6 milionów Polaków skorzystało z Genially

Ostatnie miesiące przeniosły do Internetu zarówno biznes, jak i edukację. Komunikatory, rozmowy wideo, dokumenty – w tym wszystkim wygrywają zdalne rozwiązania. Według statystyk firmy Genially, której narzędzie umożliwia tworzenie interaktywnych prezentacji, w 2020 roku w Polsce ok. 6 milionów osób skorzystało z ich narzędzia. Czy zmienią również nasze nawyki?

Korporacje, media czy nauczyciele – użytkownicy docenili potencjał narzędzia do interaktywnej prezentacji treści. Jak wynika ze statystyk Genially, około 30% ich użytkowników to pracownicy dużych firm, 30% to nauczyciele, a pozostałe 40% to osoby z innych branż, w tym coraz większe grono projektantów czy marketingowców. Genially jest obecne w ponad 190 krajach, a Polska zajmuje miejsce w pierwszej dziesiątce państw z największą ilością użytkowników.

Z potrzeby biznesu

Pomysł na Genially powstał w grupie specjalistów, która zajmowała się tworzeniem ekskluzywnych materiałów dla klientów biznesowych. Jednak przyszli założyciele Genially zauważyli, że przekazanie inspirujących idei i planów za pomocą dotychczasowych, stacjonarnych narzędzi, takich jak PowerPoint, było czasochłonne, często mało atrakcyjne wizualnie i trudne do ponownego wykorzystania. Dlatego zaczęli projektować gotowe szablony infografik i narzędzi do prezentacji treści, które miały być nie tylko dostępne i tanie, ale również intuicyjne. Dzisiaj Genially umożliwia zdalne i grupowe tworzenie różnego rodzaju projektów i korzystanie z gotowych, w pełni edytowalnych wzorów prezentacji oraz ofert biznesowych, infografik i narzędzi edukacyjnych.

Z perspektywy użytkownika to duża wygoda, bo pozwala zrezygnować z klasycznego programu zainstalowanego na komputerze. Dzięki przeglądarce możemy przez Internet – i nawet w trakcie wprowadzania zmian – dzielić się efektami naszej pracy” – mówi Pedro Calvo Roldan, Growth Manager w Genially.

Zamieniamy PowerPointa na rozwiązania internetowe?

Jeszcze kilka miesięcy temu, gdy po raz pierwszy w związku z pandemią musieliśmy zatrzymać się na chwilę, wiele osób czekało na szybki powrót do zawodowej „normalności”. Teraz wiemy już, że nasz świat i sposób pracy prawdopodobnie nigdy nie wrócą do tego, co znaliśmy wcześniej – wielomiesięczne zmiany nawyków wpłynęły również na styl zarządzania firm i organizację zespołów. W nową i niezwykle dynamiczną rzeczywistość idealnie wpisuje się Genially, które pozwala zdalnie łączyć ze sobą różne platformy. Narzędzie odpowiada również na potrzeby dużych firm, pozwalając na stworzenie w pełni spersonalizowanych graficznie materiałów, które zapewniają biznesowy profesjonalizm. Genially jest gotowe także na wyzwania stojące przed mniejszymi firmami, dzięki profesjonalnym szablonom do przygotowywania raportów.

Ostatnie miesiące pokazały, że Genially wykorzystywane jest równie chętnie wśród klientów biznesowych, jak i w edukacji, gdzie nauczyciele dość szybko dostrzegli jego potencjał. Windą do popularności okazało się jednak przejście szkół i uczelni na naukę zdalną – coraz więcej z nich zaczęła wówczas korzystać z tego narzędzia, którego nawet darmowa wersja daje użytkownikowi ogromne możliwości. „Liczba nauczycieli i uczniów korzystających z Genially ogromnie wzrosła od kiedy poszczególne kraje zdecydowały się na wdrożenie nauczania online. Położyliśmy nacisk na to, by w krótkim czasie dostosować Genially do potrzeb edukacyjnych i sprawić, by było możliwie łatwe i intuicyjne w obsłudze” – mówi Pedro Calvo Roldan, Growth Manager w Genially. „Duże znaczenie w popularyzacji Genially mają inicjatywy społecznościowe – nauczyciele sami udostępniają efekty swojej pracy i pomagają innym przygotować się do nowej szkolnej rzeczywistości. Oczywiście dzięki temu również osoby uczące się czy pracujące stacjonarnie mają dostęp do ogromnej bazy materiałów” – dodaje Pedro Calvo Roldan i zachęca do założenia darmowego konta na Genial.ly, by sprawdzić jego możliwości – prezentacje, quizy, interaktywne obrazki, infografiki i wiele innych, a do tego mnóstwo gotowych szablonów do wykorzystania, które gwarantują oszczędność czasu i świetny efekt.

Giganci w chmurze

Tam i z powrotem – to podsumowanie drogi, którą przeszło Genially. Od koncepcji grupy specjalistów pracujących w dużej firmie, przez początkujący startup, aż do narzędzia, z którego korzystają ogromne międzynarodowe korporacje. Unilever, McDonald’s, Michelín, Porsche, Santander Bank i Telefonica – to tylko niektóre firmy, które Genially ma swoim portfolio. Z narzędzia korzystają również duże ośrodki naukowe, takie jak Oxford, Cambridge, Uniwersytet Nowojorski (NYU) i Uniwersytet Kalifornijski w San Francisco (UCSF). Wszystko wskazuje na to, że grupa użytkowników Genially będzie bardzo szybko rosnąć. Zauważa ich też branża na całym świecie – w 2019 roku Genially wygrało Global Edtech Startup Awards (GESA), który jest największym konkursem dla firm z obszaru edtech, gdzie zostało wybrane najlepszym startupem przyszłości. Potencjał startupu dostrzegł również między innymi polski fundusz venture capital – Market One Capital, który zainwestował w Genially wraz z innymi, zagranicznymi funduszami VC.

Częstsze kontrole i kary dla przewoźników za błędy w wyliczaniu płacy minimalnej

Eksperci Grupy INELO alarmują, że w Niemczech, Francji oraz szczególnie w Austrii pojawia się coraz więcej kontroli związanych z respektowaniem dyrektywy o płacy minimalnej i delegowaniu pracowników w transporcie. Zaczęto również nakładać kary finansowe dla przewoźników omijających przepisy. Jest to szczególnie ważna informacja, ponieważ do tej pory kwestie prawne związane z płacą minimalną i delegowaniem utrzymywało swego rodzaju „status quo” –  grzywien po prostu dało się unikać. Początkowe łagodne podejście inspektorów zaczyna się zmieniać, pojawia się też coraz więcej błędów w dokumentach wypełnianych przez przewoźników. Drogowy sektor TSL nie przewidywał jednak w tym temacie zmian do lutego 2022 roku, czyli do momentu wejścia w życie zapisów wynikających z Pakietu Mobilności. Wygląda jednak na to, że ta sytuacja zaczyna się dynamicznie zmieniać, zagraniczni inspektorzy nakładają kary rzędu 1000 euro za każdy brakujący dokument podczas kontroli. Co zrobić by uniknąć mandatów? Jakie dokumenty musimy przygotować?

MiLoG dotyczy tylko Niemiec – zapominanie o tym fakcie może słono kosztować

Europejska dyrektywa związana z delegowaniem pracowników za granicę oraz związany z nią wymóg regulowania płacy minimalnej do stawek obowiązujących w danym kraju, pozostawia bardzo szerokie możliwości egzekwowania prawa, w przypadku sektora transportowego. – Przepisy wzbudzają bardzo wiele wątpliwości – niektóre państwa nie respektują ich wcale, a niektóre przedstawiają swoje własne interpretacje. Wiele dużych firm z sektora TSL uzbrojonych w działy prawne skutecznie broniło się od ewentualnych kar w trakcie zagranicznych kontroli. Z kolei mali przewoźnicy często w ogóle ignorowali niejasne przepisy, co może wiązać się z dużym ryzykiem finansowym – komentuje Łukasz Włoch, ekspert OCRK, Grupa INELO.

Co więcej, niektóre firmy decydują się na rozliczanie płacy minimalnej wyłącznie w modelu MiLoG, stosując niemieckie zasady na terenie innych krajów Unii. Przewoźnicy decydują się na ten model ze względu na mniejsze koszty związane z procesem rozliczania dokumentów płacowych. W Niemczech rozliczenie jest bardzo proste – obowiązuje tylko stawka minimalna za godzinę pracy. Z kolei we Francji należy odnieść się do układu zbiorowego, czyli należy wyliczyć, oprócz odpowiedniej stawki minimalnej, różnego rodzaju dodatki np. za pracę w nocy, za godziny nadliczbowe, amplitudy itd. Rozliczenie w „niemiecki” sposób, wzorowany na MiLoG, we Francji może kosztować przewoźnika nawet kilkaset tysięcy Euro kary, jeżeli skorzysta on z tego modelu na wszystkich samochodach.

Jak wygląda sytuacja z kontrolami i mandatami za granicą?

Austria

– W przypadku kontroli drogowej przeprowadzanej przez Policję Finansową (BMF Finanzpolizei), w której stwierdzane są jakiekolwiek braki dokumentów, bądź wątpliwości dotyczące wypłaty wynagrodzenia, wszczynana jest procedura kontrolna. Cały materiał dowodowy zebrany przez Finanzpolizei przekazywany jest do odpowiedniej terytorialnie Administracji Powiatu (Bezirkshauptmannschaft), który prowadzi sprawę. W przypadku braków dokumentów grzywny są bardzo surowe, najczęściej spotykamy się z karami w kwotach 1000 euro za brak jednego dokumentu. Koniecznym jest także udowodnienie, że firma delegująca pracownika do pracy w Austrii wypłaca wynagrodzenie zgodnie z postanowieniami austriackiej ustawy przeciwdziałającej dumpingowi płacowemu (Lohn und Sozialdumping-Bekämpfungsgesetz LSD-BG). W przypadku nieposiadania dokumentów płacowych firmie mogą grozić kolejne mandaty, dlatego tak ważne jest terminowe rozliczanie czasu pracy oraz wypłata ewentualnych wyrównań. W chwili obecnej obserwujemy bardzo niepokojącą praktykę austriackich urzędów polegającą na nakładaniu takich samych grzywien na wszystkich wspólników spółki co powoduje, że kary są wielokrotnie mnożone, ponieważ wszyscy wspólnicy otrzymują decyzję o nałożeniu mandatu – komentuje Bartłomiej Zgudziak, ekspert ds. rozliczeń i analiz, Grupa INELO.

Niemcy

– Najczęściej sprawy wciąż kończą się po dosłaniu wszystkich wymaganych dokumentów podczas kontroli. Znamy kilka przypadków, w których zdarzyło się, że inspektor dopytywał o rozliczenie np. premii, ale po wyjaśnieniach temat był zamykany. Bardzo ważne jest jednak, by przesłana inspektorom dokumentacja została sprawdzona przez odpowiedniego eksperta. OCRK zajmuje się kompleksową obsługą w tym zakresie  – mówi Bartłomiej Zgudziak.

Podczas kontroli drogowych w Niemczech posiadanie dokumentów płacowych nie jest wymagane, jednak przewoźnicy donoszą o wezwaniach do ich okazania ze względu na „barierę językową w czasie kontroli z kierowcą i brak możliwości skontrolowania dokumentów”. – Kontrole drogowe jak i wyrywkowo prowadzone przez ZOLL na podstawie dokonywanych zgłoszeń w dalszym ciągu dotyczą przede wszystkim okazania następujących dokumentów: umów o pracę, dokumentów A1, obliczeń wynagrodzeń o pracę zgodnych z ustawą MiLoG, dokumentów potwierdzających zapłatę wynagrodzeń za pracę, notatek na temat przeprowadzonych godzin w Niemczech oraz odczytów cyfrowych, a także dowodów wypłaty świadczeń w związku z podróżami służbowymi – dodaje Bartłomiej Zgudziak.

Francja

Władze we Francji cały czas zaostrzają przepisy dotyczące pracy kierowców. Kontrole z którymi w chwili obecnej najczęściej mamy do czynienia dotyczą posiadania dokumentu zgłoszeniowego SIPSI, tłumaczonej umowy o pracę, a także formularza A1. – Podobnie jak w przypadku Austrii kontrole, które wykażą jakiekolwiek braki dokumentów kończą się poinformowaniem powołanego reprezentanta o konieczności wysłania dokumentów płacowych. Klienci wyzywani są do ich uzupełnienia, wysyłki rozliczeń czasu pracy i potwierdzeń wypłaty wynagrodzenia minimalnego obowiązującego we Francji. Powodem inspekcji bywają czasami zupełnie przypadkowe sytuacje, jak te związane z epidemią COVID-19 oraz kontrolą oświadczeń o braku objawów choroby, a także monitoringu odbierania odpoczynków dobowych i tygodniowych dla kierowców pojazdów poniżej 3,5 tony – wylicza Bartłomiej Zgudziak.

Dokumenty, o które proszą inspektorzy w omawianych kontrolach to najczęściej:

  • listy płac;
  • rozliczenia delegacji;
  • potwierdzenia wypłat;
  • rejestr czasu pracy;
  • dokumenty kierowcy (umowa, formularz A1, zgłoszenie).

Uruchomienie Funduszu Naprawczego nie jest zagrożone

Rynki finansowe wyciszyły się przy pasywnym analizowaniu napływających informacji. Chęć dyskontowania odbicia gospodarczego wspartego nową szczepionką ściera się z rosnącymi obawami o galopującą liczbę nowych zakażeń na świecie.

Coś prędzej czy później będzie musiało puścić i wydaje się, że rynek prędzej chce grać długoterminową strategię odbicia ożywienia, ale hamuje go trudność wyceny bieżącej fali pandemii. Nowy rekord liczby zakażeń w Tokio dziś w nocy przypomina, że każda strefa czasowa boryka się z wirusem (to nie tylko problem Europy czy USA). O ile lockdowny nie będą całkowite (wstrzymanie fabryk i zamknięcie zakładów pracy), a łańcuchy dostaw nie będą zakłócone, przejście światowej gospodarki przez jesienny skok zachorowań będzie łagodniejszy niż miało to miejsce wiosną. Mimo to trudno oszacować, czy odrodzenie konsumpcji po okresie restrykcji będzie podobnie silne, co po pierwszej fali pandemii i na ile skuteczne będzie wsparcie fiskalne.

W odniesieniu do tego ostatniego interesująca jest relacja EUR/USD, gdyż problemy z uruchomieniem środków pomocowych pojawiały się po obu stronach. Dobrze znany spór Demokratów z Izby Reprezentantów z republikańską większością w Senacie USA implikuje brak szans na hojny pakiet fiskalny. Jakkolwiek mniejsze wydatki budżetowe powinny być czynnikiem pozytywnym dla USD, to jednak w kontrze staje znaczenie pakietu dla wspierania ożywienia. A wysokie statystyki zachorowań w USA i decyzje o lokalnych lockdownach źle rokują dla perspektywy gospodarczy, jeśli wsparcie fiskalne się nie pojawi. Możliwe, że w pewnym momencie sytuacja będzie na tyle zła, że Senat ugnie się i zaakceptuje większy pakiet fiskalny. A nawet jeśli nie, to im mniej zrobi Kongres i Biały Dom, tym więcej „wyrównać” będzie musiał Fed, co dla dolara będzie negatywne. Sam prezes Fed Powell powiedział wczoraj, że obecnie nie jest właściwy czas na odkładanie nadzwyczajnych narzędzi wsparcia monetarnego. Dobrze (ratowanie ożywienia) i źle (ekspansja) dla waluty jednocześnie.

W Europie problemem dla wypłaty środków pomocowych staje się wstępne weto Polski i Węgier wobec unijnego budżetu, z którym powiązany jest Fundusz Naprawczy. Jednak EUR nie reaguje na groźbę wstrzymania wypłaty pieniędzy ratunkowych. Wynika to z faktu, że nikt poważnie nie traktuje scenariusza, w którym Polska i Węgry są gotowe zablokować sobie otrzymywanie funduszy unijnych w sprzeciwie do powiązania wypłaty środków z regułą praworządności. Dla uczestników rynku jest jasne, że zagranie że strony państw, które są czołowymi beneficjentami unijnego budżetu, jest tylko próba wywarcia presji na zwykle szukającej kompromisu Unii. W efekcie uruchomienie Funduszu Naprawczego nie jest zagrożone, a nawet jeśli blokada przyjęcia budżetu by się przedłużała, to Bruksela już znalazła sposób na obejście weta i zatwierdzenie Funduszu Naprawczego w formie umowy międzynarodowej, tylko że już bez przyznania wypłat Polsce i Węgrom. Nikt jednak nie zakłada, że dojdzie do czarnego scenariusza, w którym Polska i Węgry zostaną pozbawione dostępu do środków z Funduszu (w przypadku Polski to ok. 5 proc. PKB), co widać po stabilnym kursie złotego i forinta.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Senat może jeszcze uratować spółki komandytowe. Agresywna optymalizacja podatkowa to mit

Nakładając podatek CIT na spółki komandytowe posłowie nie posłuchali apelu 128 organizacji biznesowych i przedsiębiorstw. Pozostaje jednak jeszcze argument, że wprowadzenie ustawy 30 listopada 2020 r. będzie niezgodne z orzecznictwem TK.

Wiele polskich firm rodzinnych to właśnie spółki komandytowe. 28 października Sejm przegłosował projekt ustawy wprowadzający ich podwójne opodatkowanie, które ma obowiązywać od początku przyszłego roku. Następnego dnia projekt został przekazany do Senatu, który ma 30 dni na zajęcie stanowiska. Ustawa może wrócić do Sejmu 29 listopada, a wówczas najbliższe tej dacie jego posiedzenie jest zaplanowane na 9 i 10 grudnia.

– Zgodnie z obowiązującym od połowy lat 90-tych orzecznictwem Trybunału Konstytucyjnego, jakiekolwiek zmiany w prawie podatkowym nakładające dodatkowe obowiązki na podatników, powinny być ogłoszone w Dzienniku Ustaw co najmniej na 30 dni przed zakończeniem roku tj. do 30 listopada. – mówi w rozmowie z MarketNews24 Anna Turska-Tomczykowska, doradca podatkowy, wiceprezes zarządu w Kancelarii Ożóg Tomczykowski.

Jest też mało prawdopodobne, że Senat wcześniej zakończy prace nad ustawą, a to ze względu na liczbę poprawek zgłaszanych przez organizacje zrzeszające prywatnych przedsiębiorców. Pracodawcy zwracają się teraz do senatorów i ostrzegają, że jeśli przyjmą ustawę w obecnym kształcie, dojdzie do podwójnego opodatkowania spółek komandytowych. To zwiększy ich koszty, obniży konkurencyjność i atrakcyjność. Wiele firm będzie musiało się zmierzyć z koniecznością zmiany formy prawnej prowadzenia działalności. Nie zgadzają się też ze stwierdzeniem, że spółki komandytowe są wykorzystywane do unikania płacenia podatków.

– W mojej ocenie są dwa bardzo istotne powody, aby ponownie zastanowić się nad sensem wprowadzania tej ustawy. Mamy rok pandemii, w którym wszyscy przedsiębiorcy odczuwają jej negatywne skutki i zamiast im pomóc wprowadzamy niekorzystne dla nich zmiany – wyjaśnia A.Turska-Tomczykowska. – Drugi powód jest taki, że choć Ministerstwo Finansów twierdzi, że ustawa jest wprowadzana w celu walki z agresywną optymalizacją podatkową, to okazuje się to nieprawdą. Ostatnio przeprowadzono wiele analiz, z których wynika, że mniej niż 10 proc. spółek komandytowych to spółki z udziałem zagranicznym, a wprowadzane zmiany będą miały znikomy wpływ na sytuację zagranicznych inwestorów, którzy nadal będą tylko raz płacili podatek w Polsce. Wprowadzenie podwójnego opodatkowania uderzy więc w polski biznes rodzinny. Dlatego organizacje skupiające rodzimych przedsiębiorców proponują odłożenie prac nad tą ustawą co najmniej o rok.

Grupa BIK po 3 kw. 2020 r.

Grupa BIK opublikowała wyniki finansowe, zgodnie z którymi w trzecim kwartale br. osiągnęła 4,3 mln zł skonsolidowanych przychodów, czyli tyle samo w ujęciu r./r. Od lipca do września br. wypracowała jednocześnie ponad 0,6 mln zł zysku netto, co oznacza podwojenie wyniku uzyskanego w analogicznym okresie rok wcześniej. Wartość kapitałów własnych od początku roku wzrosła o 6% do 97,5 mln zł. W okresie rozprzestrzeniania się COVID-19, żadna z umów najmu nie została rozwiązania z powodów związanych z okolicznościami pandemii.

Deweloper nowoczesnych powierzchni magazynowych i handlowych w trzecim kwartale br. osiągnął blisko 4,3 mln zł skonsolidowanych przychodów i był to wynik niemal identyczny z uzyskanym w tym samym okresie poprzedniego roku.  Grupa BIK od lipca do września br. wypracowała natomiast 0,6 mln zł zysku netto, podwajając tym samym osiągnięcia z analogicznego okresu poprzedniego roku. Narastająco przez trzy kwartały br. Grupa wypracowała 12,2 mln zł skonsolidowanych przychodów, 14,6 mln zł zysku na działalności operacyjnej oraz 5,2 mln zł zysku netto.

„Branża magazynowa pozostaje odporna na kryzys wywołany pandemią COVID-19. Na stabilnym poziomie utrzymują się zarówno czynsze oraz wskaźniki pustostanów. Również działalność Grupy BIK prowadzona jest bez zakłóceń. W minionym okresie żadna z naszych umów najmu nie została rozwiązana z powodów związanych z pandemią COVID-19, a na początku października w Centrum Logistycznym Kraków II podpisaliśmy nową 10-cio letnią umowę najmu. Jedynie w przypadku naszego parku handlowego, dla pojedynczych klientów wdrożone zostały czasowe zwolnienia z opłat wynikające z przepisów ustawy lub czasowe obniżki czynszów (od 10% do 30%) przy jednoczesnym przedłużeniu umów najmu. Wpływ tych działań na nasze przychody był jednak niewielki. Towarzysząca pandemii deprecjacja naszej waluty względem euro miała natomiast wpływ na wzrost wyceny zobowiązań kredytowych wyrażonych w euro. Jednocześnie nastąpił wzrost wartości nieruchomości wycenianych w tej walucie” – powiedział Mirosław Koszany, Prezes Zarządu Biura Inwestycji Kapitałowych S.A.

Wartość kapitałów własnych (aktywów netto) wzrosła od początki roku o 6% do 97,5 mln zł. Z kolei wartość nieruchomości inwestycyjnych zwiększyła się o blisko 7% do poziomu 189,6 mln zł. W tym roku Grupa BIK oddała do użytkowania centrum logistyczne BIK Park Wrocław I o powierzchni 25 tys. m2. Obecnie mamy możliwość rozbudowy naszych centrów logistycznych pod Wrocławiem oraz w pobliżu Sosnowca. Wszystkie nasze inwestycje mają bardzo dobre lokalizacje w pobliżu ważnych węzłów komunikacyjnych. Oferujemy jednocześnie możliwość wynajmu niewielkich modułów co jest atrakcyjnym rozwiązaniem dla inwestorów, lokujących swoje przedsięwzięcia w bezpośrednim sąsiedztwie dużych aglomeracji – podkreślił Mirosław Koszany.

Założyciele Ultima Ratio liczą na znaczący przyrost spraw. Z e-arbitrażu zaczyna korzystać Intrum

Intrum, międzynarodowa firma zajmująca się obrotem wierzytelnościami i windykacją, obecna w 24 krajach Europy, zaczyna korzystać z e-arbitrażu Ultima Ratio. Od teraz będzie proponować osobom zadłużonym zawarcie zapisu na sąd polubowny w zawieranych ugodach dotyczących spłaty zaległych zobowiązań. Jak podkreślają przedstawiciele firmy, Ultima Ratio to dla nich zabezpieczenie sprawnej ściągalności kwot wynikających z ugód, przy jednoczesnym obniżeniu kosztów windykacji. Dzięki współpracy z Intrum, założyciele Ultima Ratio liczą na znaczący wzrost liczby rozstrzyganych spraw.

Intrum to kolejny międzynarodowy gracz, który zdecydował się na skorzystanie z usług Ultima Ratio. Globalna marka z ponad 120-letnią historią specjalizuje się w zarządzaniu wierzytelnościami i windykacją, obsługując w tym zakresie ponad 80 tysięcy klientów w 24 krajach Europy. Od teraz Intrum będzie proponować dłużnikom, których wierzytelnościami będzie zarządzać, zawarcie zapisu na sąd polubowny w zawieranych ugodach. Co ważne, w przypadku tzw. wierzytelności konsumenckich, mając na uwadze dążenie do minimalizowania kosztów ich windykacji, w ostatecznym rozrachunku obciążających właśnie konsumentów, Ultima Ratio, zgodnie z ustaleniami, rozpozna jedynie spory, w których wierzyciel wniósł wcześniej pozew w EPU (Elektronicznym Postępowaniu Upominawczym) i postępowanie to zostało umorzone, np. z powodu wniesienia przez dłużnika sprzeciwu.

– Ultima Ratio to dla nas zabezpieczenie tego, że kwoty wynikające z ugód z osobami zadłużonymi zostaną uregulowane. To szczególnie ważne, biorąc pod uwagę obecną sytuację, która ma wpływ na płynność finansową wielu firm i osób prywatnych. Przedłużająca się pandemia COVID-19 i związana z nią recesja sprawia, że osoby zadłużone wolą trzymać gotówkę na rachunkach bankowych jako rezerwę bezpieczeństwa, nawet kosztem regulowania swoich zobowiązań. To zresztą potwierdzają wyniki naszego specjalnego badania ”European Consumer Payment Report 2020. Special Edition Covid-19”: aż 75% osób deklaruje, że od czasu wybuchu pandemii skupia się tylko na kupowaniu najpotrzebniejszych rzeczy – mówi Piotr Gajda, Członek Zarządu Intrum. – Ponadto, e-arbitraż pozwala nam bez większych trudności normalnie pracować w tych trudnych czasach, jakie mamy obecnie. W trosce o zdrowie i bezpieczeństwo, większość naszej załogi została skierowana do pracy zdalnej, dlatego doceniamy i wdrażamy wszystkie inicjatywy, które pozwalają na ograniczenie służbowej mobilności naszych pracowników – dodaje Piotr Gajda.

Według raportu ”European Payment Report 2020” przygotowanego przez Intrum, niemal połowa polskich firm uważa, że z powodu recesji będącej następstwem pandemii COVID-19, w ciągu dwunastu miesięcy ryzyko występowania opóźnionych płatności lub braku płatności ze strony dłużników ich firm wzrośnie. Już teraz różnica między oferowanymi terminami płatności, a czasem, w którym płatności są faktycznie dokonywane, jest w naszym kraju zauważalna. Z największą mamy do czynienia w przypadku firm z sektora publicznego, na drugim miejscu jest sektor B2B. Najbardziej rzetelnymi płatnikami są konsumenci, jednak i oni coraz częściej borykają się z problemami finansowymi. Jak wynika z danych BIG InfoMonitor, w czasie drugiego i trzeciego kwartału tego roku zaległości konsumentów z tytułu nieopłaconych rachunków i rat kredytowych, podniosły się o niemal 3,5 mld zł do 83,2 mld zł. Wzrost ten był o prawie 800 mln zł wyższy niż w analogicznym okresie minionego roku. Liczba niesolidnych dłużników spadła o 12 tys. osób, do blisko 2 mln 822 tys., co oznacza, że wzrasta liczba niezapłaconych faktur na osobę, a co za tym idzie, coraz więcej płatności ma coraz dłuższy okres przeterminowania.

– Istnieje bardzo wyraźna zależność pomiędzy okresem przeterminowania należności a szansą na jej odzyskanie. Jak wynika z raportów firm windykacyjnych, o ile po trzech miesiącach wierzyciel ma jeszcze 80% szans na odzyskanie należności, o tyle po roku szansa taka spada do 20%. Sprawnie przeprowadzone postępowanie sądowe ma tu więc charakter kluczowy – mówi Robert Szczepanek, współtwórca Ultima Ratio. – Dzięki Ultima Ratio, sprawy nawet najbardziej sporne kończą się po około 3 tygodniach, co oznacza, że już po 2,5 miesiąca od złożenia pozwu, do drzwi osoby zadłużonej może zapukać komornik. W rezultacie takie osoby mają o wiele silniejszy bodziec do terminowego regulowania należności. Otrzymują w zamian sporo korzyści, jak choćby taką, że w sądzie online nie muszą obawiać się stresu i nerwów związanych z bezpośrednią konfrontacją z wierzycielem i jego prawnikiem, gdyż całość postępowania toczy się wirtualnie, na specjalnie zaprojektowanej platformie. Dzięki współpracy z Intrum, liczymy na znaczący wzrost liczby rozstrzyganych spraw – dodaje Robert Szczepanek.

Ultima Ratio, Pierwszy Elektroniczny Sąd Polubowny przy Stowarzyszeniu Notariuszy RP, rozpatruje sprawy wyłącznie przez Internet. Wszystkie czynności od złożenia pozwu, przez przedstawienie materiału dowodowego, po wydanie wyroku wykonywane są za pośrednictwem specjalnej platformy cyfrowej, której zabezpieczenia są porównywalne do tych, stosowanych w systemach bankowości elektronicznej. Dzięki e-arbitrażowi rozwiązywanie sporów można przenieść do świata wirtualnego, co jest szczególnie istotne obecnie, w dobie pandemii, gdy priorytetem jest ograniczanie interakcji z innymi. Arbitraż to sąd prywatny, który zgodnie z prawem i wolą stron zastępuje sąd państwowy. Dodatkowo, jest tańszy niż tradycyjne formy rozwiązywania sporów, a dodatkowo mniej sformalizowany, więc znacznie szybszy. Średni czas trwania postępowania arbitrażowego w Ultima Ratio aktualnie wynosi zaledwie 17 dni. Koszty postępowania są zaś, według wyliczeń e-sądu – nawet o 70% niższe, niż koszty postępowania prowadzonego przed sądem powszechnym.

Umowy najmu: Rekordowy październik na rynku biurowym

Ostatni kwartał roku zaczął się od rekordowej liczby wynajętych modułów biurowych w Polsce – podliczają analitycy REDD, niezależnej firmy dostarczające dane o rynku biurowym w Polsce. W sumie w październiku i do połowy listopada (17.11.2020) odnotowano 971 transakcji.

– Tylko w październiku zarejestrowaliśmy 663 transakcje biurowe — jest to najwyższy wynik zanotowany w 2020, prawie dwukrotnie wyższy niż w poprzednim miesiącu – mówi Piotr Smagała, dyrektor zarządzający REDD.REDD1

W październiku wynajęto biura o łącznej powierzchni 130,559 m2. – Warto zwrócić uwagę, że wynik ten jest mniejszy niż marcowy rekord, kiedy w 360 transakcjach wynajęto ponad 154,000 m2 – podkreśla Judyta Bartnicka, analityczka REDD.

Średnia powierzchnia wynajętego modułu biurowego w październiku wyniosła 197 m2.REDD2– Ostatni kwartał na rynku nieruchomości zawsze był tym zamykającym rok, a co za tym idzie, finalizowanych było najwięcej transakcji. Nasze dane pokazują, że w tym roku jest podobnie. Zauważalny jest jednak fakt mniejszej liczny wynajętej powierzchni, co może świadczyć o ostrożnym podejściu firm w realizacji zapotrzebowania na nowe biura. Nie zapominajmy, że rynek biurowy mierzy się z drugą falą pandemii oraz z przywracanymi ograniczeniami, co sprawia, że praca zdalna stała się dla wielu firm rzeczą naturalną. Ostatnie miesiące tego roku będą niezwykle ciekawym okresem, pokazującym rzeczywisty obraz rynku – podsumowuje Piotr Smagała, dyrektor zarządzający, REDD.

28% warszawianek dotknęła obniżka wynagrodzeń. Raport „Mama-Warszawianka”

Jak pokazuje najnowszy raport „Mama – Warszawianka”, przygotowany na zlecenie miasta przez Fundację Sukcesu Pisanego Szminką, 24 proc. kobiet straciło pracę w ostatnich kilku miesiącach, a kolejnych 28 proc. zarabia mniej niż wcześniej.  Przedstawiamy wyniki badań* z życia warszawianek w czasie pandemii.

Raport „Mama – Warszawianka” dotyczy trzech aspektów życia kobiet: pracy, kariery i rozwoju oraz życia rodzinnego.

Pandemia spowodowała, że sytuacja kobiet na rynku pracy jest niepewna, co potwierdzają również wyniki badań przeprowadzonych wśród warszawianek – mówi Katarzyna Wilkołaska-Żuromska, Pełnomocniczka Prezydenta m.st. Warszawy do spraw kobiet, inicjatorka projektu „Mama – Warszawianka”.  – Kobiety oczekują działań zarówno ze strony pracodawców, takich jak elastyczny czas pracy, możliwość pracy zdalnej czy szkolenia online, ale też od władz lokalnych. To, czego potrzebują najbardziej w rozwoju i karierze zawodowej, to obecnie szkolenia i programy rozwojowe oraz wsparcie mentora. Kobiety są też za mało pewne siebie, biorą na siebie zbyt dużo obowiązków – dodaje Katarzyna Wilkołaska-Żuromska.

Rynek pracy w Warszawie a koronawirus

Epidemia COVID-19 uderzyła w rynek pracy dla kobiet w Warszawie. Wprowadzane, w związku z sytuację epidemiczną, ograniczenia działalności doprowadziły do zapaści w turystyce, gastronomii, branży eventowej, kosmetycznej, fryzjerskiej. Część z nich to sektory mocno sfeminizowane, a wiele kobiet jest obecnie w trudnej sytuacji, ponieważ formą zatrudnienia w tych branżach jest zarówno umowa o pracę, ale również umowa zlecenie, o dzieło, kontrakt czy projekt.Mama-Warszawianka_-_utrata-pracy Mama-Warszawianka_trudnosci Mama-Warszawianka_-zarobki

Jak wynika z raportu „Mama – Warszawianka” przygotowanego przez Fundację Sukcesu Pisanego Szminką, aż 24 proc. ankietowanych straciło zajęcie zarobkowe od początku pandemii.  Ponad połowa z badanych nie obawia się utraty pracy, ale kobiety martwią się za to o innych członków rodziny – 48 proc. respondentek obawia się utraty pracy przez swoich bliskich, bo już 4 proc. z nich to spotkało.

Wśród 28 proc. ankietowanych, których wynagrodzenia zostały obniżone z powodu pandemii, u 12,6 proc. zarobki spadły od 20 do 50 proc..

Według raportu, warszawianki pracują obecnie więcej niż przed wybuchem epidemii – twierdzi tak blisko 1/3 ankietowanych (30 proc. wskazań). W przypadku 25 proc. z nich, czas pracy wydłużył się o minimum pół godziny w ciągu dnia, a u połowy nawet o dwie godziny więcej.

Praca a obowiązki domowe i życie rodzinne

Wśród ankietowanych kobiet, połowa ma dzieci w żłobku/przedszkolu/szkole lub innej placówce opiekuńczej, a ponad 15 proc. samodzielnie się nimi zajmuje.

Katarzyna Wilkołaska-Żuromska: – Od wielu miesięcy warszawianki muszą pracować zdalnie jednocześnie opiekując się dziećmi w domach. W październiku odpowiedziało tak, aż 60 proc. ankietowanych. Ten problem nie dotyczy 20 proc. respondentek, ale należy podkreślić, że badanie zostało przeprowadzone przed drugim w tym roku lockdownem tj. między 14 a 25 października. Dla przypomnienia, od 26 października zdalną edukację wprowadzono w szkołach podstawowych dla uczniów klas 4-8, a od 9 listopada dla klas 1-3.

Chociaż 67 proc. ankietowanych wskazuje, że w pandemii mają wsparcie partnera w obowiązkach domowych, to ponad 50 proc. z pytanych kobiet uważa, że ma obecnie więcej obowiązków domowych.

Kariera i rozwój osobisty

Warszawianki, które są matkami, wskazały, że przez macierzyństwo mają utrudniony rozwój zawodowy – odpowiedziało tak aż blisko 54 proc. respondentek. Tylko 16,2 proc. z ankietowanych nie zgadza się z tym stwierdzeniem.

Choć w czasie pandemii większość z nich (67,7 proc.) nie czuje się dyskryminowana ze względu na płeć w miejscu pracy, to jednak odsetek pań, które tego doświadczają, wynosi 17,3 proc.

W rozwój zawodowy wierzy 59 proc. ankietowanych, natomiast 72 proc. warszawianek wskazuje, że przez pandemię ma mniejsze możliwości zawodowe.

Co robią więc Warszawianki, aby rozwijać swoje kompetencje i poprawić swoją sytuację na rynku pracy w czasie pandemii?

Z raportu „Mama-Warszawianka” wynika, że do najważniejszych kwestii, na których zależy kobietom, należą: szkolenia i programy rozwojowe (30 proc.), wsparcie mentora lub coacha (20,8 proc.), wsparcie finansowe (19,9 proc.) oraz bezpłatna opieka dla dzieci (16,2 proc.).

„Mama- Warszawianka” – wygrajmy z COVIDEM

– Aby wesprzeć kobiety w czasie epidemii, we wrześniu uruchomiliśmy program aktywizacji zawodowej „Mama- Warszawianka” na rynku pracy. Wygrajmy z COVIDEM. Jest on realizowany przez Sieć Przedsiębiorczych Kobiet przy wsparciu Fundacji Sukcesu Pisanego Szminką. Warsztaty i szkolenia w ramach programu mają na celu uchronić matki aktywne zawodowo przed negatywnymi skutkami pandemii na rynku pracy i jednocześnie wzmocnić poczucie własnej wartości – mówi Katarzyna Wilkołaska-Żuromska.

W ramach programu kobiety uczą się umiejętności i kompetencji jak np. tworzenie marki osobistej, wyznaczanie celów zawodowych, podstawy prawa pracy, rozwój kariery zawodowej. W części związanej z własnym biznesem mogą wziąć udział w warsztatach dotyczących m.in. aspektów prawnych i księgowych prowadzenia własnej działalności gospodarczej, podstaw marketingu, modeli biznesowych czy sposobów na poszukiwania funduszy. Uczestniczki mają także szansę skorzystać z indywidualnych konsultacji z ekspertami i doradcami.

* Ankieta została przeprowadzona metodą CAWI w dniach 14-25 października 2020 na próbie 524 kobiet. Mieszkających w Warszawie, posiadających dzieci (73,0%), aktywnych zawodowo. Posiadających głównie wykształcenie wyższe (89,5%) W wieku 19-45 lat (75,9%) i będących w związkach (72,5%), głównie niemieszkających z rodzicami (90,6%).

Wizerunek i dress code w czasie pracy zdalnej. Profesjonalny, czyli jaki?

Praca z zdalna nie oznacza rezygnacji ze służbowych spotkań. Kiedyś jeździliśmy do sal konferencyjnych, szkoleniowych czy wykładowych – dziś wszystkie te sale próbujemy zmieścić pod jednym dachem.  Naszym dachem. Co więcej, pod tym samym dachem swoje biuro aranżują nasi współlokatorzy. I tak przez połączenia wideo pokazujemy swój dom kontrahentom, studentom, czy widzom. Niektórzy ukrywają bałagan, inni chwalą się nim w sieci. Jedni zakładają szpilki na zebranie online, inni zostają w kapciach (przecież kamera komputera tego nie uchwyci). Czy Skype, Zoom i Google Hangout zmieniają znaczenie słowa profesjonalny? – wyjaśnia dr Milena Drzewiecka, psycholog z Uniwersytetu SWPS.

Koronawirus zamyka nas w czterech ścianach i otwiera na domy innych: w dobie telekonferencji, wywiadów i wykładów wprost z home office widzimy i pokazujemy to, co wcześniej widziało tylko niewielu. Strefa publiczna wkracza w prywatną. Odsłaniamy nasze pokoje,  a wraz z nimi  – siebie.  Jak pokazują badania psychologa Michała Kosińskiego, ślady cyfrowe zdradzają naszą osobowość. Ale zanim Kosiński zaczął badać digital footprints, inny psycholog Samuel Gosling pokazał, co o naszej otwartości na doświadczenie, ekstrawersji czy sumienności mówi aranżacja przestrzeni wokół nas. Tyle tylko, że w dobie home office wyrazy tożsamości (nad którymi mamy kontrolę, np. dyplomy, zdjęcia w biurze) mieszają się ze śladami zachowań, które są niekontrolowane, a przynajmniej zdecydowanie rzadziej kontrolowane.

Dres czy garnitur?

Na Twitterze swego czasu popularny był wpis rzecznika ambasady Izraela w Wielkiej Brytanii: Ohad Zemet na dwóch zdjęciach pokazał to, co podczas wywiadu z nim było widać na ekranie tv i cały pokój (pełen zabawek i porozrzucanych rzeczy. Gdyby nie zdjęcie numer 2 nikt nie wiedziałby, jak wygląda jego mieszkanie. Podobnie jak gdyby nie wpis stratega marketingu Wojciecha Walczaka na LinkedIn – nikt nie wiedziałby, jakie ma spodnie podczas zajęć online prowadzonych na kierunku Professional Image na Uniwersytecie SWPS. Studenci na ekranach swoich komputerów widzieli po prostu mężczyznę w czarnym T-shircie. Kiedyś wielu starało się ukryć rzeczy nieidealne, dziś wręcz przeciwnie. Ohad Zemet nazywa swój wpis True Story i zyskuje tysiące like’ów. Uśmiechem reagują też studenci Wojciecha Walczaka. Dlaczego? Dlatego, że wielu widzi w ich historii swój los.

Super, tzn. drogo czy podobnie?

Dziennikarz Michał Zaczyński pisząc o wpływie epidemii na modę, na swoim blogu stwierdził tak: Przewiduję też zmierzch logomanii i umiarkowane – bo z tego ludzkość nie zrezygnuje nigdy – epatowanie markowymi akcesoriami i charakterystycznymi modelami drogich ubrań i dodatków. Pobłyskiwanie zamożnością, bo przecież o to chodzi w T-shircie Gucciego za 1500 złotych, będzie kiepsko postrzegane. Zbyt drogie rzeczy od lat były źle postrzegane w życiu publicznym. Według modelu supermana/przeciętniaka, wyborca porównuje kandydata ze standardami i może oczekiwać, że będzie on jak superman lub everyman (przeciętniak, człowiek z sąsiedztwa). I choć zdarzali się politycy, którzy musieli pokazać, że są bardziej super (eleganccy, inteligentni, obyci itp.) niż w rzeczywistości są, to od lat w kampaniach wyborczych dominuje model everyman’a. Przykładami choćby Bush senior, który w zamienił Martini na piwo, czy Barack Obama i Donald Tusk, którzy zatrzymywali się na stacjach paliw, by zjeść hamburgera/hot doga. Zgodnie z jedną z podstawowych reguł wpływu opisanych przez psychologa Roberta Cialdiniego, lubimy ludzi do nas podobnych.

Jak w soczewce

Wizerunek to nie tylko wygląd, ale nasza ocena innych najczęściej zaczyna się od oceny ich atrakcyjności. Efekt aureoli podpowiada, że jedna pozytywna cecha promieniuje na pozostałe i tą cechą często jest właśnie ładny wygląd. Sęk w tym, że atrakcyjność nie musi oznaczać ponadprzeciętnej atrakcyjności. Ta ponadprzeciętność wzbudzi zainteresowanie, ale niekoniecznie sympatię. Warto pamiętać, że to co widzimy na biznesowym  spotkaniu face to face (ubiór, gadżety itd.) czy podczas łączenia on-line (znów ubiór, ale także tło itp.) jest rodzajem soczewki, przez którą patrzymy na rozmówcę i która podpowiada określone oceny. I dbając o nas oraz o nasze otoczenie możemy dostarczyć tak pożądanych, jak i niepożądanych wskazówek.

Pierwsze wrażenie i zdradliwy drugi plan

Są miejsca i sytuacje, gdzie przysłowiowy dres nie zawita nawet w dobie epidemii czy kryzysu po niej. Określone branże wymuszają określony dress code.  Znaczenie słowa profesjonalny w dużej mierze zależy więc od kontekstu. Ale gdy prezes firmy zamiast z gabinetu łączy się z zarządem ze swojego salonu i trzyma na rękach niemowlaka, nie będziemy oczekiwać, że będzie w garniturze i pod krawatem. Wygrywa adekwatność, spójność i autentyczność. Na koniec dwa zdania ku przestrodze: i wygląd, i tło  warto mieć pod szczególną kontrolą, gdy poznajemy kogoś po raz pierwszy (!), bierzemy udział w rekrutacji, czy zdajemy egzamin on-line. W jednej z międzynarodowych instytucji do dziś rekrutujące wspominają rozmowę wideo z aplikującą o staż: wyglądała i mówiła super, ale uwagę od jej słów odwracały suszące się na kaloryferze … stringi.

To zapewne nie jest ślad, który chciała po sobie zostawić w pamięci innych.

dr Milena Drzewiecka, psycholog, Uniwersytet SWPS

Praca zdalna w praktyce. Porady ekspertów HR

Praca zdalna zostanie z nami na dłużej, a w najbliższych latach powstawać będą nowe modele pracy. Jak pokazują badania Pracuj.pl, 9 na 10 respondentów chce korzystać z tej formy zatrudnienia także w przyszłości. Czy jednak naprawdę wiemy, jak efektywnie wykonywać obowiązki z domu? Po ośmiu miesiącach pandemii wiele osób wciąż mierzy się z trudnościami przy pracy zdalnej. Tymczasem, jak zauważają eksperci HR, jej jakość i efektywność mogą poprawić nawet proste, łatwe do wdrożenia narzędzia i zasady.

Polacy polubili pracę w domu. Już we wrześniu br. zdecydowana większość z nich deklarowała, że chcą korzystać z tej formy zatrudnienia nawet, gdy ograniczenia wywołane COVID-19 ustąpią. Nie inaczej jest za granicą – według międzynarodowych badań Boston Consulting Group 60% pracowników chce móc w przyszłości elastycznie wybierać miejsce, z którego pracują. Chęć działania w tym modelu deklaruje też 40% pracodawców. Zazwyczaj wciąż dotyczy to modeli hybrydowych – częściowej pracy z biura, a częściowej z domu. W połowie listopada 2020 rekrutacje na w pełni zdalne stanowiska stanowiły 7% wszystkich ogłoszeń na Pracuj.pl. Było to jednak i tak o trzy razy więcej, niż rok wcześniej.

praca zdalna
Źródło: Raport Pracuj.pl „Pół roku nowej normalności”, październik 2020

Wszystkie te procesy będą prowadzić do rosnącej roli pracy zdalnej w najbliższych latach. Jednak mimo, że miliony Polaków od marca br. pracują przynajmniej częściowo zdalnie, wielu z nich wciąż adresuje duże trudności z organizacją obowiązków w tym modelu.

Biuro na kanapie to zły pomysł

Jednym z kluczowych wyzwań związanych z pracą zdalną jest brak odpowiednich warunków do wykonywania obowiązków. Według badań firmy VOX „biurami” w domach najczęściej stają się salon, sypialnia, a dopiero w trzeciej kolejności – pomieszczenie przeznaczone na gabinet. Nieco więcej, niż 1 na 3 respondentów przyznawało, że dysponowało na początku pandemii stałą, dostosowaną przestrzenią do wykonywania pracy z domu. Niewiele mniej – że zaaranżowali takie miejsce dopiero po starcie pierwszego lockdownu. W efekcie meblem przy którym pracujemy w domu najczęściej jest stół, wygrywający z… biurkiem.

Jak zauważa Agata Dzierlińska, HR Business Partner w Grupie Pracuj, organizacja przestrzeni wykonywania obowiązków z domu bywa niezwykle ważna w kontekście energii pracownika i poziomu zmęczenia pracą. Jesteśmy w wyjątkowo trudnym momencie: nasze salony, sypialnie, czasami nawet kuchnie stały się z dnia na dzień nie tylko miejscami spotkań z domownikami, ale i miejscem pracy. Brak wyraźnych granic między pracą a życiem „po-pracy” może szybko doprowadzić do poczucia zmęczenia, a nawet wypalenia zawodowego. Eksperci zalecają m.in. odpowiedni ubiór do pracy (nawet jeśli nadal jest ona w salonie), uporządkowanie przestrzeni, a także chowanie komputera po tym, jak skończymy wszystkie zadania. Dzięki tym małym rytuałom możemy poczuć się lepiej w trudnej rzeczywistości.

Warto aby przestrzeń do pracy w domu pozwalała stawiać granice między życiem zawodowym i prywatnym. Przede wszystkim musimy zadbać o miejsce, na którym rozłożymy komputer i dokumenty. Dobrze, aby było to miejsce zaciszne, oddalone od centrum domowego życia, gdzie będzie można się skupić lub porozmawiać. Pamiętajmy też o zapewnieniu sobie światła, wygodnego fotela czy monitora ustawionego na odpowiedniej wysokości. Im lepiej zorganizujemy sobie przestrzeń, tym lepiej będziemy pracować. Nawet kilka takich prostych kroków poprawia efekty osiągane w domowej pracy. Dlatego warto rozmawiać ze swoim pracodawcą. Wielu jest otwartych np. na wypożyczanie foteli czy podstawek pod laptopa z biur – mówi Agata Dzierlińska.

Organizując przestrzeń pracy warto przyjrzeć się możliwościom, jakie gwarantuje nam w tym zakresie obecny pracodawca. W obliczu pandemii wiele firm zdecydowało się na umożliwienie pracownikom zabrania do domu sprzętu, a nawet mebli biurowych. Spotyka się to z pozytywnym odzewem – 77% respondentów Pracuj.pl uważa, że dostarczanie narzędzi wykonywania pracy zdalnej jest ważnym atutem pracodawcy. O krok dalej poszedł np. Shell Polska, którego aż 97% kadry od marca wykonuje obowiązki poza biurem. Pracownicy firmy mogą aplikować u menedżerów o środki finansowe na dodatkowe zasoby sprzętowe, np. nowe dodatkowe meble czy sprzęt umożliwiający lepszą i bardziej bezpieczną pracę z domu.

dofinansowanie pracy zdalnej
Źródło: Raport Pracuj.pl „Pół roku nowej normalności”, październik 2020

Narzędzia w służbie… zdrowego podziału czasu

Problemy dotyczące przestrzeni pracy to oczywiście nie jedyna kwestia związana z zacieraniem się granic świata prywatnego i służbowego. Równie istotny jest dobór odpowiednich narzędzi pracy, ułatwiających pilnowanie harmonogramu działań, podziału obowiązków czy godzin poświęcanych na zadania służbowe. Grupą osób, które szczególnie często pracują z domu w niestandardowych godzinach są oczywiście rodzice niepełnoletnich dzieci. Problem ten dotyczy jednak ogółu pracowników.

Według ekspertów brak granic między czasem pracy i odpoczynku może prowadzić do wypalenia zawodowego. W radzeniu sobie z tymi wyzwaniami szczególną rolę odgrywają odpowiednie narzędzia, wspierające zarządzanie czasem i planowanie działań.

Na rynku dostępnych jest wiele bezpłatnych, prostych do opanowania narzędzi wspierających organizację pracy indywidualnie i w zespołach, np. Google Docs, KanbanFlow, Toggl, Slack, Asana, Todoist czy Google Meet. Oczywiście pracodawcy mogą decydować się także na bardziej rozbudowane, płatne systemy, tworzone z myślą o specyficznych potrzebach firmy. Zasada pozostaje jednak ta sama. Korzystając z cyfrowych narzędzi organizacji pracy możemy ją lepiej rozplanować, niezależnie czy działamy samodzielnie czy w zespole. Organizując w ten sposób działania trudniej o utratę uwagi czy wpadki, prowadzące później do np. nadrabiania zadań wieczorem – komentuje Agata Grzejda, ekspertka ds. komunikacji wewnętrznej w Grupie Pracuj.

Rolę tego typu rozwiązań podkreślają badania Boston Consulting Group. Zgodnie z nimi pracownicy, którzy są zadowoleni z wykorzystywanych cyfrowych narzędzi pracy zdalnej, dwukrotnie częściej od pozostałych utrzymują bądź nawet poprawiają efektywność podczas wykonywania zadań związanych ze współpracą w zespole.

Nie zgubić dobrych relacji

Kontakty towarzyskie są ważnym elementem pracy dla większości zatrudnionych. Spotkania w firmowej kuchni, to nie tylko plotki, ale też czas na wymianę informacji, pomysłów, wzajemne inspirowanie się. Pandemia podkreśliła, jak bardzo istotne są tego typu spotkania, wcześniej uznawane za oczywistość. 50% respondentów Pracuj.pl pracujących zdalnie deklaruje, że w wyniku przejścia na ten model bardziej docenili bezpośrednie spotkania ze współpracownikami w biurze.

To wyzwanie doskonale rozumieją pracodawcy, którym zależy na utrzymaniu relacji między pracownikami. Działy zajmujące się komunikacją wewnętrzną, HR, menadżerowie szukają różnorodnych rozwiązań tej sytuacji. Najczęściej spotykane są oczywiście regularne spotkania online, statusy i zebrania – dla wielu firm znane jeszcze sprzed pandemii. Nie brak jednak bardziej kreatywnych rozwiązań, np. konkursów i challenge’ów prowadzonych przez firmowe sieci społecznościowe, wysyłek upominków do mieszkań pracowników, a także akcji CSR związanych z koronawirusem, aktywizujących zespół.

Jak zauważa Dominika Nawrocka, Brand Communication & CSR Manager w Capgemini Polska, udział w tego typu inicjatywach to ważna okazja dla pracownika. W czasach, gdy trudno nie tylko o wyjazdy czy imprezy integracyjne, ale także standardowe biurowe spotkania, każda okazja do budowy relacji w zespole może dobrze wpływać na nasz dobrostan psychiczny i jakość pracy.

Wirtualne konwersacje nie zastąpią bezpośrednich spotkań, ale pomagają podtrzymywać więzi. Aby zachować ducha zespołu, proponujemy szereg wspólnych inicjatyw w trybie online. Organizujemy m.in. wirtualne szkolenia i debaty, proponujemy liczne webinary lub podcasty o ciekawej tematyce, do których zapraszamy zewnętrznych ekspertów. Ciekawą inicjatywą jest wewnętrzny blog podróżniczy, gdzie nasi pracownicy opowiadają o swoich dotychczasowych eskapadach. Utworzyliśmy również grupy tematyczne na wewnętrznej platformie, gdzie można wymieniać się swoimi doświadczeniami, np. polecać sobie wzajemnie książki, filmy lub przepisy kulinarne. Takie działania pomogą nie tylko zapewnić ciekawą organizację czasu w domowym zaciszu, ale też zacieśnić relację pomiędzy pracownikami firmy – opowiada Dominika Nawrocka.

Zdalny savoir vivre

Od kiedy rozpowszechniło się przeprowadzanie zarówno spotkań biznesowych, jak i rozmów kwalifikacyjnych z domów, często dochodzi do różnych wpadek. Dzieci biegające w tle za plecami rozmówcy, niekompletny lub nieadekwatny ubiór, wiertarka udarowa borująca ściany w mieszkaniu obok, nie wyłączenie własnego mikrofonu w trakcie wypowiedzi innej osoby – to wszystko codzienność pracowników.

Nowe doświadczenia, z którymi mamy do czynienia generują pytania i wątpliwości. Jak ubrać się, jeśli mamy spotkanie w formie wideokonferencji? Czy strój powinien być tak samo dobrany, jak w przypadku spotkania twarzą w twarz, czy też można zrezygnować z krawatu, skoro i tak rozmawiamy z kuchni? Jakie wybrać tło do rozmowy? Agata Grzejda z Grupy Pracuj zauważa, że w trakcie spotkań biznesowych warto kierować się podobnymi zasadami, jak te obowiązujące przy bezpośrednich spotkaniach.

Punktualność, odpowiedni ubiór, dobre oświetlenie i dbałość o jakość dźwięku w trakcie telekonferencji to podstawowe zasady, o których powinniśmy pamiętać. Przez większość czasu pracy zdalnej pozostajemy poza okiem współpracowników. Dlatego telekonferencje, statusy i spotkania mają jeszcze większy wpływ na nasz wizerunek w firmie, a także na ocenę naszej pracy. Nie inaczej jest w wypadku zdalnych rozmów kwalifikacyjnych, kiedy nasze otoczenie, artykulacja głosu czy jakość łącza internetowego mogą wpływać na ocenę rekrutera. Dlatego niezależnie, czy kontaktujemy się ze współpracownikami czy potencjalnym pracodawcą, powinniśmy pamiętać o zawodowym savoir vivre – podkreśla Agata Grzejda.

Eksperci zwracają uwagę, że nawet najbardziej oczywiste z pozoru szczegóły mogą wpłynąć na percepcję naszej osoby przy wideokonferencjach. W trakcie ważnych rozmów lepiej zrezygnować ze sportowych bluz i dresu na rzecz schludnej garderoby. Zadbać także należy o takie tło, by nie rozpraszało uwagi osób, z którymi rozmawiamy – najlepsza będzie ściana z obrazkiem, tapetą, regał z książkami. Koniecznie należy zadbać o oświetlenie, tak aby rozmówcy dobrze nas widzieli i aby nie oślepiało ich światło np. z okna. Ważne jest, by miejsce z którego rozmawiamy było ciche, bez muzyki w tle, gotującego się czajnika czy uruchomionego telewizora. Zadbać należy też o naładowanie laptopa oraz o przygotowanie jeszcze przed rozmową, ważnych dokumentów, notatnika i długopisu.

W stronę nowych możliwości

67% respondentów Pracuj.pl uważa, że podczas pracy zdalnej są równie efektywni, co w biurze. Niewiele mniej, bo 65% ocenia, że dobrze radzą sobie z oddzieleniem czasu prywatnego i służbowego podczas tzw. home office. To pozytywne sygnały, pokazujące rosnącą adaptację Polaków do nowych form pracy. Jednak, jak zauważają eksperci, efektywność pracy zdalnej będzie w najbliższych latach coraz ważniejszym tematem, wraz z umocnieniem się tej formy wykonywania obowiązków jako stałego elementu życia zawodowego. Znajomość wielu zasad, choć powszechnie deklarowana, wciąż jest wyzwaniem, w którym pracownikom powinni pomagać dobrzy pracodawcy.

Furgalski: transport publiczny cierpi na pandemii – potrzebna pomoc państwa

Jesienne, mocne uderzenie pandemii znów zmniejszyło liczbę podróżujących transportem zbiorowym. Wzrosły ograniczenia dotyczące liczby pasażerów w komunikacji miejskiej – a naturalne powody podróżowania, takie jak praca w biurze lub spotkania ze znajomymi, znikają z naszego życia. To duży cios dla przewoźników. Na wiosnę rząd przygotował fundusz w wysokości 900 milionów złotych, który pomógł spółkom przewozowym pokryć straty. Eksperci wskazują, że również teraz państwo powinno dorzucić się do budżetów przewozów publicznych. Szczególnie komunikacji miejskiej. Ona bowiem nie dostała państwowej pomocy podczas wiosennej fali koronawirusa – co już odbiło się na funkcjonowaniu i rozwoju publicznego transportu w wielu miejscowościach. Na niekorzyść transportu zbiorowego działa również przekonanie, że podróż autobusem jest w dobie koronawirusa szczególnie niebezpieczna. 

– Nie ma żadnych dowodów na to, by pojazdy transportu publicznego były ogniskami zakażeń. Oczywiście, jeżeli przestrzegamy przepisów – przede wszystkim używamy maseczki. Nigdzie na świecie nie stwierdzono, żeby transport publiczny był roznosicielem koronawirusa. Potwierdzają to badania z najrozmaitszych krajów – między innymi z Niemiec, które bardzo dokładnie badają wszystkie aspekty koronawirusa, dopiero potem wprowadzając potrzebne obostrzenia – powiedział serwisowi eNewsroom Adrian Furgalski, wiceprezes Zespołu Doradców Gospodarczych TOR. – Przypisanie transportowi zbiorowemu wysokiego niebezpieczeństwa szczególnie odbija się na działaniu komunikacji publicznej w miastach. Niestety, Polska nie pomogła temu sektorowi w żaden sposób – uznając, że jest to sfera odpowiedzialności samorządu. To nie jest dobre rozwiązanie. Bez pieniędzy z budżetu państwa będziemy obserwować cięcia inwestycji, podwyżki cen biletów oraz rozrzedzanie kursów tramwajów i autobusów w miastach. Mam nadzieję, że będzie druga tarcza COVID – przeznaczona właśnie dla transportu zbiorowego. I że samorządy miejskie także otrzymają pieniądze, tak jak otrzymała je kolej pasażerska. Bez tego to osiągnięcie, jakim był w ostatnich czasach wzrost liczby pasażerów, odejdzie do przeszłości. Wrócimy do większych korków – a to pociąga za sobą hałas, smog i zanieczyszczenia. A smog to w Polsce prawie 50 tysięcy zgonów rocznie – przypomina Furgalski.

Szybka adaptacja, pozytywna komunikacja i sprawny marketing kluczowe w czasie pandemii COVID-19

58 proc. konsumentów zna markę, która szybko dostosowała swoje działania do pandemicznej rzeczywistości. Dyrektorzy ds. marketingu są niezbędni do funkcjonowania organizacji podczas kryzysu.

W czasie pandemii COVID-19 działy marketingu powinny uważniej niż dotychczas przyglądać się zmieniającym się nawykom i potrzebom klientów. Jak zauważają eksperci firmy doradczej Deloitte, autorzy raportu „Global Marketing Trends 2021”, 58 proc. konsumentów zna markę, która dostosowała swoją ofertę tak, żeby lepiej zareagować na skutki pandemii. Zdaniem ekspertów Deloitte, to właśnie zwinność pozwoli organizacjom na lepsze funkcjonowanie w czasie kryzysu. Równie ważne jest prowadzenie biznesu ukierunkowane na człowieka, a także postrzeganie konsumentów nie poprzez wskaźniki demograficzne, ale wyznawane przez nich wartości. Tym bardziej, że jedna czwarta badanych odeszła od marki, która ich zdaniem skupiała się wyłącznie na swoich interesach.

 

 

Firma doradcza Deloitte przeprowadziła wiosną 2020 roku trzy badania, na których opiera się druga edycja raportu „Global Marketing Trends”. W „The Global Marketing Trends Consumer Pulse Survey” wzięło udział 2 447 konsumentów ze Stanów Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii, Meksyku, Chin, Południowej Afryki, Kataru, Zjednoczonych Emiratów Arabskich i Arabii Saudyjskiej.

W „The Global Marketing Trends Participation Survey” wzięło udział 7 506 konsumentów ze Stanów Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii, Brazylii i Chin. Ostatnie badanie to „The Global Marketing Trends C-suite Survey” i zawiera opinie 405 amerykańskich dyrektorów wykonawczych (CEO, CIO,CTO, CMO, CFO, CHRO) i ich reakcje na COVID-19.

Trendy na niepewny czas

W porównaniu do 2019 roku wszyscy badani dyrektorzy zarządzający odczuli spadek pewności. W ubiegłym roku pewnych przyszłości było 55 proc. CEO, obecnie już tylko 35 proc. Wśród CIO odsetek ten wynosi obecnie 17 proc. (41 proc. rok temu). Z pewnością w przyszłość patrzy 10 proc. CFO – w porównaniu do 17 proc. w 2019 roku. Wśród COO pewnych jest 2 proc., a wśród CMO 3 proc. W ubiegłym roku te wskaźniki wyniosły odpowiednio 8 i 5 proc.

Jesteśmy świadkami drugiej fali pandemii i kolejne kraje wracają do zacieśniania obostrzeń służących powstrzymaniu wirusa. Nic więc dziwnego, że kadra zarządzająca z niepokojem patrzy w przyszłość, bo najbliższe miesiące w większym lub mniejszym stopniu dotkną każdą branżę. Pandemia COVID-19 zmusza firmy do ciągłej zmiany podejścia biznesowego i relacji z klientami. W Deloitte przygotowaliśmy siedem marketingowych trendów, które pomogą firmom odnaleźć się w nowej rzeczywistości. Są to: cel, doświadczenie człowieka, połączenie, zaufanie, udział, talent i zwinność – mówi Jan Michalski, Partner, lider Deloitte Digital w Europie Środkowej.

Zdefiniuj, kim jesteś

Firmy, nie tylko w czasie kryzysu, powinny jasno sprecyzować, dlaczego istnieją i czym są. Zdaniem ekspertów Deloitte, organizacje, które planują swoje działania holistycznie i w swoich strategiach mają na uwadze rolę biznesu w społeczeństwie, można określić jako „napędzane celem”. Takie marki dokładnie znają powód, dla którego istnieją i wiedzą, co chcą osiągnąć. Dzięki temu są w stanie szybko reagować na zmieniające się otoczenie.

Aż 79 proc. badanych konsumentów zna marki, które pozytywnie zareagowały na COVID-19 i poprzez swoje działania pomogły klientom, pracownikom i większym społecznościom. Najwięcej badanych (44 proc.) wskazuje na zwiększone starania w obszarze bezpieczeństwa zdrowotnego swoich pracowników. Z drugiej strony aż 66 proc. respondentów potrafi nazwać organizację, która do pandemicznych wyzwań podeszła w sposób negatywny. To z kolei doprowadziło do odpływu klientów.

Szybka reakcja

Ponad połowa konsumentów umie wskazać markę, która szybko dostosowała swoją ofertę do nowej normalności. Aż 82 proc. z nich twierdzi, że dzięki temu firma stała się atrakcyjniejsza i zachęcała do nawiązania interakcji. Jednym ze sposobów na adaptację do nowej normalności było przeniesienie działań organizacji do Internetu. W związku z tym 66 proc. konsumentów wskazuje, że pandemia sprawiła, że bardziej doceniają dobrze zaprojektowane technologie, a 63 proc. deklaruje, że będzie używać technologii cyfrowych częściej nawet po zakończeniu pandemii.

Organizacje zdają sobie sprawę, że obecnie strategię biznesową trzeba dostosowywać do dynamicznie zmieniających się okoliczności. 43 proc. badanych przez nas dyrektorów wykonawczych przyznaje, że poprzez zastosowanie cyfrowych technologii chcieli szybciej zareagować na zmienne potrzeby klientów. Sprawna adaptacja nawet po pandemii będzie jednym z czynników kształtujących przewagę konkurencyjną – mówi Natalia Załęcka, Head of Marketing Trasnformation, Deloitte Digital w Europie Środkowej.

Jak wskazują eksperci Deloitte, aby być zwinną organizacją należy stworzyć ujednolicony sposób patrzenia na rynek i konsumenta. Po pierwsze, kluczem do sukcesu będzie pozyskiwanie danych o klientach – z systemów e-commerce i CRM (zarządzania relacjami z klientem), a także mediów społecznościowych. Po drugie, za pomocą platformy danych klientów (CDP) należy przewidywać ich przyszłe zachowania. W końcu – warto zwiększać swoją obecność w mediach społecznościowych i właśnie podjęcie takiego działania w czasie pandemii zadeklarowało 67 proc. dyrektorów wykonawczych.  Z kolei 57 proc. z nich znacząco dostosowało platformy cyfrowe, żeby sprostać potrzebom klientów, a 49 proc. zwiększyło liczbę wirtualnych wydarzeń, w tym warsztatów.

Organizacja dla ludzi

Oprócz osiągania coraz lepszych wyników finansowych, celem współczesnych marek powinna być zmiana ludzkiego życia na lepsze. Aby to osiągnąć marki powinny pogłębiać swoją wiedzę nie tylko o konsumentach, ale również pracownikach i interesariuszach.

Co więcej, organizacje powinny poznać swoich klientów, a następnie wspierać ich wartości we własnych działaniach. Jedna czwarta badanych przyznała, że odeszła od marek, które koncentrowały się wyłącznie na sobie.

Ponad połowa konsumentów oczekuje bardziej ludzkiego doświadczenia w wirtualnym świecie, a 71 proc. docenia technologiczne innowacje, które pogłębiają więzi z innymi w czasie pandemii COVID-19. Zdaniem ekspertów Deloitte, bardziej ludzka organizacja zaczyna się od empatycznego przywództwa.

Zaufanie podstawą biznesu

W raporcie przedstawiono również, jak marki zareagowały na pandemię COVID-19. 66 proc. konsumentów potrafiło wskazać firmę, która działała tylko we własnym interesie, np. podnosząc ceny produktów. Takie działania powodują spadek zaufania do marki i utratę wypracowanej przez lata reputacji.

Zaufanie to podstawa dobrego funkcjonowania każdego biznesu i składa się na nie kilka elementów. Dotyczy to nie tylko konsumentów, ale również pracowników. Z naszego badania wynika, że gdy marka spełnia swoje obietnice, klienci są 2,4 razy bardziej skłonni do ponownych zakupów. Kiedy takie działanie widzą pracownicy, są 2,4 razy skłonniejsi do przychodzenia do pracy punktualnie – mówi Katarzyna Gawlik, Head of Customer Experience, Deloitte Digital w Europie Środkowej.

Gdy marka poprzez swoje działania demonstruje człowieczeństwo, klienci ponad 1,5 razy częściej sięgną po jej produkty niż konkurencji, a pracownicy są 2,6 razy bardziej zmotywowani do wykonywania swoich obowiązków.

Klienci zabierają głos

Udział konsumentów w funkcjonowaniu danej marki to zarówno aktywne, jak i bierne formy interakcji, które wpływają na organizację. W ciągu ostatniego roku 32 proc. badanych wzięło udział w rozmowach online na temat marki – w mediach społecznościowych czy na specjalnie do tego przeznaczonych platformach, 28 proc. wystawiło organizacji recenzję w Internecie, a 21 proc. poradziło innym internautom na temat konkretnych produktów lub usług. Najbardziej skłonni do udziału w życiu marki są najmłodsi konsumenci w wieku 18-25 lat – 73 proc. z nich podjęło takie działania w ostatnim czasie.

Z raportu Deloitte wynika, że udział klientów w życiu marki to coś więcej niż element strategii B2C. Konsumenci powinni być nie tylko odbiorcami produktu czy usługi, ale również je tworzyć i uczestniczyć w każdym etapie ich powstawania. Stają się również ambasadorami i influencerami reprezentującymi markę.

Nieocenione zasoby ludzkie

Pandemia zmieniła sposób, w jaki pracujemy i wpłynęła na liczebność wielu zespołów. Z przyczyn finansowych, organizacje decydują się na redukcję etatów i zwolnienia. 77 proc. dyrektorów ds. marketingu wskazuje, że w czasie pandemii zautomatyzowało więcej pracy za pomocą sztucznej inteligencji, a 39 proc. zdecydowało się na redukcję etatów. Z kolei 36 proc. CMO skierowało wielu pracowników na pracę zdalną.

– W obliczu kryzysu, marketingowcy powinni skupić się na najbardziej wartościowym zasobie – talencie swoich pracowników i uczynić z niego strategiczną przewagę. Zdaniem 63 proc. dyrektorów wykonawczych, dyrektorzy ds. marketingu będą w najbliższych miesiącach kluczowymi osobami do zapewnienia efektywnego funkcjonowania całej organizacji. Więcej badanych (68 proc.) wskazało tylko na dyrektorów ds. technologii cyfrowych. Pokazuje to, jak ważne są obecnie zespoły marketingowe i ich działania – dodaje Natalia Załęcka.

Brak zaufania do państwa – to główny powód rezygnacji Polaków z Pracowniczych Planów Kapitałowych

Spośród 3 mln pracowników małych i średnich firm, którzy niedługo zostaną zapisani do PPK, w programie pozostanie mniej niż 40% – wynika z badania ING wśród pracowników dużych firm, którzy zostali objęci programem w pierwszej turze. Polacy rezygnują z uczestnictwa głównie z powodu braku zaufania do państwa. Z drugiej strony osoby, które zostały w PPK wykazują się przezornością i świadomie wybrały program bo obawiają się spadku dochodów na emeryturze.

Tylko 40% z pierwszej grupy pracowników największych polskich firm zapisanych do PPK pozostało w programie. Pozostali, mimo atrakcyjnych dopłat od pracodawcy i budżetu, zdecydowali się zrezygnować. Dla 43% z nich głównym powodem był brak zaufania do państwa i obawy o utratę środków. 40% tych, którzy zrezygnowali z PPK nie chce obniżać bieżących dochodów, a więc zainwestować w program 2% swojego wynagrodzenia (lub 0,5% w przypadku mniej zarabiających). Te osoby wolały otrzymywać pełną pensję na rękę dzisiaj zamiast większego bezpieczeństwa emerytalnego w przyszłości. Z tych samych powodów najprawdopodobniej partycypacja pracowników małych i średnich firm w PPK, którzy dołączyli w listopadzie wynosi jedynie ok. 30% – jak wynika z informacji Dziennika Gazety Prawnej.

Z drugiej strony, wśród osób, które zdecydowały się pozostać w PPK, aż 74% zadeklarowało, że martwi się, czy będzie mieć wystarczająco dużo pieniędzy na emeryturze. Wśród rezygnujących z programu świadomość spadku dochodów na emeryturze jest istotnie mniejsza, tę wiedzę deklaruje tylko 48% z nich. Obawa o zbyt niską emeryturę z ZUS jest także najczęściej wskazywana jako powód uczestnictwa w PPK (59% respondentów). 56% z nich deklaruje ponadto, że składka pracodawcy i dopłaty państwa są dla nich atrakcyjne. Zaledwie 4% stwierdziło, że chce zrezygnować, ale uniemożliwił im to brak czasu lub inna przeszkoda.

Teoretycznie wzrost skłonności Polaków do oszczędzania w związku z pandemią Covid-19 powinien sprzyjać większej popularności PPK. Na przeszkodzie stoi jednak niepewność dotycząca bieżących dochodów, która towarzyszy każdej recesji, a w takich warunkach skłonność do oszczędzania długoterminowego może spaść. Dodatkowo bariera dochodowa – druga przyczyna rezygnacji z PPK, będzie bardziej odczuwalna wśród pracowników małych i średnich firm dotkniętych recesją. Kluczowe znaczenie ma także brak zaufania Polaków do państwa i jego instytucji. Istotne, że poziom nieufności jest na tyle wysoki, iż przyszli emeryci nie chcą zagłosować swoimi pieniędzmi na PPK, nawet jeśli mieliby dodatkowo otrzymać składkę od pracodawcy i dopłaty państwa. Dlatego poziom partycypacji nowych uczestników PPK może być niższy niż 40% osiągnięte w pierwszej turze wprowadzania PPK w dużych przedsiębiorstwach. – komentuje Rafał Benecki, główny ekonomista ING Banku Śląskiego.

Poza brakiem zaufania do państwa, Polacy wykazują także nieufność wobec innych ludzi, co jest przejawem niskiego kapitału społecznego. Z naszego badania wynika, że osoby ufne w relacjach międzyludzkich są również przychylniej nastawione do programów oszczędzania długoterminowego. Aż 62% z nich ma PPK lub chciałoby mieć, jeśli z jakiegoś powodu nie zostały do niego zapisane automatycznie. Osoby nieufne wobec innych ludzi cechują się też dużo większą rezerwą wobec PPK – tylko 39% stosuje tę formę oszczędzania lub jest nią zainteresowanych. – dodaje Karol Pogorzelski, ekonomista ING Banku Śląskiego.

Badanie zostało przeprowadzone w ramach projektu Think Forward Initiative. Zrealizowane przez IPSOS w styczniu 2020 r. na reprezentatywnej próbie Polaków – pracowników firm zatrudniających powyżej 250 osób z różnych regionów Polski.

Rząd przyjął projekt nowelizacji ustawy o umowie koncesji na roboty budowlane

Dostosowanie przepisów ustawy o umowie koncesji na roboty budowlane lub usługi do nowego Prawa zamówień publicznych, a także doprecyzowanie regulacji nowego Prawa zamówień publicznych – przewiduje projekt nowelizacji ustawy o umowie koncesji na roboty budowlane lub usługi oraz niektórych innych ustaw. Dziś projekt przyjęła Rada Ministrów. Projektowane zmiany mają wejść w życie wraz z nowym Prawem zamówień publicznych – 1 stycznia 2021 roku.

Projekt nowelizacji uwzględnia postulaty części przedstawicieli rynku zamówień publicznych, zgłaszane w ostatnich miesiącach oraz uwagi powstałe w toku procesu legislacyjnego.

Ma również pozytywną opinię Komisji Wspólnej Rządu i Samorządu Terytorialnego. Był też szeroko konsultowany, w tym z organizacjami przedsiębiorców, pracodawców oraz związków zawodowych.

Nowela ustawy o umowie koncesji na roboty budowlane lub usługi ma być kolejną zmianą w prawie, związaną z uchwaleniem, we wrześniu 2019 r., nowego Prawa zamówień publicznych. Celem jest to, by nowelizacja przepisów ustawy o umowie koncesji jest potrzebna tworzyła spójny system z nowym PZP. Chodzi także o to, aby przepisy ustawy o umowie koncesji w jak największym stopniu odzwierciedlały regulacje unijnych dyrektyw dot. zamówień publicznych.

Dostosowanie przepisów ustawy o umowie koncesji na roboty budowlane lub usługi do regulacji nowej ustawy – Prawo zamówień publicznych dotyczy w szczególności:

  • wyłączeń spod obowiązku stosowania ustawy;
  • komunikacji pomiędzy zamawiającym a wykonawcami;
  • przesłanek wykluczenia wykonawców z postępowania o zawarcie umowy koncesji;

W projekcie zdefiniowano również katalog przepisów nowego Prawa zamówień publicznych, które nie będą miały zastosowania do umów o partnerstwie publiczno-prywatnym.

Projektowane zmiany w zakresie nowego Prawa zamówień publicznych są efektem analizy przepisów w okresie vacatio legis. Wyniknęła z niej potrzeba doprecyzowania brzmienia poszczególnych jej przepisów.

Zmiany w nowej ustawie – Prawo zamówień publicznych obejmują przede wszystkim:

  • doprecyzowanie przepisów nowej i bardziej elastycznej procedury dla zamówień o wartości poniżej progów unijnych, tj. tryb podstawowy;
  • uchylenie, na skutek uwzględniania na etapie Stałego Komitetu Rady Ministrów uwag rynku, przepisów dotyczących tzw. zamówień bagatelnych (zamówienia o wartości pomiędzy 50 000 zł a 130 000 zł); wejście w życie projektowanej zmiany spowoduje, że zamawiający nie będą mieli obowiązku zamieszczania w Biuletynie Zamówień Publicznych ogłoszenia o przedmiotowych zamówieniach;
  • zniesienie zakazu zawierania umów na okres dłuższy niż 4 lata;
  • doprecyzowanie oraz uzupełnienie regulacji w zakresie środków ochrony prawnej (np. kwestie związane z przeprowadzaniem dowodów w postępowaniu odwoławczym);
  • zobligowanie podmiotu kontrolowanego do przekazania organowi kontrolnemu informacji o przeprowadzonej wcześniej kontroli danego zamówienia przez inny organ kontrolny, oraz udostępnienia jej wyników;

Nowe PZP

Powyższe zmiany w zakresie Prawa zamówień publicznych mają na celu zwiększenie efektywności regulacji nowego PZP, które zawiera szereg korzystnych rozwiązań zarówno dla zamawiających, jak i wykonawców.

Z punktu widzenia zamawiających nowe Prawo zamówień publicznych to przede wszystkim uproszczenia w dotychczasowych procedurach (np. ograniczenie dokumentów żądanych w trybie z wolnej ręki), a także całkowicie nowa, bardziej elastyczna procedura dla zamówień o wartości poniżej progów unijnych, czyli tryb podstawowy. Zamawiający zostali również wyposażeni w instrumenty, które pozwolą im na lepsze przygotowanie i przeprowadzenie wszystkich etapów procesu zakupowego. Jako przykład należy wskazać analizę potrzeb i wymagań, wstępne konsultacje rynkowe, czy raport z realizacji zamówienia.

Regulacje nowego Prawa zamówień publicznych powinny również przyczynić się do wzrostu zainteresowania wykonawców rynkiem zamówień publicznych, w szczególności tych należących do sektora MŚP. Będzie to możliwe dzięki rozwiązaniom sprzyjającym usprawnieniu weryfikacji wykonawców (np. ograniczenie katalogu obligatoryjnych przesłanek wykluczenia z postępowania), a także zrównoważeniu pozycji prawnej i ekonomicznej stron umowy w sprawie zamówienia publicznego poprzez wprowadzenie katalogu zakazanych postanowień umownych, obowiązkowej waloryzacji wynagrodzenia, czy też obowiązkowych częściowych płatności lub zaliczek. Wprowadzono również mechanizmy zapewniające stosowną ochronę interesów podwykonawców.

Easy Auchan – nowy format sklepów na stacjach bp

Auchan Retail Polska oraz bp poinformowały o rozpoczęciu strategicznej współpracy na polskim rynku, w ramach której na stacjach bp uruchamiane będą sklepy w nowym formacie convenience – pod szyldem Easy Auchan.

19 listopada br. na stacji bp Reduta w Warszawie zostanie otwarty pierwszy, pilotażowy sklep Easy Auchan. Otwarcia dwóch kolejnych sklepów planowane są na grudzień tego roku.

Easy Auchan to nowy format sklepów, który stanowi odpowiedź na zmieniające się potrzeby Konsumentów. Oferuje praktyczne, szybkie i wygodne zakupy w ramach konceptu convenience.

Współpraca z bp to istotny moment rozwoju naszej sieci. Segment convenience to perspektywiczny kanał sprzedaży, w którym chcemy być obecni z naszą kompleksową ofertą. Auchan jest graczem wielokanałowym – funkcjonujemy jako hiper- i supermarkety, w formacie Moje Auchan – sklepów lokalnych-osiedlowych oraz Auchan Direct w kanale e-commerce. Równocześnie silny nacisk kładziemy na działania omnichannel – łączenie różnych kanałów zakupowych i doświadczeń Klientów. Na bieżąco śledzimy trendy, skupiamy się na zmianach postaw konsumenckich. Podjęta z bp współpraca pozwala na dostosowanie naszych formatów sprzedaży tak, by skutecznie i z wyprzedzeniem reagować na potrzeby Klientów – mówi Gerard Gallet, dyrektor generalny Auchan w Polsce.

Dzięki sklepom Easy Auchan i Wild Bean Cafe Klienci będą mogli w szybki i komfortowy sposób zrobić bieżące zakupy, zaopatrzyć się w przekąski na drogę lub w produkty gotowe do zjedzenia na miejscu, na terenie stacji. W ramach konkurencyjnej cenowo oferty dostępnych będzie ponad 1900 produktów, w tym zdrowe, świeże i szybkie do przygotowania artykuły spożywcze, a także środki chemiczne, produkty BIO i wegańskie. Oferta produktowa zawierać będzie ponad 320 produktów marek własnych Auchan, w tym gamę produktów Pewni Dobrego. Marka własna Pewni Dobrego tworzona jest przez Auchan w ramach odpowiedzialnej, partnerskiej współpracy z lokalnymi dostawcami. Produkty sprzedawane pod marką Pewni Dobrego charakteryzują się najwyższą jakością i są wytworzone z poszanowaniem warunków pracy, środowiska naturalnego oraz dobrostanu zwierząt.

W centrum naszej uwagi zawsze jest Klient i jego oczekiwania. Z wiarygodnym Partnerem, nastawionym tak jak my, na realizację potrzeb Klientów i poszukiwanie nowych rozwiązań, pod marką Easy Auchan na stacjach bp tworzymy nowy koncept convenience, czyli całościowe i nowoczesne centrum obsługi Klienta dla osób ceniących sobie czas, wygodę i jakościową ofertę – mówi Barbara Wiążewska, dyrektor generalny bp retail w Polsce.

Zakupy w sklepach Easy Auchan zlokalizowanych na stacjach paliwowych bp będą  wygodne i komfortowe. Pozwolą również oszczędzić czas Klientom, przede wszystkim z uwagi na dobór dogodnych lokalizacji oraz korzystne godziny otwarcia – sklepy Easy Auchan będą otwarte, podobnie jak stacje benzynowe bp przez całą dobę, 7 dni w tygodniu.

Transformacja modelu biznesu paliwowego

W lutym tego roku firma bp ogłosiła nowe cele i plany w zakresie transformacji tradycyjnego modelu biznesu paliwowego #bpNetZero. Zmiana firmy odbędzie się na wielu płaszczyznach, ze szczególnym uwzględnieniem rozwoju szerokiego wachlarza usług convenience dostępnych na stacjach bp. Praktyczną realizacją tych planów jest partnerstwo z firmą Auchan i stworzenie pod marką Easy Auchan sklepu convenience o wyjątkowo atrakcyjnej ofercie produktowej w połączeniu z nową ofertą gastronomiczną Wild Bean Cafe. Całość koncepcji dopełni nowoczesny, zmieniony wystrój stacji paliwowych.

W ramach wprowadzanych zmian oferta śniadaniowa i lunchowa dostępna w Wild Bean Cafe zostanie rozszerzona o dania na miejscu i na wynos m.in. kanapki skomponowane ze świeżych produktów zgodnie z preferencjami Klientów, przygotowane na miejscu ciepłe przekąski, świeżo wyciskane soki oraz wypiekane na miejscu pieczywo. Oferta Wild Bean Cafe oraz sklepowa dostępna będzie na miejscu oraz z dostawą do domu. Na stacji bp Reduta oraz kolejnych przebudowywanych, zgodnie z nową koncepcją, dostępna będzie usługa z obszaru  #zerowaste, realizowana dzięki współpracy z  TooGoodToGo.

Nowy model stacji bp to stacje przyszłości tzw. centra obsługi – czyli miejsca kompleksowej obsługi kierowcy, gdzie Klienci będą mogli skorzystać z wielu dodatkowych usług np. z samochodów na wynajem w ramach oferty car sharing oraz z myjni oferującej płatność bezgotówkową. Na stacji bp w nowej odsłonie dostępne będą dla naszych Klientów rozwiązania mikromobilne, dzięki obecności oferty platformy miejskiej mobilności Bolt. Elektryczne hulajnogi Bolta będą dostępne w wyznaczonych miejscach na stacji. Stacja będzie także miejscem odbioru zakupów z Auchan w opcji Click&Collect realizowanej przez Auchan. W przyszłości wprowadzane będą kolejne elementy konceptu mobility HUB na stacjach bp.

Najwyższe standardy bezpieczeństwa

Zarówno Auchan, jak i bp monitorują na bieżąco sytuację epidemiczną, działają według bardzo wysokich standardów bezpieczeństwa i wdrażają szereg dodatkowych procedur mających na celu zapewnienie ochrony zdrowia i bezpieczeństwa zarówno Klientom, jak i Pracownikom.

Sustainable Economy Summit 2020

24 listopada po raz szósty będzie miała miejsce konferencja „Sustainable Economy Summit”. Wydarzenie odbędzie się w całości online i będzie okazją do debaty o zaangażowaniu przedsiębiorców w działania na rzecz zrównoważonego rozwoju i odpowiedzialnego biznesu. Prowadzona będzie relacja na żywo z konferencji, która pojawi się na kanale YouTube Executive Club.

Zaproszeni mówcy, którzy przedstawią interesujące prezentacje to Kamil Wyszkowski, przedstawiciel Inicjatywy Sekretarza Generalnego ONZ oraz prof. dr hab. Witold Orłowski, który wyjaśni jakie są globalne wyzwania dla współczesnej ekonomii w dobie pandemii. Natomiast ekskluzywny wywiad z Prezes Pfizera Dorotą Hryniewiecką-Firlej na temat praw człowieka w biznesie przeprowadzi Profesor Bolesław Rok, który od ponad 30 lat związany jest z biznesem jako przedsiębiorca, doradca, rzecznik etyki i promotor społecznej odpowiedzialności biznesu.

Tematami przewodnimi dyskusji panelowych będą m.in. ekotechnologie przyszłości, Europejski Zielony Ład, gospodarka cyrkularna i alternatywne źródła energii.

Zaproszeni do udziału w dyskusjach panelowych to czołowe postaci polskiej gospodarki i wybitni eksperci z zakresu swoich dziedzin, którzy przedstawią opinie dotyczące tych istotnych tematów.

Zwieńczeniem konferencji będzie ogłoszenie nominacji Sustainable Economy Awards, które wyłoni kapitula, by w lutym podczas uroczystej gali ogłosić laureatów.

Szczegółowe informacje dotyczące programu znajdą Państwo na stronie:
https://executiveclub.pl/sustainable-economy-summit/

Pandemia ograniczyła rekrutacje w wielu branżach. Pracownicy są też mniej skłonni do zmiany pracy

Pandemia COVID-19 przyczyniła się nie tylko do zmiany modelu pracy, lecz także do osłabienia rynku pracownika. W warunkach niepewności i zmniejszonej liczby ofert są oni dzisiaj mniej skłonni do szukania nowego zatrudnienia. – Nieprzewidywalność sytuacji i zaburzone poczucie bezpieczeństwa powodują, że docenianie pracy ma dziś inny wymiar – twierdzi Grzegorz Rippel, ekspert Wyższej Szkoły Bankowej. Z kolei firmy częściej szukają wśród kandydatów kompetencji cyfrowych i umiejętności przydatnych w nowych realiach.

– Nieprzewidywalność sytuacji i zaburzone poczucie bezpieczeństwa powodują, że docenianie pracy ma dziś inny wymiar. Kiedyś wiele – szczególnie młodych – osób było gotowych szybko „rzucić papierami” i powiedzieć: znajdę sobie nową pracę. Dzisiaj już ta skłonność do szybkiej zmiany pracodawcy jest mniejsza – wskazuje w rozmowie z agencją Newseria Biznes Grzegorz Rippel, ekspert ds. doradztwa organizacyjnego i HR, wykładowca Wyższej Szkoły Bankowej w Opolu.

Tym bardziej że podczas pierwszej fali pandemii liczba publikowanych ogłoszeń o pracę drastycznie spadła. Jak wskazuje lipcowy raport Grant Thornton „Rynek pracy w czasie COVID-19”, w kwietniu liczba nowych ofert była o 51 proc. niższa w porównaniu do tego samego okresu rok wcześniej, a w maju – o 41,6 proc. W lipcu pracodawcy opublikowali ich o blisko 1/5 mniej.

Wiele zależy jednak od regionu Polski i konkretnej branży. Jak wynika z październikowego raportu ManpowerGroup i HRlink („Ocena nowej rzeczywistości rynku pracy – perspektywa pracowników i pracodawców”), w okresie styczeń–lipiec 2020 roku najbardziej pogorszyły się perspektywy zatrudnienia dla województw kujawsko-pomorskiego (spadek ofert o 48 proc. w ujęciu rocznym), małopolskiego (-40 proc.) i pomorskiego (-34 proc.). Na 33 analizowane branże 12 odnotowało wzrost liczby ofert, wśród nich są m.in. medycyna i farmacja, FMCG oraz IT. Spadki dotknęły za to m.in. hotelarstwo i administrację.

Pracownicy byliby jednak skłonni zmienić firmę w trakcie pandemii, jeśli otrzymaliby wyższe wynagrodzenie (48 proc.) oraz lepsze możliwości rozwoju zawodowego (18 proc.). Ważne stały się także stabilność zatrudnienia oraz ewentualnego przyszłego pracodawcy.

Zmieniło się myślenie o przyszłości, o jej zabezpieczeniu pod kątem finansowym, a więc też podejście do kredytów i wydawania pieniędzy – mówi wykładowca WSB w Opolu. – To wiąże się ze sprawdzaniem wiarygodności swojego pracodawcy, na ile jest rzetelny, na ile jest pewnym pracodawcą i w trudnej sytuacji można na niego liczyć. Pandemia to także test dla pracodawców jako dla przywódców, którzy nie tylko deklarują wartości związane z tym, że jesteśmy zespołem, że jesteśmy stabilnym pracodawcą. Dzisiaj mamy taki moment, w którym mówi się: sprawdzam.

Z badania „Jak pandemia zmieniła biznes” Krajowego Rejestru Długów wynika, że 27 proc. firm wstrzymało się z zatrudnianiem nowych pracowników. Jednak to właśnie pandemia uświadomiła pracodawcom, jak cennym zasobem firmowym są pracownicy. Siedmiu na dziesięciu ankietowanych zadeklarowało, że lojalni zatrudnieni byli dla nich kluczowi w ostatnich miesiącach. To więcej niż odsetek wskazujących na oszczędności. Ponad 70 proc. pracodawców twierdzi, że zrekrutowanie dobrego personelu cały czas pozostaje trudnym zadaniem. Spodziewają się także osłabienia rynku pracownika w przyszłości.

– Dzisiejsze oczekiwania pracowników i pracodawców skłaniają się ku bardzo podstawowym wartościom, o których być może już wielu z nas zapomniało, a mianowicie wzajemnemu zaufaniu, umiejętności współpracy, współodpowiedzialności, rzetelności, przyzwoitości i szczerości w komunikacji – podkreśla Grzegorz Rippel.

Z pewnością dużą zmianą na rynku pracy jest także upowszechnienie pracy zdalnej. Jak pokazuje październikowe badanie Pracuj.pl („Pół roku nowej normalności. Pracownicy i kandydaci o rynku pracy”), po ponad pół roku pandemii 42 proc. Polaków wciąż pracuje w pełni zdalnie lub w modelu hybrydowym (w porównaniu z 60,5 proc. w kwietniu tego roku). Zdecydowana większość – bo aż 87 proc. – chce kontynuować pracę w tym modelu.

Pandemia wpłynęła na tryb pracy Polaków w bardzo wielu aspektach i to takich, których nikt z nas by się nie spodziewał. Mowa tutaj o zmianie nie tyle samego stylu pracy, ale wręcz pewnego stylu życia. Dzisiaj już często mówiąc: „idę do pracy”, po prostu przechodzimy do pomieszczenia obok. Mówiąc: „idę do pokoju socjalnego”, witamy się z własnym ekspresem do kawy – dodaje ekspert WSB w Opolu.

To jednak powoduje problemy z umiejętnością postawienia granicy między życiem prywatnym a zawodowym.

Do tej pory wychodziliśmy do pracy, co wiązało się z fizycznym przemieszczeniem. Teraz ten dystans mocno się skrócił i wiele osób jest w pracy 24 godziny na dobę, będąc dostępnym pod laptopem i telefonem, sprawdzając co chwilę pocztę e-mail i co się dzieje w firmie – mówi Grzegorz Rippel.

Podkreśla, że ten trudny okres jest stress-testem zarówno dla pracowników, jak i pracodawców. Ci pierwsi musieli dość szybko nabyć nowe kompetencje, które pozwoliły im sprawnie wykonywać swoje obowiązki na home office albo poradzić sobie z trudną sytuacją na rynku pracy. Z drugiej strony wpłynęła też na oczekiwania firm, które częściej szukają wśród kandydatów kompetencji cyfrowych i umiejętności przydatnych w nowych realiach.

– Pracownicy na pewno chętniej i szybciej chcą się uczyć nowych kompetencji. To jest związane z poczuciem, że w razie problemów muszą sobie poradzić na rynku pracy, a sytuacja może zmienić się z dnia na dzień. To wymusza gotowość do poszukiwania nowych możliwości zarobkowania i umiejętność przestawienia się z trybu stałości i przewidywalności w tryb elastyczności  – podkreśla ekspert opolskiej WSB.

Duże zmiany na stacjach bp. We współpracy z siecią handlową Auchan powstaje nowy format sklepów

0

Firma bp nawiązała współpracę z siecią handlową Auchan, w ramach której na stacjach paliw bp w całej Polsce pojawi się nowa marka Easy Auchan. Start pierwszego pilotażowego sklepu zaplanowany jest na 19 listopada w Warszawie. W asortymencie Easy Auchan znajdzie się blisko 2 tys. produktów, w cenach marketowych, w tym oferta marki własnej sieci. Koncern bp zapowiada także zmiany w ofercie gastronomicznej kawiarni Wild Bean Cafe, a także w wystroju wnętrz stacji. – Już teraz nasze stacje są miejscem kompleksowej obsługi kierowców, dodajemy do oferty kolejne rozwiązania z zakresu digital i mobility, aby stały się swoistymi mobility HUB – podkreślają przedstawiciele bp.

– Pod marką Easy Auchan tworzymy nowy koncept convenience, czyli całościowe miejsce obsługi klientów ceniących sobie wysokiej jakości ofertę, wygodę i czas. W ramach atrakcyjnej cenowo oferty dostępnych będzie prawie 2 tys. produktów, w tym szeroka gama bio i wegańskich, ale także bogaty wybór produktów marki własnej Auchan, zarówno spożywczych, jak i drogeryjnych – zapowiada w rozmowie z agencją Newseria Biznes Barbara Wiążewska, dyrektor generalna Działu Retail bp w Polsce.

Marka bp, do której należy ponad 570 stacji paliw w całej Polsce, w lutym tego roku ogłosiła plany transformacji swojego biznesu, m.in. w kierunku szerszego rozwoju usług convenience. Potwierdzeniem tego jest nawiązana właśnie współpraca z siecią handlową Auchan. W ramach tego partnerstwa na stacjach paliw bp w kolejnych miesiącach będą uruchamiane sklepy pod marką Easy Auchan.

– Easy Auchan to nowa marka i nowy format sklepów. Dzięki nowo nawiązanej współpracy na stacjach bp klienci będą mogli kupić świeże i zdrowe produkty Auchan. Wszystkie będą dostępne w cenach bardzo konkurencyjnych w stosunku do tych, które są na rynku. Nasze zespoły wykonały wiele pracy, żeby przygotować asortyment dla klientów, którzy są w trasie albo dojeżdżają do domu – mówi Gerard Gallet, dyrektor generalny Auchan Retail Polska.

Pierwszy pilotażowy sklep Easy Auchan ruszy 19 listopada na stacji bp Reduta w Warszawie. Kolejne otwarcia są zaplanowane na grudzień. Sklepy Easy Auchan będą otwarte całą dobę przez siedem dni w tygodniu, podobnie jak stacje paliw bp. W ofercie produktowej znajdzie się ponad 320 produktów marek własnych Auchan, w tym gama produktów Pewni Dobrego, stworzona przez sieć we współpracy z lokalnymi dostawcami zgodnie z zasadami zrównoważonego rozwoju.

– Wybraliśmy 1,8 tys. produktów przeznaczonych do sprzedaży na stacjach paliw bp, z których ponad 300 to produkty marki własnej Auchan, dobrze znanej naszym klientom, oraz marki Pewni Dobrego. One pochodzą z Polski, są wytwarzane lokalnie, od początku do końca przygotowywane wspólnie z producentami – wyjaśnia Gerard Gallet. – Ta współpraca przyniesie korzyści wszystkim zainteresowanym stronom. Jestem przekonany, że to będzie sukces dla obydwu marek, niosący duże korzyści również dla klientów.

– Naszą ambicją jest stworzenie nowego konceptu convenience, żeby w jednym miejscu zaspokoić wiele potrzeb klientów. Nasze stacje już od dawna są nie tylko miejscem, gdzie można zatankować i umyć samochód. Mamy ciekawą ofertę w ramach kawiarni Wild Bean Cafe. Tym, co według nas wymagało wzmocnienia, jest oferta sklepu. Jesteśmy przekonani, że dzięki współpracy z Auchan zapewnimy nową jakość również w tym obszarze – dodaje Barbara Wiążewska.

Uruchomieniu formatu sklepów Easy Auchan będzie towarzyszyć nowa oferta gastronomiczna Wild Bean Cafe. Oferta śniadaniowa i lunchowa poszerzy się o dania na miejscu i na wynos, m.in. kanapki, ciepłe przekąski przygotowane na miejscu, świeżo wyciskane soki i wypiekane na miejscu pieczywo. Nowa oferta Wild Bean Cafe będzie dostępna także z dostawą do domu, stacja dołączy z ofertą też do aplikacji Too Good To Go. Wszystkich tych zmian dopełni też modernizacja wystroju stacji paliwowych.

– Przygotowaliśmy zupełnie nowy design stacji. Chcieliśmy, żeby klient czuł się tu komfortowo, przebywał w estetycznym i wygodnym wnętrzu, mógł usiąść i napić się kawy czy zrobić wygodnie zakupy. Mamy nadzieję, że ten nastrój udało się nam stworzyć też dzięki użytym materiałom i  odpowiedniemu oświetleniu. Stacje będą mieć zewnętrzny ogródek, gdzie latem klienci będą mogli odpocząć – precyzuje Barbara Wiążewska.

Jak podaje bp, docelowo należące do marki stacje paliw mają zostać przekształcone w tzw. mobility HUB, czyli miejsce kompleksowej obsługi kierowców. Już teraz klienci mogą skorzystać np. z myjni oferującej płatności bezgotówkowe, samochodów lub hulajnóg na wynajem w ramach oferty carsharingu. Możliwe jest też odebranie na stacji bp zakupów z Auchan zamówionych w opcji Click & Collect.

Polacy coraz częściej spierają się z bankami i ubezpieczycielami. W tym roku do Rzecznika Finansowego wpływa dwa razy więcej skarg

Dynamicznie rośnie liczba wniosków o interwencję Rzecznika Finansowego ze strony klientów banków – wynika z opublikowanej przez niego z okazji jubileuszu pięciolecia instytucji „Białej Księgi”. Według szacunków w tym roku próśb o jego interwencję będzie ponad 10 tys., podczas gdy rok temu było ich mniej niż 5 tys. Najwięcej skarg dotyczy kredytów konsumenckich i walutowych, a także kradzieży pieniędzy z kont klientów, za które banki nie chcą brać odpowiedzialności. – Dynamiczny wzrost liczby skarg klientów sektora finansowego do Rzecznika Finansowego pokazuje, jak społecznie potrzebna jest ta instytucja. Jej kompetencje powinny zostać wzmocnione – uważa pełniący tę funkcję dr hab. Mariusz Golecki.

– Przy okazji dyskusji o roli Rzecznika Finansowego warto by porozmawiać na temat strategii ochrony konsumentów w Polsce, która powinna być realizowana przez różne instytucje, oraz o wzmocnieniu roli Rzecznika Finansowego. Obecne kompetencje pozostawiają pewne pole do niezadowolenia i powinny być wzmocnione, szczególnie w świetle tych zjawisk, z którymi mamy ostatnio do czynienia – mówi agencji Newseria Biznes dr hab. Mariusz Golecki, profesor Uniwersytetu Łódzkiego, Rzecznik Finansowy.

Jak wskazuje, ochrona praw konsumentów jest bardziej zaawansowana w Stanach Zjednoczonych i wielu krajach UE, gdzie po kryzysie finansowym z 2008 roku zbudowano potężne instytucje, które stoją na straży interesów klientów ubezpieczycieli, banków i towarzystw funduszy inwestycyjnych. Takie instytucje dysponują nie tylko budżetami, lecz także odpowiednimi uprawnieniami, które pozwalają im adekwatnie reagować na nieprawidłowości na rynku.

– W Polsce to jest jeszcze przyszłość, dyskusja dotycząca tej kwestii jest dopiero przed nami. Ale kolejne afery, np. GetBacku, a także związana z oferowaniem przez jeden z banków jednostek uczestnictwa w funduszach, które okazały się piramidą finansową, czy ta dotycząca tzw. polisolokat pokazują, że ten rynek powinien być jednak analizowany w sposób szczególny – mówi Rzecznik Finansowy.

Statystyki potwierdzają, że Polacy mają coraz więcej problemów z instytucjami finansowymi. Z opublikowanej właśnie „Białej Księgi” wynika, że od początku 2016 do końca lipca 2020 roku do Biura Rzecznika Finansowego wpłynęło około 225 tys. wniosków i zapytań od klientów szukających wsparcia, najczęściej w sporach z bankami i ubezpieczycielami. W tej liczbie zawierało się 86 tys. wniosków o tzw. postępowanie interwencyjne i 14 tys. wniosków dotyczących wszczęcia postępowania polubownego. Eksperci udzielili też w tym czasie ponad 125 tys. porad telefonicznych i e-mailowych.

– Odnotowujemy bardzo duży wzrost skarg klientów rynku bankowo-kapitałowego. Szacujemy, że do końca tego roku ten wzrost będzie już na poziomie 80 proc., a do naszego wydziału wpłynie w tym roku ponad 10 tys. skarg. Dla porównania, wcześniej odnotowywaliśmy po około 4–5 tys. spraw – mówi dr hab. Jakub Szczerbowski, profesor Uniwersytetu Łódzkiego, dyrektor Wydziału Klienta Rynku Bankowo-Kapitałowego w Biurze Rzecznika Finansowego.

W latach 2016–2019 liczba wniosków o interwencję wobec firm z sektora bankowo-kapitałowego rosła stabilnie o około 12 proc. rocznie. Tymczasem po siedmiu miesiącach br. takich wniosków było już więcej niż w całym ubiegłym roku (5847 wobec 5561).

Jak podkreśla dr hab. Jakub Szczerbowski, sukcesywnie rośnie liczba skarg dotyczących kredytów konsumenckich, co jest efektem ubiegłorocznego orzeczenia Trybunału Sprawiedliwości UE, po którym wielu klientów postanowiło ubiegać się o zwrot prowizji i tzw. kosztów pozaodsetkowych w tym popularnym produkcie bankowym. Zgodnie z prawem, jeżeli klient spłaci taki kredyt przed terminem, bank powinien proporcjonalnie rozliczyć wszystkie poniesione przez niego koszty. Jednak w praktyce część instytucji uchyla się od zwrotu należnej klientom części prowizji czy opłat przygotowawczych.

– Drugi temat to tzw. kredyty walutowe, popularnie nazywane frankowymi, chociaż mamy też kredyty w innych walutach. Tu też rośnie liczba skarg, które później przeradzają się w procesy sądowe – mówi dyrektor w Biurze Rzecznika Finansowego. – Kolejnym źródłem rosnącej liczby skarg są też tzw. transakcje nieautoryzowane, czyli kradzieże pieniędzy z kont bankowych przez oszustów, którzy wykorzystują w tym celu internet i aplikacje. To nas bardzo niepokoi, bo tendencja jest rosnąca i wydaje się, że ciężko będzie to zatrzymać.

Nieco stabilniej wygląda sytuacja w segmencie ubezpieczeniowo-emerytalnym.

– Obserwujemy pewną stabilizację liczby wystąpień klientów na rynku ubezpieczeniowym. Wynika to z faktu, że na tym rynku najpierw przez  20 lat w ochronie konsumentów aktywnie uczestniczył Rzecznik Ubezpieczonych, a przez ostatnich pięć lat Rzecznik Finansowy. W tym czasie dokonano kompleksowych zmian, dzięki którym nie mamy już do czynienia z łamaniem prawa, ale obserwujemy kreatywne działanie firm ubezpieczeniowych w zakresie interpretacji już obowiązujących przepisów. Stąd mniejsza liczba skarg – mówi Andrzej Kiciński, zastępca Rzecznika Finansowego.

Rokrocznie do tej instytucji wpływa około 11 tys. skarg dotyczących działania instytucji ubezpieczeniowych. Jednak w szczytowym momencie było ich nawet po ok. 15–16 tys.

– Wówczas królowały ubezpieczenia z funduszami inwestycyjnymi, popularne wtedy UFK, na które było bardzo wiele skarg. Obecnie nastąpiła zmiana tendencji na rynku i obserwujemy przesunięcie akcentu z ubezpieczeń na życie w stronę ubezpieczeń majątkowych. Na nie właśnie Polacy skarżą się najczęściej – wskazuje Andrzej Kiciński.

Duża liczba skarg kierowanych do instytucji Rzecznika Finansowego powoduje, że sięga on po nowe, niewykorzystywane dotąd instrumenty wsparcia klientów w sporach z instytucjami finansowymi, takie jak pozwy o zaniechanie nieuczciwej praktyki rynkowej, pozwy w imieniu klientów czy przystąpienie do spraw po stronie klientów.

– Rzecznik Finansowy jest przede wszystkim wsparciem dla klientów. To nie jest organ administracji, który ma realizować jakąś politykę, ale reprezentować indywidualnych klientów w ich relacjach z bankami i ubezpieczycielami. To wsparcie powinno być większe, ponieważ asymetria między stronami jest większa, a produkty są dla przeciętnego Kowalskiego coraz bardziej niebezpieczne. Również przepisy, które regulują ten sektor, bywają niejasne i często się zmieniają – wskazuje Rzecznik Finansowy.

Telekomy ruszają z proekologicznymi ofertami. Coraz więcej klientów będzie wybierać używane smartfony zamiast nowych

Od poniedziałku T-Mobile rusza ze specjalną ekologiczną ofertą, w ramach której klienci będą mogli kupić w abonamencie smartfony Apple iPhone za złotówkę. Wszystkie urządzenia będą odnowione, gruntownie przetestowane i objęte dwuletnią gwarancją. – Są klienci, którzy chętnie skorzystają z oferty zakupu telefonu używanego, ale w 100 proc. sprawnego i na gwarancji. Wraz z rosnącą świadomością ekologiczną społeczeństwa ten trend będzie coraz popularniejszy – mówi Konrad Mróz z T-Mobile Polska. Operator podkreśla, że to jedno z wielu działań ukierunkowanych na ochronę środowiska, które stały się w ostatnim czasie filarem odpowiedzialności społecznej w branży telekomunikacyjnej.

– Gdyby pytanie o to, jakie są największe wyzwania społeczne dla biznesu, padło na początku tego roku, to zdecydowanie odpowiedziałabym, że są to zmiany klimatyczne. Natomiast okazało się, że jednak rozwój pandemii stał się jeszcze większym wyzwaniem dla wszystkich organizacji, nie tylko w Polsce, lecz na świecie – mówi agencji Newseria Biznes Małgorzata Rybak-Dowżyk, dyrektor Departamentu Komunikacji Korporacyjnej w T-Mobile Polska. – Chociaż pandemia nie odpuszcza, nie możemy też zapomnieć o kwestiach klimatycznych.

W trakcie pandemii głównym zadaniem dla branży telekomunikacyjnej stało się przeciwdziałanie cyfrowemu wykluczeniu i edukacja, ponieważ duża część społeczeństwa wciąż nie potrafi dobrze korzystać m.in. z cyfrowych narzędzi do zdalnej nauki i pracy. Takie działania branża prowadzi już zresztą od lat. Tegoroczny raport Forum Odpowiedzialnego Biznesu pokazuje, że zdaniem 70 proc. badanych w Polsce menedżerów i menedżerek CSR biznes przyczynił się w ostatnich latach do rozwiązywania kluczowych problemów społecznych, wśród których główne miejsce zajęła właśnie edukacja w walce z wykluczeniem cyfrowym. Ponad połowa badanych (53 proc.) dostrzegła pozytywny wkład biznesu w rozwiązanie tego problemu.

Jak wynika z badania Forum Odpowiedzialnego Biznesu, w ocenie 59 proc. menedżerów i menedżerek CSR biznes przyczynił się w ostatnich latach również do rozwiązywania problemów środowiskowych, takich jak nadmierna produkcja plastiku, nadmierne zużycie wody i eksploatacja surowców, emisja gazów cieplarnianych oraz smog. Raport FOB („Menadżerowie CSR 2020”) pokazuje też, że o ile jeszcze do niedawna działania prośrodowiskowe dla wielu firm były tylko motywacją do zaoszczędzenia pieniędzy, o tyle teraz ochrona środowiska stała się ważna sama w sobie.

– Biznes odgrywa olbrzymią rolę w rozwiązywaniu problemów klimatycznych. Już od kilku lat obserwujemy dynamiczny wzrost znaczenia odpowiedzialnego biznesu w strategicznych działaniach wielu spółek na świecie – podkreśla Małgorzata Rybak-Dowżyk.

Również w strategię T-Mobile już od kilku lat wpisane są działania z zakresu CSR, dla których jednym z filarów jest właśnie ochrona środowiska. Telekomunikacyjna spółka do 2030 roku zamierza zredukować swoją emisję CO2 aż o 90 proc., co będzie oznaczać o 25 proc. mniej śladu węglowego w przeliczeniu na każdego klienta.

– Za tymi celami idą jasne i sprecyzowane działania, które wdrażamy we wszelkich obszarach naszej spółki, zaczynając od wykorzystywanej energii, która już w 2021 roku będzie w 100 proc. zielona. To jest również sukcesywna wymiana naszej floty samochodowej – napędy Diesla wymieniamy na samochody hybrydowe, mamy już ponad 150 takich aut. Odpowiednio planujemy też naszą infrastrukturę sieciową i informatyczną, którą zarządzamy tak, że sektory w danym momencie nieużywane są czasowo wyłączane, co daje nam oszczędności na poziomie 20–40 proc. Oprócz tych działań, które mocno wpływają na redukcję śladu węglowego, redukujemy też ilość plastiku i papieru, m.in. zachęcając klientów do korzystania z e-faktur. Prowadzimy też wiele działań edukacyjnych – wymienia dyrektor z T-Mobile Polska.

W ramach proekologicznych działań skierowanych do klientów marka rusza z nową akcją „Smartfon Regeneracja”, w której daje używanym telefonom drugie życie. Już za symboliczną złotówkę klienci będą mogli kupić w abonamencie odnowione egzemplarze iPhone’ów, objęte dwuletnią gwarancją.

 W ramach nowej oferty klienci mogą kupić używane telefony marki Apple: iPhone 6s, 7 lub 8, które zostały przez nas poddane przeglądowi i regeneracji. We wszystkich urządzeniach, jeśli była taka potrzeba, wymieniono uszkodzone elementy. Sprawdzono również baterie, które albo zostały wymienione, albo pozostawione w przypadku wydajności powyżej 85 proc. Urządzenia te zostały zapakowane w nowe pudełka wraz z nowymi ładowarkami. Każde z nich ma dwuletnią gwarancję, w związku z tym w przypadku jakichkolwiek problemów z użytkowaniem klient może w ramach niej naprawić lub wymienić urządzenie – mówi Konrad Mróz, kierownik Działu Komunikacji Zewnętrznej w T-Mobile Polska.

Jak podaje Europejskie Biuro Ochrony Środowiska (EEB), średnia żywotność smartfona w Europie to trzy lata, a roczna sprzedaż to prawie 211 mln sztuk. Cały cykl życia europejskich smartfonów jest odpowiedzialny za 14 mln ton emisji (ekwiwalentu CO2) każdego roku. Wydłużenie ich żywotności tylko o rok pozwoliłoby zaoszczędzić ponad 2 mln ton emisji CO2, natomiast wydłużenie o pięć lat do 2030 roku zaoszczędziłoby rocznie aż 10 mln ton emisji (ekwiwalentu CO2). Odpowiada to usunięciu z dróg każdego roku około 5 mln samochodów, czyli mniej więcej tylu, ile zarejestrowanych jest w całej Belgii.

– W portfolio każdego z producentów znajduje się kilka, czasami kilkanaście modeli telefonów, które różnią się od siebie wielkością, wyposażeniem, możliwościami i co za tym idzie  również ceną. Nowości i premier w skali roku jest co najmniej kilka u każdego z producentów, ale to nie oznacza, że klienci muszą wymieniać urządzenie natychmiast. Oczywiście są tacy, którzy chcą mieć najnowocześniejszy sprzęt, ale część osób wymienia je w cyklach dwuletnich, jak wynika to z podpisania aneksu do umowy. Są też tacy, którzy chętnie skorzystają z oferty zakupu telefonu używanego, ale w 100 proc. sprawnego i na gwarancji. Wraz z rosnącą świadomością ekologiczną społeczeństwa ten trend będzie coraz popularniejszy – mówi Konrad Mróz.

Branża filmowa i telewizyjna przechodzi na zdalną produkcję. Pomagają w tym nowe technologie i sztuczna inteligencja

Restrykcje pandemiczne odcisnęły piętno na branży produkcji telewizyjnej. W związku z wymuszeniem ograniczenia kontaktów międzyludzkich konieczne stało się wdrożenie nowego modelu pracy. Z pomocą przyszły technologie zdalnej komunikacji umożliwiające zredukowanie liczby osób obsługujących plany filmowe, konferencje oraz widowiska sportowe. Zdalny model realizacji filmów oraz produkcji na żywo nie jest jednak chwilowym rozwiązaniem, ale przyszłością całego rynku telewizyjnego i może na dobre zmienić tę branżę.

Już podczas pierwszej fali pandemii koronawirusa wiele stacji telewizyjnych zostało zmuszonych do wprowadzenia zmian w ramówkach. Ucierpiały zarówno programy nadawane na żywo, jak i te nagrywane w studiach telewizyjnych. Po kilku tygodniach od wybuchu pandemii przedstawicielom branży udało się wypracować zdalne metody pracy umożliwiające przywrócenie standardowej ramówki. 

– Dzięki remote production ekipa realizacyjna nie musi znajdować się na planie. Jest to nowy trend, który będzie zastępować tradycyjny sposób produkcji telewizyjnej, przede wszystkim ze względu na koszty. Dzięki centralizacji działań odpada dużo kosztów logistycznych. Z drugiej strony mamy sytuację pandemiczną, ograniczamy kontakty międzyludzkie. Jeśli ekipa nie przebywa na planie, to oczywiście jest łatwiej przeprowadzać tego typu realizacje – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Maciej Kowalski, członek zarządu BlackBurst.

Po technologię tego typu sięgnęli m.in. twórcy amerykańskiego programu „Idol”. Zespół Fremantle wyposażył wszystkich uczestników w iPhone’y, które wykorzystano w zastępstwie klasycznych kamer filmowych. Choć odcinki programu nie były nadawane na żywo, sam proces rejestracji obrazu przebiegał w trybie live to tape. Oznacza to, że użytkownicy nagrywali swoje występy za jednym podejściem, a następnie materiał filmowy był przetwarzany w procesie postprodukcji, aby przystosować go do telewizyjnej specyfiki.

Możliwości zdalnego modelu współpracy docenili także przedstawiciele sektora filmowego. Studio Universal w obliczu rosnących problemów z realizacją filmów w modelu tradycyjnym zleciło nakręcenie pięciu produkcji wykorzystujących technologię Screenlife. Format ten zakłada całkowitą rezygnację z pracy na planie i rejestrację ujęć za pośrednictwem komputerów, tabletów oraz smartfonów i wyświetlanie ich w formie nagrań na pulpicie. W ten sposób można realizować zarówno pełnometrażowe filmy fabularne, dokumentalne, jak i programy telewizyjne.

– To jest przyszłość telewizji. Produkcja jest bardzo droga, co wynika ze sprzętu i kosztów logistycznych, które trzeba ponosić. Zdalna produkcja pozwala na wykorzystywanie tylko części infrastruktury. Jest wiele wydarzeń, które powinny być transmitowane, a nie ma pieniędzy na to, żeby robić pełną produkcję w starym stylu. W związku z tym jestem pewien, że to jest przyszłość produkcji – przekonuje ekspert.

Największy potencjał zdalnego modelu realizacji transmisji tkwi w łatwej do automatyzacji branży sportowej. Firma Pixellot zaprojektowała inteligentnego operatora zdolnego do samoczynnej rejestracji wydarzeń sportowych. System składa się z kamer wizyjnych połączonych z komputerem, a całością zarządza sztuczna inteligencja. Algorytmy wyszkolone w procesie rozpoznawania obrazu mogą np. śledzić pozycję piłki na murawie i automatyczne kierować na nią obiektyw kamery. Obraz przechwycony w ten sposób może być następnie transmitowany na żywo za pośrednictwem internetu.

Polska firma BlackBurst również eksperymentuje z systemami inteligentnej transmisji, które sprawdziłyby się w transmitowaniu mniej popularnych rozgrywek sportowych. Zautomatyzowane kamery mogłyby mieć zastosowanie m.in. w drugiej lidze koszykówki czy piłki nożnej, które przyciągają przed ekrany kilkadziesiąt tysięcy widzów, ale ich produkcja przy wykorzystaniu metod tradycyjnej produkcji nie jest opłacalna.

– Są pewne prawa, np. do piłki nożnej, wymagające dużych nakładów. Ale istnieją też prawa do mniejszych sportów, na które nigdy nie będzie na tyle dużych budżetów, żeby produkować transmisje w tradycyjnym stylu. I tu wchodzi remote production. Instalujemy na hali kamerę wysokiej rozdzielczości z zaawansowanym algorytmem sztucznej inteligencji i ona jest w stanie przy bardzo niskich kosztach produkować sygnał bez udziału człowieka. Tradycyjna produkcja wysokobudżetowa pozostanie obsługiwana przez ludzi, natomiast te niskobudżetowe na przestrzeni najbliższych 10 lat będą robione zdalnie za pomocą sztucznej inteligencji – wskazuje Maciej Kowalski.

Naukowcy opracowali algorytm wykorzystujący moc komputerów kwantowych. Dzięki niemu urządzenia mają szansę na szybsze upowszechnienie się [DEPESZA]

Wraz z upowszechnieniem się komputerów kwantowych konieczne będzie wdrożenie nowych systemów obliczeniowych przystosowanych do wykonywania operacji matematycznych w nowym, kwantowym środowisku. Zespół inżynierów z City College of New York poczynił ważny krok na drodze do wykorzystania potencjału tych maszyn – stworzono algorytm zaprojektowany z myślą o wykonywaniu obliczeń kwantowych.

– Fizyka kwantowa jest podstawową teorią przyrody, która prowadzi do powstawania cząsteczek i powstałej wokół nas materii – wskazuje fizyk kwantowy Pouyan Ghaemi, adiunkt na wydziale naukowym City College of New York. – Wiadomo już, że kiedy mamy makroskopową liczbę cząstek kwantowych, takich jak elektrony w metalu, które oddziałują ze sobą, pojawiają się nowe zjawiska, takie jak nadprzewodnictwo.

Sposób funkcjonowania komputerów kwantowych jest zgoła odmienny od działania maszyn opartych na elektronice krzemowej. Klasyczne komputery dokonują obliczeń za pośrednictwem systemu zero-jedynkowego, każdy bit informacji może przechowywać wyłącznie jedną wartość: jeden bądź zero. Komputery kwantowe wyłamują się z tego schematu i przeprowadzają obliczenia oparte na kubitach, zdolnych do przechowywania stanów pośrednich między zerem a jedynką. Taka konstrukcja czyni je urządzeniami o znacznie większym potencjale obliczeniowym niż komputery krzemowe. Aby go wykorzystać, należy sięgnąć po nowy język programowania zdolny do interpretowania kubitowych informacji.

Zespół z City College of New York opisał podstawy działania takiego algorytmu w pracy „Creating and Manipulating a Laughlin-Type ν=1/3 Fractional Quantum Hall State on a Quantum Computer with Linear Depth Circuits”, która zostanie opublikowana w grudniowym magazynie „PRX Quantum” wydawanym przez American Physical Society.

– W ramach naszych badań opracowaliśmy algorytm kwantowy, który można wykorzystać do badania klasy wieloelektronowych układów kwantowych przy użyciu komputerów kwantowych. Nasz algorytm otwiera przestrzeń do wykorzystania nowych urządzeń kwantowych w badaniu problemów, które są dość trudne do zbadania przy użyciu klasycznych komputerów – podkreśla Pouyan Ghaemi.

Nadrzędnym celem wspomnianej pracy badawczej było wypracowanie narzędzi, które umożliwią pracę z dużą liczbą interakcji kwantowych jednocześnie. Tylko algorytmy zdolne do masowego przetwarzania danych zapisanych w kubitach będą mogły wykorzystać pełny potencjał komputerów kwantowych.

– Bezpośrednim efektem naszych badań jest dostarczenie narzędzi do ulepszania kwantowych urządzeń obliczeniowych. Ich bezpośrednie, rzeczywiste zastosowanie pojawi się, gdy komputery kwantowe będą mogły być używane w codziennych zastosowaniach – przekonuje fizyk.

Według analityków z firmy MarketsandMarkets wartość globalnego rynku obliczeń kwantowych w 2019 roku wyniosła 93 mld dol. Przewiduje się, że do 2024 roku wzrośnie do 283 mld dol. przy średniorocznym tempie wzrostu na poziomie blisko 25 proc.

W Europie rosną inwestycje w centra danych

Jak podaje firma doradcza Savills, w Europie największy potencjał pod względem inwestycji w hiperskalowe centra danych oraz centra typu cloud-scale mają Islandia, Szwecja i Norwegia, a zaraz za nimi także Dania i Holandia. Jak na tym tle prezentuje się Polska?

Według informacji przedstawionych w raporcie, dostępność gruntów, produkcja na dużą skalę stosunkowo taniej zielonej energii oraz rozbudowana sieć łączy umożliwiają operatorom hiperskalowych centrów danych oraz centrów typu cloud-scale uzyskanie efektu skali. Zaletą inwestowania w krajach na północy kontynentu są również panujące tam niższe temperatury.

Ze względu na dynamiczny wzrost liczby urządzeń połączonych z Internetem firma Savills przeanalizowała również potencjał inwestycji w tradycyjne centra danych i centra danych w chmurze, które realizują na ogół lżejsze i bardziej różnorodne zadania takie jak streaming danych, który wymaga szybkiego działania sieci.

W zestawieniu dotyczącym tradycyjnych centrów danych i centrów danych w chmurze, najwyższe oceny otrzymały Wielka Brytania, Francja, Niemcy, Szwecja i Holandia. Stało się tak przede wszystkim dzięki dużej liczbie konsumentów danych, większej gęstości zaludnienia i firm, wyższym wskaźnikom penetracji internetu, bardziej rozpowszechnionemu korzystaniu z usług w chmurze oraz rozbudowanym sieciom infrastrukturalnym.

„Na wciąż rosnącym rynku centrów danych w Europie, region Europy Środkowo-Wschodniej staje się coraz ważniejszy w kontekście strategicznych planów kluczowych graczy, a Polska ma potencjał znalezienia się w samym ich sercu. Z początkiem roku amerykański operator centrów danych, firma Vantage, ogłosiła ekspansję w Europie wartą 2 mld dolarów, a Polskę określiła, jako jeden ze swoich strategicznych kierunków. Microsoft zainwestuje 1 mld dolarów w swoje pierwsze centrum danych w naszym regionie, a Google, wraz z Operatorem Chmury Krajowej Danych, zrealizuje swoje plany co do warszawskiego regionu Google Cloud. Rzeczywistość pandemii koronawirusa tylko zwiększyła zapotrzebowanie na produkty i usługi cyfrowe i chociaż rynek centrów danych będzie rósł w całej Europie, to następny krok na drodze jego rozwoju w regionie EŚW będzie miał miejsce w Polsce” – mówi Tomasz Buda, menadżer ds. innowacji w Savills Polska.

Najwyżej sklasyfikowane państwa w Europie, w których lokowane są hiperskalowe centra danych
Grafika: Najwyżej sklasyfikowane państwa w Europie, w których lokowane są hiperskalowe centra danych oraz centra typu cloud-scale (po lewej) oraz tradycyjne centra danych i centra danych w chmurze (po prawej)

„Wobec rosnącej popularności internetu w krajach europejskich, zwłaszcza w roku bieżącym, w którym wzrost ruchu internetowego w regionie EMEA wyniósł od 35 do 90 proc., nie jest dużym zaskoczeniem fakt, że – jak podaje Cisco Systems – liczba hiperskalowych centrów danych na całym świecie wzrosła ponad dwukrotnie w okresie od roku 2015 do drugiego kwartału 2020 roku z 259 do 541” – powiedziała Lydia Brissy, dyrektor w dziale badań rynków europejskich.

„Z powodu pandemii Covid-19 widzimy na własne oczy, jak ważne są dalsze inwestycje w sieć internetową, a gwałtowny wzrost liczby firm przechodzących, przynajmniej tymczasowo, na model pracy zdalnej pokazuje, jak duże znaczenie ma ten sektor dla utrzymania przez nie ciągłości funkcjonowania. Infrastruktury chmurowe w ogromnym stopniu umożliwiły rządom i służbie zdrowia szybką reakcję na kryzys i nadal odgrywają kluczową rolę w czasie, gdy próbujemy odnaleźć się w nowej rzeczywistości” – dodaje Lydia Brissy.

Pandemia Covid-19 spowodowała, że centra danych znalazły się w 2020 roku w centrum uwagi, ale zainteresowanie inwestorów tą klasą aktywów rośnie od pięciu lat. Wzrost ten, w ocenie Savills, powinien się utrzymać w perspektywie kolejnych pięciu lat. Ze względu na bardzo dużą złożoność procesu, jakim jest migracja centrów danych, najemcy zazwyczaj wynajmują powierzchnie długookresowo, najczęściej na 10 lat lub dłużej. W związku z tym sektor ten oferuje bezpieczeństwo przychodów w dłuższej perspektywie.

Wśród aktywnych inwestorów działających na rynku centrów danych można wymienić: niespecjalistyczne instytucje prywatne, które powoli weszły na rynek inwestycji w centra danych, między innymi ogólne fundusze inwestycyjne REIT (Schroder European REIT), firmy zarządzające inwestycjami (Catella APAM), inwestorów instytucjonalnych (AXA), a ostatnio także fundusze państwowe (GIC, PFA) oraz fundusze infrastrukturalne (Brookfield Infrastructure Partners, EQT Infrastructure).

„W 2020 roku odnotowaliśmy wyraźną zmianę w kierunku większej płynności na rynku centrów danych jako klasy aktywów. Aktywność inwestycyjna w tym sektorze, którą historycznie napędzają nowe projekty deweloperskie oraz fuzje i przejęcia, ewoluuje i przewidujemy wzrost płynności na tym rynku w najbliższych latach. Poziom zwrotu z inwestycji jest obecnie bardzo atrakcyjny w porównaniu z innymi rodzajami aktywów, a sektor ten rozwija się bardzo dynamicznie, co przekłada się na wzrost zainteresowania nim ze strony inwestorów i deweloperów” – komentuje Marcus de Minckwitz, dyrektor w dziale doradztwa inwestycyjnego w regionie EMEA, Savills.

Raport Savills objął 21 krajów europejskich. Oceny opracowano na podstawie 25 wskaźników składających się na siedem kategorii: bezpieczeństwo, zasoby naturalne i dostawy energii, infrastruktura szerokopasmowa, indukowane koszty, popyt i istniejąca podaż, dostępność specjalistów z sektora ICT oraz rynek kapitałowy centrów danych.

W 2021 czeka nas pandemia kontroli skarbowych. Na razie liczba mandatów mniejsza o połowę

Dane z KAS za I-III kw. 2020 r.: O przeszło połowę spadła wartość mandatów karnych za wykroczenia skarbowe.

Liczba mandatów karnych, nałożonych przez organy Krajowej Administracji Skarbowej za wykroczenia skarbowe, spadła o ponad 55% w trzech kwartałach br. w porównaniu z analogicznym okresem ub.r. Wartość nałożonych kar grzywny zmniejszyła się o przeszło 53%. Jednak zdaniem ekspertów, w przyszłym roku kontrole zostaną zaostrzone. Stanie się tak, ponieważ państwo będzie szukać różnego rodzaju wpływów, żeby pokryć bieżące straty w budżecie.

Ponad 50,1 tys. mandatów karnych za wykroczenia skarbowe zostało nałożonych przez organy Krajowej Administracji Skarbowej w od stycznia do końca września 2020 roku. Jak wynika z przekazanych danych, to przeszło 2 razy mniej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku. Wówczas takich kar było 111,5 tys.

– W tych danych nie dostrzegam nic pozytywnego. To nie jest przejaw dobrej woli ze strony organów skarbowych czy realizacja zapowiadanych wcześniej postulatów, aby nie karać za błędy. Ustawy antycovidowe przewidywały zamrożenie wszelkich postępowań podatkowych lub karnoskarbowych. Boję się, że te statystyki mogą być motywatorem czy uzasadnieniem do tego, żeby zaostrzyć działania, jak tylko pandemia odpuści – komentuje dr Jacek Matarewicz, lider praktyki VAT, Akcyzy i Ceł w Kancelarii Ożóg Tomczykowski.

Jak podkreśla ekonomista Marek Zuber, część mandatów karnych jest nakładanych z powodu nieuregulowania płatności w wyznaczonym terminie. Tarcze antykryzysowe spowodowały, że w firmach pojawiły się środki. One zostały przeznaczone m.in. na bieżące zobowiązania wobec skarbówki czy ZUS-u. Zapewne w tym zakresie spadła liczba podmiotów do ukarania.

– Nie znamy kategorii podatków czy spraw, w których takie kary zostały nałożone. A to pozwoliłoby dokładnie wskazać przyczyny spadku liczby mandatów. Zaryzykowałbym stwierdzenie, że widzimy tylko efekt zawieszenia części przepisów podatkowych w czasie pandemii. Terminy płatności były przedłużane, można też było wnioskować o rozłożenie podatków na raty – mówi dr Radosław Piekarz, doradca podatkowy, partner z Kancelarii A&RT.

Od stycznia do końca września br. wartość nałożonych kar grzywny wyniosła ponad 25,3 mln złotych, a rok wcześniej – przeszło 54,6 mln złotych. Te kwoty nie powodują poważnej poprawy sytuacji budżetu państwa, co stwierdza Marek Zuber. I dodaje, że mandaty mają m.in. zwiększyć chęć płacenia podatków. Wpływają więc na ograniczenie szarej strefy. Jak wskazuje ekspert, tu jeszcze dochodzi kwestia ściągalności, bo przecież część osób unika regulowania zobowiązań.

– Dla porównania, wpływy z VAT-u to ok. 180, ale nie milionów, a miliardów złotych rocznie. Celem mandatów jest więc zdyscyplinowanie podatnika, nie zaś pozyskanie dodatkowych środków do budżetu. Oczywiście, patrząc na tegoroczne dane, średnia kwota do zapłaty wyniosła nieco ponad 500 zł. Dla zwykłego Kowalskiego, prowadzącego np. jednoosobową działalność, to już jest zauważalne uszczuplenie jego majątku. Ale z punktu widzenia budżetu państwa wpływy z mandatów są praktycznie niewidoczne – dodaje dr Piekarz.

Natomiast ekspert z Kancelarii Ożóg Tomczykowski podkreśla, że organy podatkowe korzystają z procedur karnoskarbowych również w drobnych sprawach. Mowa tu np. o późnym złożeniu deklaracji, błędzie klasyfikacyjnym czy zbyt wczesnym zaksięgowaniu zdarzenia. To podejście należałoby zmienić. Tego typu narzędzia przydają się do walki w sytuacji świadomego wyłudzania podatków czy ich zaniżania na wielką skalę. Za mniejsze błędy w rozliczeniach i tak jest kara finansowa w postaci odsetek od zaległości. Zdaniem eksperta, państwo będzie szukało pieniędzy, także wystawiając mandaty za dość błahe przewinienia.

– Myślę, że wrócimy do bardzo dokładnych i ostrych kontroli skarbowych, zwłaszcza że firmy otrzymały wsparcie finansowe w ramach tzw. tarcz. Jednak teraz takie działania zostałyby fatalnie przyjęte. Prawdopodobnie stanie się to w przyszłym roku, choć nie na samym początku. Państwo będzie musiało szukać różnego rodzaju wpływów i to jest jeszcze przed nami. Nie mam co do tego żadnych wątpliwości – podsumowuje Marek Zuber.

Ważny wyrok TSUE ws. zwrotu VAT z nieuregulowanych przez dłużnika faktur

Trybunał Sprawiedliwości UE 15 października 2020 r. orzekł, że część polskich przepisów warunkujących możliwość uzyskania przez firmę zwrotu VAT naliczonego na nieuregulowanych przez dłużnika fakturach (tzw. ulga na złe długi) jest sprzeczna z prawem unijnym. Przedsiębiorcy powinni więc przejrzeć swoje księgi, bo ten wyrok otwiera furtkę do odzyskania VAT nawet z faktur wystawionych przed sześcioma laty.

Ulga na złe długi

Art. 89a ust. 1 polskiej ustawy o VAT stanowi, że podatnik może skorygować podstawę opodatkowania oraz podatek należny z tytułu dostawy towarów lub świadczenia usług na terytorium kraju w przypadku wierzytelności, których nieściągalność została uprawdopodobniona. Korekta dotyczy również podstawy opodatkowania i kwoty podatku przypadającej na część kwoty wierzytelności, której nieściągalność została uprawdopodobniona.

Ustęp 1a tego przepisu precyzuje, że uprawdopodobniona nieściągalność występuje, gdy wierzytelność nie została uregulowana lub zbyta w jakiejkolwiek formie w ciągu 90 dni od dnia upływu terminu jej płatności określonego w umowie lub na fakturze (do 31 grudnia 2018 r. termin ten wynosił 150 dni). Natomiast w ust. 2 zawarty jest katalog warunków, jakie muszą zostać spełnione, aby podatnik mógł dokonać powyższych korekt w VAT w przypadku braku uregulowania płatności przez dłużnika:

  1. a) dostawa towaru lub usługi musi być dokonana na rzecz podatnika zarejestrowanego jako podatnik VAT czynny oraz niebędącego w trakcie postępowania restrukturyzacyjnego, postępowania upadłościowego lub w trakcie likwidacji;
  2. b) na dzień poprzedzający dzień złożenia deklaracji podatkowej, w której dokonuje się korekty:
  • wierzyciel i dłużnik są podatnikami zarejestrowanymi jako podatnicy VAT czynni,
  • dłużnik nie jest w trakcie postępowania restrukturyzacyjnego, postępowania upadłościowego lub w trakcie likwidacji;
  1. c) od daty wystawienia faktury dokumentującej wierzytelność nie upłynęły 2 lata, licząc od końca roku, w którym została ona wystawiona.

Polskie warunki skorzystania z ulgi sprzeczne z unijnymi regułami

W dniu 15 października 2020 r. TSUE w odpowiedzi na pytanie prejudycjalne wniesione przez Naczelny Sąd Administracyjny w sprawie jednej z polskich spółek występujących przeciwko Ministrowi Finansów orzekł, że prawo wspólnotowe „stoi na przeszkodzie przepisom krajowym, które uzależniają obniżenie podstawy opodatkowania podatkiem od wartości dodanej (VAT) od warunku, by w dniu dostawy towaru lub świadczenia usług, a także w dniu poprzedzającym dzień złożenia korekty deklaracji podatkowej mającej na celu skorzystanie z tego obniżenia dłużnik był zarejestrowany jako podatnik VAT i nie był w trakcie postępowania upadłościowego lub w trakcie likwidacji, zaś wierzyciel był w dniu poprzedzającym dzień złożenia korekty deklaracji podatkowej nadal zarejestrowany jako podatnik VAT” (sprawa C 335/19).

Trybunał uzasadnił swoje rozstrzygnięcie m.in. tym, że odbieranie przedsiębiorcy, z wyżej wymienionych powodów, możliwości obniżenia podstawy opodatkowania o kwotę VAT z faktur nieopłaconych np. przez upadłego kontrahenta naruszałoby fundamentalną zasadę neutralności podatku VAT. Konstytuuje ona bowiem regułę, zgodnie z którą przedsiębiorca, jako inkasent podatkowy na rzecz państwa, powinien być całkowicie zwolniony z ostatecznego obciążenia go tym podatkiem. A tak się obecnie nie dzieje, gdy przedsiębiorca będący wierzycielem nie może odliczyć od swoich zobowiązań w VAT kwoty VAT, jaką miał zapłacić, a nie zapłacił dłużnik.

Co daje ten wyrok przedsiębiorcom?

Wyrok TSUE otwiera polskim przedsiębiorcom furtkę do składania korekt deklaracji VAT oraz rewizji negatywnych decyzji organów podatkowych odmawiających im możliwości odliczenia VAT z faktur wystawionych kontrahentom, a którzy nie uregulowali płatności. Orzeczenie Trybunału daje możliwość odzyskania należnego VAT także tym przedsiębiorcom, którym odmówiono zwrotu VAT z tego powodu, że na dzień poprzedzający dzień złożenia deklaracji podatkowej, którą korygowali, nie byli zarejestrowani jako czynni podatnicy VAT.

Nawet ponad 6 lat wstecz

Przedsiębiorcy mogą więc teraz przejrzeć swoje księgi rachunkowe w poszukiwaniu nieopłaconych przez kontrahentów faktur. Jak daleko mogą szukać? Zgodnie z art. 70 § 1 Ordynacji podatkowej zobowiązania podatkowe przedawniają się z upływem 5 lat, licząc od końca roku kalendarzowego, w którym upłynął termin płatności podatku. Podatnicy VAT są obowiązani do wpłacania podatku za okresy miesięczne w terminie do 25 dnia miesiąca następującego po miesiącu, w którym powstał obowiązek podatkowy.

Możliwość odzyskania zwrotu podatku VAT może więc sięgać niezwindykowanych faktur z grudnia 2014 r., a nawet z października 2014 r. – jeśli przedsiębiorca dokonywał rozliczeń kwartalnych. Trudno wyrokować, jak organy podatkowe będą traktować podatników, którzy z tego korzystnego orzeczenia TSUE w zakresie ulgi na złe długi chcieliby skorzystać w odniesieniu do starszych faktur. Niemniej linia orzecznicza sądów wydaje się w tej kwestii jednoznaczna:

„Naczelny Sąd Administracyjny w niniejszym składzie podziela także podgląd zawarty w wyroku NSA z 11 czerwca 2015 r., sygn. akt I FSK 515/14 (publ. CBOSA), że wniosek o zwrot nadpłaty w podatku od towarów i usług, złożony po upływie terminu przedawnienia zobowiązania podatkowego (art. 70 § 1 Ordynacji podatkowej), jest bezskuteczny, nawet w sytuacji, gdy ta nadpłata powstała w wyniku orzeczenia Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej…” (wyrok NSA z dnia 7 marca 2018 r., sygn. akt I FSK 82/15).

Wyrok pomocny w odzyskaniu zwrotu VAT

– To bardzo korzystny dla przedsiębiorców wyrok TSUE. Firmy nie powinny ponosić ciężaru finansowego niewywiązywania się z płatności przez swoich kontrahentów, tak jak i nie powinny ponosić konsekwencji czyjejś niegospodarności, która bywa jedną z przyczyn ogłoszenia upadłości – mówi Robert Nogacki, radca prawny, współwłaściciel Kancelarii Prawnej Skarbiec.

I jak dodaje: – Niejednokrotnie w sporach z fiskusem musimy się mierzyć z namacalnym urzędniczym bezprawiem. Dla przykładu, w czerwcu 2019 r. udało nam się uzyskać przed krakowskim sądem wyrok uchylający postanowienia organów, które pięciokrotnie przedłużały przedsiębiorcy termin zwrotu VAT na kilkaset tysięcy złotych. W tej sprawie sąd stanowczo podkreślił, że taka praktyka organów nie może być aprobowana (sygn. akt I SA/KR 319/19). W innej sprawie nasz klient w grudniu 2019 r. wciąż czekał na odzyskanie od fiskusa należnego mu zwrotu VAT na ponad 4 mln zł, mimo że korzystny dla niego wyrok, zakazujący organom dalszego wstrzymywania zwrotu, wywalczyliśmy już w listopadzie 2018 r. (sygn. akt III SA/Wa 1158/18 i III SA/Wa 1895/18). To nie są działania urzędników, które można nazwać zgodnymi z prawem. Wyrok TSUE z pewnością pomoże przeciwstawić się takim działaniom, jeśli miałyby miejsce w przyszłych sprawach przedsiębiorców chcących odzyskać VAT tytułem ulgi na złe długi.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Pandemia przyspieszyła rozwój e-zakupów spożywczych o 3-4 lata

Radykalna zmiana zachowań konsumenckich spowodowana pandemią koronawirusa przyspieszyła o około 3-4 lata rozwój handlu produktami spożywczymi w kanale online, wynika z europejskiego badania konsumentów przeprowadzonego przez Bain & Company. W wyniku pandemii gwałtownie wzrosło również zainteresowanie produktami z segmentu zdrowej żywności i pogłębiła się polaryzacja cenowa produktów.

Eksperci Bain & Company przewidują, że trend robienia zakupów spożywczych przez Internet zostanie z nami na dłużej. Świadczą o tym deklaracje konsumentów oraz fakt, że nawet po rozluźnieniu restrykcji w miesiącach letnich nie zrezygnowali oni z tej formy zaopatrzenia. Choć początkowo doświadczenia zakupowe nie zawsze były najlepsze, to jednak 30 proc. osób, które po raz pierwszy zdecydowały się kupować żywność i napoje online, twierdzi, że będzie nadal korzystać z tej opcji. Ponadto, po zmniejszeniu restrykcji, liczba Europejczyków, którzy kupowali produkty spożywcze online wzrosła w lipcu do 50 proc. z 39 proc. w maju.

– Również w Polsce sieci spożywcze intensywnie rozwijają sprzedaż online. Oczekują tego klienci, którzy zaczęli korzystać z tej formy zakupów najpierw z obawy przed zakażeniem, a potem ze względu na wygodę. Wraz ze skokowym wzrostem atrakcyjności kanału online obserwujemy intensyfikację rywalizacji pomiędzy poszczególnymi graczami w Internecie. Teraz największym wyzwaniem jest zaoferowanie klientom jak najlepszego doświadczenia zakupowego online, gdyż propozycja wartości tego kanału jest inna niż w przypadku sklepów stacjonarnych sprzedających żywność – powiedział Patryk Rudnicki, Młodszy Partner Bain & Company.

Błyskawiczny wzrost zainteresowania zakupami online spowodował, że coraz więcej producentów żywności otwiera własne sklepy internetowe oraz ogłasza ofertę nowych produktów właśnie w sieci. Na przykład w Wielkiej Brytanii koncern Kraft Heinz poprzez dedykowaną stronę oferuje klientom detalicznym zestawy swoich produktów. W Polsce swoje e-sklepy otworzyła grupa mleczarska Mlekovita, czy też producent herbat i napojów Herbapol-Lublin. Osiągnięcie odpowiedniej skali oraz pozytywnej ekonomiki własnego e-commerce dla producentów żywności jest jednak sporym wyzwaniem.

Jak wynika z analiz Bain & Company pandemia nie tylko wpłynęła na to, gdzie klienci indywidualni dokonują zakupów spożywczych, ale również na to, jakie produkty wybierają. Covid-19 wyraźnie wzmocnił rosnącą już wcześniej popularność zdrowej żywności i produktów prozdrowotnych. W Europie połowa respondentów deklaruje, że częściej niż przed pandemią wybiera obecnie żywność nieprzetworzoną. Ponadto, co piąty ankietowany twierdzi, że wydaje więcej na świeże warzywa i owoce ze względu na potrzebę wzmocnienia odporności i fakt, że częściej gotuje w domu. Troska o zdrowie spowodowała też wzrost popytu na roślinne alternatywy dla produktów mięsnych i mleczarskich. Producenci od dłuższego już czasu wprowadzali roślinne alternatywy do swojej oferty, ale w ostatnich kilku miesiącach ten trend nabrał znacznego przyspieszenia. Ostatnio w Polsce miała miejsce premiera roślinnych kabanosów Tarczyńskiego, czy też roślinnej wersji klopsików w sieci Ikea.

Jak wynika z badania, troska o zdrowie przełożyła się też w Europie na 7-procentowy wzrost sprzedaż suplementów diety i dostępnych bez recepty preparatów podnoszących odporność.

Eksperci Bain & Company zwracają również uwagę, że wybuch pandemii dodatkowo pogłębił polaryzację cenową – wzrost sprzedaży odnotowały zarówno produkty z segmentu budżetowego, jak i premium. Obecnie 21 proc. badanych deklaruje, że częściej sięga po marki własne sieci handlowych, a 16 proc. przewiduje, że będzie kupować takich produktów więcej. Chociaż wielu konsumentów obawia się o stan swoich finansów i dostosowuje wydatki do nowej sytuacji, to niska cena nie zawsze jest kluczowym kryterium wyboru.

W Europie, w przypadku zakupów spożywczych czynnikiem decydującym pozostaje jakość, ale już przy wyborze innych artykułów domowego użytku najważniejsza jest cena. Jednocześnie zamożniejsi klienci, którzy z powodu pandemii ograniczyli wydatki na rozrywkę, zaczęli kupować więcej produktów spożywczych z półki premium – dodał Patryk Rudnicki.

Siedem zagrożeń, z którymi Europa będzie mierzyć się po koronawirusie

Unia Europejska w perspektywie trzech dekad może być jak nigdy wewnętrznie podzielona, opierać na gospodarce-zombie i walczyć z narastającymi konfliktami pokoleniowymi oraz klasowymi. Ponadto będzie sobie coraz gorzej radzić w wyścigu technologicznym z USA i krajami azjatyckimi, a koszty dojścia do neutralności klimatycznej ulegną radykalnemu podniesieniu. Oto wyzwania, z którymi będą musiały się mierzyć kolejne pokolenia po przejściu Unii Europejskiej przez koronakryzys, na które Polski Instytut Ekonomiczny zwraca uwagę w raporcie „Europa 2050. Siedem głównych ryzyk w epoce post-COVID”.

Ze względu na światowy kryzys wywołany pandemią COVID-19, zamiast pisać o szansach czy scenariuszach dla Europy, postanowiliśmy skupić się na ryzykach. Zarówno tych nakreślonych już przed 2020 rokiem, jak i tych, które pandemia uwidoczniła lub przyspieszyła. Zwracamy uwagę na to, co grozi przyszłości Unii Europejskiej i na co powinna przygotować się obecna oraz przyszłe składy Komisji Europejskiej, a także rządy poszczególnych krajów i ich obywatele, którzy tworzą wspólnotę europejską – mówi Piotr Arak, dyrektor Polskiego Instytutu Ekonomicznego.

Pandemia COVID-19 przyspieszyła wiele trendów, które wiążą się z siedmioma ryzykami zagrażającymi przyszłości Unii Europejskiej. Jednym z nich jest konieczność przenoszenia produkcji do Europy i USA, co niesie za sobą zatrzymanie globalizacji na obecnym etapie. Spadek międzynarodowych obrotów towarowych w 2020 r. wyniesie według prognozy Światowej Organizacji Handlu z października 2020 r. 9,2 proc.

handel międzynarodowy a PKB

Wraz z utratą dominującej pozycji UE w światowym handlu idzie niebezpieczeństwo pozostania w tyle w wyścigu technologicznym. Pandemia pokazała uzależnienie Europejczyków od zewnętrznych usług pracy zdalnej i edukacji czy technologii chmury obliczeniowej. Widać to także po rynku systemów operacyjnych na smartfony, którego 99,4 proc. kontrolują dwie amerykańskie firmy: Apple i Google. Utrzymanie takiego stanu rzeczy nie tylko negatywnie wpłynie na pozycję Europy, lecz także będzie stanowiło zagrożenie dla bezpieczeństwa wewnętrznego. Importowane aplikacje i urządzenia ułatwią szpiegowanie i dostęp do naszych danych, a także kontrolę nad dostarczanymi treściami.

Europa podzielona jak nigdy

Wewnętrznie Unii Europejskiej grozi narastający podział na wygranych i przegranych integracji. W trakcie pierwszej fali pandemii obserwowaliśmy go na przykładzie podziału na osi Północ-Południe Europy. Wartość grantów, które Hiszpania, Włochy, Portugalia i Grecja otrzymają w latach 2021-2022 z Recovery and Resilience Facility, wynosi 110 mld EUR – to mniej więcej równowartość grantów, które otrzymają w tym czasie pozostałe 23 państwa Unii. W przyszłości polaryzacja dynamiki PKB per capita może grozić osłabieniem strefy euro. Z drugiej strony coraz większym problemem będzie dualizm rynku pracy, który może doprowadzić do spadku dostępności i jakości usług, a także konfliktów społecznych na tle polityk migracyjnych oraz rozwoju srebrnej gospodarki wywołanego problemem rosnącego rozwarstwienia demograficznego.zmiana PKB w UE

Jednym z najważniejszych celów traktatowych Unii Europejskiej jest konwergencja gospodarek i standardów życia w państwach członkowskich. Pandemia koronawirusa to kolejny kryzys, który uwypukla jednak silną polaryzację gospodarek i społeczeństw unijnych. Jednym z największych wyzwań stojących przed Europą jest znalezienie odpowiedzi na te coraz silnie artykułowane różnice, zarówno między ścieżkami rozwoju państw, jak i różnice w jakości życia między grupami społecznymi wewnątrz państw. Temperatura debaty publicznej wokół Brexitu oraz negocjacji programu odbudowy po pandemii pokazują, że te różnice mogą być paliwem silnych konfliktów wewnątrz Unii i grozić dalszym osłabieniem wspólnoty.– wyjaśnia Paweł Śliwowski, kierownik zespołu strategii Polskiego Instytutu Ekonomicznego.

Gospodarka-zombie i fiasko Green Deal?

Z dużym ryzykiem wiążą się pakiety stymulacji fiskalnej, które mogą stać się trwałym elementem polityki gospodarczej. Jeśli do tego dojdzie, a długi publiczne i bilanse banków centralnych nadal będą rosły, może się to odbić na gotowości firm do podejmowania ryzyka, a w konsekwencji zahamować niezbędną dla dalszego rozwoju gospodarczego innowacyjność. Wówczas niemożliwe może stać się m.in. dojście do neutralności klimatycznej. Doświadczenie koronakryzysu pokazuje, że głównym ryzykiem w realizacji Europejskiego Zielonego Ładu może być radykalne podniesienie kosztów realizacji celu neutralności klimatycznej lub osiągnięcie go za cenę degradacji środowiska naturalnego.

Nowa tarcza okiem prawnika

Apl. adw. Adam Ziębicki z kancelarii Chałas i Wspólnicy komentuje rowiązania z kolejnej tarczy antykryzysowej.

Dofinansowanie kosztów stałych dla Małych i Średnich Przedsiębiorstw (MŚP)

Dofinansowanie przez rząd kosztów stałych poniesionych przez przedsiębiorców należy ocenić jako korzystne dla sektora MŚP. Należy jednak zaznaczyć, że dofinansowanie to obejmie jedynie branże objęte restrykcjami, a więc nie obejmie ono branż, które odnotowały negatywne konsekwencje COVID-19, ale ich działalność nie została tak ograniczona jak w przypadku branży gastronomicznej, handlowej czy tez fitness. Ponadto, warunkiem otrzymania tego świadczenia jest spadek przychodów o 30% względem tego samego okresu z 2019 r. co oznacza, że przedsiębiorstwa, które powstały w 2020 r., a które należą do branż najbardziej poszkodowanych przez obostrzenia, nie otrzymają tego świadczenia.

Umorzenie subwencji z Tarczy Finansowej z Polskiego Funduszu Rozwoju

Jak w przypadku pierwszej z pozycji, rozwiązanie to jest korzystne dla przedsiębiorców z sektora MŚP. Analogiczny pozostaje warunek prowadzenia działalności w 2019 r., co oznacza, że z umorzenia subwencji nie skorzystają przedsiębiorstwa działające od 2020 r.
Wydłużenie programu Tarczy Finansowej dla Dużych Firm do 31.03.2021 r. (wnioski) oraz do 30.06.2021 r. (wypłaty).

Korzystna zmiana dla wszystkich dużych przedsiębiorców. Wydłużenie terminów składania wniosków o pożyczki preferencyjne oraz wypłat niewątpliwie pozwoli na skorzystanie z nich przez jeszcze większą liczbę podmiotów. W przeciwieństwie do pierwszych dwóch instytucji, proponowana zmiana ma dotyczyć wszystkich rodzajów działalności.

Pożyczki długoterminowe z gwarancją

Kontynuowanie gwarancji de minimis dla MŚP oraz gwarancji płynnościowej dla dużych firm niewątpliwie jest korzystne dla przedsiębiorców, niemniej jednak nie jest to nowy instrument pomocy przedsiębiorcom, a jedynie wydłużenie obecnie już funkcjonującego. Zapowiedziana możliwość dopłat na pokrycie rat dla pożytek na 6 lat jest obecnie na etapie konsultacji, toteż nie wiadomo czy faktycznie ona nastąpi. Jeżeli Komisja Europejska wyrazi zgodę na takie działanie, wówczas należy ocenić je pozytywnie.

Dofinansowanie do zatrudnienia

Dopłaty z Funduszu Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych w postaci postojowego i obniżonego wymiaru czasu pracy stanowią jeden z pierwotnych instrumentów walki z negatywnymi konsekwencjami COVID-19. Jest to również jedna z instytucji, która cieszyła się dużym zainteresowaniem i wykorzystaniem. Tym samym kontynuowanie obu tych instrumentów należy ocenić pozytywniej. Negatywnie należy jednak ocenić kontynuowanie tych świadczeń jedynie dla branż objętych restrykcjami sanitarnymi, a nie dla wszystkich przedsiębiorców.

Przedłużenie postojowego oraz zwolnienie ze składek na ZUS

Przedłużenie funkcjonowania tych instrumentów jest pozytywnym z punktu widzenia przedsiębiorców działaniem. Wątpliwości budzi skierowanie tych instrumentów jedynie dla branż dotkniętych restrykcjami, bowiem w obecnym czasie, to wszyscy przedsiębiorcy zmagają się z negatywnymi konsekwencjami COVID-19, nie tylko (choć szczególnie) branże, których działalność została ograniczona w skutek nowych zasad bezpieczeństwa.

Dofinansowanie zmiany zakresu działalności w ramach „Dotacji na biznes”

Dofinansowanie przebranżowienia się przez przedsiębiorców spotkało się raczej z krytyką, niż z pozytywnym odbiorem. Choć zmiana przedmiotu obecnej działalności niewątpliwie może poprawić kondycje finansową przedsiębiorcy, to jednak powoduje, że przedsiębiorca ten musi od nowa zdobywać wiedzę, umiejętności, kontakty, a w szczególności nowych klientów, w gałęziach gospodarki, w których dotychczas nie występował. Zaskakujące jest również, że instytucja ta jest skierowana jedynie dla branż objętych restrykcjami, a nie dla wszystkich przedsiębiorców, którzy od marca 2020 r. ponieśli znaczące negatywne konsekwencje w skutek wszystkich obostrzeń.

Polityka drugiej szansy

Dofinansowanie kosztów związanych z restrukturyzacją przedsiębiorstw przez Agencję Rozwoju Przemysłu jest korzystnym rozwiązaniem dla przedsiębiorców. Celem takich postępowań jest „naprawa” przedsiębiorstwa i przywrócenie mu odpowiedniej kondycji finansowej. Dofinasowanie zatem kosztów restrukturyzacji przez ARP stanowi szansę dla przedsiębiorców, którzy zamierzali wystąpić z takim wnioskiem, a nie byli w stanie ponieść kosztów takiej operacji.

Dofinansowanie leasingu

Dofinansowanie leasingu przez ARP nie jest rozwiązaniem nowym, albowiem już od maja 2020 r. Agencja Rozwoju Przemysłu udziela dopłat do leasingu dla firm transportowych oraz przedsiębiorstw MŚP. Po raz jednak kolejny, przedstawione rozwiązanie zostało skierowane jedynie dla branż objętych restrykcjami, w tym jedynie dla przedsiębiorców, którzy prowadzą działalność co najmniej od 12 miesięcy. W obecnej chwili oznacza to, że nowi przedsiębiorcy, funkcjonujący od stycznia 2020 r., nie skorzystają z zapowiedzianego rozwiązania.

Blokowanie budżetu unijnego odbija się na kursie złotego

Po dobrym dniu dla złotego dzisiaj przyszedł zimny prysznic. W sytuacji, gdy na rynkach widać wyraźne problemy, inwestorzy znów przychylniej spojrzeli na kryptowaluty.

Słabsze dane z USA

Wczorajszy odczyt indeksu New York Empire State potwierdza pewną tendencję, którą widzimy w ostatnich dniach w USA. Są to słabsze odczyty indeksów koniunktury, a tym samym potencjalnie mniejszy optymizm konsumentów. To z kolei powinno się przekładać na twarde dane w nadchodzących miesiącach. Nie może zatem dziwić, że widząc te dane, inwestorzy patrzą mniej przychylnie na dolara, czego efektem jest jego osłabianie się względem głównych walut w ostatnich dniach.

Złoty powyżej 4,50 zł

Po wczorajszym optymizmie związanym ze zbliżeniem się do poziomu 4,47 zł złoty wyraźnie odbił i dzisiaj już przebiliśmy przez chwilę 4,50 zł. Odbyło się to bez publikacji ważnych danych makroekonomicznych. W tle jest blokowanie budżetu unijnego na spółkę z Węgrami przez Polskę. Powoduje to trochę strach przed kolejną eskalacją napięć pomiędzy Polską a głównymi państwami Unii Europejskiej.

Kryptowaluty zwycięzcami wyborów w USA

Z jakiegoś powodu na rynku kryptowalut po wyborach w USA zapanował wyjątkowy entuzjazm. Jest to, co prawda, kontynuacja ruchu z października, ale przybrała ona wyraźnie na sile. Główna kryptowaluta – bitcoin, odpowiedzialna za około ⅔ kapitalizacji rynku idzie wyraźnie w górę, ciągnąć za sobą inne aktywa. Od początku października wzrost wynosi imponujące 50%, a cena osiągnęła już niemal 17 tysięcy dolarów. Tak drogo było dotychczas tylko raz w historii tuż przed gwałtowną przeceną z grudnia 2017 roku.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
14:30 – USA – sprzedaż detaliczna.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Rajd szczepionkowy trwa

Za nami kolejny Szczepionkowy Poniedziałek, kiedy rewelacje o skuteczności opracowywanego leku windują ceny ryzykownych aktywów. Entuzjazm był jednak mniejszy niż tydzień temu, gdyż brakowało mu efektu zaskoczenia. Mimo to nowe szczyty Dow Jones i S&P500 pokazują, że pogląd na przyszłość pozostaje optymistyczny.

Rajd szczepionkowy trwa. Reflacja i rotacja w kierunku spółek cyklicznych premiuje aktywa ryzykowne – nie tylko akcje, ale w szerszym ujęciu także waluty rynków wschodzących czy surowce. Kolejna firma (tym razem Moderna) przedstawiła wstępne wyniki testów szczepionki przeciw COVID-19, której skuteczność wynosi prawie 95 proc. Lek jest też łatwiejszy do przechowywania, co wyraźnie ogranicza problemy logistyczne. Wciąż jest jeszcze kilka innych ośrodków badawczych, które wkrótce mogą przedstawić swoje wyniki. Im więcej producentów, tym szybsze tempo immunizacji globalnego społeczeństwa i powrotu aktywności gospodarczej do normalności.

Umocnienie aktywów ryzykownych w reakcji na szczepionkowe informacje nie miało jednak znamion niepohamowanej euforii, jak tydzień temu po rewelacjach od Pfizera. Brakowało efektu zaskoczenia, że szczepionka jest już prawie gotowa i jej skuteczność jest tak wysoka. Próg 95 proc. nie zostawia już wiele pola do ogłoszenia jeszcze skuteczniejszego leku, więc rajd ryzyka będzie musiał karmić się czymś innym. Poza tym, zanim będzie lepiej, może być przejściowo gorzej, gdyż liczba zachorowań na COVID-19 dramatycznie rośnie w USA, ponosząc ryzyko powtórzenia lockdownów. To istotne, gdyż drugi przestój może doprowadzić do nieodwracalnych zniszczeń w gospodarce, co w efekcie będzie determinować skale przyszłoroczne odbicia która rynki chce aktualnie dyskontować. W rezultacie trzeba mieć na uwadze, że sporo z ostatniej zmienności bierze się z agresywnych działań kapitału spekulacyjnego, za to długoterminowy kapitał portfelowy jeszcze nie wyczuwa takiej stabilizacji, aby dokonywać inwestycji. To w końcu nastąpi i będzie potężnym kołem zamachowym dla kontynuacji rajdu ryzyka, ale póki COVID-19 straszy, zmienność może pokazywać swoje paskudne oblicze, sprowadzając korekty.

Wczoraj złoty nie brylował w grupie walut rynków wschodzących i EUR/PLN nie opuścił zeszłotygodniowego korytarza wahań, choć na fali optymizmu otarł się o jego dolną bandę 4,46. Podobnie jak na rynkach zewnętrznych, także i na złotym entuzjazm związany z postępami prac nad szczepionką jest hamowany przez obawy o ekonomiczne konsekwencje rozwoju pandemii. Może i w Polsce zostało oddalone ryzyko wprowadzenia narodowej kwarantanny, ale dzienne statystki przyrostu zachorowań i hospitalizacji pozostają niepokojąco wysokie. Podtrzymuje to ryzyko paraliżu gospodarczego i będzie zniechęcać długoterminowy kapitał do inwestycji w Polsce. Jest to główny czynnik istotny dla krótkoterminowych perspektyw złotego, który przysłania np. polityczne konsekwencje zablokowania przez Polskę i Węgry unijnego budżetu z powodu powiązania wypłat z praworządnością. Dobrą wiadomością jest, że zapisy dotyczące wartego 1,8 bln EUR Funduszu Naprawczego mogą zostać wyjęte z budżetu i przyjęte w formie umowy międzynarodowej, pozwalając na uruchomienie pomocy dla krajów UE doświadczonych przez ekonomiczne skutki pandemii. Weto jest „wstępne”, gdyż zostało zgłoszone na naradzie ambasadorów krajów członkowskich, więc może zostać cofnięte. W przeciwnym razie Polska i Węgry jako jedyne utracą dostęp do Funduszu Naprawczego. Ograniczenie sobie możliwości odbudowy wzrostu gospodarczego będzie nieść implikacje dla długoterminowych perspektywy złotego, ale na razie nie jest to impuls do osłabienia waluty.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Oxygen S.A. potwierdza plan realizacji gier do końca 2020 roku

Notowana na NewConnect spółka Oxygen SA poinformowała o stopniu realizacji gier zapowiedzianych przez spółki z Grupy Kapitałowej Oxygen. Mousetrap Games i HyperCat wydadzą w tym roku łącznie 15 tytułów.

Zgodnie z zapowiadaną strategią, spółki z grupy kapitałowej Oxygen produkują gry z czterech kategorii: hyper casual, casual i mid-core i premium. Mousetrap Games rozpoczął w tym roku także działalność wydawniczą, w ramach której na rynku pojawi się tytuł „Train City Station” od studia gamingowego Goobsta.

  • Dzięki wsparciu inwestorów indywidualnych i giełdowych, a także środkom pozyskanym w akcji crowdinvestycyjnej GK Oxygen mogła w 100% zrealizować plan wydawniczy i produkcji gier na ten rok – mówi Edward Mężyk, Prezes Oxygen SA. – Sytuacja epidemiologiczna w kraju sprawiła, że przeszliśmy na system hybrydowy i większość zespołu pracuje zdalnie, w żadnym stopniu nie przeszkadzało to zespołowi w trzymaniu się założonych planów – dodaje.

Gry premium

„Jars” to gra typu tower defence, będzie ją można kupić na Steamie. Produkcja przypomina swoją stylistyką klimat z „Rodziny Addamsów” i filmów Tima Burtona. Gracz wciela się w postać ciekawskiego chłopca, który schodzi do ciemnej piwnicy i rozbija słoiki z paskudnymi robakami oraz straszydłami. Premiera demo na Steamie: grudzień 2020.

Fabularna gra muzyczna „Lovely Music” to historia Jacka, nastolatka, który dzięki przeniesieniu się w świat muzyki zapomina o problemach, odkrywa swoje mocne strony i buduje pewność siebie. Premiera demo na urządzenia mobilne: grudzień 2020.

Po przeanalizowaniu danych dotyczących rozgrywek, zespół Mousetrap Games zdecydował o przebudowaniu dwóch produkcji na wersję premium. Jest to nagrodzona złotem w konkursie The Big Indie Pitch gra muzyczna „Run the Beat” (premiera wersji premium odbyła się w lutym) i hypercasual „Circle Protector”. „Circle Protector” w wersji premium będzie dystrybuowany przez Inlogic Software na wielu platformach mobilnych poza App Store i Google Play w grudniu 2020 .

Casual i mid-core (free to play)

Mocnym segmentem w Mousetrap Games są produkcje dla graczy casual i mid-core, dla których rozgrywka musi być przyjemna, ale także wymagająca. Od początku roku wydane zostały już cztery gry. Na początku roku gracze mogli poznać nową wersję przeboju Quiz 96%, a w maju nastąpił soft launch nagrodzonego złotem na The Very Big Indie Pitch roguelite’a „Rocat Jumpurr”. Pod koniec wakacji szerokiej publiczności zaprezentowano „Shape Up!”, którego mocną stroną jest połączenie dopracowanej grafiki, ukochanej przez graczy mechaniki łączenia wzorów i coraz trudniejszych wyzwań. W październiku wrocławska spółka wydała produkcję RPG pod tytułem „Sword of Glory”. Wyróżnia się wyjątkową mechaniką walki dostosowaną do urządzeń mobilnych, w której gracz rozwija swoją postać i mierzy się z coraz trudniejszymi wyzwaniami, a struktura gry zmienia się w myśl zasad rogualike tak, aby była zawsze świeża i dynamiczna.

Na swoją premierę czekają jeszcze dwa tytuły free-2-play: układanka „Cards Up!” oraz wyprodukowana przez Goobsta Games gra o transportowaniu zasobów koleją i rozbudowie miast pod roboczym tytułem „Train City Station”. Obie produkcje są na zaawansowanym etapie i zostaną wydane najpóźniej w grudniu 2020 roku.

Hyper casual

W 2020 roku Mousetrap Games wyprodukowało pięć tytułów hyper casual. Cztery z nich zostały już wydane: „Joist” (kwiecień), gra zręcznościowa „Trainy Trains” (październik), sterowanie zmianami pasów w korku „Crowdy Road” (październik) i najnowsza produkcja „Bouncy Maze” połączenie łamigłówki w stylu labiryntu z fliperem. W grudniu odbędzie się także premiera „Merge Pack” – gry, w której trzeba łączyć czasem bardzo nieoczywiste pary do pudełka.

Selekcja gier

Spółki z grupy kapitałowej Oxygen dopasowują obłożenie pracy ponad 20-osobowego zespołu artystów, deweloperów i wsparcia marketingowego do potencjału gier. Każda produkcja poddawana jest testom wewnętrznym, zewnętrznym, a finalne wersje przedstawiane są jeszcze grupie inwestorów. W ten sposób zdecydowano o odrzuceniu czterech gier, trzech hyper casuali, w tym gry „Play with Fire” polegającej na układaniu zapałek.

Zakończono także negocjacje dotyczące produkcji gry opartej na serialu animowanym „Kosmiczny Wykop”. Mousetrap Games zdecydowało, że nie może poświęcić odpowiednich zasobów ludzkich, aby jakość gry odpowiadała standardom spółki w czasie określonym przez Orange Studio Animacji.

Jestem dumny z zespołów pracujących w tym roku nad grami, które zaplanowaliśmy. Nie chcemy zwalniać tempa, choć w przyszłym roku na pewno chcielibyśmy zmienić proporcje pomiędzy self-publishingiem, a produkcjami pozyskanymi z rynku – mówi Edward Mężyk, Prezes Oxygen SA. – Ten rok jest przełomowy dla wszystkich spółek z GK Oxygen. Wierzę, że w przyszłym będziemy zbierać plony naszej ciężkiej pracy. Cieszę się, że pozyskaliśmy na rynku wielu partnerów, którzy wspierają nas swoim know how, zasobami i dopingują do dalszego rozwoju.

Komputery kwantowe – nadzieja czy zagrożenie cyberbezpieczeństwa?

Wyścig do stworzenia pierwszego powszechnie stosowanego komputera kwantowego trwa – być może wkrótce poznamy producenta, który jako pierwszy przekroczy metę i sięgnie po złoto. Czy maszyny kwantowe będą w stanie wyprzedzić najlepsze współczesne superkomputery? Z pewnością. Czy wiele zmienią w naszej codziennej pracy? To zależy. Jak wpłyną na cyberbezpieczeństwo? To stało się przyczyną rozważań Raportu: Quantum Computing i Cyberbezpieczeństwo.

Tajemniczy komputer kwantowy

Sekret wielkiej mocy komputera kwantowego to tak naprawdę jego zdolność do generowania i manipulowania bitami kwantowymi lub inaczej kubitami – cząsteczkami subatomowymi, takimi jak elektrony lub fotony. Kubity są w stanie wygenerować znacznie większą moc obliczeniową niż odpowiadająca im ilość bitów, które znamy z dzisiejszych komputerów. Dzieje się tak dlatego, że reprezentują wiele możliwych kombinacji 1 i 0 jednocześnie. Zdolność ta jest określana mianem superpozycji. Pozwala ona komputerom kwantowym procesować ogromną liczbę potencjalnych wyników w tym samym momencie.

Firmy prześcigają się w próbach generowania kubitów. IBM i Google wykorzystują do tego celu superobwody nadprzewodzące, schłodzone do temperatury niższej niż ta w najdalszych zakątkach kosmosu. Inne firmy, jak m.in. IonQ zatrzymują pojedyncze atomy w polach elektromagnetycznych w ramach krzemowego chipa zamkniętego dodatkowo w komorach ultra-próżniowych.

Wykorzystanie dziś

Tradycyjne urządzenia będą nadal najłatwiejszym i najbardziej ekonomicznym narzędziem do rozwiązywania wielu problemów. I choć definicja maszyn kwantowych wydaje się pochodzić rodem z filmów science-fiction, technologia ta już umacnia swoją pozycję w niektórych obszarach gospodarki – m.in. inżynierii materiałowej czy badaniach farmaceutycznych.

Producenci samochodów, m.in. Volkswagen i Daimer wykorzystują symulację zachowania materii w próbach zwiększenia wydajności akumulatorów. Firmy farmaceutyczne z wykorzystaniem maszyn kwantowych analizują i porównują związki chemiczne, które mogą prowadzić do tworzenia nowych, lepszych leków. Airbus z kolei z ich pomocą optymalizuje zużycie paliwa tworząc najbardziej efektywne trasy znoszenia i osiadania samolotów.

Quantum Computing a Cyberbezpieczeństwo

Czy komputery kwantowe stanowią spory problem dla branży cyberbezpieczeństwa? Specjaliści są zgodni co do tego, że ich ogromna moc obliczeniowa może doprowadzić do złamania powszechnie używanych kluczy szyfrujących. Największe ryzyko środowisko widzi dla kryptowalut i technologii blockchain. Komputery kwantowe mogą tam naprawdę namieszać, gdyż algorytmy szyfrujące oparte o krzywe eliptyczne, dziś uznawane za najbezpieczniejsze, przestaną być zabezpieczeniem.

Z pewnością nie nastąpi to jeszcze dziś, ale być może za mniej niż dekadę. Dlatego specjaliści już teraz starają się opracować nowe podejście do kryptografii, które będzie w stanie wytrzymać przyszłe ataki kwantowe. Naukowcy we współpracy z firmami technologicznymi pracują także nad stworzeniem ultra-bezpiecznej sieci komunikacyjnej, która mogłaby posłużyć jako podstawa dla przyszłego kwantowego internetu.

Stwierdzenie, że zostało nam jeszcze kilka względnie bezpiecznych lat wielu nie zadowala. Wystarczy cofnąć się do pierwszych doniesień o domniemanej supremacji kwantowej Google’a. Wiele osób – w tym amerykańscy politycy – podeszło do tematu zero-jedynkowo: żadne dane nie są już bezpieczne. Trzeba sobie jednak jasno powiedzieć, że zdecydowanie tak nie jest. Oczywiście, obecne metody szyfrowania w końcu ulegną pod kwantowym naciskiem, ale nie wydarzy się w to kolejnych miesiącach – twierdzi Karolina Dzierżyńska, autorka Centrum Bezpieczeństwa Xopero –  Istotne jest, że jesteśmy świadomi zagrożenia. Największe ośrodki badawcze na świecie pracują nad rozwiązaniem tego problemu już od kilku lat – dodaje.

A czy już teraz branża cyberbezpieczeństwa może praktycznie wykorzystać osiągniecia quantum computingu? Tak, można m.in. zabezpieczać przesyłane dane za pomocą quantum key distribution (QKD). Na czym właściwie ono polega? Zaszyfrowane dane wysyła się w postaci klasycznych bitów, podczas gdy klucze konieczne do ich odszyfrowania są przesyłane pod postacią kubitów. Na świecie powstaje coraz więcej sieci tego typu. Najdłuższa z nich znajduje się w Chinach – liczy 2032 km i łączy Pekin z Szanghajem. QKD nastęcza jednak kilku problemów – zwłaszcza w kwestii podróży kubitów, czy możliwości skopiowania danych przez przestępców, którym udałoby się złamać zabezpieczenia.

Nasuwa się więc pytanie, kiedy dzisiejsze cyberbezpieczeństwo stanie się przestarzałe? Jak twierdzą specjaliści – mamy przed sobą jeszcze kilka „bezpiecznych” lat. Obecne komputery kwantowe nie są w stanie złamać powszechnie stosowanych metod szyfrowania. Nie zmienia to faktu, że kryptografia stanowiąca podstawę dzisiejszego bezpiecznego internetu i e-commerce pewnego dnia ulegnie kwantowemu atakowi. Dlatego już dziś naukowcy pracują nad ich alternatywą.

Barometr ekologiczny Polaków. Susza nadal niedocenianym problemem

Mniej niż połowa Polaków (48%) uważa, że susza jest aktualnym problemem w naszym kraju – wynika z raportu „Barometr ekologiczny Polaków. Co robimy, aby chronić środowisko? Banku Ochrony Środowiska. W najbliższym czasie należy spodziewać się jednak wzrostu znaczenia rozwiązań zwiększających możliwości retencjonowania wody.

Zdaniem siedmiu na dziesięciu Polaków (71%), obecnie w naszym kraju susze są częstszym zjawiskiem niż w przeszłości. Jednocześnie prawie jeden na pięciu respondentów (19%) nie odczuwa zmian w tym zakresie. 10% ankietowanych uważa z kolei, że susze dotykają Polskę rzadziej niż kiedyś. Co interesujące, w większym stopniu problem dostrzegają mieszkańcy największych miast w Polsce (90% z nich) niż wsi (72%).

W warunkach postępujących zmian klimatu, wydłużających się okresów bez opadów przeplatanych nawalnymi deszczami, powodującymi lokalne podtopienia, konieczne jest podjęcie adekwatnych działań adaptacyjnych. Prostymi rozwiązaniami są oszczędzanie i retencja wody a także tworzenie obszarów zieleni, szczególnie w miastach. Współczynnik retencjonowania wody w Polsce wynosi obecnie 6,5%, a warunki fizyczne i geograficzne Polski stwarzają możliwości retencjonowania 15% średniego rocznego odpływu wody – zauważa Sławomir Mazurek, główny ekolog Banku Ochrony Środowiska.

Jednocześnie z badania wynika, że mniej niż połowa respondentów (48%) zgadza się z twierdzeniem, że susza obecnie występuje w naszym kraju. 30% neguje istnienie problemu, a 22% nie ma zdania. Warto również przy tym podkreślić, że znacznie częściej zjawisko zauważają ankietowani z miast od 250 do 500 tys. mieszkańców (68% z nich) niż osoby zamieszkujące wsie (42%).Wykres 1 Wykres 2 Wykres 3

Wyniki Barometru wskazują, że zagrożenie suszą silniej odczuwają mieszkańcy dużych miast. Miasta są obszarem szczególnie wrażliwym, w którym koncentrują się najpilniejsze współcześnie wyzwania ekologiczne. Efektywne podejście do zasobów środowiska miejskiego, prowadzanie rozsądnej gospodarki przestrzennej, a także rozpowszechnianie w miastach rozwiązań tzw. błękitno-zielonej infrastruktury dają możliwości łagodzenia presji na środowisko i poprawy jakości życia człowieka – wskazuje Sławomir Mazurek.

Wśród ewentualnych konsekwencji wystąpienia suszy, Polacy w największym stopniu obawiają się wzrostu cen warzyw i owoców. Problemy w tym zakresie przewiduje 83% ankietowanych. Tylko 8% biorących udział w badaniu ocenia, że podwyżki cen żywności są nieprawdopodobne w przypadku wystąpienia suszy, a 9% nie ma zdania.

Polacy z entuzjazmem o rozwoju technologii w motoryzacji i mobilności osób

  • 79% Polaków uważa, że nowe technologie ułatwią prowadzenie auta, a 58% jest zdania, że będą skutkować bogatszą ofertą wynajmu długo i krótkoterminowego.
  • Ponad połowa ankietowanych (54%) uważa, że technologie przełożą się na bardziej spersonalizowaną ofertę w sektorze mobilności osób.
  • Nowinki techniczne w sektorze motoryzacji i mobilności osób będą szczególnie istotne w związku z rosnącą popularnością podróżowania samochodem, wywołaną przez pandemię.

Dbałość o zapewnienie bezpieczeństwa podróżującym w dobie pandemii przyspieszy rozwój nowych technologii w sektorze motoryzacyjnym i mobilności osób. Jak pokazuje raport „Droga przed nami: Przyszłość mobilności” przygotowany przez Avis, większość Polaków z optymizmem obserwuje rozwój innowacyjnych technologii w tych sektorach.

79% Polaków, ankietowanych w ramach prac nad raportem Avis oczekuje, że rozwój technologii w ciągu najbliższych lat ułatwi prowadzenie samochodu. Blisko 58% badanych uważa z kolei, że przełoży się to na bogatszą ofertę wynajmu krótko i długoterminowego. Konsumenci coraz chętniej korzystają z rozwiązań dostosowanych do indywidualnych potrzeb. 54% osób liczy na to, że rozwój technologii umożliwi większą personalizację i bardziej precyzyjne dopasowanie rozwiązań w sektorze mobilności osób do potrzeb klienta.

Obecnie wielu Polaków decyduje się na korzystanie z samochodu jako bezpieczniejszego, bo indywidualnego środka transportu w czasie pandemii. Jak wynika z badania Avis Polska, 83% przedstawicieli samorządów, zajmujących się promocją i turystyką potwierdza, że w czasie ostatnich wakacji więcej podróżujących przyjechało do ich miast i regionów samochodem. Wraz z rosnącą popularnością aut możemy spodziewać się również większej ilości nowoczesnych rozwiązań.

Od dłuższego czasu obserwujemy wśród polskich konsumentów rosnące zainteresowanie nowoczesnymi technologiami. Już teraz proponujemy wynajmującym szybką i wygodną rezerwację aut przez aplikację mobilną. W czasie pandemii wprowadziliśmy też opcję Digital Check-In, która pozwala dokonać odprawy samochodu online. Klienci mogą za pośrednictwem stront internetowej Avis wprowadzić swoje dane oraz wybrać wyposażenie samochodu. Spędzają zatem mniej czasu w biurze obsługi wynajmu, co przyczynia się do ograniczenia kontaktu między nimi i naszą obsługą. Chcemy, aby dzięki temu wynajmujący czuli się bezpieczni i podróżowali autami Avis  – stwierdza Martin Gruber, dyrektor zarządzający Avis Budget Group na Europę Centralną.

Oprócz nowoczesnych technologii, w czasie pandemii widoczne jest zwiększone zainteresowanie rozwiązaniami, które zwiększają bezpieczeństwo. Dlatego Avis wprowadziło tak zwaną „Obietnicę Bezpieczeństwa Avis” oraz nawiązało współpracę z RB, producentem Dettol, aby dodatkowo rozszerzyć procedury mycia i dezynfekcji aut, aby zapewnić bezpieczeństwo klientów i pracowników.

Polacy z entuzjazmem o rozwoju technologii w motoryzacji i mobilności osób
*Pytanie wielokrotnego wyboru.

W roku 2020 masowo wzrośnie liczba dłużników. Polacy nadal żyją ponad stan

Jakim Polak jest dłużnikiem? „Raczej niefrasobliwym. Znam milionerów, którzy mają niepopłacone faktury na kilkaset złotych”.

17 listopada obchodzony jest Ogólnopolski Dzień bez Długów. Święto to ma wydobyć problem zadłużenia Polaków na światło dzienne i uświadomić wszystkim, jak ważne jest dążenie do pozbycia się zaległości finansowych. Pomysł ciekawy, ale żeby spłacić kredyty wszystkich Polaków trzeba byłoby.. ponad 83 miliardów złotych. – Polacy w dużej mierze przyzwyczajeni są do życia ponad stan,  debet nie jest czymś co przeraża, a naturalnym stanem, który zwykle wyrównuje się w dzień nadejścia wypłaty. Dłużników podzieliłabym na osoby fizyczne oraz na przedsiębiorców, bo obie grupy zadłużają się zupełnie inaczej – mówi Prezes Grupy AVERTO Małgorzata Marczulewska.

Polacy nadal się zadłużają. Nawet, gdy żyją na debecie. „W dobie zakupów online i przycisk „dodaj do koszyka” stał się naszym przyjacielem”

Według ostatnich statystyk pracowni BIG Info Monitor zaległości konsumentów z tytułu nieuregulowanych faktur, rachunków i rat kredytowych wynoszą ponad 83 miliardy złotych. Optymistyczne jest to, że o kilka tysięcy spadła liczba niesolidnych konsumentów i dzisiaj wynosi ona 2,82 mln osób. Sytuacja nadal jest jednak bardzo poważna, a trudny czas pandemii koronawirusa powoduje, że perspektywa dłużników jest zła albo bardzo zła. Jak mówi Prezes Grupy AVERTO Małgorzata Marczulewska nikt nie wie tyle, o długach Polaków, co windykatorzy. Mamy przed oczami wielkie tragedie ludzi, którzy popadli w długi na skutek utraty pracy czy choroby, ale mamy też osoby, które żyją ponad stan i po prostu nie potrafią inaczej.

– Polacy wciąż mają pewne konsumpcyjne kompleksy, stąd tak chętnie sięgamy po wszelkie kredyty. Zadłużamy się, by kupować samochody, mieszkania, jeździć na drogie wycieczki. Nie ma w tym nic złego jeżeli robimy to mając na tyle stabilną sytuację finansową, by potem spłacić wszystkie zobowiązania. Niestety z tym jest problem. Czas pandemii często weryfikował to, jak stabilna była nasza sytuacja finansowa. Zdarzały się przypadki windykacji u bardzo młodych osób, mieszkających w pięknych mieszkaniach i jeżdżących drogimi samochodami. Po kilku miesiącach bez pracy ich sytuacja finansowa była tak zła, że konieczna była wyprzedaż majątku – mówi Prezes Małgorzata Marczulewska. – Cieszą statystyki pokazujące, że spada zadłużenie młodych ludzi, bo to oznacza, że kolejne pokolenie może będzie rozsądniejsze finansowo. Z drugiej strony wyobrażałam sobie, że czas pandemii trochę nas „uspokoi” jeżeli chodzi o zakupy, a okazało się, że szybko odnaleźliśmy się w dobie zakupów online i przycisk „dodaj do koszyka” stał się naszym przyjacielem – mówi Prezes Małgorzata Marczulewska.   – Polacy żyją ponad stan. Nawet jak nie mają pieniędzy, to chcą mieć rzeczy, chcą się w nich pokazywać. Nasze ambicje przewyższają nasze finansowe możliwości – dodaje.

Spodziewam się, że ostatni kwartał 2020 roku przyniesie lawinowy wzrost liczby dłużników”

Mimo wzrostu łącznej kwoty zadłużenia ubyło dłużników. W porównaniu z I kwartałem 2020 r. łączna liczba niesolidnych płatników zmniejszyła się o 11 945 osób i wyniosła na koniec września 2 821 624. Według statystyk BIG Info Monitor ma na to wpływ zmniejszenie liczby dłużników kredytowych. Pozytywne jest także to, że wskaźnik zadłużonych do 24 roku życia spadł o kilka procent (w województwie zachodniopomorskim o 1,2%).

Według Prezes Grupy AVERTO Małgorzaty Marczulewskiej liczba dłużników wśród przedsiębiorców niestety będzie rosnąć. – Spodziewam się, że ostatni kwartał 2020 roku przyniesie lawinowy wzrost liczby dłużników. Wszystko to przez „soft-lockdown” i zamknięcie takich branż jak gastronomia, fitness, turystyka, hotelarstwo. Ograniczone są usługi i handel detaliczny, w kryzysie jest transport osobowy. Nie ma szans, by zamknięte branże mogły szybko się odbić, a nie znam osób, które mają na tyle silne podstawy finansowe działania, by kilka miesięcy generować straty i z uśmiechem patrzeć w przyszłość – mówi Prezes Małgorzata Marczulewska.

– Przedsiębiorca dłużnik to człowiek, który ma nóż na gardle i bardzo chce się dogadać z wierzycielami, by dalej funkcjonować. Z takim człowiekiem efektywna współpraca jest możliwa. Niestety zdarzają się także kombinatorzy, żeby nie powiedzieć wprost: oszuści. Dla nich pandemia koronawirusa stała się pretekstem do tego, by opóźniać płatności faktur lub generalnie unikać wszelkich płatności. W tak trudnych czasach jeden nieuczciwy przedsiębiorca wciąga w wir zadłużenia inne firmy. To bardzo niebezpieczne. Znałam dłużników, którzy mieszkali w willach za miliony, a nie opłacali faktur na kilkaset złotych mówiąc „nie mam pieniędzy”. O dłużnikach i ich historiach można by napisać kilka książek – mówi Prezes Grupy AVERTO Małgorzata Marczulewska.

Polski rynek biurowy po trzecim kwartale – więcej podnajmów i pustostanów

Całoroczne prognozy gospodarcze dla Polski na rok 2020 wskazują spadek PKB o 3-3,5% w odniesieniu do roku poprzedniego. Niemniej jednak w roku 2021 gospodarka powinna powrócić na ścieżkę wzrostu i powiększyć się o około 4% w odniesieniu do roku 2020 – wynika z najnowszego raportu firmy Cushman & Wakefield.

Na koniec III kwartału 2020 roku całkowite zasoby nowoczesnej powierzchni biurowej na dziewięciu największych rynkach w Polsce (Warszawa, Kraków, Wrocław, Trójmiasto, Katowice, Poznań, Łódź, Lublin i Szczecin) wyniosły blisko 11,5 miliona mkw., co oznacza wzrost o 7% rok do roku.

Podaż

Nowa podaż w pierwszych trzech kwartałach 2020 roku osiągnęła wartość 543 400 mkw, z czego 238 300 mkw. w Warszawie i 305 100 mkw. w miastach regionalnych. Do największych projektów oddanych do użytku w Warszawie możemy zaliczyć budynki kompleksu Warsaw Hub (bud. B – 43 400 mkw. i bud. C – 45 600 mkw. – Ghelamco) oraz Varso II (39 900 mkw – HB Reavis). Do największych projektów ukończonych w miastach regionalnych możemy zaliczyć Olivia Prime B w Gdańsku (25 000 mkw. – Olivia Business Center), pierwszą fazę Centrum Południe we Wrocławiu (23 700 mkw. – Skanska), Wave A w Gdańsku (23 600 mkw. – Skanska), High 5ive IV w Krakowie (23 500 mkw. – Skanska) oraz pierwszy budynek kompleksu Face2Face w Katowicach (19 600 mkw. – Echo Investment).

Na koniec września 2020 roku w budowie znajdowało się 89 projektów o łącznej powierzchni 1,4 miliona mkw., z czego największa liczba nowych inwestycji powstaje w Warszawie (22), Krakowie (15), Trójmieście (14), w Katowicach (13) oraz Łodzi (12).

Większość projektów jest obecnie realizowana zgodnie z harmonogramem. Niemniej jednak, na wielu rynkach spodziewamy się wystąpienia efektu luki podażowej w latach 2022-2023 ze względu na ograniczanie decyzji o rozpoczęciu realizacji nowych projektów do momentu ustabilizowania sytuacji gospodarczej w Polsce i na świecie – mówi Jan Szulborski, Senior Consultant, Cushman & Wakefield.

Popyt

W pierwszych trzech kwartałach 2020 roku najemcy wynajęli łącznie 906 800 mkw., co jest wartością o 25% niższą niż w analogicznym okresie 2019 roku.

Znaczną większość transakcji zawartych w tym roku stanowiły procesy rozpoczęte jeszcze przed wybuchem pandemii. Ponadto, obecna sytuacja wpłynęła na strukturę popytu w odniesieniu do analogicznego okresu 2019 roku poprzez zmniejszenie udziału nowych umów i wzrost liczby renegocjacji umów najmu – mówi Vitalii Arkhypenko, Junior Consultant, Cushman & Wakefield.

Do największych transakcji zawartych w 2020 roku możemy zaliczyć umowę przednajmu zawartą przez PZU w budynku Generation Park Y w Warszawie (46 500 mkw.), a w miastach regionalnych renegocjację umowy najmu ABB w budynku Axis w Krakowie (20 000 mkw.).

Wskaźnik pustostanów

Pogarszająca się koniunktura gospodarcza doprowadziła do wzrostu poziomu pustostanów, który w ujęciu kwartalnym powiększył się o 1,7 pp., a w ujęciu rocznym wzrósł o 2,1 pp. i na koniec III kwartału wyniósł 10,7%. W Warszawie stopa pustostanów wyniosła 9,6%, a w miastach regionalnych – 11,9%.

Na skutek niepewności gospodarczej spowodowanej wybuchem pandemii Covid-19 zarejestrowany został wzrost liczby podnajmów oferowanych na rynku. Według szacunków Cushman & Wakefield na koniec trzeciego kwartału 2020 roku blisko 190 000 mkw. powierzchni biurowych było oferowanych w tej formie, co nie jest uwzględnione w statystykach dotyczących stopy pustostanów.

Czynsze

Wraz z ograniczeniem aktywności uczestników rynku stawki bazowe za najlepsze powierzchnie biurowe dla stref centrum i poza centrum spadły o 0,25 EUR/ mkw./ miesiąc i znalazły się na poziomie 23,75 EUR/ mkw./ miesiąc w centrum i 14,75 EUR/ mkw./ miesiąc poza centrum. Korekta stawek wynika z coraz szerszej oferty podnajmów oraz większej presji na zachęty oferowane najemcom przez deweloperów. Stawki za najlepsze powierzchnie w miastach regionalnych pozostały bez zmian.

Prognozy

Po dwuprocentowym wzroście gospodarczym w I kwartale 2020 roku okres kwarantanny spowodowany wybuchem pandemii Covid-19 doprowadził do spadku PKB w II kwartale 2020 roku o 8,9% w porównaniu do analogicznego okresu w 2019 roku. Wraz ze zniesieniem większości restrykcji, w III kwartale nastąpiło odbicie gospodarcze, lecz poziom PKB nie osiągnął wyniku sprzed pandemii i według wstępnych szacunków zmniejszył się o 1,9% w porównaniu do ubiegłego roku.

Druga fala pandemii i przywracane w związku z nią ograniczenia wstrzymają odbicie gospodarcze w ostatnich trzech miesiącach 2020 roku i doprowadzą do jego spadku o około 4% w porównaniu do IV kwartału 2019. W kolejnych kwartałach możemy spodziewać się także dalszej korekty warunków komercyjnych, jeśli popyt na powierzchnie biurowe utrzyma trend spadkowy, a gospodarka nadal będzie pracować na zwolnionych obrotach – dodaje Jan Szulborski.

Ochrona zdrowia i rozwój umiejętności – benefity, których chcą pracownicy

Jakie benefity w trakcie pandemii są najbardziej pożądane przez pracowników? To prywatna opieka medyczna oraz rozwiązania związane ze szkoleniami i rozwojem. Respondenci badania ManpowerGroup i HRlink, wybierając trzy kluczowe świadczenia, wskazali również dodatkowe dni wolne od pracy. Co ciekawe o potrzebie wsparcia psychologicznego mówi jedynie 8% ankietowanych. Jednocześnie to jedno z rozwiązań, o jakie w pandemii firmy najczęściej rozbudowywały pakiet świadczeń pozapłacowych. Raport potwierdza również, że atrakcyjniejszy zestaw benefitów to motywator do zmiany pracy jedynie dla 1% pracowników.

Respondenci badania ManpowerGroup i HRlink zapytani o trzy najważniejsze dla nich świadczenia pozapłacowe wytypowali na pierwszym miejscu prywatną opiekę medyczną, wymienianą przez 65% badanych. Na podium znajdują się również benefity związane ze szkoleniami i rozwojem (59%) oraz dodatkowe dni wolne od pracy (36%). Znaczna część pracowników wspomina także o ubezpieczeniu na życie (31%) oraz dofinansowaniu do nauki języków obcych (30%). Najmniejszym zainteresowaniem cieszą się wsparcie psychologiczne (8%) oraz eventy integracyjne (9%).

– Obszar zdrowia zyskał na znaczeniu dla większości pracowników, a możliwość zapewnienia wsparcia lekarskiego dla siebie i rodziny stała się kluczowym priorytetem w obliczu rosnącej liczby zachorowań na koronawirusa. Z tego powodu pierwsze miejsce prywatnej opieki medycznej nie jest zaskoczeniem – mówi Katarzyna Pączkowska, dyrektor rekrutacji stałej w Manpower. – Kolejnym wymienianym przez pracowników obszarem jest rozwój i dostęp do szkoleń, na które warto spojrzeć z kilku perspektyw. Po pierwsze pandemia i dążenie do redukcji kosztów w firmach mogły spowodować zmniejszenie oferty szkoleniowej dla pracowników. W tradycyjnym modelu pracownicy spotykali się wspólnie w sali szkoleniowej, co w dobie rekomendowanego dystansu oraz braku grupowych spotkań znacząco zawęziło pole możliwości firm, co więcej pracodawcy często nie byli przystosowani do oferowania szkoleń zdalnie. Natomiast ambicje pracowników w zakresie podnoszenia swoich kwalifikacji i kompetencji nawet wzrosły, co może mieć związek także z koniecznością pozyskania nowych umiejętności, które są niezbędne w obecnym czasie. Są to na przykład wirtualne negocjacje i obsługa klienta czy komunikacja oraz zarządzanie w zdalnym zespole – dodaje ekspertka Manpower.
najważniejszymi benefitami w czasie pandemiiCo ciekawe 12% badanych potwierdziło, że pandemia zmieniła ich oczekiwania od pracodawców w zakresie świadczeń pozapłacowych. W jaki sposób? W tej grupie najwięcej osób mówi o malejącej roli kart uprawniających do korzystania z obiektów sportowych i spotkań integracyjnych, a jednocześnie rosnącej roli prywatnej opieki medycznej. W przypadku 88% badanych nowa rzeczywistość nie miała wpływu na oczekiwania względem benefitów.

– Polacy częściej muszą sprostać jednocześnie obowiązkom pracownika i rodzica-nauczyciela. Pracując z domu, niekiedy wyzwaniem jest utrzymanie odpowiedniego balansu pomiędzy życiem prywatnym i zawodowym, stąd oczekiwanie dodatkowych dni na odpoczynek. Jednocześnie z listy benefitów zniknęła praca zdalna, która w ubiegłych latach była traktowana jako ciekawa możliwość, a obecnie staje się standardem. Z kolei wsparcie psychologiczne mogło być oferowane w postaci webinarów ze specjalistami, wirtualnych spotkań motywacyjnych, które mogły zostać potraktowane jako forma szkoleń i rozwoju. Polacy nadal raczej niechętnie w miejscu pracy mówią o wyzwaniach związanych z radzeniem sobie ze stresem, ze zmianą, utrzymaniem zdrowego stylu życia. Natomiast świadomi pracodawcy dostrzegają potrzebę długofalowego zadbania o ogólnie rozumiany dobrostan pracowników, bo dzięki temu organizacja działa efektywniej – podsumowuje Katarzyna Pączkowska.

Benefity w nowej rzeczywistości – odpowiedź firm na pandemię

W wyniku pandemii co dziesiąty pracodawca zdecydował się na rozszerzenie pakietu świadczeń pozapłacowych. W tej grupie firmy najczęściej wybierały dodatkowe szkolenia wewnętrzne, przeważnie związane z zarządzaniem sobą w czasie pracy lub efektywną pracą na home-office (50%), wsparcie psychologiczne pracownika (33%) oraz dodatkowe dni wolne od pracy (25%). Co czwarta firma w warunkach nowej rzeczywistości podjęła decyzję o rezygnacji z niektórych świadczeń, najczęściej wybierając kartę uprawniającą do korzystania z obiektów sportowych (72% w tej grupie), szkolenia i rozwój (31%) a także dofinansowanie do nauki języków obcych (17%). W przypadku 63% przedsiębiorstw pakiet benefitów pozostał bez zmian, a 6% firm pozostało przy obecnej liczbie, ale zmieniły oferowane rozwiązania.

Badanie ManpowerGroup i HRlink zostało zrealizowane w dn. 7-24 sierpnia br. na reprezentatywnej grupie 130 firm oraz 558 pracowników. Przeprowadzone z wykorzystaniem metody CAWI (badanie online). Dane o dostępnych ofertach pracy i liczbie ich publikacji pochodzą z panelu administracyjnego systemu ATS HRlink i odzwierciedlają realizację procesów rekrutacyjnych w okresach: od 1.01.2019 do 31.07.2019 oraz od 1.01.2020 do 31.07.2020.

DB Energy SA – wyniki finansowe za I kw. roku obrotowego 2020-2021

Przychody i zyski zgodnie z oczekiwaniami, rekordowy portfel zleceń, w ofertowaniu kolejne 30 projektów o wartości 40 mln euro.

I kw. roku obrotowego 2020/2021 – rok obrotowy trwa od 1 lipca 2020 r. do 30 czerwca 2021 r.

w tys. zł 01.07.2020-30.09.2020 01.07.2019-30.09.2019 Zmiana %
Przychody ze sprzedaży 5 345,30 6 426,84 -17%
EBIT 235,69 1 066,38 -78%
Marża EBIT 4,4% 16,6%  
EBITDA 385,06 1 110,43 -65%
Marża EBITDA 7,2% 17,3%  
Zysk netto 121,28 834,93 -85%

Spółka zamknęła I kwartał br. nieznacznie niższym wynikiem finansowym, co jest zgodne z założeniami. Przed nami miesiące wytężonej pracy nad realizacją projektów w ramach rekordowego portfela zleceń, który zbudowaliśmy w ostatnich tygodniach. W ofertowaniu pozostaje ponad 30 innych projektów o wartości 40 mln euro. Mamy nadzieję na podpisanie kolejnych umów już w najbliższych miesiącach, podsumowuje Krzysztof Piontek, Prezes DB Energy SA.

Przychody zgodnie z oczekiwaniami

W I kw. 2020/2021 r. sprzedaż DB Energy wyniosła 5 345,30 tys. zł wobec 6 426,84 tys. zł w analogicznym okresie ubiegłego roku, tj. 17% spadku. Spółka zanotowała 0,47 mln zł przychodów z tytułu rozliczenia projektów związanych z pozyskiwaniem Białych Certyfikatów dla klientów. W I kw. br. obrotowego spółka realizowała projekty inwestycyjne, między innymi, dla Ciech Soda Polska SA (o łącznej wartości blisko 10,2 mln zł), Schumacher Packaging Grudziądz sp. z o.o. (o wartości 17,9 mln zł).

W omawianym okresie w strukturze sprzedaży spółki 10% stanowiły audyty EEA i pozyskiwanie Białych Certyfikatów, a projekty inwestycyjne, w tym w modelu ESCO, stanowiły 90% udziału.

Spadek przychodów jest wynikiem rekordowo wysokiej bazy z I kw. 2019/2020 r. oraz początkowego etapu realizacji kluczowych bieżących projektów, które w kolejnych kwartałach z fazy projektowania przejdą do fazy budowlanej. 

Zyski i marże w dół, pochodna niższej sprzedaży

EBITDA spółki w I kw. 2020/2021 r. wyniosła 385,06 tys. zł, w porównaniu do 1 110,43 tys. zł w I kw. 2019/2020 r., tj. 65% spadku. Marża EBITDA wyniosła 7,2% wobec 17,3% w analogicznym okresie ubiegłego roku. W I kw. 2020/2021 r. spółka odnotowała 235,69 tys. zł zysku operacyjnego, tj. 78% spadku rdr. Marża EBIT wyniosła 4,4% wobec 16,6% w analogicznym okresie ubiegłego roku. Koszty operacyjne w I kw. br. wyniosły 5 112,45 tys. zł, tj. spadek o 5% rdr. Jest to głównie pochodna spadku kosztów usług obcych (koszty podwykonawców w projektach inwestycyjnych), które zmieniają się proporcjonalnie do skali realizowanych projektów. Zysk netto na koniec I kw. 2020/2021 r. wyniósł 121,28 tys. zł, tj. 85% spadku rdr. Na koniec okresu spółka dysponowała gotówką w kwocie 3,62 mln zł, tj. spadek o 50% rdr.

Wyniki spółki są zgodne z założeniami w związku ze zmianą modelu działalności z doradczej na inwestycyjną.

Perspektywy dalszego rozwoju w 2020/2021 r.

DB Energy planuje dalszy dynamiczny rozwój w segmencie inwestycji energetycznych na rynku ESCO w Polsce. W ofertowaniu pozostaje ponad 30 zidentyfikowanych projektów inwestycyjnych o wartości ok. 40 mln euro. Zarząd ma nadzieję na podpisanie kolejnych umów w najbliższych miesiącach.

W ostatnich latach spółka złożyła łącznie wnioski na Białe Certyfikaty o wartości ponad 450 mln zł, z czego już ok. 200 mln zł zostało przyznane klientom (tj. 37% całego rynku za lata 2017/2018). W portfelu spółki znajduje się obecnie ponad 70 umów BC.

Uwzględniając specyfikę działalności spółki oraz koniunkturę gospodarczą, Zarząd oczekuje w całym 2020/2021 r. utrzymania dotychczasowego tempa realizacji projektów, co powinno mieć pozytywny wpływ na przychody. W ocenie Zarządu, przy utrzymaniu stabilności gospodarczej, przychody spółki powinny rosnąć, co przełoży się pozytywnie na skalę generowanych zysków.

Db Energy rozwija rynek ESCO w Polsce

W październiku br. DB Energy podpisała umowę z międzynarodowym funduszem inwestycyjnym, SUSI Partners. SUSI Partners AG, który specjalizuje się w inwestycjach wspierających transformację energetyczną, umożliwi finansowanie projektów poprawy efektywności energetycznej w modelu ESCO dla klientów przemysłowych DB Energy o łącznej wartości co najmniej 20 mln euro do 2023 r. Pod koniec października br. DB Energy podpisała już pierwszą umowę na realizację przedsięwzięcia z obszaru efektywności energetycznej. Inwestycja o wartości 29 mln zł dla Słodowni Soufflet Polska sp. z o.o. będzie realizowana w modelu ESCO, a wynagrodzenie należne DB Energy z tytułu rozliczenia projektu – płatne przez okres 10 lat – jest uzależnione od wygenerowanych oszczędności kosztów dla klienta.

Wsparcie partnera finansowego SUSI Partners otwiera nam drogę do dynamicznego rozwoju na rynku ESCO w Polsce. Chcemy jak najszybciej wypełnić nasz portfel zleceń w ramach dostępnego finansowania. W najbliższych miesiącach mamy nadzieję na finalizację kolejnych umów, które są obecnie w ofertowaniu, podsumowuje Krzysztof Piontek, Prezes DB Energy.

Obecnie Ministerstwo Klimatu pracuje nad nowelą ustawy o efektywności energetycznej, której celem jest pobudzenie inwestycji w efektywność energetyczną. Rozważane są takie zmiany, które powinny się przełożyć na wzrost zainteresowania inwestycjami przez klientów i rozwój rynku ESCO.

Berliński potencjał

Spółka zależna, Willbee Energy GmbH, nawiązała pierwsze kontakty biznesowe. We wrześniu br. Willbee Energy uczestniczyła w konferencji ener.CON Europe w Berlinie, największej konferencji poświęconej efektywności energetycznej w Europie. Zarząd ma nadzieję, że podejmowane działania promocyjne przełożą się w kolejnym roku na rozwój biznesu.

Diagsys do komercjalizacji

W II pół. 2020 r. spółka planuje zakończenie fazy technicznej projektu B+R DiagSys. W 2021 roku będzie przeznaczony na komercjalizację projektu.

EIT Digital Challenge nagradza 5 najlepszych scaleupów Europy w 2020 r.

20 najbardziej obiecujących firm zajmujących się zaawansowanymi technologiami rywalizowało w finale prestiżowego konkursu  –  EIT Digital Challenge 2020, który po raz siódmy organizowany jest przez EIT Digital. 5 najlepszych scaleupów otrzymało nagrody o łącznej wartości 350 000 euro oraz międzynarodowe wsparcie rozwoju w ramach programu EIT Digital Accelerator.

Wielki tryumf

Pierwsza nagroda trafiła do firmy Deepomatic z Francji. Pozostali czterej zwycięzcy to Icometrix (Belgia), SwipeGuide (Holandia), Targomo (Niemcy) oraz Wishibam (Francja).

Augustin Marty, dyrektor generalny i współzałożyciel firmy Deepomatic, zdobywca nagrody głównej, uważa to za ogromne uznanie dla pracy jego zespołu. „Nasza firma ma zaledwie pięć lat i otrzymanie przez EIT Digital miana najlepszego startupu zajmującego się zaawansowanymi technologiami w Europie ma w tej chwili naprawdę ogromne znaczenie – to początek ekspansji na międzynarodowy rynek” – stwierdza Augustin Marty.

W tym roku do konkursu zgłoszono rekordową liczbę, bo aż 403 scaleupy z 32 krajów, co stanowi 44% wzrostu w porównaniu z 2019 r. EIT Digital Challenge jest skierowany do europejskich firm, skupionych na szybkim rozwoju oraz szerokiej działalności w Europie i na świecie. Firmy konkurowały w jednym z pięciu strategicznych obszarów innowacji: Digital Tech, Digital Industry, Digital Cities, Digital Finance i Digital Wellbeing.

Prawie 40% kandydatów, 55% z 20 finalistów i 3 na 5 zwycięzców (tj. 60%) to kobiety, które są założycielkami firm lub obejmują stanowiska kierownicze. Dane te obrazują starania jakie EIT Digital czyni na rzecz wspierania europejskich kobiet-przedsiębiorców.

Dalszy rozwój zwycięzców

Pięć nagrodzonych firm dołączy do EIT Digital Accelerator, który w 2019 roku został uznany za jeden z  najlepszych światowych akceleratorów biznesu publicznego i programu o największym zasięgu ogólnoeuropejskim oraz jako Top 4 European Accelerator w raporcie Startup Heatmap Europe.

To nie jest zwykły konkurs, w którym liczy się tylko jeden zwycięzca”, mówi Chahab Nastar, dyrektor ds. Innowacji w EIT Digital. „Elitarne grono 20 finalistów zostało wybranych spośród 403 zgłoszeń. To jedynie 5% najlepszych przedsiębiorstw. Firmy te dynamicznie się rozwijają i mają ogromny potencjał, aby stać się europejskimi historiami sukcesu. Jury dostrzegło szczególny potencjał w tych 5 firmach, które zostaną objęte merytorycznym wsparciem w dalszym, prężnym rozwoju i pozyskiwaniu międzynarodowych inwestorów  w programie oferowanym przez EIT Digital Accelerator” – dodaje Chabab Nastar.

Zwycięskie scaleupy to:

    • Deepomatic (FR) – bezkodowa wizualna platforma automatyzacji do obsługi operacji w terenie za pomocą aplikacji wizyjnych;
    • Icometrix (BE) – pomaga skutecznie kwantyfikować nieprawidłowości w mózgu dzięki rozwiązaniu do obrazowania, opartemu na sztucznej inteligencji;
    • SwipeGuide (NL) – inteligentne instrukcje i procedury pracy za pośrednictwem rozszerzonych aplikacji w celu poprawy produktywności w hali produkcyjnej;
    • Targomo (DE) – rozwiązanie do analizy lokalizacji w celu optymalizacji sieci detalicznych, zapewnienia lepszych usług publicznych i usprawnienia wyszukiwania nieruchomości;
  • Wishibam (FR) – umożliwia tworzenie skalowalnych rynków w oparciu o stan magazynu w czasie rzeczywistym;

Finał konkursu odbył się 12 listopada online.

Ranking portali sprzedających nieruchomości

Zmieniający się rynek, rozwój technologii i narzędzi marketingowych czy PR-owych oferuje nowe sposoby skutecznego dotarcia do klientów. Co ważniejsze, o sukcesie coraz częściej decyduje kreatywność i doświadczenie. Fuzje, przejęcia, atrakcyjne promocje oraz warunki płatności, innowacyjne technologie i narzędzia – sprzedające nieruchomości portale prześcigają się w pomysłach na pozyskanie klientów i mocno konkurują o wysoką pozycję na rynku. – mówi Mariusz Michalski z serwisu magazynprzedsiebiorcy.pl.

Z drugiej strony, od lat notujące duży wzrost i dysponujące olbrzymimi budżetami firmy deweloperskie łączy konieczność podejmowania działań marketingowych w celu uzyskania jak najlepszej sprzedaży wybudowanych nowych mieszkań (tylko w 2019 r powstało ich 207 tys.) i optymalizacji związanych z tym działaniem kosztów.

Tak jak różne są produkty deweloperskie oraz polityka korporacyjna, inne też są strategie sprzedażowe. Oferowane przez portale modele współpracy mogą być bardzo efektywne, ale w istocie sam deweloper i jego założenia marketingowe oraz polityka sprzedażowa (ROI) decydują o tym, czy dany portal stanowi dla niego wartościową opcję współpracy. Poprosiłem firmę SEMSTAR, jednego z doświadczonych liderów sektora marketingu cyfrowego o stworzenie niezależnego zestawienia na podstawie przejrzystych kryteriów analitycznych.

Do wykorzystanych w materiale analiz i zestawień wykorzystaliśmy dwa najlepsze na rynku profesjonalne narzędzie analityczne:

SEMRush to kompletne narzędzie, które pomaga dokładnie zrozumieć, na jakim etapie jesteśmy i gdzie plasują się nasi konkurenci w wynikach wyszukiwarek. SEMRush wyróżnia się wśród innych narzędzi, tym że jest bardzo dokładne i idealnie pasuje do szczegółowych i wysoko zaawansowanych projektów SEO.

SEMSTORM pokazuje działania rywali, co znacznie ułatwia budowanie strategii marketingowej. Korzystając z systemu można ocenić w jakiej kondycji są główni rywale i nadzorować, czy na rynku pojawiają się nowi gracze. W SEMSTORM zobaczysz frazy dostosowane do odpowiedniego źródła. Niezależnie czy tworzysz filmy, opisujesz produkt, czy artykuł – zawsze zobaczysz odpowiednie podpowiedzi. Oprócz samych słów SEMSTORM dostarcza informacji także o tym, ile razy są wyszukiwane, ich trendach, średnim CPC i konkurencyjności.

“Portale internetowe generują ruch głównie z wyszukiwarki Google wyników organicznych i płatnych. Wspierają swoje kampanie re-marketingiem i reklamą display. Pamiętajmy, że developer takie działania może również prowadzić samodzielnie, wyprzedzając portale i docierając z pełną ofertą do potencjalnego Klienta. Zbierając dane o potencjalnym Kliencie i później wyświetlając mu spersonalizowane reklamy” – zauważa Michał Babiak, Prezes SemStar. Uwaga ta ma szczególne znaczenie dla profilu działań B2B, ale należy pamiętać, że portale obsługują też rynek wtórny B2C.

Liderzy sprzedaży nowych mieszkań, czyli najpopularniejsze portale

Wykorzystując narzędzia SEMRush i SEMSTORM analizujące miesięczny ruch SEO wśród portali nieruchomościowych, wynika że liderem jest

  1. otodom.pl (3.920.000), który ma ponad dwukrotnie większą liczbę odwiedzin niż kolejne w czołówce:
  2. nieruchomosci-online.pl (1.480.000),
  3. gratka.pl (1.410.000),
  4. morizon.pl (1.280.000),
  5. rynekpierwotny.pl (500.000),
  6. domiporta.pl (396.000) i
  7. obido.pl (57.000).

OTODOM

Jest częścią Grupy OLX – międzynarodowej firmy specjalizującej się w ogłoszeniach, co pozwala na prowadzenie szeroko zakrojonych badań i wykorzystywania ich do skutecznego docierania do szukających nieruchomości. Otodom to także wciąż najpopularniejszy serwis z nieruchomościami w Polsce, a według najnowszego, raportu PBI Gemius, tylko we wrześniu odwiedzony został przez ponad 4 miliony realnych użytkowników. Aktywnie współpracuje z 975 firmami deweloperskimi.

Z kolei z danych Similarweb wynika, że we wrześniu Otodom zanotował ponad 18 milionów wizyt. W ofercie serwisu znaleźć można mieszkania i domy, a także działki, nieruchomości komercyjne oraz inne inwestycje z całego kraju. Poza największym ruchem, serwis wyróżnia posiadanie obok ogłoszeń z rynku pierwotnego także ofert z rynku wtórnego, co z perspektywy poszukujących, którzy często nie mają jasno sprecyzowanych oczekiwań w początkowej fazie procesu, jest dużym atutem. W końcu, jak wynika z badań przeprowadzonych przez agencję badawczą Kantar dla Otodom, aż 35% osób, które zdecydowało się na zakup mieszkania z rynku pierwotnego, brało pod uwagę również nieruchomości z drugiej ręki. Portal daje ten wybór i umożliwia poszukującym łatwą migrację pomiędzy dwoma rynkami.

Dodatkowe korzyści klienci otodom.pl czerpią z synergii, która jest wynikiem współpracy z siostrzanym serwisem OLX. Dzięki opcji szybkiego eksportu ofert, mogą oni dotrzeć ze swoją ofertą do nawet 6,45 mln realnych użytkowników miesięcznie (źródło danych: Badanie Gemius/PBI, wrzesień 2020 r.).

Jednocześnie portal podchodzi indywidualnie do strategii prezentacji inwestycji. Badane są zainteresowania użytkowników, oceniane możliwości danej inwestycji, a deweloper otrzymuje propozycję konkretnego zestawu działań promocyjnych w uzgodnionym budżecie. Dział ekspertów ds. zarządzania ofertą na bieżąco sprawdza skuteczność tych działań. Jeżeli zajdzie potrzeba, proponują inne działania promocyjne, również takie dotyczące poprawy jakości samych ofert.

“Otodom to przede wszystkim serwis z największym dotarciem do osób szukających nieruchomości w Polsce. Unikalność naszej propozycji polega na połączeniu wspomnianego zasięgu z oferowaniem wszystkich typów nieruchomości. Dzięki temu stwarzamy deweloperom możliwość dotarcia do szerokiej rzeszy klientów zorientowanych na nowe mieszkania i domy ale również do tych, którzy jeszcze zadają sobie pytanie „wtórny czy pierwotny”. Migracje między tymi rynkami są szansą i źródłem nowej sprzedaży. Jako Otodom dalej stawiamy na zrównoważony rozwój każdego z segmentów rynku, ale warto zaznaczyć, że mocniej rozwijamy propozycję dla deweloperów, czego efektem jest m.in. dedykowany zespół biznesowy oraz zmiany w naszym designie dla rynku pierwotnego, które są dopiero początkiem większej całości. Inne zmiany jakie nas czekają, to pewnością dalsze dostosowanie do realiów pandemii covid19. To przyśpiesza promocję rozwiązań dla sprzedaży bezkontaktowej – intensywniej promujemy oferty ze spacerami 3D oraz firmy umożliwiające zdalną obsługę” – mówi Marcin Kawecki, Head of Primary Market Otodom.

Z uwagi na ogólnopolski zasięg serwisu, oferowany jest jednakowy model współpracy dla wszystkich deweloperów. Jest to stały abonament za prezentację oferty w serwisie (369 zł), który zostaje wzmocniony elastycznym, spersonalizowanym doborem innych form promocji inwestycji. Rozliczenia z klientami biznesowymi prowadzone są na podstawie faktur wystawianych co 30 dni. Portal nie stosuje rozliczeń proforma, ani żadnych zaliczek. Klienci płacą z tzw. dołu za publikację swoich inwestycji (post paid). Rozliczenia dot. publikacji oraz promocji pojedynczych inwestycji, do których można dodać dostępne w jej ramach lokale. W okresie ostatnich 12 m/c portal wygenerował 920 000 leadów dla ofert z rynku pierwotnego. Obecnie w Otodom znaleźć można ok. 1 500 inwestycji deweloperskich z całej Polski, w ramach których mieści się ponad 80 000 mieszkań i domów.

NIERUCHOMOSCI-ONLINE

“Kierunek rozwoju Nieruchomosci-online.pl wyznaczają potrzeby jego użytkowników. Wsłuchiwanie się w nie leży w DNA naszej marki. Portal ułatwia znalezienie idealnie dopasowanej nieruchomości dzięki dopracowanym ścieżkom użytkownika, zastosowaniu algorytmów prezentujących podobne oferty na każdym punkcie styku z marką oraz wprowadzonemu już w 2014 roku standardowi podnoszenia jakości ogłoszeń” – informuje Michał Kurczycki, dyrektor generalny Nieruchomosci-online.pl.

Nieruchomosci-online.pl to portal z największą liczbą ogłoszeń nieruchomości w Polsce. Udostępnia poszukującym ponad 350 tys. ofert i co miesiąc odwiedzany jest przez ponad 4 miliony użytkowników, co daje mu drugą pozycję pod względem popularności. W ciągu ostatnich 4 lat ruch na portalu wzrósł o 300 procent, a tylko w ciągu ostatniego roku liczba poszukujących zwiększyła się o 2 miliony. Portal jest liderem pod względem widoczności w TOP 10 w wyszukiwarce Google. Istnieje na rynku od 2008 roku i konsekwentnie pozostaje niezależny od grup kapitałowych.

W ramach współpracy z portalem deweloperzy mają do wyboru trzy pakiety w rozliczeniu abonamentowym zróżnicowane pod względem stopnia zaawansowania możliwości promowania inwestycji, otrzymują m.in.: nowoczesną i kompletną prezentację inwestycji, dostęp do statystyk odwiedzin, mailing do poszukujących nieruchomości, reklamę kontekstową, czyli promowanie inwestycji wśród ofert z rynku wtórnego, wyświetlanie oferty w sekcji ogłoszeń wyróżnionych na listach nieruchomości, pozycjonowanie inwestycji w portalu oraz kampanię remarketingową inwestycji na największych polskich portalach. Nieruchomosci-online.pl umożliwia też skorzystanie z miesięcznego, bezpłatnego okresu testowego. Portal wyróżnia brak reklam na prezentacjach oraz bezpłatne wprowadzenie inwestycji na portal i ich aktualizacja przez doradców klienta. Poza promocją wynikającą z opcji abonamentowej, mogą oni poznać zalety inwestycji, czytając o niej na blogu Nieruchomosci-online.pl, a także na profilu portalu na Facebooku. Koszt abonamentu to Basic+ 180 zł/miesiąc, Standard+ 250 zł/miesiąc, Optimum+ 500 zł/miesiąc. Obecnie dostępna jest także oferta promocyjna – 4 miesiące w cenie 2 (faktura za 1 i 3 miesiąc, zaś 2 i 4 miesiąc jest gratis).

MORIZON i GRATKA

Apetyt na pozycję lidera ma też inny silny gracz na naszym rynku – RASM. W tym roku Grupa Morizon Sp. z o.o. i Gratka Sp. z o.o stały się częścią Grupy Kapitałowej Ringier Axel Springer Media AG (RASM) i rozpoczęły proces ścisłej współpracy. Serwisy Morizon.pl i Gratka.pl mają wraz z serwisami RASM zasięg ponad 3,12 mln realnych użytkowników miesięcznie w kategorii nieruchomości (dane za Gemius / PBI, lipiec 2020).

“Uruchomienie prowadzonych równolegle kampanii Morizona i Gratki jest dla nas bardzo ważnym wydarzeniem, ponieważ wyznacza początek faktycznej współpracy między naszymi serwisami oraz mediami Ringier Axel Springer Polska. Dzięki rozbudowanej sieci partnerstw z serwisami RASM, Allegro oraz mediami PolskaPress staliśmy się jednym czołowych graczy na rynku nieruchomości w Polsce i mamy możliwość działania na niespotykaną dotąd skalę.” – mówi Jarosław Święcicki, Prezes Zarządu Grupa Morizon Sp. z o.o. oraz Prezes Zarządu Gratka Sp. z o.o.

Gratka.pl to jeden najpopularniejszych serwisów ogłoszeniowych w Polsce. Posiada bogatą bazę ponad 500 tys. ogłoszeń w kategoriach nieruchomości, motoryzacja, praca oraz oferty drobne. Natomiast Morizon.pl to jeden z największych w Polsce serwisów nieruchomościowych, posiadający bazę ponad 300 tys. ogłoszeń sprzedaży i wynajmu mieszkań, domów, działek i innych typów nieruchomości.

Serwisy Grupy Morizon odwiedza co miesiąc ponad 2,3 mln osób, które szukają mieszkania (dane: Google Analytics, za lipiec 2020 r.) Współpracując z Grupą Morizon trafisz do znacznie szerszego grona użytkowników niż za pośrednictwem serwisów skupionych wyłącznie na rynku pierwotnym. Inwestycję prezentowane są nie tylko osobom szukającym mieszkania wśród ofert deweloperskich, lecz także tym, którzy rozglądają się za swoim M zarówno na rynku pierwotnym, jak i wtórnym. W ramach współpracy ogłoszenia zostaną wyświetlone również na Noweinwestycje.pl oraz na Allegro.pl – serwisie, który co miesiąc odwiedza aż 18 mln użytkowników. Portal od lat prowadzi także szeroko zakrojone działania marketingowe w najpopularniejszych polskich serwisach internetowych – na Facebooku, Instagramie oraz w sieci reklamowej Google. Dzięki efektywnie prowadzonym kampaniom jest w stanie dotrzeć miesięcznie do ponad 2 mln użytkowników poszukujących domu lub mieszkania i zdobyć wysokiej jakości leady przy wsparciu o call center – prezentując wybrane inwestycje precyzyjnie dobranym grupom odbiorców, np. z konkretnej lokalizacji lub szukających M w określonej cenie.

Serwis za pośrednictwem działu call center może skontaktować się z wybranymi użytkownikami Morizon.pl i zaproponować im mieszkania z rynku pierwotnego, które mogą ich zainteresować. Gdy Twoja inwestycja znajdzie się już w serwisie, będziesz mógł skorzystać z zestawu skutecznych narzędzi, dzięki którym dodatkowo wzmocnisz widoczność swoich nieruchomości i uzyskasz najwyższe pozycje na listach ofert. W ofercie są też proste w użyciu i skuteczne wyróżnienia, punkty podbić, kampanie display’owe i wiele innych narzędzi pro sprzedażowych. Portal oferuje deweloperom cztery pakiety, które dopasowane są do potrzeb i pozwolą najskuteczniej zdobyć klientów. W obecnej promocji kwoty wynoszą 500 zł za Standard , 1000 zł za Comfort, 2000 zł za Advanced, zaś pakiet Superior kosztuje teraz 4000 zł. Serwis współpracuje z 298 firmami deweloperskimi z rynku pierwotnego.

Po przejęciu przez Ringier Axel Springer Media AG Gratka.pl – jednego z największych i najpopularniejszych serwisów ogłoszeń w Polsce – i zakupie większościowego pakietu akcji MZN Property SA – wydawcy czołowego serwisu nieruchomościowego Morizon.pl, rozpoczął się nowy etap działań mających na celu wzmocnienie pozycji rynkowej obu serwisów.

RYNEKPIERWOTNY

Doświadczenie i skuteczność prowadzonych działań. Od ponad 11 lat pomaga użytkownikom znaleźć wymarzone mieszkanie, prowadząc kompleksową obsługę od doradztwa przy wyborze lokalu, przez możliwość pozyskania kredytu, a nawet dostęp do biura projektowego. Przewidujemy, że w 2020 roku z jego usług skorzysta ponad 4,5 mln osób zainteresowanych zakupem „M”. Dzięki unikalnemu algorytmowi, który stworzyli siedem lat temu zbierają informacje o ponad 250 zachowaniach użytkowników. Każde z nich ma swój scoring, który pozwala na idealne dopasowanie oferty do potrzeb danej osoby. RynekPierwotny.pl to portal zawierający obecnie największą ofertę nowych mieszkań, domów, lokali użytkowych i inwestycyjnych od ponad 1000 deweloperów z całej Polski. W jego bazie znajduje się prawie 70000 nowych nieruchomości, co wg szacunków stanowi ok. 84% ofert z rynku. Serwis co miesiąc odwiedza ok. 450 – 500 tys. unikalnych użytkowników i w tym samym okresie dostarcza deweloperom ok. 60 tys. leadów wysokiej jakości i aktualizuje prawie 2000 ofert nieruchomości.

Model współpracy z deweloperami uzależniony jest od konkretnych potrzeb i wymagań klientów, które są zbierane podczas pierwszej rozmowy. Portal posiada rozbudowany wachlarz produktów – od rozwiązań dedykowanych, opartych o machine learning, które mają na celu osiągnięcie konkretnego targetu sprzedażowego, po standardowe działania marketingowe, wspierające wizerunek naszych klientów. Forma rozliczenia uzależniona jest od produktu, z którego klient chce skorzystać. Może to być abonament lub rozliczenie za efekt. Każdy z klientów w drodze zapytania otrzymuje kompletną wycenę działań, na które się decyduje.

“Oprócz działań dedykowanych i standardowych związanych ze sprzedażą, oferujemy deweloperom również wsparcie PR-owe (ekspozycje w mediach) i SEO-we (nasze wizytówki inwestycji są jednymi z najlepiej widocznych w wynikach wyszukiwania Google) oraz bezpłatne szkolenia marketingowe prowadzone w naszym biurze lub online. Gwarantujemy również stały dostęp do innowacyjnych rozwiązań, które mają na celu jeszcze lepsze dotarcie z ofertą do osób, które będą nią zainteresowane. Od początku istnienia naszego portalu inwestujemy w wiedzę i nowe technologie. Jako pierwsi na szeroką skalę wprowadziliśmy na rynek w 2012 roku wirtualne spacery a rok później usługę pośrednictwa “Znajdziemy dla Ciebie”. Obecnie od kilku lat rozwijamy technologię machine learningową w naszej wyszukiwarce, aby jeszcze lepiej poznać i sprostać wymaganiom naszych użytkowników. Siedem lat temu stworzyliśmy i rozwijamy specjalny algorytm, który bada ponad 250 indywidualnych zachowań osób, które wchodzą na nasz portal. Na ich podstawie tworzymy złożone modele predykcyjne, które pozwalają w ok. 92% dopasować daną nieruchomość do potrzeb użytkownika, tak aby spełniła jego oczekiwania. Dodatkowo, obecnie pracujemy również nad nowymi, niedostępnymi na naszym rynku, rozwiązaniami dla deweloperów, które pozwolą im na skuteczną promocję inwestycji, znajdujących się poza największymi miastami. Mamy wiele planów – część z nich jest obecnie w trakcie weryfikacji, inne już realizujemy, ale nie chcemy ich jednak jeszcze zdradzać. Szykujemy kilka niespodzianek zarówno dla deweloperów jak i użytkowników. Kierunek jest dla nas jasny: użytkownik mobilny i jego potrzeby oraz ciągła optymalizacja działań realizowanych dla deweloperów. Kolejne 5 lat to również dalsze prace nad naszym drugim projektem GetHome.pl, którego celem jest zaspokojenie potrzeb użytkowników, którzy szukają lokali na rynku wtórnym. W październiku, 1,5 roku po premierze, ruch organiczny na serwisie przekroczył pułap 100 000 unikalnych wejść. W tym czasie zyskał również zaufanie ponad 950 agencji pośrednictwa nieruchomości. A to tylko początek.” – informuje Grzegorz Kurowski – Prezes Zarządu Property Group Sp. z o.o. wydawcy portalu RynekPierwotny.pl.

Efektywność serwisu potwierdzają też same liczby:
• współpraca z prawie 1000 firm deweloperskich – 92% z nich to wieloletni klienci, niektórzy są z serwisem niemal od samego początku
• wg badań pracowni PBS – 43% użytkowników korzystających z portalu przyznało, że dzięki niemu znalazło i kupiło mieszkanie od dewelopera
• tylko w ciągu ostatnich 10 miesięcy tego roku, serwis zrealizował z sukcesem ponad 4050 dedykowanych kampanii dla deweloperów
• w 2020 roku dostarczy ok. 695 tys. wysokiej jakości leadów deweloperom

Co ciekawe, portal podjął się inicjatywy stworzenia dedykowanego pisma (kwartalnika) branżowego dla deweloperów “Deweloper&Marketing”, dostarczając przy tym unikalne dane od partnerów merytorycznych, takich jak Nowy Marketing, Senuto, IMM, AdReport (Grupa Stroer) czy Sotrender.

DOMIPORTA

Portal integruje wszystkie segmenty rynku mieszkaniowego na jednej platformie cyfrowej, a 51% odwiedzających serwis to kobiety. Łączy nabywców i posiadaczy nieruchomości, deweloperów, najemców, agencje pośrednictwa, banki finansujące zakup mieszkań oraz podmioty świadczące usługi projektowe. Zakup i sprzedaż nieruchomości w Polsce to wciąż żmudny, wieloetapowy i offlinowy proces. Celem portalu jest jego uproszczenie i dostosowanie do potrzeb wymagających i nowoczesnych użytkowników. Dzięki jego innym markom z sektora wykończeniowo-meblowego – Merkury Market oraz Abra-meble.pl – również aktywnie pomaga tysiącom osób wyremontować i urządzić swoje wymarzone M. Portal stara się spełniać biznesowe potrzeby klientów, a także reklamodawców podchodząc do każdego podmiotu indywidualnie. Oferuje trzy rodzaje pakietów dla deweloperów – w zależności od prezentacji inwestycji w DP – wyróżnienia, cotygodniowego podbicia ogłoszeń, obecności na stronie głównej w top inwestycje i reklamy w Google – Adwords (liczba kliknięć) kosztujące 450, 650 i 850 zł. Współpracuje z 184 deweloperami.

OBIDO

Portal koncentruje się na największych lokalnych rynkach mieszkaniowych w kraju – Kraków, Trójmiasto, Warszawa, Wrocław, oferując użytkownikom poszukującym mieszkań i domów w stanie deweloperskim, najlepiej dopasowanych do ich potrzeb. Oprócz pozostawionych preferencji będących bazą, duży nacisk kładzie na zbieranie danych wykorzystując w tym celu wyspecjalizowany zespół konsultantów i najnowocześniejsze technologie wchodzące w skład laboratorium sztucznej inteligencji. Dzięki tym rozwiązaniom z pracownikami biur sprzedaży kontaktują się osoby faktycznie zainteresowane nabyciem danej nieruchomości, zapoznane z rozkładem, lokalizacją, głównymi atutami i przeważnie ceną, co oprócz oszczędności czasu bardzo często najważniejszego i deficytowego zasobu handlowców, zwiększa prawdopodobieństwo przeprowadzenia transakcji.

W niedalekiej przyszłości obido.pl pojawi się również w Poznaniu, Łodzi i na Górnym Śląsku, gdzie na tę chwilę, podobnie jak w innych miejscach w kraju, realizuje kampanie „obido lite”, z wykorzystaniem sieci partnerskiej. W tym modelu opiera się przede wszystkim na doświadczeniach zebranych z kampanii przeprowadzonych dla ponad pół tysiąca inwestycji deweloperskich. Precyzyjne targetowanie oraz sprawna komunikacja dają przewagę konkurencyjną na zróżnicowanym rynku deweloperskim.

Osoby poszukujące nieruchomości zawsze korzystają z obido bezpłatnie, zaś deweloperom portal oferuje model abonamentowy zaczynający się od 1260 zł miesięcznie.
“Kilka rzeczy sprawia, że obido jest czymś więcej niż tylko wyszukiwarką mieszkań i wyróżnia się wśród platform rynku deweloperskiego, wymienię tylko trzy najważniejsze aspekty. Po pierwsze, w obido użytkownik dostaje oferty lokali dopasowanych do jego preferencji przez mechanizmy sztucznej inteligencji (posiadamy własne laboratorium sztucznej inteligencji dofinansowane z dotacji) wspierane przez profesjonalny zespół niezależnych ekspertów. To dla poszukujących wielkie ułatwienie w rozeznaniu się na rynku, oszczędność czasu i realna pomoc w podjęciu najlepszej decyzji. Po drugie, każde mieszkanie dostępne na obido.pl ma fotorealistyczny spacer 3D, który znacznie ułatwia wybór mieszkania, wszak na rynku pierwotnym duża część dostępnych nieruchomości nie została jeszcze wybudowana. I w końcu po trzecie, trwa właśnie trzecia edycja konkursu obido i RMF FM, w którym każda osoba, która znalazła mieszkanie na obido i kupiła je, może wygrać 300 tys. zł. Jesienią 2020 r. uruchomiliśmy nową odsłonę serwisu obido.pl, która jest jeszcze bardziej przyjazna dla użytkowników i ma zaimplementowane kolejne rozwiązania technologiczne. O wszystkim opowiedzieliśmy podczas konferencji Proptech Ideas 2020, relację z której można obejrzeć na obido.com” – mówi Marian Bruliński, wiceprezes i dyrektor marketingu OBIDO.

Kreatywność i doświadczenie kluczem do sukcesu

Zachowania konsumentów wskazują, że na decyzję – trwającą zwykle od 3 do 6 m/c – dotyczącą zakupu mieszkania, w dużej mierze wpływa dobry marketing i proces komunikacji z klientem (CRM). Konsument przed obejrzeniem oferty „w realu”, analizuje średnio pięć parametrów online. Jeśli trzy z nich będą negatywne, szansa sprzedaży spada o 70 proc. Wśród skutecznych metod dostarczania klientów zainteresowanych zakupem na rynku pierwotnym jest współpraca z ww. portalami mieszkaniowymi.

Warto zwrócić uwagę na to, że większość portali wypracowała ruch dzięki wyszukiwarkom. Dlatego dają także korzyść w pozycjonowaniu ofert (SEO) deweloperów czy ich kolejnych inwestycji, ponieważ zapewniają pojawienie się w TOP 10 najważniejszych słów kluczowych. Tak samo warto również śledzić rozwijający się rynek sprzedaży online oraz nowe narzędzia i oferty portali skierowane do klientów B2B.

Pamiętajmy jednak, że większość portali, jakie podaliśmy w zestawieniu umożliwia wyświetlanie wewnątrz swoich stron reklam graficznych poprzez ekosystem reklamowy Google. Takie rozwiązanie często daje dużo więcej korzyści niż samo ogłoszenie. Możemy wybrać dużo więcej opcji targetowania i wyświetlać reklamy osobom które weszły w interakcję z naszą firmą albo nawet konkurencją.

“W dzisiejszych czasach ogłoszenie w portalu nieruchomości to zwyczajna podstawowa czynność jaką może wykonać developer. Istnieje dużo innych skutecznych rozwiązań:
* Samodzielne reklama w Google (płatna i bezpłatna)
* Remarketing
* Kampania na konkurencję (jeżeli np. użytkownik przeglądał strony innych developerów)
* Kampania w mediach społecznościowych
* Kampania Wideo w YouTube
W wszystkich tych kanałach możemy precyzyjnie targetować danych użytkowników, tak że mamy pewność, że widzi reklamę potencjalny klient wykazujący daną aktywność w tym obszarze. Dokładnie możemy badać statystyki jaka reklamy generuje nam najwięcej zapytań i możliwości sprzedażowych” – dodaje Michał Babiak Prezes SemStar.

Jednak z mojego doświadczenia wyniesionego z kampanii marketingowych i działań sprzedażowych firm deweloperskich, wynika iż w większości są one zainteresowane aktywnością w obydwu wymienionych obszarach, gdyż żaden liczący się na rynku gracz nie pozostawi wolnego pola dla promocji swojej konkurencji.

Autor.: Adam Białas, ekspert rynku, dziennikarz biznesowy, dyr. Core PR