnorodności i nadmiarowości w infrastrukturze, każda kolejna awaria będzie uderzać w użytkowników mocniej, niż powinna – podsumowuje przedstawiciel Check Pointa.

Ożywienie na rynku nieruchomości komercyjnych. Inwestycje mogą sięgnąć 4 mld euro w 2025 r.

Od początku roku do końca września wartość transakcji inwestycyjnych na rynku nieruchomości komercyjnych w Polsce wyniosła 2,6 mld euro. Choć inwestorzy wciąż podchodzą z rezerwą do nowych projektów rynek wysyła wyraźne sygnały stabilizacji i zwiastuje ożywienie w końcówce roku. Według raportu BNP Paribas Real Estate Poland „Review. Rynek inwestycyjny w Polsce – III kwartał 2025”, całkowity wolumen inwestycji w 2025 roku może przekroczyć 4 mld euro.

Stabilność rynku

Pomimo utrzymujących się wyzwań makroekonomicznych i geopolitycznych, krajowy rynek nieruchomości komercyjnych pozostaje odporny, przyciągając inwestorów o zrównoważonym podejściu. W trzecim kwartale sfinalizowano transakcje stanowiące 25% całkowitego wolumenu inwestycji od początku roku.

Biura na prowadzeniu

Największy udział w strukturze rynku mają aktywa biurowe, które odpowiadają za 35% wartości wszystkich transakcji od początku roku (899 mln euro). Wśród najważniejszych transakcji okresu był zakup udziałów w spółce będącej właścicielem budynku Mennica Legacy Tower w Warszawie o wartości 180 mln zł.

Logistyka i handel w formie

Aktywa handlowe i logistyczne niezmiennie pozostają w centrum uwagi inwestorów, wspierane przez utrzymujący się wysoki poziom konsumpcji prywatnej oraz dynamiczny rozwój sprzedaży internetowej. Do końca września sektor powierzchni przemysłowo-logistycznych utrzymał silną pozycję, osiągając wolumen na poziomie 873 mln euro – to wzrost o 18% względem analogicznego okresu ubiegłego roku. Stabilność wykazuje również sektor handlowy, którego wartość transakcji wyniosła 453 mln euro.

Szczególnym zainteresowaniem kupujących cieszą się parki handlowe, które dzięki niższym kosztom operacyjnym oraz silnemu zakorzenieniu w lokalnych społecznościach, wykazują dużą odporność na wahania koniunktury.

Kapitał krajowy coraz bardziej aktywny

Polscy inwestorzy zyskują na znaczeniu – w trzecim kwartale 2025 roku odpowiadali już za 36% wartości zawartych transakcji, a od początku roku za 22%. Ich inwestycje coraz częściej koncentrują się na projektach o profilu „value add” i „opportunistic”.

W całkowitej strukturze kapitału dominują inwestorzy z Europy (1,69 mld euro, czyli 66% zainwestowanych środków). Na drugim miejscu uplasowali się inwestorzy z Ameryki, którzy odpowiadają za 15% całkowitego wolumenu transakcji (385 mln euro), a następnie inwestorzy z Bliskiego Wschodu z udziałem 11% (276 mln EUR).

Mniejsze i średnie transakcje w czołówce

Wolumen transakcji od początku roku wykazuje znaczące zróżnicowanie w zależności od ich wielkości. Największą dynamikę wzrostu odnotowano w segmencie inwestycji o wartości 40-100 mln euro, który osiągnął 1 137 mln euro, co stanowi wzrost aż o 57% rok do roku. Tego typu transakcje dominują w sektorze biurowym oraz przemysłowo-logistycznym.

Stabilność wykazały transakcje średnie w przedziale 20-40 mln euro, które odnotowały lekki wzrost o 1,3% (577 mln euro). Od początku roku największy wolumen zanotował sektor handlowy.

Największy spadek, na poziomie 55% w porównaniu do poprzedniego roku, dotyczy dużych inwestycji – powyżej 100 mln euro, co wskazuje na utrzymujące się zainteresowanie nimi jako bardziej typowymi dla rynku aktywami. Od początku roku w tym przedziale zanotowano transakcje o łącznej wartości 434 mln euro.

Stopy kapitalizacji bez zmian

W trzecim kwartale 2025 roku stopy kapitalizacji dla najlepszych aktywów w Polsce pozostały stabilne i nie zmieniły się względem poprzedniego kwartału, osiągając odpowiednio poziom: 5,25% dla obiektów logistycznych typu e-commerce, 6,25% dla biur i magazynów, 6,50% dla centrów handlowych oraz 7,00% dla parków handlowych. Brak kompresji stawek potwierdza ostrożność inwestorów.

Zdecydowana większość transakcji zawieranych na rynku to transakcje aktywów o profilu „value-add”, w przypadku których stopy kapitalizacji znacząco odbiegają od rynku prime. Inwestorów z kapitałem na aktywa typu „core” jest niewielu i jest to trend zauważalny nie tylko w Polsce, ale również na innych rynkach Europy – wskazuje Karolina Wojciechowska, Dyrektorka, Dział Rynków Kapitałowych BNP Paribas Real Estate Poland.

Optymistyczne prognozy na koniec roku

Perspektywy dla polskiej gospodarki pozostają korzystne. Oczekuje się, że Europejski Bank Centralny utrzyma stopy procentowe na poziomie 2% do końca 2026 roku, co z pewnością będzie sprzyjać dalszej stabilizacji kosztów finansowania. Jak zauważają eksperci, na rynku pojawiają się nowi inwestorzy, co w dłuższej perspektywie może przełożyć się na wzrost konkurencyjności i pozytywnie wpłynąć na płynności sektora.

W dłuższej perspektywie polska gospodarka zyska na szerokich programach rozwojowych finansowanych z Krajowego Programu Odbudowy, europejskiej reindustrializacji oraz dynamicznej automatyzacji i cyfryzacji, gdzie Polska wyróżnia się wysoko wykwalifikowaną kadrą IT. Realizacja tych zmian będzie wymagała nowoczesnych, wysokiej jakości nieruchomości komercyjnych, co powinno przełożyć się na wzrost napływu kapitału inwestycyjnego na rynek – ocenia Mateusz Skubiszewski, Dyrektor Działu Rynków Kapitałowych, BNP Paribas Real Estate Poland.

Czwarty kwartał zapowiada się jako okres wzmożonej aktywności – spodziewane jest sfinalizowanie kilku dużych transakcji o wartości przekraczającej 100 mln euro. W efekcie całkowity wolumen inwestycji w 2025 roku może przekroczyć 4 mld euro.

Banki wchodzą w erę pełnoskalowych wdrożeń AI

Sztuczna inteligencja coraz mocniej wpływa na sposób, w jaki banki zarządzają ryzykiem, efektywnością i relacjami z klientami. Jak wynika z najnowszego raportu firmy doradczej Deloitte „2026 Banking & Capital Markets Outlook”, sektor bankowy wejdzie w 2026 r. w relatywnie dobrej kondycji, ale przy rosnącej presji transformacyjnej. Instytucje finansowe coraz częściej będą wdrażać rozwiązania oparte na AI w skali całej organizacji, a równolegle inwestować w bardziej zaawansowane systemy przeciwdziałania przestępczości finansowej, której skala i złożoność stale rośnie. Nadchodzący rok będzie więc czasem decyzji, a nie kolejnych prób – przewagę zyskają te instytucje, które przejdą od eksperymentów do pełnoskalowych wdrożeń.

Między optymizmem a ostrożnością

Podczas gdy amerykański sektor bankowy rozpocznie 2026 r. w warunkach dużej niepewności makroekonomicznej, zróżnicowanych nastrojów konsumentów i utrzymującej się presji inflacyjnej,

europejskie banki wykazują wyraźne oznaki odbudowy. Jak wynika z danych CFRA Research, do sierpnia 2025 r. wartość ich akcji wzrosła średnio o 45 proc. r/r, co świadczy o solidnych fundamentach finansowych instytucji i rosnącym zaufaniu inwestorów.

Jednocześnie eksperci wskazują, że sektor bankowy z naszego regionu może spodziewać się ożywienia akcji kredytowej w związku ze spadkiem stóp procentowych oraz stałego wsparcia ze strony dochodów pozaodsetkowych. Chociaż możliwe jest lekkie pogorszenie z powodu ceł handlowych, sytuacja pozostanie w dużej mierze pod kontrolą. Po latach stagnacji, podmioty ze Starego Kontynentu mogą w nadchodzących latach liczyć na poprawę wzrostu gospodarczego, zarówno organicznie, jak i poprzez konsolidację.

Na horyzoncie widać też zmiany wynikające z rosnącej roli cyfrowych form pieniądza. W Stanach Zjednoczonych dyskusję napędza rozwój stablecoinów i ich możliwy wpływ na modele płatnicze – szczególnie po uchwaleniu ustawy GENIUS, która otworzyła tradycyjnym instytucjom drogę do zaangażowania się w tokenizowane aktywa cyfrowe. W Europie kierunek wyznaczać będzie wdrażanie regulacji MiCA, wprowadzającej jednolite zasady emisji i obrotu aktywami cyfrowymi oraz zwiększającej transparentność działania podmiotów świadczących usługi w tym obszarze.

Banki z Europy, w tym Polski, nauczyły się działać w warunkach długotrwałej niepewności – dziś ich największym atutem jest stabilność, a najistotniejszym wyzwaniem tempo zmian. Spadek stóp procentowych tworzy przestrzeń do odbudowy akcji kredytowej, ale równocześnie zwiększa presję, by inwestycje w technologię przynosiły wymierne rezultaty. W tle rośnie też skala zagrożeń operacyjnych, w tym cyberataków wspieranych narzędziami AI, co dodatkowo podnosi poprzeczkę w zakresie bezpieczeństwa i modernizacji infrastruktury. Po latach budowania odporności finansowej sektor wchodzi więc w etap, w którym o przewadze zadecyduje nie deklarowana ambicja, lecz jakość wdrożeń – w tym zdolność do wykorzystania sztucznej inteligencji w sposób skalowalny. Widać coraz więcej projektów wychodzących poza fazę testów, choć tempo i dojrzałość tych rozwiązań nadal znacząco się różnią. To przesunięcie – z fazy ostrożności do rozwoju – będzie definiować europejską bankowość w najbliższych latach – mówi Przemysław Szczygielski, partner, lider usług dla sektora finansowego w Polsce, państwach bałtyckich i w Ukrainie, lider zespołu Financial Institutions Risk and Regulatory, Deloitte.

Rosnące inwestycje, opóźniony zwrot z inwestycji

Autorzy opracowania zwracają uwagę, że mimo rosnącego zainteresowania sztuczną inteligencją wiele banków wciąż prowadzi projekty AI w sposób rozproszony, bez wspólnej architektury danych i jasno zdefiniowanych celów biznesowych. Dodatkowo, najnowszy globalny raport Deloitte „AI ROI” pokazuje, że choć 91 proc. badanych organizacji z różnych sektorów planuje w najbliższych 12 miesiącach zwiększyć wydatki na AI, to zwrot z tego typu projektu pojawia się zazwyczaj dopiero po dwóch do czterech latach – znacznie wolniej niż w przypadku innych technologii. Jednym z powodów jest to, że wiele inicjatyw AI powstaje na bazie danych, które nie są jeszcze w pełni gotowe do takiego wykorzystania, co utrudnia mierzenie efektów i spowalnia skalowanie.

Instytucje finansowe coraz częściej dostrzegają potencjał AI, jednak największym wyzwaniem jest przekucie tej świadomości w rozwiązania funkcjonujące w skali całej organizacji. W wielu przypadkach ograniczeniem pozostają słabe fundamenty danych, rozproszone systemy i brak jasno zdefiniowanego modelu zarządzania, co prowadzi do powielania inicjatyw i utrudnia ocenę efektów. Z naszych analiz wynika też, że zwrot z inwestycji następuje stopniowo – pełny efekt AI zwykle wymaga uporządkowania danych, procesów i sposobu pracy zespołów. Dlatego wdrożenia, które przynoszą trwałą wartość, potrzebują połączenia strategii, ładu korporacyjnego i dyscypliny inwestycyjnej – dopiero wtedy sztuczna inteligencja przestaje być serią projektów pilotażowych, a staje się ważnym narzędziem transformacji – podkreśla Tomasz Tarasiuk, partner oraz lider sektora bankowego w dziale Consultingu, Deloitte.

Istotnym kierunkiem w dalszym rozwoju będzie więc przejście od odizolowanych pilotaży do wdrażania rozwiązań AI zintegrowanych z działalnością całego banku. Postępy w tym obszarze mogą ograniczać rozproszone i niekompletne zasoby danych. Jak wynika z badania Deloitte Banking & Capital Markets Data and Analytics Market Survey 2024, ponad 90 proc. specjalistów z sektora bankowego wskazuje, że potrzebne dane są często niedostępne lub ich pozyskanie zajmuje zbyt dużo czasu. Dla 81 proc. respondentów głównym wyzwaniem pozostaje ich jakość. Eksperci podkreślają, że w kolejnych latach coraz większe znaczenie zyska tzw. agentowa AI – systemy zdolne nie tylko do realizacji poleceń, lecz także do samodzielnego podejmowania inicjatywy, analizowania danych i wykonywania zadań w oparciu o zdefiniowane cele oraz zasady zgodności.

Rosnąca złożoność ryzyka

Wyraźniejsze wykorzystanie sztucznej inteligencji w bankowości pociąga za sobą także potrzebę wzmocnienia procedur bezpieczeństwa i kontroli operacyjnych. Skala wyzwań jest już dziś widoczna – w 2024 r. amerykańskie instytucje finansowe złożyły rekordowe 2,6 mln raportów o podejrzanym działaniu (SAR), co stanowiło średnio 7,1 tys. zgłoszeń dziennie. Równolegle rośnie liczba postępowań nadzorczych dotyczących naruszeń przepisów ustawy o tajemnicy bankowej (BSA) oraz przeciwdziałania praniu pieniędzy (AML). Dane te pokazują, że tradycyjne modele nadzoru i kontroli przestają być wystarczające wobec rosnącej skali, tempa i złożoności przestępczości finansowej oraz coraz większej presji regulacyjnej.

W nadchodzących latach nadzorcy będą oczekiwać od banków jeszcze skuteczniejszego monitorowania przepływów finansowych i szybszej reakcji na nowe formy nadużyć – od prania pieniędzy w handlu międzynarodowym po wykorzystywanie aktywów cyfrowych i sztucznej inteligencji do tworzenia fałszywych tożsamości i ukrywania źródeł transakcji. W rezultacie podmioty, które nie zbudują bardziej zaawansowanego technologicznie systemu zarządzania przestępczością finansową, mogą być coraz bardziej podatne na straty finansowe i ataki przestępcze.

Z tego względu podmioty z sektora coraz częściej wykorzystują analitykę predykcyjną i modele uczenia maszynowego w procesach AML. Wdrażane są również narzędzia wspierające procesy KYC przy wykorzystaniu generatywnej sztucznej inteligencji (GenAI). Zintegrowane architektury danych pozwalają łączyć informacje transakcyjne, behawioralne i kontekstowe w jeden system monitorowania ryzyka, co skraca czas reakcji i ogranicza liczbę fałszywych alertów.

Widzimy wyraźne przesunięcie w stronę wykorzystania narzędzi opartych na uczeniu maszynowym w analizie transakcji, które są zdolne do rozpoznawania subtelnych zmian w zachowaniach klientów czy przepływach transakcyjnych, a także identyfikowaniu schematów podejrzanych działań. Coraz częściej wykorzystywane jest również GenAI, które wspiera analizę skomplikowanych dokumentów i pozwala przyspieszyć wiele procesów, aby w sposób bardziej efektywny wykorzystać istniejące zasoby ludzkie. To wymaga nie tylko inwestycji w technologię, ale także w rozwój kompetencji zespołu i zmianę procesów – podkreśla Paweł Spławski, partner w zespole Risk, Regulatory and Forensic, Deloitte.

Planeta wyleczona? Warstwa ozonowa odbudowuje się szybciej, niż sądzono

0

Kiedy w latach 80. XX wieku naukowcy ogłosili, że nad Antarktydą pojawiła się „dziura ozonowa” – gigantyczny obszar niemal pozbawiony ochronnej warstwy gazu chroniącego życie przed promieniowaniem ultrafioletowym – wielu uznało to za zapowiedź globalnej katastrofy, której nie da w prosty sposób powstrzymać. Dziś, kilkadziesiąt lat później, historia ta stała się jednym z najbardziej inspirujących przykładów międzynarodowej współpracy naukowej i politycznej, pokazując, że jeśli zastosujemy skuteczne działania, można odbudować nawet najbardziej zagrożone fragmenty naszej planety i prawdopodobnie przywrócić równowagę w środowisku.

W latach 70. i 80. XX wieku naukowcy zaczęli dostrzegać narastający problem – w stratosferze nad regionami polarnymi, zwłaszcza nad Antarktydą, zaczęła pojawiać się „dziura ozonowa”. Widoczne uszczuplenie warstwy ozonowej w tych miejscach nie było zwykłą anomalią atmosferyczną, lecz skutkiem emisji do atmosfery freonów, tj. węglowodorów alifatycznych zawierających chloro- i fluoropochodne, stosowanych w przemyśle i wykorzystywanych powszechnie w chłodnictwie oraz w aerozolach kosmetycznych. Pod wpływem promieniowania ultrafioletowego freony rozpadały się na wolne pierwiastki, a fluor oraz chlor wchodziły w reakcję z cząsteczkami ozonu, powodując ich rozpad w warstwie stratosferycznej atmosfery, która chroni życie na Ziemi przed szkodliwym promieniowaniem UV.

Chemia w stratosferze: jak powstawała dziura

Niestety, już wkrótce okazało się, że pozornie najlepsze cechy freonów: trwałość, obojętność i lotność, powodują, że związki te są olbrzymim zagrożeniem dla życia na Ziemi. Uwolnione freony nie gromadzą się w dolnych warstwach atmosfery, tylko przemieszczają się w jej górne partie – do ozonosfery. Dzięki trwałości i małej reaktywności, mogą tam pozostawać przez setki lat. Jednak pod wpływem światła ultrafioletowego (UV) freony rozpadają się na wolne pierwiastki:

Węgiel powstały w rozpadzie ulega spalaniu, jednak fluor, a szczególnie chlor, wchodzą w reakcję z cząsteczkami ozonu (O3) powodując ich rozpad i powstanie tlenków fluoru i chloru oraz cząsteczek tlenu (O2). Zjawisko rozpadu freonów i ich niszczącego wpływu na warstwę ozonową przewidzieli w 1971 dwaj chemicy: Amerykanin Sherwood Rowland i Meksykanin Mario Molina. Ich hipoteza badawcza została ostro zaatakowana przez koncerny produkujące olbrzymie ilości freonów, obawiające się o utratę źródła dochodów. Spowodowało to, iż obaj chemicy postanowili udowodnić swoją teorię. Przeprowadzili serię badań w atmosferze na wysokości ponad 34000 metrów, używając stratostatów z freonem. W trakcie badań wykazali, że pojedynczy atom chloru może katalitycznie zniszczyć nawet kilkadziesiąt tysięcy cząsteczek ozonu, co tłumaczy szybkość degradacji warstwy ozonowej. W roku 1976 Komisja ds. Ochrony Środowiska ONZ oraz rządy USA, Kanady i krajów Commonwealth umieściły freony na liście związków stanowiących zagrożenie dla środowiska.

Protokół Montrealski: początek zmiany

Sytuacja zaczęła się zmieniać dzięki globalnemu porozumieniu – Protokołowi Montrealskiemu z 1987 roku, który zakazał produkcji wielu substancji niszczących ozon. Kolejne poprawki i regulacje doprowadziły do stopniowego ograniczenia emisji tych związków, co spowodowało stopniowy spadek poziomu chloru i fluoru w stratosferze. Proces ten zachodził powoli – związki te pozostają w atmosferze przez dziesięciolecia.

Dziś, po latach obserwacji i badań, wiadomo, że globalny wysiłek przyniósł realne efekty. Światowa Organizacja Meteorologiczna (WMO) podkreśla w najnowszych raportach, że warstwa ozonowa znajduje się na ścieżce do odbudowy. Prognozy wskazują, że jeśli obecne polityki zostaną utrzymane, ozon może wrócić do poziomów sprzed lat 80. XX wieku – dla większości świata około roku 2040, dla Arktyki około 2045, a nad Antarktydą dopiero około 2066.

– Historia dziury ozonowej pokazuje, że ludzkość potrafi skutecznie działać globalnie, gdy problem jest naukowo rozpoznany i politycznie traktowany poważnie. Dzięki wdrożeniu w życie zapisów protokołu montrealskiego obserwujemy już dziś realny proces odbudowy warstwy ozonowej, co daje nadzieję, że do 2040 roku możemy osiągnąć większość założonych kamieni milowych tego procesu, a w połowie XXI wieku niemal pełne przywrócenie zasobów warstwy ochronnej stanie się faktem – komentuje dr inż. Krzysztof Skotak, kierownik Zakładu Monitoringu Środowiska w IOŚ-PIB.

W 1995 roku wspomniani Rowland, Molina oraz Paul Crutzen otrzymali w 1995 roku Nagrodę Nobla w dziedzinie chemii za pracę nad zmianami ilości ozonu.

Prognozy walutowe: kurs euro stabilnie przy 4,25, kurs dolara może spaść w okolice 3,50

Stwierdzenie, że Polska w ostatnim czasie dołączyła do grona najważniejszych gospodarek świata nie będzie nadużyciem. Nie oznacza to jednak, że każdy aspekt sytuacji gospodarczej jest perfekcyjny, a niektóre rysy na obrazie stają się wyraźniejsze. Mimo to cały czas solidne fundamenty makro i stosunkowo korzystne otoczenie zewnętrzne sprzyjają złotemu, który w parze z euro powinien nadal utrzymywać się w okolicy 4,25.

Kluczowe punkty:

  • Kurs EUR/PLN utrzymuje się w wąskim przedziale.
  • Ceny i płace wyhamowały.
  • NBP dalej tnie stopy, nadchodzi dalsze rozluźnianie polityki monetarnej.
  • Wzrost gospodarczy pozostaje dość silny.
  • Deficyt fiskalny istotnie wzrósł w ostatnim czasie.
  • Prognozujemy stabilny kurs EUR/PLN, bliski obecnych poziomów.

Od początku 2025 r. złoty jest jedną z najlepiej radzących sobie walut rynków wschodzących i obecnie plasuje się mniej więcej w połowie zestawienia walut europejskich. Mimo zmian zarówno w globalnym handlu, jak i apetycie inwestorów na ryzyko, zmienność kursu EUR/PLN była w ostatnich sześciu miesiącach ograniczona, a para utrzymuje się blisko naszej długoterminowej prognozy na poziomie 4,25.

Wykres 1: Kurs EUR/PLN (rok)

Otoczenie zewnętrzne – które historycznie było kluczowe dla walut gospodarek wzajemnie powiązanych, takich jak Polska – jest stosunkowo korzystne. Wynoszące 15% cła nałożone przez USA na UE nie są wprawdzie katalizatorem wzrostu, lecz ekspozycja Polski na nie jest dość ograniczona; jej eksport do USA stanowi zaledwie 3,5% całości. Spadek niepewności handlowej powinien dobrze wpływać na nastroje konsumentów i przedsiębiorców. Co więcej, znaczna stymulacja fiskalna w Niemczech, które są najbliższym partnerem handlowym Polski, dobrze wróży perspektywom.

Wzrost gospodarczy pozostaje solidny, choć aktywność jest nierówna

Jak dotąd wzrost był stosunkowo dobry – w ostatnich kwartałach przekroczył 3%. Oczekuje się kontynuacji tego trendu. Roczna dynamika PKB prawdopodobnie wzrośnie do ok. 3,5% w tym roku i utrzyma się na podobnym poziomie w kolejnym. Silna aktywność gospodarcza i aprecjacja złotego w ostatnich latach pozwoliły Polsce na znalezienie się wśród dwudziestu największych gospodarek świata, a jej PKB per capita (według parytetu siły nabywczej) przekroczyło w tym roku to w Japonii. Sukces Polski zaczyna być globalnie zauważany, a polskie akcje były w ostatnich miesiącach jednymi z najlepiej radzących sobie na świecie.

Aktywność gospodarcza jest od jakiegoś czasu dość nierówna – dominuje konsumpcja, inwestycje są zaś dość wątłe. Uwagę zwraca coraz wyraźniej zarysowane ochłodzenie na rynku pracy. Stopa bezrobocia wzrosła we wrześniu do najwyższego od półtora roku poziomu 5,6%. Jednocześnie wzrost płac zwolnił do najsłabszego od lutego 2021 r. tempa (7,1%), nim nieznacznie wzrósł. Pogorszenie warunków było po części spodziewane (szczególnie na froncie płacowym), a jego skala była dość ograniczona i nie osłabiła istotnie nastrojów konsumentów. Choć ochłodzenie na rynku pracy nie jest bardzo silne, będziemy je bacznie obserwować.

Deficyt fiskalny istotnie rośnie, zwracając uwagę

Z podobną uwagą będziemy śledzić sytuację fiskalną. Polski deficyt zakończy rok w okolicy 7% PKB, a jego spadek ma być powolny. Jest to po części konsekwencja zwiększenia wydatków militarnych, spowodowanego rosnącą rosyjską agresją (o czym świadczy chociażby wrześniowy nalot dronów). Zauważyły to agencje ratingowe – dwie z trzech najważniejszych (Fitch i Moody’s) obniżyły perspektywę ratingu Polski ze stabilnej na negatywną. Jest to pokłosie projekcji zakładających istotny wzrost zadłużenia. Po dobiciu do 65% PKB w 2026 r. trend ten najpewniej będzie kontynuowany także i w kolejnych latach.

Dalsze cięcia stóp procentowych w 2026 r. – do ok. 3,5%

Ochłodzenie na rynku pracy w połączeniu ze stabilizacją inflacji w przedziale celu Narodowego Banku Polskiego (2,5% ± 1 pp.) pozwoliło na dalsze cięcia stóp procentowych. Dotąd w tym roku bank obniżył je o 150 pb, przy czym do ruchów o 25 pb. doszło na każdym z ostatnich czterech posiedzeń.

Spodziewamy się kontynuacji cięć w 2026 r., choć uważamy, że przestrzeń na nie jest ograniczona, przede wszystkim przez wysoki deficyt fiskalny, o którym wielokrotnie wspominał prezes Adam Glapiński. Podejrzewamy, że jeśli rozluźnienie na rynku pracy nie stanie się silniejsze, stopa referencyjna w pierwszej połowie przyszłego roku prawdopodobnie znajdzie się na poziomie ok. 3,5% (wobec obecnego poziomu 4,25%), z czym zgadzają się rynki.

Wykres 2: Referencyjna stopa procentowa NBP (2015 – 2025)

 

EUR/PLN bliskie 4,25 w przewidywalnej przyszłości

Uważamy, że złoty utrzyma swoją pozycję względem euro w horyzoncie naszej prognozy. Polska nie powinna odnieść większych strat z racji amerykańskich ceł, jej perspektywy gospodarcze są pozytywne, stopy procentowe pozostają stosunkowo wysokie, a jej fundamenty makroekonomiczne są w większości zdrowe.

Sytuacja fiskalna może okazać się w przyszłości wyzwaniem. Niemniej dług publiczny pozostaje niski względem standardów unijnych i gospodarek rozwiniętych i nie ma widocznych trudności z plasowaniem tego długu na rynku, nie jesteśmy więc na razie szczególnie zaniepokojeni. Podtrzymujemy nasz pogląd na EUR/PLN i w horyzoncie naszej prognozy pozostawiamy prognozę kursu tej pary na niezmienionym poziomie 4,25.

  EUR/USD USD/PLN EUR/PLN*
E-2025 1,18 3,60 4,25
Q1-2026 1,19 3,55 4,25
Q2-2026 1,20 3,55 4,25
Q3-2026 1,21 3,50 4,25
E-2026 1,21 3,50 4,25

*prognoza EUR/PLN jest prognozą złotego,

prognoza EUR/USD ma kluczowe znaczenie dla prognozy USD/PLN

Przejrzystość wynagrodzeń – pierwsze zmiany już 24 grudnia 2025. Polskie firmy mają kilka tygodni

  • Od 24 grudnia 2025 r. pracodawcy będą musieli ujawniać widełki płacowe w ofertach pracy oraz ustalić nazwy stanowisk neutralnie płciowo – wynika z propozycji polskiej ustawy.
  • To także ostatni moment na wprowadzenie zmian w organizacjach przed rozpoczęciem okresu, który będzie podlegał pierwszemu raportowaniu w 2027 roku.
  • Dane z globalnego badania Aon pokazują skalę wyzwania: tylko 13% europejskich organizacji uważa się za gotowych na wprowadzenie przejrzystości wynagrodzeń, a aż 29% przyznaje, że ich poziom gotowości nie poprawił się w ciągu ostatnich 12 miesięcy.

Polska ustawa o przejrzystości wynagrodzeń częściowo ma wejść w życie już w grudniu. Od tego momentu w ofertach pracy lub przed pierwszą rozmową kwalifikacyjną pracodawca będzie musiał ujawnić początkową wysokość wynagrodzenia lub widełki płacowe. Ogłoszenia i nazwy stanowisk będą musiały być neutralne płciowo, a pracodawca nie będzie mógł pytać kandydata o jego poprzednie wynagrodzenie.

Z badania Aon Global Pay Transparency Study 2025 wynika, że tylko 24% europejskich firm przeprowadziło niezależną analizę równości wynagrodzeń w ciągu ostatnich 12-18 miesięcy, a 13% nigdy tego nie robiło.

Obecnie 64% europejskich firm ma widełki płacowe, ale nie komunikuje ich pracownikom.

Mamy dosłownie kilka tygodni, by przygotować się do pierwszych zmian, i maksymalnie jeden cykl płacowy, by wdrożyć solidne struktury przed pełną transpozycją dyrektywy UE do prawa w czerwcu 2026 roku – wyjaśnia Karolina Hernik, Employee Benefit Practice Leader w Aon Polska.

Dlaczego grudzień jest kluczowy?

Koniec 2025 roku ma podwójne znaczenie. Od 24 grudnia wchodzą przepisy, które natychmiast wpłyną na rekrutację i komunikację z pracownikami. To także ostatnia okazja na korekty wynagrodzeń przed 2026 rokiem, którego dane posłużą do pierwszego publicznego raportu o luce płacowej w 2027 roku.

Pełna transpozycja dyrektywy UE nastąpi w czerwcu 2026. Firmy zatrudniające co najmniej 250 osób będą raportować co roku, a organizacje zatrudniające od 100 do 249 pracowników – co 3 lata (pierwszy raport w 2031 roku).

Co trzeba przygotować już teraz?

Pilny audyt obecnego stanu, który powinien zakończyć się do końca listopada, musi obejmować analizę luki płacowej, przegląd architektury stanowisk oraz ocenę jakości danych w systemach HR. Warto również zweryfikować benefity, ponieważ ich wartość będzie podlegała raportowaniu.

Firmy, które do tej pory nie miały formalnych widełek płacowych, muszą je stworzyć w ciągu najbliższych tygodni. Potrzebna jest analiza rynku, przegląd wewnętrznych stanowisk i uzgodnienia z zarządem – podkreśla Karolina Hernik.

Dyrektywa UE wymaga neutralnych pod względem płci, obiektywnych kryteriów oceny wartości pracy. Obecnie tylko 48% firm w Europie stosuje takie metodologie konsekwentnie. Wartościowanie pracy musi uwzględniać minimum cztery czynniki: umiejętności, wysiłek, odpowiedzialność i warunki pracy.

Komunikacja – ryzyko czy szansa?

Właściwie zarządzona przejrzystość może stać się elementem employer brandingu i narzędziem budowania zaufania. Problem w tym, że tylko 9% europejskich firm uważa, że pracownicy w pełni rozumieją politykę wynagrodzeń.

Jeśli i tak musimy wprowadzić te zmiany, warto poświęcić czas, by zrobić to dobrze. Przejrzystość wynagrodzeń może być narzędziem zwiększającym zaangażowanie, jeśli odpowiednio przygotujemy komunikację – podkreśla Przemysław Gołoś, dyrektor ds. rozwoju biznesu w Aon Polska.

Według badania Aon, 80% europejskich organizacji nie ma strategii komunikacji związanej z przejrzystością wynagrodzeń. Z tych 20%, które ją opracowały, 75% uwzględnia szkolenia dla menedżerów, ale tylko 21% ma plan radzenia sobie z oporem liderów i pracowników.

Koszty opóźnienia

Czekanie niesie konkretne ryzyka. Z perspektywy finansowej to kary od 1 000 do 30 000 zł już od 24 grudnia 2025, pełne odszkodowania dla dyskryminowanych pracowników oraz koszty procesów sądowych, gdzie ciężar dowodu leży po stronie pracodawcy.

Od 2027 roku firmy będą publikować raporty o lukach płacowych, co może prowadzić do presji społecznej i medialnej. Kandydaci będą porównywać oferty różnych pracodawców po widełkach płacowych, co utrudni rekrutację firmom nieprzygotowanym.

Z perspektywy operacyjnej opóźnienie oznacza chaos komunikacyjny, konieczność szybkich korekt oraz demotywację zespołów. Firmy, które nie zdążą przygotować się do 24 grudnia, mogą mieć problemy prawne od pierwszego dnia.

Plan działania

Ostatnie tygodnie roku to moment przeprowadzenia analizy gotowości, identyfikacji luk i określenia widełek płacowych. Grudzień to ostatnia szansa na korekty wynagrodzeń, przygotowanie procesów rekrutacyjnych i przeszkolenie rekruterów oraz menedżerów. W pierwszym kwartale 2026 roku należy wdrożyć nowe struktury i skomunikować zmiany pracownikom.

Nie ma już czasu na czekanie. Organizacje, które zaczną działać teraz, mogą sprawnie wdrożyć zmiany i skorzystać z przejrzystości jako elementu EVP. Te, które będą czekać do 24 grudnia, mogą znaleźć się w bardzo trudnej sytuacji. Za niespełna dwa miesiące przejrzystość wynagrodzeń stanie się rzeczywistością – a na przygotowania zostało kilka tygodni  – podsumowuje Przemysław Gołoś.

O badaniu: Globalne badanie Aon Global Pay Transparency Study 2025 przeprowadzono w marcu 2025 r. W europejskiej części wzięło udział 401 organizacji z różnych branż i krajów UE.

Polskie MŚP na celowniku cyberprzestępców – AI zwiększa skalę zagrożeń, a tylko 2% firm jest przygotowanych

0

Z roku na rok skala cyberzagrożeń rośnie – ataki stają się coraz bardziej złożone, ich skutki coraz kosztowniejsze, a narzędzia wykorzystywane przez cyberprzestępców coraz trudniejsze do wykrycia. Rozwój sztucznej inteligencji przyniósł nową generację zagrożeń: generatywne modele AI pozwalają dziś tworzyć spersonalizowane kampanie phishingowe i ransomware’owe, które potrafią sparaliżować działalność firmy w ciągu kilku godzin.

Najbardziej narażone na takie incydenty pozostają małe i średnie przedsiębiorstwa (MŚP), trzon polskiej gospodarki. Choć odpowiadają one za niemal połowę PKB, to właśnie w tym segmencie najbardziej brakuje zasobów i specjalistów odpowiedzialnych za bezpieczeństwo IT. W obliczu postępującej cyfryzacji kluczowe staje się nie tylko wdrażanie zabezpieczeń technicznych, ale także budowanie odporności cyfrowej, czyli zdolności do przetrwania i utrzymania działania mimo incydentów.

Większość polskich MŚP nie jest przygotowana na cyberzagrożenia

W badaniu Cisco Cybersecurity Readiness Index 2025 przeprowadzonym wśród decydentów ds. bezpieczeństwa IT, tylko około 2% polskich MŚP zadeklarowało, że jest w pełni przygotowane na cyberataki. Oznacza to, że znakomita większość małych i średnich firm w Polsce może być narażonych na poważne ryzyko w sferze cyfrowej.

47% firm przyznało, że padło ofiarą cyberataku w ciągu ostatniego roku, a ponad 60% uważa, że kolejny incydent jest prawdopodobny lub bardzo prawdopodobny w perspektywie najbliższych 12–24 miesięcy.

„Niski poziom inwestycji, braki kadrowe i brak spójnej strategii powodują, że sektor MŚP jest szczególnie podatny na cyberprzestępczość. Małe firmy powinny traktować bezpieczeństwo jak strategiczny proces, a nie jednorazowe zadanie. Każdy krok w kierunku lepszej ochrony przynosi wymierne korzyści” – podsumowuje Marcin Klimowski, specjalista ds. Cyberbezpieczeństwa Cisco.

Inwestycje i modernizacja: krok w dobrą stronę, ale zbyt wolno

Choć świadomość rośnie, działania często nie nadążają za skalą ryzyka. Zaledwie 36% MŚP planuje w najbliższych dwóch latach znaczącą modernizację infrastruktury IT, a większość, bo aż 60% zamierza wprowadzać jedynie częściowe usprawnienia.

Firmy najczęściej planują wdrożenie nowych rozwiązań bezpieczeństwa (52%) lub aktualizację istniejących (46%). Coraz więcej przedsiębiorstw myśli też o automatyzacji (23%) oraz wykorzystaniu sztucznej inteligencji – 38% zamierza wprowadzić technologie AI, m.in. do wykrywania zagrożeń i analizy anomalii w sieci.

Zdecydowana większość firm nadal inwestuje ostrożnie. 47% MŚP przeznacza na bezpieczeństwo jedynie 5–10% budżetu IT, a tylko 4% wydaje więcej niż 20%. Dla porównania, wśród dużych przedsiębiorstw te proporcje wyglądają lepiej – 13% z nich inwestuje powyżej jednej piątej budżetu.

Braki kadrowe i złożoność środowisk IT

Brak specjalistów ds. cyberbezpieczeństwa pozostaje jednym z największych wyzwań sektora. Aż 81% MŚP przyznaje, że niedobór talentów w tej dziedzinie stanowi dla nich problem – w tym 37% określa go jako poważny. Nic dziwnego, że 41% firm planuje w najbliższym czasie szkolenia lub rekrutację nowych pracowników.

Środowisko IT w MŚP staje się coraz bardziej skomplikowane. Wiele małych firm korzysta z rozproszonych systemów i licznych, niepołączonych ze sobą narzędzi – od chmury po aplikacje oparte na AI – co utrudnia centralne zarządzanie bezpieczeństwem. Firmy wdrażają nowe rozwiązania, ale rzadko upraszczają systemy czy wprowadzają jednolite polityki ochrony. W efekcie maleje widoczność zagrożeń, a podatność rośnie” – podkreśla ekspert Cisco.

Na to nakłada się fakt, że 90% MŚP dopuszcza logowanie do firmowych systemów z prywatnych, niezarządzanych urządzeń. Większość pracowników robi to okazjonalnie (63%), a ponad jedna czwarta – regularnie. Taki model pracy, znany jako BYOD (Bring Your Own Device), choć wygodny, wprowadza liczne ryzyka i dodatkowo komplikuje zarządzanie cyberbezpieczeństwem.

Czas na działanie

Dla przedsiębiorstw kluczowe jest dziś podjęcie działań proaktywnych: ocena ryzyka, modernizacja infrastruktury, inwestycja w rozwiązania cyberbezpieczeństwa i zwiększenie nakładów na ochronę danych. W dobie narastających zagrożeń brak reakcji oznacza nie tylko straty finansowe, ale i utratę zaufania klientów. Cyberbezpieczeństwo nie jest dziś luksusem, to element niezbędny do utrzymania ciągłości biznesu.

Pozwy o WIBOR rosną o 95% r/r. Dynamika niepokoi, choć skala wciąż umiarkowana

Do sądów okręgowych wpływa coraz więcej spraw dotyczących roszczeń z umów bankowych ze zmiennym oprocentowaniem zależnym od stawki referencyjnej WIBOR. W pierwszych trzech kwartałach br. odnotowano wzrost o ok. 95% w porównaniu z analogicznym okresem 2024 r. Zdaniem ekspertów, liczbę pozwów można ocenić jako umiarkowaną, ale mocno niepokojąca jest dynamika. Część kredytobiorców obserwuje sytuację i czeka na rozstrzygnięcia. Nie brakuje też opinii, że sędziowie będą posługiwali się analogiczną argumentacją do spraw frankowych. I na to liczą kancelarie prawne. Znawcy tematu przekonują również, że to zupełnie odrębne zagadnienie od spraw kredytów walutowych. I dodają, że dopiero czas pokaże, jak temat będzie wyglądał w praktyce.

Dynamiczny wzrost

Według danych z 47 sądów okręgowych, w trzech kwartałach br. wpłynęło do nich ok. 1300 spraw dotyczących roszczeń z umów bankowych ze zmiennym oprocentowaniem zależnym od stawki referencyjnej WIBOR (symbol 049zł). To o 94,6% więcej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku, kiedy było ich około 670. Jak stwierdza adwokat Jakub Bartosiak z Kancelarii MBM Legal, zainteresowanie umowami opartymi o WIBOR jest już duże i rośnie. Jednak w liczbach bezwzględnych nie jest to jeszcze skala masowa. Jednoczenie ekspert zaznacza, że temat dotyczy kilku milionów osób, coraz bardziej świadomych konsumentów.

– Liczbę spraw można ocenić jako umiarkowaną. Wynika to ze stanu oczekiwania na wyrok TSUE, który w pierwszym kwartale 2026 roku odpowie na pytania prejudycjalne, zadane przez Sąd Okręgowy w Częstochowie. One wiążą się ze sposobem obowiązku informacyjnego przez bank i związanymi z tym wymogami przejrzystości klauzuli zmiennego oprocentowania odsyłającego do wskaźnika referencyjnego WIBOR. Dopiero kiedy zostanie wydany ww. wyrok, będzie można ocenić skalę pozwów w tych sprawach – komentuje dr hab. Paweł Szczęśniak z Katedry Prawa Finansowego na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie.

Mec. Jakub Bartosiak podkreśla, że banki bardzo intensywnie zniechęcają kredytobiorców do podejmowania jakichkolwiek działań. W końcu – po raz pierwszy w historii – proponują w kredytach i aneksach stałą (okresowo) stopę oprocentowania. Według eksperta, klienci mają coraz większą świadomość swoich praw. Ośmieleni sukcesami w sprawach frankowych i innych walut oczekują od banków przestrzegania prawa. Zdaniem prawnika, charakterystyczne jest to, że obecnie zgłaszają się kredytobiorcy z całej Polski, a nie tylko mieszkańcy większych miast, jak to było na początku w przypadku umów walutowych. Obecnie przepisy pozwalają na kierowanie spraw do różnych sądów. Dzięki temu – póki co – mogą one toczyć się nieco szybciej.

– Skala zjawiska jeszcze nie jest duża, ale niepokojąca jest dynamika. Dla banków stanowi to poważny problem związany z zawiązywaniem rezerw z tytułu tzw. ryzyka prawnego. Każdy pozew oznacza konieczność zabezpieczenia kwot na poczet odszkodowań, pokrycia kosztów sądowych oraz potencjalnych utraconych odsetek. Te zabezpieczone środki ograniczają możliwości operacyjne banków, a w dłuższym okresie związane z tym koszty będą przenoszone na kolejnych kredytobiorców. Przy już wysokim, w porównaniu z wieloma krajami UE, oprocentowaniu kredytów hipotecznych, koszt ten będzie nadal wysoki – mimo obniżania stóp procentowych NBP – podkreśla dr hab. Anna Korzeniowska, prof. UMCS z Katedry Bankowości i Rynków Finansowych tej uczelni.

Analizując udostępnione dane z trzech kwartałów tego roku, widać, że najwięcej takich pozwów wpłynęło do Sądu Okręgowego w Warszawie – 275. To ponad 21% wszystkich złożonych w tym okresie w całym kraju. Trzycyfrowy wynik jest jeszcze tylko w Sądzie Okręgowym w Poznaniu – 180. W większości tego typu sądów odnotowano wpływ na poziomie od kilku do kilkunastu takich pozwów.

– Warszawa i Poznań to duże ośrodki. Dodatkowo w stolicy siedzibę ma większość banków, a to sprzyja kierowaniu pozwów do tutejszych sądów. Na prawniczej mapie widoczne są również inne miasta. Sądy z Częstochowy i Rzeszowa wysłały pytania do TSUE. Z kolei Sąd Okręgowy w Suwałkach przeciera szlaki, jeśli chodzi o ochronę konsumenta i stawia bankom wysokie wymagania dotyczące dochowania należytej staranności – dodaje adwokat Bartosiak.

Wokół frankowiczów

Jak zaznacza dr hab. Anna Korzeniowska, prof. UMCS, sukcesy kancelarii zajmujących się tzw. sprawami frankowymi zachęcają kredytobiorców kredytów złotowych do korzystania z ich usług, tym bardziej że używana jest analogiczna argumentacja dotycząca stosowania przez banki tzw. klauzul abuzywnych. Wnioski w tego typu sprawach opierają się na twierdzeniu, że stosowanie stawki WIBOR nie ma podstaw prawnych, ponieważ według wnioskodawców nie jest to prawidłowy wskaźnik referencyjny. W opinii ekspertki, problem powstał z kilku powodów. Głównym jest wysokość WIBOR, przekładająca się na oprocentowanie kredytów. Przy tym należy zaznaczyć, że „cena” pieniądza na rynku zależy m.in. od inflacji i stóp procentowych banku centralnego. Jeśli one są wysokie, to miary rynkowe również.

– Część kredytobiorców na razie obserwuje sytuację, czeka na rozstrzygnięcia – na kierunek, jaki wyznaczą wyroki TSUE. Pozytywne doniesienia będą wpływać na zwiększenie zainteresowania tymi tematami. W sprawach frankowych zainteresowanie również rosło stopniowo. Równie silne było przekonanie banków, że z umowami wszystko jest w porządku, a konsument nie ma nawet prawa ich weryfikować, o ich kwestionowaniu nie wspominając – dodaje ekspert z MBM Legal.

W opinii dr. hab. Pawła Szczęśniaka, raczej należy spodziewać się kontynuacji podejścia TSUE, związanego z obowiązkiem informacyjnym względem konsumentów. Prawo Unii Europejskiej nie zobowiązuje bowiem banku do bezpośredniego przekazywania szczegółowych informacji na temat metody wyznaczania wskaźnika referencyjnego. Na podstawie rozporządzenia BMR wymagane jest podanie nazwy wskaźnika referencyjnego oraz jego administratora. Ogólne informacje na temat zastosowanej metody można znaleźć w tym rozporządzeniu, a szczegółowe informacje muszą zostać opublikowane lub udostępnione publicznie przez administratora. Ekspert zwraca uwagę na opinię wydaną przez Rzeczniczkę Generalną w polskiej sprawie (C-471/24). Ona podziela dotychczasowe orzecznictwo Trybunału Sprawiedliwości.

– Istnieje spore ryzyko, że sędziowie będą posługiwali się analogiczną argumentacją do spraw frankowych, właśnie ze względu na pozorne podobieństwo zagadnień. Liczą na to kancelarie zachęcające klientów do korzystania z ich usług i jest to jedna z przyczyn rosnącej popularności takich pozwów. Te podmioty stosują przy tym bardzo agresywny marketing, poszukując potencjalnych klientów – zaznacza dr hab. Anna Korzeniowska, prof. UMCS.

Podobnego zdania jest wielu ekspertów na rynku, którzy zwracają uwagę na to, aby konsumenci ostrożnie podchodzili do sprawy, bo nie wszystko wydaje się tak jednoznaczne, jak to się często przedstawia w mediach, szczególnie tych społecznościowych. Prawnicy wskazują też, że niewiele się dzieje od strony legislacyjnej w kwestii ewentualnego zahamowania rozlewu ww. tematu. I nikt nie wyciąga wniosków z błędów, które zostały popełnione przy sprawach frankowych. To może tylko szybko nakręcić spiralę nowych spraw sądowych. Problem umów kredytowych z klauzulą zmiennego oprocentowania, odsyłającą do wskaźnika referencyjnego WIBOR, jest zupełnie odrębnym zagadnieniem od spraw dotyczących kredytów walutowych, co podkreśla dr hab. Paweł Szczęśniak.

– Dokonywanie prostych przeniesień i doszukiwanie się analogii nie jest raczej prawidłowe. W sprawach dotyczących WIBOR sądy krajowe będą badały, czy banki wykonały odpowiednio obowiązek informacyjny względem konsumenta. Jak wynika z dotychczasowego orzecznictwa TSUE, z zakresu oceny sądów jest wyłączona metoda ustalania wskaźnika referencyjnego WIBOR, który został przecież uznany za kluczowy przez Komisję Europejską. Stało się to w 2019 roku – podsumowuje ekspert z Katedry Prawa Finansowego na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie.

Wyższy popyt, stabilne ceny. Rynek wtórny coraz aktywniejszy po serii cięć stóp procentowych

Wiele wskazuje na to, że rynek wtórny również reaguje na obniżki stóp procentowych. Jak wskazują dane Otodom, w październiku zainteresowanie mieszkaniami z drugiej ręki wzrosło o 4% w porównaniu z wrześniem i o 8% rok do roku. Ceny utrzymują stabilny poziom, a w niektórych miastach takich jak Warszawa średnie stawki ofertowe są nawet o ponad 900 zł/mkw. wyższe niż w przypadku mieszkań od deweloperów. Czy to ​ dobry moment nie tylko dla osób poszukujących własnego „M”, ale także dla właścicieli planujących sprzedaż?

Lekkie odbicie podaży

Według danych Otodom w październiku 2025 roku w siedmiu największych miastach Polski dostępnych było łącznie 45,9 tys. ofert sprzedaży mieszkań z drugiej ręki, czyli 1,2% więcej niż we wrześniu. Jednak w porównaniu do października 2024 roku oferta skurczyła się o ponad 13%.

-Na rynku deweloperskim wciąż obserwujemy wysoką i stabilną ofertę. W siedmiu największych polskich miastach dostępnych jest ponad 62 tys. mieszkań, a łączna pula wraz z rezerwacjami przekracza 68,5 tys. lokali. To w dużej mierze efekt zwiększonej liczby publikowanych ogłoszeń po wejściu w życie przepisów o jawności cen oraz powrotu do sprzedaży mieszkań wcześniej zarezerwowanych. Z kolei na rynku wtórnym dostępność jest niższa i wynosi niespełna 46 tys. ofert. W październiku nastąpiło jednak lekkie odbicie, które przerwało spadkowy trend obserwowany przez trzy poprzednie miesiące – podkreśla Agata Stachowiak, ekspertka rynku mieszkaniowego Otodom.

Największe spadki oferty w ujęciu rocznym widoczne były w dużych aglomeracjach. Wrocław, który jeszcze rok temu był jednym z najbardziej aktywnych rynków wtórnych, odnotował spadek podaży aż o 28% r/r. W Krakowie ubyło 16,5% ofert r/r, a w Warszawie blisko 12% r/r. W Trójmieście i Poznaniu skala zmian jest łagodniejsza, ale trend pozostaje spadkowy.

Na tym tle wyróżniają się Katowice, które jako jedyne z badanych miast odnotowały wzrost oferty mieszkań z drugiej ręki. W październiku 2025 roku liczba ogłoszeń sprzedaży lokali na rynku wtórnym wzrosła tam o ponad 3% w porównaniu z wrześniem. Jeszcze bardziej znacząca jest zmiana rok do roku i w porównaniu z październikiem 2024 podaż zwiększyła się o ponad 6%.

Dobry moment na sprzedaż?

Październik 2025 roku przyniósł wzrost zainteresowania mieszkaniami z drugiej ręki. Popyt, mierzony liczbą odpowiedzi na ogłoszenia w serwisie Otodom, zwiększył o 4 %względem września, a w ujęciu rocznym o ponad 8%.

– Jedną z głównych przyczyn rosnącego zainteresowania mieszkaniami na rynku wtórnym jest seria obniżek stóp procentowych i towarzysząca jej poprawa warunków kredytowania. Co ciekawe, na rynku pierwotnym duży wzrost aktywności kupujących był zauważalny już we wrześniu – deweloperzy odnotowali wtedy aż 26-procentowy wzrost sprzedaży względem sierpnia, osiągając najwyższy wynik od niemal dwóch lat. Wiele wskazuje na to, ​ że ten impuls na rynku wtórnym zaczął działać nieco później – komentuje Agata Stachowiak.

W ujęciu rocznym wzrost zainteresowania mieszkaniami z rynku wtórnego objął wszystkie analizowane miasta. Liderem okazał się Poznań, gdzie liczba odpowiedzi na ogłoszenia zwiększyła się o ponad 13% r/r. Trójmiasto odnotowało 11-procentowy wzrost, a Łódź blisko 10-procentowy. W Warszawie popyt był wyższy o prawie 8% niż przed rokiem, natomiast w Katowicach i Krakowie wzrosty oscylowały wokół 7% r/r. Najmniejszą, choć nadal dodatnią dynamikę, odnotowano we Wrocławiu (+4% r/r).

Na tle rocznego trendu dane miesięczne pokazują bardziej zróżnicowany obraz. Największy wzrost popytu miał miejsce w Warszawie (+8% m/m). W pozostałych miastach zmiany były mniej dynamiczne – w Trójmieście, Łodzi i Poznaniu popyt wzrósł o 3% m/m, a we Wrocławiu o 2% m/m. Natomiast niewielki spadek zanotowano jedynie w Krakowie (-3% m/m).

-Najnowszy „Monitor nastrojów klientów nieruchomości” Otodom potwierdza silną pozycję rynku wtórnego – aż 50% respondentów wskazuje go jako preferowany, a kolejne 27% nie wyklucza zakupu mieszkania z drugiej ręki. Poprawiające się warunki kredytowe sprzyjają zarówno kupującym, jak i sprzedającym. Warto jednak pamiętać, że entuzjazm po serii obniżek stóp procentowych może stopniowo słabnąć, a część kupujących może wstrzymywać decyzje do momentu większej stabilizacji warunków kredytowych. Dodatkowo, końcówka roku to czas promocji u deweloperów, co może przyciągać kupujących bez preferowanego segmentu rynku – zauważa Agata Stachowiak.

Z drugiej ręki nie zawsze taniej ​

Z jakim wydatkiem muszą się liczyć planujący zakup własnego M z drugiej ręki? ​ W październiku 2025 roku średnia cena ofertowa mieszkań na rynku wtórnym w siedmiu największych polskich miastach wyniosła ok. 14, 9 tys. zł/mkw., czyli niemalże tyle samo co we wrześniu i blisko 12% więcej niż rok wcześniej.

Najdroższym rynkiem wtórnym pozostaje Warszawa, gdzie za mkw. mieszkania trzeba zapłacić średnio 18,3 tys. zł. Na kolejnych miejscach plasują się Kraków z ceną 16,8 tys. zł/mkw. oraz Trójmiasto zbliżające się do 16 tys. zł/mkw. Z kolei najniższe średnie stawki obowiązują w Łodzi, gdzie cena wynosi ok. 8,7 tys. zł/mkw. oraz w Katowicach (9,5 tys. zł/mkw.).

Co ciekawe, w Warszawie i Krakowie mieszkania z drugiej ręki są droższe niż nowe lokale od deweloperów. W stolicy różnica wynosi aż 936 zł/mkw. na korzyść rynku deweloperskiego, natomiast w Krakowie jest to 270 zł/mkw. Odwrotna sytuacja występuje w pozostałych pięciu analizowanych miastach, gdzie ceny ofertowe nowych mieszkań są wyższe. Różnice bywają znaczące. W Katowicach nowy lokal kosztuje przeciętnie ponad 3,1 tys. zł/mkw. więcej niż mieszkanie z rynku wtórnego. W Łodzi przewaga rynku pierwotnego wynosi ponad 2,5 tys. zł/mkw., a w Poznaniu przekracza 1,5 tys. zł/mkw.

Polska z rekordowymi rezerwami złota. Do celu NBP brakuje już tylko 4%

0

Po kolejnych – październikowych – zakupach złota Narodowy Bank Polski ma dziś ponad 530 ton złota o wartości przekraczającej 251 mld zł, co stanowi niemal 26% łącznej wartości oficjalnych aktywów rezerwowych. Co istotne, Polska staje się jednym z najważniejszych nabywców złota na świecie, wyprzedzając nawet Europejski Bank Centralny. Do osiągnięcia niedawno wyznaczonego celu – 30% złota w całkowitych rezerwach państwowych – brakuje już tylko 4%. Czy jest szansa, że domkniemy ten wynik jeszcze w tym roku?

Narodowy Bank Polski posiada dziś ponad 530 ton złota o wartości przekraczającej 251 mld zł, co stanowi około 26% łącznej wartości oficjalnych aktywów rezerwowych. Pozostała część rezerw obejmuje 21,2 mld zł w Specjalnych Prawach Ciągnienia (SDR), 5,3 mld zł w transzy rezerwowej w MFW oraz aż 692,1 mld zł w pozostałych aktywach rezerwowych. W efekcie w ostatnich latach struktura rezerw walutowych Polski przeszła głęboką transformację. Polska dołączyła do grona państw, które świadomie ograniczają udział aktywów opartych wyłącznie na walutach i obligacjach państw zachodnich. To odpowiedź na świat, w którym bankowość centralna musi brać pod uwagę scenariusze jeszcze niedawno uznawane za political fiction: globalną recesję, rozszerzenie wojny za naszą wschodnią granicę, blokadę systemów rozliczeniowych czy użycie sankcji jako narzędzia nacisku politycznego.

Decyzja o 30-procentowym udziale złota nie wynika więc z ideologii ani ostentacji. Wynika z chłodnej analizy tego, że polskie bezpieczeństwo finansowe — tak jak każdej gospodarki granicznej NATO — musi posiadać twardy, niezależny ekonomiczny kręgosłup. Kręgosłup odporny na turbulencje dolara, euro czy rynków długu. Złoto – pod warunkiem przechowywania pod własną kontrolą – ma tę wyjątkową cechę, że nie jest niczyją obietnicą. Nie można go zablokować, anulować, wyzerować. Nie zależy od decyzji ani jednego rządu, ani jednego banku. Do nowego celu brakuje nam 4% – wskazuje Tomasz Gessner, główny analityk Tavex.

Po czterech miesiącach przerwy, zakupy złota w NBP wyraźnie się ożywiły, bo tylko w samym październiku zwiększono rezerwy kruszcu o niemal 15 ton. Jeśli takie tempo się utrzyma, podobnie jak obecne wyceny, może się okazać, że już na przełomie roku NBP osiągnie 30% udział złota w rezerwach.

Warto wiedzieć, że badania portfelowe prowadzone przez Bank of America pokazują, że największą efektywność oraz realną odporność na kryzysy osiągają państwa utrzymujące około 30% rezerw właśnie w złocie. To poziom, który historycznie chronił majątek narodowy w czasach wojen, przewrotów walutowych i destabilizacji systemowej. W obliczu narastających napięć na świecie — od Morza Południowochińskiego po Bliski Wschód — ta liczba przestaje być teorią ekonomiczną, a staje się praktycznym standardem bezpieczeństwa. Dziś można już z pełnym przekonaniem powiedzieć: świat wszedł w fazę budowy rezerw opartych na aktywach odpornych na polityczny szantaż. Złoto jest w centrum tej zmiany.

UJ opracował metodę zwiększania wiązania CO₂ w materiałach budowlanych dzięki odpadom z oczyszczalni

Naukowcy z Uniwersytetu Jagiellońskiego opracowali sposób zwiększenia zdolności materiałów budowlanych do naturalnego wiązania dwutlenku węgla z atmosfery. Opracowana metoda wykorzystuje łatwo dostępny materiał, który jest… odpadem. Daje to możliwość obniżenia kosztów materiałów budowlanych, zwiększając szanse na szersze wykorzystanie nowego rozwiązania w praktyce przemysłowej.

W ocenie naukowców z Uniwersytetu Jagiellońskiego opracowane rozwiązanie ma potencjał do zastosowania w skali przemysłowej. Przede wszystkim dlatego, że do uzyskania efektu środowiskowego, o który zabiega branża budowlana, wystarczy wykorzystanie łatwo dostępnego materiału odpadowego, jakim jest popiół ze spalania osadów ściekowych pochodzących z oczyszczalni. W przyszłości może to stanowić prosty i efektywny sposób na ograniczenie śladu węglowego w budownictwie, przy racjonalnym zagospodarowaniu odpadów. Nowe rozwiązanie może też przyczynić się do obniżenia kosztów materiałowych, co dodatkowo zwiększa jego potencjał wdrożeniowy w sektorze budowlanym.

Badania prowadzone były wspólnie przez prof. Monikę Kasinę oraz mgr. Adama Wierzbickiego.

Popiół z osadów ściekowych

Rozwiązanie polega na wykorzystaniu popiołu pochodzącego ze spalania osadów ściekowych – ISSA (z ang. Incinerated Sewage Sludge Ash), który jest sklasyfikowany jako odpad inny niż niebezpieczny. Trzeba podkreślić, że osady ściekowe muszą być utylizowane, podobnie jak popiół ISSA. W opracowanej na UJ metodzie mamy więc do czynienia z wykorzystaniem kłopotliwego materiału do pożytecznych celów. Zastosowanie ISSA pozwoli nie tylko ograniczyć jego ilość kierowaną na składowiska, ale też zmniejszyć zapotrzebowanie na czysty cement zużywany do produkcji materiałów. Rezultatem środowiskowym może być redukcja emisji CO₂ związanej z produkcją cementu. Dodatkową zaletą jest to, że ISSA powstaje przez cały rok w zbliżonych ilościach – jest więc stabilne źródło surowca potrzebnego do zastosowania opracowanej metody.

ISSA powstaje w wyniku spalania odsączonych osadów ściekowych w wysokich temperaturach (około 900 stopni Celsjusza) w specjalnych piecach fluidalnych. Jako materiał charakteryzuje się stabilnym i powtarzalnym składem mineralnym o stałych właściwościach, dzięki czemu może być bezpiecznie stosowany jako dodatek do materiałów budowlanych na bazie cementu. ISSA ma charakterystyczny, bogaty skład mineralny – zawiera m.in. fazy węglanowe, krzemianowe i fosforanowe bogate w wapń, które mogą sprzyjać procesowi naturalnej karbonatyzacji.

Po dodaniu ISSA do cementu w odpowiedniej proporcji, cement wykazuje większą zdolność do wiązania dwutlenku węgla z powietrza w postaci dobrze wykrystalizowanych węglanów wapnia (CaCO₃). Węglany te wypełniają mikrostrukturę cementu, zmniejszając jego porowatość i przepuszczalność. Dodatek popiołu ISSA nie zaburza przebiegu procesu wiązania i twardnienia materiału, co potwierdzono w badaniach jego właściwości technologicznych.

Korzyści dla środowiska i przemysłu dzięki zastosowaniu odpadu

ISSA oferuje nowe możliwości w zakresie zwiększania intensywności naturalnej karbonatyzacji w materiałach na bazie cementu. W odpowiednio dobranych proporcjach wspiera on proces wiązania dwutlenku węgla z powietrza. To rozwiązanie w oczywisty sposób wpisuje się w ideę zielonej gospodarki i jednocześnie społeczną odpowiedzialność biznesu, ponieważ umożliwia racjonalne wykorzystanie odpadu przemysłowego w sposób korzystny zarówno dla środowiska, jak i dla przemysłu – wyjaśnia dr hab. Monika Kasina, prof. UJ.

Jak dodaje naukowczyni, materiał na bazie cementu z dodatkiem ISSA zachowuje swoje właściwości użytkowe i parametry jakościowe, co potwierdzono już w przeprowadzonych na UJ badaniach.

– Od roku współpracujemy z partnerem z rynku, który wytwarza i dostarcza beton. Wspólnie przeprowadziliśmy badania eksperymentalne i testy na zaprawach zawierających różne udziały dodatku ISSA, kontrolując wytrzymałość na ściskanie oraz inne parametry technologiczne. Po sześciu miesiącach prób wyniki pokazują, że wymagane parametry technologiczne są zachowane – mówi Adam Wierzbicki z UJ, współtwórca nowej metody wzbogacania cementu.

Kluczowa dla wdrożenia technologii wydaje się jednak korzyść ekonomiczna. Poprzez fakt dodania popiołu do mieszanek na bazie cementu, do produkcji wyrobów trzeba zużyć proporcjonalnie mniej czystego cementu. Pozwala to nie tylko ograniczyć zużycie surowców pierwotnych (co przekłada się na zmniejszenie śladu węglowego), ale także na potencjalne obniżenie kosztów materiałowych, a to stanowi konkretną przewagę konkurencyjną – potencjalnie w postaci zwiększenia marży lub możliwości rywalizowania niższymi cenami produktów.

Mniej CO2 w atmosferze dzięki naturalnej karbonatyzacji

W przeprowadzonych badaniach wykazano, że materiały na bazie cementu z dodatkiem popiołu ISSA wykazują zwiększoną zdolność do wiązania dwutlenku węgla w porównaniu z materiałami bez tego dodatku. Z obliczeń wynika, że zawartość związanego CO₂ była średnio o około 24 kilogramy większa na każdą tonę materiału niż w próbkach referencyjnych bez dodatku popiołu. Jednocześnie analiza wykazała wzrost zawartości CaCO3 w warunkach laboratoryjnych o około 13–16% objętościowych po karbonatyzacji. Na to, w jakim tempie to przebiega, mają wpływ różne czynniki zewnętrzne.

– Skuteczność karbonatyzacji zależy od czynników środowiskowych, przede wszystkim od dostępu powietrza, temperatury i wahań wilgotności. Najlepsze efekty obserwuje się w warunkach umiarkowanego, ciepłego klimatu, gdzie cykliczne zmiany wilgotności sprzyjają powstawaniu dobrze wykrystalizowanych, stabilnych węglanów wapnia. – dodaje prof. Monika Kasina.

Z tego względu materiały na bazie cementu z dodatkiem ISSA najlepiej sprawdzą się w elementach mających kontakt z atmosferą, takich jak tynki, posadzki, schody czy elementy dekoracyjne. Ze względu na przyspieszoną karbonatyzację nie są one jednak przeznaczone do konstrukcji zbrojonych, gdzie zwiększona zawartość CO₂ mogłaby sprzyjać korozji stali

Czas na transfer technologii

Metoda opracowana na UJ została zgłoszona do ochrony patentowej. Centrum Transferu Technologii CITTRU UJ, które odpowiada za komercjalizację tej technologii, poszukuje partnerów z branży budowlanej, zainteresowanych współpracą przy dalszym rozwoju technologii.

– Metodę warto poddać jeszcze innym testom, które pozwolą dokładnie ocenić parametry jakościowe materiałów z domieszką ISSA po upływie dłuższych okresów. Zespół naukowy ma w planie takie eksperymenty prowadzić, natomiast chcielibyśmy je realizować wspólnie z partnerami branżowymi. Jedną z opcji jest udzielenie licencji lub nawet sprzedaż praw do tej technologii graczowi z branży budowlanej – mówi dr inż. Gabriela Konopka-Cupiał, dyrektorka CITTRU UJ.

Więcej o poszukiwaniu zielonych innowacji

Jednym z elementów przeciwdziałania zmianom klimatycznym jest wdrażanie nowych rozwiązań w branży budowlanej. Na świecie prowadzone są intensywne prace badawcze nad technologiami, które pozwolą ograniczyć emisje dwutlenku węgla w produkcji materiałów. Prace realizowane na Uniwersytecie Jagiellońskim wpisują się w ten trend, oferując podejście, które łączy recykling odpadu, redukcję śladu węglowego oraz trwałość wyrobów na bazie cementu.

W tego rodzaju nowych technologiach ważne jest też to, by pozwalały produkować innowacyjny cement i beton przy relatywnie niskich kosztach. Dzięki temu rośnie szansa na to, że znajdą one powszechne zastosowane, ponieważ materiały będą konkurencyjne cenowo.

Rynek magazynowy w Polsce po 3Q 2025: wysoki popyt, dominacja renegocjacji, słabsza aktywność deweloperów

Międzynarodowa firma doradcza Cushman & Wakefield podsumowała sytuację na rynku powierzchni magazynowo-przemysłowych w Polsce na koniec III kwartału 2025 roku. Poziom aktywności najemców w okresie styczeń – wrzesień wzrósł o prawie 20% r/r, ale był zdominowany przez renegocjacje. Aktywność deweloperska lekko odbiła w porównaniu do pierwszego półrocza, lecz nadal wpisuje się w trend spadkowy.

POPYT: aktywność najemców na wysokim poziomie

W pierwszych trzech kwartałach 2025 roku popyt na nowoczesne powierzchnie przemysłowe osiągnął poziom ponad 4,54 mln mkw., co oznacza wzrost o 19% rok do roku oraz 7% powyżej średniej dla analogicznego okresu z lat 2020-2024, kiedy aktywność najemców wynosiła ok. 4,24 mln mkw., komentuje Szczepan Gowin, Head of Industrial & Logistics, Cushman & Wakefield.

Struktura popytu pozostaje zdominowana przez renegocjacje, które odpowiadają za 52% wolumenu transakcji najmu. Choć ich udział nieznacznie spadł kwartał do kwartału, trend ten wpisuje się w obserwowaną od drugiej połowy 2022 roku tendencję wzrostu udziału odnowień – z około 30% w latach 2012-2021 do 40% w latach 2023-2024 i do spodziewanych około 50% pod koniec 2025 roku.

Wolumen nowych umów i ekspansji w okresie styczeń-wrzesień wyniósł blisko 2,2 mln mkw., z czego 480 000 mkw. przypadło na pierwszy kwartał, 863 000 mkw. na drugi, a 850 000 mkw. na trzeci. W ujęciu rocznym oznacza to spadek o 7%. Jednocześnie warto zauważyć, że struktura popytu coraz wyraźniej przesuwa się w stronę projektów niestandardowych, realizowanych na indywidualne zamówienie. Równolegle wzrasta znaczenie automatyzacji procesów logistycznych – firmy coraz częściej wymagają wdrożenia zaawansowanych technologii, co może w dłuższej perspektywie zmienić geografię inwestycji i otworzyć nowe lokalizacje poza największymi aglomeracjami, dodaje Ewa Derlatka-Chilewicz, Head of Research, Cushman & Wakefield.

PODAŻ: umiarkowane odbicie aktywności deweloperów

W III kwartale 2025 roku deweloperzy ukończyli blisko 400 000 mkw. nowej powierzchni magazynowej, dzięki czemu całkowite zasoby rynku wyniosły około 36,45 mln m². Największe zasoby nieruchomości obecnie są zgromadzone w trzech województwach: mazowieckim (prawie 7,3 mln mkw.), śląskim (blisko 6,2 mln mkw.) oraz dolnośląskim (5,30 mln mkw.).

Na zakończenie trzeciego kwartału 2025 roku wolumen powierzchni w budowie wyniósł 1,56 mln mkw., co oznacza lekkie odbicie względem pierwszego półrocza, jednak wciąż wpisuje się w obserwowany trend spadkowy i wynosi o 20% mniej niż rok wcześniej. Udział inwestycji spekulacyjnych to obecnie 45%, co przekłada się na 706 000 mkw. powierzchni dostępnej do wynajęcia, wskazując na umiarkowany optymizm deweloperów wobec przyszłego popytu, komentuje Vitalii Arkhypenko, Analityk Rynku, Cushman & Wakefield.

Region Mazowsza pozostaje liderem pod względem aktywności deweloperskiej – odpowiada za 34% krajowego wolumenu powierzchni w budowie. Wysoką aktywność wykazują również województwa pomorskie (14%), śląskie (12%) oraz dolnośląskie (8%). Cztery wymienione województwa odpowiadają za prawie 70% całkowitej powierzchni w realizacji w Polsce.

Od lipca do września rozpoczęto realizację prawie 480 000 mkw. nowych inwestycji przemysłowych, a największą aktywność odnotowano w województwach mazowieckim – 147 000 mkw. oraz łódzkim – 65 000 mkw. Ograniczenie aktywności deweloperskiej, zwłaszcza w zakresie powierzchni spekulacyjnej, powoduje większe zainteresowanie najemców inwestycjami będącymi w trakcie realizacji, dodaje Renata Krzyżanowska, Associate, Cushman & Wakefield.

PUSTOSTANY: stabilne, ale nierównomierne

W III kwartale 2025 roku dostępna powierzchnia magazynowa w Polsce wyniosła 2,98 mln mkw., co przekłada się na wskaźnik pustostanów na poziomie 8,2%. Oznacza to niezmienny poziom względem poprzedniego kwartału oraz delikatny 0,2 pkt proc. wzrost w porównaniu z analogicznym okresem 2024 roku.

Najwyższy poziom pustostanów odnotowano w województwach lubuskim (17,2%), świętokrzyskim (17,2%) oraz lubelskim (13,2%). Z kolei najniższy poziom pustostanów utrzymuje się w regionach o ograniczonej podaży – opolskim (0%) i podlaskim (0%), a także zachodniopomorskim (2,1%).

Mniejszy udział inwestycji spekulacyjnych powinien ograniczać dalszy wzrost pustostanów, stabilizując rynek i wspierając jego równowagę w kolejnych kwartałach.

CZYNSZE: stawki czynszu bez zmian

W III kwartale 2025 roku poziom czynszów pozostał stabilny – rynek nie odnotował istotnych zmian. Większe możliwości negocjacyjne dla najemców w postaci korzystniejszych zachęt poza czynszowych obserwowane są głównie na rynkach z wysokim poziomem pustostanów.

Globalne rynki w czerwieni – akcje, krypto i sentyment pod mocną presją

Indeksy giełdowe pogłębiają spadki, a te rodzą pytania o kondycję rynku kapitałowego na koniec roku. Negatywny sentyment omija jeszcze rynek walutowy, ale napływające wreszcie systematycznie dane makro z USA mogą jeszcze rozkręcić zmienność na FX. Zniżki rozkręcają się za to na kryptowalutach, Bitcoin najniżej od kwietnia.

Czerwone morze giełdowe

Niektórzy już przygotowywali się do rajdu Św. Mikołaja, ale na razie renifery nie chcą wyjść ze stajni. Połowa listopada przebiega pod dyktando niedźwiedzi na rynkach kapitałowych. Poniedziałkowa sesja skończyła się ok. 1% spadkami głównych indeksów Wall Street. Negatywny sentyment nie tyle rozlał się, co wręcz wystrzelił w trakcie azjatyckiej sesji. Niewinnie wyglądał tylko Mumbaj, który skorygował się o drobne 0,2%. Potem był Szanghaj ze spadkiem o 0,8% i wreszcie nadszedł pogrom. Po 2% straciły Hongkong i Sydney, a to i tak była tylko przygrywka. Prawdziwy armagedon dotknął Seulu i Tokio, gdzie indeksy spadły o ponad 3%. Bez niespodzianek wygląda otwarcie w Europie. Główne indeksy Starego Kontynentu tracą przed godz. 10 powyżej 1%, a za nimi podążą warszawski WIG20.

Za najważniejsze przyczyny tak mocnego pogorszenia sentymentu podawane jest schłodzenie nastrojów wokół sektora technologicznego, który od miesięcy (jeśli nie kwartałów) w dużej mierze ciągnął globalne rynki. W Azji dochodzą do tego rosnące napięcia geopolityczne (na linii Chiny-Japonia), a także obawy o skuteczność zapowiadanej ekspansji fiskalnej ze strony nowej premierki Kraju Kwitnącej Wiśni. Sanae Takaichi miała dziś rozmawiać z szefem Banku Japonii Kazuo Uedą, ale jeszcze nie znamy efektów tego spotkania. Natomiast cały globalny rynek kapitałowy czeka na jutrzejsze wyniki kwartalne Nvidii, czyli spółki, którą można uznać za kręgosłup boomu AI. Również w środę zobaczymy zapiski z ostatniego posiedzenia amerykańskiej władzy monetarnej, którym jednak trudno będzie zauważalnie wpłynąć na nastroje. Wszystko przez nadchodzące i długo wyczekiwane dane makro z USA. Już dziś będzie to produkcja przemysłowa, ale kluczowe dla inwestorów będą czwartkowe odczyty z rynku pracy.

Flauta na FX

Pewnym stabilizatorem dla rosnącej niepewności na giełdach może być w dalszym ciągu rynek walutowy. Tutaj po osłabieniu dolara w zeszłym tygodniu, początek aktualnego wskazuje na stabilizację. Kurs EUR/USD trzyma się blisko 1,16 $ i zarazem wielosesyjnych średnich. Na szczęście wciąż nie widać ucieczki z walut EM, chociaż tutaj szczególnie należy uwzględnić siłę naszego regionu. Taki stan rzeczy może być wskazówką, że przy aktualnych globalnych zawirowaniach Europa prezentuje się jako ostoja stabilności. W tych warunkach swoją świetną kondycję cały czas potwierdza polski złoty. We wtorkowy poranek kurs euro znajduje się lekko powyżej 4,23 zł, kurs dolara nie przekracza 3,54 zł, kurs franka to 4,59 zł, a kurs funta wynosi 4,80 zł.

Sztorm na krypto

Rzadko zaglądamy na rynek kryptowalut, ale tutaj także dzieją się coraz ciekawsze rzeczy, chociaż mało pozytywne. Część obserwatorów określa krypto jako barometr ogólnorynkowych nastrojów, co w takim wypadku powinno rozpalić wszystkie czerwone lampki. Kurs Bitcoina szykuje się do 8. spadkowej sesji z rządu i próbuje naruszyć okrągłe 90 tys. USD, czyli tylko w ostatnie 10 dni stracił blisko 10%. Wszystko aktualnie działa przeciw najpopularniejszej kryptowalucie. Pogorszenie sentymentu, odpływ kapitału z ETF-ów, automatyczne zamykanie pozycji przy wybijaniu kolejnych wsparć. Część analityków zwraca jednak również uwagę na cykliczność tego rynku, który właśnie teraz powinien przechodzić w fazę zniżkową. W takim układzie ruch spadkowy może doprowadzić BTC przynajmniej w pobliże 74 tys. USD. Aktualnie Bitcoin jest najniżej od kwietnia.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:00 – Węgry – decyzja na temat stóp procentowych

15:15 – USA – produkcja przemysłowa.

Nadzieje kontra rzeczywistość: jakie szanse na rajd Świętego Mikołaja w tym roku?

Końcówka roku coraz bliżej, a wraz z nią nadzieje inwestorów na tradycyjny wzrostowy impuls na giełdach. Mowa oczywiście o Rajdzie Świętego Mikołaja lub szerzej o rajdzie końcówki roku. Czy w tym roku się wydarzy? To wciąż niewiadoma. Z jednej strony mamy wiarę w kontynuację hossy, podpartą dobrymi wynikami spółek, z drugiej rosnące obawy o przewartościowanie rynku i możliwe korekty. Taka mieszanka emocji może oznaczać wzrost zmienności i większe znaczenie strategii defensywnych.

Od początku roku inwestorzy nie mogą narzekać. Indeks S&P 500 zyskał około 14 proc., a WIG20 wzrósł aż o prawie 33 proc. Obie stopy zwrotu znacząco przekraczają historyczne średnie. Te wyniki budzą pokusę, by wycisnąć jeszcze więcej przed zamknięciem roku, ale też wskazują na zwiększone ryzyko korekty. Oczekiwanie na rajd może prowadzić do mniej racjonalnych decyzji, szczególnie gdy inwestorzy zaczynają działać pod wpływem emocji i nie chcą przegapić ewentualnych wzrostów.

Pozytywny obraz rynku wzmacniają dobre wyniki amerykańskich spółek. Sezon raportów kwartalnych okazał się solidny, a prognozy na 2026 rok mówią o dalszym wzroście zysków – średnio o 13 proc. dla firm amerykańskich i 9 proc. dla europejskich. W 2027 roku Europa może jednak częściowo nadrobić dystans, bowiem oczekiwane wzrosty wynoszą odpowiednio 10,8 proc. i 11,7 proc. To pokazuje, że europejskie akcje nie powinny znikać z radarów inwestorów.

Grudzień historycznie pozostaje dobrym miesiącem dla giełd, a mniejsza liczba transakcji w okresie świątecznym potrafi wzmocnić nawet umiarkowany optymizm. Do tego dochodzą działania funduszy, które porządkują portfele, a także wzrost apetytu na ryzyko w odpowiedzi na oznaki uspokojenia sytuacji geopolitycznej. Tło makroekonomiczne również wspiera rynek. Inflacja jest pod kontrolą, a amerykańska polityka celna nie wywołała nowej fali wzrostów cen. To stwarza przestrzeń do dalszych obniżek stóp procentowych.

Mimo to trudno zignorować potencjalne zagrożenia. Indeks S&P 500 znajduje się obecnie na najwyższym poziomie forward P/E od ponad pięciu lat. Wynosi około 23, podczas gdy średnia z ostatniej dekady to 18,6. Euforia wokół sztucznej inteligencji napędza wyceny, ale wielu inwestorów zadaje sobie pytanie, czy te inwestycje rzeczywiście zostaną w pełni spieniężone.

Ostrzeżeniem może być przykład znanego inwestora Michaela Burry’ego, który postawił na spadki akcji spółek AI, takich jak Nvidia czy Palantir. Choć jego decyzje nie oznaczają końca wzrostów, są przypomnieniem, że rynek bywa przewrotny. Szczególnie gdy brak jasnych sygnałów z gospodarki, a dane makroekonomiczne, jak te z amerykańskiego rynku pracy, pojawiają się z opóźnieniem. Po niedawnym przestoju administracji w USA wciąż nie wszystko działa płynnie, co tylko zwiększa niepewność.

Nie ma też pewności co do grudniowej decyzji Fed. Szanse na obniżkę stóp wynoszą dziś zaledwie 53 proc., a jeszcze niedawno rynek był niemal przekonany, że do niej dojdzie. Wyceny pozostają wysokie, co oznacza, że każda negatywna niespodzianka może wywołać gwałtowną reakcję.

Niepewność to stały element rynku. W takich warunkach kluczowe staje się zarządzanie ryzykiem. Warto zadbać o elastyczny portfel, zabezpieczenia i regularne przeglądanie pozycji. Dotyczy to zwłaszcza aktywnych inwestorów, ale także tych długoterminowych, którzy powinni sprawdzać, czy ich portfel odpowiada aktualnym warunkom rynkowym.

Wysokie wyceny nie oznaczają, że rynek się załamie, ale zwiększają wrażliwość na złe dane i informacje. Dlatego potrzebna jest równowaga między chęcią zysku a ostrożnością. W centrum uwagi powinny być spółki jakościowe, które mają realny model biznesowy i potrafią przekuć innowacje w stabilne zyski. Czy rajd końcoworoczny rzeczywiście się wydarzy, czy nie, to dla inwestorów długoterminowych ma mniejsze znaczenie. Oni mogą wykorzystać najbliższy czas, by strategicznie pozycjonować się na 2026 rok.

Wyniki Grupy Murapol po trzech kwartałach 2025 r.

Grupa Kapitałowa Murapol w trzech kwartałach 2025 r. przekazała klientom detalicznym 1 364 lokale w 14 miastach (-20,7% r/r), Przychody ze sprzedaży wyniosły 725,8 mln zł (-7,7% r/r), a zysk netto Grupy sięgnął 124,8 mln zł (-5,3% r/r).

Od stycznia do września 2025 r. Grupa sprzedała łącznie klientom detalicznym 2 237 lokali, w tym 2 112 w ramach umów deweloperskich i przedwstępnych (+1,3% r/r) oraz 125 w ramach opłaconych umów rezerwacyjnych (po wyeliminowaniu rezygnacji). Najwięcej mieszkań sprzedano w Gdańsku – 621, Łodzi – 389 oraz Poznaniu – 225. Mieszkania w cenie poniżej 600 tys. zł, które cieszą się największym zainteresowaniem nabywców, stanowiły blisko 82% całkowitej sprzedaży.

W ciągu dziewięciu miesięcy 2025 r. Murapol wprowadził do oferty 1 416 lokali w Warszawie, Krakowie, Łodzi, Toruniu i Siewierzu. Grupa dysponuje jednym z największych aktywnych banków ziemi na rynku, umożliwiającym realizację ponad 20,2 tys. lokali w 18 miastach.

Łączna sprzedaż na poziomie ponad 2,2 tys. lokali po dziewięciu miesiącach 2025 roku, przy jednoczesnym wzroście średniej ceny przekazywanego mieszkania o blisko 11%, pokazuje, że utrzymujemy silną pozycję w segmencie popularnym i popularnym premium. Nasza oferta obejmująca blisko 4,1 tys. lokali w 16 miastach odpowiada na potrzeby szerokiej grupy klientów i stanowi solidny fundament realizacji planów. Dobre tempo realizacji projektów pozwala nam utrzymywać wysoki poziom wyników operacyjnych, przy jednoczesnym dalszym wzmacnianiu banku ziemi pozwalającego na budowę ponad 20 tys. mieszkań w 18 miastach Polski. Nieustannie rozwijamy ofertę, co zapewnia Grupie Murapol elastyczność wobec zmian rynkowych. Wysoki poziom dywersyfikacji geograficznej inwestycji, doświadczenie oraz unikatowy i odporny na zmienne warunki model biznesowy pozwalają nam patrzeć z optymizmem na kolejne kwartały i kontynuować strategię zrównoważonego wzrostu – zaznacza Nikodem Iskra, Prezes Zarządu Murapol S.A.

Solidne marże i bezpieczna pozycja finansowa

Na koniec trzeciego kwartału 2025 r. Grupa Murapol dysponowała 365,6 mln zł dostępnej gotówki (w tym środków na rachunkach powierniczych), przy długu netto na poziomie 299,4 mln zł.

W ślad za przekazaniem 1 364 lokali (niespełna połowa wolumenu planowanego na ten rok), po trzech kwartałach 2025 roku wygenerowaliśmy zysk EBTDA bliski 190 mln zł oraz zysk netto na poziomie 125 mln zł. Rentowność netto w segmencie deweloperskim wyniosła 18,4%, a sprzedaż zamknęła się wolumenem nieznacznie powyżej 3Q24. Pokazuje to, że na relatywnie trudnym rynku, bogatym w ofertę, na którym klient ma możliwość szerokiego wyboru produktu na różnym etapie zaawansowania budowy, Grupa Murapol konsekwentnie realizuje swoją strategię oraz cele. Czwarty kwartał tego roku, zgodnie z oczekiwaniami, stawia przed nami istotne wyzwania na poziomie planu sprzedaży oraz przekazań, ale jesteśmy na nie gotowi strategicznie i operacyjnie. Solidne fundamenty w postaci oferty dopasowanej do skali i planów sprzedażowych, aktywnego banku ziemi pozwalającego na budowę ponad 20 tysięcy lokali oraz zdywersyfikowanych źródeł finansowania, pozwalają nam z satysfakcją patrzeć na osiągnięte wyniki finansowe oraz planować dalszy, ambitny rozwój potencjału Grupy w kolejnych latach – mówi Przemysław Kromer, CFO, Członek Zarządu Murapol S.A.

Aby zróżnicować źródła finansowania, 29 maja 2025 r. Murapol wyemitował 10 000 niezabezpieczonych obligacji serii 1/2025 o łącznej wartości 100 mln zł.

Grupa zamierza kontynuować politykę dzielenia się zyskiem z akcjonariuszami zakładającą, że co najmniej 75% skonsolidowanego zysku netto ma trafić na dywidendę.  W 2025 roku łączna dywidenda będzie wynosiła 200,3 mln zł: 80,4 mln dywidendy wypłaconej 24 czerwca 2025 r. oraz 120 mln w formie zaliczki na dywidendę, z planowanym dniem wypłaty dywidendy: 22 grudnia 2025 r.

Najważniejsze dane finansowe

 w tys. PLN 3Q 2025 3Q 2024 Zmiana
Przychody ze sprzedaży   725 801   786 323 -7,7%
Przychody ze sprzedaży do
klientów detalicznych
   604 584  

685 904

-11,9%
Przychody ze sprzedaży do PRS 121 217    100 419 +20,7%
Zysk brutto ze sprzedaży   242 032    235 451 +2,8%
Marża brutto ze sprzedaży 33,3% 29,9% +3,4 p.p.
EBIT  157 916     159 551 -1,0%
Marża EBIT 21,8% 20,3% +1,5 p.p.
Zysk netto    124 814 131 789 -5,3%
Marża zysku netto 17,2% 16,8% +0,4 p.p.

Silne fundamenty wzrostu

Po dziewięciu miesiącach 2025 r.  portfel projektów w realizacji obejmował 8 014 lokali powstających w 101 budynkach w ramach 28 inwestycji prowadzonych w 15 miastach. Z tego 6 373 lokale Grupa realizowała w segmencie detalicznym, a 1 641 w segmencie PRS.

Zdolność do uzupełniania banku ziemi szybciej, niż postępuje przedsprzedaż stanowi  podstawę do dalszego stabilnego rozwoju Murapolu. Po trzech kwartałach 2025 r. Grupa dysponowała jednym z największych aktywnych banków ziemi na rynku, umożliwiającym realizację ponad 20,2 tys. lokali w 18 miastach o łącznej powierzchni użytkowej 859,1 tys. mkw.

W ciągu ponad 24 lat działalności (do 30 września 2025 r.) Grupa zbudowała jeden z najbardziej zdywersyfikowanych geograficznie portfeli inwestycji deweloperskich w Polsce, wprowadzając na rynek łącznie blisko 33,3 tys. lokali o łącznej powierzchni użytkowej ponad 1,45 mln mkw. Zrealizowanych zostało 95 wieloetapowych inwestycji, w ramach których powstało 469 budynków.

Od początku 2025 r. na największych rynkach mieszkaniowych widoczna jest odbudowa oferty deweloperów, a przewaga nowej podaży nad sprzedażą sprzyja stabilizacji cen na rynku pierwotnym. Rozpoczęty w maju br. cykl obniżek stóp procentowych – z referencyjną stopą NBP na poziomie 4,25% od listopada br. – wspiera zdolność kredytową klientów.

W średnim i długim terminie perspektywy zarówno dla rynku mieszkaniowego, jak i dla Grupy Murapol pozostają korzystne. Oczekiwane dalsze obniżki stóp procentowych, rosnące wynagrodzenia i poprawa realnej siły nabywczej gospodarstw domowych sprzyjają utrzymaniu popytu. Wsparciem dla rynku pozostaje też stabilizująca się realna cena mieszkań, rosnące zainteresowanie najmem, w tym instytucjonalnym (PRS), oraz wciąż widoczny strukturalny deficyt mieszkaniowy w Polsce.

Dodatkowe finansowanie na start w biznesie – wskazówki i porady

Młodzi przedsiębiorcy często stają przed trudnym wyzwaniem – nie dość, że muszą sprostać formalnościom związanym z otwarciem firmy, to dodatkowo potrzebują zadbać o opłacanie bieżących kosztów, dbanie o płynność oraz inwestowanie na przyszłość. A do tego celu potrzeba środków, których często na początku brakuje, zanim pojawią się klienci i zyski. W takich chwilach potrzeba dodatkowego finansowania – a takie da się uzyskać z różnych źródeł.

Skąd pozyskać pieniądze? Jak wybrać najlepsze źródło finansowania? Czym się kierować podczas podejmowania decyzji finansowych? Na te i inne pytania odpowiadamy poniżej.

Pierwszy krok do pozyskania środków – określenie realnych potrzeb finansowych

Zanim zacznie się poszukiwania źródeł finansowania, warto dokładnie przyjrzeć się swojej sytuacji, by określić realne potrzeby swojego biznesu. Aby to zrobić, trzeba zrozumieć swój cel – nieco inaczej wylicza się zapotrzebowanie na środki w przypadku finansowania bieżącej działalności na starcie firmy niż konkretną inwestycję lub zakup sprzętu do rozwoju przedsiębiorstwa.

Zawsze warto zacząć od wyliczenia wydatków – wlicza się w to zarówno koszty stałe (np. comiesięczne faktury za media, wynajem lokalu, leasingi), ale też rozmaite koszty jednorazowe (choćby rachunki za noclegi w czasie delegacji, zakup sprzętu, budowa strony internetowej). Z pomocą takich obliczeń da się stworzyć pierwszy budżet i określić realne potrzeby firmy na dodatkowe środki.

Dostępne formy finansowania – na co się zdecydować?

Istnieje wiele rodzajów finansowania, z którego mogą skorzystać firmy, nawet w pierwszych miesiącach działalności. Spore zróżnicowanie sprawia, że każdy przedsiębiorca – bez względu na staż na rynku czy profil prowadzonej działalności – może otrzymać dodatkowy zastrzyk środków potrzebnych na utrzymanie biznesu na starcie lub rozwój z myślą o przyszłości.

Jakie źródło finansowania wybrać? Podstawą mogą być oczywiście środki własne, w tym oszczędności czy wsparcie od członków rodziny lub przyjaciół – często są to rozwiązania nie wiążące się z dodatkowymi kosztami (np. opłatami i prowizjami).

Oprócz tego dużą popularnością wśród przedsiębiorców cieszą się kredyty czy pożyczki komercyjne. Najczęściej korzysta się z produktów bankowych. Do dyspozycji są też krótko- i długoterminowe pożyczki od innych instytucji finansowych, jak choćby: Serwaczakowie.pl, a nawet pożyczki od osób fizycznych.

Co jeszcze można rozważyć? Ciekawym rozwiązaniem potrafią okazać się granty i dotacje – z urzędu pracy, rządowych programów krajowych czy Unii Europejskiej. Warto śledzić bieżące propozycje.

Coraz więcej osób interesuje się też takimi rozwiązaniami, jak fundusze inwestycyjne, aniołowie biznesu i crowdfunding. Szczególnie sprawdza się to w przypadku biznesów innowacyjnych, ze sporym potencjałem wzrostu.

Wybieramy źródła finansowania – czym się kierować?

Zanim podejmie się decyzję o skorzystaniu z konkretnej formy finansowania, warto dobrze przyjrzeć się dostępnym opcjom, by nie tylko poznać szczegóły oferty, ale też ocenić potencjalne ryzyko związane z pozyskaniem środków, dopasowując rozwiązanie do specyfiki swojego biznesu (działalność sezonowa, biznes na etapie rozwoju etc.). Koniecznie trzeba dokładnie przekalkulować koszty, ocenić swoje możliwości względem ewentualnej spłaty i opłacalność metody pozyskiwania pieniędzy.

Gdy już podejmie się decyzję o konkretnej metodzie finansowania, należy zapoznać się z niezbędnymi formalnościami – dokumentami, jakie trzeba zebrać i przedstawić, kolejnymi ścieżkami procesu, zanim otrzyma się pozytywną decyzję. W przypadku dotacji, crowdfundingu czy aniołów biznesu powinno się również zastanowić się, jak skutecznie przedstawić swoje mocne strony i potencjał do rozwoju z pomocą otrzymanych środków.

Po uzyskaniu finansowania trzeba oczywiście nieustannie monitorować przepływ pieniędzy, optymalizować koszty i kontrolować rozliczenia, by zachować pełne bezpieczeństwo i klarowność działania.

Różne źródła finansowania dla biznesu – podsumowanie

Dobrze dobrane finansowanie na start to dźwignia do rozwoju biznesu. Należy dobrać je z głową, przygotować się do otrzymania środków, a później działać zgodnie z ustalonym planem. To szansa na większy sukces w przyszłości.

Zeneris Projekty z mocnym Q3: przychody +58%, zysk netto +60%. Firma poszerza działalność o infrastrukturę ochronną

Zeneris Projekty, spółka notowana na rynku NewConnect, po trzech kwartałach 2025 r. osiągnęła 6,4 mln zł przychodów netto ze sprzedaży, co oznacza wzrost o 40% r/r. W samym trzecim kwartale wypracowała przychody netto przekraczające 2,8 mln zł, notując tym samym wzrost o ponad 58% względem roku 2024. Spółka uzyskała również zysk netto za III kwartał w wysokości 86 tys. zł, co oznacza poprawę o blisko 60% r/r. Zeneris Projekty S.A. konsekwentnie realizuje strategię opartą na dywersyfikacji działalności. W III kwartale 2025 r. Spółka rozszerzyła działalność o projektowanie i budowę obiektów tymczasowego schronienia dla ludności, otwierając sobie drogę do udziału w dynamicznie rozwijającym się rynku infrastruktury krytycznej.

Wypracowanie 6,4 mln zł przychodów to efekt realizacji projektów fotowoltaicznych oraz przedsięwzięć w obszarze hydrotechniki i budownictwa użyteczności publicznej. W minionym okresie rozliczeniowym zawarliśmy także dwie istotne umowy z Wodami Polskimi, które wzmacniają pozycję Zeneris Projekty jako wiarygodnego partnera w realizacji inwestycji o strategicznym znaczeniu. Ich podpisanie to następstwo konsekwentnej realizacji naszej strategii wzrostu, która w długim terminie przyczyni się do zwiększenia wartości spółki dla Akcjonariuszy – mówi Mariusz Kostrzewa, Prezes Zarządu Zeneris Projekty.

We wrześniu br. spółka poinformowała o zawarciu dwóch umów z Państwowym Gospodarstwem Wodnym „Wody Polskie”. Pierwsza, o wartości 2,41 mln zł brutto, obejmowała opracowanie dokumentacji projektowej modernizacji obwarowań rzek Wisłoki i Jasiółki w Jaśle w terminie 30 miesięcy od dnia podpisania kontraktu. Z kolei druga, o wartości 969 tys. zł brutto, dotyczyła przygotowania dokumentacji związanej z uszczelnianiem i zagęszczaniem wałów rzeki Nowa Rudzinka w woj. podkarpackim. Realizacja projektu ma zostać ukończona na przestrzeni 29 miesięcy od dnia zawarcia umowy. Powyższe kontrakty to kolejne umowy podpisane przez Spółkę z Państwowym Gospodarstwem Wodnym „Wody Polskie”, które potwierdzają silną pozycję Zeneris Projekty na rynku usług inżynieryjnych i środowiskowych.

Spółka konsekwentnie realizuje swoją strategię długofalowego wzrostu opartą na zdywersyfikowanych obszarach działalności i rozwija nowe segmenty biznesowe. W ubiegłym roku Zeneris Projekty S.A wprowadziła do oferty mobilne systemy i urządzenia przeciwpowodziowe od wyłącznego partnera – czeskiej firmy JaP-Jacina. Spółka sukcesywnie rozwija nowy obszar działalności, w obrębie którego rosnącym zainteresowaniem klientów samorządowych oraz biznesowych cieszy się przede wszystkim modułowa zapora przeciwpowodziowa INOVA AL.

W trzecim kwartale br. Zeneris Projekty S.A. wprowadziła także do oferty usługi związane z projektowaniem oraz realizacją obiektów tymczasowego schronienia dla ludności.

Dostrzegamy istotny potencjał wzrostu w polskim sektorze budowy schronów, w szczególności mobilnych. Dzięki kompetencjom naszego zespołu w obszarze hydrotechniki, infrastruktury oraz rozwiązań projektowych, jesteśmy gotowi odpowiedzieć na potrzeby rynku związane z poprawą bezpieczeństwa publicznego. Realizujemy już pierwsze projekty w zakresie projektowania schronów. Zakładamy jednak, że znaczący wzrost zainteresowania samorządów naszym nowym obszarem działalności nastąpi w 2026 r. – wraz z opublikowaniem rozporządzenia ze szczegółowymi wytycznymi dot. budowli ochronnych – podsumowuje Mariusz Kostrzewa.

The Farm 51 zwiększa przychody i aktualizuje strategię. Spółka rusza z emisją serii L wartą do 11,5 mln zł

The Farm 51 Group S.A., notowany na rynku NewConnect producent gier i technologii symulacyjnych narastająco po trzech kwartałach zwiększa przychody ze sprzedaży o 16% do 3,5 mln zł. Od stycznia do września EBITDA wzrosła r/r o prawie 40% do 5,6 mln zł, a zysk netto zmniejszył się do 1,2 mln zł wobec 1,5 mln zł w analogicznym okresie ubiegłego roku. W trzecim kwartale spółka kontynuowała intensywne prace rozwojowe nad kluczowymi produkcjami – Chernobylite 2: Exclusion Zone oraz Wardevil, które stanowią strategiczny fundament budowy długoterminowej wartości spółki. Z uwagi na potrzebę dalszego rozwoju swoich projektów The Farm 51 realizuje działania związane z emisją akcji zwykłych na okaziciela serii L o wartości do 11,5 mln zł, przeprowadzaną w trybie subskrypcji zamkniętej z zachowaniem prawa poboru dla dotychczasowych akcjonariuszy. W tym celu 14 listopada opublikowane zostanie memorandum informacyjne dotyczące oferty.

W trzecim kwartale koncentrowaliśmy się na kontynuacji prac nad Chernobylite 2 oraz przygotowaniach do pełnej produkcji Wardevil, a równocześnie rozwijaliśmy technologie dronowe o podwójnym zastosowaniu, które stanowią drugi filar naszej strategii. Warto podkreślić, że stabilne wpływy ze sprzedaży pierwszej wersji Chernobylite pokazują wartość marki i naszą zdolność do tworzenia gier o długim cyklu życia sprzedażowego. Z kolei rozwój technologii dronowych łączący gry z zastosowaniami profesjonalnymi i militarnymi tworzy solidną podstawę dla przyszłego wzrostu spółki – mówi Wojciech Pazdur, prezes zarządu The Farm 51.

W III kwartale 2025 r. spółka dokonała aktualizacji strategii rozwoju, koncentrując się na dwóch kluczowych obszarach działalności: produkcji gier klasy AA/AA+ oraz rozwoju technologii dronowych o podwójnym zastosowaniu. Celem nowej strategii jest dalsze umacnianie pozycji niezależnego producenta gier oraz wykorzystanie rosnącego potencjału rynku technologii dronowych zarówno w zastosowaniach rozrywkowych, jak i profesjonalnych.

Firma kontynuuje prace nad Chernobylite 2: Exclusion Zone. Tytuł jest największym projektem w historii studia. Premiera pełnej wersji planowana jest na pierwszy kwartał 2026 r. na PC, PlayStation 5 i Xbox Series X|S. Drugim strategicznym projektem jest Wardevil, produkcja typu military survival FPS z elementami stealth, która posiada już grywalne demo, a jej pełna produkcja ruszy w 2026 r. Gra powstaje z myślą o segmencie AA+ i globalnej dystrybucji.

The Farm 51 rozwija także projekt WRE-BSL, zakładający opracowanie technologii symulacji dronów bojowych, które będą wykorzystywane w grach i w szkoleniach operatorów oraz projektach przemysłowych i militarnych. Spółka dysponuje nowoczesnym laboratorium badawczym i studiem 3D wyposażonym w najdokładniejszy w Polsce skaner postaci, własne serwery obliczeniowe oraz zaplecze filmowo-fotograficzne, co potwierdza jej kompetencje technologiczne.

Na początku listopada br. Nadzwyczajne Walne Zgromadzenie Akcjonariuszy podjęło uchwałę o przeprowadzeniu emisji akcji zwykłych na okaziciela serii L w trybie subskrypcji zamkniętej, z zachowaniem prawa poboru dla dotychczasowych akcjonariuszy. Spółka planuje pozyskać do 11,5 mln zł, oferując maksymalnie 1 153 913 akcji o wartości nominalnej 0,10 zł i cenie emisyjnej 10,00 zł za akcję. Pozyskane środki zostaną przeznaczone na kampanię marketingową Chernobylite 2, rozwój Wardevil oraz kontynuację prac nad projektami dronowymi o podwójnym zastosowaniu.

Pozyskane środki z emisji akcji serii L umożliwią nam skuteczną promocję Chernobylite 2, produkcję Wardevil oraz dalsze prace nad zaawansowanymi projektami dronowymi. To finansowe wsparcie pozwala nam realizować strategię łączącą produkcję gier z technologiami symulacyjnymi, które będą fundamentem naszych kolejnych projektów – dodaje Robert Siejka, wiceprezes zarządu The Farm 51.

Zapisy na akcje potrwają od 17 do 28 listopada, a przydział akcji planowany jest na 9 grudnia br. Memorandum informacyjne dotyczące oferty zostanie opublikowane dziś, tj. 14 listopada i będzie dostępne na stronie spółki oraz na stronie Domu Maklerskiego BDM S.A.

Synerise z finansowaniem od Europejskiego Banku Inwestycyjnego. 25 mln euro na rozwój behavioral AI

Europejski Bank Inwestycyjny (EIB) podpisał umowę z Synerise dotyczącą finansowania w wysokości 25 mln euro w ramach programu TechEU. Całkowity budżet projektu szacowany jest na ok. 54 mln euro. Środki mają wesprzeć rozwój badań i technologii związanych z AI oraz przyspieszyć ekspansję międzynarodową spółki.

Finansowanie zostało zorganizowane jako instrument quasi-kapitałowy i wpisuje się w cele programu TechEU, który ma promować innowacje, zwiększać cyfrową niezależność Europy oraz wspierać trwały rozwój gospodarczy. Dzięki niemu Synerise zamierza rozbudować infrastrukturę danych, intensyfikować prace badawczo-rozwojowe nad kolejną generacją behawioralnej sztucznej inteligencji oraz rozwijać działalność handlową w Europie, na Bliskim Wschodzie i w Ameryce Północnej.

Synerise należy do najbardziej zaawansowanych technologicznie przedsiębiorstw w Europie. Firma rozwija własną platformę łączącą sztuczną inteligencję, analitykę behawioralną i technologie big data. Umożliwia ona analizę danych generowanych przez ludzi i urządzenia w czasie rzeczywistym, automatyzację decyzji biznesowych oraz budowanie hiperpersonalizowanych doświadczeń użytkowników.

Ekosystem technologiczny Synerise opiera się na autorskich rozwiązaniach, m.in. Terrarium Database, Cleora.ai i BaseModel.ai. Wspiera go zespół badawczy publikujący w prestiżowych czasopismach naukowych oraz uczestniczący w globalnych benchmarkach z zakresu uczenia maszynowego, rekomendacji i modelowania predykcyjnego.

Spółka działa w 49 krajach (a jej rozwiązania open source – w 150) na sześciu kontynentach, realizując ponad 460 wdrożeń dla przeszło 200 organizacji. Partnerami technologicznymi Synerise są m.in. Microsoft, Google, VTEX i dunnhumby.

Jarosław Królewski, założyciel i prezes Synerise, określił współpracę z EIB jako „kamień milowy zarówno dla spółki, jak i dla całego europejskiego ekosystemu innowacji”. Podkreślił, że inwestycja ta wzmacnia europejską pozycję w globalnym wyścigu technologicznym i pozwala przyspieszyć rozwój badań nad AI opartej na rzetelności naukowej.

Teresa Czerwińska, wiceprezeska Grupy EIB, wskazała, że wsparcie Synerise wpisuje się w priorytet wzmacniania konkurencyjności Europy poprzez rozwój rodzimych technologii. EIB chce w ten sposób ułatwić firmie zwiększenie potencjału badawczo-rozwojowego i obecności na rynkach międzynarodowych.

Polacy dojrzewają finansowo – więcej oszczędzają, częściej inwestują, rzadziej ryzykują

  • Wyraźnie więcej Polaków ocenia swoją sytuację finansową pozytywnie – jako średnią (43%) lub „raczej dobrą” (41%). Tylko 16% uważa, że jest ona negatywna.
  • Zdecydowana większość Polaków (83%) deklaruje, że oszczędza pieniądze – to o 2 p.p. więcej niż w 2024 r. i aż o 11 p.p. więcej niż w 2023 r.
  • Oszczędności sprzyjają myśleniu o inwestowaniu – już 37% Polaków aktywnie inwestuje, a 28% planuje rozpoczęcie inwestycji w przyszłości.
  • Zobowiązania finansowe Polaków pozostają na stabilnym poziomie – zadłużonych jest 39% Polaków, ale w większości na bezpiecznym poziomie nieprzekraczającym 30% dochodów.
  • Na podejście do wydatków i oszczędzania miała wpływ wojna w Ukrainie – staliśmy się bardziej ostrożni, jeśli chodzi o konsumpcję i bardziej skłonni do oszczędzania.

Badanie jest elementem Programu Rozwoju Przedsiębiorczości realizowanego, przez Fundację Think! w partnerstwie merytorycznym z Fundacją Citi Handlowy im. L. Kronenberga i dzięki finansowaniu Citi Foundation. Badanie zostało zrealizowane we współpracy merytorycznej z Wydziałem Psychologii Uniwersytetu Warszawskiego.

– Tegoroczna edycja rysuje obraz ostrożnego pragmatyka – konsumenta, który ceni stabilność, ale jest gotów się uczyć i podejmować umiarkowane ryzyko w imię długofalowych celów. Widzimy wyraźny wzrost świadomości finansowej: więcej dojrzałości, krytycznego podejścia do źródeł wiedzy i otwartości na nowe rozwiązania. Po raz pierwszy zbadaliśmy też wpływ wojny w Ukrainie – konflikt zwiększył przezorność i skłonność do oszczędzania kosztem konsumpcji – komentuje Anna Bichta, prezeska Fundacji Think!, organizacji, która od 17 lat analizuje zachowania finansowe Polaków.

Z 17-tej edycji raportu „Postawy Polaków wobec finansów” zrealizowanego przez Fundację THINK! razem z Fundacją Citi Handlowy im. Leopolda Kronenberga wynika, że Polacy dość dobrze czują się ze swoimi finansami, przeciętnie oceniając swoją sytuację finansową jako średnią. Zdecydowana większość (75%) spodziewa się przy tym, że sytuacja finansowa ich gospodarstw domowych nie pogorszy się w ciągu roku, a co piąty (22%) oczekuje jej przynajmniej częściowej poprawy. Rośnie także poczucie stabilności i bezpieczeństwa finansowego – obecnie 35% badanych deklaruje, że ich sytuacja finansowa jest stabilna (o 6 p.p. więcej niż w 2024 r.), a 30% czuje się finansowo bezpiecznie (wzrost o 5 p.p.).

– Widać wyraźny wzrost dojrzałości finansowej Polaków: większość oszczędza, a coraz więcej inwestuje i planuje długoterminowo, także z myślą o emeryturze. Nadal jednak dominuje potrzeba bezpieczeństwa — wielu odkłada przede wszystkim ‘na czarną godzinę’. Od 2008 roku badanie ‘Postawy Polaków wobec finansów’ pokazuje systematyczną poprawę, wspieraną przez Krajową Strategię Edukacji Finansowej i współpracę sektora publicznego, organizacji oraz instytucji finansowych. Edukacja finansowa to proces, dlatego konsekwentnie wspieramy inicjatywy uczące mądrego planowania i budowania stabilności na dziś i jutro. – dodaje Piotr Kalisz, Główny Ekonomista Citi Handlowy.

Jak oszczędzamy?

Poczucie bezpieczeństwa finansowego Polaków wyraźnie rośnie wraz z poziomem oszczędności. Podobnie jak w latach 2023 i 2024, granicznym progiem jest kwota pozwalająca utrzymać się przez jeden miesiąc bez dodatkowych dochodów – od tego momentu większość Polaków czuje się przynajmniej częściowo bezpiecznie w sensie finansowym. Kolejny ważny próg stanowi tzw. poduszka finansowa na sześć miesięcy – przy takim poziomie oszczędności aż 65% badanych deklaruje jednoznaczne poczucie bezpieczeństwa finansowego.

Być może właśnie w poszukiwaniu tej stabilności coraz wyraźniej dostrzegamy sens odkładania pieniędzy – i oszczędzamy częściej. Dziś 83% Polaków deklaruje, że oszczędza – to o 2 p.p. więcej niż w 2024 r. i aż o 11 p.p. więcej niż w 2023 r. Najczęściej przechowujemy środki na kontach oszczędnościowych i lokatach (49%), a także na rachunkach bieżących (34%) lub w gotówce (18%). Jeśli chodzi o wysokość oszczędności, to mediana miesięcznych zapasów pozostaje niezmieniona od dwóch lat i mieści się w przedziale 11–25% dochodów.

– Z badania wynika, że wciąż odkładamy przede wszystkim „na czarną godzinę”. Odsetek osób oszczędzających z myślą o nieprzewidzianych wydatkach utrzymuje się w ostatnich czterech latach na poziomie ponad dwukrotnie wyższym niż wcześniej — to efekt niepewności związanej z pandemią, inflacją i wojną w Ukrainie. Jednocześnie coraz częściej patrzymy dalej: odkładanie na emeryturę rośnie nieprzerwanie od 2023 r. i sięga już 16% – wskazuje dr hab. Katarzyna Sekścińska z Uniwersytetu Warszawskiego.

Pozostałe cele, na które odkładamy pieniądze, to wyposażenie lub remont domu, wypoczynek, zakup nieruchomości – na te plany wskazuje 6–11% badanych.

Jak inwestujemy?

Większe zasoby oszczędności sprzyjają szukaniu alternatywy dla lokat, rachunków oszczędnościowych i gotówki. Połowa badanych jednoznacznie dostrzega sens inwestowania (o 5 p.p. więcej niż w 2024 r.), a kolejne 40% jest do tego przekonanych w pewnym stopniu – to pokazuje wysoki potencjał inwestycyjny nad Wisłą.

– Już 37% Polaków aktywnie inwestuje, a 28% planuje rozpoczęcie inwestycji w przyszłości. Jesteśmy jednak w inwestowaniu stosunkowo ostrożni – preferujemy niski poziom ryzyka, bo wciąż 49% badanych wybiera rozwiązania dające mniejsze, ale bardziej przewidywalne zyski – podkreśla Anna Bichta.

Jednocześnie w ostatnich trzech latach preferencje stopniowo przesuwają się w stronę ryzyka umiarkowanego. Jeśli chodzi zaś o rodzaj inwestycji, w portfelach inwestycyjnych Polaków dominują nieruchomości, obligacje skarbowe i akcje, dalej – waluty, nowe biznesy, fundusze TFI/ETF i kryptowaluty.

Jeśli chodzi o źródła wiedzy finansowej, nadal liczą się rodzina, znajomi i własne doświadczenia, ale coraz chętniej sięgamy też po wsparcie specjalistów z instytucji finansowych. Dziś robi to już co piąty Polak i odsetek ten z roku na rok rośnie. To trend, który z pewnością sprzyja spokojniejszym i bardziej racjonalnym decyzjom inwestycyjnym.

Jakie mamy zobowiązania finansowe?

Odsetek Polaków posiadających zobowiązania utrzymuje się na stabilnym poziomie – 39% posiada jakieś zobowiązania finansowe. Przy tym, większość kredytów pozostaje w bezpiecznym zakresie, tj. nieprzekraczającym 30% dochodów. Co trzeci Polak (27%) przeznacza na raty powyżej 30% dochodów, a tylko 4% mierzy się z istotnym ryzykiem budżetowym, bo na zobowiązania przeznacza co najmniej połowę swoich dochodów.

Jeśli chodzi o problemy ze spłatą zadłużeń, to w ciągu ostatnich 12 miesięcy 16% kredytobiorców doświadczyło trudności w obsłudze zadłużenia. Niestety w przypadku co piątego (20%) takie problemy miały charakter długotrwały. To pokazuje, że problem zadłużenia dotyczy nie tylko chwilowych zawirowań, ale też strukturalnych ograniczeń finansowych.

Wojna w Ukrainie zmieniła podejście do finansów

Wojna w Ukrainie zauważalnie wpłynęła na decyzje finansowe Polaków – 43% badanych deklaruje zmianę podejścia do konsumpcji. Co trzeci Polak (35%) deklaruje, że wydaje dziś mniej niż wcześniej, a prawie połowa (49%) częściej niż przed wybuchem wojny zastanawia się, czy dany zakup jest rzeczywiście potrzebny.

– Zmiany w podejściu do konsumpcji po wybuchu wojny w Ukrainie to sygnał bardziej racjonalnego, refleksyjnego podejścia Polaków. Wojna zmieniła także to, jak postrzegamy sens oszczędzania – aż 45% respondentów zadeklarowało, że zmieniło swoje podejście do odkładania pieniędzy, a impulsem do tego była właśnie wojna w Ukrainie – podsumowuje Paweł Zegarłowicz, Prezes Fundacji Citi Handlowy im. Leopolda Kronenberga.

Co trzeci badany (27%) wskazał, że konflikt wzmocnił jego przekonanie o potrzebie gromadzenia środków. To przekłada się także na praktyczne działania – 36% Polaków odkłada więcej niż przed wybuchem wojny. Jednocześnie 20% zmieniło alokację oszczędności między różne formy, przy czym na znaczeniu zyskała gotówka – 24% respondentów trzyma jej więcej. Konflikt zwiększył też ostrożność kredytową – 39% badanych ograniczyło zaciąganie nowych zobowiązań.

Badanie „Postawy Polaków wobec finansów 2025” zostało przeprowadzone od 25 września do 5 października 2025 na reprezentatywnej próbie 1037 dorosłych Polaków w wieku 18-74 lata. Zrealizowano je techniką CAWI (Computer Assisted Web Interview) na Ogólnopolskim Panelu Badawczym Ariadna. Pełny raport można pobrać bezpłatnie ze strony: https://think.org.pl/wp-content/uploads/2025/11/Raport_Postawy-Polakow-wobec-finansow_2025_v2.pdf

Od 24 grudnia 2025 r. wchodzą nowe przepisy o jawności płac. Pracodawców czekają głębokie zmiany

Od 24 grudnia 2025 r. w Polsce wchodzi w życie pierwsza część przepisów wdrażających unijną dyrektywę dotyczącą transparentności wynagrodzeń. Pracodawcy będą musieli ujawniać stawki w procesach rekrutacyjnych, a w kolejnych etapach raportować różnice płacowe i wprowadzać mechanizmy korekcyjne. Jak się przygotować do tych zmian? Agencja rekrutacyjna Devire podpowiada od czego zacząć. Jej zdaniem nowe przepisy wymuszą zmiany w całych systemach wynagrodzeń firm.

Już od 24 grudnia 2025 r. każdy pracodawca w Polsce, bez względu na wielkość, stanie przed obowiązkiem ujawnienia w procesie rekrutacyjnym minimalnej stawki lub przedziału wynagrodzenia albo dostarczenia kandydatowi takich informacji przed rozmową lub zawarciem umowy.[1] Co więcej, będzie obowiązek stosowania gender-neutralnych tytułów stanowisk i ogłoszeń oraz niedyskryminującego języka. W tym samym czasie zostanie wprowadzony zakaz pytania kandydata o jego dotychczasowe lub obecne wynagrodzenie – co ma zapobiec utrwalaniu struktur wyjściowych, które prowadzą do niższych płac w kolejnych zatrudnieniach.

– Moim zdaniem to będzie moment, w którym firmy będą musiały zmapować cały proces rekrutacyjny – od treści ogłoszeń po scenariusze rozmów i jednoznacznie zdefiniować architekturę płac. Sama publikacja widełek to za mało. Potrzebne są spójne kryteria wyceny ról, by widełki były sensownie osadzone w strukturze wynagrodzeń i ścieżkach awansu – mówi Michał Młynarczyk, prezes Devire.

Koniec klauzul „tajemnicy płac”

Kolejny ważny obszar zmian to wzmocnienie praw pracowników, nie tylko kandydatów. Od wejścia w życie nowych przepisów, pracownicy będą mieli prawo uzyskania informacji o swoim poziomie wynagrodzenia oraz o średnich stawkach lub przedziałach wynagrodzeń w danej kategorii pracowników (w tym rozbitych według płci) pracujących na porównywalnych stanowiskach. Dodatkowo, pracodawcy nie będą mogli stosować klauzul, które zakazywałyby pracownikom rozmów o wynagrodzeniu lub wymiany informacji w tym zakresie.

Raportowanie luki płacowej oraz działania naprawcze

Największe firmy w Polsce, czyli zatrudniające co najmniej 100 pracowników, będą objęte obowiązkiem regularnego raportowania różnic płacowych między kobietami i mężczyznami. Choć pełna implementacja nastąpi najpóźniej do 7 czerwca 2026 r., już teraz firmy muszą się przygotować. Jeżeli raport wykaże różnicę powyżej 5% i pracodawca nie będzie w stanie wykazać obiektywnych, neutralnych płciowo kryteriów uzasadniających ten stan, firma będzie zobowiązana do wdrożenia planu naprawczego.

– Takie raportowanie wymaga od firm działania strategicznego: analiza ról, benchmarking, przygotowanie struktury wynagrodzeń i ścieżek rozwoju. Musimy pamiętać, że raportowanie luki płacowej możemy postrzegać nie tylko jako obowiązek, ale również jako narzędzie zarządcze. Firmy, które potraktują to strategicznie łącząc analitykę HR, rynek płac i przegląd systemów premiowych – zyskają przewagę rekrutacyjną i stabilniejsze budżety wynagrodzeń. Ci, którzy będą działać reaktywnie, mogą ryzykować turbulencje w zespołach – mówi Michał Młynarczyk z Devire.

Choć wiele elementów zmian zaczyna obowiązywać już w grudniu 2025 r., końcowy termin pełnej implementacji dyrektywy to 7 czerwca 2026 r. – w tym czasie państwa członkowskie, w tym Polska, muszą wprowadzić wszystkie niezbędne przepisy.  

Firmy, które chcą wykorzystać ten moment jako przewagę, powinny już teraz:

  • Przeprowadzić audyt ogłoszeń i procesów rekrutacyjnych pod kątem języka, struktury ogłoszeń, pytania, czy skryptów rozmów (by wyeliminować pytania o historię wynagrodzeń)
  • Stworzyć lub przejrzeć siatkę płac / widełki wynagrodzeń dla wszystkich ról – nie tylko nowych rekrutacji
  • Przeprowadzić mapowanie ról i „work of equal value” – czyli wyrównać kryteria wyceny ról pod kątem kompetencji, odpowiedzialności, wpływu
  • Przygotować się do raportowania i audytu płacowego – określić metodologię, przygotować scenariusze „joint pay assessment”
  • Wprowadzić politykę komunikacji płacowej – usunąć klauzule tajemnicy płac, umożliwić pracownikom dostęp do informacji, przeszkolić menedżerów i rekruterów
  • Przygotować plan zarządzania zmianą i budżetem – bo jawność widełek może prowadzić do presji wzrostowej płac.

[1] https://www.kochanski.pl/en/new-pay-transparency-rules-are-now-in-the-labour-code

Nadchodzi rewolucja w sklepach. Retail Media Networks zmieniają zasady gry

Retail Media Networks to dziś jeden z najbardziej dynamicznych i obiecujących segmentów w branży handlowej. Platformy takie jak In-Store Marketplace by Vibenomics pokazują, że połączenie danych, technologii i personalizacji w punktach sprzedaży to klucz do budowania długotrwałej przewagi konkurencyjnej.

Retail Media Networks to dziś jeden z najbardziej dynamicznych i innowacyjnych segmentów rynku handlowego, który już teraz zyskuje na znaczeniu także w Polsce. Liderzy branży, tacy jak Vibenomics – firma należąca do Mood Media, zmieniają podejście do reklam w sklepach stacjonarnych, oferując kompleksowe rozwiązania oparte na danych, personalizacji i automatyzacji. Platforma In-Store Marketplace by Vibenomics umożliwia tworzenie hiper-lokalnych, spersonalizowanych kampanii, które trafiają do konsumentów dokładnie tam i wtedy, gdy podejmują decyzję zakupową.

To, co wyróżnia Vibenomics na tle innych dostawców, to zdolność do integracji wielu kanałów jednocześnie: audio, digital signage, zapachów i interaktywnych elementów, zarządzanych z jednej platformy w czasie rzeczywistym. Ta wszechstronność oraz wykorzystanie aplikacji programatycznych zapewnia retailerom możliwość maksymalizacji przychodów i efektywności kampanii reklamowych przy jednoczesnym zachowaniu pozytywnego doświadczenia klienta.

Coraz więcej polskich sieci dostrzega potencjał RMN nie tylko jako dodatkowego źródła przychodów, ale jako strategicznego narzędzia do budowy przewagi konkurencyjnej w trudnym i zmiennym środowisku. W Polsce odnotowujemy dynamiczne wzrosty popularności retail media — raporty IAB Polska pokazują, że rynek ten może w ciągu kilku lat wzrosnąć wielokrotnie. Kluczem jest wykorzystanie danych o SKU, ruchu klientów i atrybucja konwersji, które Vibenomics udostępnia w czasie rzeczywistym, co pozwala na szybko adaptowane i mierzalne kampanie.

Co więcej, badania Vibenomics z 2025 roku podkreślają, że konsumenci są coraz bardziej otwarci na reklamy audio i wideo w sklepach, a szczególnie młodsze pokolenia, takie jak Gen Z, aż pięciokrotnie częściej reagują na przekazy dźwiękowe, co otwiera nowe możliwości dla marketerów. Personalizacja i umiejętność reagowania na bieżące zachowania klientów to obecnie klucz do sukcesu.

W Mood Media, dzięki doświadczeniu z globalnymi wdrożeniami Retail Media Networks, widzimy ogromny potencjał, jaki niesie za sobą wykorzystanie platformy ISM by Vibenomics w Polsce. To narzędzie, które potrafi efektywnie skalować kampanie w setkach punktów, jednocześnie oferując lokalne dostosowania i pełną kontrolę nad każdym aspektem komunikacji. Taka elastyczność i precyzja to dziś podstawa w walce o uwagę klienta i budowanie trwałej lojalności.

Patrząc na rozwój rynku i rosnące oczekiwania konsumentów, możemy śmiało powiedzieć, że Retail Media Networks są nie tylko uzupełnieniem działań marketingowych, ale fundamentem nowoczesnej strategii omnichannel. W Polsce wkrótce zobaczymy kolejne przykłady znaczących wdrożeń, które zrewolucjonizują doświadczenie zakupowe i potencjał rynkowy naszych detalistów.

Wdrażając takie rozwiązania, detaliści zyskują nie tylko nowych partnerów i dodatkowe przychody, ale przede wszystkim tworzą z klientem wyjątkową, wielozmysłową relację opartą na personalizacji, kontekście i aktualności przekazu. To przyszłość handlu stacjonarnego, którą już dziś warto rozpocząć, a Mood Media i platforma ISM by Vibenomics to najlepsi przewodnicy na tej drodze.

Inflacja bazowa najniższa od 2019 roku. Usługi wciąż trzymają ceny wysoko

Inflacja bazowa, liczona po wyłączeniu cen żywności i energii, wyniosła w październiku 2025 roku 3,00 proc. rok do roku. Choć rynek oczekiwał nieco niższego wyniku na poziomie 2,90 proc., warto podkreślić, że jeszcze we wrześniu wskaźnik ten sięgał 3,20 proc.

To jednocześnie najniższy odczyt inflacji bazowej od 2019 roku, co wyraźnie pokazuje, że gospodarka stopniowo i trwale wychodzi z pocovidowych zaburzeń.

Inflację napędzają dwa silniki: ceny towarów i ceny usług. Z danych GUS wynika, że pierwszy z nich wyraźnie wyhamował – w październiku towary przeciętnie były droższe o 1,70 proc. rok do roku. Wciąż jednak utrzymuje się podwyższona inflacja usług. Choć jej dynamika powoli maleje, to w październiku ceny usług rosły średnio o 5,60 proc.

Jednym z powodów tej utrzymującej się presji kosztowej jest nadal wysokie tempo wzrostu wynagrodzeń, które we wrześniu wyniosło 7,50 proc. rok do roku.

Podatek od niesprzedanych mieszkań? Deweloperzy ostrzegają przed skutkami dla rynku

Po Katowicach kolejne miasta rozważają wprowadzenie opodatkowania stawką gospodarczą mieszkań wybudowanych i niesprzedanych. Co sądzą o tym pomyśle firmy deweloperskie? Jaki wpływ na rynek mogą mieć takie posunięcia? Czy przełożą się na ceny mieszkań? Sondę opracował serwis nieruchomości dompress.pl.

Joanna Chojecka, dyrektor ds. sprzedaży i marketingu na Warszawę i Wrocław w Grupie Robyg

Z niepokojem obserwujemy propozycje nowych obciążeń podatkowych dla deweloperów, w tym lokalnych danin od mieszkań niesprzedanych. Tego typu pomysły, jak stawka gospodarcza od lokali pozostających w ofercie mogą skutkować pogorszeniem rentowności projektów i ograniczeniem nowej podaży.

Efektem będzie nie spadek, lecz potencjalny wzrost cen mieszkań, ponieważ rosnące ryzyka i koszty będą musiały zostać uwzględnione w polityce cenowej. Takie rozwiązania są sprzeczne z celem zwiększenia dostępności mieszkań i mogą negatywnie wpłynąć na cały rynek, łącznie z dynamiką inwestycji w nowych lokalizacjach.

Andrzej Gutowski, Dyrektor Sprzedaży Ronson Development

Opodatkowanie mieszkań wybudowanych i niesprzedanych stawką gospodarczą byłoby dodatkowym obciążeniem i pewnego rodzaju karaniem deweloperów za trudniejszą sytuację rynkową. Prowadziłoby do ostrożniejszego planowania inwestycji oraz ograniczania liczby lokali wprowadzanych na rynek, co w efekcie wpłynęłoby na zmniejszenie podaży i być może podniesienie cen. Tym bardziej że obecnie łatwo zweryfikować, które mieszkania są przeznaczone do sprzedaży, ponieważ deweloperzy mają obowiązek publikowania cenników i pełnej oferty.

W praktyce zmuszałoby to nas do prowadzenia inwestycji przy niemal pełnej przedsprzedaży, wprowadzania mniejszych pul mieszkań i wstrzymywania kolejnych etapów w sytuacji spowolnienia popytu, co niewątpliwie negatywnie wpływałoby na dostępność nowych lokali.

Wojciech Zhang-Czabanowski, prezes zarządu Waryński S.A. Grupa Holdingowa

W obecnych realiach rynkowych opodatkowanie niesprzedanych lokali stawką gospodarczą byłoby rozwiązaniem szczególnie ryzykownym, zarówno ekonomicznie, jak i systemowo. Lokale, które nie zostały jeszcze wyodrębnione i sprzedane, są w istocie „produktem w toku”, a nie inwestycją utrzymywaną w portfelu w celach kapitałowych. Trudno uzasadnić opodatkowanie dewelopera za etap, który jest nieodłączną fazą procesu produkcyjnego.

Dodatkowo, dziś sprzedaż nie ma już charakteru boomu z lat minionych. Klienci porównują szeroką ofertę, coraz częściej podejmują decyzję dopiero po oddaniu budynku do użytkowania, a gotowe mieszkania stały się alternatywą do „dziury w ziemi”. Niesprzedany stock jest więc przede wszystkim pochodną wolniejszego procesu decyzyjnego i dużej podaży w takich miastach jak Katowice, a nie intencjonalnie utrzymywanym zapasem.

Nałożenie podatku w tej fazie cyklu podniosłoby koszty działalności i wprost przełożyło się na ceny mieszkań, obciążając finalnie nabywców. Jednocześnie mogłoby zniechęcić deweloperów do rozpoczynania nowych projektów w momencie, gdy rynek i tak się normalizuje, co w perspektywie ograniczyłoby podaż, zamiast ją stabilizować.

Damian Tomasik, prezes zarządu Alter Investment

Pomysł opodatkowania mieszkań niesprzedanych stawką gospodarczą to kierunek ryzykowny i krótkowzroczny. Tego typu rozwiązania mogą doprowadzić do sztucznego ograniczania podaży i zwiększenia cen, zamiast rozwiązania problemu dostępności mieszkań.

Zamiast karać deweloperów za dostarczanie gotowych lokali na rynek, państwo powinno upraszczać procesy planistyczne i administracyjne, które obecnie trwają po kilka lat i blokują nowe inwestycje. Z punktu widzenia Alter Investment takie regulacje nie dotkną bezpośrednio rynku gruntów, ale mogą obniżyć aktywność deweloperów kupujących grunty, a tym samym spowolnić proces inwestycyjny w całym łańcuchu wartości.

Tomasz Kaleta, dyrektor zarządzający ds. sprzedaży i marketingu w Develii

Firmy deweloperskie dążą do jak najszybszej sprzedaży lokali, a utrzymywanie gotowych mieszkań oznacza dla nich zablokowanie środków i dodatkowe koszty. Zgadzamy się ze stanowiskiem Polskiego Związku Firm Deweloperskich, zgodnie z którym propozycja wprowadzenia wyższych podatków od gotowych mieszkań, które nie znalazły jeszcze nabywców jest nieuzasadniona i mogłaby negatywnie wpłynąć na rynek. Takie rozwiązanie uderzyłoby najmocniej w mniejsze podmioty, które z uwagi np. na zaciągnięte kredyty i inne zobowiązania finansowe nie są w stanie obniżać cen mieszkań.

Nie spodziewamy się, że wprowadzenie opodatkowania stawką gospodarczą mieszkań wybudowanych i niesprzedanych przełoży się na wzrost cen. Z naszego doświadczenia wynika, że dobrze przygotowane inwestycje sprzedają się już na etapie budowy, dlatego udział gotowych mieszkań w naszej ofercie nie przekracza 1-2 proc. To znacznie mniej niż średni poziom rynkowy, który w zależności od miasta wynosi od 10 do 20 proc.

Anita Makowska, Starszy Analityk Biznesu w Archicom

Jako uczestnik rynku z dużą uwagą śledzimy wszelkie potencjalne zmiany legislacyjne, które mogą wpływać na sektor mieszkaniowy. Dlatego z zainteresowaniem obserwujemy dyskusję wokół pomysłu wprowadzenia stawki gospodarczej dla mieszkań niesprzedanych. Rozumiemy, że intencją samorządów jest poszukiwanie nowych źródeł dochodów i narzędzi wspierających zrównoważony rozwój lokalnych rynków, natomiast każda decyzja w tym zakresie powinna być poprzedzona rzetelną analizą skutków, zarówno dla miast, jak i dla branży deweloperskiej.

Utrzymywanie pewnej liczby gotowych, niesprzedanych mieszkań jest naturalnym elementem cyklu inwestycyjnego i wynika z dynamiki sprzedaży, a nie z działań o charakterze spekulacyjnym. Dane rynkowe pokazują, że skala zjawiska jest ograniczona, np. w Łodzi udział gotowych lokali wynosi obecnie ok. 20 proc., a w Trójmieście ok. 11 proc. Z naszych szacunków wynika, że potencjalne wpływy z takiego podatku byłyby raczej niewielkie, sięgające maksymalnie kilku milionów złotych.

Warto jednocześnie pamiętać, że uwarunkowania rynkowe różnią się w zależności od lokalizacji. W miastach o dużej podaży mieszkań, jak Katowice, dyskusja o dodatkowych instrumentach regulacyjnych może mieć swoje uzasadnienie, podczas gdy w aglomeracjach o ograniczonej dostępności lokali, jak Kraków, podobne rozwiązania mogłyby w praktyce hamować nowe inwestycje i wpływać na dalszy wzrost cen.

Mariusz Gajżewski, Head of Sales, Marketing and Communication BPI Real Estate Poland

Z założenia każdemu deweloperowi zależy na sprzedaży mieszkań jeszcze na etapie budowy. Mieszkania gotowe do zamieszkania, ale nie sprzedane, które znajdują się w portfelu firmy deweloperskiej, same w sobie generują dodatkowe koszty, jak czynsz do wspólnoty, opłaty za media (np. ogrzewanie). Dlatego uważam, że pomysł wprowadzenia podatku od niesprzedanych nieruchomości, który będzie kolejnym dodatkowym kosztem jest pomysłem chybionym. Nie sadzę, żeby wpłynął na szybszą sprzedaż nieruchomości.

Andrzej Swoboda, wiceprezes zarządu, Grupa CTE

Pomysł opodatkowania niesprzedanych mieszkań stawką właściwą dla nieruchomości komercyjnych budzi duże wątpliwości. Z perspektywy branży deweloperskiej takie rozwiązanie byłoby niekorzystne i mogłoby przynieść skutki odwrotne do zamierzonych. Niesprzedane lokale to naturalny element działalności deweloperskiej – proces sprzedaży trwa często wiele miesięcy po zakończeniu budowy, a utrzymywanie pewnej oferty rynkowej jest konieczne, by zachować płynność podaży i stabilność cen. Wprowadzenie wyższych stawek podatkowych mogłoby doprowadzić do ograniczenia inwestycji w nowych projektach, a w konsekwencji do spadku podaży mieszkań na rynku. To z kolei działałoby proinflacyjnie i mogło przyczynić się do dalszego wzrostu cen.

Zamiast wspierać dostępność mieszkań, takie obciążenie finansowe mogłoby więc paradoksalnie ją zmniejszyć. W naszej ocenie znacznie skuteczniejsze byłoby wspieranie inwestycji mieszkaniowych i tworzenie stabilnych warunków dla ich finansowania, co w dłuższej perspektywie przyniosłoby korzyści zarówno nabywcom, jak i całej gospodarce.

Zuzanna Należyta, dyrektor ds. handlowych w Eco Classic

Podobnie jak raportowanie cen mieszkań nie wpłynęło i nie wpłynie na ich obniżenie, tak podnoszenie podatku od mieszkań niesprzedanych nie zwiększy ich dostępności, bo nie jest mi znana sytuacja, w której deweloper budowałby i „chował” mieszkania, żeby ich nie sprzedać. Od 2 lat mamy istotną nadpodaż, co widać po licznych promocjach i rabatach więc żaden deweloper nie chce żeby mieszkania mu „stały”. Jeżeli tak się dzieje to wyłącznie w powodu braku możliwości nabywczych klientów.

Mabion prezentuje strategię 2025–2030

Mabion wprowadza zaktualizowaną strategię rozwoju, której celem jest wzmocnienie pozycji Spółki jako elastycznego, zaawansowanego technologicznie CDMO oraz pozyskanie nowych kontraktów w modelu usługowym i rozwijanie nowych innowacyjnych projektów na bazie posiadanej własności intelektualnej. Strategia opiera się na trzech filarach: rozwoju technologicznym, doskonałości operacyjnej i wzmacnianiu kapitału ludzkiego.

Najważniejsze założenia strategii na lata 2025–2030:

  • Technologiczny skok: rozwój leków biopodobnych (mAb), a także leków ADC (koniugaty przeciwciało-lek, ang. antibody-drug conjugates) we współpracy ze strategicznymi partnerami.
  • Wzrost mocy i efektywności: zwiększenie zdolności wytwórczych produkcji substancji leczniczych (ang. Drug Substance – DS) o 40–50%, zwiększenie ogólnej efektywności sprzętu (ang. Overall Equipment Effectiveness) o 20% oraz skrócenie czasu kluczowych procesowych o 20%.
  • Silniejsza organizacja: rozwój i zatrzymanie kluczowych talentów, wdrożenie kultury szybkiego myślenia oraz wzmocnienie marki Mabion na rynkach globalnych.
  • Nowe segmenty: projekty w obszarze leków biopodobnych, koniugaty przeciwciał (ang. Antibody-Drug Conjugate – ADC), leki bispecyficzne/innowacyjne, leki biologiczne o precyzyjnym działaniu (ang. precision handling biologics) oraz weterynaryjne produkty biologiczne.
  • Ekspansja na nowe rynki: MENA (Bliski Wschód i Afryka Północna) oraz Azji.
  • Ambicje finansowe: osiągnięcie w 2030 r. przychodów 1,5x powyżej średniej z lat 2021–2025 (wynoszącej ponad 70 mln PLN), przy marży EBITDA >30%.

Mabion ogłosił nową strategię na lata 2025–2030, której celem jest zbudowanie pozycji jednego z najbardziej elastycznych i zaawansowanych technologicznie CDMO w Europie. Strategia ma zwiększyć rozpoznawalność Spółki na rynkach globalnych, poszerzyć portfolio projektów oraz wzmocnić zdolność konkurencyjną Mabion w obszarze leków biologicznych, gdzie liczy się technologia, szybkość działania i niezawodność. Nowy plan rozwoju zakłada pełną koncentrację na obszarze Drug Substance oraz wejście w segmenty o największym potencjale wzrostu.

Pierwszy filar strategii to zaawansowanie technologiczne, które stanowi fundament dalszej ekspansji Mabion. Obejmuje on zarówno rozwój i produkcję leków biologicznych, gdzie Spółka posiada ugruntowane kompetencje, jak i wejście w segment ADC, rozwijany w ścisłej współpracy ze strategicznymi partnerami. Mabion będzie odpowiadać za wytwarzanie i rozwój części białkowej, procesy upstream i downstream oraz analitykę, co pozwoli wejść w najbardziej dynamiczny segment rynku. Ważnym elementem tego filaru jest również powrót do projektu MabionCD20, ale już nie jako produkt biopodobny, lecz jako komponent innowacyjnego ADC, co otwiera przed firmą nowe możliwości rozwoju własności intelektualnej.

Drugi filar strategii to doskonałość operacyjna i optymalna skalowalność, które mają umożliwić realizację większej liczby projektów w krótszym czasie. Mabion planuje znacząco zwiększyć swoje moce wytwórcze substancji czynnej dzięki instalacji dwóch nowych reaktorów o pojemnościach 2000 L i 3000 L, co podniesie zdolności produkcyjne o 40–50%. W ramach usprawnienia procesów operacyjnych Spółka skupi się na poprawie ogólnej efektywności sprzętu (OEE) o 20% oraz skróceniu kluczowych lead time’ów również o 20%, m.in. poprzez cyfryzację zarządzania produkcją, lean management i eliminację wąskich gardeł. Równolegle Mabion wzmacnia obszar jakości. To działania kluczowe dla klientów, dla których przewidywalność i tempo realizacji projektów są równie istotne co ich jakość.

Trzeci filar obejmuje rozwój talentów i zwiększenie konkurencyjności organizacyjnej, budując fundament firmy gotowej na szybki wzrost i wejście w bardziej zaawansowane projekty. Mabion inwestuje w rozwój kadry poprzez programy dedykowane liderom i specjalistom, jasne ścieżki awansu i zwiększenie budżetu na szkolenia o 20% rocznie. Ważnym elementem tego filaru jest tworzenie kultury szybkiego reagowania i decyzyjności, wspieranej przez praktyczne wykorzystanie narzędzi AI. Spółka stawia także na wzmocnienie marki pracodawcy oraz zwiększenie swojej rozpoznawalności na globalnym rynku CDMO poprzez aktywność na wydarzeniach branżowych, rozbudowę sieci partnerów i działania komunikacyjne.

Geograficznie Mabion rozszerzy działalność na rynki MENA (Bliski Wschód i Afryka Północna) i Azji, korzystając z rosnącego zapotrzebowania na partnerów technologicznych w tych regionach. Docelowo Spółka będzie łączyć tradycyjny model fee-for-service z współtworzeniem projektów w formule co-development, dzieląc ryzyka, koszty i potencjalne zyski z klientami.

Celem finansowym Spółki jest osiągnięcie operacyjnego break-even do końca 2026 r., a w 2030 r. zwiększenie przychodów do poziomu 1,5 krotnie wyższego niż średnia z lat 2021–2025 (wynoszącej ponad 70 mln PLN), przy marży EBITDA przekraczającej 30%. Strategia będzie finansowana z kapitału własnego, przepływów pieniężnych, finansowania dłużnego oraz grantów unijnych.

Równolegle z aktualizacją Strategii Mabion 2025-2030 Spółka dokonała rewizji celów wynikających ze Strategii ESG na lata 2025-2027 i celem dostosowania jej do celów biznesowych wynikających z nowej strategii.

Gregor Kawaletz, Prezes Zarządu Mabion S.A. komentuje:

„Nowa strategia to jasny sygnał: Mabion przyspiesza. Stawiamy na to, co buduje realną wartość dla klientów technologię, skalowalność i partnerskie podejście. Wchodzimy w segmenty o największym potencjale wzrostu i rozbudowujemy moce, by obsługiwać bardziej zaawansowane projekty, szybciej i z większą przewidywalnością. Rynek CDMO zmienia się dynamicznie, a my chcemy być w gronie tych, którzy nadają tempo zmianom, a nie tych, którzy na nie reagują. Ta strategia wzmacnia naszą pozycję i znacząco zwiększa szanse na pozyskanie nowych kontraktów oraz budowę Mabion jako CDMO pierwszego wyboru w Europie.”

Piotr Świecki nowym dyrektorem Building Technology & Automation w SPIE Polska

SPIE Central Europe, spółka zależna Grupy SPIE, ogłosiła powołanie Piotra Świeckiego na stanowisko dyrektora pionu Building Technology & Automation (BTA) w SPIE Polska, ze skutkiem od 17 listopada 2025 roku.

Piotr Świecki przez lata odpowiadał za strategiczne obszary działalności, budowanie zespołów, optymalizację procesów oraz rozwój nowych segmentów biznesowych, dzięki czemu zdobył szerokie kompetencje menedżerskie. Posiada wieloletnie doświadczenie w prowadzeniu międzynarodowych projektów energetycznych i infrastrukturalnych – od projektowania i nadzoru inwestycji, przez zarządzanie realizacją dużych przedsięwzięć, po kierowanie podmiotami odpowiedzialnymi za rozwój nowych mocy wytwórczych i źródeł odnawialnych.

Dziękuję za zaufanie i powierzenie mi tej funkcji w kluczowym momencie rozwoju pionu BTA w Polsce. Przed nami wiele rynkowych wyzwań oraz intensywnych zadań, jednak jestem przekonany, że dzięki kompetencjom i zaangażowaniu zespołu będziemy w stanie konsekwentnie osiągać ambitne wyniki i wzmacniać satysfakcję naszych klientów ze współpracy z SPIE – powiedział Piotr Świecki, nowy dyrektor pionu Building Technology & Automation w SPIE w Polsce.

Dołączenie Piotra Świeckiego do zespołu SPIE Polska to ważny krok w dalszym wzmacnianiu naszej specjalizacji w obszarze Building Technology & Automation. Jego wieloletnie doświadczenie w zarządzaniu złożonymi projektami energetycznymi i infrastrukturalnymi oraz solidne zaplecze inżynierskie pozwolą nam konsekwentnie realizować strategię rozwoju i podnosić efektywność naszych działań. Jestem przekonany, że wniesie on świeże spojrzenie oraz dodatkowy impuls do optymalizacji współpracy w całym pionie. Dziękuję za decyzję o dołączeniu do SPIE i cieszę się na wspólną realizację ambitnych celów – powiedział Łukasz Nowiński, CEO SPIE Polska.

Piotr Świecki jest absolwentem Politechniki Warszawskiej, gdzie uzyskał tytuł doktora inżyniera. Karierę zawodową rozpoczął w firmie inżynierskiej CTBK Ekotechnika (obecnie CDM Smith), w której jako współwłaściciel odpowiadał za rozwój projektowania i nadzoru nad inwestycjami energetycznymi. W latach 2010-2013 pełnił funkcję dyrektora projektu budowy Elektrowni Puławy, a następnie prezesa zarządu tej spółki, należącej do PGE S.A. i Zakładów Azotowych S.A. Od 2013 roku był związany z grupą Budimex S.A., gdzie odpowiadał za budownictwo energetyczne i przemysłowe, pełnił funkcje dyrektora budownictwa, prokurenta oraz członka komitetu wykonawczego. W latach 2023-2025 kierował spółką BXF Energia, rozwijając projekty i inwestycje w odnawialne źródła energii. Ukończył szkolenia z zarządzania projektami na The George Washington University oraz programy biznesowe Akademii Leona Koźmińskiego. Jest również absolwentem Advanced Management Program w IESE Business School w Barcelonie.

Działalność Grupy SPIE w Polsce – pion BTA

SPIE w Polsce działa w kluczowych obszarach infrastruktury technicznej, oferując zaawansowane rozwiązania z zakresu automatyki budynkowej, zarządzania technicznego nieruchomościami, energetyki, telekomunikacji oraz Smart City. Wdraża nowoczesne systemy dla budynków i instalacji, zapewnia ich kompleksową obsługę techniczną, a także tworzy i utrzymuje infrastrukturę energetyczną, w tym OZE. Jej kompetencje obejmują również budowę i rozwój sieci telekomunikacyjnych oraz projektów miejskich związanych z inteligentnym oświetleniem. Dzięki połączeniu doświadczenia w projektowaniu, integracji i utrzymaniu infrastruktury krytycznej SPIE wspiera klientów w efektywnym zarządzaniu obiektami oraz podnoszeniu ich bezpieczeństwa oraz niezawodności, odpowiadając na potrzeby nowoczesnych miast, instytucji publicznych i przedsiębiorstw.

Jednym z filarów działalności SPIE w Polsce jest pion Building Technology & Automation, który odpowiada za projektowanie, wdrażanie i serwis zaawansowanych systemów automatyki budynkowej oraz technicznych instalacji. Dzięki temu SPIE dostarcza klientom kompleksowe rozwiązania – od zarządzania instalacjami elektrycznymi, poprzez systemy BMS/BAS, aż po integrację technik zabezpieczeń i kontroli dostępu. W ramach tej struktury SPIE koncentruje kompetencje inżynieryjne i operacyjne, zapewniając najwyższą jakość usług technicznych oraz długoterminowe wsparcie infrastruktury obiektowej.

Platforma ERLI z jednym z najlepszych kwartałów w historii

Platforma ERLI podsumowuje trzy kwartały 2025 roku, notując historyczne wyniki i jeden z najsilniejszych kwartałów w swojej historii. W okresie od stycznia do września 2025 r. wartość sprzedanych produktów (GMV) na platformie wyniosła 1,29 mld zł, co oznacza wzrost o 52% r/r. Łączna wartość transakcji (TPV) sięgnęła 1,37 mld zł, a liczba transakcji przekroczyła 6,3 mln (+57%). Przychody ERLI wzrosły o 62% do 189,7 mln zł, a zysk operacyjny (EBITDA) sięgnął 15,4 mln zł – aż o 95% więcej niż rok wcześniej.

Najważniejsze dane po 9 miesiącach 2025 roku:

  • GMV: 1,29 mld zł (+52% r/r)
  • TPV: 1,37 mld zł (+52%)
  • Przychody: 189,7 mln zł (+62%)
  • EBITDA: 15,4 mln zł (+95%)
  • Liczba transakcji: 6,3 mln (+57%)
  • Sprzedane produkty: 15,3 mln (+59%)
  • Liczba zarejestrowanych użytkowników: ponad 6 mln
  • Aktywne oferty: średnio 46,9 mln dziennie (+68% r/r)
  • Nowi sprzedawcy: +5271 sklepów od początku roku

Tylko w samym trzecim kwartale 2025 roku GMV wyniosło 462,6 mln zł (+50% r/r), przy przychodach na poziomie 69,3 mln zł (+61%) i rekordowej efektywności – EBITDA w Q3 wzrosła niemal trzykrotnie, do 6,5 mln zł.

Ten rok pokazuje, że w polskim e-commerce jest miejsce na realną alternatywę wobec globalnych gigantów i dużych platform. Tak dynamiczny rozwój ERLI jest efektem konsekwentnego stawiania na partnerskie podejście do sprzedawców, uczciwą politykę cenową i rozwój technologii, która ułatwia codzienne zakupy milionom użytkowników. Dziś jesteśmy w czołówce marketplace’ów w Polsce, ale nasze ambicje się na tym nie kończą mówi Adam Ciesielczyk, Prezes i Założyciel ERLI.

Dynamiczny wzrost sprzedaży i rosnąca liczba zarejestrowanych użytkowników

Po dziewięciu miesiącach 2025 roku na ERLI zarejestrowanych jest już ponad 6 mln użytkowników, a tylko w tym roku dołączyło 1,44 mln nowych. Co więcej, 1,36 mln osób dokonało pierwszego zakupu – o 19% więcej niż w analogicznym okresie roku 2024. Użytkownicy kupili ponad 15 milionów produktów (+59% r/r), a do platformy dołączyło ponad 5 tysięcy nowych sprzedawców.

Największą dynamikę wzrostu w samym trzecim kwartale 2025 roku odnotowano przy kategoriach Kultura i Rozrywka (+107% GMV r/r), Uroda (+92% r/r), Motoryzacja (+76% r/r), Supermarket (+68% r/r) oraz Elektronika (+53% r/r).

Mobilność i doświadczenie użytkownika

Silny rozwój odnotowała aplikacja mobilna ERLI, która stała się głównym kanałem zakupowym platformy – ponad 60% GMV generowane jest już z poziomu aplikacji. Jej sukces wynika z konsekwentnych inwestycji w UX, szybkość działania oraz personalizację oferty.

Rosnąca konwersja w aplikacji to efekt m.in. wdrożenia nowych rozwiązań sprzedażowych – takich jak e-Gazetka promocyjna, nagrodzona w plebiscycie Blix Awards 2025 – Wybór Konsumentów w kategorii „Trendy i Nowości”. Uznanie zdobyła za kompleksowe podejście do ścieżki zakupowej i nowoczesne wykorzystanie narzędzi marketingowych online.

Technologia i przewaga konkurencyjna

ERLI konsekwentnie rozwija narzędzia oparte na sztucznej inteligencji, które automatyzują rekomendacje produktowe i optymalizują obsługę klienta.

W ramach strategii budowania lojalności i pewności zakupu, platforma wdrożyła Gwarancję Najniższej Ceny. To rozwiązanie, które aktywnie zwalnia kupujących z konieczności weryfikacji cen u konkurencji, zapewniając, że wybierają najbardziej konkurencyjną ofertę dostępną na rynku.

Skala i tempo naszego wzrostu nie byłyby możliwe bez technologii. AI i automatyzacja pozwalają nam skuteczniej reagować na potrzeby użytkowników i partnerów, a jednocześnie zwiększać efektywność operacyjnąpodkreśla Adam Ciesielczyk.

Perspektywy: rekordowy finał roku w zasięgu ręki

ERLI przygotowuje się do najintensywniejszego okresu sprzedażowego roku – czwartego kwartału, obejmującego Black Friday i sezon świąteczny. Platforma planuje dalsze inwestycje w rozwój aplikacji mobilnej, rozwiązania wspierające sprzedawców oraz partnerstwa z kluczowymi operatorami płatności i dostaw.

Naszym celem jest utrzymanie wysokiego tempa wzrostu przy jednoczesnym dalszym wzmacnianiu pozycji rynkowej. Chcemy, by zakupy na ERLI były jeszcze wygodniejsze, szybsze i bardziej dostępne dla użytkowników w całej Polsce. Przed nami intensywny finał roku, do którego jesteśmy bardzo dobrze przygotowanidodaje Adam Ciesielczyk.

Polska przywraca ruch na granicy, ale dekret Łukaszenki może zniwelować efekty

Od 17 listopada wznowiono ruch na dwóch zamkniętych dotychczas drogowych przejściach granicznych z Białorusią: Bobrowniki–Bierestowica oraz Kuźnica Białostocka–Bruzgi. Jest to ewidentnie próba wyjścia naprzeciw trudnej sytuacji przedsiębiorców działających w przygranicznych powiatach. Zamknięte przejścia graniczne nie uderzają tylko w transport i logistykę, ale także w handel i usługi. Bez swobodnego przepływu transportu na granicy nie ma sensu, by prowadzić regularny handel, znika tam również tranzyt oraz przepływ pracowników między krajami. Przewoźnicy drogowi od miesięcy alarmowali, że zamknięcie przejść granicznych zamyka nam możliwość transportu towarów w stronę Chin.

Czy obecna decyzja rządu znacząco wpłynie na sytuację przewoźników drogowych? Na ten moment trudno to oceniać jednoznacznie, bo przecież zaledwie kilkanaście dni temu prezydent Białorusi wydał dekret o zakazie przemieszczania się po terytorium tego kraju transportów zarejestrowanych w Polsce i na Litwie. Może okazać się, że tak ważna zmiana w tym przypadku nie będzie mieć żadnego, gospodarczego znaczenia.

Sytuacja przewoźników drogowych pozostaje bardzo trudna i zadaniem rządzących powinno być wyjście naprzeciw potrzebom branży, która od momentu wybuchu wojny w Ukrainie, z trudnością radzi sobie ze stabilnością funkcjonowania.

Autor: Dariusz Matulewicz, prezes Zachodniopomorskiego Stowarzyszenia Przewoźników Drogowych

Czy zakup drukarki w firmie nadal ma sens? Przewodnik dla zarządu

Drukarka w firmie – czy inwestycja nadal ma sens w dobie cyfrowej transformacji?

Wiele organizacji stawia dziś na pełną digitalizację – fakturowanie online, dokumenty elektroniczne, archiwa w chmurze. Jednak mimo tej zmiany, urządzenie tak „fizyczne” jak drukarka pozostaje istotnym elementem infrastruktury biurowej. Dla kadry zarządzającej istotne jest, by zakup takiego sprzętu wpisywał się w strategię efektywności i optymalizacji kosztów.

1. Drukarka jako narzędzie operacyjne – nie tylko sprzęt biurowy

Każda drukarka w firmie to więcej niż urządzenie — to element procesu: druk umów, faktur, materiałów marketingowych, etykiet wysyłkowych, dokumentów HR. Przy decyzji o zakupie warto zadać pytania:

  • Jak duży jest miesięczny wolumen wydruków?

  • Czy przeważają dokumenty tekstowe, czy materiały graficzne i kolorowe?

  • Czy drukarka będzie częścią procesu (np. wysyłki, logistyki, archiwizacji)?

  • Jakie są obecne i przewidywane koszty eksploatacji?

Dla menedżerów kluczowe jest, by sprzęt nie był jedynie “wydatkiem” , lecz inwestycją wspierającą wydajność.

2. Wydatki ukryte – materiały eksploatacyjne pod lupą

Zakup samej drukarki to zazwyczaj mały fragment całkowitego kosztu. Kluczowe są materiały eksploatacyjne: tusze, tonery, materiały serwisowe.

 Warto analizować:

  • koszt jednej strony wydruku — nie tylko cenę urządzenia,

  • dostępność modeli zamiennych — które mogą znacznie obniżyć koszty,

  • kompatybilność i gwarancję działania.

Dla przykładu: w firmach z urządzeniami marki HP warto przyjrzeć się, jakie są tusze do drukarki HP oraz alternatywy – to może wpłynąć na budżet firmy.

3. Technologia druku – wybór zgodny z potrzebą firmy

Typ drukarki Kiedy warto ją wybrać Kluczowe zalety
Laserowa (mono lub kolor) Wysokie wolumeny wydruków, dokumenty, etykiety Szybkość, niższy koszt strony
Atramentowa kolorowa Materiały marketingowe, grafika, niższe wolumeny Lepsza jakość kolorów, niższy koszt wejścia

Decyzja powinna być ukierunkowana na aktualne i prognozowane potrzeby drukowania – nie tylko raz rocznie analiza, ale cyklicznie, w kontekście strategii rozwoju.

4. Integracja z cyfrową infrastrukturą firmy

Nowoczesna drukarka to nie tylko papier i tusz — to część większego systemu IT i procesów:

  • łączność bezprzewodowa (Wi-Fi, Ethernet) i mobilny druk,

  • druk z chmury, zabezpieczenia dokumentów, zarządzanie flotą drukarek,

  • monitorowanie i raportowanie kosztów druku — istotne dla działu finansów i zarządu.

Taki sprzęt służy nie tylko jako urządzenie biurowe, ale jako element efektywnego procesu biznesowego.

5. Rekomendacje dla zarządu i działu operacyjnego

  • Oblicz Total Cost of Ownership (TCO) dla urządzenia i eksploatacji na 3‑5 lat.

  • Stwórz politykę drukowania w firmie: kto może drukować w kolorze, jakie są limity, kiedy druk fizyczny jest naprawdę konieczny.

  • Wybieraj dostawców, którzy oferują zarówno oryginały, jak i zamienniki wysokiej jakości – wspierając elastyczność kosztową.

  • Monitoruj, zbieraj dane i optymalizuj proces — drukarka może stać się wskaźnikiem efektywności operacyjnej, nie tylko biurowym sprzętem.

W obliczu cyfrowej transformacji drukarka nadal może być strategicznym elementem infrastruktury, pod warunkiem, że jej zakup i eksploatacja są przemyślane. Dla kadry zarządzającej to nie sprzęt z pobocznej listy — to decyzja wpływająca na koszt, wydajność i płynność procesów. Zakupując, inwestuj świadomie.

Polska decyduje o przyszłości elektromobilności. Wkrótce rozstrzygnięcie konkursu o dofinansowanie z KPO.

Walka o ponad 4,8 mld zł z Krajowego Planu Odbudowy (KPO) na realizację programu „Instrument wsparcia dla gospodarki niskoemisyjnej” – czyli projektu samochodów elektrycznych i technologii związanych z elektromobilnością – dobiega końca.  Wkrótce mają zostać podpisane umowy a pieniądze trafić do beneficjentów do połowy 2026 roku. Eksperci postulują o dodatkowe analizy, obawiając się, że błędne decyzje NFOŚ mogą prowadzić do finansowania chińskich producentów za unijne środki.

Według informacji Pulsu Biznesu z lipca br. o budżet z KPO ubiegały się: ElectroMobility Poland (wniosek o 4,5 mld zł), WIKE (wniosek na realizacje projektu związanego z magazynowaniem energii i OZE), SES Hydrogen Energy FE (wniosek na 284 mln zł na rozwój hubów wodorowych i produkcję elektrolizerów), Green Zone Energy Poland (wnioskowana kwota 246 mln zł na projekty OZE), Green Bio Energy Systems (wniosek na 178 mln zł na biogazownię kogeneracyjną), Adaptive Motors Poland (wniosek na 599 mln zł na fabrykę elektrycznych vanów „eVanPL” w Kleszczowie).

Największy budżet chce pozyskać Electromobility Poland (EMP), która od wielu lat prezentuje się jako firma z ‘’misją rozwoju przyszłości nowej motoryzacji w Polsce”. Okazuje się jednak, że spółka ta – po 9 latach działania – wciąż tkwi w miejscu, a zarząd firmy otwarcie przyznał, że bez pieniędzy z KPO i udziału chińskiego inwestora projekt w Jaworznie nie powstanie. Ta radykalna zmiana strategii wywołała obawy ekspertów rynku motoryzacyjnego, którzy obawiają się, że nowy kurs rozwoju EMP może zmierzać w niebezpiecznym kierunku – wspierania chińskich partnerów z rosyjskimi powiązaniami.

W materiałach EMP można przeczytać, że w przyszłości „powstanie 7 tysięcy miejsc pracy, z czego 5 tysięcy na Śląsku”. 9 lat działalności nie potwierdza jednak tych obietnic. W polskim przemyśle motoryzacyjnym już dziś zatrudnionych jest ponad 200 tysięcy osób – w przedsiębiorstwach, które faktycznie coś wytwarzają: auta, silniki, podzespoły, wiązki, elektronikę oraz komponenty dla światowych koncernów. To branża odpowiadająca za 8% PKB i jeden z najważniejszych filarów eksportu, zbudowana na produkcji, a nie na obietnicach z folderów reklamowych – konstatuje Tomasz Nowicki, autor portalu Francuski.pl (Zamknijcie w cholerę to całe Electromobility Poland, Francuski.pl 16.11.2025).

Ile lat można wierzyć w te zapewnienia – zastanawia się Tomasz Nowicki, autor portalu Francuskie.pl W materiałach Electromobility Poland (EMP) wygląda na to, że im częściej, tym lepiej – jakby samo powtarzanie hasła miało w końcu wyczarować realną fabrykę, prawdziwe samochody i działający biznes. Niestety, rzeczywistość jest brutalna: od sloganu do przemysłu droga jest długa, a EMP od lat nawet nie wyszło z przedsionka – ostrzega ekspert.  Autor zwraca uwagę na sposób finansowania przedsiębiorstwa przez ostanie lata. Okazuje się, że finansowanie zapewniają środki publiczne– koszty pokrywają podatnicy.

Chiński partner zamiast polskiej marki

Eksperci są zgodni – zmiana strategii EMP może nieść konsekwencje dla przemysłu i gospodarki Polski. Wnioskowane 4,5 mld zł z KPO miałyby – według deklaracji firmy – pracować „dla Polski”, choć towarzyszy temu radykalna zmiana koncepcji: zamiast polskiej marki Izera ma powstać europejski hub z silnym udziałem inwestorów z Chin.

Ta zmiana koncepcji projektu – gdzie w miejsce narodowej marki Izera ma powstać europejski hub z nową marką oraz szerokim udziałem chińskich inwestorów – stoi w sprzeczności z 3 podstawowymi zasadami, mocno forsowanymi przez UE: wspierania i wzmacnianie europejskich technologii, firm, marek i pracowników, ograniczania rosnącego zaangażowania i wpływów chińskich firm motoryzacyjnych w Europie oraz prawnemu (w postaci sankcji) ograniczaniu powiązań rosyjskich w Europie.

Pierwsze założenia dotyczące EMP mówiły o powstaniu „narodowej” marki Izera, która miała sprzedawać „polski samochód elektryczny”. Szybko okazało się, że opracowanie od zera auta elektrycznego to mrzonki, więc EMP zaczęło szukać partnera, który mógłby dostarczyć technologię – podsumowuje Red. Mirosław Domagała w Interia.pl. (15.08.25)

W tym miejscu należy wyraźnie wskazać, że podstawowym celem KPO – z definicji – jest odbudowa gospodarki po pandemii COVID-19 oraz zwiększenie jej odporności i konkurencyjności wybranych sektorów gospodarki i państwa w dłuższym okresie. Środki na KPO pochodzą z unijnego Instrumentu na rzecz Odbudowy i Zwiększania Odporności (RRF), który jest częścią szerszego Unijnego planu Plan Odbudowy dla Europy (NextGenerationEU). Polska otrzymała je w ramach dwóch umów z Komisją Europejską: jako część dotacji (bezzwrotnych) i część pożyczkową (preferencyjne pożyczki).

Jednym z podstawowych zadań inwestycji – w rozumieniu twórców planu – jest wspieranie europejskiej konkurencyjności. Czy zatem środki dla Electomobility Poland winny być przeznaczone na stworzenie dogodnych warunków i gwarancji dostępu do rynku UE dla chińskich partnerów (oficjalny komunikat EMP)?

Unia Europejska musi bronić swojego przemysłu samochodowego przed chińską konkurencją, w tym dokonać ponownej oceny celu zerowej emisji dla nowych samochodów osobowych i dostawczych do 2035 roku – powiedział Stephane Sejourne, były szef MSZ Francji w wywiadzie dla włoskiej La Stampy. Dodał, że UE powinna również rozważyć dywersyfikację swojego eksportu i ustanowić nowe zasady ochrony produkcji w Europie. https://www.reuters.com/world/china/eu-must-protect-car-industry-chinese-rivals-commissioner-says-2025-11-07/

Działania, mające na celu ograniczenie wpływów chińskich producentów, podejmują również Stany Zjednoczone. Tesla i jej dostawcy zastąpili już niektóre komponenty wyprodukowane w Chinach częściami wyprodukowanymi w innych krajach. Firma planuje w ciągu najbliższego roku lub dwóch zastąpić wszystkie pozostałe komponenty tymi wyprodukowanymi poza Chinami – napisał w piątek „WSJ”, powołując się na osoby bliskie sprawie.

Chińscy partnerzy z rosyjskimi koneksjami

Niestety, chęć promocji chińskich partnerów i wspierania ich ekspansji na polskim rynku przez zarząd Electromobility Poland może mieć jeszcze inne implikacje. Jak podkreślają eksperci rynku motoryzacyjnego, wiele chińskich marek jest wspieranych i blisko współpracuje z Rosją.

Jak wynika z licznych analiz obecności chińskim marek w Rosji, producenci Państwa Środka chętnie korzystają na rynku rosyjskim z miejsca zwolnionego przez Europejczyków po inwazji Rosji na Ukrainę i wprowadzeniu sankcji w 2022 roku. Badanie firmy Inovev.com wskazuje jasno, że udział chińskich marek w rosyjskim rynku wyniósł już ponad 61% na koniec 2024 roku (wzrost o 10% w ciągu jednego roku). Gdy w 2022 r. niemal wszyscy, międzynarodowi producenci samochodów opuścili Rosję – zostali jedynie Chińczycy. Wielu przyszło na miejsce zwolnione przez Europejczyków i Japończyków. Można wskazać cztery koncerny, które w Rosji czują się najpewniej, cieszą się największą popularnością, które szczególnie upodobały sobie Rosję, jako obszar swoich działań. Do najbardziej aktywnych, chińskich producentów na rosyjskim rynku należą: Geely, Chery, Great Wall Motors, JAC Motors.

Przypomnijmy. Business Insider Polska informował 16.10.25, że to właśnie chiński koncern Geely był pierwotnie partnerem technologicznym projektu Izera, jednak współpraca zakończyła się w październiku 2025 roku. Obecnie polska spółka ElectroMobility Poland (EMP) szuka nowych partnerów z Chin, a wśród potencjalnych kandydatów wymieniane są firmy Chery oraz Li Auto. (‘’Izera bez Geely i pieniędzy z KPO. Znamy nazwę nowego partnera polskiego elektryka’’, BIP, 16.10.2025)

Pytania o potencjalne zagrożenie jeszcze większą inwigilacją polskiego rynku motoryzacyjnego przez chińskich (i zaprzyjaźnionych rosyjskich) ekspertów nasuwa się samo…

Czy uzasadnionym jest wspieranie z funduszy Unijnych (przekazanych Polsce w postaci KPO) firm, które chcą promować chińskich partnerów, blisko związanym z rosyjskim biznesem? Nie jest bowiem tajemnicą, że relacje polityczne i biznesowe obu państw (i ich gospodarek) można nazwać partnerską współpracą… Czy Unia Europejska, rząd RP nie powinni jeszcze raz poddać analizie tego projektu – zwracają uwagę eksperci.

Żródła:

https://francuskie.pl/zamknijcie-w-cholere-to-cale-electromobility-poland/ https://businessinsider.com.pl/technologie/motoryzacja/izera-bez-geely-i-pieniedzy-z-kpo-oto-nowy-partner-dla-polskiego-elektryka/8m8hnjz, https://motoryzacja.interia.pl/wiadomosci/news-co-dalej-z-polskim-autem-elektrycznym-bez-chinskiego-wsparci,nId,22174508, https://www.bankier.pl/wiadomosc/Tesla-zrywa-z-Chinami-Producent-wymaga-od-dostawcow-wykluczenia-komponentow-9040210.html, https://www.inovev.com/index.php/en/market-analyses/category-blog/21292-2025-04-11?utm_source=chatgpt.com.

Złoty stabilny mimo mocnego dolara: fundamenty Polski wciąż imponują

Na rynku pojawia się coraz mniej głosów, mówiących o redukcji kosztu pieniądza w USA jeszcze w tym roku. Jeżeli do niego nie dojdzie, kolejna możliwość pojawia się dopiero pod koniec stycznia, co na ten moment umacnia dolara. Porozumienie USA i Szwajcarii tylko chwilowo wspiera franka, któremu dziś ciąży ujemny odczyt PKB. W poniedziałek poznaliśmy odczyty inflacji bazowej z Polski.

Zmiana oczekiwań

Nowy tydzień rozpoczynamy próbą zejścia głównej pary walutowej świata poniżej 1,16 USD. Dodam, że w trakcie czwartkowej i piątkowej sesji eurodolar atakował poziom 1,165 USD. Za spadkiem notowań o pół centa i próbie dalszej zniżki stoi zmiana oczekiwań w polityce monetarnej FED. Jeszcze do niedawna scenariuszem dominującym było grudniowe cięcie o 25 punktów bazowych. Jednak ostatniego tygodnia entuzjazm wokół redukcji kosztu pieniądza w 2025 roku przygasał z każdą kolejną sesją. Efektem jest zmiana narracji wśród inwestorów. W poniedziałek scenariuszem bazowym na grudzień stał się brak ruchu, za czym opowiada się ponad połowa ankietowanych (55,4%). Kolejna obniżka ma nastąpić dopiero pod koniec stycznia. Takie przesunięcie działa na korzyść dolara, którego koszt nie zostanie obniżony przez kolejne dwa miesiące. Zmianę narracji w sprawie obniżek należy jednak traktować krótkoterminowo, gdyż po otwarciu rządu USA rynek znów na bieżąco będzie otrzymywać i analizować dane z amerykańskiej gospodarki. Kolejna ważna publikacja już w czwartek i dotyczyć będzie rynku pracy za oceanem. Dzień wcześniej poznamy tzw. „minutki FED”.

Odreagowanie franka

Pod koniec ubiegłego tygodnia otrzymaliśmy potwierdzenie porozumienia handlowego USA ze Szwajcarią. Nie znamy jednak wszystkich szczegółów, które Biały Dom planuje publicznie ujawnić „niedługo”. Wiemy natomiast, że ma nastąpić obniżka wysokości ceł z obecnych 39% na 15%. Dodatkowo Helweci zainwestują 200 mld dolarów w Stanach za czasów kadencji Trumpa. Piątkowe potwierdzenie porozumienia umocniło szwajcarską walutę na forex. Kurs CHF/PLN około godziny 14:00 poszybował na lokalny szczyt przy 4,61 PLN. Szybko jednak okazało się, że reakcja była zbyt eufotyczna. Po emocjonującej informacji nastąpiło odreagowanie, które trwało przez cały piątkowy wieczór. Pod koniec sesji CHF na wielu wykresach wrócił do poziomów sprzed opublikowania wiadomości o osiągniętym porozumieniu. Dodatkowo nowy tydzień przywitał Szwajcarów spadkami. Frankowi nie jest do śmiechu po publikacji mówiącej o kurczeniu się helweckiej gospodarki. PKB za trzeci kwartał spadł o 0,5% k/k. Jest to pierwszy wynik poniżej kreski od 2 lat, a niższego rezultatu należy szukać dopiero w czasie pandemii, czyli 5 lat temu. Ujemny rezultat zachwiał frankiem, który w poniedziałek o poranku osłabiał się na rynku. Kurs CHF/PLN o godzinie 13:00 spadł poniżej 4,58 PLN.

Złoty pozostaje silny

Otoczenie zewnętrzne nie wpływa znacząco na krajową walutę, która mimo umocnienia amerykańskiego dolara, pozostaje silna na rynku. Fundamentem, który wspiera PLN, jest utrzymywanie się inflacji konsumenckiej na poziomie 2,8% r/r przy wysokim PKB 3,7% r/r. Dodatkowo piątkowe dane od Eurostat potwierdzają, że Polska rozwija się najszybciej we Wspólnocie (poza Irlandią), a Komisja Europejska w swoich prognozach na 2026 rok wskazuje nasz kraj w czołówce rozwoju (3,5% r/r). Dziś poznaliśmy także dane o inflacji bazowej (bez żywności i energii). Wartość wskaźnika spadła z 3,2% do 3% r/r. Zniżka jest jednak płytsza od prognozowanej 2,9% r/r. Reakcja złotego nie była jednak znacząca. W poniedziałek o godzinie 14:00 kurs EUR/PLN oscyluje przy 4,22 PLN, a USD/PLN to 3,64 PLN. Rodzima waluta traci jedynie do funta, gdyż notowania wracają z 4,78 PLN do 4,80 PLN. Wzrosty te są jednak spowodowane odreagowaniem słabości wyspiarskiej waluty, której GBP doświadczał podczas kilku ostatnich sesji.

Frank i euro rosną, jen pod presją: polityka USA znów w centrum uwagi

Po wielu tygodniach błądzenia bez kluczowych odczytów ze Stanów Zjednoczonych stopniowo z danych zacznie wyłaniać się obraz amerykańskiej gospodarki. Ma to szczególne znaczenie w kontekście kolejnych decyzji Fedu.

Kluczowe punkty:

  • Wzrost PKB Polski pozostaje silny.
  • Amerykański shutdown dobiegł końca.
  • W czwartek opublikowany zostanie wrześniowy raport NFP.
  • Wskaźniki PMI dla gospodarek G3 dadzą obraz globalnej gospodarki.
  • GBP traci na zwrocie Laburzystów ws. podatku dochodowego.

Ubiegłotygodniowe wahania na rynkach akcji, zwłaszcza spółek technologicznych, nie miały większego przełożenia na rynek walutowy. Waluty G10 utrzymywały się w wąskich przedziałach. Jedynymi wyjątkami były frank szwajcarski, który doświadczył silnej aprecjacji dzięki wiadomościom o porozumieniu handlowym z USA, które obniża cła dla Szwajcarii do unijnego poziomu, oraz jen japoński, który stracił przez powrót obaw dotyczących rozrzutności na froncie fiskalnym i monetarnym. Choć zamknięcie amerykańskiego rządu dobiegło końca, nie wiadomo, które kluczowe zaległe raporty zostaną opublikowane i kiedy. Grudniowa decyzja Rezerwy Federalnej dotycząca stóp procentowych będzie w pełni zależna od tych danych, a rynek walutowy nie obiera jasnego trendu, póki obraz stanu amerykańskiej gospodarki nie będzie pełny.

W tym tygodniu uwaga skupi się na wznowieniu publikacji gospodarczych z USA, w szczególności opóźnionym wrześniowym raporcie NFP (non-farm payrolls) w czwartek (20.11). Oczy inwestorów zwrócą się również na minutki z październikowego posiedzenia Fedu, dane o inflacji w Wielkiej Brytanii (oba środa, 19.11) oraz wstępne wskaźniki PMI dla aktywności biznesowej w gospodarkach G3 (piątek, 21.11). Na koniec tego tygodnia powinniśmy mieć jaśniejszy obraz perspektyw zarówno dla Rezerwy Federalnej, jak i Banku Anglii. Co do Wielkiej Brytanii, reakcja rynku obligacji skarbowych na ostatnie nagłówki dotyczące budżetu będzie dla funta kluczowa.

PLN

Złoty wciąż radzi sobie dobrze, a kurs EUR/PLN spadł do ok. 4,22. Wpisuje się to w szerszy europejski trend – podobnej aprecjacji doznały w ostatnich dniach także i pozostałe waluty regionu, takie jak forint węgierski czy korona czeska. Opublikowany w ubiegłym tygodniu odczyt dynamiki PKB w III kwartale potwierdził, że wzrost pozostaje silny – w skali roku wzrósł do najwyższego od trzech lat poziomu 3,7%. Wciąż czekamy na szczegóły, m.in. dotyczące inwestycji, wszystko wskazuje jednak na to, że nadal kluczowa pozostaje konsumpcja.

Ten tydzień nie przyniesie wielu istotnych danych z kraju. Poznamy jedynie odczyt październikowej inflacji bazowej w poniedziałek (17.11). Raczej nie wpłynie on w istotnym stopniu na złotego, którego ruchy powinny pozostać zależne od sytuacji na szerokim rynku.

EUR

Europejski Bank Centralnej jest w prostszej sytuacji niż Bank Anglii czy Rezerwa Federalna. Wydaje się, że zakończył cykl obniżania stóp procentowych. Inflacja w strefie euro jest blisko celu 2% i nie kieruje się w górę. Rynek pracy jest zaś odporny – choć widoczne są duże różnice regionalne, we wspólnym bloku przybywa miejsc pracy. Obawy dotyczące deficytu fiskalnego we Francji są naszym zdaniem w dużej mierze zrównoważone przez optymizm w kontekście rozluźniania fiskalnego w Niemczech, które zaczyna być już odzwierciedlone w miękkich wskaźnikach gospodarczych. Wspiera to nasz pogląd, że w nadchodzących miesiącach euro będzie doświadczać łagodnej aprecjacji.

W tym tygodniu nie poznamy wielu pierwszorzędowych odczytów gospodarczych ze strefy euro. W środę (19.11) opublikowane zostaną dane o październikowej inflacji, będzie to jednak zaledwie rewizja, nie będzie więc raczej miała większego wpływu na wspólną walutę. Istotniejsze będą wstępne listopadowe wskaźniki PMI (piątek 21.11), które powinny pokazać kolejny miesiąc solidnego wzrostu aktywności biznesowej. Pod koniec tygodnia przemawiać będzie prezeska EBC Christine Lagarde, nie sądzimy jednak, by wpłynęło to istotnie na rynek.

USD

Najdłuższe w historii zamknięcie rządu USA dobiegło w zeszłym tygodniu końca – Demokraci i Republikanie zawarli porozumienie, które sfinansuje działalność rządu co najmniej do końca stycznia. Nieliczne dane prywatne publikowane w ciągu ostatnich dwóch tygodni sugerują, że przyrost miejsc pracy w ostatnim czasie spadł, wciąż jednak nie widać oznak masowych zwolnień. Pomimo niepewności oraz zalążkowych oznak ochłodzenia na rynku pracy, wyprzedaż dolara była bardzo stonowana, w dużej mierze dzięki niedawnemu jastrzębiemu zwrotowi Rezerwy Federalnej.

Warto zauważyć również gotowość Trumpa do obniżenia ceł, w celu redukcji kosztów życia, co można przyjąć za uznanie ich proinflacyjnego wpływu. W średnim terminie średnia stawka celna prędzej spadnie, niż wzrośnie. Jak wspomnieliśmy, w tym tygodniu uwaga skupi się na od dawna wyczekiwanym raporcie NFP za wrzesień, który będzie opublikowany w czwartek (20.11) zamiast jak zwykle w piątek.

GBP

Całkowity zwrot Partii Pracy w sprawie podniesienia stawek podatku dochodowego na nowo wzbudził w ubiegłym tygodniu niepokój na rynku brytyjskich obligacji skarbowych. Po piątkowych komunikatach, były one wyprzedawane, a Wyspy ponownie przewodzą fali wzrostu rentowności w gospodarkach G10. Brytyjskie akcje również radzą sobie gorzej ze względu na obawy dotyczące wiarygodności rządu – możliwość złamania reguł fiskalnych, które nałożyli sami Laburzyści, oraz niepewność dot. tego, w jaki sposób kanclerz Rachel Reeves załata teraz ogromną dziurę w finansach publicznych.

Opublikowane w ubiegłym tygodniu dane z rynku pracy potwierdziły panujące na nim ochłodzenie – bezrobocie wzrosło, a firmy kontynuują zwolnienia. Ponury tydzień dla Wielkiej Brytanii i funta dopełniły słabe odczyty PKB. Wyprzedaż na rynku obligacji skarbowych i uporczywie wysoka inflacja komplikują to, co w innym wypadku byłoby oczywistą odpowiedzią Banku Anglii na pogorszenie danych – obniżanie stóp procentowych.

Wdrożenie ERP i CRM w chmurze z pomocą softwarehouse’u

Migracja systemów ERP i CRM do środowiska chmurowego staje się naturalnym kierunkiem dla firm, które chcą zwiększyć elastyczność i unowocześnić procesy biznesowe bez rozbudowy własnej infrastruktury. Nowoczesne platformy chmurowe umożliwiają skalowanie zasobów, automatyzację aktualizacji oraz szybszy dostęp do danych, co wspiera podejmowanie trafnych decyzji operacyjnych. Współpraca z doświadczonym softwarehouse’em pomaga przeprowadzić analizę potrzeb, przygotować odpowiednią architekturę i zadbać o integracje z istniejącymi systemami. Dzięki temu wdrożenie staje się bardziej przewidywalne, a organizacja może skupić się na rozwoju produktów i usług, zamiast na utrzymaniu złożonego zaplecza technologicznego.

Dlaczego warto wdrożyć ERP i CRM w chmurze? Kluczowe korzyści dla firm

Przeniesienie systemów ERP i CRM do chmury otwiera przed firmami możliwość korzystania z zaawansowanych narzędzi bez konieczności inwestowania w kosztowny sprzęt i lokalne środowiska serwerowe. Rozwiązania chmurowe zapewniają stabilny dostęp do danych oraz możliwość błyskawicznego zwiększania lub zmniejszania zasobów w zależności od aktualnego zapotrzebowania. To szczególnie istotne w organizacjach, które dynamicznie rosną lub działają sezonowo. Dodatkowo dostawcy chmury dbają o ciągłe aktualizacje i zabezpieczenia, co znacząco podnosi poziom ochrony danych oraz zmniejsza obciążenie działów IT. Firmy korzystające z chmurowych ERP i CRM zyskują także lepszą widoczność procesów, płynniejszą współpracę między działami oraz dostęp do analityki wspierającej szybkie reagowanie na zmiany rynkowe. Dobrze zaplanowana migracja pozwala usprawnić codzienne operacje, ograniczyć przestoje i stworzyć solidny fundament pod dalszą cyfryzację przedsiębiorstwa.

Rola softwarehouse’u w procesie wdrożenia: analiza, personalizacja i integracje

Współpraca z doświadczonym partnerem technologicznym znacząco ułatwia wdrożenie systemów ERP i CRM w chmurze, zwłaszcza gdy firma korzysta z wielu aplikacji lub wymaga rozbudowanych integracji. Zewnętrzny zespół może przeprowadzić analizę procesów, zaplanować architekturę rozwiązania i dopasować moduły tak, aby odpowiadały realnym potrzebom biznesu. Istotnym elementem jest również przygotowanie migracji danych oraz stworzenie integracji pozwalających łączyć nowe środowisko z istniejącymi narzędziami, takimi jak systemy księgowe, platformy sprzedażowe czy rozwiązania do raportowania. Softwarehouse realizujący takie projekty bierze odpowiedzialność za konfigurację, testy i wsparcie powdrożeniowe, dzięki czemu ryzyko opóźnień i błędów jest znacznie mniejsze. Wśród zespołów specjalizujących się w tego typu usługach znajduje się Develtio, działające również jako Software House w Katowicach, co stanowi przykład partnera łączącego kompetencje developerskie z doświadczeniem w projektach chmurowych. Tego rodzaju współpraca pozwala firmie skupić się na rozwoju organizacji, zamiast na złożonych zadaniach technicznych.

Jak przebiega skuteczne wdrożenie ERP i CRM w chmurze krok po kroku?

Skuteczne wdrożenie ERP i CRM w chmurze wymaga uporządkowanego procesu, który rozpoczyna się od analizy potrzeb biznesowych oraz oceny gotowości organizacji do migracji. Na tym etapie definiowane są wymagania funkcjonalne, zakres integracji i priorytety wdrożeniowe. Kolejny krok to przygotowanie architektury rozwiązania, wybór usług chmurowych i określenie sposobu przeniesienia danych. Po stworzeniu środowiska projektowego zespół konfiguruje moduły, realizuje integracje i prowadzi testy, aby upewnić się, że system działa zgodnie z oczekiwaniami. Ważnym elementem jest również szkolenie użytkowników oraz stopniowe przejście do produkcji, często z krótkim okresem równoległego działania starego i nowego systemu. Po uruchomieniu rozwiązania firma powinna regularnie monitorować jego wydajność i wprowadzać usprawnienia w oparciu o dane operacyjne. Dobrze przeprowadzony proces wdrożenia nie tylko poprawia przepływ informacji, lecz także wspiera dalszą cyfryzację i pozwala organizacji szybciej reagować na zmiany rynkowe. Dzięki temu nowy system staje się realnym wsparciem w skalowaniu działalności i optymalizacji codziennych procesów.

Sprawdź także usługi: Opieka nad stroną internetową oraz Tworzenie i projektowanie aplikacji webowych

Bumech chce przejąć Capital Partners. Spółka składa ofertę na 9 mln akcji

Bumech S.A. złożył ofertę nabycia akcji nowej emisji, notowanej na GPW, spółki Capital Partners S.A. w likwidacji. Śląska spółka, w ramach subskrypcji prywatnej, jest zainteresowana nabyciem 9.000.000 sztuk akcji serii D spółki Capital Partners, co pozwoli na przejęcie kontroli nad spółką. Oferta została złożona po cenie emisyjnej wynoszącej 0,20 PLN, tj. za łączną cenę w wysokości 1,8 mln PLN. Bumech w pierwszej kolejności będzie dążył do odwrócenia procesu likwidacji spółki, a następnie do połączenia ze spółką z Grupy Bumech – Modern Solutions for Environment sp. z o.o. Docelowa działalność będzie koncentrować się na produkcji i dostarczaniu mediów – energii elektrycznej, cieplnej i wody (tzw. „multi-utility”) w oparciu o potencjał terenów poprzemysłowych z wykorzystaniem zrównoważonych źródeł energii oraz zasobów wodnych.

– W przypadku wyboru naszej oferty, Bumech posiadałby 50% wszystkich akcji Capital Partners i stanie się największym akcjonariuszem tej spółki. Złożona przez Bumech oferta nabycia zawiera opis modelu biznesowego proponowanego do wdrożenia przez Capital Partners. Naszą główną motywacja całej transakcji i procesu jest możliwość uzyskania dostępu do tańszego i zdywersyfikowanego finansowania zewnętrznego dla planowanych projektów – podkreśla Michał Kończak, Wiceprezes Zarządu Bumech S.A. i dodaje – Po przejęciu kontroli operacyjnej nad spółką zamierzamy w pierwszej kolejności wyprowadzić Capital Partners z procesu likwidacji, a następnie dokonać połączenia z naszą spółką zależną Modern Solutions for Environment (MSE). Powstały w ten sposób podmiot prowadzić będzie działalność w oparciu o zasoby i kompetencje Modern Solutions for Environment.

Kluczowe elementy działania połączonych podmiotów zakładają budowę hybrydowego systemu zaopatrzenia ludności w wodę, ciepło i energię elektryczną z wykorzystaniem infrastruktury pokopalnianej, w modelu multi-utility. W pierwszym etapie działalność opierałaby się o już posiadane przez MSE zasobach i kompetencjach – jak ciepłownia o mocy 17 MWt, stacja uzdatniania wody w tym pitnej, zarzadzanie elektrociepłownią o mocy 9 MWe + 9 MWt oraz systemem energetycznym. Docelowa działalność koncentrować się będzie na produkcji, magazynowaniu i dostarczaniu energii elektrycznej, cieplnej i wody w oparciu o potencjał terenów poprzemysłowych z wykorzystaniem odnawialnych i zrównoważonych źródeł energii oraz zasobów wodnych, w oparciu o posiadane i planowane zasoby magazynowania energii (100MWh) oraz produkcji OZE (50 MWe).

W kolejnych etapach realizowane będą inwestycje między innymi w modernizację stacji uzdatniania wody do wydajności 2,4 mln m³/rok i budowę ciepłowni geotermalnej o mocy 100 MWt. W dalszej kolejności instalację systemów OZE o mocy 60+ MWe (fotowoltaika) i 10 MWe (wiatr) wraz ze zwiększeniem pojemności magazynów energii do 300 MWh.

Planujemy ponadto wdrożenie układu kogeneracyjnego 9 MWe/9 MWt dla stabilizacji bilansu mocy i gwarantującego stabilne zaopatrzenie w energię naszych odbiorców. Jako Grupa chcemy stworzyć w Czechowicach – Dziedzicach regionalny hub energetyczny i wodny na bazie infrastruktury Kopalni Węgla Kamiennego „Silesia”. Projekt przewiduje wykorzystanie istniejącej sieci przyłączy, Głównego Punktu Zasilającego oraz ciepłowni przemysłowej, co znacząco skróci czas realizacji i ograniczy nakłady inwestycyjne. Realizacja inwestycji stworzy ok. 100 nowych miejsc pracy w sektorze energetycznym, wodnym i inżynieryjnym, wzmacniając lokalny rynek pracy – zakończył Michał Kończak.

Warto dodać, że Modern Solutions for Environment przystąpiła już do realizacji dwóch inwestycji MSE-ME1, w ramach której wybudowany zostanie magazyn energii o mocy 50 MW i 100 MWh pojemności. Wcześniej spółka informowała m.in. o przygotowaniach do budowy elektrowni fotowoltaicznej o mocy do 50 MWp na terenach pokopalnianych, gdzie zamierza produkować zieloną energię.

Z kolei w 2023 r. Przedsiębiorstwo Górnicze „Silesia” sp.  z o. o. uruchomiło nowoczesną instalację kogeneracji, w której do produkcji energii elektrycznej i ciepła wykorzystywany jest metan pochodzący z odgazowania kopalni. Składająca się z trzech silników CHP elektrociepłownia generuje ok. 9 MWe energii elektrycznej i 9MWt energii cieplnej.

Komornik ukarany 20 900 zł za niezgłoszenie wycieku danych dłużnika

0

Prezes Urzędu Ochrony Danych Osobowych ponownie przypomina administratorom danych, że pojęcie „mało prawdopodobnego ryzyka” należy interpretować niezwykle wąsko. Najnowsza decyzja organu pokazuje, że nawet pozornie „błaha” pomyłka, która na pierwszy rzut oka nie wydaje się groźna, może prowadzić do poważnych konsekwencji dla osób, których dane dotyczą.

Prezes UODO Mirosław Wróblewski nałożył prawie 21 tys. zł kary na komornika sądowego, który wysłał pismo o zajęciu wynagrodzenia do niewłaściwego adresata i nie zgłosił tego incydentu ani organowi nadzorczemu, ani osobie, której dane ujawniono. Dodatkowo nakazał natychmiastowe powiadomienie właściwego dłużnika o naruszeniu.

Pomyłka w kancelarii komorniczej – ujawnione dane wrażliwe finansowo

W przesyłce znalazły się dane szczególnie narażone na nadużycia: imię i nazwisko, numer PESEL, adres oraz kwota zajęcia komorniczego. O błędzie jako pierwsza poinformowała osoba, która otrzymała cudzą korespondencję. Zgłosiła sprawę zarówno komornikowi, jak i UODO, obawiając się, że jej własne dokumenty mogły trafić do niewłaściwego odbiorcy.

Komornik jednak nie podjął wymaganych działań – ani nie powiadomił organu nadzorczego, ani osoby, której dane zostały ujawnione. W ocenie administratora incydent był jednostkowy, odbiorca zachował się „odpowiedzialnie”, a więc ryzyko negatywnych konsekwencji było – zdaniem komornika – „mało prawdopodobne”.

UODO: nie można pominąć analizy ryzyka

Postępowanie wykazało, że komornik w ogóle nie przeprowadził analizy ryzyka, choć to ona powinna stanowić podstawę decyzji o zgłaszaniu naruszenia. Prezes UODO podkreślił, że samo przekonanie administratora nie może zastąpić rzetelnej oceny.

Zgodnie z decyzją z 23 października 2025 r., aby uznać ryzyko za „mało prawdopodobne”, administrator musi wykazać, że skutek naruszenia nie powinien się zmaterializować w ogóle. W angielskiej wersji RODO użyto terminu unlikely, co – jak wskazuje regulator – oznacza stan graniczący z niemożliwością, a nie tylko ograniczone prawdopodobieństwo.

Dlaczego w tym przypadku ryzyko było realne?

UODO zwrócił uwagę m.in. na:

  • rosnącą skalę wyłudzeń kredytów na cudze dane – tylko w IV kwartale 2024 r. odnotowano 2661 takich prób na kwotę 80 mln zł,
  • ponad 12 tys. prób wyłudzeń w całym 2024 r. i podobną liczbę rok wcześniej,
  • realne ryzyko wykorzystania numeru PESEL i danych adresowych do przestępstw finansowych.

Organ wskazał także, że ryzyko należy oceniać z perspektywy osoby, której dane wyciekły – nie administratora, który musi dochować staranności.

W tym przypadku prawidłowo przeprowadzona analiza powinna doprowadzić do wniosku o wysokim ryzyku naruszenia praw lub wolności, co obliguje:

  • do zgłoszenia incydentu Prezesowi UODO (art. 33 RODO),
  • do powiadomienia osoby, której dane wyciekły (art. 34 RODO).

Wytyczne EROD: zgłoszenie jest obowiązkiem, wyjątek dotyczy tylko sytuacji skrajnych

Prezes UODO przypomniał również, że pomocne w interpretacji są Wytyczne Europejskiej Rady Ochrony Danych 9/2022. Wynika z nich jednoznacznie, że zgłoszenia można zaniechać jedynie wtedy, gdy nie istnieją realne szanse na wystąpienie negatywnych skutków dla osoby fizycznej.

Jest to więc sytuacja wyjątkowa – nie działa tu zasada „niska szkodliwość czynu”, lecz praktycznie „brak ryzyka”.

Dlaczego zgłaszanie naruszeń jest kluczowe?

UODO podkreśla, że zgłaszanie incydentów:

  • umożliwia organowi ocenę, czy administrator właściwie zarządzał ryzykiem,
  • pozwala osobie poszkodowanej podjąć działania ochronne (np. monitoring BIK, zastrzeżenie dokumentów, zmiana haseł),
  • wpływa na poprawę poziomu bezpieczeństwa przetwarzania danych w podmiotach publicznych i prywatnych.

Regulator zaznacza także, że osoby, których dotyczy naruszenie, nie zawsze są świadome zagrożeń – dlatego rzetelna informacja od administratora jest niezbędna.

Wniosek: „mało prawdopodobne ryzyko” to nie wygodne usprawiedliwienie

Decyzja UODO wyraźnie pokazuje, że:

  • administrator musi przeprowadzić ocenę ryzyka przed podjęciem decyzji o niezgłaszaniu naruszenia,
  • interpretacja „małego prawdopodobieństwa” musi być zgodna z praktyką EROD,
  • każde ujawnienie PESEL i danych finansowych to potencjalnie poważne naruszenie,
  • brak analizy i brak zgłoszenia mogą skutkować sankcją finansową.

Komornik otrzymał karę łącznie 20 900 zł oraz obowiązek natychmiastowego powiadomienia osoby dotkniętej naruszeniem.

Bitcoin i Ethereum pod presją inflacji: jak dane makro wpływają na rynek krypto?

W ostatnich dniach rynek kryptowalut ponownie znalazł się w centrum zainteresowania inwestorów po publikacji nowych danych makroekonomicznych ze Stanów Zjednoczonych. Najważniejsze były odczyty inflacyjne CPI i PPI, które pokazują kondycję gospodarki i jednocześnie mają ogromny wpływ na decyzje Rezerwy Federalnej. Te z kolei decydują o kierunku, w którym poruszą się aktywa ryzykowne takie jak Bitcoin, Ethereum czy popularne altcoiny. W kontekście takich wydarzeń coraz częściej pojawia się pytanie w jakie nowe kryptowaluty z potencjałem zainwestować, bo rynek wyraźnie reaguje na każdy sygnał płynący z gospodarki USA.

Najnowsze odczyty inflacji

Odczyt CPI za sierpień wyniósł 2,9 procent rok do roku i był zgodny z prognozami analityków. Inflacja konsumencka utrzymuje się więc na poziomie umiarkowanym, ale nie spada tak szybko, jak chciałyby tego rynki finansowe. Z kolei inflacja producentów PPI zaskoczyła pozytywnie, bo wyniosła 2,6 procent wobec oczekiwanych 3,3 procent. To sygnał, że koszty wytwarzania towarów rosną wolniej, a to w dłuższej perspektywie może przełożyć się na mniejszą presję inflacyjną u konsumentów. Takie dane sprawiają, że inwestorzy na chwilę odetchnęli, ale nie oznacza to końca zmienności.

Reakcja rynku kryptowalut

Reakcja rynku była natychmiastowa. Bitcoin powrócił do okolic 114 tysięcy dolarów, Ethereum utrzymuje się w pobliżu 4400 dolarów, a część altcoinów jak Solana czy Dogecoin notuje kilkuprocentowe wzrosty. Co ciekawe, większe zainteresowanie wzbudziły również tokeny związane z projektami DeFi i stablecoinami. Duże portfele inwestycyjne, tzw. whales, zwiększają pozycje w tokenach takich jak Uniswap, Ethena czy Ondo. Inwestorzy wyraźnie poszukują projektów, które w warunkach zmieniającej się polityki monetarnej są w stanie utrzymać wartość i przyciągnąć realnych użytkowników.

Dlaczego inflacja jest kluczowa dla kryptowalut

Dlaczego dane o inflacji są tak istotne dla kryptowalut? Wyższa inflacja oznacza zazwyczaj ryzyko podwyżek stóp procentowych. Droższy pieniądz ogranicza chęć inwestowania w aktywa ryzykowne, bo inwestorzy wolą bezpieczne lokaty w obligacjach czy depozytach. Gdy jednak inflacja spada albo utrzymuje się w ryzach, rosną nadzieje na obniżki stóp procentowych. Wtedy do gry wraca kapitał, a aktywa takie jak Bitcoin i Ethereum notują wzrosty. Widać więc wyraźną zależność między oczekiwaniami co do decyzji Fed a kondycją rynku kryptowalut.

Niepewność decyzji Fed

Na obecnym etapie sytuacja jest niejednoznaczna. Z jednej strony dane PPI dają nadzieję na złagodzenie presji inflacyjnej, z drugiej CPI nie pokazuje dużego spadku. Fed wciąż musi balansować między walką z inflacją a chęcią utrzymania wzrostu gospodarczego. Każdy kolejny raport będzie więc bacznie obserwowany, a rynek krypto reagować będzie niemal natychmiast. Można się spodziewać, że najbliższe posiedzenie Fed stanie się momentem przełomowym, który może wywołać silne ruchy cenowe.

Projekty z potencjałem na tle niepewności

Patrząc na szerszy obraz warto zauważyć, że inwestorzy coraz bardziej interesują się projektami o solidnych fundamentach i realnym zastosowaniu. Uniswap, jako jedna z największych zdecentralizowanych giełd, zapewnia płynność i jest filarem rynku DeFi. Ethena koncentruje się na rozwiązaniach opartych o stablecoiny, które w okresie inflacyjnej niepewności zyskują znaczenie jako bezpieczniejsza przystań. Ondo natomiast stawia na łączenie kryptowalut z realnymi aktywami, co budzi zainteresowanie instytucji i może stanowić dodatkowy bufor stabilności.

Scenariusze na najbliższe miesiące

Na horyzoncie widać więc kilka możliwych scenariuszy. Jeśli Fed zdecyduje się na cięcie stóp procentowych, rynek kryptowalut otrzyma silny impuls wzrostowy. Bitcoin i Ethereum mogą wówczas kontynuować dynamiczny rajd, a kapitał zacznie płynąć również do mniejszych projektów. Jeśli jednak inflacja okaże się uporczywa i Fed wstrzyma się z decyzją, kryptowaluty mogą przejściowo tracić na wartości. Niezależnie od tego, zainteresowanie cyfrowymi aktywami nie słabnie, a rynek dojrzewa, kierując kapitał do projektów z potencjałem.

Co jeszcze kształtuje rynek

Warto pamiętać, że oprócz danych makroekonomicznych i decyzji Fed duże znaczenie ma także kondycja dolara oraz nastawienie inwestorów instytucjonalnych. Silny dolar ogranicza atrakcyjność kryptowalut, a słabszy ją zwiększa. Z kolei napływ kapitału przez fundusze ETF czy inne regulowane produkty podnosi stabilność całego rynku. To elementy, które w najbliższych miesiącach będą współkształtować ceny Bitcoina, Ethereum i nowych tokenów.

Perspektywy długoterminowe

Patrząc w dłuższej perspektywie, rynek kryptowalut coraz bardziej dojrzewa i zyskuje na znaczeniu w światowych finansach. Wiele instytucji finansowych, które jeszcze kilka lat temu podchodziły do Bitcoina czy Ethereum z rezerwą, dziś otwarcie inwestuje w cyfrowe aktywa i tworzy własne produkty oparte na blockchainie. To znak, że kryptowaluty stają się częścią globalnego systemu finansowego, a nie jedynie spekulacyjnym narzędziem. W miarę jak regulacje będą się stabilizować, a inwestorzy zyskają większe poczucie bezpieczeństwa, można oczekiwać dalszego napływu kapitału i umocnienia pozycji całego rynku.