Branża nieruchomości na 3 miejscu pod względem liczebności miliarderów

25 miliardów dolarów – taką fortunę zgromadził Lee Shau Kee, najbogatszy spośród osób, które majątek zbudowały na rynku nieruchomości. Co ciekawe, miliarderów powiązanych z rynkiem nieruchomości jest aż 11-krotnie więcej niż tych związanych z wydobyciem gazu i ropy.

Nieruchomości są nie tylko preferowaną formą lokowania kapitału przez najbogatszych ludzi na świecie, ale też sporo fortun stworzonych zostało dzięki działalności deweloperskiej, zakupom ziemi czy budynków. Taki wniosek płynie z analizy listy najbogatszych ludzi na świecie, którą przygotował Forbes. Z tego zestawienia wynika bowiem, że nieruchomości były głównym źródłem majątku dla aż 157 z listy 1828 miliarderów z całego globu.

Światowi miliarderzy w podziale na branże, w których budowali swe majątki
Główna branża
Suma majątków miliarderów (w mld dolarów)
Średni majątek (w miliardach dolarów)
Liczba osób
Przeciętny wiek
Moda i handel 921 4,9 186 66,2
Inwestycje 698 4,3 161 64,3
Nieruchomości 526 3,4 157 65,4
Produkcja spożywcza 542 3,6 149 64,7
Technologie 800 5,4 148 53,9
Produkcja 411 2,8 148 63,9
Różne źródła 539 3,8 142 64,5
Finanse 252 2,4 103 63,7
Ochrona zdrowia 260 2,9 89 63,8
Energia 363 4,8 76 62,4
Media 355 4,7 75 67,7
Usługi 174 2,7 64 64,2
Budownictwo i inżynieria 140 2,7 52 65,4
Surowce i wydobycie 235 4,8 49 57,2
Handel 180 3,7 49 61,1
Rynek samochodowy 150 3,8 40 67,8
Telekomy 188 6,5 29 58,1
Logistyka 84 3,5 24 68,7
Hazard 102 4,3 24 62,5
Sport 46 2,3 20 67,7
Ropa i gaz 25 1,8 14 63,2
Opracowanie Lion’s Bank na podstawie danych forbes.com

Nieruchomości na trzecim miejscu

Dane przeanalizowane przez Lion’s Bank pokazują, że najwięcej fortun zbudował szeroko pojęty sektor inwestycji. Jemu to aż 186 osób zawdzięcza majątki o wartości przynajmniej miliard dolarów. Niezmienne od lat w gronie osób, które miliardy zarobiły właśnie dzięki inwestycjom znaleźć można takich znanych inwestorów jak: Warren Buffet, George Soros czy John Paulson. Wiele fortun miliarderzy zawdzięczają też handlowi i branży modowej. Dzięki nim właśnie 64,5 mld dolarów zgromadził Amancio Ortega, po ponad 40 mld dolarów mają na koncie Christy i Jim Waltonowie (jedni ze spadkobierców twórcy sieci sklepów Wal-Mart). Podobny majątek zgromadziła też Liliane Bettencourt z rodziną (L’Oreal), a ponad 30 mld dolarów ma Bernard Arnaulf z rodziną (LVMH, czyli koncern Louis Vuitton Moët Hennessy).

Na trzecim miejscu pod względem liczebności miliarderów uplasowała się branża nieruchomości. Zbudowała ona majątki 157 miliarderów na całym świecie. To ponad 11-krotnie lepszy wynik niż zanotowany przez branżę związaną z ropą i gazem – powszechnie kojarzoną ze sporym bogactwem. Paradoksalnie jednak branża paliwowa zbudowała majątki tylko 14 światowych krezusów – wynika z danych Forbes za 2015 r. Co ciekawe, jest to niewielki wynik nawet na tle osób związanych ze sportem lub hazardem – z tych branży pochodzi odpowiednio 20 i 24 światowych miliarderów.

Tysiąc, milion, miliard… i co dalej?

Na świecie obowiązują dwa główne systemy liczebników. Krótki system wykorzystywany jest w większości krajów anglojęzycznych (np. USA, Hongkong, Irlandia, Australia). W tym wypadku nie występują takie liczebniki jak miliard, biliard czy tryliard. Natomiast w krajach europejskich (w tym i w Polsce) przeważnie stosuje się skalę długą, w której liczebniki takie jak miliard, biliard czy tryliard są formą obowiązującą. W efekcie skoro w krótkiej skali co drugi liczebnik nie istnieje, to jeśli Amerykanin mówi „billionaire”, Polak powinien przez to rozumieć miliardera, a jeśli zza oceanu dochodzą co nas informacje o długu publicznym USA idącemu w tryliony dolarów, to chodzi tu tak naprawdę o biliony dolarów. Mechanizm prezentuje poniższa tabela.

Miliarderzy swoje majątki zawdzięczają nieruchomościom

Są też kraje, które stosują inne systemy liczebników. Dotyczy to na przykład Bułgarii, Iranu czy Izraela. W Wielkiej Brytanii natomiast stosowana bywa zarówno skala krótka, jak i długa, choć ta pierwsza jest na Wyspach rozwiązaniem popularniejszym.

Najdłużej na miliard każą czekać samochody, media, sport i logistyka

Co nadmiernie nie dziwi, najszybciej swoje fortuny zbudowali krezusi z branży technologicznej. Statystyczny miliarder z tego grona (liczącego 148 osób) na swój majątek pracował niecałe 54 lata. Na czele w tym gronie znajduje się oczywiście Bill Gates właściciel Microsoftu i najbogatszy człowiek na świecie z majątkiem wycenianym na prawie 80 mld dolarów. Najmłodszymi „technologicznymi” miliarderami są twórcy aplikacji Snapchat pozwalającej na szybkie udostępnianie zdjęć i filmów. Dzięki niej właśnie 25-letni Evan Spiegel i o rok starszy Bobby Murphy mają już na kontach łącznie 3 mld dolarów. Starszy od nich 31-letni Mark Zucherberg (twórca portalu Facebook) jest już właścicielem majątku wycenionego na ponad 33 mld dolarów, co daje mu 16 miejsce wśród najbogatszych ludzi świata.

Relatywnie szybko wzbogacali się też inwestujący w surowce i wydobycie oraz telekomy. W tych grupach przeciętny wiek miliardera to odpowiednio 57 i 58 lat. Najbogatszy człowiek, który zajął się metalurgią – Vladmir Potanin – ma 54 lata i ponad 15 mld dolarów. Jego rówieśnik Patrick Drahi, który zajął się telekomunikacją zdążył w tym samym czasie zgromadzić 16 miliardów, a starszy od niego o 14 lat Carlos Slim Helu ma zbudowany w branży telekomunikacyjnej majątek wart ponad 77 mld dolarów, czyli niewiele mniej niż numer jeden – Bill Gates.

Statystycznie rzecz biorąc wyraźnie starsi są krezusi, którzy swoje pieniądze czerpią z branży sportowej, logistycznej, samochodowej lub mediów. Najbogatsi z tych grup mają przeciętnie 67 – 69 lat.

Najgrubsze portfele w telekomach i IT

Nie mniej ciekawe jest jak duże majątki udało się zgromadzić miliarderom z poszczególnych branż. Właścicielami największych fortun są miliarderzy z branży telekomunikacyjnej. W tej grupie średni majątek to 6,5 mld dolarów. Na drugim miejscu są najbogatsi, którzy zbudowali swoje majątki inwestując w technologie (średnio po 5,4 mld dolarów). W przypadku mody i handlu średnia to 4,9 mld. Dla porównania najniższe majątki mają osoby, których główną branżą jest wydobycie ropy i gazu (średnio 1,8 mld dolarów). Na drugim miejscu uplasowali się miliarderzy, którzy zbudowali swoje majątki w branży sportowej (średnio po 2,3 mld dolarów na osobę). Na tym tle krezusi z branży nieruchomości plasują się trochę poniżej średniej dla wszystkich miliarderów. Przeciętny majątek szacowany jest w tym przypadku na 3,4 mld dolarów na głowę.

Najwięcej fortun powstało na nieruchomościach z USA, Chin i Hongkongu

Na liście krezusów, którzy swoje majątki zbudowali na nieruchomościach najwięcej jest mieszkańców Azji. Na 157 miliarderów z tej grupy aż 30 pochodzi z Chin, a kolejnych 24 z Hongkongu i po 9 z Indii i Singapuru.

Listę najbogatszych dzięki nieruchomościom otwierają: Lee Shau Kee z Hongkongu, Wang Jianlin z Chin i Donald Bren z USA. Według Forbes są oni właścicielami fortun o wartości odpowiednio 24,8 mld dolarów, 24,2 mld dolarów i 15,2 mld dolarów.

Pomimo dynamicznie rosnącej w ostatnim czasie liczby azjatyckich miliarderów, wciąż najwięcej nieruchomościowych bogaczy znaleźć można w USA. Jest ich tam bowiem 33 (na 157). Z przeciętnym majątkiem na poziomie 3,5 mld dolarów na osobę wyprzedzają wciąż graczy z rynku chińskiego legitymujących się średnim majątkiem na poziomie 3 mld dolarów. To wyraźnie mniej niż wynik najbogatszych z Hongkongu, którzy jednak często swe majątki budowali dłużej niż Chińczycy. W efekcie 24 miliarderów z Hongkongu może się pochwalić średnim majątkiem w kwocie 5,5 mld dolarów.

Amerykański sen w praktyce

Ciekawy jest też fakt, że w gronie 10 najbogatszych osób, których majątki budowane były na rynku nieruchomości, 6 osób zawdzięcza majątek swoim własnym dokonaniom. Ich często nieszablonowe historie pokazują, że zdobycie fortun wymagało często niemałej odwagi i determinacji. Na przykład 89-letni Cheng Yu-tung, którego majątek szacowany jest na 14,4 mld dolarów, urodził się w biednej rodzinie, a jego ojciec był pracownikiem sklepu z jedwabiem. Cheng Yu-tung jako 15-latek opuścił rodzinne miasto i w trakcie wojny chińsko-japońskiej zamieszkał w Makau, zarabiając na życie pracując w sklepie z biżuterią. Kilka lat później wziął ślub z córką właściciela sklepu. Małżeństwo to zostało zaaranżowane przez ojców wiele lat przed narodzinami Cheng Yu-tunga i jego żony. W wieku 31 lat odziedziczył biznes związany z handlem złotem. Wtedy też zaangażował się na rynku nieruchomości, a w latach 60-tych, gdy rynek nieruchomości dotknęło spowolnienie, Cheng Yu-tung skupił ogromne połacie ziemi. W ten sposób stworzył podwaliny pod biznes deweloperski, dzięki któremu jest dziś jednym z najbogatszych ludzi na świecie.

Długą drogę na szczyt odbył też Sheldon Solow, którego majątek jest szacowany na 3,6 mld dolarów. Urodził się w 1929 r. w Brooklynie, a jego ojciec był murarzem. Sheldon edukację zakończył na liceum, bo nowojorskiego uniwersytetu nie udało mu się ukończyć. W 1972 r. był jedynie właścicielem skromnej firmy budowlanej. Mimo to postawił wszystko na jedną kartę i zaczął budowę 50-piętrowego biura na Manhattanie. Dziś jest to wciąż jeden z najbardziej pożądanych budynków biurowych w Nowym Jorku, co zawdzięcza między innymi pięknemu widokowi na Central Park. W marcu 2015 r. za wynajem stopy kwadratowej w tym budynku zapłacono 200 dolarów. To odpowiada kwocie prawie 2153 dolarów za metr kwadratowy rocznie, czyli przy dzisiejszym kursie – kwocie 8104 zł za wynajem metra kwadratowego biura rocznie.

Bartosz Turek, Lion’s Bank
Klaudia Klimkowska, Idea Bank

Analiza WIG20, DAX i S&P500 – 02.07.2015

Obejrzyj nasz materiał wideo „Analiza indeksów: WIG20, DAX i S&P500”. Znajdziesz w nim komentarz Pawła Danielewicza dotyczący wybranych indeksów giełdowych.

ATAL S.A.: rekordowe półrocze w historii firmy

Pierwsze półrocze 2015 roku było najlepszym okresem w historii ATAL S.A. Od stycznia do czerwca spółka sprzedała 806 mieszkań. Jest to o 236 lokali więcej, niż w analogicznym czasie ubiegłego roku. Najwięcej umów podpisano w Krakowie – 326. Jednocześnie oferta dewelopera była na bieżąco uzupełniana o nowe projekty, w pierwszym półroczu 2015 roku do sprzedaży trafiło 8 nowych osiedli na terenie całej Polski. ATAL S.A. w czerwcu zadebiutował na Rynku Głównym Giełdy Papierów Wartościowych.

W ciągu sześciu miesięcy 2015 roku ATAL S.A. sprzedał 806 mieszkań. Jest to wynik o 236 lepszy niż w pierwszym półroczu 2014 roku (570 lokali w I półroczu) oraz o 314 lepszy niż w rekordowym dla firmy 2013 roku (492 lokale w I półroczu). W minionym półroczu najwięcej umów zostało podpisanych w maju – 171.

SPRZEDAŻ MIESZKAŃ ATAL S.A. W 2015 ROKU WG. MIESIĘCY
Miesiąc Liczba sprzedanych mieszkań
Styczeń 90
Luty 103
Marzec 122
Kwiecień 155
Maj 171
Czerwiec 165
Łącznie 806

 

W ciągu pierwszych sześciu miesięcy tego roku najwięcej mieszkań ATAL S.A. sprzedał w Krakowie, gdzie spółka jest niezmiennie liderem rynku deweloperskiego. W minionym półroczu w stolicy Małopolski nabywców znalazło 326 lokali. Największą popularnością cieszy się osiedle Bagry Park, od stycznia do czerwca na obu etapach inwestycji podpisano 88 aktów notarialnych. Wysoka sprzedaż utrzymuje się również na osiedlu Bronowice Residence, sprzedano tam 78 mieszkań w pierwszym półroczu 2015 roku.

Bardzo dobre wyniki ATAL S.A. odnotował również we Wrocławiu – 204 sprzedane mieszkania. Największą popularnością cieszą się projekty ATAL Towers oraz Stara Odra Residence, gdzie nowych nabywców znalazło odpowiednio 46 i 45 lokali. W Warszawie firma odnotowała największy wzrost sprzedaży r/r. W pierwszych dwóch kwartałach 2014 roku było to 13 mieszkań, a w tym już 115, spółka potwierdza tym samym, że stołeczny rynek należy do priorytetowych. Również w Łodzi ATAL S.A. znacznie zwiększył swoje udziały rynkowe sprzedając 103 mieszkania, o 35 więcej niż w okresie styczeń – czerwiec 2014 r. Natomiast w Katowicach, w inwestycji ATAL Francuska Park, nabywców znalazło 58 lokali.

SPRZEDAŻ MIESZKAŃ ATAL S.A. W 2015 ROKU WG. MIAST
Miasto Liczba sprzedanych mieszkań
Katowice 58
Kraków 326
Łódź 103
Warszawa 115
Wrocław 204
Łącznie 806

 

Zbigniew Juroszek ATAL S.A.
Zbigniew Juroszek, Prezes ATAL S.A.

Obserwujemy znaczy wzrost sprzedaży w inwestycjach ATAL S.A. w całej Polsce. Jest to możliwe dzięki konsekwentnemu realizowaniu przyjętej strategii spółki. Systematycznie uzupełniamy naszą ofertę o nowe osiedla, dzięki czemu klienci mogą wybierać spośród mieszkań o szerokim wachlarzu metraży i układów pokoi, a także w zróżnicowanych lokalizacjach. Przy chłonnym rynku, jaki mamy obecnie, utrzymanie odpowiedniej podaży jest kluczowe w zapewnieniu odpowiednich wyników – mówi Zbigniew Juroszek, prezes ATAL S.A.

Nowe inwestycje

W minionym półroczu oferta ATAL S.A. powiększyła się o 8 inwestycji, w których znajdą się1242 mieszkania oraz 65 lokali handlowo-usługowych. Trzy nowe osiedla powstają wKrakowie: drugi etap Bagry Park, Bronowice Residence IVB oraz zlokalizowany w centrum miasta projekt Masarska 8 Apartamenty – w ciągu zaledwie 6 tygodni od wprowadzenia do sprzedaży nabywców znalazło tam 68 z 99 mieszkań oraz wszystkie lokale handlowo-usługowe.

We Wrocławiu od marca w sprzedaży znajduje się pierwszy etap monumentalnej inwestycji położonej tuż nad Odrą, w sąsiedztwie wrocławskiego Rynku – ATAL Towers. Oferta została także uzupełniona o drugi etap Starej Odry Residence, gdzie będą 92 lokale. W Warszawiena rynek trafiła Oaza Wilanów II – nowoczesna inwestycja z rozbudowaną i infrastrukturą rekreacyjno – sportową, a także drugie etap dobrze przyjętego projektu ATAL Marina, położonego w dobrze skomunikowanej części Białołęki, nieopodal Kanału Żerańskiego. Spółka poszerzyła również swoją ofertę w Katowicach o kolejny etap osiedla ATAL Francuska Park, w którym będzie 258 mieszkań.

Debiut na GPW

Debiut spółki na Rynku Głównym GPW odbył się 15 czerwca br. W ramach przeprowadzonej oferty publicznej ATAL S.A. przydzielił inwestorom wszystkie z oferowanych 6.500.000 nowo emitowanych akcji serii E. Inwestorom indywidualnym przydzielono 12% akcji, a stopa redukcji zapisów wyniosła ponad 80%. Z kolei Inwestorzy Instytucjonalni objęli 88% wszystkich oferowanych akcji, w pełni wyczerpując pulę oferowanych im walorów.

Objęte przez inwestorów akcje stanowią łącznie 16,79% podwyższonego kapitału zakładowego spółki i uprawniają ich właścicieli do wykonywania łącznie 16,16% ogólnej liczby głosów na walnym zgromadzeniu. Wszystkie akcje były sprzedawane po 22 zł. Tym samym wartość całej oferty publicznej wyniosła 143 mln zł brutto. Na rozpoczęciu notowań 15 czerwca br. za wprowadzone do obrotu walory płacono 22 zł, czyli tyle ile wynosiła cena emisyjna papierów w ofercie publicznej.

Perspektywy rozwoju ATAL S.A. są bardzo dobre. Pozyskane w ramach IPO środki w wysokości 143 mln zł przeznaczymyna finansowanie realizacji aktualnych oraz przygotowywanych projektów deweloperskich, a także na zakup gruntów pod kolejne inwestycje. Tym samym zakładamy sprzedaż ok.1500-1800 mieszkań w latach 2015-17, a w kolejnych jej zwiększenie do poziomu 2000-2500 lokali rocznie – dodał Zbigniew Juroszek.

Dotacje na oszczędne maszyny intralogistyczne

Prowadzony w ramach Programu Priorytetowego Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej projekt PolSEFF² pozwala na szeroko pojętą modernizację energetyczną małych i średnich przedsiębiorstw. Centra logistyczne wykorzystują tę szansę, by unowocześnić swoje parki maszynowe.

Druga edycja PolSEFF, czyli Polskiego Programu Finansowania Zrównoważonej Energii to program dopłat do poprawiających efektywność energetyczną inwestycji wdrażanych przez małe lub średnie przedsiębiorstwa. Uruchomioną w jego ramach linię kredytową o wartości 200 milionów euro przeznaczono do podziału pomiędzy projekty realizujące działania modernizacyjne według wytycznych PolSEFF. Pieniądze można wykorzystać zarówno na ograniczenie zużycia energii elektrycznej i cieplnej, unowocześnienie linii produkcyjnych, jak i wymianę maszyn intralogistycznych.Dotacje na oszczędne maszyny intralogistyczne

Dwie drogi do modernizacji

Program PolSEFF2 przewiduje dwie ścieżki uzyskania finansowania. Większe, bardziej skomplikowane projekty wymagają procedury standardowej. Zespół wykwalifikowanych inżynierów ds. energetyki i ekspertów ds. finansów bezpłatnie wspiera wnioskodawcę w kompletowaniu wymaganej dokumentacji, ocenie techniczno-finansowej inwestycji i wykonaniu projektu. Specjaliści PolSEFF organizują również proces weryfikacji inwestycji oraz jej audyt energetyczny. Po zakończeniu projektu i jego pomyślnej weryfikacji przez Certyfikowanego Eksperta ds. Energetyki, przedsiębiorca może uzyskać dotacje w wysokości od 10 do 15% wartości kredytu przeznaczonego na sfinansowanie Kosztów Kwalifikowanych projektu. Wyższa wartość obowiązuje w wypadku inwestycji obejmujących Audyt Energetyczny, którego zalecenia wdrożono w ramach realizowanego projektu.

Zakup i instalacja znajdujących się na „liście LEME” urządzeń do sumy 250 tys. euro, kwalifikuje się do procedury uproszczonej. Przewiduje ona przyznanie kredytu na podstawie wniosku i certyfikatu sprzętu dostępnych na stronie programu. W przypadku inwestycji bazującej na spisie zatwierdzonych produktów, przedsiębiorca po zakończeniu projektu może ubiegać się o dotację w wysokości 10% wartości otrzymanego kredytu na sfinansowanie Kosztów Kwalifikowanych.

Pojazdy intralogistyczne na liście LEME

Dotacje na oszczędne maszyny intralogistyczneNa liście produktów zakwalifikowanych do wykorzystania w ramach procedury uproszczonej, w kategorii „transport wewnętrzny” dominują wózki widłowe z przeciwwagą. W puli 143 wyróżnionych maszyn, tego typu pojazdów jest aż 127 (stan na 24 czerwca). Co ciekawe, ponad 90% z nich to modele spalinowe. – Choć wózki elektryczne cieszą się rosnącą popularnością, na rynku polskim wciąż liczbowo przeważają maszyny spalinowe. W ich przypadku, proekologiczne oszczędności wynikają z ograniczenia spalania paliwa względem starszych modeli. Jest to możliwe dzięki zastosowaniu elementów technologii hybrydowej oraz rozwiązań pozwalających zredukować emisję szkodliwych dla środowiska substancji – mówi Tobiasz Jakubczak, specjalista ds. produktu STILL Polska. – Dobrym przykładem maszyn spełniających te kryteria są modele typoszeregu STILL RX70. Na liście LEME znalazło się 17 typów wózka tej linii o udźwigu od 1,6 do 6 ton. W ramach procedury uproszczonej PolSEFF, dostępne są jednak również inne modele z naszej oferty, m. in. elektryczny RX20 czy wózek wysokiego podnoszenia z platformą linii EGV –S – dodaje przedstawiciel firmy STILL Polska. Opis inwestycji polegającej na zakupie elektrycznych wózków widłowych został opisany w dokumentacji programu jako „historia sukcesu”.

Historia intralogistycznego sukcesu

Dotacje na oszczędne maszyny intralogistyczneJednym z projektów modernizacji urządzeń transportu wewnętrznego zrealizowanych w ramach PolSEFF był zakup 10 wózków widłowych do centrum logistycznego, w znajdującej się przy autostradzie A2 w miejscowości Jasin. Głównym celem projektu było obniżenie zużycia prądu przez park maszynowy przedsiębiorstwa. Aby tego dokonać, zdecydowano się na czołowe wózki elektryczne STILL RX20 oraz reach trucki STILL FM-X. Według szacunków, modernizacja floty pozwoliła na roczne ograniczenie kosztów energii o 41 400 kWh, co stanowi 25% wartości wyjściowej i przekłada się na 16 500 zł oszczędności na rok. Dodatkową korzyścią z implementacji nowoczesnych rozwiązań jest zmniejszenie emisji CO2 o 39 ton w skali roku. Uzyskane rezultaty zapewniły inwestorowi korzystną ocenę przez komisję PolSEFF i zagwarantowały premię w wysokości 10% poniesionych kosztów. – Poprzez akcję „Mission: Zero Emission”, w ramach której promujemy rozwiązania pozwalające ograniczyć emisję do atmosfery szkodliwych substancji, STILL Polska daje wyraz swojej trosce o środowisko naturalne. Programy takie jak PolSEFF są świetnym dopełnieniem tych działań. Warto wykorzystać możliwości, jakie daje ten projekt, zmodernizować flotę intralogistyczną i otrzymać zwrot części kosztów inwestycji – podsumowuje Paweł Włuka, kierownik działu marketingu STILL Polska.

„Zrównoważony biznes to odpowiedzialny biznes”: nowy prezydent RICS

W swoim pierwszym przemówieniu w nowej roli prezydenta RICS, Martin J. Brühl FRICS podkreślił znaczenie zrównoważonego biznesu dla wzrostu dobrobytu, innowacyjności i inwestycji na globalnym rynku nieruchomości. Wystąpienie inaugurujące 134. prezydenturę RICS miało miejsce w Londynie 30 czerwca.

Martin J. Brühl FRICS
Martin J. Brühl FRICS

Brühl jest pierwszym członkiem RICS z Europy kontynentalnej, który objął tę zaszczytną funkcję. Priorytetami trwającej rok kadencji będą trzy tematy: zrównoważone inwestycje i zarządzanie ryzykiem, w zakresie których wiedzę i doświadczenie Brühl zdobywał kierując departamentem zarządzania inwestycjami w świecie w Union Investment Real Estate; promocja międzynarodowych standardów i prognoz RICS dotyczących przyszłości sektora, jego różnorodności i integralności.

“Nasz sektor musi połączyć siły i upewnić się, że zrównoważony rozwój jest w pełni zintegrowany z działaniami podejmowanymi na wszystkich etapach inwestycji. Odpowiedzialny biznes musi stać się ‘biznesem takim, jak inne’ na rynkach nieruchomości na całym świecie”, powiedział M. J. Brühl.

Brühl  wyraził się również z uznaniem odnośnie do wiodącej roli RICS w ramach globalnej inicjatywy UN Global Compact (UNGC). W minionym tygodniu RICS i UN Global Compact zaprezentowały dokument dedykowany firmom działającym w obszarze gruntów, budownictwa i nieruchomości wskazujący kierunki działań na rzecz odpowiedzialnego biznesu.

  • J. Brühl w swoim wystąpieniu podkreślił rosnące znaczenie zarządzania ryzykiem w nieruchmościach. Jak przekonywał: “RICS ma możliwość przyjęcia na siebie roli lidera w myśleniu o wykonywaniu zobowiązań powierniczych przez zarządzających funduszami. Zarządzanie ryzykiem w świecie historycznie niskich stóp procentowych banków centralnych jest rosnącym wyzwaniem”.

Brühl ma szeroką wiedzę i doświadczenie w zakresie inwestowania w nieruchomości. W Union Investment Real Estate nadzoruje wszystkimi transakcjami poza strefą Euro, przede wszystkim w Wielkiej Brytanii, obu Amerykach i w regionie Azji i Pacyfiku. Mówi biegle w trzech językach: angielskim, niemieckim i francuskim. Jego zawodowe doświadczenie obejmuje wycenę i doradztwo w obszarze rynków kapitałowych. Przez większość życia zawodowego pracował w międzynarodowych firmach doradczych. Kwalifikacje członka RICS zdobył w 1995 roku i jest pierwszym z Europy kontynentalnej, który został prezydentem w historii tej prestiżowej organizacji.

Polskie firmy chcą uprościć zarządzanie podróżami służbowymi i znacznie ograniczyć ich koszty

Firma Amadeus opublikowała wyniki badania o zarządzaniu wyjazdami służbowymi w polskich firmach i instytucjach. Wyniki wskazują na chęć ograniczania kosztów delegacji. Menedżerowie preferują przy tym rozwiązania, które nie zmuszają do zmniejszenia liczby czy częstotliwości wyjazdów, ale raczej obniżą ich średnie koszty jednostkowe. Osoby odpowiedzialne za zarządzanie delegacjami chcą też usprawnić proces ich organizacji, tak aby był on prostszy, bardziej przejrzysty i mniej czasochłonny.

Firmy szukają oszczędności

Zarządzanie podróżami służbowymi w polskich firmach - infogafika
Zarządzanie podróżami służbowymi w polskich firmach – infografika

Aż 38% firm w Polsce planuje w 2015 r. obniżyć koszty podróży służbowych (w porównaniu z 24% odpowiedzi przeczących). Organizacje szukające oszczędności chcą, żeby ich wartość była znacząca – 72% spośród nich planuje ograniczyć wydatki o 8% lub więcej. Dla większości firm najważniejszym kryterium decydującym o przebiegu delegacji pozostaje jej koszt (77% wskazań), co oznacza, że inne czynniki, takie jak możliwość dokonywania zmian w trakcie podróży, prostota procesu jej organizacji czy możliwość komunikacji i niesienia pomocy podróżnemu, schodzą na dalszy plan. W większości firm (69% odpowiedzi) jest zatrudniony pracownik odpowiedzialny za monitorowanie i kontrolę budżetu na wyjazdy służbowe, ale zazwyczaj osoba taka nie ma do dyspozycji nowoczesnego oprogramowania, które ułatwiałoby jej realizację swoich obowiązków (tylko 20% wskazań).

Koszty podróży służbowych to drugi co do wartości wydatek pracowniczy po pensjach. W większości dużych firm w Polsce  sięgają one kilkuset tysięcy złotych rocznie. Nie dziwi zatem dążenie do oszczędności” – komentuje Paweł Rek, dyrektor generalny Amadeus Polska.

Jeśli chodzi o sposoby ograniczania wydatków, znaczna część (45%) przedsiębiorstw i instytucji planuje zmniejszyć liczbę delegacji. Bardziej popularne wśród decydentów są jednak takie sposoby oszczędzania, które nie zmuszają firm do ograniczenia częstotliwości wyjazdów, ale koncentrują się na obniżeniu ich kosztów jednostkowych. Ponad połowa badanych deklaruje, że chce wprowadzić bardziej rygorystyczne zasady polityki podróży (niższa klasa biletu lotniczego lub kolejowego, hotel o niższej liczbie gwiazdek itp.). Natomiast organizacje, które nie mają polityki podróży, chcą ją wdrożyć w celu obniżenia kosztów (9% przypadków).

Pracownicy odpowiedzialni za podróże służbowe oczekują usprawnień

Większość spośród badanych decydentów (75%) oczekuje zmian w dotychczasowym sposobie zarządzania podróżami służbowymi. Według nich powinny one zmierzać w kierunku zmniejszania obciążenia formalnościami (30% wskazań), większej przejrzystości w procesie organizacji i wyceny podróży (16%) i skrócenia czasu realizacji zamówienia wyjazdu (13%). W odpowiedziach ankietowanych widać również tendencje, które mogą wydawać się wzajemnie sprzeczne. Z jednej strony osoby odpowiedzialne za organizację podróży chciałyby bowiem bardziej kontrolować decyzje podróżujących pracowników (19%) oraz tego, żeby ściślej przestrzegali oni polityki podróży (30%), a z drugiej strony – żeby pracownicy ci byli bardziej samodzielni w dokonywaniu rezerwacji (22%).

Odpowiedzią na te potrzeby menedżerów może być specjalistyczne oprogramowanie. 30% firm i instytucji chciałoby korzystać z rozwiązań IT do zarządzania podróżami służbowymi, wspierających je od momentu wystawienia wniosku delegacyjnego, przez rezerwację podróży służbowych, aż po jej rozliczenie.

Wdrożenie nowoczesnego oprogramowania do zarządzania delegacjami może okazać się najlepszym sposobem na usprawnienie tego procesu. Takie aplikacje wspierają zarówno osoby zarządzające, jak i podróżnych, poprzez uproszczenie organizacji wyjazdów. Jednocześnie gwarantują przestrzeganie polityki podróży przez pracowników, którzy mogą samodzielnie dokonywać rezerwacji, ale tylko w ramach ustalonych założeń. Dostępność ofert różnych dostawców usług transportowych i noclegowych w jednym miejscu zwiększa przejrzystość oraz pozwala łatwo i szybko wybrać najlepszą opcję. Dodatkowo, automatyzacja procesów pozwala zaoszczędzić czas potrzebny m.in. na rozliczanie podróży i raportowanie” – tłumaczy Paweł Rek, dyrektor generalny Amadeus Polska.

Złożony proces organizacji podróży

Wyniki badania Amadeus wskazują, że w poszczególnych organizacjach obowiązują różne rozwiązania dotyczące zarządzania delegacjami, a sam proces jest często skomplikowany. Za organizację podróży służbowych odpowiadają pracownicy zajmujący różne stanowiska. Oprócz samych wyjeżdżających (79% odpowiedzi), za realizację tych zadań najczęściej odpowiadają pracownicy działu administracji, tacy jak Office Manager czy asystent(ka) zarządu (57%). Rzadziej odpowiedzialni za ten obszar są pracownicy działu personalnego (25% wskazań). Tylko w 8% firm funkcjonuje osobne stanowisko menedżera podróży. Jeśli taki pracownik został zatrudniony, najczęściej działa w ramach działu administracji (47% przypadków) lub piastuje samodzielne stanowisko (35%). Natomiast najważniejsze decyzje w firmach, np. dotyczące polityki podróży, podejmują członkowie zarządu i menedżerowie wyższego szczebla (ponad połowa wskazań dla obu grup) oraz dyrektorzy finansowi (18%).

Większość ankietowanych decydentów biznesowych deklaruje, że w ich firmach obowiązuje polityka podróży określająca obowiązujące pracowników zasady odbywania delegacji (61% wskazań). Prawdopodobieństwo, że w firmie funkcjonuje polityka podróży, rośnie przy tym wraz z jej wielkością (aż 86% wskazań w przypadku największych firm). Obszary, których dotyczy polityka podróży mogą być różne w poszczególnych organizacjach. Najczęściej obejmuje ona rezerwację hoteli (54% wskazań). Jeśli chodzi o środki transportu, w przypadku przelotów samolotem zasady zakupu biletów obowiązują pracowników 51% firm, w przypadku podróży pociągiem – 50% firm, a w przypadku przejazdu autobusem – 44% firm. Najrzadziej polityka podróży dotyczy zasad wynajmu samochodu (36% odpowiedzi). Pracownicy często mają też znaczną swobodę w wyborze posiłków w czasie delegacji (ograniczenia tylko w 39% organizacji).

Badanie decydentów biznesowych na zlecenie firmy Amadeus wykonała agencja badawcza TNS. Ankieta typu CATI (ang. Computer Assisted Telephone Interview) została przeprowadzona na ogólnopolskiej próbie 300 firm i instytucji zatrudniających powyżej 50 pracowników.

Prawo e-commerce: Jak zwrócić lub zareklamować towar, jeśli kupiliśmy go online, a w dodatku na kredyt?

Już co najmniej połowa Polaków robi zakupy przez internet. E-commerce oszczędza czas potrzebny na wybranie towaru i pieniądze dzięki konkurencji cenowej z tradycyjnymi sklepami. Szczególnym powodzeniem cieszą się internetowe sklepy ze sprzętem elektronicznym. Coraz popularniejsze jest również kupowanie w internecie na raty, czyli na kredyt. Zakupy wirtualne są wygodne, ale niepozbawione wszystkich problemów, jakie wiążą się z kupowaniem jako takim. Podobnie jak w tradycyjnym sklepie może się zdarzyć, że sprzęt, który nabędziemy, nie będzie spełniał naszych oczekiwań lub będzie po prostu wadliwy. Jak go zwrócić lub zareklamować, jeśli kupiliśmy go online, a w dodatku na kredyt?

Według badania CBOS w ubiegłym roku prawie połowa Polaków (47 proc.) robiła zakupy za pośrednictwem internetu. W ciągu zaledwie pięciu lat liczba ta wzrosła dwukrotnie. Nic w tym dziwnego. Rośnie zasięg dobrej jakości internetu, więc wielu z nas przekonało się już, że e-sklepy gwarantują szybkie i tanie zakupy bez wychodzenia z domu. Do sieci przenoszą się też inne udogodnienia związane z handlem, w tym możliwość zakupu online na raty.

E-sklep ma obowiązek przyjąć zwrot towaru

Jednym z ważnych argumentów za kupowaniem online jest możliwość odstąpienia od umowy, czyli zwrotu zakupionego towaru bez podawania przyczyny i bez ponoszenia kosztów, w terminie nieprzekraczającym 14 dni kalendarzowych. Do zachowania terminu wystarczy wysłanie lub dostarczenie oświadczenia do sprzedawcy. Ma on obowiązek niezwłocznie, w terminie nie dłuższym niż 14 dni kalendarzowych od dnia otrzymania oświadczenia konsumenta, zwrócić wszystkie dokonane przez niego płatności, w tym koszty dostawy produktu (z wyjątkiem kosztów, które wynikają z wybrania przez klienta sposobu dostawy innego niż najtańszy, zwykły sposób dostępny w sklepie internetowym). Warto pamiętać, że złożenie takiego oświadczenia i zwrot towaru to dwie różne czynności i nie trzeba ich dokonywać jednocześnie. Wskazane jest nawet wykonanie ich osobno. Uprzedzamy w ten sposób sprzedawcę o nadejściu przesyłki i nie narażamy się na jej nieodebranie. Należy również pamiętać, że zwracając towar, ponosimy odpowiedzialność za ewentualne zmniejszenie wartości rzeczy, np. w wyniku korzystania z niej. Oznacza to, że mamy prawo sprawdzić towar, ale tylko w taki sposób, w jaki byśmy to zrobili w sklepie tradycyjnym (np. pod względem kompletności czy spełniania określonych w ofercie parametrów technicznych). Jeśli skorzystamy z zakupionych towarów, a potem będziemy chcieli odstąpić od umowy, możemy zostać obciążeni dodatkowymi kosztami w związku ze zmniejszeniem wartości tych towarów.

A co, jeśli kupowałem na raty?

Kredytobiorcy korzystający ze wsparcia banku i kupujący sprzęt online i na raty podlegają takim samym zasadom jak ci konsumenci, którzy biorą kredyty w placówkach bankowych. Zgodnie z ustawą o kredycie konsumenckim mamy 14 dni na odstąpienie od umowy bez podania przyczyn takiej decyzji. Jedyna różnica to sama procedura odstąpienia, wynikająca z charakteru zakupów.

W wypadku zakupu towaru lub usługi bank nie wypłaca pieniędzy bezpośrednio na konto kredytobiorcy, ale kieruje całą sumę do sprzedawcy np. sklepu internetowego. W razie odstąpienia od umowy bank będzie musiał odzyskać środki bezpośrednio od sprzedawcy.

Zatem aby dopełnić niezbędnych formalności, na początek musimy złożyć w banku oświadczenie o odstąpieniu od umowy kredytowej. Wzór takiego formularza powinien być dołączony do umowy.  Obowiązuje nas termin maksymalnie 14 dni od podpisania umowy. Oświadczenie może być złożone w oddziale banku lub przesłane do niego pocztą. W tym drugim wypadku ważne jest, aby zachować potwierdzenie nadania z datą. Następnie oświadczenie przekazywane jest sprzedawcy, który zwraca pieniądze do banku. Ma na to maksymalnie 30 dni od dnia złożenia przez nas oświadczenia. Jedynym kosztem poniesionym przez konsumenta będą ewentualne odsetki za okres kilku dni trwania takiego kredytu. Nie zapłacimy żadnych dodatkowych opłat związanych z udzieleniem kredytu (czyli np. prowizji).

Zatem podsumowując – jeśli chcemy zwrócić towar zakupiony online na kredyt, zarówno w stosunku do sprzedawcy, jak i do banku musimy zachować termin maksymalnie 14 dni na wycofanie się z transakcji. Sprzedawcę informujemy o tym, że odstępujemy od zakupu i zwracamy towar. W banku oświadczamy również, że odstępujemy od umowy kredytowej. Analogicznie powinniśmy postąpić, jeśli towar kupiony w sklepie internetowym jest wadliwy. E-sklepy przez jakiś czas stosowały praktykę, zgodnie z którą klient najpierw zobowiązany był złożyć reklamację i skorzystać z uprawnień wynikających z prawa ochrony konsumentów (czyli żądać naprawy lub wymiany towaru na nowy). Jednak orzecznictwo sądów wskazało na inny sposób rozwiązania tej sytuacji. Zgodnie z wyrokiem Sądu Okręgowego w Olsztynie z 3 kwietnia 2013 r. (sygn. akt I Ca 55/13) prawo do odstąpienia od umowy zawartej na odległość bez podania przyczyny dotyczy również towaru wadliwego. To, czy odstąpimy od umowy, czy zareklamujemy zamówiony towar, zależy więc tylko od nas.

Dorota Matuszyńska, Idea Expert

Cyberataki zagrożeniem dla polskiego przemysłu

Wzrost liczby cyberataków na infrastrukturę o znaczeniu krytycznym, który miał miejsce w ciągu ostatniej dekady sprawił, że cyberbezpieczeństwo stało się centralnym problemem dla użytkowników i dostawców systemów automatyzacji oraz sterowania w przemyśle. W latach 2006-2012 liczba incydentów zagrażających bezpieczeństwu przemysłu na świecie wzrosła aż o 782 %. Z różnych powodów wiele ataków wciąż nie jest zgłaszanych, co pozwala zakładać, że skala problemu jest większa, niż wskazywałyby na to zebrane dane.

Zamierzone działanie

Cyberataki wymierzone w przedsiębiorstwa przemysłowe mają zawsze charakter strategiczny. Ich celem jest zakłócenie funkcjonowania systemów w celu uzyskania korzyści finansowych, rynkowych (ataki na konkurencyjne firmy) czy czysto politycznych.  Zdarzają się również ataki, których podłożem są kwestie społeczne, a w niektórych przypadkach mogą one  wynikać nawet z osobistych animozji. Ataki nie są niczym nowym, ale ich skala oraz sposoby są coraz bardziej zaawansowane i przemyślalne. W ciągu ostanich 10 lat miało miejsce kilka głośnych ataków. W 2003 roku zaatakowano elektrownię Davis-Besse należącą do First Energy. Z kolei w grudniu 2010 roku w centrum uwagi całego świata znalazł się robak Stuxnet, który zaatakował elektrownię atomową w Iranie. Po tym zdarzeniu spojrzenie świata na bezpieczeństwo obiektów strategicznych zyskało nowego znaczenia.  Również w Polsce mieliśmy do czynienia z atakami na ważne elementy infrastuktury miejskiej. W styczniu 2008 roku doszło do serii wykolejeń tramwajów w Łodzi. Ich przyczyną był atak 14–latka, który za pomocą przerobionego pilota do TV zmieniał ustawienia zwrotnic działających na podczerwień. Został złapany, tylko dlatego, iż w szkolnym zeszycie miał wpisane numery ulubionych linii tramwajowych. Pokazuje to, jak duże możliwości do ataków mają dzisiejsi hakerzy i jak sie okazuje nie jest to dla nich zbyt trudne.

Ataki przemysłowe

Według danych pochodzących z raportu Cyberbezpieczeństwo środowisk sterowania i automatyki przemysłowej, opublikowanych przez Frost & Sullivan we współpracy z Schneider Electric najbardziej zagrożonymi sektorami są: gospodarka wodna (41% ataków), energetyka (16%) oraz firmy wielosektorowe (25%). W dalszej kolejności uplasowały się : sektor chemiczny, jądrowy oraz administracja publiczna. Dziś główna uwaga hakertów atakujących firmy przemysłowe skupia się najczęściej na systemach sterowania, takich jak rozproszone systemy sterowania (DCS – distributed control systems), programowalne sterowniki logiczne (PLC – programmable logic controllers), systemy SCADA (supervisory control and data acquisition) i panele sterownicze HMI (human machine interface). Cyberprzestępcy wykorzystują różnorodne luki i słabości od niezabezpieczonych kanałów zdalnego dostępu, przez niedoskonałe zapory firewall, po brak segmentacji sieci. Możliwe są również ataki przeprowadzane od wewnątrz, zwłaszcza w przypadku niezadowolonych pracowników lub partnerów biznesowych.

Wszytskie te ataki mają jednak swoje określone przyczyny. Do głównych z nich należą luki w zabezpieczeniach sieci, które mogą mieć różnorodny charakter, od niechronionych punktów umożliwiających zdalny dostęp, po niewystarczające zapory firewall. Z kolei w przypadku sprzętu i oprogramowania luki obejmują m.in. niechronione zdalne terminale RTU, komputery PC, pamięci USB, urządzenia mobilne i peryferyjne oraz konkretne interfejsy HMI, a także wszelkie rodzaje oprogramowania sterującego – mówi Ireneusz Martyniuk, Wiceprezes Pionu Przemysłu w Schneider Electric Polska.

Na bezpieczeństwo trzeba jednak patrzeć szeroko. Przyczyną ataków są również słabe zabezpieczenia fizyczne w przedsiębiorstwie. Tutaj mówimy głównie o niewystarczającej ochronie dostępu osób fizycznych do obiektu i systemów sterowania oraz automatyki i to one są najczęściej spotykanymi fizycznymi lukami – dodaje Ireneusz Martyniuk, Czynnik ludzki w kwestiach związanych z bezpieczeństwem obiektów przemysłowych można powiązać z szeregiem czynników zagrożenia takich jak błędy projektantów oraz instalatorów podczas konfiguracji i instalacji systemu. Do tego mogą dojść również błędy operacyjne podczas pracy systemu, niewystarczająco skrupulatne prace konserwacyjne, plany wymiany sprzętu oraz oprogramowania na nowsze, jak również zbyt niski poziom umiejętności osób wykonujących takie działania. Całościowa kultura pracy ma więc istotny wpływ na bezpieczeństwo i umożliwienie cyberprzestępcom dokonanie ataku. Jeżeli kultura ta nie będzie uwzględniać kluczowych czynników ryzyka to będzie przyzwoleniem na realizację działań operacyjnych w niebezpieczny sposób, ignorując np. podstawową politykę zarządzania hasłami bezpieczeństwa i dostępem pracowników do systemu. Związane jest to mocno z środowiskiem pracy, w którym nie są przeprowadzane regularne audyty, brakuje skutecznych i spójnych działań mających na celu egzekwowanie polityk bezpieczeństwa. Ponadto, nie korzysta się w pełni z dostępnych narzędzi nadzoru i monitoringu, narażając się tym samym na stanowczo zbyt wysokie ryzyko.

Zbyt dużo do stracenia

Konsekwencje niezbezpieczenia przedsiebiorstwa przed atakami moga być bardzo duże. Cyberataki mogą doprowadzic do znacznych strat finansowych, opóźniając lub zakłócając produkcję i procesy operacyjne, doprowadzić do uszkodzenia urządzeń i infrastuktury, a także potencjalnych problemów związanych z niezgodnością z regulacjami bezpieczeństwa. To z kolei może wiązać się z wysokimi karami pieniężnymi – kontynuuje Ireneusz Martyniuk,. Kary finansowe to jednak nie wszystko. Szkody wywołane atakami hakerów mogą wpłynąć na wizerunek firmy i przełożyć się wprost na zmniejszenie zaufania klientów, a tym samym pomniejszenie zysków. W wyniku ataku może również dojść do utraty poufnych danych, co może wpłynąć na obniżenie jakości usług.

Cyberataki to zjawisko, które będzie coraz częściej występowało  w sektorze przemysłu. Dla cyberprzestępców, przedsiębiorstwa działające w tej branży stały się bardziej atrakcyjne ze względu na : większe obroty finansowe, możliwość wyrządzenia większych szkód w całym łańcuchu dostawców, jak również uzyskanie dostępu do ciekawych nowych technologii, które później mogą wykorzystać na świecie. Z tego względu wdrażanie strategii bezpieczeństwa jest z jednej strony koniecznością z drugiej zaś stanie się w niedalekiej przyszłości obowiązkiem narzuconym przepisami. Pomimo pojawienia się narzędzi bezpieczeństwa zintegrowanego z konkretnymi produktami, przyjęcie strategii dla sieci przemysłowych stanie się w nadchodzących latach koniecznością w obliczu cyberzagrożeń.

Ankieta Bloomberga: wzrost PKB w Polsce 4%

Bardzo korzystnie wypadł nasz kraj w ankiecie Bloomberga. 4% wzrostu to drugi nieazjatycki wynik na świecie. Wczoraj zobaczyliśmy, ze funt wciąż jest bardzo podatny na dane makroekonomiczne. W Chinach trwają poważne problemy na giełdzie.

Maciej Przygórzewski - główny analityk Internetowykantor.pl i Walutomat
Maciej Przygórzewski – główny analityk Internetowykantor.pl i Walutomat

Wczorajszy dzień udowodnił, że dane makroekonomiczne wciąż są obserwowane przez analityków i nie tylko Grecja porusza rynkami. O 10:30 poznaliśmy gorszy od oczekiwań wynik indeksu PMI dla przemysłu Wielkiej Brytanii. Zamiast oczekiwanego wzrostu o 0,6 pkt, był spadek o 0,5 pkt. W rezultacie na rynki trafił sygnał osłabiający brytyjską gospodarkę a tym samym funta. W rezultacie w ciągu 45 minut od publikacji funt spadł z okolic 5,93 zł na 5,88 zł. Potem ruch ten był co prawda korygowany, jednakże pokazuje to jak duży krótkoterminowy wpływ na rynki ma korygowanie przez inwestorów pozycji.

Dane z USA nie wpłynęły aż tak mocno na dolara, nie mniej było widać umacnianie się amerykańskiej waluty po dobrym raporcie ADP na temat zatrudnienia. Również indeksy dla przemysłu zarówno PMI jak i jego odpowiednik w USA indeks ISM wypadły korzystnie. Nie mógł dziwić zatem fakt, że dolar kolejny dzień umacniał się wobec euro, pomimo tego że i tak po zawirowaniach w Grecji jest już bardzo mocny.

Ankieta Bloomberga na temat wzrostu PKB wypadła bardzo korzystnie dla naszego kraju. Jest to badanie, w którym pytani są ekonomiści na temat spodziewanych poziomów wzrostu gospodarczego w danym kraju. Polsce przypisano imponującą wartość 4%. Spośród krajów rozwiniętych to drugi najlepszy wynik, tuż po nadrabiającej straty z kryzysu Irlandii. Powyżej są już tylko dynamicznie rozwijające się państwa azjatyckie. Co ciekawe ankieta przewiduje wzrost o 0,9% w Grecji. Jest to bardzo odważna prognoza.

W Grecji trwają nawoływania do głosowania w referendum. Nikt nie spodziewa się innego wyniku niż “NIE”, natomiast rządząca Syriza wciąż zbiera poparcie by wynik był jeszcze bardziej przytłaczający. Wątpliwym jest by referendum podziałało na kogokolwiek. Spłacanie zobowiązań to kwestia odpowiedzialności za składane deklaracje a nie wola wyborców. Jeżeli państwo nie będzie ich spłacać nikt więcej mu nic nie pożyczy, bo wtedy to nie kredyty, tylko darowizny.

Spadki na giełdzie w Pekinie coraz bardziej niepokoją. Zmienność jest bardzo duża, a od napompowanego spekulacjami maksimum z połowy czerwca główny indeks stracił już 26%. Pęknięcie bańki spekulacyjnej w tak dużej gospodarce z pewnością będzie odczuwalne na innych światowych rynkach.

Dzisiaj warto zwrócić uwagę na następujące dane makroekonomiczne:

13:30 – strefa euro – protokół z posiedzenia EBC,
14:30 – USA – stopa bezrobocia oraz zmiany zatrudnienia,
16:00 – USA – zamówienia na dobra.

EUR/PLNKomentarz walutowy 02.07.2015

Wykres kursu średniego EUR/PLN za okres od 02.04.2015 do 02.07.2015

Kurs EUR/PLN po osiągnięciu minimów na 3,9700 utworzył trend wzrostowy. Oporem dla wzrostów jest ostatnie maksimum na 4,2000, a po jego przebiciu górne ograniczenie kanału na 4,2500. Wsparciem jest linia łącząca minima lokalne na 4,1700.

CHF/PLNKomentarz walutowy 02.07.2015

Wykres kursu średniego CHF/PLN za okres od 02.04.2015 do 02.07.2015

Kurs CHF/PLN od początku marca utworzył trend wzrostowy. Dotychczas okolice 4zł były skutecznym oporem dla dalszych wzrostów kursów, jednakże problemy Grecji spowodowały, że poziom ten został wyraźnie przekroczony. Oporem dla dalszych wzrostów jest górne ograniczenie kanału przebiegające w okolicach 4,1000. Poziom ten spędza sen z powiek kredytobiorcom frankowym. Wsparciem jest dolne ograniczenie formacji na poziomie 3,9850.

USD/PLNKomentarz walutowy 02.07.2015

Wykres kursu średniego USD/PLN za okres od 02.04.2015 do 02.07.2015

Kurs USD/PLN podobnie jak inne waluty wystrzelił do góry. Opór stanowić będzie majowe maksimum na poziomie 3,8200. W przypadku ruchu w dół wsparciem będzie najpierw linia łącząca minima ostatnich tygodni w okolicach 3,7000 a następnie minima ostatnich tygodni na 3,6500.

GBP/PLNKomentarz walutowy 02.07.2015

Wykres kursu średniego GBP/PLN za okres od 02.04.2015 do 02.07.2015

Kurs GBP/PLN znajduje się w szerokim kanale wzrostowym. Wewnątrz tej formacji utworzył się krótkoterminowy bardziej stromy trend wzrostowy z którego doszło do wybicia górą. Paliwem dla tego ruchu były wydarzenia polityczne i można mieć nadzieję, że w razie uspokojenia nastrojów kurs powróci przynajmniej do wspomnianej formacji. W przypadku ruchu w dół wsparciem jest dolne ograniczenie formacji wzrostowej na 5,8850. Dla ruchu w górę oporem jest wczorajsze maksimum na 5,9400 a następnie psychologiczna bariera 6,0000.

Maciej Przygórzewski – główny analityk walutowy w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Nowa kancelaria doradców restrukturyzacji

Z początkiem miesiąca rozpoczęła działalność specjalistyczna kancelaria PMR Restrukturyzacje SA. Założyło ją dwoje syndyków, uznanych specjalistów w zakresie restrukturyzacji przedsiębiorstw – Maciej Roch Pietrzak oraz Małgorzata Anisimowicz, którzy połączyli swoje kancelarie. Celem spółki jest stworzenie nowoczesnej formuły doradztwa, wspierającego przedsiębiorcę w procesie naprawy oraz usprawniania firmy.

PMR Restrukturyzacje będzie świadczyć wysoce wyspecjalizowane usługi doradcze
w zakresie planowania i realizacji procesów restrukturyzacji, postępowań układowych
i naprawczych w egzekucji z dochodów przedsiębiorstw. Dodatkowo spółka będzie wspierała klientów w zapobieganiu niewypłacalności, ochronie płynności, zarządzaniu kryzysem,
a także zwiększeniu efektywności przedsiębiorstw oraz pozyskiwaniu finansowania
na restrukturyzację lub inwestycje w projekty typu distressed assets.

Powołanie do życia wyspecjalizowanej kancelarii doradców jest odpowiedzią na zmiany
w prawie restrukturyzacyjnym, oraz stanowi wyjście na przeciw potrzebom firm, które znalazły się w trudnej sytuacji finansowej.

Ideą działania kancelarii jest połączenie wiedzy teoretycznej (prawo i ekonomia) oraz wieloletniego doświadczenia praktycznego z zakresu restrukturyzacji i zarządzania. Dobrze przeprowadzonym procesem naprawczym jest dla nas działanie, w efekcie którego nasz klient spłaca wierzycieli, przy zachowaniu miejsc pracy i integralności oraz wartości przedsiębiorstwa. Dotychczas się to udawało, a połączenie sił, tylko nas wzmacnia merytorycznie i zwiększa zasięg geograficzny naszych działań.” – skomentował Maciej Roch Pietrzak – Prezes Zarządu PMR Restrukturyzacje.

Maciej Roch Pietrzak prowadził swoje kancelarie w Warszawie, Łodzi i Kaliszu. Małgorzata Anisimowicz jako syndyk aktywnie działa w regionie Dolnego Śląska. Wspólny szyld to jednak dopiero wstęp do ambitnej strategii rozwoju rynku usług w zakresie doradztwa restrukturyzacyjnego. Założyciele zapewniają, że już niedługo otworzą kolejne partnerskie oddziały PMR, również za granicą. Plany dotyczą biur w Niemczech i Wielkiej Brytanii.

Poszerzanie i rozwój struktur firmy jest jednym z kluczowych zadań na najbliższy czas. Ich tempo zależeć będzie jednak od możliwości integracji i promocji wysokich standardów obsługi. Właśnie troska o klienta i efektywność naszych działań wyróżnia PMR i to bez względu na lokalizację biura.” – dodaje Małgorzata Anisimowicz – Vice-Prezes PMR Restrukturyzacje.
***

Maciej Roch Pietrzak – doradca restrukturyzacyjny. Członek Zespołu Ekspertów przy Ministrze Sprawiedliwości ds. Nowelizacji Prawa Upadłościowego i Naprawczego oraz Restrukturyzacji Przedsiębiorstw. Odznaczony przez Ministra Sprawiedliwości Medalem „Zasłużony dla Wymiaru Sprawiedliwości” za prace nad założeniami do projektu Ustawy Prawo Restrukturyzacyjne. Współautor przygotowanej w Ministerstwie Gospodarki i przyjętej przez Radę Ministrów „Polityki Nowej Szansy”, mającej na celu ochronę polskich przedsiębiorstw przed niewypłacalnością. Inicjator powstania, współtwórca statutu oraz zasad funkcjonowania samorządu zawodowego syndyków licencjonowanych. Jest także członkiem krakowskiego Instytutu Allerhanda oraz Zarządu Stowarzyszenia Praktyków Restrukturyzacji, skupiającego czołowe polskie kancelarie oraz instytucje finansowe, zajmujące się restrukturyzacją zadłużonych przedsiębiorstw.

 

Małgorzata Anisimowicz – doradca restrukturyzacji, ekonomista i mediator. Syndyk licencjonowany
z ponad 20- letnim doświadczeniem w doradztwie biznesowym i restrukturyzacyjnym. Założycielka
i vice-prezes w PMR Restrukturyzacje S.A. Przeprowadziła procesy restrukturyzacji licznych spółek,
w tym autorski program restrukturyzacji przedsiębiorstw w ramach postępowań upadłościowych
w trybie likwidacji. Pełni funkcję biegłego sądowego. Jest również współzałożycielką Krajowej Izby Syndyków oraz Prezesem Okręgowej Izby Syndyków we Wrocławiu.

Polscy producenci walczą o rynek produktów premium i luksusowych

W Polsce rośnie liczba osób zamożnych i bogatych, którzy swoje zarobki chcą wydawać na samochody klasy premium, najwyższej jakości kosmetyki i odzież, biżuterię czy gadżety elektroniczne. Mimo że coraz liczniej na naszym rynku obecne są marki międzynarodowe, również rodzimi producenci dóbr luksusowych częściej przebijają się do polskich i zagranicznych konsumentów.

Według raportu KPMG, w 2014 roku w Polsce mieszkało 878 tys. osób o dochodzie miesięcznym brutto powyżej 7,1 tys. zł. Do 2017 roku ich liczba sięgnie 1 153 tys. zaś rynek dóbr luksusowych wzrośnie o 11%, osiągając poziom 14 mld zł. To ogromna liczba zamożnych konsumentów i jeszcze większe pieniądze, o które będą rywalizować zagraniczne i rodzime marki. Polska na tle innych państw europejskich jest w ścisłej czołówce pod względem obecności światowych marek z segmentu premium. W 2014 roku 70 proc. z nich, głównie z Francji i Włoch, było obecnych na naszym rynku. Dobra luksusowe są coraz powszechniej dostępne, o czym świadczy rosnąca liczba ekskluzywnych butików zagranicznych projektantów czy otwarcie pierwszego w Polsce salonu Ferrari.

To właśnie rynek samochodów klasy premium i luksusowych rozwija się najbardziej dynamicznie, zaś jego wartość w 2014 roku wyniosła 5,6 mld zł. W Polsce stopniowo przybywa osób, które chcą zrealizować swoje marzenie z dzieciństwa o Ferrari czy Porsche. W ubiegłym roku impuls dały zmiany regulacyjne w przepisach o VAT, dzięki którym sprzedaż marek z segmentu premium i luksusowych zwiększyła się o 29 i 31 procent. Przykładowo, Infiniti czy Lamborghini odnotowały wręcz 234 i 300 procentowy wzrost. Według raportu KPMG, w najbliższych latach największych wzrostów można spodziewać się w segmencie luksusowej biżuterii i zegarków, który w 2014 wart był 368 mln zł, zaś do 2017 może osiągnąć 466 mln zł. Dynamicznie rozwija się rynek luksusowych usług hotelarskich i SPA, na który wchodzą kolejni operatorzy otwierający obiekty świadczące usługi najwyższej jakości. Ważnym segmentem polskiego rynku dóbr luksusowych są też napoje alkoholowe – bogacący się i coraz lepiej wyedukowani konsumenci sięgają nierzadko o klasę wyżej. W efekcie rośnie zainteresowanie alkoholami typu whisky, drogimi winami, piwami specjalnymi oraz wódką super premium.

Rynek luksusowych alkoholi oraz biżuterii pokazuje, że polskie marki luksusowe również mogą odnieść sukces, zarówno w kraju, jak i za granicą. Polacy chętnie sięgają bowiem po rodzime produkty wysokoprocentowe, takie jak Wyborowa Exquisite, Sobieski Estate czy Chopin. Wyselekcjonowane gatunki zbóż oraz krystalicznie czysta woda sprawiają, że polskie wódki od dawna cenione są również wśród zagranicznych konsumentów.

Popularnością cieszą się wyroby biżuteryjne Kruk i Apart czy zegarki Copernicus Watch. Niewielki jest natomiast rynek luksusowych perfum i kosmetyków, choć jeden z trendów, jakim jest poszukiwanie przez konsumentów unikatowych zapachów, stwarza szansę dla niszowych perfumerii, takich jak np. La Selection. Warto jednocześnie przypomnieć sukces polskiej marki dr Irena Eris, która w 2012 roku dołączyła do prestiżowego klubu Comité Colbert, zrzeszającego najbardziej luksusowe marki. Polska jest też jednym ze światowych producentów wysokiej jakości jachtów, które niemal w 90% przeznaczone są na eksport. Sunreef Yachts w 2014 roku otrzymał nagrody Teraz Polska i Global Luxury Manufacturing Award.

Rynek luksusowej odzieży i dodatków jest dopiero w fazie rozwoju, zaś domy mody takie jak Dior czy Chanel wciąż postrzegają Polskę za mało perspektywiczną. To ogromna szansa na zagospodarowanie rynku przez rodzime marki, zarówno te o ugruntowanej pozycji jak Cafardini, jak i młodych projektantów. Według danych KPMG, po ubrania od projektantów czy szyte na miarę sięga regularnie lub okazjonalnie niemal 30% zamożnych Polaków, 40% bardzo zamożnych o dochodach od 10 do 20 tys. zł oraz ponad połowa zarabiających więcej niż 20 tys. zł. Zamożni konsumenci coraz bardziej przekonują się, że wybór dopasowanego garnituru, uszytego z najwyższej jakości materiałów według indywidualnych preferencji, wyróżni ich z tłumu i pomoże w umacnianiu swojej pozycji biznesowej oraz społecznej.

Jakość jest głównym wyznacznikiem, jakim kierują się Polacy kupując dobra i usługi luksusowe. O zamożnych i bogatych konsumentów z naszego kraju będą w najbliższym czasie rywalizować liczni zagraniczni producenci. Warto więc, by w szranki stanęły również polskie marki szyte na miarę. „Made in Poland” staje się bowiem wyznacznikiem jakości na świecie, nie tylko za sprawą gier komputerowych, okien dachowych, autobusów czy żywności, ale także polskich produktów luksusowych.

Autorem wypowiedzi jest Marta Stefańczyk-Ciąpała, prezes i założyciel firmy Cafardini.

Egzekucja komornicza majątku z dotacji unijnej – czy to możliwe?

Z dotacji unijnych korzysta obecnie wielu beneficjentów, a szeroko pojęte dopłaty w istotny sposób przyczyniają się do rozwoju sektora prywatnego i publicznego. Co jednak w sytuacji, gdy profitent dotacji jest jednocześnie dłużnikiem, przeciwko któremu komornik lub poborca skarbowy prowadzi postępowanie egzekucyjne? Liczne egzekucje, w których dochodziło do zajęcia rachunków bankowych oraz znajdujących się na nich środków z dotacji sprawiły, że pytanie to stało się wyjątkowo aktualne.

Tomasz Kaczorowski, adwokat w kancelarii JKP Adwokaci we Wrocławiu
Tomasz Kaczorowski, adwokat w kancelarii JKP Adwokaci we Wrocławiu

Dotacja nietykalna

W dniu 8 kwietnia 2014r. ustawodawca wprowadził do Kodeksu postępowania cywilnego art. 831 § 1 pkt. 2a), zgodnie z którym „Nie podlegają egzekucji środki pochodzące z programów finansowanych z udziałem środków, o których mowa w art. 5 ust. 1 pkt 2 i 3 ustawy z dnia 27 sierpnia 2009 r. o finansach publicznych (Dz.U. z 2013 r. poz. 885, 938 i 1646), chyba że wierzytelność egzekwowana powstała w związku z realizacją projektu, na który środki te były przeznaczone”. Mowa tu o dopłatach pochodzących z budżetu Unii Europejskiej oraz niepodlegających zwrotowi środkach z pomocy udzielanej przez państwa członkowskie Europejskiego Porozumienia o Wolnym Handlu (EFTA) czyli o dotacjach pochodzących ze źródeł zagranicznych niepodlegających zwrotowi, czyli między innymi tak zwanych funduszy europejskich.

Problemy praktyczne

Zgodnie z nową regulacją prawną, nie jest możliwe prowadzenie egzekucji ze środków pochodzących z dotacji. Praktyka stosowania prawa pokazała jednak, że nawet po wprowadzeniu nowych przepisów dochodziło do sytuacji wzbudzających wiele wątpliwości. Sąd Najwyższy rozwiał je poprzez orzecznictwo w sprawie egzekucji z rachunku bankowego fundacji, na koncie której znajdowały się środki pieniężne pochodzące z unijnego dofinansowania. Co istotne, w omawianym przypadku, bank nie poinformował komornika, iż prócz majątku dłużnika na rachunku znajdują się także środki pochodzące z dotacji. W uchwale z dnia 26 lutego 2015r., sygn. III CZP 104/14, Sąd Najwyższy szeroko wyjaśnił brzmienie nowych przepisów prawnych. Najważniejszym wnioskiem płynącym z orzeczenia była konieczność starannego postępowania banku, który prowadzi rachunek dłużnika. To właśnie bank powinien bacznie kontrolować, jakiego rodzaju środki znajdują się na rachunku klienta, a gdy okaże się, że mamy do czynienia z dotacją unijną, niezwłocznie poinformować o tym fakcie komornika. Jedyny wyjątek stanowi egzekucja wierzytelności powstałej w ramach projektu dłużnika, na który otrzymał on środki unijne.

Egzekucja majątku z dotacji tylko w jednym wypadku

Zakaz egzekucji ze środków unijnych nie byłby pełny i kompletny bez dodatkowych regulacji zawartych w art. 831 § 2 Kodeksu postępowania cywilnego, który wprost stanowi, że nie jest także możliwa egzekucja ze środków trwałych oraz wartości niematerialnych i prawnych powstałych w ramach realizacji projektu, na który przeznaczone były pieniądze pochodzące z programów finansowanych z udziałem środków, o których mowa w art. 5 ust. 1 pkt 2 i 3 ustawy z dnia 27 sierpnia 2009 r. o finansach publicznych, przez okres jego trwałości wskazany w umowie o dofinansowanie projektu. Egzekucja z majątku beneficjenta, który powstał za pieniądze z dotacji będzie zatem możliwa, ale dopiero po upływie okresu trwałości projektu wskazanego w umowie o dofinansowanie.

Podstawa prawna:

  • – art. 831 § 1 pkt. 2a) Kodeksu postępowania cywilnego,
  • – art. 5 ust. 1 pkt 2 i 3 Ustawy o finansach publicznych.

Rentowność polskich obligacji skarbowych już na poziomie niemal 3,3 proc. Do końca roku nie ma szans na niższe poziomy

Rafał Madej, dyrektor Departamentu Produktów Inwestycyjnych i Ubezpieczeniowych PKO BP

Po okresie blisko 5-letniej hossy na rynku długu mamy do czynienia z mocną korektą. Rentowność 10-letnich obligacji Skarbu Państwa po osiągnięciu w lutym 2015 roku minimum na poziomie 1,94 proc. zaczęła gwałtownie rosnąć. Obecnie polski dług wyceniany jest z rentownością wynoszącą niemal 3,3 proc. W opinii Rafała Madeja, dyrektora Departamentu Produktów Inwestycyjnych i Ubezpieczeniowych w PKO BP, w tym roku szans na spadek rentowności, czyli wzrost cen polskich papierów skarbowych, raczej nie ma.

– Po pierwsze, mamy trochę niepokojów związanych z perspektywą politycznej sceny w Polsce w związku z wyborami. Po drugie, na sytuację polskiego długu wpływa istotnie sytuacja w Grecji, w ogóle sytuacja w Europie jest mocno zdeterminowana tym, co się dzieje w Grecji. I wreszcie po trzecie, co dzieje się za oceanem, czyli perspektywa zmiany polityki Fedu, planowany wzrost stóp procentowych – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Rafał Madej, dyrektor Departamentu Produktów Inwestycyjnych i Ubezpieczeniowych PKO BP.

Przecena na rynku obligacji negatywnie rzutuje na wyceny jednostek dłużnych funduszy inwestycyjnych. Po okresie bardzo dobrych stóp zwrotu osiąganych w ostatnich latach, obecnie większość z nich generuje ujemne stopy zwrotu. Spośród blisko 70 funduszy instrumentów dłużnych jedynie 9 uniknęło w ostatnim kwartale strat. Przedstawiciel PKO BP także w najbliższym czasie nie spodziewa się radykalnej poprawy.

– Dla nas scenariuszem bazowym jest dalsza przecena obligacji. Przy 10-latkach zakładamy w trzecim kwartale wzrost rentowności do poziomu 3,40 proc. W czwartym kwartale należałoby oczekiwać uspokojenia się, bo część czynników ryzyka naszym zdaniem nie będzie już tak silnie oddziaływała, dlatego nastąpi stabilizacja i powrót do poziomu 3,30 proc. – prognozuje Rafał Madej.

Dyrektor Departamentu Produktów Inwestycyjnych i Ubezpieczeniowych PKO BP pytany o wpływ wyborów na notowania obligacji odpowiada, że jest to uzależnione od ich wyników. Budowa silnej koalicji rządowej i utrzymanie dotychczasowej polityki gospodarczej naszego kraju powinny pozytywnie wpłynąć na rynek. W przypadku politycznego przesilenia i kłopotów z formowaniem nowego rządu, trzeba będzie liczyć się negatywną reakcją inwestorów.

Negatywnym czynnikiem wpływającym na rynek długu jest także napięta sytuacja panująca w Grecji.

– Jak widać do tej pory, Grecja szarpie Europą i trochę światem, jesteśmy ich zakładnikami już od kilku lat. Wierzę jednak w pozytywny scenariusz, bo to porozumienie tak pewnie jest możliwe, natomiast to jest trochę gra nerwów – ocenia dyrektor Madej.

Ekspert przestrzega jednak przed negatywnym scenariuszem, oznaczającym opuszczenie przez Grecję strefy euro. W takim przypadku reakcja rynków na pewno nie będzie pozytywna i pociągnie za sobą wzrost rentowności papierów dłużnych.

Dyrektor Madej tłumaczy, że obecnie trudno przewidzieć, kiedy fundusze wyspecjalizowane w instrumentach dłużnych zaczną ponownie przynosić zyski. Specyfiką funduszy obligacji jest to, że najlepiej radzą sobie w okresach obniżek stóp procentowych. Tymczasem ostatnia seria obniżek w Polsce została niedawno zakończona, a rynek spodziewa się teraz raczej ich wzrostu, choć dopiero w perspektywie drugiej połowy przyszłego roku.

– Jeśli mamy w tej chwili perspektywę odwrotną, czyli podwyżek stóp procentowych, to nie stwarza to dobrych perspektyw dla funduszy dłużnych. Oczywiście zarządzający radzą sobie, modyfikując politykę inwestycyjną, bardziej aktywnie grając i zarządzając portfelem – mówi Rafał Madej.

Zarządzający w PKO BP jako alternatywę wskazuje zakup przez fundusze obligacji korporacyjnych, które notowane są z premią w stosunku do długu skarbowego, jednak inwestycja w nie obarczona jest odpowiednio wyższym poziomem ryzyka.

Europejski Kongres Medyczny o przyszłości polskiej medycyny

W dniach 25-27 czerwca 2015 r. w Gdańsku odbył się Pierwszy Europejski Kongres Medyczny. W ciągu trzech dni politycy, samorządowcy, przedstawiciele pracodawców oraz eksperci z dziedziny nauki, medycyny i finansów dyskutowali o zmianach i kierunku dalszego rozwoju polskiej medycyny. Szeroko dyskutowane były kwestie związane z zarządzaniem placówkami medycznymi, czy informatyzacją.

Europejski Kongres MedycznyKongres otworzył wiceminister zdrowia Igor Radziewicz-Winnicki, który powiedział, że jest to pierwsze takie wydarzenie, które w sposób kompleksowy i interdyscyplinarny podejmuje problematykę ochrony zdrowia. Odczytał również list od ministra zdrowia Mariana Zembali’ „ W Polsce potrzebny jest dialog – również międzynarodowy – który umożliwi wymianę doświadczeń i dyskusję na temat problemów ochrony zdrowia i wyzwań, przed którymi stajemy” – napisał profesor Zembala. Z kolei wicewojewoda pomorski Michał Owczarczak odczytał słowa premier Ewy Kopacz: „ Wasz głos w debacie jest niezwykle cenny. Bez wsparcia różnych środowisk, bez kreatywności, determinacji i dynamizmu, nasze starania nie będą przynosić spodziewanych efektów” – napisała Prezes Rady Ministrów życząc uczestnikom owocnych obrad.

Na Kongresie nie mogło zabraknąć również obecnie bardzo ważnego dla rozwoju branży tematu związanego z nową perspektywą unijną. Konfederacja Lewiatan odpowiedzialna była za przygotowanie i prowadzenie panelu pn. „Nowa unijna perspektywa finansowa. Szanse dla Polski”. Moderatorem spotkania była dr Dobrawa Biadun – ekspertka ds. ochrony zdrowia Konfederacji Lewiatan.

W debacie udział wzięli: Paweł Orłowski – Podsekretarz Stanu w Ministerstwie Infrastruktury i Rozwoju (opowiedział ogólnie o nowej perspektywie i ofercie dla branży w programach centralnych, ze szczególnym naciskiem na projekty dotyczące innowacji, badań i rozwoju), Hanna Zych-Cisoń – członek Zarządu Województwa Pomorskiego (wskazała rolę samorządu i podział środków na zdrowie na poziomie RPO), Michał Kępowicz – Dyrektor Departamentu Funduszy Europejskich Ministerstwa Zdrowia (omówił rolę Ministerstwa Zdrowia w kreowaniu spójnej polityki w obszarze zdrowia). Stronę przedsiębiorców reprezentowali: Bartosz Hajncz – Pracodawcy Zdrowia (który przedstawił dotychczasowe doświadczenie przedsiębiorców), Marek Witulski ‒ Siemens (wskazał wpływ środków unijnych na rozwój placówek ochrony zdrowia) oraz Mikołaj Wietrzy – PwC (ocenił możliwości wykorzystania środków unijnych przez placówki ochrony zdrowia).

Michał Kępowicz wyjaśnił, że Komisja Europejska przyjęła przygotowane przez stronę Polską dokumenty, co oznacza możliwość otwarcia projektów w obszarze ochrony zdrowia. Pamiętać jednakże należy, że w części obszarów działania będą musiały być zgodne z opracowywanymi mapami potrzeb zdrowotnych.
W rezultacie dyskusji paneliści wskazali na konieczność racjonalnego opracowywania projektów, w celu jak najefektywniejszego rozdysponowania środkami. Ważna też – jak wskazała Dobrawa Biadun – będzie rola Komitetu Sterującego odpowiadającego za zgodność opracowywanych projektów z Policy paper oraz mapami potrzeb zdrowotnych. Konieczność koordynacji to nie tylko wymóg UE ale również narzędzie do wsparcia tych projektów, które wpłyną na rozwój gospodarczy polskich przedsiębiorców.”

Konfederacja Lewiatan

 

Czy Internet pozwala przewidzieć wyniki wyborów?

Jakiś czas temu pojawiła się informacja, że Google może przewidzieć wybory lepiej niż sondaże polityczne. Jeśli to prawda, precyzyjny monitoring internetu może dawać partiom niezwykle tanie i bardzo precyzyjne dane o preferencjach wyborczych, jak i dostarczać insightów do tego, jak prowadzić kampanię wyborczą. Agencja badawcza IRCenter postanowiła sprawdzić, czy rzeczywiście tak jest.

Konsekwencją możliwości przewidzenia wyników wyborów w internecie, byłaby utrata kluczowej roli telewizji w komunikacji politycznej. Jak na razie taka sytuacja nie ma miejsca.

Obserwacja ostatnich wyborów prezydenckich pokazuje, że:

  • internauci w mediach społecznościowych najczęściej dyskutowali o kandydatach w trakcie telewizyjnych debat;
  • większość newsów i dyskusji o kluczowych wydarzeniach w mediach społecznościowych jest rozprzestrzeniana przez fanpage i profile tweeterowe największych mediów – zarówno wydawców telewizyjnych, jak i telewizji naziemnych.

Porównanie wyników wyborów i Key Performance Indicators z pomiaru InternetuPorównanie wyników wyborów i Key Performance Indicators z pomiaru Internetu

Pomimo wciąż dominującej roli telewizji, monitoring internetu pozwala na bieżąco badać, jakie przekazy, treści i formy komunikatów najbardziej wpływają na niezdecydowany elektorat. W tym celu niezbędne jest określenie wskaźników opisujących zaangażowanie internautów i  mających związek ze zmianą ich preferencji politycznych,” – informuje Małgorzata Tomczyk-Walczak z IRCenter.

Podstawowe dane pochodzące z internetu dotyczące wyborów to częstotliwość wyszukań danej osoby lub partii w Google i liczba dyskusji na ich temat w mediach społecznościowych. To dane, które można porównać z poparciem deklarowanym w tradycyjnych sondażach społecznych. Analizę można przeprowadzić zarówno dla całego czasu trwania kampanii, jak i dynamicznie, uwzględniając zmiany dzień po dniu.  Agencja badawcza IRCenter uwzględniła dane sondażowe zebrane przez SmarterPoland, dane z Google Trends i Social Media Listeningu.

Czyją wygraną „przewidział internet”? W drugiej turze wyborów prezydenckich Andrzej Duda otrzymał 35% głosów, a Bronisław Komorowski – 34%. Gdyby przeliczyć „głosy oddane liczbą wyszukań fraz” („Andrzej Duda” vs „Bronisław Komorowski”) tylko dla dwóch najważniejszych kandydatów, Duda otrzymałby 53%, A Bronisław Komorowski – 47%. Google niekoniecznie przewiduje wyniki wyborów, ale pokazuje trendy w zainteresowaniu kandydatem. Dlatego bardziej premiuje mniej znanych kandydatów (Bronisława Komorowskiego wszyscy bardzo dobrze znali). Liczba dyskusji w mediach społecznościowych przekłada się na stopień angażowania różnymi tematami – zarówno negatywnego, jak i pozytywnego; tutaj Andrzej Duda przegrałby z Bronisławem Komorowskim – 46% do 54%.

Dynamika zainteresowania Andrzejem DudąDynamika zainteresowania Andrzejem Dudą

Niektórzy kandydaci mogą być bardziej „internetowi”, a inni mniej. Okazuje się, że popularność w sondażach przedwyborczych Andrzeja Dudy była skorelowana zarówno z dyskusjami na jego temat w social media (wsp. kor.: 0,78), jak i z dynamiką wyszukiwania w Google (wsp. kor.: 0,74). Popularność Bronisława Komorowskiego w sondażach nie miała za to nic wspólnego z tym, co się wydarzyło w internecie. Oznacza to, że elektorat byłego prezydenta nie wyrażał swoich preferencji politycznych za pomocą tego medium.

Dynamika zainteresowania Bronisławem KomorowskimDynamika zainteresowania Bronisławem Komorowskim

Dyskusje o Bronisławie Komorowskim były wypadkową dyskusji o Andrzeju Dudzie w mediach społecznościowych. Widać, że nie przyczyniały się do wzrostu zainteresowania Bronisławem Komorowskim. Z punktu widzenia internetu największą szansą dla Komorowskiego była debata telewizyjna 17 maja. Wtedy nie tylko wzrosło jego poparcie, ale i zwiększyła się częstotliwość wyszukiwania informacji na jego temat w Google.

Co z tego wynika dla partii politycznych?  „O ile wciąż nie powinny one odwracać się od tradycyjnych mediów – zwłaszcza telewizji,  muszą jednocześnie starać się dostarczać do internetu treści, które będą wywoływać zainteresowanie kandydatami i partiami. Dodatkowo powinny inwestować w SEO. Z poprzedniej analizy tegorocznych wyborów wynikło, że Facebook to kanał do osiągania dużych zasięgów, a Twitter to kanał do merytorycznych dyskusji (wygrał na nim Andrzej Duda). Jeśli mierzyć efektywność Internetu, najlepiej wykorzystywać w tym celu Google Trends,” – tłumaczy Małgorzata Tomczyk-Walczak. Dodaje również, że „analiza pokazuje, że badając zainteresowanie contentem w mediach społecznościowych dowiadujemy się, co dokładnie publikować, aby skutecznie optymalizować strategię marketingową w trakcie jej realizacji.”

Szczegółowa analiza dostępna jest na stronie: http://ircenter.com/czy-internet-pozwala-przewidziec-wyniki-wyborow/ Raport uwzględnia dane sondażowe zebrane przez prowadzących bloga SmarterPoland i opublikowane na stronie: http://smarterpoland.pl/index.php/2015/06/shiny-sondaze-i-interaktywny-ggplot2/, dane z Google Trends i Sentione dla okresu: marzec-maj 2015.

Odliczenie VAT od paliwa – do 30 czerwca i od 1 lipca

1 lipca weszła w życie zmiana w przepisach podatkowych. Na jej podstawie możemy już odliczyć 50% VAT od paliwa do samochodów osobowych w użytku mieszanym. Zmiana jednak dotyczyć będzie tylko paliwa zakupionego po 30 czerwca. Co natomiast z duplikatami i fakturami wystawionymi po 1 lipca, a dotyczącymi wcześniejszego nabycia paliwa?

Andrzej Lazarowicz, Prezes wfirma.pl
Andrzej Lazarowicz, Prezes wfirma.pl

Odliczenie VAT od paliwa – do 30 czerwca i od 1 lipca

Od 1 kwietnia 2014 roku obowiązywał zakaz odliczania VAT od nabycia paliw silnikowych, oleju napędowego oraz gazu, wykorzystywanych do napędu:

  1. samochodów osobowych,
  2. samochodów innych niż osobowe, o dopuszczalnej masie całkowitej nieprzekraczającej 3,5 tony, w których liczba miejsc (siedzeń) łącznie z miejscem dla kierowcy wynosi:
  • 1 – jeżeli dopuszczalna ładowność jest mniejsza niż 425 kg,
  • 2 – jeżeli dopuszczalna ładowność jest mniejsza niż 493 kg,
  • 3 lub więcej – jeżeli dopuszczalna ładowność jest mniejsza niż 500 kg.

Zakaz obowiązywał tylko do 30 czerwca 2015 r. w przypadku, gdy pojazd nie był używany jedynie w działalności gospodarczej, ale też prywatnie. Fakt użytkowania samochodu dla celów firmowych należało udowodnić za pomocą m.in. ewidencji przebiegu pojazdu, która dodatkowo musiała zgadzać się ze stanami licznika. Obecnie, zarówno od samego nabycia pojazdu, jak i pozostałych wydatków eksploatacyjnych można odliczyć 50% VAT. Przepisy te stosuje się zarówno do samochodów osobowych, jak i motocykli. Przedsiębiorcy będą mogli więc odliczyć VAT od paliwa, nawet jeśli pojazd będzie wykorzystywany także prywatnie.

Paliwo zakupione w czerwcu, faktura wystawiona w lipcu

W przypadku, gdy paliwo zostało kupione w czerwcu, a faktura wystawiona w lipcu, zastosowanie ma następujący przepis ustawy o VAT: Obniżenia kwoty lub zwrotu różnicy podatku należnego nie stosuje się do nabywanych przez podatnika do dnia 30 czerwca 2015 r. paliw silnikowych, oleju napędowego oraz gazu (…).  Oznacza to, że istotniejsza jest data zakupu paliwa i to ona wpływa na możliwość dokonania odliczenia 50% VAT od paliwa.  Do sytuacji, gdy przedsiębiorca kupił paliwo przed 30 czerwca, a fakturę otrzymał po 1 lipca, stosuje się zatem przepisy obowiązujące przed wejściem w życie nowelizacji, a zatem zakazujące odliczenia podatku VAT od paliwa.

Duplikat faktury a odliczenie VAT

Prawo do odliczenia VAT przez przedsiębiorcę, który otrzymał po 1 lipca duplikat faktury za zakup paliwa do auta osobowego w użytku mieszanym, również zależy od daty sprzedaży.  Jeśli miała ona miejsce do 30 czerwca 2015 r., przedsiębiorca nie ma prawa do odliczenia VAT.

Data wystawienia faktury, a właściwie data dokonania sprzedaży, ma znaczenie przy księgowaniu faktur za zakup paliwa do auta osobowego użytkowanego w celach mieszanych.  Jeśli zakup miał miejsce do 30 czerwca 2015 r., data wystawienia lub otrzymania faktury po 1 lipca nie ma znaczenia – przedsiębiorcę będą obowiązywać przepisy przejściowe, które  zabraniają odliczenia VAT.

Rejestratory przejazdów na czerwonym świetle zaczęły już pojawiać się na drogach całej Polski

Według policyjnych statystyk w 2014 r. kierowcy w Polsce doprowadzili do 492 wypadków przez wjazd na skrzyżowanie na czerwonym świetle. Śmierć poniosło w nich 25 osób, a 707 zostało rannych. Do poprawy statystyk ma się przyczynić wprowadzenie specjalnych rejestratorów.

Urządzenia te instaluje się na skrzyżowaniach z sygnalizacją świetlną. Działają na dwa sposoby. Mogą albo cały czas nagrywać dane skrzyżowanie, albo robić zdjęcia tylko tym pojazdom, które wjechały tam na czerwonym świetle. Uzyskane materiały stanowią podstawę do wystawiania mandatów. Co ważne, w przeciwieństwie do fotoradarów o rejestratorach przejazdów na czerwonym świetle żadne znaki drogowe nie ostrzegają.

Jak mówi serwisowi infoWire.pl Anna Dąbrowska, prezes zarządu Fundacji Centrum Analiz Transportowych i Infrastrukturalnych: „Głównym celem wprowadzenia urządzeń jest wyłapanie tych użytkowników ruchu drogowego, którzy łamią przepisy nie dlatego, że przekraczają prędkość, tylko – jadą na czerwonym świetle. Jest to jedna z poważniejszych przyczyn wypadków drogowych w miastach”.

Pierwsze rejestratory działają w Polsce już od kilku miesięcy. Na razie jest ich ok. 20, ale jeśli się sprawdzą, na naszych drogach pojawią się kolejne. „W pewnym czasie urządzenia te staną się integralnymi elementami skrzyżowań. Zmusi to kierowców do tego, żeby uważali i nie wjeżdżali na czerwonym świetle na skrzyżowanie, co może pozwolić uniknąć pewnej liczby wypadków” – przewiduje ekspertka.

Bierzesz „chwilówkę”? Uważaj, co trzeci Polak tego żałuje

W. Rozłucki (Rada Giełdy): prywatyzacja polskiej gospodarki jeszcze się nie zakończyła. Bardzo liczymy na jesienny debiut Banku Pocztowego

Wiesław Rozłucki, prezes Rady Giełdy Papierów Wartościowych

Choć liczba możliwych do prywatyzacji poprzez giełdę spółek się skurczyła, wciąż jednak możliwe są kolejne debiuty, które przyciągną inwestorów. Wiesław Rozłucki, prezes Rady Giełdy Papierów Wartościowych i jej współtwórca liczy na jesienny debiut akcji Banku Pocztowego, którego właścicielami są obecnie  PKO BP oraz Poczta Polska.

Sądzę, że giełda jest najlepszym sposobem na przejrzyste i sprawne przeprowadzenie prywatyzacji – przekonuje w rozmowie z agencją Newseria Inwestor Wisław Rozłucki, prezes Rady Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie. – Bardzo liczymy na jesienny debiut Banku Pocztowego. Myślę, że rynek oczekuje ciekawych ofert.

Właścicielami Banku Pocztowego są obecnie Poczta Polska oraz PKO BP. Na razie nie wiadomo, ile akcji trafi na sprzedaż ani po jakiej cenie będzie można je kupić. Pod koniec kwietnia br. PKO BP zdecydowało o sprzedaży części swojego 25-proc. udziału. Należący do tej instytucji pakiet został wyceniony na 146 mln zł. Można szacować, że cały Bank Pocztowy wart jest ok. 600 mln zł.

Pierwsze półrocze 2015 roku nie obfitowało w debiuty. Wyjątkowo skromny okazał się zwłaszcza pierwszy kwartał, gdy na rynek główny weszły dwie spółki, a tylko jedna wyemitowała nowe akcje. Drugi kwartał przyniósł poprawę: na parkiet główny wkroczyło osiem spółek, w tym pięciu debiutom towarzyszyła nowa emisja.

Historycznie największą ofertą publiczną prywatyzowanej spółki na warszawskiej giełdzie była IPO PZU o wartości ponad 8 mld zł. Ostatni duży debiut tego typu, czyli debiut Energi w grudniu 2013 roku, przyniósł 2,4 mld zł.

Mam nadzieję, że proces, który się toczy w okresie wyborczym, nie zostanie zakłócony wydarzeniami czysto politycznymi – wskazuje Wiesław Rozłucki. – Prywatyzacja jest ofertą dla inwestorów i nie ma nic wspólnego z polityką. Giełda, rynek kapitałowy potrzebują tego rodzaju debiutów. Od dłuższego czasu nie są one głównym motorem wzrostu warszawskiej giełdy, ale dodatkowym, choć bardzo ważnym, wspomaganiem. Myślę, że to jeszcze nie koniec.

W zasobach Skarbu Państwa i jednostek samorządu terytorialnego jest jeszcze wiele spółek, zdaniem Rozłuckiego, które mogłyby zostać sprywatyzowane.

Są jeszcze liczne firmy, które można wprowadzić na giełdę, myślę tutaj również o mających dużą płynność spółkach komunalnych – precyzuje Rozłucki.

Jego zdaniem nie ma co się spodziewać spektakularnych debiutów firm zagranicznych na warszawskim parkiecie. Tamtejsze przedsiębiorstwa koncentrują się bowiem na macierzystych rynkach, zagraniczne traktując raczej jako uzupełnienie. Wyjątkiem są spółki ukraińskie, dla których Warszawa często jest priorytetem.

Rynek rodzimy na Ukrainie jest bardzo słabo rozwinięty, więc dla tamtejszych spółek GPW może być rzeczywiście głównym miejscem obrotu – tłumaczy Rozłucki. – O takie firmy należy walczyć. Ale muszą być dobre, sprawdzone i funkcjonować w sposób akceptowalny przez polskich inwestorów.

Na rynku głównym warszawskiej giełdy na 474 notowane obecnie spółki są 52 zagraniczne.

Raport UKE: coraz częściej korzystamy z telefonii internetowej

Zainteresowanie telefonią internetową (VoIP) wyraźnie rośnie – wynika z najnowszego raportu Urzędu Komunikacji Elektronicznej. Wolumen ruchu wzrósł w ubiegłym roku niemal o 30%. Zwiększyła się także liczba abonentów.
UKE zwraca uwagę, że wolumen ruchu wzrósł zarówno w przypadku usług świadczonych w oparciu o własną sieć, jak i przy wykorzystaniu sieci innych operatorów – odpowiednio o 28,8% oraz 6,4%. Dla porównania, telefonia komórkowa zanotowała w tym okresie 9,1% wzrost wolumenu ruchu a stacjonarna spadek niemal o 10%.
W ubiegłym roku wyraźnie zwiększyła się także liczba użytkowników telefonii internetowej oraz czas trwania połączeń przez nich wykonywanych. Na koniec 2014 r. operatorzy telefonii IP posiadali 1,34 mln abonentów – o ponad 150 tys. więcej niż rok wcześniej – którzy wykonali połączenia wychodzące o łącznym czasie 2,5 mld minut. Oznacza to, że każdy z abonentów rozmawiał średnio przez 1870 minut w ciągu roku. Trochę mniej niż posiadacze telefonów komórkowych (2145 minut), ale więcej niż abonenci telefonii stacjonarnej (1728 minut).

Rosnące zainteresowanie usługami VoIP wpływa na lepsze wyniki operatorów. Według danych UKE sumarycznie wzrosły one co prawda nieznacznie – średnio o 1,62% – ale niektórzy dostawcy zanotowali znacznie lepsze wyniki. Dla przykładu przychody easyCALL.pl, operatora wyróżnionego w raporcie UKE jako lidera rynku usług VoIP realizowanych w oparciu o sieć innego operatora (24,6% udział w rynku), wzrosły w 2014 r. o ponad 15%. Rok wcześniej aż o ponad 370%.

Zdaniem Piotra Mazurkiewicza, członka zarządu easyCALL.pl, istotną zmianą na rynku jest zmiana struktury klientów. Telefonia internetowa wciąż jest wykorzystywana przez klientów indywidualnych jako sposób na ograniczenie kosztów rozmów za granicą, ale to nie oni generują największy ruch. Coraz istotniejszym odbiorcą telefonii IP stają się przedsiębiorcy i administracja publiczna, którzy porzucają telefonię stacjonarną na rzecz VoIP-a.

– Wynika to z jednej strony z chęci obniżenia kosztów telekomunikacyjnych, z drugiej znacznie większej funkcjonalności tej telefonii. W zasięgu sieci Wi-Fi użytkownik może wykonywać i odbierać połączenia kierowane na stacjonarny numer za pośrednictwem swojego telefonu komórkowego. VoIP daje też dostęp do usług dodatkowych – infolinii, kolejkowania i przekierowywania połączeń czy ustawiania powiadomień głosowych. Staje się więc uzupełnieniem telefonii komórkowej i realną alternatywą dla telefonii stacjonarnej. Zwłaszcza, że jakościowo dzisiaj się od niej absolutnie niczym nie różni. – tłumaczy Piotr Mazurkiewicz.

Według danych UKE, w ubiegłym roku liczba przeniesionych numerów w porównaniu do 2013 r. zwiększyła się o około 200 tys. Częściej z tej możliwości korzystali klienci biznesowi. W 2014 r. liczba takich przeniesień wyniosła blisko 300 tys.

Polska przygotowana na opanowanie negatywnych skutków wyjścia Grecji ze strefy euro

CEO Magazyn Polska

Planowane na niedzielę greckie referendum w sprawie przyjęcia warunków porozumienia z kredytodawcami będzie kluczowe dla ewentualnego wyjścia Grecji ze strefy euro i przyszłości wspólnej waluty. Do najczarniejszego scenariusza najprawdopodobniej nie dojdzie, stąd Polska nie odczuje boleśnie konsekwencji najbliższych wydarzeń.

Polska handluje przede wszystkim z Europą Zachodnią i jeśli wyjście Grecji pogrążyłoby gospodarkę strefy euro, to byłby to także cios dla polskiego eksportu i naszej gospodarki – twierdzi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Piotr Bielski, ekonomista BZ WBK. – Tego scenariusza raczej nie powinniśmy się spodziewać.

Jeśli wyjście Grecji ze strefy euro nie doprowadzi do kryzysu podobnego do tego sprzed ośmiu lat, to polska gospodarka jest w stanie poradzić sobie z ewentualnymi konsekwencjami.

Nawet jeśliby doszłoby do Grexitu, to negatywne skutki będą opanowane – dodaje Piotr Bielski. – Dla nas skutki tego będą widoczne przede wszystkim na rynku finansowym – wyjaśnia Piotr Bielski. – Wakacje pewnie będą trochę droższe, bo złoty będzie, przynajmniej krótkoterminowo, słabszą walutą. Eksport jednak nie powinien ucierpieć.

Przyjęcie przez Greków programu pomocy finansowej umożliwi spłatę raty w wysokości 1,6 mld euro wobec Międzynarodowego Funduszu Walutowego oraz wykupienie greckich obligacji wartych 3,5 mld euro z Europejskiego Banku Centralnego. To z kolei umocni także polską walutę. Jeśli jednak do porozumienia nie dojdzie, Grecja najprawdopodobniej będzie musiała opuścić strefę euro.

– Bardzo trudno sobie wyobrazić proces wychodzenia z Eurolandu. Nikt takiego wydarzenia nie przewidywał i nie ma żadnych procedur – wyjaśnia Piotr Bielecki.

Według ekonomisty, jeśli Grecja zrezygnuje z pakietu pomocy i nie będzie w stanie spłacać długów, Europejski Bank Centralny podejmie decyzje o zaprzestaniu wspierania płynności finansowej greckich banków. Te z kolei staną się niewypłacalne. By zapobiec ich bankructwu, rząd Aleksisa Ciprasa podejmie decyzję o wprowadzeniu równolegle do euro dodatkowej drugiej waluty, która po okresie przejściowym zastąpiłaby w obiegu obecną.

Zdaniem Piotra Bielskiego ryzyko, że po wyjściu Grecji ze strefy euro inne kraje będą chciały pójść w jej ślady, jest znikome. Będzie to bowiem operacja bardzo dotkliwa dla społeczeństwa, a doświadczenia Greków zniechęcą inne narody do pójścia tą drogą.

Jeśliby doszło do wyjścia ze strefy euro, to doświadczenia Greków będą bardzo bolesne. Obywatele bardzo ucierpią – twierdzi ekonomista. – W krótkim czasie po prostu zabraknie pieniędzy na podstawowe świadczenia. Można sobie wydrukować własne banknoty na zakup podstawowych towarów, ale import np. leków może być trudny w sytuacji, gdy euro będzie brakowało.

PKP Cargo uruchomi z amerykańskim gigantem produkcję wagonów towarowych. Zatrudnienie znajdzie kilkaset osób

CEO Magazyn Polska

Spółka PKP Cargo i Greenbrier Europe Wagony Świdnica w przyszłym roku rozpoczną wspólną produkcję wagonów towarowych w Szczecinie. W ten sposób przewoźnik chce pozyskiwać nowoczesny, dostosowany do swoich potrzeb tabor taniej niż od zewnętrznych producentów. Inwestycja warta jest 11,5 mln zł. Docelowo w szczecińskim zakładzie PKP Cargo chce produkować 500 wagonów rocznie.

PKP Cargo i Greenbrier Europe Wagony Świdnica – jeden z największych producentów taboru – podpisali 1 lipca list intencyjny w sprawie uruchomienia produkcji wagonów towarowych.

Greenbrier Europe Wagony Świdnica to światowy gigant, firma notowana na giełdzie w Nowym Jorku. Cieszę się bardzo, że do tego projektu udało nam się pozyskać spółkę ze światowej czołówki – mówi agencji informacyjnej Newseria Adam Purwin, prezes zarządu PKP Cargo.

W ramach współpracy Greenbrier dostarczy m.in. technologię oraz wyposażenie linii produkcyjnej, z kolei PKP Cargo – wykwalifikowaną kadrę i zaplecze warsztatowe. Linia produkcyjna powstanie w należącym do PKP CargoTabor Zakładzie Napraw Taboru w Szczecinie. Docelowo ma tam powstawać nawet 500 wagonów rocznie.

Produkcja wagonów w naszej placówce w Szczecinie ruszy już w I połowie 2016 roku. Do tego czasu będziemy prowadzili prace projektowe i uruchamiali nowoczesny ciąg technologiczny – zapowiada Purwin.

Początkowo będą tam produkowane węglarki, czyli wagony do przewozu towarów masowych.

Docelowo będziemy również produkowali inne typy wagonów, w tym zupełnie nowe rozwiązania, których dziś jeszcze na rynku nie ma, na bazie właśnie platform intermodalnych – zapowiada prezes PKP Cargo.

Polski przewoźnik zainwestuje w uruchomienie linii produkcyjnej 11,5 mln zł. Produkcja wagonów wewnątrz grupy ma być tańsza niż zakup od zewnętrznych producentów. Prezes spółki podkreśla, że pozwoli również na zwiększenie zatrudnienia i rozwój pracowników.

Przy produkcji nowoczesnych wagonów znajdzie zatrudnienie nawet kilkaset osób. W pierwszej fazie to będzie ponad 150 osób, głównie pracownicy PKP Cargo, którzy dzięki podniesieniu swoich kwalifikacji będą kontynuować pracę w spółce – mówi Purwin.

Tabor PKP Cargo liczy ponad 61,5 tys. wagonów towarowych. Wiek większości z nich przekracza 25 lat. Spółka prowadzi prace modernizacyjne i wymianę wagonów. W tym roku rozpisała przetarg o wartości około 400 mln zł na zakup 20 lokomotyw wielosystemowych do obsługi połączeń transgranicznych. W ciągu kolejnych 10 lat przewoźnik chce wymienić cały tabor, w ten sposób obniżając koszty jego utrzymania.

Pożyczki za 0 zł przyciągają klientów. Rzadko okazują się jednak darmowe

CEO Magazyn Polska

Blisko co trzeci klient, który skorzystał z oferty tzw. chwilówek za 0 zł, czuje się oszukany – wynika z badania Millward Brown dla Provident Polska. Ankietowani przyznają, że darmowa pożyczka często okazuje się być bardzo kosztowna. Badania pokazują, że oferty za 0 zł przyciągają klientów, nawet tych, którzy nie mają pilnej potrzeby pożyczania.

W firmach chwilówkowych działających w Polsce za 0 zł można pożyczać coraz większe kwoty. Zaś klienci, nawet ci, którzy nie mają pilnych potrzeb pożyczkowych, chętnie z takich ofert korzystają. Z badania przeprowadzonego przez Millward Brown na zlecenie Provident Polska wynika, że przeciętny konsument oferty chwilówkowej, czyli szybkich pożyczek na okres do 30 dni, spłacanych w całości, w ciągu ostatniego roku zaciągnął więcej niż 2,5 pożyczki.

Z tego 4 na 10 klientów skorzystało z oferty pożyczki za 0 zł. To pokazuje, że taka pożyczka jest bardzo kusząca i  że promocja bardzo działa na klientów – mówi Piotr Wardziak, ekspert rynku pożyczkowego w Provident Polska.

Wśród klientów Providenta, którzy korzystają z oferty pożyczki konsolidacyjnej, a wcześniej skusili się na darmową chwilówkę, blisko jedna trzecia przyznała, że taka oferta skłania do zadłużania się mimo braku pilnej potrzeby.

Co innego mówią natomiast o prawdziwość oferty za 0 zł, bo okazuje się, że ta darmowość tej pożyczki jest bardzo złudna – wyjaśnia Wardziak. – Ofertą pożyczki za pozorne 0 zł czuje się oszukanych 1/3 przebadanych klientów. Te wyniki są zatrważające.

Blisko połowa pożyczek w ofercie za 0 zł została spłacona z dodatkowym kosztem, który wynikał z opóźnienia spłaty. Statystycznie osoba, która miała problem z terminową  spłatą, musiała spłacić dwie takie pożyczki i dopłacić ok. 41 proc. wartości każdej z nich. Średnia długość przeterminowania pożyczki to dwa miesiące.

Okazało się, że zamiast spłacić pożyczkę po miesiącu, musieli wziąć jeszcze średnio dwie kolejne pożyczki na zrolowanie tej pierwszej, a to oznaczało dla nich dodatkowe koszty. W efekcie okazało się, że biorąc tysiąc złotych, po trzech miesiącach musieli oddać ponad 1,4 tys. zł – podkreśla Wardziak.

Jak dodaje, wyniki badania pokazują, jak ważna jest regulacja rynku pożyczkowego, m.in. eliminująca rolowanie pożyczek. Procedowane w Sejmie przepisy mają zwiększyć przejrzystość rynku i zlikwidować patologie, chroniąc w większym stopniu interesy klientów.

Ustawa powinna być korzystna dla wielu klientów tego rynku, bo to oni są najważniejsi i to dla nich jest pisane prawo, a nie dla firm pożyczkowych – podkreśla Wardziak.

Klient w e-sklepie wydaje średnio cztery razy więcej niż w tradycyjnym. Co 10. zamówienie składane jest przez aplikację mobilną

CEO Magazyn Polska

Klient serwisu internetowego wydaje na każde zakupy czterokrotnie więcej niż w tradycyjnym sklepie. W koszyku coraz częściej znajdują się produkty świeże, a już niemal co 10. zamówienie jest składane za pośrednictwem urządzeń mobilnych. E-klient jest znacznie bardziej lojalny wobec raz wybranego sklepu. Liderzy rynku, jak Ezakupy sieci Tesco, notują dwucyfrowe wzrosty, więc jest coraz więcej chętnych, żeby na tym rynku zaistnieć.

Handel internetowy bardzo szybko się zmienia. E-sklepy poradziły już sobie z wyzwaniem, jakim na początku była szybkość dostaw. To zaprocentowało wzrostem sprzedaży takich produktów, jak wędliny, sery czy owoce i warzywa.

Statystyczny e-klient wydaje na zakupy średnio cztery razy więcej oraz charakteryzuje się dużo większą lojalnością. Co jest ciekawe, ów klient ma bardzo duży udział produktów świeżych w swoim koszyku – mówi agencji informacyjnej Newseria Adam Manikowski, dyrektor zarządzający Tesco Polska. – Każdy walczy na rynku o zwiększanie wartości koszyka oraz budowę lojalności klientów. Multikanałowość i sprzedaż z wykorzystaniem internetu od razu pozwalają nam to zdobyć. Ten kanał rośnie dwucyfrowo.

Za sukcesem, jaki odnosi w Polsce e-handel, stoi wygoda klientów. W Tesco prawie 86 proc. kupujących deklaruje, że korzysta z wirtualnego sklepu z powodu oszczędności czasu. 84 proc. podkreśla, że korzysta na tym, bo nie musi dźwigać zakupów do domu.

Internet cały czas się rozwija, nie tylko w kontekście wolumenu sprzedaży, lecz także sposobu robienia zakupów – podkreśla Adam Manikowski. – Klienci coraz częściej korzystają z aplikacji mobilnych i ze smartfonów. Teraz już niemal co dziesiąte zamówienie jest robione przez aplikacje i strony mobilne.

Coraz popularniejszą usługą jest także „click and collect”, czyli składanie zamówienia online i odbieranie spakowanych zakupów w dogodnym terminie w sklepie tradycyjnym.

Handel elektroniczny rozwija się w Polsce bardzo dynamicznie, co potwierdzają doświadczenia Tesco. Serwis Ezakupy notuje co tydzień 3 tys. nowych zamówień. Co 20 sekund gdzieś w Polsce kolejna dostawa z tej sieci dociera do klienta – w jej zasięgu jest prawie 14 mln Polaków.

Równo trzy lata temu uruchomiliśmy usługę Tesco Ezakupy i z dumą muszę powiedzieć, że przekroczyliśmy już 2 mln zamówień. Po trzech latach udało nam się zdobyć ponad 40 proc. udziału w rynku FMCG [dóbr szybko zbywalnych – red.] online – mówi Manikowski.

Dobre wyniki firm działających w e-handlu zachęcają nowych graczy do spróbowania swoich sił w tym segmencie. Manikowski ocenia, że konkurencja będzie coraz większa. Tym bardziej że na razie tylko pięć największych sieci handlowych jest obecnych w tym kanale.

Na rynku jest miejsce dla tych, którzy oferują najlepszy model biznesowy, model operacyjny, który pozwala budować nie tylko innowacyjność i lojalność dla klienta, lecz także percepcję jakości, która jest kluczowa dla rozwoju sprzedaży produktów spożywczych w tym kanale – zwraca uwagę Adam Manikowski. – Spodziewamy się dużej konkurencyjności, ale i bardzo dynamicznego wzrostu.

Sieci energetyczne problemem dla rozwoju odnawialnych źródeł energii. Brakuje możliwości nowych przyłączeń

CEO Magazyn Polska

Stan sieci energetycznych pozostawia wiele do życzenia, co ogranicza możliwość przyłączania do nich nowych mocy, a to z kolei hamuje rozwój odnawialnych źródeł energii. Dodatkowo problemem dla inwestorów jest uzyskanie warunków przyłączenia. Na razie przyznano warunki na przyłączenia do sieci elektroenergetycznych w ilości 18,7 tys. MW, które nie są wykorzystane i są blokowane przez firmy spekulacyjne.

Brak możliwości przyłączenia mocy, w sytuacji kiedy wiadomo, że w najbliższym czasie zostaną wyłączone stare elektrownie, które emitowały duże ilości różnych zanieczyszczeń, jest dużym problemem. Jest potrzeba inwestycji i budowy nowych mocy. Dzisiaj istotne jest to szczególnie ze względu na politykę klimatyczną Unii Europejskiej i rozwój odnawialnych źródeł energii. Brak nowych mocy powoduje, że inwestorzy, szczególnie farm wiatrowych, nie mają gdzie się przyłączać – wskazuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Mieczysław Koch, wiceprezes Stowarzyszenia Energii Odnawialnej i przewodniczący rady nadzorczej spółki G-Energy.

Zdaniem Kocha ma to zasadniczy wpływ na bezpieczeństwo energetyczne kraju. Dodatkowo ta bariera w rozwoju OZE grozi niewypełnieniem zobowiązań Polski wynikających z polityki klimatycznej. Polska zobowiązała się do osiągnięcia 15 proc. udziału energii odnawialnej w całej produkcji energii elektrycznej do 2020 roku. Jak wynika z raportu PSE, w latach 2004-2014 w energetyce wiatrowej wybudowano 3,8 tys. MW, do 2020 roku możliwe jest przyłączenie do sieci kolejnych 5,2 tys. MW.

Ekspert podkreśla, że poważnym problemem dla inwestorów inwestujących w odnawialne źródła dzisiaj jest uzyskanie warunków przyłączeniowych oraz podpisanie umów przyłączeniowych. Do 2014 roku deweloperzy planujący budowę farm wiatrowych uzyskali warunki przyłączenia na 18,7 tys. MW. Z tej liczby umowy zostały podpisane na 16 tys. MW, ale wybudowanych zostało jedynie 3,8 tys. MW, czyli niecałe 20 proc.

Ponad 70 proc. stanowią umowy i warunki wirtualne. Starały się o nie głównie firmy spekulacyjne, które do dziś nie podjęły żadnych działań, by zakończyć inwestycję, co blokuje przyłączanie rzeczywistych inwestorów w Polsce – mówi Mieczysław Koch.

Dodatkowo stan sieci energetycznej w Polsce wymaga szybkich i poważnych inwestycji.

Nie mamy czym się dziś pochwalić. Jeżeli chodzi o sieci wysokich napięć wprawdzie nie jest najgorzej, za to stan sieci średnich i niskich napięć jest już w znacznie gorszym stanie. Tragedii nie ma, jednak sieci te wymagają głębokiej modernizacji. Przez lata zaniedbań nie były one modernizowane, a przyrastają nam nowe źródła wytwarzania energii, nowe elektrownie, dlatego potrzebujemy nowych przyłączeń – wskazuje przewodniczący rady nadzorczej spółki G-Energy.

Do sprawnej modernizacji brakuje w Polsce zmian przepisów dotyczących służebności gruntu dla przesyłu. Dziś prace modernizacyjne są blokowane przez właścicieli gruntów, przez które przebiegają linie elektroenergetyczne.

Przedsiębiorcy chcą ograniczyć koszty podróży służbowych, ale nie zamierzają zmniejszać ich częstotliwości

CEO Magazyn Polska

Co trzecia polska firma zamierza w tym roku obniżyć koszty delegacji. Nie chcą one jednak zmniejszać częstotliwości podróży służbowych, ale lepiej nimi zarządzać. Wprawdzie 61 proc. firm ma politykę podróży służbowych, ale tylko w 8 proc. z nich jest samodzielne stanowisko menadżera podróży.

Większość badanych przez nas przedsiębiorców deklaruje, że w 2015 roku będzie chciała zmniejszyć wydatki na podróże służbowe. Natomiast nie zamierza tego robić, zmniejszając liczbę samych podróży, ale przez redukcję wartości jednostkowej wyjazdu. To oznacza lepszą kontrolę nad budżetami poszczególnych działów w organizacjach i większą kontrolę nad tym, na co pieniądze są wydawane – wyjaśnia Paweł Rek, dyrektor generalny Amadeus Polska, dostawcy rozwiązań informatycznych pomocnych przy planowaniu i organizacji podróży służbowych.

Znacząca większość tych firm oczekuje dużych oszczędności – 72 proc. planuje co najmniej 8-proc. cięcia. Ale tylko mniej niż połowa chce ograniczyć liczbę wyjazdów. Rek podkreśla, że takie plany nie dziwią. W wielu firmach budżety na delegacje stanowią drugi – po wynagrodzeniach – koszt dla pracodawcy.

Z naszych badań wynika, że ponad 11 proc. firm w Polsce wydaje na podróże ponad milion złotych. Są firmy, w których budżety sięgają nawet 100 mln zł. To są już naprawdę bardzo duże nakłady i duża część budżetu firmy – mówi Paweł Rek.

Dla większości firm najważniejszym kryterium decydującym o przebiegu delegacji jest jej koszt (wskazuje tak 77 proc. przedsiębiorców). Dwie trzecie z nich zatrudnia pracownika odpowiedzialnego za monitorowanie i kontrolę budżetu na wyjazdy służbowe. Eksperci przekonują, że by ograniczyć koszty podróży służbowych, trzeba nimi odpowiednio zarządzać.

Z badania firmy Amadeus Polska wynika, że polityka podróży służbowych obowiązuje w 61 proc. firm. W niewielu z nich jest jednak osoba, która zarządza delegacjami. Organizacje, które nie mają polityki podróży, chcą ją wdrożyć w celu obniżenia kosztów. Ponad połowa badanych firm zapowiada wprowadzenie bardziej rygorystycznych zasad polityki podróży (niższa klasa biletu lotniczego lub kolejowego, hotel o niższej liczbie gwiazdek itp.).

Aż 3/4 badanych przez nas przedsiębiorstw oczekuje zmian w sposobie zarządzania podróżami służbowymi. Obecnie stosowane przez nich metody organizacji nie do końca im odpowiadają. Podróżni oczekują tego, że ich doświadczenie w organizacji podróży będzie jak najbardziej płynne, a i sama podróż będzie przebiegała bez zakłóceń. Takie są przede wszystkim oczekiwania podróżnych wobec biur podróży – wyjaśnia dyrektor generalny Amadeus Polska.

Jak podkreśla, na rynku jest dostępnych coraz więcej narzędzi, które ułatwiają zwiększanie efektywności wyjazdów służbowych. Oczekiwania koncentrują się przede wszystkim na narzędziach do samodzielnej rezerwacji. 30 proc. firm i instytucji chciałoby korzystać z rozwiązań IT do zarządzania podróżami służbowymi – od momentu wystawienia wniosku delegacyjnego, przez rezerwację podróży służbowych, aż po ich rozliczenie.

1/3 badanych chciałaby takie narzędzie wdrożyć u siebie, więc myślę, że to jest przyszłość – mówi Paweł Rek. – Oczekiwaniem przedsiębiorstw i samych podróżnych jest to, że oferta biur podróży będzie coraz bogatsza. Mamy ostatnio doświadczenie z firmą, która oferuje przejazdy z lotniska na lotnisko i to na pewno wzbogaca ofertę. Osoby, które zarządzają podróżami, oczekują przede wszystkim usprawnienia procesu i oszczędności, a to wiąże się z koncentracją całego procesu organizacji delegacji w jednym miejscu.

30 proc. badanych wskazuje, że organizacja delegacji powinna być mniej sformalizowana, 16 proc. oczekuje większej przejrzystości w procesie organizacji i wyceny podróży, a 13 proc. – skrócenia czasu realizacji zamówienia wyjazdu.

Podróżni oczekują też tego, że ich wyjazd służbowy będzie połączony w jakiejś mierze z częścią prywatną. 1/3 badanych deklarowała, że przedłuża swoje delegacje i wykorzystuje je w celach prywatnych. Myślę, że to jest bardzo ciekawe. Żyjemy coraz szybciej, jak mamy już okazję gdzieś wyjechać, to możemy sobie pozwolić na to, żeby odpocząć w tym czasie, przedłużając nieco pobyt. To jest dosyć ciekawa informacja – mówi Paweł Rek.

Wysoka umieralność na raka prostaty w Polsce. Przyczynami są zbyt późna wykrywalność i brak dostępu do nowoczesnych leków

CEO Magazyn Polska

Rak prostaty to trzeci, po raku płuca i jelita grubego, nowotwór występujący u polskich mężczyzn. Co roku z jego powodu umiera 4 tys. Polaków, mimo że wcześnie wykryty jest całkowicie uleczalny. Przyczynami wysokiej umieralności są zbyt późna wykrywalność oraz ograniczona dostępność do skutecznych leków.

Rak gruczołu krokowego to najczęściej wykrywany nowotwór u mężczyzn. Stanowi on drugą przyczynę zgonu z powodu nowotworów złośliwych w Unii Europejskiej. W Polsce w ciągu ostatnich 30 lat zachorowalność na raka prostaty zwiększyła się blisko czterokrotnie. Co roku zapada na niego 9 tys. mężczyzn, z czego blisko 4 tys. umiera.

Rak prostaty należy do najgroźniejszych zabójców polskich mężczyzn, ponieważ jest coraz więcej zachorowań na ten nowotwór. Im starsze społeczeństwo, tym chorych będzie coraz więcej. Wiemy, że u wielu mężczyzn, choć może nie u wszystkich, bo jest to choroba, który ma bardzo długi przebieg, ten nowotwór będzie stanowił bezpośrednią przyczynę ich śmierci – mówi agencji informacyjnej Newseria prof. Piotr Wysocki, onkolog z Zachodniopomorskiego Centrum Onkologii w Szczecinie.

Rak prostaty rozwija się bardzo powoli, czasem nawet kilkanaście lat, dlatego najczęściej diagnozowany jest u mężczyzn po 70 roku życia. Jego objawy to m.in. częste oddawanie moczu, trudności z oddawaniem moczu, krwiomocz, bóle podbrzusza, zaburzenia wzwodu oraz obecność krwi w spermie. Na rozwój nowotworu prostaty wpływają m.in. wiek, rasa, predyspozycje genetyczne, używki, niezdrowa dieta oraz brak aktywności fizycznej.

Prawidłowa masa ciała i regularny wysiłek fizyczny są czynnikami, które zdecydowanie zmniejszają ryzyko wystąpienia tego nowotworu i poprawiają rokowania tych, u których już go zdiagnozowano. W USA pokazano, że chorzy, którzy w ciągu tygodnia ok. 4 godziny spacerują w tempie 5 km/h lub szybszym, mają o 40 proc. zmniejszone ryzyko zgonu i nawrotu choroby w porównaniu do pacjentów, którzy nie ćwiczą w takim zakresie – mówi prof. Wysocki.

W diagnostyce raka prostaty stosowane są badania per rectum, czyli przez odbytnicę, TRUS, czyli ultrasonografia przezodbytnicza, oraz określanie stężenia białka PSA w surowicy krwi. Badanie PSA powinien wykonać każdy mężczyzna, który ukończył 50 rok życia. Po zdiagnozowaniu nowotworu prostaty możliwe są dwie ścieżki terapeutyczne. W przypadku raka na wczesnym etapie zaawansowania stosuje się terapie radykalne, a więc zabieg chirurgiczny lub radioterapię. Obie te metody umożliwiają całkowite wyleczenie chorych. Gdy choroba jest bardziej zaawansowana, a przerzuty wykraczają poza obręb miednicy, stosowane jest leczenie paliatywne, którego celem jest wydłużenie przeżycia chorych i zapewnienie jak najlepszej jakości życia.

Na tym etapie mówimy przede wszystkim o metodach farmakologicznych – mówi prof. Piotr Wysocki. – Enzalutamid należy do leków hormonalnych nowej generacji, które okazały się być bardzo skuteczne u chorych, u których wyczerpano już możliwości klasycznej hormonoterapii. To lek, który zdecydowanie poprawia rokowania chorych, wydłuża czas przeżycia całkowitego, opóźnia moment wystąpienia progresji i wyraźnie wpływa na poprawę jakości życia chorych.

Przyczyną wysokiego stopnia umieralności na raka prostaty w Polsce jest w dużej mierze zbyt późna diagnoza. Mężczyźni za późno zgłaszają się do lekarza, zazwyczaj kierowani wstydem przed badaniem. Wielu nie poddaje się terapii, zwłaszcza chirurgicznemu usunięciu gruczołu krokowego, w obawie przed utratą potencji.

Problemem jest także ograniczona dostępność do leków nowej generacji. Nowoczesne leki są niezbędne na każdym etapie leczenia, także w przypadku zaawansowanej choroby. Są one wówczas w stanie znacznie poprawić jakość życia chorego, ograniczyć ryzyko przerzutów, złamań kości długich oraz zmniejszyć ból.

Gdy mówimy o możliwościach leczenia raka gruczołu krokowego, szczególnie na tym zaawansowanym etapie, i chcemy porównać się do UE lub innych krajów o zbliżonym PKB do Polski, to widzimy, że dostępność do nowych leków w Polsce jest zdecydowanie mniejsza. Mamy do dyspozycji z dwóch nowych leków hormonalnych tylko jeden – mówi ekspert.

Opóźnienia we wdrażaniu nowoczesnych leków wynikają przede wszystkim z długotrwałego procesu ich rejestracji. Aby leki mogły być wprowadzone na rynek, muszą otrzymać pozytywną opinię Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji. Dopiero wtedy Ministerstwo Zdrowia może rozpocząć rozmowy z producentami leku na temat wprowadzenia go na listę leków refundowanych. Cały ten proces może zająć nawet dwa lata.

Który rodzaj kredytu jest najpopularniejszy

Z danych BIK wynika, że w kwietniu 2015 roku niemal dwie trzecie klientów banków w Polsce (9 298 tys. osób) korzystało tylko z jednego rodzaju produktu kredytowego.  Większość z nich to posiadacze kart i limitów kredytowych (4 852 tys. osób). Klienci monoproduktowi (posiadający tylko jeden rodzaj kredytu) są zadłużeni na łączną kwotę 147,8 mld złotych – jedynie co dziesiąty z nich ma problemy z terminowym regulowaniem swoich zobowiązań. Najlepszą spłacalnością charakteryzują się kredytobiorcy, którzy zaciągnęli tylko kredyt mieszkaniowy.

Polacy – klienci monoproduktowi

Z danych zgromadzonych przez BIK wynika, że na 30 kwietnia 2015 roku dominującą grupę wśród polskich kredytobiorców stanowią osoby spłacające tylko jeden rodzaj zobowiązania kredytowego:

  • 62% klientów banków (9 298 tys.) spłaca tylko jeden rodzaj kredytu;
  • Klienci monoproduktowi mają na koniec kwietnia 2015r. do spłaty łączną kwotę 147,8 mld złotych;
  • Najlepiej wśród klientów monoproduktowych spłacają kredyt osoby posiadające tylko kredyt mieszkaniowy – jedynie 1,5% to osoby z opóźnieniem w spłacie  przekraczającym 90 dni;
  • Najpopularniejszym produktem wśród klientów monoproduktowych jest karta lub limit kredytowy (4 852 tys. osób). 3 406 tys. klientów wybiera jedynie kredyty gotówkowe i ratalne, zaś 1 040 tys. – kredyty mieszkaniowe;
  • Największe problemy z terminową regulacją zobowiązań występują wśród kredytobiorców posiadających tylko kredyt gotówkowy i ratalny – aż 19,7% z nich spłaca ten kredyt z opóźnieniem przekraczającym 90 dni.[1]

Który rodzaj kredytu jest najpopularniejszy

– Terminowa spłacalność kredytów mieszkaniowych to zjawisko naturalne, które można wytłumaczyć w oparciu o dwie przesłanki – mówi prof. dr hab. Waldemar Rogowski, ekspert Biura Informacji Kredytowej. – Po pierwsze, kredyty mieszkaniowe to długoterminowe zobowiązania zaciągane w celu zapewnienia sobie podstawowych warunków bytowych. Natomiast kredyty gotówkowe i ratalne służą zazwyczaj zaspokajaniu bieżących potrzeb konsumpcyjnych poszczególnych gospodarstw domowych. Druga przesłanka wynika z tego, że zazwyczaj osoby, które zaciągają kredyt mieszkaniowy, charakteryzuje w większości przypadków wyższy poziom dochodów. Potwierdzają to dane KNF[2], z których wynika, że 96% osób, które zaciągnęły kredyt mieszkaniowy w 2014 r. nie przeznacza więcej niż 60% swoich dochodów na regulowanie rat i odsetek z tytułu kredytu mieszkaniowego – dodaje profesor Rogowski.

Spłacalność kredytów a konfiguracja produktowa

Choć klientów korzystających równocześnie z kilku rodzajów produktów kredytowych jest w Polsce zdecydowanie mniej (5 718 tys.), są oni zadłużeni na dużo wyższą, łączną kwotę niż monoproduktowi. Klienci wieloproduktowi posiadają zobowiązania o wartości 372,5 mld złotych.

  • Wieloproduktowi klienci banków mają natomiast większy kłopot ze spłatą połączonych zobowiązań gotówkowych  i ratalnych) oraz kart i limitów kredytowych, których łączna suma zamyka się w kwocie 70,4 mld złotych. Na takie rozwiązanie decyduje się najliczniejsza grupa klientów wieloproduktowych (3 397 tys. osób), jednak 12,8% z nich nie reguluje swoich zobowiązań terminowo;
  • Znacznie lepiej radzą sobie kredytobiorcy łączący kredyty mieszkaniowe i zadłużenie z kart i limitów kredytowych. Choć ich zobowiązania są ponad dwa razy wyższe (147,6 mld złotych), zaledwie 2% klientów łączących te produkty notuje opóźnienia w spłacie kredytów swoich zobowiązań, przekraczające 90 dni;
  • Proces łączenia wszystkich wymienionych kredytów (konsumpcyjnych, mieszkaniowych, kart kredytowych i limitów  kredytowych) nie odznacza się w Polsce wielką popularnością. Tylko 848 tys. Polaków zdecydowało się spłacać jednocześnie wszystkie wymienione kredyty. Osoby te są zadłużone na łączną kwotę 117,8 mld złotych i jedynie 5,37% z nich ma kłopoty z terminową spłatą zobowiązań.

 


[1] Obliczenie według metody bilansowej, przy czym kredyty udzielone w 2010 roku i później charakteryzuje lepsza jakość – szkodowość już tylko na poziomie ok. 4%.

[2] Raport o sytuacji banków w 2014 r., Urząd Komisji Nadzoru Finansowego, Warszawa 2015.

Od 1 lipca odliczenie VAT od paliwa bardziej dostępne

1 lipca br. weszły w życie przepisy dotyczące możliwości odliczenia podatku VAT od eksploatacji pojazdów służbowych do 3,5 tony. Dzięki tym zmianom, przedsiębiorcy wykorzystujący pojazd do celów mieszanych, za tankowanie zapłacą mniej. Niezmienne obowiązują przepisy pozwalające na pełne odliczenie podatku, jednak pod pewnymi warunkami – przypomina Konfederacja Lewiatan.

Dotychczas właściciele firmowych samochodów o masie do 3,5 tony, używanych zarówno do działalności, jak i do celów prywatnych, mogli odliczyć 50 proc. kwoty VAT-u naliczonego od wydatków związanych z nabyciem, importem czy wydatków dotyczących używania pojazdów na podstawie umowy najmu, dzierżawy czy leasingu, a także od wydatków dotyczących eksploatacji. Jednak wyjątek stanowił zakup paliwa. Zgodnie z obowiązującymi przepisami, do końca czerwca br. podatnikom nie przysługiwało prawo do jakichkolwiek odliczeń z tytułu nabycia paliw silnikowych, oleju napędowego, gazu do określonego typu pojazdu.

Kiedy przedsiębiorca odliczy 50 proc.

Po 1 lipca 2015 r. wyjątek ten zostanie wyłączony – przedsiębiorca jeżdżący samochodem do 3,5 tony i korzystający z niego zarówno w pracy, jak i poza nią, będzie mógł od faktury za paliwo odliczyć połowę zapłaconego VAT-u.

Odliczenie podatku VAT od paliwa w przypadku przedsiębiorców użytkujących pojazdy do celów mieszanych, będzie możliwe po raz pierwszy od początku obowiązywania w Polsce przepisów o podatku od towarów i usług (1993 r.). Jest to przepis, z którego skorzystają wszyscy przedsiębiorcy użytkujący tego typu pojazdy w działalności gospodarczej – w tym klienci firm leasingowych – zaznacza Andrzej Sugajski, dyrektor generalny Związku Polskiego Leasingu, który jest członkiem Konfederacji Lewiatan.

A kiedy 100 proc. ?

W mocy pozostają przepisy pozwalające przedsiębiorcy odliczyć pełny VAT zarówno od paliwa jak i innych wydatków eksploatacyjnych ponoszonych w przypadku auta firmowego o masie do 3,5 tony. Należy jednak spełnić kilka warunków. Kluczowe jest używanie samochodu firmowego wyłącznie w celach związanych z prowadzoną działalnością gospodarczą, z czym wiąże się prowadzenie ewidencji przebiegu pojazdu, czyli tzw. „kilometrówki”.

Ewidencja przebiegu pojazdu musi być prowadzona bardzo precyzyjnie. Ustawa określa, że ewidencja powinna zawierać: numer rejestracyjny pojazdu, dzień rozpoczęcia i zakończenia prowadzenia ewidencji, stan licznika przebiegu na dzień rozpoczęcia prowadzenia ewidencji, na koniec każdego okresu rozliczeniowego oraz na dzień zakończenia prowadzenia ewidencji,wpis osoby kierującej pojazdem dotyczący każdego wykorzystania pojazdu, obejmujący: kolejny numer wpisu, datę i cel wyjazdu, opis trasy (skąd – dokąd), liczbę przejechanych kilometrów, imię i nazwisko osoby kierującej pojazdem potwierdzony przez podatnika na koniec każdego okresu rozliczeniowego w zakresie autentyczności wpisu osoby kierującej pojazdem, jeżeli nie jest ona podatnikiem.

Rozległość i szczegółowość ewidencji przebiegu pojazdu, a także ryzyka z tytułu błędnej interpretacji przez podatnika zdarzeń jako wykonywanych w celach prowadzonej działalności gospodarczej i wysokie kary, jakie z tego tytułu grożą, często zniechęcają przedsiębiorców do tego typu odliczeń i w efekcie poprzestają na mieszanym użytkowaniu pojazdu. Dzięki nowym przepisom, po 1 lipca także ci przedsiębiorcy zapłacą za paliwo mniej”- dodaje Andrzej Sugajski.

Przedsiębiorcy wykorzystujący pojazdy wyłącznie do działalności gospodarczej, mają także obowiązek złożenia naczelnikowi urzędu skarbowego informacji o pojazdach (VAT 26) dla których prowadzą ewidencję w terminie 7 dni od dnia, w którym poniosą pierwszy wydatek związany z tymi pojazdami.

W sytuacji kiedy termin nie zostanie dotrzymany, urząd skarbowy uzna, że pojazd jest wykorzystywany wyłącznie do działalności gospodarczej, dopiero od dnia złożenia druku. W przypadku zmiany wykorzystywania pojazdu przedsiębiorca jest zobowiązany do aktualizacji informacji VAT-26, najpóźniej przed dniem, w którym dokonuje tej zmiany.

Konfederacja Lewiatan

 

Za wysokie opłaty za legalizację samowoli budowlanej

Obecnie opłaty przy legalizowaniu samowoli budowlanej ustala się według wskazanego w ustawie algorytmu przy uwzględnieniu kategorii obiektu budowlanego, określonej w załączniku do ustawy. Natomiast w projekcie kodeksu budowalnego uzależniono ustalanie wysokości opłaty legalizacyjnej od wartości nieruchomości i ma ona wynosić do 30 proc. jej wartości, co w wielu przypadkach może oznaczać znaczący wzrost. Należy przy tym podkreślić, że nie zawsze konieczność legalizacji wynika z faktycznej samowoli. W wielu przypadkach jest to związane z interpretacją stanu formalnego inwestycji przeprowadzonych w dobrej wierze.

Ponadto, wprowadzenie zasady ustalania opłaty legalizacyjnej w uzależnieniu od wartości obiektu spowoduje konieczność zmiany organu właściwego do wymierzania wysokości tej opłaty, wskazując naczelnika urzędu skarbowego, jako najwłaściwszy organ, który ma wykwalifikowane i doświadczone kadry oraz odpowiednie instrumenty prawne.

Istotna jest również zmiana w zakresie sankcji z tytułu nielegalnego użytkowania obiektu budowlanego. W chwili obecnej kara pieniężna jest nakładana nie za fakt nielegalnego użytkowania (a więc bez zawiadomienia o zakończeniu budowy, pomimo sprzeciwu albo bez uzyskania decyzji o pozwoleniu na użytkowanie), ale za nielegalne przystąpienie do użytkowania, a więc za jednorazowe działanie (przystąpienie), a nie za działanie trwałe (użytkowanie).

Zgodnie z projektem kodeksu budowlanego, karane będzie użytkowanie, a nie przystąpienie do użytkowania. Jest to o tyle istotne, że w chwili obecnej organ nadzoru budowlanego tylko raz może nałożyć karę z tytułu nielegalnego przystąpienia do użytkowania. Natomiast projektowane wprowadzenie kary za użytkowanie pozwoli nakładać takie kary wielokrotnie (w okresie trwania stanu naruszenia). Zmieniony zostaje również organ właściwy do wymierzenia kary (nie będzie to już organ nadzoru budowlanego, ale organ podatkowy), jak również sposób obliczenia wymiaru kary.

Konfederacja Lewiatan

 

Wskaźnik PMI dla polskiego przemysłu wyniósł w czerwcu 54,3 pkt, wobec 52,4 pkt w maju br. – podał Markit.

Obawy co do wytracania dynamiki wzrostu przez polski przemysł okazały się nieuzasadnione. Czerwcowy wskaźnik PMI wrócił do poziomu potwierdzającego siłę głównego sektora naszej gospodarki. Na dodatek ta siła w coraz większym stopniu oparta jest na rynku wewnętrznym, bowiem nowe zamówienia w przemyśle rosną w większym stopniu w wyniku wzrostu popytu krajowego niż zamówień eksportowych. Aczkolwiek i te rosną. A ostatnie dane z Niemiec i gospodarek UE, które są naszymi głównymi partnerami handlowymi wskazują, że przemysł nie ma się o co martwić. Potwierdzają to dzisiejsze dane PMI dla sektora przemysłowego w Niemczech (wzrost PMI do 51,9), w Czechach (wzrost do 56,9), Włoszech (mimo nieznacznego spadku, ciągle wysoki poziom PMI – 54,1), Holandii (wzrost do 56,2). Nawet francuskiemu przemysłowi udało się wrócić na ścieżkę wzrostu, a to nasz 4. partner handlowy z prawie 6 proc. udziałem w eksporcie. Jedynie sektor przemysłowy w Rosji jest ciągle „pod kreską” – w czerwcu PMI wyniósł 48,7 punktów.

Rosnące zamówienia z krajowego rynku wskazują, że polska gospodarka nie tylko ma się dobrze, ale także krótko- i średnioterminowe perspektywy wzrostu są pozytywne. Rośnie wielkość produkcji 9. miesiąc z rzędu, a w czerwcu – najszybciej od początku roku. Rośnie aktywność zakupowa firm przemysłowych, co wskazuje na optymistyczne postrzeganie przyszłości.

Jedynym obszarem, w którym dynamika zmian jest słabsza jest zatrudnienie. Rośnie ono, ale relatywnie wolno, co potwierdza, że firmy przemysłowe ciągle uznają silniejszy wzrost zatrudnienia za czynnik ryzyka. Wielokrotnie już w kontekście PMI (i nie tylko) wskazywałam, że polskie prawo pracy nakazuje być ostrożnym przy zatrudnianiu nowych pracowników. A zatem ta wstrzemięźliwość w zatrudnianiu nie jest efektem sytuacji w gospodarce, a zobowiązań, które firmy biorą na siebie przyjmując do pracy kolejnych pracowników. Patrząc jednak na dane dotyczące wzrostu zatrudnienia w firmach 10+, a także dotyczące spadku stopy bezrobocia, można zakładać, że zatrudnienie w przemyśle będzie w „spokojnym” tempie dalej rosło. I pamiętać, że jedno nowe miejsce pracy w przemyśle generuje kolejnych 3 do 5 nowych miejsc pracy w usługach.

Czerwcowy PMI wrócił do poziomów z początku roku i kształtuje się istotnie powyżej progu 50,0. I to na przemysł możemy liczyć prognozując wzrost gospodarki w 2. połowie roku.

 

Komentarz dr Małgorzaty Starczewskiej-Krzysztoszek, głównej ekonomistki Konfederacji Lewiatan

 

Michał Witkowski dyrektorem sprzedaży w Skanska

Od 1 lipca br. stanowisko dyrektora sprzedaży w Skanska Residential Development Poland objął Michał Witkowski. Będzie odpowiedzialny za sprzedaż, obsługę klienta i zarządzanie nieruchomościami spółki w Polsce. Dotychczasowy dyrektor sprzedaży i marketingu Jakub Zagórski będzie pełnił, jak do tej pory, obowiązki dyrektora marketingu i komunikacji dla projektów mieszkaniowych Skanska.

Michał Witkowski dyrektor sprzedaży w Skanska Residential Development Poland
Michał Witkowski dyrektor sprzedaży w Skanska Residential Development Poland

Michał Witkowski przez osiem lat zajmował stanowisko dyrektora sprzedaży i marketingu w Atlas Estates, spółce giełdowej inwestującej w nieruchomości w regionie Europy Środkowo-Wschodniej. W Skanska Residential Development Poland, firmie deweloperskiej realizującej wysokiej jakości projekty mieszkaniowe, będzie odpowiadał za wdrożenie i realizację strategii sprzedażowych projektów. Obecnie Skanska realizuje dwie inwestycje – Park Ostrobramska na warszawskiej Pradze-Południe oraz Osiedle Mickiewicza na styku Żoliborza i Bielan, będące pierwszym w Polsce osiedlem certyfikowanym w systemie BREEAM. Wszystkie projekty Skanska charakteryzuje doskonała lokalizacja, funkcjonalny układ pomieszczeń i ciekawe rozwiązania w przestrzeni wspólnej.

Michał Witkowski jest absolwentem Szkoły Głównej Handlowej. Ukończył także program Executive MBA prowadzony przez Szkołę Główną Handlową oraz Uniwersytet Minnesota w USA.

Z e-faktur korzysta 63 proc. Polaków

E-faktury przestały być nowością – prawie każdy mieszkaniec kraju deklaruje ich znajomość. Z faktur elektronicznych korzysta już niemal tyle samo osób co z papierowych. Jednak dynamika zmian może w najbliższym czasie znacząco spaść. Osoby, które nie korzystają dziś z e-faktur, nie chcą bowiem zmieniać swoich przyzwyczajeń – wynika z badań zleconych m.in. przez Konfederację Lewiatan.

Koalicja „Wybieram e-faktury”, w skład której wchodzą Konfederacja Lewiatan, Orange Polska, UPC Polska oraz Poczta Polska Usługi Cyfrowe Sp. z o. o. (Envelo), przeprowadziła badanie popularności elektronicznych faktur w Polsce. Była to już druga edycja badania, które po raz pierwszy zrealizowano w 2013 roku.

Jak wynika z badania, jedynie co dziesiąta dorosła osoba w Polsce nie spotkała się dotąd z e-fakturami, a wśród mieszkańców największych miast oraz osób poniżej 40 roku życia słyszał o nich niemal każdy. Gorsze rezultaty zanotowano wśród kobiet oraz osób starszych (powyżej 60 roku życia) – odpowiednio 13% oraz 22% osób, które nie słyszały o e-fakturach.

Z faktur elektronicznych korzysta obecnie około 63% Polaków, jest to wynik bardzo zbliżony do poziomu wykorzystania faktur papierowych. Oznacza to potężną zmianę w stosunku do roku 2013. Dwa lata temu papierowe faktury zdecydowanie dominowały wśród odbiorców, aż 87% badanych otrzymywało informacje o płatnościach w takiej formie, a z e-faktur korzystało zaledwie 37% badanych. W poziomie wykorzystania e-faktur widać jednak duże rozwarstwienie w podziale na płeć oraz wiek, kobiety i seniorzy z większym dystansem podchodzą do zmiany. 57% Polek korzysta z e-faktur, podczas gdy wśród mężczyzn wskaźnik ten wyniósł 73%. W ujęciu ze względu na wiek, kluczowy dla popularności e-faktur jest 60 rok życia – wśród osób poniżej tej granicy wykorzystanie e-faktur jest dosyć powszechne, powyżej znacząco maleje.

Dr hab. Agata Gąsiorowska, psycholog ekonomiczny ze Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej we Wrocławiu wskazuje na brak jednoznacznego przełożenia świadomości istnienia e-faktur na ich poziom wykorzystania. – Świadomość istnienia elektronicznej formy faktury u Polaków jest bardzo wysoka, co jednak nie przekłada się bezpośrednio na korzystanie z e-faktur. Co prawda odsetek osób korzystających z faktur w formie elektronicznej podwoił się w ciągu ostatnich dwóch lat, to jednak cały czas 1/3 Polaków wybiera jedynie faktury papierowe. Problem z akceptacją e-faktur podobny jest do problemów z przyjmowaniem innych nowych technologii. Kluczowy wydaje się tutaj niski poziom wiedzy Polaków, zarówno tej bezpośrednio związanej z fakturami elektronicznymi, jak i ogólnie niski poziom wiedzy ekonomicznej i tej związanej z funkcjonowaniem w świecie wirtualnym. Brak wiedzy rodzi poczucie niepewności a czasem wręcz nieuzasadniony lęk, co skutkuje oporem społecznym w akceptowaniu nowych, korzystnych rozwiązań. – zauważa Agata Gąsiorowska.

Osoby, które nie korzystają z e-faktur w większości nie chcą zmieniać sposobu otrzymywania dokumentów. Najczęściej wynika to z przywiązania do papierowych faktur (70% wskazań) lub niekorzystania z Internetu (51%). Wydruk wielu Polakom służy jako przypomnienie o terminie płatności (28%). Nie bez znaczenia jest również wątek bezpieczeństwa, na który wskazało również 28% badanych.

Doradca podatkowy i ekspert Lewiatana Przemysław Pruszyński zauważa, że obawy te są oparte w dużej mierze na stereotypach i przyzwyczajeniach. – Jak pokazują wyniki badania, wielu Polaków obawia się przejścia na e-faktury ze względu na bezpieczeństwo i trwałość dokumentu. Wielu z nich ma poczucie, że papierowa faktura będzie dowodem transakcji, który można łatwo przechowywać i wrócić do niego np. w przypadku reklamacji. W rzeczywistości jednak papierowy dokument dosyć łatwo zniszczyć lub zgubić, a jego odtworzenie może kosztować nas sporo pracy. Inaczej jest w przypadku faktury elektronicznej, do której zawsze łatwo dotrzeć poprzez zalogowanie na pocztę e-mail lub konto użytkownika. Raz wystawiona faktura elektroniczna jest stale przechowywana w sieci, a dostęp do niej jest zupełnie niezależny od wszelkich wydarzeń losowych, takich jak chociażby awaria komputera – mówi.

Prawdziwym wyzwaniem dla dalszego rozwoju elektronicznego fakturowania w Polsce będzie przekonanie do tego rozwiązania tych, którzy do tej pory nie zdecydowali się na zmianę. Zdecydowana większość w tej grupie nie planuje przejścia na e-faktury, ponadto aż 63% z nich deklaruje, że nic nie jest w stanie ich przekonać do korzystania z e-faktur. Jednocześnie aż 60% z nich nie jest w stanie bezpośrednio wskazać żadnej wady dokumentów elektronicznych.

Mapa cen paliw w Polsce, czyli gdzie w wakacje tankować taniej

Za Pb 98 w Pobierowie zapłacimy nawet 5,62 zł. To samo paliwo w Warszawie kosztuje 4,91 zł. 71 groszy różnicy na litrze pozwala oszczędzić na jednym tylko tankowaniu ponad 35 złotych. Przy bardziej zaawansowanych planach na zwiedzanie, oszczędności idą w setki złotych – pisze portal Money.pl.

Mapa cen paliw w Polsce, czyli gdzie w wakacje tankować taniejJest kilka regionów, które oszczędni kierowcy powinni w miarę możliwości omijać. – Co roku zachodniopomorskie i wybrzeże biją rekordy w cenach paliwa. Pamiętajmy, że wystarczy zatankować choćby 50 kilometrów od nadmorskiego kurortu i na jednym baku możemy mieć oszczędność za którą zjemy rybę z frytkami – mówi w rozmowie z Money.pl Rafał Zywert analityk rynku paliw z BM Reflex.

Trzeba mieć też na uwadze, że ceny na stacjach tuż przy naszej zachodniej granicy skrojone są na niemiecką kieszeń i je również powinniśmy omijać. Podobnie wyśrubowane stawki nie dotyczą tylko i wyłącznie północy kraju. Również w górskich kurortach możemy nadziać się na wykorzystujących lokalizację ajentów, którzy podbijają marże bez żadnych limitów. Z reguły najtaniej w całym kraju w paliwa zaopatrzymy się na stacjach należących do sieci handlowych.

– Od lat już nie ma poważniejszych problemów z jakością paliwa w Polsce. Kontrole UOKiK nie wykazują nic więcej niż jakieś drobne odstępstwa od norm, które jednak nie zagrażają silnikom naszych samochodów. Zdecydowanie również nie ma powodów, by omijać stacje należące do marketów, bo to przecież to samo paliwo, które oferują również światowe koncerny – wyjaśnia w Money.pl Grzegorz Maziak, analityk rynku paliw z e-petrol. – Ostra konkurencja sprawia, że nawet w obrębie jednego miasta i kilku skrzyżowań różnice mogą sięgać 30 groszy.

Nie oznacza to jednak, że wszyscy handlujący w tym sektorze są uczciwi: – Mamy poważny problem z odmierzaczami. Jak wykazały kontrole NIK, zdarza się, że kupujemy czasami mniej niż nam się wydaje – mówi Maziak. Zastrzega, że to przypadki wyjątkowe, a nie reguła.

Opracowana przez Money.pl mapa, pokazująca średnie ceny w poszczególnych miastach wyraźnie udowadnia, że tradycyjnie najdrożej w wakacje jest nad morzem. Różnica między Szczecinem a Rzeszowem dla tankujących 98-kę to średnio 12 groszy. Większa jest dla tankujący ON. Tutaj cenowy dystans między Szczecinem a Katowicami to już nawet 25 groszy.

Najmniejsze różnice obserwujemy przy najpopularniejszej 95-tce i LPG. Oczywiście to nie jest jakaś istotna przepaść, ale cały czas trzeba pamiętać, że to uśrednienie i za brak ostrożności podczas tankowania możemy słono zapłacić.

Rekordowa różnica przy tym samym paliwie to 71 groszy. – Pobierowo nie zaskakuje. W tym roku też jest tam najdrożej. Jest jeszcze jedna taka stacja w Polsce po przeciwległej stronie kraju w Zakopanem, gdzie również obserwujemy najwyższe ceny. W tym roku ajenci żądają tam od nas 5,19 za Pb 95 i 5,62 za Pb 98. Dla tankujących ON najdrożej jest właśnie w stolicy Tatr – 4,99 zł – wylicza Maziak.

Z kolei najtaniej 98-kę można zalać pod korek w Warszawie przy markecie – 4,91, Pb 95 – w Zielonej Górze za 4,78, ON – w Łodzi również przy markecie za 4,49 zł.Mapa cen paliw w Polsce, czyli gdzie w wakacje tankować taniej

W tym sezonie urlopowym zdecydowanie najbardziej zadowoleni powinni być posiadacze instalacji gazowych. – Ostatnio tak mało płaciliśmy za LPG 8 lat temu. Do niedawna cena gazu stanowiła blisko połowę ceny benzyny. Teraz już zbliżamy się do jednej trzeciej.

Czy w ciągu najbliższych wakacyjnych miesięcy paliwo nie zdrożeje? – Wydaje się, że właśnie obserwujemy szczyt cenowy. Lipiec i sierpień przyniesie stabilizację, a też możliwe pewne zniżki. Wszystko jednak zależy od odpowiedzi na dwa kluczowe pytania. Co dalej z Grecją i Iranem – mówi w Money.pl Rafał Zywert.

Rzeczywiście oba te rozstrzygnięcia będą mieć kluczowy wpływ na ceny ropy na światowych giełdach i kurs dolara, w którym odbywa się rozliczanie kontraktów na ten surowiec. Na początku lipca dowiemy się, czy realne jest rozstrzygniecie w kwestii programu atomowego w Iranie. Zdjęcie sankcji z tego kraju pozwoli im odkręcić kurki z ropą, co oczywiście skutkować będzie obniżeniem cen. Wyjście Grecji ze strefy euro i pogłębienie się problemów gospodarczych tego kraju też da tańszą ropę. Jak przewidują w rozmowie z Money.pl eksperci rynku paliwowego, spowolnienie gospodarcze, które będzie z tym związane obniży popyt na surowiec, którego i tak na rynku jest rekordowo dużo.

Plejada polskich osobowości marketingu na Golden Marketing Conference

Są niepokorni i bardzo kreatywni. Ich nazwiska przywołują na myśl ekspercką wiedzę i doświadczenie dzielenia się informacjami na temat budowania marki. Brand marketing przez wszystkie przypadki odmienią Natalia Hatalska, Paweł Tkaczyk oraz Michał Wawrzyniak.

Dokładnie trzy słoneczne miesiące dzielą nas od GOLDEN MARKETING CONFERENCE – wydarzenia, które rozpali zmysły i rzuci nowe światło na zagadnienia związane z brand marketingiem. Dwudniowe spotkanie z absolutnie pierwszoligowymi prelegentami skierowane jest głównie do top managementu, osób, których wizja rozwoju przedsiębiorstwa wyznacza nowe cele, ale też standardy realizowania założonych planów. Dlatego też w dniach 29-30 września będzie można wziąć udział zarówno w części wykładowo-prezentacyjnej (29.09.2015 r.) autorstwa światowej klasy prelegentów – Kevina Lane Kellera, Simona Mainwaringa oraz Davida Bella, jak i warsztatowej (30.09.2015 r.).

W charakterze marketingowych trenerów wystąpi plejada polskich osobowości marketingu, czyli Natalia Hatalska, Paweł Tkaczyk oraz Michał Wawrzyniak. Trzy totalnie różne osobowości, które łączy profesjonalizm i niespotykana kreatywność. Każdy z nich jest praktykiem, a zdobyte doświadczenie stanowi miarę sukcesu, którym podzielą się z uczestnikami GOLDEN MARKETING CONFERENCE.

Zróżnicowana konwencja wydarzenia, w którym teoria przenikać się będzie z możliwością praktycznego jej przetestowania, stanowi jeden z cenniejszych wyznaczników jakości GOLDEN MARKETING CONFERENCE. Bezwzględnie jednak uwagę przykuwa zakres merytoryczny oraz najwyższy poziom słuchaczy chcących poszerzać swoje kompetencje biznesowe – mówi Ilona Rosiak-Łukaszewicz, dyrektor projektu. – Zarówno amerykańscy prelegenci, którzy po raz pierwszy wystąpią przed polską publicznością, jak i polskie gwiazdy brand marketingu zainspirują swoją odkrywczością i odkryją nowe pokłady inspiracji – pointuje.

Kim są polscy eksperci drugiego dnia GOLDEN MARKETING CONFERENCE?

Natalia Hatalska
Natalia Hatalska – autorka bloga hatalska.com uznawanego za jeden z najbardziej wpływowych blogów w Polsce i bestsellerowej książki „Cząstki przyciągania”. Absolwentka Uniwersytetu Gdańskiego i Akademii Ekonomicznej w Poznaniu.

Natalia Hatalska – obserwatorka trendów, autorka bloga hatalska.com uznawanego za jeden z najbardziej wpływowych blogów w Polsce i bestsellerowej książki „Cząstki przyciągania”. Absolwentka Uniwersytetu Gdańskiego i Akademii Ekonomicznej w Poznaniu.

Jako stypendystka prestiżowego programu Joseph Conrad Scholarship studiowała również w London Business School w Wielkiej Brytanii. Współpracuje z domem mediowym Universal McCann jako Chief Inspiration Officer. Pomysłodawczyni wielu kampanii opartych na niestandardowych działaniach reklamowych i nagrodzonych w konkursach reklamowych. Członek Rady Marek w konkursie Superbrands. Członek Creative Communication Cluster. Członek Rady Ekspertów Think Tank. Nagrodzona przez Geek Girls Carrots Srebrną Marchewką za bycie wzorem kobiety zajmującej się nowymi technologiami.

Paweł Tkaczyk - człowiek Roku Polskiego Marketingu, autor Marketingowej Książki Roku.
Paweł Tkaczyk – człowiek Roku Polskiego Marketingu, autor Marketingowej Książki Roku.

Paweł Tkaczyk – człowiek Roku Polskiego Marketingu, autor Marketingowej Książki Roku. Od ponad 10 lat dzieli się wiedzą, jak tworzyć silne marki, bo dobra marka to świetnie opowiedziana historia. Potrafi wzbudzić iskrę, od której wszystko się zaczyna: inspiracja do działania, szlifowanie pomysłów i nadanie kierunku działaniom marketingowym firm.

Paweł Tkaczyk jako właściciel agencji brandingowej MIDEA, tworzy projekty dla takich firm, jak Agora, Diners Club czy Lukas Bank. Doradza przy projektach startupowych. Współpracuje z takimi tytułami, jak „Brief”, „Marketing w Praktyce”, znany jest również z „Polityki”, „Forbsa”, „Wprost” czy „Gazety Wyborczej”.

Michał Wawrzyniak – założyciel firmy MentalWay
Michał Wawrzyniak – założyciel firmy MentalWay

Michał Wawrzyniak – założyciel firmy MentalWay, ekspert od uwalniania ludzkiego potencjału, kurator pierwszego dnia GOLDEN MARKETING CONFERENCE, a drugiego dnia prowadzący warsztaty VIP „Mentorship – ślady, jakie zostawiasz po sobie w biznesie”.

Spacer przez labirynt brand marketingu prowadzić będzie przez mentalne stacje, które oszałamiając bodźcami z pogranicza sztuki, teatru, kabaretu i show, otworzą i uwrażliwią uczestników konferencji na nowe treści, sposoby myślenia i przygotują na porażające efekty tej dwudniowej podróży.

Czego więcej można się spodziewać po tym charyzmatycznym trenerze, artyście i filantropie? Dowiemy się przybywając do Poznania w dniach 29-30 września 2015. Jedno jest pewne – odtąd Zawsze i Wszędzie będzie Można WSZYSTKO!

Jak uniknąć konsekwencji dziedziczenia długów?

W wielu sytuacjach po śmierci najbliższych stajemy się posiadaczami nie tylko dóbr, ale również długów, które często przekraczają wartość spadku, jak i nasze możliwości finansowe. Co zrobić, kiedy w trudnym czasie zostajemy dodatkowo obarczeni przyjęciem długów? O zasadach dziedziczenia opowiada Kamil Muskus, Dyrektor Badań i Rozwoju z firmy Compass Money.

Kamil Muskus, Dyrektor Badań i Rozwoju firmy Compass Money
Kamil Muskus, Dyrektor Badań i Rozwoju firmy Compass Money

Dziedziczymy zarówno aktywa, jak i pasywa, ponieważ po śmierci spadkodawcy na jego bliskich przechodzą wszystkie prawa oraz obowiązki. Ważne jest, by poznać zasady przyjmowania spadku, aby uniknąć sytuacji, w której my oraz nasi najbliżsi wpadniemy w pętlę zadłużenia. Po konsultacji z Karolem Obrębskim z Departamentu Prawnego Compass Money opracowany został zbiór najważniejszych informacji dotyczących zasad dziedziczenia długów w Polsce.

Czas naszym sprzymierzeńcem i wrogiem

„Pierwszym i najistotniejszym momentem jest chwila, w której dowiadujemy się o tytule powołania do spadku z testamentu lub z ustawy. Jest to czas, w którym otrzymujemy informację o śmierci spadkodawcy lub o odrzuceniu spadku przez osobę, która według przepisów miała do niego prawo wyprzedzające nasz tytuł. Warto również pamiętać, że moment dowiedzenia się o tytule podlega oczywiście dowodzeniu, jeśli sprawa dotyczy spadkobiercy z dalekiej rodziny lub takiego, z którym się nie utrzymywało żadnych kontaktów – możemy się o tym dowiedzieć nawet dopiero po wielu latach od śmierci. Od tego momentu mamy 6 miesięcy na to, by podjąć decyzję o przyjęciu lub odrzuceniu dziedzictwa. Jeżeli tego nie zrobimy, to odziedziczymy cały spadek z długami, które będziemy musieli opłacić z własnych zasobów finansowych”- mówi Kamil Muskus, Dyrektor Badań i Rozwoju z Compass Money i dodaje – „Złożenie oświadczenia w przedmiocie spadku może nastąpić w sądzie, gdzie należy dostarczyć stosowny wniosek lub u notariusza – jest to znacznie szybsze i wygodniejsze rozwiązanie. Wystarczy umówić się na spotkaniepodczas którego notariusz wskaże potrzebne dokumenty, a po sporządzeniu aktu notarialnego prawnik prześle go do sądu. Ta czynność prawna obarczona jest niewielkim kosztem finansowym – zazwyczaj poniżej 100 złotych od osoby”.

W całości, w połowie albo w ogóle

„Możliwe są 3 warianty dziedziczenia. Pierwszym z nich jest przyjęcie spadku wprost. Dochodzi do niego z woli spadkobiercy lub w sytuacji, gdy w określonym czasie nie zadeklarował on swojego stosunku wobec spadku. Ten rodzaj dziedziczenia obarcza nas w całości aktywami i pasywami spadkodawcy. Przyjęcie spadku wprost skutkuje odpowiedzialnością za długi spadkowe także z własnego majątku, kiedy wartość otrzymanego nie wystarcza na spłacenie zaległości zmarłego. Nie ma możliwości, by odziedziczyć majątek z pominięciem długów. Należy również zaznaczyć, że przyjęcie spadku wprost nie dotyczy osób małoletnich.

Drugim wariantem jest odrzucenie spadku. W tym wypadku na nasze miejsce spadkobiercy wstępują osoby, które dziedziczyłyby po nas – żona, dzieci czy rodzeństwo – te osoby, aby uniknąć dziedziczenia długów, muszą złożyć odrębne oświadczenia o odrzuceniu spadku, przy czym należy uzyskać zgodę sądu rodzinnego na odrzucenie spadku imieniem małoletnich dzieci. Ważne jest, by nie pominąć żadnych prawnych aspektów, ponieważ możemy doprowadzić tym odrzuceniem spadku do obciążenia długami naszych najbliższych.

Trzecią, najlepszą opcją, kiedy obawiamy się obciążenia znacznym długiem, jest zdecydowanie się na przyjęcie spadku z dobrodziejstwem inwentarza. W ten sposób długi spadkodawcy zostaną uregulowane do wysokości wartości otrzymanych aktywów. Dzięki tej formie dziedziczenia nie obarczymy zaległościami finansowymi naszych najbliższych. Dobrodziejstwo inwentarza zakłada utrzymanie stabilności finansowej spadkobiercy. Jeżeli odziedziczymy dług wysokości 100 000zł oraz dobra materialne o wartości 50 000zł, to tymi dobrami spłacimy dług i nie będziemy obciążeni resztą zaległości. Jedynym wymogiem tego wariantu dziedziczenia jest wystąpienie o sporządzenie inwentarza spadku, który służy ustaleniu wartości aktywów i pasywów spadkodawcy, a tym samym pokrycie jego kosztów. Inwentarz, jeśli w skład spadku wchodzi dużo drobnych przedmiotów, które muszą zostać opisane i wycenione, zazwyczaj sporządza komornik. Jest to wariant, który działa na korzyść spadkobierców, obciążając przy tym wierzycieli zmarłego. Warto zaznaczyć, że małoletni spadkobiercy bez złożonego w określonym czasie wniosku otrzymują spadek z dobrodziejstwem inwentarza” – podsumowuje Kamil Muskus, Dyrektor Badań i Rozwoju z Compass Money.

Dziedziczenie jest związane nie tylko z przyjęciem dóbr materialnych i finansowych po bliskim zmarłym. Równa się ono także przejęciu wszelkich długów, obowiązków czy nawet rachunków. Warto dowiedzieć się, jakie zasady dziedziczenia obowiązują w polskim prawie, by uniknąć wplątania siebie lub swoich najbliższych w kłopoty finansowe związane z dodatkowym obciążeniem portfela. Jeżeli jednak nie uda nam się dokonać niezbędnych formalności i zostaniemy obciążeni długiem, z pomocą przyjdzie firma Compass Money, która oferuje różne formy wsparcia finansowego, nadając właściwy kierunek finansom.

Compass Money sp. z o.o. to oparta na wyłącznie polskim kapitale firma zrzeszająca wykwalifikowanych doradców finansowych, która rozpoczynała swoją działalność w 2009 roku jako SNS Centrum. W efekcie szybkiego rozwoju i kolejnych przekształceń, od 2013 roku funkcjonuje jako Compass Money.

Działalność firmy skupia się na ofercie dla klientów indywidualnych i biznesowych – małych i średnich przedsiębiorstw, obejmującej najatrakcyjniejsze na rynku produkty i finansowe, takie jak kredyty, pożyczki oraz leasing. Jak najmniejsza złożoność procesów oraz opieka osobistego doradcy pozwalają zapewnić klientom wygodną obsługę i profesjonalną, kompleksową pomoc w wyborze optymalnego kierunku finansów.

Od 20 sierpnia 2014 roku Compass Money sp. z o.o. współpracuje z Komisją Nadzoru Finansowego. Firma przystąpiła do wielu programów chroniących bezpieczeństwo finansów jej klientów, takich jak Rzetelna Firma, a w swoich działaniach opiera się na przepisach Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów.

Nowa generacja Klasy A

Zmodernizowany Mercedes-Benz Klasy A godzi sprzeczności: sportowe osiągi i większy komfort. System trybów jazdy DYNAMIC SELECT pozwala kierowcy w jednej chwili zmienić charakter samochodu, z komfortowego na sportowy lub szczególnie ekonomiczny. W ramach liftingu poszerzono gamę jednostek napędowych. Rolę bazowej odmiany przejmuje niedostępny wcześniej wariant A 160 z silnikiem o mocy 75 kW (102 KM), a nowym mistrzem oszczędności jest wersja A 180 d BlueEFFICIENCY Edition o mocy 80 kW (109 KM), zużywająca średnio zaledwie 3,5 l/100 km. Kolejna nowość to propozycja dla fanów sportów motorowych – specjalna seria „Motorsport Edition” z akcentami nawiązującymi do barw zwycięskich bolidów Formuły 1 zespołu MERCEDES AMG PETRONAS. Modernizacja obejmuje również model Mercedes-AMG A 45 4MATIC. Z jednostką generującą moc 280 kW (381 KM) i 475 Nm maksymalnego momentu obrotowego bazowy to dziś najmocniejszy samochód kompaktowy na świecie. Nowe przełożenia skrzyń biegów, udoskonalona aerodynamika i tryby jazdy DYNAMIC SELECT zwiększają wydajność zmodernizowanej Klasy A i podkreślają jej czołową pozycję w segmencie. Zamówienia na odnowiony model można składać od 3 lipca br. Pierwsze egzemplarze będą dostępne u dealerów pod koniec września.

– Rok 2012 był rokiem zmiany w klasie aut kompaktowych. Nowa Klasa A w radykalny sposób odcięła się od poprzednich serii i zdobyła wielką popularność. Jako najbardziej progresywny model w segmencie, znacznie przyczyniła się do odmłodzenia naszej marki. Prezentując zmodernizowaną Klasę A, spełniamy życzenia wielu klientów, którzy oczekiwali jeszcze większego komfortu bez strat na dynamice i osiągach – mówi Ola Källenius, Członek Zarządu Daimler AG odpowiedzialny za sprzedaż i marketing osobowych Mercedesów. – Dzięki zastosowaniu systemów Apple® CarPlay® i MirrorLink® nowa Klasa A robi kolejny krok w kierunku kompleksowej, intuicyjnej integracji ze smartfonem swojego kierowcy.

Zgodnie z językiem zmysłowej przejrzystości, karoserię Klasy A definiują wyraziste rysy i dynamiczne przetłoczenia oraz charakterystyczna dla aut coupé linia bocznych szyb. Kształt nowego przedniego zderzaka z szerszym wlotem powietrza nawiązuje do wyglądu koncepcyjnej Klasy A z 2011 r. Diamentowa osłona chłodnicy, nowe reflektory LED-owe (opcja, standard w A 45), nowe wypełnienie tylnych lamp i zintegrowane ze zderzakiem końcówki wydechu podkreślają sportowy charakter kompaktowego Mercedesa.

Panel zatopionych w rurach wskaźników z atrakcyjną grafiką i galwanizowane przełączniki podnoszą jakościowy odbiór wnętrza, podobnie jak wolnostojący, bezramkowy ekran systemu multimedialnego – teraz na życzenie dostępny również w większym rozmiarze, o przekątnej 20,3 cm (8 cali). Nowa kolorystyka, materiały i desenie deski rozdzielczej zapewniają świeżą atmosferę. Lista dostępnych wariantów wykończenia wzbogaciła się o dwukolorową, skórzaną tapicerkę w kolorach saharyjskiego beżu i czerni (pakiet Exclusive) oraz obicia foteli z czerwonymi lub zielonymi akcentami (linia wyposażenia Style). W ofercie debiutuje też nastrojowe oświetlenie kabiny o 5 stopniach intensywności, dostępne w 12 kolorach do wyboru. Wszystkie odmiany są teraz standardowo wyposażone w regulację głębokości siedziska w zakresie do 60 mm. Ponadto, w modelu A 45 uwagę zwraca nowa, jeszcze bardziej poręczna kierownica wielofunkcyjna ze spłaszczonym u dołu wieńcem i perforowaną skórą w okolicach chwytu.

Kolejną nowością w gamie Klasy A jest specjalna seria „Motorsport Edition”, z efektowną stylizacją utrzymaną w barwach zwycięskiego zespołu Formuły 1 MERCEDES AMG PETRONAS. Zderzaki, obręcze AMG i spojler tylnej klapy mają tu akcenty w charakterystycznym, zielonym kolorze. W modelach A 250 Sport i A 250 Sport 4MATIC można je znaleźć również na bocznych lusterkach. W kabinie wzrok przykuwa zielona oprawa otworów wentylacyjnych, pasy bezpieczeństwa z zielonymi krawędziami, przeszycia i akcenty tapicerki w tym samym kolorze oraz sportowe fotele pokryte mieszanką skóry i mikrofibry DINAMICA. Seria „Motorsport Edition” jest oferowana dla wszystkich odmian od A 200/A 200 d w górę (poza A 45).

Układ napędowy: jeszcze szersza gama silników

Rolę bazowej wersji przejmuje nowy model A 160 z benzynowym silnikiem o mocy 75 kW (102 KM). Nowym mistrzem oszczędności jest z kolei wariant A 180 d BlueEFFICIENCY o mocy 80 kW (109 KM), zużywający średnio zaledwie 3,5 l/100 km (cykl NEDC). Nowe są także dynamiczne odmiany A 250 i A 250 Sport z manualnymi przekładniami.

Wysokoprężna wersja A 220 d została wzmocniona o 5 kW (7 KM), do 130 kW (177 KM), podobnie jak wspomniane już benzynowe modele A 250 Sport i A 250 Sport 4MATIC, które osiągają teraz moc 160 kW (218 KM) zamiast 155 kW (211 KM). Ponadto, auta z dwusprzęgłową przekładnią 7G-DCT zostały wyposażone w funkcję wspomagania ruszania Launch Assist, umożliwiającą jeszcze szybsze ruszenie z miejsca. Łącznie, gama napędowa Klasy A liczy obecnie 17 wariantów. W utrzymaniu przyjaznego środowisku stylu jazdy wspiera kierowcę nowy wyświetlacz ECO.

Modernizacja objęła również Mercedesa-AMG A 45 4MATIC. Jego 4-cylindrowa jednostka 2.0 turbo rozwija została wzmocniona z 265 kW (360 KM) do 280 kW (381 KM), a jej maksymalny moment obrotowy wzrósł z 450 do 475 Nm. Tym samym najmniejszy model z Affalterbach jest najmocniejszym samochodem kompaktowym na świecie. Dodatkowy zastrzyk mocy przekłada się na jeszcze lepsze osiągi: A 45 przyspiesza od 0 do 100 km/h w ciągu 4,2 s, o 0,4 s szybciej niż poprzednik. Równocześnie zużycie paliwa modelu pozostaje bez zmian i w cyklu NEDC wynosi średnio od 6,9 l/100 km. Żaden inny sportowy kompakt nie jest tak oszczędny.

– Nigdy nie spoczywamy na laurach, lecz stale dążymy do rozwijania naszych modeli – mówi Tobias Moers, szef Mercedes-AMG GmbH. – A 45 wciąż ma mnóstwo potencjału i czuliśmy, że musimy go w pełni uwolnić.

Żywiołowe serce pod maską A 45 z 1 litra pojemności osiąga imponującą moc 141 kW (191 KM) – to rekord wśród seryjnych silników 4-cylindrowych i poziom zarezerwowany dla prawdziwych supersamochodów. Przyrost mocy uzyskano dzięki nowej konfiguracji zespołu zaworów i rozrządu oraz turbosprężarki, a w konsekwencji – poprzez optymalizację procesu spalania. Maksymalne ciśnienie doładowania, tak jak dotychczas, wynosi 1,8 bara.

I podobnie jak wcześniej, A 45 działa na wszystkie zmysły – z jej przeszywającą ścieżką dźwiękową nie może równać się żadna inna rzędowa „czwórka”. Seryjne wyposażenie modelu obejmuje sportowych wydech z automatycznie sterowanymi klapami, regulowanymi zależnie od trybu jazdy lub za naciśnięciem przycisku.

Mercedes-Benz wykorzystał lifting Klasy A do wprowadzenia nowej nomenklatury. O ile wersje benzynowe, tak jak wcześniej, nie mają żadnego dodatkowego oznaczenia, o tyle w przypadku odmian wysokoprężnych dopisek „CDI” zastępuje mała litera „d”. Przykładowo, wcześniejszy model A 200 CDI nazywa się teraz A 200 d.

Dane techniczne zmodernizowanej Klasy A – wersje wysokoprężne:

Diesel A 160 d A 180 d A 180 d BEE1 A 200 d/
A 200 d 4MATIC
A 220 d/
A 220 d 4MATIC
Liczba i ukł. cylindrów R4 R4 R4 R4 R4
Pojemność (ccm) 1461 1461 1461 2143 2143
Moc maks.
(kW/KM przy obr./min)
66/90 przy
2750-4000
80/109 przy
4000
80/109 przy
4000
100/136 przy
3200-4000(przy 3400-4400)
130/177 przy
3600-3800
Maks. moment obr. (Nm przy obr./min) 240 przy
1700-2500
260 przy
1750-2500
260 przy
1750-2500
300 przy
1400-3000
350 przy
1400-3400
Średnie zużycie paliwa od
(l/100 km)
4,1-3,7
(3,9-3,7)
4,1-3,7
(3,9-3,7)
3,5 4,5-4,1
(4,1-3,8)
[4,9-4,6]
(4,2-4,0)
[4,9-4,6]
Średnia emisja CO2 od (g/km) 107-98
(104-98)
107-98
(104-98)
89 116-106
(108-99)
[127-121]
(109-104)
[127-121]
Klasa wydajności A+ (A+) A+ (A+) A+ A (A+) [A] (A+)
[A]
Przyspieszenie
0-100 km/h (s)
13,6
(10,4)
11,3
(11,3)
11,3 9,3 (8,8)
[8,8]
(7,5)
[7,5]
Prędkość maks. (km/h) 180
(190)
190
(190)
190 210 (210) [210] (224)
[220]

W nawiasach okrągłych podano dane dla odmian z dwusprzęgłową przekładnią 7G-DCT, a w nawiasach kwadratowych – dla odmian z dwusprzęgłową przekładnią 7G-DCT i napędem na obie osie 4MATIC
1 BlueEFFICIENCY Edition

Dane techniczne zmodernizowanej Klasy A – wersje benzynowe:

Benz. A 160 A 180 A 180 BEE1 A 200 A 220 4MATIC
Liczba i ukł. cylindrów R4 R4 R4 R4 R4
Pojemność (ccm) 1595 1595 1595 1595 1991
Moc maks.
(kW/KM przy obr./min)
75/102 przy
4500-6000
90/122 przy
5000
90/122 przy
5000
115/156 przy
5300
135/184 przy
5500
Maks. moment obr. (Nm przy obr./min) 180 przy
1200-3500
200 przy
1250-4000
200 przy
1250-4000
250 przy
1250-4000
300 przy
1200-4000
Średnie zużycie paliwa od
(l/100 km)
5,6–5,4
(5,4-5,1)
5,7-5,5
(5,4-5,1)
5,2 5,7-5,5
(5,4-5,1)
[6,6-6,3]
Średnia emisja CO2 od (g/km) 128-124
126-119
133-127
(126-119)
120 134-128
(126-119)
[154-148]
Klasa wydajności B (B) B (B) B B (B) [C]
Przyspieszenie
0-100 km/h (s)
10,6 (10,4) 8,9 (8,6) 8,9 8,1 (7,8) [7,4]
Prędkość maks. (km/h) 190 (190) 202 (202) 190 224 (224) [228]
Benz. A 250/
A 250 4MATIC
A 250 Sport/
A250 Sport 4MATIC
A 45 4MATIC
Liczba i ukł. cylindrów R4 R4 R4
Pojemność (ccm) 1991 1991 1991
Moc maks.
(kW/KM przy obr./min)
155/211 przy
5500
160/218 przy
5500
280/381 przy 6000
Maks. moment obr. (Nm przy obr./min) 350 przy
1200-4000
350 przy
1200-4000
475 przy 2250-5000
Średnie zużycie paliwa od
(l/100 km)
6,7-6,6
(6,0-5,8)
[6,6-6,5]
6,8 (6,2)
[6,6]
[6,9]
Średnia emisja CO2 od (g/km) 154-151
(139-136)
[154-152]
158 (143)
[154]
[162]
Klasa wydajności D (C)
[C]
D (C)
[C]
[D]
Przyspieszenie
0-100 km/h (s)
6,5 (6,4)
[6,4]
6,3 (6,3)
[6,3]
[4,2]
Prędkość maks. (km/h) 240 (240) [240] 240 (240) [240] [250]

W nawiasach okrągłych podano dane dla odmian z dwusprzęgłową przekładnią 7G-DCT, a w nawiasach kwadratowych – dla odmian z dwusprzęgłową przekładnią 7G-DCT i napędem na obie osie 4MATIC
1 BlueEFFICIENCY Edition

Zawieszenie: komfort za naciśnięciem przycisku

System trybów jazdy DYNAMIC SELECT pozwala w mgnieniu oka zmieniać charakter samochodu – wciśnięcie przycisku na konsoli środkowej wpływa na reakcje silnika i skrzyni biegów oraz pracę zawieszenia, układu kierowniczego i klimatyzacji. Kierowca ma do wyboru cztery zróżnicowane programy: Comfort, Sport, Eco i Individual.

Układ DYNAMIC SELECT należy do standardowego wyposażenia modeli: A 200 d 4MATIC, A 220 4MATIC, A 220 d, A 220 d 4MATIC, A 250 4MATIC, A 250 Sport oraz A 250 Sport 4MATIC, a także wszystkich wersji z przekładnią 7G-DCT, w linii wyposażenia AMG lub z obniżonym zawieszeniem. Można go zamówić dla pozostałych odmian za wyjątkiem dwóch modeli BlueEFFICIENCY Edition.

Szczególnie szeroki zakres ustawień system DYNAMIC SELECT zapewnia w połączeniu z nowym zawieszeniem z aktywnym tłumieniem (opcja). Wciśnięcie przycisku wpływa wtedy również na charakterystykę resorowania – do wyboru jest tryb komfortowy lub sportowy. Elektronika decyduje o twardości amortyzatorów na podstawie danych z czujników przyspieszenia, które mierzą ruchy karoserii, a także szeregu innych informacji: kąta i prędkości skrętu kół oraz pochylenia nadwozia. Sterowane elektronicznie zawory proporcjonalne w poszczególnych amortyzatorach w zależności od sytuacji kontrolują przepływ oleju i zmieniają siłę tłumienia w nieskończonym zakresie, osobno dla każdego koła.

A 45 z mechaniczną blokadą dyferencjału

Mercedes-Benz A-Klasse (W 176) 2015Mercedes-Benz A-Class (W 176
A 220d 4MATIC (Style), Elbaitgrün. Interieur Schwarz / Grün
A 220d 4MATIC (Style), elbaite green, Interior black / green

Mercedes-AMG A 45 4MATIC seryjnie dysponuje systemem DYNAMIC SELECT z czterema trybami jazdy: Comfort, Sport, Sport+ i Individual, tak samo jak modele GT oraz C 63. Nowością na liście opcji jest pakiet AMG DYNAMIC PLUS z mechaniczną blokadą przedniego dyferencjału, która dodatkowo poprawia stabilność podczas zmiany obciążenia i zwiększa trakcję na wyjściu z zakrętu. Pakiet obejmuje też sportowe zawieszenie AMG RIDE CONTROL z adaptacyjnym tłumieniem oraz piąty program DYNAMIC SELECT: Race, służący przede wszystkim do jazdy torowej i wyróżniający się m.in. jeszcze sprawniejszą pracą przekładni AMG SPEEDSHIFT DCT.

W trybie Comfort po raz pierwszy wprowadzono funkcję „żeglowania” (jazda na luzie), działa w nim również funkcja ECO start/stop. Włączenie programów Sport i Sport+ wyostrza reakcje przepustnicy i skrzyni biegów, a dźwięk silnika staje się bardziej gardłowy. W trybie Individual kierowca może wybrać ustawienia poszczególnych podzespołów, włącznie z progiem działania 3-stopniowego układu ESP®. Zawieszenie AMG RIDE CONTROL ma dwa tryby pracy: komfortowy i sportowy, wpływające również na działanie progresywnego układu kierowniczego.

Jeszcze bardziej dynamiczny charakter A 45 to także zasługa skróconych przełożeń sportowej przekładni AMG SPEEDSHIFT DCT. Krótsze biegi od 3. do 7. sprawiają, że samochód chętniej przyspiesza w zakresie wyższych prędkości. W modelu po liftingu skrzynia wyróżnia się też zoptymalizowanym czasem reakcji i zmiany przełożeń. Tak jak dotychczas, moment obrotowy trafia do kół za pośrednictwem napędu na obie osie AMG Performance 4MATIC, który przekazuje moment obrotowy w zmiennej proporcji od 100:0 do 50:50. Takie rozwiązanie zapewnia optymalną dynamikę, przyczepność i wydajność.

Multimedia: pionier w integracji smartfona z samochodem

Mercedes-Benz A-Klasse (W 176) 2015Mercedes-Benz A-Class (W 176
A 220d 4MATIC (Style), Elbaitgrün. Interieur Schwarz / Grün
A 220d 4MATIC (Style), elbaite green, Interior black / green

Nowa generacja Klasy A to pierwszy model Mercedes-Benz pozwalający na kompleksową integrację smartfona z samochodem. Od początku 2016 r. model będzie dostępny z systemami informacyjno-rozrywkowymi Apple® CarPlay® (dla użytkowników iPhone’ów®) i MirrorLink®.

Apple® CarPlay® obsługuje telefon, nawigację, odtwarzacz muzyczny, wysyłanie i odbieranie SMS-ów oraz e-maili, a także komendy głosowe Siri. Aby uniknąć rozpraszania uwagi kierowcy, na ekranie systemu multimedialnego będzie prezentowana tylko istotna zawartość smartfona.

Równocześnie w Klasie A debiutuje nowa generacja telematyki – jeszcze bardziej intuicyjna w obsłudze, wzbogacona o animowane menu i atrakcyjniejszą grafikę, a na życzenie także większy ekran (o przekątnej 8 zamiast 7 cali).

Aktywne bezpieczeństwo: jeszcze większe wsparcie kierowcy, LED-owe reflektory w opcji

Mercedes-Benz A-Klasse (W 176) 2015Mercedes-Benz A-Class (W 176
A 220d 4MATIC (Style), Elbaitgrün. Interieur Schwarz / Grün
A 220d 4MATIC (Style), elbaite green, Interior black / green

Szeroka oferta systemów wspomagających – od układu monitorującego zmęczenie ATTENTION ASSIST do aktywnego tempomatu DISTRONIC PLUS – sprawia, że Klasa A zapewnia kierowcy kompleksowe wsparcie i ochronę. Działanie wybranych systemów zostało zmodyfikowane. Przykładowo, montowany standardowo układ kolizyjny COLLISION PREVENTION ASSIST PLUS poszerza funkcjonalność wcześniejszego COLLISION PREVENTION ASSIST (radarowa kontrola odległości i wspomaganie hamowania realizowane przez funkcję Adaptive Brake Assist) o częściowo autonomiczne hamowanie w celu ograniczenia skutków kolizji polegającej na najechaniu na tył poprzedzającego samochodu.

Wzbogacono także funkcjonalności seryjnego systemu ATTENTION ASSIST, który działa teraz w szerszym zakresie prędkości (60-200 km/h) i informuje kierowcę o poziomie koncentracji za pomocą wskaźnika o 5-stopniowej skali.

Nowe, opcjonalne reflektory LED-owe (standard w A 45) nie tylko podkreślają wyraziste spojrzenie Klasy A, ale zwiększają też bezpieczeństwo jazdy nocą – emitują szeroką wiązkę o barwie zbliżonej do światła dziennego.

Historia sukcesu Klasy A: pierwszy Mercedes dla dwóch z trzech jej nabywców

Nowa generacja Klasy A zadebiutowała na rynku we wrześniu 2012 r. Wyjątkowa popularność modelu sprawiła, że jest on produkowany nie tylko w Rastatt, ale – od sierpnia 2013 r. – także w fabryce fińskiej firmy Valmet Automotive. Tylko w ubiegłym roku sprzedaż kompaktowego Mercedesa w Wielkiej Brytanii wzrosła o 46%, a w Chinach – o 51%. Nadal najwięcej egzemplarzy Klasy A trafia jednak do rodzimych Niemiec.

Około połowa nabywców Mercedesów Klas A, B, GLA czy CLA w Europie Zachodniej jeździło wcześniej samochodem innej marki. W przypadku samej Klasy A współczynnik ten wynosi 2/3. Od chwili wprowadzenia na rynek nowej generacji kompaktowych modeli wizerunek Mercedes-Benz został znacząco odmłodzony. Dzisiaj właściciel Klasy A w Europie jest średnio o 13 lat młodszy niż poprzedniej serii. W Chinach średnia wieku nabywcy modelu to 34 lata.

Horyzont 2020 w ofercie Idea Banku

Już w sierpniu br. ruszy innowacyjna oferta finansowa dla przedsiębiorców, współtworzona przez polski bank w Programie Horyzont 2020. Prawie 100 mln złotych preferencyjnego finansowania, przede wszystkim na inwestycje dla mikro, małych i średnich firm, uruchomi Idea Bank- pierwszy oficjalny polski pośrednik finansowy w programach UE nowego rozdania (2014-2020).

Większość instrumentów zwrotnych (vel finansowych)Unii Europejskiej 2014-2020 realizowana zostanie z udziałem tzw. narodowych Pośredników Finansowych. Mogą nimi zostać instytucje finansowe (np. banki, fundusze pożyczkowe, przedsiębiorstwa leasingowe czy fundusze vc). Od jakości i konkurencyjności oferty kandydata na pośrednika zależy jego powodzenie w międzynarodowym konkursie na pośredników finansowych ww. programów UE i w efekcie dostęp do tych środków przedsiębiorców z danego państwa. Brak tu bowiem tzw. kopert narodowych. Wygrywają tylko najlepsze projekty, bez względu na pochodzenie.

Pierwszym polskim Narodowym Pośrednikiem Finansowym Programu ramowego na rzecz badań naukowych i innowacji, na lata 2014-2020″Horyzont 2020″ i programów ramowych UE z nowego rozdania w ogóle, będzie: IDEA BANK SA. W ostatnich tygodniach bank podpisał stosowną umowę z Europejskim Funduszem Inwestycyjnym (EFI).

– Od początku swojego istnienia Idea Bank konsekwentnie buduje ofertę finansowania przyjaznego dla rożnych grup przedsiębiorców. Naszym oczkiem w głowie są właściciele mikro i małych firm. Aby udostępnić im elastyczne i atrakcyjne cenowo finansowanie sięgamy zarówno do programów unijnych, jak i światowych rozwiązań stworzonych po to, by wspierać innowacyjne biznesy. Jestem przekonany, że połączenie tych dwóch potencjałów pozwoli na wprowadzenie nowej jakościowo oferty dla polskich innowatorów. Z doświadczenia wiem, że na rynku jest wiele bardzo interesujących biznesowo, ale i ryzykownych projektów, na które trudno pozyskać standardowe finansowanie. Nowy produkt, we współpracy z EFI, pozwoli nam szerzej otworzyć się na to wyzwanie – powiedział Marcin Syciński, Członek Zarządu Idea Banku, odpowiedzialny za politykę kredytową, w tym właśnie za europejski projekt Banku.

UE udzieliła tu wsparcia w ramach Programu Horyzont 2020 – działania InnovFin pn. SME Guarantee, tj. gwarancji Europejskiego Funduszu Inwestycyjnego na finansowanie dla innowacyjnych MSP i tzw. midcaps. EFI udzielił 50% gwarancji, bez limitu kwotowego (cap)na spłatę „innowacyjnych” kredytów (inwestycyjnych i obrotowych) polskich firm.

EFI jest częścią Grupy Europejskiego Banku Inwestycyjnego z Luksemburga, wyspecjalizowaną w projektowaniu wsparcia finansowego przedsiębiorczości, innowacji i rozwoju. EFI jest największym europejskim operatorem kapitału vc i gwarancji dla MŚP (odpowiednio: 500 funduszy vc i 350 umów gwarancyjnych na 2014r.).

Beneficjentem europejskiego projektu Idea Banku będą MŚP oraz przedsiębiorcy niebędący MŚP, zatrudniający do 499 osób (tzw. midcaps), do których w okresie od 1 sierpnia 2015r. do 31 lipca 2017r. (lub do wcześniejszego wykorzystania środków), Bank skieruje ponad 80 mln PLN preferencyjnego kredytu. Bank zapewnia tu liczne korzyści dla klientów, jak m.in. zmniejszenie wymogów w zakresie zabezpieczeń własnych przedsiębiorcy, obniżenie ceny kredytu czy brak rygorów pomocy publicznej.

– Bardzo nas cieszy informacja, że polski bank skutecznie sięgnął po unijne wsparcie
i przełoży się to na ułatwienie w dostępie do finansowania dla małych i średnich firm. Wydaje się że ten produkt odpowiada na dwie największe bolączki i bariery polskich przedsiębiorstw w dostępie do kredytu- tj. cenę i brak wystarczających zabezpieczeń jego spłaty
– powiedział Edward Tomasz Połaski, Prezes Fundacji Małych i Średnich Przedsiębiorstw Program Horyzont 2020-źródło wsparcia polskich przedsiębiorców –Warto podkreślić, że po 10 miesiącach od uruchomienia instrumentów zwrotnych programu Horyzont 2020 następuje polska inauguracja pierwszej umowy pośrednictwa finansowego.

W ramach programów ramowych na lata 2014-2020 Unia Europejska przeznaczyła ponad 4,5 mld euro na tworzenie instrumentów zwrotnych, wspierających dostęp do finansowania. Jest to odpowiedź na potwierdzone przez rynek zapotrzebowanie zarówno u przedsiębiorców, jak i instytucjach otoczenia biznesu – powiedziała dr Ewa Synowiec, Dyrektor Przedstawicielstwa Komisji Europejskiej w Polsce.

Program ramowy Unii Europejskiej „Horyzont 2020” jest największym w historii UE programem w zakresie badań naukowych i innowacji. Swoim zakresem obejmuje m.in.: badania, rozwój transfer technologiczny, innowacje dla przemysłu i przedsiębiorczości, w tym pobudzanie zaangażowania MŚP oraz generalnie- szerszego uczestnictwa sektora prywatnego. Budżet programu to blisko 80 mld euro, z czego prawie 3 mld euro przeznaczono na instrumenty finansowe (InnovFin) – wspierające dostęp do finansowania dla przedsiębiorców i innych podmiotów realizujących projekty badawcze bądź związane z innowacjami. Wartość preferencyjnego finansowania dla przedsiębiorców będzie wielokrotnie większa, dzięki dodatkowym środkom udostępnionym przez pośredników finansowych: instytucje korzystające z gwarancji oraz fundusze VC.

Polski rząd oraz środowiska proinnowacyjne w naszym kraju dostrzegają szanse, jakie niesie program Horyzont 2020 i mają ambicje korzystać z niego dużo szerzej niż z wcześniejszych edycji programów ramowych. Szczególnie dotyczy to instrumentów dla przedsiębiorców, w tym instrumentów zwrotnych. Polski rząd uruchomił w tym celu dwa eksperckie wehikuły wsparcia: krajowe punkty kontaktowe – jeden ds. programów badawczych oraz drugi ds. instrumentów finansowych. Bardzo ważnym elementem skutecznego wykorzystania budżetu Horyzontu 2020 będzie zaangażowanie polskich instytucji finansowych – powiedział Prof. Włodzisław Duch, Podsekretarz Stanu w Ministerstwie Nauki i Szkolnictwa Wyższego.

KE szacuje wartość preferencyjnego finansowania zwrotnego dla beneficjentów wygenerowanego w H2020 na ponad 48 mld euro. Skala tego finansowania wzrośnie dodatkowo w wyniku połączenia ww. środków z innymi, w ramach tzw. Planu Junckera.

– Warto podkreślić, że inaugurowany dzisiaj projekt to po pierwsze – instrument zwrotny, po drugie – instrument łączący sektor publiczny i prywatny we wspólnym celu- rozwoju konkurencyjności gospodarki. Instrumenty rewolwingowe i planowana dźwignia finansowa pozwalają zwiększyć realne zaangażowanie sektora prywatnego na polu inwestycji i innowacji. Przykładem takiego zaangażowania z udziałem Grupy EBI jest również Plan Junckera, w ramach którego niniejszy projekt można także niejako zakwalifikować – powiedział Artur Radziwiłł, Podsekretarz Stanu w Ministerstwie Finansów i przedstawiciel Polski w Radzie Europejskiego Banku Inwestycyjnego.

Idea Bank otrzymał wsparcie na etapie informacji i przygotowania wniosku ze strony Krajowego Punktu Kontaktowego ds. Instrumentów Finansowych Programów UE (KPK), który także współpracuje z narodowymi pośrednikami finansowymi w kampanii informacyjnej, mającej ułatwić szybkie dotarcie do środków przedsiębiorcom – głównym adresatom wsparcia. KPK świadczy przedsiębiorcom usługi bezpłatnie i na terenie całego kraju.

– Idea Bankowi należy pogratulować europejskiego sukcesu. Starł się z wieloma konkurentami – z innych państw, a także z Polski i udowodnił, że jest w stanie przebić ich ofertę i najszybciej wdrożyć innowacyjny produkt. Zainteresowanie instytucji finansowych nowymi instrumentami jest wysokie. Teraz czas na wdrożenie- aby jak najszybciej nowy program trafił do adresatów- przede wszystkim mikro i małych przedsiębiorców. Jako KPK będziemy wspierać naszych narodowych pośredników finansowych także na tym etapie powiedział Arkadiusz Lewicki, Dyrektor Krajowego Punktu Kontaktowego ds. Instrumentów Finansowych Programów Unii Europejskiej.

KPK ustalił, że Idea Bank będzie dwunastą europejską instytucją finansową (na ponad trzydzieści aplikacji złożonych z 17 państw), której udało się uzyskać mandat InnovFin SME Guarantee (Horyzont 2020). Wcześniej dokonały tego przede wszystkim instytucje z państw o wysokim poziomie innowacyjności gospodarek (np. Danii, Szwecji, Niemiec, Luksemburga czy Wielkiej Brytanii). Z informacji KPK wynika, że grupa następnych umów pośredników z EFI znajduje się na finalnym etapie negocjacji, pośród nich znajdzie się także kolejna polska umowa.

Źródło: Idea Bank

Klienci po 50-tce kupują droższe mieszkania

Im mieszkania droższe (w ujęciu ceny metra kwadratowego), tym odsetek osób po 50-tce wśród kupujących jest większy. Jednocześnie ludzie tacy, częściej niż młodsi, nabywają nieruchomości małe. Home Broker przeanalizował transakcje dokonane przez swoich klientów na rynku pierwotnym w ostatnim roku pod kątem wieku nabywców.

Klienci Home Broker kupujący mieszkania od deweloperów (badaniu poddano prawie 2,3 tys. transakcji dokonanych przez klientów HB na rynku pierwotnym) to najczęściej ludzie w przedziale wiekowym 30-39 lat. Stanowią oni prawie 39 proc. kupujących nowe mieszkanie za pośrednictwem firmy. Przed 30-tką jest 30 proc., a po 50-tce 18 proc.

Wykres 1: Struktura wiekowa klientów Home Brokera kupujących mieszkanie na rynku pierwotnym

Wykres 1 Struktura wiekowa klientów Home Brokera kupujących mieszkanie na rynku pierwotnymŹródło: Home Broker

Wiek kupującego vs powierzchnia mieszkania

Wśród mieszkań kupionych przez ostatni rok mieszkanie od dewelopera za pośrednictwem Home Brokera najpopularniejsze były lokale o powierzchni 40-50 mkw. (36 proc.). Najmniej kupiono nieruchomości małych (do 30 mkw. – 5,5 proc.) i dużych (powyżej 70 mkw. – 8 proc.).

Zainteresowanie poszczególnymi metrażami jest jednak różne w poszczególnych grupach wiekowych klientów. Ponad 11 proc. osób w wieku przekraczającym 50 lat kupuje mieszkania do 30 mkw. W młodszych grupach nieruchomości takie wybiera mniej osób. W kategorii 30-39 lat jest to 4 proc., a 20-29 lat mniej niż 2 procent. Mieszkania największe (ponad 70 mkw.) to domena osób w wieku 30-39 lat, które kupiły ponad 51 proc. tych lokali.

Z czego wynika fakt, że najstarsi klienci kupują najwięcej małych mieszkań, a 30-latkowie największych? W czwartej dekadzie życia lat wiele osób dochodzi do dobrze płatnej pracy i niektórzy kupują swoje drugie mieszkanie (gdy pierwsze okaże się za małe), które powinno odpowiadać potrzebom rozwijającej się rodziny.

Ludzie po 50-tce z kolei kupują małe mieszkania głównie dlatego, że na pewnym etapie życia (czasem po 50-tce, czasem po 70-tce) nie mają potrzeby utrzymywania domu czy większego mieszkania. Inna grupa to nabywcy nieruchomości przeznaczonej dla dzieci. Często są to mieszkania niewielkie, ale dobrze zlokalizowane (bo takie są potrzeby młodych ludzi), zatem relatywnie drogie. Nie można też zapominać o zakupach inwestycyjnych – kawalerka, choć relatywnie droga, nadal znajduje amatorów.

Wykres 2: Struktura powierzchni mieszkań kupowanych na rynku pierwotnym przez klientów Home Brokera

Wykres 2 Struktura powierzchni mieszkań kupowanych na rynku pierwotnym przez klientów Home BrokeraŹródło: Home Broker

Wiek kupującego vs cena mieszkania

Ciekawostką jest, że w skali całego kraju ludzie po 50-tce stanowią tym większy odsetek kupujących, im droższe mieszkania (biorąc pod uwagę cenę za metr kwadratowy) weźmie się pod lupę. Odsetek takich klientów w mieszkaniach do 7 tys. zł za mkw. nie przekracza 18 proc. W przedziale 7-8 tys. zł za mkw. jest to 23 proc., w kolejnym (8-9 tys. zł) już 27 proc., a w przypadku lokali droższych niż 9 tys. zł za mkw. – ponad 31 procent. To wiąże się ze statystyką rozmiaru lokali, bo im mieszkanie mniejsze, tym cena za metr kwadratowy jest wyższa.

Wykres 3: Struktura wiekowa kupujących mieszkania zależnie od ceny mieszkania za metr kwadratowy

Wykres 3 Struktura wiekowa kupujących mieszkania zależnie od ceny mieszkania za metr kwadratowyŹródło: Home Broker

Największy odsetek nieruchomości z rynku pierwotnego kupowanych w całej Polsce za pośrednictwem Home Brokera stanowią mieszkania kupione za 200-299 tys. zł, jest to 43 proc. Tych najdroższych, za ponad 800 tys. zł, jest niedużo – stanowiły w ostatnim roku 0,6 proc. lokali kupionych przez klientów Home Brokera. Nieruchomości droższe niż pół miliona złotych stanowiły z kolei 5,5 proc.

Miasto vs powierzchnia mieszkania

Najwięcej sprzedawanych za pośrednictwem HB mieszkań ma powierzchnię 40-50 mkw., ale w poszczególnych miastach ich odsetek jest różny. Najmniej jest ich w Łodzi i Poznań (27 proc.), a najwięcej w Rzeszowie (41,3 proc.). Udział dużych mieszkań (70 mkw. i większych) w transakcjach jest najwyższy w Łodzi (15 proc.) i Poznaniu (14 proc.), najniższy zaś w Rzeszowie (2 proc.).

Wiek kupującego vs miasto

Interesujące jest również, że struktura wiekowa klientów znacznie różni się w poszczególnych miastach. W Bydgoszczy 45 proc. kupujących mieszkania to ludzie poniżej 30-tki, a w Rzeszowie jest ich zaledwie 17 proc. W stolicy Podkarpacia jest za to wysoki odsetek (wyższy odnotowaliśmy jedynie w Krakowie) osób w wieku 50+. To 25 proc. klientów, podczas gdy w Poznaniu ledwie 8 proc.

W większości badanych miast największa grupa kupujących to 30-latkowie, wyjątkiem jest Bydgoszcz, gdzie przeważają osoby młodsze, w Poznaniu te dwie grupy mają taką samą reprezentację.

Wykres 4: Struktura wiekowa kupujących mieszkania na rynku pierwotnym w miastach

Wykres 4 Struktura wiekowa kupujących mieszkania na rynku pierwotnym w miastachZa strukturą wiekową kupujących nieruchomości idzie średni wiek kupującego. Z ośmiu największych rynków jakie przepadał Home Broker, najniższa średnia wieku jest w Poznaniu i jest to 33,7 lat. Wynika to z wysokiego poziomu życia w tym mieście. Osoby dorastające w Poznaniu nie szukają innych miast do zamieszkania, tylko po wejściu w dorosłość i zdobyciu zdolności zakupowej, kupują mieszkanie. Dość niska średnia wieku nabywców jest też w Bydgoszczy (35,1 lat) i Gdańsku (35,8 lat). Na przeciwnym biegunie są Rzeszów (39,4 lat) i Kraków (39,5 lat).

Tabela 1: Średni wiek kupujących mieszkania na rynku pierwotnym w poszczególnych miastach

Miasto Średni wiek kupujących mieszkanie
Bydgoszcz 35,1 lat
Gdańsk 35,8 lat
Kraków 39,5 lat
Łódź 37,9 lat
Poznań 33,7 lat
Rzeszów 39,4 lat
Warszawa 37,5 lat
Wrocław 35,8 lat

Źródło: Home Broker

Marcin Krasoń, Home Broker,
Robert Latuszek, Analityk Projektów Inwestycyjnych, Home Broker Business
Źródło: Home Broker