Przygnieceni kredytami i ratami, czyli skąd się biorą długi Polaków

Aż 30 proc. Polaków mających długi przyznaje, że nie radzi sobie z ich spłatą. 61,5 proc. czuje się nimi przytłoczonych, ale prawie 1/3 nie odczuwa z tego powodu żadnego dyskomfortu. Chcąc je spłacić, zazwyczaj proszą o pomoc finansową rodzinę. Najczęściej nie regulują zobowiązań za telefon, Internet i telewizję, a także za czynsz i media. Problemy sprawia im także opłacanie rat kredytów gotówkowych, oraz… kwot pożyczonych od krewnych. Taki obraz zachowań konsumentów daje najnowsze badanie przeprowadzone przez IMAS International dla KRD w związku z przypadającym 17 listopada Dniem bez Długów.

Co 4. Polak mający przeterminowane płatności słabo kontroluje swoje długi – w tej grupie 1/3 mówi wprost, że zupełnie nad nimi nie panuje. Jednocześnie 46,5 proc. deklaruje, że ma pełne rozeznanie w swoich zaległościach, tzn. wie dokładnie ile i za co jest winna. Najczęstszy powód niepłacenia to zbyt małe dochody – wskazuje tak prawie 27 proc. badanych. Niemal tyle samo, bo 26 proc., podaje, że na przeszkodzie w spłacie stanęły niespodziewane wydatki, jak leczenie, naprawa samochodu lub sprzętu domowego. Co 5. osoba nie jest w stanie regulować zobowiązań, bo mocno odczuła wzrost bieżących, podstawowych wydatków, jak czynsz, prąd, woda, gaz, jedzenie czy środki czystości, a blisko 14 proc. straciło pracę. Spore grono, bo prawie co 5. osoba nie ma już dodatkowego źródła dochodu, które pomagało utrzymać domowy budżet w ryzach. Utrudnia im to więc spłatę zadłużenia. Ale to nie koniec przyczyn kłopotów z regulowaniem zobowiązań. 7,5 proc. badanych przyznaje, że po prostu nieumiejętnie zarządza swoimi pieniędzmi.

Najczęściej dłużnicy nie płacą za telefon Internet i telewizję – 29 proc. wskazań. Nie opłacają też czynszu, rachunków za prąd, wodę, gaz (27 proc.) i nie regulują rat kredytów gotówkowych (26 proc.). Natomiast 17 proc. nie radzi sobie z zwrotem pożyczek otrzymanych od rodziny. Z kolei 15 proc. nie może uporać się z debetem na karcie płatniczej, a po 10 proc. z kredytem ratalnym wziętym za pośrednictwem sklepu na zakup sprzętu RTV/AGD czy mebli oraz ze zobowiązaniami na karcie kredytowej.

Pandemia sprzyja oszczędzaniu

Niestety aż 33 proc. zadłużonych Polaków nie radzi sobie z oddawaniem pieniędzy. W tej grupie 1/3 ocenia, że ich sytuacja jest bardzo zła. 61,5 proc. odczuwa przygnębienie z powodu zaległości finansowych, ale duża grupa, bo 1/3 respondentów, nie ma żadnych negatywnych wrażeń. Przygnębienie z powodu zaległości odczuwają częściej kobiety (72 proc. spośród zadłużonych) niż mężczyźni (połowa spośród panów mających przeterminowane zobowiązania).

– Przypadający 17 listopada Dzień bez Długów powinien skłonić nie tylko do refleksji na temat naszych zobowiązań finansowych, ale i podjęcia konkretnych działań, które doprowadzą do spłaty choć części zaległości. Wiele osób jest w stanie bardziej świadomie zarządzać swoim portfelem i tak przeorganizować wydatki, aby zredukować zadłużenie. Podczas pandemii nie mamy zbyt wielu okazji  do wydawania pieniędzy, dlatego warto zrewidować swoje możliwości finansowe – mówi Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej.

Według najnowszych analiz ekspertów rynku finansowego, podczas pandemii sytuacja konsumentów, w przeciwieństwie do firm, nie pogorszyła się. Zaoszczędziliśmy pieniądze na podróżach, gastronomii, rekreacji, odzieży, a nawet na kosmetykach – po prostu nie mamy okazji z tego korzystać. Dlatego rząd nie przewiduje wsparcia dla konsumentów, skupiając się na pomocy dla przedsiębiorstw. Gdyby okazało się, że dużo osób, które spłacają kredyty hipoteczne, nie będzie w stanie regulować rat, rząd nie wyklucza pomocy. Dla wielu osób lockdown może być więc okazją do tego, aby uważniej przekalkulować swoje finanse i spróbować zmierzyć się z długami.

Kolejny dług na spłatę długów

Zaległości Polaków widniejące w bazie danych Krajowego Rejestru Długów wynoszą obecnie 48,2 mld zł. Od lutego, który był ostatnim miesiącem przed pandemią, wzrosły o ponad 2 mld zł. Niezapłacone zobowiązania miało wtedy 2 494 416 osób. Dziś – 2 453 279. Zwiększyło się także średnie zadłużenie z 18 438 zł w lutym do 19 660 zł teraz.

W ankiecie przeprowadzonej przez IMAS 24 proc. Polaków przyznaje, że ma obecnie długi. W grupie osób, które kiedyś mierzyły się z zaległościami 44 proc. rozwiązało problem pożyczając pieniądze od rodziny lub znajomych, a 42 proc. zrezygnowało z części wydatków, aby wygospodarować sumy na uregulowanie długu. Blisko 18 proc. sięgnęło po racjonalne rozwiązanie, tj. negocjowało warunki spłaty. Inne wyjście to likwidacja lokat bankowych i oszczędności (14 proc. wskazań) bądź zmiana pracy na lepiej płatną czy otrzymanie premii (prawie 10 proc.).

Widać, że nie wszyscy radzą sobie jednakowo. Co 20.  dłużnik, aby uregulować należności, wziął kredyt w banku. Są też tacy, którzy zdecydowali się na tzw. chwilówki w firmach udzielających ich bez sprawdzenia wiarygodności finansowej klientów w KRD czy BIK (8 proc.).

–  Sięganie po kredyt, aby spłacić zaległości, może prowadzić do powstania spirali zadłużenia. Zwłaszcza jeśli ktoś nadal będzie zaciągał zobowiązania, na spłatę których go nie stać. Z naszej praktyki wynika, że podczas pandemii firmy mocniej niż dotąd dbają o swoje finanse i skrupulatnie przekazują zaległości konsumentów do windykacji. To sygnał dla klientów, aby na bieżąco kontrolowali swoje portfele i nie dopuszczali do powstawania zaległości. Najwięcej zleceń, jakie obecnie obsługujemy, dotyczy zobowiązań za telefon. Klienci w rozmowach z naszymi negocjatorami często tłumaczą, że to niewielkie kwoty i nie ma o co kruszyć kopii. Ale z punktu widzenia operatora komórkowego działa tu efekt skali. Każda niezapłacona faktura na kilkadziesiąt złotych pomnożona przez tysiące klientów daje dużą kwotę – wyjaśnia Jakub Kostecki, prezes Zarządu firmy windykacyjnej Kaczmarski Inkasso.

41 proc. zadłużonych Polaków deklaruje, że jest w stanie spłacić swoje zaległości z bieżących zasobów, tj.  pieniędzy zgromadzonych na koncie lub posiadanych w gotówce. Jednak tyle samo mówi, że nie ma takich możliwości. Według najnowszych danych GUS przeciętne wynagrodzenie w III kw. 2020 r. wzrosło o 4,8 proc. wobec tego samego okresu ub.r. i wyniosło 5 168 zł. W stosunku do II kwartału tego roku zwiększyło się o 2,9 proc., czyli o 327 zł.

Badanie „Zadłużenie Polaków” zostało przeprowadzone na początku listopada 2020 r. przez IMAS International na zlecenie Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej metodą CAWI na reprezentatywnej grupie 1000 Polaków.

Jeszcze niedawno wydawało nam się niemożliwe, dziś jest codziennością. Jak sieć zrewolucjonizowała nasze życie?

Chociaż z internetu korzystamy od lat, jeszcze do niedawna robiliśmy to głównie w celu poszukiwania informacji i dzielenia się z innymi swoimi pasjami. Niektórzy dokonywali okazjonalnych zakupów online, czy korzystali z różnych form rozrywki. W miarę rozwoju technologii ilość rzeczy załatwianych przez internet zaczęła wzrastać. Proces ten przyspieszyła również pandemia. Dzisiaj możemy online załatwić prawie wszystko, nawet to, co jeszcze niedawno wydawało się niemożliwe. 

Złożenie deklaracji podatkowej

Obecnie przez internet nie tylko zrobimy większość zakupów, zamówimy różnego rodzaju usługi, ale też załatwimy sprawy urzędowe, które wcześniej niejednokrotnie przyprawiały nas o ból głowy. Nie jest tajemnicą, że to właśnie urzędy są tymi instytucjami, do których ludzie chodzą niechętnie ze względu na kolejki, czy opieszałość urzędników. Teraz można już składać wnioski i podania do wielu urzędów, w różnych sprawach przez internet. Roczną deklarację, którą obecnie jest PIT 2020/2021 online złożymy również bez problemu. Ci natomiast, którzy korzystają z możliwości sporządzania jej przez Urząd Skarbowy, mogą online sprawdzić, czy wszystko się zgadza i zaakceptować, lub dokonać korekty.

Praca i nauka

Pracą i nauką przez internet jeszcze niedawno zajmowali się tylko nieliczni. Teraz online pracują wszyscy, którzy mogą to robić. Wiadomo, że są zawody, których w taki sposób wykonywać się nie da. Okazuje się jednak, że coraz więcej profesji przechodzi na pracę zdalną – nawet takich, które jak może się wydawać, trudno byłoby wykonywać przez internet, np. lekarze. Nauczyciele obecnie coraz częściej pracują również bez wychodzenia z domu, z pomocą kamerki internetowej prowadząc lekcje. Jeszcze niedawno byłoby to nie do pomyślenia i dzisiaj również czasem budzi sprzeciw, ale jak widać, jest to możliwe. Przez internet pracuje wiele firm, a managerowie za pomocą nowoczesnych systemów mogą wszystkim bez problemu zarządzać. Online buduje się bezpieczne bazy danych, dzięki którym już nie trzeba przechowywać dokumentacji papierowej.

Korzystanie z kultury

Dzięki internetowi do lamusa powoli odchodzą płyty CD, czy inne tego typu dyski z muzyką i filmami. Książki ciągle są drukowane, ale coraz więcej osób przechodzi na te w formie elektronicznej. Dostęp do muzyki poprzez różne aplikacje (za odpowiednią opłatą) stał się powszechny. W sieci można obejrzeć dowolny film na jaki nam przyjdzie ochota, lub pograć w gry komputerowe.

Internet stał się centrum życia na całym globie i trudno dzisiaj wyobrazić sobie funkcjonowanie bez niego. Korzystamy z niego praktycznie w każdej dziedzinie i wszystko wskazuje na to, że nowoczesna technologia 5G jeszcze bardziej zrewolucjonizuje nasze życie. To, co mamy teraz jest jedynie preludium do internetu rzeczy, który przyniesie prawdziwą rewolucję.

Inne sprawy, które załatwimy przez internet

Oprócz spraw urzędowych, które obecnie w znacznej części możemy załatwić przez internet, są też inne, które do tej pory zajmowały sporo czasu, a w tej chwili do ich realizacji wystarczy kilka kliknięć. Do takich należą:

  • wnioskowanie, przyznawanie i otrzymywanie na konto pożyczek,
  • zapisy do lekarzy, czy udzielanie przez nich porad przez internet,
  • realizowanie recept w aptekach internetowych,
  • zamawianie usług, np. taksówki poprzez aplikację mobilną,
  • zakupy – począwszy od artykułów spożywczych, aż po rzeczy wielkogabarytowe np. meble.

Będzie dobrze dopóki coś się nie zepsuje

Przy wyciszeniu obaw o kolejny lockdown w USA (pytanie: na jak długo?), rynki powróciły do ogrywania pozytywnych motywów związanych z pracami nad szczepionkami na COVID-19 i dalszym redukowaniem premii za ryzyko wyborcze. Szersze ujęcie pozostaje optymistyczne, ale kluczem jest fluktuacja krótkoterminowych czynników.

Teoria jest prosta. Za rok świat powinien mieć już działającą szczepionkę. Możliwe, że nawet więcej niż z jednego źródła. Strach o rozprzestrzenianie się wirusa będzie mniejszy, aktywność gospodarcza na powrót rozkwitnie, a to wszystko przy niezakręconym kurku z dopływem taniego pieniądza z pomocą banków centralnych i rządów. Między teraz a sytuacją za rok większość czynników przemawia za wzrostem cen ryzykownych aktywów. Jednak droga przez te 12 miesięcy nie jest do pokonania jednym dużym skokiem, a serią małych kroków, nie zawsze w prostej linii. Przejściowo rynki będą musiały stawić czoła czynnikom ryzyka, które poddadzą generalny plan pod wątpliwość, a w dobie pandemii każdy dzień może być wyzwaniem.

Nie mniej jednak, łatwiej się maszeruje, gdy świeci słońce niż pada deszcz, a na początku nowego tygodnia słońce świeci mocno. Przed weekendem euforia związana z postępem prac nad szczepionką na COVID-19 była tonowana przez rosnącą liczbę przypadków zachorowań na świecie, stawiając na nierównych szalach ryzyko choroby teraz z lekarstwem gotowym dopiero w (niedalekiej) przyszłości. Jednak pragmatyzm rynków stanowi, że nie wirus jest powodem do obaw, a skutki gospodarcze, jakie za sobą niesie. Stąd wykluczenie ryzyka zarządzenia natychmiastowego lockdownu w USA zarówno przez prezydenta Trumpa, jak i prezydenta elekta Bidena pozwoliło uwolnić magazynowany optymizm i pokłady gotówki gotowej do inwestowania. Nawet jeśli pandemia nasila się w takich ośrodkach jak USA, Europa czy Japonia, to o ile nie prowadzi to do całkowitego zamrożenia gospodarek, wirusa traktuje się jako „nową normę”.

Patrząc na perspektywy najbliższych dni, muszę niestety użyć nieprecyzyjnego sformułowania, że będzie dobrze dopóki coś się nie zepsuje. Po pozytywnej stronie możemy liczyć na opadanie krzywej zachorowań w Europie, potencjalne nowe rewelacje z prac nad szczepionką (tym razem od Moderny), czy historyczne rekordy indeksów giełdowych (dziś japoński Nikkei225 znalazł się najwyżej od 29 lat). Jednocześnie trzeba uważać na rozwój sytuacji zdrowotnej w USA – restrykcje stanowe, jeśli obejmą połowę kraju, są równie poważnym czynnikiem ryzyka, co decyzja na szczeblu ogólnokrajowym. Dodajmy jeszcze, że w następnym tygodniu wypada Święto Dziękczynienia – powodzenia w pogodzeniu walki z wirusem z potrzebą wypełnienia tradycji. A nad nowym pakietem fiskalny wciąż nie ma zgody. Trudno powiedzieć, w jakich nastrojach rynki będą za tydzień.

Wygrani aktualnie mogą szybko być przegranymi nagłego pogorszenia nastrojów i skoku awersji do ryzyka. W tej grupie wskazać można: NOK, AUD, NZD, waluty rynków wschodzących, ropa naftowa, indeksy giełdowe i spółki cykliczne. Po przeciwnej stronie jest USD.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Koronawirus obecnie największym z globalnych wyzwań dla Polaków. Choć ufają naukowym doniesieniom, swoją wiedzę oceniają jako przeciętną

0

Prawie połowa Polaków uważa, że pandemia COVID-19 jest w tej chwili największym globalnym wyzwaniem. Dużo osób wskazuje także na problemy środowiskowe: zmiany klimatu i zanieczyszczenie powierza – wynika z badania opinii społecznej „Barometr Bayer”.  Informacje o tych kwestiach czerpiemy głównie z internetu i ogólnodostępnych mediów i czujemy się poinformowani w stopniu przeciętnym, ale jednocześnie co piąty badany nie ma żadnej wiedzy o innych wyzwaniach globalnych, jak nowe leki i szczepionki, susza czy rozwój rolnictwa zrównoważonego. Część społeczeństwa jest także podatna na wszelkiego rodzaju nieprawdziwe informacje, tzw. fake newsy.

– Zjawisko fake newsów to nie jest sprawa wyłącznie ostatnich miesięcy, pandemia je wyostrzyła, natomiast mamy z nim do czynienia już od wielu lat. Zmagamy się z rozpowszechnianiem przez internet niezweryfikowanych opinii, głupstw, czasem świadomych kłamstw. Wielu ludzi jest bardzo podatnych na to, wielu nie potrafi w zalewie internetowych informacji odróżnić prawdziwych od nieprawdziwych bądź wręcz szkodliwych – mówi agencji informacyjnej Newseria ekonomista, prof. Witold Orłowski.

Stan wiedzy Polaków w tematach ważnych społecznie sprawdził – na zlecenie firmy Bayer – instytut Kantar. Ogłoszone niedawno wyniki dziewiątej edycji badania opinii społecznej „Barometr Bayer” pokazują, że dla prawie połowy Polaków (47 proc.) to pandemia koronawirusa jest aktualnie najważniejszym globalnym wyzwaniem. Dalej plasują się zanieczyszczenie powietrza (29 proc.) i globalne zmiany klimatu (28 proc.), ale ważne są także kwestie zdrowego żywienia i nowych szczepionek (po 24 proc.).

Głównym źródłem informacji, z którego Polacy czerpią wiedzę dotyczącą globalnych problemów i wyzwań, jest internet, głównie portale ogólnotematyczne (43 proc.). Na nich najczęściej szukają informacji dotyczących problemów ze zdrowiem. Eksperci komentujący wyniki badania podkreślają, że o ile dostęp do informacji jest obecnie bardzo szeroki, o tyle ogromne znaczenie ma weryfikowanie źródeł i poleganie na tych, które są rzetelne i wiarygodne.

– Żyjemy po raz pierwszy w historii ludzkości w epoce nieskrępowanego dostępu do informacji. Co więcej, ta informacja w internecie wydaje się zawsze być wiarygodna, łatwo dostępna. W jaki sposób człowiek nieprzygotowany ma odróżnić w internecie informację prawdziwą od fałszywej, jak ją zweryfikować? To jest duży problem, z którym nie wszyscy sobie radzą – mówi prof. Witold Orłowski.

Polacy stan swojej wiedzy oceniają przeciętnie – czują się dobrze poinformowani w tematach dotyczących koronawirusa, smogu, zdrowej diety czy zmian klimatu. W pozostałych większość deklaruje niedoinformowanie.

– Jedna na pięć osób nie ma dzisiaj wystarczającej wiedzy na temat zdrowia, rolnictwa, pochodzenia żywności i sposobów na zdrowe życie. Dla nas to motywacja do szerzenia wiedzy wśród społeczeństwa na te tematy. Dlatego podejmujemy intensywne działania w ramach Baylab – przedsięwzięcia, które edukuje dziesiątki tysięcy osób w Polsce na tematy dotyczące nauki, zdrowia i rolnictwa. W sposób szczególny adresujemy działania do młodego pokolenia – fascynacja światem w młodym wieku wpłynie na zrozumienie nauki i otwartość na nią w dorosłym życiu – mówi Markus Baltzer, prezes zarządu Bayer w Polsce.

„Barometr Bayer” pokazuje też, że swoje opinie dotyczące globalnych wyzwań Polacy częściej kształtują na podstawie naukowych informacji niż intuicji. Na twardych danych opierają się zwłaszcza w kwestiach dotyczących nowych leków i szczepionek, problemu suszy czy ginących gatunków. Intuicja natomiast przeważa w kwestiach dotyczących samoleczenia czy diety.

– „Barometr Bayer” jasno pokazuje, ile osób rozumie związek między nauką a zdrowiem – mówi Markus Baltzer. – Naszym celem jest zdobycie wiedzy na temat zaufania, jakie ludzie pokładają w nauce. Przykładowo nowe leki powstają dzięki rzetelnym badaniom naukowym. Jeśli ludzie nie mają do nich zaufania, wtedy to, co robimy, traci wartość.

Naukowcy, lekarze i specjaliści są przez Polaków postrzegani jako największe autorytety. Tego typu eksperci są najbardziej cenionymi komentatorami doniesień naukowych (78 proc.). Badanie Bayer pokazuje, że Polacy kształtują swoje opinie również na podstawie wyników wyszukiwań Google i rozmów z najbliższym otoczeniem. Z kolei najrzadziej ufają celebrytom (16 proc.), którzy największy posłuch mają wśród osób młodych (23 proc.).

– Podejście do autorytetów wynika z czasów, w których żyjemy. Internet spowodował, że każdy może czuć się ekspertem. Kiedyś, żeby zostać autorytetem, należało przejść pewną drogę, od matury, poprzez studia, osiągnięcia naukowe etc., w ten sposób udowadniając swoją wartość. W tej chwili często to już nie jest konieczne. Wystarczy wygłosić jakiś tekst, zamieścić go na Facebooku i jeżeli odpowiada to ludziom, którzy nie chcą zbyt głęboko wchodzić w prawdę, to znajduje poklask i potwierdzenie w lajkach – mówi aktor Artur Barciś.

Portret zadłużonych Polaków zmienił się w czasie pandemii. Stali się mniej beztroscy w kwestii finansów

Kryzys związany z koronawirusem sprawił, że ostrożniej podchodzimy do swoich wydatków, odkładamy na później duże zakupy i mniej chętnie sięgamy po pożyczki i kredyty.  Zadłużenie Polaków wciąż jednak rośnie – przestrzegają eksperci z okazji przypadającego 17 listopada Dnia bez Długów. Jak wynika z badania Maison & Partners i firmy KRUK SA, wśród grup dłużników przybywa tzw. unikających, którzy szukają wymówek, by nie spłacać swoich zobowiązań. Wzrosła też grupa tzw. zagubionych, którzy swoją przyszłość finansową widzą w ciemnych barwach i nie robią nic, by to zmienić.

– Pandemia wpłynęła na to, w jaki sposób podchodzimy do finansów. Dużo mniej osób jest skłonnych do tego, żeby brać pożyczki i kredyty. Jesteśmy mniej beztroscy, bardziej przyglądamy się swoim finansom, odkładamy w czasie zakupy większych rzeczy typu sprzęty RTV, AGD czy samochód. Mniej osób w nieprzemyślany sposób robi zakupy. Raczej je planujemy, przygotowujemy listy zakupów – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Agnieszka Salach, rzeczniczka Grupy KRUK.

Wpływ na podejście do finansów ma jednak nie tylko pandemia, lecz także cechy charakteru i osobowość, które decydują o tym, jak dana osoba reaguje np. na utratę pracy. Badanie domu badawczego Maison & Partners przygotowanego na zlecenie KRUK SA „Portret zadłużonych Polaków w dobie pandemii COVID-19” wyodrębnia pięć charakterystycznych grup. Są to Zapominalscy, Zagubieni, Unikający, Zadłużeni dla innych oraz Beztroscy. Koronawirus w znaczący sposób wpłynął na migrację między poszczególnymi grupami. Największy wzrost w ciągu ostatnich pięciu lat odnotowały grupy Unikających i Zagubionych.

– W 2015 roku mieliśmy 12 proc. osób unikających, natomiast w czasie pandemii mamy ich już 21 proc. – wskazuje Agnieszka Salach. – To osoby średnio zamożne, które uważają, że pandemia to dobry moment na zapożyczanie się. Liczą, że banki i firmy pożyczkowe będą bardziej skłonne rozłożyć im spłatę zobowiązania na dłuższy okres.

Również Zagubieni stanowią dziś 21 proc. zadłużonych, co oznacza wzrost o 3 pkt. proc. względem badania typologii osób zadłużonych z 2015 roku. To osoby o najniższych miesięcznych dochodach, które nie radzą sobie ze spłatą zaległych rachunków, rat pożyczek, kredytów, w ciemnych barwach widzą swoją przyszłość finansową, a przy tym często pozostają bierne.

– To osoby bardzo mocno rozżalone. Doszukują się różnego rodzaju nieprawidłowości ze strony instytucji, które udzieliły im pożyczek i kredytów – wyjaśnia rzeczniczka Grupy KRUK.

Coraz mniej jest natomiast osób, które można zaliczyć do kategorii Zadłużających się dla innych (18 proc., spadek o 6 pkt proc.). Niemal połowa z tej grupy dokładnie planuje swoje wydatki.

– W tej pierwszej grupie dominowały osoby starsze, które brały pożyczki dla młodszych ze swojej rodziny. Obecnie bardziej obawiają się o swoje finanse i część z nich przeszła do grupy osób zagubionych, które nie wiedzą, co mają zrobić, są przerażone i najbardziej odczuły sytuację pandemiczną – wskazuje Agnieszka Salach.

W dobie pandemii mniejsza jest też grupa Beztroskich (13 proc., spadek o 6 pkt proc.), które dotychczas lekką ręką wydawały pieniądze. Ze względu na raczej wysokie dochody do zakupów podchodziły spontanicznie. Dobrze jednak radzą sobie ze spłatą swoich zobowiązań (81 proc.). Motywuje ich do tego satysfakcja, jaką mają po wyjściu na finansową prostą.

– Z tej grupy najprawdopodobniej najwięcej osób przeszło do grupy unikających – analizuje rzeczniczka Grupy KRUK.

Podobnie jak w poprzednim badaniu z 2015 roku najliczniejszą grupę stanowią Zapominalscy (27 proc.). To osoby, które mają najlepszą sytuację finansową ze wszystkich grup, a ich zadłużenie jest przede wszystkim kwestią roztargnienia i zapominania o terminach płatności. Niemal wszystkim (94 proc.) udało się spłacić swoje zobowiązania.

Wsparcie dla samorządów w dobie pandemii. Otrzymają ponad 2 mln złotych

0

Wybuch pandemii sprawił, że sytuacja finansowa samorządów cały czas się pogarsza, przez co większość z nich skupia się na cięciu wydatków i ograniczaniu kosztów. Lukę uniemożliwiającą obecnie inwestowanie w obywatelskie inicjatywy ma choć w części wypełnić program społeczny Polskich Sieci Elektroenergetycznych, które na terenie ponad 70 gmin przyznały granty na łączną kwotę ponad 2 mln zł. W tym roku dofinansowano 107 pomysłów, które zmienią lokalne otoczenie. Wśród wyłonionych projektów są siłownie plenerowe, modernizacje szkolnych sal komputerowych, działania z zakresu zdrowia i opieki medycznej czy akcje na rzecz ochrony środowiska naturalnego.

Kreatywność i znajomość potrzeb mieszkańców to największa przewaga lokalnych działaczy – to w ich głowach rodzą się ciekawe pomysły. Często przeszkodą dla ich realizacji jest jednak brak funduszy. Aktywistom, gminom i instytucjom pomagają programy grantowe. Jednym z nich jest inicjatywa Polskich Sieci Elektroenergetycznych „WzMOCnij swoje otoczenie”, której celem jest wyłonienie najlepszych projektów związanych z rozwojem wspólnej przestrzeni publicznej oraz finansowe wsparcie w ich wdrożeniu. Idea programu jest zbliżona do znanego i sprawdzonego rozwiązania, jakim jest budżet partycypacyjny, dzięki któremu mieszkańcy mogą aktywnie zmieniać swoją okolicę.

– Mieszkańcy potrzebują wsparcia, które ma charakter długofalowy, czyli nie tylko inicjatyw odczuwalnych tu i teraz. W roku pandemii samorządy zostały obciążone bardzo dużymi kosztami związanymi z przestrzeganiem nowych obostrzeń sanitarnych. Tutaj właśnie pojawia się nasz program i oferta społeczna wspierająca realizację projektów, które w obecnych warunkach musiałyby zejść na drugi plan – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Szymon Kostiuk, koordynator programu społecznego „WzMOCnij swoje otoczenie” w Polskich Sieciach Elektroenergetycznych.

Program dobrosąsiedzki „WzMOCnij swoje otoczenie” jest skierowany do podmiotów, które wypełniając swoją misję, prowadzą działania dla mieszkańców. Wzięły w nim udział samorządy, ich jednostki budżetowe (np. ośrodki pomocy społecznej, ośrodki kultury, sportu i rekreacji oraz przedszkola, szkoły) oraz organizacje pozarządowe. Mogły się one starać o granty w wysokości do 20 tys. zł na realizację projektów związanych z rozwojem wspólnej przestrzeni publicznej i aktywizacją życia społecznego.

– Inicjatywa organizowana jest na terenie ponad 70 gmin i powiatów, w których Polskie Sieci Elektroenergetyczne realizują zadania z zakresu budowy, rozbudowy i modernizacji infrastruktury najwyższych napięć oraz zajmują się utrzymaniem ciągłości działania istniejącej infrastruktury elektroenergetycznej o napięciu 220 i 400 kV. Celem naszego programu jest odpowiadanie na potrzeby lokalnych społeczności poprzez realizację trwałych projektów, które zostaną z mieszkańcami na długie lata. Są wśród nich m.in.: wytyczanie ścieżek edukacyjno-przyrodniczych, ochrona zagrożonych i  rzadkich gatunków zwierząt czy projekty z zakresu zdrowia, bezpieczeństwa i opieki medycznej – wymienia Szymon Kostiuk.

Jak podkreśla, w tym roku ze względu na pandemię COVID-19 program grantowy jest prowadzony w formule całorocznej, żeby wesprzeć samorządy w wyjątkowo trudnym dla nich okresie. To oznacza, że na realizację i rozliczenie przyznanych grantów tegoroczni laureaci mają czas do końca grudnia.

Pomysły w tegorocznej edycji programu można było zgłaszać w kilku kategoriach: zdrowie, rozwój wspólnej przestrzeni publicznej, aktywność fizyczna, edukacja, bezpieczeństwo i środowisko.

– W kategorii oświata dzięki naszym grantom możliwe będzie wsparcie procesu edukacyjnego nowoczesnymi narzędziami dydaktycznymi i nowym sprzętem komputerowym, który w warunkach pandemicznych będzie mógł być wykorzystany do pracy zdalnej, zarówno przez uczniów, jak i nauczycieli. W kategorii środowisko pomogliśmy w wytyczeniu drugiego etapu szlaku rowerowego w gminie Wiązowna na obszarach chronionych Natura 2000. W obszarze zdrowia i opieki medycznej wsparliśmy naszym grantem zakup środków ochrony osobistej, defibrylatorów półautomatycznych i kamer termowizyjnych, które pozwalają na kontrolę temperatury mieszkańców wchodzących do urzędu gminy czy innych budynków użyteczności publicznej – wylicza koordynator programu.

Program „WzMOCnij swoje otoczenie” PSE organizują po raz drugi. W ubiegłym roku, dzięki grantom na łączną kwotę ponad 1,6 mln zł, zrealizowano ponad 80 projektów społecznych. Szczegółowe informacje o programie można znaleźć na stronie www.wzmocnijotoczenie.pl.

Polskie Sieci Elektroenergetyczne SA są operatorem elektroenergetycznego systemu przesyłowego (OSP) w Polsce. PSE zajmują się przesyłaniem energii elektrycznej do wszystkich regionów kraju. Spółka odpowiada za bilansowanie systemu elektroenergetycznego oraz utrzymanie i rozwój infrastruktury sieciowej wraz z połączeniami transgranicznymi. Udostępnia także, na zasadach rynkowych, zdolności przesyłowe dla realizacji wymiany transgranicznej.

Polskie Sieci Elektroenergetyczne realizują zatwierdzony przez Prezesa Urzędu Regulacji Energetyki program inwestycyjny o wartości około 14 mld zł. Wszystkie przedsięwzięcia inwestycyjne ukierunkowane są na sprawną i niezawodną pracę infrastruktury przesyłowej, nawet w przypadku wyłączenia czy uszkodzenia jej niektórych elementów. Program uwzględnia zarówno modernizację wielu funkcjonujących dotychczas obiektów przesyłowych, jak również budowę nowej infrastruktury. W rezultacie do roku 2030 PSE zbudują ponad 3600 km nowych sieci najwyższych napięć i zmodernizują ponad 1600 km już istniejących linii.

Ruszyły największe w Europie Środkowo-Wschodniej testy opłacalności aut elektrycznych. Co piąta firma zamierza wprowadzić je do swojej floty

Pod koniec września po polskich drogach jeździło już 14,8 tys. elektrycznych samochodów osobowych, z których 55 proc. stanowiły pojazdy w pełni elektryczne – wynika z danych PSPA. Gros takich aut kupują przedsiębiorstwa, które włączają je do swoich flot. Kilkumiesięczne badanie PSPA ma sprawdzić, jakie są dokładne koszty użytkowania elektryków w biznesie w porównaniu z konwencjonalnymi odpowiednikami. Testy obejmą modele z różnych segmentów użytkowane przez firmy z różnych branż. Jedną z kluczowych jest branża kurierska, która w dużej mierze bazuje na transporcie. Dlatego też przez nadchodzące trzy miesiące samochody elektryczne będą w realnych warunkach testowane przez kurierów DHL Parcel.

– Samochody elektryczne to przyszłość logistyki – nie tylko miejskiej, ale od miast warto zacząć, bo już dziś żyje w nich ponad połowa ludności świata, cierpiąc z powodu czynników takich jak nadmierny hałas czy smog. Na to nakłada się duże zagęszczenie pojazdów na kilometr kwadratowy. Przewagą samochodów o napędzie elektrycznym jest to, że są w zasadzie bezgłośne, więc mogą zredukować miejski hałas i zwiększyć komfort pracy kurierów, który jest ważny podczas długotrwałego prowadzenia pojazdu – mówi agencji Newseria Biznes Bartłomiej Wnęk, dyrektor ds. operacyjnych w DHL Parcel. – Ponadto nasi klienci oczekują od nas, że będziemy inwestowali w niskoemisyjny transport.

Przesiadka na samochody elektryczne to generalny cel firmy ujęty w strategii „Zero emisji 2050”, zakładającej całkowitą redukcję emisji CO2 do atmosfery w ciągu kolejnych trzech dekad. Pozytywny wpływ na klimat to jednak niejedyna korzyść z rozwijania ekofloty, bo elektryki mają cały szereg zalet eksploatacyjnych.

– Wdrożenie pojazdów elektrycznych pozwala zarówno zminimalizować emisję CO2, jak i zredukować koszty oraz uniezależnić się od wahań cen na rynku paliw – dodaje Bartłomiej Wnęk.

 Ich kierowcy mogą korzystać z przywilejów takich jak jazda po buspasach, darmowe parkowanie w centrach miast czy nieograniczony wjazd do stref czystego transportu. To udogodnienia ważne zwłaszcza dla firm realizujących dostawy ostatniej mili w obszarach zurbanizowanych. Zeroemisyjne środki transportu pozytywnie wpływają też na wizerunek firmy jako podmiotu uwzględniającego kwestie ochrony środowiska w swojej działalności. I co najważniejsze: włączenie samochodów elektrycznych do floty może przynieść realne korzyści finansowe. Stąd mamy już w Polsce liczne przedsiębiorstwa z branży TSL, które wdrożyły do swoich flot samochody dostawcze z napędem elektrycznym, czego przykładem jest właśnie DHL – mówi Maciej Mazur, prezes Polskiego Stowarzyszenia Paliw Alternatywnych.

Branża kurierska w dużej mierze bazuje na transporcie, dlatego została włączona w projekt „ELAB – Miasto Czystego Transportu” prowadzony przez PSPA. Stowarzyszenie chce w jego ramach sprawdzić, jakie są dokładne koszty użytkowania samochodów elektrycznych w biznesie. Projekt badawczy, który wystartował z początkiem października, ma porównać całkowite koszty posiadania elektryków i ich konwencjonalnych odpowiedników, uwzględniając w tym m.in. korzyści wynikające z programów dofinansowania uruchomionych przez NFOŚIGW. Zaangażowało się w niego 15 firm i organizacji z całego łańcucha elektromobilności.

– To będzie największe badanie porównawcze TCO pojazdów zeroemisyjnych i konwencjonalnych w rejonie Europy Środkowo-Wschodniej. W ramach trwającego 18 tygodni projektu wykonamy łącznie 20 tys. różnych pomiarów. Testowane pojazdy po trzech tygodniach badania przejechały już ok. 6 tys. kilometrów, przy czym koszty eksploatacji EV okazały się jak do tej pory ponad czterokrotnie niższe niż ich spalinowych odpowiedników – mówi Maciej Mazur. – To badanie pozwoli ustalić potencjał elektryfikacji flot polskich firm i jednostek samorządu terytorialnego, a przy tym określić, jakie warunki muszą zostać spełnione, żeby inwestycja w pojazdy elektryczne była uzasadniona ekonomicznie. Wyniki projektu poznamy w I kwartale 2021 roku.

Badanie jest prowadzone we współpracy z Renault Polska, które udostępniło do testów swoje modele samochodów. Osobowe w pełni elektryczne Renault ZOE zostanie porównane ze spalinowym Clio. Z konwencjonalnymi odpowiednikami zostaną też porównane modele dostawcze: Renault Kangoo Z.E. oraz Renault Master Z.E. W sumie testy obejmą sześć różnych modeli aut należących do różnych segmentów i użytkowanych przez firmy z różnych branż.

– Przedsiębiorstwa są jednym z głównych filarów, na których opiera się w Polsce rozwój elektromobilności. Popularność napędów alternatywnych wśród krajowych firm rośnie, czego przejawem są kolejne inwestycje w pojazdy elektryczne. Z „Barometru Flotowego 2020” wynika, że 18 proc. polskich firm planuje w ciągu najbliższych trzech lat włączyć do swoich flot pojazdy elektryczne, a 22 proc. – hybrydy typu plug-in – wskazuje prezes Polskiego Stowarzyszenia Paliw Alternatywnych.

„Barometr Flotowy 2020” opracowany przez Arval Mobility Observatory pokazuje, że już w tej chwili 30 proc. polskich firm wykorzystuje alternatywne technologie napędu (elektryki, hybrydy, LPG). Na razie tylko 3 proc. już wprowadziło do swojej floty samochody elektryczne.

– Przed podjęciem decyzji o wymianie floty przedsiębiorstwa powinny brać pod uwagę nie tyle samą cenę zakupu, co całkowite koszty posiadania (TCO) samochodów, na które składają się również takie czynniki jak np. odpisy amortyzacyjne, ewentualne dopłaty, koszty ubezpieczenia, paliwa i serwisu czy też opłaty drogowe i parkingowe. Dopiero suma tych wszystkich elementów pozwala określić opłacalność inwestycji w dany pojazd – wskazuje Maciej Mazur.

Jak podkreśla dyrektor w DHL Parcel, firmy z branży logistycznej coraz lepiej zdają sobie sprawę z tego, że inwestycja we flotę elektryków będzie na dłuższą metę koniecznością, która przyniesie same korzyści. Mimo że nie oznacza to tylko zakupów aut, ale też rozbudowę infrastruktury ładowania, która jest niezbędna do funkcjonowania floty.

 Urządzenia montujemy w naszych jednostkach, w których na co dzień użytkowane są pojazdy. Musimy inwestować we własne rozwiązania, bo sieć ładowarek miejskich jest bardzo skąpa i ma wiele ograniczeń. Pracujemy też nad rozwiązaniami w pozyskiwaniu energii elektrycznej z naszych urządzeń sortujących, która zostanie przekazana bezpośrednio do ładowarek – zapowiada Bartłomiej Wnęk.

Ekologiczną flotę DHL poszerza także o elektryczne rowery kurierskie, które są dobrą alternatywą dla samochodów szczególnie w miejscach trudno dostępnych. Jeden z takich rowerów stanął na wystawie „Rowery” w Centrum Nauki Kopernik, prezentującej historię tych pojazdów i najciekawsze modele.

 Rowery elektryczne są rozwiązaniem, które świetnie sprawdza się również w okresach, gdy w mieście odbywają się wydarzenia o dużej skali, wiążące się z intensyfikacją ruchu drogowego. Przykładem mogą być szczyt NATO czy Światowe Dni Młodzieży, kiedy kurierzy DHL Parcel przesiedli się na rowery, by niezależnie od korków czy ulic zamkniętych dla samochodów dostarczyć przesyłki na czas, nawet do najtrudniej dostępnych rejonów miasta – wyjaśnia dyrektor ds. operacyjnych w DHL Parcel.

Wystartowała pierwsza kontraktowa misja z astronautami. To pierwszy krok do komercyjnych wypraw kosmicznych

To milowy krok w podboju kosmosu. Wystartowała pierwsza kontraktowa misja wyniesienia astronautów na sześciomiesięczną misję do Międzynarodowej Stacji Kosmicznej dla NASA przez firmę SpaceX. Crew Dragon, w tym rakieta Falcon 9 i powiązane systemy naziemne, jest pierwszym załogowym statkiem kosmicznym, który otrzymał certyfikat NASA do regularnych lotów z astronautami od czasu promu kosmicznego prawie 40 lat temu. – Ta misja upewnia nas, że możliwy będzie powrót na Księżyc, podróż na Marsa i ostatecznie pomoże ludzkości skolonizować inne planety – mówi Elon Musk, właściciel i główny inżynier SpaceX.

Firma SpaceX Elona Muska przeszła do historii w maju, kiedy wyniosła na stację kosmiczną amerykańskich astronautów. Udowodniła, że ​​rakieta SpaceX jest w stanie bezpiecznie wykonać misje załogowe. Był to też pierwszy przypadek w historii, gdy prywatna firma dostarczyła ludzi na orbitę i jednocześnie pierwszy raz, kiedy astronauci wystartowali na orbitę z amerykańskiej ziemi od zakończenia programu promu kosmicznego w 2011 roku. Przez prawie dekadę astronauci NASA musieli polegać na rosyjskich rakietach, aby dostać się na stację kosmiczną.

NASA i SpaceX wykonały kilka lotów demonstracyjnych, aby udowodnić, że system jest gotowy do latania z astronautami. Kilka dni temu amerykańska agencja kosmiczna ogłosiła, że zatwierdziła kapsułę SpaceX Crew Dragon i rakietę Falcon 9 do przewozu astronautów, a tym samym do pierwszego komercyjnego systemu lotów kosmicznych dla ludzi w historii. W nocy z niedzieli na poniedziałek statek Crew Dragon firmy SpaceX zabrał na Międzynarodową Stację Kosmiczną czwórkę astronautów. To pierwsza kontraktowa misja wyniesienia załogi na ISS dla NASA przez firmę SpaceX.

– Dziękuję NASA za nieustające wsparcie SpaceX i partnerstwo w osiąganiu naszego celu – podkreśla Elon Musk, właściciel i główny inżynier SpaceX. – Nie mógłbym być bardziej dumny ze wszystkich pracowników SpaceX i wszystkich naszych dostawców, którzy niezwykle ciężko pracowali, aby opracować, przetestować i wystartować pierwszy komercyjny lot kosmiczny w historii, który uzyskał certyfikat NASA. Ta misja upewnia nas, że możliwy będzie powrót na Księżyc, podróż na Marsa i ostatecznie pomoże ludzkości skolonizować inne planety. 

Crew Dragon wyniosła astronautów na orbitę w zaledwie 12 minut po starcie. W nieco ponad dzień powinni dotrzeć na ISS. Czteroosobowy zespół dołączy do trzech osób już mieszkających na stacji: rosyjskich kosmonautów Siergieja Ryżikowa i Siergieja Kud-Swierczkowa oraz astronautki NASA Kate Rubins. To pierwsza taka sytuacja w historii, gdy siedem osób będzie mieszkać i pracować razem na ISS. W ciągu ostatnich 10 lat załogi zwykle liczyły sześć osób.

Choć wyniesienie astronautów na ISS samo w sobie jest wydarzeniem, to istotne jest, że NASA po raz pierwszy wystawiła certyfikat prywatnemu pojazdowi z załogą. Otwiera to drogę do kolejnych kosmicznych lotów, przyspieszy podróż na Marsa i sprawi, że komercyjne loty kosmiczne będą możliwe nawet w ciągu kilku lat.

– Współpraca NASA z amerykańskim przemysłem prywatnym zmienia bieg historii ludzkich lotów kosmicznych, otwierając dostęp do niskiej orbity okołoziemskiej i Międzynarodowej Stacji Kosmicznej dla większej liczby ludzi, a tym samym więcej naukowych i komercyjnych możliwości – wskazuje Phil McAlister, dyrektor ds. rozwoju komercyjnych lotów kosmicznych w NASA. – Jesteśmy naprawdę na początku nowej ery lotów kosmicznych.

Witamina przyszłości pomoże w walce z osteoporozą i rakiem. Jej ilość w przeciętnej diecie jest jednak niewystarczająca

Już ponad 16 tys. badań naukowych dotyczy witaminy K i jej wpływu na zdrowie. O ile o witaminie K1 wiemy stosunkowo dużo, o tyle K2 wciąż kryje jeszcze przed nami wiele tajemnic. Wiadomo jednak, że jej wpływ na zdrowie jest ogromny. Badania potwierdzają, że zapobiega odkładaniu się wapnia w tętnicach, chroni serce, zapobiega osteoporozie, a nawet pomaga w walce z rakiem. Jednocześnie jednak ilość witaminy K2 w typowej diecie jest dziesięciokrotnie mniejsza niż K1. Dlatego też niezbędna jest jej suplementacja.

– Witamina K2 jest witaminą omnipotentną, aktywuje 16 białek w naszym organizmie. Należy do nich np. osteokalcyna, która odpowiada za absorpcję wapnia w naszych kościach, a także Matrix Gla, które bierze udział w przeciwdziałaniu zwapnienia żył. Badania naukowe trwają cały czas i co miesiąc mamy wyniki nowych doświadczeń i eksperymentów naukowych – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Innowacje Piotr Jandziak, prezes firmy VitaSynth.

Witamina K znana jest już od lat, jednak tylko o witaminie K1 wiemy stosunkowo dużo. W 1929 roku duński biochemik Henrik Dam badał metabolizm cholesterolu u kurcząt, kiedy zauważył niezwykłą częstość występowania anemii, krwotoku i opóźnionego krzepnięcia krwi u ptaków karmionych dietą pozbawioną tłuszczu. Zidentyfikował przyczynę tego zespołu jako niedobór witaminy K1. To odkrycie zostało nagrodzone Nagrodą Nobla.

Kilka lat później dentysta Weston A. Price opisał nowy aktywator podobny do witaminy, który może złagodzić wszystko od próchnicy po choroby serca – jako witaminę K2. Za to odkrycie nagrody nie otrzymał, choć według naukowców to właśnie witamina K2 może być określana mianem witaminy przyszłości.

– Pierwsze doniesienia o korzystnym działaniu zdrowotnym pojawiły się w latach 90. ubiegłego wieku, były to badania prowadzone w Japonii na kobietach w okresie postmenopauzalnym. Okazało się, że te panie, które spożywały dużo fermentowanego natto, nie miały problemów z osteoporozą. Doprowadziło to do dalszych badań, bardziej szczegółowych, które udowodniły korzystne działanie witaminy K2 dla człowieka – tłumaczy Piotr Jandziak.

Witamina K2 zmniejsza gromadzenie się wapnia, może pomóc w zapobieganiu chorobom serca. Naukowcy na podstawie kilkuletnich badań udowodnili, że osoby z najwyższym spożyciem witaminy K2 były o 52 proc. mniej narażone na wystąpienie zwapnienia tętnic i miały o 57 proc. mniejsze ryzyko zgonu z powodu chorób serca. Inne badanie wykazało, że uczestnicy z najwyższym spożyciem witaminy K2 mieli znacznie mniejsze ryzyko chorób serca – na każde 10 mcg K2, które spożywali dziennie, ryzyko chorób serca zmniejszyło się o 9 proc.

Witamina K2 aktywuje działanie wiązania wapnia dwóch białek białka macierzy GLA i osteokalcyny, które pomagają budować i utrzymywać kości. Jest skuteczna w walce z osteoporozą – badanie z udziałem kobiet po menopauzie wykazało, że te, które przyjmowały jej suplementy, miały znacznie wolniejsze spadki gęstości mineralnej kości związane z wiekiem. Badania prowadzone w Japonii z kolei udowodniły, że witamina K2 zmniejsza liczbę złamań kręgosłupa o 60 proc., złamań biodra o 77 proc., a wszystkich innych niż kręgosłupa o 81 proc.

– Z publikacji wiemy, że witamina K2 ma też działanie przeciwzapalne. Może pomagać też sportowcom zwiększyć wydajność oddechową organizmu – dodaje ekspert.

Badania wykazały też, że witamina K2 może pomóc w walce z rakiem. Dwa badania kliniczne sugerują, że zmniejsza ona nawroty raka wątroby i wydłuża czas przeżycia. Naukowcy udowodnili, że wysokie spożycie tej witaminy było związane z o 63 proc. niższym ryzykiem zaawansowanego raka prostaty.

Choć witamina K2 ma udowodnione korzystne działanie na nasze zdrowie, spożywamy jej stosunkowo mało. Szacuje się, że jej ilość w typowej diecie jest dziesięciokrotnie mniejsza niż witaminy K1. Dlatego też produkuje się ją na skalę przemysłową za pomocą fermentacji lub poprzez jej syntezę.

– Witamina K2 ma swoje źródła żywieniowe, są to głównie sery, a także warzywa zielone. Jednak, ponieważ w naszej diecie brakuje sfermentowanej soi, która jest jej głównym źródłem, warto pomyśleć o suplementacji. Suplementy dostępne są na rynku najczęściej w połączeniu z witaminą D3, a także z wapniem – wskazuje Piotr Jandziak.

Badania wykazały, że witamina K2 w formie MK-7 (menachinon-7) jest wysoko przyswajalna przez organizm. Przyszłością jest jednak suplementacja oparta na wynikach badań genetycznych.

– Przyszłość suplementacji to na pewno kontynuacja trendu zdrowego żywienia i pozyskiwania tych witamin z diety, a także korzystania z dedykowanych, celowanych suplementów diety. Ich dawkowanie będzie oparte na wynikach badań genetycznych, które przeprowadzimy samodzielnie i dzięki temu uzyskamy suplementację skrojoną do własnego genomu – przekonuje prezes firmy VitaSynth.

Społeczeństwo wyedukowane medialnie jest mniej podatne na fake newsy

O sposobach walki z plagą fake newsów w ramach debaty towarzyszącej konkursowi FakeHunter Challenge dyskutowali przedstawiciele europejskich agencji prasowych. Wydarzenie było częścią trwającego miesiąc projektu projekt edukacyjno-technologicznego o nazwie GovTech Festival.

Jak powiedział otwierając debatę sekretarz generalny Europejskiego Stowarzyszenia Agencji Informacyjnych (EANA), Alex Giboi założyciele pierwszy agencji prasowych chyba nie przypuszczali, jak istotną rolę instytucje te mogą mieć do odegrania w przyszłości. To właśnie w kontekście walki z fake newsami agencje prasowe stają się teraz coraz ważniejsze.

O pladze dezinformacji z francuskiego punktu widzenia opowiedział redaktor weryfikujący agencji prasowej AFP, Michel Viatteau. W jego opinii aż 80 proc. rozpowszechnianych teraz fake newsów jest poświęconych tematyce pandemii spowodowanej koronawirusem SARS-CoV-2. Co więcej, te same fałszywe informacje pojawiają się stopniowo w kolejnych krajach.

Szefowa weryfikacji hiszpańskiej agencji prasowej EFE, Desiree Garcia potwierdziła przypuszczenia Michela Viatteau wskazujące na zorganizowane działania twórców stojących za produkcją fałszywych treści. Za największe zagrożenie dla społeczeństwa Garcia uważa te związane z fałszywymi lekami na chorobę COVID-19 oraz szkodliwością szczepionek.

Szef weryfikacji niemieckiej agencji prasowej DPA, Stefan Voss zwrócił uwagę na konieczność utrzymania najwyższej obiektywności w procesie weryfikacji faktów. Kwestię interpretacji należy – jego zdaniem – pozostawić dziennikarzom. Przedstawiciela DPA niepokoją efekty uboczne fake newsów – spadek zaufania ludzi do władz oraz mechanizmów demokratycznych.

Alex Giboi tłumaczył, że obecnie trudno jest znaleźć złoty środek między wolnością słowa, a cenzurą. Zasugerował jedno rozwiązanie, którego wdrożenie nie będzie co prawda szybkie, ale powinno pomóc w walce z fake newsami – edukacja medialna. Jeśli bowiem społeczeństwo będzie lepiej rozumieć przekazy, stanie się mniej podatne na manipulacje.

Michel Viatteau przedstawił bardziej doraźne rozwiązanie, które bazuje na współpracy z Facebookiem przy weryfikacji faktów. Serwis Marka Zuckerberga oznacza treści, które zostały zweryfikowane przez zespół fact-checkingowy AFP, ale ich nie kasuje. Dzięki temu ich widoczność oraz dystrybucja może zostać zredukowana.

Na elementarne prawo do wyrażania siebie jako fundament demokracji zwracał uwagę Stefan Voss. Dlatego agencja DPA nie usuwa z sieci treści, o ile przestrzegają one powszechnie przyjętych standardów komunikacji. Voss potwierdził, że za sprawą współpracy agencji z Facebookiem rozprzestrzenianie fake newsów zostaje ograniczone.

O roli autorytetów i sprawdzonych źródeł informacji taki jak Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) wspomniała Desiree Garcia. Jej zdaniem, konieczne jest korzystanie z możliwie najszerzej listy wiarygodnych źródeł. Wyzwanie związane z tematyką COVID-19 dotyczy nadal stosunkowo niewielkiej wiedzy o tej chorobie.

Alex Giboi wyraził nadzieję, że do skuteczniejszej walki z rozprzestrzenianiem się fake newsów przyczyni się wykorzystanie sztucznej inteligencji, a szczególnie uczenia maszynowego. Jednak wszyscy eksperci byli zgodni co do tego, że każdemu przypadkowi należy się przyglądać z najwyższą uwagą, nie kierując się przy tym szybkością działania.

Jeśli bowiem nie mamy 100-procentowej pewności, że dane zgłoszenie potencjalnego fake newsa zostało poprawnie zweryfikowane, jakiekolwiek wątpliwości po publikacji werdyktu mogą doprowadzić do utraty reputacji przez agencje prasową.

Przegląd wydarzeń następnego tygodnia 16.11-20.11.2020

COVID-19 wrócił na pierwszy plan z pogarszającą się sytuacją zdrowotną na północnej półkuli, ale też z przebudzonymi nadziejami na przyspieszone stworzenie szczepionki. Rynki balansują między bieżącymi zagrożeniami wzrostu zachorowań i powrotem restrykcji a wyceną poprawy perspektyw gospodarczych w przyszłym roku. Kierunek dla ryzykownych aktywów jest wzrostowy, ale po wyboistej drodze w otoczeniu słabnących danych makro.

Przyszły tydzień: COVID-19, sprzedaż/produkcja/koniunktura z USA, nastroje konsumentów z Eurolandu, brexit, produkcja z Polski, rynek pracy z Australii, sprzedaż/CPI z Kanady

USA

W USA bite są nowe rekordy liczby zachorowań oraz hospitalizacji i choć decyzje o restrykcjach są na razie sporadyczne (Nowy Jork, Chicago), niewykluczony jest ogólnokrajowy trend, który będzie ciążyć na generalnym nastawieniu do ryzyka. Dane makro powinny być pozytywnym tłem dla covidowych obaw. Sprzedaż detaliczna (wt) ma wzrastać na wcześniejszym otwarciu sezonu przedświątecznych zakupów i potencjalnym wpływie gromadzenia zapasów na drugi lockdown. Oczekuje się też wzrostu produkcji przemysłowej (wt). Regionalne wskaźniki koniunktury (pon, czw) wysyłają sprzeczne sygnały (miesiąc temu spadek NY Empire State, ale silny skok Philly Fed), ale w obu przypadkach ryzyka przeważają po negatywnej stronie w postaci hamowania popytu zewnętrznego w związku z nowymi lockdownami w Europie.

Strefa euro

Ze strefy euro otrzymamy finalny odczyt inflacji HICP (śr) i indeks nastrojów konsumentów (pt). Ten drugi zyskuje na znaczeniu w obliczu nasilenia drugiej fali pandemii i wprowadzonych restrykcji. Jeśli jednak statystyki dziennej liczby zachorowań w Europie miną szczyt, rynek zacznie dyskontować poprawę sytuacji, nie oglądając się na historyczne wskaźniki. Na przestrzeni tygodnia będzie sporo wystąpień przedstawicieli EBC w tym prezes Lagarde, ale jest mało prawdopodobne, aby przekaz miał się zmienić od tego usłyszanego w ostatnich dniach – polityka pozostaje ekspansywna z nastawieniem na skup aktywów. Nic specjalnego, by mogło ruszyć EUR.

Wielka Brytania

Czy ten tydzień przyniesie w końcu porozumienie handlowe Wielkiej Brytanii z Unią Europejską? Deadline wyznaczony na 15 listopada został zignorowany jak wiele innych w przeszłości z nowym terminem ustalonym na „w następnym tygodniu”. Funt bez wątpienia czeka na sygnał deal/no-deal i nikt bez tego się nie ruszy, bo cena pomyłki jest za wysoka. W tle będą dane o CPI (śr) i sprzedaży detalicznej (pt).

Polska

Kontynuacja miesięcznych publikacji makro z Polski w ograniczonym stopniu będzie wpływać na złotego. Wyróżnić można produkcję przemysłową (pt) z potencjalnym ryzykiem negatywnego odbicia wprowadzenia restrykcji w Europie Zachodniej. Polski rząd zdaje się być coraz dalej decyzji o narodowej kwarantannie, co odbiera argument za sprzedażą złotego. Pozostaje jednak jeszcze wpływ nastrojów na rynkach zewnętrznych, gdzie euforia po rewelacjach o postępach w pracach nad szczepionką ustępuje miejsca obawom o bieżący wpływ drugiej fali pandemii na globalne ożywienie. Poziom EUR/PLN 4,50 jest rozsądnym punktem równowagi przy obecnym rozkładzie ryzyk.

Australia

W Australii w centrum uwagi będzie raport z rynku pracy za październik (czw), gdzie spodziewany jest spadek zatrudnienia (-30 tys.) w zawiązku z zawężeniem warunków przyznawania firmom wsparcia rządowego w zamian za utrzymywanie etatów. Stopa bezrobocia najprawdopodobniej wróci ponad 7 proc. Protokół z ostatniego posiedzenia RBA (wt) rzuci więcej światła na dyskusję o ogłoszonym rozszerzeniu QE. AUD jest typową walutą mocno uzależnioną od generalnego sentymentu, więc bez wyraźnego wzrostu apetytu na ryzyko będzie trudno o rozwinięcie ruchu wzrostowego Australijczyka.

Kanada

Bogaty kalendarz z Kanady z produkcją przemysłową (pon), danymi z rynku nieruchomości (wt), CPI (śr) i sprzedażą detaliczną (pt). Ostatnie dwie pozycje zwykle przyciągają najwięcej uwagi. Inflacja pozostaje poniżej celu Banku Kanady, dając swobodną rękę decydentom na rzecz utrzymania łagodnej polityki. Sprzedaż detaliczna za wrzesień powinna wypaść mocno. Dane mogą wesprzeć CAD, o ile trendy na rynku ropy nie będą przeszkadzać.

Chiny

Październikowe dane z Chin (pon) prawdopodobnie podkreślą kontynuowaną poprawę po stronie aktywności w przemyśle i detalu. Chiny zadecydowanie lepiej od Zachodu radzą sobie z jesiennym ryzykiem wzrostu liczby zakażonych, co daję przewagę po stronie wyników makro. Dobre dane z Chin to jednak za mało, by samodzielnie wpłynąć na poprawę klimatu inwestycyjnego.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Szczepionka rozbudza nadzieje rynków, ale końca kryzysu jeszcze nie widać

W tym tygodniu głównym wydarzeniem na rynkach finansowych była publikacja wyników przez Pfizer Inc. i BioNTech SE z testów szczepionki przeciwko koronawirusowi. Według ich informacji, jej skuteczność wyniosła ok. 90%, co daje nadzieję na zatrzymanie pandemii. Rynki finansowe zareagowały na te wiadomości z dużą euforią oraz spadkiem awersji do ryzyka – ceny akcji wzrosły, a waluty emerging markets się umocniły.

Dyskusyjne jest jednak, jak bardzo sytuacja się zmieniła naprawdę. Pierwszych wyników badań szczepionki spodziewano się w listopadzie. Co więcej, żadna z tych szczepionek nie została jeszcze zatwierdzona, data nie jest jeszcze jasna. Nawet po zatwierdzeniu szczepionek, będzie trzeba poczekać długi czas zanim dotrą one do Europy i całego świata w wystarczającej ilości, aby zatrzymać pandemię. Oczekiwanie, że kryzys pandemii się niebawem skończy jest przedwczesne, a można jedynie spekulować, że europejska gospodarka wróci do normy być może dopiero latem przyszłego roku.

Wydaje się jednak, że rynki finansowe doszły do wniosku, że koronawirusowy kryzys jest na finiszu i wkrótce wszystko zacznie wracać do normy. Awersja do ryzyka na rynkach finansowych znacznie spadła, pomagając złotemu się wzmocnić. W piątek rano polska waluta zanotowała wzrost do poziomu 4,49 PLN/EUR. Kurs eurodolara spadł w tym tygodniu do poziomu 1,181 USD/EUR na koniec tygodnia.

Marta Pavlik, analityczka instytucji płatniczej AKCENTA

Nadzieja związana ze szczepionką ożywiła rynki. Czy złoty się umocni?

Od tego, jak długo utrzyma się szczepionkowy optymizm będzie zależała sytuacja nie tylko na rynkach finansowych. Przeszliśmy płynnie od paniki związanej z restrykcjami w Europie do hurraoptymizmu po rewelacjach Pfizera.

Rynki odreagowały napływ słabych informacji gospodarczych. Brytyjskie dane o PKB pokazały utarty schemat – pomimo ogromnego odbicia wzrostu w trzecim kwartale (+15,5% q/q), cały czas do poziomów sprzed pandemii jest bardzo daleko (-9,6% r/r). Spadek cen w Niemczech (-0,5% r/r) to w dużej mierze efekt obniżki VAT w lipcu (z 19 do 16 oraz z 7 do 5%) oraz tańszych paliw, co jednak nie zmniejsza znacząco bólu głowy EBC w kwestii zagrożenia deflacją. Ciekawe były dane o zamówieniach w Japonii, gdzie odnotowano spadek o 4,4% m/m we wrześniu (konsensus -0,7% m/m), co w połączeniu z serią nowych restrykcji może spowodować, że ożywienie w przemyśle i handlu dobiega końca.

Inwestorzy tym bardziej zastanawiali się co zrobić z kapitałem, a dalsze inwestowanie w akcje było obciążone obawami o skutki pandemii, które długo będą ciążyć światowej gospodarce. Nawet przez kilka lat.

– Informacja o szczepionce wywołała nadzieje, że za rok wrócimy do sytuacji sprzed pandemii – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB.

Po rewelacjach dotyczących szczepionki obserwowaliśmy także rotację od aktywów radzących sobie dobrze w okresie pandemii – do tzw. starej gospodarki. Patrząc na notowania indeksów (takich jak IBEX, symbol SPA35), czy poszczególnych spółek (choćby z GPW: PZU, PKO) wyceny stały się bliskie maksimom z czerwca, kiedy rynek był przekonany co do szybkiej perspektywy zakończenia pandemii: gospodarki otwierały się, a ilość zakażeń lawinowo spadała. To pokazuje, że przestrzeń do kontynuacji optymizmu może nie być duża.

– Taka reakcja inwestorów miała sens, bo na pandemii skorzystały dotąd niektóre branże związane z przenoszeniem biznesu do internetu i dominowało wrażenie, że po pandemii zmieni się nasz styl życia – komentuje ekspert XTB. – Teraz może się wydawać paradoksem, że bardzo drożeją akcje firm związanych ze „starą gospodarką”, to jednak wynika z tego, że wraz z informacjami o szczepionce powróciły nadzieje, że wiele firm przetrwa czas pandemii.

Informacje o szczepionce miały też wpływ na kurs złotego. Złoty w relacji do euro powrócił do poziomu 4,50 zł.

– Powrót inwestorów do „starej gospodarki” jest korzystny dla rynków wschodzących, bo my nie mamy swoich Google czy Amazon, jest wprawdzie CD Projekt i Allegro, ale nasza gospodarka jest w przewadze tradycyjna – wyjaśnia dr P.Kwiecień. – Jednak biorąc pod uwagę skale euforii na giełdach umocnienie złotego nie było spektakularne, było raczej skromne, co pokazuje, że polska waluta nie będzie dużo mocniejsza. Kurs złotego wobec euro będzie się utrzymywał raczej w granicach 4,45-4,60 zł.

Spotkanie Premiera z Ministrem Zdrowia oraz Prezesem Agencji Badań Medycznych i Prezesem AstraZeneca

W piątek (13 listopada br.) odbyło się spotkanie w formie wideokonferencji Premiera Mateusza Morawieckiego i przedstawicieli polskiego rządu z firmą AstraZeneca. Polski rząd oprócz Premiera reprezentowali także Minister Zdrowia Adam Niedzielski oraz Prezes Agencji Badań Medycznych Radosław Sierpiński. Po stronie AstraZeneca w wydarzeniu uczestniczyli Prezes Leif Johansson, Radu Rasinar Wiceprezes AstraZeneca na Europę Środkowowschodnią i Kraje Bałtyckie oraz Piotr Najbuk, Dyrektor ds. Public & Government Affairs, Polska.

W trakcie spotkania omówiona została współpraca na płaszczyźnie walki z pandemią COVID-19 w Polsce, w tym wspólne działania na rzecz zapewnienia dostępu do szczepionki COVID-19 oraz działania AstraZeneca związane z ogłoszoną w styczniu br. w Davos inwestycją. Oficjalnie zainicjowano również współpracę w ramach Warsaw Health Innovation Hub.

Wydarzenie było kontynuacją rozmów rozpoczętych w styczniu, podczas Światowego Forum Ekonomicznego w Davos, w trakcie których Premier Mateusz Morawiecki i Prezes AstraZeneca ogłosili decyzję o zwiększeniu zaangażowania koncernu w działania R&D w Polsce i półtoramiliardową inwestycję.

AstraZeneca stawiła czoło wyzwaniu w postaci pandemii przede wszystkim podejmując, we współpracy z Uniwersytetem Oksfordzkim, prace badawczo-rozwojowe nad szczepionką przeciwko COVID-19. Dane z I-II fazy badań klinicznych są obiecujące, a teraz wchodzimy w zaawansowane fazy badań, prowadzonych w wielu państwach. Naszym priorytetem jest dostarczenie skutecznej i bezpiecznej szczepionki, oraz współpraca z rządami i organizacjami międzynarodowymi na rzecz zapewnienia szerokiego i sprawiedliwego dostępu do szczepień dla pacjentów na całym świecie – powiedział Leif Johansson, Prezes AstraZeneca.

Podczas spotkania omówiono także projekt Warsaw Health Innovation Hub (WHIH), autorską inicjatywę AstraZeneca, wypracowaną we współpracy z Agencją Badań Medycznych, której ideą jest ścisłe partnerstwo publiczno-prywatne, pozwalające na identyfikację najpilniejszych problemów w systemie opieki zdrowotnej oraz ich szybkie i skuteczne rozwiązanie. Podobne projekty AstraZeneca z powodzeniem realizuje z rządami wielu innych państw. W trakcie spotkania Premier Morawiecki wyraził swoje poparcie dla inicjatywy, podkreślając że Zaangażowanie nowoczesnych technologii farmaceutycznych w Polsce, zwłaszcza w tak trudnych i niepewnych czasach, jest niezwykle istotne ponieważ pozytywnie wpływa na rozwój gospodarki. Inicjatywy takie jak Warsaw Health Innovation Hub wzmacniają system ochrony zdrowia, ale wpływają  również na ważny dla Polski ekosystem innowacji.

Efektem spotkania było powołanie zespołu roboczego ds. Warsaw Health Innovation Hub, pod auspicjami Agencji Badań Medycznych, w którego skład wejdą przedstawiciele Ministerstwa Rozwoju, Pracy i Technologii, Ministerstwa Zdrowia, AstraZeneca Pharma Poland, a także Agencji Badań Medycznych, Narodowego Funduszu Zdrowia, Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji oraz Centrum e-Zdrowia.

Powstanie Warsaw Health Innovation Hub jest unikalną, wielopodmiotową platformą pragmatycznie wykorzystującą rozwiązania informatyczne i polityczne do pomocy pacjentom i poprawy systemu opieki zdrowotnej w Polsce. Powstanie HUBu jest dla mnie dopiero początkiem ważnej inicjatywy, Polskiej Doliny Medycznej. Współpraca instytucji rządowych z prywatnym sektorem bio-tech pozwoli na dalszy dynamiczny rozwój biotechnologii w naszym kraju, maksymalizując wykorzystanie zasobów i prowadzenie najbardziej innowacyjnych projektów – podsumowuje Prezes Agencji Badań Medycznych dr n. med. Radosław Sierpiński.

Dolar traci pomimo lepszych danych

Amerykańska waluta jest pod presją po wyborach i traci pomimo sprzyjających danych makroekonomicznych. Lepsze dane z rynku pracy w USA i słabsze dane z UE nie były w stanie złamać tego trendu.

Słabsze dane z Unii

Wczoraj poznaliśmy odczyt produkcji przemysłowej dla Unii Europejskiej. Wyniósł on 6,8% spadku w skali roku, co spowodowane jest oczywiście w sporej części sytuacją pandemiczną. Analitycy spodziewali się spadku mniejszego o 1%, co dodatkowo podbija negatywny odbiór tych danych. Biorąc jednak pod uwagę obecną sytuację słabe dane makroekonomiczne nie są niczym nadzwyczajnym, nie mniej pomimo tego odczytu wczoraj euro zyskało względem dolara.

Lepsze dane z amerykańskiego rynku pracy

Liczba wniosków o zasiłek dla bezrobotnych w USA wciąż spada. Wczorajszy odczyt pokazał 709 tysięcy, to nie tylko niemal 50 tysięcy mniej niż tydzień temu, ale również najniższy odczyt od początku pandemii. W USA niemal od razu miliony Amerykanów pozostały bez pracy, a wskaźnik bezrobocia w ciągu miesiąca z około 4% wystrzelił o 10% w górę. Teraz powoli wraca, aczkolwiek tempo zmian jest wolniejsze niż dotychczas sądzono, co jest jednym z powodów słabości dolara.

Rosną zapasy ropy naftowej

Po ostatnich szczytach na ropie naftowej przyszedł czas na korektę. Jednym z powodów przeceny na czarnym złocie jest nadwyżka surowca na rynku. Być może plotki o szczepionce powodują, że w przyszłości będzie potrzeba więcej ropy, ale obecnie jest jej jednak po prostu za dużo, co obniża cenę. Od szczytu cenowego ze środy jesteśmy już 5% niżej. Spadki ceny ciągną za sobą w dół rubla, który zyskiwał, kiedy ropa szła w górę.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
16:00 – USA – Raport Uniwersytetu Michigan.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Główny Inspektor Farmaceutyczny w postępowaniu przy udziale Rzecznika MŚP uchylił decyzję odmawiającą przedsiębiorcy wydania zezwolenia na prowadzenie apteki ogólnodostępnej

Do Rzecznika Małych i Średnich Przedsiębiorców zwrócił się przedsiębiorca z wnioskiem o interwencję w postępowaniu  w sprawie wydania zezwolenia na prowadzenie apteki ogólnodostępnej. Przedsiębiorca wnosił o wydanie zezwolenia z pominięciem, wymogów demograficznych oraz geograficznych, z uwagi na ważny interes pacjentów. Wskazał m.in., że pod tym samym adresem aptekę prowadziła wcześniej jego matka. Wojewódzki Inspektor Farmaceutyczny w Katowicach (WIF) odmówił przedsiębiorcy wydania zezwolenia. Ponadto, organ w toku tego postępowania wydał postanowienie, w którym wyraził negatywną opinię w zakresie  zasadności pominięcia ograniczenia demograficznego. Odmówił także zwrócenia się do Prezydenta Miasta Częstochowa o wydanie opinii w zakresie zasadności pominięcia ograniczenia oraz nie nadał dalszego biegu wnioskowi strony o wydanie zezwolenia.

Rzecznik MŚP wstąpił do postępowania odwoławczego i poparł stanowisko przedsiębiorcy. Rzecznik MŚP podniósł, że WIF nie wskazał w uzasadnieniu przyczyn dla których organ uznał, że nie zachodzą w analizowanej sprawie ustawowe okoliczności uzasadniające pominięcie ograniczeń wydawania zezwolenia na prowadzenie apteki ogólnodostępnej. Ponadto Rzecznik MŚP zwrócił uwagę na nieprzeprowadzenie przez WIF postępowania wyjaśniającego w zakresie wykazania istnienia odległości między lokalizacją planowanej apteki, a najbliższą funkcjonującą apteką ogólnodostępną.

Główny Inspektor Farmaceutyczny (GIF) w wyniku rozpoznania odwołania przedsiębiorcy podzielił argumentację Rzecznika MŚP i uchylił zaskarżoną decyzję w całości oraz przekazał WIF sprawę do ponownego rozpatrzenia. Wskazał na konieczność uzupełnienia braków w ustaleniach stanu faktycznego. GIF zalecił między innymi  ustalenie przez WIF odległości od miejsca planowanej lokalizacji apteki do najbliższej działającej apteki ogólnodostępnej. Polecił także umożliwienie Prezydentowi Miasta Częstochowa wydanie opinii w zakresie zasadności pominięcia w analizowanej sprawie ustawowych ograniczeń demograficznych oraz geograficznych w oparciu o prawidłowo ustalony stan faktyczny. GIF zauważył, że w przeszłości WIF wydawał już decyzje zezwalające na prowadzenie apteki z pominięciem wymogów demograficznego i geograficznego. W świetle tego GIF wskazał na konieczność  albo przestrzegania przez WIF utrwalonej praktyki w tym zakresie albo na obowiązek wskazania przez WIF przyczyn odstąpienia od tej praktyki w analizowanej sprawie.

Polacy ostrożnie podchodzą do Black Friday. Ponad 40% nie skorzysta lub jeszcze nie wie, ile może wydać

Badanie aktualnych nastrojów konsumenckich, wykonane przez UCE RESEARCH i SYNO Poland dla sklepu internetowego Złote Wyprzedaże, wykazało, że dwóch na dziesięciu Polaków nie zamierza niczego kupować w ramach tegorocznego Black Friday. Natomiast kolejnych dwóch nie wie, ile pieniędzy przeznaczy na ewentualne zakupy. Z kolei ci, którzy planują taką aktywność, najczęściej chcą wydać ponad 500 zł (13,7%). Na drugim miejscu wskazywany jest przedział 200-300 zł (11,4%), następnie – 300-400 zł (9,4%). Z raportu również wynika, że najchętniej wydaną kwotą przez mężczyzn będzie wartość powyżej 500 zł (16,6%), a wśród kobiet – 200-300 zł (13,4%).    

Jak pokazuje badanie, 21% ankietowanych nie planuje w tym roku niczego kupować z okazji Black Friday. Do tego 21,1% osób nie wie jeszcze, ile pieniędzy może wydać na tę okoliczność. Z tego może wynikać, że ponad 40% Polaków nie skorzysta z promocji lub nie ma sprecyzowanych planów zakupowych.

– Przez szalejącą pandemię, izolację społeczną i niepewną sytuację gospodarczą nastroje konsumentów mocno się obniżyły. Retailerzy oczywiście mają szansę na dobre zyski, jednak muszą zachęcić klientów, oferując im naprawdę wysokie obniżki, tj. w granicach nawet 80-90%. W ubiegłych latach Polacy często narzekali, że rabaty wielu marek były symboliczne lub zwyczajnie mało atrakcyjne. W moim przekonaniu, to może zupełnie zmienić postrzeganie całej idei Black Friday – mówi Maciej Tygielski, wieloletni ekspert rynku e-commerce, dyrektor generalny spółki Złote Wyprzedaże.

Potwierdzają to również inni eksperci. Zdaniem dr Jolanty Tkaczyk, rynkologa i specjalisty ds. zachowań konsumenckich z Akademii Leona Koźmińskiego, w tym roku Black Friday będzie dość specyficzny. Konsumenci w trosce o swoje bezpieczeństwo finansowe skupiają się na zaspokajaniu podstawowych potrzeb. Ponadto bardzo duże obniżki zaoferowały sklepy znajdujące się w centrach handlowych tuż przed ich zamknięciem. Niektórzy mogli już zaspokoić swoje potrzeby względem takich zakupów. Osoby niezdecydowane mogą skorzystać z ofert, jeśli całkowicie spełnią ich oczekiwania pod względem cenowym i produktowym.

– Ostanie lata dobrej koniunktury pozwoliły odpowiednio zaopatrzyć się polskim gospodarstwom domowym. Ludzie zaspokoili wiele swoich potrzeb. W sytuacji zagrożenia zdrowia i dochodów zakupy sprzętu RTV i AGD czy galanterii schodzą na dalszy plan. Ważniejsze od tego jest gromadzenie zapasów finansowych – uważa dr Maria Andrzej Faliński, prezes Stowarzyszenia Forum Dialogu Gospodarczego.

Polacy, którzy planują zrobić zakupy w ramach Black Friday, najczęściej zamierzają wydać ponad 500 zł – 13,7%. Do tego 15% badanych twierdzi, że w ub. roku przekroczyło tę kwotę. W tym roku na drugim miejscu jest przedział finansowy 200-300 zł – 11,4%. Zgodnie z tegorocznymi deklaracjami, rok temu 14,1% osób tyle zapłaciło. Na trzeciej pozycji jest zakres 300-400 zł – 9,4%. Jak wynika z bieżącego badania, przed rokiem 8,3% konsumentów zainwestowało właśnie taką sumę.

– Struktura planowanych wydatków sugeruje, że generalnie zamierzamy przeznaczyć mniej pieniędzy przy okazji Black Friday. Jednak trudno jest jednoznacznie odnieść deklarowane zachowania do faktycznych i wskazać kwoty, które rzeczywiście zostaną wydane. Praktyka badawcza uczy, iż zazwyczaj finalne średnie wydatki są wyższe od tych zapowiadanych – podkreśla dr Tkaczyk.

Co ciekawe, najczęściej deklarowaną kwotą przez mężczyzn jest wartość powyżej 500 zł (16,6%). Natomiast najwięcej kobiet wskazało 200-300 zł (13,4%). Dr Faliński uważa, że wynika to z różnych preferencji zakupowych. Konsumentki są bardziej zapobiegliwe. Wolą okazyjnie kupić kosmetyk czy ubranie dla siebie bądź dla dziecka. Nie waloryzują aż tak wysoko modnych gadżetów jak mężczyźni, którzy chcieliby je upolować, nawet w trudnej sytuacji rynkowej.

– W tym przypadku może to wynikać z tego, że mężczyźni z góry zaplanowali większe wydatki, np. elektroniki. A jak wiadomo, to więcej kosztuje niż perfumy czy ubrania, na które z kolei częściej zwracają uwagę kobiety. Widząc, co dzieje się dookoła, może stwierdziły, że jednak warto w tej konkretnej sytuacji poszukać oszczędności, tym bardziej że z reguły tego typu produkty nie są towarami pierwszej potrzeby – dodaje Maciej Tygielski.

Jak podsumowuje ekspert z Akademii Leona Koźmińskiego, mężczyźni, biorąc udział w wyprzedażach, częściej niż kobiety dokonują planowanych zakupów. Wiedzą, co chcą nabyć i czekają na odpowiedni moment, którym może być Black Friday. Kobiety bardziej kierują się impulsem. Odwiedzają strony ulubionych marek bez jasnego celu zakupowego. Nie planują zatem wydawać konkretnych kwot i chcą być postrzegane jako oszczędne. Z kolei mężczyźni, którzy dokonują zakupów impulsowych, nie zawsze chcą się do tego przyznać, nawet przed samym sobą. Natomiast niektórzy zawyżają swoje deklaracje, aby uchodzić za osoby, które stać na wszystko.

Badanie zostało przeprowadzone w dniach 07-09.11.2020 r. metodą CAWI przez UCE RESEARCH i SYNO Poland na zlecenie sklepu internetowego Złote Wyprzedaże na reprezentatywnej próbie 1 001 dorosłych Polaków.

Karol Sadaj dołączył do Aion Banku jako Country Head Poland

Karol Sadaj dołączył do zespołu zarządzającego Aion Banku obejmując stanowisko Country Head Poland. Bank rozpoczął działalność w Belgii w marcu 2020 r. i oferuje szeroki zakres usług za stałą miesięczną cenę. Aion łączy wykorzystanie najnowszych technologii z bezpieczeństwem i gwarancjami tradycyjnego banku europejskiego. Sadaj będzie odpowiedzialny za rozwój oferty produktowej Aiona na polski rynek i budowę zespołu, który uruchomi jego usługi w przyszłym roku.

Poprzednio Sadaj odpowiadał za wprowadzenie na rynek i rozwój działalności Revoluta w Polsce. Wcześniej był dyrektorem marketingu Ubera w Polsce oraz zajmował stanowiska: Industry Manager w Google i brand manager w PepsiCo. W trakcie swojej kariery Sadaj udowodnił, że potrafi budować dynamicznie rozwijające się marki i reagować na szybko zmieniające się trendy konsumenckie.

Wojciech Sobieraj, CEO Aion Banku, powiedział: „Stworzyliśmy Aion Bank z przekonaniem, że bankowość musi być bardziej przejrzysta i zawsze mieć klienta w centrum uwagi. Cieszymy się, że możemy zaoferować nasze usługi w Polsce i że Karol poprowadzi nasze działania. Liczymy na doświadczenie Karola w rozwijaniu biznesu. Jestem pewien, że będzie idealnym uzupełnieniem naszego zespołu zarządzającego podczas wprowadzania nowych zasad bankowości do Polski i poza jej granice.”

Sadaj dodał: “Gdy Wojciech Sobieraj podzielił się ze mną wizją Aion Banku, bez wahania skorzystałem z okazji, aby z nim współpracować i pomóc w rozwoju działalności Aiona w Polsce. Pasjonuje mnie budowa marek, ale przede wszystkim wierzę w to, co Aion stara się osiągnąć by zmienić bankowość. Większość Polaków wie, że bankowość może być skomplikowana, czasochłonna i kosztowna. Aion oferuje coś innego – łatwego, w pełni przejrzystego, co sprawia, że Twoje pieniądze w końcu dla Ciebie pracują. Miałem szczęście zapoznawać Polaków z nowymi, innowacyjnymi usługami, które usprawniły ich życie i jestem przekonany, że Aion zmieni sposób myślenia Polaków o bankowości.”

Passus z 583 tys. zł zysku netto po 3 kw. 2020 r.

Passus, notowany na NewConnect producent i integrator specjalistycznych rozwiązań w zakresie bezpieczeństwa oraz wydajności sieci i aplikacji, podsumowuje 9 miesięcy 2020 r. W minionym okresie spółka wypracowała dobre wyniki: przychody wyniosły 20,4 mln zł (+36 proc. rdr.), zysk operacyjny, podobnie jak zysk netto, wzrósł wobec straty w zeszłym roku odpowiednio do poziomu 1,2 mln zł i 583 tys. zł. W III kw. Passus konsekwentnie rozwijał produkty własne, a także kontynuował działania związane z ekspansją zagraniczną – powołując irlandzką spółkę Sycope Limited.

Przychody w III kw. są przede wszystkim efektem podpisanej w IV kw. 2019 r. długofalowej umowy z jednostka publiczną, na rzecz której Passus świadczy usługi serwisu pogwarancyjnego systemu do monitorowania ruchu i wydajności aplikacji. Dodatkowe środki spółce zapewniła również realizacja mniejszych projektów wdrożeniowych.

Uważamy, że wyniki w III kw. br. są dobre. Warto podkreślić, że nasza działalność jest mocno projektowa, co oznacza, że prezentowane dane należy analizować w perspektywie dłużej niż kwartalna. Jak dotąd sytuacja związana z pandemią COVID-19 nie wpłynęła negatywnie na naszą działalność operacyjną. Jesteśmy spółką technologiczną i tam, gdzie jest to możliwe korzystamy z narzędzi pracy zdalnej. – komentuje Tadeusz Dudek, Prezes Zarządu Passus.

W minionym kwartale została powołana spółka Sycope Limited z siedzibą w Dublinie. Będzie ona odpowiedzialna za sprzedaż autorskich produktów Passus na rynkach zagranicznych. Spółka kontynuowała rozmowy z międzynarodowym dystrybutorem rozwiązań IT specjalizującym się w dystrybucji rozwiązań APM, NPM i cybersecurity dla przedsiębiorstw.

– Konsekwentnie pracujemy nad tym, aby wprowadzić nasze produkty na rynki zagraniczne.
W pierwszej kolejności planujemy ekspansję na rynek DACH. Dlatego kluczowe jest dla nas podpisanie finalnej umowy z międzynarodowym dystrybutorem. W minionym kwartale uzgodniliśmy kluczowe warunki współpracy, powołana została też spółka w Irlandii, która odpowiadać będzie za sprzedaż naszych rozwiązań. Głęboko wierzę, że w najbliższym czasie uda się nam sfinalizować umowę.
– dodaje Tadeusz Dudek.

Passus w III kw. kontynuował rozwój produktów własnych. Autorski system FlowControl XN (rozwiązanie do monitorowania przepustowości sieci i analizy ruchu sieciowego) został wzbogacony o kolejne reguły bezpieczeństwa oraz nowe scenariusze, które krok po kroku pozwalają prowadzić analizę ataków. Kontynuowano także prace nad modułem do mitygacji ataków DDoS. Dodatkowo zakończono prace nad implementacją autorskiego silnika do ekstrakcji, przekształcania i ładowania danych do warstwy analitycznej, który znacznie zwiększył możliwości oraz przyśpieszył pracę całego systemu. Kontynuowano również prace nad nową wersją autorskiego sytemu nDiagram.

Na koniec lipca br. Passus zakończył prace R&D rozpoczęte w 2017 r. nad projektem StressTester. System będzie umożliwiał prowadzenie automatycznych testów wydajnościowych i obciążeniowych aplikacji z wykorzystaniem rzeczywistych, pochodzących z ruchu sieciowego, danych generowanych przez użytkowników. Obecnie trwają prace nad komercjalizacją produktu.

Zadłużenie emerytów w ciągu ostatnich 5 lat niemal się podwoiło. Epidemia może pogłębić ten wzrost

Z danych Krajowego Rejestru Długów wynika, że całkowite zadłużenie osób na emeryturze wynosi obecnie ponad 5,8 mld zł. Jeszcze 5 lat temu było to o niemal 3 mld zł mniej. Dwukrotnie też w ciągu 5 lat wzrosło średnie zadłużenie seniorów. Eksperci prognozują, że pandemia może pogłębić wzrost tych zobowiązań, ponieważ starsze pokolenie będzie wspierać finansowo młodych, których sytuacja w ostatnim roku uległa pogorszeniu.

Kwota zadłużenia emerytów w ciągu 5 lat niemal się podwoiła, ale liczba dłużników wzrosła nieznacznie, bo z 317 tys. osób w listopadzie 2015 r. do 322 tys. osób w tym roku. Oznacza to, że wzrósł średni dług pojedynczego seniora, który obecnie wynosi ponad 18 tys. zł na osobę. Pięć lat temu ta kwota była o połowę niższa.

Wydawałoby się, że seniorzy mają ustabilizowaną sytuację życiową, nawet w czasie kryzysu. Ich emerytura, dzięki waloryzacji, utrzymuje swoją wartość na przestrzeni lat. Okazuje się jednak, że są momenty, kiedy suma wydatków może przewyższać posiadany budżet. Zwłaszcza gdy konieczne staje się wykupienie zabiegów czy leków lub gdy pomocy potrzebuje młodsze pokolenie. W efekcie seniorzy udają się po pożyczki do banków. Ze względu na stały dochód emeryci są wiarygodni dla instytucji finansowych, w przeciwieństwie do osób młodych, które bardzo często pracują na umowach cywilnoprawnych, straciły pracę na skutek epidemii lub wykonują zawody w branżach uznanych przez bank za ryzykowne – mówi Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej SA.

Z danych GUS wynika, że od marca do września tego roku pracę w Polsce straciło już ponad 114 tys. osób. Biorąc pod uwagę fakt, że banki przy decyzjach kredytowych uwzględniają źródło dochodu, takie osoby nie mają szans na kredyt. Podobnie jak osoby pracujące w gastronomii, branży eventowej i branży fitness, zwłaszcza jeśli zatrudnione są na umowie cywilnoprawnej lub same prowadzą działalność gospodarczą. Dla takich osób wsparcie ze strony babci lub dziadka, którzy mają zdolność kredytową, może być nieocenione w momencie, gdy zaistnieje potrzeba pożyczki. To natomiast może doprowadzić do pogorszenia sytuacji finansowej emerytów, których teoretycznie kryzys na rynku pracy nie powinien dotknąć.

Stabilność ze znakiem zapytania

Zadłużenie seniorów wynosi obecnie ponad 5,8 mld zł. Jeszcze w 2015 r. było to 2,9 mld zł. Największy wzrost nastąpił w 2016 r., gdy dług urósł do ponad 4,2 mld zł. Jednak łączne zadłużenie emerytów swój rekord osiągnęło w 2018 r. Wynosiło wtedy aż 6,3 mld zł. Następnie w 2019 r. suma długów spadła poniżej 6 mld zł, by na koniec minionego roku osiągnąć poziom 5,9 mld zł.

W porównaniu do końcówki 2019 roku zadłużenie seniorów nieco spadło. To dobra informacja, biorąc pod uwagę zawirowania w gospodarce związane z pandemią. Sytuacja emerytów w naszym kraju jest w miarę stabilna, ale wciąż nie mogą oni pozwolić sobie na spłatę większości zobowiązań. Niepokoi również tak duży wzrost średniego zadłużenia seniora, które obecnie wynosi ponad 18 tys. zł. W dodatku w tym gronie są też milionowi rekordziści, jak na przykład 81-letni dłużnik z województwa śląskiego, który ma do oddania niemal 8,4 mln zł – mówi Adam Łącki.

Kobiety zadłużają się bardziej

O ile wśród młodszej części społeczeństwa dłużnikami częściej są mężczyźni, to na emeryturze role się odwracają. Kobiety statystycznie żyją dłużej i to one jesień życia spędzają z większym bagażem niespłaconych zobowiązań. Dlatego wśród zadłużonych emerytów mężczyzn jest ponad 131 tys. i mają do spłacenia niemal 2,5 mld zł, a kobiet ponad 191 tys. z łączną kwotą do spłaty wynoszącą nieco więcej niż 3,3 mld zł.

Największą część długu mają do oddania osoby na emeryturze mieszkające w miastach. To aż 4,8 mld zł, czyli 83% całej kwoty, którą zalegają seniorzy. Starsze osoby mieszkające na wsiach mniej chętnie decydują się na kredyty.

Patrząc na zadłużenie przez pryzmat mapy Polski, najwięcej dłużników-emerytów mieszka w województwach śląskim i mazowieckim, w których suma zobowiązań wynosi odpowiednio 993 mln zł i 785 mln zł. Sporo do spłaty mają również seniorzy z dolnośląskiego, gdzie dług wynosi już 561 mln zł oraz z wielkopolskiego, gdzie suma do oddania przekracza nieco 476 mln zł. Najmniejszy problem z zadłużeniem mają z kolei mieszkańcy województw podlaskiego i świętokrzyskiego. Spłacić muszą odpowiednio 86 mln zł i 123 mln zł.

Emeryci najchętniej zadłużają się w bankach i to im muszą oddać największą część całej kwoty. Gro wszystkich zobowiązań to również długi wobec funduszy sekurytyzacyjnych.

PKN ORLEN rozpoczął kolejny etap przygotowań do budowy morskiej farmy wiatrowej

Koncern rozpoczął lądowe badania geologiczne na trasie przyłącza morskiej farmy wiatrowej. Prowadzone prace pozwolą na wytyczenie podziemnej trasy kablowej wyprowadzającej moc z morza do stacji elektroenergetycznej, zlokalizowanej na lądzie. Pomiary zostaną wykonane w gminie Choczewo, na której terenie powstanie infrastruktura przesyłowa.

Moc z farmy wiatrowej na Bałtyku będzie wyprowadzana całkowicie pod ziemią, zarówno na morskim, jak i lądowym odcinku przyłącza. Prowadzone na lądzie badania geologiczne pozwolą na określenie optymalnej trasy kablowej przyłącza. Na pierwszym etapie prac wykonane zostaną badania geofizyczne w technologii tomografii elektrooporowej. Ich wyniki pozwolą na wstępne rozpoznanie warunków gruntowych. W kolejnej fazie przy pomocy specjalistycznego sprzętu wykonane zostaną odwierty o głębokości do kilkudziesięciu metrów, z których pobrane zostaną próbki do analizy parametrów geotechnicznych. Równolegle prowadzone będą też badania geofizyczne na wodach płytkich Bałtyku.

Budowa farmy wiatrowej na Bałtyku jest jedną z kluczowych inwestycji przybliżających nas do  strategicznego celu, osiągnięcia neutralności klimatycznej. Mimo trudnych warunków epidemicznych nie zwalniamy tempa i trzymamy się założonego harmonogramu. Do 2030 roku zainwestujemy ponad 25 mld zł w projekty, które umożliwią nam redukcję oddziaływania na środowisko i otwarcie na nowe modele biznesowe. Inwestując w zieloną energię budujemy również pozycję Orlenu jako lidera transformacji energetycznej w Europie Środkowej – powiedział Daniel Obajtek, Prezes Zarządu PKN ORLEN. 

Prace nad przygotowaniem trasy przyłącza kablowego na zlecenie PKN ORLEN prowadzi firma ENPROM, która odpowiada za prace projektowe i uzyskanie pozwolenia na budowę dla niezbędnej infrastruktury. Kontrakt obejmuje, przygotowanie przyłącza zarówno na odcinku morskim: od farmy do brzegu, jak i na lądowym: od brzegu do stacji elektroenergetycznej skąd dalej zielona energia trafi do krajowego systemu elektroenergetycznego.

W ramach prac przygotowawczych PKN ORLEN zrealizował m.in. wstępne pomiary dna morskiego i badania środowiskowe dla obszaru farmy. Na ich podstawie koncern złożył już raport środowiskowy i obecnie oczekuje na decyzję środowiskową dla morskiego obszaru inwestycji. To dokument, który stanowi podstawę to rozpoczęcia procedury ubiegania się o pozwolenie na budowę. Na Bałtyku prowadzone są wciąż dodatkowe badania i niezbędne pomiary wietrzności, które zostaną wykorzystane przez projektanta farmy. Dokumentacja powstająca z jego udziałem będzie zawierała m.in. analizy rozmieszczenia turbin na morzu oraz założenia dotyczące przewidywanej produktywności farmy. Pomoże także doprecyzować kosztorys inwestycji i jej harmonogram.

PKN ORLEN prowadzi prace nad rozwojem morskiej energetyki wiatrowej poprzez spółkę Baltic Power, która posiada koncesję na budowę farm wiatrowych o maksymalnej łącznej mocy do 1,2 GW. Jej obszar, o łącznej powierzchni ok. 131 km2, zlokalizowany jest ok. 22 km na północ od linii brzegowej Morza Bałtyckiego, na wysokości Łeby i Choczewa.

Banki centralne nie zamierzają porzucać dotychczasowej strategii

Głównym motorem zmian na rynku w ostatnich godzinach pozostają obawy o rozprzestrzenianie się COVID-19. Awersja do ryzyka pozostaje umiarkowana przy niewielkich zmianach na rynku walutowym i spokojnym odliczaniu do weekendu.

Tegoroczne forum bankierów centralnych w portugalskiej Sintrze zaoferowało wczoraj interesujący (wirtualny) panel z udziałem szefowej EBC Lagarde, prezesa Fed Powella i prezesa Banku Anglii Baileya. Choć dyskusja nie przyniosła wskazówek odnośnie konkretnych posunięć banków w kolejnych miesiącach, generalny przekaz wzmocnił przekonanie, że olbrzymie wsparcie monetarne i koordynacja działań pozostaną utrzymane. Z takiego stanowiska czołowych bankierów świat płyną dwa wnioski. Po pierwsze, banki centralne nie zamierzają porzucać dotychczasowej strategii pomimo rewelacji o postępach w pracach nad szczepionką na COVID-19. I dobrze. Być może i przyszłość jawi się teraz w bardziej optymistycznych barwach niż jeszcze dwa tygodnie temu, ale pewności co do diametralnej poprawy perspektyw ożywienia nie ma. Zwłaszcza Lagarde była bezpośrednia i stwierdziła, że „nie żywi entuzjazmu” co do nowej szczepionki, powołując się na obawy dotyczące przechowywania, transportu i dystrybucji, a także szerszego harmonogramu zatwierdzenia i wprowadzenia szczepionki do obiegu. Niepewność była wielokrotnie powtarzana przez całą trójkę, choć jednocześnie podkreślono, że reakcja i koordynacja na polu monetarnym i fiskalnym jest lepsza niż w trakcie Wielkiego Kryzysu Finansowego.

Po drugie bankierzy centralni nie wyrazili zaniepokojenia silnym skokiem rynkowych stóp procentowych wywołanym kombinacją oczekiwań silnej ekspansji fiskalnej w USA i rewaluacją perspektyw ożywienia globalnego. Pierwsze wiązało się z przewidywaniami błękitnej fali po wyborach w USA i fiskalnej ofensywy Demokratów, co jednak przy niezdobytym Senacie szanse wyraźnie spadły. Drugie bezpośrednio wynika z informacji o szczepionce, ale ponownie należy zwrócić uwagę na silny czynnik niepewności. Choć bankom centralnym zależy na utrzymywaniu rynkowych stóp procentowych nisko, nierozsądnym byłoby gorączkowo reagować na wstępne skoki rentowności. Banki centralny będą podtrzymywać gołębie nastawienie, ale jeśli rewaluacja rynkowych stóp procentowych nie bierze się ze strachu (np. o niewypłacalność emitenta), a z nadziei, czemu bank centralny miałby interweniować?

Ogólnie oczekiwania wobec polityki EBC, Fed i BoE nie uległy zmianie. Ekspansja monetarna będzie dalej się odbywać, ale w oparciu o dotychczasowe założenia wsparcia ożywienia. Bank Anglii już przedłużył swój program skupu aktywów. W grudniu EBC najprawdopodobniej powiększy program kryzysowy PEPP o kolejne 500 mld EUR, a Fed cały czas pozostaje w gotowości zwiększyć zakupy, jeśli będzie to konieczne. Pod tym kątem dla rynku walutowego wszystkie trzy banki centralne realizują porównywalne działania. Co się liczy dla FX, to perspektywy dla polityki stóp procentowych. Fed zdaje się być najdalej od sprowadzenia stóp poniżej zera, stąd nawet nasilenie drugiej fali pandemii w USA nie uderza istotnie w USD. EBC już jest poniżej zera ze stopą depozytową (-0,50 proc.), ale liczba zachorowań w Europie zdaje się mijać już swój szczyt, co powinno stłumić spekulacje o obniżce. Wreszcie Bank Anglii na razie oddalił temat ujemnych stóp procentowych do wiosny, ale jeśli brexitowe przejście wystąpi z problemami, presja na BoE wzrośnie. Jeśli mamy szukać argumentów za istotną zmiana relacji między USD, EUR i GBP, to nie w najbliższych decyzjach banków.

Na rynku złotego bez zmian. EUR/PLN utrzymuje płaski dryf w przedziale 4,47-4,51. Polski rząd zdaje się być coraz dalej decyzji o narodowej kwarantannie, za czym przemawiać ma pierwszy do kilku miesięcy spadek liczby zakażeń koronawirusem. W opinii premiera Morawickiego ma to być dowód skuteczności dotychczasowej strategii i obostrzeń. Otwartym pytaniem pozostaje, czy liczba zakażeń zdoła spaść wystarczająco nisko, by nie obawiać się jej ponownego wzrostu po świętach Bożego Narodzenia i Sylwestrze, kiedy zgromadzenia rodzinne i ze znajomymi ponownie podbiją statyki zachorowań. Z perspektywy PLN liczy się jednak tu i teraz i brak ryzyka kwarantanny, zatem trend boczny na EUR/PLN powinien zostać utrzymany. Publikowany dziś wstępny szacunek PKB za III kw. powinien dowodzić silnego odbicia (prog. 8,0 proc. k/k), choć dla polskich aktywów już liczą się perspektywy spadku PKB w IV kw.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Grupa Plast-Box na sporym plusie

W ciągu 9 miesięcy 2020 roku giełdowy producent opakowań z tworzyw sztucznych Grupa Plast-Box, odnotował dwucyfrową poprawę kluczowych wskaźników w stosunku do analogicznego okresu poprzedniego roku mimo, iż przychody ze sprzedaży  po trzech kwartałach br. spadły r/r o -5,9% i wyniosły 157,4 mln zł. Na poziomie skonsolidowanym Plast-Box wygenerował 11,7 mln zysku netto, co oznacza wzrost o 48,1% wobec tego samego okresu 2019 roku. Wynik EBITDA wzrósł r/r o 49% do 28,8 mln zł. Marża EBITDA umocniła się o 6,7 p.p. i wyniosła 18,3%.

– Analizując uzyskane wyniki musimy brać pod uwagę szczególny czas pandemii i jej wpływ na gospodarkę. Jak na okres zupełnego rozchwiania wielu rynków jesteśmy zadowoleni z osiągniętych rezultatów, mając świadomość, że w normalnych warunkach mogłyby być one jeszcze bardziej satysfakcjonujące. Nie bez znaczenia pozostaje też fakt, że jesteśmy beneficjentem korzystnej sytuacji na rynku surowców – stwierdza Grzegorz Pawlak, prezes zarządu Plast-Box S.A.

Podstawowym filarem realizowanego przez Grupę modelu biznesowego jest strategia wielowymiarowej dywersyfikacji, co pozwala na zrównoważone i efektywne funkcjonowanie Grupy nawet w bardzo niestabilnym okresie pandemii.

Na poziomie jednostkowym spółka matka Grupy – Plast-Box S.A., od stycznia do września 2020 roku, uzyskała lepszy o 4,7 mln zł wynik EBITDA w porównaniu z 2019 rokiem. Rentowność EBITDA podniosła się o 5 p.p. i wyniosła 15,8%, a zysk netto sięgnął 6,1 mln zł rosnąc r/r o 9,3%. Tak dobre rezultaty spółka wypracowała przy niższych o 7,8 mln zł r/r przychodach.

W okresie minionych 9 miesięcy Grupa zanotowała niższy spadek wpływów z kraju niż ze sprzedaży na rynkach zagranicznych, a struktura przychodów ze sprzedaży w poszczególnych regionach nie uległa znaczącym zmianom w stosunku do poprzedniego okresu. Na koniec września 2020 roku ponad połowa produkcji była przeznaczona na eksport, a największy udział w przychodach na tym rynku miała sprzedaż do Europy Wschodniej tj. 25,6%. Największymi odbiorcami produktów w Europie Zachodniej były Francja (ponad 4,2% udział w sprzedaży wartościowej) oraz Wielka Brytania (4%).

Zareagowaliśmy szybko na gospodarcze skutki pandemii, a dodatkowo efekty przyniosła realizacja inicjatyw podjętych jeszcze przed lockdownem, w szczególności w obszarze usprawniania procesów produkcji i sprzedaży. W rezultacie ograniczyliśmy skutki spowolnienia, a reakcja po stronie kosztowej i elastyczność operacyjna pozwoliły na podniesienie rentowności Grupy. Stale monitorujemy sytuację i tendencje na strategicznych rynkach pod kątem realizacji naszych celów biznesowych – podsumowuje G. Pawlak.

Grupa Plast-Box to znana w Europie i jedna z kluczowych grup kapitałowych branży przetwórstwa tworzyw sztucznych w Polsce. Grupa intensywnie rozwija się poza granicami kraju, ale również umacnia swoją pozycję w kraju. Istotnym krokiem w tym kierunku było przejęcie pod koniec 2018 roku polskiego producenta opakowań Stark Partner, co umożliwiło dywersyfikację działalności biznesowej  i zwiększenie udziału Grupy na rynku opakowaniowym.

Rekordowy kwartał Inteliwise

O ponad 44 proc. wzrosły przychody grupy kapitałowej Inteliwise w trzecim kwartale 2020r. w porównaniu do analogicznego okresu roku ubiegłego. To efekt zwiększających się zamówień na oprogramowanie do automatyzacji obsługi klienta opartej na AI i jedocześnie rosnącego udziału e-commerce w przychodach spółki.

– W trzecim kwartale, zwykle trudnym dla spółki ze względu na okres wakacyjny, kontynuowaliśmy silne wzrosty przychodów. Firmy i instytucje wciąż zwiększają zamówienia na boty, oprogramowanie do obsługi klienta czy rozwiązania wideo dla sklepów. Konsekwentnie budowaliśmy pozycję lidera w obszarze tych rozwiązań i teraz zbieramy tego rezultaty- komentuje Marcin Strzałkowski, prezes Inteliwise.

Po trzech kwartałach bieżącego roku grupa kapitałowa Inteliwise wypracowała historycznie rekordowe przychody a poziomie 3,53 ml zł. To o 42% więcej niż w analogicznym okresie roku ubiegłego. W samym trzecim kwartale, Grupa osiągnęła sprzedaż na poziomie 1,17 mln zł o 44% więcej niż rok temu. W obu przypadkach to historycznie najlepszy wynik od początku działalności firmy.

– Zwiększające się przychody potwierdzają stabilność obecnej bazy klientów i są solidną podstawą do dalszej ekspansji. Uważamy jednak, że okres wzrostu popytu na nasze usługi jest dopiero przed nami. W ostatnich miesiącach mocno inwestowaliśmy zarówno w zasoby IT jak i marketing i sprzedaż, a ogólnoświatowa sytuacja dodatkowo sprzyja firmom działającym w naszym sektorze i bez względu na rozwój sytuacji, uważam, że trend ten zostanie już z nami na stałe- przewiduje Marcin Strzałkowski.

Inwestycje sprawiły, że rekordowe przychody nie idą jeszcze w parze z zyskami. Narastająco zysk netto Grupy na koniec października wyniósł niecałe 45 tys. zł wobec 153 tys. zł straty rok temu. – Nie martwi nas to. Długofalowo skalowalność sprzedaży produktów własnych opierać będzie się na sieci partnerów wdrażających nasze rozwiązania u klientów klasy Enterprise. Uruchomienie programu partnerskiego przyczyni się do zwiększenia zasięgu i szybkości wdrożeń, a co za tym idzie zwiększenia zysków- podsumowuje Strzałkowski.

SimFabric notuje 920% wzrost zysków r/r

Raport za trzeci kwartał 2020 roku pokazuje kolejne dynamiczne wzrosty zysków i przychodów spółki SimFabric S.A. – notowanego na NewConnect wydawcy i producenta gier wideo. Zgodnie z dokumentem, skonsolidowane przychody spółki ze sprzedaży produktów w ciągu pierwszych trzech kwartałów 2020 roku wyniosły 5,92 mln złotych i  przekroczyły ponad dwukrotnie łączne przychody za cały rok 2019. Przychody netto ze sprzedaży w okresie od stycznia do września 2020 roku były wyższe o 137,8 % w porównaniu z analogicznym okresem ubiegłego roku. W omawianym kwartale spółka wypracowała ponad 1,6 mln zł przychodów. Zysk netto wzrósł 9,2 krotnie i wyniósł 666 tys. zł.  W przedostatnim kwartale roku spółka wzmocniła strategię rozwoju o dwa filary: produkcję gier mobilnych na urządzenia z systemami Android i iOS, realizowaną przez spółkę zależną MobileFabric S.A. oraz produkcję gier na gogle wirtualnej rzeczywistości, realizowaną przez spółkę zależną VRFabric S.A.

Z przyjemnością i dumą przekazaliśmy dziś naszym inwestorom raport, prezentujący podjęte przez SimFabric S.A. działania w trzecim kwartale bieżącego roku. Był to pierwszy pełny kwartał po udanym debiucie na giełdzie NewConnect i możemy powiedzieć, że był on wyjątkowy w historii SimFabric S.A., a także bardzo udany dla całej grupy kapitałowej SimFabric, w skład której wchodzą już 3 spółki zależne: Blind Warrior Sp. z o.o., MobileFabric S.A. oraz VRFabric S.A. – informuje Julia Leszczyńska, Prezes Zarządu SimFabric S.A. Dalej wyjaśnia: W trzecim kwartale kontynuowaliśmy realizację Strategii Zrównoważonego Rozwoju, opartej na trzech filarach: produkcji gier własnych, portowaniu i wydawaniu gier studiów zewnętrznych oraz działalności badawczo-rozwojowej. Dodatkowo wzmocniliśmy ją o dwa kolejne obszary działalności: produkcję gier mobilnych i na gogle wirtualnej rzeczywistości, którymi zajmują się nowe spółki zależne, kolejno: MobileFabric S.A. i VRFabric S.A.

Spółka w ciągu pierwszych trzech kwartałów 2020 roku wypracowała przychody ze sprzedaży produktów na poziomie 5,92 mln zł, co stanowi przeszło dwukrotnie większe przychody niż za cały rok 2019. Spółka w trzecim kwartale osiągnęła skonsolidowane przychody netto ze sprzedaży o wartości 1,6 mln zł, a więc 137,8 % więcej niż w analogicznym okresie w roku ubiegłym. Zysk netto wyniósł 666 tys. zł, co wobec 72,3 tys. zł oznacza 9,2-krotny wzrost. W ujęciu narastającym przychody netto po 9 miesiącach 2020 roku wyniosły 4,8 mln zł i były ponad 3,5-krotnie wyższe niż rok wcześniej. Zysk wzrósł niemal 6-krotnie, ze 165,4 tys. zł na 982,6 tys. zł. W ujęciu jednostkowym przychody spółki w trzecim kwartale były 138,71 % wyższe niż wypracowane w analogicznym okresie roku 2019. Natomiast zysk był ponad 6 razy większy i wyniósł 681,9 tys. zł. Narastająco, czyli od początku 2020 r., spółka osiągnęła przychody netto ze sprzedaży równe 4,8 mln zł, co wobec 1,3 mln zł z 2019 roku świadczy o ponad 3,5-krotnym wzroście r/r. Zysk netto spółki po dziewięciu miesiącach 2020 r. wniósł 1 mln zł tj. 6 razy więcej niż w analogicznym okresie poprzedniego roku.

Julia Leszczyńska, komentuje: Do tak dobrych wyników przyczyniła się zarówno wzmożona działalność związana z usługami badawczo-rozwojowymi, jak i portowanie i wydawanie gier na konsole, w tym dwa tytułu wydane w wersji pudełkowej na konsolę Nintendo Switch oraz produkcja gier własnych w oparciu o znaczącą umowę z globalnym wydawcą. Z raportu dowiadujemy się też, że na koniec III kwartału spółce udało się wypracować ponad 3,5 mln wolnych środków pieniężnych, dzięki którym może planować kolejne inwestycje. SimFabric planuje aktywne działania w obszarze produkcji gier własnych w oparciu o pozyskiwanie umów z globalnymi wydawcami. Posunięcie to pozwoli spółce na obniżenie ryzyka inwestycyjnego, a także pozyskanie dodatkowych środków na rozwój gier spod szyldu SimFabric S.A., produkowanych na wiele platform równocześnie, w tym na platformy najnowszej generacji.

Julia Leszczyńska zdradza więcej szczegółów dotyczących projektowanych działań spółki: Stale staramy się rozszerzać portfolio oferowanych przez nas produktów, dlatego też zdecydowaliśmy o rozpoczęciu produkcji dwóch kolejnych gier. Młodszych fanów symulatorów zabierzemy w baśniowy świat za sprawą gry Garden of Magic Mushroom. Będzie to także idealna produkcja dla nieco starszych graczy, którzy choć na chwilę chcą wrócić do czasów takich klasyków jak Super Mario 3D World czy Minecraft. Dla miłośników gier przygodowych, w klimacie Indiana Jones czy Tomb Raider szykujemy grę The Artifact Hunter, której akcja toczyć się będzie na początku XX wieku.

Oprócz rozbudowywania oferty gier strategia rozwoju SimFabric S.A. przewiduje też zróżnicowanie platform, na których produkcje spod szyldu spółki będą dostępne. Dlatego do grona spółek zależnych dołączyła spółka VRFabric S.A., której zadaniem będzie produkcja gier na urządzenia wirtualnej rzeczywistości. Pierwszym tytułem, jaki stworzy i wyda będzie popularny i znany z komputerów stacjonarnych symulator Train Mechanic Simulator. Kolejne to już tytuły znane z portfolio SimFabric S.A., czyli symulatory Moon Village VR, Flipper Mechanic Simulator VR, Mushrooms: Forest Walker VR oraz horror psychologiczny Cthulhu: Books of Ancients VR.

Wśród planów spółki, przedstawionych w raporcie, znajduje się też ekspansja na rynki zagraniczne. Spółka otrzymała od Polskiej Agencji Inwestycji i Handlu grant na działania eksportowe zwrócone w kierunku największego i najszybciej rozwijającego się rynku sprzedaży gier komputerowych – Chin.  Cała kwota grantu zostanie przeznaczona na uruchomienie współpracy z czołowym światowym koncernem wydawniczym – Tencent.

Joe Biden zapowiada zwrot w polityce zagranicznej USA. Najpoważniejsze wyzwania czekają go jednak na krajowym podwórku

– Mimo zapowiedzi Joe Bidena Stany Zjednoczone na razie raczej nie wrócą do roli strażnika międzynarodowego porządku. Poważne problemy wewnętrzne zdominują politykę – ocenia Piotr Buras, dyrektor Warszawskiego Biura Europejskiej Rady Spraw Zagranicznych (ECFR). Jak podkreśla, dla nowego prezydenta elekta wyzwaniem będzie nie tylko polityka zagraniczna i odbudowanie zaufania sojuszników, nadszarpniętego w trakcie prezydentury Trumpa. Joe Biden będzie musiał też uzyskać w Senacie i Izbie Reprezentantów poparcie dla swojego programu, postrzeganego przez część Amerykanów jako kontrowersyjny.

– Myślę, że Amerykanie potrzebują dzisiaj prezydentury, którą trudno będzie im dostać. Prezydentury próbującej przerzucić most między dwiema częściami amerykańskiego społeczeństwa, które jest mocno skonfliktowane i podzielone. Prezydentury, która będzie w stanie zaprowadzić jakiś rodzaj spokoju społecznego w Stanach Zjednoczonych, jednocześnie realizując bardzo ambitny program gospodarczy i społeczny, który zapowiada Biden, czyli program dużych inwestycji infrastrukturalnych i program społeczny, polegający na wprowadzeniu ważnych zmian dotyczących np. urlopu macierzyńskiego, podniesienia płacy minimalnej czy wreszcie dużych inwestycji w zieloną energię. Przez część amerykańskiego społeczeństwa, zwłaszcza najbardziej zagorzałych wyborców Trumpa, ten plan jest odrzucany – mówi agencji Newseria Biznes Piotr Buras.

Wybory prezydenckie w Stanach Zjednoczonych odbyły się 3 listopada, ale w kilku stanach wciąż trwa liczenie głosów oddanych korespondencyjnie. Mimo to po wygranej w Pensylwanii i przekroczeniu progu 270 głosów elektorskich kandydat Partii Demokratycznej Joe Biden został, choć jeszcze nieoficjalnie, 46. prezydentem elektem. W Białym Domu zastąpi Donalda Trumpa, który od kilku dni zapowiada pozwy w sprawie rzekomego fałszowania wyborów i domaga się ponownego przeliczenia głosów. Jednak do tej pory obecny prezydent USA, który pełni funkcję do stycznia, nie przedstawił w sprawie żadnych dowodów, a jego tweety dotyczące fałszerstw wyborczych zaczęły być przez Twittera konsekwentnie oznaczane jako dezinformacja.

Mimo wątpliwości Trumpa zgodnie z ustawą o przekazaniu prezydentury w USA lada moment powinien rozpocząć się proces przekazywania władzy na ręce nowej administracji. Pierwszą w historii kobietą, która zajmie stanowisko wiceprezydenta USA, zostanie dotychczasowa senator Kamala Harris. Program Joe Bidena, zgodnie z zapowiedziami, ma skupić się m.in. na walce z koronawirusem i odbudowie gospodarki wyniszczonej pandemią.

– Stany Zjednoczone są dzisiaj krajem, który ma poważne problemy i polityczne, i ekonomiczne, i społeczne. Program Bidena jest próbą zaadresowania tych problemów, ale zbudowanie wokół niego konsensusu będzie niezwykle trudnym przedsięwzięciem. Powodzenie będzie zależeć nie tylko od wygranej Bidena, ale również od tego, czy uzyska on większość w Izbie Reprezentantów, jak i w Senacie, który w tej chwili jest w rękach republikanów. Jeżeli w nich pozostanie, czego nie można wykluczyć, to będzie sytuacja politycznego pata – mówi dyrektor Warszawskiego Biura ECFR.

Jak ocenia, jednym z głównych wyzwań dla przyszłego prezydenta, oprócz zbudowania konsensusu politycznego wokół swojego programu, będzie też polityka zagraniczna, w tym odbudowa współpracy z Europą i głównymi sojusznikami USA, którzy stracili wiarę w ten sojusz w trakcie prezydentury Trumpa.

– Dzisiaj obraz Stanów Zjednoczonych w świecie, zwłaszcza wśród sojuszników, jest fatalny. To pokazują dane z sondaży opinii publicznej, wypowiedzi polityków, ale też nastrój w debacie europejskiej i międzynarodowej – mówi Piotr Buras. – Dla Bidena odbudowa relacji z Europą będzie tylko środkiem do celu, czyli rozwiązania szeregu poważnych problemów globalnych. Z perspektywy USA najważniejszym problemem jest rywalizacja z Chinami, która na pewno będzie dla niego absolutnym priorytetem. Jednak w przeciwieństwie do Trumpa, który działał na własną rękę, bez porozumienia z sojusznikami, a nawet ich obrażając i zniechęcając, Biden będzie szukał koalicji do konfrontacji z Chinami, by pokojowo, ale jednak sprzeciwiać się ich praktykom handlowym i ofensywie politycznej. 

Ekspert ds. międzynarodowych wskazuje też, że mimo zapowiedzi Joe Bidena Stany Zjednoczone na razie raczej nie wrócą do roli strażnika międzynarodowego porządku i gwaranta pokoju. Kraj, który jest jednym z najbardziej dotkniętych epidemią COVID-19, a chwilę wcześniej borykał się z falą antyrasistowskich protestów HASHBlackLivesMatter, ma w tej chwili poważne społeczno-gospodarcze problemy wewnętrzne i skupi się raczej na ich rozwiązywaniu, ograniczając aktywność w innych rejonach świata.

 Biden zapowiada odbudowę roli Stanów Zjednoczonych jako strażnika porządku międzynarodowego, roli Ameryki jako nośnika ważnych pomysłów na uzdrowienie instytucji międzynarodowych, np. porozumienia paryskiego dotyczącego klimatu czy reformę Światowej Organizacji Handlu. USA mają wrócić do roli filara multilateralizmu, ale nie miejmy złudzeń, przeszłość nie wróci w takim kształcie, jak pewnie wielu by chciało, by Stany Zjednoczone były dobrym, światowym hegemonem. Oczekiwanie dużej części społeczeństwa amerykańskiego jest takie, aby przede wszystkim zadbać o interesy wewnętrzne – mówi Piotr Buras.

Chorzy na cukrzycę często bagatelizują ryzyko groźnych dla życia powikłań. Edukacja i wsparcie pielęgniarek diabetologicznych kluczowe w terapii

Na cukrzycę choruje ponad 460 mln ludzi, w tym 3 mln osób w Polsce. WHO ocenia, że cukrzyca stanie się do 2030 roku jedną z siedmiu głównych przyczyn śmierci pacjentów. Już dziś jest częstą przyczyną udaru mózgu, zawału serca, utraty wzroku, niewydolności nerek czy amputacji dolnych kończyn. Z tego powodu w leczeniu ogromne znaczenie ma edukacja dotycząca choćby odpowiednich nawyków żywieniowych czy aktywności fizycznej. Istotną rolę w opiece odgrywają pielęgniarki diabetologiczne, które wspierają pacjentów w chorobie i są ich łącznikami z lekarzami. Dlatego też tegoroczny Światowy Dzień Cukrzycy, obchodzony 14 listopada, odbywa się pod hasłem „Pielęgniarki diabetologiczne Twoim wsparciem w leczeniu cukrzycy”.

– Edukacja jest bardzo ważna w leczeniu cukrzycy. Nawet jeżeli pacjent ma najlepsze leki, nie będzie w stanie bez edukacji prawidłowo kontrolować swojej choroby. Zarówno on, jak i jego rodzina muszą wiedzieć bardzo dużo o cukrzycy, bo większość decyzji terapeutycznych, jakie podejmuje się na co dzień, leży w gestii pacjenta. Lekarz ustawia odpowiednią terapię, ale to chory musi dbać na co dzień o przebieg cukrzycy – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Anna Śliwińska, prezes Polskiego Stowarzyszenia Diabetyków.

Organizacja Narodów Zjednoczonych określa cukrzycę jako pierwszą niezakaźną epidemię XXI wieku. Według Światowej Organizacji Zdrowia wynika to z rosnącej zapadalności na tę chorobę, a także skali możliwych powikłań. Szacunki WHO mówią o tym, że do 2030 roku cukrzyca stanie się jedną z siedmiu głównych przyczyn śmierci pacjentów. Powodem są groźne powikłania, jakie może powodować. Wśród nich są udar mózgu, zawał serca, utrata wzroku, niewydolność nerek czy amputacja dolnych kończyn.

– Pacjentom i ich rodzinom bardzo często brakuje wiedzy o powikłaniach cukrzycy. Niektóre osoby, zwłaszcza po diagnozie, myślą, że wystarczy przestać jeść słodycze albo słodzić napoje, i to już będzie kontrolowanie cukrzycy. Nie wiedzą natomiast, że choroba ta, jeżeli nie jest wystarczająco zadbana, niesie za sobą katastrofalne powikłania – przekonuje Anna Śliwińska.

Eksperci określają cukrzycę mianem „konia trojańskiego” – zabija powoli, ale skutecznie, często bez wiedzy samego chorego i jego bliskich. Dlatego to właśnie edukacja pełni istotną rolę w prawidłowym leczeniu cukrzycy. Pomagają w tym takie kampanie jak „Dłuższe życie z cukrzycą”. We wszystkich aspektach choroby – od momentu diagnozy aż po wdrożenie terapii i stosowanie się do zaleceń – chorzy mogą liczyć na wsparcie pielęgniarek diabetologicznych. O wzajemnej współpracy na linii pacjent – pielęgniarka i o wspólnej walce z cukrzycą opowiada film „Kontakt”, który powstał w ramach kampanii „Dłuższe życie z cukrzycą” i jest dostępny na jej stronie na Facebooku.

– Pielęgniarka diabetologiczna ma nie tylko kontakt z osobą chorą na cukrzycę, ale również z jej bliskimi. Mówimy w pielęgniarstwie diabetologicznym o holistycznej edukacji, dlatego że cukrzyca wymaga współpracy całego zespołu, nie tylko z pacjentem, jego rodziną i środowiskiem, ale również ze specjalistami różnych dziedzin. Bardzo często pielęgniarka diabetologiczna jest łącznikiem pomiędzy pacjentem i jego rodziną a lekarzem prowadzącym – wyjaśnia dr n. o zdr. Beata Stepanow, dyrektor Centrum Edukacji Specjalistycznej Opieki Medycznej, prezes Stowarzyszenia Edukacji Diabetologicznej.

W leczeniu cukrzycy konieczna jest samokontrola, a ta jest możliwa tylko wówczas, gdy chory ma pełną wiedzę na temat choroby i objawów, które powinny go zaniepokoić. Taką wiedzę najczęściej przekazuje właśnie pielęgniarka diabetologiczna. Uczy przede wszystkim rozpoznawać objawy hipoglikemii i hiperglikemii, czyli zbyt niskich i zbyt wysokich poziomów glukozy we krwi, wykonywać pomiary glukozy we krwi za pomocą glukometru czy wstrzykiwać insulinę i modyfikować jej dawki w zależności od wyniku pomiaru.

– Największym wyzwaniem jest umiejętność interpretacji wyniku poziomu glukozy. Rolą pielęgniarki jest nie tylko zbudowanie poczucia bezpieczeństwa pacjenta podczas całego procesu edukacji, lecz także nauczenie go rozumienia pewnych zależności, które mają wpływ na zbyt wysoki poziom glukozy – mówi Beata Stepanow. – Cukrzyca jednak to nie tylko poziom glukozy. Mówimy o całym wyrównaniu metabolicznym, pojawia się ciśnienie tętnicze, obserwujemy pracę nerek, wzrok, mówimy o kwestiach związanych z zaburzeniami lipidowymi.

Pielęgniarki diabetologiczne pełnią więc także funkcje dietetyka i psychologa – motywują do przestrzegania zaleceń i dają wsparcie emocjonalne. To wszystko przekłada się na coraz większe zaufanie chorych. Jak wskazuje raport „Polska rodzina z cukrzycą”, dla pacjentów najbardziej wiarygodnym źródłem wiedzy jest lekarz diabetolog oraz pielęgniarka diabetologiczna. Ufa im odpowiednio 93 proc. i 95 proc. badanych. To właśnie z tego powodu tegoroczny Światowy Dzień Cukrzycy, który przypada 14 listopada, obchodzimy pod hasłem „Pielęgniarki diabetologiczne Twoim wsparciem w leczeniu cukrzycy”.

– Z wielką nadzieją czekamy na ten moment, kiedy edukacja diabetologiczna stanie się priorytetem w systemie opieki zdrowotnej – wskazuje prezes Stowarzyszenia Edukacji Diabetologicznej. – To, co jest największym wyzwaniem, to znaleźć pielęgniarkę dla pacjentów z cukrzycą typu 1, gdy przechodzą oni z opieki pediatrycznej do opieki dla dorosłych. 

W przypadku wielu chorych pandemia koronawirusa znacznie utrudniła kontakt z lekarzami i pielęgniarkami. Pacjenci boją się wizyt w przychodniach i ze strachu odkładają je w czasie. Dlatego też Stowarzyszenie Edukacji Diabetologicznej utworzyło specjalną infolinię „Diabetofon”, przez którą pielęgniarki zdalnie pomagają chorym.

– W związku z tym, że jest coraz więcej takich telefonów, postanowiliśmy przygotować tzw. mapę aktywnych edukatorów, czyli pielęgniarek, które są gotowe do prowadzenia edukacji. Stworzenie takiej mapy ogłosimy 14 listopada, w Światowym Dniu Cukrzycy – zapowiada Beata Stepanow.

Sądy ogłaszają coraz więcej upadłości konsumenckich. Do końca tego roku niewypłacalność ogłosi ponad 12 tys. osób

Rośnie liczba firm, które wkraczają na ścieżkę restrukturyzacji. W ciągu dziewięciu miesięcy w Polsce wszczęto 457 postępowań restrukturyzacyjnych. Problemy spowodowane pandemią COVID-19 mają jednak nie tylko przedsiębiorcy, ale i osoby fizyczne. Tylko we wrześniu upadłość konsumencką ogłoszono w stosunku do 1366 osób, a ich łączna liczba ma przekroczyć 12 tys. do końca tego roku. Koronawirus zmienił też realia pracy sądów i prawników, ale również i ich klientów, którzy w obliczu przedłużających się terminów rozpraw coraz częściej dążą do ugody z drugą stroną.

– Wskutek pandemii mamy zdecydowanie więcej spraw dotyczących upadłości konsumenckiej, co statystyki powoli już zaczynają potwierdzać. Ludzie po prostu nie wytrzymywali lockdownu, nie mieli tylu oszczędności. To samo dotyczy przedsiębiorstw – upadłości bądź zawieszanie działalności też są niestety coraz bardziej powszechne – mówi agencji Newseria Biznes Anna Stasiak-Apelska, radca prawny w Kancelarii Cioch & Partnerzy.

Jak wynika z danych KUKE, upadłość we wrześniu ogłosiły 32 firmy, co oznacza wzrost o 33 proc. w porównaniu z poprzednim miesiącem, ale w ujęciu rocznym spadek o 35 proc. Liczba niewypłacalności (postępowań upadłościowych i restrukturyzacyjnych) sięgnęła 124, a więc była wyższa o 35 proc. niż w sierpniu i o 23 proc. większa niż przed rokiem.

Statystyki pokazują, że liczba firm w restrukturyzacji istotnie wzrasta od początku pandemii. We wrześniu liczba nowo ogłoszonych restrukturyzacji wyniosła 92, notując wzrost o 35 proc. w skali miesiąca i aż o 77 proc. w ujęciu rocznym. Około 70 proc. takich postępowań to uproszczona restrukturyzacja, z której na mocy nowych przepisów przedsiębiorcy mogą korzystać od czerwca tego roku. Pierwszy rekord padł już w lipcu, kiedy liczba ogłoszonych restrukturyzacji (71) była najwyższa w historii badań KUKE i zwiększyła się o prawie 100 proc. w porównaniu z ubiegłym rokiem.

Z analiz Centralnego Ośrodka Informacji Gospodarczej wynika, że łącznie – od początku tego roku do końca września – w Polsce wszczęto 457 postępowań restrukturyzacyjnych. Problemy spowodowane pandemią mają jednak nie tylko firmy, ale i osoby fizyczne. COIG podaje, że do końca września br. w Monitorze Sądowym i Gospodarczym opublikowano 8030 upadłości konsumenckich. To oznacza, że po dziewięciu miesiącach było ich więcej niż w całym ubiegłym roku. Tylko we wrześniu ogłoszono upadłość w stosunku do 1366 osób, a według prognoz ich łączna liczba przekroczy 12 tys. do końca tego roku.

Natężenie spraw spowodowanych trudną sytuacją finansową firm lub konsumentów to niejedyne obserwacje środowiska prawników w związku z sytuacją epidemiologiczną.

– Realia pracy sądów w czasie pandemii COVID-19 musiały się zmienić. Przez ponad dwa miesiące nie były wyznaczane terminy rozpraw, co spowodowało bardzo duże opóźnienia w sprawach wszelkiego rodzaju – mówi Anna Stasiak-Apelska. – W tej chwili kluczową kwestią jest nadrobienie tych terminów, bo przez ten czas sprawy się piętrzyły. Mamy ich coraz więcej, a przepustowość sądów też jest ograniczona. Tym bardziej że już wcześniej mieliśmy dość duże zatory, więc sytuacja wymaga uporządkowania.

Jak podkreśla, tempo prowadzenia spraw w dużej mierze zależy także od przygotowania zarówno pełnomocników, jak i klientów, ale też gotowości do kompromisu i chęci jak najszybszego załatwienia sprawy.

– Pandemia spowodowała wśród wielu klientów – obecnych bądź nowych – taką sytuację, że zastanawiają się, jak mogliby przyspieszyć rozwiązanie sporu, ponieważ droga sądowa jest w tej chwili wydłużona z oczywistych powodów. Często starają się w sposób ugodowy zawrzeć porozumienie z drugą stroną – mówi radca prawny w Kancelarii Cioch & Partnerzy.

Jak wskazuje, rozstrzygnięcie sporu sądowego można przyspieszyć, przychodząc na rozprawę dobrze przygotowanym, z pełną dokumentacją. Przed rozprawą warto też porozmawiać z pełnomocnikiem drugiej strony i spróbować wspólnie wypracować kompromis, ponieważ ugoda pozasądowa jest zdecydowanie szybsza i tańsza dla klienta.

Koronawirus miał też duże przełożenie na model pracy prawników i radców prawnych. Ci – podobnie jak wiele innych grup zawodowych – w związku z pandemią musieli przestawić się na pracę zdalną i kontakty online.

– Klienci też już wiedzą, że w niektórych sprawach mogą napisać maila lub zadzwonić, porozmawiać albo dostać pisemną odpowiedź i nie muszą w tym celu przychodzić do kancelarii. Oczywiście wszystko robimy z uwzględnieniem reżimu sanitarnego, czego przykładem jest choćby obieg dokumentów. Mamy wyznaczone specjalne godziny i umawiamy się z klientami tak, żeby w konkretnych porach przynosili dokumenty do sprawy albo odbierali te przygotowane dla nich. Podobnie jest w sądach – musimy dezynfekować ręce, nosić maseczki i zachowywać bezpieczne odstępy, tak samo jak w innych miejscach – mówi Anna Stasiak-Apelska.

Firmy i gospodarstwa domowe coraz bardziej zainteresowane produkcją zielonej energii. Transformacja energetyczna wymaga jednak większych inwestycji

0

Zielonych inwestycji przybywa w Polsce w szybkim tempie. Wciąż jednak nasz kraj wytwarza tyle samo energii elektrycznej z węgla, co pozostałe 25 państw UE łącznie, bez Niemiec. Choć ponad 80 proc. Polaków uważa odnawialne źródła za przyszłość energetyki, brakuje konkretnej wiedzy o możliwościach ich wykorzystania. Kojarzą im się z kosztownymi i dużymi inwestycjami. – Zielona transformacja kraju uzależniona jest jednak nie tylko od mikroinstalacji na potrzeby obywateli i małych firm, lecz również dużych inwestycji instytucjonalnych – przekonuje Grzegorz Biliński, dyrektor zarządzający Axpo Polska.

 Widzimy teraz gigantyczny boom w mikroinstalacjach. Polacy budują je nawet w czasach pandemii, co jest fantastycznym znakiem, który pozwala patrzeć z optymizmem w przyszłość – ocenia w rozmowie z agencją Newseria Biznes Grzegorz Biliński.

Przykładem mogą być instalacje paneli fotowoltaicznych. Z danych przekazanych do Polskich Sieci Elektroenergetycznych (PSE) wynika, że moc zainstalowanej fotowoltaiki w Polsce zwiększyła się o 154,33 MW i na początku października wyniosła 2,6 GW. Oznacza to wzrost o ponad 166 proc. r/r. Tylko przez cały wrzesień 2020 roku przyrost mocy instalacji fotowoltaicznych wyniósł 6,1 proc. Polacy w większości są zdania, że OZE to przyszłość energii i doceniają ich pozytywny wpływ na środowisko.

– Nie są to puste słowa. W ostatnich dwóch latach w Polsce wybudowano ponad 2 tys. MW mikroinstalacji, co oznacza, że mamy ok. 200 tys. mikroinstalacji, np. u małych przedsiębiorców, którzy postanowili zainwestować w energię odnawialną. To pozytywny sygnał, który pokazuje, że świadomość korzyści się zwiększa – tłumaczy dyrektor zarządzający Axpo Polska.

Widać to również w opiniach użytkowników indywidualnych. Raport „Zielony potencjał społeczny. Polska i Europa Środkowo-Wschodnia” Instytutu Badań Rynkowych i Społecznych wskazuje, że zdaniem 87 proc. Polaków odnawialne źródła energii mogą przynieść realne korzyści. Zdaniem 76 proc. OZE dzięki lokalnemu wytwarzaniu zwiększą bezpieczeństwo energetyczne kraju. Tyle samo osób uważa, że zdecydowana większość wytwarzanej energii powinna pochodzić właśnie z OZE, zwłaszcza że przynosi to wymierne korzyści finansowe.

– Zamontowanie panelu fotowoltaicznego na dachu to inwestycja, która przyniesie korzyści przez 20–30 lat, bo taka jest żywotność tych instalacji. Sama jej spłata zajmuje siedem lat, czyli mamy od 13 do 23 lat benefitów w postaci oszczędności energii elektrycznej. Nie wszyscy są tego świadomi, nie wszyscy tym informacjom jeszcze do końca ufają. Świadomość społeczna to jest bariera, która musi jeszcze zostać przełamana – ocenia dyrektor zarządzający Axpo Polska.

Pomagają w tym m.in. pieniądze z programu Mój Prąd, którego budżet wynosi 1 mld zł. Do wykorzystania na budowę instalacji fotowoltaicznej o mocy 2–10 kW na cele mieszkaniowe jest jeszcze ponad 540 mln zł. Jak informuje NFOŚiGW, do tej pory dzięki programowi udało się sfinansować ponad 91 tys. projektów.

Jak podkreśla ekspert, obecny kryzys gospodarczy nie sprzyja planowaniu inwestycji energetycznych – zarówno wśród obywateli, jak i mikro-, małych i średnich firm. Przekonać mogą ich do tego potencjalne oszczędności, a także fakt, że ceny energii – z powodu spowolnienia w gospodarce – ponownie mogą spaść, co sprzyja ograniczaniu kosztów stałych.

– W czasach pandemii tylko część z 2 mln przedsiębiorców jest w stanie w tym momencie myśleć o takich inwestycjach, bo to czas niepokoju o naszą przyszłość – mówi Grzegorz Biliński.

Zachęcenie przedsiębiorców do inwestycji to tym trudniejsze zadanie, że w Polsce zdecydowanie dominuje węgiel i tak też ma być przez kolejne lata. Think tank Ember w raporcie za I połowę 2020 roku podaje, że w całej Unii Europejskiej OZE wytworzyły 40 proc. energii elektrycznej, zaś paliwa kopalne – 34 proc. W zdecydowanej większości krajów produkcja węgla systematycznie spada, np. w Niemczech o 39 proc. Polska wytwarza teraz tyle samo energii elektrycznej z węgla, co pozostałe 25 krajów UE łącznie, bez Niemiec.

 Transformacja naszego sektora energetycznego nie jest uzależniona tylko od mikroinstalacji, ale potrzeba też dużych inwestycji instytucjonalnych, wybudowania dużych źródeł energii. Budowanie odnawialnych źródeł energii jest opłacalne dla inwestorów. Potrzebują tylko jasnych drogowskazów od rządu, jeśli chodzi o energetykę morską czy wiatrową lądową. Wiemy, że rząd intensywnie pracuje nad takim drogowskazem, który pomoże osiągnąć unijne cele w zakresie zielonej energetyki – mówi dyrektor zarządzający Axpo Polska.

Zgodnie z ostatnimi zapowiedziami rządu ustawa o morskich farmach wiatrowych ma trafić do Sejmu w grudniu, tak by mogła zacząć obowiązywać od przyszłego roku. Branża wskazywała, że inwestorzy czekają na nowe przepisy.

Zdaniem eksperta do odnawialnych źródeł energii inwestorów w Polsce zachęci także Europejski Zielony Ład i fundusze, jakie przewiduje na zieloną transformację.

– Potrzebujemy funduszy na przemianę energetyczną i wymianę sieci przesyłowych. Nie wszystko w tej przemianie jest ekonomicznie uzasadnione, dlatego jest Zielony Ład. Wytwarzanie energii i gospodarowanie nią wiąże się z kosztami, które trzeba uwzględnić, stąd też te fundusze unijne – tłumaczy Grzegorz Biliński.

Inteligentne e-skutery będą komunikować się między sobą i z otoczeniem. Pozwolą m.in. uniknąć czerwonych świateł w mieście

Inżynierowie z firmy Voi podjęli współpracę z zespołem NXP Semiconductors w celu stworzenia małego pojazdu elektrycznego przystosowanego do funkcjonowania w ramach sieci urządzeń połączonych inteligentnego miasta. Skuter elektryczny Voi może komunikować się z innymi pojazdami uczestniczącymi w ruchu drogowym oraz optymalizować prędkość przemieszczania się, aby uniknąć zatrzymywania się na czerwonym  świetle.

Sercem prototypowego pojazdu od Voi jest system inteligentny podobny do tego, jaki montuje się w samochodach osobowych oraz ciężarowych klasy premium. Oprogramowanie wykorzystuje technologię V2X od NXP, aby w czasie rzeczywistym komunikować się z innymi pojazdami w ruchu oraz zbierać i przetwarzać dane z czujników wchodzących w skład infrastruktury inteligentnego miasta.

– Komunikacja między pojazdami za pośrednictwem sieci WLANp (bezprzewodowa sieć w standardzie  IEEE 802.11p – przyp. red.) umożliwia kierowcom wysyłanie w czasie rzeczywistym zarówno ostrzeżeń o kolizjach, jak również przesyłanie zaleceń dotyczących prędkości za pośrednictwem interfejsów z sygnalizacją świetlną. Dzięki temu użytkownicy dróg dojeżdżając do skrzyżowania, będą wiedzieć, czy mogą utrzymać stałą prędkość, bo przejadą na zielonym świetle, czy mają ją zmniejszyć odpowiednio wcześnie, gdyż i tak nie zdążą przejechać skrzyżowania – tłumaczy Matthias Wilkens z NXP Semicoductors.

Dogłębna analiza zasobów Big Data umożliwia optymalizację prędkości pojazdu, dzięki czemu kierowca może uniknąć czerwonych świateł w ruchu miejskim. Skuter wyposażono także w system ostrzegania przed kolizją – jeśli czujniki wykryją ryzyko zderzenia, na wyświetlaczu pokładowym zaświeci się czerwona lampka ostrzegawcza informująca o konieczności rozpoczęcia manewru hamowania.

Pomysłodawcy tego zintegrowanego systemu komunikacji między pojazdami liczą na to, że jego wdrożenie na szeroką skalę pozwoli zwiększyć bezpieczeństwo oraz komfort jazdy w mieście wyposażonym w gęstą sieć internetu rzeczy.

– Wyposażyliśmy skutery Voi w technologię V2X opartą na standardzie ETSI C-ITS G5 – wskazuje Matthias Wilkens. – To pozwoli ich użytkownikom komunikować się z infrastrukturą TAVF (droga testowa dla autonomicznych i połączonych z siecią pojazdów w Hamburgu – przyp. red.) i innymi użytkownikami dróg.

Prototypowy skuter testowany na hamburskich drogach ma być dowodem na to, że automatyzacja ruchu drogowego nie musi ograniczać się wyłącznie do samochodów osobowych, ciężarowych oraz pojazdów komunikacji miejskiej. Sieć połączonych urządzeń transportowych można wzbogacić również o małe pojazdy elektryczne korzystające z technologii V2X umożliwiającej miniaturyzację  systemów inteligentnych.

Według firmy badawczej Meticulous Research wartość globalnego rynku inteligentnych miast do 2025 roku wzrośnie do 545,7 mld dol. W najbliższych latach ma się rozwijać w tempie blisko 23 proc. w skali roku.

WHO: Wiadomości o szczepionce należy traktować z pewną dozą ostrożności. Pojawi się ona na początku lub w połowie przyszłego roku

Szczepionki zwykle wymagają lat badań i testów, zanim mogą zacząć być stosowane. W przypadku koronawirusa naukowcy ścigają się, aby do przyszłego roku wyprodukować bezpieczną i skuteczną szczepionkę. Obecnie testowane są 52 w badaniach klinicznych na ludziach, ok. 10 znajduje się w ostatniej fazie badań. Niedawno okazało się, że szczepionka firmy Pfizer ma nawet 90-proc. skuteczność  i już na wiosnę może być podawana Europejczykom. Nowa szczepionka nie oznacza jednak końca walki z koronawirusem. Według WHO do pełnego wyeliminowania go ze społeczeństwa potrzebnych może być kilka różnych szczepionek.

– Każdy krok w kierunku znalezienia szczepionki, czy będzie to szczepionka firmy Pfizer, czy jakiejkolwiek innej, to z pewnością bardzo dobre wieści. Wiadomości te należy jednak traktować z pewną dozą ostrożności. Wiemy, że obecnie trwa trzecia faza badań klinicznych nad szczepionką, co oznacza, że okazała się ona bezpieczna i skuteczna. Posiadanie szczepionki lub kilku szczepionek, ponieważ może okazać się potrzebna więcej niż jedna, z pewnością całkowicie zmienia sytuację związaną z walką z pandemią – ocenia w rozmowie z agencją Newseria Innowacje dr Paloma Cuchi, przedstawicielka Światowej Organizacji Zdrowia w Polsce.

Szczepionki zwykle wymagają lat badań i testów, zanim mogą być stosowane. W przypadku koronawirusa trwa jednak wyścig z czasem. Obecnie naukowcy testują 52 szczepionki w badaniach klinicznych na ludziach, a co najmniej 87 szczepionek przedklinicznych jest aktywnie badanych na zwierzętach. Prace nad rozszyfrowaniem genomu SARS-CoV-2 ruszyły w styczniu. Pierwsze testy bezpieczeństwa szczepionek na ludziach rozpoczęły się w marcu, a 10 osiągnęło już końcowe etapy testów.

Na początku listopada firma Pfizer z siedzibą w Nowym Jorku i niemiecka firma BioNTech przedstawiły wstępne dane wskazujące, że ich szczepionka przeciwko koronawirusowi jest skuteczna w ponad 90 proc. W maju obie firmy rozpoczęły badanie na dwóch wersjach szczepionki mRNA. Jedna z nich, BNT162b2, wywoływała znacznie mniej skutków ubocznych, takich jak gorączka i zmęczenie, i to właśnie ona pomyślnie przeszła badania.

–  Mamy jedną szczepionkę, jednak są inne opierające swoje działanie na tej samej zasadzie co szczepionka Pfizera – na przykład Moderna, AstraZeneca. Najprawdopodobniej ich wyniki badań będą podobne. Potrzebujemy różnych szczepionek w zależności od sytuacji. Są szczepionki zapobiegające infekcjom lub pozwalające na uniknięcie poważnych konsekwencji COVID-19. Jest miejsce na więcej niż jedną szczepionkę – przekonuje dr Paloma Cuchi.

Eksperci duże nadzieje wiążą też ze szczepionką opartą na DNA, dostarczaną przez plaster na skórę. W lipcu indyjski producent szczepionek Zydus Cadila rozpoczął jej testowanie, w grudniu ma rozpocząć się trzecia faza badań.

Jak podkreśla przedstawicielka WHO w Polsce, istotne, by każda szczepionka, zanim zacznie być stosowana na szeroką skalę, przeszła przez wszystkie fazy badań. Na początku naukowcy testują nową szczepionkę na komórkach, a następnie podają ją zwierzętom, np. myszom, aby sprawdzić, czy wywołuje odpowiedź immunologiczną. Dotychczas potwierdzono aktywny rozwój 87 szczepionek przedklinicznych. Następna faza to faza bezpieczeństwa – naukowcy podają szczepionkę niewielkiej liczbie osób, aby przetestować bezpieczeństwo i potwierdzić, że stymuluje ona układ odpornościowy. W kolejnej fazie naukowcy podają szczepionkę setkom osób podzielonych na grupy, aby sprawdzić, czy w nich działa inaczej. Te badania dodatkowo sprawdzają jej bezpieczeństwo. W trzeciej fazie szczepionka trafia do tysięcy ludzi, a naukowcy sprawdzają, ile z nich zostanie zarażonych w porównaniu z ochotnikami, którzy otrzymali placebo.

– Bardzo ważne, aby nie pomijać żadnego z etapów, ponieważ najistotniejsze jest bezpieczeństwo stosowania szczepionki i jej skuteczność – tylko wtedy jest sens jej przyjmowania. Na podstawie posiadanych informacji najprawdopodobniej możemy zacząć myśleć o pojawieniu się szczepionki na początku lub w połowie przyszłego roku, jednak trudno podać konkretną datę, zanim nie będziemy mieli wszystkich danych. Nie chcemy wprowadzać szczepionki przed upewnieniem się, że jest ona całkowicie bezpieczna i skuteczna – wskazuje przedstawicielka Światowej Organizacji Zdrowia w Polsce.

Chiny i Rosja zatwierdziły już szczepionki bez czekania na wyniki badań trzeciej fazy. Przyspieszony proces wiąże się jednak z poważnymi zagrożeniami, nie wiadomo bowiem, jak poszczególne organizmy zareagują na dany lek. Szczepionki mogą też wywoływać szereg skutków ubocznych, a część z nich może być widoczna dopiero po kilku latach. W mediach zaczęły się już pojawiać informacje, że pomimo przyjmowania rosyjskiej szczepionki część osób zachorowała na COVID-19.

– Najważniejsze podczas pierwszych trzech faz badań jest potwierdzenie bezpieczeństwa stosowania. Po dopuszczeniu do obrotu rozpoczyna się podawanie szczepionki dużej liczbie pacjentów. Na tym etapie bardzo istotne jest monitorowanie jej działania i odnotowanie oraz analiza wszystkich działań niepożądanych zgłaszanych przez pacjentów, aby możliwe było bardzo wczesne wykrycie wszelkich niepokojących objawów wynikających ze stosowania szczepionki – zaznacza dr Paloma Cuchi.

Choć szczepionka na koronawirusa jest coraz bliżej, wojna z SARS-CoV-2 ciągle trwa. Dlatego istotne jest, by nie zapominać o podstawowych kwestiach bezpieczeństwa – dystansie, stosowaniu maseczek i dezynfekcji.

– W opracowaniu jest szczepionka, nowe testy laboratoryjne wykrywające infekcję na wcześniejszym etapie – te działania poprawią sytuację. Zyskanie choćby jednego elementu, który wzbogaci nasze zasoby, pozwoli nam posuwać się naprzód. Na tę chwilę musimy się skupić na tym, czy mamy wszystkie niezbędne narzędzia i czy je stosujemy, aby wpłynąć na poprawę sytuacji związanej z COVID-19 – podsumowuje przedstawicielka WHO w Polsce.

MC: mPrawo Jazdy za niecały miesiąc

Ponad półtora miliona osób korzysta już z aplikacji mObywatel, w której za niecały miesiąc pojawi się mPrawo Jazdy. Stale ją rozwijamy. Sprawdź, dlaczego już dziś warto ją mieć w swoim telefonie.

5 grudnia – na ten dzień czeka wielu polskich kierowców. To właśnie wtedy zniknie obowiązek wożenia ze sobą prawa jazdy. I to właśnie wtedy w naszej aplikacji mObywatel pojawi się mPrawo Jazdy.

Dobre powody

Z pobraniem mObywatela nie warto jednak czekać do 5 grudnia. Już dziś bardzo się przyda. Oto tylko kilka powodów, dla których zawsze warto mieć tę aplikację pod ręką, czyli w swoim telefonie.

Pierwszy powód to mTożsamość, czyli odzwierciedlenie danych z dowodu osobistego. Dzięki profilowi zaufanemu (jest potrzebny do zalogowania się do aplikacji) mTożsamość korzysta z danych z Rejestru Dowodów Osobistych. Po uruchomieniu aplikacji znajdziecie tam wszystkie te informacje, które macie w dowodzie, nawet swoje zdjęcie.

– Możemy z niej korzystać wszędzie tam, gdzie nie jesteśmy wprost zobowiązani do okazania dowodu osobistego lub paszportu, np. podczas kontroli biletów w pociągu lub przy odbiorze przesyłki poleconej na poczcie – przypomina Marek Zagórski, sekretarz stanu w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów.

Drugi powód to mPojazd, czyli odzwierciedlenie danych z dowodu rejestracyjnego, polisy OC i karty pojazdu.

– Z tego rozwiązania mogą korzystać właściciele i współwłaściciele pojazdów. A więc wszyscy ci, którzy są zarejestrowani w Centralnej Ewidencji Pojazdów (CEP) jako posiadacze samochodów, motorów, skuterów, itd. – mówi minister Marek Zagórski.

Usługa pokazuje informacje o obowiązkowym ubezpieczeniu OC pojazdu – w tym nazwę ubezpieczenia, serię i numer polisy, okres ubezpieczenia oraz jego wariant. Mało tego, jeśli nie pamiętacie o terminach ważności posiadanego ubezpieczenia lub zbliżającego się przeglądu pojazdu – aplikacja na 30 dni przed terminem wygaśnięcia OC lub przed końcem ważności badania wyświetli Wam komunikat z przypomnieniem.W mPojeździe znajdziecie także dane pojazdu: markę i model, rok produkcji, numer rejestracyjny, numer VIN, termin badania technicznego.

Wirtualny portfel

To nie wszystko, co czeka na Was w tym wirtualnym portfelu, bo tak nazywamy mObywatela.

Znajdziecie tam także eRecepty! Dzięki nim będąc w aptece, wystarczy tylko wybrać w telefonie, którą e-receptę chcecie zrealizować i pokazać farmaceucie ekran telefonu z wyświetlonym kodem QR.

Jeśli nie chcecie pokazywać ekranu telefonu, możecie podać numer PESEL (swój lub osoby, na którą recepta jest wystawiona) oraz kod spod e-recepty. Gotowe, recepta zrealizowana!

To nadal nie wszystko, co włożyliśmy do mObywatela. Nieco młodsi użytkownicy znajdą tam także mLegitymację szkolną i mLegitymację studencką. To tak samo ważne dokumenty jak tradycyjne legitymacje – upoważniają do zniżkowych przejazdów, wejść do kin, czy teatrów.

Jeśli dana szkoła lub uczelnia, chce aby jej uczniowie lub studenci mogli korzystać z mLegitymacji, wystarczy, że się do nas zgłosi, wypełniając prosty formularz (formularz dla szkół, formularz dla uczelni).

Ważne – z wydawaniem mLegitymacji nie wiążą się żadne koszty. Uczelnie i szkoły nie muszą kupować nowego sprzętu, czy oprogramowania.

Polak za granicą – to kolejna część naszej aplikacji. Podpowie, co zrobić w razie kłopotów podczas wyjazdu, czy jak zadbać o własne bezpieczeństwo w różnych zakątkach świata.

Nowości!

Tak jak wspominaliśmy – stale udoskonalamy naszą aplikację. Jakie udogodnienia wprowadziliśmy ostatnio?

– Uprościliśmy uwierzytelnianie się podczas pobierania dokumentów z rejestrów państwowych. Teraz, by złożyć wniosek o dokument (np. mTożsamość), wystarczy potwierdzić swoje dane profilem zaufanym logując się raz, a nie jak dotąd dwa razy;

– Tożsamość można potwierdzać korzystając z profilu zaufanego lub jednego z ponad 200 banków;

– Wprowadziliśmy też możliwość odblokowywania aplikacji za pomocą biometrycznego skanu twarzy (w telefonach z systemem Android, na telefonach z system iOS – ta funkcjonalność była już wcześniej dostępna). Dotarło do nas sporo pytań o tę funkcjonalność, dlatego – korzystając z okazji – wyjaśniamy: biometryczny skan nie jest tym samym, co odblokowanie telefonu po odczytaniu wizerunku ze zdjęcia zrobionego aparatem telefonu. Skany biometryczne to te z wykorzystaniem np. modelu 3D twarzy, skanu tęczówki oka lub inne, które są uwzględnione przez Google w najnowszych wydaniach systemu Android. Skan twarzy – jak każde odblokowanie biometryczne – należy potwierdzić nadanym wcześniej PIN-em. Dlaczego? Bo biometria nadal nie zapewnia najwyższego poziomu bezpieczeństwa;

– Na prośbę studentów – w mLegitymacji ułatwiliśmy dostęp do numeru albumu i kodu do zeskanowania numeru. Wcześniej, by go wyświetlić trzeba było wejść w menu i wybrać odpowiednią funkcję – teraz wystarczy kliknąć ikonę pod mLegitymacją. Nowa funkcjonalność jest dostępna zarówno w urządzeniach z system Android, jak i iOS.

A jakich – poza mPrawem Jazdy – dokumentów można spodziewać się w kolejnych aktualizacjach mObywatela?

– Na przełomie roku – dzięki współpracy z Ministerstwem Rodziny i Polityki Społecznej – dostępna będzie mKDR, czyli mobilna wersja Karty Dużej Rodziny – zapowiada Marek Zagórski, sekretarz stanu w KPRM.

Czy Polska ma szansę zostać nowym Hollywood?

Savills: pandemia covid-19 przyspiesza globalizację branży medialnej. Pojawią się nowe lokalizacje, które będą rywalizowały z Hollywood.Hollywood

  • Pierwsze trzy miejsca w nowych rankingach opracowanych przez firmę doradczą Savills zajmują miasta o ugruntowanej pozycji w branży medialnej: Los Angeles, Nowy Jork i Londyn.
  • Dynamicznie rozwijają się rynki takie jak Atlanta, Montreal i Paryż.
  • Wzrost popularności platform streamingowych, który przyspieszył wskutek pandemii Covid-19, sprawia, że branże medialne w coraz większym stopniu polegają na nowych technologiach; spowodował także wzrost zainteresowania treściami produkowanymi wcześniej w bardziej niszowych lokalizacjach takich jak Seul w Korei Południowej czy Lagos w Nigerii („Nollywood”).
  • Popyt na hale zdjęciowe i produkcyjne z pewnością wzrośnie, ponieważ coraz więcej platform jest zainteresowanych posiadaniem własnej powierzchni, a podaż studiów i powierzchni biurowej będzie nadal miała ogromne znaczenie dla rozwoju największych rynków branży medialnej.

Los Angeles, Nowy Jork i Londyn znalazły się w czołówce rankingu „Miast Przemysłu Mediowego” sporządzonego przez firmę doradczą Savills. Uwzględnia on najważniejsze miasta na świecie, w których odbywa się produkcja, montaż i konsumpcja filmów, programów telewizyjnych i muzyki. Tuż za podium uplasowały się Atlanta, Pekin, Mumbaj (siedziba Bollywood) i Paryż, ale w siłę rosną szybko także nowe lokalizacje. Czy Polska ma szansę znaleźć się wśród nich?

Zdaniem ekspertów firmy Savills, w najbliższych latach w rankingu mogą awansować m.in. Dublin, ale również Lagos czy Buenos Aires, m.in. ze względu na otwartość odbiorców na treści powstające w językach obcych oraz postępującą globalizację branży dzięki wykorzystywaniu nowych technologii. Według Savills, w dłuższej perspektywie w zestawieniu mogą znaleźć się także takie lokalizacje jak Singapur, Kapsztad, Albuquerque w USA, Manchester w Wielkiej Brytanii oraz Changsha, Hengdian i Xiangshan w Chinach.

Jak podaje Savills, z powodu utrzymujących się ograniczeń związanych z Covid-19, które utrudniają konsumpcję mediów i kultury na żywo, konsumenci coraz częściej korzystają z usług streamingowych, co przekłada się na przyspieszenie trendu obserwowanego już od dawna. W związku z tym produkcje regionalne, dotychczas uważane za zbyt niszowe, stają się dostępne dla coraz szerszego grona odbiorców na całym świecie. Przykładem są seriale koreańskie („K-Dramas”) obecnie emitowane na wielu niekoreańskich wersjach platformy Netflix. Według Savills, przyczyni się to do rozwoju produkcji w lokalizacjach spoza grupy głównych miast światowego przemysłu mediowego.

„Zmiany w branży produkcji filmowej następowały jeszcze przed wybuchem pandemii, ale gwałtowny wzrost popytu na treści cyfrowe w tym roku ma ogromny wpływ na to, jak i gdzie powstają produkcje medialne. Każdy ośrodek o ugruntowanej pozycji i każde aspirujące miasto z naszego rankingu ma swoje atuty. Tradycyjne lokalizacje nadal pozostają liderami, ale w wyniku postępującej globalizacji tego sektora powstaną liczne nowe ośrodki, które umożliwią rozwój branży medialnej, tworzenie nowych treści dla konsumentów i zabezpieczenie się przed niepewnością jutra” – komentuje Sophie Chick, dyrektor w dziale badań globalnych w Savills.

Według Savills, firmy z branży mediowej, podejmując decyzje o lokalizacji swoich biur i miejsc produkcji, biorą pod uwagę koszty i dostępność studiów, wysokość stawek czynszowych za najlepsze powierzchnie biurowe oraz koszty życia dla pracowników. Producenci medialni muszą znaleźć złoty środek pomiędzy jakością a kosztami życia oferowanymi przez daną lokalizację. Spośród pierwszej dwudziestki rankingu Miast Przemysłu Mediowego, najwyższe koszty życia są w Nowym Jorku, a najniższe – w Mumbaju (Bollywood). Pekin, Montreal i Madryt mogą awansować w rankingu, jeżeli koszt życia dla twórców zyska na znaczeniu w najbliższych latach.

„Branża medialna jest coraz bardziej zainteresowana posiadaniem hal zdjęciowych i produkcyjnych, niż ich wynajmem na czas realizacji danego przedsięwzięcia. Na przykład Netflix podpisał umowę z brytyjską wytwórnią filmową Shepperton Studios w celu utworzenia bazy produkcyjnej oraz przejął studio filmowe ABQ Studios w stanie Nowy Meksyk w ramach zwiększania swoich mocy produkcyjnych. W Los Angeles obserwujemy niedobór nowej powierzchni studyjnej, co zmusza wiele firm produkcyjnych do poszukiwań w bardziej odległych lokalizacjach, natomiast w Londynie, Nowym Jorku, Atlancie oraz w Nowej Zelandii na te cele adaptowane są opuszczone obiekty magazynowe. Najbliższa dekada w branży mediowej upłynie pod znakiem innowacyjności oraz ekspansji w rejony, które charakteryzują się niskimi kosztami nieruchomości, ale jednocześnie zapewniają dostęp do utalentowanych twórców i specjalistów z obszaru nowych technologii” – dodaje Joshua Gorin, wiceprezes i dyrektor biura Savills w Los Angeles.

„Produkcje filmowe i telewizyjne realizuje się w Polsce póki co niemal wyłącznie na potrzeby lokalnego rynku. Nie pozwala nam to konkurować ze światowymi stolicami przemysłu mediowego. Oprócz nadawców telewizyjnych i producentów filmów fabularnych funkcjonują u nas liczne mniejsze studia, w których kręcone są produkcje reklamowe, nagrania czołowych twórców internetowych, czy ostatnio coraz popularniejsze profesjonalne webinary. Wraz z rozwojem platform streamingowych nie można wykluczyć, że będą one poszukiwały miejsc, gdzie mogłyby zlokalizować swoje międzynarodowe centra usług wspólnych, a na tym polu Polska od lat jest bardzo ceniona wśród firm technologicznych” – mówi Jarosław Pilch, dyrektor w dziale powierzchni biurowych, reprezentacja najemcy, Savills.

Kolejna edycja HackYeah już w listopadzie – na celowniku tym razem zdrowie i zero waste

HackYeah 2020  to szósta edycja największego stacjonarnego hackathonu w Europie. Najbliższa edycja odbędzie się w sieci, w dniach 27-29 listopada 2020. Bilety są darmowe, a pula nagród w tym momencie wynosi 355 000 PLN!

Hackathon zrzesza osoby wyspecjalizowane w przeróżnych językach programowania, a jego celem jest poszukiwanie rozwiązań oraz narzędzi, które usprawnią codzienność zwykłych ludzi. Podczas każdej edycji, event skupia wokół siebie kreatywne umysły – osoby biorące udział w HackYeah! noszą w sobie prawdziwą chęć działania i faktycznej zmiany. Dzięki nieocenionym umiejętnościom i błyskotliwym pomysłom uczestników, każda kolejna edycja HackYeah! owocuje nieszablonowymi i praktycznymi rozwiązaniami, które wykorzystują najnowsze technologie do osiągania zamierzonych rezultatów.

Jakie zadania staną przed uczestnikami?

Podczas najbliższej edycji HackYeah! uczestnicy będą szukać rozwiązań w wielu kategoriach. Wśród nich pojawią się kategorie otwarte, w których można zgłaszać wszelkie pomysły związane z daną tematyką oraz zadania partnerskie, które będą dotyczyć konkretnych zagadnień, ustalonych przez Partnera danego zadania. Podczas HackYeah 2020 kategoriami otwartymi będą:

  • Zero Waste – kategoria wspierana merytorycznie przez WWF Polska, w której pula nagród wynosi 10 000 PLN
  • Zdrowie – kategoria wspierana merytorycznie przez Fundację Rak’n’Roll Wygraj Życie!, w której pula sięga 10 000 PLN

Wśród licznych zadań partnerskich pojawią się:

  • BGK Application Information Center – zadanie autorstwa Głównego Partnera, Banku Gospodarstwa Krajowego, w którym pula nagród wynosi 65 000 PLN
  • The platform for ESG applications – zadanie autorstwa Głównego Partnera, Banku Gospodarstwa Krajowego, w którym pula nagród osiągnęła 35 000 PLN
  • Innovation@Amazon Competition | Alexa Skills Kit Partners – zadanie Partnera Technologicznego, Amazon Development Center Poland, gdzie pula nagród to 30 000 PLN
  • Map of reported wild boar sightings – zadanie Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi, pula nagród wynosi 40 000 PLN
  • Follow the river to reach the sea”: increased risk offers detector – zadanie od Ministerstwa Finansów, pula nagród sięga 35 000 PLN
  • “Treasury of the Taxpayer”: app for taxpayers – zadanie od Ministerstwa Finansów, pula nagród wynosi 35 000 PLN
  • “Digital Tax”: text to digital data converter – zadanie od Ministerstwa Finansów, pula nagród to 35 000 PLN

Partnerzy hackathonu wciąż pracują nad kolejnymi zadaniami, natomiast łączna pula nagród w tym momencie wynosi 355 000 PLN. Wszelkie nowości dotyczące hackathonu są na bieżąco publikowane na stronie internetowej oraz w mediach społecznościowych:

WWW: https://hackyeah.pl/

Facebook: https://www.facebook.com/HackYeahPL/

HackYeah! – dla kogo?

Udział w wydarzeniu jest otwarty dla wszystkich chętnych: studentów, programistów, UXowców, project managerów, inżynierów, ekspertów baz danych, analityków czy gamerów. Uczestnicy w ciągu łącznie 40 godzin będą intensywnie pracować nad rozwiązaniami z zakresu szeroko pojętej ekologii, zero waste, zdrowia, finansów i innych. Niepodważalną zachętą dla uczestników jest szansa dalszego rozwoju swojego pomysłu i wdrożenia go w życie. Projekty biorące udział w konkursie mogą być zgłaszane indywidualnie lub w kilkuosobowych zespołach. Komunikacja pomiędzy uczestnikami, organizatorami, mentorami i jurorami odbywać się będzie na kanale Discord, do którego można dołączyć już dziś: https://discord.com/invite/6fUb38V. Każdy biorący udział w hackathonie może liczyć na wsparcie od wyspecjalizowanych mentorów – dotyczy ono zarówno kwestii technicznych, jak i sposobów wdrażania pomysłów na rozwiązania poszczególnych zadań.

Organizujemy HackYeah, ponieważ wierzymy, że to właśnie formuła hackathonu eksploruje w całości ogromny potencjał innowacyjnych pomysłów, który drzemie w społecznościach ze świata IT. Zachęcamy do udziału wszystkich tych, którzy mają pomysły oraz chęć i odwagę, by się nimi dzielić oraz wspólnie tworzyć wartościowe rozwiązania. Historia niejednokrotnie pokazała, że hackathon może zmieniać rzeczywistość na lepsze i to jest naszym celem. – Jakub Kozioł, prezes PROIDEA Sp. z o.o.

Cieszę się, że sektor publiczny po raz kolejny zaprasza programistów do współpracy przy rozwiązywaniu wyzwań wagi państwowej. Każdy hackathon to czas, kiedy administracja i innowatorzy uczą się wiele od siebie nawzajem pracując nad pożytecznymi dla obywateli rozwiązaniami. HackYeah już wielokrotnie udowodniło, że podczas największego maratonu programowania w Europie ten efekt jest zwielokrotniony.Justyna Orłowska – Pełnomocnik Prezesa Rady Ministrów ds. GovTech

Coś więcej niż hackathon

Organizatorzy przekonują, że HackYeah! to więcej niż hackathon – to także wielki festiwal IT.

Poza kodowaniem:

  • to również niepowtarzalna okazja do wzięcia udziału w licznych i różnorodnych pod względem tematyki webinariach, które będą streamowane na żywo na Facebookowym profilu HackYeah! od 23 do 27 listopada;
  • pojawi się nowość: HackYeahTV! – internetowa transmisja, podczas której będą emitowane najświeższe wiadomości dotyczące hackathonu, wywiady z partnerami i uczestnikami poprzednich edycji, webinaria tematyczne i playlisty;
  • organizatorzy zadbają o utrzymanie festiwalowej atmosfery znanej z pięciu poprzednich edycji hackathonu, tym razem przeniesionego do świata wirtualnego. Możecie spodziewać się rozgrywek online, wielu różnorodnych aktywności i konkursów, dzięki którym miło spędzicie czas podczas tego produktywnego weekendu;
  • uczestnicy będą mogli wziąć udział w turnieju gamingowym;
  • spodziewajcie się niekończących dyskusji z setkami mentorów i uczestników. Można zawrzeć nowe przyjaźnie lub znaleźć partnerów biznesowych;
  • to idealne miejsce na znalezienie pracy. Wystarczy rozpocząć rozmowę z wybranym Partnerem na jego wirtualnym stoisku lub kanale Discord, by otrzymać komplet informacji odnośnie aktualnie prowadzonych rekrutacji w firmie.

Kto stoi za kulisami?

Organizatorem wydarzenia jest PROIDEA – firma, która od lat organizuje wydarzenia skierowane do branży IT, pomysłodawca i producent HackYeah. Wydarzenie wspiera GovTech Polska – program funkcjonujący w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów mający na celu angażowanie społeczności we wprowadzanie innowacji do sektora publicznego. Współpracuje z firmami technologicznymi, oraz obywatelami, aby wspólnie unowocześnić administrację publiczną oraz znaleźć sposoby na użycie technologii w realizacji zadań podejmowanych przez Państwo. Głównym Partnerem wydarzenia jest Bank Gospodarstwa Krajowego. Ta edycja HackYeah jest także główną częścią cyklu wydarzeń GovTech Festiwal.

Do inicjatywy dołączyło już wiele publicznych i prywatnych instytucji, zarówno polskich jak i międzynarodowych, które dostarczają wiedzę i mentorów do pomocy uczestnikom. Organizatorzy zapraszają do współpracy media, firmy i organizacje, które mają pomysły na to, jak technologia może usprawnić szeroko pojętą ekologię, zdrowie i finanse.

OMNIOXY – polski producent komór hiperbarycznych, wystartował z emisją akcji

Zaledwie rok od powstania, ambitny start-up przerodził się w świetnie prosperującą firmę i lidera w branży. Pomimo szalejącej pandemii, spółka osiąga swoje najlepsze wyniki finansowe.

Zapisy ruszyły 11 listopada, już po pierwszym dniu spółka zebrała zapisy na ponad 500 000 PLN. Środki pozyskane dzięki akcjonariuszom spółka przeznaczy na dalszy rozwój, w tym uruchomienie produkcji nowych modeli w Polsce, a także na ekspansję na kraje europejskie.

Wschodzący rynek

Rynek komór hiperbarycznych na świecie ma obecnie ogromny potencjał, a ich zastosowanie komercyjne jest powszechne w terapii wielu schorzeń. W 2018 roku tylko amerykański rynek komór hiperbarycznych wart był ponad 173 miliony dolarów. Rynek europejski dopiero nabiera rozpędu.

Komory hiperbaryczne produkowane komercyjnie to tzw. łagodne komory, które operują na ciśnieniach do 1.5 ATA i wykorzystywane są przy zabiegach rehabilitacji i regeneracji organizmu. Ostatnim odkryciem zastosowania komór hiperbarycznych jest ich użycie w leczeniu pacjentów chorych na COVID-19 – terapia została wymieniona w dokumencie WHO dotyczącym sposobów eksperymentalnego leczenia skutków niedotlenienia spowodowanego koronawirusem.

Tlenoterapia hiperbaryczna to metoda regeneracyjna polegająca na oddychaniu tlenem o zwiększonym stężeniu w warunkach ciśnienia wyższego niż atmosferyczne. Lepsze dotlenienie organizmu oraz dystrybucja tlenu do wszystkich (nawet tych uszkodzonych) tkanek, przyśpiesza regenerację i pobudza odnowę całego ciała. – wyjaśnia prezes spółki Adam Cegielski.

Polski rynek jest na etapie budowania świadomości tego typu zabiegów, a co za tym idzie, sprzedaż komór hiperbarycznych dopiero wchodzi w skalę wzrostu. Obecnie szacuje się, że w Polsce na jedną łagodną komorę hiperbaryczną przypada aż 151 tys. osób, a więc do nasycenia rynku jeszcze daleko. W USA, kraju posiadającym najbardziej rozwinięty rynek, funkcjonuje obecnie około 12 000 komór hiperbarycznych.

Rodzinna firma

Twórcy OMNIOXY: Adam, Marcin i Zygmunt Cegielscy zainteresowali się możliwościami, jakie dają łagodne komory hiperbaryczne, z powodów osobistych. Okazało się jednak, że rynek takich komór hiperbarycznych w Polsce dopiero raczkuje. Tak narodził się pomysł na rozpoczęcie działań w tej branży. Dziś spółka ma na koncie 117 sprzedanych komór hiperbarycznych. Jej obrót z ostatnich 12 miesięcy wyniósł 4 821 797 PLN, w tym zysk 606 452 PLN. Tylko w sierpniu tego roku firma zanotowała swój rekordowy przychód na poziomie 599 000 PLN, a w październiku przyjęła rekordową liczbę zamówień – 18 komór.

Sportowcy w służbie szerzenia wiedzy

Poza samą sprzedażą komór, firma świadczy także usługi serwisowe i marketingowe swoim klientom, pozostając z nimi w stałym kontakcie. Taka relacja pozwala na ciągle zbieranie informacji zwrotnych i doskonalenie produktu. Z uwagi na wciąż małą świadomość społeczną, firma prowadzi także działania edukacyjne pod szyldem Akademii OMNIOXY. Gabinety, z którymi nawiązujemy współpracę, traktujemy jak część rodziny Omnioxy. Zapewniamy im nie tylko przeszkolenie, ale także kompleksowe wsparcie marketingowe, know-how i wszelką pomoc w prowadzeniu dochodowego biznesu — mówi Cegielski.

Do rozpowszechnienia pozytywnych skutków terapii hiperbarycznej przyczyniają się także profesjonalni sportowcy, którzy otwarcie mówią o ogromnym jej znaczeniu w procesie rehabilitacji i wychodzeniu z kontuzji. Wśród nich są m.in. Grzegorz Zengota (żużlowiec), Marcin Świerc (biegacz górski), Agnieszka Rynkiewicz (mistrzyni biegów przeszkodowych), a także Arkadiusz Lindner, któremu komora towarzyszyła na Rajdzie Dakar.

Cel zbiórki

Celem zbiórki OMNIOXY jest wprowadzenie firmy na nowy poziom i zdobycie pozycji lidera na rynku europejskim. Dlatego ponad połowa środków pozyskanych z emisji, przeznaczona zostanie na badania i rozwój, a jedna czwarta na ekspansję zagraniczną. Jako rozwój firma rozumie uruchomienie własnej linii produkcyjnej kolejnych modeli łagodnych komór hiperbarycznych oraz generatorów.

Założyciele OMNIOXY podpisali umowę lock-up, w której zobowiązują się do niezbywania akcji przez 3 lata od zakończenia emisji lub 6 miesięcy po wejściu spółki na giełdę. Zapisy na akcje można składać do 11 grudnia 2020 poprzez stronę: https://emisja.omnioxy.com/

Ile zapłacisz za nowe mieszkanie w Warszawie? [RAPORT]

Stołeczny rynek deweloperski bez wątpienia jest najważniejszy w skali całego kraju. To tutaj sprzedaje się co czwarte nowe mieszkanie w Polsce, a średnie ceny ofertowe metrażu od dawna budzą spore emocje. Sprawdziliśmy jak w III kwartale 2020 roku przedstawiała się sytuacja na warszawskim rynku mieszkaniowym.

Już na wstępie warto zaznaczyć, że w III kwartale 2020 r. liczba inwestycji deweloperskich w stolicy zwiększyła się i wyniosła 333 projekty. Obecnie wg raportu ekspertów portalu RynekPierwotny.pl pt „Rynek mieszkaniowy w Warszawie – III kw. 2020” najwięcej z nich powstało na terenie Białołęki i Mokotowa, natomiast najmniej na Żoliborzu, Ochocie, w Wesołej i Rembertowie.

Jeśli chodzi o ilość dostępnych mieszkań na terenie całej Warszawy, zaobserwowano niewielki, wynoszący zaledwie 2 proc., wzrost podaży z 16 913 ofert (w II kw. 2020 roku) do 17 242 ofert (w III kw. 2020 roku). Bez wątpienia ogólny wzrost wystawionych na sprzedaż lokali miał związek z rosnącą liczbą mieszkań w takich dzielnicach jak Białołęka, Praga-Południe i Wola.

O zróżnicowaniu oferty stołecznych deweloperów mogą świadczyć oferowane metraże oraz średnie ceny mieszkań. W III kwartale 2020 roku największą średnią powierzchnię odnotowano na Wilanowie – 105 mkw, a najmniejszą na Pradze-Południe – 44 mkw. Natomiast najdroższe mieszkania można było kupić jak zwykle w Śródmieściu średnio za ok. 1 371 605 zł, natomiast najtańsze na Rembertowie za nieco ponad 346 000 zł.

Ceny w warszawskich dzielnicach

Wiele osób marzących o zakupie wymarzonych czterech kątów liczyło, że wprowadzony w marcu lockdown wpłynie na znaczne obniżki cen. Niestety tych w dalszym ciągu nie widać i jak na razie nic nie wskazuje na to, że ta sytuacja ulegnie zmianie.

W porównaniu z poprzednim kwartałem ceny nowych mieszkań uległy niewielkiemu wzrostowi, wynoszącemu zaledwie 0,2 proc. Choć obecnie możemy mówić o stabilizacji na stołecznym rynku mieszkaniowym, to warto wspomnieć, że w ciągu roku średnia cena ofertowa 1 mkw. w stolicy wzrosła aż o 7,9 proc. (z 9 600 zł/mkw w III kw. 2019 r. do 10 365 zł/mkw. w III kw. 2020 r.).

W okresie lipiec – październik, największa podwyżka cen widoczna była na Bielanach (+4,9 proc.), które pod względem stawek – ponad 12 000 zł/mkw. możemy zaliczyć już do prestiżowych lokalizacji. Warto pamiętać, że ta określana mianem “zielonych płuc” stolicy dzielnica jest mocno zróżnicowana cenowo. Na koszty, jakie będziemy musieli ponieść za zakup nowego lokum, wpływa m.in. odległość inwestycji od stacji metra. Czy w III kwartale kupujący mogli liczyć na znaczne obniżki? Niestety, w żadnej z dzielnic nie odnotowano spadku cen ofertowych mieszkań o więcej niż 0,6 proc. Wpływ na to miał m.in. wzrost sprzedaży lokali o ok. 40 proc. jaki stołeczni deweloperzy odnotowali w okresie IV – VI 2020.

Najdroższe i najtańsze dzielnice

Już od kilku kwartałów dzielnicą, która systematycznie zwiększa swoje znaczenie na rynku mieszkaniowym w Warszawie jest Wawer.Ile zapłacisz za nowe mieszkanie w Warszawie

Bez wątpienia na wzrost znaczenia tańszych dzielnic, ma wpływ bardziej restrykcyjna polityka banków. Dla przypomnienia chodzi zarówno o wzrost wymagań dotyczących wysokości wkładu własnego, w niektórych instytucjach nawet do 30 procent depozytu, a także wykluczenie niektórych branż uznawanych za ryzykowne, jak np. turystyka czy branża eventowa.

Osoby szukające tańszego mieszkania powinny przygotować się na to, że w Warszawie najniższa średnia cena ofertowa wynosi już ponad 7 tys. zł/mkw. Do najbardziej atrakcyjnych cenowo dzielnic należą Wesoła (7172 zł/mkw.), Białołęka (7715 zł/mkw.), Rembertów (7706 zł/mkw.) oraz wspomniany wyżej Wawer (7939 zł/mkw.).

Najdroższą stołeczną dzielnicą bez zmian pozostaje Śródmieście (17 654  zł/mkw.). Na podium znalazły się również Wola (14 299 zł/mkw.) i Ochota (13 933 zł/mkw.).

Oferta stołecznych deweloperów

Deweloperzy starają się dostosować ofertę do gustów i potrzeb swoich klientów, dlatego na stołecznym rynku mieszkaniowym niezmiennie dominują mieszkania dwu- i trzypokojowe o powierzchni do 60 mkw.Średnia cena i metra mieszkania

Osoby szukające swojego pierwszego lokum oraz inwestorzy powinni zainteresować się ofertą kawalerek i małych mieszkań dwupokojowych na Rembertowie oraz Pradze-Północ, gdzie ich ilość zdecydowanie wyróżnia się na tle całej oferty stołecznych deweloperów. Najmniejsza ich oferta znajduje się z kolei na Żoliborzu, Ochocie i Wilanowie, gdzie zwłaszcza w ostatniej wspomnianej dzielnicy dominują duże metraże.

Co warto odnotować, średni metraż różni się w zależności od dzielnicy. Największe mieszkania mają do dyspozycji osoby chcące zamieszkać na Wilanowie – ok. 105 mkw., z kolei nabywcy poszukujący mniejszych nieruchomości z pewnością znajdą idealne lokum na Pradze-Północ i w Rembertowie, gdzie średnia powierzchnia wynosi kolejno 44 mkw. i 46 mkw.

Informacja prasowa przygotowana na podstawie raportu eksperckiego “Rynek mieszkaniowy w Warszawie — III kw. 2020 r.” udostępnionego przez analityków portalu RynekPierwotny.pl.

Zużywamy 1,7 razy więcej zasobów, niż Ziemia jest w stanie odtworzyć

Jak wynika z szacunków Global Footprint Network, 7,8 miliarda ludzi zużywa znacznie więcej zasobów, niż Ziemia jest w stanie w naturalny sposób odnowić i emituje znacznie więcej odpadów, niż może wchłonąć. Szacuje się, że na obecnym poziomie konsumpcji zużywamy ekwiwalent 1,7 zasobów planety[1]. Nadmierna eksploatacja Ziemi prowadzona przez ludzi poważnie osłabia zdolność przyrody do podtrzymywania życia, funkcjonowania społeczeństw i gospodarek. Postępująca urbanizacja, a także dotychczasowe modele produkcji i konsumpcji powodują, że przyroda ulega degradacji w tempie szybszym niż kiedykolwiek wcześniej. Aby odwrócić ten trend potrzeba pilnych działań ze strony nas wszystkich.

W tym roku dzień długu ekologicznego przypadł na 22 sierpnia, podczas gdy 30 lat temu wypadał 19 grudnia. Jest to data, w której zapotrzebowanie i zużycie przez ludzkość surowców naturalnych przekracza zdolność ich dostarczenia lub odtworzenia w ciągu roku przez Ziemię i wylicza się go dzieląc ogół zasobów naturalnych biosfery przez światowy ślad ekologiczny, a następnie mnożąc przez liczbę dni w roku. W ten sposób wiemy, że światowa konsumpcja jest na wysokim poziomie wynoszącym 1,7 zasobów planety. Jak podaje Eurostat, Polacy nie odbiegają znacząco od średniej unijnej. Jak wynika z raportu „Konsumenci a gospodarka obiegu zamkniętego”, kupujemy dużo za dużo, nie licząc się z kosztami ekologicznymi. A przecież nasze codzienne nawyki i wybory konsumenckie mają istotny wpływ na środowisko i walkę ze zmianami klimatu, które stają się coraz bardziej odczuwalne także w Polsce.

Czym jest konsumpcja?

Termin konsumpcjonizm pochodzi od łacińskiego słowa „consumptio” oznaczającego „spożycie” i jest pojęciem określającym postawę człowieka, polegającą na nadmiernym i nieusprawiedliwionym zdobywaniu dóbr materialnych oraz usług, przy jednoczesnym ignorowaniu kosztów społecznych, ekologicznych i indywidualnych. Taka konsumpcja zaspokaja potrzeby wtórne, do których zaliczamy pragnienia związane z pożądaniem władzy, prestiżu, dominacji, wpływów i wyższej pozycji społecznej[2]. Często sprowadza się ona do stylu życia, który nastawiony jest w głównej mierze na konsumowanie i posiadanie.

– Człowiek wytwarzając produkty wpływa na środowisko – bezpośrednio i pośrednio – na wiele sposobów: poprzez zużywanie zasobów środowiska przyrodniczego, takich jak woda, minerały, gleba, ale też emisje zanieczyszczeń do wody, gleby, powietrza oraz zakłócenie struktur i procesów przyrodniczych, wreszcie wytwarzanie ścieków i odpadów. Uświadomienie sobie wszelkich wpływów związanych z konsumpcją jednego produktu powinno skłaniać do nabywania dóbr rzeczywiście potrzebnych oraz tych, których wytworzenie jest możliwie neutralne dla środowiska – komentuje dr inż. Krystian Szczepański, Dyrektor Instytutu Ochrony Środowiska – Państwowego Instytutu Badawczego, realizującego projekt Klimada 2.0.

Marnotrawstwo odbija się nie tylko na domowym budżecie, ale ma swoje konsekwencje ekonomiczne, społeczne i ekologiczne wykraczające poza wymiar indywidualny.

W Europie jedna osoba wyrzuca średnio ok. 179 kg żywności rocznie. Szacuje się, że w Polsce ilość ta wynosi aż 235 kg, a do kosza najczęściej trafia 1/2 kupionego pieczywa oraz 1/3 warzyw i wędlin.

Produkcja żywności stanowi obciążenie dla środowiska, między innymi poprzez nakłady wody i energii, które są marnotrawione wraz z wyrzuconą żywnością. Wyrzucenie do kosza 1 kg wieprzowiny wiąże się ze zmarnowaniem ok. 6 000 litrów wody użytej do jej wyprodukowania, a 1 kg wyrzuconego chleba to 1 600 litrów wody.

Co możemy zrobić jako konsumenci?

Zmiana sposobu myślenia i naszych przyzwyczajeń wymaga wysiłku, jednak dla naszej planety jest to niezwykle istotne. Coraz większą popularnością cieszy się idea „zero waste”, co dosłownie oznacza „zero odpadów”. Jej najważniejszą zasadą jest 5R:

  1. Refuse – Odmawiaj
  2. Reduce – Redukuj
  3. Reuse – Użyj ponownie
  4. Recycle – Przetwarzaj i przerabiaj
  5. Rot – Kompostuj

Życie według zasad 5R ma na celu zmniejszenie ilości odpadów wytwarzanych przez gospodarstwa domowe, ograniczenie konsumpcji, zmniejszenie liczby nieprzemyślanych zakupów i marnowania żywności. Konsekwentne wdrożenie wszystkich 5 zasad do codziennego życia nie jest łatwe. Wymaga od nas zmiany przyzwyczajeń oraz rezygnacji z wielu udogodnień, z których korzystamy każdego dnia. Dlatego wielu stosuje zasadę „less waste”, czyli stopniowo ogranicza wytwarzania odpadów. Już samo wyhamowywanie konsumpcji istotnie wpływa na ilość wytwarzanych odpadów. Obecnie zaledwie 43% z nas decyduje się na naprawę popsutej elektroniki i 37% na serwis sprzętu AGD[3]. Optymizmem napawa fakt, że coraz częściej decydujemy się przekazywać niepotrzebne już nam sprzęty innym osobom. Danie produktom drugiego życia bądź zakup ich z drugiej ręki, realnie przyczynia się do zmniejszenia wpływu naszych decyzji zakupowych na środowisko.

[1] https://www.earthovershoot.org/what-we-do/footprint.html

[2] Jasiulewicz, A. (2015). Konsumpcjonizm i  dekonsumpcja jako  współczesne trendy rynkowe. Zachowania  polskich konsumentów,J. Agribus. Rural Dev., 3(37), 417–425

[3] ARC Rynek i Opinia, Forum Odpowiedzialnego Biznesu, Konsumenci a gospodarka obiegu zamkniętego, wrzesień 2019

Lira turecka odbija. Powrót znad przepaści?

Od początku stycznia do historycznego szczytu, osiągniętego pod koniec zeszłego tygodnia, kurs USD/TRY wzrósł o ponad 40%. Po okresie silnej deprecjacji, w ostatnich dniach lira jednak gwałtownie zyskuje na wartości – od początku tygodnia kurs USD/TRY spadł o ok. 10%. Możliwe, że tym razem mamy do czynienia z czymś więcej niż tylko krótkotrwałym odbiciem tureckiej waluty.

Ostatnie umocnienie liry tureckiej można po części powiązać z globalną poprawą sentymentu do ryzyka, jednak największy wpływ na walutę zdają się mieć informacje z kraju.

W miniony weekend pracę stracił prezes Centralnego Banku Republiki Turcji (CBRT), Murat Uysal, do dymisji podał się również minister finansów (a zarazem zięć urzędującego prezydenta Erdoğana), Berat Albayrak. Zmiany te nie zostały odebrane negatywnie przez inwestorów, gdyż dają szansę na powrót do bardziej „ortodoksyjnej” polityki makroekonomicznej w kraju, który w ostatnich latach stawiał na niestandardowe i często zaskakujące uczestników rynku działania.

Lirze ciążą fundamenty

W 2020 roku tureckiej walucie nie sprzyjał odwrót inwestorów na całym świecie od aktywów ryzykownych w obliczu pandemii. Warto jednak przypomnieć, że od wielu lat lirze ciążą kwestie fundamentalne, szczególnie wysokie krótkoterminowe zadłużenie zagraniczne i zwykle duży deficyt na rachunku obrotów bieżących, które sprawiają, że jest ona też bardziej wrażliwa na szoki zewnętrzne. Wspomnianego deficytu po raz pierwszy od blisko dwóch dekad udało się uniknąć w 2019 roku, jednak pod jego koniec problem powrócił. Przepływy były ujemne w każdym z pierwszych dziewięciu miesięcy obecnego roku, czyli w całym okresie, za który dostępne są dane. W kontekście Turcji warto też pamiętać o relatywnie wysokim ryzyku geopolitycznym. Zaangażowanie kraju w militarne konflikty w regionie zdecydowanie nie zaskarbiło sobie przychylności inwestorów.

Turcja próbowała wspierać walutę na różne sposoby. Szczególnie istotne kroki podjął bank centralny, który angażując się w transakcje z państwowymi bankami wyprzedawał rezerwy walutowe (których poziom obecnie nie spełnia ogólnie uznawanych „norm bezpieczeństwa”) oraz prowadził inne niestandardowe działania, starając się uniknąć istotniejszych podwyżek głównych stóp procentowych. Patrząc na to, jak lira zachowywała się przez większą część roku, działania tureckich decydentów trudno jednak określić mianem skutecznych. Brak „ortodoksyjnej” i przewidywalnej polityki monetarnej to w naszej ocenie jeden z głównych powodów stojących za deprecjacją waluty i uniemożliwiających jej trwałe odbicie.

Turcja zmienia kierunek?

Zmiana na stanowisku prezesa banku centralnego i ministra finansów oraz ostatnie pojednawcze wypowiedzi prezydenta Erdoğana kierowane do międzynarodowych inwestorów sugerują, że w Turcji obecnie może zachodzić istotna zmiana podejścia do polityki makroekonomicznej, co budzi nadzieję na odrobienie przez lirę przynajmniej części strat.

W tym kontekście kluczowe będzie najbliższe posiedzenie banku centralnego Turcji: oczekuje się, że 19 listopada CBRT ogłosi podwyżki stóp, których skala może wynieść nawet kilka punktów procentowych. Powrót do bardziej standardowych działań w polityce monetarnej to nie tylko szansa na ograniczenie uporczywie wysokiej inflacji, która pomimo pandemicznej recesji wynosi ok. 12%, ale też pierwszy krok, który mógłby pomóc tureckiej walucie powrócić znad przepaści, nad którą ponownie znalazła się w tym roku.

Autor: Roman Ziruk, analityk Ebury

ACARTUS SA poprawił rentowność w III kwartale, pomimo spadku przychodów

Pomimo spadku obrotów w III kwartale o 135,9 tys. zł w porównaniu do analogicznego okresu w 2019 r., Grupa Kapitałowa ACARTUS SA odnotowuje wyższy zysk netto ze sprzedaży o 116 tys. zł – wynika z raportu spółki za III kwartał 2020.

W III kwartale 2020 przychody Grupy Kapitałowej Acartus SA wyniosły 906,5 tys. zł i są niższe o 135,9 tys. zł od porównywalnego okresu (1.042,4 tys. zł).  Po trzech kwartałach bieżącego roku, Grupa Kapitałowa Acartus SA odnotowuje 319,3 tys. zł zysku netto ze sprzedaży, w porównaniu do 203,3 tys. zł w 2019 r. To o 116 tys. zł więcej niż po trzech kwartałach 2019 r.

– Spadek przychodów jest wynikiem zakończenia współpracy z jednym z większych klientów, a z drugiej strony restrukturyzacją biura w Gdyni. Na koniec III kwartału 2020 r. o 159,8 tys. zł wzrosły należności krótkoterminowe Grupy Kapitałowej w stosunku do analogicznego okresu roku poprzedniego. Wynika to głównie z faktu trudności płynnościowych klientów powodowane przez pandemię – wyjaśnia Piotr Piekarski, prezes zarządu ACARTUS SA, który jednocześnie podkreśla wyższy zysk ze sprzedaży netto: – Pomimo spadku obrotów o 135,9 tys. zł, zysk ze sprzedaży jest na wyższym poziomie do okresu porównywalnego w 2019 r. o 116 tys. zł i wynosi 319,3 tys. zł – dodaje prezes Piekarski.

Grupa Kapitałowa ACARTUS SA to spółki: Acartus SA, która prowadzi biura rachunkowe w Jastrzębiu-Zdroju i w Raciborzu oraz Acartus Sp. z o.o. prowadząca biuro rachunkowe w Gdyni. Spółki ACARTUS zapewniają kompleksową obsługę księgową, kadrowo-płacową i podatkową dla firm, specjalizując się w rozliczeniach zagranicznych – dla firm zagranicznych działających na rynku polskim oraz dla osób prywatnych pracujących za granicą i cudzoziemców zatrudnionych w Polsce. W 2011 r. Grupa Kapitałowa ACARTUS SA zadebiutowała na rynku NewConnect zarządzanym przez Giełdę Papierów Wartościowych SA w Warszawie.

Enterprise Investors większościowym udziałowcem w Anwim S.A.

Polish Enterprise Fund VIII stanie się większościowym akcjonariuszem Anwim S.A. Jest to kolejny krok w rozwoju największego niezależnego operatora stacji paliw w Polsce. Fundusz private equity zarządzany przez Enterprise Investors jest związany z Anwim S.A. od 2018 r., kiedy nabył pakiet 35% akcji spółki. Transakcja zostanie sfinalizowana po wydaniu zgody przez Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumenta.

Zwiększenie zaangażowania funduszu Enterprise Investors w naszą spółkę jest kolejnym krokiem w realizacji ambitnej strategii rozwoju, jaką przyjęliśmy kilka lat temu. Jesteśmy dziś najdynamiczniej rosnącą siecią stacji paliw w Polsce, a zwiększenie zaangażowania kapitałowego Enterprise Investors pozwoli nam kontynuować ekspansję na rynku  – mówi Rafał Pietrasina, prezes zarządu Anwim S.A.

Marka MOYA, której właścicielem jest Anwim S.A., kontynuuje dynamiczny rozwój. Po niedawnym przejęciu stacji paliw eMILA, jako jedyna w Polsce sieć dysponuje tak kompleksową ofertą. Klienci mogą skorzystać z tradycyjnych stacji obsługowych ze sklepem i konceptem gastronomicznym Caffe MOYA, stacji automatycznych (wyłącznie dla flot) oraz samoobsługowych dla klientów biznesowych oraz indywidualnych. Na koniec bieżącego roku liczba stacji działających pod marką MOYA przekroczy 300.