W poszukiwaniu zwycięskiej taktyki

0

Spory handlowe pozostaje głównym tematem dla rynków z nowym powodem do rozterek w postaci osłabiającego się chińskiego juana. CNY jest najsłabszy od pół roku, ale do końca nie wiadomo, czy to objawy pesymizmu inwestorów wobec perspektyw Chin, czy nowa taktyka Pekinu w walce z protekcjonizmem USA.

Słabość juana to zwykle zła wiadomość dla walut rynków wschodzących, a także powiązanych AUD i NZD, jednak reakcja na razie jest ograniczona. Wyczuwalny jest brak poczucia kierunku, co po części jest uzasadnione. Zakładanie, że wszystkie groźby Trumpa zostaną przekute w obowiązujące przepisy wydaje się przedwczesne. Totalna wojna handlowa wciąż jest mało prawdopodobna, choć ryzyko jej wystąpienia jest nieco wyższe niż wcześniej. Ale też polityka handlowa nie jest tematem prostym do uchwycenia, biorąc pod uwagę skomplikowaną sieć powiązań między dostawcami a producentami końcowym wyrobów. Izolowanie jednego kraju wcale nie musi być korzystne dla lokalnych producentów, jeśli utrudni im się dostęp do komponentów lub zablokuje zagraniczne rynki zbytu. Po drugie, jeśli inne kraje odpowiedzią celowym osłabianiem swoich walut względem USD, korzyści z polityki celne zostaną umniejszone. Ogólnie jest wiele niewiadomych, przez które trudno ocenić finalny wpływ polityki handlowej, a zatem ciężko określić wygranych i przegranych na rynku walutowym. W rezultacie szarpany handel na EUR/USD czy USD/JPY ma swoje uzasadnienie. W innych miejscach widać przewagę awersji do ryzyka mającą swoje źródło w czystej niepewności.

Dziś w nocy Bank Rezerwy Nowej Zelandii (RBNZ) opublikuje wynik posiedzenia, ale nikt nie spodziewa się zmiany stopy OCR (1.75 proc.). Ostatnio polityka monetarna Nowej Zelandii nie była na pierwszym planie, ale przypomnienie neutralnego stanowiska nie powinno oznaczać neutralnej reakcji rynku. W końcu w dobie coraz większej ilości jastrzębich sygnałów z banków centralnych (Fed, BoE, Norges Bank, BoC), utrzymywanie status quo w polityce jest de facto pozostawaniem w tyle. Ostatnie dane z Nowej Zelandii wysyłały mieszane sygnały. Z tych najważniejszych wzrost PKB w I kw. (0,5 proc. k/k) zwolnił do najniższego tempa od końca 2016 r., podczas gdy CPI (1,1 proc. r/r) znajduje się przy dolnej granicy przedziału celu 1-3 proc. Do tego dochodzą obawy o wpływ napięć handlowych na małą, otwartą gospodarkę Nowej Zelandii. Jeśli w komunikacie zostaną odkreślone ryzyka globalne, będzie to gołębi zwrot. Dodatkowo wyższy od prognoz banku kurs NZD TWI (indeks wartości waluty ważony wolumenem handlu) osłabia presję inflacyjną, do czego bank także może się odnieść. Rynek nie stawia na pierwszą podwyżkę wcześniej, jak pod koniec 2019 r., a NZD od początku tygodnia odczuwa, że inwestorzy znajdują więcej argumentów do osłabienia. W nocy mogą otrzymać potwierdzanie.

Czytaj również:  Florence, Kolumb, sport i samba