Pandemia uaktywniła oszustów w handlu międzynarodowym

W czasach kryzysu spowodowanego pandemią COVID-19 wiele firm utraciło swoje rynki zbytu lub zostało zmuszonych rządowymi obostrzeniami do czasowego zamknięcia punktów sprzedaży. Dlatego kontakt od każdego nowego odbiorcy wydaje się wielkim sukcesem – trzeba jednak uważać, aby nie paść łupem oszustów. Znów bowiem notuje się wzrost liczby oszustw polegających na podszywaniu się pod duże firmy handlowe, tzw. European Distribution Fraud.

W ostatnim czasie firma faktoringowa Bibby Financial Services odnotowała kilka takich przypadków. Schemat działania oszustów jest podobny: firma odbiera drogą mailową zamówienie o wartości kilkakrotnie przewyższającej jej średnie miesięczne obroty. Wydaje się, że to przysłowiowa gwiazdka z nieba – tym bardziej, że zamówienie jest wystawione przez dużą międzynarodową sieć handlową, np. Leclerc, Auchan, Argos z grupy Sainsbury’s Supermarkets Limited, Carrefour, czy dom handlowy Harrods. Tymczasem, w procesie weryfikacji takiego odbiorcy okazuje się, że zamówienie wystawili oszuści podszywający się pod znane marki handlowe. Interwencje Bibby Financial Services uratowały już klientów przed milionowymi stratami.

Pandemia koronawirusa przyspieszyła rozwój cyfrowych kanałów kontaktu. Niestety, uaktywnili się też oszuści, którzy coraz śmielej atakują użytkowników bankowości elektronicznej, klientów firm energetycznych czy kurierskich. Nie ma tygodnia byśmy nie czytali doniesień i ostrzeżeń przed coraz bardziej wyrafinowanymi sposobami kradzieży. Przypadki takie są, niestety, częste również w handlu międzynarodowym.

Oszuści na swój cel chętnie biorą małe i średnie przedsiębiorstwa z Polski, czy szerzej: z Europy Środkowo-Wschodniej. Liczą, że zadowolone z dużego zamówienia od znanej sieci handlowej nie będą zbyt dokładnie go weryfikować, tylko od razu wyślą towar. Łupem oszustów padają zarówno firmy produkcyjne, jak i dystrybutorzy, z różnych branż. Wśród klientów Bibby Financial Services taką nieprzyjemną „przygodę” mieli ostatnio: producent sztucznych choinek, firma handlowa z branży oświetleniowej, czy producent odzieży BHP.

Co powinno zapalić ostrzegawczą lampkę?

Radzi Jolanta Nowakowska, dyrektor sprzedaży na region południowy w Bibby Financial Services: Do firmy przychodzi mailem zamówienie na dużą kwotę, przewyższające standardową skalę działalności (przykładowo: zamówienie opiewa na 300 tys. zł a roczne obroty firmy wynoszą 1 mln zł). Odbiorca przedstawia się jako znana sieć handlowa. Chociaż wcześniej firmy nie miały kontaktu, odbiorca nawet nie prosi o partię próbną. Proponuje natomiast wydłużony termin płatności (standardowo 30 -45 dni, co akurat nie wzbudza podejrzeń). W mailu podpisuje się osoba, którą łatwo znaleźć na stronie internetowej danej sieci handlowej, np. prezes. Zdarza się, że dołączane są wyniki finansowe firmy, czy nawet skan dowodu osobistego prezesa – dokumenty, które zazwyczaj nie występują w korespondencji handlowej. Zamówienie pochodzące rzekomo od dużej sieci trafia do niewielkiej firmy handlowej i dotyczy jednego typu produktów. Z pewnością prawdziwa sieć zamówiłaby je bezpośrednio u producenta, licząc na lepsze warunki.

Do realizacji tak dużych zamówień małe i średnie przedsiębiorstwa potrzebują finansowania zewnętrznego. Dlatego zwracają się do firmy faktoringowej, która przed przyznaniem limitu przeprowadza weryfikację odbiorcy. To właśnie na tym etapie wykrywane jest oszustwo. Najważniejsze, aby zgłosić się do faktora przed wysyłką towaru.

Warto podkreślić, że weryfikacja potencjalnego odbiorcy przez faktora to w zasadzie jedyny pewny sposób uchronienia się przed oszustwem. W opisanych powyżej przypadkach nie sprawdziłaby się nawet polisa ubezpieczeniowa, jest ona bowiem wystawiana w oparciu o dane i rating prawdziwej firmy, pod którą oszuści tylko się podszywali. Po wysyłce towaru pieniędzy nie udałoby się odzyskać.

Weryfikacja odbiorców przez faktora

To standardowa procedura przed udzieleniem finansowania w formie faktoringu. Na tym etapie faktor bada wszystkie powiązania potencjalnego odbiorcy, a także jego sytuację finansową. Wszelkie nietypowe transakcje – np. wyjątkowo duże zamówienia złożone bez wcześniejszych spotkań czy negocjacji – wzbudzają czujność analityków faktora. Sprawdzane są przede wszystkim domeny, z których zostały wysłane maile z zamówieniem. Można do tego celu wykorzystać narzędzie https://who.is/, które pokazuje datę rejestracji domeny. Jeśli okaże się, że było to stosunkowo niedawno, trzy czy cztery miesiące temu, należy podjąć dalsze działania weryfikacyjne. Duże firmy handlowe, zwłaszcza znane marki, działają na swoich domenach z reguły dłużej niż rok.

Kolejny krok, to sprawdzenie prawdziwości zamówienia bezpośrednio w firmie, której nazwą posługuje się rzekomy odbiorca. Można to zrobić nawet samodzielnie, dzwoniąc na infolinię albo korzystając z formularza kontaktowego na stronie internetowej. Powinna to być strona znaleziona przez wyszukiwarkę internetową – nie należy klikać w linki podane w mailu z zamówienia, ponieważ mogą prowadzić na fałszywą stronę, stworzoną tylko po to, by uprawdopodobnić całą transakcję. Faktor również potwierdza zamówienie, najczęściej korzystając ze swoich kontaktów w poszczególnych sieciach handlowych.

Rekomendujemy wszystkim firmom, żeby nie traciły czujności, kiedy otrzymują niespodziewanie duże zamówienie z zagranicznej firmy. Znana marka może początkowo nie budzić podejrzeń, a dokumenty mogą wyglądać bardzo wiarygodnie, łącznie z pieczątkami czy podpisami osób zarządzających. Ale pamiętajmy: w obecnych czasach bardzo łatwo skopiować podpis, choćby ze sprawozdania finansowego, a nazwiska kupców można namierzyć w mediach społecznościowych. Oszuści się profesjonalizują i chętnie korzystają z trudnego czasu pandemii. Zyskowne transakcje w handlu międzynarodowym to efekt wielu lat pracy i skomplikowanych negocjacji, a nie łut szczęścia – podsumowuje Jolanta Nowakowska z Bibby Financial Services.

Rząd powinien uprościć prawo, zmniejszyć podatki i ratować polską gospodarkę

Zbyt skomplikowane przepisy administracyjne i piętrzące się opłaty – to główni wrogowie polskich przedsiębiorców. Konstytucja dla biznesu, wprowadzona już wiele miesięcy temu, miała rozwiązać problemy, z którymi na co dzień spotykają się właściciele firm. Zamiast ułatwić życie przedsiębiorcom, rząd wydaje pieniądze na nieuzasadnione sprawy publiczne, wprowadza nowe podatki i pogłębia inflację. Reforma systemu administracji publicznej jest szczególne potrzebne teraz, gdy naszej gospodarce grozi recesja. By na rynku odrodził się ruch i płynność finansowa, firmy nie mogą na każdym kroku zderzać się z biurokratycznymi problemami i barierami.

– Jeżeli rząd nie zlikwiduje sztucznych i nie wynikających z przynależności do Unii Europejskiej barier, to trudno sobie wyobrazić, czy po kryzysie polskie przedsiębiorstwa będą w stanie w dalszym ciągu działać – powiedział serwisowi eNewsroom Andrzej Sadowski, prezydent Centrum im. Adama Smitha. – Już dzisiaj rząd powinien zacząć podejmować działania, które poprawią tę sytuację. Rozwiązania bywają czasami banalnie proste. Niedawno rząd zwykłym rozporządzeniem zlikwidował bardzo wysoką opłatę legalizacyjną dla samochodów strażackich. Kilkaset z nich stało na terenie Polski, nie mogąc brać udziału w akcjach ratowniczych, dlatego, że dokument dopuszczający je do pracy kosztował około 60 tysięcy złotych. Ochotniczej Straży Pożarnej czy lokalnych samorządów nie było na to stać. Jednym rozporządzeniem udało się obniżyć te opłaty o ponad 600%. W podobny sposób musimy zlikwidować bariery wewnętrzne, które przeszkadzają w rozwoju gospodarczym i społecznym naszego kraju. Inaczej kryzys zamieni się w zapaści, a zapaść w spiralę, która nas pogrąży – ostrzega Sadowski.

Grupa R22 notuje ponad 100 proc. wzrost zysku netto w III kw. 2020

Notowana na GPW grupa technologiczna R22 osiągnęła w III kwartale 2020 r. rekordowe wyniki zarówno na poziomie zysku EBITDA, jak i zysku netto. W minionym kwartale zysk netto przypisany akcjonariuszom jednostki dominującej wyniósł 6,8 mln zł. To ponad dwukrotnie lepszy wynik niż rok wcześniej. Przychody ze sprzedaży wyniosły 49,4 mln zł, a zysk EBITDA po wzroście o 16 proc. r/r wyniósł 15,0 mln zł.

– Bardzo dobre wyniki wypracowane w minionym kwartale to efekt działań organicznych, w tym optymalizacji oferty, dosprzedaży czy sprzedaży produktów o wyższej marży. W odróżnieniu od poprzednich okresów, na dynamikę wzrostu w III kwartale 2020 nie miały praktycznie żadnego wpływu przejęcia, a niemal w 100 proc.  efekty naszej pracy w zakresie integracji i optymalizacji biznesów działających w Grupie już rok temu. – mówi Jakub Dwernicki, prezes R22.

W segmencie hostingu Grupa kontynuowała proces budowy i rozszerzania marki cyber_Folks. Jego wymiernym efektem jest rebranding kolejnej marki – Hekko, dzięki czemu od początku listopada pod marką cyber_Folks jest już ponad 100 tys. klientów. Przychody w tym segmencie wyniosły 23,0 mln zł, a zysk EBITDA niecałe 8,0 mln zł i był o 20 proc. wyższy niż rok wcześniej.

Również w segmencie CPaaS (Communication Platform as a Service) Grupa może pochwalić się dynamicznym wzrostem dzięki działaniom organicznym. W minionym kwartale Grupa pracowała nad pierwszym zagranicznym przejęciem w segmencie, które zostało sfinalizowane w październiku. W wyniku przejęcia Grupy ProfiSMS, R22 została liderem czeskiego rynku transakcyjnej i marketingowej komunikacji SMS i zyskała mocną pozycję na rynku słowackim.

– Dynamiczne wzrosty wyników w minionym kwartale to efekt konsekwentnych działań w zakresie wzrostu bazy klientów, wzrostu APRU oraz sprzedaży usług wyżej marżowych. Skuteczne działania w obu obszarach – rozwoju organicznego oraz akwizycji umożliwią nam długoterminowy rozwój Grupy. Nasza ambicją jest dalszy międzynarodowy rozwój zarówno w regionie Europy Środkowo Wschodniej, jak i w Europie Zachodniej. – dodaje Dwernicki.

Szybko rosną również biznesy SaaS-owe Grupy. Narzędzie marketing automation User.com zwiększyło sprzedaż r/r o 40 proc. Blugento, dostawca sklepów internetowych w modelu SaaS opartych na Magento, w którym aktualnie Grupa R22 posiada 51 proc. udziałów, zwiększył sprzedaż o ponad 50 proc. r/r, a dostawca narzędzi e-commerce dla branży hotelarskiej Profitroom, zgodnie z wcześniejszymi przewidywaniami spółki, odnotował w III kwartale 2020 bardzo silnie odbicie wynikające z faktu, iż w sezonie wakacyjnym szczególną popularnością cieszyły się krajowe kierunki wakacyjne. Jest to korzystny trend dla Profitroom, którego większość klientów nastawiona jest na gości turystycznych, a nie biznesowych, którzy w większości dokonują rezerwacji poprzez agregatory ofert. Jednocześnie hotele mocniej koncentrują się na sprzedaży  bezpośrednio przez własną stronę internetową oraz odpowiednim zarządzaniu kanałami sprzedaży, co dodatkowo wspiera popyt na rozwiązania Profitroom.

– Widzimy rosnący popyt na nasze rozwiązania, obecna sytuacja jedynie przyspieszyła widoczne od wielu lat trendy. Pokazuje to, że jesteśmy bezpiecznym biznesem, który dostarcza infrastrukturę i narzędzia użyteczne zarówno na czasy pandemii, jak i tzw. czasy postcovidowe. Jesteśmy przygotowani na wszelkie możliwości, niezależnie jak długo potrwa obecna sytuacja. – komentuje Jakub Dwernicki.

Grupa R22 spodziewa się utrzymania dotychczasowego trendu wzrostu organicznego w segmencie hostingu. Równolegle pracuje nad nowymi przejęciami oraz planuje dołączać kolejne marki hostingowe do cyber_Folks. W segmencie CPaaS w IV kwartale powinno nastąpić mocne przyspieszenia i rekordowe liczby wysyłek komunikatów, dzięki dynamicznemu wzrostowi rynku e‑commerce. Zgodnie z zapowiedziami spółki na wyniki segmentu mocny pozytywny wpływ będzie miało przejęcie ProfiSMS. W segmencie SaaS Grupa chce utrzymać wysoką dynamikę rozwoju.

Wyniki finansowe Grupy Agora w 3. kwartale 2020 r.

3. kwartał 2020 r. był dla Grupy Agora czasem wzmożonej dyscypliny kosztowej i intensywnej pracy nad odbudową wpływów wszystkich jej przedsięwzięć, które mierzyły się z negatywnymi skutkami pandemii. Podjęte działania pozwoliły poprawić wyniki operacyjne segmentów Prasa, Internet oraz Radio. Grupa odnotowała wyższe przychody ze sprzedaży wydawnictw, zwłaszcza prenumerat cyfrowych „Gazety Wyborczej” oraz publikacji Wydawnictwa Agora, a jej koszty operacyjne spadły o blisko 90 mln zł, przekładając się na pozytywny wynik na poziomie EBITDA.

W 3. kwartale 2020 r. całkowite przychody Grupy Agora wyniosły 193,0 mln zł i były niższe o nieco ponad 34% w porównaniu z 3. kwartałem 2019 r. W największym stopniu wpłynęło na to ograniczenie wpływów z działalności kinowej związane z administracyjnymi obostrzeniami dotyczącymi funkcjonowania kin w Polsce, w tym ustaleniem limitu widzów na salach kinowych, a także wstrzymaniem premier największych produkcji filmowych. Z tego względu przychody ze sprzedaży biletów do kin sieci Helios zmniejszyły się o ponad 74%, a ze sprzedaży barowej w kinach o prawie 72%. W multipleksach Heliosa sprzedano ponad 932,9 tys wejściówek, czyli o niemal 73% mniej niż w 3. kwartale 2019 r. Według danych Boxoffice.pl w tym czasie liczba biletów sprzedanych w polskich kinach wyniosła ponad 3,4 mln i spadła o prawie 77%1.

Oprócz tego we wszystkich obszarach Grupy zmniejszyły się przychody ze sprzedaży usług reklamowych – łącznie o 18% do niemal 110 mln zł. Największą dynamikę spadku w tym zakresie zanotował segment Film i Książka, głównie z powodu ograniczeń w działalności kinowej i w efekcie mniejszej liczby widzów na seansach filmowych mających kontakt z reklamą. Istotne ograniczenie budżetów reklamowych odczuły też Prasa i Reklama Zewnętrzna.

Dodatkowo, w okresie lipiec – wrzesień 2020 r. Grupa zanotowała niższe wpływy ze sprzedaży usług poligraficznych związane z mniejszą skalą zamówień, a także z działalności filmowej z uwagi m.in. na mniejszą liczbę nowych tytułów w dystrybucji kinowej. Spadek przychodów z pozostałej sprzedaży miał miejsce w segmencie Prasa, głównie w związku z ograniczeniem wpływów z festiwali muzycznych w związku z obostrzeniami sanitarnymi. Wyższe były natomiast wpływy z tego tytułu w segmencie Film i Książka dzięki rozwojowi działalności gastronomicznej, dystrybucji książek w księgarniach internetowych oraz sprzedaży licencji na dystrybucję muzyki poza granicami kraju.

Jedyną kategorią wpływów, które wzrosły w porównaniu z 3. kwartałem 2019 r., były przychody ze sprzedaży wydawnictw wyższe o 5,1%. Przyczyniła się do tego rosnąca sprzedaż dostępów do treści Wyborcza.pl oraz publikacji Wydawnictwa Agora.

Grupa Agora ograniczyła w 3. kwartale 2020 r. koszty operacyjne netto o blisko 90 mln do 197,3 mln zł. Były one niższe we wszystkich segmentach operacyjnych Grupy, a ich największy spadek miał miejsce w segmentach Film i Książka oraz Prasa.

Na poziom kosztów w tym okresie rzutował szereg działań oszczędnościowych podjętych przez Agorę. Część czynników pozwalających na obniżenie wydatków Grupy wynikała też z przepisów prawa – zawieszenia odpłatności za czynsze kin w galeriach handlowych, a także z wpływu pandemii na wybrane formy działalności, m.in. na koszty odpłatności za kopie filmowe i dla producentów filmowych, a także wydatki związane z realizacją kampanii reklamowych. Zatrudnienie etatowe w Grupie na koniec września 2020 r. wyniosło 2 332 etaty2.

Dzięki dyscyplinie kosztowej i pracy nad odbudową wpływów w 3. kwartale 2020 r. Grupa osiągnęła zysk na poziomie EBITDA w wysokości 33,2 mln zł. Strata na poziomie EBIT wyniosła 4,3 mln zł, a strata netto 9,0 mln zł3. Warto pamiętać, że pozytywny wpływ na wynik operacyjny Grupy w 3. kwartale 2020 r. miało dofinansowanie z Funduszu Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych w kwocie ponad 10 mln zł.

Wyniki Grupy Agora w 3. kwartale 2020 r. cały czas znajdowały się pod presją skutków wybuchu pandemii COVID-19 oraz działań administracji rządowej, podjętych w celu ograniczenia dalszego rozprzestrzeniania się wirusa. W opinii Zarządu spółki największy negatywny wpływ pandemii na działalność reklamową Grupy widoczny był już w 2. kwartale 2020 r., a w najbliższym czasie tempo spadku wpływów Grupy z tego tytułu powinno wyhamowywać. Działalność kinowa i gastronomiczna Grupy Agora pozostają zależne od decyzji i działań podejmowanych przez władze państwowe, do których firma jest w stanie sprawnie się dostosować.

Obok działań oszczędnościowych i zabezpieczających płynność finansową całej organizacji, zespół Agory realizował w 3. kwartale 2020 r. wiele projektów poszerzających ofertę Grupy i elastycznie dopasowujących ją do aktualnych okoliczności rynkowych. Wśród nich warto zwrócić uwagę na rozwój cyfrowych kanałów sprzedażowych i rozwiązań z obszaru digital. Kolejne sukcesy w tym obszarze odnotowały „Gazeta Wyborcza” i Radio TOK FM. Na koniec września 2020 r. liczba subskrypcji Wyborcza.pl wyniosła blisko 241 tys. i była ona wyższa o 20% w porównaniu z ub.r. Natomiast z dostępów Premium TOK FM korzystało już 24,8 tys. subskrybentów. Cyfrową dystrybucję treści kontynuuje też NEXT FILM, udostępniając kolejne produkcje ze swojego portfolio na platformach VOD, w tym w ramach współpracy z Netflixem. Agora Muzyka poszerza swoją ofertę w serwisach cyfrowych, a Wydawnictwo Agora w księgarniach internetowych. Kulturalnysklep.pl i Publio.pl, czyli księgarnie internetowe Agory, chcąc przyciągnąć kolejnych klientów, wprowadziły nową odsłonę swoich serwisów z dodatkowymi funkcjonalnościami. Ich popularność rośnie, czego dowodem jest miejsce Publio.pl w trójce najchętniej odwiedzanych e-księgarni. Na rozwiązania z zakresu digital marketingu stawiają też zespoły reklamowe Agory, np. Doradztwo Mediowe z Grupy Radiowej Agory, które na coraz szerszą skalę realizuje kampanie internetowe, w tym w formacie audio, czyli cyfrowego dźwięku.

Źródło danych: skonsolidowane sprawozdanie finansowe wg MSSF, 3. kw. 2020 r.

Przypisy:

1 Dane dotyczące frekwencji w kinach sieci Helios raportowane są zgodnie z okresami kalendarzowymi, zaś dane dotyczące frekwencji rynkowej – zgodnie z Boxoffice.pl. W tym drugim ujęciu sprzedaż biletów do kin raportowana jest w okresach, które nie są tożsame z kalendarzowym miesiącem, kwartałem czy rokiem. Liczba sprzedanych biletów w danym okresie mierzona jest począwszy od pierwszego piątku danego miesiąca, kwartału czy roku do pierwszego czwartku przypadającego w następnym miesiącu, kwartale czy roku raportowym.

2 Po wyeliminowaniu efektu obniżenia wymiaru czasu pracy.

3 W ujęciu bez MSSF 16 w 3. kwartale 2020 r. Grupa Agora odnotowała zysk na poziomie EBITDA w wysokości 20,7 mln zł, stratę na poziomie EBIT w wysokości 2,7 mln zł oraz zysk netto 0,8 mln zł.

W tym roku nawet o 30 proc. mniej pasażerów w pociągach. Rośnie ryzyko zawieszania połączeń

Praca i nauka w formie zdalnej oraz nieczynne hotele ograniczają ruch pasażerski w pociągach. W czasie najbardziej restrykcyjnego lockdownu wiosną przewozy spadły nawet o 90 proc., a średnio w całym roku spadek wyniesie 20–30 proc. – Jeśli dalej będziemy mieli do czynienia z przymknięciem gospodarki i część osób będzie pracowała zdalnie, to można się spodziewać, że niektóre pociągi zostaną zawieszone – przewiduje Jakub Majewski, prezes zarządu Fundacji Pro Kolej.

– Pierwsza połowa roku na kolei była bardzo specyficzna. Przez pierwsze dwa miesiące było więcej pasażerów w pociągach niż rok wcześniej, co potwierdzało tendencję wzrostową utrzymującą się od czterech–pięciu lat. Potem nagle nastąpiło załamanie, zamknięcie gospodarki, ludzie pozostali w domach, a spadek liczby pasażerów w pociągach sięgnął 90 proc. W wakacje było znowu lepiej, a we wrześniu naprawdę dobrze – przybyło pasażerów, a rynek zaczął się odbudowywać. Były takie województwa, w których brakowało raptem kilku procent do tego, żeby wyrównać wynik z września ubiegłego roku – wyjaśnia sytuację na kolei dr Jakub Majewski w rozmowie z agencją Newseria Biznes.

W kolejnych tygodniach na zmniejszenie się ruchu pasażerów wpłynęło częściowe przeniesienie nauki do online’u, początkowo studentów i uczniów szkół ponadpodstawowych, potem także uczniów podstawówek. Jak podkreśla prezes Fundacji Pro Kolej, to grupy pasażerów wyjątkowo wiernych kolei. Potem nałożyły się na to wprowadzane restrykcje – zamknięcie hoteli dla gości innych niż biznesowi, a także rządowa rekomendacja wprowadzenia pracy zdalnej w firmach w jak najszerszym zakresie.

Zdaniem eksperta sytuacja raczej nie będzie tak zła jak w pierwszej połowie roku, ale niewątpliwie transport kolejowy – patrząc na wyniki z całego roku – zostanie silnie dotknięty skutkami pandemii. Szacunki dotyczące przewozów pasażerskich pokazują, że w tym roku kolej przewiezie 20–30 proc. mniej pasażerów niż zazwyczaj i przychody będą proporcjonalnie niższe.

– Na szczęście kolej pasażerska w zdecydowanej większości jest wspierana przez państwo. Jest to usługa publiczna, tak samo jak wszystkie pozostałe, np. służba zdrowia, która musi funkcjonować nawet wtedy, kiedy nie przynosi dochodów. W związku z tym część strat przewoźników kolejowych będzie rekompensowana przez budżety państwowe lub samorządowe – dodaje prezes Fundacji Pro Kolej.

Podkreśla, że w pierwszej połowie roku spółki kolejowe otrzymały pomoc publiczną, aby nie doszło do likwidacji połączeń. W wielu miejscowościach kolej była jedynym środkiem transportu publicznego, który w czasie pandemii zapewniał dostęp do usług publicznych.

– Mam nadzieję, że razem z tą drugą falą pandemii pojawią się także środki finansowe dla kolei, żeby ludzie, którzy mają taką potrzebę, mogli dojechać do pracy, np. pracownicy służby zdrowia – podkreśla Jakub Majewski. – Jeśli dalej będziemy mieli do czynienia z częściowym zamknięciem gospodarki, jeżeli dalej część pracowników będzie pracowała zdalnie, to można się spodziewać, że niestety spadki w przewozach będą na tyle duże, że część pociągów zostanie zawieszona.

To wydaje się nieuniknione. PKP Intercity na początku listopada zawiesiło część swoich połączeń. Sytuację przewoźników kolejowych komplikują limity miejsc, które można udostępnić pasażerom. Ze względu na utrzymanie dystansu społecznego tylko połowa miejsc może być zajęta.

– Z jednej strony to dobrze, bo bezpiecznie, ale z drugiej strony przewoźnicy mają dylemat: jeżeli w pociągu mamy garstkę pasażerów, to czy ten pociąg powinien dalej mieć cztery czy pięć wagonów. Musimy znaleźć odpowiednie proporcje między kosztami uruchomienia takiego pociągu a bezpieczeństwem podróżnych. Natomiast jeżeli decydujemy, że to bezpieczeństwo podróżnych jest absolutnym priorytetem, że mimo wszystko pociąg powinien jechać zapełniony tylko w połowie, to należy ze środków publicznych zrekompensować puste fotele, czyli brak możliwości zarabiania – zaznacza prezes Fundacji Pro Kolej. – Jeżeli powiemy przewoźnikom, żeby radzili sobie sami, to jedynym wyjściem będzie odwołanie pociągu i pasażerowie nie pojadą wcale.

W przypadku przewozów towarowych spadek zapotrzebowania nie jest tak duży jak w ruchu pasażerskim, ale jednak bardziej trwały. Jak wyjaśnia Jakub Majewski, gospodarka zwolniła, eksport towarów się zmniejszył, a część fabryk została zamknięta na dłuższy czas i wraz z tym mniejsze były ich potrzeby przewozowe. Z drugiej strony rośnie transport intermodalny, rozwijają się przewozy kontenerowe, bo coraz chętniej i więcej kupujemy zdalnie. Statki przypływają do naszych portów, a dalej towar jest transportowany także pociągami, co zapewnia kolei pewien stały poziom zleceń.

Dobra passa złotego może się wkrótce skończyć. Głównie z powodu gorszej sytuacji epidemicznej i konfliktu z UE

Od minimów z października polska waluta umocniła się do dolara, euro i franka o 4–5 proc. w ciągu zaledwie kilkunastu dni. Wiązało się to z poprawą nastrojów na globalnych rynkach, co skutkowało także ignorowaniem zagrożeń wewnątrz kraju, np. rosnącej liczby zakażeń i protestów społecznych. Jednak przestrzeń do dalszego umocnienia złotego nie jest już duża. Zdaniem Marcina Kiepasa, analityka walutowego Tickmill, największym zagrożeniem byłby twardy lockdown. Na razie jednak, zgodnie z deklaracjami rządu, jego widmo się odsunęło.

Złoty ma za sobą bardzo dobry okres. Jego pierwsza dekada upłynęła pod znakiem wyraźnego, mocnego umocnienia do koszyka walut. Zwraca uwagę szczególnie para euro/złoty – euro jeszcze pod koniec października było najdroższe od 11 lat, tymczasem półtora tygodnia później taniało już o 18 gr – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Marcin Kiepas, analityk walutowy Tickmill. – To gwałtowne umocnienie złotego to przede wszystkim reakcja na to, co działo się na rynkach finansowych, a więc na wyraźną poprawę nastrojów na globalnych rynkach, połączoną ze wzrostem apetytu na ryzyko. Dodatkowym czynnikiem był silny wzrost notowań eurodolara.

Pierwsza połowa listopada to wzrost indeksów, zarówno szerokiego S&P500, jak i technologicznego Nasdaqa, który lepiej się zachowywał podczas lockdownu niż spółki tzw. starej ekonomii – banki, linie lotnicze etc. Rósł też krajowy WIG20. Mniej stabilne było zachowanie obligacji, gdzie rentowności najpierw wzrosły, co oznacza spadek cen, a potem podążyły w przeciwnym kierunku, ale dopiero w drugim tygodniu listopada. Trend ten był widoczny także na spadku cen złota oraz tzw. indeksu strachu S&P500 VIX. Eurodolar wspiął się na poziomy niewidziane od połowy września.

Pod koniec października euro kosztowało niemal 4,64 zł, za franka szwajcarskiego trzeba było zapłacić 4,34 zł, a za dolara ok. 3,97 zł. W ciągu 10 dni polska waluta umocniła się jednak o ok. 4 proc. do euro, 5 proc. do dolara i 4,4 proc. do franka.

Inwestorzy i rynki finansowe ignorowały czynniki z punktu widzenia złotego niekorzystne, jak np. masowe protesty społeczne, majaczący gdzieś na horyzoncie konflikt między Polską a Unią Europejską w kwestii praworządności czy też systematycznie pogarszająca się sytuacja epidemiczna w kraju – wylicza Marcin Kiepas.

Jego zdaniem nie ma co liczyć na spadki głównych walut większe niż o 3 gr w przypadku euro i dolara oraz 5 gr w przypadku franka. Po osiągnięciu tych poziomów złoty może powrócić do spadków.

– Sytuacja na wykresie polskich par, ale też i otoczenie rynkowe sugerują, że jest jeszcze przestrzeń do umocnienia złotego, niemniej jednak jest już ona istotnie ograniczona. Wydaje się, że poziom 4,45 w przypadku euro, 4,10 dla szwajcarskiego franka i okolice 3,70 w przypadku dolara to są już poziomy docelowe dla spadków tych par walutowych, a jednocześnie potencjalne punkty zwrotne – ocenia analityk Tickmill.

Ministerstwo Zdrowia poinformowało w piątek 13 listopada, że liczba zakażonych koronawirusem wzrosła o przeszło 24 tys. osób przy 57,5 tys. wykonanych testów. W ciągu tamtej doby zmarło 419 pacjentów. Informacja z soboty to już ponad 25,5 tys. zakażeń. W poniedziałek liczba ta była o ponad 5 tys. osób niższa, ale przy zaledwie 35 tys. testów.

Choć na razie premier Mateusz Morawiecki ogłosił, że nie ma potrzeby wprowadzania twardego lockdownu, sytuacja może się zmienić w ciągu kilku dni. Informację o 90-proc. skuteczności szczepionki stworzonej przez firmę Pfizer osłabia fakt, że wymaga ona przechowywania i transportu w temperaturze -70 stopni Celsjusza, co zwiększa jej koszt.

– Przeciwko dalszemu umocnieniu złotego przemawia przede wszystkim coraz gorsza sytuacja epidemiczna, co już wkrótce może oznaczać twardy lockdown, a to będzie miało negatywne przełożenie na koniunkturę i sytuację w polskiej gospodarce. Można sobie wyobrazić sytuację, że wiele ośrodków analitycznych zacznie obniżać prognozy gospodarcze w związku z drugą falą pandemii w Polsce, nie tylko na IV kwartał 2020, ale również na rok 2021. I to już powinno mieć odzwierciedlenie w osłabieniu złotego – mówi Marcin Kiepas

Na razie zarówno Komisja Europejska, jak i MFW zrewidowały w górę swoje prognozy – szacowany przez te instytucje spadek jest mniejszy, niż oceniały one w poprzednich miesiącach, jednak szacunki te nie uwzględniają sytuacji z ostatnich tygodni. W przyszłym roku obie instytucje przewidują kilkuprocentowy wzrost gospodarczy.

– Ponadto nie jest wykluczone, że Rada Polityki Pieniężnej, która na ostatnim posiedzeniu nie zmieniła swojej polityki monetarnej, a opublikowane prognozy były dość ostrożne, w związku z ewentualnym twardym lockdownem zdecyduje się na jednym z przyszłych posiedzeń, może na najbliższym, obniżyć stopy procentowe do zera. I to jest kolejny czynnik, który nie pozwala już w tej chwili oczekiwać na wyraźne umocnienie złotego – ocenia analityk walutowy Tickmill.

Na posiedzeniu 6 listopada RPP nie zmieniła stóp procentowych, z których jednak referencyjna pozostaje na rekordowo niskim poziomie 0,10 proc. przy inflacji w wysokości 3,1 proc. Według upublicznionej 10 listopada projekcji inflacji i PKB Narodowego Banku Polskiego w całym 2020 roku polska gospodarka ma się skurczyć o 3,5 proc., przy czym nakłady brutto na środki trwałe, czyli inwestycje, spadną o 8,2 proc., a spożycie gospodarstw domowych o 4,2 proc. W obecnej radzie przeważają postawy „gołębie”, czyli skłonne do obniżania stop procentowych, a nie tłamszenia inflacji przez ich podnoszenie, co wciąż nie wyklucza wprowadzenia ujemnych poziomów. Według obecnego harmonogramu kolejne posiedzenie RPP ma się odbyć na początku grudnia.

Trudna sytuacja polskich hodowców i producentów mleka. Mniejszy eksport, lockdown i wahania cen utrudniają sprzedaż

Na liście największych producentów mleka Polska zajmuje obecnie dwunaste miejsce na świecie i czwarte w UE. Doceniają je również krajowi konsumenci. Na sytuację w branży niekorzystnie jednak wpływa pandemia i związane z nią ograniczenia dla restauratorów i hotelarzy oraz wahania cenowe na rynku. – Akcją #DziękujemyŻePijecieMleko chcemy zachęcić do większego spożycia mleka w Polsce, ale też pokazać konsumentom, że za kupowanym przez nich w sklepie mlekiem stoi konkretny hodowca i jego praca – podkreślają inicjatorzy akcji z Polskiej Federacji Hodowców Bydła i Producentów Mleka.

– Pandemia koronawirusa wywołała bardzo duże zaburzenia w branży mleczarskiej. Wyhamowanie handlu zagranicznego spowodowało, że ceny produktów, a zarazem ceny surowca zdecydowanie spadły – mówi agencji Newseria Biznes Dorota Śmigielska, analityk rynku mleka w Polskiej Federacji Hodowców Bydła i Producentów Mleka, wiceprzewodnicząca grupy roboczej Mleko i produkty mleczne w Copa-Cogeca. – Od połowy bieżącego roku ceny w Unii Europejskiej utrzymują trend wzrostowy. We wrześniu średnia cena mleka w Polsce wynosiła 1,38 zł za litr. Przewidujemy, że pod koniec tego roku te ceny wzrosną, natomiast przez pandemię rynek jest nieprzewidywalny i nie wiemy, jakie konsekwencje dla naszej branży przyniesie druga fala.

Na rynku mleka występują średnio trzyletnie cykle koniunkturalne, a ostatnia hossa miała miejsce w 2018 roku, kiedy jego ceny oscylowały wokół 1,50 zł za litr. Jak wynika z danych GUS, pomiędzy styczniem a wrześniem tego roku średnia cena mleka wynosiła 134,21 zł/hl i była o 0,3 proc. niższa niż w tym samym okresie rok wcześniej. Jednak już we wrześniu średnia cena w skupie wynosiła 138,17 zł/hl – co oznacza, że była o 3,7 proc. wyższa niż miesiąc wcześniej oraz o 5,3 proc. wyższa niż przed rokiem. Co istotne, ceny skupu mleka są mocno zróżnicowane w zależności od województwa, a we wrześniu najniższe otrzymywali producenci z województw małopolskiego, świętokrzyskiego i łódzkiego.

Ekspertka PFHBiPM podkreśla, że pandemia i wywołane nią zawirowania nie są jedynym problemem, z którym muszą mierzyć się polscy hodowcy. W dwóch ostatnich latach była nim również dotkliwa susza, która wpływała na jakość i ilość dostępnych pasz, co z kolei przełożyło się na wzrost kosztów produkcji. Tymczasem cena skupu, którą otrzymują producenci mleka, już i tak w wielu przypadkach jest na granicy bądź poniżej kosztów produkcji.

– W tej chwili – przy zaburzeniach w handlu zagranicznym oraz zamknięciu sektora HoReCa – bardzo wielu przetwórców mleka musiało szybko przestawić się z produktów, które dostarczają do gastronomii, na produkty, które za pośrednictwem handlu detalicznego trafiają bezpośrednio do konsumentów. Obniżki cen produktów powodują również obniżki cen surowca, co niestety odbija się na sytuacji finansowej naszych hodowców i producentów mleka – mówi Dorota Śmigielska.

Branża mleczarska ma istotne znaczenie dla polskiej gospodarki. Na liście największych producentów mleka Polska zajmuje obecnie dwunaste miejsce na świecie i czwarte w Unii Europejskiej, a więcej od nas produkują tylko Niemcy, Francja i Holandia. W naszym kraju utrzymywanych jest ponad 2 mln krów mlecznych, co stanowi 9 proc. unijnego pogłowia, a rokrocznie produkuje się około 14,5 mln ton mleka.

– Branża jest bardzo ważna dla krajowego bezpieczeństwa żywnościowego – mówi ekspertka PFHBiPM. – Polska jest znaczącym eksporterem produktów mleczarskich. W 2019 roku ich sprzedaż zagraniczna stanowiła 7 proc. całego krajowego eksportu produktów rolno-spożywczych i jej wartość wynosiła 2,3 mld euro. Nasze produkty w 73 proc. trafiają do krajów wewnątrzunijnych, ale są bardzo rozpoznawalne także w innych krajach, m.in. na rynku chińskim, w Arabii Saudyjskiej czy Egipcie.

Mimo pandemii popyt na mleko i produkty mleczne nie spada ani na europejskim, ani na polskim rynku. Według danych GUS-u od stycznia do sierpnia tego roku w Polsce wyprodukowano 2 276,2 mln litrów mleka spożywczego, czyli o 5,5 proc. więcej niż w tym samym okresie przed rokiem. Statystyczny Polak każdego roku konsumuje około 220 litrów mleka i jego przetworów.

– Konsument w sklepie wybiera te produkty i marki, które zna i lubi. Nikt tak naprawdę nie zastanawia się, skąd to mleko pochodzi. Poprzez akcję HASHDziękujemyŻePijecieMleko chcemy pokazać konsumentom, że za polskim mlekiem stoi konkretny hodowca i jego rodzina, którzy wkładają w swoją pracę bardzo dużo serca. Dla wielu z nich produkcja mleka czy hodowla bydła mlecznego jest nie tylko pracą, ale również pasją – mówi Dorota Śmigielska.

Organizatorem kampanii #DziękujemyŻePijecieMleko, w której bierze udział ok. 20 tys. krajowych hodowców, jest Polska Federacja Hodowców Bydła i Producentów Mleka. Chce w ten sposób podziękować konsumentom, że świadomie wybierają polskie mleko i jego przetwory. Kampania pokazuje też, jak wygląda produkcja mleka, kto za nią stoi oraz jakie standardy muszą zostać dochowane, żeby produkty mleczne były jak najwyższej jakości.

– Chcemy też pokazać, że mleko nie musi być nudne. Prezentujemy różnego rodzaju dania, które w swoich przepisach wykorzystują mleko i przetwory mleczarskie. Nasza kampania ma pokazać konsumentom, że polskie mleko jest najwyższej jakości i że produkowane są z niego najlepsze produkty, a dzięki temu też przyczynić się do wzrostu jego spożycia w Polsce – mówi analityk rynku mleka w Polskiej Federacji Hodowców Bydła i Producentów Mleka.

Jak wskazuje, produkcja mleka wciąż pozostaje najtrudniejszą i najcięższą produkcją rolną, mimo że na przestrzeni ostatnich 16 lat – od momentu wejścia Polski do Unii Europejskiej – polscy hodowcy poczynili bardzo duże inwestycje w nowe technologie.

– Nasza federacja stara się wychodzić naprzeciw oczekiwaniom hodowców i dostarczać im takie narzędzia, które pomagają im w codziennej trudnej pracy. Ponad 800 pracowników, w tym zootechnicy, doradcy ogólni i doradcy żywieniowi, którzy bezpośrednio współpracują z hodowcami, co miesiąc pojawia się w gospodarstwach. Pobierają próbki mleka, na podstawie których hodowcy otrzymują pełną gamę informacji dotyczących jego składu, parametrów rozrodu itd. Mamy również komputerowy program do kojarzeń i laboratoria genotypowania, które pomagają hodowcom doskonalić swoje zwierzęta, oczywiście przy zachowaniu prawidłowego żywienia i dobrostanu. To wszystko wpływa na to, że produkt jest jak najlepszej jakości – podkreśla Dorota Śmigielska.

Tegoroczny Black Friday inny niż wszystkie. W niektórych sklepach trwa nawet miesiąc

Black Friday, przypadający oficjalnie w piątek 27 listopada, w tym roku w dużej mierze przeniesie się do online’u. Deklarują tak nawet konsumenci powyżej 55. roku życia – wynika z badania Domodi. Wyprzedaże będą też większe i wydłuży się czas ich obowiązywania. To  widać na stronach internetowych wielu marek, które już na początku miesiąca ruszyły z Black-promocjami. Zmieni się także koszyk zakupowy Polaków, którzy skorzystają z wyprzedaży – zyskają marki odzieżowe i obuwnicze, a mniejszym niż zwykle zainteresowaniem będzie się cieszyć sprzęt RTV i AGD oraz elektronika.

Nasze badanie pokazuje, jak konsumenci z różnych grup wiekowych podchodzą do okazji zakupowych podczas Black Friday. Okazuje się, że aż 73 proc. deklaruje, że w tym roku ich nawyki zakupowe związane z Black Friday się nie zmienią, w tym 45 proc. skorzysta głównie z zakupów online, 5 proc. zrealizuje swoje potrzeby w sklepach stacjonarnych, a 16 postawi na miks kanałów. Z kolei 20 proc. badanych wskazuje, że ich nawyki się zmienią i postawia głównie na zakupy internetowe. Tylko 7 proc. ankietowanych deklaruje całkowitą rezygnację z zakupów w tym czasie – mówi agencji Newseria Biznes Martyna Głowińska, PR i marketing manager Grupy Domodi.

Badanie użytkowników Domodi.pl, Allani.pl oraz Homebook.pl, przeprowadzonego przez Grupę Domodi, było jednak realizowane przed wprowadzeniem obostrzeń, które skutkowały zamknięciem galerii handlowych. Ten ruch ze strony rządu spowoduje, że odsetek osób, które wybiorą sklepy internetowe, może być zdecydowanie wyższy.

We wrześniu, kiedy odbywało się badanie Grupy Domodi, 55 proc. ogółu ankietowanych deklarowało, że co roku ich aktywność zakupowa w trakcie Black Friday skupiała się głównie na kanale internetowym. Klientów przyciąga możliwość szybkiego znalezienia produktu, wysokość rabatów i brak kolejek. Z kolei 14 proc. badanych wybierało głównie sklepy stacjonarne, gdyż lubią sprawdzić produkt przed zakupem, a 24 proc. korzysta z miksu kanałów, przeplatając ze sobą zakupy w sklepach internetowych i stacjonarnych.

– Warto również zwrócić uwagę na pokolenie baby boomers, czyli osoby po 55. roku życia. One coraz chętniej robią zakupy w internecie z różnych przyczyn, ale przede wszystkim ze względu na bezpieczeństwo podczas pandemii – dodaje Martyna Głowińska.

Jak zauważa, różnice między tegorocznym Black Friday a przedświątecznymi wyprzedażami w poprzednich latach będą dotyczyć także wysokości rabatów i czasu trwania całej akcji. Według badanych optymalny czas trwania Black Friday to weekend (wskazało tak 51 proc. osób). Dla 36 proc. idealnym okresem byłby tydzień, a tylko 6 proc. uważa, że jeden dzień. Wiele marek na Black-wyprzedaże zdecydowało się już jednak na początku miesiąca.

Z ankiety Grupy Domodi wynika, że 47 proc. badanych już we wrześniu wiedziało, że na pewno weźmie udział w Black Friday, natomiast 43 proc. pozostaje w tej kwestii niezdecydowanych. Na pytanie, dlaczego jest to dobra okazja do zrobienia zakupów, internauci odpowiadali, że obok niskiej ceny i rabatów cenią także możliwość kupienia większej liczby rzeczy oraz dostępność darmowej dostawy. Wśród wymienianych korzyści istotną okazuje się także zakup rzeczy markowych w atrakcyjnych cenach.

Według ankietowanych najchętniej kupowane podczas wyprzedaży będą odzież i obuwie, kosmetyki, a także wszystko to, co jest związane z wyposażeniem wnętrz. Poza podium znalazły się sprzęty RTV i AGD oraz szeroko pojęta elektronika – informuje przedstawicielka Grupy Domodi. – W branży fashion możemy się spodziewać, że konsumenci będą częściej wybierali odzież domową, dresy i buty sportowe. W poprzednich latach były to raczej sukienki, szpilki i okrycia wierzchnie.

Wrześniowe deklaracje wskazywały również na to, że nie zmieni się budżet, który Polacy przeznaczą na przedświąteczne wyprzedaże. Na pytanie odnośnie do planowanych wydatków 30 proc. badanych wskazało, że zmieści się w przedziale 100–299 zł. 29 proc. zamierza wydać między 300 a 499 zł (w tym przedziale cenowym najwięcej wydadzą osoby w wieku 16–24 i 45–55), 8 proc. ankietowanych wyda 500–699 zł, a 19 proc. nawet 700 zł  i więcej.

Baterie w hulajnogach czy skuterach elektrycznych mogą doprowadzić do pożaru. Zaawansowane systemy zabezpieczeń mogą ostrzec przed usterką i wypadkiem

Skutery czy hulajnogi elektryczne stają się coraz bardziej popularne. Stanowią alternatywną komunikację zwłaszcza w miastach, jednak jak pokazują badania przeprowadzone przez Electrical Safety First, część pojazdów elektrycznych może być niebezpieczna dla ludzi. Prawie wszystkie rowery i hulajnogi elektryczne są zasilane bateriami litowo-jonowymi, ładowanymi z gniazda sieciowego w budynku. Wersje niespełniające norm mogą mieć poważne konsekwencje, prowadzące do pożaru i obrażeń użytkowników.

– Baterie dla samochodów elektrycznych są starannie wyselekcjonowane, produkowane w znanych i audytowanych firmach, zgodnie z obowiązującymi przepisami bezpieczeństwa. Są wielokrotnie testowane, bardzo bezpieczne. W przypadku hulajnóg elektrycznych nie mamy regulacji i istnieje cała masa producentów, którzy po prostu montują te baterie z tanio dostępnych ogniw produkcji dalekowschodniej i tam normy bezpieczeństwa często nie są zachowane – mówi agencji Newseria Innowacje Bartłomiej Kras, prezes Impact Clean Power Technology.

Hulajnogi elektryczne działają na akumulatorach litowo-jonowych. Te baterie są lekkie, wydajne i mają długą żywotność. Ale nie są niezniszczalne, a co więcej – nie są też całkowicie bezpieczne. W Warszawie np. e-hulajnoga spowodowała pożar, który zmusił do ewakuacji części mieszkańców bloku.

– Najbardziej niebezpieczną częścią baterii litowo-jonowej jest faza ładowania, dlatego musi być ona pod szczególnym nadzorem. Jeżeli są wykonywane w nieautoryzowanej stacji ładowania, nieprawidłowo zabezpieczone od strony elektrycznej, to istnieje prawdopodobieństwo, że taka instalacja może nie zadziałać prawidłowo. Oczywiście każda bateria ma bardzo zaawansowane systemy elektroniczne, zabezpieczające podczas ładowania przed taką sytuacją, ale to tylko technika, która może zawieść – ocenia Bartłomiej Kras.

Badania przeprowadzone przez Electrical Safety First wskazują, że ​​pojazdy z bateriami, które nie spełniają norm, mogą mieć poważne konsekwencje, prowadzić do pożaru i obrażeń użytkowników. Pojawiły się już doniesienia o tym, że uszkodzone baterie zapalają się i eksplodują m.in. w Chinach, USA czy Wielkiej Brytanii. Przykładem mogą być dostępne w wielu miastach Polski hulajnogi na minuty, które wielokrotnie ulegały samozapłonowi.

Warto również pamiętać, że baterie litowo-jonowe podczas wypadków, zderzenia z innymi pojazdami, mogą się rozszczelnić, a opary ciekłego elektrolitu są łatwopalne. W samochodach czy autobusach elektrycznych baterie zazwyczaj są bezpieczne, tylko w przypadku ogromnych zniszczeń może dojść do pożaru. W mniejszych pojazdach, jak hulajnogi czy skutery, baterie są znacznie bardziej narażone na zniszczenie.

– Zapobiec pożarom w pojazdach elektrycznych lub w hulajnogach powinien układ elektroniczny, który musi być w tej baterii zainstalowany. Oczywiście producenci samochodów elektrycznych instalują bardzo zaawansowane układy, nazywane BMS-ami, podobne jak w naszej firmie, które mają wielopoziomowe systemy zabezpieczeń i ostrzegają układ ładowania lub kierowcę przed potencjalną awarią – tłumaczy ekspert.

Systemy zabezpieczeń stosowane w samochodach czy autobusach są wyposażone w czujniki, które reagują na zmianę temperatury, wykrywają nieprawidłowości i wówczas wyłączają cały system. Ponadto baterie produkowane przez renomowane firmy przechodzą testy, np. palenia w laboratoriach. Wszystko po to, by w razie wypadku pasażerowie mogli opuścić pojazd, minimalizują też ryzyko pożaru.

– W hulajnogach elektrycznych to są zwykłe małe pakiety, które nie zawierają zaawansowanych zabezpieczeń, tylko bardzo proste, pojedyncze. Nie zabezpieczają przed potencjalną awarią podczas ładowania. I to jest największe ryzyko w pakietach, gdzie to cena jest głównym wyznacznikiem – mówi Bartłomiej Kras.

Szczepionka na raka szansą w leczeniu najgorzej rokujących nowotworów piersi. Lek łączy w sobie skuteczność chemio- i immunoterapii [DEPESZA]

Dzięki szczepionce przeciwnowotworowej znacznie poprawią się rokowania pacjentów cierpiących na potrójnie ujemnego raka piersi. Lek, dzięki połączeniu działania chemioterapii z immunoterapią, nie tylko z dużą skutecznością zwalczy komórki rakowe, pozwoli też organizmowi zbudować odporność, co zapobiegnie nawrotom. Obecnie trwające badania nad szczepionkami na raka skupiają się wokół leków opartych na przeciwciałach ludzkich i białkach charakterystycznych dla nowotworów. Mogą być one szansą zwłaszcza dla chorych na nowotwory krwi.

– Potrójnie ujemny rak piersi nie pobudza silnych odpowiedzi układu odpornościowego, a istniejące immunoterapie zawiodły w jego leczeniu. W naszym podejściu immunoterapia przyciąga do guza liczne komórki odpornościowe, podczas gdy chemioterapia wytwarza dużą liczbę martwych fragmentów komórek rakowych, które komórki odpornościowe mogą pobrać i wykorzystać do wygenerowania skutecznej odpowiedzi specyficznej dla guza – tłumaczy dr Hua Wang, adiunkt na Wydziale Inżynierii Materiałowej na Uniwersytecie Illinois w Urbanie i Champaign.

Ten typ nowotworu piersi jest jednym z najgorzej rokujących. Jego specyfika sprawia, że mimo stosowania chemioterapii często szybko następuje nawrót choroby. Naukowcom z amerykańskiego Instytutu Wyss (będącego częścią Uniwersytetu Harvarda) udało się połączyć działanie chemioterapii i immunoterapii w jego leczeniu. Oparta na biomateriałach szczepionka przeciwnowotworowa przeznaczona jest do wstrzykiwania w okolicy guza.

– Główną zaletą tego leku jest jego zdolność do wywoływania silnych odpowiedzi immunologicznych bez konieczności identyfikacji antygenów specyficznych dla pacjenta. Równie ważna jest zdolność miejscowego dostarczenia chemioterapii i obejścia poważnych skutków ubocznych chemioterapii ogólnoustrojowej, jedynej obecnie dostępnej metody leczenia choroby – podkreśla dr David Mooney z Instytutu Wyss na Uniwersytecie Harvarda.

W badaniu, które zostało opisane w prestiżowym magazynie „Nature Communications”, udowodniono, że szczepionka może nie tylko leczyć nowotwór, lecz także prowadzić do wytworzenia stałej odporności  na ten typ guza u pacjentów, u których był on usuwany. Potwierdza to eksperyment na myszach, które po ponownej prowokacji komórkami rakowymi wykazywały stuprocentową przeżywalność.

– Ten lek nie tylko aktywuje komórki dendrytyczne za pomocą specyficznych dla nowotworu antygenów TAA w odpowiednim miejscu, ale także zmienia kształt mikrośrodowiska guza, aby umożliwić układowi odpornościowemu większy dostęp do guza, i tworzy pamięć immunologiczną, która zapobiega dalszym nawrotom – przekonuje dr David Mooney.

Pierwsza szczepionka przeciwnowotworowa powstała w 2009 roku i była przeznaczona do leczenia czerniaka skóry. Najnowsze doniesienia American Association for Cancer Research wskazują z kolei, że leczenie spersonalizowaną szczepionką przeciwnowotworową, powstającą z sekwencjonowanych próbek guza i krwi, z których identyfikowane są specyficzne dla nowotworu neoantygeny, będące podstawą opracowania mRNA, może być skuteczne w terapii guzów litych, takich jak m.in. niedrobnokomórkowy rak płuc (NSCLC), czerniak, potrójnie ujemny rak piersi i rak urotelialny.

Naukowcy z Translational Research Institute i University of Queensland pracują natomiast nad szczepionką przeciwnowotworową złożoną z ludzkich przeciwciał połączonych z białkami specyficznymi dla nowotworów. Ma ona być skuteczna w leczeniu nowotworów krwi, takich jak białaczka szpikowa, chłoniaki nieziarnicze czy szpiczak mnogi.

– Najnowsza wersja leku na raka to nowatorska, wielofunkcyjna terapia przeciwnowotworowa, która daje nową nadzieję w leczeniu wielu rodzajów raka. Jest to zasadniczo zupełnie nowa forma chemioterapii skojarzonej, która może być podawana za pomocą pojedynczego wstrzyknięcia i potencjalnie oferuje większą skuteczność przy znacznie niższej toksyczności niż stosowane obecnie konwencjonalne metody leczenia – wskazuje dr n. med. Don Ingber, dyrektor i założyciel Instytutu Wyss na Uniwersytecie Harvarda, prof. w Harvard Medical School.

Obecnie zespół naukowy Instytutu Wyss kontynuuje badania nad połączeniem chemioterapii ze szczepionkami przeciwnowotworowymi. Pozwoli to na przejście do badań przedklinicznych i ostatecznie na badania kliniczne z udziałem pacjentów.

Z danych Światowej Organizacji Zdrowia wynika, że rak jest drugą najczęstszą przyczyną zgonów na świecie. Statystycznie za jeden na sześć zgonów odpowiadają nowotwory. Z kolei z danych Głównego Urzędu Statystycznego i Krajowego Rejestru Nowotworów wynika, że rocznie w Polsce nowotwory są przyczyną niemal 100 tys. zgonów.

Gowin: plan odbudowy i rozwoju gospodarki oraz tarcza prawna pomogą polskiej gospodarce rozwijać się po pandemii

Plan odbudowy i rozwoju gospodarki oraz tarcza prawna to inicjatywy MRPiT, które pomogą polskiej gospodarce rozwijać się po kryzysie wywołanym przez pandemię COVID-19 – mówił wicepremier, minister rozwoju pracy i technologii Jarosław Gowin podczas dzisiejszego XIV Forum Przedsiębiorców Małopolski.

Jak poinformował, uczestnicząca wraz z nim w dzisiejszym forum, wiceszefowa resortu rozwoju, pracy i technologii Anna Kornecka stanie na czele międzyresortowego zespołu, który zajmie się przygotowaniem tarczy prawnej. Z kolei za plan odbudowy i rozwoju gospodarki będzie odpowiadał wiceminister Robert Tomanek.

Plan odbudowy i rozwoju gospodarki

Premier Gowin przedstawił uczestnikom forum inicjatywę MRPiT, która ma przyczynić się do przyszłego rozwoju naszej gospodarki. Jak tłumaczył: – Potrzebujemy planu na przyszłość – precyzyjnego planu działań restartu gospodarki. Będzie to przemyślana sekwencja działań na okres po pandemii. Plan odbudowy i rozwoju będzie można wdrażać, liczymy na to, od 3. kwartału przyszłego roku.

– Ratowanie tych, w których uderzyła pandemia, jest obowiązkiem państwa. Jednak dynamiczny rozwój osiągniemy wtedy, gdy postawimy na branże, które są lokomotywami rozwojowymi. Dlatego musimy wprowadzić plan systemowego wspierania takich branż – podkreślił szef MRPiT.

Jak wyjaśnił, w tym celu MRPiT przeanalizuje m.in. to, które sektory polskiej gospodarki mają największy potencjał konkurowania na arenie międzynarodowej. – Będziemy analizowali wpływ sektorów m.in. na: rynek pracy, PKB, wartość ich udziału w eksporcie, czy strukturę własnościową danego sektora – to, gdzie jest największy udział polskiego kapitału – opisywał.

Dodał też, że plan odbudowy i rozwoju musi być efektem wspólnych działań administracji państwowej, przedsiębiorców i środowiska akademickiego.

Wicepremier podkreślił również wagę technologii – zawartych w nazwie ministerstwa – w rozwoju naszej gospodarki po obecnym kryzysie. – Jeżeli chcemy zwiększać przewagi konkurencyjne polskich firm, to musimy w większym stopniu stawiać na nowoczesne technologie – przekonywał.

Zwrócił również uwagę na to, że do MRPiT należy odpowiedzialność, jednocześnie, za obszary gospodarki i pracy. – W czasie pandemii i wychodzenia z kryzysu odpowiadamy za szukanie synergii między oczekiwaniami przedsiębiorców, pracodawców oraz pracowników i związków zawodowych – wskazał.

– Wszystkie działania MRPiT będą czerpały z dialogu z przedsiębiorcami i doświadczenia przedsiębiorców – zapewnił wicepremier Gowin.

Tarcza prawna

Podczas swojego wystąpienia w trakcie forum szef MRPiT zaznaczył też: – Polska gospodarka potrzebuje tarczy prawnej. Ochrony przed nadmiernymi regulacjami. Postanowiliśmy powołać w rządzie międzyresortowy zespół, który zajmie się analizą wszystkich barier utrudniających prowadzenie działalności gospodarczej. Na czele tego zespołu stanie minister Anna Kornecka.

Jak argumentował, w Polsce od lat borykamy się z problemem nadmiaru przepisów prawa i jego ciągłej zmienności. – Będziemy starali się ograniczać ten „wodospad” legislacyjny. Zdajemy sobie także sprawę z tego, że kluczowym warunkiem powodzenia biznesowego jest przewidywalność. Mam w związku z tym nadzieję, że nie będziecie już państwo zaskakiwani zmianami prawnymi z dnia na dzień – deklarował wicepremier Gowin.

A wiceminister Anna Kornecka zaznaczyła: – Chcemy, by regulacje prawne były przejrzyste i wprowadzane w przewidywalny sposób.

– Konsultacje i komunikacja to fundament działania tego typu zespołów. MRPiT współpracuje z wieloma organizacjami, izbami, które na bieżąco przekazują nam swoje stanowiska. Jestem otwarta na współpracę ze wszystkimi jednostkami i organizacjami, które chcą z nami współdziałać – zapewniła.

XIV Forum Przedsiębiorców Małopolski

Temat dzisiejszego XIV Forum Przedsiębiorców Małopolski to: Małopolska zielona i cyfrowa. Europejski Zielony Ład i cyfryzacja jako impuls do rozwoju.

Organizatorzy wydarzenia to „Dziennik Polski” i „Gazeta Krakowska” we współpracy z kilkudziesięcioma organizacjami gospodarczymi w Małopolsce, które współtworzą Forum Przedsiębiorców Małopolski.

Jak deklarują organizatorzy, wydarzenie adresowane jest zarówno dla przedstawicieli małych, średnich i dużych firm, freelancerów, a także osób zajmujących kierownicze stanowiska w dużych firmach czy korporacjach. Jak również tych, którzy interesują się biznesem, gospodarką oraz ekologią.

Branża kinowa na progu bankructwa

Kina zostały szczególnie dotknięte przez kryzys spowodowany covid-19. Przy pierwszej fali pandemii zamknięto je jako pierwsze, a zezwolono na otwarcie jako ostatnim. Od 7 listopada ponownie są zamknięte i pozbawione jakichkolwiek przychodów. W odróżnieniu od większości innych branż, kina po powrocie do działalności nie zdołały odbudować przychodów. Wpływy od czerwca do września 2020 roku były niższe o 80% w porównaniu z tym samym okresem 2019 roku.

Przy drugiej fali pandemii kina, niezależnie od wielkości i modelu biznesowego, pozbawione zostały możliwości ubiegania się o zwolnienia ze składek ZUS, przedłużenia postojowego, czy uzyskania dopłat do pensji. A zwolnienie z czynszów dotyczy tylko kin w galeriach handlowych i nie obejmuje blisko 300 kin tradycyjnych działających w małych i dużych miejscowościach, realizujących 20% całego obrotu branży. Wysokość czynszów płaconych przez kina tradycyjne waha się od 10 do 50 tys. zł miesięcznie w zależności od wielkości miejscowości, a w wyjątkowych przypadkach wynosi nawet kilka razy więcej.

Kina w galeriach nie płacą czynszu w okresie administracyjnego zamknięcia, ale z kolei mają bardzo wysokie koszty stałe ze względu na rozbudowaną strukturę organizacyjną i infrastrukturę w całej Polsce.

– Bez pomocy państwa większość przedsiębiorców prowadzących kina nie będzie w stanie utrzymać zatrudnienia ani powrócić po pandemii do swojej działalności. Branża kinematograficzna to system naczyń połączonych. Skutki jej degradacji przełożą się na wiele branż związanych z kinem, które są ważną częścią polskiej kultury. Dotkną twórców, wykonawców, producentów i dystrybutorów – ostrzega Krzysztof Kajda, radca prawny, zastępca dyrektora generalnego (szef pionu ekspertyzy) Konfederacji Lewiatan.

Polska branża kinowa w liczbach:

  • Blisko 400 kin, które dysponują 1500 ekranami
  • Ponad 300 filmów, w tym ok. 50 polskich, wyświetlanych każdego roku
  • Przeszło 10 tys. pracowników
  • Ponad 60 mln sprzedanych biletów w 2019 roku, w tym 25% stanowiły wejściówki na polskie firmy
  • 1,5% przychodów ze sprzedaży biletów trafia do Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej
  • 2,1% przychodów ze sprzedaży biletów zasila organizacje zbiorowego zarządzania prawami autorskimi – ZAiKS, ZAPA, SFP

W sektorach kultury i kreatywnych w Polsce pracuje ponad 300 tys. osób, co stanowi około 2% wszystkich zatrudnionych w gospodarce. Wkład kultury do PKB wynosi 3,5%, a więc niewiele mniej, niż wypracowują branże hotelarska i gastronomiczna. Kultura jest siłą napędową dla turystyki, hotelarstwa i gastronomii, co potwierdzają dane dotyczące organizacji festiwali filmowych czy muzycznych.

Co niepodległa Białoruś oznacza dla Polski?

Niepodległa Białoruś będzie ogromnym osiągnięciem dla Białorusinów i ich sojuszników w Europie. Polska, jako państwo sąsiedzkie i członek Unii Europejskiej, powinna aktywnie pomagać w białoruskiej walce o wolne wybory – by wspierać rodzącą się tam demokrację. Jednak dla Polaków jest to nie tylko sprawa idei i poczucia wspólnoty z sąsiadami zza wschodniej granicy. W uwolnieniu Białorusi spod dyktatury rosyjskiej mamy swoje, bardzo wymierne, korzyści. Niepodległa Białoruś, rządzona przez demokratyczne władze, oznacza odsunięcie rosyjskich wpływów i wojsk od naszego państwa – a to przekłada się na bezpieczniejszą przyszłość i lepszą sytuację geopolityczną dla Polski.

– Dla Polski niepodległa Białoruś jest absolutnie kluczowa. Rosjanie przejawiają bowiem bardzo dużą aktywność na terenie Białorusi, próbując wchłonąć jej terytorium do własnego państwa. Niepodległa Białoruś i władza wybrana w wolnych wyborach oznacza odsunięcie groźby rosyjskiego wojska na naszej granicy – powiedział serwisowi eNewsroom Marcin Roszkowski, prezes Instytutu Jagiellońskiego. – Jeżeli więc możemy wspierać  Białorusinów, jako państwo i społeczeństwo polskie, to jest to niezwykle istotne. Jest to po pierwsze słuszne – z punktu widzenia bezpieczeństwa i dobrobytu Białorusinów, ale mamy w tym też interes poszerzenia przestrzeni wolności i demokracji w Europie – wyjaśnia Roszkowski.

Szeremietiew: prawda jest rozmywana, deprecjonuje się proces dochodzenia do prawdy. To powoduje w życiu społecznym chaos

Mariusz Marszałkowski/Instytut Jagielloński: Czy Polska może czuć się bezpieczna w dzisiejszym świecie?

Romuald Szeremietiew: Sytuacja jest niejasna. Nie powiem trudna, tylko niejasna. Po pierwsze trzeba sobie odpowiedzieć na pytanie jakie są zagrożenia, jeśli chodzi o bezpieczeństwo Polski. Na świecie ujawniają się dążenia, by dokonać zmiany ładu międzynarodowego, w którym państwo polskie znalazło się po rozpadzie ZSRR i bloku sowieckiego. Obecnie Rosja, Chiny i jeszcze kilka innych ośrodków, jak chociażby świat islamu dążą, aby ład międzynarodowy zmienić.

M.M./Instytut Jagielloński: Czy rzeczywiście może dojść do rozpadu obecnego ładu?

R.Sz.:Jeżeli takie dążenia będą silne to rozpad nastąpi. Gdyby więc doszło do takiej sytuacji ważne będzie w jakim stopni dotknie to Polski, czy i jak zagrozi jej interesom, czyli co się wówczas z Polską stanie.

M.M./Instytut Jagielloński: Jakie mogą być inne zagrożenia?

R.Sz.:Innym niebezpieczeństwem, które już ujawnia się w Polsce, to inklinacja, która pojawiła się w części elit intelektualnych Zachodu, niestety w państwach sojuszniczych Polski. Dokonuje się tam odrzucenie wartości chrześcijańskich, przebudowa ładu cywilizacyjnego, w którym ukształtowały się narody europejskie, w tym Polacy. Zmieniane są zasady i reguły obowiązujące w społeczeństwie, w tym np. rola prawdy, jak należy do niej dochodzić i jakie powinna ona mieć zastosowanie w relacjach międzyludzkich. W starożytności filozofowie (Arystoteles) stworzyli definicję prawdy: zgodności opisu z faktycznym stanem rzeczy. Współcześnie pojawiają się „narracje” przedstawiające odmiennie ten sam fakt, a mimo to wszystkie uznawane za prawdziwe. W efekcie prawda jest rozmywana, deprecjonuje się proces dochodzenia do prawdy. To powoduje w życiu społecznym chaos. Jeśli nie ma w nim niczego pewnego, wszystko może być względne, relatywne, to nie wiadomo na czym się oprzeć.

M.M./Instytut Jagielloński: Co dokładnie to oznacza?

R.Sz.: W naszym kręgu cywilizacyjnym uważa się, że w życiu zasadą naczelną jest postępowanie zgodne z moralnością. To jest odrzucane, jako niepraktyczne, nierozsądne, a do tego mamy podporządkowanie moralności prawu stanowionemu. Obowiązujące w życiu społecznym i tym samym moralne staje się to, co zostanie zapisane w przepisach, gdy powinno być odwrotnie, to prawo pisane musi być zgodne z zasadami moralnymi. Moralność jest bowiem pierwotna, a prawo stanowione musi z niej wynikać, być z nią zgodne. Mamy przykład – kwestię ochrony życia poczętego. Są głosy, aby zagadnienie natury moralnej (nie wolno zabijać) rozstrzygnąć przepisem dopuszczającym zabijanie nienarodzonych (prawo do aborcji). I tego domagają się ludzie, którzy jednocześnie są przeciwni stasowania kary śmierci dla sprawców najcięższych zbrodni. To przecież jest chaos.

M.M./Instytut Jagielloński: Czy można powiedzieć, że to początek końca wiary?

R.Sz.: Chrześcijaństwo, a nawet dokładniej katolicyzm, to fundament naszej cywilizacji. Rola jaką w dziejach Polski odgrywał Kościół katolicki, wspomnijmy prymasa Wyszyńskiego, papieża Jana Pawła II – czy możemy to wszystko po prostu wyrzucić? A widzimy, że ten właśnie element naszej cywilizacji jest w tej chwili brutalnie atakowany. Z historii Europy tego rodzaju ataki miały miejsce w okresach nazywanych rewolucjami, tak było w czasie „wielkiej” rewolucji francuskiej w końcu XVIII w., w Rosji (rewolucja bolszewicka 1917 r.) i w państwie sowieckim, a wspomnijmy, co działo się w republikańskiej Hiszpanii w drugiej połowie lat 30-tych. Masowo niszczono świątynie, mordowano duchownych i wiernych. To w historii wydarzyło się, a teraz zapowiedź czegoś podobnego pojawia się w Polsce. Rysuje się wiele zagrożeń, które nawet mogą unicestwić polskie państwo. W kwestii bezpieczeństwa Polski mamy wielki znak zapytania.

M.M./Instytut Jagielloński: Tu muszę zapytać. W takim razie co Polska na to? Jaka powinna być jej prawidłowa reakcja?

R.Sz.: Jaka była postawa Polaków w trudnych okresach dziejów – Polacy byli solidarni, bronili wartości, tego wszystkiego, co uważali za cenne, obowiązywał patriotyzm. Potrafili też wiele poświęcić i zwyciężali. To powinna być wskazówka jak się należy zachować dziś, a mamy łatwiej – broniąc polskości nie musimy przelewać krwi. Dlatego też nie możemy dopuścić, aby dzieje Polski, dokonania, bohaterowie, to wszystko zostało przekreślone, lub „tylko” zapomniane. Trzeba mieć świadomość, że w próbie demontażu państwa polskiego o to też chodzi ludziom, którzy dziś wprowadzają zamęt.

M.M./Instytut Jagielloński: Jakie może to nieść ze sobą konsekwencje?

R.Sz.: Jak najgorsze, tak przecież w końcu XVIII w. doszło do rozbiorów wielkiej Rzeczypospolitej. Ja jednak, choć to, co dzieje się dziś w Polsce mnie osobiście irytuje, jednak nie przeceniałbym znaczenia tych awantur. Po prostu od kiedy wybory wygrała Zjednoczona Prawica jest ona bezustannie atakowana. Jak dotąd przegrani nie zdołali jednak wygrać wyborów, większość społeczeństwa ciągle jest po stronie obozu patriotycznego. To co teraz się dzieje nie jest więc niczym nowym i mam nadzieję, że tak jak poprzednie awantury, umrze śmiercią naturalną. Władze państwowe zachowują się rozsądnie, nie stosują środków przymusu (a mają prawo) i niektórzy mają o to pretensje, ale to właściwe zachowanie; awanturnikom zależy na tym, aby sprowokować rozlew krwi. Z drugiej strony liderzy Zjednoczonej Prawicy podejmują czasem działania, które zrażają zwolenników. Jednak te problemy ciągle sami możemy rozwiązywać tak długo, jak długo nikt nie wtrąci się z zewnątrz, czyli jeśli będzie trwać obecny ład światowy.

M.M./Instytut Jagielloński: Kto dziś ogrywa rolę globalnego hegemona?

R.Sz.: Ciągle USA. Wynika to chociażby z potencjału i siły militarnej, którą dysponują Stany Zjednoczone. Są jednak – jak wspomniałem – ośrodki polityczne, które to kwestionują i chciałby doprowadzić do tego o czym mówi m.in. prezydent Rosji Władimir Putin – by powstał układ wielobiegunowy, jakiś „koncert mocarstw”. Taki układ w świecie powstał po klęsce Napoleona na początku XIX w.. Wtedy wielkie mocarstwa uzgodniły między sobą swoje strefy wpływów. Ten porządek był dla Polski niekorzystny, ponieważ strefy wpływów oznaczały, że utrzymany będzie podział Rzeczpospolitej. Dlatego nie mogliśmy odzyskać niepodległości, głównie z tego powodu właśnie. Dziś Rosja uważa, że należy się jej jakaś strefa wpływów, wskazuje nawet, gdzie ona rozciąga się. Kreml posługuje się pojęciem tzw. bliskiej zagranicy, terytoriów, które powinny być przez Moskwę kontrolowane. Pojawiają się dywagacje, czy i Polska jest tą „bliską zagranicą” – tutaj znane powiedzenie: „Kurica nie ptica, Polsza nie zagranica”, czy może Polska ma być w strefie niemieckich wpływów, jeśli Berlin zechce zagrać w moskiewskim koncercie mocarstw.

M.M./Instytut Jagielloński: Taki podział stref trochę przypomina sytuację z 1939 r., czy można powiedzieć, że pakt Ribbentrop-Mołotow jest wciąż aktualny?

R.Sz.: Zwracałem uwagę, że granica ustalona przez pakt Ribbentrop-Mołotow to nie jest tylko miniona przeszłość, dziś bez znaczenia. To był kolejny po rozbiorach Polski podział stref wpływów między mocarstwem rosyjskim a niemieckim. A biorąc tamto rozgraniczenie pod uwagę i spoglądając na mapę współczesnej Polski widzimy, że Polska jest w całości tam, gdzie w 1939 r. Stalin widział ziemie przynależne Hitlerowi. Jeśli więc Polska jest „u Niemca” to inaczej powinna wyglądać nasza polityka – mamy kierować się tym, co zdefiniuje Berlin. Minister Radosław Sikorski już apelował, żeby Niemcy objęły przywództwo w Europie. Znamienne, że w Polsce dziś pojawiają się bardzo reklamowane opracowania, które przekonują, iż w 1939 r. Polska powinna była pójść z Hitlerem. To wygląda niczym przygotowanie do umiejscowienia Polski w strefie wpływów niemieckich. Czy dlatego rząd Zjednoczonej Prawicy podkreślający suwerenność Polski, współpracujący ze Stanami Zjednoczonymi, przeszkadza?

M.M./Instytut Jagielloński: Panie ministrze w takiej sytuacji trudno mówić, że jeden podmiot ma realną siłę w świecie w dzisiejszych czasach. Czy to oznacza, że nasz świat jest wielobiegunowy?

R.Sz.: Oczywiście, nawet możliwości USA nie są nieograniczone, ale myślę, że przez najbliższe dziesięciolecia świat jednak będzie jednobiegunowy. Podzielam pogląd, który wyraził George Friedman („Następne sto lat”), że Stany Zjednoczone, przy wszystkich swoich brakach i kłopotach, ciągle posiadają wielkie siły witalne i zachowają supermocarstwową pozycję. USA w XX w. zbudowały pozycję supermocarstwa i niewiele wskazuje, aby musiały z niej abdykować.

M.M./Instytut Jagielloński: Co w takim wypadku jest najistotniejsze dla Polski?

R.Sz.: Dla nas ważne, aby nie udało się zmienić Polaków w nierozumną masę odrzucających dewizę Bóg-Honor-Ojczyzna. O to właśnie dziś toczy się bój, na szczęście bezkrwawy. To jest bolesne powodując podziały Polaków i dla nas trudne, ale wierzę, że dobro zapisane w polskich dziejach ostatecznie zwycięży.

M.M./Instytut Jagielloński: Jaką rolę w przyszłości może odegrać „projekt Trójmorza”?

R.Sz.: Ten projekt jest ogromnie ważny dla bezpieczeństwa Europy i Polski. To jest może zbyt daleko idące porównanie, ale można powiedzieć, że sytuacja jest jakoś podobna do czasów Kazimierza Wielkiego. Król Kazimierz tworzył siłę militarną i gospodarczą, ale także cywilizacyjną państwa. Wielką rolę odgrywała Akademia Krakowska, w której intelektualiści odwołujący się do moralności formułowali rozwiązania, które Królestwo Polskie wcielało w życie i powstała unia z Litwą. Czymś podobnym jest projekt „Trójmorza”. Mamy kwestie gospodarcze np. budowanie połączeń północ-południe, są zaangażowania finansowe, także różne plany w dziedzinie kultury i nauki. Widzimy, że w trakcie ostatniej wizyty prezydenta RP na Ukrainie podpisano umowę o bliskiej współpracy Odessy z Gdańskiem. Powstaje oś przepływu towarów miedzy portami Ukrainy i Polski, a mamy też budowaną trasę lądową Via Carpatia. Pojawiła się istotna dla regionu osłona wojskowa, flanka wschodnia NATO. Jest bardzo dużo inicjatyw, które tworzą sieć powiązań dla realizacji wspólnych interesów w obszarze między Bałtykiem, Morzem Czarnym i Adriatykiem.

M.M./Instytut Jagielloński: Czy projekt „Trójmorza” może liczyć na wsparcie ze strony Stanów Zjednoczonych?

R.Sz.: Możemy liczyć na USA i to nie jest tylko pogląd prezydenta Donalda Trumpa. Departament Stanu wśród zadań polityki amerykańskiej wpisał „Trójmorze” jako jedno z zadań, co oznacza, że projekt jest ważny dla USA i tak go postrzegają elity amerykańskie. To zaś gwarantuje, że ta polityka będzie kontynuowana nawet jeśli Trump przestanie być prezydentem USA. Wspomnijmy „flankę wschodnią” NATO z mocnym udziałem USA. Ten militarny aspekt łączy cały region i zapewnia wojskową współpracę dla obrony przed zagrożeniem, jakie generuje Federacja Rosyjska. Zatem projekt” Trójmorza”, to gwarancja bezpieczeństwa Polski.

M.M./Instytut Jagielloński: Co zrobić, żeby wzmocnić pozycję Polski w świecie? Czy powinniśmy przyjąć jakąś konkretną strategię?

R.Sz.: Wiele zależy od tego, co Polacy będą mieli w głowach i w sercach. Józef Piłsudski mówił, że w dziejach narodów istotne są nie tylko czynniki materialne, ale także sfera wartości duchowych, mówił, że są to „imponderabilia”. Mają one ogromne znaczenia dla życia narodu. Istotne jest jaka jest polska elita, którą można nazwać „mózgiem narodu”. Doskonale zdawali sobie z tego sprawę Hitler i Stalin planowo niszczący polskie elity. Dlatego jest tak bardzo ważne, żeby naród polski odbudował elitę, która w sercach i w umysłach będzie miała Polskę, będzie rozumiała interes narodowy i działała zgodnie z nim. Natomiast w ww. sprawach zagranicznych trzeba realizować to, co budujemy we współpracy z naszymi sojusznikami.

Romuald Szeremietiew: dr hab. nauk wojskowych, wykładowca akademicki, autor książek i artykułów. W PRL działacz niepodległościowy (KPN, PPN), więzień polityczny; w III RP poseł na Sejm, wiceminister i p.o. minister obrony narodowej, dyrektor instytutu prawa i dziekan wydziału prawa KUL (Stalowa Wola), profesor AON/ASzW. Odznaczony krzyżem wielkim Orderu Odrodzenia Polski.

Nowy rekord w polskim crowdinvestingu. Kombinat Konopny zebrał 4,2 mln zł w niespełna 40 minut!

O godz. 16:20 w poniedziałek (16 listopada) na platformie Crowdway.pl ruszyła kampania crowdfundingowa spółki Kombinat Konopny. Już w niespełna 40 minut (o 16:58) padł nowy rekord polskiego crowdfundingu udziałowego. Na konto firmy założonej przez Macieja Kowalskiego – pioniera uprawy i przetwórstwa konopi w Polsce – wpłynęło 4 200 000 zł od ponad 700 inwestorów. Spółka przeznaczy środki na zwiększenie skali upraw konopi włóknistych oraz uruchomienie produkcji olejków CBD i wyrobów tekstylnych.

W Kombinat Konopny zainwestowałem już blisko 4 miliony zł, dwa lata pracy, kilkanaście lat doświadczenia i sto procent zaangażowania. Dziś branża konopna przeżywa swoje ‘momentum’ w Polsce i na świecie. To najlepszy czas, by Kombinat nabrał wiatru w żagle i stał się liderem odbudowy polskiego rynku konopnego. To się dzieje tu i teraz, dzięki grupie ponad 700 inwestorów społecznościowych! Ogromnie dziękuję za tak niesamowity odzew! – powiedział Maciej Kowalski, prezes Kombinatu Konopnego SA.

Kombinat Konopny powstał w 2019 roku. Jego twarzą jest Maciej Kowalski – inicjator przetwórstwa konopi włóknistych w Polsce. Był założycielem i w latach 2014-2018 prezesem firmy HemPoland, która z chwilą przejęcia przez kanadyjską spółkę The Green Organic Dutchman wyceniona została na 100 mln zł. Branżowy aktywista i popularyzator wiedzy o konopiach był też rzecznikiem prasowym stowarzyszenia Wolne Konopie (w latach 2011-2014).

– Kombinat to idealne połączenie perspektywicznej branży oraz eksperta, który jest jednocześnie prezesem spółki i ambasadorem segmentu konopi w Polsce. Firma od kilku tygodni wzbudzała ogromne emocje wśród inwestorów. Odnotowała rekordową liczbę zapisów na powiadomienia o starcie kampanii. Spodziewaliśmy się nieprzeciętnego zainteresowania inwestorów, ale efekt przerósł nawet te oczekiwania! Serdecznie gratulujemy spółce i dziękujemy inwestorom za wpłaty i to w tak szybkim tempie – powiedział Marcel Rowiński, dyrektor operacyjny Crowdway sp. z o.o. (platforma Crowdway.pl).

Konopna rewolucja

Według raportu Polityka Insight Research[1] w 2019 roku przychody rolników z upraw konopi przemysłowych w Polsce wyniosły 36 mln zł. Wartość przychodów firm zajmujących się przetwórstwem CBD przekroczyła w tym czasie 210 mln zł. Szerokie możliwości zastosowania konopi m.in. w medycynie, gastronomii, włókiennictwie czy budownictwie sprawia, że uprawy tej rośliny każdego roku zyskują coraz większą popularność. W rezultacie rynek konopi określany jest jako jeden z najdynamiczniej rozwijających się w ostatnich latach.

Kombinat Konopny dzierżawi 40 hektarów pola w okolicy Elbląga, na którym uprawia konopie włókniste. Posiada autorskiej konstrukcji maszyny oraz opracowane przez zespół spółki technologie przetwórstwa konopi i wydobycia włókna.

Obecnie firma ma w ofercie suplementy diety w kapsułkach oparte na konopiach włóknistych, “Zioła na dobry nastrój” i “Zioła na koncentrację”, oprócz tego konopie dekarboksylowane, przygotowane na potrzeby dalszego przetwórstwa, a także pyłek konopny i kwiaty konopi włóknistych. Po pozyskaniu budżetu ze zbiórki crowdinvestingowej do sprzedaży mają trafić także: olejek CBD (2021) i tekstylia (2022). Kluczowa dla spółki jest pełna kontrola nad całym procesem produkcji, od zasiewu, po etykietę na produkcie końcowym.

– Udało nam się opracować przełomową technologię, która znacznie obniża koszty produktu końcowego. Dzięki temu jesteśmy w stanie zaoferować bezkonkurencyjne ceny przy zachowaniu pełnej gwarancji jakości. Dla przykładu średnia cena rynkowa produktu zawierającego 500 mg CBD wynosi 120 zł, my będziemy mogli zaproponować je w cenie niższej nawet o 75 procent! Obok wprowadzenia na rynek olejku CBD w najniższej na rynku cenie, naszym celem jest zaopatrywanie europejskich producentów odzieży i obić tapicerskich w najlepszej jakości materiały 100 proc. polskiej produkcji – zapowiada Maciej Kowalski.

Plony Kombinatu

Pozyskane w emisji crowdfundingowej środki Kombinat Konopny zamierza przeznaczyć na zwiększenie skali produkcji rolnej, instalację maszyn włókienniczych, wyposażenie linii produkcji olejków CBD w przemysłowej skali, rozbudowę zakładu, zwiększenie zatrudnienia i pokrycie niezbędnych kosztów operacyjnych. Pakiety inwestorskie startowały od 420 zł. W ramach crowdfundingowych bonusów spółka zaplanowała: szkolenie lub kolację z Maciejem Kowalskim, możliwość zostania partnerem handlowym, uczestnictwo w zamkniętej grupie R&D czy zaproszenie na żniwa.

5-letnia strategia ma przygotować Kombinat Konopny do debiutu na giełdzie. Do 2025 spółka zakłada rozwinięcie produkcji, pozwalającej na osiągnięcie rocznych przychodów na poziomie 25 mln zł przy 25 proc. marży EBITDA.

EKOnopne tekstylia i olejki CBD

Rosnąca świadomość ekologiczna sprzyja rozwojowi Kombinatu Konopnego. Uprawy konopi wykazują znacznie niższe zużycie syntetycznych nawozów i pestycydów niż na przykład uprawy bawełny. Według szacunków Komisji Europejskiej rynek produktów tekstylnych w Europie jest wart blisko 170 miliardów euro rocznie. – To pokazuje, jak ogromny jest jego potencjał, a do realizacji poziomów przychodu założonych w naszej strategii wystarczy osiągnięcie zaledwie 0,002 proc. udziału w tym rynku – wyjaśnia Maciej Kowalski. Produkowane z poszanowaniem środowiska włókno konopne, w połączeniu z jego wyjątkową wytrzymałością, czyni z niego znakomity surowiec zarówno do produkcji odzieży, jak i tapicerek meblarskich i samochodowych, gdzie trwałość wyrobów jest jedną z ważniejszych cech użytkowych.

Z kolei na potrzeby wytwarzania produktów z CBD Kombinat Konopny tworzy plantacje z odpowiednimi odmianami rośliny, zawierającymi optymalny poziom kannabinoidów. Stosowanie wysokiej jakości kwalifikowanego materiału siewnego zapewnia bezpieczeństwo i legalność produktów. Do przekształcenia występującego w surowej roślinie CBDA w aktywną formę CBD wymagany jest proces dekarboksylacji, który spółka prowadzi w unikalny sposób bez użycia wysokiej temperatury. Dla zachowania pełnej powtarzalności pomiędzy poszczególnymi partiami, surowce i gotowe produkty poddawane są analizom laboratoryjnym na każdym etapie.

Rynek legalnych konopi

Zgodnie z obowiązującymi przepisami, dopuszczone do uprawy w Unii Europejskiej są wyłącznie odmiany konopi znajdujące się we wspólnym katalogu odmian roślin rolniczych, publikowanych przez Komisję Europejską. Uprawa konopi włóknistych jest w Polsce legalna, w przeciwieństwie do konopi indyjskich, które zawierają wysokie stężenie odurzającego składnika THC (TetraHydraCannabinol). Z kolei zawarty w konopiach siewnych CBD (skrót od Kannabidiol) jest najważniejszą substancją aktywną popularnych suplementów diety.

[1] Rozwój rynku uprawy i przetwarzania konopi przemysłowych w Polsce, lipiec 2020

Creepy Jar bije kolejny rekord sprzedaży. Stan gotówki w kasie zwiększył się o 5.5 mln zł

Do 30,6 mln zł wzrosły przychody Creepy Jar na koniec trzeciego kwartału bieżącego roku. To o ponad 560% więcej niż w analogicznym okresie roku ubiegłego. Stan gotówki w kasie na koniec kwartału zwiększył do 24 mln zł.

Niespełna 7.6 mln zł wyniosły przychody ze sprzedaży Creepy Jar w minionym kwartale. To blisko 3-krotnie więcej w porównaniu do analogicznego okresu roku ubiegłego. Świetne wyniki to konsekwencja wprowadzenia do gry GREEN HELL trybu kooperacji (CO-OP MODE UPDATE). Niewielka strata netto w trzecim kwartale 2020 r. (275 tys. zł), to następstwo ujęcia w księgach rachunkowych niegotówkowych kosztów związanych z „Programem Motywacyjnym na lata 2020-2022”. – Operacja księgowa ma charakter niepieniężny, a faktyczną kondycję spółki w minionym kwartale pokazują przepływy pieniężne netto w wysokości 5.5 mln zł i gotówka w kasie, która zwiększyła się do 24 mln zł z 18.5 mln zł na koniec drugiego kwartału. Dodatkowo na koniec września mieliśmy 3.6 mln zł należności krótkoterminowych. Liczymy też, że dodatni wpływ na wyniki 2020 r. będzie miała także pozytywna interpretacja w zakresie opodatkowania dochodów z IP BOX – podkreśla Krzysztof Kwiatek, prezes Creepy Jar.

Na wyniki finansowe Creepy Jar w 2020 r. będzie miała również wpływ premiera GREEN HELL na Nintendo Switch, która miała miejsce w październiku bieżącego roku oraz promocja cenowa gry związana z okresem świątecznym. – Nie znamy jeszcze wyników sprzedaży na Switchu, ale odbiór gry jest bardzo dobry. Wydaje nam się, że potencjał gry na wszystkie trzy główne konsole sumarycznie bardzo wysoki. – podsumowuje Krzysztof Kwiatek. Premiera GREEN HELL na konsole Xbox i PlayStation spodziewana jest na przełomie pierwszego i drugiego kwartału 2021 roku.

Grupa Develia publikuje wyniki za III kw. 2020 r.

  • W ciągu pierwszych trzech kwartałów 2020 r. przychody ze sprzedaży wyniosły 318,5 mln zł wobec 714,2 mln zł rok wcześniej. Spadek przychodów jest efektem znacznie mniejszej liczby przekazanych mieszkań w okresie styczeń – wrzesień br.
  • Zysk netto Grupy wyniósł 23 mln zł wobec 158,6 mln zł w analogicznym okresie poprzedniego roku.
  • W ciągu pierwszych 9 miesięcy 2020 r. Develia sprzedała 781 lokali na podstawie umów deweloperskich i przedwstępnych wobec 928 w analogicznym okresie 2019 r. W ciągu trzech kwartałów deweloper przekazał 746 lokali wobec 1778 rok wcześniej.
  • Na koniec września 2020 r. Develia posiadała 440,7 mln zł gotówki i krótkoterminowych aktywów finansowych, co pozwala realizować kolejne inwestycje.
  • Na przełomie III i IV kwartału Spółka pozyskała prawomocne pozwolenia na budowę ponad 1800 lokali w inwestycjach Centralna Park w Krakowie, Ceglana Park w Katowicach i Prestovia House w Warszawie.

– Po wymagającym ze względu na pandemię pierwszym półroczu, w III kwartale br. nastąpiła stabilizacja sytuacji na rynku nieruchomości. Po słabszym II kwartale sytuacja sprzedażowa poprawiła się zauważalnie w III kwartale. Klienci, którzy ze względu na pandemię odkładali zakup w czasie, wrócili do biur sprzedaży i chętniej podejmowali decyzje zakupowe. Jednak sytuacja na rynku jest dynamiczna, a rosnąca liczba zachorowań nie pozostanie bez wpływu na nastroje konsumenckie. Mimo to, ze względu na dużą liczbę rezerwacji na koniec III kwartału i nowe inwestycje, które wprowadziliśmy do sprzedaży, liczymy na dobrą końcówkę roku – mówi Paweł Ruszczak, p.o. prezesa Develii. – Okres pandemii jest bardzo wymagający również dla segmentu komercyjnego, jednak podejmujemy aktywne działania i dostosowujemy obiekty oraz ofertę do nowej rzeczywistości. Dzięki temu w III kwartale obserwowaliśmy poprawę także w tej części działalności – dodaje Paweł Ruszczak.

Działalność deweloperska

W ciągu pierwszych trzech kwartałów 2020 r. Develia sprzedała 781 lokali na podstawie umów deweloperskich i przedwstępnych wobec 928 lokali w tym samym okresie roku ubiegłego. Przekazania w okresie styczeń – wrzesień 2020 r. wyniosły 746 lokali wobec 1778 rok wcześniej. Duża różnica w liczbie przekazywanych mieszkań wynika z harmonogramu kończenia inwestycji. W samym III kwartale deweloper sprzedał 358 lokali i przekazał 264 lokale.

Dane za III kwartał potwierdzają, że sytuacja w segmencie mieszkaniowym ustabilizowała się i rynek wrócił do wolumenów sprzed pandemii. Wzrost liczby sprzedanych mieszkań w stosunku do analogicznego okresu ubiegłego roku pozwala optymistycznie patrzeć na sytuację rynku mieszkaniowego i jego perspektywy.

Mimo pandemii COVID-19 Spółka przygotowuje kolejne inwestycje deweloperskie do realizacji. Istotnym okresem pod tym względem był przełom III i IV kwartału, kiedy Spółka otrzymała prawomocne pozwolenia na budowę ponad 1800 lokali w trzech inwestycjach Centralna Park (Kraków), Ceglana Park (Katowice) i Prestovia House (Warszawa). Ze względu na istotną liczbę umów rezerwacyjnych w tych projektach (ponad 240 lokali) Develia spodziewa się bardzo dobrych wyników sprzedaży w IV kwartale. Bank gruntów Grupy to 7550 lokali.

Działalność komercyjna

W portfelu nieruchomości komercyjnych dewelopera znajdują się Arkady Wrocławskie i Sky Tower we Wrocławiu oraz Wola Retro w Warszawie, której budowa zakończyła się w lipcu 2019 r., a obecnie poziom komercjalizacji wynosi 74%. W ostatnich miesiącach do grona najemców dołączyły firmy SoftwareOne oraz Unitop.

Dzięki odpowiednio sprofilowanej ofercie, działaniom wspierającym obroty najemców i utrzymywaniu najwyższych standardów bezpieczeństwa wskaźniki odwiedzalności Arkad Wrocławskich w III kwartale systematycznie rosły. Przychody sklepów w III kwartale utrzymywały się na stabilnym poziomie 92-97% w porównaniu z analogicznym okresem ubiegłego roku. Arkady Wrocławskie utrzymują tenant-mix na poziomie sprzed pandemii. We wrześniu portfolio najemców zasilił Alior Bank, a jeden z najemców biurowych zdecydował się na dodatkową przestrzeń.

Pandemia wymusiła przesunięcie części zaplanowanych inwestycji w Sky Tower na 2021 r. W ostatnich miesiącach zweryfikowana została strategia współpracy z partnerami biznesowymi, a dział leasingu zajmuje się wdrażaniem nowych koncepcji oraz wypracowaniem najbardziej efektywnych rozwiązań. Oferta rekreacyjno-usługowa Sky Tower także została zweryfikowana i dostosowana do nowej sytuacji. W ostatnim czasie do grona najemców biurowych w Sky Tower dołączyła firma Ok-Moto, w części handlowej powstał showroom Chrono oraz cukiernia Karpicko.

Pandemia COVID-19 miała znaczący wpływ na działalność Grupy Develia w segmencie komercyjnym. Był on widoczny w przychodach i przepływach pieniężnych generowanych przez budynki komercyjne o istotnym udziale powierzchni handlowych – te zmiany skutkowały obniżeniem wartości nieruchomości inwestycyjnych Arkad Wrocławskich i Sky Tower o łączną kwotę 11,2 mln euro.

Wszystkie obiekty komercyjne Develii funkcjonują w nowym reżimie sanitarnym z zastosowaniem rozwiązań zapewniających bezpieczeństwo i komfort klientom oraz najemcom. Z myślą o najemcach, w poszczególnych obiektach wprowadzono indywidualne rozwiązania oparte m.in. na przesunięciu terminów płatności.

Wyniki finansowe

Dane finansowe (tys. zł) 1-3Q2020 1-3Q2019 Zmiana (%)
Przychody 318 461 714 182 -55,41%
Zysk brutto ze sprzedaży 116 194 274 869 -57,73%
Marża brutto ze sprzedaży 36,49% 38,49% -2,00pp
Zysk brutto ze sprzedaży segment deweloperski 77 565 201 636 -61,53%
Marża brutto ze sprzedaży segment deweloperski 30,71% 33,31% -2,60pp
Zysk brutto ze sprzedaży segment komercyjny 38 571 73 020 -47,18%
Marża brutto ze sprzedaży segment komercyjny 58,60% 67,24% -8,64pp
EBITDA 84 675 229 235 -63,06%
EBITDA bez przeszacowań nieruchomości 89 606 238 413 -62,42%
Zysk netto 23 037 158 566 -85,47%
Skorygowany zysk netto* 60 987 169 123 -63,94%

(*) – skorygowany zysk netto, liczony według wzoru: skorygowany zysk netto = zysk netto – zysk/(strata) z nieruchomości inwestycyjnych – przychody/koszty finansowe z tytułu wycen zobowiązań finansowych w EUR – podatek odroczony utworzony od korygowanych pozycji

Przychody Grupy za trzy kwartały 2020 r. wyniosły 318,5 mln zł wobec 714,2 mln zł rok wcześniej. Develia wypracowała 23 mln zł zysku netto wobec 158,6 mln zł w analogicznym okresie roku ubiegłego.

Zysk brutto ze sprzedaży z działalności deweloperskiej za pierwsze trzy kwartały 2020 r. wyniósł 77,6 mln zł przy przychodach 252,6 mln zł. Zysk brutto ze sprzedaży z usług najmu wyniósł 38,6 mln zł przy przychodach 65,8 mln zł.

W III kwartale br. przychody ze sprzedaży wyniosły 98,4 mln zł wobec 82,4 mln zł w analogicznym okresie roku ubiegłego, co oznacza wzrost o ponad 19%. Grupa Develia wypracowała 14,2 mln zł zysku netto w porównaniu do 33,1 mln zł w III kwartale 2019 r.

Wzrost kursu euro wpłynął w ciągu pierwszych trzech kwartałów 2020 r. na zwiększenie skonsolidowanego zysku brutto Develii o 46,2 mln zł (wzrost wartości godziwej nieruchomości inwestycyjnych o 67,4 mln zł i wzrost wyceny zobowiązań z tytułu kredytów w euro o 21,3 mln zł). W samym III kwartale zmiana kursu euro powiększyła wynik brutto o 10,5 mln zł.

2 października 2020 r. Develia wypłaciła z zysku za 2019 r. 0,1 zł dywidendy na akcję, czyli łącznie do akcjonariuszy trafiło 44,8 mln zł. Stopa dywidendy wyniosła 5,74%.

Po zakończeniu III kwartału, na początku października, Develia wyemitowała obligacje o wartości 70 mln zł. Obligacje zostały uplasowane w ramach programu emisji do 400 mln zł.

Na koniec września 2020 r. Develia posiadała 440,7 mln zł gotówki i krótkoterminowych aktywów finansowych, co stanowi wzrost o 20,2% w porównaniu do końca 2019 r. Na koniec III kwartału 2020 r. zobowiązania finansowe wyniosły 787,7 mln zł w porównaniu z 1 087,7 mln zł na koniec 2019 r.

Mechanizm “praworządności” i veto do budżetu

Mechanizm praworządności

Zakres stosowania

Zakres stosowania przyszłej regulacji został rozszerzony w stosunku do jej poprzednich wersji. Do tej pory mówiliśmy o Rozporządzeniu w sprawie ochrony budżetu Unii w przypadku uogólnionych braków w zakresie praworządności w państwach członkowskich, natomiast przyjęty 5 listopada projekt został przebrandowany na Rozporządzenie w sprawie ogólnego systemu warunkowości w zakresie ochrony budżetu Unii. Art. 1 określający zakres stosowania został również zmieniony i w obecnym brzmieniu stanowi, że „Rozporządzenie ustanawia zasady potrzebne do ochrony unijnego budżetu w przypadku naruszenia zasad praworządności przez któreś z Państw Członkowskich”. Praworządność jest definiowana zgodnie z art. 2 Traktatu o UE „TUE” (art. 2 projektu rozporządzenia „PR”).

Na potrzeby tego rozporządzenia, o naruszeniach mogą świadczyć: (i) zagrażanie niezależności sądownictwa; (ii) niezapobieganie, niekorygowanie i niesankcjonowanie arbitralnych lub niezgodnych z prawem decyzji władz publicznych, w tym przez organy ścigania, zatrzymując zasoby finansowe i ludzkie mające wpływ na ich prawidłowe funkcjonowanie lub brak zapewnienia braku konfliktu interesów; (iii) ograniczenie dostępności i skuteczności środków prawnych, w tym poprzez restrykcyjne przepisy proceduralne, brak wykonania wyroków lub ograniczenie skutecznego dochodzenia, ściganie lub nakładanie sankcji za naruszenia prawa.

Warunki stwierdzenia naruszenia

Zgodnie z art. 3(1) PR jedynie naruszenia praworządności, które stwarzają ryzyko dla należytego zarządzania finansami budżetu UE lub ochrony interesów finansowych Unii w wystarczająco bezpośredni sposób mogą stanowić podstawę sankcji przewidzianych w PR. Art. 3(2) zawiera listę naruszeń praworządności, które może wywołać sankcje. Zawarte tu przypadki są związane z implementowaniem unijnego budżetu, kontrolą finansową, audytem, prokuraturą, kontrolą sądową decyzji wcześniej wymienionych instytucji państwowych, zapobieganiem nadużyciom finansowym, w tym oszustwom podatkowym, korupcji i innym naruszeniom prawa Unii, oraz nakładanie za nie sankcji, odzyskiwaniem środków nienależnie wypłaconych, skuteczną współpracą z Europejskim Urzędem ds. Zwalczania Nadużyć Finansowych (OLAF).

Środki ochrony unijnego budżetu

Zgodnie z art. 4 PR środki te zawierają: zawieszenie płatności lub realizacji, zakaz zaciągania nowych zobowiązań prawnych, zawieszenie wypłaty rat w całości lub w części lub wcześniejszą spłatę pożyczek gwarantowanych z budżetu Unii, zawieszenie lub zmniejszenie korzyści gospodarczych w ramach instrumentu gwarantowanego z budżetu Unii, zakaz zawierania nowych umów w sprawie pożyczek lub innych instrumentów gwarantowanych przez Unię Budżet.

Art. 4 ust. 3 PR zawiera ważne ograniczenie sankcji: środki ochrony unijnego budżetu muszą być proporcjonalne i określone w świetle ich wpływu na prawidłowe zarządzanie budżetem UE w oparciu o charakter, czas trwania, wagę i zakres naruszenia.

Procedura

  • Jeśli KE ma uzasadnione podstawy do podejrzewania że art. 3 został naruszony, wysyła notyfikację do PCz. Procedura jest dostępna tylko jeśli to rozporządzenie to najbardziej efektywny sposób ochrony budżetu UE.
  • KE informuje PE i Radę o notyfikacji.
  • KE zbiera infromacje, PCz ma obowiązek dostarczyć wymaganych informacji i ma prawo przedłożyć swoje obserwacje na temat postępowania w terminie określonym przez KE nie mniej niż 1 miesiąc, nie więcej niż 3.
  • W obserwacjach PCz może zaproponować przyjęcie środków naprawczych.
  • KE deliberuje nad informacjami od PCz w przybliżonym terminie 1 miesiąca.
  • Jeśli KE będzie chciała skierować procedurę do Rady, musi wcześniej skierować sprawę do danego PCz, kładąc szczególny nacisk na proporcjonalność.
  • W ciągu 1 miesiąca od obserwacji PCz, KE powinna skierować sprawę do Rady w trybie decyzji wykonawczej.
  • Rada ma prawo wnieść poprawki głosując większością kwalifikowaną.

Wpływ na beneficjentów

Art. 4 ust. 3a PR zobowiązuję KE do pomagania beneficjentom z sankcjonowanego Państwa Członkowskiego otrzymać należne im fundusze – powstanie m.in. portal do składania skarg.

Zniesienie środków

PCz może na każdym etapie wprowadzić środki naprawcze i poinformować KE, że przesłanki art. 3 nie są już spełnione. KE jest zobowiązana do okresowych ewaluacji stanu rzeczy. Jest podana procedura zniesienia sankcji.

Konsekwencje zawetowania WFR

Zgodnie z art. 312 ust. 4 Traktatu o Funkcjonowaniu UE („TFUE”), jeżeli rozporządzenie Rady ustanawiające nowy wieloletni budżet nie zostało przyjęte przed wygaśnięciem poprzednich ram finansowych, pułapy i inne przepisy dotyczące ostatniego roku obowiązywania tych ram przedłuża się do czasu przyjęcia tego aktu.

Art. 315 TFUE podaje więcej szczegółów nt. procedowania bez budżetu w danym roku:

  • Jeśli na początku roku budżetowego budżet nie był jeszcze ostatecznie przyjęty, wydatki mogą być dokonywane miesięcznie na rozdział w granicach jednej dwunastej środków przyznanych w ramach danego rozdziału budżetu w poprzednim roku budżetowym, przy czym kwota ta nie może przekraczać jednej dwunastej środków przewidzianych w tym samym rozdziale w projekcie budżetu.
  • Rada, na wniosek Komisji, może upoważnić do dokonywania wydatków przekraczających jedną dwunastą. Rada niezwłocznie przekazuje decyzję Parlamentowi Europejskiemu.
  • Decyzja, o której mowa w akapicie drugim, przewiduje niezbędne środki w zakresie zasobów dla stosowania niniejszego artykułu, w poszanowaniu aktów, o których mowa w artykule 311. Wchodzi ona w życie trzydziestego dnia od jej przyjęcia, jeżeli w tym terminie Parlament Europejski, stanowiąc większością głosów wchodzących w jego skład członków, nie zdecydował o ograniczeniu tych wydatków.

Przedstawicielstwo ZPP w Brukseli

Przedsiębiorcy chętni na restrukturyzację, ale aż 63% postępowań kończy się umorzeniem

Wielu przedsiębiorców nie posiada wystarczającej wiedzy i doświadczenia w zakresie zarządzania firmą podczas głębokiego kryzysu. Nic dziwnego, od czasu wprowadzenia w Polsce mechanizmów gospodarki rynkowej nie mieliśmy do czynienia z tak dużym spadkiem dynamiki gospodarczej. W przypadku gdy sytuacja finansowa firmy staje się zbyt trudna, przedsiębiorca powinien skorzystać z dostępnych środków naprawczych oraz przewidzianych przez prawo metod ochrony przed wierzycielami.

Jedną z metod, jakie mogą pomóc w odbudowie pozycji rynkowej przedsiębiorstwa znajdującego się w kłopotach finansowych jest postępowanie restrukturyzacyjne. Jest ono sformalizowanym sposobem prowadzenia negocjacji z wierzycielami. Zamierzonym skutkiem postępowania jest odbudowa pozycji rynkowej przedsiębiorstwa oraz uniknięcie upadłości.

Polska firma doradcza MGW CCG, 20 października 2020 roku opublikowała obszerny raport dotyczący problematyki postępowań restrukturyzacyjnych. Zawiera on omówienie dostępnych aktualnie narzędzi prawnych w zakresie restrukturyzacji przedsiębiorstw a także statystyki dotyczące postępowań otwartych, zatwierdzonych i umorzonych w III kwartale tego roku. Raport skierowany jest do przedsiębiorców zainteresowanych otwarciem postępowań,  do specjalistów z zakresu restrukturyzacji ale również do analityków z branży finansowej czy instytucji administracji publicznej. Raport, którego publikacja była zapowiedziana latem tego roku był oczekiwany przez wielu analityków również dlatego, że stanowi istotne źródło informacji na temat kondycji polskiej gospodarki w okresie pandemii.

Z danych zawartych w raporcie wynika, że w trzecim kwartale 2020 roku otwarto w Polsce 188 postępowań restrukturyzacyjnych. To o 44,6% więcej niż w trzecim kwartale 2019 roku oraz o aż o 89,9% więcej niż w drugim kwartale 2020. Aż 72% stanowią uproszczone postępowania restrukturyzacyjne – nowa konstrukcja postępowań restrukturyzacyjnych wprowadzonych w ramach przepisów tarcz antykryzysowych. Zainteresowanie przedsiębiorców tą formą postępowania wynika z szybkiej procedury otwarcia, stosunkowo niskiego kosztu, możliwości otwarcia postępowania bez udziału sądu, możliwości objęcia układem wszystkich wierzycieli (również zabezpieczonych na majątku dłużnika) a także na zawieszeniu prowadzonych postępowań egzekucyjnych na czas postępowania.

Dla analityków zainteresowanych stanem polskiej gospodarki w czasie kryzysu, szczególnie istotne są dane dotyczące branżowej struktury przedsiębiorstw decydujących się na otwarcie postępowań układowych. Spośród 180 postępowań, 29 dotyczy przedsiębiorstw z branży rolniczej, 25 z branży przetwórstwa przemysłowego, 22 – handlu hurtowego a 20 – budownictwa. Pozostałe branże o istotnej ilości postępowań to handel detaliczny (18), transport i gospodarka magazynowa (15) oraz działalność finansowa i ubezpieczenia (12).

Z punktu widzenia małych i średnich przedsiębiorstw ważne jest to, że postępowania restrukturyzacyjne są dostępne dla wszystkich przedsiębiorstw, w tym dla tych prowadzonych w formie jednoosobowej działalności gospodarczej. Dla takich podmiotów są one jedyną możliwością na uzyskanie prawnej ochrony przed wierzycielami.

Niestety złą wiadomością dla przedsiębiorców jest to, że aż 63% postępowań kończy się umorzeniem. Jak mówi Mariusz Grajda – partner zarządzający w firmie MGW CCG, „przedsiębiorcy bardzo często decydują się na otwieranie zobowiązań w sytuacji gdy ich pozycja finansowa jest już bardzo trudna, dodatkowo środki pomocowe oferowane w czasie pandemii do tej pory nie przewidywały możliwości finansowania przedsiębiorców znajdujących się na etapie postępowania układowego”.

Taka możliwość pojawiła się dopiero w sierpniu tego roku, dzięki uchwaleniu „Ustawy o pomocy publicznej w celu ratowania lub restrukturyzacji przedsiębiorców”. Obok przepisów o uproszczonym postępowaniu układowym, stanowi ona aktualnie podstawowe narzędzie wspomagające strategie odzyskiwania równowagi finansowej przez przedsiębiorców.

Transition Technologies ogłasza rekordowe wyniki za Q3 z przychodami ponad 300 mln zł

Grupa Kapitałowa Transition Technologies, dostawca najnowszych rozwiązań informatycznych dla energetyki, przemysłu i medycyny, wciąż rośnie w tempie ponad 25% rocznie. Sprzedaż grupy po Q3 intensyfikuje się i przekroczyła właśnie 310 mln PLN.

Grupa Kapitałowa Transition Technologies jest przykładem jednej z wielu firm z sektora IT w Polsce, które w przeciwieństwie do innych gałęzi gospodarki nie narzekają na obecną sytuację ekonomiczną. – Nasi klienci wciąż inwestują, a w przemyśle daje się zaobserwować wyraźnie rosnący trend digitalizacji ograniczający czynnik pracy ludzkiej, tak wrażliwej na koronawirusa – mówi prof. Konrad Świrski, Prezes Transition Technologies. – Korzystając z możliwości skupiamy się jeszcze bardziej na rozwoju na rynkach międzynarodowych zarówno w Europie, jak i USA czy Azji oraz pracujemy nad akwizycjami – dodaje Świrski.

Informatyka nie ma problemów z pracą zdalną, a dziś także korzysta z efektów ubocznych pandemii – niższych kosztów biurowych i mniejszej presji płacowej pracowników. Wydaje się, że sektor ten będzie w 2020 r. jednym z nielicznych branż polskiej gospodarki, która może zanotować wzrosty, choć oczywiście długoterminowa sytuacja zależeć będzie od tego, czy kryzys gospodarki światowej związany z koronawirusem wreszcie się skończy.

Stabilnie rosnąca obecnie sprzedaż produktów IT w GK TT pozwoliła na osiągnięcie wzrostu zgodnie z prognozami. Jeśli dodatkowo EBITDA utrzyma się i osiągnie docelowo dwucyfrową wartość, to wyniki za ten rok będą dla grupy na kolejnym rekordowym poziomie.

Konsekwentny rozwój na rynkach międzynarodowych pozwala Transition Technologies na niepowielanie typowego modelu IT opierającego sprzedaż na kontraktach lokalnych, co w polskich warunkach oznacza dominację sektora publicznego i spółek Skarbu Państwa. Grupa bardzo efektywnie działa także i w tych segmentach z ambicjami na pozycję lidera technologicznego w wybranych produktach, jednak priorytetem jest przede wszystkim dynamiczne konkurowanie na rynkach światowych. GK TT także nieustannie pracuje nad zmianą linii produktowej i tworzeniem innowacyjnych rozwiązań – rynki IT nigdy nie stoją w miejscu.

Coraz więcej sygnałów wskazuje na koniec pandemii w pierwszych kwartałach 2021 r. i szybki powrót koniunktury światowej. Planujemy wobec tego być może wejście spółki z naszej grupy na rynek giełdowy i jeszcze szybszy wzrost w 2021 r. – podsumowuje Prezes Świrski.

PKN ORLEN finalizuje przejęcie RUCHu

PKN ORLEN coraz bliżej przejęcia spółki RUCH. W ramach wykonania układu spłacone zostały wierzytelności, które stanowiły ostatni element procesu. Jeszcze w listopadzie odbędzie się Walne Zgromadzenie Ruchu na którym zostaną wyemitowane nowe akcje i ORLEN stanie się, zgodnie z podpisaną w czerwcu tego roku umową akcjonariuszem większościowym Ruchu z pakietem 65 proc. Pozostałymi akcjonariuszami będą PZU i PZU Życie oraz Alior Bank.

– Dotrzymujemy słowa, dlatego – zgodnie z wcześniejszymi deklaracjami zostały uregulowane wierzytelności RUCHu wobec wydawców prasy. To kolejny krok, który przybliża nas do sfinalizowania przejęcia kontroli nad spółką. Mamy już gotowy plan rozwoju Ruchu. Pozwoli on  tej spółce odzyskać stabilność finansową i odbudować pozycję na rynku, a w konsekwencji stać się ważną i zyskowną częścią naszego segmentu detalicznego – mówi Daniel Obajtek, Prezes Zarządu PKN ORLEN.

Wypłata należności była możliwa, ponieważ uprawomocniły się postanowienia sądu stwierdzające wykonanie układów z wierzycielami. Zgodnie z wcześniejszymi ustaleniami środki na wypłaty wierzytelności zapewnił PKN Orlen. Pożyczka dla Ruchu zostanie spłacona ze środków, jakie spółka uzyska z przyszłego podwyższenia kapitału.

Zakładana strategia rozwoju spółki w kierunku nowoczesnej sprzedaży FMCG  (fast-moving consumer goods) wpisuje się w trendy sprzedaży detalicznej w Europie Środowo-Wschodniej. Na tym rynku widoczna jest stabilizacja wzrostu konsumpcji paliw, przy jednoczesnym zwiększeniu konkurencji w jakości obsługi, asortymencie, usługach oraz poprawie standardów operacyjnych. Analizy rynkowe przeprowadzone przez PKN ORLEN wskazały na potencjał rozwoju formatu poza stacjami paliw z wykorzystaniem aktywów spółki RUCH.

PKN ORLEN złożył spółce RUCH warunkową ofertę finansowania w związku z zamiarem przejęcia kontrolnego pakietu akcji spółki już 11 kwietnia 2019 r. Decyzję poprzedziło badanie due dilligence spółki i wypracowanie kierunków działań restrukturyzacyjnych. Od tego czasu prowadzone były działania związane m.in. z przyjęciem i zatwierdzeniem układów restrukturyzacyjnych (co było jednym z warunków udzielenia spółce finansowania przez PKN ORLEN). W międzyczasie powstał szczegółowy Plan Restrukturyzacji spółki oraz wynegocjowano umowę inwestycyjną z pozostałymi partnerami w tym przedsięwzięciu.  Zawarcie umowy inwestycyjnej oraz wydanie przez Prezesa UOKiK zgody na objęcie przez PKN ORLEN kontroli nad RUCH umożliwiło kontynuację procesu. Prawomocne stwierdzenie przez sąd wykonania układów RUCH z wierzycielami w ramach dwóch przyspieszonych postępowań układowych stanowiło ostatni warunek i otworzyło dla PKN ORLEN drogę do finalizacji transakcji.

Co robić, kiedy nie możemy spłacać zobowiązań

Zaległości w spłacie pożyczki czy kredytu to nie koniec świata. Warto świadomie podejść do takiej sytuacji i zaplanować wyjście z niej. Najlepszym rozwiązaniem jest szczera i otwarta komunikacja z pożyczkodawcą oraz szukanie oszczędności w domowym budżecie – radzą eksperci platformy Kapitalni.org. Jutro obchodzimy Dzień bez Długów.

Pandemia wiele zmieniła w naszym życiu, część z nas musiała przenieść się do pracy zdalnej, ale część przestała pracować – albo ich firma nie mogła działać, albo ich pracodawca musiał ograniczyć zatrudnienie. To trudny okres, w którym nie tylko musimy dbać o siebie i swoich bliskich – szczególnie seniorów – ale także starać się jak najlepiej gospodarować swoimi finansami. Radzimy sobie z tym coraz lepiej. Tegoroczny test wiedzy finansowej Polaków, przeprowadzany przez Wongę pokazuje, że nasza wiedza w tym zakresie jest najwyższa od 4 lat. Polacy nie tylko chcą wiedzieć więcej o tym, jak zarządzać domowym budżetem, ale także bardziej interesują się sytuacją gospodarczą, która ma wpływ na ich portfel.

W czasie dużych zawirowań związanych z pandemią oraz jej wpływem na funkcjonowanie gospodarki, może zdarzyć się, że czasowo pojawi się problem z bieżącym regulowaniem zobowiązań finansowych – czyli spłatą rat pożyczek i kredytów. Dla wielu osób może być to pierwsza tego typu sytuacja w życiu i nie zawsze mogą wiedzieć, jak w takiej sytuacji należy się zachować.

Jak poradzić sobie z problemami w spłacie zobowiązań

Po pierwsze nie wolno wpadać w panikę, należy założyć, że jest to stan przejściowy, dlatego po prostu wymaga podjęcia odpowiednich działań. Trzeba zaplanować sobie sposób z wyjścia z sytuacji.

Warto działać dwutorowo, po pierwsze zobaczyć, czy mamy przestrzeń na ograniczenie codziennych wydatków oraz dokładnie sprawdzić, ile pieniędzy musimy zwrócić bankom czy firmom pożyczkowym. To coś w rodzaju bilansu otwarcia wyjścia z trudnej sytuacji. Świadomość tego na czym stoimy pomoże podjąć odpowiednie działania.

Ważny jest kontakt z instytucją finansową

Od początku pandemii wiele firm finansowych umożliwiło swoim klientom skorzystanie z wakacji kredytowych, od niedawna takie rozwiązanie zostało także uregulowane ustawowo. Na czym to polega? W największym skrócie, to możliwość wstrzymania spłaty rat kredytu lub pożyczki na określony czas – zwykle na trzy miesiące. Warunek jest jednak jeden – trzeba działać szybko i skontaktować się z pożyczkodawcą, aby z takiego odroczenia spłaty skorzystać nie można mieć bowiem przeterminowanych spłat w ratach. Takie trzy miesiące to dobry czas na poszukanie oszczędności lub nowego źródła dochodu.

Jeśli zobowiązania są już przeterminowane i nie można skorzystać z wakacji kredytowych, pierwszym krokiem powinno być dojście do porozumienia z instytucją finansową. Ona sama z pewnością będzie wychodzić z inicjatywą w tym zakresie – często wyciągać pomocną dłoń. Nie warto więc unikać kontaktu – wręcz przeciwnie – warto być w stałym kontakcie z instytucją finansową. Co więcej – dobrze jest samodzielnie zainicjować taki kontakt – jeśli poinformujemy o tym, że możemy mieć problemy ze spłatą – być może będzie szansa na wypracowanie jakiegoś rozwiązania.

Kiedy pojawia się zaległość w sprawie raty pożyczkodawca szybko kontaktuje się ze swoim klientem, wysyła przypomnienia – mailem, listem, często także SMS-em, jej przedstawiciele dzwonią, aby porozmawiać. Najgorsze co w tej sytuacji może zrobić klient, to unikanie kontaktu i ignorowanie tego typu informacji. Takie podejście na pewno nie przybliży nikogo do rozwiązania problemu. Warto po prostu porozmawiać, przedstawić swoją sytuację i sprawdzić, czy można osiągnąć porozumienie w zakresie dalszej spłaty. Od wielu lat stosujemy takie podejście w relacji z naszymi klientami i wiem, że to najlepsze rozwiązanie.

Instytucja finansowa, która pożycza pieniądze zawsze dążyć będzie do porozumienia, nie zależy jej na zaognieniu sytuacji. Klient jest dla niej ważny.

Dopiero kiedy nie może dowiedzieć się co się dzieje, musi sięgać bo instrumenty formalne, zdefiniowane w prawie. Ten proces oczywiście trwa i niestety wysokość zadłużenia narasta, a więc z czasem problem może zrobić się większy. Warto wiedzieć, że ostatnim etapem takiego scenariusza jest wypowiedzenie umowy, a to oznacza, że całą pozostałą do spłaty kwotę wraz z odsetkami i kosztami trzeba będzie zwrócić od razu.

Zdarza się też tak, że instytucje finansowe samodzielnie nie zajmują się sprawami klientów, którzy przestali spłacać zadłużenie, korzystają z wyspecjalizowanych firm – często są to na przykład kancelarie prawne. One także mogą więc stać się dla nas parterem do rozmowy. Zwykle w dokumentach, które podpisujemy przy zaciąganiu pożyczki czy kredytu pojawia się informacja, że w określonych sytuacjach taka współpracująca z kredytodawcą firma może się z klientem kontaktować.

Kolejnym scenariuszem jest sprzedaż przeterminowanych wierzytelności firmom windykacyjnym – to one przejmują wówczas zobowiązanie i mają prawo dochodzić od nas spłaty zadłużenia. Czy to powinno budzić dodatkowe obawy? Zdecydowanie nie. Pamiętajmy, że firmy windykacyjne także chcą w pierwszej kolejności się z nami porozumieć – bo dla wszystkich to jest najłatwiejsza i najlepsza droga. Dlatego z nimi także powinniśmy rozmawiać i próbować dojść do porozumienia dotyczącego tego, w jaki sposób możemy spłacić zadłużenie. Wiele firm windykacyjnych prowadzi specjalne programy dla klientów i umożliwia rozłożenie spłaty zobowiązania w ratach. Nikomu nie zależy powiem na tym, aby sprawa trafiła do sądu, a następnie do komornika. To po prostu ostateczność – zwykle przytrafia się w sytuacji, kiedy klient nie reaguje w żadne sposób na kontakt i propozycje wierzyciela.

Jak ograniczyć wydatki

To druga strona medalu. Po pierwsze warto spisywać ile i na co wydajemy pieniądze – czyli prowadzić taki domowy budżet. Już samo sprawdzanie tego pozwoli nam zaplanować czy i z jakich wydatków możemy ewentualnie zrezygnować. Powinniśmy traktować to jako sytuację tymczasową i po prostu być konsekwentni w robieniu oszczędności. Osoby, które znalazły się w tego typu sytuacji najczęściej w pierwszej kolejności rezygnowały z wydatków związanych z korzystaniem z samochodu, na rzecz podróżowania transportem publicznym. Oczywistym kierunkiem jest też szukanie oszczędności na produktach kosmetycznych, ubraniach oraz wszelkiego rodzaju rozrywkach, a przede wszystkim używkach – jak alkohol czy papierosy. To może okazać się ważnym impulsem nie tylko do zadbania o swoje finanse, ale także zdrowie. W czasie pandemii nie powinniśmy jednak rezygnować z wydatków związanych z higieną i bezpieczeństwem – a więc ze środków do dezynfekcji oraz maseczek.

Uważajmy na spiralę zadłużenia

W sytuacji, kiedy mamy problem z regulowaniem rat zobowiązań finansowych – pożyczki czy kredytu, musimy pamiętać, że nie powinniśmy dalej się zadłużać. Najgorsze co możemy zrobić, to szukać kolejnej pożyczki, z której spłacimy bieżącą ratę poprzedniej. To niestety wpędzi nas tylko w jeszcze większe kłopoty i znacznie zwiększy koszty jakie będziemy musieli ponieść.

Alternatywą jest konsolidacja zadłużenia – czyli skorzystanie z produktu finansowego za pomocą którego połączymy kilka zobowiązań w jedno. Poprzednie pożyczki zostaną w ten sposób spłacone, a my pozostaniemy z jedną ratą, w jednej instytucji finansowej, a jeśli maksymalnie wydłużymy okres spłaty takiego zobowiązania, miesięczna rata może być nawet niższa niż suma rat poprzednich. Oczywiście łączna wartość odsetek jakie zapłacimy będzie wyższa, musimy mieć tego świadomość. Ale to rozwiązanie, które umożliwi nam złapanie równowagi finansowej.

Polskie apteki apelują do Premiera

W Senacie trwa procedowanie Ustawy o Zawodzie Farmaceuty. Do tak wyczekiwanej regulacji dodano jednak poprawki, których wejście w życie może prowadzić do nieczystej gry konkurencyjnej oraz zamykania aptek, punktów aptecznych i hurtowni farmaceutycznych w samym środku pandemii COVID-19. Pod apelem do Premiera Morawieckiego o dodanie do ustawy „bezpieczników” zapobiegających pochopnemu zamykaniu placówek podpisało się ponad 50 polskich przedsiębiorców reprezentujących blisko 400 aptek, w których zatrudnienie znalazło łącznie ok. 1600 farmaceutów i techników farmaceutycznych. To głównie małe i średnie polskie firmy z rodzimym kapitałem.

Sygnatariusze pisma zwracają uwagę na to, że legislacja umożliwi faktyczne likwidowanie aptek na podstawie nieprecyzyjnych i niejasnych przesłanek. W dokumencie czytamy m. in., że: „W ramach pierwszej poprawki, z regulacji umożliwiającej cofnięcie zezwolenia na prowadzenie apteki wskutek naruszenia niezależności farmaceuty, usunięto przesłankę „uporczywości” takiego naruszenia. W rezultacie, już nieoczywiste stany faktyczne i dyskusyjne, jednorazowe sytuacje mogą doprowadzić do cofnięcia zezwolenia na prowadzenie apteki. Trzeba zaznaczyć, że w warunkach obowiązywania „apteki dla aptekarza” jest to bardzo poważna sankcja – ponowne uzyskanie zezwolenia może się w wielu przypadkach okazać niemożliwe. Druga z wprowadzonych poprawek umożliwia unieruchomienie apteki, punktu aptecznego lub hurtowni farmaceutycznej na 3 miesiące, w rygorze natychmiastowej wykonalności, w przypadku uniemożliwienia wykonywania zadań kierownikowi apteki lub osobie odpowiedzialnej w hurtowni. Ponownie mamy do czynienia z sytuacją, w której bardzo niejasna przesłanka może doprowadzić do unieruchomienia apteki z dnia na dzień, co w praktyce oznaczać będzie w wielu przypadkach konieczność jej zamknięcia.”

Obie poprawki dają pole do nadużyć i pozbywania się niewygodnej konkurencji poprzez mechanizm „donosów”. Radykalne sankcje są nieprecyzyjne, a nowe uprawnienia przekazane Inspekcji Farmaceutycznej zdecydowanie ponadnormatywne. Wraz z uchwaleniem projektu w jego obecnym brzmieniu, jakiekolwiek poczucie bezpieczeństwa prawnego na rynku aptecznym przestanie istnieć. – podkreśla Marcin Nowacki, Wiceprezes Związku Przedsiębiorców i Pracodawców. Właściciele aptek zamiast skupiać się na rozwoju świadczonych usług farmaceutycznych będą musieli poświęcać środki organizacyjne i finansowe na prowadzenie postępowań administracyjnych, prowadzonych na skutek kwestionowania działań przeprowadzonych zgodnie z prawem – dodaje Nowacki.

Wtórują mu przedsiębiorcy zwracając uwagę na to, że konsekwencją przyjęcia poprawek do projektu ustawy będą nie tylko osobiste dramaty właścicieli aptek i ich pracowników, lecz również ograniczenie dostępności leków dla pacjentów, niebezpieczne szczególnie w dobie pandemii.

Trywialne konflikty personalne farmaceuty z przedsiębiorcą mogą zostać zinterpretowane jako zamach na niezależność farmaceuty, w konsekwencji doprowadzając do zamknięcia apteki i likwidacji miejsc pracy. Ponadto długotrwałe procesy sądowe doprowadzą w wielu przypadkach do bankructw a w rezultacie do problemów z szerokim dostępem do leków w czasie epidemii COVID-19 i po jej ustaniu – mówi Piotr Paśniewski, Prezes zarządu Grupy Nowa Farmacja. Dziś apteki robią wszystko, żeby zapewnić sprawne i bezpieczne funkcjonowanie oraz nieutrudniony dostęp do leków dla pacjentów. Ostatnią rzeczą, jakiej potrzebujemy jest sytuacja, w której właściciel apteki i pracujący tam farmaceuci będą musieli się zastanawiać czy ich placówka zostanie zamknięta – uzupełnia Paśniewski.

Jednocześnie Ministerstwo Zdrowia podpisało z samorządem aptekarskim Strategię na rzecz rozwoju aptek. Tak istotny dokument był negocjowany i podpisywany przez Ministerstwo z tylko jedną, określoną częścią rynku. To budzi kontrowersje. Trudno oprzeć się wrażeniu, że pod pozorem walki o dobro pacjenta, korporacja aptekarska po raz kolejny podejmuje działania mające na celu walkę z konkurentami, a docelowo także całkowitego wyeliminowania ich z rynku.

Przyznanie korporacji zawodowej zbyt daleko idących uprawnień i zamykanie rynku, rodzi ryzyko z punktu widzenia bezpieczeństwa lekowego pacjentów. Ten kierunek rozwoju rynku może bowiem paradoksalnie prowadzić do zwiększonej konsolidacji rynku, choćby w ramach sieci partnerskich budowanych przez hurtownie leków, które mogą wykorzystywać siłę negocjacyjną, wiążąc ze sobą pojedynczych aptekarzy – konkluduje Marcin Nowacki.

Przytoczone poprawki w projekcie ustawy o zawodzie farmaceuty, zamiast zgodnie z pierwotnymi celami stanowić kompleksową regulację dla tej grupy zawodowej, prowadzą raczej do przebudowywania rynku aptecznego w Polsce poprzez wyeliminowanie z niego poczucia bezpieczeństwa prawnego. Są przez to wysoce niebezpieczne z uwagi na bezpieczeństwo lekowe pacjentów, a także ryzyko likwidacji miejsc pracy i ograniczenia wpływów budżetowych z podatków.

ZPP apeluje do Senatorów

W ciągu najbliższego tygodnia, dwie z komisji senackich rozpatrywać będą ustawy wyjątkowo istotne z punktu widzenia szeregu polskich przedsiębiorców – ustawę o zawodzie farmaceuty oraz ustawę zmieniającą ustawy o podatkach dochodowych w taki sposób, by opodatkować spółki komandytowe podatkiem CIT, oraz by rozszerzyć krąg podmiotów uprawnionych do korzystania z ryczałtu od przychodów ewidencjonowanych. Jeśli pierwszy z aktów zostanie uchwalony w obecnie obowiązującej formie – w praktyce zlikwiduje on poczucie bezpieczeństwa prawnego na rynku aptecznym i otworzy szeroko drzwi dla nieczystej walki konkurencyjnej. Przyjęcie w niezmienionym brzmieniu drugiej ustawy spowoduje z kolei zwiększenie obciążeń podatkowych dla kilkudziesięciu tysięcy polskich przedsiębiorców prowadzących działalność w formie spółek komandytowych, a jednocześnie umożliwi wielu nowym firmom proste rozliczanie się w formie ryczałtu od przychodów ewidencjonowanych. Obie z tych ustaw są szczególne – w dużej mierze składają się z postanowień zasługujących na aprobatę, jednocześnie zawierając fragmenty wyjątkowo niebezpieczne dla przedsiębiorców.

Mając na uwadze powyższe, pragniemy zaapelować do senatorów biorących udział w pracach Komisji Zdrowia oraz Komisji Budżetu i Finansów Publicznych o wnikliwe przyjrzenie się powyższym ustawom i faktyczną refleksję nad ich treścią. Są to doskonałe przykłady aktów wymagających szczegółowej analizy – błędem byłoby ich odrzucenie, niezasadne byłoby jednak także, w naszym przekonaniu, przyjęcie ich w całkowicie niezmienionej formule.

W przypadku ustawy o zawodzie farmaceuty, kluczowe zagrożenie ogniskuje się wokół dwóch przepisów stanowiących rezultat poprawek wniesionych w toku prac sejmowej podkomisji. Pierwsza poprawka zmieniła, w stosunku do projektu przyjętego przez Radę Ministrów, brzmienie przesłanki umożliwiającej cofnięcie zezwolenia na prowadzenie apteki, bardzo ją poszerzając. Druga dodała do projektu nowy przepis, umożliwiający unieruchomienie dowolnej apteki, punktu aptecznego lub hurtowni farmaceutycznej na trzy miesiące, na podstawie bardzo niejasnej przesłanki „uniemożliwiania wykonywania zadań” kierownikowi apteki bądź osobie odpowiedzialnej. Obie poprawki były już przez nas wielokrotnie szczegółowo przedstawiane i analizowane pod kątem ich wpływu na rynek. Uważamy, że w toku prac w Senacie powinno zostać przywrócone pierwotne brzmienie ustawy, stanowiące pewien kompromis pomiędzy dwiema wizjami rynku aptecznego w Polsce. W przeciwnym wypadku, każdy właściciel apteki będzie musiał liczyć się z ryzykiem zamknięcia jego placówki wskutek niekorzystnej dla niego interpretacji wyjątkowo nieostrych przepisów.

Nowelizacja wielu ustaw podatkowych to z kolei akt, w którym projektodawcy udało się zmieścić zarówno rozwiązanie fatalne, w postaci objęcia spółek komandytowych podatkiem CIT, jak i bardzo dobre, tj. poszerzenie możliwości korzystania z ryczałtu od przychodów ewidencjonowanych. W zakresie tej pierwszej zmiany – ZPP konsekwentnie uważa, że należy zrezygnować z tego pomysłu. Jedynym jego skutkiem będzie nawet dwukrotnie zwiększenie obciążeń podatkowych kilkudziesięciu tysięcy polskich przedsiębiorców i pogorszenie ich pozycji konkurencyjnej wobec podmiotów zagranicznych. Nie widzimy żadnej potencjalnej korzyści wynikającej z objęcia spółek komandytowych podatkiem CIT – nie ulegnie w ten sposób ograniczeniu zjawisko optymalizacji podatkowej (w wielu opublikowanych już opracowaniach wykazaliśmy, że spółki komandytowe nie są generalnie do tego celu wykorzystywane), budżet nie zyska również istotnych środków. Uważamy więc, że w toku prac senackich zasadne byłoby wprowadzenie do ustawy poprawki wykreślającej fragmenty dotyczące opodatkowania spółek komandytowych podatkiem CIT. Zastrzegamy równocześnie, że jesteśmy przeciwnikami odrzucaniu ustawy w całości – propozycja poszerzenia katalogu podmiotów mogących rozliczać PIT w formule ryczałtu od przychodów ewidencjonowanych, jeśli zostanie odpowiednio skalibrowana pod kątem stawek, może być dla polskiego sektora MSP największą rewolucją od czasu „ustawy Wilczka”. Aby to osiągnąć, należałoby zmodyfikować matrycę stawek, tj. obniżyć je o kilka punktów procentowych (szczególnie dla wolnych zawodów i szerokiego katalogu usług), tak by ryczałt był formą faktycznie korzystną dla szerokiego grona firm.

Reasumując, Związek Przedsiębiorców i Pracodawców zwraca się do Państwa Senatorów z apelem o dokładne przeanalizowanie treści obu wskazanych ustaw procedowanych w tym tygodniu. Od Państwa decyzji zależeć będzie los wielu przedsiębiorców. W trudnym okresie epidemii, racjonalny ustawodawca powinien dążyć do redukcji obciążeń finansowych i administracyjnych spoczywających na firmach, a także wspierać rozwiązania sprzyjających ich rozwojowi. Pozostajemy w nadziei, że taki właśnie kierunek obiorą prace obu senackich komisji spotykających się w tym tygodniu.

Szczepionkowa euforia uderzyła w waluty safe haven

Informacje z początku ubiegłego tygodnia o wysokiej efektywności szczepionki na COVID-19 odbiły się na kursach walut safe haven – jen japoński i frank szwajcarski skończyły tydzień jako najgorzej radzące sobie waluty G10. Dzisiejszy dzień przynosi swoiste deja vu.

W minionym tygodniu wybory w USA i zwycięstwo Bidena zeszły na dalszy plan, przyćmione przez obiecujące informacje dotyczące testów szczepionki Pfizer/BioNTech na COVID-19. Reakcją rynków była krótkotrwała euforia widoczna szczególnie we wzrostach na rynkach akcji. Mimo że oddały one później część zysków, tak jednak kluczowe indeksy zakończyły miniony tydzień na solidnym plusie. Waluty G10 nie doświadczyły zbyt dużej zmienności, z wyjątkiem walut safe haven, takich jak jen japoński i frank szwajcarski.

Dzisiejsze informacje o niemal 95-procentowej skuteczności szczepionki firmy Moderna ponownie przynoszą dobre nastroje. Zmienność jest jednak znacznie niższa niż w zeszły poniedziałek – informacja o kolejnej szczepionce ostatecznie nie stanowi dla rynku tak dużego szoku, a inwestorzy mają już lepszy ogląd na skalę wyzwań jakie w kontekście publicznej dystrybucji stoją przed producentami szczepionek.

PLN

Polski złoty zakończył miniony tydzień umocnieniem, ten tydzień waluta również rozpoczęła od aprecjacji.

Mimo że na złotego ostatnio w przeważającej mierze wpływały informacje z zewnątrz, warto jednak wspomnieć o dwóch kwestiach wewnętrznych. Po pierwsze, udało się uniknąć wprowadzenia narodowej kwarantanny. Trudno jednak mówić o poprawie sytuacji pandemicznej, biorąc pod uwagę, że ostatni spadek dziennej liczby zakażeń można wiązać ze zmniejszeniem liczby testów, jak i że odnotowano kolejny rekord liczby zgonów na COVID-19. Po drugie, w minionym tygodniu poznaliśmy wstępne dane o PKB Polski w III kwartale. Produkt krajowy brutto doświadczył spadku o 1,6% w ujęciu rocznym, co było tempem zbliżonym do oczekiwanego.

W najbliższych dniach poznamy stosunkowo dużo odczytów makro z Polski, z czego najważniejsze będą piątkowe dane o produkcji przemysłowej. Złoty jednak nadal powinien reagować szczególnie na zmiany sentymentu, zwłaszcza w kontekście szerokiej sytuacji pandemicznej.

EUR

Wygląda na to, że pogarszające się wieści z frontu walki z pandemią w strefie euro, zgodnie z naszymi oczekiwaniami, przełożyły się na ograniczenie siły wspólnej europejskiej waluty. Dane dotyczące produkcji przemysłowej w strefie euro okazały się gorsze od oczekiwań dodając nieco do ogólnego obrazu przygnębienia. W minionym tygodniu były one jednak balansowane przez negatywne informacje z USA dotyczące wzrostu liczby zakażeń. Kurs EUR/USD zakończył tydzień na poziomie niezbyt odległym od tego na jakim go rozpoczął.

W tym tygodniu nie poznamy wielu publikacji makroekonomicznych ze strefy euro, stąd też uwaga rynku skupi się na komunikacji ze strony Europejskiego Banku Centralnego – w tym tygodniu ponownie czeka nas sporo przemówień kluczowych decydentów. Rynki przygotowują się do grudniowego spotkania EBC, kiedy bank niemal na pewno ogłosi dodatkowe łagodzenie polityki pieniężnej.

USD

Rynki pozostają w procesie przetwarzania tego, że najbardziej prawdopodobnym scenariuszem na najbliższe dwa lata jest prezydentura Bidena w połączeniu z podzielonym Kongresem. Nie jest zupełnie wykluczone, że Demokraci wygrają dwa miejsca niezbędne do uzyskania przewagi w Senacie w trakcie drugiej tury wyborów w Georgii. Bardziej prawdopodobne jest jednak, że kontrolowana przez Republikanów wyższa izba Kongresu ograniczać będzie skalę wsparcia fiskalnego. Pozostajemy negatywnie nastawieni do perspektyw dolara amerykańskiego w długim terminie, zwłaszcza w relacji do tych walut emerging markets, które mają dobre fundamenty.

GBP

Nie widać specjalnego postępu w negocjacjach z Unią Europejską w sprawie handlu. Niemniej jednak, zwycięstwo Bidena w wyborach prezydenckich w USA z perspektywy Wielkiej Brytanii będzie oznaczać mniejszą przychylność Białego Domu i może skłonić rząd Borisa Johnsona do akceptacji skromnego porozumienia w handlu z UE, którego oczekujemy. Rynki zdają się tego oczekiwać, a funt dobrze radził sobie od czasu wyborów w USA. Kamieniem milowym dla rozstrzygnięć będzie wirtualne spotkanie liderów UE w czwartek, stąd też spodziewamy się pewnego postępu w negocjacjach w tym tygodniu.

CHF

Frank szwajcarski zakończył tydzień jako najgorzej radząca sobie waluta G10. Gros osłabienia waluty miał miejsce w poniedziałek, kiedy pojawiły się wspomniane wyżej pozytywne informacje o szczepionce na COVID-19. Niespodziewany wzrost rynkowej zmienności był dość krótkotrwały – para EUR/CHF przez większość tygodnia utrzymywała się w bardzo wąskim przedziale wokół poziomu 1,08.

Wieści ze Szwajcarii dotyczące pandemii były mieszane, ale wygląda na to, że widać światło na końcu tunelu. Dziennie notuje się wprawdzie więcej zgonów, jednak liczba nowych zakażeń spadła. Oznacza to mniejsze prawdopodobieństwo nałożenia dodatkowych obostrzeń w tym kraju, co jest optymistyczne w kontekście perspektyw gospodarczych Szwajcarii.

Kluczową publikacją makroekonomiczną w tym tygodniu będzie czwartkowy odczyt produkcji przemysłowej w III kwartale. Frank powinien jednak reagować głównie na informacje z zewnątrz.

Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk – analitycy Ebury

Aż 70% Polaków obawia się kolejnego lockdownu

Nie tak bardzo obawiamy się o własne czy zdrowie najbliższych, co o skutki ekonomiczne i społeczne ewentualnego lockdownu– wynika z realizowanego na początku listopada badania Agencji Badań Rynku i Opinii SW Research.

Po kontrowersyjnym wyroku Trybunału Konstytucyjnego z 22 października 2020 wiele osób wyszło na ulice polskich miast w wyrazie sprzeciwu. Demonstracje miały miejsce przez kolejne dni, łącznie ze Strajkiem Kobiet oraz marszem na Warszawę 30 października. Takie oburzenie ludzi w obliczu trwającej pandemii oraz ciągłych przyrostów zachorowań przyćmiło w mediach galopujące statystyki związane z COVID-19. 3 listopada Ministerstwo Zdrowia informowało o ponad 19 tysiącach nowych zachorowań. 4 listopada ta liczba wzrosła już do ponad 24 tysięcy, a 5 listopada liczba nowych zachorowań wynosiła 27 tysięcy. W ciągu ostatniego tygodnia raportowane liczby ustabilizowały się w okolicach dwudziestu kilku tysięcy, jednak wieczorem 12 listopada premier Mateusz Morawiecki przekazał, że liczba zachorowań wyhamowała na tyle, że prawdopodobne zamknięcie gospodarki i tzw. narodowa kwarantanna w najbliższych dnia nie nastąpi.

COVID po protestach

Z najnowszego pomiaru cyklicznego badania „Polacy w czasie epidemii” autorstwa SW Research wynika, że w porównaniu do poprzedniego pomiaru Polacy istotnie rzadziej wskazują na obawę zarażenia się koronawirusem SARS-CoV-2 i zachorowania na COVID-19 (Pomiar XIII – 43%, Pomiar XIV- 35%). Również rzadziej obawiają się, że ich bliscy zarażą się koronawirusem (Pomiar XIII – 54%, Pomiar XIV- 49%). Zmalały też obawy co do ewentualnej niewydolności służby zdrowia (Pomiar XIII – 60%, Pomiar XIV- 52%). W porównaniu do Pomiaru XIII, w najnowszym badaniu wzrósł za to odsetek osób obawiających się wybuchu zamieszek, protestów, strajków (Pomiar XIII – 15%, Pomiar XIV – 21%). Wzrósł odsetek osób wskazujących na obawę o globalny krach, kryzys finansowy (Pomiar XIII – 38%, Pomiar XIV – 41%), a na wysokim poziomie utrzymuje się obawa o wzrost cen produktów i usług (Pomiar XIII – 44%, Pomiar XIV – 45%).

Również stosowanie środków bezpieczeństwa przed zarażeniem się koronawirusem odnotowało spadki w porównaniu z poprzednim pomiarem. Mniej osób deklaruje częste i dokładne mycie rąk (Pomiar XIII – 84%, Pomiar XIV- 74%), korzystanie z płynów dezynfekujących (Pomiar XIII – 54%, Pomiar XIV- 49%) czy maseczek (Pomiar XIII – 54%, Pomiar XIV- 49%). Największy spadek na przestrzeni pomiarów został zanotowany dla zachowywania bezpiecznej odległości od innych osób (Pomiar XIII – 70%, Pomiar XIV- 58%).1_obawy2_środki bezpieczeństwa

Niepokój społeczny oraz chęć wyrażenia swojego sprzeciwu przewyższyła w Polakach obawy związane z zachorowaniem na COVID-19. W trakcie protestów również niemożliwym jest zachowanie dystansu społecznego czy regularne odkażanie rąk – komentuje Piotr Zimolzak, Wiceprezes Zarządu SW Research. Warto zwrócić uwagę na rosnące obawy związane z wybuchem zamieszek. Polacy bardziej skupili się na obecnych w mediach strajkach czy demonstracjach niż na swoim zdrowiu. Wydaje się, że zaczęliśmy sobie zdawać sprawę, że polskie społeczeństwo jest w stanie masowo zmobilizować się, mimo szalejącej pandemii. Oznacza to, że coraz bardziej realne stają się wizje związane z protestami różnych grup społecznych i zawodowych, przedstawicieli różnych branż, którzy mogą podjąć walkę o swoje prawa w kontekście możliwych ograniczeń gospodarczych.

Ciemne widmo lockdownu już za nami?

Do momentu oficjalnego komunikatu ze strony premiera Morawieckiego aż 70% Polaków wskazywało, że obawia się wprowadzenia kolejnego lockdownu w Polsce. Jedynie 9% deklarowało, że się tego nie obawia. Kolejny pomiar Barometru pozwoli zobaczyć, czy Polacy utrzymają mniej rygorystyczne podejście do stosowania środków ochrony oraz jak zmienią się ich obawy w obliczu tak dużych dziennych przyrostów zachorowań.3_lockdown

Metodologia badania

Badanie zostało przeprowadzone w dniach 03-07.11.2020 przez SW RESEARCH Agencję Badań Rynku i Opinii metodą wywiadów on-line (CAWI) na panelu internetowym SW Panel. W badaniu zebrano 1020 ankiet z reprezentatywną próbą grupy Polaków. Badanie ma charakter cykliczny, prezentowane wyniki pochodzą z Pomiaru XIV.

Jak rynki finansowe zareagowały na wygraną Bidena?

Joe Biden wygrał tegoroczne wybory prezydenckie w USA. Nie wszystko jest jednak rozstrzygnięte. Ze szczególną uwagą czekamy na rezultat drugiej tury wyborów do Senatu w Georgii, których wynik zdecyduje o tym, kto będzie kontrolował wyższą izbę amerykańskiego Kongresu. A to ma istotne znaczenie dla rynków finansowych.

Droga Bidena do triumfu nie była tak prosta i bezproblemowa, jak sugerowały to sondaże na poziomie kraju i poszczególnych stanów. Przed wyborami poll of polls (sondaż na podstawie zbioru sondaży) dawał kandydatowi Demokratów ok. 7 punktów procentowych przewagi w głosowaniu powszechnym. Margines ten – po zliczeniu większości głosów – zwęził się jednak mniej więcej o połowę. Opóźnione zwycięstwo, uzyskane minimalną liczbą głosów w kluczowym stanie, Pensylwanii, okazało się jednak wystarczające. Biden otrzymał wymagane 270 głosów elektorskich, niemal cztery dni po tym, jak zamknęły się punkty do głosowania.=

Wykres 1: Mapa wyników wyborów prezydenckich w USA w 2020 r. (stan na 16 listopada 2020)

Mapa wyników wyborów prezydenckich w USA w 2020
Źródło: Ebury/BBC Data: 16/11/2020

Jak rynki finansowe zareagowały na zwycięstwo Bidena?

W trakcie nocy wyborczej rynki doświadczyły zjawiska deja vu – wstępne wyniki pokazały, że Trump po raz kolejny poradził sobie lepiej, niż sugerowały sondaże – tak jak miało to miejsce w przypadku wyborów w 2016 roku. Dolar jako waluta safe haven początkowo umocnił się w związku z perspektywą wyrównanego wyścigu o fotel prezydencki po tym, jak prezydent Trump wygrał w części battleground states, zwłaszcza na Florydzie, w Teksasie, Ohio i Iowa. W środę w nocy na pewnym etapie bukmacherzy uznawali Trumpa za wyraźnego faworyta – prawdopodobieństwo jego zwycięstwa we wczesnych godzinach czasu lokalnego szacowano nawet na 80%.

Mimo że media nie ogłaszały wyników w garstce stanów, stopniowo stawało się jednak jasne, że do zwycięstwa zmierza Biden. Dodatkową komplikacją w porównaniu z poprzednimi wyborami był duży wzrost liczby głosów korespondencyjnych w związku z pandemią COVID-19. Mówi się, że mniej więcej 100 mln spośród ok. 160 mln Amerykanów zagłosowało w ten sposób – wyraźnie więcej niż cztery lata temu, kiedy ok. 1/5 uprawnionych wysłało swoje karty. Istotną charakterystyką głosów korespondencyjnych jest to, że większość z nich oddali Demokraci. Przy urnach znacznie częściej można było spotkać Republikanów. Rynki finansowe w związku z tym zaczęły oczekiwać zwycięstwa Bidena dość wcześnie w środę rano, nawet pomimo oficjalnych wyników sugerujących, że kandydaci w kluczowych „wahających się” stanach idą łeb w łeb, a agencje medialne były ostrożne z ogłaszaniem zwycięzcy.

W miarę jak stawało się coraz bardziej prawdopodobne, że Biden sięgnie po zwycięstwo, inwestorzy zaczęli porzucać bezpiecznego dolara, zamiast tego skupując aktywa bardziej ryzykowne. Para EUR/USD na przestrzeni kilku dni od czasu nocy wyborczej zyskała 2%, na krótko rosnąc powyżej poziomu 1,19 w początkach tygodnia (Wykres 2). Kluczowe waluty charakteryzujące się wyższym ryzykiem również zostały wsparte, szczególnie dolary australijski i nowozelandzki oraz korona norweska. Najgorzej po wyborach w USA radziły sobie natomiast waluty safe haven. Tak jak wspominaliśmy w raporcie przed wyborami, prezydentura Bidena postrzegana jest jako pozytywna dla aktywów ryzykownych. Pogląd ten zakłada wyższe szanse na wdrożenie większego pakietu fiskalnego i perspektywę obniżenia się poziomu niepewności w handlu.

Wykres 2: Kurs EUR/USD (listopad 2020)

kurs euro usd
Źródło: Refinitiv Data: 13/11/2020

Waluty emerging markets (EM) umocniły się. Szczególnie silnych ruchów doświadczyły meksykańskie peso i chiński juan – waluty dwóch krajów uznawanych za najbardziej narażone na skutki kontynuacji protekcjonistycznej polityki prezydenta Trumpa. Indeks MSCI dla walut EM (MSCI Emerging Markets Currency Index) obecnie znajduje się na poziomie o ok. 1,5% wyższym niż na początku miesiąca i jest w okolicy najwyższego poziomu od maja 2018 roku (Wykres 3). Waluty rynków wschodzących w poniedziałek zostały wsparte pozytywnymi informacjami dotyczącymi postępów w pracy nad szczepionką na COVID-19.

Wykres 3: Indeks walut MSCI EM (listopad ‘19–listopad ‘20)

Indeks walut MSCI EM
Źródło: Refinitiv Datastream Data: 13/11/2020

Inne rynki finansowe również zareagowały na wybory. Zaobserwowaliśmy silne wzrosty na rynku akcji, a indeks S&P w poniedziałek osiągnął rekordowy poziom (Wykres 4). Doszło również do zmian na rynku obligacji – rentowności 10-letnich obligacji skarbowych USA na pewnym etapie obniżyły się o 18 pb. do 0,72%, ostatecznie jednak powróciły do wyższych poziomów. Zmiany te należy w części wiązać ze zwycięstwem Bidena, w części zaś z informacjami dotyczącymi 90-procentowej skuteczności szczepionki Pfizer/BioNTech z początku tygodnia.

Wykres 4: Indeks S&P 500 (listopad 2020)

Indeks S&P 500
Źródło: Refinitiv Data: 13/11/2020

Czy podejmowane przez Trumpa kroki prawne, zmierzające do zakwestionowania wyników wyborów, wpłyną na rynek walutowy?

W naszym raporcie przed wyborami prezydenckimi zwróciliśmy uwagę, że jednym z istotnych źródeł niepewności w kontekście wyborów było ryzyko wystąpienia niewielkiej różnicy głosów i kwestionowanie wyniku przez Trumpa. Sądzimy, że przewaga Bidena jest obecnie wystarczająca, żeby rynki w znacznej mierze zignorowały kroki prawne podejmowane przez Trumpa, odczytując je raczej jako desperacką próbę utrzymania się u władzy niż uzasadnione działanie.

Komitet wyborczy Trumpa do tej pory nie uznał porażki i kwestionuje proces liczenia głosów na poziomie stanowym. Konflikt ten może eskalować i zakończyć się w Sądzie Najwyższym. Rynki finansowe do tej pory zdają się jednak w większości ignorować działania Trumpa. Szczególnie zwycięstwo Bidena w Pensylwanii oznacza, że Trumpowi znacznie trudniej będzie skutecznie zakwestionować wyniki wyborów niż Alowi Gore’owi w 2000 roku (który to ostatecznie wybory przegrał). Sądzimy, że proces ten zakończy się jego porażką, a jakakolwiek potencjalna korekta sentymentu do ryzyka związana z wyborami – która nastąpi od obecnego  momentu – okaże się dość niewielka. Pogląd ten wspiera to, że coraz większa liczba polityków partii Republikańskiej wzywa Trumpa do ustąpienia, jak i że przesłanki stojące za działaniami prawnymi podejmowanymi przez Trumpa nie są wiarygodne.

Co wybory do Kongresu oznaczają dla prezydentury Bidena?

Biden może nie mieć pełnej kontroli nad Kongresem po rozpoczęciu kadencji prezydenta w styczniu, przynajmniej przez pierwsze dwa lata administracji. Chociaż Demokraci byli w stanie utrzymać kontrolę nad Izbą Reprezentantów USA, nie udało im się zdobyć zdecydowanej większości w Senacie i osiągnąć tak zwanej „niebieskiej fali”.

Po reelekcji Dana Sullivana na Alasce w środę Republikanie uzyskali 50 miejsc w Senacie, do osiągnięcia większości brakuje im jednego miejsca. Demokraci zagwarantowali ich sobie 48. Biorąc pod uwagę to, że żaden z kandydatów w historycznie republikańskiej Georgii nie uzyskał 50% wymaganych głosów, druga tura wyborów w tym stanie 5 stycznia zadecyduje o tym, kto będzie kontrolował Senat. Do zdobycia są dwa miejsca: jeśli jedno lub dwa trafią do Republikanów, Kongres będzie podzielony. Z drugiej strony, uzyskanie przez Demokratów dwóch miejsc zapewniłoby im zwycięstwo, biorąc pod uwagę, że wiceprezydent-elekt Kamala Harris miałaby uprawnienia do rozstrzygnięcia remisu.

Na tym etapie nie da się powiedzieć, kto będzie zwycięzcą. W przypadku jednego z głosowań Republikanie uzyskali przewagę rzędu mniej niż 2% (49,7% do 48%), podczas gdy w drugim różnica ta wynosiła zaledwie 1 p.p. (49,4% do 48,4%). W kontekście wyborów korzystną okolicznością dla Republikanów jest to, że historycznie uzyskiwali przewagę w drugiej turze wyborów w Georgii, co nastąpiło siedmiokrotnie w ostatnich ośmiu przypadkach od 1992 roku i w każdym z pięciu głosowań od 1998 roku. Istnieje również możliwość, że wygrana Bidena w wyborach prezydenckich może zniechęcić część Demokratów w tym stanie do ponownego głosowania, jeśli będą wystarczająco usatysfakcjonowani tym zwycięstwem.

Wykres 5: Mapa wyborów do Senatu USA (stan na 16 listopada 2020)

Mapa wyborów do Senatu USA
Źródło: Ebury/ABC News Data: 16/11/2020

Dlaczego druga tura wyborów w Georgii ma znaczenie dla rynku walutowego?

Drugie głosowanie w Georgii na początku roku nabierze wyjątkowego znaczenia i bez wątpienia przykuje uwagę rynków finansowych. Podwójne zwycięstwo Demokratów, które pozwoli im na przejęcie pełnej kontroli nad Kongresem, dałoby Bidenowi znacznie większą szansę na wprowadzenie zmian legislacyjnych w dwóch pierwszych latach prezydentury. Pozwoliłoby to na przeforsowanie bardziej imponującego pakietu fiskalnego, mającego na celu ochronę gospodarki USA przed skutkami pandemii COVID-19, i jednocześnie zapewniło lepszą pozycję do wdrażania reform w kontekście chociażby imigracji, handlu i opieki zdrowotnej. W przypadku realizacji takiego scenariusza, oczekiwalibyśmy dalszych wzrostów walut ryzykownych i ograniczonego osłabienia dolara w relacji do większości najważniejszych walut w związku z tym, że inwestorzy zaczęliby oczekiwać większego wsparcia fiskalnego i wzrostu podatków korporacyjnych.

Jeśli Demokratom nie uda się zdobyć obu miejsc senackich w Georgii, reakcja rynku będzie prawdopodobnie odwrotna – nastąpi ograniczone umocnienie dolara i lekka wyprzedaż aktywów ryzykownych, zwłaszcza walut emerging markets. Biorąc pod uwagę, że jest to najbardziej prawdopodobny scenariusz, sądzimy że w przypadku jego realizacji skala zmian byłaby niższa niż w przypadku podwójnego zwycięstwa Demokratów. W przypadku podzielenia Kongresu szanse na wystąpienie impasu wzrosłyby, co znacznie utrudniłoby Bidenowi wdrożenie znaczącego pakietu fiskalnego.

Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk – analitycy Ebury

Prof. Dohler: Internet Umiejętności w sieci 5G receptą na globalne problemy

Każda generacja internetu wprowadzała rewolucję w gospodarce i życiu społecznym. Na początku, niemal nieskończona sieć komputerów stworzyła podwaliny dla ekonomii końca XX wieku. Następnie internet mobilny uwolnił nas od kabla sieciowego i połączył miliardy smartfonów i laptopów. Pojawienie się Internetu Rzeczy (IoT) już dziś łączy z kolei miliardy przedmiotów i rozwija Przemysł 4.0, którego nowy wymiar poznamy wraz z popularyzacją sieci 5G. „Tworzymy technologie, które wzmacniają maszyny, a ja chciałbym użyć tych wspaniałych rozwiązań do wzmocnienia człowieka” – zauważa profesor Mischa Dohler z King’s College London, światowa ikona branży naukowej, specjalista od nowych technologii i gość specjalny konferencji Ericsson Radio Tech Day
w Łodzi.

– „Umożliwiając zdalne przesyłanie doświadczeń fizycznych, Internet Umiejętności radykalnie zmieni sposób nauczania, uczenia się i interakcji z otoczeniem dla konsumentów. Zrewolucjonizuje operacje medyczne czy też prace serwisowe w przemyśle. Będzie to świat, w którym najlepsi lekarze i inżynierowie będą mogli szybko i zdalnie naprawiać nas i nasze samochody na całym świecie, a każdy będzie mógł uczyć się malarstwa u swojego ulubionego artysty, mieszkającego po drugiej stronie globu. Mówiąc w skrócie, Internet Umiejętności to proces technologiczny, w którym możemy przekazywać wiedzę, doświadczenia i umiejętności w czasie rzeczywistym, za pośrednictwem większości naszych zmysłów” – mówi prof. Dohler, który był gościem specjalnym Ericsson Radio Tech Day 2020 w Łodzi, wydarzenia podczas którego zaprezentowano najnowsze technologie dla sieci 5G jakie powstają w Polsce.

Już dzisiaj internet pozwala nam wyjść poza świat obrazu i dźwięku. Nowoczesne technologie mogą odtworzyć zmysł dotyku, poprzez zastosowanie sił i wibracji. Na przykład mogą oszukać naszą skórę, tak aby przedmioty których dotykamy w świecie wirtualnym wydawały się prawdziwe. – „Żeby te doświadczenia były odczuwane przez nas jako rzeczywiste, dane powinny być przesyłane praktycznie w czasie rzeczywistym. Brak opóźnień jest w tym wypadku ważniejszy od dużej przepustowości łącza. Sieć musi być dodatkowo niezawodna i bezpieczna, ponieważ zdalnie będzie wykonywanych wiele zadań krytycznych. Te wszystkie cechy skupia w sobie technologia 5G. Teraz musimy połączyć to z najnowszymi rozwiązaniami z dzieciny robotyki, sztucznej inteligencji oraz kreatywnością ludzką. To będzie początek ery Internetu Umiejętności” – mówi Marcin Sugak, ekspert firmy Ericsson.

Potencjalny globalny wpływ Internetu Umiejętności byłby kluczowy dla sprostania niektórym z największych wyzwań ludzkości. – „Wyjątkowym przykładem jest tegoroczna pandemia COVID-19. Jestem przekonany, że niektóre z podstawowych i częstych operacji manualnych, takich jak rozpylanie środków dezynfekujących, komunikowanie się z pacjentami oraz podstawowe zabiegi medyczne mogłyby być realizowane zdalnie, minimalizując rozmiary epidemii” – mówi prof. Mischa Dohler.

Innym przykładem są rozwiązania dla przemysłu. Wydatki operacyjne (OPEX)
są jednymi z największych w wielu branżach. Jedną z głównych przyczyną takiego stanu rzeczy jest brak dostępności określonych specjalistów „na miejscu”. Internet umiejętności w sieciach 5G pozwoli na dopasowanie konkretnych potrzeb w jednej lokalizacji fizycznej do najlepszych umiejętności w innej lokalizacji. Uszkodzone samochody, samoloty czy statki mogłyby być zatem serwisowane zdalnie, a maszyny przemysłowe kontrolowane i naprawiane. Wszystko to w znacznie bardziej wydajny i skuteczny sposób, dodatkowo znacznie obniżając ślad węglowy.

– „Internet Umiejętności z pomocą sieci 5G stanie się narzędziem służącym do zdalnego przekazywania umiejętności, a tym samym demokratyzacji pracy w taki sam sposób, w jaki Internet demokratyzuje wiedzę” – podsumowuje prof. Dohler.

****

Prof. Mischa Dohler jest profesorem zwyczajnym w dziedzinie komunikacji bezprzewodowej w King’s College London. Prowadzi interdyscyplinarne badania łączące dziedziny technologii, nauki i sztuki. Jest stypendystą IEEE, Royal Academy of Engineering, Royal Society of Arts (RSA), Institution of Engineering and Technology (IET) oraz Zasłużonym Członkiem Harvard Square Leaders Excellence. Jest również przedsiębiorcą, kompozytorem i pianistą z 5 albumami na Spotify/iTunes oraz biegle włada 6 językami. Pełni funkcję doradcy ds. polityki w kwestiach związanych z informatyzacją, umiejętnościami i edukacją. www.mischadohler.com

Zagraniczne spółki kontrolowane – zasady opodatkowania podatkiem CIT

Wprowadzenie przepisów o zagranicznych spółkach kontrolowanych miało na celu ograniczenie międzynarodowego planowania podatkowego, polegającego na transferze dochodów z Polski do innych, bardziej korzystnych podatkowo jurysdykcji. Dobrą praktyką w przypadku polskich podatników posiadających oddziały czy spółki zagraniczne jest zidentyfikowanie problemu oraz odpowiednie nim zarządzenie poprzez przygotowanie schematu rozliczeń w postaci instrukcji czy wewnętrznych procedur. Stopień skomplikowania tematu sprawia jednak, że podatnicy często nie są w stanie sami odpowiednio zidentyfikować tematu, przez co może to prowadzić do znacznego ryzyka podatkowego i odpowiedzialności karno-skarbowej.

Czym są zagraniczne spółki kontrolowane?

Zagraniczna jednostka może być prowadzona jako:

  • osoba prawna,
  • spółka kapitałowa w organizacji,
  • jednostka organizacyjna niemająca osobowości prawnej,
  • fundacja, trust lub inny podobny podmiot,
  • podatkowa grupa kapitałowa,
  • wydzielona organizacyjnie lub prawnie część zagranicznej spółki,

jeżeli nie posiadają na terytorium Polski zarządu ani rejestracji, a polski rezydent podatkowy posiada bezpośrednio lub pośrednio udział w kapitale, prawo głosu w organach kontrolnych, zarządzających lub ekspektatywę takich praw.

Zagraniczna jednostka kontrolowana może powstać na kilka różnych sposobów. Pierwszy to sytuacja gdy zagraniczna spółka podmiotu ma siedzibę lub zarząd w tzw. rajach podatkowych. Nie ma znaczenia okres uczestniczenia podatnika w takiej jednostce, ponieważ funkcjonuje domniemanie posiadania takich udziałów cały rok.

Druga możliwość to sytuacja, gdy podmiot co prawda nie ma spółki kontrolowanej w raju podatkowym, lecz w kraju z którym Rzeczpospolita Polska nie zawarła umowy międzynarodowej, w szczególności w zakresie unikania podwójnego opodatkowania, albo Unia Europejska nie zawarła takiej umowy.

Ostatnia możliwość to łączne spełnienie przez zagraniczną spółkę następujących warunków łącznie:

  • posiadanie przez polskiego podatnika bezpośrednio lub pośrednio co najmniej 50% udziałów w kapitale lub 50% praw głosu w organach kontrolnych, stanowiących lub zarządzających lub 50% prawa udziału w zysku,
  • 33% przychodów spółki zagranicznej osiągnięte w roku podatkowym pochodzi z działalności kapitałowej: dywidend oraz innych przychodów z udziału w zyskach osób prawnych, a także zbycia udziałów, wierzytelności; odsetek, pożyczek, poręczeń, gwarancji, licencji, praw autorskich,
  • faktycznie zapłacony podatek przez tę jednostkę jest niższy niż wynikałby z kalkulacji podatku należnego, w sytuacji gdyby spółka była polskim rezydentem.

W przypadku podatkowych grup kapitałowych sprawowanie kontroli odnosi się do spółki dominującej. W takich przypadkach faktycznie zapłacony podatek równy jest wartości podatku dla spółki dominującej w sytuacji gdyby nie była członkiem podatkowej grupy kapitałowej.

Ponadto warto zaznaczyć, że podatek faktycznie zapłacony nie odnosi się do nominalnej jego wartości. Obliczając hipotetyczny podatek do zapłaty w Polsce należy brać pod uwagę różne ulgi i zwolnienia przysługujące podatnikowi, w efekcie podatnik zobowiązany jest do prowadzenia „podwójnej” księgowości.

Dochód CFC

Zgodnie z art. 24a ust. 1 ustawy o CIT dochody zagranicznej spółki kontrolowanej opodatkowane są wg stawki 19%. Podstawę opodatkowania stanowi dochód spółki zagranicznej w wysokości proporcjonalnej do okresu, w którym spółka zagraniczna była kontrolowana. Dla pierwszej i drugiej grupy jednostek kontrolowanych istnieje domniemanie, że udziały posiadane są przez cały rok, ale w przypadku drugim, domniemanie można obalić, jeżeli podatnik wykaże, że okres posiadania jest inny.

Od obliczonego podatku należy odliczyć kwoty podatku zapłaconego za granicą. Ma to na celu wyeliminowanie wielokrotnego opodatkowania tych samych dochodów spółki zagranicznej.

Zeznanie podatkowe

Dochody z zagranicznych spółek kontrolowanych powinny być wykazywane w odrębnych zeznaniach podatkowych, które należy złożyć do końca dziewiątego miesiąca kolejnego roku podatkowego jednostki. Ponadto w tym terminie powinno się wpłacić należny podatek jednorazowo, bez zaliczek w trakcie roku.

Zwolnienia z podatku

Opodatkowaniu nie podlegają spółki znajdujące się na terytorium Unii Europejskiej albo EOG (Europejski Obszar Gospodarczy), prowadzące w tych krajach istotną rzeczywistą działalność gospodarczą. W szczególności powinny one być zarejestrowane w tym kraju, funkcjonować w oparciu o uzasadnienie biznesowe ich istnienia, posiadać personel, wyposażenie i lokal współmierny do prowadzonej działalności, podpisywać umowy i porozumienia związane z działalnością i uzasadnione gospodarczo, samodzielnie prowadzić biznes. Nie jest to katalog zamknięty, a jedynie przykładowe przesłanki, niemniej ewentualne inne dowody powinny wskazywać i uzasadniać istotną rzeczywistą działalność, w szczególności z uwagi na duże zainteresowanie Ministerstwa Finansów tego typu strukturami, co znalazło się np. w ostrzeżeniu MF przed optymalizacją w tym zakresie. W ostrzeżeniach tych MF podał kolejne negatywne warunki prowadzenia istotnej rzeczywistej działalności, m.in. takie jak: brak tożsamości członków zarządu, brak tożsamości konta bankowego, czy brak możliwości prowadzenia własnych spraw zagranicznego podmiotu.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Złoty znów silny

Chwila spokoju na rynkach połączona z przyzwoitymi danymi makroekonomicznymi z piątku pozwoliła złotemu po raz kolejny odzyskać trochę wartości.

Dane z Polski

W piątek poznaliśmy dane na temat PKB w naszym kraju. Co prawda, są to wstępne dane, ale zaledwie 1,6% spadku PKB w ujęciu rocznym to bardzo dobry wynik, biorąc pod uwagę to co się dzieje na świecie. W ujęciu kwartalnym III kwartał zakończył się imponującym wzrostem na poziomie 7,7%, jest to jednak głównie kwestia odbicia po bardzo słabym drugim kwartale tego roku. W tym samym pakiecie danych poznaliśmy również inflację. Ceny rosną w Polsce w tempie 3,1% w skali roku. Oznacza to, że pomimo gigantycznych transferów pieniężnych zmiana w dalszym ciągu nie wykracza poza cel inflacyjny NBP.

Kolejne umocnienie złotego

Na rynkach znowu powiało optymizmem i dzisiaj od rana widzimy kolejne umocnienie polskiej waluty. Cena euro spadła momentami poniżej 4,47zł od pierwszej połowy października, tak tanio było tylko chwilę po wyborach w USA 9 listopada. Tanieją też inne waluty. To co zwraca uwagę, to podobny ruch na czeskiej koronie względem głównych walut, ale już nie na forincie.

Lepsze dane z Chin

Dzisiaj nad ranem poznaliśmy dane z Państwa Środka. Lepiej od oczekiwań wypadła produkcja przemysłowa, słabiej z kolei wypadła sprzedaż detaliczna. Oznacza to, że po raz kolejny mamy sytuację, gdzie plany Chin na przeniesienie ciężaru gospodarki na konsumpcję wewnętrzną nie udały się. Są to kolejne dane po bilansie handlowym pokazujące, że odbicie w gospodarce znacznie mocniej polega na eksporcie.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych danych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Budowa domu na podmokłej działce

Decydując się na budowę domu musimy liczyć się z różnymi emocjami, jakie będą nam przy tym towarzyszyć. Aby przetrwać ten trudny czas, należy cieszyć się nawet z małych postępów prac, niezależnie od tego z jakim celem i marzeniami rozpoczęliśmy tę inwestycję.

Dlaczego w ogóle budujemy dom?

Decyzję o rozpoczęciu budowy domu motywuje chęć powiększenia naszej przestrzeni życiowej. Jest to niezwykle trudna decyzja, która wiąże się z wieloma przemyśleniami – przede wszystkim, czy damy radę finansowo i psychicznie. To także trudny sprawdzian dla naszego związku jak i dojrzałości. W momencie, gdy wybieramy życie w mieście w mieszkaniu, nie musimy podejmować wielu istotnych decyzji dotyczących rozwiązań budowlanych.

Czy można wybudować dom na podmokłej działce?

Budowa domu na podmokłej działce to nie lada wyzwanie dla inwestora. Warunki gruntowe na działce mają ogromny wpływ na proces budowy domu jednorodzinnego. Działki położone nad meandrującą rzeką lub z widokiem na jezioro, to marzenie wielu inwestorów, zatem największym problemem, z jakim musi się zmierzyć właściciel działki, to jej wysoki poziom wód gruntowych. Wznoszenie domu na podmokłym terenie jest oczywiście możliwe, ale technologia jaką należy zastosować jest nieco bardziej skomplikowana niż przy budowie na stabilnym terenie.
Inwestycja powinna zacząć się od oceny warunków wodno-gruntowych działki, co warto zlecić profesjonalnej firmie geotechnicznej. Specjalista, na podstawie kilku odwiertów określi warstwy i rodzaje gruntu oraz poziom grunt. Warto pamiętać, że na tym etapie należy znać już lokalizację budynku, aby odwierty zostały wykonane w odpowiednim miejscu – bardzo często zdarza się, że grunt jest nieco inny w odległości kilku metrów.

Po wykonaniu odwiertów oraz badań otrzymamy dokumentację naszej działki. W nim znajdziemy dokładny opis poszczególnych warstw gruntów i warunków wodnych oraz zalecenia specjalistów co do sposobu fundamentowania i zabezpieczenia go przed wodą. Mając te dane, można rozpocząć przygotowania oraz zdecydować się na najlepszy sposób wzmocnienia gruntu oraz technologię posadowienia budynku. Na tym etapie warto również rozważyć zrezygnowanie z piwnicy. Jeszcze do niedawna nie wyobrażano sobie bez niej domu, ale w sytuacji, gdy budujemy dom na podmokłym terenie i pomieszczenie to miałoby być narażone na zalanie przez wody gruntowe, to zdecydowanie lepiej wybrać projekt domu bez podpiwniczenia. Takie projekty można znaleźć na stronie pracowni architektonicznej mg projekt. Oczywiście jest możliwość zabezpieczenia go przed wilgocią, ale jest bardzo kosztowe i często równie nieskuteczne.

Jakie są metody osuszania gruntu?

Na podmokłość terenu nie wpływają tylko wody gruntowe, ale także wody opadowe / powierzchniowe. Problem ten najczęściej pojawia się na gruntach o nieprzepuszczalnej lub słabo przepuszczalnej warstwie wierzchniej, co skutkuje długotrwałym utrzymywaniem się kałuż na działce. Aby nie doprowadzić do zawilgocenia fundamentów i ścian budynku należy wykonać odwodnienie liniowe. Składa się ono z kanałów tzw. korytek, które umieszczamy w gruncie łącząc w ciągi i przykrywamy z wierzchu specjalnymi rusztami. Wykonując takie odwodnienie, należy zachować odpowiedni spadek terenu w stosunku do ciągu odwadniającego. Wodę zgromadzoną w korytkach można odprowadzić do rowu melioracyjnego, kanalizacji lub do specjalnych zbiorników na deszczówkę, skąd możemy ją wykorzystać do podlewania roślin w ogrodzie.

Inną metodą na osuszanie działki jest wykonanie drenażu opaskowego. To rozwiązanie sprawdza się świetnie szczególnie wtedy, gdy grunt jest nieprzepuszczalny i niejednorodny lub wtedy, gdy wody gruntowe okresowo podnoszą się powyżej ław fundamentowych. Aby taki drenaż mógł prawidłowo funkcjonować, należy najpierw zorganizować miejsce do którego można odprowadzić wodę. Do tego celu można wykorzystać, tak samo jak przy odwodnieniu liniowym: kanalizację, rowy melioracyjne, zbiorniki na deszczówkę itd.

Do wykonania drenażu opaskowego niezbędne będą perforowane rury, studzienki rewizyjne oraz studzienka zbiorcza. Rury umieszcza się w połowie wysokości ławy fundamentowej i prowadzi wokół budynku, do połączenia tych rur na narożnikach budynku używa się studzienek rewizyjnych. Na końcu tego systemu i jednocześnie w najniższym puncie drenażu montuje się studzienkę zbiorczą. Do wykonania tego systemu najlepiej zastosować elementy, które są już zabezpieczone „otuliną”, ponieważ elementy niezabezpieczone wymagają zastosowania geowłókniny po obu stronach rur.

Jak zabezpieczyć budynek przed działaniem wody?

Aby zabezpieczyć budynek mieszkalny przed działaniem wody, nie wystarczy tylko osuszyć działkę. Hydroizolacje fundamentów trwale zabezpieczają ich powierzchnię oraz wytrzymują obciążenia wilgocią i wodą gruntową. Co więcej odpowiednio zabezpieczone fundamenty chronią mur przed zawilgoceniem, a także przed rozwojem mikroorganizmów.

Prawidłowo dobrana i wykonana hydroizolacja to najskuteczniejszy sposób na ochronę budynku. W zależności od miejsca i warunków wyróżniamy hydroizolację mineralne, bitumiczne, papy i piany poliuretanowe i uszczelniając. W przypadku ochrony budynku przed wilgocią, stosuje się papy, wełny fasadowe i stropowe, płyty elewacyjne, płynne membrany oraz mieszanki mineralne.

EY Polska: Polacy niepokoją się o swoje finanse bardziej niż jeszcze pół roku temu, choć nie ograniczają radykalnie wydatków

Jak wynika z najnowszej, drugiej polskiej edycji badania EY Future Consumer Index, Polacy są bardziej zaniepokojeni swoją sytuacją finansową niż jeszcze w czerwcu. Ponad jedna trzecia badanych mierzy się ze spadkiem dochodów w związku z COVID-19, co wpływa nie tylko na ocenę bieżącej sytuacji finansowej, ale również na bardziej pesymistyczne spojrzenie w przyszłość. Co jednak ciekawe, rosnące obawy o sytuację finansową nie przekładają się na silniejszą redukcję wydatków.

Bardzo zaniepokojeni stanem swoich finansów stanowią blisko 22% uczestników polskiej edycji badania EY Future Consumer Index, z kolei żadnego zaniepokojenia tą kwestią nie wykazuje blisko 7% badanych. Zestawiając ze sobą wyniki badania przeprowadzonego w czerwcu z badaniami z października widać, że zmalała liczba osób, które nie odczuwają żadnego zaniepokojenia stanem swoich finansów, bądź ich zaniepokojenie jest niewielkie i tym samym wzrósł odsetek osób bardziej niepokojących się o swoje domowe budżety.

Rys. 1. Stopień zaniepokojenia wpływem pandemii COVID-19 na finanse osobiste. Oceny w skali 1-7, gdzie 1 = „Nie jestem w ogóle zaniepokojony” a 7 = „Jestem bardzo zaniepokojony”

Stopień zaniepokojenia wpływem pandemii COVID-19 na finanse osobiste

Większe zaniepokojenie sytuacją materialną to efekt finansowych skutków pandemii COVID-19. W związku z nią, ponad 37% ankietowanych dotkniętych zostało spadkiem dochodów, a straty finansowe poniosło ponad 31%. Co więcej, ponad 16% ankietowanych w ramach polskiej edycji badania EY Future Consumer Index deklaruje, że ich wynagrodzenie jest niższe, choć godziny pracy pozostały bez zmian, co w praktyce oznacza na przykład, że za pracę przez 5 dni w tygodniu otrzymują wynagrodzenie o równowartości pracy za 4 dni.

Niższe dochody i obawy o sytuację finansową nie wpływają natomiast istotnie na zmianę podejścia do wydatkowania pieniędzy z domowych budżetów. Z większą rozwagą niż przed pandemią pieniądze wydaje obecnie blisko 59% ankietowanych, podczas gdy w czerwcowej edycji badania taką postawę deklarowało 64,4% badanych. Nie zmienił się natomiast odsetek ankietowanych, którzy nie zmienili podejścia do swoich wydatków – wciąż nie ogranicza ich, ani nie zwiększa 26% badanych. W ciągu najbliższych 6-12 miesięcy 17,5% ankietowanych zamierza zmniejszyć kwotę, którą wydaje na produkty inne niż podstawowe (np. na odzież, buty, kosmetyki), 39% nie zamierza dokonywać w tym aspekcie żadnych zmian. Z kolei 41,5% planuje odłożyć zakup samochodu, nowych mebli, czy sprzętu RTV AGD do czasu zakończenia pandemii.

Rys. 2.  „Wydaję pieniądze z większą rozwagą w porównaniu do czasu sprzed pandemii COVID-19”Wydaję pieniądze z większą rozwagą w porównaniu do czasu sprzed pandemii COVID-19

– Patrząc na wyniki drugiej polskiej edycji badania EY Future Consumer Index można zaobserwować ciekawą zależność między obawami o sytuację finansową a podejmowanymi w ich obliczu działaniami. Wydawać by się bowiem mogło, że wraz z rosnącym niepokojem o domowe budżety, powinniśmy zauważać zmniejszanie wydatków i zwiększanie oszczędności. Tego jednak w naszych najnowszych danych nie widać. Badanie przeprowadzone zostało pod koniec października, czyli już w momencie, kiedy sytuacja pandemiczna ulegała stopniowemu pogorszeniu, liczba zakażeń rosła, a ograniczenia przybierały na sile. Choć więc postawy, jakie prezentowali badani mogłyby się wydawać na pierwszy rzut oka niespójne, można jednak wnioskować, że to swego rodzaju efekt doświadczeń kilku ostatnich miesięcy, a zachowaniami nie rządzą już wyłącznie względy ekonomiczne, ale również psychologiczne. Można więc spróbować postawić tezę, że w ostatnich miesiącach stało się jasne, że sytuacja pandemiczna jest długotrwała i w krótkim terminie nie uda się zwalczyć wirusa, który ją spowodował. Staramy się więc oswoić z nową rzeczywistością i żyć w miarę „normalnie”, bo krótkoterminowe zaciśnięcie pasa może być i tak niewystarczające, by zmitygować negatywne skutki wpływu pandemii na domowe budżety – mówi Łukasz WojciechowskiPartner EY, Lider Sektora Handlu i Produktów Konsumenckich.

Skoro mniej uważnie niż przed kilkoma miesiącami przyglądamy się wydatkom, mniej chętnie również oszczędzamy. Z najnowszej edycji badania EY Future Consumer Index wynika, że niespełna 60% ankietowanych stara się oszczędzać więcej niż w przeszłości (w czerwcu takie deklaracje składało blisko 74% badanych). W dalszej perspektywie bardziej oszczędzać planuje nieco ponad połowa ankietowanych.

Jeśli już o przyszłości mowa, ta w oczach badanych nie jawi się tak jasno, jak jeszcze w czerwcu. W październikowej edycji badania ankietowani oczekują, że powrót do stabilności finansowej sprzed pandemii potrwa dłużej. Obecnie 3,6% badanych spodziewa się nawet, że sytuacja nigdy nie powróci do poprzedniego stanu (w czerwcu w ten sposób odpowiedziało 2,8% ankietowanych), a 18% oczekuje, że proces ten będzie trwał latami. To z kolei wynik o ponad 3 pkt. proc. wyższy niż pokazały badania przeprowadzone w czerwcu. Zawężając tę perspektywę do najbliższych 12 miesięcy, ponad jedna czwarta respondentów oczekuje pogorszenia swojej sytuacji finansowej w porównaniu do stanu aktualnego, a jej poprawy spodziewa się blisko jedna trzecia respondentów. 39% ankietowanych nie oczekuje natomiast żadnych zmian w tym zakresie.

Rys. 3. Kiedy po zakończeniu pandemii COVID-19 stabilność finansowa powróci do poprzedniego stanu?

Kiedy po zakończeniu pandemii COVID-19 stabilność finansowa powróci do poprzedniego stanu

Patrząc na postawy Polaków na tle globalnym, widać większy optymizm. Ze światowego badania EY Future Consumer Index wynika, że niemal jedna trzecia ankietowanych zmaga się ze skutkami COVID-19 i jest zaniepokojona swoją sytuacją, w Polsce w tej grupie znajduje się niespełna jedna czwarta respondentów. Z kolei patrząc na odsetek „niedotkniętych i niezatroskanych” średnia dla Polski to 38%, podczas gdy w skali globalnej to 26% badanych.EY Future Consumer Index

– Już w pierwszej, czerwcowej polskiej edycji badania EY Future Consumer Index obserwowaliśmy, że na tle światowym nastroje Polaków są lepsze. Jak pokazuje październikowe badanie, tendencja ta utrzymała się. Pomimo tego, że perspektywy nie są tak optymistyczne jak w czerwcu, wciąż w Polsce więcej respondentów niż średnio na świecie deklaruje, że choć są mocno dotknięci skutkami pandemii, są nastawieni optymistycznie i starają się funkcjonować w miarę normalnie, o ile jest to w obecnej sytuacji możliwe – mówi Grzegorz Przytuła, Associate Partner, EY-Parthenon.

O Badaniu EY Polska

Druga polska edycja badania „EY Future Consumer Index” przygotowana przez EY Polska przeprowadzona została w dniach 21-27 października 2020 roku na grupie 1000 osób w wieku 18-65 lat. Swoim zasięgiem badanie objęło cały kraj i wszystkie grupy społeczne. Respondenci odpowiadali na pytania dotyczące obecnych zachowań zakupowych, nastrojów i przewidywanych postaw w najbliższej przyszłości.

O globalnym badaniu EY Future Consumer Index

Cykliczne badanie EY Future Consumer Index pozwala śledzić zmieniające się nastroje i zachowania konsumentów w różnych horyzontach czasowych i na rynkach globalnych, identyfikując nowe wyłaniające się segmenty konsumentów. Badanie pokazuje zarówno tymczasowe reakcje na sytuację spowodowaną pandemią COVID-19 oraz te, które wskazują na bardziej fundamentalne zmiany. Piąta globalna edycja EY Future Consumer Index objęła 14 467 konsumentów w Stanach Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii, Kanadzie, Brazylii, Francji, Włoszech, Niemczech, Hiszpanii, Danii, Szwecji, Finlandii, Norwegii, Indiach, Zjednoczonych Emiratach Arabskich, Arabii Saudyjskiej, Chinach, Indonezji, Japonii, Australii i Nowej Zelandii, a badanie przeprowadzono w tygodniu od 29 września do 5 października 2020 r.

Przyszłość biur po pandemii

Międzynarodowa firma doradcza Cushman & Wakefield opublikowała raport pt. „Purpose of Place: History and Future of the Office”. W raporcie omówione zostały czynniki, które zmienią zapotrzebowanie na powierzchnie biurowe po zakończeniu pandemii COVID-19. Raport opisuje najważniejsze powody, dla których firmy korzystają z powierzchni biurowych, modele gospodarcze mające wpływ na rozwój biur, a także główne czynniki determinujące przyszłość biur i rozproszonej siły roboczej.

Z przeprowadzonego badania wynika, że połowa pracowników pracując zdalnie odczuwa trudności związane z  utrzymaniem więzi ze współpracownikami i kulturą korporacyjną firmy, a ponad jedna trzecia uważa, że nie nabywa nowych umiejętności. Formalne programy współpracy i szkoleń są co prawda kontynuowane, ale pojawiają się problemy związane z procesami kształcenia i nieformalnym wsparciem mentorskim, które można łatwiej realizować w biurze dzięki interakcjom społecznym.

Przyszłość biur

Pomimo sukcesu modelu pracy z domu w czasie pandemii raport wskazuje na istotną potrzebę zapewnienia w przyszłości możliwości pracy w biurze. Praca zdalna może wpływać korzystnie na wydajność i zapewniać elastyczność, ale mniej efektywnie wspiera procesy uczenia się, rozwój innowacyjności i budowanie poczucia wspólnoty. Blisko połowa ankietowanych pracowników (45%) wskazała na brak „dobrego samopoczucia” podczas pracy z domu w czasie pandemii COVID-19 z powodu trudności z „wyłączeniem się” po pracy.

Na podstawie uzyskanych wyników i szerszej analizy wskazano pięć głównych czynników, które będą determinowały przyszłe strategie firm dotyczące środowiska pracy:

  1. Wydajność i retencja
  2. Innowacyjność i kreatywność
  3. Kultura korporacyjna i budowanie świadomości marki
  4. Zadowolenie i retencja pracowników
  5. Strategia dotycząca lokalizacji budynku

Warto zaznaczyć, że wiele organizacji prawdopodobnie zdecyduje się na połączenie pracy zdalnej i stacjonarnej.

Nadal poszukujemy innowacyjnych sposobów na dostosowanie się do pracy zdalnej, ale rzeczywistość jest taka, że praca wyłącznie w modelu zdalnym jest nie do utrzymania na dłuższą metę. Ten wymuszony globalny eksperyment z pracą zdalną przyspieszył trwające już trendy. W raporcie wyjaśniamy, że połączenie pracy stacjonarnej w biurze i zdalnej ma kluczowe znaczenie dla sukcesu firmy w przyszłości, a także dla naszego własnego rozwoju zawodowego i zadowolenia z wykonywanej pracy – mówi Nicola Gillen, dyrektor działu Total Workplace w regionie EMEA, Cushman & Wakefield.

Pandemia COVID-19 jest radykalnym wydarzeniem, które powoduje zmiany w społeczeństwie i w dużym stopniu wpływa na pracowników biur na całym świecie. Przewidujemy, że w przyszłości pracodawcy będą bardziej elastycznie podchodzić do tego, w jakich godzinach i miejscach pracuje ich kadra, ale wprowadzenie modelu pracy zdalnej w 100% po tak wyjątkowym wydarzeniu, jakim jest pandemia, jest mało prawdopodobne. Biuro odgrywa istotną rolę w nawiązywaniu kontaktów pomiędzy współpracownikami oraz stanowi źródło inspiracji i motywacji. Niemniej jednak kluczowe znaczenie w strategii środowiska pracy będzie miało zachowanie równowagi. Firmy powinny dążyć do połączenia pracy zdalnej i stacjonarnej w odpowiednich proporcjach zgodnie ze swoimi priorytetami i kulturą korporacyjną – dodaje Despina Katsikakis, globalny dyrektor Total Workplace, Cushman & Wakefield.

Zgodnie z badaniem „Elastyczność specjalistów i menedżerów w dobie zmian”, przygotowanym przez Cushman & Wakefield oraz Antal, w trakcie pierwszej fali pandemii w marcu i kwietniu ok. 54% wszystkich pracowników biurowych w Polsce przeszło na tryb pracy w pełnej zdalnej. Po zdjęciu większości obostrzeń na przełomie maja i czerwca mogliśmy obserwować stopniowy powrót pracowników do biur, przeważnie w modelu hybrydowym. Sam powrót był też zależny od decyzji poszczególnych organizacji, z których część już z końcem marca podjęło decyzję o przedłużeniu pracy zdalnej do końca roku, a nawet do wiosny 2021 roku. Ponadto większość firm przyjęła w ostatnich miesiącach strategię “czekaj i obserwuj”, co doprowadziło do wstrzymania części decyzji dotyczących zajmowanych powierzchni, takich jak rozpoczęcie procesu relokacji czy rearanżacji biura. Uważam, że po zakończeniu pandemii organizacje będą szukać właściwej równowagi pomiędzy pracą zdalną i pracą z biura, a większa elastyczność nie przejawi się całkowitą rezygnacją z zajmowanych powierzchni. Ostatnie miesiące pokazały bowiem, że biuro stanowi ważny element wspierający produktywność oraz zapewniający miejsce do budowania relacji społecznych oraz kultury organizacji, co ciężko jest osiągnąć poprzez spotkania w świecie wirtualnym – mówi Jan Szulborski, Senior Consultant, Cushman & Wakefield.

Raport pt. „Purpose of Place: History and Future of the Office” powstał na podstawie analizy 5,5 mln punktów danych uzyskanych od pracowników z całego świata, która zostałaprzeprowadzona przez Cushman & Wakefield, we współpracy z George Washington University (GWU) School of Business Center for Real Estateoraz Urban Analysis and Places Platform, LLC – amerykańską firmą prowadzącą bazy danych o lokalnych rynkach nieruchomości.

Deloitte: 54 proc. dyrektorów finansowych w Europie spodziewa się w ciągu roku wzrostu zysków

Połowa dyrektorów finansowych w Europie deklaruje większy optymizm odnośnie do perspektywy finansowej przedsiębiorstw, które reprezentują. W marcu odpowiedziało tak zaledwie 10 proc. ankietowanych. Jednocześnie, jak wynika z badania „European CFO Survey Autumn 2020” firmy doradczej Deloitte, zaledwie co trzeci CFO spodziewa się spadku dochodów, podczas gdy na początku pandemii takie obawy miało aż 60 proc. respondentów.

Badanie “European CFO Survey Autumn 2020” zostało przeprowadzone między 22 sierpnia a 5 października na grupie 1578 dyrektorów finansowych z 18 europejskich państw. W badaniu wzięło udział również 71 CFO z Polski, co stanowiło 4 proc. wszystkich badanych.

– W porównaniu z sytuacją sprzed sześciu miesięcy ogólny obraz wyłaniający się z opinii dyrektorów finansowych w całej Europie jest jaśniejszy, chociaż istnieją wyraźne różnice między sektorami. Nie możemy jednak zapominać, że otoczenie gospodarcze pozostaje bardzo niepewne, a jakiekolwiek trwałe ożywienie będzie zależało od możliwości kontrolowania COVID-19 w przyszłości. W chwili obecnej z perspektywy sytuacji w Polsce największym znakiem zapytania będzie wpływ drugiej fali zachorowań na wyniki gospodarcze i potencjalne nowe ograniczenia w działalności wprowadzone przez organy administracji – mówi Paweł Spławski, Partner, lider Programu CFO w Deloitte.

Względnie większy optymizm

Jak wynika z badania, ocena przyszłej sytuacji finansowej przedsiębiorstw w dużym stopniu zależy od ich aktualnej sytuacji rynkowej i skali konsekwencji wpływu pandemii na daną branżę. Po dziewięciu miesiącach pandemii koronawirusa różne gałęzie światowej gospodarki podążają odmiennymi ścieżkami. Podczas kiedy jedne doświadczają wyraźnego odbicia i wzrostu, inne nadal tkwią w trendzie spadkowym. Wraz z poprawą kondycji w handlu międzynarodowym i produkcji 64 proc. europejskich CFO z sektora transportowo-logistycznego i 55 proc. z przemysłowego patrzy w przyszłość z większym optymizmem niż jeszcze 3 miesiące temu. Z drugiej strony, poprawa nastrojów wśród przedstawicieli branży turystycznej dotyczy tylko 26 proc. respondentów.

– Wprowadzone w Polsce kolejne obostrzenia, dotyczące placówek kulturalnych, hoteli i galerii handlowych, razem z wcześniejszymi ograniczeniami działalności gastronomii z pewnością tego nastawienia reprezentantów poszczególnych branż nie poprawią. Istnieje ciągle duże ryzyko, że jeśli nie uda się opanować dziennego przyrostu zakażeń, wprowadzenie lockdownu w kraju będzie konieczne, a to już będzie miało istotny wpływ na kondycję całej gospodarki – mówi Julia Patorska, Partner Associate, liderka zespołu analiz ekonomicznych w Deloitte.

Mimo tych zależności branżowych, ogólnie większy optymizm CFO widać w zmianie podejścia do oczekiwanych przychodów przedsiębiorstw w Europie. 54 proc. respondentów wskazuje możliwość wzrostu dochodów w ciągu najbliższych 12 miesięcy, przeciwnego zdania jest 30 proc. z nich. Te wyniki są niemal całkowitym odwróceniem odpowiedzi CFO z marca tego roku, kiedy wzrostu zysków spodziewało się 26 proc. pytanych, a ich spadku aż 60 proc. – Bardziej optymistyczne perspektywy w kwestii przychodów nie oznaczają jednak, że większość firm wróciła już do poziomu sprzed pandemii. Podczas gdy 23 proc. firm rzeczywiście funkcjonuje na poziomie sprzed kryzysu lub nawet w lepszym, 44 proc. spodziewa się powrotu do wcześniejszej skali działalności najwcześniej w ciągu roku, natomiast aż 17 proc. respondentów wskazuje rok 2022 jako najbardziej prawdopodobny termin pełnego odzyskania przychodów sprzed pandemii – mówi Paweł Spławski.

Perspektywa odbudowy

Ponad 40 proc. CFO badanych przez Deloitte spodziewa się, że ich firmy potrzebują przynajmniej roku, aby odzyskać poziom dochodowości generowany przed koronakryzysem. Dla 17 proc. z nich najbardziej prawdopodobnym terminem powrotu do pełnego ożywienia gospodarki jest rok 2022.

Opinie na ten temat różnią się w poszczególnych krajach. Podczas gdy dwie trzecie CFO w Danii i ponad połowa w Niemczech przewiduje pełne przywrócenie zdolności do generowania przychodów do końca 2020 r., takie nastawienie ma tylko jedna czwarta dyrektorów finansowych w Szwajcarii i 21 proc. w Wielkiej Brytanii.

Jednym z największych problemów, z którymi w dwóch trzecich badanych krajów wciąż muszą się mierzyć firmy, jest osłabienie popytu. W marcu było tak w prawie trzech czwartych krajów, ale odsetek ten jest nadal wyższy niż jesienią 2019 r. – Moce produkcyjne w wielu przedsiębiorstwach powróciły do stanu sprzed pandemii w miesiącach letnich, ale zachowania konsumentów nie są takie, jak wcześniej. Niepewność, co do przyszłych dochodów, wpływa na ograniczenie popytu ze strony gospodarstw domowych na dobra inne, niż pierwszej potrzeby. Przedłużające się pozostawanie w domach, nawet jeśli nie będzie formalnego lockdownu, będzie wpływało na strukturę koszyka zakupowego, co będzie miało dalsze implikacje na sektor przetwórczy – mówi Julia Patorska.

Stabilny rynek pracy generujący popyt krajowy był jednym z głównych motorów wzrostu w Europie przed pandemią. Wiosną masowemu wzrostowi bezrobocia zapobiegły programy pomocowe. Wraz z ich wyczerpaniem sytuacja może się pogarszać, choć w porównaniu z edycją wiosenną badania Deloitte udział dyrektorów finansowych przewidujących spadek zatrudnienia zmniejszył się z 39 do 36 proc. w krajach strefy euro i z 59 do 48 proc. poza nią. Oczekiwania są nierównomiernie rozłożone, a najbardziej negatywne są w turystyce oraz w motoryzacji.

Choć w okresie kryzysu powszechnie zauważalna jest niechęć do podejmowania ryzyka inwestycyjnego, ok. 60 proc. dyrektorów finansowych planuje więcej środków przeznaczać na technologiczne usprawnienia procesów biznesowych, takie jak automatyzacja, a 47 proc. zamierza zwiększyć inwestycje w oprogramowanie, analizę danych i sieci IT.

– Wśród dyrektorów finansowych widać większy optymizm niż w okresie wiosennym. Myślę, że wynika to w dużej mierze z faktu, iż wiele firm wykorzystało ostatnie miesiące na zmianę sposobu działania, stąd też obecnie jest w stanie lepiej funkcjonować w nowych warunkach rynkowych. W Żabce proces transformacji cyfrowej rozpoczęliśmy kilka lat temu, dlatego też w momencie, gdy pojawiła się potrzeba zmiany organizacji procesów i przeniesienia ich w tryb pracy zdalnej, byliśmy na to gotowi. Na co dzień wykorzystujemy narzędzia BI, big data oraz elementy sztucznej inteligencji po to, żeby lepiej odpowiedzieć na zmieniające się potrzeby klienta, a w 2020 roku w szczególności na wyzwania, które postawiła przed nami pandemia. Działamy w branży handlowej, stąd też wszelkie wytyczne dotyczące zachowania bezpieczeństwa i ograniczenia w zakresie liczby osób w placówkach handlowych bezpośrednio wpływają na nasze wyniki sprzedażowe. Jeśli zostanie wprowadzony tzw. „twardy lockdown” pojawią się przed nami kolejne, dodatkowe wyzwania – mówi Marta Wrochna-Łastowska, Dyrektor finansowy Żabka Polska.

QubicGames w okresie świąteczno – noworocznym zamierza wydać aż 13 gier

Ponad 2.6 mln zł przychodu ze sprzedaży w III kwartale 2020 odnotował QubicGames, co oznacza wzrost o 58% w porównaniu do analogicznego okresu sprzed roku. Spółka wypracowała kumulatywnie 3.5 miliona zł zysku netto przez pierwsze 3 kwartały 2020 roku co oznacza wzrost o 18% względem roku poprzedniego.

W porównaniu do Q3 2019 roku, QubicGames zwiększył swoje przychody ze sprzedaży o blisko 1 milion złotych. Wzrost ten utrzymuje trend, który trwa od początku roku – w 2020 roku spółka wygenerowała prawie 8.5 milionów zł przychodów ze sprzedaży, w porównaniu do niecałych 6 milionów w analogicznym okresie 2019 i odnotowała łącznie przez 3 kwartały 3.5 mln zysku netto w porównaniu do niecałych 3 milionów w 2019.

W miesiącach czerwiec – październik, wydaliśmy 8 gier i zestawy płatnych dodatków do 3 gier na konsole Nintendo Switch. 5 z premier, zgodnie ze strategią na rok 2020 zadebiutowało na rynku japońskim – kluczowym pod względem liczby posiadaczy wspomnianej konsoli. W minionym kwartale zadebiutował również Dex – nasza największa dotychczasowa premiera, w trzy tygodnie pokrywając koszty produkcji i marketingu. W zeszłym tygodniu rozpoczęliśmy przedsprzedaż gry Dex w Japonii i jest to nasza najszybciej sprzedająca się gra w przedsprzedaży na rynku japońskim. Tytuł zadebiutuje już w ten czwartek – 19 listopada. Ponadto, zainwestowaliśmy w zakup praw do serii Pocket Mini Golf oraz rozpoczęliśmy prace koncepcyjne nad drugą częścią tej gry i  spin-offem zatytułowanym Pocket Mini Bowling. – komentuje prezes QubicGames Jakub Pieczykolan.

W minionym kwartale QubicGames powołał do życia nową spółkę Untold Tales, tym samym rozpoczynając proces tworzenia Grupy Kapitałowej. W skład grupy będą wchodzić QubicGams specjalizujący się w wydawnictwie gier na konsole Nintendo Switch, Untold Tales – wydawca dużych gier na konsole i komputery PC oraz Forest Spirits – nowa marka gier Family Entertainment. QubicGames rozpoczął także działalność porting house i jako pierwszą grę na zlecenie realizuje portowanie gry MMO dla firmy Gamigo na konsolę Nintendo Switch.

Po niezwykle pracowitym trzecim kwartale, ostatnie miesiące 2020 roku zapowiadają się dla spółki równie intensywnie. Jeszcze w grudniu spółka planuje wydać aż 8 tytułów na konsolę Nintendo Switch, w tym sześć gier z bardzo popularnej serii Bit.TRIP znanej z 8-bitowej estetyki oraz niezapomnianej ścieżki dźwiękowej – jest to jedno z najmocniejszych IP jakie dotychczas wydawała spółka.

Kolejnymi produkcjami, które zadebiutują w okresie świątecznym na Nintendo Switch będą DungeonTop i Door Kickers. Pierwsza z nich jest świeżą grą z zyskującego na popularności gatunku rougelike, druga natomiast została okrzyknięta najlepszą grą taktyczną 2014 roku. Oba tytuły spotkały się również z ciepłym przyjęciem ze strony graczy – średnia ocen wynosi odpowiednio 85% i 94% pozytywnych ocen w serwisie Steam.

Wszystkie te gry będą dostępne dla graczy pomiędzy 24 a 26 grudnia, a ich przedsprzedaż rozpocznie się 27 listopada. Dodatkowo spółka pracuje nad dodatkiem do gry Pocket Mini Golf, która cieszy się niesłabnącą popularnością na konsoli Nintendo Switch. Premiera DLC Pocket Mini Golf – Fairway planowana jest między 21 a 31 grudnia.

Niezależnie od gier wydawanych na konsolę Nintendo Switch Spółka planuje wydanie 4 gier na konsolę Sony PS4 – DungeonTop, Mana Spark, One Strike i Not Not – a brain buster.

– Jak co roku to właśnie w IV kwartale, a w szczególności w okresie świąteczno – noworocznym planujemy najwięcej premier i kampanii marketingowych. Tylko w ostatnie 10 dni grudnia QubicGames planuje 13 premier gier, w tym wydanie w Ameryce, Europie i Japonii 6 gier ze znanej serii BIT.TRIP. Liczba planowanych premier w 4 kwartale jest sumarycznie większa niż gier wydanych przez 9 pierwszych miesięcy roku. –  mówi Pieczykolan – W listopadzie i grudniu zaplanowaliśmy także 4 duże kampanie marketingowych na konsoli Nintendo Switch w Ameryce, Europie i Japonii, w których będą brały udział także produkty partnerów, których wspieramy w sprzedaży gier na konsoli Nintendo Switch.

Fakty i mity telemedycyny

Za sprawą  pandemii COVID-19 telemedycyna zagościła na dobre w naszym życiu. Zazwyczaj kojarzy się z prostą poradą przez telefon lub internet. Krąży wokół niej wiele mitów. Twórcy HIGO rozwiewają wątpliwości i odpowiadają na najczęstsze pytania.

Telemedyczne rozwiązania umożliwiają zmianę modelu opieki w podobny sposób, jak cyfryzacja zmieniły bankowość, handel czy komunikację między ludźmi.
Jak tak naprawdę wygląda telemedycyna? Czym jest? Co jest prawdą, a co miejską legendą?

1. Telemedycyna to coś nowego i niesprawdzonego

Bynajmniej. W świadomości większości pacjentów telemedycyna pojawiła się faktycznie niedawno – głównie z powodu pandemii COVID-19 – jednak nie jest niczym nowym. Polskie Towarzystwo Telemedycyny założono już w 1997 roku, a pierwsza operacja, w której chirurg operował online została przeprowadzona już w 2001 roku.  Przy czym telemedycyna to bardzo szeroka dziedzina – wchodzą w nią zarówno proste konsultacje lekarskie przez telefon, jak i telemedyczne opisy rezonansów medycznych oparte na twardych danych medycznych. Rozwiązania telemedyczne są używane np. przez NASA w celu monitorowania stanu zdrowia astronautów. Rozwiązań telemedycznych używa się od wielu lat w różnych obszarach.

2. Telemedycyna sprawdza się jedynie w lekkich przypadkach

Telemedycyna może znaczącej części pacjentów kojarzyć się ze spotkaniem telefonicznym online z lekarzem w wypadku dokuczliwego przeziębienia. Jednak telemedycyna pomaga nie tylko w takich wypadkach. Może okazać się niezastąpiona przy chorobach przewlekłych. Pacjent w takich sytuacjach ma ułatwiony kontakt ze swoim lekarzem, a ten z kolei szybko może zareagować na pogorszenie stanu zdrowia. Urządzenia telemedyczne umożliwiają także zdalny monitoring urządzeń wszczepialnych, takich jak automatyczne kardiowertery-defibrylatory (ICD).

Często dla lekarza udzielającego podstawowej teleporady to proste badania bywają najtrudniejsze. – Często lekarz wie jedynie to, co powie pacjent – mówi Łukasz Krasnopolski, CEO polskiego medtechu HIGO. – To oczywiście też uproszczenie, bo do wizyty może dojść już po badaniach, żeby konsultować przebieg leczenia. Ale to czego brakuje najczęściej lekarzowi to twardych medycznych danych, a te mogą zapewnić takie rozwiązania jak HIGO – wyjaśnia.

3. Do naprawdę dobrej diagnozy potrzebne jest badanie na miejscu

Są oczywiście badania, gdzie fizyczny kontakt z pacjentem jest kluczowy – np. część badań ortopedycznych – ale nawet w tych gałęziach medycyny rozwiązania telemedyczne mogą się sprawdzić, np. przy rehabilitacji pooperacyjnej. W 2011 r. w Polsce przeprowadzono z udziałem lekarzy Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego międzynarodowy projekt CLEAR, który pomógł w zbudowaniu ogólnoeuropejskiego systemu rehabilitacji online.

Swoje badania, już po wybuchu pandemii przeprowadził LUX MED. – Za pośrednictwem telemedycyny [nasi lekarze] są w stanie zająć się skutecznie około 40 proc. przypadków. Jest otwartość na tę formę leczenia po obydwu stronach. Wiemy, że telemedycyna nie zastąpi tradycyjnego leczenia, ale może być jego wspaniałym uzupełnieniem – mówił w podcaście Deloitte “Człowiek Biznes Technologia” Michał Rybak, Wiceprezes Zarządu LUX MED.

4. Pacjenci nie chcą korzystać z telemedycyny

Dane pokazują co innego. Już w 2016 r. z telemedycyny chciało skorzystać ok. 60 proc. Polaków (badanie PwC “Pacjent w świecie cyfrowym”, 2016). Badania przeprowadzane już w czasie pandemii – kiedy dostęp do lekarzy, zwłaszcza specjalistów, jest utrudniony – pokazują, że ta liczba znacząco wzrosła. Badanie “Ochrona zdrowia i telemedycyna w czasie koronawirusa” przeprowadzone w marcu 2020 r. przez Biostat wskazuje, że 80 proc. Polaków chce, przynajmniej w sytuacji utrudnionego kontaktu z lekarzem, mieć dostęp do usług telemedycznych. Tylko 8 proc. pacjentów nie chce takiej usługi.

5. Lekarz w czasie teleporady nie może wykryć wszystkich chorób

Oczywiście, że nie. Tak samo jak w czasie wizyty w przychodni lekarz nie będzie w stanie postawić diagnozy bez zlecenia dodatkowych badań. Podobnie działa lekarz w czasie wizyty telemedycznej.

Coraz więcej badań może jednak odbyć się online. Ciśnieniomierze, rejestratory EKG, glukometry czy spirometry wyposażone w specjalne aplikacje, mogą gromadzić niezbędne do analizy stanu zdrowia pacjenta dane, a nawet natychmiast przekazywać je do lekarza. Stworzone przez polskie HIGO urządzenie i powiązana z nim aplikacja pozwalają przeprowadzić w domu badania i przekazać lekarzowi dane m.in. z analizy gardła, ucha, osłuchu serca, brzucha i płuc, pomiar temperatury, obraz skóry uzupełniony o film kontekstowy oraz interaktywny wywiad medyczny. Przenosząc tym samym standardową wizytę u lekarza pierwszego kontaktu lub pediatry do domu.

6. W wypadku poważnych chorób diagnoza telemedyczna może być niewystarczająca

Oczywiście w wypadku nagłych i zagrażających życiu objawów należy wysłać pacjenta do szpitala i telemedycyna nie ma tu do końca zastosowania. Z drugiej strony lekarz korzystający z rozwiązań telemedycznych może w wypadku śmiertelnych czy przewlekłych chorób pomóc pacjentowi dużo szybciej niż zwykły lekarz, zwłaszcza jeśli ma dostęp do historii pacjenta.  Również w wypadku nagłych przypadków lekarz ma więcej informacji i wiedzy niż np. operator wysyłający karetkę pogotowia. Dzięki temu może szybciej zareagować na niepokojące objawy. Część rozwiązań wchodzących w skład telemedycyny – np. opaski dla seniorów mające czujniki upadków – reagują automatycznie. Telemedycyna może też usprawnić funkcjonowanie oddziałów szpitalnych – możliwość dodatkowej konsultacji ze specjalistą, czy zdalny monitoring powodują, że śmiertelność pacjentów spada (źródło: Critical Care Medicine).

7. Nie jest możliwe zdiagnozowanie ani leczenie SARS-CoV-2 poprzez urządzenia telemedyczne

To zależy. Jeśli dokonamy pomiaru temperatury oraz zauważymy objawy typowe dla zakażenia koronawirusem SARS-CoV-2, zalecana procedura wymaga kontaktu z lekarzem podstawowej opieki zdrowotnej za pośrednictwem teleporady właśnie. Lekarz po przeprowadzeniu oceny stanu zdrowia zdecyduje, czy skierować pacjenta na test na koronawirusa.

Jeśli choroba przebiega łagodnie to stały monitoring stanu zdrowia za pomocą urządzeń telemedycznych umożliwia interwencję lekarza wtedy, gdy jest konieczna. Odciążając tym samym ochronę zdrowia i umożliwiając przekierowanie uwagi personelu na cięższe przypadki.

Bezpieczny serwer pod Twoją stronę www – gdzie szukać?

Bezpieczeństwo Twojej witryny internetowej – a co za tym idzie, Twoich danych – to podstawa. Przynajmniej w teorii, gdyż w praktyce często zdarza się zapominać o kwestiach bezpieczeństwa, za bardzo stawiając na oszczędność. Co powinien zapewniać bezpieczny serwer pod Twoją stronę www i jak go znaleźć? O tym poniższy tekst.

Bezpieczeństwo serwera – o czym pamiętać?

Chyba wszystkie firmy świadczące usługi hostingowe przechwalają się na prawo i lewo o zapewnianym poziomie bezpieczeństwa swoich serwerów. W przypadku wyboru serwera współdzielonego godzisz się na oferowane warunki, a tym samym oddajesz los swojej strony internetowej w czyjeś ręce. Zanim zakupisz odpowiedni hosting, pamiętaj o kilku rzeczach.

Linux czy Windows?

Odwieczne pytanie! Co prawda Windows może i jest bardziej intuicyjny w obsłudze, to jednak Linux jest większą ostoją bezpieczeństwa, zapewniając spokojny sen właścicielowi. Kolejną sprawą jest wybranie dystrybucji. Najlepiej postawić na sprawdzone i często aktualizowane (a w dodatku darmowe) Ubuntu czy Debian. Większość polskich hostingodawców oferuje serwery w oparciu o środowiska Linuxowe.

Szyfrowanie SSL

Jeszcze kilka lat temu protokoły SSL były używane tylko przez duże strony internetowe, lecz obecnie są wręcz konieczne do prowadzenia swojej witryny.

Jak to z nowościami często bywa, na samym początku szyfrowanie protokołem SSL nie było tanią zabawą. I dzisiaj również nie jest, chyba, że natrafisz na promocję, a jeszcze prościej – zainstalujesz bezpłatny Let’s Encrypt. Dzięki niemu zaszyfrujesz protokół HTTP, tak często narażony na ataki z zewnątrz. Chroniony protokół HTTPS to jednak nie tylko znacznie większe bezpieczeństwo!

Strony internetowe z szyfrowaniem SSL/Let’s Encrypt są bardzo lubiane przez algorytm Google. Warto więc o nie zadbać nie tylko dla bezpieczeństwa – to również właściwy krok pod względem SEO-wym. Jeżeli chcesz optymalnie pozycjonować się w Internecie, to i tak nie masz wyboru – SSL nie tylko zwiększy bezpieczeństwo, ale i polepszy pozycję w Google. Niektórzy hostingodawcy oferują go zupełnie za darmo, w cenie pakietu! Listę firm z darmowymi SSL znajdziesz na stronie hostdog.pl.

Polska lokalizacja serwera

Tu zdania są podzielone. Jedni wolą największych „graczy” na rynku i ich technologię, drudzy rodzimych hostingodawców. Ci ostatni oferują serwery na terenie Polski i (najczęściej) szybki i niezawodny support. To świetna wiadomość nie tylko dla początkujących i mniej zaawansowanych użytkowników.

Antywirus, firewall i antyDDoS

Niektórzy hostingodawcy oferują pakiety z różnego rodzaju zabezpieczeniami przed złośliwym oprogramowaniem i/lub atakami z zewnątrz. Do najpopularniejszych należą oczywiście różnego rodzaju antywirusy i firewalle. Niektóre możesz nawet własnoręcznie konfigurować przez panel administratora!

Przed podjęciem ostatecznej decyzji doczytaj, czy zabezpieczenia chronią całą Twoją witrynę, czy tylko (co się nierzadko zdarza) pocztę e-mail. Ta ostatnia często jest też chroniona przez antyspam. Skoro o zabezpieczeniach mowa, nie sposób nie wspomnieć o antyDDoS, który chroni przed zmasowanymi atakami na serwer z wielu różnych miejsc jednocześnie.

To wszystko jednak znajdziesz w ofertach hostingodawców, ale warto też podziałać na własną rękę.

Backup strony

Prawie w każdym przypadku spotkasz się z ofertą z backupem zawartości witryny www. Nie zaszkodzi jednak nieco zmodyfikować przywracanie kopii bezpieczeństwa (o ile jest taka możliwość), a w przypadku serwerów VPS to wręcz konieczność.

W rozbudowanych panelach administratora często znajdziesz opcję sterowania i zarządzania backupem. Najlepiej będzie, gdy kopie bezpieczeństwa będą przechowywane w kilku miejscach jednocześnie. Nie rób backupów tylko co tydzień lub (co gorsza) co miesiąc – staraj się robić je codziennie! Przechowuj zawsze kopie sprzed dnia, tygodnia i miesiąca.

Ustawienie portu SSH

Wiele ataków sieciowych automatycznie celuje w port 22, a więc domyślny dla SSH. Nie pozostaje nic innego, jak ustawienie niestandardowego portu SSH – im wyższy numer, tym lepiej.

Skoro już o SSH mowa, to ogranicz do niego dostęp. Logujesz się tylko z domu i pracy? Zablokuj więc logowanie z innych lokalizacji, ograniczając pulę do określonego zakresu adresów IP. Nie zapomnij przy tym o ustaleniu awaryjnego dostępu do SSH!

Serwery spełniające najwyższe wymogi bezpieczeństwa możesz szybko i bezpłatnie porównać np. na hostdog.pl. Dla przypomnienia wymieniamy najważniejsze cechy bezpiecznego hostingu:

  • środowisko Linux
  • certyfikaty SSL
  • częste backupy
  • różnego rodzaju zabezpieczenia (antywirus, firewall – nie tylko dla poczty e-mail)
  • polska lokalizacja i polski support

Wszystkie te parametry bez problemu możesz sprawdzić i porównać w rankingu hostingów na hostdog.pl – to narzędzie pozwoli oszczędzić Ci czas, który poświęciłbyś na długą i żmudną analizę wszystkich ofert.

Biznes potrzebuje impulsu. Program Company Management Congress

Ostatni czas dla polskiej gospodarki jest wyjątkowo wymagający. Jak nie dać się stagnacji i zbudować nowe? Company Management Congress to krok w stronę rozwoju, który każdy przedsiębiorca powinien wykonać.

Pandemia koronawirusa zmieniła polską gospodarkę. Analitycy wskazują, że sytuacja jest gorsza niż w 2008 roku, kiedy Europę dotknął największy kryzys w nowym millenium. Wielu przedsiębiorców przez obostrzenia zmuszonych zostało do ogłoszenia upadłości, a reszta odnotowuje rekordowe straty. To czas, w którym należy zacząć patrzeć w przyszłość i budować pewniejsze jutro dla krajowego biznesu. Polskiej gospodarki nie stać na dalszą zwłokę.

Company Management Congress to rozwiązanie dla tych, którzy chcą zwiększać swoje kompetencje w zarządzaniu biznesem. To event, który rozszerza branżowe perspektywy i pokazuje najlepsze dostępne drogi rozwoju. Bazuje on na wiedzy liderów, którzy odnieśli sukces i swoją receptą na niego chcą podzielić się z innymi. W prelekcjach mówią na podstawie wieloletniego doświadczenia, które pozwoliło im poznać każdą stronę prowadzenia przedsiębiorstwa. Wiedzą na co uważać, ale także jakie atuty podkreślać, by wyróżnić się na tle konkurencji.

Jedną z podstaw Company Management Congress jest nauka poprzez wymianę doświadczeń. Nacisk położony zostanie na nawiązywanie efektywnych relacji biznesowych, które mają pomóc w definiowaniu problemów współczesnego biznesu i znajdowaniu odpowiedzi w dynamicznie zmieniającym się środowisku. Prelegenci myślą o przyszłości biznesu, patrząc na teraźniejszość. Wiedzą, z jakimi problemami zmagają się przedsiębiorcy i jak trudno jest większości z nich zniwelować straty poniesione przez pandemię. Dostarczają rozwiązań, które pozwalają wyjść z kryzysu.

Dla kogo jest Company Management Congress?

  • właściciele firm
  • kadra zarządzająca
  • inwestorzy
  • przedsiębiorcy
  • managerowie średniego i wyższego szczebla
  • osoby odpowiedzialne za planowanie przyszłości biznesu
  • doradcy inwestycyjni
  • liderzy poszczególnych branż
  • przedsiębiorcy samozatrudnieni

Kto wygłosi prelekcje?

Miło nam poinformować, że znamy już nazwiska pierwszych prelegentów, którzy wystąpią podczas eventu. Bogdan Sosnowski w wykładzie „Komunikacja i kreacja w budowaniu wizerunku lidera” powie o tym, jak zaintrygować odbiorcę i zmienić jego sposób myślenia. Wojciech Herra przeprowadzi prelekcję dotyczącą skutecznej sprzedaży i metod osiągania większych korzyści finansowych. Zyta Machnicka skupi się na tym, jakich wrażeń szukają pracownicy i kandydaci na nich, natomiast Łukasz Dojka zdradzi, czym jest follow up.

Ponadto, Tomasz Miłosz wygłosi wykład na temat ewolucji rynku pracy i sposobu pracy. Podstawy budowania marki i efektywny marketing to prelekcja Wojciecha Ławniczaka. Krzysztof Brola z kolei przedstawi kompendium wiedzy z zakresu prawa, któremu podlega działalność gospodarcza.

Nie zabraknie również pokazania procesów, które mogą usprawnić działanie przedsiębiorstwa dzięki outsourcingowi oraz tajników podejmowania strategicznych decyzji.

Udział w wydarzeniu potwierdzony będzie certyfikatem poświadczonym przez Partnerów Merytorycznych wydarzenia.

Wiedza jest podstawą do budowania marki. Nie możesz z niej nie skorzystać. Zmień z nami oblicze polskiego biznesu i 22 kwietnia 2021 roku weź udział w Company Management Congress!

Company Management Congress

Termin: 22 kwietnia 2021

Miejsce: Sound Garden Hotel, Warszawa

Bloober Team pokazuje najwyższe wyniki w historii

Do 14.2 mln zł wzrosły przychody ze sprzedaży produktów Bloober Team po trzech kwartałach bieżącego rok. To o ponad 65% więcej niż w analogicznym okresie roku ubiegłego. Oznacza to, że mimo przesunięcia premiery Medium na 2021 r., bieżący rok będzie rekordowym w historii spółki. Dodatkowo debiutujący na platformach next-gen “Observer: System Redux” został znakomicie przyjęty przez graczy i krytyków. Aktualna średnia na Metacritic (agregator recenzji) to 84%.

Przy przychodach ze sprzedaży produktów na poziomie 14.2 mln zł, Bloober Team wypracował po trzech kwartałach bieżącego roku 7.2 mln zł zysku netto. To o 260% więcej niż w analogicznym okresie roku ubiegłego. Przychody ze sprzedaży produktów grupy kapitałowej osiągnęły w omawianym okresie 19.5 mln zł (wzrost o 68%), a zysk netto 8.7 mln zł (wzrost o 100%).

            – Wysoki poziom przychodów w pierwszych trzech kwartałach 2020 r. jest związany z utrzymywaniem się wysokiego poziomu sprzedaży poszczególnych gier oraz realizacją umowy z globalnym wydawcą, od którego spółka otrzymuje m in. wynagrodzenie typu „advance”. Wzrost przychodów oraz równocześnie stosunkowo mniejszy wzrost kosztów operacyjnych, pozwoliły nam osiągnąć w tym okresie prawie 3,5 mln zł zysku ze sprzedaży– podkreśla Piotr Babieno, prezes Bloober Team. Na końcowy wynik netto (7,2 mln) wpływ miały również dotacje w wysokości 1.4 mln zł oraz zysk ze sprzedaży części pakietu akcji Draw Distance (3.15 mln zł).

Wyniki trzeciego kwartału potwierdziły, że 2020 r. będzie rekordowym rokiem w historii Bloober Team, ponieważ już teraz są wyższe niż w całym 2019 r. – Z roku na rok zgodnie z założeniami nasze rezultaty poprawiają się. Bieżący rok będzie zdecydowanie lepszy niż poprzedni, mimo że premiera naszej największej produkcji została przesunięta na rok 2021. Oznacza to, że przyszły rok będzie kolejnym rokiem z rekordem przychodów- zapowiada Piotr Babieno.

Tymczasem w zeszłym tygodniu miała miejsce premiera odświeżonej wersji cyberpunkowej produkcji krakowskiego developera pod nazwą: “Observer: System Redux”. Pierwsze recenzje są znakomite, szczególnie biorąc pod uwagę, że jest to gra będąca tzw. re-masterem.

– Pierwsze opinie są naprawdę bardzo dobre – to znakomity fundament pod grę z długim ogonem sprzedażowym do jakich z pewnością należy odświeżony “Observer”. Początkowa sprzedaż jest również bardzo dobra, z olbrzymią przewagą konsol w stosunku do platformy PC. Nie jest to jednak dziwne szczególnie, że wersja PC to dodatek w naszych planach i raczej ukłon w kierunku posiadaczy pierwotnej wersji, których jest już kilka milionów (oczywiście dla pełnej jasności w większości w ramach systemów abonentowych, a nie pełnej sprzedaży) – tłumaczy Babieno.

Gra stanowi hołd dla nieżyjącego już Rutgera Hauera i przez krytyków jak i graczy nazywana jest “prawdziwym cyberpunkiem”. Wiele recenzji i opinii graczy wskazuje na znakomite, wręcz modelowe wykorzystanie kontrolera Playstation 5. W okresie wzrostu zainteresowania gatunkiem cyberpunk można liczyć, że “System Redux” będzie stanowił istotny element przychodów dla spółki zarówno w czwartym kwartale tego roku jak i w całym 2021 roku

Jedna trzecia pracowników obawia się utraty pracy

Już czwarty miesiąc z rzędu stopa bezrobocia rejestrowanego w Polsce wyniosła 6,1 proc. Jak wynika z raportu Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości „Rynek pracy, edukacja, kompetencje. Aktualne trendy i wyniki badań. Październik 2020”, we wrześniu na portalach rekrutacyjnych opublikowano najwięcej ofert od początku pandemii. W III kw. 2020 r. pracownicy najczęściej poszukiwali pracy w takich branżach jak telekomunikacja, IT, branża finansowa i ubezpieczeniowa, a także w hotelarstwie i gastronomii. W związku z niepewną sytuacją na rynku pracy, jedna piąta pracowników planuje wyjazd z kraju.

Stopa bezrobocia rejestrowanego w Polsce od czterech miesięcy utrzymuje się na poziomie 6,1 proc. Pod koniec września 2020 r. w urzędach pracy było zarejestrowanych 1,025 mln bezrobotnych. W porównaniu z sierpniem 2020 r. ich liczba spadła o 3,3 tys., czyli o 0,3 proc. Natomiast rok do roku była wyższa aż o 173,5 tys., czyli o 20,4 proc.

Według danych resortu pracy we wrześniu 2020 r. pracodawcy zgłosili do urzędów 109,3 tys. wolnych miejsc pracy i aktywizacji zawodowej, tj. o 13 tys. ofert (13,5 proc.) więcej niż w sierpniu 2020 r.

W III kw. 2020 r. tylko 9 proc. osób aktywnie poszukiwało pracy. Najczęściej byli to kierowcy, niewykwalifikowani robotnicy, pracownicy biurowi i administracyjny, a także zatrudnieni w telekomunikacji i IT, branży finansowej i ubezpieczeniowej oraz w hotelarstwie i gastronomii. Chociaż obawy o utratę pracy zmniejszyły się w stosunku do poprzedniego kwartału, to i tak 30 proc. pracowników patrzy z niepewnością na najbliższe miesiące – mówi Daniel Nowak, ekspert z Departamentu Rozwoju Kadr w Przedsiębiorstwach PARP.

Kobiety nadal w tyle

Wśród osób bezrobotnych już kolejny miesiąc kobiet jest więcej niż mężczyzn. Stanowią w tej chwili 54 proc. bezrobotnych. W porównaniu do sierpnia to więcej o 0,6 p.p.

Nierówność płci na rynku pracy to problem globalny. Wśród osób w wieku 25-54 lat wskaźnik aktywności zawodowej w przypadku kobiet wynosi 63 proc., podczas gdy u mężczyzn aż 94 proc. Różnica wynagrodzenia to średnio 22 proc. Tylko 27,1 proc. kobiet znalazło miejsce na stanowiskach kierowniczych, a 6,6 proc. zasiada w fotelu dyrektora. Jak zauważa ONZ, konieczne jest zmniejszenie różnic w płacach do 3 proc. i wprowadzenie parytetów, szczególnie na stanowiskach z wysokimi zarobkami.

Coraz gorsza sytuacja w Europie

Według najnowszych danych Eurostatu wskaźnik bezrobocia dla krajów członkowskich Unii Europejskiej w sierpniu 2020 r. wyniósł 7,4 proc., co oznacza wzrost o 0,1 p.p. wobec poprzedniego miesiąca oraz o 1,2 p.p. r/r. W tym samym czasie w Polsce wskaźnik ten wyniósł 3,1 proc. i był niższy o 0,1 p.p. w porównaniu z lipcem, a w ujęciu rocznym – o 0,2 p.p.

W sierpniowym rankingu Eurostatu najwyższe wskaźniki bezrobocia odnotowano w Hiszpanii (16,2 proc.), we Włoszech (9,7 proc.) i na Litwie (9,6 proc.). W najlepszej kondycji jest rynek pracy w Czechach (2,7 proc.), na Malcie (4,1 proc.) i w Niemczech (4,4 proc.).

Z analizy PARP wynika, że w porównaniu z innymi krajami w Europie, sytuacja na rynku pracy w Polsce jest stosunkowo stabilna. Może to być efekt pomocy udzielonej w ramach tarcz antykryzysowych. Kluczowe będą jednak dane na temat bezrobocia za najbliższe miesiące. Wtedy dowiemy się, czy kolejne obostrzenia znacząco wpłynęły na rynek pracymówi Anna Bracik, zastępca dyrektora departamentu komunikacji i marketingu, rzecznik prasowy PARP.

Lepsze perspektywy poza Polską?

Z danych przytoczonych w raporcie PARP wynika, że 22 proc. pracowników rozważa wyjazd za granicę w ciągu najbliższego roku. Wśród nich 4 proc. chce wyjechać na stałe. Są to głównie kierowcy, przedstawiciele kadry zarządzającej, robotnicy niewykwalifikowani i inżynierowie.

Z kolei 2 proc. planuje pobyt na czas określony. W tej grupie znaleźli się: sprzedawcy, kasjerzy, robotnicy niewykwalifikowani, mistrzowie, brygadziści, a także pracownicy z branży hotelarskiej i gastronomii, opieki zdrowotnej, pomocy społecznej i handlu.

Pracownicy, którzy nie rozważają wyjazdu to technicy i robotnicy wykwalifikowani, specjaliści z wyższym wykształceniem, kadra kierownicza średniego szczebla oraz osoby zatrudnione w administracji publicznej, ochronie i edukacji.

Wśród powodów do wyjazdu najczęściej wymieniane są lepsza płaca i lepsze warunki zatrudnienia (82 proc.), zmiana stylu życia (33 proc.) i możliwość nauki języka obcego (32 proc). Polacy najchętniej wyjechaliby do Niemiec (37 proc.), Holandii (19 proc.) i Wielkiej Brytanii (17 proc.).

O raporcie
Raport przygotowany przez PARP przedstawia syntetyczne wyniki aktualnych badań i analiz dotyczących polskiego i międzynarodowego rynku pracy. To cykliczna comiesięczna publikacja, którą Agencja przygotowuje na potrzeby Rady Programowej ds. Kompetencji koordynującej działanie systemu Sektorowych Rad ds. Kompetencji. Omawiany raport dotyczy okresu od 20 września do 19 października 2020 r.