Answear.com z przychodami ze sprzedaży o 52 proc. większymi rdr. w I kw. 2023 r.

Answear.com, wiodący e-commerce oferujący modę i produkty home&lifestyle w regionie Europy Środkowo-Wschodniej według wstępnych danych wypracował w I kw. 2023 r. 271 mln zł przychodów ze sprzedaży, co oznacza wzrost o 52 proc. rdr. Mimo wymagającego otoczenia rynkowego, Spółka notuje wysokie dynamiki wzrostu, co pozwala uznać ją za jedną z najszybciej rosnących platform fashion e-commerce w Europie.

– Rok 2023 rozpoczęliśmy mocnymi wynikami sprzedażowymi za I kwartał. Bardzo dobre dane to efekt konsekwentnej realizacji strategii oraz wykorzystania zbudowanego potencjału naszej marki na 11 rynkach w regionie CEE. Wypracowane wyniki stawiają nas w gronie najszybciej rosnących e-commerce oferujących modę w Europie. Jest to również dowód, iż nasz biznes ma solidne fundamenty i mimo trudnej sytuacji rynkowej potrafi rosnąć o ponad 50 proc. rdr. – komentuje Krzysztof Bajołek, Prezes Zarządu Answear.com.

W I kw. br. Answear kontynuował na wszystkich rynkach działania marketingowe nastawione na budowanie świadomości marki poprzez szerokozasięgowe kampanie telewizyjne i video-online. Dodatkowo Spółka elastycznie i reaktywnie zarządzała budżetami marketingowymi wzmacniając sprzedaż na rynkach, na których obserwuje największą efektywność realizowanych kampanii, z korzyścią dla globalnego wzrostu sprzedaży.

Na wszystkich 11 rynkach konsekwentnie osiągamy dodatnią dynamikę sprzedaży, co przybliża nas do realizacji celu, jakim jest budowa lidera w branży fashion e-commerce w regionie CEE. Nasz wzrost wspieramy z jednej strony zwinnym zarządzaniem budżetami marketingowymi oraz działaniami nakierowanymi na wzmocnienie świadomości marki, z drugiej strony stałą pracą nad optymalizacją oferty produktowej  – dodaje Jacek Dziaduś, Wiceprezes Zarządu ds. finansowych Answear.com.

Dodatkowo Spółka dobrze wykorzystała okres wyprzedaży i optymalnie zaplanowała budżety zakupowe, co pozwoliło na przyśpieszenie rotacji zapasów i optymalizację marży.

Lekarka wygrywa z ZUS. Przełomowy wyrok w sprawie stawek ubezpieczeniowych dla lekarzy

Pionierski wyrok dla lekarzy. Preferencyjna stawka ZUS dla lekarzy wykonujących działalność  gospodarczą na rzecz pracodawcy.

Przełomowy wyrok dla lekarzy zapadł w drugiej połowie marca przed Sądem Okręgowym w Szczecinie. Kancelaria Lizak, Stankiewicz, Królikowski s.c. reprezentowana przez apl. adw. Emilię Gorzałczyńską w imieniu Okręgowej Izby Lekarskiej wygrała proces sądowy w sprawie prawa do opłacania składek na ubezpieczenie emerytalne i rentowe według preferencyjnej stawki przez lekarzy i lekarzy dentystów, którzy po zakończeniu stażu podyplomowego zakładają działalność gospodarczą i kontynuują pracę u tego samego pracodawcy.

Jak zaznaczają prawnicy współpracujący z Okręgową Izbą Lekarską w Szczecinie wyrok ten jest dowodem na to, że warto jest zgłaszać swoje wątpliwości i walczyć o swoje prawa.

– Temat ten wydawał się od początku ciekawym casusem i sprawą wymagającą dokładnego wyjaśnienia. Okręgowa Izba Lekarska w Szczecinie dokładnie wsłuchuje się we wszelkie głosy naszych lekarzy, a współpraca z najlepszymi prawnikami gwarantuje profesjonalną i uczciwą opinię. W tym przypadku nasi eksperci stwierdzili, że sprawa wymaga rozstrzygnięcia sądowego – mówi Michał Bulsa, Prezes Okręgowej Rady Lekarskiej w Szczecinie.

Przełomowy wyrok stanowi, iż do lekarzy, którzy po zakończeniu stażu podyplomowego zakładają działalność gospodarczą i kontynuują pracę u tego samego pracodawcy, znajduje zastosowanie art. 18 ust. 1 ustawy o systemie ubezpieczeń społecznych.

– Niniejszy przepis przyznaje lekarzom w okresie pierwszych 24 miesięcy kalendarzowych od dnia rozpoczęcia wykonywania działalności gospodarczej jako podstawę wymiaru składek na ubezpieczenie emerytalne i rentowe zadeklarowaną kwotę, nie niższą jednak niż 30% kwoty minimalnego wynagrodzenia tzw. stawkę preferencyjną. Dotychczas ZUS nie przyznawał lekarzom preferencyjnej stawki, wskazując, że nie przysługuje ona osobom, które wykonują̨ działalność gospodarczą na rzecz byłego pracodawcy, na rzecz którego odbywały uprzednio staż podyplomowy – mówi mec. Emilia Gorzałczyńska, reprezentująca Okręgową Izbę Lekarską w Szczecinie,

Pomimo skierowania do ZUS wniosku o wydanie indywidualnej interpretacji w zakresie daniny publicznej oraz składek na ubezpieczenia społeczne lub zdrowotne, w którym lekarze wskazują, że czynności, które będą wykonywać na rzecz byłego pracodawcy w ramach prowadzonej jednoosobowej działalności gospodarczej nie są tożsame z czynnościami wykonywanymi w ramach stażu podyplomowego, ZUS wydawał decyzję uznającą za nieprawidłowe stanowisko przedstawione we wniosku. W związku z tym wystąpiono z odwołaniem od decyzji ZUS do Sądu Okręgowego w Szczecinie VI Wydział Pracy i Ubezpieczeń Społecznych, który na skutek powyższego zmienił decyzję ZUS uznając ze prawidłowe stanowisko lekarza przedstawione we wniosku.

– Wyrok, który zapadł jest przełomowy dla wszystkich lekarzy po stażu oraz zmierza w kierunku ukształtowania jednolitej linii orzeczniczej, przełamując dotychczasowe stanowisko reprezentowane przez Sąd Najwyższy wobec lekarzy i lekarzy dentystów  zakładających działalność gospodarczą po zakończeniu stażu podyplomowego – mówi Michał Bulsa, Prezes Okręgowej Rady Lekarskiej w Szczecinie.

Spadająca inflacja przekreśla szanse na podwyżki stóp procentowych. Przed nami kolejna decyzja RPP

Przed nami kolejne już posiedzenie Rady Polityki Pieniężnej. Podobnie jak w poprzednich przypadkach, także i tym razem uczestnicy rynku nie oczekują zmian stóp procentowych. Wrzesień ubiegłego roku był ostatnim miesiącem podwyżki ceny pieniądza, która znalazła się wówczas na poziomie 6,75%. Jak długo czeka nas hibernacja stóp procentowych i o ile spadła siła nabywcza zainwestowanego kapitału w lokaty oprocentowane ceną pieniądza? – wyjaśnia Tomasz Gessner, główny analityk z firmy Tavex.

Inflacyjne dylematy

Jeszcze jesienią mocno odczuwalna była wysoka presja inflacyjna. Nieugięta wobec niej Rada Polityki Pieniężnej dostarczyła rynkom sygnał, że pułap 6,75% to już rynkowy sufit dla poziomu stóp procentowych. Utrzymanie ich przy wciąż wysokiej inflacji, która poprawiła jeszcze w lutym rekord, oznaczała zejście realnych (a więc skorygowanych o inflację) stóp do poziomu ponad -11%.

Jeśli więc ktoś trzymał złotówki na lokacie oprocentowanej zgodnie z ceną pieniądza, w ciągu roku siła nabywcza tak zainwestowanego kapitału spadła obecnie o ponad 10%.

Lutowy rekord inflacji konsumenckiej na poziomie 18,4%, to w dużej mierze zasługa „ząbka” z lutego ubiegłego roku, gdzie inflacja cofnęła się wówczas z 9,2% do 8,5%. Od marca inflacja wyraźnie już jednak przyspieszyła, zatem teraz dostaniemy już sprzyjający efekt bazy, a więc regularnie podnoszonej przed rokiem poprzeczki.

RPP zdecyduje o stopach procentowych

Rada Polityki Pieniężnej doskonale zdaje sobie z tego sprawę i zapewne jest to teraz jeden z mocniejszych argumentów za brakiem podwyżek stóp.

Warto mieć także z tyłu głowy to, że banki centralne krajów europejskich, z Europejskim Bankiem Centralnym włącznie, często mają tendencję do pozostawania kilka kroków za Fedem. Za oceanem, po niedawnym wybuchu bankowego kryzysu, wszystko wskazuje na to, że zakończenie cyklu podwyżek stóp procentowych mamy już na wyciągnięcie ręki. Jeśli spojrzymy na rozkład prawdopodobieństwa kształtowania się stóp procentowych, rynek (po niedzielnych informacjach o cięciu wydobycia przez OPEC+, co będzie wywierać presję inflacyjną) na chwilę obecną wycenia jeszcze jedną podwyżkę stóp w Stanach Zjednoczonych o 25 pb w maju. Od lipca stopy procentowe za oceanem powinny już – zdaniem uczestników rynku – spadać, sprowadzając jednocześnie w dół oczekiwania wobec kształtowania się ceny pieniądza w krajach europejskich.

Deloitte: Ponad 85 proc. ubezpieczycieli z regionu Europy Środkowej wierzy, że współpraca z branżą insurtech może wesprzeć ich rozwój technologiczny

Zdecydowana większość ubezpieczycieli pozytywnie ocenia współpracę z branżą insurtech, mimo nadal ograniczonego zaufania do innowacyjnych rozwiązań technologicznych.

Firmy ubezpieczeniowe coraz częściej decydują się na zwiększenie nakładów na rozwój technologiczny. Są zadowolone ze współpracy z firmami z branży insurtech i nie chcą z niej rezygnować – aż 74 proc. ubezpieczycieli deklaruje dobre doświadczenia w tym względzie. Jak wskazują autorzy raportu A Positive Partnership. Central European Insurers and Insurtechs: challenges, opportunities and trends, przygotowanego przez firmę doradczą Deloitte, środkowoeuropejski rynek insurtech ma ogromny potencjał rozwoju.

Firmy oferujące rozwiązania technologiczne w branży finansowej (fintech) w ostatnich latach wsparły dynamiczny rozwój sektora bankowego. W ramach badania A Positive Partnership. Central European Insurers and Insurtechs: challenges, opportunities and trends, przeprowadzonego przez firmę doradczą Deloitte, eksperci z zespołu Usług Aktuarialnych i Ubezpieczeniowych przyjrzeli się rynkowi rozwiązań technologicznych dla branży ubezpieczeniowej (insurtech). Autorzy badania analizowali, w jaki sposób w ostatnich latach przebiegała współpraca firm ubezpieczeniowych i technologicznych, przyglądali się nowym rozwiązaniom oraz pytali o perspektywy dla tego rynku w kolejnych latach.

Owocna współpraca

Wyniki raportu wskazują, że aż 70 proc. ubezpieczycieli w regionie Europy Środkowej w ostatnich latach podejmowało wspólne inicjatywy z firmami z branży insurtech. Dla zdecydowanej większości firm, które jeszcze nie zdecydowały się na taką współpracę, ograniczeniem był brak odpowiednich zasobów i funduszy, nie zaś brak przekonania, co do potencjalnych korzyści płynących z realizacji tego typu projektów.

Postrzeganie zakończonych projektów jest bardzo pozytywne – 74 proc. ubezpieczycieli jest zadowolonych ze współpracy z insurtechami. Nawet te firmy, które negatywnie oceniły dotychczasową kooperację (zaledwie 8 proc.), pomimo dotychczasowych, niekorzystnych doświadczeń nadal dostrzegają korzyść i potrzebę współpracy. Podobnie wysoki poziom zadowolenia ze wspólnych projektów jest po stronie insurtechów – 65 proc. firm z branży insurtech ocenia pozytywnie dotychczasową współpracę z ubezpieczycielami, a niezadowolonych jest zaledwie 7 proc.

– Na rynku ubezpieczeniowym długo toczyła się debata na temat współpracy firm ubezpieczeniowych z firmami insurtech. Część ubezpieczycieli postrzegała insurtechy jako konkurencję, inni starali się rozwijać innowacyjne rozwiązania we własnym zakresie. Niemniej, wielu ubezpieczycieli od początku dostrzegało ogromną szansę wynikającą z dynamicznego rozwoju tego sektora. Badanie wskazuje, iż w naszym rejonie zdecydowanie zaczyna przeważać ów ostatni pogląd. Ponad 85 proc. naszych respondentów wskazało, iż insurtechy mogą efektywnie wesprzeć procesy automatyzacji i digitalizacji w ich firmach. 76 proc. jest przekonanych, że rozwiązania firm insurtech stanowią motywację do rozwoju technologicznego. Jedynie 11 proc. naszych respondentów postrzegało firmy z tego sektora jako zagrożenie i konkurencję   – podkreśla Adam Pasternak-Winiarski, partner associate z Działu Usług Aktuarialnych i Ubezpieczeniowych, Deloitte.

Największe wyzwania

Największą barierą wpływającą na efektywność współpracy insurtechów z ubezpieczycielami są według firm insurtech (61 proc.) zbyt małe budżety przeznaczane na projekty innowacyjne. Dla firm ubezpieczeniowych kluczowymi wyzwaniami okazują się być: restrykcyjne regulacje (57 proc.) oraz konieczność dostosowania oferowanych rozwiązań do istniejącej infrastruktury IT (57 proc.). Zbyt wysokie oczekiwania finansowe firm insurtech zostały wskazane przez 41 proc. respondentów.

– Bez wątpienia kwestia dostępności środków na realizację innowacyjnych działań jest pewną barierą do jeszcze bardziej dynamicznego rozwoju sektora. Ubezpieczyciele, dostrzegając całą gamę korzyści wynikających ze współpracy, nie chcą jednak natychmiastowo inwestować dużych środków w nowe rozwiązania. Preferowaną metodą współpracy są projekty pilotażowe, pozwalające potwierdzić techniczne możliwości i biznesowe korzyści proponowanych rozwiązań. Jest to często problemem dla firm insurtech, które muszą bardzo szybko skalować swoją działalność, aby móc utrzymać się na dynamicznym rynku – mówi Marcin Warszewski, customer strategy leader w Deloitte Digital CE oraz insurance sector leader, Deloitte Polska

Perspektywy na przyszłość

Klienci stawiają firmom coraz większe wyzwania, oczekując ciekawszych ofert, większej personalizacji usług i produktów, uproszczonych procedur, szybszej obsługi. Ubezpieczyciele to dostrzegają, wskazując zwiększoną satysfakcję klienta i poprawę retencji jako kluczowe wskaźniki sukcesu projektów realizowanych wspólnie z insurtechami (59 proc. badanych). Fakt, że ubezpieczyciele nie ograniczają koncepcji sukcesu projektu do czynników finansowych, jest niezwykle ważny, ponieważ pokazuje, że chcą zyskać nie tylko wzrost obrotów czy redukcję kosztów, ale dostrzegają dodatkowe, równie ważne aspekty sukcesu, jak np. przewaga konkurencyjna, rozpoznawalność marki związana z innowacyjnością czy poprawa efektywności rutynowych działań.

Badanie wyłoniło cztery główne obszary rozwoju, w które ubezpieczyciele chcą inwestować przez najbliższe 5 lat. Są to: ocena ryzyka i taryfikacja, personalizacja produktów ubezpieczeniowych i tworzenie innowacyjnych produktów, doświadczenie klienta i CRM oraz automatyzacja wewnętrznych procesów biznesowych. Warto zauważyć, że zainteresowanie rozwojem w powyższych obszarach różni się w poszczególnych regionach Europy Środkowej – mówi Marcin Piskorski, actuarial & insurance solutions CE leader, Deloitte Polska.

Polski rynek insurtech jednym z najbardziej dojrzałych w Europie Środkowej

Autorzy raportu zaznaczają, że Polska była najliczniej reprezentowanym krajem pod względem liczby firm insurtech, które wzięły udział w badaniu. Rodzimy rynek posiada silną reprezentację firm na różnych etapach rozwoju, budujących bardzo przekrojowe rozwiązania i nie obawiających się oferować swoje produkty na rykach Europy Zachodniej czy Ameryki.

– Polska bardzo korzystnie wypada na tle Europy Środkowej. Na pozostałych rynkach naszego regionu dzieje się bardzo wiele, niemniej otrzymane odpowiedzi sugerują, iż w dużej części wdrażane są tam relatywnie proste innowacje (np. automatyzacja). Przekrój i złożoność realizowanych w Polsce projektów wydaje się być większy – wskazuje Adam Pasternak-Winiarski.

O raporcie

Badanie zostało przeprowadzone w 2022 roku w formie dwóch ankiet online kierowanych niezależnie do firm z branży insurtech wywodzących się z Europy Środkowej oraz ubezpieczycieli działających w regionie. W raporcie zostały uwzględnione następujące kraje: Albania, Bośnia i Hercegowina, Bułgaria, Chorwacja, Czarnogóra, Czechy, Estonia, Litwa, Łotwa, Macedonia, Polska, Rumunia, Serbia, Słowacja, Słowenia i Węgry oraz Ukraina. Odpowiedzi zostały zebrane od 37 ubezpieczycieli i 31 firm insurtech z Europy Środkowej.

Mniej niż połowa pracujących Polaków jest zadowolona z poziomu swoich zarobków

Tylko 5% Polaków określa swoje wynagrodzenie jako zdecydowanie zadowalające. Jak wynika z najnowszego badania Pracuj.pl, mniej niż połowa Polaków posiadających pracę jest zadowolona z poziomu swoich zarobków. Głównym powodem niezadowolenia jest wzrost inflacji przy braku wzrostu pensji. Wśród problemów pojawia się także brak możliwości oszczędzania, a 30% respondentów deklaruje, że środki, jakimi dysponują na codzienne życie są niewystarczające. Z powodu inflacji 8 na 10 Polaków zwraca większą uwagę na wydatki. Pojawiają się jednak także pozytywne głosy. Zapraszamy do zapoznania się z wynikami badania przeprowadzonego w marcu 2023 roku na zlecenie Pracuj.pl.

Najważniejsze informacje:

  • Tylko 39% Polaków jest zadowolonych ze swojego wynagrodzenia, a zaledwie 5% „zdecydowanie zadowolonych”.
  • Problemem dla 64% badanych jest wzrost inflacji przy braku wzrostu wynagrodzenia.
  • 49% respondentów nie posiada wystarczających środków, by oszczędzać na przyszłość.
  • 74% badanych odczuwa negatywny wpływ inflacji na wynagrodzenie.
  • 56% ocenia, że jeśli zmienią pracę, dostaną lepsze zarobki w nowej firmie.

Nierówna walka z inflacją

Jak wskazuje najnowsze badanie Pracuj.pl, mniej niż połowa Polaków posiadających pracę (39%) jest zadowolona z poziomu swoich zarobków. Warto zaznaczyć, że odpowiedź „zdecydowanie zadowolony/a” wskazało zaledwie 5% respondentów. To nie powinno jednak dziwić – jak wynika z danych GUS, inflacja w Polsce w lutym wyniosła 18,4 proc. rok do roku, stanowiąc tym samym najwyższy odczyt od grudnia 1996 roku. Mimo, iż 6 na 10 osób badanych przez Pracuj.pl deklaruje, że w ciągu ostatniego roku otrzymali podwyżkę, to wciąż 74% respondentów wskazuje, że pensja wystarcza im na mniej niż jeszcze rok temu. Szybkie szacunki GUS z kolei wskazują, że już w marcu inflacja wyniosła 16,2%. W badaniu również pojawia się pozytywny aspekt – 49% Polaków badanych pierwszym kwartale roku zauważa, że negatywny wpływ inflacji na wartość nabywczą ich wynagrodzenia w 2023 roku się zmniejszył.

Aby przyjrzeć się dokładnie tematowi sytuacji finansowej Polaków w obliczu wysokiej inflacji, zespół Pracuj.pl przeprowadził w marcu bieżącego roku badanie na grupie 1470 osób w wieku 18-65 lat. Respondenci odpowiadali na pytania dotyczące wynagrodzeń oraz związanych z nimi perspektyw zawodowych. W pierwszym tekście z serii dotyczącej zarobków, autorzy badania przyglądają się kwestii wpływu inflacji na postawy zawodowe oraz możliwości finansowe Polaków. Badanie zostało przeprowadzone w ramach kampanii Zarobki.Pracuj.pl “Wszystko, co chcieliście wiedzieć o zarobkach, ale baliście się zapytać”. Inicjatywa ma przynieść odbiorcom konkretną wiedzę o tym, jak w trudnych okolicznościach rynkowych zadbać o swoje finanse. Eksperci w ramach kampanii podejmują działania edukacyjne pozwalające w odważny sposób mówić o wynagrodzeniach oraz przekazują informacje o tym, jak najlepiej zarządzać tym, co zarabiamy.

Rośnie inflacja, ale nie wynagrodzenia

Wśród kwestii będących głównymi czynnikami niezadowolenia z obecnego wynagrodzenia, badani najczęściej wymieniają świadomość wzrostu inflacji przy braku wzrostu wynagrodzenia. Aż 64% badanych dostrzega tę dysproporcję i jej wpływ na codzienne życie. Nie jest to jednak jedyny problem – okazuje się także, że w znacznej mierze nie możemy sobie obecnie pozwolić na oszczędzanie. Niemal połowa (49%) respondentów wskazuje, że nie posiada obecnie wystarczających środków, by odkładać na przyszłość. Oszczędności to jednak jedno, wyzwania pracujących Polaków często są jeszcze większe. Aż 30% badanych wskazuje, że ich aktualne wynagrodzenie nie zapewnia wystarczających środków na codzienne życie. To generuje potrzebę zarządzania budżetem z dużą ostrożnością.

Jednocześnie respondentów niepokoi inny trend – ¼ z nich deklaruje, że zwiększa się liczba i zakres ich obowiązków zawodowych, przy utrzymaniu wynagrodzenia na tym samym poziomie. Co więcej, badani nie mają możliwości oddania się innym zajęciom po pracy – aż 26% z nich wskazuje, że nie dysponuje środkami pozwalającymi na rozwijanie swoich pasji czy ambicji.

W kwestii wynagrodzenia często porównujemy się do innych – oczywiście jeśli mamy taką możliwość, bo posiadamy wiedzę na temat poziomu zarobków innych osób. 1/5 respondentów badania Pracuj.pl odpowiadając na pytanie dlaczego nie są zadowoleni ze swojej pensji, wskazuje na wyższe zarobki znajomych. Część jako powód wskazała także wyższe wynagrodzenie pracowników na podobnych stanowiskach (13%). Samo niezadowolenie może nie być problematyczne, jeśli ta wiedza jest dla nas motywująca i pcha nas do rozwoju – w tym wypadku finansowego. Tu pomóc mogą przepisy dotyczące jawności wynagrodzeń, które mają wejść w życie za sprawą przyjętej 30 marca 2023 roku przez Parlament Europejski dyrektywy. Ma ona na celu m.in. zmniejszanie luk płacowych.

Choć głównym celem nowych regulacji unijnych jest zmniejszenie nierówności płacowych pomiędzy kobietami a mężczyznami, to w rzeczywistości dyrektywa może przynieść jeszcze więcej korzyści. Zakazana zostanie tajemnica wynagrodzenia, a pracodawcy zobowiązani będą podawać informacje, które umożliwią pracownikom porównanie poziomu wynagrodzeń i identyfikację różnic płacowych. Firmy będą miały także obowiązek umieszczania w ogłoszeniach o pracę widełek płacowych. To wszystko oznacza, że łatwiej będzie nam uzyskać satysfakcjonujące wynagrodzenie – znając standard rynkowy zyskamy pewność, że nasze wynagrodzenie jest porównywalne do współpracowników i innych specjalistów z naszej branży. – komentuje Jolanta Lewandowska-Bitkowska, HR Business Partner w Pracuj.pl.

Mniejsze możliwości, ale i nadzieja na poprawę

Wynagrodzenie powinno zapewniać godne życie i dawać poczucie bezpieczeństwa. Niestety niemal połowa Polaków (45%) deklaruje, że ich obecne zarobki nie dają im tego komfortu. Ponad połowa kobiet i 4 na 10 mężczyzn deklaruje, że z obecnymi zarobkami nie czują się życiowo bezpieczni. Najbardziej dotkliwie problem ten dotyka najstarszych uczestników rynku pracy – aż 80% respondentów z pokolenia silver twierdzi, że przez ostatnie 12 miesięcy spadła ich siła nabywcza. Dla porównania: w pokoleniu Z taką opinię wyraża 66% badanych. 74% respondentów deklaruje, że odczuwa negatywny wpływ inflacji na wynagrodzenie (dla porównania, we wrześniu 2022 roku deklarowało tak 78%). Ponownie, najczęściej taką deklarację składają osoby w wieku 55-65 lat, reprezentujące silver generation. Widać, że młodsze osoby radzą sobie najsprawniej pod kątem zarządzania swoim wynagrodzeniem w dobie wysokiej inflacji. Jednocześnie są także pokoleniem pełnym niepewności o przyszłość, wchodzącym na rynek pracy w niezwykle niestabilnym momencie.

Zaledwie 17% badanych wskazuje, że ich wynagrodzenie wzrosło w sposób, który rekompensuje inflację. Częściej byli to mężczyźni (20%) niż kobiety (14%). Tu ponownie, na wzrost wynagrodzenia rekompensujący inflację częściej mogły liczyć młodsze pokolenia – w pokoleniu Z było to 22% respondentów, wśród najstarszej grupy obecnej na rynku pracy już 15%.

Mimo, że różnice pomiędzy grupami nie są duże, to widać, że najmłodsze pokolenie na rynku pracy w najmniejszym stopniu odczuwa negatywny wpływ inflacji na swoje wynagrodzenie. To u tej grupy wiekowej zarobki częściej wzrastają wraz z inflacją niż u innych przedstawicieli rynku. Oczywiście możemy założyć, że wynagrodzenie w pierwszych latach pracy jest bardziej elastyczne i wychodząc z niższego pułapu może szybciej rosnąć. Obserwując rynek, widzimy jednak, że mamy do czynienia z formowaniem się nowej generacji pracowników. Młodzi pracownicy wiedzą, czego chcą i nie boją się prosić o swoje. Niestety przyszło im stawiać pierwsze kroki w niestabilnym środowisku.
-– mówi Małgorzata Skonieczna, ekspertka ds. badań kandydatów w Pracuj.pl.

8 na 10 respondentów deklaruje, że ze względu na poziom inflacji bardziej zwracają uwagę na swoje wydatki oraz wynagrodzenie. Czy metodą pracujących Polaków na osiągnięcie satysfakcjonującego wynagrodzenia będzie zmiana pracodawcy? Dziś niemal połowa badanych (47%) wskazuje, że inflacja sprawiła, iż są bardziej skłonni do zmiany pracy niż w zeszłym roku. Co jednak ciekawe, odsetek badanych otwartych na tę zmianę spada – w badaniu przeprowadzonym przez Pracuj.pl we wrześniu 2022 roku taką otwartość deklarowało 51% badanych. Dzisiaj większą skłonnością charakteryzują się kobiety – aż 52% pań w porównaniu do 43% panów rozważa zmianę miejsca zatrudnienia w obliczu wysokiej inflacji. Co ciekawe – ponownie pokoleniowo najczęściej gotowi na zmianę są najmłodsi uczestnicy i uczestniczki rynku pracy (52%).

Obecnie na wagę złota jest wsparcie i zrozumienie, jakie pracodawcy mogą dać swoim zespołom. Niestety sytuacja nie wygląda w tej kwestii najlepiej – ponad połowa badanych (53%) nie czuje, by ich pracodawca wspierał ich w okresie podwyższonej inflacji. To powinno się zmienić, jeśli firmy chcą zatrzymać talenty. Z naszych badań wynika, że na wzrost wynagrodzenia rekompensujący inflację częściej mogą liczyć najmłodsi uczestnicy rynku pracy, jednak ważne jest, by organizacje nie zapominały o pracownikach z najdłuższym stażem. Ważne, by niezbędną pomoc zapewnić wszystkim grupom wiekowym obecnym w organizacji – także tym, które nie zawsze o to proszą. – dodaje Jolanta Lewandowska-Bitkowska.

Niepewność dotyczącą utrzymania obecnego stanowiska pracy w obliczu inflacji odczuwa 35% badanych, ale niemal równa liczba respondentów wskazuje, że nie ma takich obaw (36%). Tu odwraca się wspomniany wyżej trend pokoleniowy – pomimo tego, że to najmłodsze pokolenie często potrafi zadbać o swoje wynagrodzenie, to właśnie ta grupa deklaruje największe obawy w zakresie niepewności o stanowisko (19% badanych w grupie wiekowej 18-24 lata, w porównaniu do np. 10% badanych z grupy 25-34 lata).

Aby poprawić swoją sytuację i wyrównać wzrost zarobków, 34% respondentów zdecydowało się podjąć nową pracę. Istotnie częściej były to kobiety (39%) niż mężczyźni (29%). Najczęściej na ten krok decydują się najmłodsze pokolenia – osoby w wieku 18-24 lata (43%) oraz badani w wieku 25-34 lata (44%). Niemal połowa badanych – 46% – deklaruje, że nie zdecydowała się na podjęcie nowego zatrudnienia w obliczu wzrostu wydatków.

Waloryzacja wynagrodzeń jako benefit

Ponad połowa badanych (56%) ocenia, że jeśli zdecydują się na zmianę pracodawcy, dostaną lepsze zarobki w nowym miejscu pracy. Najczęściej taką opinię wyrażają najmłodsze pokolenia. Czy to oznacza, że wolimy zmienić pracodawcę, niż negocjować wyższą pensję w obecnej firmie? A być może często spotykamy się z odmową?

W ciągu ostatnich 12 miesięcy, z uwagi na inflację, o podwyżkę starała się co druga badana osoba. 56% osób deklaruje takie starania na przestrzeni ostatniego roku niezależnie od inflacji. Ponad 1/3 badanych wskazuje, że otrzymało podwyżkę w ciągu ostatnich 6 miesięcy, a 26% w ciągu ostatniego roku. Co dziesiąta osoba ostatnią podwyżkę otrzymała ponad 3 lata temu, a 1 na 10 osób nie dostała jej nigdy.

Największa grupa, 34% respondentów wskazało, że otrzymali podwyżkę, jednak miała zostać ona przyznana po jakimś czasie, od rozmów z pracodawcą (dłużej niż miesiąc po rozmowie). 30% badanych deklaruje, że otrzymali podwyżkę i została ona przyznana od najbliższej wypłaty. 19% badanych otrzymało odmowę podwyżki – pracodawca podał argumenty i wskazał co musi się zdarzyć, aby ją otrzymać w przyszłości. Z kolei 17% badanych otrzymało odmowę podwyżki bez podania przyczyny.

Znaczna większość badanych (72%) jako powód swoich starań o wzrost wynagrodzenia podaje rosnące koszty życia w związku z inflacją. Motywująca jest także długa przerwa od ostatniej podwyżki – to ważny powód dla 36% respondentów. ¼ Polaków chciałaby zostać doceniona podwyżką w momencie, kiedy osiągają sukces lub wysokie wyniki w pracy. Tyle samo osób wskazuje, że oczekują podwyżki z uwagi na świadomość wyższych zarobków osób na podobnych stanowiskach. Wśród pozostałych powodów badani wymieniali wzrost swoich kompetencji, np. dzięki nowym certyfikatom lub szkoleniom (20%), rynkowe informacje o pracodawcach przyznających podwyżki w trakcie inflacji (19%), awans lub otrzymanie dodatkowych obowiązków w pracy (18%) czy wzrost zadłużenia (10%). Dla 9% respondentów powodem rozmowy o podwyżce była alternatywna, bardziej atrakcyjna oferta otrzymana od innego pracodawcy. Pojawiły się także odpowiedzi dotyczące otrzymania kredytu (7%) czy pojawienia się dziecka w rodzinie (5%).

Ponad 8 na 10 badanych uważa, że wynagrodzenie powinno rosnąć proporcjonalnie z inflacją. Nieco częściej są to kobiety (85%) niż mężczyźni (81%). W największym stopniu (87%) ten pogląd podziela pokolenie silver generation i osoby w wieku 45-54 lata.

Podwyżki, premie i benefity finansowe jeszcze mocnej zyskują na znaczeniu. Tak zwana podwyżka inflacyjna zdecydowanie zachęca do aplikowania na oferty pracodawców, którzy ją oferują. Taką chęć deklaruje aż 76% respondentów. Z badań wynika, że wielu z nas brakuje środków na zaspokajanie często podstawowych potrzeb. Naturalne jest, że szansa na wzrost wynagrodzenia proporcjonalny do wzrostu inflacji, jest niezwykle atrakcyjna w oczach kandydatów. – mówi Małgorzata Skonieczna.

Niemal 3 na 10 Polaków nie jest w stanie oszczędzać z otrzymywanego wynagrodzenia. Pieniądze regularnie odkłada 49% badanych. Paradoksalnie, najmniej oszczędzają osoby z grupy wiekowej 45-54 lata (38%) oraz 55-65 lat (40%), czyli osoby najdłużej funkcjonujące na rynku pracy. 40% osób odkłada pieniądze z myślą o emeryturze – co ciekawe o przyszłości pod tym kątem istotnie częściej myślą mężczyźni (46%) niż kobiety (35%) oraz znacznie częściej pracownicy biurowi (47%) niż pracownicy fizyczni (35%).

Polacy, by oszczędzić, muszą ograniczać swoje bieżące wydatki – aż 45% badanych twierdzi, że nie jest w stanie oszczędzać bez cięcia wydatków. Te najczęściej ograniczać muszą badane panie (53%). Taką potrzebę wyraża aż o 16 punktów procentowych mniej mężczyzn. Choć 8 na 10 Polaków deklaruje, że istotne jest posiadanie poduszki finansowej, czyli zabezpieczenia finansowego na wypadek np. zwolnienia z pracy czy nieprzewidzianych dużych wydatków, to wielu z nich obecnie nie jest w stanie o to zadbać. 75% badanych twierdzi, że odkładaliby więcej oszczędności, gdyby ich pensja wzrosła. Co ciekawe, takie deklaracje składa 80% pracowników biurowych w porównaniu do 68% pracowników fizycznych.

Z nadzieją na lepsze jutro

Choć w kwestii sytuacji finansowej Polaków trudno mówić o znacznej poprawie, to ostrożne prognozy pozwalają na pewien optymizm. Porównanie deklaracji Polaków z badań przeprowadzonych we wrześniu 2022 roku i tych z marca 2023 wskazuje, że m.in. mniej osób podejmuje się dodatkowej pracy i mniej osób odczuwa negatywny wpływ inflacji na wynagrodzenie. Choć liczby te spadają powoli, to widać, że zarysowuje się pozytywny trend. Co więcej, członkowie Rady Polityki Pieniężnej prognozują, że w drugim półroczu 2023 roku także inflacja powinna ulec obniżeniu. Oczywiście do ostatecznej oceny trendu i wyciągnięcia konkretnych wniosków potrzeba jeszcze czasu. Dlatego niezmiennie, osoby obecne na rynku pracy powinny podejmować negocjacje i bez obawy rozmawiać o pieniądzach. Pomocna powinna być w tym dyrektywa o jawności wynagrodzeń, której celem jest wyrównanie nierówności płacowych, nie tylko pomiędzy kobietami a mężczyznami, ale także na pokrewnych stanowiskach.

Istotne jest również podejmowanie działań edukacyjnych, takich, jak między innymi te realizowane w ramach kampanii Zarobki.Pracuj.pl. Osoby zainteresowane edukacją finansową mogą skorzystać nie tylko ze strony internetowej, która powstała w ramach kampanii, ale także z praktycznych narzędzi, takich jak choćby kalkulator wynagrodzeń. Dostępny jest także szereg artykułów o tematyce zarobkowej. Pięć spotkań z ekspertkami i ekspertami jest dostępnych dla odbiorców w formie filmów wideo oraz nowych odcinków podcastu „Dobra robota”.

O BADANIU

Badanie Postawy finansowe Polaków w czasach inflacji zostało przeprowadzone w marcu 2023 roku przez ARC Rynek i Opinia na zlecenie serwisu Pracuj.pl. Pomiar wykonany metodą CAWI wykonano na próbie 1470 Polaków w wieku 18-65, z czego 85% to osoby pracujące, a 15% osoby niepracujące. Struktura próby była kontrolowana biorąc pod uwagę płeć, wiek i wielkość miejscowości zamieszkania odpowiadających.

Koniec kryzysu bankowego?

Obawiano się paniki rozlewającej się po Europie, a skończyło się na burzy w szklance wody. Dla odważnych była to jednak okazja, aby zarobić.

Normalizacja sytuacji na akcjach banków jest możliwa dzięki wygaszeniu niepokojów wokół Deutsche Banku. Zagłębiając się w fundamenty tego banku można stwierdzić, iż Deutsche Bank od dziesięciu kwartałów z rzędu odnotowuje zysk netto, m.in. dzięki zakończeniu wielomiliardowej restrukturyzacji, która rozpoczęła się w 2019 r., w celu zmniejszenia kosztów i poprawy rentowności. Ponadto w 2022 r. odnotował zysk netto w wysokości 5 mld euro (5,4 mld dolarów) w 2022 r., co stanowi wzrost o 159% w porównaniu z poprzednim rokiem. Jego wskaźnik CET1 – miara wypłacalności banku – wyniósł 13,4% na koniec 2022 roku, podczas gdy jego wskaźnik pokrycia płynności wyniósł 142%, a wskaźnik stabilnego finansowania netto wyniósł 119%. Te liczby nie wskazują na to, że istnieją powody do obaw o wypłacalność lub płynność banku.

Nie sprawdziły się czarne prognozy. Wydawało się, że kryzys bankowy może wrócić jeszcze z większym impetem niż było to w przypadku Silicon Valley Bank czy Credit Suisse. Akcje Deutsche Banku były silnie wyprzedawane wobec znacznego wzrostu kosztów zabezpieczenia przed potencjalnym upadkiem banku, związanych z obligacjami AT1 (tzw. CDS-y). Okazało się jednak, że sytuacja płynnościowa banku jest o niebo lepsza niż w przypadku wcześniej wspomnianych przypadków.

– Po kryzysie finansowym w 2008 r. banki zaczęły emitować obligacje AT1, w celu pozyskania kapitału, a założenie było takie, żeby w przypadku upadłości banku kosztami upadłości obarczyć bardziej obligatariuszy zamiast podatników, jak to miało miejsce właśnie w 2008 r. – mówi w rozmowie z MarketNews24 Maciej Kietliński, ekspert XTB. – Przy przejęciu Credit Suisse okazało się, że posiadacze AT1 zostali z niczym, wartość obligacji została spisana do zera. Niepokój dotyczący Deutsche Banku spowodowany został właśnie tym, że w swym bilansie bank ten ma dużo obligacji AT1.

Po tym co przydarzyło się obligatariuszom Credit Suisse wartość obligacji AT1 bardzo spadła i wszystkie banki, które mają takie papiery w swych portfelach mocno straciły na swych wycenach.

Czy możemy mówić już o końcu kłopotów sektora bankowego? Sytuacja jest stabilna, choć z amerykańskiego sektora bankowego zostało wybrane z depozytów ok. 100 mld USD. Większość odpływów miała miejsce z mniejszych regionalnych banków, natomiast te duże notowały w większości przypadków wpływy. Jednak amerykańskie władze i Fed wskazują, że system bankowy jest stabilny i odporny na dalsze problemy. Ewentualne obawy zostały dodatkowo stłumione poprzez przejęcie upadłego SVB przez First Citizens. Oprócz tego amerykańskie władze mają zastanawiać się nad wprowadzeniem większej gwarancji depozytów dla mniejszych banków, aby te miały czas na poprawienie stanu swoich bilansów. Wspomniany Deutsche Bank wykazuje się całkiem niezłymi wskaźnikami płynnościowymi, dzięki wcześniej przeprowadzonej restrukturyzacji. Oczywiście kryzys bankowy może jeszcze uderzyć ze zdwojoną siłą, ale na ten moment zapewnienia dotyczące płynności mogą sugerować, że kryzys został zażegnany.

– Wydaje się, ze wszystko wraca do normy, co widać także na warszawskim parkiecie, gdzie wcześniej banki też mocno straciły – komentuje ekspert XTB. – Panika stała się okazja dla odważniejszych inwestorów, aby kupić akcje po niższej „promocyjnej” cenie.

Bloomberg poinformował, że inwestorzy ponownie zaczynają szukać okazji w papierach dłużnych banków, które jeszcze w kilku ostatnich sesjach były mocne wyprzedawane. Z kolei rentowności amerykańskich obligacji rządowych zaliczyły lekki wzrost. Inwestorzy wciąż są zdecydowanie mocniej zainteresowani papierami krótkoterminowymi, w obawie o możliwy powrót zmienności. Niemniej i tak obserwujemy raczej odejście od amerykańskiego dolara i wzrost walut surowcowych, które korzystają na powrocie dobrych nastrojów.

W Polsce nie mamy powodów do podawania się panice, jaka zdarzyła się w marcu w Europie.

– Polskie banki nie mogą emitować takich obligacji, jak AT1 – wyjaśnia M.Kietliński z XTB. – Projekt regulacji prawnych, które umożliwiałyby takie emisje, jest na etapie konsultacji, nie został jeszcze zatwierdzony przez KNF.

Kredyt na 2% podbije ceny mieszkań

Najważniejszym problemem na rynku nieruchomości jest rekordowa inflacja, która obniża popyt na mieszkania. Kredyt na 2% podbije popyt i ceny, a w walce z inflacją pozostaniemy przy dotychczasowym poziomie niskiej skuteczności.

Dla kredytów mieszkaniowych luty był katastrofalny. Odnotowano ogromny spadek rok do roku zarówno liczby (-55,2%) jak i wartości udzielonych kredytów mieszkaniowych (-57,2%). W lutym 2023 r. średnia wartość udzielonego kredytu mieszkaniowego wyniosła 331,72 tys. zł i była niższa w ujęciu rocznym o 4,5%.

Banki udzieliły tylko 6 778 kredytów mieszkaniowych (wg. danych BIK) o wartości 2,248 mld zł. W porównaniu do lutego 2021 jest to o 63% niższa wartość.

Co może wpłynąć na zwiększenie popytu na kredyty mieszkaniowe? To obniżki stóp procentowych, realny wzrost wynagrodzeń, dalsza liberalizacja wymagań nadzorczych w zakresie liczenia zdolności kredytowej oraz spadek cen nieruchomości. Nadzieje, że w tym roku dojdzie do obniżek stóp procentowych wydają się bardzo optymistyczne (inflacja za marzec wyniosła 16,2% r/r, była niższa od wzrostu cen w lutym, ale jednocześnie okazała się wyższa od konsensusu analityków). Jednocześnie dynamika inflacji jest wyższa od dynamiki zmian w wynagrodzeniach, co oznacza realny spadek wynagrodzeń. O cenach wiemy, że jedynie wyhamowała ich dynamika wzrostu.

Czy kredyt na 2% uleczy rynek nieruchomości?

– Zwiększy się zdolność kredytowa wielu Polaków, nawet o 50% i krótkoterminowo kredyt ten będzie stymulował rynek nieruchomości – mówi w rozmowie z MarketNews24 Kuba Karliński, założyciel spółki Magmillon, autor książki „Zarabiajmy na nieruchomościach”. – Natomiast długoterminowo nie rozwiąże problemów związanych z dostępnością mieszkań ponieważ przełoży się na to, że wzrosną ceny mieszkań, w konsekwencji zwiększonego popytu.

Jednocześnie rząd szuka winnych, tam gdzie ich nie znajdzie, zamiast uprościć procedury administracyjne i zmniejszyć koszty budowy. Przykładem takich procedur jest uzyskanie pozwoleń na budowę.

– Teoretycznie takie pozwolenia powinny być wydawane po miesiącu lub dwóch miesiącach, a w praktyce ciągną się przez rok, albo dłużej – komentuje K.Karliński.

Nie chodzi jednak o likwidację takich pozwoleń, a taki rządowy pomysł pojawił się, ponieważ może to doprowadzić do patologii budowlanych. Istotne jest po prostu wydawanie pozwoleń w racjonalnym terminie.

Polska drugim, największym producentem na świecie baterii do samochodów elektrycznych

W 2022 r. światowa sprzedaż samochodów z napędem elektrycznym osiągnęła poziom 10,5 mln szt., co oznacza wzrost o 55% w porównaniu z 2021 r. Jak przewidują analitycy Goldman Sachs, w 2030 r. auta na prąd mają już stanowić jedną trzecią światowej sprzedaży, a pięć lat później ich rynkowy udział wzrośnie do 50%. Popyt na samochody elektryczne stale zwiększa się również w Unii Europejskiej. W 2022 r. udział nowych, osobowych BEV i PHEV na rynku unijnym osiągnął poziom 22,8% i był wyższy od udziału pojazdów z silnikiem Diesla. Rosnąca sprzedaż pojazdów z napędem elektrycznym przekłada się na dynamiczny wzrost zapotrzebowania na ich kluczowe podzespoły – akumulatory litowo-jonowe.

– Według prognoz BNEF globalne moce produkcyjne akumulatorów litowo-jonowych mają wzrosnąć ośmiokrotnie do 2027 r., osiągając poziom 8945 gigawatogodzin (GWh). Coraz ważniejszą rolę w sektorze bateryjnym odgrywa Europa, która odpowiadała za 14% światowych mocy produkcyjnych w 2022 r. Do europejskich liderów w tym obszarze należą niektóre państwa regionu Europy Środkowo-Wschodniej, w szczególności Polska i Węgry odpowiadające aż za 9% światowych mocy produkcyjnych – wylicza Maria Majewska, New Mobility Expert PSPA.

Szacuje się, że do 2027 r. Polska i Węgry zwiększą swoje moce produkcyjne i utrzymają wysokie pozycje, zajmując odpowiednio 6. i 4. miejsce na świecie. Pozostałe kraje regionu Europy Środkowo-Wschodniej (CEE), takie jak Serbia (z potencjałem produkcji 16 GWh) i Słowacja (10 GWh), również coraz mocniej zaznaczają swoją obecność w globalnym łańcuchu wartości baterii.

W Europie ogłoszono prawie 50 projektów wdrożeniowych, które do 2030 r. przyczynią się do dostarczenia ogniw o łącznej mocy do 1800 GWh. Nowe inwestycje w istniejące już fabryki planowane są w regionie CEE (w takich krajach jak Polska, Słowacja, Węgry, Czechy, Łotwa i Serbia). LG Energy Solution Wrocław w Biskupicach Podgórnych (Polska), największe w Europie centrum produkcji akumulatorów do samochodów elektrycznych, dysponuje obecnie 86 GWh mocy produkcyjnej, a wkrótce osiągnie 115 GWh. Aby utrzymać wiodącą pozycję Polski w światowym rankingu, do 2027 r. konieczne jest jednak podwojenie mocy produkcyjnych – powinny przekroczyć 200 GWh – mówi Aleksander Rajch, dyrektor ds. relacji zewnętrznych PSPA.

Polska odgrywa wiodącą rolę w łańcuchu dostaw baterii, będąc drugim, największym producentem na świecie. Akumulatory litowo-jonowe stanowią już ponad 2,4% całego polskiego eksportu. Wartość sektora baterii wzrosła 38-krotnie w ciągu ostatnich sześciu lat z około 1 mld zł w 2017 r. do ponad 38 mld zł w 2022 r. Oprócz LG Energy Solutions, w naszym kraju inwestują także inne czołowe firmy z sektora akumulatorowego, takie jak Northvolt, Umicore, SK Innovation, Capchem, Guotai Huarong, BMZ czy Mercedes-Benz Manufacturing Poland.

W kontekście rosnącej konkurencji ze strony innych państw intensywnie inwestujących w swój potencjał produkcyjny, konieczne jest zdefiniowanie instrumentów, których wdrożenie pozwoli na utrzymanie wiodącej pozycji Polski w sektorze bateryjnym. W tym celu PSPA przygotowało raport merytoryczny „Europa jeździ na polskich bateriach litowo-jonowych. Potencjał sektora bateryjnego w Polsce i regionie CEE”.

Nasz raport powstał przy wsparciu liderów polskiego i słowackiego rynku bateryjnego oraz szeregu interesariuszy tego sektora. Opracowanie oparto na serii tematycznych warsztatów, zrealizowanych z udziałem polskich i zagranicznych ekspertów z CEE GTI (CEE Green Transport Initiative) i SEVA (Słowackiego Stowarzyszenia Pojazdów Elektrycznych) – mówi Maciej Mazur, dyrektor zarządzający PSPA.

Raport PSPA definiuje wyzwania sektora bateryjnego w Polsce, na Słowacji i w pozostałych krajach Europy Środkowo-Wschodniej. Celem opracowania jest zainicjowanie dyskusji nad niezbędnymi działaniami prowadzącymi do zwiększenia potencjału produkcyjnego, intelektualnego i badawczo-rozwojowego w tym obszarze. W raporcie szczegółowo opisano również rynek i przemysł bateryjny, kluczowe technologie produkcji, zasoby kadrowe, kwestie dotyczące recyklingu, najważniejsze inwestycje oraz otoczenie biznesowe. Przedstawiono też szereg rekomendowanych działań na rzecz rozwoju branży bateryjnej w regionie CEE. Z raportu PSPA wynika, że w celu wzmocnienia potencjału sektora bateryjnego w krajach regionu CEE, w tym w Polsce, niezbędne są ukierunkowane działania w trzech głównych obszarach. Konieczne jest podwyższenie krajowych zdolności w zakresie niezbędnych surowców do produkcji ogniw oraz komponentów do akumulatorów, rozwój wykwalifikowanych kadr, jak również wzrost innowacyjności w łańcuchu dostaw.

Kluczowym surowcem warunkującym tempo transformacji sektora transportu w kierunku zeroemisyjnym jest lit. Wzmocnienie europejskiego łańcucha wartości dla tego surowca stanowi jednak obecnie poważne wyzwanie.

– W Europie znajdują się znaczne zasoby litu, ale wiele komercyjnych operacji wydobywczych znajduje się w jeszcze w fazie przygotowań, m.in. w Czechach, Serbii i Rumunii.  W celu przyspieszenia uruchomienia nowych mocy wydobywczych i przetwórczych surowców sektora bateryjnego w Polsce konieczne jest uproszczenie procedur administracyjnych. Można tu wymienić m.in. usprawnienie procesu wydawania zezwoleń i oceny oddziaływania na środowisko (OOŚ). Ważne jest również wdrażanie zachęt do rozwoju technologii ponownego wykorzystania i recyklingu baterii w celu stworzenia zamkniętego cyklu produkcji, eksploatacji i utylizacji – mówi Aleksander Rajch.

Poprzez zwiększenie skali recyklingu akumulatorów litowo-jonowych branża bateryjna w Unii Europejskiej może w znacznym stopniu ograniczyć uzależnienie od importu surowców pierwotnych. Aktualnie w Europie funkcjonuje ponad 70 firm, które są bezpośrednio związane lub wspierają działania na rzecz wtórnego wykorzystania baterii, jednak rozwój elektromobilności na skalę masową wymaga pilnego uruchomienia kolejnych inwestycji w tym obszarze.

Transformacja transportu w kierunku zeroemisyjnym i rosnący popyt na baterie oznacza również wzrost zapotrzebowania na wysoko wykwalifikowane kadry. Komisja Europejska oczekuje, że do 2025 r. powstanie do 4 milionów nowych miejsc pracy, a przeszkoleniem objętych zostanie 800 000 pracowników (ok. 160 000 szkoleń rocznie).

– To stwarza szansę na wzrost zatrudnienia w Europie Środkowo-Wschodniej i dalsze wzmocnienie pozycji regionu CEE w łańcuchu dostaw branży bateryjnej. Aby zapewnić potencjalnym inwestorom dostęp do odpowiednio wykwalifikowanych pracowników, konieczne jest stworzenie kompleksowego programu wsparcia dla sektora obejmującego m.in.  pomoc szkoleniową w zakresie nowych kompetencji, rozwoju talentów i przekwalifikowania obecnej siły roboczej – mówi Maria Majewska.

Z raportu PSPA wynika, że dedykowane programy służące przekwalifikowaniu i podnoszeniu świadomości w zakresie nowych technologii związanych z rozwojem transportu bezemisyjnego muszą być rozwijane na poziomie krajowym. Inicjatywy szkoleniowe w regionie CEE powinny naśladować podejście paneuropejskich programów, takich jak European Battery Alliance Academy, jednak w bardziej dostępnej i publicznej formie.

Kolejnym istotnym wzywaniem jest wzrost innowacyjności łańcucha dostaw sektora bateryjnego. Ze strony administracji publicznej ważne jest m.in. zapewnienie odpowiedniego wsparcia podmiotom inwestującym w ograniczanie emisyjności procesów produkcyjnych oraz wzrost wykorzystywania zielonej energii. Rozwój branży bateryjnej w regionie Europy Środkowo-Wschodniej wymaga także szybkich i zdecydowanych działań przy tworzeniu specjalnych budżetów czy dopłat do rosnących cen energii elektrycznej, tak jak ma to miejsce w Kanadzie, Japonii czy Korei Południowej. W ten sposób minimalizuje się ryzyko odpływu kapitału i inwestycji w sektorze bateryjnym – podsumowuje Aleksander Rajch.

Marsh: Możliwości globalnego wzrostu przewyższają skalę ryzyk geopolitycznych i gospodarczych

Marsh, wiodący na świecie broker ubezpieczeniowy i doradca ds. ryzyka, opublikował Political Risk Report 2023 – publikację przedstawiającą najważniejsze zmiany oraz trendy w globalnym krajobrazie ryzyk politycznych i gospodarczych, które będą wpływać na firmy międzynarodowe i inwestorów w najbliższym czasie.

Autorzy raportu – eksperci Marsh Specialty zwracają uwagę na cztery obszary, które mogą zagrażać światowemu handlowi, bezpieczeństwu i środowisku inwestycyjnemu w tym roku, są to: utrzymująca się niestabilność polityczna, ograniczanie wydatków, konkurencja o zasoby strategiczne oraz dywersyfikacja łańcucha dostaw. Raport wskazuje jednocześnie na istotne czynniki wzrostu gospodarczego, które stwarzają możliwości przewyższające te ryzyka, jeśli tylko będą odpowiednio zarządzane.

Według przewidywań, globalne środowisko polityczne i gospodarcze pozostanie niestabilne do końca 2023 roku z uwagi na wzajemnie na siebie oddziałujące zagrożenia. Przykładem jest utrzymująca się niestabilność polityczna, która zwłaszcza w połączeniu z wysoką inflacją jest ryzykowna dla środowiska gospodarczego i inwestycyjnego, a w niektórych przypadkach także dla rynków wschodzących.

 

Tegoroczna edycja Global Risks Report przygotowana przez Światowe Forum Ekonomiczne we współpracy z Marsh McLennan i innymi podmiotami, określiła efekt powiązanych globalnych ryzyk mianem „polikryzysów”, które powodują, że obecnie rządy w większym stopniu koncentrują się na krajowym bezpieczeństwie gospodarczym. Autorzy Political Risk Report zauważają zagrożenia wynikające z takiego podejścia, które mogą negatywnie wpływać na światowy handel, bezpieczeństwo i inwestycje. Przestrzegają także przed tym, że decyzje podejmowane przez kluczowe potęgi gospodarcze w różnych kwestiach – od nawozów sztucznych i mikrochipów po transformację energetyczną – będą nadal wywoływać światowe reperkusje.

Warto dodać, że pomimo zwiększonego poziomu ryzyka, wspomniane czynniki globalnego wzrostu mogą napędzać ożywienie gospodarcze i poprawiać bezpieczeństwo. Zaległe inwestycje w infrastrukturę wskazują na możliwy wzrost przyszłej aktywności i światowej ekspansji, natomiast dążenie do osiągnięcia zerowej emisji netto do 2030 r. będzie skutkowało szeregiem innowacyjnych działań inwestycyjnych. Potrzeba dywersyfikacji łańcuchów dostaw dla uzyskania większego bezpieczeństwa żywnościowego i energetycznego będzie ponadto stwarzać możliwości inwestycyjne, podobnie jak znaczny wzrost rządowych wydatków na obronę na całym świecie w celu wsparcia sojuszników, przeciwdziałania zagrożeniom i przyspieszenia modernizacji tego sektora.

„Chociaż może być to zaskakujące, w obliczu podwyższonego ryzyka w środowisku geopolitycznym i gospodarczym, wciąż istnieje wiele możliwości rozwoju dla firm i inwestorów. Jeśli ryzyka te będą identyfikowane, zarządzane i łagodzone we właściwy sposób, perspektywy krótkiego, średniego i długoterminowego wzrostu będą przewyższały te chwilowe zmiany” – komentuje wyniki raportu Nick Robson, Global Head of Credit Specialties w Marsh Specialty.

Marcin Olczak – Dyrektor Departamentu Ryzyk Kredytowych w Marsh Polska dodaje: „Rok 2022 i 2023 okazał się dla wielu firm urzeczywistnieniem ryzyk, które według nich były już historią. Agresja militarna w dobie globalizacji i otwartości rynków, w połączeniu z sankcjami będącymi jej konsekwencją, przełożyła się na znaczące bezpośrednie straty. Biorąc pod uwagę charakter tych zdarzeń, ubezpieczenia pozostają jedynym skutecznym sposobem na łagodzenie ich skutków, gwarantując gospodarkom możliwość nieprzerwanego rozwoju.”

Czy RPP przejmie się wysoką inflacją?

W środę, 5 kwietnia, poznamy kolejną decyzję Rady Polityki Pieniężnej o stopach procentowych. Stopy procentowe pozostaną bez zmian i jest to w zasadzie niemal pewne patrząc na ankietę przeprowadzoną przez Bloomberga. 31 głosów wskazuje na utrzymanie stóp procentowych bez zmian na poziomie 6,75%. Warto jednak zwrócić uwagę na to, że inflacja spada dosyć mocno, choć jednocześnie nie tak szybko jak życzyłby sobie tego rynek. Czy inflacja za marzec rzędu 16,2% będzie wystarczająco niska, aby RPP oficjalnie zakończyła cykl podwyżek i wskazała w trakcie konferencji, że kolejnym ruchem najprawdopodobniej będzie obniżka. Czy jest to możliwe w tym roku?

Inflacja za marzec spadła sporo do 16,2% r/r, ale był to poziom wyższy od oczekiwanych 16,0%. Poprzednio w lutym inflacja wyniosła 18,4% r/r. Oczywiście tempo spadku jest wysokie, ale jednocześnie zaczynamy przyzwyczajać się do tak dużych poziomów inflacji. Jeśli dwa lata temu mówilibyśmy, że będziemy cieszyć się ze spadku z poziomu 18,4% r/r do poziomu 16,2% r/r, najprawdopodobniej od razu złapalibyśmy się za głowę. Co więcej, patrząc na zmianę inflacji miesięcznej tu również nie widać zbyt sporo powodów do optymizmu. Inflacja z miesiąc na miesiąca wciąż rośnie ponad 1%, dlatego niższa stopa rocznej inflacji nie jest wystarczającym powodem, aby ogłaszać już wygraną. Patrząc na ceny paliw, które w Polsce utrzymują się w zasadzie na niezmienionym poziomie od początku roku, nawet pomimo chwilowego sporego spadku do okolic 70 USD za baryłkę przy bardzo mocnym złotym, możemy wskazać, że wciąż będą miały one pozytywny wpływ na wzrost cen.

W takich warunkach trudno realnie patrzeć na potencjalne obniżki stóp procentowych w tym roku. Może zdarzyć się tak, że wysokie ceny paliw doprowadzą do tego, że przedsiębiorcy wciąż będą decydować się na podnoszenie cen. Patrząc nawet na kategorie żywnościowe, w skupach obserwujemy spadki wielu produktów, ale te ostatecznie nie tanieją w sklepach. To z kolei może wpłynąć, że czekają nas jeszcze 2-3 miesiące sporego spadku dynamiki inflacji rocznej, ale później może to wpłynąć na utworzenie się nowego, dosyć wysokiego płaskowyżu.

Chociaż duża część członków RPP, która wypowiadała się w ostatnich tygodniach wyklucza możliwość rozpoczęcia dyskusji na temat cięć stóp procentowych to niewielkie sugestie pojawiły się najpierw ze strony samego szefa NBP prof. Adama Glapińskiego, który podkreślał, że potrzeba pewności w tym, że inflacja zmierza w dobrym kierunku. Z kolei dr Gabriela Masłowska mówiła, że chciałaby możliwości obniżki stóp najwcześniej jak to tylko możliwe, aby zmniejszyć obciążenie dla kredytobiorców i nie narażać wzrostu gospodarczego na spowolnienie.

Mimo wszystko wiele wskazuje, że sam komunikat jutro nie zostanie zbyt mocno zmieniony, a konferencja prasowa w czwartek o godz. 15:00 z udziałem prof. Glapińskiego nie przyniesie przełomu w stopach procentowych, ani nie wpłynie również w większym stopniu na notowania polskiego złotego, który w stosunku do dolara wygląda dobrze, ale w przypadku pary EURPLN obserwujemy konsolidację w okolicach poziomu 4,65-4,70.

Autor: Michał Stajniak CFA, starszy analityk XTB

Marta Życińska dyrektorką generalną polskiego oddziału Mastercard Europe

W nowej roli, którą obejmie z początkiem maja, Życińska będzie odpowiedzialna za rozwój biznesu i realizację strategii firmy w Polsce.

Marta Życińska dołączyła do Mastercard 7 lat temu. Początkowo kierowała działem marketingu w Polsce, a następnie awansowała na stanowisko wiceprezeski ds. marketingu i komunikacji na Europę Środkowo-Wschodnią, z sukcesem łącząc rozwój biznesu z działaniami marketingowymi na 20 rynkach. W ubiegłym roku objęła stanowisko wiceprezeski ds. globalnego marketingu produktowego i B2B, odpowiadając w szczególności za obszar współpracy Mastercard z fintechami, a także usług przedpłaconych.

Marta Życińska jest liderką biznesową z wieloma osiągnięciami w zarządzaniu projektami realizującymi cele komercyjne w obszarach B2B i B2C, przy ścisłej współpracy z działami sprzedaży, rozwoju i produktu. Przed dołączeniem do Mastercard, pracowała jako dyrektorka biura marketingu w Grupie PZU, gdzie przeprowadziła rebranding i odpowiadała za wsparcie sprzedaży, komunikację i digital marketing. Wcześniej była związana przez wiele lat z firmą telekomunikacyjną Orange, gdzie kierowała departamentem komunikacji B2C.

Marta Życińska dzieli się swoim doświadczeniem i wiedzą jako doradczyni biznesowa współpracując ze startupami w rozwoju i skalowaniu ich biznesu. Jako mentorka wspiera aktywnie różnorodność i równe prawa w miejscu pracy, a także bierze udział w inicjatywach i projektach w obszarze DEI (różnorodność, równość, włączenie). Niejednokrotnie zasiadała w kapitule konkursu Effie, w tym Effie Europe i Effie Global. Jest także laureatką nagrody Osobowość Roku w konkursie Dyrektor Marketingu Roku, a jej kampanie wygrały liczne nagrody Effie, Golden Drum, a także Cannes Lions.

„Z wielką przyjemnością ogłaszam Martę dyrektorką generalną polskiego oddziału Mastercard Europe. Jestem przekonany, że jej doświadczenie, dotychczasowe osiągnięcia, a także energia i entuzjazm będą kluczowe dla dalszego umacniania silnej pozycji Mastercard w branży technologii płatniczych w Polsce” – powiedział Peter Bakenecker, prezes Mastercard na region Europy Środkowej.

Marta Życińska jest absolwentką Brock University w Kanadzie na kierunku marketing, ma także dyplom MBA z Wyższej Szkoły Zarządzania i Oxford Brookes University. Poza pracą zawodową, Marta, jako absolwentka filologii, pasjonuje się językiem angielskim, a także medycyną i narciarstwem. Karierę zawodową z sukcesem łączy z wychowywaniem trzech synów.

Bartosz Ciołkowski, dotychczasowy dyrektor generalny polskiego oddziału Mastercard Europe, od stycznia 2023 pełni nową rolę w organizacji, jako dyrektor generalny na Europę Środkowo-Południową.

Optymizm słabnie wolniej, niż oczekiwano

Tak pesymistyczne przewidywania, jak te wczorajsze analityków względem wskaźników PMI dla przemysłu łatwo było przekroczyć. Owszem wyniki są lepsze od oczekiwań, ale to nie jest powód do świętowania, bo jest słabo.

Mniej pesymistycznie w Polsce

Wczoraj mieliśmy dzień publikacji indeksów PMI dla przemysłu. W przypadku Polski większego zaskoczenia nie było. Rynki spodziewały się spadku i spadek był. Oczekiwania były jednak symbolicznie wyższe o 0,1 pkt niż odczyt. Co niby jest dobrą wiadomością. Niby, bo jednak cieszenie się z symbolicznej poprawy przebywania 11 miesiąc z rzędu poniżej granicy 50 pkt oddzielających przewagę odpowiedzi pozytywnych od negatywnych nie jest w pełni słuszne. Polska waluta co prawda testuje swoje najwyższe poziomy względem euro, aczkolwiek jej siła wynika głównie ze słabości dolara i napływu kapitału do Europy.

Indeksy w Europie

Podobnie jak w Polsce również w strefie euro pesymizm był przeszacowany. Indeks PMI dla przemysłu spadł, ale nie o 0,2 pkt jak w Polsce tylko o 1,2 pkt, co jest już istotną zmianą. Podobnie jak w przypadku Polski analitycy spodziewali się większego spadku i również wynik nie był aż tak zły. Odczyty ze strefy euro dotychczas były jednak bardziej optymistyczne niż te z Polski. Po tym spadku sytuacja naszego kraju przynajmniej w tym aspekcie wygląda lepiej. Euro zyskuje jednak wyraźnie względem dolara na zmianie nastawienia do ryzyka po drugiej stronie oceanu. Kryzys bankowy (bo tak można tamte wydarzenia nazwać) powoduje, że inwestorzy ograniczają oczekiwania wzrostu stóp procentowych. Patrząc na kontrakty terminowe, do końca kwartału są jeszcze matematyczne szanse na wzrost stóp procentowych o 0,25%, potem należy oczekiwać stabilizacji i obniżek jeszcze w tym roku.

Czekają na decyzję RPP

Jutro poznamy kolejną decyzję Rady Polityki Pieniężnej. Biorąc pod uwagę, że wskaźnik inflacji faktycznie spadł, nie należy się spodziewać rewolucji. Spadek nie powinien dziwić, patrząc na punkt odniesienia sprzed roku. W marcu 2022 roku inflacja wyskoczyła bowiem do 11% z poziomu 8,6% w lutym, do którego została zduszona tarczą antyinflacyjną. W rezultacie zapowiada się kolejne mało emocjonujące posiedzenie. Patrząc jednak na materiały pojawiające się w mediach zwyczajowo nieprzychylnych obecnej władzy, należy oczekiwać, że posiedzenie kolejnego dnia będzie bardzo interesujące, co wcale nie znaczy, że bogate w treści merytoryczne.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
14:00 – Rumunia – decyzja NBR w sprawie stóp procentowych,
16:00 – USA – zamówienia na dobra.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat

Ceny polis komunikacyjnych odporne na wzrosty cen, taryfikator mandatów i kradzieże aut

  • Ceny polis OC były w pierwszym kwartale 2023 o 1,5 proc. niższe niż przed rokiem. W rezultacie średnia składka w skali kraju wyniosła 526 zł.
  • Spadku nie powstrzymał fakt, że kierowcy dostali w ub. roku ponad 2,7 mln mandatów, a towarzystwa dostęp do taryfikatora punktów karnych, który miał spowodować wzrost stawek ubezpieczeniowych dla piratów drogowych.
  • Wśród najczęściej kradzionych marek, najwięcej za autocasco płacą posiadacze Audi (1423 zł) oraz Toyoty (1038 zł). To więcej niż średnia, która wyniosła w Polsce 947 zł i była o 9,8 proc. wyższa w porównaniu do pierwszych trzech miesięcy ub. roku.

Eksperci CUK Ubezpieczenia przeanalizowali, jak kształtowały się ceny polis komunikacyjnych w Polsce w pierwszym kwartale tego roku. Informacje są pozytywne. Ubezpieczenia to wciąż jedna z nielicznych dziedzin, która jest odporna na inflację. Co więcej, średnie ceny OC w dalszym ciągu jadą w dół. Większego wpływu na poziom stawek nie ma jednakowo ilość wystawionych w ub. roku kar dla kierowców, jak i wgląd ubezpieczycieli do taryfikatora mandatów i punktów karnych. Autocasco podrożało z kolei niespełna 10 proc. Na ochronie nie opłaca się jednak oszczędzać, gdyż najpopularniejsze marki samochodów są jednoczenie w czołówce pod względem liczby kradzieży.

OC dalej tanieje. Ubezpieczyciele jadą na rezerwie

Średnia składka OC komunikacyjnego wyniosła w pierwszym kwartale 526 zł i była o 1,5 proc. niższa niż w tym samym okresie ub. roku. Najdrożej za polisę płacili kierowcy w woj. dolnośląskim (638 zł), pomorskim (596 zł) oraz zachodniopomorskim (569 zł). Najtaniej było z kolei w woj. świętokrzyskim (444 zł), na Lubelszczyźnie (448 zł) oraz Podkarpaciu (450 zł). Ubezpieczenie potaniało praktycznie we wszystkich regionach z wyjątkiem Małopolski i właśnie woj. podkarpackiego, ale tutaj podwyżki były symboliczne i wyniosły maksymalnie 1,7 proc.

Wśród najczęściej ubezpieczanych przez Polaków marek najniższe średnie koszty OC ponosili właściciele Fiatów (473 zł), Renault (509 zł), Opli (511 zł), VW (515 zł) oraz Toyot (519 zł). Z droższymi polisami musieli natomiast liczyć się użytkownicy np. niemieckich BMW (637 zł), Audi (570 zł) oraz japońskiej Mazdy (583 zł).

 – Ubiegłoroczne prognozy wzrostu cen OC okazały się przedwczesne. Główną przyczyną takiego stanu rzeczy jest duża konkurencja wśród ubezpieczycieli w obszarze ubezpieczeń komunikacyjnych. W jej efekcie towarzystwa są w dalszym ciągu skłonne akceptować średniookresowe straty na tym ryzyku. Jest to oczywiście dobra wiadomość dla kierowców, którzy mogą ubezpieczać samochody po stosunkowo niskich stawkach. Niemniej z rynku zaczynają pomału płynąć sygnały o możliwych wzrostach cen w najbliższych miesiącach. Na aktualną sytuację nie wpłynął ponadto przyznany ubezpieczycielom w połowie ubiegłego roku wgląd do taryfikatora mandatów i punktów karnych – stwierdza Marcin Dyliński, Dyrektor Departamentu Marketingu i E – Commerce w CUK Ubezpieczenia.

Piraci drogowi bez ubezpieczeniowych konsekwencji

Z danych CEPiK wynika, że w Polsce prawo jazdy posiada ok. 22 mln osób. Jednocześnie w 2022 roku policjanci ruchu drogowego wystawili blisko 2,7 mln mandatów. Oznacza to, że w tym czasie przeciętnie co ósmy kierowca złamał przepisy drogowe. Najczęściej wiązało się to z przekroczeniem prędkości, nieustąpieniem pierwszeństwa przejazdu, czy nieprawidłowym wyprzedzaniem. Poza drastycznym podwyższeniem wysokości kar jedną z metod poskromienia piratów miał być dostęp ubezpieczycieli do taryfikatora mandatów i punktów karnych. Dzięki temu uzyskali oni bowiem nowy atrybut do wyceny polis OC.

– Założeniem wglądu do taryfikatora było, aby osoby sprawiające zagrożenie na drogach płaciły wyższe stawki za ubezpieczenie, a kierowcy jeżdżący zgodnie z przepisami otrzymywali dodatkowe przywileje. I część towarzystw faktycznie wprowadziło już ten parametr do swojego algorytmu wyliczeniowego. Jednak większość wciąż nie w pełni wykorzystuje posiadane w związku z tym możliwości. Na skutek tego reprezentowany styl jazdy, na razie nie przekłada się istotnie na wysokość płaconej składki, a głównym kryterium w tym aspekcie pozostaje wiek i doświadczenie kierowcy – mówi Marcin Dyliński z CUK Ubezpieczenia.

Toyota na topie, także wśród złodziei

W zależności od potrzeb do polisy OC można dokupić różne rodzaje ubezpieczenia autocasco np. minicasco, AC w wariancie kosztorysowym, partnerskim, czy ASO. Bez względu na formułę dla tego typu ochrony istotny wpływ na wysokość składki ma ryzyko kradzieży.  Jak wskazuje Instytut Badań Rynku Samochodowego Samar, w 2022 roku najczęściej łupem złodziei padały modele Toyoty – łącznie skradziono ich blisko 800 sztuk. W czołówce znalazły się ponadto pojazdy produkcji niemieckiej i koreańskiej. W rezultacie właściciele popularnych na rynku pierwotnym i wtórnym samochodów Toyota w pierwszym kwartale tego roku płacili za ochronę AC średnio 1038 zł, a np. posiadacze Audi 1423 zł. Zdecydowanie tańsze stawki były dla VW – 858 zł oraz marek koreańskich ok. 877 zł.

– Aby wyliczyć wysokość składki autocasco, ubezpieczyciele analizują nie tylko wartość i markę pojazdu, charakterystykę kierowcy i szkodowość, ale również posiadane zabezpieczenia antykradzieżowe oraz policyjne statystyki dotyczące kradzieży. Duże znaczenie odgrywa więc miejsce parkowania samochodu oraz region, w którym będzie na co dzień użytkowany – zauważa Joanna Zielińska, Specjalista ds. Wsparcia Sprzedaży w CUK Ubezpieczenia.

Autocasco na podjeździe, ale ceny pozostają atrakcyjne

W pierwszych trzech miesiącach średnia cena autocasco w Polsce osiągnęła poziom 947 zł i była o 9,8 proc. wyższa niż przed rokiem. Natomiast w porównaniu do ostatniego kwartału 2022 koszt ochrony pozostał na niezmienionym poziomie. Najwięcej za ubezpieczenie płacili kierowcy z zachodniopomorskiego (1132 zł), Dolnego Śląska (1107 zł) oraz woj. lubuskiego (1104 zł). Wydatki powyżej tysiąca złotych ponieśli jeszcze właściciele aut w woj. mazowieckim, podkarpackim i pomorskim. Na przeciwległym biegunie znalazło się woj. łódzkie (844 zł), wielkopolskie (870 zł) oraz kujawsko-pomorskie (871 zł), gdzie ochrona AC kosztowała najmniej. Zbliżony do średniej krajowej poziom cen odnotowano w Małopolsce (962 zł). Jednocześnie najwyższe, blisko 13 proc. wzrosty składek w porównaniu do pierwszego kwartału ub. roku miały miejsce na Mazowszu, Opolszczyźnie, Podkarpaciu oraz Pomorzu Zachodnim. Jedynym województwem, gdzie ceny polis AC nieznacznie, ale jednak potaniały było świętokrzyskie.

– Bez względu na to, czy chcemy ubezpieczyć pojazd nowy, czy używany, zawsze warto porównać warunki kilku towarzystw. Przy autocasco nie można ponadto kierować się wyłącznie ceną, lecz przede wszystkim dopasowaniem ochrony do faktycznych potrzeb. Elementami, które należy wziąć pod uwagę przy wyborze oferty, są też m.in. wysokość udziału własnego, franszyza, czy sposób wyceny i likwidacji ewentualnej szkody. Stąd przed dokonaniem wyboru zasadne jest skorzystanie z wiedzy doradcy ubezpieczeniowego. Klarownych informacji dostarczają także internetowe porównywarki, które są wciąż najkorzystniejszą pod względem cenowo zakresowym opcją wyboru ubezpieczenia komunikacyjnego – podsumowuje Joanna Zielińska z CUK Ubezpieczenia.

Aktywność inwestorów na rynkach Grupy GPW – marzec 2023

  • Spadek wartości obrotu akcjami w ramach arkusza zleceń[1] na Głównym Rynku o 43,7% rdr do 24,6 mld zł
  • Wzrost wolumenu obrotu kontraktami terminowymi na indeksy o 4,5% rdr do poziomu 1 029,9 tys. szt.
  • Wzrost wartości obrotu ETF-ami o 8,8% rdr do 120,1 mln zł
  • Spadek łącznego wolumenu obrotu energią elektryczną o 7,7% do 12,8 TWh
  • Wzrost łącznego wolumenu obrotu gazem ziemnym o 40,5% rdr do 14,3 TWh

W marcu 2023 r. łączna wartość obrotu akcjami na Głównym Rynku GPW wyniosła 24,8 mld zł, czyli o 44,1% mniej niż w analogicznym okresie rok wcześniej. Wartość obrotu akcjami w ramach arkusza zleceń spadła o 43,7% rdr do poziomu 24,6 mld zł. Średnia dzienna wartość obrotu akcjami w ramach arkusza zleceń wyniosła 1 091,7 mln zł, o 43,7% mniej niż rok wcześniej. Wartość indeksu WIG na koniec marca wyniosła 58 608,76 pkt. i była o 9,7% niższa niż przed rokiem.

Na rynku NewConnect w marcu odnotowano spadek łącznej wartości obrotu akcjami o 36,8% rdr do poziomu 201,9 mln zł. Wartość obrotów akcjami w ramach arkusza zleceń na rynku NewConnect spadła o 43,9% rdr i wyniosła 177,0 mln zł.

Na rynku GlobalConnect wartość obrotów akcjami w marcu wyniosła 220,7 tys. zł.

Łączny wolumen obrotu instrumentami pochodnymi w marcu wyniósł 1 927,6 tys. szt., czyli o 8,5% więcej niż rok wcześniej. Wolumen obrotu kontraktami na indeksy wzrósł o 4,5% rdr do poziomu 1 029,9 tys. szt., wolumen obrotu kontraktami na waluty wzrósł o 50,0% rdr do 697,8 tys. szt., a wolumen obrotu kontraktami na akcje spadł o 44,5% rdr do 162,6 tys. szt.

W marcu odnotowano spadek wartości obrotu produktami strukturyzowanymi o 41,7% rdr do poziomu 271,2 mln zł oraz wzrost obrotów ETF-ami o 8,8% rdr do 120,1 mln zł.

Wartość notowanych na rynku Catalyst emisji obligacji nieskarbowych wyniosła na koniec marca 94,2 mld zł, wobec 98,3 mld zł w analogicznym okresie ubiegłego roku. Wartość obrotu obligacjami na rynku Catalyst w ramach arkusza zleceń spadła o 51,1% rdr do poziomu 429,3 mln zł.

Łączna wartość obrotu obligacjami na TBSP wyniosła 43,0 mld zł wobec 55,4 mld zł rok wcześniej, co oznacza spadek o 22,5% rdr.

Łączny wolumen obrotu energią elektryczną na rynkach spot i terminowym wyniósł w marcu br. 12,8 TWh, co oznacza spadek o 7,7% rdr. Wolumen obrotu energią elektryczną na rynku spot wzrósł o 40,8% rdr do poziomu 4,3 TWh. Na rynku forward wolumen spadł o 21,6% rdr do poziomu 8,4 TWh.

Łączny wolumen obrotu gazem ziemnym wzrósł o 40,5% rdr do 14,3 TWh. Na rynku spot wolumen obrotu spadł o 17,5% do poziomu 2,0 TWh. Na rynku terminowym odnotowano wzrost o 58,9% rdr do poziomu 12,3 TWh.

Wolumen obrotu prawami majątkowymi wynikającymi ze świadectw pochodzenia, z wyłączeniem praw ze świadectw związanych z efektywnością energetyczną („białe certyfikaty”)[2], na rynku spot wyniósł 2,0 TWh, co oznacza spadek o 19,0% rdr.

Wolumen obrotu prawami majątkowymi wynikającymi ze świadectw pochodzenia związanych z efektywnością energetyczną („białe certyfikaty”) wzrósł o 36,6% rdr do poziomu 11,7 ktoe[3].

Obrót Gwarancjami Pochodzenia dla energii elektrycznej wytworzonej w OZE wzrósł o 18,7% rdr, do wolumenu 5,9 TWh.

Kapitalizacja 373 spółek krajowych notowanych na Głównym Rynku w marcu 2023 r. 583,9 mld zł (124,9 mld EUR).

Łączna kapitalizacja 416 spółek krajowych i zagranicznych notowanych na Głównym Rynku sięgnęła 1 244,5 mld zł (266,2 mld EUR).

Na rynku NewConnect w marcu 2023 r. zadebiutowały akcje spółki FROZEN WAY S.A. (wartość oferty: 3 mln zł)

Na rynku Catalyst zadebiutowały obligacje korporacyjne OLIVIA FIN Sp. z o.o. S.K.A. (wartość emisji: 25 mln zł).

W marcu br. na GPW odbyły się 23 sesje giełdowe, tyle samo co rok wcześniej.

[1] transakcje sesyjne, bez transakcji pakietowych

[2] świadectwa pochodzenia związane z efektywnością energetyczną (tzw. białe certyfikaty) są wystawiane, notowane i rozliczane w innych jednostkach metrycznych niż pozostałe świadectwa na TGE (toe – tona oleju ekwiwalentnego; energetyczny równoważnik jednej metrycznej tony ropy naftowej o wartości opałowej równej 10.000 kcal/kg)

[3] ktoe = 1000 toe, Mtoe = 1000 000 toe

OPEC+ tnie wydobycie surowca, ceny ropy dynamicznie rosną. Co dalej z inflacją?

OPEC+, czyli organizacja zrzeszająca kraje produkujące ropę naftową ogłosiła, że tnie dzienne wydobycie ropy naftowej w sumie o aż 1,149 mln baryłek. W ślad za tą informacją, chwile po jej upublicznieniu Rosja podała, że wydłuży do końca roku obowiązujące od marca ograniczenia produkcji ropy o 500 tys. baryłek dziennie. W związku z tym dziennie wydobywane będzie teraz ponad 1,5 mln baryłek ropy mniej!

W zmniejszeniu wydobycia przodują Arabia Saudyjska i Rosja, oba kraje zdecydowały na zmniejszenie wydobycia o 500.000 baryłek dziennie. Sporo bo o ponad 100.000 baryłek dziennie mniej wydobywać będą również Irak, Zjednoczone Emiraty Arabskie i Kuwejt.

Bez zaskoczeń w ślad za ograniczeniem podaży ropy w górę dosłownie poszybowały ceny tego surowca. Tylko wczoraj rosną o 5 proc., a w ostatnich 10 dniach notowania wzrosły o ponad 18 proc.

Decyzja OPEC+ nie spodobała się USA, które nazwały ją „nierozsądną”. Oczywiście jest to zapewne część większej gry geopolitycznej i zaznaczania swoich wpływów. Przykładowo wyższe ceny surowca to oczywiście znacznie lepiej dla Rosji, a znacznie gorzej dla zagrożonej spowolnieniem gospodarczym Europy.

Kluczowa wydaje się tutaj oczywiście odmieniana przez wszystkie przypadki inflacja. I to zarówno globalna jak i ta w Polsce. Spadek cen energii, surowców być ważną składową procesu dezinflacji. Teraz po decyzji OPEC+ oraz Rosji część analityków ponownie zaczyna mówić o 100$ za baryłkę ropy. Przykładowo w Polsce odczyt inflacji za marzec rozczarował i w samym tylko marcu ceny urosły o 1,1 proc. m/m, a to przy hamujących cenach energii (-0,6%  m/m) i paliw (-1,8 proc. m/m). Zdrożała za to np. żywność (+2,30 proc. m/m). Teraz wyobraźmy sobie gdzie byłby wskaźnik inflacji gdyby w górę poszły również ceny surowców.

Decyzja OPEC+ oraz Rosji to decyzje polityczne, geopolityczne i gospodarcze, które dotykają nas wszystkich. O ile geopolityczna rozgrywka może nie wpływać na nas bezpośrednio, o tyle wzrost cen ropy to po prostu wzrost inflacji. Banki centralne będą miały jeszcze trudniejszy orzech do zgryzienia. Bo jak obniżać stopy procentowe przy rosnących cenach? A jak walczyć ze spowolnieniem gospodarczym skoro nie bardzo można obniżać stopy procentowe. Być może na czołówki gazet wkrótce znowu wróci obawa przed stagflacją.

Szymon Gil, Makler Papierów Wartościowych, Certified International Investment Analyst (CIIA), Michael / Ström Dom Maklerski

Rekordowa umowa najmu na krakowskim rynku magazynowym

Wchodząca w portfolio Maszoński Group, spółka MCG EastBridge wynajmie blisko 37,000 mkw. powierzchni magazynowej i biurowej w GLP Kraków Logistics Centre III. Inwestycja w podkrakowskiej strefie ekonomicznej ma umocnić wizerunek firmy Maszoński Logistic oraz nowo powołanej marki MCG EastBridge w tej części Polski, a także stanowić centralną bazę operacyjną na południe i wschód Europy. Firma AXI IMMO była wyłącznym doradcą w procesie wyboru i najmu strategicznej lokalizacji.

MCG EastBridge to nowa marka w portfolio Maszoński Logistic, która od ponad 25 lat świadczy kompleksowe usługi transportowo-logistyczne na terenie krajów Unii Europejskiej. Spółka jest doskonale rozpoznawalna w Europie Zachodniej, prowadząc operacje biznesowe zarówno z centrali w Sulęcinie, jak i spółki córki Maszoński Logistic GmbH w Irxleben, Niemcy. Powołanie nowej spółki to element długofalowej strategii ekspansji na rynki Europy Środkowo-Wschodniej oraz krajów bałkańskich.

Mirosław Maszoński, Prezes Maszoński Logistic wyjaśnia: „MCG EastBridge to kolejny etap budowania świadomości wobec podmiotów skupionych wokół spółki Maszoński Logistic. Zdecydowaliśmy się na wybór Krakowa, ponieważ w naszej opinii rynek ten posiada ogromny potencjał logistyczny z uwagi na dostęp do autostrady A4 stanowiącej część III transeuropejskiego korytarza transportowego. Trasa biegnie od portu Calais we Francji do wschodnich krańców Kazachstanu, czyli w ostatnim czasie jednej z najistotniejszych tranzytowo lokalizacji w Europie. Możliwość prowadzenia operacji logistycznych spod Krakowa jest zatem szczególnie istotna zarówno w kontekście rozwoju naszej firmy, a także planowanych działań w państwach ościennych”.

MCG EastBridge zajmie docelowo ok. 36,000 mkw. powierzchni magazynowej służącej przede wszystkim bieżącej obsłudze logistycznej. Centrum dystrybucyjne stanie się także, siedzibą nowo powołanej spółki. Komfort przyszłej kadrze pracowników zapewni przestronne ponad 700-metrowe biuro, które zostało zaprojektowane zgodnie z najnowszymi standardami. Powierzchnia będzie sprzyjała pracy cichej poprzez zastosowanie rozwiązania związane z podniesioną izolacyjnością akustyczną i termiczną. W najbliższych miesiącach MCG EastBridge rozpocznie procesy rekrutacyjne w oparciu o kompetencje lokalnych specjalistów do obsługi Klientów z regionów Małopolski i Podkarpacia. Lokalizacja jest też doskonałym hubem do dystrybucji na rynki Europy Środkowo-Wschodniej.

Bartosz Rojewski, Dyrektor Operacyjny, MCG EastBridge, mówi: „W ramach MCG EastBridge wykorzystamy wieloletnie know-how Maszoński Logistic z zakresu usług spedycyjnych, transportowych i obsługi międzynarodowych kontraktów na nowe rynki. Wybór odpowiedniej lokalizacji był dla nas decyzją o znaczeniu strategicznym, dlatego zdecydowaliśmy się na wsparcie kompetentnego doradcy AXI IMMO znającego nie tylko lokalny rynek nieruchomości magazynowych, ale także uwarunkowania biznesowe”.

Łukasz Kordecki, Dyrektor Handlowy, MCG EastBridge, dodaje: „Rozwój usług transportowo-spedycyjnych oraz logistyka kontraktowa to nie jedyny cel nowo powstałej spółki. Działając jako operator logistyczny, chcemy dostarczać naszym klientom kompleksowe rozwiązania logistyczne umożliwiające obsługę łańcucha dostaw na każdym jego etapie. W perspektywie najbliższych miesięcy zakres świadczonych przez nas usług poszerzy się o obsługę celną, magazyn celny, spedycję morską i lotniczą, przewozy intermodalne, jak również obsługę rynku e-commerce oraz transport przesyłek drobnicowych. Lokalizacja centrum logistycznego w bliskim sąsiedztwie tak dużej aglomeracji, jaką niewątpliwie jest Kraków, stwarza warunki do rozwoju usług z obszaru logistyki miejskiej, co również wpisuje się w strategię rozwoju spółki”.

Marta Nowik, Dyrektor w Dziale Powierzchni Logistycznych i Przemysłowych, AXI IMMO, komentuje: „Nowa lokalizacja dewelopera GLP to języczek u wagi nie tylko dla regionu krakowskiego, ale także całego obszaru polski południowo-wschodniej. Niepołomicka strefa ekonomiczna, w której rejonie zostanie oddany do użytkowania park logistyczno-magazynowy GLP Kraków Logistics Centre III skupia ponad 70 przedsiębiorstw, które wciąż się rozwijają i planują nowe inwestycje. Jestem przekonana, że uruchomienie przez MCG EastBridge magazynu typu multiuser z obsługą logistyczną przyniesie sukces nowemu brandowi”.

Wynajęcie blisko 37,000 mkw. przez MCG EastBridge było największą zanotowaną umową najmu w I kw. 2023 r. na krakowski rynku, a także drugą co do wielkości w ostatnich pięciu latach i jego historii. Transakcja świadczy, że pomimo dużej absorpcji powierzchni magazynowej klienci zainteresowani rozwojem w tej lokalizacji mogą liczyć na wsparcie inwestorów.

Jarosław Czechowicz, Country Manager, GLP Poland mówi: „Sąsiedztwo 1,5-milionowej aglomeracji, nowoczesna sieć drogowa oraz obecność w regionie firm, które są liderami w swoich branżach, sprawia, że dla GLP jest to naturalne miejsce do dalszego rozwoju w regionie. Nasze budynki w okolicach Krakowa cieszą się dużym zainteresowaniem – te istniejące są już w całości wynajęte, a najwyższa jakość GLP Kraków III Logistics Centre z pewnością zachęci wiele przedsiębiorstw do wyboru naszego parku. Doskonała lokalizacja parku zapewnia łatwy dojazd do autostrady A4 i drogi krajowej nr 75. Dodatkowym ułatwieniem dla przyszłych pracowników jest bliskość stacji kolejowej w Podłężu, skąd w 25 minut można dojechać do centrum Krakowa”.

GLP Kraków III Logistics Centre zostanie wybudowane zgodnie z kryteriami certyfikacji ekologicznej BREEAM na poziomie co najmniej „Very Good”. Zaoferuje między innymi możliwość składowania towarów do wysokości 12 metrów w świetle, wzmocnioną posadzkę o nośności 7,5 tony / mkw. dodatkowe doświetlenie światłem naturalnym oraz dach dostosowany do montażu instalacji fotowoltaicznej. W projekcie przewidziano też tereny zielone i stacje ładowania aut elektrycznych. Kierowcy ciężarówek będą mogli skorzystać z dedykowanej przestrzeni do odpoczynku. W transakcji zakupu działki pod budowę GLP wspierała kancelaria Greenberg Traurig. Zaś zespół PwC Polska doradzał w zakresie analizy skutków podatkowych nabycia działek oraz zapewnił wsparcie podatkowe w przy tworzeniu dokumentacji transakcyjnej.

Taniejące surowce nie przekładają się na spadki cen czekolady w sklepach

Surowce potrzebne do produkcji czekolady – kakao, cukier, mleko, aluminium i masa drzewna, w ciągu ostatniego roku staniały o 9 proc. To jednak nie przekłada się na ceny w sklepach i nie ma obecnie szans na niższe ceny czekoladowych zajączków wielkanocnych. Żywność w zeszłym roku podrożała o 24 proc., a cena standardowej tabliczki czekolady przekroczyła 5 zł.

eToro przeanalizowało koszyk towarów potrzebnych do produkcji czekolady i wyrobów czekoladowych – kakao, cukier, mleko, aluminium (folia) i masa drzewna (używana do produkcji tekturowych opakowań) – globalne ceny spot tych kluczowych składników spadły w ciągu ostatniego roku o 9 proc.*

Tego spadku nie odczujemy jednak w sklepach. Tam cały czas czekolada drożeje, także z powodu rosnącego przedświątecznego popytu. Przeciętna cena 100g markowej tabliczki czekolady w ostatnim czasie przekroczyła 5 zł. Wynosi ona obecnie 5,10 zł, podczas gdy rok temu było to 4,50 zł, a w marcu 2021 roku – 3,90 zł. Czekolada drożała zatem wolniej niż cała kategoria żywności, bowiem czekolada podrożała o 13 proc., a żywność – przeciętnie aż o 24 proc.

Jest szansa, że spadające ceny surowców przełożą się na ceny czekolady w dłuższej perspektywie – na Boże Narodzenie lub na Wielkanoc za rok. Jednak przy wysokim ogólnym poziomie inflacji, można się raczej spodziewać, że ceny przestaną rosnąć, niż że znacząco spadną.

Podczas gdy producenci mogą już cieszyć się z niższych kosztów produkcji, niestety, rodziny kupujące czekoladowe zajączki na święta zapłacą za nie więcej niż rok temu. Ceny towarów są znacznie bardziej zmienne niż ceny w sklepach, a przeniesienie zmian cen surowców na ceny w sklepach zwykle jest opóźnione. Każdy kto kiedyś obserwował rynek ropy naftowej i ceny benzyny na stacjach zauważył, że czasem spadki cen surowca nie mają przełożenia na cenę detaliczną.

Indeks eToro wykorzystuje średnią ważoną, a dane zostały zebrane 31 marca 2023 roku. Spadek w cen w ubiegłym roku można przypisać w dużej mierze niższym cenom mleka i aluminium. Cena mleka na rynku towarowym spadła o 36 proc. od zeszłego roku, co było spowodowane zwiększeniem podaży przez rolników w odpowiedzi na wyższe ceny, podczas gdy ceny aluminium spadały w obawie o spowolnienie gospodarcz na świecie i wzrost produkcji w Chinach. Z kolei ceny cukru utrzymują się na wysokim poziomie, a to za sprawą niekorzystnej pogody w Brazylii, która jest największym producentem na świecie. Do tego, wysokie ceny energii powodują, że cukier jest w większym stopniu przerabiany na etanol, co dodatkowo zwiększa popyt.

*Dane do indeksu pozyskano z Refinitiv dnia 31 Marca 2023 roku. Jest to prosta średnia ważona wzrostu cen dla: 1) Cocoa ICCO US$/metric tonne. 2) Raw Sugar ISA US$c/lb. 3) Non-Fat Grade A Milk CME US$c/lb. 4) Aluminium 99.7% LME US$/metric tonne. 5) Wood pulp NBSK Helsinki US$/metric tonne.

Paweł Majtkowski, analityk eToro w Polsce

Czy punkt kurierski do dobry pomysł na biznes w 2023 roku?

Myślisz o własnej działalności i szukasz na nią pomysłu? Dowiedz się więcej o punkcie kurierskim i tym, czy warto zainteresować się właśnie takim biznesem.

Możesz samodzielnie szukać idealnego pomysłu na własny biznes, testować przeróżne rozwiązania, aż znajdziesz to najlepiej opłacalne, jednak to wymaga czasu, pieniędzy i dużej cierpliwości. Co zatem zrobić, gdy chcesz zacząć pracować na własny rachunek i do razu skorzystać ze sprawdzonego modelu biznesowego i wsparcia? Wtedy takim rozwiązaniem jest wybór franczyzy takiej jak punkt kurierski

Dlaczego franczyza? 

To biznes, w którym korzystasz z doświadczenia innych i sprawdzonej marki, dzięki czemu szanse na powodzenie są jeszcze większe. Otrzymujesz nie tylko know-how, czyli sprawdzony sposób na biznes, sprzęt, wsparcie na każdy etapie, a także dość dużą swobodę działania. To wszystko sprawia, że franczyza jest doskonałym pomysłem na własną działalność. Szczególnie gdy mówimy o punkcie kurierskim, który ma ogromny potencjał rozwoju.

Rynek e-commerce 

W 2022 roku osoby kupujące online stanowiły aż 77% badanych internautów. A z roku na roku te procenty będą tylko rosły. Do tego boomu przyczyniła się pandemia, która zmieniła nawyki kupujących i skierowała ich jeszcze bardziej do świata online. Dziś online kupuje coraz więcej osób i to w naprawdę różnym wieku. To oznacza nic innego, jak to, że punkty kurierskie nie tylko są, ale i będą naprawdę opłacalnym sposobem na biznes. 

Punkt kurierski – czy to się opłaca? 

To ile zarabia punkt kurierski zależy od miejscowości, ilości zatrudnionych pracowników, a także usług dodatkowych. Zazwyczaj te kwoty wahają się od 5 000 do 20 000 zł, chociaż są i takie punkty, w których te miesięczne zarobki są znacznie wyższe! W przypadku punktu kurierskiego takiego jak Pakersi koszt inwestycji zamyka się w 16 000 zł, co oznacza, że powodzeniem zwróci się w przeciągu kilku miesięcy. W przypadku wyboru franczyzy otrzymujesz wiedzę, sprzęt i pewność, że w razie potrzeby dostaniesz niezbędne wsparcie. W przypadku pytań i wątpliwości nie zostaniesz zostawiony sam sobie, a przy tym zyskasz sporą swobodę działania, by dostosować punkt do miejsca, w którym się znajduje, potrzeb klientów, a także możliwości wygrania z konkurencją, np. poprzez zastosowanie odpowiedniej polityki cenowej. 

Badania zachowań konsumentów i dynamicznego rozwoju rynku e-commerce nie pozostawiają wątpliwości. Coraz więcej z nas będzie kupować online, a punkty kurierskie staną się usługą, która będzie tylko zyskiwać na popularności. Dlatego taka franczyza może być dla Ciebie strzałem w dziesiątkę!

Prezes UODO nałożył administracyjną karę pieniężną w wysokości niemal 52 tys. złotych spółdzielnie mieszkaniową

Urząd Ochrony Danych Osobowych nałożył administracyjną karę pieniężną w wysokości niemal 52 tys. złotych na spółdzielnię mieszkaniową za niezgłoszenie organowi nadzorczemu naruszenia ochrony danych osobowych oraz za niezawiadomienie o naruszeniu osoby, której dane dotyczą. Nakazał również administratorowi zawiadomienie o naruszeniu ochrony danych osobowych podmiotu tych danych.

Do UODO wpłynęła wiadomość od osoby trzeciej informująca, iż udostępniono jej jako osobie nieuprawnionej informacje dotyczące członka spółdzielni mieszkaniowej.

Jak wykazano w postępowaniu przeprowadzonym z urzędu przed organem nadzorczym do zdarzenia doszło podczas konferencji prasowej, podczas której osobie nieuprawnionej administrator udostępnił informacje o sporze między nim a członkiem spółdzielni, w tym kserokopię zawiadomienia o podejrzeniu przestępstwa wraz z takimi danymi osobowymi, jak imię, nazwisko, numer PESEL oraz adres zamieszkania.

Sprawę tę administrator odnotował w wewnętrznym rejestrze naruszeń, a po analizie ryzyka naruszenia praw lub wolności, uznał je za niskie.

Zgłoszenie naruszenia

Każdy administrator w przypadku wystąpienia naruszenia ochrony danych osobowych jest zobowiązany w terminie 72 godzin od jego stwierdzenia zgłosić je organowi nadzorczemu, chyba że jest mało prawdopodobne, aby naruszenie skutkowało ryzykiem dla praw lub wolności osób fizycznych.

Administrator dokonuje analizy ryzyka pod kątem wystąpienia naruszenia praw lub wolności osób fizycznych, a gdy przeprowadzona analiza wskazuje co najwyżej na małe prawdopodobieństwo wystąpienia ryzyka, administrator może zwolnić się z obowiązku powiadomienia organu nadzorczego o zdarzeniu i odnotować je w wewnętrznym rejestrze naruszeń. Należy wskazać, że analiza ta powinna brać pod uwagę wszelkie zagrożenia dla podmiotu danych, a nie interesy administratora. W przedmiotowej sprawie administrator, mimo udostępnienia dokumentu z danymi w postaci imienia, nazwiska, numeru PESEL i adresu zamieszkania, nie wykazał dokonania pogłębionej analizy, a przekazał organowi nadzorczemu w tym zakresie jedynie ogólny dokument nie odnoszący się do tego konkretnego przypadku. Zdaniem Urzędu, w tej sprawie nie wystąpiły czynniki obniżające poziom prawdopodobieństwa wystąpienia negatywnych skutków. Podmiotowi nieuprawnionemu udostępniono dokument zawierający dane osobowe członka spółdzielni. Nie jest istotne, czy osoba ta faktycznie dokonała czynów, o których mowa w zawiadomieniu o podejrzeniu popełnienia przestępstwa. Nawet gdyby doszło do potwierdzenia zasadności podnoszonych zarzutów, to nie oznacza, że osoba ta nie powinna podlegać ochronie.

W sytuacji gdy występuje wysokie ryzyko dla praw lub wolności osób fizycznych, administrator zobowiązany jest także o zdarzeniu powiadomić osobę, której dane objęto naruszeniem.

Gdy ryzyko jest wysokie, konieczne jest powiadomienie podmiotu danych
W ocenie UODO, biorąc pod uwagę udostępnienie danych osobowych, administrator powinien zawiadomić podmiot danych o zaistniałym naruszeniu.

Administrator powinien wskazać osobie, której dane dotyczą, wystąpienie ewentualnych negatywnych konsekwencji. Zestawienie takich danych, jak ujawniane imię, nazwisko czy numer PESEL jest wystarczające do podszycia się pod tę osobę i np. zaciągnięcia zobowiązań pieniężnych. Dlatego osoba pokrzywdzona powinna tym bardziej zostać poinformowana o zaistniałym naruszeniu. Mimo że negatywne konsekwencje się nie zmaterializowały, to ważna jest sama możliwość ich wystąpienia.

Majonez droższy nawet o 41 proc.

Jest składnikiem słynnej sałatki jarzynowej, dodatkiem do jajek, bazują na nim nawet babki wielkanocne. Mowa o majonezie, który jest nieodłącznym elementem polskich świąt. Tuż przed Wielkanocą eksperci z aplikacji PanParagon sprawdzili, o ile w ciągu ostatniego roku podrożał ten uwielbiany przez polskich konsumentów przysmak.

– PanParagon to kompleksowa aplikacja zakupowa, w której można wyszukać promocje w gazetkach czy też przechowywać paragony w formie elektronicznej. Tuż przed Wielkanocą postanowiliśmy sprawdzić, jak zmieniła się cena majonezu rok do roku. Produkt ten sprzedawany jest w różnych pojemnościach, dlatego w analizie wyodrębniliśmy kilka z nich i przypisaliśmy do nich średnie ceny. Jak pokazały wyniki z ponad kilkudziesięciu tysięcy paragonów, tegoroczna Wielkanoc będzie niestety droższa od poprzedniej wyjaśnia Antonina Grzelak z aplikacji PanParagon.

W badaniu uwzględnione zostały paragony z datą zakupu od 1 lutego do 28 marca w 2022 i 2023 roku. Co z nich wynika?

Drogi majonez

Jak się okazuje, im mniejszy majonez, tym… mniejsza podwyżka. Słoik majonezu o pojemnościach 400 lub 410 ml w ciągu jednego roku podrożał z około 6 zł 27 gr do 8 zł 16 gr., wykazując tym samym wzrost o 30 proc. Większą zmianę w cenniku, na niekorzyść konsumentów, odnotowano w przypadku pojemności 500 ml. W ciągu zaledwie jednego roku cena za ten produkt o takie pojemności wzrosła o ponad 40 proc. Jednak z największą podwyżką muszą zmierzyć się osoby, które przed świętami stawiają na duże słoiki majonezu. W 2022 roku 700 ml tego produktu kosztowało średnio 9 zł 69 gr, rok później cena wzrosła do około 13 zł 67 gr. To stanowi aż 41,07 proc. wzrostu!

Szczegóły uwzględniono w tabeli poniżej.Majonez - o ile podrożał w ciągu roku Dane z paragonów

– Na wyższe ceny majonezu wpływ ma wzrost kosztów produkcji, ale nie tylko. Znaczenie mają tutaj także spore podwyżki w cenie jajek czy oleju roślinnego, z których w dużej mierze składa się ten produkt. To wszystko sprawia, że musimy zmierzyć się z większymi wartościami na paragonie za ten sam artykuł spożywczy niż rok wcześniej – tłumaczy Antonina Grzelak z aplikacji PanParagon. – Warto jednak sprawdzać na bieżąco promocje w gazetkach i w oparciu o nie tworzyć listy zakupów. W ten sposób można zminimalizować starty inflacyjne i oszczędzać na codziennych zakupach – dodaje.

Deloitte: W 2022 roku w Warszawie wydano najwięcej pozwoleń na budowę nowoczesnych projektów biurowych od 3 lat

2022 rok na warszawskim rynku biurowym upłynął pod znakiem spowolnienia. W porównaniu z rekordowym rokiem 2021, do użytku oddano o prawie 30 proc. mniej nowoczesnych powierzchni biurowych – wynika z raportu Warsaw Crane Survey 2023, przygotowanego przez firmę doradczą Deloitte. Jednocześnie deweloperzy aktywnie reagują na zachodzące zmiany, czego przykładem jest rosnące znaczenie aspektów ESG czy projekty mixed-use, w których przoduje stolica.

W 2022 roku w Warszawie uzyskano największą liczbę (7) pozwoleń na budowę nowoczesnych biurowców od ostatnich 3 lat. W porównaniu z 2021 rokiem, to aż o 5 więcej. Natomiast pod względem oddanej powierzchni biurowej zauważalny był spadek o 27 proc. w porównaniu z rokiem poprzednim – w 2021 r. łączna powierzchnia wyniosła 324 tys. mkw., a w 2022 r. ok. 237 tys. mkw.

 Dla warszawskich inwestycji i deweloperów, miniony rok był rokiem pełnym wyzwań. Obecnie zaczynamy dostrzegać pewne mechanizmy i zjawiska, zwiastujące poprawę tej dynamicznej sytuacji w kolejnych latach. W sumie wydano o 5 więcej pozwoleń na budowę budynków biurowych względem 2021 roku, o łącznej powierzchni nieco ponad 140 tys. mkw. To bardzo dobry wynik, a prognozy dotyczące nowych inwestycji na 2023 rok także są obiecujące – mówi Dominik Stojek, partner, lider sektora nieruchomości w Polsce, Deloitte.

Jak wskazują dane z raportu Deloitte w 2022 roku wydano również 1 decyzję o warunkach zabudowy dla projektu biurowego oraz złożono 2 wnioski o ustalenie warunków zabudowy.

Wola ponownie liderem wśród dzielnic

Spośród warszawskich dzielnic, to Wola po raz kolejny okazała się być najbardziej przyjazną okolicą dla biurowców, ugruntowując swoją przewagę nad Mokotowem. Aż 3 z 7 uzyskanych pozwoleń na budowę w 2022 roku dotyczyło projektów planowanych właśnie w tej dzielnicy. Warto podkreślić, że jeśli chodzi o aktywność deweloperów, popularność Woli utrzymuje się na stale wysokim poziomie – od 2013 roku łącznie wydano tu w sumie 51 pozwoleń na budowę, a całkowita powierzchnia powierzchni biurowych w tej części Warszawy wynosi ponad 1,2 mln mkw.

Przez ostatnie pięć lat deweloperzy oddali tam ponad 760 tys. mkw. nowych biur. Co ciekawe, to więcej niż całkowite zasoby biurowe Katowic czy Łodzi. Działalność deweloperska w tej dzielnicy koncentruje się głównie w okolicach Ronda Daszyńskiego oraz na terenach pofabrycznych.

Warszawa wyrasta na lidera Europy pod względem budynków wysokościowych

W Warszawie z roku na rok powstają kolejne budynki imponujące swoją wysokością. Obecnie aż dwadzieścia siedem obiektów biurowych w Warszawie ma ponad 100 m wysokości. Taki wynik plasuje polską stolicę w europejskiej czołówce miast z największą liczbą wieżowców. Najwięcej z nich znajduje się w okolicach Ronda Daszyńskiego oraz w Śródmieściu.

–  Niewątpliwie do sukcesów w 2022 roku należy zaliczyć oddanie do użytkowania dwóch budynków przekraczających 100 metrów wysokości. Jednym z nich był 310-metrowy Varso Tower, który stał się tym samym najwyższym budynkiem w Unii Europejskiej. Drugim jest kompleks SkySawa o wysokości 155 metrów. Stolica już teraz znajduje się w europejskiej czołówce pod względem liczby wieżowców, a w najbliższych latach jeszcze bardziej ugruntuje swoją pozycję lidera regionu – mówi Magdalena Topolska-Ziemiak, senior manager, Real Estate Advisory, Deloitte.

W budowie jest również kolejna imponująca inwestycja biurowa – 174-metrowy budynek The Bridge.

Przeprowadzona w ramach badania analiza rynku wykazała, że liczba inwestycji w kolejnych latach będzie wzrastać, ponieważ deweloperzy intensyfikują swoje przygotowania w zakresie formalno-prawnym, takie jak np. decyzje, pozwolenia czy dokumenty planistyczne. Ten trend potwierdza liczba otrzymanych pozwoleń na budowę oraz wydanych decyzji o warunkach zabudowy.

–  Z punktu widzenia warszawskiego rynku biurowego widać, że oczekiwana od 2-3 lat luka podażowa staje się faktem. Biurowce oddane do użytku w ciągu ostatnich 12-18 miesięcy, które w związku z pandemią i wynikającym z niej ograniczeniem popytu komercjalizowały się wolniej, teraz wypełniły się najemcami, stawki czynszu wzrosły, a tenory umów najmu się wydłużyły. Dzięki temu kredyty deweloperskie skonwertowały się na kredyty inwestycyjne, obniżając tym samym istotnie poziom ryzyka kredytowego przypisanego tym ekspozycjom w bankach i dając przestrzeń pod finansowanie kolejnych projektów – mówi Michał Miecznicki, dyrektor, Head of Structured Finance Department, Santander Bank Polska.

Moda na projekty mixed-use i koncepcja 15-minutowego miasta

Na przestrzeni ostatnich 3 lat coraz większą popularność zyskują projekty mixed-use. To obiekty, które łączą w sobie przestrzeń mieszkalną, usługową, biurową i rozrywkową. Jedną z pierwszych takich inwestycji w Warszawie była Hala Koszyki, a następnie Centrum Praskie Koneser, Elektrownia Powiśle, Browary Warszawskie. Kolejnym obiektem tego typu będzie kompleks Towarowa 22.

Stolica jest liderem nie tylko pod kątem istniejących, ale i planowanych projektów mixed-use. Aktualnie na etapie budowy są: Bohema, Port Praski oraz Drucianka. Najwięcej podobnych projektów zrealizowano w 2020 i 2021 roku (po 3 na każdy rok). Kolejne trzy projekty planowane są w 2024 roku.

Na popularność projektów mixed-use wpływa chociażby ograniczona przestrzeń miejska czy zmieniający się tryb życia. Jak wskazuje raport Deloitte, w Warszawie przez ostatnie 13 lat zrealizowano co najmniej 12 takich inwestycji. Wpisują się one również w koncepcję urbanistyczną tzw. 15-minutowego miasta, zakładającą realizację codziennych potrzeb mieszkańców (np. pracę, rozrywkę, zakupy, rekreację) w odległości 15-minutowego spaceru lub jazdy rowerem od miejsca zamieszkania.

Zrównoważone budownictwo ważnym trendem na rynku

Istotnym zjawiskiem na rynku nieruchomości jest zrównoważone budownictwo, wynikające z coraz większego znaczenia czynników ESG. O tendencji tych zmian oraz dążeniu do neutralności klimatycznej świadczy chociażby rosnąca liczba certyfikowanych oraz modernizowanych budynków.

ESG staje się kluczowym kierunkiem rozwoju również dla branży nieruchomości, która odgrywa znaczącą rolę we wdrażaniu zasad zrównoważonego rozwoju i ograniczaniu emisji CO2. Jest to bardzo istotne dla najemców, którzy już są, albo wkrótce będą, zobligowani do raportowania uwzględniającego wytyczne ESG. To dlatego firmy patrzą dziś na biuro nie tylko pod kątem lokalizacji i atrakcyjności zaaranżowania powierzchni. Biurowce muszą być również przyjazne środowisku, niskoemisyjne i energooszczędne, co nabiera szczególnego znaczenia w obliczu kryzysu energetycznego, z jakim mierzymy się w Europie. Deweloperzy, którzy wprowadzają te standardy, zyskują nie tylko w sferze wizerunkowej i etycznej, ale też biznesowej. Zielone budownictwo zwyczajnie się opłaca – mówi Jarosław Fiutowski, członek zarządu odpowiedzialny za ESG i innowacje w Ghelamco Poland

Innym obliczem wpływu ESG na rynek nieruchomości jest zastępowanie starych, nieefektywnych budynków nowymi. Wynikiem tego zjawiska są m.in. rozbiórki biurowców z lat 90. czy wybudowanych na początku XXI w., czego przykładem jest wyburzenie Atrium International, w miejscu którego powstanie 130-metrowy wieżowiec Upper One.

Zmiany w prawie budowlanym i ustawie dot. inwestycji mieszkaniowych

W pierwszym kwartale 2023 roku planowane jest przyjęcie przez rząd projektu ustawy o zmianie ustawy o prawie budowlanym oraz dodatkowych ustaw (o ułatwieniach w przygotowaniu i realizacji inwestycji mieszkaniowych oraz inwestycji towarzyszących). Szczególnie istotna będzie reforma planowania przestrzennego, wprowadzająca dwie zmiany: zastąpienie studium planem ogólnym oraz skrócenie ważności warunków zabudowy do trzech lat, licząc od dnia, w którym decyzja stała się prawomocna.

Planowane zmiany mają ułatwić przekształcenie obiektów handlowych i biurowych na mieszkania. Projekty ustaw przewidują, że konwersja obiektów nie będzie wymagała uzyskania pozwolenia na budowę, a także dokonania zgłoszenia budowy lub prowadzenia innych robót budowlanych.

Planowana jest również modyfikacja w tzw. specustawie mieszkaniowej, dzięki której możliwe będzie wykorzystanie terenów zabudowanych obiektami biurowymi lub handlowymi o powierzchni powyżej 2 tys. mkw. na rzecz osiedli mieszkaniowych.

O raporcie

Publikacja Warsaw Crane Survey prezentuje zasoby nowoczesnej powierzchni biurowej w granicach administracyjnych Warszawy. Zbadanych zostało ponad 1000 nieruchomości, w tym projekty rewitalizacji i modernizacji. W raporcie zawarte są informacje o istniejących i planowanych nowoczesnych obiektach, których podstawową lub istotną funkcją jest funkcja biurowa. W badaniu nie uwzględniono budynków obejmujących powierzchnie biurowe, takich jak magazyny, powierzchnie biurowe zlokalizowane w ramach obiektów mieszkalnych, czy obiekty własne firm. W celu weryfikacji danych, dokonana jest również analiza decyzji administracyjnych Urzędu m.st. Warszawy oraz danych Urzędu Statystycznego w Warszawie. Z uwagi na ograniczoną dostępność danych w badaniu nie uwzględniono zamiennych pozwoleń na budowę.

Kwiecień pod znakiem wdrożeń unijnej dyrektywy work-life balance

Nowelizacja Kodeksu pracy w zakresie dyrektywy w sprawie przejrzystych i przewidywalnych warunków pracy w Unii Europejskiej oraz równowagi między życiem zawodowym a prywatnym już czeka na publikację w Dzienniku Ustaw. Vacatio legis w tym przypadku jest wyjątkowo krótkie, bo daje pracodawcom tylko 21 dni na wdrożenie zmian w swoich organizacjach. Co pracodawcy powinni wiedzieć o nowej ustawie i jak się sprawnie przygotować się do zmian, wskazuje ekspertka agencji zatrudnienia Trenkwalder.

23 marca br. Prezydent Andrzej Duda podpisał nowelizację Kodeksu pracy dotyczącą dyrektywy unijnej 2019/1152 z dnia 20 czerwca 2019 r. w sprawie przejrzystych i przewidywalnych warunków pracy w Unii Europejskiej oraz dyrektywy 2019/1158 z dnia 20 czerwca 2019 r. w sprawie równowagi między życiem zawodowym a prywatnym rodziców i opiekunów. Publikacji w Dzienniku Ustaw możemy spodziewać się na dniach. Vacatio legis, czyli okres między publikacją a wejściem w życie aktu prawnego wynosi tutaj tylko 21 dni. To dość krótko, jak na tak rozległe zmiany. Co to oznacza dla pracodawców?

Tak zwana ustawa „work-life balance” wdrażająca w życie dwie dyrektywy unijne to zbiór rozporządzeń dotyczących różnych aspektów życia, które finalnie mają wpłynąć na łatwiejsze godzenie przez pracownika pracy zawodowej z życiem rodzinnym, ze szczególnym uwzględnieniem funkcji rodzicielsko-opiekuńczych. Nie są to zmiany, które, jak zaznaczają niektóre organizacje pracownicze, znacząco wpłyną na funkcjonowanie pracowników. Jednak ze względu na to, że dotykają różnych obszarów pracowniczych, będą generować dużo pracy po stronie pracodawców.

– Powstaje konieczność dostosowania regulaminów pracy, wzorów umów i wniosków, informacji i obowiązujących procedur, Vacatio legis jest krytycznie krótkie. Dodatkowo, od 7 kwietnia br. mocy nabiorą przepisy wdrażające pracę zdalną jako rozwiązanie stałe. Przed pracodawcami i działami HR ponownie okres wytężonej pracy, tym bardziej, że pracownicy bardzo liczą na nowe przywileje.– zaznacza Joanna Rutkowska, dyrektorka HR w agencji zatrudnienia Trenkwalder Polska.  

Najwięcej pracy czeka działy personalne i prawne, ale we wdrożenie nowych przepisów mocno włączone będą też działy IT.

Ustawodawca zauważył, że świat poszedł w kierunku cyfrowym i oprócz dotychczas obowiązujących wszelkiego rodzaju wniosków i dokumentacji w formie pisemnej, dodano wersję elektroniczną, jako tak samo wiążącą. To jest zmiana rewolucyjna, pozwalająca normalnie funkcjonować w obecnej zdalnej czy hybrydowej rzeczywistości. Natomiast rodzi to konkretne obowiązki po stronie pracodawcy i angażuje działy IT, bo wszystkie te zmiany muszą znaleźć odzwierciedlenie w systemach kadrowo-płacowych
i informatycznych firm umożliwiających składanie i procesowanie wniosków drogą elektroniczną
. – mówi Joanna Rutkowska.

Przypomnijmy najważniejsze ze zmian, które pracodawcy będą musieli wdrożyć.

Zmiany najistotniejsze z punktu widzenia rodziców i opiekunów:

  1. Prawo do zwolnienia od pracy z powodu działania siły wyższej – jest to nowy rodzaj „urlopu” w wymiarze 2 dni albo 16 godzin w roku kalendarzowym, zgodnie z którym pracownikowi będzie przysługiwało zwolnienie od pracy z powodu działania siły wyższej w pilnych sprawach rodzinnych spowodowanych chorobą lub wypadkiem. Za ten czas nieobecności pracownik zachowa prawo do 50 proc. wynagrodzenia obliczanego, co do zasady, jak wynagrodzenie za czas urlopu wypoczynkowego.
  2. Prawo do urlopu opiekuńczego – to także nowe rozwiązanie. Pracownik będzie mógł skorzystać z urlopu opiekuńczego w wymiarze 5 dni w ciągu roku kalendarzowego, w celu zapewnienia osobistej opieki lub wsparcia osobie będącej członkiem rodziny lub mieszkającej w tym samym gospodarstwie domowym, z ważnych względów medycznych. We wniosku o taki urlop trzeba będzie podać imię
    i nazwisko osoby wymagającej opieki lub wsparcia, przyczynę konieczności jej zapewnienia oraz stopień pokrewieństwa. W przypadku osoby niebędącej członkiem rodziny – adres zamieszkania tej osoby, aby potwierdzić, że mieszka ona w tym samym gospodarstwie domowy. Urlop będzie można wykorzystać jednorazowo lub w częściach. Za ten czas urlopu pracownik nie otrzyma wynagrodzenia.

Dobrze, że ustawodawca zauważa, że pracownicy pełnią równolegle wiele różnych ról, w tym opiekuńcze. Szkoda tylko, że zaproponowany urlop będzie urlopem bezpłatnym, a co za tym idzie nie wróżę mu wielkiej kariery. Szczególnie, że mamy obecnie funkcjonujące rozwiązanie w postaci zwolnienia lekarskiego na opiekę nad członkiem rodziny, które może trwać nawet do 14 dni, a wysokość zasiłku opiekuńczego wynosi 80 proc. wynagrodzenia.- zaznacza Joanna Rutkowska, dyrektorka HR
w agencji zatrudnienia Trenkwalder.

  1. Wydłużenie urlopu rodzicielskiego i przyznanie nieprzenoszalnej jego części dla każdego z pracujących rodziców – oprócz wydłużenia urlopu rodzicielskiego do 41 tygodni (jedno dziecko) i 43 tygodni (poród mnogi), w ramach wyżej określonego wymiaru urlopu, każdemu z rodziców będzie przysługiwać wyłączne prawo do 9 tygodni urlopu rodzicielskiego (nieprzenaszalne na drugiego rodzica). Ustawa wprowadza także dla obojga rodziców 70 proc. zasiłek macierzyński za cały okres urlopu rodzicielskiego. Jeśli jednak w ciągu 21 dni od dnia porodu pracownica złoży stosowny wniosek, wówczas podstawa wymiaru zasiłku macierzyńskiego za cały okres urlopu macierzyńskiego i rodzicielskiego wyniesie 81, proc. Dodatkowo stosunek pracy pracownicy lub pracownika będzie chroniony na 14 dni od złożenia wniosku o urlop macierzyński i na 21 dni przed złożeniem wniosku o urlop rodzicielski.

Jest to zmiana niezwykle istotna z punktu widzenia rodziców. Na rynek pracy wchodzi nowe pokolenie, dla których aspekty życia osobistego, prywatnego, łączenie różnych ról, w tym rodzicielskich jest bardzo ważne. Jednak realne zaistnienie tej zmiany to kwestia lat. Wymaga to przede wszystkim zmiany mentalnej – po stronie pracowników i pracodawców, którzy będą musieli myśleć o rodzicach „po równi”, w takim sensie, że mężczyźni również mają dzieci i obowiązki wychowawcze wobec nich. Obecnie nadal głównie kobiety biorą urlopy rodzicielskie. Decydują o tym także warunki finansowe całej rodziny, a niestety w większości przypadków to mężczyźni zarabiają więcej. 70 proc. pensji w przypadku urlopu rodzicielskiego pobranego przez mężczyznę może być dużym uszczerbkiem finansowym dla rodziny i determinować rezygnację ojców ze swojej części urlopu rodzicielskiego. – podkreśla Joanna Rutkowska, ekspertka agencji zatrudnienia Trenkwalder.

  1. Wydłużenie okresu, w którym pracownik wychowujący dziecko może wyrazić zgodę na pracę m.in. w godzinach nadliczbowych – zmiana polega na wydłużeniu wieku dziecka z 4 do 8 lat, a przez to wydłużeniu okresu, w którym bez zgody pracownika, pracodawca nie może polecić pracy w godzinach nadliczbowych, w porze nocnej, w systemie przerywanego czasu pracy oraz wysłać go w delegację.

– Praca w nadgodzinach, delegacje, wniosek o elastyczne godziny pracy będą na pewno istotne dla  pracowników wychowujących dzieci do 8 roku życia. Pracodawców czeka w tym wypadku bardziej „mentalne” przeorganizowanie harmonogramu pracy, tak aby uwzględnić indywidualną sytuację pracownika. Oczywiście pracodawca nie ma ustawowego obowiązku przychylenia się do każdej wnioskowanej przez pracownika zmiany, ale jeśli zdecyduje się ją odrzucić, będzie musiał to dobrze uzasadnić. Dlatego istotne jest, aby pracodawcy bardzo dokładnie opisali stanowiska pracy i obowiązki pracowników, jasno określili w dokumentach zatrudnienia miejsce wykonywania pracy, aby uniknąć
w przyszłości niepotrzebnych konfliktów. –
podkreśla Joanna Rutkowska.

  1. Nowe przepisy dotyczące elastycznej organizacji pracy – pracownik, który wychowuje dziecko
    do 8 r. ż., będzie mógł złożyć wniosek o elastyczną organizację pracy – pracę zdalną, elastyczny system czasu pracy (ruchomy/indywidualny), obniżenie wymiaru czasu pracy. Wniosek należy złożyć minimum 21 dni przed planowanym korzystaniem z elastycznej organizacji pracy. Pracownik będzie też mógł złożyć w każdym momencie wniosek o powrót do poprzedniej organizacji pracy przed rozpoczęciem elastycznej organizacji pracy lub przed terminem jej zakończenia.

Pozostałe zmiany istotne dla wszystkich pracowników:

  1. Wprowadzenie obowiązku uzasadnienia przez pracodawcę przyczyny wypowiedzenia umowy
    o pracę na czas określony
    , konsultacji związkowej, a dla pracownika możliwość ubiegania się
    o przywrócenie do pracy – także w przypadku zawarcia umowy o pracę na czas określony.

Ta zmiana budzi najwięcej kontrowersji wśród pracodawców. Umowy na czas określony dotychczas były stosowane w kontekście sprawdzenia czy zatrudnienie pracownika przyniesie obopólną korzyść. Umowa na 3 miesięczny okres próbny była zwykle niewystarczająca, bo zazwyczaj dopiero pierwsze pół roku pokazuje, na ile nowy pracownik jest w stanie podołać coraz bardziej poważnym i odpowiedzialnym obowiązkom. Wbrew pozorom, ta zmiana może okazać się niekorzystna dla pracowników, gdyż aby uniknąć konieczności podawania powodów ewentualnego zwolnienia w przyszłości pracodawcy będą w tym newralgicznym początkowy okresie zatrudniać ludzi na umowy-zlecenia lub umowy B2B, szczególnie w przypadku prac projektowych.stwierdza Joanna Rutkowska.

  1. Zmiany w zawieraniu umów o pracę na okres próbny:

Czas trwania okresu próbnego ma być uzależniony od przewidywanego czasu trwania umowy o pracę, która ma nastąpić po tym okresie.

Umowę o pracę na okres próbny zawiera się na okres nieprzekraczający:

  • 1 miesiąca – w przypadku zamiaru zawarcia umowy o pracę na czas określony krótszy niż 6 miesięcy;
  • 2 miesięcy – w przypadku zamiaru zawarcia umowy o pracę na czas określony wynoszący co najmniej 6 miesięcy i krótszy niż 12 miesięcy.

Ponowne zawarcie umowy na okres próbny z tym samym pracownikiem możliwe będzie tylko wówczas, gdy pracownik będzie zatrudniony w celu wykonywania innego rodzaju pracy.

Okres próbny będzie mógł być przedłużony w przypadku, gdy w trakcie trwania umowy pracownik był z usprawiedliwionych przyczyn nieobecny w pracy.

– Zmiany te oznaczają dla pracodawcy, że już w trakcie zatrudniania będzie musiał wiedzieć, na jak długi okres chce w przyszłości zatrudnić pracownika. W przypadku prostych prac biurowych czy produkcyjnych to łatwiejsze, ale jeśli chodzi o dłuższe związanie się z pracownikiem, to będzie to wróżenie z fusów. Wystarczy przypomnieć, że to właśnie okres próbny jest tym minimalnym okresem, w którym pracodawca ocenia potencjał i dopasowanie pracownika do organizacji. Zupełnie niezrozumiałe jest dlaczego ustawodawca skrócił okresy próbne, skoro Dyrektywa zakłada nawet
6 miesięczne okresy próbne. Nowe rozwiązanie rodzi też dużo obowiązków po stronie pracodawcy i to zarówno w kontekście administracyjnym, IT jak również konieczności przeszkolenia menedżerów w kontekście prowadzonych procesów rekrutacyjnych do swoich zespołów i wypracowania wspólnego podejścia organizacji.
zaznacza Joanna Rutkowska, dyrektorka HR w agencji zatrudnienia Trenkwalder.

  1. Nowością będzie wprowadzenie prawa do równoległego zatrudnienia, dające pracownikowi możliwość jednoczesnego pozostawiania w stosunku pracy z innym pracodawcą. Pracodawca nie będzie mógł tego zakazać pracownikowi, chyba że strony zawrą umowę o zakazie konkurencji w czasie trwania stosunku pracy.

Ta nowelizacja jest w pewnym sensie usankcjonowaniem kierunku zmian, w jakim idzie świat. Zmieniają się modele pracy, osoby pracujące na etacie mają swoje dodatkowe działalności. Z punktu widzenia pracodawcy, na pewno istotne będzie w tym przypadku dokładne opisanie stanowiska pracy, KPI i zasad odbioru efektów pracy pracownika. Dzięki temu pracodawca będzie miał poczucie, że pracownik wykonuje powierzone mu obowiązki w 100 proc. i równoległe zatrudnienie nie wpływa na jego efektywność u danego pracodawcy.komentuje Joanna Rutkowska.

  1. Wniosek pracownika o przewidywalne warunki pracy. Pracownik zatrudniony u danego pracodawcy przez co najmniej 6 miesięcy będzie miał prawo wystąpić raz w roku z wnioskiem do pracodawcy o zmianę rodzaju umowy o pracę na umowę o pracę na czas nieokreślony lub o bardziej przewidywalne i bezpieczne warunki pracy, w tym polegające na zmianie rodzaju pracy lub zatrudnieniu w pełnym wymiarze czasu pracy. Pracodawca będzie zobowiązany do pisemnego uzasadnienia odpowiedzi na wniosek pracownika.

Niektórzy pracodawcy spodziewają się zalewu wniosków o bezpieczniejsze warunki pracy ze strony pracowników, czyli np. o umowy na czas nieokreślony. Powodem jest sytuacja ekonomiczna, niepewność na rynku pracy. Jednak ta sama niepewność gospodarcza sprawia, że dla pracodawców umowa na czas określony jest pewną furtką, która pozwala elastycznie reagować na zmiany rynkowe. Dlatego możemy przypuszczać, że to rozwiązanie nie przyniesie zmian dla pracowników, gdyż pracodawca ma prawo odmówić realizacji oczekiwań pracownika odpowiednio to uzasadniając, a to może być powodem niepotrzebnych frustracji ze strony pracowników. I zupełnie niepotrzebnej
i nadmiarowej pracy dla działów HR. –
stwierdza Joanna Rutkowska.

  1. Prawo pracownika do bezpłatnych szkoleń – nieodpłatne szkolenia niezbędne do wykonywania określonego rodzaju pracy lub na określonym stanowisku będą zaliczały się do czasu pracy i odbywały się w miarę możliwości w godzinach pracy.

– Pracodawcy powinni pamiętać, że jeżeli tego rodzaju szkolenia miałyby się odbywać poza formalnymi godzinami pracy, to muszą być zgłoszone do działu kadr jako godziny nadliczbowe. Zgodnie  z oddzielnym przepisem, rodziców wychowujących dzieci do 8 roku życia nie można, bez ich zgody, wysłać do pracy w godzinach nadliczbowych. To może powodować kolejne zawirowania i nieporozumienia. mówi Joanna Rutkowska, dyrektorka HR w agencji zatrudniania Trenkwalder Polska.

  1. Dodatkowe przerwy w pracy – oprócz standardowej przerwy w pracy (przysługującej za pracę co najmniej 6 godzin) pracownik będzie miał prawo do dodatkowej przerwy – jeśli dobowy wymiar jego czasu pracy przekroczy 9 godzin, będzie to dodatkowa 15 minutowa przerwa. W przypadku pracy przekraczającej 16 godzin, będzie to kolejna 15 minutowa przerwa.

Zmiany te dotyczą głównie sytuacji, kiedy wydłuża się dobowy wymiar czasu pracy, w firmach czy instytucjach, w których funkcjonuje np. forma dyżurów. Jeśli obowiązują tam elektroniczne systemy kontroli czasu pracy to trzeba będzie te systemy uaktualnić w kontekście zliczania i uwzględniania dodatkowych przerw w normach pracy. – mówi Joanna Rutkowska.

  1. Rozszerzenie informacji do zatrudnienia o m.in. przerwy w pracy, zasady pracy w nadgodzinach, czy też procedurę rozwiązania stosunku pracy. Ten zapis dotyczy pracowników nowo zatrudnionych. Pracodawca nie ma obowiązku przedstawienia tych informacji pracownikom już zatrudnionym, chyba że wystąpią z wnioskiem o to.

Hakerzy znaleźli nową metodę ataków za pomocą iCloud, PayPal, Dokumentów Google. W ciągu 2 miesięcy zaatakowali 30 tys. razy!

Ewolucja ataków phishingowych wciąż trwa. Przestępcy wykorzystują powszechne usługi takie jak iCloud, PayPal czy Google Docs i Fedex w metodzie „Phishing Scams 3.0”, która nie wymaga żadnych naruszeń ani złośliwych kodów. Wystarczy darmowe konto do uzyskania dostępu do skrzynek odbiorczych użytkowników – ostrzegają eksperci firmy Avanan.

„Phishing Scams 3.0” to nowa metoda polegająca na tym, że hakerzy wykorzystują legalne usługi do przeprowadzenia ataku. W przypadku takich oszustw ofiara otrzymuje wiadomość e-mail usługi, takiej jak PayPal lub Dokumenty Google, która zawiera łącze do złośliwej witryny.

Cyberprzestępcy podszywają się w ten sposób pod PayPal, Google Docs, Sharepoint, Fedex, Intuit, iCloud i inne. Wg specjalistów Avanan – firmy należącej do Check Point Software – hakerzy otwierają darmowe konto np. w systemie PayPal. Odnajdują adresy e-mail, na które można wysłać wiadomość, a następnie tworzą fałszywą fakturę, która mówi, że użytkownik został obciążony pewną kwotą…

W przeciwieństwie do wielu innych ataków, nie są to wyjątkowo wyrafinowane metody. Ale – jak wskazują najnowsze badania – w ciągu ostatnich dwóch miesięcy badacze zaobserwowali łącznie 33 817 ataków e-mailowych, w których podszywano się pod legalne, popularne firmy i usługi.

– Ataki naruszające pocztę biznesową ponownie ewoluowały. Tradycyjny atak BEC opiera się na umiejętności upodobnienia się do osoby posiadającej władzę w firmie lub zaufanego partnera zewnętrznego. Później ataki zmieniły się na metodę, w której atakujący włamuje się na konto należące do organizacji lub jednej z organizacji partnerskich i wykorzystuje je do włączenia się do legalnych wątków e-mail, odpowiadając tak, jakby był pracownikiem. Teraz obserwujemy coś zupełnie nowego, w którym osoby atakujące wykorzystują rzeczywiste, legalne usługi do przeprowadzania ataków. W przypadku takich oszustw ofiara otrzymuje wiadomość e-mail z całkowicie legalnej usługi (np. PayPal, Google Docs), która zawiera link do złośliwej strony. W ciągu ostatnich dwóch miesięcy lutego i marca nasi badacze zaobserwowali łącznie 33 817 ataków e-mailowych, w których podszywano się pod legalne, popularne firmy i usługi. Należy zauważyć, że w tych popularnych witrynach nie ma nic złośliwego ani luki w zabezpieczeniach. Zamiast tego hakerzy wykorzystują legalność tych usług, aby uzyskać dostęp do skrzynki odbiorczej. Gorąco zachęcam ludzi do wdrożenia uwierzytelniania dwuskładnikowego i korzystania z filtrów poczty e-mail, aby chronić się przed tego typu atakami – mówi Jeremy Fuchs, rzecznik prasowy Avanan.

Bliźniaki stoją puste, mimo niższych cen. Sprzedaż domów w zabudowie szeregowej jeszcze niższa niż mieszkań

Nie kawalerki, nie domy jednorodzinne, nie mieszkania „pod klucz” od deweloperów – a właśnie propozycje zakupu bliźniaków wręcz wysypują się z portali oferujących nieruchomości na sprzedaż. Taki stan rzeczy potwierdzają eksperci rynku nieruchomości. Z czego wynika taki stan rzeczy? Po pierwsze inwestorami w bliźniaki i zabudowę jednorodzinną zwykle są mali deweloperzy, którzy zaczęli budowę 3-4 butikowych bliźniaków w czasie pandemii, gdy na rynku była hossa. Obecnie oddają inwestycje do użytku, a nie ma na nie chętnych. Inna sprawa to fakt, że Polacy mają nadal problem z uzyskaniem kredytów. – To nie jest tak, że nikt bliźniaków nie chce. Są one droższe niż zwykłe mieszkania. Klienci oglądają, zachwycają się i rezygnują – mówi Mirosław Król, ekspert rynku nieruchomości.

Bliźniaki już od 6,8-8 tysięcy złotych za metr kwadratowy. Trudno znaleźć mieszkanie w tej cenie

Zabudowa bliźniacza od dekady przeżywa w Polsce prawdziwy boom. To idealna oferta dla tych, którzy marzą o czymś więcej niż mieszkanie w bloku, a jednocześnie nie stać ich na samodzielny, duży wolnostojący dom. Bliźniaki są zwykle dużo tańsze, a ich metraż waha się od 80 do 120 metrów kwadratowych.

– Bliźniaków na rynku mamy prawdziwy wysyp. Chętni na zakup takiego rodzaju nieruchomości mogą przebierać w ofertach, a ich ceny spadają z miesiąca na miesiąc. Obecnie można kupić już bliźniaka na obrzeżach Szczecina za kwotę wahającą się w granicy od 6700 do 8000 tysięcy złotych za metr kwadratowy. Wszystko oczywiście zależy od metrażu, standardu domu oraz gęstości zabudowy. Oferty takiej wartości są atrakcyjne, bo jeszcze niedawno stawki za metr kwadratowy przekraczały 10 tysięcy złotych. Inwestorami w przypadku takich nieruchomości zwykle są mali deweloperzy, którzy wybudowali kilka, kilkanaście obiektów. Teraz jest problem z ich sprzedażą, stąd stabilizacja lub delikatne spadki cen – mówi Mirosław Król, ekspert rynku nieruchomości.

Czy to zaskakujące? Bliźniaki wydają się być dużo atrakcyjniejsze niż zabudowa deweloperska i standardowe mieszkania.

– Oczywiście to zwykle piękne obiekty, wykończone pod klucz, z małymi ogródkami, blisko miasta, ale już poza aglomeracją. Tutaj niestety ceny grają znaczące role. Bliźniak to wciąż koszt w okolicach miliona złotych plus wykończenie. To dużo mniej niż koszt kupna i budowy domu, ale mniej niż kupno i wykończenie mieszkania. Gdy pod uwagę weźmiemy finanse to rzeczywistość przegrywa z marzeniami, a bliźniaki z mieszkaniami – mówi Mirosław Król.

Deweloperzy zmieniają strategię co do zabudowy bliźniaczej

Czy zainteresowanie zabudową bliźniaczą spadło do zera? To nie jest prawda. Wielu chętnych ogląda te domy, ale jednocześnie nie decyduje się na zakup.

– Ludzie są zainteresowani bliźniakami i marzą  tym, by posiadać swoją przestrzeń. Największą przeszkodą pod kątem sprzedaży bliźniaków jest sytuacja kredytowa. Klienci wciąż mają zbyt małą zdolność finansową, by pozwalać sobie na takie inwestycje. Drugą sprawą jest kwestia remontów, wykończenia i kosztów materiałów. Na zabudowę bliźniaczą decydują się Ci, którzy mają odpowiednie fundusze – mówi Krzysztof Stefaniak, ekspert rynku nieruchomości z kancelarii Król i Partnerzy.

Jak deweloperzy posiadający bliźniaki na sprzedaż radzą sobie ze spadkiem zainteresowania zakupem lokali tego typu? – Widzimy, że coraz częściej są oferowane bliźniaki już wyremontowane, wykończone i zagospodarowane. Po prostu gotowe do zamieszkania. Coraz rzadziej mamy do czynienia ze stanem deweloperskim. Gotowy produkt jest atrakcyjniejszy, nawet jeżeli jego cena jest wyższa. Musimy jednak wciąż pamiętać, że to jest produkt premium i w czasach kryzysu na rynku nieruchomości – mówi Krzysztof Stefaniak.

Eksperci przekonują, że raczej nie ma mowy, by ceny bliźniaków znacząco spadały. To zaledwie delikatne korekty finansowe. Zarówno klienci jak i inwestorzy czekają na rozwiązania zaproponowane np. w projektach „Bezpieczny kredyt 2%” czy „Pierwsze mieszkanie”

90% ukraińskich uchodźców w Polsce twierdzi, że jest zadowolonych ze swojej pracy

90% ukraińskich uchodźców w Polsce twierdzi, że jest zadowolonych ze swojej pracy – wynika z nowego badania Gremi Personal.

17% wysoko wykwalifikowanych Ukraińców w Polsce znalazło pracę w dziedzinie, w której pracowali na Ukrainie, 50% twierdzi, że jest w trakcie poszukiwania takiej pracy, a ⅓ (33%) twierdzi, że jest to niemożliwe.

60% Ukraińców pracujących w Polsce jako pracownicy fizyczni twierdzi, że nie może znaleźć pracy o wyższych kwalifikacjach, ponieważ nie zna języka polskiego. 13% respondentów przyznaje, że w Ukrainie również nie mieli dobrej pracy. 12% twierdzi, że ich dyplom nie został uznany w Polsce, a 15% uważa, że przy zatrudnianiu Polacy dają pierwszeństwo swoim obywatelom. To główne wnioski z nowego badania Centrum Analitycznego międzynarodowej agencji zatrudnienia Gremi Personal, który przebadał 1350 Ukraińców, którzy przyjechali do Polski po 24 lutego ubiegłego roku.

50% respondentów uczy się języka polskiego, jednocześnie stwierdzając, że język polski jest dla nich trudny. 30% twierdzi, że potrafi się już porozumieć, 10% respondentów twierdził, że wystarcza im język ojczysty, a 10% uważa, że już nauczyło się języka polskiego.

Co ciekawe, 50% respondentów nigdy nie zmieniło pracy w ciągu roku. 25% zmieniło pracę raz. 13 % – dwa razy, 8% – trzy razy i 4% więcej niż trzy razy.

Jednocześnie 90% Ukraińców w Polsce twierdzi, że jest zadowolonych ze swojej pracy, a tylko 10% respondentów nie i szuka innego zatrudnienia.

Przez ostatnie 10 lat Ukraińcy stanowili większość siły roboczej w Polsce. Jednak pełnoskalowa rosyjska wojna w Ukrainie zmieniła ten trend. Teraz pracownicy fizyczni mogą znaleźć pracę wymagającą wysokich kwalifikacji. Wynika to z otwarcia się wielu ukraińskich firm w Polsce w ubiegłym roku. Przedsiębiorstwa pochodzące z Ukrainy chętnie zatrudniają Ukraińców. Dzięki temu wysoko wykwalifikowani specjaliści mają szansę na zajęcie dobrych stanowisk. I to potwierdzają dane z badania, bo 17% Ukraińców już znalazło lepszą pracę. – mówi Anna Dzhobolda, Dyrektorka Departamentu Rekrutacji Międzynarodowych Gremi Personal.

Z danych ONZ oraz bilansu migracyjnego Straży Granicznej wynika, że w Polsce mieszka około 2 mln Ukraińców. Numer identyfikacyjny PESEL otrzymało 1,5 mln ukraińskich obywateli. Według ZUS oficjalnie zatrudnionych jest 739 tys. Ukraińców.

Nadal wiele Ukraińców pracuje poniżej swoich kwalifikacji przy pracach prostych – dla niektórych bariera językowa jest zbyt trudna do pokonania. W drugiej połowie ubiegłego roku otrzymaliśmy ponad 500 wniosków o zatrudnienie wysoko wykwalifikowanych specjalistów. Były to prośby od firm logistycznych, restauracji, banków, firm budowlanych, a nawet służb rządowych. W tym okresie proszono nas o znalezienie kierowników projektów, specjalistów ds. sprzedaży, marketingu i HR. To są bardzo pozytywne zmiany, choć do wszystkich tych stanowisk język polski był wymagany. Jeśli Ukrainiec chce zostać w Polsce dłużej i mieć dobrą pracę, znajomość języka polskiego jest obowiązkowa. – podsumowuje ekspertka.

Sankcje zmniejszyły rosyjski eksport paliw o 50%

Sankcje wobec Rosji są nierychliwe, ale sprawiedliwe. A więc ich oddziaływanie na gospodarkę rosyjską jest fundamentalne – bo uderza w podstawy tej gospodarki, czyli w petrodolary, przepływ pieniędzy ze sprzedaży węglowodorów. Oddziaływanie sankcji nie jest pomostowe i z czasem jest coraz większe. Natomiast im szybciej i głębiej uderzymy sankcjami, tym lepsze przyniosą efekty. W styczniu 2023 roku eksport węglowodorów, czyli ropy i gazu z Rosji, spadł o 48 proc. w stosunku do stycznia 2022 roku. Tylko przez niecały rok obowiązywania sankcji unijnych. I to jest bardzo dobry wynik. Natomiast to nie znaczy, że od tego upadnie reżim na Kremlu. Przez lata Rosjanie gromadzili potężne rezerwy w dolarach, w złocie, w innych walutach – właśnie ze sprzedaży petrodolarów.

– Zasobność rosyjskiego funduszu bogactwa narodowego jest szacowana na około 180 mld dolarów. W normalnych warunkach powinien on finansować emerytury w Rosji, a w warunkach nienormalnych finansuje czołgi, które jadą potem na Ukrainę – powiedział serwisowi eNewsroom Wojciech Jakóbik, redaktor naczelny BiznesAlert. – Deficyt budżetowy Rosji w 2023 roku ma wynieść 3 miliardy dolarów. A zatem z tego wielkiego funduszu Rosjanie będą musieli przepalić tylko niewielką część i dalej będą funkcjonować. Dlatego tak ważne jest, żeby sankcje dalej były wprowadzane, by były coraz ostrzejsze i coraz bardziej ograniczały możliwości Rosjan. One nie wykluczają handlu – pozwalają na dostawy ropy i paliw pod fałszywą banderą, czyli wymieszanie z ropą z innego państwa trzeciego i potem nie oznaczanie jako ropa rosyjska – ale coraz bardziej zaciskają pętlę wokół reżimu na Kremlu. Dają mu coraz mniejsze pole manewru i uderzają w fundament systemu władzy. Petrodolary finansują stabilność społeczną, pozwalają prowadzić wojnę – ale też dają akceptację społeczeństwa dla tego, co robi Władimir Putin, bo daje chleb i igrzyska. Jeśli skończy się chleb, to skończą się też igrzyska – wskazuje Jakóbik.

Grupa Pracuj – wyniki finansowe za 2022 r.

  • W 2022 roku skonsolidowane przychody Grupy Pracuj wzrosły o 28,1% r/r do 608,5 mln zł. Wzrost ten wynikał w dużej mierze z konsolidacji wyników niemieckiej spółki softgarden od połowy ubiegłego roku, a także wyższej średniej ceny i większej liczby sprzedanych projektów rekrutacyjnych w serwisie Pracuj.pl.
  • Skorygowana EBITDA[1] w minionym roku sięgnęła 305,3 mln zł, co oznacza wzrost o 18,6% r/r. Skorygowany zysk netto[2] w 2022 roku wyniósł natomiast 204,3 mln zł i był o 1,2% wyższy niż w 2021 roku.
  • Celem strategicznym Grupy Pracuj jest zwiększenie przychodów do 1 mld zł w 2025 roku oraz utrzymanie marży skorygowanej EBITDA powyżej 40%, przy systematycznym wzroście sprzedaży w obszarze HR Tech SaaS. W perspektywie 5-6 lat segment ten może łącznie generować około 50% przychodów Grupy.

– 2022 rok był punktem zwrotnym w historii Grupy Pracuj. W obszarze naszej podstawowej działalności odnotowaliśmy rekordową liczbę projektów rekrutacyjnych. Systematycznie, w dwucyfrowym tempie rosła również liczba aktywnych klientów naszych systemów do zarządzania rekrutacjami, działających w modelu SaaS. Zdecydowaliśmy się także na naszą pierwszą znaczącą akwizycję w Europie Zachodniej, nabywając softgarden. Tym samym staliśmy się prawdziwie międzynarodową firmą. Dziś mamy na pokładzie ludzi kilkunastu różnych narodowości, operujemy na pięciu różnych rynkach. Naszą ambicją jest, aby Grupa Pracuj była liderem w obszarze HR, nie tylko w naszym regionie, ale w całej Europie – komentuje Przemysław Gacek, prezes Grupy Pracuj.

Konsekwentny rozwój biznesu w Polsce

Liczba sprzedanych projektów rekrutacyjnych w serwisie Pracuj.pl w 2022 roku wyniosła 549,3 tys. i była o 7,3% wyższa niż w 2021 roku. Jednocześnie, średnie ceny sprzedanych projektów rekrutacyjnych wzrosły o 12% r/r.

Regularnie rośnie również liczba aktywnych klientów korzystających z systemu eRecruiter wspierającego rekrutację, oferowanego w modelu abonamentowym (SaaS). Na koniec 2022 roku przekroczyła ona 1800 firm i była o 13,9% wyższa niż rok wcześniej.

Łączne przychody Grupy Pracuj z polskiego rynku w 2022 roku wzrosły o 19,8% r/r do 508,6 mln zł.

Nowy region działalności, nowe możliwości

W połowie 2022 roku Grupa Pracuj sfinalizowała przejęcie wiodącego gracza HR Tech w Niemczech – softgarden, będącego dostawcą narzędzi wspierających nowoczesną rekrutację online, tzw. Talent Acquisition System, działającego w modelu SaaS. Wartość transakcji to blisko 118 mln euro, która częściowo została sfinansowana własnymi środkami Grupy Pracuj, a częściowo kredytem.

W związku z konsolidacją wyników softgarden, począwszy od trzeciego kwartału ubiegłego roku, Grupa Pracuj rozpoznała w 2022 roku 74,0 mln zł przychodów z rynku niemieckiego. Na koniec 2022 roku, z rozwiązań oferowanych przez softargen w modelu SaaS aktywnie korzystało ponad 1 440 firm.

– Akwizycja softgarden nie tylko otworzyła nas na nowy region DACH, ale przede wszystkim dała nam dostęp do największej europejskiej gospodarki i największego rynku SaaS w Europie. Konsekwentnie realizujemy strategię dywersyfikacji naszych przychodów, stawiając na technologię oraz modele biznesowe bardziej odporne na zmieniającą się koniunkturę gospodarczą – wskazuje Przemysław Gacek.

Ciągłość działalności w Ukrainie

Przychody Grupy Pracuj z rynku ukraińskiego wyniosły w minionym roku 25,9 mln zł i były o 48,7% mniejsze niż w 2021 roku, czego przyczyną jest rozpoczęta przez Rosję wojna w Ukrainie. Łączna liczba projektów rekrutacyjnych w ukraińskim serwisie Robota.ua w 2022 roku wyniosła 553,3 tys. (wobec 1152,8 tys. w 2021 roku), z czego liczba płatnych projektów rekrutacyjnych wyniosła 294,1 tys. (wobec 608,0 tys. rok wcześniej).

W obliczu napaści Rosji na Ukrainę, Grupa Pracuj w pierwszej kolejności podjęła działania mające na celu zwiększenie bezpieczeństwa ukraińskich pracowników, a następnie – zapewnienia ciągłości działalności w tym kraju.

– Pomimo bardzo trudnych warunków, serwis Robota.ua nie tylko zachował ciągłość działalności, ale także utrzymał płynność finansową i od jesieni sukcesywnie zwiększa przychody, nie generując przy tym strat – komentuje Przemysław Gacek.

Wysoka rentowność operacyjna, zysk netto pod wpływem jednorazowych zdarzeń

Wypracowana przez Grupę Pracuj skorygowana EBITDA w 2022 roku wzrosła o 18,6% do 305,3 mln zł. Marża skorygowanej EBITDA, mimo niewielkiego spadku r/r, utrzymała się na poziomie powyżej 50%.

Konsolidacja softgarden obniża obecnie poziom skonsolidowanej marży EBITDA, co wynika przede wszystkim z dynamicznego rozwoju niemieckiej spółki.

Istotny wpływ na skonsolidowane wyniki za 2022 rok miało ponadto ujęcie kosztu (w kwocie 14,0 mln zł) związanego z nieodpłatnym przekazaniem akcji Grupy Pracuj przez niektórych jej akcjonariuszy na rzecz członków wyższej kadry zarządzającej. Koszt ten miał charakter wyłącznie księgowy i jednorazowy.

Skonsolidowany zysk netto wypracowany przez Grupę Pracuj w 2022 roku wyniósł 169,0 mln zł wobec 255,7 mln zł rok wcześniej. Istotny wpływ na wyniki w porównywanych okresach miały zdarzenia o charakterze jednorazowym, w tym koszty transakcyjne związane z akwizycją softgarden, koszty programu płatności w formie akcji, aktualizacja wyceny należących do Grupy Pracuj udziałów w spółce Beamery Inc. dokonana w 2021 roku, a także koszty oferty publicznej akcji. Skorygowany zysk netto zwiększył się o 1,2% r/r i sięgnął 204,3 mln zł.

Cel: rynkowy lider z przychodami na poziomie 1 mld zł

Podsumowując miniony rok, Zarząd Grupy Pracuj postanowił również nakreślić kierunki rozwoju i cele na najbliższe lata.

– Mimo obecnego spowolnienia gospodarczego, jesteśmy przekonani, że długoterminowe trendy na rynku pracy sprzyjają Grupie Pracuj. Naszym celem jest wzrost przychodów do 1 mld zł w ciągu 3 lat oraz utrzymanie marży skorygowanej EBITDA powyżej 40%. Będziemy dążyć do dalszej dywersyfikacji przychodów. Serwisy rekrutacyjne pozostaną naszym wiodącym obszarem działalności w najbliższych latach – będziemy je rozwijać organicznie, stawiając na technologie i innowacje. Zakładamy jednocześnie systematyczny, dynamiczny wzrost przychodów z obszaru HR Tech w modelu SaaS, na poziomie ponad 25% średnio rocznie do 2025 roku. W tym obszarze nie wykluczamy kolejnych akwizycji. Spodziewamy się, że w perspektywie 5-6 lat około połowa łącznych przychodów Grupy Pracuj może już pochodzić z usług HR Tech SaaS – konkluduje prezes Grupy Pracuj.

***

Wybrane skonsolidowane wyniki finansowe Grupy Pracuj

(mln zł) 2022 2021 Zmiana
Przychody z umów z klientami 608,5 475,1 28,1%
Skorygowana EBITDA 305,3 257,3 18,6%
Marża skorygowana EBITDA 50,2% 54,2% (4,0 pp)
Zysk netto 169,0 255,7 (33,9%)
Skorygowany zysk netto 204,3 201,9 1,2%

 

[1] Skorygowana EBITDA oznacza zysk z działalności operacyjnej powiększony o amortyzację, skorygowany o rozpoznane, jak również odwrócone, a uprzednio rozpoznane odpisy z tytułu trwałej utraty wartości aktywów oraz o wykazane w skonsolidowanym sprawozdaniu z całkowitych dochodów koszty programów płatności w formie akcji, koszty oferty publicznej oraz koszty związane z akwizycjami.

[2] Bez uwzględnienia wpływu zdarzeń o charakterze jednorazowym, tj. kosztów transakcyjnych związanych z akwizycją softgarden w kwocie netto 7,1 mln zł w 2022 roku, kosztów programu płatności w formie akcji w kwocie 28,2 mln zł w 2022 roku oraz 12,6 mln zł w 2021 roku, wpływu netto aktualizacji wartości inwestycji w Beamery Inc. w kwocie 70,5 mln zł w 2021 roku, a także kosztów oferty publicznej akcji w kwocie netto 4,2 mln zł w 2021 roku.

Decyzja OPEC+ powoduje obawy o ponowny wzrost inflacji

Decyzja OPEC+ była dla rynku całkowitym zaskoczeniem. Widać tu rozgrywkę geopolityczną. Stosunki miedzy USA a Arabią Saudyjską pogorszą się – to nie ulega wątpliwości. Pojawiają się obawy o to, że ruch ze strony rozszerzonego kartelu może skomplikować walkę Fed-u z inflacja. Pomimo niekorzystnej dla globalnej gospodarki decyzji, indeks SP500 zdołał urosnąć już czwartą sesję z rzędu. Z kolei rentowność amerykańskich papierów skarbowych oraz dolar spadły po słabym raporcie o produkcji ISM.

Ropa na skutek decyzji o cięciu wydobycia otworzyła się w poniedziałek luką wzrostową. Brent urosła ponad 6 proc. Aktualnie kontrakt CFD wskazuje 85,4 USD za baryłkę. Od strony technicznej notowania znalazły się powyżej linii trendu spadkowego, co sugeruje, że zniżkująca tendencja, która trwa od czerwca 2022 roku prawdopodobnie ulega zmianie, przynajmniej w średnim terminie. Wszystko wskazuje na to, że minima ustanowione przez cenę 20 marca (ok. 70 USD) stają się średnioterminowym dołkiem a notowania wkraczają tym samym w fazę wzrostową. Otrzymaliśmy jasny, fundamentalny sygnał, który będzie wspierał wyższą wycenę ropy.

Wczoraj pojawiły się komentarze z Rezerwy Federalnej. James Bullard – zaliczany do jednego z największych „jastrzębi” w amerykańskiej instytucji – nie ukrywa, że cięcie wydobycia przez OPEC+ sprawia, że zadanie Fedu polegające na obniżeniu inflacji jest „nieco trudniejsze”. Dodał, że jest kwestią otwartą to, czy fakt ten będzie mieć trwały wpływ na inflację. Jego zdaniem wyższe ceny ropy i tak by nastąpiły ze względu na powrót gospodarki chińskiej do pełnej sprawności oraz ze względu na fakt, że Europa skutecznie omija scenariusz głębokiej recesji a Stany Zjednoczone pokazują dość solidne dane makro. Wyraził również swój optymistyczny pogląd na ostatnie zawirowania w sektorze bankowym. Jego zdaniem kryzys ten zostanie szybko złagodzony. Patrząc na zmniejszające się wykorzystanie pożyczek banków regionalnych z Fed-u, można zakładać, że w tej kwestii Bullard ma sporo racji. Odniósł się również do polityki banku centralnego mówiąc, że Fed przyjął dwutorową strategię, obejmującą narzędzia makroostrożnościowe, aby poradzić sobie z problemami bankowymi i kontynuację podwyżek stóp, aby walczyć z inflacją.

Słowa uspokojenia wysłała na rynek Janet Yellen, która przyznała, że sytuacja wokół amerykańskich banków stabilizuje się. Na taki stan rzeczy wskazują zmniejszające się odpływy kapitału z mniejszych oraz średnich podmiotów. Widać, że pani Sekretarz Skarbu wyciągnęła wnioski z ostatniej niefortunnej wypowiedzi, która spowodował nagłe, choć krótkotrwałe spadki na Wall Street. Yellen skrytykowała decyzję OPEC+ nazywając ją niekonstruktywnym działaniem, które jest niekorzystne dla globalnej gospodarki.

W Europie zabrali głos również przedstawiciele EBC. Członek Rady Prezesów – Robert Holzman – potwierdził możliwy kolejny ruch na stopach o 50 punktów bazowych na kolejnym, majowym posiedzeniu, co wzmacnia pozostanie europejskiej instytucji na restrykcyjnym kursie polityki pieniężnej. Na „lepkość” inflacji wskazał Gediminas Simkus, co należy interpretować jako „jastrzębią” retorykę.

Widać, że po obu stronach Atlantyku padają głosy o potrzebie kontynuacji dalszego zacieśniania. Decydenci starają się niemal jednogłośnie pokazać, że walka z inflacją nie zakończyła się i udowodnić, że w szeregach tych instytucji wciąż panuje wysoka determinacja do działań zmierzających przywróceniu jej do celu.

Z danych makro poznaliśmy wczoraj wskaźnik ISM dla amerykańskiego przemysłu za okres marca. Tutaj nastąpiło rozczarowanie, ponieważ główny odczyt wskazał poziom 46,3 pkt. co było poniżej oczekiwań rynkowych. Pogorszenie nastąpiło również w wynikach poszczególnych subindeksów. Poniżej 50 pkt. uplasował się indeks cen płaconych, co może być pozytywne w kwestiach dalszego rozwoju sytuacji w obszarze inflacji. Na samą publikację EURUSD zareagował wzrostami, choć były one ograniczone. Kurs zwyżkował już od wczesnych godzin porannych niwelując niemal w pełni piątkowe spadki. Aktualnie notowania znajdują się poniżej 1,09. Wciąż jednak otwarta jest droga do poziomu 1,1.

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

Jest coraz więcej prób samobójczych wśród dzieci i młodzieży

Dane Komendy Głównej Policji pokazują, że najmłodsi Polacy coraz częściej dokonują zamachów samobójczych. W 2022 r. odnotowano ponad 2 tys. takich prób wśród osób do 18. roku życia. Stanowiły one przeszło 14% wszystkich ogólnie zarejestrowanych. Z kolei w grupie wiekowej do 24 lat w ub.r. łącznie było blisko 3,8 tys. takich zdarzeń, tj. 26,1% zanotowanych w całym społeczeństwie, a w 2021 roku – blisko 3,1 tysięcy, czyli 22,2% ogółu. Eksperci komentujący te dane biją na alarm. Twierdzą, że młodzi ludzie czują się samotni, a nawet izolowani. Coraz częściej bywają też ofiarami przemocy i sami sobie z tym nie poradzą. Nie mają też odpowiedniego wsparcia rodziców, ale także szkół, które są skoncentrowane głównie na nauczaniu i wynikach. Otoczenie z kolei bagatelizuje problemy zdrowia psychicznego. I tak nakręca się niebezpieczna spirala.

Widoczne rok do roku wzrosty

Liczby mogą – a wręcz powinny – szokować. W 2022 r. wśród ponad 14,5 tys. osób podejmujących próbę samobójstwa aż blisko 2,1 tys. było z grupy wiekowej do 18 lat. Na dodatek nastąpił duży wzrost w porównaniu ze wcześniejszym rokiem, gdy odnotowano blisko 1,5 tys. takich przypadków wśród młodych ludzi. Mocno wzrosła więc liczba prób i zwiększył się odsetek najmłodszych samobójców, tj. z 10,8% w 2021 r. do 14,4% w ubiegłym roku.

– Po danych KGP widać też, że w grupie wiekowej do 24 lat łącznie podjęto blisko 3,8 tys. zamachów samobójczych w 2022 roku, czyli 26,1% wszystkich w społeczeństwie. Z kolei w 2021 roku było ich lekko ponad 3 tys. To stanowiło 22,2% ogółu – podaje psycholog Michał Murgrabia z platformy ePsycholodzy.pl.

W opinii prof. Marcina Szulca z Uniwersytetu Gdańskiego, nie ma jednej prostej odpowiedzi na pytanie, dlaczego tak się dzieje. Ekspert uważa, że najpilniejsze jest teraz znalezienie sposobu na zahamowanie tego zjawiska. Ze stwierdzeniem, że samobójstwa to złożony problem, a każde wymaga indywidualnego podejścia, zgadzają się również inni psycholodzy.

– Młodzi ludzie, niestety coraz częściej czują się samotni. Doświadczają poczucia izolacji i odrzucenia. Dzieci mogą mieć trudności w radzeniu sobie z emocjami, frustracją, gniewem, smutkiem czy też z rozczarowaniem. Dodatkowo depresja i stany lękowe to problemy, z którymi boryka się wiele osób w tym wieku. Doświadczają one ponadto presji i stresu związanego z nauką. Kolejne czynniki zwiększające ryzyko to przemoc i wszelkiego rodzaju nadużycia, w tym seksualne. Takie traumatyczne sytuacje mogą prowadzić do naprawdę skrajnych zachowań – wyjaśnia Michał Murgrabia.

Lekceważenie zdrowia psychicznego

W 2022 roku w grupie wiekowej 13-18 lat aż 2008 osób wzięło udział w zamachach samobójczych, a rok wcześniej – 1411. Statystyki z dwóch ostatnich lat pokazują, że do niemal co piątej takiej próby wśród dzieci i młodzieży dochodziło w woj. pomorskim. KWP w Gdańsku odnotowała 383 takich zdarzeń w 2022 r. i 291 w 2021 r. Na terenie działania KWP w Katowicach w ubiegłym roku odnotowano aż 287 prób samobójczych najmłodszych, a rok wcześniej – 196. W Łodzi zarejestrowano odpowiednio 198 i 109, w małopolskim – 188 i 154, a w Lublinie – 120 i 64. Na końcu listy widać Opole – 21 i 13, Gorzów Wielkopolski – 32 i 15, a także Bydgoszcz – 48 i 38.

Jak zauważa prof. Szulc, należy ostrożnie podchodzić do wyjaśniania tak dużej liczby samobójstw młodzieży w woj. pomorskim. Trzeba wziąć pod uwagę m.in. wysoką gęstość zaludnienia i liczbę zawieranych małżeństw na tym obszarze. To może wiązać się z tym, że rodzi się tam więcej dzieci niż w innych częściach Polski. A jeśli przeważają tam młodzi ludzie, to problemy wśród nich mogą być wyraźniejsze na tle innych grup wiekowych. Spis powszechny z 2021 roku ujawnił, że w woj. pomorskim nastąpił wzrost liczby ludności, spowodowanej także procesami migracyjnymi. Według eksperta, najbardziej alarmujący w statystykach policyjnych jest fakt, iż praktycznie wszędzie – od Gdańska po Bydgoszcz – w ciągu roku nastąpił ogromny wzrost liczby prób samobójczych wśród najmłodszych Polaków.

– W zakresie zdrowia psychicznego trzeba edukować najmłodszych. Warto rozmawiać z dziećmi o tym, jak o nie dbać oraz jak reagować, gdy dzieje się coś niedobrego. Należy podejmować tematy związane z rozwiązywaniem konfliktów i radzeniem sobie z emocjami. Warto też mówić o tolerancji, m.in. wobec różnic kulturowych czy religijnych. Powinniśmy zdecydowanie poprawić dostęp do pomocy psychologicznej dzieci i młodzieży, w tym poradnictwa, psychoterapii i wsparcia grupowego. Te działania pośrednio i bezpośrednio mogą pomóc w zapobieganiu problemowi zamachów dokonywanych przez osoby młode – podkreśla psycholog Murgrabia.

W ocenie eksperta z Uniwersytetu Gdańskiego, społeczeństwo nie widzi prawdziwej wagi zagrożenia, jakim jest proces narastających prób samobójczych wśród dzieci i młodzieży. To wpisuje się w ogóle w pewien mechanizm lekceważenia zdrowia psychicznego. – Poważnie traktujemy choroby serca czy nowotwory, a bagatelizujemy problemy emocjonalne, zarówno wśród dorosłych, jak i dzieci. Uważamy, że w życiu po prostu trzeba być twardym i brać się w garść – zaznacza prof. Marcin Szulc.

Coraz młodsi samobójcy

Dramatyzm sytuacji powiększa dynamicznie rosnąca liczba najmłodszych podejmujących zamachy samobójcze. W ub.r. w grupie wiekowej 7-12 lat było ich 85. – Niestety, nie zajmujemy się rozwiązaniem problemu systemowo, tylko akcyjnie. W momencie, kiedy dojdzie do kryzysu samobójczego, to robi się tydzień przeciwko depresji czy ku czci ofiar depresji, a potem nikt już się tym nie interesuje – alarmuje prof. Szulc.

– Wszyscy ludzie, a szczególnie bardzo młodzi, wymagają zrozumienia i wsparcia. Trzeba tworzyć w rodzinie autentyczne relacje. Dzieci potrzebują szczerych rozmów z rodzicami, aby mogły wyrazić swoje emocje i myśli. Ważne jest, aby stworzyć atmosferę, w której dziecko czuje się bezpieczne i może mówić o swoich problemach – zwraca uwagę Michał Murgrabia.

Z kolei prof. Szulc przywiązuje największą wagę do otoczenia, w jakim żyją dzieci. Jego zdaniem, ważne jest, by miały wokół siebie tzw. pozytywnych rówieśników i dorosłych, czyli potrafiących słuchać ich bez oceniania i moralizowania. Takie osoby są gotowe do przyjęcia faktu, że inni mają prawo do własnego punktu widzenia. Wielu emocjonalnych problemów udałoby się uniknąć bez korzystania z pomocy specjalisty, gdyby rodzice byli bardziej uważni, troskliwi i wspierający dla swoich dzieci.

– Jeżeli podejrzewamy, że dziecko może mieć trudności związane ze zdrowiem psychicznym i być narażone na ryzyko dokonania zamachu samobójczego, ważne jest, aby jak najszybciej podjąć odpowiednie kroki. Należy skontaktować się z profesjonalistami, takimi jak psychoterapeuci czy psychiatrzy, którzy udzielą odpowiedniej pomocy. Ponadto trzeba zwracać uwagę na budzące nasze wątpliwości zachowania dzieci, a także docierające do nich nieodpowiednie treści – podsumowuje psycholog Michał Murgrabia.

KI Chemistry podwyższa cenę w wezwaniu na Ciech do 54,25 zł za akcję

KI Chemistry, spółka z grupy Kulczyk Investments, do której należy ponad 51% akcji Ciech S.A., podwyższyła cenę w wezwaniu na wszystkie pozostałe akcje chemicznej spółki do 54,25 zł za akcję. Nowa cena, jak podkreśla KI Chemistry, jest ostateczną propozycją. Zawiera ona premię w wysokości 43,1% wobec średniej ceny akcji Ciech S.A. na GPW ważonej wolumenem obrotu z ostatnich sześciu miesięcy poprzedzających przekazanie zawiadomienia o zamiarze ogłoszenia wezwania. Okres przyjmowania zapisów do sprzedaży akcji został wydłużony do 17 kwietnia 2023 r.

Podwyższona cena oferowana przez KI Chemistry oznacza również premię w wysokości 27,3% wobec średniej ceny akcji spółki na GPW ważonej wolumenem obrotu z ostatnich trzech miesięcy poprzedzających przekazanie zawiadomienia o zamiarze ogłoszenia wezwania. Jest ona jednocześnie o 10,7% wyższa od pierwotnej ceny zaproponowanej przez KI Chemistry w momencie ogłoszenia wezwania, czyli 49,00 zł za akcję. Warto przypomnieć, że Zarząd Ciech S.A. uznał tę cenę za odpowiadającą wartości godziwej spółki. W swoim stanowisku powołał się na dwie niezależne opinie (tzw. fairness opinions) przygotowane przez renomowanych doradców: Lazard & Co., Limited oraz Rotschild & Co. Polska.

– 54,25 zł za każdą akcję Ciech to nasza ostateczna propozycja. Nie będzie kolejnego podwyższenia ceny w wezwaniu – podkreślił Sebastian Kulczyk, właściciel Kulczyk Investments.

– Grupie Ciech trudno będzie w tym roku powtórzyć wyniki wypracowane w 2022 roku, co niedawno wyraźnie zasygnalizował Zarząd spółki. Jako wiodący akcjonariusz jesteśmy zdeterminowani, by wspierać spółkę w jej planach globalnego rozwoju. Strategia Grupy zakłada rozwój organiczny oraz poprzez akwizycje. Ciech musi być zatem gotowy, zarówno od strony finansowej, jak i decyzyjnej, by szybko i elastycznie reagować na zmieniające się uwarunkowania i nadarzające się okazje. Dla realizacji tych celów formuła spółki niepublicznej jest optymalna – dodał Sebastian Kulczyk.

KI Chemistry planuje nabyć w wezwaniu 25.747.857 akcji Ciech S.A. stanowiących 48,86% kapitału zakładowego spółki i tym samym zwiększyć swój udział do 100%. W przypadku osiągnięcia w wyniku wezwania progu przynajmniej 95% ogólnej liczby głosów na Walnym Zgromadzeniu Ciech S.A., KI Chemistry zamierza przeprowadzić przymusowy wykup akcji należących do pozostałych akcjonariuszy, a następnie wycofać akcje spółki z obrotu giełdowego.

Okres przyjmowania zapisów do sprzedaży akcji w wezwaniu został wydłużony do 17 kwietnia br. Inwestor posiadający akcje Ciech S.A. może odpowiedzieć na wezwanie w biurze maklerskim, które prowadzi jego rachunek papierów wartościowych. Przewiduje się, że nabycie akcji przez KI Chemistry nastąpi 20 kwietnia, a transakcja zostanie rozliczona 21 kwietnia br.

Wezwanie zostało ogłoszone pod warunkiem zawarcia przez KI Chemistry oraz Ciech S.A. umowy organizacyjnej dotyczącej ustanowienia współpracy strategicznej oraz pod warunkiem podjęcia przez Walne Zgromadzenie Ciech S.A. uchwał w sprawie zmian statutu spółki (dotyczących sposobu powoływania członków Rady Nadzorczej, wprowadzenia kworum na Walnym Zgromadzeniu w wysokości 15% kapitału zakładowego spółki, oraz upoważnienia Zarządu Ciech S.A. do podwyższenia kapitału zakładowego w ramach kapitału docelowego). KI Chemistry zastrzega sobie prawo do podjęcia decyzji o nabyciu akcji w wezwaniu pomimo niespełnienia tych warunków.

KI Chemistry ocenia, że zwiększanie konkurencyjności oraz dalszy rozwój Grupy Ciech może wymagać znacznych nakładów inwestycyjnych m.in. na realizację kompleksowej transformacji technologicznej oraz energetycznej, w tym nakładów na ograniczenie emisji CO2, czy dostosowywanie działalności do rosnących obciążeń regulacyjnych obejmujących spółki publiczne.

W świetle obserwowanych zjawisk oraz potencjalnych zagrożeń i wyzwań, KI Chemistry ocenia, że formuła budowania wartości w oparciu o giełdę aktualnie wyczerpała się i wycofanie spółki z rynku publicznego pozwoli jej skuteczniej konkurować na rynkach globalnych w oparciu o nowy model właścicielski, a co za tym idzie mechanizm elastycznego podejmowania kluczowych decyzji w krótkim czasie.

KI Chemistry została inwestorem strategicznym Ciech S.A. w 2014 r. Od tego czasu wartość rynkowa spółki istotnie wzrosła. Dodatkowo, w latach 2015-2022 akcjonariusze Ciech S.A. otrzymali dywidendy w łącznej kwocie 782,3 mln zł, czyli 14,85 zł w przeliczeniu na jedną akcję. W ocenie KI Chemistry, sprzedaż akcji w wezwaniu daje mniejszościowym akcjonariuszom spółki możliwość wyjścia z inwestycji z atrakcyjną stopą zwrotu.

Santander Bank Polska S.A. – Santander Biuro Maklerskie pełni rolę wyłącznego podmiotu pośredniczącego w wezwaniu i doradcy transakcyjnego, BNP Paribas pełni rolę wyłącznego doradcy finansowego i M&A, zaś mInvestment Banking (mBank) pełni rolę współdoradcy transakcyjnego.

***

Harmonogram wezwania

Rozpoczęcie przyjmowania zapisów 10 marca 2023 r.
Zakończenie przyjmowania zapisów 17 kwietnia 2023 r.
Transakcja nabycia akcji na GPW 20 kwietnia 2023 r.
Rozliczenie transakcji sprzedaży akcji 21 kwietnia 2023 r.

72% polskich pracodawców wskazuje na problem z zatrudnieniem pracowników z niezbędnymi umiejętnościami

72% organizacji w Polsce ma trudności w znalezieniu pracowników z odpowiednimi umiejętnościami. To o 2 punkty procentowe więcej, niż jeszcze rok temu – tak wynika z opublikowanego dziś raportu ManpowerGroup „Niedobór talentów”. Jak pokazuje badanie, najtrudniejszymi do znalezienia wśród kandydatów są umiejętności z obszaru IT & analizy danych, o czym mówi 27% pracodawców, a także sprzedaży & marketingu, co sygnalizuje 24% polskich firm. Zakończenie procesu rekrutacyjnego z sukcesem stanowi wyzwanie dla organizacji na całym świecie, globalnie z niedoborem talentów boryka się 77% organizacji.

Zgodnie z informacjami zawartymi w najnowszym raporcie ManpowerGroup, polscy pracodawcy wskazują na największą trudność w zrekrutowaniu odpowiednich kandydatów z umiejętnościami z obszaru IT & analizy danych – wskazało na nie 27% respondentów. Na drugim miejscu znalazły się kompetencje z zakresu sprzedaży & marketingu (24%), a następnie umiejętności techniczne (23%), obsługa klienta (22%) oraz logistyka & operacje (19%).

Usługi komunikacyjne oraz IT & technologie – tutaj najtrudniej jest o pożądane talenty
Branżą, w której pracodawcy mówią o największych wyzwaniach rekrutacyjnych są usługi komunikacyjne – aż 83% firm ma problem ze znalezieniem odpowiednich do pracy kandydatów. Wysoki deficyt w tym zakresie odczuwają też organizacje z obszaru IT & technologii (75%), przemysłu & surowców (74%), jak również nauk przyrodniczych & opieki zdrowotnej (74%).

– W Polsce obserwujemy utrzymujący się od lat wysoki wskaźnik niedoboru talentów, na który dodatkowo nakłada się coraz większa presja płacowa. Wynika ona z sytuacji gospodarczej na całym świecie, rosnących kosztów życia, stóp procentowych, ale także tego, że pracownicy coraz wyżej wyceniają swoje kompetencje – mówi Katarzyna Pączkowska, dyrektor rekrutacji stałej w Manpower. – Wszystko to sprawia, że wyzwania pracodawców związane ze znalezieniem odpowiednich talentów o pożądanych kompetencjach, ale wpisujących jednocześnie się przy tym w założenia budżetowe organizacji, są coraz większe. Można zauważyć, że mamy do czynienia z zapotrzebowaniem rynku pracy na wykwalifikowanych pracowników we wszystkich branżach. Rynek jest dynamiczny, a przedsiębiorstwa, chcąc zachować wysoką konkurencyjność, wprowadzają szereg optymalizacji, nastawiają się na cyfryzację procesów, a co za tym idzie, szukają odpowiednich pracowników. Takich, którzy zaoferują pracodawcy swoje doświadczenie i umiejętności, ale będą też cechowali się pożądanymi kompetencjami miękkimi –dodaje ekspertka.

Mikroprzedsiębiorstwa z najmniejszymi wyzwaniami rekrutacyjnymi
Największe trudności ze znalezieniem odpowiednich kandydatów do pracy na poziomie 74% mają średnie (50 – 250 zatrudnionych osób) i duże (ponad 250 pracowników) organizacje. Niemal z taką samą skalą wyzwania zmagają się małe (zatrudniające od 10 do 49 osób) przedsiębiorstwa (73%). Problem ten dotyczy również 60% mikroprzedsiębiorstw (do 9 osób).

Brakuje kandydatów z umiejętnością adaptacji i odpornych na stres

Raport ManpowerGroup porusza także kwestię umiejętności miękkich. Wśród tych najtrudniejszych do znalezienia cech kandydatów do pracy znalazły się odporność na stres i umiejętność adaptacji (34%), a także zdolność krytycznego myślenia oraz analizy (33%). Brakuje również osób charakteryzujących się wnikliwością i chęcią do rozwoju (27%), potrafiących działać zespołowo (25%) oraz sprawnie rozwiązujących problemy (25%).

– Poza wskazanymi w badaniu kompetencjami miękkimi, bardzo ważne wśród kandydatów są także komunikatywność, empatyczne przywództwo, efektywne zarządzanie stresem, czy zdolność przyswajania i przekazywania wiedzy – mówi Szymon Rudnicki, dyrektor Talent Solutions ManpowerGroup w Polsce. Jak wyjaśnia ekspert, firmy w coraz częściej zauważają, że kluczem do sukcesu oraz dalszego rozwoju jest zwinność, elastyczność, otwartość na nowe rozwiązania. – Istotna jest też chęć nieustannego uczenia się. Rozwijanie unikatowych, charakterystycznych tylko dla ludzi kompetencji miękkich powinno być priorytetem organizacji chcących uzyskać i utrzymać przewagę konkurencyjną. To cechy, które są cenne na każdym etapie kariery, a najlepszym sposobem ich utrwalenia jest praktyka. Powoduje, że wyzbywamy się pewnych nawyków, przełamujemy stereotypy, co w konsekwencji kształtuje istotne umiejętności interpersonalne – dodaje ekspert.

Firmy chcą inwestować w rozwój talentów

Polscy pracodawcy, którzy wskazali w badaniu na niedobór kandydatów o pożądanych umiejętnościach, zostali zapytani o to, w jaki sposób chcą wypełnić tę lukę. Najwięcej z nich planuje zainwestowanie w rozwój zatrudnionych już osób (70%), a także zatrudnienie nowych talentów na stałe (48%) lub tymczasowo (40%).Firmy chcą także postawić na rozszerzenie działań związanych z nowymi technologiami (38%).

– Aktualnie na rynku obserwujemy malejącą liczbę publikowanych ofert pracy, ale też mniejszą motywację wykwalifikowanych pracowników do zmiany miejsca zatrudnienia. To powoduje, że trudniej jest zrekrutować poszukiwanych specjalistów. Pracodawcy, którzy chcą wypełnić lukę kompetencyjną w swoich organizacjach wdrażają między innymi programy rozwojowe oraz szkoleniowe dla pracowników, oferują im także więcej elastyczności w zakresie godzin, czy miejsca pracy. To sprawia, że trudniej jest zachęcić zatrudnione już osoby do zmiany pracy, a z drugiej strony zachęca potencjalnych nowych kandydatów do wzięcia udziału w procesie rekrutacyjnym takiej firmy – dodaje Katarzyna Pączkowska.

Globalnie problem ze zrekrutowaniem odpowiednich talentów zgłasza 77% firm, co jest wynikiem o 5 punktów procentowych wyższym, niż ten notowany przez polskie organizacje. Biorąc pod uwagę poziom trudności w zrekrutowaniu pożądanych pracowników wśród sąsiadujących z nami krajów, to lepszą niż w Polsce sytuację deklarują organizacje w Czechach (66%) oraz Słowacji (68%). O większym, niż w kraju nad Wisłą niedoborze talentów mówią natomiast niemieckie firmy (86%).

O badaniu:
Badanie „Niedobór talentów” zostało zrealizowane na próbie 510 pracodawców w Polsce i niemal 39 000 firm na świecie. Celem badania było zmierzenie skali trudności w pozyskiwaniu nowych pracowników o pożądanych kompetencjach. Raport prezentuje dane w podziale na 6 regionów Polski i 8 sektorów rynku. W raporcie znajdują się również dane na temat umiejętności, w tym również kompetencji miękkich, najtrudniejszych do znalezienia u kandydatów. Badanie zostało zrealizowane pomiędzy 2 a 31 stycznia 2023 roku, zatem odzwierciedla najbardziej aktualne nastroje rekrutacyjne w Polsce.

Michael / Ström Dom Maklerski S.A. uruchamia nowy fundusz zamknięty

M/S Obligacji Dużych Spółek FIZ ma skupić się na obligacjach największych polskich spółek. Papiery dłużne tzw. bluechipów charakteryzują się relatywnie niższym ryzykiem kredytowym oraz wyższą płynnością, przy czym wciąż pozwalają na osiąganie atrakcyjnych stóp zwrotu. Uruchomienie funduszu to uzupełnienie oferty Michael / Ström Obligacji Korporacyjnych FIZ skoncentrowanego na obligacjach średnich podmiotów.

Michael/Ström Obligacji Korporacyjnych FIZ niezmienne pozostaje flagowym Funduszem Domu Maklerskiego. Odpowiednia selekcja emitentów w segmencie średnich spółek pozwala na osiąganie bardzo atrakcyjnych stóp zwrotu. Pod względem długoterminowych stóp zwrotu Fundusz jest w czołówce w swojej grupie. – Utworzenie Michael/Ström Obligacji Dużych Spółek FIZ stanowi przemyślane uzupełnienie naszej oferty inwestycyjnej. Jest to intersujący produkt dla bardziej konserwatywnych inwestorów, którzy chcą być obecni na rynku długu korporacyjnego i czerpać korzyści z wciąż atrakcyjnych dochodowości, ale przy relatywnie niższym ryzyku kredytowym – mówi Krzysztof Tymoszyk, Członek Zarządu Michael / Ström Dom Maklerski.

W ramach swojej działalności Michael / Ström Dom Maklerski posiada doświadczenie oraz kompetencje w poruszaniu się po polskim rynku obligacji korporacyjnych. Dlatego politykę inwestycyjną opiera przede wszystkim o lokalny rynek. Jednak część największych polskich spółek emituje również obligacje denominowane w takich walutach jak EUR czy USD. W zależności od sytuacji na rynku stopy procentowej, takie obligacje również mogą znaleźć się w portfelu, oczywiście przy wyeliminowaniu ryzyka walutowego.

Statut nowego Funduszu precyzyjnie definiuje dużą spółkę. Żeby obligacje danego emitenta miały szanse znaleźć się w portfelu funduszu musi on spełnić jeden z warunków: być podmiotem zależnym od Skarbu Państwa, spółką publiczną z kapitalizacją powyżej 500 mln PLN, być spółką niepubliczną, ale z przychodami przekraczającymi 1 mld PLN lub kapitałami własnymi powyżej 500 mln PLN albo posiadać rating inwestycyjny jednej z najważniejszych agencji ratingowych. W najbliższym czasie odbędzie się pierwszy Komitet Inwestycyjny nowego funduszu. W pełni przygotowany produkt ma zostać zaoferowany inwestorom w najbliższych tygodniach. Zarządzającym będzie Jakub Krawczyk, który odpowiada także za Michael/Ström Obligacji Korporacyjnych FIZ.

– Uważamy, że najbliższe lata będą dobre dla rynku obligacji korporacyjnych, zarówno pod względem liczby emisji jak i stopy zwrotu dla inwestorów. Jedną z zalet oparcia polityki inwestycyjnej na obligacjach największych spółek jest większa skalowalność portfela, niż ma to miejsce w segmencie średnich spółek. Mamy zatem nadzieję, że polityka inwestycyjna i formuła Funduszu spodoba się inwestorom – podsumowuje Krzysztof Tymoszyk.

Wielkanocne portfele Polaków

Od 500 do 1000 zł – tyle na spożywcze zakupy wielkanocne chce przeznaczyć 27 proc. Polaków, wynika z badania Santander Consumer Banku. Oznacza to, że osoby z przeciętnym wynagrodzeniem na świąteczne jedzenie muszą pracować minimum dwa dni. Z najnowszego raportu Grupy Progres wynika, że nasi rodacy chwytają się różnych sposobów na zdobycie środków, które przeznaczą na wielkanocny budżet. Wśród najczęściej wymiennych są bony na zakupy od pracodawców, branie nadgodzin lub praca dodatkowa oraz pożyczka.

  • Żeby zrobić zakupy na Wielkanoc, trzeba na nie zarobić. W zależności od wysokości wynagrodzenia na wypełnienie spożywczego koszyka przed świętami musimy pracować od kilku godzin do kilku dni.
  • Duże sieci handlowe oferują szereg rabatów oraz promują marki własne. Jednak i tak wiele z produktów będzie droższych niż rok wcześniej.
  • Według danych z wielkanocnego raportu Grupy Progres, mieszkańcy Polski nie tylko zwracają większą uwagę na ceny, ale szukają też różnych sposobów, by ich pensja nie ucierpiała za bardzo po wizycie w sklepie spożywczym. Wielu z nich liczy na pomoc pracodawcy i dodatki do wynagrodzenia.
  • Nie tylko benefity, ale i praca dorywcza lub nadgodziny to metoda Polaków na dodatkowy zarobek przed świętami.
  • Popularnym sposobem na świąteczne wydatki są kredyty, które zaciąga wiele osób. Jak podaje BIK, sprzedaż pożyczek pozabankowych w lutym br. osiągnęła poziom 712,8 mln zł. Co może potwierdzać, że polskie gospodarstwa domowe finansują potrzeby związane z bieżącymi potrzebami kredytem konsumpcyjnym.

Zbliżająca się Wielkanoc dla domowych budżetów oznacza dość spore wydatki. Ich dużą część pochłoną zakupy spożywcze, na które nasi rodacy przeznaczą od 100 do nawet 1 000 zł. Jak wynika z badania Santander Consumer Banku „Polaków Portfel Własny: Wiosenne wyzwania 2023″, najwięcej z nas – bo 27 proc. – chce zostawić na świątecznym stole od 501 do 1 000 zł. 24 proc. ankietowanych na zakupy spożywcze wyda od 301 do 500 zł, a 18 proc. od 201 do 300 zł. Co dziesiąty Polak przeznaczy na ten cel od 101 do 200 zł.

Żeby zrobić zakupy na Wielkanoc, trzeba na nie zarobić. Osoby, które otrzymują przeciętne wynagrodzenie – według danych GUS w lutym wynosiło ono 7 065,43 zł brutto – na wypełnienie spożywczego koszyka przed świętami (o wartości od 500 do 1 000 zł), muszą pracować od 2 do 4 dni. Polacy z minimalnym wynagrodzeniem (3 490 zł brutto), chcący wydać podobne kwoty, powinni przeznaczyć na pracę od 3 do 5 dni. Nawet jeśli wydamy mniej – czyli, jak deklaruje 24 proc. badanych od 301 do 500 zł lub między 201 a 300 zł (18 proc. Polaków), to i tak na wielkanocny wikt trzeba będzie pracować od kilku do kilkudziesięciu godzin. Wydatki i liczba dni, które musimy przepracować, żeby je pokryć, wzrosną, jeśli w planach – oprócz zakupów – będzie też podróż do rodziny – w zależności od środka transportu i odległości – trzeba będzie przeznaczyć na nią od kilkudziesięciu do kilkuset złotych. Nawet, gdy weźmiemy pod uwagę, że od środy, 1 marca ceny biletów w PKP Intercity spadły niemal do poziomów sprzed podwyżki wprowadzonej 11 stycznia br. Na połączenia kategorii TLK i IC są one średnio o około 11 proc. niższe, a dla kategorii EIC i EIP – zmniejszyły się średnio o około 15 proc.

Uwaga na promocje

Duże sieci handlowe oferują szereg rabatów oraz promują marki własne – tańsze od markowych produktów. Jednak i tak wiele z produktów będzie droższych niż rok wcześniej. Według najnowszych danych GUS, wzrost cen żywności osiągnął w lutym br. 24 proc. w perspektywie rok do roku. Co więcej, na „promocje” trzeba mocno uważać. Na szczęście wielu Polaków jest czujnych i nie daje się oszukać. Pomocna w tym przypadku jest również dyrektywa Unii Europejskiej – Omnibus. Z raportu firmy badawczej Quality Watch, która o Omnibusa zapytała 1 042 Polaków, wynika, że aż 64 proc. badanych zetknęło się̨ z informacjami dotyczącymi przepisów nakazujących podawanie najniższej ceny z ostatnich 30 dni w przypadku produktów promocyjnych. Co więcej, w opinii konsumentów, gdyby promocyjna cena produktu okazała się̨ wyższa niż̇ cena z ostatnich 30 dni, to 46 proc. badanych zdecydowałoby się̨ na zakup produktu w innym sklepie, a 22 proc. w ogóle zrezygnowałoby z zakupów tego produktu. Jedynie 7 proc. badanych kupiłoby produkt mimo wyższej ceny, a 8 proc. poprosiłoby sklep o obniżenie ceny do najniższej z ostatnich 30 dni. Inną strategią, preferowaną przez 17 proc. respondentów, byłoby przeczekanie aż̇ cena „wróci” do niższego poziomu.

Według danych z wielkanocnego raportu Grupy Progres, mieszkańcy Polski nie tylko zwracają większą uwagę na ceny, ale szukają też różnych sposobów, by ich pensja nie ucierpiała za bardzo po wizycie w sklepie spożywczym. Wielu z nich liczy na pomoc pracodawcy.

Najczęstszą formą wsparcia pracowników przed świętami, którą obserwujemy w polskich firmach, są dodatki do wynagrodzenia. One wśród pracowników cieszą się obecnie bardzo dużą popularnością, szczególnie te przybierające formę bonów na zakupy w sklepach danej marki lub kart przedpłaconych. W przypadku osób zatrudnionych w sieciach spożywczych oferowane są im np. zniżki na zakupy lub wybrane produkty niezbędne na wielkanocnym stole – mówi Paweł Dąbrowski, prezes spółek operacyjnych w Grupie Progres. – Rzadziej natomiast można liczyć na wsparcie w pokryciu kosztów wyjazdów świątecznych – dodaje Paweł Dąbrowski.

Świąteczne fuchy i nadgodziny

Nie tylko benefity, ale i praca dorywcza lub nadgodziny to metoda naszych rodaków na dodatkowy zarobek. Jej popularność rośnie szczególnie w okresach przedświątecznych. Jak wynika z raportu Grupy Progres i SeniorApp, już w pierwszej połowie ubiegłego roku, liczba osób zainteresowanych dodatkową pracą zwiększyła się o 165 proc. Wzrosło też zainteresowanie pracą tymczasową i sezonową – starało się o nią o 20 proc. więcej kandydatów niż w analogicznym okresie 2021 r.  Polacy chętniej podejmują tego typu zajęcia zarówno w danej firmie, jak i w formie zlecenia od osób prywatnych. Obejmują one np. robienie zakupów, sprzątanie mieszkania czy przygotowanie potraw na święta. Takie zamówienia dla ludzi, którzy nie mają czasu na przygotowanie świąt, a muszą to zrobić, często kalkulują się bardziej niż np. skorzystanie z ofert reklamowanych cateringów lub świątecznych menu w restauracjach gwiazd.

W restauracji Magdy Gessler – U Fukiera – możemy zamówić np. 900 ml żuru na prawdziwkach lub barszczu białego za 75 zł. 5 połówek faszerowanych jajek wyceniono na 35 zł, a 300 g sałatki jarzynowej na 41 zł. Babka z bakaliami to koszt 88 zł, a mazurek różany – 65 zł. W Starym Domu u Piotra Adamczyka porcja sałatki jarzynowej kosztuje 39 zł, niecały litr wielkanocnego żuru na zakwasie z prawdziwkami i białą kiełbasą to wydatek w wysokości 79 zł, ceny ciast wahają się od 80 do 270 zł.  Taniej jest w Krakowie. Zalipianki Ewy Wachowicz w ofercie mają np. litr żurku na wędzonce za 30 zł i zupę chrzanową (26 zł/1 l). Mazurek na wielkanocny stół kosztuje 110 zł/stuka, a sałatka jarzynowa — 67 zł/kg.

Wielkanoc na kredycie

Trzecim z najpopularniejszych sposobów na świąteczne wydatki są kredyty, które zaciąga wielu naszych rodaków. Jak podaje BIK, łączne zadłużenie gospodarstw domowych na koniec lutego 2023 r. z tytułu wszystkich produktów kredytowych (kredytów, limitów, pożyczek pozabankowych) wyniosło 717,5 mld zł, a sprzedaż pożyczek pozabankowych osiągnęła poziom 712,8 mln zł. Co może potwierdzać, że polskie gospodarstwa domowe finansują potrzeby związane z bieżącymi potrzebami kredytem konsumpcyjnym. Udział wartości kredytów opóźnionych w spłacie ponad 90 dni wynosi 5,7 proc. w porównaniu do 4,9 proc. zanotowanego na koniec 2021 r.

Niektóre firmy czy instytucje oferują swoim pracownikom pożyczki na preferencyjnych warunkach lub godzą się wypłacać zaliczki. Trzeba jednak pamiętać, że każde zadłużenie musimy później spłacić, a jego kwotę uwzględnić w wydatkach. Niestety wynagrodzenia, które je pokryją, raczej nie wzrosną lawinowo w odróżnieniu do odsetek chwilówek podkreśla Paweł Dąbrowski z Grupy Progres. – Jeśli pojawi się problem ze spłatą długu, może nam grozić komornik. Gdy w momencie egzekucji zwróci się on do pracodawcy, ten ma z reguły 7 dni na udzielenie odpowiedzi. Co więcej, przełożony nie może odmówić przekazania określonej kwoty odjętej z wynagrodzenia zadłużonego pracownika, bo za uchylanie się od nakazanych czynności grozi mu grzywna w wysokości do 5 tys. zł. Może być ona powtarzana do momentu, w którym określona kwota nie zostanie przekazana przez pracodawcę do windykującego ją urzędnika. Obecnie kwota wolna od zajęcia komorniczego wynosi 2 617,5 zł. Od lipca wzrośnie ona do 2 700 zł – przypomina ekspert.

Marzec 2023 r. drugim najlepszym sprzedażowo miesiącem w historii TIM SA

Ze wstępnych szacunków wynika, że przychody TIM SA ze sprzedaży netto towarów i usług związanych bezpośrednio ze sprzedażą towarów wyniosły w marcu 2023 r. 136,8 mln zł (-22,1% rdr.), zaś w całym I kwartale 2023 r. – 365,5 mln zł (-7,1% rdr.). Równo rok po bardzo nietypowym marcu 2022 r. miesięczne przychody Spółki po raz drugi w historii przekroczyły 130 mln zł.

– Nie licząc marca 2022 roku, za nami najlepszy miesiąc w historii TIM-u. Byliśmy świadomi niezwykle wysokiej bazy sprzed roku, wynikającej w ogromnej części ze zmiany, na mniej korzystne, zasad rozliczania programu „Mój Prąd” oraz z dużej niepewności, jaka zapanowała na rynku po rozpoczęciu przez Rosję pełnowymiarowej inwazji na Ukrainę. Wiedzieliśmy zatem, że wyrównanie, nie mówiąc o poprawieniu, rekordowych ponad 175 milionów złotych z marca 2022 roku nie wchodzi w grę – mówi Krzysztof Folta, prezes Zarządu TIM SA.

Tymczasem w marcu 2023 roku, pomimo zmiennej sytuacji na rynku szacowane przychody TIM-u przekroczyły – de facto po raz pierwszy w „normalnych” okolicznościach rynkowych – poziom 130 mln zł.

– Wyniki marca wskazują wyraźnie, że wykorzystujemy nasze istotne przewagi konkurencyjne. Coraz szersza oferta produktowa dostępna na TIM.pl w połączeniu z dużą aktywnością w rynku powodują, że stale rosnące grono klientów właśnie w TIM-ie odnajduje prawdziwe centrum elektrotechniki dla profesjonalistów – podsumowuje Krzysztof Folta.

Problemy finansowe w firmie – dostępne rozwiązania

Prowadzenie firmy nie zawsze przynosi oczekiwane zyski – szczególnie w czasach, gdy przedsiębiorcy zmagają się z tak wieloma trudnościami. Zdarza się, że sytuacja finansowa przedsiębiorstwa jest na tyle trudna, że trzeba rozważyć ogłoszenie upadłości lub zawieszenie działalności firmy. Na które z tych rozwiązań warto się zdecydować? Wszystko zależy od tego, jaka jest kondycja finansowa firmy.

Upadłość firmy – w jakich sytuacjach należy rozważyć jej ogłoszenie?

Upadłość firmy to rozwiązanie, na które warto zdecydować się w sytuacji, gdy firma nie jest w stanie pokrywać swoich zobowiązań finansowych. Jeśli firma ma już pewne zadłużenie i nie jest w stanie go spłacać, upadłość może być najlepszym rozwiązaniem. Oczywiście warto również zastanowić się nad restrukturyzacją, która w niektórych przypadkach może być dobrym sposobem na przywrócenie firmie płynności finansowej, a tym samym – na uniknięcie upadłości.

Warto mieć na uwadze, że w wyniku postępowania upadłościowego może dojść do redukcji lub umorzenia długów. Niezbędne jest jednak postępowanie przed sądem upadłościowym, które może być długotrwałe.

Więcej informacji na temat upadłości firmy znajdziesz tutaj: https://lipinskikancelaria.pl/upadlosc-firmy/

Upadłość firmy – warunki

Aby ogłoszenie upadłości firmy było możliwe, trzeba spełnić pewne warunki. Przede wszystkim firma ta musi mieć co najmniej dwóch wierzycieli. Oprócz tego musi być niewypłacalna – a zatem nie ma możliwości terminowego regulowania swoich zobowiązań. Opóźnienia w ich spłacaniu powinny przekraczać trzy miesiące.

Czy zawieszenie działalności firmy jest lepszym rozwiązaniem?

Zawieszenie działalności oznacza przerwę w jej prowadzeniu. Może to być bardzo korzystne rozwiązanie dla przedsiębiorców, którzy zmagają się z czasowymi trudnościami, jednak nie wykluczają możliwości wznowienia działalności w przyszłości. Zawieszenie firmy jest odwoływalne, co oznacza, że przedsiębiorca w każdej chwili może wznowić działalność – a tym samym firma będzie działała w taki sposób, jak przed zawieszeniem.

W przypadku zawieszenia firmy kluczowe jest to, że przedsiębiorstwo nie jest zadłużone. Tak naprawdę zawieszenie jest sposobem na uniknięcie tego zadłużenia – warto zawczasu zawiesić działalność, zanim czekać, aż problemy finansowe się pogłębią.

Korzyści wynikające z zawieszenia działalności

Jedną z największych korzyści wynikających z zawieszenia działalności jest brak konieczności płacenia comiesięcznych składek ZUS i podatku dochodowego. Obecnie składki ZUS rosną w błyskawicznym tempie, a przedsiębiorcy nie zawsze są w stanie je pokryć. To jeden z powodów, dla których sytuacja finansowa tak wielu firm w Polsce pogorszyła się w ostatnim czasie.

Inną zaletą zawieszenia działalności jest bardzo duża swoboda przedsiębiorcy. Mowa tu między innymi o tym, że właściciel firmy może zawiesić ją z dowolnego powodu – na przykład choroby, trudnej sytuacji rodzinnej czy problemów finansowych. Firmę można zawieszać dowolną liczbę razy, a minimalny okres zawieszenia to 30 dni. A zatem może to być bardzo korzystne rozwiązanie w przypadku przejściowych problemów finansowych.

Zawieszenie firmy – warunki

Oczywiście przedsiębiorca, który chce zawiesić działalność, musi spełnić pewne warunki. W trakcie zawieszenia nie można prowadzić firmy i osiągać z tego tytułu dochodów – jest to jednak zrozumiałe. Nie można też zatrudniać pracowników. Przed zawieszeniem firmy należy rozwiązać wszystkie umowy o pracę. W przeciwnym wypadku zawieszenie działalności nie będzie możliwe.

Podsumowanie

Wybór pomiędzy upadłością firmy a zawieszeniem działalności nie jest prostym zadaniem. Decyzja taka powinna zostać poprzedzona bardzo dokładną analizą kondycji finansowo-majątkowej przedsiębiorstwa. Wszystko zależy od tego, czy firma posiada zadłużenie. Jeśli nie – zawieszenie działalności może być dobrym sposobem na uniknięcie długów. Jeżeli jednak firma ma długi, ogłoszenie upadłości może być dobrym rozwiązaniem. Jedno jest pewne – warto skorzystać z pomocy kancelarii, która nie tylko pomoże w wyborze najkorzystniejszego rozwiązania, ale też zapewni przedsiębiorstwu potrzebne wsparcie prawne.

Rośnie zjawisko greenwashingu. KE chce z nim walczyć

Greenwashing to zjawisko wprowadzania w błąd w odniesieniu do praktyk środowiskowych firm lub korzyści z zastosowania produktów czy usług. Od niejasnych twierdzeń po sfałszowane dane, „zielone kłamstwo” jest coraz mocniej obecne w naszym codziennym życiu. „Eko”, „zrównoważone”, „naturalne”, „cyrkularne”, „z recyklingu” a może „przyjazne dla klimatu”? Firmy prześcigają się w przyciągających klientów proekologicznych hasłach, które często okazują się jedynie ekościemą. Unia Europejska chce z tym walczyć i zapowiada nowe przepisy chroniące nas przed greenwashingiem.

Proekologiczną aktywność wymuszają rosnące oczekiwania konsumentów dotyczące ochrony środowiska i klimatu. Niestety wiele z tych działań jest czysto iluzoryczna, a często wręcz nieprawdziwa, a klienci, którzy nabrali się na pseudo ekologię, tracą zaufanie także do firm, które naprawdę dbają o stan środowiska. Eksperci wskazują, że zrównoważony rozwój i społeczna odpowiedzialność biznesu w nadchodzących latach jeszcze bardziej wpłyną na politykę firm z niemal każdej branży. Wraz ze wzrastającym popytem na towary i usługi przyjazne dla otoczenia, lawinowo rośnie „zielony” trend reklamowy, w którym akcentowany jest ich korzystny związek ze środowiskiem naturalnym. Nawet kontrowersyjne Mistrzostwa Świata w piłce nożnej w Katarze FIFA promowała jako pierwszy w historii mundial neutralny pod względem emisji CO2.

Greenwashing podważa zaufanie klientów do zrównoważonego rozwoju i w efekcie potęguje negatywny wpływ na środowisko. Zjawisko to występuje zarówno w małych, jak i dużych firmach. Badania Komisji Europejskiej z 2020 r., w których zweryfikowano 150 „ekologicznych” haseł reklamowych wykazało, że 53 proc. z nich zawierało nieprecyzyjne, wprowadzające w błąd lub niepoparte dowodami informacje. Natomiast spośród 344 ocenionych deklaracji producentów dotyczących zrównoważonego rozwoju 40 proc. przypadków uznano za całkowicie bezpodstawne. Doskonałym sposobem na przekonanie konsumentów, że produkt jest zielony, są wszelkiego rodzaju certyfikaty i nagrody. Przeprowadzone w tym zakresie badania wskazały, że już ogromna różnorodność etykiet i oznaczeń środowiskowych — zidentyfikowano ich w Unii około 230 — sama w sobie podważa zaufanie konsumentów.

Jak nie dać się oszukać greenwashingowi?

Konsumenci są coraz bardziej świadomi wpływu swoich działań i decyzji na środowisko. To z kolei prowadzi światowe rynki i firmy do przyjmowania strategii w kierunku zwalczania wpływu ich negatywnej działalności na naszą planetę. Według ubiegłorocznego raportu Ministerstwa Klimatu i Środowiska aż 81 proc. Polaków raczej dobrze bądź zdecydowanie dobrze ocenia własną postawę ekologiczną. Warto więc wiedzieć, na co zwracać uwagę, aby nie stać się ofiarą praktyk greenwashingu.

Oto, lista 10 najczęstszych nieprawidłowości:

  1. Informowanie, że produkt jest „ekologiczny” na podstawie nieracjonalnie wąskiego zestawu zalet, bez uwzględnienia innych ważnych kwestii środowiskowych.
  2. Powoływanie się na nieistniejące certyfikaty lub wręcz stworzone na potrzeby danej marki, czy kampanii. Nielegalnie i bezpodstawnie używanie eko znaków i certyfikatów, a także zbyt przerysowane, sugestywne obrazy, a nawet zmyślone dane, etykiety, stemple, pieczęcie, kolory — fałszywie sugerujące ekologiczny aspekt produktu, marki lub firmy.
  3. Używanie żargonu i pojęć nie naukowych, niezrozumiałych dla konsumentów, określeń specjalnie stworzonych na potrzeby danej usługi, czy produktu. Często celowy brak precyzji w opisach.
  4. Brak dowodów potwierdzających praktyki ekologiczne lub przekazywanie ich w sposób nie znajdujący potwierdzenia w dostępnych źródłach.
  5. Prezentowanie tylko część cyklu marki czy produktu, który nie uwzględnia całości wpływów środowiskowych wynikających z procesu produkcji lub użytkowania oraz pozbywania się jako odpadu.
  6. Eksponowanie korzystnych aspektów ekologicznych osiągnięte przez manipulacje danymi. Zniekształcanie rzeczywistego wpływ produktu na środowisko. Przedstawianie danych nieistotnych z punktu widzenia konsumenta lub wymaganych przepisów.
  7. Nieprecyzyjna komunikacja, używanie haseł i stwierdzeń, które konsument może odebrać emocjonalnie, lub wręcz nieracjonalnie.
  8. Fałszywe twierdzenia, przekazujące nieprawdziwe informacje, m.in. niezgodne z prawem oznakowania i certyfikaty, podające fałszywe dane o zawartości materiału z recyklingu lub jego bio przydatności.
  9. Redukowanie kosztów firmy pod pozorem dbałości o środowisko.
  10. Twierdzenie, iż dany produkt lub marka pozytywnie wyróżnia się na tle danej kategorii czy branży, w istocie mającej na celu odwrócenie uwagi konsumentów od szkodliwości na środowisko całego sektora, z którego się wywodzi.

Wojna z ekościemą…

Wkrótce będziemy mieć większą pewność w zakresie ekologicznych zapewnień producentów. Proponowana dyrektywa KE ws. uzasadniania i przekazywania informacji dotyczących oświadczeń środowiskowych ma na celu ograniczenie zjawiska greenwashingu i zaostrzenie zasad zatwierdzania nowych oznaczeń ekologicznych. Zgodnie z przedstawioną propozycją przedsiębiorstwa decydujące się na opatrzenie swoich produktów lub usług ekologiczną deklaracją, będą musiały przestrzegać norm dotyczących sposobu uzasadniania tego typu oświadczeń i ich komunikowania.

Co ważne, zanim przedsiębiorstwo zdecyduje się na przekazanie konsumentom któregokolwiek z uwzględnionych rodzajów „eko deklaracji”, oświadczenia te będą musiały zostać niezależnie zweryfikowane i potwierdzone dowodami naukowymi. Będzie to jednak korzystne również dla firm, ponieważ te, które podejmują rzeczywiste wysiłki, będą łatwiej rozpoznawalne i nagradzane przez konsumentów oraz będą mogły zwiększyć swoją sprzedaż — zamiast zmagać się z nieuczciwą konkurencją. Natomiast kary za nieprzestrzeganie przepisów będą egzekwowane przez władze krajowe — które mają być także zobligowane do regularnych kontroli przedsiębiorstw i obejmować grzywny, konfiskatę dochodów, a także czasowe wykluczenie z postępowań o udzielenie zamówień oraz finansowania publicznego.

Bruksela chce, aby od 2024 r. duże koncerny musiały ujawniać i certyfikować pełen zakres swoich działań w tym zakresie. Porozumienie w sprawie wymogów dotyczących ujawniania informacji ESG musi teraz zostać ratyfikowane przez parlamenty poszczególnych państw członkowskich oraz Parlament Europejski. ESG to skrót oznaczający składający się z trzech elementów: E – Środowisko (z ang. environmental), S – Społeczna odpowiedzialność (z ang. social responsibility) i G – Ład korporacyjny (z ang. corporate governance). Są to czynniki, na podstawie których tworzone są ratingi i oceny poza finansowe przedsiębiorstw, a ich głównym celem jest dostarczenie inwestorom możliwości porównania na jednej płaszczyźnie kierunków inwestowania, poprzez analizę tych parametrów.

Warto również przypomnieć, że już teraz, jeśli eko deklaracje firm nie znajdują odzwierciedlenia w faktach i codziennym działaniu. Może się to skończyć wysoką karą nałożoną przez UOKiK za naruszenie zbiorowych interesów klientów.

Oto kilka najgłośniejszych przykładów ekościemy:

Znana na całym świecie Amerykańska firma Coca-Cola została oskarżona o greenwashing w dwóch głośnych procesach. Firma najpierw promowała nową linię niskocukrowej wersji Coca-Cola Life jako „zieloną, zdrową alternatywę”. Jednak etykieta o niskiej zawartości cukru wprowadzała konsumentów w błąd. Po tym, jak dietetycy przyznali, że napój nadal nie jest zdrowy, zniknął on ze sklepowych półek. Coca-Cola zobowiązała się też do zmniejszenia ilości plastikowych odpadów. Jednak w istocie została uznana za jedną z największych na świecie firm zanieczyszczających tworzywem sztucznym. Jak stwierdził dyrektor kampanii Greenpeace USA Oceans, John Hocevar: „Coca-Cola produkuje rocznie 120 mld jednorazowych plastikowych butelek – a 99 proc. tworzyw sztucznych powstaje z paliw kopalnych, co pogarsza zarówno kryzys związany z tworzywami sztucznymi, jak i klimatyczny”. Podkreślając, że firma wciąż unika przyznania, że produkcja jej butelek stanowi ogromny problem środowiskowy. Hocevar zauważył również, że Coca-Cola nadal nie poinformowała, w jaki sposób zamierza osiągnąć swoje cele klimatyczne, jeśli nie zrezygnuje z wykorzystywania plastiku.

Najtańszy i najbardziej szkodliwy dla środowiska miał węglowy, którym Polacy powszechnie palą w domach, „ekogroszek” w ogóle nie jest eko. Jedak jak pokazały badania przeprowadzone przez Kantar na zlecenie organizacji Client Earth aż 43 proc. jego użytkowników, postrzega go jako produkt przyjazny dla środowiska. Prawie połowa ankietowanych jest przekonana, że w mniejszym stopniu niż inne rodzaje węgla przyczynia się do smogu. Zdaniem 20 proc. wydziela mniej dymu. Według 9 proc. jego spalanie jest mniej szkodliwe dla zdrowia, a 8 proc. stwierdziło, że jest bardziej przyjazny dla klimatu. Na opakowaniach ekogroszku – oprócz przedrostka „eko”, który w tym wypadku pochodzi od słowa „ekonomiczny” – pojawia się zieleń, listki i drzewka. Batalia o zmianę nazwy trwa. Z jednej strony są spółki górnicze i związkowcy. Po drugiej ekolodzy, którzy wzywają producentów i sprzedawców do zaprzestania stosowania tej mylącej nazwy.

W lipcu 2022 r. za greenwashing zostały pozwane holenderskie linie lotnicze KLM. Jak wiemy, lotnictwo opiera się na paliwach kopalnych, których spalanie przyczynia się do globalnego ocieplenia. Tymczasem, jak twierdzą ekolodzy z organizacji Client Earth, kampania marketingowa firmy KLM próbuje przekonać konsumentów, że jest inaczej. Holenderskie linie lotnicze mają wytwarzać fałszywe wrażenie co do zrównoważonego charakteru jej lotów i planów przeciwdziałania szkodom klimatycznym. Pozywający utrzymują, że reklamy przewoźnika i jego program redukcji emisji dwutlenku węgla tworzą fałszywy obraz sytuacji.

Wpadkę zaliczyła też linia EasyJet, która twierdziła, że jej samoloty na tych samych trasach, co konkurencja emitują o 22 proc. mniej dwutlenku węgla — nie wspomniała jednak, że chodzi o 22 proc. mniej, licząc na pasażera, bo po prostu upycha ich do jednego samolotu więcej niż inni. W istocie maszyna emitowała go tyle samo CO2, co inne linie.

Również gigant motoryzacyjny Volkswagen został przyłapany na greenwashingu. Pragnąc wykorzystać rosnącą grupę konsumentów zainteresowanych niedrogim transportem niskoemisyjnym, niemiecki producent oznaczył swoją linię pojazdów z silnikiem Diesla jako jedną z najbardziej przyjaznych opcji dla środowiska. Przez kilka lat pojazdy były uważane za jedne z najniższych w emisji na rynku silników spalinowych. Proceder trwał do czasu, gdy Agencja Ochrony Środowiska Stanów Zjednoczonych zdała sobie sprawę, że samochody emitują nawet 40 razy więcej, zanieczyszczeń niż reklamowano. Volkswagen zaprzeczył fałszowaniu danych i wprowadzaniu w błąd opinii publicznej, mówiąc, że źle zrozumiał wymagania dotyczące testów. Jednak jak wykazało śledztwo, koncern wyposażył swoje samochody w „urządzenie ograniczające skuteczność”, które aktywowało się tylko podczas testowania emisji samochodu, aby zmniejszyć emisję zanieczyszczeń. Z kolei podczas normalnego użytkowania samochody emitowały 40 razy więcej tlenków azotu, niż było dozwolone. Doprowadziło to do kilku procesów sądowych i wysokich kar. Jak szacuje amerykański Forbes afera, kosztowała Volkswagena 35,4 mld dol.

W listopadzie 2020 r. odkryto, że w reakcji na zapowiedź przez Wielką Brytanię, zakazu sprzedaży pojazdów z silnikami spalinowymi od 2030 r. Aston Martin, Bosch i inne marki sfinansowały raport, w którym bagatelizowano korzyści środowiskowe pojazdów elektrycznych. Próbowano obalić sens tej decyzji za pomocą wprowadzających w błąd informacji na temat emisji CO2 wytwarzanych podczas produkcji elektryków. Afera z greenwashingiem stała się znana jako „Astongate” — biorąc pod uwagę relacje między brytyjskim producentem samochodów a jego, fasadową spółką podszywającą się pod agencję public relations, która została utworzona w celu promowania jego raportu.

Autor ©  Adam Białas — ekspert rynku, dziennikarz biznesowy i dyrektor w agencji „BIALAS Consulting & Solutions” .

Urlop wypoczynkowy – kiedy pracownikowi przysługuje 26 dni wolnych?

Kodeks pracy reguluje zarówno prawa i obowiązki pracownika, jak i pracodawcy. Pracownik uzyskuje niezbywalne prawo do urlopu wypoczynkowego a pracodawca obowiązek jego udzielenia. Urlop ten ma na celu regenerację sił po pracy. Kto może skorzystać z urlopu wypoczynkowego? Jak go udzielić? Co musisz o nim wiedzieć? W tym artykule rozwiejemy najczęstsze pytania w tym zakresie.

Kto może skorzystać z urlopu wypoczynkowego?

Zgodnie z Kodeksem pracy z urlopu wypoczynkowego może skorzystać każda osoba zatrudniona na podstawie umowy o pracę. To coroczne, nieprzerwane, płatne świadczenie, którego pracownik nie może się zrzec ani przenieść na osobę trzecią. 

Urlop wypoczynkowy ma pozwolić na odpoczynek, regenerację sił fizycznych, a także psychicznych. Natomiast Ty jako pracodawca masz obowiązek udzielić urlopu wypoczynkowego w tym roku kalendarzowym, w którym pracownik uzyskał do niego prawo. A do 30 września następnego roku – urlopu niewykorzystanego za rok poprzedni. 

Co więcej, w związku ze stanem zagrożenia epidemiologicznego, ogłoszonego z powodu COVID-19 (przedłużonego do dnia 31.03.2023 r.), możesz udzielić pracownikowi zaległego urlopu niewykorzystanego w poprzednich latach w wymiarze do 30 dni, w terminie przez siebie ustalonym bez zgody pracownika i z pominięciem planu urlopu. Pracownik powinien go wykorzystać.

Jak udzielić urlopu wypoczynkowego?

Pracownik chcący skorzystać z przysługującego mu prawa do urlopu powinien zgłosić się do Ciebie, jako pracodawcy, lub bezpośredniego przełożonego z pisemnym wnioskiem o urlop wypoczynkowy. 

Samo złożenie wniosku nie jest równoznaczne ze zgodą na nieobecność w podanym terminie. To od Ciebie jako pracodawcy, lub bezpośredniego przełożonego, zależy, czy pracownik taką akceptację uzyska. Zgodę wyrażasz dopiero, podpisując się na wniosku urlopowym. 

Kiedy pracownikowi przysługuje wymiar 26 dni urlopu?

Długość urlopu wypoczynkowego uzależniona jest od wymiaru urlopu, jaki przysługuje danemu pracownikowi –  wpływa na niego tzw. staż pracy.

Art. 154 § 1 Kodeksu pracy mówi, że wymiar urlopu wynosi:

  • 20 dni (jeżeli pracownik jest zatrudniony krócej niż 10 lat),
  • 26 dni (jeżeli pracownik jest zatrudniony co najmniej 10 lat).

Do stażu pracy wliczają się również okresy nauki zakończone odpowiednim świadectwem, zaświadczeniem bądź dyplomem.

W momencie gdy pracownik przedłoży Ci dokument ukończenia na przykład licencjatu, to do stażu pracy musisz wliczyć mu 8 lat.

W dalszym ciągu ten temat brzmi niejasno? Dowiedz się więcej o tym, co charakteryzuje urlop wypoczynkowy na Firmove. Portal przedstawia szczegóły dotyczące świadczenia i np. tego, co wlicza się do stażu pracy, jak udzielanie urlopu wygląda w praktyce i jak obliczyć wynagrodzenie za urlop.

Nabycie prawa do wymiaru 26 dni w trakcie roku kalendarzowego

Jak mówi art. 158 Kodeksu pracy pracownikowi, który wykorzystał urlop za dany rok kalendarzowy, a następnie uzyskał w ciągu tego roku prawo do urlopu w wyższym wymiarze, przysługuje urlop uzupełniający. W momencie osiągnięcia przez niego 10-letniego stażu pracy należy więc uzupełnić urlop pracownika o 6 dni.

Urlop proporcjonalny a nabycie prawa do wymiaru 26 dni w trakcie roku

W sytuacji, gdy zatrudniasz pracownika w ciągu roku kalendarzowego, musisz ustalić proporcjonalny wymiar urlopu. Jeżeli w trakcie roku osiągnie 10-letni staż, uwzględniasz wyższy wymiar.

Pamiętaj, że Kodeks pracy gwarantuje niezbywalne prawo do urlopu wypoczynkowego, dzięki któremu pracownik może zredukować stres i skorzystać z odpoczynku od pracy. Pracodawca jest zobowiązany do obliczenia wymiaru i udzielania urlopu zgodnie z obowiązującym prawem.

Aktywa ryzykowne korzystają na powrocie optymizmu

Sentyment na rynku poprawił się, nie wpłynęło to jednak istotnie na polskiego złotego, którego charakteryzuje wyjątkowa stabilność. Posiedzenie RPP w tym tygodniu raczej tego nie zmieni – naszym zdaniem jest znacznie za wcześnie na zapowiedzi odwrócenia cyklu podwyżek.

Ustępujące obawy dot. sektora bankowego przyczyniły się w ubiegłym tygodniu do umocnienia aktywów ryzykownych. Brak nowych wiadomości jest dla inwestorów bardzo korzystny, rynek wydaje się bowiem coraz bardziej zgodny co do tego, że ostatnie upadki banków spowodowane były jednostkowymi czynnikami, nie zaś problemami systemowymi. Dolar, za sprawą rosnącego apetytu na ryzyko, osłabił się względem każdej z głównych walut z wyjątkiem jena japońskiego. Zwyżki kontynuowały rynki wschodzące, którym przewodziły waluty latynoamerykańskie. Te ostatnie radzą sobie jak dotąd w 2023 r. najlepiej, co stanowi potwierdzenie naszego pozytywnego nastawienia do nich.

Po niedawnym zwrocie w stronę sektora bankowego uwaga rynku ponownie skoncentruje się na odczytach makroekonomicznych. W związku z nadchodzącymi Świętami Wielkanocnymi nie będzie ich wiele, ważną rolę odegra jednak z pewnością piątkowy (7.04) raport z amerykańskiego rynku pracy (non farm payrolls, NFP). Warto podkreślić, że większość giełd będzie funkcjonować jedynie do czwartku 6.04.

Patrząc nieco szerzej, ciekawa wydaje się reakcja rynku na ogłoszone w weekend ogromne cięcie produkcji ropy przez OPEC+ – choć ceny surowca momentalnie wzrosły, jak dotąd waluty surowcowe odnotowały jedynie skromne wzrosty. Większa aprecjacja wydaje się ograniczana przez obawy związane z wpływem na inflację.

PLN

Umocnienie złotego w relacji do euro w ubiegłym tygodniu było niewielkie (+0,2%), szczególnie w porównaniu z tym notowanym przez forinta węgierskiego (+1,3%) i koronę czeską (+0,9%). Nieduża zmiana w tym kontekście nie jest negatywna, ale stanowi wyraz odporności polskiej waluty – umocnienie wielu innych walut, w tym wyżej wymienionych, to efekt zmniejszających się obaw o sytuację sektora bankowego, które wcześniej uderzały w waluty.

Choć inflacja CPI w marcu spadła, to dane nie są pozytywne. Po pierwsze, spadek ten jest mechaniczny (jest w znacznej mierze wypadkową wysokiej bazy z ubiegłego roku) i nie sugeruje wyhamowania procesów cenowych. Po drugie, spadek ten jest mniejszy od oczekiwanego (16,2% wobec konsensusu ok. 16%). Czekamy na trwałe obniżenie inflacji, w tym szczególnie momentum bazowej dynamiki cen – póki co dane tego nie pokazują.

Przedświąteczny tydzień zapowiada się raczej spokojnie. Za nami jest już publikacja marcowych danych PMI dla przemysłu, która pokazała mało znaczące obsunięcie indeksu do 48,3 pkt z 48,5 pkt w lutym. W dalszej części tygodnia naszą uwagę skoncentrujemy przede wszystkim na posiedzeniu RPP. Jego wynik poznamy w środę 5.04 po południu, z kolei w czwartek skupimy się na konferencji prasowej prezesa Glapińskiego. Kwietniowe posiedzenie raczej nie przyniesie przełomu. Prezes najpewniej pozytywnie będzie wypowiadał się o spadku inflacji, niemniej ciężko oczekiwać zapowiedzi dotyczącej odwrócenia cyklu podwyżek. Polski złoty powinien więc reagować głównie na sygnały z zewnątrz.

EUR

Dane dot. inflacji nie dostarczają Europejskiemu Bankowi Centralnemu powodów do optymizmu. Główna miara inflacji nadal spada, to jednak głównie efekt niższych cen energii, szczególnie gazu, które poruszają się w dół od czasu osiągnięcia szczytu w sierpniu. Znacznie bardziej lepka miara bazowa w marcu osiągnęła kolejny rekord, z kolei miesięczna zmiana tego indeksu wynosiła dwukrotność oczekiwanej. Ta kluczowa miara znajduje się obecnie o mniej więcej 3 pp. powyżej stóp procentowych EBC, co praktycznie gwarantuje kontynuację podwyżek kosztów pieniądza.

Obawy dotyczące sektora bankowego zdają się zanikać, co pozostawia EBC sporo miejsca na nadrabianie dystansu względem Fedu w najbliższych miesiącach. Uważamy, że nadchodzące podwyżki stóp i informacje z Chin sugerujące ożywienie sprawiają, że droga do dalszej aprecjacji euro jest otwarta.

USD

Ubiegły tydzień przyniósł dwie dobre wiadomości z amerykańskiej gospodarki. Silnie odbiły indeksy PMI opisujące aktywność biznesową. Wspiera to przekonanie, że gospodarka jak na razie nie poddaje się obawom związanym z kondycją sektora bankowego kontynuując wzrost przy wciąż bardzo ciasnym rynku pracy. Lutowy raport o inflacji PCE, która jest miarą preferowaną przez Fed, okazał się nieco łagodniejszy niż oczekiwano – główna miara spadła do 5%, najniższego poziomu od września 2021 r.

Dane przyczyniły się do wyraźnych zwyżek na amerykańskim rynku akcji oraz do osłabienia dolara – odwrócił się trend skłaniający do kierowania środków w stronę tzw. bezpiecznych przystani. W tym tygodniu spodziewamy się, że sytuacja będzie podobna – ścieżka najmniejszego oporu dla dolara wiedzie póki co w dół. Dobry piątkowy odczyt NFP z amerykańskiego rynku pracy może przechylić szalę w kierunku finalnej podwyżki o 25 pb. na majowym posiedzeniu Fedu. Uważamy jednak, że musielibyśmy otrzymać wiele danych znacząco przewyższających konsensus (szczególnie tych dot. dynamiki płac), aby rynek był skłonny uwierzyć w kolejne podwyżki po maju.

GBP

Skromna rewizja w górę PKB za IV kwartał była wszystkim, czego potrzebowali inwestorzy, aby pchnąć funta wyżej względem każdej z walut G10 z wyjątkiem dolara kanadyjskiego. Funt jest najlepiej radzącą sobie jak dotąd w 2023 r. walutą, co przypisywać można po części odporności brytyjskich danych makroekonomicznych, izolacji brytyjskiego sektora bankowego od zewnętrznych wstrząsów oraz jastrzębiemu stanowisku przyjętemu przez Bank Anglii (BoE). Prezes BoE Andrew Bailey ostrzegł w zeszłym tygodniu, że ostatnie zawirowania nie powstrzymają najprawdopodobniej dalszego zacieśniania, a kolejna podwyżka o 25 pb. na najbliższym, majowym posiedzeniu wydaje się bardzo prawdopodobna.

Z każdym tygodniem perspektywa recesji coraz bardziej się oddala, a funt, do niedawna niecieszący się sympatią inwestorów, także według wielu miar niedowartościowany, czerpie z tego korzyści. W tym tygodniu nie będziemy mieli do czynienia z wieloma publikacjami mającymi realny potencjał wstrząśnięcia kursem brytyjskiej waluty, spodziewamy się więc, że funt względem pozaeuropejskich walut będzie poruszał się podobnie jak euro.

CNY

Juan zakończył tydzień z niewielką zmianą względem dolara amerykańskiego, radził sobie jednak gorzej od większości pozostałych walut rynków wschodzących. Ważony handlem indeks CFETS RMB spadł o 0,5% pomimo kilku pozytywnych danych gospodarczych. Zeszłotygodniowe dane NBS PMI pozytywnie zaskoczyły, wskazując na silne ożywienie, szczególnie w sektorze usług – wskaźnik PMI dla sektora nieprodukcyjnego wzrósł do 58,2 pkt, najwyższego poziomu od maja 2011 r.

Dziś odczyt wskaźnika Caixin PMI dla sektora produkcyjnego, koncentrujący się na mniejszych i zorientowanych na eksport firmach, mocno rozczarował, spadając do 50,0 pkt. Nie wskazał tym samym ani na ekspansję, ani na kurczenie się aktywności w marcu. Choć może nam to powiedzieć więcej o stanie popytu zewnętrznego, potwierdza to nierównomierność ożywienia gospodarczego. Ten tydzień zapowiada się względnie spokojnie. Wielkanoc poprzedzi środowy Festiwal Qingming (Dzień Zamiatania Grobów). W centrum uwagi znajdą się przede wszystkim wiadomości z zewnątrz, na uwadze będziemy mieli jednak czwartkowe Caixin PMI dla usług.

Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan CFA, Roman Ziruk, Itsaso Apezteguia, Michał Jóźwiak – analitycy Ebury

OPEC+ namieszał. Na stacjach będzie jeszcze drożej

OPEC+ zmienia zasady gry – zaskakująco tnie produkcję i podbija ceny ropy. Jeszcze dwa tygodnie temu świat mógł cieszyć się z ekstremalnie niskich (jak na dzisiejsze standardy) cen ropy naftowej. Baryłka ropy Brent spadła do 70 dolarów, co było najniższym poziomem od grudnia 2021 roku. Dzisiaj o poranku ta sama baryłka kosztowała nawet 15 dolarów więcej! Tak potężna zmiana cen to efekt niespodziewanej decyzji kartelu OPEC wraz ze wsparciem ze strony Rosji czy Kazachstanu. Wydawało się, że niższe ceny ropy szybciej pozwolą uzdrowić światową gospodarkę z inflacji, ale obecnie nie jest to już takie pewne. 

OPEC+ tnie produkcję o ponad 1 mln brk na dzień!

W pierwszy dzień roboczy kwietnia OPEC+ miał zebrać się i zadecydować o wielkości produkcji w rozszerzonym kartelu w kolejnym miesiącu. Spotkanie ma się odbyć, ale nie będzie ono miało znaczenia dla dzisiejszych notowań czarnego płynnego złota. W trakcie weekendu kraje OPEC zgodziły się na dobrowolne dodatkowe cięcia produkcji celem stabilizacji cen na rynku ropy. Nie da się ukryć, że jest to po części odpowiedź na ostatnie potężne spadki cen, które jednak w drugiej połowie marca zostały praktycznie wymazane. Niemniej ogłoszone cięcie ma wynieść 1,16 mln w samym kartelu, w którym Arabia Saudyjska ma odpowiadać za dodatkowe cięcie na poziomie 500 tys. brk na dzień, a Irak ma zmniejszyć dodatkowo produkcję o 211 tys. brk na dzień. Zjednoczone Emiraty Arabskie, które jeszcze niedawno miały rozważać wyjście z OPEC celem pełnej ekspansji produkcji zgodziły się na cięcie na poziomie 128 tys. Kuwejt z kolei ma zmniejszyć produkcję o 128 tys.

To jednak nie wszystko! Poza samym OPEC cięcia będą kontynuowane lub nawet zwiększane. Rosja, która początkiem tego roku poinformowała o zmniejszeniu produkcji o 500 tys. brk na dzień wskazała, że będzie to utrzymane do końca tego roku, podobnie jak dodatkowe cięcia ze strony OPEC. Kazachstan, który znajduje się w rozszerzonym kartelu i sprzedaje teraz ogromne ilości ropy do krajów europejskich tnie produkcję o 78 tys. brk na dzień.

OPEC+ ciął już wcześniej, ale tym razem będzie to bardziej realne!

Nie należy również zapominać, że nie jest to pierwsze cięcie produkcji ze strony OPEC. W październiku zeszłego roku OPEC zdecydował się na cięcie celu produkcyjnego o 2 mln brk na dzień. Realne cięcie było mniejsze, ale wciąż obecne cięcie celu produkcyjnego wynosi 3,66 mln brk na dzień, co stanowi ok. 3,7% światowego popytu na ropę. Nowe cięcia nie są jedynie dostosowaniem sytuacji do realiów, kiedy to OPEC nie był w stanie produkować zgodnie z założonym celem. Obecnie cięcia mają być przeprowadzane głównie przez te państwa, które są w stanie produkować więcej. Dodatkowo dochodzi do tego spory efekt zaskoczenia.

W grę wchodzi polityka. Arabia Saudyjska jest wściekła

OPEC, a w zasadzie OPEC+ ma zdecydowanie większą moc cenotwórczą niż było to w ostatnich kilku latach. Siła amerykańskich łupków nie jest już tak duża jak miało to miejsce w przeszłości – producenci skupili się na oddawaniu swoich zysków akcjonariuszom, zamiast zwiększać inwestycje. Ilość niedokończonych odwiertów zmniejszyła się drastycznie, a liczba aktywnych wież wiertniczych sugeruje niewielki potencjał do zwiększenia produkcji w najbliższych dwóch miesiącach.Arabia Saudyjska jest wściekła

Produkcja w USA ma ograniczony potencjał do dalszego wzrostu ze względu na brak inwestycji. Na wykresie liczba wież wiertniczych i przesunięta produkcja. Źródło: Bloomberg, XTB

OPEC nie boi się łupków, ale nie boi się też amerykańskiej administracji. W zeszłym roku USA zalały rynek ropą z rezerw strategicznych, które obecnie są na najniższym poziomie od lat 80! Oznacza to, że Amerykanie nie mają siły, aby przeciwdziałać cięciom OPEC. W pewnym momencie uwalniano rezerwy aa poziomie 1 mln baryłek dziennie. Nie dość, że obecnie tego nie obserwujemy, to jeszcze OPEC tnie produkcję dodatkowo o 1 mln brk. Nie trudno się domyślić, jaki będziemy mieli efekt netto.

Arabia Saudyjska zwróciła się do USA, aby ten rozpoczęły odbudowywanie rezerw za pomocą saudyjskiej ropy. Jednak publiczne zaprzeczenie, że do uzupełniania rezerw nie dojdzie w najbliższym czasie doprowadziło do wściekłości Arabii Saudyjskiej. Najprawdopodobniej wcześniej za kulisami musiało dojść do złożenia pewnych obietnic, które zostały ściągnięte ze stołu przez oświadczenie EIA.

Ile ropy będzie mniej i czy ma to znaczenie?

Cel produkcyjny OPEC+ nie jest obecnie w pełni realizowany. Wynosi on nieco ponad 40 mln brk na dzień, a produkcja w rozszerzonej grupie to nieco ponad 38 mln brk na dzień. Pomimo tego, że cięcia są dobrowolne i były dla rynku zaskoczeniem, to jednak wciąż dotyczy to celu produkcji, dlatego realny wpływ na produkcję będzie prawdopodobnie ograniczony o połowę. Biorąc pod uwagę niewielką nadpodaż na rynku, która jest obecnie, bilans nie powinien ulec znaczącej zmianie w II kwartale tego roku – z lekkiej nadpodaży zrobi nam się lekki deficyt. Kluczowym czynnikiem dla rynku ropy w drugiej części roku będzie jednak popyt w Chinach oraz zachowanie zapasów w USA. Niemniej prawdopodobieństwo wzrostów w drugiej części tego roku znacznie wzrosło, co może nie tylko działać Amerykanom na nerwy, ale również ograniczyć potencjał spadku inflacji na całym świecie.Ile ropy będzie mniej

Obecnie rynek ropy jest zbilansowany, co oznacza, że podaż jest dostosowana do popytu. Warto zauważyć, że po początkowej fazie pandemii na rynku utrzymywana była sytuacja ogromnego deficytu, który nierzadko sięgał 2-3 mln brk na dzień. Z obecnymi działaniami ze strony OPEC+, przy braku większego pobudzenia popytu, deficyt nie powinien przekroczyć 1 mln brk na dzień. Na standardy historyczne jest to sporo, ale patrząc na ostatnie lata, nie jest to znacząca liczba. Źródło: Bloomberg, XTB

Co dalej z ceną?

Najbardziej bycze na rynku pozostają takie banki jak JP Morgan czy Goldman Sachs. Ten pierwszy wskazywał na to, że deficyt na poziomie 1 mln brk na dzień może wpłynąć na wzrost cen o 15-25 USD na baryłce. Biorąc pod uwagę cenę sprzed decyzji OPEC+, cel powinien być wyznaczony na poziomie 100-105 USD za baryłkę. Z kolei Goldman Sachs zwiększył cenę docelową dla Brent na koniec roku do 95 USD za baryłkę. Naszym zdaniem potencjał wzrostowy może być ograniczony, ze względu na to, że realny wpływ na produkcję będzie ograniczony i poznamy go dopiero pod koniec maja. Kluczowa będzie druga część roku pod względem popytu z Chin oraz USA. Bez jego odbicia, deficyt może być niewystarczający, aby uzasadnić rajd do 100 USD za baryłkę!Co dalej z ceną

Cena otworzyła się potężną luką wzrostową, przebijając się przez średnie 50 i 100 sesyjne pierwszy raz od czerwca 2022 roku. Z drugiej strony cena pozostaje w zakresie największej korekty w trendzie, dlatego perspektywa wciąż może pozostawać spadkowa. Realny wpływ obecnych decyzji OPEC poznamy dopiero pod koniec maja. Źródło: xStation5

Autorzy: Michał Stajniak, CFA, zastępca dyrektora Działu Analiz XTB

Kontrola pracownika zdalnego – jakie uprawnienia otrzyma pracodawca?

Pracodawca będzie miał prawo przeprowadzać kontrole pracowników zdalnych – wynika z nowelizacji Kodeksu pracy, która wchodzi w życie 7 kwietnia. Eksperci z firmy inFakt wyjaśniają, w jakim zakresie i pod jakimi warunkami będzie to możliwe.

Według ustawy pracodawca będzie mógł przeprowadzać kontrole w zakresie bezpieczeństwa i higieny pracy, a także przestrzegania wymogów w zakresie bezpieczeństwa i ochrony informacji, w tym procedur ochrony danych osobowych.

Co ważne, taka kontrola będzie przeprowadzana w porozumieniu z pracownikiem i w godzinach jego pracy. Nie będzie więc mogła odbyć się, jeśli nie wyrazi on na nią zgody. Wówczas przestrzeganie zasad takich jak BHP zostanie sprawdzone np. przez udostępnienie pracodawcy materiałów i narzędzi pracy – mówi Piotr Juszczyk, Główny Doradca Podatkowy w inFakcie.  – Jeżeli kontrola dojdzie do skutku, to nie będzie mogła naruszać prywatności pracownika ani innych domowników. Pracodawca nie będzie mógł utrudniać normalnego korzystania z domowych pomieszczeń.

Jeśli w wyniku kontroli pracodawca stwierdzi uchybienia dotyczące przestrzegania zasad BHP czy ochrony informacji (w tym danych osobowych), będzie mógł zobowiązać pracownika do usunięcia nieprawidłowości we wskazanym terminie. Możliwe jest też cofnięcie zgody na wykonywanie pracy zdalnej – w takim przypadku pracownik będzie rozpoczynał pracę w siedzibie firmy w terminie określonym przez pracodawcę.

Przestrzeganie zasad BHP

Jak podkreśla ekspert inFaktu, praca zdalna nie zwalnia pracodawcy i pracownika z przestrzegania przepisów BHP. Jednak pracodawca ma w tej sytuacji mniejszy wpływ na środowisko pracy i czynniki oddziałujące na pracownika. Dlatego w takim przypadku nie musi:

  • wyznaczać koordynatora sprawującego nadzór nad bezpieczeństwem i higieną pracy;
  • zapewniać środków niezbędnych do udzielania pierwszej pomocy w nagłych wypadkach;
  • organizować stanowiska pracy, dbać o stan pomieszczeń, wyposażenia, środków ochrony zbiorowej i ich stosowanie zgodnie z przeznaczeniem;
  • spełniać obowiązków dotyczących obiektów budowlanych i pomieszczeń pracy określonych w rozdziale III działu X Kodeksu pracy;
  • zapewniać pracownikom zatrudnionym w warunkach szczególnie uciążliwych, nieodpłatnie, odpowiednich posiłków i napojów ze względów profilaktycznych;
  • zapewniać odpowiednich urządzeń sanitarnych i środków higieny osobistej.

Jeśli praca zdalna będzie określana od razu przy podpisywaniu umowy o pracę, szkolenie wstępne BHP osoby przyjmowanej na stanowisko administracyjno-biurowe będzie mogło zostać przeprowadzone w całości za pośrednictwem środków komunikacji elektronicznej.

Przepisy regulują również, kiedy praca zdalna nie będzie mogła być wykonywana:

  • w warunkach szczególnie niebezpiecznych, w wyniku których następuje przekroczenie dopuszczalnych norm czynników fizycznych określonych dla pomieszczeń mieszkalnych;
  • z czynnikami chemicznymi stwarzającymi zagrożenie, o których mowa w przepisach w sprawie bezpieczeństwa i higieny pracy związanej z występowaniem czynników chemicznych w miejscu pracy;
  • jeśli stosowane lub wydzielane są szkodliwe czynniki biologiczne, substancje radioaktywne oraz inne substancje lub mieszaniny wydzielające uciążliwe zapachy;
  • przy czynnikach powodujących intensywne brudzenie.