Narodowy Spis Powszechny może zostać wydłużony z trzech do sześciu miesięcy. GUS będzie zachęcać do samospisywania się przez internet

Główny Urząd Statystyczny przygotowuje się do Narodowego Spisu Powszechnego 2021, który ma zostać przeprowadzony między kwietniem a czerwcem, choć z uwagi na pandemię COVID-19 stara się o jego wydłużenie do końca września. Warunki epidemiologiczne sprawiają, że tegoroczny spis będzie prowadzony głównie przez internet, za pomocą interaktywnego formularza dostępnego na stronie GUS. Jeśli natomiast osoba zobowiązana do udziału w spisie go nie wypełni, skontaktują się z nią telefonicznie lub osobiście rachmistrze spisowi.

– Metodykę przeprowadzenia spisu mamy już gotową. Jesteśmy w trakcie zakupów ostatnich środków, które są niezbędne do jego realizacji. Na podstawie  najnowszych danych administracyjnych, które pozyskujemy m.in. od innych ministerstw, opracowujemy też operaty, które posłużą do przeprowadzenia spisu – wyjaśnia w rozmowie z agencją Newseria Biznes dr Dominik Rozkrut, prezes Głównego Urzędu Statystycznego.

Narodowy Spis Powszechny Ludności i Mieszkań 2021 odbędzie się pomiędzy 1 kwietnia a 30 czerwca br. Zostanie przeprowadzony na podstawie ustawy, która została przyjęta w sierpniu 2019 roku. Trwają jednak prace nad jej nowelizacją, która zakłada m.in. wydłużenie spisu o dodatkowe trzy miesiące.

– Mając na uwadze niepewną sytuację związaną z pandemią, chcielibyśmy wydłużyć czas trwania Narodowego Spisu Powszechnego z trzech do sześciu miesięcy – od kwietnia do końca września. To dałoby nam większą przestrzeń, swobodę i bezpieczeństwo jeżeli chodzi o aktywne reagowanie na przebieg procesów epidemicznych – mówi Dominik Rozkrut. – Dodaliśmy także do ustawy o narodowym spisie powszechnym kilka nowych rozwiązań i zapisów związanych z pozyskiwaniem telefonów kontaktowych do respondentów. Chcemy maksymalnie wykorzystywać bezpieczne metody kontaktu i uzyskać dostęp do szerszej palety źródeł w tym zakresie.

Polska jest zobowiązana do przeprowadzania narodowego spisu powszechnego ludności i mieszkań raz na 10 lat również na mocy przepisów europejskich. Ostatni taki spis odbył się w 2011 roku. Dostarcza on urzędom statystycznym najbardziej aktualnych i szczegółowych informacji m.in. o liczbie ludności i jej rozmieszczeniu, strukturze demograficznej i zawodowej, a także sytuacji ekonomicznej i społecznej gospodarstw domowych wraz z informacją o ich warunkach mieszkaniowych.

W trakcie Narodowego Spisu Powszechnego Ludności i Mieszkań 2021 będą zbierane dane takie jak płeć, wiek, adres zamieszkania, stan cywilny, kraj posiadanego obywatelstwa, status zatrudnienia i wykonywany zawód, wymiar czasu pracy, rodzaje pobieranych świadczeń socjalnych, poziom wykształcenia, stopień niepełnosprawności, okres zamieszkania w obecnym miejscu i wyjazdy zagraniczne, a także informacje dotyczące stanu i charakterystyki domu bądź mieszkania (powierzchnia użytkowa, liczba pomieszczeń, status własności, rok budowy etc.).

To jedyne badanie, które dostarcza tak pełnych danych o polskim społeczeństwie. Stanowią one m.in. źródło informacji i podstawę dla decyzji podejmowanych przez organy państwa i administracji publicznej.

– W tym roku wyzwaniem jest komunikacja, uzmysłowienie społeczeństwu, jak ważny jest spis powszechny. Statystyka kojarzy się z czymś nudnym, wysoce technicznym i z natury rzeczy nie przyciąga zainteresowania. Natomiast ona w tym jednym momencie jest kluczowa, bo spis powszechny determinuje jakość badań statystycznych przez kolejnych 10 lat – mówi prezes Głównego Urzędu Statystycznego. – Drugim wyzwaniem, które pojawiło się nagle, jest pandemia. Musimy dostosować przeprowadzenie spisu do tej sytuacji.

To z tego powodu tegoroczny spis powszechny będzie w większości realizowany przez internet, za pomocą interaktywnego formularza spisowego dostępnego na stronie GUS. Aby zapobiec sytuacji, w której osoba zobowiązana do spisu nie ma dostępu do komputera lub łącza internetowego, ustawa zobowiązuje do ich udostępnienia m.in. urzędy statystyczne, urzędy wojewódzkie, gminne jednostki organizacyjne oraz urzędy obsługujące wójtów, burmistrzów i prezydentów miast.

– Chcemy bardzo zachęcić do skorzystania z opcji samospisu przez internet. To metoda najlepsza zarówno dla respondenta, obywatela, jak i dla nas jako statystyków. Oferujemy pewne, dosyć proste w użyciu narzędzie internetowe. Samospisu będzie można dokonać przez komputer, ale również na urządzeniach mobilnych. Z naszej perspektywy jest to też najtańsza forma pozyskania danych – mówi Dominik Rozkrut.

Do formy internetowej GUS zachęcał już podczas ubiegłorocznego Powszechnego Spisu Rolnego, który zakończył się 30 listopada. Jedna piąta z 98 proc. wszystkich gospodarstw rolnych w całym kraju dokonała samospisu przez internet.

W przypadku, kiedy osoba zobowiązana do udziału w spisie powszechnym nie będzie mogła wypełnić formularza przez internet, skontaktują się z nią (telefonicznie lub osobiście) rachmistrze spisowi. Spis będzie prowadzony przez specjalnie przeszkolonych rachmistrzów, wyłonionych z naborów, które poprowadzą urzędy gmin. GUS przypomina, że zbierane przez nich dane podlegają szczególnej ochronie. Rachmistrzowie i pracownicy statystyki publicznej są obowiązani do zachowania i przestrzegania tajemnicy statystycznej, a za jej złamanie grozi zgodnie z ustawą kara pozbawienia wolności od trzech do pięciu lat.

– Poprzednie spisy polegały wyłącznie na wizytach rachmistrzów w gospodarstwach domowych. Idziemy jednak z duchem czasu, stosując nowocześniejsze narzędzia, choć oczywiście nie wykluczamy innych metod – zapewnia prezes Głównego Urzędu Statystycznego.

Udział w spisie jest obowiązkowy. Zgodnie z ustawą obejmie on osoby fizyczne stałe zamieszkałe i czasowo przebywające w mieszkaniach, budynkach i innych zamieszkanych pomieszczeniach niebędących mieszkaniami, osoby fizyczne bez miejsca zamieszkania, a także wszystkie mieszkania, budynki, obiekty zbiorowego zakwaterowania i inne zamieszkane pomieszczenia niebędące mieszkaniami.

– Są odpowiednie zapisy w ustawie o statystyce publicznej i za uchylanie się od obowiązku statystycznego grozi kara grzywny do 5 tys. zł. Kary nakłada sąd, do którego sprawę wnosi właściwy geograficznie urząd statystyczny – wyjaśnia Dominik Rozkrut.

GUS przypomina, że informacje i dane zgromadzone w trakcie spisu powszechnego są objęte tajemnicą statystyczną. Po przeprowadzeniu niezbędnych operacji walidacyjnych są one przekształcane w zanonimizowane zbiory statystyczne (czyli zbiory po odłączeniu nr PESEL), niepozwalające na zidentyfikowanie konkretnej osoby fizycznej.

– Dane ze spisu powszechnego są kluczowe dla organów administracji publicznej, ale również samorządów i całego społeczeństwa. To jest informacja, która stanowi później podstawę do wszystkich badań statystycznych w okresie międzyspisowym i determinuje jakość tego, jak głęboko jesteśmy w stanie diagnozować sytuację społeczno-gospodarczą w kraju. To z kolei determinuje jakość polityk, które budujemy – polityk rozwojowych, polityk wsparcia czy ochrony – mówi prezes GUS.

Zanieczyszczone powietrze jest jak taksówka dla koronawirusa. Większa liczba zgonów w 2020 roku to w dużej mierze efekt smogu

Według danych z USC, udostępnionych w rządowym serwisie Otwarte Dane, w ubiegłym roku w Polsce zmarło w sumie ponad 486 tys. osób. W 2019 roku zgonów było ok. 409 tys., czyli o 77 tys. mniej. – Polacy muszą sobie uświadomić, że w ubiegłym roku umarła największa liczba osób od II wojny światowej nie tylko ze względu na koronawirusa, lecz również z powodu smogu – mówi pulmunolog, dr hab. n. med. Tadeusz Zielonka. Jak wskazuje, pandemia nie przez przypadek najszybciej rozprzestrzenia się w regionach uprzemysłowionych, z najbardziej zanieczyszczonym powietrzem. – Nie zdajemy sobie sprawy, że gdyby tych pyłów nie było w powietrzu, wirus nie miałby na czym osiąść. One są taksówką, którą bakterie i wirusy wjeżdżają do organizmu – podkreśla ekspert.

– Koronawirus spowodował, że walka ze zmianami klimatycznymi i smogiem przesunęła się na drugi plan. Z drugiej strony koronawirus dał nam olbrzymią wiedzę na temat roli smogu, ograniczyliśmy emisję, poprawiliśmy stan zdrowia Polaków i dzięki temu wprowadziliśmy znaczące oszczędności finansowe – mówi agencji Newseria Biznes dr hab. n. med. Tadeusz Zielonka, pulmunolog, przewodniczący i inicjator Koalicji Lekarzy i Naukowców na Rzecz Czystego Powietrza.

Już na samym początku pandemii naukowcy zauważyli, że zamykanie fabryk, spowolnienie aktywności gospodarczej i ograniczenia w transporcie przyczyniły się do poprawy jakości powietrza. Po raz pierwszy zaobserwowano to na zdjęciach satelitarnych NASA w chińskiej prowincji Hubei, gdzie wybuchła pandemia. Naukowcy z Uniwersytetu Stanforda wyliczyli, że w ciągu kilku pierwszych miesięcy pandemii w Chinach emisje CO2 spadły w sumie o 1/4, co mogło uratować życie 4 tys. dzieci poniżej piątego roku życia i 73 tys. osób starszych powyżej 70 lat.

Opublikowany w listopadzie raport Europejskiej Agencji Środowiska („COVID-19 i środowisko Europy: skutki globalnej pandemii”) potwierdza, że pandemia i wynikające z niej ograniczenia przyniosły krótkoterminowe pozytywne skutki dla środowiska również w Europie. Przełożyły się na tymczasową poprawę jakości powietrza, niższe emisje gazów cieplarnianych i niższe poziomy zanieczyszczenia hałasem, choć były i negatywne konsekwencje, takie jak zwiększone wykorzystanie jednorazowych tworzyw sztucznych. EEA wskazuje, że kryzys związany z koronawirusem dodatkowo podkreśla pilną potrzebę działań prośrodowiskowych – z korzyścią nie tylko dla środowiska, ale i stanu zdrowia całego społeczeństwa.

– Polacy muszą sobie uświadomić, że to nie z powodu samego koronawirusa, ale z powodu koronawirusa nałożonego na sytuację smogową w roku ubiegłym umarła największa liczba osób od czasu II wojny światowej. Przyczyniło się to też do zmniejszenia dzietności, przez co w Polsce ubyło w ubiegłym roku 120 tys. ludzi. To jedno, duże miasto na mapie Polski, nasza populacja wyraźnie się zmniejszyła – wyjaśnia przewodniczący i inicjator Koalicji Lekarzy i Naukowców na Rzecz Czystego Powietrza.

Do tych statystyk przyczyniły się koronawirus i niewydolność systemu ochrony zdrowia, ale jeszcze przed pandemią Ministerstwo Zdrowia szacowało, że rokrocznie smog zabija w Polsce ok. 67 tys. osób. Jak podkreśla pulmunolog, w trakcie pandemii ma on szczególnie fatalne skutki. Nie tylko przyczynia się do zgonów i chorób wywołanych złą jakością powietrza, ale też sprzyja przenoszeniu nowego wirusa.

– Wiedzieliśmy o tym już przed pandemią. Wcześniejsze badania od dawna pokazywały, że w okresie wzrostu zanieczyszczeń powietrza, czyli w okresie grzewczym, wzrasta liczba przeziębień i infekcji wirusowych i bakteryjnych – podkreśla dr hab. n. med. Tadeusz Zielonka.

Stowarzyszenie Miasto Jest Nasze, które koordynuje Warszawski Alarm Smogowy, już w marcu przytaczało dane naukowców z Włoch, pogrążonych w pierwszej fali pandemii, z których wynikało, że zawarte w smogu pyły zawieszone PM2.5 i PM10 w odpowiednich warunkach pozwalają nowemu wirusowi pozostawać w powietrzu od kilku godzin do nawet kilku dni. Naukowcy zaobserwowali też, że istnieje wykładnicza korelacja między przypadkami infekcji COVID-19 a stężeniem pyłów PM10 i PM2.5

– Bakterie i wirusy do rozwoju nie potrzebują chłodu, wręcz odwrotnie – wolą cieplejsze temperatury, aby się dobrze rozwijać. Dlaczego zatem w okresie grzewczym mamy więcej infekcji? Otóż dlatego, że jesteśmy słabsi, broniąc się przed inwazją z zewnątrz w postaci smogu i zanieczyszczeń powietrza. Te zanieczyszczenia pyłowe odgrywają podwójną rolę: z jednej strony drażnią i uszkadzają nasz nabłonek oddechowy, a każda taka uszkodzona struktura jest bardziej podatna na wniknięcie bakterii i wirusa. Po drugie – pyły, które penetrują do pęcherzyków płucnych, są olbrzymie w stosunku do cząsteczki bakterii czy wirusa, więc one się na tych pyłach osadzają. Można powiedzieć, że pyły są taksówką, którą bakterie i wirusy wjeżdżają do naszego organizmu. Nie zdajemy sobie sprawy, że jeżeli tych pyłów nie byłoby w powietrzu, wirus nie miałby na czym osiąść – wyjaśnia pulmunolog.

Jak wskazuje, pandemia koronawirusa w Europie nie przez przypadek rozpoczęła się w jednym z najbardziej zanieczyszczonych regionów Włoch.

– Dolina Padu to jest – obok Polski, części Bałkanów, Bułgarii i Turcji – jeden z najbardziej zanieczyszczonych regionów Europy. Później epidemia rozniosła się do innych krajów, m.in. do Stanów Zjednoczonych. Tam obserwowaliśmy dokładnie to samo, najwięcej zachorowań było na Wschodnim i Zachodnim Wybrzeżu, co było skorelowane z zanieczyszczeniem powietrza. Znacznie lepiej było w środkowych stanach, gdzie to zanieczyszczenie powietrza jest niższe – mówi dr hab. n. med. Tadeusz Zielonka.

W trakcie pandemii lekarze i medycy skupiają się przede wszystkim na walce z COVID-19, ale – jak podkreślają – inne zagrożenia zdrowotne w tym czasie wcale nie zniknęły. Dlatego już kilkadziesiąt instytucji (w tym m.in. Naczelna Rada Lekarska, WHO, ośrodki badawcze i uniwersytety medyczne) oraz ekspertów dołączyło do powstałej niedawno koalicji Lekarze dla Klimatu, apelując do rządzących o podjęcie szybkich działań na rzecz walki ze zmianą klimatu. Jak podkreślają, zanieczyszczenie środowiska i zmiany klimatyczne są realnym problemem, który generuje wysokie koszty zdrowotne. W samej Polsce szacowane są na 119 mld zł w latach 2021–2030. To m.in. koszty hospitalizacji, utraconych dni pracy, wypłacanych rent czy zasiłków w wyniku niezdolności do pracy.

– Jeśli nie będzie takiego ścisłego lockdownu jak rok temu, to smog potrwa dłużej, ale kiedyś się skończy. Od kwietnia, maja nie będziemy już mieć tak dużych problemów smogowych, dzięki czemu do jesieni znów możemy mieć spokojniejszy okres – odpowiedni do tego, żeby wyszczepić część populacji i zwiększyć odporność, bo jesienią znowu może czekać nas wzrost zachorowań, który odnotowaliśmy w tym roku – prognozuje ekspert.

Polacy chcą zrewolucjonizować proces tworzenia animacji 3D w filmach czy grach. Dzięki uczeniu maszynowemu będzie on tańszy i prostszy niż do tej pory

To może być przełom w renderowaniu, czyli automatycznej konwersji modeli szkieletowych na komputerze. Wysokiej jakości animacje są koniecznością w grach wideo czy filmach. Rozwiązania wykorzystywane w wirtualnej czy rozszerzonej rzeczywistości, obrazy generowane komputerowo zajmują dużo czasu, są przy tym drogie. Polacy chcą ułatwić powstawanie awatarów, wykorzystując do tego metodę uczenia się przy niskim poziomie zaawansowania. Z częściowych informacji uda się wówczas wygenerować realistycznie wyglądające wizualizacje.

– Projekt „Realistyczne renderowanie postaci ludzi na podstawie niepełnej informacji” ma rozwiązać problem renderowania, czyli tworzenia grafiki komputerowej. Chcielibyśmy ten obraz generować metodami uczenia maszynowego, generatywnymi sieciami neuronowymi i kontrolować ten obraz – mówi agencji Newseria Innowacje dr hab. inż. Tomasz Trzciński, adiunkt na Wydziale Elektroniki i Technik Informacyjnych z Politechniki Warszawskiej.

Wymagania świata filmu czy gier są coraz większe. Oznacza to konieczność wygenerowania lepszych jakości trójwymiarowych obrazów. Tradycyjnie wykorzystuje się przy tym techniki wirtualnej i rozszerzonej rzeczywistości, także obrazy generowane komputerowo. Wszystkie te techniki są jednak drogie, trudne do skalowania, a przy tym zajmują bardzo dużo czasu. Projekt Politechniki Warszawskiej „Low Shot Realistic Human Rendering from Partial Information” („Realistyczne renderowanie postaci ludzi na podstawie niepełnej informacji”), finansowany przez Microsoft Research Cambridge, może całkowicie zrewolucjonizować renderowanie.

– Niepełna informacja, którą wykorzystujemy, polega na tym, że często podczas np. uchwytywania jakiejś klatki ze zdjęciem osoby nie mamy dostępu do jej pełnej sylwetki. Widzimy tylko część – od pasa w dół albo od pasa w górę, albo tylko ramiona – i w związku z tym chcielibyśmy rozwiązać ten problem przy wykorzystaniu generatywnych sieci neuronowych, takich jak wariacyjne autoenkodery czy architektury pozwalające na pewnego rodzaju domyślanie się reszty postaci przy wykorzystaniu danych, które już wcześniej miały tego typu ujęcia – tłumaczy dr hab. inż. Tomasz Trzciński.

Polacy chcą do renderowania wykorzystać metody Partial Information (częściowe informacje) i Low-shot learning (uczenie się przy niskim poziomie zaawansowania) i w ten sposób tworzyć awatary. Generatywne modele sieci neuronowych pozwolą stworzyć wysokiej jakości wizualizacje postaci oraz animację ich ruchu.

– Moim celem badawczym jest w tym momencie zaproponowanie takiego algorytmu, który byłby w stanie np. wyrenderować całą postać na podstawie tylko częściowych informacji. Lub np. inne zastosowanie w filmach, kiedy zadajemy jakąś trajektorię ruchu postaci, modelu trójwymiarowego i ta postać podąża za nią – wskazuje Kacper Kania, doktorant na Politechnice Warszawskiej.

Według założeń, jak podaje Politechnika Warszawska, z częściowych informacji (np. fragmentu twarzy) i podstawowych, łatwych do zebrania danych, bez wykorzystywania skomplikowanych systemów wymagających wielu powtórzeń (w jednej z opisanych metod człowiek musi użyć 122 wyrażeń i 50 zdań oraz być rejestrowanym przez 40 kamer) – można wygenerować realistycznie wyglądające filmy (np. z pełną twarzą i mimiką oraz naturalnym sposobem mówienia).

– Moje wstępne badania pokazały, że w tej działce brakuje rozwiązań, gdzie zadajemy jakiś ruch i postać podąża za tą trajektorią – to jest jedno. Drugie, okazuje się, że często widząc kogoś idącego na ulicy, jeśli to jest ktoś, kogo znamy, jesteśmy w stanie rozpoznać, że to jest nasz znajomy, po samym ruchu. I staram się też w tych badaniach wykorzystać te informacje – tłumaczy Kacper Kania.

Zazwyczaj praca nad cyfrową postacią rozpoczyna się od skanu 3D twarzy czy ciała prawdziwej osoby wykonującej różne czynności przy wykorzystaniu specjalistycznego sprzętu, który następnie przetwarza grafik. Wymaga to studia przechwytywania ruchu. Tak powstał np. Gollum we Władcy Pierścieni. Rozwiązanie Polaków będzie tańsze, prostsze i szybsze. Pomoże też w sytuacji, gdy np. aktor nie może dokończyć filmu.

– Za pomocą tego rozwiązania będzie można również odzwierciedlić w grach lub filmach, w jaki sposób np. zachowywałyby się postacie historyczne – mówi doktorant na Politechnice Warszawskiej.

Nowe technologie przenoszą leczenie laryngologiczne i otolaryngologiczne na wyższy poziom. WOŚP będzie zbierać pieniądze na zakup najnowocześniejszego sprzętu

Nanotechnologia i nanomedycyna to nowe i szybko rozwijające się dziedziny zajmujące się wykorzystaniem m.in. urządzeń o skali jednej miliardowej metra oraz sposobami wykorzystania ich specjalnych właściwości w diagnostyce i leczeniu chorób. To w otorynolaryngologii poczyniono pewne postępy w wykorzystaniu tych nowych metod leczenia. Nowe technologie mogą zrewolucjonizować leczenie, w Polsce jednak mało który szpital jest wyposażony w nowoczesny sprzęt. Dlatego 29. Finał WOŚP skupia się na zakupie urządzeń dla laryngologii, otolaryngologii i diagnostyki głowy.

– Temat tegorocznego finału – laryngologia, otolaryngologia, diagnostyka głowy to temat związany głównie ze sprzętem. Mamy w tej chwili superlekarzy, superwiedzę, superumiejętności, ale stary sprzęt – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Jurek Owsiak, założyciel i prezes Fundacji Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy.

Według raportu globalnej koalicji, w skład której wchodzą UNICEF i WHO, prawie 30 mln dzieci rodzi się zbyt wcześnie, są za małe lub chorują każdego roku i potrzebują specjalistycznej opieki, aby przeżyć. Bez specjalistycznego leczenia wiele noworodków z grupy ryzyka nie przeżyje pierwszego miesiąca życia. Co roku umiera nawet 2 mln noworodków, głównie z przyczyn, którym można było zapobiec. Jedną z nich są urazy głowy, także te, do których doszło w czasie porodu. Brak nowoczesnego sprzętu często utrudnia nie tylko leczenie, lecz także samą diagnozę.

– Proszę pomyśleć o operacjach endoskopowych, które po prostu jednym małym punktem wchodzą do organizmu dziecka i skutecznie operują. To najnowocześniejszy sprzęt, absolutnie topowy. Neurochirurgia to obszary kosmicznej technologii. Chodzi o to, żeby to kupić, nie wyważamy otwartych drzwi, często pracujemy na tym polu, który ma masę doświadczeń, dobrze wykonywanych operacji, tylko lekarze i cała obsługa mówią: dajcie nam supersprzęt, a będziemy pracowali jeszcze lepiej – podkreśla Jurek Owsiak.

Przykładem takiej technologii jest np. robot chirurgiczny Rosa do neurochirurgii dziecięcej, który skraca czas znieczulenia, zwiększa precyzję i poprawia bezpieczeństwo. Synaptive to z kolei nowa technologia, która pomaga chirurgom szybciej i skuteczniej przeprowadzać operacje czaszki.

– Kiedy otwieraliśmy pewne działy, jak reumatologię, to zaczynaliśmy w pewnym sensie od urządzeń, których jeszcze nigdy w Polsce nie było. Ale laryngologia to jest po prostu wymiana urządzeń na nowe, z dzisiejszej półki. Nie chodzi tu o rok produkcji, bo przestarzałe urządzenie może być produkowane nawet teraz. Ważne są technologie, z zeszłego roku, sprzed dwóch lat, być może będą to urządzenia, które właśnie wchodzą na rynek. O takie będziemy się starali – zapowiada prezes Fundacji Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy.

Podczas tegorocznego, 29. finału, WOŚP będzie zbierać pieniądze na zakup m.in. endoskopów laryngologicznych, egzoskopów, nawigacji optycznej otolaryngologicznej, aparatów USG i RTG czy polisomnografii do diagnostyki bezdechu sennego. To urządzenia niezbędne w chirurgii laryngologicznej. Brak możliwości korzystania z nich może powodować wzrost ryzyka powikłań, a wydłużanie zabiegów bezpośrednio wpływa na proces leczenia i rekonwalescencji.

Jak zaznacza założyciel Fundacji WOŚP, sprzęt będzie nowoczesny, często z wykorzystaniem przełomowej technologii. Podobnie było w 2020 roku, kiedy fundacja kupiła cyfrowy aparat do badań PET-CT, który pozwala na precyzyjne lokalizowanie ognisk chorób nowotworowych u dzieci. Sprzęt o wartości blisko 16 mln zł działa w Centrum Zdrowia Dziecka w Warszawie.

– Respirator wspomaga pracę płuc, żeby się uniosły, oddychały. A technologie medyczne wymyśliły dla dzieci, mających problem z oddychaniem, urządzenie wymuszające oddech, które leży na nosku. Niewielkie urządzenie o wartości dobrego samochodu komputerowo wymusza oddech, wdech i wydech, ale nie inwazyjnie, wtedy mamy pewność, że to dziecko jak się rozwija, nie ma zrujnowanych płuc – podkreśla Jurek Owsiak.

Już w 2008 roku, w czasie 16. Finału WOŚP, fundacja zbierała środki na zakup sprzętu dla dzieci ze schorzeniami laryngologicznymi. Zebrano 14 mln dol., dzięki którym do szpitali trafiły m.in. nasofiberoskopy, zestawy do endoskopowych operacji nosa i zatok oraz inhalatory ultradźwiękowe. Po 13 latach urządzenia wówczas kupione po prostu się zużyły, ponadto pojawiły się nowe technologie, które znacznie usprawniają leczenie.

– Nadal pozostaje stół operacyjny, który musi być nowoczesny, który trzeba odnowić, nadal są tory wizyjne, które są używane przy operacjach. Ale tak jak przy samochodzie powiemy: „o, to jest stary samochód, ten jest nowy, ma inny kształt, ma inne funkcje, chociaż nadal są cztery koła, kierownica i to się niby tak nie różni”, ale jednak fachowcy wiedzą, że różni się bardzo – tłumaczy twórca Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy.

29. Finał WOŚP odbędzie się 31 stycznia.

Przegląd wydarzeń następnego tygodnia 25.01 – 29.01.2020

Średnioterminowe nadzieje ścierają się z krótkoterminowymi ryzykami, co utrudnia zawiązanie stabilnego trendu wzrostowego ryzykownych aktywów. Optymizm podparty zaszczepieniem ludności i planami fiskalnego wsparcia ożywienia nie powinien zaniknąć, ale z rozwinięciem nowej fali wzrostów inwestorzy czekają na silny impuls – być może od Fed w środę?

Przyszły tydzień: FOMC, nastroje konsumentów/PKB z USA, Ifo z Niemiec, włoska polityka, rynek pracy z Wlk. Brytanii, produkcja z Polski, CPI z Australii

USA

W USA posiedzenie Federalnego Komitetu Otwartego Rynku (wt-śr) nie powinno przynieść zmian w polityce pieniężnej. Ostatnie tygodnie przebiegły pod znakiem licznych komentarzy przedstawicieli FOMC wskazujących na różnice zdań co do przyszłości programu skupu aktywów. Jednak głos członków zarządu (Powell, Clarida, Brainard) był spójny i wyraźnie wskazywał, że dyskusja o ograniczaniu tempa skupu nie rozpocznie się jeszcze przez wiele miesięcy. Oczekujemy, że na konferencji prasowej prezes Powell powtórzy, że obecnie nie jest jeszcze czas na rozważanie odejścia od ultra-łagodnego nastawienia. Jednocześnie pogorszenie w danych z rynku pracy i o wydatkach konsumentów mogą wpłynąć na bardziej pesymistyczny wydźwięk FOMC. Ryzyka dla USD przeważają po negatywnej stronie.

W danych otrzymamy informacje o sytuacji gospodarstw domowych. Indeks zaufania konsumentów (wt) ma spaść, na co wpływ może mieć pogorszenie sytuacji na rynku pracy i mieszane reakcje (ze w względu na poglądy polityczne) na wynik wyborów uzupełniających do Senatu. Nowe restrykcje, zwolnienia i brak zapomogi będą skutkować spadkiem dochodów Amerykanów w grudniu (pt), podczas gdy rozczarowujące tąpnięcie sprzedaży detalicznej sugeruje słabą dynamikę wydatków. Po odczycie PKB w IV kw. oczekuje się „unormowania” wzrostu (prog. 4,1 proc. zannualizwoane) po silnym odbiciu w III kw. (33,4 proc.).

Strefa euro

W Europie głównym tematem pozostaje postęp pandemii, przedłużanie restrykcji i realizacja szczepień, w obliczu czego dane makro schodzą na drugi plan. Odczyt PKB za IV kw. (z Francji, Niemiec i Hiszpanii, pt) czy inflacja (z Niemiec) nie powinny mieć istotnego wpływu na EUR. W indeksie Ifo (pon) obniżenie oceny bieżącej (zaostrzenie lockdownu) będzie równoważone przez poprawę oczekiwań wraz z zapowiedziami kanclerz Merkel zaszczepienia wszystkich chętnych do końca września. Polityka także będzie przyciągać uwagę – mającego problemy z ustabilizowaniem koalicji włoskiego premiera Conte czeka kolejna runda trudnych głosowań w parlamencie (śr). W przypadku przegranej Conte nie wykluczył rozważenia przyspieszonych wyborów. Niepewność może ponownie ciążyć na nastrojach wokół euro, jak to miało miejsce na początku tego tygodnia.

Wielka Brytania

W Wielkiej Brytanii (wt) oczekiwany jest spadek zatrudnienia w listopadzie wraz z wprowadzeniem drugiego lockdownu, co będzie wstępem przed kolejną falę zwolnień w reakcji na styczniowe zaostrzenie restrykcji. Płace powinny zaliczyć podobny spadek. Pomimo nadziei na intensyfikację szczepień (14 mln osób do lutego) średnioterminowe perspektywy gospodarcze Wielkiej Brytanii wyglądają ponuro. Sądzimy, że na tym tle funt jest za drogi.

Polska

W Polsce dobra passa grudniowych danych sugeruje również pozytywne zaskoczenia w odczycie produkcji przemysłowej (pon), szczególnie że sektorowi w mniejszym stopniu niż usługom doskwierają restrykcje. W tygodniu (nie ma jeszcze oficjalnego terminu) GUS powinien podać też wstępny szacunek dynamiki PKB za 2020 r. Konsensus zakłada całoroczny spadek o 2,6 proc., ale lepsze dane grudniowe, szczególnie zaskakujące odbicie produkcji budowlano-montażowej, podnoszą oczekiwania. Kurs złotego ustabilizował się w wąskim przedziale 4,52-4,55 za euro, skąd docelowo liczymy na wyjście dołem, do czego jednak przydałby się silniejszy apetyt na ryzyko na rynkach zewnętrznych.

Australia

Dane z Australii wypadają ostatnio dobrze i odbicie ożywienia po lokalnych lockdownach w III kw. stwarza szanse na pozytywne zaskoczenia w odczytach CPI i indeksu nastroju biznesu (wt). Szczególnie wyższy CPI może utemperować oczekiwania wobec obniżki stóp procentowych i wzmocnić AUD.

Nowa Zelandia, Japonia, Norwegia, Szwecja, Kanada

Bilans handlowy z Nowej Zelandii (wt) prawdopodobnie przejdzie niezauważony, podobnie jak produkcja przemysłowa z Japonii (pt), czy odczyty sprzedaży detalicznej z Norwegii (czw) i Szwecji (czw). PKB z Kanady jest za listopad i traci na znaczeniu, kiedy dopiero co w ubiegłym tygodniu poznaliśmy stanowisko Banku Kanady. Ogólnie bardziej niż dane dla walut ryzykownych liczyć się będzie nastawienie inwestorów do perspektyw ożywienia i narracji wokół tempa szczepień.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Wchodzi w życie Pakt Neutralności Klimatycznej Centrów Danych

Europejscy operatorzy centrów danych oraz dostawcy chmury obliczeniowej mobilizują się wspólnie do podjęcia konkretnych kroków w celu uczynienia swoich kampusów klimatycznie neutralnymi do 2030r. Pakt podpisało 25 firm oraz 17 stowarzyszeń ze Starego Kontynentu.

Rok po przyjęciu Europejskiego Zielonego Ładu (European Green Deal) wiodący dostawcy infrastruktury chmurowej i operatorzy centrów danych utworzyli pakt na rzecz neutralnych klimatycznie centrów danych. Dwadzieścia pięć firm i siedemnaście stowarzyszeń przyjęło inicjatywę samoregulacji, której celem jest zapewnienie centrom danych w Europie neutralności klimatycznej do 2030 r. Firmy przystępujące do Paktu reprezentują najważniejszych graczy branżowych w obszarze infrastruktury chmurowej i centrów danych. Jest to historyczne i bezprecedensowe zobowiązanie branży do aktywnego przewodzenia w konsekwentnym budowaniu gospodarki nieoddziałującej na środowisko naturalne.

Stefano Cecconi, dyrektor generalny Aruba S.p.A oraz wiceprezes CISPE (Cloud Infrastructure Services Providers in Europe): „Zarówno efektywność energetyczna, jak i lokalna energia wytwarzana samodzielnie przez wykorzystanie odnawialnych źródeł energii są zgodne z poglądem Aruby na zrównoważoną przyszłość. W rzeczywistości dzięki naszym własnym instalacjom paneli fotowoltaicznych i elektrowniom wodnym już teraz produkujemy więcej zielonej energii niż faktycznie potrzebujemy do zasilenia naszych centrów danych. Umożliwia to eliminację śladu węglowego we wszystkich naszych działaniach i pozwala oferować rozwiązania z gwarancją ich zero-emisyjności. To również bardzo istotny aspekt, gdyż wybierając centra danych neutralne dla klimatu, każdy może aktywnie przyczyniać się do budowania lepszej przyszłości naszej planety”.

Frans Timmermans, wiceprzewodniczący wykonawczy ds. Europejskiego Zielonego Ładu: „Obywatele w całej Europie wykorzystują coraz więcej technologii w życiu codziennym i chcą, aby te technologie pomogły również w zapewnieniu zrównoważonej przyszłości ludziom i naszej planecie. Dzisiejsze zobowiązanie ze strony przedstawicieli branży centrów danych stanowi obietnicę dla społeczeństwa oraz mile widziany pierwszy krok w kierunku realizacji naszych wspólnych ambicji dotyczących inteligentnej i zrównoważonej przyszłości”.

Alban Schmutz, prezes CISPE: „Mamy świadomość tego, że infrastruktura chmurowa leży u podstaw gospodarki cyfrowej Unii Europejskiej, więc nasza branża jest zgodna co do faktu, że ​​wszyscy musimy odgrywać główną rolę w przeciwdziałaniu zmianom klimatycznym. To zobowiązanie stanowi podstawę planu działania dla europejskiej branży infrastruktury chmurowej, która ma oferować klientom usługi neutralne dla klimatu do 2030 r”.

Apostolos Kakkos, prezes EUDCA (European Data Center Association): „Centra danych są filarami wspierającymi czwartą rewolucję przemysłową i, jak daje się zauważyć podczas

pandemii COVID-19, są fundamentami globalnej gospodarki, nie tylko tej cyfrowej. Wobec tego, naszym obowiązkiem było podjęcie działań na rzecz samoregulacji, która pomoże zapewnić dostępność operacyjną, zrównoważony rozwój i zadba o przyszłość naszej branży”.

Pakt neutralnych klimatycznie centrów danych ustanawia inicjatywę samoregulacji, która została opracowana we współpracy z Komisją Europejską. Wspiera zarówno Europejski Zielony Ład, którego celem jest uczynienie z Europy pierwszego neutralnego dla klimatu kontynentu do 2050 r., jak i Europejską Strategię Danych zakładającą zniwelowanie wpływu na środowisko centrów danych znajdujących się na Starym Kontynencie do 2030 roku.

Pakt wyznacza ambitne cele, które ułatwią Europie istotne przejście na bardziej ekologiczną gospodarkę. Zobowiązuje sygnatariuszy do zapewnienia neutralności klimatycznej ich centrów danych do 2025 oraz 2030 poprzez następujące działania:

 

  • Weryfikacja osiągnięć w zakresie efektywności energetycznej za pomocą mierzalnych celów
  • Zakup energii w 100% wolnej od emisji dwutlenku węgla
  • Położenie nacisku na oszczędzanie wody
  • Ponowne wykorzystywanie i naprawa serwerów zamiast ich wymiany na nowe
  • Aktywnie poszukiwanie metod odzysku ciepła

Postęp w osiąganiu neutralnych klimatycznie centrów danych będzie monitorowany przez Komisję Europejską dwa razy w ciągu roku. Po więcej informacji na temat nowego paktu neutralnego dla klimatycznych centrów danych, zapraszamy na stronę:
www.ClimateNeutralDataCentre.net

Sygnatariusze paktu:

Dostawcy chmury oraz operatorzy centrów danych:

  • 3DS Outscale (Dassault Systèmes)
  • Altuhost
  • Aruba
  • Atos
  • AWS (Amazon Web Services)
  • CyrusOne
  • Data4
  • Digiplex
  • Digital Realty/Interxion
  • Equinix
  • FlameNetworks
  • Gigas
  • Google
  • Ikoula
  • Ilger.com
  • Infoclip
  • Irideos
  • ITnet
  • LCL
  • Leaseweb
  • NTT
  • OVHcloud
  • Register
  • Scaleway
  • Seeweb

Stowarzyszenia branżowe:

  • CISPE, the association of Cloud Infrastructure Services in Europe
  • EUDCA, the European Data Centre Association
  • Cloud28+
  • Cloud Community Poland
  • Danish Cloud Community
  • Datacenter Industrien
  • Data Centre Alliance
  • Dutch Data Center Association
  • Dutch Hosting Providers Association (DHPA)
  • Eco – Alliance for strengthening digital infrastructures in Germany
  • EuroCloud Croatia
  • EuroCloud France
  • France Datacenter
  • Host in Scotland
  • IKN Norge
  • ISPConnect
  • TechUK

Lepsze perspektywy Europy

Dzisiaj dostajemy odczyty danych PMI dla głównych gospodarek. Poranne dane z Unii Europejskiej przekroczyły oczekiwania analityków. Nie zmienia to faktu, że złotówka od rana mimo dobrych danych jest w odwrocie.

Dane z Polski

Dzisiaj poznaliśmy dwa ważne odczyty z Polski. Była to sprzedaż detaliczna oraz produkcja budowlano-montażowa. Sprzedaż detaliczna (pomimo bardzo dobrego odczytu w ujęciu miesięcznym, co w grudniu nie jest niczym nadzwyczajnym) okazała się minimalnie słabsza od oczekiwań. W skali roku mamy spadek o 0,8%. Lepiej z kolei wypadła produkcja budowlano-montażowa, która wzrosła o 3,4% w ujęciu rocznym, podczas gdy spodziewano się spadku o 2,2%.

Indeksy PMI w Europie

Dzisiaj poznaliśmy dane na temat indeksów PMI w głównych gospodarkach Unii Europejskiej. Zarówno subindeks dla przemysłu, jak i usług wypadły lepiej od oczekiwań. Nie były to duże różnice, ale pokazujące, że optymizm inwestorów nie gaśnie. Dane te były publikowane w tym samym momencie co indeksy z Polski. Nie można zatem jednoznacznie rozdzielić, które z nich odpowiadają za reakcję na EURPLN. Widać natomiast, że złoty traci od rana względem euro około 1 grosza.

Bezrobotnych w USA wciąż dużo

Cotygodniowe dane na temat wniosków o zasiłek dla bezrobotnych teoretycznie są dobre, gdyż okazały się lepsze od oczekiwań. Poziom 900 tysięcy wniosków to faktycznie mniej niż sądzili analitycy. Z drugiej strony mieliśmy już w pandemii odczyty poniżej 700 tysięcy, co powoduje, że ciężko brać obecny poziom za korzystny. Przed pandemią były to zresztą okolice 200-300 tysięcy. Dolar słabł po tych danych, co nie powinno dziwić, biorąc pod uwagę istotność danych z rynku pracy w USA.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

15:45 – USA – indeksy PMI dla przemysłu i usług.

Maciej Przygórzewski główny analityk w InternetowyKantor.pl

Wzrost płac przyspieszył pomimo kryzysu

Ostatnie dni były stosunkowo ubogie, jeśli chodzi o ważne dane, które mogłyby mieć fundamentalny wpływ na polską gospodarkę czy kurs złotego. W mijającym tygodniu odbyło się posiedzenie Europejskiego Banku Centralnego, ale nie doszło na nim do znaczących zmian. Już na grudniowym posiedzeniu EBC opublikował prognozę makroekonomiczną i rozszerzył program skupu aktywów. Dlatego, w przeciwieństwie do NBP, EBC nie miało nas czym zaskoczyć.

W tym tygodniu opublikowano kilka wyników dla polskiej gospodarki. Najbardziej zaskakujący był grudniowy wzrost płac o 6,6% rok do roku, podczas gdy oczekiwano wzrostu na poziomie 4,7%. To znacząca różnica, pokazująca, że problemy gospodarcze, związane z wprowadzeniem środków przeciw rozprzestrzenianiu się koronawirusa, dotykają stosunkowo niewielu polskich pracowników w porównaniu z innymi krajami europejskimi. Co więcej, w grudniu zatrudnienie spadło o 1% rok do roku, ale w porównaniu miesięcznym nieznacznie wzrosło. Stopa bezrobocia utrzymuje się na poziomie 6,1%.

Kurs złotego nie zmienił się w tym tygodniu znacząco, a w piątek rano znajdował się na poziomie 4,54 PLN/EUR. Eurodolar w tym samym czasie był notowany na poziomie 1,216 USD/EUR. Osłabieniu dolara w tym tygodniu nie przeszkodziła nawet inauguracja nowego prezydenta Bidena.

Roksana Cicha, analityczka instytucji płatniczej AKCENTA

Najwięcej zwolnień w transporcie, strat finansowych w turystyce i gastronomii

Kryzys związany z pandemią koronawirusa najdotkliwiej odczuły branże: gastronomiczna, turystyczna i reklamowa, a najlepiej poradziły sobie firmy budowlane i działające w sektorze IT – wynika z raportu Oferteo.pl. Pracę najczęściej tracili kierowcy oraz osoby zatrudnione w przedsiębiorstwach z branży eventowej.

Epidemia upadłości w Polsce

Według danych podawanych przez Główny Urząd Statystyczny, od początku kwietnia do końca czerwca 2020 roku (czyli na samym początku epidemii) w Polsce odnotowano 157 upadłości podmiotów gospodarczych. To o prawie 20% więcej niż w analogicznym okresie 2019 roku[1].

Oferteo.pl, największy portal łączący poszukujących usług z ich dostawcami, przeprowadził badanie wśród polskich przedsiębiorców, aby sprawdzić, w jakim stopniu kryzys wpłynął na poszczególne branże.

Branża budowlana i IT poradziły sobie najlepiej

Odsetek badanych firm, które zadeklarowały poniesienie strat finansowych w czasie pandemiiWyniki badania pokazują, że ogólnie aż 70% przedsiębiorców w Polsce odczuło negatywny wpływ pandemii na sytuację finansową ich firmy.

Największy odsetek firm deklarujących stratę widać wśród przedsiębiorstw działających w branży gastronomicznej, turystycznej oraz reklamowej, w których wszyscy ankietowani przyznali, że ich sytuacja finansowa pogorszyła się w ciągu ostatnich miesięcy. Co więcej, w gastronomii w aż 86% przypadków było to znaczne pogorszenie. Niewiele lepiej sytuacja wyglądała w firmach zajmujących się organizacją imprez oraz transportem. Straty poniosło 90% z nich.

Badanie pokazało także, że kryzys gospodarczy nieco bardziej dotknął firmy zajmujące się transportem międzynarodowym niż krajowym.

Branże budowlana, wykończeniowa oraz IT okazały się nieco bardziej odporne na kryzys niż pozostałe. W tej pierwszej znalazło się 27% przedsiębiorców, którzy zadeklarowali, że pandemia w żaden sposób nie wpłynęła na ich biznes. Większość (59%) specjalistów budowlanych pracowała normalnie nawet w czasie lockdownu. Natomiast ponad jedna trzecia przedsiębiorstw w branży IT odnotowała nawet wzrost zysków w stosunku do okresu przed epidemią. W jej przypadku 18% firm nie odczuło skutków ograniczeń.

Kto stracił najwięcej?

Według Oferteo.pl największe straty finansowe odnotowały branże: turystyczna, gastronomiczna i transport międzynarodowy. W tych trzech przypadkach około 60% przedsiębiorców zadeklarowało przychody zmniejszone o ponad połowę. Znaczne spadki wystąpiły też w firmach zajmujących się transportem krajowym, organizacją imprez, ale także IT.

Stosunkowo dobrze poradziły sobie przedsiębiorstwa budowlane, handlowe oraz zajmujące się zdrowiem i urodą. W ich przypadku straty wynosiły zwykle 26-50% lub 10-25%.

Najwięcej zwolnień w branży eventowej i transporcie

Jaki odsetek pracodawców z danej branży zdecydował się na zwolnienia w związku z pandemiąDo października 2020 roku zwolnień udało się uniknąć trzem na czterech badanych pracodawców, mimo iż znaczna część z nich poważnie rozważała taki krok.

Pracę najczęściej tracili pracownicy w branży organizacji imprez (56% przypadków) oraz kierowcy (w transporcie międzynarodowym – 50%, krajowym – 42%). Zwolnienia często zdarzały się także w handlu, który z powodu kilkukrotnie zamykanych sklepów miał bardzo utrudnioną działalność.

Najmniej powodów do obaw mieli pracownicy firm zajmujących się doradztwem finansowym, IT oraz reklamą.

W utrzymaniu miejsc pracy przedsiębiorcom miały pomóc tarcze antykryzysowe oraz ulgi oferowane przez rząd. Najczęściej korzystali oni ze zwolnienia z ZUS (56% badanych), mikropożyczki (51%) oraz świadczenia postojowego (27%). Co piąta firma nie skorzystała z żadnej formy pomocy.

Brak specjalistów w budowlance, problemy finansowe w gastronomii

Podczas badania przedsiębiorcy zostali zapytani o największe wyzwania, jakie postawiła przed nimi pandemia. Okazuje się, że bardzo trudno było im poradzić sobie z niepewnością wynikającą z dynamicznie zmieniającej się sytuacji (60% badanych) oraz z pozyskaniem nowych klientów (54%).

Oprócz tego przedsiębiorcy wskazywali też na wyzwania charakterystyczne dla swoich branży. Co trzecia firma budowlana miała poważny problem z dostępnością specjalistów na rynku pracy, a gastronomia i handel bezustannie mierzyły się z utrzymaniem płynności finansowej. Firmy transportowe znacznie częściej niż pozostałe (w 35% przypadków) borykały się z zapewnieniem bezpieczeństwa sanitarnego swoim pracownikom.

Metodologia badania

Przedstawione dane pochodzą z badania ankietowego przeprowadzonego w październiku 2020 roku na grupie 872 przedsiębiorców.

[1] https://stat.gov.pl/obszary-tematyczne/podmioty-gospodarcze-wyniki-finansowe/przedsiebiorstwa-niefinansowe/rejestracje-i-upadlosci-podmiotow-gospodarczych-w-drugim-kwartale-2020-roku,29,6.html

Polacy chcą pracować na etacie

Jak wynika z badania „Workforce View 2020” przeprowadzonego przez firmę ADP, globalnego lidera usług kadrowo-płacowych, aż czterech na pięciu Polaków za preferowaną formę zatrudnienia uznaje umowę o pracę. Co ciekawe, najmniej zwolenników takiego rozwiązania jest nie tylko wśród najmłodszych pracowników, ale także tych po 55. roku życia.

Pokolenie X wybiera stabilizację

Gdyby postawić Polaków przed wyborem, w jakiej formie chcą być zatrudnieni, aż 79 proc. zdecydowałoby się na etat zamiast umowy cywilnoprawnej lub kontraktowej – wynika z badania „Workforce View 2020”. Zwolenniczkami tego rozwiązania zdecydowanie częściej są kobiety, wśród których aż 82 proc. wybrałoby tę formę zatrudnienia (wśród mężczyzn odsetek wynosi 75 proc.). Dominującą grupę wiekową zwolenników „pracy na etat” stanowią osoby w wieku od 41 do 54 roku życia – aż 81 proc. z nich wybrałoby umowę o pracę. Co ciekawe, na drugim biegunie są nie tylko najmłodsi (wynik dla osób w wieku 18-24 to 76 proc.), ale także pracownicy powyżej 55. roku życia, wśród których odsetek ten wynosi 72 proc.

Najstarsi pracownicy często traktują pracę jako sposób dodatkowego zarobku do emerytury bądź renty, dlatego forma zatrudnienia nie jest dla nich tak istotna. Z kolei większa otwartość na inne możliwości zatrudnienia niż umowa o pracę wśród młodych pracowników, wynika z faktu, że zdobywając pierwsze doświadczenie często pracują oni w niepełnym wymiarze czasu. Zgodnie z przepisami prawa umowy cywilnoprawne są dla nich również opłacalne finansowo ze względu na zerowy PIT – mówi Anna Barbachowska, szefowa pionu zarządzania zasobami ludzkimi w ADP Polska.

Polacy na etacie czują się bezpieczniej

Zwolennicy umowy o pracę doceniają ją zwłaszcza za to, że dzięki niej łatwiej otrzymać kredyt w banku, co bywa niemożliwe w przypadku zatrudnienia czasowego – taką odpowiedź wskazało 71 proc. badanych. Ponadto etat daje im poczucie bezpieczeństwa finansowego – stwierdziło tak aż 70 proc. Polaków. Wiąże się to między innymi z gwarancją otrzymania minimalnego wynagrodzenia, płatnymi urlopami, dodatkowym wynagrodzeniem za pracę w godzinach nadliczbowych czy wynagrodzeniem
za czas choroby.

Ważnym aspektem umowy o pracę są również regularne godziny pracy – tak wskazało 66 proc. respondentów. Poza tym, ta forma zatrudnienia w przeciwieństwie do umowy kontraktowej gwarantuje pracownikom szereg innych uprawnień wynikających bezpośrednio z prawa pracy, np. ochronę przed zwolnieniem w wieku przedemerytalnym czy ochronę kobiet ciężarnych przed wypowiedzeniem umowy.

Giggiem być

W czasach, kiedy model gig economy staje się nie tylko modny, ale również praktyczny i funkcjonalny, polscy pracownicy coraz bardziej się do niego przekonują. W badaniu „Workforce View 2020” ponad połowa ankietowanych (54 proc.) wskazuje na możliwość uzyskiwania większych zarobków, jako freelancer lub pracownik kontraktowy. Takiego zdania są w szczególności osoby młode w przedziale wiekowym od 18 do 24 lat – spośród nich takiej odpowiedzi udzieliło 65 proc. Badanie pokazuje,
że zdecydowanie najbardziej naturalnym środowiskiem dla freelancerów jest branża medialna. Aż 91 proc. ankietowanych uznało, że praca w mediach na podstawie umowy cywilnoprawnej zamiast etatu zapewni odpowiednie dla nich zarobki.

GUS o detalu i e-handlu w grudniu – eksperci komentują

Według najnowszych danych GUS sprzedaż detaliczna w grudniu była wyższa o 19,8 proc. w porównaniu z listopadem 2020 r.  Miesiąc do miesiąca odnotowano nieznaczny spadek wartości sprzedaży przez internet (o 4,1 proc.), co w efekcie zmniejszyło udział tej sprzedaży z 11,4 proc. w listopadzie do 9,1 proc. w grudniu,

Poniżej komentarz Grzegorza Rudno-Rudzińskiego z Unity Group do tych danych:

– Spadek udziału e-commerce w handlu detalicznym w grudniu to z pewnością efekt czasowego otwarcia galerii handlowych w tym miesiącu (ponownie zamknięto je 28.12) i wygaszenia gorączki przedświątecznych zakupów. Co przyniesie styczeń i cały rok? Trudno o jednoznaczną odpowiedź, bo zmiennych jest zbyt wiele. Takim czynnikiem, który może być zarówno negatywną siłą, jak i pozytywnym impulsem jest niepewność w trendach globalnych. Jeszcze nie wiemy na ile faktycznie ograniczeniu ulegnie globalizacja w handlu – poprzez dostrzeżenie ryzyka związanego z załamaniem się łańcuchów dostaw przez Covid, wznawianiem kontroli granicznych, Brexitem czy ocleniem sprzedaży z Azji. Lockdown prawdopodobnie potrwa do kwietnia, a liderzy rynku, np. LPP, doszli do poziomu obrotów online, które zasypały „tylko” połowę skutków zamknięcia galerii. Co z resztą utraconych w wyniku ograniczeń obrotów? Duzi gracze i ci, którzy do transformacji cyfrowej podeszli systemowo, wdrażając etapami kolejne jej elementy, są przygotowani na kontynuację lockdownu w kolejnych miesiącach. Jednak jest na rynku olbrzymia grupa sprzedawców, którym do tej pory nie udało się zbudować znaczącej skali online, a ich przychody z e-handlu „zasypały” zaledwie 10-15 proc. skutków zamknięcia galerii handlowych. Ich pogarszająca się kondycja może doprowadzić do fali upadłości w branży handlowej.

Nie zmienia to faktu, że sam kanał online będzie zapewne w 2021 r. dalej kroczył drogą dużych wzrostów. Jaka będzie skala tego zjawiska pokażą najbliższe miesiące. Dlaczego? Ponieważ do sprzedaży internetowej przymierza się również wielu producentów, nie traktujących poważnie tego kanału sprzedażowego do tej pory, wcześniej kierujących swoją ofertę przede wszystkim do grup o tradycyjnych przyzwyczajeniach zakupowych. Teraz myślą oni o uruchomieniu kanału D2C, bo już zdążyli się przekonać o sensowności tej inwestycji. Ciekawszy może być za to 2022 r. – obecnie wszyscy wyciągają wnioski z 2020 r., firmy które stać, inwestują w nowe rozwiązania, ale skutki systemowe tych działań będą mierzalne dopiero w przyszłym roku – powiedział Grzegorz Rudno-Rudziński, Managing Partner w Unity Group.

Mieszkania wciąż w cenie

Roczna sprzedaż nowych mieszkań na sześciu największych rynkach przekroczyła 53 tys., a zaledwie 19% r/r spadek w dobie pandemii jest wynikiem wyjątkowo dobrym. Utrzymanie poziomu cen sprawiło, że pod względem wartości sprzedaży rok ten był porównywalny z dobrymi latami hossy.rynek mieszkań q4 2020

Działający na sześciu największych rynkach mieszkaniowych w Polsce deweloperzy zakończyli rok poprawiając o 5% wyniki sprzedaży sprzed kwartału. Sprzedaż 14,0 tys. mieszkań w IV kwartale i 53,0 tys. w całym 2020 roku, to rezultat wyjątkowo dobry, zaledwie o 19% gorszy niż ubiegłoroczny. Nieco trudniej było firmom nadrobić zaległości w uruchamianiu nowych inwestycji. Na rynek trafiło o 24% mniej nowych lokali niż w 2019 r. – czytamy w najnowszym raporcie JLL Rynek mieszkaniowy w Polsce Q4 2020.

W momencie wybuchu pandemii w Polsce, największą obawą deweloperów i ludzi związanych z rynkiem mieszkaniowym był radykalny spadek zainteresowania zakupem mieszkań. Mając w pamięci poprzedni kryzys w tym sektorze, doświadczenie fali zwrotów i rosnącej z kwartału na kwartał liczby mieszkań, które przez wiele miesięcy nie mogły znaleźć swoich nabywców z uwagą obserwowali relację popytu i podaży.

Spadki sprzedaży w całym 2020 r. w porównaniu z rokiem poprzednim poza Trójmiastem (9%) i Łodzią (14%) wyniosły w granicach 20%. To oczywiście sporo, ale jeśli podaż także proporcjonalnie maleje, a oferta zbliża się do poziomu rocznej sprzedaży, to zdaniem ekspertów JLL świadczy o względnej równowadze i dobrej kondycji rynku.

Sprzedałoby się w rok

Na koniec grudnia oferta na sześciu rynkach wynosiła 48,tys i była o 5% niższa niż przed rokiem. We wszystkich analizowanych przez JLL miastach, poza najszybciej wyprzedającą się Warszawą, była też bliska wielkości rocznej sprzedaży – nawet w Trójmieście i Łodzi gdzie na koniec roku padły rekordy wprowadzeń. W przypadku Trójmiasta poprawiony został wynik kwartalny (3,3 tys. lokali wprowadzonych w IV kwartale 2020 r.). Łódź z nową podażą wynoszącą 4,7 tys. pobiła roczny rekord z 2018 r.

Spojrzenie na grę popytu i podaży w poszczególnych miastach w kolejnych kwartałach pozwala stwierdzić, że deweloperzy działający na tych rynkach zachowują się racjonalnie. W Łodzi, zarówno w III jak i w IV kwartale nowa podaż i liczba transakcji niemal idealnie się równoważyły. Z kolei w Trójmieście rekordowe wprowadzenia odbyły się po zdecydowanie niższych cenach niż w pierwszej połowie minionego roku. Pozwala to sądzić, że deweloperzy zdecydowali się uzupełnić ofertę o lokale z innego segmentu jakościowego, skierowane do nabywców kupujących mieszkania na własne potrzeby, a nie jak wcześniej z myślą o najmie. Wyniki sprzedaży potwierdzają, ze to jak na razie dobra taktyka, komentuje Katarzyna Kuniewicz, Dyrektor Działu Badań Rynku Mieszkaniowego JLL.

Z analiz JLL wynika też, że na stabilnym poziomie utrzymuje się liczba lokali, których budowę ukończono, a które wciąż nie znalazły nabywców. Na koniec roku stanowiły one zaledwie 12% wszystkich mieszkań, z których nabywcy mogli wybierać.

W warunkach niepewności mieszkania, których termin oddania przypada szybciej, lub w których można zamieszkać od razu, są chętniej wybierane przez kupujących. Skraca to potencjalny okres oczekiwania na przekazanie kluczy i minimalizuje potencjalne ryzyka, które mogą się wydarzyć w międzyczasie. To działa wprawdzie w jakimś stopniu na niekorzyść deweloperów, bo wydłuża czas komercjalizacji projektów, ale z drugiej strony sprawia, że oferta rynkowa jest zdrowa i dopasowana do oczekiwań nabywców. Trzyma również w ryzach odsetek zwrotów, które wróciły do poziomu sprzed pandemii, dodaje Katarzyna Kuniewicz.

Stabilizacja cen podtrzymuje zakupy

Średnie ceny mieszkań czekających na nabywcę na koniec 2020 r. pozostały na poziomie zbliżonym do tego z końca września. Wzrosty nie przekroczyły nigdzie 2%. Oznacza to jednak, że nabywcy nie doczekali się zapowiadanych w tym roku spadków cen. Nawet w Trójmieście, gdzie średnia cena dla oferty spadła k/k o niecałe 3%, dało to jedynie wyrównanie poziomu cen ofertowych sprzed roku. Na pozostałych rynkach średnie ceny mieszkań oferowanych do zakupu na koniec grudnia były wyższe niż przed rokiem. Począwszy od Warszawy, gdzie wzrost wyniósł 4%, aż do Krakowa, w którym za 1m2 trzeba zapłacić średnio 12% więcej.

Bardzo ważną grupą, która pozwoliła deweloperom na osiągnięcie tak dobrych rezultatów sprzedażowych byli w tym roku inwestorzy. Nie ci jednak, którzy wzorem lat ubiegłych chcieli zarabiać na najmie kupionych lokali, a ci, którzy w zakupie widzieli bezpieczną lokatę dla tracących na wartości oszczędności.

Nie dość, że skłonni byli oni do zakupów lokali relatywnie droższych: lepiej usytuowanych i z wyższych segmentów jakościowych, które wciąż stanowią dużą pulę w ofercie deweloperów, to jeszcze stabilizacja cen była dla nich wyznacznikiem bezpieczeństwa dokonywanej inwestycji. W końcu zakup miał przechować wartość ulokowanego kapitału. Ta grupa nabywców będzie w nadchodzącym okresie ważna dla utrzymania stabilności na rynku mieszkaniowym. By jednak na nim pozostała, ceny powinny pozostać stabilne, komentuje Kazimierz Kirejczyk, Wiceprezes Zarządu JLL.

Inwestowanie wbrew nastrojom?

Wiele wskazuje na to, że popyt w 2021 r. utrzyma się na poziomie z roku ubiegłego, a może nawet nieco wzrośnie. Silnie wspierany jest dążeniem części Polaków do poprawy warunków zamieszkania na wypadek kolejnych nawrotów pandemii oraz bliskimi zeru stopami procentowymi, w warunkach kilkuprocentowej inflacji skłaniającymi do przenoszenia kapitału na rynek nieruchomości.

Nabywcy mieszkań wydają się niewzruszeni w swoich zamiarach nawet wobec ogólnego pogorszenia nastrojów konsumenckich powodowanych kolejnymi nawrotami pandemii i widmem recesji w gospodarce. Jest to pierwszy od wielu lat przypadek, kiedy wskaźnik ufności konsumenckiej badany przez GUS ma przeciwstawny zwrot ze wskaźnikiem sprzedaży. Wszystko wskazuje na to, że coraz mniej zakupów na rynku mieszkaniowym determinowanych jest dążeniem do zaspokojenia podstawowych potrzeb mieszkaniowych, a coraz więcej podejmowanych jest w oparciu o racjonalną kalkulację finansową, komentuje Kazimierz Kirejczyk, czołowy ekspert Zespołu Mieszkaniowego JLL.

Kluczowa dla zaspokojenia tego popytu będzie zdolność deweloperów do uzupełniania oferty. Widać to jak w soczewce na grupie największych spółek notowanych na GPW. Ci, którzy byli w stanie uzupełniać ofertę i odpowiadać na zapotrzebowanie ze strony różnych grup nabywców, byli w stanie utrzymać bardzo wysoką sprzedaż. Lepszą niż liczona dla ogółu rynku.

Rynek mieszkaniowy wchodzi w rok 2021 w zaskakująco dobrej formie. Chociaż wypadałoby raczej powiedzieć: w zasłużenie dobrej formie, będącej owocem doświadczenia nabytego w czasie poprzednich kryzysów, cierpliwego budowania potencjału firm deweloperskich i równie cierpliwego budowania zaufania wśród nabywców i innych uczestników rynku. Pozostaje tylko życzyć nam wszystkim, aby ta odporność utrzymała się także w całym 2021 r., komentuje Kazimierz Kirejczyk.

Brak przepisów i zbyt mały nakład na B+R blokują rozwój gospodarki wodorowej w Polsce

Polska dopiero rozpoczyna budowę gospodarki wodorowej. Z badania Polskiego Instytutu Ekonomicznego wynika, że 67 proc. ekspertów z tego obszaru za jedną z barier w jej rozwoju uważa aktualne przepisy prawne. Trzy czwarte ekspertów źle ocenia też nasz potencjał infrastruktury i zasobów do jej rozbudowy. Rozwiązaniem jest szybkie wdrożenie strategii wodorowej, która uregulowałaby funkcjonowanie interesariuszy i wprowadziła ułatwiające mechanizmy prawno-rynkowe. To wnioski płynące z raportu PIE „Gospodarka wodorowa w Polsce. Obserwacje na podstawie ram badawczych Technologicznego Systemu Innowacji”.

Zwiększenie roli wodoru w różnych gałęziach gospodarki może przyczynić się do osiągnięcia neutralności klimatycznej i zmniejszenia uzależnienia od importu paliw kopalnych. Głównymi zaletami wodoru jako paliwa jest potencjalnie zerowa emisja gazów cieplarnianych, a także niewyczerpane zasoby i szerokie zastosowanie.

Potencjał gospodarki wodorowej w Polsce

Polska na tle krajów wysoko rozwiniętych posiada stosunkowo niewielki potencjał technologiczny w obszarze niskoemisyjnej gospodarki wodorowej. Wskazuje na to niewielka liczba wyspecjalizowanych firm, jak i dane dotyczące dedykowanych wydatków na badania i rozwój. Eksperci biorący udział w badaniu Polskiego Instytutu Ekonomicznego wskazują, że największym problemem dla rozwoju systemu innowacji w obszarze wodoru jest niska dojrzałość rynku (przede wszystkim brak wystarczających przepisów prawnych oraz instrumentów wsparcia) i niedostateczne ukierunkowanie poszukiwań (głównie niejasne cele i procedury ich ustalania).

Według danych Międzynarodowej Agencji Energii środki przeznaczone na badania i rozwój w zakresie wodoru i ogniw paliwowych w Polsce w wartościach nominalnych są ok. 40-krotnie mniejsze, a w porównaniu do PKB 15-krotnie mniejsze niż w czołowych krajach UE w tej dziedzinie, tj. w Niemczech i Francji. Stanowią one 2 proc. wszystkich środków przeznaczonych w kraju na B+R, co już nie aż tak wyraźnie odbiega od wartości we wcześniej wymienionych krajach. Oznacza to, że w Polsce przeznacza się znacznie mniej środków całościowo na badania i rozwój, ale i podobnie proporcjonalnie mniej na B+R w dziedzinie wodoru i ogniw paliwowych – mówi Magdalena Maj, analityk zespołu energii i klimatu Polskiego Instytutu Ekonomicznego.zbyt mały nakład środków na B+R blokują rozwój gospodarki wodorowej w Polsce

Głównymi uczestnikami systemu innowacji w Polsce są administracja rządowa, spółki Skarbu Państwa oraz organizacje wspierające, finansowane z kapitału państwowego. Gospodarka wodorowa budowana jest w oparciu o podejście odgórne (top-down), polegające na inicjowaniu i realizacji polityki publicznej na szczeblu centralnym. Zaletami tego podejścia może być lepsza synergia pomiędzy działaniami głównych uczestników systemu oraz zapewnienie większej dźwigni finansowej na realizację projektów wodorowych dzięki skumulowaniu kapitału. Wadami takiego podejścia są duży nacisk niektórych uczestników systemu na utrzymanie aktywów nieperspektywicznych (opartych na paliwach kopalnych) oraz asymetria informacji między spółkami Skarbu Państwa, a firmami prywatnymi.

Obciążenie państwowych spółek paliwowo-energetycznych zaangażowanych w rozwój gospodarki wodorowej „brudnymi aktywami” czyli opartymi o wykorzystanie paliw kopalnych będzie ograniczać ich środki na „zielone innowacje”. W efekcie, dystans dzielący Polską gospodarkę od światowych liderów może rosnąć, a nie maleć. Z kolei uprzywilejowany dostęp spółek Skarbu Państwa do wiedzy i większa możliwość wpływu, np. na regulacje i instrumenty wsparcia, mogą skutkować zakłóceniem mechanizmów rynkowych i osłabieniem konkurencyjności firm prywatnych wbrew celowi nadrzędnemu, jakim jest budowanie pozycji polskich firm w międzynarodowych łańcuchach dostaw gospodarki wodorowej. – powiedział Aleksander Szpor, kierownik zespołu energii i klimatu Polskiego Instytutu Ekonomicznego.

Rekomendacje na przyszłość

Wyniki analizy strukturalnej i funkcjonalnej oraz doświadczenia zagraniczne wskazują, że szybkie przyjęcie polskiej strategii wodorowej może wspomóc rozwój polskiej gospodarki wodorowej. Umożliwiłoby to skoordynowanie działań interesariuszy gospodarki wodorowej i zapewniłoby stabilne warunki do inwestycji.

W polskiej strategii wodorowej szczególnie ważne będzie zapewnienie przepływu informacji między administracją publiczną i spółkami Skarbu Państwa a polskimi firmami mogącymi budować łańcuchy dostaw gospodarki wodorowej. Ograniczyłoby to problem asymetrii informacji oraz uchroniło obecny model rozwoju od uzyskiwania przewagi na rynku przez spółki Skarbu Państwa kosztem innych polskich firm – komentuje Aleksander Szpor, kierownik zespołu energii i klimatu Polskiego Instytutu Ekonomicznego.

Z badania PIE wynika ponadto, że zalecane jest wypracowanie właściwych mechanizmów wsparcia rynkowego gospodarki wodorowej, takich jak kontrakty różnicowe, FIT (Feed-In Tariff), FIP (Feed-In Premium) czy feebate oraz wykluczenie lub ograniczenie wsparcia publicznego dla projektów bazujących wyłącznie na produkcji „szarego” („brązowego”) wodoru. Dzięki temu możliwe byłoby obniżenie kosztów interwencji publicznej niezbędnej do osiągnięcia przez technologie wodorowe (rozwijane z udziałem polskich firm) dojrzałości rynkowej oraz uniknięcie ryzyka efektu zamknięcia w technologiach wysokoemisyjnych.

222 tys. mieszkań i domów w 2020 r. Nowy rekord cieszy, ale…

W 2020 r. oddano do użytkowania blisko 222 tys. mieszkań i domów. To najlepszy wynik od 40 lat. Jednak czy utrzymujący się od sześciu lat silny trend wzrostowy uda się utrzymać?

Oddawanie do użytku ponad 200 tys. mieszkań rocznie nie będzie już kojarzone wyłącznie z PRL, a ściślej  z epoką Edwarda Gierka w latach 70.  Wygląda bowiem na to, że tak dobre wyniki budownictwa mieszkaniowego stają się standardem także w III RP. GUS poinformował właśnie, że w 2020 r. powstało 221 978 mieszkań, czyli najwięcej od 1980 r. Jednak wciąż czeka na pobicie rekord z 1978 r., kiedy GUS odnotował blisko 284 tys. nowych lokali.GUS-2020 mieszkania

Nie nastąpi to już w 2021 r. Wynika to z danych o rozpoczętych mieszkaniach. Wprawdzie od 2014 r. ich liczba systematycznie rosła, ale jeszcze nie na tyle, aby możliwe było powtórzenie wyników z drugiej połowy lat 70. GUS-2020 mieszkania1

Co gorsza, GUS wskazuje na spadek liczby rozpoczętych mieszkań w 2020 r., co nie wróży dobrze na przyszłość. Z drugiej strony trzeba mieć na uwadze, że pandemia COVID-19 mocno zaburzyła harmonogramy wielu inwestycji. Szczególnie widać to w budownictwie deweloperskim.GUS-2020 mieszkania2

W kwietniu i maju deweloperzy zareagowali ograniczeniem inwestycji. Jednak w czerwcu znów włączyli wyższy bieg. We wrześniu zaczęli budowę przeszło 17 tys. mieszkań, czyli o ponad jedną trzecią więcej niż w analogicznym okresie rok wcześniej.  Mimo to ten rok deweloperzy zakończyli na minusie. GUS podał, że w całym 2020 r. zaczęli budowę ok. 130,2 tys. mieszkań, co jest wynikiem o 8,3% słabszym niż 2019 r.

Stabilizacji można się natomiast spodziewać w budownictwie jednorodzinnym. Inwestorzy indywidualni rozpoczęli bowiem budowę takiej samej liczby mieszkań jak rok wcześniej, czyli 90,3 tys.

Lekkim optymizmem mogą jednak napawać dane GUS w pozwoleniach na budowę. W 2020 r. wydano pozwolenia lub dokonano zgłoszenia budowy 101,6 tys. mieszkań w budownictwie indywidualnym. Jest to wynik o 5% lepszy niż w 2019 r.

Niestety w najbliższych latach należy spodziewać się dalszego spadku liczby budowanych mieszkań czynszowych. Już ubiegłoroczne wyniki są złe. Natomiast dane GUS  o mieszkaniach rozpoczętych są wręcz katastrofalne. Nie ma jeszcze końcowych danych dla powiatów, ale po 11 miesiącach zanosiło się, że w 95% z nich nie rozpocznie się w 2020 r. budowa ani jednego mieszkania komunalnego!

O przeszło 23%% gorsze niż przed rokiem są też wyniki towarzystw budownictwa społecznego (są to spółki należące głównie do gmin) –1163 rozpoczętych mieszkań. Martwią również dane o pozwoleniach na budowę – objęły one 714 mieszkań komunalnych (spadek o 54%) oraz 847 społecznych mieszkań czynszowych (o ok. 20% mniej).

  Oddane do użytkowania Zmiana

r/r

Rozpoczęte Zmiana r/r Pozwolenia na budowę Zmiana r/r
Mieszkania komunalne 1035 -43,7% 365 -72,9% 714 -54%
Mieszkania społeczne czynszowe 1508 -38,9% 1163 -23,2% 847 -19,8%

Źródło: GUS

Jarosław Jędrzyński, ekspert RynekPierwotny.pl

Styczniowa informacja GUS, komunikująca kompletne już statystyki budownictwa mieszkaniowego w zakończonym 2020 roku, z pewnością nie budzi większych zastrzeżeń co do stanu rynkowej koniunktury z inwestycyjnego punktu widzenia.

Tym razem najmocniejszym punktem sprawozdania okazały się rekordowe dane dotyczące mieszkań oddanych do użytkowania, lepsze o równe 7 proc. rok do roku ogółem, a w przypadku deweloperów prawie o jedną dziesiątą.

Statystyki mieszkań oddawanych do użytku nie zależą jednak od aktualnej sytuacji rynkowej, ale są efektem stanu koniunktury sprzed około dwóch lat, a wiec okresu odpowiadającego etapowi budowlanemu cyklu inwestycyjnego w mieszkaniówce. Stąd ich wartość analityczna czy prognostyczna jest nieco ograniczona.

Znacznie większe znaczenie dla oceny bieżącego stanu koniunktury i jej perspektyw mają dane dotyczące mieszkań rozpoczętych i nowych pozwoleń na budowę. Tu ogromną niespodzianką jest gigantyczny, przekraczający 25 tys. jednostek grudniowy wynik pozwoleń deweloperskich. To zapewne pokłosie zmian warunków technicznych w 2021 r. W efekcie także i ta kategoria danych zaowocowała rekordowymi wolumenami.

Z kolei w przypadku mieszkań rozpoczętych inwestorzy indywidualni ruszyli w ub. roku z identyczną ilością budów co rok wcześniej, natomiast deweloperzy zanotowali ich spadek rdr rzędu 8 proc., a więc raczej symboliczny. Jeśli dodatkowo uwzględnić rekordowo wysoką bazę roku 2019 oraz ubiegłoroczne środowisko gospodarcze pogrążone w recesji wywołanej przez COVID, to otrzymamy obraz koniunktury inwestycyjnej pierwotnego segmentu mieszkaniówki w postaci „zielonej wyspy” rodzimej gospodarki. Pytanie, czy aby na pewno jest to jednoznacznie optymistyczny sygnał dla rynkowych perspektyw roku bieżącego.

Niestety regres deweloperskiej kontraktacji w roku 2020 okazał się istotnie głębszy od spadków wolumenów nowych budów, wynosząc wg. danych portalu RynekPierwotny.pl w 2020 roku dla całego kraju ponad 12 proc. Biorąc pod uwagę pozostałe dwie kategorie danych GUS, oznacza to dość wyraźne wyprzedzenie parametrów koniunktury inwestycyjnej w stosunku do sprzedażowej. A to może być wstępnym sygnałem ryzyka kreowania niebezpiecznego dla stanu rynkowej równowagi nawisu podażowego. Jeśli popyt na nowe mieszkania nie ulegnie szybkiej rekonstrukcji do poziomów sprzed pandemii, pewne ograniczenie produkcji mieszkań deweloperskich stanie się przesądzone. I prawdopodobnie taki scenariusz, co najmniej kilkuprocentowych spadków inwestycyjnych statystyk deweloperki mieszkaniowej, należy przyjąć w bezpośredniej perspektywie 2021 roku za bazowy.

Ewolucja invisible banking

Digital banking ewoluuje do coraz mniej inwazyjnej i niewidocznej formy bankowania. Dzięki sztucznej inteligencji, interfejsom głosowym i pojawiającym się nowym technologiom, bankowanie staje się częścią codziennych czynności z łatwym dostępem przez urządzenia użytkowe.

Technologie bankowości cyfrowej – w tym sztuczna inteligencja, machine learning, analityka, oprogramowanie do zarządzania finansami osobistymi, internet rzeczy (IoT), voice banking i innowacje wprowadzane przez fintechy – zbliżają nas do nowej formy dostępu do usług finansowych, tzw. niewidzialnej bankowości. Jest to bankowość, do której konsument ma dostęp przy okazji korzystania z innych urządzeń.

Prosty obsługa przez komendy głosowe sprawia, że płatności wymagają coraz mniej wysiłku, wystarczy jedno dotknięcie potwierdzające transakcje. Sztuczna inteligencja przypomina o cyklicznych zakupach i wykonuje transakcje rekurencyjne, a klient otrzymuje pożyczkę lub zniżkę na ubezpieczenie w momencie, w którym ich potrzebuje. Granice dostępności i swoboda bankowania są cały czas przesuwane wraz z rozwojem technologii.

Za kilka lat bankowość będzie w pełni osadzona w codziennych czynnościach. Transformacja nie wydarzy się z dnia na dzień, jej pierwsze zarysy widzimy już teraz. Dotyczy to wielu obszarów, które będą tworzyć invisible banking.

Internet rzeczy (IoT)

Internet rzeczy od dawna był opisywany jako kolejny przełom technologiczny, choć w praktyce nie wszystkie projekty udało się zrealizować, np. Google Glass, które nie spełniły oczekiwań użytkowników. Wydaje się jednak, że technologiczni giganci wracają do zalążków koncepcji. Amazon wprowadził na rynek własną wersję okularów czy inteligentny pierścień Echo Loop, które obsługują i są kompatybilne z wieloma urządzeniami i technologiami mającymi dostęp do Alexy, w tym do bankowości.

Według Accenture, płatności całkowicie odejdą od kart i telefonów na rzecz inteligentnych akcesoriów i biometrii do 2025 r. Płatności zegarkiem, spinką do mankietów czy pierścionkiem są już rzeczywistością. Tradycyjna bankowość transakcyjna zniknie.

Na rynku pojawiają się startupy, które tworzą oprogramowanie umożliwiające inteligentnym urządzeniom dokonywanie autonomicznych i rekurencyjnych płatności w imieniu użytkownika. Inteligentna lodówka czy butelka, która dzięki inteligentnym czujnikom sama dokonuje zamówienia produktów i dokonuje rekurencyjnych płatności.

Dobrym, działającym przykładem jest system transportu publicznego w Holandii, który wykorzystuje technologię niewidocznych biletów. System wie na którym przystanku wsiadł podróżny, ile przystanków przejechał i gdzie wysiadł, na tej podstawie naliczana jest opłata – autonomicznie.

Voice banking

W niedługiej przyszłości technologie pozwalające na dokonywanie płatności, ubieganie się o pożyczki czy inne czynności bankowe będą coraz częściej wykonywane przez komendy głosowe, czyli rozmowę z Siri, Alexą lub inną aplikacją samochodową lub telefoniczną.

Cyfrowy asystent pomaga nam już w uzyskaniu bieżących wiadomości, uzyskaniu informacji o najblizszym bankomacie, czy pokierowaniu nas do najbliższej apteki. Voice banking jest kolejnym etapem ewolucji bankowości. Dostawcy wirtualnych asystentów wykazali chęć współpracy i pod koniec grudnia 2020 r. Amazon, Apple, Google i Zigbee Alliance utworzyły grupę roboczą w celu opracowania otwartego standardu dla inteligentnych urządzeń domowych.

Ten rodzaj bankowości, zarządzany przez Alexę, Google Home, Siri, został też określony jako „bankowość bioniczną” (z ang. bionic banking). Bankowość za pośrednictwem takich urządzeń i technologii wyręcza i ułatwia bankowość, jednak stawia też wysokie wymagania i wyzwania. Użytkownicy stają się bardziej zależni od technologii dlatego wszystkie funkcje muszą działać niezawodnie i zapewniać najwyższą obsługę klienta i bezpieczeństwo. Technologie są samowystarczalne do momentu wystąpienia problemu, użytkownicy nadal wolą rozwiązywać reklamacje z pracownikiem a nie z botem, a przerwy w działaniu systemu bankowości muszą być szybko naprawione przez obsługę banku.

Gros ludzi nadal chce podejmować ważne decyzje finansowe, podczas rozmowy z człowiekiem a nie za pośrednictwem technologii. Choć takie wymagania będę powoli się zmieniać, to na pewno zajmie to dużo więcej czasu niż zaznajomienie się z nowa technologią na telefonie.

Partnerstwa z fintechami

Dzisiejsza bankowość nie jest już fizycznym miejscem, do którego udajemy się w celu załatwienia bieżących spraw, a usługą, do której mamy dostęp – tu i teraz, z poziomy każdego urządzenia podłączonego do sieci. Po otwarciu konta nie ma potrzeby wizyt w oddziale, ponieważ takie funkcje jak wpłaty, pożyczki, płatności i przelewy można wykonywać bez osobistej interakcji za pośrednictwem urządzeń mobilnych i podpisać elektronicznie. Aleksander Majchrzak, Prezes Wealthon, lendtechu B2B, podkreśla, że technologie cyfrowe i zaawansowana analityka są składowymi, jakie tworzą invisible banking, a samo doświadczenie jest wspierane sztuczną inteligencją (AI), machine learning. Już na chwilę obecną wirtualni asystenci są integralną częścią codziennego życia konsumentów fintechów i części instytucji bankowych.

Majchrzak dodaje, że przez lata banki i fintechy były odbierane przez rynek jako konkurencyjne organizacje, które równolegle zabiegają o atencję tej samej grupy odbiorców. Dotyczyło to zarówno kwestii kontroli i bezpieczeństwa danych, jak również oferowania konkretnych rozwiązań finansowych dla klientów indywidualnych i firm. Jednak w rzeczywistości banki i fintech uzupełniają się i dopełniają pod wieloma względami: prawnym, technologicznym, jak i szybkością reakcji na zmiany.

W ostatnich latach słyszymy o licznych zmianach i ulepszeniach z zastosowaniem najnowszych technologii. Jednak w centrum zainteresowania do tej pory była bankowość indywidualna, która stworzyła innowacyjne rozwiązania na skalę światową, np. BLIK. COVID-19 obnażył te niedociągnięcia i brak systemowych rozwiązań w bankowości biznesowej i korporacyjnej. Majchrzak dodaje, że do tej pory ten obszar był głównie adresowany przez fintechy, które przecierały drogę systemowym zmianom. Oferowane przez nie technologie, takie jak sztuczna inteligencja czy uczenie maszynowe zapewniają bezpieczne usługi w połączeniu z szybkim dostępem do finansowania biznesowego i integracją działań księgowych. Niewidzialny bank rozszerza zasięg rozwiązań bankowych poza własne kanały i technologie, włączając je do codziennych funkcji zarządzania finansami. W ten sposób zacierają się granice pomiędzy usługami bankowymi a działami księgowymi.

Według raportu opublikowanego przez KPMG, technologie takie jak Siri, Alexa czy Viv umożliwią jeszcze większe zmiany w bankach i bankowości do 2030 roku. Zamiast ukrywać się w aplikacjach, bankowość stanie się całkowicie niewidoczna z perspektywy konsumentów.

Dzięki ulepszeniom w zakresie zaawansowanej analizy danych, sztucznej inteligencji (AI), urządzeń sterowanych głosem, interfejsu programowania aplikacji (API) i technologii chmury, invisible banking będzie w stanie bezproblemowo zintegrować się z codziennym życiem konsumenta. Będąc ostatecznie dostępnymi „poza urządzeniem”, technologie te umożliwią konsumentom dostęp do bankowości, handlu, codziennych informacji i podejmowania decyzji 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu, 365 dni w roku jako wirtualny, osobisty cyfrowy konsjerż.

Dynamika sprzedaży detalicznej w grudniu 2020 roku

Dziś GUS opublikował dane dotyczące dynamiki sprzedaży detalicznej w grudniu 2020 roku. Poniżej zamieszczamy komentarz Magdaleny Szlezyngier, Menedżer ds. Klientów Strategicznych z DNB Bank Polska.

Po słabym listopadzie, grudzień zeszłego roku okazał się kolejnym trudnym okresem dla handlu, choć już nie taką skalę jak w zeszłym miesiącu. Utrzymująca się wysoka śmiertelność spowodowana zachorowaniami na koronowirusa oraz obostrzenia przywrócone przez rząd od 28 grudnia znalazły swoje odzwierciedlenie w najnowszych danych dotyczących sprzedaży detalicznej. Opublikowany w dniu dzisiejszym przez GUS odczyt za miesiąc grudzień wskazuje na jej spadek o 0,8 proc. w ujęciu rocznym oraz 19,8 proc. wzrost w ujęciu miesięcznym. Tym samym ostatni miesiąc minionego roku może być wstępem do zapowiadającego się słabo, ze względu na obserwowane wciąż silne oddziaływanie epidemii COVID-19, pierwszego kwartału 2021 roku.

Czynnikiem decydującym o spadku wyników sprzedaży w grudniu w ujęciu rocznym było samoograniczanie się konsumentów do wizyt w galeriach handlowych, wywołane obawą przed wybuchem kolejnej trzeciej fali pandemii, jak też doniesieniami o sytuacji epidemiologicznej w innych europejskich krajach. Z danych Polskiej Rady Centrów Handlowych wynika, że odwiedzalność w grudniu 2020 roku była o około 30 proc. niższa niż przed rokiem, co musiało się przełożyć na odczyt sprzedaży detalicznej.

Najsilniejsze spadki sprzedaży dotyczyły kategorii odzież i obuwie. Ujemna dynamika w ujęciu rocznym w tej kategorii wyniosła -10,0 proc. Jednocześnie ze względu na ograniczenia mobilności konsumentów wywołane m.in. restrykcjami dotyczącymi spotkań w trakcie świąt, jak i w wieczór sylwestrowy, spadek sprzedaży paliw wyniósł – 10,3 proc. Nie dziwi też grudniowy udziału e-handlu w sprzedaży detalicznej na poziomie 9,1 proc. Konsumenci nadal bardzo chętnie korzystają z tego kanału sprzedaży, choć część z nich wróciła na świąteczne zakupy do tradycyjnych sklepów, stąd odnotowany spadek udziału sprzedaży detalicznej w porównaniu z listopadem z 11,4 proc. do 9,1 proc.

Zaprezentowane przez GUS wyniki grudnia skłaniają do podsumowania całego minionego 2020 roku. Sprzedaż w ujęciu rocznym zmalała o 3,1 proc. Biorąc pod uwagę dwie fale pandemii, wprowadzone przez rząd restrykcje i ograniczenia w działalności galerii handlowych, wynik ten wydaje się umiarkowanie dobry. Niestety musimy pamiętać, że do pełnej oceny wpływu pandemii koronowirusa na sprzedaż detaliczną brakuje nam dwóch miesięcy, gdyż styczeń i luty 2020 były miesiącami normalnego życia przed „erą COVID-19”. Na pełne podsumowanie w ujęciu rocznym wpływu koronowirusa musimy jeszcze poczekać do odczytu sprzedaży detalicznej za luty 2021 roku.

WSA zgodził się z argumentacją Rzecznika MŚP – przedsiębiorca uniknął potrójnej kary pieniężnej z ustawy o SENT

Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie uchylił decyzje organów nakładające potrójną karę pieniężną z ustawy o SENT na przewoźnika. Sąd zgodził się z Rzecznikiem Małych i Średnich Przedsiębiorców: obowiązuje zakaz multiplikowania kar pieniężnych.

Do Rzecznika MŚP zgłosił się z prośbą o interwencję przewoźnik, na którego nałożono, na podstawie ustawy o SENT, łączną karę pieniężną w wysokości 60 000 PLN. Był to rezultat kontroli drogowej podczas której stwierdzono, że przewożony jest olej napędowy w łącznej ilości 12 000 litrów, z czego kierujący cysterną przedstawił dwa zgłoszenia SENT na łączną ilość 5 000 litrów. Stwierdzono zatem rozbieżność w ilości przewożonego towaru (brak zgłoszeń w systemie SENT) na łączną ilość 7 000 litrów. Kierowcy zezwolono na kontynuowanie przewozu po zgłoszeniu brakującego towaru (poprzez dokonanie trzech zgłoszeń SENT) do systemu.

Organ I instancji nałożył na przewoźnika łączną karę pieniężną w wysokości 60 000 PLN uznając, że kara w przedmiotowym przypadku wynosi 20 000 PLN za każde nie przesłane do rejestru zgłoszenie. Organ II instancji utrzymał w mocy to rozstrzygnięcie. Rzecznik MŚP, niezależnie od złożonej skargi przewoźnika, złożył własną skargę do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego na rozstrzygnięcie Dyrektora Izby Administracji Skarbowej w tej sprawie.

Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie uznał argumenty przedstawiane w skargach przez Rzecznika MŚP i przewoźnika uchylając zaskarżoną decyzję oraz utrzymaną nią w mocy decyzję Naczelnika Urzędu Celno-Skarbowego. W ocenie Sądu organy nieprawidłowo interpretowały art. 21 ust. 1 ustawy o SENT, poprzez uznanie za tożsame pojęcia użyte przez ustawodawcę w art. 2 pkt 16 ustawy o SENT (definiujące pojęcie „zgłoszenia”) oraz w art. 21 ust. 1 ustawy o SENT (posługujący się pojęciem „obowiązek zgłoszenia”). Niezależnie od powyższego WSA stwierdził, że zastosowanie wykładni art. 21 ust. 1 ustawy o SENT prezentowanej przez organy w przedmiotowej sprawie prowadzi do naruszenia konstytucyjnej zasady proporcjonalności wywiedzionej z art. 2 Konstytucji Rzeczpospolitej.

Z uzasadnienia orzeczenia WSA: W związku jednak z przesłaniem do rejestru trzech zgłoszeń organ I instancji nałożył na Skarżącego karę pieniężną 60.000 zł, ustalając jej wysokość odrębnie dla każdej części paliwa objętego trzema zgłoszeniami. Z powyższego wynika, że gdyby Skarżący przesłał do rejestru jedno zgłoszenie (…), zostałaby na Skarżącego nałożona kara pieniężna w wysokości 20.000 zł, pomimo, że obie sytuacje dotyczą tego samego paliwa w tej samej ilości przewożonego jednym środkiem transportu przez Skarżącego. (…)

Dlatego w ocenie Sądu, wykładnia art. 21 ust. 1 ustawy SENT, jaką zastosowały organy w niniejszej sprawie, prowadzi do sytuacji, w której sankcja wynikająca z tego przepisu w stosunku do celu jaki przyświeca jej unormowaniu, stanowi środek zbyt restrykcyjny, pozwala bowiem na multiplikowanie kar pieniężnych w sposób nieakceptowalny w świetle wynikające z art. 2 Konstytucji RP zasady demokratycznego państwa prawnego i związanej z nią zasady proporcjonalności.

ORLEN i NCBR wesprą innowacyjne projekty

PKN ORLEN oraz Narodowe Centrum Badań i Rozwoju podpisały list intencyjny dotyczący wspólnej organizacji i finansowania różnych koncepcji konkursów grantowych o charakterze badawczo-rozwojowym. Efektem tych działań będzie zwiększenie skali wdrożeń przemysłowych i innowacyjnych rozwiązań w Grupie ORLEN, zgodnie z przyjętą strategią ORLEN2030. Dla NCBR współpraca z PKN ORLEN to kolejny duży krok w realizacji strategii Centrum, odpowiadającej m.in. na politykę Europejskiego Zielonego Ładu.  

– Aktywnie uczestniczymy w transformacji energetycznej, dążąc do osiągnięcia neutralności emisyjnej do 2050 roku, a drogę do tego celu wytycza nam strategia ORLEN2030 i zapisane w niej zadania. Są wśród nich inwestycje w nowe technologie i innowacyjne, ekologiczne rozwiązania. Podejmując współpracę z NCBR chcemy wspierać rozwój badań w interesujących nas kierunkach, ponieważ widzimy w tym szansę na powstanie wysokiej jakości nowatorskich projektów, które będziemy mogli wdrażać, skutecznie realizując strategiczne dla przyszłości koncernu przedsięwzięcia – mówi Daniel Obajtek, Prezes Zarządu PKN ORLEN.

Współpraca PKN ORLEN z NCBR ma opierać się na opracowaniu i współfinansowaniu różnych formatów konkursów na projekty z zakresu B+R+I, których beneficjentami i realizatorami będą podmioty zewnętrzne – prywatne lub publiczne, ze świata nauki i technologii. Docelowy model działania, który zostanie wypracowany wspólnie w 2021 r., będzie wspierał rozwój skali wybranych rozwiązań i wdrożenia dofinansowanych projektów.

Dla NCBR podjęta współpraca także jest ważnym elementem nowej strategii, zakładającej m.in. wzmocnienie roli Centrum we wspieraniu realizacji strategicznych dla państwa projektów, takich jak transformacja energetyczna, green deal czy Polska Strategia Wodorowa. NCBR jako kluczowy ośrodek wiedzy i kompetencji w obszarze nowych technologii rozwija rozwiązania z zakresu big data, sztucznej inteligencji, cyfryzacji czy automatyzacji.

– Doświadczenie NCBR pokazuje, że wspólne przedsięwzięcia dobrze sprawdzają się jako innowacyjne narzędzia wsparcia zarówno dla poszczególnych podmiotów, jak i całych sektorów kluczowych dla polskiej gospodarki. Dlatego chcemy w nowej formule wykorzystywać te sprawdzone mechanizmy. Jedną z takich aktywności jest właśnie współpraca z PKN ORLEN. Widzimy w niej ogromne szanse na dalszy rozwój sektora paliwowo-energetycznego, zwłaszcza w kluczowym dla nas kierunku tzw. zielonych innowacji – mówi Wojciech Kamieniecki, dyrektor Narodowego Centrum Badań i Rozwoju.

Według wyliczeń PKN ORLEN, z estymacji długoterminowej dla spółek chemicznych w Europie wynika, że każda złotówka wydana na działalność B+R+I powinna długofalowo przynieść poprawę EBIDTA o 2,3 zł. PKN ORLEN do 2030 r. przeznaczy około 3% wszystkich nakładów inwestycyjnych, łącznie 3 mld zł, m.in. na rozwój funduszu Corporate Venture Capital oraz działalność innowacyjną i badawczo-rozwojową. Pozwoli to zacieśnić współpracę biznesu ze światem nauki i umożliwi koncernowi rozwój oraz wdrażanie własnych technologii w zakresie 11 domen Strategicznej Agendy Badawczej, ze szczególnym akcentem na: technologie procesowe, rozwój miksu produktów petrochemicznych i nowe łańcuchy wartości, niskoemisyjną energetykę, digitalizację produkcji i logistyki oraz kreowanie nowoczesnych standardów stacji przyszłości.

Podpisany list intencyjny otwiera drogę do wspólnych prac nad kolejnymi dokumentami, które odnosić się będą do warunków i szczegółowych kierunków współpracy między PKN ORLEN a NCBR.

Odbicie sprzedaży detalicznej na koniec roku

Sprzedaż detaliczna odbiła w grudniu po zniesieniu ograniczeń funkcjonowania galerii. Na poprawę wpłynęły też dobre wyniki na rynku pracy – w szczególności wysoka dynamika wynagrodzeń.

Dynamika sprzedaży detalicznej wzrosła w grudniu z -5,3 do -0,8% r/r, tj. powyżej mediany rynkowych prognoz (-2,3%). Wynik wspierała sprzedaż dóbr sprzętu RTV i AGD (+3,5%) oraz żywność (+0,7%). Wyraźnie niższe niż rok temu były jednak wydatki świąteczne. W efekcie sprzedaż kosmetyków i farmaceutyków spadła o 0,9%, a sprzedaż w kategorii pozostałe o 9,4%. Wspomniana kategoria agreguje sprzedaż zabawek czy luksusowych prezentów np. biżuterii. Najsłabszy wynik zanotowała sprzedaż paliw (-10,3%), na skutek ograniczonej mobilności.

Styczeń najprawdopodobniej przyniesie słabsze wyniki – spadek dynamiki powinien być głębszy niż w listopadzie. Raport mobilności Google wskazuje, że liczba odwiedzin galerii handlowych oraz sklepów była w styczniu zbliżona do poziomów widocznych w maju. Sprzedaż detaliczna skurczyła się wtedy o prawie 8%. W odróżnieniu od ubiegłych miesięcy nie będziemy też obserwować wsparcia ze strony sprzedaży aut – PZPM wskazał, że liczba rejestracji samochodów w pierwszych dwóch dekadach miesiąca była niższa o 17% niż rok temu.

Nie spodziewamy się jednak, aby osłabienie było trwałe. Kondycja rynku pracy systematycznie poprawia się, a oczekiwania gospodarstw domowych dot. przyszłości są stabilne. Bieżący wskaźnik ufności konsumenckiej GUS spadł nieznacznie w styczniu pomimo powrotu restrykcji. Oceny skłonności do dokonywania ważnych zakupów oraz przyszłej sytuacji finansowej gospodarstwa domowego zmieniły się w niewielkim stopniu.

Pozytywnie zaskoczył również wynik produkcji budowlano-montażowej. W grudniu wzrosła ona o 3,4%r/r, podczas gdy rynkowe prognozy sugerowały 2,2% spadek. Komunikat GUS wskazuje, że do wzrostu najbardziej przyczyniły się prace specjalistyczne (+12%) oraz budowa budynków (+4,1%). Słabszy wynik wciąż notują podmioty zajmujące się wznoszeniem obiektów inżynierii lądowej i wodnej (-1,0%).

Polski Instytut Ekonomiczny

Niemiecki lockdown wydłużony nawet do wiosny? Przedsiębiorcy muszą być na to gotowi

Lockdown w Niemczech zostanie przedłużony do 14 lutego, ale przedsiębiorcy są przekonani, że to nie koniec obostrzeń. Najbliższy sąsiad Polski nadal walczy z pandemią koronawirusa i wiele wskazuje na to, że podobnie jak w Niemczech, tak i w Polsce lockdown może potrwać jeszcze wiele tygodni. W opinii Wiceprezesa Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie walka z pandemią trwa, a kolejne obostrzenia będą pogłębiać problemy ekonomiczne zarówno w Polsce jak i w całej Europie.

Spadek wymiany handlowej między Polską, a Niemcami sięga już kilkunastu procent

Sytuacja epidemiczna w Niemczech jest bardzo poważna. Początek roku przynosił wzrosty zakażeń oraz rekordowe liczby zgonów. Kolejne decyzje o przedłużeniu lockdownu nikogo nie zaskakują – choć podobnie jak w Polsce – również niemieccy przedsiębiorcy są coraz bardziej zniecierpliwieni obostrzeniami i utrudnieniami gospodarczymi. Jak mówi Wiceprezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie Jarosław Tarczyński nawet krótki lockdown w Niemczech ma znaczenie dla Polskiej gospodarki. Wielomiesięczna stagnacja to poważne problemy, które będą odczuwalne dla zachodniopomorskich przedsiębiorców, pracowników na pograniczu i dla firm, które prowadzą wymianę handlową na linii Polska-Niemcy.

– Pozamykane przedszkola i żłóbki, ograniczenia w handlu, zamknięte zakłady fryzjerskie i kosmetyczne, do tego w niektórych landach ograniczenia w przemieszczaniu się oraz konieczność noszenia ustandaryzowanych maseczek medycznych. Przedsiębiorcy w Niemczech są świadomi, że lockdown może być wydłużony na kolejne miesiące i godzą się z tą myślą. Wiele mówi się o tym, że może to potrwać nawet do Wielkanocy, czyli do kwietnia – mówi Wiceprezes Północnej Izby Gospodarczej Jarosław Tarczyński.

Północna Izba Gospodarcza już kilka tygodni temu informowała, że lockdown w Niemczech odbije się rykoszetem na gospodarce w Polsce. Pomorze Zachodnie jest na obostrzenia szczególnie wrażliwe. Mowa o takich sektorach jak turystyka czy handel. Problemem jest także ruch pracowników transgranicznych. – Niektórzy tracą już nerwy, pojawiają się emocje, choć społeczeństwo niemieckie jest bardziej zdyscyplinowane i karne w przestrzeganiu przepisów i obostrzeń. Lockdown odbija się na przedsiębiorcach w Polsce i w Niemczech, widać to na pograniczu, ale i w logistyce, eksporcie czy handlu. Spadki sięgają już kilkanaście procent i będą rosły. Nie mówimy jeszcze o załamaniu gospodarczym, ale odczuwalne są np. opóźnienia w dostawach – mówi Wiceprezes Tarczyński.

Praca zdalna odliczona od podatku? „Rozwiązanie, które możemy zastosować”

Niemiecki lockdown przynosi kolejne obostrzenia związane z rynkiem pracy. Pracodawcy mają jeszcze szerzej kierować pracowników na pracę zdalną. Osoby decydujące się na pracę w tym trybie mają otrzymać preferencje podatkowe, a pracodawcy zakupujący sprzęt przeznaczony do pracy zdalnej ulgi finansowe lub rekompensatę kosztów. Takie podejście do pracy zdalnej jest nowością i według ekspertów może być przykładem, który będzie szerzej wykorzystywany w całej Europie.

–  Wcześniej praca zdalna traktowana była bardziej jako forma benefitu, a z dnia na dzień stała się naszą codziennością i postawiła zarówno przed pracodawcami, jak i pracownikami nowe wyzwania. Ta sytuacja pokazała jak wielu uregulowań prawnych brakuje. Pracodawcy stanęli przed decyzją, którą zresztą inicjują sami pracownicy czy i jak rekompensować pracownikom koszty wykorzystywania ich własnego sprzętu, narzędzi i materiałów stanowiących ich własność. A także kosztami jakie pracownicy ponoszą z tytułu mediów jak np. zwiększenie opłaty za prąd, ogrzewanie czy szybsze łącze internetowe. Pojawia się problem po pierwsze z ustaleniem wartości takiego ekwiwalentu – mówi kierownik oddziału Idea HR Anna Sudolska.

– Zanim wypracujemy odpowiednie uregulowania, pojawia się rozwiązanie, które możemy zastosować podpatrując naszych niemieckich sąsiadów, czyli możliwość odliczenia od podatku 5 euro za każdy przepracowany dzień. Ulga podatkowa za wyższe koszty utrzymania domu, który stał się jeszcze biurem i szkołą w jednym. Oczywiście cała pomoc w koronawirusie to ogromne koszty dla Skarbu Państwa, jednak w kryzysie pakiety pomocowe są bezwzględnie potrzebne, również dla osób, które nadal pracują i płacą podatki – dodaje Anna Sudolska.

ABM uruchamia ogólnopolskie badanie nad nową mutacją koronawirusa

Agencja Badań Medycznych na zlecenie Ministra Zdrowia we współpracy z Małopolskim Centrum Biotechnologii Uniwersytetu Jagiellońskiego uruchamia ogólnopolskie badanie monitorujące zmienność genetyczną wirusa SARS-CoV-2 w Polsce.

Projekt powstał w odpowiedzi na zgłoszoną przez Ministerstwo Zdrowia potrzebę realizacji ogólnopolskiego badania geno-epidemiologicznego wariantów genetycznych SARS-CoV-2, jak również potrzebę monitorowania zagrożenia jakie mogą stwarzać nowe warianty genetyczne wirusa, w szczególności dla efektywności szczepień przeciw COVID-19.

Celem projektu będzie monitoring zmienności oraz ewolucji wirusa SARS-CoV-2 w Polsce w najbliższych 18 miesiącach. Efektem bezpośrednim będzie stała weryfikacja obecności w kraju wariantów potencjalnie niebezpiecznych (VOC, variant of concern), ale również analiza ewolucji wirusa pod kątem skuteczności szczepionki i możliwości reinfekcji, czy też skuteczności dostępnych testów diagnostycznych RT-qPCR. – podkreśla lider projektu prof. Krzysztof Pyrc – Kierownik Pracowni Wirusologii Małopolskiego Centrum Biotechnologii Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Mutacje w genach wirusa SARS-CoV-2 mogą wpływać na zwiększenie zakaźności oraz zdolności wywoływania choroby przez wirusa, jak również na jego niższą podatność na przeciwciała ozdrowieńców oraz przeciwciała indukowane w procesie szczepienia. Ponadto mutacje mogą utrudniać prawidłową diagnostykę SARS-CoV-2 dostępnymi narzędziami diagnostycznymi (RT-PCR, testy antygenowe), które powinny być aktualizowane tak by rozpoznawać najnowsze warianty genetyczne wirusa.

Projekt pod kierownictwem prof. dr hab. Krzysztofa Pyrcia  pozwoli na monitorowanie ewolucji wirusa SARS-CoV-2 w Polsce pod kątem wpływu zmienności na epidemiologię, efektywność testów molekularnych i antygenowych, szczepień oraz potencjalnych leków przeciwwirusowych.

Rozpoczęcie badania na zlecenie na Ministra Zdrowia stanowi ważny element dla dalszych decyzji w zarządzaniu pandemią. Wkrótce dowiemy się czy mutacja koronawirusa ma znaczenie dla rozprzestrzeniania, zakażalności i przebiegu pandemii. Dzięki ogólnopolskiemu badaniu będziemy wiedzieli nie tylko punktowo czy mutacja jest w Polsce, ale również jaka jest jej powszechność i czy ma wpływ na rozwój epidemii – komentuje p.o. Prezes Agencji Badań Medycznych dr n. med. Radosław Sierpiński.

W ramach projektu planowane jest sekwencjonowanie izolatów wirusa pobranych od pacjentów spełniających kryteria epidemiologiczne oraz analiza bioinformatyczna uzyskanych danych. Na tej podstawie możliwa będzie identyfikacja występujących wariantów genetycznych wirusa SARS-CoV-2 z uwzględnieniem czynników ryzyka.

Kolejny sąd rozpozna roszczenie banku o wynagrodzenie za korzystanie z kapitału

W lutym 2021 Sąd Apelacyjny w Warszawie wyda prawomocny wyrok w sprawie roszczenia banku o wynagrodzenie za korzystanie kapitału. Wyrokiem z dnia 5 lutego 2020 roku Sąd Okręgowy w Warszawie stwierdził nieważność umowy kredytu indeksowanego do waluty CHF oraz oddalił powództwo Getin Noble Bank o wynagrodzenie za korzystanie z kapitału (sygn. XXV C 1669/16). W I instancji orzekał SSR del. Kamil Gołaszewski, którzy rozstrzygał także sprawę Państwa Dziubak po wydaniu orzeczenia TSUE C-260/18.

W sprawie, w której zapadło orzeczenie, Sąd Okręgowy w Warszawie rozpoznawał powództwo banku przeciwko klientowi z tytułu niespłaconego kredytu. Ostatecznie uznając umowę za nieważną i rozpoznając roszczenie banku z tytułu bezpodstawnego wzbogacenia obejmujące żądanie zwrotu kapitału i wynagrodzenia za korzystanie z niego, oddalił roszczenie banku ponad wypłacony kapitał.

Sąd wskazał, że uznanie roszczeń banku o zwrot wynagrodzenia za korzystanie z kapitału powodowałoby w istocie kreowanie nowej czynności prawnej, która miałaby zastąpić nieważną umowę – co stanowiłoby obejście przepisów o rygorystycznej sankcji nieważności, która skutkuje obowiązkiem zwrotu jedynie tego, co strony wzajemnie sobie świadczyły.

Sąd podkreślił także, że dopuszczenie takich roszczeń banków wypaczałoby długofalowy efekt odstraszający, który zgodnie z art. 7 dyrektywy 93/13 powinno wywołać usunięcie z umowy postanowień nieuczciwych z konsekwencją w postaci nieważności umowy –. W podobnym duchu wypowiedziała się Komisja Europejska w sprawie C-19/20, w której TSUE ma wydać wyrok odpowiadając m.in. na pytanie nr 5 Sądu Okręgowego w Gdańsku dotyczące tego, czy sądy krajowe powinny informować konsumentów o wszelkich możliwych skutkach nieważności – w tym możliwych roszczeniach banku i to także tych dotyczących wynagrodzenia za korzystanie z kapitału.

„Orzecznictwo dotyczące roszczeń banków o wynagrodzenie za korzystanie  z kapitału dopiero zaczyna się pojawiać. Przygotowaliśmy już kontrargumentację, ale obecnie prowadzimy zaledwie kilka takich spraw. Stanowisko TSUE w sprawie C-19/20 w tym zakresie będzie najprawdopodobniej korzystne dla kredytobiorców – dlatego oceniam, że pozwy banków o wynagrodzenie za korzystanie z kapitału – o ile w ogóle będą składane na masową skalę, a nie będą miały charakteru pokazowego – to zakończą się porażką banków. Teraz straszenie tymi pozwami ma na celu jedynie przygotowanie lepszego pola do potencjalnych ugód” – komentuje mec. Barbara Garlacz, która reprezentuje kredytobiorców przed TSUE w sprawie C-19/20 i w sprawie, w której zapadł wyrok Sądu Okręgowego w Warszawie oddalający roszczenie o wynagrodzenie za korzystanie z kapitału.

W sprawie C-19/20 TSUE uznał, że przed wydaniem wyroku nie będzie się posiłkował opinią Rzecznika Generalnego, ani też nie będzie rozprawy. Może to sugerować, że TSUE nie odstąpi od swojej korzystnej dla konsumentów linii orzeczniczej. Wyrok jest spodziewany w 2021 roku i jeśli TSUE potwierdzi brak uprawnienia banków do wynagrodzenia za korzystanie z kapitału – to z jednej strony może to wywołać kolejną lawinę pozwów, a z drugiej skłonić banki do lepszych propozycji ugodowych, aby otrzymać więcej niż sam kapitał po zakończeniu sprawy sądowej.

Polska Strategia Wodorowa zwiększy konkurencyjność w produkcji energii

Rada Ministrów ma przyjąć jeszcze w pierwszym kwartale tego roku Polską Strategię Wodorową, która opisuje rozwój technologii wodorowej w Polsce do 2030 roku. Ma pomóc uzyskać konkurencyjność na rynku europejskim i światowym w nowej dziedzinie produkcji energii. Aktualnie Polska znajduje się w czołówce państw produkujących tak zwany “szary” wodór – czyli pochodzący z gazu ziemnego. Jest on czystszym źródłem energii niż węgiel, ale wciąż jego pozyskanie obciążone jest emisją CO2. Strategia Wodorowa ma nam zapewnić sukces również w produkcji “zielonego” wodoru, czyli całkowicie zeroemisyjnego. 

– Strategia zaplanowana jest na rok 2030, z perspektywą do 2040 roku. Zakłada osiągnięcie celów w różnych sektorach. Do 2025 roku po polskich drogach ma jeździć 500 autobusów wodorowych, a już 5 lat później: 2 tysiące. Według tej strategii do 2030 roku powinniśmy mieć również zainstalowane 2 gigawaty mocy elektrolizerów, które służą do produkcji wodoru – powiedziała serwisowi eNewsroom Magdalena Maj, starsza analityczka zespołu energii i klimatu w Polskim Instytucie Ekonomicznym. – Obecnie w Polsce produkuje się około miliona ton wodoru, co plasuje nas jako producentów na 5 miejscu na świecie i 3 w Europie. Jest to jednak “szary” wodór, z którego produkcją wiąże się emisja CO2. Jego produkcja przeciera jednak szlak czystemu wodorowi, tworząc na rynku popyt na nowe źródło energii. Dzięki temu, gdy wraz z rozwojem technologii produkcji będziemy mogli przechodzić na zeroemisyjny wodór – produkowany w elektrolizerach, łatwiej znajdzie on swoje miejsce na rynku. Produkcją “zielonego” wodoru zajmą się najpewniej spółki prywatne. Kilka z nich już mocno zajmuje się tematem i planuje związanie produkcji wodoru w elektrolizerach z produkcją energii odnawialnej. Konkurencyjność zeroemisyjnego wodoru ma zabezpieczyć kontrakt różnicowy, który wprowadziłby mechanizm zrównywania cen wodoru o różnej emisyjności. Wówczas mniej konkurencyjny, czysty wodór, będzie mógł konkurować z dojrzałymi już technologiami produkcji szarego wodoru – tłumaczy Maj.

Rynek biurowy w 2020 roku pod znakiem pandemii (Warszawa)

Rok 2020 przejdzie do historii i jeszcze przez wiele kolejnych lat będzie wspominany. Pandemia, która wstrząsnęła całym światem, odcisnęła swoje piętno na wielu aspektach gospodarki. Z dnia na dzień przedsiębiorcy musieli borykać się z kolejnymi wyzwaniami, zgodnie z rozporządzeniami rządu. Negatywne skutki pandemii Covid-19 rynek nieruchomości biurowych dotkliwiej zaczął odczuwać w III kw. 2020 roku, a ostatni kwartał był ich kontynuacją. Prognozowana w pierwszym półroczu ostrożność najemców i oddanie do użytku kolejnych dużych inwestycji przełożyły się na dalszy wzrost współczynnika pustostanów.

Ostatni kwartał 2020 roku dostarczył na rynek biurowy około 76 000 m kw. powierzchni w ramach dwóch inwestycji: Mennica Legecy Tower należące do Golub GetHouse (48 000 m kw.) oraz dwa budynki wchodzące w skład kompleksu LIXA (28 000 m kw.), zrealizowane przez Yareal Polska, a obecnie należące do Commerz Real AG. Podsumowując nową podaż, która zasiliła rynek w całym roku, Warszawa wzbogaciła się aż o 314 000 m kw., co jest drugim najwyższym wynikiem w historii lokalnego rynku (w rekordowym 2016 roku zrealizowano ponad 400 000 m kw.).

„Warto tutaj zaznaczyć, że tak wysoki wolumen podaży był rezultatem kilku wielkoskalowych projektów, a kolejne planowo oddawane powinny być w bieżącym roku. W 2020 roku ukończono w sumie 12 projektów, a dla porównania w roku poprzednim było ich 17, ale ich skala była znacznie mniejsza – 162 000 m kw. Do największych zrealizowanych inwestycji należy zaliczyć: The Warsaw HUB C i B (Ghelamco Poland, 89 000 m kw.), wspomniana Mennica Legacy Tower oraz Varso I i II (HB Reavis, 46 600 m kw.) – komentuje Bożena Garbarczyk, Straszy Konsultant w Dziale Badań Rynku w Knight Frank, która jednocześnie dodaje, że największe tempo rozwoju w 2020 roku zaobserwowano w podstrefie „Centrum Zachód” w okolicy Ronda Daszyńskiego, gdzie zakończone projekty objęły powierzchnię aż 156 000 m kw., co stanowiło połowę całkowitej nowej podaży oddanej na rynek. Zasoby dynamicznie rozwijającej się okolicy bliskiej Woli przekroczyły 0,5 mln m kw., co stanowi ofertę jedynie o połowę mniejszą niż w Centralnym Obszarze Biznesu.”

Na koniec 2020 roku zasoby powierzchni biurowej osiągnęły poziom 5,9 mln m kw., a największym obszarem koncentracji została strefa „Centrum” (1,55 mln m kw.), wyprzedzając zajmującą do tej pory pierwsze miejsce strefę „Mokotów” (1,46 mln m kw.).

W IV kwartale 2020 roku utrzymywała się widoczna już wcześniej mniejsza aktywność najemców. Firmy obserwując aktualną sytuację, starają się nie podejmować dwufalowych decyzji, a to wiąże się częściej z pozostaniem w zajmowanym obecnie biurze. W ostatnich trzech miesiącach roku na stołecznym rynku wynajęto ok. 160 000 m kw., co było jednym z najniższych kwartalnych wyników ostatnich lat.

„Blisko 44% wolumenu popytu w ostatnim kwartale stanowiły renegocjacje dotychczasowych umów (69 200 m kw.), nierzadko podpisywanych na okres krótszy niż standardowe kontrakty. Średnia dla drugiej połowy była jeszcze większa i wyniosła 46%, podczas gdy w I połowie ubiegłego roku była na poziomie 30%. Ograniczone zainteresowanie nową powierzchnią szczególnie widać po spadku udziału umów przednajmu, które w II połowie roku wyniosły zaledwie 11% wolumenu popytu,” – dodaje Bożena Garbarczyk.

Przedmiotem najmu w ubiegłym rok było 602 000 m kw. powierzchni, z czego największym zainteresowaniem cieszyły się strefa Centrum, w której wynajęto ponad 41% rocznego popytu (ponad połowa została podpisana w budynkach zlokalizowanych w okolicy Ronda Daszyńskiego) oraz strefa Mokotów z wynikiem 26%, gdzie dominował Służewiec.

Wyraźnym zainteresowaniem coraz częściej cieszy się forma podnajmu. W ostatnim kwartale roku udział podnajmu w całkowitym popycie był już dość wyraźny i odpowiadał za 6% całkowitego wolumenu podpisanych umów.

„Wysoka podaż nowej powierzchni i mniejsze zainteresowanie nią najemców przełożyły się na dalszy wzrost współczynnika pustostanów, który na koniec IV kwartału 2020 roku wyniósł 9,9%, tj. 583 500 m kw. powierzchni biurowej oferowanej na wynajem od zaraz (wzrost o 0,3 pp. kw./kw. oraz wzrost o 2,1 pp. r/r). Przyglądając się bliżej sytuacji w głównych obszarach Warszawy, w strefach centralnych poziom pustostanów wzrósł kwartalnie o 0,1 pp. i wyniósł 8,5%, podczas gdy w strefach pozacentralnych odnotował wzrost o 0,4 pp. kw./kw. do poziomu 10,8%. Mokotów pozostaje strefą z najszerszą ofertą dostępnej powierzchni, gdzie na najemców czeka 222 000 m kw.” – wyjaśnia Bożena Garbarczyk.

Zmieniająca się sytuacja nie wpłynęła dotychczas na zmiany w stawkach czynszu, które utrzymują się na stabilnym poziomie. Czynsze wyjściowe w Centralnym Obszarze Biznesu, w prestiżowych inwestycjach, kształtowały się na poziomie 20-25 EUR/m kw./miesiąc, ale trafiały się również projekty, w których biura na najwyższych kondygnacjach osiągały nawet 27-28 EUR. W pozostałych lokalizacjach centralnych stawki znajdowały się w przedziale od 15 do 22 EUR/m kw./miesiąc. Ze względu na szeroki pakiet zachęt, który właściciele budynków oferują przyszłym najemcom, szczególnie w dobie pandemii Covid-19 chcąc przyciągnąć najemców, stawki efektywne pozostają o ok. 20% niższe niż poziom wywoławczy.

Warszawski rynek biurowy czeka na stabilizację

Aktywność najemców w 2020 roku była o 31% niższa niż w 2019, a deweloperzy znacznie ostrożniej niż w ubiegłych latach podchodzili do startu nowych inwestycji. W rezultacie, może to doprowadzić do powstania luki podażowej na warszawskim rynku.

Firma doradcza JLL podsumowała sytuację na warszawskim rynku biurowym na koniec 2020 roku.

Z powodu pandemii przedsiębiorstwa zaczęły bardziej zachowawczo podchodzić do decyzji związanych z zapotrzebowaniem na biura, odkładając je na moment stabilizacji sytuacji. W rezultacie, w porównaniu do oczekiwań z końca 2019 r., popyt na biura w ubiegłym roku był o 29% mniejszy, a wolumen nowej podaży dostarczonej na rynek o 26% niższy. Patrząc jednak na aktualną aktywność po stronie deweloperów, możemy spodziewać się luki podażowej na warszawskim rynku biurowym, szczególnie w lokalizacjach poza centrum, informuje Tomasz Czuba, Dyrektor Działu Wynajmu Powierzchni Biurowych i Reprezentacji Najemcy, JLL.

Popyt – przedłużenia i podnajmy

W 2020 roku w Warszawie wynajęto łącznie 602 000 mkw. Największą popularnością cieszyły się Centrum i Mokotów, odpowiedzialne za ponad dwie trzecie całkowitego zapotrzebowania na biura.

Ubiegły rok przyniósł spore przetasowania w strukturze popytu i wzrost znaczenia odnowień kontraktów. Firmy często decydują się na przedłużenie umowy na krótki okres i czekają na powrót do normalności przed podjęciem długoterminowych zobowiązań. Jednym z kluczowych trendów była również wzrastająca podaż powierzchni oferowanej na podnajem. Obecnie w Warszawie na firmy zainteresowane takim rozwiązaniem czeka ok. 130 000 mkw. tego typu przestrzeni, z czego blisko 60% przypada na centralne części stolicy. Udział powierzchni podnajmowanej w całkowitych zasobach oscyluje na poziomie ok. 2%, dodaje Mateusz Polkowski, Dyrektor Działu Badań i Doradztwa, JLL.

Do największych transakcji najmu w ubiegłym roku należały: rekordowa umowa przednajmu PZU w Generation Park Y – pierwszym budynku wieżowym Skanska w Polsce (46 500 mkw.), umowa typu sale and leaseback DSV na Mokotowie (20 000 mkw.) oraz odnowienie umowy i ekspansja Poczty Polskiej w Domaniewska Office Hub (19 800 mkw.).
Analizując 2020 rok należy zwrócić też uwagę na rosnącą popularność oferty biur elastycznych. Po takie rozwiązanie sięgają zwłaszcza duże firmy, które chcą zapewnić swoim pracownikom wygodę pracy z biura podczas zawirowań w przeprowadzkach lub po prostu stabilizując dynamiczną w obecnych czasach strukturę zatrudnienia. Zabezpieczenie interesów pracowników daje korporacjom możliwość spokojnego poszukiwania tradycyjnej powierzchni biurowej, co widać wyraźnie w statystykach operatorów, u których przeciętne obłożenie w centralnych dzielnicach Warszawy przekracza nawet połowę dostępnych stanowisk, a niektórzy z nich zamknęli rok z wynikami na poziomie 80%, tłumaczy Tomasz Czuba.

Podaż – ponad 300 000 nowego metrażu

W 2020 roku na rynek dostarczono 314 000 mkw. biur w ramach takich projektów, jak kompleks The Warsaw Hub, zrealizowany przez Ghelamco Poland o powierzchni 89 000 mkw. czy Mennica Legacy Tower (47 900 mkw.), której deweloperem jest Golub GetHouse.

Po kilku latach stale rosnącej aktywności deweloperskiej, wolumen powierzchni w budowie spada. W ostatnich latach w realizacji pozostawało od 700 000 mkw. do 800 000 mkw., a teraz jest to niewiele ponad 500 000 mkw. Deweloperzy znacznie ostrożniej podchodzą też do rozpoczynania nowych budów, a w ciągu ostatnich miesięcy nowe inwestycje uruchomiło tylko kilku z nich, mówi Tomasz Czuba.

Rynek inwestycyjny

Pomimo pandemii i jej następstw, rok 2020 na rynku inwestycyjnym okazał się znacznie lepszy niż przypuszczano na początku kryzysu.

Łączna wartość wszystkich transakcji biurowych osiągnęła wartość niemal 2 mld euro, z czego około 66%, czyli 1,3 mld euro przypadło na obiekty w Warszawie. Jest to wynik niemal o połowę niższy od rekordowego rezultatu z roku 2019, ale wciąż wyższy o ponad 21% od 10-letniej średniej z lat 2009 – 2019, komentuje Tomasz Puch, Dyrektor Działu Rynków Kapitałowych, JLL.

Podobnie jak w latach ubiegłych największym zainteresowaniem cieszyły się biurowce w Centrum Warszawy (59% ogólnej wartości), a następnie nieruchomości z zagłębia biznesowego na Służewcu (30%), co oznacza wzrost udziału tej lokalizacji w porównaniu do poprzednich lat.

Do największych transakcji na warszawskim rynku biurowym należały: sprzedaż pierwszego etapu kompleksu Lixa (budynki A i B) przez Yareal do Commerz Real, przejęcie Wola Center przez Hines od spółki Develia, kupno T-Mobile Office Park przez AFI Europe od Starwood oraz nabycie Generation Park Z przez fundusz DEKA od firmy Skanska.

Prognozy na obecny rok w dużej mierze zależą od sukcesu programu szczepień, który pozwoliłby na powrót do biur i ograniczenie niepewności na rynku. Co więcej, stopniowy powrót do normalności przyspieszyłby finalizację odroczonych transakcji, napędzając tym samym tegoroczne obroty. Dodatkowym motorem napędowym może być potencjalna luka podażowa spodziewana po 2022 r., która zredukuje i tak mocno ograniczoną, liczbę projektów typu „prime” dostępnych na rynku. Przełożyć się to może na bardziej agresywne podejście inwestorów przy składaniu ofert, a w rezultacie powrót do kompresji stóp kapitalizacji, – dodaje Tomasz Puch.

Pustostany i czynsze

Obecna sytuacja gospodarcza bezpośrednio wpływa na wskaźnik pustostanów. W IV kw. 2020 r. wyniósł on 9,9% w Warszawie (8,5% w strefach centralnych i 10,8% w strefach poza centrum), co stanowi wzrost o 2,1 p.p. w stosunku do końca 2019 r. Tym statystykom towarzyszy zwiększona podaż przestrzeni na podnajem. Co ważne, w perspektywie kolejnych lat na rynek dostarczane będzie mniej nowoczesnej powierzchni biurowej, co przełoży się na stopniową absorpcję dostępnej powierzchni.

Najwyższe czynsze transakcyjne dla najlepszych nieruchomości w szerokim centrum wynoszą od 18 do 24 euro/mkw./m-c, a poza nim do 16 euro/ mkw./m-c.

Biorąc pod uwagę spowolnienie po stronie popytu, wzrost współczynnika powierzchni niewynajętej, w najbliższej przyszłości możemy spodziewać się chwilowej redukcji stawek za wynajem powierzchni biurowych, zarówno po stronie czynszów bazowych, jak i efektywnych. Będzie to dotyczyło praktycznie każdej klasy obiektów biurowych, z wyłączeniem tych inwestycji, na których atrakcyjność okres pandemii nie miał znaczącego wpływu. Już dziś obserwujemy duże presje na czynsze w starszych obiektach, a deweloperzy stosują bardzo agresywną politykę finansową próbując zabezpieczyć pierwszych najemców do swoich realizowanych inwestycji, podsumowuje Mateusz Polkowski.

Agata Sekuła w zarządzie EPP

Od 1 marca 2021 roku Agata Sekuła obejmie stanowisko członka zarządu odpowiedzialnego za sprzedaże i akwizycje w firmie EPP, będącej największym właścicielem centrów handlowych w Polsce pod względem GLA. W EPP będzie odpowiadała za realizowanie strategicznych celów firmy w zakresie pozyskiwania współinwestorów dla portfela handlowego.

Agata Sekuła posiada ponad 20-letnie doświadczenie w obszarze doradztwa inwestycyjnego dla sektora handlowego i jest jedną z najbardziej znanych ekspertek na rynku nieruchomości handlowych w regionie Europy Środkowo-Wschodniej. Od 22 lat jest zawodowo związana z JLL, gdzie sprawuje funkcję wiceprezesa zarządu oraz dyrektora Działu Rynków Kapitałowych firmy w Polsce. Pod jej kierownictwem przez ostatnie 20 lat sfinalizowano transakcje kupna i sprzedaży obiektów handlowych w Polsce, Czechach, Rumunii, na Słowacji i Węgrzech o łącznej wartości ponad 13,5 miliarda euro. Agata Sekuła specjalizuje się w transakcjach sprzedaży i zakupu centrów handlowych, zarówno pojedynczych obiektów, jak i dużych portfeli nieruchomości. Odpowiadała m.in. za przygotowanie marketingowe procesów sprzedaży, analizy due diligence, strukturyzację transakcji, negocjacje komercyjne oraz nadzór nad wypełnianiem uzgodnionych przez strony warunków transakcji.

W trakcie swojej kariery Agata Sekuła doradzała w największych i najsłynniejszych transakcjach, których przedmiotem były nieruchomości handlowe np.: portfel Chariot (28 obiektów sprzedanych za 1 mld euro przez konsorcjum Apollo-Rida, Ares i AXA), portfel Atrium European Real Estate (Atrium Felicity w Lublinie, Atrium Koszalin oraz portfel Tyrion), Galeria Katowicka, Silesia City Center w Katowicach, Manufaktura w Łodzi, Magnolia Park we Wrocławiu, Promenada w Warszawie, Stary Browar w Poznaniu i wiele innych.

Z wielką radością witam Agatę w EPP, ponieważ doskonale znam jej wyjątkowe, w skali naszego regionu, kompetencje i skuteczność działania. Jestem pewien, że powierzona jej strategiczna misja pozyskania współinwestorów dla portfela handlowego EPP jest w najlepszych rękach. Agata świetnie zna większość inwestorów działających na rynkach Europy Środkowej, a także centra EPP, gdyż na przestrzeni lat brała udział w transakcjach, których przedmiotem były prawie wszystkie aktywa handlowe wchodzące obecnie w skład naszego portfela. Jestem przekonany, że Agata przyczyni się nie tylko do pozyskania dla naszej firmy najlepszych partnerów biznesowych, ale także fachowo pokieruje długofalowymi relacjami w ramach planowanych przez nas joint ventures, co przyczyni się do stabilnego rozwoju EPP – mówi Tomasz Trzósło, prezes EPP.

2021 rokiem fundamentalnych zmian na rynku biurowym

2021 rokiem fundamentalnych zmian na rynku biurowym. Nowe podejście do powierzchni w modelu hybrydowym.

Po bardzo udanych dla sektora nieruchomości biurowych latach 2017-2019, na początku roku 2020 branża patrzyła z dużym optymizmem na najbliższe miesiące. Ogólnoświatowa pandemia COVID-19, akademicki przykład nieprzewidywalnego zdarzenia „black swan”, nie tylko ostudziła entuzjazm ale również wymusiła przyspieszone przemodelowanie sposobu korzystania z powierzchni, którego efektem będą strukturalne zmiany w segmencie obiektów biurowych.

Na koniec 2020 r. całkowite zasoby nowoczesnej powierzchni biurowej w Warszawie przekroczyły 5,9 mln m kw. W IV kwartale na stołeczny rynek dostarczono prawie 76 tys. m kw. nowej powierzchni w trzech projektach: Mennica Legacy Tower o powierzchni prawie 48 tys. m kw. i dwóch biurowcach kompleksu Lixa (A i B) o sumarycznej powierzchniach ok. 28 tys. m kw. Wszystkie nowe biurowce usytuowane są w dynamicznie rozwijającej się strefie Centrum – Zachód.

Natomiast w ciągu całego 2020 r. w Warszawie oddano do użytku około 314 tys. m kw. w ramach 15 projektów. Największe z nich to: The Warsaw Hub B i C (łącznie 89 tys. m kw.), Mennica Legacy Tower – wieża (prawie 48 tys. m kw.) oraz Varso I i II (prawie 47 tys. m kw.). Ze względu na przeciągające się procedury administracyjne, spowodowane sytuacją pandemiczną, oddanie do użytkowania kilku nowych biurowców opóźni się i nastąpi w pierwszych miesiącach 2021r. Wysoka aktywność deweloperska

w minionych latach jest odzwierciedlona w wolumenie nowej podaży w 2020 r., który niemal dwukrotnie przewyższył wielkość nowej powierzchni oddanej do użytkowania w 2019 r. i jest o 15% powyżej średniej dla ostatnich 5 lat. Dzięki dobrej koniunkturze ubiegłych lat i wysokiemu poziomowi przednajmu, obiekty dostarczone na rynek w 2020 r. były wynajęte niemal w całości, stąd średni poziom wakatów w biurowcach stanowiących nową podaż nie przekroczył 15%.

Według naszych analiz, również obecny rok – 2021 – będzie obfitował w otwarcia nowych biurowców, stąd wolumen nowej podaży może być wyższy od ubiegłorocznego o 15-25%. Wielkość powierzchni pozostającej w budowie w Warszawie systematycznie jednak maleje. Na koniec IV kwartału 2020 r. na etapie budowy było około 570 tys. m kw. powierzchni, z terminem ukończenia do końca 2022 r., choć finalne oddanie do użytkowania niektórych projektów może przesunąć się nawet na 2023 r.

Strefa Centrum – Zachód, odpowiada za około 35% całkowitego wolumenu obecnie budowanych biur. Rejon ten, po ukończeniu wszystkich realizowanych tam obecnie inwestycji (ok. 200 tys. m kw.), stanie się w 2022 r. największą dzielnicą biznesową Warszawy. Ukończenie The Warsaw Hub, Warsaw Unit, Mennica Legacy Tower, Skyliner, Fabryki Norblina, kolejnych faz Generation Park i kompleksu Lixa spowoduje, że strefa Centrum – Zachód może wyprzedzić Służewiec w tej kategorii. Jest to możliwe zwłaszcza w kontekście planów ogłoszonych przez Echo Investment dotyczących przekształcenia części kompleksu biurowego Empark na funkcje mieszkaniowe. Obecnie obserwowane trendy rynkowe mogą w kolejnych latach być katalizatorem podobnych decyzji w stosunku do innych obiektów biurowych na Służewcu, przedstawiających większy potencjał mieszkaniowy niż biurowy.

W 2020 r., a zwłaszcza w drugiej połowie roku, w strukturze popytu zaobserwowaliśmy wzrost udziału przedłużeń umów najmu. W okresie lipiec – grudzień stanowiły one ok. 46% całkowitego popytu, a szczególna aktywność w renegocjacjach przypadła na letni kwartał, kiedy po zakończeniu pierwszego „lockdownu” najemcy zaczęli „odmrażać” decyzje dotyczące swoich lokalizacji. W porównaniu do analogicznego okresu 2019 r. jest to znaczący wzrost o 10.1 p.p.

Jednocześnie obserwowaliśmy również nasilenie zjawiska podnajmu, które jest dość powszechne w dobie kryzysu. Część firm bowiem wprowadziła model pracy hybrydowej i nie planuje wykorzystania całości wynajmowanego metrażu. Według naszych szacunków na koniec 2020 r. na rynku oferowane było na podnajem ok. 100,000. m kw. powierzchni.

Mimo znacząco niższej wielkości popytu w 2020 r. (spadek popytu netto o ok. 31% w stosunku do 2019 r.), na warszawskim rynku biurowym miały miejsce transakcje najmu na rekordowo duże powierzchnie. Do największych z nich zaliczamy umowę przednajmu 46,6 tys. m kw. w budynku Generation Park Y, gdzie najemcą jest PZU, kolejną transakcją opiewającą na 20 tys. m kw jest umowa najmu siedziby głównej polskiego przedstawicielstwa jednego z globalnych dostawców usług transportowych i logistycznych. Natomiast w ostatnim kwartale roku klient poufny przedłużył umowę najmu o powierzchni ponad 12 tys. m kw. w biurowcu Gdański Business Center I A, a Leroy Merlin podpisał umowę najmu 12 tys. m kw. w budowanym kompleksie Forest.

W ciągu 2020 r. nastąpił w Warszawie wyraźny wzrost wskaźnika pustostanów o prawie 2.4 p.p. do poziomu ok. 9.9% na koniec grudnia. W 2021 r., w rezultacie prognozowanego wysokiego poziomu podaży nowej powierzchni oraz spodziewanego wciąż ograniczonego popytu najemców, oczekiwana jest kontynuacja tego trendu.

Wzrost wskaźnika powierzchni niewynajętej w 2020 r. nie zaskoczył ekspertów rynkowych, gdyż już kilkanaście kwartałów wcześniej prognozowaliśmy pogorszenie tego parametru, jeszcze zanim pojawiło się złowrogie słowo COVID-19. Od dłuższego czasu cyfry wskazywały, że na lata 2020 – 2021 przypadnie szczyt dostarczania na rynek nowych biurowców, a dostępność powierzchni będzie wyraźnie wyższa niż w latach 2017-2019. Niższe obecnie apetyty najemców na powierzchnie biurowe, wynikające z zawirowań koniunktury czasu pandemii, są czynnikiem dodatkowym. W efekcie spadku popytu i przyrostu wolumenu powierzchni niewynajętej, spodziewamy się w perspektywie krótkookresowej korekty stawek czynszowych, zarówno bazowych jak i efektywnych. – Małgorzata Fibakiewicz, Head of Office Sector & Strategic Projects w BNP Paribas Real Estate Poland

2020 rok stał również pod znakiem pracy zdalnej. By umożliwić bezpieczne korzystanie z biura i zachowanie zasad dystansu społecznego, część firm wdrożyła system hybrydowy zarówno w trybie pracy jak i strategii najmu.

Spadek popytu na nowe powierzchnie biurowe odnotowywany z kwartału na kwartał 2020, nie jest niczym zaskakującym biorąc pod uwagę nieprzewidywalność związaną z trwającą już od 9 miesięcy sytuacją pandemiczną w kraju i na świecie, która zamknęła nas w domach. Praca zdalna, początkowo traktowana jako rozwiązanie tymczasowe, rozgościła się na dobre, a wraz z nią niski odsetek pracowników w biurach, co wpłynęło bezpośrednio na ilość wynajmowanej powierzchni. Niemniej większość najemców zaczyna dostrzegać negatywne skutki izolacji na home-office, niższą efektywność i demotywację swoich pracowników, dlatego w dłuższym horyzoncie czasowym spodziewamy się wypracowania hybrydowego modelu pracy. Już teraz słyszymy od wielu naszych Klientów, że planują stopniowy powrót do biur w połowie roku. Praca zdalna, dziś wymuszona obostrzeniami oraz indywidualną odpowiedzialnością każdego z nas za innych, pozostanie jednak trwałym elementem biurowej codzienności, chociaż w wymiarze nie tak szerokim jak początkowo zakładaliśmy. To przełoży się na popyt, który nawet jeśli ulegnie korekcie, to w połączeniu z nowymi standardami w projektowaniu biur mającymi na celu bio-bezpieczeństwo pracowników, może oznaczać korektę symboliczną. – Mikołaj Laskowski, Head of Office Agency w BNP Paribas Real Estate Poland

Kryzys nie wpłynął na zarobki programistów. Raport wynagrodzeń branży IT

12 017 zł na umowę o pracę i 11 088 zł na B2B – tyle wynosi średnia zarobków programisty. To prawie dwa razy więcej niż przeciętne miesięczne wynagrodzenie w Polsce w ubiegłym roku.* Temat płac w IT zawsze budzi wiele emocji, ale w którym polskim mieście programistom żyje się najlepiej? Raport przygotowany przez Just Join IT** odkrywa karty odnośnie zarobków w branży.

Junior kontra Senior

Staż pracy wpływa na wynagrodzenie, ale w przypadku branży IT, pensja potrafi wzrosnąć prawie trzykrotnie. Junior zatrudniony na umowę o pracę zarabia średnio 6 945 zł, podczas gdy na konto Seniora wpływa miesięcznie kwota 16 719 zł. W przypadku umów B2B kwota wynosi u Juniora do 6 100 zł, a Seniora – 16 069 zł. Pensje tzw. midów zarówno związanych stosunkiem pracy, jak i freelancerów wynoszą ponad 11 tys. złotych (12 387 zł UoP).

Po oferowanych wynagrodzeniach w ofertach na Just Join IT, widać względną stabilizację w branży. Średnio na początku ubiegłego roku Senior mógł liczyć na stawkę 16 115 zł., a kończył go z kwotą 16 540 zł na B2B. Jednocześnie w 2020 roku widzieliśmy wzmożony popyt na zatrudnienie programistów. Liczba opublikowanych ogłoszeń wzrosła ponad dwukrotnie na naszym portalu pracy i znacznie przekroczyła 20 tysięcy. – mówi Piotr Nowosielski, CEO Just Join IT.

Raport wynagrodzeń branży IT

Gdzie płacą najwięcej?

Programista na stanowisku Seniora zarabiający miesięcznie średnio ponad 16 tysięcy złotych może sobie pozwolić na kupno kawalerki w Polsce już po 2,5 roku odkładania połowy pensji (przy cenie 8 966 zł/m kw.).*** Jednak jakie miasto w Polsce jest najlepsze do życia dla pracowników IT?

Programistów najlepiej wynagradza stolica – zarabiają tu średnio 13 117 zł na umowę o pracę i 11 885 zł na B2B. Senior potrafi odnotować zarobki powyżej 17 tys. zł, jednak przekładając to na cenę mieszkań w Warszawie, na kawalerkę o powierzchni zaledwie 20 m kw. musiałby odkładać całą pensję przez niespełna rok. Najlepszym miastem do życia w Polsce pod względem relacji zarobków do cen mieszkań okazał się Wrocław – miesięczna wypłata w branży IT na stanowisku seniora (16 234 zł UoP) to równowartość 2 m kw. mieszkania. Średnie zarobki sięgają tam 11 696 zł na UoP i 10 942 zł na B2B.
gie płacą najwięcej programistom

Lepiej od stolicy w rankingu wypada Kraków – wypłaty są tam bardzo zbliżone do warszawskich (średnio 12 560 zł UoP, 11 133 zł B2B), ale rynek nieruchomości jest tańszy (9 616 zł/m kw.). Na podium płac znalazło się także Trójmiasto, jednak porównując ceny mieszkań nad morzem można stwierdzić, że są zbliżone do tych ze stolicy (9 782 m kw.), a niestety zarobki są średnio o tysiąc złotych mniejsze (11 932 zł na UoP i 10 945 zł na B2B).

Z kolei Katowice nie zachęcają pracowników IT – średnie zarobki w tej branży nie przekraczają tam 10 tysięcy złotych (9 328 zł na UoP i 9 904 zł na B2B) i nawet znacznie tańsze ceny mieszkań nie są w stanie przebić wrocławskiego standardu życia programisty. Katowice pozostały w tyle nawet za Poznaniem, w którym zarobki wynoszą średnio 10 545 zł na umowę o pracę, a freelancer jest w stanie zarobić 10 641 zł.
katowice wynagrodzenia programistów

Nowa praca po weekendzie

Duże zarobki w obecnej firmie nie dają długiego uczucia sytości. Początek tygodnia i powrót do pracy po weekendzie skłania programistów do szukania nowych ofert. Co piąty z nich postanawia wysłać CV do potencjalnego pracodawcy w poniedziałek między 8:00-10:00, czyli tuż po pierwszej kawie i rozpoczęciu pracy. Początek tygodnia jest też ulubionym dniem rekruterów – to wtedy pojawia się najwięcej publikowanych ogłoszeń (21,65%). Z kolei w sobotę odnotowuje się zaledwie 7% aplikacji, a liczba nowych ofert nie przekracza nawet 1%.

Wśród technologii w 2020 dominował JavaScript. To właśnie te oferty były najczęściej przeglądane. Tuż za nimi znalazły się kategorie Java i Testing, co potwierdzają trendy ostatnich dwóch lat. Poprzedni rok negatywnie wpłynął jedynie na technologie mobilne, gdzie zainteresowanie ofertami spadło o 10 punktów procentowych w porównaniu do zeszłego roku.

Cały Raport wynagrodzeń polskich programistów za 2020 rok dostępny jest na stronie: justjoin.it/report

*https://stat.gov.pl/sygnalne/komunikaty-i-obwieszczenia/lista-komunikatow-i-obwieszczen/komunikat-w-sprawie-przecietnego-wynagrodzenia-w-trzecim-kwartale-2020-roku,271,30.html
**Raport wynagrodzeń polskich programistów za 2020 rok przeprowadzony przez Just Join IT na podstawie analizy 7 251 ofert pracy zamieszczonych na job boardzie.
***https://www.bankier.pl/wiadomosc/Ceny-ofertowe-mieszkan-grudzien-2020-Raport-Bankier-pl-8023570.html

100 DNI, BY URATOWAĆ AMERYKĘ – trzy ścieżki fiskalne dla prezydencji Bidena

20 stycznia Joe Biden objął urząd jako 46. prezydent Stanów Zjednoczonych z obietnicą pakietu stymulującego o wartości 1,9 bln USD i planem dystrybucji 100 milionów dawek szczepionek w trakcie pierwszych 100 dni jego prezydentury.

Zgodnie z wyliczeniami ekonomistów Euler Hermes, drugi z tych celów jest w znacznej mierze osiągalny i pokrywa się z tempem dystrybucji notowanym w USA w ubiegłym tygodniu. W ciągu ostatnich siedmiu dni USA osiągnęły tempo szczepień na poziomie około 1 miliona na dzień (0,3% na dzień). Stany Zjednoczone są więc na dobrej drodze do osiągnięcia odporności stadnej pod koniec 2. kwartału/na początku 3. kwartału. Najbardziej narażona część populacji (osoby w wieku 65+ i przewlekle chore, około 20% ogółu populacji) powinna w tym tempie osiągnąć odporność do końca 1. kwartału, co powinno pozwolić na pewne poluzowanie obostrzeń.

Tym niemniej wirus nadal szybko się rozprzestrzenia, a współczynnik reprodukcji wirusa ciągle przekracza 1. System ochrony zdrowia znajduje się pod dużą presją, gdyż przy liczbie 400 osób hospitalizowanych na milion mieszkańców, presja ta jest dwukrotnie wyższa niż w marcu i lipcu 2020 r. Z tej liczby hospitalizowanych, 72 pacjentów przebywa na intensywnej terapii, co również znacznie przekracza poziom z marca czy lipca. Pokazuje to, że sama kontynuacja obecnej kampanii szczepionkowej nie wystarczy, by zahamować koszty gospodarcze, jak i ludzkie w kontekście obecnego kryzysu sanitarnego w USA.

Rysunek 1: Wyścig po odporność w USA

Wyścig po odporność w USA
Źródła: Raporty krajowe za pośrednictwem Our World in Data, Allianz Research

Jeśli chodzi o Bideno-ekonomię, Euler Hermes uważa, że łagodniejszy bodziec ma większe szanse na pokonanie przeszkody w Kongresie. W naszym głównym scenariuszu (prawdopodobieństwo 60%) Prezydent Biden prawdopodobnie uzyska wystarczające wsparcia dla większej części swego planu, w tym czeków stymulacyjnych o wartości 1 400 USD, ale będzie musiał pójść na kompromis co do zakresu wsparcia lokalnego i stanowego. Po przyjęciu Ustawy CARES (ustawa w sprawie pomocy, ulg i bezpieczeństwa gospodarczego w czasie koronawirusa) w marcu 2020 r. (2,2 bln USD) oraz Ustawy w sprawie reagowania i ulg (0,9 bln USD) w grudniu 2020 r., plan stymulacyjny Prezydenta Bidena opiewający na 1,9 bln USD również koncentruje się na tych samych priorytetach krótkoterminowych: bezpośrednie wsparcie dla osób i rodzin przy pomocy czeków stymulacyjnych oraz lepsze ubezpieczenie dla bezrobotnych; uzupełniające wydatkowanie na opiekę zdrowotną celem zwalczania wirusa; lokalne i stanowe wsparcie finansowe i ulgi podatkowe (Tabela 1). Biden potwierdził, że plan ten nie będzie finansowany poprzez podniesienie podatków.

Tabela 1: Szczegóły planu stymulacyjnego Prezydenta Bidena

Kategorie kosztów Kwota (mld)
„Upusty Naprawcze” w kwocie 1.400$ na osobę, poza już wydanymi na kwotę 600$ 465
Pomoc dla władz stanowych i lokalnych 350
Zwiększenie dodatku ubezpieczeniowego dla bezrobotnych do 400$/tydzień i rozszerzenie nadzwyczajnych rezerw na finansowanie ubezpieczeń dla bezrobotnych do września 350
Finansowanie dla krajowego programu szczepień, testów i innych działań ograniczających skutki COVID 160
Finansowanie ponownego otwarcia szkół i zwiększenie finansowania dla szkół i collegów 170
Rozszerzenie Ulgi Podatkowej na Dziecko do zwrotu 3.000$ na dziecko, 3.600$ dla dzieci poniżej 6. roku życia (na jeden rok) 120
Wsparcie dla najemców i drobnych posiadaczy nieruchomości 30
Wsparcie dla podmiotów zapewniających opiekę nad dziećmi 25
Inne zmiany polityki 200

Źródło: CBO, Komitet Odpowiedzialnego Budżetu Federalnego, Allianz Research

Tym niemniej, w trakcie swej kampanii Biden obiecał skokowe zwiększenie ogólnych wydatków brutto o kwotę 6,4 bln USD, szczególnie w zakresie infrastruktury, zdrowia i edukacji, co ma być częściowo finansowane przez dodatkowych wpływów podatkowych, niemniejszych niż 3,7 bln USD (po uwzględnieniu nieznacznego zwiększenia ulg podatkowych), przez co jego 10-letni plan stymulacyjny miałby osiągnąć poziom 2,7 bln USD. Takie obietnice ekspansywnej polityki fiskalnej należą jeszcze do świata sprzed COVID-u, w którym niewyobrażalne były takie akty legislacji dotyczących finansów publicznych jak Ustawy w sprawie reagowania i ulg na kwotę 900 mld USD czy Amerykański Plan Ratunkowy na kwotę 1,9 bln USD. Oba te akty dodatkowo zwiększają wydatki w ogólnym 10-letnim programie wydatków, choć nie w pełnej wysokości ich wartości nominalnej, ponieważ część może się zmaterializować w postaci pewnych dopłat bezpośrednich z początkowego pakietu 6,4 bln USD promowanego przez Bidena w jego kampanii. Nadal jednak w naszym scenariuszu centralnym, który zakłada rzeczywistą realizację Amerykańskiego Planu Ratunkowego jedynie na poziomie 60%, przewidujemy bodziec brutto ogółem opiewający na kwotę 8 bln USD (+1,6 bln USD). W scenariuszach wysokim i niskim (opisanych szczegółowo poniżej) bodziec brutto osiągnąłby odpowiednio 8,4 bln USD (+2 bln USD) i 7,8 bln USD (+1,4 bln USD). W wyniku tego dług i deficyt publiczny wyrażone jako procent PKB powinny znacząco wzrosnąć (patrz Rysunek 2 i 3), przez co dług publiczny podążałby ścieżką systematycznie wyższą niż ta początkowo zakładana w naszych badaniach, pomimo powrotu w perspektywie długoterminowej. do rzeczywistego potencjału wzrostu sprzed pandemii. W roku 2030 amerykański dług publiczny mógłby osiągnąć poziom 166% PKB (7 pp powyżej uprzednich prognoz).

Rysunek 2: Amerykański dług publiczny wyrażony jako procent PKB

Amerykański dług publiczny wyrażony jako procent PKB
Źródła: Allianz Research, CBO

Rysunek 3: Amerykański deficyt publiczny wyrażony jako procent PKB

Amerykański deficyt publiczny wyrażony jako procent PKB
Źródła: Allianz Research, CBO

Źródła: Allianz Research, CBO

Choć Prezydent Biden z pewnością skorzysta z impetu, jakiego nada mu inauguracja, jego zdolność do przyjęcia Amerykańskiego Planu Ratunkowego pozostaje niepewna i oczekiwane są pewne przeszkody:

  • Niewielka większość: Choć Demokratom udało się przejąć większość w senacie od Republikanów, nadal daleko im do progu 60 głosów, które pozwoliłyby uniknąć obstrukcji parlamentarnej i przyjmować akty prawne bez wsparcia Republikanów. Prezydent Biden może wykorzystać uzgodnienie budżetu celem obejścia potencjalnej blokady Republikanów, ale będzie to wymagało utraty jego ducha bezstronności, a samo rozwiązanie wykorzystać można tylko raz do roku, co oznacza, że dalsze bodźce fiskalne (projekty infrastrukturalne i jego Nowy Zielony Ład) nie uciekłyby przed trudną rzeczywistością głosowania w senacie.
  • Rozrzutność: Część przedstawicieli Republikanów w kongresie już skrytykowała rozmiar i zakres proponowanej ustawy, szczególnie w zakresie jej wpływu na dług narodowy USA. Większość z nich również argumentuje, że ustawa stymulacyjna przegłosowana już w grudniu, za poprzedniej prezydentury, jest wystarczająca, a nowy bodziec nie jest potrzebny. Tym niemniej część z nich zauważa potrzebę sprowadzenia gospodarki z powrotem na odpowiednie tory oraz polityczny koszt niegłosowania za ustawą, której celem jest pomoc ich wyborcom. Co więcej Republikanie mogą nie chcieć zostać uznanymi obstrukcjonistami od samego początku.
  • Plan pracy Kongresu: Kongres już jest zajęty postępowaniem związanym z impeachmentem, będzie musiał się ponadto skoncentrować na przesłuchaniach dotyczących członków gabinetu Prezydenta Bidena. Debaty dotyczące nowego pakietu stymulacyjnego będą prawdopodobnie musiały poczekać kilka tygodni, szczególnie jeśli pakiet będzie kontrowersyjny w odbiorze. W obecnych okolicznościach im dłużej zajmie wdrożenie nowego bodźca, tym wyższy będzie koszt obecnych utrudnień dla gospodarki, mając na względzie rekordowo wysoką liczbę przypadków Covid-19 i związanych z nim zgonów.

W związku z tym ekonomiści Euler Hermes zdefiniowali trzy ścieżki fiskalne dla prezydencji Bidena:

  1. Scenariusz wysoki: 1,9 bln USD, prawdopodobieństwo 30%

Prezydent Biden i Demokraci są w stanie przeprowadzić całą propozycję, czy to poprzez uzyskanie wystarczającego wsparcia ze strony Republikanów, czy też poprzez negocjacje związane z budżetem. Choć jest to możliwe, scenariusz ten jest mało prawdopodobny mając na względzie wyzwania czekające Prezydenta Bidena w Kongresie. Poziom amerykańskiego długu publicznego wzrósłby do 148,8% PKB w roku 2021 w porównaniu do poziomu 135% PKB przewidywanego za rok 2020. Wzrost osiągnąłby poziom +4,7% r/r w 2021 r. oraz +2,7% r/r w 2022 r., w porównaniu do odpowiednio +3,6% r/r i +3,1% r/r w naszym obecnym scenariuszu. W tym scenariuszu rząd federalny musiałby przewidywać podwyżkę stóp już w drugiej połowie 2022 r., podczas gdy w naszym obecnym podstawowym scenariuszu pierwsze takie ruchy oczekiwane są w drugiej połowie 2023 r.

  1. Scenariusz główny: 1,2 bln USD, prawdopodobieństwo 60%

W tym scenariuszu Prezydent Biden jest w stanie zapewnić sobie wystarczające poparcie dla większej części swojego pakietu stymulacyjnego, szczególnie w zakresie czeków stymulacyjnych na kwotę 1 400 USD, których również domagał się Trump, jednakże musiałby uciec się do kompromisu w odniesieniu do innych zmiennych, szczególnie w zakresie wsparcia władz lokalnych i stanowych, by uzyskać wystarczające poparcie Republikanów. Scenariusz ten oszczędziłby nowemu prezydentowi konieczności skorzystania ze żmudnego procesu uzgodnień (w tym związanych z Budżetem), umożliwiając mu wprowadzenie ponadto nowego bodźca dedykowanego celom średnio- i długoterminowym, takim jak projekty infrastrukturalne oraz „Plan Budowy Nowoczesnej, Zrównoważonej Infrastruktury i Sprawiedliwej Przyszłości z Czystą Energią”. Scenariusz ten wydaje się najbardziej prawdopodobny, ponieważ ustawa przyjęta w drodze kompromisu pozwoliłaby obu partiom ogłosić zwycięstwo polityczne (Demokratom w związku z nowym bodźcem, a Republikanom w związku z osiągniętymi ustępstwami). W tym kontekście wzrost amerykańskiego PKB byłby niższy w roku 2021 w porównaniu do „scenariusza wysokiego” (+4,1% r/r), ale wyższy w roku 2022 (+3,4% r/r), dzięki przegłosowaniu kolejnej rundy bodźców w drugiej połowie 2022 r. W takich okolicznościach rząd federalny może być zmuszony do rozpoczęcia procesu obniżania wsparcia od drugiej połowy 2022 r., a następnie do dokonania pierwszego podniesienia stóp procentowych na początku drugiej połowy 2023 r.

  1. Scenariusz niski: 0,7 bln USD, prawdopodobieństwo 10%

W tym niekorzystnym scenariuszu Prezydentowi Bidenowi udałoby się wprowadzić jedynie niewielką część spośród proponowanych dodatkowych bodźców (poniżej 40%) za pośrednictwem płatności uzupełniających dla gospodarstw domowych oraz częściowo poprzez wsparcie finansowe w celu przeciwdziałania Covid-19, ponieważ Republikanie zgodziliby się jedynie na przyjęcie zupełnego minimum służącemu wsparciu gospodarki. Tym niemniej nawet w takiej konfiguracji wzrost PKB i długu publicznego byłby wyższy niż trajektoria zmian wzrostu i długu przewidywana w naszym obecnym scenariuszu (żółta krzywa na Rysunku 4 poniżej). W tym scenariuszu rząd federalny przewidywałby wzrost stóp procentowych dopiero od końca 2023 roku. W związku z nagromadzeniem długu we wszystkich trzech scenariuszach, jesteśmy przekonani, że potencjał wzrostu gospodarki amerykańskiej będzie pozostawać pod negatywnym wpływem tej sytuacji w perspektywie średnioterminowej, ze spadkiem z 2% r/r w 2020r. do 1,4% r/r w horyzoncie 2030.

Rysunek 4: Wzrost PKB w alternatywnych scenariuszach nowego bodźca fiskalnego Joe Bidena

Wzrost PKB w alternatywnych scenariuszach nowego bodźca fiskalnego Joe Bidena
Źródła: IHS, CBO, Allianz Research

Źródła: IHS, CBO, Allianz Research

Bideno-ekonomia wiąże się z poważną kością niezgody: podwojeniem federalnej płacy minimalnej. Niewątpliwie istnieje ryzyko ponownego wystąpienia samonapędzającej się pętli płaca-wypłata przy średnim poziomie inflacji 4% r/r w latach 2021-2026, czasie niezbędnym do zbliżenia się do tego progu. Choć nie ma pewności co do wprowadzenia tego pomysłu w pakiecie 1,9 bln USD, Prezydent Biden wyraził się jasno, iż będzie starał się o podwojenie federalnej płacy minimalnej z 7,25 USD za godzinę do 15 USD za godzinę. Propozycja ta, choć ciesząca się rosnącą popularnością w USA, jest daleka od koncepcji wpisania sie (i uzyskania poparcia) w obecnym schemacie dwupartyjnym. Niejasna jest zmiana netto w jej wyniku liczby miejsc pracy w okresie średnioterminowym, nawet jeśli (pozytywne) efekty tej redystrybucji są już mniej wątpliwe. Zdaniem naszego zespołu badawczego podwojenie płacy minimalnej wydaje się być mniej realistyczną propozycją, biorąc pod uwagę trochę jej trochę „partyzancki” charakter oraz potencjalne ryzyko destabilizacji w procesie tworzenia miejsc pracy na poziomie mikro, jak również konsekwencje w postaci inflacji przy obecnym miksie polityki fiskalno-monetarnej.

Ekonomiści Euler Hermes obliczyli, iż podwojenie płacy minimalnej mogłoby prowadzić do średniej inflacji na poziomie 4% r/r w latach 2021-2026. Rozważając przypadek podwyższenia federalnej płacy minimalnej do 11 USD za godzinę w tym samym horyzoncie czasowym, średni poziom inflacji szacujemy poziomie 2,6% r/r. W uprzednim badaniu przedstawiono model mniej prawdopodobnego scenariusza (15%) reflacji przechodzącej w inflację w USA. By sprawdzić, czy ta jedna decyzja polityczna spowodowałaby uruchomienie (inflacyjnej) pętli ustalania płac i cen, uwzględniono średnie przyspieszenie wzrostu jednostkowych kosztów robocizny po skokach federalnej płacy minimalnej w przeszłości, a także sześcioletni okres przejścia do 15 USD za godzinę – zgodnie z badaniami przeprowadzonymi przez Economic Policy Institute („Podniesienie federalnej płacy minimalnej do 15$ do 2025 r. spowodowałoby podniesienie płac dla ponad 33 mln pracowników”, lipiec 2019).

Passus podpisał umowę dystrybucyjną z Nuvias Deutschland i stawia ważny krok na drodze ekspansji zagranicznej

Passus, notowany na NewConnect producent i integrator specjalistycznych rozwiązań w zakresie bezpieczeństwa oraz wydajności sieci i aplikacji, podpisał umowę dystrybucyjną z Nuvias Deutschland. Jest to jeden z najszybciej rozwijających się w Europie dystrybutorów rozwiązań z zakresu bezpieczeństwa IT, posiadający sieć ponad 5 000 partnerów handlowych w 20 krajach regionu EMEA. Dzięki umowie produkty Passus, pod marką Sycope, będą mogły być sprzedawane na rynku Europy, Bliskiego Wschodu oraz Afryki. 

Cieszymy z podpisanej umowy z partnerami z Niemiec. To dla nas bardzo ważny etap na drodze ekspansji zagranicznej. Dzięki umowie otwiera się dostęp do wielu partnerów Nuviasa – integratorów IT mających ugruntowaną pozycję na dojrzałych rynkach. Na początku skoncentrujemy się na takich krajach jak Niemcy, Austria oraz Szwajcaria. Jeśli nasze rozwiązania spotkają się z podobnym zainteresowaniem jak w Polsce to w perspektywie kilkunastu miesięcy mamy szansę na znaczne zwiększenie sprzedaży produktów własnych pod marką Sycope. Jest to istotne, gdyż na sprzedaży naszych autorskich rozwiązań generujemy najwyższe marże. – komentuje Tadeusz Dudek, prezes zarządu Passus.

Nuvias jest najszybciej rozwijającym się dystrybutorem nowej generacji w Europie. Specjalizuje się w sprzedaży rozwiązań z zakresu bezpieczeństwa IT, a także monitoringu i wydajności sieci przeznaczonych dla firm i instytucji. Nuvias oferuje wsparcie logistyczne, a także szereg usług dodanych, w tym profesjonalne wsparcie techniczne oraz szkolenia. Posiada sieć 5 000 partnerów handlowych w 20 krajach zaliczanych do regionu EMEA. Jego obroty wynoszą 450 mln USD rocznie.

Nouvias kompleksowo zajmie się naszymi produktami. Oprócz sprzedaży Nuvias zajmie się też promocją, szkoleniami, a także będzie świadczył wsparcie techniczne zarówno użytkownikom jak i obsługującym ich partnerom w lokalnych językach. Pozwoli to nam działać na znacznie szerszą skalę i jednocześnie skupić się na rozwoju naszych rozwiązań. Chcę przy tym podkreślić, że w mojej opinii jest prawdziwie partnerska umowa także na poziomie finansowym – wysokość prowizji nie odbiega od standardów rynkowych w branży. – dodaje Tadeusz Dudek.

Umowa została podpisana na okres 1 roku i będzie odnawiana na kolejne roczne okresy, chyba, że którakolwiek strona umowy złoży na piśmie jej rozwiązanie na 3 miesiące przed datą jej automatycznego odnowienia.

Zwolnienia, obniżki wynagrodzeń i zmiany warunków umów. Handel zaczyna rok mocno pod kreską

Handel zwalnia i obniża wynagrodzenia. „Bez wsparcia lub poluzowania lockdownu na przełomie I i II kwartału czeka nas kolejna fala zwolnień”

Do Stowarzyszenia STOP Nieuczciwym Pracodawcom regularnie trafiają skargi pracowników handlu – powodem jest fala zwolnień oraz obniżki wynagrodzeń. Takie sygnały odbieramy niemal codziennie. Przedsiębiorcy argumentują zwolnienia niepewnością oraz trwającym kolejne miesiące lockdownem. Pracę zwykle tracą osoby zatrudnione w sieciówkach w galeriach handlowych, ale mamy coraz więcej sygnałów o dalszej redukcji zatrudnienia w kinach, obiektach kultury oraz w gastronomii.

  • Handel znalazł się w dramatycznej sytuacji. Otrzymujemy mnóstwo wiadomości o zwolnieniach w znanych sieciówkach. Pracownicy są również zawieszani lub proponuje im się umowy cywilnoprawne
  • W wielu przypadkach wynagrodzenie zostaje obniżone do minimalnej pensji krajowej. Zdarzają się także coraz częściej kolejne opóźnienia w wypłatach np. w sektorze gastronomicznym
  • Stowarzyszenie STOP Nieuczciwym Pracodawcom postuluje o dodatkowe wsparcie dla handlu. Z naszego punktu widzenia Tarcza Finansowa PFR nie jest efektywnym rozwiązaniem i pomija wiele dziedzin gospodarki, które wprost lub rykoszetem są ofiarami trwającego lockdownu.
  • Jeżeli wsparcie lub poluzowanie obostrzeń nie przyjdzie na czas, to w drugim kwartale czeka nas kolejna fala zwolnień.

Handel jest jedną z branż, która jest najmocniej dotknięta gospodarczymi efektami pandemii koronawirusa. Wielkie sieciówki obecne w galeriach handlowych teoretycznie mają zgromadzony kapitał, który powinien być wykorzystany do utrzymania pracowników w kryzysowym czasie. Niestety z końcem roku wielu pracowników zostało zwolnionych. – Trudno jest oszacować to zjawisko, ale na pewno przyszło do nas kilkadziesiąt pytań o to, czy pracodawca może rozwiązać umowę o pracę, gdy pracownik dobrze wykonywał swoje obowiązki. Niestety tutaj sytuacja jest dość jasna. Jeżeli sklep w galerii handlowej jest zamknięty z powodu lockdownu to oczywiste jest, że pracodawca generuje straty, musi więc optymalizować zatrudnienie – wyjaśnia Prezes Małgorzata Marczulewska. – Moim zdaniem powinny zostać wydzielone specjalne fundusze, które gwarantowałyby wypłaty w firmach handlowych w których obroty drastycznie spadły przez pandemię koronawirusa. Mamy mnóstwo sygnałów, że pracownikom nie przedłużono umów lub pracownicy zostali skierowani na umowy cywilnoprawne. Pracodawcy coraz częściej przekonani są, że lockdown potrwa do wiosny, a w takim przypadku każda umowa o pracę jest poważnym generatorem finansowych zobowiązań. Niesprawiedliwa jest moim zdaniem także Tarcza Finansowa Polskiego Funduszu Rozwoju, która uzależnia wsparcie przedsiębiorców od kodów PKD. To powoduje, że kilka sektorów „wypadło” z możliwości starania się o wsparcie. Jak to możliwe, że zamknięci są wszyscy, a wsparcie otrzymują wybrani? – dodaje Prezes Małgorzata Marczulewska.

– Otrzymaliśmy informację przykładowo o tym, że w jednym z salonów kosmetycznych wszystkie pracownice zostały skierowane na umowy cywilnoprawne. Były sygnały o tym, że całe zespoły otrzymywały zmianę warunków pracy przenoszących je na pół etatu z całego etatu, a umowa podpisywana była na okres trzech miesięcy, bo właściciel punktu handlowego chciał być zabezpieczony na wypadek gdyby lockdown potrwał jeszcze dłużej. Zmian umów o pracę na umowy cywilnoprawne było sporo, podobnie jak obniżek wynagrodzeń lub wprost sytuacji gdy pracodawca obniżał wynagrodzenia na umowie, by sugerować pracownikowi rozliczenia „pod stołem”. To efekt lockdownu, ale i efekt zbyt późnego wsparcia dla sektorów handlowych – mówi Prezes Małgorzata Marczulewska.

HoReCa podsumowała rok – w 2020 zadłużenie branży wzrosło o 1/3

W 2020 r. zadłużenie hoteli, restauracji i firm cateringowych wzrosło o jedną trzecią w porównaniu do poprzedniego roku i wyniosło niemal 280 mln zł, wynika z danych Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej. Tylko w czasie pandemii wartość zobowiązań zwiększyła się o ponad 58,4 mln zł. Pogorszyła się sytuacja zwłaszcza jednoosobowych działalności gospodarczych i firm, które już przed wybuchem zarazy miały problemy finansowe.

Rok 2020 był dla sektora HoReCa trudny. Już w połowie roku przedstawiciele Izby Gospodarczej Hotelarstwa Polskiego prognozowali, że do końca roku obostrzeń może nie przetrwać 20% hoteli. Styczeń także na razie nie przynosi możliwości odrobienia strat. Ferie zimowe okazały się dla branży straconym sezonem. Trudną sytuację sektora widać także w danych o zadłużeniu. W 2020 r. wzrosło ono aż o 33%.

Wiosenny lockdown był najtrudniejszym okresem dla branży, co widać także po największym skokowym wzroście zadłużenia. W kwietniu zaległości hoteli i gastronomii wzrosły aż o 8% z miesiąca na miesiąc. Tak dużego przyrostu próżno szukać w poprzednich latach. Natomiast w końcówce roku sytuacja nieco się ustabilizowała i wzrost zadłużenia wyhamował. W grudniu firmy gastronomiczne mogły liczyć chociażby na świąteczne zamówienia. Jednak początek nowego roku nie przyniósł większej poprawy. Ferie właśnie się skończyły, więc hotele i pensjonaty straciły de facto szansę na zarobek. Szczególnie że przynajmniej część obostrzeń może jeszcze pozostać z nami przez dłuższy czas – wskazuje Adam Łącki, prezes Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej SA.

Ponad 10 tys. firm pod kreską

Firmy hotelarskie i gastronomiczne są łącznie winne różnym podmiotom 280,8 mln zł, z czego ponad 102 mln zł oddać muszą bankom, a 73 mln zł firmom windykacyjnym i funduszom sekurytyzacyjnym. W kolejce po spłatę czekają także dostawcy z branży spożywczej, którzy do odzyskania mają 15,5 mln zł oraz firmy leasingowe, u których dług firm HoReCa sięga blisko 12,6 mln zł. Większość, bo blisko 70% zadłużonych biznesów, to jednoosobowe działalności gospodarcze.

Liczba zadłużonych podmiotów notowanych w Krajowym Rejestrze Długów spadła w 2020 r., choć bardzo nieznacznie, bo o 1%. Należności do spłacenia nadal ma ponad 10,4 tys. firm z sektora. – Nasze dane pokazują, że pandemia postawiła w trudnej sytuacji szczególnie firmy, które były zadłużone jeszcze przed jej nadejściem. Znacząco wzrosła bowiem średnia kwota zadłużenia notowanych w rejestrze, z blisko 20 do 27 tys. zł. O 9% wyższa jest też liczba zobowiązań branży. Przez brak możliwości prowadzenia normalnej działalności, widocznie trudniejsza stała się więc spłata długu – zauważa prezes KRD.

Z najwyższym poziomem niespłaconych należności w sektorze mierzy się rynek województwa mazowieckiego. Blisko co piąta zadłużona firma hotelarska lub gastronomiczna działa w tym regionie. Dalej plasuje się Śląsk i Dolny Śląsk. Najmniejsze długi, ale też znacznie mniejszy rynek usług hotelarsko gastronomicznych, mają przedsiębiorstwa z opolskiego, podlaskiego i lubuskiego.

Rekordzistą pod względem zadłużenia w branży HoReCa jest spółka komandytowa z Dolnego Śląska,  która ma do oddania 4,4 mln zł. Większość tej kwoty stanowią należności wobec firmy leasingowej.

Firmy z sektora HoReCa same mają do odzyskania prawie 3,2 mln zł. To jednak blisko 88 razy niższa kwota niż ich należności i z pewnością nie ona jest główną przyczyną problemów finansowych tej branży.

Catering nie stracił apetytu

Nie wszystkie podmioty z sektora HoReCa utraciły jednak możliwość rozwoju w czasie pandemii. Mimo spowolnienia gospodarczego nadal prężnie rozwijają się niektóre segmenty cateringu. Wg danych Dietly w 2020 r. Polacy zamówili blisko 100 tys. paczek z tzw. cateringiem dietetycznym, o 30% więcej niż w ubiegłym roku.

Firmy cateringowe jeszcze przed pandemią miały już infrastrukturę opartą na dowozie i przygotowywaniu posiłków na wynos. Po krótkotrwałych spadkach w czasie pierwszego lockdownu odrobiły więc szybko straty i rozwijały się w nowych niszach na rynku. W miarę wzrostu popularności diety pudełkowej czy cateringu dietetycznego część firm z obsługi eventów i uroczystości przerzuciła się na ten model dostarczania posiłków. Podobnie przedsiębiorstwa, które zaopatrywały biura – teraz dostarczają pracownikom jedzenie do biura, tyle że domowego – komentuje Andrzej Kulik, ekspert Rzetelnej Firmy.

Branża centrów handlowych apeluje o pilne otwarcie od 1 lutego

  • Polska Rada Centrów Handlowych (PRCH) w imieniu branży apeluje do Rządu o jak najszybsze pełne otwarcie galerii handlowych. Analiza publicznie dostępnych danych nt. liczby przypadków COVID-19 zgromadzonych przez stowarzyszenie pokazuje, że funkcjonowanie sklepów w galeriach nie przekłada się na wzrost zachorowań w kraju.
  • W centrach zachowywane są najwyższe standardy bezpieczeństwa sanitarnego zgodnie z zasadą DDM (dystans, dezynfekcja, maseczki), a kontakt między klientami jest krótkotrwały.
  • PRCH wskazuje również na wyniszczające dla sektora handlowego skutki 15 tygodni lockdownów – ogromne straty w obrotach sklepów i usług przekraczające 30 mld zł oraz lukę w budżetach właścicieli centrów handlowych sięgającą ok. 5 mld zł, czyli 45 proc. ich rocznych przychodów.
  • Oznacza to także niższe o ok. 6,2 mld zł wpływy z VAT do budżetu państwa oraz negatywne konsekwencje dla rynku pracy.

PRCH w pełni rozumie konieczność podejmowania działań, które prowadzą do zwiększenia bezpieczeństwa wszystkich Polaków, jednak stowarzyszenie podkreśla, że zamknięcie sklepów w centrach handlowych jest bezpodstawne i bardzo dotkliwe dla sektora. Obostrzenia powinny być wprowadzane przy uwzględnianiu konsekwencji ekonomicznych oraz w oparciu o dane i analizy liczby zakażeń, a te zebrane w ostatnich tygodniach nie pokazują związku pomiędzy otwarciem galerii, a liczbą chorych na koronawirusa.liczba zachorowań covid w polsce

Zamknięcie centrów handlowych jest nie tylko nieefektywną metodą walki z pandemią, ale również mechanizmem sukcesywnie wyniszczającym polską gospodarkę. Każdy kolejny dzień lockdownu to dalsze straty dla branży centrów handlowych, która już znacząco ucierpiała podczas trzykrotnego, trwającego  15 tygodni, ograniczania działalności placówek handlowych i usługowych. Wiosenne zamknięcia sklepów w galeriach przyniosły lukę w obrotach galerii na poziomie 17,5 mld zł, jesienny lockdown skutkował zmniejszeniem obrotów o 6 mld zł, a trwający obecnie zakaz działalności sklepów przynosi kolejne 6 mld zł strat. Łącznie to 30 mld zł utraconych przychodów sklepów i usługodawców działających w galeriach. W wyniku zamknięć ucierpiały również budżety wynajmujących – ich roczne dochody spadły o 5 mld zł, czyli ponad 45 proc. rocznych przychodów. Zostali oni także wyłączeni z tarcz pomocowych i jednocześnie obciążeni kosztami abolicji czynszowej. Skutki finansowe wprowadzanych obostrzeń będą widoczne także w budżecie państwa. Wpływy z podatku VAT będą niższe o ok. 6,2 mld zł. Konsekwencje odczuje rynek pracy, na którym zwolnienia będą zauważalne w drugim kwartale br.

PRCH wskazuje także na brak równości w traktowaniu podmiotów gospodarczych poprzez  rozporządzenia epidemiczne zakazujące działalności wybranym placówkom handlowym. Te same sklepy w centrach handlowych o powierzchni powyżej 2 000 mkw. są traktowane inaczej, niż te położone w mniejszych obiektach lub przy ulicach handlowych. Trudno jest też znaleźć uzasadnienie pod kątem epidemiologicznym dla doboru branż, które mogą prowadzić działalność bez ograniczeń. To sprzeczne z konstytucyjną zasadą równości wobec prawa, dlatego obecne regulacje wymagają pilnej zmiany, a galerie pełnego otwarcia.

Branża oczekuje jak najszybszego pełnego otwarcia obiektów handlowych i prowadzenia działalności w wysokim rygorze sanitarnym. W galeriach wdrożono zalecenia Głównego Inspektoratu Sanitarnego, Ministerstwa Rozwoju Pracy i Technologii, WHO i międzynarodowej organizacji certyfikującej bezpieczeństwo w obiektach handlowych, Safe Shopping Centres. Polskie standardy sanitarne są jednymi z najwyższych w Europie, a tysiące kontroli policji i sanepidu nie wykazały nieprawidłowości. Podczas gdy pracownicy galerii regularnie dezynfekują wszystkie powierzchnie wspólne w nieruchomościach i kontrolują przestrzeganie zasady DDM, prowadzone są również działania edukacyjne. PRCH pokazuje jak należy zachować się w galerii handlowej w czasach pandemii – w kampanii społecznej #KupujęBezpiecznie Bezpieczeństwo – Kupuję to!

PRCH w imieniu swoich członków apeluje również do Rządu o objęcie wsparciem w ramach tarcz pomocowych wszystkich najemców, którzy nie mogą prowadzić działalności oraz włączenie właścicieli i zarządców centrów handlowych do programów pomocowych.

***

EBC mniej zaniepokojony siłą euro?

Nastroje na rynkach w piątek pogarszają się przy przerzuceniu uwagi na rozwój pandemii w Chinach. Przygasa wstępny entuzjazm podsycany nadziejami na nowy bodziec fiskalny ze strony nowo zaprzysiężonego prezydenta USA, a inwestorzy przeszli do realizacji zysków przed weekendem. Na FX oznacza do redukcję pozycji sprzedaży USD z wyłączeniem EUR/USD, który znalazł wsparcie w czwartkowym przekazie EBC.

Czwartkowa decyzja EBC nie miała być przełomowa i taką rzeczywiście nie była. Parametry polityki pieniężnej pozostały bez zmian, co oznacza utrzymanie programu skupu aktywów PEPP co najmniej do marca 2022 r. W ocenie sytuacji gospodarczej prezes EBC Christine Lagarde prezentowała ostrożny optymizm. Powtórzyła komentarz z grudnia, że ryzyka dla perspektyw gospodarczych przeważają po negatywnej stronie, ale są „mniej wyraźne”. Zaostrzenie restrykcji nie wpłynęło na ocenę, gdyż zdaniem Lagarde bank nastawiał się na taki scenariusz. Ryzykiem w krótkim terminie pozostaje przedłużanie się lockdownów i nowe szczepy wirusa, ale EBC widzi także pozytywne czynniki, jak dystrybucja szczepionek, finalizacja umowy brexitu, porozumienia nad funduszem odbudowy UE, solidna postawa przemysłu i rozstrzygnięcia w wyborach do Senatu USA. Ogólnie w wypowiedzi Lagarde nie było widać wyraźnego nasilenia gołębiego nastawienia, a raczej wyczuwało się stanowisko ostrożnego obserwowania rozwoju wypadków, choć z optymistycznymi zapatrywaniami na ścieżkę odbicia ożywienia. Takie nastawienie prawdopodobnie miało też wpływ na osłabienie werbalnych interwencji wobec euro. Z komentarzu zniknął fragment, że EBC „bardzo uważnie” monitoruje kurs walutowy. Zapytana na konferencji o euro Lagarde dodała od siebie, że bank faktycznie monitoruje kurs „bardzo ostrożnie”. Wyglądało to jednak jako próba nie wywarcia wrażenia, że bank odpuścił obserwację rynku FX, co mogłoby dać za silny sygnał do aprecjacji. Całość sugeruje, że o ile EUR nie zyskuje za szybko (EUR/USD jest na podobnych poziomach co w czasie grudniowego posiedzenia, a kurs EUR ważony obrotami handlowymi jest nawet niżej), EBC nie będzie zanadto ingerował. Dopiero powrót dyskusji o obniżkach stóp procentowych byłby silnym negatywnym impulsem dla waluty, ale po wczorajszym posiedzeniu nic nie wskazuje, aby miało to szybko nastąpić.

EUR/USD jest nieco wyżej, ale brakuje mu wsparcia w podtrzymaniu szerokie słabości USD. A dolar dziś ma się lepiej przy schłodzeniu rynkowych nastrojów. Sesja azjatycka przywiała informacje o szykowanym lockdownie Hongkongu i nasileniu covidowych restrykcji w Chinach. W takim otoczeniu jest racjonalnym domknąć przed weekendem ryzykowne pozycje, co widać po rynku akcji, ropy naftowej i na crossach walut ryzykownych z USD.
W kalendarzu na koniec tygodnia czeka nas wysyp wstępnych odczytów PMI. W strefie euro zaostrzenie lockdownów w krajach bloku będzie rzutować na zmiany indeksów. Wskaźniki dla sektora usługowego obniżą się mocniej, ale indeksy dla przemysłu pozostaną powyżej 50 pkt., sugerując podtrzymanie rozwoju sektora. W Wielkiej Brytanii wprowadzenie pełnego lockdownu zapewne poskutkuje wyraźnymi spadkami wskaźników PMI z większym spadkiem w usługach. Nowa rzeczywistość brexitu także nie pomoże w poprawie nastrojów przedsiębiorców. W USA odczyty najprawdopodobniej wskażą na słabnącą dynamikę ekspansji w związku z mierzeniem się gospodarki z pandemią. Mimo to wartości wyraźnie powyżej 50 pkt dla indeksów przemysłu i usług wciąż podkreślają podtrzymywany optymizm przedsiębiorców mających nadzieję na szybką poprawę wraz z rozpowszechnianiem szczepień.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Zdecydowana większość pracujących uciekła z pracowniczych planów kapitałowych. Mimo wysokich zwrotów z oszczędzania

Po trzech fazach wdrożenia PPK w programach oszczędzania na emeryturę wspólnie z pracodawcą i państwem uczestniczy niespełna jedna trzecia uprawnionych. To mniej, niż pierwotnie zakładał rząd. Choć specjaliści przekonują, że program jest dobrze skonstruowany, Polacy wciąż obawiają się powtórki historii z otwartymi funduszami emerytalnymi. Nawet mimo tego, że wyniki za ubiegły rok pokazują, że w ten sposób są w stanie zaoszczędzić więcej, niż gdyby odkładali sami. Zdaniem Grzegorza Chłopka z Instytutu Emerytalnego to właśnie brak zaufania do oszczędzania przy udziale instytucji jest największą przeszkodą w popularyzacji PPK.

– W programie PPK uczestnik, który zarabia średnią krajową, ma już na swoim koncie około 2,8 tys. zł, przy czym sam wyłożył 1,3 tys. zł, bezpośrednio wpłacając je na swoje konto, oraz musiał zapłacić dodatkowo około 150 zł podatku od wpłat pracodawcy – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Grzegorz Chłopek, ekspert Instytutu Emerytalnego. – W efekcie wykładając 1,45 tys. zł, ma czysty zysk w wysokości 1,4 tys. zł. To prawie 100 proc. zwrotu. Gdyby samodzielnie oszczędzał z taką samą skutecznością, jak oszczędzały fundusze PPK, to miałby zaledwie 11 proc. stopy zwrotu. 

Jak wynika z przygotowanego przez eksperta raportu „Podsumowanie wyników PPK na koniec 2020 roku”, nawet osoba, która po pierwszym roku oszczędzania w PPK zdecydowałaby się na zwrot wszystkich środków, zarobiłaby 50 proc. (719 zł wobec wyłożonych 1,45 tys. zł), a dodatkowo jej konto podstawowe FUS zwiększyłoby się o 328 zł, zwiększając przyszłą emeryturę.

Maciej Samcik, autor bloga „Subiektywnie o finansach”, ocenił, że pochopne wypisanie się od razu z PPK (pracownicy są bowiem automatycznie dopisywani do programu, ale na własną prośbę mogą z niego wystąpić) mogło być najgłupszą i najkosztowniejszą decyzją finansową 2020 roku.

Polacy uciekają z PPK, natomiast ci, którzy zostali, mają potężne zyski. Warto, żeby ta grupa mogła te zyski pokazać sąsiadowi w pracy, że faktycznie kapitał bardzo szybko przyrasta. Nie ma w tej chwili szybszego i lepszego sposobu oszczędzania niż PPK ze względu na to, że sami wykładając pewną kwotę, zmuszamy pracodawcę, żeby dopłacił dodatkowe środki do naszego konta – podkreśla Grzegorz Chłopek.

Po podpisaniu umów przez firmy z trzech pierwszych faz poziom partycypacji, czyli udział osób zapisanych w PPK, to ok. 1,7 mln osób. To nieco ponad 30 proc. uprawnionych. Jeśli doliczyć uczestników pracowniczych programów emerytalnych, to oszczędzających są ponad 2 mln.

Oznacza to jednak, że ponad dwie trzecie zatrudnionych w przedsiębiorstwach objętych etapami I–III zrezygnowało z uczestnictwa w systemie. W największych firmach wskaźnik partycypacji sięgnął niemal 40 proc., ale w średnich już tylko 22–23 proc. Z doświadczeń innych krajów wynika, że im mniejsza firma, tym niższy procent zainteresowanych oszczędzaniem. Tymczasem twórcy ustawy zapowiadali, że długoterminowo liczą na udział nawet 50–75 proc. uprawnionych. Polski Fundusz Rozwoju przekonuje, że część osób może się przekonać do uczestnictwa w późniejszym terminie, tak jak stało się to np. w Wielkiej Brytanii.

– Największym problemem PPK jest brak zaufania do systemu. Pracownicy uznali, że jest to program rządowy, przymusowy, a de facto tak nie jest, bo w każdej chwili możemy wypłacić pieniądze – przekonuje ekspert Instytutu Emerytalnego. – Aby Polacy obdarzyli system PPK zaufaniem, trzeba pokazywać, że można rzeczywiście tymi środkami dysponować.

Jego zdaniem to nie dylemat, czy uczestniczyć w PPK, czy nie, powinien zajmować pracowników, ale to, czy wypłacać co pewien czas środki ze swojego konta na większe zakupy, czy też zachować wszystkie zwolnienia podatkowe i dopłaty z Funduszu Pracy, oszczędzając do 60. roku życia, by mieć ponad 72 proc. więcej kapitału dzięki dopłatom.

– Pracownik nie może sam wybrać PPK, ale już sposób inwestowania jest w jego gestii – to, czy wpłaca minimalne wymagane 2 proc., czy trochę więcej, np. do 4 proc., kiedy chce wypłacić środki, bo możemy to w każdej chwili zrobić. Możemy też zmienić sposób zarządzania na bardziej bezpieczny lub bardziej dynamiczny, który może nam przynieść większe zyski. Jeżeli pracownik przyjdzie po środki do instytucji finansowej, to ma ona kilka dni na to, żeby te środki wypłacić – wyjaśnia Grzegorz Chłopek.

Ustawa o pracowniczych planach kapitałowych, która weszła w życie na początku 2019 roku, wprowadzana jest stopniowo. Najpierw objęła największe firmy, zatrudniające co najmniej 250 osób (od lipca 2019 roku), a potem co pół roku stopniowo coraz mniejsze podmioty, z tym że zatrudniający od 50 do 249 osób z racji pandemii uzyskali półroczne przesunięcie terminu i wdrażają PPK razem z firmami z fazy trzeciej. Od początku 2021 roku programem zostali objęci zatrudnieni w najmniejszych firmach (1–19 osób) oraz pracownicy sektora budżetowego. Jednostki sektora finansów publicznych muszą podpisać umowę o zarządzanie PPK z wybraną instytucją do 26 marca, a umowę o prowadzenie planów – do 10 kwietnia. Małe firmy prywatne mają na to cztery tygodnie więcej.

Z początkiem tego roku ruszy czwarta fala obejmująca najmniejsze firmy. Tutaj oczekiwania raczej nie są dobre, zwłaszcza że jesteśmy w fazie lockdownu i pracownicy razem z pracodawcami w takich małych zakładach borykają się z problemami – mówi ekspert Instytutu Emerytalnego. – Natomiast de facto jesteśmy też przed piątą falą obejmującą budżetówkę. Doświadczenia z innych krajów uczą, że w sektorze budżetowym partycypacja jest zwykle największa.

UOKiK jeszcze w styczniu wyda pierwsze decyzje ws. zatorów płatniczych. W toku jest 100 postępowań

UOKiK przyspiesza postępowania wobec przedsiębiorców zalegających swoim kontrahentom z płatnościami. – W czasie pandemii zatory płatnicze są coraz poważniejszym problemem, dlatego powinny być skutecznie eliminowane z rynku. Szczególnie jeśli dopuszczają się tego największe firmy, bo często cierpią na tym mali i średni przedsiębiorcy – mówi Tomasz Chróstny, prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów. W ciągu roku od uzyskania nowych uprawnień w walce z zatorami płatniczymi urząd rozpoczął 100 takich postępowań, w tym 28 tylko w grudniu 2020 roku, m.in. w branży spożywczej, mięsnej, budowlanej, transportowej oraz kosmetycznej. Pierwsze decyzje mają zapaść jeszcze w tym miesiącu.

Zatory płatnicze w Polsce są bardzo poważnym problemem. Widzimy, że wielu przedsiębiorców, pomimo że umawiają się na odroczony termin płatności, nie realizuje ich, na czym tracą uczciwe firmy. Jeżeli jedna ze stron zrealizowała dostawę produktów i usług, wówczas druga strona powinna w terminie zrealizować płatność – mówi agencji Newseria Biznes prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów.

Dane BIG InfoMonitor z IV kwartału 2020 roku wskazują, że już prawie połowa firm z sektora MŚP uskarża się na faktury przeterminowane nawet o 60 dni. W poprzednich kwartałach odsetek ten wynosił około jednej trzeciej. Najbardziej znacząco sytuacja pogorszyła się w branży handlowej.

 Zatory płatnicze w czasie pandemii ulegają zwiększeniu, dlatego niezwykle ważne jest, aby wyeliminować te generowane przez największe firmy na rynku, bo cierpią na tym mali i średni przedsiębiorcy. Duże firmy najczęściej mają zabezpieczenia prawne i otrzymują płatności. Natomiast zatory kumulują się w całym łańcuchu dostaw i te mniejsze, słabsze podmioty ponoszą dużo poważniejsze skutki gospodarcze niż najwięksi gracze rynkowi – ocenia Tomasz Chróstny.

Prezes UOKiK może interweniować, jeśli suma zaległych świadczeń pieniężnych przedsiębiorcy w ciągu trzech kolejnych miesięcy wyniesie co najmniej 5 mln zł (od 2022 roku będzie to 2 mln zł). Dotyczy to zaległości z faktur wystawionych po 1 stycznia 2020 roku lub wcześniej, jeśli termin ich płatności stał się wymagalny po 1 stycznia ubiegłego roku.

Pod koniec grudnia UOKiK wszczął postępowania wobec kolejnych 28 podmiotów z branż zagrożonych zatorami płatniczymi, m.in. spożywczej (mięsnej), budowlanej, transportowej oraz kosmetycznej, wobec których zachodzi prawdopodobieństwo nadmiernego opóźniania się z płatnościami. Pierwszych decyzji w ramach postępowań można oczekiwać jeszcze w styczniu tego roku. Kary dla przedsiębiorców obliczane są według specjalnego wzoru, a ich wysokość zależy przede wszystkim od wielkości długu i czasu opóźnienia w płatności.

Prowadzimy w urzędzie 100 takich postępowań. Mocno intensyfikujemy je właśnie po to, żeby jak najszybciej wydawać decyzje – deklaruje prezes UOKiK. – To są trudne postępowania. Na naszych barkach spoczywa nie tylko wykazanie dokładnej kwoty i czasu realizowanego zatoru, ale również zweryfikowanie, czy są przesłanki do odstąpienia od ukarania przedsiębiorcy. Dotyczy to sytuacji, gdy suma jego zobowiązań przeterminowanych jest mniejsza niż należności przeterminowanych, a zatem gdy dany przedsiębiorca bardziej cierpi z powodu zatorów ze strony swoich kontrahentów.

Jak podkreśla, ustawodawca nie przewidział np., że należy ocenić, czy zatory generowane na przedsiębiorcy są realizowane w ramach jednej grupy kapitałowej, a zatem czy są schematy tworzone tylko po to, aby występowało obligatoryjne odstąpienie od nałożenia sankcji.

Praktyka z realizacji przepisów pokazuje, że musimy również usprawnić przepisy, żeby postępowania mogły być prowadzone dużo sprawniej, a w związku z tym negatywne zjawisko będzie eliminowane z rynku dużo szybciej na korzyść uczciwych przedsiębiorców – mówi Tomasz Chróstny. – Chcemy wspólnie z Ministerstwem Finansów i Ministerstwem Rozwoju, Pracy i Technologii wypracować rozwiązania korzystne dla uczciwych przedsiębiorców, którzy są poszkodowani. Dopiero gdy uzgodnimy kształt zmian prawnych, wówczas przedstawimy je do publicznych konsultacji.

Jurek Owsiak: Żeby masowo szczepić Polaków, potrzeba pracy 24 godziny na dobę, także wolontariuszy. Jesteśmy gotowi wspomóc polską służbę zdrowia w akcji szczepień

W Polsce przeciwko koronawirusowi zaszczepiono pierwszą dawką ok. 600 tys. osób, a w rządowych magazynach czeka ok. 470 tys. szczepionek. To rezerwy na drugie dawki dla tych, którzy zostali zaszczepieni pierwszą. Tempo szczepień nie jest imponujące nie tylko ze względu na mniejsze dostawy od producentów w ostatnich dniach, ale też organizację całej operacji logistycznej. Zdarzały się dni, kiedy dziennie szczepionych jest ok. 11–12 tys. osób. Dlatego Jerzy Owsiak zaproponował wsparcie WOŚP w całym procesie. – To moment, kiedy potrzebne są wszystkie ręce na pokład – mówi.

 Mamy ogromny problem ze szczepieniami w Polsce. Mówią o tym ludzie, którzy się na tym znają. Tempo i logistyka prowadzonych szczepień pozostawiają wiele do życzenia – ocenia w rozmowie z agencją Newseria Biznes Jurek Owsiak, założyciel i prezes Fundacji Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. – To idzie bardzo wolno. Wręcz groteskowo wyglądają obliczenia młodych ludzi z fundacji, kiedy mogą być zaszczepieni.

Dane z 21 stycznia wskazują, że pierwszą dawką szczepionki na COVID-19 zaszczepiono ponad 590 tys. osób. W ciągu ostatniej doby podano niemal 46 tys. szczepionek. Zgodnie z zasadami Narodowego Programu Szczepień rozdysponowanie dawek ma odbywać się w czterech etapach. W etapie „0” szczepieni są m.in. pracownicy sektora ochrony zdrowia. W dalszej kolejności, po 25 stycznia – zgodnie z nowymi propozycjami – będą szczepieni seniorzy po 60. roku życia i osoby młodsze z chorobami przewlekłymi. Szczegóły nowego harmonogramu mają być znane w przyszłym tygodniu.

W poprzednich tygodniach średnio do Polski trafiało 360 tys. dawek dziennie, przy czym połowa była rozdysponowana do punktów szczepień. W ostatnich dniach mamy jednak do czynienia ze zmniejszeniem dostaw o połowę ze względu na decyzję producenta o zmianach w procesie produkcji. To oznacza tymczasowe spowolnienie tempa szczepień, ale już od przyszłego tygodnia mają one wrócić do normy.

 Słyszymy, że na świecie mówimy o milionowych szczepieniach i to w takim krótkim czasie. Nawet kiedy porównamy nasze osiągnięcia z dawnych lat, kiedy była czarna ospa, widzimy, że potrafiono takie akcje przeprowadzać bardzo szybko i skutecznie – mówi Jurek Owsiak. – Kiedy mówimy o kilkunastu tysiącach szczepień dziennie w Polsce, a może i nawet mniej, to widać, że brak jakiejkolwiek logistyki. Stąd był ten nasz list do ministra zdrowia, bo to jest taki moment, kiedy mówimy: wszystkie ręce na pokład.

W późniejszym etapie, kiedy dostawy od Pfizera i innych producentów przyspieszą, wąskim gardłem może okazać się wydolność placówek ochrony zdrowia i personelu medycznego. Eksperci oceniają, że aby uzyskać odporność populacyjną, zaszczepić powinno się zaś 40–70 proc. Polaków. Żeby przyspieszyć całe przedsięwzięcie, Jerzy Owsiak zaproponował wsparcie WOŚP, np. przy szczepieniu osób pracujących i przebywających w DPS-ach i hospicjach. List w tej sprawie wysłał do ministra zdrowia Adama Niedzielskiego.

– Aby zaszczepić kilkanaście milionów osób, potrzeba pracy 24 godziny na dobę, non stop i to pracy także wolontariuszy. Zespół pielęgniarek, pielęgniarzy, lekarzy, ludzi, którzy mają prawo szczepić, sam nie da rady, to jest po prostu fizyczną niemożliwością. My możemy takich wolontariuszy zorganizować – zapewnia organizator Finału WOŚP.

Jak przypomina, Medyczny Patrol powołany przez fundację współpracuje z systemem Państwowego Ratownictwa Medycznego. Ratownicy z ukończonym kursem mogą przeprowadzać proste zabiegi, byliby także w stanie pomóc w akcji szczepień.

– To ludzie, którzy dla Orkiestry chętnie coś zrobią. Na hasło „organizujemy takie punkty” są gotowi podjąć się tego wyzwania – mówi prezes Fundacji WOŚP. – Pokojowy Patrol, który wspiera najpiękniejszy przystanek świata, tworzy co roku szpital polowy uznawany przez fachowców jako absolutny ewenement na skalę światową, w którym często wyposażenie jest lepsze niż w okolicznych szpitalach. Mamy w tym doświadczenie.

Kolejna możliwość wsparcia to finansowanie. Fundacja od początku pandemii pomaga w wyposażeniu polskich szpitali. Niedługo po stwierdzeniu pierwszych przypadków zachorowań w Polsce wyposażyła szpitale w urządzenia i środki ochrony osobistej, m.in. 200 łóżek na stanowiska intensywnej opieki medycznej, 34 respiratory (w tym 10 transportowych) i 2,6 mln trójwarstwowych maseczek chirurgicznych. W listopadzie 2020 roku rozpoczęła drugi etap zakupów związanych z koronawirusem, tym razem dla szpitali, które otrzymały nakaz stworzenia oddziałów covidowych. Kupiła 50 respiratorów, 90 kardiomonitorów, ponad 1,3 tys. łóżek do intensywnej terapii, sześć koncentratorów tlenu oraz system zdalnego monitorowania pacjentów z COVID-19.

 Takie decyzje jesteśmy w stanie podjąć w ciągu 24 godzin i pomagać. Nie patrzymy na żadne sytuacje polityczne, po prostu jesteśmy gotowi – podkreśla Jurek Owsiak.

Sztuczne płuca ratują życie chorych na COVID-19. Zebrane w czasie pandemii doświadczenia posłużą opracowaniu nowoczesnych urządzeń medycznych

Dzięki procedurze ECMO, czyli zewnątrzustrojowemu natlenianiu krwi, można uratować życie chorych na COVID-19, którym nie można już podłączyć respiratora. Leczenie to od lat jest znane w kardiochirurgii, ale jak twierdzą specjaliści, zastosowanie go w innej dziedzinie medycyny da dostęp do wiedzy, dzięki której najpóźniej za półtora roku powstaną nowe technologie medyczne. Potrzeba opracowania nowych procedur jest tym większa, że w wyniku pandemii znacznie pogorszyła się opieka nad pacjentami z zawałami serca.

– Kardiochirurdzy dysponują zewnątrzustrojową techniką natleniania krwi. Jest to tzw. procedura ECMO, czyli zewnętrzne sztuczne płuco. W kardiochirurgii to urządzenie jest wykorzystywane od lat w leczeniu ciężkich chorób układu krążenia. W momencie, kiedy nastąpiła pandemia, natychmiast pokazało ono swoje nowe zastosowanie. Podłącza się je u pacjentów w krytycznym etapie chorób. Trwa proces zbierania ogromnej wiedzy dotyczącej leczenia za pomocą ECMO nowej jednostki chorobowej, jaką jest COVID-19 – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje dr n. med. Grzegorz Suwalski, kardiochirurg i prezes zarządu Quantum Innovations.

W procedurze ECMO krew pacjenta jest pobierana przez kaniulę, wprowadzana do urządzenia i oddawana z powrotem już natlenowana. Samo urządzenie wyglądem przypomina walizkę o wymiarach 60 na 40 cm. Podpięty jest do niego ekran, na którym wyświetlają się funkcje życiowe pacjenta. Do leczenia za jego pomocą choroby COVID-19 kwalifikowani są pacjenci z ciężkim uszkodzeniem płuc, u których nie byłoby skuteczne podłączenie respiratora.

– Jak wiadomo, wirus uszkadza płuca. W momencie kiedy to uszkodzenie jest jeszcze niewielkie, wystarczy leczenie wspomagające – podawany tlen, a później leczenie respiratorem, czyli mechaniczną wentylacją. Natomiast u dużej części tych pacjentów zniszczenie płuc jest tak duże, że nie ma już możliwości wprowadzania tlenu do organizmu poprzez płuca, czyli poprzez mechaniczną wentylację poprzez respirator – tłumaczy Grzegorz Suwalski.

Procedurę ECMO w leczeniu COVID-19 stosuje m.in. Śląskie Centrum Chorób Serca w Zabrzu. Od października udało się dzięki niej uratować życie pięciu pacjentom. Z kolei Narodowy Instytut Kardiologii Stefana kardynała Wyszyńskiego w Aninie powołał mobilny zespół ECMO. Może on zaimplantować urządzenie w ośrodkach prowadzących terapię chorych na COVID-19. Po podłączeniu chorego do urządzenia zespół  zapewnia ciągłe wsparcie online, a w razie potrzeby również na miejscu.

– Pandemia przebiega w sposób krytycznie szybki. Wiedza, która teraz jest zbierana, w ciągu roku, najwyżej półtora, zaowocuje nowymi koncepcjami, nowymi pomysłami urządzeń. Zebrana wiedza pokaże, gdzie są problemy, a następnie zrodzą się koncepcje i ruszą projekty, które będą te koncepcje weryfikować pod kątem ich skuteczności i bezpieczeństwa. Kiedy to się stanie, ruszą innowacje sprzętowe, być może pojawią się nowe urządzenia do oksygenacji lub inne, które będą wspomagały procesy decyzyjne – przewiduje kardiochirurg.

Potrzeba opracowania odrębnych procedur dla leczenia krytycznie chorych na COVID-19 jest tym większa, że z uwagi na priorytetowe traktowanie tej choroby cierpią pacjenci zmagający się z innymi schorzeniami. Z badań opublikowanych na stronie American Heart Association wynika, że w Anglii po wybuchu pandemii koronawirusa aż o połowę zmniejszyła się liczba hospitalizacji z powodu ciężkiego zawału serca. Jednocześnie o 56 proc. zwiększyła się częstość występowania pozaszpitalnego zatrzymania krążenia. Polscy lekarze nie obserwują takich tendencji, ale dostrzegają objawy niewydolności służby zdrowia w wyniku obciążenia pandemią.

– Wirus SARS-CoV-2 nie powoduje zawałów serca, nie ma bezpośredniego połączenia. Robi on dużo gorszą rzecz. Wpływa potwornie na system ochrony zdrowia, który jest poddany dużemu obciążeniu i często nie jest w stanie w idealny sposób zapewnić leczenia zawałów serca, które dzieją się ze swoją własną dynamiką. Leczenie, które jest najlepsze w ostrym zawale serca, to jest leczenie inwazyjne. Często bywa ono niestety odraczane, chociażby dlatego że pacjenci boją się zgłosić do szpitala czy wezwać pogotowie. Przez pandemię leczenie zawału serca nie jest optymalne. Jest takie jak 15 lat temu, czyli nie jest oparte na szybkich inwazyjnych technikach. Wiele szpitali apelowało o to, żeby nie lekceważyć objawów innych chorób – mówi prezes Quantum Innovations..

Jak dodaje, lekarze obserwują też coraz więcej przypadków nieleczonego zawału serca, który od kilkunastu lat był schorzeniem o znaczeniu marginalnym.

Z kolei z danych Rejestru Stanu Cywilnego wynika, że w ubiegłym roku drastycznie wzrosła liczba zgonów. W całym 2020 roku w Polsce zmarło ponad 475 tys. osób. Dla porównania w 2019 roku było to około 401 tys. osób. W przeliczeniu na liczbę zgonów w stosunku do liczebności populacji zanotowaliśmy najgorszy wynik od 1951 roku

– Trzeba jak najszybciej zdławić pandemię poprzez szczepienia. Nie ma innego wyjścia, to jest absolutnie najlepsze rozwiązanie. Nie lekceważyć objawów sercowo-naczyniowych. Należy korzystać z przeciążonego, ale jednak cały czas aktywnego systemu ochrony zdrowia. Wszystkie dolegliwości, które kojarzymy z układem sercowo-naczyniowym, musimy traktować tak, jakby nie było pandemii – apeluje Grzegorz Suwalski.

Nowe technologie zacierają różnicę między tradycyjnymi a wirtualnymi zakupami. W innowacyjne systemy inwestują firmy odzieżowe i obuwnicze

Sklepy odzieżowe i obuwnicze w coraz większym stopniu wykorzystują sztuczną inteligencję i uczenie maszynowe. W ten sposób mogą zmaksymalizować doświadczenie zakupowe użytkowników oraz usprawnić procesy sprzedaży za pomocą analiz predykcyjnych i sterowanych procesów sprzedaży. Inteligentni asystenci cyfrowi polecają klientom ubrania na podstawie ich wzrostu i wagi, autonomiczne szatnie same dostarczają wybraną odzież, zaś w sklepach obuwniczych, dzięki skanowi stopy w 3D, klient nie musi mierzyć butów, system sam znajdzie mu odpowiedni rozmiar w zależności od marki.

– Innowacje w przestrzeniach handlowo-usługowych są wymuszane przez technologię, doświadczenia konsumentów w internecie oraz ogólny trend automatyzacji wszystkiego, co się dzieje dookoła, bo nie mówimy tylko o digitalizacji, ale automatyzacji. Ta automatyzacja to może być digitalizacja komunikacji, różnych procesów, ale też robotyzacja – wskazuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Piotr Badowski, prezes Nanovo.

Sztuczna inteligencja jest wykorzystywana do zwiększania wydajności w produkcji odzieży, a także w prowadzeniu przedsiębiorstw. Nowe i pojawiające się technologie można wykorzystać do poprawy zrównoważonego rozwoju i stworzenia spersonalizowanej, indywidualnej obsługi klienta. Sklepy odzieżowe i obuwnicze, aby skutecznie konkurować z e-commerce, w coraz większym stopniu wykorzystują SI i uczenie maszynowe. Dzięki temu mogą zmaksymalizować doświadczenie zakupowe użytkowników, poprawić wydajność systemów sprzedaży poprzez inteligentną automatyzację oraz usprawnić procesy sprzedaży za pomocą analiz predykcyjnych. Polska firma Nanovo poszła krok dalej. Stworzyła inteligentny system, który całkowicie zastępuje tradycyjną sprzedaż.

– To w pełni zautomatyzowana, magiczna przymierzalnia. Kiedy jesteśmy zapraszani już po wyborze tego, czym jesteśmy zainteresowani, w sposób automatyczny na drzwiach szatni pojawiają się te ubrania. Możemy korzystać z różnego rodzaju oświetlenia: wieczorowego, biurowego, światła dziennego, żeby zobaczyć, jak to wygląda w różnych warunkach. Jeżeli chcemy zmienić rozmiar albo kolor, to w pełni zautomatyzowany sposób wybieramy te opcje na ekranie i po chwili pojawiają się nowe ubrania. To jest pilotowany koncept, początkowo takich sklepów miało być pięć, teraz jest ich już 30 – podkreśla Piotr Badowski.

Nanovo oferuje autorskie oprogramowanie SIGNIO. Cyfrowe rozwiązania całkowicie zastępują fizyczne modele wystawowe w przestrzeni sklepowej. Nie ma też tradycyjnych elementów scenograficznych, wszystko bazuje na monitorach w formie ścian wideo. Zamieniając tradycyjny druk na wideo, sklepy mogą też sporo zaoszczędzić – system zwraca się w około dwa lata od zakupu.

Platforma SIGNIO łączy sprzedaż w sieci z tradycyjną sprzedażą. Integruje procesy i pracę na pięciu typach terminali cyfrowych w przestrzeni sprzedaży, które wspierają proces wyboru produktów, ich dopasowania, zamówienia i sprzedaż, a samoobsługowe stanowiska zlokalizowane są w przestrzeni sprzedaży sklepu oraz w automatycznych przymierzalniach.

– To jest to samo doświadczenie, które mamy, siedząc na kanapie w domu, natomiast natychmiastowo możemy te produkty przymierzyć. Przenosimy i mieszamy te doświadczenia online’u z offline’em, generalnie chodzi o to, żeby to doświadczenie było jak najbardziej wielokanałowe – zaznacza ekspert.

Nanovo stworzyło też innowacyjny system dedykowany sklepom obuwniczym, który pozwala na zeskanowanie stóp klienta w 3D i powiązanie ich cyfrowych parametrów z kontem użytkownika. Dzięki temu w trakcie kolejnych zakupów aplikacja podpowie obuwie i dopasuje jego rozmiar w zależności od marki. Umożliwia to idealne dobranie rozmiaru obuwia, sprawdza się też przy zakupie specjalistycznych butów dla np. sportowców.

– Przenosimy część tego rozwiązania do sklepów tradycyjnych. Kiedy klient nie może znaleźć w sklepie odpowiedniego rozmiaru czy też wariantu, może podejść do tabletu i wybrać produkt, który go interesuje. Takie kategorie jak produkty gospodarstwa domowego mają problem, żeby wystawić wszystkie swoje produkty. Wówczas elektroniczna forma ich pokazywania może się bardzo dobrze sprawdzić – przekonuje przedstawiciel Nanovo.

Jak wskazuje ekspert, pandemia przyspieszyła wprowadzanie innowacyjnych rozwiązań, nie tylko zresztą do sklepów i galerii handlowych.

–  Granica pomiędzy zakupami w internecie i w sklepach tradycyjnych będzie się zacierać. To jest na pewno trend jak największego łączenia wiedzy o tym, co klienci kupują poprzez ekran w domu i w samym sklepie, i system rekomendacji pomiędzy tymi sklepami – ocenia Piotr Badowski.

Pandemia nie taka straszna

Okazuje się, że przynajmniej wg danych GUS wpływ pandemii wcale nie jest taki straszny. Owszem liczba zatrudnionych spadła o 1%, co jest obiektywnie dobrym wynikiem, ale ci, którzy nadal pracują, zarabiają 6,6% więcej.

Inauguracja prezydenta Bidena

Zwyczajowo inauguracja nowego prezydenta była tylko formalnością. Kolejnym w cyklu automatycznych wydarzeń po wygraniu wyborów. W tym roku jednak (ze względu na specyfikę wyborów, oskarżenia o ich sfałszowanie czy ostatnie zamieszki na Kapitolu) wydarzenie to miało znacznie większą wagę. Istniało realne zagrożenie, że coś się wydarzy, co może utrudnić cały proces. Dolar przed inauguracją wyraźnie umacniał się, po czym do końca dnia powoli wracał w stronę poziomów z rana. Dla rynków jednak najważniejsze jest to, że wracamy do analizy danych makroekonomicznych w kontekście amerykańskiej waluty, a nie napięć pomiędzy dwoma głównymi kandydatami.

Rynek pracy w Polsce

Poznaliśmy dane GUS na temat zmiany wynagrodzeń oraz zatrudnienia. To ostatnie w skali roku spada obecnie o zaledwie 1%. Biorąc pod uwagę cały kontekst pandemii, jest to bardzo dobry rezultat, którego wiele państw mogłoby nam pozazdrościć. Dodatkowo należy pamiętać, że to liczba zatrudnionych, więc fakt, że bezrobotni nie szukają pracy, nie ma tutaj wpływu na zmanipulowanie wskaźnika (jak może to mieć miejsce chociażby w stopie bezrobocia). Wynagrodzenia z kolei rosną o imponujące 6,6%. Jest to bardzo dobry rezultat pokazujący, że mimo problemów pensje wyraźnie rosną.

Słabsze dane z rynku nieruchomości w USA

Analizując dane ze Stanów, można stwierdzić, że pewne segmenty tych danych są ważniejsze niż na Starym Kontynencie. Przykładem jest chociażby większa waga przykładana do rynku pracy, czy po kryzysie z 2008 roku do rynku nieruchomości. W rezultacie pozornie mniej istotne czynniki takie jak spadek liczby wniosków o kredyt hipoteczny o 1,9%, czy słabszy od oczekiwań indeks rynku nieruchomości NAHB, mogą być jednak znacznie istotniejsze, niż na pierwszy rzut oka się wydaje. Teraz zostały przykryte przez inaugurację prezydenta, ale jeżeli tendencja się utrzyma, powinny działać na niekorzyść dolara.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

13:45 – Unia Europejska – decyzja EBC,

14:30 – USA – wnioski o zasiłek dla bezrobotnych.

Maciej Przygórzewski główny analityk w InternetowyKantor.pl