Kobiety w Polsce stawiają na aktywność zawodową, ale do pełnego sukcesu jeszcze daleko

Z badania „Siła Kobiet. Jakie są współczesne Polki?” przeprowadzonego przez Mobile Institute wynika, że tylko 41% kobiet w naszym kraju czuje się spełnionymi w pracy. Jednocześnie, Polki chcą, a wręcz uważają, że aktywność zawodowa to ich obowiązek. 38% ma ambicje, aby piąć się na stanowiska kierownicze, przy czym nie zawsze są w tym skuteczne, np. ubiegając się o należną podwyżkę, czy awans. Na swoich ścieżkach zawodowych Polki nie czują wsparcia innych kobiet – aż 38% internautek jest zdania, że praca to miejsce kobiecej rywalizacji. Kobiety w dużej mierze nie dostrzegają też dyskryminacji płacowej ze względu na płeć.

 “Polki nie chcą wybierać między karierą a rodziną. Są zdania, że jeden i drugi obszar życia jest dla nich bardzo ważny, a 43% wręcz zastanawia się, dlaczego miałyby wybierać. Ta chęć pogodzenia obu sfer – prywatnej i zawodowej – jest silna niezależnie od wieku badanych Polek, jak i osiąganych zarobków, czy formy zatrudnienia. Wyniki badania pokazują wyraźnie, że nawet najlepiej zarabiające kobiety (7000+ zł/m-c) wciąż nie stawiają wyłącznie na karierę (jedynie 9%), ale chcą harmonii pomiędzy rozwojem zawodowym i spełnieniem w sferze osobistej.” – mówi Katarzyna Czuchaj-Łagód, dyrektorka zarządzająca Mobile Institute.

Stereotyp „kobieta w domu, mężczyzna w pracy” odchodzi do lamusa

Najnowsze badanie Mobile Institute potwierdza, że utarta opinia, zgodnie z którą miejsce kobiety jest w domu, a aktywność zawodowa to domena mężczyzn, przestała mieć odzwierciedlenie w rzeczywistości. Aż 79% Polek, mając taką możliwość, nie zamieniłaby swojej pracy na opiekę nad domem i rodziną, a dla 65% utrzymywanie rodziny, to wręcz powinność i obowiązek. Jednocześnie, na aktywność zawodową kobiet coraz bardziej otwarci są mężczyźni. Choć istnieją różnice między pokoleniami, a grupa zwolenników bardzo tradycyjnego postrzegania ról społecznych nadal istnieje (szczególnie – co ciekawe – wśród millenialsów), to ok. 2/3 panów nie miałoby problemu, gdyby ich partnerka zarabiała więcej od nich. Kobiety, które pełnią odpowiedzialne i dobrze płatne funkcje (np. prezeska, prawniczka, właścicielka firmy) cieszą się uznaniem 68% mężczyzn, szczególnie tych w okolicach 40-stki i starszych.

Według Polek i Polaków raczej nie ma zawodów zarezerwowanych tylko dla mężczyzn, przy czym uważa tak więcej mężczyzn (87%) niż kobiet (80%). Co bardzo optymistyczne, wśród zawodów „męskich” ani mężczyźni, ani kobiety nie wymieniają stanowisk związanych z kompetencjami kierowniczymi, zdolnościami analitycznymi czy umiejętnościami technicznymi.

W połowie polskich rodzin partnerzy mają jasno ustalony podział obowiązków i aż 91% kobiet uważa, że jest on sprawiedliwy. Nie zmienia to faktu, że łączenie wielu ról jest dla kobiet trudne i męczące. Na ewentualną rezygnację z pracy zawodowej na rzecz domu najbardziej otwarte byłyby kobiety w wieku 25-30, 31-36 i 37-45, a więc pokolenia, które obecnie wychowują dzieci.

Kobiety nie starają się o niezależność finansową

Pomimo swojej aktywności zawodowej, kobiety nie przestają polegać finansowo na mężczyznach. 21% Polek wprost wskazuje, że to mężczyzna powinien utrzymywać rodzinę, a kolejne 46% nie sądzi, że niezależność finansowa to kluczowa kwestia. Najmocniej na niezależność finansową stawiają dziewczyny z najmłodszego pokolenia oraz kobiety w wieku 46-55 lat, przede wszystkim mieszkające w dużych i bardzo dużych miastach.

Wydaje się, że właśnie brak determinacji, aby być niezależną finansowo, jest jedną z przyczyn problemów kobiet z egzekwowaniem w miejscu pracy tego, co im się należy, np. podwyżki. Aż 38% pracujących kobiet przyznało, że nigdy nie ubiega się o należne uznanie dla swojej pracy, gdyż jest to dla nich zbyt krępujące. Najbardziej dbają o swoje interesy kobiety z pokolenia 46-55 lat (tzw. Pokolenie X) – 82% robi lub stara się to robić, nawet jeśli przychodzi im to z trudem. Młodsze pokolenia nie mają już takiej determinacji i pewności siebie. O „swoje” nigdy nie upomina się aż 36% kobiet w wieku do 24 lat, 38% kobiet w wieku 25-30 lat, tyle samo w wieku 31-36 lat i aż 44% kobiet w wieku 37-45 lat.

Dlaczego kobiety nie wspinają się wyżej?

Tylko część kobiet jest zainteresowana, aby znaleźć się na najwyższych szczeblach struktur organizacyjnych. Na stanowiskach kierowniczych chce pracować 48% kobiet, z czego 10% już takie stanowisko ma. Co naturalne, najwięcej szefowych  jest w grupie wiekowej 46-55 lat (37%), a najmniej w grupie najmłodszych dziewczyn.

Nie wszystkie Polki chcą zajmować kierownicze stanowiska, ale prawie połowa tak. 39% zdecydowanie odrzuca taką opcję. Z drugiej strony, im młodsze są badane internautki, tym częściej wskazują, że taką pozycją kierowniczki czy menedżerki są zainteresowane. I to nie są puste słowa. Polki, w szczególności z pokoleń Z, Millennials i Xennials, czyli w wieku 18-45 lat, czują potrzebę dokształcania się, rozwijania własnych możliwości i kompetencji zawodowych, a 48% deklaruje, że są w stanie zmienić całkowicie branżę, jeśli będzie tego wymagał rynek.” – komentuje Katarzyna Czuchaj-Łagód, dyrektorka zarządzająca Mobile Institute.

34% zapytanych internautek chce prowadzić własne firmy, z czego 9% już to robi. Prawdziwymi przedsiębiorczyniami są matki-Polki, bo w tej grupie badanych „na swoim” chce być aż 42%.

Co kobiety widzą, a czego nie widzą w miejscu pracy?

Są także inne przeszkody na drodze kobiet do większej niezależności finansowej oraz wzmocnienia ich pozycji zawodowej.

Nadal zbyt wiele kobiet nie ma świadomości, że na polskim rynku pracy istnieje tzw. luka płacowa. Aż 30% Polek uważa, że płeć nie ma wpływu na zarobki, a kolejne 26% uważa, że różnica na korzyść mężczyzn to maksymalnie 5%. Tymczasem – jak wyliczył Forbes Women – dyskryminacja kobiet w kontekście zarobków to fakt, a skala zjawiska jest niemała, bo kobiety zarabiają średnio aż o 20% mniej niż mężczyźni.

Jednocześnie, Polki uważają, że środowisko pracy nie jest miejscem, w którym mogą liczyć na wsparcie innych kobiet. Tylko 18% ma przekonanie, że kobiety pomagają sobie w rozwijaniu karier. 38% Polek ma zdanie zupełnie przeciwne i uważa, że kobiety wcale się nie wspierają, a rywalizują.

***

O badaniu „Siła Kobiet. Jakie są współczesne Polki?”

Raport „Siła Kobiet” powstał na podstawie szerokiego badania, w którym zebrano opinie ponad 1600 internautów, z czego ponad 1000 stanowiły kobiety. W ramach badania zostało zadanych ponad 170 różnorodnych pytań. Przy tworzeniu kwestionariusza badawczego oraz analizie wyników brały udział Ambasadorki projektu, eksperci, ale również internautki, które zgłosiły swoje propozycje w ramach akcji #kobietypytająkobiety.

Raport jest dostępny do pobrania bezpłatnie na stronie: https://mobileinstitute.eu/kobiety

Już 17 listopada 2020 odbędzie się kolejny z cyklu webinarów towarzyszących premierze raportu “Siła Kobiet. Jakie są współczesne Polki?”. Podczas webinaru “Polki w swoim ciele” porozmawiamy o samoakceptacji, dbaniu o siebie oraz podejściu do wyglądu i mody. Panel ekspercki poprowadzi Iwona Kutyna (Prowadząca Onet Rano), a w dyskusji wezmą udział ekspertki Dorota Minta (psycholożka, prezeska zarządu fundacji STOMAlife), Joanna Nojszewska (zastępczyni redaktora naczelnego Twojego Stylu), Daria Sulgostowska (rzeczniczka prasowa i kierowniczka zespołu ds. komunikacji i zrównoważonego rozwoju w CCC oraz Julia Izmałkowa (psycholożka, założycielka i CEO IZMAŁKOWA, pierwszej w Europie agencji badawczej specjalizującej się w wykorzystywaniu psychologii kłamstwa oraz etnografii dla marketingu i biznesu).

Link do rejestracji: https://app.livewebinar.com/663-420-871/de7398e8a3e847665d2aea58cb1287dc

Odpady komunalne to wartościowy surowiec

Jak wynika z danych Eurostatu, w 2017 roku w całej Unii Europejskiej poddano recyklingowi 41,9% odpadów opakowaniowych z tworzyw sztucznych. Co ważne, unijnym celem w obszarze gospodarki odpadami do 2030 roku jest zwiększenie recyklingu odpadów komunalnych do poziomu 60%, zaś opakowaniowych do 70%. Dlaczego jest to tak ważne?

Większość materiałów, z których składają się odpady, nadaje się do przetworzenia na nowe produkty. Szkło oraz aluminium podlegają recyklingowi w 100% i co ważne, można przetwarzać je wiele razy. W przypadku aluminium jest to o tyle istotne, że jego produkcja z rud jest relatywnie droga, a złoża boksytu nie odnawiają się. Tymczasem wystarczy 600 puszek aluminiowych, by powstała rama do roweru, a z 3 puszek zrobimy oprawki okularów.

Selektywna zbiórka odpadów połączona z odzyskiem surowców wtórnych pozwala nie tylko na racjonalne wykorzystanie posiadanych już zasobów, lecz również pozytywnie wpływa na środowisko naturalne. Właściwa segregacja odpadów i poddawanie ich recyklingowi to też istotny element w budowaniu gospodarki o obiegu zamkniętym. Ta koncepcja gospodarcza skupia się na ograniczeniu negatywnego oddziaływania na środowisko wytwarzanych produktów, które – podobnie jak materiały oraz surowce – powinny pozostawać w gospodarce tak długo, jak jest to możliwe, a wytwarzanie odpadów powinno być jak najbardziej zminimalizowane. Zamknięty obieg surowców to nie tylko szansa na poprawę stanu środowiska naturalnego, ale również dodatkowy stymulant wzrostu gospodarczego poprzez np. wzrost PKB. Szacuje się, że może przyczynić się do zwiększenia PKB Unii o dodatkowe 0,5 proc. do roku 2030, tworząc około 700 tys. nowych miejsc pracy – komentuje Michał Kurtyka, minister klimatu i środowiska.

Dzięki recyklingowi szkła możemy ograniczyć zużycie piasku, dolomitu i sody. Wprowadzając tylko jedną szklaną butelkę do wtórnego obiegu, ograniczamy zużycie energii równe 4 godzinom pracy 100-watowej żarówki! Niestety, statystyczny mieszkaniec Polski nieprawidłowo wyrzuca do pojemników na odpady zmieszane aż 56 szklanych opakowań rocznie.

Kolejną, istotną pod względem segregacji frakcją są tworzywa sztuczne. Powstają one z pochodnych ropy naftowej, której zasoby są ograniczone, zaś wydobycie coraz bardziej kosztowne. Z 35 popularnych butelek PET można wyprodukować bluzę z polaru, a energia odzyskana z przetworzenia jednej torby plastikowej pozwala przez 10 minut oświetlać pokój 60-watową żarówką. Plastik może być też przetwarzany na innego rodzaju ubrania specjalistyczne lub sportowe, powstają z niego także namioty, plecaki czy buty.

Jeszcze cenniejsze okazują się odpady ze sprzętu elektronicznego i AGD. Z danych Organizacji Narodów Zjednoczonych wynika, że każdego roku na całym świecie powstaje średnio 50 mln ton zużytego sprzętu elektrycznego i elektronicznego. Co ciekawe, wartość surowców, które występują w tych odpadach, liczona jest na poziomie ponad 48 mld euro. Z miliona samych telefonów komórkowych oddanych do punktów selektywnego zbierania odpadów komunalnych można uzyskać nawet 15,87 ton miedzi, około 350 kilogramów srebra, 34 kilogramy złota czy prawie 15 kilogramów palladu.

Odpady realnie wpływają na środowisko

Wielka Pacyficzna Plama Śmieci (waży kilkadziesiąt ton i zajmuje powierzchnię 1,6 mln km2, czyli jest pięć razy większa niż Polska) jest jednym z najbardziej ekstremalnych przykładów wpływu odpadów na planetę. Powtórne ich wykorzystanie to jedyny skuteczny sposób, aby ograniczyć ilość odpadów zalegających na składowiskach i w konsekwencji ograniczyć ich negatywny wpływ na środowisko.

Około 2 milionów ptaków i ssaków wodnych ginie na świecie każdego roku na skutek połknięcia plastikowych odpadów wrzucanych do mórz i oceanów. Ilość nagromadzonych na planecie odpadów zwiększyła się trzykrotnie przez ostatnie 20 lat. Zajmowana przez nie powierzchnia zwiększyła się dwukrotnie. Jako społeczeństwo nie możemy pozwolić dłużej na takie podejście względem tego cennego surowca wtórnego.

Jeżeli mamy wątpliwości dotyczące segregacji odpadów, możemy sięgnąć po ogólne wytyczne publikowane na stronie Ministerstwa Klimatu i Środowiska: www.naszesmieci.pl.

Passus podpisał umowę o wartości blisko 12,5 mln zł z podmiotem należącym do Skarbu Państwa

Passus, notowany na NewConnect producent i integrator specjalistycznych rozwiązań w zakresie bezpieczeństwa oraz wydajności sieci i aplikacji, podpisał umowę z podmiotem należącym do Skarbu Państwa. Kontrakt zakłada m.in. dostawę zintegrowanego oprogramowania do zarządzania komputerami i urządzeniami przenośnymi. Podstawową część zamówienia, o łącznej wartości 6,15 mln zł, Passus dostarczy do 24 grudnia br. Płatność nastąpi w ciągu 30 dni od zakończenia zlecenia.

Zmówienie zostało podzielone na część podstawową, o wartości 6,15 mln zł, oraz część opcjonalną, oszacowaną na kwotę 6,34 mln zł. Z kolei zamówienie podstawowe będzie składało się z dwóch etapów. Etap pierwszy o wartości 5,98 mln zł zakłada realizację części zamówienia do 26 listopada br. Z kolei etap drugi oszacowany na kwotę 172,2 tys. zrealizowany ma być do 24 grudnia br. W obu przypadkach płatność nastąpi w ciągu 30 dni.

W ostatnich dniach podpisaliśmy umowy o łącznej wartości 26,5 mln zł.  To jedne z największych kontraktów w historii naszej firmy. Chciałbym  zauważyć, iż podobnie jak w latach ubiegłych największe kontrakty zawierane przez naszą firmę są w IV kwartale. – komentuje Tadeusz Dudek, Prezes Zarządu Passus.

W ramach zamówienia opcjonalnego podmiot zamawiający, należący do Skarbu Państwa przewiduje usługi asysty technicznej oraz dostarczenie licencji dla maksymalnie 30 tys. dodatkowych urządzeń wraz z rozszerzoną gwarancją. Zamawiający może skorzystać z prawa opcji w terminie 36 miesięcy liczonych od daty dostarczenia licencji w zamówieniu podstawowym (protokołu odbioru licencji).

Samolot C-27J Spartan poszerza swoje zdolności realizacji misji wojskowych i cywilnych

Firma Leonardo rozpoczęła końcowe testy samolotu nowej generacji: C-27J Next Generation, który charakteryzuje się nowym wyposażeniem, nowym systemem awioniki oraz zaawansowanymi urządzeniami aerodynamicznymi, które poprawiają obecne parametry użytkowe samolotu. Pierwsza maszyna C-27J w nowej konfiguracji zostanie dostarczona nieujawnionemu klientowi w roku 2021.

  • Bazując na swojej sprawdzonej w służbie niezawodności w zakresie niesienia pomocy w trakcie klęsk żywiołowych oraz misji wojskowych, C-27J Next Generation poszerzy swoje zdolności w realizacji różnego rodzaju misji
  • Pierwszy ulepszony samolot zostanie dostarczony klientowi w roku 2021
  • Sprawdzony w misjach we wszystkich warunkach geograficznych i podczas najbardziej wymagających zadań operacyjnych, samolot C-27J stanowi idealną platformę dla ciągłego wprowadzania nowych zdolności

Osiągi i niezawodność samolotu C-27J Spartan cały czas ewoluują w reakcji na zmieniające się potrzeby klientów. Bazując na wszechstronności i elastyczności, w realizacji szerokiej gamy misji, C-27J oferuje nieustannie poszerzający się zakres rozwiązań w zakresie misji, który dostosowywany jest do nowych wyzwań stających przed operatorami. Stanowiąc prawdziwe wsparcie każdej floty powietrznej, dzięki niezrównanym zdolnościom w zakresie wykonywania szerokiej gamy misji, samolot Spartan to wydajne kosztowo rozwiązanie i dobra inwestycja dla krajów wybierających tę maszynę zarówno dla zastosowań wojskowych jak i dla zadań w zakresie obrony cywilnej.

Marco Zoff, dyrektor zarządzający pionu lotniczego w koncernie Leonardo, powiedział: – Ulepszony C-27J przenosi niezrównaną jakość i zdolności maszyn Spartan na następny, wyższy poziom. Jego operatorzy uzyskają nowe możliwości dzięki nowoczesnej awionice, lepszym osiągom i wydajności. Spartan to uosobienie istoty bezpieczeństwa narodowego, dowodząc, że jest najlepszym aktywem dla działań obronnych sił zbrojnych oraz ich zasadniczego wkładu we wsparcie ludności i zwalczanie skutków klęsk żywiołowych.”

W świecie dotkniętym w tym roku pandemią COVID-19 oraz innymi sytuacjami wyjątkowymi, międzynarodowe media obszernie donosiły o nieustannym i skutecznym wsparciu ze strony maszyn C-27J na rzecz znajdujących się w potrzebie społeczności. Pan Zoff dodał jeszcze: „Nasi klienci odkryli w tej maszynie pewien element procesu integracji społecznej, ponieważ jest to jedyny samolot zdolny dotrzeć do ludzi w najodleglejszych wiejskich rejonach ich krajów.”

Koncern Leonardo jest oddany sprawie służenia i ochraniania społeczności na całym świecie, przyczyniając się do ich zrównoważonego rozwoju dzięki pozycji lidera w zakresie technologii następnej generacji. Zawieranie partnerstw z rządami, organizacjami prywatnymi i przemysłami dla uzyskania najlepszych zdolności w zakresie bezpieczeństwa stanowi fundament planu strategicznego koncernu Leonardo pod nazwą BeTomorrow2030.

Uznany już za najskuteczniejszy wielozadaniowy wojskowy samolot transportowy w swojej klasie, obecny C-27J Next Generation cechuje nowa awionika oraz nowe opracowania w zakresie aerodynamiki dzięki nowym wingletom (rozpraszaczom), co daje lepszą wydajność operacyjną oraz jeszcze lepsze osiągi.

Sprawdzony w różnych misjach na wszystkich kontynentach, w szeregu najważniejszych sił powietrznych, samolot Spartan jest używany w najbardziej wymagających środowiskach operacyjnych na świecie – od Andów po Afganistan – dla transportu wojskowego, zrzutów ładunków i spadochroniarzy, ostatniego etapu wsparcia taktycznego wojsk, operacji specjalnych, pomocy humanitarnej oraz zwalczania skutków klęsk żywiołowych.

Zupełnie nowy system awioniki maszyn C-27J Next Generation jest zaprojektowany tak, aby spełniał wymogi Next Generation Air Traffic Control (Kontroli ruchu lotniczego następnej generacji), włączywszy w to łącze danych FANS 1/A+; TCAS 7.1; ILS Cat.II; ulepszone wideo TAWS. Nowe wyświetlacze kokpitu; nowy radar pogodowy; nowa nawigacja radiowa; ulepszona komunikacja satelitarna oraz ulepszone zdolności komunikacji radiowej; nowy system komunikacji wewnętrznej; nowe panele kokpitu i ładunkowe; wojskowy system bezpiecznej zakodowanej transmisji Mode 5 IFF/ADS-B out, a także taktyczna nawigacja pionowa VNAV oraz Search and Rescue (poszukiwawczo-ratownicza); w maszynach umieszczono także system oświetlenia w technologii LED. Ponadto poprzednie skrzynki interfejsów awioniki i systemów ogólnych zostały zastąpione nowym sprzętem produkowanym przez pion Elektroniki koncernu Leonardo. Ponadto nowa konfiguracja podstawowa jest oferowana jako rozwiązania modernizacyjne dla obecnych operatorów pragnących zmodernizować zdolności swojej floty maszyn C-27J.

Dzięki wyjątkowej wytrzymałości strukturalnej oraz zdublowaniu systemów, samolot C-27J oferuje wyjątkową jakość pod względem wytrzymałości, niezawodności, znakomitej przeżywalności i manewrowości. Jego zdolność do działania z najprymitywniejszych lądowisk, poprzez wykonywanie krótkich startów i lądowań (STOL) w ekstremalnych warunkach środowiskowych została poprawiona dzięki nowym wingletom (rozpraszaczom), a zasilacz pomocniczy (Auxiliary Power Unit – APU) zapewnia niezależne źródło zasilania umożliwiające ponowne uruchomienie silników w locie, i zapewnia maszynie autonomiczność i samowystarczalność podczas wykonywania misji na zaimprowizowanych lądowiskach.

Samolot może zostać wyposażony w podsystem obronny (Defensive Aids Sub-Systems suite), bezpieczny system komunikacji oraz ochrony balistycznej, co umożliwi mu działanie w środowiskach o wysokim zagrożeniu.

Dzięki wielu zestawom i systemów do wykonywania misji w systemie roll-on / roll-off (ro-ro), C-27J mogą zostać szybko skonfigurowane i przekonfigurowane dla realizacji szerokiej gamy zadań, włączywszy w to transport taktyczny, patrole morskie, a nawet zadania w zakresie zwalczania okrętów podwodnych (ASW) czy dowodzenia, kontroli, komunikacji, gromadzenia informacji, śledzenia i obserwacji (C3ISR). Zdolności maszyny jako samolotu transportu taktycznego obejmują transport żołnierzy, ładunków, zrzut spadochroniarzy i ładunków, ewakuacje medyczną i ewakuację rannych (Medevac/Casevac), transport VIP-ów. Maszyny te, mogą także prowadzić działania w zakresie pomocy humanitarnej, zwalczania skutków klęsk żywiołowych oraz gaszenia pożarów, dzięki możliwości szybkiej rekonfiguracji operacyjnej.

NSA piętnuje nadużywanie prawa przez organy podatkowe

NSA mówi stop instrumentalnemu wykorzystaniu prawa w celu zawieszenia biegu terminu przedawnienia zobowiązania podatkowego.

Organy podatkowe nie mają uprawnienia do swobodnego i niczym nieograniczonego wszczynania postępowań karnych skarbowych, jedynie w celu zawieszenia biegu terminu przedawnienia zobowiązania podatkowego.

W ostatnim czasie opublikowano pisemne uzasadnienia wyroków Naczelnego Sądu Administracyjnego (dalej – NSA), które mają ogromne znaczenie dla wszystkich przedsiębiorców w Polsce. Te korzystne orzeczenia powinny ostudzić zapał urzędników skarbowych w podejmowaniu działań nakierowanych wyłącznie na doprowadzenie do zawieszenia biegu terminu przedawnienia. Urzędnicy prowadzący postępowania podatkowe nie powinni już więcej naprawiać swojej opieszałości, próbując  uczynić z podatników fikcyjnych przestępców skarbowych.

Zdaniem NSA, zawieszenie biegu terminu przedawnienia zobowiązania podatkowego w związku z instrumentalnym wszczęciem postępowania karnego skarbowego stanowi nadużycie prawa, naruszenie zasady zaufania do organów podatkowych i zasady uzasadnionych oczekiwań.

NSA przeciwny instrumentalnemu wszczynaniu postępowania karnego skarbowego wyłącznie w celu zawieszenia biegu terminu przedawnienia zobowiązania podatkowego

NSA w wyrokach z 30 lipca br.[1] potwierdził, że sąd administracyjny jest uprawniony do zbadania, czy w danej sprawie wystąpił skutek w postaci  zawieszenia biegu terminu przedawnienia w związku z wszczęciem postępowania karnego skarbowego.
Co istotne z perspektywy wszystkich podatników, NSA przyjął, że organy podatkowe nie mają uprawnienia do swobodnego, niczym nieograniczonego wszczynania postępowań karnych skarbowych, jedynie w celu zawieszenia biegu terminu przedawnienia zobowiązania podatkowego. Ponadto sądy administracyjne posiadają uprawnienia do badania, czy doszło do zawieszenia biegu terminu przedawnienia na skutek wszczęcia postępowania karnego skarbowego. Możliwa  jest bowiem sytuacja, w której pomimo spełnienia warunków formalnych, tj. mimo formalnego wszczęcia postępowania karnego skarbowego i poprawnego zawiadomienia o tym fakcie podatnika, nie doszło do wystąpienia materialnego skutku w postaci zawieszenia biegu terminu przedawnienia. Dlatego, w przypadku, gdy może zachodzić podejrzenie o instrumentalne wykorzystanie instytucji zawieszenia biegu terminu przedawnienia, organ podatkowy powinien odpowiednio uzasadnić swoje stanowisko. Musi wykazać , że w danym przypadku wszczęcie postępowania karnoskarbowego nie miało jedynie „instrumentalnego” charakteru, a było uzasadnione w aspekcie podejrzenia popełnienia czynu zabronionego przez podatnika, którego postępowanie podatkowe (kontrola podatkowa) dotyczy. Powinien ponadto wskazać, że wszczęcie postępowania in rem dawało podstawy do jego przekształcenia w postępowanie ad personam w stosunku do podatnika, z uwzględnieniem przesłanki uprawdopodobnienia jego winy w popełnieniu czynu zabronionego.

W konsekwencji nie jest dopuszczalne przyjęcie automatyzmu w tym zakresie, który wywołuje korzystne skutki dla wierzyciela podatkowego (w postaci zawieszenia biegu przedawnienia) i jednocześnie – niekorzystne skutki dla podatnika, który ma prawo oczekiwać, że po upływie terminu przedawnienia jego zobowiązanie podatkowe wygaśnie. Ta naganna praktyka organów podatkowych jest niestety stosowana często. Szczególnie widoczna jest w sprawach, w których postępowanie karne skarbowe zostało wszczęte tuż przed upływem ustawowego terminu przedawnienia, a następnie w sprawie karnej skarbowej nie dochodzi do podjęcia jakichkolwiek czynności mających na celu ustalenie czy przestępstwo skarbowe zostało rzeczywiście popełnione. Wielokrotnie zdarza się, że postępowanie karne skarbowe w ciągu kilku kolejnych miesięcy nie zostaje przekształcone z fazy postępowania in rem w fazę ad personam. Oznacza to,  że organ procesowy nie jest nawet zainteresowany przedstawieniem zarzutów konkretnym osobom. W takich sytuacjach jest bardzo widoczne, że z perspektywy organu podatkowego istotne było wyłącznie formalne dopełnienie czynności po to, by ten korzystny dla fiskusa skutek wystąpił.

NSA piętnuje nadużywanie prawa przez organy administracji publicznej

Stanowisko przyjęte przez NSA zasługuje na uznanie i aprobatę, ponieważ sąd administracyjny powinien przeciwdziałać nadużywaniu prawa przez organy administracji publicznej, w tym przez organy podatkowe. W obecnej rzeczywistości jest to o tyle istotne, że w odczuciu społecznym tego typu działania przywracają obywatelom wiarę w wymiar sprawiedliwości oraz pokazują, do czego w istocie władza sądownicza, a w tym przypadku pion sądownictwa administracyjnego, została ustanowiona. Rolą sądów administracyjnych jest sprawowanie wymiaru sprawiedliwości, w szczególności poprzez kontrolę działalności administracji publicznej pod względem zgodności z prawem. Należy pamiętać, że podatnicy mają określone prawa, które powinny być przestrzegane. W przypadku kiedy tak się jednak nie dzieje, podatnicy powinni móc uzyskać ochronę prawną udzieloną im przez sąd administracyjny,  jak to miało miejsce w komentowanych sprawach.

Andrzej Wapowski, Radca prawny, Senior Associate w ENODO Advisors.

[1] Wyroki NSA z dnia 30 lipca 2020 r., sygn. akt I FSK 128/20 i I FSK 42/20).

„Estoński” CIT – szansa dla przedsiębiorców czy niewykorzystany potencjał?

W ostatnich dniach października Sejm uchwalił nowelizację ustawy o CIT wprowadzającą do polskiego systemu podatkowego ryczałt od dochodów spółek kapitałowych – czyli tzw. estoński CIT. Podstawowym założeniem estońskiego CIT jest odroczenie opodatkowania podatkiem dochodowym aż do momentu wypłaty zysku. Niestety, zaproponowane przez Ministerstwo rozwiązania tylko z nazwy przypominają estoński CIT, a w praktyce mogą okazać dla podatników nieatrakcyjne.

Zaproponowany mechanizm wzorowany jest na rozwiązaniu estońskim, w którym to opodatkowanie dochodu następuje w momencie wypłaty zysku, a nie na bieżąco (jak w przypadku „klasycznego” podatku dochodowego). Mechanizm ten jest powszechną formą opodatkowania CIT w Estonii, a estońskie spółki nie muszą spełniać specjalnych warunków, aby korzystać z takiej formy opodatkowania.

Polska wersja tzw. estońskiego CIT, podobnie jak jego pierwowzór, co do zasady przewiduje opodatkowanie jedynie przy wypłacie zysku. Poprzez „wypłatę zysku” rozumie się jednak nie tylko wypłatę dywidendy, lecz w praktyce wszelkie świadczenia spółki na rzecz wspólników, np. odsetki od pożyczki, wynagrodzenie z tytułu umorzenia udziału, darowizny, prezenty i ofiary wszelkiego rodzaju czy też wydatki na reprezentację.

Dodatkową korzyścią dla podatników jest również brak obowiązku prowadzenia odrębnej rachunkowości podatkowej i konieczności składania deklaracji CIT.

Estoński CIT w polskim wydaniu

Odmiennie niż w Estonii, w Polsce uprawnione do skorzystania z systemu estońskiego będą jedynie spółki spełniające określone warunki wejścia. Mają one na celu skierowanie estońskich zasad opodatkowania do grupy mniejszych przedsiębiorców, najbardziej potrzebującej wsparcia, o prostej strukturze udziałowej i rzeczywistej działalności prowadzonej w Polsce.

Z nowego systemu będą mogły skorzystać wyłącznie spółki kapitałowe, które spełniają szereg warunków, w tym m.in. osiąganie rocznych przychodów w wysokości maksymalnie 100 mln PLN brutto oraz brak posiadania udziałów w innych podmiotach. Spółki te powinny również m.in. zatrudniać co najmniej 3 pracowników oraz zwiększać nakłady inwestycyjne.

Bez względu na powyższe kryteria „wejścia”, ryczałt od dochodów spółek kapitałowych nie będzie dostępny m.in. dla przedsiębiorstw finansowych oraz spółek korzystających ze zwolnienia z CIT w specjalnych strefach ekonomicznych.

Ryczałt ma być wybierany przez spółkę na 4 lata z możliwością przedłużenia na kolejne 4-letnie okresy (pod warunkiem, że po 4 latach spółka nadal będzie spełniać warunki uprawniające ją do korzystania z ryczałtu). Natomiast przekroczenie progu „przychodowego” nie będzie powodować automatycznego zakończenia stosowania tego rozwiązania do końca 4-letniego okresu, lecz będzie się wiązało z koniecznością ustalenia domiaru zobowiązania podatkowego (jeżeli podatnik zdecyduje się na kontynuację stosowania ryczałtu).

Ocena planowanych rozwiązań

Pomysł wprowadzenia tzw. estońskiego CIT-u niewątpliwie można ocenić pozytywnie. Rozwiązanie to może być korzystniejszym reżimem opodatkowania dla mniejszych podmiotów działających w mało skomplikowanych grupach kapitałowych. Tzw. estoński CIT teoretycznie zmniejsza również obciążenie spółek obowiązkami sprawozdawczymi. Ustawodawca zapewnił także znaczące ułatwienia dla małych podatników w zakresie spełnienia warunków do opodatkowania ryczałtem – zwłaszcza na samym początku.

Niestety, rządzący zdecydowali się na wprowadzenie znaczących ograniczeń co do podmiotów, które będą mogły skorzystać z tzw. estońskiego CIT-u. Warunki „wejścia” są skomplikowane i często trudne do spełnienia, co raczej nie przysporzy temu rozwiązaniu popularności. Polska wersja tzw. estońskiego CIT-u nie przewiduje również możliwości samodzielnej rezygnacji z ryczałtu przez pierwsze cztery lata bez dodatkowych sankcji (domiar, konieczność korekty wstecz).

Uchwaloną ustawą zajmie się teraz Senat. Estoński CIT ma zacząć obowiązywać od 1 stycznia 2021 r., czas pokaże, czy przedsiębiorcy faktycznie skorzystają z tego nowego rozwiązania. Należy mieć nadzieję, że zgodnie z zapowiedziami Ministerstwa Finansów zaproponowane regulacje mają charakter pilotażowy i w niedalekiej przyszłości mechanizm estońskiego CIT zostanie uproszczony i upowszechniony.

Jarosław Józefowski, radca prawny, senior associate w Enodo Advisors. Specjalizuje się w zagadnieniach związanych z CIT, szczególnie z opodatkowaniem międzynarodowym. Posiada doświadczenie w projektach realizowanych m.in. dla podmiotów z branży energetycznej, farmaceutycznej oraz finansowej.

Jakub Walczak, analyst w Enodo Advisors. Jakub w swojej bieżącej pracy uczestniczy w postępowaniach przed organami podatkowymi i sądami administracyjnymi. Zajmuje się również ogólnym doradztwem podatkowym w zakresie podatku dochodowego od osób prawnych oraz podatków pośrednich.

Sektor mediów i rozrywki w Polsce skurczy się o 5,4% r/r

Przychody polskiego sektora mediów i rozrywki zmniejszą się w 2020 r. o 560 mln dol. w porównaniu z poprzednim rokiem.

W porównaniu do 2019 roku sektor mediów i rozrywki w Polsce skurczy się o 5,4%. Oznacza to spadek łącznych przychodów z 10,24 mld do 9,68 mld dol., czyli o 560 mln dol. Wskutek pandemii najbardziej spośród badanych segmentów ucierpią kina – ich przychody będą mniejsze aż o 58%, z kolei 30% spadek dotknie rynek reklamy zewnętrznej – wynika z raportu PwC „Entertainment & Media Outlook 2020 – 2024”. Globalnie branża mediów i rozrywki straci w tym roku 120 mld dol. Rośnie za to udział części digital w przychodach tego sektora i obecnie wynosi on już ponad 61%.

Branża mediów i rozrywki nie jest wyjątkiem – także tu widzimy duży negatywny wpływ COVID-19. Pandemia oddziałuje nie tylko na wyniki poszczególnych firm, ale także na funkcjonowanie całego rynku. Jak mogą wyglądać kolejne lata? Nasze prognozy wskazują, że są powody do optymizmu. Kolejny rok powinien być okresem wzrostu sektora mediów i rozrywki na świecie o 6,4%. To przełoży się na łączne przychody na poziomie 2,15 mld dol. Taki wynik będzie oznaczać nieznaczne przekroczenie poziomu z 2019 roku. Oczywiście, sytuacja w poszczególnych sektorach będzie zróżnicowana. Jeżeli chodzi o rynek polski, wartość sektora mediów i rozrywki ma sięgnąć w przyszłym roku 10,32 mld dolarów, wobec 9,68 mld w 2020 i 10,24 mld w 2019 roku. – Marcin Sidelnik, partner PwC, lider sektora TMT

Jak wynika z danych zebranych w raporcie PwC „Entertainment & Media Outlook” w porównaniu do 2019 roku przychody sektora mediów i rozrywki w Polsce spadną z 10,24 mld do 9,68 mld dol. Choć sytuacja nadal jest niepewna. Szacunki ekspertów PwC wskazują, że kolejne lata będą charakteryzować się ponownym wzrostem – w 2024 r. przychody analizowanej branży mają osiągnąć poziom 12,43 mln dol.

Jak radzą sobie poszczególne segmenty mediów i rozrywki w Polsce?

Reklama internetowa

W 2019 roku wartość rynku reklamy internetowej wyniosła 1,19 mld dol., spadek związany z pandemią koronawirusa będzie według prognoz relatywnie łagodny i sięgnie 1,1%, co przełoży się na wynik 1,18 mld dol. pod koniec 2020 roku. Średnioroczna stopa rozwoju do 2024 roku wyniesie w latach 2020-2024 3,4%.

Szczególne znaczenie ma rozwój formatów związanych z urządzeniami przenośnymi. W związku z tym lwia część wzrostu obejmie właśnie segment mobilny – średnioroczna stopa rozwoju wyniesie 6,9% do 2024, ten sam parametr w przypadku urządzeń stacjonarnych osiągnie poziom 1,7%. Pod wpływem przywołanego trendu, udział reklam mobilnych w przychodach sięgnie 35,7% w 2024 roku.

Reklama telewizyjna

Reklama telewizyjna pozostaje kluczowym segmentem rynku reklamowego. Jej wartość w 2019 roku wyniosła 1 mld dolarów, w związku z pandemią eksperci PwC przewidują jednak 9,5% spadek do poziomu 905 mln dolarów. Warto podkreślić, że w porównaniu z rynkami reklamy telewizyjnej w Europie, polski segment wykaże się sporą odpornością. Przykładowo, spadek w porównaniu z 2019 rokiem przekroczy 17%, we Włoszech 14%, zaś w Danii i Niemczech o ponad 14%.

Średnioroczna stopa wzrostu do 2024 roku wyniesie 1,6%. Większość, bo aż 62% wydatków będzie wiązała się z segmentem telewizji naziemnej. Najdynamiczniej rozwijać się będzie segment telewizyjnej reklamy internetowej. Jego udział w łącznych wydatkach na reklamę telewizyjną wzrośnie z 9% w 2019 roku do 16% w 2024 roku.

Telewizja i wideo

Polski rynek dostawców usług telewizyjnych jest największy pod względem przychodów w Europie Środkowej i Wschodniej. Nie ulegnie to zmianie, mimo nasilającego się zjawiska cord-cuttingu, czyli rezygnacji z tego rodzaju usług. W 2019 roku penetracja rynku płatnej telewizji wynosiła 74,5%. Współczynnik ten w najbliższych latach spadnie do 66,9%, głównie za sprawą większego zainteresowanie usługami OTT wśród młodszych odbiorców.

OTT

Polska jest największym rynkiem usług OTT w regionie Europy Środkowej i Wschodniej. Wielkość tego segmentu wyniosła w 2019 roku 472 mln dol., zaś prognozowany wynik na koniec 2020 roku to 596 mln dol. Oznacza to przyrost o ponad 26%. Co więcej, silny trend rozwojowy będziemy obserwowali także w kolejnych latach. Jak wskazują prognozy PwC, średnioroczna stopa wzrostu wyniesie 13,4% do 2024 roku i tym samym na koniec analizowanego okresu wartość sektora sięgnie 884 mln dol. Rynek niemal w całości będzie zdominowany przez SVOD – subskrypcje treści wideo będą odpowiadały za 95,2% przychodów w 2024 roku.

Jeszcze kilka lat temu segment usług OTT w Polsce był jednym z najmniejszych w sektorze mediów i rozrywki. W 2015 roku jego wartość wynosiła 79 mln dol., zaś w 2024 ma sięgnąć 884 mln. To oznacza ponad 11-krotny wzrost na przestrzeni dekady. Siłą serwisów SVOD jest to, co jest słabością pakietów telewizyjnych – możliwość selekcjonowania oglądanych treści, wyboru pory, a nawet oglądanie całych sezonów seriali, bez konieczności oczekiwania na kolejny odcinek. Czas pandemii i znacznego ograniczenia aktywności społeczno-gospodarczej wyjątkowo sprzyja rozwojowi platform streamingowych. – Paweł Wesołowski, partner PwC

Prasa

Rynek gazet i czasopism w dużym stopniu zostanie dotknięty przez kryzys związany z rozprzestrzenianiem

się COVID-19. Jego wartość w 2019 roku wyniosła 722 mln dol., jednak ten rok, zgodnie z prognozami, zamknie się wynikiem słabszym o ponad 11%. Łączna wartość segmentu sięgnie zatem 638 mln dol. Chodź w 2021 roku najpewniej nastąpi odbicie, sprzedaż będzie się kurczyć na przestrzeni najbliższych lat. Jedną z podstawowych przyczyn spadków jest pogłębiający się trend cyfryzacji, stąd liczne działania wydawców, którzy robią wiele, aby pozyskiwać prenumeratorów cyfrowych.

Jeżeli chodzi o czasopisma, to pomimo tego, że wartość wydań i reklam elektronicznych będzie rosła w średniorocznym tempie 3,3% do 2024 roku, nie będzie ona w stanie zrównoważyć spadków sprzedaży wydań papierowych. Dlatego też, segment czasopism będzie się kurczył w tempie 3,2% rocznie do 2024 roku.

Od pewnego czasu obserwujemy spadek rozpowszechnienia płatnego zarówno gazet ogólnokrajowych, jak i lokalnych. Choć trwająca pandemia nie spowodowała zamknięcia punktów, gdzie kolportowana jest prasa, jednak wielu czytelników coraz chętniej spogląda na wydania elektroniczne. Warto też odnotować, że z uwagi na dużą ilość czasu jaką Polacy spędzają teraz w domach, wielu wydawców przygotowało promocje i zachęty dla prenumeratorów. – Małgorzata Górna, dyrektor w zespole usług dla sektora telekomunikacji, mediów i rozrywki w PwC

Jak długo statystyczny Polak pracuje na nowy samochód?

W styczniu br. statystyczny Kowalski musiał przeznaczyć na zakup nowego samochodu 30 średnich miesięcznych pensji. Dziś musi dołożyć jeszcze dodatkowe dwie pensje. W Top 10 modeli z największym wzrostem średniej ceny sprzedaży pierwsze miejsca zajmują Smart Forfour i Skoda Citigo.

Eksperci rankomat.pl przyjrzeli się danym Samar dotyczącym sprzedaży nowych samochodów w Polsce. W okresie od stycznia do września 2020 roku Polacy zarejestrowali o 28% mniej nowych samochodów osobowych niż w analogicznym okresie ubiegłego roku. Mniejsze zainteresowanie zakupem aut prosto z salonu może być związane m.in. ze wzrostem ich cen, nieproporcjonalnym do podwyżek wynagrodzeń. We wrześniu 2020 roku średnia cena sprzedaży nowego samochodu osobowego była wyższa niż w styczniu br. o 8 tysięcy złotych. Średnia pensja netto w naszym kraju wzrosła w tym okresie (styczeń 2020 vs wrzesień 2020) zaledwie o 63 zł.

Coraz dłużej pracujemy na nowy samochód

Z analizy Instytutu Badań Rynku Motoryzacyjnego Samar wynika, że we wrześniu 2020 roku średnia cena sprzedaży nowego samochodu osobowego wynosiła 123 555 złotych (średnia ważona wyliczona na podstawie cen katalogowych). Przy przeciętnym średnim wynagrodzeniu netto 3875,97 zł (wg GUS), na samochód z salonu trzeba było pracować aż dwa lata i osiem miesięcy (32 miesiące).Ile średnich pensji trzeba przeznaczyć na zakup nowego auta_v1

W styczniu 2020 r. średnia ważona cena sprzedaży nowego samochodu osobowego wynosiła 115 540 złotych. Przy średnim wynagrodzeniu 3813,20 zł netto, na pojazd trzeba było pracować o dwa miesiące krócej niż we wrześniu br.

Czy Covid-19 miał wpływ na ceny nowych aut osobowych?Ceny sprzedazy nowych samochodów 2019 i 2020

Największy wzrost cen nowych samochodów zbiegł się w czasie z momentem niepewności gospodarczej, związanej z pandemią koronawirusa. Spekulowano wówczas, że COVID-19 wpędzi świat w największe załamanie gospodarcze od czasu Wielkiego Kryzysu lat 30 XX wieku.

Pierwsza fala epidemii faktycznie pozostawiła spory ślad w motoryzacji. W okresie marzec-maj 2020 r. odnotowano m.in. znaczny spadek w sprzedaży nowych pojazdów (-53,6%), a także w liczbie aut sprowadzonych z zagranicy (-46%), w porównaniu do tego samego okresu roku ubiegłego. Jednak COVID-19 nie jest wyłączną przyczyną wzrostu średnich cen nowych samochodów osobowych.

Dlaczego ceny nowych samochodów osobowych rosną?

Zdaniem specjalistów Samar średnia cena sprzedaży nowych samochodów osobowych wzrosła głównie z powodu zwiększania restrykcji dotyczących emisji CO2.

Komisja Europejska zachęca producentów samochodów osobowych do tego, aby podwoili wysiłki mające na celu obniżenie średniej emisji dwutlenku węgla w sprzedawanej flocie, jak również zwiększyli produkcję pojazdów niskoemisyjnych i bezemisyjnych. W związku z tym, coraz więcej koncernów zwiększa ofertę pojazdów elektrycznych i hybryd typu plug-in. Ceny takich samochodów są znacznie wyższe niż spalinowych, co ostatecznie wpływa na średnią ważoną cenę sprzedaży.

Która marka jest najdroższa w sprzedaży nowych aut?

Na pierwszym miejscu listy Top 10 samochodów z największym wzrostem cen sprzedaży w 2020 r. opracowanej przez Samar znalazł się Smart, którego cena wzrosła aż o 80,8%. Okazuje się jednak, że winę za to ponosi wycofanie z oferty silników spalinowych i zastąpienie ich elektrycznymi. Podobną zależność można zauważyć w przypadku Subaru (5 lokata na liście, +12,7%), którego producent wprowadził do oferty popularnych modeli droższe wersje hybrydowe.TOP 10 marek samochodów z największym wzrostem cen sprzedaży w 2020 r_v3

Oczywiście zwiększona produkcja drogich samochodów elektrycznych i hybryd nie jest jedynym czynnikiem wpływającym na średnie ceny nowych pojazdów. Zawyżają je również m.in. wysokie ceny niektórych modeli, np. Porsche 718 (+17,8%) oraz 911 (+9,8%) czy Lamborghini (+14,2%). W ostatnim przypadku zdecydowała sprzedaż zaledwie 5. sztuk najdroższego modelu Aventador, kosztującego blisko 2 mln zł.

Listę Samar Top 10 modeli samochodów o największej dynamice wzrostu średniej ceny sprzedaży również otwierają te, w których wyeliminowano napęd spalinowy na rzecz elektrycznego. Do pierwszej trójki należą: Skoda Citigo (+120,2%), Smart Forfour (+93,3%) oraz Smart Fortwo (+71,4%). Kolejne miejsce także przypadło w udziale autom z napędem ekologicznym – Subaru Impreza z układem hybrydowym.TOP 10 modeli samochodo╠üw z najwie╠Ększym wzrostem cen sprzedaz╠çy w 2020 r_v2

Ceny nowych samochodów rosną. A co z cenami ubezpieczeń?

Nabywcy aut osobowych prosto z salonu nie muszą obawiać się wysokich cen ubezpieczenia auta. Niezmiennie od kilku lat towarzystwa oferują im OC w bardzo atrakcyjnej cenie. Z kalkulacji użytkowników naszej porównywarki wynika, że w okresie od stycznia do września 2020 r. średnie ceny polis OC dla właścicieli najnowszych pojazdów (rok produkcji 2020 oraz 2019) obniżyły się o 5% – mówi Tomasz Kroplewski kierownik ds. rozwoju sprzedaży rankomat.pl.

Wyższa cena sprzedaży nowego samochodu może jednak wiązać się ze wzrostem kosztów ubezpieczenia autocasco. Ubezpieczyciele podczas wyceny składki AC biorą pod uwagę m.in. wartość auta (sumę ubezpieczenia) i koszt jego ewentualnej naprawy. Im droższy będzie pojazd, jego części zamienne czy skomplikowany proces likwidacji szkody, tym większe prawdopodobieństwo, że ubezpieczyciel przedstawi nam wygórowaną cenowo ofertę.

Ropa zyskuje po informacjach o szczepionce Pfizera. Złoty bez zmian

11 listopada to święto w Polsce, ale rynki działały tego dnia normalnie. Z powodu mniejszej obecności polskich inwestorów nie mieliśmy większych zawirowań na walutach.

Dzień wolny spokojny dla złotego

Wczorajszy Dzień Niepodległości nie spowodował większych zmian na polskiej walucie. Święta w jednym kraju bardzo często powodują, że podczas mniejszej obecności inwestorów na rynku mają miejsce większe ruchy. Tym razem nie miało to akurat większego wpływu na notowania złotego, który na początku dnia lekko tracił, by potem odrobić to z nawiązką, ponownie trafiając w okolice, w których za euro płacimy 4,48-4,50 zł.

Górki na ropie

Wczoraj byliśmy świadkami dotarcia przez ropę naftową pierwszy raz od września do poziomu 45 dolarów za baryłkę. Mowa o notowaniach londyńskich, aczkolwiek ruch w górę widać również na giełdzie amerykańskiej. Wzrost cen ropy odbierany jest jako korzystny dla gospodarki, skoro rośnie cena, to znaczy, że oczekiwany popyt jest coraz wyższy. Powodem są deklaracje firmy Pfizer o wysokiej skuteczności podczas prób szczepionki. Inwestorzy uważają, że może to pozwolić szybciej zakończyć lockdowny, a tym samym przywrócić gospodarkę na przedpandemiczne potrzeby.

Słabsze perspektywy Niemiec

Jeszcze we wtorek poznaliśmy indeks Instytutu ZEW. Pod tym hasłem kryją się badania ankietowe managerów odpowiedzialnych za zamówienia. Im wyższy wynik indeksu, tym lepiej ankietowani oceniają perspektywy rozwoju gospodarki. Obecny wynik wynosi jednak zaledwie 39 punktów. Dla porównania miesiąc temu było to 56, a dwa miesiące temu 77 punktów. Widać wyraźnie, że gospodarka niemiecka ma problemy i jest to jeden z elementów, który ostatnio ciągnie euro trochę w dół.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
14:30 – USA – wnioski o zasiłek dla bezrobotnych,
17:00 – USA – zmiana zapasów paliw.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Polacy nie lubią ryzyka: większość wybiera inwestycje, które gwarantują bezpieczeństwo kapitału, a nie zyski

  • Decyzje Polaków, dotyczące lokowania oszczędności, są podyktowane przede wszystkim poszukiwaniem pełnego bezpieczeństwa.
  • W ubiegłym roku Polacy na lokatach bankowych trzymali prawie ¾ swoich oszczędności – to blisko dwa razy więcej niż średnia europejska. W funduszach inwestycyjnych i akcjach posiadaliśmy jedynie 12 proc. swoich aktywów[1].
  • Najbardziej zyskownymi inwestycjami są zdaniem Polaków nieruchomości. Aż 65 proc. badanych uważa, że mogą one przynieść wysokie albo bardzo wysokie zyski.

Zdaniem Polaków, jeśli lokować swoje oszczędności, to bezpiecznie. Z badania „Finansowe DNA Polek i Polaków 2020” wynika, że większość z nas preferuje bezpieczne sposoby zarządzania nadwyżkami finansowymi. Zazwyczaj wolimy nisko oprocentowaną lokatę niż instrumenty obarczone jakimkolwiek ryzykiem, jak akcje czy fundusze inwestycyjne. Jak dotąd przyzwyczajeń tych nie zmieniły rekordowo niskie stopy procentowe, w tym roku już trzykrotnie obniżane przez Radę Polityki Pieniężnej.Udział aktywów finansowych

Na koniec ubiegłego roku depozyty stanowiły aż 72 proc. aktywów finansowych gospodarstw domowych w Polsce, podczas gdy średnia europejska wynosiła 37 proc. Wyższy udział lokat w aktywach posiadali jedynie mieszkańcy Grecji i Cypru. Wysoki udział depozytów jest charakterystyczny dla krajów byłego Bloku Wschodniego. Z kolei w funduszach, w tym emerytalnych oraz akcjach, Polacy posiadali w 2019 roku 28 proc. swoich aktywów, podczas gdy średnia europejska wynosi ponad dwukrotnie więcej – 63 proc.

Polacy na tle mieszkańców Europy Zachodniej są bardziej ostrożni i mniej chętnie akceptują jakiekolwiek ryzyko inwestycyjne. Świadczy o tym dużo wyższy udział lokat oraz niższy udział akcji i jednostek funduszy w posiadanych aktywach, w porównaniu z innymi nacjami. W krajach Europy Zachodniej udział innych niż depozyty aktywów finansowych jest mocno zróżnicowany, co zależy przede wszystkim od rozwoju rynku funduszy emerytalnych. W Wielkiej Brytanii i Niderlandach aktywa w nich zgromadzone stanowią ponad 50 procent oszczędności mieszkańców. W Skandynawii akcje ma średnio kilkanaście procent społeczeństwa – mówi Monika Szlosek, odpowiedzialna za ofertę inwestycyjno-oszczędnościową w Santander Bank Polska.

Na czym najwięcej się zarabia?

Nieruchomości to, zdaniem Polaków, niezmiennie, od wielu lat najbardziej zyskowne inwestycje. Aż 65 proc. badanych uważa, że mogą przynieść wysokie albo bardzo wysokie zyski. Grupą najsilniej przekonaną o dużych zyskach z takiej inwestycji są osoby w wieku 40-49 lat (77 proc. wskazań w tej grupie). Na kolejnych miejscach pod względem potencjalnie wysokiej stopy zwrotu zdaniem Polaków znalazły się inne aktywa materialne, jak złoto, diamenty i dzieła sztuki. Za zyskowne lub bardzo zyskowne uznała je około połowa respondentów.

Młodzi są bardziej skłonni do ryzyka

Z badania „Finansowe DNA Polek i Polaków 2020” wynika, że znacznie mniej osób uznaje za zyskowne inwestycje w waluty (27 proc.), kryptowaluty (21 proc.), oraz inwestycje na giełdzie (20 proc.). W przypadku ostatniej kategorii uwagę zwraca fakt, że przekonanie o zyskowności takich aktywów z wiekiem maleje. Za najbardziej zyskowne uważają je badani w wieku 18-29 lat, około 30 proc. z nich, a za najmniej – w wieku powyżej 70 lat – tylko 6 proc. badanych z tej grupy. Także inwestowanie w kryptowaluty jest szczególnie dobrze postrzegane wśród osób w młodym wieku (18-29 lat). Aż 79 proc. z nich uznało je za inwestycję z dużym potencjałem zysku.

Wyniki pochodzą z badania „Finansowe DNA Polek i Polaków 2020”, wykonanego w wrześniu br. przez Instytut Badań Społecznych i Rynkowych IBRiS na zlecenie Santander Bank Polska. Raport z badania powstał we współpracy z firmą analityczną Analizy Online SA. Badanie ogólnopolskie zrealizowano na pełnoletnich mieszkańcach Polski metodą (CATI). Próba wyniosła 1002 osób.

[1] Dane dotyczące udziału aktywów finansowych gospodarstw domowych w 2019 roku pochodzą z Europejskiego Banku Centralnego.

Jak szybko i sprawnie przeprowadzić proces upadłości firmy

Każdy przedsiębiorca zakładając firmę, musi się liczyć z tym, że może dojść do sytuacji, w której w razie kłopotów finansowych, będzie zmuszony rozważyć możliwość ogłoszenia upadłości. Przejściowa niewypłacalność może zdarzyć się każdemu, wiele osób wyjdzie z kłopotów, ale będą też takie, które sobie z nimi nie poradzą. W obecnej sytuacji, w kryzysie związanym z pandemią koronawirusa, coraz więcej osób staje przed tą trudną decyzją. Warto pamiętać, że upadłość przeprowadzona we właściwy sposób, przy pomocy specjalistów, może uchronić część majątku firmy i w krótkim czasie wznowić działalność. Przedstawiamy krótki poradnik dla przedsiębiorców, w którym krok po kroku wyjaśniamy proces postępowania upadłościowego. Na każdym etapie wskazujemy najczęstsze błędy i trudności.

Krok 1. Wniosek o ogłoszenie upadłości

Po analizie sytuacji finansowej i podjęciu decyzji o ogłoszeniu upadłości należy złożyć wniosek o ogłoszenie upadłości. Jeżeli upadłość ogłasza osoba prawna, wniosek może złożyć każdy, kto jest uprawniony do reprezentowania jej interesów. Na tym etapie należy pamiętać o obowiązujących terminach. Wniosek o ogłoszenie upadłości należy złożyć najpóźniej w ciągu 2 tygodni od dnia wystąpienia podstawy do ogłoszenia upadłości. Przekroczenie tego terminu jest jednym z częstszych błędów. W takim przypadku przedsiębiorcy narażają się na odpowiedzialność odszkodowawczą, a w skrajnych przypadkach również karną. Trzeba również pamiętać, że wniosek o ogłoszenie upadłości należy złożyć w sądzie gospodarczym właściwym dla przedsiębiorstwa.

Krok 2. Sposób przeprowadzenia upadłości

Na tym etapie należy zdecydować w jaki sposób zostanie przeprowadzone postępowanie upadłościowe. Do wyboru są dwie możliwości; z możliwością zawarcia układu z wierzycielami, czy upadłości wraz z likwidacją majątku. Określenie typu postępowania jest podstawą wniosku o ogłoszenie upadłości, jest również kluczowe z punktu widzenia przyszłości dłużnika i jego majątku.  Przesłanką do zaakceptowania układu naprawczego przez sąd będzie przede wszystkim wykazanie prawdopodobieństwa, że kontynuacja działania przedsiębiorstwa pozwoli na zaspokojenie wierzycieli w wyższym wymiarze niż jego likwidacja. Układ może zostać zaproponowany zarówno przez dłużnika, jak i przez wierzyciela w zależności od tego, który z nich występuje do sądu z wnioskiem o ogłoszenie upadłości.

Krok 3. Zabezpieczenie majątku dłużnika

Na tym etapie właściwy sąd zabezpiecza majątek dłużnika lub stosuje inne sposoby zabezpieczenia majątku. Celem postępowania zabezpieczającego jest ochrona interesów stron postępowania sądowego. W przypadku zgody na układ naprawczy zarządzanie majątkiem pozostaje w rękach dłużnika, którego jednak poczynania kontrolowane są przez nadzorcę sądowego. Jeżeli natomiast dochodzi do upadłości likwidacyjnej dłużnik traci prawo do gospodarowania swoim majątkiem na rzecz syndyka.

Krok 4. Zgromadzenie wierzycieli

Po stwierdzeniu przez sąd zaistnienia podstaw od ogłoszenia upadłości należy zwołać pierwsze zgromadzenia wierzycieli. Służy ono między innymi do przyznania zadań i uprawnień do rozstrzygania przeznaczenia upadłego majątku. Nie ma potrzeby zwoływania zgromadzenia, jeśli jest oczywiste, że dalsze postępowanie będzie przeprowadzane w trybie likwidacji upadłego majątku, lub gdyby wiązało się to z nadmiernymi kosztami. Przesłanką do niezwoływania wstępnego zgromadzenia wierzycieli jest sytuacja, w której suma spornych wierzytelności przekracza 15% ogólnej sumy wierzytelności.

W czasie zebrania wierzycieli następuje spis wierzytelności, po jego zakończeniu mogą oni na drodze uchwały podjąć decyzje o sposobie postępowania upadłościowego oraz dokonać wyboru rady wierzycieli. Na tym etapie możliwe jest również zawarcie układu.

Krok 5. Decyzja o upadłości

Sąd ogłasza upadłość dłużnika z możliwością zawarcia układu, jeżeli zostanie uprawdopodobnione, że w ten sposób wierzyciele zostaną zaspokojeni w wyższym stopniu, niż w razie przeprowadzenia postępowania upadłościowego obejmującego likwidację majątku dłużnika. Jeżeli nie ma pewności, co do możliwości zawarcia układu, ogłaszana jest upadłości likwidacyjna. Jeżeli majątek dłużnika nie wystarczy na pokrycie zobowiązań, wniosek o upadłość zostanie przez sąd oddalony.  W momencie ogłoszenia upadłości wierzyciele mają możliwość dochodzenia swoich roszczeń wobec dłużnika już jedynie w trybie postępowania upadłościowego. Majątek dłużnika, w tym także ten nabyty przez upadłego w trakcie trwania postępowania upadłościowego, staje się majątkową masą upadłościową, której celem jest zaspokojenie wierzycieli.

Na koniec należy wspomnieć, iż w praktyce nie każdy przedsiębiorca może ogłosić upadłość. O tym bowiem decyduje sąd, a ten odrzuci wniosek, jeżeli majątek dłużnika jest zbyt mały, by mógł zaspokoić koszty postępowania sądowego. Celem ogłoszenia upadłości jest bowiem przede wszystkim zaspokojenie wierzycieli, a fakt posiadania nikłego majątku z góry przesądza o braku takiej możliwości.

Autor: Bartosz Kaczmarczyk, ekspert Fundacji Centurion

Ceny OC w październiku 2020 r.

Koniec trzeciego kwartału 2020 r. przyniósł kierowcom kolejną podwyżkę średnich cen obowiązkowego OC. Warto sprawdzić, czy wieści z października są lepsze.

Dane porównywarki ubezpieczeniowej Ubea.pl wskazują, że obowiązkowe polisy OC dla kierowców podrożały przeciętnie między lipcem a wrześniem 2020 r. o 4%. Taka zmiana wydaje się całkiem spora nawet w warunkach obecnej inflacji.

Dzięki najnowszemu barometrowi porównywarki Ubea.pl można sprawdzić, czy początek nowego kwartału przyniósł kontynuację składkowych podwyżek. Byłaby to zła wiadomość dla kierowców, którzy coraz mocniej odczuwają skutki kryzysu.

Poziom barometru cenowego z października 2020 r. = 99↘ (wynik dla poprzedniego miesiąca: 100↗)

Ceny OC w październiku 2020 rIle kosztuje OC w październiku?

Średnia cena OC w październiku była bliska styczniowemu wynikowi. Wyniosła ona bowiem 99% analogicznej składki obliczonej w styczniu 2020 r.

Można więc zauważyć względną stabilizację cen polis OC. Na ograniczenie skali podwyżek mogły wpłynąć dobre wyniki zakładów ubezpieczeń po pierwszym półroczu. Towarzystwa ubezpieczeniowe zarobiły bowiem na OC w pierwszych 6 miesiącach roku około 495 mln zł.

Istnieje jednak obawa, że niedługo ubezpieczyciele odczują bardziej zaległości składkowe kierowców, a to może ich skłonić do podwyżek składek OC – zauważa Paweł Kuczyński, prezes Ubea.pl. – Warto więc porównywać ceny OC, aby zawsze znaleźć dla siebie najkorzystniejszą ofertę.

Metodologia tworzenia barometru cenowego Ubea.pl: analizowany poziom średniej składki za OC (bez produktów pakietowych – np. NNW) wynika ze wszystkich kalkulacji, jakie użytkownicy Ubea.pl wykonali w ciągu miesiąca. Średnia składka ze stycznia 2020 r. (1345 zł) jest punktem odniesienia (wartość indeksu cenowego = 100). Analiza uwzględnia polisy tych ubezpieczycieli, którzy byli obecni na rynku w styczniu 2020 r. i do tej pory oferują ubezpieczenia OC.

Wspólny apel najemców i wynajmujących o przywrócenie pełnego funkcjonowania centrów handlowych nie później niż od 30 listopada

Polska Rada Centrów Handlowych, Związek Pracodawców Polskich Obiektów Handlowych i Partnerów oraz Związek Polskich Pracodawców Handlu i Usług – organizacje reprezentujące właścicieli i zarządców nieruchomości handlowych, najemców, w tym ponad sto polskich firm związanych z handlem detalicznym i branżą centrów handlowych – wspólnie apelują do Rządu o pełne przywrócenie działalności galerii handlowych nie później niż od 30 listopada br., aby umożliwić Polakom bezpieczne i spokojne przygotowanie się do Świąt Bożego Narodzenia. Centra handlowe były i są przygotowane do bezpiecznej obsługi klientów będąc jednymi z najbezpieczniejszych miejsc publicznych w czasach pandemii. Przedłużenie restrykcji dla handlu doprowadzi do bankructw wielu firm oraz likwidacji tysięcy miejsc pracy.

Podczas pierwszego lockdownu branża centrów handlowych w Polsce tylko w miesiącach marzec-maj 2020 r. odnotowała spadek obrotów netto o ponad 17,5 mld zł. Jednocześnie zarówno wynajmujący, jak i najemcy przygotowali się do spodziewanej drugiej fali zakażeń i do prowadzenia operacji w wysokim reżimie sanitarnym. Przeprowadzono szereg inwestycji w środki bezpieczeństwa (regularna dezynfekcja miejsc dotykanych przez ludzi, rękawiczki lub dyspensery z płynem dezynfekującym oraz bezpłatne maseczki dla klientów), prowadzony jest stały monitoring odwiedzalności oraz istnieje możliwość bieżącego ograniczania liczby osób przebywających w obiektach handlowych, a także egzekwowanie zgodnych z regulacjami i rekomendacjami zachowań klientów.

Zgromadzone przez PRCH dane wskazują również, że skala zakażeń wśród pracowników centrów handlowych od maja nie przekroczyła 1 promila. Co ważne, nie odnotowano przypadków z transmisją wirusa na współpracowników i klientów. Zastosowane środki bezpieczeństwa są dostrzegane przez klientów – większość z nich – 77 proc. czuje się bezpiecznie w centrach handlowych – potwierdzają to opublikowane 10 listopada br. badania agencji badawczej Inquiry.

Od przywrócenia działalności centrów handlowych 4 maja br., kolejne tygodniowe wyniki odwiedzalności kształtowały się poniżej poziomów z ubiegłego roku. W październiku br. wraz ze wzrostem zakażeń nastąpiły znaczne spadki odwiedzalności do poziomu 50-60 % sprzed pandemii (w zależności od wielkości miasta, wielkości obiektu oraz kategorii sklepów). W najtrudniejszej sytuacji obok rozrywki i gastronomii są branża modowa, usługi oraz fitness.

Badania konsumenckie oraz dane dotyczące obrotów i odwiedzalności wskazują także, że klienci zmienili sposób korzystania z centrów handlowych – odwiedzają galerie rzadziej, ale w bardzo konkretnych celach konsumenckich, szybko realizując swoje potrzeby. Zmienił się też profil klienta galerii handlowych – w czasach pandemii zakupy robią pojedyncze osoby, a nie całe rodziny, czy grupy młodzieży. Zjawisko to dostrzegalne jest od początku epidemii, czyli od marca.

Świadome i rozłożone w czasie zakupy na  4 tygodnie pozwolą polskim rodzinom przygotować się do tak ważnych w polskiej tradycji Świąt Bożego Narodzenia w bezpieczny i spokojny sposób.

 Odwiedzalność na poziomie 70 % r/r oznacza, że w centrach nie ma tłumów, zachowywana jest odległość między osobami oraz wymóg 1 osoby na 15 mkw. Jednocześnie daje ona możliwość utrzymania miejsc pracy oraz szansy na choćby częściowe odrobienie strat. Nie wyobrażamy sobie kontynuowania ograniczeń w grudniu – zwłaszcza, że w pełni dochowujemy wszelkich wymogów sanitarnych i zapewniamy stosowanie się na terenie obiektów handlowych do najważniejszej zasady zapobiegania zakażeniom – DDM – dezynfekcji, dystansu społecznego i noszenia maseczek– powiedział Radosław Knap, dyrektor generalny PRCH.

Ograniczenie działalności obiektów handlowych w najważniejszym dla handlu okresie jest dla branży ciosem, który może doprowadzić do bankructw wielu firm, w tym polskich marek, oraz likwidacji tysięcy miejsc pracy. Ostatni kwartał roku jest najważniejszy dla sektora – to czas zakupów dóbr takich jak odzież i obuwie oraz oczywiście zakupów związanych ze Świętami Bożego Narodzenia – stwierdza Zarząd ZPPHiU

Przedłużenie zamknięcia centów handlowych po 29 listopada pozbawi Polaków możliwości zrobienia zakupów przedświątecznych. Nie da się tego zrobić wyłącznie poprzez e-commerce, bo ten kanał stanowi tylko 20% średniej sprzedaży. Ponadto handel przyuliczny praktycznie nie istnieje, gdyż polski rynek był budowany od podstaw na bazie galerii handlowych. Zakupy w centrach handlowych przy stosownym reżimie sanitarnym są bezpieczne – dodaje Zarząd ZPPHiU.

Ograniczenie handlu tylko w samym listopadzie to dla branży strata obrotów w wysokości około 8 mld zł. Wydłużenie lockdownu na grudzień to kolejne nawet 12 miliardów utraconych obrotów. Takiej straty nie udźwignie wiele firm, nie tylko handlowych, ale także usługowych powiązanych z branżą.

Związek Polskich Pracodawców Handlu i Usług, Polska Rada Centrów Handlowych oraz Związek Pracodawców Polskich Obiektów Handlowych i Partnerów mając na uwadze dramatyczną sytuację branży oraz uzasadnione obawy o miejsca pracy i niemożność ponoszenia kosztów kolejnego lockdownu, postulują pełne otwarcie centrów handlowych nie później niż od poniedziałku, 30 listopada br., w warunkach wysokiego reżimu sanitarnego. Możliwe jest też wydłużenie godzin funkcjonowania centrów handlowych, aby jeszcze bardziej rozłożyć w czasie ruch odwiedzających.

Zmiana w składzie zarządu ING Banku Śląskiego

Od 1 stycznia 2021 r. Michał Bolesławski obejmie stanowisko szefa Business Banking Holandii, Belgii i Luksemburga w Grupie ING. W związku z awansem złożył rezygnację z funkcji wiceprezesa Zarządu ING Banku Śląskiego ze skutkiem na dzień 31 grudnia 2020 roku.

Michał Bolesławski na stanowisku wiceprezesa Zarządu ING Banku Śląskiego nadzoruje Pion Klientów Biznesowych oraz spółki: ING Commercial Finance, ING Lease (Polska), ING Usługi dla Biznesu. Jest Przewodniczącym Rady Fundacji Sztuki Polskiej ING.

– Chciałbym podziękować Michałowi Bolesławskiemu za jego pracę oraz wkład wniesiony w osiągnięcia i rozwój banku. Od 14 lat z powodzeniem kieruje Pionem Klientów Biznesowych – początkowo jako dyrektor, a następnie od 2008 roku, jako wiceprezes Zarządu. O skali wyzwań i osiągniętych sukcesów w czasie jego kadencji w Zarządzie może świadczyć sześciokrotny wzrost liczby średnich i dużych firm obsługiwanych przez bank oraz blisko sześciokrotny wzrost finansowania tych podmiotów – mówi Brunon Bartkiewicz, prezes ING Banku Śląskiego. Dodaje, że nadzorem Michała Bolesławskiego dokonała się transformacja cyfrowa bankowości dla firm. – Jego podejście do biznesu zaowocowało wieloma innowacjami – wraz z zespołem wdrożył system bankowości elektronicznej, jest twórcą Aleo, ING Księgowość, podjął decyzję o inwestycji w Twisto oferującej odroczone płatności. Jestem przekonany, że Michał dzięki posiadanej wiedzy i doświadczeniu wspomoże obszar Business Banking, czyli małych, średnich i dużych firm, w osiąganiu kolejnych poziomów rozwoju, wprowadzając cyfryzację i innowacyjność na jeszcze szerszą, globalną skalę – podsumowuje Brunon Bartkiewicz.

Michał Bolesławski związany jest z sektorem bankowym od początku swojej kariery zawodowej. Pracę w ING rozpoczął w 2000 roku. W 2006 roku objął stanowisko dyrektora banku kierującego Pionem Klientów Biznesowych, a od 2008 roku jest wiceprezesem zarządu ING Banku Śląskiego nadzorującym ten obszar działalności banku.

Michał Bolesławski jest absolwentem Szkoły Głównej Handlowej oraz Uniwersytetu Harvarda. Studiował również na Kennedy School of Government oraz ESADE – Escuela Superior de Administracion y Direccion de Empresas.

3 na 4 Polaków płaci wszystkie raty w terminie

Coraz lepiej radzimy sobie z zarządzaniem domowym budżetem, rachunkami oraz spłatami rat – wynika z Barometru Providenta. Już 75 proc. Polaków deklaruje, że nie spóźnia się z żadnymi opłatami.

17 listopada obchodzony jest Dzień bez Długów. Jak co roku z tej okazji Provident Polska zlecił swoje cykliczne badanie na temat podejścia Polaków do zadłużania. Według tegorocznej edycji Barometru Providenta, odsetek osób, które terminowo regulują wszystkie zobowiązania wzrósł r/r o niemal o 5 p.p., a w porównaniu do 2017 roku o nieco ponad 20 p.p.

Seniorzy najsolidniejsi

Najpoważniej do kwestii związanych z regulowaniem rachunków podchodzą najstarsi respondenci – w wieku 55 lat lub starsi. Wśród nich udział osób, które pilnują wszystkich opłat przekroczył 80 proc. Najgorzej radzą sobie natomiast badani w wieku 25 – 44 lata. Niemal 30 proc. z nich czasami zalega z płatnościami.

– Choć możemy zauważyć pewien związek pomiędzy miesięcznymi dochodami, a terminowym regulowaniem zobowiązań, to nie jest on tak oczywisty – podkreśla Karolina Łuczak, Rzeczniczka Provident Polska. – Największe problemy z płynnością finansową rzeczywiście mają osoby o najniższych dochodach. Jednak z drugiej strony najlepiej zarabiający wcale nie są najbardziej solidni w pilnowaniu terminów opłat – dodaje Karolina Łuczak.

Tylko racjonalne decyzje

Polacy wystrzegają się podejmowania decyzji dotyczących finansów pod wpływem chwili. Aż 85 proc. badanych deklaruje, że nie zdarza im się impulsywnie zaciągać kredytów czy pożyczek. Mężczyźni częściej przyznają się do nieplanowanych wcześniej zobowiązań finansowych. Wśród panów zadeklarowało tak 17 proc. badanych, zaś wśród pań niecałe 13 proc.

– Kredyt lub pożyczka pod wpływem impulsu nigdy nie jest dobrym pomysłem – podkreśla Karolina Łuczak. – Każdą decyzję o nowym zobowiązaniu powinna poprzedzić dokładna analiza naszego budżetu oraz kosztów pożyczki. Należy upewnić się, czy będzie nas stać na spłatę rat – dodaje.

Jak można wnioskować na podstawie wyników Barometru Providenta, nierozważne decyzje finansowe mogą prowadzić do kolejnych trudności. 16 proc. respondentów przyznaje, że zdarza im się spłacać stare kredyty, posiłkując się pożyczonymi pieniędzmi.

Niestety, mimo że staramy się racjonalnie podejść do decyzji o zaciągnięciu zobowiązania, wciąż wielu z nas ma problem z czytaniem umów. Niemal połowa badanych przyznaje, że czasami nie czyta dokładnie dokumentu przed podpisaniem.

Tylko sprawdzeni pożyczkodawcy

– Zanim podejmiemy decyzję o kredycie czy pożyczce, powinniśmy zweryfikować wiarygodność pożyczkodawcy. Najlepiej sprawdźmy, czy znajduje się w rejestrze instytucji pożyczkowych prowadzonym przez KNF. Wpisywane są do niego legalnie działające firmy – podkreśla Karolina Łuczak.

Niestety, co 10. Polakowi wciąż zdarza się zaciągnąć zobowiązanie w firmie lub u osoby, której nie zna dobrze. Zdecydowaną skłonność do ryzyka mają młodzi. Wśród osób poniżej 35 roku życia do takich zachowań przyznawał się co 5. respondent. Co może wydawać się zastanawiające, co 10. badany stwierdził, że zdarzyło mu się brać pożyczkę w imieniu kogoś innego. W grupie wiekowej 25-34 lata przyznało się do tego niemal 24 proc. respondentów.

– W ostatnich latach edukacja finansowa często skupia się na seniorach. To oczywiście bardzo ważny aspekt. Jednak tegoroczny Barometr Providenta pokazuje, że edukować powinniśmy także młodszych konsumentów, którzy mają większą skłonność do ryzykownym zachowań – podkreśla Karolina Łuczak.

O badaniu:

Barometr Providenta to cykliczne badanie Polaków, które pozwala na lepsze zrozumienie zachowań i decyzji finansowych konsumentów. Badanie zostało zrealizowane przez Danae Sp. z o.o. metodą CAWI na próbie N=1000 dorosłych Polaków, w październiku 2020 roku.

Prowadzisz biznes? Sprawdź, jakie rozwiązania mogą wesprzeć Twoją firmę podczas pandemii

Ostatnie miesiące to dla przedsiębiorców wyjątkowo trudny okres. W związku z pandemią koronawirusa, właściciele firm sukcesywnie ograniczają zbędne koszty i ostrożnie podchodzą do inwestycji. Z drugiej strony, wśród przedsiębiorców wzrasta świadomość, że kosztów nie można ciąć w nieskończoność, a dla utrzymania jakości konieczne są nowe, innowacyjne rozwiązania, które pozwolą przetrwać trudny czas. Jeśli prowadzisz biznes, sprawdź, jakie propozycje cieszą się obecnie zainteresowaniem przedsiębiorców.

Rozwiązania poprawiające płynność finansową firmy

Czas kryzysu wywołanego pandemią oznacza dla wielu firm problemy z utrzymaniem płynności finansowej. Co prawda do dyspozycji przedsiębiorców przygotowano narzędzia mogące poprawić cash-flow (m.in. modyfikacja ulgi na złe długi, odliczenie straty z 2020 r. w rozliczeniu CIT za 2019 r., odroczenie płatności podatków, zwolnienie ze składek ZUS), jednak nie wszyscy wiedzą, jak skorzystać z dostępnych form wsparcia. Istotne jest bowiem chociażby to, aby wiedzieć, jakie źródła finansowania będą adekwatne dla naszego biznesu, czy też jak poprawnie przygotować wnioski o odroczenie zapłaty składek ZUS.

Propozycją, na jaką decyduje się obecnie coraz więcej przedsiębiorców, są usługi specjalistów z zakresu rozwiązań wspierających kluczowe obszary działalności firm, jak te na stronie https://kpmgspot.pl/. Fachowcy pomogą Ci zatem zidentyfikować adekwatne źródła dofinansowania, opracują strategię wykorzystania dostępnych narzędzi, czy też wesprą działalność podatkowo-księgową Twojego biznesu.

Usprawnienia w zakresie pracy zdalnej

Ciekawym rozwiązaniem, na jakie trafiliśmy na kpmgspot.pl są propozycje usprawniające proces pracy zdalnej, który dla wielu firm stał się w czasie pandemii codziennością. Przedsiębiorcy nie zawsze zdają sobie sprawę z tego, że skuteczna praca zdalna to znacznie więcej niż wyposażenie pracowników w laptopy. Na właścicieli firm czekają bowiem wyzwania w obszarze kultury organizacji, prawa pracy, wewnętrznej komunikacji, zarządzania oraz oczywiście bezpiecznej, wydajnej i sprawnej infrastruktury informatycznej.

Usprawnienie oferowane w tym zakresie to m.in. tworzenie map praktycznych inicjatyw, dostosowanych do specyfiki biznesowej danej firmy. Chodzi tutaj przede wszystkim o to, aby obszar pracy zdalnej był efektywny pod względem kosztów (np. ograniczenie kosztów związanych z dzierżawą powierzchni biurowej). Pomoc specjalistów obejmuje także budowę wydajnej infrastruktury oraz działania mające na celu poprawę przepływu informacji w firmie.​

Renegocjowanie umów, których firma nie jest w stanie wykonać

Brak możliwości wykonania umowy lub jej wykonania terminowego to w obecnej sytuacji całkiem częste zjawisko. Wpływ na pojawienie się takich trudności w działalności firm mają m.in. zaburzenia łańcuchów dostaw, nadzwyczajne zarządzenia i restrykcje władz, czy chociażby ograniczenia w swobodnych przemieszczaniu się osób. Możliwość renegocjowania warunków umowy, czy też zmiana harmonogramu jej realizacji pozwala na drodze polubownej rozwiązać problem i ustrzec się następstw finansowych takiej sytuacji.

Specjaliści oferują obecnie szereg narzędzi wpierających proces renegocjowania umów na korzystanych warunkach, przygotowywania stosownych aneksów i porozumień. W sytuacji, gdy polubowne załatwienie sporu jest niemożliwe, firma może skorzystać z pomocy np. w przygotowaniu strategii procesowej.

Europejski rynek leasingu hamuje

Europejski rynek leasingu w 2019r. osiągnął 6 proc. wzrost dynamiki w zakresie wartości nowych umów leasingowych, jednak najnowsze dane z połowy tego roku pokazują 24,5 proc. spadek finansowania leasingiem w Europie. Polska branża leasingowa zarówno na koniec 2019r. jak i w połowie 2020r. zajmowała 6. pozycję w Europie.   

Europejska federacja leasingowa Leaseurope, na podstawie danych zebranych od krajowych stowarzyszeń podała, że w 2019r. całkowita wartość nowych umów leasingowych zawartych w Europie, wyniosła 415 mld euro[1]. Był to wynik o 6 proc. lepszy niż rok wcześniej. Jednak najnowsze dane opublikowane po pierwszej połowie tego roku pokazują 24,5 proc. spadek (r/r) dynamiki europejskiego rynku leasingu, przy wartości nowych umów na poziomie 121,9 mld euro[2]. Polska branża leasingowa, której dane do Leaseurope raportuje Związek Polskiego Leasingu, zarówno na koniec 2019 jak i po pierwszej połowie 2020r. zajmowała 6. pozycję w Europie.

Wyniki na koniec 2019r. i po pierwszej połowie 2020r.

Analiza danych Leaseurope za 2019r. pokazuje, że w Europie wszystkie segmenty rynku leasingu odnotowały dodatnie dynamiki. Wartość nowych kontraktów dotyczących leasingu pojazdów osobowych (mających 52,9 proc. udział w ruchomościach) wzrosła o 6,6% r/r, dynamika drugiego najważniejszego segmentu europejskiego rynku tj. samochodów dostawczych była wyższa o 7,6% niż przed rokiem, a maszyny i urządzenia przemysłowe odnotowały 3,3 proc. wzrost r/r. Warto dodać, że leasing komputerów i maszyn biurowych zanotował 3,8 proc. dynamikę r/r, wartość umów leasingowych dotyczących takich aktywów jak statki, samoloty, czy tabor kolejowy była wyższa o 1,4% r/r, podczas gdy obszar finansowania nieruchomości odnotował 8,6 proc. wzrost na koniec 2019r.

Sytuacja na rynku leasingu istotnie zmieniła się w pierwszej połowie 2020r. Wartość nowych umów zawartych przez europejskich leasingodawców w ciągu pierwszych sześciu miesięcy 2020r. wyniosła 121,9 mld euro, co oznacza ujemną, 24,5 proc. dynamikę rynku r/r. Dane Leaseurope pokazują też, że w pierwszej połowie 2020r. dynamika finansowania pojazdów była niższa o 28,1% r/r. Pozostałe ruchomości zanotowały wynik o 17,1% niższy niż przed rokiem, podczas gdy finansowanie nieruchomości spadło o blisko 35% r/r.

„Wpływ kryzysu związanego z pandemią COVID-19 na krajowe gospodarki był widoczny w wynikach większości europejskich rynków leasingu. Obok Polski, która w połowie roku zanotowała ujemną, 24 proc. dynamikę rynku leasingu, spadki odnotowały m.in. rynek brytyjski (-33,4% r/r), niemiecki (-17,3% r/r), włoski (-32,5% r/r) czy rosyjski (-21,9% r/r). Leasing jest tym instrumentem, który finansuje inwestycje przedsiębiorstw. W tym okresie nie tylko spowolnieniu uległy inwestycje przedsiębiorców, ale również sama branża koncentrowała się na zapewnieniu wsparcia dla klientów, którzy na dużą skalę korzystali z tzw. wakacji kredytowych i zapewnieniu ciągłości operacyjnej. Wyniki europejskiego sektora leasingowego, uznawanego za barometr gospodarki pokazują, że także ten sektor rynku zmaga się z konsekwencjami pandemii COVID-19” – powiedział Marcin Balicki, Wiceprzewodniczący KW ZPL, który od początku listopada br. reprezentuje polską branżę leasingową w Radzie Dyrektorów Leaseurope.

[1] Dane Leaseurope: Leaseurope Annual Survey 2019.

[2] Dane Leaseurope: Leaseurope Biannual Statistical Enquiry 2020.

Pandemia wymusza kolejne zmiany w legalizacji pobytu cudzoziemców

Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji postanowiło przygotować pakiet kolejnych zmian dotyczących legalizacji pobytu cudzoziemców. Zmiany można podzielić na te związane bezpośrednio z sytuacją epidemiologiczną jak i te, które mają kształtować nowy model postępowania administracyjnego. Jak wskazano w uzasadnieniu: „ma na celu przede wszystkim usprawnienie postępowań dotyczących udzielania cudzoziemcom zezwoleń na pobyt czasowy na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej, w szczególności zezwoleń na pobyt czasowy i pracę, które są najczęściej udzielanym rodzajem zezwoleń na pobyt czasowy w Polsce”. Według prawników z JP Business Law Firm, niektóre z planowanych zmian mogą znacznie przyspieszyć i ułatwić proces zatrudniania cudzoziemców w Polsce.

„Niestety, nie został jeszcze przedstawiony szczegółowy projekt, a jedynie hasłowo wskazano obszary, które potencjalnie mogą zostać zmienione. Na przykład, rezygnacja z wymogu posiadania zapewnionego miejsca zamieszkania oraz wymogu posiadania źródła stabilnego i regularnego dochodu dla udzielenia zezwolenia na pobyt czasowy i pracę na rzecz wymogu wynagrodzenia nie niższego niż określone w nowym rozporządzeniu wydanym przez właściwego ministra. Z ostateczną oceną warto poczekać na publikację projektu i finalnie przyjętą ustawę. Ostatecznie też wiele będzie zależało od praktyki urzędów. Natomiast przynajmniej część zapisów sugeruje chęć znacznego uproszczenia procesu zatrudniania cudzoziemców. To o tyle ważne, że pandemia potencjalnie stworzyła nowe bariery, ingerujące w ciągłość życia gospodarczego i utrudniające niektóre z podstawowych procesów biznesowych takich jak chociażby rekrutacja pracowników zagranicznych. Uproszczenie tego procesu to na pewno rozwiązanie dobrze korespondujące z oczekiwaniami rynkowymi” – mówi Valeria Jeleńska, Prezes JP Business Law Firm w Warszawie.

Prawdziwą rewolucję zapowiada wprowadzenie nowego trybu zmiany zezwolenia na pobyt czasowy i pracę w sytuacji zmiany podmiotu powierzającego wykonywanie pracy lub w warunkach zwolnienia z obowiązku posiadania zezwolenia na pracę oraz poszerzenie katalogu okoliczności nie wymagających zmiany zezwolenia na pobyt czasowy i pracę.
Ustawodawca zapowiada również wprowadzenie rozwiązania ułatwiającego uzyskanie zezwolenia na pobyt czasowy i pracę przez cudzoziemców zamierzających wykonywać pracę w podmiotach o szczególnym znaczeniu strategicznym dla polskiej gospodarki. Ponadto założenia do projektu przewidują wprowadzenie terminów szczególnych na rozpatrzenie sprawy o udzielnie zezwolenia na pobyt czasowy. Ma to być 60 dni na rozpatrzenie sprawy w celu udzielenia zezwolenia na pobyt czasowy.

Projekt zakłada też kolejne doraźne zmiany związane bezpośrednio ze stanem epidemii. Przewiduje on zniesienie konieczności osobistego stawiennictwa cudzoziemców w sprawie o udzielenie im zezwoleń. Jest to bardzo istotne w kontekście ograniczonej obsługi bezpośredniej w urzędach.

Podatek VAT a eksport pośredni w warunkach Ex Works

Fiskus odmówił prawa do zwrotu VAT polskiej firmie sprzedającej towar do krajów spoza Unii Europejskiej i określił jej dodatkowe zobowiązanie podatkowe. Stwierdził, że polska spółka wyłudzała VAT, bo stosowała 0% stawkę tego podatku przy eksporcie towarów, a powinna 8%, z uwagi na to, że towar przekazywała i sprzedawała duńskiemu kontrahentowi na terenie Polski, a dopiero ten duński kontrahent eksportował go poza granice Unii. Wojewódzki Sąd Administracyjny w Bydgoszczy stanął po stronie przedsiębiorcy, tłumacząc organom podatkowym, na czym polega eksport pośredni w warunkach Ex Works (wyrok z 8 września 2020 r., sygn. akt I SA/Bd 167/20).

Zgodnie z zawartą w ustawie o VAT definicją za łańcuchową uznaje się taką dostawę, w ramach której kilka podmiotów dokonuje dostawy tego samego towaru w ten sposób, że pierwszy z nich wydaje ten towar bezpośrednio ostatniemu w kolejności nabywcy – wówczas uznaje się, że dostawy towarów dokonał każdy z podmiotów biorących udział w tych czynnościach (art. 7 ust. 8).

Eksport poza granice Unii ze stawką 0%

Polska spółka z o.o. eksportowała towar do krajów spoza terytorium Unii Europejskiej. Cały proces przebiegał w ten sposób, że towar nabywał i odbierał od niej z jej zakładu położonego w Polsce duński przewoźnik, który organizował i opłacał jego transport. Przewoził go następnie do portu morskiego w Gdyni, gdzie zgłaszał go do odprawy celnej w ramach kolejnej transakcji, której stroną był odbiorca spoza UE, po czym towar opuszczał obszar Unii. Spółka w ramach tego eksportu stosowała preferencyjną 0% stawkę podatku od towarów i usług.

Fiskus oskarżył spółkę o wyłudzenie VAT

Fiskus dopatrzył się w tych rozliczeniach nieprawidłowości i oskarżył spółkę o wyłudzenie VAT. Stwierdził, że dokonywanych przez przedsiębiorcę transakcji nie można zakwalifikować jako łańcucha dostaw. Zdaniem organu podatkowego polska firma dokonała jedynie dostawy towaru na terenie kraju, zaś rzeczywistym eksporterem poza granice Unii Europejskiej jest duński kontrahent. Dlatego też, stosując art. 5 ust. 1 pkt 1 i art. 7 ust. 1 w zw. z art. 41 ust. 2 ustawy o podatku od towarów i usług, uznał, że spółka powinna odprowadzić przy tych transakcjach 8% VAT. Fiskus zaprzeczył, jakoby przedmiotowa transakcja miała charakter dostawy łańcuchowej, bo polska spółka nie działała z zamiarem wydania towaru odbiorcy końcowemu w kraju spoza UE. Jej gospodarcze zaangażowanie kończyło się na sfinalizowaniu dostawy do duńskiego kontrahenta.

Organ uznał dostawę za eksport EXW, ale wykonany przez duńskiego kontrahenta

Organ podatkowy stwierdził również, że nawet pomijając fakt wydania duńskiej firmie towaru na terytorium Polski, i tak w przypadku spółki dokonana przez nią transakcja miała charakter dostawy krajowej, bowiem przeniosła ona na nabywców spoza Unii prawo do rozporządzania towarami jak właściciel już na terenie kraju. Ekonomiczne władztwo nad towarem uzyskiwali oni już w momencie załadunku na statek w porcie w Gdyni. Zrealizowane dostawy na rzecz duńskiej firmy zostały zdaniem fiskusa dokonane na zasadach EXW, gdzie eksporterem towarów był ten właśnie duński kontrahent.

Eksport pośredni – na czym polega

W skardze do wojewódzkiego sądu administracyjnego spółka podniosła, że ustawa o VAT dopuszcza sytuację, gdy dostawa towaru dokonywana na rzecz podatnika z Unii Europejskiej, w rzeczywistości traktowana jest jako dostawa dokonywana na warunkach eksportu towarów. A przy eksporcie nie jest istotny status nabywcy czy też jego siedziba, lecz to, gdzie towar fizycznie jest transportowany. Sytuacja ta została uregulowana w art. 2 pkt 8 lit. b ustawy o podatku od towarów i usług, który stanowi, że pod pojęciem „eksportu towarów” rozumie się dostawę towarów wysyłanych lub transportowanych z terytorium kraju poza terytorium Unii Europejskiej przez nabywcę mającego siedzibę poza terytorium kraju lub na jego rzecz (z wyłączeniem określonych, wskazanych w tej ustawie towarów), jeżeli wywóz towarów poza UE jest potwierdzony przez właściwy organ celny. I faktu tego, iż taka transakcja traktowana jest jak eksport, nie zmienia to, że towary odbiera w Polsce przewoźnik działający na zlecenie odbiorcy końcowego.

Jak podkreślił przedsiębiorca, polski ustawodawca dokonał podziału eksportu na bezpośredni i pośredni. Ale oba dopuszczają zastosowanie w ich ramach 0% stawki VAT. W ramach eksportu pośredniego w tzw. warunkach Ex Works normalne jest to, że do przeniesienia na zagranicznego nabywcę prawa do rozporządzania towarami jak właściciel dochodzi w innym miejscu, niż terytorium przeznaczenia dostawy. To właśnie cecha charakterystyczna pośredniości. Gdyby było to niedopuszczalne, wówczas w praktyce do eksportu pośredniego nigdy by nie dochodziło. Spółka stała na stanowisku, że dla możliwości skorzystania z preferencyjnej stawki 0% VAT przy eksporcie towaru wystarczające jest, że nabywca spoza UE uzyska prawo do rozporządzania towarem jak właściciel, a dostawca wykaże, że towar został przetransportowany poza granice Unii. W spornej sprawie spółka dysponuje właśnie takim potwierdzeniem wywozu towaru poza UE. Zatem spółka prawidłowo zastosowała zerową stawkę VAT dedykowaną dla eksportu towarów, nawet mimo tego, że organizatorem transportu poza Unię nie była ona, a pośrednik z innego państwa członkowskiego UE, który nabył od niej ten towar.

To, że dostawa nie miała charakteru dostawy łańcuchowej, nie oznacza, że nie stanowi eksportu

Wojewódzki Sąd Administracyjny w Bydgoszczy przyznał rację przedsiębiorcy. Orzekł, iż trafne jest jego stanowisko oparte na orzecznictwie NSA i Trybunału Sprawiedliwości UE, że eksport pośredni występuje także wtedy, gdy polska firma sprzeda towar innej, zagranicznej, która to dokona następnie jego wywozu poza terytorium Unii lub wywóz ten zleci. Natomiast podnoszony przez organ podatkowy eksport wykonywany w warunkach dostawy łańcuchowej jest tylko jednym z wariantów eksportu pośredniego. Zatem niewypełnienie przez transakcję znamion dostawy łańcuchowej nie oznacza, że nie można jej zakwalifikować jako eksport pośredni.

Sąd wyjaśnił organom, czym jest eksport pośredni w warunkach Ex Works

Sąd wyjaśnił organom, na czym polega tzw. eksport pośredni i dostawa na zasadach EXW. Reguła Ex Works oznacza, że nabywca towaru organizuje i ponosi koszty oraz ryzyko dostawy poza obszar Wspólnoty, a w gestii sprzedającego leży jedynie pozostawienie towaru do jego dyspozycji w punkcie wydania. Dlatego też w warunkach EXW, jakie wystąpiły w tej sprawie, cała inicjatywa transportowa oraz wszelkie formalności celne spoczywały na duńskim nabywcy towaru. Polska spółka wypełniła wymogi regulacji art. 2 pkt 8 lit. b ustawy o VAT co do uznania jej dostawy za eksport pośredni, na poparcie czego posiada takie dokumenty, jak: listy przewozowe [m.in. Międzynarodowy Samochodowy List Przewozowy (CMR)] ze specyfikacją poszczególnych sztuk ładunku, wskazujące na przewóz towarów z miejsca nadania na terytorium kraju do miejsca wywozu towaru poza terytorium UE.

„Skarżąca, nawiązując do orzeczeń Naczelnego Sądu Administracyjnego i TSUE, trafnie podaje, że eksport pośredni ma miejsce wówczas, gdy polski eksporter sprzedaje towary podmiotowi zagranicznemu, który wywozi je lub zleca ich wywóz poza granice Wspólnoty i dokonuje odprawy celnej we własnym imieniu. (…) Dostawa będzie stanowiła dostawę eksportową, nawet gdy organizatorem transportu będzie nabywca z innego państwa członkowskiego (pośrednik), bowiem również ten schemat transakcyjny wpisywał się będzie w definicję eksportu pośredniego, stosownie do art. 2 pkt 8 lit. b u.p.t.u.” (wyrok z 8 września 2020 r., sygn. akt I SA/Bd 167/20).

Prawo obowiązuje nie tylko przedsiębiorców

To nie przedsiębiorcy ustanawiają przepisy, ale to od nich wymaga się ich bezwzględnego przestrzegania. Dobrze byłoby, gdyby także oceniające to przestrzeganie organy podatkowe przepisy te znały i rozumiały. Bo gdy tak nie jest, przedsiębiorcy, zamiast skupić się na prowadzeniu swojego biznesu, muszą szukać pomocy prawnej, dochodząc ochrony swoich praw i majątku w sądzie.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Dane GUS: Polacy nie są skorzy do biznesu w czasie pandemii. Mniej nowych firm na rynku

Zaledwie o 0,5% spadła liczba rejestracji podmiotów gospodarczych w trzecim kwartale 2020 roku w porównaniu do analogicznego okresu roku poprzedniego – wynika z danych Głównego Urzędu Statystycznego. Oznacza to, że w tym czasie zarejestrowano o ok. 3 tys. podmiotów gospodarczych mniej niż rok temu. Największy spadek zanotowano w transporcie i gospodarce magazynowej (o 5,9%), usługach (o 2,7%), przemyśle (o 2,6%) czy zakwaterowaniu i gastronomii (o 1%). Eksperci Personnel Service zwracają uwagę na wpływ pandemii koronawirusa na proporcjonalne zwiększenie liczby upadłości gospodarczych w gastronomii, co przekłada się na problemy na rynku pracy w tym sektorze.

W trzecim kwartale 2020 roku zarejestrowano 87 360 podmiotów gospodarczych. To o 2754 mniej (o 0,5%) niż rok wcześniej, kiedy było ich 87,7 tys. Co istotne, liczba rejestracji spadła niemal we wszystkich analizowanych przez Główny Urząd Statystyczny rodzajach działalności. Najbardziej – w transporcie i gospodarce magazynowej, o 5,9%. Znaczące spadki odnotowały także takie sektory rynku, jak usługi (o 2,7%), przemysł (o 2,6%) oraz zakwaterowanie i gastronomia (1%). Wzrosty liczby rejestracji zanotowano w kontekście handlu i naprawy samochodów (o 9,2%) oraz informacji i komunikacji (o 2,5%). Zdaniem ekspertów Personnel Service, rynek pracy nie jest na te zmiany obojętny.

Mniejsze zainteresowanie działalnością gospodarczą zanotowaliśmy już w drugim kwartale tego roku. Wówczas spadki w zakresie rejestracji podmiotów były jeszcze wyższe. Średnio było ich o 31% mniej niż rok wcześniej. Lipiec, sierpień i wrzesień były dla przedsiębiorców bardziej łaskawe, ale nie oznacza to, że dobre. Mniej nowych firm to automatycznie mniej nowych miejsc pracy. Jako przykład możemy podać branżę gastronomiczną, w której zanotowaliśmy największy spadek zainteresowania nowymi pracownikami, co oczywiście jest związane z obawami o kolejne restrykcje – mówi Krzysztof Inglot, prezes Personnel Service i ekspert ds. rynku pracy.

Kluczowy dla firm będzie ostatni kwartał roku

Liczba firm, które upadły w badanym przez GUS okresie, zmniejszyła się nieznacznie. Rok temu były 133 takie podmioty, natomiast w trzecim kwartale 2020 roku – 123. I choć skala porównania jest znacznie mniejsza, w tym przypadku także zanotowano negatywne tendencje. W branży gastronomii i zakwaterowania upadło 9 firm, a to o 4 więcej niż w trzecim kwartale 2019 roku oraz w handlu i naprawie samochodów – 34 (o 6 więcej). Największy spadek liczby upadłości odnotowano z kolei w budownictwie (18 wobec 28 rok temu). Zdaniem Krzysztofa Inglota, najtrudniejsza sytuacja czeka przedsiębiorców dopiero w ostatnim kwartale roku.

Kolejna fala zakażeń oraz wprowadzenie żółtej, a następnie czerwonej strefy na terenie całego kraju to kwestie, które z pewnością przełożą się na kryzys w wymienionych branżach w ostatnim kwartale. Ograniczenie działania wielu firm, w tym restauracji, jest dla nich dużym ciosem. Ewentualny lockdown te ograniczania tylko pogłębi. Warto pamiętać, że ostatni kwartał roku to trudny okres także z uwagi na konieczność „dopięcia” firmowych budżetów, które w tym roku odczuły efekty pandemii koronawirusa. Możliwe jest zatem dalsze redukowanie zatrudnienia. Szczególnie narażeni są pracownicy właśnie z tych sektorów rynku, w których dominuje zatrudnienie na podstawie umów cywilnoprawnych, czyli m.in. w branży gastronomicznej. Z naszych niedawnych badań wynika, że pracownicy nie mają wątpliwości, że to najbliższe miesiące będą decydować o ich losie. 34% spośród obawiających się zwolnienia jest zdania, że utrata pracy jest najbardziej prawdopodobna jeszcze przed końcem 2020 roku, a 25% wskazuje, że newralgiczny będzie początek przyszłego roku – dodaje Krzysztof Inglot.

Metodologia: Badanie zostało przeprowadzone na panelu Ariadna na ogólnopolskiej próbie liczącej N=1011 osób. Kwoty dobrane według reprezentacji w populacji Internautów w wieku 18 lat i więcej dla płci, wieku i wielkości miejscowości zamieszkania. Termin realizacji to 16-20 października 2020. Metoda: CAWI.

Biznes oparty na szacunku

O rozwoju sektora energii odnawialnej oraz aktualnych trendach na rynku energetycznym rozmawiamy z Sebastianem Jabłońskim – prezesem zarządu Respect Energy SA.  

Tradycyjna część sektora energetycznego ma problemy z rentownością. Jak na jego tle wygląda aktualna sytuacja energetyki odnawialnej? 

Produkcja energii z paliw kopalnych nadal dominuje nad  tą ze źródeł odnawialnych, które jeszcze wymagają wsparcia, by uzyskać finansowanie inwestycji. Warto jednak pamiętać, że w procesie produkcji energii z węgla trudno o realne usprawnienia, natomiast w zielonej energii drzemie ogromny potencjał innowacji. Z roku na rok rośnie wydajność paneli fotowoltaicznych oraz ilość energii uzyskiwanej z turbin wiatrowych. Tworzona jest coraz nowocześniejsza infrastruktura do magazynowania energii. Jestem pewien, że w perspektywie kilku lat rentowność odnawialnych źródeł energii znacznie wzrośnie. To wtedy dojdzie do prawdziwej zielonej rewolucji energetycznej.

Jednak my zdecydowaliśmy się na inwestycję w źródła odnawialne już teraz. Jest to głęboko przemyślana strategia biznesowa, biorąca pod uwagę nie tylko zysk firmy, ale również dobro planety, ochronę środowiska naturalnego oraz globalną walkę ze zmianami klimatu.

Respect to szacunek. Skąd taki pomysł na nazwę firmy?

Jesteśmy firmą opartą na wartościach. Jedną z nich jest właśnie szacunek. Dla środowiska naturalnego, ale także dla naszych klientów, kontrahentów i pracowników. Uważamy, że produkcja, dystrybucja i sprzedaż energii to branża związana ze szczególną odpowiedzialnością. Dlatego nie tylko kupujemy i sprzedajemy zieloną energię, ale również promujemy jej produkcję ze źródeł odnawialnych. Mamy ponad trzystu dostawców, dla których jesteśmy nie tylko odbiorcą wyprodukowanej przez nich energii, lecz także doradcą w zakresie skomplikowanego polskiego prawa energetycznego.

Jak branża energetyki odnawialnej znosi epidemię?

Pierwszy okres ograniczeń, którego świadkami byliśmy wiosną tego roku, doprowadził do nieznacznego zmniejszenia popytu na energię elektryczną. Jednak sytuacja dość szybko wróciła do normy. W związku z tym cały czas myślimy głównie o rozwoju. Obroty Respect Energy wzrosły z 16 milionów złotych w 2016 roku do 2,79 miliarda w roku 2019. Jesteśmy już obecni na w 21 państwach Europy. Doskonale radzimy sobie w Niemczech, w Szwajcarii czy we Włoszech, gdzie rynki energetyki odnawialnej są od dawna bardzo dobrze rozwinięte.

Wszystkie prognozy mówią o tym, że zapotrzebowanie na energię elektryczną w skali globalnej będzie dynamicznie wzrastać. W ciągu najbliższych kilkudziesięciu lat będziemy mieli do czynienia z ogromnym wzrostem zużycia energii w krajach rozwijających się. Wzrost zużycia energii elektrycznej będzie spowodowany „elektryfikacją” kolejnych dziedzin naszego życia. Z czasem nasze spalinowe samochody zostaną zastąpione przez elektryne. Nasze piece na ekogroszek zastąpią pompy ciepła. Nasze węglowe  gazowe ciepłownie i elektrociepłownie miejskie zastąpią takie opalane np. wodorem czy biomasą. Niezależnie od scenariusza rozwoju pandemii przewiduję, że branżę energetyki odnawialnej czeka długoletni okres nieprzerwanego rozwoju, po pierwsze jako konsekwencja wychodzenia naszej cywilizacji z paliw kopalnych a po drugie jako konieczność pokrycia nowego popytu.

Jakie czynniki zdecydowały o tym, że Respect Energy notuje tak ogromne wzrosty obrotów?

Nieskromnie muszę przyznać, że udało nam się stworzyć jeden z najlepszych europejskich zespołów zajmujących się hurtowym handlem energią. Poza tym stworzyliśmy cały system wsparcia dla drobnych wytwórców energii elektrycznej. Dajemy im dostęp do rynków energetycznych, a także zajmujemy się rozliczeniami i wypełnianiem obowiązków informacyjnych. Mam też wrażenie, że klienci detaliczni po prostu pokochali naszą filozofię biznesową. Korzystanie z alternatywnych źródeł energii jest modne, a zmiana dostawcy to bardzo prosta procedura.

Ale z dostępnych danych statystycznych wiadomo, że klienci bardzo niechętnie zmieniają dostawcę energii elektrycznej.

To prawda. Od czasu, kiedy jest taka możliwość, dostawcę energii zmieniło zaledwie około 20% konsumentów. Dzieje się tak, ponieważ różnice pomiędzy ofertami największych dostawców są bardzo niewielkie. W dodatku rachunki są tak niezrozumiałe, że klienci rzadko są w stanie ocenić, która oferta jest dla nich naprawdę korzystniejsza.

Dlatego Respect Energy postanowiło zmienić reguły gry. Dajemy klientom zupełnie inny powód, aby zmienić dostawcę energii. Jest nim poczucie uczestnictwa w walce o lepsze warunki życia dla przyszłych pokoleń. Sektor energetyczny, czasami słusznie, a czasami niesłusznie, jest oskarżony o przyczynianie się do zmian klimatu i degradacji środowiska naturalnego. Stosując nowe technologie, możemy to zmienić.

Naszymi najbardziej entuzjastycznymi klientami są przedsiębiorstwa, dla których korzystanie z energii odnawialnej wpisuje się w ich wartości. Na przykład niedawno podpisaliśmy umowę o dostawie energii dla banku BNP Paribas. Jest on teraz pierwszą dużą polską instytucją finansową, korzystającą wyłącznie z zielonej energii elektrycznej. Mamy też coraz więcej klientów indywidualnych, którzy dzięki korzystaniu z naszej oferty chcą przyczynić się do poprawy stanu środowiska naturalnego oraz walki ze zmianami klimatu. Każdy kupujący od nas energię elektryczną klient może się chwalić tym, że jest to energia odnawialna. Średniej wielkości sklep osiedlowy zużywający 50 MWh energii elektrycznej kupując od nas energię, przyczynia się do zmniejszenia emisji co2 o 39 600 kilogramów, czyli tyle ile węgla mieści się na dwóch ciężarówkach. To jest bardzo duży wkład w ochronę środowiska.

 Niedawno otrzymaliście prestiżową nagrodę – „Innowatora” Wprost.

To dla nas bardzo cenna nagroda. Już dawno temu zauważyłem, że redakcja wprost aktywnie wspiera innowacyjne procesy w gospodarce. Znaleźliśmy się w gronie naprawdę zasłużonych firm. Już od dłuższego czasu obserwuję coraz większe zainteresowanie działalnością Respect Energy, nie tylko wśród klientów i kooperantów, ale również wśród dziennikarzy. Zaczynają oni dostrzegać, że na polskim rynku energetycznym dzieje się coś nowego. Zmiany struktury tego rynku, jakie mogą nastąpić już w ciągu najbliższych kilku lat, są również bardzo interesujące dla czytelników.

Państwa UE muszą silnie wesprzeć finansowo i regulacyjnie swoje sektory strategiczne, aby uniezależnić się od Chin

Pandemia unaoczniła wiele problemów z obecnym globalnym systemem gospodarczym – gdy gwałtownie rosła liczba zakażeń, państwa Unii konkurowały o sprzęt ochrony osobistej produkowany w Azji, dokąd wcześniej zachodnie firmy przeniosły swoje fabryki. Ponadto, na świecie wprowadzono 254 ograniczenia eksportowe hamujące przepływ dóbr, co dotknęło także UE. Raport Polskiego Instytutu Ekonomicznego pt. „Sektory strategiczne w gospodarce unijnej” dowodzi, że podjęcie właściwych działań w reakcji na pandemię w strategicznych dla UE sektorach może zmniejszyć uzależnienie od Chin, a z tytułu wsparcia branży motoryzacyjnej unijna gospodarka mogła by zyskać nawet 270 miliardów dolarów w ciągu najbliższych 5 lat.

Aby zapobiec rozprzestrzenianiu się pandemii COVID-19, kraje na całym świecie wprowadziły szereg ograniczeń życia społeczno-gospodarczego, które negatywnie wpłynęły na handel międzynarodowy. Pandemia doprowadziła do częstszego korzystania przez rządy z ograniczeń pozataryfowych, w tym m.in. wprowadzania ograniczeń eksportowych. Tendencja ta jest szczególnie niebezpieczna w przypadku dóbr o kluczowym znaczeniu dla życia ludzkiego, u których nawet krótka przerwa w dostawach może spowodować poważne zagrożenie. Na skutek pandemii w centrum uwagi znalazły się więc sektory strategiczne, produkujące dobra i usługi niezbędne do przetrwania, szczególnie istotne dla funkcjonowania gospodarki. Zmiany dotyczące światowego handlu są szczególnie istotne dla Unii Europejskiej, w której handel międzynarodowy odpowiada za niemal 35 proc. PKB i jest związany z ok. 35 mln miejsc pracy.

Załamanie gospodarcze i spadek wartości aktywów w następstwie pandemii zaostrzyły także dostrzegane już uprzednio niebezpieczeństwo przejmowania firm w sektorach strategicznych przez inwestorów zagranicznych, zwłaszcza chińskich. Działania na rzecz monitorowania tego rodzaju transakcji i w razie konieczności ich blokowania, nasiliły się ostatnio zarówno na poziomie unijnym, jak i poszczególnych państw członkowskich UE. Wydaje się wskazane, by nabrały one trwałego, systemowego charakteru i upowszechniły się na obszarze Unii. Obecnie mechanizmy monitorowania bezpośrednich inwestycji zagranicznych stosuje nieco ponad połowa ogółu członków UE.

Pandemia COVID-19 uświadomiła decydentom wagę sprawnego funkcjonowania sektorów strategicznych dla zapewnienia bezpieczeństwa państwa i ludności oraz ogólnej kondycji gospodarki. W kontekście działania tych sektorów w zglobalizowanej gospodarce szczególnie ważne okazały się kwestie sprawności systemu handlowego, przenoszenia produkcji, kontroli inwestycji eksportowych, ograniczeń eksportu i subsydiów eksportowych, a także barier dotyczących przekraczania granic i transportu – tłumaczy Jan Strzelecki, analityk zespołu handlu zagranicznego Polskiego Instytutu Ekonomicznego i współautor raportu.

Unia Europejska powinna położyć większy nacisk na kwestie bezpieczeństwa sektorów strategicznych. W budowaniu ich odporności na poziomie unijnym ważne jest tworzenie stabilnego otoczenia ułatwiającego zarządzanie ryzykiem. W celu ochrony i wzmocnienia odporności łańcuchów dostaw przez ich dywersyfikację i skracanie konieczna jest interwencja państwa i współpraca międzynarodowa. Globalna koordynacja polityki jest potrzebna, aby protekcjonizm w sektorach strategicznych nie stał się nową normą po pandemii. Zmiany w tym obszarze będą jednak wprowadzane głównie przez same firmy i okażą się zapewne długotrwałym procesem.

Niewidzialna ręka to za mało, sektory strategiczne potrzebują państwa

W sektorach strategicznych – co wykazała pandemia COVID-19 – niezbędne są działania państwa minimalizujące skalę zakłóceń i wzmacniające ciągłość łańcucha dostaw. W sytuacjach kryzysowych potrzebna jest koordynacja w zakresie uproszczonych procedur odprawy granicznej dla przewozu towarów oraz pracowników. Konieczna jest współpraca międzynarodowa i interwencja państw w celu ochrony łańcuchów dostaw, wzmocnienia bezpieczeństwa żywnościowego i dostaw leków.

Zwiększenie bezpieczeństwa funkcjonowania europejskiego sektora farmaceutycznego drogą dywersyfikacji źródeł zaopatrzenia i zwiększenia zdolności produkcyjnych w zakresie substancji czynnych wymaga współpracy między uczestnikami łańcucha wartości w tym sektorze oraz ściślejszego zaangażowania władz publicznych, organizacji zrzeszających producentów, pacjentów oraz środowiska naukowego. Niezbędne jest pokonanie bariery informacyjnej, zwłaszcza w zakresie szczegółowego rozpoznania źródeł pochodzenia substancji aktywnych na rynku europejskim oraz zastosowanie na poziomie unijnym instrumentów wsparcia finansowego.– tłumaczy Ambroziak.

W sektorze farmaceutycznym Polska zbyt silnie opiera się na dostawach substancji czynnych z Chin – aż 25,5 proc. polskiego importu tego typu dóbr pochodzi z Państwa Środka. Inne państwa europejskie opierają swój handel na współpracy ze Szwajcarią.

Szybszemu wyjściu z załamania europejskiego sektora motoryzacyjnego sprzyjałoby wsparcie finansowe ze strony państw członkowskich i na poziomie unijnym w ramach programu odbudowy. Mogłoby ono obejmować m.in. wsparcie zakupu nowych niskoemisyjnych aut w miejsce złomowanych starych – dla doraźnego złagodzenia skutków załamania sprzedaży i produkcji w branży motoryzacyjnej oraz wsparcie w zakresie zmian technologicznych – mające na celu długookresową poprawę pozycji konkurencyjnej producentów aut.

Jazda bez OC – ryzyko milionowych długów

Od 1 marca do 31 lipca br., Ubezpieczeniowy Fundusz Gwarancyjny (UFG) zidentyfikował ponad 81 tys. osób bez ważnego OC komunikacyjnego. Z informacji UFG wynika, że powodem jazdy bez OC nie były problemy finansowe. Polscy kierowcy wskazują jako powód trwającą pandemię i brak możliwości kontaktu z agentem. Polska Izba Ubezpieczeń (PIU) przypomina, że pandemia nie ma wpływu na łatwość zawarcia umowy obowiązkowego ubezpieczenia, a jazda bez OC wiąże się z poważnymi konsekwencjami finansowymi.

W całym 2019 r. UFG wystawił ok. 127 tys. wezwań do opłaty za brak OC komunikacyjnego. W tym roku, w ciągu zaledwie 7 miesięcy od wybuchu pandemii, liczba posiadaczy pojazdów, którzy mieli przerwę w ubezpieczeniu, przekroczyła już 100 tys. W dwóch na trzy przypadki, polscy kierowcy nie mieli polisy przez ponad dwa tygodnie.

Co trzeci zidentyfikowany przez Fundusz nieubezpieczony to osoba w wieku 32-43 lata. Trudno uwierzyć w cyfrowe wykluczenie tej grupy osób, a przecież ważność polisy można w prosty sposób sprawdzić nie ruszając się z domu. Również kupno nowej polisy od wielu lat jest możliwe przez telefon lub Internet – komentuje Damian Ziąber, rzecznik UFG. – Można przypuszczać, że niektórzy kierowcy chcą, powołując się na pandemię, „zaoszczędzić” na obowiązkowym OC. A to rodzi poważne ryzyko i bynajmniej nie chodzi o opłaty, które Fundusz zgodnie z ustawą musi nałożyć za brak ważnej polisy – dodaje.

Narażeni na milionowe długi

Wysokość składki OC wynosi średnio ok. 550 zł rocznie, a dodatkowo można rozłożyć ją na raty. Koszty, na jakie narażony jest nieubezpieczony kierowca, który spowoduje kolizję lub wypadek, mogą sięgać kilkuset tysięcy, a nawet przekroczyć milion złotych, jeśli byli ranni lub ofiary śmiertelne. Osoby poszkodowane otrzymają świadczenie z UFG, jednak Fundusz wystąpi do sprawcy szkody o zwrot wypłaconej kwoty. Jest to tzw. roszczenie regresowe. W tym roku średnia wartość regresu wynosi prawie 17 tys. zł. Do tego dochodzi opłata za brak polisy, którą należy wnieść do UFG. Jej wysokość zależy od rodzaju pojazdu i okresu pozostawania bez ochrony ubezpieczeniowej. W tej chwili w UFG są dwa rekordowe przypadki, w których nieubezpieczeni kierowcy spowodowali szkody każda o wartości ok. 1,4 mln zł.

Od początku pandemii przypominamy, jak ważne jest utrzymanie ochrony ubezpieczeniowej. Jest to kluczowe zwłaszcza w czasie kryzysu, kiedy konieczność płacenia za szkody z własnej kieszeni może zrujnować domowy budżet. Ubezpieczenia działają niezależnie od lockdownu, a wszystkie sprawy związane z przedłużeniem polisy można przeprowadzić zdalnie w ciągu zaledwie kilku minut. Nasze tegoroczne badanie dotyczące bezpieczeństwa ruchu drogowego pokazuje, że kierowcy w Polsce, zwłaszcza młodzi, przejawiają dużą skłonność do brawury, lekceważąc przepisy. Aż 96 proc. bardzo wysoko ocenia swoje umiejętności jazdy. Aż co trzeci kierowca nie widzi zagrożenia w przekraczaniu dozwolonej prędkości. O wypadek na polskich drogach zatem nietrudno – mówi Łukasz Kulisiewicz, ekspert Polskiej Izby Ubezpieczeń.

Dla zapominalskich

O opłaceniu składki na OC komunikacyjne trudno zapomnieć, ponieważ ubezpieczyciele z odpowiednim wyprzedzeniem przypominają o zbliżającym się terminie wpłaty. Dodatkowo ważność polisy można sprawdzić na stronie internetowej UFG oraz w aplikacji UFG „Na Wypadek”.

Obowiązek ubezpieczenia istnieje tak długo, jak pojazd jest zarejestrowany, dlatego sprawdzajmy ważność polisy i pilnujmy terminowego opłacania składek także wtedy, kiedy rzadko korzystamy z naszego auta. Nawet jadąc na chwilę do najbliższego sklepu można spowodować groźny wypadek, którego skutki, gdy jedziemy bez ważnego OC, obciążą nas i naszą rodzinę – mówi Łukasz Kulisiewicz.

Pandemia przyspieszyła przyrost zaległości czynszowych

Prawie 10 mln zł po stronie firm i ponad 162 mln zł w przypadku osób prywatnych – tyle wyniosły na koniec września zaległości czynszowe wpisane do Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor. Pandemia przyspieszyła przyrost długów, przez sześć miesięcy przybyło ich 28 mln zł wobec 3,5 mln zł w tym samym okresie zeszłego roku. Jak wynika z badań zrealizowanych podczas pierwszej fali COVID-19, czynsze znalazły się w pierwszej trójce najczęściej opóźnianych rachunków. Do przełożenia płatności za mieszkanie z obawy o utratę płynności finansowej przyznał się co ósmy respondent.

Jeszcze przed pandemią Polacy deklarowali, że czynsz obok kredytu jest dla nich jedną z podstawowych opłat, którą regulują w pierwszej kolejności. Wystarczyło jednak kilka miesięcy koronakryzysu, by perspektywa się zmieniła. Najwyraźniej mniej pieniędzy w portfelu i towarzyszące temu obawy o utratę płynności finansowej przewartościowały myślenie.

Długi czynszowe Polaków rosną szybciej
Źródło: Badanie research&grow dla BIG InfoMonitor

Z badania przeprowadzonego dla Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor po pierwszym lockdownie, wynika, że co szósta osoba ze względu na panującą sytuację odczuwała przyzwolenie na niepłacenie bieżących rachunków, ale gdy już zaczęło brakować pieniędzy, to nawet co czwartej zdarzyło się w czasie pandemii nie uregulować jakiegoś rachunku.

Opłaty za czynsz i wynajem nieruchomości znalazły się w pierwszej trójce najczęściej opóźnianych zobowiązań, obok rachunków za telefon i media. Do niezapłacenia czynszu przyznał się co ósmy ankietowany, częściej zdarzało się to mężczyznom niż kobietom (13 proc. vs 10 proc.) oraz osobom w wieku 25-34 lat (20 proc.). Efekt? W Rejestrze Dłużników BIG InfoMonitor widnieje obecnie ponad 172 mln zł zaległości czynszowych, z czego większość – 162 mln zł to nieopłacone rachunki konsumentów. Od końca marca kwota ta wzrosła o 28 mln zł, a do bazy trafiło 284 kolejnych dłużników – jest ich w sumie 8 661.

Długi czynszowe Polaków rosną szybciej 2
Źródło: Badanie research&grow dla BIG InfoMonitor

– To spora zmiana w porównaniu z minionym rokiem. Wprawdzie dłużników zgłaszanych do BIG InfoMonitor przybyło w ciągu drugiego i trzeciego kwartału 2019 r. więcej, bo 393, to jednak kwota zaległości zwiększyła się jedynie o 3,5 mln zł – zwraca uwagę Łukasz Rączkowski, Lider Zespołu Relacji z Klientami w BIG InfoMonitor. Nie ma wątpliwości, że dla zarządzających lokalami mieszkaniowymi i użytkowymi, nie jest to dobra wiadomość, szczególnie, że mamy już do czynienia z kolejnym lockdownem.

Odzyskać 1000 zł płacąc kilka

Gdy domowy budżet nie daje rady pod ciężarem wydatków, czynsz jest jedną z płatności, którą łatwiej przełożyć na później, głównie dlatego, że nie daje to natychmiastowych przykrych konsekwencji. Niezapłacony prąd, gaz, sygnał kablówki zostaną odcięte, podobnie jak możliwość rozmów przez telefon, a nieuregulowanie czynszu nie zamka dłużnikowi drzwi do domu. Wielu osobom wydaje się więc, że można przez miesiąc, dwa czy trzy nie płacić. – Ale niestety czynsz to zwykle spora kwota, która szybko rośnie do poziomu, z którym trudno sobie poradzić, szczególnie, że do długu dochodzą bieżące comiesięczne opłaty. Obecnie średnia zaległość konsumenta z powodu nieopłaconego czynszu to niemal 20 tys. zł, to ponad pięciokrotnie więcej niż zgłoszone do BIG InfoMonitor nieuregulowane rachunki telefoniczne ze średnią kwotą ok. 3,7 tys. zł – mówi Łukasz Rączkowski.

A już gromadzone latami, rekordowe zaległości czynszowe idą w setki tysięcy złotych. 68-latka z województwa dolnośląskiego ma prawie 544 tys. zł, a osoba prowadząca firmę z województwa lubuskiego niemal 707 tys. zł. – Jak odzyskać takie długi? Niestety obserwujemy, że zarządzający nieruchomościami znacznie rzadziej niż firmy oferujące usługi masowe wykorzystują BIG-i do przypominania o zobowiązaniu czy też do mobilizowania do spłaty – dodaje Rączkowski i radzi: Czynsz to na tyle poważna kwota, że od razu po przekroczeniu terminu należy przypominać o zapłacie i jeśli to nie pomaga, można zwrócić się do BIG InfoMonitor. BIG w imieniu wierzyciela przygotuje i wyśle wezwanie do zapłaty z ostrzeżeniem, o możliwości wpisania do rejestru dłużników.

Jest to koszt 6 zł, a często skutkuje natychmiastową spłatą. Takie wezwanie można zamówić online w kilka minut bez wizyty na poczcie. Z doświadczeń klientów BIG InfoMonitor wynika, że skuteczność wezwań w przypadku nowych długów jest bardzo wysoka i w ciągu roku sięga nawet 60 proc. należności widniejących na wysłanych do zapłaty wezwaniach. Dłużnik widzi bowiem natychmiastowe skutki niepłacenia: może nie zostanie eksmitowany, ale obecność w rejestrze dłużników przeszkodzi mu w zakupach, zaciąganiu kredytów i pożyczek, z którymi podobnie jak z czynszem, może sobie nie poradzić. Patrząc od tej strony, wpis pomaga dłużnikowi nie zadłużać się ponad miarę.

Fakt, że w wielu przypadkach samo wysłanie wezwania do zapłaty prowadzi do całkowitego uregulowania długu potwierdzają doświadczenia Administracji Domów Miejskich w Bydgoszczy. – Z naszych analiz za okres styczeń-wrzesień 2020 r. wynika, że blisko 40 proc. dłużników, do których skierowano wezwanie do zapłaty, spłaciło co najmniej połowę zadłużenia, a około 30 proc. z nich spłaciło je w całości – podaje Magdalena Marszałek, rzecznik Administracji Domów Miejskich w Bydgoszczy. Ale są też bardziej oporni dłużnicy. – Gdy nie reagują na wezwania i nie okazują woli rozwiązania problemu np. poprzez ugodę polegającą na rozłożeniu długu na raty, podejmujemy decyzję o wpisywaniu ich do rejestru dłużników prowadzonego przez BIG InfoMonitor – dodaje.

Najwięcej zgłoszonych dłużników w woj. kujawsko-pomorskim

Długi czynszowe Polaków rosną szybciej 3
Źródło: Rejestr Dłużników BIG InfoMonitor
Badanie przeprowadzone przez research&grow na zlecenie BIG InfoMonitor, techniką CAWI na ogólnopolskiej próbie reprezentatywnej Polaków N=1000, realizowane w dniach 10-13 lipca 2020.

Wzrasta liczba zatrudnionych z problemami emocjonalnymi i psychicznymi

Tępo życia, zbyt duża ilość informacji, niepewność jutra, permanentny stres i wiele innych negatywnych czynników powoduje, że w ostatnich latach coraz więcej osób mierzy się z problemami natury emocjonalnej i psychicznej. Izolacja, lęk i obawy wywołane pandemią wpłynęły na jeszcze mocniejsze uwydatnienie skali problemu. Jak wynika z danych pochodzących z badania EZOP (Epidemiologia Zaburzeń Psychiatrycznych i Dostępność Psychiatrycznej Opieki Zdrowotnej), co czwarty Polak zmaga się w swoim życiu z jakimś zaburzeniem psychicznym. A biorąc pod uwagę stale rosnące zainteresowanie wizytami psychologicznymi, psychiatrycznymi i terapeutycznymi w ostatnich miesiącach można się spodziewać, że sytuacja w najbliższym czasie nie ulegnie poprawie. Coraz częściej problem dostrzegają również świadomi pracodawcy, którzy nie tylko zaczynają się interesować kondycją psychiczną zatrudnionych, ale także programami edukacyjnymi i zapewnianiem profesjonalnej pomocy pracownikom, których dotyka kryzys. Co mogą zrobić pracodawcy by umiejętnie wspierać osoby, które mierzą się z problemami o podłożu emocjonalnym lub psychicznym?   

Podmioty zatrudniające pracowników coraz częściej uznają zdrowie psychiczne i dobrostan pracowników za istotne kwestie, dostrzegając z jak wysokimi kosztami po ich stronie wiąże się ignorowanie tego obszaru. Absencje, nieefektywność, zaniedbywanie obowiązków czy pogarszające się relacje ze współpracownikami i negatywne wpływanie na atmosferę w zespole, to tylko niektóre negatywne skutki z jakimi może mierzyć się organizacja, w której pracownicy doświadczyli kryzysu i nie otrzymali odpowiedniego wsparcia. Już w listopadzie 2014 roku Komisja Europejska w dokumencie „Promowanie zdrowia psychicznego w miejscu pracy: Wytyczne dotyczące wdrażania kompleksowego podejścia” zachęcała pracodawców do kompleksowego podejścia do kwestii zdrowia psychicznego zatrudnionych wskazując, jak jest ono istotne z punktu widzenia samych organizacji oraz w jaki sposób można i należy wpływać na dobrostan pracowników. W ostatnich latach coraz więcej organizacji zdecydowało się na podjęcie różnych działań mających na celu dbanie o zdrowie psychiczne pracowników.

Biorąc pod uwagę kondycję opieki psychologicznej i psychiatrycznej w ramach służby zdrowia oraz w kontekście obecnej sytuacji, nie dziwi fakt, że we wrześniu tego roku Komisja Ekspertów ds. Ochrony Zdrowia Psychicznego przy Rzeczniku Praw Obywatelskich zaprezentowała kierunki zmian, jakie powinny zajść w ochronie zdrowia psychicznego. Według ekspertów stały dostęp do psychologa powinien być też elementem medycyny pracy – zwłaszcza po pandemii. Rekomendacje te choć na razie nie znalazły odzwierciedlenia w rzeczywistości są sygnałem również dla pracodawców, którzy mogą wziąć sprawy w swoje ręce i samodzielnie zapewnić zatrudnionym odpowiednie wsparcie.

Covid-owe problemy pracowników

Pierwszy kwartał 2020 roku przyniósł wiele zmian. Pandemia wywołana przez COVID-19 wpłynęła negatywnie na wiele obszarów codziennego funkcjonowania, a lęk pojawiający się w jednym obszarze życia, zaczął bardzo szybko przenikać do pozostałych. Zmiana funkcjonowania na polu zawodowym nie pozostała bez znaczenia dla zdrowia i życia osobistego wielu zatrudnionych. Strach przed utratą zdrowia czy życia lub niepełnosprawnością, strach przed utratą pracy, konieczność natychmiastowej wręcz adaptacji do wykonywania pracy zdalnej lub hybrydowej, utrata nieformalnych relacji w zespole, poznawanie i współpraca z nowymi pracownikami tylko wirtualnie oraz zacieranie granic między życiem prywatnym i zawodowym w związku z pracą zdalną. To tylko niektóre z obaw jakie pojawiły się w ostatnim czasie u wielu zatrudnionych. Coraz więcej firm boryka się ze stale narastającymi problemami swoich pracowników, którzy w okresie przedłużającej się izolacji coraz częściej potrzebują profesjonalnego wsparcia.

Jak wynika ze wstępnych wyników badania naukowego kierowanego przez dr hab. Małgorzatę Dragan „Zdrowie psychiczne w czasie pandemii Covid-19”, obecna sytuacja może być postrzegana jako traumatyczna. Wiele osób zgłasza nasilone objawy psychopatologii, takie jak ciągły lęk, obniżenie nastroju, przewlekłe napięcie, a występowanie objawów zaburzeń psychicznych sprzyja utrzymującemu się negatywnemu myśleniu (ruminowaniu). 75% dotychczas przebadanych określa obecną sytuację jako stresujące wydarzenie. Aż 51% zgłasza objawy wskazujące na załamanie funkcjonowania i wykonywania codziennych obowiązków, zaś 38% depresja/”>nasilone objawy depresyjne, a 62% uczestników badania relacjonuje nasilone objawy lęku uogólnionego, polegające na stałym odczuwaniu lęku lub nadmiernym zamartwianiu się, w znaczny sposób wpływających na wiele obszarów funkcjonowania w życiu codziennym. Znaczny odsetek badanych, bo aż 37% wskazuje natomiast na objawy zespołu stresu pourazowego (PTSD).[1] Już wstępne wyniki prowadzonego badania pokazują z jak dużym problemem mierzą się obecnie pracownicy, a co za tym idzie ich pracodawcy.

Wsparcie ze strony pracodawcy

Obecnie świadomi pracodawcy coraz częściej poświęcają uwagę zdrowiu psychicznemu swoich pracowników. Nie tylko inwestują w programy edukacyjne przekazujące niezbędną wiedzę dotyczą dbania o ich dobrostan i rozpoznawanie wczesnych symptomów występowania problemów psychicznych. Coraz więcej organizacji przytłoczonych narastającą obecnie liczbą absencji wywołanych pogarszającym się stanem psychicznym zatrudnionych, decyduje się na zapewnienie im profesjonalnego wsparcia w postaci konsultacji lub stałych spotkań z psychologiem, terapeutą czy psychiatrą.

Zdrowie psychiczne pracowników w ostatnich miesiącach stało się jednym z głównych obszarów zainteresowania organizacji. Wielu pracodawców, dostrzegając skalę problemu, skupia się obecnie na kondycji i dobrostanie swoich pracowników. Firmy poszukują aktualnie nie tylko wiedzy na temat radzenia sobie ze stresem czy wypaleniem zawodowym, ale przede wszystkim lękiem, depresją i koniecznością adaptacji do zmiennych warunków, do których nie każdy zatrudniony jest w stanie dostosować się w obecnej, szczególnie niepewnej sytuacji. Na rynku dostępne jest coraz więcej kompleksowych programów wspierających pracowników w obszarze zdrowie psychicznego. Powstają one nie tylko z myślą o pracodawcach, dla których zdrowie psychiczne pracowników to jedno z kluczowych wyzwań, ale również by stale zwiększać świadomość skali problemu i możliwości radzenia sobie z nim. Dla wielu organizacji obecnie jest to bowiem nie tylko realny problem, ale przede wszystkim zagrożenie dla ich normalnego funkcjonowania w czasach wszechobecnej niepewnościtwierdzi Justyna Sagan, współautorka programu Mental Helath w firmie szkoleniowej Nowe Motywacje.

[1] http://psych.uw.edu.pl/2020/05/04/zdrowie-psychiczne-w-czasie-pandemii-covid-19-raport-wstepny-z-badania-naukowego-kierowanego-przez-dr-hab-malgorzate-dragan/

Pracownicy odmawiają testów na koronawirusa. Pracodawcy bezradni

Pracownik nie chce się poddać testowi na koronawirusa. Co ma zrobić pracodawca?

Do naszego Stowarzyszenia w poniedziałek dotarł list od właścicielki biura rachunkowego z jednego z dużych miast w Polsce. Kobieta przyznaje, że czuje się bezsilna i nie wie co ma zrobić. Chodzi o jedną z pracownic, która podejrzewa u siebie koronawirusa, ale nie chce wykonać testu argumentując to tym, że jeżeli pójdzie na kwarantannę, to z pracy wyłączony będzie też jej mąż, a to może skutkować poważnymi konsekwencjami w pracy.

Pracownik ma objawy koronawirusa, ale nie chce poddać się testom. Co powinien zrobić pracodawca?

Treść wiadomości od mieszkanki jednego z dużych miast w Polsce brzmiała tak: – Szanowni Państwo, proszę o poradę prawną, bo nigdzie nie mogę znaleźć informacji co właściwie mam zrobić. Prowadzę biuro rachunkowe i kadrowe. Pracuje u mnie blisko 15 osób podzielonych na trzy małe biura. Jedna z dziewczyn w ostatnich dniach źle się czuła i nie przyszła kilka dni do pracy. Później dała znać, że chyba ma koronawirusa, bo nie czuje smaku i zapachów. Powiedziałam jej, że natychmiast ma iść do szpitala i zrobić test, a ona odmówiła, bo to będą same problemy i wszyscy pójdą na kwarantannę, a jej mąż nie może sobie na to pozwolić. Powiedziała, że nie chce być w żadnych statystykach i czuje się jakby była tylko przeziębiona, a nie miała wylądować zaraz w szpitalu. Bardzo ją prosiłam, a ona odmówiła. Co powinnam zrobić? Zgłosić to do sanepidu? Zgłosić na policję? Z nią w biurze przebywały jeszcze dwie pracownice, ale ona też chodziła po częściach wspólnych i ja sama też się z nią widziałam. Nikt nie czuje się źle, ale ja jestem przestraszona bardzo. Proszę o poradę – czytamy.

Z wiadomości wynika, że reszta zespołu nie czuje się źle, ale pracodawca nie wie czy wysłać innych na pracę zdalną, czy może zarządzić ogólną „kwarantannę” biura. Podobnych zgłoszeń mieliśmy w minionych tygodniach kilka. Dotyczyły one m.in. spraw związanych z powrotem do pracy po zachorowaniu na koronawirusa czy opłacania testów dla zespołów pracowniczych.

Prawo uchyla wiele furtek. Pracodawca może np. skierować pracownika na badania okresowe do Zakładu Medycyny Pracy

Zgłoszony przez pracodawczynię problem został przeanalizowany przez prawników współpracujących ze Stowarzyszeniem STOP Nieuczciwym Pracodawcom. Jak mówi mec. Grażyna Wódkiewicz ważne jest, by pracodawca przestrzegał zasad, które zapewnią bezpieczeństwo jego zespołowi i jemu samemu.  – Pojawiają się głosy, że pracodawca nie może zmusić pracownika do dodatkowych badań. Aktualnie niektórzy przyjmują jednak interpretację obowiązujących przepisów w następującym brzmieniu – o ile nawet pracownik ma aktualne badania lekarskie, to każde zdarzenie mogące spowodować uzasadnione wątpliwości co jego do stanu zdrowia oraz mogące świadczyć o zmianie stanu zdrowia pracownika w znacznym stopniu (co ma istotne znaczenie z punktu widzenia BHP) jest podstawą przyjęcia przez pracodawcę, że zaświadczenie lekarskie o zdolności do pracy przestaje być aktualne (utraciło aktualność). W takim przypadku nie powinien dopuścić pracownika do pracy. Jeśli więc pracodawca ma wątpliwości co do tego, czy stan zdrowia pracownika jest właściwy i czy może on bezpiecznie (dla siebie i innych) pracować, to może skierować go do lekarza medycyny pracy, który może zlecić dalsze badania, w tym w kierunku Covid – 19 – mówi mec. Wódkiewicz.

– Pracodawca zawsze może też powiadomić Sanepid o swoich podejrzeniach – wtedy Sanepid może podjąć decyzje co do przymusowych badań w trybie administracyjnym. Pamiętać jednak należy, że takie zawiadomienie musi mieć uzasadnione podstawy, aby nie narazić się na zarzuty ze strony pracownika.

Aktualnie funkcjonują też regulacje umożliwiające skierowanie pracownika do pracy w domu – jeśli taka forma pracy jest możliwa – co stanowi pewne rozwiązanie – mówi mec. Wódkiewicz.

Koronawirus dominuje w zgłoszeniach do naszego Stowarzyszenia

Pandemia koronawirusa znacząco zmieniła całe spektrum rynku pracy w roku 2020. Większość tematów, które trafiają do Stowarzyszenia STOP Nieuczciwym Pracodawcom to zagadnienia związane z pandemią, kwarantanną, ale i obniżonymi wynagrodzeniami czy zwolnieniami wynikającymi z „soft-lockdownu”, który jest obecnie faktem.

-Dla nas to bardzo pracowity rok, czujemy się bardzo potrzebni zarówno pracownikom jak i pracodawcom – mówi Prezes Małgorzata Marczulewska. – Kierowanie pracowników na pracę zdalną czy na kwarantannę często pojawia się w pytaniach do naszego stowarzyszenia, bo pracodawcy mają problem z interpretacją dość skomplikowanych, covidowych przepisów. Z jednej strony jest tak, że chcą zapewnić sobie i całemu zespołowi bezpieczeństwo i możliwość dalszej pracy, a z drugiej traktują „telefon do sanepidu” jako donos na członka swojego zespołu. Wiemy, że coraz częściej kończy się to skierowaniem do pracy zdalnej i jest to rozwiązanie optymalne. Należy jednak przestrzec pracowników: badania to przejaw odpowiedzialności – mówi Małgorzata Marczulewska, Prezes Stowarzyszenia STOP Nieuczciwym Pracodawcom.

Wstępna euforia już za nami

Optymizm związany z nadziejami na szybkie wypracowanie skutecznej szczepionki przeciw COVID-19 wspiera ryzykowne aktywa, ale do czasu uruchomienia produkcji świat musi jeszcze poradzić sobie z bieżącym wzrostem zachorowań. Między teraz a momentem dystrybucji szczepionki miną miesiące, co z perspektywy rynków jest bardzo długim okresem czasu. I żadne nadzieje na cudowny lek nie zapobiegną okresowym korektom.

Jak stwierdziłem we wtorek po euforii wywołanej doniesieniami Pfizera o posiadaniu szczepionki skutecznej na ponad 90 proc., żaden rajd ryzyka nie będzie postępował w prostej linii. Jest nawet trudniej o podtrzymanie pozytywnych nastrojów opartych o materializację daty wyjścia z kryzysu zdrowotnego (nawet jeśli cały 2021 rok będzie dalej trudny), kiedy słyszymy o nowych rekordach osiąganych w trakcie jesiennej fali zachorowań. Wczoraj padł rekord dziennej liczby zgonów na świecie (ponad 12 tys.), liczba chorych globalnie przekroczyła 52 mln. W USA nowy rekord dziennego przyrostu zachorowań przekroczył 144 tys., a liczba hospitalizowanych osiągnęła nowy rekord 62 tys. W Europie sytuacja powoli się poprawia dzięki lockdownom, ale to tylko przypomina o ekonomicznych szkodach pandemii. Inwestorzy to widzą i ponownie wyceniają, co było widać wczoraj na Wall Street. Przemysłowy Dow Jones zakończył dzień na minusie, za to odżył technologiczny Nasdaq100 (+2,3 proc.). Kryzys się jeszcze nie zakończył i w kolejnych tygodniach będziemy bombardowani nowymi tragicznymi rekordami. Kolejny lockdown w USA może być podejmowany na szczeblu stanowym, ale jeśli taka decyzja zapadnie w ponad 30 stanach, to jak bardzo zmienia to odbiór sytuacji względem ogłoszenia narodowej kwarantanny?

Oczywiście mantra szklanki do połowy pełnej nie zostanie całkowicie porzucona. Stopy procentowe są niskie i takie pozostaną przez wiele lat. Pomoc fiskalna jest obecna, a szczepionka w końcu przyjdzie. Porównując warunki gospodarcze między obecnymi a za rok, przyszłość będzie lepsza. Jeśli rynki finansowe oprócz dyskontowania teraźniejszości wyceniają także przyszłość, netto apetyt na ryzyko powinien mieć się dobrze. Rynki jednak nie trzymają się wartości netto niezmiennie przez cały czas. Wstępna euforia już za nami, teraz przychodzi czas na ponowne przerzucenie uwagi na bieżące problemy.

Na FX wraca popyt na bezpieczne USD, CHF i JPY. Ale popyt ten jest dość słaby, co bardziej oznacza spieniężanie zysków z krótkich pozycji po poniedziałkowej euforii, aniżeli budowanie pozycji na głęboką korektę. Jednak jeśli w tym tygodniu nie otrzymamy nowej rewelacji o postępach w pracach nad szczepionkami, wątpię, aby znalazł się zapas optymizmu dla pociągnięcia aktywów ryzykownych w górę. Dziś przeszkodą mogą być dane z rynku pracy USA – jeśli liczba nowych wniosków o zasiłek dla bezrobotnych przerwie spadkowy trend, obawy o szkodliwość drugiej fali pandemii będą wzmocnione. Po południu uwagę przyciągnie wirtualny panel dyskusyjny z udziałem szefowej EBC Lagarde, prezesa Banku Anglii Baileya i prezesa Fed Powella. Poza oczywistymi deklaracjami o gotowości banków centralnych do wspierania ożywienia możemy też usłyszeć kilka chłodnych słów nakazujących ostrożność w nadoptymistycznym interpretowaniu informacji o szczepionkach. Co dla bankierów centralnych jest koniecznym trzeźwym podejściem do tematu, dla inwestorów może być kolejnym powodem do wzmocnienia wątpliwości.

W całym tych rozterkach na rynkach globalnych rynek złotego przyjął postawę pasywną. EUR/PLN kontynuuje ruch boczny w przedziale 4,47-4,51. Zgodnie z przewidywaniami bez wsparcia w postaci ekscytacji rynków zewnętrznych informacjami o szczepionce polska waluta nie ma innych argumentów za okazywaniem siły, a niepewność o krajową sytuację zdrowotną podciąga kurs z powrotem do 4,50. Dziś lub jutro może pojawić się decyzja rządu o ogłoszeniu narodowej kwarantanny i choć decyzja powinna być częściowo ujęta w wartości złotego, nie jest to sygnał, który rynek PLN przyjmie pozytywnie.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Bolt chce zostać największym operatorem rozwiązań mikromobilnych w Europie w 2021

Bolt planuje wprowadzić swoje usługi z zakresu mikromobilności do ponad 100 miast, gdzie udostępni 130 tys. elektrycznych hulajnóg i rowerów, chcąc stać się największym operatorem w Europie w 2021. Platforma zainwestuje 100 mln euro w rozwój w zakresie mikromobilności i konstruowania własnego sprzętu.

W ostatnich miesiącach Bolt przyspieszył ekspansję swoich usług mikromobilnych – elektryczne hulajnogi i rowery platformy trafiły do 45 miast w 15 krajach. W Polsce wypożyczalnie elektrycznych hulajnóg Bolt można już znaleźć w 11 miastach – Białymstoku, Chorzowie, Gdańsku, Gdyni, Katowicach, Krakowie, Lublinie, Poznaniu, Sopocie, Warszawie, Wrocławiu.

– Miasta cierpią z powodu ruchu ulicznego i emisji spalin. Przestrzeń jest ograniczona parkingami. Wierzymy, że przyszłość miejskiej mobilności to sieć usług na żądanie – przewozów, e-hulajnóg, e-rowerów i innych niewielkich pojazdów. Czasy, kiedy każdy musiał posiadać samochód minęłypowiedział Markus Villig, współzałożyciel i CEO Bolt.

Na początku tego roku Bolt udostępnił użytkownikom swój własny, zaprojektowany przez wewnętrzny zespół inżynierski firmy, model elektrycznej hulajnogi. Urządzenia są łatwe w naprawie, ich szacowana żywotność wynosi do pięciu lat i w pełni nadają się do recyklingu.

– Zauważyliśmy, że jednym z kluczowych czynników wyboru współdzielonych, elektrycznych środków transportu są ceny.  Cieszymy się, że w przyszłym sezonie w jeszcze większej liczbie krajów w Europie, także w Niemczech i Wielkiej Brytanii, wprowadzimy niedrogie e-hulajnogi i rowery elektryczne. Bolt to największa Europejska sieć usług przewozowych, mamy możliwość oferowania użytkownikom najlepszych cen dzięki współdzieleniu kosztów między różnymi obszarami działalności – dodał Markus Villig.

Rozwój mikromobilnych rozwiązań platformy Bolt jest elementem „zielonych porządków”, czyli brania odpowiedzialności za wpływ platformy na środowisko naturalne. We wrześniu Bolt zadeklarował, że do końca 2020 wszystkie przejazdy hulajnogami będą miały ujemną emisję CO2, a od października 2019 platforma realizuje Green Plan, w ramach którego zobowiązała się do zrównoważenia wkładu platformy w emisję CO₂ dla europejskiego sektora transportu o co najmniej 5 milionów ton do 2025.

Bon na dotację od Wrocławskiego Parku Technologicznego

Przygotowanie wniosku o dotację unijną jest zadaniem złożonym, które wymaga odpowiedniego przygotowania. Należy zadbać nie tylko o spełnienie wymogów formalnych, ale też merytorycznych. Ten czasochłonny proces potrzebuje często specjalistycznego wsparcia. W pozyskaniu go pomaga przedsiębiorcom Wrocławski Park Technologiczny, który uruchomił kolejną edycję mechanizmu Bon na dotację.

Bon na dotację to autorski mechanizm Wrocławskiego Parku Technologicznego, który pozwala przedsiębiorstwom na zwiększenie ich szans w pozyskiwaniu funduszy unijnych na realizację innowacyjnych projektów B+R. Można dzięki niemu uzyskać refundację nawet 100% kosztów stałych poniesionych na przygotowanie wniosku o dofinansowanie z UE, do których zalicza się zarówno wynagrodzenie dla wyspecjalizowanej firmy konsultingowej, jak i koszty własne przedsiębiorstwa. – Co do zasady refundujemy do 10 tys. zł kosztów przygotowania wniosku o dotację z Unii Europejskiej. Co ważne z Bonu na dotację mogą skorzystać nie tylko Rezydenci WPT, ale również inne osoby czy firmy, które w realizacji swoich projektów badawczo-rozwojowych zakładają wykorzystanie zaplecza laboratoryjnego i biznesowego WPT– wyjaśnia Justyna Pater – Synówka, kierownik Oddziału ds. Rozwoju Nowych Rynków w Wrocławskim Parku Technologicznym.

Realne wsparcie dla innowacji

Pierwsza edycja mechanizmu Bon na dotację ruszyła w 2016 roku. Dzięki niemu do końca 2019 roku, dofinansowanie otrzymało 30 projektów o łącznej wartości ponad 280 milionów złotych. Z mechanizmu korzystają firmy z różnych branż, od biotechnologii po sektor kosmiczny, działające w różnej skali – od startupów po rozwinięte firmy. Jedną z nich było WPD Pharmaceuticals – Proces przygotowania wniosku o grant jest czasochłonny i generuje koszty – zarówno zewnętrzne, jak i wewnętrzne. Aplikując o dotacje, trzeba zabezpieczyć środki, które pozwolą na odpowiednie przygotowanie wniosku, tak by odniósł sukces. Wsparcie takie jak Bon na dotację jest szczególnie ważne dla małych i średnich firm, ma kluczowe znaczenie szczególnie na początku ich działalności, w momencie krytycznym dla ich sukcesu. Jest ono również motywacją do działania, próbowania, czasem po raz kolejny, swoich sił w konkursach pozwalających na zdobycie środków na rozwój innowacji – ocenia Mariusz Olejniczak, Prezes Zarządu WPD Pharmaceuticals.

Obecnie trwa otwarty nabór do nowej edycji mechanizmu Bon na dotację. Możliwe jest pozyskanie środków na przygotowanie aplikacji m.in. w ramach konkursów Narodowego Centrum Badań i Rozwoju (Szybka Ścieżka – Koronawirusy, Programy Sektorowe), Banku Gospodarstwa Krajowego (Kredyt na innowacje technologiczne), Polskiej Agencji Rozwoju Przemysłu (Design dla przedsiębiorców – Dostępność Plus) czy konkursów organizowanych
w ramach Regionalnego Programu Operacyjnego (Wsparcie na inwestycje w zakresie wdrożenia wyników prac B+R w działalności przedsiębiorstw). Fiszki projektowe należy składać do 18.11.2020 r., a szczegółowe informacje znajdują się na www.technologpark.pl.

Rzecznik MŚP apeluje do Premiera o ponowną weryfikację restrykcji wobec przedsiębiorców

Rzecznik Małych i Średnich Przedsiębiorców Adam Abramowicz w stanowisku skierowanym do Prezesa Rady Ministrów Mateusza Morawieckiego zaapelował o bezzwłoczny przegląd wprowadzonych ograniczeń wobec przedsiębiorców i nawiązanie rozmów z zamkniętymi branżami w celu ustalenia zaostrzonych warunków sanitarnych, umożliwiających ponowne otwarcie przedsiębiorstw.

Adam Abramowicz podkreśla, że walka ze skutkami pandemii nie może się odbywać kosztem rujnowania gospodarki. Rzecznik MŚP zwraca także uwagę, że zdecydowana większość przedsiębiorców zaimplementowała zalecane przez rząd i służby sanitarne wytyczne i starannie je respektuje. Dlatego apeluje, by zezwolić im na kontynuowanie działalności.

– Apeluję o bezzwłoczny przegląd wprowadzonych już restrykcji, powrót do rozmów z zamkniętymi branżami i ewentualnie – z powodu pogarszającej się sytuacji epidemicznej, zmodyfikowanie warunków funkcjonowania firm. I tylko w ten sposób – umożliwiając przedsiębiorcom powrót na rynek, uchronimy budżet państwa od miliardowych wydatków w ramach wsparcia dla gospodarki sparaliżowanej z powodu reżimu epidemiologicznego – pisze w piśmie Adam Abramowicz Rzecznik Małych i Średnich Przedsiębiorców.

Rzecznik MŚP zadeklarował gotowość podjęcia we współpracy z rządem natychmiastowych działań, mających na celu optymalne zabezpieczenie epidemiologiczne działalności gospodarczej. Brak takich działań i całkowity lockdown, zdaniem Adama Abramowicza, może doprowadzić do likwidacji tysięcy firm i nagłego wzrostu bezrobocia, a w efekcie – zagrozi bezpieczeństwu ekonomicznemu Polaków.

Arena.pl wzmacnia skład Zarządu oraz Rady Nadzorczej

Arena.pl SA, notowany na NewConnect właściciel platformy zakupowej Arena.pl, wzmacnia kadrę kierowniczą. Stanowiska zarządcze objęli Kamil Bednarek – wiceprezes ds. IT oraz Bartosz Berliński – wiceprezes ds. Marketingu. Do Rady Nadzorczej powołany został natomiast Paweł Turno. Zmiany są kolejnym krokiem w serii zapowiedzianych przez spółkę działań w ramach ‘nowego startu’ platformy. Spółka rozważa przeniesienie swoich akcji na parkiet główny Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie już w 2021 r.

Z wielką radością przywitaliśmy nowych członków Zarządu oraz Rady Nadzorczej – mówi Maria Bogajewska, prezes Arena.pl. – Powołane osoby są wyjątkowymi specjalistami w sowim fachu, więc był to dla nas naturalny wybór. Liczymy na duże wzmocnienie kompetencji zespołu i jeszcze wyższą dynamikę rozwoju. Na obecnym etapie Arena jest w fazie aktywnej rozbudowy i zmian, stąd decyzja o poszerzeniu grona kierowniczego spółki. W najbliższych miesiącach czeka nas wiele ciekawych projektów – dodaje.

Nowymi członkami Zarządu zostali Bartosz Berliński, jako wiceprezes ds. marketingu, oraz Kamil Bednarek w roli wiceprezesa ds. IT.

Bartosz Berliński odpowiedzialny będzie za opracowywanie i realizację strategii marketingowej platformy Arena.pl oraz innych projektów e-commerce realizowanych przez spółkę. Dotychczasowe doświadczenie zdobywał współtworząc działy online marketingu oraz doradzając takim markom jak Allegro, Otomoto, Lidl, Żabka, Nivea, czy Tauron. Jest współzałożycielem agencji marketingowej MaxROY.agency oraz największej w Polsce firmy specjalizującej się w szkoleniach i konferencjach marketingowych MaxROY.com/Sprawny.Marketing.

Kamil Bednarek powiązany jest z Arena.pl jako zewnętrzny konsultant od 2016 r. Posiada bogate doświadczenie w strategicznym planowaniu, analizie efektywności i optymalizacji zespołów informatycznych, m.in. w branży lotniczej oraz audytowej. Założyciel prężnie rozwijającego się software house’u w Wielkiej Brytanii. Realizował projekty dla takich firm jak: Komputronik, AppVerk, Signicat, Better Software Group, Merixstudio, DevsData LLC czy eCrection Media Technology LTD. W spółce odpowiedzialny będzie za wprowadzanie najnowocześniejszych rozwiązań technologicznych, w tym rozwój gałęzi informatycznych w nowych projektach spółki.

Rada Nadzorcza zyskała nowego członka w osobie Pawła Turno. Zasiadał on dotychczas w radach nadzorczych wielu spółek, takich jak Sygnity S.A. czy Kino Polska TV Sp. z o.o. Posiada też rozległe doświadczenie na gruncie rynku kapitałowego.

Wzmocnienie kadry zarządczej ma związek z szeregiem działań, które spółka podjęła w tym roku w związku z ‘nowym startem’ platformy. Arena.pl nawiązała partnerską współpracę z Bankiem PKO, zapowiada utworzenie komplementarnych platform, uruchomiła marketing i rozważa przeniesienie notowań akcji na rynek główny Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie.

– Obecna sytuacja oraz widmo kolejnego lockdownu bardzo korzystnie wpływają na sektor e-commerce. Należy też pamiętać o tym, że zbliżają się okresy zakupowe i wyprzedażowe, związane m.in. z Black Friday, Świętami czy Sylwestrem. Wprawdzie w tym roku wszystkie te wydarzenia odbywać się będą inaczej niż dotychczas, jednak na ten moment nie zauważyliśmy zmiany w zachowaniu konsumentów i wręcz notujemy podniesienie ruchu na platformie – mówi Maria Bogajewska.

3,5 mln mkw. wynajętej powierzchni magazynowej od początku roku

Polski rynek powierzchni magazynowych zgodnie z zapowiedziami przekroczył w III kw. 2020 r. granicę 20 mln mkw. całkowitych zasobów i nadal pomimo pandemii utrzymuje wysoki poziom projektów w budowie (ponad 1,5 mln mkw.). Po stronie popytowej w okresie od lipca do końca września 2020 r. zanotowano drugi w historii rekordowy poziom aktywności najemców, który wyniósł 1,22 mln mkw. (+49% r/r), a od początku roku wynajęto 3,5 mln mkw. Sektorowi magazynowemu towarzyszą również dobre nastroje z rynku inwestycyjnego, gdzie również pobito dotychczasowy rekord łącznej wielkości transakcji. Firma AXI IMMO prezentuje najnowszą publikację, raport „Polski Rynek Magazynowy w III kwartale 2020 r.”

W pierwszych dziewięciu miesiącach 2020 roku na rynku inwestycyjnym w sektorze magazynowym w Polsce zawarto transakcje na sumę 1,9 mld EUR, przy czym tylko w III kw. 2020 r. właścicieli zmieniły aktywa o wielkości około 740 mln EUR. Wśród największych zamkniętych transakcji w III kw. 2020 r. wymienia się finalizację przejęcia środkowoeuropejskiego portfela Goodmana przez GLP (1 mld EUR, 66% obiektów ulokowanych jest w Polsce tj. ok. 880 000 mkw.), zakup przez Kajima Properties Europe i Savills Investment Management inwestycji Central European Logistics HUB (145 000 mkw.) zarządzanej przez firmę Panattoni oraz sprzedaż przez P3 magazynu BTS PepsiCo w Mszczonowie (58 500 mkw.) za 30 mln EUR firmie Elite Partners Capital.

„Trend przesunięcia się zainteresowania funduszy w kierunki sektora magazynowego jest bardzo silny, efektem tego jest ponad 48% udział magazynów w całości wolumenu transakcji inwestycyjnych od początku roku. Produkty magazynowego stały się inwestycjami pierwszego wyboru, co pozwala optymistycznie patrzeć w przyszłość, pomimo ograniczeń jakie niesie ze sobą pandemia. Jednocześnie niska podaż produktów na rynku będzie jeszcze bardziej widoczna, a stopy kapitalizacji w perspektywie średnio i długoterminowej mogą wykazywać trend spadkowy”, mówi Renata Osiecka, Partner Zarządzająca, AXI IMMO.

Całkowity wolumen transakcji najmu w okresie od lipca do końca września 2020 r. wyniósł 1,22 mln mkw. (+49% r/r), wśród najaktywniejszych regionów znalazły się Górny Śląsk (297,5 tys. mkw.), Warszawa (253 tys. mkw.) i Dolny Śląsk (147 tys. mkw.). Sumarycznie w pierwszych trzech kwartałach 2020 roku najemcy wynajęli łącznie prawie 3,5 mln mkw. nowoczesnej powierzchni magazynowej i produkcyjnej, a najwięcej w Warszawie (871 000 mkw.), Górnym Śląsku (689 000 mkw.), Polsce Centralnej (491 000 mkw.), Poznaniu (373 000 mkw.) i Dolnym Śląsku (325 000 mkw.).

Największy udział w popycie w analizowanym okresie miały logistyka (32,9%), sieci handlowe (16,3%), e-commerce (12,3%), produkcja (7,8%) oraz Elektronika/RTV i AGD (7,5%).

Aktywność deweloperów w okresie od lipca do końca września 2020 r. wyniosła 641 tys. mkw. (-36.3% r/r), co pozwoliło na spodziewane przekroczenie w III kw. br. bariery 20 mln mkw. i uzyskanie wyniku 20,2 mln mkw. (+12,6% r/r) w całkowitych zasobach nowoczesnej powierzchni magazynowo produkcyjnej. Od początku roku najwięcej powierzchni dostarczono w regionie Warszawy (419 tys. mkw.), Górnym Śląsku (414 tys. mkw.) i na Dolnym Śląsku (316 tys. mkw.). Obecnie w budowie znajduje się 1,56 mln mkw., (-15,5% r/r), z czego najwięcej na Górnym Śląsku (373 tys. mkw.) i w regionie Warszawy (343 tys. mkw.). Na trzecim miejscu uplasował się region Polski Zachodniej ze względu na rozpoczęcie inwestycji BTS o powierzchni użytkowej 200 000 mkw. dla najemcy z sektora e-commerce w Świebodzinie. Wśród największych zrealizowanych w III kw. 2020 r. projektów magazynowych znalazły się m.in. Hillwood Oleśnica (52 975 mkw.), Panattoni Bielsko-Biała III (41 798 mkw.), Panattoni Sosnowiec II (30 000 mkw.), Hillwood Gliwice Sośnica (27 792 mkw.), Panattoni Gdańsk South II           (26 431 mkw.) i MLP Pruszków II – rozbudowa (26 220 mkw.).

Na skutek pandemii Covid-19 obserwujemy ograniczenie w nowej podaży w projektach budowanych typowo spekulacyjnie. Deweloperzy w porównaniu do poprzednich kwartałów dużo ostrożniej podejmują decyzję o realizacji nowych inwestycji. Wpływ na taką politykę mają przede wszystkim niepewna sytuacja rynkowa oraz zaostrzona polityka kredytowa banków tj. min. 50% wkład własny. W efekcie współczynnik powierzchni budowanej spekulacyjnie spadł pod koniec III kw. 2020 r. do 26,3%, podczas gdy na koniec 2019 wynosił on prawie 50%,” mówi Anna Głowacz, Dyrektor Działu Powierzchni Przemysłowych i Logistycznych, AXI IMMO.

Na koniec III kw. 2020 r. współczynnik powierzchni niewynajętej wyniósł 8% (+1,5 pp. r/r), przy czym najwyższy poziom pustostanów odnotowano w regionie Górnego Śląska (10,3%) i w Polsce Centralnej (9,30%), z kolei najniższy w Szczecinie (0,6%) i Polsce Wschodniej (1,1%). Niewielki wzrost w powierzchni dostępnej od ręki tłumaczy się oddaniem do użytku części inwestycji, których budowa spekulacyjna rozpoczęła się na początku roku. Sytuacja ta nie wpłynęła na zmianę polityki cenowej większości właścicieli i na większości obserwowanych rynków magazynowych nie zaobserwowano istotnych zmian w zakresie stawek czynszowych. Na zakończenie III kw. średnie czynsze bazowe (w obiektach big box) wynosiły 3,2 – 3,6 EUR/mkw./m-c, a czynsze efektywne uwzględniające okresy zwolnione z opłat i zachęty od deweloperów utrzymały się na poziome 2,4 – 2,7 EUR/mkw./m-c, czyli średnio od 20 do 30% niższej.

W ostatnich trzech miesiącach 2020 r. spodziewamy się zdecydowanego wzrostu transakcji krótkoterminowych, jak również nowych umów w formułach pre-let i BTS, które pozwolą na zakończenie roku z wynikiem ponad 4 mln mkw. wynajętej powierzchni. Popyt będzie głównie generowany przez najemców z sektora dóbr szybko zbywalnych i e-commerce. Z kolei po stronie podażowej ze względu na bardziej restrykcyjne finansowanie nowych projektów, w kolejnych kwartałach możemy spodziewać się ograniczenia aktywności deweloperskiej w zakresie uruchamiania nowych projektów.  Spodziewanym skutkiem w perspektywie średnio i długoterminowej będzie spadek poziomu pustostanów, który może wpłynąć na tendencję wzrostową w zakresie stawek czynszów, szczególnie w inwestycjach typu last mile na terenie miast,” podsumowuje Anna Głowacz.

Rynek rozwiązań CEM zwiększy się dwukrotnie do 2024 roku

Wartość globalnego rynku rozwiązań Customer Experience Management (CEM) wzrośnie z 7.75 miliarda dolarów w 2019 roku do 14.5 miliarda dolarów w 2024 roku, a średnioroczny wzrost wyniesie 13.3% – wynika z danych firmy badawczej MarketsandMarkets. Tak olbrzymie zapotrzebowanie na rozwiązania Customer Experience i Customer Engagement wynika przede wszystkim z tęsknoty klientów za spersonalizowanym doświadczeniem zakupowym – twierdzi Małgorzata Gawrysiak, General Manager w Genesys Polska, firmie będącej jednym z globalnych liderów rynku Customer Experience i Customer Engagement.

Eksplozja zainteresowania rozwiązaniami CEM była prognozowana już od dłuższego czasu. Między innymi firma Gartner w jednym ze swoich raportów sprzed kilku lat przewidywała, że bezduszne, analityczne systemy CRM będą musiały przejść ewolucję, tak aby zapewnić większą personalizację i spójność doświadczeń zakupowych użytkownika, a dzięki temu umożliwić budowanie emocjonalnej więzi z klientem. Gartner nazwał takie rozwiązania Customer Engagement Relationship Management.

„Wynika to z tego, że ludzie nadal oczekują tego samego spersonalizowanego doświadczenia zakupowego, które znają z przeszłości. Nie chcemy zapomnieć o tym, co było przed cyfryzacją. Pewnie wielu z nas może przywołać w swoich wspomnieniach małą księgarnię za rogiem, gdzie chodziliśmy przede wszystkim ze względu na to, że mogliśmy tam liczyć na kontakt z kompetentnym sprzedawcą, który znał nasze upodobania. Był dla nas autorytetem. Pokazywał nam, gdzie znajdują się książki, które mogą nas zainteresować. Był zapach i wiele innych wrażeń. Dziś te odczucia są limitowane. Do tego przyszedł koronowarius, który ograniczył dostęp do sklepów, wpychając nas w kanał ecommerce” – mówi Małgorzata Gawrysiak.

Zdaniem przedstawicielki Genesys, nowe uwarunkowania spowodowały dramatyczny spadek w lojalności konsumentów. Potwierdzają to m.in. wyniki badań Forrester Research dotyczących kart podarunkowych, wedle których zaledwie 41 proc. konsumentów deklaruje jakieś przywiązanie do sklepu, który je wydał. Dla pozostałych, liczy się przede wszystkim to, gdzie można dostać większy rabat.

„Musimy wrócić w ecommerce z emocjami, spersonalizować i wpuścić tam ducha z naszych wspomnień. Tak aby konsumenci poczuli się, jak w księgarni za rogiem, gdzie mieliśmy pełne zaufanie do sprzedawcy, który zawsze miał w sobie spokój i był naszym przewodnikiem po zakupach. Sztuczna inteligencja, robotyzacja, automatyzacja może nam pomóc w dostosowaniu obsługi klienta do naszych oczekiwań. Musi to się jednak odbyć w sposób przemyślany, bo jeśli nie, to przyniesie to więcej szkód niż pożytku” – tłumaczy ekspertka Genesys.

Co zrobić, żeby było tak samo, mimo, że jest zupełnie inaczej?

W wykonaniu tego z pozoru niewykonalnego zadania mogą nam pomóc właśnie systemy CEM, które pozwalają zagregować w jednym miejscu dane na temat historii naszej relacji z klientami ze wszystkich kanałów. Dzięki temu wiemy, czego klient chce i możemy go obsłużyć w czasie rzeczywistym.

„Firmy mają obecnie potężne silosy danych na temat swoich klientów, tylko potrzebują rozwiązania, które będzie potrafiło to połączyć, a następnie wykorzystać tę wiedzę do podpowiadania, jaki jest wykorzystywany przez klienta kanał komunikacji i jego preferencje zakupowe. Taki system powinien też zapewnić przyjazne środowisko do komunikacji dla klientów i obsługujących ich pracowników, dając przy tym możliwość łatwego włączania potrzebnych kanałów kontaktu i umożliwiając spójny proces zakupowy, bez względu na czas i miejsce kontaktu” – mówi Małgorzata Gawrysiak.

Jak zaznacza przedstawicielka Genesys, rozwiązania CEM powinny też wspomagać sprawne i szybkie rozwiązywanie problemów klientów dzięki zastosowaniu automatyzacji i robotyzacji, a także z wykorzystaniem pracowników Contact Center do rozwiązywania bardziej złożonych problemów. Boty mogą bowiem rozwiązać jedynie ok. 20-25 proc. spraw. Cała reszta musi zostać obsłużona przez ludzi. Wszystko musi być też cały czas spersonalizowane, bo dzięki temu zostaje dodany element duszy do obsługi.
„Jeśli to wszystko się uda, to znowu jesteśmy w stanie się stać tym fajnym sklepem za rogiem, bo klient będzie czuł, że jest w centrum uwagi. Na tym właśnie polega wizja stojąca za systemami Customer Experience i Customer Engagement, która jest odpowiedzią na naszą tęsknotę za zakupami z duszą” – podsumowuje ekspertka Genesys.

Druga runda IndustryLab zakończona. Ponad 20 startupów gotowych do współpracy z przemysłem

Spółka DGA zakończyła drugą rundę akceleracji w ramach Akceleratora Innowacji Przemysłowych IndustryLab. 23 startupy otrzymały łącznie aż 4 tys. godzin wsparcia doradczego od blisko 40-osobowego zespołu ekspertów. Ponadto skorzystały z 24 godzin warsztatów. W zakresie projektu wypracowano wiele innowacyjnych rozwiązań, z których będą mogły korzystać duże i średnie firmy przemysłowe. W tym można wskazać m.in. w pełni biodegradowalne materiały kompozytowe, system identyfikujący parametry poruszających się pojazdów szynowych, oprogramowanie służące do projektowania baterii dla pojazdów elektrycznych czy urządzenie nawigacyjne dla osób niewidomych do montażu w środkach komunikacji publicznej.

Akcelerator Innowacji Przemysłowych IndustryLab to projekt realizowany przez poznańską spółkę DGA. I jest współfinansowany przez Polską Agencję Rozwoju Przedsiębiorczości ze środków Unii Europejskiej.

– W ramach intensywnego programu akceleracji każdy zakwalifikowany do programu startup finalnie dostał szansę wdrożenia swojego innowacyjnego rozwiązania u zaangażowanego w ten projekt odbiorcy technologii. Ponadto mógł korzystać z opieki mentorskiej i ze wsparcia merytorycznego. Do tego otrzymał bezzwrotne dofinansowanie w kwocie do 200 tys. złotych – informuje Joanna Juszczyszyn-Klimek, Dyrektor Departamentu Zarządzania Projektami w DGA S.A.

W trakcie ostatnich sześciu miesięcy 23 zespoły uczestniczące w programie wzięły udział łącznie w 24 godzinach warsztatów. Na zajęciach zostały omówione istotne dla młodych przedsiębiorstw zagadnienia. Wśród nich można wskazać m.in. optymalne wykorzystywanie czasu na prezentację, skuteczne prowadzenie działań komunikacyjnych w mediach społecznościowych i narracji finansowej. Odbyło się również wiele indywidualnych, praktycznych sesji doradczych.

– Chociaż półroczna akceleracja i pilotażowe wdrożenia przypadły na czas pandemii, wszystkie zespoły idealnie odnalazły się w zupełnie nowych realiach. Z zaangażowaniem uczestniczyły w szkoleniach oraz korzystały z profesjonalnego doradztwa – ocenia Juszczyszyn-Klimek.

W drugiej rundzie programu wzięło udział aż szesnastu partnerów technologicznych. Są to spółki Solaris Bus & Coach, CELSA Huta Ostrowiec, DRUMET Liny i Druty, HCP Fabryka Pojazdów Szynowych, Stora Enso Polska, RYWAL-RHC, ARHELAN, MPWiK, PKP Energetyka, Krosno Glass, Dr. Schumacher, PLASTWIL, Biuro Inwestycji Kapitałowych, Mercedes-Benz BMG Goworowski, Allmedica oraz Grupa Unimax.

– Warto również podkreślić, że w ciągu pół roku blisko 40-osobowy zespół ekspertów udzielił uczestnikom programu wsparcia doradczego w wymiarze aż 4370 godzin. W tym 1380 godz. mentoringu biznesowego, 1840 godz. coachingu oraz 1150 godz. doradztwa technologicznego – wymienia Dyrektor Juszczyszyn-Klimek.

Jak podsumowuje zespół DGA, druga runda finalnie dostarczyła wielu innowacyjnych rozwiązań, które zostały zaprezentowane w ramach eventu DemoDay pod koniec października br. Wśród nich znalazły się m.in. w pełni biodegradowalne materiały kompozytowe oraz narzędzia do zdalnego i automatycznego monitoringu maszyn. Można wymienić też system identyfikujący parametry poruszających się pojazdów szynowych, oprogramowanie służące do projektowania baterii dla pojazdów elektrycznych, a także urządzenie nawigacyjne dla osób niewidomych do montażu w pojazdach komunikacji publicznej.

Mennica Skarbowa notuje najlepsze wyniki w historii Spółki. Zysk netto za Q3 2020 o 282% wyższy rok do roku

Mennica Skarbowa, największy w Polsce dealer złota inwestycyjnego i innych metali szlachetnych, wygenerowała w trzecim kwartale 2020 roku najlepsze wyniki finansowe w swojej historii. Przychody spółki wyniosły 135,5 mln złotych, czyli o ponad 60 mln więcej rok do roku, a zysk 6,9 mln – czyli o 282% więcej niż w tym samym okresie rok wcześniej. Zarząd podkreśla, że na wyniki miało wpływ m.in. efektywne wykorzystanie obecnej sytuacji rynkowej – wysokiego popytu na złoto, systematycznie podejmowane działania mające na celu rozwój prowadzonej działalności – otwieranie nowych oddziałów oraz rozwój sprzedaży online. W opinii Zarządu Mennicy Skarbowej dzięki wzrastającej popularności złota wśród polskich inwestorów Spółkę czeka dalszy dynamiczny rozwój i zwiększanie udziału w rynku.

W trzecim kwartale 2020 roku Mennica Skarbowa wygenerowała 135,5 mln złotych przychodów w porównaniu do 74,5 mln w trzecim kwartale 2019, co oznacza 82-procentowy wzrost rok do roku. Zysk netto wyniósł z kolei 6,9 mln – w porównaniu do 1,8 mln w Q3 2019 – czyli o ponad 280 procent więcej niż rok wcześniej. Narastająco za trzy pierwsze kwartały 2020 roku spółka osiągnęła odpowiednio 345 mln zł przychodów i 15,2 mln zł zysku netto. To najlepsze wyniki w historii.

Cieszy nas bardzo powtarzalność wyników finansowych, bo tak należy ocenić 3. kwartał w porównaniu do 1. tego roku. Drugi kwartał tego roku był lekko zaburzony w wyniku postępującej pandemii i kłopotów z dostawami złota. Obecne wyniki  to efekt przyjętej polityki zarządczej i kontynuacji pełnego wykorzystania potencjału tendencji pobytu i podaży na rynku złota. Już od kilku lat rozwijamy się w tempie liniowym, teraz to po prostu przyspieszyło ze względu na okolicznościpodkreśla Jarosław Żołędowski, Prezes Zarządu Mennicy Skarbowej.Staramy się systematycznie rozwijać naszą działalność, patrzeć długoterminowo, nie licząc na szybki zysk czy jednorazowe wyniki finansowe. Zależy nam by utrzymać tendencję wzrostową, dlatego dużą wagę przykładamy do realizowania naszej strategii, a także promowania złota jako bezpiecznej inwestycji. Przy wzrastającej popularności złota wśród polskich inwestorów jesteśmy w okresie średnioterminowym generować wyniki porównywalne do tych uzyskanych w 1. i 3. kwartale, co oczywiście wpłynie pozytywnie na naszą kondycję finansową i zwiększy nasz udział w rynku. – dodaje Żołędowski.

Na wysokie wyniki finansowe spółki, której 96% przychodów pochodzi z obrotu złotem, wpływ miał przede wszystkim zwiększony popyt na kruszec. Pandemia, wybory w Stanach Zjednoczonych i szereg innych czynników składających się na niepewną sytuację na światowych rynkach stymulowały w ostatnim czasie kurs złota, który od kilkunastu miesięcy notuje historyczne wyniki. Tym samym, wraz ze zmniejszaniem się stopy zwrotu z innych inwestycji, zwiększało się zainteresowanie złotem jako bezpieczną lokatą kapitału. W trzecim kwartale 2020 roku Mennica Skarbowa sprzedała ponad 0,5 t złota, a w sumie od początku bieżącego roku ok.1,5 tony, czyli o 70% procent więcej niż przez pierwsze trzy kwartały 2019. Obecnie największą popularnością cieszą się sztabki i monety bulionowe o wadze 1 uncji (31,1 grama), a także sztabki 100-gramowe.

Nasi klienci wybierają mniejsze gramatury – rzadko zdarza się ktoś, kto chciałby zakupić sztabkę złota jaką znamy z hollywoodzkich filmów. Decydując się na 1-gramową sztabkę złota wystarczy wyłożyć ok. 300 złotych, i to jako bezpieczna lokata kapitału kusi w obecnych czasach. Coraz częściej trafiają też do nas firmy chcące ulokować nadwyżki finansowepodkreśla Jarosław Żołędowski Prezes Zarządu Mennicy Skarbowej. – Perspektywy rozwoju rynku i popyt na złoto są niezmiennie na wysokim poziomie, co widać już teraz, na początku czwartego kwartału 2020 roku. Obecnie cena za uncję trojańską złota utrzymuje się na poziomie 1800-1900 USD, jestem jednak przekonany, że w perspektywie kilku kwartałów, może osiągnąć poziom nawet 2500-2800dodaje Żołędowski.

Spółka obecnie skupia się na gromadzeniu złota inwestycyjnego, uzupełniając zapasy sztabek i monet, co w przypadku wprowadzenia dalszych obostrzeń związanych z pandemią zarówno w kraju, jak i poza granicami Polski, ułatwi jej prowadzenie działalności handlowej. Większe zapasy pozwolą także na zwiększanie udziału Mennicy Skarbowej w rynku i generowanie pozytywnych wyników finansowych w okresie średnioterminowym. Zarząd zastrzega jednak, że to w jakim stopniu w najbliższych miesiącach uda się zaspokoić popyt zależeć będzie od wielu czynników, jak chociażby długość zapowiadanego  lockdownu.

Obecnie posiadamy największe zasoby złota inwestycyjnego w Polsce – na tyle duże, by pozwoliły na obsłużenie naszych klientów.  Są to zasoby zabezpieczone hedgingiem na wypadek spadku wyceny złota na giełdzie. Jestem przekonany, że zainteresowanie złotem w najbliższych miesiącach pozostanie na podobnym, wysokim poziomie, ale to, czy produktów zgromadzonych w naszym skarbcu wystarczy, zależeć też będzie od długości trwania zawirowań związanych z koronawirusem – zaznacza Jarosław Żołędowski, Prezes Zarządu Mennicy Skarbowej.Na pewno w najbliższych miesiącach –  w związku ze zwiększonym popytem, planujemy poszerzyć sieć sprzedaży, inwestując zarówno w sklepy stacjonarne, jak i kanał online, który wraz z kolejnymi obostrzeniami utrudniającymi mobilność społeczną będzie zyskiwać na znaczeniu. Spory nacisk będziemy również kłaść na dalszy rozwój sprzedaży złota na zasadzie outletudodaje Żołędowski.

Zarząd Mennicy Skarbowej zapowiada uruchomienie nowej usługi – przechowywania złota w skrytce depozytowej w jednym z najnowocześniejszych i najbardziej bezpiecznych skarbców w Polsce. Trwają także intensywne prace nad giełdą złota online, która powinna ruszyć do końca I półrocza 2021r.

Trzy duże konsorcja inżynieryjne ubiegają się o kontrakt na master plan CPK

Francusko-hiszpańskie konsorcjum ADP i IDOM, holenderska grupa NACO oraz niemiecko-austriacki ILF złożyły oferty w postępowaniu na wykonawcę master planu Centralnego Portu Komunikacyjnego. Przed końcem roku spółka CPK planuje podpisanie umowy z wykonawcą

Postępowanie na konsultanta wsparcia technicznego ds. opracowania master planu CPK odbywa się w formie dialogu konkurencyjnego. Oferty złożyły w nim trzy duże konsorcja, które świadczą usługi inżynieryjne i projektowe oraz zajmują się zarządzaniem i nadzorem nad budowami portów lotniczych w różnych częściach świata.

Master plan to kluczowe opracowanie przedprojektowe, od którego zależą m.in.: parametrytechniczne, ostateczna lokalizacja i koncepcja finansowania nowego portu lotniczego. To postępowanie to jeden z kamieni milowych potrzebnej Polsce inwestycji, jaką jest CPK. Cieszę się, że oferty w postępowaniu złożyły firmy z tak bogatym międzynarodowym doświadczeniem w realizacji inwestycji infrastrukturalnych – mówi wiceminister infrastruktury Marcin Horała, pełnomocnik rządu ds. CPK.Trzy duże konsorcja inżynieryjne ubiegają się o kontrakt na master plan CPK

Elementami master planu będą: szczegółowa lokalizacja lotniska i koncepcja wariantowania jego budowy, które mają być przygotowywane równolegle z badaniami środowiskowymi i terenowymi. W skład opracowania wejdą też m.in: prognozy ruchu lotniczego (z uwzględnieniem wpływu na rynek lotniczy pandemii COVID-19), analizy przepustowości planowanej infrastruktury lotniskowej, koncepcja rozwoju CPK i etapowania jego budowy, strategia operacyjna systemu bagażowego i obsługi logistycznej oraz zawansowane analizy kosztowe i specjalistyczne.

– Master plan CPK zapewni integrację lotniska z siecią kolejową i drogową. Wraz z masterplanerem opracujemy także zasady rozwoju najbliższego otoczenia CPK, tzw. Airport City. Wspólnie przygotujemy także wszystkie inne dokumenty konieczne do stworzenia projektu Portu Solidarność. Jeżeli nie będzie odwołań od procedury przetargowej, jeszcze w tym roku podpiszemy umowę z wybranym wykonawcą – mówi Mikołaj Wild, prezes spółki CPK.

Master plan CPK będzie gotowy w 2022 r., ale odbiory poszczególnych części składowych zaczną się już w przyszłym roku.

Spółka CPK wymagała od kandydatów do roli master plannera doświadczenia w przygotowaniu analogicznej dokumentacji: dla dużych lotnisk przesiadkowych (czyli: hubów), dla inwestycji infrastrukturalnych typu greenfield (projektowanych i budowanych od podstaw), dla lotnisk obsługiwanych transportem kolejowym. Spółka sprawdzała też zdolności finansowo-ekonomiczne do realizacji zamówienia o tej skali, co CPK.

ADP Ingénierie to spółka zależna Grupy ADP, która jest operatorem lotnisk m.in. De Gaulle’a i Orly w Paryżu. Firma działa w 20 krajach i zatrudnia w sumie 420 ekspertów. Była zaangażowana m.in. w budowę lotnisk Daxing w Pekinie i Incheon w Seulu. IDOM to z kolei hiszpańska grupa inżynieryjna, w której pracuje ponad 3,8 tys. osób w 45 biurach w różnych częściach świata. Ta firma przygotowała m.in. projekt konstrukcyjny Terminala 2 dla Heathrow w Londynie. Spółka brała udział w opracowywaniu master planu dla portów lotniczych m.in. w Manili na Filipinach i Santa Lucia w Meksyku.

NACO Netherlands Airport Consultants i Royal HaskoningDHV to uczestnicy konsorcjum z Holandii. Od początku swojej działalności NACO było zaangażowane w projekty na ponad 600 lotniskach na całym świecie, m.in. w budowę otwartego w ub. roku lotniska Daxing w Pekinie, a wykonywało master plan np. dla portów: w stolicy Meksyku i Phnom Penh w Kambodży. NACO od lat 50. ubiegłego wieku współpracuje przy kolejnych projektach z Portem Lotniczym Amsterdam-Schiphol, który jest trzecim lotniskiem w Europie pod względem liczby pasażerów (72 mln w 2019 r.) Royal HaskoningDHV ma z biura w 30 krajach i zatrudnia łącznie ponad 5,8 tys. specjalistów.

ILF Consulting Engineers to niemiecko-austriacki koncern, który wystartował w przetargu CPK w konsorcjum z firmą amd.sigma. Większościowym udziałowcem tej ostatniej jest Port Lotniczy w Monachium (jedyne lotnisko przesiadkowe w Europie, które uzyskało pięć gwiazdek w lotniskowym rankingu jakości Skytrax). Dla lotniska w Monachium ILF przygotowuje obecnie koncepcję rozbudowy do 2035 r. Terminalu 1. Koncern opracowywał master plany m.in. dla lotnisk w Wiedniu w Austrii, Zhengzhou w Chinach i Quito w Ekwadorze. W ciągu 50 lat ILF zrealizował ponad 6 tys. projektów w 150 krajach. Zatrudnia 2,4 tys. osób w ponad 40 biurach na pięciu kontynentach.

Równolegle do postępowania na master plan spółka CPK prowadzi postępowanie na doradcę strategicznego. W drugiej połowie października br. oferty w postępowaniu złożyły dwa porty lotnicze z Azji: Incheon w Seulu i Narita w Tokio. Doradca strategiczny ma zapewnić wiedzę operacyjną i komercyjną dotyczącą projektowania, budowy i efektywnego zarządzania dużym lotniskiem przesiadkowym. CPK planuje wybranie doradcy strategicznego przed końcem roku – podobnie jak wykonawcy master planu. Umowa na doradcę zostanie podpisana na trzy lata, co oznacza, że będzie dotyczyła etapów planowania i projektowania inwestycji lotniskowej.

Oba podmioty – master planner z Europy i doradca strategiczny z Azji – wejdą w skład zintegrowanego zespołu CPK, który będzie przygotowywał budowę Portu Solidarność.

Polska aplikacja pomoże w diagnozowaniu chorych zakażonych koronawirusem

Z inicjatywy Centrum Symulacji Medycznych i Innowacji Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego oraz firmy Termini powstała COVID.Termini.app, pierwsza polska aplikacja, pomagająca w diagnozowaniu chorych zakażonych koronawirusem, bez konieczności wizyty u lekarza. Zastosowana na dużą skalę, będzie mogła odciążyć służbę zdrowia i dostarczać danych dotyczących przebiegu choroby.

Stworzenie aplikacji COVID.Termini.app, która powstała w ramach projektu systemu rejestracji pacjentów współfinansowanego przez Narodowe Centrum Badań i Rozwoju (NCBiR), to efekt pracy 7-osobowego zespołu programistów spółki Termini. Projekt powstał z inicjatywy Centrum Symulacji Medycznych i Innowacji Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego (CSMI WUM) w konsultacji z Zakładem Informatyki Medycznej i Telemedycyny WUM. To pierwsze takie rozwiązanie w Polsce i jedno z pierwszych w Europie.

– Głównym celem, jakie sobie postawiliśmy jest odciążenie polskiego systemu ochrony zdrowia poprzez zautomatyzowanie działań na niektórych poziomach opieki nad pacjentami. Aplikacja pomoże typować osoby, które mogą już być zakażone, nawet jeśli nie odczuwają jeszcze objawów infekcji. Wskaże też czy dany pacjent potrzebuje bezpośredniej konsultacji lekarskiej, czy też może zostać w domu, gdzie jego stan będzie na bieżąco monitorowany – mówi dr Marcin Kaczor, prezes CSMI WUM. – Korzystanie z aplikacji nie zastępuje oczywiście badania, ale dzięki analizie trzech podstawowych parametrów umożliwia przyśpieszenie decyzji diagnostycznych i terapeutycznych.

COVID.Termini.app jest już dostępna online i w pełni gotowa do użytku, ale aktywowana zostanie dopiero wtedy, kiedy w systemie pojawią się administratorzy (mogą nimi być placówki medyczne, ale też samorządy), którzy wykupią abonament na korzystanie z niej.

– Dopóki to się nie wydarzy, każdy pacjent, który wypełni formularz rejestracyjny i wprowadzi dane otrzyma maila z powiadomieniem, czy aktualnie jego miasto, gmina, czy powiat jest obsługiwany przez jakiś podmiot zarządzający – mówi Michał Szulecki, prezes spółki Termini.

Jak to działa?

Korzystanie z COVID.Termini.app jest bardzo proste. Jedyny wydatek, jaki ponosi pacjent jest związany z zakupem pulsoksymetru – nieinwazyjnego (zakładanego na palec) urządzenia elektronicznego, służącego do pomiaru saturacji, czyli wysycenia tlenem krwi.

Po zarejestrowaniu się w dostępnej online aplikacji, użytkownik podaje trzy dane: procentowy wynik badania pulsoksymetrem, subiektywną ocenę odczuwalnych duszności (w skali od 1 do 10) oraz temperaturę ciała. W kolejnej wersji aplikacji konieczne będzie jeszcze dodanie informacji o liczbie oddechów na minutę oraz wartości tętna, którego wartość także można odczytać z pulsoksymetru. Dane będą automatycznie przesyłane do lekarza lub ratownika medycznego zarejestrowanego w systemie, wskazanego przez samorząd lub instytucję publiczną – administratora.

– Jeśli wynik pomiarów jest niepokojący, na przykład pulsoksymetr wskazuje wielkość saturacji poniżej 90%, pacjent zostaje oznaczony za pomocą „czerwonej chorągiewki”. Lekarz wie, że osoba taka potrzebuje pomocy i dzwoni do niej, żeby przeprowadzić dodatkową konsultację – wyjaśnia Michał Szulecki. –  W trakcie rozmowy może ocenić, że np. z chorym nie jest dobrze, ale może on samodzielnie dotrzeć do szpitala, albo że jego stan wymaga wezwania karetki – mówi Szulecki.

Dodaje, że docelowo w ramach aplikacji będzie wdrożony drugi kanał przekazywania danych przez pacjenta – automatyczna ankieta telefoniczna. Pacjent, zamiast wpisywać dane do aplikacji, będzie mógł wybierać je tonowo w trakcie połączenia głosowego z automatem. Jeśli wyniki będą niepokojące, na końcu usłyszy komunikat: „Za chwilę skontaktuje się z tobą lekarz”.

Żeby skutecznie monitorować stan pacjentów wymagane jest wprowadzanie danych minimum dwa razy dziennie. Jeśli pacjent tego nie robi system automatycznie powiadamia za pomocą SMS o kolejnym terminie przeprowadzenia pomiarów.

Nie tylko dla szpitali i sanepidu

Twórcy COVID.Termini.app podkreślają, że działanie aplikacji będzie miało sens pod warunkiem jej stosowania na szeroką skalę. Dlatego zakładają, że jej administratorami nie muszą być placówki ochrony zdrowia, które i tak już obecnie są przeciążone pracą.

– Usługę obsługi mieszkańców może zamówić np. samorząd: województwa, powiatu gminy czy miasta. Ze swojej strony zapewniamy też zakontraktowanie ratowników medycznych do obsługi aplikacji, zarządzania danymi i działaniami dla pacjentów – mówi Michał Szulecki. Ponieważ aplikacja jest połączona z GUS-owskim rejestrem TERYT, pacjent po wybraniu swojej lokalizacji automatycznie trafia do najbliższego administratora (ratownika lub lekarza).

– Każde miasto może dzięki temu zadbać o swoich mieszkańców i jednocześnie odciążyć sanepid i szpitale. To idealne rozwiązanie problemu z jakim borykają się obecnie osoby podejrzewające u siebie chorobę – brakiem możliwości szybkiego kontaktu z wyszkolonym pracownikiem ochrony zdrowia w celu zdiagnozowania i profesjonalnej oceny stanu chorego – dodaje dr Marcin Kaczor.

W Dubaju zobaczysz je w korytarzu szpitala, a w Polsce – na ekranie telewizora. Roboty wkraczają do służby zdrowia

Branża opieki zdrowotnej zainwestuje 14 mld dolarów w rozwój robotów, które pomogą nam uporać się z deficytem personelu medycznego. Czeka nas prawdziwa rewolucja – mówi Anna Lew-Starowicz, prezes Telemedika.net, e-przychodni oferującej telekonsultacje medyczne. Już za chwilę na oddziałach pojawią się maszyny, które z łatwością przejmą część obowiązków pielęgniarek, a może nawet  lekarzy.

Wg raportu “Medical Robotics Global Market – Forecast to 2026” światowy rynek robotyki medycznej ma do 2026 roku osiągnąć wartość prawie 14 mld dolarów (13 899,4 mln USD). Od 2019 wzrost w tym obszarze ma się odbywać tempie dwucyfrowym. Wpływ na to mają takie czynniki, jak zwiększenie popytu na chirurgię małoinwazyjną, potrzeba zapewnienia wysokiej jakości usług medycznych, innowacje technologiczne, a także starzejące się społeczeństwa, wymagające coraz lepszej opieki. Przemożny wpływ na branżę ma również światowa pandemia koronawirusa, która spowodowała przeciążenie systemów opieki zdrowotnej niemal na całym świecie i ujawniła, że bez wykorzystania nowoczesnych technologii nie uda się pokonać choroby.

Ostatnie miesiące przekonały nas, że jesteśmy gotowi na zmiany w służbie zdrowia – zauważa prezes Telemedika.net, e-przychodni oferującej telekonsultacje medyczne – Teleporady lekarskie, które jeszcze na początku 2020 roku stanowiły rodzaj nowinki czy ciekawostki, dziś, po kilku miesiącach pandemii, są codziennością. Z naszych usług do tej pory skorzystało już ponad 45 tys. pacjentów, co dobitnie świadczy, że ten rodzaj konsultacji lekarskich przyjął się w społeczeństwie i nic nie wskazuje, abyśmy po ustaniu pandemii musieli wrócić do bezpośrednich spotkań z lekarzami w gabinetach.

Czy zatem kolejnym przystankiem na drodze do poprawy sytuacji w służbie zdrowia będzie wprowadzenie robotów na oddziały szpitalne? Działania w tym zakresie trwają nie tylko na świecie, ale także w Polsce. Oto kilka tygodni temu w mediach pojawiła się informacja, że naukowcy z Politechniki Śląskiej w Gliwicach zaprezentowali robota, który mógłby wesprzeć w pracy pielęgniarki w szpitalach zakaźnych. Czym na początek mogłaby się zająć taka maszyna? Działaniami najprostszymi, ale często pochłaniającymi wiele czasu i energii, jak mierzenie temperatury pacjentów i innych parametrów życiowych czy podawanie im leków. Do tego robot mógłby zadbać o utrzymanie czystości i odkażanie pomieszczeń szpitalnych.

Precyzyjne narzędzie

Tego typu rozwiązania już od pewnego czasu są zresztą wprowadzane w krajach Europy Zachodniej, rozwiniętych krajach Azji czy w USA. Humanoidalne roboty wspierają tam zarówno pracę salowych i pielęgniarek, jak i pełnią rolę asystentów osób starszych w domach opieki czy hospicjach.

W Dubaju na przykład osiem “inteligentnych” robotów zajmuje się sterylizacją prowadzonych przez rząd szpitali i klinik. Wykorzystują tym celu promieniowanie ultrafioletowe. Kholoud Abdullah Al Ali, lider zespołu Dubai Future Accelerators przyznaje: – Roboty są bardzo sprawne i mogą zakończyć kompleksową sterylizację pomieszczenia w ciągu 10 do 15 minut. To sprawia, że ​​proces zapobiegania zakażeniom jest wysoce skuteczny. [Dodatkowo ta technologia] może być używana do sterylizacji wielu miejsc, takich jak biura, sale szpitalne i korytarze, sale operacyjne, magazyny, mieszkania i inne przestrzenie. Ile zaoszczędzają one pracy personelowi medycznemu? Raczej trudno to policzyć.

Roboty mogą także wydatnie wspomagać pracę specjalistów, np. chirurgów. Świętym Graalem tej specjalizacji, o skorzystaniu z którego marzy chyba każdy lekarz, jest system robotyczny Da Vinci. Ma on niezwykle szerokie zastosowanie – od urologii i ginekologii po kardiologię i laryngologię. Pozwala na przeprowadzenie niezwykle precyzyjnych działań chirurgicznych oraz wyeliminowanie niepożądanych skutków operacji. A do tego operator może znajdować się na drugim końcu świata, robotem można bowiem sterować zdalnie, dzięki połączeniu sieciowemu.

To kolejna odsłona telemedycyny, w której lekarz już nie tylko konsultuje pacjenta i udziela porad, ale przeprowadza zabiegi chirurgiczne na odległość – komentuje Anna
Lew-Starowicz. – To zaś sprawia, że pacjenci mają jeszcze szerszy dostęp do wybitnych specjalistów z różnych dziedzin i nie są ograniczeni tylko do tych lekarzy, którzy działają w ich miejscu zamieszkania.

Przywrócić sprawność

Obok asystowania pacjentom, lekarzom lub pozostałemu personelowi medycznemu roboty w służbie zdrowia mają do odegrania jeszcze jedną niezwykle ważną rolę. Jest nią przywrócenie sprawności osobom, które uległy różnego rodzaju urazom lub cierpią na schorzenia, ograniczające możliwość poruszania się. Taką rolę pełnią egzoszkielety. Dzięki czujnikom wykrywającym sygnały elektryczne użytkownik takiego urządzenia może sterować nim w sposób naturalny – własnymi myślami. W efekcie chodzenie wspomagane egzoszkieletem przestaje różnić się od sposobu poruszania się osoby, która nie uległa urazowi, a osoby dotychczas skazane na poruszanie się na wózkach i pomoc innych mogą odzyskać sprawność i samodzielność.

Pakiet korzyści

Choć wszystkie te rozwiązania mogą się wydawać dość nieprawdopodobne, ich wykorzystanie przynosi szereg korzyści, wobec których trudno będzie przejść obojętnie każdemu, komu rzeczywiście leży na sercu poprawa jakości świadczonych usług medycznych. Oto na przykład wspomniany wcześniej raport Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie ujawnił, że podczas pandemii 27 proc. lekarzy i 34 proc. pielęgniarek doświadczyło różnego rodzaju przejawów hejtu. Być może tu tkwi jedna z przyczyn zamiaru ich odejścia z zawodu. Tymczasem roboty będą najzwyczajniej w świecie nieczułe na hejt, w dodatku zawsze zachowają „zimną krew” i pełen profesjonalizm. Do tego odpowiednio skonfigurowane maszyny będą odporne na przykład na pomyłki, wynikające choćby właśnie ze zdenerwowania czy zmęczenia. Ograniczenie zaś liczby błędów ludzkich znacząco wpłynie na poprawę bezpieczeństwa pacjentów.

Do tego roboty medyczne mogą przynieść szpitalom wymierne oszczędności finansowe. Bo choć ich implementacja może wiązać się na początku z dużymi kosztami, to po jej dokonaniu robot taki jest w stanie pracować bez przerwy, nie pobierając za to wynagrodzenia ani innych świadczeń. Jest dostępny 24 godziny każdego dnia i odporny na choroby.

Robotyzacja służby zdrowia może także poprawić dostępność łóżek szpitalnych – tak deficytowego towaru w ostatnim czasie. Oto bowiem dzięki robotom na oddział szpitalny pacjenci przyjmowani mogliby być tylko w celu wykonania najważniejszych czynności medycznych czy zabiegów. Po kilku dobach pacjent byłby odsyłany do własnego domu wraz z wypożyczonym mu robotem, który przez następne kilka czy kilkanaście dni sprawowałby nad nim opiekę, monitorując parametry życiowe i konsultując je na bieżąco z lekarzami w szpitalu. To z pewnością poprawiłoby rotację pacjentów w szpitalach, a co za tym idzie dostępność usług medycznych.

Podołać wyzwaniom

Jestem przekonana, że tylko dzięki aktywnemu wdrażaniu nowoczesnych rozwiązań w ochronie zdrowia będziemy w stanie sprostać wszystkim czekającym nas wyzwaniom – konkluduje prezes Telemedika.net. – Tych zaś przecież nie brakuje. Obok wszystkich, które ujawniła pandemia, mamy bowiem jeszcze kilka, które być może odeszły chwilowo na plan dalszy, ale wkrótce dadzą o sobie znać, jak choćby starzejące się społeczeństwo, któremu coraz trudniej będzie zapewnić właściwy poziom opieki medycznej tradycyjnymi metodami.

Wszystko to sprawia, że powinniśmy zacząć żegnać się ze służbą zdrowia, jaką znamy dotąd. Przyszedł bowiem czas, aby odpowiedzieć sobie na pytanie, czy ważniejsze jest zdrowie, czy przyzwyczajenia. A konsultacje lekarskie przez komunikatory, operacje na odległość i robot zamiast pielęgniarki to po prostu przyszłość. Unikając tego typu rozwiązań skażemy się zaś na systematyczne pogarszanie się poziomu opieki zdrowotnej, a tym samym obniżenie jakości naszego życia oraz jego długości.

Najgorsze przed nami?

Wydaje się, że pandemia to najgorsze, co mogło spotkać polską służbę zdrowia – w wielu obszarach niedoinwestowaną, zapóźnioną i z brakami w personelu. Tymczasem okazuje się, że najgorsze być może jeszcze przed nami. Opublikowany niedawno raport Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie ujawnia to, co może wydarzyć się, kiedy wreszcie poradzimy sobie z koronawirusem. Otóż wg jego autorów 29 proc. lekarzy po zakończeniu pandemii zamierza ograniczyć swoją aktywność zawodową. 15 proc. chce w ogóle odejść z polskiego rynku pracy. To samo zamierza zrobić 10 proc. pielęgniarek.

Dane te, wobec faktu, że w Polsce już dziś na 1000 mieszkańców przypada 2,3 lekarza – co jest najniższym wynikiem w Europie – mogą budzić niepokój. Oznaczają one bowiem, że zbliżamy się wielkimi krokami do chwili, w której nie będzie miał kto ani leczyć pacjentów, ani opiekować się nimi w trakcie hospitalizacji. Na szczęście jednym ze sposobów wyjścia z impasu może okazać się wykorzystanie nowoczesnych technologii, w tym także robotów.

Wrocław przyciąga firmy stawiające na badania i rozwój. Kryzys wywołany koronawirusem nie odstraszył inwestorów

– Pandemia koronawirusa spowolniła pewne projekty inwestycyjne również we Wrocławiu, ale sytuacja się ustabilizowała i inwestorzy do nas wracają – mówi Mateusz Jarzombek z Agencji Rozwoju Aglomeracji Wrocławskiej. Stolica Dolnego Śląska uzyskała wysoką pozycję w rankingu Globalization and World Cities 2020, według którego zaraz po Warszawie jest najsilniejszym ośrodkiem gospodarczym w Polsce. To dobra rekomendacja dla miasta, zwiększająca jego atrakcyjność dla firm, także o globalnym zasięgu, które poszukują lokalizacji dla nowych inwestycji.

Ranking „The World According to GaWC” organizowany przez brytyjski think tank Globalization and World Cities (GaWC) przy Loughborough University kwalifikuje miasta do kilku kategorii: alfa, beta i gamma, a także high sufficiency i sufficiency (poziom wysoki dostateczny i dostateczny). W tegorocznej edycji Wrocław awansował do kategorii gamma, w której są metropolie łączące małe regiony i państwa z globalną gospodarką, np. Ankara, Ottawa, Nashville czy Turyn. W poprzednich edycjach raportu, w 2018 i 2016 roku, był oceniany o klasę niżej. Warszawa już od lat jest w kategorii alfa (w tym roku spadła do poziomu alfa –). Ponadto Wrocław jest najwyżej ocenionym niestołecznym miastem Europy Środkowej.

– Cieszymy się z wyniku Wrocławia i robimy wszystko, żeby w kolejnych edycjach rankingu uplasować się jeszcze wyżej. Jego tegoroczna pozycja jest lepsza niż w poprzednich latach, co wynika przede wszystkim z nieustającej pracy i koncentrowaniu się na ważnych założeniach, czyli innowacjach, przedsiębiorczości i nowych technologiach. Globalization and World Cities stawia na miasta, w których bardzo istotnym elementem są nowoczesne usługi biznesowe – wyjaśnia w rozmowie z agencją Newseria Biznes Mateusz Jarzombek, dyrektor Centrum Wspierania Biznesu w Agencji Rozwoju Aglomeracji Wrocławskiej.

Jak podkreśla, Wrocław wybierany jest przez inwestorów z wielu powodów, a jednym z najważniejszych jest otwartość mieszkańców i świetny klimat dla biznesu. To miasto o wysokiej jakości życia, które w dodatku stawia na ekologię i zrównoważony rozwój.

– Nie chcemy się porównywać do Warszawy, która rządzi się swoimi prawami, natomiast staramy się dotrzymać jej kroku. Dlatego Wrocław jest doskonale skomunikowany, szczególnie dzięki szerokiej siatce połączeń lotniczych, i tym sposobem jest dostępny dla osób z różnych regionów Europy i świata – dodaje dyrektor w ARAW.

Na atrakcyjność Wrocławia wpływa również fakt, że nawet w obliczu tak trudnej sytuacji, jaką jest pandemia koronawirusa, nie odnotował trwałego spowolnienia gospodarczego, a te projekty, które wyhamowały, już wróciły na właściwe tory.

– Lokalni przedsiębiorcy dostrzegają szanse w wyzwaniach, które stawia im pandemia koronawirusa, stąd transformacja cyfrowa, która jeszcze niedawno była tylko w sferze planów na przyszłość, dzisiaj staje się już faktem. Nie bez powodu Wrocław nazywany jest stolicą IT i nietrudno odgadnąć, że ta branża bardzo dobrze dziś funkcjonuje. Podobnie jak inne branże związane z e-commerce, które świetnie się rozwijają i szybko zaadaptowały się do nowej rzeczywistości. Wrocław jest również silnym ośrodkiem akademickim, a to znaczy, że firmy technologiczne mają dostęp do wykwalifikowanej kadry – zauważa Mateusz Jarzombek.

Zaznacza, że stolica Dolnego Śląska to również nowoczesny przemysł oraz centra usług dla biznesu.

– Nowoczesne centra usług zlokalizowane we Wrocławiu doskonale się rozwijają i z pewnością będą świadczyć o harmonijnym rozwoju gospodarczym naszego regionu. Jesteśmy także wciąż atrakcyjnym i konkurencyjnym rynkiem dla przemysłu. Sektor ten z pewnością będzie chciał wykorzystać potencjał, jaki drzemie w mieszkańcach. Liczymy też na to, że nasze atuty zostaną dostrzeżone przez działy badań i rozwoju kolejnych firm, dla których stolica Dolnego Śląska będzie doskonałą lokalizacją – zakłada dyrektor Centrum Wspierania Biznesu ARAW.

W 2020 roku w rankingu „The World According to GaWC” za Wrocławiem znalazły się także inne polskie miasta: Poznań (gamma –), Katowice (gamma –), Kraków (poziom wysoki dostateczny) oraz Łódź (poziom dostateczny).

Coraz więcej firm wysyła pracowników na profilaktyczne testy na koronawirusa. Nowy sposób ich wykonywania pozwala o 2/3 obniżyć koszt diagnostyki

W Polsce padają w ostatnich tygodniach rekordy zakażeń SARS-CoV-2. Firmy, które – ze względu na rodzaj prowadzonej działalności – nie mogą pozwolić sobie na pracę zdalną, coraz częściej decydują się na prywatne testy w kierunku COVID-19, żeby zapewnić bezpieczeństwo pracy i uniknąć przestojów w działalności. Problemami są jednak koszt badania dużej liczby pracowników oraz fakt, że wizyta w placówce medycznej i czekanie w kolejce stwarzają dodatkowe ryzyko. Dlatego też na rynku pojawiają się rozwiązania, które mają szansę pozytywnie wpłynąć na ograniczenie rozprzestrzeniania się koronawirusa. Proteon Pharmaceuticals, we współpracy z Instytutem Biologii Medycznej PAN, opracował nowatorską metodę diagnostyczną, która pozwala wykonywać testy na dużych grupach pracowników, obniżając przy tym ich koszt o ok. 2/3.

W celu ograniczenia pandemii GIS opracował wytyczne dla zakładów pracy i poszczególnych branż, które obejmują m.in. częstą dezynfekcję i zachowanie odstępów pomiędzy stanowiskami pracy. Obowiązek zapewnienia bezpieczeństwa i reżimu sanitarnego spoczywa na pracodawcach. Jednak np. w biurach typu open space czy w firmach produkcyjnych jest to trudne, a w przypadku wykrycia wirusa wśród pracowników trzeba liczyć się z przestojem i wynikającymi z tego stratami finansowymi.

– Dystans, stosowanie maseczek i higiena dłoni zmniejszają ryzyko zakażenia koronawirusem. Natomiast wśród osób pracujących np. w działach produkcyjnych, gdzie ludzie fizycznie muszą się ze sobą kontaktować, nie zawsze jest to możliwe. Z naszej praktyki, jako firmy biotechnologicznej, wynika, że ogólne zalecenia sanitarne nie są wystarczające – mówi agencji Newseria Biznes prof. dr hab. Jarosław Dastych, prezes Proteon Pharmaceuticals. W sytuacji kryzysowej odpowiedzialność pracodawcy rośnie. Zespół oczekuje wskazówek od kierownictwa i opieki nad pracownikami. Ludzie chcieliby wiedzieć, że firma zapewnia im jak najwyższe bezpieczeństwo w trakcie pracy.

Dlatego też coraz więcej pracodawców decyduje się na przeprowadzanie profilaktycznych testów w kierunku COVID-19 wśród pracowników, żeby zapewnić im bezpieczeństwo pracy, uniknąć przymusowej kwarantanny, a jednocześnie utrzymać ciągłość biznesową przedsiębiorstwa.

W naszej firmie rutynowo prowadzimy profilaktyczne testy wszystkich pracowników. Każdy z nas przychodzi do pracy ze świadomością, że kilka dni temu wszyscy byli testowani, mają wyniki negatywne i nie zarażają – dodaje prof. Dastych.

WHO podkreśla, że testy wykrywające zakażenie SARS-CoV-2 są jednym z podstawowych narzędzi w walce z pandemią, i rekomenduje diagnostykę metodą RT-PCR. Te jako jedyne wykrywają czynną infekcję na wczesnym etapie, zanim organizm wytworzy przeciwciała. Testy wykonywane tą metodą są wysoce czułe i mniej podatne na błędy, ponieważ badanie przeprowadza się w jednej zamkniętej probówce, a wynik uzyskuje się w ciągu 6–8 godzin. Diagnostykę przeprowadza się na podstawie wymazu z nosogardzieli, a materiał do badania jest najczęściej pobierany w warunkach szpitalnych albo w specjalnie do tego przystosowanych punktach pobrań. Problem stanowi fakt, że wizyta w placówce medycznej i czekanie w kolejce stwarza dodatkowe ryzyko kontaktu z osobami potencjalnie zakażonymi. Dlatego na rynku pojawiło się badanie RT-PCR na obecność wirusa SARS-CoV-2 wykonywane nie na podstawie wymazu z nosogardzieli, lecz próbki śliny bądź wymazu z gardła, które można pobrać samodzielnie.

– Przy pobraniu materiału do badania z nosogardzieli niezbędny jest udział wykwalifikowanego pracownika służby zdrowia. Natomiast przy wymazie z gardła czy pobraniu próbki śliny wystarczy zestaw do samodzielnego pobrania, a pacjent może sam wykonać taki wymaz zgodnie z instrukcją – przekonuje prof. dr hab. Jarosław Dziadek, dyrektor Instytutu Biologii Medycznej PAN. – Te próbki również są bardzo dobrej jakości, a wyniki wiarygodne.

– Testowanie i badania przeprowadzane na dużej grupie osób to sytuacja, która tworzy niepotrzebny kontakt. W różnych krajach są różne podejścia do tego, jak należy przeprowadzać te testy. Diagnostyka metodą RT-PCR jest przyjęta jako tzw. złoty standard, ale wirus pojawił się dopiero na początku tego roku i wszystkie wytyczne – włącznie z pochodzącymi od WHO – są bardzo młode, wciąż pojawiają się nowe dane, które zmieniają nasze podejście – dodaje prof. Jarosław Dastych.

Proteon Pharmaceuticals wprowadził możliwość przeprowadzenia testów RT-PCR bez konieczności wychodzenia z domu. Czysty zestaw do samodzielnego pobrania próbki można zamówić online na www.proteonzdrowie.pl, a dostawa na wskazany adres (w Łodzi i w Warszawie) jest realizowana jeszcze tego samego bądź następnego dnia. Próbkę pobiera się zgodnie z dołączoną prostą instrukcją.

Pobrany materiał można bez czekania w kolejce zostawić w jednym z mobilnych punktów odbioru bądź zamówić wyspecjalizowanego kuriera. W sytuacjach wyjątkowych i pilnych kurier dostarczający czysty zestaw pobraniowy może poczekać na próbki od pacjenta i natychmiast przewieźć je do laboratorium. Wszystkie próbki są badane w jednym z laboratoriów akredytowanych przez Ministerstwo Zdrowia, a wynik otrzymuje się zazwyczaj następnego dnia roboczego po dostarczeniu materiału do laboratorium.

– To coraz częstsze rozwiązanie. Nie jesteśmy jedynymi, którzy oprócz klasycznych punktów pobrań i drive-thru wprowadzają możliwość bezpiecznej, efektywnej diagnostyki właśnie poprzez samodzielne wykonanie wymazu lub pobranie samodzielnie próbki śliny. Dane pokazują, że to bardzo efektywnie wykrywa osoby zakażone wirusem – podkreśla prezes Proteon Pharmaceuticals. – Amerykańska agencja regulacyjna FDA dopuściła zestawy do samodzielnego wykonywania wymazów, ogłaszając, że na ich podstawie uzyskuje się porównywalną jakość diagnostyczną jak w przypadku testów wykonywanych przez profesjonalistów w punktach pobrań.

Według rządowych zaleceń testy są w tej chwili wykonywane tylko u pacjentów objawowych, którzy mają symptomy wskazujące na zakażenie koronawirusem. Dlatego rośnie liczba osób, które decydują się na przeprowadzenie diagnostyki w prywatnych gabinetach, ponieważ wiedzą lub podejrzewają, że miały kontakt z osobą zakażoną, albo wróciły z zagranicy. Z kolei firmy, które chcą przebadać pracowników, mogą skorzystać z okresowych testów epidemiologicznych, które Proteon Pharmaceuticals przeprowadza na dużej grupie osób.

Taki masowy test ma dwa etapy. W pierwszym próbki śliny kilku osób (zazwyczaj od 4 do 12) są łączone i badane metodą RT-PCR opracowaną specjalnie do tego typu badań przez Proteon we współpracy z Instytutem Biologii Medycznej PAN. Test opiera się na detekcji trzech genów wirusowych i ma wysoką czułość. Jeżeli w tej puli kilku próbek znajdzie się choć jeden wynik pozytywny, każda z osób jest dalej diagnozowana indywidualnie.

 Testy pulowane można najlepiej omówić na przykładzie 100-osobowej grupy. Jeżeli chcemy w niej zidentyfikować osoby zakażone, możemy przeprowadzić 100 indywidualnych testów diagnostycznych. To jest oczywiście kosztowne, szczególnie że takie badania należałoby powtarzać w miarę regularnie. Tutaj właśnie można zastosować testy pulowane, czyli pobrać od pracowników materiał do badań, następnie pogrupować np. po pięć próbek razem i stworzyć łącznie 20 takich puli. Wtedy możemy zaobserwować, w której puli znajdują się osoby wykazujące nosicielstwo wirusa SARS-CoV-2, i tylko ją przekazać do badań indywidualnych. To oznacza wykonanie kilkunastu zamiast łącznie stu testów diagnostycznych. Pozwala to obniżyć koszt całego badania o około 2/3 – tłumaczy dyrektor Instytutu Biologii Medycznej PAN.