We wrześniu oczy kupujących mieszkania były zwrócone gównie na rynek pierwotny, bo deweloperzy wtedy właśnie odkryli ceny wszystkich oferowanych mieszkań. Na rynku wtórnym ceny nie budzą takich emocji, a wrzesień był kolejnym miesiącem stabilizacji średniej ceny metra kwadratowego w większości metropolii – wynika z danych portalu GetHome.pl.
– Najpewniej wielu potencjalnych nabywców mieszkań ma obecnie dylemat: kupić nowe czy z drugiej ręki? Z jednej strony, niektórzy deweloperzy obniżają ceny albo dają spore rabaty. Z drugiej, rynek wtórny wciąż wygrywa z pierwotnym pod względem dostępności mieszkań na przeciętną kieszeń – mówi Marek Wielgo, ekspert portalu GetHome.pl.
I dodaje, że na rynku mieszkaniowym rozkręca się walka o klienta, bo sprzedający używane mieszkania również wykazują się elastycznością w negocjacjach z potencjalnymi nabywcami. Nie są też rzadkością obniżki cen na etapie ofertowym. W efekcie wrzesień był kolejnym miesiącem stabilizacji średniej ceny metra kwadratowego. Z danych portalu GetHome.pl wynika, że jej poziom z sierpnia utrzymał się w Krakowie (ok. 16,6 tys. zł/m kw.), Wrocławiu (14,2 tys. zł/m kw.), Trójmieście (ok. 15,9 tys. zł/m kw.), Łodzi (ok. 9 tys. zł/m kw.) i Poznaniu (ok. 11,7 tys. zł/m kw.). O 1% średnia cena metra kwadratowego spadła w Katowicach (do ok. 11,6 tys. zł/m kw.) i o tyle samo wzrosła w Warszawie (do nieco ponad 17,9 tys. zł/m kw.).
Marek Wielgo, ekspert portalu GetHome.pl, zwraca uwagę, że w Warszawie, Krakowie, Wrocławiu i Łodzi średnia cena metra kwadratowego mieszkań dostępnych na rynku wtórnym była niższa niż przed rokiem. Liderem podwyżek jest na razie Łódź. Według portalu GetHome.pl, we wrześniu ceny używanych mieszkań w przeliczeniu na metr kwadratowy kosztowały tam średnio o 4% więcej niż w analogicznym okresie przed rokiem. Wzrost średniej o 3% portal odnotował w Katowicach i o 1% – w Trójmieście. Natomiast w pozostałych metropoliach jest taniej niż przed rokiem. W Krakowie obniżka sięgała we wrześniu -5%, w Poznaniu – 3%, a w Warszawie i Wrocławiu – 1%.
Warto nadmienić, że Łódź wciąż jest najtańszą metropolią. Wynika to najpewniej z tego, że w ofercie wciąż wysoki udział mają mieszkania w PRL-owskich blokach i starych kamienicach. Duży wzrost średniej ceny metra kwadratowego mieszkań z drugiej ręki może więc być efektem wyrównywania różnicy, m.in. wskutek rosnącego odsetka nowych lokali, których w ostatnich latach powstawało tam bardzo dużo.
Co ważne, po trzech miesiącach spadku liczby mieszkań dostępnych na rynku wtórnym w Warszawie, a po pięciu – w Łodzi i Poznaniu, wrzesień przyniósł tam wzrost oferty. Jak podaje przeszukiwarka portali nieruchomości Adradar, liczba unikalnych ofert zwiększyła się o 3% w stolicy (do 17,9 tys. lokali) i Poznaniu (do 4 tys.) oraz o 2% w Łodzi (do 5,4). Wybór mieszkań nie zmienił się w Katowicach (ok. 2,4 tys. lokali), Trójmieście (8,4 tys.) i Krakowie (8,9 tys.). Natomiast we Wrocławiu wrzesień był szóstym z rzędu miesiącem, w którym liczba mieszkań skurczyła się. Tym razem o 3% (do 9,4 tys. mieszkań).
– O ile na rynku pierwotnym wrzesień przyniósł wzrost popytu na mieszkania, to na rynku wtórnym wciąż nie widać wyraźnego ożywienia – przyznaje Marek Wielgo, ekspert portalu GetHome.pl. Według niego mogą na to wskazywać dane Adradar – we wrześniu z rynku zniknęło 31,5 tys. unikalnych ofert sprzedaży mieszkań, czyli o 2% mniej niż w urlopowym sierpniu i aż o 14% mniej niż rok temu. Równocześnie we wrześniu pojawiło się 32,5 tys. nowych ofert. W efekcie w całym kraju do kupienia było 151 tys. używanych mieszkań, czyli o 1% więcej niż w sierpniu.
– Po trzech tegorocznych obniżkach stóp procentowych sprzedający mieszkania raczej nie mają co liczyć na skokowy wzrost popytu na nie. Po prostu dostępność kredytów wciąż jest za niska dla wielu potencjalnych nabywców. Z drugiej strony, kupujących mieszkania prawdopodobnie przybędzie. Na rynek wracają bowiem ci, którzy mają odpowiednią zdolność kredytową, ale odkładali decyzję w oczekiwaniu na dopłatę do kredytu lub kolejne obniżki stóp procentowych. Dalsze wstrzymywanie się przestało mieć jednak sens, bo dopłat nie będzie, a kolejne cięciastóp prawdopodobnie szybko nie nastąpią. W dodatku rząd zapowiedział obłożenie banków wyższym podatkiem CIT od 2026 r., co te mogą zrekompensować sobie podwyższeniem marż kredytowych – komentuje Marek Wielgo, ekspert portalu GetHome.pl
Cyfrowa transformacja i sztuczna inteligencja pozostają głównym motorem rozwoju rynku ubezpieczeń w Polsce – wskazuje 64 proc. ekspertów biorących udział w badaniu firmy doradczej Deloitte i EKF Research. Ich zdaniem technologie te umożliwią nie tylko optymalizację kosztów, lecz także rozwój nowych produktów i lepsze dopasowanie ofert do potrzeb klientów.
Branża jednocześnie staje przed coraz większą presją regulacyjną oraz wyzwaniami geopolitycznymi i klimatycznymi, które mogą hamować jej rozwój.
Analiza została opracowana w oparciu o dwuetapowe badanie eksperckie przeprowadzone wśród przedstawicieli rynku ubezpieczeniowego. W pierwszym etapie zidentyfikowano kluczowe szanse i zagrożenia dla rozwoju sektora w perspektywie do 2028 roku, natomiast w drugim – eksperci dokonali oceny ich prawdopodobieństwa wystąpienia oraz znaczenia dla rynku. Na tej podstawie wyliczono syntetyczny wskaźnik sentymentu branży ubezpieczeniowej, który w tegorocznej edycji wyniósł -117,4, wobec -92,5 rok wcześniej, co wskazuje na pogorszenie nastrojów w sektorze. Wyniki badania zostały uzupełnione o prognozy makroekonomiczne oraz ocenę wpływu regulacji ESG i nowych technologii na stabilność i dalszy rozwój branży. Jak wynika z przeprowadzonej analizy, przyszłość sektora w perspektywie trzyletniej będzie zależeć od zrównoważenia inwestycji w technologię z rosnącymi wyzwaniami zewnętrznymi.
Czynniki sprzyjające zmianom w branży
Wyniki pierwszego etapu badania pozwoliły wyodrębnić dziesięć najważniejszych szans rozwojowych dla rynku ubezpieczeń w Polsce. Wśród nich znalazły się zarówno czynniki technologiczne, jak i gospodarcze oraz społeczne, które w nadchodzących latach mogą znacząco wpływać na dynamikę zmian w branży.
Zdaniem ekspertów, w najbliższych latach to cyfryzacja i innowacje technologiczne będą napędzać rozwój polskiego rynku ubezpieczeń. Szczególne znaczenie mają tu rozwiązania oparte na sztucznej inteligencji, które w istotny sposób zwiększają efektywność procesów biznesowych. Aż 96 proc. respondentów podkreśla ich znaczenie, wskazując na możliwość obniżenia kosztów działalności firm ubezpieczeniowych, precyzyjniejszej oceny ryzyka oraz tworzenia produktów lepiej dopasowanych do potrzeb klientów. Co ważne, ten kierunek uznano za najbardziej realny impuls zmian – 64 proc. ekspertów uważa, że to właśnie on najbardziej wpłynie na rynek.
Sprzyjające warunki dla dalszej transformacji tworzy również otoczenie makroekonomiczne. Prognozy zakładają, że w latach 2025-2028 polska gospodarka będzie rozwijać się w tempie około 3 proc. rocznie – nieco poniżej oczekiwanych 3,5 proc. w samym 2025 roku. Stabilny wzrost gospodarczy uznany został przez ekspertów za jeden z najważniejszych czynników wspierających rozwój analizowanego rynku.
Kolejnym istotnym czynnikiem jest rosnące zainteresowanie prywatnymi ubezpieczeniami zdrowotnymi. Ich dynamika wzrostu sięga obecnie 12 proc. rocznie, a kluczowymi czynnikami napędzającymi ten trend są starzenie się społeczeństwa i ograniczona wydolność publicznej służby zdrowia. W 2024 roku wartość składek z tego tytułu przekroczyła 12 mld zł, a do 2028 roku może osiągnąć nawet 20 mld zł, co czyni ten segment jednym z najbardziej perspektywicznych obszarów całego rynku.
Regulacje i geopolityka spowalniają transformację
Choć przed rynkiem ubezpieczeń w Polsce otwiera się wiele perspektyw, przedstawiciele branży ostrzegają, że nie brakuje też zagrożeń, które mogą zahamować jego rozwój. Największym z nich pozostaje presja regulacyjna, ściśle powiązana z postępującą cyfryzacją sektora. Podobnie jak w ubiegłym roku, eksperci wskazali kwestie regulacyjne jako jedno z najpoważniejszych ryzyk dla sektora. Nadmierne obciążenia legislacyjne i niepewność regulacyjna ocenione zostały na 14,2 pkt. przy 64 proc. prawdopodobieństwie materializacji.
„Technologia i powiązane z nią regulacje to zarówno szansa na zmianę ekonomiki prowadzenia biznesu, jak i wyzwania zapewnienia zgodności. Rozporządzenie DORA podniosło poprzeczkę odporności operacyjnej oraz nadzoru nad krytycznymi dostawcami ICT, a AI Act wprowadza wymogi dla systemów wysokiego ryzyka i konieczność zbudowania spójnego podejścia dla modeli, danych i łańcuchów dostaw. Jednocześnie tempo przyrostu i złożoność tych regulacji sprawiają, że mimo ich pozytywnego wpływu na bezpieczeństwo i przejrzystość rynku, stanowią one coraz większe obciążenie finansowe i organizacyjne dla instytucji, ograniczając ich elastyczność i możliwości inwestycyjne” – ocenia Marcin Warszewski, partner, lider usług dla sektora ubezpieczeń, Deloitte.
Drugim rodzajem zagrożeń wskazanym w analizie pozostaje niepewność geopolityczna. Eksperci przypisali jej najwyższą wagę (16,9 pkt.), przy prawdopodobieństwie realizacji sięgającym 45 proc. Wśród głównych źródeł ryzyka wskazano wojnę w Ukrainie, nasilającą się rywalizację gospodarczą pomiędzy Stanami Zjednoczonymi a Chinami oraz polityczną niestabilność w USA. Zjawiska te prowadzą do wzrostu kosztów reasekuracji, niepewności co do wartości szkód oraz ograniczają możliwości dywersyfikacji ryzyk. W efekcie rośnie znaczenie polis kredytu kupieckiego, tych chroniących przed zagrożeniem politycznym czy produktów morskich, które coraz częściej odpowiadają na potrzeby klientów w warunkach globalnych napięć.
ESG i klimat – niski poziom dojrzałości, wysoki potencjał
Na rosnącą złożoność otoczenia dla ubezpieczycieli nakłada się również presja związana z transformacją klimatyczną i wymogami zrównoważonego rozwoju. ESG staje się jednym z istotniejszych tematów dla polskiego rynku, łącząc wyzwania klimatyczne z coraz bardziej wymagającymi regulacjami unijnymi. 65 proc. badanych wskazuje, że materializacja ryzyk pogodowych stanowi zagrożenie dla stabilności sektora.
Mimo rosnącej świadomości, poziom dojrzałości regulacyjnej branży pozostaje niski – średnia ocena ekspertów to zaledwie 2,6 w pięciostopniowej skali. Największą barierą są wysokie koszty wdrożeń, które wymienia aż 70 proc. respondentów. Potwierdza to, że realizacja polityk zrównoważonego rozwoju, w tym zasad ESG, wymaga dużych nakładów inwestycyjnych. Dodatkowym utrudnieniem jest ograniczone zainteresowanie ze strony interesariuszy (50 proc.) oraz brak odpowiednich zasobów i kompetencji w tym zakresie (40 proc.). W efekcie wprowadzanie zmian w duchu ESG postępuje wolno, a potencjał sektora w zakresie wspierania transformacji klimatycznej wciąż nie jest w pełni wykorzystywany.
„Zmiana klimatu i rosnące znaczenie wyzwań transformacyjnych wyznaczają dziś nową dynamikę dla sektora ubezpieczeniowego. ESG przestaje być jedynie regulacyjnym obowiązkiem, a staje się impulsem do przebudowy modeli biznesowych i tworzenia rozwiązań, które wspierają transformację – od ochrony inwestycji w zieloną energię, po projekty ograniczające skutki ekstremalnych zjawisk pogodowych. Choć wciąż widoczne są bariery związane z kosztami i brakiem kompetencji, kierunek zmian jest jednoznaczny, a branża może odegrać istotną rolę w budowaniu odpornej i wciąż rosnącej gospodarki” – podkreśla Julia Patorska, partnerka, liderka portfolio Sustainabilty & Climate w Polsce i Europie Środkowej w Deloitte.
Poziom błędu w wydatkach z budżetu UE spadł do 3,6%, ale Trybunał po raz szósty z rzędu wydał opinię negatywną o wydatkach Unii. W najnowszym sprawozdaniu rocznym kontrolerzy ostrzegają także przed narastającym ryzykiem wynikającym z rosnącego zadłużenia UE, które może przekroczyć 900 mld euro do 2027 roku.
Według Europejskiego Trybunału Obrachunkowego (ETO) sprawozdanie finansowe UE za 2024 rok przedstawia rzetelny obraz sytuacji, jednak w części wydatków wciąż występują nieprawidłowości. Szacowany poziom błędu w wydatkach wyniósł 3,6%, wobec 5,6% w 2023 roku, co oznacza poprawę, ale nadal przekracza próg istotności wynoszący 2%.
– Choć spadek poziomu błędu stanowi krok naprzód, w unijnych wydatkach wciąż występuje zbyt wiele nieprawidłowości – powiedział Tony Murphy, prezes Europejskiego Trybunału Obrachunkowego. – Utrzymują się uchybienia w strukturach nadzoru i rozliczalności. W miarę jak kształtowany jest budżet UE po 2027 roku, należy zadbać o stabilność i przejrzystość przyszłych finansów Wspólnoty.
Błędy i nieprawidłowości w wydatkach UE
ETO po raz szósty z rzędu wydał opinię negatywną o wydatkach Unii, uznając, że poziom błędu jest „rozległy i przekracza próg istotności”. Największy odsetek błędów dotyczy wydatków w ramach polityki spójności, gdzie poziom błędu sięgnął 5,7% (wobec 9,3% rok wcześniej).
Do najczęstszych nieprawidłowości należą:
finansowanie niekwalifikowalnych projektów i kosztów,
naruszenia przepisów dotyczących zamówień publicznych,
błędy w projektach finansowanych poza UE.
Mechanizm Odbudowy po pandemii pod lupą
Kontrolerzy wydali opinię z zastrzeżeniem w odniesieniu do Instrumentu na rzecz Odbudowy i Zwiększania Odporności (RRF) – głównego filaru unijnego pakietu Next Generation EU.
W 2024 roku państwom członkowskim wypłacono 59,9 mld euro z RRF, z czego sześć płatności nie spełniało wymogów formalnych. W jednym przypadku Trybunał nie był w stanie potwierdzić spełnienia tzw. kamieni milowych dotyczących reform sądownictwa, ponieważ postępowanie w tej sprawie toczy się przed Trybunałem Sprawiedliwości UE.
ETO zwrócił też uwagę na problemy z wiarygodnością danych przekazywanych przez państwa członkowskie, a także na niedoskonałości w projektowaniu i ocenie celów RRF.
Rosnące ryzyko dla przyszłych budżetów UE
Trybunał ostrzega, że zadłużenie Unii wynikające z finansowania programu odbudowy może przekroczyć 900 mld euro do 2027 roku – prawie dziesięciokrotnie więcej niż w 2020 r.
Koszty obsługi długu również rosną:
w obecnym okresie budżetowym odsetki mogą wynieść ponad 30 mld euro (ponad dwukrotnie więcej niż pierwotnie planowano),
w latach 2028–2034 mogą sięgnąć nawet 74 mld euro.
ETO apeluje o ostrożność przy planowaniu nowego budżetu po 2027 roku, podkreślając konieczność wzmocnienia kontroli, pomiaru efektów i przejrzystości w wykorzystaniu środków unijnych.
Czym jest poziom błędu
Szacowany poziom błędu nie oznacza nadużyć finansowych, lecz procent środków wydanych niezgodnie z przepisami unijnymi lub krajowymi. W 2024 roku kontrolerzy zgłosili 19 przypadków podejrzenia nadużyć finansowych do odpowiednich organów UE.
Rada Polityki Pieniężnej zdecydowała o obniżeniu stóp procentowych o 25 punktów bazowych, sprowadzając stopę referencyjną NBP do poziomu 4,5 proc. To kolejna z rzędu decyzja o luzowaniu polityki monetarnej, która – zdaniem ekonomistów – nie była oczywista wobec wciąż niepewnego otoczenia gospodarczego.
Komentarz Mariusza Zielonki, głównego ekonomisty Konfederacji Lewiatan
– Otoczenie gospodarcze nie zmieniło się na tyle, żeby dokonać obniżki stóp procentowych kolejny miesiąc z rzędu. Tak przynajmniej się wydawało. Tymczasem Rada Polityki Pieniężnej dokonała skromnej, ale jednak redukcji stóp, o 25 punktów bazowych, do poziomu 4,5 proc. – komentuje Mariusz Zielonka.
Ekonomista wskazuje, że gospodarka wciąż utrzymuje względnie stabilne tempo wzrostu, wspierane głównie przez konsumpcję prywatną. – Nie widać też wielkich perturbacji w przemyśle. Jedyne sygnały spowolnienia pojawiają się na rynku pracy, ale nie są one na tyle silne, aby mogły przesądzić o potrzebie szybszej obniżki stóp w kierunku 4 proc. – dodaje.
Inflacja w centrum uwagi Rady
Kluczowym argumentem za decyzją RPP pozostaje inflacja, która we wrześniu 2025 r. wyniosła 2,9 proc. rok do roku. Choć wskaźnik ten mieści się już w paśmie celu inflacyjnego NBP, presja cenowa – jak zauważa Zielonka – nie zniknęła całkowicie.
– To sygnał, że presja cenowa słabnie, ale nadal pozostaje istotna. Inflacja bazowa, po wyłączeniu cen żywności i energii, utrzymuje się w okolicach 3,1–3,2 proc. r/r, co pokazuje, że w gospodarce wciąż mamy do czynienia z umiarkowaną presją kosztową i popytową – ocenia ekspert.
Zielonka podkreśla, że ta presja będzie stopniowo wygasać w miarę spowolnienia wzrostu wynagrodzeń, które w ostatnich miesiącach traci na dynamice.
Perspektywy polityki pieniężnej
Ekonomiści wskazują, że decyzja Rady może być sygnałem ostrożnego kontynuowania cyklu obniżek w kolejnych miesiącach, jeśli inflacja utrzyma się w pobliżu celu, a tempo wzrostu gospodarczego nie ulegnie gwałtownemu przyspieszeniu.
Z punktu widzenia rynku finansowego, obniżka o 25 punktów bazowych jest sygnałem łagodzenia, ale jednocześnie potwierdza, że RPP nie zamierza działać pochopnie.
– To decyzja bardziej symboliczna niż fundamentalna, pokazująca, że Rada wciąż widzi przestrzeń do luzowania, ale nie chce ryzykować ponownego wzrostu inflacji – podsumowuje Mariusz Zielonka.
8 października 2025 r. Rada Ministrów przyjęła projekt ustawy wprowadzający zmiany w kilku kluczowych aktach prawnych, w tym w Kodeksie cywilnym oraz ustawach dotyczących ubezpieczeń obowiązkowych, Ubezpieczeniowego Funduszu Gwarancyjnego (UFG), Polskiego Biura Ubezpieczycieli Komunikacyjnych (PBUK) i działalności ubezpieczeniowej i reasekuracyjnej.
Nowelizacja ma charakter deregulacyjny i porządkujący. Jej głównym celem jest usunięcie wątpliwości interpretacyjnych dotyczących dopuszczalności wykorzystywania korespondencji elektronicznej w relacjach między zakładami ubezpieczeń, UFG a klientami.
Korespondencja elektroniczna zamiast papierowej
Po wejściu w życie nowych przepisów ubezpieczyciele oraz UFG będą mogli – za zgodą i na życzenie klienta – prowadzić korespondencję w postaci elektronicznej, m.in. za pomocą poczty e-mail. Zmiana ta pozwoli na uproszczenie i przyspieszenie komunikacji, eliminując konieczność przesyłania dokumentów w tradycyjnej formie papierowej.
Według uzasadnienia projektu, dotychczasowe przepisy nakładające obowiązek prowadzenia korespondencji „na piśmie” były często interpretowane w sposób wykluczający możliwość stosowania form elektronicznych. Dla przedsiębiorców z branży ubezpieczeniowej stanowiło to barierę administracyjną i utrudniało procesy obsługi klienta.
Jasne zasady komunikacji
Nowelizacja doprecyzowuje sposób komunikacji między zakładami ubezpieczeń i UFG a klientami, wprowadzając jednoznaczne regulacje umożliwiające stosowanie nowoczesnych form wymiany informacji. Rząd wskazuje, że zmiana ta jest częścią szerszych działań deregulacyjnych mających na celu dostosowanie przepisów do realiów cyfrowych i potrzeb rynku.
Dzięki nowym rozwiązaniom klienci zyskają większą elastyczność w wyborze sposobu kontaktu z ubezpieczycielem, a instytucje – możliwość bardziej efektywnego i szybszego świadczenia usług.
Nowe regulacje mają wejść w życie po 30 dniach od ich ogłoszenia w Dzienniku Ustaw.
Rada Polityki Pieniężnej zdecydowała dziś o obniżeniu stóp procentowych o 25 punktów bazowych. Podstawowa stopa wynosi obecnie 4,5 proc. Decyzja jest częściowo niespodzianką, bo analitycy byli podzieleni w prognozach dotyczących prawdopodobieństwa obniżki. Zapadła w momencie, gdy dane o inflacji za wrzesień nie dały jednoznacznej odpowiedzi, w jakim kierunku zmierza polska gospodarka. Inflacja we wrześniu pozostała bez zmian wobec sierpnia i wyniosła 2,9 proc. Wbrew prognozom nie wzrosła powyżej 3 proc., ale też nie spadła. Rada wzięła pod uwagę fakt, że taniejąca ropa i gaz mogą pomagać obniżać inflację w kolejnych miesiącach.
Z jednej strony projekcje banku centralnego wskazują, że inflacja może ponownie przyspieszyć w ostatnich miesiącach roku. Z drugiej, podpisana przez prezydenta ustawa o zamrożeniu cen energii do końca roku ograniczy presję cenową. W efekcie RPP zdecydowała się na ostrożny krok w stronę łagodniejszej polityki i kolejną po wrześniowej obniżkę o 0,25 pkt proc.
Wrześniowe dane GUS potwierdziły stabilizację cen. Inflacja CPI utrzymała się na poziomie 2,9 proc. rok do roku, podczas gdy ekonomiści spodziewali się lekkiego odbicia do 3,0-3,1 proc. W ujęciu miesięcznym ceny nie wzrosły wcale, wskaźnik wyniósł dokładnie 0,0 proc., wobec oczekiwanego wzrostu o 0,2 proc. To sygnał, że presja cenowa w krótkim terminie wyraźnie osłabła. Niespodzianką, która wpłynęła na wrześniowe dane o inflacji i prawdopodobnie na decyzję RPP, były niższe ceny żywności, które zanotowały spadek o 0,5 pkt proc. w porównaniu z sierpniem, oraz ograniczony wzrost kosztów energii.
Rada Polityki Pieniężnej prawdopodobnie wzięła pod uwagę fakt, że ryzyka inflacyjne związane z rynkami surowców energetycznych w ostatnich tygodniach wyraźnie osłabły. Rosnące ceny ropy i gazu mogłyby teoretycznie podbić inflację, jednak obecnie taki scenariusz wydaje się mało prawdopodobny. Ceny ropy spadły niedawno w reakcji na obawy o spowolnienie popytu, napięcia handlowe między USA a Chinami oraz postępy w rozmowach nuklearnych z Iranem, które mogą zwiększyć podaż irańskiej ropy na rynku. W efekcie globalna równowaga przesuwa się w stronę nadwyżki, co sprzyja utrzymaniu niższych cen. Podobnie wygląda sytuacja na rynku gazu. Mimo niższego niż w poprzednich latach poziomu zapełnienia magazynów w Europie, Polska ma je wypełnione w 100 proc., a ceny utrzymują się w przedziale 31-33 euro za megawatogodzinę. Dodatkowo prognozy IMGW wskazują, że tegoroczna zima będzie łagodna, co może ograniczyć zapotrzebowanie na ogrzewanie i utrzymać ceny energii pod kontrolą.
Najważniejszym argumentem przeciwko dalszemu cięciu stóp procentowych pozostaje fakt, że rząd prowadzi wciąż bardzo luźną politykę fiskalną. W projekcie budżetu na 2026 rok zaplanowano wysoki deficyt, wynoszący aż 6,5 proc. PKB. Oznacza to, że impuls fiskalny będzie nadal wspierał wzrost gospodarczy, a tym samym może utrudniać dalsze obniżanie inflacji.
Dzisiejsza decyzja RPP sygnalizuje, że większość członków Rady uznała stabilizację cen za wystarczający argument, by poluzować politykę pieniężną. Jednak kolejne obniżki nie są jeszcze przesądzone, a wiele będzie zależeć od kolejnych odczytów inflacji.
RPP wydaje się działać w zgodzie z nastrojami polskich inwestorów, którzy również oceniają, że ryzyko inflacyjne wyraźnie się zmniejsza. Z najnowszego badania eToro Puls Inwestora Indywidualnego wynika, że inflacja, po wielu miesiącach dominacji, spadła na drugie miejsce wśród największych obaw inwestorów. Na pierwszym miejscu znalazło się ryzyko konfliktu międzynarodowego, które wskazało 25 proc. ankietowanych. Inflacji obawia się 22 proc. respondentów, a recesji w Polsce i na świecie po 12 proc.
Obniżka stóp procentowych cieszy posiadaczy kredytów hipotecznych, ponieważ oznacza dla nich ratę niższą o około 12 do 18 zł w przeliczeniu na każde 100 tysięcy zł kredytu. Warto jednak pamiętać, że nie dotyczy to osób, które wybrały kredyty ze stałą stopą procentową. W ich przypadku zmiana oprocentowania nastąpi dopiero po zakończeniu okresu obowiązywania stałej stopy, najczęściej po pięciu latach. Spadek oprocentowania obejmie także inne produkty kredytowe o zmiennej stopie, na przykład kredyty gotówkowe czy zadłużenie na kartach kredytowych. Z drugiej strony oznacza to również, że posiadacze lokat i depozytów bankowych będą musieli liczyć się z niższymi odsetkami.
Rada Polityki pieniężnej zdecydowała się na obniżenie stóp procentowych o 25 punktów bazowych, co jest kolejnym zaskoczeniem ze strony decydentów monetarnych w tym roku. Obecnie stopa procentowa wynosi już 4,5% i dzisiejsza obniżka jest 4 w tym roku, choć należy wskazać, że pierwsza majowa wyniosła 50 punktów bazowych. Wobec tego cała skala obniżek stóp procentowych wyniosła już 125 punktów bazowych w 2025 roku.
Możliwe również, że w listopadzie oraz w grudniu również będziemy świadkami kolejnych obniżek, co znacząco przybliży nas do terminowej stopy procentowej, która teoretycznie ma wynosić 3,5%. Konsensus dla dzisiejszej decyzji wskazywał na utrzymanie stóp procentowych, ale analitycy i ekonomiści byli wyraźnie podzieleni, z niewielką przewagą głosów za utrzymaniem stóp procentowych.
Dzisiejsza obniżka była możliwa dzięki niższej inflacji od oczekiwań za wrzesień, która utrzymała się na poziomie 2,9%, czyli poniżej prognozowanych 3%, pozostając wewnątrz zakresu celu inflacyjnego. Perspektywy związane z zamrożeniem cen energii powodują, że projekcje inflacyjne, które poznamy w listopadzie, powinny pokazać szybsze schodzenie inflacji do celu. Dodatkowo warto również zwrócić uwagę na spadek dynamiki płac, która wyniosła 7,1% r/r za sierpień i była najniższa od 2021 roku. Choć członkowie Rady Polityki Pieniężnej wciąż wskazują na wysokie tempo wzrostu płac i uważają to jako jeden z czynników ryzyka dla możliwego odbicia inflacji, to jednak należy zwrócić uwagę, że jeszcze kilka miesięcy temu mieliśmy dwucyfrową dynamikę.
Najprawdopodobniej najnowsze projekcje inflacyjne, które poznamy w listopadzie powinny pokazać dalszy spadek inflacji w kierunku punktowego celu 2,5%, nawet w przyszłym roku. Co więcej, obecne projekcje wskazują, że inflacja może spadać nawet dalej w kolejnych latach, co również będzie wskazywało, że obniżki nie mogą być kontynuowane w nieskończoność. Prof. Glapiński wielokrotnie wskazywał na to, że docelowy poziom stóp procentowych może znajdować się w okolicach 3,5%. Warto również wspomnieć, że obniżka stóp procentowych doprowadzi do tego, że rata średniego kredytu w Polsce spadnie o kolejne kilkadziesiąt złotych, natomiast biorąc pod uwagę skalę całego luzowania w tym roku, w zależności od wielkości kredytu, oszczędności kredytobiorcy liczone są już w setkach złotych na jednej racie. Złoty nieco traci do euro po samej decyzji, ale jednocześnie pozostaje stabilny w dłuższym horyzoncie czasowym, znajdując się nieznacznie powyżej poziomu 4,25. Złoty w stosunku do dolara traci jednak mocniej w ostatnim czasie, co jest związane z dosyć wyraźną wyprzedażą euro na szerokim rynku wobec zwiększającej się niepewności dotyczącej europejskiej gospodarki. Niemniej początkowe osłabienie złotego po opublikowaniu decyzji zostało również zmniejszone po kilku minutach.
RPP zaskoczyła rynek i obniżyła stopy procentowe o 25 pb. Konsensus zakładał zachowanie stóp procentowych bez zmian.
Chociaż RPP jeszcze nie tak dawno temu zapowiadała, że nie rozpoczyna cyklu obniżek stóp procentowych – była to czwarta obniżka stóp procentowych w tym roku. A być może cykl właśnie się rozpoczął, a kolejne obniżki są na horyzoncie?
Inflacja poniżej 3 proc. i w zakresie odchyleń od celu, zamrożenie cen energii do końca tego roku, wzrost płac niższy niż konsensus rynkowy w dwóch odczytach z rzędu – to tylko niektóre czynniki, które z pewnością przemawiały za tą decyzją.
W listopadzie kolejne posiedzenie RPP, a już pojawiają się głosy, że być może to nie koniec tegorocznych obniżek.
Więcej dowiemy się z komunikatu, który Rada opublikuje po 16:00. Wydaje się jednak, że – nawet broniąc się rękami i nogami – trudno nie mówić o rozpoczętym i konsekwentnie kontynuowanym cyklu obniżek.
Szymon Gil, Doradca inwestycyjny, CIIA, Dyrektor ds. Klientów Strategicznych, Michael / Ström Dom Maklerski
Zgodnie z naszymi oczekiwaniami Rada Polityki Pieniężnej zadecydowała dziś o obniżce stóp procentowych o 25 pb. Ruch nie był oczywisty i podzielił ekonomistów na dwa obozy – zwolenników cięcia oraz tych opowiadających się za pauzą. Argumentem za wstrzymaniem się od obniżki był z pewnością brak nowych prognoz makroekonomicznych NBP, które publikowane będą dopiero w listopadzie. Istotny czynnik ryzyka stanowiła – i stanowić będzie podczas każdego z nadchodzących posiedzeń – luźna polityka fiskalna.
W naszej opinii ostatnie rozluźnienie na rynku pracy oraz większa pewność decydentów ws. cen energii – co wiążemy z podpisaniem przez prezydenta Nawrockiego ustawy dot. bonu ciepłowniczego i mrożenia cen energii do końca roku – stanowiły odpowiednią motywację do działania. Zaznaczamy także przesunięcie się bilansu ryzyk dla ścieżki inflacji w korzystną stronę, co także sprzyjało decyzji o cięciu. Inflacja bazowa pozostaje podwyższona, jej momentum uznajemy jednak za względnie obiecujące.
Reakcja złotego była nad wyraz skromna. W parze z euro pozostaje on blisko środka przedziału, w którym spędził cały okres wakacyjny (4,23 – 4,29), oscylując także w pobliżu naszej długoterminowej prognozy (4,25). Większej zmienności nie obserwowaliśmy również na polskiej giełdzie.
Być może bardziej istotna od samej decyzji okaże się dla rynku konferencja prezesa Glapińskiego. Może on pomóc inwestorom zarysować dalszą ścieżkę stóp oraz wyjaśnić motywację stojącą za dokonaniem obniżki już w październiku, nie zaś w listopadzie, co stanowiło dla wielu scenariusz bazowy.
Dostępność biur w stolicy jest coraz niższa, szczególnie w centrum. Powierzchnia w oddanych niedawno projektach jest już zapełniona w 76 proc., a na pozostałą prowadzone są negocjacje – wskazują dane CBRE. Na koniec III kwartału br. łączna podaż biur w Warszawie skurczyła się, a odsetek przestrzeni dostępnej na wynajem był najniższy od 2021 r. Eksperci CBRE wskazują, że konkurencja pomiędzy najemcami zaczyna rosnąć, podobnie jak wartość czynszów.
Niedobór powierzchni biurowej w stolicy jest coraz bardziej odczuwalny. Od początku tego roku z zasobów biurowych wycofanych zostało ponad 141 tys. mkw., głównie z powodu planowanej zmiany funkcji lub modernizacji budynków. W III kwartale br. do użytku oddany został tylko jeden projekt – nowa siedziba Stoen Operator (3,5 tys. mkw.). Łączna nowa podaż w 2025 r. ma wynieść 120 tys. mkw., czyli najwięcej od 2022 r. Nie zrekompensuje to powierzchni biurowej, która została wyłączona z rynku, jednak przyczynia się do ciągłej poprawy jakości tej przestrzeni. To będzie zatem drugi rok w historii, kiedy podaż biurowa Warszawy się skurczy. Ponadto nowa podaż jest niemal w pełni wynajęta – trwają negocjacje na wynajem ostatnich wolnych pięter.
Warszawa się zapełnia
Popyt na powierzchnię biurową w stolicy jest znacznie wyższy niż dostępność nowych inwestycji. W III kwartale br. sięgnął 185 tys. mkw. i był prawie równo rozdysponowany pomiędzy centrum stolicy (48 proc.) oraz obszary poza centrum (52 proc. popytu). Około 51 tys. mkw. wynajęto w City Centre West, a więc obszarze biznesowym na Woli w okolicy Ronda Daszyńskiego. Sporą popularnością cieszył się także Służewiec, gdzie podpisano umowy na 33 tys. mkw.
Najbardziej aktywną branżą był sektor publiczny, który odpowiadał za 17,4 proc. spośród całego popytu na warszawskim rynku biurowym. Na kolejnych miejscach znalazły się produkcja (16,8 proc.) oraz usługi dla biznesu (16,7 proc.).
– Wskaźnik pustostanów znacznie spadł i jest teraz na poziomie najniższym od 2021 roku. W całej Warszawie sięga 9,7 proc., a centrum nawet 6,9 proc. Mocno ograniczona dostępność powierzchni w centralnych lokalizacjach przekłada się na zauważalny wzrost stawek czynszu, ale też na znacznie wcześniejsze rozpoczynanie przez firmy procesów najmu. Zarówno w COB, czyli Centralnym Obszarze Biznesu, jak i w rejonie Ronda Daszyńskiego, od pięciu lat nie było tak niskiej dostępności powierzchni na wynajem. Będzie to powodować dalszą presję na warunki najmu, ale też może kierować uwagę najemców w stronę tzw. second-best locations, na czym już teraz zyskują Mokotów czy Aleje Jerozolimskie – mówi Katarzyna Gajewska, dyrektorka działu badań i analiz rynku w CBRE.
Poziom dostępnej powierzchni biurowej w City Centre West spadł do 5,8 proc., a na Służewcu do 18,8 proc. Czynsze w najlepszych lokalizacjach sięgają 27,5 EUR/mkw. za miesiąc.
Nieustanny rajd złota wkroczył na nieznane terytorium po tym, jak w Azji cena spot po raz pierwszy przekroczyła poziom 4 000 USD za uncję.
Przekroczenie poziomu 4 000 USD nie jest jedynie wynikiem oczekiwań dotyczących stóp procentowych lub osłabienia dolara. Odzwierciedla ono raczej głębszą zmianę w psychologii inwestorów i globalnych przepływach kapitałowych.
Od początku roku zyski wynoszą obecnie blisko 52%, podczas gdy srebro i platyna odnotowały wzrost odpowiednio o 64% i 86%. Pallad, choć mniej popularny, zyskał prawie 50%.
Nieustanny rajd złota wkroczył na niezbadane terytorium. Zaledwie w ciągu jednej nocy cena spot po raz pierwszy przekroczyła poziom 4 000 USD za uncję, osiągając 4 039 USD, po czym ustabilizowała się – wbrew umacniającemu się dolarowi i ponownej ostrożności Rezerwy Federalnej w kwestii tempa przyszłych obniżek stóp procentowych. Ten kamień milowy wieńczy trwający od roku wzrost, który zmienił rozumienie rynku dotyczące czynników wpływających na ceny kruszcu – a być może także tego, co inwestorzy obecnie uważają za „bezpieczne”.
Rajd urodzony z nieufności
Ole Hansen, dyrektor ds. strategii rynku surowców w Saxo Bank w swej analizie wskazuje, że przekroczenie poziomu 4 000 USD nie wynika wyłącznie z oczekiwań dotyczących stóp procentowych lub osłabienia dolara. Odzwierciedla ono raczej głębszą zmianę w psychologii inwestorów i globalnych przepływach kapitałowych. W coraz bardziej podzielonym świecie wykorzystywanie przez Zachód rynków, systemów płatniczych i aktywów rezerwowych jako broni podkopało zaufanie do tradycyjnych bezpiecznych aktywów, takich jak dolar amerykański i obligacje skarbowe. Sankcje, konfiskaty aktywów i obawy o stabilność finansów publicznych skłoniły inwestorów – zarówno instytucjonalnych, jak i państwowych – do poszukiwania aktywów materialnych poza systemem finansowym.
Ten spadek zaufania jest widoczny od 2022 r., kiedy zachodnie sankcje zamroziły rezerwy rosyjskiego banku centralnego, a Chiny zaczęły po cichu zwiększać swoje zasoby złota. Od tego czasu banki centralne dodają do swoich rezerw ponad 1 000 ton złota rocznie, co jest najszybszym tempem w historii, a zamożni inwestorzy i inwestorzy instytucjonalni podążają za nimi, ponownie inwestując w fizyczne złoto i fundusze ETF oparte na kruszcu.
W rezultacie rynek nie jest już zdominowany przez krótkoterminowy kapitał spekulacyjny reagujący na zmiany realnych stóp procentowych, ale przez utrzymujący się strukturalny popyt na bezpieczeństwo. Korelacja, która niegdyś definiowała odwrotną zależność złota od realnych rentowności USA, uległa znacznemu osłabieniu, co podkreśla stopień, jak wielki wpływ mają inne czynniki – polityczne, fiskalne i strategiczne.
Złamanie starych zasad
Przez dziesięciolecia złoto było traktowane jako lustrzane odbicie realnych stóp procentowych w USA. Kiedy rentowności skorygowane o inflację rosły, złoto traciło na wartości; kiedy spadały, złoto zyskiwało. Logika była prosta: metal nie oferuje rentowności, dlatego nie może konkurować z aktywami oprocentowanymi. Schemat ten zaczął się załamywać w 2022 r., kiedy silne zacieśnienie polityki pieniężnej przez Rezerwę Federalną nie zdołało złamać odporności złota.
W tym czasie stopa funduszy federalnych wzrosła o 525 punktów bazowych w ciągu zaledwie 17 miesięcy, ale złoto nie poddało się. Zakupy banków centralnych i popyt ze strony Chin zrównoważyły tradycyjną sprzedaż spowodowaną zmianami stóp procentowych. Pod koniec 2022 r. wielokrotne próby obniżenia cen poniżej 1 615 USD zakończyły się niepowodzeniem, torując drogę do odbicia, które osiągnęło punkt kulminacyjny w marcu 2024 r., kiedy to cena przekroczyła 2 075 USD – poziom, który przez trzy lata stanowił górną granicę cen. Po przekroczeniu tego pułapu nastąpiło przyspieszenie, wzmocnione przez napływ nowych środków zarówno od inwestorów instytucjonalnych, jak i detalicznych.
Od tego czasu złoto nie straciło na wartości. Od początku roku zyski wynoszą obecnie blisko 52%, podczas gdy srebro i platyna odnotowały wzrost odpowiednio o 64% i 86%. Pallad, choć mniej popularny, zyskał prawie 50%. Ten ruch na rynku wskazuje na coś większego niż tylko wzrost ceny jednego surowca. Oznacza to zmianę trendu, w którym inwestorzy zaczynają preferować namacalne aktywa, takie jak metale szlachetne, jako sposób przechowywania wartości. To oznacza szeroką rotację inwestycji w różne metale szlachetne, a nie tylko w złoto.
Efekt Chin: jednokierunkowy przepływ
Rola Chin była kluczowa. Wraz ze spadkiem cen nieruchomości, po raz pierwszy od pokoleń chińskie gospodarstwa domowe zaczęły poszukiwać alternatywnych aktywów. Złoto stało się preferowanym instrumentem, wzmocnionym kampaniami w mediach państwowych promującymi jego rolę jako bezpiecznej inwestycji. Dynamikę tę wzmacnia struktura chińskiego rynku złota: po imporcie złota nie można go ponownie wyeksportować. Skutkiem tego jest przepływ w jedną stronę – absorpcja globalnej podaży, która powoduje zacieśnienie rynków międzynarodowych i ogranicza presję spadkową.
Jutrzejsze ponowne otwarcie giełdy kontraktów terminowych w Szanghaju po świętach Złotego Tygodnia będzie kolejnym testem nastrojów. Kontrakty terminowe mają zostać otwarte z około sześcioprocentowym wzrostem, co może nadać nowy impuls globalnemu handlowi. Stopień, w jakim chińscy inwestorzy będą podążać za wzrostem cen, pomoże określić, czy obecna hossa utrzyma tempo, czy też nastąpi krótkotrwała przerwa.
Niezależność Fed i niepewność fiskalna
Oprócz przepływów kapitałowych, polityka stała się kluczowym czynnikiem wspierającym. Obawy o niezależność Rezerwy Federalnej przed wyborami uzupełniającymi w USA w 2026 r., w połączeniu z przedłużającym się paraliżem rządowym i rosnącym deficytem fiskalnym, sprawiły, że inwestorzy zaczęli wątpić w zdolność Waszyngtonu do zarządzania swoim bilansem. Stany Zjednoczone wydają obecnie więcej na spłatę odsetek niż na obronę – statystyka ta potwierdza atrakcyjność posiadania aktywów, które nie wiążą się z ryzykiem kontrahenta.
Rajd złota stał się zatem odzwierciedleniem słabnącego zaufania do starego porządku finansowego. Przez dekady inwestorzy traktowali amerykańskie obligacje skarbowe jako globalną referencję wolną od ryzyka. Dzisiaj przesłanie rynku jest bardziej subtelne: „wolny od ryzyka” i „wolny od zaufania” nie są już synonimami.
Niedostatecznie reprezentowane w portfelach
Z technicznego punktu widzenia złoto jest nadmiernie wycenione. Miesięczny wskaźnik względnej siły (RSI) po raz pierwszy od lat 80. przekroczył poziom 90, co sugeruje krótkoterminowe przegrzanie. Oczekuje się oporu w przedziale 4 100–4 150 USD, gdzie może dojść do realizacji części zysków. Jednak pod względem strukturalnym złoto pozostaje niedostatecznie reprezentowane w portfelach. W głównych portfelach instytucjonalnych alokacje w złoto wciąż znajdują się blisko wieloletnich minimów w porównaniu z akcjami i obligacjami.
Ta nierównowaga pozostawia pole do dalszego napływu kapitału, zwłaszcza jeśli banki centralne lub duzi zarządcy aktywów uznają ostatnią zmienność obligacji i walut za oznakę systemowej niestabilności. W tym sensie taktyczna korekta o 200–300 USD byłaby zdrowa i stanowiłaby szansę na napływ nowego kapitału, a nie sygnał końca hossy.
Srebro, platyna i handel nadrabiający zaległości
Podczas gdy złoto zajmuje nagłówki pierwszych strony gazet, inne metale szlachetne po cichu nabierają rozpędu. Srebro, często opisywane jako złoto na sterydach, pozostaje nieco w tyle, ale od początku roku odnotowało wzrost o 64%. Inwestorzy uważają obecnie rekord z 2011 r. wynoszący prawie 50 USD za uncję za kolejny ważny cel. Wzrost wartości platyny o 86% w tym roku odzwierciedla zarówno zmniejszenie podaży, jak i jej atrakcyjność jako tańszej alternatywy dla złota. Stosunek wartości złota do platyny spadł gwałtownie z 3,5 w kwietniu do średniej z ostatnich 10 lat wynoszącej około 2,7, sugerując większe pole do normalizacji, jeśli dalsza rotacja inwestorów będzie postępować.
Pallad, który przez lata pozostawał w tyle po nadmiernych inwestycjach w katalizatory samochodowe, wykazuje oznaki stabilizacji. Jego 7,8-procentowy wzrost w ubiegłym tygodniu był najsilniejszy w całym kompleksie, choć nadal pozostaje znacznie poniżej szczytów z 2021 r.
Perspektywy: dynamika spotyka się ze zmianą paradygmatu
Przyszłość prawdopodobnie będzie połączeniem taktycznej zmienności i strukturalnej siły. Faza konsolidacji w pobliżu poziomu 3 800–3 900 USD złagodziłaby warunki wykupienia bez zmiany długoterminowego trendu wzrostowego. Kluczem do utrzymania dynamiki będą dalsze zakupy banków centralnych, stabilność chińskiego importu i stały napływ środków do funduszy ETF.
Poza krótkoterminowymi zmianami cen, bardziej istotnym pytaniem jest to, czy wzrost wartości złota oznacza trwałą zmianę układu sił na rynku finansowym. Jeśli inwestorzy będą coraz częściej postrzegać systemy polityczne i finansowe jako powiązane ze sobą – i potencjalnie podatne na zagrożenia – argumenty przemawiające za posiadaniem nieobciążonych aktywów rzeczowych staną się mocniejsze.
Wzrost ceny złota powyżej 4 000 USD może zatem symbolizować coś więcej niż tylko kolejną cykliczną hossę. Może on oznaczać zbiorową rewizję pojęć zaufania, suwerenności i tego, co naprawdę oznacza „bezpieczeństwo”. W tym sensie rynek nie tylko kwestionuje stary porządek – być może już wycenia nowy.
– W obliczu głębokich zmian w globalnym systemie finansowym, doświadczeni inwestorzy, zamiast polegać wyłącznie na jednym rodzaju aktywów, poszukują szerokiej gamy bezpiecznych zasobów – od złota, przez platynę, po srebro i pallad. Te zmiany pokazują, że obecne „bezpieczne” aktywa to już nie tylko te, które tradycyjnie były uznawane za stabilne, ale także te, które odpowiadają na nowe zagrożenia i zmieniające się układy geopolityczne. Dążenie do dywersyfikacji to teraz kluczowy sposób na zarządzanie ryzykiem w coraz bardziej nieprzewidywalnym świecie finansów – mówi Aleksander Mrózek, Manager ds. relacji z kluczowymi klientami regionu CEE w Saxo Banku.
8 października 2025 r. Rada Ministrów przyjęła projekt ustawy o zmianie ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych (PIT) oraz ustawy o podatku dochodowym od osób prawnych (CIT). Nowelizacja ma uprościć zasady korzystania z przyspieszonej amortyzacji budynków i budowli w gminach o wysokim bezrobociu, wspierając tym samym rozwój inwestycji w regionach o słabszej kondycji gospodarczej.
Uproszczenia dla małych i średnich przedsiębiorców
Projekt wprowadza korzystne rozwiązania dla mikro-, małych i średnich przedsiębiorców, którzy inwestują w gminach dotkniętych wysokim bezrobociem. Zmiany polegają na uproszczeniu warunków, jakie muszą zostać spełnione, by móc skorzystać z indywidualnych stawek amortyzacyjnych.
Dotychczas, aby uzyskać prawo do przyspieszonej amortyzacji, przedsiębiorca musiał prowadzić inwestycję na terenie gminy spełniającej dwa kryteria:
przeciętna stopa bezrobocia w powiecie lub mieście na prawach powiatu wynosi co najmniej 120% przeciętnej stopy bezrobocia w kraju,
wskaźnik zamożności gminy lub miasta na prawach powiatu jest niższy niż 100% średniego wskaźnika zamożności wszystkich jednostek samorządowych tego typu.
Nowe przepisy znoszą drugie z tych kryteriów — dotyczące wskaźnika zamożności — pozostawiając wyłącznie warunek związany z poziomem bezrobocia.
Większe możliwości inwestycyjne w słabszych regionach
Rząd wskazuje, że zmiana ta uprości stosowanie przepisów i zwiększy atrakcyjność inwestycyjną gmin, w których występuje wyższe bezrobocie. Dzięki rezygnacji z wymogu badania wskaźnika zamożności, procedura przyznawania prawa do stosowania indywidualnych stawek amortyzacyjnych stanie się prostsza, szybsza i bardziej dostępna dla przedsiębiorców.
Zgodnie z uzasadnieniem projektu, rozwiązanie to może przyczynić się do pobudzenia lokalnych gospodarek, zwiększenia nakładów inwestycyjnych oraz tworzenia nowych miejsc pracy w regionach dotkniętych problemem bezrobocia strukturalnego.
Wejście w życie nowych przepisów
Nowelizacja ustawy o PIT i CIT ma wejść w życie 1 stycznia 2026 r. Resort finansów podkreśla, że projekt wpisuje się w politykę deregulacyjną rządu i ma na celu uproszczenie systemu podatkowego przy jednoczesnym wsparciu inwestycji w mniej rozwiniętych częściach kraju.
Nowe przepisy mają zachęcać przedsiębiorców do inwestowania w obszarach wymagających rozwoju, przyczyniając się do wyrównywania szans gospodarczych pomiędzy regionami Polski.
8 października 2025 r. Rada Ministrów przyjęła projekt ustawy o zmianie ustawy – Prawo oświatowe oraz niektórych innych ustaw, przedłożony przez Minister Edukacji Barbarę Nowacką. Projekt stanowi podstawę prawną do wdrożenia przygotowywanej reformy programowej kształcenia ogólnego Reforma26 – Kompas Jutra, która ma zostać wprowadzona etapami od roku szkolnego 2026/2027.
Nowa filozofia nauczania – praktyka, doświadczenie, sprawczość
– To bardzo dobry dzień dla polskiej oświaty. Rząd przyjął projekt ustawy, który otwiera drogę do wdrożenia Reformy26 – Kompas Jutra – powiedziała minister Barbara Nowacka po posiedzeniu Rady Ministrów.
Jak podkreśliła, jednym z kluczowych elementów zmian jest wprowadzenie doświadczeń edukacyjnych, nauczania praktycznego i tygodni projektowych jako integralnych części procesu nauczania.
Minister dziękowała również nauczycielom, ekspertom z Instytutu Badań Edukacyjnych, przedstawicielom związków zawodowych i samorządów, którzy wzięli udział w szerokich konsultacjach społecznych nad projektem.
Reforma26 – Kompas Jutra: nowa podstawa programowa i profil absolwenta
Reforma opiera się na dokumencie kierunkowym pt. „Profil absolwenta i absolwentki. Droga do zmian w edukacji”, określającym, jaką wiedzę, kompetencje i postawy powinni posiadać uczniowie po ukończeniu poszczególnych etapów edukacji. Dokument ten, podobnie jak w innych krajach, stanowi punkt odniesienia dla kształtowania celów i treści nauczania.
Celem reformy jest stworzenie szkoły przyjaznej, wymagającej i nowoczesnej, w której uczniowie rozwijają:
wiedzę – rozumienie świata,
kompetencje – umiejętność działania,
sprawczość – siłę i motywację do podejmowania inicjatyw.
Etapy wdrażania nowej podstawy programowej
Nowe podstawy programowe będą wprowadzane stopniowo:
od 1 września 2026 r. w przedszkolach i szkołach podstawowych (klasy I i IV),
od 1 września 2027 r. w szkołach ponadpodstawowych (klasy I liceów, techników, szkół branżowych I stopnia i szkół policealnych),
od 1 września 2030 r. w szkołach branżowych II stopnia.
W pozostałych klasach do końca cyklu nauczania obowiązywać będą dotychczasowe podstawy programowe i ramowe plany nauczania.
Najważniejsze zmiany w ustawach oświatowych
Projekt zakłada dostosowanie definicji i przepisów w ustawach Prawo oświatowe oraz o systemie oświaty do nowego modelu edukacji. Dotyczy to m.in.:
definicji podstawy programowej wychowania przedszkolnego i kształcenia ogólnego,
definicji programów nauczania oraz zasad przeprowadzania egzaminu ósmoklasisty i maturalnego,
zmian w ramowych planach nauczania.
Zmodyfikowane zostaną również przepisy dotyczące oceniania, klasyfikowania i promowania uczniów, a także organizacji egzaminów zewnętrznych.
Inne zmiany w projekcie ustawy
Projekt ustawy wprowadza także szereg rozwiązań porządkujących i technicznych, niezwiązanych bezpośrednio z reformą programową. Wśród nich znalazły się m.in.:
utworzenie systemu teleinformatycznego wspierającego funkcjonowanie młodzieżowych ośrodków wychowawczych (nowy art. 44f Prawa oświatowego),
rezygnacja z obowiązku opiniowania arkuszy organizacyjnych szkół przez kuratorów oświaty, co uprości procedury administracyjne – od roku szkolnego 2026/2027 zatwierdzenie arkuszy będzie należeć wyłącznie do organów prowadzących,
zmiany w Karcie Nauczyciela dotyczące zasad powoływania i pracy Kapituły ds. Profesorów Oświaty,
uregulowanie zasad oceniania uczniów w oddziałach przygotowania wojskowego i mundurowego,
zmiany w szkołach artystycznych, dotyczące zasad klasyfikacji i oceniania,
powrót do kwietniowego terminu egzaminu ósmoklasisty, co pozwoli ogłosić wyniki wcześniej i ułatwi proces rekrutacji do szkół ponadpodstawowych,
modyfikacje w zakresie systemów teleinformatycznych wykorzystywanych do przeprowadzania egzaminów (SIOEO i SIOEZ),
doprecyzowanie zasad przetwarzania danych osobowych w procesie przyznawania stypendiów motywacyjnych,
ustalenie limitów wydatków budżetowych na podręczniki i materiały edukacyjne dla szkół podstawowych na lata 2026–2035.
Zmiany w innych ustawach
Reforma pociąga za sobą również zmiany w przepisach towarzyszących, m.in. w:
ustawie o systemie informacji oświatowej,
ustawie o Zintegrowanym Systemie Kwalifikacji,
przepisach wprowadzających ustawę – Prawo oświatowe,
Polska Izba Nieruchomości Komercyjnych (PINK) opublikowała zagregowane dane dotyczące warszawskiego rynku najmu powierzchni biurowych w III kwartale 2025 roku. Na koniec września 2025 roku zasoby nowoczesnej powierzchni biurowej w Warszawie przekroczyły 6 245 000 mkw., a stołeczny rynek w trzecim kwartale tego roku wzbogacił się o 1 projekt biurowy.
Źródłem danych są firmy doradcze działające na rynku nieruchomości komercyjnych (Avison Young, Axi Immo, BNP Paribas Real Estate, CBRE, Colliers, Cushman & Wakefield, JLL, Knight Frank, Newmark Polska, Savills), a informacje dotyczą zasobów nowoczesnej powierzchni biurowej, nowych projektów oddanych do użytku, wielkości transakcji wynajmu oraz ilości powierzchni niewynajętej.
W III kwartale 2025 roku na rynek dostarczono 3 500 mkw. nowoczesnej powierzchni biurowej w ramach jednego projektu – Stoen Operator w strefie Mokotów. Dla porównania w II kwartale 2025 roku na rynek dostarczono 79 600 mkw. nowoczesnej powierzchni biurowej w ramach dwóch projektów – The Bridge oraz Office House. Obie inwestycje były zlokalizowane w centralnej części miasta, w rejonie ronda Daszyńskiego.
Na koniec września 2025 roku w Warszawie wskaźnik pustostanów osiągnął wartość 9,7% (spadek o 1,1 pp. w porównaniu z poprzednim kwartałem oraz spadek o 1 pp. w odniesieniu do analogicznego okresu w 2024 roku). Dostępność powierzchni biurowej wynosiła 605 900 mkw. W strefach centralnych współczynnik pustostanów kształtował się na poziomie 6,9%, natomiast poza centrum osiągnął wartość 12,1%.
W III kwartale 2025 roku popyt na nowoczesne powierzchnie biurowe wyniósł blisko
185 100 mkw. Największym zainteresowaniem najemców w badanym okresie cieszyły się strefy Centrum oraz Służewiec.
W okresie od początku lipca do końca września 2025 roku najwyższy udział w strukturze popytu przypadł nowym umowom (wliczając umowy przednajmu) – 53%, renegocjacje umów wyniosły 40%, wynajmem na potrzeby własne właściciela budynku 2%, natomiast ekspansje 5%.
Saint-Gobain ogłosił nowy plan strategiczny „Lead&Grow”, który wyznacza kierunek rozwoju firmy na lata 2026–2030. Strategia zakłada przyspieszenie wzrostu, zwiększenie rentowności oraz dalsze inwestycje w innowacyjne i niskoemisyjne rozwiązania dla sektora budowlanego.
Cele i założenia planu
W ramach planu „Lead&Grow” Saint-Gobain zamierza zwiększyć ekspozycję na rynki o wysokim potencjale wzrostu – w szczególności w Ameryce Północnej, Azji oraz krajach rozwijających się. Grupa planuje nakłady inwestycyjne i przejęcia o łącznej wartości około 12 mld euro w latach 2026–2030, przy jednoczesnej rotacji aktywów przekraczającej 20% wartości sprzedaży.
W sferze finansowej firma zakłada:
średnioroczny wzrost sprzedaży o 1–2 punkty procentowe powyżej tempa wzrostu rynku,
marżę EBITDA w przedziale 15–18%,
konwersję wolnych przepływów pieniężnych (FCF) powyżej 50%,
rentowność kapitału (ROCE) powyżej 13%.
Do 2030 roku Saint-Gobain planuje przeznaczyć ok. 8 mld euro na dywidendy i wykup akcji, utrzymując stabilną strukturę finansową oraz wskaźnik zadłużenia netto do EBITDA w granicach 1,5–2,0x.
Wypowiedź prezesa Benoit Bazina
Benoit Bazin, prezes i dyrektor generalny Saint-Gobain, podkreślił, że strategia „Lead&Grow” stanowi naturalną kontynuację poprzedniego planu „Grow&Impact”, skupiając się na wzroście wartości i wzmocnieniu pozycji w poszczególnych krajach:
„W obecnych warunkach gospodarczych i geopolitycznych szczególnego znaczenia nabiera nasz model operacyjny oparty na krajowych strukturach, które pozwalają szybciej reagować na zmiany i rozwijać lokalne łańcuchy wartości. Wierzę, że dzięki doświadczeniu i zaangażowaniu naszych zespołów osiągniemy ponadprzeciętne wyniki w każdym regionie – w Europie, Ameryce Północnej oraz w Azji.”
Struktura i kierunki rozwoju
Nowy plan zakłada dalsze zwiększanie udziału rynków o wysokim wzroście w globalnej sprzedaży firmy – z obecnych 50% do około 60% w perspektywie długoterminowej. Grupa będzie rozwijać działalność w sektorach budownictwa infrastrukturalnego i niemieszkalnego, takich jak placówki opieki zdrowotnej, centra danych, lotniska, mosty i tunele.
Rozwiązania opracowywane przez Saint-Gobain obejmują m.in.:
systemy izolacji cieplnej i akustycznej,
chemię budowlaną do zastosowań infrastrukturalnych,
szkło i elewacje o kontrolowanej przepuszczalności światła,
zaprawy i betony o obniżonym śladzie węglowym.
Grupa planuje zwiększyć przychody w segmencie chemii budowlanej z 6,5 mld euro obecnie do ponad 9 mld euro do 2030 roku.
Zrównoważony rozwój i dekarbonizacja
Saint-Gobain kontynuuje realizację programu ograniczania emisji i zwiększania efektywności energetycznej. Od 2017 roku Grupa zredukowała emisję CO₂ o 34%, a do 2035 roku chce osiągnąć redukcję na poziomie 40–45% w porównaniu do 2017 roku. Celem długoterminowym pozostaje neutralność klimatyczna do 2050 roku.
Rozwiązania firmy – stosowane w budownictwie i przemyśle – pozwalają uniknąć emisji około 1 mld ton CO₂ rocznie w całym cyklu użytkowania produktów.
Polski rynek pracy pozostaje w dobrej kondycji. Jak wynika z danych resortu pracy, mimo zapowiedzi zwolnień grupowych w wybranych sektorach gospodarki, sytuacja pozostaje stabilna, a kraj wciąż znajduje się w czołówce państw UE z najniższym poziomem bezrobocia.
Zwolnienia grupowe – większość dotyczy zmian warunków pracy
Od stycznia do września 2025 r. pracodawcy zgłosili zamiar objęcia zwolnieniami grupowymi 89,5 tys. pracowników. Jak podkreśla resort, aż 65 proc. z tych zgłoszeń dotyczyło wypowiedzeń zmieniających warunki pracy lub płacy, a nie zwolnień definitywnych.
Znaczną część tegorocznych zapowiedzi stanowiła restrukturyzacja w Poczcie Polskiej, która w istotny sposób wpłynęła na ogólny obraz statystyczny, nie odzwierciedlając rzeczywistej sytuacji całego rynku pracy. We wrześniu 2025 r. 28 zakładów pracy zgłosiło zamiar zwolnienia grupowego 2 tys. osób, co oznacza spadek o 44,9 proc. w porównaniu z analogicznym okresem ubiegłego roku. Najwięcej zgłoszeń pochodziło z województw: śląskiego (24,8 proc.), wielkopolskiego (21,2 proc.) i zachodniopomorskiego (12,0 proc.).
Polska w czołówce Unii Europejskiej
Według danych Eurostatu, stopa bezrobocia w Polsce w sierpniu 2025 r. wyniosła 3,2 proc., co plasuje nasz kraj na podium wśród państw UE — wspólnie z Czechami i tuż za Maltą oraz Słowenią (2,9 proc.). Polska utrzymuje się więc w grupie krajów o najniższym bezrobociu w całej Wspólnocie.
Transformacja gospodarcza i nowe kompetencje
Resort podkreśla, że obserwowane zmiany w zatrudnieniu wynikają głównie z procesów restrukturyzacyjnych i technologicznych. Dotyczą one m.in. ograniczania produkcji w odpowiedzi na zmiany w otoczeniu gospodarczym, automatyzacji i robotyzacji procesów w przemyśle oraz cyfryzacji sektora usług, w tym bankowości i finansów.
Choć w krótkim okresie transformacje te mogą prowadzić do redukcji zatrudnienia, w dłuższej perspektywie sprzyjają tworzeniu nowych miejsc pracy wymagających wyższych kwalifikacji — zwłaszcza w obszarach związanych z technologiami cyfrowymi i nowoczesnym przemysłem.
Rynek pracy odporny na zmiany
Najwięcej zwolnień grupowych dotyczy dużych aglomeracji, takich jak Warszawa, Kraków, Wrocław czy Łódź. To właśnie tam koncentruje się również największa liczba ofert pracy, co ułatwia osobom objętym restrukturyzacją szybkie znalezienie nowego zatrudnienia.
Liczba osób zarejestrowanych jako bezrobotne od ponad trzech lat utrzymuje się poniżej 900 tys., a średnia stopa bezrobocia rejestrowanego wynosi około 5,2 proc. Ministerstwo ocenia, że jest to dowód na wysoką odporność krajowego rynku pracy – nawet w warunkach globalnej niepewności gospodarczej.
JetBrains, wiodący globalny dostawca narzędzi dla deweloperów, rozszerza swoją obecność w Europie Środkowej. Spółka do 2027 r. utworzy w Polsce światowej klasy centrum badawczo-rozwojowe (R&D). Będzie to przestrzeń dla najlepszych polskich software developerów, powstała w oparciu o globalną kulturę JetBrains, znaną z autonomii i zaufania.
Polska posiada potężne grono utalentowanych programistów i inżynierów IT. Tutejsze uczelnie technologiczne kończy około 8400 absolwentów informatyki rocznie. Prężnie funkcjonujący system edukacji oraz innowacji czyni kraj nad Wisłą naturalnym przyczółkiem w globalnej strategii R&D JetBrains.
„Polskie centrum R&D będzie miało znaczący wkład w globalną strategię talentów JetBrains. W ramach naszego zaangażowania będziemy aktywnie wspierali programy akademickie i partnerskie, kształtując przyszłe talenty. Wśród renomowanych uczelni z jakimi współpracujemy warto wspomnieć o Uniwersytecie Warszawskim, Politechnice Warszawska i Akademii Górniczo-Hutnicza w Krakowie” – mówi Jarosław Dąbrowski, Country Manager i Członek Zarządu w JetBrains Poland.
Plany rozwoju i harmonogram zatrudniania
JetBrains zatrudnia obecnie około 60 osób w Polsce, dążąc do zwiększenia tej liczby do 80 do końca bieżącego roku. Zaś do końca przyszłego zespół polskiej spółki liczyć będzie 200 pracowników. Nowi członkowie zespołu będą angażować się w globalne projekty, w tym w rozwój głównych produktów i najnowocześniejszej oferty AI JetBrains.
Natychmiastowe zatrudnienie koncentruje się na programistach, inżynierach ML/danych, inżynierach QA oraz innych specjalistach technicznych. Firma będzie również zatrudniała na stanowiska kreatywne i operacyjne, takie jak Marketing, Sprzedaż, Projektowanie, HR i Administracja, by wspierać działalność polskiego oddziału i globalną strategię biznesową.
Perspektywy
Według JetBrains Polska stanowi strategiczny kierunek rozwoju talentów w nadchodzących latach. Firma nieprzerwanie kształtuje przyszłość tworzenia oprogramowania i realizuje swoją misję, czyniąc działalność deweloperów bardziej produktywną. Dzięki czemu ich praca staje się łatwiejsza i przyjemniejsza.
Rozwiązaniom JetBrains zaufało już przeszło 15 mln użytkowników i 88 ze 100 największych firm z listy Fortune Global, w tym Google, VISA i NASA, czy Comarch. Narzędzia, takie jak IntelliJ IDEA, PyCharm, PhpStorm i AI, należą do najczęściej używanych przez programistów na całym świecie.
„Rozwiązania JetBrains są uwielbiane przez polskich programistów – od studentów po doświadczonych inżynierów z najbardziej znanych firm technologicznych w Polsce. Dostrzegamy również niesamowity potencjał w lokalnej puli talentów, by bezpośrednio przyczynić się do naszej globalnej mapy produktów” – mówi Dąbrowski.
Dla wielu Polaków tematem dnia jest dziś październikowa decyzja RPP. Dla świata nie ma to jednak większego znaczenia, dlatego oczy inwestorów powoli kierują się na protokół z wrześniowego posiedzenia FOMC, który poznamy wieczorem. Wszystko to ubrane jest w umacniającego się dolara i złoto. Królewski kruszec wyznacza kolejne historyczne rekordy.
Pauza RPP?
Dziś najważniejszą informacją z krajowego podwórka będzie październikowa decyzja Rady Polityki Pieniężnej w sprawie wysokości stóp procentowych. Zwyczajowo nie wiemy, o której godzinie zostanie ona podana. Tak jest i tym razem. Scenariusz bazowy mówi o pozostawieniu kosztu pieniądza na niezmienionym poziomie. Aktualnie jest to 4,75%. Jako główne argumenty do podjęcia takiej decyzji analitycy wskazują ostatni spadek inflacji konsumenckiej do 2,9% (zakres celu NBP) czy zamrożenie cen prądu dla gospodarstw domowych w czwartym kwartale roku. Jeżeli prognoza większości ekspertów się zmaterializuje, to rynek nie zostanie zaskoczony i trudno będzie szukać zmienności na wykresach złotego po publikacji od RPP. Dodatkowo oznaczać to będzie, że notowania krajowej waluty w dalszej części dnia prawdopodobnie ulegać będą czynnikom zewnętrznym.
„Edek” dalej w dół!
Otoczenie nie sprzyja dziś krajowej walucie. Mowa tu o spadku notowań głównej pary walutowej świata. Ruch ma swoje podłoże bardziej w słabości unijnej waluty, niż w sile tej zza oceanu. Mowa tu o utrzymującym się chaosie politycznym we Francji i słabości największej gospodarki Wspólnoty. Skoro wczoraj otrzymaliśmy słabe dane o zamówieniach w niemieckim przemyśle, to nie mogą dziwić dzisiejsze ujemne rezultaty produkcji przemysłowej. W ujęciu miesięcznym jest to -4,3% m/m, co daje największy spadek w tym roku. W ujęciu rocznym dane niewyrównane sezonowo wskazały zniżkę aż o -7,3% r/r. To właśnie dlatego dziś przed południem kurs EUR/USD zszedł do 1,16 USD. Byliśmy więc świadkami ponad półcentowego umocnienia dolara względem euro. W drugiej części dnia istotnym dla notowań głównej pary walutowej świata będzie publikacja zapisków z wrześniowego posiedzenia amerykańskich decydentów, które poznamy o godzinie 20:00.
Złoto z kolejnym rekordem
Jeszcze w styczniu analitycy zastanawiali się, czy wzrost złota w 2024 roku z ok. 2000 USD do 2600 USD to szalony rajd, który zamknie nam hossę na wykresie królewskiego metalu. Nic bardziej mylnego. Od początku roku wycena kruszcu cały czas rośnie i dziś przebiła kolejną psychologiczną granicę 4000 USD za uncję trojańską. Poziom został pokonany z impetem i ani myśli o hamowaniu. W połowie sesji wykres wskazuje wartość powyżej 4040 USD. Powodem zwyżek złota jest silny popyt, generowany nie tylko przez banki centralne, ale także fundusze ETF zabezpieczone kruszcem, inwestorów indywidualnych czy branżę jubilerską. Co warte uwagi to fakt, że dzieje się to w momencie umacniającego się dolara. Złoto zwykło wykazywać ujemną asymetryczną korelację z dolarem. Kiedy dolar zyskuje, złoto zazwyczaj słabnie i na odwrót. Tym razem obydwa aktywa zyskują jednocześnie. Co to oznacza? Takie połączenie pokazuje, jak dużą niepewność czują inwestorzy, którzy nie chcą ryzykować i chętnie kierują swój kapitał w stronę bezpiecznych przystani. Takie otoczenie powoduje coraz to śmielsze predykcje cen złota na kolejne lata. Tylko wczoraj Goldman Sachs podniósł docelowy poziom do końca 2026 roku na 4900 USD.
Indie, mimo że są jednym z największych i najszybciej rozwijających się krajów świata, wciąż pozostają stosunkowo słabo znane polskim przedsiębiorcom. W świadomości biznesowej ustępują miejsca sąsiednim Chinom, choć ich potencjał gospodarczy i kulturowy jest równie imponujący, a pod pewnymi względami nawet bardziej atrakcyjny. Według prognoz S&P Global do 2030 roku Indie staną się trzecią gospodarką globu, a już teraz odgrywają kluczową rolę w światowej nauce i technologii – od sztucznej inteligencji po przemysł kosmiczny. Symboliczne są dwa fakty z ostatnich lat: Indie stały się najludniejszym krajem świata i jako czwarte państwo w historii wylądowały na Księżycu, docierając do jego południowego bieguna.
Indie jako „kontynent w jednym państwie”
Na wyjątkowy charakter Indii składa się niezwykła mozaika kultur, języków i tradycji. Konstytucja uznaje 22 języki urzędowe, w praktyce funkcjonuje ponad 120 głównych języków i kilka tysięcy dialektów. Różnorodność religijna – od hinduizmu, przez islam, chrześcijaństwo i buddyzm, aż po lokalne tradycje – współistnieje na co dzień w przestrzeni publicznej i prywatnej. Na poziomie administracyjnym kraj podzielony jest na 28 stanów i 8 terytoriów, z których każdy ma własną tożsamość kulturową. W efekcie Indie często określane są mianem „kontynentu w obrębie jednego państwa”.
Różnorodność jest jednak zarówno siłą, jak i wyzwaniem. W nowoczesnych metropoliach funkcjonują centra IT, start-upy i globalne korporacje, podczas gdy w wielu regionach życie toczy się według tradycyjnych rytmów sprzed dekad. Tak duże kontrasty wymagają od zagranicznych przedsiębiorców umiejętności poruszania się w odmiennych kontekstach społecznych i biznesowych.
Kompetencje międzykulturowe w praktyce biznesowej
Dla polskich firm wchodzących na rynek indyjski kluczowe jest zrozumienie, że sama znajomość języka angielskiego nie wystarczy. Za komunikacją kryją się subtelne różnice w hierarchii, podejściu do czasu czy sposobach negocjacji. W kulturze indyjskiej ogromne znaczenie mają relacje osobiste i zaufanie, które buduje się powoli, nierzadko podczas nieformalnych spotkań.
Europejczycy często oczekują szybkich i bezpośrednich odpowiedzi, tymczasem w Indiach, jak i w wielu kulturach kolektywistycznych, otwarte „nie” jest rzadkością – zamiast tego partnerzy posługują się formułami grzecznościowymi, które bywają odczytywane jako zgoda. Takie różnice mogą prowadzić do nieporozumień i frustracji. Podobnie dzieje się w przypadku podejścia do hierarchii – młodszy pracownik rzadko kwestionuje przełożonego, co może wydłużać procesy decyzyjne. Elastyczność w traktowaniu terminów kontrastuje z europejskim rozumieniem punktualności.
Brak świadomości tych kodów kulturowych grozi utratą zaufania i trudnościami w budowaniu długofalowych relacji. Z kolei znajomość lokalnych zwyczajów i mechanizmów komunikacyjnych pozwala na uniknięcie błędnych interpretacji, a tym samym zwiększa szanse na sukces. W Indiach liczy się nie tylko „co” się robi, lecz także „jak” i „z kim”.
Etyczne przywództwo i nowe modele zarządzania
Indie oferują również inspirujące wzorce przywództwa. Takie firmy jak Tata czy Wipro propagują i wdrażają etyczne modele zarządzania, w których odpowiedzialność społeczna i poszanowanie wartości są równie istotne jak wynik finansowy. To ważny sygnał dla przedsiębiorców z Europy, że prowadzenie biznesu w Azji wymaga również refleksji nad rolą etyki, zrównoważonego rozwoju i relacji międzyludzkich w organizacjach.
Klucz do sukcesu w Azji
Doświadczenia przedsiębiorców wskazują jednoznacznie – na rynkach azjatyckich kluczowe są nie tylko kompetencje biznesowe, ale również międzykulturowe. Umiejętność rozumienia subtelnych różnic, respekt dla lokalnych hierarchii, cierpliwość w procesach decyzyjnych i otwartość na inne modele przywództwa przesądzają o powodzeniu projektów. Polska, która coraz aktywniej szuka partnerów w Azji, ma szansę stać się atrakcyjnym punktem wejścia dla indyjskich firm do Europy – pod warunkiem, że polscy menedżerowie i przedsiębiorcy będą świadomie rozwijać swoje kompetencje międzykulturowe.
Ośrodek Badawczo-Rozwojowy Centrum Techniki Morskiej S.A. (OBR CTM) i SATIM Monitoring Satelitarny Sp. z o.o. ogłosiły dzisiaj strategiczne partnerstwo, skupiające się na zapewnieniu pełniejszego i bardziej wiarygodnego obrazu sytuacji morskiej, zarówno dla Ministerstwa Obrony Narodowej RP, jak i dla partnerów międzynarodowych.
OBR CTM jest częścią Grupy Kapitałowej Polskiej Grupy Zbrojeniowej i wiodącą polską spółką technologiczną z sektora obronnego, specjalizującą się w systemach morskich i świadomości sytuacyjnej na morzu. Jednym z jej kluczowych rozwiązań jest Digital Baltic – kompleksowe rozwiązanie dla świadomości sytuacyjnej na morzu.
W ramach tej współpracy, SATIM, polski startup z branży defense-tech, pionier w zakresie analizy obrazów radarowych SAR (Synthetic Aperture Radar) z wykorzystaniem sztucznej inteligencji, zintegruje zaawansowane oprogramowanie do detekcji i klasyfikacji obiektów, OREC, z platformą Digital Baltic.Dzięki połączeniu środowiska wielosensorowego Digital Baltic z automatyczną analizą danych satelitarnych SATIM, wspólne rozwiązanie dostarczy dokładne informacje operacyjne o sytuacji na Morzu Bałtyckim.
Platforma Digital Baltic została zaprojektowana, aby zapewnić naszym klientom przewagę w zakresie świadomości sytuacyjnej na morzu poprzez integrację różnorodnych źródeł informacji w jeden spójny obraz. Partnerstwo z SATIM pozwala nam dodać unikalną zdolność kosmiczną: automatyczną detekcję obiektów z satelitów radarowych. W obliczu uruchomienia satelitów MikroSAR będzie to przełomowe rozwiązanie dla naszych użytkowników końcowych w MON, a także znacząco zwiększy potencjał eksportowy platformy Digital Baltic. – Marcin Wiśniewski, prezes Zarządu OBR CTM
Moment ogłoszenia partnerstwa zbiega się z przygotowaniami do uruchomienia przez MON misji MikroSAR, która w IV kwartale 2025 roku zacznie dostarczać narodowe zobrazowania satelitarne SAR. Dane te będą cennym źródłem informacji dla platformy Digital Baltic, a rolą SATIM będzie przekształcanie surowych danych radarowych w informacje operacyjne o jednostkach i aktywnościach na morzu.
Jesteśmy dumni, że możemy połączyć siły z OBR CTM, liderem w dziedzinie technologii obronnych dla marynarki i świadomości sytuacyjnej na Bałtyku. Razem zamykamy lukę pomiędzy surowymi danymi radarowymi a informacją operacyjną. Oprogramowanie OREC przekształci zobrazowania SAR z MikroSAR i innych konstelacji w wiedzę wspierającą wartość operacyjną Digital Baltic i skracając czas reakcji na sytuacje. Ta współpraca pokazuje, że polskie technologie mogą wspólnie dostarczać rozwiązania światowej klasy, nie tylko na potrzeby obronności narodowej, ale również dla sojuszników i partnerów międzynarodowych. – Jacek Strzelczyk, Prezes Zarządu SATIM
O oprogramowaniu OREC firmy SATIM
Flagowy produkt SATIM, OREC (Object Recognition), to pierwsze na świecie komercyjne oprogramowanie zdolne do szybkiej, automatycznej detekcji i klasyfikacji obiektów, w tym statków, samolotów i pojazdów, na zobrazowaniach satelitarnych SAR. Wykorzystując unikalną bazę sygnatur radarowych oraz wewnętrznie opracowane modele AI wytrenowane na danych rzeczywistych, OREC przekształca skomplikowane obrazy radarowe w informacje operacyjne. Oprogramowanie SATIM współpracuje z wszystkimi konstelacjami SAR, co czyni je uniwersalnym narzędziem dla klientów z sektora obronnego i bezpieczeństwa.
Globalna rekonfiguracja łańcuchów dostaw – nowa mapa handlu światowego
Od Chin do Europy: jak zmienia się geografia inwestycji i logistyki
Polska w centrum przemian logistycznych i przemysłowych w Europie
Reshoring, nearshoring i de-risking – nowe strategie firm po 2024 roku
Bloki geopolityczne kształtują handel. USA, UE i Azja na nowych kursach
Defragmentacja, rekonfiguracja i relokacja to tylko niektóre z haseł trwającej już rewolucji w globalnych łańcuchach dostaw, która bezpośrednio dotyka logistyki, także w Polsce. Świat zmierza w kierunku bliższej współpracy handlowej wewnątrz bloków geopolitycznych, a gospodarki zachodnie chcą uniezależniać się od Chin, przynajmniej w sferze deklaratywnej. Jeszcze nie do końca się to udaje, ale może to i dobrze, ponieważ analizy OECD wskazują, że masowy reshoring kosztowałby świat 18% spadku w handlu i 5% ubytku w PKB.
Nie ma wątpliwości co do tego, że światowe łańcuchy dostaw, lokalizacja źródeł zaopatrzenia, kierunki inwestycji i kontrola nad szlakami transportowymi, która daje możliwość oddziaływania na dynamikę wymiany handlowej na stałe wpisały się w krajobraz rozgrywki geopolitycznej, której właśnie jesteśmy świadkami. W grze o nowy podział wpływów na świecie instrumentalne wykorzystywanie zasobów, w tym także logistycznych, stało się powszechne i należy raczej szukać sposobów adaptacji, budowania odporności i wykorzystania przewag niż tkwić w rzeczywistości, która właśnie przemija. Ewolucję na tym polu można obserwować zarówno na płaszczyźnie globalnej, jak i regionalnej. Niektóre z procesów transformacyjnych, jak reshoring, zachodzą wolno i nie zawsze się udają, ale coraz częściej występują również czarne łabędzie, czyli nieprzewidywalne i nagłe wydarzenia, które silnie wpływają całą na całą gospodarkę, w tym również na sektor logistyczny, także w Polsce.
Ramy relacji handlowych na świecie ciążą w kierunku bloków geopolitycznych
Na taką zależność zwraca uwagę tegoroczna aktualizacja badania McKinsey Global Institute (MGI), w której już po raz drugi analitycy podkreślają zjawisko coraz silniejszych powiązań handlowych pomiędzy gospodarkami posiadającymi tożsame interesy geopolityczne, a jednocześnie rozluźnianie się więzi pomiędzy rywalami. Głównymi wydarzeniami napędzającymi ten trend są oczywiście napięte stosunki pomiędzy USA i Chinami oraz inwazja Rosji na Ukrainę. Najbardziej wyrazistym wskaźnikiem jest z kolei spadek tzw. średniego dystansu geopolitycznego w handlu. Indykator ten spadł o 7% pomiędzy 2017 a 2024 r., odzwierciedlając topniejącą wymianę handlową pomiędzy gospodarkami na przeciwstawnych krańcach spektrum geopolitycznego. Do potwierdzenia diagnozy o rozrywaniu się globalnych zależności handlowych McKinsey doszedł na podstawie miary dystansu geopolitycznego, która jest odpowiednikiem dystansu geograficznego, ale jej wynik oparty jest o dwudziestoletnią analizę głosowań na Forum Zgromadzenia Ogólnego ONZ (od 2005 r.). To jednak nie wszystkie składowe analizy. Konkluzję o wyraźnie zmieniającej się geometrii globalnego handlu towarowego oparto także o trzy inne zmienne, w tym intensywność handlu, odległość geograficzną oraz koncentrację importu.
Raport przytacza m.in. proces oddalenia się USA od Chin, które pomiędzy 2017 a 2024 r. zredukowały udział w handlu towarami przemysłowymi z Państwem Środka o 6 pp. W tym samym czasie zwiększył się import z Meksyku i krajów ASEAN o odpowiednio 2 i 4 pp. W rezultacie Meksyk wyprzedził Chiny na pozycji największego dostawcy dóbr do USA.
Scenariusz odejścia od Chin nie do końca udaje się w UE, ale zmienia się nastawienie europejskich firm
Z unijnych danych wynika, że w 2024 r. Chiny i Unia Europejska odpowiadały za 29,6% światowego handlu (towarami i usługami) oraz generowały łącznie 34,4% globalnego PKB. Sama dwustronna wymiana towarowa była warta 732,2 mld euro. Był to co prawda spadek o 1,6% rdr, jednak deficyt utrzymał się na bardzo wysokim poziomie. Osiągał on ponad 305,8 mld euro, co stanowiło wzrost z 297 mld euro w 2023 r. Wyraźną dysproporcję w handlu towarowym widać także w ujęciu wolumenowym, gdzie deficyt wzrósł do 44,5 mln ton z poziomu 34,8 mln w 2023 r. W szerszej perspektywie, tj. w latach 2014-2024 import z Chin do UE skoczył o ponad 102%, natomiast eksport do Chin o niemal 47%.
Jak widać, nie ma na razie absolutnie żadnej mowy o realnym uniezależnieniu się od dostaw z Państwa Środka, ale na zmianę kursu postawiła już część europejskich przedsiębiorstw, które mają swoje oddziały w Chinach. Widać to w badaniu nastrojów biznesowych przeprowadzonych na początku 2025 r. przez Izbę Handlową Unii Europejskiej w Chinach oraz Roland Berger. Wyniki analizy jasno pokazują, że europejskie firmy tracą zainteresowanie i optymizm wobec prowadzenia działalności u dalekowschodniego giganta. Według 73% podmiotów tamtejsze środowisko biznesowe eroduje, a prowadzenie biznesu w 2024 r. było bardziej skomplikowane niż rok wcześniej. Jest to wzrost o 5 pp. rdr, ale warto dodać, że jeszcze w 2021 r. twierdziło tak tylko 47% badanych. W sektorze transportu, logistyki i dystrybucji na pogarszające się warunki wskazuje już 55% przedsiębiorstw.
Firmy dostrzegają także szereg negatywnych czynników, które będą wpływały na ich interesy w przyszłości. Już 71% uważa, że największym wyzwaniem będzie tamtejsze spowolnienie gospodarcze. Na kolejnych miejscach są także napięte relacje z USA oraz ryzyka geopolityczne i regionalne konflikty, na które wskazało po 47% ankietowanych. Znaczący odsetek, bo 37% uważa, że istotną rolę odegrają także tarcia z Unią Europejską. W bardzo szybkim tempie rosną również bariery dostępu do rynku i ograniczenia regulacyjne, a w tym roku odnotowano rekordowo wysoki poziom (63%, +5 pp. rdr) przedsiębiorstw, które deklarują utratę szans biznesowych właśnie ze względu na te czynniki. W sektorze transportu, logistyki i dystrybucji twierdziło tak 47% badanych.
Jakie są tego skutki?
Odnotowano już rekordowo niski odsetek respondentów planujących rozszerzyć działalność w tym kraju w nadchodzącym roku (38%, -4 pp. rdr), a udział tych, którzy ograniczają koszty jest równy ubiegłorocznemu rekordowi na poziomie 52%. Słabnie także pozycja Chin, jako docelowego miejsca inwestycji, a prawie co piąty badany deklaruje, że kraj ten nie znajduje się nawet w pierwszej dziesiątce bieżących (19%) i przyszłych kroków inwestycyjnych (17%). W latach 2021 i 2022 wskaźniki te wynosiły odpowiednio 10% i 9%. Jeśli chodzi o nastawienie w sektorze logistycznym, transportowym i dystrybucyjnym, to tylko 11% wskazuje Chiny jako najważniejsze miejsce do inwestowania. Jednocześnie tyle samo organizacji nie uwzględnia kraju w pierwszej dziesiątce, a 32% plasuje Chiny poza pierwszą piątką. Inwestycje przenoszone są na inne, bardziej atrakcyjne rynki.
Badanie pokazało również, że z 13 do 17% wzrósł odsetek członków Izby, którzy relokowali już bieżące inwestycje, a kolejne 4% rozważa taki krok. Przenoszone są także środki, które miały zasilić chiński rynek w przyszłości. Uczyniło tak już 16% europejskich podmiotów (wzrost o 4 pp.), a dodatkowe 7% myśli o podjęciu takiej decyzji.
Pytanie brzmi, gdzie przenoszą się inwestycje uciekające z Chin?
Najwięcej, bo aż 24% wszystkich decyzji dotyczyło Europy i jest to wzrost o 5 pp. Na drugiej pozycji z udziałem 19% są kraje ASEAN. Ostatnie miejsce podium przypadło Ameryce Płn. oraz Azji Płd.-Wsch. (bez ASEAN, Indii, Japonii, Korei Płd. oraz Tajwanu), na które wskazało po 14% podmiotów. Z perspektyw Starego Kontynentu dane wyglądają bardzo dobrze, warto jednak podkreślić, że dotyczy to tylko firm, które podjęły już kroki relokacji inwestycji. Wciąż 66% europejskich przedsiębiorstw posiadających przedstawicielstwa w Chinach nie zamierza się stamtąd wyprowadzać. Jest to co prawda spadek o 1 pp. w porównaniu do 2024 r. i 3 pp. względem 2023 r., ale bardzo dużo, bo 59% badanych deklaruje także, że nie zamierza zmieniać swojej decyzji co do planowanych inwestycjach w tym kraju.
Na korzyść Europy działają jednak dwa inne zjawiska. Z jednej strony 72% członków Izby zadeklarowało, że w ciągu ostatnich dwóch lat dokonało przeglądu strategii łańcucha dostaw. Natomiast z drugiej na Stary Kontynent przeniesiono całość lub przynajmniej część tych łańcuchów (48%).
Czy z punktu widzenia logistyki Polska korzysta na podjętych lub planowanych krokach relokacyjnych?
– W tym kontekście Polska wydaje się być naturalnym kandydatem do relokacji dużych części przemysłu z Chin do Europy, dzięki swojej elastyczności, infrastrukturze i wysokiej jakości edukacji, stosunkowo niskim (w porównaniu z Europą Zachodnią) kosztom pracy, a także doświadczeniu w zarządzaniu zmianami, położeniu geograficznemu i oczywiście przynależności do strefy Schengen.
Rzeczywistość koryguje jednak tę wizję, obserwujemy stosunkowo niewiele przypadków przenoszenia przemysłu z Azji do Polski, z nielicznymi godnymi uwagi wyjątkami. Z drugiej strony, nad Wisłą powstaje wiele dużych zakładów produkcyjnych, ale są to najczęściej centralizacje lub relokacje inwestycji, które i tak miałyby powstać w Europie, a niekoniecznie oznaczają realne przeniesienie mocy produkcyjnych z Azji.
Polski sektor logistyczny korzysta jednak z tych inwestycji poprzez usługi logistyczne związane z fabrykami (magazyny komponentów, magazyny po produkcji itp.), ale przede wszystkim poprzez transport – głównie drogowy – z polskich fabryk do pozostałych części Europy i Świata. Z tego w pełni korzystają polskie przedsiębiorstwa będące zdecydowanymi liderami w zakresie transportu drogowego w Europie – mówi Yann Belgy, dyrektor zarządzający w spółce ID Logistics Polska, świadczącej kompleksowe rozwiązania logistyczne i transportowe.
– Obok reshoringu produkcji, w ostatnich latach w Polsce powstało również wiele europejskich centrów dystrybucyjnych. Powstanie tych „giga-magazynów” jest wynikiem dwóch powiązanych, choć odrębnych procesów.Z jednej strony jest to przenoszenie centrów logistycznych z Azji – w szczególności z Chin – do Europy w celu skrócenia terminów, zmniejszenia ryzyka przerw w łańcuchu dostaw lub ograniczenia potencjalnych kosztów celnych. Drugim procesem jest wdrażanie przez dużych międzynarodowych graczy, zwłaszcza w sektorze mody i handlu elektronicznego, organizacji logistycznej, która nie ma już charakteru krajowego, ale co najmniej europejski. Skutkuje to powstawaniem bardzo dużych centrów dystrybucyjnych, obsługujących całą Europę lub jej część, np. Europę Środkową.
W obu przypadkach Polska potrafiła wykorzystać swoją przewagę konkurencyjną i przyciągnąć te inwestycje na swoje terytorium. Choć centra te są często silnie zautomatyzowane i nowoczesne, generują jednocześnie tysiące lokalnych miejsc pracy – dodaje Yann Belgy z ID Logistics Polska.
Zmiany w łańcuchach logistycznych dostrzegalne są na całym świecie
Dane o trwającej rekonfiguracji światowych łańcuchów dostaw potwierdza m.in. Indeks Logistyczny dla rynków wschodzących opracowywany cyklicznie przez brytyjskie centrum analityczne Transport Intelligence (Ti). Wyniki tegorocznej edycji badania przeprowadzonego wśród 550 profesjonalistów ds. zarządzania procesami logistycznymi jednoznacznie wskazują, że globalne zależności w handlu i łańcuchach zaopatrzenia ulegają rekalibracji i dywersyfikacji. Wieloaspektowe zmiany zachodzą niemal na każdym polu, ale w opinii ekspertów logistycznych mają jeden wspólny mianownik, tj. budowanie odporności i zabezpieczenie zdolności operacyjnej.
Nie jest zaskoczeniem, że w analizie sporo uwagi poświęcono Chinom, a uzyskane wyniki nie są zbyt optymistyczne dla Państwa Środka. Choćby dlatego, że 54% respondentów zadeklarowało, że zamierza przenieść przynajmniej część produkcji i/lub źródeł zaopatrzenia poza Chiny do 2030 roku. To bardzo duży wzrost biorąc pod uwagę fakt, że w poprzedniej edycji badania taki krok deklarowało tylko 37,4% ankietowanych. Głównym powodem decyzji o relokacji jest wojna handlowa z USA, na którą wskazuje 14,2% ekspertów oraz rosnące koszty pracy (11,7%), regulacje krajowe (11,3%), a także chęć dywersyfikacji łańcucha zaopatrzenia (10,7%).
Nie oznacza to jednak całkowitego wycofania się z Państwa Środka, ponieważ jego znaczenie w strategiach inwestycyjnych jest wciąż ważne lub bardzo ważne dla 68,1% badanych, również w perspektywie 5 oraz 10 najbliższych lat. Jest to wynik bardzo bliski analizy przeprowadzonej na początku tego roku przez Izbę Handlową Unii Europejskiej w Chinach oraz Roland Berger.
O postrzeganiu Chin w najbliższych latach z całą pewnością zdecyduje rozwój relacji z USA i konsekwencje napiętych stosunków handlowych, a tym także polityki celnej. W szerszym kontekście logistycy bardzo silnie odczuwają wojny celne, a 81,8% twierdzi, że ich oddziaływanie na łańcuchy dostaw jest znaczące lub bardzo znaczące, co utrudnia efektywność, prowadzi do wzrostu kosztów i opóźnień.
Według badanych specjalistów rysują się dwa wyraźne trendy, za którymi musi podążać logistyka
Pierwszy z nich to dywersyfikacja źródeł produkcji i zaopatrzenia w celu ograniczania ryzyka. W ciągu ostatnich pięciu lat na zmianę lokalizacji takich źródeł zdecydowało aż 62,1% przedstawicieli organizacji zbadanych przez Ti, a proces ten ma postępować do 2030 r. Blisko połowa (49,5%) ankietowanych logistyków jako jedną ze strategii obrała kierunek relokacji na rodzimy rynek. Niewiele mniej, bo 49,3% przeniosło się bliżej własnych rynków zbytu i zamierza podążać tą drogą przynajmniej do końca dekady. Dodatkowo 46% zdecydowało się na dywersyfikację z pobudek bardziej geopolitycznych niż geograficznych, przenosząc się do krajów o tożsamej kulturze biznesowej oraz regulacyjnej i jest zjawisko podobne do tego, na które wskazuje również McKinsey Global Institute.
Kolejnym ważnym trendem jest alokacja globalnych zasobów związanych z e-commerce. W tym roku 81,6% ekspertów logistycznych uważa, że można się spodziewać dalszego wzrostu rynku zakupów online, z czego 45% twierdzi, że handel internetowy wzrośnie znacząco. To przekonanie determinuje wiele decyzji o rozbudowie zdolności operacyjnych związanych z e-handlem, ale większość potencjału rozwojowego będzie dedykowana krajom azjatyckim.
Największym zainteresowaniem cieszą się w tym kontekście Chiny, na które wskazuje 15,2% logistyków oraz Indie (14,2%). W dalszej kolejności wymieniane są kraje Azji Płd.-Wsch. (13,3%). Swoje zdolności logistyczne w obszarze e‑commerce w Ameryce Płn. chce powiększać 12,2% ankietowanych i tylko 7,6% w Europie.
Spełnienie marzeń o relokacji nie jest łatwe i rodzi poważne ryzyka
Do takiego stanowiska w swojej analizie przekonuje Organizacja Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD) argumentując, że do uzyskania prawdziwej odporności łańcuchów dostaw potrzeba czegoś więcej niż tylko masowego reshoringu. Łańcuchy muszą być projektowane tak, aby uwzględniały wysoką niepewność i reagowały zwinnie, były skalowalne i dostosowane do aktualnych warunków operacyjnych. Modelowanie OECD pokazuje, że sam reshoring niesie za sobą poważne koszty ekonomiczne i mógłby nawet doprowadzić do zmniejszenia globalnego handlu o ponad 18%, a realny PKB na świecie mógłby zostać obniżony nawet o 5%, a i tak nie uzyskano by trwałej poprawy odporności.
Wbrew obiegowej opinii OECD wylicza także, że większość przepływów handlowych jest stosunkowo zdywersyfikowana, jednak warto podkreślić, że koncentracja importu wciąż rośnie, a poszczególne kraje wciąż pozyskują towary z mniejszej liczby źródeł niż jest to globalnie możliwe. Analiza OECD jest w tym kontekście zbieżna z wnioskami MGI i wskazuje przykład Chin, których wkład w poziom koncentracji importu wzrósł z 5% do 30% w ciągu ostatnich 25 lat. Dla kontrastu łączny udział Stanów Zjednoczonych, Niemiec i Japonii spadł z 30% do 15%.
Warto podkreślić, że wg OECD niezwykle istotną rolę w budowaniu odporności odgrywają usługi wspomagające handel oraz poziom ograniczeń w tym zakresie. To sektory stanowiące podstawę wszystkich łańcuchów zaopatrzeniowych i zalicza się do nich osiem kluczowych elementów; usługi transportowe (lotnicze, morskie, kolejowe i drogowe), usługi logistyczne, usługi pocztowe i kurierskie, usługi dystrybucyjne oraz telekomunikacyjne. Należy również podkreślić, że Polska uzyskuje lepsze wyniki niż średnia dla krajów OECD w większości z wymienionych usług wspomagających. Wyjątek stanowią tylko usługi lotnicze i dystrybucyjne.
Relokacja nie zawsze przebiega zgodnie z oczekiwaniami, co widać w USA
Dość surową ocenę Stanom Zjednoczonym wystawili w tym kontekście analitycy z Kernay zwracający uwagę, że pozytywne myślenie jest znacznie łatwiejsze niż realne działania, a opublikowany przez nich raport ujawnia trudną prawdę o amerykańskim ekosystemie produkcyjnym, który wciąż nadrabia zaległości i nie nadąża za deklaratywnym zaangażowaniem w przenoszenie produkcji do USA.
Specjaliści z Kernay swoje wnioski oparli o dwa podstawowe wskaźniki skonstruowane przez firmę. Pierwszy z nich to MIR (Manufacturing Import Ratio), który przedstawia całkowity import dóbr przemysłowych z czternastu niskokosztowych krajów w Azji (LCCR), jako procent produkcji brutto w USA. Drugim indykatorem jest Kernay Reshoring Index, który odzwierciedla coroczną zmianę w MIR. Kiedy indeks jest dodatni, oznacza to reshoring netto, czyli przenoszenie produkcji do USA. Kiedy natomiast indeks przyjmuje wartość ujemną, Ameryka doświadcza offshornigu netto, czyli wyprowadzania produkcji za granicę.
W tegorocznej edycji badania MIR wzrósł o 9%, wracając tym samym do poziomu sprzed pandemii. Ostatecznie poskutkowało to spadkiem Indeksu Reshoringu o 311 pkt z poziomu +196 do -115, co jest wynikiem drastycznie niskim. Raport przynosi jednak garść dobrych wiadomości. Coraz więcej amerykańskich prezesów podjęło już decyzję o przeniesieniu do USA części zdolności produkcyjnych w ciągu najbliższych 3 lat. W tegorocznym badaniu taką deklarację złożyło 36% prezesów, co stanowi wzrost o 15% względem badania prowadzonego w 2024 r. Do 30% wzrósł także odsetek badanych, którzy twierdzili, że taka przeprowadzka miała miejsce w ciągu 3 ostatnich lat. Głównym powodem powrotów na rodzimy rynek, zarówno tych sfinalizowanych, jak i przyszłych jest zwiększenie kontroli nad kosztami (65%), ale istotnym argumentem, który zyskał bardzo duże znaczenie, jest także sytuacja geopolityczna. Czynnikami geopolitycznymi kierowało się w tym roku aż 49% prezesów amerykańskich firm.
Sztuczna inteligencja, chmura i suwerenność danych – to trzy filary, które według prognoz Gartnera zdefiniują konkurencyjność firm do 2030 roku. Wdrożenie agentów AI w biznesie, gwałtowny wzrost zapotrzebowania na energię oraz nowe strategie w zakresie cyfrowej niezależności wyznaczają kierunek transformacji, przed którym stoją liderzy biznesu i IT. Eksperci podkreślają, że tylko proaktywne podejście do modernizacji infrastruktury i zarządzania danymi pozwoli uniknąć rosnących kosztów i zbudować trwałą przewagę na rynku.
Fundament transformacji
Według najnowszych prognoz Gartnera trzy priorytety technologiczne będą wyznaczać kierunek rozwoju biznesu do końca dekady: sztuczna inteligencja, chmura i suwerenność danych. AI staje się fundamentem transformacji, a jej integracja z usługami chmurowymi ma zrewolucjonizować operacje IT. Gartner przewiduje, że do 2030 roku ponad 80% firm wdroży branżowo-specyficznych agentów AI, wspierających kluczowe cele biznesowe – to skok z obecnego poziomu poniżej 10%. Równolegle ponad 60% przedsiębiorstw będzie korzystać z wielu modeli AI działających w różnych chmurach.
Jak podkreśla Piotr Szypułka, Dyrektor Działu Infrastruktury IT w Polcom: dziś sztuczna inteligencja wspiera wybrane procesy, takie jak obsługa klienta czy analiza danych, ale w ciągu kilku lat stanie się spoiwem całej infrastruktury biznesowej. To oznacza fundamentalną zmianę: od narzędzia, które poprawia efektywność, do systemu nerwowego organizacji, scalającego dane, operacje i decyzje. Firmy, które zbudują elastyczne, chmurowe środowisko zintegrowane z AI, zyskają przewagę konkurencyjną nie tylko pod względem innowacyjności, lecz także szybkości działania, zdolności adaptacji i odporności na kryzysy.
Wyzwania infrastrukturalne i energetyczne
Rozwój AI niesie jednak poważne wyzwania. Gartner prognozuje, że zapotrzebowanie na energię w centrach danych wzrośnie ponad trzykrotnie do 2030 roku, głównie ze względu na obsługę wymagających modeli AI. To wymusi modernizację infrastruktury zasilania i chłodzenia.
Rozwiązania chmurowe wzbogacone o AI pozwolą firmom wyjść poza silosowe podejście do danych i analityki. Integracja zasobów obliczeniowych umożliwi inteligentniejsze podejmowanie decyzji i automatyzację procesów. Ale koszty mogą być wysokie – Gartner ostrzega, że organizacje, które nie zoptymalizują środowiska obliczeniowego AI, zapłacą nawet o 50% więcej niż konkurenci, którzy to zrobią.
– Na horyzoncie pojawia się nowy paradygmat: biznes musi równolegle myśleć o wydajności AI i efektywności energetycznej, która jest niezbędna do wdrażania innowacyjnych rozwiązań. Brak równowagi między tymi dwoma obszarami oznacza lawinowo rosnące koszty operacyjne. Już dziś widzimy, że przedsiębiorstwa inwestujące w nowoczesne centra danych, systemy chłodzenia i inteligentne zarządzanie energią są w stanie utrzymać stabilne koszty przy rosnącej skali wykorzystania AI. To sygnał dla liderów, że infrastruktura nie jest już tylko zapleczem IT, ale strategicznym elementem przewagi konkurencyjnej – komentuje Piotr Szypułka.
Suwerenność cyfrowa – nowa strategia firm
Równolegle rośnie znaczenie suwerenności cyfrowej, rozumianej jako kontrola nad danymi, operacjami i technologią. Gartner przewiduje, że do 2030 roku ponad 75% przedsiębiorstw będzie posiadać strategię suwerenności cyfrowej. W praktyce wiele firm zdecyduje się na środowiska hostingowe zapewniające wyższy poziom kontroli – nawet kosztem ograniczenia funkcjonalności.
– Firmy coraz częściej pytają nie tylko o innowacyjność rozwiązań, ale też o to, gdzie fizycznie znajdują się ich dane i kto ma do nich dostęp. To nie jest już kwestia czysto technologiczna, lecz strategiczna i przede wszystkim legislacyjna – związana z ryzykiem prawnym, reputacyjnym i geopolitycznym. W dobie rosnących napięć i dynamicznie zmieniających się regulacji, suwerenność danych staje się priorytetem zarządów i rad nadzorczych. Z naszych doświadczeń wynika, że firmy, które budują politykę cyfrowej suwerenności, mają większą swobodę rozwoju i szybciej adaptują się do zmian regulacyjnych – wskazuje Szypułka.
Nowa agenda dla liderów biznesu
AI, rosnące koszty energetyczne i konieczność suwerenności cyfrowej tworzą nową agendę dla liderów biznesu i IT. Ci, którzy już dziś podejmą działania w zakresie modernizacji infrastruktury, optymalizacji środowiska AI i tworzenia polityk suwerenności danych, będą mogli zbudować trwałą przewagę.
W perspektywie 2030 roku kluczowe znaczenie zyskają trzy pytania. Po pierwsze: jak sztuczna inteligencja integruje się z podstawową działalnością biznesową i czy faktycznie wspiera strategiczne cele organizacji? Po drugie: w jaki sposób zoptymalizować infrastrukturę, aby sprostać rosnącym wymaganiom energetycznym i utrzymać stabilność kosztową? I wreszcie po trzecie: jak zapewnić pełną kontrolę nad danymi w coraz bardziej złożonym i wymagającym otoczeniu regulacyjnym?
Donald Trump stawia na ochronę przemysłu USA, sięgając po narzędzia polityki celnej. Dotąd polityka handlowa amerykańskich administracji miała przede wszystkim na celu zwiększanie efektywności gospodarki przez korzystanie z komparatywnych przewag. Wprowadzanie barier celnych zmniejsza tę efektywność – skutkiem mogą być wyższe ceny w USA – ale równocześnie stwarza okazję dla krajowych producentów do lepszego zaopatrzenia rynku wewnętrznego. Cła są też wykorzystywane jako instrument nacisku i negocjacji. W ostatnich miesiącach groźba nałożenia stawek celnych skłoniła partnerów handlowych do ustępstw i do częściowego otwarcia rynków. W efekcie niektóre spory handlowe zostały rozładowane drogą porozumień, choć cena tej strategii to pogorszenie globalnej efektywności wymiany handlowej. Dla Unii Europejskiej istotne okazało się obniżenie proponowanej stawki celnej na samochody i części z 25% do 15% – to daje przestrzeń do konkurowania i zmniejsza potencjalne uderzenie w handel motoryzacyjny. Ogólnie jednak polityka taryfowa prowadzi do przesunięć geograficznych produkcji i może wymusić reorganizację łańcuchów dostaw – co dla części firm będzie szansą, a dla innych wyzwaniem.
– Skutki dla światowej gospodarki będą widoczne, ale raczej jako niewielkie spowolnienie wzrostu niż dramatyczny kryzys – powiedział serwisowi eNewsroom.pl Marek Wąsiński, kierownik Zespołu Gospodarki Światowej w Polskim Instytucie Ekonomicznym. – Gdy przełożymy to na Polskę nasze szacunki wskazują, że w krótkim horyzoncie PKB może być niższe o około 0,2% wobec scenariusza bez amerykańskich ceł. Nie jest to katastrofa makroekonomiczna, ale poszczególne branże odczują to mocniej. Sektory zależne od importowanych komponentów czy intensywnie uczestniczące w globalnych łańcuchach wartości mogą ponieść większe koszty – podczas, gdy producenci kierujący wyroby na rynek krajowy zyskają pewne korzyści konkurencyjne. W skrócie: stosowanie ceł jako narzędzia ochrony przemysłu ma krótkoterminowe zalety dla krajowych producentów, ale kosztem efektywności i potencjalnie nieznacznego spowolnienia wzrostu światowego. Dla Polski wpływ makro jest ograniczony, lecz konieczna jest gotowość sektorowa – dywersyfikacja dostaw, zwiększanie wartości dodanej w kraju oraz monitorowanie zmian w polityce handlowej partnerów – wskazuje Marek Wąsiński.
Rynki coraz wyraźniej się boją eskalacji niestabilności politycznej we Francji. Widać to po notowaniach euro, które wyraźnie traci. Złoto przebija poziom 4000 USD. Nowa Zelandia niespodziewanie obniżyła stopy procentowe.
Euro dalej pod presją Francji
Niestabilność polityczna w Paryżu bardzo ciąży europejskiej walucie. Nie chodzi tutaj nawet o samą politykę a o stan finansów państwa. Głównym powodem problemów jest bowiem ograniczenie absurdalnych wydatków budżetowych i uchwalenie budżetu na 2026 rok, który nie pogłębi problemu. W sytuacji negocjacji wielopartyjnych, gdzie każda partia chce realizować wszystkie swoje postulaty, to mocno nie pomaga. Wszyscy jednak czują, że prędzej czy później do przyspieszonych wyborów dojdzie. Dzisiaj mija dodatkowe 48 godzin dla premiera, który już w poniedziałek podał się do dymisji, nie widząc szans na sukces. W rezultacie mamy na stole dwa scenariusze, które wcale się nie wykluczają. Jeden to przedterminowe wybory, drugi to rząd techniczny. Możliwy jest też rząd techniczny na czas do przeprowadzenia przedterminowych wyborów. Rynki mocno się boją, czy druga gospodarka strefy euro, która już teraz nie była najstabilniejszym filarem tej waluty będzie się dalej zadłużać. Już wczoraj pierwszy raz od ponad miesiąca zbliżyliśmy się do poziomu 1,16 USD za 1 EUR, a patrząc na dynamikę ruchu, może to nie być koniec.
Złoto powyżej 4000 USD za uncję
Jeszcze wczoraj kontrakt na złoto, a dzisiaj cena kruszcu na giełdzie przebiła magiczną barierę 4000 USD za uncję. Coś, co na początku roku jeszcze sprawiało wrażenie zupełnie niemożliwego, dzisiaj stało się faktem. Na początku roku nawet 3000 USD wydawało się bardzo ryzykowne. W tym czasie doszło jednak do kilku ważnych zmian – dużej ucieczki od dolara oraz do gwałtownej zmiany oczekiwań względem stóp procentowych. W rezultacie obligacje amerykańskie przestały być atrakcyjne. Przez utratę wartości dolara inwestycja w obligacje była pod kreską w tym roku. Tłumaczy to przepływ kapitału na inne rynki, szczególnie te niezależne od stóp procentowych.
Niespodzianka w Nowej Zelandii
Dzisiaj w nocy poznaliśmy decyzję Banku Rezerw Nowej Zelandii. Oczekiwano obniżki stóp procentowych z 3% na 2,75%. Niespodzianką był fakt, że zmniejszono je o 0,5%. Rynek nie spodziewał się tak silnego cięcia, gdyż na poprzednim posiedzeniu doszło do obniżenia o 0,25%, a inflacja w drugim kwartale wyskoczyła do 2,7%. O tym, jak dużym zaskoczeniem to było, najlepiej świadczą reakcje rynków. Po samej decyzji kurs dolara nowozelandzkiego spadł o ponad 0,5%.
Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych najważniejszym wydarzeniem jest posiedzenie Rady Polityki Pieniężnej.
Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl
8 października 2025 r., decyzją Prezesa Rady Ministrów, Małgorzata Krok została odwołana ze stanowiska Podsekretarza Stanu w Ministerstwie Finansów oraz Zastępcy Szefa Krajowej Administracji Skarbowej (KAS).
Minister Finansów i Gospodarki Andrzej Domański podziękował Pani Minister za profesjonalizm, zaangażowanie i oddanie w pracy na rzecz rozwoju Krajowej Administracji Skarbowej.
„Pani wiedza, doświadczenie oraz konsekwencja w działaniu przyczyniły się do wzmocnienia pozycji KAS jako nowoczesnej, skutecznej i przyjaznej obywatelom instytucji. Dzięki Pani zaangażowaniu udało się zrealizować wiele kluczowych projektów, które na trwałe wpisały się w rozwój polskiej administracji skarbowej” – podkreślił minister Andrzej Domański.
Kluczowe obszary działalności
Małgorzata Krok pełniła funkcję Podsekretarza Stanu w Ministerstwie Finansów oraz Zastępcy Szefa KAS od 1 lutego 2024 r. Odpowiadała za współpracę międzynarodową administracji skarbowej, w tym relacje z Komisją Europejską i Radą Unii Europejskiej w zakresie kształtowania wspólnej polityki celnej.
Koordynowała prace dotyczące strategii obsługi klientów administracji skarbowej oraz wdrażania elektronicznych usług dla podatników. Nadzorowała także zadania związane z funkcjonowaniem systemu e-TOLL i poborem opłaty elektronicznej.
Pani Minister brała również aktywny udział w przygotowaniach do wprowadzenia nowego unijnego kodeksu celnego, uczestnicząc w procesie legislacyjnym na poziomie europejskim.
Ministerstwo Finansów podkreśla, że odwołanie Małgorzaty Krok jest elementem zmian kadrowych w kierownictwie resortu, a kierunek modernizacji KAS – obejmujący dalszą cyfryzację i poprawę obsługi podatnika – zostanie utrzymany.
W Sejmie rozpoczęły się prace nad nowym projektem ustawy o układach zbiorowych pracy i porozumieniach zbiorowych, która ma wdrożyć do polskiego prawa unijną dyrektywę dotyczącą adekwatnych wynagrodzeń minimalnych. Choć dokument wprowadza pewne uproszczenia proceduralne, Konfederacja Lewiatan ocenia, że nie przyniesie on przełomu w rozwoju rokowań zbiorowych w Polsce.
Uproszczona rejestracja i cyfryzacja układów – krok w dobrą stronę
Projekt zakłada kilka pozytywnych zmian, w tym uproszczenie procedury rejestracji układów oraz cyfryzację systemu ewidencjonowania układów i porozumień zbiorowych. Rząd proponuje odejście od dotychczasowego modelu rejestracji na rzecz systemu notyfikacji, co ma usprawnić proces i zwiększyć transparentność.
– W szczególności pozytywnie oceniam objęcie statystyką układową niektórych porozumień, zwłaszcza płacowych. To pozwoli wreszcie zobaczyć rzeczywisty obraz dialogu społecznego na poziomie zakładów pracy – podkreśla prof. Jacek Męcina, doradca zarządu Konfederacji Lewiatan i szef zespołu prawa pracy w Radzie Dialogu Społecznego (RDS).
Ekspert zwraca jednak uwagę, że projekt pomija porozumienia zawierane z innymi niż związkowe przedstawicielstwami pracowników, co utrudnia pełne odzwierciedlenie rzeczywistego zakresu dialogu zakładowego.
Zbyt szeroki obowiązek rejestracji – ryzyko chaosu w zakładach pracy
Lewiatan wskazuje, że projekt niepotrzebnie rozszerza obowiązek rejestracji na porozumienia już funkcjonujące – np. w sprawie pracy zdalnej, systemów czasu pracy czy okresów rozliczeniowych.
– To tworzy niepotrzebne zamieszanie w obowiązujących już źródłach prawa pracy i stoi w sprzeczności z koncepcją deregulacji, którą rząd deklarował w innych obszarach – zaznacza prof. Męcina.
Organizacja podkreśla, że w toku prac rządowych udało się usunąć wiele przepisów budzących wątpliwości pracodawców, a sam proces konsultacji w ramach Rady Dialogu Społecznego miał konstruktywny charakter.
Brak realnych zachęt do rokowań zbiorowych
Choć projekt porządkuje procedury, nie rozwiązuje kluczowego problemu – braku motywacji pracodawców do zawierania układów zbiorowych pracy.
– Najważniejszym wyzwaniem jest stworzenie przestrzeni do negocjacji, w tym wprowadzenie tzw. klauzul derogacyjnych, które pozwoliłyby na elastyczne modyfikowanie przepisów Kodeksu pracy w drodze układu – np. w zakresie czasu pracy, systemu kont czasu pracy czy zasad zatrudnienia na czas określony – podkreśla Męcina.
Zdaniem ekspertów Lewiatana, dopiero decentralizacja prawa pracy i możliwość rzeczywistego dostosowywania warunków zatrudnienia do specyfiki branży i firmy pozwoliłyby na rozwój rokowań opartych na zasadzie win-win – z korzyścią dla obu stron dialogu społecznego.
Unijne tło: wdrożenie dyrektywy o wynagrodzeniach minimalnych
Nowa ustawa ma implementować dyrektywę Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) w sprawie adekwatnych wynagrodzeń minimalnych, która weszła w życie 14 listopada 2022 r. i powinna zostać wdrożona przez państwa członkowskie do 15 listopada 2024 r.
Celem unijnego prawa jest wzmocnienie roli układów zbiorowych w kształtowaniu wynagrodzeń i warunków pracy. To szczególne wyzwanie dla Polski, gdzie – jak podkreślają eksperci – brak kultury układowej ma historyczne korzenie sięgające okresu gospodarki centralnie planowanej. W efekcie zdecydowana większość standardów prawa pracy regulowana jest przez Kodeks pracy, a nie przez układy branżowe czy zakładowe.
Symboliczny krok, nie systemowa zmiana
Zdaniem Konfederacji Lewiatan, procedowany projekt nie zlikwiduje barier strukturalnych utrudniających rozwój dialogu zbiorowego. Choć cyfryzacja i uproszczenie procedur to krok naprzód, sam projekt nie przewiduje żadnych zachęt – finansowych, organizacyjnych czy prawnych – które mogłyby skłonić pracodawców do prowadzenia rokowań z partnerami społecznymi.
– To raczej porządkowa nowelizacja niż systemowa reforma. Może poprawić statystyki, ale nie ożywi rokowań zbiorowych. Liczymy jednak, że będzie to pierwszy krok w kierunku szerszych zmian w prawie pracy, z korzyścią dla firm i pracowników – podsumowuje prof. Jacek Męcina.
Nowa ustawa o układach zbiorowych pracy i porozumieniach zbiorowych jest obecnie przedmiotem prac parlamentarnych. Jeśli zostanie przyjęta, wejdzie w życie po ogłoszeniu w Dzienniku Ustaw, a jej wdrożenie będzie jednym z warunków pełnego wykonania zobowiązań Polski wobec Unii Europejskiej w zakresie dialogu społecznego i ochrony praw pracowniczych.
Wspieranie transformacji IT, rozwój infrastruktury cyfrowej i nowa strategia dotycząca cyberbezpieczeństwa – to obszary, na których skupia się Unia Europejska w celu zwiększenia konkurencyjności i suwerenności technologicznej regionu. Projekt rezolucji Parlamentu Europejskiego z czerwca 2025 roku wprost mówi o uzależnieniu Europy od zewnętrznych rozwiązań. Świadczy o tym między innymi fakt, że 92 proc. danych z Zachodu jest przechowywanych i obsługiwanych przez dostawców z USA[1]. Udział amerykańskich firm w europejskim rynku chmury obliczeniowej kształtuje się aktualnie na poziomie niemal 70 proc. W przypadku lokalnych dostawców odsetek ten wynosi zaledwie 13 proc[2]. Unia Europejska widzi możliwość ograniczenia tej dominacji przy pomocy rozwiązań open source.
Droga do suwerenności technologicznej prowadzi przez open source?
W lipcu 2025 roku Komisja Europejska opublikowała tematyczną roadmapę dotyczącą roli open source w zapewnieniu Europie suwerenności technologicznej. Proponowane działania z tego zakresu zostały podzielone na 5 filarów: rozwój technologii, poszerzenie kompetencji, praktyki zakupowe, inwestycje i zarządzanie. Dokument przygotowany przez Europejski Sojusz na rzecz Danych Przemysłowych, Edge i Chmury mówi między innymi o konieczności wspierania finansowego europejskich projektów open source, tworzenia partnerstw publiczno-prywatnych oraz niwelowania luki kompetencyjnej poprzez tworzenie programów szkoleniowych z obszaru OSS. Wskazuje również na potrzebę reformy praktyk dotyczących zamówień publicznych w taki sposób, by rozwiązania open source były traktowane priorytetowo[3].
Autorzy raportu identyfikują również główne bariery na drodze do wdrożenia open source
w europejskich organizacjach. Zdaniem Dariusza Świądra, Prezesa Linux Polska, o części z nich mówi się zdecydowanie za rzadko.
– Obraz barier wyłaniający się z większości raportów i badań jest dość standardowy i mógłby zostać przypisany do wielu innych technologii. Organizacje wskazują najczęściej na problemy z instalacją, konfiguracją i aktualizacją oprogramowania, braki kadrowe, niedobór kompetencji w zespole, a także wymogi dotyczące bezpieczeństwa. Przewodnik opublikowany przez Komisję Europejską podkreśla dodatkowo zupełnie inne aspekty. Pierwszym jest mała widoczność i promocja europejskich alternatyw open source. Trudno nie zgodzić się z tym założeniem, biorąc pod uwagę fakt, że organizacje zdecydowanie częściej sięgają po technologie amerykańskie – po prostu znają je zdecydowanie lepiej niż lokalne rozwiązania. Drugą wymienioną barierą jest obawa organizacji dotycząca braku wsparcia i niezawodności otwartych rozwiązań. Zdaniem autorów publikacji opinia ta jest utrwalana przez dostawców oprogramowania spoza UE. To pokazuje, że szeroko zakrojona edukacja dotycząca potencjału open source faktycznie jest konieczna – dodaje Dariusz Świąder, Prezes Linux Polska.
Europejskie firmy, amerykańskie technologie
Komisja Europejska nie bez powodu skupia się z jednej strony na open source, z drugiej zaś – na rozwiązaniach tworzonych w Europie. Przyczyną jest odpływ kapitału, który stanowi ważny czynnik budowania suwerenności technologicznej. Według szacunków francuskiej firmy Asterès aż 83 proc. wydatków na usługi oprogramowania w chmurze trafia z europejskich przedsiębiorstw do amerykańskich firm. W efekcie gospodarka Stanów Zjednoczonych jest zasilana kwotą 264 mld euro rocznie, a liczba miejsc pracy utworzonych w związku z tą sytuacją może sięgać nawet 1,9 mln[4]. Jeśli zaledwie 5 proc. usług oprogramowania w chmurze zostałoby zakupionych w Europie, a nie Ameryce, przełożyłoby się to na 25 mld euro obrotów i 178 tys. nowych miejsc pracy[5].
Jak zauważa Marek Najmajer, Product Director w Linux Polska, wielu specjalistów zdaje sobie sprawę z tych wyzwań, a szansę na zmianę dostrzega w rozwiązaniach open source.
– Badania pokazują, że dla organizacji europejskich najważniejsze są trzy obszary dalszych inwestycji w open source. Aż 55 proc. ekspertów wskazuje na konieczność stworzenia alternatyw dla technologicznych monopolistów, 52 proc. – na wdrożenie OSS przez administrację rządową, a 31 proc. – na rozwój open source jako „cyfrowego dobra wspólnego”[6]. Są to kwestie, które w swojej roadmapie uwzględnia również Europejski Sojusz na rzecz Danych Przemysłowych, Edge i Chmury. Wygląda więc na to, że cele unijne są zbieżne z oczekiwaniami specjalistów i organizacji. To dobry punkt wyjścia do realnych działań: rozwoju instytucji badawczych i jeszcze większego wsparcia publicznego dla projektów open source, a w przypadku przedsiębiorstw – rozpoczęcia pracy nad nowymi strategiami, które zakładałyby zwiększenie wykorzystania OSS. Zwłaszcza tych rozwiązań, które zostały stworzone i są rozwijane przez społeczności europejskie – wyjaśnia Marek Najmajer, Product Director w Linux Polska.
Korzyści OSS znacznie przewyższają koszty
Z raportu The Linux Foundation i Canonical wynika, że większość europejskich organizacji, które wdrożyły open source, są zadowolone z osiąganych rezultatów. Przewagę korzyści nad kosztami zauważa 55 proc. badanych, podczas gdy przeciwnego zdania jest zaledwie 12 proc. z nich[7]. Na pytanie o to, jak często korzystanie z OSS przynosi w organizacji określone efekty, odpowiedź „często” padała najczęściej przy opcjach dotyczących zwiększenia produktywności (63 proc.), ograniczenia uzależnienia od zewnętrznego dostawcy (62 proc.) oraz obniżenia kosztów posiadania oprogramowania (58 proc.)[8]. Jak jednak podkreśla Radosław Żak-Brodalko, Enterprise Architect w Linux Polska, mimo to nadal większość organizacji nie posiada jasno zdefiniowanej strategii open source.
– Jeśli spojrzeć na statystyki dotyczące wykorzystania w firmach jakichkolwiek rozwiązań opartych na otwartym kodzie, to można dojść do wniosku, że są one powszechne. Jednak strategię open source posiada 34 proc. europejskich organizacji, a na stworzenie OSPO, czyli zespołu zajmującego się zarządzaniem, rozwojem i promowaniem otwartego oprogramowania, zdecydowało się zaledwie 22 proc. z nich[9]. Mam nadzieję, że rozwój europejskiego ekosystemu open source sprawi, że odsetek ten będzie wzrastał, a przemyślane, strategiczne podejście pozwoli organizacjom osiągnąć zdecydowanie większe korzyści – dodaje Radosław Żak-Brodalko, Enterprise Architect w Linux Polska.
Opublikowanie tematycznej roadmapy w zakresie open source jest kolejnym krokiem na drodze do suwerenności technologicznej Unii Europejskiej. Wdrożenie jej założeń wymaga jednak zaangażowania i współpracy wszystkich krajów członkowskich, a także organizacji sektora publicznego i prywatnego.
[1] Sprawozdanie w sprawie europejskiej suwerenności technologicznej i infrastruktury cyfrowej
[2] Sprawozdanie w sprawie europejskiej suwerenności technologicznej i infrastruktury cyfrowej
[3] European Alliance for Industrial Data, Edge and Cloud, 2025, The Open Source Way to EU Digital Sovereignty & Competitiveness. Thematic Roadmap,
[4] Asterès, Technological dependence on American software and cloud services: an assessment of the economic consequences in Europe
[5] Asterès, Technological dependence on American software and cloud services: an assessment of the economic consequences in Europe
[6] Linux Foundation, Canonical, 2025, Open Source as Europe’s Strategic Advantage
[7] Linux Foundation, Canonical, 2025, Open Source as Europe’s Strategic Advantage
[8] Linux Foundation, Canonical, 2025, Open Source as Europe’s Strategic Advantage
[9] Linux Foundation, Canonical, 2025, Open Source as Europe’s Strategic Advantage
Rynek pracy wkracza w erę „wielkiej re-specjalizacji”, w której to nie stanowiska, a konkretne zestawy kompetencji mają swoją datę ważności. Taki był główny wniosek ze „Śniadania AI”, które kilka dni temu odbyło się w budynku The Warsaw HUB, gdzie eksperci z branży technologicznej i HR dyskutowali o przyszłości organizacji w świecie sztucznej inteligencji.
“Śniadania AI” to format, który ma pomagać lepiej zrozumieć szanse i wyzwania płynące z upowszechniania się coraz bardziej zaawansowanych narzędzi wykorzystujących sztuczną inteligencję.
Narracje o masowych zwolnieniach wywołanych przez AI są przesadzone. Jednak ignorowanie faktu, że – według World Economic Forum – blisko połowa dzisiejszych kompetencji straci na wartości w ciągu najbliższych lat, jest błędem. Kluczem do sukcesu nie jest obrona zajmowanego stanowiska, lecz proaktywne zarządzanie swoim portfelem umiejętności. Koncepcję ‘pracy na całe życie’ ostatecznie zastępuje idea ‘uczenia się przez całe życie’.” zauważył Maciej Mazurek, CEO Bee Talents, ekspert wspierający procesy HR w firmach z sektora IT, który otworzył spotkanie
Firma przyszłości, czyli organizacja oparta na umiejętnościach
Musimy odejść od myślenia w kategoriach sztywnych stanowisk na rzecz budowania kultury opartej na kompetencjach. Talent to nie zasób, którym się zarządza. To potencjał, który się uaktywnia. Firmy, które to zrozumieją i zainwestują w rozwój swoich ludzi, zyskają ogromną przewagę. Zwłaszcza że budowanie talentów wewnątrz organizacji jest nawet trzykrotnie tańsze niż pozyskiwanie ich z rynku”, mówiła Anna Proch, CEO Edutailor.ai oraz Zeox S.A.
Jako przykłady podała firmę Unilever, która zaoszczędziła 7 milionów dolarów na rekrutacji dzięki wewnętrznej giełdzie projektów, oraz IBM, gdzie każdy dolar zainwestowany w reskilling przyniósł 30 dolarów zwrotu. Kluczowym wskaźnikiem sukcesu nowoczesnej organizacji staje się tzw. „Skill Gap Velocity” – czyli szybkość, z jaką firma jest w stanie zamykać luki w kluczowych kompetencjach.
Rynek pracy: fakty kontra mity
Wg badań przeprowadzonych w tym roku przez NASK i ILO (International Labour Organization), 41,3 proc. ankietowanych obawia się spadku zarobków w swoich branżach w konsekwencji rozwoju GenAI, a 29,3 proc. – redukcji zatrudnienia ze względu na automatyzację zadań. Tymczasem eksperci „Śniadania AI” przytoczyli dane, z których wynika, że strach przed utratą pracy jest większy niż realne zagrożenie.
W kategoriach takich jak AI, Machine Learning, Data czy Cybersecurity obserwujemy ogromny, nawet 70-procentowy wzrost liczby ofert pracy. Jednocześnie widzimy stagnację w tradycyjnych rolach biurowych, co dobitnie pokazuje, gdzie tak naprawdę zachodzi zmiana i jaki jest kierunek ewolucji rynku”, tłumaczyła Dagna Frydrych, Head of Growth Marketing w Just Join IT.
Z kolei Kamil Osiecki , CEO Ideamotive podkreślił, że w świecie, w którym AI coraz sprawniej automatyzuje zadania, na wartości zyskują kompetencje czysto ludzkie.
Firmy zawsze będą płacić za branie odpowiedzialności. To, wraz z zaangażowaniem, są cechy, na które popyt nigdy nie zniknie. Technologia może być narzędziem, ale nie zastąpi człowieka w strategicznym myśleniu i ponoszeniu odpowiedzialności za końcowy wynik”, stwierdził Kamil Osiecki, CEO Ideamotive
Wnioski dla biznesu
Rewolucja AI to ogromna szansa dla tych, którzy potrafią myśleć w kategoriach umiejętności, potencjału i ciągłego rozwoju. Najważniejsze wnioski dla pracowników i pracodawców to:
Adaptacyjność jest nową walutą – zdolność do szybkiej nauki i oduczania się jest cenniejsza niż wieloletnie doświadczenie w jednej, schyłkowej technologii.
Odpowiedzialność i zaangażowanie w cenie. Tam, gdzie AI automatyzuje zadania, ludzka odpowiedzialność za procesy i wyniki staje się kluczowym zasobem.
Koniec z biernością – pracownicy muszą proaktywnie testować nowe narzędzia, a firmy tworzyć kulturę eksperymentowania i wewnętrznej mobilności, zamiast polegać wyłącznie na drogiej rekrutacji zewnętrznej.
Tworząc ekosystem The Warsaw HUB, od początku stawialiśmy na budowanie społeczności i dostarczanie naszym najemcom wartości dodanej, która wykracza poza samo biuro. Cieszymy się, że możemy inicjować dyskusje na tak kluczowe tematy, jak wpływ AI na rynek pracy. Wierzymy, że dzielenie się wiedzą i inspirowanie do rozwoju to dziś jedna z najważniejszych ról, jakie może pełnić nowoczesne miejsce pracy”, podsumowała Sylwia Wiszowata-Łazarz, Head of Marketing, Asset Services z Cushman & Wakefield, międzynarodowej firmy doradczej zarządzającej budynkiem The Warsaw HUB.
Od 1 października 2025 r. w Polsce obowiązuje system kaucyjny dla wybranych opakowań po napojach – krok, który niewątpliwie wpisuje się w szeroką strategię transformacji gospodarki odpadowej i cyrkularnej. Przyjęcie formalnych ram to tylko pierwszy etap drogi. To wdrożenie, skalowanie i zapewnienie efektywności operacyjnej zdecydują o tym, czy nowy porządek zyska trwałe zaufanie społeczne i przyniesie zakładane korzyści środowiskowe. Badanie „Postawy Polaków wobec systemu kaucyjnego” wskazało, że aż 73,3% respondentów uznaje ten mechanizm za najlepszy sposób odzyskiwania opakowań po napojach. To silny sygnał akceptacji społecznej, ale jednocześnie punkt wyjścia dla dalszych rozmów – lojalność konsumentów musi być wsparta infrastrukturą, która działa sprawnie i bez zakłóceń.
W praktyce skuteczność systemu będzie zależeć od trójdzielności: sprzętu, logistyki i oprogramowania. Automatyczne punkty zbiórki stanowią dziś sedno wielu systemów kaucyjnych na świecie. Ich zadanie nie ogranicza się do przyjmowania pustych opakowań – urządzenia muszą rozpoznawać różne materiały (plastik, szkło, metal), identyfikować dokładny typ opakowania, a następnie sortować i przygotowywać je do dalszego transportu. Kluczowe znaczenie mają algorytmy przetwarzania obrazu, czujniki wielospektralne oraz integracja z bazą danych obowiązujących opakowań w systemie. Dopiero gdy urządzenie wie, że opakowanie jest objęte systemem i w jakim stanie może je przyjąć, można mówić o realnej automatyzacji zwrotu.
Minimalizacja pustych przebiegów
Na drugim biegunie procesu znajduje się logistyka – to ona buduje most między punktem zbiórki a zakładem recyklingu. W praktyce oznacza to konieczność optymalnego zagospodarowania przestrzeni w sklepach i magazynach, minimalizację pustych przebiegów, planowanie terminów odbioru, a także racjonalne kompaktowanie i pakowanie materiałów. Im lepiej opakowania są przygotowane przez automat (np. po zgnieceniu, segregacji, skompresowaniu), tym mniej kosztowne staje się ich transport i dalsza obróbka. Z perspektywy systemu ogólnego, skrócenie cykli logistyki przekłada się na mniejsze zużycie paliw, mniej przejazdów i niższy ślad węglowy.
Trzeci filar, równie istotny, to oprogramowanie i system zarządzania: synchronizacja baz danych, zdalne aktualizacje katalogów opakowań, monitoring stanu urządzeń, analityka przepływu zwrotów, rozliczenia z detalistami i producentami. Efektywne wdrożenie wymaga modularnej architektury IT, która umożliwia szybkie reagowanie na zmiany w asortymencie oraz automatyczne weryfikowanie scenariuszy bilansowania opakowań. W odpowiednio zaprojektowanym systemie interfejsy dla konsumentów (np. aplikacje mobilne, kody QR) stanowią integralny element płynnego doświadczenia.
Choć Polska dopiero zaczyna korzystać z tego rodzaju rozwiązań, doświadczenia z innych krajów (np. z Węgier, Rumunii czy Irlandii) pokazują, że technologia i logistyka muszą iść ręka w rękę z lokalnym dostosowaniem. W praktyce oznacza to, że nie ma uniwersalnego modelu „najlepszego automatu” – urządzenia muszą być skalowalne, modułowe i elastyczne, by służyć zarówno małym sklepom, jak i dużym sieciom handlowym. W lokalnym kontekście należy uwzględniać strukturę handlu (sklepy osiedlowe, hipermarkety, stacje benzynowe), przepustowość zwrotów oraz dostępność powierzchni – tak, by automaty nie były przeszkodą, lecz uzupełnieniem codziennego rytmu zakupowego.
Szeroka edukacja społeczna
Jednym z kluczowych wyzwań, na które wskazują analizy przedwdrożeniowe, jest przyzwyczajenie konsumentów do sortowania i segregacji – w różny sposób interpretowanych przez nowe rozwiązania. Na przykład opakowanie zgniecione lub uszkodzone bywa odrzucane przez maszynę, jeśli nie spełnia wymogów technicznych. Dlatego edukacja społeczna, testy pilotażowe i wsparcie serwisowe muszą iść w parze z uruchomieniem pełnej skali systemu. Konsument, który nie doświadczy frustracji podczas oddawania opakowania, bardziej prawdopodobnie powróci do nawyku zwrotu opakowań, zamiast się poddać i „wyrzucić” je do pojemnika.
Wreszcie, system kaucyjny to również narzędzie do zwiększenia efektywności recyklingu. Im więcej opakowań trafia do punktów zbiórki w możliwie dobrej kondycji (nienaruszone, z czytelnym kodem, oczyszczone), tym mniej zabiegów separacji czy odpadów resztkowych w zakładzie przetwórstwa. To oznacza lepszą jakość surowców wtórnych i opłacalność ekonomiczną całego obiegu materiałowego.
System kaucyjny w Polsce to nie tylko obowiązek prawny, lecz szansa na przyspieszenie transformacji odpadowej. Aby jednak przejść od deklaracji do rezultatu, technologia, logistyka i zarządzanie muszą być zestrojone z realiami polskiego handlu i potrzebami konsumentów. Dopiero wtedy opracowany mechanizm będzie działał nie tylko jako zestaw urządzeń, lecz jako żywy ekosystem gospodarki o obiegu zamkniętym – spójny, samonapędzający się i oparty na konsekwentnym zwrocie wartości materialnych.
Autor: Paweł Wróblewski, Dyrektor zarządzający Envipco Polska
Rekruterzy są przeciążeni zadaniami i znajduje to odzwierciedlenie w liczbach. Najnowsze dane z raportu „Rekrutacyjne KPI 2025” przygotowanego przez eRecruiter ujawniają skalę zjawiska.
Ogromna liczba prowadzonych jednocześnie rekrutacji oraz setki aplikacji spływających na pojedyncze ogłoszenie tworzą presję, która bez odpowiednich narzędzi prowadzi do spadku efektywności. Problem dotyka kluczowych sektorów polskiej gospodarki, a jego konsekwencją jest fakt, że nawet co czwarte CV nigdy nie jest otwierane.
Pod naporem aplikacji
Analiza danych z pierwszej połowy 2025 roku obrazuje skalę wyzwań, jakie obecny rynek pracy stawia przed rekruterami. Wiodące branże, takie jak handel hurtowy i detaliczny, prowadzą średnio 55 aktywnych projektów rekrutacyjnych i przeciętnie otrzymują ponad 600 aplikacji miesięcznie (tyle wynosi mediana). Równie duże obciążenie występuje w sektorach takich jak opieka zdrowotna, finanse, bankowość i ubezpieczenia. Co więcej, na jedno ogłoszenie w popularnych branżach, np. e-commerce czy media, przypada średnio ponad 50 CV. Ta liczba pokazuje, że codzienna praca specjalisty HR w dużej mierze polega na manualnej preselekcji i zarządzaniu ogromną bazą danych, co jest zadaniem nie tylko czasochłonnym, ale i wysoce powtarzalnym.
Te liczby pokazują realne, codzienne obciążenie, z którym mierzą się zespoły HR. Kiedy myślimy o rekruterze, często wyobrażamy sobie osobę prowadzącą rozmowy, a zapominamy o dziesiątkach godzin spędzonych na przeglądaniu dokumentów. Przy takiej skali napływu aplikacji, bez efektywnego wykorzystywania pełnego potencjału wdrożonych technologii, łatwo o przeciążenie, które bezpośrednio przekłada się na jakość procesu i ryzyko przeoczenia idealnego kandydata. To często niewidoczna praca, ale jej efekty dotykają całej organizacji – mówi Katarzyna Trzaska, ekspertka eRecruiter.
Konsekwencje rekrutacyjnego pośpiechu
Konsekwencje nadmiernego obciążenia rekruterów są wielowymiarowe i dotykają zarówno samych pracowników, jak i kandydatów oraz wizerunku firmy. Dane z raportu eRecruiter wskazują, że średni czas od wysłania aplikacji do jej otwarcia przez rekrutera (Time to View) wynosi 9 dni. Jeszcze bardziej niepokojący jest fakt, że aż 28% wszystkich nadesłanych aplikacji pozostaje bez jakiejkolwiek analizy – nigdy nie zostają otwarte. Taka sytuacja jest bezpośrednim skutkiem ilości obowiązków po stronie działów HR, dla których często rekrutacja to tylko jeden z obszarów, za które odpowiadają. Dla kandydatów oznacza to frustrację i poczucie bycia ignorowanym, co w dłuższej perspektywie negatywnie wpływa na postrzeganie marki pracodawcy na rynku.
Fakt, że ponad jedna czwarta kandydatów nie otrzymuje nawet szansy na to, by ich CV zostało przeczytane, jest alarmującym sygnałem, że system działa na granicy wydolności. To nie jest wynik złej woli rekruterów, ale wymierna konsekwencja przeciążenia. Specjaliści HR są zmuszeni do nieustannego priorytetyzowania zadań, co w praktyce oznacza, że część procesów i aplikacji jest siłą rzeczy zaniedbywana. To generuje stres i poczucie porażki po obu stronach procesu rekrutacyjnego – komentuje Katarzyna Trzaska.
Automatyzacja jako odpowiedź na wypalenie
Inwestycja w narzędzia wspierające rekrutację (m. in. systemy ATS) staje się nie tyle udogodnieniem, co koniecznością dla firm, które chcą prowadzić skuteczne i profesjonalne procesy rekrutacyjne. Usprawnienie procesu publikacji ogłoszeń i preselekcji CV, zautomatyzowanie komunikacji z kandydatami czy procesu umawiania spotkań rekrutacyjnych to dla rekruterów zastrzyk dodatkowego czasu. Godziny oszczędzone na manualnych, administracyjnych czynnościach można zainwestować w działania wymagające kompetencji miękkich i strategicznego myślenia, takich jak budowanie relacji z kandydatami czy współpraca z menedżerami zatrudniającymi.
Nie możemy oczekiwać od rekruterów, że nieustannie będą zwiększać swoją wydajność przy stale rosnącej liczbie zadań. Rozwiązaniem jest mądrzejsza praca, a nie cięższa. Inteligentne narzędzia, które automatyzują przeglądanie CV czy wysyłkę informacji zwrotnej, uwalniają czas rekrutera na to, co w jego pracy jest najważniejsze: na rozmowę, ocenę kompetencji i bycie partnerem dla biznesu. To inwestycja nie tylko w efektywność, ale przede wszystkim w dobrostan i utrzymanie w organizacji kluczowych specjalistów HR – podkreśla Aleksandra Hoja, ekspertka eRecruiter.
W poszukiwaniu równowagi
Problem przeciążenia i wypalenia zawodowego wśród rekruterów jest realnym wyzwaniem, napędzanym przez skalę procesów rekrutacyjnych w kluczowych sektorach gospodarki. Skutki tego zjawiska, takie jak wydłużony czas kontaktu z kandydatem czy wysoki odsetek niesprawdzonych aplikacji, negatywnie rzutują na efektywność rekrutacji i wizerunek pracodawców. Drogą do odciążenia zespołów HR i zapewnienia wysokiej jakości procesów jest inwestycja w technologie, które automatyzują powtarzalne czynności i pozwalają specjalistom skupić się na strategicznych, międzyludzkich aspektach ich pracy.
O badaniu
Raport „Rekrutacyjne KPI 2025” to trzecia edycja analizy przygotowanej przez eRecruiter i Great Digital. Publikacja została opracowana na podstawie danych z systemu eRecruiter pochodzących z okresu od 1 stycznia do 30 czerwca 2025 roku. Analizie poddano ponad 10,5 miliona aplikacji przesłanych w odpowiedzi na blisko 126 tysięcy projektów rekrutacyjnych prowadzonych przez ponad 2500 firm z 25 branż. Wskaźnik satysfakcji kandydatów (NPS) opiera się na wynikach ponad 3900 ankiet. Partnerem merytorycznym badania jest Great Digital, agencja specjalizująca się w analityce i badaniach HR.
Wypalenie zawodowe to poważny problem, którego doświadczają pracownicy z każdego sektora i pokolenia na rynku pracy. Jak wynika z najnowszego raportu Hays Poland i OFF school, pomimo stosunkowo krótkiego doświadczenia zawodowego, wypalenie jest zjawiskiem powszechnym wśród młodych profesjonalistów. Aż 46 proc. osób z pokolenia Z przyznaje, że doświadczyło go już w swojej karierze. Wśród możliwych powodów eksperci wymieniają dużą presję, z jaką mierzą się młodzi.
Pracownicy z pokolenia Z, którzy doświadczyli wypalenia zawodowego, najczęściej mierzyli się z brakiem energii i chęci do pracy, a także poczuciem monotonii. Bardzo często problem ten był również początkiem poważniejszych wyzwań ze zdrowiem psychicznym i fizycznym.
Skali problemu związanego z poczuciem wypalenia przez młodych nie dostrzegają jednak pracodawcy. Aż 50 proc. menedżerów nie zauważa u Zetek syndromu wypalenia.
Generacja Z, pomimo dużej świadomości na temat dbania o zdrowie psychiczne, nie chce, aby wypalenie lub gorsze samopoczucie przełożyło się na ich sytuację zawodową. Większość z nich nigdy nie korzystała ze zwolnienia lekarskiego z tego tytułu.
Pokolenie Z sukcesywnie wkracza na rynek pracy, a liczba Zetek w firmach rośnie. Najstarsze z nich mają obecnie około 30 lat, liczne sukcesy na koncie, zarządzają już zespołami. Jednocześnie – pomimo nadal niewielkiego stażu zawodowego – zaczynają im doskwierać problemy dotychczas utożsamiane z przepracowaną kadrą doświadczonych ekspertów i menedżerów.
Najnowsze badanie agencji doradztwa personalnego Hays Poland i Fundacji OFF school opisane na łamach raportu„Gen Boost 2025. Młodzi redefiniują pracę” pokazuje, że aż 46 proc. pracowników z pokolenia Z mierzyło się z wypaleniem zawodowym. Zetki najczęściej zmagały się wówczas z brakiem chęci i energii do pracy, poczuciem monotonii i bezsensu, ciągłym stresem, a także problemami ze zdrowiem psychicznym i fizycznym. Trafna, pełna samoświadomości interpretacja syndromów tego problemu potwierdza zatem, iż wypalenie zawodowe może dotknąć każdego, bez względu na wiek czy staż pracy.
Źródło: Raport Hays Poland i OFF school „Gen Boost 2025. Młodzi redefiniują pracę”, październik 2025
Pokolenie Z doświadcza wypalenia z innego powodu niż starsze generacje
W dyskursie społecznym pojawia się wiele opinii, iż Zetki są roszczeniowe i nie angażują się w pracę na tyle, by czuć zmęczenie czy stres. Zdaniem ekspertów takie stawianie sprawy jest jednak niesprawiedliwe i istnieje bardzo proste wytłumaczenie problemu wypalenia zawodowego u młodych. Jego przyczyną nie jest bowiem natłok pracy czy nadgodziny, lecz często frustracja wynikająca z faktu, że praca nie zawsze jest idealna – nie taka, jak ją sobie wyobrazili.
–Młodym osobom wpaja się, że powinny cały czas działać i odnosić sukcesy, ale jednocześnie być pełne energii, zmotywowane oraz w pełni usatysfakcjonowane. Szczególnie media społecznościowe przekazują im wizję dopaminowego stylu życia, które w rzeczywistości jest pułapką. Przez to osoby z pokolenia Z szybciej wyłapują i koncentrują się na rzeczach, które odbiegają od „norm” obowiązujących w ich świecie. Dlatego jeżeli w pracy otrzymają nie do końca rozwijające czy ambitne zadanie – co jest stosunkowo powszechne na początku drogi zawodowej – miewają poczucie bezsensu, które jest w stanie obniżyć ich ogólne zadowolenie z pracy – wyjaśnia Agnieszka Czarnecka, Head of HR Consultancy na Europę Środkowo-Wschodnią w Hays.
Trudność w odnalezieniu się w pracy, przy jednoczesnej próbie porównania swojej sytuacji do „idealnego” życia z internetu, może również wyjaśniać, dlaczego prawie 1/4 pracowników z pokolenia Z nie jest w stanie jednoznacznie odpowiedzieć na pytanie, czy doświadczyli wypalenia zawodowego. Młodym może być bowiem trudno samodzielnie, bez porównywania się z innymi, określić swoje potrzeby, cele, a także realne możliwości.
Pracodawcy nie dostrzegają skali problemu
Badanie Hays i OFF school wykazało również inne alarmujące dane. Zetki nie tylko bywają wypalone, ale często też nie otrzymują wsparcia od swoich menedżerów. Jak wynika z raportu, tylko 32 proc. pracodawców zauważa problem wypalenia zawodowego wśród pracowników z pokolenia Z. To pokazuje, że w międzypokoleniowych zespołach nadal brakuje otwartej komunikacji bazującej na zaufaniu i zrozumieniu. Być może część pracodawców, oceniając Zetki i ich wyzwania, kieruje się również krzywdzącymi stereotypami.
– Brak zrozumienia pomiędzy pokoleniem Z a ich pracodawcami, szczególnie w kontekście dobrostanu psychicznego, może mieć bardzo negatywne konsekwencje. Różnica w percepcji problemu wypalenia zawodowego wśród Zetek to nie tylko drobne niedopatrzenie, lecz świadectwo niewidzialnego kryzysu, który młodzi pracownicy przeżywają samotnie. Priorytet generacji Z, jakim jest zdrowie i dobre samopoczucie, jest tym samym niedostrzegany lub bagatelizowany. To wymaga zmian dotychczasowych zachowań, nawyków i kultury zarządzania – tylko wówczas możliwe będzie zbudowanie efektywnego mostu pokoleniowego – komentuje Grzegorz Święch, współzałożyciel Fundacji OFF school.
Wiele organizacji wciąż nie jest przyzwyczajonych do tego, że pracownicy oczekują od nich wsparcia w dbaniu o dobre samopoczucie, zdrowie i work-life balance. W jeszcze niedawno dominującej kulturze ciężkiej pracy, w której czymś normalnym było stawianie interesu firmy ponad własne potrzeby i możliwości, temat samopoczucia pracowników był czymś obcym. Dopiero teraz Zetki, jako pierwsza generacja na rynku, prawdziwie koncentrują się na dobrostanie w życiu prywatnym i zawodowym.
Biorąc to pod uwagę, mniej zaskakuje fakt, iż według 41 proc. ankietowanych firm pracownicy z pokolenia Z częściej od swoich starszych współpracowników korzystają ze zwolnień lekarskich związanych z pogorszeniem zdrowia psychicznego.
Źródło: Raport Hays Poland i OFF school „Gen Boost 2025. Młodzi redefiniują pracę”, październik 2025
Z perspektywy Zetek nie wygląda to jednak tak jednoznacznie. Młodym faktycznie może zależeć na zachowaniu dobrostanu psychicznego bardziej od innych pokoleń. Natomiast starają się, aby pogorszone samopoczucie nie przekładało się na ich życie zawodowe i korzystają ze zwolnień tylko wtedy, gdy są niezbędne. Potwierdzają to wyniki badania – zdecydowana większość, bo 79 proc. Zetek przyznaje, że nigdy nie korzystała ze zwolnienia lekarskiego w związku z wypaleniem zawodowym lub gorszym samopoczuciem. Jednocześnie osoby mające takie doświadczenie – 21 proc. – nie stanowią wcale małej grupy.
To pokazuje, że w XXI wieku, w szybkim świecie mass-mediów i cyfryzacji, a także w obliczu wymagającego rynku pracy, pracodawcy powinni położyć nacisk na wspieranie zdrowia psychicznego zatrudnionych, niezależnie od ich wieku. Wypalenie zawodowe, ale też inne wyzwania związane z dobrostanem, to powszechny, społeczny problem, z którym można i warto walczyć. Na ten moment pole do poprawy jest bardzo duże, bowiem aż 38 proc. ankietowanych firm nie oferuje żadnego wsparcia psychologicznego. Czasem wystarczy naprawdę niewiele – rozmowa, dodatkowy dzień wolny na „reset” psychiczny czy cykl webinarów ze specjalistą mogą zdziałać wiele dobrego w zapobieganiu wypaleniu Zetek i pracowników z innych pokoleń.
O raporcie
Raport agencji doradztwa personalnego Hays Poland i Fundacji OFF school „Gen Boost 2025. Młodzi redefiniują pracę” został opracowany na podstawie danych uzyskanych w badaniu przeprowadzonym metodą CAWI w okresie od czerwca do sierpnia 2025 roku wśród blisko 200 pracowników z pokolenia Z i ponad 100 pracodawców reprezentujących pozostałe generacje. Publikacja została opatrzona patronatem Forum Odpowiedzialnego Biznesu.
Bank centralny Nowej Zelandii (RBNZ) zdecydował się na głębsze niż oczekiwano cięcie stóp procentowych, obniżając oficjalną stopę OCR z 3.00% do 2.50%. Zdecydowana większość ekonomistów spodziewała się redukcji jedynie o 25 punktów bazowych. RBNZ wskazał, że decyzja podyktowana była słabnącą aktywnością gospodarczą i zaznaczył gotowość do dalszego luzowania polityki pieniężnej, jeśli zajdzie taka potrzeba.
Rynki natychmiast zareagowały na tę decyzję. Dolar nowozelandzki osłabił się o 1% względem dolara amerykańskiego, osiągając 0.5747 USD – najniższy poziom od sześciu miesięcy. Rentowność 2-letnich obligacji skarbowych spadła o 8 punktów bazowych do poziomu 2.63%. Giełdowy indeks S&P/NZX 50 zyskał na wartości, co wskazuje, że inwestorzy pozytywnie odebrali bardziej ekspansywną politykę monetarną.
Tło gospodarcze dla tej decyzji pozostaje wymagające. W II kwartale nowozelandzki PKB skurczył się o 0.9%, trzykrotnie bardziej niż prognozował sam bank centralny. Bezrobocie wzrosło do 5.2%, osiągając najwyższy poziom od pięciu lat. Rynek nieruchomości nadal wykazuje oznaki słabości, a nastroje wśród przedsiębiorców pozostają pesymistyczne – oczekiwania co do poprawy koniunktury i zatrudnienia wyraźnie się pogorszyły.
Inflacja w II kwartale wyniosła 2.7%, jednak RBNZ spodziewa się jej przejściowego wzrostu do około 3% przed stopniowym spadkiem w kierunku celu inflacyjnego w 2026 roku. Analitycy Westpac podkreślają, że w gospodarce występuje znaczna nadwyżka zdolności produkcyjnych, co powinno ograniczyć presję cenową w średnim terminie. Według prognoz ANZ, w listopadzie może dojść do kolejnej obniżki stóp – o 25 pb, choć bank nie wyklucza głębszego ruchu, jeśli dane makroekonomiczne okażą się słabsze od oczekiwań.
Na tle innych walut G10, dolar nowozelandzki jest obecnie najsłabszy w relacji do dolara amerykańskiego, tracąc ponad 6% w ujęciu rocznym. Dla porównania, Bank Rezerwy Australii zdecydował się dotąd na łagodzenie polityki monetarnej o 75 pb, co pokazuje bardziej umiarkowane podejście sąsiedniego banku centralnego.
Prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów wszczął postępowanie wyjaśniające w sprawie możliwego porozumienia ograniczającego konkurencję między firmami transportowymi. W ramach działań kontrolnych przeprowadzono przeszukania w siedzibach trzech przedsiębiorstw: Krotrans Logistics, C.H. Robinson i Mena P.M.
Jak informuje UOKiK, istnieje podejrzenie, że przedsiębiorcy mogli stosować praktyki utrudniające kierowcom zmianę pracodawcy, a także wzajemnie powstrzymywać się od rekrutacji pracowników zatrudnionych wcześniej u konkurencji. Mechanizm ten mógł przybierać formę tzw. „karencji” lub „blokad”, które faktycznie ograniczały mobilność zawodową kierowców w branży transportowej.
– Podejrzewane działania przedsiębiorców mogły wpływać na warunki konkurencji na rynku usług transportu drogowego towarów. Dlatego wszcząłem postępowanie wyjaśniające i zleciłem przeszukania, które odbyły się w siedzibach trzech podmiotów. Analizujemy zebrany materiał dowodowy – powiedział Prezes UOKiK Tomasz Chróstny.
Kolejna sprawa dotycząca rynku pracy
To już kolejna interwencja UOKiK w sprawie potencjalnych naruszeń zasad konkurencji na rynku pracy. Obecnie prowadzone jest m.in. postępowanie antymonopolowe wobec Jeronimo Martins Polska i firm transportowych, a także wyjaśniające w sprawie właściciela sieci Dino. W poprzednich latach Urząd wydawał decyzje dotyczące niedozwolonych ustaleń płacowych w środowisku sportowym – m.in. wśród koszykarzy i żużlowców.
W lipcu 2024 roku UOKiK opublikował poradnik „Zmowy i nadużycia na rynku pracy. Prawo konkurencji a sprawy pracownicze”, w którym przedstawiono przykłady praktyk mogących naruszać prawo, takich jak ustalanie wynagrodzeń czy wzajemne zakazy rekrutacji pracowników. Dokument ma charakter edukacyjny i ma na celu zwiększenie świadomości przedsiębiorców w zakresie prawa konkurencji.
Możliwe konsekwencje dla firm i menedżerów
Postępowanie wyjaśniające prowadzone przez UOKiK jest na wstępnym etapie – dotyczy samej sprawy, a nie konkretnych podmiotów. Jeśli jednak zgromadzony materiał dowodowy potwierdzi podejrzenia o zawarcie niedozwolonego porozumienia, Urząd może wszcząć postępowanie antymonopolowe i postawić zarzuty konkretnym firmom.
Za udział w zmowie ograniczającej konkurencję grozi kara finansowa do 10 proc. rocznego obrotu przedsiębiorcy, a menedżerowie odpowiedzialni za zawarcie takiego porozumienia mogą zostać ukarani grzywną do 2 mln zł.
Planowane przez rząd podniesienie podatku cukrowego oraz akcyzy na alkohol spotkało się ze stanowczym sprzeciwem środowisk gospodarczych. W toku konsultacji społecznych swoje krytyczne opinie złożyło już ponad 60 instytucji i organizacji branżowych. Jednym z najbardziej szczegółowych stanowisk jest to przedstawione przez Polskie Towarzystwo Gospodarcze (PTG), które ostrzega, że skutkiem nowych regulacji będą wzrost cen, spadek popytu oraz straty w rolnictwie i przemyśle przetwórczym.
Droższe napoje – uderzenie w konsumentów
Według Polskiego Towarzystwa Gospodarczego, Polska już obecnie posiada jeden z najbardziej złożonych i restrykcyjnych systemów podatku cukrowego w Europie. Zapowiadane podwyżki – nawet dziesięciokrotne w przypadku dodatków takich jak kofeina i tauryna oraz wzrost maksymalnej stawki za dodatek cukru z 1,20 zł do 1,80 zł za litr – mają doprowadzić do gwałtownego wzrostu cen wielu napojów.
PTG zwraca uwagę, że polscy konsumenci dysponują niższą siłą nabywczą niż mieszkańcy krajów Europy Zachodniej, co oznacza, że skutki nowych obciążeń będą bardziej dotkliwe dla gospodarstw domowych o niższych dochodach. Organizacja ocenia, że planowane zmiany mogą mieć charakter regresywny, uderzając przede wszystkim w uboższych konsumentów.
Rolnicy i sadownicy w trudnej sytuacji
Jednym z kluczowych argumentów PTG jest negatywny wpływ podwyżki podatku cukrowego na rolnictwo i przetwórstwo owocowo-warzywne. Branża napojowa jest ważnym odbiorcą surowców rolnych, w szczególności jabłek, których Polska jest największym producentem w Unii Europejskiej.
Towarzystwo ostrzega, że spadek popytu na napoje owocowe może doprowadzić do zmniejszenia zapotrzebowania na surowce, co uderzy w sadowników i producentów rolno-spożywczych. W konsekwencji może dojść do redukcji zatrudnienia sezonowego, ograniczenia inwestycji w przetwórstwie oraz pogorszenia sytuacji finansowej tysięcy gospodarstw rolnych.
Wątpliwe efekty prozdrowotne
Zdaniem PTG i innych organizacji branżowych, dotychczasowe doświadczenia z funkcjonowania podatku cukrowego nie potwierdzają jego skuteczności jako narzędzia prozdrowotnego. Dochody z tego tytułu maleją, a – jak wskazała Najwyższa Izba Kontroli (NIK) – środki nie trafiają bezpośrednio na profilaktykę chorób związanych z otyłością czy cukrzycą, lecz zasilają ogólny budżet Narodowego Funduszu Zdrowia.
Zagraniczne przykłady, m.in. z Danii, Norwegii czy Stanów Zjednoczonych, pokazują, że same podatki nie prowadzą do trwałej zmiany nawyków żywieniowych, a często przyczyniają się do rozwoju handlu przygranicznego. W ocenie przedsiębiorców, Polska może stanąć przed podobnym problemem – szczególnie wobec niższych stawek podatkowych w krajach sąsiednich.
Akcyza na alkohol – ryzyko wzrostu szarej strefy
Polskie Towarzystwo Gospodarcze negatywnie ocenia również planowane podwyższenie akcyzy na wyroby spirytusowe – o 15% w 2026 r. i 10% w 2027 r.. Według danych branżowych, wcześniejsze wzrosty podatków doprowadziły już do 15-procentowego spadku sprzedaży alkoholu w latach 2021–2024.
PTG ostrzega, że dalsze podwyżki mogą zwiększyć atrakcyjność produktów pochodzących z szarej strefy, która w 2023 r. miała generować straty budżetowe sięgające 1,3 mld zł rocznie. W efekcie, rzeczywiste wpływy z akcyzy mogą być niższe od zakładanych, a skutkiem ubocznym będzie wzrost nielegalnego obrotu alkoholem.
Apel o dialog i przewidywalność prawa
Tomasz Janik, prezes Polskiego Towarzystwa Gospodarczego / Fot. PTG
– Dostrzegamy wagę wyzwań zdrowotnych, ale apelujemy o poszukiwanie rozwiązań, które nie będą jedynie dodatkowym obciążeniem dla konsumentów i krajowych producentów. Dialog i współpraca są dziś szczególnie potrzebne – podkreśla Tomasz Janik, prezes Polskiego Towarzystwa Gospodarczego.
Organizacja zwraca także uwagę na zbyt krótki okres vacatio legis. Planowane wejście w życie nowych przepisów 1 stycznia 2026 r. nie daje przedsiębiorcom wystarczającego czasu na przygotowanie się do zmian, co – zdaniem PTG – narusza zasadę stabilności i przewidywalności prawa, kluczową dla prowadzenia działalności gospodarczej.
Europejski Urząd Nadzoru Giełd i Papierów Wartościowych (ESMA) planuje przejąć bezpośredni nadzór nad rynkiem kryptoaktywów w całej UE. Zmiana ma zakończyć chaos wynikający z krajowych różnic w implementacji rozporządzenia MiCA, ale budzi pytania o wpływ na innowacyjność i konkurencyjność europejskich firm.
W minionym tygodniu przewodnicząca ESMA, Verena Ross, potwierdziła, że Komisja Europejska rozważa scentralizowanie nadzoru nad rynkiem kryptoaktywów. Dziś licencje dla giełd i dostawców usług krypto wydają krajowe organy, co prowadzi do rozdrobnienia rynku i nierównych wymagań regulacyjnych. Francja rozważa np. ograniczenie „paszportowania” licencji, a Malta czy Litwa mają własne, często bardziej liberalne procedury. W efekcie przedsiębiorcy nie korzystają z jednolitego rynku, a inwestorzy w różnych krajach są chronieni w odmienny sposób.
„Pomysł przeniesienia nadzoru nad rynkiem kryptoaktywów na poziom europejski — do ESMA – to krok, który może znacząco uporządkować sytuację, ale wymaga bardzo ostrożnego zaprojektowania. Dziś widzimy, że MiCA w założeniu miała stworzyć jednolity rynek, tymczasem w praktyce każde z państw członkowskich wdraża ją po swojemu, tworząc różne procedury i wymogi. To powoduje, że przedsiębiorcy – zamiast korzystać z jednego „paszportu” na całą UE – wciąż mierzą się z biurokratycznymi barierami, a inwestorzy otrzymują różny poziom ochrony w zależności od kraju. Centralny nadzór ESMA mógłby ograniczyć tę fragmentację i wreszcie zrealizować ideę prawdziwie jednolitego rynku kryptoaktywów.
Kluczowe jest jednak, by takie rozwiązanie nie przekształciło się w nadmiarową, zbyt kosztowną biurokrację, która może powielić problemy krajowych wdrożeń. Jeśli ESMA zapewni spójne i przejrzyste zasady, Europa może uzyskać realną przewagę konkurencyjną. Jeśli jednak proces zostanie obudowany kolejnymi barierami administracyjnymi, przedsiębiorcy mogą przenieść swoje operacje poza UE, a rynek pozostanie rozdrobniony – tylko pod innym nadzorcą.”
W ciągu ostatnich 18 miesięcy aż 77% firm na świecie doświadczyło przynajmniej jednego incydentu związanego z wyciekiem wrażliwych informacji. Połowa poniosła milionowe straty na skutek takich zdarzeń – wskazuje raport Fortinet 2025 Data Security. Jak wskazują eksperci, problemem nie jest brak środków na ochronę, ale niewłaściwe narzędzia. W miejsce tradycyjnych systemów przedsiębiorstwa powinny korzystać z analizy behawioralnej.
Utrata danych to realne ryzyko dla biznesu. Jak wskazuje raport Fortinet, aż 41% przedsiębiorstw w wyniku incydentów straciło od 1 do nawet 10 milionów dolarów. W przypadku kolejnych 9% firm wycieki danych kosztowały ponad 10 milionów dolarów. Ponadto 43% badanych podmiotów poniosło straty wizerunkowe, a 39% doświadczyło przestojów operacyjnych.
Gdzie zawodzą proste rozwiązania
Nawet 7 na 10 firm zwiększyło w ubiegłym roku swoje budżety na przeciwdziałanie zagrożeniom i ochronę danych. Wiele podmiotów wdrożyło dodatkowe narzędzia i programy mające uzupełnić luki w zabezpieczeniach. Mimo to aż 77% podmiotów doświadczyło przynajmniej jednego incydentu związanego z wyciekiem wrażliwych informacji w ciągu ostatnich 18 miesięcy, a 58% zgłosiło sześć lub więcej takich przypadków. Jak wskazują eksperci Fortinet, problemem nie jest brak inwestycji, lecz poleganie na narzędziach, które nie zostały zaprojektowane z myślą o współczesnych zagrożeniach.
Klasyczne systemy zapobiegające wyciekom danych (Data Loss Prevention, DLP) zaprojektowano głównie do ochrony zasobów podlegających regulacjom, takich jak numery kart kredytowych czy dokumentacja medyczna. Koncentrują się one przede wszystkim na zabezpieczaniu granic sieci przedzagrożeniami spoza przedsiębiorstwa. Tymczasem obecnie środowiska są bardziej złożone – dane biznesowe oraz własność intelektualna są tworzone i udostępniane w usługach chmurowych, platformach SaaS czy narzędziach AI.
– Działom IT w firmach brakuje wglądu w to, jak pracownicy faktycznie korzystają z danych, zwłaszcza w narzędziach udostępnianych jako usługa i bazujących na generatywnej AI. Zespoły bezpieczeństwa mają też trudności z poznaniem kontekstu, który pozwoliłby odróżnić przypadkowe działanie od realnego zagrożenia. Nie wystarczy widzieć, że plik został wysłany. Trzeba też wiedzieć kto i dlaczego go wysłał, a także czy takie działanie pasuje do normalnego wzorca zachowań danego użytkownika. Bez tych informacji specjaliści ds. bezpieczeństwa toną w zalewie alertów, które nie dają im pełnego obrazu sytuacji – wskazuje Jolanta Malak, dyrektorka regionalna w firmie Fortinet.
Norma czy atak? Analiza behawioralna niezbędna w cyberochronie
W tradycyjnych rozwiązaniach DLP aż 72% przedsiębiorstw nie ma wglądu w to jak pracownicy wykorzystują wrażliwe dane. Jednocześnie niemal połowa incydentów wynika z błędów lub zaniedbań, a nie celowego działania. W ochronie danych kluczowa jest analiza behawioralna, czyli analiza kontekstu i zachowań użytkowników, która pozwala odróżnić błędy od złośliwych działań i wykrywać nietypowe zachowania. Dostarcza to potrzebnego kontekstu i pozwala zatrzymać incydenty zanim przerodzą się w kosztowne naruszenia bezpieczeństwa. Firmy potrzebują dziś platformy, która łączy ochronę przed wyciekiem danych z zarządzaniem ryzykiem wewnętrznym – zapewnia to wgląd w czasie rzeczywistym, z uwzględnieniem zachowania użytkowników, w urządzeń końcowych, SaaS, chmury i AI.
Źródło: Wszystkie dane pochodzą z raportu „Fortinet 2025 Data Security Report”
Spółka Victoria Dom ogłosiła wyniki sprzedaży za pierwsze III kwartały 2025 r. W tym czasie spółka sprzedała 921 mieszkań vs 862 w 2024 r. (wzrost o 7%), a w samym III kwartale 318 mieszkań, vs 224 w 2024 r. co oznacza wzrost o 42% r/r.
– Wraz ze spadkiem kosztów kredytu hipotecznego i stóp procentowych NBP obserwujemy większe zainteresowanie klientów zakupem mieszkań – mówi Waldemar Wasiluk, wiceprezes Zarządu Victoria Dom S.A. – Bogata oferta mieszkań, ciągle atrakcyjne ceny, dostępność finansowania powodują większy ruch klientów w biurach sprzedaży zarówno tych posiłkujących się kredytem hipotecznym jak i osób kupujących mieszkanie ze środków własnych – wyjaśnia wiceprezes.
Tendencja wzrostowa
Waldemar Wasiluk ocenia, że sprzedaż będzie miała tendencję wzrostową przez kolejne kwartały. – Stabilne koszty materiałów budowlanych i ciągle stosunkowo schłodzony rynek budowy powoduje, że udaje nam się utrzymywać koszty produkcji na tym stałym poziomie – mówi wiceprezes Zarządu Victoria Dom S.A. I dodaje, że w perspektywie najbliższych kwartałów ceny mieszkań będą miały tendencję wzrostową jako skutek dodatkowych wymogów technicznych (m.in budowy schronów w podziemnych halach garażowych) oraz rosnących cen działek inwestycyjnych.
Banki, które stawiają na odpowiedzialne wdrażanie AI, zyskują coś więcej niż tylko efektywność – budują trwałe zaufanie i strategiczną przewagę. Jak pokazuje raport SAS, prawdziwa transformacja zaczyna się tam, gdzie technologia spotyka się z odpowiedzialnością.
SAS zaprezentował raport From Algorithms to Impact: Banking’s AI Future. Dokument pokazuje, jak banki z różnych części świata wykorzystują AI, by łączyć innowacje z odpowiedzialnością i realnymi wynikami biznesowymi.
W raporcie głos zabrali przedstawiciele czterech instytucji finansowych: Banorte z Meksyku, Intesa Sanpaolo z Włoch, Millennium BCP z Portugalii oraz Old National Bank z USA. Wspólnie wyznaczyli pięć kluczowych lekcji, które mogą pomóc każdemu bankowi – niezależnie od wielkości i skali działania – przeprowadzić transformację AI w sposób przemyślany, bezpieczny i opłacalny.
Wszyscy znamy powiedzenie: zaufanie zdobywa się kroplami, a traci wiadrami. W bankowości to wyjątkowo prawdziwe – mówi Stu Bradley, Senior Vice President, Fraud, Risk and Compliance Solutions w SAS. – Zaufanie to najcenniejsza, a zarazem najbardziej krucha waluta sektora finansowego. AI może je wzmacniać – pod warunkiem, że jest wdrażana odpowiedzialnie. Bez właściwego nadzoru ryzyka rosną szybciej niż korzyści.
Lekcja 1: Skup się na biznesie, a nie modnych hasłach
Banki nie mogą traktować sztucznej inteligencji jak eksperymentu czy pobocznego projektu. AI powinna być integralną częścią strategii biznesowej – narzędziem, które wzmacnia odporność organizacji i buduje jej przewagę konkurencyjną – podkreślają menedżerowie branży.
Innowacje i AI muszą być uznane za filar strategii instytucji – mówi Abraham Izquierdo, Managing Director of Trading and Treasury Risks w Banorte. – Nadzór z samej góry nad tego typu projektami to warunek konieczny.
Priorytet jest równie jasny dla José Miguela Pessanhy, Chief Risk Officera w Millennium BCP: Tworzymy modele, które pozwolą lepiej przygotować się na niekorzystne scenariusze w perspektywie pięciu lat. Jeśli dojdzie do kryzysu, skuteczniej złagodzimy skutki wzrostu niespłacalności.
Lekcja 2: Stawiaj na ludzi przed technologią
Choć sztuczna inteligencja w błyskawicznym tempie zmienia sposób, w jaki pracownicy banków wykonują swoje obowiązki, ludzki „dotyk” pozostaje niezastąpiony. Liderzy branży są zgodni: inwestycje w umiejętności i kulturę organizacyjną są równie istotne jak wydatki na platformy technologiczne i rozwiązania bankowe oparte na AI.
Narzędzia AI nie są w stanie jednoznacznie odpowiedzieć na kluczowe pytania: Jak zminimalizować wpływ zmian na bank? Jaką strategię zarządzania ryzykiem przyjąć później? Odpowiedzi wymagają kreatywnego podejścia i zdolności rozwiązywania problemów przez liderów – podkreśla Pessanha.
W podobnym tonie wypowiada się Andrea Cosentini, Head of Data Science and Responsible AI w Intesa Sanpaolo. Jak zaznacza, to właśnie aspekt kulturowy, wynikający z przywództwa skoncentrowanego na człowieku, stał się jednym z wyróżników banku. Uznając sukcesy oparte na danych, tworzymy kulturę, w której dane są postrzegane jako zasób strategiczny – mówi Cosentini. Dzięki temu podejściu Intesa Sanpaolo może jeszcze lepiej odpowiadać na potrzeby klientów i społeczności. Analizując historyczne dane kredytowe, bank opracowuje nowe modele udzielania pożyczek dla niedostatecznie obsługiwanych grup, promując równość w dostępie do finansów – dodaje.
Lekcja 3: Zadbaj o solidne podstawy, zanim zaczniesz skalować
Liderzy sektora bankowego podkreślają, że kluczem do skutecznego wykorzystania sztucznej inteligencji jest najpierw stworzenie solidnej infrastruktury i rozwinięcie kluczowych kompetencji. Najpierw zadbaj o stabilną, chmurową platformę z jasno określonymi zasadami zarządzania danymi oraz wykorzystania danych syntetycznych – dopiero później na takim fundamencie buduj zaawansowane zastosowania AI.
Zauważyliśmy potrzebę ujednolicenia naszych danych, by mogły służyć różnym celom – od rezerw kapitałowych po kalkulacje płynności i ryzyka stóp procentowych – wyjaśnia Pessanha. – Zanim zaczniesz biegać, musisz nauczyć się chodzić.
Andrew McCammack, Data Science Officer w Old National Bank, zwraca uwagę, że nawet proste aplikacje wymagają solidnych fundamentów, jeśli mają się skalować: Generatywna AI jest niezwykle pomocna w tworzeniu kompletnej bazy kodu. Dzięki temu możemy napędzać nową falę innowacji.
Z kolei Izquierdo z banku Banorte dodaje: Wdrażanie rozwiązań AI i chmurowych to proces wieloletni, wymagający etapowego podejścia. Warto mieć długoterminową wizję, ale jednocześnie wyznaczać krótkoterminowe, precyzyjne cele. Utrzymanie odpowiedniego tempa pozwala zachować zgodność z regulacjami i budować zaufanie.
Lekcja 4: Daj przestrzeń innowatorom w swoim banku
Budowanie przyszłości bankowości w oparciu o sztuczną inteligencję wymaga przejścia od kupowania innowacji do samodzielnego ich tworzenia. Wyposażenie zespołów IT i deweloperów w narzędzia AI otwiera drogę do ogromnych wzrostów produktywności – uwalnia pracowników od żmudnych, rutynowych zadań, pozwalając im skupić się na rozwiązywaniu złożonych problemów i tworzeniu nowych rozwiązań.
Takie podejście zaprocentowało w Old National Bank. Zamiast ręcznego wprowadzania danych kredytowych, bank wykorzystał AI do wygenerowania 90% kodu nowego, internetowego systemu obsługi pożyczek. Arkusze Excela przeszły do historii. Dziś pracownicy mogą poświęcić czas na pogłębioną analizę, która przynosi realną wartość biznesową – mówi McCammack.
W naszym banku promujemy kulturę, w której cenione jest pytanie ‘dlaczego’ – dodaje Pessanha z Millennium. – Dzięki temu specjaliści data science mogą projektować eksperymenty i modele testujące hipotezy, weryfikować lub obalać założenia, a przy tym odkrywać przełomowe rozwiązania.
Podobne efekty obserwuje Banorte. Jak podkreśla Izquierdo: Możemy podejmować decyzje strategiczne w perspektywie krótkiej, średniej i długiej, opierając się na faktach, danych i modelach. To pozwala nam szybciej reagować na zmienność i złożoność rynków.
Lekcja 5: Pozostań ciekawy, innowacyjny i połączony
Sztuczna inteligencja to nie technologia typu „ustaw i zapomnij”. To nieustanny proces eksperymentowania, uczenia się i adaptacji. Liderzy bankowości podkreślają, że kluczowe znaczenie ma również współpraca – zarówno wewnątrz organizacji, jak i z partnerami zewnętrznymi – by nadążać za szybkim tempem rozwoju AI, od dzisiejszych rozwiązań generatywnych po nadchodzące innowacje w dziedzinie agentów AI i kwantowej sztucznej inteligencji.
Chcemy zacieśniać współpracę z uczelniami i startupami, by lepiej rozumieć, na czym skupiają swoje badania i rozwój – mówi Pessanha z Millennium.
McCammack z Old National dodaje: Rozpoczęliśmy strategię budowania całego pakietu lekkich aplikacji, w których AI generuje kod źródłowy. Jeśli jednak chcesz skalować to rozwiązanie i wdrożyć je na poziomie korporacyjnym, potrzebujesz kompletnej bazy kodu – a w tym GenAI okazuje się niezwykle pomocna.
Podobne podejście prezentuje Andrea Cosentini z Intesa Sanpaolo: Generatywna AI może napędzać innowacje, tworząc nowe pomysły i rozwiązania, które pomagają nam wyprzedzać konkurencję i reagować na zmiany rynkowe. Pełny potencjał AI ujawnia się jednak dopiero wtedy, gdy towarzyszy jej człowiek – to on gwarantuje, że w centrum procesu pozostają kreatywność, odpowiedzialność i strategiczne myślenie.
Jak podkreśla Izquierdo z Banorte, również jego bank poszerza wykorzystanie AI: Generatywna sztuczna inteligencja odegra kluczową rolę w wzmacnianiu naszego poziomu cyberbezpieczeństwa i zapewnianiu ciągłości działania biznesu.
Amazon Prime Day, który tradycyjnie rozpoczyna jesienny sezon zakupowy, stał się w tym roku polem bitwy między konsumentami a cyberprzestępcami. Eksperci firmy Check Point Research ostrzegają, że w tym roku pojawiła się ogromna ilość fałszywych stron i kampanii phishingowych, które podszywają się pod amerykańskiego potentata sprzedażowego, by kraść dane logowania i informacje płatnicze klientów.
Analitycy Check Pointa alarmują, że tylko w pierwszych trzech tygodniach września 2025 roku zarejestrowano 727 nowych domen powiązanych z Amazonem. 1 na 18 z nich została oznaczona jako złośliwa lub podejrzana, natomiast 1 na 36 zawierała w nazwie frazę „Amazon Prime”. To wyraźny sygnał, że cyberprzestępcy coraz skuteczniej wykorzystują zaufanie i pośpiech klientów, żerując na gorączce zakupów i ekskluzywnych promocjach.
Jednym z najbardziej groźnych przykładów była kampania „Payment Not Authorized”, skierowana do użytkowników Amazon Prime w Brazylii. Ofiary otrzymywały e-maile po portugalsku, w których informowano, że płatność za subskrypcję nie została zatwierdzona. Po kliknięciu przycisku „Atualizar Agora” („Zaktualizuj teraz”) użytkownicy trafiali na perfekcyjnie podrobioną stronę Amazona, gdzie wpisywali swoje dane logowania – prosto w ręce oszustów!
W innym przypadku fałszywy plik PDF nt. wstrzymanego członkostwa w Amazon Prime straszył blokadą subskrypcji z powodu „problemu z kartą”. Kliknięcie linku w dokumencie prowadziło do fałszywego portalu płatniczego, którego jedynym celem było wyłudzenie danych kart kredytowych. Tego typu sytuacje nie rzadko przytrafiają się użytkownikom na całym świecie, więc należy zawsze zachowywać szczególną ostrożność.
Specjaliści Check Pointa zalecają dokładne sprawdzanie adresów stron i domen, nieklikanie w linki z e-maili ani załączników PDF, włączenie uwierzytelniania wieloskładnikowego (MFA) oraz korzystanie z aktualnego oprogramowania ochronnego, które blokuje zagrożenia zanim dotrą do użytkownika. Firmy powinny z kolei postawić na kompleksowe rozwiązania, które chronią użytkowników, urządzenia i dostęp do sieci, także wtedy, gdy pracownicy robią zakupy w pracy.
SMYK Holding S.A. („Spółka” lub „SMYK”, a razem ze spółkami zależnymi „Grupa SMYK”), lider w branży produktów dla dzieci w Polsce, ogłasza zamiar przeprowadzenia pierwszej publicznej oferty akcji, obejmującej emisję nowych akcji oraz sprzedaż części istniejących akcji Spółki („Oferta”). Oferta będzie skierowana do inwestorów indywidualnych i instytucjonalnych w Polsce oraz wybranych międzynarodowych inwestorów instytucjonalnych, a także do kwalifikowanych nabywców instytucjonalnych w Stanach Zjednoczonych Ameryki. SMYK planuje ubiegać się o dopuszczenie i wprowadzenie akcji Spółki do obrotu na rynku regulowanym Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie.
Komentując dzisiejsze ogłoszenie, Michał Grom, Prezes Zarządu Spółki, powiedział:
„Marka SMYK od lat cieszy się zaufaniem i bardzo wysoką rozpoznawalnością wśród polskich klientów, którzy doceniają dostęp do niezrównanej na rynku oferty produktów dla dzieci – w różnych kategoriach, przedziałach cenowych i dla różnych grup wiekowych – dostępną pod jednym dachem. Grupa SMYK utrzymuje pozycję lidera na krajowym rynku, z wyróżniającą go ofertą sprzedaży w modelu omnichannel, wysoką lojalnością klientów oraz stabilnie rosnącymi przychodami i rentownością. Nasz sprawdzony w Polsce model działalności z sukcesem wdrożyliśmy w Rumunii i rozszerzamy go na inne rynki regionu. Tylko w latach 2025-2026 zamierzamy otworzyć łącznie ponad 35 nowych sklepów w Polsce, Rumunii, Czechach, Słowacji i Bułgarii. Naszym celem jest osiągnięcie pozycji wiodącego sprzedawcy detalicznego w modelu omnichannel w Europie Środkowo-Wschodniej. Wierzymy, że to dobry moment, aby zaprosić do grona naszych akcjonariuszy nowych inwestorów i zadebiutować na GPW w Warszawie. Planowana pierwsza publiczna oferta akcji obejmie zarówno emisję nowych akcji, jak i sprzedaż części istniejących akcji. Wpływy z emisji nowych akcji zamierzamy przeznaczyć na wzmocnienie profilu finansowego Spółki oraz na finansowanie dalszego rozwoju Grupy SMYK.”
Najważniejsze informacje o Ofercie
Oferta obejmie nowe akcje emitowane przez SMYK oraz sprzedaż części istniejących akcji (łącznie jako „Akcje Oferowane”) przez AMC V Gandalf SA, obecnie jedynego akcjonariusza Spółki („Akcjonariusz Sprzedający”).
Pośrednimi akcjonariuszami SMYK (za pośrednictwem Akcjonariusza Sprzedającego) są fundusz growth capital AMC V (inwestujący w Spółkę przy współpracy z Accession Capital Partners (ACP)), Michał Grom (Prezes Zarządu SMYK) oraz inni inwestorzy mniejszościowi. Po przeprowadzeniu Oferty Akcjonariusz Sprzedający pozostanie większościowym akcjonariuszem Spółki, a Michał Grom planuje utrzymać (pośrednio) kontrolny pakiet w Spółce w dającej się przewidzieć przyszłości.
SMYK oraz Akcjonariusz Sprzedający zobowiążą się, że nie będą oferować ani sprzedawać akcji Spółki przez okres 360 dni od daty pierwszego notowania akcji Spółki na GPW, z pewnymi zwyczajowymi wyłączeniami. Ponadto, Akcjonariusz Sprzedający zaciągnie dodatkowe zobowiązanie w zakresie niezbywania posiadanych przez niego akcji Spółki uprzywilejowanych co do głosu (z których korzyści ekonomiczne umownie przysługują Michałowi Gromowi): (i) do upływu okresu 4 lat od dnia pierwszego notowania akcji Spółki na GPW albo (ii) do dnia sprzedaży przez Akcjonariusza Sprzedającego ostatnich posiadanych przez niego akcji Spółki innych niż uprzywilejowane co do głosu (w zależności od tego co nastąpi wcześniej).
SMYK oczekuje, że wpływy brutto z emisji nowych akcji wyniosą około 150 mln zł i zostaną przeznaczone na wzmocnienie pozycji finansowej Spółki poprzez częściową spłatę zadłużenia bankowego oraz na finansowanie strategii dalszego rozwoju Grupy SMYK. Zarząd Spółki przewiduje, że częściowa spłata zadłużenia bankowego pozwoli obniżyć wskaźnik Zadłużenie netto[1] / Skorygowana EBITDA (z wyłączeniem pozycji jednorazowych)[2] do poziomu 1,6x oraz przyczyni się do obniżenia kosztów finansowych Grupy SMYK.
Oferta będzie skierowana do inwestorów indywidualnych i inwestorów instytucjonalnych w Polsce oraz wybranych międzynarodowych inwestorów instytucjonalnych poza Stanami Zjednoczonymi Ameryki i Polską, w każdym przypadku zgodnie z Regulacją S (ang. Regulation S) wydaną na podstawie Amerykańskiej Ustawy o Papierach Wartościowych (ang. U.S. Securities Act), a także do kwalifikowanych nabywców instytucjonalnych w Stanach Zjednoczonych Ameryki, w rozumieniu i zgodnie z Przepisem 144A (ang. Rule 144A) wydanym na podstawie Amerykańskiej Ustawy o Papierach Wartościowych.
Szczegółowe warunki Oferty zostaną przedstawione w Prospekcie, który zostanie opublikowany zgodnie z odpowiednimi przepisami prawa po jego zatwierdzeniu przez Komisję Nadzoru Finansowego.
Oczekuje się, że inwestorom indywidualnym zostanie przydzielone od 10% do 15% ostatecznej liczby Akcji Oferowanych. Ostateczna liczba i cena Akcji Oferowanych zostaną ustalone po przeprowadzeniu procesu budowania księgi popytu wśród inwestorów instytucjonalnych.
SMYK planuje ubiegać się o dopuszczenie i wprowadzenie istniejących akcji zwykłych oraz nowych akcji Spółki do obrotu na rynku regulowanym (podstawowym) prowadzonym przez Giełdę Papierów Wartościowych w Warszawie S.A.
Globalnymi Współkoordynatorami i Współprowadzącymi Księgę Popytu będą: Barclays Bank Ireland PLC, Pekao Investment Banking S.A. oraz UniCredit Bank GmbH (oddział w Mediolanie), zaś Współprowadzącym Księgę Popytu oraz Firmą Inwestycyjną pośredniczącą w ofercie publicznej będzie Bank Polska Kasa Opieki S.A. – Biuro Maklerskie Pekao (razem „Menedżerowie Oferty”).
Kluczowe informacje o Grupie SMYK i jej przewagach konkurencyjnych
Lider na stabilnie rosnącym rynku produktów dla dzieci, z kompleksową ofertą dostępną pod jednym dachem („one-stop-shop”)
Grupa SMYK jest liderem rynku produktów dla dzieci w Polsce, ciesząc się zaufaniem szerokiego grona klientów, wysoką rozpoznawalnością marki utrzymywaną przez lata oraz bogatym doświadczeniem. Według raportu opracowanego przez firmę doradztwa strategicznego OC&C, Grupa SMYK w 2024 roku posiadała 14,3% udział w głównym rynku docelowym, obejmującym modę dziecięcą, zabawki i gry oraz sprzęt i akcesoria dla dzieci.
Poza działalnością krajową, Grupa SMYK umacnia pozycję jednego z wiodących sprzedawców detalicznych produktów dla dzieci w regionie Europy Środkowo-Wschodniej, rozwijając działalność w Rumunii i planując dalszą ekspansję na wybranych rynkach CEE.
Polska i Rumunia to dwa największe rynki Europy Środkowo-Wschodniej, liczące łącznie około 55,7 mln mieszkańców (według danych Eurostat na koniec 2023 roku). Oba kraje charakteryzują się silnym wzrostem PKB i dochodu rozporządzalnego, co sprzyja zwiększaniu realnych wydatków konsumpcyjnych i stwarza korzystne warunki dla dalszego rozwoju działalności Grupy SMYK. Według raportu OC&C, czynniki te będą wspierać wzrost głównego rynku docelowego – średnio o 3,2% rocznie w Polsce i o 5,0% w Rumunii w latach 2024-2029, pomimo spadku liczby urodzeń, będącego zjawiskiem ogólnoeuropejskim. OC&C szacuje, że łączna wartość głównego rynku docelowego w 2024 roku wyniosła około 14,7 mld zł w Polsce i około 5,3 mld zł w Rumunii.
– Wszyscy jesteśmy świadomi trendów demograficznych obserwowanych w Polsce. Strategicznym celem Grupy SMYK jest jednak ekspansja na nowe rynki, dzięki czemu liczba naszych potencjalnych klientów będzie skokowo rosła wraz z rozszerzaniem działalności o każdy kolejny kraj. Powiększamy również ofertę i kierujemy ją do coraz szerszej grupy wiekowej klientów, czego przykładem jest niedawny debiut w SMYK marki NOWEAR, skierowanej do nastolatków i młodych dorosłych. Co więcej, na rynkach, gdzie już działamy, obserwujemy, że wydatki na dzieci zwiększają się za sprawą bogacących się społeczeństw – komentuje Michał Grom, Prezes Zarządu SMYK.
Oferta Grupy SMYK obejmuje szeroką gamę produktów – od odzieży i obuwia, przez zabawki i gry, po artykuły szkolne i akcesoria dziecięce – wszystko pod jednym dachem, zgodnie z koncepcją „one-stop-shop”. Klienci mają dostęp do niezrównanej na rynku oferty produktów w różnych kategoriach, przedziałach cenowych i dla różnych grup wiekowych, obejmującej asortyment wielu renomowanych producentów.
Sklepy SMYK pozostają naturalnym wyborem rodziców, członków rodzin oraz osób szukających prezentów, którzy cenią sobie wysoką jakość i wygodę zakupów w jednej lokalizacji.
Zróżnicowane portfolio marek własnych i marek zewnętrznych
Ofertę sklepów SMYK wyróżnia szeroki asortyment produktów marek własnych: COOL CLUB (odzież i obuwie), SMIKI (zabawki i akcesoria dla dzieci), KAYOKKI (plecaki i akcesoria szkolne), oraz – od września 2025 roku – NOWEAR (odzież dla starszych nastolatków i młodych dorosłych), a także bogaty wybór produktów renomowanych, znanych na całym świecie marek i producentów zabawek oraz akcesoriów dla dzieci (w tym LEGO, Fisher-Price, Hasbro, Mattel i innych).
Główne marki własne Grupy SMYK – tworzone we własnym zakresie i starannie dopracowywane – mają strategiczne znaczenie dla jej działalności. W 2024 roku odpowiadały one za 51,5% przychodów z umów z klientami, które wyniosły około 2,25 mld zł. Zdaniem Zarządu Spółki, produkty marek własnych cieszą się dobrą opinią wśród klientów – oferują atrakcyjne ceny, wysoką jakość oraz nowoczesną stylistykę i wzornictwo, a jednocześnie sprzyjają budowaniu lojalności wobec marki.
Skuteczny program lojalnościowy
Dzięki szerokiej i zróżnicowanej ofercie Grupa SMYK może korzystać z wysokiego poziomu lojalności klientów, wynikającego z umiejętności zaspokajania potrzeb rodzin na każdym etapie rozwoju dziecka – od ciąży, przez okres niemowlęcy, aż po wiek nastoletni. Często zdarza się, że SMYK jest odwiedzany po latach przez klientów, którzy kiedyś robili tam zakupy dla swoich dzieci, a teraz wracają jako dziadkowie.
Lojalność klientów Grupy SMYK wobec oferowanych przez nią marek potwierdza m.in. bardzo skuteczny program lojalnościowy. W 2024 roku 67% przychodów z umów z klientami Grupy SMYK w Polsce uzyskano dzięki programowi lojalnościowemu, w porównaniu do 53% w 2018 roku. W ocenie Zarządu Spółki jest to bardzo wysoki poziom jak na standardy branżowe dla takiego programu.
Program lojalnościowy wspiera długotrwałą retencję klientów – 65% jego członków w Polsce pozostaje aktywnych po 5 latach, a 60% robi zakupy w SMYK od ponad 7 lat (wśród posiadaczy kart lojalnościowych). Program lojalnościowy zwiększa długoterminową wartość relacji z klientem oraz dostarcza cennych informacji handlowych.
Wiodący sprzedawca detaliczny w modelu omnichannel, posiadający rozległą sieć sklepów stacjonarnych i silną pozycję w Internecie
Grupa SMYK stworzyła silny model biznesowy oparty na sprzedaży wielokanałowej (omnichannel). Na koniec czerwca 2025 roku sieć sprzedaży Grupy SMYK obejmowała 253 sklepy własne w Polsce oraz 35 w Rumunii, strategicznie zlokalizowane w galeriach i parkach handlowych. Grupa prowadzi także w ograniczonym zakresie działalność w Ukrainie (12 sklepów na koniec czerwca 2025 roku).
Sklepy stacjonarne SMYK są ściśle zintegrowane ze sklepami internetowymi i aplikacjami mobilnymi, dostępnymi obecnie dla klientów w Polsce i Rumunii, łącząc wygodę zakupów online z angażującym doświadczeniem zakupowym w salonach stacjonarnych.
Dzięki starannie dobranemu asortymentowi, przemyślanemu rozkładowi sklepów oraz przyjaznemu rodzinom otoczeniu, sieć sklepów stacjonarnych SMYK przyciąga rocznie niemal 59 milionów odwiedzin. Kanał sprzedaży online, generujący około 113 milionów wizyt na stronie internetowej rocznie, uzupełnia i rozszerza zasięg tradycyjnej sieci sprzedaży. Platformy cyfrowe SMYK oferują znacznie szerszy wybór – ponad 370 tysięcy produktów dostępnych w Polsce i prawie 12 tysięcy w Rumunii.
Produkty oferowane przez Grupę SMYK są ponadto dostępne w 20 krajach Europy i Azji poprzez sieć partnerską.
Rozwój na nowych rynkach Europy Środkowo-Wschodniej
SMYK planuje rozszerzyć swój sprawdzony model działalności – działający od lat w Polsce i z powodzeniem wdrożony w Rumunii – na inne rynki regionu Europie Środkowo-Wschodniej. W ramach międzynarodowej ekspansji, w sierpniu 2025 roku Grupa SMYK otworzyła swój pierwszy własny sklep stacjonarny w Słowacji, a w 2026 roku planuje także otworzyć własne sklepy w Czechach oraz Bułgarii.
Międzynarodowa ekspansja Grupy SMYK zakłada w pierwszej kolejności otwieranie sklepów stacjonarnych na nowych rynkach, a następnie uruchomienie sklepów internetowych – zgodnie z przemyślaną strategią „najpierw offline, potem online” – w celu zapewnienia na tych rynkach pełnej integracji kanałów sprzedaży w modelu omnichannel.
Dobrze funkcjonująca i doinwestowana infrastruktura logistyczna
Efektywne funkcjonowanie modelu omnichannel, a także dalszy rozwój działalności na rynkach Europy Środkowo-Wschodniej, wspierane są przez własne, nowoczesne centrum dystrybucyjne Grupy SMYK zlokalizowane w Łodzi. W 2024 roku obsłużyło ono 4,5 miliona zamówień online klientów indywidualnych, zaopatrując jednocześnie zarówno sklepy własne SMYK, jak i sklepy wszystkich partnerów w 20 krajach.
Własne centrum dystrybucyjne pozwala zintegrować procesy logistyczne w ramach Grupy SMYK, tym samym obniżając koszty jej działalności, które musiałyby zostać poniesione w przypadku korzystania z usług dostawców zewnętrznych.
Ponadto, łódzkie centrum dystrybucyjne ma duży potencjał operacyjny, który pozwoli sprostać przewidywanemu tempu wzrostu Grupy SMYK (w tym na rynkach zagranicznych) w perspektywie średnioterminowej. Zarząd nie przewiduje więc istotnych inwestycji związanych z potrzebami magazynowymi w ciągu najbliższych trzech lat.
Doświadczony zespół menedżerów, zorientowany na długoterminowe budowanie wartości
Grupa SMYK jest zarządzana przez doświadczony i zaangażowany zespół menedżerów, posiadający dogłębną znajomość rynków, na których działa Grupa, a także bogate doświadczenie w handlu detalicznym w modelu omnichannel.
Na czele tego zespołu stoi Michał Grom, związany z Grupą SMYK od 2016 roku, najpierw jako członek zarządu odpowiadający za sprzedaż wielokanałową, consumer insights i IT, a w 2019 roku objął stanowisko Prezesa Zarządu. Pod jego kierownictwem wdrożono zintegrowaną strategię łączącą sprzedaż stacjonarną i internetową. Fundamentem transformacji Grupy SMYK była efektywność operacyjna, dynamiczny rozwój w obszarze cyfrowym i dywersyfikacja geograficzna. Pozwoliło to umocnić pozycję Grupy SMYK na rynku polskim, rozbudować sieć sklepów w Polsce i Rumunii oraz wejść na rynki 20 krajów poprzez partnerstwa strategiczne i umowy franczyzowe.
W 2025 roku do Zarządu Spółki jako dyrektor finansowy (CFO) dołączyła Iwona Rytel, wcześniej związana z Grupą Empik (w latach 2011-2025 pełniła tam funkcję dyrektora finansowego oraz członka zarządu w spółkach Grupy Empik), oraz Paweł Stańdo, który od 2017 roku pełni funkcję dyrektora ds. informatyki (CIO) oraz dyrektora logistyki.
Zarząd Spółki współpracuje z silnym, doświadczonym zespołem menedżerskim wyższego szczebla, który łączy kompetencje w obszarach handlu detalicznego, e-commerce, logistyki, zakupów oraz kreowania kolekcji i zarządzania asortymentem. Dzięki ich strategicznemu podejściu Grupa SMYK z sukcesem rozwinęła marki własne, usprawniła współpracę z dostawcami, zoptymalizowała łańcuch dostaw i stworzyła spójne, angażujące doświadczenie klienta we wszystkich kanałach sprzedaży – od sklepów stacjonarnych po platformy online.
Obok niezbędnych kompetencji, kadra menedżerska Grupy SMYK ma ponadto własny interes finansowy w tworzeniu długoterminowej wartości dla akcjonariuszy. W 2024 roku Michał Grom przeprowadził wykup menedżerski – przy wsparciu partnerów finansowych, w tym Accession Capital Partners (ACP) – w celu przejęcia Spółki od jej poprzedniego właściciela, Bridgepoint. W związku z tym, Prezes Zarządu jest zaangażowany w funkcjonowanie Grupy SMYK nie tylko od strony operacyjnej, ale także finansowo, co świadczy o jego silnym zorientowaniu na długoterminowe budowanie wartości Grupy SMYK.
Systematyczny wzrost przychodów i rentowności
Grupa SMYK odnotowuje w ostatnich latach stabilny wzrost przychodów i rentowności. W 2024 roku przychody z umów z klientami osiągnięte przez Grupę SMYK sięgnęły około 2,25 mld zł, co oznacza wzrost o około 6% w porównaniu z 2023 rokiem. Wypracowany w ubiegłym roku zysk z działalności operacyjnej wyniósł około 118,9 mln zł (+91% r/r), z kolei Skorygowana EBITDA (z wyłączeniem pozycji jednorazowych) sięgnęła około 301,7 mln zł (+18% r/r).
W pierwszym półroczu 2025 roku przychody z umów z klientami Grupy SMYK wyniosły około 985,1 mln zł (+0,5% r/r), zysk z działalności operacyjnej sięgnął około 15 mln zł (wobec straty na poziomie około 12,3 mln zł w pierwszym półroczu 2024 roku), zaś Skorygowana EBITDA (z wyłączeniem pozycji jednorazowych) wyniosła około 105,3 mln zł (+26,9%).
Wyniki działalności Grupy SMYK cechują się sezonowymi, powtarzalnymi wahaniami. Przychody i zyski w drugiej połowie roku, zwłaszcza w czwartym kwartale, są zazwyczaj wyższe niż w pozostałych okresach. Wynika to m.in. ze sprzedaży odzieży zimowej, która charakteryzuje się wyższą średnią ceną jednostkową, a tym samym przeważnie generuje wyższe marże, a także ze zwiększonego popytu na zabawki w okresie świątecznym, kiedy są one powszechnie kupowane jako prezenty. Ponadto obserwuje się wyraźne szczyty popytu w maju (sprzedaż związana z Dniem Dziecka), we wrześniu (powrót do szkoły) oraz w grudniu (przed świętami Bożego Narodzenia).
Strategia rozwoju
Grupa SMYK ma jasno określoną strategię, której celem jest osiągnięcie pozycji wiodącego sprzedawcy detalicznego w modelu omnichannel w Europie Środkowo-Wschodniej i na innych rynkach zagranicznych. Strategia ta opiera się na trzech filarach:
wzroście sprzedaży wielokanałowej w ujęciu LFL, w tym zwiększaniu ruchu i wartości koszyka zakupowego;
otwieraniu nowych sklepów w Polsce i Rumunii;
ekspansji na nowe rynki – zarówno poprzez własne sklepy działające w modelu omnichannel, jak i w formule partnerskiej.
Na kluczowych rynkach, czyli w Polsce i Rumunii, Grupa SMYK widzi znaczny potencjał wzrostu zarówno dzięki inicjatywom realizowanym w istniejącej sieci, jak i dalszej jej rozbudowie. Doświadczenia ostatnich lat pokazały, że sieć sklepów SMYK posiada duży potencjał wzrostu w ujęciu LFL, wynikający z udoskonalenia i poszerzenia asortymentu, dopracowanych strategii merchandisingowych oraz poprawy efektywności operacyjnej. W latach 2025-2026 Grupa SMYK planuje otwarcie łącznie ponad 35 nowych sklepów w Polsce, Rumunii, Czechach, Słowacji i Bułgarii.
Krótko- i średnioterminowe założenia biznesowe
W ocenie Zarządu SMYK, realizacja przyjętej strategii oraz obserwowane tendencje rynkowe umożliwią osiągnięcie następujących założeń biznesowych:
wzrost liczby sklepów Grupy SMYK o około 15-20 sklepów rocznie, zarówno w krótkim, jak i średnim okresie;
wzrost przychodów ze sprzedaży na poziomie od niskich do średnich kilku procent w krótkim okresie oraz na poziomie wysokich kilku procent w średnim okresie;
utrzymanie Marży Skorygowanej EBITDA (z wyłączeniem pozycji jednorazowych)[3] w krótkim i średnim okresie na poziomie zbliżonym do poziomu notowanego w ostatnich latach;
zakładane nakłady inwestycyjne odzwierciedlające dalsze inwestycje Grupy w nowe sklepy SMYK oraz utrzymanie istniejących sklepów na poziomie około 60 mln zł rocznie w krótkim i ponad 60 mln zł rocznie w średnim okresie.
Założenia dotyczące dywidendy
Choć SMYK nie posiada dokumentu formalnie określającego politykę dywidendową Spółki, Zarząd zamierza rekomendować wypłatę dywidendy akcjonariuszom począwszy od podziału zysku za 2026 rok (wypłacanego w 2027 roku) w wysokości od 30% do 50% zysku netto. Poziom rekomendowanej wypłaty dywidendy może zostać podwyższony w latach, w których Grupa SMYK osiągnie wyjątkowo dobre wyniki finansowe.
Rekomendacja Zarządu w zakresie wypłaty dywidendy będzie każdorazowo poprzedzona analizą uwarunkowań rynkowych oraz bieżącej sytuacji finansowej i potrzeb kapitałowych Grupy SMYK, z uwzględnieniem ograniczeń wynikających z umów finansowych Grupy SMYK. Ostateczne decyzje o wypłacie dywidendy i jej wysokości będą podejmowane przez akcjonariuszy na walnym zgromadzeniu.
Wybrane dane finansowe Grupy SMYK
(mln zł)
2022
2023
2024
I półrocze 2024
I półrocze 2025
Przychody z umów z klientami
2 063,3
2 121,6
2 248,6
980,1
985,1
Całkowity wzrost sprzedaży (1)
23,8%
2,8%
6,0%
6,5%
0,5%
Wzrost sprzedaży LFL (2)
b.d.
2,4%
5,8%
7,2%
(0,7%)
Marża brutto (3)
795,5
844,1
955,8
404,3
431,5
Marża brutto (4)
38,6%
39,8%
42,5%
41,2%
43,8%
Skorygowana EBITDA (z wyłączeniem pozycji jednorazowych) (5)
199,2
255,6
301,7
83,0
105,3
Marża Skorygowanej EBITDA (z wyłączeniem pozycji jednorazowych) (6)
9,7%
12,0%
13,4%
8,5%
10,7%
Zysk / (strata) z działalności operacyjnej
25,3
62,2
118,9
(12,3)
15,0
Zysk / (strata) netto z działalności kontynuowanej
(71,8)
(8,0)
30,6
(51,5)
(24,0)
(1) Całkowity wzrost sprzedaży obliczany jest jako iloraz różnicy między całkowitą wartością przychodów z umów z klientami w bieżącym okresie a wartością przychodów z umów z klientami w poprzednim okresie oraz całkowitej wartości przychodów z umów z klientami w poprzednim okresie.
(2) Wzrost sprzedaży LFL obliczany jest jako przychody z umów z klientami w bieżącym okresie pomniejszone o przychody z umów z klientami w poprzednim okresie podzielone przez przychody z umów z klientami w poprzednim okresie dla sklepów LFL. Sklep (stacjonarny lub on-line) staje się sklepem LFL po co najmniej jednym pełnym roku kalendarzowym od momentu otwarcia (z wyłączeniem sklepów zamkniętych, outletów i sklepów przebudowanych). Sprzedaż LFL oblicza się jako przychody z umów z klientami pomniejszone o sprzedaż hurtową, pomniejszone o przychody z umów z klientami w segmencie ukraińskim, pomniejszone o przychody z umów z klientami w sklepach, które nie są sklepami LFL, pomniejszone o przychody z tytułu zmiany rezerwy na spodziewane zwroty, pomniejszone o wpływ zastosowania stałego kursu walutowego dla sklepów LFL.
(3) Marża brutto to przychody z umów z klientami minus wartość sprzedanych towarów i materiałów.
(4) Marża brutto (%) to stosunek Marży brutto do przychodów z umów z klientami.
(5) Skorygowana EBITDA (z wyłączeniem pozycji jednorazowych) obliczana jest jako zysk / (strata) netto z działalności kontynuowanej przed podatkiem dochodowym, przychodami i kosztami finansowymi, amortyzacją i odpisami z tytułu utraty wartości aktywów trwałych, z wyłączeniem wpływu zdarzeń jednorazowych, tj. kosztów związanych ze zmianą właściciela.
(6) Marża Skorygowanej EBITDA (z wyłączeniem pozycji jednorazowych) (%) obliczana jest jako stosunek Skorygowanej EBITDA (z wyłączeniem pozycji jednorazowych) do przychodów z umów z klientami.
[1] Zadłużenie netto definiowane jest jako kredyty i pożyczki oraz zobowiązania z tytułu leasingu pomniejszone o środki pieniężne i ich ekwiwalenty na koniec danego okresu.
[2] Skorygowana EBITDA (z wyłączeniem pozycji jednorazowych) obliczana jest jako zysk / (strata) netto z działalności kontynuowanej przed podatkiem dochodowym, przychodami i kosztami finansowymi, amortyzacją i odpisami z tytułu utraty wartości aktywów trwałych, z wyłączeniem wpływu zdarzeń jednorazowych, to jest kosztów związanych ze zmianą właściciela.
[3] Marża Skorygowanej EBITDA (z wyłączeniem pozycji jednorazowych) (%) obliczana jest jako stosunek Skorygowanej EBITDA (z wyłączeniem pozycji jednorazowych) do przychodów z umów z klientami.