Umowa B2B a ryzyko podatkowe i prawne – na co uważać przy kontrakcie?

Formułując treść umowy B2B należy rozważyć zarówno te zapisy, które świadcząc usługi – w swoim dobrze pojętym interesie – dobrze jest wprowadzić, jak i zaakcentować te, których warto unikać z uwagi na konsekwencje na gruncie cywilnoprawnym, jak i regulacje podatkowe.

Na co zwracać uwagę przy tworzeniu umowy B2B

Zapisy, których w umowach cywilnoprawnych należy unikać, to przede wszystkim postanowienia, które wskazywałyby, że doszło do zawarcia umowy cywilnoprawnej tylko z nazwy podczas, gdy w istocie powinien być nawiązany między stronami stosunek pracy.

Co do zasady ze stosunkiem pracy mamy do czynienia, gdy zatrudniony wykonuje osobiście pracę zorganizowaną przez zatrudniającego, przy jego kontroli oraz kierownictwie. Samozatrudnienie wymaga zdecydowanie większej elastyczności w zakresie wyboru miejsca czy czasu wykonywania powierzonych zadań. Istotne jest też ewentualne rozliczanie z efektów pracy, a nie tylko pozostawanie jedynie w dyspozycji drugiej strony umowy.

W każdym przypadku istotna jest nie tylko nazwa umowy czy zawarte w niej zapisy ale przede wszystkim sposób jej realizacji. Nie można także tracić z pola widzenia istoty art. 5b ust. 1 ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych, zgodnie z którym za pozarolniczą działalność gospodarczą nie uznaje się czynności, jeżeli łącznie spełnione są następujące warunki:

  1. odpowiedzialność wobec osób trzecich za rezultat tych czynności oraz ich wykonywanie, z wyłączeniem odpowiedzialności za popełnienie czynów niedozwolonych, ponosi zlecający wykonanie tych czynności;
  2. są one wykonywane pod kierownictwem oraz w miejscu i czasie wyznaczonych przez zlecającego te czynności;
  3. wykonujący te czynności nie ponosi ryzyka gospodarczego związanego z prowadzoną działalnością.

Konstruując zatem postanowienia umowy w relacji B2B, warto mieć na uwadze wszystkie te elementy. Z zapisów kontraktu powinno wynikać, że podmiot świadczący usługi ponosi za ich rezultat pełną odpowiedzialność wobec osób trzecich. W przypadku umów o pracę, z mocy art. 120 KP, odpowiedzialność ta ciąży na pracodawcy, który może następnie żądać naprawienia szkody od pracownika w sposób uregulowany w Kodeksie pracy. Warto też wyraźnie wskazać w treści kontraktu, że decyzje w sprawie sposobu realizacji przedmiotu umowy podejmuje samodzielnie wykonawca usług, nawet jeżeli ciąży na nim obowiązek współdziałania ze zlecającym mu wykonywanie tychże czynności. Co więcej, skoro podmiot prowadzący działalność gospodarczą ma ponosić ryzyko gospodarcze związane z wykonywaniem umowy to w treści umowy mogą, a nawet powinny znaleźć się zapisy określające konsekwencje nienależytego wykonywania umowy jak np. kary umowne za niewykonanie zadań w uzgodnionym terminie. – mówi radca prawny, Katarzyna Siwiec.

Tym co odróżnia stosunek pracy od samozatrudnienia na podstawie umowy cywilnoprawnej jest także możliwość wykonywania obowiązków za pośrednictwem osoby trzeciej. W sytuacji zatem gdy wolą stron jest zawarcie umowy cywilnej warto rozważyć wprowadzenie tego rodzaju postanowienia do umowy.

Urlop i przerwy w pracy na B2B

Kodeks pracy zawiera szereg uprawnień przewidzianych w interesie pracownika, których współpraca na zasadach B2B za sobą nie niesie. Przykładowo pracownik ma zagwarantowany ustawowo coroczny urlop wypoczynkowy, w tym urlop na żądanie, ma możliwość zwolnienia od pracy z powodu siły wyższej, czego przedsiębiorca jest z zasady pozbawiony.

Można jednak – korzystając z tzw. zasady swobody umów – wprowadzić do kontraktu zapis umożliwiający czasową przerwę w wykonywaniu usług bez utraty prawa do wynagrodzenia.  – podkreśla Katarzyna Siwiec, radca prawny i doradca podatkowy. – W praktyce takie rozwiązanie jest dziś standardem i pojawia się w zdecydowanej większości umów tego typu.

Co z wypowiedzeniem?

O ile przepisy kodeksu pracy regulują sztywno okresy wypowiedzenia, gwarantując tym samym pracownikowi możliwość po pierwsze osiągania przychodu przez jakiś czas, dni wolne na poszukiwanie pracy czy możliwość przywrócenia go do pracy w przypadku, gdy wypowiedzenie okaże się np. niezasadne, o tyle w przypadku umów cywilnych, których przedmiotem jest świadczenie usług, strony nie mają tego rodzaju gwarancji.

Zgodnie z art. 746 Kodeksu cywilnego umowę o świadczenie usług można rozwiązać niemal natychmiast, a drugiej stronie przysługuje jedynie prawo do dochodzenia odszkodowania, jeżeli wypowiedzenie nastąpiło bez ważnego powodu. Warto więc, aby wykonawca wynegocjował w kontrakcie zapisy modyfikujące tę zasadę – w szczególności określające terminy wypowiedzenia także w razie wystąpienia tzw. ważnych powodów, co znajduje potwierdzenie w orzecznictwie – wskazuje Katarzyna Siwiec.

KSeF i księgowi: gdzie kończy się obsługa, a zaczyna odpowiedzialność karna?

Wraz z obowiązkowym wdrożeniem Krajowego Systemu e-Faktur wielu przedsiębiorców może próbować przerzucić na księgowych nie tylko nowe obowiązki, ale i odpowiedzialność. Eksperci ostrzegają: wystawienie faktury w imieniu klienta to nie tylko pomoc w formalnościach, lecz także osobiste ryzyko karno-skarbowe. Zanim biura rachunkowe zgodzą się na taką współpracę, powinny dokładnie rozważyć, gdzie kończy się ich rola, a zaczyna odpowiedzialność za cudzy biznes.

Jak trwoga to do…. księgowych

Do KSeF będą musieli przystąpić zarówno korporacyjni giganci, jak i osoby prowadzące działalność gospodarczą. Każdy z tych podmiotów będzie zobowiązany do wystawienia faktury w systemie stworzonym przez resort finansów. Będzie to wymagało reorganizacji działów w większych firmach, jak również zmiany obiegu dokumentów między podmiotami gospodarczymi a biurami rachunkowymi.

Do tej pory proces wystawiania i doręczania faktur był różnorodny. Jedni korzystali z zaawansowanych narzędzi, inni wystawiali fakturę w formie papieroqej lub w excelu. W obliczu wejścia w życie KSeF firmy mogą mieć zatem problem z dostosowaniem się do zmiany. Z pewnością przedsiębiorcy będą od księgowych oczekiwać rozwiązania problemu, a być może nawet fakturowania za nich dokonanych transakcji. Warto zatem, aby księgowi mieli świadomość czy jest to zgodne z prawem i z jakimi konsekwencjami się wiąże – podkreśla Monika Piątkowska, doradca podatkowy fillup.pl i e-pity.pl

Gdzie kończy się księgowość, a zaczyna odpowiedzialność za biznes?

Księgowi należą do najlepiej zorientowanych w przepisach prawno-podatkowych osób w firmie. To oni biorą na barki trudy wprowadzania nowelizacji ustaw podatkowych w przedsiębiorstwach. Zapewne takie same oczekiwania mogą mieć w stosunku do nich klienci w przypadku wprowadzenia KSeF.

Z teoretycznego punktu widzenia, nic nie stoi na przeszkodzie, aby to księgowy wystawiał faktury w imieniu klienta, o ile otrzyma stosowne uprawnienia. Jednak zanim księgowi zgodzą się na taki rodzaj współpracy, należy się zastanowić, na ile są oni gotowi odpowiadać i ręczyć za biznes klienta – zauważa Monika Piątkowska

W przypadku prowadzenia księgowości dla klienta biuro wykonuje na jego rzecz usługi związane z rachunkowością i rozliczeniami podatkowymi. Natomiast wystawienie faktury w imieniu klienta oznacza już potwierdzenie dokonania konkretnej transakcji. Za wystawioną fakturę odpowiada zawsze ten, kto ją wystawił. Po wejściu w życie KSeF będzie to osoba wprowadzająca fakturę do systemu. Księgowy godząc się na wystawienie faktury w imieniu swojego klienta przenosi na siebie odpowiedzialność nie tylko za błędy wynikające z jego pomyłki lub przeoczenia. Osoba wystawiająca fakturę może w ten sposób zostać pociągnięta do odpowiedzialności karno-skarbowej z wielu tytułów. Nieprawidłowości mogą dotyczyć przyjęcia nieprawidłowej stawki VAT, zawyżenia ceny wykonanej usługi czy sprzedanego towaru, a nawet wystawienia tzw. pustej faktury lub udziału w bardziej skomplikowanym procederze wyłudzenia podatku – przestrzega Monika Piatkowska

Warto pamiętać, że w prawie podatkowym to podatnik – czyli osoba lub firma zobowiązana do zapłaty podatku – ponosi główną odpowiedzialność. W prawie karno-skarbowym zasada jest jednak inna. Tutaj odpowiada konkretna osoba fizyczna, która popełniła wykroczenie lub przestępstwo skarbowe – niezależnie od tego, jakie stanowisko zajmuje w firmie. Oznacza to, że jeśli księgowy decyduje się wystawiać faktury w imieniu klienta, bierze na siebie osobistą odpowiedzialność za ich prawidłowość i zgodność z rzeczywistością.

Podsumowując: choć prawo nie zabrania takiej formy współpracy, warto dobrze się zastanowić, czy zaufanie do klienta jest na tyle duże, by ryzykować odpowiedzialność karną za jego działania.

Do końca 2025 roku część cyberataków będzie kończyć się sukcesem w mniej niż 30 minut

Badania przeprowadzone przez Unit 42 pokazują, że średni czas potrzebny do kradzieży danych spadł z 9 dni w 2021 r. do zaledwie 2 dni w 2023 r. Eksperci z jednostki ds. analizy zagrożeń i badań Palo Alto Networks przewidują, że do końca 2025 r. niektóre incydenty będą zakończone sukcesem w mniej niż 30 minut, co oznacza, że ataki będą ponad 100 razy szybsze niż zaledwie 3 lata temu[1].

86% incydentów związanych z oprogramowaniem ransomware wiąże się obecnie ze znacznymi zakłóceniami w działalności biznesowej[2]. Atakujący nauczyli się uderzać w organizacje tam, gdzie negatywne skutki są dla nich najbardziej dotkliwe: w ich reputację, relacje z klientami i ciągłość działania.

Co ciekawe, około 10% przypadków wymuszeń całkowicie pomija szyfrowanie[3]. Te ataki typu „smash and grab” polegają po prostu na kradzieży lub usunięciu danych, uznając, że groźba ujawnienia lub trwałej utraty może być równie skuteczna jak tradycyjne okupy oparte na szyfrowaniu.

Coraz ambitniejsze cele cyberprzestępców pomaga osiągać sztuczna inteligencja. Do 2024 r. 83% wiadomości phishingowych wykorzystywało technologię AI w ograniczonym zakresie, z kolei generowane w ten sposób wiadomości phishingowe otwierało około 78% osób[4].

„Tradycyjne podejście do bezpieczeństwa jest przestarzałe, ponieważ nie mamy już do czynienia ze stopniową ewolucją cyberzagrożeń, tylko wykładniczym wzrostem ich skali. Gdy atakujący mogą przeprowadzić całą operację w czasie, w którym większość zespołów ds. bezpieczeństwa pije poranną kawę, strategia manualnego wykrywania, analizowania i reagowania staje się bezużyteczna. Dziś cyberprzestępcy prowadzą zautomatyzowane rozpoznanie za pomocą AI, a następnie również automatycznie prowadzą ataki. Dodatkowo mamy do czynienia z rosnącym czarnym rynkiem usług cyberprzestępczych, gdzie działają pośrednicy zapewniający początkowy dostęp do systemów firmowych, a wejścia do sieci traktują jako towar. Powstają także grupy, które oferują ataki ransomware jako usługę, co obniża barierę techniczną dla wielu cyberprzestępców” – wyjaśnia Wojciech Gołębiowski, wiceprezes i dyrektor zarządzający Palo Alto Networks w Europie Środkowo-Wschodniej,

Rozwój pośredników w zakresie wstępnego dostępu spowodował komercjalizację włamań do sieci, tworząc rynek, na którym przestępcy mogą kupować wcześniej przejęte systemy, zamiast przeprowadzać własne infiltracje. Jest to cyberprzestępcza wersja gospodarki gig, a biznes kwitnie.

Mediana żądanych okupów wzrosła o prawie 80% rok do roku i w 2024 r. osiągnęła poziom 1,25 mln dolarów, co stanowi około 2% szacowanych rocznych przychodów organizacji będącej ofiarą ataku. Chociaż udane negocjacje zazwyczaj obniżają płatności do około 267 500 dolarów[5], wpływ ekonomiczny wykracza daleko poza płatności okupu.

Przykładowo, kiedy przestępcy atakują jednego partnera biznesowego, mogą uzyskać dostęp do setek lub tysięcy ofiar na dalszych etapach łańcucha dostaw, co stanowi czynnik zwiększający siłę oddziaływania tych ataków i czyni je szczególnie dochodowymi (średnio 4,91 mln dolarów szkód[6]).

„Mitem jest, że tylko duże korporacje są narażone na cyberataki. Przykładowo sektor opieki zdrowotnej, energetyka czy urzędy znajdują się wysoko na liście celów cyberprzestępców. Zagrożone są także małe firmy, często niemające zespołów ds. bezpieczeństwa, ale posiadające cenne dane, takie jak informacje o klientach, dokumentacja finansowa i własność intelektualna. Dla cyberprzestępców stanowią one łatwy łup, który może przynieść potencjalnie wysokie zyski” – podkreśla Wojciech Gołębiowski.

Automatyzacja i wykrywanie oparte na AI są dziś absolutnie niezbędnymi narzędziami w rękach analityków ds. bezpieczeństwa. Podczas gdy sztuczna inteligencja może przetwarzać ogromne ilości danych i identyfikować wzorce, specjaliści zapewniają kontekst, proponują kreatywne rozwiązania i opracowują strategię. Tego nie zrobi żadna maszyna. Przyszłość należy do tych firm, które będą w stanie wdrożyć te mechanizmy nowoczesnej współpracy między oprogramowaniem i człowiekiem.

[1] The Ransomware Speed Crisis

[2] Incident Response 2024 Report – Palo Alto Networks

[3] Incident Response 2024 Report – Palo Alto Networks

[4] AI Cyber Attack Statistics 2025 | Tech Advisors

[5] 2025 Unit 42 Global Incident Response Report – Palo Alto Networks

[6] https://www.ibm.com/downloads/documents/us-en/131cf87b20b31c91

Tarczyński S.A. odstępuje od emisji akcji

0

Zarząd Tarczyński S.A. podjął decyzję o odstąpieniu od przeprowadzenia oferty publicznej akcji z uwagi na nieuzyskanie w procesie budowy księgi popytu satysfakcjonującej proponowanej  ceny  emisyjnej  akcji.  Program  inwestycyjny  będzie  kontynuowany z wykorzystaniem finansowania bankowego oraz środków własnych.

Pomimo dużego zainteresowania inwestorów – za które dziękujemy – oraz pełnego pokrycia księgi popytu, podjęliśmy decyzję o odstąpieniu od przeprowadzenia emisji akcji. Uznajemy, że to optymalny scenariusz z perspektywy akcjonariuszy i budowy wartości spółki. Dalszy rozwój realizować będziemy poprzez sukcesywne zwiększanie skali produkcji i sprzedaży oraz rozszerzając naszą obecność na rynkach zagranicznych. Dzisiejsza decyzja nie zmienia przyjętej i realizowanej strategii, a dalszy rozwój spółki kontynuowany będzie w dotychczasowym modelu – konsekwentnie wzmacniamy pozycję lidera w segmencie przekąsek białkowych w branży FMCG i systematycznie zwiększamy obecność na rynkach eksportowych – komentuje Jacek Tarczyński, Prezes Zarządu Tarczyński S.A.

Zgasili światło i zwolnili ludzi. Tak wygląda fabryka przyszłości

W pełni zautomatyzowane zakłady produkcyjne, dotychczas kojarzone z Chinami i Japonią, wkraczają do Stanów Zjednoczonych i Europy. Według prognoz Grand View Research wartość tego rynku rośnie w tempie 8,7% rocznie, a do 2030 roku wyniesie ona 195 miliardów dolarów. Rola człowieka w przemyśle zostanie ograniczona do nadzoru i konserwacji maszyn, co zwiastuje nieuchronną eliminację setek tysięcy miejsc pracy – również w Polsce.

W pewnym zakładzie w Jiaxing, dwie godziny drogi od Szanghaju, nie pali się ani jedna lampa. Hala wielkości trzech boisk piłkarskich jest cicha jak zamknięty na noc sklep. W ciemności poruszają się tylko robotyczne ramiona i wózki AGV, przenoszące błyszczące karoserii. To jedna z najnowocześniejszych „ciemnych fabryk” świata – w pełni zautomatyzowany zakład koncernu Minth, który produkuje części samochodowe przez całą dobę,  bez udziału ludzi. Gdy w Chinach ta fabryka pracuje nieprzerwanie, jej siostrzany zakład w lubuskiej Szprotawie zatrudnia pół tysiąca osób, walcząc o obsadzenie wszystkich zmian. Dwie fabryki, jeden właściciel i dwa zupełnie różne światy.

Architekci przyszłości

Ciemne fabryki, zwane po angielsku lights-out factories, to ucieleśnienie idei Przemysłu 4.0 – sztuczna inteligencja, roboty i inteligentne algorytmy przejęły w nich cały proces produkcji. Nie potrzebują światła, ogrzewania ani przerw na lunch. Ich sercem są systemy, które potrafią samodzielnie diagnozować usterki, planować dostawy i w czasie rzeczywistym dostosowywać tempo pracy do popytu.

Według danych firmy Grand View Research, globalny rynek takich zakładów wyceniono w 2024 r. na 120 mld dolarów, a jego wartość ma rosnąć o 8,7% rdr, osiągając 194,60 miliarda USD do 2030 roku. Europa odpowiada dziś za połowę inwestycji, ale to Azja – a zwłaszcza Chiny – wyznacza tempo tej rewolucji. W Japonii zakłady FANUC już od lat działają bez ludzi, w Holandii Philips przy pomocy 120 robotów z sukcesem produkuje maszynki do golenia.

Nie mówimy tu już o prostym zastępowaniu pracy ludzkiej maszynami, ale o tworzeniu inteligentnych, samouczących się systemów produkcyjnych. Z polskiego punktu widzenia kluczowe jest zrozumienie, że nasza konkurencyjność nie może już opierać się wyłącznie na kosztach pracy. Obserwujemy globalny wyścig technologiczny, w którym to właśnie zdolność do pełnej automatyzacji staje się głównym miernikiem siły przemysłowej. W gospodarkach o wysokich kosztach, zaawansowana automatyzacja staje się narzędziem do odzyskiwania przewagi konkurencyjnej – uważa Paweł Dziadosz z DPS Group, konsorcjum firm specjalizujących się we wdrażaniu zaawansowanych rozwiązań IT, automatyzacji i robotyzacji dla przemysłu.

Chiński smok gasi światło

Doskonale rozumieją to Chiny, które jeszcze dwie dekady temu uchodziły za warsztat świata, a dziś stają się jego laboratorium. Według Międzynarodowej Federacji Robotyki (IFR) Państwo Środka instaluje ponad połowę wszystkich nowych robotów przemysłowych na świecie. Wskaźnik gęstości robotyzacji w chińskim przemyśle osiągnął w 2024 r. wartość 470 robotów na 10 000 pracowników – ponad trzykrotnie więcej niż wynosi średnia światowa. W branży motoryzacyjnej na 10 000 zatrudnionych chińczyków przypada aż 2 000 robotów.

Xiaomi chwali się fabryką w Pekinie, która bez udziału człowieka może w wyprodukować 10 milionów smartfonów rocznie. Foxconn, partner Apple’a, zastąpił robotami dziesiątki tysięcy pracowników i zakłada, że w ciągu kilku lat co trzeci proces produkcyjny będzie całkowicie zautomatyzowany. To efekt programu „Made in China 2025”, który ma przekształcić kraj z montowni w centrum innowacji. W tym wyścigu roboty są nową armią, a dane – paliwem.

Ameryka nie śpi

Po drugiej stronie globu Stany Zjednoczone, po latach outsourcingu produkcji do Azji, podejmują próbę odzyskania suwerenności przemysłowej. Programy takie jak CHIPS and Science Act czy Inflation Reduction Act mają ściągnąć produkcję półprzewodników, baterii i czystych technologii z powrotem na terytorium USA.

Jednak nowy przemysł nie przypomina dawnego Detroit. To nie fabryki pełne robotników w kaskach, lecz sterylne hale, w których większość operacji wykonują maszyny. Tesla w Nevadzie osiągnęła 90 proc. automatyzacji, a amerykańskie koncerny coraz częściej inwestują w tzw. modele hybrydowe – zakłady, w których człowiek bardziej nadzoruje systemy komputerowe niż linię montażową.

Kiedy Donald Trump w kampanii prezydenckiej obiecywał powrót „dobrych miejsc pracy dla niebieskich kołnierzyków”, ekonomiści reagowali z rezerwą. Wiedzieli, że przemysł nie działa już jak w latach 50. – i że fabryki, które dziś wracają do USA, nie zatrudnią tłumów, lecz zaprzęgną do pracy przede wszystkim roboty. Jak przypomina Gary Cohn, były doradca gospodarczy Białego Domu, cła i subsydia nie przywracają miejsc pracy, lecz raczej przyspieszają automatyzację. – Kiedy koszty pracy rosną, firmy mają jedno wyjście. Zastępują ludzi maszynami – mówił Cohn w wywiadzie dla Face the Nation. To nie cynizm, tylko czysta kalkulacja. W obliczu wyższych kosztów energii, transportu i podatków, każda firmy starają się utrzymać korzystną marżę.

Społeczny koszt innowacji

Każda rewolucja przemysłowa rodzi zwycięzców i przegranych. Światowe Forum Ekonomiczne szacuje, że do 2027 r. automatyzacja wyeliminuje 83 mln miejsc pracy, tworząc 69 mln nowych, głównie dla specjalistów od AI, danych i robotyki. Bilans pozostaje ujemny, ale nie dramatyczny – pod warunkiem, że gospodarki nauczą się przekwalifikowywać ludzi szybciej, niż algorytmy przejmują ich zadania.

W Polsce potencjał zastąpienia przez maszyny dotyczy około 4 mln pracowników, z czego milion – w przemyśle. Ale kraj ma coś, czego nie miały wcześniejsze pokolenia rewolucjonistów: demografię, która działa jak amortyzator. Do 2025 r. z rynku pracy odejdzie 2,3 mln osób, w tym 800 tys. z przemysłu. Nawet przy optymistycznych scenariuszach napływ nowych kadr nie przekroczy 400 tys. Oznacza to deficyt, który można – paradoksalnie – wypełnić maszynami, nie ponosząc znaczących kosztów społecznych.

Z perspektywy fabryk w Poznaniu, Gliwicach czy Wrocławiu, robot nie jest więc konkurentem człowieka, lecz protezą kurczącego się rynku pracy. Problem w tym, że Polska wciąż nie jest gotowa, by w pełni tę protezę założyć.

Polska montownią montowni

Choć w kraju działają już półautomatyczne zakłady spożywcze, mleczarnie czy browary, które zbliżają się do modelu lights-out, to ogólny poziom robotyzacji pozostaje niski. Z danych Międzynarodowej Federacji Robotyki (IFR) wynika, że w polskim przemyśle motoryzacyjnym na jednego robota przypada średnio 36 pracowników. W Niemczech – 6,7, a w Chinach – 5. Tymczasem koszty pracy w fabrykach rosną szybciej niż produktywność, co podważa dotychczasową przewagę konkurencyjną opartą na taniej sile roboczej.

Na przykładzie Minth kontrast widać jak w soczewce: w Jiaxing światło jest zbędne, w Szprotawie wciąż świeci przez całą dobę. Chińczycy, którzy inwestują w Polsce, korzystają z naszej stabilności i dostępu do rynku UE, ale kluczowe technologie zostawiają u siebie. Polska staje się więc montownią montowni – pośrednim ogniwem w łańcuchu globalnej automatyzacji. Inwestycja w nowoczesne roboty przemysłowe, choć niezwykle istotna, sama w sobie nie wystarczy, by realnie zmienić status quo. Eksperci podkreślają również ogólny poziom cyfryzacji przemysłu oraz konieczność wprowadzenia zmian w systemie prawnym i podatkowym, które sprawią, że inwestowanie w polski przemysł stanie się bardziej opłacalne. Nie bez znaczenia pozostają także koszty energii – a te, jak wiadomo, w Polsce wciąż należą do najwyższych w regionie. – Nasze położenie i zasoby naturalne sprawiają, że tylko odnawialne źródła energii w połączeniu z energetyką atomową w dłużej perspektywie pozwolą nam osiągnąć konkurencyjne ceny energii. Inwestycja, którą sprowadzimy tanią energią nawet jeśli nie zapewni miejsc pracy to dostarczy środki lokalnej społeczności w postaci podatków. Zmiana sposobu produkcji wymaga też zmiany na poziomie myślenia o generowaniu zysku z pracy  – mówi Mateusz Pawełczuk, Head of Innovation Respect Energy S.A. – największej prywatnej grupy energetycznej z całkowicie polskim kapitałem zajmującej się m.in. odkupem i sprzedażą energii pochodzącej wyłącznie z odnawialnych źródeł.

Cyfrowa luka

Z najnowszego raportu DPS Group, datowanego na 11 sierpnia 2025 roku, wyłania się obraz polskiego przemysłu stojącego w technologicznym rozkroku. Mimo że menedżerowie chętnie snują wizje o wdrożeniu sztucznej inteligencji, a ogólny optymizm co do kondycji firm pozostaje wysoki, to codzienna praktyka produkcyjna wciąż mocno odbiega od tych aspiracji. Powstaje „cyfrowa luka”, w której chęci nie idą w parze z realnymi działaniami.

Podstawowym problemem jest powolna adaptacja fundamentalnych narzędzi cyfrowych. Jak wskazują dane, niemal połowa (48%) polskich przedsiębiorstw produkcyjnych nadal nie wdrożyła oprogramowania CAM, które jest kluczowym pomostem między projektem a maszyną, automatyzującym procesy wytwarzania. Jeszcze większe zaległości widoczne są w obszarze zarządzania danymi – zaledwie 30% firm korzysta z systemów ERP do kompleksowego planowania zasobów przedsiębiorstwa. To właśnie te systemy, integrujące dane z różnych działów, stanowią fundament pod jakiekolwiek zaawansowane wdrożenia, w tym sztuczną inteligencję. Bez uporządkowanych i zintegrowanych danych firmowych, algorytmy AI nie mają „paliwa” do efektywnego działania, co czyni rozmowy o jej implementacji bezprzedmiotowymi.

Brak spójnej strategii cyfryzacji nie jest wyłącznie problemem technologii, lecz całej kultury zarządzania. W wielu polskich firmach przemysłowych projekty cyfrowej transformacji nie przynoszą oczekiwanych rezultatów, głównie z powodu braku integracji danych i niewystarczającego zaangażowania kadry zarządzającej – a decyzje opierają się bardziej na intuicji niż na twardej analizie. Jak zwracają uwagę eksperci, takie podejście ogranicza możliwości automatyzacji i utrudnia wdrażanie nowoczesnych rozwiązań z obszaru Przemysłu 4.0.

Transformacja cyfrowa w produkcji nie polega tylko na zakupie nowych systemów IT, lecz na zbudowaniu architektury opartej na danych i procesach – mówi Robert  Sokołowski, dyrektor zarządzający siecią sprzedaży korporacyjnej w Santander Leasing. – Dopiero zintegrowane podejście do analizowania, projektowania, utrzymania i logistyki pozwala uwolnić realną wartość z automatyzacji. Tam, gdzie informacja przepływa płynnie, możliwe jest nie tylko zwiększenie wydajności, lecz także redukcja strat i usprawnienie planowania inwestycji w technologię. Firmy, które skutecznie wdrożyły takie rozwiązania, zwiększają swoją produktywność, co w obecnym środowisku konkurencyjnym daje im znaczną przewagę rynkową – dodaje ekspert.

Wszystko zaczyna się od strategii

To tylko kwestia czasu, aż ciemne fabryki staną się nowym standardem efektywności, podobnie jak linia montażowa sto lat temu. Chiny inwestują w roboty z państwowym rozmachem, Stany Zjednoczone – z kapitałowym pragmatyzmem. Polska tymczasem wciąż pozostaje w tyle. – Zakłady produkcyjne nad Wisłą nie dogonią Chińskich odpowiedników kupując kolejnego robota. W pierwszej kolejności potrzebna jest zmiany myślenia. Prawdziwa transformacja wymaga wdrożenia zintegrowanych systemów, które zarządzają całym łańcuchem wartości, od projektu aż po logistykę. Chodzi o redukcję kosztów przy zachowaniu najwyższej jakości, ciągłość oraz zdolność do elastycznego reagowania na zmiany rynkowe w czasie rzeczywistym – uważa Paweł Dziadosz z DPS Group.

Ceny mieszkań spadają w 9 z 17 miast – Warszawa nadal najdroższa

0

W III kw. 2025 r. w większości z 17 analizowanych przez nas miast ceny mieszkań spadły w porównaniu z poprzednim kwartałem. W segmencie mieszkań średniej wielkości (35–60 m²) największy spadek odnotowano w Gdyni – o prawie 5%. Po obniżkach przeciętna ofertowa cena mieszkania o powierzchni 50 m² w tym mieście wynosi 585 tys. zł. Dla porównania, w najtańszej Częstochowie to 350 tys. zł, a w najdroższej z zestawienia Warszawie – prawie 837 tys. zł. W stolicy w ostatnim kwartale ceny mieszkań wzrosły o 2%. Warszawa należy też do najdroższych stolic Europy pod względem dostępności mieszkań. Aby kupić mieszkanie o powierzchni 50 m² poza centrum, potrzeba 103 średnich pensji.

W 17 dużych miastach Polski ofertowe ceny mieszkań są bardzo zróżnicowane. Dla mieszkania o powierzchni 50 m² wynoszą od 7 000 zł w Częstochowie do 16 731 zł w Warszawie. W większości miast cena metra kwadratowego przekroczyła psychologiczną barierę 10 000 zł/m². Wyjątkiem pozostają Radom (7 847 zł/m²), Sosnowiec (7 272 zł/m²) i wspomniana Częstochowa. Do grona „dziesięciotysięczników” zbliżają się trzy kolejne miasta – Toruń (9 778 zł/m²), Łódź (9 166 zł/m²) i Bydgoszcz (9 000 zł/m²).

Zmiany stawek za metr kwadratowy w III kw. 2025 r. przełożyły się oczywiście na nowe poziomy cen ofertowych za całe mieszkania. Za lokal o powierzchni 50 m² w Warszawie trzeba było zapłacić 837 tys. zł, w Krakowie prawie 770 tys. zł, a w Gdańsku 675 tys. zł. W najtańszych z zestawienia – Radomiu, Sosnowcu i Częstochowie – ceny ofertowe mieściły się w przedziale 350–390 tys. zł.mieszkania cenyIIIkw2025

Mieszkania drożeją o 8%, ale tam, gdzie i tak były najtańsze

W porównaniu z II kwartałem 2025 r. mieszkania średniej wielkości potaniały w 9 z 17 badanych miast (od 4,7 proc. w Gdyni do 0,1 proc. w Poznaniu), a w 7 podrożały (od 0,4 proc. w Lublinie do 6,2 proc. w Radomiu). W Rzeszowie ceny pozostały bez zmian.

Spadki przeważały także w segmencie małych mieszkań (9 z 17 miast) i dużych mieszkań (10 z 17). W zakresie małych mieszkań do 35 m2 najbardziej potaniał Białystok (–6,4%), a najbardziej podrożał Sosnowiec (+8,2%). Średnie mieszkania liczące między 35 a 60 m2 najmocniej taniały w Gdyni (–4,7%), a drożały w Sosnowcu (+2,5%). Duże mieszkania powyżej 60 m2 najbardziej potaniały w Szczecinie (–4,6%), a podrożały w Radomiu (+4,3%).

Należy jednak zaznaczyć, że spadki kwartalne są stosunkowo niewielkie i nie zrekompensowały wcześniejszych wzrostów. W rezultacie w większości badanych miast ceny wciąż są wyższe niż przed rokiem. Z kolei zauważalne ożywienie popytu na kredyty hipoteczne nie zwiastuje głębszych spadków.

Bazowo spodziewam się stabilizacji cen w IV kwartale w widełkach od –1% do +2% kwartał do kwartału (z lokalnymi odchyleniami). Spodziewam się umiarkowanie wyższego napływu nowych ofert na przełomie roku, ale łączne poziomy raczej pozostaną niższe rok do roku ze względu na wysoką bazę z IV kw. 2024. Ewentualna dalsza kontynuacja łagodzenia stóp procentowych może wzmocnić segment mieszkań o mniejszych metrażach – prognozuje Anton Bubiel, prezes Rentier.io.

Stawki za 1m2 zależą również od powierzchni mieszkania. Zwykle jest tak, że im mniejsze mieszkanie, tym wyższa cena za metr. W najdroższej ze wszystkich miast Warszawie ponad 19 tys. zł kosztował metr małego mieszkania (do 35 m2), ale mieszkanie duże (powyżej 60 m2) kosztowało w przeliczeniu na metr więcej niż mieszkanie średnie (między 35 a 60 m2). Ta reguła dotyczyła w III kw. 2025 r. również Gdyni i Częstochowy. Z kolei w Sosnowcu 1m2 małego mieszkania (6967 zł) był tańszy niż średniego (7272 zł).mieszkanie metraż

Do zakupu mieszkania 50 m2 w Warszawie potrzeba 103 pensji

O tym, czy ceny mieszkań w Polsce są wysokie czy niskie, można przekonać się, porównując je z zagranicznymi. Co prawda w wielu miastach Europy metr kwadratowy jest znacznie droższy niż w Warszawie, ale w zestawieniu z lokalnymi zarobkami stolica Polski wypada blado.

W Warszawie potrzeba aż 103 pensji, by kupić 50-metrowe mieszkanie. Gorzej jest tylko w siedmiu innych stolicach, m.in. Bratysławie (125) i Pradze (152). Najmniej korzystnie dla kupujących wypada Lizbona, gdzie trzeba przeznaczyć aż 157 wypłat netto, by nabyć mieszkanie średniej wielkości.

Na przeciwnym biegunie znajduje się stolica Belgii. W Brukseli zarabia się niemal tyle, ile wynosi cena metra kwadratowego mieszkania poza centrum, co oznacza, że wystarczą 54 pensje, by sfinalizować zakup. W porównaniu zaskakująco dobrze wypadły także stolice Cypru (65 pensji) i Łotwy (66).mieszkanie UE stolice

W Częstochowie wystarczy 35 tys. zł na wkład własny

Zakup mieszkania dla większości Polaków możliwy jest głównie za pośrednictwem banku. W większości przypadków bank, udzielając kredytu, wymaga co najmniej 10-procentowego wkładu własnego. W zależności od miasta kwota ta różni się znacząco. W Częstochowie na zakup mieszkania o powierzchni 50 m² w III kw. 2025 r. wystarczyło 35 tys. zł wkładu własnego. Mniej niż 50 tys. zł potrzebne było również w Toruniu, Łodzi, Bydgoszczy, Radomiu i Sosnowcu.

We Wrocławiu trzeba było dysponować co najmniej 65 tys. zł, podobnie jak w Gdańsku. W Krakowie na 10-procentowy wkład własny wystarczyło nieco ponad 75 tys. zł, a w Warszawie – prawie 85 tys. zł przy zakupie mieszkania o średnim metrażu.mieszkania wkład własny

Banki wymagają również ubezpieczenia nieruchomości przy udzielaniu kredytu jako zabezpieczenia pożyczki. Z punktu widzenia banku wystarczy podstawowa ochrona, obejmująca szkody w razie pożaru, zalania czy innych zdarzeń losowych. Z punktu widzenia lokatora warto jednak rozszerzyć zakres ochrony, ponieważ w przypadku pożaru lub zalania uszkodzeniu ulegają nie tylko ściany i instalacje, ale też cenne wyposażenie.

Ceny polis mieszkaniowych są bardzo zróżnicowane, a ostateczna składka zależy głównie od wartości mieszkania i zakresu ochrony. Dlatego przed wyborem ubezpieczenia warto porównać oferty i wybrać wersję rozszerzoną. Różnice w cenie są zwykle niewielkie, a dopłata kilkudziesięciu złotych rocznie może okazać się bezcenna w razie szkody – mówi Ewelina Ratajczak, ekspertka ds. ubezpieczeń nieruchomości Rankomat.pl.mieszkanie polisa

Ostrożni wobec lokalnych rynków, bardziej optymistyczni wobec USA – tak inwestorzy z CEE wchodzą w IV kwartał 2025

Inwestorzy z Europy Środkowo-Wschodniej (CEE) wchodzą w IV kwartał z coraz bardziej globalnym spojrzeniem i dojrzalszym wykorzystaniem technologii, choć wciąż ostrożnie podchodzą do szybkich zmian w portfelach. Najnowsze badanie „Saxo Investor Forecast: Q4 2025” pokazuje, że ich ocena perspektyw dla lokalnego rynku akcji jest zasadniczo neutralna, podczas gdy nastawienie wobec USA i rynku globalnego jest wyraźnie lepsze. Młodsi inwestorzy (18–45) są nieco bardziej optymistyczni niż starsi, szczególnie w odniesieniu do rynków zagranicznych, co potwierdza odchodzenie od klasycznego „home bias” na rzecz globalnej alokacji.

– Wchodząc w ostatni kwartał 2025 roku, chcieliśmy jeszcze lepiej zrozumieć, jak inwestorzy, także ci w Europie Środkowo-Wschodniej, projektują swoje strategie w warunkach globalnej zmienności. Dlatego przeprowadziliśmy pierwszą edycję Saxo Investor Forecast – badania opartego na odpowiedziach naszych klientów z 11 rynków. Wyniki pokazują wyraźny zwrot poza rynki lokalne, budowanie globalnej ekspozycji oraz rosnące wykorzystanie AI. To sygnał, że inwestorzy w CEE przechodzą od lokalnego podejścia do globalnej strategii alokacji środków – tłumaczy Stefan Vegh, dyrektor generalny regionu Europy Środkowo-Wschodniej w Saxo Bank.

Większość inwestorów w regionie (66%) planuje utrzymać obecny układ aktywów, a co piąty (19%) deklaruje poszerzenie ekspozycji na nowe regiony, sektory lub klasy aktywów. To mniej niż średnia globalna (23%). Widać jednak różnice w podejściu: kobiety częściej niż mężczyźni deklarują dywersyfikację (27% vs 19%), co pokazuje, że skłonność do zmian w portfelu nie jest równomierna w całej populacji.

Technologia sztucznej inteligencji przestaje być ciekawostką – staje się standardem. W CEE aż 63% respondentów korzysta z narzędzi AI w procesie inwestycyjnym (globalnie 52%), głównie do analizy informacji i pozyskiwania rekomendacji. Wysoka adopcja utrzymuje się we wszystkich grupach wiekowych: 69% wśród osób 18–45 lat, 62% w grupie 46–60 lat i 48% wśród 61+. AI staje się integralną częścią procesu inwestycyjnego, wspierając porządkowanie wiedzy i filtrowanie szumu rynkowego.

Na radarze ryzyka inwestorzy z CEE łączą czynniki geopolityczne z technologicznymi: za „bardzo” lub „dość ważne” uznają wojny handlowe (79%), „czynnik Trumpa” (78%) oraz AI (78%). Wysoko plasują się też napięcia na Bliskim Wschodzie (49%). Jednocześnie region relatywnie niżej niż świat ocenia wagę konfliktu Rosja–Ukraina (39% w CEE vs 55% globalnie), co pokazuje, że inwestorzy coraz częściej myślą w kategoriach globalnych i budują portfele odporne na wielowymiarową zmienność.

Pytani o region z najlepszymi perspektywami na IV kwartał, inwestorzy z CEE – podobnie jak globalnie – wskazują Amerykę Północną (CEE 34%, globalnie ok. 32%), podczas gdy Europa jest najczęściej typowana jako najsłabsza (CEE 42%, globalnie 37%). Ten rozdźwięk potwierdza, że inwestorzy z regionu aktywnie szukają ekspozycji tam, gdzie widzą lepszy stosunek ryzyka do potencjalnego zwrotu – i dziś częściej dostrzegają go za oceanem.

Anomalie i kontrasty: co mówią inne rynki?

Badanie pokazuje różnice w postrzeganiu świata przez inwestorów z poszczególnych krajów. Dania – kraj, z którego pochodzi Saxo Bank – idzie pod prąd globalnej narracji – jako jedyny rynek najczęściej wskazuje Europę jako region o najlepszych perspektywach (33%), a Amerykę Północną jako najsłabszą. Z kolei Francja jest najbardziej krytyczna wobec Europy – aż 64% inwestorów widzi ją jako region o najgorszych perspektywach. Japonia natomiast jest najbardziej proamerykańska – 51% respondentów wskazuje Amerykę Północną jako region najlepiej rokujący, co jest najwyższym wynikiem w całym badaniu.

Różnice widoczne są również w planach alokacyjnych. Wielka Brytania charakteryzuje się najwyższą skłonnością do ograniczania dywersyfikacji portfela – 39% inwestorów deklaruje zmniejszenie liczby regionów, sektorów lub klas aktywów w porównaniu z obecnym poziomem. Holandia natomiast pozostaje przy status quo – 75% respondentów nie przewiduje żadnych zmian w strukturze portfela. Na tle tych skrajnych podejść CEE prezentuje umiarkowaną strategię: większość inwestorów utrzymuje dotychczasowe pozycje, a część stopniowo zwiększa ekspozycję na nowe źródła ryzyka i potencjalnego zwrotu.

Metodologia: Badanie przeprowadzono online 1–14 września 2025 r. wśród 1 834 klientów Saxo Bank na 11 rynkach. Wyniki mają charakter opisowy i odzwierciedlają poglądy respondentów w momencie badania; nie stanowią rekomendacji inwestycyjnych.

Polski rynek e-mobility przyspiesza: Tesla i BYD dominują, a liczba ładowarek przekracza 11 tys.

  • Na koniec września 2025 r. łączna liczba zarejestrowanych w Polsce samochodów całkowicie elektrycznych (BEV) wynosiła 112 286 szt. Udział BEV na rynku nowych samochodów osobowych wyniósł rekordowe 8,9%.
  • Liczba ogólnodostępnych punktów ładowania w ubiegłym miesiącu wzrosła do 11 173, z czego 3 895 stanowiły punkty DC
  • We wrześniu 2025 r. udział ogłoszeń BEV w łącznej liczbie ofert pojazdów używanych na portalu OTOMOTO utrzymał się na poziomie 1,0%
  • Polish EV Outlook Index (PEVO Index) to comiesięczne zestawienie kluczowych danych i statystyk sektora e-mobility w Polsce

Liczba rejestracji „elektryków” po raz kolejny mocno w górę

Samochody elektryczne

Na koniec września 2025 r. flota osobowych, dostawczych i ciężarowych samochodów całkowicie elektrycznych (BEV) w Polsce liczyła 112 286 szt. Park osobowych BEV składał się z 102 411 szt. (+54% r/r), a liczba rejestracji nowych pojazdów tego typu wyniosła 4 453 szt. (wzrosła o 196% rok do roku). Na koniec września 2025 r. flota całkowicie elektrycznych samochodów dostawczych i ciężarowych zwiększyła się do 9 875 szt. (+35% r/r). Park osobowych, wodorowych FCEV liczył 513 szt. (+109% r/r). Najpopularniejszymi, nowymi osobowymi modelami BEV we wrześniu 2025 r. były Tesla Model Y (537 zarejestrowanych szt.), BYD Dolphin Surf (377 szt.) oraz Tesla Model 3 (314 szt.). Na podium wśród marek znalazły się Tesla, BYD oraz Leapmotor. Udział BEV na rynku nowych samochodów osobowych we wrześniu 2025 r. wyniósł 8,9%, co stanowi kolejny z rzędu rekord na polskim rynku elektromobilności.

Infrastruktura ładowania

W Polsce na koniec września 2025 r. funkcjonowały 11 173 (+40% r/r) ogólnodostępne punkty ładowania, w tym 7 278 AC (+30% r/r) oraz 3 895 DC (+65% r/r). Wzdłuż sieci TEN-T było dostępne 1146 punktów ładowania, czyli o 43% więcej niż we wrześniu 2025 r. „PEVO Index” zawiera ponadto informacje na temat miast o najlepiej rozwiniętej infrastrukturze dla pojazdów zeroemisyjnych. Pierwsza jest Warszawa (843 punkty we wrześniu 2025 r.), a kolejne miejsca zajmują Gdańsk (361), Poznań (347), Kraków (333) oraz Szczecin (302).

Rynek zeroemisyjnych pojazdów używanych

„PEVO Index” obejmuje również dane na temat oferty na rynku wtórnym elektromobilności w Polsce. Pod koniec września 2025 r. liczba ogłoszeń używanych BEV na portalu OTOMOTO wynosiła 4 284. To spadek o 7% r/r. Udział ogłoszeń samochodów całkowicie elektrycznych w łącznej liczbie ogłoszeń pojazdów używanych utrzymuje się na poziomie 1,0%. Takie oferty odpowiadały we wrześniu za 1,2% wszystkich odsłon ogłoszeń na portalu OTOMOTO. Najpopularniejszymi pod względem podaży modelami BEV na wtórnym rynku e-mobility w Polsce były Tesla Model 3 (241 ogłoszeń we wrześniu 2025 r. ze średnią ceną 111 191 PLN), Nissan Leaf (215 ogłoszeń ze średnią ceną 55 927 PLN) oraz Tesla Model S (153 ogłoszenia ze średnią ceną 138 762 PLN).

Dane do „PEVO Index” dostarczają: PSNM, IBRM Samar oraz OTOMOTO.

Zaangażowanie spada, oczekiwania rosną – nastroje polskich pracowników w 2025

Najważniejsze wskaźniki zaangażowania pracowników w Polsce ponownie się pogorszyły — wynika z najnowszego badania Mercer Polska obejmującego ok. 20 tys. pracowników. Odsetek osób deklarujących wysokie zaangażowanie w pracę spadł w ciągu roku z 20 do 16 proc., natomiast udział pracowników o postawie pasywnej wzrósł z 25 do 27 proc. Jednocześnie rośnie odsetek tych, którzy rozważają zmianę pracy — w pierwszym półroczu 2025 r. wzrost o kolejne 7 proc. względem końcówki ubiegłego roku.

Eksperci ostrzegają, że widzimy scenariusz zbliżony do lat 2020–2021 – zanim sytuacja na rynku pracy się poprawiła i wywołała masową falę odejść znaną jako „Great Resignation”. – Być może jesteśmy w przededniu Great Resignation 2.0 – ocenia Magdalena Warzybok, liderka praktyki talent & transformation w Mercer Polska.

Zaangażowanie spada, stres rośnie — menedżerowie między młotem a kowadłem

Jak wskazuje Mercer, coraz więcej pracowników „zdejmuje nogę z gazu”, czekając na sygnał poprawy gospodarczej i większej przewidywalności. Jednocześnie rośnie poczucie zmęczenia, stresu i braku równowagi między życiem zawodowym a prywatnym — co szczególnie obciąża kadrę menedżerską, która znajduje się w polu narastających oczekiwań zarządów wymagających produktywności oraz pracowników oczekujących bezpieczeństwa, stabilności i empatii.

84 proc. zarządów deklaruje, że priorytetem jest wzrost produktywności. Jednocześnie wielu z nich oczekuje dalszego ograniczenia kosztów – co ogranicza zdolność inwestowania w kulturę organizacyjną i retencję talentów.

Kluczowe czynniki retencji 2025+: stabilność firmy, uczciwe płace, komunikacja

Mercer wskazuje trzy dominujące czynniki budowania zaangażowania w obecnych realiach:

przewidywalność i stabilność – jasna wizja przyszłości firmy, transparentna strategia, unikanie syndromu „nie mówimy, bo sami nie wiemy”.

otwarta i częsta komunikacja zarządu z pracownikami – nawet gdy brak odpowiedzi, liczy się uczciwe pokazanie procesu i kierunku.

uczciwe, transparentne wynagrodzenia – medialne historie „quiet cutting” tylko pogłębiają brak zaufania.

W 2025 r. nominalny wzrost płac wyniesie średnio ok. 6 proc. – mniej niż rok temu, ale nadal powyżej prognozowanej inflacji (3,1 proc.). W 2026 r. tempo wzrostu ma jednak spaść do ok. 5,5 proc. – co może zwiększać presję płacową, szczególnie w firmach mierzących się z odpływem talentów.

Benefity ewoluują: zdrowie, elastyczność, psychika

Aż 89 proc. polskich firm deklaruje posiadanie spójnej strategii dobrostanu pracowników (przy średniej 74 proc. w regionie CSEE). Najsilniejsze trendy benefitowe to:

zatrzymanie talentów – priorytet nr 1 dla 89 proc. firm w Polsce
rosnąca rola elastycznych form pracy (czas i lokalizacja)
przesunięcie uwagi w stronę zdrowia psychicznego – ale bez jeszcze wypracowanego standardu rynkowego

Warto odnotować, że 47 proc. firm deklaruje brak planu oszczędzania na benefitach medycznych, a aż 30 proc. planuje poszerzanie oferty zdrowotnej — to mocny sygnał dla rynku benefitów i ubezpieczeń grupowych.

Konkluzja: firmy wchodzą w delikatny moment „ciszy przed burzą”

Dane Mercer pokazują, że znaczna część pracowników „przyczajona” czeka tylko na sygnał polepszenia koniunktury. Jeżeli firmy nie wzmocnią zaufania, transparentności i elastyczności — zaangażowanie może gwałtownie tąpnąć. Część organizacji już dziś inwestuje w kulturę relacyjną i wellbeing – inni nadal budują przewagę tylko płacową. Historia z lat 2021–2022 pokazuje, które podejście okazało się krótkowzroczne.

Orange z mocnym trzecim kwartałem – przychody +9,3%, EBITDAaL +2,9%

W trzecim kwartale Orange Polska osiągnął bardzo dobre wyniki finansowe: przychody wzrosły o ponad 9%, a rentowność operacyjna EBITDAaL o prawie 3%. Przyczyniły się do tego wszystkie, trzy silniki biznesowe: sprzedaż kluczowych usług telekomunikacyjnych, biznesowych IT/IS oraz ofert hurtowych. Firma podtrzymuje całoroczne cele i ambicje.

Jesteśmy bardzo zadowoleni z wyników za trzeci kwartał. Kontynuujemy realizację naszych celów zgodnie z priorytetami strategii Lead the Future. Dostarczanie klientom najwyższej jakości łączności i atrakcyjnych ofert jest jednym z nich. Już ponad 70% populacji mamy w zasięgu technologii 5G, a Orange Światłowód, który zaczęliśmy oferować 10 lat temu, mocno inwestując w rozwój tej technologii, dociera do 9,7 mln domów i mieszkań w kraju.  Światłowód i pakiety konwergentne w dobrym tempie zyskują nowych użytkowników, pomimo dużej konkurencji, a wyjątkowo udany kwartał z najwyższym od kilku lat  przyrostem liczby klientów mieliśmy w usługach mobilnych. Przyczyniła się do tego także wprowadzona niedawno nowa oferta rodzinna” – powiedziała Liudmila Climoc, prezeska Orange Polska.

„Wprowadzamy innowacyjne rozwiązania ułatwiające życie naszym klientom i zapewniające najlepsze doświadczenia. To chociażby automatyczna instalacja karty eSIM na najnowszych smartfonach, którą zaproponowaliśmy jako pierwsi na rynku, czy bezpłatny półroczny dostęp do asystenta AI Mistral Le Chat Pro. Widzimy także stopniową poprawę na rynku usług dla biznesu. Ponadto w ofercie hurtowej poprawiliśmy dynamikę wzrostu, korzystając z popytu na nasze aktywa infrastrukturalne. To wszystko dowodzi, że nasz biznes opiera się na mocnych fundamentach i pozwala nam z optymizmem patrzeć w przyszłość” – dodała Liudmila Climoc.

Wszystkie kluczowe usługi zyskują nowych klientów, w dobry tempie rośnie wartość. Usługi mobilne z najlepszym wynikiem od 4 lat.

W 3 kwartale przybyło 18 tys. użytkowników pakietów konwergentnych, łącznie korzysta z nich już 1,84 mln klientów. Liczba klientów Orange Światłowodu zwiększyła się o 42 tys. i obecnie korzysta z niego ponad 1,68 mln klientów.  W dobrym tempie rośnie średni przychód na użytkownika z tych usług (ARPO), zwłaszcza za sprawą większej popularności wyższych opcji światłowodu oraz popytu na usługi telewizyjne i kontentowe.

Liczba klientów abonamentowych usług mobilnych wzrosła w minionym kwartale aż o 108 tys., co jest najlepszym wynikiem od ponad 4 lat. Przyczyniły się do tego usługi wszystkich marek operatora, zarówno dla klientów indywidualnych jak i biznesowych. W 3 kwartale przybyło także 117 tys. klientów usług prepaid.

Wszystkie obszary biznesu napędzają wzrost przychodów. Marża bezpośrednia przekłada się na wzrost EBITDAaL.

Przychody firmy w 3 kwartale wzrosły łącznie o 9,3% rok do roku. Na ten wynik wpłynęło solidne tempo wzrostu przychodów w kluczowych usługach telekomunikacyjnych (o 6,5% rok do roku), bardzo dobry 13% wzrost przychodów z usług hurtowych, odzwierciedlający zapotrzebowanie na nowoczesną infrastrukturę oraz wyjątkowy, aż 47% wzrost przychodów z usług IT&IS związany z kontraktami na usługi integracyjne i odsprzedaż licencji na oprogramowanie. Wzrost przychodów przełożył się na rosnącą marżę bezpośrednią zwłaszcza w kluczowych usługach telekomunikacyjnych oraz w usługach hurtowych. Jej wzrost w połączeniu z dyscypliną kosztową, szczególnie w obszarze sieci, napędził wzrost rentowności operacyjnej EBITDAaL w 3 kwartale (+2,9% rok do roku)

Zmiana przychodów oraz EBITDAaL rok do roku prezentowana jest w odniesieniu do bazy porównawczej zmienionej w związku ze sprzedażą spółki Orange Energia.

Złoty najmocniejszy od miesięcy – kurs euro spada do 4,23 PLN, funt pod 4,86 PLN

Środowe publikacje z krajowej gospodarki umocniły złotego. Krajowa waluta zyskuje na forex. Kurs EUR/PLN dociera do 4,23 PLN. Mocno cierpi także funt, którego dodatkowo poturbowały dane inflacyjne z Wysp. Tempo wzrostu cen zupełnie inaczej wpłynęło na walutę kanadyjską, która złapała oddech po wczorajszej publikacji.

Silny PLN

W środę złoty po raz kolejny pręży muskuły przed wspólną walutą. Dzisiejszą sesję na kursie EUR/PLN rozpoczęliśmy przy poziomie 4,24 PLN. W pierwszych godzinach obserwowaliśmy dwie próby zwyżki notowań, po czym przyszedł spadek, czyli zdecydowanie umocnienie krajowej waluty. Była to reakcja na publikacje z rodzimej gospodarki. Najistotniejsza była sprzedaż detaliczna w cenach bieżących, która rosła 6,6% r/r. Jest to mniej niż prognozowane 7,2% r/r, jednak wzrost był ponad dwa razy wyższy niż poprzedni (3% r/r). W tym miejscu nie można nie wspomnieć, że powodem tak dużego ruchu jest niska baza, gdyż dzisiejsze dane były porównywane z wrześniem 2024, kiedy odnotowano spadek o 2,2% r/r. Idąc dalej widzimy, że sprzedaż detaliczna rośnie także w cenach stałych (po wyeliminowaniu inflacji), gdzie odnotowano wzrost o 6,4% r/r względem oczekiwanego 6,8% r/r. Dla równowagi, w ujęciu miesięcznym odnotowano spadek o 2,5%. Umocnienie złotego po publikacji danych oznacza, że inwestorzy większą wagę nadali zestawieniom rocznym. Wzrosty sprzedaży, mimo że płytsze od prognoz, to i tak są impulsem proinflacyjnym, obok którego Rada Polityki Pieniężnej nie może przejść obojętnie. Odczyt zwiększający presję inflacyjną w teorii powinien studzić zapały decydentów przed kolejnymi cięciami stóp procentowych. To właśnie dostrzegł rynek, który podczas kolejnej sesji w tym tygodniu patrzy przychylnie na złotego.

Funt po 4,86 PLN!

Moc krajowej waluty widać także na notowaniach GBP/PLN, gdzie tylko dziś odnotowaliśmy aż trzygroszowy spadek. Na wykresie wygląda to jak zejście z dwóch schodów. Pierwszy stopień można było zauważyć podczas rozpoczęcia sesji, kiedy poznaliśmy dane o brytyjskiej inflacji. Najistotniejszy był odczyt dynamiki cen konsumenckich, który – mimo oczekiwanej zwyżki do 4% r/r – pozostał przy wzroście na poziomie 3,8% r/r. Niższy od oczekiwań był także odpowiednik bazowy, który nie uwzględnia zmian cen energii i żywności. Wskaźnik spadł z 3,6% r/r do 3,5% r/r. Zniżka była zaskoczeniem, gdyż rynek prognozował skok do 3,7% r/r. Odczyty niższe od konsensusu postawiły dziś funta w nieciekawej sytuacji. Po ich porannej publikacji kurs GBP/PLN zniżkował z 4,89 PLN do 4,87 PLN. Do południa notowania osunęły się jeszcze o grosz niżej. Drugi stopień wspomnianych schodów był skutkiem publikacji danych z Polski, opisywanych w poprzednim akapicie. Warto dodać, że dzisiejsze dane z Wysp są istotnym obciążeniem dla funta ogólnie, co widać na wielu wykresach. Kurs GBP/USD spadł z 1,338 USD do 1,331 USD. Osłabienie brytyjskiej waluty widać także w zestawieniu do franka czy nawet słabego dziś euro.

Czy Kanada cierpi przez cła?

Wczoraj poznaliśmy dane inflacyjne z Kraju Liścia Klonowego. Tutaj kierunek był odwrotny niż na Wyspach. Dynamika cen konsumenckich wzrosła z 1,9% r/r do 2,4% r/r. Było to więcej niż prognozowano (2,3% r/r). Skok odnotowano również dla inflacji bazowej, która zwyżkowała z 2,6% r/r do 2,8% r/r. Aktualny poziom stóp procentowych w Kanadzie to 2,5%. Oznacza to, że realna stopa procentowa (w uproszczeniu koszt pieniądza pomniejszony o inflację) jest ujemna. Wyższe ceny oddalają zatem wizję jakichkolwiek cięć, a wręcz sugerują możliwość przyszłych podwyżek. Wczorajsze publikacje umocniły kanadyjskiego dolara, który zyskał do dolara amerykańskiego, euro i złotego. Dziś ruch jest kontynuowany tylko względem słabej waluty unijnej. Natomiast silny dolar i złoty próbują odrobić wczorajsze straty względem „loonie”. W środę o godzinie 13:00 kurs CAD/PLN próbuje wrócić do poziomu 2,60 PLN.

Grupa SMYK publikuje prospekt i rozpoczyna pierwszą publiczną ofertę akcji

0

SMYK Holding S.A. („Spółka” lub „SMYK”, a razem ze spółkami zależnymi „Grupa SMYK”) opublikował dziś prospekt i 23 października br. rozpocznie pierwszą publiczną ofertę akcji Spółki. Oferta obejmie nie więcej niż 13.636.364 nowych akcji emitowanych przez SMYK oraz nie więcej niż 18.410.214 istniejących akcji sprzedawanych przez AMC V Gandalf SA, obecnie jedynego akcjonariusza Spółki („Oferta”). Cena maksymalna oferowanych akcji, na potrzeby przyjmowania zapisów od inwestorów indywidualnych, została ustalona na poziomie 13 zł za akcję. Zgodnie z przewidywanym harmonogramem Oferty, ostateczna cena i ostateczna liczba akcji oferowanych poszczególnym kategoriom inwestorów, zostaną ustalone około 30 października br. Przewiduje się, że pierwszy dzień notowania akcji SMYK na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie przypadnie około 7 listopada 2025 r.

Michał Grom, Prezes Zarządu SMYK, skomentował:

„Publikacja prospektu oraz rozpoczęcie publicznej oferty akcji to kolejny krok przybliżający Grupę SMYK do debiutu na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie. Jeśli warunki rynkowe będą sprzyjające, już w listopadzie dołączymy do grona spółek notowanych na GPW. Cieszymy się, że wkrótce będziemy mogli zaprezentować potencjalnym inwestorom nasz model biznesowy, dotychczasowe dokonania oraz plany dalszego rozwoju.

Grupa SMYK utrzymuje pozycję lidera na krajowym rynku produktów dla dzieci, wyróżniając się szeroką ofertą w modelu omnichannel oraz wysoką lojalnością klientów. Pomimo obserwowanych trendów demograficznych, odnotowujemy stabilny wzrost przychodów i rentowności. Naszą odpowiedzią na te wyzwania jest między innymi ekspansja międzynarodowa. Sprawdzony na polskim rynku model działalności z powodzeniem wdrożyliśmy w Rumunii i rozszerzamy na kolejne rynki regionu. Z każdym nowym krajem, do którego wchodzimy, rośnie liczba naszych potencjalnych klientów. W sierpniu br. otworzyliśmy pierwszy własny sklep SMYK w Słowacji, a w 2026 roku planujemy rozbudowę własnej sieci o Czechy i Bułgarię, kontynuując jednocześnie rozwój w Polsce i Rumunii. Za pośrednictwem sklepów partnerskich sprzedajemy produkty również w 20 innych krajach. Nieustannie pracujemy też nad rozwojem naszej oferty, kierując ją do coraz szerszych grup wiekowych.

Zgodnie z naszymi założeniami biznesowymi, spodziewamy się wzrostu przychodów Grupy SMYK na poziomie od niskich do średnich kilku procent w krótkim okresie oraz na poziomie wysokich kilku procent w średnim okresie. Wypracowywanymi zyskami chcemy w przyszłości dzielić się z akcjonariuszami – jako Zarząd zamierzamy rekomendować wypłatę dywidendy począwszy od podziału zysku za 2026 rok, wypłacanego w 2027 roku. Wierzymy, że SMYK będzie ciekawą propozycją inwestycyjną dla szerokiego grona inwestorów.”

Struktura i warunki Oferty

  • Oferta obejmie nie więcej niż 13.636.364 nowych akcji emitowanych przez SMYK oraz nie więcej niż 18.410.214 istniejących akcji (łącznie jako „Akcje Oferowane”) sprzedawanych przez AMC V Gandalf SA, obecnie jedynego akcjonariusza Spółki („Akcjonariusz Sprzedający”).
  • Zamiarem Spółki oraz Akcjonariusza Sprzedającego jest ustalenie ostatecznej liczby oraz ostatecznej ceny Akcji Oferowanych w taki sposób, aby wpływy brutto Spółki z emisji nowych akcji wyniosły około 150 mln zł, a łączna liczba Akcji Oferowanych nabytych w Ofercie reprezentowała około 45% kapitału zakładowego Spółki po rejestracji nowych akcji oraz po emisji akcji serii E w ramach programu motywacyjnego ustanowionego w Spółce.
  • Pośrednimi akcjonariuszami SMYK (za pośrednictwem Akcjonariusza Sprzedającego) są fundusz growth capital AMC V (inwestujący w Spółkę przy współpracy z Accession Capital Partners (ACP)), Michał Grom (Prezes Zarządu SMYK) oraz inni inwestorzy mniejszościowi. Po przeprowadzeniu Oferty Akcjonariusz Sprzedający pozostanie większościowym akcjonariuszem Spółki, a Michał Grom planuje utrzymać (pośrednio) kontrolny pakiet w Spółce w dającej się przewidzieć przyszłości. Zgodnie z zawartym porozumieniem, Michał Grom nie będzie uczestniczył w podziale wpływów uzyskanych przez Akcjonariusza Sprzedającego z tytułu sprzedaży akcji Spółki w Ofercie, a także ze sprzedaży akcji zwykłych posiadanych przez Akcjonariusza Sprzedającego dokonywanych w przyszłości.
  • SMYK oraz Akcjonariusz Sprzedający zobowiążą się, że nie będą oferować ani sprzedawać akcji Spółki przez okres 360 dni od daty pierwszego notowania akcji Spółki na GPW, z pewnymi zwyczajowymi wyłączeniami. Ponadto, Akcjonariusz Sprzedający zaciągnie dodatkowe zobowiązanie w zakresie niezbywania posiadanych przez niego akcji Spółki uprzywilejowanych co do głosu (z których korzyści ekonomiczne umownie przysługują Michałowi Gromowi): (i) do upływu okresu 4 lat od dnia pierwszego notowania akcji Spółki na GPW albo (ii) do dnia sprzedaży przez Akcjonariusza Sprzedającego ostatnich posiadanych przez niego akcji Spółki innych niż uprzywilejowane co do głosu (w zależności od tego co nastąpi wcześniej).
  • SMYK oczekuje, że z emisji nowych akcji pozyska około 150 mln zł brutto. Środki te zostaną przeznaczone na wzmocnienie pozycji finansowej Spółki poprzez częściową spłatę zadłużenia bankowego oraz na finansowanie strategii dalszego rozwoju Grupy SMYK. Zarząd Spółki przewiduje, że częściowa spłata zadłużenia bankowego pozwoli obniżyć wskaźnik Zadłużenie netto[1] / Skorygowana EBITDA (z wyłączeniem pozycji jednorazowych)[2] do poziomu 1,6x oraz przyczyni się do obniżenia kosztów finansowych Grupy SMYK.
  • Oferta będzie skierowana do inwestorów indywidualnych i inwestorów instytucjonalnych w Polsce oraz wybranych międzynarodowych inwestorów instytucjonalnych poza Stanami Zjednoczonymi Ameryki i Polską, w każdym przypadku zgodnie z Regulacją S (ang. Regulation S) wydaną na podstawie Amerykańskiej Ustawy o Papierach Wartościowych (ang. U.S. Securities Act), a także do osób, co do których istnieje uzasadnione przekonanie, że są kwalifikowanymi nabywcami instytucjonalnymi w Stanach Zjednoczonych Ameryki, w rozumieniu i zgodnie z Przepisem 144A (ang. Rule 144A) wydanym na podstawie Amerykańskiej Ustawy o Papierach Wartościowych.
  • Inwestorzy indywidualni będą mogli składać zapisy na akcje Spółki od 23 do 29 października 2025 r. Zapisy będą przyjmowane przez szerokie konsorcjum detaliczne. Lista punktów obsługi klienta członków konsorcjum detalicznego, w których przyjmowane będą zapisy na akcje SMYK, zostanie opublikowana na stronie internetowej Spółki (https://smykgroup.com/oferta-publiczna/).
  • Zapisy na akcje od inwestorów indywidualnych będą przyjmowane po cenie maksymalnej ustalonej na poziomie 13 zł za akcję („Cena Maksymalna”).
  • Oczekuje się, że inwestorom indywidualnym zostanie przydzielone od 10% do 15% ostatecznej liczby Akcji Oferowanych, przy czym ostateczna decyzja będzie należeć do Spółki i Akcjonariusza Sprzedającego.
  • Ostateczna cena Akcji Oferowanych dla inwestorów indywidualnych, ostateczna cena Akcji Oferowanych dla inwestorów instytucjonalnych oraz ostateczna liczba Akcji Oferowanych zostaną ustalone po przeprowadzeniu procesu budowania księgi popytu wśród inwestorów instytucjonalnych i zostaną opublikowane około 30 października 2025 r.
  • SMYK planuje ubiegać się o dopuszczenie i wprowadzenie wszystkich istniejących akcji zwykłych oraz nowych akcji Spółki do obrotu na rynku regulowanym (podstawowym) prowadzonym przez Giełdę Papierów Wartościowych w Warszawie S.A. („GPW”).
  • Zgodnie z przewidywanym harmonogramem Oferty, pierwszy dzień notowania akcji SMYK na GPW przypadnie około 7 listopada 2025 r.
  • Globalnymi Współkoordynatorami i Współprowadzącymi Księgę Popytu są: Barclays Bank Ireland PLC, Pekao Investment Banking S.A. oraz UniCredit Bank GmbH (oddział w Mediolanie), zaś Współprowadzącym Księgę Popytu oraz Firmą Inwestycyjną pośredniczącą w ofercie publicznej jest Bank Polska Kasa Opieki S.A. – Biuro Maklerskie Pekao (razem „Menedżerowie Oferty”).

Przewidywany harmonogram Oferty

22 października 2025 r. zawarcie Umowy o Gwarantowanie Oferty

publikacja prospektu, w tym Ceny Maksymalnej

23-29 października 2025 r. okres przyjmowania zapisów od inwestorów indywidualnych
23-29 października 2025 r. spotkania Zarządu z inwestorami (roadshow) oraz proces budowania księgi popytu wśród inwestorów instytucjonalnych
około 30 października 2025 r. publikacja informacji o ostatecznej cenie Akcji Oferowanych dla inwestorów indywidualnych, ostatecznej cenie Akcji Oferowanych dla inwestorów instytucjonalnych, ostatecznej liczbie Akcji Oferowanych, które zostaną zaoferowane w ramach Oferty oraz ostatecznej liczbie Akcji Oferowanych, które zostaną zaoferowane poszczególnym kategoriom inwestorów („Data Ustalenia Ceny”)
30 października – 3 listopada 2025 r. okres przyjmowania zapisów od inwestorów instytucjonalnych
4 listopada 2025 r. przydział Akcji Oferowanych („Data Przydziału”)
4 listopada 2025 r. przewidywany termin zapisania Akcji Oferowanych na rachunkach papierów wartościowych inwestorów indywidualnych
około 7 listopada 2025 r. przewidywany pierwszy dzień notowania akcji Spółki na rynku podstawowym GPW

 

O Grupie SMYK

Biuro SMYKGrupa SMYK jest liderem rynku produktów dla dzieci w Polsce, ciesząc się zaufaniem szerokiego grona klientów, wysoką rozpoznawalnością marki utrzymywaną przez lata oraz bogatym doświadczeniem. Według raportu opracowanego przez firmę doradztwa strategicznego OC&C, Grupa SMYK w 2024 roku posiadała w Polsce 14,3% udział w głównym rynku docelowym, obejmującym modę dziecięcą, zabawki i gry oraz sprzęt i akcesoria dla dzieci.

Poza działalnością krajową, Grupa SMYK umacnia pozycję jednego z wiodących sprzedawców detalicznych produktów dla dzieci w regionie Europy Środkowo-Wschodniej, rozwijając działalność w Rumunii i planując dalszą ekspansję na wybranych rynkach CEE.

Polska i Rumunia to dwa największe rynki Europy Środkowo-Wschodniej, liczące łącznie około 55,7 mln mieszkańców (według danych Eurostat na koniec 2023 roku). Oba kraje charakteryzują się silnym wzrostem PKB i dochodu rozporządzalnego, co sprzyja zwiększaniu realnych wydatków konsumpcyjnych i stwarza korzystne warunki dla dalszego rozwoju działalności Grupy SMYK. Według raportu OC&C, czynniki te będą wspierać wzrost głównego rynku docelowego – średnio o 3,2% rocznie w Polsce i o 5,0% w Rumunii w latach 2024-2029, pomimo spadku liczby urodzeń, będącego zjawiskiem ogólnoeuropejskim. OC&C szacuje, że łączna wartość głównego rynku docelowego w 2024 roku wyniosła około 14,7 mld zł w Polsce i około 5,3 mld zł w Rumunii.

Grupa SMYK oferuje kompleksowy asortyment, obejmujący odzież, obuwie, zabawki, gry, artykuły szkolne oraz akcesoria dziecięce – wszystko dostępne pod jednym dachem, zgodnie z koncepcją „one-stop-shop”. Klienci mogą wybierać spośród starannie dobranych produktów w różnych kategoriach, przedziałach cenowych i dla wielu grup wiekowych, obejmujących zarówno marki własne, jak i propozycje od cenionych producentów. Na tle konkurencji ofertę SMYK wyróżniają marki własne: COOL CLUB (odzież i obuwie), SMIKI (zabawki i akcesoria dziecięce), KAYOKKI (plecaki i artykuły szkolne), a od września 2025 roku także NOWEAR (linia odzieży dla starszych nastolatków i młodych dorosłych). Uzupełnieniem są produkty światowych liderów branży dziecięcej, takich jak LEGO, Fisher-Price, Hasbro, Mattel i wielu innych.

Na koniec czerwca 2025 roku sieć sprzedaży Grupy SMYK obejmowała 253 sklepy własne w Polsce oraz 35 w Rumunii, strategicznie zlokalizowane w galeriach i parkach handlowych. Grupa prowadzi także w ograniczonym zakresie działalność w Ukrainie (12 sklepów na koniec czerwca 2025 roku). SMYK łączy świat online i offline, oferując klientom spójne i wygodne doświadczenie zakupowe. Sklepy stacjonarne są zintegrowane z nowoczesnym sklepem internetowym oraz intuicyjną aplikacją mobilną, dostępną w Polsce i Rumunii. Dzięki temu zakupy w SMYKU to nie tylko wygoda, ale także przyjemność – niezależnie od wybranego kanału. Produkty oferowane przez Grupę SMYK są ponadto dostępne w 20 krajach Europy i Azji poprzez sieć partnerską.

SMYK planuje rozszerzyć swój sprawdzony model działalności – działający od lat w Polsce i z powodzeniem wdrożony w Rumunii – na inne rynki regionu Europie Środkowo-Wschodniej. W ramach międzynarodowej ekspansji, w sierpniu 2025 roku Grupa SMYK otworzyła swój pierwszy własny sklep stacjonarny w Słowacji, a w 2026 roku planuje także otworzyć własne sklepy w Czechach oraz Bułgarii.

Efektywne funkcjonowanie modelu omnichannel, a także dalszy rozwój działalności na rynkach Europy Środkowo-Wschodniej, wspierane są przez własne, nowoczesne centrum dystrybucyjne Grupy SMYK zlokalizowane w Łodzi. W 2024 roku obsłużyło ono 4,5 miliona zamówień online klientów indywidualnych, zaopatrując jednocześnie zarówno sklepy własne SMYK, jak i sklepy wszystkich partnerów w 20 krajach.

Grupa SMYK odnotowuje w ostatnich latach stabilny wzrost przychodów i rentowności. W 2024 roku przychody z umów z klientami osiągnięte przez Grupę SMYK sięgnęły około 2,25 mld zł, co oznacza wzrost o około 6% w porównaniu z 2023 rokiem. Wypracowany w 2024 roku zysk z działalności operacyjnej wyniósł około 118,9 mln zł (+91% r/r), z kolei Skorygowana EBITDA (z wyłączeniem pozycji jednorazowych) sięgnęła około 301,7 mln zł (+18% r/r).

W pierwszym półroczu 2025 roku przychody z umów z klientami Grupy SMYK wyniosły około 985,1 mln zł (+0,5% r/r), zysk z działalności operacyjnej sięgnął około 15 mln zł (wobec straty na poziomie około 12,3 mln zł w pierwszym półroczu 2024 roku), zaś Skorygowana EBITDA (z wyłączeniem pozycji jednorazowych) wyniosła około 105,3 mln zł (+26,9% r/r).

W trzecim kwartale 2025 roku przychody z umów z klientami wzrosły w tempie zbliżonym do średnich kilku procent rok do roku, dzięki wzrostom sprzedaży zarówno w sklepach stacjonarnych, jak i w kanale online. Do wzrostu kontrybuowały obie główne kategorie produktowe – odzieżowa i nieodzieżowa.

Strategia rozwoju

Grupa SMYK konsekwentnie realizuje strategię, której celem jest osiągnięcie pozycji wiodącego sprzedawcy detalicznego w modelu omnichannel w Europie Środkowo-Wschodniej i na innych rynkach zagranicznych. Strategia ta opiera się na trzech filarach:

  • wzroście sprzedaży wielokanałowej w ujęciu LFL, poprzez zwiększanie ruchu i wartości koszyka zakupowego;
  • rozbudowie sieci sklepów w Polsce i Rumunii;
  • ekspansji na nowe rynki – zarówno poprzez własne placówki Grupy SMYK działające w modelu omnichannel, jak i współpracę partnerską.

Na kluczowych rynkach, czyli w Polsce i Rumunii, Grupa SMYK dostrzega duży potencjał dalszego wzrostu zarówno dzięki inicjatywom realizowanym w istniejącej sieci, jak i jej dalszej rozbudowie. Doświadczenia ostatnich lat potwierdzają, że sklepy SMYK mają silny potencjał wzrostu w ujęciu LFL, wspierany przez rozszerzenie oferty, skuteczne strategie merchandisingowe oraz poprawę efektywności operacyjnej.

W latach 2025-2026 Grupa SMYK planuje otwarcie łącznie ponad 35 nowych sklepów w Polsce, Rumunii, Czechach, Słowacji i Bułgarii – wzmacniając swoją obecność w regionie i budując pozycję marki na kolejnych rynkach.

Krótko- i średnioterminowe założenia biznesowe

W ocenie Zarządu SMYK, realizacja przyjętej strategii oraz obserwowane tendencje rynkowe umożliwią osiągnięcie następujących założeń biznesowych:

  • wzrost liczby sklepów Grupy SMYK o około 15-20 sklepów rocznie, zarówno w krótkim, jak i średnim okresie;
  • wzrost przychodów ze sprzedaży na poziomie od niskich do średnich kilku procent w krótkim okresie oraz na poziomie wysokich kilku procent w średnim okresie;
  • utrzymanie Marży Skorygowanej EBITDA (z wyłączeniem pozycji jednorazowych)[3] w krótkim i średnim okresie na poziomie zbliżonym do poziomu notowanego w ostatnich latach;
  • zakładane nakłady inwestycyjne odzwierciedlające dalsze inwestycje Grupy w nowe sklepy SMYK oraz utrzymanie istniejących sklepów na poziomie około 60 mln zł rocznie w krótkim i ponad 60 mln zł rocznie w średnim okresie.

Założenia dotyczące dywidendy

Choć SMYK nie posiada dokumentu formalnie określającego politykę dywidendową Spółki, Zarząd zamierza rekomendować wypłatę dywidendy akcjonariuszom począwszy od podziału zysku za 2026 rok (wypłacanego w 2027 roku) w wysokości od 30% do 50% zysku netto. Poziom rekomendowanej wypłaty dywidendy może zostać podwyższony w latach, w których Grupa SMYK osiągnie wyjątkowo dobre wyniki finansowe.

Rekomendacja Zarządu w zakresie wypłaty dywidendy będzie każdorazowo poprzedzona analizą uwarunkowań rynkowych oraz bieżącej sytuacji finansowej i potrzeb kapitałowych Grupy SMYK, z uwzględnieniem ograniczeń wynikających z umów finansowych Grupy SMYK. Ostateczne decyzje o wypłacie dywidendy i jej wysokości będą podejmowane przez akcjonariuszy na walnym zgromadzeniu.

[1] Zadłużenie netto definiowane jest jako kredyty i pożyczki oraz zobowiązania z tytułu leasingu pomniejszone o środki pieniężne i ich ekwiwalenty na koniec danego okresu.

[2] Skorygowana EBITDA (z wyłączeniem pozycji jednorazowych) obliczana jest jako zysk / (strata) netto z działalności kontynuowanej przed podatkiem dochodowym, przychodami i kosztami finansowymi, amortyzacją i odpisami z tytułu utraty wartości aktywów trwałych, z wyłączeniem wpływu zdarzeń jednorazowych, to jest kosztów związanych ze zmianą właściciela.

[3] Marża Skorygowanej EBITDA (z wyłączeniem pozycji jednorazowych) (%) obliczana jest jako stosunek Skorygowanej EBITDA (z wyłączeniem pozycji jednorazowych) do przychodów z umów z klientami.

Pokolenie Z pracuje mimo choroby. Młodzi najrzadziej korzystają z L4 — wbrew stereotypom

0

Polacy z roku na rok coraz częściej korzystają z L4 – tak przynajmniej wynika z najnowszych statystyk Zakładu Ubezpieczeń Społecznych. Ale czy wszyscy tak samo chętnie? Niekoniecznie. SD Worx postanowił sprawdzić to, jak poszczególne pokolenia i nacje podchodzą do pracy podczas chorób i niedyspozycji. Wyniki badania zaskakują – grupy pracowników, które unikają zwolnienia lekarskiego jak ognia to kobiety i… pokolenie Z.

Według danych zgromadzonych przez ZUS w 2024 roku zarejestrowano o 1,8 mln więcej dni absencji chorobowej, niż rok wcześniej. W ubiegłym roku wydano aż 27,4 mln zaświadczeń lekarskich o czasowej niezdolności do pracy, co daje łączną liczbę aż 290 mln dni absencji chorobowej. Z kolei z najnowszych danych ubezpieczyciela wynika, że przez pierwsze 5 miesięcy 2025 roku wystawiono aż 10,1 miliona zwolnień lekarskich. To naprawdę dużo, ale informacje zebrane przez SD Worx wśród pracowników zatrudnionych w firmach w 16 europejskich krajach, pokazują, że zwolnienia lekarskie są dla nas przykrą koniecznością, a nie opcją podratowania formy czy samopoczucia.

Choć Polacy coraz częściej decydują się na L4, to ponad 1/3 z nich (37,8 proc.) odczuwa presję, by wykonywać swoje obowiązki nawet wtedy, gdy ich kondycja na to nie pozwala. Z badania „HR & Payroll Pulse Europe 2025” przeprowadzonego wśród 5 625 menedżerów HR i 16 000 pracowników z 16 krajów, wynika że… im starsze pokolenie pracowników, tym mniejsze poczucie obowiązku by pracować w trakcie problemów zdrowotnych. Wyniki te, mogą być dla części osób zaskakujące, bowiem okazuje się, że to najmłodsze pokolenie talentów, określane często jako „roszczeniowe”, najczęściej odczuwa wewnętrzną powinność by pracować mimo choroby. Wskazało tak aż 45,2 proc. polskich respondentów poniżej 25. roku życia i 51,6 proc. w wieku 25-29 lat. Natomiast pracownicy w przedziale wiekowym 50-54 lat dali tylko 25,9 proc. wskazań. Sytuacja wygląda podobnie na całym kontynencie – 43 proc. Europejczyków poniżej 25. roku życia oraz 40,5 proc. w wieku 25-29 lat wskazało, że czuje wewnętrzny przymus by pracować, nawet w czasie choroby.

Co ciekawe, powyższe badanie pokazuje również, że to Europejki (39,5 proc.) częściej czują konieczność działania, mimo złego stanu zdrowia, niż Europejczycy (33,6 proc.). Ale nie w Polsce – nad Wisłą to właśnie mężczyźni częściej pracują w czasie choroby – tak deklarowało 37,3 proc. Polek i 38,3 proc. Polaków.

Wbrew obserwacjom, że dla najmłodszych zatrudnionych styl życia to nie work-life balance, a life-work balance, gdzie życie prywatne to priorytet, a praca jest jego dodatkiem. Nasze najnowsze badanie rzuca zupełnie nowe spojrzenie na ten temat i uświadamia nas pod jaką presją funkcjonuje pokolenie Z. Według naszego badania 39,8 proc. pracowników poniżej 25. roku życia pracuje regularnie w godzinach nadliczbowych, a aż 40,9 proc. ma poczucie winy, kiedy bierze wolne. Taki obraz rzeczywistości może być związany z dynamicznym rozwojem nowoczesnych technologii i sztucznej inteligencji. Stres przed tym, że AI odbierze pracownikom pracę może być tym złym motywatorem do aktywności zawodowej, mimo niedyspozycyjności. Okazuje się, że już 37,9 proc. Zetek obawia się, że sztuczna inteligencja sprawi, że znaczna część ich zadań stanie się zbędna. a niemal połowa (48,9 proc.) uważa, że przez AI miejsce pracy będzie mniej skoncentrowane na człowieku – tłumaczy Paulina Zasempa, People Country Lead w SD Worx Poland.

Wspomniana presja, może być skutkiem braku właściwej równowagi między obowiązkami zawodowymi, a życiem prywatnym. Warto przypomnieć, że brak balansu i nadmiar godzin pracy tygodniowo może prowadzić do utraty zdrowia, a nawet życia. Nadmierna liczba godzin spędzonych na obowiązkach zawodowych przyczynia się do ponad 745 tysięcy przedwczesnych zgonów rocznie. Jak podaje Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) – czynności służbowe w wymiarze 55 lub więcej godzin w skali tygodnia wiążą się z szacowanym o 35 proc. wyższym ryzykiem udaru i 17 proc. wyższym ryzykiem zgonu z powodu choroby niedokrwiennej serca w porównaniu z pracą w wymiarze 35-40 godzin tygodniowo. Badanie SD Worx pokazuje, że tylko połowa Polaków (52,4 proc.) i 50,2 proc. Europejczyków jest usatysfakcjonowanych ze swojego work-life balance. Okazuje się, że w tym aspekcie Polki (52,6 proc.) również w niewielkim stopniu górują nad Polakami (52,2 proc.). Z kolei w kontekście średniej europejskiej jest odwrotnie – 51,7 proc. mężczyzn i 48,4 proc. kobiet jest usatysfakcjonowanych ze swojej równowagi między życiem zawodowym i prywatnym.

Raport ujawnia również ciekawą zależność – wraz z wiekiem pracowników satysfakcja z work-life balance rośnie. Aż 66,9 proc. Europejczyków w wieku powyżej 65 lat deklarowało satysfakcję z równowagi między życiem zawodowym, a prywatnym, podczas gdy wśród zatrudnionych w wieku poniżej 25 lat wskazało tak 47,3 proc. badanych. Z kolei w Polsce, najmniejszą satysfakcję z work-life balance deklarowali pracownicy w wieku 35-39 lat (44,9 proc.), a największą – podobnie jak w całej Europie – Ci w wieku 65+ (61,8 proc.).

Grupa PTWP przejmuje prawa do CYBERSEC EXPO & FORUM od Instytutu Kościuszki

Grupa PTWP nabyła prawa do wydarzenia CYBERSEC EXPO & FORUM – największego forum cyberbezpieczeństwa w Europie Środkowo-Wschodniej, wzmacniając strategiczny segment wydarzeń własnych. Najbliższa edycja odbędzie się 17-18 czerwca 2026 r. w Międzynarodowym Centrum Kongresowym w Katowicach. Transakcja wpisuje się w długoterminową strategię rozwoju PTWP, zakładającą skalowanie działalności poprzez akwizycję formatów o dużym potencjale i wpisujących się w jeden z trzech głównych obszarów działalności grupy.

Wydarzenie CYBERSEC EXPO & FORUM, dotychczas organizowane przez Instytut Kościuszki, jest najważniejszym forum cyberbezpieczeństwa w Europie Środkowo-Wschodniej, łączącym debatę strategiczną z targami EXPO. W ostatniej edycji wzięło w nim udział ponad 1500 ekspertów, decydentów i liderów branży z całego świata, a ponad 100 wystawców zaprezentowało swoje rozwiązania. CYBERSEC EXPO & FORUM współpracuje z kluczowymi instytucjami – ENISA, ECSO, Komisją Europejską, NATO i administracją publiczną, poruszając tematy takie jak AI, cyberwojna, regulacje NIS2 i DORA, bezpieczeństwo infrastruktury krytycznej oraz odporność państwa i biznesu.

Cyberbezpieczeństwo, sztuczna inteligencja czy cyfrowa suwerenność od lat są obecne w ramach debat Europejskiego Kongresu Gospodarczego i są szeroko opisywane w portalach branżowych należących do grupy. CYBERSEC EXPO & FORUM doskonale wpisuje się w nasze DNA i naturalnie uzupełnia portfolio naszych wydarzeń. Od lat udowadniamy, że potrafimy tworzyć i skalować autorskie eventy i budujemy wydarzenia o ogólnopolskim i europejskim znaczeniu. Mamy konkretne plany rozwoju przejętego wydarzenia i jesteśmy przekonani, że dzięki naszej skali, zapleczu organizacyjnemu i relacjom biznesowo-instytucjonalnym wydarzenie osiągnie nowy poziom jakości, zasięgu i wpływu – mówi Wojciech Kuśpik, prezes Grupy PTWP.

Pierwsza edycja CYBERSEC EXPO & FORUM organizowana przez PTWP odbędzie się 17-18 czerwca 2026 roku w Międzynarodowym Centrum Kongresowym w Katowicach. Nowy organizator planuje wykorzystać potencjał wydarzenia również do rozwoju współpracy z instytucjami europejskimi oraz budowy nowej platformy biznesowej dla sektora cybertech.

Grupa PTWP zgodnie z wcześniejszymi zapowiedziami konsekwentnie rozwija segment wydarzeń własnych, który jest jednym z trzech głównych filarów biznesu spółki. Autorskie projekty PTWP, takie jak Europejski Kongres Gospodarczy, Forum Rynku Spożywczego i Handlu, Energy Days, Property Forum czy Forum Rynku Zdrowia stały się najważniejszymi platformami dialogu gospodarczego w Polsce i regionie. Grupa PTWP w 2025 r. uruchomiła łącznie trzy nowe projekty eventowe: Forum Zdrowia Kobiet (9-10 czerwca), Przemysł dla Obronności (15 października) i Forum Zdrowia Dzieci (10 grudnia). W ciągu roku Grupa PTWP organizuje ponad 20 dużych wydarzeń własnych, które gromadzą łącznie około 80 tys. uczestników.

CGI ISMC (Polska) sp. z o.o. zawarła umowę przejęcia spółki Comarch Polska SA, należącej do Comarch SA

CGI (TSX: GIB.A) (NYSE: GIB), jedna z największych na świecie niezależnych firm świadczących usługi doradztwa IT i biznesowego ogłosiła, że jej polska spółka zależna – CGI Information Systems and Management Consultants (Polska) sp. z o.o., będąca w całości jej własnością, zawarła warunkową umowę nabycia Comarch Polska SA, spółki zależnej Comarch SA, specjalizującej się w rozwiązaniach informatycznych dla administracji publicznej. Transakcja podlega zatwierdzeniom regulacyjnym i innym standardowym warunkom zamknięcia.

Po sfinalizowaniu przejęcia Comarch Polska SA, do zespołu CGI dołączy blisko 460 specjalistów z branży IT i doradztwa biznesowego, co zwiększy liczbę ekspertów Polsce i krajach bałtyckich do ponad 1500.

François Boulanger, prezes i dyrektor generalny CGI
François Boulanger, prezes i dyrektor generalny CGI

„CGI i Comarch Polska SA łączą wspólne korzenie przedsiębiorczości. Obie firmy powstały z myślą o rozwoju innowacji technologicznych i wzmacniają swoją obecność na rynkach dzięki bliskiej współpracy z klientami” – powiedział François Boulanger, prezes i dyrektor generalny CGI.

„Po sfinalizowaniu fuzji nastąpi kluczowy dla polskiego rynku transfer wiedzy specjalistycznej w sektorze publicznym. Odbędzie się to dzięki wykorzystaniu na rynku lokalnym globalnych doświadczeń CGI. Dzięki temu będziemy mogli być częścią dynamicznego rozwoju Polski, będącej jednym z najbardziej zaawansowanych cyfrowo regionów Europy”.

Comarch dostarcza oprogramowanie i rozwiązania IT dla sektora administracji publicznej od 1993 roku. Kluczowy obszar w portfolio usług stanowią rozwiązania ERP, narzędzia do cyfrowego zarządzania procesami i dokumentacją, a także usługi konsultingowe i z zakresu zarządzania. Przejęcie Comarch Polska SA wzmocni kompetencje CGI w sektorze publicznym, umożliwi transfer wiedzy i wesprze implementację własności intelektualnej CGI z korzyścią dla administracji publicznej w całym kraju.

Jarosław Mikos, CEO Comarch
Jarosław Mikos, CEO Comarch

“ Jarosław Mikos, CEO Comarch dodaje, że akwizycja Comarch Polska przez CGI jest dowodem na to, że działania rozwijane w Comarch są nie tylko innowacyjne, lecz także konkurencyjne na rynkach międzynarodowych. „To również dowód dojrzałości naszych zespołów i skuteczności modelu biznesowego, który łączy technologię, kompetencje i partnerskie podejście do klientów. Dla pozostałych sektorów Comarch to sygnał do dalszego wzmacniania naszych kluczowych linii biznesowych i rozwijania nowych technologii z jeszcze większym naciskiem na innowacyjność, stabilność i długofalową wartość dla klientów” – zaznacza Mikos.

„Dzięki przejęciu Comarch Polska SA będziemy mogli zaoferować kompleksowe rozwiązania w zakresie transformacji cyfrowej i biznesowej dla sektora ubezpieczeń społecznych, opieki zdrowotnej, rolnictwa, a także innych obszarów działalności sektora publicznego. Ponadto, wykorzystując wiedzę specjalistyczną CGI w zakresie sztucznej inteligencji, otwieramy nowe możliwości usprawnienia usług publicznych i wzmocnienia efektywności administracji publicznej” – dodał Bartłomiej Nieścierowicz, Senior Vice-President i Członek Zarządu CGI w Polsce, na Litwie, Łotwie i w Estonii.

Tomasz Matysik, Dyrektor Sektora Publicznego w Comarch
Tomasz Matysik, Dyrektor Sektora Publicznego w Comarch

„Dołączenie do CGI otwiera przed nami nowe możliwości rozwoju, pozwalając wzmocnić ofertę usług i dostarczać naszym klientom jeszcze większą wartość. Współpraca z globalną organizacją, która łączy silną lokalną obecność z przywództwem technologicznym, daje naszemu zespołowi szansę rozwoju w międzynarodowym środowisku” – powiedział Tomasz Matysik, Dyrektor Sektora Publicznego w Comarch.

O CGI

Założona w 1976 roku firma CGI jest jedną z największych na świecie niezależnych firm świadczących usługi doradztwa IT i biznesowego. Zatrudniając 93 000 konsultantów i specjalistów na całym świecie, CGI oferuje kompleksowy zakres usług – od strategicznego doradztwa IT i biznesowego, poprzez integrację systemów, usługi zarządzane w zakresie IT i procesów biznesowych, aż po rozwiązania oparte na własności intelektualnej. CGI współpracuje z klientami w modelu lokalnym, wspieranym przez globalną sieć dostaw, pomagając im w cyfrowej transformacji i przyspieszaniu wyników biznesowych. Przychody CGI za rok fiskalny 2024 wyniosły 14,68 miliarda dolarów kanadyjskich. Akcje CGI notowane są na giełdach TSX (GIB.A) i NYSE (GIB).

Grupa Mex Polska spodziewa się przekroczenia 93,3 mln zł przychodów po 3 kwartałach 2025 r., co oznacza 17,2 proc. wzrost rdr

Grupa Mex Polska S.A., holding gastronomiczny notowany na Głównym Rynku GPW, szacuje, że po trzech kwartałach 2025 r. skonsolidowane przychody Grupy przekroczą 93,3 mln zł. Pozwoli to na utrzymanie dwucyfrowego wzrostu na poziomie 17,2 proc. rdr. Wynik ten jest postrzegany przez Zarząd jako satysfakcjonujący, zważywszy na trudne warunki pogodowe wiosną oraz koszty związane z intensywną ekspansją krajową. Największy udział w przychodach generuje segment bistro, ale nie bez znaczenia są również przychody z zamówień realizowanych w oparciu o współpracę z Glovo.

W okresie pierwszych dziesięciu miesięcy  2025 r. grupa gastronomiczna uruchomiła siedem nowych lokali, przekraczając tegoroczny plan otwarć przewidziany w strategii rozwoju na lata 2024–2028. Wśród nowych lokalizacji znalazły się m.in.: restauracja The Mexican we Wrocławiu, koncepty PIZZANOVA i Prosty Temat w Krakowie, dwie nowe Pijalnie Wódki i Piwa oraz Barrio Latino. Zgodnie z założeniami strategicznymi, Mex Polska planuje utrzymać to tempo rozwoju na poziomie co najmniej sześciu nowych otwarć rocznie.

Jesteśmy zadowoleni, że mimo wyzwań rynkowych tak sprawnie udało nam się zrealizować pełny plan otwarć na 2025 rok. Nowe lokale zwiększają różnorodność naszego portfolio, co pozwala efektywniej odpowiadać na potrzeby szerokiego grona naszych gości. Strategiczne rozszerzenie sieci przekłada się bezpośrednio na wzrost przychodów – zarówno w segmencie bistro, jak i restauracyjnym, w tym w kanale delivery, potwierdzając tym samym skuteczność naszego modelu biznesowego i potencjał dalszej ekspansji. – tłumaczy Paweł Kowalewski, prezes zarządu Mex Polska S.A.

Na skonsolidowane wyniki finansowe Grupy pozytywnie wpływają również  zamówienia z dostawą. Mex Polska od kilku kwartałów ściśle współpracuje z renomowaną platformą delivery – Glovo. Od września br. mieszkańcy Wrocławia mogą zamawiać meksykański street-food  Spoko Taco prosto pod wskazany adres, co znacząco zwiększa dostępność oferty oraz wygodę konsumentów .W kolejce czekają już kolejne  miasta .

W ramach działań rozwojowych, w październiku 2025 r., Grupa uruchomiła nowy koncept – Barrio Latino w Krakowie, koktajl bar inspirowany kulturą Ameryki Południowej. Nowy format odpowiada na trendy rynkowe, szczególnie wśród konsumentów Generacji Z, którzy coraz częściej poszukują miejsc łączących bogatą ofertę barową z unikalną atmosferą. Barrio Latino wpisuje się w segment bistro, w którym popyt dynamicznie rośnie, zwłaszcza wśród młodych mieszkańców dużych aglomeracji. Otwarcie lokalu pozwoliło Grupie osiągnąć liczbę 60 punktów w portfolio, przekraczając jednocześnie tegoroczny plan rozwoju.

W ostatnich miesiącach Grupa rozpoczęła także proces odświeżenia jednej ze swoich kultowych marek – Pijalni Wódki i Piwa. Modernizacja obejmuje zarówno wystrój i klimat  lokali, jak i ofertę, co pozwoli lepiej odpowiadać na zmieniające się preferencje konsumentów oraz oczekiwania młodszych grup odbiorców.

Ostateczne wyniki Grupy za III kw. 2025 r. zostaną opublikowane w raporcie okresowym w dniu 26 października 2025 r.

Netflix traci ponad 7% po wynikach za III kwartał – jednorazowy koszt podatkowy w Brazylii zaskoczył inwestorów

Po publikacji wyników za trzeci kwartał kurs Netfliksa spadł o ponad 7 proc. Rynek rozczarował niższy zysk na akcję, obciążony jednorazowym kosztem podatkowym w Brazylii. Mimo chwilowej korekty spółka utrzymuje wysoką, blisko 30-procentową marżę operacyjną i prognozuje dalszy wzrost przychodów. Dynamicznie rośnie segment reklamowy, a w Stanach Zjednoczonych ponad połowa nowych użytkowników wybiera tańszy plan z reklamami. W Polsce taka opcja nie jest jeszcze dostępna. Netflix może też dołączyć do gry o aktywa Warner Bros. Discovery, interesuje go jednak wyłącznie część filmowo-streamingowa, co oznacza, że nie jest zainteresowany TVN.

Akcje Netfliksa spadają po publikacji wyników za trzeci kwartał, które okazały się rozczarowujące dla rynku. Po ogłoszeniu rezultatów kurs spółki zniżkował o około 7 proc. w handlu posesyjnym, a w środę rano kontynuował spadki. Inwestorzy negatywnie ocenili wyniki, ponieważ firma nie osiągnęła prognozowanego zysku na akcję. Powodem była sporna kwestia podatkowa w Brazylii. Netflix ujął w trzecim kwartale nieoczekiwany koszt w wysokości 619 mln dolarów, związany ze sporem dotyczącym 10-procentowego podatku, którym w Brazylii obciążone są podmioty zagraniczne. Spółka uznała, że istnieje duże prawdopodobieństwo niekorzystnego rozstrzygnięcia, dlatego zdecydowała się uwzględnić tę kwotę w wynikach finansowych.

Zysk netto w trzecim kwartale wyniósł zatem 2,55 mld dolarów wobec 2,36 mld dolarów rok wcześniej, co oznacza wzrost o 8 proc. rok do roku. Firma nie osiągnęła jednak poziomu własnej prognozy, zakładającej 2,96 mld dolarów. Zysk na jedną akcję wyniósł 5,87 dolara. Przychody osiągnęły 11,51 mld dolarów, czyli o 17 proc. więcej niż przed rokiem, zgodnie z oczekiwaniami rynku. Spadek zysków wynika więc wyłącznie z jednorazowego odpisu, a bez tego czynnika Netflix przekroczyłby prognozy dotyczące zysku operacyjnego i marży za trzeci kwartał.

Marża operacyjna spadła z 30 do 29 proc. właśnie z powodu tego jednorazowego kosztu. Warto jednak pamiętać, że w ostatnich latach spółka znacząco poprawiła rentowność. W 2019 roku marża operacyjna wynosiła 12,9 proc., a w 2024 roku już 26,7 proc. Konsensus rynkowy zakładał, że w tym roku osiągnie ona poziom 30,3 proc., jednak po obecnych wynikach przekroczenie tej granicy może okazać się trudne. Na cały rok 2025 Netflix prognozuje 45,1 mld dolarów przychodów, co oznacza wzrost o 16 proc. rok do roku.

Spółka przestała ujawniać liczbę subskrybentów, koncentrując się na danych finansowych. Trzeci kwartał był rekordowy pod względem przychodów z reklam. Netflix zakłada, że w 2025 roku wpływy z tego segmentu podwoją się w porównaniu z rokiem poprzednim. Według danych firmy ponad połowa nowych użytkowników wybiera tańszą subskrypcję z reklamami.

Na rynku medialnym ponownie pojawiły się natomiast informacje o możliwym podziale globalnego koncernu Warner Bros. Discovery. Spółka analizuje różne opcje strategiczne, od pełnej sprzedaży po wydzielenie osobnych części – filmowej, streamingowej i telewizyjnej. Dla polskiego rynku ma to znaczenie, ponieważ koncern jest właścicielem stacji TVN. Celem działań jest oddzielenie dynamicznie rozwijającego się segmentu streamingowego, do którego należy HBO Max, od słabnących kanałów telewizyjnych, takich jak CNN czy TNT.

Netflix może wziąć udział w tym procesie, ponieważ jest zainteresowany zakupem części filmowej i biblioteki treści. Spółka wykluczyła natomiast zakup stacji telewizyjnych, co oznacza, że nie zostanie właścicielem TVN. Warto przypomnieć, że wcześniejsza fuzja Warner Bros. z Discovery nie przyniosła oczekiwanych rezultatów, a połączona spółka musiała dokonać znaczącego odpisu wartości.

W przypadku Netfliksa obecne spadki wynikają głównie z jednorazowego kosztu. W dłuższej perspektywie firma pozostaje jednak w dobrej kondycji. Marże utrzymują się nieznacznie poniżej 30 proc., a przychody z reklam rosną. Coraz większa popularność tańszego planu z reklamami ma tu kluczowe znaczenie. W Stanach Zjednoczonych podstawowy pakiet bez reklam kosztuje 17,99 dolara miesięcznie, podczas gdy wersja z reklamami 7,99 dolara. W sytuacji, gdy konsumenci coraz uważniej kontrolują wydatki, tańszy plan staje się szczególnie atrakcyjny. W Polsce Netflix nie oferuje jeszcze subskrypcji z reklamami. Najtańszy pakiet kosztuje 33 zł miesięcznie, a najdroższy – 67 zł w wersji 4K.

13 kluczowych zmian dla biznesu w Polsce w Q3 2025 – podatki, administracja i cyfryzacja

13 zmian, 3 obszary ryzyka i 4 realne szanse na uproszczenia. Najnowszy Polski Barometr TMF Group (Q3 2025) analizuje, jak kasowy PIT, KSeF, reforma PIP, podwyżki CIT oraz rozszerzenie systemu SENT wpłyną na rentowność, płynność finansową i procesy księgowo-podatkowe firm działających w Polsce.

POZYTYWNE I NEUTRALNE DLA PROWADZENIA BIZNESU W POLSCE ZMIANY LUB ZAPOWIEDZI ZMIAN

Więcej firm skorzysta z kasowego rozliczenia podatku

W sierpniu 2025 roku na stronie Rządowego Centrum Legislacji opublikowano propozycję nowelizacji ustawy o kasowym PIT. Propozycja zmian zakłada, aby już od stycznia 2026 r. podnieść limit przychodów uprawniających do rozliczania podatku w systemie kasowym z 1 mln zł do 2 mln zł. Dzięki temu znacznie większa liczba mikro i małych przedsiębiorców będzie mogła rozliczać się z fiskusem dopiero po faktycznym otrzymaniu zapłaty, a nie w momencie wystawienia faktury.

Kasowy PIT, obowiązujący od 2025 r., cieszy się rosnącym zainteresowaniem – pozwala zachować płynność finansową i ograniczyć ryzyko podatku od niezapłaconych faktur. Wzrost limitu jest więc naturalnym krokiem w stronę większej elastyczności dla biznesu, szczególnie w sektorach usługowych i handlowych, gdzie zatory płatnicze wciąż są realnym problemem.

„To jedna z nielicznych zmian, które faktycznie poprawią komfort rozliczeń najmniejszych firm. Podwojenie limitu to sygnał, że ustawodawca zaczyna rozumieć realia płynnościowe mikroprzedsiębiorstw. Dla wielu firm to nie tylko ulga administracyjna, ale też szansa na bezpieczniejsze planowanie podatków.” – Magdalena Grzegroczyk, ekspert TMF Group.

KSeF – rewolucja, która uporządkuje rozliczenia podatkowe

W sierpniu 2025 roku Prezydent podpisał ustawę o Krajowym Systemie e-Faktur (KSeF). Od lutego 2026 r. w życie wejdzie obowiązek korzystania z Krajowego Systemu e-Faktur (KSeF) – narzędzia, które całkowicie zmieni sposób dokumentowania sprzedaży w Polsce. Duże firmy zostaną objęte nowym systemem od lutego 2026 r., pozostałe od kwietnia, a najmniejsze – od stycznia 2027 r.

KSeF wprowadza jednolity standard fakturowania w czasie rzeczywistym, dzięki czemu organy skarbowe będą mogły szybciej wykrywać nadużycia i uszczelniać system VAT. Dla przedsiębiorców oznacza to nie tylko automatyzację obiegu dokumentów, ale także redukcję ryzyka błędów i opóźnień w księgowości. Nowością będzie m.in. tryb „offline24”, który umożliwi przesłanie faktury następnego dnia roboczego – co stanowi ukłon w stronę firm działających poza dużymi miastami.

W dalszej części Barometru wskazujemy również na stanowiące wyzwania dla biznesu aspekty tej zmiany.

„KSeF to krok milowy w cyfryzacji relacji między biznesem a państwem. Po latach testów Polska dołącza do grupy państw, które skutecznie ograniczyły lukę VAT dzięki e-fakturowaniu. Dla firm to szansa na uproszczenie procesów, automatyzację księgowości i większe bezpieczeństwo podatkowe. To projekt, który – przy odpowiednim wdrożeniu – może realnie poprawić jakość otoczenia biznesowego.” – Mikołaj Ślusarek, ekspert TMF Group.

Reforma Państwowej Inspekcji Pracy: więcej przejrzystości i cyfryzacji w nadzorze nad rynkiem pracy

Ogłoszona we wrześniu 2025 roku, a planowana na 2026 rok reforma Państwowej Inspekcji Pracy (PIP), ma całkowicie zmienić sposób nadzoru nad przestrzeganiem prawa pracy w Polsce. Inspektorzy otrzymają nowe kompetencje, m.in. możliwość przekształcania umów cywilnoprawnych w etaty, prowadzenia zdalnych kontroli, żądania dokumentów w formie elektronicznej czy przesłuchiwania świadków online.

Nowe regulacje mają zwiększyć skuteczność nadzoru i ograniczyć szarą strefę na rynku pracy. Cyfryzacja procedur kontrolnych pozwoli na szybsze rozstrzyganie spraw i lepsze wykorzystanie danych, a wyższe kary – do 60 tys. zł – mają odstraszać nieuczciwych pracodawców.

W dalszej części Barometru wskazujemy również na stanowiące wyzwania dla biznesu aspekty tej zmiany.

„To kierunek, który może uporządkować rynek pracy i wzmocnić uczciwych przedsiębiorców. Cyfrowe kontrole i możliwość weryfikacji umów w trybie administracyjnym to skuteczne narzędzia, które ograniczą patologie. Firmy działające zgodnie z prawem nie mają się czego obawiać – zyskają przewagę konkurencyjną i większe zaufanie ze strony pracowników.” –Anna Jendo, ekspert TMF Group.

Nowy pomysł na ulgę inwestycyjną: bezpieczeństwo jako priorytet podatkowy

We wrześniu 2025 r. Krajowa Izba Doradców Podatkowych przesłała do Ministerstwa Finansów projekt nowej ulgi podatkowej – tzw. ulgi na bezpieczeństwo. Propozycja obejmuje zarówno przedsiębiorców, jak i osoby fizyczne, umożliwiając odliczenie nawet 200 proc. poniesionych wydatków na poprawę bezpieczeństwa – operacyjnego, infrastrukturalnego i cyfrowego.

Dla spółek projekt zakłada możliwość przenoszenia niewykorzystanych kwot ulgi przez okres sześciu lat. Eksperci wskazują, że rozwiązanie wpisuje się w aktualny kontekst geopolityczny i rosnące znaczenie inwestycji w cyberbezpieczeństwo oraz odporność infrastruktury biznesowej.

„To ulga z potencjałem – łączy interes państwa i biznesu. W obecnych realiach, gdy bezpieczeństwo cyfrowe i infrastrukturalne stało się elementem stabilności gospodarczej, takie zachęty podatkowe są potrzebne. Kluczowe będzie jednak, by projekt nie ugrzązł w biurokracji i faktycznie zachęcał do inwestycji.” – Magdalena Grzegorczyk, ekspert TMF Group.

Dobra zmiana dla eksporterów poza Unię Europejską

1 sierpnia 2025 r. Trybunał Sprawiedliwości UE wydał wyrok dotyczący wewnątrzwspólnotowej dostawy towarów (WDT), które ostatecznie zostały wywiezione poza Unię Europejską. Trybunał uznał, że zwolnienie z VAT przysługuje także wtedy, gdy dostawca nie wiedział o faktycznym eksporcie poza UE, o ile spełnione są materialne warunki transakcji (czyli fakt wywozu).

To orzeczenie ma duże znaczenie dla polskich eksporterów, którzy często borykają się z sankcjami za błędy formalne mimo rzeczywistego wywozu towarów. TSUE jasno wskazał, że priorytet mają przesłanki materialne – czyli fakt wywozu – a nie drobne uchybienia w dokumentacji.

„To długo oczekiwany sygnał rozsądku. Trybunał potwierdził, że fiskus nie może karać firm za brak dokumentów celnych, jeśli towar faktycznie opuścił Unię. Wyrok wzmocni bezpieczeństwo eksporterów, szczególnie w sytuacjach, gdy komunikacja z odbiorcą jest utrudniona, a ten nie sygnalizuje zmiany miejsca transportu towarów. To pozytywne orzeczenie, które może odegrać znaczącą rolę w ograniczeniu ryzyka sporów z organami podatkowymi” – Mikołaj Ślusarek, ekspert TMF Group.

Połączenia spółek – neutralność podatkowa pod lupą fiskusa

Od września 2025 roku, wraz z nowelizacją ustawy o CIT, wprowadzono przepis, zgodnie z którym połączenie spółek kapitałowych – przeprowadzane bez przyznania udziałów lub akcji spółki przejmującej – jest zwolnione z podatku dochodowego, o ile jeden wspólnik posiada wszystkie udziały lub akcje w łączących się spółkach lub wspólnicy posiadają udziały lub akcje w tej samej proporcji.

To długo oczekiwana klarowność w obszarze, który przez lata budził spory między przedsiębiorcami a fiskusem. Resort zapowiada, że nowe wytyczne zapewnią jednolitą praktykę organów podatkowych i mniejszą liczbę postępowań interpretacyjnych.

„Doprecyzowanie zasad neutralności podatkowej to sygnał stabilizacji dla biznesu. Firmy planujące fuzje czy przejęcia wreszcie mają jasność, jak fiskus ocenia ich działania. To może pobudzić aktywność inwestycyjną i konsolidację rynku, zwłaszcza w sektorach, które potrzebują kapitału i większej skali.” – Mikołaj Ślusarek, ekspert TMF Group.

CIT i Ordynacja podatkowa – zasada domniemania niewinności

We wrześniu 2025 r. Senacka Komisja Budżetu i Finansów Publicznych zarekomendowała przyjęcie nowelizacji ustawy o podatku dochodowym od osób prawnych (CIT), która znosi obowiązek składania przez spółki holdingowe oświadczenia o zamiarze skorzystania ze zwolnienia z CIT przy sprzedaży udziałów lub akcji.

Zmiana ta jest elementem rządowego pakietu deregulacyjnego i ma na celu ograniczenie zbędnych obciążeń administracyjnych dla przedsiębiorstw. Ministerstwo Finansów uzasadnia, że dotychczasowy wymóg był nadmiernie restrykcyjny i nie przynosił realnych korzyści administracji skarbowej.

Komisja poparła również zmiany w Ordynacji podatkowej, które wprowadzają zasadę domniemania niewinności w postępowaniach podatkowych wszczynanych z urzędu. Oznacza to, że w przypadku nierozstrzygalnych wątpliwości co do stanu faktycznego, decyzja powinna być wydana na korzyść podatnika, a ciężar dowodu spoczywa na organach skarbowych. Przewidziano jednak trzy wyjątki od tej zasady: gdy w postępowaniu uczestniczą strony o sprzecznych interesach, gdy przepisy wymagają od strony wykazania określonych faktów lub gdy sprzeciwia się temu ważny interes publiczny, w tym interes państwa.

„To fundamentalna zmiana filozofii prawa podatkowego. Domniemanie niewinności przenosi punkt ciężkości z podejrzliwości wobec podatnika na odpowiedzialność organów. Dla biznesu to sygnał, że wreszcie zaczynamy traktować przedsiębiorcę jak partnera, a nie potencjalnego oszusta.” – Mikołaj Ślusarek, ekspert TMF Group

WYMAGAJĄCE DLA PROWADZENIA BIZNESU W POLSCE ZMIANY LUB ZAPOWIEDZI ZMIAN

System kaucyjny – wyzwanie dla biznesu i logistyki

1 października 2025 r. w Polsce ruszył długo zapowiadany system kaucyjny obejmujący m.in. plastikowe butelki, puszki i szklane opakowania po napojach. Ministerstwo Finansów wydało pod koniec sierpnia objaśnienia podatkowe dotyczące zasad rozliczania VAT w transakcjach związanych z systemem, ale wciąż brakuje jasności w kwestiach podatków dochodowych oraz rekompensat dla sklepów i producentów.

Nowe obowiązki administracyjne – w tym ewidencja kaucji, raportowanie w JPK i rozliczanie nadwyżek zwrotów – budzą obawy szczególnie wśród detalistów i mniejszych sieci handlowych. Branża handlowa i FMCG alarmuje, że system może generować znaczne koszty operacyjne i wymaga inwestycji w infrastrukturę zwrotną.

„Wdrożenie systemu kaucyjnego to ogromne wyzwanie logistyczne i podatkowe. Sama idea jest słuszna, ale termin jej realizacji – zaledwie kilka miesięcy po publikacji objaśnień – jest bardzo ryzykowny. W praktyce firmy muszą działać w warunkach niepewności interpretacyjnej, a to zawsze zwiększa koszty i ryzyko błędów.” – Mikołaj Ślusarek, ekspert TMF Group.

Rząd tnie ulgi dla branży IT – IP Box tylko dla firm zatrudniających pracowników

Nowelizacja przepisów podatkowych z 16 września 2025 r. zakłada ograniczenie możliwości korzystania z preferencji podatkowych, w tym popularnej ulgi IP Box. Obecnie z preferencyjnej stawki podatku 5 proc. mogą korzystać przedsiębiorcy osiągający dochody z praw własności intelektualnej, m.in. z autorskich programów komputerowych.

Nowe regulacje uzależnią jednak korzystanie z ulgi od zatrudniania co najmniej trzech osób fizycznych niepowiązanych z podatnikiem. W praktyce oznacza to, że z ulgi wypadnie znaczna część programistów prowadzących jednoosobową działalność gospodarczą – dotąd jednych z głównych beneficjentów IP Box.

„Z jednej strony rząd próbuje ukrócić nadużycia, z drugiej – uderza w przedsiębiorców, którzy realnie tworzą wartość dodaną w sektorze IT. Taka zmiana może zniechęcić do legalnej działalności i osłabić konkurencyjność Polski jako rynku technologicznego. Efekt uboczny walki z patologiami może być kosztowny dla całej branży.” – Magdalena Grzegorczyk, ekspert TMF Group.

Weto prezydenta wobec zmian w ordynacji podatkowej

Z końcem sierpnia 2025 r. prezydent zawetował ustawę nowelizującą Kodeks karny skarbowy i Ordynację podatkową – jeden z kluczowych elementów rządowego pakietu deregulacyjnego. Rząd chciał wprowadzić bardziej proporcjonalne kary za wykroczenia i przestępstwa skarbowe, zwłaszcza za drobne uchybienia, które dziś mogą prowadzić do dotkliwych sankcji.

Zmiany miały dotyczyć m.in. obniżenia kar za nieterminowe składanie informacji podatkowych, takich jak zgłoszenia pojazdów wykorzystywanych wyłącznie do działalności gospodarczej w VAT oraz uproszczenia procedur wobec przedsiębiorców, którzy popełniają błędy nieumyślnie. Ministerstwo Finansów przekonywało, że celem nie była bezkarność, lecz „racjonalizacja stopniowania kar” – zgodna z zasadą proporcjonalności i bez wpływu na dochody budżetu państwa.

Weto prezydenta zaskoczyło środowisko biznesowe, które liczyło na kontynuację procesu deregulacji i ograniczenie obciążeń administracyjnych. Dla wielu firm oznacza to, że przez kolejne miesiące utrzymany zostanie stan obecny – restrykcyjny i nie zawsze dostosowany do realiów gospodarczych.

„To decyzja, która rozczarowuje przedsiębiorców. Planowane zmiany nie oznaczały przyzwolenia na nadużycia, lecz miały porządkować przepisy i zmniejszać biurokratyczne ryzyko błędu. Biznes oczekiwał raczej usprawnień, a nie zaostrzenia reżimu odpowiedzialności. Weto prezydenta to krok wstecz w kierunku uproszczenia systemu podatkowego.” – Magdalena Grzegorczyk, ekspert TMF Group.

Podwyższenie CIT dla banków i instytucji finansowych

W drugiej połowie sierpnia 2025 r. w wykazie prac legislacyjnych rządu pojawił się projekt ustawy zakładający istotne zmiany w opodatkowaniu sektora finansowego. Od 2026 r. stawka CIT dla banków, instytucji kredytowych i SKOK-ów ma wzrosnąć z 19 proc. do 30 proc. W kolejnych latach planowane są stopniowe obniżki – do 26 proc. w 2027 r. i 23 proc. w 2028 r. Jednocześnie rząd planuje obniżyć stawkę podatku bankowego od aktywów o 10 proc. w 2027 r. i o 20 proc. w 2028 r.

Ministerstwo Finansów tłumaczy podwyżkę koniecznością pozyskania dodatkowych środków budżetowych w związku z rosnącymi wydatkami na obronność. Niestabilna sytuacja geopolityczna w Europie Wschodniej sprawia, że państwo musi zwiększać rezerwy finansowe i modernizować armię. Jednak środowisko bankowe ostrzega, że skutkiem może być ograniczenie rentowności sektora i zmniejszenie zdolności kredytowej wobec gospodarki.

Według wstępnych szacunków analityków, wzrost stawki CIT w 2026 r. może kosztować sektor bankowy dodatkowo kilka miliardów złotych rocznie. Choć w dłuższej perspektywie przewidziano redukcję obciążeń, rynek obawia się efektu domina – wyższych opłat dla klientów i spowolnienia inwestycji w usługi finansowe.

„To ruch, który uderzy w sektor finansowy, ale rząd tłumaczy go bezpieczeństwem narodowym. W krótkim okresie banki mogą przerzucić część kosztów na klientów – poprzez wyższe opłaty lub marże kredytowe. W dłuższej perspektywie może to jednak ograniczyć inwestycje sektora i zdolność do finansowania gospodarki. Wzrost obciążeń fiskalnych nie powinien być jedynym narzędziem łatania budżetu.”- Magdalena Grzegorczyk, ekspert TMF Group.

Reforma Państwowej Inspekcji Pracy: ryzyko paraliżu i niepewność dla pracodawców

Zapowiedziana we wrześniu 2025 roku, reforma Państwowej Inspekcji Pracy (PIP), która ma wejść w życie w 2026 roku, budzi coraz większe obawy wśród przedsiębiorców. Inspektorzy zyskają możliwość przekształcania umów cywilnoprawnych w umowy o pracę w drodze decyzji administracyjnej – i to z natychmiastowym skutkiem. Dla wielu firm oznacza to ryzyko wyższych kosztów ZUS, podatków i sporów o formę zatrudnienia.

Zwiększenie kar finansowych (z 30 do 60 tys. zł), rozszerzenie kompetencji kontrolnych i możliwość przeprowadzania zdalnych przesłuchań mogą prowadzić do nadmiernej ingerencji państwa w wewnętrzne procesy przedsiębiorstw. Dodatkowo brak precyzyjnych kryteriów oceny, kiedy umowa cywilnoprawna powinna zostać uznana za etat, rodzi ryzyko uznaniowości decyzji.

„Nowe uprawnienia Państwowej Inspekcji Pracy są daleko idące. Niezbędne jest, aby przepisy prawne były tak sformułowane, aby z jednej strony skutecznie chroniły interesy pracowników, a z drugiej minimalizowały ryzyko nadużyć i zapewniały stabilność prawną firm. Przemyślane podejście do tego zagadnienia pozwoli na stworzenie zdrowego i sprawiedliwego środowiska pracy, w którym zarówno pracownicy, jak i pracodawcy będą czuli się bezpiecznie i pewnie. Tylko poprzez takie zrównoważenie możemy osiągnąć cel, jakim jest harmonijny rozwój rynku pracy, z korzyścią dla wszystkich zaangażowanych stron.” – Anna Jendo ekspert TMF Group.

KSeF – cyfrowa rewolucja, która może uderzyć w przedsiębiorców

Choć Krajowy System e-Faktur (KSeF) ma w założeniu uprościć i scyfryzować rozliczenia, o czym pisaliśmy w pozytywnych aspektach tej zmiany, w praktyce wielu przedsiębiorców obawia się jego wdrożenia. Warto podkreślić, że od 1 lutego 2026 r. wszyscy polscy przedsiębiorcy będą zobowiązani do odbierania faktur w KseF, niezależnie od tego czy będą te faktury w KseF wystawiać. To oznacza konieczność kosztownych inwestycji w systemy ERP, szkolenia pracowników i testy integracji z KSeF-em.

Wielu doradców ostrzega, że mimo tzw. okresu przejściowego, wiele firm nie zdąży przygotować swoich procesów do wymogów systemu. Problemem są też niejasne procedury i ograniczenia techniczne – np. awarie łączności czy niepewność, jak KSeF poradzi sobie z masowym obrotem dokumentów w dużych korporacjach.

„KSeF to projekt potrzebny, ale tempo jego wdrożenia jest zbyt szybkie. Dla dużych firm to miesiące intensywnych prac wdrożeniowych, a dla małych – poważny stres organizacyjny. Ryzyko błędów, kar i przeciążeń systemu w pierwszych miesiącach jest realne. W teorii mamy rewolucję cyfrową, w praktyce – ryzyko paraliżu fakturowania, jeśli coś pójdzie nie tak.” – Mikołaj Ślusarek, ekspert TMF Group.

Uszczelnienie estońskiego CIT z powodu niejasności interpretacyjnych

Estoński CIT, z którego korzysta dziś ponad 20 tysięcy firm, ma zostać uszczelniony. Ministerstwo Finansów zapowiedziało zmiany w definicji tzw. ukrytych zysków – czyli świadczeń wypłacanych wspólnikom w sposób pośredni. Nowe przepisy obejmą m.in. opłaty za najem, usługi doradcze, licencje i inne transakcje z podmiotami powiązanymi.

Resort planuje także opodatkować każdą dystrybucję zysku po wyjściu z systemu oraz doprecyzować pojęcie wydatków niezwiązanych z działalnością gospodarczą. Jedynym korzystnym elementem projektu ma być złagodzenie wymogów formalnych przy podpisywaniu sprawozdań finansowych.

„Estoński CIT miał być prostym, prorozwojowym systemem, ale kolejne modyfikacje czynią go coraz mniej przewidywalnym. Poszerzenie katalogu ukrytych zysków oznacza ryzyko sporów z fiskusem o interpretacje, a to zniechęca do korzystania z rozwiązania, które miało być zachętą dla firm inwestujących w rozwój.” – Magdalena Grzegorczyk, ekspert TMF Group.

Niezrozumiała „rewolucja” w Systemie Elektronicznego Nadzoru Transportu (SENT)

We wrześniu 2025 r. Ministerstwo Finansów i Gospodarki ogłosiło rozporządzenie rozszerzające zakres monitorowania towarów wrażliwych w systemie SENT. Celem tego systemu jest zapobieganie wyłudzeniom podatku VAT i nieuczciwej konkurencji poprzez śledzenie przepływu tych towarów od momentu ich wysyłki do momentu odbioru. Elektroniczny nadzór transportu, dotąd obejmujący paliwa, alkohol, wyroby tytoniowe i chemikalia, od 2026 r. ma również objąć beton oraz wyroby z branży obuwniczej i odzieżowej, co rozszerza zakres monitorowanych towarów.

Nowe przepisy oznaczają, że przedsiębiorcy z tych sektorów będą zobowiązani do potwierdzania odbioru towarów w systemie, a brak potwierdzenia może skutkować karą finansową. Dla wielu firm – szczególnie z sektora MŚP – oznacza to dodatkowe obowiązki administracyjne i konieczność inwestycji w systemy cyfrowe.

„Rozszerzenie systemu SENT można rozumieć jako próbę dalszego uszczelnienia obrotu towarami, ale w praktyce zwiększy to biurokrację i koszty. Dla branży budowlanej czy odzieżowej, które dotąd nie były objęte tym reżimem, to spore wyzwanie organizacyjne. Efekt? Więcej kontroli, więcej raportowania i mniejsze marginesy czasowe.” – Magdalena Grzegorczyk, ekspert TMF Group.

Luka kompetencyjna w cyberbezpieczeństwie rośnie. Firmy wdrażają AI, ale nie są gotowe na jej ryzyka

Fortinet opublikował raport Global Cybersecurity Skills Gap Report 2025, który wskazuje, że główną przyczyną naruszeń w firmach pozostaje brak świadomości i szkoleń z zakresu cyberbezpieczeństwa. Przedsiębiorstwa coraz częściej zwracają się ku sztucznej inteligencji, ale też przyznają, że AI może zostać wykorzystana przeciw nim, szczególnie biorąc pod uwagę brak umiejętności związanych ze sztuczną inteligencją w zespołach. 87% specjalistów ds. cyberbezpieczeństwa oczekuje, że AI wzmocni ich rolę, oferując większą wydajność w obliczu niedoborów kadrowych i umiejętności cybernetycznych, jednak konieczne jest ich dokształcenie.

Tegoroczne badanie jeszcze mocniej podkreśla pilną konieczność inwestowania w talenty w dziedzinie cyberbezpieczeństwa – mówi Carl Windsor, CISO w Fortinet. – Bez zniwelowania luki kompetencyjnej firmy będą nadal borykać się z rosnącymi wskaźnikami naruszeń i kosztami. To punkt zwrotny zarówno dla sektora publicznego, jak i prywatnego. Bez zdecydowanych działań budujących i utrzymujących ekspertyzę w zakresie cyberbezpieczeństwa, ryzyko i koszty społeczne będą nadal rosły.

Niedobory kompetencji cybernetycznych zwiększają ryzyko i koszty

W obecnym krajobrazie zagrożeń ataki są nie tylko możliwe, ale wręcz pewne. Jednocześnie szacuje się, że globalnie brakuje już ponad 4,7 miliona wykwalifikowanych specjalistów ds. cyberbezpieczeństwa[1]. Kluczowe stanowiska są więc nieobsadzone w momencie, gdy eksperci są najbardziej potrzebni.

Kluczowe wnioski z raportu:

  • Liczba naruszeń rośnie. Według raportu Global Skills Gap Report z 2025 r., 86% firm doświadczyło co najmniej jednego incydentu naruszenia cyberbezpieczeństwa w 2024 roku, a prawie jedna trzecia (28%) zgłosiła ich pięć lub więcej. Odsetek ten był jeszcze wyższy w regionie EMEA – 36% przedsiębiorstw zgłosiło pięć lub więcej naruszeń. To znaczny wzrost w porównaniu z 2021 r., kiedy co najmniej pięć naruszeń zgłosiło 17% firm.
  • Niedobór kompetencji w zakresie cyberbezpieczeństwa to kluczowy czynnik mający wpływ na wzrost liczby naruszeń. Połowa ankietowanych z regionu EMEA (49%) jako jedną z głównych przyczyn naruszeń w swoich firmach wskazała brak umiejętności i szkoleń w zakresie bezpieczeństwa IT. Na świecie był to podobny odsetek – 54%. Globalnie większość respondentów (67% w tegorocznym raporcie i aż 70% w 2023 roku) stwierdziła, że niedobór umiejętności w zakresie cyberbezpieczeństwa stwarza dodatkowe ryzyko dla ich organizacji.
  • Finansowe skutki naruszeń pozostają znaczące. Ponad połowa (52%) ankietowanych firm twierdzi, że incydenty cybernetyczne kosztowały je w 2024 roku ponad 1 milion dolarów. W regionie EMEA odsetek ten był jeszcze wyższy i wyniósł 59%. Dla porównania, w 2021 roku było to 35%.

AI może odciążyć zespoły bezpieczeństwa, ale brak wiedzy to rosnące ryzyko

Chociaż sztuczna inteligencja to istotne wsparcie w obliczu ciągłych braków kadrowych w cyberbezpieczeństwie, firmy mogą nie być jeszcze w pełni przygotowane do bezpiecznego korzystania z AI.

  • Technologie bezpieczeństwa z funkcjami AI są powszechne. Aż 97% ankietowanych firm korzysta lub planuje wdrożyć rozwiązania cyberbezpieczeństwa bazujące na sztucznej inteligencji. Wykrywanie zagrożeń i zapobieganie im wymieniane są jako najważniejsze obszary zainteresowania AI w cyberbezpieczeństwie.
  • Sztuczna inteligencja może pomóc zmniejszyć obciążenie zespołów bezpieczeństwa. 87% specjalistów ds. cyberbezpieczeństwa oczekuje, że AI wzmocni ich rolę, zamiast ich zastąpić, zapewniając większą wydajność i mniejsze obłożenie w obliczu niedoborów kadrowych.
  • Mimo że sztuczna inteligencja może wspierać zespoły bezpieczeństwa, specjalistom brakuje umiejętności, aby w pełni wykorzystać potencjał AI. Większość ankietowanych (80%) twierdzi, że AI pomaga ich zespołom IT. Mimo to, prawie połowa (48%) decydentów IT jako największe wyzwanie we wdrażaniu AI wymienia brak personelu z odpowiednią wiedzą. Aż 76% firm, które doświadczyły dziewięciu lub więcej cyberataków w 2024 roku, posiadało narzędzia AI – co sugeruje, że samo wdrożenie bez odpowiedniej wiedzy to za mało, aby pozostać chronionym.

Cyberbezpieczeństwo w centrum uwagi, ale AI wciąż pozostaje wyzwaniem

Zarządy coraz poważniej traktują kwestie cyberbezpieczeństwa – aż 76% zwiększyło koncentrację na tym obszarze w 2024 roku. Co więcej, niemal wszystkie firmy postrzegają dziś cyberbezpieczeństwo jako priorytet nie tylko biznesowy (96%), lecz także finansowy (95%), co dowodzi, że biznes zaczyna łączyć bezpieczeństwo z długofalową strategią rozwoju. Jednocześnie raport Fortinet pokazuje wyraźną lukę w świadomości ryzyka związanego ze sztuczną inteligencją. Mniej niż połowa (49%) respondentów uważa, że zarządy w pełni rozumieją potencjalne zagrożenia związane z AI. Ta świadomość jest ściśle związana z tym, czy organizacje już wdrażają sztuczną inteligencję w swoich programach cyberbezpieczeństwa.

Certyfikaty wciąż cenione, choć firmy rzadziej za nie płacą

W obliczu utrzymującej się luki kompetencyjnej firmy nadal stawiają na rozwój umiejętności zespołów. Certyfikaty pozostają jednym z najważniejszych wyznaczników kompetencji: aż 89% decydentów IT preferuje kandydatów, którzy mogą się nimi pochwalić. Dla większości respondentów certyfikaty potwierdzają wiedzę z zakresu cyberbezpieczeństwa (67%), zdolność nadążania za dynamicznie zmieniającą się branżą (61%) oraz znajomość kluczowych narzędzi dostawców (56%).

Jednocześnie spada jednak gotowość firm do finansowania certyfikacji swoich pracowników. W 2024 roku jedynie 73% organizacji deklarowało wsparcie finansowe w tym zakresie, podczas gdy rok wcześniej było to aż 89%. W regionie EMEA tylko 68% respondentów przyznaje, że ich firmy pokrywają koszty zdobywania certyfikatów.

Zamykanie luki kompetencyjnej ma kluczowe znaczenie dla odporności biznesowej

Raport „Cybersecurity Skills Gap 2025” jasno pokazuje, że cyberbezpieczeństwo stało się priorytetem na poziomie zarządów, napędzane przez wzrost znaczenia AI i eskalujące cyberzagrożenia. Firmy muszą przemyśleć swoje praktyki zatrudniania, sięgnąć do niewykorzystanych pul talentów oraz zainwestować w szkolenia i podnoszenie kwalifikacji, aby budować potrzebną wiedzę. Wymaga to skoordynowanego podejścia bazującego na trzech filarach: podnoszeniu świadomości i edukacji, rozszerzaniu dostępu do ukierunkowanych szkoleń i certyfikacji oraz przyjmowaniu zaawansowanych technologii bezpieczeństwa.

O badaniu Fortinet Skills Gap Survey 2025

  • Badanie zostało przeprowadzone wśród ponad 1850 decydentów IT i specjalistów ds. cyberbezpieczeństwa z 29 różnych krajów i regionów.
  • Respondenci reprezentowali szerokie spektrum branż, w tym technologiczną (22%), produkcyjną (16%) oraz usług finansowych (12%).

[1] https://www.isc2.org/Insights/2024/10/ISC2-2024-Cybersecurity-Workforce-Study

Pokolenie 40+ zmienia zasady gry na rynku detalicznym

Polska wkracza w fazę przyspieszonych zmian demograficznych, które trwale zmieniają strukturę popytu konsumenckiego. Jak wynika z najnowszego raportu „Pokolenie 40+ w centrum uwagi” międzynarodowej firmy doradczej Cushman & Wakefield, rosnąca w siłę i zasobność grupa dojrzałych klientów przesuwa akcenty w handlu – od rozrywki w stronę pragmatyzmu, wygody i bliskości. To strategiczne wyzwanie dla marek i właścicieli obiektów handlowych, którzy muszą dostosować swoje strategie do ery „opiekuńczo-wygodnego” popytu.

Starzejące się społeczeństwo napędza zmiany w strukturze popytu

Z danych i prognoz wynika jasno: Polska wkracza w erę starzenia się populacji. Według Moody’s, udział osób 65+ może osiągnąć do końca 2030 roku ok. 22%, a według GUS sięgnie on do 2060 roku ok. 36%. To z kolei powoduje, że dzisiejsi 40- i 50-latkowie, obciążeni opieką nad dziećmi i starzejącymi się rodzicami, redefiniują swoje priorytety zakupowe. Coraz dłuższa aktywność zawodowa (66% osób w wieku przedemerytalnym deklaruje chęć kontynuacji pracy) i stabilizacja finansowa sprawiają, że stają się oni zamożną grupą, ale ich najważniejszą walutą jest czas.

To zjawisko, w ciągu 10-20 lat, będzie prowadzić do ery „opiekuńczo-wygodnego” popytu. Wydłużenie przeciętnego trwania życia oraz dłuższa aktywność zawodowa przekładają się na większą swobodę konsumencką i zasobniejsze portfele u osób 40+ i 50+. Jednocześnie rośnie obciążenie opiekuńcze na tzw. „sandwich generation”, czyli dzisiejszych 40-55-latkach, co mocno kształtuje strukturę popytu. Co to oznacza w praktyce? Z jednej strony konieczność przeznaczenia większych budżetów na zdrowie, usługi pielęgnacyjne i sprzęt/udogodnienia domowe. Z drugiej – preferencję formatów handlowych „pod domem” oraz usług mobilnych, ale też obiektów z szeroką ofertą w jednym miejscu, co oszczędza czas poruszania się między nimi. Zmieniające się preferencje i styl życia coraz starszego społeczeństwa już teraz powinny motywować marki do przyjęcia nowego podejścia uwzgledniającego między innymi uproszczenia całej ścieżki zakupowej, komentuje Ewa Derlatka Chilewicz, Head of Research, Cushman & Wakefield.

Zakupy w ciszy i blisko domu

Według ankiety przeprowadzonej wśród różnych grup klientów formatów handlowych wyraźnie wynika, że to osoby reprezentujące pokolenie 50+ wykazują najsilniejsze przywiązanie do lokalnych i tradycyjnych obiektów.

Wszystkie badane grupy konsumentów co najmniej raz w tygodniu wybierają zakupy w tych miejscach, które oferują wygodę, bliskość oraz znane środowisko, czyli małych sklepach osiedlowych czy wolnostojących sklepach spożywczych, jednak najmocniej te preferencje widać w przypadku osób 50+. Atutami tych formatów jest, m. in. stały asortyment oraz komfortowe warunki, bez rozpraszających, niepotrzebnych bodźców, a także możliwość oszczędności czasu, tłumaczy Ewelina Staruch, Senior Analyst, Cushman & Wakefield.

Z drugiej strony, duże formaty jak centra czy parki handlowe są przez grupę 50+ odwiedzane rzadziej (w przeciwieństwie do najmłodszych osób do 30. roku życia). Może to wynikać z mniejszej potrzeby korzystania z szerokiej oferty w jednym miejscu, chęci ograniczenia czasu zakupów, a także z barier takich jak dojazd, tłok czy hałas.

Starsi konsumenci wyróżniają się także najwyższą, bo 42-procentową odwiedzalnością co najmniej raz w tygodniu targowisk i bazarów – są one dla nich nie tylko miejscem zakupów świeżych produktów od regionalnych producentów, ale również przestrzenią kontaktów społecznych. Na korzyść współczesnych, osiedlowych bazarków z pewnością działa fakt, iż idą one z duchem czasu. Obecnie można tam bowiem znaleźć szeroki asortyment produktów oferowanych, np. przez lokalne piekarnie, czy wysokiej jakości rzemieślnicze produkty spożywcze, dodaje Ewelina Staruch.

Centrum handlowe jako punkt użyteczności – potrzeby i motywacje klientów 40+
Wraz z wiekiem klientów zmienia się nie tylko ich styl życia, ale również sposób korzystania z centrów handlowych. Jak wynika z raportu Cushman & Wakefield, granica przesunięcia akcentów – od postrzegania centrum jako miejsca rozrywki ku funkcjom praktyczno-zakupowym – przypada już na ok. 30. rok życia. W przypadku starszych klientów centrum handlowe przestaje być przestrzenią do spędzania wolnego czasu, a staje się miejscem efektywnych, zaplanowanych zakupów, nierzadko wykonywanych z listą konkretnych potrzeb, komentuje Ewa Derlatka-Chilewicz.

Z danych Cushman & Wakefield wynika, że typowy wzorzec wizyty w centrum handlowym – niezależnie od wieku – to odwiedziny w kilku wybranych punktach. Aż 92% badanych deklaruje, że odwiedza mniej niż 10 sklepów podczas jednej wizyty, a najpopularniejszą odpowiedzią we wszystkich grupach wiekowych było odwiedzenie od 2 do 5 sklepów. W przypadku odwiedzin przekraczających 10 sklepów zauważalna jest wyraźna różnica pokoleniowa – osoby w wieku 18-29 lat deklarują takie zakupy aż o 8 pp. częściej niż respondenci 50+ i o 4 pp. częściej niż osoby w wieku 40-49 lat. Czas pobytu w centrach handlowych również różnicuje się wiekowo.

Wśród osób 40-49 lat najczęściej wskazywaną odpowiedzią był przedział 1-2 godziny, co stanowi najwyższy odsetek w całym badaniu. To pokazuje wysokie zaangażowanie zakupowe, ale też potrzebę racjonalizacji czasu – osoby te łączą zakupy z innymi aktywnościami, często logistycznie zaplanowanymi wokół życia zawodowego i rodzinnego. Z kolei dłuższe pobyty – przekraczające 2 godziny – najczęściej deklarowali przedstawiciele generacji Z, dodaje Ewelina Staruch.

W grupach silvers (50-65 lat) oraz future silvers (40-49 lat) wyraźnie widać, że kluczowym czynnikiem decydującym o odwiedzinach centrów handlowych jest możliwość wygodnego dojazdu samochodem. Starsi klienci silniej niż młodsi akcentują komfort związany z parkowaniem – 35% respondentów 50+ wskazuje na znaczenie bezpłatnych miejsc, a 27% na przestronny parking wewnętrzny, co pokazuje rosnącą wagę wygody wraz z wiekiem. Ponadto osoby reprezentujące grupę wiekową 40-49 lat częściej niż reprezentanci 50+ biorą pod uwagę alternatywne formy transportu, takie jak komunikacja miejska czy dojście pieszo, co może wiązać się z ich aktywnością zawodową i miejskim stylem życia.

Jednym z istotnych czynników wpływających na lojalność klientów w wieku 40-65 lat jest dobrze dobrany tenant-mix. Wśród oczekiwanych kategorii najczęściej wskazywano sklepy z produktami zdrowotnymi, komfortową odzieżą oraz zdrową żywnością – segmenty szczególnie istotne dla osób 50+.

Starsze grupy wiekowe w znacznie większym stopniu niż młodsi klienci przywiązują wagę do racjonalizacji zakupów. Widzimy wyraźnie, że konsumenci 50+ częściej przychodzą do centrów z określonym celem i nie są tak podatni na impulsy zakupowe jak młodsze pokolenia. Dowodzi tego również fakt, że aż 26% osób w tej grupie wskazało „możliwość zakupu produktu lub usługi niedostępnej w okolicy” jako motywator wizyty – o 12 pp. więcej niż wśród najmłodszych badanych, podkreśla Ewa Derlatka-Chilewicz.

Co ciekawe, grupa 40-49 lat wskazywała ten czynnik najrzadziej – zaledwie 7% respondentów. Może to wynikać z faktu, że tzw. future silvers często zamieszkują dobrze skomunikowane dzielnice i korzystają z oferty handlowej w pobliżu miejsca zamieszkania lub pracy, dlatego ich potrzeba „dalekiego” wyjazdu na zakupy jest zdecydowanie mniejsza.

Motywacje ekonomiczne także są bardziej wyraziste wśród silversów. Niższe ceny i promocje wskazało aż o 8 pp. więcej osób 50+ niż przedstawicieli grupy 18-29 lat. Odwrotnie jest w przypadku pokolenia Z – młodsi konsumenci częściej traktują centra jako miejsce wypicia kawy, lunchu czy uczestnictwa w wydarzeniach, komentuje Ewelina Staruch.

Ciekawe wnioski płyną z analiz dotyczących korzystania z usług dodatkowych – gastronomii, stref relaksu, rozrywki czy salonów usługowych – a spada ono wraz z wiekiem. Najbardziej aktywni w tym zakresie są respondenci 18-29 lat.

Dla silversów najważniejsze jest, by centrum handlowe było miejscem zakupów wygodnych, sprawnych i użytecznych – dodatkowe atrakcje nie są dla nich decydujące. Potwierdzają to dane, według których osoby 50+ korzystają z restauracji co najmniej raz w miesiącu, o 29 pp. rzadziej niż najmłodsi, choć nadal aż 40% z nich deklaruje taką aktywność. Osoby w wieku 40-49 lat są pod tym względem bardziej aktywne – restauracje odwiedza ich o 16 pp. więcej, a kawiarnie o 14 pp. więcej niż starsze pokolenie. Grupa ta znajduje się w fazie przejściowej – wciąż korzystają z części usług w modelu „lifestyle”, choć z wyraźnym filtrem funkcjonalnym, mówi Ewa Derlatka-Chilewicz.

Rozrywka tradycyjna – jak kina czy salony gier – również ujawnia silną polaryzację wiekową. Kina odwiedza co miesiąc ponad połowa osób do 30. roku życia, ale już tylko 35% 40-latków i 25% osób 50+. W przypadku kręgielni i salonów gier różnice są jeszcze większe: korzysta z nich jedynie 8% najstarszych respondentów, podczas gdy wśród osób 40-49 lat – 25%, a w grupie Gen-Z – aż 40%. Usługi fryzjerskie i kosmetyczne, dostępne w centrach handlowych, również są najchętniej wybierane przez najmłodszych. Osoby 50+ znacznie rzadziej korzystają z tych usług w galeriach – wybierają raczej lokalne, znane punkty w pobliżu miejsca zamieszkania. A jak wygląda zainteresowanie siłowniami?

Obserwujemy, że osoby 45+ i 50+ coraz częściej szukają aktywności fizycznej dopasowanej do ich stylu życia, możliwości i oczekiwań. Aby przekonać ich do rozpoczęcia treningów potrzebne jest jednak przełamanie barier, takich jak brak pewności siebie, obawy zdrowotne czy stereotypy, że „jest już za późno”. Dlatego w ramach akcji „W Kwiecie Ruchu” pokazujemy dojrzałym osobom, że ruch może być źródłem siły i radości, niezależnie od wieku. Kluby fitness, takie jak Zdrofit, mogą być miejscem spotkań, gdzie tworzą się międzypokoleniowe relacje, które pomagają zacząć i wytrwać w aktywności fizycznej. Kluczowe jest tu jednak zrozumienie potrzeb silversów oraz dostarczanie im realnych narzędzi do działania – bez barier, bez presji, z pełnym szacunkiem dla ich tempa i możliwości, komentuje Magdalena Szwed, Dyrektor ds. Rozwoju Produktu Benefit Systems Oddział Fitness.

Nieufni wobec e-commerce?

W dwóch analizowanych grupach respondentów w wieku 40+ zakupy online dokonywane co najmniej raz w miesiącu są zauważalnie rzadsze niż wśród młodszych osób. Najczęściej wybieraną platformą pozostaje Allegro, a znacznie rzadziej wybierane są portale z używanymi rzeczami, strony internetowe konkretnych marek czy platformy z wieloma brandami. Ponadto z opcji odbioru zamówienia online w sklepie stacjonarnym, zlokalizowanym w centrum handlowym, korzysta znacznie mniej starszych konsumentów. W grupie wiekowej 50+ odsetek ten wynosi zaledwie 25%, a wśród przyszłych silversów (40-49 lat) – 32%, podczas gdy w pokoleniu Z sięga on aż 50%.

Niższa częstotliwość zakupów online w starszych grupach konsumentów może wynikać m. in. z ograniczonego zaufania do stron internetowych i płatności online. Z drugiej strony, przyszli silversi chętniej korzystają z zakupów internetowych, ale ich aktywność choć wyższa niż w starszej grupie, wciąż znacznie ustępuje młodszym konsumentom, komentuje Paulina Bauer, Head of Asset Services Retail, Cushman & Wakefield.

Co ciekawe jednak, osoby 50+ najczęściej dokonują zakupów modowych przez internet (48%). Trend ten jest silniejszy w mniejszych miastach (poniżej 200 tys. mieszkańców), co wynika z mniejszego dostosowania oferty modowej w centrach i parkach handlowych do wymagań grupy wiekowej 50+.

Niższa aktywność zakupowa online wśród osób 50+ to wyraźny sygnał dla rynku: konieczne jest dostosowanie zarówno kanałów cyfrowych, jak i tradycyjnych do potrzeb tej rosnącej grupy. Silvers i future silvers oczekują prostoty, komfortu i relacyjnego podejścia – to nie kwestia braku kompetencji cyfrowych, lecz innych priorytetów zakupowych. Uwzględnienie ich potrzeb to dziś nie „nice to have”, ale strategiczny „must have” – czynnik, który będzie decydować o rynkowej pozycji marki i jej wynikach. Handel nie może faworyzować młodszych – doświadczenie klienta musi być inkluzywne, niezależnie od wieku, podsumowuje Paulina Bauer.

Dolar zyskuje mimo paraliżu rządu USA. Kanada pod presją inflacji, Węgry wstrzymują obniżki

Amerykanie sprawdzają, jak długo można utrzymywać zamknięcie rządu, zanim wyborcy wymuszą na nich ugodę. W Kanadzie ceny pierwszy raz od pół roku rosną szybciej niż o 2% w skali roku. Zanosi się na niemal rok bez zmiany stóp procentowych na Węgrzech.

Trzeci tydzień zamknięcia rządu

W globalnej polityce tak dużo się dzieje, że można przegapić wydarzenia, które normalnie nie schodziłyby z pierwszych stron gazet. Właśnie minął 21. dzień zamknięcia rządu w USA. Obie strony sporu napędzane są przez radykalne skrzydła w swoich partiach, co powoduje, że konflikt nie jest rozwiązywany. Głównym oczekiwaniem Demokratów jest zaprzestanie rozmontowywania systemu opieki medycznej. Republikanie uważają, że nie należy tego robić, za to należy wprowadzić prowizorium i negocjować w trakcie. Problem w tym, że niektóre programy wygasają z końcem roku. Z tego powodu Demokraci nie mają dużego pola manewru, gdyż propozycja finansowania teraz, a rozmowy o zdrowiu później to pułapka, w którą nie chcą wpaść. Obie partie oczywiście uważają, że to wina obstrukcji z drugiej strony. Pomimo tego dolar w ciągu czterech dni umocnił się o ponad 1 centa względem euro.

Inflacja w Kanadzie przyspiesza

Wczoraj poznaliśmy również dane na temat inflacji w Kanadzie. Po kilku miesiącach poniżej poziomu 2% widać wyraźne przyspieszenie. Rynek spodziewał się wzrostu do 2,3%, a niestety był on wyższy i wyniósł 2,4%. Dlaczego mamy nagle takie przyspieszenie? Kluczem do tej zagadki wydają się efekty kalendarzowe. Rok temu wrzesień był niespodziewanym dołkiem. Teraz odnosimy się do tamtego niższego poziomu to i wzrost wydaje się większy. Rynek zareagował umocnieniem dolara kanadyjskiego. Wyższa inflacja to wyższe stopy procentowe, które powodują, że inwestorzy przychylniej patrzą na walutę i ją kupują, jednocześnie podnosząc jej cenę.

Stopy procentowe na Węgrzech

Inflacja w Budapeszcie wynosi obecnie równo 4,3% od trzech miesięcy. Przy tym poziomie wydaje się, że jest miejsce na obniżki stóp procentowych wynoszących obecnie 6,5%. Nie dość, że nie doszło do takiej decyzji, to jeszcze oczekiwania mówią o braku zmian w nadchodzących kwartałach. Jak nietrudno się domyślić, rząd napiera silnie na cięcia – w końcu łatwiej się rządzi przy tańszym pieniądzu. Co powoduje, że tamtejszy bank centralny nie obniża stóp? W komunikacie dość niespodziewanie postawiono silny nacisk na kurs walutowy. Jeżeli dojdzie do obniżek, to osłabiająca się waluta przełoży się na dalszy wzrost inflacji. Z drugiej strony obecne działania w ramach kontroli cen obniżają inflację o 1,5%. Wiemy, chociażby z Rumunii, jak kończy się uwalnianie cen po dłuższym czasie. Na razie zatem stopy pozostają bez zmian, a forint od początku roku umocnił się do euro ponad 5%, co tylko pogłębia problemy gospodarki.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak istotnych odczytów.

Ubezpieczenie OC dla dronów obowiązkowe od listopada 2025 r.

13 listopada 2025 roku w Polsce zaczną obowiązywać nowe przepisy wynikające z ustawy z 24 stycznia 2025 r. o zmianie ustawy – Prawo lotnicze oraz niektórych innych ustaw (Dz.U. 2025 poz. 179). Na ich mocy operatorzy bezzałogowych statków powietrznych (UAV) o masie startowej od 0,25 kg do 20 kg będą zobowiązani do posiadania ubezpieczenia odpowiedzialności cywilnej (OC) za szkody powstałe w związku z wykonywanymi operacjami lotniczymi. To kluczowy krok w kierunku ujednolicenia zasad bezpieczeństwa lotów dronami na terenie całej Unii Europejskiej.

Obowiązek ubezpieczenia drona dotyczy zarówno osób fizycznych, jak i prawnych – każdego, kto eksploatuje lub zamierza eksploatować co najmniej jeden system bezzałogowego statku powietrznego (ma status operatora). Zgodnie z nowymi przepisami, ubezpieczenie musi zostać zawarte najpóźniej w dniu poprzedzającym rozpoczęcie operacji z użyciem drona. Minimalna suma gwarancyjna w okresie ubezpieczenia nie dłuższym niż 12 miesięcy została określona na poziomie 50 000 SDR, czyli równowartości ok. 275 tys. zł.

Nowe przepisy są odpowiedzią na dynamiczny rozwój rynku dronów i wzrost liczby operacji lotniczych z ich udziałem. Wymóg posiadania ubezpieczenia OC zwiększy bezpieczeństwo finansowe operatorów, a także ochroni osoby trzecie i ich mienie przed skutkami potencjalnych szkód. Warto pamiętać, że ubezpieczenie powinno być aktywne już przed pierwszym lotem – jego brak może skutkować karą pieniężną w wysokości 4 000 złmówi Agnieszka Włodarska-Poloczek, kierownik w Biurze Ubezpieczeń Detalicznych Compensy.

Dla lotów rekreacyjnych lub testowych wystarczająca może być minimalna suma gwarancyjna, natomiast w przypadku zastosowań profesjonalnych, takich jak inspekcje infrastruktury, pomiary geodezyjne czy filmowanie komercyjne, rekomendowane jest rozważenie wyższych limitów odpowiedzialnościtłumaczy Agnieszka Włodarska-Poloczek. Wybierając polisę OC dla drona, operator powinien zwrócić uwagę na kilka kluczowych elementów, przede wszystkim zakres terytorialny ochrony, kategorie operacji objęte ubezpieczeniem oraz sumę gwarancyjną odpowiadającą rzeczywistemu ryzyku prowadzonej działalności – dodaje ekspertka Compensy.

AI zmienia phishing w wyrafinowaną machinę

Generatywna sztuczna inteligencja (GenAI) oraz tzw. systemy agentowe stają się nową bronią cyberprzestępców. Zamiast nieudolnych maili z błędami, firmy mają dziś do czynienia z perfekcyjnie napisanymi wiadomościami w dowolnym języku, tworzonymi przez modele językowe, które potrafią też klonować głosy i obrazy. Według analityków ds. bezpieczeństwa z Check Point Software Technologies, to „cicha rewolucja” w phishingu i smishingu, która zmienia zasady gry w cyberbezpieczeństwie.

Jeszcze niedawno fałszywe maile łatwo było rozpoznać – po literówkach, dziwnych linkach i nieudolnych zwrotach grzecznościowych. Dziś te oznaki zniknęły, prawdopodobnie raz na zawsze. Atakujący korzystają z dużych modeli językowych (LLM), by tworzyć dopracowane, spersonalizowane wiadomości oparte na danych z LinkedIna, komunikatów prasowych czy wycieków danych. Coraz częściej wykorzystują też klonowanie głosu i deepfake’i, by podszyć się pod menedżerów i uzyskać przelewy lub poufne informacje.

– Cyberprzestępcy działają dziś jak zorganizowane firmy. Stosują automatyzację, chmurę i modele „AI-as-a-Service”. Generatywna AI odpowiada za treść, a systemy agentowe pełnią rolę „menedżerów kampanii”. Takie oprogramowanie analizuje reakcje ofiar, uczy się i dostosowuje ton, język oraz kanał komunikacji w czasie rzeczywistym – od e-maila, przez SMS, po rozmowy telefoniczne z użyciem syntetycznego głosu. – wyjaśnia Wojciech Głażewski, Managing Director polskiego oddziału Check Point Software.

Eksperci określają ten nowy trend mianem Advanced Persistent Manipulation (APM) – długotrwałych, inteligentnych kampanii socjotechnicznych, które zamiast natychmiast oszukiwać, powoli budują relację i zaufanie. Tym samym szkolenia z rozpoznawania błędów w mailach przestają być skuteczne, a zespoły SOC są przeciążone analizą ogromnej liczby realistycznych zagrożeń. Dodatkowo AI pozwala atakującym tworzyć tysiące spersonalizowanych wiadomości przy minimalnym koszcie – co znacząco zmienia perspektywę ekonomiczną ataku.

Jak się bronić? Nowe filary odporności na AI

Check Point wskazuje, że walka z nową generacją ataków wymaga głębokiej przebudowy strategii bezpieczeństwa. Kluczowe jest wdrażanie rozwiązań opartych na sztucznej inteligencji, które potrafią analizować kontekst, ton i wzorce komunikacji, a nie tylko podpisy zagrożeń. Równocześnie warto rozszerzyć zasady Zero Trust także na kanały komunikacji – e-mail, SMS i komunikatory – wprowadzając weryfikację tożsamości i uwierzytelnianie wieloskładnikowe dla działań wysokiego ryzyka.

Skuteczną obronę wspiera również podejście XDR, które łączy dane z różnych systemów – punktów końcowych, sieci, tożsamości i poczty – pozwalając wykrywać powiązane kampanie na wczesnym etapie. Nie można też lekceważyć urządzeń mobilnych, które stały się jednym z głównych celów smishingu; Współczesne rozwiązania pomagają chronić smartfony przed złośliwymi linkami w SMS-ach i aplikacjach. Ostatecznie kluczowym elementem jest automatyzacja – systemy SOAR pozwalają reagować na incydenty w czasie rzeczywistym, izolując konta i blokując infrastrukturę w ciągu sekund, a nie minut.

Rosnące wymagania regulatorów i zarządów

Nowe przepisy, takie jak regulacje SEC w USA (obowiązek zgłoszenia incydentu w ciągu 4 dni), a także wymogi GDPR (RODO), HIPAA czy PCI DSS, sprawiają, że AI staje się elementem odpowiedzialności korporacyjnej. Również ubezpieczyciele podnoszą wymagania wobec firm, które nie wdrażają nowoczesnych zabezpieczeń.

Eksperci Check Pointa ostrzegają i twierdzą, że generatywna oraz agentowa AI nie są zagrożeniem przyszłości – to realne ryzyko, które istnieje już dziś. Firmy, które nie dostosują się do tej zmiany, będą walczyć z przeciwnikiem działającym szybciej i inteligentniej niż kiedykolwiek wcześniej.

Netflix z rekordowym zaangażowaniem widzów, ale zyski poniżej oczekiwań. Inwestorzy reagują spadkiem kursu

W trzecim kwartale 2025 roku Netflix odnotował przychody na poziomie 11,5 mld USD, zgodne z oczekiwaniami analityków. Zysk operacyjny wyniósł 3,24 mld USD, co oznacza wynik o około 400 mln USD niższy od prognoz. Zysk netto na akcję ukształtował się na poziomie 5,87 USD wobec prognozowanych 6,94 USD. Jednocześnie spółka wygenerowała wolne przepływy pieniężne w wysokości 2,66 mld USD, przekraczając oczekiwania rynku.

Główną przyczyną niższych wyników finansowych była jednorazowa opłata podatkowa w Brazylii, wynosząca 619 mln USD. Została ona nałożona w związku ze sporem podatkowym trwającym od 2022 roku. Jak podkreślił Netflix, po wyłączeniu tego kosztu wyniki kwartalne przewyższyłyby oczekiwania analityków. Po ogłoszeniu wyników kurs akcji spółki spadł o 7,5%. Warto zaznaczyć, że akcje osiągnęły rekordowy poziom 1341,15 USD w czerwcu, po czym zaczęły tracić na wartości.

Pod względem operacyjnym Netflix może pochwalić się rekordowym zaangażowaniem użytkowników. Do najpopularniejszych produkcji w tym okresie należały m.in. KPop Demon Hunters, drugi sezon Wednesday, kontynuacja Happy Gilmore oraz relacja z walki bokserskiej Alvarez vs Crawford. W czwartym kwartale platforma planuje premiery ostatniego sezonu “Stranger Things”, nowej odsłony filmu “Na noże” oraz filmów wyreżyserowanych przez Guillermo del Toro i Kathryn Bigelow.

Spółka przewiduje, że wolne przepływy pieniężne za cały rok wyniosą około 9 mld USD. Środki te mają zostać przeznaczone na skup akcji własnych, inwestycje w nowe treści oraz ewentualne przejęcia, m.in. aktywów Warner Bros. Discovery – choć Netflix zaznacza, że takie akwizycje nie są konieczne do realizacji jej długoterminowych celów. Pomimo solidnych wyników operacyjnych, inwestorzy wyrażają obawy związane z brakiem wzrostu czasu spędzanego przez użytkowników na platformie. Dodatkowe zagrożenia stanowi rosnąca konkurencja ze strony darmowych serwisów, takich jak YouTube, Roku czy Tubi, a także potencjalny wpływ treści generowanych przez sztuczną inteligencję na strukturę rynku rozrywki.

Krzysztof Kamiński – OANDA TMS

Nieuczciwe praktyki w sektorze OZE. UOKiK wszczyna postępowania i nakłada pierwsze milionowe kary

0

Rosnące zainteresowanie fotowoltaiką, pompami ciepła i magazynami energii to trend, który przyspiesza wraz z transformacją energetyczną i wysokimi cenami energii elektrycznej. Jednak wraz z boomem inwestycyjnym szybko rośnie liczba skarg od konsumentów rozczarowanych nieuczciwymi praktykami sprzedawców. Prezes UOKiK Tomasz Chróstny poinformował o najnowszych działaniach wobec firm, które – zamiast realnych oszczędności – oferowały kruczki prawne, wprowadzające w błąd materiały marketingowe i agresywny telemarketing. Zarzuty postawiono czterem przedsiębiorstwom: EPG (Energia Plus Gaz), Revolt Energy, PEGK i Centrum Dotacji OZE. Spółka Sunday Polska otrzymała ponad milion złotych kary.

Rynek OZE dynamicznie rośnie – ale rośnie też ryzyko nadużyć

Według UOKiK, część firm wykorzystuje niski poziom wiedzy klientów na temat fotowoltaiki, pomp ciepła i systemów dotacyjnych, obiecując gwarantowane oszczędności i ekspresową realizację inwestycji. W praktyce umowy zawierały zapisy asymetryczne, przerzucające całe ryzyko na konsumenta, a działania marketingowe – np. pisma stylizowane na urzędowe – sugerowały oficjalne wsparcie państwa.

„Nie będziemy akceptować sytuacji, w których przedsiębiorca wykorzystuje brak doświadczenia konsumentów i nadużywa ich zaufania. Zielona transformacja jest szansą, ale tylko pod warunkiem uczciwości rynku” – podkreśla prezes UOKiK Tomasz Chróstny.

Nieuczciwe umowy: wysokie kary, brak odpowiedzialności firm

EPG i Revolt Energy stosowały zapisy umowne umożliwiające naliczanie kar sięgających nawet 30 proc. wartości instalacji, jeśli klient zrezygnował po 14 dniach lub nie przekazał dokumentów w terminie. Jednocześnie firmy mogły odstąpić od umowy bez konsekwencji, np. w razie „braku możliwości technicznych”, mimo że to sprzedawca odpowiada za audyt przed zawarciem kontraktu.

Revolt Energy dodatkowo zabezpieczała się prawem zatrzymania całej zaliczki, przesuwania terminów montażu „z uwagi na pogodę” czy „brak komponentów”, a także wyłączała odpowiedzialność za rzeczywiste efekty energetyczne instalacji. Realne ryzyko po stronie klienta – korzyści po stronie firmy.

Marketing podszyty pod urzędowe instytucje

PEGK dostarczała mieszkańcom ulotki i zawiadomienia stylizowane na dokumenty gminne, bez jasnej informacji, że są to komercyjne materiały reklamowe. Straszono wzrostem cen prądu nawet o 300 proc., wzywano do „pilnego kontaktu”.

Centrum Dotacji OZE (dawniej Eko Centrum) prowadziło natomiast losowy i nielegalny telemarketing, dzwoniąc do konsumentów bez zgody i podając się za „dział dotacji unijnych”. Wrażenie oficjalnego źródła + natychmiastowa oferta sprzedażowa = klasyczna pułapka presji czasowej.

Sunday Polska ukarana na ponad milion złotych

Najdalej idące działania UOKiK objęły Sunday Polska, która stosowała m.in.:

  • bezterminowe odwlekanie realizacji instalacji („warunki atmosferyczne” bez końcowych dat),
  • zmiany wykonawcy instalacji bez zgody klienta,
  • dodatkowe koszty montażu mimo wcześniejszych oględzin technicznych,
  • wyłączenie prawa do odstąpienia od umowy bez kary,
  • uznawanie za „istotne” tylko takich wad, które uniemożliwiały całkowicie korzystanie z instalacji.

Kara: 1 011 516 zł. Decyzja nie jest prawomocna.

Simpact Ventures inwestuje w Cyber360

Simpact Ventures, pierwszy w Polsce fundusz venture capital oparty o ideę impact investing, zainwestował w Cyber360 – firmę specjalizującą się w kompleksowej ochronie cybernetycznej dla sektora MŚP i instytucji publicznych. Pozyskane finansowanie spółka przeznaczy na dalszy rozwój technologii oraz zwiększenie skali działalności, jeszcze mocniej wspierając odporność cyfrową polskiej gospodarki.

Nowa jakość cyberbezpieczeństwa

Cyberprzestępczość to dziś jedno z największych i najszybciej eskalujących zagrożeń dla firm i instytucji. Według danych Statista globalne koszty cyberataków mogą osiągnąć 13,82 biliona USD do 2028 roku. Coraz bardziej zaawansowane operacje ransomware i wykorzystanie sztucznej inteligencji przez grupy przestępcze sprawiają, że ataki są coraz trudniejsze do wykrycia, a jednocześnie groźniejsze w skutkach.

Najbardziej narażone na cyberzagrożenia są małe i średnie przedsiębiorstwa (MŚP) – stanowiące ponad 99% firm w Polsce – które często nie mają własnych zespołów bezpieczeństwa. Jeden nieuważny klik może prowadzić do paraliżu ich działalności, utraty danych i poważnych strat finansowych. W odpowiedzi na te wyzwania Cyber360 stworzył usługę CyberDefender, która działa jak zdalne centrum bezpieczeństwa IT. System w trybie ciągłym monitoruje sieć i komputery klienta, wykrywa ataki, próby oszustw i złośliwe oprogramowanie, a w razie zagrożenia reaguje natychmiast, zanim atak wyrządzi szkody. Dzięki temu, nawet średnie firmy i organizacje mogą korzystać z ochrony na poziomie dużych korporacji.

„Wzrost liczby cyberataków to dziś nie tylko wyzwanie biznesowe, ale i realne zagrożenie dla usług publicznych, zdrowia, edukacji i gospodarki” – mówi Krzysztof Grochowski, partner w Simpact Ventures. „Cyber360 demokratyzuje dostęp do zaawansowanych narzędzi ochrony, czyniąc cyberbezpieczeństwo dostępnym również dla mniejszych organizacji. To inwestycja o silnym wymiarze społecznym – chroniąca miejsca pracy, dane i zaufanie do instytucji.”

Pozyskane środki Cyber360 przeznaczy przede wszystkim na rozwój własnej technologii i przyspieszenie ekspansji. Firma zamierza udoskonalić swoją platformę MDR (Managed Detection and Response), zautomatyzować kolejne procesy oraz powiększyć zespół ekspertów. Szczególną uwagę spółka skupi na organizacjach, które muszą spełniać wysokie standardy bezpieczeństwa – jak na przykład objęte nową unijną dyrektywą NIS2. Celem jest efektywne, skuteczne wzmocnienie odporności cyfrowej polskiego biznesu i jego otoczenia.

Cyberbezpieczeństwo w praktyce

Usługa CyberDefender znajduje zastosowanie w wielu kluczowych sektorach gospodarki. Chroni instytucje finansowe przed wyciekami danych i atakami na systemy płatnicze. Wspiera samorządy i instytucje publiczne w spełnianiu unijnych wymogów NIS2 oraz ochronie infrastruktury krytycznej. Zabezpiecza szpitale i sieci medyczne przed ransomware. Monitoruje systemy przemysłowe, sieci edukacyjne i platformy e-commerce. Dzięki oferowanym rozwiązaniom i świadczonym usługom Cyber360 zapewnia skuteczną ochronę przed cyberzagrożeniami w miejscach, w których konsekwencje ataków są najbardziej odczuwalne.

„Chcemy, żeby cyberbezpieczeństwo stało się realną przewagą dla firm, a nie luksusem dostępnym tylko dla największych” mówi Zbigniew Kniżewski, CEO Cyber360. „Nasza usługa MDR chroni organizacje we wszystkich kluczowych sektorach – od finansów i administracji, przez ochronę zdrowia, edukację, przemysł, aż po e-commerce. Monitoruje sieć i systemy przez całą dobę, w tym Dark Web, aby wykrywać wycieki danych i potencjalne zagrożenia zanim wyrządzą szkody. Dzięki wsparciu Simpact Ventures będziemy mogli szybciej rozwijać technologie, automatyzować procesy i powiększać zespół ekspertów, tak aby jeszcze więcej firm i instytucji w Polsce mogło działać bezpiecznie w sieci.”

E-commerce odbija po miesiącach spadków. Sprzedaż internetowa rośnie szybciej niż tradycyjna – dane GUS za wrzesień

GUS opublikował przed chwilą dane o sprzedaży detalicznej. W związku z tym przesyłam poniżej komentarz, który przygotował Miłosz Mickiewicz, dyrektor ds. sprzedaży i rozwoju biznesu w Grupie Comperia.pl SA. Jeśli pojawią się dodatkowe pytania do eksperta, proszę śmiało pisać, zaaranżujemy rozmowę lub dostarczymy odpowiedzi.

Według najnowszych danych GUS, sprzedaż detaliczna we wrześniu wzrosła o 6,4 proc. rok do roku, ale miesiąc do miesiąca spadła o 2,7 proc. W handlu internetowym sytuacja wygląda lepiej. Zarówno w ujęciu rocznym, jak i względem sierpnia wzrost wyniósł ponad 8 proc. (odpowiednio 8,8 proc. i 8,5 proc.).

Po raz pierwszy od dziewięciu miesięcy wzrósł również udział sprzedaży online w całkowitej sprzedaży detalicznej – do 9 proc. To długo wyczekiwane odbicie po okresie systematycznych spadków.

Można to uznać za sygnał, że e-commerce wychodzi z fazy korekty i wchodzi w nowy etap stabilnego wzrostu. Cyfrowy handel dojrzewa – już nie rośnie dynamicznie dzięki zwiększaniu liczby kupujących, ale dzięki zmianie struktury koszyka i coraz częstszym zakupom w kategoriach wysokobudżetowych.

Dobrym przykładem jest kategoria „Pojazdy samochodowe, motocykle, części”, w której sprzedaż online wzrosła aż o 464 proc. rok do roku i 44 proc. w porównaniu z sierpniem. Wysokie wzrosty widać też w „Żywności, napojach i wyrobach tytoniowych” (55 proc. r/r i 4,3 proc. w porównaniu z sierpniem).

Takie dane mogą sugerować, że konsumenci wracają do zakupów online nie tylko po elektronikę czy odzież, ale też po towary o dużej wartości i produkty codziennego użytku. To dobry prognostyk przed końcówką roku – szczególnie przed listopadowym szczytem sprzedażowym.

NIK krytycznie o IPN: niegospodarność, naruszenia w strukturze i wydatkach

NIK: Negatywna ocena gospodarowania majątkiem i środkami publicznymi w IPN (2022–I kw. 2025). Nieprawidłowości przy wydatkach, zamówieniach i strukturze organizacyjnej.

Najwyższa Izba Kontroli przedstawiła krytyczną ocenę działalności Instytutu Pamięci Narodowej – Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w obszarze zarządzania majątkiem i wydatkowaniem pieniędzy publicznych. Według NIK sposób gospodarowania środkami w latach 2022–2025 (do końca I kwartału) nie zapewnił oszczędnego i efektywnego wydatkowania 47,6 mln zł, czyli niemal połowy z objętych badaniem 107 mln zł.

Kluczowe wnioski kontroli

  • Skala i trend finansowy: budżet IPN wzrósł z 396 mln zł (2020) do ponad 584 mln zł (2024), tj. o 47%; tylko w 2023 r. przyrost przekroczył 100 mln zł r/r. W latach 2022–2024 na zadania ustawowe wydatkowano łącznie ponad 1,5 mld zł (w tym 882 mln zł na płace i pochodne – 57%, ok. 450 mln zł na bieżące wydatki oraz blisko 155 mln zł na majątek).
  • Ocena ogólna: NIK wskazuje na brak gospodarności i celowości przy finansowaniu wielu przedsięwzięć edukacyjno-kulturalnych oraz luki w kontroli zarządczej – szczególnie w zamówieniach publicznych i nadzorze nad projektami.

Struktura organizacyjna: zmiany sprzeczne z ustawą

NIK uznała, że prezes IPN – poprzez statut – bezprawnie rozszerzył katalog jednostek organizacyjnych, tworząc w latach 2021–2025 sześć nowych biur (głównie o profilu edukacyjnym). Ustawa o IPN nie przewiduje takiej ścieżki zmiany. Dodatkowo, dyrektorów tych biur zatrudniono na umowę o pracę, a nie w drodze powołania przewidzianego ustawą. Na wynagrodzenia kadry kierowniczej nowych komórek wydano 4,8 mln zł – co NIK uznała za kwestionujące celowość wydatków.

Wydatki edukacyjno-kulturalne: dominująca pozycja i zastrzeżenia

Nowe biura istotnie przekierowały strumień środków – w latach 2021–2024 prawie 60% bieżących (poza płacami) wydatków na zadania ustawowe IPN dotyczyło projektów edukacyjno-kulturalnych, łącznie ponad 83 mln zł. W samym Biurze Wydarzeń Kulturalnych zrealizowano 223 wydarzenia za 14,6 mln zł.

Jednocześnie NIK odnotowuje liczne przykłady niecelowych lub niegospodarnych wydatków:

  • „Gra Szyfrów”: opracowanie kosztowało ponad 1,2 mln zł, promocja – ponad 4,7 mln zł (targi, eventy w PL i za granicą). Po krótkim starcie (24 980 pobrań w 2 mies.) popularność spadła (2 904 pobrania w kolejnych 3 latach). Mimo malejącej skuteczności, promocję kontynuowano – NIK oceniła to jako nieefektywne w cyklu życia produktu.
  • Awatary postaci historycznych (AI/3D/hologram): projekt za blisko 3,5 mln zł odebrano bez pełnej funkcjonalności (m.in. brak rozpoznawania emocji, brak działania w formule hologramu podczas oględzin). Dodatkowo utrzymanie i rozwój wymagałoby dostępu do płatnych platform (deep learning); ograniczenie do zasobów IPN zawęża użyteczność narzędzia.
  • Miniserial o Grażynie Lipińskiej: 1,2 mln zł – do zakończenia kontroli nie wykorzystano materiału w celach edukacyjnych (2,5 roku od odbioru).
  • Wydarzenia regionalne: np. Pomorski Kongres Pamięci Narodowej (ponad 1,7 mln zł) – brak udokumentowanej analizy celowości i zasadności kosztów.

Zamówienia publiczne: podział zamówień, wybory „podprogowe”, ryzyko konfliktu interesów

NIK stwierdziła naruszenia ustawy PZP i procedur wewnętrznych:

  • Niedozwolony podział zamówień – wartość ponad 2,2 mln zł; przykładowo remont obiektu w Opolu „rozbity” na 24 części (1,2 mln zł) i realizowany przez dwóch wykonawców.
  • Postępowania podprogowe (≤130 tys. zł) – w 109 przypadkach za ponad 4,8 mln zł nie pozyskano min. trzech ofert lub nie uzasadniono wyboru. NIK wskazuje na pozorne rozeznanie rynku, wysyłkę zapytań do podmiotów powiązanych personalnie z decydentami, co narusza zasady bezstronności i uczciwej konkurencji. Łączna wartość zamówień z naruszeniem zasad równego traktowania i obiektywizmu: blisko 5,8 mln zł.
  • Kierunkowe wskazywanie wykonawcy i finansowanie z centrali zamówień oddziału (np. publikacje artykułów) – praktyka utrudniająca transparentność wyboru.

Gospodarka nieruchomościami i IT: wysokie koszty, słaby nadzór

  • Nieruchomości: w trzech przypadkach brak rachunku oszczędnościowego doprowadził do niegospodarnego wydatkowania 7,1 mln zł. W Oddziale we Wrocławiu przez trzy lata wynajmowano powierzchnie (koszt do III 2025 r.: 5,4 mln zł), mimo że przydzielony budynek czekał na inwestycje doprowadzające go do stanu używalności.
  • Magazyn dla wydawnictwa: rozbudowa za 3,4 mln zł, po zmianie strategii wydawniczej (przesunięcie w stronę e-booków) hala wykorzystywana doraźnie – niska efektywność aktywa.
  • Nadzór nad systemami IT: u wielu byłych pracowników uprawnienia nie były odcinane miesiącami, a nawet latami, co generowało ryzyko bezpieczeństwa i zbędne koszty licencji (szacunek NIK: 392,3 tys. zł). 57% licencji biurowych o wartości ponad 106 tys. zł nie zainstalowano przez blisko dwa lata (argument: „bufor licencji”).

Przykład: nieudana ekspansja zagraniczna

Próba uruchomienia stałej placówki IPN w Waszyngtonie (koszty przygotowawcze 397 tys. zł) zakończyła się rezygnacją z przedsięwzięcia (zmiana koniunktury i budżetu). NIK uznała te wydatki za nieprzydatne do realizacji ustawowych zadań, a więc niespełniające zasad gospodarowania środkami publicznymi.

Jedyny pozytywny obszar: dotacje

NIK pozytywnie oceniła udzielanie i rozliczanie dotacji (łącznie 14 mln zł), m.in. 13,6 mln zł dla Muzeum Żołnierzy Wyklętych i Więźniów Politycznych PRL oraz 0,4 mln zł na opiekę nad grobami weteranów – środki wydane zgodnie z celem i terminowo, z rzetelną weryfikacją efektów.

Rekomendacje NIK

Do Prezesa Rady Ministrów: inicjatywa ustawodawcza doprecyzowująca kompetencje w kształtowaniu struktury IPN (kto, jak i w jakim zakresie może tworzyć/znosić komórki).

Do Prezesa IPN m.in.:

  • dostosowanie statutu i struktury do przepisów,
  • wzmocnienie transparentności i konkurencyjności zamówień, szersze korzystanie z narzędzi IT do komunikacji z rynkiem,
  • wzmocnienie nadzoru finansowego i standardów umownych,
  • ujednolicenie zasad korzystania z lokali IPN,
  • poprawa kontroli zarządczej, w tym bezpieczeństwa IT i gospodarki licencjami.

Szerszy kontekst

IPN wykonuje równocześnie funkcje archiwalne, śledcze, lustracyjne, badawcze, edukacyjne i poszukiwawcze. Wzrost budżetu i rozszerzenie aktywności edukacyjno-kulturalnej niesie ryzyko rozmycia priorytetów i osłabienia dyscypliny kosztowej, jeśli nie towarzyszą temu adekwatne mechanizmy kontroli, przejrzyste procedury zakupowe i rygorystyczna ocena efektywności projektów (w tym analiza cyklu życia produktów cyfrowych i wydarzeń).

Wnioski NIK – od porządkowania podstaw prawnych struktury po uszczelnienie zamówień i lepszy nadzór IT – zmierzają do odbudowy zaufania do sposobu wydatkowania środków publicznych w instytucji o szczególnym znaczeniu dla polityki pamięci państwa. Implementacja zaleceń powinna ograniczyć ryzyko niegospodarności, poprawić efektywność kosztową i ułatwić mierzalne rozliczanie efektów projektów edukacyjno-kulturalnych.

Transformacja energetyczna hamuje – nowe wytyczne i biurokracja blokują rozwój lądowej energetyki wiatrowej

Minęły dwa miesiące od zawetowania przez Prezydenta ustawy wiatrakowej. W przestrzeni publicznej słychać zapewnienia, że polska transformacja energetyczna nabiera tempa, że odnawialne źródła energii mają solidne podstawy, a wiatr na lądzie wraca do łask. Tymczasem na biurkach projektowych nie widać żadnej poprawy – przeciwnie, pojawiają się kolejne utrudnienia i niejasności, które zamiast pobudzać rozwój, skutecznie go spowalniają.

Nowe wytyczne GDOŚ – gdy ostrożność zamienia się w paraliż

Projekt nowych wytycznych Generalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska, dotyczących ornitologii, to podręcznikowy przykład, jak administracja potrafi przeregulować rzeczywistość. Wprowadzane strefy wykluczeń i zakazów, które nie mają oparcia w twardych danych ani analizach kolizyjnych. W efekcie znaczne obszary kraju mogą zostać wyłączone z możliwości budowy elektrowni wiatrowych – nie dlatego, że zagrażają środowisku, ale dlatego, że „tak będzie bezpieczniej”.

Takie podejście nie tylko hamuje rozwój sektora OZE, ale również podważa sens samej transformacji. Ochrona przyrody jest niezbędna, ale nie może oznaczać całkowitego paraliżu. Zwłaszcza gdy mówimy o inwestycjach, które realnie przyczyniają się do ograniczenia emisji i poprawy jakości środowiska, w tym powietrza, wód i gleby.

Paradoks OPRO – im więcej „przyspieszeń”, tym więcej blokad

Trwają obecnie prace nad wdrożeniem unijnej dyrektywy RED III poprzez wyznaczenie tzw. Obszarów Przyspieszonego Rozwoju Odnawialnych Źródeł Energii (OPRO). W teorii to rozwiązanie ma usprawnić procesy inwestycyjne – w praktyce rodzi ryzyko stworzenia kolejnej warstwy administracyjnych zatorów.

Mapowanie kraju w celu określenia stref OPRO opiera się głównie na analizach biurokratycznych: dostępności sieci, mapach wrażliwości środowiskowej czy planowanych wytycznych GDOŚ. Znów więc słyszymy, że „tak będzie bezpiecznie”. Tyle że bezpieczeństwo energetyczne nie powstaje w Excelu.

Zadziwia przy tym, że w całej tej dyskusji niemal nie mówi się o tym, iż energetyka wiatrowa to nie tylko produkcja prądu do gniazdka. To także kluczowy komponent przyszłej gospodarki wodorowej i zielonych paliw. Jeśli myślimy poważnie o neutralności klimatycznej, musimy patrzeć dalej niż na same turbiny – to one będą zasilały przemysł, transport i nowe technologie energetyczne.

Brak spójności i zrozumienia

Nie do końca jasny pozostaje cel takich działań, jak nowe wytyczne GDOŚ czy projekt OPRO. Zamiast rzeczywistego przyspieszenia, powstają kolejne bariery – obok istniejących już ograniczeń sieciowych, stref MRT i długotrwałych procedur środowiskowych. To wszystko dzieje się w czasie, gdy Polska potrzebuje nowych mocy wytwórczych szybciej niż kiedykolwiek.

Trudno nie zauważyć, że w urzędowych decyzjach często brakuje zrozumienia, iż energetyka wiatrowa na lądzie jest dziś realną alternatywą dla węgla – i że jej wpływ na środowisko jest nieporównywalnie mniejszy niż skutki spalania paliw kopalnych.

Energetyka lokalna – nie luksus, lecz konieczność

Silna gospodarka i bezpieczeństwo obywateli zaczynają się od dostępu do taniej, lokalnie wytwarzanej energii. W dzisiejszym świecie przewagę konkurencyjną daje nie tylko kapitał, lecz także stabilność energetyczna. Kraje, które potrafią wytwarzać energię u siebie, wygrywają – i to nie tylko gospodarczo, ale także społecznie.

Dlatego nadmiar urzędniczej ostrożności może być najgroźniejszym hamulcem rozwoju. W energetyce czas nie działa na naszą korzyść – a każda utracona decyzja, każda nadmiarowa interpretacja przepisów oddala nas od niezależności energetycznej.

Deweloperzy wracają na plac budowy – sygnał ostrożnego ożywienia w mieszkaniówce

Najnowsza informacja GUS, publikująca wstępne dane budownictwa mieszkaniowego we wrześniu oraz w pierwszych trzech kwartałach bieżącego roku, zakomunikowała dość wyraźne odbicie statystyk po ich tąpnięciu z poprzedniego miesiąca. Tym samym segment inwestycyjny pierwotnego rynku mieszkaniowego w ostatnich miesiącach znacznie pogłębił swoją zmienność, akcentując brak zdecydowania co do przewidywań przyszłej koniunktury. Wciąż jednak obowiązującą tendencją średnioterminową jest spadek danych.

Deweloperzy wracają do gry

Zdaniem Jarosława Jędrzyńskiego, eksperta portalu RynekPierwotny.pl, pomimo wyraźnego odreagowania sierpniowego załamania danych GUS budownictwa mieszkaniowego, ich malejący trend wydaje się wciąż niezagrożony. Wrześniowe odbicie wciąż jest dalekie od przesilenia tendencji spadkowej, choć na pewno jest pozytywnym sygnałem oddalającym ryzyko załamania koniunktury inwestycyjnej pierwotnego segmentu mieszkaniówki. Podobnie jak poprzednio w procesie hamowania aktywności inwestycyjnej zdecydowanie przodowali deweloperzy, tak teraz to oni ciągną rynek do góry, wypadając w każdym punkcie gusowskich danych wyraźnie lepiej niż inwestorzy budujący na własne potrzeby.

Szczególnie obiecująco prezentują się dane najbardziej istotne z punktu widzenia stanu bieżącej koniunktury, czyli dotyczące mieszkań, których budowę rozpoczęto. Wygląda na to, że tym razem oczekiwania ożywienia koniunktury sprzedażowej wzięły górę nad obawami budowniczych mieszkań o jej hamowanie w przewidywalnej perspektywie.Statystyki GUS mieszkaniowych inwestycji deweloperskich w Polsce.

We wrześniu inwestorzy ruszyli ogółem z budową blisko 20 tys. mieszkań, co jest rezultatem o 22 proc. lepszym od uzyskanego miesiąc wcześniej oraz minimalnie lepszym w relacji rdr. Wyraźną poprawę rzędu 40 proc. w stosunku do sierpniowego dołka zaprezentowali deweloperzy z wynikiem 11,6 tys. rozpoczętych lokali. To jednocześnie wynik bardzo zbliżony do uzyskanego przed rokiem, niestety pomimo progresu wciąż jest to miesięczny rezultat znacznie poniżej średniej z ostatnich lat.

Tymczasem w okresie trzech kwartałów bieżącego roku w Polsce ruszyła budowa blisko 166 tys. mieszkań i domów, co oznacza prawie 10-procentowy regres w odniesieniu do analogicznego okresu ub. roku. Z kolei sami deweloperzy uzyskali wynik niemal równy 100 tys. lokali, czyli o 14 proc. słabszy w relacji rok do roku. Take rezultaty jednoznacznie świadczą o wciąż trwającym hamowaniu koniunktury inwestycyjnej pierwotnego rynku mieszkaniowego.

Pozwolenia na budowę: poprawa po testowaniu dna

Analogiczna, miesięczna poprawa stała się udziałem gusowskich danych dotyczących nowych pozwoleń na budowę lub zgłoszeń z projektem budowlanym. W sumie we wrześniu w ramach wszystkich form budownictwa pozyskano bez mała 24 tys. decyzji administracyjnych, co oznacza wynik neutralny w relacji rdr i o ponad 23 proc. lepszy względem tegorocznego sierpnia. Natomiast od początku roku inwestorzy pozyskali 191 tys. pozwoleń, co oznacza wynik gorszy w relacji do analogicznego okresu ub.  roku o 13 proc.

Co ciekawe, jak zauważa ekspert portalu RynekPierwotny.pl, inwestorzy indywidualni uzyskując od początku roku 65 tys. pozwoleń, poprawili wynik za trzy kwartały o blisko 8 proc. w relacji rdr. Tymczasem deweloperzy z rezultatem 120 tys. decyzji administracyjnych wypadki gorzej o ponad jedną piątą.

Stabilne tempo w lokalach oddanych do użytkowania

Tym razem poprawę kondycji rynku inwestycji mieszkaniowych w Polce potwierdziły też wolumeny lokali oddawanych do użytkowania. W tegorocznym wrześniu było takich mieszkań w sumie 19 tys., czyli o ponad jedną czwartą więcej niż miesiąc wcześniej i 22 proc. więcej w relacji rok do roku. Z kolei wynik od początku roku rzędu 144 tys. lokali oddanych jest niemal identyczny z uzyskanym w analogicznym okresie ub. roku. To dowód, że segment finalizacji inwestycji utrzymuje stabilne tempo, mimo wcześniejszych wahań.

Zmienność i ostrożny optymizm

Zdaniem Jarosława Jędrzyńskiego, eksperta portalu RynekPierwotny.pl, wrześniowe dane GUS wskazują, że budownictwo mieszkaniowe w Polsce w ostatnich miesiącach znalazło się na „koniunkturalnej huśtawce”, próbując wyjść ze średnioterminowej tendencji spadkowej, która dominuje już od kilkunastu miesięcy. Ponownie języczkiem u wagi są mieszkania rozpoczęte, które po sierpniowym załamaniu we wrześniu ponownie podjęły próbę utrzymania się na powierzchni.

Jednocześnie wyraźnej poprawie uległy statystyki deweloperskich pozwoleń na budowę, które po testowaniu dna wieloletnich minimów notowań zaliczyły we wrześniu wyraźne odreagowanie. Jeśli faktycznie uznać je za wiarygodny wskaźnik optymizmu inwestycyjnego deweloperów, to trudno nie dopatrzeć się jego wyjątkowej zmienności w ostatnich miesiącach.

Odreagowanie może być efektem oczekiwań poprawy popytu na kredyty mieszkaniowe po spadku stóp procentowych oraz z wolna rosnącego optymizmu na rynku sprzedaży nowych mieszkań w końcówce roku. Wciąż jednak trudno mówić o przełamaniu spadkowego trendu – inwestorzy działają z dużą ostrożnością, a ich decyzje pozostają silnie uzależnione od kosztów finansowania, inflacji kosztów budowy i niepewności gospodarczej.

Jeśli utrzyma się poprawa w liczbie pozwoleń i rozpoczętych inwestycji, ostatni kwartał bieżącego roku oraz początek przyszłego może przynieść dalsze ożywienie. Na razie jednak rynek wciąż balansuje pomiędzy ostrożnością a nadzieją na trwałe odbicie. Wrześniowe dane można więc uznać za pozytywny, ale wciąż kruchy sygnał poprawy w sektorze budownictwa mieszkaniowego.

Elżbieta Bujniewicz-Belka i Michał Brański w nowych rolach w WP

Wirtualna Polska Media wprowadza zmiany w strukturze zarządzania, które – jak podkreśla zarząd – mają zwiększyć szybkość podejmowania decyzji i ułatwić wdrażanie strategicznych projektów. Funkcję CFO i COO obejmuje łącznie Elżbieta Bujniewicz-Belka. Za cały obszar wideo odpowiadać będzie Michał Brański, obecny CEO Grupy Audioteka, która jest częścią WP.

Elżbieta Bujniewicz-Belka jest związana z Wirtualną Polską od ponad 11 lat. Uczestnictwo w programach opcyjnych sprawiło, że jest dziś największym – po założycielach – indywidualnym akcjonariuszem spółki. Przejęcie podwójnej roli CFO/COO formalizuje faktyczny zakres jej dotychczasowych działań, obejmujących nie tylko finanse, ale również nadzór nad realizacją strategicznych projektów operacyjnych.

Jednocześnie cały obszar treści wideo zostaje skupiony pod zarządzaniem Michała Brańskiego. Jako CEO Grupy Audioteka odpowiadał m.in. za rozwój Pilota WP, który w ostatnich latach zwiększył przychody i zanotował dynamiczny wzrost userbase’u. W nowej roli Brański będzie ściśle współpracował z Michałem Oblizajkiem, który obejmuje stanowisko Video & Social Media Director.

Jak podkreśla prezes Wirtualna Polska Holding, Jacek Świderski, zmiana ma odzwierciedlać nowy etap rozwoju Grupy, w którym priorytetem jest nie tylko wizja, ale tempo jej wdrażania. — Najwięksi akcjonariusze angażują się jeszcze mocniej w prowadzenie spółki mediowej, co ma zapewnić sprawność operacyjną i przyspieszyć decyzje — wyjaśnia Świderski.

Zmianom kadrowym towarzyszą odejścia dwóch dotychczasowych członków top managementu. Z WP Media odchodzi Jacek Amsterdamski, pełniący funkcję COO, wcześniej również odpowiedzialny za segment wideo. Karierę poza Grupą kontynuować będzie także Agnieszka Gajzler, odpowiadająca za rozwój Telewizji WP i kształtowanie oferty wideo. Zarząd podkreśla, że oboje odegrali znaczącą rolę w umacnianiu pozycji WP na rynku mediowym.

Ruch WP wpisuje się w obserwowany w branży trend konsolidacji zarządzania wokół osób z największym udziałem właścicielskim oraz silnym mandatem do podejmowania decyzji strategicznych. Upraszczanie struktur i skracanie ścieżki decyzyjnej ma umożliwić szybszą reakcję na dynamiczne zmiany w obszarach wideo, streamingu i mediów społecznościowych — dziś uznawanych za kluczowe dla tempa wzrostu przychodów reklamowych.

Złoty zaskakuje siłą. Kurs euro przy 4,235 – inwestorzy grają pod brak obniżek stóp

Wtorkowe dane z krajowej gospodarki dodają otuchy rodzimej walucie. Dobra kondycja złotego sprowadza wyceny euro poniżej 4,24 PLN. Dzieje się to podczas umocnienia dolara, za czym stoi kilka istotnych czynników. O sile może za to pomarzyć jen, którego dobija wybór Sanae Takaichi na premierkę Japonii.

Euro coraz tańsze

Wczorajsze chwilowe przełamanie poziomu 4,24 PLN na wykresie EUR/PLN nie było przypadkowe. Dziś krajowa waluta ponownie atakuje. Złoty do południa aż dwukrotnie sprowadził notowania euro do 4,235 PLN. Co warte uwagi, dzieje się to podczas umocnienia USD na forex, a przecież w teorii takie otoczenie nie powinno sprzyjać PLN. Okazuje się, że inwestorzy dostrzegają potencjał rodzimej waluty i coraz większą wagę przypisują oddalaniu się scenariusza następujących po sobie kolejnych obniżek stóp procentowych w Polsce do końca roku. Dodatkowo doceniają każde pozytywne zaskoczenie w publikacjach z krajowej gospodarki. Wczoraj, wśród mieszanych danych, większość inwestorów skupiła swoją uwagę na wystrzale produkcji przemysłowej. Dziś lepsza od oczekiwań była produkcja budowlano-montażowa. W ujęciu rocznym wzrosła o 0,2%, mimo oczekiwanego spadku o 2%. Co więcej, w ujęciu miesięcznym skok opiewał na aż 20,6%! Zwróćmy uwagę, że to nie koniec publikacji na ten tydzień. Jutro poznamy sprzedaż detaliczną, a w czwartek stopę bezrobocia. Jeżeli odczyty holistycznie dadzą lepszy od prognozowanego obraz krajowej gospodarki, możemy spodziewać się dalszej dominacji złotego nad euro. Scenariusz przeciwny (gorsze dane) mogą oznaczać powrót kursu EUR/PLN powyżej 4,25 PLN.

Zyskujący dolar

W tym tygodniu notowania głównej pary walutowej świata faworyzują walutę zza oceanu. Jeszcze wczoraj o poranku kurs EUR/USD oscylował przy 1,167 USD. Dziś przed południem otarliśmy się o 1,161 USD. Swobodny spadek (umocnienie USD) zawdzięczamy poprawie nastrojów wokół gospodarki USA. Wyniki amerykańskich spółek zadowalają inwestorów. Dodatkowo wczoraj Donald Trump podpisał umowę z premierem Australii o zwiększeniu dostępu do metali ziem rzadkich i minerałów krytycznych dla Stanów. Australia jest czwartym największym (zaraz po Chinach, Brazylii i Indiach) posiadaczem złóż tego typu. Ruch jest strategicznie dobry dla dwóch stron. Dzięki porozumieniu USA zwiększyły dostępność dostaw cennych surowców. Jednocześnie amerykański kapitał popłynie w kierunku Sydney, co widać po wzrostach wycen australijskich spółek działających w gałęzi metali ziem rzadkich. Ocieplenie wizerunku USD ma związek także z wczorajszą wypowiedzią Kevina Hassetta. Doradca ekonomiczny Białego Domu zasugerował, że zamknięcie rządu może zostać przerwane nawet w tym tygodniu. To otwiera drzwi do względnego unormowania się sytuacji wokół waluty zza oceanu jeszcze przed przesuniętą na ten piątek publikacją danych o inflacji konsumenckiej w USA.

Poturbowany jen

Siła dolara emanuje dziś także na wykresie USD/JPY, który po piątkowej próbie zejścia poniżej 150 JPY dziś odbija i wraca do poziomu 152 JPY. Z punktu widzenia analizy technicznej japońskiej walucie nadal nie udało się nawet domknąć luki wzrostowej z początku ubiegłego tygodnia, czyli zejść do poziomu 147 JPY. To świadczy o złej kondycji jena. Wzrosty notowań USD/JPY to jednak nie tylko efekt mocnego USD. Za ruchem stoi także sytuacja polityczna w kraju. Sanae Takaichi, która jest liderką partii rządzącej, właśnie została pierwszą kobietą obejmującą najwyższe stanowisko kierownicze w Japonii. Nowa premier jest znana jako zwolenniczka stymulowania gospodarki. To właśnie wizja luźnej polityki fiskalnej powoduje obawy o siłę japońskiej waluty w oczach inwestorów rynku walutowego, którzy dziś chętnie wyprzedają jena.

„Podatek od pustostanów” nie obniży cen. Zmieni strategie deweloperów

Nawet 30-krotnie większy podatek od nieruchomości mogą zapłacić przedsiębiorcy, w tym deweloperzy, posiadający puste lokale. W Katowicach urzędnicy już wysyłają wezwania do firm – właścicieli lokali, które od miesięcy stoją puste, z podwyżką podatku.  Dla samorządów to sposób na zwiększenie dochodów oraz możliwe zwiększenie popytu poprzez wywieranie wpływu na deweloperów. Dla inwestorów to potencjalnie setki tysięcy złotych dodatkowych kosztów rocznie. Czy nowe podejście do pustostanów może wymusić korektę cen na rynku mieszkaniowym?

Podstawą do takich działań są obowiązujące obecnie zasady naliczania podatku od nieruchomości, które różnicują stawki w zależności od sposobu użytkowania lokalu. W 2025 roku maksymalna stawka dla lokali mieszkalnych wynosi 1,19 zł za metr kwadratowy, natomiast dla lokali wykorzystywanych do prowadzenia działalności gospodarczej stawka maksymalna to aż 34 zł za metr. Różnica między tymi wartościami jest ogromna – lokal mieszkalny, który zaspokaja potrzeby mieszkaniowe, może kosztować właściciela zaledwie kilkadziesiąt złotych rocznie, podczas gdy mieszkanie, które tej potrzeby nie zaspokaja generuje nawet trzydziestokrotnie wyższe obciążenia. To właśnie ta przepaść sprawiła, że niektóre miasta zaczęły szukać sposobów, aby zakwalifikować puste lokale mieszkalne jako zajęte na prowadzenie działalności gospodarczej i tym samym podnieść wysokość podatku.

Kiedy pusty lokal mieszkalny staje się „gospodarczy”

Definicja lokalu mieszkalnego zajętego na działalność gospodarczą od lat budziła spory. Właściciele mieszkań będący przedsiębiorcami nierzadko otrzymywali wezwania do zapłaty znacznie wyższej stawki, nawet jeśli w długim terminie wynajmowali je wyłącznie na cele mieszkaniowe. Praktyki te miała ujednolicić uchwała Naczelnego Sądu Administracyjnego z października 2024 roku, w której wskazano, że kluczowy jest faktyczny cel użytkowania lokalu. Jeżeli mieszkanie służy zaspokajaniu potrzeb mieszkaniowych, także w ramach najmu długoterminowego, powinna obowiązywać stawka mieszkalna, niezależnie od tego kto jest właścicielem. Natomiast w przypadku lokalu pustego, wykorzystywanego w najmie krótkoterminowym lub w inny sposób niezwiązanego z celami mieszkaniowymi, w przypadku firmy można zastosować stawkę dla działalności gospodarczej.

Na fali tego orzecznictwa niektóre samorządy zaczęły działać bardziej zdecydowanie. W Katowicach urzędnicy już wysyłają firmom właścicielom mieszkań wezwania z niemal trzydziestokrotną podwyżką podatku w sytuacjach, gdy lokale te stoją puste. Rada Miasta w Krakowie przyjęła uchwałę kierunkową, która jest instrukcją dla prezydenta miasta, ale na razie nie oznacza automatycznej zmiany stawek. Gminy dostrzegają w tym rozwiązaniu potencjalne źródło dodatkowych dochodów i jednocześnie próbują wpłynąć na przedsiębiorców posiadających mieszkania, zwłaszcza na deweloperów. Samorządy szczególnie przyglądają się firmom, które utrzymują zapasy niesprzedanych lokali, licząc na poprawę popytu i bardziej sprzyjające warunki rynkowe. Lokalne władze uznają, że to dobry moment, aby sięgnąć po dodatkowe środki do budżetów, a jednocześnie wpisać takie działania w politykę mieszkaniową. W dyskusji pojawiają się nawet postulaty, aby możliwość podwyższonego opodatkowania rozciągnąć wstecz na okres sięgający nawet pięciu lat.

Dla przykładu: podatek za mieszkanie o powierzchni pięćdziesięciu metrów kwadratowych w Warszawie przy stawce mieszkalnej 1,19 zł za metr wynosi około 60 złotych rocznie, natomiast przy stawce 34 zł za metr obciążenie za ten sam lokal to już 1700 złotych rocznie. Różnica wynosi zatem około 1640 zł rocznie, czyli około 150 zł miesięcznie. W mojej opinii dla dewelopera, który sprzedaje mieszkanie za 750 tysięcy złotych, taki koszt jest nieznaczący i nie skłoni go do obniżania cen. Sytuacja zmienia się jednak przy większej skali działalności. Deweloper posiadający sto podobnych lokali zapłaciłby dodatkowo 164 tysiące złotych rocznie, a jeśli gmina zastosowałaby nowe zasady wstecz za pięć lat, obciążenie może sięgnąć nawet około ośmiuset tysięcy do miliona złotych. To już poziom kosztów, o wyeliminowanie których warto walczyć, dlatego można spodziewać się licznych sporów sądowych dotyczących tego, czy niesprzedane mieszkania faktycznie są pustostanami inwestycyjnymi.

Spory, zmiana strategii deweloperów i ryzyko dla podaży

Nawet znaczne wzrosty kosztów kredytów w ostatnich latach nie spowodowały załamania rynku, więc dodatkowe kilkaset tysięcy złotych rocznie dla dużego dewelopera prawdopodobnie nie zmieni zasadniczo sytuacji cenowej. Zmiany mogą natomiast nastąpić w strategiach biznesowych. Firmy mogą zacząć ostrożniej planować inwestycje, bardziej etapować projekty i unikać nadprodukcji mieszkań bez pewności sprzedaży. Możliwe jest również przekierowanie części lokali na wynajem długoterminowy, aby utrzymać status mieszkalny i uniknąć wyższej stawki podatku. Najmniejsi inwestorzy mogą być w tej sytuacji najbardziej narażeni na straty, ponieważ nie dysponują zapleczem prawnym ani finansowym, by walczyć z decyzjami gmin czy dostosowywać strategię w trakcie realizacji inwestycji.

Podsumowując, obecne działania samorządów, choć dla deweloperów i inwestorów mogą oznaczać realne koszty i ryzyko sporów, nie powinny znacząco wpłynąć na ceny mieszkań dla kupujących. Moim zdaniem znacznie poważniejsze skutki dla rynku miałoby wprowadzenie podatku katastralnego, który objąłby szeroką grupę właścicieli i generowałby dużo większe roczne obciążenia niż nawet wyższa stawka podatku stosowana wobec lokali uznanych za gospodarcze.

AI nie zastąpi informatyków, ale może odciążyć zespoły IT

Z jednej strony firmy na całym świecie – również w Polsce – coraz mocniej rywalizują o informatyków, inżynierów i specjalistów z zakresu bezpieczeństwa. Z drugiej – transformacja cyfrowa przyspiesza, a nowe projekty w obszarze AI, automatyzacji czy cyberbezpieczeństwa wymagają coraz bardziej zaawansowanych kompetencji i rozbudowanych zespołów. Gartner przewiduje, że do 2030 roku sztuczna inteligencja wesprze większość operacji w działach IT, a chmura stanie się podstawową infrastrukturą cyfrową przedsiębiorstw. W tym kontekście pojawia się pytanie: czy AI i chmura mogą realnie zmniejszyć presję kadrową, która coraz mocniej hamuje rozwój branży technologicznej?

Technologie zamiast etatów

Deficyt specjalistów IT to wyzwanie systemowe. AI i chmura mogą częściowo wypełnić tę lukę, ale przede wszystkim zmieniają charakter pracy w IT – pozwalają odciążyć zespoły z zadań rutynowych i skupić się na innowacjach. Technologie te wspierają automatyzację procesów, co zwiększa efektywność i elastyczność organizacji. Jednocześnie wymagają nowych kompetencji u pracowników, którzy muszą łączyć umiejętności techniczne z rozumieniem biznesu. – mówi Robert Czarniewski, CFO oraz Wiceprezes Polcom.

Luka kadrowa w sektorze IT jest globalnym problemem – Polska nie jest wyjątkiem. Firmy rywalizują o talenty i doświadczonych specjalistów, podczas gdy transformacja cyfrowa przyspiesza. Gartner prognozuje, że do 2030 roku wszystkie operacje IT będą wspierane przez AI. Automatyzacja monitoringu, obsługi incydentów czy utrzymania systemów sprawi, że mniejsze zespoły będą w stanie realizować zadania wymagające dziś wielokrotnie większych zasobów ludzkich.

Równocześnie migracja do chmury pozwala korzystać z gotowej infrastruktury w modelu abonamentowym i redukować potrzebę budowania kosztownych zespołów utrzymaniowych dla rozwiązań on-premise. To elastyczność, która odciąża kadry IT i przesuwa ich uwagę na zadania strategiczne – rozwój produktów, innowacje czy bezpieczeństwo.

Cyberbezpieczeństwo pod presją skali

Według Identity Theft Resource Center (ITRC) aż 11 osób na sekundę pada ofiarą ataków malware – to ponad 340 mln przypadków rocznie. Skala zagrożeń sprawia, że manualne podejście do ochrony systemów jest nierealne. Patrząc na to z tej perspektywy, AI i automatyzacja to absolutna konieczność w obszarze cyberbezpieczeństwia, ponieważ pozwalają reagować na ataki w czasie rzeczywistym.

AI i chmura nie zastąpią ludzi, ale pozwolą zespołom IT robić więcej, szybciej i bezpieczniej – przy mniejszej liczbie rąk do pracy. To swoisty mnożnik produktywności, który daje firmom czas i przestrzeń na inwestowanie w ludzi. Kluczowe jest jednak, aby technologia szła w parze z edukacją i rozwojem kompetencji, inaczej luka kadrowa pozostanie problemem strukturalnym, podkreśla Robert Czarniewski.

Nowe role, nowe kompetencje

Warto dodać, że według „Future of Jobs Report 2025” Światowego Forum Ekonomicznego do 2030 roku zniknie 92 mln miejsc pracy, ale powstanie 170 mln nowych. Saldo netto to +78 mln etatów. Część tradycyjnych ról w IT przestanie istnieć, ale równolegle pojawią się nowe – analityków danych, specjalistów ds. AI, architektów chmury czy ekspertów od cyberbezpieczeństwa.

Sztuczna inteligencja i chmura mogą złagodzić skutki deficytu pracowników, ale nie zastąpią inwestycji w edukację i programy reskillingu. Tylko połączenie technologii i rozwoju kompetencji cyfrowych stworzy trwałą odpowiedź na kryzys kadrowy w IT.

USA i Australia zawierają przełomowy sojusz surowcowy przeciwko Chinom

Stany Zjednoczone i Australia podpisały przełomowe porozumienie dotyczące współpracy w zakresie minerałów krytycznych, którego głównym celem jest zwiększenie dostępu USA do metali ziem rzadkich oraz zmniejszenie zależności od Chin – dominujących obecnie w globalnych łańcuchach dostaw tych surowców. Umowa została zawarta podczas spotkania prezydenta Donalda Trumpa z premierem Australii, Anthonym Albanese.

W ramach porozumienia obie strony zadeklarowały inwestycje przekraczające 1 mld USD każda, które zostaną zrealizowane w ciągu najbliższych sześciu miesięcy. Środki te zostaną przeznaczone na rozwój projektów wydobywczych i przetwórczych na terenie Australii. Kraj ten dysponuje już gotowym portfelem projektów o wartości 8.5 mld USD, a wsparcie USA obejmie m.in. budowę rafinerii galu o rocznej wydajności 100 ton, realizowaną przez konsorcjum Alcoa-Sojitz. Dodatkowo Bank Eksportowo-Importowy USA wystawił listy intencyjne na finansowanie inicjatyw o łącznej wartości ponad 2.2 mld USD.

Porozumienie zawiera także elementy ochrony rynków wewnętrznych przed nieuczciwymi praktykami handlowymi, w tym możliwość wprowadzenia cen minimalnych. To odpowiedź na coraz częstsze ograniczenia eksportowe wprowadzane przez Chiny, dotyczące m.in. galu, germanu i antymonu. Rynki zareagowały entuzjastycznie – akcje australijskich firm górniczych, w tym Lynas Rare Earths, poszły w górę. Spółka ta pozostaje jedynym producentem ciężkich metali ziem rzadkich poza Chinami.

Zawarte porozumienie jest najważniejszą umową surowcową między krajami Zachodu w ostatnich latach. Wzmacnia ono strategiczny sojusz USA i Australii, wpisując się w szerszą rywalizację z Chinami o kontrolę nad kluczowymi łańcuchami dostaw surowców niezbędnych dla nowoczesnych technologii i bezpieczeństwa narodowego.

W ramach pogłębionej współpracy militarnej Australia zakupi również podwodne drony o wartości 1.2 mld USD oraz śmigłowce bojowe Apache w osobnej umowie opiewającej na 2.6 mld USD. Kluczowym elementem pozostaje również planowany zakup do pięciu okrętów podwodnych klasy Virginia w ramach porozumienia AUKUS, którego przyszłość jest obecnie przedmiotem przeglądu przez administrację Trumpa.

Pomimo strategicznego zbliżenia, w relacjach handlowych nadal występują napięcia – prezydent Trump nie zadeklarował zamiaru zniesienia 10-procentowych ceł na australijskie towary. Premier Albanese natomiast stara się utrzymać równowagę w relacjach międzynarodowych i w lipcu odwiedził Pekin, próbując pogodzić współpracę z USA z interesami w regionie Azji i Pacyfiku.

Zawarta umowa stanowi wyraźny sygnał, że surowce krytyczne stają się nie tylko przedmiotem polityki przemysłowej, ale też narzędziem geopolitycznego wpływu. Wzmacnia ona pozycję Australii jako kluczowego partnera Zachodu w uniezależnianiu się od chińskich dostaw, a jednocześnie podkreśla rosnącą rolę zasobów naturalnych w kształtowaniu globalnego porządku.

Rynek leasingu w Polsce rośnie najszybciej w Europie. Jesteśmy już w TOP5

  • Polska jest piątym co do wielkości rynkiem leasingu w Europie
  • 44% inwestycji firm w Polsce finansowanych jest przez leasing – to najwyższy poziom w Europie
  • Region Europy Środkowo-Wschodniej, z Polską na czele, rozwija się najszybciej w całej Europie
  • Leasing samochodowy pozostaje dominującym segmentem, a zielone finansowanie zyskuje na znaczeniu

Polska należy do liderów europejskiego rynku leasingu – zarówno pod względem tempa wzrostu, jak i znaczenia dla finansowania inwestycji przedsiębiorstw. Według najnowszego raportu Leaseurope Annual Statistical Report 2024, europejski sektor leasingowy zwiększył wartość nowych umów o 3,1% rok do roku, osiągając 454 mld euro. Polska, reprezentująca region Europy Środkowej i Wschodniej, znalazła się w gronie krajów o najwyższej dynamice wzrostu, a pod względem wielkości rynku pozostaje na 5. miejscu w Europie, po Wielkiej Brytanii, Niemczech, Francji i Włoszech.wartość finansowania w 2024 roku w Europie

Polska liderem w wykorzystaniu leasingu

Polska może pochwalić się najwyższym w Europie wskaźnikiem wykorzystania leasingu w finansowaniu inwestycji przedsiębiorstw. Według Leaseurope, aż 44% nakładów firm na sprzęt, maszyny i pojazdy jest finansowanych za pomocą leasingu. Dla porównania, w Wielkiej Brytanii wskaźnik ten wynosi 43%, w Niemczech 28%, a średnia europejska to 28%.

Wyniki raportu potwierdzają, że leasing jest jednym z głównych motorów inwestycji w Polsce. To narzędzie, z którego przedsiębiorcy korzystają nie tylko ze względu na dostępność, ale również elastyczność i dopasowanie do potrzeb firm. Szczególnie mikro, małe i średnie przedsiębiorstwa, które stanowią ponad 70% klientów branży, wykorzystują leasing jako skuteczny sposób finansowania rozwoju – mówi Monika Constant, prezeska Związku Polskiego Leasingu.wskaźnik penetracji leasingiem

Europa Środkowo-Wschodnia w ofensywie

Region Europy Środkowo-Wschodniej (CEE), obejmujący m.in. Polskę, Czechy, Węgry i Słowację, był w 2024 r. najszybciej rozwijającym się obszarem leasingowym w Europie. Tempo wzrostu finansowania inwestycji przekroczyło 10%, podczas gdy duże rynki – jak Niemcy czy Włochy – odnotowały spadki.

Polska pozostaje najważniejszym rynkiem w tym regionie, odpowiadając za największą część finansowania udzielanego przedsiębiorcom i stanowiąc wzorzec dla sąsiednich krajów w zakresie rozwoju oferty leasingowej dla MŚP.

2024 rok był kolejnym z rzędu, w którym branża leasingowa wzrosła dwucyfrowo – o 10,4 proc. Tym samym wartość sfinansowanych ruchomości i nieruchomości wyniosła 110,5 mld zł w ubiegłym roku. W tym roku wzrost może nieco wyhamować. Szacujemy, że rynek wzrośnie o 6%, a to by oznaczało to, że w całym 2025 roku rynek osiągnie wartość około 116,6 mld zł. Mniejszy niż wcześniej prognozowaliśmy wzrost jest wynikiem sporej niepewności geopolitycznej, ale także opóźnień inwestycji infrastrukturalnych – mówi Monika Constant. – W 2025 roku kluczowe znaczenie dla dynamiki rynku będzie miało tempo uruchamiania pieniędzy unijnych, stabilizacja stóp procentowych oraz rozwój inwestycji prywatnych. Leasing pozostanie dla przedsiębiorców najważniejszym i najbardziej elastycznym źródłem finansowania rozwoju – dodaje prezeska Związku Polskiego Leasingu.

top 5 rynków leasingu w Europie

Motoryzacja wciąż na czele

Leasing pojazdów pozostaje główną siłą napędową rynku – w Europie odpowiadał w 2024 roku za ok. 75% wszystkich nowych umów. Wartość finansowania samochodów osobowych wzrosła o 4,4%, a pojazdów dostawczych i ciężarowych o 5,7%.

Polski rynek ma podobną strukturę – zdecydowana większość finansowania dotyczy środków transportu. Coraz szybciej rośnie jednak udział pojazdów nisko- i zeroemisyjnych. W całej Europie już co czwarty samochód finansowany przez firmy leasingowe był elektryczny (BEV), a ich liczba wzrosła o ponad 20% rok do roku. Polska, choć startuje z niższego poziomu, konsekwentnie zwiększa udział finansowania aut elektrycznych i wspiera rozwój flot niskoemisyjnych.struktura finansowania leasingiem w Europie

 

Zmiany w CEIDG coraz bliżej? Minister Majewska chce lepszej ochrony danych przedsiębiorców

W odpowiedzi na pismo Michała Jarosa, Sekretarza Stanu w Ministerstwie Rozwoju i Technologii, Agnieszka Majewska odniosła się do pytań dotyczących zasad publikacji danych przedsiębiorców w Centralnej Ewidencji i Informacji o Działalności Gospodarczej. Rzecznik MŚP pozytywnie przyjmuje rozpoczęcie debaty nad ewentualną potrzebą zmiany zasad publikacji danych przedsiębiorców w CEIDG. Jak zaznacza, „dane osobowe przedsiębiorców będących osobami fizycznymi powinny podlegać odpowiedniej ochronie, czemu nie powinien stać na przeszkodzie profesjonalny charakter wykonywanej przez te osoby działalności gospodarczej”. Dlatego poziom ochrony ich danych nie powinien być niższy niż w przypadku pozostałych osób.

Zarazem jednak bezpieczeństwo obrotu gospodarczego wymaga udostępniania w rejestrach publicznych danych podmiotów uczestniczących w tym obrocie.  Minister Majewska zaznacza jednak, że obligatoryjnemu publikowaniu powinny podlegać tylko dane niezbędne, takie jak adres do korespondencji. Kwestia obligatoryjnego publikowania innych danych, w szczególności adresu stałego wykonywania działalności gospodarczej, powinna stać się przedmiotem pogłębionych analiz i konsultacji ze środowiskiem przedsiębiorców.

Minister Majewska opowiedziała się także za rozważeniem zmian takich jak wprowadzenie dobrowolności ujawniania określonych kategorii informacji i potrzebą unikania tworzenia zbytecznych ciężarów biurokratycznych po stronie przedsiębiorcy, którego dane widnieją w powszechnie dostępnych rejestrach. Jej zdaniem warto też rozważyć mechanizm automatycznego „ukrywania” części danych w określonych sytuacjach, np. w przypadku zakończenia wykonywania działalności gospodarczej. Dane te mogłyby być udostępniane pod warunkiem wykazania interesu prawnego po stronie wnioskodawcy.

Generalnie za wątpliwy uznaje Agnieszka Majewska model, w którym zasady publikowania danych uczestników obrotu gospodarczego mogą w istotny sposób różnić się wyłącznie z powodu odmiennej formy wykonywania działalności gospodarczej. Wszelkie odmienności w tym zakresie muszą wynikać z merytorycznie uzasadnionych przyczyn.

Polski system emerytalny wciąż wśród najsłabszych w Europie – wyniki indeksu Mercer 2025

Mercer, firma należąca do Grupy Marsh McLennan (NYSE: MMC) oraz CFA Institute opublikowały 17. edycję corocznego rankingu systemów emerytalnych – Mercer CFA Institute Global Pension Index (MCGPI).

W 2025 roku ocenę A utrzymały systemy emerytalne w Holandii, Islandii, Danii i Izraelu. Po raz pierwszy ocenę A otrzymał także Singapur, jako jedyny kraj w Azji, który osiągnął tę ocenę.

W obliczu rosnącej globalnej niepewności, wzrost i skala aktywów funduszy emerytalnych coraz częściej skłaniają rządy do poszukiwania sposobów na skierowanie części tego kapitału na priorytety narodowe. Tegoroczny Indeks omawia nieoczekiwane konsekwencje jakie mogą mieć interwencje rządowe i przedstawia osiem zasad, które mogą pomóc rządom odpowiednio zrównoważyć interesy uczestników prywatnych planów emerytalnych oraz szerszych priorytetów narodowych.

„Ponieważ ludzie żyją coraz dłużej, a rynki pracy się zmieniają, rządy są pod presją dostosowania systemów emerytalnych” — skomentowała Christine Mahoney, globalna liderka Mercer ds. planów emerytalnych zdefiniowanych świadczeń i składek. „Jednak reforma emerytalna nigdy nie jest prosta. Ocena możliwych skutków jest niezbędna, dlatego pracodawcy, rządy i dostawcy planów emerytalnych powinni mieć głos w kształtowaniu bardziej elastycznych systemów emerytalnych.”

Margaret Franklin, CFA, prezes i dyrektor generalna CFA Institute, dodała: „Regulacje i działania rządowe – od polityki podatkowej po wymagania inwestycyjne – mają głęboki wpływ na to, jak fundusze emerytalne mogą alokować kapitał. W sytuacji, gdy niektóre systemy oczekują od funduszy emerytalnych inwestycji uwzględniających interes narodowy, środowisko profesjonalnych inwestorów musi ostrzegać przed niezamierzonymi konsekwencjami, które mogą się pojawić, gdy wymagania lub ograniczenia zniekształcą system. Jak jasno wskazuje Indeks, podstawowym celem emerytur musi pozostać zabezpieczenie dochodu emerytalnego, kierowane przede wszystkim obowiązkiem powierniczym. Systemy emerytalne działają najlepiej, gdy równoważą innowacje i priorytety narodowe z trwałą odpowiedzialnością za służbę interesom końcowych inwestorów.”

Rządowe wymagania a współpraca

Rządy na całym świecie od dawna mają wpływ na kształtowanie sposobu inwestowania prywatnych funduszy emerytalnych, narzucając wytyczne mające na celu ochronę emerytów lub zachęcając sektor emerytalny do wspierania krajowych celów gospodarczych. Kraje takie jak Wielka Brytania, Kanada, Australia i Malezja niedawno zachęcały fundusze emerytalne do wspierania krajowej infrastruktury i innowacji. Tymczasem w innych krajach toczą się debaty na temat tego, czy fundusze emerytalne powinny być zobowiązane do uwzględniania czynników środowiskowych, społecznych i zarządzania systemem, zamiast skupiać się wyłącznie na wynikach finansowych przy podejmowaniu decyzji inwestycyjnych.

„Systemy emerytalne, które nie mają restrykcji lub są one ograniczone, mają tendencję do osiągania lepszych wyników w Indeksie” — skomentował Tim Jenkins, główny autor raportu i partner w Mercer. „To sugeruje, że zamiast stawiać wymagania, rządy mogą skupić się na uczynieniu opcji inwestycyjnych atrakcyjnymi, promowaniu przejrzystości i skutecznego zarządzana oraz wspieraniu współpracy z sektorem prywatnym w celu wspierania stabilnych systemów emerytalnych i wzrostu gospodarczego.

Krzysztof Nowak – Prezes Mercer Polska dodaje: „Ocena – wartość indeksu dla Polski w tegorocznym badaniu systemów emerytalnych to 57 punkty, o 0.2 punktu więcej niż w 2024 roku (wzrost oceny to efekt lepszych wskaźników ekonomicznych dla Polski – głównie prognoz wzrostu PKB). Zauważmy jednocześnie, że w tym roku jedynie sześć krajów uzyskało niższą ocenę (wartość indeksu) niż w 2024 roku, co więcej w przypadku kilku systemów wzrost był znaczący. Z tej perspektywy lepsza ocena Polski w stosunku do ubiegłego roku nie wygląda spektakularnie.

Polska ponownie znalazła się w grupie krajów zaliczonych do kategorii C (przed nami są cztery „lepsze” kategorie, za nami w praktyce już tylko jedna) – tutaj bez zmian w stosunku do 2024 roku. Do tej samej kategorii zaliczono m.in. Japonię, Włochy, Południową Afrykę, Austrię, Koreę Południową oraz Chiny. Z nieco bardziej dla nas egzotycznych krajów podobnie oceniono systemy emerytalne m.in. Botswany oraz Namibii. Podkreślić warto, że Polska znalazła się na czwartym miejscu w swojej kategorii, wyprzedzając m.in. Austrię, która znalazła się na miejscu dziesiątym. W ostatniej kategorii krajów (D) znalazły się: Turcja, Filipiny, Argentyna i Indie.

Kraje, które uzyskały liczbę punktów w Indeksie powyżej 80, otrzymały ocenę A. To kraje, które oferują solidny system emerytalny, który zapewnia dobre świadczenia, jest stabilny i cechuje się wysokim poziomem integralności. W tym gronie mamy trzy kraje z Europy, odpowiednio: Holandię, Islandię i Danię plus Singapur (po raz pierwszy w rankingu, i jako pierwszy kraj z Azji) oraz Izrael.

Rekomendacje dot. zmian w polskim systemie emerytalnym od lat pozostają bez zmian. Wśród nich na pierwszym miejscu znajduje się postulat zwiększenia znaczenia elementu kapitałowego systemu emerytalnego (u nas są nim m.in. OFE, PPK, PPE) – pamiętajmy bowiem, że w naszym kraju wciąż (i długo tak będzie, jeżeli system nie zostanie istotnie zmieniony) podstawowa część świadczeń emerytalnych wypłacana jest przez ZUS, w ramach tzw. systemu redystrybucyjnego. Podkreślmy też, że źródłem tych wypłat nie są „odłożone i zaoszczędzone” środki, ale bieżące składki na ZUS oraz dopłaty z budżetu. Kolejne dwa postulaty to zwiększenie skali oszczędności gospodarstw domowych oraz wzrost aktywności zawodowej osób 50+. Widać od razu, że każda z tych rekomendacji dotyczy niezwykle złożonego zagadnienia, gdzie postęp i zmianę można osiągnąć jedynie konsekwentnymi i kompleksowymi działaniami”.

Zapewnienie dochodów emerytalnych poprawia się w skali globalnej

Kraje, które uzyskały liczbę punktów w Indeksie powyżej 80, otrzymały ocenę A. To kraje, które oferują solidny system emerytalny, który zapewnia dobre świadczenia, jest stabilny i cechuje się wysokim poziomem integralności.

Indeks wykorzystuje ważoną średnią podindeksów adekwatności, stabilności i integralności. W każdym z tych podindeksów najwyższe wartości osiągnęły: Kuwejt w kategorii adekwatności, Islandia w kategorii stabilności oraz Finlandia w kategorii integralności.

Co godne uwagi, w tym roku osiem systemów emerytalnych poprawiło swoją ocenę w Indeksie, a żaden system nie obniżył swojej oceny. Oznacza to, że zapewnienie dochodów emerytalnych poprawia się w skali globalnej – co jest niezwykle ważne, zwłaszcza w obliczu wydłużającej się długości życia i spadającej liczby urodzeń.

2025 Mercer CFA Institute Global Pension Index

Kraj Ocena całościowa Liczba puktów Adekwatność Stabilność Integralność
Holandia A 85.4 86.1 83.5 86.8
Islandia A 84.0 83.0 85.7 83.3
Dania A 82.3 82.9 85.0 77.6
Singapur A 80.8 79.4 75.5 90.4
Izrael A 80.3 75.6 83.2 83.6
Szwecja B+ 78.2 76.8 76.3 83.0
Australia B+ 77.6 69.0 81.1 86.4
Chile B+ 76.6 71.9 74.9 86.6
Finlandia B+ 76.6 77.4 65.6 90.6
Norwegia B+ 76.0 77.8 65.2 88.4
Szwajcaria B 72.4 66.3 72.9 81.6
Wielka Brytania B 72.2 75.9 63.2 79.0
Kuwejt B 71.9 86.6 65.4 57.6
Urugwaj B 71.1 83.8 53.1 75.8
Hongkong SAR B 70.6 66.6 62.0 89.2
Kanada B 70.4 67.2 67.0 80.2
Nowa Zelandia B 70.4 65.2 68.2 81.7
Francja B 70.3 85.2 48.6 76.8
Meksyk B 69.3 73.5 64.1 69.8
Belgia B 69.2 81.5 42.7 86.8
Chorwacja B 68.7 66.8 60.5 83.2
Niemcy B 67.8 81.0 47.5 75.0
Irlandia B 67.7 72.9 51.6 81.8
Arabia Saudyjska B 67.6 75.0 54.6 74.2
Portugalia B 67.6 83.7 36.4 85.4
Kazachstan B 65.0 47.0 74.2 81.1
Zjednoczone Emiraty Arabskie C+ 64.9 79.4 40.6 75.5
Hiszpania C+ 63.8 83.0 34.2 74.4
Kolumbia C+ 62.5 64.3 55.9 69.0
USA C+ 61.1 64.1 59.9 58.0
Oman C+ 60.9 68.3 44.6 71.7
Malezja C+ 60.6 54.0 55.9 77.5
Botswana C 59.8 54.3 48.0 85.0
Namibia C 59.1 59.5 50.8 70.4
Panama C 59.1 62.1 52.5 63.8
Polska C 57.0 59.5 45.9 68.6
Włochy C 57.0 69.4 27.9 77.8
Chiny C 56.7 61.4 40.1 72.3
Japonia C 56.3 57.1 48.0 66.8
Brazylia C 56.2 70.6 31.8 67.3
Peru C 55.3 55.4 48.5 64.8
Austria C 54.5 67.5 24.0 76.4
Korea C 53.9 40.1 53.3 76.8
Wietnam C 53.7 57.1 38.7 69.3
Tajwan C 51.8 41.0 52.3 68.5
Republika Południowej Afryki C 51.0 38.0 48.2 75.7
Indonezja C 51.0 40.1 50.3 69.3
Tajlandia C 50.6 47.9 44.8 63.1
Turcja D 48.2 49.0 31.1 71.1
Filipiny D 47.1 40.6 64.4 33.2
Argentyna D 45.9 60.8 31.3 42.4
Indie D 43.8 34.7 43.8 58.4

Po dwóch latach turbulencji sektor budowlany łapie równowagę. Czy nadejdzie odbicie?

Branża budowlana to kolejny sektor polskiej gospodarki, który jest od co najmniej 2 lat jednym z liderów w rankingach upadłości i restrukturyzacji. Powodów takiego stanu rzeczy jest kilka, przede wszystkim – wysoka inflacja, koszty materiałów, pracy oraz koszty energii. Dochodzą do tego coraz częściej słaba kondycja finansowa deweloperów oraz opóźnienia w inwestycjach. Nie wygląda to dobrze. Czy zatem jest jakaś nadzieja dla tej branży na nadchodzące miesiące i lata?

Według ekspertów, sektor budowlany w Polsce w 2025 roku znajduje się w delikatnej równowadze. Nie widać dramatycznego załamania w branży, ale trudno też mówić o wyraźnym ożywieniu. Produkcja budowlano-montażowa w pierwszej połowie roku spadła symbolicznie, o niespełna procent.

Najsłabiej radzi sobie budownictwo mieszkaniowe i kubaturowe, gdzie inwestorzy wstrzymują nowe projekty. Z kolei roboty specjalistyczne – instalacyjne i wykończeniowe – notują wyraźny wzrost, co pokazuje, że sektor coraz mocniej przesuwa się w stronę specjalizacji.

Analizując dane z rynku, można chyba powiedzieć, że polskie budownictwo stoi dziś między stagnacją a możliwością odbicia. Najbliższe miesiące będą okresem weryfikacji dla wielu firm i generalnie całej branży. Wyjątkowo ważna stanie się elastyczność, kontrola kosztów i gotowość do specjalizacji. Od między innymi tych czynników zależeć będzie sytuacja sektora budowlanego w najbliższych latach i tempo jego wzrostu.

Oczywiście nie można w tym wszystkim pominąć tempa uruchamiania środków unijnych, w tym funduszy z KPO. Ważny będzie również dalszy spadek inflacji i poprawa dostępności finansowania. Optymiści twierdzą, że jeszcze w tym roku wzrost wartości sektora budowlanego w Polsce wyniesie 3 procent. A w przyszłym roku udział budownictwa w PKB ponownie zbliży się do 10 procent.

Wygląda więc, że eksperci spodziewają się odbicia w całej branży i całkiem niezłej dynamiki wzrostu. Być może „budowlanka” już za rok lub dwa nie będzie na szczycie list upadłości i restrukturyzacji?

Autor: Adam Pasternak, Kancelaria Lege Restrukturyzacje

Polska konstelacja CAMILA będzie obrazować Ziemię teleskopami Scanway – podpisano umowę wykonawczą o wartości ok. 3,55 mln EUR

Scanway zawarł umowę wykonawczą z Creotech Instruments dotyczącą współpracy w projekcie CAMILA (Country Awareness Mission In Land Analysis). Największą cywilną konstelację satelitarną w historii polskiego sektora kosmicznego utworzą łącznie cztery satelity: trzy optyczne oraz jeden radarowy. Generalnym wykonawcą projektu jest Creotech Instruments, a źródłem finansowania polska składka do Europejskiej Agencji Kosmicznej ESA. Dzięki własnej, niezależnej konstelacji, Polska zapewni sobie dostęp do najnowszych technologii satelitarnych, co przełoży się na wzrost bezpieczeństwa i rozwój krajowej gospodarki opartej na danych.

  • Scanway w ramach projektu CAMILA dostarczy dwa instrumenty optyczne do obserwacji Ziemi przeznaczone do dwóch satelitów: jeden teleskop o wysokiej rozdzielczości i jeden teleskop o niższej rozdzielczości
  • Wartość umowy wynosi ok. 3,55 mln EUR i uwzględnia już wpływy z tytułu rozpoczęcia prac w ramach zawartego w sierpniu br. „Authorization to Proceed”
  • Umowa może być rozszerzona o dostarczenie dodatkowego teleskopu optycznego o wysokiej rozdzielczości oraz wsparcie w operowaniu satelitami po wyniesieniu konstelacji, co może zwiększyć jej wartość do ok. 4,40 mln EUR

– Największa i najbardziej zaawansowana cywilna konstelacja satelitarna do obserwacji Ziemi w Polsce zostanie wyposażona w instrumenty optyczne Scanway. Projekt CAMILA zasilą co najmniej dwa nasze teleskopy: jeden o wysokiej rozdzielczości i jeden o niższej rozdzielczości. Realizacja tego kluczowego dla wzmocnienia polskich zdolności obserwacyjnych z kosmosu zadania została wyceniona na ok. 3,55 mln EUR. Podpisana dziś umowa wykonawcza z Creotech Instruments przewiduje możliwość jej rozszerzenia o dostarczenie dodatkowego teleskopu optycznego o wysokiej rozdzielczości oraz wsparcie w operowaniu satelitami po wyniesieniu konstelacji, co może zwiększyć wartość umowy do ok. 4,40 mln EUR komentuje Jędrzej Kowalewski, Prezes Zarządu Scanway S.A.

Umowa wykonawcza zawarta z Creotech Instruments, będącym generalnym wykonawcą projektu CAMILA, jest podzielona na dwie fazy. Pierwsza z nich – o wartości ok. 1 mln EUR – planowo ma zakończyć się na przełomie I i II kwartału 2026 roku przeglądem PDR (ang. Preliminary Design Review). Akceptacja tego etapu prac przez Creotech Instruments i Europejską Agencję Kosmiczną uruchomi drugą, ostatnią fazę.

Projekt CAMILA ma dla nas szczególne znaczenie. Stanowi istotny wkład w rozwój polskich zdolności kosmicznych oraz potwierdza naszą gotowość do udziału w dużych programach publicznych z zaangażowaniem Europejskiej Agencji Kosmicznej ESA. Współpraca z generalnym wykonawcą projektu oraz pozostałymi podywkonawcami stwarza doskonałą przestrzeń do wymiany doświadczeń i podnoszenia kompetencji wśród krajowych firm, dzięki czemu będą one mogły jeszcze efektywniej konkurować na globalnym rynku kosmicznym na którym jako Scanway coraz mocniej zaznaczamy swoją obecność. Nasz cel strategiczny to stanie się jednym z największych integratorów ładunków optycznych w Europie do końca 2028 roku i dążenie do wejścia do grona czołowych, komercyjnych integratorów na świecie dodaje Jędrzej Kowalewski.

CAMILA to projekt mający na celu stworzenie polskiej konstelacji satelitów obserwacyjnych, dostarczających danych optycznych i radarowych do zastosowań głównie cywilnych na potrzeby administracji publicznej, nauki oraz sektora prywatnego. Konstelacja do obserwacji Ziemi będzie składać się z czterech satelitów: dwóch optycznych o wysokiej rozdzielczości, jednego optycznego o niższej rozdzielczości oraz jednego radarowego. ESA zawarła umowę z Creotech Instruments jako generalnym wykonawcą projektu, który część z wymaganego zakresu prac powierza podwykonawcom dla których łącznie przypadnie ok. 29,9 mln EUR.

Konstelacja zwiększy krajowe zdolności kosmiczne, a także wesprze kluczowe sektory, które wykorzystują obrazowania satelitarne m.in. branżę rolniczą, energetyczną, ubezpieczeniową czy logistyczną. Projekt jest również strategicznym elementem w zakresie monitoringu infrastruktury krytycznej, w tym efektów zmian klimatycznych i bezpieczeństwa granic państwa. Dzięki posiadaniu własnej, niezależnej konstelacji, Polska zyska dostęp do najnowszych technologii satelitarnych, co przełoży się na wzrost bezpieczeństwa, rozwój gospodarki opartej na danych oraz promocję krajowych technologii na rynkach międzynarodowych.

Scanway to jeden z kilkunastu kluczowych, europejskich dostawców systemów optycznych dla sektora kosmicznego. Spółka posiada flight heritage, a jej technologia została wykorzystana w siedmiu wyniesionych dotychczas ładunkach optycznych. Współpracuje z klientami z Europy, Azji i Ameryki, a źródła przychodów dywersyfikuje łącząc kontrakty komercyjne, finansowanie z ESA oraz środki z dużych programów publicznych. Około 80% zespołu firmy to inżynierowie z doświadczeniem w projektowaniu, integracji i testowaniu systemów optycznych i satelitarnych.