Zaległości czynszowe w ciągu roku wzrosły o ponad 24 mln zł

W ciągu roku, zaległości osób oraz firm względem spółdzielni, wspólnot mieszkaniowych, a także gminnych zarządców lokali wzrosły o ponad 24 mln zł. Najwyższe łączne wartości długów lokatorskich są na Mazowszu oraz w województwie kujawsko-pomorskim. Rekordzista to firma z Warszawy, która ma do oddania 3,8 mln zł zaległego czynszu, wśród osób prywatnych rekordzistką jest 37-latka z Podlasia z długiem przekraczającym 928 tys. zł – wynika z danych zgromadzonych w Rejestrze Dłużników BIG InfoMonitor.

Łączna kwota zaległości czynszowych osób i firm zgromadzonych w BIG InfoMonitor wynosi już prawie 135 mln zł. Średnio dług ten przyrasta o 2 mln zł miesięcznie.  Zdecydowana większość wpisów dotyczy osób fizycznych, zobowiązania firm stanowią tu jedynie 6,4 proc. W sumie niepłacących za czynsz w bazie BIG InfoMonitor jest 10 378 podmiotów, w tym 9 707 osób. Z największymi problemami z tego tytułu zmagają się spółdzielnie, wspólnoty mieszkaniowe, a także gminni zarządcy nieruchomości w województwach: mazowieckim (31,5 mln zł), kujawsko-pomorskim (27,7 mln zł) i warmińsko-mazurskim (18,7mln zł). Najwięcej niepłacących za czynsz ma województwo kujawsko-pomorskie – 3 360 osób, następnie Mazowsze – 1 380 oraz Warmia i Mazury – 1 256.

Miasta, gdzie zgłoszone do BIG InfoMonitor zadłużenie czynszowe jest najwyższe, to Warszawa oraz Bydgoszcz. W grę wchodzą kwoty 28,3 mln zł oraz 25,9 mln zł.

Rekordy firm przekraczają miliony

W przypadku osób fizycznych rekord w niepłaceniu za mieszkanie należy do 37-letniej kobiety z Podlasia, która ma do oddania ponad 928 tys. zł. Na drugim miejscu znalazła się również kobieta, sześćdziesięciopięciolatka z Legnicy w województwie dolnośląskim, jej dług sięga 544 tys. zł. Trzecie miejsce należy do 51-letniego mężczyzny z Bydgoszczy, który zgromadził zaległość czynszową na prawie 413 tys. zł.

Wśród firm na prowadzenie wychodzi spółka z Warszawy z długiem o wartości 3,8 mln zł. Kolejna jest firma z Zielonej Góry, posiadająca 3,5 mln zł zaległości. Na trzecim miejscu znalazło się przedsiębiorstwo z Wielkopolski z długiem przekraczającym 1,1 mln zł.

Za niezapłacony czynsz do rejestru dłużników może trafić cała rodzina…

Z danych z Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor wynika, że kilkaset zgłoszonych zaległości czynszowych należy do więcej niż jednej osoby. Czynsz może bowiem być wspólnym długiem, dwóch, trzech a nawet większej liczby osób. Najwięcej, bo 88,7 proc. zaległości należy jednak do pojedynczych osób, kolejne 8,5 proc. do dwóch domowników, 2 proc. do trzech. To ważna informacja dla tych, którym wydaje się, że jeśli głowa rodziny, nie płaci za czynsz to resztę lokatorów wpis do rejestru dłużników ominie. Osoby pełnoletnie zameldowane z jednym lokalu, w chwili, gdy pojawia się zaległość zgromadzona za brak uregulowanych rachunków za czynsz, mogą wspólnie zostać wpisane przez spółdzielnie mieszkaniową do rejestru dłużników (oddzielnymi wpisami). Podobna sytuacja może spotkać kilku właścicieli zadłużonego mieszkania. Zgodnie bowiem z art. 688 par. 1 kodeksu cywilnego „za zapłatę czynszu i innych należnych opłat odpowiadają solidarnie z najemcą stale zamieszkujące z nim osoby pełnoletnie”. Odpowiedzialność solidarna oznacza również, że zapłacenie części długu nie pozwala skreślić z rejestru dłużników osoby, która akurat zapłaciła część zaległości. W BIG wciąż będą widnieli wszyscy lokatorzy tylko z mniejszą kwotą długu. Dopiero po spłaceniu całej sumy każdy z dłużników będzie wolny od obciążeń.

… i to już za jeden niezapłacony czynsz

Od 200 do 500 zł, tyle średnio płacimy miesięcznie za czynsz, tyle też wystarczy, aby znaleźć się w rejestrze dłużników, gdy nie dokonamy płatności w terminie. Zgodnie z ustawą, do BIG może zostać wpisane zobowiązanie, gdy płatność opóźnia się o co najmniej 60 dni i wynosi co najmniej 200 złotych w przypadku osób prywatnych i 500 złotych, gdy mamy do czynienia z firmą. Zadłużenie czynszowe przedawnia się po 3 latach, w chwili, gdy dług nie jest dochodzony.

Najemcy w programie Mieszkań Plus też będą musieli płacić

Mieszkanie Plus ma być ratunkiem dla polskich rodzin, których nie stać na drogi wynajem mieszkań. Program ma oferować opłaty o co najmniej połowę niższe od rynkowych. Np. w Warszawie, gdzie płaci się za wynajem 50 metrowego mieszkania 2,1 tys. zł miesięcznie w rządowym programie ma to być 950 zł. O stawkach będzie też decydowała decyzja czy uczestnicy programu Mieszkanie Plus zdecydują się wykupić wynajmowane mieszkanie na własność. Zainteresowani najmem preferencyjnym będą musieli zmobilizować się do terminowego płacenia. Zalegającym z opłatami za ponad trzy miesiące grozi natychmiastowa eksmisja z takiego lokalu.

– Zgodnie z ustawą o spółdzielniach mieszkaniowych, dopiero po powstaniu 6 miesięcznej zaległości czynszowej wygasa spółdzielcze prawo do lokalu i pojawia się możliwość eksmisji. Z kolei dla osób, które maja spółdzielcze prawo własnościowe do lokalu, nie ma przewidzianych konkretnych terminów zaległości uprawniających do eksmisji i zlicytowania własnościowego prawa do lokalu. Możliwość wypowiedzenia cywilnoprawnej umowy najmu i eksmisji lokatora za niepłacenie mają także gmina udostępniająca lokal komunalny czy też prywatny wynajmujący. W tym przypadku warunki wypowiedzenia zależą od rodzaju i treści umowy. O problemie mówi też art. 687 kodeksu cywilnego: jeżeli najemca lokalu dopuszcza się zwłoki z zapłatą czynszu co najmniej za dwa pełne okresy płatności, a wynajmujący zamierza najem wypowiedzieć bez zachowania terminów wypowiedzenia, powinien on uprzedzić najemcę na piśmie, udzielając mu dodatkowego terminu miesięcznego do zapłaty zaległego czynszu – tłumaczy Michał Chmiel, ekspert BIG InfoMonitor.

Nie płacący czynszu muszą liczyć się też z odsetkami oraz z tym, że trudno jest spłacić szybko rosnący dług czynszowy. Przekonują się o tym zarządcy gminni czy zarządcy wspólnot mieszkaniowych i coraz chętniej mobilizują swoich spóźnialskich lokatorów wpisem do rejestru dłużników.

W 2017 w Polsce do użytku oddana zostanie rekordowa liczba mieszkań

Wszelkie sygnały wskazują na to, że w 2017 w Polsce do użytku oddana zostanie rekordowa liczba mieszkań. Jak wynika z najnowszych danych Głównego Urzędu Statystycznego, latem deweloperzy utrzymali wysokie tempo z tego roku. W porównaniu do poprzedniego kwartału widać jednak wyraźne zmniejszenie liczby mieszkań, których budowę rozpoczęto i na realizację których wydano pozwolenia.

Biorąc pod uwagę mieszkania oddane do użytku od początku roku do końca września, tegoroczny wynik dla wszystkich form budownictwa (123,9 tys.) to drugi rezultat w historii Polski po transformacji ustrojowej. W analizowanym okresie więcej lokali zrealizowano jedynie w roku 2003 (124,4 tys.). Blisko trzy czwarte tej liczby stanowiły jednak domy powstałe w ramach budownictwa indywidualnego. Obecnie proporcje te prezentują się zgoła inaczej. Jak wynika z danych GUS, w tym roku najwięcej mieszkań trafiło jak dotąd na rynek pierwotny (60,9 tys.).

Deweloperzy utrzymali wysokie tempo, przewyższając własne wyniki uzyskane w ubiegłym roku – i to na wszystkich płaszczyznach. W porównaniu do okresu styczeń-wrzesień 2016, wzrosła liczba mieszkań oddanych do użytku (+14%), mieszkań, których budowę rozpoczęto (+26%) oraz mieszkań, na budowę których wydano pozwolenie bądź dokonano zgłoszenia z projektem budowlanym (+29%). Powyższe dane odzwierciedla Tabela 1.

Tabela 1. Mieszkania oddane do użytkowania w okresie styczeń-wrzesień w latach 1993-2017. Dane dla budownictwa mieszkaniowego przeznaczonego na sprzedaż i wynajem.

Źródło: Opracowanie OPG Property Professionals na podstawie danych Głównego Urzędu Statystycznego.
Źródło: Opracowanie OPG Property Professionals na podstawie danych Głównego Urzędu Statystycznego.

W ujęciu kwartalnym widać już ostrożność

Jeżeli chodzi o lokale oddane do użytku, okres od lipca do września okazał się najintensywniejszym jak dotąd kwartałem w tym roku. Deweloperzy zamknęli ten czas z wynikiem ponad 23,5 tys. mieszkań, co przewyższa zarówno oba poprzednie kwartały, jak również analogiczny okres w roku ubiegłym, kiedy to liczba udostępnionych mieszkań nie przekroczyła 19 tys.

Choć deweloperzy zdążyli rozpędzić się do rekordowych prędkości, zauważyć można już pierwsze, wyraźne ślady hamowania. Świadczą o tym dane za ubiegły kwartał dotyczące mieszkań, których realizację rozpoczęto lub uzyskano na nią pozwolenie. W porównaniu z drugim kwartałem, wartości te spadły odpowiednio o 16% i 29%. Dane za poszczególne kwartały w tym roku prezentuje Tabela 2.

Tabela 2. Dane dla budownictwa mieszkaniowego przeznaczonego na sprzedaż i wynajem.

Źródło: Opracowanie OPG Property Professionals na podstawie danych Głównego Urzędu Statystycznego.
Źródło: Opracowanie OPG Property Professionals na podstawie danych Głównego Urzędu Statystycznego.
Andrzej Szczepanik, ekspert OPG Property Professionals
Andrzej Szczepanik, ekspert OPG Property Professionals

Jak podkreśla Andrzej Szczepanik, ekspert OPG Property Professionals, spadków tych nie należy raczej tłumaczyć uwarunkowaniami sezonowymi.

Obecnie można mówić o pewnej stabilizacji. Analizując dane dla mieszkań, których realizacja jest dopiero planowana, widzimy powrót do liczb sprzed roku. Przez ostatnie kilkanaście miesięcy budujący wykorzystywali pozytywną koniunkturę, aby uruchamiać kolejne projekty. Choć ciężko na tym etapie ferować wyroki, wydaje się, że w działania deweloperów wkrada się już jednak pewna doza ostrożności.

Stabilizacja cen i fala obniżek w Gdańsku

Jak w obliczu zwiększonej podaży na rynku pierwotnym prezentowały się ceny mieszkań? Względnie spokojnie. Spośród największych miast reprezentujących rynki regionalne, największe wahania zanotowano w Gdańsku. Od lipca do września średnie ceny ofertowe mieszkań w segmencie do 38 mkw. spadły aż o 12%. Taniej można dziś także kupić lokal o powierzchni do 60 mkw. (spadek cen o 7%).

Najtaniej własne M kupimy dziś w Łodzi i w Katowicach. Za mieszkanie w najpopularniejszym segmencie (38-60 mkw.) w mieście włókniarzy zapłacimy średnio 4,9 tys. zł za mkw., w stolicy województwa śląskiego – 5,3 tys. zł za mkw. Najdrożej jest (bez niespodzianek) w Warszawie, choć za lokal do 38 mkw. najwięcej przychodzi dziś zapłacić w Krakowie. Ceny najmniejszych z mieszkań podskoczyły tam przez ostatnie trzy miesiące o 6%. Nieznaczne podwyżki we wszystkich segmentach zanotowano także w Poznaniu i Wrocławiu.

Średnie ceny ofertowe i ich dynamikę na przestrzeni półrocza dla największych polskich miast prezentuje tabela 3.

Tabela 3. Średnie ceny ofertowe mieszkań na rynku pierwotnym w największych miastach Polski w III kwartale 2017 [zł/mkw.].

Średnie ceny ofertowe mieszkań na rynku pierwotnym w największych miastach Polski w III kwartale 2017 [zł/mkw.]Źródło: Bankier.pl

Jakie mieszkania sprzedają się najlepiej?

Anna Kwaśny z biura sprzedaży inwestycji ART MODERN
Anna Kwaśny z biura sprzedaży inwestycji ART MODERN

Jakich mieszkań najczęściej poszukują Polacy? Zdaniem Anny Kwaśny z biura sprzedaży inwestycji ART MODERN, preferencje Polaków również pozostają względnie podobne.

Inwestorzy zazwyczaj pytają nas o mieszkania dwu- i trzypokojowe, o powierzchni w granicach 50 metrów kwadratowych. Wśród najbardziej wymagających coraz większą popularnością cieszą się zaś przestronne mieszkania dwupoziomowe, a także lokale z dwoma tarasami. Priorytetem jest oczywiście dogodna lokalizacja. Mieszkańcy naszego osiedla szczególnie doceniają kompromis pomiędzy bliskością centrum, a kameralnym życiem na przedmieściach.

Zdaniem ekspertki, osoby rozważające zakup mieszkania w 2018, nie mają z czym zwlekać.

Zakup mieszkania w momencie tzw. dziury w ziemi pozwala zazwyczaj na wynegocjowanie najlepszej stawki dla klienta. Najlepiej jednak wybierać te inwestycje, które zakończyły już pierwszy lub kolejny etap, gdyż znamy wówczas charakterystykę oraz przyjęty standard budowlany. Dodatkowo umowa deweloperska chroni w takim momencie interes kupującego, gdyż ostateczna wymiana handlowa następuje dopiero po oddaniu nieruchomości.

Łukasz Bugaj, DM BOŚ: „Problematyczny” wzrost gospodarczy

Łukasz Bugaj, analityk DM BOŚ
Łukasz Bugaj, analityk DM BOŚ

Przez kilka ostatnich pokryzysowych lat wiele ekonomistów narzekało na stan globalnej koniunktury i praktycznie dopiero w tym roku ten pogląd zaczął się zmieniać. Świat doświadcza bowiem zsynchronizowanej fazy wzrostu, która tyczy się zarówno gospodarek rozwijających się, jak i rozwiniętych.

Zauważalnie poprawiła się kondycja rynku pracy oraz rynku surowców, szczególnie tych przemysłowych. W konsekwencji po długim okresie deflacyjnym pojawił się czas wciąż niewielkiej, ale jednak inflacji. Co jakiś czas przebąkuje się nawet o wejściu rynku w reflacyjną fazę, która jednak z dwóch powodów w całej okazałości i na dłużej nie za bardzo chce zagościć. Po pierwsze, banki centralne pozostają bardzo ostrożne z podnoszeniem kosztu pieniądza. Po drugie, poziomy inflacji konsumenckiej pozostają relatywnie niskie.

Jak w tym środowisku wypada Polska?

Na pierwszy rzut oka bardzo dobrze i obserwowane wskaźniki gospodarcze budzą optymizm. Jednak po bliższym przyjrzeniu pojawia się kilka problemów, i to dość poważnych. Właśnie z uwagi na te „bolączki” kondycja małych i średnich spółek pozostawia wiele do życzenia. Co jest tego przyczyną? Otóż wcześniejsze lata określane jako deflacyjne były bardzo korzystne dla wielu spółek, a teraz mimo lepszej koniunktury ich wyniki zamiast się poprawić, wręcz się pogorszyły. Wynika to z faktu, że wcześniej nie mieliśmy do czynienia z prawdziwą deflacją. Spadki cen dotyczyły bowiem głównie surowców, a to powodowało, że marże przedsiębiorstw były na zadowalającym poziomie. Ceny produktów finalnych bowiem nie spadały.

Teraz sytuacja jest odwrotna. Ceny produktów za bardzo nie rosną, ale wzrosły ceny surowców. Ponadto polskie firmy często produkują dość proste produkty bądź wręcz komponenty – czyli nie generują na tyle wysokiej wartości dodanej, żeby bez większych szkód znieść zwyżki cen surowców. Na dodatek pojawił się kolejny problem w postaci poprawy kondycji rynku pracy. Wcześniej ekonomiści czekali na większy wzrost płac, który miał poprawić konsumpcję oraz ożywić wzrost. Po części tak się dzieje, ale w tym samym czasie przedsiębiorcom podcinane są skrzydła. Wzrost PKB zwiększył się dość skromnie, a koszty już wyraźnie. Jeżeli dodamy do tego wciąż panującą inwestycyjną posuchę, to można powiedzieć, że tzw. „sweet spot”, w jakim znalazła się globalna gospodarka, dla wielu polskich mniejszych i średnich przedsiębiorstw korzystny wcale nie jest. Lepiej na tym tle wypadają kraje typowo surowcowe bądź wysoko rozwinięte. W USA i Europie Zachodniej płace wcale dynamicznie nie rosną i to właśnie jest duża korzyść dla akcjonariuszy tamtejszych spółek.

Autor: Łukasz Bugaj, Dom Maklerski BOŚ S.A.

LS Tech-Homes S.A. negocjuje 3 kontrakty na ponad 9 mln EUR

LS Tech-Homes S.A., Spółka notowana na rynku NewConnect, podpisała 3 protokoły negocjacyjne z kontrahentami z Niemiec. Całkowita wartość potencjalnych kontraktów Emitenta wynosi ponad 9 mln EUR brutto.

Spółka w związku z prowadzonymi negocjacjami z trzema podmiotami z Niemiec podpisała protokoły negocjacyjne na wyprodukowanie, dostarczenie i zmontowanie domów modułowych wraz z niezbędną infrastrukturą. Zgodnie z nimi LS Tech-Homes S.A. będzie pełniła rolę generalnego wykonawcy inwestycji dotyczącej kompleksowej budowy domów mieszkalnych na sprzedaż w mieście Essen oraz na terenie Lipska, a także budowy obiektu w technologii modułowej na potrzeby kliniki w Berlinie. Łączna wstępna kwota wszystkich trzech kontraktów sięga 9,1 mln EUR brutto, a Spółka zamierza podpisać w najbliższym czasie ostateczne umowy na ich realizację.

„Podpisane protokoły negocjacyjne bardzo mocno przybliżają nas do finalizacji umów na realizację trzech dużych projektów w Niemczech. Zainteresowanie naszą technologią na rynkach zagranicznych jest bardzo duże, dlatego w naszej strategii rozwoju sprzedaży kładziemy bardzo duży nacisk na ekspansję zagraniczną. Oczywiście realizacja trzech inwestycji w Niemczech przełoży się w pozytywny sposób na wyniki finansowe Spółki w 2018 roku.” – podkreśla Mirosław Pasieka, Prezes Zarządu Spółki LS Tech-Homes S.A.

LS Tech-Homes S.A. wypracowała w pierwszym półroczu 2017 r. zysk netto na poziomie ponad 4,7 mln zł przy przychodach netto ze sprzedaży wynoszących 16,5 mln zł. Spółka  przeprowadziła w tym roku z sukcesem 5 emisji obligacji i pozyskała z nich blisko 22,9 mln zł. Środki te zostaną wykorzystane na realizację zagranicznych kontraktów. Ekspansja zagraniczna jest jednym z głównych elementów strategii rozwoju Emitenta, a oferowana przez niego technologia wzbudza bardzo duże zainteresowanie na rynkach zagranicznych, ponieważ wyróżnia się ona wysoką powtarzalnością standardu wykonania oraz niedostępną dla technik konwencjonalnych szybkością montażu.

Na Wydziale Transportu Politechniki Warszawskiej ruszyły pierwsze w Polsce podyplomowe studia zarządzania flotą

Po ponad półtora roku pracy oraz w niecały rok po podpisaniu przez PZWLP i SKFS listu intencyjnego z uczelnią, 14 października 2017 r. na Wydziale Transportu Politechniki Warszawskiej ruszyły pierwsze w Polsce, pełnowymiarowe studia podyplomowe „Zarządzanie flotą samochodową i mobilnością”. Studia zostały utworzone z inicjatywy Polskiego Związku Wynajmu i Leasingu Pojazdów oraz Stowarzyszenia Kierowników Flot Samochodowych, a ich program został opracowany przez ekspertów obydwu organizacji, we współpracy z kadrą naukową Wydziału Transportu Politechniki Warszawskiej. Pierwsze tego typu studia, są odpowiedzią na dynamiczny rozwój branży flotowej w Polsce, a w konsekwencji rosnące zapotrzebowanie na rynku pracy na wykwalifikowanych specjalistów w dziedzinie zarządzania pojazdami flotowymi.  

Pierwsza edycja nowych studiów dla słuchaczy rozpoczęła się od uroczystej inauguracji, w trakcie której przemówienia wygłosili Prof. dr hab. inż. Marianna Jacyna, Dziekan Wydziału Transportu Politechniki Warszawskiej oraz Sławomir Wontrucki, Prezes Zarządu PZWLP, Prezes LeasePlan Polska. W ramach uroczystości wygłoszony został również wykład inauguracyjny, który poprowadzili Daniel Trzaskowski, Członek Zarządu PZWLP i Dyrektor Zarządzający Volkswagen Leasing GmbH Oddział w Polsce oraz Krzysztof Koszewski, Członek Zarządu SKFS. W inauguracji studiów „Zarządzanie flotą samochodową i mobilnością”, poza przedstawicielami władz Wydziału Transportu Politechniki Warszawskiej, Polskiego Związku Wynajmu i Leasingu Pojazdów oraz Stowarzyszenia Kierowników Flot Samochodowych, wzięli udział także wykładowcy nowych studiów, jak również reprezentanci branżowych mediów flotowych.

Studia podyplomowe „Zarządzanie flotą samochodową i mobilnością” zostały uruchomione po ponad półtorarocznej pracy zespołu ekspertów PZWLP i SKFS wraz z kadrą naukową Wydziału Transportu Politechniki Warszawskiej oraz w niecały rok po podpisaniu przez obydwie organizacje listu intencyjnego z uczelnią w sprawie ich utworzenia. Kierownikiem studiów jest profesor Politechniki Warszawskiej dr hab. inż. Mariusz Wasiak.

Uruchomienie pierwszych w Polsce studiów podyplomowych, w całości poświęconych zarządzaniu i finansowaniu samochodów służbowych, to przełomowe wydarzenie w historii całej branży flotowej w naszym kraju – mówi Sławomir Wontrucki, Prezes Zarządu PZWLP, Prezes LeasePlan Polska. – Pomimo, że projekt ten, bezprecedensowy w polskiej branży flotowej i z pewnością bardzo ambitny, wydawał się początkowo bardzo trudny do zrealizowania, dzięki determinacji całego zespołu roboczego opracowującego program i założenia studiów, nowe studia udało nam się uruchomić już po kilkunastu miesiącach prac. Studia tego typu były bardzo potrzebne i są odpowiedzią na dynamiczny rozwój całej branży flotowej w kraju. Obecnie w Polsce ponad 2/3 nowych samochodów kupują właśnie firmy, a jeszcze 10 lat temu przedsiębiorcy nabywali nieco ponad 40% wszystkich nowych aut. Bardzo dynamicznie rozwijają się przede wszystkim najpopularniejsze formy finansowania i użytkowania samochodów służbowych, czyli wynajem długoterminowy, który rośnie już obecnie w tempie blisko 14% rocznie oraz wynajem krótko- i średnioterminowy, który rozwija się w tempie jeszcze szybszym, bo ponad 20% w skali roku. Tak dynamiczny rozwój rynku flotowego automatycznie wpływa na rosnący na rynku pracy popyt na wykwalifikowanych specjalistów w dziedzinie zarządzania oraz finansowania aut służbowych. Tymczasem, do tej pory w Polsce nie istniało kształcenie kadr w tym zakresie na żadnym poziomie szkolnictwa, zarówno wyższego, jak i średniego. Na rynku funkcjonowała jedynie oferta mniej lub bardziej rozbudowanych szkoleń, czy kursów. Jesteśmy bardzo dumni z faktu, że mogliśmy przyczynić się do powstania tych studiów. Jednym z głównych celów działalności Polskiego Związku Wynajmu i Leasingu Pojazdów od początku istnienia organizacji jest bowiem szeroko pojęta edukacja na temat branży wynajmu i leasingu pojazdów w Polsce.

Kształcenie w ramach studiów „Zarządzanie flotą samochodową i mobilnością” jest prowadzone przez 2 semestry i obejmuje łącznie 187 godzin zajęć. Aż 61 godzin nauczania stanowią praktyczne ćwiczenia, zajęcia projektowe oraz laboratoria, podczas których słuchacze mają m.in. okazję pracować na używanych w działach flotowych w przedsiębiorstwach, czy firmach CFM i Rent a Car, narzędziach informatycznych i telematycznych do zarządzania flotami. Program studiów został opracowany przez będących doświadczonymi praktykami branży flotowej ekspertów PZWLP i SKFS oraz kadrę naukową Wydziału Transportu Politechniki Warszawskiej. Przy jego tworzeniu szczególny nacisk kładziono na praktyczny wymiar studiów oraz przekazanie słuchaczom wiedzy, która będzie bardzo użyteczna i jest faktycznie pożądana na flotowym rynku pracy. Z tego względu ponad połowę spośród 26 wykładowców studiów stanowią czynni zawodowo eksperci PZWLP, SKFS i firm dostarczających usługi informatyczne oraz telematyczne dla flot. Pozostałą część wykładowców studiów stanowi kadra naukowa Wydziału Transportu Politechniki Warszawskiej oraz innych uczelni.

Na dwusemestralny program studiów składa się 19 przedmiotów m.in. z zakresu podstaw zarządzania flotą, zarządzania w biznesie, podstaw konstrukcji i eksploatacji pojazdów, polityki flotowej, elementów HR, pozyskania, finansowania i budżetowania floty, podstaw prawnych w eksploatacji pojazdów oraz w obrocie gospodarczym, negocjacji i zarządzania relacjami, systemów IT i telematyki w zarządzaniu flotą, analizy TCO i cyklu życia pojazdów, a także ubezpieczeń.

Priorytetem Stowarzyszenia Kierowników Flot Samochodowych jest upowszechnianie wiedzy i edukacja na temat zarządzania i finansowania flot samochodów służbowych – mówi Natasza Jarońska–Ignatiuk, Prezes Zarządu SKFS, Kierownik ds. Floty i Administracji w firmie Dr Irena Eris SA. – Jesteśmy przekonani, że program nowych studiów stanowi unikalną na rynku ofertę i będzie gwarantował absolwentom zdobycie bardzo specjalistycznej wiedzy, bezpośrednio od czynnych zawodowo w branży flotowej ekspertów. Branża flotowa w Polsce, a w szczególności środowisko menadżerów floty, już od kilku lat dostrzegało potrzebę stworzenia w naszym kraju kształcenia przyszłych kadr naszego zawodu. Do tej pory zdobycie informacji z zakresu zarządzania flotą wymagało tytanicznej pracy, wielu godzin spędzonych na rozmaitych szkoleniach czy na poszukiwaniu potrzebnych wiadomości we własnym zakresie.

Naukę na nowych studiach podjęły 32 osoby, wśród których znajdują się zarówno studenci kontynuujący edukację po ukończeniu studiów pierwszego lub drugiego stopnia, jak i osoby już funkcjonujące w branży motoryzacyjnej, czy flotowej. Program studiów został zaprojektowany bowiem w taki sposób, żeby naukę na studiach mogły podjąć nie tylko osoby młode, dopiero planujące wkroczyć na flotowy rynek pracy, ale i funkcjonujący już w branży specjaliści, których celem jest podniesienie własnych kwalifikacji zawodowych i zwiększenie wiedzy. Warunkiem koniecznym do rozpoczęcia nauki na studiach „Zarządzanie flotą samochodową i mobilnością” jest posiadanie przez kandydata ukończonych min. studiów pierwszego stopnia (licencjackich lub inżynierskich). Ukończenie tych studiów wiążę się z koniecznością nie tylko uzyskania pozytywnych wyników zaliczeń lub egzaminów z każdego z wykładanych przedmiotów, ale i przygotowaniem pracy końcowej. Absolwenci studiów zdobędą unikalną na polskim rynku pracy, specjalistyczną wiedzę na poziomie podstawowym, z zakresu zarządzania flotami pojazdów w branży wynajmu długoterminowego aut (Car Fleet Management), Rent a Car (wypożyczalnie samochodów), a także w wewnętrznych strukturach firm. Osoby kończące studia podyplomowe „Zarządzanie flotą samochodową i mobilnością” otrzymają świadectwo ukończenia studiów podyplomowych wydane przez Wydział Transportu Politechniki Warszawskiej, najlepszej i największej wyższej uczelni technicznej w kraju. Warto zaznaczyć, że sam Wydział Transportu Politechniki Warszawskiej zajął w maju bieżącego roku pierwsze miejsce w Polsce w Rankingu Studiów Inżynierskich Perspektywy 2017, wśród jednostek kształcących na kierunku „Transport”. Natomiast w kompleksowej ocenie jakości działalności naukowej jednostek naukowych 2017 Wydział Transportu uzyskał Kategorię A.

Celem Wydziału Transportu Politechniki Warszawskiej jest nie tylko zapewnienie najwyższego możliwego poziomu kształcenia przyszłych kadr szeroko pojętej branży transportowej w Polsce, ale również dynamiczne dostosowywanie oferty edukacyjnej do powstających na rynku pracy zjawisk i potrzeb – mówi Prof. dr hab. inż. Marianna Jacyna, Dziekan Wydziału Transportu Politechniki Warszawskiej. – Uruchomione przez nas nowe studia podyplomowe są doskonałym przykładem współpracy Wydziału Transportu z biznesem w zakresie tworzenia oferty edukacyjnej, dopasowanej do faktycznych potrzeb rynku pracy i pracodawców naszych przyszłych absolwentów. Program studiów „Zarządzanie flotą samochodową i mobilnością” stanowi ewenement, nie tylko w skali naszego Wydziału, czy całej Politechniki Warszawskiej, ale myślę, że jest unikalny nawet w skali całego kraju. Stanowi bowiem rzadko spotykane połączenie praktycznej wiedzy osób na co dzień funkcjonujących w branży flotowej, z doświadczeniem naukowym kadry akademickiej. Należy przy tym podkreślić, że przedmioty praktyczne, prowadzone przez ekspertów i praktyków branży, stanowią bardzo duży, należący do rzadkości, udział w całości programu studiów. Wierzymy, że właśnie taka konstrukcja tych studiów będzie stanowiła ich największy atut, zarówno dla ich uczestników, jak i pracodawców.

Dla słuchaczy studiów „Zarządzanie flotą samochodową i mobilnością” w drugim semestrze studiów uruchomiony zostanie program kilkumiesięcznych, płatnych praktyk zawodowych w firmach wynajmu długoterminowego (CFM) i Rent a Car, należących do PZWLP. Program praktyk pozwoli uczestnikom nowych studiów na ugruntowanie i poszerzenie zdobytej podczas zajęć na uczelni wiedzy w realnych warunkach zarządzania flotami. Praktyki zostaną skierowane do osób młodych, a więc słuchaczy, którzy nie wykonują pracy zawodowej w branży flotowej i dopiero planują rozpocząć swoją karierę na tym rynku. Ponadto, kandydaci na studia spełniający wyznaczone przez Wydział Transportu Politechniki Warszawskiej oraz partnerów dofinansowujących udział w studiach kryteria, otrzymali 50% dofinansowanie opłaty za studia, ufundowane przez Polski Związek Wynajmu i Leasingu Pojazdów oraz partnerów biznesowych studiów, a więc firmy: Softra, VirtualCARMEN Software oraz Keratronik.

Patronat medialny nad studiami podyplomowymi „Zarządzanie flotą samochodową i mobilnością” na Wydziale Transportu Politechniki Warszawskiej oferuje branżowy magazyn flotowy „Fleet”.

W skład Rady Programowej studiów, odpowiedzialnej m.in. za rozwój programu kształcenia na studiach „Zarządzanie flotą samochodową i mobilnością”, wchodzą: dr hab. inż. Mariusz Wasiak, prof. PW, Kierownik Studiów Podyplomowych „Zarządzanie flotą samochodową i mobilnością”, Pełnomocnik Dziekana Wydziału Transportu PW ds. Krajowych Ram Kwalifikacji; Prof. dr hab. inż. Marianna Jacyna, Dziekan Wydziału Transportu Politechniki Warszawskiej; dr hab. inż. Dariusz Pyza, prof. PW, Prodziekan ds. Kształcenia Wydziału Transportu PW; dr hab. inż. Ewa Kardas–Cinal, Pełnomocnik Dziekana Wydziału Transportu PW ds. Zapewnienia Jakości Kształcenia; dr hab. Jolanta Żak, prof. PW, Kierownik Zakładu Inżynierii Systemów Transportowych i Logistyki Wydziału Transportu PW; Daniel Trzaskowski, Członek Zarządu PZWLP, Dyrektor Zarządzający Volkswagen Leasing GmbH Oddział w Polsce; Krzysztof Koszewski, Członek Zarządu SKFS; Paweł Piórkowski, Członek Zarządu PZWLP, Prezes Zarządu Hertz (Motorent Sp. z o.o.) oraz Ryszard Windyga, Członek SKFS.

Co zmieni RODO?

Kurs złotego w górę

W środę amerykański dolar tracił do euro w oczekiwaniu na przyszłotygodniowe posiedzenie Europejskiego Banku Centralnego. Inwestorzy oczekują szczegółów dotyczących ograniczania luzowania ilościowego banku centralnego strefy euro. Z kolei złotówka zyskuje na wartości po ogłoszeniu przez GUS danych dotyczących produkcji przemysłowej i budowlano-montażowej. Oba wskaźniki wzrosły mocno, choć słabiej niż oczekiwali analitycy. Więcej niż  szacowano wzrosła natomiast w Polsce sprzedaż detaliczna. Frank szwajcarski jest najsłabszy wobec złotówki od stycznia 2015 r.

Waluty: W ciągu ostatnich 24 godzin amerykański dolar zyskuje do brytyjskiego funta (+0,47%) oraz japońskiego jena (+0,12%), a traci do euro (-0,07%), dolara kanadyjskiego (-0,27%) oraz dolara australijskiego (-0,1%) i kursy wynoszą: EUR/USD – 1,177, GBP/USD – 1,318, USD/CAD – 1,25, AUD/USD – 0,785 i USD/JPY – 112,3. Euro jest silniejsze wobec japońskiego jena (+0,2%) i kurs EUR/JPY wynosi 132,2, a kurs EUR/GBP jest na poziomie 0,893. Złotówka zyskuje do funta, a pozostaje na podobnym poziomie do innych walut światowych. W środę rano dolar kosztuje 3,6 zł, euro – poniżej 4,24 zł, funt – 4,74 zł, a frank szwajcarski – 3,68 zł.

Giełdy: Na światowych giełdach niewielka przewaga koloru zielonego. W środę londyński indeks FTSE 100 wzrósł o 0,36%, frankfurcki indeks DAX – o 0,37%, a paryski indeks CAC 40 – o 0,42%. W Amerykach nowojorski indeks S&P 500 podniósł się o 0,07%, meksykański indeks Bolsa stracił 0,4%, a brazylijski Bovespa zyskiwał 0,51%. W czwartek w Azji tokijski indeks Nikkei wzrósł o 0,4%, chiński indeks Shanghai Composite spadł o 0,34%, a hongkoński indeks Hang Seng na godzinę przed zamknięciem tracił 0,8%.

Ropa i złoto: Cena ropy naftowej rośnie czwarty dzień w rzędu. W środę na zakończenie dnia baryłka ropy Brent kosztowała 58,15 USD (+0,46%), a ropy WTI – 52,04 USD (+0,31%). Roczna prognoza ceny baryłki surowca pozostała na poziomie 59 USD. Z kolei cena złota nadal idzie w dół. W czwartek rano uncję metalu rynek wycenia na 1278 USD. To 5 USD mniej (-0,39%) niż dobę wcześniej.

Najważniejsze wydarzenia dzisiejszego dnia:

  • 1:50 – Japonia – Saldo bilansu handlowego, wrzesień – 670,2 mld YPY (prognoza 560 mld YPY)
  • 2:30 – Australia – Stopa bezrobocia, wrzesień – 5,5% (prognoza 5,6%)
  • 4:00 – Chiny – PKB (r/r/), III kw. – 6,8% (prognoza 6,8%)
  • 4:00 – Chiny – Produkcja przemysłowa (r/r), wrzesień – 6,6% (prognoza 6,2%)
  • 4:00 – Chiny – Sprzedaż detaliczna (r/r), wrzesień – 10,3% (prognoza 10,2%)
  • 10:30 – Wielka Brytania – Sprzedaż detaliczna (r/r), wrzesień (prognoza 2%)
  • 14:00 – Polaka – Protokół z posiedzenia RPP, październik
  • 14:30 – USA – Indeks Fed z Filadelfii, październik (prognoza 22 pkt.)
  • 14:30 – USA – Wnioski o zasiłek dla bezrobotnych, tydzień (prognoza 240 tys.)
  • 16:00 – USA – Indeks wskaźników wyprzedzających – Conference Board, wrzesień (prognoza 0,1%)

Przygotował zespół analityczny easyMarkets

Dynamiczny wzrost polskiego eksportu

Wyniki polskiego eksportu są lepsze niż prognozowano. Jak podaje Główny Urząd Statystyczny, od stycznia do sierpnia 2017 roku wartość zagranicznej sprzedaży wyniosła w Polsce aż 131,4 mld euro. W porównaniu z analogicznym okresem ubiegłego roku, jest to wzrost o 9.5%. Dynamicznie zwiększył się także polski import. Cieszyć może dodatnie saldo obrotów towarowych, które wynosi blisko 900 milionów euro.

Dynamiczny wzrost eksportu do USA

„Dane dotyczące obrotów towarowych w pierwszych ośmiu miesiącach roku prezentują się rewelacyjnie – znacznie lepiej od prognoz rynkowych. Dobrze rozwija sie również współpraca handlowa Polski ze Stanami Zjednoczonymi. Eksport do USA wzrósł aż o 28,3%.” – zauważa w rozmowie z agencją informacyjną infoWire.pl Michał Kolasa, analityk z Korporacji Ubezpieczeń Kredytów Eksportowych. Stany Zjednoczone są jednym z dziesięciu najważniejszych partnerów handlowych Polski. Sprzedaż towarów do krajów rozwiniętych spoza Unii Europejskiej wzrosła o 16,6%. Jej wartość osiągnęła 9,2 mld euro.

Niemcy najważniejszym partnerem handlowym

Najważniejszymi odbiorcami polskich towarów pozostają państwa Unii Europejskiej  trafia do nich 79% naszych produktów. Najistotniejszym partnerem handlowym Polski są Niemcy, którzy przyjmują aż 27% całego eksportu. Do sierpnia bieżącego roku nasi zachodni sąsiedzi kupili od nas towary za 36 mld euro, czyli o 9,3% więcej niż w roku poprzednim. Dynamicznie rozwija się również eksport do państw Europy Środkowo-Wschodniej: osiągnął poziom 7,8 mld euro, co oznacza wzrost o 24,2 % w skali roku.

Eksport przekroczy 200 miliardów euro w 2018?

Korporacja Ubezpieczeń Kredytów Eksportowych (KUKE) prognozuje, że wartość eksportu do końca roku wyniesie łącznie 196 mld euro, co będzie oznaczało wzrost o 10,5 proc. rok do roku. „Do tak dynamicznego zwiększenia strumienia eksportu przyczyni się sprzyjająca koniunktura gospodarcza na świecie oraz wzrost liczby inwestycji w krajach Unii Europejskiej” – tłumaczy ekspert. Tendencja ta powinna utrzymać się w 2018 roku. Według prognoz KUKE, polski eksport wzrośnie wówczas o kolejne 8,4%, do wartości 212 mld euro.

Potencjał eksportowy producentów urządzeń medycznych

Istotny wzrost wolumenu eksportu w latach 2015-16; 4,6 – 4,7 mld zł w porównaniu do 2,1 mld zł w latach 2011 – 2012. Oczekiwana jest stabilna sytuacja finansowa branży, a utrzymaniu dobrych wyników sprzyjają m.in.: dobra koniunktura gospodarcza w strefie euro, spodziewany napływ środków unijnych i umieszczenie na liście 12 branż z programem promocji dofinansowywanym przez resort rozwoju.

Trendy bieżące

  • Istotny wzrost wolumenu eksportu w latach 2015-16 (odpowiednio 4,6-4,7 mld zł vs po 2,1 mld zł w 2011-2012).
  • Główna grupa urządzeń medycznych eksportowanych z Polski to przyrządy i urządzenia stosowane w medycynie, chirurgii, stomatologii – ok. 70% wolumenu eksportu wszystkich urządzeń medycznych z wysoką dynamiką wzrostu (18% r/r w 2016; 24% r/r w 2015; 23% r/r w 2014).
  • Niemcy głównym kierunkiem eksportu urządzeń medycznych (32% całego eksportu i 50% eksportu do UE w 2016 r.). Wśród krajów Europy Środkowo-Wschodniej głównymi importerami są Rosja i Ukraina, wśród krajów rozwijających się – obok Chin, Turcji i Korei Płd., także Panama (3,4%), Singapur i Wietnam (po 2,4%), natomiast wśród krajów rozwiniętych – głównie USA i Kanada.
  • Lepsze wyniki finansowe firm w 2q17 w porównaniu z 2q16, przy utrzymującym się zróżnicowaniu ich sytuacji finansowej (rentowność sprzedaży netto połowy firm nie przekraczała 6,1%, 10% najlepszych firm uzyskało ROS=24%, a 10% najgorszych poniosło stratę).
  • Koncentracja branży: ponad 50% firm to duże podmioty (zatrudniające pow. 49 osób), o znacznie wyższych średnich przychodach w porównaniu z firmami średniej wielkości.

Potencjał eksportowy producentów urządzeń medycznych

Perspektywy

  • Oczekiwana stabilna sytuacja finansowa. Utrzymaniu dobrych wyników sprzyjają: (a) dobra koniunktura gospodarcza w strefie euro, (b) spodziewany napływ środków UE, (c) umieszczenie na liście 12 branż z programem promocji dofinansowywanym przez resort rozwoju.
  • Zagrożeniem są niekorzystne rozwiązania legislacyjne (nowelizacja ustawy o refundacji m.in. wyrobów medycznych z 15 czerwca 2016 r.).
  • Na rozwojowy charakter branży wskazują trendy demograficzne na świecie i wysoka innowacyjność ilustrowana dużą liczbą wniosków patentowych.Potencjał eksportowy producentów urządzeń medycznych 2Źródło: PKO Bank Polski

Ranking OC w III kwartale 2017 r.

Dynamika podwyżek cen OC w 2017 r. jest zdecydowanie mniejsza niż w roku ubiegłym. Pomiędzy kwartałem pierwszym a trzecim br. średni wzrost cen obowiązkowego ubezpieczenia wyniósł 6%. W tym samym okresie 2016 r. podwyżki sięgnęły 39%.

Pomimo wyraźnego wyhamowania podwyżek na początku 2017 r., ceny OC nadal rosną. Porównując ceny pomiędzy początkiem roku a III kwartałem różnica jest niewielka ale patrząc na średnią po trzech kwartałach 2017 r. w porównaniu z średnią z 2016 roku, koszt obowiązkowego ubezpieczenia wzrósł o 25%.

– Wyniki po pierwszym półroczu br. wskazują, że rynek OC stał się rentowny, ale to przede wszystkim efekt ubiegłorocznych podwyżek. Należy jednak pamiętać, że wydatki towarzystw ubezpieczeniowych związane z likwidacją szkód wciąż rosną. W I półroczu br. odszkodowania i świadczenia z OC wyniosły 4,3 mld zł i były wyższe o 9,2% niż rok wcześniej. Jeśli likwidacje szkód będą jeszcze droższe, nie można wykluczyć kolejnych podwyżek. mówi Patryk Juchniewicz, Dyrektor ds. rozwoju sprzedaży rankomat.pl.

Największe podwyżki w Kielcach i Rzeszowie

oc_gdzie_placilismy_najwiecejWg danych porównywarki ubezpieczeń rankomat.pl, w ciągu roku ceny polis OC wzrosły najwięcej w woj. podkarpackim (z poziomu 541 zł w III kw. 2016 r. do 673 zł w III kw. 2017 r., wzrost 24,4%). Pomimo tego, mieszkańcy podkarpackiego płacili najniższe składki OC.

oc_jak_cena_zmienia_sie_od_2015_rPorównując ceny OC z III kwartału 2016 r. i III kwartału 2017 r. dla mieszkańców miast wojewódzkich, największe wzrosty odnotowano w Kielcach (26,4%) i Rzeszowie (26,1%). W tym czasie podwyżki cen OC w najmniejszym stopniu dotknęły mieszkańców Krakowa (8,1%). Warto zauważyć, że pomimo największych podwyżek w Kielcach i Rzeszowie, średnie ceny ubezpieczenia OC były w tych miastach najniższe. Mieszkańcy Kielc płacili 730 zł a Rzeszowa 757 zł.

Najdroższej dla kierowców pomorskiego, dolnośląskiego i mazowieckiego
W minionym kwartale najdroższym miastem pod względem cen OC jest Wrocław (1140 zł). Różnica pomiędzy stolicą woj. dolnośląskiego a najtańszym w zestawieniu Rzeszowem wyniosła aż 56%. W Gdańsku OC kosztowało 1060 zł, w Warszawie: 1030 zł.

Analizując ceny w województwach, najdroższe w zestawieniu jest woj. pomorskie: 923 zł. Ceny obowiązkowego ubezpieczenia w tym regionie były wyższe o 37,1% od średnich cen OC dla woj. podkarpackiego, gdzie polisy były najtańsze (673 zł). Najwyższe koszty ubezpieczenia OC ponosili również właściciele pojazdów z woj. dolnośląskiego (średnio 919 zł) oraz mazowieckiego (średnio 901 zł).

Masz Skodę – masz tanie OC

oc_a_marka_pojazduWśród 10 najpopularniejszych modeli samochodów ubezpieczanych za pośrednictwem porównywarki rankomat.pl, najtańsze oferty otrzymywali ubezpieczający pojazdy marki Skoda (745 zł) i Renault (749 zł). Najdroższe oferty dotyczyły pojazdów marki BMW (1010 zł). Różnica pomiędzy ceną ubezpieczenia najtańszej i najdroższej marki w zestawieniu wyniosła 26%.

oc_a_wiek_wlascicielaPrawie 200% różnicy pomiędzy ceną dla najmłodszych i najstarszych kierowców
Średnia cena OC w naszym kraju w III kwartale wyniosła 813 zł. Odchylenie cen od średniej ogólnopolskiej najmocniej dotknęło młodych kierowców do 25 roku życia. Płacili za OC 146% drożej! Najtańsze oferty OC w porównaniu ze średnią krajową otrzymywali kierowcy powyżej 55 roku życia: -14,9%. Według danych porównywarki rankomat.pl różnica pomiędzy cenami dla najmłodszych i najstarszych kierowców wynosi 189%!

Opracowanie na podstawie danych porównywarki ubezpieczeń rankomat.pl.
Więcej szczegółowych analiz cen OC, w raporcie „RanKING – rynek i ceny ubezpieczeń komunikacyjnych”, który powstał w oparciu o dane zgromadzone przez porównywarkę ubezpieczeń komunikacyjnych rankomat.pl na podstawie danych z okresu od 01.01.2015 r. do 30.09.2017 r.

Dell Technologies z 27 nowymi inwestycjami

Spółka Dell Technologies Capital, ramię inwestycyjne Dell Technologies, sfinalizowała w pierwszej połowie roku 27 inwestycji o znaczeniu strategicznym. Dzięki temu firma osiągnęła największe tempo wzrostu inwestycji w ciągu ostatnich pięciu lat. Nowe projekty objęły kolejne rundy finansowania dla firm z obszarów o strategicznym znaczeniu dla spółek z rodziny Dell Technologies.

„Przyspieszyliśmy inwestycje, ale nasz główny cel pozostaje bez zmian ― chcemy inwestować w obszary o znaczeniu strategicznym dla Dell Technologies oraz współpracować z obiecującymi start-upami, aby dostarczać naszym klientom nowe innowacyjne rozwiązania” ― powiedział Scott Darling, prezes Dell Technologies Capital. „Podczas gdy nowe technologie, takie jak Internet rzeczy, sztuczna inteligencja i uczenie maszynowe, zyskują coraz większą popularność, planujemy sukcesywnie zwiększać nakłady inwestycyjne w tych”.

W skład zespołu inwestycyjnego wchodzą eksperci, którzy mają duże doświadczenie zarówno w działalności inwestycyjnej, jak i operacyjnej. Taka kombinacja wiedzy i umiejętności pozwala im nie tylko odkrywać obiecujące zespoły i technologie, ale też pomagać w rozwoju wspieranych spółek. Zespół koncentruje się na inwestowaniu w firmy na początkowych etapach rozwoju w nowych sektorach technologii, takich jak Internet rzeczy, sztuczna inteligencja, uczenie maszynowe, pamięć masowa nowej generacji, bezserwerowe technologie obliczeniowe oraz infrastruktura i zabezpieczenia samochodów połączonych z siecią.

Dell Technologies Capital zainwestował m.in. w następujące firmy:

  • Datometry (wirtualizacja baz danych),
  • Jask (zabezpieczenia),
  • Minio (wielochmurowe pamięci masowe),
  • OpsMx (zarządzanie wersjami oprogramowania),
  • RedLock (bezpieczeństwo w chmurze),
  • RiskLens (zarządzanie ryzykiem związanym z cyberbezpieczeństwem),
  • RiskRecon (zarządzanie ryzykiem związanym z cyberbezpieczeństwem),
  • Otonomo (wymiana danych z samochodów połączonych z siecią),
  • Zingbox (bezpieczeństwo urządzeń IoT).

Pion inwestycyjny ściśle współpracuje z nowym działem IoT Dell Technologies, któremu udostępnia wiedzę przydatną w działaniu oraz nowe kontakty, ułatwiające realizację planów strategicznych. Poprzez swoje inwestycje i relacje w branży Dell Technologies Capital zapewnia pozostałym działom firmy ważne połączenie z zewnętrznym środowiskiem inwestycyjnym oraz znacznie przyspiesza tworzenie i wdrażanie nowych technologii i rozwiązań związanych z Internetem rzeczy, sztuczną inteligencją i uczeniem maszynowym.

Raport: Rynek praktyk i staży w 2017 r.

W ciągu trzech kwartałów 2017 roku, na Pracuj.pl opublikowano 8 695 ofert staży i praktyk. Pracodawcy poszukiwali głównie studentów chcących zdobyć doświadczenie w finansach, handlu i sprzedaży, a także w HR, IT oraz marketingu. Z kolei największe zarobki studentów odnotowano w IT, doradztwie i konsultingu oraz branży Internet/e-Commerce/Nowe media. Gdzie najłatwiej znaleźć staż i ile może zarobić praktykant w poszczególnych obszarach, wyjaśnia najnowszy raport Pracuj.pl.

1. Zapotrzebowanie na stażystów i praktykantów

Osoby stawiające pierwsze kroki na rynku pracy zdają sobie sprawę, że samo wykształcenie, to nadal za mało, by wyróżnić się na rynku pracy. W takiej sytuacji staż czy praktyka jest rozwiązaniem optymalnym – pozwala zdobyć doświadczenie, poznać bliżej branżę czy specjalizację, w której student planuje pracować w przyszłości oraz nawiązać relacje zawodowe. Jak wskazują dane badania Pracuj.pl Studenci na rynku pracy 2017* , blisko 83% badanych odbywa lub odbyło praktyki czy staże, z czego dla 71,5% respondentów były one zgodne z kierunkiem w którym się kształcą, a w przypadku 11% nie.

Przez trzy kwartały 2017 roku, pracodawcy najwięcej ofert staży i praktyk skierowali do studentów  w obszarze finansów – stanowiły one jedną czwartą wszystkich ofert z tego okresu. 14% z wszystkich ofert dla praktykantów skierowano  do osób chcących zdobywać doświadczenie w handlu i sprzedaży, niewiele mniej ofert adresowano do studentów kierunków z obszaru HR oraz IT. Wiele ofert skierowano także do osób rozwijających się w marketingu, HR, obsłudze klienta, logistyki, inżynierii i produkcji.

Analiza zapotrzebowania na praktykantów i stażystów pod kątem branż pracodawców wskazuje, że najwięcej ofert pochodziło od firm działających w obszarze bankowości, finansów, ubezpieczeń. Największy wzrost zapotrzebowania na stażystów w  omawianym okresie zanotowano w branży budownictwo i nieruchomości – liczba ofert pracy była większa o 23,5% w porównaniu z analogicznym okresem roku ubiegłego. Znaczące wzrosty w przemyśle ciężkim i lekkim, odpowiednio 20% i 12%, potwierdzają dobrą kondycję branży. Kolejną branżą o znaczącym wzroście liczby ofert praktyk i staży była branża produkcja dóbr szybkozbywalnych FMCG z 16% wzrostem.

Studenci chętnie angażują się w staże, aby rozbudować swoje CV, a także zarobić – na przykład na wakacje. Jak wskazuje PwC w badaniu Rynek pracy 2.0, prawie 65% badanych kandydatów uważa, że wynagrodzenie w przedziale 1000 – 2000 złotych netto podczas stażu jest właściwe. Z kolei tylko 5% studentów decyduje się na staże bezpłatne. Z cytowanego badania wynika także, że na wybór praktyk najczęściej wpływają dwa aspekty: prestiż pracodawcy oraz możliwość stałego zatrudnienia. Staże finalizowane zatrudnieniem mają na celu przyciągnięcie, zmotywowanie oraz utrzymanie najlepszych, co potwierdza również Starszy Menedżer ds. Budowania Wizerunku Pracodawcy z Jeronimo Martins Polska S.A.

Mamy  świadomość, że stałe zatrudnienie po okresie praktyk jest dla osób wchodzących w dorosłość zawodową istotnym czynnikiem. Uważamy, że potencjał jest cenniejszy od wpisów w indeksie, dlatego do udziału w programie stażowym realizowanym przez naszą firmę, zapraszamy studentów już od pierwszego roku studiów. Po pozytywnym odbyciu stażu oferujemy zatrudnienie oraz efektywne budowanie swojej kariery dzięki zdobywaniu wiedzy i poszerzaniu kompetencji poprzez unikalną mieszankę doświadczenia „on-the-job” i dedykowanego programu szkoleniowego. -Błażej Miernik, Starszy Menedżer ds. Budowania Wizerunku Pracodawcy z Jeronimo Martins Polska S.A. 

Według badania Pracuj.pl* większość studentów myśli także o pracy, która będzie dla nich pierwszym krokiem w karierze zawodowej –  takiej pracy szuka 84% badanych.
Rynek_sta_y_i_praktyk
2. Czy wielkość firmy ma wpływ na zapotrzebowanie na stażystów i praktykantów?

Na przestrzeni trzech pierwszych kwartałów bieżącego roku, zapotrzebowanie na stażystów i praktykantów najczęściej zgłaszały firmy duże, zatrudniające powyżej 250 pracowników, które zamieściły łącznie 65% wszystkich ofert praktyk i staży z tego okresu. Widoczny wzrost w liczbie ofert zanotowano właśnie tam – w dużych firmach, również w mikrofirmach czyli firmach najmniejszych zatrudniających do 10 pracowników odnotowano niewielki wzrost ofert praktyk i staży.

Jednak gdzie studenci chcą składać aplikacje? Jak wskazuje Deloitte w raporcie Pierwsze kroki na rynku pracy. Liderzy przyszłości, studenci na pierwszym miejscu stawiają na pracę w dużej międzynarodowej firmie, gdyż właśnie tam planują przyszłość zawodową po odbytych stażach i praktykach. Najczęściej widzą siebie w roli eksperta czy specjalisty lub jako kierownika.

3. W jakich województwach poszukiwano stażystów i praktykantów?

Województwo mazowieckie niezmiennie znajduje się w ścisłej czołówce województw, z największą liczbą ogłoszeń dotyczących staży i praktyk. W ciągu pierwszych 9 miesięcy 2017 roku pracodawcy z tego regionu opublikowali ponad 37% ogólnej liczby ogłoszeń. W stosunku do ubiegłego roku, w województwie mazowieckim, wzrost liczby praktyk i staży wyniósł 11% w ujęciu rok do roku. Na kolejnym miejscu znalazło się województwo dolnośląskie i śląskie, gdzie liczba ofert stanowiła prawie jedną dziesiątą wszystkich ogłoszeń. Dość łatwo o staż było także w województwie małopolskim. W pierwszej piątce znalazło się również województwo wielkopolskie, ze wzrostem wynoszącym 12,4%.

Na rynku wciąż poszukiwani są nowi pracownicy, bezrobocie maleje, a ofert pracy przybywa. Jednak osoby rozpoczynające karierę muszą pamiętać o tym, że ta sytuacja nie dotyczy wszystkich specjalności, a pracodawcy nadal poszukują wyróżniających się pracowników. Dlatego staż to dla studenta nie tylko doskonała okazja do zdobycia cennego doświadczenia, ale i do znalezienia pierwszej poważnej pracy. Z kolei pracodawcy dzięki stażom mogą poznać kandydatów i wyłowić tych najlepszych, którzy mają szansę na rozpoczęcie kariery w ich przedsiębiorstwie. -Łukasz Marciniak, ekspert Pracuj.pl
Rynek_sta_y_i_praktyk_2
4. Studenci na praktykach i stażach – na jakie zarobki mogą liczyć?

Zdobycie wyższego wykształcenia, daje perspektywę otrzymania lepszego wynagrodzenia – tę tendencję można zaobserwować szczególnie w kilku kategoriach. Najwyższe zarobki studentów odnotowuje się w kategorii IT. Osoby uczęszczające na studia I i II stopnia, rozpoczynające swoją karierę zawodową oraz interesujące się rozwojem oprogramowania i administracją IT, mogą liczyć na przeciętne wynagrodzenie sięgające ok. 3600 zł brutto. Na kolejnych miejscach znaleźli się studenci zajmujący się doradztwem oraz konsultingiem – ich średnie zarobki wynoszą ok. 3500 zł brutto. Na trzecim miejscu plasuje się kategoria Internet/e-Commerce/Nowe media z wynagrodzeniem ok. 3 400 zł brutto. Wysokimi zarobkami na początku kariery mogą cieszyć się również osoby związane z ubezpieczeniami, a także z marketingiem. Warto podkreślić, że zarobki i premie wzrastają wraz ze zdobyciem doświadczenia. Najmniejsze zarobki odnotowuje się w kategorii uroda, rekreacja i zdrowy styl życia.

Zdobycie doświadczenia zawodowego w trakcie studiów może przekładać się na wyższe zarobki. Przygotowując CV, możemy pochwalić się znajomością branży – wiemy, jak ona wygląda, jak się w niej pracuje i jakie są oczekiwania. Warto, by studenci brali pod uwagę udział w praktykach oraz rozbudowanych programach stażowych, gdyż zdobyte doświadczenie jest dobrym argumentem do negocjacji wynagrodzenia. Osoby, które sprawdziły się podczas stażu/praktyki, bardzo często otrzymują ofertę pracy u pracodawcy, który organizował taki staż-Sylwia Sosnowska, HR Manager w Grupie Pracuj.
Rynek_sta_y_i_praktyk_3
Biorąc pod uwagę podział geograficzny, na najwyższe wynagrodzenie mogą liczyć studenci w województwie mazowieckim – ich zarobki szacowane są na ok. 3400 zł brutto. Na drugim miejscu plasuje się region dolnośląski, który nie odbiega znacząco stawką – tam, średnie wynagrodzenie wynosi ok. 3 300 zł brutto. Trzecie województwo, w którym studenci rozpoczynający karierę zawodową otrzymują najwyższą pensję, to województwo małopolskie – z kwotą ok. 3 050 zł brutto. Na średnie wynagrodzenie, zbliżone do kwoty 3000 zł brutto, może liczyć również województwo wielkopolskie oraz pomorskie.

5. Podsumowując

  • W ciągu trzech pierwszych kwartałów 2017 roku, najwięcej ofert staży i praktyk skierowanych było do studentów specjalizujących się w finansach, handlu i sprzedaży oraz HR oraz IT. Wiele ogłoszeń skierowano także do osób stawiających pierwsze kroki w marketingu, obsłudze klienta, logistyki, inżynierii i produkcji.
  • Największe zapotrzebowanie na praktykantów i stażystów odnotowano w branży bankowość, finanse i ubezpieczenia. Wysokie wzrosty w ilości liczby ogłoszeń w porównaniu z analogicznym okresem roku ubiegłego są widoczne w branżach, takich jak: budownictwo i nieruchomości, FMCG, przemysł lekki, przemysł ciężki.
  • Na przestrzeni I-III kwartał bieżącego roku, zapotrzebowanie na stażystów i praktykantów najczęściej zgłaszały firmy duże zatrudniające powyżej 250 pracowników.
  • Najwięcej ogłoszeń opublikowali pracodawcy z województwa mazowieckiego. Na kolejnych miejscach plasuje się województwo dolnośląskie, śląskie i małopolskie – kolejno w tych województwach studenci mogą liczyć na najwyższe wynagrodzenie.
  • Najwyższe zarobki studentów I i II stopnia odnotowuje się w kategorii IT (3600 zł brutto). Na wysokie wynagrodzenie mogą liczyć także osoby zajmujące się doradztwem i konsultingiem (3500 zł brutto) oraz kategoriami takimi, jak Internet, e-Commerce, Nowe media, ubezpieczenia i marketing.
  • Doświadczenie zdobyte na praktykach oraz rozbudowanych programach stażowych daje mocną pozycję do negocjacji wynagrodzenia, dlatego warto rozpocząć życie zawodowe jeszcze na studiach.

Porównanie danych ofert praktyk i staży publikowanych na Pracuj.pl w okresie I-III kwartał 2017 r. z okresem I-III kwartał 2016 r.

*Źródło:  Badanie Pracuj.pl, Studenci na rynku pracy 2017, N=383

Podsumowanie pierwszego dnia Europejskiego Kongresu MŚP

35 tys. m2 – właśnie tyle przestrzeni potrzeba, aby ponad 6 tys. uczestników z ponad 30 krajów mogło rozmawiać o sektorze MŚP i współpracy na linii biznes – nauka – samorząd. Zakończył się pierwszy dzień Europejskiego Kongresu MŚP.  

Wśród zaproszonych gości najbardziej rozchwytywany był Wicepremier i Minister Nauki i Szkolnictwa Wyższego, Jarosław Gowin, który podkreślał rolę małych i średnich przedsiębiorstw: To one zatrudniają blisko 70% ogółu pracowników, one wytwarzają ponad połowę polskiego PKB. Małe i średnie firmy coraz częściej stają się firmami innowacyjnymi, angażują się we współpracę z uczelniami i instytutami badawczymi.

Podczas inauguracji Jarosław Gowin wraz z Gubernatorem Stanu Nevada Brianem Sandovalem podpisali list intencyjny o współpracy. Będzie stanowił podstawę do stworzenia programu, dzięki któremu możliwe będzie rozpoczęcie kooperacji pomiędzy firmami i instytucjami z Polski i Nevady w szeroko rozumianym obszarze innowacyjności, w tym komercjalizacji oferowanych rozwiązań technologicznych oraz wspierania kooperacyjnych form działalności badawczo-rozwojowej. Początki nawiązanej współpracy dodatkowo podkreśliły hasło tegorocznego Kongresu: „Uwolnić biznes”.

Obecny wśród gości specjalnych Jerzy Buzek mówił o MŚP w kontekście wejścia do Unii Europejskiej i ogromnej pracy, jaką firmy musiały wykonać: Są dwa środowiska w naszej ojczyźnie, które naprawdę zrobiły ogromny skok do przodu w przeciągu ostatnich kilkunastu lat. Pamiętam, jak to było pod koniec lat 90., ile wysiłku te dwa środowiska włożyły w to, aby wygrać na członkostwie Unii Europejskiej. Jednym z nich są rolnicy – mniejsi i więksi – oraz Wy, przedsiębiorcy z małych i średnich firm. Dzisiaj nasze małe i średnie firmy są obecne wszędzie, nie tylko w Unii Europejskiej, ale także na całym świecie.

Natomiast do dyskusji o projektach skierowanych do MŚP zapraszał Janusz Michałek, Prezes Katowickiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej, która została uznana za najlepszą strefę ekonomiczną w Europie.

Uwolnić biznes!

Po wystąpieniu Zespołu Pieśni i Tańca „Śląsk” gości powitał Tadeusz Donocik, Prezes Regionalnej Izby Gospodarczej w Katowicach i Przewodniczący Rady Programowej VII EKMŚP. – Rozwój sektora małej i średniej przedsiębiorczości był, jest i będzie pewną metodą, aby wypełniać lukę pomiędzy światem biedy i bogactwa. Tworzyć średnią warstwę społeczną, która nie tylko niweluje różnicę, ale również uwzględnia różne elementy sprawiedliwości społecznej – stwierdził.

Podczas inauguracji głos zabrali Przewodniczący Zarządu Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii. Małgorzata Mańka-Szulik mówiła o konsekwentnej pracy, której wyrazem jest województwo śląskie: Do niedawna nieduży związek, który reprezentuje 14 prezydentów miast śląskich przeobraził się w ogromną metropolię. Mam nadzieję, że w silną metropolię. Kazimierz Karolczak dodał: Górnośląsko-Zagłębiowska Metropolia to olbrzymi potencjał w regionie: 2,3 mln mieszkańców, 2000 kilometrów kwadratowych, wielki potencjał możliwości, który stawia na potencjał MŚP.

O rozwoju, konsekwencji i wyobrażeniach na to, co na nas czeka mówił także Prezydent Miasta Katowice i Współgospodarz EKMŚP, Marcin Krupa: Kto by przypuszczał 7 lat temu, że Europejski Kongres Małych i Średnich Przedsiębiorstw tak pięknie się rozwinie. Kto by przypuszczał 7 lat temu, że w Katowicach powstanie nowa gałąź przemysłu – przemysłu spotkań. Kto by pomyślał, że będzie taka wspaniała fabryka do tworzenia przemysłu spotkań, w której powstaje dobra myśl. Myśl oparta na wiedzy, współpracy i doświadczeniu.

Praktyczna wiedza

Międzynarodowy wymiar Kongresu podkreśliły dyskusje odbywające się pierwszego dnia. Uczestnicy rozmawiali m.in. o tym czy Polska powinna wejść do strefy EURO i jakie są tego skutki dla gospodarki opartej na eksporcie. Zdania w tym zakresie były mocno podzielone. Henryk Siodmok, Prezes Zarządu Grupy Atlas zobrazował swoje zdanie przedstawiając wyścig rowerowy. – Ci, którzy jadą z przerzutkami należą do wspólnego obszaru walutowego. Ci, którzy mają wysoką wydajność, są silni, przejadą te wszystkie obszary i dojadą do mety. Ci, którzy mają niską wydajność, jak Grecja i Portugalia, zostaną na trasie i nigdy do mety nie dojadą. Ci, którzy mają przerzutki, czyli swoje waluty krajowe będą dostosowywać kurs przełożenia, aby poszczególne trudności przejechać. I oni wszyscy dojadą do mety, a odstępny między nimi będą mniejsze niż w tej pierwszej grupie.

Kolejny ciekawy temat poruszono podczas panelu poświęconego Nowemu Jedwabnemu Szlakowi, rozpatrywanemu jako szansa dla europejskich MŚP. Rozmawiano tu m.in. o roli Polski w budowaniu szlaku i o tym, jak europejskie MSP mogą wykorzystać projekt.

Pierwszy dzień Kongresu stał się kluczowym momentem dla przyszłości Metropolii Śląskiej. Swoje stanowisko przedstawili zarówno członkowie Zarządu Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii, jak również Prezydent Miasta Katowice Marcin Krupa, Marszałek Województwa Śląskiego Wojciech Saługa i Wojewoda Śląski Jarosław Wieczorek. Mówiono o metropolii w kontekście wysokiej jakości życia i korzyści dla mieszkańców, ale również jako o miejscu dobrym dla biznesu.

Podczas popołudniowych sesji rozmawiano o nowoczesnych strategiach zdobywania przewagi konkurencyjnej MŚP. Postawiono tezę, że tradycyjne źródła, takie jak ekonomia skali, kanały dystrybucji czy kapitał, nie są wystarczające, a wręcz już się wyczerpały.

Dla efektywnego prowadzenia biznesu ważne jest nieustanne kształcenie się i poznawanie coraz to nowszych i szybciej powstających narzędzi, które mogą pomóc rozwijać działalność. W dzisiejszej dynamicznie zmieniającej się gospodarce, ci, którzy stoją w miejscu, zostają w tyle – powiedział Jarosław Gowin podczas sesji „Jak Facebook wspiera małą i średnią przedsiębiorczość”.

Czwartek, drugi dzień Kongresu, będzie obfitował w wydarzenia warsztatowe i sesyjne, które rozpoczną się o godzinie 9.00 i potrwają do 16.30. Pełny program EKMSP: ekmsp.eu/pl/program/program-kongresu/

Podsumowanie III kwartału na rynku pracy

W III kwartale 2017 r. liczba ofert pracy w porównaniu do danych z II kwartału 2017 r. zwiększyła się o 9 proc.  Od lipca do września w dalszym ciągu obniżał się poziom bezrobocia. W ujęciu kwartalnym liderem wzrostu pod względem publikacji liczby ofert pracy zostało województwo opolskie, największy spadek w województwie małopolskim.  W ujęciu rocznym na pozycji lidera wzrostu zagranica, najwięcej straciło pomorskie. Według GUS zatrudnienie w kraju najbardziej zwiększyło się w administracji, a najmocniej spadło w górnictwie i wydobyciu.

Kandydaci aplikują najchętniej na ogłoszenia z branży produkcyjnej.

Zgodnie z danymi GUS, bezrobocie rejestrowane w lipcu osiągnęło poziom 7,1 proc., w sierpniu 7 proc. W oparciu o dane Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej, we wrześniu poziom bezrobocia spadł poniżej 7 proc. (6,9 proc.). Resort spodziewa się dalszych spadków w październiku.

Analizując sytuację w województwach, najniższa stopa utrzymuje się w wielkopolskim (4,1 proc. – bez zmian w stosunku do sierpnia), najwyższa w warmińsko-mazurskim (11,9 proc.) oraz kujawsko-pomorskim (10,1 pkt. proc.). Jak podaje MRPiPS, we wrześniu spadek liczby bezrobotnych odnotowano w 15 województwach. Największe spadki nastąpiły w lubelskim (o 2,5 proc.), lubuskim (o 2,4 proc.), małopolskim i świętokrzyskim (o 2,3 proc.). Tylko w województwie pomorskim odnotowano nieznaczny wzrost liczby bezrobotnych, o 0,7 proc.

Coraz niższy poziom bezrobocia umożliwia ludziom z różnych grup wiekowych szybsze wejście na rynek pracy bądź też powrót – komentuje Marek Jurkiewicz, dyrektor InfoPraca.pl.   Osobom młodym, wśród których dotychczas bezrobocie było nieco większe, pracodawcy oferują zatrudnienie w różnych wariantach, w tym w niepełnym wymiarze godzin, co sprawia, że łatwiej godzić obowiązki studenckie z zawodowymi.

Wzrosty i spadki w województwach

W III kwartale roku w 4 województwach zwiększyła się liczba ofert pracy – opolskim (o 17 proc.), zachodniopomorskim (o 10 proc.), warmińsko-mazurskim (o 8 proc.) i lubelskim (4 proc.). W dolnośląskim liczba ofert utrzymała się na tym samym poziomie, reszta zakończyła ten okres ze spadkami – największy w małopolskim (o 12 proc.), a potem w wielkopolskim (o 10 proc.), śląskim (o 9 proc.),  kujawsko-pomorskim (o 8 proc.), pomorskim (o 8 proc.), lubuskim (o 6 proc.), łódzkim (o 5 proc.), podkarpackim (o 5 proc.), podlaskim (o 4 proc.), mazowieckim (o 2 proc.) i świętokrzyskim (o 2 proc.), a także za granicą (o 4 proc.). Porównując dane roczne, najwięcej nowych ofert zyskała zagranica (+22 proc.), a obecny lider kwartalnego wzrostu – opolskie – trafił do grupy spadkowej (-31 proc.), razem z obecnym liderem kwartalnych spadków – małopolskim (-15 proc.).

– Po raz pierwszy od 4 lat wielu firmom nie udało się zwiększyć zatrudnienia. Część z nich zmienia taktykę, inwestuje w utrzymanie dotychczasowej, wykwalifikowanej kadry, optymalizację procesów, zwiększenie efektywności m.in poprzez zmianę sposobu zarządzania – mówi Marek Jurkiewicz. Rośnie koszt pozyskania nowych pracowników, ich wyszkolenia, a potem zachęcenia, by zostali. Niektóre branże borykają się ze zjawiskiem wojny o pracownika – decydują tu czynniki płacowe i pozapłacowe.

Wzrosty i spadki w branżach 

Najwięcej ofert pracy w serwisie InfoPraca.pl, w porównaniu do II kwartału przybyło w branżach: architektura (+248 proc.) i energetyka. Dobre wyniki osiągnęły także administracja państwowa (+30 proc.), budownictwo (+28 proc.), edukacja/szkolenia (+25 proc.), farmacja/laboratorium (+19 proc.), IT – Hardware (+17 proc.), doradztwo/konsulting (+14 proc.). Patrząc na dane rok do roku, najwięcej zyskały farmacja (+364 proc.), architektura (+291 proc.), doradztwo/konsulting (+201 proc.), redakcja/dokumentowanie/tłumaczenia (+182 proc.), BPO/outsourcing procesu (+125 proc.) i top management (+116 proc.).

Największe spadki liczby ofert pracy w porównaniu do II kwartału można zauważyć w branżach sport/rekreacja (-76 proc.), BPO/outsourcing procesu (-69 proc.), media/wydawnictwa/dziennikarstwo (-56 proc.) i analizy biznesowe (-53 proc.), zaś w ujęciu rocznym na czele spadkowego zestawienia jest franczyza (-57 proc.), a za nią catering/gastronomia (-49 proc.), produkcja (-43 proc.), sprzedaż detaliczna (-42 proc.) i call center (-35 proc.)

Regiony i ich specyfika

Patrząc na liczby, najwięcej ofert pracy pochodzi z Mazowsza (ok. 7650), Śląska (ok. 3150), Dolnego Śląska (ok. 3100) i Małopolski (ok. 2800). Mocną pozycję utrzymuje zagranica (ok. 4400). Na przeciwnym biegunie Podlasie (ok. 310), woj. świętokrzyskie (ok. 340) i warmińsko-mazurskie (ok. 415). Analizując dane rok do roku, najwięcej ofert przybyło dla zagranicy (+22 proc.), zaś najwięcej ubyło w pomorskim (-49 proc.).

Mazowsze wiedzie prym w większości branż – daje największy wybór szukającym pracy np. w administracji biurowej, księgowości, obsłudze klienta, reklamie, budownictwie (nie licząc zagranicy), doradztwie, edukacji / szkoleniach, bankowości, medycynie, HR, prawie, logistyce, top managemencie i kadrze zarządzającej. Zarządzanie pozostało także domeną dolnośląskiego, małopolskiego, pomorskiego, śląskiego i wielkopolskiego, nieźle wypada też zachodniopomorskie. Zainteresowani architekturą największy wybór mają na Mazowszu i na Śląsku. W trzech województwach – lubelskim, lubuskim i warmińsko-mazurskim pojawiło się ok. 100 proc. więcej ofert w księgowości. W każdym województwie wzrosła liczba ofert z energetyki, w tym w świętokrzyskim i warmińsko-mazurskim o spektakularne 1000 proc. Podkarpackie wyróżnia się największym przyrostem ofert w motoryzacji, i to zarówno w kwartale, jak i w roku (ponad 40 proc.)

Czołowa „10” aplikacji kandydatów

Licznik rynku InfoPraca.pl wskazuje, że wśród kandydatów największym powodzeniem w III kwartale cieszyły się oferty z branży produkcyjnej – wysłano tam ponad. 50 tys. aplikacji. Kolejne miejsca zajęły obsługa klienta (ok. 35 tys. aplikacji), administracja biurowa (ok. 35 tys.), budownictwo (ok. 25 tys.), instalacje/utrzymanie/serwis (ok. 21 tys.), logistyka (ok. 20 tys.), administracja i sekretariat (ok. 16,6 tys.), HR (ok. 16 tys.), doradztwo/konsulting (ok. 15,5 tys.).

Co dalej?

Kwestia dalszego spadku poziomu bezrobocia pozostaje otwarta, chociaż raczej nie będzie już zmieniała się tak dynamicznie, pogłębiając spadki. W III kwartale pozytywny wpływ na wyniki mają prace sezonowe, których mniejsza ilość w IV kwartale może spowodować nieznaczny wzrost liczby osób bez pracy. Dostęp do pracowników jest utrudniony i te trudności zapewne będą nam towarzyszyć przez kolejne kwartały. Obniżenie wieku emerytalnego spowoduje kolejny odpływ osób, a swoją cegiełkę dołoży niż demograficzny – mówi Marek Jurkiewicz. Mamy coraz mniej osób w wieku produkcyjnym, i jest to cecha nie tylko rodzimego rynku, ale także unijnego. Z raportu Komisji Europejskiej wynika, że w 2060 roku na jednego emeryta będą pracowały 2 osoby wobec 4 obecnie. Nie sposób tych luk wypełnić bez pomocy pracowników z zagranicy, już nie tylko z Ukrainy, ale także z innych zakątków świata. Nie wszyscy sobie z tym radzą, stąd coraz większe znaczenie odgrywają firmy, które proponują kompleksowe usługi związane z pozyskiwaniem cudzoziemców i regulowaniem wszelkich kwestii formalnych z tym związanych.

Nowa międzynarodowa inicjatywa na rzecz chmury obliczeniowej – Open Cloud Foundation

Grupa firm i instytucji reprezentujących rynek Cloud[1] ogłosiła start inicjatywy Open Cloud Foundation (OCF). Jej celem jest określenie ogólnych ram standardów mających zagwarantować swobodę biznesowych wyborów oraz zapobiec przymusowi wiązania się z jednym dostawcą.

Branża cloud computingu stanowi silnik napędzający innowacje i rozwój cyfrowego przemysłu, wspierając firmy w doskonaleniu jakości usług IT. Wkrótce niemal każde rozwiązanie będzie dostępne w modelu as a service – poczynając od infrastruktury, platform czy funkcji, a na technologiach kognitywnych kończąc. Jedną z zalet tego trendu jest fakt, że wielu użytkowników tradycyjnych rozwiązań IT ma szansę korzystać z rozwiązań dostępnych dotychczas jedynie dla największych graczy, co pozwala zwiększyć skalę działania i tempo rozwoju.

Dane, algorytmy, usługi czy infrastruktura należące do przedsiębiorstw są już lub w niedalekiej przyszłości będą hostowane przez dostawców chmury. W związku z tym pojawiają się liczne pytania o własność i kontrolę danych, o tajemnicę handlową czy utrzymanie przewagi konkurencyjnej. Jednocześnie obserwujemy zjawisko konsolidacji dostawców rozwiązań Cloud, z których wyłaniają się giganci zdolni do tworzenia zamkniętych standardów ograniczających płynność rynku i korzystania z usług przez wiele podmiotów. Tymczasem klienci muszą mieć zapewnioną swobodę i możliwość budowania strategii opartej na usługach rozwijanych przez kilku dostawców jednocześnie, w połączeniu z własnymi, wcześniej stosowanymi rozwiązaniami.

Dla utrzymania stabilnego wzrostu przedsiębiorstwa kluczowa jest możliwość korzystania z otwartych standardów chmury, a także zmiana dostawców usług w zależności od potrzeby dostępu do wybranej funkcji oferowanej przez dany model chmury (IaaS/PaaS/SaaS) czy też systemy kognitywne. Zagwarantowanie takich możliwości byłoby korzystne dla wszystkich stron, gdyż również nowi gracze mogliby wprowadzać swoje innowacyjne rozwiązania i tym samym uzupełniać technologie oferowane przez innych dostawców chmury.

Wdrożenie opisanych wyżej założeń jest możliwe dzięki odpowiednim regulacjom prawnym. Są one jednak wciąż zbyt dalekie od obecnych realiów oraz zbyt wolno wprowadzane. Istnieje zatem wysokie ryzyko, że będą wadliwe lub że pojawią się zbyt duże rozbieżności pomiędzy regulacjami w różnych częściach świata.

Dlatego bardzo istotne jest, aby podmioty działające w branży usług chmurowych wspólnie przystąpiły do opracowania wytycznych pozwalających na praktyczne podejście do tego zagadnienia. Ważne jest również, aby prace nad wytycznymi nadążały za tempem, w jakim rozwija się technologia i aby opierały się one w możliwie największym stopniu na istniejących standardach. Członkowie inicjatywy wskazywaliby również brakujące standardy i pracowaliby nad ich uzupełnieniem. Wdrożenie jednolitych norm nastąpiłoby globalnie, musiałoby jednak podlegać lokalnym procesom regulacyjnym (np. regulacji dotyczącej możliwości przenoszenia danych (ang. „data portability”) zawartej w niedawno zaproponowanym przez Komisję Europejską rozporządzeniu o swobodnym przepływie danych.

Open Cloud Foundation (OCF) ogłosiła następujące cele swojej działalności:

  • stworzenie ogólnych ram dla standardów, które mają zapewnić otwartość i spójność działań zainteresowanych podmiotów, takich jak dostawcy, klienci, organizacje badawcze czy regulatorzy rynku,
  • monitorowanie zgodności praktyk branżowych z przyjętymi ramami, użycie wszelkich dostępnych środków, które pomogą sektorowi współdziałać w wymienionych wyżej zakresach.

Wszyscy członkowie będą zobowiązani do wspierania realizacji celów OCF i uczestniczenia w pracach co najmniej jednej z grup roboczych. Formalna rejestracja i początek działalności OCF planowane są na pierwszy kwartał 2018 r.

Spotkanie inauguracyjne odbędzie się w grudniu 2017 w Paryżu oraz zostanie udostępnione w trybie videokonferencji.

“Otwartość standardów jest podstawową wartością OVH, jest to zasada stosowana przy projektowaniu każdego oferowanego produktu i rozwiązania. Wierzymy, że Open Cloud Foundation przyczyni się do rozwoju innowacji i wolności wyboru naszych klientów.” — powiedział Laurent Allard, Vice-Chairman of the Board, OVH.  Koalicja CISPE już wcześniej rozpoczęła prace nad sposobami umożliwiającymi zmianę dostawców usług chmurowych w ramach rozproszonej infrastruktury. Intensyfikacja działań przyczyni się do pozyskania zaufania użytkowników i do długoterminowego wzrostu rynku cloud. Będziemy też czuwać nad zapewnieniem bezpieczeństwa i ochrony danych.” — skomentował Alban Schmutz, Chairman, CISPE (Cloud Infrastructure Services Providers in Europe).

Do przystąpienia do inicjatywy są zapraszane podmioty, które wcześniej wyraziły zainteresowanie przedsięwzięciem, jak m.in. Acronis, Aruba, Auchan Retail, BCG, CISPE, CITC EuraRFID, GoDaddy, ICT4V, Ikoula, INRIA, Intel, ISPConnect, i2Coalition, Kamet (Axa), La Poste Colissimo, Linkbynet, NetApp, OpenStack Foundation, Ormuco, OVH, Plesk, SolidHost, Sourcia, UKCloud.

[1] Uczestnicy rynku Cloud wspierający inicjatywę: (poniższa lista obejmuje podmioty, które uczestniczą w toczących się dyskusjach, nie stanowi ona jednak formalnego zobowiązania do członkostwa w grupie) OVH, HPE, IBM, CISPE, Cloud28+, RedHat, Veeam, NetApp, INRIA, Linkbynet, ISPConnect, GoDaddy, 1&1, LVMH, Villeroy & Boch, AXA, Auchan, Voyages SNCF, Ikoula).

Bank Światowy podnosi prognozy PKB dla Polski. Chińska gospodarka spowalnia

Wczoraj poznaliśmy dane na temat sprzedaży detalicznej oraz produkcji przemysłowej. Bank Światowy podnosi prognozy wzrostu PKB dla Polski. Zjazd Partii w Chinach oraz spowolnienie gospodarcze.

Ważne dane z Polski

Wczoraj poznaliśmy odczyty zarówno dla produkcji przemysłowej jak i dla sprzedaży detalicznej. Pierwszy rośnie o 4,3% wobec oczekiwanych 5,2%. Dla równowagi drugi rośnie 8,6% wobec 7,9%. W rezultacie otrzymaliśmy dobrą i złą wiadomość. Która była ważniejsza dla rynków? Patrząc na notowania złotego względem euro, jako punkt odniesienia, inwestorzy jednak większą wagę przywiązywali do produkcji przemysłowej. Prawdopodobnie w momencie wzrostu wydatków socjalnych duży przyrost został uznany za naturalną konsekwencję tych działań. Nie zmienia to faktu, że odczyt ten nie wybił złotego z jego obecnych poziomów. Złoty względem euro porusza się ostatnimi dniami wciąż w okolicach 4,23-4,24 zł z niewielkimi odchyleniami w górę i w dół.

Prognozy wzrostu dla Polski

Kolejną instytucją, która podnosi prognozy dla naszego kraju, jest Bank Światowy. Dotychczas przewidywany wzrost 3,3% w 2017 roku. Obecnie zapowiadane jest 4%. W dalszych latach jest to kolejno 3,6% i 3,4% odpowiednio w latach 2018 i 2019. Wcześniej było to kolejno 3,3% i 3,2%. Warto zwrócić uwagę, że w 2016 było to 2,7%. Co powoduje tak znaczną zmianę prognoz? Po pierwsze jest to wzrost konsumpcji, a po drugie znaczna poprawa na rynku pracy.

Chińska gospodarka spowalnia

Wzrost PKB w Kraju Środka spowolnił w trzecim kwartale o 0,1% i wynosi już zaledwie 6,8%. To już 9 kwartał z rzędu kiedy wynik wynosi mniej niż 7%. Poznaliśmy również cele wygłoszone na co 5 letnim zjeździe partii. Do 2035 roku Chiny mają być rozwiniętym krajem socjalistycznym a 2050 jeszcze dodatkowo bogatym i potężnym. Wystąpienie skupiało się głównie na kwestiach politycznych. Zwrócono natomiast uwagę na stabilność wzrostu. Na rosnące długi i ceny mieszkań. Pojawiły się zapowiedzi liberalizacji rynku finansowego oraz ułatwień dla przedsiębiorców. Nie wiadomo w jakiej perspektywie.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:30 – USA – wnioski o zasiłek dla bezrobotnych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

ABS Investment S.A. przekroczyła próg 10% udziału w ogólnej liczbie głosów w spółce MODE S.A.

ABS Investment S.A., Spółka notowana na rynku NewConnect od lutego 2011 r., zajmująca się działalnością inwestycyjną, przekroczyła próg 10% udziału w ogólnej liczbie głosów w spółce MODE S.A. Emitent rozszerza skład portfela inwestycyjnego stawiając w nim na spółki technologiczne.

Spółka dokonała nabycia 301.798 akcji MODE S.A. i posiada obecnie 741.798 akcji, co stanowi 12,54 % udziału w jej kapitale zakładowym oraz w ogólnej liczbie głosów. Podmiot ten jest notowany na rynku NewConnect i prowadzi działalność w zakresie produkcji wysokiej jakości nowatorskich rozwiązań służących do automatycznego generowania fotografii produktów oraz ich prezentacji w formacie 360°. Urządzenia będące w ofercie MODE S.A. są sprzedawane w 20 krajach na świecie, a ich głównymi odbiorcami są agencje reklamowe, fotografowie, sklepy oraz aukcje internetowe, muzea, a także producenci i sprzedawcy biżuterii oraz zegarków. Spółka bardzo mocno rozwija obszar technologiczny, m.in. oprogramowanie oraz opracowuje nowe akcesoria do już istniejących urządzeń, uwzględniając potrzeby rynkowe. MODE S.A. uzyskała również grant w ramach Programu Operacyjnego Innowacyjny Rozwój w wysokości 210 tys. zł na realizację innowacyjnego projektu związanego z jednym z urządzeń. Zarząd ABS Investment S.A. bardzo dobrze ocenia perspektywy rozwoju tego podmiotu i liczy na jego współpracę z innymi spółkami portfelowymi.

„Decyzja o zwiększeniu zaangażowania w MODE została spowodowana kilkoma czynnikami. Po pierwsze, spółka posiada własny produkt, który jest bardzo dobrze oceniany przez rynek. Po drugie, podoba mi się organizacja i zarządzanie w tej firmie. Po trzecie, dostrzegam spory potencjał wzrostu wartości, a obecna wycena jest moim zdaniem bardzo niska. I po czwarte, widzę szansę na synergię sprzedaży w ramach firm z portfela ABS, choćby z firmami z obszaru e-commerce.” – komentuje Sławomir Jarosz, Prezes Zarządu Spółki ABS Investment S.A.

ABS Investment S.A. koncentruje obecnie swoją działalność inwestycyjną na spółkach technologicznych, bowiem przewidywana stopa zwrotu z tych inwestycji może być relatywnie wyższa. W lipcu br. Emitent wszedł do akcjonariatu notowanej na rynku NewConnect Spółki Surfland Systemy Komputerowe S.A. i przekroczył próg 25% udziału w ogólnej liczbie głosów. Podmiot ten działa na rynku informatycznym i oferuje nowoczesne rozwiązania w zakresie technologii informatycznych, outsourcingu IT oraz cloud computingu dla małych, średnich i dużych firm. ABS Investment S.A. jest także akcjonariuszem XSystem S.A. i posiada akcje stanowiące ponad 5% głosów na jej WZA. Spółka ta specjalizuje się w elektronicznym obiegu dokumentów i posiada swoje autorskie oprogramowanie – ACCELO. XSystem S.A. przeprowadziła w ostatnim czasie emisję akcji serii G, z której pozyskała 0,82 mln zł oraz otrzymała dofinansowanie w wysokości 0,9 mln zł na opracowanie innowacyjnej technologii klasyfikowania dokumentów oraz kategoryzowania zawartych w nich informacji. W portfelu inwestycyjnym ABS Investment S.A. znajduje się również notowana na alternatywnym rynku Spółka Auto-Spa S.A., która realizuje obecnie wdrożenia oprogramowania dedykowanego myjniom samochodowym – aplikacji wwwash.pl.

„W ostatnich miesiącach starałem się „odświeżyć” portfel ABS. Szukałem spółek, które są tanie i mają pomysł na szybki rozwój w perspektywie kolejnych 3-5 lat. Preferowane były projekty posiadające własne rozwiązania lub wartości intelektualno-prawne. Jak zawsze istotna była możliwość współpracy miedzy spółkami z portfela ABS. I tak w portfelu pojawiły się ostatnio grupy firm współpracujących ze sobą np. Cahelio (digitalizacja danych, dedykowane rozwiązania kartograficzne i geodezyjne), XSystem (własne rozwiązanie w zakresie elektronicznego obiegu dokumentów – Accelo), Surfland Systemy Komputerowe (szeroka oferta dla firm w obszarze IT) czy Madkom (oferta  rozwiązań wspomagających dla jednostek administracji samorządowej). W kolejnych latach rozwój obszarów cyfryzacji, digitalizacji i ochrony danych wydaje się być przesądzony, stąd taki dobór spółek do portfela. W przypadku takich firm jak Auto-Spa czy MODE istotne jest, że wyznaczają one kierunek oraz trend w swoich branżach i jako pierwsze wdrażają nowe technologie, co daje im przewagę konkurencyjną.” – podsumowuje Prezes Jarosz.

ABS Investment S.A. wypracowała w dwóch pierwszych kwartałach 2017 r. zysk netto przekraczający 1,3 mln zł. Osiągniecie tak dobrych wyników finansowych było możliwe dzięki optymalnej dywersyfikacji portfela inwestycyjnego w oparciu o przyjęte kryteria selekcji spółek portfelowych oraz zacieśnianiu współpracy pomiędzy nimi. Na koniec 2 kw. 2017 r. Emitent zanotował najwyższą w historii wartość aktywów, która sięgnęła ponad 35,57 mln zł.

Prognozy finansowe ABS Investment S.A. na 2017 r. zakładają wypracowanie zysku brutto na 1 akcję w przedziale 0,50 – 0,60 zł. Natomiast wartość aktywów Spółki (wraz z należnościami ze sprzedaży aktywów) na 1 akcję ma sięgnąć na koniec 2017 r. od 4,50 zł do 5,00 zł. Emitent wypłacił w tym roku dywidendę z zysku osiągniętego w 2016 r. w wysokości 0,04 zł na akcję i podtrzymał w ten sposób dotychczasową politykę dywidendową. W lipcu br. do alternatywnego systemu obrotu na rynku Catalyst wprowadzone zostały obligacje Spółki serii B. Z ich emisji ABS Investment S.A. pozyskała środki w wysokości 2 mln zł, a inwestorzy objęli wszystkie oferowane papiery wartościowe.

Ruszyła wideoweryfikacja w Banku Zachodnim WBK

Klienci indywidualni oraz prowadzący jednoosobową działalność gospodarczą mogą założyć konto bankowe w Banku Zachodnim WBK przy pomocy wideoweryfikacji wykorzystującej metody biometrii twarzy. To kolejny, po biometrii głosowej i odcisku palca, biometryczny sposób weryfikacji tożsamości.

– Nieustannie pracujemy, testujemy i wprowadzamy nowoczesne narzędzia i usługi, które sprawią, że korzystanie z produktów i usług bankowych będzie jeszcze łatwiejsze. Takimi z pewnością są rozwiązania biometryczne, które dla klientów nie są nowością. Warto jednak podkreślić, że wraz za cyfrową transformacją powinny iść także zmiany w przepisach prawa. Tylko wtedy będzie można w pełni korzystać z technologicznych możliwości nowoczesnych narzędzi – mówi Krzysztof Polcyn odpowiedzialny za tworzenie cyfrowej tożsamości w Banku Zachodnim WBK.

Wystarczy pokazać twarz i dowód

Wideoweryfikacja to innowacyjny sposób potwierdzania tożsamości, który polega na potwierdzaniu autentyczności danych z dowodu osobistego i porównaniu wizerunku z dokumentu z rzeczywistym wyglądem klienta za pomocą kamery komputera. Potwierdzenie tożsamości poprzez wideoweryfikację w Banku Zachodnim WBK odbywa się aż na trzech poziomach: biometrycznego porównania wizerunku klienta ze zdjęciem z dowodu osobistego, sprawdzenia autentyczności danych z dowodu w bazach zewnętrznych oraz identyfikacji klienta przez doradcę banku.

Z tej wygodnej formy zakupu wybranych produktów w Banku Zachodnim WBK (Konto Jakie Chcę oraz Firmowe Konto Godne Polecenia) będzie można skorzystać, wypełniając wniosek dostępny na www.bzwbk.pl. Po wypełnieniu wniosku wystarczy wybrać opcję weryfikacja w rozmowie wideo z doradcą,. W tym momencie nastąpi połączenie z doradcą, a klient zostanie poproszony o wyrażenie zgody na wykorzystanie kamery w urządzeniu do potwierdzenia jego tożsamości przy wykorzystaniu dowodu osobistego pokazanego do kamery. Po pozytywnej weryfikacji tożsamości zostanie wygenerowana umowa, którą doradca zaprezentuje na ekranie. Klient – po zapoznaniu się z umową – będzie mógł słownie zaakceptować warunki i potwierdzić chęć zawarcia umowy. Umowa zostanie wysłana na wskazany adres e-mail. W większości przypadków z produktów będzie można korzystać od razu po zakończeniu rozmowy z doradcą.

Bank poznaje już klientów po głosie i palcu

– Przez bankowość na najwyższym poziomie klient ma na myśli nie tylko atrakcyjną ofertę produktową, ale sprawny kontakt z bankiem, dzięki czemu wybraną sprawę może załatwić łatwo i szybko. Dlatego w Banku Zachodnim WBK wdrażamy już trzecią – po biometrii głosu i linii papilarnych – technologię biometryczną. To bezpieczne rozwiązanie, dzięki któremu m.in. szybko założymy konto bankowe – wystarczy tylko laptop z kamerką oraz dowód osobisty. Wszystko bez wychodzenia z domu i w wybranym przez klienta czasie – mówi Maciej Pietrucha, dyrektor Multikanałowego Centrum Komunikacji w Banku Zachodnim WBK.

W Multikanałowym Centrum Komunikacji  Banku Zachodniego WBK klienci mogą już identyfikować się z wykorzystaniem biometrii głosowej. Bank wykorzystuje metodę automatycznego uwierzytelniania tożsamości osoby na podstawie charakterystyki głosu. Z kolei użytkownicy BZWBK24 mobile mogą za pomocą odcisku palca zalogować się do aplikacji na urządzeniach z systemem iOS i Android.

Szczegóły oferty banku na bzwbk.pl. Stan na 19.10.2017 r.

SPOT, czyli energia z giełdy po zmiennej cenie. Co mogą na takim rozwiązaniu zyskać polscy przedsiębiorcy?

Rynek energii elektrycznej oferuje dziś przedsiębiorcom możliwość znacznej optymalizacji kosztów zużywanej energii poprzez zawieranie transakcji krótkoterminowych, czyli tzw. transakcji „SPOT”. Co to oznacza w praktyce, kto może z takiego rozwiązania skorzystać i dlaczego jest ono w Polsce tak mało znane?

SPOT to rynek dnia następnego, gdzie zakup energii następuje po hurtowych cenach aktualnie notowanych na Towarowej Giełdzie Energii. Transakcje są tu realizowane w ciągu dwóch dni roboczych od ich zlecenia, a podstawowym okresem handlowym jest jedna godzina. Notowania odbywają się codziennie, włączając w to także dni świąteczne. Podobnie jak ceny akcji na GPW, ceny energii na rynku SPOT ulegają wahaniom, ale co do zasady rosną w godzinach najwyższego zapotrzebowania i spadają wtedy, gdy popyt na energię jest niższy.

Czy to oznacza, że przedsiębiorcy mogą kupować energię po zmiennych cenach bezpośrednio na giełdzie? Nie. Stroną transakcji mogą być wyłącznie podmioty
z dostępem do rynku hurtowego energii, które w takich transakcjach pośredniczą między giełdą, a klientem. W praktyce przedsiębiorca wybierający SPOT kupuje od pośrednika energię po cenie, która odpowiada cenie notowanej na Towarowej Giełdzie Energii i jest powiększona o wymagane prawem certyfikaty, koszty transakcyjne oraz marżę. Rozliczenie odbywa się w systemie godzinowym, a suma tych wartości prezentowana jest na miesięcznej fakturze.

Rynek SPOT znacznie bardziej popularny w innych krajach Unii Europejskiej

Transakcje SPOT nie są obecnie rozpowszechnioną praktyką w Polsce – stanowią bowiem zaledwie 25% całego wolumenu obrotu gazem i energią elektryczną na TGE. Dla porównania w krajach skandynawskich aż 70% krajowej konsumpcji energii elektrycznej opiera się na usłudze SPOT. Także niemiecko-austriacki rynek SPOT jest aż 11 razy większy od polskiego. W ten sposób zachodni przedsiębiorcy starają się redukować koszty i zwiększać swoją konkurencyjność w branży. W Estonii na przykład z takiej formy kupowania energii korzysta aż 30% odbiorców, w tym także gospodarstwa domowe. Śledząc godzinowe zużycie energii za pomocą specjalnej aplikacji na telefon, Estończycy mogą świadomie decydować po jakiej cenie kupują energię. Żeby było to możliwe w Polsce, potrzebne jest systemowe wdrożenie inteligentnego opomiarowania. Między innymi dlatego też SPOT nie jest jeszcze dostępny dla gospodarstw domowych i obecnie mogą z niego korzystać przedsiębiorstwa, dla których taki model zakupu energii może oznaczać znaczne oszczędności.

Autorem komentarza jest Maciej Kowalski, dyrektor zarządzający w firmie Enefit Polska, która w czerwcu otrzymała od URE koncesje na obrót energią elektryczną i paliwami gazowymi w Polsce. Enefit jest częścią estońskiej grupy Eesti Energia – największego wytwórcy energii elektrycznej w krajach bałtyckich.

Polacy nie regulują swoich zobowiązań finansowych?

Pierwszy raz od dekady firmy w Europie spodziewają się pogorszenia praktyk płatniczych, szczególnie wśród klientów detalicznych. Choć Polska pozytywnie wyróżnia się na tle Europy pod względem regulowania zobowiązań w terminie, nastroje są pesymistyczne.

Długi Polaków stale rosną i obecnie wynoszą już 53,69 mld zł[1]. Niemal co drugi z nas[2] ma zobowiązania finansowe – jak kredyt, kartę kredytową, zakupy na raty, które dziś są niemal nieodłącznym elementem życia, podobnie jak ich regulowanie. Aż 97% Polaków jest zdania, że swoje długi należy spłacać[3].

Trudności zaczynają się, gdy zadłużenie nie jest regulowane terminowo. Dziś taki problem ma aż 2,3 mln Polaków[4]. Na koniec 2016 r. łączna kwota wierzytelności przeterminowanych w Polsce wyniosła blisko 11 mld zł[5].

Koniec pozytywnego trendu?

W najnowszym badaniu EOS „Europejskie Praktyki Płatnicze” Polska pozytywnie się wyróżnia. W ostatnim roku odsetek opóźnionych płatności w Polsce spadł z 22% do 20% (18% w segmencie B2C i 22% w B2B) – to wynik znacznie lepszy niż w Europie Środkowo-Wschodniej (średnia 25%), równy średniej dla krajów Europy Zachodniej[6].

Według corocznych badań EOS od 10 lat nieprzerwanie w całej Europie rośnie odsetek płatności dokonywanych na czas. Obecnie 78% wszystkich klientów płaci faktury w terminie.

Jednak w tegorocznym badaniu EOS po raz pierwszy od dekady aż 77% przedsiębiorców zadeklarowało, że nie spodziewa się dalszej poprawy terminowego regulowania faktur przez ich kontrahentów.

Wprawdzie polscy przedsiębiorcy są największymi optymistami w Europie Wschodniej – aż 36,2% z nich nadal spodziewa się dalszej poprawy praktyk płatniczych ich klientów detalicznych, a 25% klientów biznesowych. Jednak szczególnie w segmencie B2C trend jest negatywny – na przestrzeni 12 miesięcy, aż o 7% spadła liczba oczekujących poprawy zwyczajów płatniczych klientów detalicznych, a także o 7% wzrósł odsetek spodziewających się pogorszenia w tym obszarze[7].finanse polakow

Ważny problem społeczny i gospodarczy

Nieregulowane w terminie zobowiązania to ważny problem gospodarczy i społeczny. W Europie 19% klientów płaci faktury po terminie. 3% nie płaci w ogóle i są to tzw. złe długi, niezwykle trudne do odzyskania – niewielka wartość wyrażona w procentach oznacza miliardy euro, które przedsiębiorstwa muszą pokryć z własnych środków[8]. 17% firm obawia się bankructwa z powodu braku zapłaty[9].

Na poziomie deklaracji niemal wszyscy Polacy są zdania, że długi trzeba spłacać, w praktyce wygląda to już znacznie gorzej – aż 39% klientów indywidualnych świadomie unika regulowania zaciągniętych zobowiązań. 52% deklaruje, że zdarza im się zapomnieć o uregulowaniu płatności w terminie. Natomiast przeważającym powodem opóźnień w regulowaniu zobowiązań są chwilowe problemy finansowe (73% wskazań) lub nadmierne zadłużenie i niewypłacalność (52% wskazań)[10].

Wyniki naszych europejskich badań jasno wskazują na potrzebę edukacji i promowania postawy odpowiedzialności za swoje zobowiązania finansowe. Szczególnie dla osób nadmiernie zadłużonych, kluczem do wyjścia z długów jest otwartość i dialog z wierzycielem, a nie unikanie go – mówi Dariusz Petynka, Prezes Zarządu EOS KSI Polska.

Filmami w stereotypy

Zmienianie stereotypów związanych z firmami windykacyjnymi i sposobami ich działania z pewnością przyczynia się do poprawy dyscypliny płatniczej wśród dłużników. Jak pokazują badania EOS, w całej Europie, co drugiemu z nas zdarza się zapomnieć o fakturze czy płatności, a najczęstszym powodem niepłacenia na czas są chwilowe problemy finansowe. Najlepszym wyjściem z takiej sytuacji jest rozmowa, bez niepotrzebnych obaw.

Mafijne metody działania, podejrzani ludzie w ciemnych zaułkach, bezwzględność – są osoby, które mają takie skojarzenia słysząc słowo „windykacja”. Przygotowaliśmy więc trzy filmy, które w żartobliwy, ale wyrazisty sposób pokazują panujące uprzedzenia, a następnie je obalają. Tak właśnie chcemy zachęcić do dyskusji o tym, jak naprawdę wygląda ten proces. W naszej branży rozmowa zawsze jest lepsza niż milczenie – dodaje Dariusz Petynka, Prezes Zarządu EOS KSI Polska.

[1] Raportu InfoDług, Biuro Informacji Gospodarczej InfoMonitor, 2017 r.

[2] Sondaż Centrum Badania Opinii Społecznej (CBOS), 2015 r.

[3] „Moralność finansowa Polaków”, Konferencja Przedsiębiorstw Finansowych (KPF)

[4] Raportu InfoDług, Biuro Informacji Gospodarczej InfoMonitor, 2017 r.

[5] Raportu InfoDług, Biuro Informacji Gospodarczej InfoMonitor, 2017 r.

[6]-11 EOS Survey „European Payment Practice” EOS/Kantar TNS 2017

[7] EOS Survey „European Payment Practice” EOS/Kantar TNS 2017

[9] EOS Survey „European Payment Practice” EOS/Kantar TNS 2017

[10] EOS Survey „European Payment Practice” EOS/Kantar TNS 2017

Rentowności krajowych obligacji powróciły do wzrostów

Po mocniejszej korekcie spadkowej na rynku stopy procentowej obserwowany jest powrót do lekkich wzrostów rentowności. Słabsze dane o krajowej produkcji przemysłowej za wrzesień zwiększają ryzyko korekty spadku kursu EURPLN.

Rynek stopy procentowej

Po zapoczątkowanej w zeszłym tygodniu korekcie spadkowej rentowności na krajowym rynku stopy procentowej, środa przyniosła wyraźniejsze odwrócenie tego trendu. Notowania papierów z dłuższego końca krzywej dochodowości przesunęły się zdecydowanie w górę, na co istotny wpływ wywierały publikowane w ostatnich dniach dane gospodarcze.

Wtorkowe raporty z rynku pracy wskazały, że widoczna jest silna presja płacowa, przez co wzrost wynagrodzeń utrzymuje się w okolicach 6% w ujęciu rocznym. Z kolei środowe dane potwierdziły, że obserwowane w ostatnim czasie mocne nastroje konsumentów znajdują swoje przełożenie w danych o sprzedaży detalicznej, która w ujęciu nominalnym wzrosła we wrześniu do 8,6% r/r z 7,6% miesiąc wcześniej. Produkcja przemysłowa zanotowała odczyt na poziomie 4,3% r/r, co okazało się wynikiem gorszym niż oczekiwane przez rynek 5,2%, jednak silna dynamika inwestycji obserwowana w trzecim kwartale, może sugerować poprawę wkładu tego czynnika we wzroście gospodarczym. PKB w trzecim kwartale powinno wynieść zdecydowanie powyżej 4% r/r (ekonomiści PKO szacują, że wzrost wyniósł co najmniej 4,5%), co powinno wywierać presję na powrót do wzrostu rentowności papierów średnio- i długoterminowych. Również dane o cenach producenckich wskazują, że nie powinniśmy obserwować powrotu do wzrostu cen obligacji w najbliższym czasie. Inflacja PPI wzrosła we wrześniu do 3,1% r/r, na co wpływały między innymi wzrosty cen ropy.

Pomimo przesunięcia się w górę krzywej skarbowych papierów wartościowych w Polsce, doszło do spadku ASW w sektorze 10-letnim poniżej 40 pb. wraz z bardziej zauważalnymi wzrostami na krzywej swapowej. Rentowności obligacji skarbowych odbijają relatywnie wolniej w związku z dobrą sytuacją budżetową, co sugerują doniesienia, iż również po wrześniu zanotowano nadwyżkę budżetową (po sierpniu wynosiła ona 4,9 mld PLN).

Oprócz danych krajowych, za przeceną na rynku stopy procentowej przemawiały również ruchy na rynkach bazowych. Niemiecka krzywa dochodowości wzrosła o blisko 4 pb dla papierów z dłuższym terminem do wykupu, przez co 10-letnie Bundy znalazły się w pobliżu 0,40%. Spadki cen obligacji nie wynikały z publikacji nowych danych w strefie euro a były w dużym stopniu korektą wcześniejszej aprecjacji, wskazując również na niepewność inwestorów wobec decyzji, które ogłosi EBC na przyszłotygodniowym posiedzeniu. Ostatnie wypowiedzi członków EBC nie przyniosły istotnej zmiany ich stanowiska i nie dały dalszych wskazówek w kwestii zmian w programie QE od początku przyszłego roku.

Na wyższych poziomach znalazła się również krzywa US Treasuries, gdzie po mocnym jej wypłaszczeniu w ostatnich dniach, spread 2Y10Y powrócił powyżej 75 pb. Rynek zakłada, że w grudniu dojdzie do podwyżki stóp procentowych w USA, co również znajduje swoje odzwierciedlenie w wypowiedziach bankierów centralnych. Prezes Fed z Nowego Jorku William Dudley stwierdził, że FOMC jest na najlepszej drodze, aby dokonać trzech podwyżek stóp procentowych w tym roku zgodnie z zapowiedzią członków na początku 2017.

Rentowności krajowych obligacji powróciły do wzrostów

Autor: Arkadiusz Trzciołek, PKO Bank Polski

Rynek walutowy

W środę, w oczekiwaniu na publikację krajowych danych produkcyjno-sprzedażowych złoty w relacji do euro konsolidował się w okolicach 4,23. Pomimo oczekiwanych mocnych wyników inwestorzy wstrzymywali się z dalszymi zakupami PLN mając świadomość wyraźnie gołębiej (jak do tej pory) postawy RPP i utrzymującego się spadku kursu EURUSD.

Opublikowane raporty, choć pokazały solidny wzrost, to jednak nie obeszło się bez rozczarowania. We wrześniu sprzedaż detaliczna zwiększyła się o 8,6% r/r (znacznie mocniej niż prognozowane przez rynek 7,85%), ale już 4,3% r/r wzrost produkcji sprzedanej przemysłu wypadł słabiej niż szacowane 5,2%. W rezultacie złoty publikacje GUS przyjął neutralnie. Choć wskazują one na trwające ożywienie w gospodarce, to jednak nie będą w stanie wpłynąć na zmianę postawy tych członków Rady, którzy opowiadają się za stabilizacją stóp NBP. Przy dalej umacniającym się dolarze na szerokim rynku ryzyko korekty spadku kursu EURPLN staje się coraz wyższe. Niemniej, jak wskazują ekonomiści PKO BP biorąc pod uwagę cały III kw. br. wyniki (w szczególności dla budownictwa) poprawiły się wyraźnie w porównaniu z II kw., podczas gdy sprzedaż detaliczna rosła stabilnie. Mając już cały pakiet danych za ub. kwartał zakładają oni, że dynamika PKB w III kw. 2017 roku wyraźnie przyspieszyła wobec 3,9% r/r odnotowanych okres wcześniej (do co najmniej 4,5% r/r).

Na rynku głównej pary walutowej kluczowym tematem pozostaje wybór nowego prezesa amerykańskiego banku centralnego. Wśród kandydatów, obok J. Yellen (której kadencja kończy się w luty 2018 roku) wymieniani są jeszcze gubernator Fed Jerome Powell, doradca Trumpa Gary Cohn, były gubernator Fed Kevin Warsh oraz ostatnio ekonomista ze Stanford, John Taylor. W środę, osoba zbliżona do sprawy zdradziła, że prezydent USA Donald Trump prawdopodobnie już na początku listopada ogłosi, który z tych kandydatów zostanie nowym prezesem Rezerwy Federalnej. Dnia 3 listopada Trumpa udaje się z wizytą do Azji i byłby to czas dany Senatowi na proces zatwierdzenia nowego przewodniczącego FOMC.

W środę uwagę rynków finansowych przyciągały też Chiny z racji rozpoczynającego się tam tygodniowego 19. Kongresu Komunistycznej Partii Chin. Prezydent Xi Jinping, podczas trwającego ponad trzy godziny przemówienia, zapowiedział dalszą liberalizację rynku dla zagranicznych inwestorów, niemniej wskazał jednocześnie, że wzmocniona musi zostać rola rządu w gospodarce. Chiny będą „oczyszczać” przepisy i praktyki, które utrudniają stworzenie jednolitego rynku oraz sprawiedliwą konkurencję, będą też wspierać rozwój prywatnych firm oraz innych rodzajów podmiotów rynkowych. Pekin będzie dążył do pogłębienia reformy w zakresie wymiany walut, stóp procentowych i systemu finansowego. W tym tygodniu prezes Banku Chin zapowiedział, że „nie można mieć otwartej gospodarki z zamkniętym rynkiem finansowym”. Dalsza deprecjacja juana do dolara wydaje się więc wysoce pożądana przez chińskie władze, co będzie potencjalnie negatywne dla koszyka rynków wschodzących (korzystne dla DXY).

Tymczasem EURUSD zszedł wczoraj w okolice 1,173 jednak dzień zakończył wyżej przy około 1,18. Opublikowana Beżowa Księga Fed potwierdziła, że amerykańska gospodarka rozwija się mimo skutków huraganów odczuwalnych w niektórych regionach kraju, jak również i to, że nadal nie widać zbyt wielu oznak przyspieszania inflacji pomimo coraz większych trudności przedsiębiorstw z pozyskiwaniem wykwalifikowanych pracowników.

W czwartek rano poznaliśmy już pakiet raportów z Chin (sprzedaż, produkcja, inwestycje), a w ciągu dnia w centrum uwagi znajdą się jeszcze tygodniowe dane z rynku pracy w USA oraz publikacja indeksu Fed z Filadelfii.

Rentowności krajowych obligacji powróciły do wzrostów 2

Autor: Joanna Bachert, PKO Bank Polski

Źródło: PKO Bank Polski

23-24 listopada odbędzie się trzecia edycja międzynarodowej konferencji CEE SME Banking Conference

Każdy kraj ma ugruntowany pogląd na temat znaczenia sektora MŚP w rozwoju gospodarczym. Tymczasem poziom rozwoju sektora MŚP jest w każdym kraju inny. Wraz z otoczeniem gospodarczym jednym z głównych filarów rozwoju tego sektora jest właściwa komunikacja z sektorem finansowym. Idea wypełnienia takiej luki zachęciła założyciela SME Banking Club do zebrania bankowców i ekspertów MŚP w jednym miejscu. Po sześciu latach od powstania SME Banking Club stał się platformą networkingową pomiędzy bankami i innymi instytucjami finansowymi, przyczyniającymi się do rozwoju małych i średnich przedsiębiorców w czterech regionach: CEE, CIS, Kaukaz i MENA.

720×80Po raz trzeci SME Banking Club organizuje międzynarodową konferencje CEE SME Banking Conference w Polsce. W tym roku konferencja odbędzie się w Krakowie – 23-24 listopada w Hotelu Park Inn by Radisson i Krakowskim Parku Technologicznym.

Podczas pierwszego dnia konferencji w Krakowskim Parku Technologicznym odbędzie się panel na temat branży Fintech w Polsce, a jego uczestnikami będą przedstawiciele firm z tej sfery oraz instytucji, które zajmują się wsparciem fintech start-upów w Polsce.

Po panelu zapraszamy wszystkich uczestników Konferencji na Galę Networkingową z wręczeniem prezentów od SME Banking Club.

Drugi dzień Konferencji odbędzie się w Sali konferencyjnej Hotelu Hotel Park Inn by Radisson i będzie poświęcony tematom transformacji cyfrowej oraz nowych rozwiązań w bankowości i produktach finansowych dla klientów MŚP. Będzie mowa m.in. o wyłącznie cyfrowych bankach dla segmentu MŚP, kredytowaniu online i usługach niefinansowych, które banki oferują dla tego segmentu. Odrębny panel zostanie poświęcony usługom faktoringowym i leasingowym na rynku europejskim, jako że obserwuje się wzrost roli tych branż w finansowaniu firm z sektora MŚP.

Zapraszamy do udziału w Konferencji przedstawicieli banków, firm leasingowych, faktoringowych oraz fintech!

Szczegółowe informacje na stronie internetowej: https://events.smebanking.club/event/cee17/

Organizatorem Konferemcji jest SME Banking Club – międzynarodowy klub bankowców MŚP, którego celem jest dostarczenie informacji o tym, co globalne, regionalne i lokalne banki oferują klientom MŚP.

Czy milenialsi faktycznie mają inne oczekiwania w pracy?

Czego tak naprawdę szukają u pracodawcy milenialsi? Dla ponad połowy najważniejsze są zarobki. W dużej mierze oczekiwania pokolenia Y (czyli milenialsów) są zbieżne z oczekiwaniami ich rodziców. Więcej informacji na temat potrzeb milenialsów zdradza raport „Sytuacja materialna Polaków”[1], zrealizowany na zlecenie Lindorff SA.

Przede wszystkim wynagrodzenie

wykres1Respondenci w badaniu zostali podzieleni na dwie grupy: milenialsów, czyli ludzi którzy w chwili badania mieli od 21 do 36 lat, a także starsze pokolenie w wieku 45-60 lat – w domyśle  generację X, która reprezentuje pokolenie rodziców pierwszej grupy badawczej. Wszystkim respondentom zadano pytanie: „co jest dla ciebie najważniejsze w wykonywanej obecnie pracy?”. Dla ponad połowy milenialsów priorytetem okazały się zarobki (53% wskazań). 41% z nich zasugerowało także, że istotna jest atmosfera w pracy, a podium najczęstszych odpowiedzi zamknęła odpowiedź „stabilne/bezpieczne stanowisko” z 38% wskazań. Co ciekawe, pozostałe aspekty popularnie przypisywane oczekiwaniom pokolenia Y, zajęły w badaniu zdecydowanie niższe wyniki, np. elastyczność pracy – 18%; rozwój zawodowy – 13%; autonomia wykonywania zadań – 5%.

Jakie odpowiedzi wskazało „starsze” pokolenie? Na pierwszym miejscu również znajdują się zarobki, choć z niższym niż w przypadku milenialsów poziomem wskazań – 40%. Mniejszą różnicę we wskazaniach widać przy drugiej najpopularniejszej odpowiedzi, czyli „atmosfera w pracy” z 43% deklaracji. Również trzecia najpopularniejsza odpowiedź pokrywa się procentem wskazań niemal identycznie – w przypadku grupy wiekowej 45-60 lat „stabilne/bezpieczne stanowisko” uzyskało 35%.

Jak wykazuje fachowa literatura, pokoleniu Y przypisuje się: dobrą znajomość nowych technologii, umiejętność radzenia sobie w czasach gospodarki globalnej i wielokulturowego środowiska, nastawienie na rozwój osobisty, wielozadaniowość, niezależność oraz umiejętność pracy zespołowej[2]. Tymi czynnikami odróżnia się je od wcześniejszego pokolenia. Jednak jak pokazują wyniki badania „Sytuacja materialna Polaków”, większość ankietowanych na płaszczyźnie zatrudnienia deklaruje oczekiwania niemal zbieżne z oczekiwaniami „swoich rodziców”, choć faktycznie największe różnicę we wskazaniach można zauważyć przy odpowiedzi „zarobki” – to aż 13 punktów procentowych. Z kolei druga „największa różnica” rysuje się przy odpowiedzi „system premiowy”, który jest ważny dla 17% badanych przedstawicieli pokolenia Y i tylko 8% starszej grupy porównawczej – dysproporcja wyniosła aż 9 punktów procentowych. Wyraźną różnicę widać także przy wskazaniu „autonomia wykonywania zadań” (5 punktów procentowych), jednak znikoma ilość wskazań obu grup tej odpowiedzi pozwala sugerować, że to czynnik marginalny dla wszystkich badanych. Różnice przy innych odpowiedziach oscylują w okolicach 3 punktów procentowych.

Czy pensja nas satysfakcjonuje?

wykres2Jednocześnie badani zostali zapytani, czy są zadowoleni ze swojej obecnej pensji. Przy odpowiedziach na to pytanie różnice wydają się bardziej wyraźne: to pokolenie Y jest bardziej usatysfakcjonowane z zarobków, gdy tymczasem pokolenie X dużo częściej deklaruje zdecydowane niezadowolenie ze swojej pensji.

„Zdecydowanie tak” to odpowiedź, która uzyskała najmniej wskazań obu grup. Milenialsi odpowiedzieli w ten sposób w 7%, druga grupa tylko w 5%. „Raczej tak” to wskazanie 46% badanych przedstawicieli pokolenia Y, a jedynie 35% grupy porównawczej. Obie grupy zadeklarowały identyczny poziom wskazań przy odpowiedzi „raczej nie” – 34%. Natomiast dużo więcej dojrzałych respondentów zdecydowanie nie jest zadowolonych ze swojej pensji (26%) w porównaniu do milenialsów (13%).

Można zatem wnioskować, że obecna wysokość wynagrodzeń pokolenia Y jest zbieżna z ich oczekiwaniami finansowymi bardziej niż w przypadku generacji X. Milenialsi to w dużej mierze osoby wychowane w nowym systemie gospodarczym, mocniej bazującym na sile pieniądza. Być może dzięki temu pokolenie Y wydaje się bardziej zaradne już w pierwszym etapie kariery zawodowej. Z drugiej strony starsi badani mają przed sobą mniej perspektyw na rozwój zawodowy, zatem swoje wynagrodzenie mogą oceniać bardziej surowo, zwłaszcza jeśli jego wysokość odbiega od oczekiwanej.

[1]Raport zrealizowany na zlecenie firmy Lindorff SA – badanie ilościowe realizowane techniką CAWI – przeprowadzone wśród członków społeczności badawczej Zymetrii. Realizacja badania: 20.01.2017 – 24.01.2017 r, N=551.

[2]M. Suwa, Pokolenie Y na polskim rynku pracy, [w:] Pokolenia na rynku pracy, red. A. Rogizińska-Pawełczyk, Łódź 2014, s. 66.

Biedronka rozbudowuje sieć dystrybucyjną. Nowa inwestycja w Gorzowie Wielkopolskim jest najnowocześniejszym centrum w Polsce

Biedronka rozbudowuje sieć dystrybucyjną. Nowa inwestycja w Gorzowie Wielkopolskim jest najnowocześniejszym centrum w Polsce 1

Centrum dystrybucyjne Biedronki w Gorzowie Wielkopolskim jest 16., najnowocześniejszym i największym obiektem logistycznym sieci. Jego powierzchnia magazynowa wynosi 31 tys. m kw., czyli niemal tyle, co pięciu boisk piłkarskich. Docelowo centrum będzie obsługiwało 200 sklepów na terenie trzech województw: lubuskiego, zachodniopomorskiego i wielkopolskiego. Każdego dnia może przyjąć do 8 tys. palet oraz wysyłać 240 samochodów ciężarowych. Nowe zastosowane w nim rozwiązanie „just in time” ma jeszcze bardziej usprawnić cykl dostaw produktów, a automatyczny system rejestracji uprościć przepływ towarów. Całościowy koszt inwestycji to 113 mln zł. Tego typu inwestycje to szansa na rozwój regionu, ale także na szybszy wzrost gospodarczy kraju i przyciągnięcie kolejnych inwestorów.

– Centrum Dystrybucyjne w Gorzowie Wielkopolskim to przede wszystkim większa o ponad 40 proc. w porównaniu do innych magazynów powierzchnia dla towarów świeżych. Mamy nowe rozwiązania recyklingowe; rozwiązania, które idą w stronę klienta, czyli tzw. just in time, dokładnie na czas. Towar, który przyjeżdża do nas od dostawcy, jest bezpośrednio w tym samym dniu dostarczany na półkę do sklepu. Zachowujemy lepszą jakość, jesteśmy bardziej precyzyjni i  dostosowani do potrzeb klienta – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Jacek Kasprzak, dyrektor Centrum Dystrybucyjnego Biedronki w Gorzowie Wielkopolskim.

W centrum wprowadzono również samodzielną rejestrację dostaw przez dostawców w elektronicznym punkcie przyjęć oraz testowany jest nowy system magazynowania just in time. Ma on zoptymalizować proces zamawiania towarów, przyspieszyć cykl dostaw do sklepów, uwolnić miejsca magazynowe i zmniejszyć ryzyko przeterminowania zapasów. Mocno rozbudowana jest też część chłodnicza, z podziałem na strefy chłodnicze 8-10 st. C, 4-6 st. C, mroźnie oraz strefy mięsa i ryb.

W nowo otwartym centrum zastosowano szereg rozwiązań przyjaznych dla środowiska, m.in. chłodnictwo oparte na wykorzystaniu naturalnych gazów CO2, inteligentny system oświetlenia dopasowany do poziomu natężenia naturalnego światła, czy nowoczesne metody recyclingu.

W gorzowskim centrum docelowo pracować będzie 320 osób – z czego 280 to pracownicy magazynu, a 40 pracownicy biurowi. Dodatkowo centrum wygeneruje około 150 miejsc pracy dla osób zatrudnionych u podwykonawców, takich jak np. firmy sprzątające, recyklingowe czy cateringowe.

– Jeśli mówimy o całym regionie to 320 osób, plus 150 miejsc pracy dla firm zewnętrznych. Po naszych wstępnych analizach, zarobki u nas będą kształtowały się na poziomie 3,4 tys. zł brutto. To średnia, którą obliczyliśmy z ostatnich 3 miesięcy pracy. Będzie ona wzrastała w miarę wzrostu wydajności centrum. Mamy też spore benefity pozapłacowe i liczący 17 programów pakiet socjalny – wymienia Kasprzak.

Jak przekonuje dyrektor Centrum w Gorzowie Wielkopolskim, pracownicy mogą liczyć też na rozwiązania wspomagające pracę.

– Zaproponowane przez nas rozwiązania – jak owijarka do palet, która w zdecydowanym stopniu odciąża pracownika, kontener chłodniczy nabijany gazem CO2, specjalne wózki autonomiczne, kompletacja głosowa, która też powoduje, że towar szybciej jest kompletowany – to wszystko sprawia, że pracownikowi się znacznie lepiej pracuje, w znacznie lepszych warunkach – przekonuje Jacek Kasprzak.

Jak podkreśla Jacek Wójcicki, prezydent Gorzowa Wielkopolskiego, nowo otwarte centrum to także szansa na rozwój dla całego regionu – Jeronimo Martins zainwestowało w budowę 113 mln zł. Powstałe w ten sposób miejsca pracy mogą przyciągnąć do miasta nowych mieszkańców, zwłaszcza, że Biedronka oferuje atrakcyjne w regionie zarobki i pozapłacowe bonusy.

– Centrum dystrybucyjne to dla nas bardzo ważny obiekt. Jeronimo Martins mocno weszło na rynek pracy, stało się bardzo atrakcyjnym pracodawcą, już od początku z bardzo pozytywnym przekazem dla mieszkańców. Oferta okazała się strzałem w dziesiątkę. To ważne, bo kolejny, solidny pracodawca daje możliwości wyboru miejsca pracy, do tego z tak bogatą ofertą CSR-ową. To powoduje, że Jeronimo Martins i to centrum dystrybucyjne stają się ważnym miejscem na mapie miasta – tłumaczy Jacek Wójcicki, prezydent Gorzowa Wielkopolskiego.

Prezydent miasta liczy, że dzięki nowej inwestycji m.in. wzrośnie liczba mieszkańców Gorzowa Wielkopolskiego (po spadkach ze 121 tys. w 2008 roku do 118 tys. w 2014 roku; ostatnie dane mówią o wzroście do 123 tys. osób). Ma także nadzieję na zwiększenie dochodów z podatku VAT i CIT (Gorzów Wlkp. – na tle miast o porównywalnej wielkości – ma jedne z mniejszych).

– Miasta średniej wielkości mają obecnie wyjątkowo dużą konkurencję. Z tak dużymi ośrodkami, jak Poznań czy Warszawa, trudno jest wygrać. Niemniej budowanie oferty poprzez nowe miejsca pracy, zmianę infrastruktury, poprawę komfortu życia skutkują tym, że mieszkańcy chcą się tu osiedlać – wskazuje Jacek Wójcicki.

O tym, jak ważne są dla regionu tego typu inwestycje, mówi także Andrzej Arendarski, prezes Krajowej Izby Gospodarczej.

– Małe i średniej wielkości miasta mają niestety coraz mniejsze szanse, aby takie inwestycje pozyskiwać, bo te pojawiają się raczej w dużych ośrodkach, gdzie jest lepsze środowisko dla biznesu. Tym bardziej trzeba taką decyzję inwestycyjną powitać dużymi brawami. To kilkaset miejsc pracy, drugie kilkaset u firm, które współpracują z dystrybutorem, a to może przyciągnąć następne inwestycje – wyjaśnia Andrzej Arendarski i dodaje, że są one ważne nie tylko dla regionu, w którym powstały, ale i dla całego kraju.

– Dla Polski ta inwestycja ma duże znaczenie. Jesteśmy krajem, który się rozwija, poszukuje inwestycji, szczególnie ważne są inwestycje dużych, międzynarodowych koncernów. Opinia takich firm o Polsce daje nam szanse na przyciąganie kolejnych inwestorów – ocenia Andrzej Arendarski.

Szacuje się, że w 2016 roku napływ zagranicznych inwestycji bezpośrednich do Polski przekroczył 50 mld zł.

Sieć Biedronka liczy obecnie około 2750 sklepów w ponad tysiącu miejscowości w całym kraju.

Sektor HR postawi na CSR? Pomóc mogą nowe regulacje

Wraz z początkiem nowego roku firmy czekają zmiany. Powodem jest prawo unijne, które nakłada obowiązek na część pracodawców raportowania danych niefinansowych. Dotyczy to dużych firm działających na terenie Unii Europejskiej, także z sektora HR. Wśród nich Work Service jest jedyną agencją zatrudnienia w Polsce, która dotychczas stawiała na społeczną odpowiedzialność biznesu. Od dziś jest dostępny nowy raport CSR, w którym Grupa wskazuje na swój wpływ na otoczenie i podejmowane działania, m.in. z zakresu aktywizacji osób długotrwale bezrobotnych i niepełnosprawnych.

Od początku 2017 roku duże firmy będące jednostkami zainteresowania publicznego (JZP), w tym emitenci giełdowi, obejmuje nowy, wymagany przez Unię Europejską, obowiązek informacyjny. Wdrożona przez Parlament Europejski Dyrektywa 2014/95/UE mówiąca o ujawnianiu informacji niefinansowych spowodowała zmiany w ustawie o rachunkowości. Implementacja przepisów unijnych oznacza, że polscy przedsiębiorcy powinni być w trakcie przygotowań do raportowania danych niefinansowych za 2017 rok i ujawnienia ich w pierwszym kwartale 2018 roku.

Nowy obowiązek dotyczy nie tylko największych spółek notowanych na giełdzie. Obejmuje on firmy z kategorii tzw. jednostek zainteresowania publicznego (JZP), które spełniają określone w ustawie o rachunkowości kryteria finansowe oraz wielkości zatrudnienia. Zaliczane są do nich m.in. banki, zakłady ubezpieczeń, krajowe instytucje płatnicze, instytucje pieniądza elektronicznego, fundusze inwestycyjne i emerytalne. Ujawniać informacje niefinansowe będą musiały te podmioty, które mają w raportowanym i poprzednim roku obrotowym średnioroczne zatrudnienie przekraczające 500 osób w przeliczeniu na pełne etaty oraz osiągają wyniki 85 mln zł w przypadku sumy aktywów bilansu na koniec roku obrotowego lub 170 mln zł  w przypadku przychodów netto ze sprzedaży towarów i produktów za rok obrotowy – mówi Ewa Zamościńska, menedżer projektów i konsultant CSR z firmy edukacyjno-doradczej CSRinfo.

Przedsiębiorstwa objęte nowym obowiązkiem powinny raportować informacje o modelu biznesowym, związanych ze swoją działalnością ryzykach z obszarów wskazanych w ustawie, o stosowanych politykach dotyczących tych obszarów oraz wynikach ich wdrażania. Ustawa wymaga także zaraportowania kluczowych niefinansowych wskaźników efektywności związanych z działalnością jednostki. Polityki, efekty ich wdrażania i ryzyka dotyczą zagadnień pracowniczych, społecznych, środowiska naturalnego, poszanowania praw człowieka oraz przeciwdziałania korupcji.

Jeżeli raportująca firma nie wdraża polityk odnoszących do wyżej wymienionych zagadnień, powinna zastosować zasadę „zaraportuj lub wyjaśnij dlaczego tego nie raportujesz”. Wówczas należy przedstawić wyjaśnienie dlaczego pewnych wypracowanych praktyk w firmie nie ma. – Szacuje się, że w Polsce zagadnienia niefinansowe będzie musiało raportować prawie 300 dużych firm. W całej Unii Europejskiej jest ich kilka tysięcy. Jeżeli tak liczne grono znaczących graczy rynkowych – dużych klientów i pracodawców – jest pytane np. o zarządzanie ryzykiem łamania praw człowieka w miejscu pracy i szerzej, w całej strefie wpływu swojej działalności, to może to wpłynąć na tempo włączania tych kwestii w polityki doboru dostawców. Dostawcy B2B mogą się zatem spodziewać większego zainteresowania ich podejściem do kwestii pracowniczych, społecznych czy środowiskowych, nawet  jeżeli oni sami nie są objęci obowiązkiem raportowania – dodaje Ewa Zamościńska.

CSR na rynku agencji zatrudnienia

Z ubiegłorocznego raportu „Społeczna odpowiedzialność biznesu w polskich realiach. Teoria i praktyka” wynika, że na rynku agencji zatrudnienia, obejmującym obecnie ponad 7 tysięcy firm, tylko jedna przygotowuje raport społeczny. Wobec nowych wyzwań formalnych dla wielu podmiotów może to stanowić duże wyzwanie.

Jesteśmy przygotowani na nowe regulacje. Już w 2015 roku podjęliśmy decyzję, że będziemy raportować naszą działalność niefinansową i będziemy się dzielić naszymi doświadczeniami z interesariuszami. Dziś oddajemy nowy dwuletni raport, który przygotowany jest w standardzie GRI G4 – podkreśla Iwona Szmitkowska, Wiceprezes Zarządu Work Service S.A.

Aktywizacja zawodowa dla tysięcy Polaków

W swojej polityce odpowiedzialnego biznesu Grupa Work Service stawia przede wszystkim na wykorzystanie synergii pomiędzy oczekiwaniami otoczenia, a działalnością i kompetencjami. W efekcie realizowanych jest szereg aktywności nastawionych na aktywizację zawodową, edukację rynku i pracowników, a także na działalność charytatywną i społeczną.

Nasza bieżąca działalność ma wyraźny wpływ na życie wielu ludzi. W prowadzonych przez nas projektach aktywizacyjnych wzięło udział 6,5 tys. osób długotrwale bezrobotnych. W wyniku podjętych działań z tej grupy 4 tys. osób podjęło lub wkrótce podejmie pracę. Jednocześnie działamy na rzecz zwiększania zatrudnienia wśród kandydatów z niepełnosprawnością. Z jednej strony pomagamy osobom niepełnosprawnym w znalezieniu satysfakcjonującego zatrudnienia, z drugiej strony edukujemy naszych klientów w zakresie: korzyści płynących z ich zatrudnienia oraz odpowiedniego przystosowania miejsca pracy. Dzięki tym aktywnościom pomagamy znaleźć zatrudnienie dla ponad 500 osób rocznie – podsumowuje Iwona Szmitkowska.

Przemysł motoryzacyjny zdejmuje nogę z gazu? Mniej produkcyjnych optymistów w Polsce

Przedstawiciele branży motoryzacyjnej w Polsce z mniejszym, ale wciąż widocznym optymizmem, spoglądają w przyszłość. 36% reprezentantów automotive spodziewa się, że produkcja w ich fabrykach wzrośnie w drugim półroczu br. – wynika z najnowszego raportu „MotoBarometr 2017. Nastroje w automotive” przygotowanego przez Exact Systems. Choć jest to wynik niemal dwa razy słabszy niż rok temu (68%), eksperci podkreślają, że nie ma podstaw do obaw, że w polskim motoprzemyśle zaczyna się źle dziać. AutomotiveSuppliers.pl prognozuje, że w całym 2017 roku eksport produkcji motoryzacyjnej z Polski może wzrosnąć o ponad 10% r/r i przekroczyć rekordową wartość 26 mld euro. Większy optymizm wśród producentów panuje za to u naszych sąsiadów – w Rosji (60%), na Słowacji (56%) i w Niemczech (55%).

– Przemysł motoryzacyjny jest najszybciej rozwijającą się gałęzią polskiej gospodarki. Co więcej, Polska jest coraz bardziej widoczna nie tylko na europejskiej, ale także światowej mapie motoryzacyjnej. Nasze firmy sięgają ze swoją sprzedażą coraz dalej, nie tylko do krajów UE, ale też do Meksyku, Brazylii czy Chin. Na kierunki ekspansji zagranicznej wybieramy coraz częściej te rynki, których potencjał ludnościowy jest ogromny, co ma bezpośrednie przełożenie na popyt wewnętrzny na samochody. Najlepszym przykładem jest nasza firma. Chiny były pierwszym pozaeuropejskim krajem, który wybraliśmy i w 2016 roku rozpoczęliśmy tam działalność. W ciągu roku zdobyliśmy kilka dużych kontraktów zarówno z globalnymi jak i rodzimymi producentami. Rozwijając współpracę międzynarodową, Polska nie może zapominać o pozostałych aspektach istotnych dla naszego biznesu. O tym, jak długo będziemy jeszcze świadkami prosperity w motobranży, zdecyduje przede wszystkim umiejętność dostosowania się naszego kraju do szybko zmieniającego się otoczenia społeczno-gospodarczego. Wyzwania stojące przed nami to m.in. coraz większe braki kadrowe, które na bieżąco musimy uzupełniać, oraz wprowadzanie innowacji związanych z elektromobilnością. Aby nie zostać w tyle za konkurencją z innych państw, niezbędna jest pełna kooperacja polskiego rządu oraz przedsiębiorstw w powyższych obszarach – mówi Jacek Opala, członek zarządu Exact Systems S.A.

Nie ma powodu do obaw

Przedstawiciele branży motoryzacyjnej w Polsce nie są już największymi optymistami spośród badanych państw, jeśli chodzi o produkcję. Tylko 1 na 3 zapytanych uważa, że produkcja do końca roku wzrośnie, co jest wynikiem niemal dwa razy słabszym niż rok temu (68% wskazań w 2016 roku). Co czwarty jest zdania, że pozostanie na podobnym poziomie jak obecnie.moto1

Jednak Rafał Orłowski, partner w AutomotiveSuppliers.pl, uspakaja. – Wielu producentów, przede wszystkim dostawców motoryzacyjnych, „konsumuje” realizowane wcześniejsze inwestycje. Tym głównie można tłumaczyć niższy niż w zeszłym roku odsetek respondentów, którzy deklarują wzrost produkcji. Natomiast wyższy odsetek respondentów deklarujących spadek produkcji można tłumaczyć  tym, że część firm wdraża nowe wyroby, co zazwyczaj przekłada się na czasowy spadek wolumenów. Innej przyczyny należy szukać na rynkach zagranicznych, które są „być albo nie być” dla większości producentów w Polsce. Jednak moim zdaniem nie ma obaw, że w przemyśle motoryzacyjnym w Polsce zaczyna się dziać coś niedobrego. Od kilku lat branża bije co roku nowe rekordy, zarówno pod względem produkcji, sprzedaży, zatrudnienia czy wartości eksportu – mówi ekspert AutmotoveSuppliers.pl

Polska nie jest już na czele motoryzacyjnego peletonu, bo więcej optymistów produkcyjnych jest w Rosji (60%), na Słowacji (56%) oraz w Niemczech (55%). Rosyjskie automotive po kilkudziesięciu miesiącach spadków zaczyna wychodzić na prostą. Słowaków, do tak optymistycznych ocen najpewniej skłoniła m.in. wygrana w starciu o fabrykę aut Jaguar Land Rover. Słowacja już teraz produkuje ok. 1 mln aut rocznie, a jak ruszy fabryka aut klasy premium ta liczba znacznie wzrośnie. Przez różowe okulary w przyszłość spoglądają też przedstawiciele niemieckiego automotive – dla porównania, w ubiegłym roku optymistów było zdecydowanie mniej, bo tylko 33%. – Niemcy są największym producentem samochodów w Europie i jednym z największych na świecie. Istotnym czynnikiem w utrzymaniu tej wysokiej pozycji będzie rozwój nowych technologii z naciskiem na produkcję pojazdów elektrycznych. W obliczu ostatnich wydarzeń związanych z silnikami diesla wielu niemieckich producentów przyspieszyło wdrażanie projektów aut elektrycznych, co w ciągu najbliższych kilku–kilkunastu lat, przyczyni się z pewnością do reorganizacji całej branży – twierdzi Sebastian Gos, General Manager, Exact Systems Niemcy.

W Rumunii na większe zamówienia liczy podobny odsetek przedstawicieli automotive co w Polsce (31%). Jedynie w Czechach widać nieco słabsze nastroje – tutaj tylko co szósty zapytany ma nadzieję na wzrost produkcji, a co trzeci nie spodziewa się większych zmian.

Automotive w Polsce zależne od zagranicy

TOP3 czynników wpływających na wzrost produkcji nie zmieniło się w porównaniu do 2016 roku.

motoNajwiększy wpływ na wzrost produkcji wciąż mają zamówienia od partnerów zagranicznych, zarówno obecnych jak i nowych – tak wskazało łącznie 41% firm. Co trzeci przedstawiciel motobranży liczy na nowe zamówienia od polskich partnerów – 32% wskazań. 13% spodziewa się nawiązania współpracy z nowymi fabrykami samochodów w krajach sąsiadujących z Polską. Tylko 1% respondentów liczy na zamówienia w związku z otwarciem nowej fabryki samochodów.

Na dobrą kondycję branży automotive w Polsce przede wszystkim wpływają zamówienia płynące z zagranicy, które z roku na rok rosną. Jak wynika z danych AutomotiveSuppliers.pl, w pierwszym półroczu 2017 roku eksport przemysłu motoryzacyjnego z Polski odnotował rekordową wartość ponad 13 mld euro, co dało niemal 10% wzrost rok do roku. Najwięcej za granicę wysyłamy części i akcesoriów motoryzacyjnych, które stanowią niemal 44% naszej zagranicznej sprzedaży. Jeśli chodzi o kierunki eksportu, najważniejszymi partnerami wciąż pozostają Niemcy (29% udział), na drugim miejscu znajdują się Włochy z 10% udziałem, a na trzecim Czechy (8% udział).

Metodologia badania

Badanie „MotoBarometr 2017. Nastroje w automotive. Polska, Czechy, Niemcy, Rosja, Rumunia, Słowacja” zostało przeprowadzone przez firmę Exact Systems na celowej próbie przedstawicieli firm z sektora automotive będących klientami Exact Systems. Wśród nich znajdują się m.in. producenci samochodów, poddostawcy części i komponentów samochodowych Tier I i Tier II takich jak wycieraczki, szyby samochodowe, dachy, kolumny kierownicze czy elementy bezpieczeństwa. Wielkość próby wyniosła 429 respondentów z 6 państw (Polska, Czechy, Niemcy, Rosja, Rumunia, Słowacja).

Badanie zrealizowano metodą telefonicznych wywiadów (CATI), ankiet online oraz ankiet indywidualnych od kwietnia do lipca 2017 roku.

Łańcuchy dostaw przechodzą cyfrową rewolucję

Łańcuch dostaw w relacjach B2C w ostatnich latach przeszedł prawdziwą rewolucję napędzaną nowinkami technologicznymi. Jak dowodzą autorzy raportu „The 2017 MHI Annual Industry Report Next-Generation Supply Chains: Digital, On-Demand and Always-On”, przygotowanego przez firmę doradczą Deloitte we współpracy ze stowarzyszeniem MHI, cyfrowa rewolucja dotyka właśnie łańcuchy dostaw w branży produkcyjnej i relacjach B2B. Największy wpływ na zmiany w tym obszarze będą miały trendy takie jak robotyka i automatyzacja, analityka oraz Internet Rzeczy (IoT).

Raport Deloitte opiera się na globalnym badaniu, które zostało przeprowadzone wśród ponad 1 100 menedżerów wysokiego szczebla zarządzających łańcuchem dostaw.

Rewolucję wymuszają konsumenci

80 proc. ankietowanych wierzy, że cyfrowy łańcuch dostaw będzie koniecznością w przeciągu kolejnych pięciu lat, 16 proc. twierdzi, że mamy z nim do czynienia już dziś. Czego wymaga cyfrowy świat i cyfrowi konsumenci od łańcucha dostaw? Przede wszystkim dostępności i przejrzystości przez 24h i na każde żądanie. Konsumenci, a za nimi klienci biznesowi oczekują ciągłego podglądu i dostępu w czasie rzeczywistym do dowolnych danych z każdego ogniwa łańcucha dostaw.

Wymagania klientów co do lepszego i szybszego serwisu gwałtownie rosną. Rewolucja, która dokonała się w handlu detalicznym nadchodzi również w przemyśle. A to oznacza, że firmy z sektora produkcyjnego muszą usprawnić swoje łańcuchy dostaw, by były one szybsze i bardziej przejrzyste dla ich partnerów. W tym sprzedawców, którzy z kolei odczuwają rosnącą presję ze strony konsumentów. Ponadto cyfryzacja i dostępność informacji pozwala samym producentom i dystrybutorom szybciej reagować na wszelkie zakłócenia oraz lepiej zarządzać kosztami – wyjaśnia Jakub Rosiecki, Starszy Menedżer w Dziale Konsultingu Deloitte.

Do relacji B2B przeniosła się niecierpliwość konsumencka, która wymaga natychmiastowej reakcji i wymiany informacji w szczególności cyfrowych potwierdzeń zamówienia, śledzenia statusu realizacji, czy aktualizowanej na bieżąco informacji o jego transporcie i dostawie.

Łańcuchy dostaw: automatyczne, zrobotyzowane procesy wsparte analityką

Respondenci badania nie maja złudzeń, że będą w stanie sprostać tym wyzwaniom bez digitalizacji i automatyzacji procesów łańcucha dostaw. Pytani, które innowacyjne technologie mają i będą miały największy wpływ na ten proces, wskazywali na RPA (Robotics Process Automation), robotyzację i automatyzację procesów (61 proc. odpowiedzi wobec 39 proc. dwa lata wcześniej) a także analitykę predyktywną (57 proc. badanych wobec 38 proc. w badaniu z 2015 roku) i Internet Rzeczy – IoT (55 proc., wcześniej nieobecne), które są niezmiernie istotnymi elementami z punktu widzenia dostępności informacji i optymalizacji kosztów – tutaj trendem są tzw. Supply Chain Control Tower – rozwiązania analityczne służące bieżącemu śledzeniu operacji i zapobieganiu niechcianym zdarzeniom. W dalszej kolejności ankietowani wymieniali również bezzałogowe pojazdy i drony (54 proc.) oraz czujniki i automatyczną identyfikację (53 proc.).

Cyfrowa rewolucji już trwa i daje efekty

Respondenci już teraz doceniają zalety innowacyjnych technologii. Ponad połowa ankietowanych menedżerów (55 proc.) twierdzi, że IoT ma potencjał, by stworzyć przewagę konkurencyjną. Zdaniem 33 proc. może on wspierać ulepszenia w łańcuchu dostaw. Ponad połowa badanych (53 proc.) dostrzega również benefity w wykorzystywaniu czujników i systemów automatycznej identyfikacji. Dwa lata temu było to o 11 p.p. mniej. Już dziś korzysta z nich prawie połowa ankietowanych firm. Na przeciwległym biegunie znajdują się z kolei autonomiczne pojazdy i drony, używane w zaledwie 8 proc. przedsiębiorstw.

Najszybciej jednak przyjęła się chmura obliczeniowa (cloud computing), którą wykorzystuje już połowa ankietowanych firm. Respondenci wskazali, że w ciągu 2 kolejnych lat już 74 proc. z nich będzie wykorzystywało tę technologię. Drugie z kolei, sensory i automatyczna identyfikacja, wykorzystywane obecnie w 49 proc. przedsiębiorstwach osiągną w tym czasie poziom 71 proc. Jednak liderem rankingu mają zostać narzędzia optymalizacji zapasów i sieci logistycznej (skok z 41 do 75 proc.), które pozwalają na uzyskanie znacznych oszczędności w kosztach logistyki (doświadczenia Deloitte wskazują na przedział od 5 nawet do 20 proc. redukcji kosztów łańcucha dostaw) i w kapitale pracującym. Pozostałe technologie, mające wg ankietowanych potencjał największego zakłócenia (disruption) lub budowy przewagi konkurencyjnej czyli IoT, analityka predyktywna oraz robotyka będą się upowszechniać dopiero w okresie 3-5 lat osiągając poziomy odpowiednio 81, 79 i 71 proc.

Na przeszkodzie cyberbezpieczeństwo i brak talentów

Wszystkie te technologie dostępne są już obecnie, jednak, jak pokazują odpowiedzi ankietowanych, ich powszechność jest umiarkowana. Wpływa na to kilka istotnych barier. Pierwszą jest cyberbezpieczeństwo, które wymienia jako istotne lub niezwykle istotne 55 proc. respondentów. Kolejne dwie bariery, obie wskazane jako „istotne” lub „niezwykle istotne” przez ponad 44 proc. respondentów, to brak odpowiednio wyszkolonych pracowników, którzy efektywnie umieliby wdrożyć i korzystać z nowych technologii oraz trudność z wyliczeniem jasnego business case na wdrożenie.

Warto tutaj zauważyć, że największym wyzwaniem, przed którym stoją menedżerowie zarządzający łańcuchem dostaw nie jest oczekiwanie szybszej dostawy i niższych kosztów (wskazywane jako drugie i trzecie) ale właśnie zatrudnienie i utrzymanie utalentowanych i wykwalifikowanych pracowników. – Nasze badanie pokazuje, że tzw. talent gap powiększa się z roku na rok. Na ten problem rok temu wskazywało 58 proc. badanych, obecnie już 63 proc. Tymczasem innowacyjne technologie wymagają obsługi osób o specjalistycznych kompetencjach, a na rynku wciąż takich brakuje – wyjaśnia Jakub Rosiecki.

Kosztowne przygotowania

Wdrożenie innowacyjnych technologii nieuchronnie wiąże się z wydatkami. Ponad połowa firm (53 proc.) przeznaczy na ten cel w ciągu kolejnych dwóch lat ponad 1 mln dolarów, a 17 proc. zainwestuje ponad 10 mln.

Aby łańcuchy dostaw z powodzeniem przeszły cyfrową rewolucję, firmy już dziś muszą aktywnie przygotowywać się do tego procesu nie tylko inwestując w nowe technologie. W obszarze organizacyjnym i procesowym respondenci wymieniają konieczność partnerstwa z dostawcami rozwiązań aby lepiej zrozumieć potencjał (54 proc), przygotowanie i przeszkolenie pracowników, aby byli w stanie skutecznie wdrożyć i wykorzystać technologię (50 proc.) oraz rekrutacja pracowników z kompetencjami zapewniającymi przyswojenie technologii przyszłości (48 proc.).

Tylko polityka

W oczekiwaniu na przyszłotygodniowe posiedzenie ECB inwestorzy pozostają skazani na meandrowanie pomiędzy impulsami ze strony czynników politycznych. Ich najnowszą ofiarą staje się dolar nowozelandzki, który notuje potężną przecenę.

Jest ona pochodną zaskakującego rynek mariażu NZ First z Partią Pracy. Taki skład gabinetu jest daleki od preferencji uczestników rynku i jeszcze kilka dni temu wydawał się mało prawdopodobny. NZD/USD spada nawet 1,5 proc. a kurs testuje dołek z 7 października. Oczekujemy, że niepewna sytuacja polityczna stanie na drodze zaostrzeniu stanowiska przez RBNZ. Prognozujemy, że na koniec roku kurs będzie w okolicach 0,67.
Słabość nowozelandzkiej waluty poprzez wzrosty AUD/NZD stabilizuje AUD/USD. Wpływ na kurs australijskiej waluty może mieć wynik zjazdu Komunistycznej Partii Chin, który powinien potwierdzić dążenie do zacieśniania polityki monetarnej i determinację w przygaszaniu rozgrzanego rynku nieruchomości. Kluczowy będzie początek przyszłego tygodnia, kiedy poznamy obsadę najważniejszych stanowisk w Komitecie Centralnym. W szerszym horyzoncie oczekujemy, że gospodarka Chin dość wyraźnie spowolni (wzrost bliższy 6 niż 7 proc.) a przyjęty model gospodarki będzie zakładał mniejsze wydatki infrastrukturalne a silniejsze spożycie indywidualne. Z fundamentalnego punktu widzenia ostatni wystrzał cen miedzi i innych metali przemysłowych postrzegamy jako trudny do uzasadnienia. Groźba głębokiej korekty jest w tym kontekście zagrożeniem dla dolara australijskiego, w którego przypadku rynek jest skrajnie spozycjonowany. W szerszym horyzoncie widzimy dużą przestrzeń do odreagowania tegorocznych wzrostów kursu AUD/USD.

Kolejną walutą pod wpływem czynników politycznych jest euro. Dziś Prezydent Katalonii ma uściślić swoje stanowisko w kwestii deklaracji niepodległości. Kontynuacja zamieszania na hiszpańskiej scenie politycznej może prowadzić do niekorzystnych dla euro przetasowań na rynku europejskich obligacji. Eurodolar znajduje się w połowie przedziału wahań z ostatnich kilku dni. W kontekście obaw przed przyszłotygodniowym posiedzeniem ECB preferujemy wygaszanie ruchu wzrostowego przed lokalnymi maksimami poniżej 1,19. Dla funta szterlinga ważniejsze od dzisiejszej publikacji sprzedaży detalicznej mogą okazać się komentarze z unijnego szczytu, które dotyczyć będą przebiegu negocjacji ws. Brexitu.

W końcu, pod wpływem polityki pozostaje jen. Pod koniec września premier Japonii Shinzo Abe nieoczekiwanie zapowiedział na 22 października przyspieszone wybory parlamentarne. Pomimo problemów wewnątrz partii rządzącej, opozycja także jest rozbita, co Abe chce wykorzystać, wspierając się na pozytywnym klimacie gospodarczym i narosłych zagrożeniach ze strony Korei Północnej. Bardzo dobry wynik z wyborów w 2014 r. jest mało realny do powtórzenia, jednak partia Abe powinna utrzymać większość. Kontynuacja Abenomiki oznacza podtrzymanie presji na osłabienie jena w średnim terminie. Spodziewamy się kontynuacji dryfu USD/JPY w kierunku letnich maksimów usytuowanych poniżej 114,50.

Bartosz Sawicki
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Jeśli spadkodawca zalegał przez lata z alimentami, możesz odziedziczyć po nim spory dług

Według art. 922 § 1 kodeksu cywilnego, z chwilą śmierci dłużnika, spadkobiercy dziedziczą cały jego majątek, w tym konieczność spłaty zaległych rat alimentów. Jeśli były wyższe, niż 500 zł, które regulował Fundusz Alimentacyjny, to różnica między zasądzonym świadczeniem, a wypłacanym, wchodzi w skład spadku jako dług. Jednak można uniknąć tego zobowiązania zarówno za życia potencjalnego spadkodawcy, jak i po odziedziczeniu spadku.

W orzeczeniu z dnia 15 lipca 1965 roku, o sygnaturze III Co 35/65, Sąd Najwyższy w sposób wyraźny wskazał, iż raty alimentacyjne, zasądzone prawomocnym wyrokiem i wymagalne za życia spadkodawcy, wchodzą w skład długów spadkowych. Wyrok ten jest doniosły. Zdaniem adwokata Bartłomieja Gawrona, wciąż stanowi wzór dla sędziów. Natomiast, zgodnie z art. 28 ust. 3 ustawy o pomocy osobom uprawnionym do alimentów, kwoty wypłacone przez Fundusz Alimentacyjny, maksymalnie do 500 zł, wygasają wraz ze śmiercią spadkodawców. Oznacza to, że spadkobierca ich nie płaci.

– Uprawnione do alimentów dziecko, do uzyskania pełnoletności, działając poprzez przedstawiciela ustawowego, może wystąpić do sądu o nadanie klauzuli wykonalności na spadkobierców zmarłego rodzica. Wśród nich mogą znaleźć się członkowie rodziny domagającego się spłaty zobowiązań, np. jego macocha lub ojczym bądź przyrodnie rodzeństwo, a także inne osoby dziedziczące majątek na podstawie testamentu – mówi Bartłomiej Gawron.

Zgodnie z art. 788 kodeksu postępowania cywilnego, jeśli był wydany tytuł egzekucyjny przeciwko spadkodawcy, trzeba zwrócić się do sądu w sprawie postanowienia o stwierdzeniu nabycia spadku. Ewentualnie można przedstawić zarejestrowany akt poświadczenia dziedziczenia, aby następnie wystąpić do sądu z wnioskiem o nadanie klauzuli wykonalności na następców zmarłego, ujętego w tytule egzekucyjnym. Wówczas możliwe będzie wyegzekwowanie zaległości z pomocą komornika.

– Natomiast, art. 819 § 1 k.p.c. przewiduje, że w sytuacji, gdy sprawa już trafiła do komornika, wystarczy, że uprawniony do alimentów załączy prawomocne postanowienie o stwierdzeniu nabycia spadku. W tym dokumencie powinien być wskazany następca prawny zmarłego bądź zarejestrowany akt poświadczenia dziedziczenia. To da podstawy do kontynuacji egzekucji z udziałem spadkobierców – tłumaczy mec. Gawron.

Ekspert przypomina o tym, że w październiku 2015 roku weszła w życie zmiana zasad przyjmowania spadków. Obecnie spadkobierca, który w ciągu 6 miesięcy od otrzymania informacji o swoim powołaniu, nie wydaje żadnego oświadczenia, przyjmuje spadek z dobrodziejstwem inwentarza, a więc odcina się od długów spadkodawcy. Jeżeli ww. okresie przed sądem lub przed notariuszem przyjąłby spadek wprost, tzn. bez dobrodziejstwa inwentarza, skutkowałoby to faktycznym połączeniem własnego majątku z aktywami i pasywami zmarłego. Dla przypomnienia, przed nowelizacją prawa spadkowego brak złożonego oświadczenia w przeciągu pół roku oznaczał przyjęcie spadku wprost.

– Mamy prawo podjąć różnego rodzaju środki zapobiegawcze, w zależności od tego, kiedy dowiemy się o długach spadkowych. Jeżeli jesteśmy ich świadomi już za życia potencjalnego spadkodawcy, to możemy udać się z nim do notariusza i sporządzić tam akt notarialny. Podstawę do zrzeczenia się dziedziczenia i odcięcia od zobowiązań spokrewnionego dłużnika daje art. 1048 kodeksu cywilnego. Co do zasady, chronimy wówczas także swoich następców, jeśli oczywiście nie postanowimy inaczej, w myśl art. 1049 kodeksu cywilnego – wyjaśnia Gawron.

Gdybyśmy przyjęliśmy spadek wprost po zmianie prawa spadkowego i dopiero wówczas zorientowali się o zaległych alimentach, to powinniśmy wnieść sprawę o uchylenie się od złożonego oświadczenia woli i wykazać swój błąd w przedmiocie spadku. Pozwala na to art. 1019 § 1 w związku z art. 84 § 1 zd. 1 i § 2 k.c. Jednak trzeba zachować roczny termin od uzyskania informacji na temat długu. Mówi o tym art. 1019 k.c. w zw. z art. 88 § 2 k.c. Jeśli zaś nabyliśmy spadek wprost przed nowelizacją, to możemy wystąpić do sądu ze sprawą o uchylenie się od skutków prawnych niezachowania terminu do złożenia oświadczenia. Mamy na to również rok, liczony od momentu wykrycia przez nas błędu.

– Możemy też uchylić się od skutków złożenia oświadczenia o przyjęciu spadku wprost bądź niezłożenia oświadczenia przed nowelizacją w 2015 roku, jeśli wykażemy, iż sytuacja taka miała miejsce ze względu na otrzymaną groźbę. Istotne jest, aby była ona poważna, realna do spełnienia, stanowiła zapowiedź przestępstwa i dotyczyła istotnych sfer życia, np. naszego zdrowia czy mienia – zaznacza adwokat.

Jak wskazał Sąd Apelacyjny w Krakowie w wyroku z dnia 25.10.2016 roku, w sprawie o sygnaturze I ACa 1332/16, przez bezprawność groźby rozumiemy zapowiedź zachowania sprzecznego z porządkiem prawnym, a także istotne naruszenie zasad współżycia społecznego. Należy wskazać, że Sąd Najwyższy w wyroku z dnia 18 lutego 1970 roku, w sprawie o sygnaturze I CR 571/69, wyjaśnił, że przez groźbę w rozumieniu art. 87 k.c. należy uważać także zapowiedź samobójstwa w celu wymuszenia na kimś danego zachowania.

– Groźbę wykażemy skutecznie poprzez zeznanie świadków czy też nagranie naszej rozmowy z osobą, która formułowała określony szantaż. Samo oświadczenie strony przed sądem może okazać się niewystarczające. Dodatkowo należy pamiętać o tym, że na podstawie art. 88 § 2 kodeksu cywilnego, w przypadku groźby mamy prawo uchylić się od oświadczenia woli w ciągu roku od dnia, w którym stan obawy ustał – stwierdza mec. Gawron.

Jeżeli nie mielibyśmy tzw. jasności umysłu w czasie, gdy złożyliśmy oświadczenie o przyjęciu spadku wprost, to mamy prawo powoływać się na brak świadomości. Może on być wywołany np. traumą psychiczną lub przyjmowaniem leków psychotropowych. Wówczas mamy prawo wystąpić do sądu ze sprawą o stwierdzenie nieważności oświadczenia. W takiej kwestii brak jest terminu przedawnienia. Podstawę do tego daje art. 82 k.c.

– Zdecydowanie zalecam przedstawienie dokumentacji medycznej. Inaczej trudno będzie udowodnić fakt choroby czy przemijających zaburzeń czynności psychicznych. Zeznania świadków nie będą wystarczające, ponieważ te osoby wskazuje strona domagająca się danego rozstrzygnięcia. Oczywiście relacje np. sąsiadów mogą stanowić dodatkowy dowód w sprawie i w takim postępowaniu są jak najbardziej wskazane – podkreśla Bartłomiej Gawron.

Błędem spadkobiercy nie może być nieznajomość przedmiotu spadku, pozostająca w związku przyczynowym z niedołożeniem przez niego należytej staranności w ustaleniu rzeczywistego stanu majątku spadkowego. Tak wynika z orzeczeń Sądu Najwyższego z dnia 30.06.2005 roku, sygn. IV CK 799/04, a także z dnia 18.03.2010 roku, sygn. V CSK 337/09. Z kolei, w jednym z najnowszych wyroków SN, z dnia 01.12.2011 roku, o sygnaturze I CSK 85/11, Sąd Najwyższy wyjaśnił, że o błędzie co do przedmiotu spadku można mówić jedynie wtedy, gdy jest on usprawiedliwiony okolicznościami sprawy.

– Każde orzeczenie powinno być poprzedzone oceną okoliczności konkretnej sprawy i ustaleniem, jakich aktów staranności można było wymagać od spadkobiorcy. Dla przykładu, w ww. wyroku z dnia 01.12.2011 roku, sygn. I CSK 85/11, SN wskazał, że wieloletni brak kontaktów syna z ojcem i konflikt z innymi krewnymi spadkodawcy nie pozwala postawić spadkodawcy zarzutu braku należytej staranności w dociekaniu prawdy o spadku. Ważnym argumentem był fakt, że rodzina nie poinformowała dziecka o śmierci rodzica i zorganizowała pogrzeb bez syna – podaje ekspert.

W praktyce dobrze jest wykazać, że próbowaliśmy poznać sytuację finansową zmarłego, chociażby poprzez ogólnodostępne rejestry dłużników. Możemy potem zeznać, że nie było tam informacji o jakimkolwiek zadłużeniu. Według Bartłomieja Gawrona, w ten sposób mamy szansę skutecznie uchylić się od złożonego wcześniej oświadczenia. Wykażemy, że nie mieliśmy żadnej wiedzy o długu. W przeciwnym razie nie złożylibyśmy oświadczenia np. o przyjęciu spadku wprost.

Sadowski: Podatek VAT do zmiany z powodu dużych wyłudzeń

Rząd podaje informacje, że wyłudzenia z tytułu podatku VAT sięgają ok. 300 mld złotych w ostatnich latach. Jednym z obszarów, gdzie miało to miejsce, była produkcja przemytu paliw do Polski. Należy pamiętać, że podatek VAT jest jednak w Polsce niezwykle skomplikowany.Dotyczące go przepisy i interpretacje liczą 1,5 mld stron. W takim systemie łatwo przestępcom poruszać się i dokonywać wyłudzeń z tego tytułu. Nie byłoby to możliwe na dużą skalę, gdyby nie mieli wsparcia w części administracji publicznej. Przy tak dużej kwocie nie mogło być inaczej.

– Dzięki działaniom policyjnym udało się ograniczyć te działania szarej strefy i zwiększyć wpływy do budżetu – powiedział serwisowi eNewsroom Andrzej Sadowski, prezydent Centrum im. Adama Smitha – Jeżeli rząd chce ograniczać działalność przestępczą w tym obszarze, musi w pierwszej kolejności, nie tylko podejmować działania policyjne, ale radykalnie uprościć system podatkowy. Póki będzie istniał on w obecnej formie, będą pojawiać się wyłudzenia. Sama Unia Europejska mówi dzisiaj o zmianie konstrukcji podatku VAT w krajach członkowskich, który okazał się bardzo wrażliwym na przestępczość. Wyłudzenia w UE szacuje się w skali roku na pół biliona euro. Czas, aby poddać podatek gruntownej zmianie. Pojawiła się propozycja zastąpienia go podatkiem przychodowym. Ten powoduje, że przedsiębiorca płaci go na miejscu swojej działalności. Przy obecnym rozmiarze Unii Europejskiej VAT okazał się bardzo kryminogennym – ocenił Sadowski.

PORF publikuje dane dotyczące rynku biurowego w Warszawie w III kw. 2017 r.

Polish Office Research Forum opublikowało dane dotyczące warszawskiego rynku powierzchni biurowych za trzeci kwartał 2017 roku. Dane rynkowe, które są przygotowywane wspólnie przez zespół analityków (CBRE, Colliers International, Cushman&Wakefield, JLL, Knight Frank, Savills) dotyczą zasobów nowoczesnej powierzchni biurowej, nowych obiektów oddanych do użytku, liczby i wielkości transakcji wynajmu oraz ilości powierzchni niewynajętej.

  • Na koniec września 2017 roku zasoby nowoczesnej powierzchni biurowej w Warszawie wyniosły około 5 222 400 m².
  • Od początku 2017 roku na stołeczny rynek dostarczono ok. 204 900 m² nowoczesnej powierzchni biurowej. W samym trzecim kwartale do użytku oddano trzy nowoczesne obiekty biurowe o łącznej powierzchni 73 500 m².
  • Na koniec trzeciego kwartału br. w Warszawie wskaźnik pustostanów osiągnął wartość 12,9% (spadek o 1,0 pp. w porównaniu z poprzednim kwartałem i spadek o 1,7 pp. w odniesieniu do porównywalnego okresu w roku ubiegłym), co oznacza, że dostępność powierzchni biurowej wynosiła 672 700 m². W centrum współczynnik pustostanów wyniósł 11,1%, natomiast poza centrum miasta sięgnął 14,0%.
  • W trzecim kwartale 2017 roku popyt na nowoczesne powierzchnie biurowe osiągnął 198 600 m², w wyniku czego łączny wolumen transakcji zarejestrowany od początku roku wyniósł 589 500 m². Największym zainteresowaniem cieszyły się strefy Centrum (151 000 m²) oraz Mokotów (132 200 m²).
  • W okresie od stycznia do września 2017 roku najwyższy udział w strukturze popytu przypadł nowym umowom – 61%. Renegocjacje obowiązujących kontraktów odpowiadały za 26% zarejestrowanego popytu, a ekspansje – 13%.
  • Wśród największych transakcji zawartych w pierwszych trzech kwartałach 2017 roku, można wymienić odnowienie umowy najmu powierzchni przez Bank Millenium w Harmony Office Centre (18 300 m²), umowę przednajmu Citi Service Center Poland w Generation Park X (13 600 m²), ekspansję połączoną z odnowieniem umowy Alior Banku w Łopuszańska Business Park (13 400 m² ), oraz ekspansję połączoną z odnowieniem umowy AstraZeneca w budynku Postępu 14 (13 200 m² ).

Skonsolidowane wyniki finansowe PKN ORLEN w III kwartale 2017 r.

PKN ORLEN zakończył III kwartał 2017 roku z wynikiem EBITDA wg LIFO ponad 3 mld zł, poprawiając rezultat w stosunku do analogicznego okresu roku ubiegłego o ponad 800 mln zł. Do osiągniętego wyniku przyczynił się dalszy wzrost wolumenów sprzedaży, o 10% (r/r), rekordowy poziom przerobu ropy naftowej oraz sprzyjające otoczenie makroekonomiczne. Koncern konsekwentnie realizował strategię rozwoju przyjętą w grudniu 2016 roku. Spółka wypłaciła swoim akcjonariuszom najwyższą w historii dywidendę w łącznej wysokości 1,3 mld zł, czyli 3 zł na akcję. Kontynuowano dywersyfikację źródeł finansowania – PKN ORLEN wyemitował pierwszą serię obligacji detalicznych na kwotę 200 mln złotych, z programu obejmującego papiery dłużne na łączną kwotę 1 mld zł. PKN ORLEN znalazł się na 43. pozycji w rankingu 250 największych firm energetycznych na świecie publikowanym przez S&P Global Platts, awansując w ciągu roku o 15 miejsc. 

W III kwartale 2017 roku PKN ORLEN osiągnął:

  • 3 mld zł EBITDA wg LIFO
  • 2,9 mld zł przepływów z działalności operacyjnej
  • Wzrost przerobu ropy o 19% (r/r)
  • Wzrost wolumenów sprzedaży o 10% (r/r)
  • Wzrost przychodów o 17% (r/r)

W III kwartale 2017 roku odnotowano wzrost modelowej marży downstream o 2,9 USD/bbl (r/r), przy jednoczesnym wzroście średniej ceny ropy Brent o 6 USD/bbl (r/r) i umocnieniu średniego kursu PLN względem USD i EUR. Na wszystkich rynkach, na których obecny jest Koncern, we wspomnianym okresie odnotowano wzrost konsumpcji oleju napędowego (r/r), w tym na rynku polskim o 14% (r/r). Wyższą konsumpcję benzyn (r/r) odnotowano na rynku polskim, niemieckim i litewskim, przy stabilnym poziomie na rynku czeskim.

– To co szczególnie cieszy po III kwartale tego roku, to kolejny rekord w wynikach Koncernu, osiągnięty przy utrzymującym się znaczącym wzroście konsumpcji paliw na krajowym rynku. Oznacza to bowiem, że nie tylko samo wprowadzenie regulacji zmierzających do ograniczenia szarej strefy miało pozytywny wpływ na branżę obrotu paliwami, ale także ich skuteczna egzekucja przynosi dalsze, wymierne efekty. Dzieje się to z korzyścią dla wszystkich legalnie działających uczestników rynku, klientów i budżetu państwa – powiedział Wojciech Jasiński, Prezes Zarządu PKN ORLEN.

Segment downstream Koncernu w III kwartale 2017 roku wypracował wynik EBITDA wg LIFO na poziomie 2,5 mld zł, co oznacza wzrost o 815 mln zł (r/r). Rezultat został osiągnięty dzięki wzrostowi przerobu ropy o 19% (r/r), co przełożyło się na wzrost wolumenów sprzedaży o 11% (r/r), w tym oleju napędowego o 9%, LPG o 21%, olefin o 54%, poliolefin o 217%, nawozów o 20%, PCW o 56% oraz PTA o 17%. Wzrost marż na produktach rafineryjnych, olefinach i tworzywach sztucznych był w części ograniczony ujemnym wpływem niższych marż na poliolefinach, PTA i nawozach oraz umocnieniem kursu PLN względem walut obcych.

Wynik segmentu detalicznego EBITDA wg LIFO w III kwartale 2017 roku utrzymywał się na stabilnym (r/r) poziomie i wynosił 610 mln zł. W tym czasie Koncern odnotował 8% (r/r) wzrost wolumenów sprzedaży. Na rezultat pozytywny wpływ miały wyższe (r/r) marże pozapaliwowe na rynku polskim i czeskim, ograniczone przez spadek (r/r) marż paliwowych na rynku polskim, czeskim i niemieckim. Sieć stacji w Czechach odnotowała wzrost udziałów rynkowych o kolejne 2,3 pp (r/r), przy stabilnych poziomach na pozostałych rynkach. W omawianym okresie PKN ORLEN konsekwentnie rozwijał ofertę pozapaliwową – na koniec III kwartału łącznie funkcjonowały 1753 punkty z ofertą gastronomiczną Stop Cafe,  w tym 1552 w Polsce (z czego 117 ze sklepami w nowym formacie O!Shop) 178 w Czechach i 23 na Litwie. Na początku października br. Koncern udostępnił usługę carsharingu w kolejnych dwóch miastach – Wrocławiu i Poznaniu – tym samym można z niej korzystać już na 50 stacjach paliw. Spółka zapowiedziała również uruchomienie wiosną przyszłego roku 36 stacji rowerowych zlokalizowanych na stacjach paliw w 6 miastach. Projekty te potwierdzają, że Koncern zmierza do budowy uniwersalnego modelu stacji odpowiadającego na różnorodne potrzeby klientów.

W III kwartale 2017 roku Koncern odnotował kolejny wzrost średniego wydobycia o 18% (r/r), osiągając poziom 16,7 tys. boe/d, co przełożyło się na wynik segmentu EBITDA wg LIFO w wysokości 53 mln zł. W Polsce niższe średnie wydobycie o (-) 0,2 tys. boe/d związane było z planowanymi postojami remontowo-pomiarowymi. W III kwartale rozpoczęto wydobycie ze złoża Miłosław E, rozpoczęto wiercenie 2 otworów poszukiwawczych, kontynuowano akwizycje i analizy danych sejsmicznych, a także prowadzono przygotowania do kolejnych prac. Na aktywach kanadyjskich rozpoczęto wiercenie 6 (2,9 netto) odwiertów, zabiegowi szczelinowania poddano 2 odwierty (1,3 netto), natomiast kolejne 2 (1,6 netto) włączone zostały do produkcji. W rejonie Kakwa rozpoczęto przygotowania do rozbudowy instalacji do wstępnego przerobu gazu oraz kontynuowano projekt budowy instalacji do magazynowania wody. Na obszarze Ferrier kontynuowano prace związane z budową rurociągu do sprzedaży węglowodorów ciekłych. Koncern dysponuje obecnie łącznymi zasobami ropy i gazu (2P) na poziomie 114 mln boe, w tym 11 mln boe w Polsce i 103 mln boe w Kanadzie.

Zgodnie z kierunkami rozwoju określonymi w strategii, Koncern konsekwentnie zwiększa swoje zaangażowanie w segment energetyki w oparciu o kogenerację. Po zakończeniu w II kwartale br. fazy inwestycji nowoczesnego bloku parowo-gazowego we Włocławku, w III kwartale rozpoczęto rozruch turbiny elektrociepłowni w Płocku o mocy 600 MWe. Po oddaniu do użytku inwestycji w Płocku, PKN ORLEN będzie produkował ok. 7 TWh energii elektrycznej, co będzie stanowiło ok. 4,5 proc. łącznej produkcji w Polsce. Wolumen energii elektrycznej wytwarzany w Płocku będzie skierowany do sprzedaży zewnętrznej, w tym do klientów końcowych, natomiast wytworzona para w całości zasili aktywa produkcyjne Grupy ORLEN.

W ostatnim kwartale Koncern osiągnął przepływy z działalności operacyjnej na poziomie 2,9 mld zł, zmniejszając jednocześnie zadłużenie netto o 0,6 mld zł (kw/kw) oraz redukując dźwignię finansową do poziomu 1,7%. W tym okresie, w ramach dywersyfikacji źródeł finansowania, wyemitowano także pierwszą serię kolejnego programu emisji obligacji detalicznych o wartości nominalnej 200 mln zł. Po raz kolejny cieszyły się one bardzo dużym zainteresowaniem rynku – zapisy na obligacje ponad dwukrotnie przewyższały liczbę dostępnych papierów. 19 października br. seria A obligacji zadebiutowała na rynku Catalyst GPW, wpisując się tym samym w długoterminowe plany Koncernu dotyczące rynku papierów wartościowych w Polsce, zakładające znaczący wkład w jego rozwój i aktywizację.

Co dziesiąty Polak z nowotworem krwi ma szpiczaka. Dzięki nowoczesnym terapiom z choroby śmiertelnej stanie się chorobą przewlekłą

Co dziesiąty Polak z nowotworem krwi ma szpiczaka. Dzięki nowoczesnym terapiom z choroby śmiertelnej stanie się chorobą przewlekłą 2

Szpiczak plazmocytowy, jeden z najczęściej występujących nowotworów krwi, który na naszych oczach z choroby śmiertelnej staje się chorobą przewlekłą. Nowoczesne terapie są w stanie wydłużyć życie chorych nawet o kilka lat oraz zminimalizować negatywny wpływ leczenia na organizm. Jednak ta najbardziej przełomowa metoda leczenia nie jest dostępna w Polsce.

Szpiczak plazmocytowy to złośliwy nowotwór szpiku kostnego. Należy do grupy chorób rzadkich, jest jednak drugim najczęściej występującym nowotworem krwi, dotyka bowiem 10–15 proc. wszystkich chorych. Obecnie choruje na niego w Polsce ok. 10 tys. osób, a liczba zachorowań stale wzrasta. Nowotwór ten rozwija się zwłaszcza u osób w wieku 70–80 lat, coraz częściej diagnozowany jest jednak również u osób poniżej 55 roku.

– Sytuacja polskich pacjentów ze szpiczakiem plazmocytowym jest bardzo dobra na początku i trochę gorsza później, najgorsza na koniec. Podstawowym problemem wtedy, gdy wyczerpane są wcześniejsze linie leczenia, jest dostęp do kolejnych leków – mówi agencji informacyjnej Newseria prof. Wiesław Jędrzejczak z Katedry i Kliniki Hematologii, Onkologii i Chorób Wewnętrznych WUM.

Polska medycyna osiąga dobre efekty w przypadku pierwszej linii leczenia, znacznie gorzej przedstawia się jednak sytuacja chorych ze szpiczakiem lekooodpornym lub nawrotowym. W tych przypadkach optymalne rezultaty osiąga się dzięki stosowaniu trójlekowych schematów leczenia, opartych na kombinacji trzech leków. Na świecie zarejestrowanych jest obecnie aż sześć cząsteczek niezwykle skutecznych w walce ze szpiczakiem plazmocytowym, także w drugiej i trzeciej linii leczenia. Nie wszystkie te terapie są jednak refundowane przez NFZ.

– Trzy z tych leków to leki, które wykorzystują już wcześniej stosowany mechanizm działania, są to leki silniej i lepiej działające niż leki poprzednie, są też trzy leki, które wykorzystują mechanizmy działania, które do tej pory nie były wykorzystywane, są dwa przeciwciała monoklonalne – mówi prof. Wiesław Jędrzejczak.

Przełomem w terapii celowanej szpiczaka plazmocytowego okazał się lek o nazwie daratumumab. Jest to przeciwciało monoklonalne, skierowane przeciwko cząsteczce CD38, występującej w większości plazmocytów komórek nowotworowych. Badania kliniczne wykazały dużą skuteczność zwalczania tych komórek przez daratumumab, zwłaszcza w przypadku chorych z nawrotowym szpiczakiem plazmocytowym, u których doszło do co najmniej dwukrotnego niepowodzenia innych form leczenia. Mimo obiecujących wyników wciąż nie wiadomo, kiedy terapia ta będzie dostępna dla polskich pacjentów.

Nowe cząsteczki są znacznie mniej toksyczne od tradycyjnej chemioterapii, nie powodują więc tak wielu skutków ubocznych. Są w stanie wydłużyć życie chorych nawet o kilka lat. Leki te podawane są doustnie, co eliminuje konieczność długotrwałej hospitalizacji pacjentów. Mimo braku finansowania terapii szpiczaka plazmocytowego mijający rok był dla polskiej hematologii pozytywny. Na listy refundacyjne trafiło wiele nowych leków przeznaczonych dla różnych grup chorób krwi. Eksperci mają nadzieję, że w niedalekiej przyszłości refundacją objęte zostaną również terapie dla chorych na szpiczaka.

– Największym problemem pacjenta szpiczakowego jest świadomość najnowszych jednostek lekowych, które są już wprowadzone na rynek, i brak dostępności do nich w leczeniu u nas. Dzisiaj pacjent szpiczakowy jest niezwykle dobrze wyedukowany, uczestnicząc w warsztatach, mając spotkania z największymi autorytetami hematoonkologicznymi, wie, co to jest szpiczak, co w tym szpiczaku się stosuje, co jest w Europie – mówi Wiesława Adamiec z Fundacji Carita.

Poprawę sytuacji polskich pacjentów ze szpiczakiem plazmocytowym może przynieść zmiana oceny skuteczności nowych terapii. Polscy hematolodzy chcą wprowadzenia rejestrów medycznych, które opierałyby się na wynikach leczenia, co usprawni proces podejmowania decyzji o finansowaniu terapii.

– My dążymy do tego, by uzyskiwać dodatkowe dane związane z rejestracją z jednej strony chorych, z drugiej strony wyników leczenia tak, aby opierać się nie tylko i wyłącznie na badaniach klinicznych, ale również na naszym własnym doświadczeniu – mówi prof. Wiesław Jędrzejczak.

Łódź jedną z najbardziej pożądanych lokalizacji inwestycyjnych w Polsce. Miasto wiąże duże nadzieje z Expo 2022

Łódź jedną z najbardziej pożądanych lokalizacji inwestycyjnych w Polsce. Miasto wiąże duże nadzieje z Expo 2022 3

Kapitał ludzki, dostępność wykwalifikowanych kadr, sprawna współpraca z władzami miasta i uniwersytetami, niskie koszty wynajmu biur – to wszystko powoduje, że Łódź jest w tej chwili jedną z najbardziej pożądanych lokalizacji inwestycyjnych w Polsce. W mieście prężnie rozwijają się centra usług wspólnych, branża IT i farmaceutyka. Szansą dla lokalnego rynku jest też wymiana handlowa z Chinami w ramach Nowego Jedwabnego Szlaku oraz organizacja wystawy Expo 2022. Decyzja w tej sprawie ma zapaść w listopadzie.  

– Główną przewagą konkurencyjną Łodzi jest fakt, że jest to silny ośrodek akademicki, co powoduje, że stosunkowo łatwo jest znaleźć odpowiednio wyszkolone kadry. Ten rynek jest również dość głęboki, ponieważ miasto liczy ponad 700 tys. osób. Znalezienie pracowników – szczególnie, gdy szuka się specyficznych zdolności bądź umiejętności – w Łodzi ciągle jest możliwe – mówi Cezary Kocik, wiceprezes zarządu do spraw bankowości detalicznej w mBanku.

Jak wynika z raportu „Plany inwestycyjne firm 2017”, opracowanego przez Antal i CBRE, Łódź to w tej chwili jedna z najbardziej pożądanych lokalizacji inwestycyjnych. W ostatnich latach miasto wyrosło też na jeden z największych w Polsce ośrodków outsourcingowych. Według branżowego stowarzyszenia ABSL, w Łodzi działa aktualnie 70 centrów usług wspólnych, które zatrudniają ok. 18,1 tys. osób. Świadczone przez nie usługi obejmują głównie obszary finansów, IT i księgowości. W ostatnim czasie na tutejszym rynku inwestowali światowi giganci, jak Philips, Infosys, Transition Technologies, Hewlett-Packard czy Nordea, która tworzy w Łodzi swoje centrum outsourcingowe.

Tym, co przyciąga inwestorów do Łodzi, są konkurencyjne koszty najmu powierzchni biurowych, tereny inwestycyjne, a przede wszystkim – kapitał ludzki i dostępność wykwalifikowanych kadr. W mieście jest dwadzieścia uczelni wyższych, a według najnowszych danych GUS w tym roku akademickim naukę rozpoczęło ok. 85 tys. studentów.

– Z punktu widzenia przedsiębiorcy ważna jest też centralna lokalizacja i coraz lepsza komunikacja oraz infrastruktura. Przez wiele lat Łódź leżała w centrum Polski, ale nie można było tutaj niczym dojechać. Obecnie to się zmienia. Możliwości dotarcia do Łodzi radykalnie poprawi też planowana budowa tunelu między Łodzią Fabryczną, a Łodzią Kaliską i oddanie trasy S14. Miasto również zrobiło bardzo dużo, żeby poprawić przyjazność pod względem infrastruktury i procesu inwestycyjnego. Już widać, że Łódź zaczyna się rozwijać znacznie szybciej niż do tej pory – mówił Cezary Kocik w trakcie tegorocznego „X Europejskiego Forum Gospodarczego – Łódzkie 2017”.

Wiceprezes mBanku podkreśla, że dla inwestorów ważna jest też współpraca z władzami miasta i środowiskiem akademickim. Coraz więcej łódzkich firm nawiązuje współpracę z uczelniami wyższymi, tworząc profilowane kierunki studiów, które mają wykształcić kadry na potrzeby określonych branż.

– Istotne jest to, aby nie kształcić ludzi w kierunkach, na które na rynku nie ma popytu. My podeszliśmy do tego dosyć aktywnie, wspólnie z Uniwersytetem Łódzkim stworzyliśmy kierunek cyfrowe finanse, na którym już od samego początku studiów próbujemy tak koordynować program, żeby kształcić specjalistów dla sektora bankowego. Przychodząc na te studia, młodzi ludzie z góry wiedzą, że nabędą umiejętności, których oczekują od nich pracodawcy. Inni duzi przedsiębiorcy z Łodzi również są na tyle aktywni, że współpracują z Uniwersytetem i jest to bardzo ciekawe podejście – ocenia Cezary Kocik.

Sektor BPO/SSC ma dla Łodzi strategiczne znaczenie, ale w mieście prężnie rozwija się również AGD, firmy chemiczne oraz branża IT. Na tutejszym rynku działają m.in. Asseco, Comarch, Deloitte Digital, SAB Solutions czy Fujitsu Technology Solutions. Kolejny atut to Uniwersytet Medyczny w Łodzi, który kształci specjalistów na potrzeby sektora farmaceutycznego. Potwierdza to obecność Aflofarmu i innych farmaceutycznych koncernów, jak Adamed, Sandoz czy Celon Pharma. Z kolei coraz lepsza infrastruktura komunikacyjna i centralna lokalizacja przyciągają do Łodzi przedsiębiorstwa z branży transportu i logistyki.

– Inwestorzy pytają dziś w szczególności o ręce do pracy, koszty inwestycji, gwarancje i subwencje. Każda branża ma swoją specyfikę i dla każdego partnera przygotowujemy dogodne warunki wejścia na tutejszy rynek i pomocy z naszej strony, także w pozyskaniu finansowania, dotacji, w znalezieniu gruntu pod inwestycję i  rąk do pracy, co jest dziś bardzo ważne – podkreśla Przemysław Andrzejak, prezes Łódzkiej Agencji Rozwoju Regionalnego.

Na pozycję Łodzi jako jednego z głównych w Polsce ośrodków inwestycyjnych może też wpłynąć Nowy Jedwabny Szlak – korytarz handlowy łączący Europę z Chinami. Od trzech lat działa już połączenie kolejowe pomiędzy Łodzią a chińskim miastem Chengdu, które wspomaga wymianę handlową. Władze miasta liczą, że ta współpraca będzie się rozwijać.

– Dziś kursują 3–4 składy tygodniowo. Nasze produkty, głównie spożywcze, wyjeżdżają na rynek chiński. Natomiast do nas importowane są produkty na całą Europę, głównie elektroniczne. Chiny mają potężne możliwości, zarazem jest to też potężny rynek od strony klienta – to ponad miliard konsumentów. Zabiegamy o tę współpracę, mamy coraz większą wymianę handlową i coraz więcej chińskich partnerów pojawia się w Łodzi. Mamy podpisane porozumienia, mamy biuro handlowe w Chengdu, więc ta współpraca jest idealna, choć oczywiście z Chinami biznes buduje się wiele lat, jest to uwarunkowane kulturowo – mówi Przemysław Andrzejak.

Prezes Łódzkiej Agencji Rozwoju Regionalnego zauważa, że miasto wiąże duże nadzieje z organizacją Expo 2022. W połowie listopada ma zapaść decyzja dotycząca lokalizacji wystawy. Jej tematem przewodnim ma być rewitalizacja miast.

– Mamy dużego konkurenta w postaci USA, natomiast prowadzimy dużo zabiegów promocyjnych i dyplomatycznych. Sama inicjatywa Expo to „miasto od nowa” i liczymy, że w tej części Europy uda się ją zorganizować. Liczymy na to, że minimum 85 głosów plus 1 zdobędziemy na komisji w Paryżu w listopadzie – mówi Przemysław Andrzejak.

Raport Pracodawców RP: zwiększenie nakładów na służbę zdrowia jest konieczne, ale niewystarczające. Trzeba zwiększyć efektywność ich wydawania

Raport Pracodawców RP: zwiększenie nakładów na służbę zdrowia jest konieczne, ale niewystarczające. Trzeba zwiększyć efektywność ich wydawania 4

Według danych Komisji Europejskiej i OECD ochrona zdrowia w Polsce jest niedofinansowana. Eksperci Pracodawców RP podkreślają, że wraz za zwiększeniem finansowania na służbę zdrowia powinny iść działania, które zwiększą efektywność systemu i wydatkowania publicznych pieniędzy na ten cel. W raporcie „Zdrowe oszczędności” wskazują szereg rozwiązań reformujących ochronę zdrowia, które można szybko wdrożyć.

– Dzisiaj system przeznacza na ochronę zdrowia ponad 114 mld zł środków publicznych i środków prywatnych. Nikt wprost i jednoznacznie nie umie odpowiedzieć na pytanie, w jakim stopniu te środki pozwalają na zabezpieczenie służby zdrowia. Tym, co powinno być naszym długoterminowym drogowskazem działań, jest zwiększenie zdolności systemu do efektywnego mierzenia rezultatów w obszarze opieki zdrowotnej i opieki społecznej. To podstawa podnoszenia efektywności opieki zdrowotnej w Polsce – mówi Małgorzata Gałązka-Sobotka, dyrektor Instytutu Zarządzania w Ochronie Zdrowia na Uczelni Łazarskiego.

W Polsce wydatki publiczne na służbę zdrowia mieszczą się w przedziale 4,6–4,8 proc. krajowego PKB, podczas gdy średnia dla państw OECD sięga 6,7 proc. Polska znajduje się pod tym względem zarówno w ogonie Unii Europejskiej, jak i w ogonie państw z Europy Środkowo-Wschodniej.

Ochrona zdrowia w Polsce jest niedofinansowana, od lat brakuje też pielęgniarek i lekarzy (w Polsce na 1 tys. mieszkańców przypada 2,3 lekarza, to najgorszy wynik wśród państw UE).

– Wszędzie na świecie jest z tym problem, ponieważ ludzie żyją coraz dłużej, dotykają ich choroby cywilizacyjne. Pod tym względem niczym nie różnimy się od USA czy Europy Zachodniej, potrzeby rosną na całym świecie. Tym bardziej trzeba umieć wydatkować środki finansowe na służbę zdrowia. Oczywiście, one muszą być większe. Rząd i parlament powinny wiedzieć, że to jest główny dział gospodarki i nie ma nic ważniejszego od zdrowia, reszta jest tego pochodną – mówi dr Janusz Meder z Polskiej Unii Onkologii.

Lekarze i eksperci od lat podkreślają, że poprawa systemu opieki zdrowotnej w Polsce będzie możliwa tylko dzięki większym nakładom publicznym na ten cel, jednak autorzy raportu „Zdrowe  oszczędności” podkreślają, że w parze ze zwiększaniem nakładów na ochronę zdrowia w Polsce musi iść większa efektywność ich wydatkowania. Rząd i Ministerstwo Zdrowia powinny się skupić na uporządkowaniu systemu i bardziej racjonalnym wykorzystywaniu już istniejących środków. W opublikowanym właśnie raporcie „Zdrowie oszczędności” eksperci proponują szereg działań zmierzających w tym kierunku.

– Efektywność to słowo klucz dla funkcjonowania służby zdrowia. Proponujemy kilka istotnych zmian, które w dużym stopniu poprawiłyby tą efektywność. To proste rzeczy, związane ze skróceniem kolejek, na przykład wiadomości SMS. Mamy już prywatnych świadczeniodawców, którzy z sukcesem wdrożyli ten element, co przyczyniło się do skrócenia kolejek. Mówimy też o opracowaniu systemowych dokumentów, jak plan naprawczy dla systemu ochrony zdrowia czy założenia polityki lekowej, która do dzisiaj nie jest przyjęta przez państwo. To elementy, które można wdrożyć już dzisiaj i które powinny się w dużym stopniu przyczynić do poprawy efektywności służby zdrowia – mówi Arkadiusz Pączka, zastępca dyrektora generalnego Pracodawców RP.

Eksperci wskazują, że rozsądne wydatkowanie środków na służbę zdrowia mogłoby ograniczyć niezbędny wzrost publicznych nakładów na ten cel o około 0,5 proc. PKB rocznie.

Wśród rekomendacji zmian, które można wdrożyć od zaraz, są m.in.: otwarcie na dialog ze środowiskiem pacjentów, powołanie think tanku do spraw reformy służby zdrowia, upowszechnienie telemedycyny, rozwiązania dyscyplinujące pacjentów do przychodzenia na umówione wizyty, zmiany w regulacjach w praktyce dostępu do farmakoterapii, stworzenie rządowego portalu internetowego, który dla pacjentów byłby rzetelnym źródłem wiedzy o służbie zdrowia, oraz przyspieszenie informatyzacji w służbie zdrowia.

– Polskiemu systemowi ochrony zdrowia brakuje przede wszystkim systemów informatycznych, które utworzą zintegrowany system informacji medycznej. Regulatorzy, dysponenci środków publicznych i płatnicy muszą dysponować kompletną i wiarygodną informacją na temat potrzeb zdrowotnych oraz efektywności alokowanych środków. Fundamentalna zmiana to zdolność systemu do alokowania środków finansowych w oparciu o monitoring danych. Bez szybkiego zakończenia ciągnącego się od lat procesu informatyzacji sektora ochrony zdrowia nie będziemy mogli mówić o prawdziwej poprawie efektywności – podkreśla Małgorzata Gałązka-Sobotka, dyrektor Instytutu Zarządzania w Ochronie Zdrowia na Uczelni Łazarskiego.

Jak wskazują Pracodawcy RP, systemy informatyczne łączące płatnika, świadczeniobiorców i pacjentów pozwolą na skuteczny przepływ, gromadzenie i analizę danych, które posłużą do podniesienia efektywności systemu służby zdrowia.

– Powinny się pojawić rozwiązania, które dotyczą nowocześniejszego podejścia do finansowania leków stosowanych w chorobach rzadkich i ustalania ich ceny. Powinniśmy też wprowadzić w Polsce programy typu „compassionate use” dla bardzo skutecznych, ale jeszcze niezarejestrowanych leków dla chorych, którzy nie mają innej opcji terapeutycznej. Polityka lekowa powinna uwzględniać nowe rozwiązania zapobiegające wywozowi leków, do których jest utrudniony dostęp w Polsce. Chociaż pewne leki są umieszczone na tzw. liście antywywozowej, to wiemy, że w nadal są nielegalnie wywożone z Polski, powinno nastąpić wzmocnienie rozwiązań, które zapobiegałyby takim zjawiskom – wskazuje Rafał Zyśk, ekspert Instytutu Zarządzania w Ochronie Zdrowia na Uczelni Łazarskiego.

Jednym z rozwiązań prowadzących do bardziej efektywnego wykorzystania funduszy publicznych mogą być instrumenty podziału ryzyka, w Polsce definiowane przez ustawę refundacyjną. Dotychczas stosowano mechanizmy finansowe jak rabat czy payback, które w praktyce oznaczają zwrot części kosztów refundacyjnych poniesionych przez płatnika.

– Coraz większą rolę zaczyna odgrywać jednak inna grupa instrumentów, opartych na ocenie klinicznych efektów terapii. To dobra informacja, bo oznacza więcej pieniędzy dla systemu. Dlatego jako zasadę powinno się przyjąć podział odpowiedzialności finansowej za skuteczność terapii między płatnika a producenta, zwłaszcza w trudnych rozmowach dotyczących dostępu do leków innowacyjnych – uważa Avi Matan, dyrektor zarządzający Novartis Oncology w Polsce.

Dr Janusz Mader, ekspert Polskiej Unii Onkologii, ocenia, że bardzo dobrym rozwiązaniem jest również utworzenie sieci szpitali o odpowiednich stopniach referencyjności, co pozwoli zwiększyć nakłady finansowe dla placówek o najlepszych wskaźnikach efektywności leczenia.

– Placówki najwyższego stopnia referencyjności są to ośrodki, które najlepiej leczą i które mają najlepsze wyniki. Płatnik, który każdą złotówkę daje wykonawcy, czyli szpitalowi, musi mieć przekonanie, że jest zapewniona najwyższa jakość diagnostyki i leczenia. Te pieniądze nie mogą się marnować. Można nad tym zapanować przez zapewnienie monitorowania jakości diagnostyki i leczenia – wskazuje dr Janusz Mader. – Oczywiście w grę wchodzą też inne elementy, jak podwyższenie składki zdrowotnej, stworzenie odpowiedniego systemu ubezpieczeń równoległych, uporządkowanie koszyka świadczeń. –dodaje.

W raporcie „Zdrowe oszczędności” eksperci Pracodawców RP postulują też, żeby wprowadzić system oceniania wyników leczenia z perspektywy pacjentów. Pacjent dokonywałby takiej oceny, wypełniając kwestionariusz przed i po zabiegu medycznym. Następnie takie informacje byłyby publikowane, a na ich podstawie pacjenci mogliby dokonywać wyboru placówki, w której chcą podjąć leczenie w zależności od tego, która ma najlepsze wyniki.

Dane zebrane w ten sposób mogłyby też posłużyć do stworzenia spójnego benchmarku dla szpitali i przedstawienia go w formie szpitala wzorcowego.

– W niektórych krajach ocena efektywności wizyty u lekarza przed i po przyczyniła się do poprawy funkcjonowania w obszarze wyboru placówki. Powinniśmy stworzyć pewien benchmark dla szpitala, model szpitala wzorcowego, na którym powinny się wzorować inne jednostki. Ocena pacjentów po usłudze lekarskiej czy szpitalnej ma dosyć duże znaczenie dla oceny funkcjonowania całego systemu. Najprostszym rozwiązaniem, które sprawdza się w innych krajach, jest forma aplikacji lub strony internetowej – podpowiada Arkadiusz Pączka, zastępca dyrektora generalnego Pracodawców RP.

Poczta Polska przeznaczy na inwestycje ponad miliard złotych do 2021 roku. Najważniejszym projektem jest budowa Centralnego Hubu Logistycznego

Poczta Polska przeznaczy na inwestycje ponad miliard złotych do 2021 roku. Najważniejszym projektem jest budowa Centralnego Hubu Logistycznego 5

Do 2021 roku Poczta Polska przeznaczy ponad miliard złotych na inwestycje. Najważniejsze projekty to budowa Centralnego Hubu Logistycznego oraz rozwój infrastruktury logistycznej w całym kraju. Ich celem jest poprawa jakości i szybkości usług. Władze spółki zapowiadają dalszy rozwój w segmencie e-commerce, nowe usługi cyfrowe, a w przyszłości nie wykluczają też inwestycji w segmencie elektromobilności.

– Poczta ma przed sobą olbrzymie perspektywy rozwoju. To nie tylko e-commerce, nie tylko dostawa przesyłek pocztowych. List polecony nadawany przez państwo w formie elektronicznej to przykład usługi, które do tej pory nie były realizowane. Często są to usługi, co do których nie mamy nawet świadomości, że za chwilę będą udziałem nas wszystkich. Będziemy mogli zabezpieczoną przesyłkę poleconą z sądu czy innej instytucji państwowej otrzymać natychmiast na wskazany adres e-mail. To cała gama różnorodnych usług, które w przyszłości będzie oferowała Poczta Polska. Stawia ją to w rzędzie organizacji, których działania w niedalekiej przyszłości będą strategiczne z punktu widzenia interesów państwa – mówi Andrzej Adamczyk, minister infrastruktury i budownictwa.

Rozwój Poczty Polskiej, związany z wdrażaniem nowych usług i rosnącym udziałem segmentu e-commerce, wymaga od spółki dużych nakładów inwestycyjnych. Do 2021 roku nakłady na ten cel mają sięgnąć około miliarda złotych.

– Te pieniądze zostaną przeznaczone przede wszystkim na budowę centrum logistycznego, sprzęt i nowe urządzenia do sortowania przesyłek oraz zaplecze, które będzie w stanie pomieścić olbrzymią ilość przesyłek pocztowych przywożonych kontenerami z Chin, które trzeba będzie redystrybuować do innych miejsc, nie tylko w Polsce, lecz także w pozostałych państwach europejskich – mówi Andrzej Adamczyk.

Największe nakłady Poczta Polska zamierza przeznaczyć na wybudowanie Centralnego Hubu Logistycznego, czyli sortowni do obsługi krajowego i międzynarodowego e-commerce, oraz rozbudowę sieci logistycznej, na którą złożą się 3 sortownie i 54 składy regionalne.

– W tym roku zakupiliśmy sorter, przetarg został zakończony i rozstrzygnięty, stanie on w naszej sortowni w Zabrzu. Kolejnym elementem, najważniejszym, jest budowa centralnego węzła ekspedycyjno-rozdzielczego w okolicach Łodzi. Ten węzeł będzie naszym największym, jego głównym obszarem działalności będzie handel międzynarodowy. Do tego węzła będziemy kupować kolejne maszyny i tym niższym fragmentem rozwoju inwestycyjnego jest budowa centrów, które nazwę punktami bliskiego doręczenia. Ich celem jest po prostu skrócenie czasu, który nasz transport musi pokonywać od momentu dotknięcia tej paczki przez pocztowca do momentu dostawy tej paczki do klienta – mówi Przemysław Sypniewski, prezes zarządu Poczty Polskiej.

Jak zauważa minister infrastruktury i budownictwa Andrzej Adamczyk, hub logistyczny Poczty Polskiej to kolejny – po Centralnym Porcie Komunikacyjnym – rządowy projekt infrastrukturalny. Obie inwestycje mają być ze sobą powiązane.

Nie wyobrażam sobie, żeby było inaczej. Rolą zarządu Poczty Polskiej jest poszukiwanie takiej lokalizacji, która z punktu widzenia kosztów usług będzie najbardziej dogodna i korzystna. Jak mówili członkowie zarządu Poczty Polskiej, te rozmowy i te ustalenia z pełnomocnikiem rządu do spraw budowy CPK już trwają – mówi Andrzej Adamczyk.

Prezes spółki Przemysław Sypniewski dodaje, że Poczta Polska jest też w coraz większym stopniu zainteresowana rozwijaniem elektromobilności, która jest jednym z filarów rządowej Strategii na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju. Są to jednak plany w początkowej fazie.

– Do rozwoju elektromobilności potrzeba nie tylko floty samochodów, lecz także określenia tras, na których te samochody mogą jeździć, i dostępności masowej do sposobu ładowania tych samochodów. Oczywiście jako firma, która ma największą infrastrukturę w Polsce, chcemy uczestniczyć i rozważamy różne formy wykorzystania naszej struktury w kierunku udostępnienia jej jako elementu, który pozwoli ładować samochody elektryczne – mówi Przemysław Sypniewski.

Resort zdrowia chce walczyć z nadmiernym spożyciem alkoholu i planuje ograniczyć reklamę piwa. Według ekspertów nie zmniejszy to konsumpcji alkoholu

Resort zdrowia chce walczyć z nadmiernym spożyciem alkoholu i planuje ograniczyć reklamę piwa. Według ekspertów nie zmniejszy to konsumpcji alkoholu 6

Wśród propozycji Ministerstwa Zdrowia jest m.in. ograniczenie emisji reklam piwa i zaostrzenie zakazów dotyczących sprzedaży i spożycia napojów alkoholowych. Branża piwowarska ocenia, że to fasadowe rozwiązania, które nie przyczynią się do ograniczenia konsumpcji alkoholu wśród Polaków. Spowodują za to ograniczenie miejsc pracy i spadek wpływów do budżetu państwa. Po uchwaleniu nowych przepisów Polska będzie mieć jedne z najbardziej restrykcyjnych przepisów dotyczących reklamy alkoholu w całej UE.

– Zapowiedź Ministerstwa Zdrowia dotyczącą ograniczenia, a w zasadzie całkowitego zakazu reklamy piwa uważamy za rozwiązanie, które nie przyniesie oczekiwanych skutków w postaci zmniejszenia konsumpcji alkoholu. Jest to rozwiązanie fasadowe i naszym zdaniem to zupełnie chybiony pomysł – ocenia Bartłomiej Morzycki, dyrektor generalny Związku Pracodawców Przemysłu Piwowarskiego – Browary Polskie.

Projekt nowelizacji ustawy o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi przygotował resort zdrowia. Jego główne założenia to m.in.: ograniczenie godzin emisji reklam piwa, zakaz spożywania napojów alkoholowych w miejscach publicznych za wyjątkiem miejsc do tego przeznaczonych, ograniczenie sprzedaży napojów alkoholowych w godz. 22.00–6.00 oraz zwiększenie uprawnień samorządów dotyczących uchwalania liczby punktów sprzedaży napojów alkoholowych. Te pomysły – według Ministerstwa Zdrowia – mają się przyczynić do ograniczenia konsumpcji alkoholu w Polsce.

– To zupełnie nietrafiony pomysł, chociażby dlatego, że nie widzimy związku pomiędzy konsumpcją piwa a liczbą spotów reklamowych czy wielkością nakładów na reklamę piwa. Od szeregu lat konsumpcja piwa w Polsce kształtuje się na poziomie 97–99 litrów na głowę mieszkańca i praktycznie nie rośnie. W tym roku nawet być może będzie trochę mniejsza. Dane pokazują, że reklama nie ma związku z ilością wypijanego piwa, natomiast stała się narzędziem marketingowym, które pozwala browarom kształtować gusta konsumenckie, promować nowe produkty wprowadzane na rynek, zaś poszczególnym markom rywalizować między sobą. W przypadku piwa reklama już dawno przestała być instrumentem zwiększania rynku czy sprzedaży –podkreśla Bartłomiej Morzycki.

Z danych Państwowej Agencji Rozwiązywania Problemów Alkoholowych wynika, że zdecydowana większość Polaków, bo aż 80 proc., pije umiarkowanie, czyli nie więcej niż 6 litrów alkoholu rocznie. Natomiast 7 proc. konsumentów spożywa alkohol w sposób problemowy, czyli ryzykowny lub szkodliwy, który może doprowadzić do uzależnienia. Z tegorocznych badań, które CBOS przeprowadził na zlecenie Związku Pracodawców Przemysłu Piwowarskiego – Browary Polskie („Modele picia napojów alkoholowych w Polsce”), wynika, że 60 proc. osób z grupy pijących problemowo upija się wódką, dwukrotnie mniej piwem.

– W naszym kraju problemem jest kilka procent konsumentów, którzy piją nadmiernie, spożywając w ten sposób blisko połowę całego alkoholu wypijanego w Polsce w ciągu roku. Nie ma żadnego związku pomiędzy reklamą telewizyjną a zachowaniami konsumentów pijących szkodliwie i ryzykownie. Propozycja Ministerstwa Zdrowia nie tylko nie rozwiąże problemów tej części polskiego społeczeństwa, lecz także może przynieść szereg negatywnych skutków społecznych i gospodarczych, zwłaszcza dla branży piwnej i dla branż z nią powiązanych. Nie spodziewamy się żadnego pozytywnego skutku takiej regulacji – mówi Morzycki.

– Do zmiany ustawy podchodzimy z dużą obawą, ponieważ  jak wykazują wszelkie badania  rynek piwa w Polsce od 5–6 lat jest stabilny. Z informacji, jakie do nas docierają, wygląda na to, że nowe regulacje planowane przez resort zdrowia mogą utrudnić działanie na rynku piwa w Polsce. Mogą one skutkować utratą miejsc pracy w całym łańcuchu dostaw oraz w browarach, dlatego wszelkie zmiany powinny być poprzedzone bardzo szeroką konsultacją społeczną – podkreśla Jan Hałaś, przewodniczący Krajowej Sekcji Przemysłu Piwowarskiego NSZZ „Solidarność”.

W trakcie debaty, zorganizowanej w tym tygodniu przez Pracodawców RP, eksperci ocenili, że zmiany projektowane przez resort zdrowia mogą spowodować ograniczenie liczby miejsc pracy w branży piwowarskiej i zahamować rozwój rynku. Uderzą też w sektor medialny, ponieważ branża piwowarska jest dość dużym reklamodawcą. Nie przyczynią się natomiast do zmniejszenia konsumpcji alkoholu w Polsce.

– Mamy w Polsce kilkaset browarów. Przemysł piwowarski jest znaczącym graczem polskiej gospodarki. Każdego roku zapewnia około 10 mld zł wpływów do budżetu państwa. Branża generuje także 200 tys. miejsc pracy, nie tylko przy produkcji piwa. To też jeden z nielicznych segmentów gospodarki, który nie podlega robotyzacji  tam rzeczywiście potrzebny jest człowiek, potrzebna jest ludzka praca, od rolnika, poprzez cały łańcuch produkcyjny, aż po kwestie handlowe. Z punktu widzenia pracodawców i pracowników szalenie istotne jest to, aby te miejsca pracy w browarach zostały zachowane i aby firmy mogły się rozwijać. Uważamy, że ograniczenia proponowane przez resort zdrowia mogą się negatywnie odbić na branży piwowarskiej – podkreśla Jakub Jasiński, dyrektor Centrum Badań i Analiz Pracodawców RP.

Eksperci podkreślają też, że nowelizacja ustawy o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi spowoduje, że Polska będzie mieć najbardziej restrykcyjne w Europie przepisy w zakresie reklamy napojów alkoholowych, zaraz obok Francji, Norwegii i Szwecji, gdzie obowiązuje całkowity ich zakaz. Obecnie reklama piwa i napojów spirytusowych jest dozwolona w większości krajów europejskich.

– Polskie przepisy dotyczące reklamowania piwa i tak są już dość restrykcyjne. Jeśli spojrzymy na kraje europejskie, to zobaczym, że w większości z nich przepisy są znacznie łagodniejsze niż w Polsce. Jedynie trzy państwa w Europie całkowicie zakazują reklamy alkoholu. Jeśli przyjąć, że regulacje proponowane przez Ministerstwo Zdrowia wejdą w życie, Polska będzie miała najbardziej restrykcyjne prawo pod tym względem na Starym Kontynencie i naszym zdaniem nie ma to żadnego uzasadnienia – mówi Bartłomiej Morzycki.

– Uważamy, że Ministerstwo Zdrowia powinno przeprowadzić proces konsultacji zarówno międzyresortowych, jak i konsultacji społecznych, aby móc wysłuchać racji wszystkich stron. Zaproponowaliśmy, aby dyskusję na ten temat skierować również do Rady Dialogu Społecznego. Rada, jako ciało ustawowe, jest właściwym miejscem, aby rozmawiać na temat propozycji resortu zdrowia – ocenia Jakub Jasiński.

Rynek systemów do przewidywania pogody rośnie w tempie 6 proc. rocznie. Uzależnione od niego są m.in. lotnictwo i rolnictwo

Rynek systemów do przewidywania pogody rośnie w tempie 6 proc. rocznie. Uzależnione od niego są m.in. lotnictwo i rolnictwo 7

Postępujące zmiany klimatyczne i rosnące wymagania co do trafności prognoz powodują, że coraz trudniej przewidzieć pogodę, od której uzależnionych jest wiele segmentów gospodarki, takich jak lotnictwo, rolnictwo, energetyka czy transport. Rynek systemów do prognozowania pogody rośnie w tempie blisko 6 proc. rocznie. Ultranowoczesne radary meteorologiczne wciąż zarezerwowane są do celów wojskowych, ale prognozy pogody są coraz dokładniejsze, głównie ze względu na coraz bardziej zaawansowane techniki oczyszczania sygnału.

– Idea działania radaru meteorologicznego jest bardzo prosta. To urządzenie, które generuje bardzo krótki impuls elektromagnetyczny, formuje go w wąską wiązkę, wysyła w atmosferę i czeka na odbiór sygnału odbitego. Sygnał odbija się od tego, co jest w powietrzu, czyli głównie od cząsteczek opadowych. Na tej podstawie możemy ocenić, jaki jest opad i jaki jest wiatr – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Zdzisław Dziewit, główny specjalista Wydziału Teledetekcji Naziemnej Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej.

Z analizy „Weather Forecasting Systems Market – Global Forecast to 2020” autorstwa Markets & Markets wynika, że w 2015 roku rynek systemów prognozy pogody był warty 1,5 mld dol. Do 2020 roku jego wartość ma wzrosnąć do 1,99 mld dol. Skumulowany roczny wskaźnik wzrostu (CAGR) ma dla tego okresu sięgnąć 5,8 proc. Istotną rolę na rynku prognozowania pogody pełnią radary meteorologiczne.

– Z radaru możemy odczytywać różne informacje. Dostajemy sygnał pierwotny w postaci odbitych fal elektromagnetycznych, natomiast dalej jest on przetwarzany. Podstawowe wielkości, które odczytujemy z radaru, to tzw. odbiciowość, czyli wielkość, która jest w pewien sposób proporcjonalna do tego, ile wody wisi w powietrzu, a oprócz tego wielkości dotyczące wiatru, czyli prędkość radialną oraz współczynnik, który mówi nam o tym, jakie są turbulencje w atmosferze – twierdzi Zdzisław Dziewit.

Od rynku systemów przewidywania pogody uzależnionych jest kilka segmentów gospodarki, w tym lotnictwo, rolnictwo, energetyka, wojsko, transport oraz rynek morski. Część tego rynku tworzą urządzenia do zapisywania danych, czujniki, oprogramowanie i sprzęt. Pozostała część to systemy satelitarne, radary, stacje pogodowe i systemy dźwiękowe. Wśród radarów pojawiają się nowoczesne rozwiązania sprzętowe, jednak ogólnie rozwój idzie w innym kierunku.

– Bardziej nowoczesne radary, tzw. podwójnej polaryzacji czy DualPol, potrafią również odczytywać rodzaj zjawiska, które występuje w atmosferze. Do tej pory klasyczne radary nie odróżniały śniegu od deszczu. Nowoczesność radarów nie idzie w tym kierunku, aby stosować jakieś supertechniki, natomiast idzie w kierunku coraz bardziej wyrafinowanych metod przetwarzania sygnału, który dostajemy – tłumaczy Zdzisław Dziewit.

Jednym z najbardziej zależnych od pogody sektorów gospodarki jest lotnictwo. Pogoda wpływa na koszty lotów, ich bezpieczeństwo, koszty utrzymania lotnisk, samolotów czy w końcu na same plany lotów. Autorzy raportu „Benefits of Aviation Weather Services: A Review of International Literature” dokonali przeglądu literatury fachowej dotyczącej wpływu prognoz pogody na rynek lotnictwa pasażerskiego. Wynika z niego, że prognozy pogody przynoszą liniom lotniczym olbrzymie korzyści. Tym bardziej zapotrzebowanie rynku na nowoczesne narzędzia do przewidywania pogody jest wysokie.

– Ultranowoczesne radary są w trakcie badań. Są technologie, które pozwalają zmniejszyć czas przeglądu atmosfery – radar ogląda atmosferę dookoła, robi jej prześwietlenie – do dwóch minut lub minuty. Na razie jednak są to techniki wojskowe, bardzo drogie i zbyt mało stabilne, aby mogły służyć do celów meteorologicznych – twierdzi główny specjalista Wydziału Teledetekcji Naziemnej.

Autorzy opracowania zwracają uwagę na to, że dokładne prognozy pogody przekładają się na ogromne oszczędności. Z raportu wynika, że szwajcarskie lotnictwo cywilne zaoszczędza rocznie 14–22 mln dol., przemysł lotniczy w Finlandii wydaje o 14–24 mln euro mniej dzięki prognozom pogody, natomiast 400 mln funtów sięgają oszczędności brytyjskiego lotnictwa. Precyzyjne prognozy pogody uzyskuje się głównie poprzez uzyskanie jak najbardziej stabilnego sygnału.

– Są bardzo zaawansowane techniki filtrowania, usuwania mnóstwa zakłóceń i powodowania, że radary dają stabilny sygnał. Taki, który może być później użyty w wykorzystujących go systemach, np. w modelach numerycznych, które wyliczają prognozy pogody – twierdzi Dziewit.

Ubezpieczenie adwokata chroni jego klienta

W ostatnią sobotę września odbyły się państwowe egzaminy wstępne na aplikacje prawnicze: adwokacką, radcowską, notarialną oraz komorniczą. Zgodnie z danymi Ministerstwa Sprawiedliwości w 2017 r. na aplikację radcowską zdało 54,6 proc. osób, na adwokacką – 56,9 proc.[1] Kolejni młodzi prawnicy wchodzą na rynek profesjonalistów. Czy zdobyta wiedza uchroni ich przed kosztownymi błędami? Warto przypomnieć, że radca prawny czy adwokat, obok takich profesji jak lekarz czy architekt, podlega obowiązkowemu ubezpieczeniu OC z tytułu wykonywania czynności zawodowych.

Aplikantów czekają kolejne trzy lata ciężkiej pracy, sporo egzaminów kolokwialnych, wiele praktyk zawodowych, czterodniowy egzamin końcowy, a w przypadku pozytywnego wyniku, uprawnienia zawodowe. Trudna i wymagająca ścieżka zdobycia odpowiednich uprawnień nie daje jednak 100-procentowej gwarancji braku, często bardzo kosztownych, błędów popełnionych w toku wykonywania zawodu. Jest to bowiem jedna z profesji wysokiego ryzyka.

Zawody wysokiego ryzyka

Przedstawiciele niektórych zawodów mogą wyrządzić bardzo duże szkody na skutek przypadkowego błędu. Prawo nakłada na nich obowiązek posiadania ubezpieczenia odpowiedzialności cywilnej na wypadek wyrządzenia szkód w związku z wykonywaną profesją, tzw. OC zawodowe. Obejmuje ono ochroną te czynności, których wykonywanie wynika z zakresu pełnionych obowiązków zawodowych, określonych przeważnie w ustawie i doprecyzowanych w umowie z klientem. Od takiego ubezpieczenia należy odróżnić ubezpieczenie z tytułu prowadzonej działalności gospodarczej tzw. OC ogólne. Chroni ono przed finansowymi konsekwencjami szkody wyrządzonej w związku z działalnością inną niż profesjonalna.

– Można to zilustrować prostym przykładem. Jeżeli prawnik nieumyślnie dopuści się zaniechań w świadczeniu pomocy prawnej, np. błędów w opracowanym piśmie sądowym, co skutkować będzie roszczeniami ze strony klienta, OC zawodowe ochroni go przed finansowymi konsekwencjami popełnionych błędów. Natomiast jeżeli w kancelarii prawnika, klient poślizgnie się na mokrej podłodze i złamie nogę, to nie jest to zdarzenie objęte OC zawodowym, może być natomiast objęte OC ogólnym – mówi Renata Orzechowska, analityk Polskiej Izby Ubezpieczeń.

OC zawodowe nie tylko dla prawnika i lekarza

Oprócz wspomnianych zawodów prawniczych, do wykupienia stosownej polisy OC w życiu zawodowym zobowiązani są m.in. rzeczoznawcy majątkowi, organizatorzy imprez masowych, czy pośrednicy w obrocie nieruchomościami, księgowi i detektywi. Ochrona ubezpieczeniowa nie jest jednak zarezerwowana jedynie dla zamkniętej listy profesji. Dobrowolne zawodowe ubezpieczenie OC mogą wykupić przedstawiciele innych branż, którzy nie są zobowiązani do posiadania takiej polisy. Przy zakupie takiego produktu, powinni dokładnie oszacować potencjalne ryzyko i przedyskutować zakres polisy ze swoim ubezpieczycielem.

W niektórych branżach jest to istotne już na etapie pozyskiwania klienta. Takie ubezpieczenia zwiększa wiarygodność przedsiębiorcy, a niekiedy może być wymagane w procesie przetargu bądź podpisywania kontraktu – dodaje Renata Orzechowska.

Granica odpowiedzialności

W obowiązkowych ubezpieczeniach OC sumę gwarancyjną określają poszczególne ustawy dotyczące grup zawodowych albo akty wykonawcze do tych ustaw. Jest to jednak minimalna suma gwarancyjna, która określa górną granicę odpowiedzialności ubezpieczyciela. Odpowiedzialność sprawcy nie jest ograniczona ponieważ jest on zobowiązany naprawić szkodę do pełnej wysokości. Można więc dokupić ubezpieczenie na dodatkową sumę, która będzie dostosowana do indywidualnej skali prowadzonej działalności. Jest to tzw. ubezpieczenie nadwyżkowe i jest ono dobrowolne.

– Wybierając odpowiednie ubezpieczenie, warto sprawdzić jakie szkody obejmuje ubezpieczenie obowiązkowe i jakie szkody możemy wyrządzić. Dla przykładu obowiązkowe ubezpieczenia OC lekarza nie obejmuje szkód wyrządzonych na skutek zabiegów wykonywanych w celach estetycznych. Takie szkody mogą być natomiast objęte ubezpieczeniem dobrowolnym. Kolejny problem to wysokości minimalnej sumy gwarancyjnej. Z reguły sumy te są uśrednione i nie odzwierciedlają indywidualnej skali ryzyka. Dla radcy prawnego prowadzącego postępowania, w których wartość przedmiotu sporu sięga kilku milionów złotych lub prowadzącego obsługę prawną dużych klientów korporacyjnych, minimalna suma gwarancyjna w wysokości 50.000 euro, określona w rozporządzeniu, może być niewystarczająca. W takich przypadkach powinno rozważyć się podniesienie sumy gwarancyjnej poprzez zakup ubezpieczenia nadwyżkowego – radzi Renata Orzechowska. Pamiętajmy, OC zawodowe zawsze chroni podwójnie – ubezpieczonego i jego klienta. Dla ubezpieczonego to ochrona jego budżetu przez niespodziewaną stratą, dla klienta to gwarancja wypłaty odszkodowania z tytułu potencjalnych błędów.

Konieczne jest również szczegółowe zapoznanie się z warunkami ubezpieczenia i wszystkimi wyłączeniami. Do najczęstszych należą: zapłata kar umownych, szkody powstałe wskutek zamieszek, aktów terroru czy działań wojennych oraz szkody wyrządzone przez ubezpieczonego w okresie zawieszenia prawa do wykonywania zawodu.

[1] Źródło: https://www.ms.gov.pl/pl/informacje/news,9815,wstepne-wyniki-egzaminow-na-aplikacje-prawnicze.html

Przedsiębiorstwa oparte na danych zmieniają świat

W 2007 r. Tim Berners-Lee, twórca usługi WWW, opisał jak powinien wyglądać przepływ danych w nowoczesnym przedsiębiorstwie: „Każdy dyrektor generalny powinien być w stanie zadać pytanie obejmujące łączenie danych pochodzących z całego przedsiębiorstwa, być w stanie efektywnie zarządzać firmą, a w szczególności być w stanie reagować na nieprzewidziane wydarzenia. Większości przedsiębiorstw brakuje tej umiejętności łączenia wszystkich swoich danych”.

Bernersowi-Lee chodziło o to, że potencjał danych nie jest w pełni wykorzystany, jeśli znajdują się one w silosach i ludzie podejmują decyzje wyłącznie w oparciu o częściowy widok danych. Jeśli firma nie ma ludzi i technologii potrzebnych do tego, aby połączyć te dane ze sobą i uzyskać bardziej całościowy obraz swojego przedsiębiorstwa i możliwości, to jej wartość jest zaledwie ułamkiem potencjalnej wartości. Dlatego właśnie przedsiębiorstwa powinny dążyć do równowagi pomiędzy pracownikami, danymi i maszynami, w ramach której każdy element wnosi wartość dodaną i harmonijnie uzupełnia wartość innych.

Roli technologii w osiągnięciu takiej równowagi nie można lekceważyć. Możliwość gromadzenia, zestawiania i łączenia danych na dużą skalę zwyczajnie nie istniała przed nadejściem chmury, przełamującej bariery, o których mówił Berners-Lee. Zapewniana przez chmurę łączność w obrębie przedsiębiorstw, łańcuchów dostaw, klientów, platform, aplikacji i baz danych oznacza, że przedsiębiorstwa mogą uzyskać całościowy obraz swojej działalności. Ponadto dzięki chmurze maszyny mogą działać bardziej autonomicznie i komunikować się ze sobą, o czym świadczy rozwój takich technologii jak sztuczna inteligencja i automatyczne uczenie.

Przekształcenie przedsiębiorstwa do organizacji opartej na danych jest kluczem transformacji cyfrowej, a ta z kolei nie byłoby możliwa bez technologii cloud computing. Duże firmy nie są już w stanie budować przewagi nad konkurencją poprzez łatanie dziur i opieranie się na swojej przestarzałej infrastrukturze informatycznej, która tylko zwiększa złożoność i z każdym rokiem zmniejsza ich elastyczność. Muszą zmienić podejście i przebudować swoje przedsiębiorstwo od podstaw, a dzięki chmurze mogą tego dokonać szybko — tak aby wprowadzać nowe usługi, a jednocześnie chronić swój udział w rynku i wciąż skalować swoją działalność. Kiedy rozmawiamy z firmami w regionie EMEA, nie zastanawiają się już nad tym, czy wdrażać chmurę, tylko kiedy i jak. Badanie przeprowadzone przez Oracle i MIT Technology Review pokazało, że ok. 70% działów kadrowych i finansowych jest na drodze do wdrożenia chmury, a jedna trzecia już zakończyła jej wdrożenie.

W przyszłości ten proces będzie jeszcze trudniejszy, bo liczba źródeł danych dostępnych dla przedsiębiorstw nadal będzie rosnąć. Nasze smartfony, liczniki energii elektrycznej, urządzenia kuchenne, a nawet ubrania zostawiają po sobie strzępy cyfrowych informacji, które firmy mogą wykorzystać do kształtowania swoich strategii. Według IDC w 2025 r. cyfrowy wszechświat osiągnie rozmiar 180 zetabajtów. Przesłanie ich wszystkich przez szerokopasmowe łącze internetowe zajęłoby 450 mln lat. Magazyn „The Economist” w następujący sposób podsumował ogromne znaczenie danych dla biznesu w XXI wieku:

  • „Dane są dla tego stulecia tym samym, co ropa naftowa dla poprzedniego: motorem zmian i rozwoju. Przepływy danych stworzyły nową infrastrukturę, nowe przedsiębiorstwa, nowe monopole, nowe polityki, a co najważniejsze — nową gospodarkę”.
  • „Na przykład firma Oracle, która jest liderem rynku korporacyjnych baz danych, tworzy coś w rodzaju giełdy danych. Chce, aby jej klienci handlowali danymi, łączyli je z zestawami udostępnianymi przez Oracle i wyciągali z nich wnioski — a wszystko to w bezpiecznym środowisku chmury obliczeniowej firmy, gdzie przedsiębiorstwa mogą mieć pewność, że informacje te nie będą wykorzystywane w nieodpowiedni sposób”.

Przedsiębiorstwa, które mądrze korzystają z tego bogactwa informacji, są w stanie fundamentalnie przekształcić swoją działalność. Na przykład operator telekomunikacyjny Telefonica wdrożył oparty na technologii Oracle program analityczny, aby lepiej zrozumieć wzorce korzystania z telewizji przez jego klientów, i wykorzystuje tę wiedzę do tego, aby oferować klientom spersonalizowane rekomendacje dotyczące dodatkowych treści i usług. Telefonica czerpie też korzyści finansowe z tej głębokiej wiedzy o klientach dzięki otwarciu nowych strumieni przychodów ze strony dostawców treści i producentów mediów, którzy również chcą dostosować swoje treści do klientów operatora. Przyniosło to istotne korzyści i obecnie Telefonica ma 30-procentowy udział w lukratywnym rynku mediów cyfrowych i reklamy cyfrowej w Hiszpanii.

Telefonica jest tylko jednym z wielu przykładów przedsiębiorstw, które uzyskały wymierne korzyści z wdrożenia chmury Oracle. Accenture porównał ostatnio Oracle Cloud z chmurą AWS w raporcie zatytułowanym Oracle’s Enterprise-grade Cloud is Here. W raporcie stwierdzono, że aby osiągnąć porównywalną wydajność, chmura AWS będzie nawet pięć razy droższa niż porównywalne rozwiązanie Oracle IaaS Cloud. Ponadto rozwiązania Oracle Cloud zapewniły nawet 3,4 razy wyższą wydajność niż podobne rozwiązanie IaaS podczas uruchamiania tych samych obciążeń przy analogicznych konfiguracjach. Według raportu „rozwiązania Oracle zapewniły ponad trzykrotnie wyższą wydajność niż inne rozwiązania i pokazały, że są w stanie obsłużyć ponad pięć razy więcej transakcji w przeliczeniu na dolara”.

Rozwój przetwarzania w chmurze nie tylko wykładniczo zwiększył ilość danych będących w obiegu, lecz także nadał im o wiele większą wartość poprzez ułatwienie ich zbierania, współużytkowania, analizowania i interpretowania. Ponieważ tak wiele urządzeń, systemów i usług jest ze sobą połączonych za pośrednictwem chmury, jesteśmy otoczeni przez dane ze wszystkich stron, a przedsiębiorstwa zdają sobie sprawę z wiedzy i korzyści, jakie mogą wyciągnąć z tych danych, o ile tylko wiedzą, czego szukają i czego oczekują od tych danych.

Jest to bardzo istotne, ponieważ dane same w sobie to zaledwie punkt wyjścia…