Dodatkowe urlopy i przerwy w pracy – unijne przepisy korzystne dla pracowników

Rok 2023 przyniósł poważne zmiany w Kodeksie pracy. Oprócz nowelizacji przepisów w zakresie pracy zdalnej, 26 kwietnia zaczną też obowiązywać regulacje wdrażające unijną dyrektywę work-life balance oraz dyrektywę w sprawie przejrzystych i przewidywalnych warunków zatrudnienia. Obydwie czekają już tylko na podpis Prezydenta. W związku ze zmianami kwiecień bez wątpienia będzie bardzo intensywnym miesiącem dla działów kadr w firmach.

Odpowiednie wdrożenie przepisów dyrektywy work-life balance jest bardzo istotne, ponieważ daje ona pracownikom wiele nowych praw:

  • Nieprzenaszalny na drugiego rodzica indywidualny urlop rodzicielski w wymiarze 9 tygodni, a także 70-procentowy zasiłek macierzyński za cały okres urlopu rodzicielskiego dla każdego z rodziców.
  • Dodatkowy (bezpłatny) urlop opiekuńczy w wymiarze 5 dni w roku. Będzie można z niego skorzystać jeśli pojawi się potrzeba zapewnienia osobistej opieki osobie bliskiej (syn, córka, matka, ojciec lub współmałżonek) lub mieszkającej we wspólnym gospodarstwie domowym, która wymaga znacznej opieki lub wsparcia z poważnych względów medycznych.
  • Zwolnienie od pracy z powodu siły wyższej do 2 dni lub 16 godzin w roku, z zachowaniem prawa do 50% wynagrodzenia. Zwolnienie będzie przysługiwać w pilnych sprawach rodzinnych spowodowanych chorobą lub wypadkiem.
  • Elastyczna organizacja i czas pracy – pracownik będzie mógł dostosować swoją organizację pracy do indywidualnych potrzeb.
  • Dwie dodatkowe przerwy wliczane do czasu pracy. Obecnie, jeśli pracownik pracuje co najmniej 6 godzin, obowiązuje jedna, co najmniej 15-minutowa przerwa. Po zmianach pracownicy otrzymają prawo do drugiej przerwy trwającej co najmniej 15 minut, jeśli dobowy wymiar czasu pracy jest dłuższy niż 9 godzin. Trzecia przerwa będzie przysługiwała gdy czas pracy przekroczy 16 godzin.
  • Rodzice dzieci do 8. roku życia będą mogli odmówić pracy w nadgodzinach lub wyjazdu w delegację. Dodatkowo będą mogli wnioskować o pracę zdalną.

Koniec z zakazem konkurencji

Zmiany przepisów przyniosą nowe obowiązki dla pracodawców. Będą oni musieli m.in. uzasadniać wypowiedzenie umowy o pracę zawartej na czas określony i nie będą mogli zakazywać pracownikom zatrudniania się równolegle u innych pracodawców, chyba że strony zawrą umowę o zakazie konkurencji. Ponadto pracodawcy będą musieli w informacji do zatrudnienia powiadamiać np. o przerwach w pracy, nadgodzinach czy też procedurach rozwiązania stosunku pracy.

Pracodawcy mają krótki czas na przystosowanie się do przepisów, ale pamiętajmy, że zmiany miały zacząć obowiązywać już w sierpniu 2022 roku. W związku z tym pewne kroki do wdrożenia przepisów dyrektyw z pewnością zostały już podjęte.

Piotr Juszczyk, Główny Doradca Podatkowy w firmie inFakt

Hakerzy z rosyjskiej grupy Killnet atakują strategiczne firmy w Polsce. Grupa AZOTY na celowniku

Strategiczne przedsiębiorstwo – Grupa Azoty – stała się celem ataku hakerskiego rosyjskiej grupy Killnet. To jeden z 500 ataków dziennie, jakich dokonują cyberprzestępcy na polskie firmy – wynika z najnowszych danych firmy Check Point.

Rosyjska grupa hakerów Killnet twierdzi, że dokonała ataku na sieć firmy chemicznej w Polsce – informacja o takiej treści pojawiła się na Twitterze, na koncie CyberKnow, na którym można znaleźć wiele informacji dotyczących różnych zdarzeń w sieci. – W ramach drobnego upominku od naszego zespołu zatrzymujemy sieć korporacyjną dla pracowników Grupy Azoty Zakłady Chemiczne na czas nieokreślony – podała grupa Killnet. – Mamy nadzieję, że w fabryce coś wybuchnie i będzie mniej agresywnej szumowiny na świecie.

To wyraźny sygnał wzmożonych i planowanych ataków na polskie, strategiczne firmy. Celem takiej grupy jest od dawna wzmożenie niepokoju w Polsce, jako aktywnym partnerze, wspierającym Ukrainę podczas wojny. Dodatkowo cyberprzestępcy prowadzą działania mające destabilizować sprawne działanie państwa, gospodarki i życia publicznego. Okres przedświąteczny jest wyjątkowo wrażliwy, stąd możliwość takiego ataku – podkreśla Wojciech Głażewski, dyrektor firmy Check Point Software, która od wielu lat monitoruje skalę ataków hakerskich na świecie.

Z wstępnych informacji wynika, że atak nie był skuteczny, a systemy bezpieczeństwa działały prawidłowo….

Eksperci uważają, że jest to haktywizm państwowy – działania grup przestępczych wspieranych przez państwo – w tym przypadku przez Rosję. Analizy University of Notre Dame dowodzą, że haktywizm sponsorowany przez państwo to „broń i ataki w domenie cybernetycznej mające na celu wywołanie skutków politycznych podobnych do tych, do których zwykle dąży się jako cel lub cel konwencjonalnego użycia siły przez państwa przeciwko sobie”.

Jak wynika z najnowszych danych ataki na cele strategiczne i infrastrukturę rosną od wielu miesięcy i w marcu 2023 osiągnęły niespotykany poziom 3.670 razy tygodniowo. Polskie firmy atakowane są ponad 500 razy dziennie !!!! Polskie władze mają świadomość rosnących ataków – w marcu 2023 r. zastępca ministra koordynatora służb specjalnych Stanisław Żaryn przyznał, że Polska jest celem hakerów i niemal codziennie odnotowujemy próby blokowania ważnych serwisów państwowych. Te działania prowadzone są głównie przez hakerów działających na rzecz Rosji.

Ten rodzaj cyberwojny (haktywizm) polega nie tylko na wyrządzaniu szkód. Wszystkie aktywne grupy są świadome znaczenia relacji w mediach i wykorzystują swoje kanały komunikacji do ogłaszania udanych ataków i chwalenia się nimi w celu zmaksymalizowania efektu i zwiększenia strachu przed atakami. Przykładowo Killnet ma ponad 91 000 subskrybentów na swoim kanale Telegram, na którym publikuje ataki, rekrutuje członków zespołu i udostępnia narzędzia do ataków. Grupa pojawia się często w głównych rosyjskich mediach, aby promować swoje osiągnięcia w cyberprzestrzeni i potwierdzać wpływ udanych ataków na „wrogów” lub podmioty antyrosyjskie.

To właśnie ta grupa stała za niedawnym atakiem na niemieckiego przewoźnika lotniczego Lufthansa. Lufthansa, doświadczyła poważnego problemu informatycznego na początku 2023 r., w wyniku którego tysiące pasażerów utknęło na kilku lotniskach w całym kraju. Uważano, że jest to wynik prac budowlanych powodujących uszkodzenie okablowania zewnętrznego. Niemniej, prorosyjska grupa haktywistów Killnet przyznała się do ataku i powiedziała, że był to odwet za wsparcie Niemiec dla Ukrainy. Grupa opublikowała oświadczenie za pośrednictwem swoich mediów społecznościowych: – Zniszczyliśmy sieć korpusu pracowniczego Lufthansy trzema milionami żądań grubych pakietów danych na sekundę. Były to eksperymenty na szczurach, które zakończyły się sukcesem. Teraz wiemy, jak zatrzymać wszelkie urządzenia nawigacyjne i techniczne dowolnego lotniska na świecie. Kto jeszcze chce dostarczać broń Ukrainie?

Dzieje się przed świętami

Wydawać by się mogło, że Wielki Piątek będzie dość spokojnym dniem na rynkach. Mamy jednak bardzo ważny pakiet danych z rynku pracy w USA i zmianę szefa Banku Japonii.

Dobre zmiany na rynku pracy w Kanadzie

Kanada pokazała dane ze swojego rynku pracy wczoraj. Dzisiaj poznamy te z USA. Kraje te jednak mają często podobną charakterystykę, co może sugerować, że dzisiejszy odczyt będzie korzystny. W samej Kanadzie bezrobocie wbrew oczekiwaniom nie wzrosło do 5,1% i pozostało na 5% poziomie. Przybyło też 34,7 tysiąca miejsc pracy. Należy jednak zwrócić uwagę, że niemal połowa z nich powstała na części etatu, co nie jest już tak dobrą wiadomością. Z drugiej strony dane z USA pokazały większą od oczekiwań liczbę wniosków o zasiłek dla bezrobotnych.

Show prezesa

Wczorajsze wystąpienie prezesa NBP nie zawiodło fanów gatunku. Prezes co prawda wygrał z inflacją, w przeciwieństwie do statystycznego Polaka jego pensja rośnie szybciej niż inflacja. Jak się jednak dowiedzieliśmy na konferencji, jest on z pensją (jak sam podał) 600 tysięcy złotych netto rocznie niedoceniany finansowo względem swoich kolegów. Udało się tak skonstruować wykres, by potwierdzić tezę, że trzeba było jednak zrobić to dla Europy i usunąć prezesa FED. Dowiedzieliśmy się również, co stanie się w Polsce po negatywnym wyniku wyborów. Pojawiły się również wątpliwości, czy po wyborach utrzyma się system demokratyczny. Mało uważny widz mógłby mieć co prawda wątpliwości, czy to wiec wyborczy, czy konferencja NBP. Pojawiły się jednak nieśmiało wątki polityki monetarnej. Mogliśmy się dowiedzieć, że nie zakończono cyklu podwyżek stóp procentowych. O wolniejszy spadek inflacji o 1% obwiniano zmianę koszyka inflacyjnego. Pojawił się za to wątek rozbudowy armii, dogonienia Francji i Niemiec w ciągu dekady, pustych półek i szczególnie ceniony przez analityków płaskowyżu.

Zmiany w Banku Japonii

W Japonii kończy się 10-letnia epoka rządów Haruhiko Kurody w banku centralnym. Uchodził on za przedstawiciela gołębiego podejścia, czyli przeciwnego, niż to, za które uważa sam siebie, mniej lub bardziej niesłusznie, Adam Glapiński. 10-lecie rządów to również jeden z najspokojniejszych okresów na świecie pod kątem zmian w polityce monetarnej. W sumie byliśmy świadkami 1 zmiany w 2016 roku, która spowodowała spadek o 0,2%. Jego następcą zostaje Kazuo Ueda. Niewiele o nim realnie wiadomo od strony polityki monetarnej. Ma on bardzo silne doświadczenie akademickie, co sugeruje, że w decyzjach może pojawić się kilka niestandardowych rozwiązań.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:30 – USA – sytuacja na rynku pracy.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat

Polska walczy o elektromobilny rynek pracy

Zielona transformacja w transporcie oznacza jednocześnie duże przetasowania na rynku pracy. Zwyciężą rynki, które będą w stanie najszybciej zaabsorbować nowe inwestycje i rozwinąć swój elektromobilny potencjał. Stracić mogą te, które przegapią zmiany. O tym, jak wygląda polski rynek pracy w dobie transformacji napędowej, porozmawialiśmy z Dagmarą Żuromską, Strategic Business Development Managerem w Randstad Polska.

Czy na rynku widać, że pracownicy związani z tradycyjną motoryzacją zaczynają poszukiwać pracy?

Po fali zwolnień w motoryzacji w okresie pandemii część pracowników odeszła z motoryzacji i nie planuje już do niej powrotu. Doświadczenie w branży automotive jest wartościowe na rynku pracy – chętnie tacy kandydaci zatrudniani są w branży elektronicznej, lotniczej i producentów sprzętu medycznego.

A co elektromobilność może oznaczać dla polskiego rynku pracy? To raczej kolejne zagrożenie czy szansa?

Wszystko zależy od strategii, jaką przyjmiemy na pokolenia. Centrum R&D, czyli tworzenia innowacyjnych rozwiązań w obszarze e-mobility jest poza Polską, natomiast nadzieją na polskim podwórku są prężnie działające start-upy. Opracowują one rozwiązania dla infrastruktury ładowania pojazdów elektrycznych czy zaawansowane rozwiązania informatyczne dla elektromobilności. Dlatego myślę, że mamy szansę zaistnieć. Zwłaszcza jeśli weźmiemy pod uwagę potencjał młodej kadry inżynierskiej. To często pomysłowi ludzie, którzy poszukują dodatkowych możliwości rozwoju usług wokół elektromobilności.

Polska jest nadal atrakcyjnym rynkiem dla inwestorów, ale nie tak atrakcyjnym, jak jeszcze kilkanaście lat temu. Gdy weszliśmy do UE, firmy z zagranicznym kapitałem zyskały wiele ułatwień. Dzisiaj z kolei toczą się dyskusje o narodowości kapitału i patriotyzmie gospodarczym.

Jednocześnie mamy jednak sporo zapytań od zagranicznych koncernów zainteresowanych warunkami implementowania projektów związanych z elektromobilnością w Polsce. Zazwyczaj są to inwestorzy związani z produkcją baterii i komponentów do baterii do samochodów elektrycznych.

Rozmawiając o elektromobilności, często skupiamy się na samochodach, ale warto zwrócić uwagę na to, że pandemia wpłynęła na 30-procentowy wzrost sprzedaży rowerów elektrycznych. Jeden z moich klientów zmienił profil produkcji i zaczął produkować baterie właśnie do rowerów elektrycznych.

Czy przejście na bezemisyjny transport może wiązać się z utratą miejsc pracy w tradycyjnej motoryzacji?

Częściowo na pewno tak, jednak firmy produkujące silniki zmieniają strategię na produkcję baterii. Pracownicy z branży automotive bardzo łatwo odnajdą się w sektorze e-mobility.

Czy widzą dziś Państwo wzmożone rekrutacje w nowej mobilności?

Podpisane kontrakty firm z sektora z dostawcami końcowymi warunkują coroczne wzrosty zatrudnienia. Obserwujemy również plany reinwestycyjne w już istniejących organizacjach, co wskazuje na ogromne potrzeby w zatrudnieniu. Planowane wzrosty oscylują wokół 10 tysięcy nowych miejsc pracy w perspektywie kilku najbliższych lat.

Jakie są zalety i wady polskiego rynku pracy dla sektora e-mobility?

Do zalet należy niewątpliwie bardzo dobrze wykształcona kadra inżynierska z bogatym doświadczeniem zdobytym już podczas studiów, znająca języki obce. Pracodawcy poszukują też kandydatów ze zdolnościami komunikacyjnymi, umiejętnością pracy w grupie, dostosowania się do przestrzegania rygorystycznych zasad, odpowiednią postawą do pracy, otwartością na przebranżowienie i mogą takich znaleźć w Polsce. Na uwagę zasługuje też dobra współpraca na poziomie biznesu i uczelni w wielu regionach kraju.

Wyzwaniem jest niestety wciąż widoczny niedobór kandydatów ze średnim wykształceniem technicznym. Współpraca ze szkołami technicznymi i specjalne klasy patronackie to działania, które mogą pomóc pracodawcom z branży w wypełnieniu tej luki. Ponadto obserwujemy niedobór doświadczonych kandydatów na stanowiska executive z uwagi na jedynie kilkuletnią obecność branży e-mobility na polskim rynku.

Czy e-mobility pozwala zarobić lepiej niż inne branże?

Pracownicy mają bardzo dużo ofert pracy porównywalnych finansowo. A trzeba pamiętać, że pracownik produkcyjny jest motywowany właśnie przez pieniądze. Jeżeli dostanie inną ofertę pracy atrakcyjniejszą o kilkaset złotych, zapewne odejdzie do konkurencji. Wynagrodzenia w sektorze elektromobilności są o około 20 proc. wyższe niż w sektorze produkcyjnym. Ale profil kandydata też jest inny i inne są oczekiwania pracodawców.

Zatem kogo i czego oraz w jakich częściach Polski poszukują pracodawcy w sektorze?

Choć oferty pojawiają się w całej Polsce, większość koncentruje się w zachodnich i południowo-zachodnich regionach. Pracodawcy poszukują przede wszystkim operatorów produkcji, techników różnych obszarów m.in. jakości, utrzymania ruchu, inżynierów ze specjalizacją w rozwoju produktu, dostawców, specjalistów ds. jakości, kontaktu z klientem, zarządzania projektami, w tym inwestycyjnymi. Z pewnością nie zabraknie też ofert dla kandydatów specjalizujących się w metodyce lean, którzy będą odpowiadać za optymalizację procesów w działach produkcyjnych. Pracę znajdą również eksperci ds. kontrolingu, księgowości, audytu.

A czego oczekują potencjalni pracownicy?

Coraz więcej kandydatów zwraca uwagę na to, jaki wpływ na środowisko ma organizacja, w której pracują. Jeśli pracujący kandydaci mają dzieci, myślą o przyszłości dla nich i nie chcą wspierać gałęzi przemysłu, które wpływają na wzrost emisji zanieczyszczeń do atmosfery, są skłonni wybierać sektory przyszłości. Wielu widzi nieograniczone możliwości rozwojowe, bo sektor e-mobility jest stosunkowo młodą branżą, a dyrektywy unijne jasno wskazują kierunki rozwoju. Międzynarodowe szkolenia np. w Korei są dla potencjalnych kandydatów dużym motywatorem do zmiany pracy. Branża jest otwarta na kandydatów ze środowisk produkcyjnych, a wielu z nich jest natomiast otwartych na przebranżowienie.

Autor: Elektromobilni.pl

Nowe obowiązki sprzedawców on-line – dyrektywa towarowa

W dzisiejszym artykule cyklu nowych obowiązków sprzedawców branży e – commerce będziemy omawiać stan implementacji oraz największe zmiany, jakie na polskim rynku wprowadziła implementacja dyrektywy towarowej, która obok dyrektywy cyfrowej i omówionej w poprzednim artykule dyrektywy Omnibus, tworzy trzon nowych porządków na linii sprzedawca – konsument i wprowadza szereg nowych obowiązków, szczególnie informacyjnych, dla podmiotów sprzedających on – line w Polsce i na terenie Unii Europejskiej.

Dyrektywa towarowa, czyli Dyrektywa Parlamentu Europejskiego I Rady (UE) 2019/771 z dnia 20 maja 2019 r. w sprawie niektórych aspektów umów sprzedaży towarów, zmieniająca rozporządzenie (UE) 2017/2394 oraz dyrektywę 2009/22/WE i uchylająca dyrektywę 1999/44/WE, weszła w życie z dniem 1 stycznia 2023 r., Prezydent RP w dniu 4 listopada 2022 r. podpisał nowelizację ustawy z dnia 30 maja 2014 r. o prawach konsumenta, która w swym znowelizowanym, obowiązującym od 1 stycznia br. brzmieniu, wprowadza do polskiego porządku prawnego zmiany zainicjowane przez 3 dyrektywy, o których mowa w poprzednim akapicie.

Ustanowienie dyrektywy towarowej w myśl zasad, którymi kierowała się UE miało na celu unowocześnienie i ujednolicenie zasad obrotu konsumenckiego.

Zgodnie z brzmieniem samej dyrektywy: „Celem niniejszej dyrektywy jest przyczynianie się do właściwego funkcjonowania rynku wewnętrznego i zapewnianie przy tym wysokiego poziomu ochrony konsumentów poprzez ustanowienie wspólnych przepisów dotyczących niektórych wymagań w odniesieniu do umów sprzedaży zawartych między sprzedawcą i konsumentem, w szczególności przepisów dotyczących zgodności towarów z umową, środków ochrony prawnej przysługujących w przypadku braku takiej zgodności, sposobów korzystania z tych środków, a także gwarancji handlowych.”

Jedną z głównych zmian w zakresie dyrektywy towarowej jest wprowadzenie nowego rozdziału do ustawy o prawach konsumenta dotyczącego reklamacji konsumenckiej.
Oznacza to, że jeśli złożymy reklamację jako konsument czy przedsiębiorca na prawach konsumenta, to zastosowanie będzie miała właśnie ustawa o prawach konsumenta, a nie kodeks cywilny – jakkolwiek przepisy dotyczące rękojmi za wady wynikające z kodeksu cywilnego nadal będą mieć zastosowanie przy sprzedaży w relacjach podwójnie profesjonalnych, czyli B2B.

Dyrektywa towarowa wprowadza więc nowe zasady reklamacji. Dla każdego sprzedawcy powinna być to więc kluczowa wiedza. Sprzedawcy też będą zobowiązani dostosować swoje regulaminy sklepów w zakresie reklamacji do nowych przepisów ustawy o prawach konsumenta, znowelizowanej o zaimplementowane dyrektywy.

Przede wszystkim po implementacji dyrektywy zwiększy się zakres odpowiedzialności sprzedawcy w kwestii zgodności towaru z umową. W przypadku, jeśli dostarczony przez sprzedawcę towar nie będzie spełniał choćby jednego z kryteriów – kupujący będzie mógł skorzystać z uprawnień wynikających z rękojmi konsumenckiej.

Do oceny zgodności towaru z umową należą teraz m.in.:

  • opis towaru, jego rodzaj, jakość, kompletność i funkcjonalność, a w odniesieniu do towarów z elementami cyfrowymi również kompatybilność, interoperacyjność i dostępność aktualizacji
  • przydatność towaru do szczególnego celu
  • przeznaczenie danego towaru do celów, do których zazwyczaj się go używa
  • ilość, cechy oraz bezpieczeństwo danego towaru, a w zakresie towarów z elementami cyfrowymi również – funkcjonalność i kompatybilność
  • dostarczenie towaru z akcesoriami i instrukcjami
  • zgodność towaru z próbką lub wzorem wcześniej udostępnionym przez sprzedawcę.

Z powyższych informacji wynika więc przede wszystkim, że unijne ustawodawstwo zmierza do zwiększenia odpowiedzialności sprzedawcy za sprzedawane towary, uszczelnienie tej odpowiedzialności i wyposażenie konsumenta w szerszy wachlarz uprawnień reklamacyjnych – ale też nową hierarchię uprawnień reklamacyjnych, w przypadku uznania złożonej reklamacji.

Kolejnym ciekawym aspektem dyrektywy towarowej jest fakt, że nie stosuje się jej do umów o dostarczanie treści cyfrowych lub usług cyfrowych. Stosuje się ją jednak do treści cyfrowych lub usług cyfrowych zawartych w towarach lub wzajemnie z nimi połączonych, które są dostarczane wraz z towarami na podstawie umowy sprzedaży, niezależnie od tego, czy takie treści cyfrowe lub usługa cyfrowa są dostarczane przez sprzedawcę lub przez osobę trzecią. W przypadku wątpliwości, czy dostarczanie treści cyfrowych lub usługi cyfrowej zawartych w towarach lub wzajemnie z nimi połączonych stanowi część umowy sprzedaży, uznaje się, że treści cyfrowe lub usługa cyfrowa objęte są umową sprzedaży.

Do kategorii towarów z elementami cyfrowymi zaliczyć można zatem: inteligentne sprzęty AGD i RTV takie jak pralki, lodówki dopasowujące temperaturę chłodzenia lub program do aktualnej zawartości lub zwyczajów użytkowników, roboty odkurzające, multicooker (urządzenie, które przygotuje każdą potrawę), piekarniki czy telewizory wyposażone w AI, czyli sztuczną inteligencję (ang. artificial intelligence). Towarami z elementami cyfrowymi będą również takie urządzenia jak smartfony czy tablety.

Wszystkie powyższe aspekty powinny więc być uwzględnione w zaktualizowanych regulaminach sklepów internetowych – co warto sprawdzić i potwierdzić w kontekście kar i uprawnień kontrolnych chociażby UOKiK.

Autor: adw. Anna Lach, Kancelaria Prawna Chałas i Wspólnicy

Świąteczne wyciszenie na rynkach

W Wielki Piątek rynki akcji w Europie, USA i części krajów Azji i Oceanii będą zamknięte. Wczorajsza sesja giełdowa w Stanach Zjednoczonych zakończyła się niewielkimi wzrostami głównych indeksów (S&P 500 +0,36 proc., DJIA +0,01 proc., Nasdaq Composite +0,76 proc.). Podobnie było dziś na większości czynnych rynków akcji w Azji i Oceanii: największy wzrost – +1,28 proc. – zanotował koreański Kospi.

Rentowność 10-letnich obligacji skarbowych Stanów Zjednoczonych, która wczoraj spadła do najniższego poziomu od września ub.r., wróciła powyżej poziomu 3,3 proc. Rentowność 10-latek polskiego rządu pozostawała powyżej poziomu 6 proc.

Cena kontraktów na gaz ziemny na NYMEX-ie spadła wczoraj o prawie 7 proc. osiągając swe nowe cykliczne minimum i najniższy poziom od września 2020 roku. Ceny kontraktów na ropę naftową po ostatnim wzroście utrzymywały się w okolicach poziomów swoich szczytów z okresu grudzień 2022-marzec 2023. Cena kontraktów na kakao na ICE osiągnęła wczoraj nowy najwyższy poziom od 2016 roku. Poziom swego szczytu z 2016 roku atakował wczoraj kurs kontraktów na cukier notowanych na ICE.

Zmiany kursów głównych walut były dziś rano kosmetyczne (EUR/USD 0,00 proc., USD/JPY +0,1 proc.).

Minimalnie umacniał się dziś rano polski złoty (EUR/PLN -0,09 proc., USD/PLN -0,09 proc. ok. godz. 9:25).

Kurs BTC/USD od trzech tygodni tkwi w okolicach poziomu 28000 pkt. (dziś ok. godz. 9:10 -0,14 proc.).

Autor Wojciech Białek, OANDA TMS Brokers

Czy problem ukraińskiego zboża zostanie rozwiązany? Kto za to zapłaci?

Wygląda na to, że po chłodnym przedwiośniu wiosna na wsi będzie gorąca. Już od kilku miesięcy mierzymy się bowiem z olbrzymim wyzwaniem w postaci nadwyżki zbóż i rzepaku na polskim rynku, powodującej spadek cen tych płodów rolnych dużo poniżej poziomu opłacalności. Sytuacja zaczęła dynamicznie się rozwijać od drugiej połowy marca, kiedy grupa rolników zorganizowana w ramach stowarzyszenia „Oszukana Wieś” ogłosiła „weto ludowe” wobec ministra rolnictwa i rozwoju wsi. 

Rolnicy domagają się przede wszystkim uregulowania kwestii zboża z Ukrainy, którego na polski rynek wpłynęło, wg szacunków, kilka milionów ton. Dla zobrazowania dynamiki spadku cen można podać przykład pszenicy, która jeszcze w czasie ubiegłych żniw kosztowała 1500 zł za tonę, a dzisiaj trudno ją sprzedać za 1000 zł (w przypadku jakości paszowej nawet 800 zł), co więcej – trudno w ogóle ją sprzedać, ponieważ magazyny firm paszowych i skupowych są przepełnione. W przypadku rzepaku ceny spadły z poziomu ponad 3500 zł/t w 2022 r. do poniżej 1900 zł/t w marcu 2023 r. Nerwowość rolników rośnie, bo wizja rozpoczęcia nowego sezonu zbiorów w lipcu z przepełnionymi magazynami i niskimi cenami staje się coraz bardziej realistyczna.

Jak doszło do tej sytuacji?

Po pierwsze, po zawirowaniach na światowych rynkach zbóż wiosną 2022 r., spowodowanych wojną w Ukrainie i przerwanymi łańcuchami dostaw, powodującymi zwiększone obawy uczestników rynku o stabilność zaopatrzenia, w lipcu 2022 r. nastąpiło uspokojenie na rynkach i stopniowy spadek cen w efekcie odblokowania portów ukraińskich nad Morzem Czarnym. Jest to trend ogólnoświatowy.

Drugi czynnik, który prawdopodobnie w jeszcze większym stopniu wpłynął na spadek cen zbóż na rynku polskim (ale również rumuńskim, bułgarskim i słowackim) jest duży napływ zbóż z Ukrainy w ramach tzw. korytarzy solidarnościowych, uruchomionych przez Unię Europejską w 2022 r. Zboża te miały być transportowane przez Polskę tranzytem i przez nadbałtyckie porty lub koleją miały być wysyłane do krajów trzecich, głównie w Północnej Afryce. Tyle tylko, że ktoś nie przeanalizował jaką przepustowość mają porty nad Bałtykiem (pamiętać należy, że większość infrastruktury przeładunkowej nad Bałtykiem jest własnością prywatnych podmiotów) i krajowy tabor kolejowy. W efekcie napływające zboże zaczęło trafiać do polskich magazynów, a stamtąd zaczęło być sprzedawane – głównie krajowym producentom pasz.

Zbożowy okrągły stół

Rozpoczęte przez rolników w drugiej połowie marca 2023 r. protesty przeciwko tej sytuacji skłoniły ministra wsi i rolnictwa Henryka Kowalczyka do zwołania tzw. okrągłego stołu, czyli spotkania kluczowych dla rozwiązania problemu organizacji i firm, w celu wypracowania szybkich i sprawnych działań doraźnych pozwalających „zdjąć” z rynku jak największą ilość płodów.

Spotkanie w ramach okrągłego stołu odbyło się w Warszawie 29 marca. Jego efektem jest 11 propozycji działań na rynku zbóż, które będą wprowadzane w celu stabilizacji sytuacji na tym rynku – poprzez eksport na cele humanitarne, przetworzenie w gorzelniach, w biogazowniach, przeznaczenie zboża na produkcję biopaliw, na cele opałowe i inne.

Kto zapłaci za rozwiązanie problemu?

Komisja Finansów Publicznych poinformowała 4 marca o przeznaczeniu kwoty 600 mln zł na wydatki związane ze skupem zbóż, pszenicy i kukurydzy, który ma zostać rozpoczęty do 12 kwietnia. Ponadto planowane są dopłaty do transportu dla rolników i podmiotów zajmujących się obrotem zbóż w wysokości 100, 150, 200 zł do tony pszenicy lub kukurydzy, w zależności od odległości od portów bałtyckich. Rząd RP wystąpi do Komisji Europejskiej o zgodę na udzielenie tej pomocy. Poza tym zaproponowano: preferencyjne kredyty płynnościowe dla rolników z oprocentowaniem w wysokości 2 proc. (akcja kredytowa to łącznie 10 mld zł), pożyczki płynnościowe z KOWR dla podmiotów skupowych. Przy czym pomoc trafi tylko do gospodarstw posiadających nie więcej niż 50 ha ziemi i to wyłącznie na własność (grunty dzierżawione nie będą objęte wsparciem). A ekonomiści rolni jednoznacznie wykazują, że 50 ha to minimalna wielkość gospodarstwa, jeżeli chodzi o niezbędny potencjał rozwojowy i możliwość sprostania wymogom strategii w ramach Europejskiego Zielonego Ładu. Jedno nie ulega wątpliwości: za rozwiązanie palącego problemu nadwyżki zbóż na rynku zapłacimy my wszyscy, podatnicy.

Dymisja ministra rolnictwa

Tymczasem rolnicy zrzeszeni w stowarzyszeniu „Oszukana Wieś” i Zamojskim Towarzystwie Rolniczym już 3 marca oskarżyli wicepremiera Henryka Kowalczyka o zerwanie porozumienia wypracowanego w ramach „okrągłego stołu” i ogłosili pogotowie strajkowe.  5 marca minister Henryk Kowalczyk podał się do dymisji. Wygląda na to, że po chłodnym przedwiośniu wiosna na wsi będzie gorąca.

Grzegorz Brodziak, Członek Towarzystwa Ekonomistów Rolnych, Towarzystwo Ekonomistów Polskich (TEP)

Opieka nad osobami starszymi w dyrektywie worklife balance

Jak łączyć pracę zawodową z zobowiązaniami opiekuńczymi? Kluczowa jest odpowiedzialność polityki publicznej, odpowiedzialność państwa za to, by zmienić warunki i polepszyć możliwości zarówno podejmowania decyzji prokreacyjnych, jak i w odniesieniu do wychowywania dzieci. Należy też uwzględnić aspiracje kobiet, by łączyć pracę zawodową z zobowiązaniami opiekuńczymi. Obecnie nakłada się w tym obszarze bardzo dużą odpowiedzialności na pracodawców. Ale trzeba szukać takich rozwiązań, które pomogą biznesowi wypełniać te oczekiwania.

– Właściwą politykę należy stosować zarówno w obszarach dotyczących dzietności, ale także zobowiązań opiekuńczych dotyczących późniejszych stadiów naszego życia rodzinnego. Czyli bardzo wyraźnie do tego obszaru wkracza problem łączenia pracy z zobowiązaniami opiekuńczymi wobec osób dorosłych i starszych – powiedziała serwisowi eNewsroom.pl prof. Irena Kotowska ze Szkoły Głównej Handlowej. – To jest rzecz, którą bardzo mocno podnosimy w dyskusjach naukowych, dyskusjach polityków społecznych, ale także teraz ten problem wybrzmiewa w różnych regulacjach, w dyrektywach Komisji Europejskiej. I mam nadzieję, że ta dyskusja także przyczyni się do zrozumienia, jak ważna jest dyrektywa dotycząca worklife balance nie tylko w odniesieniu do większego zaangażowania ojców do opieki nad dziećmi czy zajmowania się domem, ale także w odniesieniu do opieki nad innymi osobami zależnymi, osobami dorosłymi, osobami starszymi – zaznacza prof. Kotowska.

Develia sprzedała 533 lokale w I kwartale 2023 r.

Develia sprzedała 533 mieszkania w I kwartale br. na podstawie umów deweloperskich i przedwstępnych, co oznacza wzrost o 30% w stosunku do IV kwartału 2022 r. Spółka przekazała 441 mieszkań.

Develia na koniec marca br. miała również zawarte 172 umowy rezerwacyjne, których znaczna część zostanie przekształcona w umowy deweloperskie w najbliższym okresie – na koniec IV kwartału 2022 r. było ich 95.

W I kwartale br. deweloper sprzedał 533 mieszkania w porównaniu do 409 w IV kwartale 2022 r., co oznacza wzrost o 30%. Wobec rekordowego dla Develii I kwartału ubiegłego roku, w którym sprzedano 603 mieszkania, odnotowano spadek o 12%.

– Porównując wyniki za pierwszy kwartał br. z wynikami odpowiednio za trzeci i czwarty kwartał ubiegłego roku, widzimy wzrosty, co potwierdza, że początek 2023 r. to kontynuacja odbicia rynku, które obserwujemy od października. Ruch w naszych biurach sprzedaży jest większy i odnotowujemy więcej transakcji kredytowych. Z miesiąca na miesiąc widzimy również poprawę w wynikach sprzedażowych, co może być dobrym prognostykiem na kolejne kwartały – mówi Andrzej Oślizło, prezes Develii.

W okresie styczeń – marzec 2023 r. najwięcej mieszkań znalazło nabywców w projektach Aleje Praskie w Warszawie oraz Centralna Park i Grzegórzecka 77 w Krakowie. W I kwartale br. Develia sprzedała też 24 lokale w projektach Lizbońska na Saskiej Kępie oraz Ursynów #22 w Warszawie, realizowanych we współpracy joint venture z deweloperem Grupo Lar.

Święta Wielkanocne o 24 proc. droższe niż rok temu

Święta w tym roku będą przeciętnie o 24 proc. droższe niż rok temu. Szczególnie po kieszeni dostaną miłośnicy ciast, bo mocno podrożały cukier, jajka i mąka. Cukier jest dziś w sklepach dwa razy droższy niż na Wielkanoc rok temu, choć na światowych rynkach podrożał w tym czasie tylko o 14 proc. 

W ciągu ostatniego roku koszyk składający się z 10 najważniejszych świątecznych produktów żywnościowych kupowanych przez polskie rodziny podrożał o 24 proc. Największe wzrosty odnotował cukier, który jest dziś prawie dwa razy droższy niż rok temu. Także eggflacja jest w Polsce istotnym zjawiskiem bowiem ceny jajek poszybowały o 47 proc. w górę. Mimo ostatniego spadku cen zbóż mąka w sklepach podrożała od poprzednich świąt o 36 proc., podobnie jak cena schabu. Cena mleka jest dziś o ⅓ wyższa niż rok temu, natomiast za chleb trzeba zapłacić o ¼ więcej. Żaden z analizowanych przez nas produktów nie staniał w ciągu ostatniego roku, najmniej – bo o 2 proc. zdrożało masło – jednak ono wcześniej zaliczyło poważny wzrost ceny.

Koszyk podstawowych produktów zdrożał o 24 proc., podczas gdy według GUS inflacja cen żywności i napojów wyniosła w marcu 22 proc. r/r, a ogólna inflacja konsumencka 16,2 proc. To pokazuje, że dla wielu polskich rodzin, szczególnie tych mniej zamożnych, inflacja jest bardziej dotkliwa, niż by wynikało z danych ogólnych. A przy okazji świąt, gdy kupujemy więcej żywności niż zwykle, wyższe ceny są szczególnie dotkliwe dla polskich rodzin.

Cześć produktów w polskich sklepach drożała mimo spadku ich ceny na światowych rynkach. W Polsce mleko podrożało w ciągu roku o 33 proc., podczas gdy na rynkach światowych jego cena w przeliczeniu na złote spadła o 36 proc. W przypadku cukru, w Polsce jego cena wzrosła rekordowo, podczas gdy na światowych rynkach wzrost ceny wyniósł tylko 14 proc. Trzeba jednak zaznaczyć, że w ciągu dwóch lat globalna cena cukru wzrosła o 59 proc., czyli że proces dostosowania cen w Polsce do cen światowych następuje w dłuższej perspektywie.

Dziesięć najważniejszych produktów spożywczych uszeregowanych według wzrostu cen w ostatnich 12 miesiącach

Marzec 2023 Marzec 2022 Zmiana ceny
cukier 1kg 6.63 3.33 99%
jajka 10 szt 9.32 6.36 47%
mąka poznańska 1kg 4.45 3.28 36%
schab b/k 1 kg 22.08 16.28 36%
mleko 1l 4.62 3.48 33%
chleb 1 kg 7.07 5.73 23%
olej 1l 12.82 10.85 18%
szynka 1 kg 23.97 20.71 16%
ser żółty 1kg 30.08 26.48 14%
masło 200g 6.45 6.3 2%
średnia 127.49 102.8 24%

Źródło: dlahandlu.pl, obliczenia eToro

Paweł Majtkowski, analityk eToro w Polsce

DB Energy SA z sukcesem zakończyła Ofertę Publiczną Akcji pozyskując 10,8 mln zł

Spółka DB Energy SA z sukcesem zakończyła Ofertę Publiczną. Spółka pozyskała 10,8 mln zł brutto, które przeznaczy na rozwój działalności w modelu inwestycyjnym, w tym w formule ESCO , intensyfikację działań związanych z internacjonalizacją oraz kontynuację prowadzenia działalności badawczo-rozwojowej. Emisja nowych akcji obejmowała łącznie 415.000 akcji serii D. Cena emisyjna za jedną akcję wynosiła 26 zł. Zgodnie z harmonogramem Oferty Publicznej, w II połowie kwietnia 2023 roku zakładany jest pierwszy dzień notowań Akcji Serii B i C oraz PDA na rynku równoległym GPW. Pierwszy dzień notowań Nowych Akcji planowany jest w ok. połowy maja, co będzie równoznaczne z notowaniem na GPW wszystkich Akcji Dopuszczonych.

– Pomimo spowolnienia rynku IPO poprzez sytuację geopolityczną, cieszę się, że mogę ogłosić powodzenie Oferty Publicznej DB Energy. W jej ramach pozyskaliśmy 10,8 mln zł, co pozwoli nam na dalszy rozwój naszej działalności w modelu inwestycyjnym oraz intensyfikację działań związanych z internacjonalizacją. DB Energy posiada solidne fundamenty i świetne perspektywy rozwoju, co zostało zauważone przez inwestorów. Dziękuję wszystkim, którzy zaufali nam i wzięli udział w Ofercie. Jestem przekonany, że dzięki wsparciu inwestorów będziemy mogli rozwijać naszą działalność zgodnie z planami oraz realizować kolejne, ambitne cele biznesowe.– komentuje Krzysztof Piontek, Prezes Zarządu DB Energy.

Oferta publiczna DB Energy obejmowała 415.000 akcji serii D, z czego 93.000 akcji serii D zostało objętych przez inwestorów w ramach Transzy Inwestorów Detalicznych, natomiast 322.000 akcji serii D w Transzy Inwestorów Instytucjonalnych. Popyt zgłoszony przez inwestorów przewyższył podaż dostępnych akcji – stopa redukcji zapisów w transzy inwestorów detalicznych wyniosła 24,3 proc. Koordynatorem całości oferty był Dom Maklerski Navigator SA. Doradcą prawnym spółki była kancelaria prawna SSW Pragmatic Solutions Spaczyński, Szczepaniak, Okoń Sp.k.

– Zgodnie z harmonogramem w drugiej połowie kwietnia odbędzie się debiut DB Energy na Rynku Głównym GPW w Warszawie. To ważny i symboliczny dla nas moment, który jest z jednej strony zwieńczeniem konsekwentnej pracy, ale także rozpoczęciem nowego rozdziału w historii DB Energy. – dodaje Krzysztof Piontek.

Rynek efektywności energetycznej wchodzi w etap dynamicznego wzrostu, który stymulowany jest przez wiele czynników, takich jak chociażby rosnąca globalna konkurencja w przemyśle, przy jednocześnie niskiej efektywności przemysłu. Wymusza to na spółkach wdrażanie rozwiązań oszczędzania energii. Przedsiębiorstwa zmagające się z ograniczonymi budżetami inwestycyjnymi chętniej korzystają z finansowania inwestycji w modelu ESCO, a także przekazują chętniej odpowiedzialność za utrzymanie ruchu infrastruktury i jej modernizację.

Pierwszy kwartał 2023 r. oczami deweloperów

Pierwszy kwartał 2023 r. już za nami. Z tej okazji portal RynekPierwotny.pl postanowił zapytać przedstawicieli firm deweloperskich, o to jak oceniają sprzedaż w tym okresie? Jakie lokale cieszyły się największym zainteresowaniem kupujących? W jakich inwestycjach są jeszcze dostępne mieszkania? O tym przeczytasz w poniższej sondzie.

Maciej Jurczak, P. O. Kierownika ds. Sprzedaży i Obsługi Klienta w PROFBUD

W 1 kwartale 2023 roku najlepiej sprzedawały się kawalerki i małe dwupokojowe mieszkania do 41 m2. Tego typu sytuacja zapewne nie będzie dla nikogo zaskoczeniem, ponieważ trend i upodobania Polaków związane z wyborem niewielkich metraży trwa już od dłuższego czasu. Wynika to oczywiście z kilku powodów. Otóż, małe mieszkania składające się z dwóch pokoi traktowane są jako dobre rozwiązanie na „start” dla singli, par, młodych rodzin z dzieckiem, a także dla inwestorów. Tego typu lokale są również tańsze zarówno jeśli chodzi o ich zakup, jak i późniejsze koszty utrzymania. Ich cena jest też atrakcyjna dla wielu pod kątem możliwości i zdolności kredytowych. Pozytywnych aspektów wyboru takiego rozwiązania jest więc wiele, przez co inne cechy lokali m.in. piętro, usytuowanie lokalu w obrębie budynku czy wielkość balkonu stają się kwestią drugorzędną. Bardzo prawdopodobne jest więc, że tendencja ta będzie się utrzymywać w kolejnych kwartałach br., a małe mieszkania będą zyskiwać na znaczeniu.

Cezary Grabowski, Dyrektor Sprzedaży i Marketingu Bouygues Immobilier Polska

Najlepiej sprzedającymi się mieszkaniami w naszej ofercie na początku roku były zdecydowanie kompaktowe lokale 2-pokojowe o średniej powierzchni 40 m2. Mieszkania kompaktowe wprowadzamy na rynek polski od lat. Obecnie ponad 60 proc. naszej oferty stanowią takie właśnie lokale, a tzw. kompakt dotyczy każdego typu mieszkań, od 1- do 4-pokojowych. Zainteresowanie mieszkaniami kompaktowymi, zwłaszcza 2-pokojowymi, jest naprawdę duże. Decydują się na nie zarówno inwestorzy, jak i single oraz pary, którzy dysponują mniejszym budżetem, ale chcą mieszkać wygodnie. Największym atutem takich lokali jest wysoka funkcjonalność na stosunkowo niewielkim metrażu. Dodatkowo klienci kupujący mieszkania w naszych inwestycjach zwracają uwagę nie tylko na sam metraż, że także na inne elementy, które zapewnią im odpowiedni komfort życia. Na znaczeniu zyskuje zagospodarowanie terenu, miejsca do wspólnego spędzania czasu wewnątrz budynków, odpowiednia liczba komórek lokatorskich, infrastruktura dla dzieci czy ekologiczne rozwiązania.

Tomasz Kaleta, Dyrektor Departamentu Sprzedaży, Develia S.A.

Trudna sytuacja na rynku hipotecznym odcięła klientów kredytowych od finansowania bankowego, przez co w ostatnich miesiącach dominowały zakupy za gotówkę – w niektórych okresach było to nawet 80 proc. wszystkich transakcji. Aktywni na rynku byli zarówno klienci inwestycyjni, ale także nabywający większe mieszkania na własne potrzeby, szczególnie w atrakcyjniejszych, droższych lokalizacjach. Duże mieszkania 3- i 4-pokojowe stanowią około 50 proc. naszej sprzedaży.

Pierwszy kwartał bieżącego roku nie przyniósł w tym zakresie większych zmian, poza jedną – odnotowaliśmy wzrost udziału klientów kredytowych o około 20 proc. i odsetek ten wzrasta. Stabilizacja stóp procentowych oraz zapowiadany rządowy program wsparcia dla kredytobiorców „Pierwsze Mieszkanie” sprawiły, że w ostatnich tygodniach ta grupa kupujących jest szczególnie aktywna. Nie wpłynęło to jednak na zmianę struktury sprzedawanych przez nas mieszkań.

Karolina Bronszewska, Członek Zarządu, Dyrektor Marketingu Ronson Development

Nasza statystyka sprzedażowa za I kwartał 2023 roku pokazuje, że w generalnym ujęciu, nasi klienci najchętniej wybierali mieszkania dwupokojowe, o metrażach ok. 45-47 m2. Takie lokale stanowiły 50% wszystkich sprzedanych mieszkań w okresie styczeń-luty 2023, a wybory sprzedażowe w tym okresie były konsekwencją oferty, jaką dysponowaliśmy na początku tego roku.

W podziale na konkretne inwestycje ta statystyka wygląda nieco inaczej. Dla przykładu, w naszych najpopularniejszych warszawskich projektach – Ursus Centralny oraz Miasto Moje, klienci chętniej sięgali po mieszkania trzy oraz cztero-pokojowe. W Ursusie 58% sprzedanych mieszkań stanowiły 3-pokojowe, a w Mieście Moim 59% mieszkania 4-pokojowe.

Wyjaśnieniem tego faktu jest struktura wiekowa klientów tych projektów. W obu inwestycjach mieszkania najczęściej kupują osoby w wieku między 31, a 50. rokiem życia, które albo planują założenie rodziny, albo już posiadają potomstwo i pragną zapewnić mu komfortowe warunki życia.

Nasze mieszkania projektujemy w sposób funkcjonalny, m.in. z łatwym wyróżnieniem strefy dziennej i nocnej, o wysokim poziomie doświetlenia, z rozwiązaniami pozwalającymi na realne oszczędności w zakresie utrzymania nieruchomości, z dobrą bazą infrastrukturalną wokół budynku. Nasze mieszkania zawsze mają też balkony, loggie i tarasy. To ważne cechy, na które zwracają uwagę przyszli mieszkańcy naszych osiedli.

Katarzyna Unold, Dyrektorka Zarządzająca ACCIONA w Polsce

W I kwartale 2023 roku najlepiej sprzedawały się mieszkania dwupokojowe o metrażu 35-55 m2, z ogródkami i dużymi tarasami – to one były hitami sprzedażowymi m.in. naszego osiedla BLANCO w Pruszkowie. W ostatnim czasie, również na tym osiedlu, zauważyliśmy wzrost zainteresowania mieszkaniami 3- i 4-pokojowymi, szczególnie, że ich ceny były bardzo atrakcyjne.

W naszych dwóch ostatnich projektach, których sprzedaż ruszyła na początku marca (RYTMO na Białołęce i U-City w dzielnicy Ursus-Gołąbki), obserwujemy największe zainteresowanie mieszkaniami z ogródkami, położonymi na parterze. U-City to kontynuacja naszego pierwszego projektu w warszawskich Gołąbkach. Kupującym spodobała się lokalizacja i skala już wybudowanej części osiedla, co stało się najlepszą rekomendacją drugiego etapu.

Niemniej jednak to, na co zawsze zwracają uwagę klienci, to lokalizacja i skomunikowanie z centrum miasta oraz cena – szczególnie całościowa cena mieszkania, która, według naszych obserwacji, najlepiej, aby nie przekraczała 500 tys. złotych.

Angelika Kliś, Członek Zarządu ATAL

Mieszkania, które cieszyły się największym zainteresowaniem w I kwartale 2023 r. to lokale 2-pokojowe oraz 3-pokojowe o mniejszych metrażach: odpowiednio do 40 mkw. oraz do 70 mkw. Ma to związek z ograniczoną zdolnością kredytową oraz rosnącymi kosztami utrzymania nieruchomości (czynsze, opłaty itd.).

Małgorzata Wiśniewska, Dyrektor Sprzedaży w Cordia Polska

W pierwszym kwartale 2023 r. obserwowaliśmy – poza niesłabnącą popularnością mniejszych mieszkań – również wzrost zainteresowania większymi lokalami, 3- i 4-pokojowymi. Oczywiście na to, jakie mieszkania najlepiej sprzedają się w danym projekcie, ma ogromny wpływ jego charakter, oferta i lokalizacja. Jednak trend rosnącego zainteresowania większym metrażem jest wyraźny w większości naszych realizacji.

Anna Pyłko, Regionalny Kierownik Sprzedaży w Echo Investment

Echo Investment prowadzi obecnie swoje inwestycje mieszkaniowe w czterech polskich miastach: w Warszawie, Łodzi, Krakowie oraz Poznaniu. W stołecznym projekcie Apartamenty Rytm na Kabatach w pierwszym kwartale 2023 roku klienci najchętniej wybierali mieszkania z czterema oraz pięcioma pokojami o metrażach 90-140 mkw. Ponadto sporym zainteresowaniem cieszyły się także lokale dwupokojowe o przestrzeniach 44-46 metrów. Zupełnie inaczej wyglądało to jednak na rynku łódzkim. Tam 2/3 sprzedaży w Q1 2023 to kawalerki i lokale dwupokojowe o powierzchniach do 45 metrów.

W Krakowie, w projektach Bonarka Living oraz ZAM Apartments, pierwszy kwartał roku upłynął pod znakiem ożywionej sprzedaży mieszkań z dwoma pokojami. Klienci w stolicy Małopolski nabywali więc przede wszystkim metraże wynoszące około 40-42 mkw., a także mniejsze lokale trzypokojowe – do 52 metrów. Z kolei w Poznaniu, na terenie projektu Wieża Jeżyce powstającego w ramach rewitalizacji terenów po dawnych zakładach Apator Powogaz, najwięcej klientów pyta o mieszkania dwupokojowe, ale takich nie mamy w ofercie. Wieża Jeżyce to kameralne kawalerki oraz mieszkania z trzema oraz czterema pokojami. To co jednak dostrzegamy w stolicy Wielkopolski to zmieniające się oczekiwania wobec powierzchni mieszkań. Obecnie potencjalni nabywcy dopytują głównie o lokale posiadające od 34 do 45 mkw. Wynika to m.in. z nadal ograniczonej zdolności kredytowej zainteresowanych zakupem.

Karolina Opach, Kierownik Działu Sprzedaży w spółce Q3D Locum

 

Początek roku 2023 przyniósł spore ożywienie w naszych biurach sprzedaży. Obecnie prowadzimy dwa projekty: w pierwszym z nich, inwestycji Park Leśny Bronowice, dominowały transakcje sprzedaży mieszkań dwupokojowych o metrażu do ok. 40 m2. Były to zakupy gotówkowe mieszczące się w okolicach kwoty 400 000 zł. Drugi projekt, Greendustry Zabłocie, to inwestycja w segmencie premium. Tu również zanotowaliśmy zdecydowanie większe zainteresowanie ofertą niż w ubiegłym kwartale. Nabywców znalazły mieszkania trzy i czteropokojowe, każde z przestronnym prywatnym tarasem.

Agnieszka Nalepa, Dyrektor Działu Sprzedaż Tętnowski Development

W pierwszym kwartale 2023 r. największym powodzeniem w naszych inwestycjach Krowodrza Park i Osiedle Pasteura cieszyły się mieszkania o niewielkich metrażach od 30 do 40 mkw., 1 i 2-pokojowe. Mieszkania te były najczęściej nabywane w celach inwestycyjnych za gotówkę. Z kolei w naszej najnowszej inwestycji Nowa Drożdżownia, zlokalizowanej w dzielnicy Bieżanów, klienci najchętniej decydowali się na zakup domu o metrażu ok. 100 mkw. z garażem. Ważny był dla nich funkcjonalny układ pomieszczeń oraz posiadanie własnego ogrodu.

Agata Nowaczyk, poznańskie biuro sprzedaży EBF Development

Były to lokale „średnie”, o powierzchni od 37 do 42 mkw., czyli kawalerki lub 2 – pokojowe. Ich nabywcami byli zarówno klienci inwestycyjni, jak i osoby nabywające mieszkanie na własne potrzeby. Powodem takiego wyboru były z pewnością dwa czynniki. Mały metraż to cena, która jest akceptowalna dla statystycznego Kowalskiego, a z drugiej strony takiego typu lokale najlepiej się wynajmują.

Patrycja Pilarczyk, Biuro Sprzedaży inwestycji Nowa Murowana

W 2023 roku, sprzedają się najlepiej kawalerki o powierzchni około 26 mkw. oraz mieszkania 2-pokojowe około 40 mkw. Z jednej strony, wynika to z faktu, że ich cena jest proporcjonalnie niższa i klientowi zdecydowanie łatwiej wypracować zdolność kredytową i wówczas zakupić mieszkanie. Z drugiej – to także dobry metraż pod kątem wynajmowania lokalu mieszkalnego w przyszłości, więc klienci inwestycyjni również wybierają takie metraże.

Dostrzegamy, że powoli zmienia się sytuacja na rynku kredytowym, choć oczywiście do optymalnej jeszcze daleko. Natomiast wiemy, że wraca już zainteresowanie większymi lokalami i na ich sprzedaż również przyjdzie czas.

Justyna Wiśniewska, reprezentująca Scandic Park

I kwartał bieżącego roku oznacza dla nas zadowalające wyniki sprzedażowe i pozytywne sygnały z rynku. W naszej ofercie mamy zarówno mieszkania w budynku wielorodzinnym, w ramach inwestycji Nove Dopiewo, jak i domy w zabudowie bliźniaczej, w Bajkowym Dopiewcu. W obu tych projektach zostały już ostatnie lokale, co nas bardzo cieszy. Klienci doceniają nie tylko lokalizację, ale też fakt, że jesteśmy konkurencyjni. Aktualnie mamy ostatnie mieszkania i domy w takich cenach. Nove Dopiewo to kameralne mieszkania i choć jako pierwsze sprzedały się te zlokalizowane na piętrze, to teraz klienci pytają również o parter i ogródki. W budynku wielorodzinnym, który realizujemy, znajdzie się finalnie 20 mieszkań, w tym kawalerki oraz lokale 2- i 3-pokojowe, od 30 do 64 mkw.

Natomiast Bajkowy Dopiewiec to większa przestrzeń, zabudowa bliźniacza i zielone ogrody. Powstało 20 parterowych EcoVilli w zabudowie bliźniaczej o powierzchniach 77 oraz 89 mkw. Każdy dom to przestronny salon z aneksem kuchennym, 3 sypialnie, łazienka oraz pomieszczenie gospodarcze, a powierzchnia działki wynosi od 400 do 520 mkw.

Autor: RynekPierwotny.pl

Mabion rozszerza współpracę z Novavax o antygen szczepionki na COVID-19 wariant Omicron

  • 6 kwietnia 2023 roku Mabion zawarł Aneks nr 2 do Specyfikacji Warunków Zlecenia nr 1 (ang. Statement of Work) umowy z Novavax, który reguluje działania w zakresie dodania do zakresu współpracy kolejnego produktu, czyli antygenu szczepionki na COVID-19 opartego na wariancie Omicron
  • Mabion zakończył proces transferu technologii dotyczący wytwarzania substancji czynnej opartej o wariant Omicron i jest w trakcie ukończenia walidacji procesu, co oznacza, że w ramach współpracy Mabion będzie mieć możliwość wytwarzania kolejnego produktu Novavax
  • Liczba serii produktu Omicron zlecana przez Novavax będzie uzgadniana na bieżąco, a ich wytworzenie odbywać się będzie w ramach zagwarantowanych na rzecz Novavax mocy produkcyjnych (ang. Manufacturing Slots)
  • Od rozpoczęcia współpracy z Novavax w październiku 2021 roku, Mabion zawarł 10 dodatkowych zleceń, które potwierdzają skuteczność spółki w monetyzacji budowanych przez lata wysokich kompetencji

„Zawarty aneks dotyczący możliwości zlecania przez Novavax kolejnego produktu, którym jest antygen szczepionki na COVID-19 w wariancie Omicron to realizacja zapowiadanych przez nas we wrześniu 2022 roku działań. Cieszy nas nie tylko szybkie tempo osiągnięcia przez Mabion gotowości do obsługi zleceń na nowy produkt, ale również nieprzerwane zaufanie, jakim darzy nas amerykański partner. Potwierdza to chęć długotrwałej współpracy po obydwu stronach, a nam daje kolejną możliwość do zdobycia cennych referencji, które mają duże znaczenie dla prowadzonych przez nas aktywnie działań mających na celu dywersyfikację klientów” komentuje Adam Pietruszkiewicz, Członek Zarządu Mabion S.A. ds. Sprzedaży.

Mabion potwierdził zdolność do szybkiego i skutecznego działania w zakresie wdrażania nowych produktów i zgodnie z zapowiedziami, na zlecenie Novavax będzie mógł wytwarzać antygen do szczepionki na COVID-19 w wariancie Omicron. Proces będzie obejmował produkcję, przeprowadzanie testów analitycznych próbek produktu, badań stabilności, pozyskiwanie surowców do produkcji, zarządzanie i nadzór w zakresie jakości oraz wsparcie Novavax w spełnieniu wymogów rejestracyjnych. Pełen zakres czynności wytwórczych i analitycznych, związanych z wytwarzaniem antygenu szczepionki na COVID-19 w wariancie Omicron, będzie odbywał się w standardzie GMP (Dobra Praktyka Wytwarzania, ang. Good Manufacturing Practice).

„Procesy i działania po stronie Mabion, związane z realizacją na zlecenie Novavax wytwarzania antygenu do szczepionki na COVID-19 w wariancie Omicron, wpisują się w oczekiwania i potrzeby wielu globalnych firm biofarmaceutycznych. Tym samym szeroki zakres usług obejmujący m.in. wytwarzanie, kompleksową analitykę produktów pośrednich jak też gotowych, długoterminowe badania stabilności czy zarządzanie i nadzór w zakresie jakości to działania, które możemy świadczyć także na rzecz innych klientów. Dla całego zespołu szczególnym powodem do zadowolenia jest krótki czas od momentu zgłoszenia potrzeby przez Novavax do momentu wdrożenia nowego procesu do pełnej skali w środowisku GMP ze wszystkimi aktywnościami towarzyszącymi jak analityka czy nadzór jakościowy. Nie byłoby to możliwe bez dobrze ułożonych procesów w Spółce oraz wykwalifikowanej kadry, co potwierdza wysokie kompetencje zbudowane w Mabion” mówi Sławomir Jaros, Członek Zarządu Mabion S.A. ds. Operacyjnych i Naukowych.

„Zgodnie z umową, ilość serii produktu Omicron zlecana do wytworzenia będzie na bieżąco uzgadniana przez strony i będzie mieścić się w ramach dotychczas zagwarantowanych na rzecz Novavax mocy produkcyjnych Mabion w formule płatności za wytworzone serie lub za gotowość do wytworzenia produktu. Ta wypracowana formuła współpracy jest istotna z punktu widzenia przewidywalności naszych przepływów operacyjnych i stabilizacji pozycji płynnościowej” dodaje Grzegorz Grabowicz, Członek Zarządu ds. Finansowych Mabion S.A.

Do roku 2021 Spółka koncentrowała się na rozwoju portfolio własnych produktów biologicznych. Zawarta w październiku 2021 roku umowa z amerykańskim podmiotem Novavax sprawiła, że Mabion z sukcesem zaczął komercjalizować zbudowane kompetencje i zainicjował transformację we w pełni zintegrowaną firmę biofarmaceutyczną certyfikowaną GLP i GMP wraz z usługami CDMO między innymi w postaci analityki i wytwarzania kontraktowego. Skuteczna realizacja umowy z Novavax o wartości 372 mln USD została przedłużona do końca 2026 roku wskutek zawartych we wrześniu 2022 roku aneksów, z gwarantowanym poziomem przychodów co najmniej do drugiego kwartału 2024 roku. Aneksy poszerzyły ponadto zasady wynagradzania Mabionu o kolejny komponent – Spółka na ich podstawie będzie otrzymywała wynagrodzenie za wytworzone serie produktu lub wynagrodzenie za gotowość do wytworzenia produktu (rezerwacja mocy produkcyjnych).

Drastyczny spadek zapytań o kredyty mieszkaniowe

O 57,6% spadła wartość zapytań o kredyty mieszkaniowe w marcu 2023 r. – informuje BIK Indeks Popytu na Kredyty Mieszkaniowe (BIK Indeks – PKM). Wartość Indeksu oznacza, że w marcu 2023 r., w przeliczeniu na dzień roboczy, banki i SKOK-i przesłały do BIK zapytania o kredyty mieszkaniowe na kwotę niższą o 57,6% w porównaniu do marca 2022 r.

W marcu 2023 r. o kredyt mieszkaniowy wnioskowało łącznie 22,23 tys. potencjalnych kredytobiorców w porównaniu do 53,4 tys. rok wcześniej – jest to spadek o 58,4%. W porównaniu do lutego 2023 r. liczba osób wnioskujących o kredyt mieszkaniowy wzrosła o 16,8%.

Średnia wartość wnioskowanego kredytu mieszkaniowego w marcu br. wyniosła 372,89 tys. zł i była wyższa o 2,0% w relacji do wartości z marca 2022 r. W porównaniu do lutego 2023 r. była wyższa o 3,7%.

– Marcowy odczyt BIK Indeksu Popytu na Kredyty Mieszkaniowe jest potwierdzeniem obserwowanego już przez cały ubiegły rok zjawiska bardzo dużego ograniczenia popytu na kredyty mieszkaniowe. Jednak w interpretacji wyniku z marca tego roku, należy wziąć także pod uwagę specyfikę sytuacji, jaka miała miejsce w marcu 2022 r. Mieliśmy wówczas do czynienia ze skokowym wzrostem popytu na kredyty mieszkaniowe w reakcji na zapowiedź podwyżki o 2,5 p.p. buforu na stopę procentową, wprowadzonej w kwietniu 2022 r.

Dlatego też bieżący marcowy odczyt BIK Indeksu pokazuje nie tyle faktyczny spadek poziomu popytu, co efekt statystyczny – wysokiej bazy w następstwie ubiegłorocznej reakcji rynkowej na oczekiwany wzrost wysokości bufora.

W kolejnych miesiącach 2022 r. popyt na kredyty mieszkaniowe nadal spadał, tworząc niską bazę dla porównań w 2023 r. Właśnie efekt statystyczny niskiej bazy z 2022 r. może powodować, że wartość Indeksu w kolejnych miesiącach br. roku będzie rosnąć. Warto zaznaczyć, że symptomem trwałej poprawy sentymentu do kredytów mieszkaniowych będzie dopiero dodatni odczyt indeksu, potwierdzający, że w danym miesiącu złożono zapytania na wyższą kwotę niż w analogicznym miesiącu poprzedniego roku.

– Warto przede wszystkim śledzić zachowanie dwóch komponentów składowych Indeksu, tj. liczbę osób wnioskujących oraz średnią kwotę wnioskowanego kredytu. Obniżenie wymagań co do wartości bufora na stopę procentową spowodowało wzrost zdolności kredytowej, który widoczny jest we wzroście średniej kwoty wnioskowanego kredytu, która w porównaniu do lutego 2023 r. wzrosła o 3,7% i jest rekordową kwotą w historii.

W mojej opinii w obecnej sytuacji rynkowej wskaźnikiem najlepiej pokazującym bieżącą sytuację popytu na kredyty mieszkaniowe jest liczba osób wnioskujących o kredyt mieszkaniowy. W tym aspekcie marzec br. przyniósł wzrost liczby wnioskujących zarówno w relacji do lutego (16,8%), jak i stycznia (67,6%). Tak dużej liczby osób wnioskujących o kredyt mieszkaniowy nie obserwowaliśmy od 10 miesięcy – mówi prof. Waldemar Rogowski, główny analityk Grupy BIK.

Reasumując obecnie na popyt na kredyty mieszkaniowe oddziałują dwa przeciwstawne zjawiska: wzrost zdolności kredytowej (czynnik pozytywny) i możliwe wstrzymywanie się przed zaciągnięciem kredytu do momentu uruchomienia rządowego programu wsparcia nabywania mieszkań na kredyt z oprocentowaniem 2% (czynnik negatywny), bowiem część osób może wstrzymać się z decyzjami zakupowymi i sięganiem po kredyt do momentu uruchomienia programu. Natomiast po jego uruchomieniu może być to kolejny z czynników pozytywnie oddziałujących na wzrost popytu na kredyty mieszkaniowe. W kolejnych miesiącach sytuacja będzie więc bardzo dynamiczna – dodaje prof. Rogowski.

spadek

Odbudowa Ukrainy to unowocześnienie gospodarki

Nie ma wątpliwości, że na Ukrainie przede wszystkim musi być odbudowana infrastruktura. Trzeba zacząć od infrastruktury krytycznej, potem infrastruktury służącej normalnemu życiu ludzi. Przed wojną Ukraina była jednym z najniżej rozwiniętych krajów Europy – mniej więcej dwu, trzykrotnie uboższym niż Polska. Co więcej, poziom ukraińskiego PKB na głowę mieszkańca był o 40% niższy niż przed rozpadem Związku Radzieckiego. W związku z tym, żeby Ukraina rzeczywiście zaczęła prosperować, musi się nie tylko odbudować – ale znacznie rozbudować, unowocześnić swoją gospodarkę. To wymaga bardzo głębokich reform. Oczywiście to jest ogromna praca i dbałość o to, by pieniądze były efektywnie wydawane. Ponadto trzeba stworzyć warunki do rozwoju. Stworzenie nowoczesnej gospodarki to jest zadanie dla Ukraińców.

– Na pewno trzeba będzie wyłożyć setki miliardów dolarów. Trzeba sobie zdać sprawę z tego, że to jest to samo zjawisko, które było w Iraku – powiedział serwisowi eNewsroom.pl Witold Orłowski, ekonomista, Rektor Akademii Finansów i Biznesu Vistula. – Nawet jeśli zniszczeniu uległa infrastruktura np. warta miliard dolarów, to odbudowa jej będzie znacznie droższa. Wiemy, że ukraińska infrastruktura była w fatalnym stanie. I nie mam wątpliwości, że te pieniądze się znajdą. To cały czas nie oznacza, że Ukrainie będzie łatwo. Wiadomo, że w wielu krajach pieniądze pomocowe nie były wykorzystywane efektywnie. Korupcja, z której Ukraina nie tak dawno jeszcze była bardzo znana, może powodować, że będą wątpliwości jak wykorzystać te pieniądze w sposób prawidłowy. No i druga sprawa – infrastrukturę można oczywiście odbudować, ale odbudowa firm, działalności gospodarczej, to już jest wyzwanie, które muszą wziąć na swoje barki Ukraińcy. Oczywiście, że można tworzyć jak najlepsze warunki – na przykład członkostwo w Unii Europejskiej, dostęp do europejskiego rynku. I dlatego myślę, że trzeba bardzo, bardzo wielu reform na Ukrainie, aby to wyszło – zaznacza Orłowski.

Spada odsetek frankowiczów, którzy chcą złożyć pozew przeciwko bankowi

Blisko 40% frankowiczów chce w najbliższym czasie pozwać swój bank. Prawie połowa kredytobiorców nie planuje tego, a niecałe 20% jeszcze się waha. Porównując wyniki tegorocznego i zeszłorocznego sondażu, widać, że największa różnica dotyczy tej drugiej grupy, która rdr. urosła aż o 17,9 p.p. Część prawników komentujących ww. dane przewiduje, że to jeszcze nie koniec zmian nastrojów frankowiczów. Banki robią wszystko, by ich zniechęcić do działania, ale do złożenia pozwu może „przekonać” dalszy wzrost wysokości rat. Natomiast eksperci nie są zgodni co do poziomu świadomości prawnej kredytobiorców. Niektórzy uważają, że obecnie każdy posiadacz takiego zobowiązania powinien już znać swoje prawa. Ale osoby, które spłaciły większość rat, mogą nie widzieć sensu w sądowej walce. 

Wyraźny podział pomiędzy frankowiczami

Z raportu platformy analityczno-badawczej UCE RESEARCH wynika, że grupa Polaków posiadających tzw. kredyt frankowy i niebędących w sporze sądowym z bankiem jest obecnie mocno podzielona. Badanie jest prowadzone cyklicznie od 3 lat. I najnowsza edycja wykazała, że aż 37,9% frankowiczów zamierza w najbliższym czasie wystąpić z pozwem przeciwko kredytodawcy. 45,1% ankietowanych nie planuje tego. Natomiast 17% respondentów pozostaje niezdecydowanych.

– Moim zdaniem, dyspersja statystyczna bierze się z indywidualnej sytuacji każdego kredytobiorcy, który samodzielnie ocenia swoją sytuację i mierzy plan ewent. pozywania banku własną miarą. Jeżeli dany kredyt nie był duży i został w większości spłacony, to frankowicz może uznać, że wchodzenie na drogę sądową nie jest dla niego opłacalne, biorąc pod uwagę koszty obsługi prawnej. To samo może dotyczyć osób, które zaciągnęły kredyt, gdy kurs franka był jeszcze bardzo niski. Niektórzy w takiej sytuacji przyjmują, że spłacili część zobowiązania, kiedy było ono tanie, a później dopłacili. I per saldo wyszli na zero – wyjaśnia dr hab. adw. Konrad Zacharzewski, Kierownik Zakładu Prawa Handlowego i Rynku Kapitałowego Akademii Leona Koźmińskiego w Warszawie.

Z kolei radca prawny Adrian Goska z Kancelarii SubiGo, uważa, iż wielu frankowiczów nie ma jeszcze zbyt dużej świadomości swojej sytuacji prawnej. Cześć też zwyczajnie się waha. Natomiast zdaniem Konrada Zacharzewskiego, nieświadomość prawna frankowiczów nie może być powodem tego, że blisko połowa ankietowanych nie zamierza pozywać banku. Te osoby mogą wyłącznie nie widzieć w tym faktycznego zysku dla siebie. Do tego jak podkreśla ekspert, obecnie każdy, kto ma kredyt frankowy, doskonale wie, że może skorzystać ze środków prawnych i ochrony. Tego typu sprawy są przecież bardzo głośne i wiele się o nich mówi w przestrzeni publicznej. Dlatego trudno przypuszczać, że ktoś jeszcze może nie znać obecnych rozwiązań.

– Dojrzewanie do decyzji o pozwaniu banku jest dość skomplikowanym procesem. Same banki obecnie robią wszystko, aby to opóźnić albo zniechęcić kredytobiorców do wytoczenia procesu. Jednak każdy głos TSUE w obronie frankowiczów zawsze zwiększa zainteresowanie mediów tym problemem, a dzięki temu duża część kredytobiorców z uwagą śledzi doniesienia. I właśnie to często staje się najistotniejszym katalizatorem do podjęcia decyzji – komentuje mec. Goska.

Zmienne nastroje wśród kredytobiorców

Dla porównania warto wskazać, że rok wcześniej osób gotowych do złożenia pozwu było zdecydowanie więcej niż przeciwnych temu. Wówczas 39,1% frankowiczów deklarowało chęć wystąpienia przeciw bankowi. Z kolei 27,2% kredytobiorców było niechętnych do wchodzenia na drogę sądową. W przypadku pierwszej grupy rdr. nastąpił niewielki spadek, bo zaledwie o 1,2 p.p. Natomiast ta druga rdr. bardzo się rozrosła – aż o 17,9 p.p. Takie zmiany tendencji mogą mocno zaskakiwać, ponieważ frankowicze właściwie powinni czuć się coraz pewniej w sądach.

– Kilkanaście lat temu prawnikom trudno było doradzać klientom, jak powinni działać, bo orzecznictwo nie było tak korzystne dla frankowiczów jak teraz. A ponadto było bardzo niespójne, nawet w przypadku podobnych do siebie przypadków. Do tego różnego typu sprawy miały kilka możliwych rozwiązań. I tak było przez 10 lat. Dopiero od ok. 3 lat prawnicy lepiej wiedzą, jak je prowadzić i mogą z pewną śmiałością prognozować wynik – mówi dr hab. adw. Konrad Zacharzewski.

Natomiast mec. Goska przewiduje, iż ww. zmiany postaw frankowiczów nie prowadzą do stałej tendencji. – W miarę uzyskiwania większej liczby prawomocnych wyroków duża część osób niechętnych do pozywania swoich banków jednak zmieni zdanie. Ludzie czekają też na dalszy rozwój wypadków przed TSUE. Do tego trzeba koniecznie zauważyć, że niektórzy czekają na propozycje ustawowe. Jednak mogą być one nie tylko spóźnione, ale też niedostatecznie korzystne dla kredytobiorców – wyjaśnia ekspert z Kancelarii SubiGo.

Co ciekawe, mocno ubyło osób wyrażających niepewność co do dalszego działania. Rok wcześniej 33,7% frankowiczów nie wiedziało, czy wstąpi na drogę sądową. W przypadku tej grupy rdr. nastąpił spadek o 16,7 p.p. W opinii Konrada Zacharzewskiego, powód niezdecydowania jest taki sam jak niechęć do wnoszenia pozwu. To brak poczucia, że w konkretnej sytuacji takie działanie przyniosłoby dostatecznie wysoki zysk. Ekspert z Akademii Leona Koźmińskiego przypomina, że poszczególne przypadki różnią się stanem faktycznym, czyli m.in. ustanowionym zabezpieczeniem, ewentualnym aneksowaniem umowy, sposobem spłaty i możliwymi opóźnieniami ze strony kredytobiorcy. Dlatego wynik każdej sprawy frankowej ostatecznie może być inny, mimo że sądy orzekają podobnie.

– Obserwując rynek, uważam, że wahających może z czasem przybywać, gdyż będą oni przechodzili z grupy osób przeciwnych pozwaniu banków. To w mojej ocenie zdecydowanie naturalny proces. Jednak konieczny jest dodatkowy czynnik przekonujący do podjęcia działania, np. dalszy wzrost wysokości rat. Może to być też zwiększenie liczby spraw wygranych prawomocnie z bankami albo wyrok TSUE uniemożliwiający bankom pozywanie kredytobiorców. Moim zdaniem, to tylko kwestia czasu – podsumowuje radca prawny Adrian Goska.

Mocny dolar

Jesteśmy już po odczycie ISM dla sektora usługowego w USA. Ten okazał się dużo gorszy od rynkowych oczekiwań co sugeruje schłodzenie popytu wśród amerykańskich konsumentów. Na uwagę zasługuje spadek wskaźnika cen płaconych przez firmy do poziomu najniższego od prawie trzech lat. Widać, że wysokie stopy procentowe w USA zaczynają coraz bardziej wpływać na gospodarkę. Pomimo gorszych liczb od konsensusu, dolar zyskał na wartości a główna para walutowa znajduje się ponownie poniżej poziomu 1,09. Na Wall Street przeważały spadki, choć Dow Jones zakończył dzień z wynikiem +0,2 proc.

Oprócz piątkowej publikacji z amerykańskiego rynku pracy, inwestorzy oczekiwali wczorajszego wyniku ISM dla sektora nieprodukcyjnego USA. On obniżył się w marcu do poziomu 51,2 z 55,1 pkt. w lutym. Ekonomiści ankietowani przez Reutersa przewidywali, że wskaźnik spadnie do 54,5. Przypomnijmy, że usługi są głównym sektorem napędzającym koniunkturę w USA. W tym momencie to właśnie inflacja w tym obszarze najbardziej niepokoi Fed. Jest ona z reguły bardziej stabilna i mniej reaguje na podwyżki stóp procentowych.

Sektor usług nadal się rozwija, wskazuje na to wynik powyżej pułapu 50 pkt. Widać, że konsumenci przestawili swoje wydatki z dóbr (które na ogół są kupowane na kredyt). Jeśli chodzi o wskaźnik nowych zamówień otrzymywanych przez firmy – ten obniżył się do 52,2 pkt. Wraz z ochłodzeniem popytu, inflacja w sektorze usług zaczyna słabnąć, choć pozostaje na wysokim poziomie. Miara cen płaconych obniżyła się do 59,5 z 65,6 w lutym. Jest ona uważana za dobry prognostyk inflacji PCE, która jest preferowanym przez Fed obrazem dynamiki wzrostu cen. Spadek cen płaconych odzwierciedla również ciągłą poprawę podaży. Wskaźnik dostaw dla przemysłu usługowego obniżył się do 45,8 z 47,6 pkt. w lutym. Odczyt poniżej 50 oznacza szybsze tempo tych dostaw. Spowolnieniu uległo również zatrudnienie w omawianym obszarze amerykańskiej gospodarki. Subindeks to opisujący obniżył się do 51,3 z 54,0 pkt. miesiąc wcześniej. To sugeruje, że jutrzejszy raport NFP może być słabszy od założeń. Jest to kolejny sygnał ochłodzenia rynku pracy, po rozczarowującej ankiecie JOLTS, którą poznaliśmy we wtorek.

Rynek terminowy w niewielki sposób zmienił swoją wycenę przyszłych ruchów Fed-u. Implikowana ścieżka stóp procentowych nadal wskazuje zmianę o 25 bps. z 47 proc. prawdopodobieństwem w maju oraz obniżki kosztu pieniądza do końca roku o łącznie ponad 80 bps. Rentowność amerykańskich 2-latek spadła o 5 bps do 3,78 proc. a 10-latek do 3,31 proc. O dziwo dolar amerykański na wczorajszej sesji zyskał, a mocniejszy ruch był obserwowany o godz. 16:00 kiedy światło dzienne ujrzały opisywane wyżej dane makro. Kurs EUR/USD ponownie znalazł się poniżej 1,09. Średnioterminowy trend wzrostowy nie został zanegowany a ta korekta może być jedynie pewnego rodzaju schłodzeniem przed atakiem okrągłego poziomu 1,1. Do tej pory gorsze wyniki gospodarki USA powodowały, że rynek mocniej zaczynał wyceniać zwrot w polityce Rezerwy Federalnej. W tym wypadku reakcja była odmienna.

Autor: Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

Co 5. firma płaci z poślizgiem, bo nie dostaje pieniędzy od kontrahentów

Dla 68 proc. firm zatory płatnicze są barierą w prowadzeniu działalności gospodarczej. Co 5. nie płaci kontrahentom w terminie dlatego, że sama nie dostaje zapłaty od klientów – wynika z badania „Przeterminowanie faktur w polskich przedsiębiorstwach”, przeprowadzonego przez TGM Research na zlecenie firmy windykacyjnej Kaczmarski Inkasso. Nieuregulowane płatności są na tyle poważną przeszkodą w biznesie, że 1/4 przedsiębiorstw jest zmuszona ograniczać inwestycje, a 19 proc. podnosić ceny swoich towarów i usług.

Skalę zatorów płatniczych pokazują dane Krajowego Rejestru Długów. Według najnowszych danych polskie firmy są zadłużone na 9,07 mld zł. Kontrahentom nie płaci 264,5 tys. przedsiębiorstw. Średnie zadłużenie każdego z nich wynosi 34,3 tys. zł.

Mniej wiarygodni

Perturbacje, jakie zatory powodują w firmach, przejawiają się nie tylko tym, że przedsiębiorcy nie mają z czego zapłacić swoim partnerom handlowym, nie mogą inwestować i są zmuszeni drożej sprzedawać towary i usługi. 13 proc. ma problemy z wprowadzaniem produktów na rynek i tyle samo odczuwa pogorszenie swojego wizerunku, czego rezultatem są słabsze warunki finansowe dostaw, jakie proponują im kontrahenci. Co 10. jest zmuszony zmniejszać zatrudnienie i obniżać pensje pracownikom.płatności firm

37 proc. przedsiębiorców postrzega nieterminowe płatności jako istotny problem, z czego 16 proc. określa mianem „bardzo poważnego”. Dla 38 proc. firm jest to średni kłopot. Płacenie z poślizgiem jest dotkliwe zwłaszcza dla branży budowlanej. Tutaj odsetek przedsiębiorstw wskazujących zatory płatnicze jako poważną barierę w działalności sięga aż 62 proc., czyli ok. dwa razy więcej niż w usługach, transporcie czy handlu (30-37 proc.). Najlepiej oceniają sytuację przedsiębiorstwa przemysłowe – niepłacenie przez klientów jest poważną przeszkodą dla co  4. firmy wytwórczej.

– Brak bieżącego dopływu pieniędzy powoduje, że firmy nie mogą racjonalnie zaplanować pracy, zatrudnienia i zdobywania nowych zleceń. Trudno zarządzać firmą, jeśli nie wiadomo, kiedy na konto spłynie zapłata. Z praktyki wiemy, że szczególnie małe i średnie firmy mają opory przed dochodzeniem należności u partnerów handlowych. Obawiają się, że kontrahent się obrazi, kiedy odbierze telefon z firmy windykacyjnej. Ale to właśnie profesjonalni negocjatorzy potrafią znaleźć rozwiązanie, które będzie w stanie przyjąć wierzyciel i dłużnik – mówi Jakub Kostecki, prezes Zarządu Kaczmarski Inkasso.

Czekanie na pieniądze

Przedsiębiorstwa czekają na zapłatę średnio 22 dni od upływu terminu wskazanego na fakturze. Ale wszystko zależy od branży, w jakiej działają oraz regionu. Największą cierpliwością muszą wykazać się przedstawiciele budownictwa – przeciętne spóźnienie wynosi tam 27 dni, natomiast w handlu mniej niż średnia, bo 18 dni. Różnice widać także w regionach. Najkrócej na pieniądze czekają przedsiębiorcy z województw: łódzkiego i świętokrzyskiego (16 dni) oraz lubelskiego, podkarpackiego i podlaskiego (18 dni). Największe opóźnienia występują z kolei w Wielkopolsce, Lubuskiem, na Pomorzu Zachodnim (25 dni) oraz na Mazowszu (24 dni).

Średnia nie pokazuje jednak pełnego obrazu. Co prawda 60 proc. wartości niezapłaconych faktur mieści się w przedziale do 3 miesięcy, ale 11 proc. jest przeterminowana od 6 do 12 miesięcy, a 12 proc. ponad rok. Co 4. badana firma nie dostała pieniędzy za 30 proc. i więcej wartości sprzedanych towarów bądź usług. To już jest groźne dla utrzymania płynności finansowej.

– Czas gra na korzyść dłużnika. Im dłużej pozwalamy mu nie płacić, tym trudniej potem odzyskać od niego pieniądze. Niestety sektor MŚP popełnia wciąż ten sam błąd, przedsiębiorcy dają się zwodzić obietnicami, zwlekają z bardziej stanowczym upomnieniem się o swoje pieniądze, aż brak pieniędzy zaczyna uderzać w działalność ich firmy. Dlatego zawsze radzimy przedsiębiorcom, aby nie zwlekali z przekazaniem niezapłaconych faktur do windykacji. Negocjatorzy są w stanie doprowadzić do szybkiej spłaty zadłużenia i przywrócenia relacji handlowych pomiędzy kontrahentami. Ta możliwość dalszej współpracy biznesowej jest bardzo ważna, bo wówczas obie strony są zmotywowane do działania na uczciwych zasadach: my sprzedajemy dobry towar lub usługę, wy płacicie na czas – wyjaśnia Jakub Kostecki.

Czekając na pieniądze od kontrahenta, przedsiębiorcy nie są całkiem bezbronni.

Z naszego doświadczenia wynika, że istnieje grupa firm, która w sytuacji, gdy klient nie płaci w terminie, ratuje się faktoringiem. Robią to zawczasu, bo wiedzą, że będą czekać na pieniądze nie tylko z powodu długiego terminu płatności na fakturze, ale też dlatego, że dany kontrahent notorycznie opóźnia zapłatę. Faktoring jawny ma tę zaletę, że dodatkowo motywuje kontrahenta do zapłaty. Jest rozwiązaniem rekomendowanym dla przedsiębiorców, którzy chcą zdyscyplinować swoich partnerów i otrzymywać płatności w terminie, jednocześnie „grając” z nimi w otwarte karty podsumowuje Emanuel Nowak, ekspert firmy faktoringowej NFG.

Badanie „Przeterminowanie faktur w polskich przedsiębiorstwach” zostało przeprowadzone przez TGM Research na zlecenie firmy windykacyjnej Kaczmarski Inkasso w styczniu 2023 r. techniką CAWI na reprezentatywnej grupie 517  mikro, małych i średnich firm wystawiających faktury z odroczonym terminem płatności.

Branża pośrednictwa finansowego w IV kw. 2022 r.

Podwyżki stóp procentowych, które regularnie występowały w całym 2022 r., miały swój wielki finał w IV kwartale minionego roku. To zjawisko zdecydowanie ograniczyło dostęp do kredytów mieszkaniowych dla dużej grupy konsumentów. W połączeniu z innym wydarzeniem – zaostrzeniem Rekomendacji S wydanej przez KNF, w rezultacie spowodowało, że wartość kredytów hipotecznych udzielonych przy wsparciu ekspertów ZFPF w IV kw. 2022 r. wyniosła przeszło 3,7 mld zł, czyli mniej o blisko 29% w porównaniu z III kw. Trudna sytuacja, w której znaleźli się potencjalni kredytobiorcy, sprawiła, że wiele osób woli starać się o środki na zakup wymarzonego domu czy mieszkania z pomocą doświadczonych pośredników. Eksperci należący do ZFPF kończą 2022 rok z rekordowym udziałem w rynku, który wynosi 64%. Z kolei wysoka inflacja zniechęciła konsumentów do sięgnięcia po kredyty gotówkowe na większą skalę, co tradycyjnie zawsze miało miejsce w IV kw. Ten fakt jednak nie wpłynął już tak bardzo na sytuację pośredników. Wartość kredytów gotówkowych udzielonych przez ekspertów ZFPF wyniosła 581 mln zł (spadek 4% kw./kw.). Obecna sytuacja gospodarcza nie zachęca również przedsiębiorców do sięgania po dodatkowe finansowanie – w IV kw. z pomocą pośredników ZFPF zaciągnęli kredyty firmowe o wartości blisko 390 mln zł.

Kredyty hipoteczne

Adrian Jarosz, Prezes Związku Firm Pośrednictwa Finansowego, Prezes Zarządu Notus Finanse: Rok 2022 r. przyniósł największe załamanie w historii rynku kredytów hipotecznych w Polsce. Wartość udzielonych kredytów na całym rynku spadła aż o 49% r./r. Dla porównania, wcześniejszy największy spadek miał miejsce w 2009 r. i wyniósł 32%. Mimo tak trudnej sytuacji, ekspertom finansowym zrzeszonym w ZFPF udało się znacząco zwiększyć udział w rynku, który wyniósł rekordowe 64%. Jeszcze 5 lat temu było to 40%. Polacy cenią sobie wsparcie ekspertów finansowych nie tylko w okresach „boomu”, ale również w trudnych czasach. Wtedy wiedza i doświadczenie eksperta są bowiem szczególnie cenne – tak miniony rok na rynku kredytów hipotecznych podsumowuje Adrian Jarosz, Prezes ZFPF.

Miniony był bardzo trudnym okresem na rynku kredytów hipotecznych, dla wszystkich – banków, ich klientów oraz branży pośrednictwa finansowego. W ciągu ostatnich 12. miesięcy byliśmy świadkami aż ośmiu podwyżek stóp procentowych. Efektem jest znaczny spadek wartości udzielanych kredytów, nie tylko w ucięciu rocznym, ale i porównując kw./kw. Z powodu podwyżek, wiele osób musiało pożegnać się z marzeniem o zakupie własnego M. na kredyt. Na to zjawisko wpłynęło również zaostrzenie polityki banków dotyczącej wyliczania zdolności kredytowej klientów, które kredytodawcom została narzucona przez KNF.

Bartosz Kwieciński, Prezes Zarządu Expander Advisors: – W IV kw. 2022 r. na rynku kredytów hipotecznych odczuwalne były już wszystkie podwyżki stóp procentowych. To w połączeniu z zaostrzeniem Rekomendacji S przez KNF sprawiło, że był to okres mocnego spadku wartości udzielonych kredytów hipotecznych. Wydaje się jednak, że rynek najgorsze ma już za sobą. KNF złagodziła już reguły wyliczania zdolności kredytowej, co zauważalnie poprawiło dostępność finansowania tego rodzaju dla potencjalnych kredytobiorców. Dodatkowo, od lipca ma zacząć działać program „Bezpieczny kredyt 2%”. Już teraz nasi eksperci finansowi odpowiadają na setki pytań od osób, które planują skorzystać z dopłat oferowanych w ramach tego wsparcia. Wydaje się wiec, że sytuacja na rynku stopniowo będzie ulegać poprawie.

Tabela 1. Wartość kredytów hipotecznych sprzedanych przez ZFPF w III kw. i IV kw. 2022 r.:


Wartość wypłaconych KREDYTÓW HIPOTECZNYCH (w mln zł)
lp. Nazwa firmy III kw. 2022 r. IV kw. 2022 r.
1 Expander Advisors 1 875,39 1 322,20
2 Notus Finanse 1 128,06 851,05
3 Lendi 989,93 769,61
4 Credipass 509,00 332,00
5 mFinanse 482,06 296,90
6 Phinance 225,10 148
Razem 5 209,54 3 719,76

 

Dariusz Lewandowski, Członek Zarządu Notus Finanse: W IV kw. 2022 r. udzielono kredytów hipotecznych o wartości 6,4 mld zł[1], więc miniony okres śmiało możemy nazwać „czarnym kwartałem” rynku hipotek. O ile spadek wartości udzielonych kredytów hipotecznych w ujęciu r./r. wyniósł „tylko” 49%, o tyle porównując ostatni kwartał 2022 r. do analogicznego okresu z 2021 r., spadek ten wyniósł aż 73%. To, co jest pewnego rodzaju pocieszeniem, to fakt, że to pośrednicy finansowi należący do ZFPF poradzili sobie lepiej niż reszta rynku, powiększając udział w rynku hipotek. Ważną kwestią, której przyglądaliśmy się w IV kw. 2022 r. jest podaż na rynku nieruchomości. O ile liczba wydanych pozwoleń na budowę nieznacznie odbiegła od tych odnotowanych w 2021 r., o tyle spadek nowo rozpoczętych budów przez deweloperów w 2022 r. wynoszący 115,3 tys. jest alarmujący, a szacunki dotyczące 2023 r. mówią o poziomie 70-80 tys. Pytaniem retorycznym pozostają przyszłe ceny nieruchomości, kiedy zwiększony popyt na kredyt hipoteczny spotka się z niską podażą. Liczę na to, że dzięki bardzo rozsądnej decyzji KNF o dostosowaniu bufora w liczeniu zdolności do obecnych realiów, oraz zapowiadanemu przez Rząd programowi „Bezpieczny Kredyt 2%”, deweloperzy rozpoczną większą liczbę inwestycji i unikniemy szoku cenowego.

Kredyty gotówkowe: Polacy mniej zapożyczyli się na Święta?

581 mln zł – to wartość kredytów gotówkowych udzielonych przez firmy zrzeszone w ZFPF w IV kw. 2022 r. Cały rynek odczuł skutki rekordowo wysokiej inflacji. Na tym tle pośrednicy ZFPF mogą mówić o nieznacznych spadkach – 3,9% kw./kw. i 11% w ujęciu rocznym, chociaż należy zaznaczyć, że w tym drugim przypadku w zeszłym roku struktura organizacji wygląda inaczej, niż ma to miejsce obecnie, do wpływa na porównywalność wyników[2].

Dominik Skrzycki, Wiceprezes Zarządu ZFPF, mFinanse: Stale rosnące ceny oraz spadek realnej wartości pieniądza mają coraz mocniejszy wpływ na decyzje zakupowe konsumentów. Okres Świąt Bożego Narodzenia, który tradycyjnie zawsze był nacechowany zwiększoną konsumpcją, w tym roku w wyniku rekordowo wysokiej inflacji okazał się dużo „oszczędniejszy” niż w minionych latach. Wartość kredytów gotówkowych udzielonych przez firmy zrzeszone w ZFPF w IV kw. 2022 wyniosła 581 mln zł, czyli była zauważalnie niższa w porównaniu do identycznego okresu zeszłego roku (657 mln zł). Jednak porównując ten wyniki do III kw. 2022 r. (604,61 mln zł), spadek wynosi niecałe 4%.

Tabela 2. Wartość kredytów gotówkowych sprzedanych przez ZFPF w III kw. i IV kw. 2022 r.:


Wartość wypłaconych KREDYTÓW GOTÓWKOWYCH (w mln zł)
lp. Nazwa firmy III kw. 2022 r. IV kw. 2022 r.
1 mFinanse 237,66 296,90
2 Expander Advisors 138,36 109,20
3 Lendi 90,03 72,08
4 Notus Finanse 84,06 60,28
5 Credipass 42,00 27,00
6 Phinance 12,50 15,6
Razem 604,61 581,06

Bartosz Kwieciński, Prezes Zarządu Expander Advisors: – W zakresie pożyczek gotówkowych kluczowym czynnikiem w IV kw. 2022 r. były oczywiście podwyżki stóp procentowych, które wpłynęły negatywnie na wartość kredytów gotówkowych udzielonych przez ekspertów ZFPF. Jednak w tym przypadku spadki są nieporównywalnie mniejsze z tymi, które odnotowano na rynku kredytów hipotecznych. W całym 2022 r. wartość takich pożyczek udzielonych z pomocą ekspertów finansowych ZFPF spadła tylko o 2,6%. Wynik jest więc imponujący, biorąc pod uwagę jak mocno wzrosły stopy procentowe. Spadek był niewielki, ponieważ kwoty takich pożyczek są dużo niższe niż dla kredytów hipotecznych. Dzięki temu raty wzrosły w dużo mniejszym stopniu. Dodatkowo, ich dostępność pozostała na względnie dobrym poziomie, ponieważ zaostrzenie Rekomendacji S nie dotyczyło pożyczek gotówkowych.

Kredyty firmowe: biznes czeka na lepszą koniunkturę

W IV kwartale 2022 r. eksperci finansowi zrzeszeni w ZFPF udzielili kredytów firmowych o wartości blisko 390 mln zł., czyli przeszło o 19% mniej w III kw. minionego roku. Co jest powodem tego zjawiska?

Bartosz Kwieciński, Prezes Zarządu Expander Advisors: Podobnie jak w przypadku pożyczek gotówkowych, także kredyty dla firm stosunkowo dobrze poradziły sobie w okresie bardzo wysokich stóp procentowych. W całym 2022 r. wartość takich kredytów udzielonych z pomocą ekspertów ZFPF spadła o 8%. Na ten wynik złożył się stosunkowo wysoki popyt na kredyty obrotowe i mocny spadek kredytów inwestycyjnych.

Tabela 3. Wartość kredytów firmowych sprzedanych przez ZFPF w III kw. i IV kw. 2022 r.:


Wartość wypłaconych KREDYTÓW FIRMOWYCH (w mln zł)
lp. Nazwa firmy III kw. 2022 r. IV kw. 2022 r.
1 mFinanse 190,09 156,86
2 Expander Advisors 116,93 75,41
3 Notus Finanse 61,34 50,81
4 Lendi 47,43 41,67
5 Credipass 39,00 28,00
6 Phinance 29,20 37,2
Razem 483,99 389,91

Dominik Skrzycki, Wiceprezes Zarządu ZFPF, mFinanse: – Spodziewane ożywienie sprzedaży w okresie świątecznym, niestety nie przyczyniło się do poprawy wyników sprzedaży na rynku kredytów dla firm. Wartość kredytów firmowych udzielonych członków ZFPF w IV kw. 2022 r. wyniosła niespełna 390 mln zł, czyli o 19% mniej niż w III kw. 2022 r. Spadek jest jeszcze większy w ujęciu rocznym. Blisko o 140 mln mniejszy wolumen uruchomień niż w analogicznym okresie zeszłego roku (529,58 mln zł), jasno wskazuje, że klienci biznesowi ograniczają swoje potrzeby kredytowe i zdecydowanie częściej podejmują decyzję o przełożeniu na późniejszy okres realizację swoich planów. Delikatne symptomy poprawy sytuacji gospodarczej, tj. brak podwyżek stóp procentowych oraz zatrzymanie w grudniu wzrostu inflacji mogą sugerować, że zbliżamy się do punktu przełamania negatywnych trendów, ale czy tak rzeczywiście będzie, pokażą najbliższe miesiące.

[1] Źródło: BIK: https://media.bik.pl/analizy-rynkowe

[2] W IV kw. 2021 r. wyniki finansowe ZFPF dotyczące sprzedaży kredytów gotówkowych uwzględniały również wyniki firmy Open Finance, która wówczas była członkiem Organizacji.

Rada znów bez zmian

Decyzja RPP nie zaskoczyła rynków. W tle widać przepływ środków z Europy do USA. Nie wygląda to jednak na zasługę danych makro, które były dość przeciętne.

Stopy bez zmian

Wczorajsza decyzja Rady Polityki Pieniężnej nie zaskoczyła chyba nikogo. Kolejny miesiąc pozostały one bez zmian. Teoretycznie Rada nie zakończyła jeszcze cyklu podwyżek, ale chyba tylko ona wierzy w to, że po półrocznej stabilizacji stóp procentowych ktoś jeszcze wierzy, że jesteśmy w cyklu podwyżek. Należy zwrócić uwagę, że to, co większość Polaków interesuje w ramach stóp procentowych, to stawka WIBOR. Ta z kolei spada, szczególnie trzy i sześciomiesięczna, na których oparte są kredyty. Powodem powolnego spadku jest fakt, że rynek powoli oczekuje już przedwyborczych obniżek. Znikają też z kalkulacji szanse na ostatnie wzrosty. Zobaczymy, co dzisiaj przyniesie konferencja. Na pewno będzie ciekawie, pytanie, czy merytorycznie.

Słabsze dane z Europy

W przypadku indeksu PMI dla usług mamy przeciwną sytuację względem subindeksu dla przemysłu. Indeks wypadł bowiem słabiej od oczekiwań analityków, ale za to ma obiektywnie dobry poziom. 55 punktów dla strefy euro to wynik pokazujący wyraźną przewagę optymistów nad pesymistami. Rynek nie boi się jednak słabszych danych z Europy. Wczoraj po raz kolejny w tym tygodniu zastanawiano się, czy testowane będą poziomy 1,1 dolara za euro. Finalnie najwyższy poziom był w okolicach 1,097, co pokazuje, że znów jesteśmy blisko rekordów z kwietnia zeszłego roku.

Dane z USA niespodziewanie umocniły dolara

Pod koniec notowań sentyment inwestorów przeszedł dość niespodziewanie na drugą stronę oceanu. Patrząc na dane makroekonomiczne ciężko znaleźć uzasadnienie. Niższy od oczekiwań wynik raportu ADP na temat zatrudnienia. Do tego większy od oczekiwań deficyt handlowy oraz słabsze indeksy koniunktury to nie są odczyty, które powinny umacniać walutę. Z drugiej strony dane nie były fatalne. Może po tak słabej passie dolara przyszedł najzwyczajniej czas na korektę. Dolar od połowy marca znajdował się w wyraźnym trendzie wzrostowym, nie można zatem wykluczyć, że to po prostu realizacja zysków dużych graczy. Z drugiej strony widać też wyraźny wzrost zainteresowania obligacjami USA. Inwestorzy mogli chcieć kupić atrakcyjne ich zdaniem obligacje, korzystając z relatywnie taniego dolara.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
14:30 – USA – wnioski o zasiłek dla bezrobotnych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat

Czy test Wielkiej Piątki może być elementem ewaluacji pracownika?

Ewaluacja pracownika umożliwia sprawdzenie jakości wykonywanej przez niego pracy. Pozwala na identyfikację mocnych stron oraz kwestii, nad którymi należy popracować. Określa też potencjał i możliwości awansu. W końcu stanowi czynnik motywujący do dalszego rozwoju. Sprawdzamy, czy Test Wielkiej Piątki sprawdzi się jako element oceny pracowniczej.  

Na czym polega ewaluacja pracownika? 

Ewaluacja pracowników stanowi jeden z kluczowych elementów zarządzania zasobami ludzkimi w każdej organizacji. Polega na dokonaniu obiektywnej oceny konkretnego zatrudnionego. Szczegółowej obserwacji podlegają: jakość świadczonej pracy, stosunek do powierzonych obowiązków oraz stosunek do firmy, przełożonych i współpracowników. 

Ocena pracowników jest procesem zaplanowanym, odbywającym się cyklicznie. Podlegają jej nie tylko osoby pracujące w firmie od dłuższego czasu, ale także pracownicy nowo zatrudnieni i kandydaci. Celem jest nie tylko zbadanie efektywności pracowników czy określenie ich przydatności do realizacji określonych zadań. Warto zaznaczyć, że ewaluacja powinna pełnić również funkcję motywacyjną i kończyć się przekazaniem szczegółowej informacji zwrotnej. 

Jak firmy oceniają pracowników – wybrane narzędzia

Okresowa ocena pracowników przede wszystkim sprawdza aktywność i efektywność kadry w kontekście celów i misji przedsiębiorstwa. Z punktu widzenia zarządzania zasobami ludzkimi, ewaluacja pracowników ma cele organizacyjne (ważne dla firmy) oraz psychospołeczne (ważne dla pracowników). 

Wśród celów organizacyjnych można wyróżnić wyniki pracy, kary i nagrody, przydatność pracownika, szkolenia i awanse. Do celów psychospołecznych zaliczymy takie punkty jak feedback o wynikach pracy i potencjale zawodowym, uznanie i poczucie własnej wartości, rozwój kariery czy poprawa relacji i zachowań.   

Do narzędzi umożliwiających ocenę pracowników należą m.in.:

  • oceny dokonywane przez przełożonych i współpracowników, 
  • testy psychologiczne pozwalające zbadać umiejętności, potencjał i predyspozycje pracowników,
  • systemy oceniania stworzone np. na potrzeby rekrutacji lub identyfikacji talentów.

Testy psychologiczne a ocena pracowników

Coraz więcej firm skłania się ku nowoczesnym narzędziom wspomagającym rekrutację nowych pracowników. Wynika to z przeświadczenia, iż CV i list motywacyjny dostarczają bardzo ogólnych informacji o kandydacie. Czasem nawet rozmowa rekrutacyjna nie pozwala na zweryfikowanie wskazanych wcześniej kompetencji i dokonanie obiektywnej oceny. Nie sposób pominąć czynnika typowo ludzkiego, czyli osobistych uprzedzeń i subiektywnych odczuć rekrutera. 

W takich sytuacjach dobrym wyjściem okazuje się dodatkowy etap rekrutacji w postaci testów psychologicznych. Co istotne, wcale nie trzeba obawiać się wydłużonego procesu rekrutacyjnego. Szereg szybkich i prostych narzędzi cyfrowych do oceny kandydatów, jak test zdolności poznawczych ACE czy test typologiczny EASI udostępnia master-hr.pl

W przypadku pracowników z dłuższym stażem testy psychologiczne pomagają kształtować dalszą karierę w firmie. Stanowią wskazówkę w przypadku planowanych awansów czy szkoleń rozwijających określone kompetencje. Ponadto pozwalają sprawdzić jak dana osoba radzi sobie z dotychczasowymi obowiązkami oraz jak reaguje na stres, konflikty lub pracę pod presją czasu.

Test Wielkiej Piątki – 5 czynnikowy model osobowości i jego znaczenie

Na tzw. Wielką Piątkę składa się pięć czynników kształtujących osobowość: ekstrawersja, ugodowość, sumienność, otwartość na doświadczenia i neurotyczność. Test Wielkiej Piątki jest jedną z najbardziej rzetelnych metod pomiaru cech osobowości, co potwierdzają badania naukowe. Pozwala zweryfikować umiejętności społeczne danej osoby oraz określić postawy i zachowania przyjmowane w określonych sytuacjach. W zestawieniu z kompetencjami twardymi tworzy pełny profil kandydata lub pracownika. 

Co dalej ze stopami procentowymi – komentarz prof. Stanisława Gomułki

Rada Polityki Pieniężnej zdecydowała dziś, że stopy procentowe nadal pozostaną na niezmienionym poziomie. Ostatnia zmiana stóp procentowych miała miejsce 7 miesięcy temu – we wrześniu 2022 roku, kiedy to RPP podwyższyła stopę referencyjną NBP z 6,5 do aktualnego poziomu – 6,75 proc. Czy w obecnych warunkach istnieje realna przestrzeń na obniżenie stóp procentowych?

Wysoka inflacja w kw. I, także w marcu, około 2 do 3 razy wyższa niż średnio w UE, powinna skłonić RPP oraz analityków NBP do bardziej realistycznej oceny inflacji na koniec roku: nie około 6% zapowiadanej przez Prezesa Glapińskiego, ale w pobliżu 10%. Inflacja będzie spadać na skutek spadku cen nośników energii, spadku cen zbóż oraz spadku realnych płac. Ale polityka fiskalne w roku wyborczym jest i nadal pozostanie ekspansywna. Deficyt sektora finansów publicznych, liczony według metodologii unijnej, będzie w tym roku wysoki, prawdopodobnie około 5% PKB. RPP już w ostatnim komunikacie miesiąc temu przestała zapowiadać obniżenie stóp procentowych przed końcem roku. – wskazał główny ekonomista BCC prof. Stanisław Gomułka.

Według danych opublikowanych przez Główny Urząd Statystyczny (GUS), wskaźnik cen konsumpcyjnych (CPI) wzrósł w marcu o ponad 16 proc. To wyższy wynik niż prognozowało większość ekonomistów.  Wzrosła także inflacja bazowa (nie dotycząca cen energii i żywności) w przeciwieństwie do szacunków wielu ekonomistów, którzy twierdzili, że pozostanie ona na poziomie 12 proc. Decyzja o utrzymaniu niezmienionych stóp procentowych w tym tygodniu jest spójna z konsensusem rynkowym.

Stopy procentowe pozostają na niezmienionym poziomie

RPP pozostawiła stopy procentowe bez zmian. Decyzja nie jest zaskoczeniem. Pytaniem pozostaje czy możemy spodziewać się zapowiadanych obniżek stóp procentowych. Wskaźnik CPI r/r w marcu spadł, jednak jak na razie spadek powiązany jest przede wszystkim z cenami paliw i energii, efekt wysokiej bazy sprzed roku. Inflacja bazowa wynosi 12% w ujęciu rocznym i nie spada. W tym odczycie trudno szukać pozytywów. Uważam, że inflacja bazowa w kolejnych miesiącach może utrzymywać się na wysokim poziomie. Wyczekiwana dezinflacja nie postępuje tak szybko jak tego oczekiwano. Dodatkowo nie wspierają jej działania OPEC, które doprowadziły do wzrostu cen ropy i zwiększyły niepewność. W takich okolicznościach na obniżki stóp procentowych przyjdzie nam poczekać prawdopodobnie nieco dłużej.

Bartosz Wałecki, analityk Michael / Ström Dom Maklerski

Stopy bez zmian. Koszty kredytów nie wzrosną

Zgodnie z oczekiwaniami Rada Polityki Pieniężnej nie zdecydowała się na zmianę stóp procentowych. Główna stopa procentowa została utrzymana na poziomie 6,75% i pozostaje na tym poziomie od ostatniej podwyżki, która miała miejsce we wrześniu zeszłego roku. Czy Rada Polityki Pieniężnej zdecyduje się w najbliższym czasie na oficjalne zakończenie cyklu podwyżek? Czy przy ostatnio zniżkującej, choć wciąż wysokiej inflacji będzie w stanie ogłosić, że obniżki stóp rozpoczną się wcześniej niż początkowo oczekiwano?

Patrząc na rynkowe wskaźniki, kontrakty na stopy procentowe w perspektywie 9 miesięcy na 3 kolejne miesiące wskazują, że stopy procentowe powinny wtedy znaleźć się na poziomie 6,3%. Widać w takim razie, że w perspektywie roku według rynku, stopy procentowe powinny być obniżone o ok. 50 punktów bazowych. Biorąc po uwagę premię za ryzyko na tzw. FRAsach, można było oczekiwać, że rynek widzi szanse na obniżki na poziomie nawet 75 punktów bazowych. Za 9 miesięcy będziemy mieli koniec roku i właśnie wtedy wiele bankierów z RPP wskazywało, że może pojawić się perspektywa na obniżki stóp procentowych. Oczywiście do tego będziemy musieli mieć inflację jednocyfrową, a do tego jeszcze daleko.

Najprawdopodobniej komunikat, który opublikowany zostanie jeszcze dzisiaj, czy konferencja prasowa prof. Glapińskiego nie odpowie nam na pytania dotyczące tego, czy jest to już koniec podwyżek i kiedy można oczekiwać obniżek. Wydaje się, że nawet gołębi członkowie w RPP nie czują się jeszcze komfortowo z obecnie wysoką inflacją i dyskusja na temat obniżek może rozpocząć się dopiero w momencie, kiedy inflacja spadnie do poziomu jednocyfrowego. Jeśli paliwa będą tanieć, moment ten być może nastąpi jeszcze na przełomie lata i jesieni. Z drugiej strony ostatnie działania ze strony OPEC+ mogą spowodować, że ceny ropy naftowej będą utrzymywać się na wysokim poziomie i paliwa pozostaną na wysokim poziomie, dlatego wtedy jednocyfrowa inflacja może pojawić się dopiero pod koniec tego roku lub na początku następnego.

Złoty nie reaguje na dzisiejsze utrzymanie stóp, ale warto zwrócić uwagę na to, że jest wyraźnie słabszy w ostatnich dwóch sesjach, nie tylko w stosunku do dolara, ale również do euro. Jutro o godzinie 15:00 konferencja prof. Glapińskiego, choć jednocześnie zmienność wtedy też nie powinna być zbyt duża, również ze względu na ograniczony wolumen transakcji tuż przed świętami, gdzie zdecydowana większość rynków jest już zamknięta w Wielki Piątek.

Autor: Michał Stajniak CFA, starszy analityk XTB

CPK przejął spółkę Torpol. Celem jest sprawna budowa linii kolejowych CPK

Zgodnie z zapowiedziami, po uzyskaniu niezbędnych zgód Centralny Port Komunikacyjny sfinalizował umowę zakupu pakietu kontrolnego akcji spółki Torpol, która specjalizuje się w modernizacji i budowie infrastruktury kolejowej. Inwestycja w doświadczoną firmę wykonawczą ma ułatwić budowę tzw. szprych CPK, czyli linii kolejowych prowadzących m.in. do projektowanego lotniska.

Podpisana dziś umowa dotyczy nabycia przez CPK pakietu kontrolnego (38 proc. akcji) spółki akcyjnej Torpol od Towarzystwa Finansowego Silesia (TFS), czyli do niedawna największego akcjonariusza. Proces ten rozpoczął się od podpisania w styczniu tego roku umowy przedwstępnej. Następnie spółka CPK pozyskała wymagane zgody: korporacyjne i Prezesa Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów.

– Najważniejsza korzyść z dzisiejszej transakcji to ograniczenie ryzyka braku wykonawców podczas realizacji ambitnego programu inwestycji kolejowych CPK. Transakcję przeprowadziliśmy zgodnie z najlepszymi standardami rynkowymi. Została poddana analizie rentowności i otrzymała pozytywny wynik testu prywatnego inwestora, dzięki czemu zakupiliśmy jedną z najważniejszych spółek budowlanych w Polsce – mówi Mikołaj Wild, prezes spółki CPK.

Przejęcie przez CPK kontroli nad Torpolem nie oznacza, że będzie on uzyskiwać kontrakty na preferencyjnych zasadach. Spółka CPK prowadzi transparentne postępowania w ramach udzielenia zamówień na roboty budowlane, gdzie Torpol będzie mógł złożyć swoją ofertę na takich samych warunkach jak pozostałe podmioty na rynku i zgodnie z prawem zamówień publicznych.

Prezes TFS Jadwiga Dyktus zaznacza, że Towarzystwo od dwóch dekad aktywnie uczestniczy w ważnych procesach inwestycyjnych i restrukturyzacyjnych dużych przedsiębiorstw państwowych: – Spółka wykorzystała okazję inwestycyjną uczestnicząc w IPO Torpolu i jako inwestor finansowy wykonała jak najlepiej swoją rolę. Zapewniamy zarówno CPK, jak i akcjonariuszy Torpolu, że dziś jest to spółka profesjonalnie zarządzana, z innowacyjną kulturą organizacyjną, doskonałą kadrą kierowniczą i zespołem ok. 800 pracowników oddanych jej sukcesowi – podkreśla.

W przeszłości Torpol prowadził projekty typu greenfield i posiada wielobranżowe doświadczenie w inwestycjach w sektorach: kolejowym, drogowym i kubaturowym. Spółka ma na swoim koncie takie przedsięwzięcia jak budowa dworca Łódź Fabryczna.

Spółka CPK przygotowuje budowę 10 kolejowych „szprych”, prowadzących z różnych regionów Polski do Warszawy i nowego lotniska. W sumie to ok. 2.000 km nowych linii kolejowych. Studia wykonalności (tzw. STEŚ) są opracowywane już dla ponad 1500 km z nich. Z tego dla 140-kilometrowego odcinka Kolei Dużych Prędkości między Warszawą i Łodzią, dla 200 km między Łodzią i Wrocławiem, 40 km w rejonie Rzeszowa i 70 km między Katowicami i Ostrawą CPK ma już warianty inwestorskie. W tym roku spółka planuje rozpoczęcie prac przy budowie 5-kilometrowego tunelu dalekobieżnego w rejonie Łodzi Fabrycznej.

JR HOLDING inwestuje w spółkę biotechnologiczną z Wielkiej Brytanii

JR HOLDING ASI S.A., notowana na NewConnect firma inwestycyjna, zainwestowała 250.000 GBP (około 1,33 mln zł) w firmę biotechnologiczną z siedzibą w Newcastle w Wielkiej Brytanii obejmując w zamian 143.678 akcji stanowiących 10,13% w kapitale Nanovery. Jednocześnie JRH przystąpiła, za zgodą dotychczasowych akcjonariuszy, do umowy inwestycyjnej łączącej akcjonariuszy Spółki.

Nanovery stworzyło platformę technologiczną do wykrywania śladowych ilości nici DNA i RNA krążących w złożonych próbkach biologicznych. Efektem będzie prosty test, który można połączyć z próbką (taką jak krew, surowica, osocze), który zapewnia precyzyjny pomiar ultraniskich poziomów tych biomarkerów. Sposób działania i format testu sprawiają, że można go zintegrować ze standardowymi procedurami laboratoryjnymi przy użyciu sprzętu, który już jest na miejscu.

JR HOLDING wzięła udział w rundzie inwestycyjnej w łącznej wysokości 1,85 mln GBP, w której wzięły udział również North East Innovation Fund wspierany przez Europejski Fundusz Rozwoju Regionalnego i zarządzany przez Northstar Ventures, a także organizacja naukowa Prostate Cancer Research oraz aniołowie biznesu, natomiast Innovate UK, brytyjska narodowa agencja ds. innowacji, przyznała firmie dotację w wysokości 750 tys. GBP na rozwój działalności w zakresie badań przesiewowych.

Zgromadzone 1,85 mln GBP wspomoże nasze dążenia do uratowania większej liczby istnień ludzikich dzięki lepszym testom na raka prostaty. Podczas gdy wskaźniki śmiertelności z powodu innych nowotworów poprawiają się, w przypadku raka prostaty jest wręcz przeciwnie. Dzięki naszej technologii możemy zapewnić tanie, proste testy, które są bardzo dokładne. Cieszymy się, że wiodąca polska firma inwestycyjna JR HOLDING dołącza do wspierających nas brytyjskich inwestorów i instytucji, umożliwiając nam intensyfikację prac rozwojowych – deklaruje dr Jerzy Kozyra Prezes i założyciel Nanovery.

Zbudowane w całości z syntetycznego DNA i działające w skali nanometrów, nanoroboty DNA łączą fizyczną chemię molekularną z technologią biokomputerów. Nanoroboty DNA tworzone przez Nanovery są racjonalnie zaprogramowane do wykonywania szeregu funkcji w odpowiedzi na obecność określonego kwasu nukleinowego (DNA i RNA), co skutkuje mierzalnym sygnałem fluorescencyjnym bezpośrednio w badanej próbce. Opracowana przez Nanovery platforma nanorobota znajdzie zastosowanie do wykrywania chorób przewlekłych, takich jak rak prostaty, choroby wątroby oraz ciężkie stany, takie jak ostra toksyczność wątroby i nerek.

System Nanovery ma potencjał do wykrywania biomarkerów bezpośrednio w próbkach pacjentów w prostej reakcji, podczas gdy proces ten zwykle wymaga wielu etapów i trwa wiele godzin, a nawet dni. Przyszłość medycyny spersonalizowanej opiera się na okresowym, oszczędnym i dokładnym wykrywaniu nowej generacji biomarkerów. Z zastosowaniami obejmującymi diagnozowanie chorób wątroby czy nerek po nowotwory, ta innowacyjna technologia ma potencjał znacząco poprawić dostęp do badań w szerokim zakresie opieki zdrowotnej – począwszy od wspierania rozwoju nowych leków, po poprawę wyników diagnostycznych – dodał Kozyra.

Najnowsze osiągnięcia Nanovery w zakresie nanorobotów obejmują technologie, które będą miały zastosowanie do detekcji nie tylko w diagnostyce medycznej, ale również w wielu różnych sektorach, w tym między innymi w naukach przyrodniczych, przedklinicznym opracowywaniu leków, rolnictwie biologicznym i bezpieczeństwie żywności.

Z dumą możemy zaprezentować naszą kolejną inwestycję w sektorze biotechnologicznym. Jest to innowacyjna na skalę światową spółka z siedzibą w Wielkiej Brytanii, której założycielem jest polski naukowiec. To nasza kolejna międzynarodowa inwestycja. Właśnie takie spółki, rozwijające przełomowe technologie, są naszymi głównymi celami inwestycyjnymi. Kiedy mówimy, że chcemy wspierać przedsięwzięcia, które zmienią przyszłość swoich branż nie rzucamy słów na wiatr – powiedział January Ciszewski, inwestor i Prezes JR HOLDING.

Praca zdalna: obowiązki pracodawcy od 7 kwietnia

W związku z nowelizacją przepisów o pracy zdalnej, która wchodzi w życie 7 kwietnia, na pracodawców czeka sporo nowych obowiązków. Będą oni musieli m.in. przygotować regulamin pracy zdalnej, a także pokrywać niektóre koszty ponoszone przez pracowników wykonujących swoje obowiązki z domu.

Na początek zasady pracy zdalnej będą musiały zostać określone w porozumieniu zawieranym między pracodawcą i zakładową organizacją związkową (lub organizacjami). Jeśli w ciągu 30 dni od przedstawienia porozumienia nie dojdzie do uzgodnienia jego kształtu ze związkami lub jeśli w zakładzie pracy nie ma organizacji związkowych, zasady mogą też zostać ustalone w regulaminie pracy zdalnej. Jeśli powyższe warunki nie mogą zostać spełnione, pracodawca może na każdym etapie współpracy wydać polecenie wykonywania pracy zdalnej lub zawrzeć indywidualne porozumienie z pracownikiem.

Porozumienie lub regulamin powinny określać, które grupy pracowników mogą być objęte pracą zdalną, jakie są zasady pokrywania kosztów pracy zdalnej przez pracodawcę i ustalać ekwiwalent pieniężny lub ryczałt. Należy także określić zasady porozumiewania się pracodawcy i pracownika wykonującego pracę zdalną (w tym sposób potwierdzania przez niego obecności na stanowisku pracy) oraz zasady kontroli wykonywania pracy oraz zachowania BHP.

Zobacz także: jak wyliczyć ryczałt za pracę zdalną?

Wskazane powinny zostać też zasady kontroli przestrzegania wymogów w zakresie bezpieczeństwa i ochrony informacji, w tym procedur ochrony danych osobowych oraz zasady dotyczące konserwacji, aktualizacji oprogramowania i serwisu narzędzi pracy powierzonych pracownikowi.

Dodatkowe informacje przekazywane pracownikom powinny zawierać również:

  • określenie w której jednostce organizacyjnej firmy znajduje się stanowisko pracy osoby wykonującej obowiązki zdalnie;
  • wskazanie osoby lub organu, które są odpowiedzialne za współpracę z pracownikiem wykonującym pracę zdalną oraz upoważnionych do przeprowadzania kontroli w miejscu wykonywania przez niego pracy.

Powyższe informacje muszą być przekazane pracownikowi najpóźniej w dniu rozpoczęcia przez niego wykonywania pracy zdalnej. Co ważne, nie będzie on mógł być traktowany np. w zakresie dostępu do szkoleń mniej korzystnie niż inni pracownicy zatrudnieni przy takiej samej lub podobnej pracy, ani nie będzie mógł być dyskryminowany z powodu wykonywania pracy zdalnej, jak również z powodu odmowy wykonywania jej.

Obowiązki pracodawcy w zakresie zwrotu kosztów

Pracodawca będzie musiał zapewnić materiały i narzędzia pracy niezbędne do wykonywania obowiązków zdalnie, w tym urządzenia techniczne. Po jego stronie będzie także zapewnienie odpowiedniej instalacji, serwisu czy konserwacji sprzętów lub pokrycie kosztów z tym związanych. Pracownik musi mieć też zapewnione szkolenia i pomoc techniczną.

Ponadto pracodawca będzie pokrywał koszty energii elektrycznej oraz usług telekomunikacyjnych, a także inne koszty bezpośrednio związane z wykonywaniem pracy zdalnej, jeżeli ich zwrot zostanie określony w porozumieniu lub regulaminie. Jeśli pracownik będzie używał prywatnego telefonu, na pracodawcy będzie również ciążył obowiązek pokrycia związanych z tym udokumentowanych kosztów. W takiej sytuacji pracownikowi przysługiwać będzie wypłata ekwiwalentu pieniężnego lub ryczałtu, odpowiadającego przewidywanym kosztom ponoszonym przez niego w związku z pracą zdalną. Przy ustalaniu wysokości ekwiwalentu albo ryczałtu pracodawca powinien brać pod uwagę m.in. normy zużycia materiałów i narzędzi pracy, ich udokumentowane ceny rynkowe, normy zużycia energii elektrycznej czy koszty usług telekomunikacyjnych.

Przepisy przewidują również, że elementy takie jak zapewnienie przez pracodawcę materiałów i narzędzi pracy, które są niezbędne do wykonywania pracy zdalnej, pokrywanie kosztów związanych z wykonywaniem jej przez pracownika, wypłata ekwiwalentu pieniężnego lub ryczałtu, nie będą stanowić przychodu w rozumieniu przepisów ustawy PIT.

Piotr Juszczyk, Główny Doradca Podatkowy w firmie inFakt

Pomimo wysokiej inflacji rośnie finansowy optymizm Polaków, choć ostrożnie

Polacy coraz optymistyczniej odnoszą się do tego, w jakim tempie będą rosły ceny. Blisko połowa badanych uważa, że będą rosnąć wolniej niż obecnie, co stanowi znaczący wzrost względem odpowiedzi sprzed ośmiu miesięcy. Poprawiają się także subiektywne odczucia co do własnej sytuacji finansowej – wynika z drugiej odsłony badania „Finanse Polaków w obliczu wysokiej inflacji” przygotowanego na zlecenie Banku Millennium.

Pierwszy kwartał 2023 roku przyniósł ostrożny optymizm wśród Polaków. Blisko co drugi badany (45%) jest zdania, że w ciągu najbliższego roku wzrost cen spowolni. Jest to skok aż o 14 pp. względem odpowiedzi z ubiegłego roku, kiedy spodziewało się tego tylko 31% badanych. Jednocześnie maleje odsetek osób, które uważają, że ceny będą rosnąć w takim tempie, jak dotychczas lub spodziewają się przyspieszenia we wzroście cen – obecnie odpowiedziało tak 40% badanych, co jest spadkiem o 20 pp. w porównaniu do wyników z ubiegłego roku.

Pozytywny trend zauważyć można również w ocenie sytuacji finansowej w gospodarstwach domowych respondentów. Porównując wyniki z ubiegłoroczną odsłoną badania Banku Millennium zmniejszył się odsetek osób, które oceniają, że żyją skromnie i na co dzień bardzo oszczędnie gospodarują pieniędzmi. Obecnie jest to grupa 18% badanych, co oznacza spadek o 6 pp. względem 2022 r. Spory wzrost nastąpił w grupie badanych, którym żyje się trochę lepiej, czyli na co dzień wystarcza im pieniędzy, choć muszą oszczędzać na poważniejsze zakupy (wydatki). Odpowiedziała tak ponad połowa badanych (52%), co oznacza wzrost o 9 pp.

– Wyniki badania wpisują się w ogólną ocenę perspektyw polskiej gospodarki. W najbliższych miesiącach wskaźnik inflacji w Polsce będzie wyhamowywał i widać, że taki też scenariusz jest brany pod uwagę także przez konsumentów. Warto przy tym jednak zauważyć, że inflacja wciąż będzie utrzymywała się w tym roku na relatywnie wysokich poziomach. W obliczu spadających realnych dochodów rozporządzalnych coraz częściej konsumenci sięgali też do oszczędności, aby sfinansować konsumpcję. To pokazuje jak silnie negatywny wpływ na budżety domowe ma wysoka inflacja. Widoczny w wynikach badania spadek obaw o dalszy silny wzrost inflacji daje nadzieję, że wraz z jej wyhamowaniem poprawi się sytuacja dochodowa konsumentów, co z jednej strony może wesprzeć konsumpcję, albo sprzyjać odbudowie oszczędności – powiedział Grzegorz Maliszewski, główny ekonomista Banku Millennium.

W ostatnich miesiącach nieco zwiększyła się grupa oszczędzających osób – do 70% w 2023 r. z 67% w 2022 r. Jednocześnie już tylko co piąty pytany deklaruje, że nie oszczędza i nie posiada żadnych oszczędności (21%). W ubiegłym roku dotyczyło to co czwartego respondenta (26%).

Połowa respondentów (51%) posiada odłożone co najwyżej trzy miesięczne pensje, a dwie trzecie (67%) odkłada co miesiąc do 10% swojego wynagrodzenia. W porównaniu do zeszłorocznej odsłony badania są wyniki są bardzo zbliżone. Może to oznaczać, że utrzymująca się wysoka inflacja nie spowodowała dalszego załamania w finansach osobistych, a sytuacja względnie ustabilizowała się. Warto zwrócić uwagę, że choć więcej osób deklaruje, że oszczędza, to tylko nieznacznie wzrosła wysokość zaoszczędzonych pieniędzy.

Głównym powodem nieodkładania pieniędzy dla blisko dwóch trzecich z grupy respondentów niezmiennie pozostają za niskie zarobki (63% w 2023 r. vs 57% w 2022r.). Popularność tej odpowiedzi rośnie wraz z wiekiem ankietowanych – przyznaje to 44% badanych w wieku 18-34 lata, 66% badanych w wieku 35-54 lata i aż 71% w przypadku osób po 55 roku życia. 10% osób nie oszczędza, bo uważa, że to się nie opłaca. W przypadku tej odpowiedzi zaobserwować można znaczącą różnicę ze względu na płeć – takiego zdania jest 6% kobiet i 14% mężczyzn.

Aż co piąty badany (18%) w wieku od 25 do 34 lat chciałby oszczędzać, ale przyznaje, że mu to nie wychodzi. Jest to znaczne odchylenie od średniej wszystkich odpowiedzi, która wynosi 10% i może wskazywać na potrzebę wsparcia edukacji finansowej w obszarze gospodarowania budżetem wśród młodych dorosłych.

Kontynuujemy trend wydawania oszczędności na bieżące potrzeby – w lutym 65% badanych na pytanie „Dlaczego masz teraz mniej oszczędności niż pół roku temu?” odpowiedziało, że wydali je na bieżące potrzeby w związku ze wzrostem cen. Jest to poziom porównywalny z odpowiedziami z lipca ub. r. (66%). Tylko 20% pytanych Polaków wydała swoje oszczędności na cel, na który były przeznaczone (w lipcu ub. r. odsetek ten wyniósł 18%). Kredytobiorcy odczuwają natomiast ulgę jeśli chodzi o raty kredytów – o 6 p.p. spadła liczba osób, które deklarują, że ma mniej oszczędności ze względu na wzrost rat kredytu (15% w 2023 vs 21% w 2022).

Badanie „Finanse Polaków w obliczu wysokiej inflacji” przeprowadzone w lutym 2023 roku to druga odsłona badania o tym samym tytule z lipca ubiegłego roku. Zostało zrealizowane na zlecenie Banku Millennium na panelu Ariadna. Obejmuje ogólnopolską próbę N=1070 osób wieku od 18 lat wzwyż, reprezentatywną ze względu na płeć, wiek i wielkość miejscowości zamieszkania. Metoda: badanie przeprowadzone metodą ankiety internetowej (CAWI).

31% Polaków nie stać nawet na używane auto elektryczne

Z badania przeprowadzonego przez multiporównywarkę rankomat.pl wynika, że zaledwie 9% ankietowanych popiera zakaz sprzedaży nowych samochodów spalinowych od 2035 roku. Powodem tego może być zbyt wygórowana jak na polskie realia cena aut eco. Gdyby na dzień dzisiejszy uczestnicy badania mieli przesiąść się do samochodu elektrycznego, co trzeci z nich nie miałby na to wystarczającego budżetu.   

Samochody elektryczne wkradają się wprawdzie do łask polskich kierowców, jednak nie na tak szeroką skalę, jak życzą sobie tego unijne władze. Rada UE przyjęła już przepisy w ramach pakietu Fit for 55, które oznaczają de facto zakaz rejestracji nowych samochodów z silnikiem spalinowym od 2035 roku (wyjątkiem są paliwa syntetyczne). Przedstawiciele polskiego rządu jako jedyni opowiedzieli się przeciwko tej decyzji, podnosząc argument, że będzie to „uderzeniem w budżety polskich rodzin”. A co na to sami zainteresowani?

Tuż przed przyjęciem nowych przepisów, uczestników badania rankomat.pl zapytano, czy popierają plany unijne, jaką kwotę mogliby obecnie przeznaczyć na zakup samochodu elektrycznego i czy wierzą, że zakaz sprzedaży nowych aut spalinowych wejdzie w życie w 2035 roku.

41% osób sprzeciwia się zakazowi sprzedaży nowych samochodów spalinowych

Uczestnicy badania byli bardzo sceptycznie nastawieni do nowych przepisów unijnych. Za wprowadzeniem zakazu rejestracji nowych aut spalinowych od 2035 roku opowiedziało się zaledwie 9% ankietowanych. Za to aż 41% było temu zdecydowanie przeciwnych. Podobna grupa (39%) byłaby wprawdzie skłonna je poprzeć, ale tylko warunkowo. Najczęściej wymienianym warunkiem był koszt zakupu auta porównywalny z ceną samochodu spalinowego (24%). Istotna okazała się także infrastruktura ładowania. Czy popierasz zakaz produkcji aut spalinowych

38% kierowców może przeznaczyć na auto elektryczne tylko do 30 tys. złotych

Jeżeli granice pomiędzy cenami aut elektrycznych i spalinowych nie zaczną się w przyszłości zacierać, to po wprowadzeniu zakazu sprzedaży nowych samochodów z napędem spalinowym dla większości Polaków zakup auta elektrycznego może stanowić poważny problem.

Budżet, którym na dzień dzisiejszy dysponuje 31% uczestników badania, jest niewystarczający. 18% osób przyznało, że nie stać ich na samochód elektryczny nawet po sprzedaży auta, który obecnie posiadają. Z kolei 13% ankietowanych może przeznaczyć na ten cel zaledwie do 10 tys. złotych. To praktycznie wyklucza ich z grona potencjalnych nabywców pojazdu eco. Na rynku wtórnym znajdą w tej cenie co najwyżej auto powypadkowe lub bez baterii. Za sprawny najtańszy używany samochód elektryczny zarejestrowany w Polsce trzeba obecnie zapłacić ok. 20 tysięcy złotych. Ile możesz wydać na auto elektryczne

Nowy samochód elektryczny ma szansę kupić zaledwie 9% badanych. Są to osoby, które dysponują kwotą powyżej 70 tys. złotych. Najtańsze auta elektryczne kosztują ponad 100 tys. złotych, przy czym koszt zakupu może być niższy po skorzystaniu z dopłaty „Mój elektryk” oraz z Karty Dużej Rodziny.

Tylko 2% osób było przekonanych, że zakaz sprzedaży aut spalinowych wejdzie w życie

Rankomat.pl zapytał także uczestników badania, czy wierzą, że zakaz sprzedaży nowych samochodów spalinowych zostanie wprowadzony w 2035 roku. Okazuje się, że większość z nich nie była co do tego przekonana. Najwięcej osób odpowiedziało, że planowane przepisy nie zostaną lub raczej nie zostaną przyjęte (52,8%). Zdecydowanie na tak opowiedziało się zaledwie 2% ankietowanych.Czy zakaz produkcji aut spalinowych wejdzie w życie

W 2035 roku cena ubezpieczenia auta elektrycznego może być wyższa

W I kwartale 2023 roku właściciele samochodów elektrycznych, którzy korzystali z porównywarki cen OC i AC rankomat.pl płacili najmniej za obowiązkowe ubezpieczenie komunikacyjne. Czy tak samo będzie jednak za 12 lat? OC na elektryki

Dziś atutem aut elektrycznych w oczach ubezpieczycieli jest stosunkowo młody wiek pojazdu i niski przebieg. Wynika on jednak ze stosunkowo niedawno rozpoczętej na szerszą skalę produkcji. Gdy pojazdy eco będą się starzeć i na drogach przybędzie więcej aut elektrycznych, a ich kierowcy zaczną powodować więcej wypadków, ryzyko ubezpieczenia wzrośnie i wraz z nim cena obowiązkowej polisy – mówi Stefania Stuglik, ekspertka ds. ubezpieczeń komunikacyjnych rankomat.pl.

Czy zakaz sprzedaży nowych aut spalinowych faktycznie uderzy po kieszeniach polskich kierowców?

Jeśli nowe przepisy wejdą w życie (w 2026 r. planowana jest rewizja rozporządzenia), to produkcja samochodów elektrycznych z pewnością będzie wyglądać inaczej niż obecnie. Powinna także poprawić się infrastruktura ładowania. Niewykluczone, że ceny aut używanych spadną do poziomu porównywalnego z autami spalinowymi. Poza tym, nowe przepisy nie wykluczają korzystania oraz rejestracji używanych samochodów z silnikami spalinowymi po 2035 roku. Rynek wtórny będzie więc na nie nadal otwarty. Ich właściciele mogą jednak mieć coraz większy problem z dostępnością nowych części zamiennych, czy nawet wjazdem do niektórych miast.

***
Badanie na zlecenie rankomat.pl zostało przeprowadzone przez Wavemaker w marcu 2023 r. na ogólnopolskiej grupie 838 osób.

Nowe regulacje pracy zdalnej

Niewątpliwie pandemia COVID-19 przyspieszyła zamiany na rynku pracy – nie tylko w obszarze digitalizacji, cyfrowego przepływu dokumentów, ale również pracy zdalnej. Z dnia na dzień całe przedsiębiorstwa przeniosły swoją działalność do świata wirtualnego. W wyniku tego zmieniła się kultura pracy oraz pojawiły się nowe wątpliwości i wyzwania, wymagające regulacji prawnej.

Do kluczowych zapisów nowelizacji Kodeksu Pracy w zakresie pracy zdalnej należy w pierwszej kolejność konieczność wypracowania porozumienia między pracodawcą a pracownikiem w zakresie tego modelu współpracy. Można powiedzieć, że w znacznej części odpowiedzialność za funkcjonowanie tej formy pracy przypada pracodawcom, którzy muszą zaproponować wewnętrzne regulaminy normujące jej funkcjonowanie. Sporną kwestią może być kwestia ryczałtu, który należy się pracownikom pracującym zdalnie niekorzystającym z 24 dni okazjonalnej pracy zdalnej. Musimy także pamiętać, że niezależnie czy praca zdalna jest realizowana z woli pracownika czy pracodawcy ryczałt ten należy się zatrudnionemu.

Nowe przepisy z jednej strony dały pracownikom prawo do wnioskowania o pracę zdalną, z drugiej natomiast mogą spowodować spadek popularności tej formy pracy. Idąc dalej – dobrze unormowana wewnętrznie praca zdalna może stanowić przewagę konkurencyjną firm. Praca zdalna może zatem wrócić na listę atrakcyjnych benefitów pracowniczych. W przeciwieństwie do sytuacji przedpandemicznej, nie będzie to już jednak tak egzotyczne świadczenie.

Anna Barbachowska, dyrektorka HR w ADP Polska

Friendshoring, nearshoring i reshoring – trend czy długofalowa strategia?

Wydarzenia, które miały miejsce w ostatnich latach – pandemia i wybuch wojny w Ukrainie – przyspieszyły zmiany modelu gospodarki z globalnego na regionalny. Firmy, w obawie o bezpieczeństwo swoich łańcuchów dostaw, coraz częściej rozważają wdrożenie strategii friendshoringu[1], nearshoringu[2] czy reshoringu[3], które mają zapobiec wystąpieniu zakłóceń czy zerwaniu kanałów logistycznych. Czy to chwilowy trend wynikający z obecnej sytuacji na świecie czy stała zmiana w planowaniu inwestycji przez firmy?

– Wydarzenia ostatnich lat przekonały inwestorów, że miejsce produkcji ma kluczowe znaczenie nie tylko dla kosztów prowadzenia działalności w krótkiej perspektywie, ale również dla stabilności rozwoju w długim okresie. Najpierw pandemia i związane z nią ograniczenia produkcyjne i logistyczne, a następnie rosyjska agresja na Ukrainę, doprowadziły do wzmocnienia trendu relokacji. W ostatnim czasie firmy poszukujące nowych lokalizacji zwracają większą uwagę na czynniki pozafinansowe. Ważnymi argumentami są stabilność, dostępność logistyczna oraz podobne spojrzenie na globalną politykę, a w tych aspektach Polska prezentuje się jako atrakcyjne miejsce do lokowania inwestycji – mówi Marcin Fabianowicz, Dyrektor Centrum Inwestycji, Polska Agencja Inwestycji i Handlu.

Atutem Polski jest także brak regulacji prawnych dotyczących szczególnego postępowania w przypadku relokacji. Oznacza to, że każda spółka chcąca rozpocząć działalność gospodarczą w Polsce jest traktowana jako nowy podmiot podlegający ogólnym przepisom prawa w tym zakresie.

Nie tylko Polska

Wśród firm, które zdecydowały się na relokację do Polski wymienić można m.in. Polpharmę, która, chcąc uniezależnić się od dostaw substancji wysoko aktywnych z Azji, rozpoczęła budowę nowoczesnej fabryki w Starogardzie Gdańskim, czy firmę MAN Truck & BUS, która przeniosła produkcję z Ukrainy do Polski (w polskiej fabryce w Starachowicach mają być produkowane wiązki elektryczne do projektu MAN NHMR). Warto jednak zaznaczyć, że nasz kraj nie jest jedynym kierunkiem relokowanych firm i konkuruje głównie z krajami Europy Środkowo-Wschodniej.

W listopadzie 2022 r. wiceminister rozwoju i technologii, Grzegorz Piechowiak, w rozmowie z PAP oznajmił, że w najbliższych miesiącach mają zapaść kolejne decyzje związane z przeniesieniem dużych zagranicznych firm z Ukrainy do Polski. Regionami, które cieszą się największym zainteresowaniem inwestorów i gdzie należy się spodziewać nowych inwestycji są województwa śląskie, dolnośląskie, łódzkie oraz lubuskie. Podkreślono jednak, że nasz kraj konkuruje o nowych inwestorów z Bułgarią, Rumunią, Czechami oraz Słowacją. W porównaniu do tych państw, Polska jest konkurencyjna pod względem cen energii, natomiast w przypadku kosztów pracy, przegrywamy np. z Rumunią i Bułgarią.

Czy jesteśmy na to gotowi?

– W 2022 r. do użytku oddano około 4,4 mln mkw. powierzchni przemysłowo-magazynowej, najwięcej w historii polskiego rynku, a w budowie jest kolejne 3,43 mln mkw. Powstające w Polsce nowoczesne obiekty magazynowe są atrakcyjne dla zagranicznych inwestorów i popyt na nie wciąż jest wysoki. I chociaż miniony rok to gwałtowny wzrost czynszów, wysokie ceny paliw oraz materiałów budowlanych i kosztów finansowania – Polska na tle innych krajów europejskich wciąż pozostaje atrakcyjną lokalizacją – mówi Jan Barbasiewicz, Partner, Dział Powierzchni Logistycznych i Przemysłowych w Colliers.

Sytuacji przyglądają się także deweloperzy

– Zjawisko friendshoringu ma duży potencjał i stale weryfikujemy nowe możliwości współpracy. Sytuacja jest jednak bardzo dynamiczna – w pierwszych miesiącach wojny spływało bardzo dużo zapytań o powierzchnię od firm, których działalność została zakłócona. Gdy doszło do względnej stabilizacji na froncie, przedsiębiorstwa znalazły swój azyl przede wszystkim w zachodniej Ukrainie, a potencjał tej części kraju wzrósł szczególnie w dobie wewnętrznej migracji, ponieważ przybyła tam znaczna część uchodźców – mówi Michał Samborski, Head of Development w Panattoni.

– Ze strony ukraińskich firm odnotowaliśmy wiele zapytań dotyczących magazynów położonych w Polsce południowo-wschodniej. Ostatecznie nie przełożyły się one na konkretne umowy najmu. Zauważyliśmy jednak, że wiele polskich firm podjęło współpracę z partnerami z Ukrainy. W przyszłości tego typu kooperacja może zaowocować tym, że przedsiębiorcy z Ukrainy zdecydują się na zakładanie oddziałów w Polsce – stwierdza Marzena Taube, Regional Leasing Director w 7R.

Według informacji przekazanych przez Polsko-Ukraińską Izbę Gospodarczą, Polska jest głównym miejscem przenoszenia się przedsiębiorstw.

– Obserwujemy stabilność w kontekście liczby relokacji. Zmiana trendu będzie zależeć w pierwszej kolejności od czasu trwania i charakteru konfliktu wojennego. Sądzimy, że nawet po zakończeniu działań wojennych relokacje będą utrzymywać się na stałym poziomie – uważa Roman Dryps, Dyrektor Operacyjny w Centrum Doradztwa Biznesowego Polsko-Ukraińskiej Izby Gospodarczej.

[1] Polega na lokowaniu zakładów produkcyjnych w krajach o wspólnych wartościach, które współpracują ze sobą politycznie i militarnie. Termin ten po raz pierwszy został użyty w kwietniu 2022 r. podczas jednego z przemówień amerykańskiej ekonomistki Janet Yellen, sekretarza skarbu w gabinecie Joego Bidena. Dziś to jeden z najczęściej używanych terminów dot. regionalizacji, które pojawiają się w mediach po wybuchu wojny w Ukrainie.

[2] To strategia lokowania produkcji bliżej kraju macierzystego, do państw zbliżonych kulturowo. Wzrostu popularności należy doszukiwać się tuż po pierwszych lockdownach spowodowanych pandemią COVID-19.

[3] Strategia wykorzystywana w dojrzałych przedsiębiorstwach, które po ulokowaniu zakładów produkcyjnych w innych krajach, po pewnym czasie postanawiają przenieść je z powrotem do kraju macierzystego.

ABB: branża motoryzacyjna niegotowa na pełną adopcję samochodów elektrycznych

  • Ponad połowa respondentów uważa, że przejście na produkcję samochodów w pełni elektrycznych zgodnie z harmonogramem nowych regulacji (2030-2040), jest niemożliwe
  • Największymi wyzwaniami dla branży motoryzacyjnej są zakłócenia w łańcuchu dostaw, rosnące koszty pracy i niedobór pracowników
  • Osiągnięcie zrównoważonej produkcji realne, ale nie bezproblemowe – twierdzi 80 proc. respondentów

W zeszłym roku amerykańska administracja ogłosiła program, zgodnie z którym do 2030 r. samochody elektryczne (EV) mają stanowić co najmniej 50 proc. wszystkich nowych samochodów na tamtejszym rynku1. Z kolei Parlament Europejski przegłosował porozumienie, zgodnie z którym od 2035 r. wszystkie nowe samochody osobowe i dostawcze nie mogą emitować CO22. Wciąż nie jest to obowiązuje prawo, dodatkowo niedawne porozumienie dopuszcza zastosowanie paliw syntetycznych, ale z pewnością czekają nas rewolucyjne zmiany w branży motoryzacyjnej. Pytanie czy branża jest na nie przygotowana?

Według badania przeprowadzonego przez biznes Robotyki ABB oraz Automotive Manufacturing Solutions3 – nie do końca. 59 proc. respondentów uważa, że przejście na produkcję samochodów w pełni elektrycznych zgodnie z przedstawianym przez ustawodawców harmonogramem, jest niemożliwe. Tylko 11 proc. wierzy, że wszystkie regionalne cele w zakresie adopcji pojazdów elektrycznych na lata 2030-2040, są realistyczne. 18 proc. uważa, że cele te nigdy nie zostaną osiągnięte. I choć nieco ponad jedna czwarta (28 proc.) respondentów pozostaje optymistami, jeśli chodzi o przeprowadzenie koniecznych zmian w terminie, to jednocześnie wymieniają oni istotne wyzwania, z którymi należy się zmierzyć: dostosowanie się do nowych, „bateryjnych” łańcuchów dostaw, konieczność wysokich nakładów inwestycyjnych, braki surowcowe, zapewnienie odpowiedniej infrastruktury oraz niedostatecznie wydajna sieć energetyczna.

– Badanie potwierdza wszystkie obawy przedstawicieli branży motoryzacyjnej, z którymi na co dzień rozmawiamy. „Sercem” samochodu przestaje być silnik spalinowy, a bateria. Rośnie znaczenie elektroniki w tym samochodzie. To wszystko wymaga nowych łańcuchów dostaw i coraz większego dostępu do metali ziem rzadkich. Jednocześnie zmiana profilu produkcji oznacza dla wielu dostawców konieczność modernizacji i inwestycji w dającą więcej elastyczności automatyzację. Ta z kolei z jednej strony wiąże się z istotnymi nakładami finansowymi, a z drugiej nie jest możliwa bez odpowiednio wykwalifikowanych pracowników, o których coraz trudniej na rynku. To wszystko odbywa się w środowisku rosnącej presji cenowej i płacowej. Mamy więc tu wiele negatywnych czynników, które wpływają na nastroje przedstawicieli branży – uważa Michał Wójcik z biznesu Robotyki ABB w Polsce.

Rosnące koszty pracy i braki kadrowe

Ankietę przeprowadzono wśród prawie 600 ekspertów rynkowych – od przedstawicieli producentów aut, po inżynierów i dostawców komponentów. W kategorii „obaw”, rosnące ceny surowców były wskazywane częściej niż koszty energii. Jednak największą bolączką sektora produkującego samochody pozostaje łańcuch dostaw (62 proc. wskazań). To zmusza do zmiany strategii: „dostawę na czas” (just-in-time) zastępuje „dostawa na wszelki wypadek” (just in case). W efekcie wytwórcy kładą coraz większy nacisk na utrzymywanie odpowiedniego poziomu zapasów, realizując zakupy hurtowe przy jednoczesnym poszerzaniu sieci dostawców, aby zapewnić sobie dostępność podzespołów.

Dla 35 proc. respondentów praca jest najbardziej palącą kwestią, gdy spojrzeć na kwestię rosnących kosztów. Zapytani o wyzwania, z jakimi mierzą się w kontekście zasobów ludzkich, ponad połowa badanych wskazała na brak specyficznych kompetencji. Z kolei 48 proc. badanych zgadza się, że potrzeba coraz to nowych umiejętności, ponieważ krajobraz przemysłu motoryzacyjnego zmienia się dynamicznie. A to wymaga zintensyfikowania działań, które przyciągnęłyby większą liczbę osób do pracy w branży.

Co ciekawe, braki kadrowe są większym problem w Ameryce Północnej (56 proc.), niż w Azji (37 proc.) i Europie (34 proc.). Z kolei potrzeba nowych umiejętności i kompetencji była najgłośniej wyrażana przez przedstawicieli branży w Azji – 57 proc., przy jedynie 37 proc. głosów z Ameryki Płn. i 48 proc. z Europy.

– O niedoborze pracowników często słyszymy od naszych klientów na polskim rynku. Brakuje pracowników niższego szczebla jak spawacze, monterzy czy wózkowi. W wielu przypadkach problem mogą rozwiązać odpowiednio skonfigurowana aplikacja albo mobilne roboty typu AMR. Jednak brakuje również osób, które mają nadzorować automatykę w zakładzie czy programować sterowniki PLC. W tym przypadku trudno człowieka zastąpić maszyną czy systemem – twierdzi Michał Wójcik.

Jak dodaje, przyjmuje się, że jeden robotyk powinien przypadać na 10-20 robotów w zakładzie. Według Międzynarodowej Federacji Robotyki (IFR), w Polsce instalujemy ponad 3 000 robotów przemysłowych rocznie. Łatwo policzyć, że wymaga to rokrocznie ponad 150 nowych, wykwalifikowanych pracowników. Obecnie rynek pracy nie jest w stanie zaspokoić takiego popytu. Rośnie więc popularność usług serwisowych świadczonych przez zewnętrznych dostawców, ale i profesjonalnych szkoleń. Takie szkolenia prowadzi np.  ABB w swoim centrum robotycznym w Warszawie.

Ekspert firmy zwraca uwagę na jeszcze jeden problem, z którym w najbliższym czasie będzie borykało się wielu producentów z polskiej branży motoryzacyjnej – jest nim konieczność zmiany profilu produkcji.

– Trzeba pamiętać, że branża motoryzacyjna to nie tylko znani producenci aut, ale również tysiące dostawców części i podzespołów, bez których samochód nigdy nie wyjedzie z fabryki. Profil produkcji tych producentów jest obecnie siłą rzeczy dostosowany do specyfiki samochodu spalinowego. Jeśli taka firma produkowała do tej pory np. katalizatory albo zajmowała się spawaniem konstrukcji silnika, będzie musiała przejść pełną wyzwań modernizację – wskazuje Michał Wójcik.

Jak dodaje, taki producent może zmienić swój profil i skupić się np. na produkcji obudów do baterii samochodowych, która w Polsce rozwija się bardzo szybko. To jednak wiążę się z kosztami. – Jeśli zakład korzystał do tej pory z robotów, koszt przeprogramowania, zmiany uchwytów robota czy sposobu podawania elementów, może wynosić 10-20 proc. kosztów celi. Koszt modernizacji rośnie jednak znacząco, jeśli w zakładzie korzystano wyłącznie z tzw. twardej automatyki, która sama w sobie nie jest dość elastyczna – dodaje Michał Wójcik. – Inna sprawa, że samochody elektryczne będą oferować duże możliwości w zakresie konfigurowalności. Również w tym kontekście nie da uciec się od idei elastycznej fabryki.

Pozytywnie o zrównoważonej produkcji

Wspomniane badanie starało się również pokazać, jakie jest podejście liderów branży do popularnej ostatnio kwestii zrównoważonej produkcji. W tym przypadku optymizm jest wyraźny: 80 proc. respondentów uważa, że zrównoważony rozwój jest jak najbardziej osiągalny. Tylko 4 proc. twierdzi, że wręcz przeciwnie. Oczywiście główną przeszkodą w zrealizowaniu tego celu są finanse – tego zdania jest jedna czwarta respondentów. Pozytywna jest również konkluzja, bowiem roboty stają się przystępniejsze, coraz łatwiejsze w integracji i eksploatacji (szczególnie jeśli chodzi o roboty współpracujące), prościej się je również programuje. Takie systemy jak RobotStudio pozwalają bowiem na wydajniejsze planowanie i skuteczniejsze wdrażanie konkretnych rozwiązań. A stąd prosta droga do realizacji celów zrównoważonego rozwoju.

– Badanie potwierdziło, że produkcja w branży motoryzacyjnej boryka się z istotnymi ograniczeniami, szczególnie jeśli chodzi o łańcuchy dostaw – powiedział Daniel Harrison, analityk w Automotive Manufacturing Solutions. – Będzie to kolejna „nowa normalność”, która tak naprawdę nigdy nie będzie „normalna”, a która stawia przed branżą istotne wyzwania w kontekście zwrotu w stronę elektryfikacji.

https://www.whitehouse.gov/briefing-room/statements-releases/2023/02/15/fact-sheet-biden-harris-administration-announces-new-standards-and-major-progress-for-a-made-in-america-national-network-of-electric-vehicle-chargers/

2 https://www.europarl.europa.eu/news/pl/headlines/economy/20221019STO44572/unijny-zakaz-sprzedazy-nowych-samochodow-spalinowych-od-2035-r-co-to-oznacza

3 https://new.abb.com/products/robotics/initiatives/abb-ams-automotive-manufacturing-outlook-survey

Czy rynek nastawia się na recesję?

Ostatnie dni pokazują nam, że inwestorzy coraz mocniej pogodzeni są ze spowolnieniem gospodarczym. W górę idzie złoto, spadają oczekiwania co do podwyżek stóp procentowych w USA, spada też wydobycie ropy.

Złoto szuka szczytów

Cena uncji złota przebiła właśnie psychologiczny poziom 2000 dolarów. Ostatni raz tak drogo było w pierwszych tygodniach rosyjskiej inwazji na terytorium Ukrainy. Złoto oprócz zastosowania jubilerskiego i przemysłowego jest również kruszcem, w którym inwestorzy zwyczajowo lokują środki w trudnych czasach. Nie wiadomo, dlaczego ma tak być w 2023 roku, ale skoro odpowiednio wielu inwestorów tak robi, mamy samospełniającą się przepowiednię. Każda kolejna osoba dokupując przyczynia się do podniesienia ceny i uzasadnienia racjonalności decyzji. Tak duży napływ pokazuje jednak, że na rynku inwestorzy spodziewają się poważnego spowolnienia.

Zmiany nastawienia w USA

Temat stóp procentowych za oceanem wydaje się nigdy nie kończyć. Jeszcze przed wczorajszymi zmianami mieliśmy dziwną sytuację, w której w tym kwartale spodziewano się wzrostu a w kolejnych dwóch obniżek. Teraz mamy sytuację, gdzie patrząc na wyceny kontraktów, oddalamy się od perspektywy dalszych wzrostów stóp w tym cyklu. Nadal możemy się jednak spodziewać obniżek stóp procentowych przed końcem roku. Rynek oczekuje obecnie 2 do 3 obniżek po 0,25%. Gdyby scenariusz się potwierdził, należałoby się spodziewać wyraźnego osłabienia się dolara. Najwyraźniej Amerykanie chcą wejść w potencjalne osłabienie gospodarcze ze słabszą walutą.

Zmiany stóp procentowych na świecie

Wczoraj poznaliśmy decyzje Królewskiego Banku Australii oraz Narodowego Banku Rumunii w sprawie stóp procentowych. W obydwóch przypadkach zgodnie z oczekiwaniami utrzymano stopy procentowe na niezmienionych poziomach. W Australii było to 3,6%, czyli 4,2 punktu procentowego poniżej inflacji, która osiąga właśnie szczyty. Rumunia utrzymuje z kolei poziom o 0,25 punktu procentowego powyżej polskiego. Ma również delikatnie niższą, bo 15,5% inflację. Niespodziankę na rynku zrobiła za to Nowa Zelandia. Rynek spodziewał się wzrostu stóp, ale do 5,00%, a nie jak podniesiono od razu do 5,25%. Co ciekawe, kraj ten ostatnio ustabilizował poziom zmian cen. Jak widać, woli jednak szybciej wygrać z inflacją, niż dbać o tani kredyt. Po tych danych dolar nowozelandzki wyraźnie zyskiwał.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
14:15 – USA – Raport ADP na temat zatrudnienia.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat

Grupa VRG w ubiegłym roku wypracowała ponad 92 mln zł zysku netto. Zarząd zapowiada rekomendację wypłaty dywidendy

Grupa VRG osiągnęła w 2022 roku historycznie najwyższe wyniki w zakresie sprzedaży i wygenerowanego zysku. Skonsolidowane przychody Grupy VRG w 2022 roku wyniosły 1,27 mld zł i były o 19,1 proc. wyższe niż w roku 2021. Co ważne, spółka zanotowała wzrost przychodów, utrzymując przy tym wysoki poziom rentowności. Skonsolidowany zysk netto wyniósł 92,9 mln zł, wobec 66,3 mln zł zysku w roku 2021. Wzrost sprzedaży w obu segmentach VRG notowało również w pierwszych trzech miesiącach bieżącego roku. Zarząd spółki zapowiada, że będzie rekomendował akcjonariuszom wypłatę dywidendy, zgodnie z przyjętą w ubiegłym roku polityką. Zapowiada też inwestycje w rozwój i modernizację sieci salonów stacjonarnych oraz dalszą koncentrację na wzroście sprzedaży i marży.

Segment odzieżowy Grupy VRG osiągnął przychody w wysokości 648,2 mln zł (o 13,8 proc. więcej rok do roku). Na wzrost sprzedaży wpływ miała odbudowa popytu na odzież formalną, dobre przyjęcie kolekcji marek przez klientów oraz rozwój oferty casual. Reprezentująca segment jubilerski marka W.KRUK, oferując bardzo dobre kolekcje produktowe i rozwijając sieć sprzedaży, z powodzeniem wykorzystała dobrą koniunkturę i wypracowała rekordowe wyniki. Przychody marki wyniosły 625,7 mln zł, o 25 proc. więcej rok do roku.

Najważniejszymi wyzwaniami dla spółki w ubiegłym roku były wspieranie wzrostu sprzedaży oraz poprawa rentowności. Pomimo wyższych kosztów prowadzenia działalności, zdołaliśmy zrealizować strategiczne cele Grupy na 2022 rok. Spółka jest w dobrej kondycji w aspekcie sytuacji płynnościowej i finansowej, zachowując bezpieczny poziom zadłużenia i to pomimo wypłaty pierwszej od 23 lat dywidendy – mówi Janusz Płocica, prezes zarządu VRG.

Dobry początek roku VRG, pomimo ochłodzenia w konsumpcji

W pierwszych trzech miesiącach bieżącego roku Grupa VRG zanotowała sprzedaż na poziomie 267 mln zł, o 9,5 proc. więcej w porównaniu do roku 2022 – wynika z wstępnych wyników sprzedaży raportowanych przez Grupę. Marża brutto na sprzedaży wyniosła w tym czasie 51,6 proc. (wzrost o 0,8 p.p. w porównaniu do 2022). VRG uzyskało wzrost przychodów i marży, pomimo ochłodzenia nastrojów konsumenckich.

Mocny pierwszy kwartał br. ma za sobą segment jubilerski Grupy, który osiągnął w tym czasie sprzedaż o wartości 142 mln zł (10,5 proc. więcej r/r). Wzrost odnotował również bardziej wrażliwy na nastroje konsumentów segment odzieżowy (125 mln zł przychodu, o 8,4 proc. więcej r/r.)

W pierwszym kwartale bardzo dobrze radził sobie segment jubilerski. Jesteśmy też zadowoleni z zachowania segmentu odzieżowego, w tym z pierwszych reakcji na kolekcje marek na sezon wiosna – lato. Zanotowaliśmy wzrost przychodów, utrzymując jednocześnie wysoki poziom marży. Jest to efekt prowadzonej przez nas strategii zarządzania ceną i polityki ograniczania promocji – komentuje Janusz Płocica

Cele i plany na 2023 rok

Głównym celem zarządu VRG na 2023 rok jest kontynuacja wzrostu przychodów w obu segmentach i przez każdą z marek oraz uzyskanie lepszych wyników finansowych. Prezes spółki wskazuje na silne strony Grupy i zapowiada inwestycje w rozwój.

Naszą mocną stroną jest dywersyfikacja i oparcie biznesu na dwóch segmentach, w których posiadane przez nas marki charakteryzują się wysoką rozpoznawalnością i bardzo dobrym wizerunkiem. Dlatego też realnym wydaje się nasz cel uzyskiwania lepszych wyników rok do roku oraz kontynuacja wzrostu przychodów całej Grupy i każdej z marek, nawet w warunkach spowolnienia tempa wzrostu gospodarczego oraz wysokiej inflacji – dodaje Janusz Płocica.

Na 2023 rok VRG zapowiedziało inwestycje w rozwój sieci sprzedaży stacjonarnej. W przyszłym roku powierzchnia handlowa całej Grupy powinna wzrosnąć o ok. 4 proc. r/r., co oznaczałoby pierwszy wzrost netto powierzchni handlowej od czasu pandemii. Grupa planuje dalszą ewolucję sieci w kierunku zmienionych konceptów salonów w markach Vistula i Wólczanka, operujących na większych powierzchniach i umożliwiających odpowiednią ekspozycję coraz szerszego asortymentu marek. W segmencie jubilerskim otwierane będą nowe lokalizacje dla salonów własnych i franczyzowych.

Grupa dywersyfikuje pozycjonowanie marek modowych w segmencie fashion. Efektem jest m.in. coraz wyraźniejsze różnicowanie ofert marek Vistula i Bytom. Vistula rozwija się w kierunku marki premium total look dla mężczyzn i kobiet, z naciskiem na wysokiej jakości kolekcję formalną, podczas gdy BYTOM pozostaje marką oferującą kolekcje mody męskiej, osadzonych w najlepszych tradycjach krawiectwa.

W ramach realizacji strategii omnichannel VRG zwiększa możliwości realizowania dostaw i zwrotów (włącznie z dostawą ekspresową) oraz rozwija funkcjonalności stron i aplikacji sprzedażowych poprzez wprowadzenie bardziej intuicyjnych narzędzi. Spółka pracuje także nad programowaniem własnych rozwiązań, umożliwiających interaktywne dopasowanie rozmiarów w e-sklepach. Grupa kontynuuje sprzedaż na platformie Zalando i pracuje nad rozpoczęciem współpracy z kolejnymi platformami.

Planowane na 2023 rok wydatki inwestycyjne Grupy VRG to ok. 42 mln zł.

Zarząd podtrzymuje politykę dywidendową

W trakcie konferencji wynikowej dla inwestorów zarząd Grupy VRG podtrzymał założenia polityki dywidendowej. Zakłada ona coroczne rekomendowanie wypłaty w przedziale 20-70 proc. skonsolidowanego zysku netto przy założeniu, że wskaźnik dług netto/EBITDA na koniec roku obrotowego wyniesie mniej niż 2,5. Każdorazowo przed przedstawieniem rekomendacji walnemu zgromadzeniu, zarząd będzie brał pod uwagę sytuację finansową Grupy, potrzeby inwestycyjne, sytuację płynnościową, perspektywy rozwoju w danej sytuacji rynkowej i makroekonomicznej, plany akwizycyjne oraz kowenanty bankowe.

Jednym z głównych celów zarządu jest zwiększenie atrakcyjności inwestycyjnej VRG, a co za tym idzie wartości naszych akcji. Środkiem do tego celu jest wzrost biznesu oraz dzielenie się wypracowanym przez Grupę zyskiem z akcjonariuszami. W niedługim czasie po przeprowadzeniu odpowiednich analiz wydamy rekomendację o wypłacie dywidendy za rok 2022 – mówi Janusz Płocica.

VRG S.A. ostatni raz podzieliło się zyskiem z akcjonariuszami w lipcu ubiegłego roku. Spółka przeznaczyła wtedy na ten cel 39,8 mln zł, co oznaczało wypłatę w wysokości 0,17 zł na akcję.

Creotech Instruments z sukcesem zrealizował kolejny istotny etap projektu PIAST

Creotech Instruments osiągnął kolejny kamień milowy w projekcie PIAST (Polish ImAging SaTelites) i pomyślnie zakończył PDR (ang. Preliminary Design Review), będący drugim z czterech głównych przeglądów w procesie projektowania i budowy satelitów. Oznacza to, że spółka zakończyła wstępne prace R&D i przechodzi obecnie do procesu produkcji oraz testów satelitów. Projekt PIAST ma zagwarantować pierwsze stworzone w Polsce instrumenty narodowego systemu satelitarnej obserwacji Ziemi na potrzeby Sił Zbrojnych RP. Spółka planuje budowę i umieszczenie na orbicie okołoziemskiej w 2025 roku konstelacji trzech satelitów opartych na autorskiej platformie HyperSat. Projekt realizowany jest w konsorcjum, którego liderem jest Wojskowa Akademia Techniczna.

Zrealizowany z sukcesem przez konsorcjum przegląd PDR to kolejny ważny krok,  po ukończonym w ubiegłym roku przeglądzie SRR (ang. System Requirements Review), który pozwala na przejście do następnego etapu projektu i znacząco redukuje jego ryzyko technologiczne. Kolejne fazy do realizacji to CDR (ang. Critical Design Review) oraz FAR (ang. Flight Acceptance Review). Wszystkie przeglądy prowadzone są z udziałem niezależnych, zewnętrznych ekspertów.

Jestem bardzo zadowolony, że udało nam się osiągnąć kolejny kamień milowy w projekcie PIAST dotyczącym budowy i umieszczenia na orbicie konstelacji trzech satelitów obserwacyjnych dla potrzeb Sił Zbrojnych RP. Zakończony z sukcesem przegląd PDR potwierdził, że nasz projekt jest technicznie i organizacyjnie właściwy oraz spełnia wymagania projektowe. Teraz, zgodnie z harmonogramem, możemy przejść do następnego etapu realizacji PIAST i rozpocząć produkcję zaawansowanych prototypów oraz testy kwalifikacyjne komentuje dr hab. Grzegorz Brona, Prezes Zarządu Creotech Instruments S.A.

Projekt PIAST ma na celu wykorzystanie potencjału współpracy jednostek naukowych i przedsiębiorstw prywatnych w zakresie rozwoju rozwiązań kluczowych dla bezpieczeństwa i obronności państwa. Całe przedsięwzięcie jest realizowane pod kierownictwem Wojskowej Akademii Technicznej we współpracy z Creotech Instruments S.A., Centrum Badań Kosmicznych PAN, Scanway S.A., Sieć Badawcza Łukasiewicz – Instytut Lotnictwa i PCO S.A. (spółka z Polskiej Grupy Zbrojeniowej). Ostatecznym odbiorcą rezultatów projektu PIAST jest Ministerstwo Obrony Narodowej. Projekt jest współfinansowany przez Narodowe Centrum Badań i Rozwoju w ramach programu SZAFIR.

Konstelację PIAST utworzą trzy nanosatelity optoelektronicznego rozpoznania obrazowego, które przeprowadzą serię testów kluczowych dla dalszego rozwoju funkcjonalności autorskiej, modułowej platformy satelitarnej HyperSat. Testy te obejmą m.in. lot w formacji, komunikację laserową kosmos-ziemia oraz kosmos-kosmos, obrazowanie tego samego punktu na Ziemi przez więcej niż jednego satelitę jednocześnie oraz testy nowego protokołu szyfrowania.

Projekt PIAST pozwoli w najbliższych latach na przetestowanie procedur produkcji i montażu seryjnego satelitów, co jest kluczowe z punktu widzenia spodziewanych przyszłych zamówień na platformy satelitarne i realizacji naszej strategii rozwoju. Pozytywne zakończenie fazy PDR to również ważny krok dla Spółki i procesu stopniowego przechodzenia z produkcji indywidualnych satelitów do produkcji seryjnej na potrzeby konstelacji satelitarnych dodaje Grzegorz Brona.

Creotech Instruments  jako jedyna firma w Polsce osiągnęła zdolność do budowy mikrosatelitów, czyli satelitów o wadze od 10 kg do 150 kg. Krokiem milowym w rozwoju spółki jest projekt EagleEye, dotyczący opracowania mikrosatelity obserwacyjnego Ziemi. Jego wyniesienie na orbitę planowane jest na przełom 2023 i 2024 roku.  Firma bierze również udział w pionierskim projekcie budowy pierwszego dużego komputera kwantowego dla Unii Europejskiej w ramach międzynarodowego konsorcjum. Wybór spółek nastąpił z ramienia Komisji Europejskiej, a Creotech Instruments jest jedynym przedstawicielem z Europy Środkowo–Wschodniej.

Ukraina – odbudowę trzeba zacząć już teraz

Priorytetem dla odbudowy Ukrainy będą inwestycje w infrastrukturę, służbę zdrowia, mieszkania i szkoły, a także odporność cyfrową i energetyczną. Allianz Trade uważa, że będzie to wymagało co najmniej 100-150 mld euro inwestycji prywatnych (oprócz 350 mld euro pomocy zagranicznej).

Oczekuje się, że gospodarka Ukrainy ustabilizuje się w tym roku, ale ryzyko spadku jest duże. Po spadku produkcji o -34% w ubiegłym roku, Allianz Trade oczekuje, że realny PKB wzrośnie nieznacznie o około +1% w 2023 roku. Trwająca wojna stwarza jednak duże ryzyko pogorszenia perspektyw gospodarczych, zwłaszcza ze względu na trwające zniszczenie ważnej infrastruktury, takiej jak sieć energetyczna Ukrainy. Od października 2022 r. energia elektryczna jest racjonowana na Ukrainie poprzez rotacyjne zrzucanie obciążenia (rolling blackouts).

Roczna stopa inflacji przyspieszyła z 10% do ponad 25% i nie wykazuje żadnych oznak zmniejszenia. Zarówno wzrost gospodarczy, jak i wyniki inflacji wywarły ogromną presję na rachunki fiskalne, pomimo pomocy zagranicznej na dużą skalę. Deficyt publiczny Ukrainy wzrósł czterokrotnie, zwiększając dług publiczny o 40 punktów procentowych, a zadłużenie zewnętrzne brutto osiągnęło 90% przedwojennego PKB. Ukraińska waluta straciła również jedną piątą swojej wartości w stosunku do dolara.

Proces odbudowy musi rozpocząć się jak najszybciej, aby wzmocnić odporność społeczno-gospodarczą kraju, ale odbudowa Ukrainy będzie kosztowna. Bolesne doświadczenia minionych wojen nauczyły nas, co trzeba zrobić, aby odbudować kraje spustoszone przez konflikt zbrojny. Oprócz niezmierzonego ludzkiego cierpienia, wojny niszczą infrastrukturę, dezorganizują produkcję i zmieniają przepływy handlowe. I zazwyczaj doprowadzają rządy do bankructwa, ponieważ aktywność gospodarcza załamuje się, a dług narasta. Jeśli weźmiemy za przykład odbudowę Europy Zachodniej po II wojnie światowej, to skala planu Marshalla w przeliczeniu na dzisiejszą siłę nabywczą jest porównywalna z szacowanymi kosztami odbudowy Ukrainy w ciągu najbliższych 10 lat (do 1 biliona euro).

Ukraina nie jest jednak w stanie dokonać tego sama w obliczu rosnącego długu publicznego i powiększającej się luki fiskalnej. Sam koszt odbudowy infrastruktury będzie prawdopodobnie wymagał co najmniej 300 mld euro (nawiasem mówiąc, jest to ta sama kwota, która była potrzebna do modernizacji infrastruktury w Niemczech Wschodnich podczas zjednoczenia Niemiec) – czyli trzykrotność całkowitego (fiskalnego) budżetu Ukrainy w zeszłym roku. Już we wrześniu Komisja Europejska (wraz z rządem Ukrainy i Bankiem Światowym) w swojej Szybkiej Ocenie Szkód i Potrzeb (RDNA) oszacowała, że obecny koszt odbudowy i odnowy na Ukrainie wynosi 349 mld euro. W międzyczasie, w miarę trwania wojny, kwota ta wzrosła ponad dwukrotnie. Tak więc, aby wiarygodnie zaangażować się w odbudowę Ukrainy, prywatne finansowanie zewnętrzne musiałoby uzupełnić finanse sektora publicznego i pomoc rozwojową.

Priorytetem będą inwestycje w infrastrukturę, służbę zdrowia, mieszkania i szkoły, a także w odporność cyfrową i energetyczną w celu trwałego ożywienia i odbudowy. To (i) zwiększy gotowość ukraińskich uchodźców do powrotu do domu, (ii) poprawi połączenia logistyczne (i handlowe) z Europą oraz (iii) zwiększy apetyt prywatnych inwestorów na inwestycje w kraju. Zdaniem Allianz Trade będzie to wymagało co najmniej 100-150 mld euro inwestycji prywatnych (oprócz 350 mld euro pomocy zagranicznej).

Większa współpraca publiczno-prywatna może również pomóc w stworzeniu odpowiedniego klimatu inwestycyjnego, co jest również celem unijnego instrumentu Rebuild Ukraine Facility. Przyciągnięcie wystarczających inwestycji prywatnych wymagałoby dalszej modernizacji państwa i jego instytucji; poprawi to sposób rządzenia i poszanowanie praworządności, w tym trwale ograniczy nadmierne wpływy polityczne oligarchów.

Aby to się udało, muszą istnieć dwa zasadnicze elementy – wiarygodne gwarancje bezpieczeństwa i zagraniczna pomoc gospodarcza. Bez gwarancji bezpieczeństwa, które powstrzymają ponowną agresję Rosji, Ukraina będzie miała trudności z przyciągnięciem z powrotem kapitału ludzkiego i importem prywatnego kapitału zagranicznego. Zachód musi zapewnić Ukrainie takie wiarygodne gwarancje (lub jakąś osłonę sektora publicznego dla firm, które inwestują na Ukrainie, gdy kraj pozostaje atakowany). Ponadto, bez hojnej pomocy zagranicznej do czasu zakończenia wojny, odbudowa gospodarcza Ukrainy będzie się przedłużać; może to zagrozić zarówno młodej demokracji, jak i stopniowo poprawiającej się sytuacji bezpieczeństwa. Jest wiele dobrej woli na rzecz Ukrainy, ale pomoc zagraniczna jest wciąż zbyt mała. Konieczna jest większa koordynacja działań państw wspierających, zwłaszcza gdy przyjdzie czas na negocjowanie z Rosją reparacji wojennych (w postaci rezerwowych aktywów, papierów wartościowych lub aportów, takich jak surowce, ropa i gaz).[1]

[1] Należy pamiętać, że najbardziej efektywna forma reparacji jest również ograniczona. Podczas gdy międzynarodowa pozycja inwestycyjna netto Rosji (IIP) wynosi około 500 mld USD, tylko 70 mld USD jest w posiadaniu banków.

Wzrost cen mieszkań hamuje – 2023 r. przynosi szansę na większą stabilizację

W 2022 r. spadek popytu i sprzedaży nie zdołał wyhamować podwyżek na rynku mieszkań. Raport Evaluer Index 2023, przygotowany przez ekspertów Emmerson Evaluation pokazał, że w ub.r. niemal we wszystkich największych miastach wzrost cen mieszkań był dwucyfrowy. W przypadku rynku pierwotnego najmocniej odczuli to kupujący w Białymstoku (+19% r/r), Szczecinie (+18% r/r) oraz Opolu (+16% r/r). Na rynku wtórnym w Zielonej Górze, Białymstoku oraz Gorzowie Wielkopolskim podwyżki przekroczyły 20%. W 2023 r. ceny mają się jednak ustabilizować. Zwiastują to również dane z II połowy ub.r., gdy przeciętny wzrost stawek za mkw. wynosił ok. 2-3% w stosunku do I półrocza.

Raport Emmerson Evaluation prezentuje dane dla 21 największych rynków mieszkaniowych, bazując przy tym na cenach transakcyjnych, czyli kwotach, po których realnie sprzedawały się mieszkania. W analizie zamiast średniej zastosowano medianę, która pozwala na dokładniejsze oddanie rzeczywistego obrazu stawek.

Dwucyfrowe podwyżki

Od dziewięciu lat ceny mieszkań w Polsce nieustannie rosły, a rok 2021 był pod tym względem rekordowy. Nie inaczej było w 2022 r. Mimo trudnej sytuacji gospodarczo-ekonomicznej, ceny mieszkań wciąż rosły, zarówno na rynku pierwotnym, jak i wtórnym, choć już nieco wolniej.

W wyniku drastycznego obniżenia zdolności kredytowej Polaków w 2022 r. popyt na mieszkania wyraźnie zahamował. Kwota udzielonych w ub. r. kredytów spadła niemal o połowę – do poziomu 45,4 mld zł, czyli o 49% w ujęciu rocznym. Dużą rolę na rynku odgrywali inwestorzy indywidualni, płacący gotówką i traktujący zakup mieszkania jako lokatę i ochronę kapitału przed inflacją – zauważa Dariusz Książak, prezes Emmerson Evaluation.

Na rynku nowych lokali najwyższe podwyżki wystąpiły w Białymstoku (+19% r/r), Szczecinie (+18% r/r) oraz Opolu (+16% r/r). Najniższą dynamiką wzrostu cen charakteryzował się Sopot (+1% r/r). W tej najdroższej trójmiejskiej lokalizacji w II półroczu deweloperzy nie wprowadzili do sprzedaży ani jednego projektu, a w sprzedaży na koniec 2022 pozostało ich tylko 5. Drugi najniższy wzrost cen (8% r/r) eksperci Emmerson Evalaution odnotowali na terenie Aglomeracji Śląskiej (bez Katowic). We wszystkich pozostałych miastach w ujęciu rocznym podwyżki przekraczały 10%.

Wyraźny trend wzrostowy widoczny był też na rynku wtórnym. Za używane mieszkania w Zielonej Górze, Białymstoku czy Gorzowie Wielkopolskim kupujący płacili o odpowiednio 23%, 21% i 20% więcej niż rok wcześniej. Najniższy roczny trend wzrostu cen wystąpił w Katowicach i Poznaniu (9% w obu miastach) oraz Bydgoszczy (10%).

W tegorocznym wydaniu raportu Evaluer Index Emmerson Evaluation przedstawił także dodatkowo trend zmian cen w ujęciu półrocznym. Porównanie wyników z drugiej połowy roku z pierwszą pokazuje, że wzrost stawek znacząco wyhamował. Na rynku pierwotnym podwyżki przeciętnie wyniosły ok. 2-3%, z nielicznymi wyjątkami, jak Opole (6%) i Gdańsk (4%). Podobne wyhamowanie widoczne było też na rynku wtórnym. Zmiana cen sięgała najczęściej okolic 3%, a maksymalnie 5% (w Lublinie, Olsztynie, Kielcach) w stosunku do pierwszego półrocza.

Ponad 12 tys. zł/mkw już w 5 miastach

Najwyższe ceny w 2022 r. na rynku pierwotnym odnotowano tradycyjnie w Sopocie (mediana 21 690 zł/mkw.), drugie miejsce niezmiennie zajęła Warszawa (mediana 13 758 zł/mkw.), a trzecie Gdynia (z medianą 12 946 zł/mkw.). Mediana cen mkw. wyższa niż 12 000 zł wystąpiła również w Krakowie (12 682 zł) oraz w Gdańsku (12 090 zł). Mediana cen metra kwadratowego we Wrocławiu osiągnęła 11 520 zł, w Poznaniu natomiast wyniosła 10 569 zł. Wśród miast wojewódzkich najniższe mediany cen metra kwadratowego widoczne były w Gorzowie Wielkopolskim (6 534 zł) oraz Opolu (7 109 zł).

Na rynku wtórnym najwyższą medianę cen mkw. eksperci Emmerson Evaluation zanotowali w Sopocie (15 088 zł). Na drugim miejscu uplasowała się Warszawa, gdzie sięgała ona 12 771 zł/mkw. Najniższe mediany cen odnotowano w Gorzowie Wielkopolskim (5 406 zł/mkw.) oraz w Zielonej Górze (6 054 zł/mkw).ceny mieszkań

Tanie i małe mieszkania dalej w cenie

Według prognozy ekspertów Emmerson Evaluation 2023 r. ma przynieść stabilizację cen. Niewielkich podwyżek cen można spodziewać się na rynku małych mieszkań, na które nadal jest duży popyt, a także wśród lokali premium. W segmencie nieruchomości o dużych metrażach (poza lokalami z inwestycji luksusowych) mogą wystąpić kilkuprocentowe spadki cen, w związku z zauważalnym zmniejszonym zainteresowaniem takimi mieszkaniami. Wartość tracić mogą także mieszkania położone w nieatrakcyjnych lokalizacjach oraz te z wysokimi kosztami utrzymania.

Deweloperzy są mądrzejsi o doświadczenia z kryzysu w latach 2008-2013, co powoduje, że aktywnie dostosowują ofertę do obecnego popytu na rynku. Zakładamy, że w przyszłych miesiącach zapotrzebowanie na mieszkania wzrośnie na obrzeżach dużych miast oraz w powiatach, które graniczą z większymi aglomeracjami. Częściowo popyt przeniesie się na takie lokalizacje ze względu na niższe ceny mieszkań. W najbliższych miesiącach oferta lokali u deweloperów będzie nadal dosyć wysoka, chociaż wyraźnie obserwujemy, że jest ona z kwartału na kwartał ograniczana i ten trend będzie kontynuowany. Prognozujemy, że w 2023 r. zwiększy się popyt na nieruchomości tańsze, o mniejszych metrażach, ze względu na nadal niską zdolność kredytową Polaków. Zainteresowaniem cieszyć się będą też mieszkania klasy premium – wskazuje Robert Korczyński, członek Zarządu Emmerson Evaluation.

Ekspert dodaje, że na rynku pierwotnym bardziej niż spadków cen możemy spodziewać się różnych promocji, np. w postaci upustów cenowych na miejsca postojowe lub komórki lokatorskie. Deweloperzy proponują także korzystniejsze harmonogramy spłat, w których płatność np. zostaje podzielona na dwie transze (10/90 i 20/80).

Aktywność IPO w I kw. 2023 r.

Kontynuacja cyklu wzrostu stóp procentowych, wahania na giełdzie, zakorzenienie inflacji oraz niespodziewane turbulencje w sektorze bankowym odcisnęły swoje piętno na rynku IPO. Wyniki najnowszej edycji raportu EY Global IPO Trends wskazują, że w okresie od stycznia do marca 2023 r. na świecie zanotowano 299 transakcji, z których wpływy wyniosły 21,5 miliarda dolarów. Oznacza to odpowiednio spadki – rok do roku – o 8% i 61%. Firmy technologiczne przewodzą w kategorii wolumenów, natomiast w obszarze wartości liderem jest sektor energetyczny. Kolejka spółek czekających na debiut rośnie, co w połączeniu z perspektywą obniżania się poziomu inflacji, spadkami cen energii oraz poprawą sytuacji gospodarczej w Chinach stanowi światełko w tunelu dla rynku IPO w kolejnych miesiącach.

Najnowsza edycja raportu EY Global IPO Trends wskazuje na dalsze utrzymywanie się negatywnego trendu na rynku debiutów giełdowych (Initial Public Offering – IPO). W okresie od stycznia do marca 2023 roku liczba transakcji spadła o 8% – z 326 do 299. Równocześnie wpływy zanotowały regres o 61% – z 54,6 do 21,5 miliarda dolarów.

Firmy i inwestorzy weszli w nowy rok z nadziejami na odbicie na rynku IPO. Prognozy wskazujące na zbliżanie się przez kluczowe banki centralne do końca cyklu podwyżek stóp procentowych oraz spadek poziomu inflacji stwarzały perspektywy na patrzenie w dalsze kwartały z pewną ostrożną nutą optymizmu. W marcu nastąpiły znaczące turbulencje w sektorze bankowym, które przywróciły obawy wśród spółek planujących swój giełdowy debiut, przesuwając tym samym moment możliwego odwrócenia negatywnego trendu, notowanego na przestrzeni ostatnich kwartałów – mówi Anna Zaremba, Partnerka EY Polska, CFO Consulting, odpowiedzialna za rynek IPO.

Ameryka zaczęła świecić się na zielono, jednak entuzjazm malał z każdym miesiącem

Wyniki na rynku debiutów giełdowych w obu Amerykach delikatnie przewyższyły sytuację sprzed roku, notując wzrost wolumenu transakcji o 11% (z 36 do 40) oraz przychodów o 9% (z 2,4 do 2,6 mld dolarów). W samych Stanach Zjednoczonych wskaźniki zapaliły się na zielono w obu kategoriach, rosnąc o odpowiednio 29% i 6%. Jednakże porównanie rezultatów na przestrzeni całej dekady pozwala spojrzeć na sytuację z szerszej, znacznie mniej optymistycznej, perspektywy.

Ameryki to równocześnie jedyny szerszy obszar geograficzny, gdzie zanotowano wzrosty. Na giełdach zlokalizowanych na terenie Azji-Pacyfiku w pierwszym kwartale 2023 roku nastąpiły spadki w obu głównych parametrach. Liczba transakcji zmniejszyła się o 6% (ze 186 do 175), a ich wartość aż o 70% (z 42,7 do 12,7 mld dolarów). Pomimo widocznego przyjęcia taktyki „na przeczekanie”, ten obszar odpowiadał za 59% globalnego wolumenu debiutów giełdowych.

Niewiele lepiej kształtuje się sytuacja w regionie EMEIA (Europa, Bliski Wschód, Afryka). Od stycznia do marca 2023 r. liczba transakcji spadła o 19% (ze 104 do 84) a ich wartość o 36% (z 9,5 do 6,1 mld dolarów). Na samym Starym Kontynencie regres wyniósł odpowiednio 47% i 26%.

W przypadku Giełdy Papierów Wartościowych na debiut w pierwszych trzech miesiącach 2023 roku zdecydowały się 4 przedsiębiorstwa. Były to jednak wyłącznie spółki, które przeszły na główny parkiet z NewConnect i nie są uwzględnione w metodologii przyjętej w raporcie EY.

Utrzymująca się niepewność makroekonomiczna i geopolityczna, podsycana dodatkowo w ostatnich tygodniach przez napięcia w globalnym systemie bankowym, bez wątpienia odciskają swoje piętno na rynku debiutów giełdowych. Wiele firm pozostaje w blokach startowych, dostrzegając, że inwestorzy przedkładają obecnie stabilność i przewidywalność biznesu ponad perspektywy dynamicznego wzrostu. Należy się więc spodziewać, że jako pierwsze szlaki będą przecierać spółki o solidnych fundamentach i ugruntowanej pozycji – dodaje Magdalena Warpas, Partnerka w Zespole Doradztwa Strategicznego i Transakcji, EY Polska.

Spółki energetyczne zyskują na znaczeniu

Zmiana w podejściu inwestorów, którzy coraz częściej stawiają stabilność biznesu ponad skalę potencjalnych wzrostów, znalazła swoje odzwierciedlenie w pozycji poszczególnych segmentów rynku. Firmy technologiczne cały czas przodują w zakresie liczby transakcji, odpowiadając za 21% globalnych debiutów giełdowych. Jednakże, w przypadku przedsiębiorstw z tej gałęzi gospodarki, w pierwszym kwartale 2023 roku najliczniejszy wolumen nie przełożył się na pierwsze miejsce pod względem łącznej wartości wpływów z transakcji.

Dla porównania – sektor energetyczny odpowiadał za jedynie 6% wolumenu transakcji, ale za aż 27% ich globalnej wartości, zajmując pozycję lidera w tej kategorii. Na drugim miejscu znaleźli się przedstawiciele segmentu przemysłowego (22%), a wspomniane przedsiębiorstwa z branży technologicznej uplasowały się na najniższym stopniu podium (18%).

Okres wydłużającego się oczekiwania na debiut wiele firm przeznacza na poprawienie zyskowności i dopracowanie swojej gotowości do funkcjonowania jako spółka publiczna. W dzisiejszych realiach gospodarczych, to właśnie stabilność biznesu, a także strategia ESG będą stanowiły wyróżnik przyciągający zainteresowanie inwestorów. W szczególności, że kolejka do planowanego debiutu wydłuża się z każdym miesiącem, co sprawia, że gdy sytuacja rynkowa ulegnie poprawie, konkurencja będzie znacznie większa niż w ostatnich miesiącach. Zmniejszająca się inflacja, utrwalenie się niższych cen surowców energetycznych czy poprawa sytuacji w Chinach stanowią jednak iskierkę nadziei na poprawę sytuacji na rynku IPO w najbliższych kwartałach – podsumowuje Justyna Rawicka, Starsza Menadżerka w Dziale CFO Consulting, EY Polska.

Zarabiaj na wolnej przestrzeni magazynowej z 4SHELF

Przedsiębiorstwa wynajmujące wolną przestrzeń magazynową mogą uniknąć pustostanów i skuteczniej wykorzystać swój potencjał biznesowy. Wówczas magazyn czy hala, zamiast generować niepotrzebne koszty, przynoszą realne zyski. Rozwiązaniem, które umożliwia jeszcze szybsze i wygodniejsze zarabianie na wolnej przestrzeni magazynowej, jest platforma 4SHELF.

Jak zarabiać na wolnej przestrzeni magazynowej?

Istnieje kilka sposobów na to, jak wykorzystać potencjał magazynu, który przez dłuższy czas stoi pusty. Jednym z najpopularniejszych sposobów jest jego wynajem innym przedsiębiorcom. Wówczas to zewnętrzna firma ponosi koszt utrzymania lokalu, a wynajmujący zyskuje dodatkowe źródło dochodu.

Wolna przestrzeń nie musi służyć jako miejsce składowania produktów – można w niej np. organizować eventy (np. koncerty, zawody sportowe itp.). Wówczas najemca płaci za wypożyczenie lokalu, a zysk pokrywa koszty związane z opłatami, gdy hala stoi nieużywana.

Innym sposobem jest sezonowe przekształcenie magazynu albo hali w przestrzeń produkcyjną. Odpowiednio wyposażony lokal może stanowić miejsce montażu, pakowania czy etykietowania produktów przygotowywanych do sprzedaży. Wówczas przedsiębiorstwo nie musi do tych celów kupować albo wynajmować innej dodatkowej przestrzeni.

Jedno jest pewne: wolna przestrzeń magazynowa nie powinna stać pusta i nieużytkowana przez długi czas. Inaczej jej potencjał i kapitał będą niewykorzystane. Dziś najprostszą i najszybszą drogą poszukiwania najemców jest świat online. Właściciele magazynów, którzy chcieliby szybko i  bezpiecznie wynajmować swojemagazyny, powinni zainteresować się zwłaszcza nową platformą 4SHELF.

4SHELF – wygodna i bezpieczna platforma do wynajmu przestrzeni magazynowej

4SHELF to rodzaj wyszukiwarki i porównywarki magazynowej online w jednym. Podstawowym celem platformy jest stworzenie intuicyjnego, cyfrowego środowiska (a w dalszej perspektywie również społeczności), w którym:

  • najemcy będą mogli łatwo, szybko i bezpiecznie znaleźć dostęp do powierzchni magazynowej dopasowanej do ich indywidualnych, często zmiennych potrzeb,
  • wynajmujący w szybki, prosty i bezpieczny sposób pozyskać najemców swoich wolnych powierzchni magazynowych.

Platforma 4SHELF oszczędza czas i pieniądze wynajmującego. Ogranicza wszelkie zbędne formalności, a także obsługuje wszelkie etapy procesu wynajmu. Umowy zawierane są szybko i przy maksymalnym bezpieczeństwie (również pod względem metod płatności), z gwarancją, że najemca zapłaci za wynajmowany lokal. Co więcej, obie strony mogą jasno określić, ile przestrzeni oraz w jakim okresie ma podlegać wynajmowi. Dzięki temu użytkownicy mogą swobodnie i inteligentnie modelować popyt na powierzchnię magazynową, wynajmowaną np. w układzie sezonowym, względem konkretnych branż czy biorąc pod uwagę realne potrzeby własnego przedsiębiorstwa (okresy, gdy posiada ono większe i mniejsze potrzeby zatowarowania).

4SHELF to platforma umożliwiająca zarabianie na wolnej przestrzeni magazynowej, oszczędzająca pieniądze i czas wynajmującego. Obecnie rozwiązanie przechodzi fazę betatestów. Chętni przedsiębiorcy mogą dołączać do grona testerów na oficjalnej stronie platformy.

4SHELF jest dofinansowany ze środków Unii Europejskiej w ramach Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego w ramach Osi priorytetowej I: Przedsiębiorcza Polska Wschodnia, Działania 1.1 Platformy startowe dla nowych pomysłów, Poddziałania 1.1.2 Rozwój startupów w Polsce Wschodniej Programu Operacyjnego Polska Wschodnia 2014-2020.

Kurs EUR/USD atakuje poziom swego maksimum z lutego br.

W pierwszej części wczorajszej sesji S&P 500 i średnia przemysłowa Dow Jonesa osiągnęły najwyższe od 1,5 miesiąca poziomy, ale nie zdołały utrzymać zysków kończąc wtorkową sesję spadkami o odpowiednio 0,58 proc. i 0,59 proc. Spadł również wczoraj Nasdaq Composite (-0,52 proc.). Dziś rano zmiana ceny kontraktów na S&P 500 była minimalna (+0,06 proc. ok. godz. 9:25).

Na giełdach Azji i Oceanii brak było dziś jakieś dominującej tendencji. Największy spadek zanotował japoński Nikkei 225 (-1,68 proc.), który poprzednio podejmował kolejną próbę ataku na strefę oporu wyznaczaną przez swe maksima z okresu marzec 2022-marzec 2023.

Zmiany głównych indeksów na rynkach akcji w Europie były dziś rano niewielkie (DAX +0,14 proc., CAC 40 +0,19 proc.). Oba wspomniane indeksy przebywają nadal w okolicach swoich maksimów z początku marca. W przypadku francuskiego indeksu był to najwyższy poziom w jego historii.

Na GPW WIG-20 spadał ok. godz. 9:35 o 0,33 proc. Swój najwyższy od stycznia 2022 poziom osiągnął dziś rano sWIG-80. Wśród składników sWIG-u 80 swe nowe cykliczne maksima osiągnęły dziś kursy akcji spółek Mostostal Zabrze, Rainbow Tours i Witchen.
Rentowność 10-letnich obligacji skarbowych Stanów Zjednoczonych atakowała wczoraj poziom swoich półrocznych minimów, ale na razie pozostawała powyżej poziomu wewnątrzsesyjnych minimów ustanowionych w marcu br.

Cena kontraktów na złoto wyszła wczoraj na jeden z dwu najwyższych poziomów w swej historii. Dwa poprzednie przypadki kiedy cena tego metalu szlachetnego na COMEX-ie osiągała poziom przynajmniej 2043 USD za uncję to „covidowa” panika z sierpnia 2020 (2078 USD w szczycie) oraz reakcja na wojskową inwazję Rosji na Ukrainę w marcu 2022 (2078,8 USD). Dziś rano ok. godz. 8:40 cena uncji złota wynosiła 2040,4 USD (+0,14 proc.).

W poniedziałek cena ropy naftowej podskoczyła o ponad 6 proc. po ogłoszeniu decyzji krajów OPEC+ o ograniczeniu w okresie od maja do końca br. wydobycia ropy naftowej. Cena nie zdołała jednak przełamać strefy opory wyznaczonej w okresie grudzień 2022-marzec 2023 w strefie 80,6-83,3 USD/baryłkę przez szereg lokalnych szczytów. Dziś ok. godz. 8:45 wynosiła 81,05 USD/baryłkę. Na to ostatnie ożywienie na rynku ropy naftowej nie reagowały ceny kontraktów na gaz ziemny. Cena kontraktów na ten surowiec energetycznych notowanych na NYMEX-ie spadła w ostatnich dniach poniżej poziomu minimum z lutego br. osiągając najniższy poziom od września 2020. Kurs kontraktów na pszenicę na ICE osiągnął wczoraj najwyższy poziom od lipca 2012, a dziś rano lekko korygowała ten wzrost (-0,63 proc. ok. godz. 9:15).

Wczoraj kurs EUR/USD wyszedł na najwyższy poziom od 2 miesięcy przekraczając poziom 1,095 USD. Dziś ok. godz. 8:53 zmiana kursu tej pary walutowej była niewielka (-0,03 proc.). Gdyby ta zwyżka była kontynuowana i przekroczyła poziom szczytu z początku lutego br. (1,1033 USD), to kurs EUR/USD osiągnąłby najwyższy poziom od marca ub.r. Kurs amerykańskiego dolara osiągnął wczoraj i dziś rano najniższe od sierpnia 2021 poziomy względem szwajcarskiego franka.

Podobnie do euro zachowywał się polski złoty, którego kurs względem amerykańskiego dolara przebywał dziś rano w okolicach swego wczorajszego zamknięcia tuż powyżej swego minimum z 2 lutego br., które zostało ustanowione na poziomie 4,26345 PLN. Warto przypomnieć, że to okolice ważnego poziomu wsparcia wyznaczanego przez szczyty kursu USD/PLN z grudnia 2016 (4,2792) i marca 2020 (4,29943).

Kurs BTC/USD w połowie marca przełamał kluczowy poziom oporu wyznaczany w okolicach 25000 USD przez jego lokalne maksima z sierpnia ub.r. i lutego br. Nasuwa się kusząca myśl, że było to wyłamanie z tworzonej od czerwca ub.r. formacji „odwróconej głowy z ramionami” rozciągającej się od okolic poziomu 15000 USD do okolic 25000 USD. Od ponad 2 tygodni cena tego instrumentu znajduje się w konsolidacji w wąskiej strefie pomiędzy 26640-29187. Dziś rano kurs Bitcoina względem amerykańskiego dolara ponawiał próbę wyłamania się w górę z tej konsolidacji osiągając ok. godz. 8:30 poziom 28488 USD.

Autor Wojciech Białek, OANDA TMS Brokers