Osłabienie peso argentyńskiego i liry tureckiej uderzyło w złotego

W minionym tygodniu wśród inwestorów ponownie pojawiły się obawy przed rozprzestrzenianiem się kryzysu walutowego. Po dość długim okresie przerwy, tureckie rynki zostały ponownie otwarte, po czym lira znów poszybowała w dół.

W środku tygodnia znacznemu osłabieniu uległo peso argentyńskie. Waluta Argentyny doświadczyła gwałtownych spadków po tym jak kraj zwrócił się do Międzynarodowego Funduszu Walutowego z prośbą o przyspieszenie wypłaty programu pomocowego. Najbardziej sytuację tę odczuły waluty krajów latynoamerykańskich. Wyprzedaży doświadczyła większość z nich. Pewnym wyjątkiem był real brazylijski, który wprawdzie osłabił się, jednak odrobił większość strat po interwencji banku centralnego.

Waluty krajów G10 pozostały względnie stabilne w obliczu rosnącej niepewności. Wyjątkiem były: frank szwajcarski – umocnił się dzięki inwestorom szukającym mniejszego ryzyka, oraz dolar australijski, który osłabił się na wieść o podwyższeniu przez krajowe banki oprocentowania hipotek.

Najbliższy tydzień przyniesie serię istotnych danych makroekonomicznych dla Stanów Zjednoczonych. W piątek opublikowany zostanie raport o rynku pracy, na którym skupi się uwaga większości inwestorów. Istotne będą również nowe dane o deficycie handlowym oraz wskaźnik ISM dla sektora przemysłu. W tym tygodniu zostanie również opublikowany projekt włoskiego budżetu. Pozwoli on oszacować, w jakim stopniu koalicja rządowa będzie skłonna do konfrontacji z instytucjami Unii Europejskiej.

PLN

Ubiegły tydzień przyniósł osłabienie polskiego złotego. Polska waluta największe spadki odnotowała w relacji do franka szwajcarskiego i funta brytyjskiego. Złotemu w minionym tygodniu nie sprzyjał m.in. powrót obaw o sytuację w krajach EM (w szczególności w Argentynie i Turcji), wyprzedaż argentyńskiego peso i liry tureckiej, jak i słabość wspólnej europejskiej waluty. Kurs GBP/PLN istotnie zyskiwał również ze względu na wewnętrzną siłę funta, którego wspierał nieco większy optymizm strony europejskiej związany z informacjami, że Wielkiej Brytanii ostatecznie może udać się osiągnąć porozumienie z UE przed końcem roku.

Ubiegły tydzień przyniósł dane o inflacji w Polsce w sierpniu. Podobnie jak miesiąc wcześniej, dynamika cen wyniosła 2% w ujęciu rocznym i była w pełni zgodna z oczekiwaniami. Ciekawsza od danych o inflacji była rewizja szacunku ekspansji polskiej gospodarki w drugim kwartale br. Nowy szacunek był zbliżony do wstępnych danych, polska gospodarka na przestrzeni trzech miesięcy wzrosła realnie o 5,1% w ujęciu rocznym. Głównym silnikiem polskiej gospodarki pozostaje konsumpcja, której dynamika lekko pozytywnie zaskoczyła, wynosząc 4,9% r/r. Mocno rozczarował natomiast wzrost inwestycji, który wyniósł 4,5% r/r i był o połowę niższy od szacunków konsensusu ekonomistów.

Najważniejszym odczytem z Polski z tego tygodnia jest dzisiejszy indeks PMI dla przemysłu w sierpniu, którego publikacja rozczarowała. Aktywność w polskim przemyśle jest najniższa od końcówki 2016 r. W tym tygodniu warto zwrócić uwagę również na spotkanie Rady Polityki Pieniężnej, które odbędzie się w środę. Ważniejsza od samej decyzji RPP będzie oczywiście konferencja prasowa po spotkaniu.

GBP

W zeszłą środę główny negocjator ws. Brexitu ze strony Unii Europejskiej, Michel Barnier, obiecał Wielkiej Brytanii „niespotykane dotychczas partnerstwo”. Tym samym funt brytyjski otrzymał paliwo do umocnienia, które naszym zdaniem powinno doprowadzić do zamykania krótkich pozycji na brytyjskiej walucie, co docelowo powinno wesprzeć funta. W tym tygodniu brytyjski parlament ponownie rozpocznie dyskusję w kwestii Brexitu. Jakiekolwiek pozytywne wieści o stanie negocjacji w połączeniu z dobrymi odczytami wskaźników aktywności biznesowej (które zostaną opublikowane w pierwszej części tygodnia) mogą wpłynąć na wyraźne umocnienie szterlinga. Obecny poziom kursu waluty sugeruje bowiem, że rynki spodziewają się czegoś zbliżonego do tzw. “twardego” Brexitu.

EUR

Dane ekonomiczne dla strefy euro publikowane w ubiegłym tygodniu były dość mieszane. Ankiety Ifo, przeprowadzane wśród niemieckich inwestorów wskazały na poprawę sentymentu, w rezultacie umacniając wspólną europejską walutę. Niedługo potem jednak publikacja danych o inflacji rozczarowała, nie sprzyjając euro. Jeżeli nie zobaczymy wyraźnego trendu wzrostowego dynamiki cen zmierzającej w kierunku celu inflacyjnego EBC, bank centralny może zwlekać z podwyżkami stóp procentowych.

W oczekiwaniu na wrześniowe spotkanie EBC planujemy przyjrzeć się pierwszej propozycji budżetu włoskiej koalicji rządowej. W momencie pisania tego komentarza, istnieją pewne sygnały sugerujące, że planowany deficyt nie powinien przekroczyć 3-procentowego limitu, wyznaczonego przez UE. Jeśli tak rzeczywiście będzie, może to wesprzeć wspólną europejską walutę.

USD

W obliczu niewielu wieści gospodarczych jak i politycznych, dolar amerykański reagował na rosnącą awersję do ryzyka. Osłabienie liry tureckiej oraz silne spadki peso argentyńskiego skłoniły inwestorów do zakupu walut uznawanych za bezpieczne. Tym samym USD umocnił się względem walut gospodarek wschodzących – natomiast patrząc na waluty G10, dolar amerykański wypadł mniej więcej pośrodku stawki. Najbliższy tydzień powinien zapewnić Rezerwie Federalnej sporo informacji istotnych z perspektywy polityki monetarnej. Szczególnie wartościową publikacją będzie wspomniany wyżej raport o rynku pracy. Konsensus ekonomistów zakłada, że wzrost wynagrodzeń trzeci miesiąc z rzędu wyniesie 2,7% w ujęciu rocznym. Pozytywna niespodzianka w tej kwestii powinna wesprzeć dolara amerykańskiego.

Enrique Diaz-Alvarez, Ebury

Zbyt długa droga do konsultanta. Przedsiębiorcy tracą cierpliwość. MS: Pracujemy nad rozwiązaniem

Zamiast szybkiego załatwienia sprawy jest długie oczekiwanie na połączenie z konsultantem. Niejednokrotnie zajmuje ono nawet po 2 godziny i więcej. To scenariusz znany wielu przedsiębiorcom, którzy w ostatnich tygodniach zamierzali skorzystać z telefonicznego Centrum Pomocy Systemów Informatycznych Sądów Powszechnych. Ministerstwo Sprawiedliwości, odpowiedzialne za nadzór, tłumaczy się, że stopień skomplikowania udzielanych porad wydłuża czas rozmów. Średnio trwają ponad 35 minut, co ma wpływ na tworzące się zatory. Problem dostrzegają też pracownicy infolinii, którzy regularnie informują o tym przełożonych. Według ekspertów, nie ma wyjścia, infolinia musi działać sprawniej i mieć więcej pracowników. Zwracają też uwagę na to, że obecnie na jednego pracownika przypada ponad 50 tys. podmiotów. Resort słucha tych opinii i dokonuje zmian. Do obsługi interesantów przydzielił 6 dodatkowych etatów, które obecnie czekają na obsadzenie. Ponadto plany zakładają szerszą centralizację zasobów IT, co powinno skutecznie zniwelować trudności.

Problemy z obsługą

Z myślą o przedsiębiorcach powstało Centrum Wsparcia. Z założenia jego pracownicy mają udzielać pomocy technicznej przy obsłudze portalu S24. Umożliwia on składanie przez Internet wniosków zmianowych dla spółek z o.o., jawnych i komandytowych zarejestrowanych drogą elektroniczną. Ponadto pozwala na złożenie sprawozdań finansowych. Infolinia działa od poniedziałku do piątku w godzinach 7:30-15:30. Liczne przykłady z końcówki lipca oraz pierwszej połowy sierpnia świadczą o tym, że konieczne są zmiany w jej funkcjonowaniu. Dzwoniący wówczas pod numer telefonu (71) 748 96 00 musieli długo oczekiwać na rozmowę z konsultantem, czasem nawet ponad 2 godziny. Kolejka liczyła bowiem kilkanaście, a niekiedy kilkadziesiąt osób.

– Podjęliśmy już działania, aby wyeliminować problemy dotyczące zbyt długiego czasu oczekiwania na połączenie z konsultantem. Do obsługi infolinii przydzielonych zostało 6 dodatkowych etatów. Obecnie trwają nabory na te stanowiska, co powinno znacznie przyspieszyć pozyskiwanie informacji przez interesantów. Zwracamy przy tym uwagę na to, że stopień skomplikowania udzielanych konsultacji powoduje, iż jedna taka rozmowa telefoniczna trwa średnio ponad 35 minut – informuje Jan Kanthak, rzecznik prasowy Ministra Sprawiedliwości.

Z kolei adwokat Jakub Bartosiak podkreśla, że czas przedsiębiorcy jest cenny. Trudno nic nie robić przez godzinę lub dłużej i czekać na połączenie z konsultantem. Oczywiście, można się czymś zająć, ale to mocno dekoncentruje. Ciągle trzeba być w oczekiwaniu i mieć ułożone w głowie, o co zapytać, kiedy nagle rozpocznie się rozmowa. Ekspert zakłada, że pewne informacje są potrzebne tu i teraz, a nie np. za tydzień. Ponadto, jeśli sprawa dotyczy złożenia sprawozdania finansowego, to nikt nie może tego zrobić w imieniu właściciela firmy, nawet wyznaczeni pełnomocnicy. Kiedyś to było możliwe, ale zmieniono przepisy.

– Nie wyobrażam sobie, żebym jako przedsiębiorca czekała na połączenie dłużej niż 10 minut, bo po prostu nie mam na to czasu. Jeżeli znalazłabym się w takiej sytuacji, to z pewnością szukałabym pomocy w firmach doradztwa podatkowego czy kancelariach prawnych. Podobnie postąpiliby moi partnerzy biznesowi. Przy tak długiej kolejce nie nazwałabym infolinii Centrum Wsparcia – mówi dr Grażyna Majcher-Magdziak, jedna z założycielek Business Center Club.

Natomiast Krzysztof Michrowski, wspólnik w Michrowski Bartosiak Family Office, stwierdza, że ten kanał komunikacji nie funkcjonuje sprawnie z kilku powodów. Prawdopodobnie jedną z przyczyn jest bardzo duża liczba interesantów dzwoniących po wsparcie merytoryczne. Infolinia nie służy jednak do tego, żeby uzyskiwać pomoc prawną, tylko zgłaszać sprawy związane z problemami technicznymi. Ekspert zauważa także, że wszyscy interesanci dzwonią pod jeden zbiorczy numer telefonu oczekując w kolejce bez względu na zgłaszany problem. Należałoby więc już na wstępie umożliwić wskazanie tematyki poprzez tonowe wybranie numeru wewnętrznego. W praktyce zdarzało się też, że po długim oczekiwaniu, kiedy przedsiębiorca był już pierwszy lub drugi w kolejce, następowało zerwanie połączenia.

– Przedsiębiorca, który nie mógł uzyskać potrzebnych informacji, powinien sporządzić notatkę urzędową. Należy opisać próbę dodzwonienia się, wskazując datę i godzinę, a także napotkane problemy, np. rozłączenie. Wówczas dana osoba jest w stanie to wyjaśnić w przypadku kontroli czy zastrzeżeń urzędu, dlaczego popełniła wykazany błąd. Ale może też natrafić na bardzo nieprzyjemnego urzędnika, który powie, że trzeba było zająć się sprawą wcześniej i wziąć pod uwagę ewentualność nieprawidłowego działania takiego czy innego centrum pomocy – ostrzega adwokat Bartosiak.

Będzie lepiej?

Resort zapowiada wdrożenie zmian. Potwierdza to Jan Kanthak i jednocześnie zapewnia, że w celu usprawnienia działania infolinii prowadzone są również przygotowania do szerszej centralizacji zasobów IT. Obejmują one świadczenie pomocy telefonicznej. Kroki te, wraz ze zmianą sposobu zarządzania procesem wsparcia, umożliwią dostosowanie jakości, zakresu oraz czasu świadczenia usługi do rzeczywistych potrzeb przedsiębiorców.

– Warto ustalić, z jakiego rodzaju sprawami dzwonią przedsiębiorcy. Jeżeli wiele osób kontaktuje się z tym samym problemem, to można coś czytelniej opisać, zamieścić tutorial np. na YouTube, zmienić formularz czy zmodyfikować jakąś instrukcję postępowania. Resort powinien pomyśleć o prostszym rozwiązaniu, żeby za każdym razem pracownik infolinii nie prowadził rozmowy przez pół godziny, bo często to strata czasu dla obu stron. W 5 czy 10 minut można przedstawić proces działania, co zainteresowany powinien zrobić, ewentualnie jakie dokumenty złożyć w danym przypadku – dodaje Jakub Bartosiak.

Według dr Majcher-Magdziak, nie ma znaczenia, czy resort utworzy 5 razy więcej stanowisk dla konsultantów, czy też wydłuży godziny pracy infolinii. Liczy się efekt końcowy, czyli zapewnienie przedsiębiorcom sprawnej obsługi. Biorąc pod uwagę, że na jednego pracownika infolinii przypada obecnie aż 50 tys. firm, zmiany w organizacji muszą być poważne.

– Obecny rząd stawia na małych i średnich przedsiębiorców. Działanie portalu eKRS jest niewątpliwie ukłonem w ich stronę. Ma przyspieszyć procesy zakładania spółek, składania sprawozdań finansowych i obsługi administracyjnej. Sądzę, że w tym kontekście możemy oczekiwać poprawy funkcjonowania portalu i infolinii wsparcia technicznego, a problemy z jego działaniem zostaną ostatecznie rozwiązane, m.in. ze względu na naciski przedsiębiorców i nagłośnienie sprawy przez media – podsumowuje Krzysztof Michrowski.

Samochody klasy A – przegląd rynku

Najmniejsze miejskie samochody mają na naszym rynku ustabilizowaną pozycję – przede wszystkim ze względu na swoją cenę, która rzadko przekracza kwotę 40 tys. zł. Co więcej, producenci coraz lepiej wyposażają już podstawowe odmiany tych modeli – na liście akcesoriów niewymagających dopłaty często można znaleźć klimatyzację, system audio czy światła w technologii LED.

Toyota Aygo

Toyota Aygo
Toyota Aygo

Toyota Aygo to najpopularniejszy samochód segmentu A nie tylko w Europie, ale również w

Polsce. Zwinny „japończyk” wyprzedza swoich konkurentów i ma w naszym kraju 30-procentowy udział w rynku małych modeli. Ceny debiutującej w tym roku najnowszej odmiany tego modelu zaczynają się od 36 900 zł. Pod maską znajduje się 1-litrowa jednostka o powiększonej do 72 KM mocy. Współpracuje ona z 5-biegową manualną skrzynią biegów lub ze zautomatyzowaną przekładnią x-shift. Średnie spalanie wynosi od 4,1 litra na 100 km.

Na liście wyposażenia najtańszej odmiany znalazł się między innymi niewymagający dopłaty pakiet Comfort, w skład którego wchodzi manualna klimatyzacja oraz system audio z AUX, USB i 2 głośnikami. Dopłaty nie wymagają również światła do jazdy dziennej i tylne światła pozycyjne LED, a także światła główne w technologii projektorowej.

Suzuki Celerio

Suzuki Celerio
Suzuki Celerio

Ceny tego modelu zaczynają się od 39 900 zł. W tym przypadku pod maską samochodu znajduje się silnik o pojemności jednego litra, a napęd przekazywany jest za pomocą 5-biegowej manualnej skrzyni biegów. Zgodnie ze specyfikacją średnie spalanie w cyklu mieszanym to 4,3 litra na 100 km.

Na liście wyposażenia niewymagającego dopłaty znajdują się między innymi światła do jazdy dziennej, wspomaganie ruszania na wzniesieniu, manualna klimatyzacja oraz radio CD z MP3, dwoma głośnikami i Bluetooth.

Citroen C1

Citroen C1Najtańsza odmiana tego modelu kosztuje od 36 650 zł. Samochód ten oferowany jest z silnikiem benzynowym o pojemności 1 litra (72 KM) oraz z manualną skrzynią biegów o 5 przełożeniach. W ofercie występuje również automat. Oficjalne dane mówią o zużyciu paliwa w cyklu mieszanym na poziomie 4,1 l/100 km.

Zgodnie z cennikiem najtańsza odmiana tego modelu wymaga dopłaty na poziomie 800 zł za montaż radia MP3 z 2 głośnikami, a manualna klimatyzacja to koszt 3 200 zł.

Fiat Panda

Fiat PandaWłoski maluch startuje od 34 600 zł. Pod maską najtańszej odmiany znajduje się jednostka benzynowa o pojemności 1,2 litra i mocy 69 KM. Napęd przekazywany jest na koła przednie poprzez manualną skrzynię biegów o 5 przełożeniach. W ofercie nie występuje automatyczna skrzynia biegów. Średnie spalanie w cyklu mieszanym to 5,2 l/100 km.

W przypadku bazowej wersji przystosowanie do montażu radia to koszt na poziomie 450 zł, a system audio CD/MP3 kosztuje 1 000 zł. Manualna klimatyzacja z filtrem pyłkowym jest dostępna za 4 000 zł.

Hyundai i10

Hyundai i10
Hyundai i10

Najmniejszy „koreańczyk” kosztuje zgodnie z cennikiem podstawowym od 40 200 zł. Najtańsza wersja wyposażeniowa tego modelu ma pod maską silnik benzynowy o pojemności 1 litra i mocy 66 KM. Średnie spalanie tej jednostki to 5,1 l/100 km. W ofercie znajduje się manualna skrzynia biegów o 5 przełożeniach oraz 4-biegowy automat.

W podstawowej odmianie nie występuje klimatyzacja ani system audio. Cennik przewiduje jednak pakiet specjalny za 3 900 zł – na jego liście znajduje się manualna klimatyzacja, radio, regulacja wysokości fotela kierowcy oraz lusterka i klamki w kolorze nadwozia.

Kia Picanto

Kia Picanto
Kia Picanto

Drugi na liście koreański model zaczyna się zgodnie ze standardowym cennikiem od kwoty 39 900 zł. Samochód napędza benzynowa jednostka o pojemności jednego litra i mocy 67 KM. W tym przypadku napęd przekazywany jest za pomocą 5-biegowej manualnej skrzyni biegów. Zgodnie z oficjalnymi danymi średnie spalanie w cyklu mieszanym to 4,9 litra na 100 km.

Standardowe wyposażenie najtańszej odmiany obejmuje między innymi manualną klimatyzację i audio MP3 z 2 głośnikami, a także Bluetooth z zestawem głośnomówiącym do telefonu.

Opel Adam

Opel Adam
Opel Adam

Ceny tego modelu zaczynają się od 43 500 zł. Pod maską samochodu znajduje się silnik o pojemności 1 litra i mocy 90 KM. Napęd przekazywany jest poprzez manualną skrzynię biegów o 6 przełożeniach. Średnie spalanie wynosi wg oficjalnych danych 4,3 litra na 100 km.

Na liście wyposażenia podstawowej odmiany znajduje się radio z 4 głośnikami i złączem AUX. Klimatyzacja manualna występuje w wyższej wersji wyposażeniowej – w tym przypadku system audio ma również złącze USB i Bluetooth.

Renault Twingo

Renault Twingo
Renault Twingo

Samochód startuje zgodnie z cennikiem standardowym od kwoty 36 600 zł. Najtańsza odmiana wyposażona jest w silnik benzynowy o pojemności 1 litra i mocy 70 KM. Średnie spalanie w cyklu mieszanym wynosi 5,5 litra na 100 km. Napęd przekazywany jest za pomocą manualnej skrzyni biegów o 5 przełożeniach.

Producent wyposażył samochód w instalacje do montażu radia, a za 3 000 zł można doposażyć samochód w manualną klimatyzację i radioodtwarzacz z pilotem.

Skoda Citigo

Skoda Citigo
Skoda Citigo

Najtańsza pięciodrzwiowa odmiana tego modelu zaczyna się zgodnie z cennikiem od 38 400 zł. Samochód napędza jednolitrowa jednostka benzynowa o mocy 60 KM, a napęd przekazywany jest za pomocą 5-biegowej skrzyni manualnej. Zgodnie z oficjalnymi danymi średnie spalanie to 4,5 litra na 100 km.

W przypadku tej odmiany dopłaty nie wymaga manualna klimatyzacja, a na liście znalazło się radio CD, MP3 z wejściem USB i 2 głośnikami. Auto zostało również wyposażone w światła do jazdy dziennej LED.

VW up!

VW up!
VW up!

Najmniejszy niemiecki model zaczyna się zgodnie ze standardowym cennikiem od 39 040 zł. Samochód pod maską ma silnik benzynowy o pojemności 1 litra i mocy 60 KM. Napęd przekazuje 5-biegowa skrzynia przekładniowa.

Samochód został wyposażony między innymi w światła do jazdy dziennej LED. Dopłaty wymaga klimatyzacja i system audio. Ta pierwsza została wyceniona na 1 540 zł, a radio z 2 głośnikami na 1 440 zł.

Indeks PMI dla Polski negatywnie zaskoczył rynki. Problemy Włoch

Jedna z trzech największych agencji ratingowych świata obniża perspektywę kredytową Włoch. Indeks PMI dla Polski niespodziewanie negatywnie zaskoczył rynki.

Spada perspektywa ratingu Włoch

Agencja ratingowa Fitch obniżyła perspektywę kredytową Włoch. Jest to jedna z trzech największych takich organizacji na świecie. Rynki zareagowały na razie dość spokojnie, gdyż była to obniżka perspektywy a nie ratingu. W obecnej sytuacji jednak można się na kolejnym przeglądzie spodziewać obniżki ratingu. Co spowodowało, że agencja patrzy nieprzychylnie na Włochy? Po pierwsze dług publiczny do PKB wynosi 132% i jest jednym z najwyższych wskaźników na świecie, w Europie ustępuje jedynie Grecji. Po drugie nowa koalicja wcale nie daje gwarancji, że nie zwiększy zadłużenia. Co więcej mówi się o zwiększeniu świadczeń socjalnych. Już teraz rating Włoch wg. agencji Fitch jest o dwa poziomy niższy niż Polski. Ważniejsze jest jednak to, że jeżeli spadnie o jeszcze dwa poziomy straci kategorię inwestycyjną. Gdyby do tego doszło można spodziewać się spadków euro a co za tym idzie złotego. Najwięcej w takim scenariuszu powinien tracić do franka szwajcarskiego.

Perspektywy polskiej gospodarki słabną

Indeks PMI dla przemysłu jest najniższy od niemal dwóch lat. Jest to wskaźnik wyznaczany na podstawie badań ankietowych pokazujący poziom optymizmu wśród menedżerów odpowiedzialnych za zamówienia. Im mniej optymistycznie patrzą w przyszłość tym niższy odczyt. Wynik 51,4 punktu jest na szczęście powyżej kluczowej granicy 50 punktów. To ona rozdziela większość odpowiedzi pozytywnych od negatywnych dzieląc tym samym oczekiwania rozwoju od recesji. Złotówka nie reagowała na te dane, ale należy zwrócić, że polska waluta jest po kilku dniach istotnych spadków. Dane dla Unii Europejskiej okazały się z kolei dokładnie zgodne z oczekiwaniami.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych ważne dane z Europy podawane były rano, z kolei w USA i Kanadzie mamy dzisiaj święto pracy będące dniem wolnym w obydwóch państwach.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Województwa o największym potencjale innowacyjności

Nie ma uniwersalnego przepisu na rozwój innowacyjności dla wszystkich regionów. Głównym czynnikiem rozwoju jest wprawdzie ich potencjał gospodarczy, na który składa się wiele czynników, m.in.: stopień rozwoju przemysłu, dostępność zaplecza edukacyjnego i kapitału ludzkiego czy udział kapitału zagranicznego. Według rankingu „Indeks Millennium – Potencjał Innowacyjności Regionów”, w czołówce województw o największym potencjale innowacyjności utrzymują się: mazowieckie, małopolskie oraz pomorskie.

– Raport „Index Millenium” przygotowujemy już od trzech lat. Badamy w nim potencjał regionów pod względem innowacyjności w oparciu o sześć zmiennych. Liderami innowacyjności są regiony będące dużym ośrodkiem miejskim i biznesowym. Na pierwszych dwóch miejscach znalazło się województwo mazowieckie oraz małopolskie – mówi Grzegorz Maliszewski, Główny Ekonomista Banku Millennium.

Regiony, w których ulokowanych jest wiele zakładów produkcyjnych, muszą inwestować w innowacyjne rozwiązania, aby utrzymać swoją konkurencyjność. Duża liczba uczelni wyższych oznacza natomiast dostęp do wykwalifikowanych kadr. Aby utrzymać dobrych pracowników region musi z kolei oferować dostęp do atrakcyjnej i dobrze płatnej pracy, dobrą infrastrukturę i zaplecze mieszkaniowe.

Dla rozwoju innowacyjności znaczenie ma również polityka regionalna – dostęp do dotacji, stwarzanie możliwości współpracy biznesu i nauki, finansowanie działalności badawczo-rozwojowej i innowacyjnej oraz ulgi podatkowe dla firm podejmujących taką działalność.

Wiele województw wspiera rozwój tzw. inteligentnych specjalizacji czyli regionalnych sektorów gospodarki, które mają potencjał rozwojowy. Są to w zależności od województwa np. energia zrównoważona, technologie informacyjne, elektrotechnika, ale również turystyka i przemysł maszynowy, a także przemysły kreatywne oraz czasu wolnego.

– Ciekawą informacją z tegorocznej edycji badania jest awans województwa pomorskiego do ścisłej czołówki, zajmuje trzecie miejsce. Uwagę zwraca wyraźnie awans województwa opolskiego, które w zestawieniu awansowało o trzy lokaty oraz województwa łódzkiego, które poprawiło pozycję o dwa oczka – komentuje Grzegorz Maliszewski.

Wiele z czynników wpływających na wzrost innowacyjności regionu to jednak czynniki lokalne. Niektóre regiony mają lepsze położenie geograficzne niż inne (np. z dostępem do dużych dróg lub tras międzynarodowych), na ich terenie znajduje się większa liczba uczelni wyższych, dominuje w nich przemysł albo rolnictwo. Biorąc pod uwagę te uwarunkowania, każde z województw musi opracować „przepis na innowacyjność” samodzielnie – uwzględniając lokalną specyfikę i dostępne środki do rozwoju innowacyjności.

Najniższy potencjał innowacyjności mają województwa warmińsko-mazurskie, lubuskie oraz świętokrzyskie. W dużym stopniu jest to związane z faktem, że są to małe ośrodki akademickie i biznesowe, w związku z tym trudniej jest im ten potencjał budować.

Wyższe kary dla firm – 30 mln zł i likwidacja przedsiębiorstwa

Ministerstwo Sprawiedliwości ujawniło nowy projekt ustawy nakładający na podmioty zbiorowe surowe kary za przestępstwa lub przestępstwa skarbowe. Wykrycie nieprawidłowości w przedsiębiorstwie może wkrótce skutkować nie tylko wysokimi karami finansowymi, ale także jego likwidacją oraz przepadkiem mienia na rzecz Skarbu Państwa – czyli nacjonalizacją.

Celem nowelizacji ustawy z dnia 25 maja 2018 r. o odpowiedzialności podmiotów zbiorowych za czyny zabronione pod groźbą kary i zmianie niektórych ustaw jest – zgodnie z jej uzasadnieniem – zwiększenie skuteczności karania podmiotów zbiorowych, zwłaszcza w zakresie walki z przestępczością gospodarczą i skarbową. Ustawa ma odnosić się przede wszystkim do przedsiębiorców i zastąpić aktualnie obowiązującą ustawę (źródło: Rządowe Centrum Legislacji).

Za mało karania

W uzasadnieniu zmian Ministerstwo Sprawiedliwości argumentuje, że prowadzi się zbyt mało spraw wobec podmiotów zbiorowych. W 2013 r. złożono ich w sądach 26, rok później 31, a w 2015 r. już tylko 14. Według analiz Ministerstwa, o nieefektywności obowiązującej ustawy decyduje również wysokość nakładanych kar.

Wina anonimowa

Na drodze do częstszego karania przedsiębiorstw stoi tzw. prejudykat. Do przypisania odpowiedzialności podmiotowi zbiorowemu za czyn zabroniony konieczne jest najpierw uzyskanie wyroku skazującego za przestępstwo osobę fizyczną, której działanie lub zaniechanie zrodziło odpowiedzialność podmiotu zbiorowego. Ministerstwo chce to zmienić, wprowadzając zasadę winy anonimowej. Zakłada ona, że do przypisania odpowiedzialności podmiotowi zbiorowemu wystarczy wykazanie w toku postępowania, że nastąpiło popełnienie czynu zabronionego, bez wskazywania konkretnego sprawcy, będącego osobą fizyczną.

Wyższe kary

Obowiązująca ustawa z dnia 28 października 2002 r. o odpowiedzialności podmiotów zbiorowych za czyny zabronione pod groźbą kary, wskutek ograniczenia zawartego w art. 7, dopuszcza wymierzenie podmiotowi zbiorowemu kary finansowej w granicach od 1 tys. do 5 mln zł, „nie wyższą jednak niż 3% przychodu osiągniętego w roku obrotowym, w którym popełniono czyn zabroniony będący podstawą odpowiedzialności podmiotu zbiorowego” (Dz.U. z 2002, nr 197, poz. 1661). Właśnie to procentowe ograniczenie, zdaniem pomysłodawców projektu, należy znieść w pierwszej kolejności. Ministerstwo podnosi, że uzależnianie wymiaru kary od wysokości przychodów deprecjonuje jej walor represyjny w sytuacji niewykazania przez podmiot przychodów lub wykazania ich małej wielkości, podczas gdy w rzeczywistości poziom jego aktywów pozostaje wysoki. Nowelizacja ustawy ma zabezpieczyć faktyczne nakładanie wysokich kar nie tylko poprzez zniesienie limitu procentowego przychodów. Projekt zakłada wprost, zmianę dolnej i górnej granicy orzekanych kar finansowych, i to zdecydowanie. Pierwszą podnosi aż 30-krotnie, z 1 tys. do 30 tys. zł, drugą, górną, do kwoty 30 mln zł.

Likwidacja przedsiębiorstwa i jego nacjonalizacja

Kara finansowa od 30 tys. zł do 30 mln zł to tylko jedna z sankcji, jaka ma być orzekana wobec podmiotu zbiorowego. W projektowanym art. 16 ww. ustawy obok kary finansowej znajdują się bowiem jeszcze kary rozwiązania lub likwidacji podmiotu. W art. 17 zawarto katalog środków karnych. Pośród takich represji jak: zakaz promocji lub reklamy prowadzonej działalności, zakaz ubiegania się o zamówienia publiczne czy obowiązek naprawienia szkody lub zadośćuczynienia za doznaną krzywdę, znajdują się również: zakaz prowadzenia działalności gospodarczej określonego rodzaju, a przede wszystkim przepadek mienia lub korzyści majątkowych albo ich równowartości. Ten ostatni środek karny przypomina w swej konstrukcji sankcje, jakie przewidywała ustawa nacjonalizacyjna, czyli ustawa z dnia 3 stycznia 1946 r. o przejęciu na własność Państwa podstawowych gałęzi gospodarki narodowej (Dz.U. 1946, nr 3, poz. 17). Zgodnie z art. 15 projektowanej ustawy sąd, decydując o odpowiedzialności podmiotu zbiorowego, będzie mógł orzec jeden lub więcej wymienionych w art. 17 środków nie łącznie, lecz zamiast kar wymienionych w art. 16.

Zastosowanie ustawy

Nowelizowana ustawa obejmie swoimi regulacjami zarówno podmioty mające siedzibę na terytorium RP, jak i poza nim, ale prowadzące tutaj choć częściowo działalność. W kręgu jej zainteresowań znajdują się przestępstwa podmiotów zbiorowych, w wyniku których uzyskały one korzyść majątkową. Art. 4 projektu przewiduje, że odpowiedzialność ustawowa nie powinna wyłączać odpowiedzialności podmiotu na innej drodze, zwłaszcza cywilnej. Z odpowiedzialności nie zwolni nawet śmierć osoby fizycznej, będącej sprawcą czynu zabronionego. „Najważniejszą przesłankę wyłączającą odpowiedzialność podmiotu zbiorowego wskazuje art. 6 ust. 3. Jest nią należyta staranność w organizacji działalności tego podmiotu oraz w nadzorze nad tą działalnością”.

Pokrzywdzony a Skarb Państwa

Mogą zaistnieć sytuacje, w których popełnienie czynu zabronionego przez podmiot zbiorowy nastąpi z pokrzywdzeniem innych podmiotów. Zgodnie z art. 20 przepadku mienia lub korzyści nie orzeka się wówczas na rzecz Skarbu Państwa, a właśnie na rzecz pokrzywdzonych tym czynem lub w inny sposób do tego uprawnionych. Uzasadnienie projektu ustawy nie precyzuje jednak na kim głównie i w jakim zakresie spoczywać będzie ciężar udowodnienia tego pokrzywdzenia. Przedsiębiorcy mogą wchodzić w skład zarządu podmiotu zbiorowego i dopuścić się czynu zabronionego, ale równie dobrze mogą być tylko inwestorami, nieświadomymi zamiaru popełnienia tego czynu przez zatrudnionego managera czy dyrektora. Chcąc uchronić przed nacjonalizacją cokolwiek z majątku likwidowanego podmiotu, będą musieli nie tylko udowodnić swoje prawa do jego składników, ale m.in. dochować należytej staranności w wyborze osób, które faktycznie dopuściły się przestępstw przy zarządzaniu podmiotem zbiorowym. W tym układzie pokrzywdzony przedsiębiorca ma sporą szansę stania się podejrzanym, tak jak ma to miejsce w przypadku podejrzenia o udział w karuzelach VAT-owskich, podczas starań o zwrot VAT.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku oraz doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców.

Najbardziej innowacyjne regiony w Polsce

Od kilku lat cztery województwa są niezmiennie liderami innowacyjności. Według rankingu „Indeks Millennium 2018 – Potencjał Innowacyjności Regionów” są to: mazowieckie, małopolskie, pomorskie oraz dolnośląskie. Zaskoczeniem są wyniki mniejszych województw. Największy wzrost innowacyjności osiągnęły województwa opolskie (awans aż o 3 pozycje) i łódzkie (2 pozycje w górę). Czy mają specjalny przepis na rozwój innowacyjności?

Pierwsza piątka najbardziej innowacyjnych województw w Polsce pozostaje niezmieniona od trzech lat. To województwa – mazowieckie, małopolskie, pomorskie, dolnośląskie oraz lubelskie. W tegorocznej edycji rankingu przygotowanego przez ekspertów Banku Millennium zaszła jednak zmiana. Na podium najbardziej innowacyjnych województw pojawiło się województwo pomorskie, które w poprzednich trzech latach zajmowało czwartą pozycję.

– Awans pomorskiego to w głównej mierze efekt konsekwentnie rozwijanej aktywności naukowo-badawczej. Widać to we wzroście nakładów na „badania i rozwój” oraz rosnącej zwiększeniu liczby pracowników zajmujących się badaniami, co przekłada się na rosnącą liczbę uzyskanych patentów. W przypadku Mazowsza i Małopolski – województw z dużymi aglomeracjami miejskimi (warszawską i krakowską), rozbudowaną bazą naukową i rozwiniętym biznesem – można mówić o uzyskaniu przez nie efektu synergii. Jest on widoczny w rozwoju innowacyjnych usług i przemysłu, m.in. w sektorze nowoczesnego wsparcia dla biznesu w obszarze IT i działów zakupów, a w branży motoryzacyjnej i biotechnologicznej w obszarze „badań i rozwoju”. Warto dodać, że województwa z czołówki „Indeksu Millennium” są najbardziej atrakcyjne dla inwestorów. Wspieranie rozwoju innowacyjności w mniej rozwiniętych regionach może być więc szansą na przypływ kapitału inwestycyjnego, a tym samym przyśpieszenie ich wzrostu gospodarczego – mówi Grzegorz Maliszewski, Główny Ekonomista Banku Millennium, jeden z autorów raportu.

Zaskoczenia tegorocznego rankingu

W tegorocznej edycji „Indeksu Millennium” zwraca uwagę powiększający się dystans województw do lidera oraz wzrost dysproporcji między regionami. W poprzednich latach większość regionów zbliżała się do czołówki zestawienia, natomiast w tym roku aż dziewięć z nich wykonało ruch w odwrotnym kierunku. Tylko sześć województw zmniejszyło dystans do podium. Wśród nich na wyróżnienie zasługują łódzkie, warmińsko-mazurskie, śląskie oraz opolskie. Największy postęp we wzroście innowacyjności osiągnęło województwo opolskie (awans aż o 3 pozycje) i łódzkie (2 oczka w górę). Oba regiony wyraźnie zwiększyły nakłady na działalność badawczo-rozwojową, a w konsekwencji poprawiły pozycję w kategorii uzyskanych patentów. Dodatkowo województwo łódzkie powróciło na pozycję lidera w kategorii „wartość dodana”, po tym jak w ubiegłorocznym rankingu spadło na jedenaste miejsce.

– Województwo opolskie stale awansuje w kategorii „wydajność pracy”, poprawiając ją głównie w przemyśle. Dodatkowo, w tegorocznej edycji badania, osiągnęło lepsze wyniki pod względem wydatków na „badania i rozwój” oraz liczbę uzyskanych patentów. Jest to o tyle ciekawy przypadek, że, o ile zostanie powielony w kolejnych latach, pokaże, że nawet małe regiony, bez rozbudowanej infrastruktury akademickiej i przemysłowej mogą skutecznie nadrabiać dystans do liderów – komentuje Grzegorz Maliszewski.

Spadki w zestawieniu

Na dole zestawienia znalazły się województwa świętokrzyskie, warmińsko-mazurskie i lubuskie. Wpłynęło na to relatywnie niskie uprzemysłowienie tych rejonów oraz slaby rozwój sektora usług i infrastruktury edukacyjnej. Znalazło to odbicie w małej aktywności naukowo-badawczej (niskie nakłady na „badania i rozwój” i porównywalnie niska liczba patentów), niewysokiej wydajności pracy i słabej „stopy wartości dodanej” generowanej przez lokalne firmy. Największe spadki w rankingu (o 2 pozycje) zanotowały województwa podkarpackie, podlaskie i zachodniopomorskie. Regiony te osiągnęły gorsze wyniki m.in. w kategoriach „nakłady na badania i rozwój”, „liczba uzyskanych patentów” oraz „wydajność pracy”.

Innowacyjność i atrakcyjność inwestycyjna idą w parze

„Indeks Millennium 2018” pokazał, że innowacyjność regionu powiązana jest z jego atrakcyjnością inwestycyjną. Województwa o dużym potencjale innowacyjnym, znajdujące się od kilku lat w czołówce rankingu (mazowieckie, małopolskie, dolnośląskie oraz pomorskie), są jednocześnie obszarami o największej atrakcyjności inwestycyjnej. W tym roku najatrakcyjniejszym województwem pod względem przedsięwzięć inwestycyjnych było Mazowsze, ale w czołówce znalazły się również dolnośląskie, śląskie, małopolskie i pomorskie.

– Wynik ten nie zaskakuje – dodaje Grzegorz Maliszewski. – Obecność ośrodków badawczych i jednostek naukowych w regionie jest dla potencjalnego inwestora wartością dodaną. Zwiększa prawdopodobieństwo wdrożenia innowacyjnych wyników badań i stwarza możliwość zatrudnienia wykwalifikowanej kadry. Współpraca z uczelniami daje natomiast możliwość rozwoju firmy pod kątem technologicznym oraz, dzięki wspólnemu uzgodnieniu kierunków kształcenia, jest źródłem absolwentów o najbardziej pożądanych kompetencjach.

Czy istnieje przepis na innowacyjność?

Z przygotowanego raportu wynika, że nie ma uniwersalnego przepisu dla wszystkich regionów. Głównym czynnikiem rozwoju innowacyjności na konkretnych obszarach jest ich potencjał gospodarczy (m.in.: stopień rozwoju przemysłu, dostępność zaplecza edukacyjnego, kapitału ludzkiego czy udział kapitału zagranicznego). Duże znaczenie ma również polityka regionalna – dostęp do dotacji, ułatwianie współpracy biznesu i nauki, finansowanie działalności badawczo-rozwojowej oraz ulgi podatkowe dla firm podejmujących taką działalność. Wiele z czynników stymulujących innowacyjność to jednak czynniki lokalne takie jak położenie geograficzne, dostęp do infrastruktury drogowej czy lokalizacja wyższych uczelni. Biorąc pod uwagę wszystkie uwarunkowania, władze każdego województwa powinny opracować swój własny, indywidualny „przepis na innowacyjność” uwzględniający lokalną specyfikę i dostępne środki. Na pewno warto zwrócić uwagę na:

wspieranie tzw. inteligentnych specjalizacji czyli regionalnych sektorów gospodarki z ponadprzeciętnym potencjałem rozwoju takich jak energia zrównoważona, technologie informacyjne, elektrotechnika, turystyka, przemysły kreatywne i czasu wolnego
dostosowanie profili kształcenia do potrzeb innowacyjnych firm w regionie
dbanie o bazę i jakość szkolnictwa wyższego, które dla pracodawców oferujących atrakcyjną i dobrze płatną pracę oznacza dostęp do wykwalifikowanych kadr
wspieranie przedsiębiorczości i oferowanie zachęt do tworzenia innowacyjnych firm (w tym startupów) takich jak inkubatory przedsiębiorczości, laboratoria badawcze, fundusze inwestycyjne czy fundusze pożyczkowe.

Tegoroczna edycja „Indeksu Millennium” została uzupełniona o komentarze ekspertów, którzy podają „przepis na innowacyjność” dla każdego z województw. Swój przepis na innowacyjność przestawiają m.in. dr Krzysztof Senger – Wiceprezes Polskiej Agencji Inwestycji i Handlu, Joanna Popiołek – analityk w Google Polska, marszałkowie województw, rektorzy uczelni, eksperci z agencji rozwoju regionalnego i szefowie innowacyjnych firm.

„Indeks Millennium 2018 – Potencjał Innowacyjności Regionów” jest autorskim badaniem opracowanym przez Bank Millennium z wykorzystaniem ostatnich dostępnych danych Głównego Urzędu Statystycznego i bazy Pont Info. Wyniki rankingu powstały z sumowania wyników w 6 kategoriach, które według ekspertów Banku w największym stopniu wpływają na potencjał innowacyjności regionów. Są to: wydajność pracy, stopa wartości dodanej, wydatki na badania i rozwój (B+R), liczba studentów, liczba pracujących w B+R i liczba wydanych patentów.

Budżet na 2019 r. – administracja państwowa zaczyna na siebie wydawać coraz więcej

Pod koniec sierpnia rząd przyjął wstępny projekt ustawy budżetowej na 2019 r. – Założenia makroekonomiczne są dość ostrożne, ale widać wzrost wydatków na administrację oraz dopłaty do rent i emerytur – zauważa w rozmowie z MarketNews24 główny ekonomista XTB dr Przemysław Kwiecień.

Projekt budżetu przewiduje wzrost gospodarczy na poziomie 3,8 proc., inflację w wysokości 2,3 proc., oraz 28,5 mld zł deficytu.

Zdaniem głównego ekonomisty XTB prognozy dotyczące deficytu są ostrożne. – 28,5 mld zł to jest nadal sporo, ale dużo mniej niż było zapisane w ustawie na ten rok – tłumaczy Kwiecień. – Wydaje się, że założenia makroekonomiczne są oszacowane dość konserwatywnie. W moim przekonaniu wzrost może być nieco wyższy, a inflacja nieco niższa – dodaje.

Główny ekonomista XTB zwraca też uwagę na spodziewane zwiększenie dochodów z podatków. – Widzimy oczekiwanie wzrostu o prawie 20 mld zł – to wydaje się sporą kwotą, ale patrząc na wykonanie tegoroczne, jest do zrealizowania. Pamiętajmy, że cały czas poprawia się sytuacja na rynku pracy, a to sprawia, że z podatku dochodowego od osób fizycznych wpływy systematycznie rosną – mówi Kwiecień.

Ekonomista wskazuje także na problemy, z którymi borykają się finanse publiczne. – Mimo dobrej koniunktury, wydamy 70 mld zł na dopłacenie do rent i emerytur. W sytuacji, gdy mamy niską stopę bezrobocia, płaconych jest dużo składek, i tak musimy wydać gigantyczne pieniądze, żeby system w ogóle się domknął. (…) To moim zdaniem cały czas problem numer jeden – przekonuje Kwiecień.

– Widzimy też duży wzrost wydatków na organy administracji centralnej. Niektóre instytucje dostały budżety większe o kilkadziesiąt procent. To nie są ogromne kwoty, ale to pokazuje, że administracja zaczyna na siebie wydawać coraz więcej – dodaje.

Kurs dolara – prognoza długoterminowa Ebury

Ebury, firma oferująca rozliczanie transakcji walutowych, przedstawia aktualizację prognozy dla dolara amerykańskiego. Spodziewane kursy na koniec roku to: EUR/USD 1,16 oraz USD/PLN 3,60.

Od końca kwietnia dolar amerykański umacniał się względem każdej z pozostałych walut G10. Szereg pozytywnych informacji dotyczących sytuacji gospodarczej USA, jak i rosnące oczekiwania względem łącznie czterech podwyżek stóp procentowych ze strony Rezerwy Federalnej do których ma dojść w tym roku, to jedne z czynników odpowiedzialnych za wywindowanie USD do wartości najwyższej od ponad roku. Do walut powszechnie uznawanych za bezpieczne, takich jak dolar, inwestorów dodatkowo przyciągał kryzys w Turcji, jak i utrzymujące się obawy przed skutkami wojny handlowej. W konsekwencji wspomnianych czynników od początku drugiego kwartału, dolar zyskał około 7% względem ważonego koszyka walut.

Indeks USD & kurs USD/PLN (sierpień ’17-sierpień ’18)

Indeks USD & kurs USD PLNŹródło: Thomson Reuters Datastream Data: 31/08/2018

Spotkanie Rezerwy Federalnej z połowy czerwca okazało się bardziej jastrzębie niż zakładały rynki. FOMC zdecydował wtedy o natychmiastowym podniesieniu stóp procentowych o 25 punktów bazowych. Na czerwcowym spotkaniu istotne było sygnalizowanie przez bank centralny chęci przyspieszenia cyklu zacieśniania polityki monetarnej. W komunikatach FOMC w sierpniu decydenci ponownie wyrażali optymizm względem sytuacji w amerykańskiej gospodarce. Według członków komitetu gospodarka Stanów Zjednoczonych była „mocna”, a aktywność wewnętrzna rozwijała się „w szybkim tempie”.

Ile jeszcze podwyżek stóp procentowych?

Rezerwa Federalna podniosła prognozy wzrostu gospodarczego. Bank centralny oczekuje również, że inflacja w krótkim okresie może być nieco wyższa, co oznacza, że krótkookresowe stopy procentowe będą nieco wyższe niż te w długim okresie. Te wnioski płyną z odświeżonego „dot plot” FOMC, przedstawiającego indywidualne oczekiwania decydentów co do poziomu stóp procentowych w możliwej do przewidzenia przyszłości. Według mediany „dot plot” członkowie komitetu spodziewają się, że pod koniec bieżącego roku stopy procentowe znajdą się w okolicy poziomu 2,24%, w 2019 mają z kolei wzrosnąć do 2,96%. Oznacza to najprawdopodobniej łącznie 4 podwyżki stóp w 2018 r. oraz kolejne 3 podwyżki w 2019 r. To tempo szybsze od zakładanego przez rynki, które obecnie wyceniają prawdopodobieństwo jeszcze dwóch podwyżek stóp procentowych w bieżącym roku na ok. 60%.

Optymizm członków FOMC uzasadniają imponujące dane ekonomicznym dla Stanów Zjednoczonych. Po względnie dobrym pierwszym kwartale, gospodarka USA przyspieszyła i w drugim kwartale rosła w tempie najszybszym od czterech lat – na przestrzeni trzech miesięcy wzrost gospodarczy w ujęciu rocznym wyniósł 4,1%. Ekspansja gospodarcza opierała się m.in. na konsumpcji wewnętrznej, inwestycjach przedsiębiorstw oraz gwałtownym wzroście dochodów z eksportu.

Co istotne, sytuacja na rynku pracy pozostaje dynamiczna, i bardzo możliwe, że będzie wspierać aktywność wewnętrzną w kraju przez resztę 2018 roku. Prawdą jest, że w lipcu rynek pracy stworzył mniej nowych stanowisk niż zakładał konsensus ekonomistów, niemniej w wyniku rewizji raportu z czerwca dane z tamtego miesiące uległy podwyższeniu, co oznacza, że średnia krocząca z dwunastu ostatnich miesięcy wynosi ponad 200 tysięcy.

Wzrost zatrudnienia w sektorach pozarolniczych w USA (2013-2018)

Wzrost zatrudnienia w sektorach pozarolniczych w USAŹródło: Thomson Reuters Datastream Data: 23/08/2018

Niespodziewany wzrost bezrobocia w czerwcu okazał się krótkotrwały i nie był nacechowany negatywnie – już w lipcu stopa bezrobocia ponownie spadła do 3,9%, a obecnie jest najniższa od 18 lat. Jeżeli reforma podatkowa Donalda Trumpa skłoni przedsiębiorstwa do zwiększenia zatrudnienia i wzrostu nakładów inwestycyjnych, wskaźnik ten może jeszcze spaść w najbliższych miesiącach. W lipcu zaczął również hamować wzrost wynagrodzeń, niemniej średnia krocząca wzrostu płac z 12 ostatnich miesięcy jest obecnie najwyższa od stycznia 2010 roku. Te imponujące dane sugerują dobrą kondycję rynku pracy, co dodatkowo powinno umożliwić nieco bardziej agresywne tempo zacieśniania polityki monetarnej w 2018 roku.

Od początku bieżącego roku największym wyzwaniem dla Rezerwy Federalnej jest gwałtowny wzrost inflacji – zwłaszcza, że teoretycznie ostatnio wprowadzone cła powinny doprowadzić do jeszcze szybszego wzrostu cen w najbliższych kwartałach. W lipcu dynamika cen przekroczyła poziom 2,9% w ujęciu rocznym, tym samym osiągając najwyższą wartość od sześciu lat. W tym samym czasie inflacja bazowa wyniosła 2,4%, co jest najwyższym poziomem wskaźnika od dekady.

Silny rynek pracy, imponujący wzrost gospodarczy oraz groźba wyższych cen dóbr importowanych (na skutek protekcjonistycznej polityki Donalda Trumpa) mogą spowodować, że w 2019 roku dynamika cen w Stanach Zjednoczonych przyspieszy jeszcze bardziej. Taki obrót sytuacji poddałby Rezerwę Federalną presji na szybszy wzrost stóp procentowych.

Inflacja w USA (2010-2018)

inflacja w usaŹródło: Thomson Reuters Datastream Data: 31/08/2018

Dolar amerykański był wyjątkowo odporny na utrzymujące się od kilku miesięcy zagrożenie wojną handlową, które dominowało w mediach finansowych. Jeszcze w marcu prezydent Trump ogłosił w dość kontrowersyjny sposób nałożenie ceł na import stali oraz aluminium, w wysokości odpowiednio 25% i 10%. O ile pierwsze cła były dość symboliczne, kolejne decyzje i groźby prezydenta Trumpa sugerujące potencjalne oclenie całości importu z Chin są już bardziej istotne, i podobnie jak miało to miejsce do tej pory, w przypadku realizacji z pewnością będą się wiązały z odwetem ze strony Chin.

Paradoksalnie, jednym z większych wygranych w globalnym konflikcie handlowym był właśnie dolar. W obliczu niepewności, inwestorzy porzucali ryzykowne waluty gospodarek wschodzących na rzecz bezpieczniejszego USD. Na rynkach pojawiło się również przekonanie, że skoro Stany Zjednoczone nie są uzależnione od eksportu w takim stopniu jak ich partnerzy handlowi, to wydaje się, że polityka protekcjonizmu nie będzie miała aż tak dużego wpływu na amerykańską gospodarkę.

Prognozy kursu dolara Ebury

Po ostatniej podwyżce stóp procentowych Rezerwy Federalnej w czerwcu wierzymy, że kolejne decyzje o zacieśnianiu polityki monetarnej zostaną podjęte jeszcze dwukrotnie, najpewniej podczas spotkań we wrześniu i grudniu. Rynki nadal wyceniają prawdopodobieństwo czterech podwyżek w tym roku na 60%, stąd sądzimy, że dolar może nieznacznie umocnić się względem euro do końca roku. W parze ze złotym spodziewamy się lekkiego osłabienia dolara amerykańskiego, jednak wyłącznie z uwagi na oczekiwany przez nas spadek kursu EUR/PLN. Nasze prognozy na koniec roku: EUR/USD 1,16 oraz USD/PLN 3,60.

Analitycy Ebury: Matthew Ryan, Enrique Diaz-Alvarez, Roman Ziruk

Przemysł nie słucha wskazań PMI

Sierpień przyniósł dalsze wyraźne pogorszenie się nastrojów przedsiębiorców. Wskaźnik PMI dla polskiego przemysłu wciąż sygnalizuje dobrą sytuację, ale od początku roku osiąga coraz niższe wartości, sugerując wolniejsze tempo wzrostu produkcji. Produkcja jednak nie zwalnia.

W sierpniu wartość wskaźnika PMI wyniosła 51,4 punktu, a więc była wyraźnie niższa niż miesiąc wcześniej i najniższa od października 2016 r., a więc od prawie dwóch lat, gdy osiągnęła poziom 50,2 punktu. Analitycy spodziewali się jego niewielkiego wzrostu do 53 punktów, mamy więc kolejne, po lipcowym, negatywne zaskoczenie. Według ankietowanych managerów, pogłębiły się sygnalizowane już w lipcu negatywne tendencje w postaci spowolnienia tempa wzrostu produkcji przemysłowej, które w sierpniu było najniższe od prawie dwóch lat, a zamówienia, w tym eksportowe, zmniejszyły się najmocniej od lipca 2014 r. Prognozy na najbliższych dwanaście miesięcy były najsłabsze od listopada 2016 r. Co gorsza, po raz pierwszy od dłuższego czasu obniżyła się liczba zaległości produkcyjnych, a tym samym zwiększyły się zapasy, co może odbić się niekorzystnie na wynikach firm.

Na razie jednak ten słabnący optymizm przedsiębiorców zdecydowanie kontrastuje z rzeczywistymi wynikami, osiąganymi przez firmy. Produkcja przemysłowa w lipcu była o 10,3 proc. wyższa niż rok wcześniej i był to jeden z najlepszych rezultatów w ciągu ostatnich siedmiu lat. Mimo typowych wahań w poszczególnych miesiącach, wynikających głównie z różnic w liczbie dni roboczych, wzrostowa tendencja produkcji przemysłowej utrzymuje się nieprzerwanie od dwóch lat i nic nie zapowiada, by miało się to zmienić, przynajmniej w najbliższych miesiącach. Niewielkiego spowolnienia można spodziewać się w przyszłym roku. Wiele będzie w tym zakresie zależało od sytuacji u naszych największych partnerów, a więc przede wszystkim w Niemczech, jednak duży rynek wewnętrzny z wysoką konsumpcją i rosnącymi inwestycjami, głównie publicznymi, powinien amortyzować ewentualne pogorszenie się koniunktury w otoczeniu. Obniżająca się wartość PMI sugeruje jednak, że nie należy spodziewać się boomu w inwestycjach firm. Największe zagrożenia dla tego optymistycznego scenariusza to konsekwencje zaostrzenia wojny handlowej między USA a Chinami, poważniejszy kryzys na rynkach wschodzących oraz trudności w osiągnięciu porozumienia w sprawie Brexitu (warto przypomnieć, że termin opuszczenia Unii przez Wielką Brytanię mija w marcu przyszłego roku, a więc już za siedem miesięcy).

Roman Przasnyski
Główny Analityk GERDA BROKER

Trwa hossa na rynku magazynów. W niektórych regionach Polski brakuje wolnych powierzchni do wynajęcia

Trwa hossa na rynku magazynów. W niektórych regionach Polski brakuje wolnych powierzchni do wynajęcia 1

Pierwsze półrocze tego roku było rekordowe dla rynku powierzchni magazynowych. Aktywni byli zarówno deweloperzy, którzy oddali do użytku ponad 740 tys. mkw. nowych magazynów, jak i najemcy – tradycyjnie z sektora logistycznego oraz e-commerce. W niektórych regionach Polski wskaźnik wolnych magazynów do wynajęcia nie przekroczył 1 proc. Nadchodzące kwartały będą równie udane – już w tej chwili w budowie znajduje się 2,2 mln mkw. nowych magazynów. Eksperci Colliers oceniają, że na znaczeniu będą zyskiwać rynki regionalne. Najemcy mogą się też spodziewać podwyżek czynszów. 

Analizując I półrocze 2018 roku, napotykamy prawie same dobre informacje. Odnotowaliśmy rekordową aktywność deweloperów. W pierwszym półroczu wybudowali oni 740 tys. mkw., z czego najwięcej w centralnej Polsce – ok. 260 tys. mkw. Również aktywność najemców w tym okresie była rekordowa – wynajęli oni 2,2 mln mkw. powierzchni magazynowej w ciągu pierwszych sześciu miesięcy tego roku – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Tomasz Kasperowicz, senior partner, dyrektor działu powierzchni logistycznych i przemysłowych w Colliers International.

Jak wynika z ostatniego raportu „Market Insights”, opracowanego przez specjalizującą się w nieruchomościach firmę doradczą Colliers International, na koniec czerwca bieżącego roku całkowite zasoby powierzchni magazynowej w Polsce osiągnęły poziom 14,4 mln mkw. W I półroczu największą aktywność deweloperów odnotowano w Warszawie (strefa II) i na Górnym Śląsku, gdzie na rynek trafiło kolejno 122 oraz 130 tys. mkw. powierzchni magazynowej. Największe obiekty magazynowe ukończone w minionym półroczu to m.in. Central European Logistics Hub (79 tys. mkw.) i BTS dla firmy OBI (50,7 tys. mkw.) – oba w Łodzi, Panattoni Park Warszawa Konotopa II (42 tys. mkw.) oraz kolejna faza P3 Błonie (33,1 tys. mkw.).

W I półroczu br. rekordowo aktywni byli także najemcy – wolumen transakcji sięgnął 2,2 mln mkw., co stanowi 16-proc. wzrost względem analogicznego okresu w ubiegłym roku (1,9 mln mkw.). Nowe umowy stanowiły prawie 76 proc., natomiast 24 proc. to renegocjacje. W efekcie na rekordowo niskim poziomie ukształtował się wskaźnik pustostanów, który był o 1,7 pkt proc. niższy niż w analogicznym okresie poprzedniego roku. W Szczecinie poziom pustostanów był zerowy, a w warszawskiej III strefie, w Polsce Centralnej, Trójmieście oraz w regionie Torunia i Bydgoszczy dostępność powierzchni magazynowych nie przekroczyła 1 proc.

Wskaźnik pustostanów na rynku powierzchni magazynowych jest obecnie na rekordowo niskim poziomie 4,3 proc. Nigdy w historii polskiego rynku magazynowego nie osiągnął tak niskiej wartości. Najwyższe poziomy pustostanów odnotowujemy w strefie I w Warszawie – jest to około 13 proc., natomiast w wielu regionach Polski wolnych powierzchni nie ma w ogóle – mówi Tomasz Kasperowicz.

W minionym półroczu najwięcej powierzchni magazynowych (418 tys. mkw.) zostało wynajętych w regionie Polski Centralnej. W Warszawie podpisano umowy na 404 tys. mkw. (z czego 74 proc. w strefie II). Równie wysoki popyt odnotowano na Górnym Śląsku (243 tys. mkw.) i we Wrocławiu (213,5 tys. mkw.). Ze statystyk wynika, że w tym okresie największy, 27-proc. udział w całkowitym popycie miał sektor logistyczny.

Tradycyjnie największy popyt na powierzchnie magazynowe wykazują operatorzy logistyczni, firmy handlowe i dystrybucyjne. Ekspansję kontynuuje też sektor e-commerce, a co najciekawsze i najważniejsze z punktu widzenia gospodarki, firmy produkcyjne, które z reguły lokują się na bardzo długie okresy –mówi Tomasz Kasperowicz.

Według prognoz Colliers International rynek powierzchni magazynowych w kolejnych kwartałach będzie nadal notować dobrą passę. Zarówno popyt, jak i podaż utrzymają się na wysokim poziomie. Dużą aktywność deweloperów widać już w tej chwili – w budowie znajduje się ponad 2,2 mln mkw. powierzchni magazynowej, z czego prawie jedna czwarta przypada na Polskę Centralną. Rośnie jednak zainteresowanie lokalizacjami na wschodzie kraju – eksperci Colliers prognozują, że na atrakcyjności będą zyskiwać zwłaszcza okolice Lublina, Rzeszowa czy Białegostoku.

Gospodarka pędzi, bezrobocie maleje, siła nabywcza rośnie, a obrót towarem wzrasta. W oczywisty sposób napędza to rynek magazynowy. Przewidujemy, że w II połowie 2018 roku w kraju pojawią się kolejni inwestorzy instytucjonalni, którzy kupią istniejące budynki, przyczyniając się do dywersyfikacji bazy właścicieli obiektów i pogłębienia rynku – prognozuje Tomasz Kasperowicz.

W kolejnych okresach na znaczeniu będzie zyskiwać również trend budowania magazynów w formule BTS (build-to-suit), projektowanych pod konkretnego najemcę.

– Niestety dla najemców, a szczęśliwie dla właścicieli obiektów, czynsze wzrosną. Wynika to przede wszystkim ze wzrostu kosztów budowy – zarówno materiałów, jak i robocizny, oraz ze wzrostu cen gruntów, których liczba maleje – mówi ekspert Colliers International.

Milionowe inwestycje Grupy Azoty. Jesienią ruszy nowe centrum badawcze w Tarnowie

0

Milionowe inwestycje Grupy Azoty. Jesienią ruszy nowe centrum badawcze w Tarnowie 2

Do końca tego roku nakłady inwestycyjne Grupy Azoty sięgną w sumie 1,6 mld zł – z czego blisko 445 mln zł zostało już wydane w pierwszym półroczu tego roku. Wydatki w przyszłym roku mają ukształtować się na takim samym poziomie. Największa część środków w tym roku trafi do Puław, na terenie puławskich zakładów azotowych Grupa realizuje szereg inwestycji, w tym budowę elektrowni zasilanej węglem. Jesienią ruszy także nowe centrum badawczo-rozwojowe Grupy w Tarnowie. Z kolei w przyszłym roku ma rozpocząć się projekt budowy fabryki Polimery Police.

Na przełomie października i listopada planujemy uruchomienie centrum badawczo-rozwojowego w Tarnowie. W tej chwili kończymy tę inwestycję, wyposażamy ją. To będzie najnowocześniejsze centrum w Polsce. Będziemy tam testować nasze pomysły, badać ciekawe rozwiązania – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Paweł Łapiński, wiceprezes zarządu Grupy Azoty. – W segmencie tworzyw sztucznych chcemy wydłużyć łańcuch wartości – wybudowaliśmy instalację do poliamidów, która wydłużyła łańcuch po kaprolaktamie. Następnym krokiem jest budowa instalacji do compoundingu, czyli do preparowania tworzyw o innych właściwościach fizykochemicznych, które są bardzo poszukiwane na rynku. Planujemy zwiększyć moce pięciokrotnie w tym segmencie produktowym.

Jak ocenia, długoterminowe perspektywy dla tego rynku są bardzo dobre, ponieważ popyt na produkty z tworzyw sztucznych rośnie nieprzerwanie. Według danych GUS branża tworzyw sztucznych od kilku lat utrzymuje wysokie tempo wzrostu, przekraczające tempo wzrostu PKB i całego przemysłu. Polska pod względem zapotrzebowania na tworzywa sztuczne zajmuje szóste miejsce w Europie. Szacuje się, że w ubiegłym roku polski przemysł przetwórstwa tworzyw sztucznych zużył ok. 3,5 mln różnych tworzyw polimerowych, co oznacza wzrost o ok. 9 proc. w stosunku do 2016 roku. (dane fundacji PlasticEurope).

Podaż na ten moment jest w miarę stabilna, nie słyszymy o budowie żadnych nowych instalacji, więc wydaje się, że ten kierunek jest dobry. Warto też zwrócić uwagę na stronę sprzedażową, czyli bardzo duży rozwój segmentów automotive, białego AGD, elektryki, które generują popyt na nasze produkty. Kiedy te branże się rozwijają, to widzimy pozytywne perspektywy – mówi Paweł Łapiński.

Największy na tę chwilę projekt inwestycyjny Grupy Azoty to budowa fabryki propylenu i polipropylenu Polimery Police, która ma kosztować w sumie ponad 5 mld zł i wystartować pod koniec przyszłego roku. Na konferencji wynikowej spółka poinformowała, że w okolicach II kwartału przyszłego roku może zostać wybrana grupa banków, które sfinansują przedsięwzięcie. Natomiast w tym roku największa część środków przeznaczonych na inwestycje trafi do Puław. Na terenie tamtejszych zakładów azotowych Grupa realizuje szereg inwestycji, w tym budowę elektrowni zasilanej węglem.

– Projekt elektrowni w Puławach idzie zgodnie z harmonogramem. Wszystko odbywa się w zaplanowanym terminie. Ta inwestycja w energetykę jest istotna z dwóch powodów. Po pierwsze, zabezpiecza parę dla naszej fabryki, bo obecne instalacje to ponad 50-letnie kotły i trzeba je wymienić. Druga kwestia to produkcja energii elektrycznej – zawsze produkcja własna jest tańsza niż kupowana, więc będziemy mieli znaczny efekt ekonomiczny – mówi Paweł Łapiński.

Azoty poinformowały również, że trwają rozmowy z trzema podmiotami zagranicznymi na temat możliwych przejęć, jednak szczegóły planowanych transakcji nie są na razie znane. W ubiegłym tygodniu grupa zaprezentowała swoje wyniki finansowe za I półrocze br. Przychody ukształtowały się na poziomie zbliżonym do ubiegłego roku, natomiast wynik EBITDA jest niższy o około 200 mln zł. Jest to spowodowane trudną sytuacją w segmencie nawozowym, wywołaną m.in. czynnikami pogodowymi. Ataki mrozów w marcu spowodowały ograniczenie aplikacji przez rolników, co z kolei wywołało wyższe stany magazynowe i nadpodaż produktów na rynku. Równolegle wzrosły ceny gazu i, inaczej niż zwykle, nie skorygowały się w sezonie letnim.

– Rynek próbuje wrócić do równowagi. Prawdopodobnie jeszcze w III kwartale nie zostanie to osiągnięte, ale spodziewamy się, że do końca roku sytuacja powinna być już zrównoważona. Pozytywnie wpłynął na nią wzrost kursu dolara. Wygenerowaliśmy bardzo dobre wyniki na Siarkopolu, bo tam zadziałały dwa czynniki – wzrost kursu dolara i wzrost benchmarków rynkowych – mówi Paweł Łapiński.

Szybki internet napędza rozwój e-sportu. Prędkość 1 Gb/s może zrewolucjonizować tę branżę

Szybki internet napędza rozwój e-sportu. Prędkość 1 Gb/s może zrewolucjonizować tę branżę 3

Ponad 900 mln dol. – tyle według serwisu Newzoo ma być wart w tym roku światowy rynek e-sportu. To wzrost o blisko 40-proc. w skali roku. W Polsce wirtualne rozgrywki także dynamicznie zyskują na popularności – zawodowo gra już ponad 1 tys. osób, a prawie 3 mln to wierni fani. Coraz częściej mówi się nawet o wprowadzeniu e-sportu na igrzyska olimpijskie. Tak dynamiczny rozwój jest możliwy dzięki coraz szybszemu internetowi domowemu, osiągającemu prędkość 1 Gb/s. Takie łącze oferuje już np. Orange Polska.

E-sport i gaming już kilka lat temu przestały być niszowe. Raport „Global Esports Market Report 2018” wskazuje, że na świecie wartość e-sportu przekroczy 906 mln dol. Trzy czwarte z tego stanowią inwestycje sponsorów (blisko 700 mln dol.), a do 2021 roku odsetek ten wzrośnie do 84 proc. (1,4 mld dol.)

– Śledzę to od początku rozwoju sceny e-sportowej. Widzę, jak gry się cały czas rozwijają i jestem pod wrażeniem postępu. Wiele dużych firm zaczyna inwestować w to pieniądze, także uważam, że e-sport będzie naprawdę bardzo duży za jakiś czas – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Grzegorz „Szpero” Dziamałek, zawodnik e-sportowy, profesjonalny gracz Counter Strike: Global Offensive, czterokrotny mistrz Polski i wicemistrz świata.

Według raportu PayPal i SuperData Polska jest w europejskiej czołówce pod względem popularności e-sportu. Rynek szacowany jest na 10 mln dol., co pozwoliło nam wyprzedzić Holandię, Hiszpanię czy Włochy. W tym roku wartość tego rynku może wzrosnąć o 1/5. Z raportu Newzoo i Esports Bar wynika, że w Polsce jest ponad 1 086 zawodników i 2,8 mln fanów e-sportu. Do końca 2019 roku liczba e-graczy ma wzrosnąć o 56 proc. w porównaniu z 2017 rokiem – wskazuje raport PayPal i SuperData.

– Rozwój szybkiego internetu pozwala się rozwijać branży e-sportowej. Jeszcze kilka lat temu, kiedy był słaby internet, było wiele problemów z graniem, przez co wiele ludzi nie mogło grać. Teraz cały czas oferta się rozwija. Im szybszy internet, tym większy komfort dla graczy i to po prostu widać – podkreśla Grzegorz „Szpero” Dziamałek.

Dla osób zajmujących się profesjonalnie e-sportem przepustowość łącza i jego niezawodność są kluczowe. Dlatego – jak podkreśla – miłośnicy e-sportowych rozgrywek mogą się zainteresować ofertą światłowodowego internetu domowego o prędkości do 1 Gb/s , jaką w ubiegłym tygodniu wprowadził na rynek Orange Polska. Dostęp do najszybszego internetu od pomarańczowego operatora ma już 1,7 mln gospodarstw domowych w całym kraju. Bez szybkiego szerokopasmowego internetu nie będzie możliwy zarówno dalszy prężny rozwój e-sportu, jak i jego wprowadzenie do grona dyscyplin olimpijskich, o czym coraz częściej się mówi.

– Jestem ciekawy, czy e-sport wejdzie na igrzyska olimpijskie. Własne turnieje, igrzyska już mamy i sam jestem ciekawy, jak to wyglądałoby w połączeniu z tym tradycyjnym sportem. Wielu ludzi może się z tym nie zgadzać, ale uważam, że mogłoby to być fajnym widowiskiem. Mam nadzieję, że do tego dojdzie – mówi Grzegorz „Szpero” Dziamałek.

W Katowicach od kilku lat rozgrywane są finały jednego z najważniejszych e-sportowych turniejów na świecie – Intel Extreme Masters. Tegoroczną edycję w Spodku oglądało na żywo 169 tys. osób, ale w sieci śledziło ją miliony widzów.

 Mamy w Polsce wiele turniejów, takie jak mistrzostwa Polski, także wiele turniejów zagranicznych. Praktycznie co tydzień jest jakiś turniej, mamy też takie największe, tzw. majory, podobnej rangi jak igrzyska olimpijskie, organizowane raz albo dwa razy w roku, na które się bardzo trudno dostać. To cały czas się rozwija – przekonuje zawodnik CS:GO.

W 2017 roku polscy e-sportowcy zarobili ponad 23 mln zł. Najlepsi dzięki rozgrywkom stają się milionerami. Serwis Sport Earnings, który publikuje zarobki światowej czołówki, podaje, że liderem zestawienia jest niemiecki gracz KuroKy, który zarobił już blisko 4,1 mld dolarów.

Z badania ARC Rynek i Opinia przygotowanego we współpracy z Gameset „Polski odbiorca e-sportu” wynika, że choć rozgrywki przyciągają coraz więcej widzów i graczy, a liczba zawodów rośnie, to w Polsce wciąż jest to obszar niezagospodarowany marketingowo.

 Polski e-sport potrzebuje jeszcze większych marek, czyli wielkich firm, które wejdą w ten rynek, ponieważ cały czas to się rozwija. Potrzebujemy największych potęg, aby mogło to się stać tak samo popularne jak tradycyjny sport. Wydaje mi się, że wszystko idzie w dobrym kierunku – ocenia Grzegorz „Szpero” Dziamałek.

Nauczycielom coraz trudniej budować swój autorytet. Nie pomaga w tym przestarzały system edukacji i podejście rodziców

Nauczycielom coraz trudniej budować swój autorytet. Nie pomaga w tym przestarzały system edukacji i podejście rodziców 4

Nauczyciele tracą uznanie i autorytet w oczach swoich wychowanków – uważa Michał Zawadka, autor książek motywacyjnych. Przyczyniają się do tego nowe technologie i brak chęci rozwoju wśród samych nauczycieli. W świecie internetu, telewizji i idoli kreowanych przez social media pedagodzy ze swoimi przestarzałymi metodami nauczania nie są w stanie dotrzeć do uczniów i zaszczepić w nich pasji do nauki. Nie pomagają również rodzice, którzy przy dzieciach podważają autorytet nauczycieli.

Nauczyciel dzisiaj nie ma monopolu na wiedzę. Bardzo często jest tak, że młody człowiek przychodzi do nauczyciela, wiedząc dużo więcej od niego, bo np. podróżował od dziecka z rodzicami, a nauczyciel nigdy nie wyjechał za granicę. I on ma go uczyć o świecie? Młody człowiek widział te miejsca na własne oczy, a nauczyciel widział je tylko na mapie, zdjęciach czy filmach w internecie. Dzisiaj nauczyciel stoi przed ogromnym wyzwaniem, jak tę wiedzę przekazać – mówi agencji informacyjnej Newseria Michał Zawadka, autor książek motywacyjnych.

W dynamicznie zmieniającej się mentalności młodego pokolenia, kształtowanej przez internetową kulturę, nauczycielowi nie jest łatwo budować swój autorytet wśród uczniów i zdobyć ich uznanie. Często jednak sam sobie jest winny.

Upadek autorytetu jest spowodowany także przez to, że nauczyciele nie rozwijają się, a wymagają od młodzieży dostosowania się do starych czasów. Tu jest dysonans i konflikt pokoleniowy z powodu brak umiejętności zainteresowania się tym, jak wygląda świat młodzi ludzi. Przez to, że nauczyciele często są przeciwko uczniom, a nie razem z nimi, nie ciągną ich za sobą. Potrzebne jest przede wszystkim inne podejście nauczyciela do wiedzy: cały czas się rozwijam, patrzę, w jakim kierunku idą młodzi ludzie, i jestem ich przewodnikiem, pokazuję im wartości i drogę, a nie mówię, jak mają zrobić – mówi Michał Zawadka.

Zawadka podkreśla, że wiele razy zetknął się z sytuacją, kiedy nauczyciele są zamknięci na wszelkie nowości i nie chcą się rozwijać.

– Toczący się kamień nie obrasta mchem. Ci, którzy przysiadają i mówią „nie da się”, obrosną mchem i ominą ich uczniowie, powiedzą: nie chcę iść za tym człowiekiem, on dla mnie nie jest ciekawy, ja mogę sobie sprawdzić dużo więcej w sieci – mówi Michał Zawadka. – Trzeba zmieniać system edukacji, a nie dostosowywać dzisiejsze pokolenie, by pracowało w realiach sprzed kilku dekad.

Zdaniem Michała Zawadki, polska szkoła jest archaiczna, a system edukacji – mocno przestarzały. Zwraca też uwagę na problem obniżania się prestiżu instytucji szkoły. Z jednej strony jest to skutek coraz bardziej powszechnego wśród uczniów przekonania, że teoretyczna wiedza jest mało przydatna, z drugiej – kolejne reformy szkolnictwa skutkują obniżeniem wymagań wobec młodych ludzi.

– System edukacji moim zdaniem, po pierwsze, powinien iść w kierunku doświadczania, a po drugie, nie udowadniać młodemu człowiekowi, czego on nie umie, ale pokazać mu to i zaszczepić chęć do odkrywania tego – mówi Michał Zawadka.

Ekspert podkreśla, że autorytet nauczyciela buduje wiele czynników, przede wszystkim charakter i osobowość pedagoga, jego predyspozycje, wiedza oraz umiejętność stworzenia relacji społecznych, czyli rola, jaką nauczyciel pełni w grupie uczniów. Może być więc słabo przygotowanym, niewzbudzającym szacunku swoją postawą belfrem albo liderem potrafiącym wymagać i egzekwować realizowanie wydawanych poleceń.

– Autorytet nauczyciela bardzo mocno jest atakowany przez rodziców. Oni zaczynają być bardzo roszczeniowi tylko dlatego, że to jest ich dziecko. Nie oddają kompetencji, nie delegują zadania: jesteś nauczycielem, więc pracuj z moim dzieckiem, ja będę z tobą się komunikował, informował i rozliczał, ale nie będę ci mówił, jak masz pracować, bo to ty jesteś nauczycielem – podkreśla Zawadka. – Oczywiście, są nauczyciele, którzy nie chcą się rozwijać, i wtedy ingerencja rodziców jest potrzebna. Ale nauczyciel powinien umieć im powiedzieć: jestem autorytetem, w taki sposób pracuję z waszymi młodymi dziećmi i zaufajcie mi.

Polacy wymieniają telewizor średnio co sześć lat. Kupują coraz większe i droższe

Polacy wymieniają telewizor średnio co sześć lat. Kupują coraz większe i droższe 5

W Polsce co roku sprzedaje się blisko 2,2 mln telewizorów, a statystyczne gospodarstwo domowe wymienia odbiornik po około sześciu latach – mówi Marek Maciejewski z TCL Europe. Na taki zakup Polacy przeznaczają średnio 1,9 tys. zł, ale ta kwota rośnie. Podobnie jak wymagania konsumentów – obecnie chętnie wybierane są urządzenia w jakości Ultra HD, o przekątnej 55 cali lub większej. 

– Klienci oczekują w telewizorze treści i jakości, stąd 2/3 sprzedawanych telewizorów to Smart TV, a 50 proc. stanowią odbiorniki Ultra HD. Trzecia bardzo ważna rzecz to cena. Widzimy, że średnia cena telewizora rośnie i dzisiaj osiąga poziom około 1,9 tys. zł. Klienci kupują coraz większe przekątne, ale szukają też telewizorów lepiej wyposażonych, zarówno z wyższą jakością obrazu, funkcjami HDR, jak i telewizorów z Quantum Dot – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Marek Maciejewski, dyrektor ds. rozwoju produktu TCL w Europie.

Co roku na polskim rynku sprzedaje się średnio 2,2 mln telewizorów. Statystyczne gospodarstwo domowe wymienia odbiornik po około sześciu latach. Połowa obecnie sprzedawanych telewizorów to odbiorniki Ultra HD, które – poza doskonałą jakością obrazu – zapewniają dostęp do usług zarówno polskich, jak i zagranicznych dostawców treści. Serwisy VOD oferujące filmy i seriale w rozdzielczości Ultra HD oraz filmy na nośnikach Blue-Ray UHD przyczyniają się do ich coraz większej popularności.

– Kolejną kwestią jest to, że bardzo szybko zyskują duże przekątne. 55 cali powoli staje się normą. Patrząc na spadek cen telewizorów, niebawem w naszych salonach będą już królować odbiorniki 65-calowe – mówi Marek Maciejewski.

W Polsce ponad połowa rynku dużych telewizorów należy do Samsunga. Z danych marki wynika, że jeszcze w 2013 roku telewizory o przekątnej 55 cali i większe stanowiły w Polsce 3 proc. rynku, natomiast w ubiegłym roku ich rynkowy udział wzrósł do 17 proc. Według badań GfK i NPD w okresie od stycznia do sierpnia ubiegłego roku ponad 40 proc. przychodów ze sprzedaży telewizorów na świecie pochodziło ze sprzedaży odbiorników o przekątnej 55 cali i większych.

W ostatnich latach o ponad 30 proc. wzrosła również sprzedaż telewizorów 65‑calowych i większych. Z danych IHS Market przytaczanych przez Samsunga wynika, że ich globalna sprzedaż w 2016 roku osiągnęła poziom 8 mln sztuk i 11,4 mln rok później. W tym roku prognozowana sprzedaż ma już sięgnąć ok. 16 mln urządzeń.

Biorąc pod uwagę ponad 38 mln konsumentów, Polska jest wciąż relatywnie niewielkim rynkiem. Dla porównania w Europie co roku sprzedaje się około 37 mln telewizorów, w samych Niemczech – ok. 6,5 mln, we Francji – ok. 4,5 mln odbiorników rocznie. Mimo to polscy klienci, wchodząc do sklepu, zwłaszcza dużego salonu z RTV i AGD, mają w tej chwili do wyboru ponad 100 różnych modeli i marek telewizorów.

– Może być problem z dokonaniem wyboru. My ze swojej strony staramy się pomóc klientom, proponując rozwiązania zarówno dostarczające wysoką jakość obrazu, dźwięku, jak i system Android TV – dyrektor ds. rozwoju produktu TCL w Europie.

Na rosnącej sprzedaży telewizorów chce skorzystać marka TCL. Trzeci największy producent telewizorów LCD na świecie zatrudnia ponad 75 tys. pracowników, z czego 0,5 tys. w Polsce.

– W Polsce TCL jest obecny od 2007 roku, a telewizory na polskim rynku sprzedajemy od 2009 roku. Tutaj mamy zarówno biuro sprzedaży, jak i fabrykę zlokalizowaną w Żyrardowie, która corocznie produkuje kilka milionów telewizorów – zarówno pod marką TCL, jak i pod innymi markami, które są dostępne w sklepach w Polsce i za granicą. Rynek rozwija się szybko, naszym celem jest bycie numerem trzy w jak najkrótszym okresie – zapowiada Marek Maciejewski.

Inaczej niż w przypadku sprzedaży pod względem produkcji Polska przoduje – jest największym producentem na Starym Kontynencie i trzecim na świecie. Produkcja sięga ok. 20 mln sztuk rocznie, z czego 90 proc. trafia na eksport.

– Lokując fabrykę w Polsce, mamy bardzo łatwy i szybki dostęp między innymi do rynku niemieckiego i do innych dużych rynków, jak Wielka Brytania, Francja czy Włochy, które są kluczowe pod względem wielkości sprzedaży. Wiele marek tak robi. W Polsce, biorąc pod uwagę prawie 40 mln konsumentów, można zakładać, że ten rynek mógłby trochę wzrosnąć – mówi Marek Maciejewski.

3 września koncern uruchamia centrum badawczo-rozwojowe, które będzie pracować m.in. nad rozwojem sztucznej inteligencji. Będzie to największy tego typu ośrodek poza Chinami.

Baterie litowo-jonowe w autach elektrycznych są coraz wydajniejsze, ale wciąż zbyt wolno się ładują. Przyszłością ogniwa z grafenu i nanowłókien

Baterie litowo-jonowe w autach elektrycznych są coraz wydajniejsze, ale wciąż zbyt wolno się ładują. Przyszłością ogniwa z grafenu i nanowłókien 6

Najpóźniej za 10 lat samochody elektryczne osiągną zasięg równy ze spalinowymi, a ładowanie baterii potrwa zaledwie kilka minut – twierdzą przedstawiciele branży. Nad takimi rozwiązaniami pracują również polscy inżynierowie. Już dziś można osiągnąć bardzo krótki czas ładowania lub bardzo mały rozmiar baterii. Wyzwaniem dla naukowców jest jednak połączenie obu tych cech w jednym urządzeniu. Obecnie stosowaną technologią akumulowania energii są baterie litowo-jonowe. Znane z laptopów i smartfonów, teraz znajdują zastosowanie także w pojazdach elektrycznych. Przyszłością branży transportowej mogą być jednak opracowywane ogniwa litowo-magnezowe, ogniwa z nanowłókien lub z grafenu.

– W tej chwili baterie litowo-jonowe bardzo szeroko wchodzą do transportu, mówimy o samochodach elektrycznych, o autobusach elektrycznych oraz wszelkich pojazdach transportowych, przemysłowych, które za chwilę wszystkie będą zasilane bateriami. Nowoczesne baterie litowo-jonowe to ultragęste, małe urządzenia, które dają nam zasilanie laptopów, telefonów komórkowych oraz potrafią zasilić samochód elektryczny zasięgami już dzisiaj dochodzącymi do kilkuset kilometrów w najbardziej nowoczesnych rozwiązaniach – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Bartłomiej Kras z Impact Clean Power Technology.

Inżynierowie pracują nad bateriami o jak największej pojemności, jak najmniejszej wadze i z technologią bardzo szybkiego ładowania. Połączenie tych wszystkich cen w jednym produkcie stanowi największe wyzwanie dla naukowców z całego świata. Badacze z Uniwersytetu Kalifornijskiego pracują nad bateriami wykonanymi ze złotych nanowłókien w żelowym elektrolicie. Prototypowy akumulator poddany 3-miesięcznym testom przeszedł 200 tys. cykli ładowania i rozładowania. Nie wykazywał po tym czasie niemal żadnych cech degradacji. Dla porównania, standardowe akumulatory litowo-jonowe przeżywają 30-krotnie mniej.

– Obecnie stosujemy najnowsze rozwiązania, które pozwalają naładować cały autobus elektryczny z naszą baterią poniżej 10 minut. Drugi trend to zwiększanie gęstości energii, czyli sprawianie, że te baterie są lżejsze, czyli na dany pojazd można ich włożyć więcej w tej samej masie i w tej samej objętości, co przekłada nam się albo na zwiększenie zasięgu pojazdu, albo na zwiększenie pracy na jakimś urządzeniu mobilnym – twierdzi Bartłomiej Kras.

Nadzieją branży motoryzacyjnej mogą być z kolei baterie oparte na grafenie. Są one zdolne do ładowania i rozładowywania się ponad 30-krotnie szybciej niż tradycyjne ogniwa litowo-jonowe. Szybkie rozładowywanie ma kluczowe znaczenie właśnie przy zastosowaniu w motoryzacji. Ruszający samochód wykazuje ogromny chwilowy pobór energii, którą bateria musi być w stanie mu zapewnić. Naukowcy pracują również nad ogniwami litowo-magnezowymi, bateriami strukturą przypominającymi papier, a także wykonanymi z miedzianej pianki.

Zdaniem specjalistów, takie technologie zostaną dopracowane i staną się dostępne najwcześniej w ciągu najbliższych 5-8 lat. Zapotrzebowanie na nie płynie przede wszystkim z transportu, który obecnie bardzo mocno stawia na elektromobilność.

– Możemy się spodziewać w horyzoncie 10-letnim samochodu elektrycznego, który będzie przejeżdżał dokładnie tyle, ile samochód spalinowy na jednym ładowaniu i to ładowanie będzie trwało kilka minut na stacji ładowania elektrycznego. Wprowadzamy nowinki właściwie co roku, ale nie ma gwałtownych przełomów. To jest lekka zmiana chemii ogniw, zmiana pierwiastków, która pozwala nam albo zwiększyć ilość cykli, albo sprawić że ta bateria jest trochę lżejsza, co poprawia zasięg lub czas życia danego mobilnego urządzenia. To są dzisiaj zmiany, które są kilkunastoprocentowe maksymalnie w ciągu roku – informuje Bartłomiej Kras.

Obecnie dostępne samochody elektryczne mogą cechować się już w miarę zadowalającym zasięgiem, ale bardzo długo trwa naładowanie baterii. Przykładowo, Tesla model S może na jednym ładowaniu przejechać około 500 km. Czas ładowania baterii wynosi jednak aż 8,5 godziny w przypadku ładowarki o mocy 10 kW lub 4 godziny dwukrotnie mocniejszą ładowarką. Ładowanie do pełna szybką zewnętrzną ładowarką trwa natomiast 45 minut. Trwa to więc wciąż wielokrotnie dłużej, niż tankowanie samochodu spalinowego.

Według analityków z Grand View Research światowy rynek ogniw litowo-jonowych był w 2016 roku wyceniany na 22,8 mld dolarów. Popyt na systemy magazynowania energii ma rosnąć do 2025 roku w średniorocznym tempie na poziomie 21 proc.

IX Międzynarodowy Kongres Faktoringu 20 września 2018 r.

Kongres Faktoringu to jedno z najważniejszych wydarzeń w kalendarzu spotkań menedżerów i praktyków faktoringu i finansów w Polsce. Udział w nim biorą uznani eksperci z całego świata. Omawiane są tu najważniejsze problemy przedsiębiorców i wyzwania stojące przed dostawcami usług faktoringowych zarówno w Polsce, jak i na innych rynkach.

IX Międzynarodowy Kongres FaktoringuJuż po raz dziewiąty eksperci w dziedzinie zarządzania płynnością spotykają się na największym wydarzeniu poświęconym finansowaniu firm w Polsce. Międzynarodowy Kongres Faktoringu na mapie konferencji branży finansowej wypracował sobie silną pozycję i uznanie. Przez lata przyciągnął wielkie grono wiernych słuchaczy i uczestników zarówno z Polski, jak i ze świata.

Tegoroczna edycja odbędzie się 20 września w warszawskim hotelu Westin i poświęcona będzie m.in. wykorzystaniu nowych technologii w biznesie, finansach i faktoringu. Ocenie zostaną poddane szanse dla branży w kontekście rozwoju fintechów. Eksperci analizować będą także zmiany zachodzące w otoczeniu ekonomicznym i prawnym.

– Kongres Faktoringu to wydarzenie o szczególnym znaczeniu dla prezesów firm, dyrektorów departamentów finansowych, przedstawicieli środowiska naukowego oraz firm rozwijających infrastrukturę do współpracy z branżą faktoringową. Już dziś serdecznie zapraszamy – mówi Sebastian Grabek, Przewodniczący Komitetu Wykonawczego Polskiego Związku Faktorów.

Nie zabraknie też prawdziwej gratki dla poszukiwaczy motywacji w codziennej pracy. Gościem specjalnym Kongresu będzie Jerzy Owsiak, Prezes Zarządu Fundacji Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, który w milionach Polaków obudził chęć do wspólnego działania. Jego wykład będzie z pewnością wartościową inspiracją dla każdego.

W programie m.in. wystąpienia:

Działaj i idź naprzód!

– Jerzy Owsiak (Prezes Zarządu Fundacji Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy),

Faktoring na świecie i w Polsce w 2018 r.

– Sebastian Grabek (Przewodniczący Komitetu Wykonawczego Polskiego Związku Faktorów)

Panel dyskusyjny: Nowe technologie i spółki z sektora fintech na rynku faktoringu,

– Moderator: Michał Pawlik (Prezes Zarządu SMEO),

Ogłoszenie wyników konkursu „Złote Pióro PZF”

Panel dyskusyjny: Klienci o faktoringu

– Moderator: Małgorzata Szymańska (Dyrektor Departamentu Faktoringu Banku Ochrony Środowiska),

Panel dyskusyjny: Zmiany w prawie – wpływ na przyszłość branży

– Ewa Guzowska (Radca Prawny, KGK Kancelaria Radcowska E.Guzowska i S-ka)

Na kongres zaprasza Polski Związek Faktorów we współpracy z Novabase – sponsorem głównym, Lendscape – sponsorem, FCI – partnerem merytorycznym, a także partnerami medialnymi: Dziennikiem Gazetą Prawną, magazynami: Bank, Nowoczesny Bank Spółdzielczy, My Company Polska, Life and More, Outsourcing and More, Gazeta MSP, Europejska Firma oraz portalami: Fintek.pl, AleBank.pl, CEO.com.pl, OutsourcingPortal.pl, MSPortal.pl, Biznes2Biznes.com, BCRpub.com i TRFNews.

Więcej informacji na: kongresfaktoringu.pl

Panorama Firm uruchomiła listę z wykazem miejsc, w których można złożyć wniosek 300+

Od sierpnia wnioski w programie „Dobry Start” można również składać osobiście m.in. w urzędach miast, gmin czy ośrodkach pomocy społecznej. Aby wesprzeć rodziców i opiekunów, wyszukiwarka lokalna panoramafirm.pl uruchomiła listę z wykazem miejsc, w których można osobiście złożyć wniosek o jednorazowe wsparcie dla ucznia rozpoczynającego rok szkolny.

Program „Dobry Start” rozpoczął się w lipcu, a początkowo wnioski można było składać wyłącznie online lub za pośrednictwem bankowości elektronicznej. Od 1 sierpnia br. można zrobić to również osobiście w wybranych punktach.

Wyszukiwarka lokalna panoramafirm.pl przygotowała specjalnie dla użytkowników listę miejsc, w których można osobiście składać wnioski o tak zwane „piórnikowe”. Aby skorzystać z funkcjonalności, wystarczy odwiedzić stronę wyszukiwarki. Po wpisaniu słów kluczowych takich jak „dobry start”, „dobry start+”, „dobry start dla ucznia”, „300+” czy „piórnikowe” i wskazaniu lokalizacji, wyszukiwarka pokazuje listę punktów przyjmujących zgłoszenia w danej okolicy. Każdy punkt zawiera pełne dane teleadresowe oraz jest zlokalizowany na mapie, daje możliwość wyznaczenia najkrótszej trasy dojazdu do wybranego miejsca. Obecnie w serwisie znajduje się 2489 punktów z całej Polski.

Adrian Hinc, Kierownik Produktu w Eniro Polska
Adrian Hinc, Kierownik Produktu w Eniro Polska

Do tej pory złożono prawie 850 tysięcy wniosków drogą elektroniczną, ale podobnie jak w przypadku programu „500+”, zapewne większość uprawnionych osób zechce złożyć wnioski osobiście. Chcemy ułatwić ten proces, dlatego w Panoramie Firm pokazujemy listę punktów przyjmujących wnioski. – mówi Adrian Hinc, Kierownik Produktu w Eniro Polska. Dzięki tej funkcji można szybko namierzyć najbliższy punkt przyjmujący zgłoszenia, sprawdzić jego położenie na mapie, wyznaczyć trasę dojazdu. Obecnie baza punktów obsługujących program „Dobry Start” liczy blisko 2,5 tysiąca miejsc, ale na bieżąco aktualizujemy i rozbudowujemy tę listę. – dodaje Adrian Hinc.

Wyprawka 300 plus to świadczenie w ramach programu „Dobry Start”. Umożliwia on jednorazową wypłatę 300 zł na ucznia w związku z rozpoczęciem nowego roku szkolnego, pod warunkiem, że mieszka on oraz uczy się na terenie Polski. Świadczenie to przysługuje rodzicom na dziecko uczące się, aż do ukończenia 20. roku życia lub 24. roku życia w przypadku dzieci niepełnosprawnych. Pieniądze są przyznawane niezależnie od dochodu rodziny.

Osoby, które złożyły już wnioski w lipcu lub złożą w sierpniu otrzymają wypłatę świadczenia do końca września. Pozostałe osoby, którym nie uda się złożyć wniosku w wakacje, w ciągu dwóch miesięcy od dnia złożenia wniosku. Należy jednak pamiętać, że na złożenie dokumentów jest czas jedynie do 30 listopada.

Z myślą o rodzicach i opiekunach poszukujących punktów do złożenia wniosku o dofinansowanie z programu „Dobry Start”, wyszukiwarka lokalna panoramafirm.pl z początkiem sierpnia udostępniła dedykowaną funkcjonalność w serwisie. Pomaga ona odnaleźć odpowiedni urząd lub placówkę oraz pokazuje jak do niej najszybciej dotrzeć. Użytkownicy mogą z niej skorzystać zarówno w mobilnej jak i desktopowej wersji serwisu.

Eniro Polska rozwija proces wewnętrznej certyfikacji pracowników

Stała edukacja pracowników to jedno z najważniejszych zadań wpisanych w misję każdej firmy. Eniro Polska, dostawca rozwiązań marketingu internetowego dla małych i średnich firm z powodzeniem rozwija proces wewnętrznej certyfikacji pracowników. Bodźcem do tego projektu był szybki rozwój portfolio produktów oraz rosnące potrzeby przedsiębiorców wymagają nieustannego rozwoju kwalifikacji.

Głównym produktem firmy jest wyszukiwarka lokalna Panorama Firm, ale ofertę dla biznesu uzupełnia szeroki wachlarz produktów marketingu internetowego: strony www, SEO, Remarketing, wideo, baza danych, reklama w Gmail czy najnowszy system do zarządzania obecnością firmy w sieci NETskaner.

W dobie postępu technologicznego, gdy coraz więcej firm dysponuje podobnymi rozwiązaniami, istotną kwestią jest budowanie przewagi konkurencyjnej w oparciu o kapitał ludzki. Certyfikacja pracowników jest szansą dla organizacji na wprowadzenie jeszcze lepszych standardów obsługi Klienta i rozwijania modelu organizacji uczącej się. W przypadku firmy Eniro Polska, certyfikacja jest wspólnym projektem Działu HR i Sprzedaży, który uzupełnia program edukacyjny Akademia Sprzedaży Eniro. W Dziale Sprzedaży certyfikat oznacza awans na stanowisko Specjalisty Sprzedaży lub Telesprzedaży ds. Marketingu Internetowego. W programie przewidziane są także kolejne stopnie certyfikacji. Certyfikacja potwierdza zdobycie nowych umiejętności i zachęca pozostałych do zdobywania pożądanych przez organizację kompetencji.

Joanna Hampel, Dyrektor Sprzedaży w Eniro Polska
Joanna Hampel, Dyrektor Sprzedaży w Eniro Polska

– Polskie małe i średnie firmy w szybkim tempie muszą dostosować się do wymagań tzw. rewolucji 4.0. To czwarta rewolucja przemysłowa, w której najważniejsze jest zastosowanie technologii i narzędzi cyfrowych w codziennym prowadzeniu biznesu. Nie każdy przedsiębiorca ma czas i środki na samodzielne zdobywanie wiedzy. Wielu z nich potrzebuje wsparcia w zakresie marketingu internetowego. Certyfikowany konsultant to pewność, że mamy do czynienia z ekspertem, profesjonalnym doradcą, który analizuje sytuację firmy (audyt obecności w sieci), sygnalizuje problemy i dobiera optymalne rozwiązania. Większa wiedza pozwala mu na lepsze zarządzanie relacjami z klientami i wzrost ich satysfakcji. W organizacji sprzedażowej, zarówno w Telesprzedaży, jak i Sprzedaży Bezpośredniej, posiadam obecnie 101 osób z certyfikatami, a kolejne 146 jest bliskie spełnienia warunków. Są to najbardziej aktywne i zaangażowane osoby w zespole, dla których nowa wiedza i budowanie marki osobistej to filary rozwoju personalnego. – mówi Joanna Hampel, Dyrektor Sprzedaży w Eniro Polska.

Każdy uczestnik programu otrzymuje na bieżąco indywidualną informację o wyniku, a w procesie dodatkowo wspiera go przełożony, zainteresowany wzrostem kompetencji i zaangażowania w swoim zespole.

Anna Strutyńska, Dyrektor HR w Eniro Polska
Anna Strutyńska, Dyrektor HR w Eniro Polska

– Badania wskazują, że możliwości rozwoju kompetencji i stania się ekspertem w swojej dziedzinie to obecnie istotny obszar dla motywacji i satysfakcji pracowników. Element ten zyskuje na znaczeniu dla młodszych pokoleń. Program certyfikacji kompetencji cyfrowych w Eniro Polska odpowiada na tę potrzebę, ponieważ pozwala naszym pracownikom uzyskać ekspercką wiedzę i dzielić się nią z klientami, budując w ten sposób wizerunek własny oraz wizerunek firmy. Warunkiem uzyskania certyfikatu jest więc nie tylko uczestnictwo w sesjach szkoleniowych i rozwiązanie obszernego testu wiedzy, ale też sprzedaż różnych produktów na założonym poziomie. Umiejętne połączenie teorii z praktyką gwarantuje, że nasz specjalista jest dobrze przygotowany do wspierania właścicieli małych i średnich firm w obszarze marketingu internetowego. Jesteśmy postrzegani jako firma, która dobrze szkoli siły sprzedaży, a sukces programu certyfikacji potwierdza tę opinię. – mówi Anna Strutyńska, Dyrektor HR w Eniro Polska.

Powodzenie projektu w Dziale Sprzedaży sprawiło, że firma rozszerza certyfikację na pozostałych pracowników, dostosowując ją do potrzeb innych działów. Firmy certyfikujące swoich pracowników zyskują w perspektywie czasu wyższą jakość świadczonych usług, co pozytywnie przekłada się na proces współpracy z Klientami.

– Kolejnym krokiem jest certyfikowanie pracowników Działu Operacyjnego, którzy odpowiadają za realizację kampanii reklamowych dla klientów Eniro. Ostatnio wręczyliśmy w tym dziale dyplomy 24 osobom. W tym przypadku kryterium jest wiedza na temat naszych produktów oraz marketingu internetowego. – dodaje Anna Strutyńska, Dyrektor HR w Eniro Polska.

Certyfikacja pracowników sprzyja podnoszeniu efektywności całej organizacji. Proces certyfikacji pozwala firmie uzyskać informacje na temat umiejętności zatrudnionych w organizacji osób oraz lepiej zarządzać polityką szkoleniową. Dla pracowników jest to szansa na potwierdzenie własnych kompetencji i podniesienie samooceny. Dowiedz się więcej: http://praca.eniro.pl/

Zaangażowanie w NATO i UE – jak Polska może zapewnić sobie bezpieczeństwo?

W polityce międzynarodowej nigdy nie ma próżni. Jeżeli jakiś układ sił wzajemnie się znosi, ale w pewnym momencie jeden z elementów zaczyna korodować – na jego miejsce wchodzą nowe czynniki. Nie można na stałe zapewnić sobie bezpieczeństwa będąc członkiem takich organizacji, jak Unia Europejska czy NATO. Niestety sytuacja pozostaje dynamiczna, a one same się zmieniają. Należy mieć społeczną świadomość fizycznej obrony terytorialnej. W tym przypadku liczy się zaangażowanie w sojuszach obronnych, czyli NATO oraz aktywny udział w misjach, czasami daleko poza Polską. Ważne jest, aby wspólnota, jaką tworzą państwa członkowskie, działała prawidłowo. NATO wyraźnie widzi zagrożenia wschodnie podczas, gdy UE przestała je dostrzegać.

– Patrząc szerzej, po erozji podziału na blok sowiecki i NATO, końcu historii i przekonaniu elit zachodnich o nastaniu docelowego modelu świata – okazało się, że istotną rolę zaczynają odgrywać w nim Chińczycy. Nagle kraje pacyficzne i azjatyckie stały się szczególnym obiektem zainteresowania – powiedział serwisowi eNewsroom Marcin Roszkowski, prezes zarządu Instytutu Jagiellońskiego – Amerykańscy sojusznicy w regionie są tym o wiele bardziej zaniepokojeni, niż jeszcze kilkadziesiąt lat temu. Sytuacja jest dynamiczna, a zagwarantowanie bezpieczeństwa to proces, który stale należy umacniać. Solidarność jest tutaj bardzo istotna. Ważne jest także przełamywanie wyrywania bilateralnych relacji, jak np. niemiecko-rosyjskich oraz przeciwdziałanie tym sytuacjom w strukturach Unii Europejskiej. Zapewne będzie ona przeżywała pewien kryzys, bo interesy państw środkowo- i wschodnioeuropejskich zaczynają być rozbieżne z tym, co dzieje się w zachodniej części kontynentu – jeśli chodzi o postrzeganie bezpieczeństwa czy suwerenności – ocenił Roszkowski.

Ponad 22 tysiące fanów, 260 twórców na szóstej edycji MeetUp® 2018

1 września w Tauron Arena w Krakowie odbył się szósty MeetUp®, czyli spotkanie twórców internetowych z fanami. Wydarzenie wywołało ogromne zainteresowanie młodych ludzi, na miejscu było ponad 22 tysięcy uczestników. Organizatorami edycji była agencja kreatywna GetHero oraz Miasto Kraków.

MeetUp® jest doskonałą okazją do spotkania gwiazd Internetu. Tysiące widzów przez cały rok czekało na możliwość rozmowy, autograf, czy wspólne selfie z vlogerami, muserami i gamerami. Tauron Arena wybrano na miejsce organizacji po raz drugi.

Po sukcesie zeszłorocznej edycji wybór miejsca był oczywisty. Kraków jest polską stolicą YouTube’a. Cieszymy się, ze Miasto Kraków kolejny raz wsparło nasze działania, z organizatorów MeetUpu®
— powiedział Tobiasz Wybraniec, prezes zarządu GetHero, agencji organizującej wydarzenie.

Ambasadorami wydarzenia byli ReZigiusz, Izak i Friz, którzy przyciągali tysiące fanów, zarówno w strefie spotkań premium, jak i na scenie głównej. Każdy z nich był dostępny także w meeting boxach, czyli specjalnie przygotowanych miejscach do robienia zdjęć i przeprowadzenia krótkiej rozmowy z fanami.

W MeetUp® 2018 wzięło udział ponad 260 twórców z kanałów lifestyle’owych, muzycznych, gamingowych, motoryzacyjnych, beauty, fashion, rozrywkowych i fit. Uczestnicy wydarzenia mieli okazję spędzić ze swoimi idolami choćby chwilę, co dla wielu z nich było wymarzonym sposobem na pożegnanie wakacji. Przez kilka godzin trwania imprezy ponad 22 tysiące odwiedzających mogło okazać swoją sympatię i uznanie ulubieńcom.

Warto podkreślić, że tegoroczny MeetUp® w dużej mierze był poświęcony muzyce, na głównej scenie wystąpił m.in. Multi, który powiedział, że to jest jego ostatni udział w wydarzeniu, bowiem skupia się na koncertowaniu. Ogromne zainteresowanie uczestników wzbudziły także koncerty Magdy Beredy z zespołem, Roksany Węgiel i Zuzy Jabłońskiej. W tegorocznej edycji nie mogło zabraknąć czołówki polskich twórców z aplikacji TikTok (dawniej Musical.ly), z Kingą Sawczuk, Dominikiem Rupińskim i Julką Kosterą na czele. Młodzi artyści angażują na swoich kanałach w aplikacji kilkumilionową publiczność, publikując  własne teledyski i covery do znanych utworów.

Szósta edycja MeetUp® przyciągnęła także uwagę partnerów, którzy aktywnie włączyli się w wydarzenie, poprzez oddanie dla uczestników interaktywnych stoisk. Partnerami imprezy byli: Miasto Kraków, Małopolska, Zott, Wawel, Garnier, Coca–Cola, Starlink, Pizza Guseppe, X-KOM, LG, Tauron Arena Kraków, Radio Eska i portal ApyNews.pl.

Szczególne podziękowania należą się Rafałowi Sonikowi, dzięki któremu MeetUp® został przeniesiony z Wrocławia do Krakowa w 2017 roku.

Plast-Box opublikował wyniki po I połowie 2018 roku

Plast-Box, znany producent opakowań z tworzyw sztucznych, w I połowie 2018 roku podniósł skonsolidowane przychody do 84,6 mln zł, osiągając tym samym wzrost sprzedaży w stosunku do analogicznego okresu roku ubiegłego o 4,7%. Po sześciu miesiącach br. grupa uzyskała wynik EBITDA sięgający blisko 7,1 mln zł oraz wypracował zysk netto na poziomie 2,3 mln zł.

Grzegorz Pawlak PTS Plast-Box S.A.
Grzegorz Pawlak Prezes Zarządu Plast-Box S.A.

Ten rok nie jest łatwy dla całej naszej branży, ze względu na wysokie ceny surowca i wzrost kosztów zatrudnienia. Plast-Box nie jest tu wyjątkiem. Odnotowujemy wzrost przychodów, jednocześnie raportujemy spadek wartości EBITDA oraz zysku netto w porównaniu do półrocza ubiegłego roku. – mówi Grzegorz Pawlak, prezes zarządu Plast-Box S.A.

Po II kwartałach br. jednostkowe przychody ze sprzedaży spółki matki Plast-Box S.A. w Słupsku wspięły się do 72,4 mln zł i były wyższe o 2,5% r/r. Przy takim poziomie przychodów słupska spółka matka wypracowała EBITDA o wartości 4,3 mln zł.

W ubiegłym roku ponieśliśmy nakłady na inwestycje w wysokości 16 mln zł., przedefiniowaliśmy większość procedur w firmie, dokonaliśmy istotnych zmian w organizacji, które przyczynią się do zwiększenia efektywności, i które umożliwiły uzyskanie certyfikatu BRC, przyznawanego firmom o najwyższych standardach w produkcji dla branży spożywczej   – wyjaśnia prezes Pawlak.  

Ukraińska spółka Plast-Box w tym samym czasie przyniosła blisko 168,9 mln UAH przychodów ze sprzedaży, 19,9 mln UAH EBITDA oraz 17,1 mln UAH zysku netto. Osiągnęła wyrażony w hrywnach 16,9% wzrost sprzedaży, a także 55,2% wzrost zysku netto.

–  Sytuacja ekonomiczna na Ukrainie, gdzie mamy drugą fabrykę, zmierza  w dobrym kierunku. Ukraina odnosi duże sukcesy jako dostawca produktów spożywczych na rynki europejskie, co dla producenta opakowań dla branży spożywczej jest bardzo dobrą wiadomością. Jesteśmy beneficjentem stabilizacji i rozwoju ekonomicznego w tym kraju – mówi Krzysztof Pióro, wiceprezes zarządu Plast-Box S.A.

Po 6 miesiącach br. Plast-Box zwiększył sprzedaż na rynek w Polsce do poziomu 33,0 mln zł, generując w ten sposób 39% obrotów grupy. Udział eksportu w skonsolidowanych przychodach po pierwszym półroczu 2018 stanowił zatem 61% całkowitej sprzedaży. Od stycznia do czerwca br. grupa zwiększyła sprzedaż eksportową na rynkach Unii Europejskiej o 2,7% do 30,3 mln zł oraz w Europie Wschodniej o 1,4% do 20,9 mln zł.

Przed nami duże możliwości, bowiem wciąż nasze udziały w rynku europejskim są małe, a rynek opakowań z tworzyw sztucznych cieszy się dobrymi perspektywami  – podsumowuje K.Pióro.

Grupa Plast-Box jest znaczącym wytwórcą opakowań plastikowych rozpoznawalnym niemal na całym kontynencie. Posiada 2 zakłady produkcyjne zlokalizowane w Polsce i na Ukrainie. Specjalizuje się w produkcji zaawansowanych technologicznie wiader, których sprzedaż w I półroczu 2018 roku wzrosła o 3,2% r/r do 66,3 mln zł. Grupa produkuje również skrzynki dla branży spożywczej i produkty użytkowe, sprzedawane w sieciach handlowych. Akcje spółki są notowane od 2004 roku na GPW.

Gomułka: Należy utrzymać Okęcie i rozbudować Modlin. Budowa CPK jest potrzebna

Wydatek rzędu 30-40 miliardów złotych na Centralny Port Komunikacyjny należy rozpatrywać w szerszej perspektywie. Łączne roczne wydatki inwestycyjne w Polsce wynoszą ok. 350 miliardów złotych. Tymczasem budowa CPK będzie trwała przez szereg lat. Tego kosztu nie należy traktować jako wydatek, którego nie da się udźwignąć. Inwestycja jest sensowna, ale czy będzie odpowiednio zyskowna?

– Lotnisko Chopina jest w pobliżu maksymalnych możliwości sprostania potrzebom, które w Polsce nadal rosną – powiedział serwisowi eNewsroom Stanisław Gomułka, główny ekonomista Business Centre Club – Okęcie powinno być nadal utrzymane i błędem byłoby zamknięcie go. Należy zastanowić się nad rozbudową pozostałych obiektów lub budową nowych, aby stworzyć możliwość obsługi pasażerów na większą skalę, niż obecnie. Jednym z rozwiązań jest rozbudowa portu w Modlinie, a innym budowa CPK. CPK dodatkowo powinien przejąć ruch poza pasażerski – np. przewozy towarów. W planach są 4 terminale – 2 do obsługi pasażerów, a 2 do obsługi towarów – CPK powinien zacząć działalność od ruchu cargo. Wraz z zapotrzebowaniem na obsługę pasażerów, port lotniczy należałoby rozbudowywać o kolejne terminale. Cały projekt można dostosować do potrzeb i rozłożyć w czasie – wskazał Gomułka.

Przegląd wydarzeń następnego tygodnia

W tym tygodniu nie zabraknie kluczowych danych w otoczeniu dyskusji o przyszłości wojen handlowych. Nowa runda ceł nałożonych przez USA na chińskie towary może pogorszyć nastroje na rynkach. Poza tym pod lupą będą wskaźniki PMI/ISM pozwalające ocenić kondycję globalnej gospodarki. Tradycyjnie na początku miesiąca mamy raport z rynku pracy USA. Posiedzenia odbędą banki centralne w Australii, Polsce, Kanadzie i Szwecji.

Przyszły tydzień: NFP, PMI z Wlk. Brytanii, Riksbank, RPP, RBA, BoC, rynek pracy w Kanadzie

USA

USA zaczynają tydzień z opóźnieniem w związku ze Świętem Pracy w poniedziałek. Na pierwszym planie może być dyskusja dotycząca szans zaimplementowania nowych ceł importowych na dobra z Chin. Uważamy, że lista towarów prędzej posłuży jako karta przy stole negocjacyjnym, choć ryzyko jej wdrożenia może być czynnikiem psującym rynkowy sentyment pchającym kapitał w stronę USD i innych bezpiecznych przystani (JPY, CHF). Od strony danych mamy ISM (wt, czw) i NFP (pt). Wskaźniki ISM mogą wskazać na pogorszenie względem poprzedniego miesiąca, ale odczyty na poziomie 56-57 wciąż informują o silnej kondycji gospodarki. Rynek pracy powinien ponownie pokazać mocne wartości z wysokim przyrostem zatrudnienia (prog. 180 tys.) i spadkiem stopy bezrobocia do 3,8 proc. Zbliżony do trendu wzrost płac o 0,2-0,3 proc. przypieczętuje wrześniową podwyżkę stóp procentowych Fed.

Strefa euro

W strefie euro rewizja PMI (pon, śr) raczej przejdzie bez echa, potwierdzając, że okres spowolnienia już minął, ale nie widać silnych oznak odbicia. Jak badania aktywności biznesu przekładają się na twarde dane, będzie można więcej powiedzieć po niemieckiej produkcji przemysłowej (pt). Dobre dane wydają się warunkiem koniecznym, by wyrwać EUR wyżej, w przeciwnym razie będziemy dalej obserwować nudną konsolidację.

Wielka Brytania

W Wielkiej Brytanii warte odnotowania są jedynie indeksy PMI (pon-śr). Lipcowe dane wskazały na pogorszenie koniunktury, choć odczyty blisko 54 nie są złe. Opublikowane już wstępne wskazania z Eurolandu nie dają podstaw do optymizmu dla wskaźnika z przemysłu, ale już sektor usługowy może liczyć na wzrost. Ponieważ dla Wielkiej Brytanii większe znaczenie ma ten drugi, dane ostatecznie mogą wspierać GBP. Będzie to jednak możliwe pod warunkiem, jeśli otoczka informacyjna wokół negocjacji Brexitu pozostanie pozytywna. Wszelkie wzmianki podnoszące na powrót ryzyko braku porozumienia z UE zgładzą próby odreagowania ostatniej słabości.

Szwecja

Biorąc pod uwagę, że lipcowy CPI w Szwecji wypadł powyżej prognoz (2,1 proc. r/r vs. 2 proc.), a inflacja bazowa CPIF zgodnie z oczekiwaniami, jest mało prawdopodobne, aby Riksbank (czw) wycofał przekaz, że podwyżka stopy procentowej może nastąpić „bliżej końca roku”. Także wyjątkowa słabość korony przemawia za tym, aby bank nie dorzucał gołębich komentarzy. Rynek może ustawiać się pod konstruktywny wydźwięk komunikatu, ale nie można zapominać, że SEK jest walutą silnie wrażliwą na globalny sentyment, który nie był dla niej ostatnio łaskawy i presja może szybko wrócić.

Polska

Wrześniowe posiedzenie RPP (wt-śr) nie powinno się różnić od poprzednich. Inflacja ustabilizowała się na 2 proc. (tj. poniżej celu NBP), a wzrost gospodarczy pozostaje dużo ponad wzrostem potencjalnym, stąd nie ma impulsów do zmiany nastawienia. Zakładamy, że podtrzymana zostanie retoryka braku konieczności zmiany poziomu stóp procentowych w 2019 r. i w 2020 r. Indeks PMI dla przemysłu (pon) powinien pokazać wzrost na lepszych perspektywach sprzedaży i zamówień, gdyż przez większą część sierpnia obawy o wojny handlowe utrzymywały się nisko. Mimo to temat ten w ostatnich dniach zyskuje na uwadze i poprzez kanał presji na waluty rynków wschodzących może hamować aprecjację złotego. Ruch w bok na EUR/PLN wydaje się najbardziej prawdopodobny.

Australia

W Australii uwaga skupi się na posiedzeniu RBA (wt) i PKB (śr). Przez ostatni miesiąc Australia zmierzyła się z zamieszaniem politycznym (zmiana premiera) oraz wzrostem obaw o kondycję sektora nieruchomości i zadłużenia prywatnego w dobie podwyżek kosztu kredytów. W efekcie komunikat RBA będzie analizowany pod kątem zwiększonej gołębiości, która może uderzyć w AUD. Po odczycie PKB za II kw. oczekuje się wartości zbliżonych do 3 proc., ale fatalne dane o CAPEX w tym tygodniu podnoszą ryzyko niższego wyniku. Przy rozbudzonych niepokojach o wojny handlowe AUD może być łatwym chłopcem do bicia.

Kanada

Bank Kanady (śr) prawdopodobnie utrzyma stopę overnight bez zmian. Odczyt PKB za II kw. w mijającym tygodniu wypadł słabiej od prognoz, co ucina spekulacje o podwyżce i rynek utrzyma oczekiwania na październik. Jako że szanse są wycenione wysoko (75 proc.), nawet potwierdzenie jastrzębich oczekiwań przez bank nie będzie wielkim zaskoczeniem. Na piątek przewidziano publikację raportu z rynku pracy, gdzie ryzyka są symetryczne, a do tego czasu przyszłość CAD będzie zależeć od tego, jak (i czy jeśli) zakończą się dziś negocjacje NAFTA.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Pracownicy z Azji zastąpią Ukraińców

W Polsce brakuje rąk do pracy, sytuacja demograficzna jest dramatyczna. Czy import pracowników z Dalekiego Wschodu rozwiąże problem? Rząd prowadzi rozmowy z władzami Filipin odnośnie ustalenia zasad współpracy w sprowadzaniu pracowników z tego kraju do Polski. Brakuje pracowników z Ukrainy, którzy wybierają pracę w innych krajach Europy Zachodniej.

– Z naszych badań wynika, że 37 proc. pracowników z Ukrainy rozważa pracę w innym kraju niż Polska. Najczęściej wskazywane są Niemcy, Wielka Brytania, Holandia czy Norwegia. Tylko 7 proc. planuje taki wyjazd w ciągu najbliższego roku, a 56 proc. osób nie jest w stanie określić kiedy chciałoby podjąć tego typu działania – mówi newsrm.tv Tomasz Dudek, dyrektor operacyjny OTTO Work Force.

Ankietowani wskazali wyższe zarobki (62%) jako decydujący powód ich wyjazdu. Destynacje, które biorą pod uwagę to głównie Niemcy (40%), Wielka Brytania (15%), Holandia (14%), Norwegia (13%), Włochy (9%) i Francja (8%).

– Jest to problem dla naszej gospodarki, dla wielu firm, których działania są oparte na pracy pracowników ze wschodu. Nie przewiduję jakichś masowych wyjazdów, to zawsze jest bardziej proces niż masowy wyjazd. Ogólnie brakuje nam bardzo dużo osób na rynku, brakuje nam siły roboczej. Musimy myśleć w perspektywie – co dalej – komentuje Dudek.

Z jednej strony Polska wprowadziła ruch bezwizowy dla Ukraińców, z drugiej coraz większa liczba państw wprowadza ułatwienia w legalnym podejmowaniu przez nich pracy np. Czechy. Dlatego też Polska zmuszona jest do coraz większego konkurowania z innymi państwami w pozyskiwaniu i zatrzymaniu pracowników. Jest to główny powód, dla którego przedsiębiorstwa rekrutujące pracowników rozszerzają poszukiwania o coraz dalej położone rynki jak: Indie, Nepal, Wietnam, czy na Filipiny.

Strategia ściągania pracowników z Azji jest jedyną opcją, która podtrzyma naszą gospodarkę, kiedy zabraknie nam siły roboczej z Europy. Dodatkowo, według pracodawców, pracownicy z dalekiego Wschodu łatwo aklimatyzują się w Polsce. Statystyki mówią, że obecnie w Polsce jest około 30 tysięcy pracowników z Azji.

Zapomnij o sprawdzaniu referencji, przebiegu pracy, zakresie obowiązków – RODO w rekrutacji

Czy wprowadzenie RODO oznacza koniec rekrutacji w sieci? Czy referencje przestaną mieć znaczenie? Czy i w jaki sposób potencjalny pracodawca będzie mógł zweryfikować informacje podane w CV? Ostatecznie, czy RODO to wróg rekrutacji?

Rozporządzenie o ochronie danych osobowych, które obowiązuje od końca maja zrewolucjonizowało przetwarzanie informacji w wielu podmiotach, zarówno prywatnych jak i publicznych. Celem rozporządzenia jest ujednolicenie zasad odnoszących się do ochrony danych osobowych we wszystkich państwach członkowskich UE. W znaczny sposób zmiany wpłynęły na gromadzenie i przetwarzanie informacji przez działy personalne i kadry, które o pracownikach wiedzą najwięcej. – „Regulacje obowiązujące od kilku miesięcy, to zmiany dotyczące właściwie wszystkich pracodawców, zarówno tych zatrudniających w oparciu o umowę o pracę, jak i w oparciu  o umowy cywilno-prawne. We wszystkich sektorach zasady przewarzania i gromadzenia informacji w procesie rekrutacji będą jednakowe.”– wyjaśnia Karolina Serwańska, dyrektor zarządzająca w Polski HR Sp. z o.o.

Sam proces będzie wymagał wielu zmian szczególnie w firmach, w których proces przetwarzania danych nie jest całkowicie zautomatyzowany. – „Dla większości firm, zwłaszcza dużych korporacji, które dysponują rozbudowanym systemem HR i narzędziami IT zmieni się niewiele. Proces rekrutacji i późniejszego przechowywania informacji jest obecnie zdominowany przez narzędzia IT. Nie wolno jednak zapominać o dokumentach w tradycyjnej, papierowej formie. Obowiązujące wcześniej rozporządzenie GIODO zawierało chociażby rygorystyczne wytyczne co do przechowywani CV, czy zakaz stosowania zbiorczych list obecności.” – dodaje Karolina Serwańska.

Koniec sprawdzania kandydata?

– „Wprowadzenie RODO ograniczy możliwość sprawdzania potencjalnego pracownika, nie będzie już możliwości swobodnego prześwietlenia życiorysów aplikujących. Referencje po 25 maja są już nieskuteczne. Rekruter może oczywiście sprawdzić podane informacje, jednak wyłącznie w zakresie informacji, jakie już posiada. Wykluczone będą dodatkowe pytania o okoliczności zwolnienia czy rodzaj wykonywanych zadań. Ma to swoje pulsy i minusy. Wartościowy pracownik może stracić argumenty przy rozmowie i negocjacji lepszych warunków zatrudnienia. Natomiast ten z niepochlebną opinią oczywiście zyska. Rekruterzy mogą poprosić o szczegółowe informacje. Jeśli natomiast kandydat odmówi ich udzielenia, nie będą mogli wówczas szukać ich we własnym zakresie. Pracodawca za każdym razem, gdy będzie chciał potwierdzić informacje podane w CV, musi poinformować o tym osobę zainteresowaną i otrzymać od niej zgodę. Jeżeli osoba ubiegająca się o pracę nie wyrazi zgody na dodatkowy reaserch, rekruter może przypuszczać, że ma coś do ukrycia, albo po prostu nie zależy jej na stanowisku.” – uzupełnia Karolina Serwańska.

Rozporządzenie wymusi zmiany już na poziomie tworzenia ogłoszeń o pracę. Precyzyjne określenia jakich dokumentów i informacji oczekuje zespół rekrutacyjny, zbędne będą dodatkowe wyjaśnienia i dopytywania o szczegółowe kwestie. – „Kodeks pracy dokładnie podaje jakich informacji może oczekiwać pracodawca od osoby ubiegającej się o pracę, jest to: imię, nazwisko, data urodzenia, adres zamieszkania (do korespondencji, jeżeli jest inny), wykształcenie i dotychczasowe doświadczenie zawodowe. W wielu ogłoszeniach, pracodawcy zaznaczają, że oczekują również zdjęć kandydatów a CV bez nich nie będzie brane pod uwagę. Tego rodzaju działania są obecnie bezprawne. Żądanie informacji innych niż te wyżej wymienione można traktować jako naruszenie ochrony danych.” – zaznacza dyrektor zarządzająca Polskiego HR’u. Podobnie przedstawia się sprawa niedyskretnych pytań dotyczących stanu cywilnych, czy planów osobistych związanych chociażby z macierzyństwem. Tego rodzaju naruszenia jest jednak trudno udowodnić. – „Pracodawca nigdy nie przyzna, że zadał tego rodzaju pytanie, trudno więc będzie udowodnić tego rodzaju dyskryminacje.” – podsumowuje Karolina Serwańska.

Liczne w zakresie RODO i rekrutacji

Wątpliwości w zakresie RODO i rekrutacji, czy szerzej rynku pracy nie brakuje. Po pierwsze co dzieje się z danymi kandydata, który nie przeszedł procesu rekrutacji?  Firma posiada już jego dane, czy może więc przechować o nim informacje? – „Wiele organizacji nie precyzuje jak dług będzie przechowywać dane osobowe uzyskane w procesie rekrutacji. Samo rozporządzenie nie podaje żadnych ograniczeń czasowych, wskazuje jednak, że kandydata należy poinformować jak długo będą przechowywane. Sama organizacja musi zatem określić takie ramy czasowe.” – wyjaśnia ekspert.

W obliczu RODO problematyczne wydaje się prowadzenie wstępnej rekrutacji przy pomocy portali społecznościowych. Karolina Serwańska wyjaśnia jednak, że jest to możliwe, chociaż będzie wymagać innego rodzaju komunikacji ze strony rekrutera. Po pierwsze powinien upewnić się, że profil na jaki trafił ma charakter wyłącznie zawodowy, a nie prywatny. Po drugie powinien uzyskać zgodę na przedstawienie oferty. Jeżeli osoba zajmująca się rekrutacja taka zgodę uzyska, oferta dopiero na tym etapie może być zaprezentowana.

– „Nowe wytyczne wyznaczą inne standardy rekrutacji, wydaje mi się, że zmniejszą one liczbę osób pozbawionych motywacji do zmiany pracy czy nie do końca zdecydowanych na podjęcia aktywności zawodowej. Zaangażowanie samych kandydatów zwiększy się a standardem stanie się informacja zwrotna o wyniku rozmowy.” – podsumowuje Karolina Serwańska.

Kurs euro – prognoza długoterminowa Ebury

Ebury, firma oferująca rozliczanie transakcji walutowych, przedstawia aktualizację prognoz dla euro. Spodziewane kursy na koniec roku to: EUR/PLN 4,20; EUR/USD 1,16 oraz EUR/GBP 0,86.

W kwietniu wspólna europejska waluta doświadczyła silnych spadków względem dolara, przy okazji ogólnego umocnienia USD względem wszystkich innych istotnych światowych walut. W sierpniu, euro w parze z dolarem spadło do najniższego poziomu od ponad roku, co było związane z gwałtowną wyprzedażą spowodowaną przez kryzys w Turcji i związane z nim obawy o stabilność europejskich banków zaangażowanych w Turcji. Niemniej, kurs ważony udziałem poszczególnych krajów w handlu zagranicznym był względnie stabilny. W parze ze złotym, euro w ostatnim czasie nadal znajdowało się na dość wysokich poziomach, co jednak związane było ze słabością polskiej waluty.

Kurs EUR/USD oraz EUR/PLN (sierpień ’17-sierpień ’18)

Kurs EURUSD EURPLN
Źródło: Thomson Reuters Datastream Data: 31/08/2018

Ostatnie komunikaty Europejskiego Banku Centralnego (ECB) nie dostarczyły zbyt wiele wsparcia wspólnej europejskiej walucie. Przewodniczący banku centralnego, Mario Draghi potwierdził, że perspektywa podwyżki stóp procentowych w strefie euro jest odległa. W czerwcu EBC dostarczył dość istotnych informacji – Bank ogłosił plan zakończenia programu luzowania ilościowego w terminie późniejszym niż pierwotnie zakładano. Pod koniec września zakup aktywów będzie trwał nadal, ale zostanie ograniczony jego rozmiar. Bank będzie co miesiąc skupował obligacje o wartości 15 miliardów euro, by zakończyć program QE w grudniu.

Wartość aktywów skupowanych przez EBC (2015-2018)

Wartość aktywów skupowanych przez EBC
Źródło: Thomson Reuters Datastream Data: 23/08/2018

Mimo ogłoszenia planów dotyczących zakończenia programu QE, Europejski Bank Centralny utrzymał bardzo gołębie stanowisko w kwestii przyszłych podwyżek stóp procentowych w strefie euro. Decydenci stwierdzili, że (aby inflacja powróciła do celu) nadal potrzebna jest „znacząca stymulacja”. Bank centralny oczekuje, że stopy procentowe pozostaną na obecnym poziomie „w trakcie lata 2019”. W kontekście decyzji EBC warto wspomnieć o tym, że Mario Draghi podkreślał rosnącą globalną niepewność. W lipcu przewodniczący EBC poinformował, że protekcjonizm Stanów Zjednoczonych pozostaje istotnym zagrożeniem, co potwierdziły również opublikowane ostatnio „minutki” ze spotkania EBC.

Po bardzo dobrych wynikach europejskich gospodarek w 2017 roku, kiedy strefa euro doświadczyła największej ekspansji od dekady, w 2018 roku w bloku walutowym można było odczuć spowolnienie tempa wzrostu. W drugim kwartale bieżącego roku gospodarki strefy euro urosły o 0,4% kwartał do kwartału. W ujęciu rocznym wzrost zniżył się z poziomu 2,5% w pierwszym kwartale do 2,2% w drugim. Spowolnienie ekspansji widać we wskaźnikach aktywności biznesowej. Od stycznia bieżącego roku indeksy PMI kierowały się w dół, istotnie spadł kluczowy wskaźnik kompozytowy, który jest średnią ważoną aktywności notowanej w sektorach przemysłowym i usługowym. W związku z obawami o skutki wojny handlowej, istotnie spadły również indeksy sentymentu w Niemczech i strefie euro, które również mogą negatywnie rzutować na wzrost gospodarczy.

Zbiorczy wskaźnik PMI spadł w maju do poziomu 54,1 (najniższego od 18 miesięcy). W sierpniu ten sam indeks znalazł się niewiele wyżej, na poziomie 54,4. Jako główny czynnik odpowiedzialny za spowolnienie ekspansji w strefie euro wymienia się rosnące napięcia handlowe między Stanami Zjednoczonymi, a Unią Europejską. Tym samym Europejski Bank Centralny obniżył szacunek wzrostu w 2018 roku do 2,1%. Prognoza na 2019 rok zakłada, że gospodarki strefy euro doświadczą ekspansji rzędu 1,9%.

Wskaźniki PMI dla strefy euro (2015-2018)

Wskaźniki PMI dla strefy euro
Źródło: Thomson Reuters Datastream Data: 31/08/2018

Przewodniczący EBC, Mario Draghi podkreślał w lipcu, że decydenci banku centralnego są przekonani o tym, że w horyzoncie prognozy dynamika cen w strefie euro powróci do poziomu określonego celem inflacyjnym. Sam wzrost cen osiągnął ostatecznie wartość 2%. EBC podejmuje jednak decyzje w zakresie polityki monetarnej opierając się w pierwszej kolejności na wartości inflacji bazowej, a ta w sierpniu wyniosła zaledwie 1%. Jesteśmy zdania, że minie jeszcze trochę czasu zanim poprawa warunków na rynku pracy przełoży się na wzrost inflacji bazowej. Tym samym perspektywa osiągnięcia przez wskaźnik wzrostu cen wartości „bliskiej, ale nieprzekraczającej 2%”, czyli celu inflacyjnego EBC wydaje się bardzo odległa.

Sądzimy, że ostrożna retoryka Europejskiego Banku Centralnego sugeruje bardzo niskie prawdopodobieństwo podwyżki stóp procentowych w strefie euro przed drugą połową przyszłego roku.

Inflacja w strefie euro (2013-2018)

Inflacja w strefie euro ebury
Źródło: Thomson Reuters Datastream Data: 31/08/2018

Podstawowym i jedynym obowiązkiem banku centralnego jest utrzymanie inflacji na poziomie określonym celem inflacyjnym. Bazowa dynamika cen znajduje się obecnie znacznie poniżej celu inflacyjnego, tym samym bank centralny nie spieszy się nawet z rozważeniem podniesienia stóp procentowych. Sądzimy, że jakakolwiek podwyżka stóp procentowych nastąpi najwcześniej w drugiej połowie 2019, jednak dojść do niej może równie dobrze dopiero w początkach 2020 roku.

Prognozy Ebury

Z uwagi, że perspektywa wyższych stóp procentowych w strefie euro wydaje się bardzo odległa, podtrzymujemy naszą prognozę zakładającą utrzymanie kursu euro względem dolara amerykańskiego na obecnym poziomie, lub nieco poniżej tego poziomu. Spodziewamy się też deprecjacji euro w stosunku do funta brytyjskiego – uważamy bowiem, że kurs EUR/GBP wydaje się przewartościowany. W związku z tym, iż sądzimy, że kurs EUR/PLN notowany jest premią związaną m.in. z niesprzyjającym sentymentem do ryzyka, spodziewamy się również umocnienia złotego względem euro. Na koniec roku oczekujemy: EUR/PLN 4,20; EUR/USD 1,16 oraz EUR/GBP 0,86.

Analitycy Ebury: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk

Agility podsumowuje pierwszą połowę roku – dynamiczny rozwój i dwucyfrowy wzrost przychodów

Firma Agility ogłosiła wyniki za 2. kwartał i podsumowała swoją działalność na świecie i w Polsce w pierwszej połowie 2018 roku.

W 2 kwartale 2018 zysk netto Agility wzrósł o 18,7 proc. do 20 mln KWD* (66 mln USD). Zysk operacyjny EBITDA wyniósł 37,1 mln KWD (122,5 mln USD) i zwiększył się o 13,6 proc. Przychody Agility wzrosły o 12,3 proc. do poziomu 384,2 mln KWD (1,2 mld USD).

W pierwszym półroczu 2018 zysk netto Agility wyniósł 38,9 mln KWD (128,5 mln USD) i zwiększył się o 24 proc. EBITDA wzrosła o 18 proc. do 74,8 mln KWD (247 mln USD). Firma osiągnęła przychody na poziomie 756 mln KWD (2,5 mld USD), o 14,1 proc. większe niż w analogicznym okresie ub.r.

Tarek Sultan, wiceprzewodniczący rady nadzorczej i CEO Agility, mówi: „Wyniki za 2. kwartał były zgodne z oczekiwaniami i tendencją wzrostową naszej firmy. Bardzo dobre rezultaty osiągnęła Grupa Infrastructure, podobnie jak firmy specjalizujące się w usługach logistycznych, dla których był to kolejny kwartał wzrostu liczby obsługiwanych przesyłek i przychodów, osiągniętego mimo utrzymującej się presji cenowej”.

Agility Global Integrated Logistics (GIL) – zintegrowane rozwiązania logistyczne

Strategia biznesowa GIL, ukierunkowana na rozwój szlaków handlowych, optymalizację produktywności oraz oferowanie klientom szytych na miarę rozwiązań logistycznych, także teraz zapewniła osiągnięcie dobrych wyników. W 2. kwartale przychody brutto GIL wzrosły o 13,4 proc. do 289,3 mln KWD (955 mln USD). Przychody netto, głównie dzięki spedycji i logistyce kontraktowej, zwiększyły się o 5 proc. do 66,7 mln KWD (220,3 mln USD). Wskaźniki wzrostu przychodów i przychodów netto w pierwszej połowie roku wyniosły odpowiednio 14,5 proc. (567,4 mln KWD – 1,8 mld USD) i 6,4 proc. (131,3 mln KWD – 433,7 mln USD).

W 2. kwartale Agility poprawiło wyniki w obszarze spedycji lotniczej, głównie dzięki wzrostowi wolumenu przesyłek o 14 proc. i stabilizacji dochodów, w porównaniu z analogicznym okresem ub.r. Przychody netto ze spedycji lotniczej wzrosły o 21,9 proc., natomiast w pierwszej połowie roku o 20,3 proc. W 2. kwartale firma odnotowała też znaczący wzrost wolumenu w transporcie morskim, towarzyszył mu jednak spadek rentowności. Wolumen kontenerów zwiększył się o 8,2 proc. w porównaniu z analogicznym okresem ub.r. W 2 kwartale przychody netto w spedycji morskiej zwiększyły się o 7,4 proc oraz o 7,3 proc. w pierwszej połowie roku. Uwzględniając poszczególne regiony, najlepsze wyniki w spedycji lotniczej i morskiej Agility odnotowało w obu Amerykach, Azji-Pacyfiku oraz Europie.

W obszarze logistyki kontraktowej firma rozwijała się stabilnie, przede wszystkim na Bliskim Wschodzie i Azji-Pacyfiku. W 2. kwartale przychody netto z tej działalności wzrosły o 3,2 proc, natomiast w pierwszej połowie roku o 4,5 proc.

Marża netto GIL w Q2 wyniosła 23 proc., i spadła w porównaniu z 24,9 proc. osiągniętymi rok wcześniej. To wynik obniżenia rentowności w spedycji drogowej oraz logistyce kontraktowej, głównie na Bliskim Wschodzie i w Europie. Zysk operacyjny EBITDA wyniósł 9,3 mln KWD, a marża EBITDA – 3,2 proc., w porównaniu do 3,6 proc. w analogicznym kwartale ub.r. W pierwszej połowie roku EBITDA wzrosła o 13,3 proc. do 16,8 mln KWD (55,5 mln USD), marża EBITDA pozostała na poziomie 3 proc. w porównaniu z tym samym okresem ub.r.

GIL przyspiesza transformację cyfrową usług, co ma zwiększyć wydajność procesów, umożliwić wdrażanie innowacyjnych rozwiązań logistycznych oraz zapewnić lepszą komunikację z klientami.

Grupa Infrastructure (Agility Industrial Estate, Tristar, NAS, GCS, UPAC)

W 2. kwartale zysk operacyjny EBITDA grupy Infrastructure wzrósł o 16,8 proc. do 31,3 mln KWD (103,4 mln USD), przychody zwiększyły się o 9,5 proc. do 97,5 mln KWD (322,1 mln USD). W pierwszej połowie roku EBITDA zwiększyła się o 20,1 proc., przychody o 14,8 proc.

Agility Industrial Real Estate poprawiło wydajność operacji w Kuwejcie. Firma zakończyła 1. etap budowy obiektów magazynowych o powierzchni 80 tys. m² w Rijadzie i rozpoczęła kolejny, dzięki czemu w przyszłym roku zyska dodatkowe 120 tys. m². Ekspansja w Afryce przebiega zgodnie z planem, firma umocniła pozycję w Ghanie i przygotowuje się do inwestycji w Mozambiku, Nigerii i na Wybrzeżu Kości Słoniowej. Tristar, specjalizujący się w logistyce paliw, kontynuuje inwestycje i dywersyfikację działalności przez zwiększenie liczby ładunków i rozszerzanie zasięgu geograficznego. Pozycja National Aviation Services (NAS) w Kuwejcie jest stabilna, na osiągnięcie dobrych wyników wpłynęła działalność na Wybrzeżu Kości Słoniowej, Afganistanie i Ugandzie. W 2. kwartale wyniki poprawił też GCS specjalizujący się w cyfryzacji rozwiązań celnych. Firma zarządza obsługą celną w kuwejckich portach i wprowadza kolejne usługi modernizujące procesy celne.  W tym okresie wzrosły też przychody UPAC, głównie dzięki wynikom oddziałów działających w porcie lotniczym w Kuwejcie i innych lokalizacjach w tym kraju. Budowa gigantycznego centrum handlowego Reem Mall w Abu Zabi przebiega zgodnie z planem.

Agility Logistics w Polsce

W pierwszym półroczu 2018 polski oddział Agility Logistics utrzymał dynamiczne tempo rozwoju i osiągnął bardzo dobre wyniki. Obroty Agility Logistics wzrosły o 36 proc. w stosunku do analogicznego okresu ub.r. Największą dynamikę wzrostu odnotowano w spedycji lotniczej, gdzie obroty przekroczyły zakładane plany o 65 proc. i wzrosły aż o 87 proc. w porównaniu z 2017 rokiem. Drugim segmentem usług, gdzie firma osiągnęła bardzo dobre wyniki, jest spedycja kolejowa w relacji Daleki Wschód – Polska – Europa. Dobrą dynamikę wzrostu utrzymano w spedycji morskiej, natomiast niewielkie spowolnienie odnotowano w spedycji drogowej. W tym okresie Agility Logistics pozyskało kolejnych klientów, głównie z branży energetycznej, motoryzacyjnej, przemysłowej i spożywczej.

„Dzięki pracy świetnego zespołu profesjonalistów Agility Logistics utrzymaliśmy bardzo dobrą dynamikę wzrostu, praktycznie w każdym segmencie usług znacznie przekraczając wcześniejsze założenia, w stosunku do analogicznego okresu w 2017 roku nawet o ponad 20 proc. W tym okresie zwiększyliśmy też zatrudnienie, wzmacniając działy spedycji lotniczej, morskiej, drogowej oraz pricingu” mówi Karolina Gasińska-Byczkowska, country manager Agility Logistics w Polsce. „W drugiej połowie roku zamierzamy utrzymać dwucyfrowy wzrost przychodów, konsekwentnie budując pozycję Agility Logistics jako operatora logistycznego z globalnym, sieciowym zapleczem logistycznym, wyspecjalizowanego w obsłudze rynków wschodzących, stawiającego na cyfryzację usług i wykorzystanie nowoczesnych technologii. Kluczowe znaczenie będą miały dla nas inwestycje w rozwój pracowników i zapewnienie przyjaznego miejsca pracy, zgodnie z hasłem „Agility – great place to work”.

*KWD – dinar kuwejcki

Ponad 5% wzrostu PKB w Polsce. Argentyńskie peso szuka dna

Dane z USA nie zaskoczyły rynków. Inflacja w Polsce utrzymała poziom 2%, z kolei wzrost gospodarczy ponownie przekroczył 5% w skali roku. Argentyna podnosi stopy a waluta i tak traci.

Dane z USA

Wczoraj poznaliśmy pakiet danych z USA. Wnioski o zasiłek dla bezrobotnych okazały się zgodne z oczekiwaniami. O 0,1% lepiej niż sądzono wypadły wydatki, z kolei dochody okazały się o 0,1% niższe niż sądzono. Tak bliskie oczekiwań dane nie miały większego wpływu na rynek. Pewnym ostrzeżeniem są natomiast szybciej rosnące wydatki od dochodów.

Inflacja i wzrost PKB

Polska gospodarka rośnie właśnie o 5,1%. Jest to wynik imponujący, ale zgodny z oczekiwaniami. Inflacja w tym samym czasie utrzymała spodziewany poziom 2%. Reakcja rynków była relatywnie słaba. Dobre dane to jedno, ważniejsze jest to, że inwestorzy wiedzieli, że należy spodziewać się dobrych danych. Wzrost gospodarczy tak znacznie przekraczający inflację jest z pewnością bardzo dobrą wiadomością. Pewnym cieniem kładzie się na nim jednak prognoza jego spowolnienia w przyszłości.

Argentyna ratuje peso

Główna stopa procentowa wzrosła właśnie z 45% na 60%. To kolejna w tym roku podwyżka stóp. Powodem tych działań jest walka z galopującą inflacją oraz chęć ustabilizowania waluty. Co ciekawe waluta Argentyny dalej gwałtownie traci i to pomimo tego, że oprócz podwyżek stóp procentowych kraj otrzymał wsparcie Międzynarodowego Funduszu Walutowego. Jak widać inwestorzy nie wierzą w stabilizację sytuacji gospodarczej zakładając kolejne już bankructwo tego kraju. Jak zauważają złośliwi kraj ten nie zbankrutował już 4 lata. Warto przypomnieć, że od ostatniego bankructwa doszło do emisji 100 letnich obligacji. Patrząc na skalę spadków właśnie Turcja została z tyłu. Na szczęście Argentyna jest znacznie słabiej powiązana gospodarczo z Polską niż Turcja.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

  • 12:00 – Włochy – PKB,
  • 15:45 – USA – indeks Chicago PMI.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Fiskus znów zabiera przedsiębiorcom. Na celowniku podmioty powiązane

1 stycznia 2018 r. wszedł w życie nowy art. 15e ustawy o podatku dochodowym od osób prawnych, ograniczający możliwość zaliczania do kosztów uzyskania przychodów określonych wydatków ponoszonych na rzecz tzw. podmiotów powiązanych. W kwietniu Ministerstwo Finansów doprecyzowało, o jakie koszty chodzi.

Art. 15e został wprowadzony do porządku prawnego Ustawą z dnia 27 października 2017 r. o zmianie ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych, ustawy o podatku dochodowym od osób prawnych oraz ustawy o zryczałtowanym podatku dochodowym od niektórych przychodów osiąganych przez osoby fizyczne (Dz.U. 2017 poz. 2175). Ogranicza on prawo wliczania do kosztów prowadzonej działalności określonego katalogu wydatków poniesionych bezpośrednio lub pośrednio na rzecz podmiotów powiązanych, lub posiadających miejsce zamieszkania, lub siedzibę albo zarząd na terytorium, lub w kraju stosującym szkodliwą konkurencję podatkową.

Podmiot powiązany

Zgodnie z art. 11 ustawy o CIT podmiot powiązany to podmiot zagraniczny zarządzany przez podmiot polski (osobę fizyczną, prawną lub nieposiadającą osobowości prawnej jednostkę organizacyjną) lub pozostający pod jego kontrolą oraz odwrotnie.

O jakie koszty chodzi

Ograniczenia obejmują wydatki ponoszone bezpośrednio lub pośrednio na rzecz podmiotów powiązanych w zakresie:

– usług doradczych, badań rynku, usług reklamowych, zarządzania i kontroli, przetwarzania danych, ubezpieczeń, gwarancji i poręczeń oraz świadczeń o podobnym charakterze;

– opłat i należności za korzystanie lub praw do korzystania z praw lub wartości, o których mowa w art. 16b ust. 1 pkt. 4–7 ustawy o podatku dochodowym od osób prawnych, czyli m.in. licencji, autorskich praw majątkowych, praw własności przemysłowej, know-how;

– przeniesienia ryzyka niewypłacalności dłużnika z tytułu pożyczek innych niż udzielone przez banki i spółdzielcze kasy oszczędnościowo-kredytowe, w tym w ramach zobowiązań wynikających z pochodnych instrumentów finansowych oraz świadczeń o podobnym charakterze.

Ramy ograniczenia

Podatnicy nie będą mogli zaliczyć do kosztów uzyskania przychodów wskazanych wydatków, jeśli ich suma „przekroczy w roku podatkowym 5% kwoty odpowiadającej nadwyżce sumy przychodów ze wszystkich źródeł przychodów pomniejszonych o przychody z tytułu odsetek nad sumą kosztów uzyskania przychodów pomniejszonych o wartość zaliczonych w roku podatkowym do kosztów uzyskania przychodów odpisów amortyzacyjnych, o których mowa w art. 16a–16m, i odsetek” (art. 15e ust. 1 ustawy o CIT).

Koszty te nadal będzie można rozliczyć w całości, jeśli ich suma w roku podatkowym nie przekroczy 3 mln zł. Dla przykładu, koszt nabytej licencji w wysokości 4 mln zł będzie mógł zostać w pełni zaliczony do kosztów uzyskania przychodów w wysokości do 3 mln zł. Pozostały 1 mln obejmą ograniczenia art. 15e. Nie znajdą one zastosowania, jeśli wydatki zostały poniesione bezpośrednio w związku z wytworzeniem lub nabyciem towaru lub świadczeniem usługi, oraz w innych przypadkach wymienionych w art. 15e ust. 11.

Ukochane furtki fiskusa

Nowe przepisy zrodziły tyle kontrowersji w obrocie gospodarczym, że jeszcze przed pierwszym dniem ich obowiązywania do fiskusa zaczęła spływać lawina wniosków o wydanie interpretacji podatkowych. Ogólnikowość użytych w art. 15e ust. 1 terminów kolejny raz dopuszcza bowiem swobodę interpretacyjną organów podatkowych działających w imieniu Skarbu Państwa.

Wątpliwości budzi nie tylko szeroki zakres takich terminów jak „usługi doradcze”, „zarządzanie i kontrola”, „przetwarzanie danych” czy „know-how”, ale i uwalniająca spod ograniczeń doliczeniowych „bezpośredniość” związku kosztu z wytworzeniem lub nabyciem towaru lub świadczeniem usługi (por. interpretacje indywidualne: dot. usług księgowych – z 20 lutego 2018 r., nr 0111-KDIB1-2.4010.2.2018.1.AW; dot. usług inwestycyjnych – z 1 marca 2018 r., nr 0111-KDIB1-1.4010.9.2018.1.SG; dot. usług IT – z 5 marca 2018 r., nr 0111-KDIB2-1.4010.357.2017.2.MJ; dot. bonusów od sprzedaży – z 9 marca 2018 r., nr 0111-KDIB1-2.4010.442.2017.1.MM).

Usługi o podobnym charakterze

24 kwietnia 2018 r. Ministerstwo Finansów opublikowało obszerne wyjaśnienie przepisów art. 15e ustawy o CIT, które prawdopodobnie ma służyć rozwianiu wątpliwości interpretacyjnych. Prawdopodobnie. Zrozumiałe bowiem jest doprecyzowanie, że nowa regulacja znajduje zastosowanie niezależnie od daty nabycia usługi lub prawa, o ile związane z nimi koszty rozpoznawane są przez podatnika w dacie obowiązywania regulacji, a zatem od 1 stycznia 2018 r. Trudno jednak tej precyzji doszukać się w objaśnieniu usług, których koszty będą podlegać ograniczonemu odliczeniu. Ministerstwo wyjaśnia, że chodzi o usługi: „doradcze, badania rynku, reklamowe zarządzania i kontroli, przetwarzania danych, ubezpieczeń, gwarancji i poręczeń”. Zaraz potem pada jednak: „oraz usługi o podobnym do nich charakterze”.

Znajomość prawa, PKWiU i słownika

Instrukcja resortu finansów wskazuje, że z uwagi na użycie sformułowania „usługi o podobnym charakterze” i opisowe określenie katalogu limitowanych usług katalog ten ma charakter otwarty. Dlatego przy dokonywaniu analizy, które usługi będą należeć do objętych regulacjami art. 15e ust. 1 ustawy o CIT, należy uwzględniać klasyfikację usług w PKWiU oraz znaczenie ich słownikowych definicji. Pomocne będzie również „sięgnięcie do dorobku orzeczniczego powstałego na gruncie wykładni przepisu art. 21 ust. 1 pkt 2a ustawy o CIT regulującego kwestię poboru podatku u źródła od wypłat dokonywanych zagranicę”. A jeśli i to nie usunie istniejących wątpliwości, to decydujące ma być ustalenie, czy elementy charakterystyczne dla świadczeń wymienionych wprost w art. 21 ust. 1 pkt 2a „przeważały nad cechami charakterystycznymi dla świadczeń w nim niewymienionych”.

Ministerstwo sporządziło więc wyjaśnienie, z którego wynika mniej więcej tyle, że przy dokonywaniu klasyfikacji wydatku podatnik powinien kierować się definicją słownikową i uwzględniać podział usług w PKWiU. Poza tym powinien też być na bieżąco z orzecznictwem sądów, w tym Trybunału Sprawiedliwości UE. A jeśli i ta wiedza okaże się niewystarczająca, to powinien także umieć wychwycić wyższość cech charakterystycznych dla świadczeń wymienionych w art. 21 ust. 1 pkt 2a nad cechami charakterystycznymi dla świadczeń w nim niewymienionych.

Doradztwo prawne to nie doradztwo

Takich „objaśnień” ministerialna publikacja zawiera znacznie więcej. Dla przykładu, do usług doradczych zalicza m.in. wskazane w sekcji M w dziale 70 w kategorii 70.22.1 PKWiU 2015 „usługi doradztwa związane z zarządzaniem”. Będą to np. usługi doradztwa procesami gospodarczymi, te związane z zarządzaniem zasobami ludzkimi, z public relations, komunikacją czy lobbingiem. Wyjaśnienie wyraźnie stanowi przy tym, że za usługi doradcze w rozumieniu art. 15e nie zostaną uznane usługi prawne, w których ramach mieści się doradztwo prawne oraz podatkowe.

Być może w tym chaosie „wyjęcie” spod regulacji doradztwa prawnego to ukłon w stronę podatników. Właściwe skonstruowanie umowy, nazwanie jej przedmiotu, a nawet opisanie faktury może wszak uchronić przedsiębiorców przed utratą prawa do odliczenia kosztów.

Pokładając wiarę w sądach

Opublikowane na stronie resortu finansów wyjaśnienia nowych regulacji dotyczących kosztów nabycia usług niematerialnych lub praw zostały opracowane przez nieznanego autora i w nieznanym trybie. Co gorsza, nie wiadomo, jaka jest ich moc wiążąca. To kolejny przykład „mowy trawy” fiskusa, który wciąż pozostaje autorytarnym sędzią we własnej sprawie, jeśli chodzi o interpretację niejasnych przepisów.

We wniosku o wydanie interpretacji z 19 grudnia 2017 r. spółka wśród kosztów niezbędnych do wytworzenia swojego wyrobu wymieniła nabycie „prawa do korzystania z wiedzy dotyczącej produkowanych wyrobów, takich jak technologie i wiedza praktyczna o ich stosowaniu”, czyli tzw. know-how. Organ podatkowy zgodził się ze stanowiskiem podatnika, przyznając temu wydatkowi walor bezpośredniego związania z wytworzeniem przez podatnika towaru. Tym samym na mocy wyłączenia z art. 15e ust. 11 ustawy o CIT organ zezwolił spółce na pełne jego zaliczenie do kosztów uzyskania przychodów: „Bez uzyskania technologii oraz wiedzy o jej stosowaniu, bez nabytych umiejętności o organizacji zakładu i procesu produkcyjnego, nie byłoby możliwe wyprodukowanie towarów wytwarzanych przez Spółkę” (0111-KDIB1-1.4010.192.2017.1.BK).

Dzień później, 20 grudnia 2017 r., inna spółka złożyła wniosek w podobnej sprawie. Tu również wnioskowała o uznanie przez organ charakteru „bezpośredniego związania” kosztu z wytwarzanym produktem. Tym koniecznym kosztem było nabycie licencji do wzoru przemysłowego, zgodnie z którego indywidualnymi cechami spółka mogła przeprowadzić proces produkcji. W tym przypadku fiskus uznał, że „odpisy amortyzacyjne od licencji zakupionej od podmiotów powiązanych nie mogą zostać w całości uznane za koszt uzyskania przychodów” (0111-KDIB1-2.4010.448.2017.1.AW).

Wstrzymane zwroty VAT?

Na wprowadzonych ograniczeniach stracą przede wszystkim ci podatnicy, których koszty mają charakter stały i którzy corocznie przekraczają dopuszczone limity. Zgodnie z art. 15e ust. 9 ustawy o CIT kwotę kosztów nieodliczonych w danym roku podatkowym można odliczyć w kolejnych 5 latach podatkowych, oczywiście w ramach obowiązujących w danym roku limitów. Ale i tu skorzysta fiskus. Przynajmniej w najbliższym roku podatkowym. Uzyska bowiem większe wpływy z podatku dochodowego. Nierozwiane nadal problemy interpretacyjne będą rodzić kolejne spory podatników z fiskusem. A to z kolei skutkować może wstrzymywaniem przez organy podatkowe zwrotu VAT odprowadzonego przez podatników przy dokonywaniu będącej źródłem „limitowanego” kosztu transakcji.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku oraz doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców.

Zmiany w zarządzie Nationale-Nederlanden w Polsce – Wojciech Sass, prezes zarządu odchodzi z firmy

  • Wojciech Sass, prezes zarządu spółek: Nationale-Nederlanden Towarzystwa Ubezpieczeń na Życie S.A., Nationale-Nederlanden Usług Finansowych S.A. oraz Nationale-Nederlanden Towarzystwa Ubezpieczeń S.A. podjął decyzję o odejściu z firmy z dniem 15 września br.
  • Proces poszukiwania nowego CEO został rozpoczęty
  • Do czasu powołania następcy obowiązki prezesa zarządu będzie pełnił Jacek Koronkiewicz, obecny członek zarządu, odpowiedzialny za pion finansów, operacji i zakupów.

Wojciech Sass, prezes zarządu Nationale-Nederlanden w Polsce podjął decyzję o odejściu z firmy z dniem 15 września, rozpoczynając tym samym nowy etap w swojej karierze zawodowej.

Do czasu powołania następcy Wojciecha Sassa, obowiązki prezesa zarządu spółek: Nationale- Nederlanden Towarzystwa Ubezpieczeń na Życie, Nationale-Nederlanden Usług Finansowych oraz Nationale- Nederlanden Towarzystwa Ubezpieczeń będzie pełnił Jacek Koronkiewicz, obecny członek zarządu, odpowiedzialny za pion finansów, operacji i zakupów.

Wojciech Sass
Wojciech Sass

Wojciech Sass dołączył do Nationale-Nederlanden w październiku 2015 roku obejmując funkcję prezesa zarządu. Podczas swojej kadencji przyczynił się do istotnego wzmocnienia komercyjnej pozycji Nationale-Nederlanden w Polsce. „Dziękujemy Wojtkowi za jego zaangażowanie w rozwój biznesu oraz życzymy wielu sukcesów w przyszłości. Podczas trzyletniej kadencji Wojciecha Nationale-Nederlanden w Polsce znacząco wzmocniło swoją komercyjną pozycję, poprzez konsekwentną realizację długofalowej strategii koncentrującej się na wzroście na rynku ubezpieczeń na życie indywidualnych oraz grupowych, rozwoju w obszarze bancassurance oraz wejściu w segment ubezpieczeń majątkowych” – mówi Dorothee van Vredenburch, Chief Change & Organisation (CCO) oraz członek zarządu Grupy NN.

Trump myśli o zwiększeniu ceł na Chiny

Ostatni dzień handlu na rynkach w te wakacje prowadzony jest w niespokojnej atmosferze. Prezydent Trump myśli o zwiększeniu ceł na Chiny, przywołując obawy o wojny handlowe. Giełda w Szanghaju nie przyjęła tej informacji dobrze i gorzkiego posmaku nie jest w stanie poprawić lepszy PMI z Państwa Środka. Gorszy sentyment w stosunku do rynków wschodzących pomaga USD, mimo że zamknięcie miesiąca nie powinno mu sprzyjać.

Prezydent Donald Trump zamierza przyspieszyć prace nad nową rundą ceł importowanych na towary z Chin warte 200 mld USD. W przyszłym tygodniu kończą się konsultacje społeczne w tej sprawie i dla Trumpa zwłoka po 7 września jest zbędna. Jakkolwiek zapowiedź nie była oczekiwana, to jednak potwierdza podejrzenia, jakie narosły na początku tygodnia wraz z ogłoszeniem porozumienia handlowego z Meksykiem. Dopinane negocjacji wokół NAFTA kłóciło się z powtarzaną często przez Trumpa krytyką na rzecz Meksyku i Kanady, stąd nagły zwrot i ogłaszanie sukcesu zaczęło być interceptowane jako przygotowanie gruntu pod powrót do ofensywny na Chiny. Z resztą, część z ustaleń na linii USA-Meksyk dotycząca tego, jaki procent materiałów do produkcji aut pochodzi z USA lub Meksyku bądź ma być wykonana przez pracowników zarabiających co najmniej 16 USD/h, uderza w import z Chin. Mimo to dyskusyjne jest, czy Trumpowi rzeczywiście zależy na zaostrzeniu sporu z Pekinem i jak najszybszym nałożeniu nowych ceł. Przed wyborami do Kongresu potrzeba gromadzić sukcesy i bardzo możliwe, że utworzenie nowej listy dóbr objętych cłami będzie punktem wyjścia do negocjacji z Chinami. W średnim terminie ryzyko wojen handlowych może wyparować i USD straci jeden z argumentów swojej siły, ale na razie inwestorzy mają jeszcze jeden powód do bólu głowy i defensywnego podejścia do ryzykownych aktywów.

Przed zamknięciem miesiąca uczestnicy rynku muszą zmierzyć się z przypomnieniem o wojnach handlowych, ale też negatywnymi wibracjami wysyłanymi z Argentyny i Turcji. W tym pierwszym przypadku obawy podsycają informacje z rządu, że ten stara się o większe wsparcie MFW. W Turcji natomiast powodem nerwowości są jeszcze niepotwierdzone informacje, że wiceprezes banku centralnego chce zrezygnować i przejść do Banku Rozwoju Turcji. TRY stracił wczoraj prawie 6 proc. do USD, choć za ruch częściowo odpowiada święto w Turcji. Dziś mamy odwrót z pomocą informacji, że Turcja obniża podatek od depozytów w lirze, jednocześnie podnosząc podatek na depozytach w dewizie. Nawet pomimo tego, że problemy Turcji są ograniczone do niej samej, psuje to klimat na szerokim rynku.

USD może dziś wygrywać względem ryzykownych walut, ale w grupie głównych walut sytuacja jest bardziej skomplikowana. Koniec sierpnia przynosi dostosowanie pozycji zabezpieczających zagranicznych inwestorów na rynku akcji. Przy świeżych rekordach na Wall Street, wzrost wartości portfela akcyjnego wymusza zwiększenie wolumenu pozycji zabezpieczającej przed ryzykiem kursowym (na wypadek przeceny USD), co może przynosić dodatkową presję na osłabienie USD. W tym kontekście powrót USD/JPY pod 111 ma szersze uzasadnienie z pomocą japońskich funduszy akcyjnych.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Polacy chętnie korzystają z programu „Dobry start” – wyniki ankiety Opinion Poll

Jak pokazuje badanie PAYBACK Opinion Poll, przełom sierpnia i września to trudny okres pod względem budżetowym dla większości rodziców, którzy mają dzieci w wieku szkolnym. Książki, akcesoria i ubrania do szkoły kosztują, dlatego Polacy chętnie sięgnęli po dotacje przyznawane w ramach nowego rządowego programu „Dobry start”.

Aż 70% badanych przez PAYBACK rodziców przyznało, że wydatki na wyprawkę szkolną stanowią duże obciążenie dla domowego budżetu. Prawie co czwarty z nich gromadzi potrzebne na nią środki z odpowiednim wyprzedzeniem. Pomóc ma uruchomiony w lipcu 2018 roku projekt „Dobry start”, w ramach którego rodzice mogą ubiegać się o 300 zł na dziecko rozpoczynające nowy rok szkolny. Z finansowego wsparcia skorzystało już ponad 3/4 ankietowanych Polaków.

Podręczniki to podstawa

40% respondentów, którzy złożyli wniosek o dofinansowanie w ramach programu „Dobry start”, na wypłatę środków czekało do miesiąca, prawie 30% nawet dłużej. Tylko 12% otrzymało pieniądze w ciągu tygodnia. Rodzice, którzy potrzebują wsparcia jeszcze we wrześniu, powinni się zatem śpieszyć. Ponad 40% ankietowanych deklaruje, że dodatkowe 300 zł przeznacza na książki do nauki i zeszyty do ćwiczeń. Na dalszym miejscu znalazły się przybory szkolne (29%) oraz odzież, w tym strój na WF czy buty na zmianę (25%).

 

Czy to wystarczy?

Pomimo, że prawie 1/3 badanych przez PAYBACK zadeklarowała, że nie wydaje na wyprawkę szkolną więcej niż 300 zł, zdecydowana większość uważa, że kwota rządowego dofinansowania to zdecydowanie za mało, aby przygotować dziecko do szkoły. 27% twierdzi, że przewyższa ją koszt samych podręczników. Jak zatem rodzice mogą sobie jeszcze pomóc?

Warto być smart shopperem i śledzić na bieżąco oferty w sklepach oraz korzystać z benefitów, jakie dają nam programy lojalnościowe – w przypadku PAYBACK zebrane punkty można wykorzystać na zakupy lub wybór nagrody w postaci plecaka czy bidonu dla dziecka. Wiele produktów do wyprawki szkolnej można kupić z większym wyprzedzeniem po atrakcyjniejszych cenach. Przykładowo z promocji na artykuły szkolne można już często skorzystać w trakcie wakacji. Tak jest w marketach jednego z naszych partnerów – sieci Kaufland – mówi Tomasz Głos, Classic Business Director w PAYBACK Polska.

Początek roku szkolnego to szczególny moment zarówno dla dzieci, jak i ich rodziców. To także czas zwiększonych wydatków, na które nie każdy może sobie pozwolić. Dlatego też nieustannie dostosowujemy się do potrzeb i oczekiwań naszych klientów poprzez odpowiednie dopasowanie naszej oferty oraz prowadzenie regularnych akcji promocyjnych. Dzięki temu w marketach Kaufland rodzice bez problemu zaopatrzą swoje dzieci w niezbędne szkolne przybory dostępne w atrakcyjnych cenach. Największym zainteresowaniem cieszą się aktualnie zeszyty, które w pierwszy weekend września będzie można nabyć z pięćdziesięcioprocentową zniżką. We wrześniu planujemy także kolejne promocje, zwłaszcza na artykuły piśmiennicze, o czym będziemy informować w gazetkach – mówi Justyna Przybylska, dyrektor Działu Komunikacji Korporacyjnej w Kaufland Polska.

PAYBACK Opinion Poll

To badanie zostało przeprowadzone na uczestnikach Programu PAYBACK w dniach 10-20 sierpnia 2018 r. metodą ankiety online na grupie 490 osób. Grupa badawcza w wieku 18-65 lat dobrana została tak, aby odpowiadać strukturze demograficznej kraju.

Nowa prognoza kursu korony duńskiej (DKK)

Ebury, firma oferująca rozliczanie transakcji walutowych, po raz kolejny przeanalizowała skandynawskie waluty. Na zakończenie cyklu sytuacja korony duńskiej. Spodziewane kursy na koniec roku to: USD/DKK 6,45; EUR/DKK 7,46 oraz DKK/PLN 0,56.

Od czasu ostatniej aktualizacji prognozy dla walut G10, Danmarks Nationalbank (DNB) nie miał większych problemów z utrzymaniem sztywnego kursu korony duńskiej względem euro na poziomie w okolicy 7,46. Bank centralny regularnie interweniuje na rynku walutowym w celu ograniczenia wahań wokół tej wartości.

Duńskie rezerwy walut zagranicznych od dwóch lat utrzymują się na mniej więcej tym samym poziomie, co sugeruje, że Dania nie doświadcza istotnej presji ze strony spekulantów. W lipcu wartość rezerw walutowych wynosiła 468,1 miliardów DKK, tyle samo co miesiąc wcześniej. W tym samym okresie bank centralny nie podejmował żadnych istotnych interwencji w celu stabilizacji korony. Od dłuższego czasu nie otrzymaliśmy żadnych informacji o znaczącej interwencji ze strony Banku. Ostatnia interwencja na sporą skalę miała miejsce w lutym 2017 r, kiedy to bank zdecydował się na sprzedaż 4,7 mld koron celem osłabienia krajowej waluty. Rezerwy walut zagranicznych wciąż wynoszą zaledwie 20% duńskiego PKB – aktualnie są one o 40% niższe od rekordowej wielkości, którą osiągnęli po uwolnieniu kursu EUR/CHF, którego Szwajcaria dokonała w styczniu 2015 r.

Rezerwy walut zagranicznych Danii (2012-2018)Rezerwy walut zagranicznych Danii

Bank centralny Danii broni się przed potencjalnymi atakami spekulacyjnymi i niekorzystną aprecjacją korony, od stycznia 2016 r. utrzymując stopy na ujemnym poziomie. Stopa referencyjna DNB wynosi -0,65%, a ostatnie komunikaty ze strony Nationalbanku sugerują, że w możliwej do przewidzenia przyszłości stopy pozostaną poniżej zera. Bank centralny zazwyczaj czeka z decyzjami w kwestii własnej polityki pieniężnej na zmiany retoryki Europejskiego Banku Centralnego. Jednak w obliczu coraz bardziej rozgrzanego rynku nieruchomości istnieje pewna szansa na podniesienie stóp procentowych DNB, aby uniknąć niechcianego przegrzania.

Prognoza Ebury

DNB wielokrotnie wyrażał chęć do utrzymania usztywnionego kursu korony względem euro. Decydenci twierdzą również, że mają nieograniczone możliwości odbicia ewentualnych ataków spekulacyjnych, jak i ograniczenia przegrzania gospodarki. Jesteśmy zdania, że ujemna różnica między stopami procentowymi Danii i strefy euro, jak i spore rezerwy walut zagranicznych Danii, pozwolą bankowi centralnemu na utrzymywanie sztywnego kursu EUR/DKK na poziomie 7,46 w możliwej do przewidzenia przyszłości. Na koniec roku oczekujemy: USD/DKK 6,45; EUR/DKK 7,46 oraz DKK/PLN 0,56.

Analitycy Ebury: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk

Przejrzystość, prostota i przyjazność oczami Ministerstwa Finansów

Łukasz Czucharski, ekspert Pracodawców RP
Łukasz Czucharski, ekspert Pracodawców RP

Ministerstwo Finansów opublikowało ponad 150-stronicowy projekt ustawy o PIT i CIT, który przewiduje liczne zmiany przepisów, a nawet kolejną, zupełnie nową daninę – exit tax. Partnerzy społeczni na przekazanie uwag do tak obszernego i ważnego projektu dostali zaledwie 14 dni. I wszystko to pod hasłem tzw. polityki 3P, czyli regulowania prawa podatkowego w sposób przejrzysty, prosty i przyjazny.

Projekt ustawy o zmianie ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych, ustawy o podatku dochodowym od osób prawnych, ustawy – Ordynacja podatkowa oraz o zmianie niektórych innych ustaw liczy dokładnie 155 stron. Ujęto na nich zmiany dotyczące przede wszystkim zmian w podatkach dochodowych. Są to m. in. preferencyjne opodatkowanie dochodów generowanych przez prawa własności intelektualnej, wprowadzenie obniżonej stawki podatku CIT w wysokości 9 proc. dla małych i nowych firm oraz ograniczenie biurokracji poprzez rezygnację z niektórych zbędnych obowiązków informacyjnych.

Obok kilku pozytywnych zmian w projekcie jest długi szereg propozycji, które mogą wydatnie utrudnić prowadzenie działalności gospodarczej i zwiększyć obciążenia dla biznesu. Zmianie ulegną m. in. zasady opodatkowania samochodów osobowych. Korzystający ze służbowych pojazdów do celów służbowych i prywatnych odliczą od przychodu tylko 50 proc. wydatków. Natomiast użytkując pojazdy prywatne zaledwie 20 proc. Resort finansów zaproponował także limit 150 tys. zł obejmujący opłaty wynikające z leasingu operacyjnego, najmu i dzierżawy aut.

Ale największą nowością jest implementacja dyrektywy ATAD czyli przepisów przeciwdziałających praktykom unikania opodatkowania mającym bezpośredni wpływ na funkcjonowanie rynku wewnętrznego. W tym celu wprowadza się „exit tax” – podatek od niezrealizowanych zysków kapitałowych w przypadku przeniesienia aktywów, rezydencji podatkowej lub stałego zakładu.

Patrząc jednak przez pryzmat zaproponowanych przez resort finansów przepisów nasuwa się wniosek, że projektodawca wykroczył poza cele dyrektywy. Pod pretekstem jej implementacji wprowadza profiskalne rozwiązanie, które dotknie również podmioty niestosujące agresywnej optymalizacji podatkowej. Ministerstwo Finansów ujęło przepisy o exit tax tak, że może oddziaływać na osoby fizyczne i przedsiębiorstwa, których celem wcale nie jest ucieczka z majątkiem. Szczególnym zagrożeniem jest opodatkowanie podmiotów, które będą przenosić składniki majątku za granicę w celu rozwoju swoich przedsiębiorstw w skali międzynarodowej. Może to zniechęcić do inwestowania za granicą. Z kolei objęcie opodatkowaniem osób fizycznych może naruszać fundamentalną zasadę swobodnego przepływu osób. Należy zauważyć, że nie wszystkie państwa członkowskie zdecydowały się na opodatkowanie osób fizycznych.

Zgodnie z planami resortu finansów przepisy projektu mają wejść w życie z dniem 1 stycznia 2019 r. Oznacza to, że musi on zostać uchwalony do końca października. Mając na uwadze obszerność projektu i skomplikowaną materię, którą reguluje, nie ulega wątpliwości, że dyskusja nad zmianami będzie pobieżna. To z kolei rodzi ryzyko uchwalenia niskiej jakości przepisów. Już sam fakt, że na konsultacje niniejszego projektu przewidziano zaledwie 14 dni w miejsce ustawowych 30 świadczy o tym, że jest on procedowany niezgodnie z zasadami dobrej legislacji. Z kolei zaskakiwanie podatników pakietem kilkudziesięciu zmian podatkowych na 3 miesiące przed ich planowanym wejściem w życie niewątpliwie nie ma nic wspólnego z przejrzystością, prostotą i przyjaznością systemu podatkowego czyli tak podkreślanymi przez stronę rządową zasadami 3P.

To niestety nie pierwszy raz, kiedy resort finansów pod pozorem czy to upraszczania prawa podatkowego, czy też uszczelniania systemu, wprowadza na ostatnią chwilę zmiany, które całkowicie zaskakują podatników. Kontynuując takie praktyki Ministerstwo Finansów stawia pod znakiem zapytania sens całej dyskusji nad uzdrawianiem polskiego prawa podatkowego i zapewnianiem obywatelom poczucia pewności prawa.

Łukasz Czucharski, ekspert Pracodawców RP ds. podatkowych

540 mln zł na dofinansowanie wyprawek szkolnych. Już 40 proc. rodzin otrzymało świadczenia z programu Dobry Start

540 mln zł na dofinansowanie wyprawek szkolnych. Już 40 proc. rodzin otrzymało świadczenia z programu Dobry Start 7

To ostatni moment, by dofinansowanie do szkolnej wyprawki w ramach programu Dobry Start dostać jeszcze we wrześniu. Rodzice bądź opiekunowie, którzy zdążą złożyć wniosek do 31 sierpnia, otrzymają świadczenie w wysokości 300 zł w ciągu kolejnego miesiąca. Po tym terminie okres oczekiwania na wypłatę świadczenia będzie dłuższy. Do tej pory w ramach programu Dobry Start świadczenia finansowe w łącznej kwocie 540 mln zł otrzymało już 40 proc. rodzin, które o to wnioskowały.

Program Dobry Start cieszy się bardzo dużym zainteresowaniem. W ciągu dwóch miesięcy mamy już złożonych blisko 90 proc. wniosków o to świadczenie. Świadczy to o tym, że Polacy dobrze odebrali ten program i został on dobrze skalibrowany. Kiedy dla rodziców nadchodzi ten trudny czas posyłania dzieci do szkół, mogą liczyć na specjalne wsparcie i pomoc przy wyprawce. Szacujemy, że wniosków o program Dobry start będzie w sumie około 3,5 mln. Z tego świadczenia skorzysta ok. 4,5 mln dzieci w wieku szkolnym, a program w przyszłym roku będzie kontynuowany – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Bartosz Marczuk, wiceminister rodziny, pracy i polityki społecznej.

Jak poinformowała na konferencji w tym tygodniu szefowa resortu Elżbieta Rafalska, w ramach programu Dobry Start świadczenia finansowe w łącznej kwocie 540 mln zł otrzymało już 40 proc. rodzin, które złożyły wnioski. W niektórych województwach (m.in. świętokrzyskim, warmińsko-mazurskim, podlaskim) wypłacono już ponad 50 proc. świadczeń.

Wnioski o dofinansowanie do wyprawki złożyło do tej pory 2,5 mln rodzin z 3,4 mln uprawnionych do świadczenia. Na cały program Dobry Start przeznaczone jest z budżetu państwa blisko 1,45 mld zł. Świadczenie przysługuje na dzieci rozpoczynające naukę w szkole między 7. a 18. rokiem życia (lub 20. w przypadku kontynuowania nauki rozpoczętej w danej szkole przed ukończeniem 18 lat).

Od tej zasady są dwa wyjątki, bo świadczenie przysługuje również na sześciolatki, które idą do I klasy szkoły podstawowej. Natomiast w przypadku dzieci niepełnosprawnych, które nadal się uczą, świadczenie przysługuje do 24. roku życia – mówi Bartosz Marczuk.

W ramach uruchomionego w tym roku programu Dobry Start wnioski o dofinansowanie do szkolnej wyprawki w wysokości 300 zł można składać online, za pośrednictwem profilu zaufanego (od 1 lipca) bądź tradycyjnie, w urzędzie albo na poczcie (od 1 sierpnia).

Ubieganie się o świadczenie z programu Dobry Start jest banalnie proste. Jeżeli składamy wniosek elektroniczny, na co zdecydowała się do tej pory większość Polaków, to właściwie musimy mieć tylko trzy informacje, czyli swoje dane osobowe, dane osobowe dziecka, nazwę szkoły, do której uczęszcza. Złożenie takiego wniosku online trwa około 3–4 minut. Natomiast jeśli ktoś życzy sobie złożyć wniosek papierowy, wtedy może zrobić to w gminie – mówi wiceminister Bartosz Marczuk.

Świadczenie przysługuje niezależnie od dochodów i można łączyć je ze świadczeniem wypłacanym w ramach 500+. Jest wypłacane na wniosek rodzica lub opiekuna prawnego dziecka (nie przysługuje automatycznie). Takie wnioski można składać tylko do końca listopada, po tym terminie świadczenie na ten rok przepadnie.

Od 1 grudnia nie będą już przyjmowane. To jest data graniczna – niezłożenie wniosku do końca listopada oznacza, że rezygnujemy ze świadczenia. Natomiast jeżeli chcemy, aby świadczenie wpłynęło do nas do końca września, powinniśmy złożyć wniosek do końca sierpnia. Jeżeli wniosek zostanie złożony po tym terminie, gmina ma obowiązek wypłaty świadczenia w ciągu dwóch miesięcy – mówi wiceminister Bartosz Marczuk.

Jak podkreśliła na czwartkowej konferencji Elżbieta Rafalska, program Dobry Start i dofinansowania do szkolnej wyprawki to kolejne działania rządu w obszarze edukacji, po darmowych podręcznikach, szerokopasmowym internecie w ramach OSE (Ogólnopolska Sieć Edukacyjna) i multimedialnych tablicach czy przekształceniach gimnazjów.

Związek Nauczycielstwa Polskiego krytycznie o zmianach w Karcie Nauczyciela. Od 1 września zmieni się m.in. sposób oceny pedagogów

Związek Nauczycielstwa Polskiego krytycznie o zmianach w Karcie Nauczyciela. Od 1 września zmieni się m.in. sposób oceny pedagogów 8

Od 1 września wchodzą w życie kolejne zmiany w Karcie Nauczyciela. Przede wszystkim zmieni się sposób oceny pedagogów oraz ścieżka ich awansu zawodowego, która wydłuży się o pięć lat. Według prezesa Związku Nauczycielstwa Polskiego zmiany te wymierzone są w nauczycieli, a nieustanne reformowanie systemu edukacji nie służy przede wszystkim uczniom.

To są dwie bardzo ważne zmiany. Pociągają za sobą element oceny pracy nauczyciela, do czego jesteśmy przyzwyczajeni i co nie stanowi dla nas problemu, bo nas ocenia i uczeń, i rodzic, i organ prowadzący, organ nadzoru, i media, natomiast radykalnie zagęszcza się częstotliwość tych ocen i ich skutki przekładające się chociażby na finanse, łącznie z tym hipotetycznym, bo za 4 lata pojawiającym się projektem 500+ dla nauczyciela – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Sławomir Broniarz, prezes Związku Nauczycielstwa Polskiego.

Jego zdaniem w większości szkół nie uda się przed rozpoczęciem roku szkolnego opracować regulaminów ocen ze szczegółowymi wskaźnikami ocen nauczycieli. Mieli się tym zająć dyrektorzy szkół ze względu na różnorodność profili placówek szkolnych. Ministerstwo Edukacji Narodowej opracowało natomiast same kryteria oceny. Od wyniku ewaluacji zależeć będzie m.in. czas, jaki nauczycielowi zajmie wspinanie się po kolejnych szczeblach kariery.

Nowy awans zawodowy został radykalnie wydłużony o połowę. Te 5 lat różnicy każdy z nauczycieli odczuje na własnej kieszeni – tłumaczy Sławomir Broniarz. – Jeżeli ktoś dzisiaj zakończył procedurę awansu np. na nauczyciela mianowanego, to wbrew własnym oczekiwaniom od 1 września nie rozpocznie procedury awansu na nauczyciela dyplomowanego, tylko będzie musiał odczekać 4 lata, a to będzie skutkowało istotnym uszczerbkiem w jego budżecie.

Od nowego roku szkolnego staż na nauczyciela kontraktowego wydłuży się z 9 miesięcy do roku i 9 miesięcy. Aby rozpocząć staż na nauczyciela mianowanego, będzie trzeba przepracować kolejne trzy lata, a nie jak do tej pory dwa. Natomiast staż na nauczyciela dyplomowanego będzie musiał być poprzedzony czteroletnim, a nie jak dotychczas rocznym okresem pracy. W ten sposób ścieżka awansu wydłuży się z 10 do 15 lat. Będzie można ją skrócić w przypadku otrzymania wyróżniającej oceny pracy; wówczas od uzyskania poprzedniego tytułu do rozpoczęcia stażu na kolejny stopień nauczycielski wystarczą dwa lata.

– Te zmiany są wyraźnie antynauczycielskie – ocenia prezes ZNP. – Widzimy wyraźnie, że pani Anna Zalewska postanowiła być tym ministrem, który ukróci rzekome uprawnienia nauczycieli wynikające z Karty Nauczyciela. Tymczasem jest to przede wszystkim dokument dla ucznia, gwarantujący mu mniej więcej jednakowy poziom edukacji bez względu na miejsce zamieszkania, natomiast dla nauczycieli był to zbiór praw i obowiązków, a żadne cudowne przywileje z tego nie wynikały.

Wchodzące w życie od 1 września zmiany nie są pierwszymi w tym roku. Od stycznia zmieniły się zasady przyznawania urlopu dla poratowania zdrowia oraz uprawnień rodzicielskich. Rok temu zlikwidowano gimnazja i przywrócono 8-letnią szkołę podstawową oraz 4-letnią średnią. Według Sławomira Broniarza ciągłe zmiany angażują nauczycieli do ich wdrażania i odrywają ich od pracy pedagogicznej.

Nauczyciele nie czekają na żadną zmianę, wręcz przeciwnie, chcieliby mieć rok, dwa, trzy spokoju, kiedy nie ma żadnych gwałtownych, rewolucyjnych działań, żadnych nowych, istotnych z punktu widzenia tejże profesji projektów ustaw, dlatego że my jesteśmy umordowani tymi zmianami – mówi prezes ZNP. – Jeżeli każdego roku szkolnego jesteśmy zasypywani mnogością różnego rodzaju nowych rozporządzeń, do których musimy się dostosować, to w gruncie rzeczy sporo czasu i energii tracimy na to, żeby te rozporządzenia wdrożyć w życie, zapominając o tym, że naszą podstawową powinnością jest edukacja i wychowanie młodego człowieka.

McDonald’s przyciąga pracowników poniżej 18 roku życia. Wielu z nich zaczyna od wakacyjnej pracy

McDonald’s przyciąga pracowników poniżej 18 roku życia. Wielu z nich zaczyna od wakacyjnej pracy 9

Wakacje to dobry moment na zdobycie pierwszych szlifów zawodowych. Także dla młodych osób w wieku 16–18 lat. Do podjęcia pracy w czasie tegorocznych wakacji młodocianych zachęcał również McDonald’s. Tylko na koniec lipca co dziesiąty pracownik zatrudniony w restauracjach własnych sieci miał między 16 a 18 lat. To dla nich dobra okazja nie tylko do zarobku, lecz także do zdobycia cennego doświadczenia zawodowego, które w przyszłości może pomóc im w rozwoju kariery – podkreśla Natalia Sobolewska, kierownik restauracji McDonald’s.

Praca w wakacje dla osób poniżej 18. roku życia może być ciekawym doświadczeniem. Nie chodzi tylko o możliwość zarobienia pierwszych własnych pieniędzy na wymarzony sprzęt czy wakacje, ale o możliwość zdobycia dodatkowych umiejętności – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Natalia Sobolewska, kierownik restauracji McDonald’s.

To właśnie w wakacje większość młodych ludzi stawia pierwsze kroki zawodowe. Również osoby w przedziale wiekowych 16–18 lat, mogą znaleźć okazje do zarobku. Przepisy Kodeksu pracy uwzględniają bowiem tę grupę jako młodocianych pracowników. Od 1 września 2018 roku pracę będą mogły podjąć już osoby po 15. roku życia.

Praca na wakacje to dobry pomysł, bo to odskocznia od roku szkolnego, do tego dodatkowo można sobie dorobić i fajnie spędzić czas, w miłej atmosferze, z fajnymi ludźmi – mówi Maciej Gierczycki, pracownik restauracji McDonald’s.

Jak podkreśla Natalia Sobolewska, wakacyjna praca to możliwość zdobycia cennego doświadczenia, zwłaszcza że pracodawcy coraz mniejszą wagę przywiązują do wykształcenia, a dużo bardziej liczą się dla nich umiejętności kandydata i jego dotychczasowa aktywność zawodowa.

– Młody pracownik uczy się przede wszystkim kontaktu z gośćmi, otwartości i komunikacji, podejmowania własnych decyzji. Uczy się nie tylko przyjmowania i wydawania zamówień, lecz także odpowiedzialności, skrupulatności oraz współpracy w zespole – wymienia Natalia Sobolewska.

– Podczas pracy wakacyjnej w McDonald’s nauczyłem się przede wszystkim szacunku do drugiej osoby, kontaktu z klientem oraz sumienności, bo trzeba się trzymać wyznaczonych grafików. Jest to też małe przygotowanie do pracy w przyszłości, taka wersja demo, która mam nadzieję, pomoże mi, kiedy będę chciał zdobyć pracę – mówi Maciej Gierczycki.

McDonald’s Polska aktywnie zachęca młodocianych do podjęcia pracy w czasie wakacji. Oferuje młodzieży pracę w swoich lokalach, zachęcając umową o pracę, atrakcyjnymi stawkami i elastycznymi godzinami pracy.

– Młody pracownik, wybierając pracę w McDonald’s, nie musi mieć żadnego doświadczenia zawodowego. Jesteśmy w stanie dopasować jego grafik pracy do jego hobby, różnych zainteresowań czy planów wakacyjnych. Dla takich osób zapewniamy szkolenia, zniżki na posiłki. Stawiamy na atmosferę pracy – wskazuje Natalia Sobolewska.

Zgodnie z przepisami osoba, która ukończyła 16 rok życia, może wykonywać tylko prace lekkie. Nie może pracować dłużej niż 8 godzin dziennie, a gdy dobowy wymiar czasu jest dłuższy niż 4,5 godziny, przysługuje mu wliczana do czasu pracy płatna przerwa trwająca nieprzerwanie pół godziny. Takie warunki zapewnia także McDonald’s, który oferuje zatrudnienie w oparciu o umowę o pracę.

 Na koniec lipca w restauracjach własnych McDonald’s [struktura obejmuje restauracje prowadzone przez korporację, jak i niezależnych licencjobiorców – red.] pracownicy młodociani stanowili 10 proc. personelu. Globalnie nasza firma jest największym pracodawcą dla młodych osób. Pracownicy zajmują bardzo różne stanowiska, przechodzą różne szkolenia, które staramy się dostosować do ich dotychczasowego doświadczenia lub preferencji zawodowych – mówi kierownik restauracji.

22 sierpnia br. McDonald’s ogłosił program „Szansa dla młodzieży” (Youth Opportunity), którego celem jest wsparcie 2 mln młodych osób w wejściu na rynek pracy. W ramach programu firma zobowiązuje się stworzyć do 2025 roku kursy przygotowujące do wejścia na rynek pracy, miejsca pracy oraz programy rozwojowe w miejscu pracy. Aby osiągnąć swoje cele, firma dołączyła do Światowej Inicjatywy na rzecz Godnego Zatrudnienia Młodych, prowadzonej przez Międzynarodową Organizację Pracy, która wspiera globalne działania zwalczające bezrobocie wśród młodych. W Europie firma i jej franczyzobiorcy zadeklarowali stworzenie do 2025 roku 43 tys. stanowisk na praktykach.

Ceny ropy naftowej w najbliższych miesiącach mogą się mocno wahać. Kierowcy nie mają co liczyć na obniżki na stacjach paliw

0

Ceny ropy naftowej w najbliższych miesiącach mogą się mocno wahać. Kierowcy nie mają co liczyć na obniżki na stacjach paliw 10

Wysoka produkcja ropy naftowej i konflikty polityczno-gospodarcze między największymi producentami i odbiorcami tego surowca będą oddziaływać na jego ceny w nadchodzących miesiącach. Inwestorów czekają nerwowe miesiące, bo trudno oszacować wagę wpływu poszczególnych czynników, z których jedne działają podbijająco na ceny ropy, inne powodują ich spadek. Taniej na stacjach benzynowych jednak w najbliższym czasie nie będzie.

– Na ceny ropy naftowej w największym stopniu wpływają ostatnio przede wszystkim dane dotyczące produkcji, i to w różnych miejscach na świecie – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Dorota Sierakowska, analityk rynków surowcowych DM BOŚ. – W USA czy Rosji produkcja rośnie i w tym momencie już osiąga rekordowe poziomy. Z kolei w OPEC produkcja jest limitowana i ostatnio pojawiły się informacje o tym, że kartel bardzo ściśle pilnuje tych wyznaczonych limitów. To z kolei w pewnym stopniu jest wsparciem dla notowań tego surowca.

Ceny ropy naftowej w ostatnim pięcioleciu ulegały bardzo dużym zmianom. Między połową 2014 roku a pierwszym kwartałem 2016 roku odnotowały spadek z ponad 100 dol. za baryłkę do mniej niż 30 dol. Potem rozpoczął się mozolny marsz w górę, by na przełomie czerwca i lipca br. cena sięgnęła 75 dol. za baryłkę. Przez następnych kilka tygodni spadała, by w połowie sierpnia znowu wyruszyć w górę, pod poziom 70 dol.

Na te wahania wpływ miało – i wciąż będzie mieć – kilka czynników, w tym sankcje narzucone na Iran przez Stany Zjednoczone z powodu programu nuklearnego tego kraju. Ponieważ Iran odmówił rozmów na ten temat, dostawy ropy zostaną ograniczone. Jednak produkcja w innych krajach rośnie, m.in. w samych Stanach liczba wiertni wzrosła najmocniej od trzech lat.

– Iran jest ważnym producentem ropy, nie tylko w kontekście kartelu OPEC, lecz także w kontekście światowym, dlatego z pewnością te sankcje będą miały istotny wpływ na ceny ropy naftowej na globalnym rynku – komentuje Dorota Sierakowska. – Bardzo trudno jest jednak oszacować, jaki ten wpływ ostatecznie będzie. USA dały swoim sojusznikom czas do listopada na dostosowanie się do sankcji. Do dzisiaj nie ma pewności, w jakim stopniu dopasują się oni do tych sankcji i w jaki sposób wpłynie to na ostateczną produkcję czy eksport ropy naftowej z Iranu. Pojawia się wiele niepewności, które mogą sprawić, że rynek ropy naftowej będzie w najbliższych miesiącach bardzo rozchwiany.

Po stronie popytu przeszkodą w obrocie ropą naftową może być wojna handlowa między USA a Chinami. Bariery celne, jakie kraje te budują między sobą w obrocie towarami, ograniczą zapotrzebowanie na zakupy surowca. W ocenie Doroty Sierakowskiej wpłyną one negatywnie zarówno na całą globalną gospodarkę, jak i na popyt na ropę naftową, która jest w pewnym stopniu papierkiem lakmusowym sytuacji w globalnej gospodarce.

– Podsumowując, inwestorów na rynku ropy naftowej mogą czekać nerwowe miesiące. Prawdopodobnie notowania surowca będą się wahać w pewnej konsolidacji, być może będą próbowały sięgnąć tegorocznych maksimów, ale jednak ta presja związana z dużą produkcją ropy naftowej może się utrzymywać – reasumuje analityczka DM BOŚ.

Dla kierowców w Polsce najważniejszy jest jednak wpływ tych światowych perturbacji na cenę paliw na stacjach benzynowych. W wakacje wzrosła ona powyżej 5 zł za litr benzyny i ok. 2,30 zł za litr gazu LPG. To o 40–60 groszy więcej niż rok temu. Według Doroty Sierakowskiej w najbliższym czasie nie ma co liczyć na obniżki. Zwłaszcza że dolar jest droższy niż przed rokiem o ponad 2 proc., a od początku 2018 roku podrożał o przeszło 5 proc.

–  Ceny paliw przy dystrybutorach w Polsce są pochodną tego, co się dzieje na globalnym rynku ropy naftowej, natomiast to przełożenie działa z pewnym opóźnieniem – wyjaśnia analityk rynków surowcowych DM BOŚ. – W ostatnim czasie notowania ropy naftowej poruszały się w miarę wysoko, czyli ceny były relatywnie wysokie na tle ostatnich paru lat. To z kolei sprawia, że kierowcy raczej nie mogą liczyć na jakiekolwiek istotne obniżki cen paliw w Polsce. Tym bardziej że słabość złotego, którą widzieliśmy w ostatnich tygodniach, również ma istotny wpływ na notowania.

Nowe technologie zmieniają świat rozrywki i nauki. W przyszłości soczewki z rozszerzoną rzeczywistością mogą zastąpić smartfona

Nowe technologie zmieniają świat rozrywki i nauki. W przyszłości soczewki z rozszerzoną rzeczywistością mogą zastąpić smartfona 11

Wirtualna i rozszerzona rzeczywistość przenikają już niemal każdą dziedzinę życia. Technologie zrewolucjonizowały już świat rozrywki, z ich możliwości korzystał przede wszystkim sektor gier komputerowych. Obecnie jednak VR i AR znajdują zastosowanie w medycynie, przemyśle, architekturze, marketingu czy handlu. Specjalne okulary pomagają korzystać z nawet najbardziej skomplikowanych urządzeń. Już wkrótce standardem mogą się stać soczewki, które zastąpią komputery i smartfony, wyświetlając obraz bezpośrednio na gałkach ocznych. Kolejne udogodnienia to tylko kwestia czasu.

– Rynek VR i AR rozwija się, niedawne prognozy wskazują, że w następnych trzech latach ma być wart ok. 21 mld dol. Technologie idą przede wszystkim w kierunku gamingu. Ale rozszerzona rzeczywistość wykorzystywana jest też w czasie operacji, np. żyły są podświetlane, żeby pielęgniarka wiedziała dokładnie, gdzie włożyć strzykawkę. Mamy też sztuczną inteligencję, która robi analizę danych, np. gdzie może być stwardnienie w żyle. Możemy to wizualizować za pomocą rozszerzonej rzeczywistości – wskazuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Marek Czarzbon, prezes MadeInHolo.

Technologie rozszerzonej i wirtualnej rzeczywistości całkowicie zmieniają świat gier. Świat rozrywki także przenosi się do AR i VR. Zestawy wirtualnej rzeczywistości znalazły zastosowanie w medycynie, pozwalają też rozpoznawać i leczyć uzależnienia. Dzięki specjalnym robotom zabiegi i operacje można przeprowadzać zdalnie, nawet z innego kontynentu. Wirtualna rzeczywistość pozwala zwizualizować zmiany i podpowiedzieć, jak je usunąć.

Wirtualna i rozszerzona rzeczywistość wkraczają również do handlu. Coraz więcej marek wprowadza możliwość sprawdzenia w VR i AR, jak pasowałoby dane ubranie. Sklepy umożliwiają też wirtualne przymierzanie odzieży, a część idzie jeszcze dalej – nowe technologie rozpoznają, jakie ubrania mierzy klient i podpowiada inne, które z dużym prawdopodobieństwem mogłyby się spotkać z zainteresowaniem danej osoby.

Nowe urządzenia zastępują ekrany. Hololens to urządzenia zaprojektowane do noszenia na głowie, wyposażone są w zestaw sensorów, wyświetlacze oraz specjalny procesor do przetwarzania obrazów w rozszerzonej rzeczywistości. Urządzenie łączy świat cyfrowy z rzeczywistym, ale przede wszystkim – eliminuje konieczność posiadania ekranu.

– Wyobraźmy sobie technika serwisanta, który idzie do jakiegoś obiektu i dzięki Hololens ma na żywo podgląd na dane z komputera, widzi, że ma naprawić tę szafę albo wymienić tamten element. Dzięki temu ręce ma wolne, ponieważ nie musi w nich trzymać tabletu. Dostaje informacje kontekstowo, wie, gdzie jest urządzenie, zna jego historię. To daje duże możliwości, np. ekspert, który nie jest na miejscu, może zobaczyć to, co ja widzę i dać mi wskazówki – tłumaczy Marek Czarzbon.

Zastosowanie nowych rozwiązań z rynku wirtualnej czy rozszerzonej rzeczywistości jest praktycznie nieograniczone. Naukowcy czy młode przedsiębiorstwa prześcigają się w nowych wdrożeniach. Jedynym ograniczeniem jest tak naprawdę wyobraźnia. Naukowcy opracowali już polimer, który będzie w stanie zamienić zwykłe soczewki kontaktowe w małe komputery.

– Jeżeli będziemy mieli nieinwazyjne soczewki, których inne osoby nie będą widzieć, to będzie to ten następny smartfon – interfejs do komputera, coś, co mamy zawsze przy sobie. Dostaniemy na nie informacje, które będą bardziej inteligentne, ponieważ to urządzenie będzie wiedziało, gdzie jesteśmy, będzie widziało kontekst – przekonuje ekspert.

Opracowane przez naukowców przewodniki mogą być wykorzystywane nie tylko w soczewkach. Zawierają specjalne powietrzne elektrody, które znajdą zastosowanie w bateriach, kondensatorach, inteligentnych, ściemniających się oknach czy adaptacyjnym kamuflażu militarnym.

Według firmy badawczej IDC rynek technologii VR i AR w najbliższych pięciu latach ma się rozwijać w tempie 52 proc. średniorocznie.