Przedsiębiorstwa oparte na danych zmieniają świat

W 2007 r. Tim Berners-Lee, twórca usługi WWW, opisał jak powinien wyglądać przepływ danych w nowoczesnym przedsiębiorstwie: „Każdy dyrektor generalny powinien być w stanie zadać pytanie obejmujące łączenie danych pochodzących z całego przedsiębiorstwa, być w stanie efektywnie zarządzać firmą, a w szczególności być w stanie reagować na nieprzewidziane wydarzenia. Większości przedsiębiorstw brakuje tej umiejętności łączenia wszystkich swoich danych”.

Bernersowi-Lee chodziło o to, że potencjał danych nie jest w pełni wykorzystany, jeśli znajdują się one w silosach i ludzie podejmują decyzje wyłącznie w oparciu o częściowy widok danych. Jeśli firma nie ma ludzi i technologii potrzebnych do tego, aby połączyć te dane ze sobą i uzyskać bardziej całościowy obraz swojego przedsiębiorstwa i możliwości, to jej wartość jest zaledwie ułamkiem potencjalnej wartości. Dlatego właśnie przedsiębiorstwa powinny dążyć do równowagi pomiędzy pracownikami, danymi i maszynami, w ramach której każdy element wnosi wartość dodaną i harmonijnie uzupełnia wartość innych.

Roli technologii w osiągnięciu takiej równowagi nie można lekceważyć. Możliwość gromadzenia, zestawiania i łączenia danych na dużą skalę zwyczajnie nie istniała przed nadejściem chmury, przełamującej bariery, o których mówił Berners-Lee. Zapewniana przez chmurę łączność w obrębie przedsiębiorstw, łańcuchów dostaw, klientów, platform, aplikacji i baz danych oznacza, że przedsiębiorstwa mogą uzyskać całościowy obraz swojej działalności. Ponadto dzięki chmurze maszyny mogą działać bardziej autonomicznie i komunikować się ze sobą, o czym świadczy rozwój takich technologii jak sztuczna inteligencja i automatyczne uczenie.

Przekształcenie przedsiębiorstwa do organizacji opartej na danych jest kluczem transformacji cyfrowej, a ta z kolei nie byłoby możliwa bez technologii cloud computing. Duże firmy nie są już w stanie budować przewagi nad konkurencją poprzez łatanie dziur i opieranie się na swojej przestarzałej infrastrukturze informatycznej, która tylko zwiększa złożoność i z każdym rokiem zmniejsza ich elastyczność. Muszą zmienić podejście i przebudować swoje przedsiębiorstwo od podstaw, a dzięki chmurze mogą tego dokonać szybko — tak aby wprowadzać nowe usługi, a jednocześnie chronić swój udział w rynku i wciąż skalować swoją działalność. Kiedy rozmawiamy z firmami w regionie EMEA, nie zastanawiają się już nad tym, czy wdrażać chmurę, tylko kiedy i jak. Badanie przeprowadzone przez Oracle i MIT Technology Review pokazało, że ok. 70% działów kadrowych i finansowych jest na drodze do wdrożenia chmury, a jedna trzecia już zakończyła jej wdrożenie.

W przyszłości ten proces będzie jeszcze trudniejszy, bo liczba źródeł danych dostępnych dla przedsiębiorstw nadal będzie rosnąć. Nasze smartfony, liczniki energii elektrycznej, urządzenia kuchenne, a nawet ubrania zostawiają po sobie strzępy cyfrowych informacji, które firmy mogą wykorzystać do kształtowania swoich strategii. Według IDC w 2025 r. cyfrowy wszechświat osiągnie rozmiar 180 zetabajtów. Przesłanie ich wszystkich przez szerokopasmowe łącze internetowe zajęłoby 450 mln lat. Magazyn „The Economist” w następujący sposób podsumował ogromne znaczenie danych dla biznesu w XXI wieku:

  • „Dane są dla tego stulecia tym samym, co ropa naftowa dla poprzedniego: motorem zmian i rozwoju. Przepływy danych stworzyły nową infrastrukturę, nowe przedsiębiorstwa, nowe monopole, nowe polityki, a co najważniejsze — nową gospodarkę”.
  • „Na przykład firma Oracle, która jest liderem rynku korporacyjnych baz danych, tworzy coś w rodzaju giełdy danych. Chce, aby jej klienci handlowali danymi, łączyli je z zestawami udostępnianymi przez Oracle i wyciągali z nich wnioski — a wszystko to w bezpiecznym środowisku chmury obliczeniowej firmy, gdzie przedsiębiorstwa mogą mieć pewność, że informacje te nie będą wykorzystywane w nieodpowiedni sposób”.

Przedsiębiorstwa, które mądrze korzystają z tego bogactwa informacji, są w stanie fundamentalnie przekształcić swoją działalność. Na przykład operator telekomunikacyjny Telefonica wdrożył oparty na technologii Oracle program analityczny, aby lepiej zrozumieć wzorce korzystania z telewizji przez jego klientów, i wykorzystuje tę wiedzę do tego, aby oferować klientom spersonalizowane rekomendacje dotyczące dodatkowych treści i usług. Telefonica czerpie też korzyści finansowe z tej głębokiej wiedzy o klientach dzięki otwarciu nowych strumieni przychodów ze strony dostawców treści i producentów mediów, którzy również chcą dostosować swoje treści do klientów operatora. Przyniosło to istotne korzyści i obecnie Telefonica ma 30-procentowy udział w lukratywnym rynku mediów cyfrowych i reklamy cyfrowej w Hiszpanii.

Telefonica jest tylko jednym z wielu przykładów przedsiębiorstw, które uzyskały wymierne korzyści z wdrożenia chmury Oracle. Accenture porównał ostatnio Oracle Cloud z chmurą AWS w raporcie zatytułowanym Oracle’s Enterprise-grade Cloud is Here. W raporcie stwierdzono, że aby osiągnąć porównywalną wydajność, chmura AWS będzie nawet pięć razy droższa niż porównywalne rozwiązanie Oracle IaaS Cloud. Ponadto rozwiązania Oracle Cloud zapewniły nawet 3,4 razy wyższą wydajność niż podobne rozwiązanie IaaS podczas uruchamiania tych samych obciążeń przy analogicznych konfiguracjach. Według raportu „rozwiązania Oracle zapewniły ponad trzykrotnie wyższą wydajność niż inne rozwiązania i pokazały, że są w stanie obsłużyć ponad pięć razy więcej transakcji w przeliczeniu na dolara”.

Rozwój przetwarzania w chmurze nie tylko wykładniczo zwiększył ilość danych będących w obiegu, lecz także nadał im o wiele większą wartość poprzez ułatwienie ich zbierania, współużytkowania, analizowania i interpretowania. Ponieważ tak wiele urządzeń, systemów i usług jest ze sobą połączonych za pośrednictwem chmury, jesteśmy otoczeni przez dane ze wszystkich stron, a przedsiębiorstwa zdają sobie sprawę z wiedzy i korzyści, jakie mogą wyciągnąć z tych danych, o ile tylko wiedzą, czego szukają i czego oczekują od tych danych.

Jest to bardzo istotne, ponieważ dane same w sobie to zaledwie punkt wyjścia…

Kornel Kot: Spodziewane rozczarowanie produkcją

Środowa sesja była obfita w wypowiedzi bankierów centralnych, którzy zdecydowali się nie dostarczać dodatkowych wrażeń uczestnikom rynku walutowego. Na koniec dnia miano gwiazdy utrzymuje kanadyjski dolar będący beneficjentem fenomenalnych danych z sektora przemysłowego. Na przestrzeni miesiąca wolumen produkcji odnotował 1,6 proc. skok, co wyraźnie okryło cieniem nisko zawieszone oczekiwania uczestników rynku (-0,3 proc.).

W pierwszej części dnia uwagę inwestorów próbowały zwrócić wskazania z brytyjskiego rynku pracy. O ile udział osób aktywnych zawodowo pozostających bez pracy trafił w konsensualne 4,3 proc., o tyle w przypadku dynamiki wynagrodzeń należy mówić o nieco silniejszej wartości. W ujęciu rok do roku płace w brytyjskich przedsiębiorstwach wzrosły o 2,2 proc. (konsensus: 2,1 proc.), co z punktu widzenia analizy szeregów czasowych napawa optymizmem przed utrzymaniem dość wysokich wartości inflacji CPI oraz szybszym rozpoczęciem zacieśniania przez Bank Anglii. Na koniec dnia funt ma za sobą dość skromne umocnienie. Obecnie GBP/USD znajduje się w okolicach okrągłego poziomu 1,3200, notując tym samym ruch rzędu 0,1 proc.

W koszyku walut G10 siłę funta szterlinga przebija między innymi euro, które zdołało wypracować dwukrotnie silniejszą zwyżkę. Na koniec dnia EUR/USD balansuje tuż pod poziomem 1,1800, aczkolwiek siła impulsów popytowych wydaje się być niedostateczna ku rychłemu osiągnieciu kolejnego oporu. Obecnie stawkę zamyka japoński jen, który wypycha kurs USD/JPY o 0,6 proc. w okolice poziomu 1,1285. Skromniejszą skalę przeceny mają za sobą nowozelandzki dolar i szwajcarski frank notujące odpowiednio przecenę na poziomie 0,3 proc. oraz 0,2 proc.

Zgodnie ze sporządzonymi przez nas prognozami dane z rodzimego sektora przemysłowego dość wyraźnie rozminęły się z rynkowym konsensusem. We wrześniu roczna dynamika produkcji przemysłowej uplasowała się na poziomie 4,3 proc. wobec 5,2 proc. spodziewanych przez pozostałych uczestników rynku (TMS Brokers: 4,0 proc.). Rozgoryczenie powyższymi wskazaniami próbowała załagodzić sprzedaż detaliczna, która w ujęciu rok do roku wystrzeliła do poziomu 8,6 proc. (konsensus: 7,9 proc., TMS Brokers: 8,1 proc.). Na koniec dnia polski złoty (0,3 proc.) plasuje się w ścisłej czołówce walut Emerging Markets. W regionie rodzima waluta ustępuje jedynie czeskiej koronie (0,4 proc.), która spycha kurs EUR/CZK w okolice wsparcia przy 25,7180. Listę walut zamyka południowoafrykański rand (-1,2 proc.) wyraźnie odskakujący przecenie meksykańskiego peso (-0,4 proc.), rosyjskiego rubla (-0,3 proc.) czy tureckiej liry (-0,2 proc.).
W danych napływających z amerykańskiej gospodarki największej przełożenie na rynkową zmienność miały szacunki zapasów ropy sporządzone przez Departament Energii. Z tygodnia na tydzień rezerwa surowca skurczyła się o 5,7 mln baryłek wobec 7,1 mln sugerowanych przez API. Na koniec dnia baryłka West Texas Intermediate ponownie wraca w okolice poziomu 52,00 USD, notując tym samym dzienny zakres ruchu na poziomie 0,2 proc.

W trakcie środowej sesji europejskie parkiety zapłonęły zielenią. Ze zwyżkowych nastrojów wyłamała się giełda przy Książęcej, aczkolwiek siła prospadkowych impulsów nie była dostateczna ku temu, aby uplasować indeks WIG 20 (-0,5 proc.) poniżej okrągłego poziomu 2 500 pkt. Najsilniejszy ruch w stronę południa odnotował mBank (-2,3 proc.) po dopuszczeniu dodatkowego pakietu akcji do obrotu. Swoją przecenę usilnie kontynuowało LPP (-2,2 proc.). Zniżkę odzieżowego giganta goniło CCC (-1,9 proc.) notujące siódmą sesję spadkową z rzędu, co nie było obserwowane od dokładnie czterech lat. Powodem tak daleko posuniętej przeceny są niezbyt sprzyjające warunki pogodowe, które hamują obrót w branży. Na czele indeksu znalazło się Asseco Poland ze zwyżką rzędu 1,1 proc. W górnej części stawki znalazło się również PZU (0,5 proc.) pomimo nałożenia 2,3 mln PLN kary za zwłokę w wypłacie odszkodowań.

We Frankfurcie miano lidera należało do ProSiebenSatu 1 (1,7 proc.), który odskoczył Vonovii (1,5 proc.) planującej międzynarodowe inwestycje w sektorze nieruchomości. Środową sesję na plus zakończył również BASF (1,1 proc.) pomimo zamknięcia fabryki Ecoflex w Ludwigshafen z racji na wystąpienie defektu technicznego. Apetyt na bardziej pokaźne wzrosty indeksu DAX (0,4 proc.) ograniczało Deutsche Börse (-1,8 proc.) z racji na podtrzymanie rekomendacji „trzymaj” przez Bankhaus Lampe. Swoje wczorajsze wzrosty wymazał również Infineon, który środowe notowania zakończył z 0,8 proc. stratą.
Na londyńskiej giełdzie ponownie liderem indeksu FTSE 100 (0,4 proc.) stał się Pearson (3,0 proc.) po wczorajszej publikacji fenomenalnych perspektyw wynikowych oraz wygenerowaniu sygnału technicznego w postaci przebicia średniej z ostatnich 200 notowań. Podobną skalę wzrostu notuje ITV (3,0 proc.), które odskoczyło zwyżkom IAG (2,7 proc.) oraz koncernu Rolls-Royce’a (2,5 proc.). Prawdziwy cios w siłę zamykającego listę komponentów Shire (-3,1 proc.) wymierzyło Citi, które zdecydowało się na usunięcie spółki z listy obserwowanych spółek. Nisko znalazło się również Rio Tinto (-3,0 proc.) mające perspektywę batalii sądowych w związku z wyłudzeniem 3,7 mld USD przez byłego prezesa spółki.

Na rynku surowcowym najmniej optymistycznymi nastrojami może pochwalić się gaz ziemny, którego listopadowe kontrakty zdołały potanieć o 3,4 proc. W gronie metali wyraźny odwrót notuje pallad (-2,4 proc.) przebijający się przez serię wsparć przy poziomie 960 USD za uncję. Niezbyt udaną sesję mają również za sobą sok pomarańczowy (-1,2 proc.) oraz pszenica (-1,0 proc.). W przypadku złota i srebra należy mówić o zdecydowanie mniej spektakularnym ruchu w stronę południa, bowiem wymienione surowce zdążyły potanieć o 0,3 proc. Obecnie ich uncja jest wyceniana odpowiednio na poziomie 1 281,50 USD oraz 16,9860 USD.

Sporządził
Kornel Kot, Dom Maklerski TMS Brokers

Alior Bank we współpracy z Telekom Romania uruchamia Telekom Banking

Rumuński oddział Alior Banku wprowadza na rynek usługi Telekom Banking – nowoczesne i intuicyjne produkty bankowe dostępne w kanale internetowym i mobilnym, przez telefon, a także w całej stacjonarnej sieci sprzedaży Telekom Romania. Produkty banku oferowane będą także za pośrednictwem brokerów.

Celem strategicznego partnerstwa Alior Banku z rumuńskim operatorem telekomunikacyjnym Telekom Romania (z grupy Deutsche Telekom) jest oferowanie usług bankowych klientom indywidualnym w Rumunii oraz zapewnienie im najnowocześniejszych rozwiązań z zakresu bankowości codziennej, a także produktów i usług łączących korzyści wynikające ze współpracy banku i firmy telekomunikacyjnej. Dla Alior Banku jest to kontynuacja modelu współpracy z T-Mobile, w znacznym stopniu bazująca na rozwiązaniach i technologii znanych klientom w Polsce oraz dostępnych jako T-Mobile Usługi Bankowe. Ważnym uzupełnieniem oferty będzie internetowy kantor walutowy – nowość na rynku rumuńskim. Telekom Banking to pierwszy na taką skalę projekt współpracy banku i firmy telekomunikacyjnej w Rumunii.

Wdrożenie naszych najnowocześniejszych rozwiązań technologicznych na rynku rumuńskim to kolejny krok Alior Banku na drodze do grona najbardziej innowacyjnych banków w Europie. Korzystamy z naszych najlepszych praktyk z rynku polskiego oraz najbardziej innowacyjnych rozwiązań stosowanych przez Alior Bank w Polsce, również w ramach naszej współpracy z T-Mobile. Chcę jednak podkreślić, że finalna oferta została przygotowana przez nasz rumuński oddział, tak by odnieść się przede wszystkim do tamtejszego rynku, potrzeb i oczekiwań klientów. Mamy ambitne plany i wierzymy, że razem z Telekom Romania osiągniemy je i z sukcesem będziemy się rozwijać na rumuńskim rynku, w którym dostrzegamy ogromny potencjał. W pierwszej kolejności zaproponujemy klientom konto, depozyty i internetowy kantor walutowy, w drugim kroku ciekawe produkty kredytowe. Ofertę będziemy sukcesywnie rozwijać – mówi Celina Waleśkiewicz, wiceprezes zarządu Alior Banku, odpowiedzialna za pion IT i operacji.

Cieszymy się, że poprzez nasze partnerstwo z Alior Bankiem staliśmy się liderem na rynku prostych i łatwych w obsłudze usług bankowych. Naszym celem jest dostarczanie produktów dostosowanych do nowej kultury IT&C, w której dzisiaj żyjemy. Zastosowanie wszystkich rozwiązań oferowanych przez nowe technologie pozwala wykorzystać możliwości uzyskania dostępu do dzisiejszych innowacji. Doświadczenie Alior Banku w innowacyjnej bankowości oraz technologiczna wizja Telekom Romania umożliwiły nam stworzenie takiej oferty usług bankowych dla klientów w Rumunii, która może ukształtować przyszłość rumuńskiego sektora finansowego i bankowego – mówi Miroslav Majoros, prezes Telekom Romania.

W celu realizacji tego projektu Alior Bank otworzył swój oddział w Rumunii, obecnie pracuje w nim 60 osób. Do końca roku bank planuje zatrudnić jeszcze 120 pracowników.

Oferta Telekom Banking

Usługi Telekom Banking będą wprowadzane stopniowo, zaczynając od nowoczesnej, intuicyjnej bankowości codziennej oraz – nowości na rynku rumuńskim – internetowego kantoru walutowego.

W Telekom Banking będzie można otworzyć rachunek osobisty w RON (w rumuńskich lejach), EUR, USD i GBP, korzystać z karty debetowej oraz mieć dostęp do środków za pośrednictwem bankowości internetowej i mobilnej. Konto można otworzyć online na stronie telekombanking.ro lub poprzez aplikację mobilną i podpisać umowę dostarczoną przez kuriera. Tą samą drogą klient otrzyma także kartę debetową. Rachunek można otworzyć również w punktach sprzedaży Telekomu. W tym przypadku klienci od razu otrzymają także kartę debetową typu instant i będą z niej mogli korzystać od razu po podpisaniu umowy.

Telekom Banking oferuje bezpłatne – bez żadnych warunków – wypłaty ze wszystkich bankomatów w kraju i za granicą, a ponadto bezpłatne przelewy w lejach przez internet i bankowość mobilną do dowolnego banku w Rumunii, co nie jest standardem na tym rynku. Niezmienność tych warunków gwarantowana jest klientom przez 3 lata.

Klienci od początku mogą korzystać z nowoczesnej aplikacji mobilnej. Rozwiązanie – zaczerpnięte z platformy mobilnej i internetowej T-Mobile Usługi Bankowe – oparte jest o podejście „omnikanałowe” w pełni integrujące aplikację mobilną z platformą internetową. Wraz z wprowadzeniem na początku listopada bankowości internetowej klienci otrzymają dostęp do swoich finansów oraz przejrzystą informację o statusie posiadanych produktów i usług. Rozwiązanie jest skoncentrowane na wygodzie i łatwości użytkowania (najważniejsze funkcje są zawsze pod ręką) oraz innowacyjnych rozwiązaniach odpowiadających potrzebom klientów.

Aplikacja mobilna oferuje wiele przydatnych funkcji, w tym: przelewy przy użyciu kodu QR lub funkcji NFC, widok salda wraz z trzema ostatnimi transakcjami bez konieczności logowania, możliwość dokonywania płatności w usłudze P2P i inne. Ponadto aplikacja umożliwia bezpośrednie otwieranie rachunków bieżących w lejach lub w walutach obcych. Można w niej również złożyć wnioski o karty debetowe, lokaty terminowe i rachunki oszczędnościowe.

Drugim filarem oferty Telekom Banking jest Internetowy Kantor Walutowy, w ramach którego klienci mogą korzystać z atrakcyjnych kursów wymiany w czasie rzeczywistym dla 10 walut obcych, aktualizowanych (w dni robocze) co 10 sekund. Klienci mogą szczegółowo skonfigurować transakcje walutowe, np. ustawić datę i czas, w którym chcą dokonać wymiany, a także kurs wymiany, według którego ma nastąpić transakcja. Opcja „Płacę później” pozwala wymieniać waluty, nawet jeśli klienci w danym momencie nie mają pełnej potrzebnej do tego kwoty (wystarczy mieć min. 5 proc. wartości transakcji, a w ciągu dwóch dni roboczych uzupełnić różnicę w celu dokończenia wymiany). Kantor walutowy online oparty jest na rozwiązaniach znanych klientom kantoru Alior Banku w Polsce.

Usługi Telekom Banking są dostępne online na stronie www.telekombanking.ro, a także będą stopniowo wdrażane w punktach sprzedaży Telekom Romania. Docelowo rachunek bieżący będzie można otworzyć w każdym sklepie tej sieci. Dodatkowo w wybranych salonach, w ramach koncepcji „sklepu w sklepie”, oferowane będą inne usługi bankowe, w tym produkty kredytowe. Sieć placówek tego typu będzie rozbudowywana w ciągu najbliższego półrocza. Docelowo ma liczyć 120 punktów. Wraz ze startem oferty rynkowej uruchomione zostanie całodobowe Contact Center.

Oferta Telekom Banking będzie systematycznie rozwijana. Znajdą się w niej również usługi finansowania urządzeń oferowanych przez Telekom Romania, a także pożyczki gotówkowe i kredyty w rachunku bieżącym.

Wysoka inflacja w Wielkiej Brytanii

We wtorek amerykański dolar zyskiwał do większości walut światowych czwarty dzień z rzędu. To efekt dobrych danych dotyczących cen importu i eksportu, produkcji przemysłowej oraz wartości kapitałów napływających do USA. W szczególności dolar zyskiwał do słabnącego brytyjskiego funta, który tracił do większości swoich rywali po opublikowaniu danych inflacyjnych. Co więcej, Mark Carney, gubernator Banku Anglii, stwierdził, że do końca roku inflacja może przekroczyć aktualne 3%. Jednak inwestorzy spekulują, że na tej bazie Bank Anglii może na początku listopada zdecydować o podwyżce stóp procentowych, co wzmocni brytyjską walutę.

Waluty: W ciągu ostatnich 24 godzin amerykański dolar zyskuje do brytyjskiego funta (+0,47%) oraz japońskiego jena (+0,12%), a traci do euro (-0,07%), dolara kanadyjskiego (-0,27%) oraz dolara australijskiego (-0,1%) i kursy wynoszą: EUR/USD – 1,177, GBP/USD – 1,318, USD/CAD – 1,25, AUD/USD – 0,785 i USD/JPY – 112,3. Euro jest silniejsze wobec japońskiego jena (+0,2%) i kurs EUR/JPY wynosi 132,2, a kurs EUR/GBP jest na poziomie 0,893. Złotówka zyskuje do funta, a pozostaje na podobnym poziomie do innych walut światowych. W środę rano dolar kosztuje 3,6 zł, euro – poniżej 4,24 zł, funt – 4,74 zł, a frank szwajcarski – 3,68 zł.

Giełdy: Na światowych giełdach przewaga koloru czerwonego. We wtorek londyński indeks FTSE 100 spadł o 0,14%, frankfurcki indeks DAX – o 0,07%, a paryski indeks CAC 40 – o 0,03%. W Amerykach nowojorski indeks S&P 500 podniósł się o 0,07%, meksykański indeks Bolsa zyskał 0,84%, a brazylijski Bovespa spadł o 0,9%. We wtorek w Azji tokijski indeks Nikkei wzrósł o 0,13%, chiński indeks Shanghai Composite podniósł się o 0,29%, a hongkoński indeks Hang Seng na godzinę przed zamknięciem tracił 0,03%.

Ropa i złoto: Cena ropy naftowej rośnie trzeci dzień w rzędu, ale minimalnie. We wtorek na zakończenie dnia baryłka ropy Brent kosztowała 57,88 USD (+0,1%), a ropy WTI – 51,88 USD (+0,02%). Roczna prognoza ceny baryłki surowca pozostała na poziomie 59 USD. Z kolei cena złota idzie w dół. W środę rano uncję metalu rynek wycenia na 1283 USD. To 5 USD mniej (-0,39%) niż dobę wcześniej.

Najważniejsze wydarzenia dzisiejszego dnia:

  • 10:30 – Wielka Brytania – Stopa bezrobocia, sierpień (prognoza 4,3%)
  • 14:00 – Polska – Produkcja przemysłowa (r/r), wrzesień (prognoza 5,2%)
  • 14:00 – Polska – Produkcja budowlano-montażowa (r/r), wrzesień (prognoza 18,1%)
  • 14:00 – Polska – Sprzedaż detaliczna (r/r), wrzesień (prognoza 7,9%)
  • 14:00 – USA – Wystąpienie szefa Fed z Nowego Jorku
  • 14:00 – USA – Wystąpienie szefa Fed z Dallas
  • 14:30 – USA – Rozpoczęte budowy domów, wrzesień (prognoza 1180 tys.)
  • 14:30 – USA – Pozwolenia na budowę domów, wrzesień (prognoza 1245 tys.)
  • 20:00 – USA – Beżowa Księga, październik

Przygotował zespół analityczny easyMarkets

Nowy sposób finansowania zakupów w sklepach internetowych PayU wprowadza usługę PayU Płacę później

Brak wystarczających środków w danym momencie często uniemożliwia pilny i potrzebny zakup. Taka sytuacja może spotkać np. osoby realizujące projekty na zlecenie (tzw. freelancerów), których dochody są nieregularne. Poza tym, istnieje też duża grupa kupujących, którzy nawet w przypadku posiadania środków na sfinansowanie zakupów, preferują opłacenie zakupu dopiero po otrzymaniu towaru.  W odpowiedzi na tego typu oczekiwania  konsumentów, PayU wprowadza nowy sposób finansowania zakupów internetowych, polegający na odroczeniu płatności do 30 dni. Usługa PayU Płacę później jest obecnie dostępna w ramach programu pilotażowego w kilkunastu popularnych sklepach internetowych.

Odpowiedź na potrzeby konsumentów

PayU Płacę później opiera się na schemacie „kup teraz, zapłać później”. To rozwiązanie szczególnie wygodne w przypadku pilnego lub niespodziewanego wydatku, którego pokrycie ze środków na koncie jest w danym momencie niemożliwe. Taki sposób płatności jest idealny także dla łowców okazji, którzy mogą skorzystać z wyjątkowej promocji w sklepie, nawet jeśli są przed wypłatą lub środki za wykonane zlecenie jeszcze do nich nie dotarły.

W przeciwieństwie do kart kredytowych, PayU Płacę później jest usługą bez ograniczeń. Aby z niej skorzstać nie trzeba posiadać instrumentu płatniczego, co oznacza, że nie ma w tym przypadku opłat za jego wydanie, utrzymanie czy ubezpieczenie. Z takiej odroczonej płatności można skorzystać w dowolnym momencie, a spłata w wymaganym terminie – w ciagu 30 dni – oznacza, że płacimy tylko tyle, ile kosztował zamówiony towar. Dodatkowo, jeśli kupujący uzna, że jednak chce wydłużyć okres spłaty, może rozłożyć całe zobowiązanie na 3 lub 6 miesięcznych rat, ponosząc wówczas standardowe koszty pożyczki.

Nowa metoda płatności od PayU wpisuje się także w trend tzw. „smart shoppingu”.

Chcemy dotrzeć do grona konsumentów, którzy świadomie i rozważnie podejmują decyzje zakupowe. To osoby, które cenią wysoką jakość produktów, jednak nie chcą za nie przepłacać. Z drugiej strony potrafią racjonalnie oszacować swoje możliwości finansowe – mówi Martyna Szczepaniak, Dyrektor ds. Kredytów Konsumenckich w PayU. Dzięki PayU Płacę później można zrealizować swoje plany lub marzenia zakupowe  w każdym momencie. Partner finansowy płaci za zakupy natychmiast, a kupujący zwraca środki pożyczkodawcy w ciagu 30 dni bez dodatkowych kosztów lub rozkłada zakup na korzystne raty – dodaje.

PayU Płacę później to metoda płatności polecana również osobom, które nie chcą zamrażać środków na swoim koncie, wolą sprawdzić produkt przed zapłaceniem lub zamawiają więcej produktów z zamiarem zwrotu części z nich.

Korzyści dla e-biznesu

Polacy są otwarci na innowacje i chętnie korzystają z nowoczesnych metod płatności. Z kolei wielu sprzedawców internetowych jest przekonanych, że wprowadzenie nowych metod płatności, umożliwiających m.in. kredytowanie zakupów, zwiększyłoby sprzedaż w ich sklepach. Dzisiejszy klient chce bowiem robić zakupy łatwo, szybko i bez wyrzeczeń, nawet w sytuacji, gdy nie ma odpowiednich środków na koncie[1].

PayU Płacę później to nasz kolejny krok w kierunku zwiększania możliwości zakupowych Polaków. Ma to wymierne korzyści także dla właścicieli e-sklepów. Klienci lubią mieć różnorodny wybór metod płatności, a odroczenie płatności jest dla nich atrakcyjnym rozwiązaniem. Z naszych badań wynika, że w sklepach, które uruchomią usługę, powinna zwiększyć się wartość koszyków zakupowych, a także liczba zrealizowanych transakcji, co oznacza mniej opuszczonych koszyków, a więc lepszą konwersjęwyjaśnia Martyna Szczepaniak.

PayU Płacę później – jak to działa?

PayU Płacę Później infografikaPayU Płacę później to wygodny i bezpieczny sposób finansowania zakupów. Z nowej metody płatnosci można skorzystać robiąc zakupy o wartości  od 100 do 2 000 złotych.

Po dodaniu towarów do koszyka należy wybrać metodę płatności PayU Płacę później, a następnie podać kilka danych, które pozwolą potwierdzić tożsamość i wyrazić zgodę na wykonanie automatycznej oceny zdolności kredytowej. Decyzja o przyznaniu pożyczki jest wydawana w ciagu kilkudziesięciu sekund, więc cały proces jest bardzo szybki.

W przypadku pozytywnej decyzji partner finansowy PayU – firma Kreditech działająca pod marką Monedo Now, finansuje zakup zamówionych towarów, a PayU natychmiast przekazuje środki do sklepu internetowego. W tym samym czasie kupujący otrzymuje na wskazany wcześniej adres e-mail wiadomość z potwierdzeniem płatności i linkiem do panelu klienta, z którego może wygodnie spłacić pożyczkę, kartą lub przelewem. Najkorzystniej jest spłacić zobowiązanie w ciagu 30 dni, bo wówczas spłacamy dokładnie tyle, ile kosztowały zakupy. Przed upływem tego terminu, kupujący otrzyma przypomnienie o zbliżającym się terminie spłaty. W przypadku braku wymaganej wpłaty cała kwota zostanie automatycznie rozłożona  na  6 wygodnych rat, z prowizją 4,08% w skali miesięcznej.

Właściciel sklepu internetowego nie musi czekać 30 dni na zapłatę za towar, ponieważ partner finansowy dokonuje zapłaty za zamówienie kupującego jeszcze przed  wysyłką. W przypadku odstąpienia od umowy przez kupującego sklep zwraca sumę zamówienia za pośrednictwem PayU na rachunek partnera finansowego.

Usługa PayU Płacę później jest efektem strategicznej współpracy PayU i grupy technologicznej Kreditech, w którą w maju br. PayU zainwestowało 110 mln euro. Polska jest pierwszym krajem, w którym nowy sposób finansowania zakupów został zaoferowany sklepom internetowym i konsumentom.

Z PayU Płacę później mozna już skorzystać, w ramach programu pilotażowego, w kilkunastu sklepach internetowych. Więcej informacji na temat usługi PayU Płacę później: https://place-pozniej.payu.pl/

[1] Strategies for Optimizing Online Commerce, UK merchant’s perspective’, Ovum, 2017.

Los pracowników delegowanych nadal niepewny

Sprawozdanie komisji zatrudnienia i spraw socjalnych Parlamentu Europejskiego, dotyczące dyrektywy o delegowaniu pracowników, utrzymuje wiele niekorzystnych rozwiązań dla polskich przedsiębiorców. Dzięki staraniom polskich europosłów wprowadzono rozwiązania, które mogą w pewnym stopniu łagodzić negatywne konsekwencje zmian, np. przewidziano możliwość wydłużania okresu delegowania ponad 24 miesiące na wniosek przedsiębiorcy – uważa Konfederacja Lewiatan.

– Od początku prezentowaliśmy krytyczne podejście do projektu rewizji dyrektywy przedstawionego przez Komisję Europejską w marcu 2016 r. W naszej opinii inicjatywa KE przyczyni się do eliminowania z rynku przedsiębiorstw świadczących usługi transgraniczne z wykorzystaniem własnych pracowników. Poprzez użycie niejasnych konstrukcji i pojęć (np. odejście od pojęcia minimalnego wynagrodzenia, wprowadzenie 24 miesięcznego okresu delegowania), rozszerzenie zakresu obowiązków przedsiębiorców, prowadzi do zwiększenia zawiłości regulacji, wzrostu liczby sytuacji spornych, a tym samym do wzrostu kosztów – mówi Robert Lisicki, radca prawny, dyrektor departamentu pracy, dialogu i spraw społecznych Konfederacji Lewiatan.

Sprawozdanie komisji parlamentu europejskiego utrzymuje szereg niekorzystnych dla polskich przedsiębiorców rozwiązań, wprowadzając nawet propozycje dalej idące od tekstu KE. Należą do nich m.in. poprawki dotyczące:

  • ograniczenie do 24 miesięcy okresu delegowania, przy braku jasnych zasad rozliczania np. zastępstwa pracowników delegowanych,
  • wprowadzenie określenia „równych” warunków, co w kontekście dotychczasowej zasady, iż dyrektywa o delegowaniu pracowników gwarantuje minimalne warunki będzie prowadziło do szeregu wątpliwości,
  • wprowadzenie pojęcia „wynagrodzenie” w miejsce „minimalne stawki płacy” – Pojęcie „minimalnej stawki płacy” – pomimo pewnych wątpliwości jakie rodzi – jest bardziej precyzyjne i łatwiejsze w określeniu i ustaleniu, aniżeli nowa propozycja. Odesłanie do „minimalnej stawki płacy” uwzględnia zarówno aspekt ochrony pracowników, jak i przejściowy charakter świadczenia usługi.
  • wprowadzenie nowych kategorii warunków, które będą narzucać inne państwa członkowskie: zakwaterowania oraz dodatków w celu pokrycia kosztów podróży, wyżywienia i zakwaterowania dla pracowników z dala od ich zwykłego miejsca pracy,
  • definicji wynagrodzenia – odwołując się w sposób niejasny do definicji bądź praktyki państw członkowskich,
  • rozszerzenie zakresu zastosowania układów zbiorowych o układy reprezentatywne zgodnie z regulacjami państwa członkowskiego dla danego obszaru bądź sektora (obecnie jest mowa o układach uznanych za powszechnie obowiązujące),
  • rozszerzenia podstawy dyrektywy o art. 153 (1) Traktu (aspekty socjalne), co zmienia podejście do dyrektywy o delegowaniu pracowników i przesuwa akcenty ze swobody świadczenia usług na aspekty socjalne. W praktyce takie rozwiązanie może podważać dotychczasową interpretację regulacji dyrektywy o delegowaniu pracowników tymczasowych,
  • podwykonawstwa – państwa będą mogły zobowiązać podwykonawcę do zapłaty oddelegowanym pracownikom kwot, do jakich zapłaty zobowiązany byłby wykonawca. Nie jest jednak jasny katalog źródeł regulacji, z których takie obowiązki mogą wynikać (np. zakładowe układy zbiorowe).

Dzięki staraniom polskich europosłanek, w szczególności Danucie Jazłowieckiej i Agnieszce Kozłowskiej- Rajewicz, w sprawozdaniu znalazły się jednak rozwiązania, które mają ułatwiać działalność polskim firmom i zmniejszać negatywne konsekwencje wprowadzanych zmian, tj:

  • przewidziano możliwość wydłużania okresu delegowania ponad 24 miesiące na wniosek przedsiębiorcy. Organy państw mają rozpatrywać takie wnioski uwzględniając zasadę proporcjonalności i niedyskryminacji.
  • państwa członkowskie mają być zobowiązane do publikowania elementów składowych wynagrodzenia na jednej stronie internetowej. Firmy nie powinny ponosić odpowiedzialności za błędy, jeśli na stronie brakuje informacji lub są nieprawidłowe.
  • sektorowe rozwiązania dotyczące transportu znajdą się poza dyrektywą o pracownikach delegowanych.

Stanowisko Parlamentu Europejskiego ma zasadnicze znaczenie ponieważ nowa dyrektywa jest przyjmowana w ramach zwykłej procedury ustawodawczej. Oznacza to, iż musi zostać zaakceptowana prze Radę UE oraz Parlament Europejski, co wymaga zawierania kompromisów, będących akceptowalnymi dla uczestników o bardzo zróżnicowanych poglądach.

Co ważne, już 23 października 2017 r., Rada ds. Zatrudnienia, Polityki Społecznej, Zdrowia i Ochrony Konsumentów może przyjąć podejście ogólne (general approach) do projektu dyrektywy. Podejście ogólne jest nieformalnym porozumieniem w Radzie, poprzedzającym przyjęcie przez Parlament stanowiska w trakcie pierwszego czytania. Ma ono na celu ułatwienie procedowania nad projektami, przy których konieczne jest porozumienie Rady i Parlamentu (Rada zajmuje oficjalne stanowisko po pierwszym czytaniu w PE).

Ile wzrostu PKB w 3q17?

Krajowe dane o produkcji przemysłowej i budowlanej oraz sprzedaży detalicznej za wrzesień pozwolą ostatecznie zweryfikować szacunki dynamiki PKB w 3q17 (odczyt flash w połowie listopada). Roczna dynamika wszystkich trzech wskaźników obniży się za sprawą negatywnego efektu kalendarzowego, przy czym nasze prognozy dla produkcji budowlanej i sprzedaży detalicznej są powyżej konsensusu (szczegóły w kalendarzu). W cieniu danych o produkcji będzie krajowa inflacja PPI za wrzesień (nasza prognoza wskazuje na wyraźny wzrost do 3,4% r/r wobec konsensusu, który zakłada stabilizację na 3,0% r/r).

Przegląd wydarzeń:

Dziś rozpoczął się 19. Zjazd KPCh, na którym Xi Jinping nakreślił kluczowe priorytety partii na najbliższe 5 lat: otwartość na inwestycje zagraniczne, reformę przedsiębiorstw państwowych, wzmocnienie regulacji sektora finansowego oraz lepszą koordynację polityki pieniężnej i fiskalnej.

Presja płacowa utrzymuje się

Dynamika zatrudnienia w sektorze przedsiębiorstw we wrześniu obniżyła się do 4,5% r/r (PKO: 4,6%; konsensus: 4,5%), a wzrost płac do 6,0% r/r (wobec 6,6% w sierpniu; PKO i konsensus: 6,3%). Dynamika realnego funduszu płac obniżyła się do 8,4% r/r (z 9,6% r/r sierpniu). Szczegóły danych poznamy w Biuletynie Statystycznym (24 października). Wstępnie oceniamy, że nieco niższa dynamika płac we wrześniu może odzwierciedlać przesunięcia wypłat w górnictwie, a trend wzrostowy płac nadal przyspiesza.

W całym 3q17 zatrudnienie w sektorze przedsiębiorstw wzrosło o 4,5% r/r (bez zmian wobec 2q17), a płace o 5,8% r/r (wobec 5,2% r/r w 2q17). Tym samym realny fundusz płac przyspieszył do 8,6% r/r (z 7,9% r/r w 2q17) wspierając wzrost konsumpcji w 3q17. Wybiegając w przyszłość wydaje się, że dotychczas obserwowane trendy na rynku pracy będą kontynuowane: dynamika zatrudnienia będzie się obniżać (w okresie wakacyjnym mogła być przejściowo zawyżona przez efekty statystyczne – więcej zatrudnionych na (tańsze) umowy o pracę do prac sezonowych niż na umowy zlecenia), spadek stopy bezrobocia będzie wyhamowywać, aktywność zawodowa powinna jeszcze rosnąć (możliwe zmniejszanie się efektu „zniechęcenia” – czyli pozostawania poza rynkiem pracy) osób w wieku produkcyjnym.

Mimo łagodzącego wpływu niektórych czynników podażowych (migracje) na napięcia na rynku pracy nadal oceniamy, że wzrost płac przyspieszy i na koniec roku przekroczy 7%. Z punktu widzenia scenariusza stóp procentowych NBP, dane są neutralne. Większość członków RPP jest przekonana o tym, że inflacja w średnim terminie jest pod kontrolą. W naszej ocenie, wysoki komfort RPP będzie w coraz większym stopniu zakłócany przez dojście rynku pracy „do ściany” oraz coraz mocniejsze sygnały transmisji wyższych kosztów pracy na ceny sprzedawanych przez firmy towarów i usług. Stąd nadal oczekujemy, że RPP zdecyduje się na pierwszą podwyżkę stóp pod koniec 2018 r.

Inflacja CPI w Wielkiej Brytanii wzrosła we wrześniu do 3,0% r/r z 2,9% (najwyżej od kwietnia 2012 r.), za sprawą efektów osłabienia GBP i cen żywności. Inflacja przekracza cel BoE o 1pp. Według szefa BoE, M. Carneya, pierwsza od 10 lat podwyżka stóp procentowych w Wielkiej Brytanii jest prawdopodobnaw tym roku. W naszej ocenie może do niej dojść już 2 listopada, kiedy zostanie opublikowana nowa projekcja BoE z podniesioną ścieżką inflacji.

Ile wzrostu PKB w 3q17

Indeks ZEW dla Niemiec wzrósł w październiku do 17,6 pkt. z 17 pkt. (konsensus 20 pkt., długookresowa średnia 23,8 pkt.). Pomimo znacznej aprecjacji EUR w tym roku i oczekiwanej redukcji QE, większość niemieckich analityków i inwestorów spodziewa się dalszej poprawy koniunktury.

Ostateczne dane potwierdziły, że inflacja HICP w strefie euro ustabilizowała się we wrześniu na poziomie 1,5% r/r, a inflacja bazowa spadła do 1,1% r/r z 1,2% r/r. Wobec solidnego wzrostu PKB, przejściowe obniżenie inflacji nie jest argumentem przeciwko decyzji EBC o redukcji skali QE od stycznia 2018 r.

Produkcja przemysłowa w USA wzrosła we wrześniu o 0,3% m/m (vs. -0,7% m/m w sierpniu). Wrześniowy odczyt znajdował się wciąż pod negatywnym wpływem czynników pogodowych, wobec czego dopiero październik przyniesie wyraźne odbicie produkcji.

Źródło: PKO Bank Polski

Czy odstępne podlega VAT? Co orzekł sąd?

Należności wypłacone na rzecz skarżącej (odstępne) przez sprzedającego z tytułu odstąpienia od umowy przedwstępnej zobowiązującej do zawarcia umowy sprzedaży towarów używanych należy uznać za niepodlegające opodatkowaniu VAT – orzekł Wojewódzki Sąd Administracyjny we Wrocławiu.

W sprawie rozpoznanej przez Wojewódzki Sąd Administracyjny we Wrocławiu w wyroku z 4 maja 2017 r., sygn. akt I SA/Wr 1245/16, spółka złożyła wniosek o interpretację podatkową, aby się dowiedzieć, czy odstępne powinno być opodatkowane podatkiem VAT. Ze złożonego wniosku wynikało, że spółka rozpoczęła prowadzenie działalności gospodarczej w przedmiocie handlu towarami używanymi. Podatnik wskazał, że jego działalność opiera się przede wszystkim na skupowaniu od osób fizycznych, niebędących podatnikami VAT, towarów używanych, a następnie ich sprzedaży ostatecznym odbiorcom. Spółka podała, że zdarzają się sytuacje, w których przed zawarciem właściwej umowy sprzedaży sprzedający decydują się na zawarcie umowy przedwstępnej (tj. umowy zawierającej oznaczony termin, przed którego upływem strony zobowiązują się zawrzeć umowę właściwą, inaczej zwaną przyrzeczoną). Na mocy umowy przedwstępnej spółka wypłaca sprzedającemu zaliczkę na poczet późniejszej (przyrzeczonej) dostawy towaru.

Postanowienia umowy przedwstępnej dają stronom możliwość odstąpienia od umowy bez podania przyczyny, ale za zapłatą odstępnego. Odstąpienie w takim wypadku musi nastąpić najpóźniej do dnia, w którym powinna być zawarta umowa przyrzeczona. W przypadku odstąpienia od umowy przez sprzedającego, spółka otrzymuje zwrot uprzednio wypłaconej zaliczki oraz ustaloną umownie kwotę odstępnego. W sytuacji gdy nie ma miejsca odstąpienie od umowy przedwstępnej przez którąkolwiek ze stron, spółka sprzedaje nabyte ostatecznie towary używane osobom trzecim, opodatkowując VAT marżę uzyskaną na transakcji.

Spółka jest czynnym zarejestrowanym podatnikiem VAT i będzie nabywać towary i usługi, które będą wykorzystywane wyłącznie do celów prowadzonej działalności gospodarczej w rozumieniu art. 15 ust. 2 ustawy o VAT.

Podatnik chciał wiedzieć, w jaki sposób powinien traktować na gruncie VAT wypłacane na jego rzecz przez sprzedającego należności z tytułu odstąpienia od umowy przedwstępnej.

W ocenie spółki należności z tytułu odstąpienia od umowy przedwstępnej powinno się traktować jako opłaty będące poza zakresem VAT (niepodlegające VAT). Odstępne i kary umowne nie stanowią bowiem wynagrodzenia za wykonanie czynności wymienionych w art. 5 ust. 1 ustawy o VAT, przede wszystkim odpłatnego świadczenia usług na terytorium kraju.

Organ podatkowy uznał stanowisko spółki za nieprawidłowe. Podkreślił, że wypłacane na rzecz spółki należności otrzymane od sprzedającego z tytułu odstąpienia od umowy przedwstępnej stanowią wynagrodzenie za usługę i będą podlegać opodatkowaniu VAT na podstawie art. 5 ust. 1 pkt 1 w związku z art. 8 ust. 1 pkt 2 ustawy o VAT jako odpłatne świadczenie usług.

Sprawa na skutek skargi podatnika trafiła do rozpoznania do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego we Wrocławiu. Uznał on skargę za słuszną i uchylił interpretację podatkową.

Co orzekł sąd?

W uzasadnieniu wyroku WSA we Wrocławiu orzekł, że sam fakt, iż sprzedawca i nabywca zgodnie z prawem uzgodnili, że w razie odstąpienia od umowy przedwstępnej (a w istocie w razie rezygnacji z zawarcia przyrzeczonej umowy sprzedaży) sprzedawca zobowiązany jest do zapłaty odstępnego, nie jest okolicznością przemawiającą za jej opodatkowaniem VAT. Sąd uznał za błędną wykładnię przepisów o VAT dokonaną przez organ podatkowy w oparciu o przepisy polskiego prawa cywilnego. Takie działanie jest bowiem sprzeczne z dyrektywą 112, której przepisy muszą być stosowane jednolicie na terytorium UE. Jak podniósł WSA, TSUE wskazywał wyraźnie w swoim orzecznictwie, że cel dyrektywy 112 byłby poważnie zagrożony, gdyby uznanie danej transakcji za dostawę towarów (czy świadczenie usług) było uzależnione od spełnienia przesłanek, które różniłyby się w zależności od prawa cywilnego danego państwa członkowskiego.

W omawianej sprawie odstępne nie stanowi zapłaty za wyrażenie zgody przez nabywcę na odstąpienie od umowy, ponieważ odstąpienie od umowy stanowi realizację uprawnienia sprzedającego i jest czynnością jednostronną. Wywołuje to ściśle określone konsekwencje: niezawarcie umowy sprzedaży, zwrot zaliczki i konieczność zapłaty odstępnego przez sprzedającego. Nabywca, płacąc sprzedającemu zaliczkę na poczet późniejszej (przyrzeczonej) dostawy towaru, ma prawo oczekiwać, że umowa dojdzie do skutku i w efekcie sprzeda on towary używane. W sprawie zatem należy uznać, że odstępne jest rodzajem rekompensaty za niespełnienie zobowiązania wynikającego z umowy przedwstępnej w postaci zawarcia przyrzeczonej umowy sprzedaży. Trudno w takiej sytuacji mówić o zgodnym zakończeniu umowy, skoro nawet nie doszło do jej zawarcia. Nie można też uznać, że odstępne wiąże się bezpośrednio z umową sprzedaży, do której zawarcia nie dochodzi.

W konsekwencji nie sposób dostrzec w sprawie świadczenia wzajemnego mającego wystarczająco bezpośredni związek między świadczeniem usługi a zapłatą odstępnego, którego istnienie stanowi warunek konieczny dla opodatkowania danej czynności podatkiem VAT.

W rezultacie sąd uznał, że należności wypłacone na rzecz skarżącej (odstępne) przez sprzedającego z tytułu odstąpienia od umowy przedwstępnej zobowiązującej do zawarcia umowy sprzedaży towarów używanych nie podlegają opodatkowaniu VAT.

Autor: Kancelaria Prawna Skarbiec

Średnia płaca w górę. Kiedy dogonimy Niemców?

4473 zł – tyle, wg opublikowanych we wtorek danych GUS, Polacy zarabiali we wrześniu br. Średnia pensja w rok wzrosła o ponad 6 proc. I to nie koniec dobrych wieści. – Przed nami kolejne podwyżki płac – zapowiada Bartosz Grejner, analityk rynkowy Cinkciarz.pl.

Wielu polskich pracowników, zżyma się, porównując GUS-owskie dane o średniej krajowej z kwotą, która co miesiąc wpływa na ich konta. Dzieje się tak, ponieważ dane o zarobkach publikowane przez Główny Urząd Statystyczny po pierwsze dotyczą przedsiębiorstw, które zatrudniają co najmniej 9 pracowników i z reguły płacą lepiej niż małe firmy. Po drugie wartości wynagrodzeń brutto przewyższają o ok. jedną trzecią to, co pracownik dostaje, potocznie mówiąc, na rękę.

Na dodatek publikowana co miesiąc przeciętna płaca w Polsce nie jest medianą. Dane mocno zawyżają ludzie na najwyższych i najlepiej opłacanych stanowiskach. Tym niemniej zmieniające się kwoty oddają rynkowe tendencje. I wynika z nich, że na polskim rynku pracy dzieje się coraz lepiej. We wrześniu 2007 r. GUS informował o wynoszącej 2859 zł średniej pensji brutto w sektorze przedsiębiorstw, pięć lat później było to już 3771 zł, a rok temu 4218 zł. Płace rosły zatem regularnie, aż do opublikowanych dziś danych za wrzesień br. – 4473 zł.

Dobre widoki na co najmniej kilka lat?

– Wzrost płac wynika z polepszającej się sytuacji na polskim rynku pracy. Bezrobocie maleje przy jednoczesnym wzroście zatrudnienia. Tworzy się coraz więcej miejsc pracy w tempie szybszym niż następuje przyrost wykwalifikowanych pracowników. Powoduje to z kolei, że pracodawcy oferują wyższe wynagrodzenie, by znaleźć odpowiednich pracowników – tłumaczy Bartosz Grejner, analityk rynkowy Cinkciarz.pl.

Według analityka Cinkciarz.pl sytuacja gospodarcza sprzyja temu, by pensje w Polsce nadal rosły. Jak długo? Co najmniej przez kilka najbliższych lat. – Mamy obecnie do czynienia z ożywieniem gospodarczym, nie tylko w Polsce, ale także w niemal całej strefie euro oraz w większości Europy. Można powiedzieć, że polska gospodarka znalazła się w odpowiednim miejscu, w odpowiednim czasie i prawdopodobieństwo pogorszenia się tego stanu jest obecnie ograniczone – analizuje Bartosz Grejner.

Rumunia, Czechy, Niemcy, Polska – różne tempo, ale zgodny kierunek

Ożywienie gospodarcze charakterystyczne dla wielu państw Europy sprawia, że średnie płace rosną nie tylko w Polsce. W ogólnie wzrostowym kursie dość istotnie różni się natomiast dynamika zmian pomiędzy poszczególnymi krajami. Niższa dotyczy np. bogatych Niemiec, wyższa np. Rumunii, która ciągnie się w ogonie unijnego rankingu pod względem wysokości średniej płacy, ale już pod względem tempa wzrostu znajduje się w czołówce. – W kolejnych miesiącach tego roku skala zmian w Rumunii systematycznie przekraczała 10 proc. w porównaniu do danych sprzed 12 miesięcy – określa analityk Cinkciarz.pl.

Pensje rosną także np. w Czechach, gdzie sytuacja na rynku pracy wygląda jeszcze lepiej niż w Polsce. Wynagrodzenia Czechów rosły w ostatnim okresie w podobnym tempie co Polaków, mimo że koszty pracy w Czechach są wyższe niż w Polsce. – Stopa bezrobocia u naszych południowych sąsiadów jest także najniższa w całej Unii Europejskiej. Wszystko przy wzroście gospodarczym na poziomie 4,5 proc. w II kw. br., również wyższym od notowanego w Polsce, który wynosi 3,9 proc. – opowiada Bartosz Grejner.

Czy kiedyś będziemy zarabiać tak jak Niemcy?

Niemiecki rynek pracy przyciąga wielu pracowników z Polski. Trudno się dziwić, skoro średnia płaca u naszych zachodnich sąsiadów wynosi ok. 3,7 tys. euro. Czy doczekamy czasów, w których zrównają się pensje w krajach po obu stronach Odry?

W ciągu ostatniej dekady (2007 – 2016), wynagrodzenia Niemców rosły przeciętnie o 2,05 proc., podczas gdy tempo wzrostu zarobków w Polsce było dwukrotnie wyższe i wyniosło 4,17 proc. Mimo to nadal istnieje przepaść – niemiecki pracownik może liczyć na blisko czterokrotnie wyższe średnie wynagrodzenie niż zarabiający w Polsce.

Załóżmy, że zarówno w Polsce, jak i w Niemczech utrzyma się wspomniane powyżej tempo wzrostu płac i podobne pozostaną stopy inflacji. W praktyce to mało prawdopodobne, ale w teorii możliwe. Gdyby zatem Polskę i Niemcy nadal cechowało tempo wzrostu zarobków o – odpowiednio – 4,17 proc i 2,05 proc, kiedy zrównają się pensje w obu państwach? Obliczyliśmy: to mogłoby się zdarzyć za nieco ponad 83 lata.

Bogatszemu trudniej o imponujący wzrost

Trzeba jednak wyjaśnić, dlaczego to dość optymistyczny scenariusz dla Polski. – Otóż wraz z rozwojem gospodarczym i zbliżaniem się rynku wschodzącego do poziomu kraju już dobrze rozwiniętego, jak np. Niemcy, tempo wzrostu zaczyna spadać – tłumaczy analityk rynkowy Cinkciarz.pl. – To logiczna kolej rzeczy, ponieważ kraj “goniący” z czasem staje się coraz lepiej rozwinięty i coraz bogatszy, a wtedy traci dynamikę z początkowych lat progresji. Problemem w takim przypadku może okazać się także tzw. pułapka średniego dochodu. To sytuacja, w której państwo po osiągnięciu określonego poziomu dochodów traci część przewagi konkurencyjnej, np. niskiego kosztu wysoce wykwalifikowanej siły roboczej – wyjaśnia analityk Cinkciarz.pl.

Gdyby trzymać się wersji o “nieco ponad 83 latach”, to zarobki Polaków i Niemców mogłyby się zrównać w 2101 r. Niestety… – Obserwowane obecnie szybkie tempo wzrostu płac w naszym kraju może spowolnić, stąd realnie będzie nam bardzo trudno dogonić wynagrodzenia Niemców przed początkiem XXII w. – określa analityk Cinkciarz.pl.

Waluta inwestycji ma znaczenie – Admiral Markets

Ryzyko walutowe jest powszechne wśród funduszy inwestycyjnych oraz lewarowanych a także innych podmiotów finansowych. Niestety jest pomijane wśród inwestorów prywatnych, co może skutkować o wiele niższą stopą zwrotu. Inwestorzy, którzy inwestują tylko na polskim parkiecie nie mają problemu, ponieważ aktywa denominowane są w rodzimej walucie. Problem powstaje gdy zamierzamy rozszerzyć nasze portfolio (lepsza dywersyfikacja) o zagraniczne akcje denominowane w obcej walucie.

Ryzyko walutowe a rynek akcji

Jak już wcześniej wspomniałem, inwestorzy na GPW nie mają się czym przejmować, ale co z zagranicznymi inwestorami na naszej giełdzie? Czy obawiają się ryzyka walutowego? A jeżeli tak to dlaczego?

Wyobraźmy sobie amerykańskiego oraz polskiego inwestora, którzy zdecydowali się na zakup jednej jednostki indeksu WIG 20. Zainwestowali w polski indeks pod koniec 2013 roku, czyli zaraz przed mocnym tąpnięciem na polskim parkiecie. Który z nich osiągną gorszą stopę zwrotu? Zakładając, że wyszli pod koniec roku 2015. Amerykański inwestor nie zabezpieczył się przed ryzykiem walutowym.

WIG 20 - SPX

Źródło: Bloomberg

Odpowiedzią na postawione pytanie będzie powyższa grafika, gdzie przedstawiono indeks WIG 20 zdenominowany w PLN (pierwsze okno) oraz w USD (drugie okno). Polski inwestor stracił 33 procent początkowego kapitału, z kolei amerykański inwestor aż 50 procent! Z czego wynika tak duża różnica?

Właśnie z ryzyka walutowego, ponieważ przez te dwa lata polski złoty osłabił się względem dolara amerykańskiego o 17 procent. Inwestor z USA mógł zabezpieczyć się przed ryzykiem walutowym w prosty sposób.

Kupno akcji –> Inwestor wymienia 100 tyś USD na PLN —> Kupuje polskie akcje –> Sprzedał USD/PLN
Na rynku FOREX inwestor odkupuję 100 tyś USD/PLN z lewarem
–> Ryzyko walutowe zostało zredukowane

Pomimo 50 procentowej straty inwestor zarobiłby na swojej pozycji USD/PLN 17 procent, czyli strata byłaby na takim samym poziomie jak polskiego inwestora.

Powyższy scenariusz był scenariuszem negatywnym, czyli dlaczego przy inwestycji zawsze należy patrzeć na walutę, w jakim wyceniane jest dane aktywo. Teraz weźmiemy pod uwagę inny scenariusz. Pod koniec grudnia amerykański fundusz inwestycyjny oszacował, że zarówno polska giełda jak i polska waluta są niedowartościowane. Zdecydował się na wymianę USD na PLN oraz zakup indeksu WIG 20. Do dnia dzisiejszego stopa zwrotu wyniosłaby 70 procent! W tym samym czasie polski fundusz inwestycyjny mógł zarobić 46 procent, co jest również dobrym wynikiem.

Polski inwestor inwestujący w zagraniczne aktywa

Kolejnym przykładem będzie polski inwestor, który zainwestował w amerykańskie akcje. Po dokładnej analizie stwierdził, że bessa została zakończona. Na początku 2003 roku zainwestował w amerykańskie akcje. Zamkną swoje pozycje w 2007 roku, niestety nie wziął pod uwagę ryzyka walutowego, nie wiedział, że dolar amerykański może się osłabić.

Wymiana 100 tyś PLN na USD –> Zakup akcji

Mogłoby się wydawać, że inwestor trafił w sam dołek i wyszedł na szczycie, stopa zwrotu z inwestycji powinna być fenomenalna.

SPX w USD i PLN

Źródło: Bloomberg

Niestety tak nie było. Powyższa grafika przedstawia indeks S&P 500 w USD (pierwsze okno) oraz wyceniony w PLN (drugie okno). Przez 5 lat zarobił 26 procent, co daje 5 procent w skali roku. Wynik nie jest tak imponujący. Jeżeli zdecydowałby się na zabezpieczenie przed ryzykiem walutowym, to roczna stopa zwrotu wzrosłaby do 15 procent, z kolei całkowita do prawie 100 procent.

Co z tym ryzykiem walutowym – podsumowanie?

Jeżeli inwestujemy w aktywa zdenominowane w innej walucie niż rodzima, to warto wziąć pod uwagę ryzyko walutowe. Nie chodzi jedynie o akcje, ale o pozostałe aktywa również. Proszę wyobrazić sobie, co by się stało gdyby biuro podróży sprzedawało wycieczki na dwa lata w przód nie zabezpieczając się przed ryzykiem walutowym. Niestety przyszłość byłaby dosyć niepewna. Sytuacja ma się tak samo w przypadku firm importujących lub eksportujących towary, tak samo i inwestorzy powinni uwzględnić w swojej inwestycji ryzyko walutowe.

Arendarski: Ograniczenie handlu w niedziele szkodliwe społecznie i ekonomicznie

Spośród procedowanych ostatnio w sejmie ustaw, projekt o ograniczeniu handlu w niedziele można uznać za najbardziej absurdalny. Jest wyrazem wielkiej hipokryzji. Nie ma powodu, aby chronić grupę osób zatrudnionych w handlu, kiedy są zawody, jak taksówkarze, pracownicy kwiaciarni, obsługa basenów czy aktorzy grający w teatrze, którzy muszą wtedy pracować.

– Przywileje te są bardzo umowne, ponieważ jak się okazało, zakaz pracy w niedziele wcale nie skróci czasu pracy zatrudnionych – powiedział serwisowi eNewsroom Andrzej Arendarski, prezes Krajowej Izby Gospodarczej – Będą pracowali tyle samo, ale w innych terminach. To absurd z punktu widzenia solidarności społecznej. Z perspektywy ekonomicznej zamknięte sklepy oznaczają mniejsze obroty, czyli mniejsze podatki wpływające do kasy państwowej. To także niższe zarobki i być może ograniczenie liczby zatrudnionych. Liczba pracowników firmy musi być przecież dostosowana do jej obrotów. Ucierpią na tym pracownicy i klienci. Nie ma racjonalnego powodu, aby przepychać tę ustawę z takim zapamiętaniem, jak robi to Solidarność. Są różne rozsądne rozwiązania podsuwane przez pracodawców – właścicieli dużych obiektów, jak i inne związki zawodowe. Jednym z nich jest, aby lepiej wynagradzać pracę w niedziele. Wielu pracowników przyjęłoby z aplauzem możliwość zarabiania tego dnia nawet o 50 proc. więcej. Możliwe jest znalezienie rozwiązania, które będzie zgodne z interesami kupujących, jak i pracujących w sklepach.Ideologia nie może brać góry nad zdrowym rozsądkiem. To błąd, który wcześniej popełniono i niestety niewiele się nauczono – dodał Arendarski.

Fiskus zaopatrzony w nowe narzędzia IT – podatnicy pod stałą kontrolą

Przestępcy skazani na karę pozbawienia wolności w wymiarze nieprzekraczającym jednego roku mogą ubiegać się o zamianę więzienia na dozór, np. we własnym domu lub mieszkaniu. Podlegają wówczas codziennej kontroli. Podobne rozwiązania próbuje wprowadzić fiskus w stosunku do przedsiębiorców i podatników.

To prawda, że idea wyeliminowania z obrotu gospodarczego nieuczciwych przedsiębiorców jest szlachetna. Ministerstwo Finansów pracuje w pocie czoła, by uszczelnić system podatkowy i nie uronić ani kropli, która może wpaść do budżetu. W tym celu opracowuje coraz to nowsze rozwiązania. Analizując jednak pojawiające się co i rusz pomysły na łatanie dziury w kieszeni Skarbu Państwa, nie sposób nie odnieść wrażenia, że koń się zagalopował i zaczyna biec do celu po trupach.

Ministerstwo Finansów specem w branży IT

Nie tak dawno, bo 21 września, w Warszawie odbyła się gala konkursu Lider Informatyki. W kategorii „Administracja” Ministerstwo Finansów zostało nagrodzone za swoje rozwiązania dotyczące plików JPK (Jednolite Pliki Kontrolne). W oparciu o platformę w chmurze gromadzone od podatników informacje JPK są przekazywane do Centrum Przetwarzania Danych w Radomiu. Tam analitycy big data Krajowej Administracji Skarbowej przesiewają zebrane dane w poszukiwaniu uchybień, naruszeń, nieprawidłowości. Wdrażając taką procedurę, ministerstwo wzorowało się na znanych już w Europie standardowych plikach audytu dla podatków, w skrócie SAF-T (od ang. Standard Audit File for Tax) – kolejnej broni w uszczelnianiu systemów podatkowych państw walczących z optymalizacją i rajami podatkowymi.

Laureatem konkursu nie zostaje byle kto. Nagradzane są podmioty i instytucje, które dzięki najnowszym rozwiązaniom IT maksymalizują skuteczność swoich działań. A jak wiadomo, Ministerstwo Finansów rolnictwem czy ochroną środowiska się nie zajmuje.

System dozoru elektronicznego

Skazany odbywający karę z elektroniczną obrożą na nodze w ramach Systemu Dozoru Elektronicznego podlega stałej, codziennej kontroli Biura Dozoru Elektronicznego. Po wprowadzeniu planowanej nowelizacji ordynacji podatkowej przedsiębiorca też będzie dozorowany, również codziennie – przez szefa Krajowej Administracji Skarbowej. Co prawda, może poruszać się na wolności bez ograniczeń terytorialnych i czasowych, ale ta swoboda nie dotyczy jego firmy. Aby możliwe było śledzenie przepływu pieniędzy (zwłaszcza tych pomiędzy Polską a zagranicą), przedsiębiorca ma być zobligowany do przesyłania dobowego wyciągu z rachunku bankowego, dokumentującego dokonane transakcje. Z dozoru wyłączony będzie tylko w soboty i niedziele.

Kogo ma obejmować obowiązek przesyłania dobowego raportu z rachunku bankowego (JPK_WB)?

  • małych przedsiębiorców
  • średnich przedsiębiorców
  • dużych przedsiębiorców

Z obowiązku dobowego przesyłania JPK_WB wyłączeni mają być mikroprzedsiębiorcy i jednostki sektora finansów publicznych.

Co miesiąc, co dzień, co godzinę…

Jednolite Pliki Kontrolne „weszły w życie” po nowelizacji ordynacji podatkowej i niektórych innych ustaw już w lipcu ubiegłego roku. Ustawa wprowadziła obowiązek przekazywania informacji z ewidencji VAT w specjalnym formacie XML każdego miesiąca. Dokonuje się tego za pomocą środków komunikacji elektronicznej na ręce ministra rozwoju i finansów. W zależności od klasyfikacji danego przedsiębiorcy (mikro, mały, średni, duży), obowiązek ten jednych dotyczy obligatoryjnie, innych fakultatywnie; jednych już od 1 lipca 2016 r., innych dopiero obejmie.

Obowiązek comiesięcznego przesyłania JPK_VAT:

  • duzi przedsiębiorcy – deklaracje za miesiące od 1 lipca 2016 r.;
  • mali i średni przedsiębiorcy – od 1 stycznia 2017 r.;
  • mikroprzedsiębiorcy – od 1 stycznia 2018 r.

Jak widać, od 1 stycznia przyszłego roku obowiązek dotyczyć będzie nawet samozatrudnionych w ramach jednoosobowej działalności gospodarczej.

Teraz rząd chce pójść o krok dalej i śledzić transakcje firm każdego dnia. Dzień to jednak stosunkowo długa jednostka czasu. Do tego raz na 4 lata mamy przecież rok przestęp(cz)ny i dodatkowy dzień. Więc może fiskus pójdzie jeszcze dalej i każe nam stawać do raportu co godzinę…

Gdzie pies pogrzebany

Codzienne raportowanie jeszcze nie obowiązuje. Co do miesięcznych informacji składanych fiskusowi, to należy je składać do 25. dnia miesiąca następującego po miesiącu objętym deklaracją. Co się dzieje, gdy nie prześlemy informacji w terminie lub, co gorsza, będzie ona „nieprawdziwa”?

Zgodnie z art. 80 § 1 Kodeksu karnego skarbowego: „Kto wbrew obowiązkowi nie składa w terminie właściwemu organowi wymaganej informacji podatkowej, podlega karze grzywny do 120 stawek dziennych”. Na mocy § 3 tegoż artykułu, grzywną do 240 stawek dziennych karany może być ten, kto informację złoży nieprawdziwą. W 2017 r. wielkość stawki dziennej (ustalanej przy wymierzaniu kary przez sąd) wynosi od 66,70 zł. Ponieważ art. 23 Kks stanowi, że najniższa grzywna za przestępstwo skarbowe może wynieść 10 stawek dziennych, możemy wyliczyć widełki kwotowe kar.

Kary za niezłożenie w terminie lub podanie nieprawdziwej informacji w JPK_VAT, jeśli zostanie to uznane za przestępstwo skarbowe:

  • od 10 do 120 stawek dziennych, czyli od 666,70 zł do 3 199 999,20 zł;
  • do 240 stawek dziennych, czyli do 6 399 998,40 zł.

Lepiej więc, by sąd uznał nasze „uchybienie” w złożeniu informacji za wykroczenie skarbowe, wówczas grzywna waha się w przedziale od 0,1 do 20-krotności minimalnej pensji (ta w 2017 r. wynosi 2000 zł), a więc od 200 do 40 000 zł. Niestety, kryteria oceny sądu, biorącego pod uwagę m.in. szkodliwość społeczną czynu czy motywy „sprawcy”, umożliwiają dość elastyczną interpretację. A skoro łatający gigantyczne dziury w budżecie, powstałe po pomysłach à la 500+, minister Morawiecki zagania do służby fiskusa nawet cyfrowe narzędzia, to cel tej mobilizacji wydaje się jasny. Nagroda Lidera Informatyki za zwiększanie efektywności swoich działań dzięki innowacyjnym rozwiązaniom IT też zobowiązuje.

Żeby wyjąć, trzeba włożyć

Utarte w biznesie powiedzenie, że aby czerpać zyski, trzeba najpierw zainwestować, nie omija fiskusa. Ten liczy głośno miliardowe wpływy, milcząc na temat kosztów. A te, które musiał ponieść Skarb Państwa w przypadku wprowadzania JPK_VAT, także liczone były w miliardach. Do tego dochodzą koszty gospodarcze, wywołane zmniejszoną produktywnością przedsiębiorstw, zmuszonych do zaangażowania zasobów finansowych i ludzkich oraz poświęcenia czasu, by dostosować się do nowych norm i wymogów. Te nieustanne zmiany nie służą też stabilizacji gospodarki, a już na pewno jej pobudzeniu, skoro przedsiębiorcy są straszeni kolejnymi obostrzeniami. Takie ruchy fiskusa są wręcz hamulcem przedsiębiorczości, bo kto odważy się na nowe inwestycje, jeśli nie wie, czego może się spodziewać następnego dnia.

Big data = big brother

Możliwość gromadzenia ogromnych pokładów danych o przedsiębiorcach, do tego w czasie rzeczywistym, dzięki wprowadzeniu raportów dobowych jest dla fiskusa spełnieniem marzeń. Gdzieś w tym dążeniu do zamknięcia w garści wszystkich podatników zapomina chyba jednak, że nie żyjemy w ustroju totalitarnym. Polska zaczyna z tego powodu przypominać państwo policyjne, a minister Morawiecki, bawiąc się w Big Brothera, zapomina, że nie każdy musi się godzić na bycie obserwowanym 24 godziny na dobę. Do domu Wielkiego Brata wchodzili uczestnicy, którzy tego chcieli. Co ważne, ci, którzy już się tam znaleźli, mogli go w każdej chwili opuścić. Dziś każdy otwierający w naszym kraju firmę zastanawia się trzy razy. Ci, którzy decydują się zostać, funkcjonują i funkcjonować będą już chyba tylko dzięki współpracy z kancelariami prawnopodatkowymi. Bo skoro każdy przedsiębiorca, nawet ten bez historii, już na starcie otrzymuje status „podejrzanego”, to jasne jest, że potrzebuje prawnika. Dobrze, że w naszym demokratycznym kraju mamy konstytucję, która gwarantuje nam prawo do obrońcy…

Kompendium niezbędnej wiedzy przedsiębiorcy/podatnika

  • Projekt ustawy o zmianie ustawy – Ordynacja podatkowa Rada Ministrów przyjęła 12 września 2017 r. Niedaleko już zatem do przedłożenia go Sejmowi.
  • W odróżnieniu od skazanego objętego Systemem Dozoru Elektronicznego, podatnik w weekendy nie będzie podlegał ścisłej kontroli dozorujących go służb (w zakresie przedłożenia codziennej informacji o transakcjach firmy).
  • Ministerstwo Finansów średnio co kilka tygodni wyprowadza nowe armaty służące maksymalizacji działań fiskalnych, za które dostaje nawet nagrody. Warto już dziś rozejrzeć się za tarczą, która Cię przed kulami z tych armat uchroni.

Autor: Kancelaria Prawna Skarbiec

Skandynawski przepis na sukces

Dania, Norwegia, Szwecja i Finlandia ponownie znalazły się w czołówce państw odznaczających się najwyższym poziomem spójności społecznej, jak wynika z badania opublikowanego w 2016 r. przez Fundację Bertelsmanna.

Spójne społeczeństwo charakteryzuje się elastycznymi relacjami społecznymi, pozytywnymi więziami emocjonalnymi między jej członkami a społecznością, a także wyraźnym nastawieniem na wspólne dobro (interes społeczny). Te typowe dla skandynawskich społeczeństw elementy łatwo dostrzec analizując  sposób w jaki członkowie danej wspólnoty razem żyją i pracują. Przejawiają się one wyraźnie w skandynawskim modelu zarządzania powiązanym bezpośrednio z organizacją przestrzeni miejsca pracy, a także ilością czasu jaki ludzie przeznaczają na zajęcia domowe i rozrywkę.

Różnice kulturowe a biznes

Istnieje kilka cech, które określają tzw. skandynawski styl zarządzania i można stwierdzić, że istnienie silnych związków zawodowych i ich wpływ na prawo pracy jest potwierdzeniem tej nordyckiej specyfiki. Do zespołu tych cech, które ogólnie wyróżniają Skandynawów, należą silne poczucie równości, potrzeba szukania konsensusu i powiązanie statusu raczej z kompetencjami niż z klasą społeczną, czy wykształceniem.

W każdym z krajów są jednak specyficzne zachowania, o których warto pamiętać. Struktura biznesowa w Danii wydaje się „horyzontalna”, co dobrze wpisuje się w skandynawski egalitaryzm oraz potrzebę poszukiwania konsensusu. Menedżer nie chce być postrzegany jako osoba, która sama podejmuje trudne decyzje, narzuca swoje zdanie i samodzielnie przeprowadza organizację przez trudny czas. Dlatego też dobry menedżer zachęca i deleguje zadania kompetentnym kolegom oraz komunikuje się w jasny i jednoznaczny sposób. Droga do stanowiska menedżera prowadzi przez merytokratyczny system nagradzający za umiejętności w wybranym obszarze. Relacje osobiste są drugorzędne, a demonstrowane umiejętności stawiane są na pierwszym miejscu. Oczywistym następstwem tych wymagań wobec kadry zarządzającej jest też fakt, że ktokolwiek stosuje wobec duńskiego kolegi styl autokratyczny zostanie odebrany jako arogancki i co za tym idzie, prawdopodobnie nie będzie otrzymywał ani niezbędnej pomocy, ani wsparcia.

Innym, ważnym aspektem kultury biznesu są spotkania. W tej kwestii, na przykład, Norwegowie i Polacy w wielu aspektach wykazują podobne preferencje. W obu kulturach kluczowe znaczenie ma staranne przygotowanie do spotkania, a jego porządek zazwyczaj ustalany jest wcześniej. W obu krajach przestrzega się porządku spotkania, a uczestnicy mają okazję wypowiedzieć się nie będąc narażonymi na to, że ich wypowiedź zostanie przerwana lub że ktoś wejdzie im w słowo. Punktualność jest równie ważna w obu kulturach, a spóźnienia są uważane za przejaw braku profesjonalizmu i szacunku dla innych uczestników. W obu krajach wymiana wizytówek odbywa się zazwyczaj na początku spotkania, chociaż rytuał ten jest bardziej istotny w polskiej kulturze biznesowej. Warto jednak wskazać również kilka innych różnic. Podczas gdy spotkania w Polsce często zdominowane są przez osobę stojącą najwyżej w hierarchii firmy, w Norwegii na ogół mają one formę otwartej debaty, w której wszyscy uczestnicy dzielą się swoimi opiniami na dany temat. Ponadto, spotkania w polskich organizacjach mają bardziej formalny charakter niż w Norwegii.

„Kultura jest jak góra lodowa. Jedna dziesiąta góry lodowej znajduje się nad powierzchnią morza, natomiast reszta pozostaje pod wodą. To samo można powiedzieć o kulturze”, mówi Anitta Koskio, z firmy ExpatHouse, zapytana o specyfikę kultury biznesowej w Finlandii. Fińskie organizacje charakteryzuje zazwyczaj mniejszy poziom zhierarchizowania w porównaniu z przeciętną polską organizacją nie mającą doświadczenia międzynarodowego. Obserwuje się jednym słowem większą równość pomiędzy pracownikami – zarówno kierownictwem, jak i podwładnymi. Finowie są również bardzo zorientowani na realizację zadań, co oznacza, że samych relacji nie uważa się za tak istotne. Fińską kulturę biznesu odznacza przy tym wysoki poziom zaufania, co skutkuje większą przejrzystością, zaś sytuacje są takie, jakimi się jawią.

Mimo bliskości geograficznej naszych północnych sąsiadów, możemy zaobserwować znaczące różnice w szwedzkiej mentalności i stylu negocjacji. Szwedzi uchodzą za uprzejmych biznesmenów o stosunkowo luźny usposobieniu. Nieformalny styl i zwracanie się do siebie per „ty” to podstawowe, charakterystyczne elementy etykiety biznesowej Szwecji. Szwedzcy pracownicy są postrzegani jako równi przełożonym i często cieszą się znacznie większą swobodą działań – a także większą odpowiedzialnością – niż w firmach innych państw. Choć lider, jak w każdej kulturze, ma wiodące słowo, ważne decyzje zawsze podejmowane są wspólnie z grupą. Na porządku dziennym w Szwecji są długie konsultacje i spotkania grup roboczych, podczas których wspólnie i za pomocą konsensusu podejmowane są decyzje.

Podsumowując skandynawski styl zarządzania można powiedzieć, że zastosowanie rozwiązań o charakterze demokratycznym, pełniących jednocześnie funkcję integracyjną powoduje,  iż pracownicy mają poczucie bezpośredniego wpływu na działalność firmy. Jak wskazują opublikowane  w 2017 r. wyniki 26. edycji sondażu „Monitor Rynku Pracy” Instytutu Badawczego Randstad, 74% Szwedów, 69% Duńczyków i 65% Norwegów spodziewa się, że ich pracodawca będzie miał lepsze wyniki finansowe w 2017 roku niż w 2016 roku, podczas gdy w Europie wskaźniki ten wyniósł 62%.

Aranżacja przestrzeni biurowej a skandynawska kultura biznesu

Silne egalitarne i demokratyczne podejście do biznesu spowodowało, że w Skandynawii formalne i  hierarchiczne struktury od dawna zostały zastąpione funkcjonalną pracą zespołową, zaś biura typu open-space stały się z czasem standardem. Jednak wyniki badań opublikowane w 2009 r. w raporcie prof. Jeremy’ego Myersona pt. „Welcoming Workplace” wykazały, że „osoby pracujące dłuższy czas w takich warunkach są na ogół niezadowolone, sfrustrowane (…), nie mogą zebrać myśli ani skupić się na własnej pracy”. Zatem wyzwaniem stało się zaprojektowanie nowoczesne biura, które sprzyja koncentracji, komunikacji i regeneracji. Obecnie coraz więcej firm odkrywa zalety zróżnicowanego środowiska biurowego i swobody w korzystaniu z jego potencjału.

Dobrym rozwiązaniem wydaje się być koncepcja Activity-Based Working przedstawiona w publikacji „Nie bój się activity based working”, w której doświadczeniami podzielili się liderzy swoich branż – Hays oraz szwedzkie firmy Kinnarps i Skanska. Raport prezentuje szeroki kontekst zjawiska oraz wyniki badania „Biuro a potrzeby organizacji”, przeprowadzonego przez partnerów w 2016 roku na próbie blisko 100 firm zatrudniających łącznie ponad 50 000 pracowników.

Beata Osiecka z Kinnarps Polska zauważa, że na pojawienie się nowych tendencje przy projektowaniu powierzchni biurowych mają niewątpliwy wpływ charakterystyczne dla Skandynawii czynniki, takie jak postęp technologiczny – praca staje się coraz bardziej mobilna, zmiany demograficzne – z jednej strony pokolenie Y, z drugiej Silver Generation i pracownicy wiedzy, zmiany behawioralne – work-life balance, zdrowy styl życia, wygoda i ergonomia, rola relacji społecznych, odpowiedzialność społeczna, ekologia oraz  w końcu trend ekonomiczny – stałe szukanie oszczędności, możliwości wzrostu efektywności, podnoszenia poziomu jakości obsługi.

W Skandynawii stale wzrasta świadomość powiązań między zdrową kulturą korporacyjną a wynikami biznesowymi. Dobre miejsce do pracy jest uznawane za warunek niezbędny do osiągnięcia celów organizacyjnych i realizacji strategii. Jednocześnie spójność warunków zatrudnienia i miejsca pracy z polityką firmy stała się bardzo ważnym elementem zewnętrznego wizerunku pracodawcy.

Równowaga między pracą a życiem prywatnym

Większość Skandynawów  jest zdecydowana, by utrzymywać zdrową równowagę między życiem osobistym a pracą. Nasi północni sąsiedzi mogą powiedzieć, że ciężko pracują, ale nie znaczy to, że większość czasu spędzają w pracy. Dane pokazują, że długie godziny pracy mogą oddziaływać negatywnie na zdrowie, wpływają na obniżenie bezpieczeństwa i podnoszą poziom stresu. Ostatni raport OECD Better Life Index 2015 potwierdza kolejny raz, jak ważne dla mieszkańców Skandynawii jest utrzymanie równowagi między życiem zawodowym i rodzinnym.  W krajach OECD w nadgodzinach pracuje średnio 13% osób, podczas gdy Szwecji 1%, w Danii 2%, w Norwegi 3% i w Finlandii 3,6%. Wiele firm zgadza się na „flextime” – elastyczny czas pracy, który daje prawo do wykonywania służbowych obowiązków pozostając w domu. Taki system jest zdumiewająco efektywny, dzięki czemu kraje nordyckie uważane są za innowacyjne i kreatywne, zaś skandynawskie firmy, jedna po drugiej odnoszą sukcesy na globalnym rynku. Nie ulega wątpliwości, że nasi północni sąsiedzi znaleźli receptę na sukces.

Źródła:
www.bertelsmann-stiftung.de/en/publications/publication/did/social-justice-in-the-eu-index-report-2016
www.administrator24.info/artykul/id4767,renesans-powierzchni-typu-open-space-wywiad-z-beata-osiecka
www.kinnarps.pl/wiedza/nie-boj-sie-nowego-biura/

OECD better Life Index 2015: www.oecdbetterlifeindex.org/topics/work-life-balance/

Wyniki 26. edycji sondażu „Monitor Rynku Pracy” Instytutu Badawczego Randstad
http://www.randstad.pl/media/1034368/Monitor%20Rynku%20Pracy_edycja%2026_16_01_2017.pdf
(kraje biorące udział w badaniu – Europa:  Dania,  Norwegia, Polska,  Szwecja. Brak Finlandii, data publikacji 16.01.2017)

Złoty nadal w cenie, ale rośnie ryzyko korekty

Wyhamowanie spadków rentowności doprowadziło do lekkiego wypłaszczenia się krzywej. Mocne dane nadal wspierają złotego. Kurs EURPLN oddala się od średnioterminowej linii trendu wzrostowego, we wtorek testując wsparcie na 4,22. Rośnie jednak ryzyko korekty.

Rynek stopy procentowej

Na rynku stopy procentowej spadki rentowności podczas wtorkowej sesji wyraźnie wyhamowały, co widać było szczególnie na krótkim końcu krzywej dochodowości. Doszło też do lekkiego wypłaszczenia się krzywej. Wyraźnie widać, że rosnące prawdopodobieństwo podwyżek stóp procentowych w 2018 r. w Polsce nie pozwala na silniejszy wzrost cen krótkoterminowych obligacji, a z drugiej strony sprzyjające uwarunkowania globalne wzmacniają wyceny długoterminowych papierów.

We wtorek GUS opublikował dane nt. wynagrodzeń w sektorze przedsiębiorstw. Ostatecznie płace wzrosły o 6,0% r/r wobec prognozowanych 6,3%. Z kolei zatrudnienie w przedsiębiorstwach zwiększyło się o 4,5% r/r wobec prognozowanych 4,6%. Tym samym dane okazały się nieznacznie słabsze od prognoz rynkowych, czyli teoretycznie powinny wzmocnić rynek stopy procentowej. Niemniej jednak trzeba pamiętać, że część członków RPP wskazywała ostatnio na krótkoterminowy charakter ostatniego sierpniowego wzrostu płac (6,6% r/r). Wtorkowe dane pokazały jednak, że presja na wzrost płac pozostaje silna i utrwala się. W wielu sektorach pensje rosną wyraźnie szybciej niż wskaźnik oparty na wartości przeciętnej, a niektóre firmy wręcz zaczynają oczekiwać presji na spadek realizowanych marż. To może mieć wpływ na wypowiedzi niektórych członków RPP, którzy zapewne w większym stopniu będą akcentować rosnące ryzyko podwyżek stóp procentowych.

Ten przekaz podczas środowej sesji prawdopodobnie jeszcze wzmocni GUS publikując wrześniowe dane nt. produkcji przemysłowej i sprzedaży detalicznej. Również i w tym przypadku spodziewać się można mocnych odczytów (odpowiednio: 5,4% r/r i 8,4% r/r w ujęciu nominalnym vs. oczekiwania rynkowe na poziomie 5,4% i 7,7%). Dodatkowo w tym kontekście warto też zwrócić uwagę, że indeks PMI dla Polski wzrósł we wrześniu mocniej niż sygnalizowały prognozy rynkowe, podobnie jak wskaźniki koniunktury publikowane w Europie. To są kolejne argumenty do tego, aby oczekiwać zaskoczenia po wyższej stronie konsensusu.

Przy takim scenariuszu spodziewać się można lekkiej presji na wzrost rentowności krótkoterminowych papierów skarbowych. Rosnąć bowiem będzie siłą jastrzębi w RPP, którzy skłonni byliby rozważyć podwyżki stóp procentowych na początku 2018 r. Ten scenariusz wzmocnić może dodatkowo publikacja zaktualizowanej projekcji inflacyjnej na listopadowym posiedzeniu RPP. Według lipcowych szacunków banku centralnego PKB w 2017 r. w Polsce powinien wzrosnąć o 4,0%, a w 2018 r. o 3,5%. Z kolei inflacja ma wynieść odpowiednio: 1,9% i 2,0%. Spodziewać się można lekkiej korekty w górę tych szacunków.

Krótkoterminowo dłuższy koniec krzywej dochodowości może znaleźć wsparcie w informacjach nt. wykonania budżetu w 2017 r. Według nieoficjalnych informacji po wrześniu w dalszym ciągu nieodnotowany został deficyt, co może sugerować ograniczenie podaży papierów skarbowych w tym kwartale. Zgodnie ze scenariuszem bazowym (Raport specjalny z 28 września) łączna podaż papierów skarbowych w tym okresie wyniesie 25 mld PLN. Ze względu na korzystną sytuację budżetu w optymistycznym scenariuszu podaż może zostać ograniczona do 20 mld PLN. Redukcja podaży determinować powinna dalsze zawężenie się ASW.

Złoty nadal w cenie, ale rośnie ryzyko korekty

Autor: Mirosław Budzicki, PKO Bank Polski

Rynek walutowy

Za nami kolejny dobry dzień dla złotego. Wtorkową sesję na krajowym rynku walutowym początkowo cechowało wyhamowanie tendencji spadkowych kursu EURPLN (po tym jak dzień wcześniej para testowała okolice 4,225), jednak pod koniec handlu w Europie widzieliśmy dalsze umocnienie naszej waluty. Kurs EURPLN przetestował wsparcie najniższe od dwóch miesięcy, na poziomie 4,22. Popyt na złotego utrzymuje się dzięki krajowym danym, które potwierdzają poprawiającą się kondycję gospodarczą Polski. W poniedziałek NBP podał, że w sierpniu deficyt obrotów bieżących Polski wyniósł 100 mln euro, podczas gdy ankietowani przez Reutera analitycy spodziewali się poziomu co najmniej 622 mln euro. Z kolei wczoraj GUS podał pozytywne informacje o wrześniowym zatrudnieniu i wynagrodzeniach w przedsiębiorstwach. Z opublikowanych danych wynikało, że w ub. miesiącu przeciętne wynagrodzenie w przedsiębiorstwach wzrosło o 6% zaś zatrudnienie zwiększyło się o 4,5%. Są to solidne odczyty (choć obydwa okazały się lekko słabsze niż oczekiwali ekonomiści) wskazujące, że w gospodarce utrzymuje się presja płacowa. W ocenie ekonomistów PKO BP mimo łagodzącego wpływu niektórych czynników podażowych (migracje) na napięcia na rynku pracy wzrost płac powinien nadal przyspieszać, na koniec roku przekraczając 7%. Dla RPP dane te (choć wpisują się w pozytywny obraz polskiej gospodarki) pozostaną zapewne neutralne. Większość członków Rady jest bowiem przekonana, że w średnim terminie inflacja pozostawać będzie pod kontrolą, co powinna potwierdzić czwartkowa publikacja protokołu z ostatniego posiedzenia komitetu decyzyjnego NBP.

W środę poznamy kolejne krajowe dane makro, tym razem dot. sprzedaży detalicznej i produkcji przemysłowej. Im wyniki będą mocniejsze (wg mediany rynkowej oczekiwany jest wzrost na poziomie odpowiednio: 7,85% r/r i 5,20% r/r) tym lepiej będzie dla złotego. Niemniej świadomość, że RPP pomimo solidnych odczytów makroekonomicznych zapewne co najmniej do połowy przyszłego roku pozostawi łagodne nastawienie w stosunku do stóp NBP powinna ograniczać potencjalnie możliwe dalsze umocnienie PLN. Rośnie więc ryzyko korekty spadku notowań eurozłotego, szczególnie, że na rynku głównej pary walutowej dolar względem euro ponownie zyskuje na wartości, co dodatkowo skłaniać może inwestorów do realizacji zysków z ostatniego umocnienia złotego.

Na szerokim rynku ponownie zaczęto mówić o możliwym wyborze jastrzębiego następcy Janet Yellen. Faworytem Donalda Trumpa miałby być ekonomista ze Stanford, John Taylor. Przez rynki Taylor postrzegany jest jako bardziej jastrzębi niż obecna prezes Fed, co może oznaczać szybsze podwyżki stóp procentowych i umacniać dolara. Wśród innych kandydatów na szefa Fed, obok obecnej prezes Janet Yellen, której kadencja wygasa w lutym 2018 roku, wymieniani są gubernator Fed Jerome Powell, doradca Trumpa Gary Cohn oraz były gubernator Fed Kevin Warsh. W czwartek, w ramach poszukiwania kandydata na stanowisko szefa banku centralnego prezydent Trump spotka się z J. Yellen. Wg opublikowanej we wtorek ankiety, nieco ponad połowa z 40 ekonomistów, którzy uczestniczyli w przeprowadzanych w kilku ostatnich dniach sondażach, wskazała, że to członek Rady Gubernatorów Jerome Powell zostanie mianowany przez prezydenta Donalda Trumpa na nowego prezesa Fed. W odpowiedzi na pytanie o najlepszy wybór, około dwóch trzecich ankietowanych poparło utrzymanie Janet Yellen na stanowisku prezes Fed. Na drugim miejscu był Powell, który otrzymał siedem z 37 głosów. Zdaniem ekonomistów, najbardziej radykalne zmiany w polityce banku niósłby wybór profesora Uniwersytetu Stanford Johna Taylora. Gdyby więc został on szefem Fedu, wówczas rynek musiałby urealnić oczekiwania dotyczące posunięć banku centralnego, co przemawiałoby za mocniejszym ruchem na dolarze w najbliższych miesiącach.

W rezultacie, w oczekiwaniu na kolejne odczyty makro dla USA (po tym jak w poniedziałek poznaliśmy solidny wynik dla indeksu aktywności w nowojorskim przemyśle) kurs EURUSD nasilił spadek, podczas wtorkowej sesji europejskiej schodząc poniżej 1,175. Wsparcia wspólnej walucie dodatkowo nie dały też opublikowane wczoraj dane z Niemiec pokazujące słabsze od oczekiwanego odbicie indeksu ZEW. W październiku wskaźnik mierzący nastroje wśród analityków i inwestorów instytucjonalnych w odniesieniu do sytuacji gospodarczej wzrósł do 17,6 pkt z 17 pkt miesiąc wcześniej wobec 20 pkt oczekiwanych przez ekonomistów. Niemniej, fakt, że indeks pozostaje po stronie dodatniej oznacza, że większość inwestorów oczekuje dalszej poprawy sytuacji względem stanu obecnego. Jest to szczególnie ważne, biorąc pod uwagę politykę monetarną EBC, który od przyszłego roku zapewne zmniejszy wartości miesięcznego skupu aktywów i fakt, że kurs euro względem dolara pozostaje na relatywnie wysokim poziomie.  Opublikowane po południu dane nt. produkcji przemysłowej w USA, która we wrześniu zgodnie z oczekiwaniami wzrosła o 0,3% r/r nie zmieniły już obrazu rynku głównej pary walutowej. Niemniej perspektywy dla amerykańskiej gospodarki pozostają pozytywne, na co m.in. wskazują znajdujący się obecnie na trzynastoletnim szczycie indeks ISM i trzyletnim maksimum wskaźnik Empire State.

Złoty nadal w cenie, ale rośnie ryzyko korekty 2

Autor: Joanna Bachert, PKO Bank Polski

Postanowienie o przedłużeniu terminu zwrotu podatku VAT – jak sobie z nim poradzić

Z art. 87 ust. 1 ustawy o podatku od towarów i usług wynika, że podatnik, u którego w danym okresie rozliczeniowym wystąpi nadwyżka podatku naliczonego nad należnym, może przenieść ją na kolejny okres rozliczeniowy lub wystąpić o jej zwrot. Teoretycznie urząd skarbowy powinien dokonać zwrotu w terminie wskazanym w deklaracji bądź w korekcie deklaracji.

W praktyce jest tak, iż w większości przypadków terminy zwrotu podatku VAT są przedłużane do czasu zakończenia dodatkowej weryfikacji dokonywanej w ramach czynności sprawdzających, kontroli podatkowej, postępowania podatkowego czy kontroli celno-skarbowej. Skutkiem tego podatnik, zamiast otrzymać zwrot podatku w terminie np. 60 dni od dnia złożenia deklaracji, często musi najpierw zmierzyć się z urzędniczą machiną.

Przeświadczone o swojej bezkarności organy podatkowe bardzo często wydają postanowienia o przedłużeniu terminu zwrotu podatku VAT z naruszeniem przepisów prawnych. Dlatego też podatnik po otrzymaniu postanowienia o przedłużeniu terminu zwrotu VAT powinien zwrócić uwagę na następujące kwestie.

Błędy fiskusa

Organ podatkowy powinien w uzasadnieniu omawianego postanowienia wskazać konkretne, wynikające ze stanu faktycznego danej sprawy przesłanki przedłużenia terminu zwrotu. Tym samym powinien przedstawić istniejące wątpliwości uzasadniające odmowę dokonania zwrotu w ustawowym terminie. Jednocześnie ma obowiązek wskazać, dlaczego uznał, że takie wątpliwości wystąpiły. Te zaś muszą faktycznie zaistnieć – nie mogą wynikać tylko z widzimisię urzędnika lub być zmyślonymi stwierdzeniami. W rzeczywistości organy podatkowe w swoich postanowieniach wskazują błędnie, iż powodem przedłużenia jest wszczęcie np. kontroli podatkowej w zakresie weryfikacji zasadności zwrotu. Nie jest to prawidłowa informacja dotycząca tego, z czego wynika ów powód przedłużenia.

Postanowienie musi wprost wskazywać dzień, do którego organ podatkowy wydłuża termin zwrotu w stosunku do terminu ustawowego (lub tego, który już był postanowieniem wcześniej wydłużony). Często postanowienie o przedłużeniu nie zawiera żadnego terminu, do którego jest przedłużony termin zwrotu, a jedynie wskazuje na nieprecyzyjne okoliczności, np. „do czasu zakończenia kontroli”. Taka formuła nic nie znaczy i jej użycie jest naruszeniem prawa oraz uchwały składu siedmiu sędziów Naczelnego Sądu Administracyjnego z dnia 24 października 2016 r., sygn. akt I FPS 2/16. Takie postanowienie nie przedłuża skutecznie terminu zwrotu VAT przewidzianego w art. 87 ust. 2 VAT, powinno bowiem wskazywać konkretną datę, określającą dzień, miesiąc i rok.

Skuteczne przedłużenie terminu jest możliwe wyłącznie przed jego upłynięciem. Próba przedłużenia terminu po jego upływie nie będzie zatem skuteczna. Warunkiem skutecznego przedłużenia terminu zwrotu jest doręczenie postanowienia o przedłużeniu przed upływem ustawowego terminu zwrotu wynikającego z deklaracji bądź przed upływem terminu zwrotu określonego poprzedzającym go postanowieniem. Chwilą przedłużenia terminu zwrotu jest data skutecznego wprowadzenia do obrotu prawnego postanowienia przedłużającego go. Tymczasem organy podatkowe często przedłużają termin zwrotu podatku, który już wcześniej upłynął. Robią tak w przypadku, gdy przedłużenie obowiązywało do zakończenia weryfikacji zasadności zwrotu w danej procedurze, a ta się już dawno zakończyła i nie wydano uprzednio nowego postanowienia. Niektóre organy zaś po prostu uważają, iż liczy się data samego sporządzenia postanowienia przed upływem danego terminu, a nie jego doręczenia podatnikowi. Jest to zauważonym w orzecznictwie błędem – podatnik musi bowiem wiedzieć, że nie otrzyma zwrotu podatku we wskazanym terminie, zanim ten upłynie, a nie przeczytać o tym następnego dnia. Takie przedłużenie terminu jest nieskuteczne.

Nieuprawnione działania organów

Organ podatkowy dokonujący przedłużenia terminu zwrotu podatku może tego dokonać jedynie w toku czynności sprawdzających. Ważna jest zatem podstawa prawna postanowienia, tj. art. 274b ordynacji podatkowej (przy czym jeżeli organ podatkowy dokonuje samej dodatkowej weryfikacji zasadności zwrotu podatku również w tym trybie, może wykorzystywać wyłącznie instrumenty prawne, jakie mu w nim przysługują). Tym samym organ podatkowy nie jest uprawniony do przeprowadzania czynności sprawdzających u kontrahentów podatnika. Zakres zasadności zwrotu podatku od towarów i usług w trybie czynności sprawdzających ograniczony jest jedynie do weryfikacji rozliczenia podatnika, a nie jego kontrahentów (wyrok NSA z dnia 17 marca 2015 r. sygn. akt I FSK 83/14). W praktyce organy podatkowe w toku czynności sprawdzających, które mają potwierdzić zasadność zwrotu, „sprawdzają kontrahentów podatnika”. Robią to, pomimo że tzw. kontrola krzyżowa nie mieści się w kompetencjach procesowych organu podatkowego, który działa poza postępowaniem podatkowym lub kontrolą podatkową. Tym samym, skoro organ uruchamia niedopuszczalną procedurę w celu sprawdzenia kontrahentów, podjęte czynności nie mogą stanowić podstawy do przedłużenia terminu do zwrotu podatku. Wydane przez niego postanowienia o przedłużeniu terminu zwrotu podlegają uchyleniu (por. wyrok Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego we Wrocławiu z dnia 20 maja 2015 r., sygn. akt I SA/Wr 238/15).

Powyższe zasady obowiązywały od zawsze, zaś wspomniana uchwała NSA tylko je potwierdziła. Dlatego też należy je stosować do wszelkich wydanych w różnych trybach i w różnym czasie postanowień, o ile pięcioletni okres przedawnienia zobowiązania jeszcze się nie zakończył.

Kontratak podatnika

Wyżej opisane działania organów podatkowych są niedopuszczalne i bezprawne. Uzasadniają więc zaskarżenie postanowienia o przedłużeniu terminu zwrotu. Jest to o tyle ważne, że sama kwestia zachowania właściwej procedury przedłużania terminu zwrotu podatku jest niezależna od samych czynności weryfikacyjnych organów podatkowych w danej sprawie, które trwać mogą bardzo długo i nie wiadomo, jak się zakończą. Skuteczne podważenie procedury przedłużania terminu zwrotu podatku spowoduje zaś konieczność dokonania tego zwrotu przez organ, mimo że dodatkowa merytoryczna weryfikacja zasadności owego zwrotu będzie dalej trwała i przechodziła przez kolejne etapy postępowań.

Dlatego też podatnik nie jest bezbronny. Na postanowienie o przedłużeniu terminu zwrotu podatku VAT przysługuje mu bowiem zażalenie do organu podatkowego wyższego stopnia, tj. dyrektora izby administracji skarbowej. Jego efektem może być uchylenie postanowienia z uwagi na rażące naruszenie przepisów prawa i w konsekwencji konieczność zwrotu podatku podatnikowi.

Jeżeli w treści postanowienia nie było w ogóle zawartego pouczenia o możliwości złożenia zażalenia – co zdarzało się dość często zwłaszcza przed wydaniem uchwały I FPS 2/16 – to warto złożyć wniosek o sprostowanie treści takiego postanowienia poprzez dodanie pouczenia. Następnie należy złożyć zażalenie, chyba że podatnik wcześniej skorzysta z zasady, iż błędne pouczenie albo jego brak nie wyłącza prawa podatnika do złożenia odpowiedniego środka zaskarżenia.

Można także złożyć wniosek o stwierdzenie nieważności postanowienia, jeżeli jest ono ostateczne. Wbrew stanowisku prezentowanemu przez niektóre organy wyższego rzędu, postanowienie o przedłużeniu terminu zwrotu podatku – co potwierdziła ww. uchwała NSA – posiada materialnoprawny charakter. Daje to powód do tego, by poddać je pod zastosowanie procedury nadzwyczajnej.

W przypadku gdy rozstrzygnięcie dyrektora izby administracji skarbowej jest dla podatnika niekorzystne, może on złożyć skargę do wojewódzkiego sądu administracyjnego. Aby odniosła ona zamierzony skutek, powinna zostać sporządzona przez profesjonalistę. Należy w niej bowiem nie tylko dokładnie opisać stan faktyczny i prawny, ale również powołać się na właściwe przepisy prawne oraz wskazać na adekwatne orzeczenia sądów administracyjnych, Trybunału Konstytucyjnego czy Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej. Należy podkreślić, iż sądy administracyjne są dużo bardziej przychylne podatnikom niż organy podatkowe, dlatego warto postanowienie o przedłużeniu terminu zwrotu poddać kontroli sądowej. Koszty takiej sprawy sądowej są niewielkie, zaś efekt często jest zaskakujący, głównie dla organu podatkowego.

Autor: mec. Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec

„Made in China” po polsku, czyli dlaczego warto postawić na promocję marki własnej

Na pytanie o skojarzenia z produktem pochodzącym z Chin w odpowiedzi większość z nas z pewnością wyrecytowałaby hasła takie jak „niska jakość”, „tandeta” czy „tania chińszczyzna”. Towary rodem z Państwa Środka obciążone są stereotypami, które pokutują w naszej świadomości od niemal trzech dekad. Zapominamy jednak, że czasy „Jarmarku Europa” minęły bezpowrotnie. Obecnie wysokiej jakości chińskie wyroby towarzyszą nam w niemal każdym momencie życia, choć nie wszyscy mamy tego świadomość…

Wystarczy rozejrzeć się po pomieszczeniu, w którym aktualnie przebywamy. Zakładając, że akurat nie siedzimy w pustym pokoju w samej bieliźnie, można śmiało założyć, że w naszym otoczeniu znajduje się co najmniej kilka produktów o dalekowschodnim rodowodzie. Odzież, obuwie, elementy wystroju wnętrza, sprzęt elektroniczny – wszędzie znajdziemy mniej lub bardziej rzucającą się w oczy informację „Made in China” lub „Made in PRC”. Znajdziemy, jeśli się o to postaramy. Coraz częściej bowiem mamy do czynienia produktami brandowanymi, tj. opatrzonymi logo marki, odpowiednim opakowaniem, z obsługą klienta w języku polskim, gwarancją etc. Za tym wszystkim idzie jakość, która nie odbiega od standardów, do których zdążyliśmy się przyzwyczaić. Witamy w świecie marek własnych. Świecie, w którym „chińskie” staje się… „nasze”.

Tygrys < Smok

Wioski rybackie, które na przestrzeni kilkunastu lat stały się gigantycznymi ośrodkami przemysłowymi. Druga po USA gospodarka, notująca średnie tempo wzrostu na poziomie ok. 10% rocznie, przez ostatnie 30 lat. Największy eksporter na świecie. Chiny, które do grona tzw. azjatyckich tygrysów dołączyły pod koniec lat osiemdziesiątych, dawno już prześcignęły swoich konkurentów w regionie. Jeśli zatem Tajwan, Singapur, Filipiny, Malezja, Indonezja czy w końcu Korea Południowa nazywane są Tygrysami, to patrząc na tę niebywałą skalę wzrostu, Chiny należałoby nazwać co najmniej Smokiem.

Duża w tym zasługa rozwoju sektorów produkcji i eksportu, dzięki którym Państwo Środka zyskało miano „fabryki świata”. Wystarczy spojrzeć na czołówkę producentów elektroniki użytkowej – firmy takie jak Apple czy Samsung od lat korzystają z usług chińskich fabryk, w których z powodzeniem wdrożono najwyższe standardy kontroli jakości. Z kolei przykładem z rodzimego podwórka może być firma Manta, która kilkanaście lat temu zasłynęła wprowadzeniem na rynek „nieśmiertelnych” odtwarzaczy DVD, a dziś jest jednym z największych w Europie producentów budżetowej elektroniki.

Pekin nad Wisłą

Import chińskiej elektroniki do Polski nadal jest niezwykle popularny. Przedsiębiorcy, którzy
z powodzeniem ujarzmili cały proces – od weryfikacji dostawców, poprzez kontrolę jakości, certyfikację i transport, na formalnościach związanych z wprowadzeniem towaru do obrotu kończąc – często mogą pochwalić się dobrze prosperującym biznesem. Należy przy tym rozróżnić dwa modele prowadzenia takiej działalności.

W pierwszym produkty są importowane, a następnie sprzedawane na popularnych portalach aukcyjnych. Przeglądając oferty sprzedaży np. smartfonów na Allegro, z pewnością natkniemy się na mnóstwo tzw. no-name’ów lub urządzeń o egzotycznie brzmiącej nazwie, w wyjątkowo atrakcyjnych cenach. W tym przypadku trzeba się liczyć z mocno ograniczoną grupą docelową. Ze względu na wspomniane już animozje oraz nieufność w stosunku do chińskich wyrobów, trafimy do wąskiego grona odbiorców, dla których głównym czynnikiem decydującym o zakupie jest cena.

Sytuacja wygląda inaczej w przypadku modelu OEM (Originial Equipment Manufacturer)/ ODM (Originial Design Manufacturer). Chińscy dostawcy oferują możliwość tzw. brandingu
i personalizacji produktów. Możemy zatem zamówić partię smartfonów z naszym logo, opakowaniem, wydrukowaną polską instrukcją obsługi itd. Jeszcze kilka lat temu proces ten wiązał się z koniecznością zamawiania określonych, minimalnych ilości towaru, liczonych w tysiącach sztuk. Obecnie, możemy jednorazowo zlecić produkcję nawet 100 sztuk telefonów naszej własnej marki. Ponadto, w przypadku gdy z danym dostawcą współpracujemy od dłuższego czasu i darzymy go zaufaniem, można wynegocjować solidny rabat w zamian za ograniczenie odpowiedzialności gwarancyjnej. Wprawdzie przyjmujemy wówczas zobowiązanie samodzielnego serwisowania sprzętu, ale nadal możemy liczyć na chińskiego kontrahenta w kwestii zaopatrzenia w części zamienne, a nasi klienci z pewnością docenią zalety sprawnego procesu gwarancyjnego w systemie door-to-door.

Posiadanie marki własnej pomaga zdobyć zaufanie konsumentów oraz znacząco zmniejsza bariery nawiązania współpracy z resellerami naszych produktów. Mało który sklep internetowy czy detaliczna sieć handlowa zechce wprowadzić do oferty chiński sprzęt marki, o której nikt nigdy nie słyszał. Tutaj właśnie pojawia się czynnik, który skutecznie zniechęca przedsiębiorców do tworzenia marek własnych – promocja. Aby klienci czy potencjalni partnerzy biznesowi usłyszeli o naszych produktach, musimy zadbać o ich promocję, a dotarcie z komunikatem reklamowym do setek tysięcy odbiorców kojarzy się z koniecznością przeznaczenia bajońskich sum na kampanie marketingowe. Ale kto powiedział, że musimy zaczynać od spotów telewizyjnych czy kampanii radiowych w ogólnopolskich rozgłośniach?

Internet – trampolina do sukcesu Twojej marki

Sprzedawcy na Allegro niechętnie rozmawiają o promocji swoich produktów poza granicami portalu – przyznaje Michał Barszcz, zarządzający krakowską agencją e-marketingową Fogmark. Przeraża ich potrzeba inwestycji w coś, co nie przynosi natychmiastowego przełożenia na sprzedaż. Stare porzekadło mówi „aby wyjąć, musisz zainwestować”. Zastanówmy się zatem, czy biorąc pod uwagę niemałe prowizje, którymi trzeba się podzielić z portalem aukcyjnym, warto inwestować w kanał sprzedaży, na politykę którego nie mamy żadnego wpływu? Wielu drobnych przedsiębiorców, których sprzedaż była uzależniona od Allegro, przestała funkcjonować. Nie wytrzymali kolejnych podwyżek, a ich działalność utraciła rentowność. To wyraźny sygnał dla innych – warto zainteresować się stworzeniem marki własnej oraz jej promocją w Internecie już teraz – dodaje. Trudno się z tym nie zgodzić, zważywszy na możliwości jakie daje Internet w zakresie marketingu. Dzięki odpowiednio zaplanowanym działaniom i wyselekcjonowanym narzędziom możemy niewielkim kosztem rozpocząć promocję swojej marki w Sieci i docierać do potencjalnych klientów z niebywałą precyzją. Należy przy tym pamiętać, że budowa obecności marki w Sieci to proces, który jak każdy inny, wymaga czasu.

Rozważając kwestię reklamy naszego sprzętu elektronicznego w Internecie, naszym pierwszym przystankiem powinny być media społecznościowe. Według raportu Sotrendera, w 2016 roku w Polsce, na samym Facebooku odnotowano niemal 16 mln aktywnych użytkowników, a są przecież jeszcze Instagram, YouTube, Pinterest, Twitter czy Google+. Odpowiednia prezentacja produktów za pomocą postów o zróżnicowanych formatach (grafika, wideo, link, canva itp.) oraz ich promocja może dać zadziwiające efekty. Wyobraźmy sobie kampanię radiową w jednej z najpopularniejszych w Polsce rozgłośni. Cena emisji 10-sekundowego spotu może sięgać kilkunastu tysięcy złotych. Zakładając, że chcemy zbudować świadomość marki pośród szerokiego grona odbiorców, należałoby go emitować co najmniej raz dziennie w godzinach szczytu, co daje nam kwotę kilkuset tysięcy złotych miesięcznie. Za pomocą reklam na Facebooku jesteśmy w stanie dotrzeć do tej samej grupy docelowej za ułamek powyższej kwoty. Co więcej, możemy ustawić je tak, aby wyświetlane były jedynie osobom, które potencjalnie będą zainteresowane naszym produktem – przekonuje Michał Barszcz. Moduł reklamowy Facebooka w istocie stwarza niesamowite możliwości w zakresie precyzyjnego targetowania odbiorców. Skoro reklamujemy rzeczone smartfony, to po co płacić za ekspozycję reklamy ludziom, którzy nie są nimi zainteresowani? Odpowiednio skonfigurowana kampania na Facebooku eliminuje ten problem. Dzięki zaawansowanym ustawieniom możemy dotrzeć do odbiorców określając parametry takie jak wiek, lokalizacja, płeć, zainteresowania czy nawet zachowania. Warto przy tym pamiętać, że zarówno Facebook jak i inne social-media to przede wszystkim miejsca w których możemy, a nawet powinniśmy podjąć żywy dialog z użytkownikami. Na nic zdadzą się nawet najlepiej przygotowane reklamy, jeśli fanpage wypełniony zostanie treściami o wątpliwej jakości lub jeśli będziemy ignorować wiadomości nadsyłane przez użytkowników.

Jesteś tym, kim widzą cię inni

W przypadku elektroniki użytkowej doskonale sprawdzają się również działania z zakresu e-PR. Portale technologiczne zwykle chętnie publikują informacje prasowe dotyczące debiutujących urządzeń, dlatego często już na wstępie można zapewnić sobie szeroki rozgłos bez dużego nakładu finansowego – mówi manager Fogmark. Jak zawsze, należy zadbać o odpowiednią jakość treści oraz materiałów graficznych. Dobrym krokiem jest również wysyłka sprzętu na testy redakcyjne. Coraz więcej ludzi, przed podjęciem decyzji o zakupie sprzętu elektronicznego, poszukuje na jego temat rzetelnych informacji. Recenzja opublikowana na łamach poczytnego portalu technologicznego z pewnością pomoże potencjalnym klientom zorientować się czy produkt będzie w stanie spełnić ich wymagania.

Jak już zostało wspomniane, użytkownicy będą poszukiwać informacji i opinii na temat naszej marki oraz samej oferty. Dlatego właśnie warto zainteresować się działaniami z zakresu marketingu szeptanego, jednak w tym przypadku warto rozważyć zlecenie ich profesjonalistom. WOMM (marketing szeptany) cieszy się nie najlepszą sławą, ponieważ kojarzony jest ze spamem, którego pełno jest na forach internetowych i w komentarzach pod artykułami – mówi Barszcz. Prawdziwa „szeptanka” powinna pobudzać dyskusję na temat produktu w nienachalny, naturalny sposób – tylko wtedy stanowi realną wartość. Prowadzona w nieodpowiedni sposób, może przynieść więcej szkody niż pożytku – dodaje.

Nieco inną formą generowania pozytywnych opinii o marce czy produkcie jest tzw. influencer marketing. Podobnie jak w przypadku WOMM, działania te polegają na wpływaniu na podejmowanie decyzji zakupowych przy pomocy innych ludzi, jednak w tym przypadku nie mówimy o zwyczajnych internautach, ale o prawdziwych liderach opinii. Chodzi przede wszystkim o blogerów i youtuberów, którzy pośród swojej audiencji pełnią rolę ekspertów w danej dziedzinie. Weźmy za przykład videoblogera, który nagrywa materiały na temat gadżetów elektronicznych i wyraża przy tym swoje opinie i odczucia. Ludzie chętniej zaufają recenzji takiego człowieka, ponieważ jest dla nich autorytetem i pełni rolę swego rodzaju bufora między producentem, a klientem końcowym. Dzięki swojej wiedzy i doświadczeniu jest w stanie przekazać odbiorcy rzeczywisty feedback o produkcie, w oderwaniu od przekazów promocyjnych serwowanych przez producenta.

Jedna noga to za mało

Opieranie importowego biznesu na jednej gałęzi w postaci portalu aukcyjnego, prędzej czy później odbije się nam czkawką. Dywersyfikacja kanałów sprzedaży w obecnych czasach jest już koniecznością, dlatego już teraz warto zastanowić się na stworzeniem swojego własnego brandu, szczególnie w przypadku, gdy sprowadzamy produkty, których jakości się nie wstydzimy.  Zbudujmy sklep internetowy, nawiążmy współpracę z resellerami, pokażmy światu, że nasza marka jest godna uwagi. Przy odpowiednim podejściu do tematu promocji brandu oraz dozie cierpliwości i konsekwentności, można zbudować markę, która pozostanie w świadomości konsumentów na lata.

Należy przy tym zachować ostrożność, bowiem wielu przedsiębiorców, którzy postanawiają prowadzić działania marketingowe na własną rękę, robi to w sposób nieumiejętny i nie widząc żadnych efektów – rezygnuje. W skrajnych przypadkach zdarza się nawet, że chałupnicza reklama przynosi więcej szkody niż pożytku. Dlatego jeśli marketing jest nam obcy i wolimy się skupić na sprzedaży, rozważmy współpracę z profesjonalnymi agencjami. Nie traktujmy tego jako pieniądze wyrzucane w   błoto. To inwestycja, jak każda inna – potrzebuje czasu, aby się zwrócić i przynieść pożądane efekty.

Przeliczmy koszty prowadzenia działalności, zrezygnujmy na jakiś czas z krótkoterminowego zysku i postawmy na swoją markę. W perspektywie możemy się zdziwić – zwłaszcza wówczas, kiedy wielu z tych, którzy dziś deklarują, że „za Chiny Ludowe nie kupią chińskiego badziewia” jutro zostanie naszymi klientami.

Autor: Aleksander Biernacki

Chcesz zgrywać „przebojowego” ekstrawertyka, żeby dostać pracę? Możesz stracić swoją szansę

W biznesie ekstrawertywny styl funkcjonowania dość często bywa uznawany za determinantę sukcesu. Dlatego na rozmowie kwalifikacyjnej introwertyk może chcieć „grać” ekstrawertyka, np. mówiąc bardziej dynamicznie, niż zwykle. Jednak w procesie rekrutacyjnym nie opłaca się udawać. Rekruter szybko może zauważyć sztuczność. Wówczas prawdopodobnie odrzuci nieprzekonującego go kandydata. A jeśli nawet pracownik otrzyma posadę, to na dłuższą metę trudno mu będzie utrzymać nałożoną „maskę”.

Współczesny świat promuje postawy ekstrawertywne. W szkole dzieci otrzymują dobre stopnie za aktywność, a w pracy przełożeni wymagają od podwładnych dynamizmu i szybkości w działaniu. Z kolei, użytkownicy mediów społecznościowych starają się mieć jak najwięcej znajomych. Natomiast zabieganie o popularność i bycie w centrum uwagi, co do zasady, jest sprzeczne ze stylem funkcjonowania introwertyka. W związku z tym, w niektórych środowiskach biznesowych może mu być trudniej się odnaleźć.

– Jeżeli introwertyk ma jasno zdefiniowany cel i chce udawać ekstrawertyka, to oczywiście może próbować tego na rozmowie kwalifikacyjnej. Jednak prawdziwy profesjonalista nie dałby się oszukać, dzięki metodologii prowadzenia wywiadów rekrutacyjnych. Jednocześnie kwestia osobowości introwertywnej lub ekstrawertywnej nigdy nie powinna być używana jako kryterium decydujące o tym, czy dany kandydat będzie dobrym lub złym pracownikiem. Dlatego też oszukiwanie nie ma większego sensu – mówi Jolanta Zdrzałek, Associate Director z Hudson, globalnej firmy świadczącej usługi z zakresu rekrutacji.

Ekstrawertyka odróżnia od introwertyka to, że koncentruje swoją uwagę na świecie zewnętrznym. Mówi energicznie i szybko podejmuje działania. Potrafi zajmować się wieloma wątkami jednocześnie. Dla odmiany, język ciała introwertyka jest stonowany, a słowa są bardzo dokładnie dobierane. W niektórych przypadkach taki typ osobowości wypowiada się wolniej od ekstrawertyka. Chcąc o czymś opowiedzieć, lubi to najpierw przemyśleć. A im większą ma wiedzę o danym zagadnieniu, tym może mu być trudniej wypowiedzieć się na ten temat w krótkich zdaniach. Ekstrawertyk funkcjonuje odwrotnie, tzn. opowiadanie może być dla niego okazją do głębszego rozważenia danej sprawy.

– Różnica w stylu funkcjonowania polega na tym, że ekstrawertyk jest nastawiony na mówienie, a introwertyk – na słuchanie. Ten drugi może zostać odebrany jako osoba nieśmiała, ponieważ nie stara się zdominować swojego rozmówcy. Jednak wstydliwość nie ma z tym nic wspólnego. Introwertyk potrafi bardzo uważne wsłuchiwać się w słowa swojego rozmówcy. Z kolei, ekstrawertyk może się męczyć na spotkaniu biznesowym, podczas którego będzie mógł występować jedynie w roli cichego słuchacza – zwraca uwagę Jolanta Zdrzałek.

W opinii eksperta, w biznesie jest mniej więcej po równo introwertyków i ekstrawertyków, z niewielką przewagą tych drugich. Nikt nie jest w 100% żadnym z tych typów. To oznacza, że wszyscy potrafimy dostosowywać się do innych. Najważniejsza jest nasza świadomość tego, jacy jesteśmy. Warto też wiedzieć, z jakimi osobowościami na co dzień współpracujemy. Gdy wyczujemy potrzeby rozmówcy, łatwiej się z nim porozumiemy. Nasza komunikacja stanie się wtedy bardziej efektywna, np. z większą lekkością przekonamy do naszej oferty potencjalnego klienta albo unikniemy sytuacji konfliktowej ze współpracownikiem. Jednak nie chodzi o udawanie, lecz o rozumienie oczekiwań drugiej strony.

– Jeżeli ekstrawertyk będzie miał taką wiedzę, że introwertyk potrzebuje innej komunikacji, niż on sam, to skoncentruje się na stonowaniu swojej ekspresji. To samo dotyczy introwertyka. Jeśli zrozumie, że np. jego szef ma ekstrawertywny styl funkcjonowania, to też będzie w stanie dostosować swój naturalny sposób mówienia do potrzeb ekstrawertyka. Dla przykładu, nie będzie budował zdań złożonych, wzbogaconych dygresjami. Raczej wypowie najważniejsze kwestie w punktach – podsumowuje Jolanta Zdrzałek.

Bank Anglii będzie obserwował działania Fed

Funt znów pod presją spadkową. Tym razem zdecydowały mniej jastrzębie słowa szefa Banku Anglii Marka Carneya. Ale na wokandzie jest już temat postępu negocjacji brexitowych. Polska waluta nadal w ofensywie nie zważając nawet na mocniejszego dolara na szerokim rynku. Dane o sprzedaży detalicznej i produkcji przemysłowej z Polski kluczowe w kontekście dalszych losów złotego. O 10.30 seria danych z rynku pracy w Wielkiej Brytanii.

Inflacja nadal rośnie

Wczorajszy dzień przebiegał pod znakiem zwiększonej aktywności na brytyjskim funcie. Początkowo wspomniana waluta zyskiwała, a był to efekt zaprezentowanych danych o inflacji. Wynik może nie zaskoczył analityków ale aktualny poziom czyli 3,0% r/r i wzrost w relacji m/m powoduje wzrost spekulacji o szybszym początku zacieśniania monetarnego w Wielkiej Brytanii.

Szybki odwrót

Szybko jednak sytuacja na funcie się odmieniła, wraz z początkiem wystąpienia szefa Banku Anglii o godzinie 12 nastąpiła gwałtowna wyprzedaż. Zdecydowały o tym już początkowe słowa Marka Carneya o tym, że trzeba znaleźć kompromis między wyższą inflacją a chęcią wspierania wzrostu gospodarczego. Dodał, że inflacja na aktualnym poziomie nie jest zaskoczeniem.

Podpatrywanie innych

Padło również pytanie o moment kiedy luźna polityka monetarna w Wielkiej Brytanii się skończy. I tutaj nieco nowe wątki się pojawiły, że decydenci z Banku Anglii będą obserwować działania prowadzone przez Fed i ich efekt. Wydaje się więc, że wbrew sporym oczekiwaniom inwestorów stopy procentowe w Wielkiej Brytanii mogą być jeszcze dłużej na obecnym poziomie. Tym bardziej jeśli Fed będzie zwlekał z kolejnymi ruchami w swojej polityce. Podsumowując funt nie miał dobrego dnia i systematycznie tracił na wartości.

Nie koniec problemów

A to może nie być koniec gdyż ciągle w powietrzu wisi temat negocjacji Brexitowych. Obie strony mają czas do piątku by wypracować porozumienie, takie słowa dzisiaj padły z ust Davida Davisa głównego negocjatora z ramienia Wielkiej Brytanii. Po drodze mamy jeszcze szczyt UE, więc wahania funta mogą być spore szczególnie w przypadku dwuznacznych doniesień agencji prasowych.

Silny złoty

Dobry sentyment na rynkach cały czas wpływa pozytywnie na krajową walutę. I nie zmieniły tego nieco słabsze dane z GUS na temat wynagrodzeń i zatrudnienia. Wzrosty na poziomie odpowiednio 6% r/r i 4,5% r/r potwierdzają dobrą sytuację na rynku pracy w Polsce. I co dość ważne wzmacniający się dolar na szerokim rynku nie wyhamował ruchu aprecjacyjnego na złotym. Dzisiaj w kalendarzu dane o produkcji przemysłowej i sprzedaży detalicznej z rodzimej gospodarki jeśli wskazania będą zgodne lub nieco lepsze od oczekiwań analityków krajowa waluta może pozostać mocna.

Przede wszystkim dane z Wielkiej Brytanii

Dzisiaj na rynkach oprócz wspomnianych danych z Polski przede wszystkim publikacja z Wielkiej Brytanii na temat rynku pracy. Istotne będą przede wszystkim wskazania tempa wzrostu wynagrodzeń, czy liczby wniosków o zasiłek dla bezrobotnych. Nieco później kilka wystąpień bankierów centralnych a więc 13.45 Praet z EBC, o 14.00 Dudley i Kaplan z Fed. O 14.30 dane z rynku nieruchomości z USA a więc liczba nowych pozwoleń na budowę.

Krzysztof Pawlak – dealer walutowy w Internetowykantor.pl

Jak opisać pięć lat w jeden tydzień?

W środę wszystkie oczy zwrócone są na Chiny, pośrednio przez to, że w pozostałych zakątkach świata niewiele się dzieje. Początek Kongresu Komunistycznej Partii Chin nie przynosi fajerwerków i rynki utrzymują ciasne zakresy wahań. Przed nami trochę danych oraz wystąpień bankierów centralnych, choć szanse na wstrząsy są małe.

Dziś rozpoczął się 19. Kongres Komunistycznej Partii Chin, który potrwa cały tydzień. Prezydent Xi Jingping otworzył konferencję długim przemówieniem (ponad 3 godziny!), gdzie przedstawił wizję „nowej ery”. Zapewnił, że rynek będzie mógł odgrywać decydującą rolę w rozlokowaniu zasobów, ale jednocześnie dodał, że rola rządu w gospodarce musi zostać wzmocniona. Ogólnie jego wystąpienie można skwitować jako bogate w wielkie słowa, ale ubogie w konkrety. W kolejnych dniach szczegóły przyszłej polityki monetarnej powinny najbardziej interesować z punktu widzenia rynków finansowych. Prawdopodobnie powtórzony zostanie postulat z lipca o podwojeniu do 2020 r. poziomu PKB oraz dochodu per capita z 2010 r. Oznaczałoby to ustalenie średniego tempa wzrostu gospodarczego na poziomie ok. 6,3 proc. w latach 2018-2020.

Struktura budowy wzrostu będzie miała znaczenie. Zmniejszenie roli inwestycji infrastrukturalnych i ograniczanie zadłużenia publicznego) kosztem wartości tempa rozwoju może nieść negatywny wydźwięk dla cen surowców przemysłowych, implikując spadek chińskiego popytu np. na miedź, stal, węgiel. Zaostrzanie regulacji dla rynków finansowych może oznaczać spadek płynności na rynku kapitałowym (akcje) i terminowym (kontrakty futures na giełdzie towarowej), przede wszystkim odbierając siłę stronie popytowej. Jednakże od ogłoszenia do implementacji droga bywa długa, więc jest mało prawdopodobne, aby po samym komunikacie rynki finansowe miały znacząco reagować. Skuteczność w realizacji strategii transformacji jest niepewna i ostatnie lata pokazały, że gdy tylko wzrost gospodarczy jest zagrożony, chińskie władze z łatwością sięgają po sprawdzone sposoby inwestycji infrastrukturalnych i kredytowanych wydatków publicznych.
Na FX jesteśmy mniej więcej tam, gdzie zostawiliśmy kursy we wtorek. Kalendarz publikacji otwierają dane z rynku pracy Wielkiej Brytanii z główną uwagą na dynamikę wynagrodzeń. Funt więcej może wynieść z pozytywnych zaskoczeń (prog. 2,1 proc. r/r), szczególnie po wczorajszej wyprzedaży. W przypadku EUR, wątpliwe, aby waluta ożywiła się podczas wystąpienia prezesa ECB Draghiego, gdzie będzie on mówił o reformach strukturalnych w strefie euro i nieprzewidziana jest sesja pytań i odpowiedzi. Po południu dane z rynku budowalnego USA będą potraktowane drugorzędnie z USD bardziej zainteresowanym spekulacjami wokół wyboru nowego szefa Fed. Najnowsze informacje wskazują, że prezydent Trump wybierze prezesa spośród piątki kandydatów (Yellen, Cohn, Powell, Warsh, Taylor), a decyzja ma zostać podjęta przed 3 listopada.

Dziś otrzymamy też dane z polskiego przemysłu i handlu. Zakładamy mocniejsze niż konsensus spowolnieniem dynamiki produkcji przemysłowej (4 proc. r/r vs 5,2 proc.). Negatywny wydźwięk powinna jednak przykryć nieco silniejsza sprzedaż detaliczna. Spodziewamy się rocznej dynamiki na 8,1 proc. wobec konsensu 7,9 proc., gdyż wraz z nadejściem września nastąpiło lekkie wyostrzenie trajektorii wydatków gospodarstw domowych na żywność oraz dobra codziennego użytku. Niezależnie od odczytów EUR/PLN powinien utrzymać wąski zakres wahań 4,2250-4,24.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Co roku w Polsce marnuje się 9 mln ton żywności. W działania na rzecz niemarnowania jedzenia włączają się restauracje

Co roku w Polsce marnuje się 9 mln ton żywności. W działania na rzecz niemarnowania jedzenia włączają się restauracje 1

Na świecie marnuje się rocznie około 1/3 wyprodukowanej żywności, czyli nawet 2 mld ton. W Polsce co roku do śmietników trafia 9 mln ton jedzenia. Jednocześnie szacuje się, że w 2016 roku ok. 108 mln ludzi cierpiało z powodu głodu lub ciężkiego niedożywienia. Duża odpowiedzialność spoczywa na firmach, które powinny właściwie planować produkcję i zakupy, a także odpowiednio gospodarować żywnością, która nie zostanie sprzedana. Sieć KFC współpracuje w tym zakresie z organizacjami pozarządowymi z całej Polski. Od początku tego roku przekazała już 110 ton żywności, co odpowiada 0,5 mln posiłków dla potrzebujących.

– Problem marnowania żywności to jeden z największych problemów, jaki występuje dziś na świecie. Statystyka mówi, że około 1/3 żywności jest marnowana, głównie przez producentów, konsumentów, sklepy, ale również restauracje – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Olgierd Danielewicz, prezydent marki KFC w AmRest.

Raport brytyjskiego Institution of Mechanical Engineers wskazuje, że z produkowanych rocznie ok. 4 mld ton żywności nawet 30–50 proc. trafia na śmietniki. To oznacza, że co roku marnuje się 1,2–2 mld ton żywności. Banki Żywności szacują, że na świecie co roku wyrzucamy 1,3 mld ton jedzenia, czyli 1/3 produkowanej żywności. W Polsce marnuje się 9 mln ton jedzenia, przede wszystkim pieczywo, owoce i warzywa oraz wędliny. Za 2 mln ton zmarnowanej żywności odpowiadają gospodarstwa domowe, za 6,6 mln ton – produkcja, a za 350 tys. – sektor dystrybucji.

– Przedsiębiorstwa czy firmy mogą się dziś mierzyć z problemem marnowania żywności w różny sposób, począwszy od właściwego planowania produkcji, zakupów, przygotowania właściwej ilości zapasów, a skończywszy na tym, co zrobić z żywnością, o której wiemy, że się zmarnuje – wyjaśnia Olgierd Danielewicz.

Coraz częściej takie działania stają się filarem strategii firm w zakresie biznesu społecznie odpowiedzialnego. Polityka CSR zakłada, że firma realizuje swoje cele, ale z poszanowaniem środowiska, dbałością o relacje z otoczeniem i różnymi grupami społecznymi (zwłaszcza na poziomie lokalnym), a także prowadząc działalność edukacyjną.

– Firmy coraz chętniej angażują się we wszelkiego rodzaju procesy, które mają pomóc w szerzeniu odpowiedzialności społecznej, w tym m.in. dzielenie się żywnością czy właściwe gospodarowanie nadwyżką produktu, by minimalizować straty – wskazuje Danielewicz. – Ważne jest właściwe planowanie i organizacja pracy w restauracji, a także praca nad tym, by nie wyrzucać jedzenia – dodaje.

W ubiegłym roku sieć KFC wprowadziło w swoich lokalach program przekazywania niesprzedanej żywności organizacji pozarządowym. Za pośrednictwem Banków Żywności produkty z kurczaka trafiają m.in. do Caritasu, MONAR-u czy Stowarzyszenia Brata Alberta.

– Skala zaangażowania naszych restauracji w działania prospołeczne jest bardzo duża. Obecnie około 200 restauracji, czyli 90 proc. wszystkich punktów w Polsce, aktywnie uczestniczy w tym procesie. Do tej pory przekazaliśmy około 110 ton żywności, co odpowiada około 500 tys. posiłków. Wartość żywności, którą przekazaliśmy, to ponad 3 mln zł – podkreśla prezydent marki KFC. – Cieszę się z faktu, że KFC jako pierwsza sieć restauracji w Polsce podeszła do tego problemu w sposób systemowy. Liczę na to, że inne sieci restauracji podążą naszym śladem.

Ponad 40 proc. Polaków myśli o założeniu własnej firmy. Prawie milion jest zaangażowanych w sprzedaż bezpośrednią

Ponad 40 proc. Polaków myśli o założeniu własnej firmy. Prawie milion jest zaangażowanych w sprzedaż bezpośrednią 2

Ponad 70 proc. Polaków pozytywnie wypowiada się na temat przedsiębiorczości, a 41 proc. myśli o założeniu własnej firmy. Coraz częściej aktywizujemy się na własną rękę, m.in. poprzez zaangażowanie w sprzedaż bezpośrednią. Z firmami sprzedaży bezpośredniej współpracuje już 980 tys. Polaków, a wartość sektora przekracza 3 mld zł. Kuleje jednak wiedza na temat takiej formy sprzedaży, to zaś może zwiększać podatność na praktyki nieuczciwych firm. 

Polacy mają dobre tradycje przedsiębiorczości, jesteśmy proaktywni, bardzo lubimy być niezależni, a to cecha, która bardzo mocno nas aktywizuje. Lubimy mieć prawo wyboru, chętnie korzystamy z porad, natomiast zostawiamy sobie przestrzeń jako konsumenci. Przedsiębiorczość Polaków, która jest naturalną cechą, jest również wspierana przez aktywizację na własny rachunek – mówi agencji Newseria Biznes dr Anna Czarczyńska z Akademii im. Leona Koźmińskiego.

Z raportu Amway Global Entrepreneurship Report z 2016 roku wynika, że w Polsce odsetek osób chętnych do założenia własnej działalności gospodarczej jest wyższy niż na zachodzie Europy. Ponad 70 proc. pozytywnie ocenia ideę przedsiębiorczości, a 41 proc. deklaruje, że myśli o założeniu własnej firmy. Motywuje nas do tego chęć uniezależnienia się od pracodawcy i możliwość realizacji własnych pomysłów (odpowiednio 50 i 47 proc.).

Branża sprzedaży bezpośredniej jest przedszkolem przedsiębiorczości. Przy bardzo niskich barierach wejścia na rynek możemy spróbować swoich sił, zacząć działać jako mikroprzedsiębiorcy i możemy zobaczyć, na ile mamy potencjał rozwojowy, który potem może zaowocować działaniem na większą skalę – tłumaczy dr Anna Czarczyńska.

Coraz większa potrzeba niezależności przekłada się na wzrost zainteresowania sprzedażą bezpośrednią.

Z firmami sprzedaży bezpośredniej współpracuje 980 tys. osób, zanotowaliśmy 3-proc. wzrost liczby sprzedawców, a jednocześnie sprzedaż wzrosła o 5 proc., do ponad 3 mld zł. Sprzedaż rośnie, bo jest to bardzo atrakcyjna forma współpracy dla osób, które chcą zarobić, stworzyć własny biznes albo kupować produkty w sprzedaży bezpośredniej ze zniżką – tłumaczy Ewa Kudlińska-Pyrz, przewodnicząca zarządu Polskiego Stowarzyszenia Sprzedaży Bezpośredniej i dyrektor generalna Mary Kay Polska.

Łączna liczba transakcji dla całej branży wzrosła w 2016 roku do poziomu 37 mln (wzrost o milion), z czego 87,5 proc. zostało zrealizowanych w sprzedaży indywidualnej, a 10 proc w sprzedaży grupowej podczas prezentacji organizowanych na życzenie i w domach konsumentów.

Sprzedaż bezpośrednia przyciąga coraz więcej osób, nie tylko tych najmłodszych, które dopiero wchodzą na rynek pracy, lecz także tych, które powoli wracają do aktywności zawodowej, np. matki wracające do pracy po urlopie macierzyńskim czy wychowawczym. Jak przekonują eksperci, to atrakcyjna forma nauki mikroprzedsiębiorczości dla każdego pokolenia. Większość osób pracujących w sektorze sprzedaży bezpośredniej stanowią te w wieku 25–44 lata.

Aktywizujemy grupy społeczne, które mają trudności na rynku pracy, jesteśmy atrakcyjni zwłaszcza dla millenialsów, którzy nie chcą już pracować na etatach, chcą sami sobie dyktować tempo pracy, ustalać cele, ale potrzebują się nauczyć mikroprzedsiębiorczości – przekonuje Kudlińska-Pyrz. – Jesteśmy także dobrą opcją dla osób 50+, które są obecne na rynku pracy i potrzebują nadal się sprawdzać – dodaje.

Największą kategorię sprzedawanych produktów stanowią kosmetyki (60 proc.), suplementy diety oraz sprzęt AGD (ok. 11 proc.). Szybko rośnie sprzedaż bezpośrednia usług telekomunikacyjnych i energii z 2 proc. w 2015 roku do 9 proc. w 2016 roku. Większość klientów chwali taki model sprzedaży.

80 proc. osób, które choć raz wypróbowały sprzedaży bezpośredniej, twierdzi, że produkty są bardzo wysokiej jakości, zazwyczaj wyższej niż w innych formach sprzedaży, bardzo cenią też sprzedawców. Sprzedawcy budują więzi, relacje, sprzedaż bezpośrednia wspiera budowanie relacji, także budowanie kapitału społecznego – wskazuje Ewa Kudlińska-Pyrz.

Choć większość Polaków pozytywnie ocenia sprzedaż bezpośrednią, to – jak pokazują badania – z wiedzą na ten temat nie jest jednak najlepiej. Ponad połowa osób nie potrafi wskazać firm, które działają w tej branży, a 28 proc. błędnie podaje definicję tej formy sprzedaży. To zaś sprzyja większej podatności na praktyki nierzetelnych firm.

Sprzedaż bezpośrednia rozwija się stabilnie w Polsce, chociaż to zawsze będzie branża niszowa w stosunku do sprzedaży detalicznej. Psują nam nieco szyki firmy nierzetelne, które próbują naciągać zwłaszcza starsze osoby na produkty wątpliwej jakości albo tak drogie, że tych osób po prostu na nie nie stać. Myślę, że z czasem nasze standardy etyczne, które stanowimy i monitorujemy ich przestrzeganie przez członków stowarzyszenia, będą coraz lepiej widoczne na rynku. Potwierdza to Federacja Konsumentów, która twierdzi, że na firmy członkowskie stowarzyszenia skarg właściwie nie ma – mówi Mirosław Luboń, dyrektor generalny Polskiego Stowarzyszenia Sprzedaży Bezpośredniej.

Polacy, którzy kupują w systemie sprzedaży bezpośredniej, doceniają wygodę, czyli możliwość spokojnego zapoznania się z oferta firmy, sposób sprzedaży i dużą wiedzę przedstawicieli o oferowanych produktach. Co czwarty Polak, który nie dokonał jeszcze w ten sposób zakupu, tłumaczy, że obawia się braku możliwości zwrotu towaru. Jak jednak przekonuje Luboń, klienci w sprzedaży bezpośredniej są chronieni nawet lepiej niż w przypadku zakupów przez internet, a firmy same dbają o etyczną sprzedaż.

Firmy stowarzyszone przestrzegają standardów etycznych ustanowionych nie tylko w prawie krajowym, lecz także obowiązuje je kodeks sprzedaży bezpośredniej, kodeks etyczny, który w pewnych momentach idzie nieco dalej niż regulacje konsumenckie. Obecnie można np. zwrócić produkt sprzedany przez sprzedawcę bezpośredniego do 14 dni, natomiast nasze firmy mówią, że jest to co najmniej 14 dni. Nawet firmy kosmetyczne przyjmują zwroty produktów właściwie bezterminowo, nawet po 3 miesiącach, częściowo zużyte, ponieważ uważają, że to i tak się opłaca – podkreśla Mirosław Luboń.

We wrześniu wniosek o emeryturę w obniżonym wieku emerytalnym złożyło ponad 192 tys. osób. Przed podjęciem tej decyzji warto skorzystać z pomocy doradców emerytalnych ZUS

We wrześniu wniosek o emeryturę w obniżonym wieku emerytalnym złożyło ponad 192 tys. osób. Przed podjęciem tej decyzji warto skorzystać z pomocy doradców emerytalnych ZUS 3

W pierwszych dwóch dniach września ZUS przyjął 20 razy więcej wniosków o emeryturę niż średnio dziennie w 2016 r. Łącznie w ostatnim kwartale 2017 roku będzie blisko 331 tys. osób, które będą mogły przejść na emeryturę. Eksperci podkreślają jednak, że im wcześniej przechodzimy na emeryturę, tym niższe świadczenie otrzymujemy. Przed podjęciem decyzji warto się skonsultować z doradcą emerytalnym. Od początku lipca we wszystkich oddziałach Zakładu Ubezpieczeń Społecznych 595 doradców emerytalnych pomaga w wyborze najlepszego momentu przejścia na emeryturę.

– Aby podjąć decyzję o przejściu na emeryturę, najpierw trzeba odpowiedzieć sobie na pytanie, czy stać nas na to, aby otrzymywać niższe świadczenie kosztem wcześniejszej zawodowej wolności. Trzeba dokładnie przeliczyć, jakie będzie potencjalne świadczenie i jakie są nasze koszty utrzymania przez najbliższe nawet kilkadziesiąt lat. Warto się zastanowić, czy mamy jakieś inne, alternatywne źródła pozyskiwania dochodów – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Dominika Czechowska z Wyższej Szkoły Bankowej.

1 października weszły w życie przepisy, które obniżają wiek emerytalny kobiet do 60 i mężczyzn do 65 lat. Z wyliczeń ZUS wynika, że w ostatnim kwartale 2017 roku ok. 331 tys. osób  będzie mogło przejść na emeryturę. We wrześniu po raz pierwszy o emeryturę wystąpiło ponad 230 tys. osób, w tym o emeryturę w obniżonym wieku emerytalnym ponad 192 tys.

O wysokości emerytury decyduje przede wszystkim wysokość zgromadzonych składek i kapitału początkowego oraz średni dalszy czas trwania życia. Oznacza to, że im wcześniej przejdzie się na emeryturę, tym niższe będzie świadczenie. Decyzję warto więc skonsultować z doradcą emerytalnym ZUS.

– Doradca pomoże ubezpieczonemu, który wybiera się na emeryturę, określić, jaka będzie wysokość świadczenia, jeżeli przejdzie na nią na przykład, kiedy ukończy 60 lat w przypadku kobiety czy 65 lat w przypadku mężczyzny, albo co się stanie, jeżeli opóźni przejście na emeryturę o 2, 3 czy 4 lata. Z reguły ludzie nie zdają sobie sprawy z tego, jak bardzo na wysokość emerytury wpływa późniejsze na nią przejście – wskazuje Jeremi Mordasewicz z Konfederacji Lewiatan.

ZUS informował już, że po obniżeniu wieku emerytalnego wzrośnie liczba osób, które będą otrzymywały emeryturę w najniższej wysokości (1 tys. zł brutto). Obecnie pobiera ją ok. 160 tys. osób.  Emerytura może być jednak wyższa, bo każdy rok pracy to więcej odłożonych składek i krótszy przewidywany czas życia.

– Doradcy emerytalni pracują na salach obsługi klientów w każdej placówce ZUS. Ich zadaniem jest pomoc w  w podjęciu decyzji o momencie przejścia na emeryturę. Mogą policzyć przyszłą emeryturę w zależności od scenariusza, który wybierzemy: czy będziemy chcieli skończyć naszą aktywność po ukończeniu ustawowego wieku emerytalnego, czy pracować jeszcze przez jakiś czas. Doradcy wyliczają prognozowaną emeryturę za pomocą tzw. kalkulatora emerytalnego – wyjaśnia Radosław Milczarski z Biura Prasowego w Centrali ZUS.

Od 3 lipca do 11 października z pomocy doradców emerytalnych skorzystało już 753 513 osób. Do 11 października 2017 r. doradcy obliczyli w kalkulatorze emerytalnym prognozowaną kwotę emerytury dla 445 496 osób. Od 18 września doradcy mają również możliwość obliczenia prognozowanej kwoty nauczycielskiego świadczenia kompensacyjnego – do 11 października wykonali 836 takich obliczeń. Z ankiety, którą nasi klienci wypełnili w III kw. br., wynika, że 98 proc. osób pozytywnie oceniło pomoc doradców.

Problemy ze spłatą zadłużenia ma 2 mln Polaków. Dla większości rozwiązaniem jest kredyt konsolidacyjny

Problemy ze spłatą zadłużenia ma 2 mln Polaków. Dla większości rozwiązaniem jest kredyt konsolidacyjny 4

Ponad 2 mln Polaków nie płaci swoich zobowiązań terminowo. Wielu z nich udaje się uniknąć wpadnięcia w spiralę zadłużenia dzięki kredytowi konsolidacyjnemu. Połączenie kilku kredytów w jeden pozwala bowiem zaoszczędzić miesięcznie nawet kilkadziesiąt procent i jednocześnie wydłużyć okres spłaty. Banki oferują też różne promocje, m.in. brak prowizji przy udzielaniu kredytu konsolidacyjnego czy lepsze warunki kredytu przy połączeniu z innym produktem bankowym.

– Każdy z nas ma w swoim życiu okresy lepsze i gorsze pod względem finansowym. W czasie tych gorszych okresów szukamy możliwości na zmniejszenie obciążeń finansowych, np. obniżenie raty spłacanych kredytów. Jest na to kilka sposobów: przede wszystkim warto się zainteresować kredytem konsolidacyjnym. To rozwiązanie, które umożliwia połączenie kilku wcześniej pobranych kredytów w jeden albo zamianę jednego kredytu na drugi, przyznany na korzystniejszych warunkach – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Przemysław Przybylski, rzecznik prasowy Crédit Agricole.

Z danych BIG InfoMonitor oraz Biura Informacji Kredytowej wynika, że liczba niesolidnych dłużników przekracza 2,4 mln osób. W II kw. 2017 r. liczba takich dłużników spadła o 29,4 tys., jednak wartość zaległości pozakredytowych i kredytowych wzrosła o 2,52 mld zł (3,7 proc.) do 58,18 mld zł. Przy problemach z terminową spłatą zadłużenia, związanych np. z chorobą czy utratą pracy, pomocą może się okazać połączenie zobowiązań w różnych bankach w jeden kredyt. Połączyć można różne rodzaje zobowiązań: pożyczki gotówkowe i ratalne, zadłużenie na karcie kredytowej czy koncie osobistym, a także większe zobowiązania, jak kredyt hipoteczny.

– Warto porównywać oferty dostępne na rynku, ponieważ banki oferują różne produkty dostępne na różnych warunkach. Można znaleźć także specjalne promocje, dzięki którym warunki, na których przyznawany jest taki kredyt, są znacznie bardziej korzystne dla klienta. Na przykład obecnie bank Crédit Agricole nie pobiera żadnej prowizji za udzielenie kredytu konsolidacyjnego – tłumaczy Przybylski.

Dodaje, że atrakcyjne może się okazać również połączenie kredytu z innym produktem bankowym. Zwykle jeżeli klient zaciąga kredyt konsolidacyjny w banku, w którym ma również swój rachunek osobisty, to dostaje kredyt na lepszych warunkach i płaci mniej niż osoba, która takiego rachunku nie ma.

Kredyt konsolidacyjny pozwala wydłużyć okresy spłaty nawet do 120 miesięcy, w ten sposób zmniejszając comiesięczną ratę.

– Zaciągając kredyt konsolidacyjny, możemy nie tylko zażyczyć sobie tyle gotówki, ile jest nam potrzebne na spłatę tych wcześniejszych zobowiązań, lecz także dodatkową porcję, np. na remont mieszkania lub inne, bieżące potrzeby. Nie trzeba wówczas iść do banku i starać się o inny kredyt, kredyt gotówkowy, ale załatwia się to wszystko w ramach konsolidacji – przypomina ekspert Credit Agricole.

Komisja Nadzoru Finansowego podaje, że obecnie udział kredytów spłacanych z opóźnieniem przekraczającym 90 dni w całości portfela kredytów wynosi 6,1 proc. To najniższy wskaźnik od ośmiu lat. Wciąż jednak wartość kredytów nieregularnie spłacanych sięga blisko 41 mld zł (stan na koniec sierpnia 2017 roku). Problemy ze spłatą kredytów mogą doprowadzić do spirali zadłużenia, a w efekcie obniżyć wiarygodność kredytową i zniwelować szansę na otrzymanie kredytu w późniejszym terminie. Kredyt konsolidacyjny pozwala tego uniknąć.

– Osoba, która spłaca kredyt regularnie, nie ma żadnych zaległości, jest dla banku bardziej wiarygodnym partnerem. Dzięki temu, jeśli w przyszłości będzie się starała o kolejne kredyty, nie będzie miała problemów. W przeciwieństwie do osoby, która spóźnia się ze spłatą rat kredytu albo w ogóle go nie spłaca. Banki wolą klientów, na których mogą polegać – podkreśla Przemysław Przybylski.

Rynek gier szkoleniowych w ciągu pięciu lat ma wzrosnąć dwukrotnie. Producenci stawiają na dopracowaną szatę graficzną i edukację za pomocą rozrywki

Rynek gier szkoleniowych w ciągu pięciu lat ma wzrosnąć dwukrotnie. Producenci stawiają na dopracowaną szatę graficzną i edukację za pomocą rozrywki 5

Dynamicznie rozwija się rynek gier szkoleniowych. Nowoczesne gry learningowe do złudzenia przypominają zwykłą rozrywkę, a wiedza przekazywana jest przy okazji. Twórcy stawiają na ciekawą historię i intrygę, przykładają też wagę do grafiki. Gry edukacyjne stają się ciekawą alternatywą do zwykłych szkoleń, wykorzystując przy tym elementy grywalizacji. Pracodawcy są w stanie ocenić postępy pracowników i określić ich mocne strony. Do 2021 roku rynek gier learningowych względem 2017 roku ma wzrosnąć ponaddwukrotnie.

– Gry edukacyjne wciąż jeszcze odstają od gier rozrywkowych. Rynek gier rozrywkowych jest ogromny, świetnie się rozwija, w tym biznesie jest mnóstwo specjalistów i pieniędzy. Rynek gier szkoleniowych i edukacyjnych jeszcze raczkuje, ale w naszych produktach staramy się, jak najbardziej zbliżyć do rynku rozrywkowego jeśli chodzi o formę. Staramy się, aby te gry były atrakcyjne, miały ładną grafikę i jednocześnie przekazywały wartościową wiedzę – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Innowacje Jakub Ryfa, ‎projekt manager DOJI – Educational Innovations.

Z szacunków firmy Newzoo wynika, że w 2017 roku 2,2 mld graczy wygeneruje przychody z gier w wysokości niemal 109 mld dol. Już w 2016 roku wartość globalnego rynku gier komputerowych przekroczyła 100 mld dol. Agencja Rozwoju Przemysłu ocenia, że rynek gamingowy w Polsce wart jest zaś ok. 1,8 mld zł. Jeszcze rok wcześniej było to 1,5 mld zł. Dominują gry o charakterze rozrywkowym, choć i te często mają walory edukacyjne i poznawcze, przede wszystkim dla najmłodszych.

– Na rynku jest mnóstwo gier, które uczą, a nie zdajemy sobie z tego sprawy, np. gry strategiczne pomogą uświadomić, jak wyglądała sytuacja historyczna, geopolityczna w danym okresie, są całe serie gier, które uczą historii, geografii, polityki, Są też gry, które powstały jako rozrywkowe, a następnie znaleziono dla nich zastosowanie typowo edukacyjne – tłumaczy Jakub Ryfa.

Coraz częściej na rynku pojawiają się też gry learningowe. Raport Ambient Insight wskazuje, że ten sektor w ciągu najbliższych pięciu lat będzie rosnąć w tempie ponad 20 proc. w skali roku i do 2022 roku osiągnie wartość 8,1 mld dol. To oznacza, że względem 2017 roku (3,2 mld dol.) wzrośnie ponaddwukrotnie. Gry edukacyjne nie tylko uczą języków obcych czy historii, lecz także mogą się okazać przydatne w nauce prowadzenia biznesu. Taką grą jest Coffee Noir, gra detektywistyczna, stworzona przez polskie studio DOJI – Educational Innovations.

– Gra zrobiona jest w konwencji powieści detektywistycznej. Detektyw musi rozwiązać zagadkę kryminalną. Aby to zrobić, musi się podszyć pod biznesmena, zaś aby pozostać wiarygodnym, musi się dowiedzieć, jak tym biznesem dobrze zarządzać. W ten sposób na początku ukrywamy, że to gra edukacyjna, szkoleniowa, w pierwszym kontakcie to intrygująca historia. Z biegiem gry okazuje się, że musimy przyswoić mnóstwo wiedzy, w ten sposób podwyższać nasze kompetencje z zakresu negocjacji handlowych, zarządzania firmą i poszczególnymi działami – wskazuje ekspert.

Każda z osób, z którymi gracz prowadzi rozmowy biznesowe, ma inny charakter. Sukces negocjacji mierzony wartością podpisanych kontraktów zależy od umiejętności psychologicznych gracza. Po każdej rozmowie otrzymuje się informację zwrotną o przebiegu negocjacji. Podczas gry uczestnik uczy się zarządzać przedsiębiorstwem, sprawdza też swoje kompetencje miękkie. Po zakończeniu gry szkoleniowcy otrzymują raport o przebiegu szkolenia z informacją o mocnych i słabych stronach gracza.

– Gra jest bardzo złożona. Stworzyliśmy cały silnik, ponieważ chcieliśmy stworzyć grę, która nie będzie traktowała ekonomii i całej kwestii biznesowej po macoszemu. Chcieliśmy, aby ekonomia i silnik ekonomiczny w grze był jak najbardziej realistyczny, dlatego są tam nasze autorskie rozwiązania. Zostały wprowadzone funkcje, które sprawiają, że silnik symuluje rzeczywistość biznesową – podkreśla Jakub Ryfa.

Wersja próbna gry pozwala na grę przez dwie godziny, wykupienie dostępu do kontynuowania rozgrywki to koszt 39 zł. Gra dostępna jest też na platformie e-learningowej Doji Academy.

W ciągu dekady większość karoserii samochodów może powstać dzięki drukowi 3D. Druk przestrzenny pozwala obniżyć koszty produkcji

W ciągu dekady większość karoserii samochodów może powstać dzięki drukowi 3D. Druk przestrzenny pozwala obniżyć koszty produkcji 6

Rośnie rynek drukarek 3D przeznaczonych do przemysłu, zwłaszcza tych, gdzie temperatura topnienia dochodzi do 360 stopni. Wartość druku przestrzennego może osiągnąć do 2023 roku wartość blisko 33 mld dolarów. Druk 3D coraz częściej staje się alternatywą dla tradycyjnych metod wytwarzania, zwłaszcza w firmach motoryzacyjnych. Wykorzystanie drukarek 3D do produkcji narzędzi produkcyjnych pozwala oszczędzić 50–80 proc. kosztów.

– Widzimy bardzo szybki rozwój drukarek 3D, kierowanych do odbiorcy przemysłowego. Komory w takich maszynach grzane są do bardzo wysokich temperatur, a stosowane materiały zdecydowanie przewyższają swoją jakością i wytrzymałością te, które były w użyciu jeszcze do niedawna – mówi agencji Newseria Innowacje Paweł Robak, dyrektor zarządzający OMNI3D Industrial 3D Printing.

Obecnie wartość rynku druku 3D szacuje się (w zależności od źródła) na 5–7 mld dol. Według prognoz analityków z MarketsandMarkets jego wartość może wynieść w 2023 roku nawet 33 mld dol. Średniorocznie rynek ten ma rosnąć w latach 2017–2023 w tempie niemal 26 proc. Jak wynika z danych IDC, sprzedaż drukarek 3D wzrosła w 2016 roku o 29 proc. w porównaniu z rokiem poprzednim. Najszybciej rozwijającą się technologią na tym rynku w ubiegłym roku była technologia FFF.

– Wszystkie materiały termoplastyczne, które osiągają temperaturę topnienia na poziomie około 360 stopni, możemy aktualnie drukować za pomocą naszych drukarek w technologii FFF. Zastosowanie drukarek 3D nie tylko w naszej technologii, lecz także technologii SLA rozwija się i będzie się rozwijać coraz bardziej intensywnie – ocenia Robak.

Druk w technologii FFF, czyli fused filament fabrication, polega na nakładaniu warstw filamentu z materiałów termoplastycznych. W efekcie powstaje trójwymiarowy model. Najczęściej wykorzystuje się w tym procesie plastik ABS lub PLA. W technologii SLA model powstaje przy użyciu wiązki UV, która utwardza każdą warstwę ciekłego materiału.

– Za 5–10 lat wyobrażam sobie wydrukowanie w większości karoserii samochodu. Głównie mowa tu o samochodach elektrycznych ze względu na ich rozmiary. Rozwój rynku automotive będzie szedł w kierunku zmniejszania wagi tego typu pojazdów – przekonuje przedstawiciel OMNI3D Industrial 3D Printing.

Raport firmy SmartTech wskazuje, że udział branży samochodowej w rynku druku 3D może stanowić nawet 30 proc. Do 2019 roku wykorzystanie tej technologii w motoryzacji wzrośnie pięciokrotnie. Zgodnie z raportem producenci samochodów drukują za pomocą drukarek 3D ok. 100 tysięcy modeli w ciągu roku.

– Zastosowanie druku 3D będzie obecnie najbardziej opłacalne w dwóch obszarach dotyczących produktów finalnych: przy produkcji małoseryjnej oraz przy produkcji skomplikowanego toolingu (narzędzi – przyp.red.). Niewiele firm zdaje sobie sprawę z tego, że przygotowując tooling z wykorzystaniem druku 3D, mogą zaoszczędzić nawet 50–80 proc. wydatków w porównaniu do wytwarzania narzędzi metodami tradycyjnymi, czyli obróbki skrawaniem. W efekcie wyprodukują tooling dokładnie taki sam, jak przy tradycyjnych metodach – tłumaczy Robak.

Jak przekonuje ekspert, druk 3D pozwala nie tylko na oszczędności. Z badania przeprowadzonego przez redakcję magazynu „Inżynieria & Utrzymanie Ruchu” wynika, że za największą zaletę wytwarzania przestrzennego uznaje się możliwość wytwarzania części o dużym skomplikowaniu geometrycznym (64 proc. firm), prostotę procesu wytwarzania (50 proc.), krótki czas produkcji (38 proc.) oraz brak kosztów początkowych (36 proc.).

– To inwestycja, która może się zwrócić w bardzo krótkim terminie. Przy zastosowaniu drukarek 3D do wytwarzania wybranych elementów samochodów sportowych lub samochodów specjalnych jak radiowozy czy karetki pogotowia firmy mogą zoptymalizować czas oraz koszty. To modele, które produkowane w małych ilościach – od 100 do 200 sztuk rocznie. W takim przypadku przygotowanie toolingu do produkcji niektórych elementów czy podzespołów realizowanych w tradycyjnych metodach produkcji wiązałoby się z olbrzymimi kosztami. Wykorzystanie druku 3D to zdecydowanie mniejszy koszt na początku oraz stały koszt elementu finalnego – przekonuje Paweł Robak.

Co czwarty Polak umiera na raka. Głębokie sieci neuronowe pozwalają na stawianie szybszych i trafniejszych diagnoz

Co czwarty Polak umiera na raka. Głębokie sieci neuronowe pozwalają na stawianie szybszych i trafniejszych diagnoz 7

Nowotwór jest drugą najczęstszą przyczyną umierania w Polsce. Co czwarty Polak umiera z jego powodu. W 2029 roku liczba nowych przypadków zachorowań na raka ma przekroczyć 213 tys. Na tle Europy liczba zachorowalności jest stosunkowo nieduża, jednak przeciętny Polak z nowotworem ma znacznie niższe szanse na przeżycie niż pacjenci w innych krajach. Lekarstwem na taki stan rzeczy ma być deep learning, czyli głębokie uczenie maszynowe, które pozwala błyskawicznie diagnozować ogniska nowotworów.

– Metoda deep learning to głębokie uczenie, w tej technice wykorzystujemy głębokie sieci neuronowe. Są to sieci, które jesteśmy w stanie dostrajać na każdym etapie uczenia, doprecyzować jakość tego uczenia i podglądać, jak one się uczą. Kiedyś nie było to możliwe, kiedyś był blackbox – wpuszczaliśmy dane i patrzyliśmy, co jest na wyjściu. Dziś jesteśmy w stanie podglądać, jak ta sieć się uczy – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Piotr Krajewski z Cancer Center, producenta rozwiązań medycznych, opierających się na deep learning.

Zdaniem analityków z ARK Invest wartość rynku automatycznej diagnostyki medycznej w roku 2021 może wynieść 16,3 mld dol. Szacunki oparto na założeniu, że jeśli systemy takiej diagnostyki okażą się bardziej skuteczne niż wyszkoleni radiolodzy, to staną się one obowiązkowym wyposażeniem gabinetów lekarskich. Połączenie ich sprawności z wiedzą radiologów polepszy diagnostykę, umożliwi wcześniejsze i dokładniejsze wykrywanie wielu chorób.

– Komputer może pomóc lekarzowi w procesie dotyczącym diagnostyki obrazowej, nowotworowej. Może przyspieszyć jego pracę i polepszyć jakość jego pracy. Dzisiaj lekarz pochyla się nad zdjęciem rezonansu magnetycznego, histopatologicznego i stara się ocenić go okiem eksperta. Nic nie stoi na przeszkodzie, aby dokładnie tego samego procesu nauczyć komputer – twierdzi Piotr Krajewski.

Według raportu „Sytuacja zdrowotna ludności Polski i jej uwarunkowania” Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego nowotwór jest drugą najczęstszą przyczyną śmierci w Polsce, odpowiedzialną za 25,4 proc. zgonów. Częstszą przyczyną śmierci Polaków są jedynie choroby układu krążenia (45,1 proc.). Jak przekonują eksperci, komputery są w stanie rozpoznać raka znacznie szybciej od człowieka, przy niemal 100 proc. skuteczności.

– Jeżeli załadujemy do komputera bardzo dużą bazę zdjęć oznaczonych precyzyjnie przez eksperta – gdzie jest nowotwór, co to za nowotwór, gdzie są komórki nowotworowe – to algorytm i głębokie sieci neuronowe, które stosujemy, tzw. deep learning, może pomóc nauczyć sieć rozpoznawać nowotwory. Jeśli chcemy rozpoznać komórkę nowotworową na zdjęciu histopatologicznym czy typ komórki nowotworowej, to algorytmy uczą się tego bardzo dobrze, na poziomie nawet około dziewięćdziesięciu kilku proc. – przekonuje Piotr Krajewski.

Z raportu „Dostęp pacjentów onkologicznych do terapii lekowych w Polsce na tle aktualnej wiedzy medycznej” fundacji onkologicznej Alivia wynika, że w 2014 r. odnotowano 159,2 tys. przypadków nowotworów, w 2016 r. szacowanych jest już 180 tys., a w 2029 roku liczba nowych zachorowań na nowotwory przekroczy 213 tys. Polska wciąż ma jedną z najniższych w Europie zachorowalności na raka. Przeciętny Polak ma jednak dużo niższe szanse na przeżycie z chorobą nowotworową przez co najmniej 5 lat niż mieszkańcy innych krajów Europy. Po 5 latach od diagnozy nowotworu żyje zaledwie 41 proc. pacjentów. Dla porównania w Szwecji, Finlandii i Islandii co najmniej 5 lat z chorobą przeżywa powyżej 60 proc., a w Czechach, czy Portugalii – ponad 50 proc. chorych.

– Chcemy polepszyć i przyspieszyć jakość diagnostyki nowotworowej tak, aby zwiększyć przeżywalność pacjentów i zwiększyć jakość życia tych pacjentów, którzy są długo leczeni, a moglibyśmy skrócić ten proces. Nowotwory to druga przyczyna śmierci. Nowe technologie mają na celu wspomóc pracę ludzi, lekarzy i pacjentów, polepszyć jakość ich życia – zapewnia ekspert.

Dane obrazowe stanowią około 90 proc. danych medycznych, a jednocześnie diagnoza na ich podstawie jest bardzo trudna. Często zawierają one bowiem bardzo subtelne, trudne do uchwycenia zmiany, a do postawienia diagnozy konieczne jest przejrzenie setek obrazów. W przypadku maszyn największą wartością jest szybkość i skuteczność wykrywania nowotworów.

–  Lekarze mają problem z tym, aby mieć precyzyjnie określone granice nowotworu i ognisk nowotworowych na zdjęciu rezonansu magnetycznego. Jedni lekarze są w stanie to wyłapać okiem eksperta, inni nie, a lekarz, który później operuje czy stosuje radioterapię, chce wiedzieć precyzyjnie, gdzie te ogniska są, aby skierować wiązkę tylko na miejsca zmienione. Nasze algorytmy pomagają wyłapać wszystkie ogniska nowotworowe, co znacznie przyspiesza i polepsza jakość leczenia – zapewnia przedstawiciel Cancer Center.

Na Harvard Medical School powstał system, który wykrywa nowotwory piersi z 97-procentową dokładnością, podczas gdy średnia dla radiologów wynosi 96 proc. Połączenie pracy komputera i człowieka wykazało 99-procentową skuteczność. Naukowcy z McMaster University stworzyli system, który analizując obrazy z MRI, w ponad 99 proc. wykrywa chorobę Alzheimera. Na rynku pojawiają się coraz to nowsze metody walki z rakiem.

– Diagnostyka nowotworowa i leczenie nowotworowe to dwa obszary, które bardzo szybko się rozwijają. Nową metodą, która nie jest jeszcze popularna na całym świecie – jest kilka ośrodków, które to stosują – jest leczenie ultradźwiękami. To bezinwazyjna możliwość usunięcia ognisk nowotworowych przy raku prostaty. Są metody wszczepiania implantów do organizmu tak, aby precyzyjnie zadziałać tylko w miejscu zmian – tłumaczy ekspert.

Co roku z powodu chorób nowotworowych umiera ponad 90 tys. Polaków.

W Polsce działa ponad 2,7 tys. start-upów. 62 proc. z nich utrzymuje się z własnych środków i nie korzysta z dostępnych form finansowania

W Polsce działa ponad 2,7 tys. start-upów. 62 proc. z nich utrzymuje się z własnych środków i nie korzysta z dostępnych form finansowania 8

77 proc. polskich start-upów chce pozyskiwać środki z zewnętrznego źródła. Istnieje wiele narzędzi finansowego wspierania innowacji i to już na etapie powstania projektu w laboratorium naukowym. Środki na rozwinięcie firmy można pozyskać z Narodowego Centrum Badań i Rozwoju, z funduszy europejskich, a także bezpośrednio od Komisji Europejskiej. Mimo to ponad 60 proc. działających w Polsce start-upów utrzymuje się wyłącznie z własnych środków.

Z raportu „Polskie Startupy 2017” fundacji Startup Poland wynika, że głównym modelem finansowania start-upów w Polsce jest bootstrapping, czyli własne oszczędności i reinwestowanie przychodów. Z własnych środków utrzymuje się 62 proc. badanych start-upów (wzrost o 12 pkt proc. w stosunku do 2015 r.). Wśród start-upów, które pozyskały zewnętrzny kapitał na rozwój, 20 proc. korzysta z zagranicznego źródła finansowania – akceleratora, anioła biznesu lub funduszu venture capital. Jednocześnie 77 proc. badanych deklaruje chęć pozyskania zewnętrznego źródła finansowania w perspektywie pół roku. Jednym z takich źródeł może być Narodowe Centrum Badań i Rozwoju.

– Narzędzia wspierania innowacji możemy podzielić na takie, które dotyczą naukowców, czyli pomysłów wywodzących się głównie z uczelni. Tu mamy mocne wsparcie NCBiR i funduszy, które z niego pochodzą i są zarządzane przez to centrum, a więc pochodzą też z Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Piotr Nędzewicz z Poznańskiego Parku Naukowo-Technologicznego.

Badanie „Polskie Startupy 2017” wskazuje, że 76 proc. start-upów działa w modelu B2B, czyli sprzedaje swoje technologie i usługi innym firmom. Najwięcej działających w Polsce start-upów rozwija swój biznes w dziedzinach: big data, analityka, internet rzeczy, narzędzia deweloperskie i nauki przyrodnicze. Pozyskiwać fundusze na swoją działalność można także z zagranicznych źródeł, w tym Unii Europejskiej.

– Mamy fundusze europejskie, fundusze, które są zarządzane przez Polską Agencję Rozwoju Przedsiębiorczości. Są one skierowane do pomysłodawców, przedsiębiorców, do firm na różnych etapach rozwoju. To są różnego rodzaju programy, które pozwalają wchodzić na rynki zagraniczne czy są w stanie sfinansować wdrożenie innowacji lub zakup tej innowacji z obszaru nauki – wyjaśnia przedstawiciel Poznańskiego Parku Naukowo-Technologicznego.

W Polsce działa około 2,7 tys. start-upów i są to firmy bardzo młode. Ich średni wiek nie przekracza 2 lat, dowiadujemy się z raportu „Polskie startupy 2016” przygotowanego przez Fundację Startup Poland. To plasuje Polskę w ścisłej europejskiej czołówce po Rumunii i Włoszech. Wśród założycieli start-upów najczęściej są 30-latkowie. Polska kształci około 400 tys. absolwentów rocznie, z czego połowę stanowią inżynierowie. Wykształcenie i młody wiek nie są jednak jedynym warunkiem odniesienia sukcesu.

– Te spółki, które sobie radzą, które rozwijają produkt i wchodzą na nowe rynki, mają za sobą założycieli, którzy są osobami naprawdę pracowitymi i zaangażowanymi, rozwój firmy i budowanie start-upu to ciągła walka. Walka z rynkiem, walka ze zmieniającymi się preferencjami klientów, walka z płynnością finansową. Tylko ci najbardziej wytrwali, którzy wierzą w osiągnięcie sukcesu, w to, że mogą rozwijać firmę i nie poddają się łatwo, osiągają sukces – twierdzi Piotr Nędzewicz.

Z raportu Deloitte zatytułowanego „Diagnoza ekosystemu start-upów w Polsce” dowiadujemy się, że umiarkowanie rozwinięty jest kapitał ludzki, słabo wypadają kapitał społeczny i finansowanie, natomiast najlepiej – co nie znaczy, że dobrze – radzi sobie w dziedzinie regulacji prawnych i otoczenia instytucjonalnego. Ekspert zaznacza, że słabość finansowania start-upów w Polsce wynika z niewielkich oszczędności w gospodarce, niewielkiej liczby aniołów biznesu i funduszy venture capital. Start-upy mogą jednak szukać finansowania wśród innych instytucji.

– Programy z Horyzontu 2020, a więc bezpośrednio z Komisji Europejskiej, są skierowane zarówno do naukowców, którzy chcą rozwijać swoją firmę, jak i do przedsiębiorców, którzy mają pomysł, który może sprawdzić się w skali przynajmniej europejskiej. Taki pomysł, który zostanie w jakiś sposób rozwinięty na rynkach międzynarodowych – twierdzi Piotr Nędzewicz.

Niemal połowa polskich start-upów sprzedaje swoje usługi lub produkty za granicą, wynika z raportu Startup Poland. Dzięki temu szybciej się rozwijają, lepiej zarabiają i łatwiej zdobywają inwestorów. Wśród eksporterów 60 proc. osiąga regularne przychody, a ponad 50 proc. plasuje się pośród najlepiej zarabiających.

Potencjał rozwoju start-upów jest duży. Deloitte ocenia, że w roku 2023 wytworzona przez nie wartość dodana może wynieść nawet 2,2 mld zł, dochody gospodarstw domowych wyniosą ponad 757 mln zł, a zatrudnienie w start-upach może znaleźć ponad 50 tys. osób.

Jesienią zajęcia fitness przeżywają prawdziwe oblężenie. Członkami klubów jest blisko 3 mln Polaków

Jesienią zajęcia fitness przeżywają prawdziwe oblężenie. Członkami klubów jest blisko 3 mln Polaków 9

Polacy chcą być fit także jesienią. Zwłaszcza we wrześniu zauważalny jest duży wzrost liczby członków klubów fitness. Z raportu Deloitte wynika, że w Polsce jest ich już prawie 3 miliony. Szczupła sylwetka, mobilizacja do pracy nad sobą, walka o poprawę kondycji i cały rok do sezonu bikini – to najważniejsze czynniki, które sprawiają, że coraz chętniej zaczynamy o siebie dbać właśnie w tym okresie.

– Część Polaków ćwiczy przez cały rok, natomiast część ćwiczy sezonowo, przygotowując się na jakieś okazje. Dwa razy w roku mamy znaczące punkty zwrotne – to styczeń, czyli realizacja noworocznych postanowień, i wrzesień, kiedy wracamy na fitness po wakacjach, dzieci wracają do szkoły, a my na fitness. W Polsce do klubów przychodzi kilka milionów osób i ten rynek cały czas rośnie – mówi agencji informacyjnej Newseria Lidia Zamyłko, regionalny manager marketingu Holmes Place i ICON Fitness.

Z raportu „European Health & Fitness Market Report” firmy Deloitte i EuropeActive wynika, że na koniec 2016 roku liczba klubów fitness w Polsce wynosiła 2,5 tys., a liczba ich członków przekroczyła 2,8 mln. W ciągu najbliższych 3–5 lat na zajęcia sportowe będzie uczęszczać 4 mln Polaków.

Aktywność wynika nie tylko z potrzeby większej ilości ruchu czy poprawy kondycji. Największą motywacją jest walka ze zbędnymi kilogramami.

– Polaków i Polki na trening przyciągają przede wszystkim potrzeby estetyczne, chcemy fajnie wyglądać, zgubić zbędne kilogramy. Część osób przychodzi z powodów zdrowotnych, inna część z powodów społecznych – szuka tutaj kolegów i koleżanek, przyjaźni. Są też przypadki matrymonialne, kiedy szukamy tutaj partnera, drugiej połówki, lub partnerki. Powodów jest multum, głównym jest przede wszystkim odchudzanie – mówi Lidia Zamyłko.

Ważne jest, aby na początku nie stawiać sobie celów niemożliwych do osiągnięcia. Organizm musi mieć czas na odpowiednią regenerację, odpoczynek i relaks. Aktywność fizyczna musi również współgrać z dietą.

Osoby, które przychodzą na siłownię, mają określony cel, natomiast my ten cel bardzo często musimy weryfikować. Wiadomo, że utraty 38 kg w dwa miesiące jest możliwa, ale przez nas nie polecana. Mamy od tego specjalistów, mamy trenerów personalnych, bardzo dobrą opiekę, która pomaga każdemu z naszych klubowiczów i osób, które mają swój cel, zweryfikować go i osiągnąć – tłumaczy Lidia Zamyłko.

Kluby fitness coraz częściej proponują coraz to nowe formy aktywności. Modne są nietypowe formy ćwiczeń, takie jak floatfit, czyli ćwiczenia odbywające się na powierzchni wody, czy barre workout inspirowany baletem, w którym zakochały się hollywoodzkie gwiazdy. Ostatnim trendem są treningi CXWORX, czyli intensywne ćwiczenia wzmacniające brzuch.

– Każdy lubi coś innego. Na pewno trening ogólnorozwojowy, trening funkcjonalny to forma ćwiczeń przeznaczona na moment powrotu po długiej przerwie. Każdy z nas powinien znaleźć coś, co lubi – to może być rower, pływanie, trening w grupie, ze sztangą, na siłowni, joga, pilates albo nowe formy zajęć, np. trening na desce surfingowej – dodaje Lidia Zamyłko.

Zdaniem ekspertów sezon bikini powinien trwać cały rok. Krótkie aktywności w połączeniu z dużymi przerwami nie przyniosą spektakularnych efektów. Można je osiągnąć tylko dzięki regularnym treningom i solidnej pracy.

Te mniej wytrwałe osoby, które zaczynają trening np. w styczniu, kończą go wraz z upływem miesiąca, bo potem zaczynają się ferie i jest kolejny argument do tego, aby zrobić sobie przerwę na regenerację, która potem przedłuża się na przerwę na inne ważne rzeczy. Następnie wkładamy na talerz różne niezdrowe rzeczy, nabieramy kilogramów, koło się zamyka, bo zaczynamy się denerwować i nie wiadomo, co z tym zrobić – mówi Lidia Zamyłko.

Raport Deloitte wskazuje, że moda na fitness panuje nie tylko w Polsce. W całej Europie do klubów fitness należy ponad 50 mln osób, a w ciągu kilku lat ta liczba wzrośnie do 80 mln.

Zgoda KNF na powierzenie Markowi Lusztynowi funkcji członka zarządu nadzorującego zarządzanie ryzykiem istotnym w działalności Banku

17 października br. Komisja Nadzoru Finansowego jednogłośnie wyraziła zgodę na powierzenie Panu Markowi Lusztynowi funkcji członka Zarządu Banku Polska Kasa Opieki S.A. nadzorującego zarządzanie ryzykiem istotnym w działalności Banku.

Marek Lusztyn członkiem zarządu Banku Pekao został 7 lipca 2017 roku. Od 17 lat związany jest z Grupą Banku Pekao S.A. Do czerwca 2017 r. pracował w Unicredit SpA (w Mediolanie) na stanowisku Senior Vice President, obejmującym globalną odpowiedzialność za zarządzanie ryzykiem rynkowym i ryzykiem kredytowym portfela handlowego Grupy Unicredit. Pełnił funkcję członka Komitetu Wykonawczego Pionu Rynków Bankowości Korporacyjnej i Inwestycyjnej Grupy Unicredit, odpowiedzialnego za zarządzanie ryzykiem.

Europejski Kongres MŚP uwalnia biznes

6 000 uczestników z 30 krajów. Ponad 100 wystawców i 100 wydarzeń. Globalne marki i lokalne biznesy. W środę w Katowicach rozpocznie się VII edycja Europejskiego Kongresu Małych i Średnich Przedsiębiorstw. Hasło przewodnie: „uwolnić biznes!”. Głównym współorganizatorem wydarzenia jest Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego.

Volkswagen, Pekao, Google, Facebook. To najwięksi partnerzy rozpoczynającego się 18 października Europejskiego Kongresu Małych i Średnich Przedsiębiorstw. Przez trzy dni w Międzynarodowym Centrum Kongresowym w Katowicach pod hasłem „Uwolnić biznes!” obok gospodarczych tuzów o praktycznym wymiarze biznesu rozmawiać będzie kilka tysięcy małych i średnich przedsiębiorców.

–  Europejski Kongres Małych i Średnich Przedsiębiorstw to festiwal wiedzy praktyków biznesu. Spotykamy się po raz siódmy w formule, która stawia nacisk na pozyskanie realnych kompetencji, nawiązanie biznesowych kontaktów, ale też wypracowanie rozwiązań, które wpłyną na otaczającą nas rzeczywistość – mówi Tadeusz Donocik, prezes Regionalnej Izby Gospodarczej w Katowicach organizującej EKMŚP.

To, co wyróżnia katowicką imprezę to konsekwentne realizowanie merytorycznej triady „nauka – biznes – samorząd”. W oparciu o nią opracowano 10 ścieżek tematycznych (m.in. „Firmy rodzinne”, „Innowacyjność w zarządzaniu” czy „Współpraca międzynarodowa”), po których mogą poruszać się uczestnicy kongresu.

–  Każdy z zarejestrowanych uczestników może wybrać dowolne wydarzenie kongresowe, w którym może wziąć aktywnie udział. Są to sesje panelowe, warsztaty, business mixery czy też wydarzenia towarzyszące Kongresowi. To realna wiedza z dziesięciu obszarów – dodaje Tadeusz Donocik.

Największym wydarzeniem towarzyszącym Kongresowi są Targi Biznes Expo. Ponad 100 wystawców w przestrzeni Międzynarodowego Centrum Kongresowego zaprezentuje swoje produkty, usługi czy pomysły na biznes. W ramach Targów będzie funkcjonowała Strefa Prezentacji, gdzie w formie otwartych wystąpień swoją wiedzą podzielą się specjaliści z dziedziny marketingu i umiejętności miękkich.

Z kolei Strefa Eksperta to przestrzeń zarezerwowana dla przedstawicieli urzędów. Obecni będą pracownicy Zakładu Ubezpieczeń Społecznych, Głównego Urzędu Statystycznego, a także Ministerstwa Rozwoju.

Wspieranie sektora MŚP to jeden z podstawowych filarów, na których opieramy rozwój lokalnej przedsiębiorczości – mówi Marcin Krupa, Prezydent Miasta Katowice, które jest współgospodarzem EKMŚP. – Aby miasto rozwijało się w sposób zrównoważony, powinno być magnesem nie tylko dla dużych inwestycji, ale także dla mniejszych firm lokalnych, często rodzinnych, doceniając ich wkład w rozwój miasta i w tworzenie marek będących ikoną regionu.

Efektem końcowym debat prowadzonych w ramach każdej edycji Europejskiego Kongresu Małych i Średnich Przedsiębiorstw są zgłaszane postulaty uczestników dyskusji, opracowywane w formie Rekomendacji. Corocznie rekomendacje są przekazywane Przedstawicielom Komisji Europejskiej, Parlamentu Europejskiego, Parlamentowi RP, Rządowi RP, samorządu terytorialnego, środowisk naukowo-twórczych, samorządu gospodarczego oraz przedsiębiorcom.

Udział w kongresie jest bezpłatny.
Obowiązuje rejestracja on-line via https://rejestracja.ekmsp.eu/. System zostanie zamknięty 17 października o 23.59.

  • Organizator: Regionalna Izba Gospodarcza w Katowicach
  • Współgospodarze: Miasto Katowice, Urząd Marszałkowski Województwa Śląskiego, Górnośląski Związek Metropolitalny, Wojewoda Śląski
  • Główny Współorganizator: Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego
  • Współorganizatorzy: Politechnika Śląska, Urząd Marszałkowski Województwa Małopolskiego, Krajowa Izba Gospodarcza
  • Główni Partnerzy Merytoryczni: Polska Agencja Rozwoju Przedsiębiorczości, Uniwersytet Śląski
  • Patronat Honorowy: Ministerstwo Rozwoju, Wojewoda Śląski, Wojewoda Małopolski

Wydarzenie odbywa się pod Wysokim Patronatem Parlamentu Europejskiego.

Rośnie wartość oszustw ubezpieczeniowych

15 proc. osób zaakceptowałoby oszukańcze zachowania wobec firm ubezpieczeniowych – wynika z badania Moralność Finansowa Polaków 2017. O tym, że nie są to czcze deklaracje wiedzą ubezpieczyciele. Z danych najnowszego raportu Polskiej Izby Ubezpieczeń na temat przestępstw wynika, że klienci chcieli wyłudzić w 2016 r. prawie 226 mln zł, o ponad 34 mln zł więcej niż rok wcześniej. W BIG InfoMonitor znajduje się obecnie 88,5 tys. dłużników wpisanych z powodu nieopłaconych rat ubezpieczeń, czy też roszczeń.

W minionym roku doszło do 10 515 wyłudzeń i prób wyłudzeń ubezpieczeń wynika z opublikowanego właśnie raportu na temat przestępczości ubezpieczeniowej Polskiej Izby Ubezpieczeń. Przestępstw było mniej niż rok wcześniej, ale ich wartość wzrosła z 191,2 mln zł do 225,7 mln zł.

Rośnie wartość oszustw ubezpieczeniowych 1

Źródło: Polska Izba Ubezpieczeń, Analiza danych dotyczących przestępczości ubezpieczeniowej w 2016 r.

Zdecydowana większość wyłudzeń dotyczy ubezpieczeń majątkowych z czego głównie  komunikacyjnych. Średnia wartość przestępstwa w tej kategorii wyniosła około 22 tys. zł. W ubezpieczeniach życiowych przytłaczającą większość stanowią wyłudzenia oparte na pozorowaniu zgonu. W roku 2016 udział tej metody osiągnął 80 proc. całej kwoty wyłudzeń w ubezpieczeniach życiowych. Przeciętna kwota wyłudzenia z tytułu zgonu z powodu nieszczęśliwych wypadków (NW) wynosi blisko 35 tys. zł, podobnie jak z klasycznych polis na życie. Jeśli chodzi o leczenie szpitalne wyłudzenia stanowią średnio około 2 tys. zł.

Rośnie wartość oszustw ubezpieczeniowych 2

Źródło: Polska Izba Ubezpieczeń, Analiza danych dotyczących przestępczości ubezpieczeniowej w 2016 r.

Procentowy udział przestępczości ubezpieczeniowej liczony w ujęciu wartościowym dla polis majątkowych wyniósł średnio 1,15 proc. W przypadku ubezpieczeń na życie wyłudzenia dotyczyły 0,075 proc. wartości wypłacanych ubezpieczeń.

W Rejestrze Dłużników BIG InfoMonitor znajduje się obecnie 88 470 osób wpisanych przez firmy ubezpieczeniowe. Ich łączna zaległość wobec ubezpieczycieli przekracza 102,2 mln zł. Dłużnicy nie płacą m.in. rat ubezpieczeń, czy też kierowanych do nich roszczeń.

Skłonność do finansowych oszustw wzrasta gdy pojawiają się kłopoty ze spłatą kredytu

Badanie Moralność Finansowa Polaków pokazuje, że instytucje finansowe, państwo czy też inne osoby maja powody do obaw i powinny zachować ostrożność w relacjach z klientami, bo co piąty jest gotów zaakceptować nieetyczne zachowania finansowe (prawie 22 proc.). Tak przynajmniej wynika z Indeksu Akceptacji Nieetycznych Zachowań Finansowych wyznaczonego w badaniu przeprowadzonym przez KPF, których partnerem był m.in. Rejestr Dłużników BIG InfoMonitor. Wskaźnik został wyliczony na podstawie odpowiedzi na 9 pytań , a jedna z badanych kwestii dotyczyła ubezpieczeń. Na pytanie: „Czy można usprawiedliwić, gdy ktoś zawyża wartość poniesionych szkód, aby uzyskać nienależne odszkodowanie?”, łącznie 15 proc. odpowiedziało, że: zawsze, czasami lub czasem. Ubezpieczyciele wypadają jednak całkiem nieźle, bo wyrozumiałość respondentów, dla osób pracujących na czarno, ukrywających dochody i majątek po to aby nie płacić długów, uciec przed komornikiem lub wierzycielem, jest znacznie większa i wynosi odpowiednio (29,4 proc., 21,6 proc. i 26,4 proc.) co czwarty badany wziąłby wydaną omyłkowo przez kasjera zbyt wysoką resztę.

Rośnie wartość oszustw ubezpieczeniowych 3

Źródło: KPF z partnerami: BIG InfoMonitor, Ferratum Bank, Lindorff

Taki sam odsetek jest gotów przymknąć oko na oszukiwanie państwa na podatku czyli zakupy bez rachunku aby uniknąć płacenia VAT-u. W tej kwestii jest jednak znacznie lepiej niż przed rokiem, bo wówczas co trzeci badany akceptował takie zachowanie.

Jak wynika z badań KPF, dla których partnerów był m.in. BIG InfoMonitor, największą skłonność do naciągania ubezpieczycieli mają osoby młode między 18 a 29 rokiem życia, a najmniejszą najstarsze. Wyższej podatności na zawyżanie wartości poniesionych szkód sprzyjają również niskie dochody, jest skłonność do oszustw jest też odwrotnie proporcjonalna do wykształcenia. Wiek i wykształcenie tracą jednak na znaczeniu gdy pojawiają się problemy ze spłatą rat kredytów lub pożyczek. Wówczas otwartość na nieetyczne zachowania idzie mocno w górę, odsetek skłonnych zaakceptować zawyżenie odszkodowania z przeciętnych 15 proc. wzrasta o połowę.

Miał już pięć złamań gdy chciał wypłaty ubezpieczenia z powodu zwichniętej kostki

Jakich sposobów imają się ubezpieczeniowi przestępcy aby dostać wypłatę która im nie przysługuje? Jak podaje PIU, w ubezpieczeniach życiowych i od nieszczęśliwych wypadków plagą jest ubezpieczanie jako zdrowych,  osób na granicy śmierci. Sprawcy zwykle wykorzystują do tego celu produkt ubezpieczenia grupowego lub nieuczciwego pośrednika, który ukrywa faktyczny stan zdrowia przystępującego do ubezpieczenia. Coraz częściej zatajane jest też wyczynowe uprawianie sportów. Ubezpieczeni podają inne niż faktyczne okoliczności, aby uniknąć odmowy wypłaty świadczenia z uwagi na zaliczenie uprawianej przez nich dyscypliny sportu do wyłączeń odpowiedzialności. Operowany napisał, że do urazu doszło podczas amatorskiej gry w piłkę nożną z kolegami. Towarzystwo po analizie dokumentów, dostępnych informacji w internecie oraz informacji uzyskanych z Okręgowego Związku Piłki Nożnej, ustaliło że ubezpieczony grał w meczu IV ligi piłkarskiej.

Nierzadko kliencie chcą też „cofnąć czas” i ubezpieczają się po fakcie. Jeden z ubezpieczonych próbował uzyskać 23,1 tys. zł odszkodowania za 77 dni niezdolności do pracy z powodu skręcenia stawu skokowego. Zawierając umowę ubezpieczeniową deklarował, że jest zdrowy. Po weryfikacji dokumentacji medycznej wyszło na jaw, że wcześniej w wypadku samochodowym doznał złamań: kręgosłupa szyjnego, kości piszczelowej, kości udowej, kości kulszowej oraz miednicy.

Inny ubezpieczony zgłosił roszczenie z tytułu uszczerbku na zdrowiu na skutek nieszczęśliwego wypadku komunikacyjnego mimo że zwyczajnie szwankowało mu zdrowie. Dokumentacja medyczna nie potwierdzała zgłoszonego m.in. skręcenia kręgosłupa szyjnego, piersiowego oraz lędźwiowego. Zlecone przez ubezpieczyciela badanie rezonansu magnetycznego kręgosłupa pokazało jedynie zmiany dyskopatyczne

Porsche zapamiętało tylko wypadek z Niemiec

W ubezpieczeniach majątkowych gra między oszustami a firmami ubezpieczeniowymi toczy się głównie na polu ubezpieczeń komunikacyjnych, wynika z danych PIU. Do towarzystw wpływają np. wypowiedzenia polisy oraz sfałszowane umowy sprzedaży auta w celu wyłudzenia zwrotu składki. Problem w tym, że pojazdy, już raz zostały sprzedane innej osobie a umowa wypowiedziana. Inny przypadek, handlujący samochodami zgłosił kolizję swojego Porsche z VW Polo. Winny miał być kierowca Polo. Na przeszkodzie w wyłudzeniu pieniędzy stanęła pamięć auta. Badania techniczne sterowników pojazdu Porsche pokazały, że w systemach elektronicznych pojazdu odnotowana jest jedna kolizja z 2010 r. jeszcze gdy samochód znajdował się na terenie Niemiec, a po sytuacji ze stycznia 2016 r. w systemach nie było śladu.

Inny przypadek próby wyłudzenia dotyczył jazdy na motocyklu. Prowadzący pojazd nie miał uprawnień do prowadzenia tego typu pojazdu zgłosił więc, że do wypadku doszło na skuterze.

Wyłudzaczy kuszą też polisy OC w życiu prywatnym. Liczący na wypłatę ubezpieczenia potknął się na schodach i zgłosił szkodę z wskutek przypadkowego działania osoby trzeciej. Po czynnościach sprawdzających okazało się, że poszkodowany był pod wpływem alkoholu i potknął się sam. A posiadający polisę OC w życiu prywatnym potencjalny „sprawca” z którego ubezpieczenia miała nastąpić wypłata, posłużył koleżeńską pomocą.

Nie zawsze chodzi o ludzi czy samochody. Rolnik zgłosił otrucie swojego konia w wyniku niewłaściwego zachowania. Po powołaniu biegłego okazało się, że przyczyną zgonu zwierzęcia była choroba genetyczna.

*Badanie Moralność Finansowa Polaków 2017 r. przeprowadzone zostało na zlecenie Konferencji Finansowych Przedsiębiorstw w Polsce – wykonała je firma Pactor na ogólnopolskiej, reprezentatywnej 1000-osobowej próbie Polaków w wieku powyżej 18 lat, w kwietniu 2017 r., metodą CATI. Partnerzy badania: BIG InfoMonitor, Ferratum Bank, Lindorff.

Jak mocno rośnie presja płacowa?

  • Dzisiejsze dane powinny pokazać siłę krajowego rynku pracy. Dynamika zatrudnienia najpewniej utrzyma się na poziomie 4,6% r/r, a tempo wzrostu wynagrodzeń nieznacznie spowolni do 6,3% r/r we wrześniu vs 6,6% r/r w sierpniu, na co złoży się w szczególności odwrócenie jednorazowych efektów w górnictwie.
  • Dane inflacyjne z Wielkiej Brytanii potwierdzą przyspieszenie dynamiki cen wspierając oczekiwania na podwyżkę stóp procentowych w listopadzie.
  • W danych o produkcji przemysłowej w USA we wrześniu mogą być jeszcze widoczne problemy związane z sezonem huraganowym.
  • Październikowy indeks ZEW może (za Sentixem) pokazać umocnienie nastrojów niemieckich inwestorów instytucjonalnych.
  • Ostateczny odczyt inflacji w strefie euro potwierdzi wrześniową stabilizację dynamiki cen i nie dostarczy EBC argumentów przeciw przyszłotygodniowej decyzji o obcięciu skali QE od stycznia 2018 r.

Umocnienie nadwyżki handlowej

Deficyt na rachunku obrotów bieżących (CA) wyniósł w sierpniu -100 mln EUR (konsensus: -712 mln EUR, PKO: -100 mln EUR), a saldo CA w ujęciu 12- miesięcznym wzrosło do -0,2% PKB z -0,4% PKB po lipcu przy wzroście nadwyżki w handlu towarami (0,4% PKB vs 0,2% PKB po lipcu).

Sierpniowej stabilizacji dynamiki eksportu (do 12,3% r/r vs 12,4% r/r w czerwcu) towarzyszyło wyhamowanie tempa wzrostu importu (7,6% r/r vs 12,8% r/r). Dynamika eksportu jest wciąż wspierana przez rosnące zamówienia eksportowe. Opublikowane w piątek dane GUS pokazują, że wyraźna poprawa koniunktury w gospodarkach rozwiniętych (w tym w strefie euro) przekłada się na silną dynamikę wymiany towarowej z tymi państwami. Z kolei import jest podsycany przez silnie rosnącą konsumpcję, a także (nominalnie) przez wzrost cen surowców. Rosnąca dynamika zakupów w gospodarkach rozwiniętych (wg danych GUS) wskazuje na wzrost inwestycyjnego komponentu popytu krajowego. Uważamy, że powyższe tendencje zostaną utrzymane w kolejnych miesiącach: mocny eksport będzie nadal wspierany przez poprawę światowej koniunktury, a dźwignią importu pozostanie silny popyt wewnętrzny.

12-miesięczne saldo obrotów kapitałowych utrzymało się na poziomie 1,0% PKB. Saldo inwestycji bezpośrednich nieznacznie się poprawiło (-0,1% PKB vs -0,2% PKB po lipcu). Saldo rachunku finansowego (z wyłączeniem rezerw) spadło (po raz kolejny) do -0,9% z -0,7% PKB przy kontynuacji spadku zobowiązań NBP wobec zagranicy (głównie z tytułu transakcji repo). Stabilizacja sytuacji europejskich banków wspiera proces równoważenia (w ujęciu 12- miesięcznym) salda wypływów i napływów środków do monetarnych instytucji finansowych.

W dalszej części roku saldo rachunku obrotów bieżących może się nieznacznie obniżyć (wraz ze spadkiem nadwyżki handlowej wynikającym z cyklicznego przyspieszenia importu oraz obniżeniem salda dochodów związanym ze wzrostem funduszu wynagrodzeń i transferów ze strony pracujących w Polsce imigrantów; w przeciwnym kierunku powinny oddziaływać napływ środków z UE oraz poprawiające się saldo usług).

Trudności firm na rynku pracy

Szybki Monitoring NBP na 4q17 potwierdził dobrą i stabilną kondycję sektora przedsiębiorstw, ale także rosnące trudności z obsadzeniem stanowisk pracy, które powoli stają się „najważniejszą barierą rozwoju polskich firm”. Przedsiębiorstwa spodziewają się kontynuacji dobrej koniunktury w 4q17, ale bardziej sceptycznie patrzą na swoje długoterminowe perspektywy.

Pomimo rosnących kosztów zatrudnienia niski poziom płac powoduje, że jest to dla przedsiębiorstw mniejszy problem niż nieobsadzone wakaty. Sytuacja jest jednak zróżnicowana między branżami, wśród których wyróżnia się sektor usług (poza handlem), gdzie zwiększające się koszty pracy stanowią obecnie najważniejszy czynnik kreacji kosztów. Podwyżki są skutkiem zarówno rosnących nacisków ze strony pracowników, jak i wzrostu obrotów oraz zysków. Niemniej, w ocenie przedsiębiorstw wzrost wydajności coraz częściej nie nadąża za wzrostem wynagrodzeń. Mimo to wskazują one (w swoim ogóle) na stabilizację inflacji w horyzoncie najbliższych 12 miesięcy. Zgodnie z naszymi oczekiwaniami szybszy wzrost płac niż wydajności będzie jednak rodzić presję kosztową, podobnie jak niski stan zapasów produktów gotowych, który przy wciąż niewielkich inwestycjach, będzie sprzyjał podwyżkom cen. Wzrost kosztów prowadzi przy tym w wielu branżach (mimo rosnących przychodów) do spadku rentowności.

Jak mocno rośnie presja płacowa

Koszty pracy oraz czynniki fiskalno-legislacyjne stanowią główne powody, przez które plany inwestycyjne przedsiębiorstw znajdują się na historycznie niskich poziomach pomimo wysokiego wykorzystania mocy produkcyjnych. Nie dotyczy to jednak wszystkich branż, a w niektórych (w szczególności tych, w które najbardziej uderzają rosnące trudności ze znalezieniem pracowników) może się przyczyniać do przyspieszenia inwestycji, np. z uwagi na konieczność automatyzacji i robotyzacji procesów produkcyjnych/sprzedażowych. Jednocześnie oczekiwane przez nas odbicie inwestycji publicznych powinno pociągnąć za sobą wzrost inwestycji prywatnych, a także popytu na kredyt, który obecnie (w przypadku mniejszych firm) jest na relatywnie niskim poziomie.

E. Łon (RPP) przypomniał o swojej gotowości do obniżek stóp procentowych w przypadku wystąpienia negatywnego scenariusza zewnętrznego. Jako potencjalne źródło takiego ryzyka wskazał krach na amerykańskiej giełdzie.

Wg informacji Dziennika Gazety Prawnej po wrześniu budżet państwa zamknął się nadwyżką.

Źródło: PKO Bank Polski

To będzie ciekawy dzień

Budżet cały czas na plusie, rozkręca się karuzela wokół FED, odczyty inflacyjne w Europie oraz dane z polskiego rynku pracy.

Kolejny miesiąc bez deficytu

            Według informacji DGP po rozliczeniu września budżet cały czas notuje nadwyżkę. Jest to przede wszystkim efekt wypracowany przez poprzednie miesiące. Przez pierwszych 8 miesięcy udało się uzbierać prawie 5 mld złotów nadwyżki. Zdecydowana większość została zredukowana we wrześniu, jednak cały czas budżet utrzymuje się na lekkim plusie. Dla porównania w ustawie budżetowej na ten rok przyjęto, że deficyt po sierpniu wyniesie 27,7 mld zł oraz 32,5 mld zł miesiąc później. Rząd jednak cały czas utrzymuje, że na koniec roku oczekuje luki na poziomie około 30 mld zł. Kluczowym w tych wyliczeniach może okazać się grudzień, który przynajmniej w poprzednim roku wyraźnie popsuł całkiem dobrze zapowiadający się rok budżetowy.

Trump zaczyna przesłuchania

            Na szerokim rynku głównym tematem pozostają poszukiwania nowego prezesa amerykańskiej rezerwy federalnej. W czwartek ma dojść do spotkania Trump – Yellen, które może zadecydować o losach obecnej pani prezes. Donald Trump jeszcze zanim został prezydentem USA, bardzo negatywnie oceniał działania Fedu. Zresztą potencjalne odwołanie Yellen było wymieniane wśród najważniejszych ryzyk związanych ze zwycięstwem wyborczym kontrowersyjnego miliardera. Obecnie trudno przesądzać, jaką decyzję podejmie Trump, co tylko zwiększa nerwowość na rynku.

Kalendarz makroekonomiczny

            Dzisiaj na inwestorów czeka spora dawka odczytów makro. To przede wszystkim dane dotyczące inflacji na Wyspach (bez zaskoczenia) oraz strefy euro. Niemcy opublikują indeks instytutu ZEW, który teoretycznie ma wzrosnąć w porównaniu do poprzedniego odczytu. Nie zabraknie też danych zza oceanu, gdzie poznamy wskaźnik cen importu i eksportu oraz dynamikę produkcji przemysłowej. Opublikowane zostanie także sprawozdanie dotyczące wykonania budżetu federalnego za wrzesień.

Słabszy złoty

            Złoty dzisiaj traci względem wszystkich głównych walut. Jest to przede wszystkim reakcja na ostatnia dobrą passę naszej waluty, która w krótkim czasie dość poważnie się umocniła szczególnie wobec euro oraz franka. Kolejnym impulsem dla złotego mogą być dzisiejsze odczyty z rynku pracy. O 14:00 poznamy przeciętne wynagrodzenie oraz zatrudnienie w sektorze przedsiębiorstw. Już od dłuższego czasu te odczyty są pretekstem do wsparcia naszej waluty, więc dziś może być podobnie.

Fundusze akcyjne coraz popularniejsze

1,5 mld zł – o tyle wzrosła wartość aktywów netto funduszy Union Investment TFI po trzech kwartałach 2017 roku. Inwestorzy najchętniej wybierali fundusze pieniężne. Zainteresowaniem cieszyły się też fundusze akcji polskich oraz strategia absolutnej stopy zwrotu skupiająca się na rynku akcji.

Największą popularnością wśród inwestorów cieszą się w tym roku fundusze o wysokim poziomie bezpieczeństwa. Według danych IZFiA, do końca września wpłaty netto do funduszy pieniężnych przekroczyły 4 mld zł. Taka tendencja jest wyraźna również w strukturze tegorocznych napływów do funduszy Union Investment TFI.

Najlepiej sprzedającym się funduszem z naszej oferty jest UniKorona Pieniężny, ale przebojem jest też jego młodszy odpowiednik, UniAktywny Pieniężny. Do końca września jego aktywa wzrosły ponad ośmiokrotnie i nadal rosną – mówi Tomasz Michalak, dyrektor zarządzający ds. sprzedaży w Union Investment TFI. Od początku roku wartość aktywów netto subfunduszu UniKorona Pieniężny wzrosła o prawie 1,3 mld zł i na koniec września wyniosła 4,5 mld zł. UniAktywny Pieniężny zgromadził już ponad 300 mln zł.

Do funduszy pieniężnych przyciągają klientów przede wszystkim stopy zwrotu, które są istotnie wyższe niż oprocentowanie oferowane przez banki. – Na rocznej lokacie można obecnie zyskać średnio 1,5%. Tymczasem najlepsze fundusze gotówkowe w ciągu ostatniego roku zarobiły  nawet 3,5-4,5% – zauważa Tomasz Michalak.

Fundusze akcji uniwersalnych na plusie

Do funduszy akcyjnych również płynie sporo pieniędzy, chociaż w skali całego rynku przeważają odpływy. Do końca września przewaga umorzeń nad napływami do tego segmentu wyniosła ponad 0,5 mld zł.

– To zaskakujące. Polska giełda rośnie nieprzerwanie od końca ubiegłego roku, a tylko w tym roku indeks WIG zyskał już ponad 20 proc. W takim otoczeniu zainteresowanie funduszami akcji powinno być znacznie wyższe  – ocenia Tomasz Michalak.

– Mimo to nasze sztandarowe fundusze akcji uniwersalnych inwestujące na GPW, UniKorona Akcje i UniAkcje Wzrostu, były chętnie wybierane przez inwestorów – dodaje. Na koniec września wartość aktywów netto subfunduszu UniKorona Akcje wzrosła prawie do 711 mln zł, a UniAkcje Wzrostu do 207 mln zł.

Strategie absolute return też w cenie

Tegorocznym hitem sprzedażowym jest także UniAbsolute Return Akcyjny FIZ. W ciągu trzech kwartałów jego aktywa się podwoiły, osiągając poziom 203 mln zł.

Duże zainteresowanie inwestorów funduszem UniAbsolute Return Akcyjny FIZ wpłynęło pozytywnie na wynik  sprzedażowy w całym segmencie rynku. Od początku roku saldo wpłat i umorzeń wśród funduszy absolutnej stopy zwrotu wyniosło niecałe 0,7 mld zł – informuje Tomasz Michalak.

Certyfikaty inwestycyjne naszego funduszu akcyjnego typu absolute return kupują inwestorzy, którzy chcą zarabiać na rynkach akcji, jednak przy znacząco niższym ryzyku niż w przypadku klasycznych strategii akcyjnych, które zyskują wyłącznie na wzroście cen akcji – wyjaśnia.

Na koniec września br. wartość aktywów netto zgromadzonych we wszystkich funduszach Union Investment TFI wyniosła 10,3 mld zł.

Polityka taka i inna

Przy braku istotnych danych myśli inwestorów krążą wokół politycznych decyzji dotyczących m.in. Fed i Brexitu. USD wyraża nadzieje rynku na powołanie jastrzębiego szefa banku centralnego, a GBP skacze w tą i z powrotem w zależności jaki wydźwięk mają nowe przecieki. Dziś kalendarz oferuje najwięcej dla funta.

W ostatnich dniach przebrnięcie przez sesję bez zaskakującej informacji dotyczącej negocjacji w sprawie Brexitu jest niemożliwe. W poniedziałek funt przechodził przez chwile grozy po doniesieniach, że negocjacje zmierzają ku „katastroficznemu załamaniu”, chyba że UE zgodzi się na posunięcie rozmów w sprawie handlu do przodu. Przecieki pochodzą z otoczenia brytyjskiego i pokazują zaostrzenie stanowiska Londynu, nawet mimo tego, że to UE cały czas ma silniejszą rękę w tym starciu. Spór hamujący postęp w rozmowach dotyczy kosztów separacji do zapłacenia przez Wielką Brytanię. W ostatnim przemówieniu we Florencji premier Wlk. Brytanii Theresa May zobligowała się do 20 mld EUR w trakcie okresu przejściowego, ale strona europejska widzi kwotę bliżej 60 mld EUR. Kompromis jest potrzebny i być może szczyt UE pod koniec tygodnia taki przyniesiecie, ale na razie mamy bałagan.

Z perspektywy GBP wydaje się, że gorzej już być nie może i nie można wystraszyć inwestorów niczym poważniejszym niż zerwaniem rozmów. Jeśli ryzyko polityczne ma słabnąć, uwaga powinna przerzucić się na dane makro i konsekwencje dla polityki monetarnej. A w tym temacie będzie się dziś działo sporo. Najpierw CPI ma szanse wyjść ponad 3 proc. r/r pierwszy raz od ponad 5 lat m.in. z pomocą słabego funta i drożejącej ropy naftowej. Bank Anglii największego demona widzi w rosnących cenach i po takich danych znajdzie się bliżej decyzji o podwyżce stopy procentowej w listopadzie. Tuż po danych trzech członków BoE zacznie zeznawać przed Komisja Skarbu. Nowo powołani Ramsden i Tenreyro będą pytani o swoje poglądy, a inwestorzy będą starali się ich ustawić na skali gołąb/jastrząb (choć w listopadzie zapewne oboje będą głosować zgodnie z większością). Trzecim przemawiającym będzie sam prezes Carney (ok. 12:00) i interesującym będzie, czy dane o inflacji skłonią go do bardziej precyzyjnego określenia terminu podwyżki. Na dokładkę szum wokół Brexitu raczej nie ustanie, ale łącznie więcej czynników może dziś sprzyjać funtowi.

Trump lubi Taylora, więc inwestorzy zaczęli lubić dolara. Informacje, jakoby notowania Johna Taylora w wyścigu o stołek szefa Fed wzrastały, podbiły atrakcyjność USD. Prasa donosi, że prezydent Trump ma tendencję do nominowania ludzi, z którymi utrzymuje dobre stosunki i to przemawia za Taylorem. Taylor jest traktowany jako jastrzębi kandydat. To on stworzył regułę pozwalającą oszacować optymalny poziom kosztu pieniądza w oparciu o inflację i kondycję rynku pracy i według niej stopy procentowe powinny być minimum dwukrotnie wyższe niż obecnie. Rzecz jasna naiwnością byłoby liczenie, że jego ewentualny wybór doprowadzi do skokowego zacieśnienia, ale z drugiej strony gwarantuje, że przyszła polityka Fed nie będzie łagodniejsza od obecnie nakreślonej. A to już zdejmuje z USD pewien element niepewności, który towarzyszy wyborowi Jerome’a Powella. Mimo to wyścig nie jest jeszcze rozstrzygnięty. Trump ma się w czwartek spotkać z obecną szefową Fed Janet Yellen, a zatem ostateczna decyzja raczej pojawi się dopiero po weekendzie. Dużo czasu na spekulacje i targania kursem USD.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

NZDUSD – analiza międzyrynkowa i techniczna

NZDUSD – AT interwał dzienny

Na interwale dziennym pary walutowej NZDUSD od końca lipca br. Poruszamy się w kanale spadkowym. Kilka dni temu doszło do mocnej korekty, która została rozpoczęta po dotarciu w okolicę dolnej bandy kanału spadkowego. Została zatrzymana przez mocny opór 0.716-0.712. Ponadto oscylator stochastyczny wskazuje na lekkie wykupienie rynku, co przy trendzie spadkowym powinno zwiastować zakończenie korekty. Czy opór padnie? Czy byki zmierzają do górnej bandy kanału wzrostowego? Być może odpowiedź na to pytanie przyjdzie z analizą wyższego interwału czasowego.

Notowania NZDUSD, interwał dzienny

Notowania NZDUSD, interwał dzienny

Źródło: Admiral Markets

NZDUSD – AT interwał tygodniowy

Na interwale tygodniowym notowania NZDUSD znalazły się między oporem a wsparciem. Po nieudolnym wybiciu ponad strefę oporu 0.726-0.737 notowania zaczęły zmierzać w okolicę poziomu 0.696. Aczkolwiek z drugiej strony po osiągnięciu nowego minima oscylator stochastyczny wskazał na pozytywną dywergencję, co powinno wspierać jeszcze mocniejszą korektę, a nawet test oporu 0.726. Reasumując, sytuacja jest niejasna.

Notowania NZDUSD, interwał tygodniowy

Notowania NZDUSD, interwał tygodniowy

Źródło: Admiral Markets

NZDUSD – analiza międzyrynkowa

Metale przemysłowe po raz kolejny zaskoczyły. Korekta była o wiele płytsza niż przewidywano, indeks metali przemysłowych Bloomberga wspiął się na nowe szczyty. Notowania waluty Nowej Zelandii korelują z szerokim rynkiem surowców, a także z metalami przemysłowymi, ponieważ na tych produktach jest oparty nowozelandzki eksport.

notowania metali przemysłowych i nzdusd

Źródło: Bloomberg

Analizując tylko powyższą grafikę możemy dojść do wniosku, że para walutowa NZDUSD powinna zmierzać na północ. Z kolei indeks GDT (Global Dairy Trade) jest neutralny.

Indeks GDT reprezentuje ceny nabiału, Nowa Zelandia jest jednym z głównych eksporterów tej grupy produktów.

Indeks GDT reprezentuje ceny nabiału, Nowa Zelandia jest jednym z głównych eksporterów tej grupy produktów.

Źródło: Bloomberg

Zatem gdzie zmierzamy?

W ramach przypomnienia, analiza techniczna na interwale dziennym wspiera scenariusz spadkowy. AT na interwale tygodniowym jest bardziej wzrostowa. Z kolei patrząc na indeks metali przemysłowych powinniśmy zobaczyć jeszcze mocniejsze odbicie NZDUSD. Ostatni czynnik, czyli ceny nabiału jest neutralny. Zatem większość czynników zapowiada mocniejsze odbicie kursu. Kluczem będą notowania surowców przemysłowych, z tego też powodu należy je obserwować.

Dział Analiz Admiral Markets

Trump spotka się z Yellen

W poniedziałek amerykański dolar zyskiwał wobec innych walut po wypowiedzi prezydenta Donalda Trumpa, który powiedział, że jego reforma podatkowa będzie gotowa do końca tego roku. Waluta USA rosła również w związku z doniesieniami, że prezydent Trump zamierza rozmawiać z Janet Yellen, przewodniczącą Rezerwy Federalnej, w sprawie jej ewentualnej drugiej 4-letniej kadencji na tym stanowisku. Yellen jest postrzegana jako osoba działająca w kierunku racjonalizacji stóp procentowych. Niedawno stwierdziła, że aktualnie silna gospodarka USA będzie gwarantem stopniowych podwyżek stóp w krótkim okresie czasu.

Waluty: W ciągu ostatnich 24 godzin amerykański dolar zyskuje do głównych walut: do euro (+0,23%), brytyjskiego funta (+0,23%), dolara kanadyjskiego (+0,47%), dolara australijskiego (+0,46%) oraz japońskiego jena (+0,29%) i kursy wynoszą: EUR/USD – 1,177, GBP/USD – 1,325, USD/CAD – 1,253, AUD/USD – 0,784 i USD/JPY – 111,1. Euro jest silniejsze wobec japońskiego jena (+0,03%) i kurs EUR/JPY wynosi 131,9, a kurs EUR/GBP jest na poziomie 0,888. Złotówka pozostaje na podobnym poziomie do dolara, a zyskuje do innych walut światowych. We wtorek rano dolar kosztuje 3,6 zł, euro – poniżej 4,24 zł, funt – 4,77 zł, a frank szwajcarski – 3,68 zł.

Giełdy: Na światowych giełdach mieszanka koloru zielonego i czerwonego. W piątek londyński indeks FTSE 100 spadł o 0,28%, frankfurcki indeks DAX podniósł się o 0,07%, a paryski indeks CAC 40 stracił 0,17%. W Amerykach nowojorski indeks S&P 500 podniósł się o 0,09%, meksykański indeks Bolsa – o 0,04%, a brazylijski Bovespa – o 0,43%. W poniedziałek w Azji tokijski indeks Nikkei wzrósł o 0,47%, chiński indeks Shanghai Composite spadł o 0,36%, a hongkoński indeks Hang Seng na godzinę przed zamknięciem zyskiwał 0,8%.

Ropa i złoto: Na światowych giełdach mieszanka koloru zielonego i czerwonego. W poniedziałek londyński indeks FTSE 100 spadł o 0,11%, frankfurcki indeks DAX podniósł się o 0,09%, a paryski indeks CAC 40 zyskał 0,21%. W Amerykach nowojorski indeks S&P 500 podniósł się o 0,18%, meksykański indeks Bolsa obniżył się o 0,52%, a brazylijski Bovespa spadł o 0,13%. We wtorek w Azji tokijski indeks Nikkei wzrósł o 0,38%, chiński indeks Shanghai Composite stracił 0,19%, a hongkoński indeks Hang Seng na godzinę przed zamknięciem zyskiwał 0,01%.

Najważniejsze wydarzenia dzisiejszego dnia:

  • 2:30 – Australia – Protokół z posiedzenia RBA, październik
  • 10:30 – Wielka Brytania – Inflacja CPI (r/r), wrzesień (prognoza 3%)
  • 10:30 – Wielka Brytania – Inflacja PPI (r/r), wrzesień (prognoza 3,3%)
  • 11:00 – Strefa euro – Inflacja HICP (r/r), wrzesień (prognoza 1,5%)
  • 11:00 – Niemcy – Indeks instytutu ZEW, październik (prognoza 20 pkt.)
  • 12:15 – Wielka Brytania – Wystąpienie szefa Banku Anglii
  • 14:00 – Polska – Przeciętne wynagrodzenie (r/r), wrzesień (prognoza 6,2%)
  • 14:00 – Polska – Zatrudnienie w sektorze przedsiębiorstw (r/r), wrzesień (prognoza 4,6%)
  • 15:15 – USA – Produkcja przemysłowa (m/m), wrzesień (prognoza 0,2%)
  • 16:00 – USA – Indeks rynku nieruchomości NAHB, październik (prognoza 64 pkt.)

Przygotował zespół analityczny easyMarkets

Krótsze przechowywanie akt pracowniczych i rozwój e-administracji

Ministerstwo Rozwoju szykuje kolejne ułatwienia w ramach pakietu 100 Zmian dla Firm, a także deregulacji polskiej gospodarki w zakresie polityki HR. Jednym z kluczowych elementów, który obecnie powoduje koszty prowadzenia kwestii pracowniczych i akt osobowych, jest przechowywanie dokumentów. Zaproponowano projekt zmiany ustawy – skrócenia czasu ich przechowywania z 50 na 10 lat. Przedsiębiorcy w dużym stopniu wykorzystują dzisiaj e-administrację. Preferują składanie wniosków prze Internet oraz tworzenie dokumentacji elektronicznej, a nie papierowej. Środowisko przedsiębiorców z niecierpliwością czeka na wprowadzenie tego projektu.

– Jest to bardzo pozytywna propozycja. Polska jest ewenementem w skali europejskiej pod względem wieloletniego obowiązku przechowywania akt pracowniczych – powiedział serwisowi eNewsroom Arkadiusz Pączka, Zastępca Dyrektora Generalnego Pracodawców RP, Dyrektor Centrum Monitoringu Legislacji – Uregulowania prawne, które nakazują robić to aż przez 50 lat są bardzo rzadko spotykane. W innych krajach jest to zazwyczaj od 5 do 10 lat. W naszym kraju konieczność przestrzegania tego przepisu, generuje pewne koszty logistyczne dla przedsiębiorców. Projekt Ministerstwa Rozwoju odbierany jest więc bardzo pozytywnie. Jego drugim elementem jest możliwość fakultatywnego – niestety, nieobowiązkowego – przechowywania akt pracowniczych w formie elektronicznej. Przyczyni się on do znacznego zmniejszenia kosztów po stronie przedsiębiorców. Jednocześnie wprowadzi na wyższy poziom działania firm w zakresie internetowej administracji. Przedsiębiorcy liczą na szybką akceptację proponowanych zmian przez Sejm i Senat oraz wdrożenie ich do polskiego ustawodawstwa. Dzisiejsza sytuacja i wymóg przetrzymywania wyłącznie papierowych dokumentów przez 50 lat jest anachroniczny i nie wpisuje się w rozwój e-administracji – ocenił Pączka.

Grywalizacja wkracza do firm. Mechanizmy zaczerpnięte z gier pomagają motywować i angażować pracowników

Grywalizacja wkracza do firm. Mechanizmy zaczerpnięte z gier pomagają motywować i angażować pracowników 10

Gamifikacja, znana też jako grywalizacja, to wykorzystywanie mechanizmów z gier do budowania motywacji i aktywizowania ludzi, którzy codzienne czynności zaczynają traktować jako zabawę i wyzwanie. Takie podejście cieszy się coraz większą popularnością w edukacji i biznesie jako przydatne menadżerom narzędzie do zarządzania. Do końca tej dekady rynek gamifikacji ma zwiększyć wartość kilkukrotnie i sięgnąć 11 mld dol.

Gamifikacja to sposób motywowania ludzi. Są różne sposoby motywowania: poprzez wymuszanie, zachęty finansowe, przez odwoływanie się do odpowiedzialności i wartości. Ludzie chcą być jednak motywowani przez gratyfikację, czyli nagrody za to, że im się coś udaje. Gra spełnia ten warunek – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes prof. Kazimierz Krzysztofek, profesor SWPS oraz ekspert DeLAB Uniwersytetu Warszawskiego.

Gamifikacja to wykorzystanie mechanizmów znanych z gier komputerowych i fabularnych w celu motywowania ludzi, aktywizowania i budowania ich zaangażowania. Polega na wyznaczaniu jasno określonych celów, których zdobycie jest wyzwaniem. Najprościej tłumacząc, jest to zamiana codziennych czynności w rodzaj gry. Dlatego równie popularna jest inna nazwa tego trendu – grywalizacja.

Gamifikacja może być wykorzystywana w różnych dziedzinach. Jest naturalna w sporcie, gdzie trzeba wygrywać, aby osiągnąć sukces. Jeśli mam na sobie tzw. ubieralne technologie, trackery, krokomierze czy inne urządzenia, które obliczają moje wyniki, liczą, ile spaliłem kalorii, ile przebiegłem kilometrów, to jest właśnie nagroda i ma się wtedy poczucie spełnienia. Zdobywam ileś punktów i jestem najlepszy, lepszy od innych albo wygrywam sam ze sobą – wyjaśnia prof. Kazimierz Krzysztofek.

Socjolog i medioznawca zauważa, że gamifikacja coraz częściej przenosi się też do edukacji. Zamiast tradycyjnych lekcji i metod nauczania uczniowie podejmują wyzwania, w trakcie których szukają rozwiązań konkretnych problemów. Przy okazji zdobywają wiedzę i umiejętności.

Gamifikacja jako ciekawa i atrakcyjna metoda nauczania pozwala przełamać nudę, motywować i budować zaangażowanie uczniów. Dlatego jej elementy wykorzystuje coraz więcej nauczycieli, którzy budują wciągające scenariusze lekcji. W Nowym Jorku działa szkoła podstawowa Q2L dla dzieci w wieku 6–12 lat, której program nauczania w całości opiera się na gamifikacji. To pierwsza taka placówka na świecie. Od kilku lat gamifikacja jest już wykorzystywana do projektowania kursów i programów akademickich na uczelniach wyższych w USA. W Polsce ten trend dopiero się rozpowszechnia.

– W bankowości i finansach opracowuje się modelowego klienta banku. Według jego miary ocenia się zdolność kredytową innych klientów. Ci, którzy zbliżą się do jego pułapu w bankowym scoringu, mają największe szanse na otrzymanie kredytu i najlepszych warunków. Dlatego klienci starają się, żeby mieć jak najwięcej punktów. To ich motywuje – mówi prof. Kazimierz Krzysztofek. – Chiński rząd wykorzystuje ten model do motywowania Chińczyków, żeby zdobywali punkty jako wzorowi obywatele. Otrzymują je dzięki temu, że nie podejmują żadnych ryzykownych działań, są odpowiedzialni, nie wdają się w niejasne politycznie historie i kontakty z dysydentami. Dzięki temu otrzymują premie w postaci lepszych warunków dla dziecka w szkole, paszportu do strefy Schengen czy Hongkongu.

Gamifikacja, z systemem punktów, rankingów i premii, może zostać przeniesiona do każdej dziedziny. Od kilku lat coraz powszechniej stosuje się ją też w biznesie. Firma badawcza Markets & Markets oszacowała, że do 2020 r. rynek gamifikacji wzrośnie do 11 mld dol. przy średniorocznym tempie wzrostu przekraczającym 46 proc. Jeszcze w 2015 roku jego wartość była wyceniana raptem na 1,65 mld dol. Eksperci prognozują, że trend będzie rozpowszechniał się także wśród małych i średnich firm, a przyczynią się do tego młodzi pracownicy.

Grywalizacja szczególnie przydaje się menadżerom do zarządzania pracownikami. Pomaga motywować, przełamuje rutynę, a dobrze zaprojektowana skłania pracowników do tego, żeby codzienne zadania traktować nie jako przykry, zawodowy obowiązek, lecz raczej jako grę, wyzwanie prowadzące do zwycięstwa. Dla pracowników powinna być wciągającą zabawą, z systemem punktów, tablic liderów czy odznaczeń, które stanowią feedback i pozwalają śledzić postępy.

Firmy, które zdecydowały się na wdrożenie takich rozwiązań, twierdzą, że gamifikacja przekłada się na większą efektywność, wydajność pracowników i większe zyski. Aby była skuteczna, gra musi być jednak dopasowana do charakteru firmy, zespołu i nastawiona na konkretne cele.

Rynek ubezpieczeniowy szykuje się do wprowadzenia nowych przepisów. Zmiany dotyczyć będą głównie działalności pośredników

W lutym 2018 roku państwa członkowskie Unii Europejskiej muszą wprowadzić w życie dyrektywę o dystrybucji ubezpieczeń. Nakłada ona nowe obowiązki na pośredników ubezpieczeniowych. Będą oni musieli badać potrzeby klienta i dopasować do nich polisę, a także przekazywać szczegółowe informacje o produkcie. Zdaniem prezesa Stowarzyszenia Polskich Brokerów Ubezpieczeniowych i Reasekuracyjnych to może spowodować, że część małych pośredników zdecyduje się na współpracę z większymi podmiotami. Inni mogą za to postawić na specjalizację w określonym segmencie rynku.

– Spodziewam się dwojakiego wpływu na rynek ubezpieczeń. Przede wszystkim dotyczyć będzie rynku pośrednictwa – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Łukasz Zoń, prezes Stowarzyszenia Polskich Brokerów Ubezpieczeniowych i Reasekuracyjnych. – Konieczność dostosowania się do nowych rozwiązań może spowodować, że niektórzy z mniejszych pośredników zdecydują się na połączenie sił lub dołączeni do większych organizacji. Będzie im się łatwiej dostosować, mając za sobą silniejszego partnera, ale nie musi tak koniecznie być.

Drugi scenariusz to większa specjalizacja pośredników.

– Niektórzy być może zdecydują się na specjalizację w danej grupie produktów, w jakiejś niszy rynkowej i w ramach prowadzonej działalności będą rozwijać dystrybucję w tym zakresie. Mam tu na myśli przede wszystkim kwestię tej analizy potrzeb i dostosowania produktu do potrzeb klienta – w momencie, gdy będę specjalistą w jakiejś dziedzinie, łatwiej mi będzie się poruszać na tym rynku i klient otrzyma dzięki temu lepszą ofertę – przewiduje Zoń.

Obecnie w całej UE trwa proces wdrażania dyrektywy o dystrybucji ubezpieczeń (tzw. dyrektywa IDD), która musi zostać wprowadzona do prawa krajowego do 23 lutego 2018 roku. Ma on lepiej chronić klienta. Ten będzie musiał być informowany w prosty i zrozumiały sposób o produkcie, a pośrednik będzie zobowiązany do wyjaśnienia, w jakim charakterze (agenta czy brokera) występuje, a także w jaki sposób jest wynagradzany za zawarcie umowy.

– Powodem, dla którego rozmowy o zmianie dyrektywy o pośrednictwie w UE zostały podjęte, był tzw. misselling, czyli niewłaściwa sprzedaż ubezpieczeń. Tutaj od razu nasuwają się na myśl słynne polisolokaty, które spowodowały problem nie tylko na polskim rynku, lecz także na rynku europejskim. Dyrektywa ma zapobiec niewłaściwemu oferowaniu produktów ubezpieczeniowych. Klient powinien dostać produkt, który odpowiada jego potrzebom, a nie produkt, który akurat mamy w ofercie, który akurat chcemy dzisiaj sprzedawać – mówi Łukasz Zoń.

Zdaniem prezesa SPBUiR przepisy, które trafiły do Sejmu, nie narzucają nadmiernych obciążeń w porównaniu do ogólnych zapisów dyrektywy. Co więcej, najlepsi dystrybutorzy już dziś w większym bądź mniejszym stopniu spełniają wymogi, które narzuci nowe prawo.

– Dzisiaj jest to kwestia dostosowania procedur, przestawienia działalności na wymogi prawne, ale myślę, że ci, którzy dobrze wykonywali swoją pracę, nie będą mieli z tym problemu i nie będzie to rodziło nadmiernych kosztów. Z tego punktu widzenia nie spodziewam się spektakularnego wpływu nowych rozwiązań na koszty polisy ubezpieczeniowej. Choć oczywiście jakieś koszty będzie to rodzić, szczególnie po stronie ubezpieczycieli, bo są to jednak duże organizmy – podkreśla Łukasz Zoń.

Według KNF na polskim rynku na koniec 2016 roku działało ponad 16,3 tys. agentów ubezpieczeniowych wyłącznych, czyli działających na rzecz jednego zakładu ubezpieczeń (o 640 mniej niż rok wcześniej) oraz 15,9 tys. multiagentów reprezentujących różne firmy. Było też 1367 brokerów ubezpieczeniowych. Różnica polega na tym, że o ile agenci są przedstawicielami zakładów ubezpieczeń i sprzedają ich ofertę, o tyle brokerzy reprezentują klientów i w ich imieniu negocjują z zakładami ubezpieczeń najkorzystniejsze rozwiązania. Zgodnie z dyrektywą funkcja agenta i brokera nie będzie mogła być łączona.

– Na Zachodzie mamy bardziej skomplikowaną sytuację na rynku pośrednictwa, ponieważ zgodnie z praktyką rynków zachodnioeuropejskich ten sam pośrednik może przy jednej czynności występować jako broker ubezpieczeniowy – tłumaczy prezes Stowarzyszenia Polskich Brokerów Ubezpieczeniowych i Reasekuracyjnych. – W Polsce tego problemu nie ma, ponieważ broker ubezpieczeniowy nie może działać jako agent, czyli przedstawiciel zakładu ubezpieczeń, i odwrotnie.