Librexit, czyli Unia ostrożna wobec kryptowalut

Komisja Europejska i Rada Europy we wspólnym oświadczeniu de facto włączyły czerwone światło przed projektami opartymi o stablecoiny, czyli kryptowaluty, których wartość zależy od tradycyjnych aktywów, np. dolarów. Choć w komunikacie nie pada nazwa Facebook ani jego stablecoinowe dziecko – libra, to oświadczenie zostało wywołane właśnie tym produktem – pisze Bartosz Grejner, analityk rynkowy Cinkciarz.pl.

W opublikowanym w czwartek komunikacie czytamy m.in., że „…globalne projekty oparte o ustalenia dotyczące stablecoinów nie powinny się rozpocząć, dopóki wszystkie ryzyka i wątpliwości nie zostaną odpowiednio rozwiązane”. Tym samym obawy wyrażane już kilka miesięcy temu przez amerykański Kongres przeniosły się także do Unii Europejskiej.

Strażnicy obecnego porządku finansowego

W komunikacie pada stwierdzenie: „Inicjatywy te [stablecoiny – red.] nie powinny podważać istniejącego porządku finansowego i monetarnego, a także suwerenności monetarnej w Unii Europejskiej”. Podobnie jak Kongres USA, tak też instytucje UE tym bardziej obawiają się takich, gdy stoją za nimi firmy, które potencjalnie byłyby w stanie szybko udostępnić stablecoiny milionom swoich użytkowników czy też – jak w przypadku Facebooka – ponad miliardowi klientów.

Czwartkowy komunikat dotyczy wszystkich projektów opartych o stablecoiny – zarówno przyszłych, jak i aktualnych. Jednak to, że cała sprawa dotyczy przedsięwzięcia, za którym stoi Facebook, da się wywnioskować z fragmentu: „Niektóre ostatnie projekty o wymiarze globalnym nie dostarczyły wystarczających informacji na temat tego, jak dokładnie zamierzają zarządzać ryzykiem i prowadzić swoją działalność”.

To kolejny cios dla ogłoszonej w połowie br. libry. Wcześniej z projektu wycofali się najwięksi partnerzy, m.in. Visy, Mastercard, eBay czy PayPal.

Żeby te plusy nie przesłoniły wam minusów…

UE dostrzegła jednak w stablecoinach także pozytywy dla systemu finansowego. Miałby one dotyczyć sposobów na tanie i szybkie płatności, zwłaszcza transgraniczne. Samo pojawianie tego typu inicjatyw podkreśla, w ocenie Komisji Europejskiej i Rady Europy, „znaczenie ciągłej poprawy ustaleń dotyczących płatności w celu spełnienia oczekiwań rynku i konsumentów”. Niemniej jednak obecnie ponad ew. korzyści Unia zwraca uwagę na ryzyka związane z: ochroną konsumentów, prywatnością, podatkami, bezpieczeństwem cybernetycznym i odpornością operacyjną, praniem pieniędzy, finansowaniem terroryzmu, integralności rynku, zarządzaniem i prawodawstwem.

Uzasadniona miriada obaw, nawet wobec stablecoinów, pokazuje, jak odległa może być powszechna adaptacja do codziennych rozliczeń w zdecentralizowanych kryptowalutach, takich jak np. bitcoin czy ethereum, które nie są poparte żadnymi aktywami. Dziś bardziej prawdopodobne wydaje się wprowadzenie do systemu finansowego scentralizowanych kryptowalut. Agencja Reuters także w czwartek poinformowała, że europejscy ministrowie finansów pochwalili Europejski Banki Centralny „za pracę nad publiczną wirtualną walutą, która może stanowić alternatywę dla inicjatyw prywatnych”.

Bitcoin w locie opadającym?

Coraz większe obawy o stablecoiny Facebooka, odejścia największych partnerów oraz spadek ogólnej ekspozycji kryptowalut w globalnych mediach przyczyniły się w istotny sposób do spadku ceny bitcoina z blisko 14 tys. dol. w połowie br. do ok. 7,4 tys. dol. obecnie.

Notowania najpopularniejszej i największej pod względem kapitalizacji kryptowaluty w dalszym ciągu utrzymują się poniżej 200-dniowej średniej ruchomej ceny (ok. 8,2 tys. dol. wg stanu z 6 grudnia). Wspomniana średnia jest jednym z kluczowych dla inwestorów wskaźników wsparcia, nie tylko w przypadku kryptowalut.

Ostatni raz bitcoin notowany był poniżej tej granicy od końcówki maja 2018 r. do początku kwietnia br. To może utrudniać jakiekolwiek istotne odbicie ceny w górę. Komunikat płynący z UE otwiera wręcz drogę do zwiększenia presji podażowej i głębszego spadku ceny bitcoina do ok. 4-5 tys. dol.

W Polsce Cyber Monday przegrywa z Black Friday

Podczas 4 dni obejmujących dwa marketingowe wydarzenia – Black Friday i Cyber Monday użytkownicy zapłacili BLIKIEM blisko 4 miliony razy, wartość transakcji wyniosła w tym czasie blisko 600 milionów złotych. Analiza danych pokazuje, że polski ecommerce wciąż nie wykorzystuje potencjału marketingowego Cyber Poniedziałku, koncentrując swoje działania promocyjne głównie na Czarnym Piątku. Coraz większe znaczenie w polskim ecommerce ma także chiński Dzień Singla, przypadający na 11 listopada.

Black Friday staje się BLIK Friday

Podczas tegorocznego Black Friday padł rekord transakcji BLIKIEM – było ich łącznie 1,2 miliona, z czego 1 milion zrealizowane w ecommerce. To dwukrotnie więcej niż średnia dzienna liczba transakcji odnotowywana w trzecim kwartale tego roku (śr. 615 tys.).

Tego dnia użytkownicy zrobili zakupy za 211 milionów zł, z czego blisko 150 mln przypadło na zakupy w sieci. – Piątki są zwykle najmniej intensywnym dniem roboczym pod względem liczby transakcji realizowanych BLIKIEM, ich udział tego dnia we wszystkich dniach tygodnia wynosi 13,6 proc. Tak więc siła marketingowa Black Friday skłoniła konsumentów do znacznie  intensywniejszych zakupów w ten konkretny dzień. Jednak analizując dane widzimy, że kolejne trzy dni również były zakupowo bardzo intensywne. W sobotę odnotowaliśmy prawie 800, a w niedzielę blisko 900 tys. transakcji – czyli również powyżej średniej – mówi Monika Król, wiceprezes Polskiego Standardu Płatności, operatora systemu BLIK.

Z roku na rok potencjał marketingowy Black Friday w Polsce rośnie. Liczba transakcji BLIKIEM jest w tym roku większa o 125 proc. a ich wartość o 138 proc. Warto także pamiętać, że specjalne promocje u większości sprzedawców startują już kilka dni wcześniej, a w skrajnych przypadkach zmieniają się w całe „Black Weeks”.

Dla sprzedawców ecommerce nieco rozczarowujące mogą być natomiast dane dotyczące aktywności zakupowej w Cyber Mondey – czyli dzień, w którym tradycyjnie na zachodzie to właśnie sklepy internetowe ruszają do promocyjnej ofensywy. W tym roku użytkownicy zapłacili BLIKIEM w ten dzień w sieci 869 tys. razy i kupili produkty o wartości 106 milionów złotych – o blisko 40 mln mniej niż w Black Friday. W porównaniu rok do roku widać jednak znaczne wzrosty – w liczbie transakcji o 150 proc. a w ich wartości aż o 183 proc.

– Sprzedawcy, dla których głównym kanałem dystrybucji jest internet, jeszcze nie wykorzystują naszym zdaniem potencjału Cyber Poniedziałku, koncentrując się na Czarnym Piątku. Trzeba jednak pamiętać, że wówczas muszą konkurować nie tylko między sobą, ale także ze sklepami stacjonarnymi. Z naszych obserwacji wynika, że nie ma zbyt wielu ofert specjalnych przygotowywanych wyłącznie na poniedziałek – mówi Krzysztof Ziewiec, dyrektor departamentu marketingu i PR w Polskim Standardzie Płatności, operatorze systemu BLIK. – Tymczasem, porównując dane rok do roku widać, że konsumenci polubili te dni marketingowego święta i bardzo zwracają na nie uwagę – dodaje.

Eksperci BLIKA wskazują także na coraz większą popularność w polskim ecommerce, jaką cieszy się chińskie święto zakupowe, czyli przypadający na 11 listopada Dzień Singla. Zapoczątkowany przez platformę Aliexpress dzień specjalnych okazji jest coraz intensywniej wykorzystywany przez inne podmioty. W tym roku podczas Dnia Singla użytkownicy BLIKA zrealizowali w sieci 973 tys. transakcji, z czego jedna trzecia przypadała właśnie na platformę Aliexpress. Łączna wartość zakupów wyniosła tego dnia ponad 95 milionów zł. Rok do roku liczba i wartość transakcji wzrosły trzykrotnie. Porównanie danych pokazuje, że Dzień Singla cieszy się wśród kupujących podobnym zainteresowaniem jak Black Friday i Cyber Monday, a warto zauważyć, że jest o wile mniej nagłaśniany marketingowo.

Giełdowy Indeks Produkcji utrzymuje się na historycznym minimum

W listopadzie wartość Giełdowego Indeksu Produkcji utrzymała się na rekordowo niskim poziomie ustanowionym w ubiegłym miesiącu. Wartość 786,06 jest tylko o 0,33% wyższa od najniższej w historii wartości indeksu GIP60 z października 2019. Negatywne nastroje, które opanowały europejski przemysł oraz warszawski parkiet skutecznie osłabiają popyt na akcje polskich producentów.

Analitycy z DSR podsumowali Giełdowy Indeks Produkcji (GIP) za miesiąc listopad. W poniższym komunikacie dr Maciej Zaręba – analityk i współtwórca GIP, z DSR S.A.  pisze:

Wzrost produkcji sprzedanej o 3,5% w porównaniu z październikiem ub. roku (3,7% po wyeliminowaniu wpływu czynników sezonowych) oznacza osłabienie dynamiki wzrostu w przemyśle. W dotychczasowym okresie 2019 roku produkcja sprzedana przemysłu była o 4,3% wyższa niż w analogicznym okresie ubiegłego roku. Najświeższe dane o dynamice produkcji sprzedanej przemysłu w październiku br. po raz kolejny nie potwierdziły w pełni złych nastrojów jakie panują w branży produkcyjnej oraz w mediach, ale dowiodły, że ochłodzenie koniunktury przemysłowej w Polsce stało się faktem.

Trudna sytuacja panuje od dawna również na warszawskiej GPW, która w tym roku jest jednym z najsłabszych rynków kapitałowych w Europie. W listopadzie największe spółki z indeksu WIG20 straciły kolejne 1,6% m/m, a indeks szerokiego rynku WIG spadł o 0,5% m/m. Względna słabość GPW negatywnie wpływa również na polskie spółki produkcyjne, które od wiosny systematycznie tracą na wartości. W październiku słabnące zaufanie inwestorów do polskich spółek produkcyjnych doprowadziło do spadku wartości indeksu GIP60 do poziomów nieznanych od początku jego pomiaru czyli od stycznia 2016 roku. Niestety w listopadzie polskim producentom udało się jedynie kosmetycznie poprawić rekordowo słabe odczyty z października i zakończyć przedostatni miesiąc roku 0,33% wyżej niż przed miesiącem, głównie dzięki poprawie sentymentu inwestorów względem małych (SWIG80 +3,6% m/m) i średnich (MWIG +2,1% m/m) spółek, których reprezentacja w indeksie GIP60 jest największa.

Analizując listopadowe wyniki w ujęciu branżowym można zauważyć zdecydowaną przewagę spółek z branży tworzyw sztucznych, które średnio zwiększyły swoją wartość rynkową niemalże o 10%. Jest to zasługa głównie dwóch spółek: ERGIS, który podrożał o 17,02% m/m i IZO-BLOK, który zwiększył swoją wartość rynkową o ponad jedną czwartą, co jest drugim wynikiem w listopadowym rankingu GIP60. Również spółki z branży meblarskiej i producenci materiałów budowlanych radziły sobie w listopadzie całkiem nieźle wypracowując średnie wzrosty odpowiednio na poziomie 5,84% i 4,43%. Zdecydowanie gorzej w tym czasie rynek potraktował producentów z branży motoryzacyjnej (średnio -4,22% m/m), spożywczej (-3,54%) i przemysłu lekkiego (-3,16%).

Innowacyjności do pary z wartością

Mimo słabej sytuacji polskich spółek produkcyjnych na GPW, w listopadowym rankingu GIP60 zanotowano zaciętą rywalizację o pozycję lidera, a pozycję na podium dał wzrost wartości rynkowej co najmniej o jedną czwartą.

Na miejscu trzecim, za wzrost wartości o 23,84% m/m, znalazła się spółka VIGO SYSTEM. Ta niewielka, ale bardzo innowacyjna spółka z Ożarowa Mazowieckiego, która jest znana przede wszystkim z zaawansowanych technologicznie detektorów podczerwieni oferowanych klientom na całym świecie, trafiła na podium comiesięcznej klasyfikacji GIP60 nie po raz pierwszy. Wysokie nakłady na projekty rozwojowe nie odstraszają inwestorów, którzy zdają się doceniać wysoki potencjał spółki i wypracowaną pozycję na rynku globalnym. Dobre wyniki za 3Q2019, potwierdzające planowy dynamiczny rozwój spółki, wzmocniły dodatkowo popyt na akcje spółki.

Miejsce drugie dla IZO-BLOK za wzrost wartości rynkowej o 25,09% m/m. Jest to spółka z branży przetwórstwa tworzyw sztucznych, która specjalizuje się w przetwarzaniu polipropylenu spienionego (EPP) i przewodzi w Europie pod względem produkcji elementów z EPP dla branży motoryzacyjnym. Akcje spółki skorzystały z dobrego czasu dla branży przetwórstwa tworzyw sztucznych, a pojawiające się sygnały o kolejnych przejęciach jeszcze podkręciły popyt inwestorów.

Zwycięstwo w listopadowym rankingu GIP60 przypadło wrocławskiej spółce SELENA FM, której wartość rynkowa wzrosła w miesiąc o 28,07%. Producent i dystrybutor chemii budowlanej może się pochwalić trzecią pozycją na świecie wśród producentów piany poliuretanowej na potrzeby budownictwa i posiada swoje zakłady produkcyjne aż w 17 krajach. Akcje spółki zyskiwały na wartości od początku miesiąca, jednak dopiero ostatnie sesje okazały się dla spółki wyjątkowo hojne po publikacji raportu okresowego za trzeci kwartał 2019 roku. Poza wzrostem przychodów o niecałe 10% w porównaniu z trzema kwartałami ubiegłego roku, spółka znacznie poprawiła swoje zyski: operacyjny o 34% r/r, a netto o 98,6% r/r.

Europejska depresja producentów

Nastroje wśród producentów europejskich w listopadzie ciągle znajdowały się poniżej neutralnego poziomu. Do grona pesymistów dołączyli producenci z Holandii, gdzie PMI® spadł do poziomu 49,6 pkt. Pogrążony w największym kryzysie przemysł niemiecki poprawił odczyt PMI® o 2 pkt, ale wystarczyło to jedynie na 44,1 pkt czyli w dalszym ciągu znacznie poniżej neutralnego poziomu 50 pkt, przełożyło się to na wzrost zagregowanej oceny nastrojów dla całej Eurostrefy, która wyniosła w listopadzie 46,9 pkt. Również wśród polskich producentów zaobserwowano niewielką poprawę nastrojów, ale niezmiennie wyraźny pesymizm względem przyszłej produkcji nie pozwolił wskaźnikowi PMI® przekroczyć poziomu 46,7 pkt. Zgoła odmienne nastroje panują za oceanem, gdzie optymizm zyskał na sile podbijając PMI® w USA do poziomu 52,6 pkt. Na problemach producentów europejskich zdają się zyskiwać również producenci azjatyccy, w tym Chiny, gdzie PMI® wzrósł do poziomu 51,8 pkt.

Czy koniec 2019 roku przyniesie odwilż dla akcji polskich spółek produkcyjnych? Niskie wyceny i tradycyjny wzrost popytu w ostatnim miesiącu roku (tzw. rajd Świętego Mikołaja) wcale nie dają gwarancji odbicia, które pozwoliłoby zarobić inwestorom. Spadki zaobserwowane na największych rynkach akcji podczas pierwszych sesji grudniowych nie wyglądają na zapowiedź udanego miesiąca, ale pozory mogą mylić.

Trendy na rynku nieruchomości w Europie 2020

Nieruchomości wciąż na celowniku inwestorów w Europie – Urban Land Institute i PwC opublikowały raport Emerging Trends in Real Estate® Europe 2020

Wraz z utrzymującymi się niższymi stopami procentowymi oraz spadkiem rentowności obligacji, europejskie nieruchomości niezmiennie przyciągają inwestorów, zwłaszcza w porównaniu z innymi rodzajami aktywów. Dostępność finansowania jest wysoka, a inwestorzy częściej wybierają nieruchomości logistyczne lub alternatywne, a także bardziej świadomie uwzględniają trendy związane z mobilnością oraz wpływ zmian klimatycznych na ich portfel inwestycyjny. Doceniane są przede wszystkim miasta, które charakteryzuje największa płynność i stabilność rynku. Warszawa uplasowała się na 14. miejscu wśród najlepiej rokujących 31 aglomeracji w Europie.

Już 17. edycja corocznego raportu Emerging Trends in Real Estate® Europe 2020 przygotowanego przez firmę doradczą PwC oraz Urban Land Institute bazuje na opiniach ponad 900 profesjonalistów branży nieruchomości, w tym inwestorów, deweloperów, ekspertów finansowych i doradców. Ponad dwie trzecie z nich za największe wyzwanie w nadchodzącym roku uważa rosnące koszty realizacji projektów budowlanych. Wśród głównych zagrożeń na poziomie makroekonomicznym, 81% respondentów wskazało niestabilność polityki międzynarodowej. Niemal 60% ankietowanych wykazało też zaniepokojenie sytuacją polityczną w konkretnych krajach, np. Wielkiej Brytanii czy Niemczech.

Ponadto, ponad dwie trzecie badanych zwróciło uwagę na zagrożenia środowiskowe towarzysząc rozwojowi ich biznesu, a także rosnącą presję ze strony inwestorów instytucjonalnych na wdrażanie odpowiednich inicjatyw w tym zakresie. Widoczna jest również rosnąca świadomość ryzyk związanych ze zmianami klimatycznymi – już blisko połowa respondentów uważa, że mają one wpływ na ich portfel inwestycyjny, 73% twierdzi, że ryzyko to wzrośnie w ciągu najbliższych pięciu lat.

“Rok 2019 to czas kontrastów. Z jeden strony prognozy dotyczące kondycji globalnej gospodarki pogarszają się, z drugiej – nieruchomości na całym świecie, a zwłaszcza w Europie, generują solidne zyski. Polska również przyciąga uwagę, co jest pochodną jej awansu do grona rynków rozwiniętych według FTSE Russell w 2018 roku. Do zwiększenia poziomu akceptowalnego ryzyka w 2019 roku przyczynił się powrót banków centralnych do akomodacyjnej polityki pieniężnej. Ponowne uruchomienie programu luzowania ilościowego przez EBC sprawiło, że inwestorzy znowu intensywnie poszukują źródeł dochodów, a potencjał wzrostu rentowności i dochodów z nieruchomości budzi olbrzymie zainteresowanie – podczas polskiej premiery raportu powiedział Philip Lawlor, Managing Director Global Markets Research w FTSE Russel.

Najbardziej perspektywiczne miasta w Europie

Tegoroczny ranking najlepiej ocenianych miejsc do lokowania kapitału odzwierciedla stosunkowo ostrożne podejście inwestorów oraz ich  koncentrację na stabilnych i dojrzałych rynkach. Na czele uplasował się Paryż, który w opinii ekspertów zyskuje na znaczeniu nie tylko w związku z planami relokacyjnymi niektórych firm na skutek Brexitu, ale też dzięki igrzyskom olimpijskim, które odbędą się w stolicy Francji w 2024 roku oraz kompleksowemu projektowi rozwoju całej aglomeracji, znanemu pod nazwą „The Grand Paris”. Niezależnie od zawirowań politycznych i gospodarczych, na liście nie brakuje największych miast Niemiec i Wielkiej Brytanii. Dynamika podaży i popytu sprawia, że wysoko oceniane są również Amsterdam czy Madryt.

Według nowych zasad rankingu, pozwalających na bardziej miarodajne porównywanie rynków o różnej wielkości i płynności, Warszawa uplasowała się na 14. miejscu – najwyższym spośród sklasyfikowanych miast spoza Europy Zachodniej. Szczególnie cenione są stołeczne nieruchomości biurowe oraz logistyczne.

Dorota Wysokińska-Kuzdra, ULI Poland Chair
Dorota Wysokińska-Kuzdra, przewodniczącą ULI Poland

„Nastawienie inwestorów wobec Warszawy jest pozytywne. Stołeczny rynek biurowy, co do którego część ekspertów wyrażała pewne obawy, ma się dobrze, a zapotrzebowanie na nowoczesne, dobrze zlokalizowane budynki utrzymuje się na wysokim poziomie. Widać również stały ruch na rynku inwestycji hotelowych czy prywatnych akademików. Stopy zwrotu w Warszawie są nadal satysfakcjonujące, co przyciąga inwestorów także z nowych kierunków geograficznych np. z Azji, ale także z krajów ościennych, jak Czechy czy Węgry” – komentuje Dorota Wysokińska-Kuzdra, przewodniczącą ULI Poland.

Zaciera się granica pomiędzy nieruchomościami tradycyjnymi i alternatywnymi

Na pierwszym miejscu wśród najpopularniejszych aktywów w Europie kolejny raz utrzymały się nieruchomości logistyczne, na które popyt napędza dynamiczny rozwój rynku e-commerce. Aż sześć z dziesięciu miejsc na liście zajmują też obiekty zaspokajające potrzeby mieszkaniowe różnych generacji użytkowników. W sektorze handlowym zwraca uwagę zainteresowanie nieruchomościami, których przeznaczenie może ewoluować w stronę projektów typu mixed-use, zwłaszcza w dzielnicach śródmiejskich.

„W branży rośnie liczba projektów, które dotyczą lub umożliwiają zmianę funkcji w trakcie ‘życia’ budynku. Ten trend w kolejnych latach będzie się umacniał. Zmiana przeznaczenia aktywów jest po prostu opłacalna i stanowi coraz częściej poszukiwaną opcję dla wielu inwestorów. Warto zwrócić uwagę, że dla części inwestorów alternatywne segmenty rynku nieruchomości, takie jak mieszkania studenckie, domy opieki długoterminowej, obok tradycyjnych obiektów logistycznych, stały się obszarem głównej uwagi i będą wysoce pożądanymi klasami aktywów w 2020 roku” – mówi Kinga Barchoń, partner w PwC, lider zespołu usług doradczych dla sektora nieruchomości.

Inteligentne rozwiązania i mobilność

Około 80% respondentów w badaniu ULI i PwC wskazało na szeroko rozumianą infrastrukturę komunikacyjną, w tym rozwiązania mobilne, jako kluczowy czynnik oceny potencjału danej lokalizacji podczas podejmowania decyzji inwestycyjnych. Wypożyczalnie rowerów, hulajnóg czy pojazdów elektrycznych nie tylko zmieniają tradycyjny model planowania miast i ich sieci komunikacyjnej, ale są też postrzegane jako elementy zwiększające atrakcyjność i poszerzający funkcje konkretnych projektów.

O Urban Land Institute

Urban Land Institute to międzynarodowa organizacja non-profit oraz instytut badawczy, którego misją jest wytyczanie odpowiedzialnych sposobów planowania i rozwoju miast, sprzyjających tworzeniu i umacnianiu lokalnych społeczności. ULI zostało założone w 1936 roku. Obecnie zrzesza ponad 40 tysięcy osób – specjalistów w obszarach takich jak nieruchomości, urbanistyka i architektura. W Europie ULI skupia ponad 3,5 tysięcy członków w 14 oddziałach krajowych, w tym ULI Poland.

Hipoteka przymusowa – czym jest i jak ją ustanowić?

Na mocy art. 244 Kodeksu Cywilnego hipoteka zalicza się do zamkniętego katalogu ograniczonych praw rzeczowych. Cechą charakterystyczną tego typu praw jest to, że przyznają one osobie niebędącej właścicielem uprawnienia do rzeczy cudzej, które są skuteczne wobec osób trzecich (erga omnes). Zakres tych uprawnień jest każdorazowo definiowany w przepisach stanowiących podstawę ustroju konkretnego prawa. Co więcej, osobie, której przynależy ograniczone prawo rzeczowe, przysługują określone w przepisach prawa uprawnienia do ochrony tego prawa. Z tym korespondują także obowiązki innych osób powstrzymywania się od działań, które uniemożliwiałyby lub utrudniałyby wykonywanie uprawnień przez osobę, której przynależy ograniczone prawo rzeczowe. Powyższa ochrona odnosi się także do właściciela rzeczy obciążonej tym prawem.

Czym jest hipoteka?

Podstawę ustroju instytucji hipoteki kształtuje ustawa z 6 lipca 1982 r. o księgach wieczystych i hipotece. Zgodnie z art. 65 tej ustawy hipoteka jest prawem, na mocy którego wierzyciel może dochodzić zaspokojenia z nieruchomości bez względu na to, czyją stała się własnością, i z pierwszeństwem przed wierzycielami osobistymi właściciela nieruchomości, ustanawianym w celu zabezpieczenia oznaczonej wierzytelności wynikającej z określonego stosunku prawnego. Specyficznym rodzajem hipoteki jest hipoteka przymusowa, o której mowa w art. 109 i następnych ww. ustawy.

Charakterystyka hipoteki przymusowej

Cechą charakterystyczną hipoteki przymusowej, jak wynika już z samej jej nazwy, jest fakt, iż jest to hipoteka ustanawiana niezależnie od woli właściciela (w przeciwieństwie np. do hipoteki umownej, która jest spotykana często w relacji kredytobiorca – kredytodawca [bank]). Podstawą do ustanowienia tego typu hipoteki jest istnienie tytułu wykonawczego, tzn. tytułu egzekucyjnego zaopatrzonego w klauzulę wykonalności. Takim tytułem wykonawczym może być prawomocny wyrok sądu czy decyzja administracyjna. Wierzyciel, który dysponuje tytułem wykonawczym (tzn. jego wierzytelność została potwierdzona przez właściwy organ), może na tej podstawie zwrócić się o uzyskanie hipoteki na wszystkich nieruchomościach dłużnika. W przypadku, gdy właścicielem nieruchomości jest Skarb Państwa, hipoteka przymusowa może być ustanowiona w konkretnych wypadkach przewidzianych w przepisach prawa.

Hipoteka przymusowa w przepisach Ordynacji podatkowej

Jednymi z podmiotów, którym przysługuje uprawnienie utworzenia hipoteki przymusowej, są Skarb Państwa i jednostki samorządu terytorialnego. Na mocy art. 34 Ordynacji podatkowej podmiotom tym przysługuje hipoteka na wszystkich nieruchomościach podatnika, płatnika, inkasenta, następcy prawnego lub osób trzecich z tytułu zobowiązań podatkowych powstałych z dniem doręczenia decyzji organu podatkowego ustalającej wysokość zobowiązania podatkowego, a także z tytułu zaległości podatkowych w podatkach stanowiących dochód ww. podmiotów oraz odsetek za zwłokę od tych zaległości. Katalog podmiotów, na których nieruchomości można ustanowić hipotekę przymusową, stanowi w praktyce listę wszystkich kategorii podmiotów występujących w prawie podatkowym mogących wystąpić w charakterze dłużników. Opisana powyżej instytucja ma jak najbardziej charakter hipoteki przymusowej, bowiem ustanowienie takiej hipoteki jest niezależne od woli podatnika czy innej osoby z katalogu wskazanego powyżej, której dotyczy postępowanie.

Przepisy przewidują, że przedmiotem takiej hipoteki przymusowej może być: 1) część ułamkowa nieruchomości, jeżeli stanowi udział podatnika; 2) nieruchomość stanowiąca przedmiot współwłasności łącznej podatnika i jego małżonka; 3) nieruchomość stanowiąca przedmiot współwłasności łącznej wspólników spółki cywilnej lub część ułamkowa nieruchomości stanowiąca udział wspólników spółki cywilnej – z tytułu zaległości podatkowych spółki; 4) użytkowanie wieczyste wraz z budynkami i urządzeniami na użytkowanym gruncie stanowiącymi własność użytkownika wieczystego lub udział w tym prawie; 5) spółdzielcze własnościowe prawo do lokalu lub udział w tym prawie; 6) wierzytelność zabezpieczona hipoteką; 7) statek morski lub statek morski w budowie wpisane do rejestru okrętowego. Jak zatem wynika ze wskazanego katalogu, przedmiotem opisywanej hipoteki przymusowej może być nieruchomość, określone ograniczone prawo rzeczowe, wierzytelność zabezpieczona hipoteką czy statek morski (ruchomy wyjątek od zasady, że hipoteka odnosi się do nieruchomości).

Tryb wpisu hipoteki do księgi wieczystej

Opisywana hipoteka przymusowa w obecnym stanie prawnym ma charakter jawny – powstaje wyłącznie w razie dokonania wpisu w księdze wieczystej. Stanowi to realizację zasady rękojmi wiary księgi wieczystej, której celem jest zwiększenie zaufania nabywcy do stanu prawnego nieruchomości ujawnionego w księgach wieczystych. Wyjątkiem od tej zasady jest sytuacja, w której przedmiot hipoteki przymusowej nie posiada księgi wieczystej – wówczas zabezpieczenie zobowiązań podatkowych dokonywane jest przez złożenie wniosku o wpis do zbioru dokumentów. Wpisu hipoteki przymusowej do księgi wieczystej dokonuje właściwy sąd rejonowy, chyba że wpis miałby dotyczyć hipoteki morskiej przymusowej – w takiej sytuacji wpisu dokonywać będzie właściwa izba morska na wniosek organu podatkowego.

Podstawą wpisu hipoteki przymusowej do księgi wieczystej jest co do zasady doręczona decyzja:

  1. ustalająca wysokość zobowiązania podatkowego,
  2. określająca wysokość zobowiązania podatkowego,
  3. określająca wysokość odsetek za zwłokę,
  4. o odpowiedzialności podatkowej płatnika lub inkasenta,
  5. o odpowiedzialności podatkowej osoby trzeciej,
  6. o odpowiedzialności spadkobiercy,
  7. określająca wysokość zwrotu podatku.

Wyjątkiem od zasady jest wystawienie tytułu wykonawczego lub zarządzenia zabezpieczenia bez wydawania ww. decyzji, jeżeli taki tryb przewidują przepisy o postępowaniu egzekucyjnym w administracji.

Zaspokojenie z przedmiotu hipoteki przymusowej będzie następowało w trybie przewidzianym dla postępowania egzekucyjnego w administracji, chyba że z przedmiotu hipoteki jest prowadzona egzekucja przez sądowy organ egzekucyjny. Co istotne, jeżeli zachodzi uzasadniona obawa niewykonania zobowiązania podatkowego przez dłużnika, organ podatkowy ma obowiązek wezwać w toku postępowania podatkowego, kontroli podatkowej lub kontroli celno-skarbowej taką osobę do złożenia oświadczenia (pod rygorem odpowiedzialności karnej) dotyczącego nieruchomości i praw majątkowych, które mogą być przedmiotem hipoteki przymusowej oraz o rzeczach ruchomych, a także zbywalnych prawach majątkowych, które mogą być przedmiotem zastawu skarbowego. Strona takiego postępowania lub kontrolowany mogą bez żadnych konsekwencji odmówić złożenia tego typu oświadczenia.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Niemcy zwalniają, a Japonia stymuluje

Kolejne dane z niemieckiego przemysłu znów okazują się słabsze od oczekiwań. Rząd Abe Shinzo zaakceptował kolejny gigantyczny projekt stymulacyjny.

Słabe dane z Niemiec

Dzisiaj od rana poznaliśmy dane na temat wzrostu produkcji przemysłowej w Niemczech. Wzrost jest tutaj akurat słabym określeniem, skoro produkcja przemysłowa spada. W ujęciu miesięcznym, pomimo oczekiwań na poziomie 0,1% wzrostu, realizacja wynosi spadek aż o 1,7%. W ujęciu rocznym jest to spadek aż o 5,4%. Rynki przyjęły to wstępnie spokojnie, ale z czasem euro zaczęło słabnąć względem głównych walut.

Japonia stymuluje

Abe Shinzo zapowiedział kolejny pakiet stymulacyjny dla gospodarki. Jego skala jest imponująca, bo jest to równowartość około 450 miliardów złotych. Powód jest taki, jak poprzednio, czyli stymulacja wzrostu gospodarczego. Co prawda, kraj już 7 lat nie ma recesji, ale wzrost gospodarczy jest wyjątkowo niski. Po tej informacji jen zaczął się umacniać względem dolara.

Bezrobotni mniej istotni niż zamówienia

Wczoraj poznaliśmy pakiet danych z USA. Najpierw o 14:30 pojawiły się dane na temat wniosków o zasiłek dla bezrobotnych. Okazały się one niższe od oczekiwań o około 5%. Warto przypomnieć, że są to tygodniowe dane, zatem odchylenia od oczekiwań są dosyć częste. Później o 16:00 poznaliśmy dane na temat zamówień w przemyśle. Okazały się, one delikatnie słabsze od oczekiwań. W rezultacie cały dzień dolar tracił względem głównych walut (w tym euro). Głównym efektem dla złotego było kolejne osłabienie się dolara względem naszej walut. Zielony staniał wczoraj do 3,85 zł.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

  • 14:30 – USA – sytuacja na rynku pracy,
  • 16:00 – USA – raport Uniwersytetu Michigan.

Maciej Przygórzewski główny analityk w Internetowykantor.pl

Gdzie przybyło najwięcej mieszkań?

W Polsce systematycznie wzrasta liczba mieszkań przypadających na 1000 osób. Eksperci portalu RynekPierwotny.pl sprawdzili, na terenie których miast i powiatów tempo takich zmian było najszybsze.

Polsce wciąż jest daleko do poziomu nasycenia mieszkaniami typowego dla krajów Europy Zachodniej. Mowa o wynikach na poziomie 450 mieszkań – 500 mieszkań/1000 osób. Warto jednak zwrócić uwagę, że relacja pomiędzy liczbą mieszkań oraz mieszkańców Polski systematycznie się poprawia. Obecnie kształtuje się ona na poziomie około 380 mieszkań/1000 osób, czyli o wiele wyższym niż jeszcze 10 lat temu (345). Nie we wszystkich częściach kraju zmiany następują tak samo szybko. Eksperci portalu RynekPierwotny.pl postanowili sprawdzić, na terenie których powiatów i miast pełniących rolę powiatów nasycenie mieszkaniami rosło najszybciej.

Analizę statystyczną warto rozpocząć od wskazania tych powiatów i miast na prawach powiatu, w których pod koniec 2018 r. stosunek liczby mieszkań (lokali i domów) oraz liczby mieszkańców był najlepszy. Mowa o następujących lokalizacjach:

  • Warszawa – 549 mieszkań/1000 osób
  • Sopot – 536 mieszkań/1000 osób
  • Łódź – 524 mieszkania/1000 osób
  • Wrocław – 514 mieszkań/1000 osób
  • Świnoujście – 512 mieszkań/1000 osób
  • hajnowski – 512 mieszkań/1000 osób
  • Kraków – 505 mieszkań/1000 osób
  • Katowice – 493 mieszkania/1000 osób
  • Chorzów – 491 mieszkań/1000 osób
  • Gdańsk – 491 mieszkań/1000 osób
  • Poznań – 488 mieszkań/1000 osób
  • Gdynia – 465 mieszkań/1000 osób
  • Siemianowice Śląskie – 464 mieszkania/1000 osób
  • Sosnowiec – 457 mieszkań/1000 osób
  • Lublin – 456 mieszkań/1000 osób

Miasta i powiaty cechujące się wysokim nasyceniem mieszkaniami, niekoniecznie przodują pod względem tempa wzrostu analizowanego wskaźnika (liczba domów i lokali/1000 osób). Po uwzględnieniu danych GUS z lat 2013 – 2018 można stwierdzić, że relacja liczby mieszkań i mieszkańców najbardziej poprawiła się w następujących powiatach i miastach na prawach powiatu:

  • Wrocław – poprawa o 12%
  • Rzeszów – 12%
  • Gdańsk – 11%
  • wrzesiński – 11%
  • koszaliński – 11%
  • Kraków – 11%
  • kołobrzeski – 10%
  • jeleniogórski – 10%
  • Poznań – 10%
  • Lublin – 9%
  • średzki – 9%
  • śremski – 8%
  • Katowice – 8%
  • leszczyński – 8%
  • Biała Podlaska – 8%

Na powyższej liście oprócz miast cechujących się dużą aktywnością deweloperów (Wrocław, Rzeszów, Poznań, Kraków i Gdańsk), można znaleźć również obszary atrakcyjne dla budownictwa jednorodzinnego (np. pow. wrzesiński oraz pow. średzki).

Autor: Andrzej Prajsnar, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

Firmy leasingowe sfinansowały inwestycje o wartości 56,9 mld zł

  • 56,9 mld zł wyniosła wartość wszystkich kontraktów sfinansowanych przez polską branżę leasingową w ciągu pierwszych dziewięciu miesięcy tego roku.
  • Dynamika rynku leasingu po trzech kwartałach br. była na poziomie
    -2,4% r/r.
  • Branża leasingowa dodatnie dynamiki osiągnęła w zakresie finansowania maszyn i urządzeń oraz środków transportu ciężkiego.

Związek Polskiego Leasingu, reprezentujący polski sektor leasingowy podał, że w ciągu trzech pierwszych kwartałów 2019r. firmy leasingowe sfinansowały aktywa inwestycyjne o łącznej wartości 56,9 mld zł, przy ujemnej dynamice rynku na poziomie -2,4% r/r. (dane ZPL po trzech kwartałach 2019r.).ZPL_Infografika_po 3 kw. 2019_Liczby

„Na rynku leasingu mamy zbliżoną sytuację do tej, która miała miejsce w 2012 roku, kiedy nasz sektor wyhamował z dwucyfrowego wzrostu do poziomu z 2011 roku. Z tą jednak różnicą, że wówczas spowolnienie trwało bardzo krótko i już w kolejnym roku tempo wzrostu wróciło do poziomu dwucyfrowego. Tym razem z uwagi na wyraźne sygnały płynące z gospodarki, dotyczące zmniejszającej się dynamiki PKB, spodziewamy się wyhamowania także rozwoju rynku leasingu. W kolejnym 2020 roku oczekujemy dodatnich wyników tj. powrotu do poziomu finansowania branży leasingowej z roku 2018. Jednak przewidywany wzrost nie będzie już dwucyfrowy” – powiedział Andrzej Sugajski, dyrektor generalny Związku Polskiego Leasingu.

Dane ZPL pokazują, że w ciągu pierwszych dziewięciu miesięcy tego roku firmy leasingowe za pośrednictwem leasingu i pożyczki inwestycyjnej, najczęściej finansowały pojazdy osobowe i dostawcze do 3,5 tony. Mają one 43,1% udział w strukturze rynku. Drugą najważniejszą kategorią aktywów były maszyny i inne urządzenia – w tym IT, z udziałem na poziomie 29%, natomiast trzecie miejsce zajmują środki transportu ciężkiego (26,3 % udział). Zarówno nieruchomości jak i inne aktywa mają niewielki, wynoszący poniżej 1 procenta udział w rynku.ZPL_Infografika_po 3 kw. 2019_Aktywa

Pojazdy osobowe i dostawcze  do 3,5 tony

Branża leasingowa w ciągu pierwszych dziewięciu miesięcy tego roku sfinansowała pojazdy lekkie o łącznej wartości 24,5 mld zł, co stanowiło wynik o -8,5 proc. niższy przed rokiem. W ramach tej kategorii rynku raportowane są zarówno samochody osobowe, które odnotowały ujemną (-10,6 proc. r/r) dynamikę, jak i pojazdy dostawcze do 3,5 tony (+3,8 proc. dynamika r/r). W tym segmencie rynku przeważają umowy dotyczące finansowania samochodów osobowych (83 proc. udział) nad pojazdami dostawczymi do 3,5 tony (17 proc. udział).

Maszyny i inne urządzenia oraz środki transportu ciężkiego

Drugim obszarem bardzo istotnym dla branży leasingowej jest finansowanie maszyn i innych urządzeń (w tym IT). Ten segment rynku wyróżnił się +4,8 proc. dynamiką wzrostu (r/r), dzięki sfinansowaniu przez branżę leasingową aktywów o łącznej wartości 16,5 mld zł (dane po trzech kwartałach tego roku). W tym segmencie rynku dodatnie dynamiki były obserwowane w zakresie finasowania maszyn budowalnych (+4,3% r/r), maszyn do produkcji tworzyw sztucznych i obróbki metali (+4,2% r/r), IT (+14,9% r/r) czy innych maszyn (+22,8% r/r), natomiast w strefie spadków pozostawało finasowanie maszyn rolniczych (-7,7% r/r), maszyn poligraficznych (-12,7% r/r), maszyn dla przemysłu spożywczego (-8,7% r/r) czy sprzętu medycznego (-10,7% r/r).

Od stycznia do końca września 2019r., polscy leasingodawcy podpisali także nowe kontrakty, odnoszące się m.in. do takich aktywów jak ciągniki siodłowe, naczepy/przyczepy, pojazdy ciężarowe powyżej 3,5 tony, autobusy, samoloty, statki czy środki transportu kolejowego, o łącznej wartości niemal 15 mld zł. Dynamika finansowania środków transportu ciężkiego po trzech kwartałach br. wyniosła +0,5 proc. (r/r). Finansowanie ciągników siodłowych w omawianym okresie wzrosło o +4,7% r/r, pojazdów ciężarowych powyżej 3,5 tony o +1,6% r/r, samolotów, statków i środków transportu kolejowego o +4,5% r/r, a pozostałych pojazdów o +23,8% r/r. Ujemne dynamiki uzyskało finansowanie naczep i przyczep (-2,3% r/r) oraz autobusów (-29,8% r/r).

Od początku roku do końca września br. branża leasingowa sfinansowała także nieruchomości warte 0,4 mld zł, przy ujemnej dynamice finansowania na poziomie -20,6% r/r.

Klienci firm leasingowych

Szacunki Związku Polskiego Leasingu pokazują, że największą, bo liczącą ok 71,4 proc. grupę korzystających z leasingu stanowią klienci o obrotach do 20 mln zł. Do tej grupy zaliczane są mikro i małe firmy. 28,3% stanowią klienci o obrotach powyżej 20 mln zł, a klienci indywidualni 0,2%. Finansowanie sektora publicznego w dalszym ciągu pozostaje marginalne.

Wyniki badania koniunktury branży leasingowej

ZPL_Infografika_po 3 kw. 2019_StrukturaKwartalny pomiar badania koniunktury branży leasingowej pokazuje, że w IV kwartale br. ankietowane firmy leasingowe oczekują nieznacznego wzrostu zatrudnienia, ale też pogorszenia jakości portfela. Jednocześnie w ostatnim kwartale roku firmy spodziewają się wyraźnego przyspieszenia aktywności sprzedażowej. Wyższy poziom finansowania jest oczekiwany we wszystkich badanych grupach środków trwałych, a wyraźne wzrosty finansowania mają dotyczyć pojazdów lekkich oraz maszyn i IT. Zdecydowanie słabsze, ale wciąż jeszcze pozytywne perspektywy rysują się dla finansowania środków transportu ciężkiego. Dodatnią dynamikę wzrostu w IV kw. br. powinien uzyskać również sektor finansowania nieruchomości.

Prognoza na koniec 2019r.

Prognoza wyników branży leasingowej pokazuje istotne wyhamowanie po 6 latach intensywnego rozwoju rynku. Dynamika sektora leasingowego na koniec 2019r. może wynieść -4,5% r/r. W 2019r. firmy leasingowe mogą udzielić łącznego finansowania o wartości 78,8 mld zł.

Deloitte rozbudowuje usługi technologiczne – Sławomir Lubak liderem obszaru Strategii i Integracji Technologii

Sławomir Lubak został w Deloitte Partnerem i liderem obszaru Strategii i Integracji Technologii oraz programu branżowego TMT. Ekspert posiada 20-letnie doświadczenie operacyjne i doradcze w zakresie biznesu i technologii. Podstawą działań zespołów technologicznych firmy doradczej Deloitte jest kompleksowa obsługa cyfrowej transformacji klienta. Jest to możliwe dzięki kompetencjom w projektowaniu, wdrażaniu i utrzymywaniu rozwiązań technologicznych.

Od kilku lat konsekwentnie wzmacniamy swoją pozycję w zakresie świadczenia usług technologicznych, umacniając i rozwijając kompetencje w tym zakresie. Jest to jeden z naszych priorytetów, a technologia obecna jest w wielu obszarach świadczonych przez nas usług, nie tylko w konsultingu, ale również w doradztwie podatkowym czy prawnym. Budowanie pozycji lidera realizujemy zarówno poprzez istotne partnerstwa, takie jak np. z firmą Google, czy poprzez przyciąganie ekspertów z ogromnym doświadczeniem i wiedzą. Sławomir to doskonały lider z kilkudziesięcioletnią, imponującą praktyką w zakresie świadczenia usług w obszarze transformacji cyfrowej – mówi Andrzej Lachowski, Partner Zarządzający działem konsultingu w Polsce.

Sławomir Lubak przez wiele lat był związany z branżą telekomunikacyjną, mediową oraz technologiczną. Doświadczenie zawodowe zdobywał w Polsce, na rynkach europejskich i Bliskim Wschodzie.

Karierę rozpoczął od współtworzenia Internet Technologies Polska, która świadczy między innymi usługi z zakresu rozwiązań telekomunikacyjnych i stała się częścią największego dostawcy alternatywnego Internetu w Polsce. Nowy Partner w Deloitte jest specjalistą w zarządzaniu transformacją biznesową za pomocą nowoczesnych rozwiązań technologicznych. Przez wiele lat swoje doświadczenie w tym zakresie z powodzeniem wykorzystywał między innymi w Accenture, gdzie prowadził projekty związane właśnie z transformacją biznesową oraz technologiczną.

Nowe siły

Podczas realizacji usług z obszaru technologii i transformacji cyfrowej, Deloitte korzysta z wiedzy oraz doświadczenia zarówno swoich lokalnych, jak i globalnych zespołów. Na polskim rynku firma zatrudnia nie tylko konsultantów, ale również kierowników projektów i programów, architektów technicznych i biznesowych, programistów, testerów, specjalistów DevOps, pokrywając cały cykl pracy projektowej, od strategii do wdrożenia i utrzymania rozwiązań biznesowo – technologicznych, w tym dla rozwiązań opartych o chmurę.

Deloitte świadczy usługi technologiczne na rzecz sektora finansowego, ubezpieczeniowego oraz telekomunikacyjnego. Eksperci firmy wspierają klientów w tzw. modelu „end to end” (E2E) – od początku do końca procesu transformacji, na wszystkich etapach wdrażania nowych rozwiązań, począwszy od doradztwa, projektowania i strategii, przez dostawę i utrzymanie, ich integrację, rozwój, testowanie czy analizę systemów.

Aby móc efektywnie realizować cele klientów ery cyfrowej, eksperci tego obszaru mierzą się z wciąż nowymi wymaganiami i wyzwaniami rynku. Zachodzące na nim zmiany wymagają ciągłego uzupełniania kompetencji w tym segmencie. W Deloitte temu rozwojowi towarzyszy integracja zespołów technologicznych i pozyskiwanie wykwalifikowanych ekspertów. Takie podejście pozwala w lepszym stopniu zrozumieć i poznać możliwości oraz zagrożenia, jakie niosą za sobą gwałtowne zmiany w sektorze TMT.  Dla klientów to możliwość korzystania ze zróżnicowanej wiedzy i doświadczenia, które pozwolą na identyfikację trendów i prognoz w czasach nowych technologii.

Technologia to dziś jeden z kluczowych czynników, który kształtuje biznesową rzeczywistość. Naszym celem jest ciągłe budowanie doświadczonego i kompetentnego zespołu, który obserwując rynkowe zmiany, będzie mógł tworzyć oraz oferować naszym klientom innowacyjne rozwiązania. To, co nas wyróżnia to fakt, że dzięki szerokim kompetencjom naszych zespołów jesteśmy w stanie spojrzeć kompleksowo na potrzeby rynku, tworzyć całościowe, a nie fragmentaryczne rozwiązania i towarzyszyć klientowi w całym procesie transformacji cyfrowej. Cieszę się, że mogłem dołączyć do firmy o takiej pozycji na rynku i współtworzyć w niej zespół ekspertów technologicznych – mówi Sławomir Lubak, Partner, Lider obszaru Strategii oraz Integracji Technologii i TMT w Deloitte.

Sklepy rezygnują z żywych karpi. Eksperci: Polacy wolą mrożone ryby, bo tak jest szybciej i łatwiej

Sieci handlowe, które dotąd nie oferowały żywych karpi, trzymają się swoich dotychczasowych strategii. Pozostałe w większości zaczynają stawiać wyłącznie na artykuły chłodzone i mrożone. Tłumaczą, że nie chcą eskalować cierpienia zwierząt. Z tego trendu wyłamuje się tylko Carrefour, który wciąż będzie sprzedawać żywe ryby. Wyjaśnia to potrzebami swoich klientów. Tymczasem karp staje się coraz mniej istotnym zakupem dla Polaków. W niektórych sklepach śledź i łosoś szybciej schodzą przed świętami.

Stanowcze „nie”

Analitycy serwisu agencyjnego MondayNews zapytali działające w Polsce dyskonty, supermarkety, hipermarkety, sieci convenience oraz cash&carry o to, czy w tym roku zamierzają sprzedawać żywe karpie. Poprosili je również o uzasadnienie podjętych decyzji.

– Od początku naszej działalności, czyli od 2002 roku, sprzedajemy tylko oprawionego karpia, gotowego do obróbki termicznej. Dzięki temu klienci płacą za samo mięso do spożycia. Przetwarzając je samodzielnie, odrzucamy ok. 50-55% jego masy. Oferowany przez nas karp pochodzi wyłącznie z polskich stawów i jest niemrożony – mówi Aleksandra Robaszkiewicz z Lidl Polska.

Jak informuje Justyna Radwańska z ALDI Polska, ta sieć również nigdy nie prowadziła w swoich sklepach sprzedaży żywych karpi. Jest to podyktowane strategią handlową oraz przejrzystą polityką, związaną z dobrostanem zwierząt, która wykracza znacznie poza działania na rzecz zrównoważonego rybołówstwa.

– W tym roku, podobnie jak w latach ubiegłych, nasze sklepy nie będą sprzedawały żywych karpi. Taką decyzję podjęliśmy, kierując się dobrostanem ryb oraz uwzględniając opinie wciąż rosnącej grupy klientów, którzy krytycznie oceniają tego typu sprzedaż – zaznacza Bartosz Pietruszka  z POLOmarketu.

Ponadto Mariola Skolimowska z Netto zapewnia, że ta sieć nigdy nie oferowała i nie zamierza sprzedawać żywych karpi. Jak komentuje Katarzyna Grochowska z Hiper-Com Poland, taka polityka pozytywnie wpływa na wizerunek sklepów. Polacy są coraz bardziej świadomymi konsumentami i niechętnie podchodzą do zakupu wigilijnej ryby w ww. formie.

Różne strategie

– Z roku na rok coraz więcej sieci deklaruje, że nie zaoferuje żywego karpia, mając na względzie dobrostan ryb. W ub.r. był on dostępny m.in. w wybranych sklepach Auchan, E.Leclerc, Carrefour czy Tesco. Decyzja o sprzedaży często była poprzedzona badaniami opinii klientów. I stąd w ogóle do takiej sprzedaży dochodziło – wskazuje dr Paweł Jurowczyk z Instytutu Badawczego ABR SESTA.

Z kolei E.Leclerc Polska zwraca uwagę na to, że decyzje dotyczące sprzedaży karpi oraz formy, w jakiej są one dostępne, zawsze należą do poszczególnych sklepów. Tak było w latach ubiegłych i będzie w tym roku. Wynika to z faktu, że placówki działające pod szyldem marki są niezależnymi przedsiębiorstwami.

– W tym roku nie zaoferujemy żywych karpi. Zawsze zapewnialiśmy najwyższe standardy ich przechowywania, transportu i sprzedaży. Rozumiemy jednak, iż stale rosnąca grupa klientów krytycznie ocenia ten zwyczaj w polskim handlu. Wierzymy, że wychodzimy naprzeciw oczekiwaniom konsumentów. W naszej ofercie będą tylko chłodzone i mrożone produkty rybne – zapowiada Tesco Polska.

Grupa Schiever, zarządzająca w Polsce siecią bi1 i dwoma hipermarketami Auchan, od 2017 roku nie prowadzi sprzedaży żywych karpi. Jest to podyktowane troską o dobrostan zwierząt. Ubój ryb odbywa się w warunkach zapobiegających ich cierpieniu. Natomiast Selgros Cash&Carry od tego roku całkowicie rezygnuje z oferowania żywych karpi.

– Rezygnacja ze sprzedaży nie wynika raczej z tego, że zarządy sieci nagle przejmują się ich losem. Nie bądźmy naiwni. To szersze zagadnienie, obejmujące m.in. standardy hodowli, transportu i magazynowania. Hodowcy wolą przekształcać własne biznesy w zakłady przetwórstwa i sprzedawać gotowe produkty. Rezygnują z pośrednika, czyli ze sklepu, aby oferować wyższą jakość. Świeże, odpowiednio porcjowane i przechowywane ryby nie tracą na wartości w formie chłodzonej czy mrożonej – wyjaśnia Katarzyna Grochowska.

Trzeba też dodać, że Grupa Eurocash nie ma żywych ryb w ofercie hurtowej. Karp jest dostępny wyłącznie w postaci świeżych lub mrożonych płatów czy filetów. Takie rozwiązanie jest uznawane za najlepsze, zarówno ze względów humanitarnych, jak i oczekiwań konsumentów, którzy coraz częściej sięgają po produkty gotowe i łatwe do samodzielnego przygotowania.

– W naszej tradycji trudno wyobrazić sobie Wigilię bez karpia. Wielu konsumentów uważa, że żywa ryba jest gwarancją najlepszej jakości i smaku. Jednak nie we wszystkich regionach Polski to przekonanie jest tak samo silne. Dlatego w ub.r. tylko wybrane sklepy oferowały ww. towar, a teraz kolejne z tego rezygnują – zauważa ekspert z Instytutu Badawczego ABR SESTA.

Wbrew trendowi

Carrefour Polska zamierza kontynuować sprzedaż żywych karpi. I jak komunikuje, decyzja sieci jest podyktowana szacunkiem do przekonań i potrzeb tych konsumentów, którzy chcą kultywować polską tradycję. Jednocześnie firma będzie zachęcać klientów do zmiany nawyków zakupowych i wyboru patroszonych ryb lub innych elementów z ich przerobu. W przypadku karpia z wody możliwe będzie skorzystanie z jego uboju w sklepie.

– Większość hipermarketów deklaruje wprost, że nie sprzedaje już żywych karpi. Być może Carrefour upatruje w tym szansę na zyski. Skoro coraz trudniej będzie dostać taki towar, to głośne oferowanie go może przyciągnąć wielu klientów, którzy nie chcą rezygnować z dotychczasowego zwyczaju – analizuje ekspert z Hiper-Com Poland.

Dr Maria Andrzej Faliński, wieloletni obserwator rynku detalicznego, stwierdza, że Carrefour oferuje to, co jest „naturalne”. Jednocześnie z uwagą podchodzi do tradycji. I w ten sposób kształtuje swój wizerunek. Podjął istotny wysiłek utrzymania warunków humanitaryzmu przy sprzedaży żywych karpi, co nie jest proste technicznie, higienicznie, prawnie i społecznie.

– Postawa ww. sieci nie odwróci już aktualnych trendów. Pamiętajmy, że tzw. tradycja kupowania żywego karpia przed świętami i trzymania go w wannie, wzięła się z powszechnego braku lodówek. Dawniej łatwiej było przechować rybę pływającą w wodzie niż porcjowane mięso w domowych warunkach. Dziś mamy zupełnie inne realia. I klienci wymuszają na sieciach zmianę standardów sprzedaży – tłumaczy Katarzyna Grochowska.

Z kolei dr Faliński przekonuje, że zasady sprzedaży żywych karpi trzeba uporządkować. Ustawa dot. dobrostanu zwierząt, w ślad za dyrektywą, ramowo określa takie warunki. Jednak w przypadku ryb potrzebna jest specyficzna regulacja, np. na poziomie rozporządzenia. Wprawdzie co roku Główny Inspektorat Weterynarii publikuje zbiór wytycznych w tej sprawie, ale to niepotrzebnie pozostawia miejsce dla zmienności przepisów. Trwa to już przynajmniej od dekady.

Spada pozycja karpia

– Dotychczas nie sprzedawaliśmy żywych karpi i nie zamierzamy tego zmieniać. Co ciekawe, ta ryba znajduje się dopiero na 3. miejscu wśród najchętniej kupowanych u nas przed świętami. W ub.r. najlepiej sprzedawał się śledź. Za nim był łosoś i dopiero potem – karp – informuje Jan Kołodyński z sieci Biedronka.

Ekspert z Hiper-Com Poland przypomina, że zwyczaj przyrządzania karpia na Wigilię nie wziął się z zamiłowania Polaków do jego walorów smakowych. Osiągnął powodzenie dzięki planowanej gospodarce w latach 50. XX w. Hilary Minc, minister przemysłu, zdecydował wówczas, że karpie zastąpią ryby morskie, których brakowało na rynku. Stworzono też hasło – „Karp na każdym wigilijnym stole”. Poza sezonem trudno było dostać ten towar i to umocniło jego „odświętność”.

– Karp w świecie ubogiego rynku i biednego konsumenta był istotnym, uświęconym tradycją daniem. Dziś, kiedy już klient poznał alternatywy i na co dzień ma do czynienia z kilkudziesięcioma gatunkami ryb, na które go stać, sięga po inne przysmaki. I dlatego karp przegrywa m.in. z łososiem przed świętami – dodaje dr Faliński.

Zdaniem Katarzyny Grochowskiej, to jest oczywiste, że klienci coraz częściej sięgają po inne ryby. Karp jest trudny w przygotowaniu. Nie każdy lubi jego smak. Dlatego Polacy zamiast smażyć to, co ich dziadkowie, zaczynają gotować tak, aby im smakowało. I to jestem efektem rosnącej świadomości rynku.

Deloitte Liderem Doradztwa dla Zrównoważonego Rozwoju

Deloitte Polska zdobył nagrodę Sustainable Economy Awards w kategorii firm doradczych, przyznawaną w ramach Sustainable Economy Summit. Firma otrzymała tytuł Lidera Doradztwa dla Zrównoważonego Rozwoju. Została doceniona za efektywne działania pomagające klientom pozytywnie wpływać na otoczenie gospodarcze, społeczne i ekonomiczne.

Kapituła doceniła Deloitte Polska za najwyższy poziom projektów przygotowujących firmy i instytucje sektora publicznego do lokalnych i globalnych wyzwań społeczno-ekonomicznych. Firma doradcza zawdzięcza wygraną wieloletniemu efektywnemu wspieraniu klientów w proaktywnym zarządzaniu ich wpływem na otoczenie.

Zrównoważony rozwój to już nie jest pieśń przyszłości, o której może kiedyś warto by pomyśleć. To się dzieje tu i teraz. I nikt za nas tego nie zrobi. Jesteśmy dumni, że tak szacowne grono jury dostrzegło i doceniło doświadczenie oraz wysiłki Deloitte. Tytuł Lidera Doradztwa to powód do dumy i motywacja do dalszej pracy – mówi Irena Pichola, Partner w Deloitte, Lider zespołu ds. zrównoważonego rozwoju w Europie Środkowej.

Pomagają, by zwyciężać

Zespół ekspertów Deloitte Polska od lat specjalizuje się w analizach łączących zagadnienia ekonomii i zrównoważonego rozwoju, a także stosowania narzędzi ekonomicznych do analiz problemów w różnych dziedzinach, takich jak np. walka ze smogiem czy gospodarka odpadami. Proponowane rozwiązania dostosowuje do specyfiki i skali działania danej organizacji, uwzględniając związane z jej funkcjonowaniem ryzyka, potrzeby i oczekiwania interesariuszy.

Dostrzegając zmieniające się otoczenie społeczne i biznesowe, Deloitte spełnia oczekiwania klientów, oferując szerokie wsparcie m. in.: w raportowaniu zintegrowanym i pozafinansowym według międzynarodowych standardów, zarządzaniu i raportowaniu wpływu organizacji na otoczenie, budowaniu strategii zrównoważonego rozwoju, planowaniu działań dotyczących obniżania śladu środowiskowego, w tym emisji gazów cieplarnianych. Oferta dotyczy również zarządzania w oparciu o wartości etyczne, projektowania odpowiedzialnych łańcuchów dostaw, a także zrównoważonej oraz technologicznej transformacji miast i regionów. W ostatnich latach zespół Deloitte zrealizował kilkaset projektów dla klientów prywatnych i publicznych w Polsce oraz krajach Europy Środkowej.

Prestiżowe wyróżnienie

Sustainable Economy Awards to projekt, który ma podkreślać znaczenie zaangażowania polskich przedsiębiorców we wdrażanie idei zrównoważonego i odpowiedzialnego biznesu. W skład kapituły wchodzą wybitne osobistości zaangażowane w obszar zrównoważonego rozwoju, przewodniczy jej prof. Michał Kleiber, Wiceprezes Europejskiej Akademii Nauk i Sztuk oraz Prezydent organizacji ECCOMAS. Organizatorem wydarzenia jest Executive Club, organizacja biznesowa zrzeszająca przedstawicieli top managementu. Klub integruje elity biznesowe oraz służy budowaniu relacji i rozwojowi polskiego biznesu. Jest to pierwsza i największa organizacja o takim profilu w Polsce, o ugruntowanej pozycji zbudowanej w oparciu o współpracę z najważniejszymi podmiotami rynkowymi z kraju i z zagranicy.

Apel europejskiej branży cyfrowej do rządów krajów UE ws. Kodeksu Usług Cyfrowych

Organizacje reprezentujące branżę cyfrową i nowoczesnych technologii z dziewięciu krajów Europy Północnej, Centralnej i Wschodniej, w tym z Polski, zwróciły się do rządów państw członkowskich UE ze wspólnym stanowiskiem w sprawie projektowanego Kodeksu Usług Cyfrowych (Digital Services Act), nad którym będzie pracować Komisja Europejska. Apelują, by nowe przepisy nie doprowadziły do zahamowania innowacyjności Europy, a służyły rozwojowi usług internetowych, biznesowych, kreatywności, kultury i sztuki, pluralizmowi mediów oraz edukacji.

Apel ma związek z zaplanowanym na najbliższy poniedziałek w Warszawie spotkaniem przedstawicieli państw Grupy D9+ (Belgii, Danii, Finlandii, Estonii, Holandii, Luksemburga, Irlandii, Szwecji i Wielkiej Brytanii oraz mających status obserwatora Polski i Czech). To kraje Unii Europejskiej, które prezentują podobne podejście do praw cyfrowych. Wśród tematów ich najbliższych rozmów będą m.in. kwestie dot. regulacji proponowanych w ramach planowanego Kodeksu Usług Cyfrowych (DSA). Mają one m.in. zmienić obecne przepisy zawarte w Dyrektywie  o handlu elektronicznym (która głównie wprowadza wyłączenia dotyczące odpowiedzialności platform internetowych za treści na nich publikowane) i być również odpowiedzią na współczesne wyzwania w internecie, jak np. mikrotargetowanie czy tzw. fake newsy.

Pod wspólnym stanowiskiem podpisało się w sumie 11 organizacji reprezentujących przedsiębiorców sektora cyfrowego i nowoczesnych technologii z Finlandii (FiCom), Holandii (NL Digital oraz DINL), Danii (Duńskie Stowarzyszenie Przedsiębiorczości), Szwecji (IT&Telekomföretage), Niemiec (Deutsche Startups i ECO) oraz krajów Grupy Wyszehradzkiej – Węgier (IVSZ), Czech (Konfederacja Przemysłu Republiki Czeskiej), Słowacji (ITAS) oraz Polski (Związek Cyfrowa Polska).

Pogodzić regulacje z ideą Jednolitego Rynku Cyfrowego

Zdaniem sygnatariuszy listu, unijny Kodeks Usług Cyfrowych musi przede wszystkim chronić wartości podstawowe zawarte dziś w Dyrektywie o handlu elektronicznym, która pozwoliła na rozwój szerokiej gamy usług internetowych, nowatorskich modeli biznesowych europejskiej kreatywności, kultury i sztuki, pluralizmu mediów i możliwości szerokiej edukacji. Ważne jest również to, aby wszelkie nowe regulacje nie hamowały innowacji i wzrostu Unii – w tym wzrostu PKB. „W tym celu wzywamy rządy państw członkowskich z Europy Północnej, Środkowej i Wschodniej do współpracy w nadchodzącym procesie uchwalania tego podstawowego aktu prawnego w celu osiągnięcia perspektywicznej regulacji dla gospodarki cyfrowej UE” — napisano we wspólnym stanowisku, opublikowanym w piątek.

Europejskie organizacje branży cyfrowej podkreślają również, że wszystkie projektowane regulacje dotyczące usług cyfrowych, w tym handel elektroniczny, zasady dotyczące odpowiedzialności, jak np. odpowiedzialności algorytmicznej oraz zasady dot. treści i reklamy internetowej, powinny być zgodne z ideą Jednolitego Rynku Cyfrowego.

„Jednolity rynek, który pozwoli na skalowanie i rozpowszechnianie innowacyjnych pomysłów w Europie powinien funkcjonować bez zbędnych ograniczeń oraz musi być zgodny z rozbieżnymi lokalnymi przepisami i regulacjami, umożliwiając europejskim konsumentom i przedsiębiorstwom czerpanie korzyści z cyfryzacji” – twierdzą sygnatariusze pisma.

W ich opinii, oznacza to, że każde nowe zobowiązanie i odpowiedzialność nałożone na podmioty świadczące usługi muszą być jasne, precyzyjne i systemowe dla wszystkich państw członkowskich. Ewentualne rozdrobnienie przepisów będzie miało negatywny wpływ na poszczególne kraje, np. poprzez w rozbieżności w interpretacjach i orzecznictwie.

Zapewnić bezpieczeństwo i prywatność użytkowników

Należy również wziąć pod uwagę różnice między konkretnymi usługami online. Ich różnorodna działalność i cele muszą być dobrze zrozumiane i odzwierciedlone w projektowanych przepisach. To, co ma sens w przypadku platform do udostępniania treści, może nie być odpowiednie ani technicznie wykonalne dla wyszukiwarek— mówi prezes Związku Cyfrowa Polska Michał Kanownik. I dodaje: — Ważne jest także to, aby europejski Kodeks Usług Cyfrowych zapewnił poszanowanie prywatności użytkowników oraz ich prawo do wyrażania poglądów i wolności słowa, a także zapewniała ich bezpieczeństwo.

W opublikowanym stanowisku europejska branża cyfrowa odnosi się również do kwestii odpowiedzialności za zamieszczanie niezgodnych z prawem treści w internecie. W jej opinii należy podtrzymać obowiązujący obecnie zakaz ogólnego monitorowania sieci, ale powinno się też uwzględnić klauzulę tzw. „dobrego samarytanina”, aby umożliwić platformom wyszukiwanie i usuwanie szkodliwych treści. Ich zdaniem treści  „zgodne z prawem, ale szkodliwe” nie powinny wchodzić w skład systemu odpowiedzialności platform internetowych.

Stanowisko europejskiej branży cyfrowej trafiło do rządów krajów z Europy Północnej oraz Środkowo-Wschodniej, w tym także w Polsce – do Ministerstwa Cyfryzacji, Ministerstwa Rozwoju oraz do sekretarza stanu ds. europejskich w Kancelarii Premiera, Konrada Szymańskiego.

NFP prezentem czy rózgą dla dolara?

Dotarliśmy do końca tygodnia, gdzie wszyscy wyczekują raportu z rynku pacy USA. Przy postępującej słabości USD w ostatnich dniach zasadnym jest założenie, że rynek nastawia się na gorszy odczyt. Rozczarowania w wynikach ISM i ADP wspierają te oczekiwania. Ale jak zły musiałby być raport NFP, by pchnąć Fed do kolejnej obniżki stóp procentowych w tym roku?

Raport z rynku pracy za listopad może być trudniejszy do interpretacji niż zwykle w związku z obciążeniami z tytułu zdarzeń jednorazowych. Miesiąc temu słaby wynik przyrostu zatrudnienia (128 tys.) był skutkiem strajku pracowników General Motors, którzy według zasad Departamentu Pracy USA nie wliczają się do aktywnej siły roboczej. To zdarzenie odebrało ok. 40 tys. z odczytu, jednak zakończenie strajku przyniesie wzrost zatrudnienia w listopadzie o taką samą liczbę. Jednocześnie trudne warunki atmosferyczne, które wystąpiły w USA w listopadzie w tygodniu przeprowadzania statystyk będą wpływać na obniżenie zatrudnienia. Niepracujący wskutek ataku zimy pracownicy sektora budowalnego lub niektórych usług będą traktowani jako bezrobotni. Stąd sugerowane przez konsens odbicie zatrudnienia w listopadzie do 185 tys. może być trudne od osiągniecia. Dodatkowo po rozczarowującym raporcie ADP (67 tys. vs 135 tys.) rynek obniżył swoje oczekiwania przed dzisiejszymi danymi. Za to wskazania z danych ISM są niejednoznaczne. Subindeks zatrudnienia w ISM dla przemysłu spadł do 46,6 z 47,7, ale przemysł stanowi jednak ok. 12 proc. PKB, podczas gdy w dominujących usługach (80% PKB) subindeks zatrudnienia skoczył do 55,5 z 53,7.

Choć ADP wskazuje na negatywne ryzyka dla piątkowego odczytu, to oczyszczone ze zdarzeń jednorazowych dane powinny wskazywać na utrzymanie solidnego tempa wzrostu zatrudnienia, jak na ten etap cyklu koniunkturalnego. Mimo to w pierwszej chwili może być trudno „odkopać” oczyszczoną wartość i rynki finansowe będą polegać na porównaniu do konsensusu. Biorąc poprawkę na wydźwięk ADP, sądzę, że nieformalny punkt wyjścia został obniżony do ok. 160 tys. Stąd odczyt dopiero poniżej tego pułapu powinien być traktowany jako negatywny dla USD.

Pytaniem jest, jak bardzo różniący się od oczekiwań wynik jest w stanie odbić się na dolarze? Lepsze od oczekiwań dane jedynie potwierdzą przejście Fed do neutralnego nastawienia przy wciąż mało realnych podwyżkach stóp procentowych. Z kolei gorsze dane (w połączeniu z pozostałymi raportami z USA z tego tygodnia) będą podnosić obawy o dalsze hamowanie ożywienia w 2020 r. Jednak jest mało prawdopodobne, aby Fed widział w danych jednoznaczny powód do przerwania okresu pauzy i przeprowadzenia kolejnej obniżki stóp procentowych w przyszłym tygodniu. Spokój rynku stopy procentowej to potwierdza – pomimo słabych wyników ADP i ISM wycena szans cięcia w tym miesiącu pozostaje bliska 0 proc. Mimo to złe dane będą musiały znaleźć odniesieni w komunikacie FOMC, co już teraz będzie dyskontowane przez rynek i może uderzać w USD. Nie można jednak zapominać o wyjątkowym statusie dolara i jeśli źle się dzieje w gospodarce USA, to nie są to dobre wieści dla nikogo. Jeśli awersja do ryzyka będzie silniejsza od awersji do dolara, na koniec dnia USD może wcale nie być słabszy.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Skarb Państwa obejmie akcje Grupy Azoty Police w Ofercie Publicznej współfinansującej Projekt Polimery Police

Zarząd Grupy Azoty Zakłady Chemiczne „Police” S.A. [„Spółka”] 5 grudnia 2019 roku zawarł Umowę Inwestycyjną ze Skarbem Państwa, dotyczącą nabycia akcji w Ofercie Publicznej z Prawem Poboru, dedykowanej finansowaniu Projektu Polimery Police. Umowa jest następstwem pozytywnego rozpatrzenia wniosku Spółki o objęcie akcji przez Prezesa Rady Ministrów. Skarb Państwa jest uprawniony do objęcia 5 513 722 akcji o wartości ok. 56,2 mln zł (wg ceny emisyjnej 10,2 zł). Zapisy na akcje w Ofercie kończą się 9 grudnia br.

Zarząd spółki Grupa Azoty Zakłady Chemiczne „Police” S.A. 5 grudnia 2019 r. podpisał ze Skarbem Państwa reprezentowanym przez Prezesa Rady Ministrów Umowę Inwestycyjną w związku z emisją nowych akcji serii C Spółki w ramach prowadzonej przez Spółkę publicznej oferty akcji serii C z zachowaniem praw poboru akcjonariuszy. Na podstawie Umowy Inwestycyjnej Skarb Państwa obejmie 5.513.722 nowe akcje serii C emitowane przez Spółkę w wykonaniu przysługujących Skarbowi Państwa praw poboru za środki w łącznej kwocie 56.239.964,40 złotych. Spółka zobowiązała się wobec Skarbu Państwa, że przeznaczy Środki w całości na realizację przez podmiot zależny Spółki, Grupę Azoty Polyolefins S.A., projektu inwestycyjnego obejmującego budowę instalacji do produkcji propylenu oraz polipropylenu wraz z infrastrukturą towarzyszącą.

Z zadowoleniem przyjęliśmy decyzję Skarbu Państwa o wsparciu kapitałowym realizacji Projektu Polimery Police. Jesteśmy przekonani o strategicznym wpływie przedsięwzięcia na rozwój gospodarczy i społeczny Polski, w tym regionu zachodniopomorskiego. Projekt m.in. oznacza wzrost polskich możliwości eksportowych w obszarze sprzedaży zaawansowanych tworzyw sztucznych i pozwoli dołączyć naszej gospodarce do europejskich liderów rynku, jak Niemcy, Francja bądź Belgia. Projekt Polimery Police ma kluczowe znaczenie również dla Grupy Azoty. Jego realizacja pozwoli na rozszerzenie działalności o atrakcyjny i rosnący rynek tworzyw sztucznych oraz dywersyfikację przychodów ze sprzedaży – wskazuje dr Wojciech Wardacki, Prezes Zarządu Grupy Azoty S.A. oraz Grupy Azoty Zakłady Chemiczne „Police” S.A.

W skład zintegrowanego kompleksu chemicznego Polimery Police będzie wchodził: terminal przeładunkowo-magazynowy (gazoport), infrastruktura logistyczna oraz odpowiednie instalacje pomocnicze. Sercem Projektu będą instalacje do produkcji propylenu oraz do produkcji polipropylenu. Obie instalacje zostały zaprojektowane w oparciu o nowoczesne amerykańskie licencje (Oleflex od firmy Honeywell Universal Oil Product oraz Unipol od firmy Grace), umożliwiające wysoką elastyczność produkcji i dostarczanie szerokiej gamy rodzajów polipropylenu.

Identyfikujemy inne długofalowe korzyści wynikające z Inwestycji. To m.in. potencjalne „efekty mnożnikowe” dla rozwoju polskiego przemysłu, zwłaszcza sektora chemicznego. Projekt stworzy kilkaset wysokospecjalistycznych miejsc pracy oraz pozytywnie wpłynie na rozwój polskiej nauki i sektora B+R. Wreszcie, budowa jednego z największych terminali importowych LPG w Polsce, który będzie w stanie obsługiwać statki o tonażu do 22 tys. ton, poprawi bezpieczeństwo energetyczne Polski – – uzupełnia dr Wojciech Wardacki.

Całkowity szacowany budżet realizacji Projektu Polimery Police wynosi ok. 1,5 mld EUR, z czego ok. 1,2 mld EUR stanowić będą nakłady inwestycyjne – m.in. wynagrodzenie wykonawcy, zakupy licencji, prace przygotowawcze, skapitalizowane koszty wynagrodzeń. Na pozostałą kwotę składać się będą nieskapitalizowane koszty funkcjonowania spółki celowej Grupa Azoty Polyolefins S.A., koszty finansowe w okresie budowy oraz zakładane rezerwy na obsługę zadłużenia.

Zastrzeżenie prawne:

Informacje zawarte w niniejszym materiale nie stanowią oferty sprzedaży ani zachęty do składania ofert kupna, ani też nie nastąpi sprzedaż papierów wartościowych, o których mowa w niniejszym materiale, w żadnej jurysdykcji, w której oferta taka, zachęta lub sprzedaż byłaby bezprawna przed rejestracją, zwolnieniem z rejestracji lub upoważnieniem na podstawie przepisów o papierach wartościowych danej jurysdykcji. Rozpowszechnianie tego dokumentu w niektórych państwach może być zabronione. Niedozwolona jest dystrybucja niniejszego dokumentu na terytorium Stanów Zjednoczonych Ameryki, Kanady, Japonii lub Australii. Informacje zawarte w załączonym dokumencie nie stanowią oferty sprzedaży ani zaproszenia do złożenia oferty nabycia papierów wartościowych w Stanach Zjednoczonych Ameryki, Kanadzie, Japonii lub Australii. Niniejszy materiał ma wyłącznie charakter promocyjny i w żadnym przypadku nie stanowi oferty ani zaproszenia, jak również podstaw podjęcia decyzji w przedmiocie inwestowania w papiery wartościowe spółki Grupa Azoty Zakłady Chemiczne „Police” S.A. („Spółka”). Prospekt emisyjny („Prospekt”), sporządzony w związku z ofertą i dopuszczeniem akcji Spółki oferowanych w ofercie do obrotu na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie S.A., zatwierdzony przez Komisję Nadzoru Finansowego w dniu 5 listopada 2019 roku (z ewentualnymi suplementami) jest jedynym prawnie wiążącym dokumentem zawierającym informacje o Spółce i publicznej ofercie jej akcji w Polsce („Oferta”). W związku z Ofertą i dopuszczeniem akcji Spółki oferowanych w Ofercie do obrotu na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie S.A, Spółka udostępniła Prospekt na swojej stronie internetowej pod adresem http:/zchpolice.grupaazoty.com. Niniejsza komunikacja nie stanowi rekomendacji w rozumieniu Rozporządzenia (UE) nr 596/2014 Parlamentu Europejskiego i Rady z dnia 16 kwietnia 2014 w sprawie nadużyć na rynku (rozporządzenie w sprawie nadużyć na rynku) oraz uchylającego dyrektywę 2003/6/WE Parlamentu Europejskiego i Rady i dyrektywy Komisji 2003/124/WE, 2003/125/WE oraz 2004/72/WE.

Przemysł tekstylny, odzieżowy i obuwniczy skarży się na małe zainteresowanie młodych pracowników

Doświadczeni przedsiębiorcy z branży tekstylno-odzieżowej zgadzają się, że odpowiedzią na problemy sektora z zatrudnieniem nowych, młodych pracowników jest odbudowa szkolnictwa zawodowego. Niedawna zapaść w tym sektorze edukacyjnym doprowadziła do luki pokoleniowej, która daje się we znaki właścicielom firm. Obecnie największym wyzwaniem przedsiębiorstw tekstylnych, odzieżowych i obuwniczych jest pozyskanie nowych pracowników, którzy chcą łączyć ścieżkę swojej kariery z przyszłością sektora.

Odpowiedzią na to wyzwanie powinna być oczywiście atrakcyjna oferta ze strony właścicieli firm, która przyciągnie pracowników i zatrzyma ich na stanowisku. Są to przede wszystkim zadowalająca płaca, bezpieczne zatrudnienie i nowoczesne produkty. Oferta firm powinna nadążać za potrzebami zarówno klientów, jak i młodych specjalistów – chcących budować przyszłość branży tekstylno-odzieżowej.

– Młody człowiek musi się utożsamiać z produktami firmy. By przyciągnąć pracownika, przedsiębiorca musi oferować atrakcyjną wypłatę, bezpieczeństwo zatrudnienia i pasję. Bez tych elementów cała układanka się posypie – powiedział serwisowi eNewsroom Tadeusz Wawrzyniak, Prezes Związku Pracodawców Przemysłu Odzieżowego i Tekstylnego PIOT. – Jeśli zaś chodzi o kwestie związane z wyborem szkoły, bardzo ważną rolę odgrywają rodzice naszych przyszłych pracowników. Mówimy bowiem o dzieciakach, które mają teraz 15 lat – zaraz będą kończyć szkoły podstawowe i wybierać swój przyszły zawód. Jeśli w mentalności samych rodziców wizerunek branży nie zmieni się, będzie stanowić to dla nas duży problem. Na szczęście od trzech lat sukcesywnie wzrasta ilość uczniów wybierających specjalności odzieżowe, tekstylne czy obuwnicze. Liczymy na to, że ten proces zasili nasze przedsiębiorstwa młodymi talentami – zapowiada Wawrzyniak.

Blisko 200 mln euro trafi na transport kolejowy i paliwa alternatywne. BGK i Komisja Europejska rozdysponują granty na realizację takich projektów

Przyspieszenie rozwoju europejskiej sieci transportowej oraz paliw alternatywnych – to dwa priorytety finansowania w ramach instrumentu CEF Transport Blending Facility. Prywatne i publiczne podmioty mogą się ubiegać w nim o unijne granty na realizację projektów z tych obszarów. Do rozdysponowania jest w sumie 198 mln euro. Dofinansowanie w minimalnej wysokości 1 mln euro na projekt przyznaje Komisja Europejska. Dotacja łączy się z kredytem udzielanym przez Bank Gospodarstwa Krajowego. To pierwsza instytucja narodowa, która współpracuje z Komisją Europejką przy wdrażaniu tego programu.

– W kilku ostatnich latach sytuacja w Polsce szybko się zmienia, inwestycje przebiegają bardzo sprawnie, jesteśmy rozwijającą się gospodarką. Jest to również efekt tego, że mamy możliwość korzystania ze środków europejskich – mówi agencji Newseria Biznes Grzegorz Puda, wiceminister funduszy i polityki regionalnej. – CEF Blending Facility jest instrumentem, który ma połączyć wszystkie kraje europejskie. Polska jest liderem w wykorzystaniu środków z instrumentu Connecting Europe Facility i wiele krajów zwraca się do nas z pytaniem, jak rozwiązać niektóre problemy techniczne. Najwięcej tych środków trafiło właśnie do Polski, głównie na rozwój kolei.

Głównym celem programu CEF Transport Blending jest dalszy i szybszy rozwój europejskiej sieci transportowej. W ramach tego instrumentu sfinansować można m.in. punkty doładowania paliw alternatywnych dla transportu zbiorowego czy urządzenia do magazynowania energii. O fundusze mogą się ubiegać podmioty – zarówno publiczne, jak i prywatne – które planują inwestycje w tych dwóch obszarach.

– Ten program jak na europejskie standardy jest bardzo wąsko sprofilowany. Dotyczy stosowania paliw alternatywnych, czyli gazu, elektryczności i wodoru. Drugi obszar tematyczny to Europejski System Zarządzania Ruchem Kolejowym. Tylko te dwa typy projektów są możliwe do realizacji z dofinansowaniem –mówi Przemysław Cieszyński, członek zarządu Banku Gospodarstwa Krajowego. – Cel dalekosiężny to ekologia oraz zwiększenie przepustowości sieci kolejowej.

Bank Gospodarstwa Krajowego – jako pierwsza instytucja narodowa – podpisał w tym tygodniu z Komisją Europejską umowę na realizację programu CEF Blending Facility. To oznacza, że BGK będzie pełnić w Polsce rolę partnera wdrażającego, odpowiedzialnego za realizację programu.

– CEF Blending Facility łączy finansowanie zwrotne w postaci kredytu z grantem, czyli dotacją. Źródłem dotacji jest Komisja Europejska, która po analizie projektu podejmuje decyzję o jej udzieleniu. Natomiast kredyt będzie udzielany ze środków własnych Banku Gospodarstwa Krajowego. W nomenklaturze europejskiej jesteśmy instytucją wdrażającą, co oznacza, że to my przeprowadzamy selekcję projektów i wyszukujemy potencjalnych partnerów – precyzuje Przemysław Cieszyński. – Jesteśmy pierwszym narodowym bankiem rozwoju, który uczestniczy w tym programie. Obok BGK rolę partnera wdrażającego pełni również Europejski Bank Inwestycyjny.

Umowa z Komisją Europejską oznacza, że do zadań BGK będzie należeć m.in. ocena projektów pod kątem spełnienia celów programu, udzielenie promesy dofinansowania zwrotnego. Kredyt udzielany przez BGK będzie wynosić minimalnie 5 mln euro dla projektu.

Bank od dawna angażuje się w programy bezpośrednio zarządzane przez Komisję Europejską. Jak podkreślają jego przedstawiciele, nowo zawarta umowa jest wyrazem zaufania KE i podkreśla rolę BGK jako instytucji doświadczonej w skutecznym wdrażaniu środków europejskich.

– Wdrażamy w tej chwili program pilotażowy. Działania zostały zapoczątkowane w celu przygotowania się do następnego okresu finansowania, w którym będziemy wdrażać podobne instrumenty w szerszym zakresie – mówi Olivier Silla, szef działu inwestycji transportowych w Dyrekcji Generalnej ds. Mobilności i Transportu Komisji Europejskiej (DG MOVE).

Alokacja środków w ramach CEF Blending Facility wynosi 198 mln euro, ale nowe możliwości finansowania otworzą się wraz z kolejną unijną perspektywą na lata 2021–2027.

– Najbliższe miesiące są ostatnią szansą na wykorzystanie linii w dotychczasowym budżecie UE. Z tego powodu nasze pierwsze działania nie mają zbyt wielu priorytetów ani przesadnie dużego budżetu. Wraz z nową perspektywą finansową i nowym budżetem w 2021 roku będziemy mogli wdrażać instrument CEF na szerszą skalę i przy uwzględnieniu większej liczby priorytetów – podkreśla Olivier Silla.

Pracodawcy RP: Wprowadzenie prezydenckiego pomysłu emerytur stażowych doprowadziłoby do braku pracowników. Wypłacane świadczenia byłyby niskie

Kobiety po 35 latach pracy, a mężczyźni po 40 latach mogliby zyskać prawo do wcześniejszej emerytury stażowej – proponuje Andrzej Duda. Eksperci podkreślają, że jest to postulat, który spodoba się związkowcom, natomiast pracodawcy mogą mieć problem ze znalezieniem pracowników, bowiem osoby ze średnim wykształceniem zyskiwałyby prawo do świadczenia o około 5–7 lat wcześniej niż obecnie. Zdaniem głównego ekonomisty Pracodawców RP przy obecnym stanie demografii sami zainteresowani będą się borykać z niskim poziomem emerytur, niewystarczającym na zaspokojenie podstawowych potrzeb.

Samo hasło dla pracobiorców brzmi na pewno atrakcyjnie. Z drugiej strony, dla pracodawców może być swoistym sygnałem alarmowym i doprowadzać do pewnego paraliżu – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes dr Leszek Juchniewicz, główny ekonomista Pracodawców RP. – Mnie się wydaje, że taką koncepcję trzeba powiązać generalnie z reformą systemu emerytalnego, ponieważ przy tej cezurze 35 lat stażu pracy dla kobiet i 40 dla mężczyzn boję się, że będziemy mieli nadmiar młodych emerytów, a pojawi się problem wysokości świadczeń dla nich. Dziś stopa zastąpienia kształtuje się na poziomie około 50 proc., za lat 20 będzie wynosić zaledwie 30 proc., w związku z tym pojawi się problem, z czego ci młodzi emeryci będą żyli.

Wysokość emerytury to wypadkowa wysokości wynagrodzenia, przepracowanych lat i przewidywanej długości życia na emeryturze. Im więcej lat bez pracy, tym niższe świadczenie, bo wypracowane składki muszą wystarczyć na dłuższy czas na emeryturze. Tymczasem według prognozy ludności do 2050 roku opracowanej przez GUS długość życia kobiet wzrośnie w tym czasie o 5–6 lat, a mężczyzn o około 8 lat. Dzisiejsza demografia już jest wyzwaniem dla systemu ubezpieczeń społecznych, a będzie jeszcze gorzej. O ile mediana wieku mężczyzn w 2020 roku ma wynieść 40 lat, o tyle w 2050 roku wzrośnie o dekadę. Dla kobiet to odpowiednio 43,6 i niemal 55 lat.

Wtedy pojawiają się zwykle problemy zdrowotne, potrzebne są środki finansowe na podstawowe świadczenia opieki lekarskiej, na zakup lekarstw. Jeśli emerytury będą niskie, a już dzisiaj są one bardzo niskie, bo przeciętna emerytura kształtuje się na poziomie 2,2 tys. zł, to jest to kwota, która nie wystarcza na zaspokojenie wszystkich bytowych potrzeb i potrzeb związanych z samorealizacją, np. z wyjazdami na wczasy. Trzeba pracować dłużej, trzeba oszczędzać w pracowniczych planach kapitałowych, trzeba rozwijać system przyszłego bezpieczeństwa finansowego po zakończeniu aktywności zawodowej – wymienia dr Leszek Juchniewicz. – Żeby przekonać Polaków do tego, że powinniśmy pracować dłużej, wydajniej, efektywniej, trzeba prowadzić nieustanną pracę organiczną, tłumaczyć, pokazywać następstwa.

Wprawdzie projekt budżetu na 2020 rok przewiduje najniższą od 15 lat dotację na FUS, bo zaledwie w wysokości nieco ponad 26 mld zł, kwota ta uwzględnia jednak m.in. jednorazowe wpływy, takie jak opłata przekształceniowa za przeniesienie środków z OFE do IKE czy środki pozyskane ze zniesienia limitu 30-krotności składek ZUS, który to projekt został wycofany przez sam PiS. Tylko z tego ostatniego źródła miało pochodzić 5 mld zł.

Z drugiej strony, mimo że stopa bezrobocia jest w Polsce od kilku lat na jednym z najniższych poziomów w Europie, niski jest także wskaźnik zatrudnienia. W połowie 2019 roku biernych zawodowo było 43,8 proc. Polaków powyżej 15. roku życia, a to dobrze ponad 13 mln osób. Pracujących było niewiele więcej, bo niespełna 16,5 mln osób.

Wprowadzenie emerytur stażowych oznaczałoby dla pracodawców swoisty stan zagrożenia, ponieważ zaczęłoby brakować pracowników. Już dziś w wielu branżach mamy wiele problemów, nie potrafimy też zagospodarować ludzi zawodowo nieaktywnych, w związku z tym pomnażanie tej armii niepracujących musi budzić wątpliwość – ocenia dr Leszek Juchniewicz. – Aczkolwiek zdaję sobie sprawę z tego, że oczekiwania społeczne są takie, że będziemy krócej pracować i tym samym będziemy mieli więcej czasu na realizację swoich osobistych zamierzeń niezwiązanych z pracą zawodową.

Nie wiadomo, jakie szanse na realizację ma pomysł prezydenta Andrzej Dudy, bo według wstępnych zapowiedzi przedstawicieli rządu, nie znajduje on szerokiego poparcia.

Klienci niechętni udostępnianiu fintechom swoich danych transakcyjnych. Bezpieczeństwo kluczowym aspektem zmian w bankowości

Dyrektywa PSD2, która wdraża otwartą bankowość, pozwala fintechom tworzyć całkiem nowe usługi finansowe dla klientów banków. Otwiera także nowe możliwości współpracy tych podmiotów z bankami. Może się jednak okazać, że największym beneficjentem nowych przepisów będą nie fintechy, ale właśnie zaawansowane technologicznie banki. Wynika to po części z niechęci klientów do udostępniania swoich danych transakcyjnych innym podmiotom.

– Dyrektywa PSD2 w założeniu stwarza możliwość takiej lekkiej integracji fintechów z bankami. Nie wiem jednak, czy wszyscy uczestnicy tego rynku chcieliby działać w jednym systemie bankowym. Działają już tzw. huby PSD2, gdzie start-upy mogą się podłączać i korzystać z nowych funkcjonalności, jakie stwarza ta dyrektywa, bez konieczności posiadania licencji, w zamian korzystając z licencji udostępnianych właśnie przez takie huby. Są to pewne zalążki ekosystemów dla instytucji niefinansowych – mówi agencji Newseria Biznes Tomasz Jakubczyk, Strategic Business Development, start-up CASHAP.

Unijna dyrektywa PSD2 wprowadziła nową kategorię dostawców usług płatniczych. To tzw. podmioty trzecie (Third Party Providers, TPP). Główną zmianą jest otwarcie dla nich rynku finansowego – to tzw. koncepcja open banking, czyli otwartej bankowości. Od września br. banki muszą udostępniać TPP otwarte środowisko API (otwarty interfejs programowania aplikacji). W praktyce oznacza to, że fintechy, start-upy finansowe czy serwisy płatnicze zyskują dostęp do informacji zarezerwowanych do tej pory tylko dla banków, takich jak dane transakcyjne, historia płatności i inne informacje zgromadzone na rachunkach klientów. W oparciu o nie TPP będą mogły projektować całkiem nowe aplikacje, usługi finansowe oraz np. inicjować płatności z rachunku klienta za jego zgodą, ale bez konieczności posiadania umowy z bankiem.

Komunikacja między bankiem i TPP wymaga jednak nie tylko odpowiedniego interfejsu, lecz także zabezpieczeń. Te obejmują dwa specjalne, kwalifikowane certyfikaty do PSD2 (certyfikat uwierzytelniania stron internetowych i kwalifikowany certyfikat pieczęci elektronicznej). W Polsce obydwa posiada Krajowa Izba Rozliczeniowa, która jest jednocześnie podmiotem uprawnionym do ich wydawania. KIR udostępnia również rozwiązanie ułatwiające implementację PSD2 – to tzw. HUB PSD2, czyli ustandaryzowany interfejs do komunikacji pomiędzy bankami a podmiotami trzecimi.

Jak podkreśla KIR, HUB PSD2 ma być pierwszym krokiem w budowie polskiego ekosystemu otwartej bankowości i jest unikalny w skali Europy. Ma on zapewnić nie tylko ujednolicony, lecz przede wszystkim bezpieczny dostęp TPP do rachunków płatniczych prowadzonych przez banki.

– Chciałbym uspokoić, że usługi generowane przez fintechy są co do zasady bezpieczne. Odpowiednie przepisy prawne nakazują rejestrację fintechom i małym instytucjom wchodzącym na ten rynek. W przypadku PSD2 trzeba uzyskać odpowiedni status i licencję, trzeba posiadać certyfikaty, które gwarantują, że usługa świadczona przez fintech jest bezpieczna – mówi Tomasz Jakubczyk. – Na naszym rynku są też możliwości dla firm zaczynających swoją przygodę z fintechem, aby zarejestrować to jako tzw. small payment institution. Jest to rejestr prowadzony przez KNF. Chciałbym uspokoić, że działalność fintechowa podlega regulacjom i nadzorcy rynku uważnie przyglądają się takim instytucjom.

Eksperci podkreślają, że bezpieczeństwo to kluczowy element zmian wynikających z PSD2. Jak pokazuje marcowe badanie KPMG i Związku Banków Polskich („PSD2 i Open Banking. Rewolucja czy ewolucja?”), zaledwie 9 proc. przedstawicieli bankowości uważa, że tzw. podmioty trzecie będą w stanie chronić dane klientów tak dobrze, jak robią to banki.

Ten aspekt jest też równie istotny dla samych klientów – 61 proc. ankietowanych konsumentów zadeklarowało, że nie przekaże innym podmiotom swojej historii transakcji, nawet w zamian za korzystniejszą ofertę finansową. Z kolei w badaniu Deloitte 43 proc. respondentów stwierdziło, że nie czuliby się komfortowo, gdyby musieli dzielić się z zewnętrznymi podmiotami danymi na temat swojego konta.

– Jeszcze przed wejściem w życie PSD2 mieliśmy do czynienia z różnego rodzaju instytucjami, które umożliwiają płatności, i to nie tylko poprzez bank, lecz także dyrektywa podchodzi do tego szerzej. Na pewno pojawią się nowe usługi, które nie istniały do tej pory. W szczególności mówię o bankach, które będą w stanie zaoferować usługi bankowe pochodzące z niebankowej domeny we własnym środowisku online – mówi Tomasz Jakubczyk.

Polskie banki już w tej chwili są jednymi z najbardziej zaawansowanych technologicznie w Europie, same odgrywając rolę fintechów. Z drugiej strony współpraca z fintechami odgrywa w ich strategiach coraz ważniejszą rolę (według PwC 44 proc współpracuje, a 17 proc. kupuje od nich produkty i usługi). Dlatego to właśnie banki mogą być największym beneficjentem zmian wynikających z wdrożenia PSD2. W raporcie „PSD2: Voice of the Consumer” eksperci Deloitte oceniają, że w najbliższych latach to właśnie otwarta bankowość i API zadecydują o konkurencyjności polskich banków i utrzymaniu się w europejskiej czołówce.

Jak wynika z badania KPMG i ZBP, sami przedstawiciele bankowości mają na ten temat różne opinie. 34 proc. postrzega nowe prawo jako szansę, a 26 proc. – jako zagrożenie. Blisko połowa (44 proc.) obawia się odpływu klientów do innych banków. Z kolei wśród przedstawicieli instytucji pozabankowych aż 96 proc. sądzi, że dyrektywa PSD2 spowoduje rozwój nowych innowacyjnych usług finansowych na polskim rynku.

96 proc. rodziców świadomie planuje posiłek w podróży z dziećmi. Przy wyborze miejsca kierują się głównie bezpieczeństwem żywności i czystością

Prawie wszyscy rodzie podróżujący z dziećmi na dłuższych trasach świadomie planują posiłki w drodze – wynika z raportu Federacji Konsumentów „Posiłki w podróży z dziećmi”. Przy wyborze miejsca postoju najważniejsza jest higiena przygotowywania posiłków, czystość miejsca i zróżnicowane menu. 82 proc. wybiera restauracje sieciowe. 

– Aż 96 proc. zapytanych przez nas respondentów deklaruje, że wyjeżdżając w podróż, która ma trwać dłużej niż 2 godziny, planują posiłek w trasie. Planują go jeszcze przed wyjazdem, więc jest to decyzja przemyślana – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Kamil Pluskwa-Dąbrowski, prezes Federacji Konsumentów.

Raport z badania „Posiłki w podróży z dziećmi” przygotowany przez Federację Konsumentów wskazuje, że co najmniej raz w miesiącu z dziećmi podróżuje samochodem 57 proc. Polaków. W wakacje ten odsetek rośnie do 84 proc. Niemal wszyscy (96 proc.) zatrzymują się na posiłek. Zasadnicza większość z nich ma na uwadze to, aby ich pociechy otrzymały jedzenie przygotowany w higieniczny sposób.

– Największy odsetek rodziców decyduje się na zatrzymywanie się z dziećmi przy restauracjach sieciowych. Aż 82 proc. naszych respondentów wskazało właśnie taki typ lokalu gastronomicznego jako preferowany podczas podróży – wskazuje Kamil Pluskwa-Dąbrowski.

Na kolejnych miejscach najczęściej wybieranych miejsc znalazły się sieciowe kawiarnie i bistra stacji benzynowych (54 proc.), a także niesieciowe restauracje i zajazdy przy stacjach (45 proc.).

– Rodzice chcą przewidywalnej oferty, przewidywalnych miejsc. Wśród głównych kryteriów wyboru jest bezpieczeństwo przygotowania żywności, to, że się nie zatrujemy, żywność będzie odpowiedniej jakości  i wiemy, co dostaniemy – ocenia Marcin Zawadzki, prezes zarządu Związku Pracodawców HoReCa.

Podczas wyboru miejsca postoju z dziećmi najważniejsze są kwestie związane z czystością lokalu (90 proc.) i higieną przygotowywania posiłków (88 proc.). Zwracamy też uwagę czystość toalet (87 proc.), szybkość obsługi i łatwość zjazdu z trasy (po 85 proc.).

Możliwość zatankowania pojazdu jest ważna dla ponad połowy badanych. Coraz częściej przy wyborze kierują się oni też kwestiami ekologicznymi (68 proc.) i możliwością zamówienia potraw dla wegetarian i wegan (43 proc.). Jest to czynnik istotny szczególnie dla osób z większych ośrodków miejskich, podróżujących ze starszą młodzieżą.

– Na rynku możemy zaobserwować coraz szerszą ofertę wegetariańską i wegańską, która wzbudza coraz większe zainteresowanie konsumentów, w tym rodziców z dziećmi. Podróżujący z dziećmi często mają specyficzne potrzeby żywieniowe. Wymagania dotyczące diety powodują, że korzystamy z oferty danego lokalu, który akurat to zapotrzebowanie spełnia – ocenia Marcin Zawadzki.

– Zapytaliśmy również konsumentów, czy oczekiwania, które mają względem lokali, są spełniane, kiedy już w tym lokalu się znajdą, czy rzeczywiście jest czysto, higienicznie i czy czują się tam dobrze. Okazuje się, że generalnie te oczekiwania są spełniane – mówi Kamil Pluskwa-Dąbrowski.

Procentowo oczekiwania rodziców najczęściej spełniane są w restauracjach sieciowych i bistrach stacji benzynowych. Jak deklarują ankietowani, to właśnie tam higiena przygotowania posiłków, czystość i zróżnicowane menu są na najwyższym poziomie. Biorąc pod uwagę ogół przydrożnych lokali, na przeciwnym końcu spektrum znajdują się udogodnienia dla najmniejszych dzieci.

– Miejsca, w których z reguły zatrzymują się rodzice, w ponad 80 proc. przypadków spełniają oczekiwania podróżnych. Są przewidywalne, czyste, mają zróżnicowaną ofertę, która zapewnia spokojną i pewną konsumpcję, bez zatrucia kolejnego dnia – tłumaczy Marcin Zawadzki.

Do 2050 roku 5,8 mld ludzi będzie mieć krótkowzroczność. Przyczyną nadużywanie smartfonów i tabletów

Do 2050 roku ponad połowa ludzi na świecie będzie krótkowzroczna – wynika z danych WHO. Przyczyną epidemii miopii jest nadużywanie tabletów i smartfonów – patrzenie ze zbyt bliskiej odległości zmusza oczy do dużego wysiłku i upośledza ich pracę. Jedyną trwałą metodą korygowania krótkowzroczności jest operacja. Nowoczesne techniki chirurgiczne pozwalają na szybkie odzyskanie ostrości widzenia, zmniejszają dyskomfort po zabiegu oraz minimalizują ryzyko wystąpienia powikłań.

Wzrok to najważniejszy z ludzkich zmysłów. Za jego pomocą odbieramy bowiem 80 proc. wszystkich wrażeń z otaczającego nas świata. Jest głównym analizatorem procesów poznawczych – umożliwia gromadzenie informacji i poznawanie otoczenia, ułatwia odnajdywanie się w przestrzeni i unikanie zagrożeń. Wzrok pomaga również wyrażać i rejestrować komunikaty pozawerbalne, stanowiące większą część komunikacji międzyludzkiej, oraz wyrażać uczucia i emocje. Oczy bardzo często przejmują funkcję innych zmysłów, są też od nich bardziej rozwinięte – podczas gdy zmysł smaku odróżnia zaledwie kilka smaków, wzrok jest w stanie rozpoznać ponad 160 kolorów i ok. 600 tys. ich odcieni.

– Widzenie jest dobrem, które trudno przecenić. Ewolucja doprowadziła do tego, że ze wszystkich zmysłów, jakie człowiek ma, widzenie jest najważniejsze. Upośledzenie lub brak widzenia powoduje, że człowiek staje się głęboko niepełnosprawny – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes prof. Jerzy Szaflik, właściciel Centrum Mikrochirurgii Oka Laser w Warszawie.

Ludzie na całym świecie mają jednak coraz większe problemy ze wzrokiem. Epidemią XXI jest miopia, czyli krótkowzroczność. WHO podaje, że już w 2020 liczba osób krótkowzrocznych sięgnie 2,5 mld, do 2050 roku przekroczy 5,8 mld. Oznacza to, że za nieco ponad 30 lat ponad połowa populacji ludzkiej będzie krótkowzroczna. Miopia jest chorobą dziedziczną, za jej powstawanie i rozwój odpowiadają jednak również czynniki środowiskowe.

 Coraz więcej krótkowzroczności zaczęło się pojawiać od połowy XX wieku. Spowodowane to było najprawdopodobniej tym, że ludzie coraz więcej patrzyli do bliży, więcej pisali, czytali, natomiast w tej chwili, w dobie komputerów, liczba wad wzroku krótkowzrocznych bardzo drastycznie wzrasta – mówi dr Elżbieta Archacka, lekarz chirurg okulista z Centrum Mikrochirurgii Oka Laser.

Wzrok ludzki przystosowany jest do patrzenia w dal, tymczasem współcześnie zmuszamy go do skupiania się na przedmiotach znajdujących się w niewielkiej odległości. W przypadku komputerów jest to ok. 40 cm, w przypadku smartfonów natomiast nawet 30 cm. Wymaga to podjęcia przez oczy zwiększonego wysiłku, czego efektem jest przeciążenie mięśni rzęskowych. Szkodliwy jest również kąt patrzenia na smartfony, który dodatkowo zwiększa się, gdy korzystamy z nich, stojąc.

 Dochodzi do kompensacyjnego wydłużenia gałki ocznej, a co za tym idzie – do przesunięcia się powstawania obrazu. Nie powstaje on na siatkówce, tylko przed, co niesie za sobą powstanie wady wzroku. Wszystkie urządzenia elektroniczne mogą doprowadzić do tzw. syndromu widzenia komputerowego czy wzroku cyfrowego – mówi Elżbieta Archacka.

Krótkowzroczność można korygować za pomocą soczewek kontaktowych lub okularów. Te pierwsze nie zawsze są jednak dobrze tolerowane przez oczy, te drugie natomiast bywają niewygodne – utrudniają wykonywanie wielu obowiązków zawodowych oraz uprawianie sportu. Bywają również dużym problemem natury estetycznej. Stanowią poza tym jedynie przejściowe rozwiązanie, trwałe efekty można bowiem wyłącznie uzyskać, stosując chirurgiczną metodę korekcji. Najbardziej zaawansowana technika operacyjna może skorygować krótkowzroczność do -10 dioptrii oraz astygmatyzm krótkowzroczny do -2 dioptrii.

– Metoda ta polega na usunięciu fragmentu rogówki z wnętrza. Ten fragment jest wycinany laserem, następnie przez lekarza chirurga usunięty. W momencie, kiedy zostaje usunięty, rogówka zmienia swój kształt, robi się bardziej wypłaszczona, co powoduje, że dochodzi do skorygowania wady – mówi dr Elżbieta Archacka.

W czasie operacji wykorzystywany jest laser femtosekundowy, bazujący na nowoczesnej technologii wzmacniania ultrakrótkich impulsów optycznych. Metoda SMILE umożliwia stosowanie lasera do bardzo precyzyjnego cięcia i wnikania w głąb tkanki, pozwalając tym samym na wykonywanie trudnych zabiegów. W 2018 roku twórcy tej technologii zostali wyróżnieni Nagrodą Nobla w dziedzinie fizyki. Operacje z wykorzystaniem lasera femtosekundowego są całkowicie bezpieczne, urządzenie jest bowiem wyposażone w system przerywający jego pracę w momencie wykrycia ruchu gałki ocznej. Sam proces wycięcia mikrosoczewki trwa natomiast zaledwie pół minuty.

 To metoda, po której bardzo szybko mamy pełną ostrość wzroku. Pacjent praktycznie na drugi dzień widzi już bardzo dobrze. Nie ma problemu suchości oka, ponieważ nie jest naruszona powierzchnia rogówki – mówi dr Elżbieta Archacka.

Operacje tego typu charakteryzuje ponadto skrócenie okresu rekonwalescencji po zabiegu. W przeciwieństwie do starszych metod chirurgicznej korekcji miopii nie ma w tym przypadku konieczności usunięcia nabłonka i wierzchnich warstw rogówki, co przekłada się na większy komfort pacjenta i zminimalizowanie ryzyka powikłań pooperacyjnych.

Na rynek trafi najmniejsze urządzenie do monitorowania pracy mózgu. Pomoże uczniom w nauce, a starszym osobom w walce z demencją

Nowoczesne urządzenia pomagają dokładnie odwzorować pracę mózgu. Badają, w jaki sposób i które części mózgu reagują na zapachy, kolory czy obrazy. Na tej podstawie potrafią rozpoznać początki chorób neurologicznych. Technologia EEG sprawdza, jaki obszar mózgu aktywuje się przy danej czynności. Aktywność mózgu można też mierzyć za pomocą technologii NIRS, a szybkość zmian przepływu krwi w mózgu obrazuje światło bliskiej podczerwieni. W połączeniu z innymi urządzeniami technologia pozwoli trenować mózg i w ten sposób zapobiegać demencji. Wkrótce najmniejsze tego typu urządzenie będzie dostępne na rynku.

– XB-01 to narzędzie do pomiaru aktywności mózgu za pomocą gier, a także za pośrednictwem naszych aplikacji wspierających aktywność mózgu. Stworzyliśmy je z myślą o uczniach i studentach, nauczycielach, a także o osobach starszych, aby zapobiegać demencji lub ją opóźnić – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Heinz Dommel, wiceprezes Hitachi High Technologies.

Choć ludzki mózg kryje w sobie jeszcze wiele tajemnic, to dzięki nowym technologiom badań wiemy coraz więcej. Dzięki podczerwieni można np. zwizualizować przepływ krwi w mózgu. Wiązka światła w bliskiej podczerwieni odbija się w zależności od stopnia natlenienia krwi. W miejscu zwiększonej aktywności neuronów, a tym samym zwiększonego zapotrzebowania na tlen, jest inna częstotliwość fal świetlnych, niż tam, gdzie tlen został już oddany do tkanek. Można w ten sposób sprawdzić, jaki obszar mózgu aktywuje się przy danej czynności.

XB-01 umożliwia natomiast przesyłanie danych w czasie rzeczywistym przez bluetooth, co umożliwia pomiar aktywności mózgu w dowolnym miejscu i czasie.

– To prawdopodobnie najmniejsze tego typu narzędzie na świecie. Jest to technologia z wykorzystaniem czujników bliskiej podczerwieni (NIRS) opracowywana w Japonii od niemal 20 lat i testowana na różnych uczelniach. Pomiar krążenia krwi wykonywany jest na czole i nieco powyżej. Za pomocą aplikacji można obserwować aktywność mózgu w skali od zerowego do najwyższego poziomu. Widać więc jak aktywność mózgu rośnie – wskazuje Heinz Dommel.

Dzięki nowym technologiom można zobrazować pracę mózgu, połączenia między neuronami i ich współpracę. Za pomocą technologii EEG (elektroencefalografii) można z kolei rozpoznać wiele chorób neurologicznych już w początkowym stadium, np. obserwując reakcję mózgu i poszczególnych jego obszarów na określony zapach czy kolor. Na podstawie badań mózgu można trenować fale mózgowe odpowiedzialne za dobry sen, powstają też techniki relaksacyjne, które aktywują poszczególne obszary, a inne wyciszają. Zastosowanie narzędzi do pomiaru aktywności mózgu za pomocą podczerwieni może być jednak znacznie większe.

XB-01 umożliwia wizualizację aktywności mózgu w czasie rzeczywistym, tym samym pozwala na trening mózgu w dowolnym czasie. To o tyle istotne, że funkcje poznawcze mózgu zmniejszają się już po 25. roku życia. Sprawdzi się także w domach opieki, u osób starszych. Opóźni pojawienie się demencji, pozwoli walczyć z początkami Alzheimera. Urządzenie może też pomóc pracownikom lepiej radzić sobie z codziennymi stresami i szybko reagować na spadek koncentracji. Mogą je też wykorzystać firmy marketingowe – urządzenie sprawdzi reakcje mózgu na reklamy, pomoże też zaprojektować takie kampanie, które lepiej trafią do odbiorców.

– Może też znaleźć zastosowanie w szkołach, w nauczaniu prywatnym, w domach opieki, a także w biurach w celach szkoleniowych czy też w marketingu, kiedy chcemy porównać reakcje ludzi na różne produkty. Ostatnio produkt został również wykorzystany przez firmę produkującą zabawki. Dzieci korzystały z narzędzia przy różnych grach na inteligencję, wykazując się przy tym sporym zaangażowaniem – wymienia Heinz Domme.

Urządzenie pojawi się na rynku w 2020 roku. Według zapowiedzi będzie kosztować ok. 350 euro.

Producenci gadżetów erotycznych sięgają po sztuczną inteligencje i VR. Nowe technologię mają zwiększyć odczuwanie przyjemności

Zabawki erotyczne są coraz bardziej inteligentne. Na rynku są dostępne wibratory, które rejestrują ruchy dna miednicy i badają poziom podniecenia. Regulowane pierścienie do noszenia na prezerwatywach mierzą wydajność seksualną, wykrywają różne pozycje i liczą kalorie. Można też znaleźć urządzenia zsynchronizowane z wrażeniami VR z filmów pornograficznych. Crescendo to z kolei pierwszy na świecie wibrator sterowany za pomocą aplikacji mobilnej, który wygina się i dostosowuje do każdego kształtu ciała.

– Korzystanie z technologii w sypialni pomaga w zainicjowaniu rozmowy o tym, co jest przyjemne, jak rozwinąć pozytywne doznania. W naszym urządzeniu Crescendo można zacząć od trybu manualnego, w ramach którego za pomocą różnych silników i schematów wibracji można osiągnąć różne poziomy intensywności. Co jednak najważniejsze, korzystając z produktu za pośrednictwem aplikacji można kontrolować intensywność i lokalizację wibracji. Można też poprosić partnera o przejęcie kontroli nad aplikacją – tłumaczy w rozmowie z agencją Newseria Innowacje Dominnique Karetsos z MysteryVibe.

Zabawek erotycznych jest coraz więcej, a dzięki nowym technologiom ich zadaniem jest nie tylko przyjemność. Na rynku można np. znaleźć wibratory, które po zintegrowaniu z aplikacją mierzą intensywność orgazmu i go wizualizują. Regulowane pierścienie mierzą wydajność seksualną, sprawdzają, w której pozycji najszybciej można uzyskać orgazm, przy okazji mierzą też liczbę spalonych kalorii. Coraz częściej można też znaleźć sex zabawki kontrolowane przez partnera przez Bluetooth, a za pośrednictwem aplikacji pozwalają sterować urządzeniem z dowolnego miejsca na świecie.

MysteryVibe opracowało natomiast wibrator, który wygina się dowolnie i dzięki temu dopasowuje się do każdego kształtu ciała.

– Crescendo jest wyjątkowo giętki i elastyczny. Wszyscy mamy te same części ciała, ale u każdego są one nieco inaczej ułożone. Wersja, którą właśnie wprowadzamy do sprzedaży, to elastyczny wibrator punktowy w wersji kompaktowej, który współpracuje z aplikacją – wymienia Dominnique Karetsos.

Firmy rywalizują nie tylko kształtem czy funkcją, lecz także rozmiarem zabawek erotycznych. Można więc kupić wibrator Hello Touch X, czyli jeden z najmniejszych gadżetów erotycznych. Składa się z dwóch silikonowych opuszek palców z wymiennymi wibracjami lub stymulacją elektrostatyczną. Rynek idzie za potrzebami, stąd dostępne są np. urządzenia neutralne płciowo.

– Technologia oferuje najróżniejsze możliwości, od rozwiązań wirtualnych poprzez seksroboty po technologię, która pomaga w inicjowaniu rozmowy i daje przyjemność. Mamy dostęp do technologii wirtualnej i rozszerzonej rzeczywistości, więc przyszłość wygląda obiecująco i ekscytująco – ocenia ekspertka.

Coraz częściej gadżety powiązane są z rozszerzoną i wirtualną rzeczywistością. Przykładem może być Kiiroo Onyx, które współpracuje z BaDoinkVR, firmą zajmującą się produkcją filmów pornograficznych. W ten sposób powstał produkt zsynchronizowany z wrażeniami VR w czasie rzeczywistym. Wszystko widoczne na ekranie można od razu poczuć.

Rozwija się także rynek sex-robotów. Są realistyczne, reagują na głos i dotyk, mają wbudowane czujniki w głowie, rękach, piersiach oraz miejscach intymnych.

Jak jednak podkreśla ekspertka, zabawki erotyczne służą nie tylko przyjemności. Pozwalają zadbać o zdrowie seksualne, pozwalają lepiej poznać własne ciało, mogą też poprawiać relacje między partnerami.

Wszelkie formy technologii, które ułatwiają otwartą rozmowę o seksie i przyjemności, stanowią ułatwienie, a nie ograniczenie. Każda technologia, która umożliwia dialog na ten temat, jest dobra, niezależnie od tego, czy chodzi o aplikację do monitorowania płodności czy technologię, która pomaga w utrzymaniu wigoru lub radzeniu sobie z problemami ze wzwodem – ocenia Dominnique Karetsos.

CPI Property Group przejmuje prestiżowy biurowiec Warsaw Financial Center

CPI Property Group (CPIPG), największy właściciel nieruchomości komercyjnych
w Czechach, Berlinie i regionie Europy Środkowo-Wschodniej, kontynuuje zapowiadaną wcześniej ekspansję w Warszawie. Do portfolio grupy dołączył właśnie prestiżowy budynek biurowy Warsaw Financial Center.

Zgodnie z przyjętą strategią rozwoju, CPI Property Group wykupiło 100% udziałów w WFC Investments Sp. z o.o. od poprzednich właścicieli, którymi od końca 2012 roku, byli Allianz Real Estate i Curzon Capital Partners III, fundusz inwestycyjny zarządzany przez Tristan Capital Partners.

32-piętrowy Warsaw Financial Center, położony w ścisłym centrum Warszawy, u zbiegu ulic Emilii Plater i Świętokrzyskiej, oferuje łącznie 50 000 mkw. powierzchni najmu klasy A+. Ma 144 metry wysokości i jest jednym z pierwszych i najbardziej prestiżowych wysokościowców w mieście. W 2014 roku zyskał certyfikat LEED na poziomie Gold. Aktualnie, WFC jest niemal w całości wynajęte, a portfolio najemców obejmuje polskie i międzynarodowe firmy z branży finansowej i FMCG, kancelarie prawne i banki, w tym m.in.: Google Poland, Bloomberg, czy Kompania Piwowarska.

“Jesteśmy zadowoleni z jakości naszych akwizycji w Warszawie. Zgodnie z planem, do końca pierwszego kwartału 2020 roku, zamierzamy zainwestować w stolicy Polski ponad 800 milionów euro – mówi Martin Nemecek, CEO CPIPG – pozwala nam na to nasza stabilna sytuacja finansowa i dostęp do atrakcyjnego finansowania”

„Po przejęciu WFC, przeprowadziliśmy gruntowną modernizację hallu wejściowego i powierzchni na parterze budynku, a także pracowaliśmy nad wysokim poziomem najmu, który w tej chwili wynosi 99 procent. WFC jest dzisiaj prestiżową, wysokiej jakości nieruchomością, którą wyróżnia nowoczesny design i wiele pro-ekologicznych rozwiązań” – komentuje Matt Lunt, Executive Director, Portfolio and Asset Management w Tristan Capital Partners.

Zakup WFC to trzecia (po Equator IV i Eurocentrum), z zapowiadanych w październiku akwizycji CPIPG w Polsce. Po ostatnich zakupach, udział nieruchomości z zielonymi certyfikatami w portfelu CPIPG wzrósł z 8% do 16% (dane odnoszą się do GLA).

„Zakup zielonych nieruchomości to priorytet w strategii rozwoju CPIPG w regionie – mówi Tomas Salajka, Head of Asset Management and Acquisitions w CPIPG – wierzymy w stabilną wartość certyfikowanych budynków i rosnące zainteresowanie najemców tego rodzaju lokalizacjami.”

Relacja z Life Science Open Space 2019

Mamy za sobą kolejną edycję Life Science Open Space. 26 listopada, w Międzynarodowym Centrum Targowo-Kongresowym EXPO Kraków, już po raz dziewiąty spotkali się ludzie reprezentujący różne środowiska i interesy, dla których wspólnym tematem są innowacyjne przedsięwzięcia dla zdrowia i jakości życia.  Impreza, organizowana przez Klaster Life Science Kraków, przyciągnęła ponad 400 osób z Polski oraz Czech, Belgii, Niemiec, Rumunii, Wielkiej Brytanii, Włoch a nawet dalekiej Japonii. Uczestnicy wzięli udział w 12 sesjach tematycznych i trzech specjalnych. Łącznie przedstawiono 140 prezentacji, z których większość to zaproszenia do współpracy w ramach różnego rodzaju innowacyjnych przedsięwzięć, projektów, start-upów, wyzwań. Po raz pierwszy w historii LSOS uczestnicy mogli umawiać się na indywidualne spotkania b2b za pośrednictwem systemu partneringowego. Chociaż tylko 248 osób skorzystało z tej opcji nawiązania relacji, to ich zdaniem, takie rozwiązanie dobrze spełniło swoje cele i warto wprowadzić ten mechanizm łączenia w przyszłych edycjach konferencji. Wszystkim wydarzeniom towarzyszyła wystawa, na której swoją ofertę prezentowały 33 podmioty, w tym NCBR, Miasto Kraków, MARR oraz Klastry Zrównoważona Infrastruktura z Krakowa i NutriBioMed z Wrocławia.

Taki jest kluczowy cel i formuła LSOS – umożliwić uczestnikom nawiązanie roboczych kontaktów, w oparciu o realne potrzeby, pomysły i inicjatywy. Każdy z wymienionych  modułów konferencji (Współpraca, Partnering i Wystawa) miał na celu ułatwiać identyfikowanie potencjalnych partnerów i zwiększać szanse na podjęcie współpracy. Unikalną cechą LSOS jest to, że to uczestnicy tworzą unikalną  atmosferę oraz zróżnicowany i inspirujący program – impreza umożliwia każdemu, kto realizuje innowacyjne przedsięwzięcia dla zdrowia i jakości życia, przedstawienie swojego projektu oraz oferty lub potrzeby współpracy. Zebrane razem na #LSOS19 stanowią masę krytyczną i oferują maksimum korzyści w postaci nowych kontaktów, partnerów, projektów, idei  i perspektyw. Międzynarodowy charakter, ambitne cele oraz szerokie spektrum zainteresowań łączy wspólny cel: twórzmy rozwiązania dla zdrowia i jakości życia.

„Otwarte innowacje” i „współpraca” oraz „zdrowie i jakość życia” to słowa klucze do udziału w LSOS.  Tutaj nie ma osób przypadkowych – spotkać można wyłącznie partnerów do rozwoju innowacyjnych projektów i usług oraz pasjonatów i użytkowników technologii i innowacji dla zdrowia i jakości życia.

Na LSOS promujemy tych, którzy w sposób szczególny wpisują się w cele konferencji. Jak co roku przyznane zostały nagrody w 3 kategoriach:

  • za „najlepszą prezentację” uznano wystąpienie Kamili Mitki oraz Moniki Rybickiej  z Collegium Medicum UJ za prelekcję  pt. „Medycyna integracyjna – innowacyjne połączenie Wschodu z Zachodem dla uzyskania lepszej opieki zdrowotnej”. Nagroda ta została przyznana przez uczestników imprezy, którzy poprzez głosowanie wyróżnili tę prezentację, jako najbardziej przekonywującą, najlepiej przygotowaną i przedstawioną;
  • nagrodę za „Najlepszy przykład praktycznego podejścia do koncepcji Open Innovation” otrzymał Szymon Bernat  z Innomedbook.pl  za wystąpienie pt. „Innomedbook Polish Healthcare Innovations Database”. Wyróżniono pomysł, który w sposób najbardziej praktyczny przyczynia się do rozwoju współpracy pomiędzy sektorami nauki i przemysłu. Nagroda została przyznana przez liderów sesji tematycznych w porozumieniu z Fundacją Klaster LifeScience Kraków;
  • nagrodę dla „Najlepszego Start-Upu  otrzymała firma GlucoActive za prezentację pt „Innovative glucose monitoring”. Nagrodę, 5000 zł i statuetkę LSOS odebrał Dariusz Gajewicz. Nagrodę przyznawało jury, w skład którego weszli przedstawiciele Fundacji Kraków Miastem StartUpów, Funduszu Human Alfa i  firmy Life Science Business Consulting.

Tradycyjnie już na zakończenie LSOS, uczestnicy mogli wziąć udział w sesji Inspiracje, której zasadniczym celem jest, jak wskazuje nazwa – zainspirowanie do działania poprzez pokazanie ciekawych i często ukrytych przykładów skutecznego, niesztampowego działania. Całość odbyła się w oprawie muzyczno-tanecznej – tym razem w tonacjach tanga argentyńskiego oraz przy lampce wyśmienitego wina rodzimej produkcji Uniwersytetu Rolniczego.

Przez ostatnie 10 lat złoto w styczniu drożało. Czy tak się zacznie 2020 r.?

Przez miesiąc cena złota spadła o 2,42 proc. Jednak styczeń jest od dziesięciu lat miesiącem szczególnym dla tego metalu szlachetnego. Czy to się powtórzy za kilka tygodni?

Bardzo dobre nastroje związane z negocjacjami pomiędzy USA i Chinami, dotyczące wojen handlowych, powodują, że w ostatnich tygodniach cena złota kontynuowała spadki.

Przyczyniły się też do tego zapowiedzi szefa Fed, że w najbliższym czasie stopy procentowe pozostaną bez zmian po ich trzech obniżkach w 2019 r.

– Poziomy w granicach 1 450 USD za uncję złota powinny utrzymać się w najbliższym czasie, a patrząc na sezonowość grudzień zwykle przynosił lekkie spadki, natomiast styczeń od 10 lat zawsze wzrosty cen złota, czyli na początku przyszłego roku powinniśmy oczekiwać odbicia – mówi w rozmowie z MarketNews24 Michał Stajniak, ekspert XTB.

Czynnikiem, który mógłby przyspieszyć wzrost cen złota byłby spadek cen akcji na giełdach.

Ropa na huśtawce. Co dzieje się na rynku?

Black Friday zachwiał rynkiem ropy, ale rynek uspokoił się akurat w dniu szczytu kartelu. – Rynek zaczyna być nerwowy w oparach spekulacji, co może przynieść posiedzenie OPECocenia główny ekonomista TMS Brokers. Pytanie więc, czy mamy do czynienia z czymś więcej niż status quo?

Ropa WTI przebiła poziom 58 i znajduje się po środku przedziału wahań, który dominował przez niemal cały 2019 rok. Akurat zdarzyło się, że poziom równowagi na rynku ropy został przywrócony w dniu spotkania OPEC. Tym samym od decyzji kartelu może zależeć, czy rok zakończy się z pozytywnym lub negatywnym wydźwiękiem.

– Przestrzeń do wzrostu jest otwarta przynajmniej do strefy 60-60,95. Są to bowiem poziomy dołka z maja oraz szczytu z lipca 2019 r. Kolejnym oporem dla ceny mogą być maksima z września, kiedy to rynek obiegła informacja o ataku rakietowym na pola naftowe ARAMCO. Wydaje się, że tylko fiasko w zwiększeniu ograniczeń wydobycia przez OPEC mogłoby spowodować, że inwestorzy będą skupiać uwagę na piątkowych minimach – ocenia główny ekonomista TMS Brokers Konrad Białas.

Black Friday nie ominął rynku ropy. Z piątkowej przeceny o ponadprzeciętnej skali podnoszą się surowce energetyczne. Wszystko dzieje się w tle po sygnałach z Iraku o cięciach dostaw surowca przez kraje OPEC i zapowiedzi największego IPO największego koncernu naftowego świata w historii. Na główny plan wychodzi więc pytanie: OPEC zachowuje status quo, czy może chodzi o coś więcej?

Szczyt OPEC

Szczyt OPEC w Wiedniu skupia na sobie uwagę, bo komitet techniczny powstrzymał się od zaleceń dotyczących przyszłości porozumienia o ograniczeniu wydobycia, więc obserwatorzy i inwestorzy muszą polegać na pogłoskach dotyczących szykowanych decyzji. Głębsze cięcia wchodzą w grę, co pośrednio podsyca wzrosty cen ropy naftowej.Co dzieje się na rynku ropy

Według ostatnich doniesień od ministra ropy Omanu państwa arabskie osiągnęły konsensus, mówiący że porozumienie powinno zostać przedłużone. Wyjątkiem jest Irak, który forsuje głębsze cięcia o 400 tys. b/d, choć złagodził nieco stanowisko i oświadczył, że w zamian oczekuje przedłużenia dotychczasowych zobowiązań do końca przyszłego roku.

„Bloomberg” donosi, że Arabia Saudyjska może przyjąć inne stanowisko i poprzeć głębsze cięcia wydobycia, pod warunkiem, że będzie to sprzężone z rzetelniejszym realizowaniem limitów wydobycia przez inne państwa. W przeciwnym wypadku Arabia Saudyjska zagroziła, że podniesie wydobycie do poziomu, do którego się zobowiązała (obecnie produkcja Arabii Saudyjskiej jest o ok. 400 tys. b/d niższa).

– Wydaje się, że rynek ropy częściowo dyskontuje szanse na głębsze cięcia wydobycia, choć redukcja o więcej niż 400 tys. b/d wydaje się mało prawdopodobna. Presja ze strony Arabii Saudyjskiej jest pewnego rodzaju gwarantem takiego scenariusza, szczególnie kiedy weźmie się pod uwagę, że Arabia Saudyjska jest w trakcie sprzedaży udziałów państwowego koncernu paliwowego Saudi Aramco. IPO przypada na 11 grudnia i Saudyjczykom zależy, aby sprzedaż akcji poszła jak najlepiej. A cena będzie tym lepsza, im lepiej będą wyglądać perspektywy rynku ropy naftowej – ocenia Białas z TMS Brokers.

Zmienność na rynku ropy

W połowie września – po atakach na instalacje naftowe największego na świecie pod względem dziennego wydobycia koncernu Aramco z Arabii Saudyjskiej – ceny ropy ostro skoczyły do góry. Po chwilowej zwyżce notowań, cena ropy WTI drastycznie spadła i na początku października WTI była notowana w okolicach 51 USD. Przez kolejne dwa miesiące (październik – listopad) wartość surowca rosła, zbliżając się do granicy 59 dolarów za baryłkę. W piątek mieliśmy jednodniową, gwałtowną przecenę. Po weekendzie nastąpiło uspokojenie, aż do zamknięcia drzwi na szczycie OPEC. Większe wahania pojawiły się na pół godziny przed rozpoczęciem obrad za zamkniętymi drzwiami.

W czwartkowe popołudnie skoczyła zmienność na rynku ropy. W krótkim czasie cena WTI zmieniła  się od prawie 59 do 58,08, i z powrotem do 58,80. – Rynek zaczyna być nerwowy w oparach spekulacji, co może przynieść posiedzenie OPEC – ocenia Białas. Po otwartych i zamkniętych obradach delegatów kartelu w piątek do dyskusji dołączy się Rosja, która jest sceptyczna wobec pomysłu pogłębiania limitów wydobycia, dlatego postanowienia szczytu mogą nie być wiążące, o ile nie znajdą aprobaty Rosji. W grę wchodzi więc pogłębienie ograniczeń wydobycia lub przedłużenie dotychczasowego porozumienia.

Kwestie zmniejszenia produkcji są przedmiotem gry politycznej, ale najbardziej prawdopodobnym scenariuszem wydaje się przedłużenie porozumienia naftowego do połowy 2020 r. przy niezmienionych limitach.

ORLEN ogłosił wezwanie na akcje Grupy ENERGA

PKN ORLEN ogłosił wezwanie na 100 proc. akcji Grupy ENERGA. Planowana transakcja wpisuje się w obowiązującą strategię PKN ORLEN,  zakładającą budowę silnego multienergetycznego koncernu, w tym dalszy rozwój obszaru energetyki.

– Zgodnie z wcześniejszymi zapowiedziami konsekwentnie realizujemy priorytetowy  cel, jakim jest budowa silnego koncernu zdolnego do konkurowania na międzynarodowym rynku i odpornego na zmienne czynniki makroekonomiczne. Dywersyfikacja źródeł przychodów, wpisuje się zarówno w naszą strategię, jak i światowe trendy. Umożliwia  uniezależnianie się od silnego wpływu czynników makroekonomicznych, zwiększając tym samym stabilność i bezpieczeństwo funkcjonowania całej Grupy. Ważnym elementem strategii Grupy ORLEN są inwestycje rozwojowe we wszystkich obszarach naszej działalności oraz akwizycje podmiotów, dzięki którym możemy uzyskać maksymalny efekt synergii. W te działania wpisuje się zarówno przejęcie kapitałowe Grupy LOTOS, jak i decyzja dotycząca wezwania na akcje Grupy ENERGA. Już dziś  nasz segment energetyczny  odpowiada za blisko 15 proc. zysku operacyjnego EBITDA. Po przejęciu Grupy Energa udział ten zwiększy się do prawie 30 proc. – mówi  Daniel Obajtek, Prezes Zarządu PKN ORLEN.

W ramach wezwania PKN ORLEN ustalił cenę akcji Grupy ENERGA na 7 zł. Ogłoszone wezwanie zawiera warunki zawieszające. PKN ORLEN zobowiązuje się nabyć akcje objęte zapisami pod warunkiem, że zapisami w wezwaniu zostanie objęta liczba akcji uprawniających do wykonywania co najmniej 66% ogólnej liczby głosów.  Konieczne będzie też uzyskanie zgody organu antymonopolowego na koncentrację. Koncern złożył już w KE roboczą wersję wniosku, inicjując proces uzgadniania jego finalnej wersji. Rozpoczęcie przyjmowania zapisów na akcje nastąpi w dniu 31 stycznia 2020 roku, a zakończenie planowane jest na dzień 9 kwietnia 2020. W przypadku niespełnienia się do tego czasu któregokolwiek z warunków wezwania, Koncern może podjąć decyzje o przedłużeniu okresu składania zapisów.

Sfinalizowanie  transakcji pozwoli efektywniej wykorzystać potencjał obu firm. Grupa ORLEN  od lat systematycznie rozwija aktywa wytwórcze w obszarze energetyki. Obecnie jest czwartym producentem energii elektrycznej w Polsce, który dysponuje już ok. 1,9 GWe zainstalowanych mocy, z czego 1,6 GWe przypada na Polskę. Składają się na to m.in. dwa nowoczesne bloki parowo-gazowe w Płocku i Włocławku oraz EC Płock – największa elektrociepłownia przemysłowa w Polsce i jedna z największych w Europie.  Do najważniejszych projektów rozwojowych należy planowana budowa morskich farm wiatrowych o maksymalnej mocy 1,2 GWe oraz realizacja farmy fotowoltaicznej we Włocławku.

Grupa ENERGA posiada łącznie ponad 50 aktywów produkujących energię z odnawialnych źródeł, w tym przede wszystkim elektrownie wodne, lądowe farmy wiatrowe i farmy fotowoltaiczne. Ponad 30% produkowanego przez Grupę ENERGA wolumenu energii elektrycznej pochodzi z odnawialnych źródeł i jest to najwyższy udział spośród jej głównych konkurentów. Spółka posiada również rozbudowaną sieć dystrybucji, o długości 188 tys. km, pokrywającą blisko ¼ powierzchni Polski. Ok. 90% wyniku EBITDA Grupy ENERGA pochodzi z dystrybucji, co dzięki obowiązującym regulacjom rynkowych, gwarantuje jej stabilny poziom. Zakup Grupy ENERGA przez ORLEN umożliwi więc pozyskanie rozbudowanej sieci dystrybucyjnej w północnej i centralnej Polsce oraz znaczącego portfela odnawialnych źródeł energii. Ma to istotne znaczenie w kontekście planowanych przez ORLEN inwestycji w morskie farmy wiatrowe.

Transakcja umożliwi między innymi efektywne bilansowanie mocy konwencjonalnych z planowanymi odnawialnymi źródłami energii, a także wykorzystanie obecnych nadwyżek produkcyjnych PKN ORLEN przez Grupę ENERGA. Pozwoli to na ograniczenie kosztów operacyjnych związanych z obrotem energią na Towarowej Giełdzie Energii. Z kolei połączenie bazy klientów obydwu grup wygeneruje potencjał do sprzedaży dodatkowych produktów i usług, szczególnie w segmencie mniejszych odbiorców.

Zakup akcji Grupy ENERGA to  także zwiększenie potencjału rozwojowego w obszarze  elektromobilności, w którym PKN ORLEN konsekwentnie umacnia pozycję. Realizacja transakcji oznaczałaby powiększenie infrastruktury sieci ładowania i kompetencji, niezbędnych do rozwoju tego segmentu rynku. Połączenie sieci szybkich ładowarek zainstalowanych przez PKN ORLEN, Grupy ENERGA oraz Grupę LOTOS umożliwiłoby stworzenie drugiej pod względem liczby punktów infrastruktury, dysponującej 133 punktami ładowania, zapewniającej dobre pokrycie geograficzne.

Rozwój Grupy ORLEN w kierunku koncernu multi-utility wpisuje się w megatrendy i działania realizowane przez inne, międzynarodowe koncerny z branży paliwowej. Dywersyfikacja źródeł przychodów zwiększa bowiem odporność spółki na wahania rynkowe i zmiany w otoczeniu makroekonomicznym. W ten sposób budowana jest dodatkowa wartość dla Klientów i Akcjonariuszy. W tym kierunku swoją działalność biznesową rozwijają już regionalni gracze – konkurenci Grupy ORLEN, jak MOL, OMV, Repsol, a także światowi giganci, jak BP, Shell czy Total.

Przejęcie Grupy ENERGA oznacza również  wymierne korzyści dla jej pracowników oraz społeczności lokalnych.  Pracownicy z branży energetycznej zatrudnieni w ENERGA, których deficyt jest mocno odczuwalny na rynku, uzupełnią zespół specjalistów pracujących w Grupie ORLEN.

Zwiększą się też ich możliwości rozwojowe, dzięki zatrudnieniu w silnej, zdywersyfikowanej, międzynarodowej Grupie.  Z punktu widzenia podatkowego, Grupa ENERGA zachowa pełną odrębność, co oznacza dalsze wpływy do regionalnego budżetu.

Niezmienna pozostanie również polityka sponsoringowa Grupy ENERGA. Utrzymane zostanie wsparcie dla lokalnej społeczności. PKN ORLEN  aktywnie już działa w tym zakresie na Pomorzu. Najlepszym przykładem jest zorganizowanie tegorocznej edycji największej polskiej imprezy motoryzacyjnej – VERVA Street Racing w Gdyni.

Czarowanie RPP

Rada Polityki Pieniężnej zgodnie ze swoim niepisanym kodeksem nie grzebie w stopach procentowych. Kalendarz ciąży rynkom, więc dobrze, że przynajmniej politycy dają od siebie odpocząć.

Relatywizm Glapińskiego

Wczorajsza decyzja w sprawie stóp procentowych w Polsce nie przyniosła zaskoczenia. Tak jak za każdym razem wcześniej (i prawdopodobnie później) członkowie obecnej kadencji RPP nie zmienili ich poziomu. Z tej decyzji na konferencji prasowej tłumaczył się przewodniczący Glapiński, chwilami w karkołomny sposób. Główny przekaz został sformułowany na początku tezą, że “perspektywy krajowej koniunktury pozostają korzystne”. W rozwinięciu tej myśli mogliśmy usłyszeć, że co prawda gospodarka spowalnia, ale dalej osiąga wyśmienite wyniki, zwłaszcza na tle Europy. Nie ma obaw co do głębszego spadku, wieszczonego przez niektóre podmioty, ponieważ “nasze analizy były zawsze najlepsze”. Humoru przewodniczącemu nie psuje także inflacja, choć sam zauważa, że w najbliższym czasie możemy być świadkami przejściowego wzrostu. Jakby nie zauważał, że wcześniejszy “przejściowy wzrost” jeszcze nie przeszedł. Bez względu na te wzrosty, jak i na przekroczenie celu NBP, w ocenie RPP wzrost cen pozostaje bardzo niski i nie wymaga podejmowania żadnych działań.

Przedwczesny optymizm?

Czwartkowa sesja przynosi kilka ciekawych odczytów makroekonomicznych. Przede wszystkim ten dotyczący zamówień, który wyraźnie rozczarował. Neguje on w pewnym stopniu lepsze ostatnio odczyty PMI i pokazuje, że jeszcze daleko do wyjścia z dołka. Słabsza od oczekiwań okazała się także sprzedaż detaliczna w strefie euro, która zwolniła do poziomu 1,4%. Nie było zaskoczenia w odczycie dotyczącym dynamiki PKB w Eurolandzie, jednak to był finalny odczyt, który rzadko znacząco różni się od wcześniejszych danych. Warto także zwrócić uwagę na dzisiejszy bilans handlu zagranicznego USA, jak i liczbę wniosków o zasiłek dla bezrobotnych.

Polityczne nihil novi

Sama sesja na razie przebiega dość spokojnie. Ma na to wpływ brak nowych istotnych wydarzeń politycznych. Trochę optymizmu na rynek przywiała plotka o tym, że grudniowe porozumienie nie jest jeszcze pogrzebane, ale stoi ona mocno w kontrze do wcześniejszych wydarzeń, więc należy ją traktować z należytym dystansem. Sam dolar dalej kosztuje w okolicach 3,855 zł. Euro także pozostaje blisko wczorajszych poziomów, gdzieś w zasięgu 4,275 zł. Nieznacznie tanieje frank, testując pułap 3,90 zł. Funt dalej pozostaje w trybie przedwyborczym, przez co pozostaje mocny. Obecnie za brytyjską walutę zapłacimy 5,06 zł.

Krzysztof Adamczak – dealer walutowy w Internetowykantor.pl

Nie tylko Big data. VoD, eSport i transmisje na żywo – rynek IT nakręcają usługi oparte na sieci

Finał „Gry o Tron”, transmisje konferencji Fame MMA i turnieje „League of Legends” łączy rekordowa popularność oraz gigantyczna liczba danych przetwarzanych w czasie rzeczywistym. O powodzeniu przedsięwzięć decyduje zaś jedno – stabilna sieć.

Według prognoz PMR do 2023 roku inwestycje w nowe technologie w naszym kraju zwiększą się aż o 8 mld zł. Prognozom sprzyja wzrost gospodarczy, ponieważ nakłady w tym obszarze idą w parze z dynamiką PKB. Boom w IT napędza biznes, budujący swoje przewagi w konkretnych obszarach, np. rozwijając systemy do obsługi klientów (CRM) czy wykorzystując zaawansowane narzędzia do analizy danych. Niemniej jednak usługi IT napędza każdy z nas – fan kultowego serialu, kibic eSportu, klient sklepu on-line czy użytkownik serwisu YouTube.

Wirtualne areny napędzają IT

Mistrzostwa Świata w League of Legends 2019 okazały się przełomowe. Turniej Worlds 2019 był najchętniej oglądanym wydarzeniem esportowym w historii. eSport rozpala emocje, skupia olbrzymie społeczności i jest dostępny dla wszystkich. Twórcą i dystrybutorem treści może być w nim praktycznie każdy: gamingowy influencer i utalentowany gracz. Zwłaszcza od kiedy Discord, jeden z najpopularniejszych komunikatorów dla graczy, został wzbogacony m.in. o funkcję Go Live, umożliwiającą transmisję swojej rozgrywki bezpośrednio do grupy znajomych.

Popularność zawodów na wirtualnych arenach jest bodźcem wzrostu przepustowości łączy internetowych. Dzieje się tak, ponieważ szybkie łącze i tani sprzęt zdemokratyzowały streaming on-line i upowszechniły przesyłanie treści. Z chwilą, gdy rosła popularność wirtualnych rozgrywek i pęczniały skupione wokół nich prężne społeczności, pojawili się poważni sponsorzy. eSport stał się dochodowym rynkiem, którego wartość – według szacunków Electronic Sports League – sięga obecnie 50 mln zł, a w przyszłym roku może już osiągnąć 62 mln zł.

Wzrost aktywności użytkowników oraz ich urządzeń w sieci wymaga stabilnego łącza dla aplikacji wykorzystywanych przez nich każdego dnia. Firmy zajmujące się utrzymaniem i rozwojem rozwiązań VoD czy transmisjami live (np. z wydarzeń eSportowych), coraz częściej zwracają uwagę na utrzymanie kosztów za wygenerowany ruch na odpowiednim poziomie, a także możliwość szybkiego skalowania i zwiększenia przepustowości sieci dla swojego produktu – komentuje Konrad Krycki, Account Manager OVHcloud. – Nasi klienci zaczęli zwracać się do nas z konkretnymi potrzebami związanymi z przepustowością dla projektów adresowanych do dużej liczby użytkowników na całym świecie, czy w kwestii uzyskania konkretnej przepustowości pomiędzy własną serwerownią a centrum danych OVHcloud. Rynek i dynamiczny rozwój oferty mobilnego Internetu, skupiają na sieci uwagę wielu dostawców rozwiązań marketingowych, hostingowych czy transmisji live w Internecie.

Eksperci Cisco (Cisco VNI forecasts) twierdzą, że w najbliższej perspektywie transmisje na żywo będą rosnąć rocznie o 73 proc., zwiększając tym swój udział w sektorze video w Internecie do 17 proc. w 2022 roku. Z kolei rekord oglądalności polskiej transmisji na YouTube padł podczas transmisji na żywo z pierwszej Konferencji FAME MMA 3. Film wyświetlany na kanale jednego z influencerów, oglądało jednocześnie ponad 200 000 osób. Dotąd w Polsce żaden live stream w serwisie YouTube nie cieszył się tak dużą frekwencją.

Popularność transmisji na żywo odzwierciedlają decyzje niektórych wydawców nadających programy „live”, np. OnetRano. Opcję prowadzenia relacji na żywo przez swoich użytkowników udostępnił również LinkedIn. Jedynym ograniczeniem wydaje się wyobraźnia i wydajność łącza internetowego.

Każdego dnia firmy przetwarzają niezliczone ilości danych w chmurze. Eksperci szacują, że do 2020 r. będzie to 40 zetabajtów danych. Dlatego tak ważne jest, aby posiadać stabilną sieć, która te dane dostarczy. W Cloudical Polska dostajemy coraz więcej zapytań, nawet do 15 proc. miesięcznie, o technologie związane z przetwarzaniem obrazu oraz CDN, gdzie stabilna i tania sieć ma ogromne znaczenie dla dostarczania wspomnianych usług – mówi Mirosław Choma, Managing Director w Cloudical Polska Sp. z o.o.

408 Request Timeout, czyli serwer milczy

Kiedy chcemy obejrzeć film w domowym zaciszu, wystarczy że wybierzemy tytuł z listy dostępnych i możemy zaczynać seans. Intuicyjny interfejs na ekranie użytkownika wymaga jednak złożonych rozwiązań sieciowych, które pozostają dla niego niewidoczne. Większość projektów sieci VoD wykorzystuje serwery proxy (repliki) do buforowania treści w celu zminimalizowania opóźnień po stronie użytkownika i zmniejszenia zużycia pasma oraz obciążenia serwera, na którym znajduje się biblioteka filmów. W uproszczeniu – proces przekierowuje polecenie użytkownika na najbardziej odpowiedni serwer zgodnie z ustalonymi parametrami, takimi jak pojemność dysku, dostępność treści bądź właśnie obciążenie sieci.

Wartość rynku VoD w Polsce w ub. r. PMR oszacował na 854 mln zł. Z tego typu usług korzystało 2,7 mln użytkowników. Aby operatorzy nadal mogli czerpać z VoD profity, muszą zgodzić się z filozofią Netfliksa, który twierdzi, że technologia jest równie ważna jak oferta, którą udostępnia. Niezależnie od tego ile programów i filmów wyprodukuje, musi on bowiem zagwarantować, że 118 milionów abonentów obejrzy je bez problemu.

Przed nami czerwcowe Euro 2020. Jest więc czas, aby dobrze przygotować tak ofertę, jak i swoją infrastrukturę. Możliwości dostawców warto porównać korzystając z niezależnych zestawień, takich jak np. najnowszy The Cloud Report firmy Cloudical, w którym przetestowano chmurę publiczną – mówi Krycki, OVHcloud. – Cieszy nas, że oferta OVHcloud zwyciężyła w kategorii sieć (network), prześcigając takie platformy jak Azure czy Google Cloud. Na ten wynik znacznie wpłynęła właśnie stabilność sieci oraz fakt, że nie pobieramy opłat za ruch sieciowy.

Zawody on-line, relacje na żywo czy dystrybucja treści to kusząca rozrywka oraz potężny biznes generowany przez reklamodawców, inwestorów i widzów, gotowych za to zapłacić przez aplikację czy korzystając z opcji pay-per-view. Użytkownicy wybaczą wiele, jeśli otrzymają unikalne treści, ale zacinającej się co rusz relacji w kulminacyjnym momencie filmu, rozgrywki czy transmisji – już nie.

O raporcie The Cloud Report

Od września 2018 roku Cloudical wydaje kwartalnik o nazwie The Cloud Report. Założeniem jego inicjatorów było poszerzanie wiedzy na temat technologii chmurowej oraz informowanie odbiorców o istniejących możliwościach technologicznych. Dzięki testowaniu wielu rozwiązań, Cloudical posiada szerokie spojrzenie na wyżej wspomniane zagadnienie. Raport Cloudical to atrakcyjne kompendium wiedzy oraz wyniki wielomiesięcznych badań.

Pełen tekst raportu The Cloud Report jest dostępny pod linkiem: https://the-report.cloud/downloads

Stopy procentowe w Polsce bez zmian

Ostatnie spotkanie decyzyjne Rady Polityki Pieniężnej zaplanowane na ten rok nie przyniosło przełomu. Stopy procentowe pozostały na niezmienionym poziomie ze stopą referencyjną w wysokości 1,5%. Taki poziom stóp procentowych RPP utrzymuje od marca 2015 roku.

Wczorajszą konferencję prasową po spotkaniu RPP można określić jako „pożegnalną”. Wieńczyła ona bowiem ostatnie spotkanie decyzyjne Rady w którym uczestniczył prof. Jerzy Osiatyński, którego kadencja w RPP kończy się 20 grudnia.

Retoryka prezesa Glapińskiego oraz komunikat ze spotkania RPP sugerują, że – mimo dostrzegania ryzyk – decydenci nie zakładają silnego pogorszenia sytuacji gospodarczej w kraju. Tempo wzrostu gospodarczego, mimo oczekiwanego obniżenia ma pozostać relatywnie wysokie. Co tyczy się inflacji, po „przejściowym wzroście” w pierwszym kwartale przyszłego roku dynamika cen w horyzoncie oddziaływania polityki pieniężnej ma pozostawać w okolicy celu inflacyjnego NBP.

Czy czeka nas zmiana stóp procentowych?

W ocenie prezesa Glapińskiego bardzo prawdopodobna jest stabilizacja stóp procentowych do końca jego kadencji. Podobną retorykę prezes RPP utrzymuje od dłuższego czasu. Obecni na konferencji prof. Osiatyński i prof. Sura nie sugerowali potrzeby zmian stóp procentowych w najbliższym czasie.

Komentarze niektórych innych członków RPP, które poznaliśmy na przestrzeni ostatnich dni wskazywały, że opinie w Radzie są bardziej zróżnicowane, jednak obecna retoryka Rady jako całości nie wskazuje, żeby w najbliższym czasie miało dojść do zmiany utrzymywanego przez RPP stanowiska “wait-and-see”.

Naszym zdaniem nie można wykluczyć podwyżki stóp w 2020 roku. Sądzimy, że szanse na taki ruch są większe niż, że dojdzie do ruchu w przeciwną stronę. Nawet jeśli jednak stopy pozostaną stabilne, sądzimy, że polski złoty powinien umocnić się wraz z wycofywaniem się rynku z oczekiwania rozluźnienia polityki pieniężnej w Polsce. Uwzględniając, że Rada Polityki Pieniężnej historycznie dokonywała zmian stóp procentowych o minimum 25 punktów bazowych, patrząc na stawki kontraktów FRA 12×15 w PLN możemy stwierdzić, że w horyzoncie rocznym rynek skłania się ku cięciu stóp procentowych o 25 pb, aczkolwiek nie jest w pełni przekonany do tego scenariusza.

W związku z brakiem istotnych zmian w retoryce Rady po publikacji komunikatu ze spotkania i w okolicy konferencji prasowej nie obserwowaliśmy większych ruchów na rynkach. Polski złoty kontynuuje umocnienie z końcówki ubiegłego tygodnia, obecnie znajdując się w okolicy poziomu 4,28 w parze z euro.

Autor: Roman Ziruk, Ebury Polska

Rynek nieruchomości komercyjnych – wstępne podsumowanie roku i prognozy na 2020

Kolejny znakomity rok na rynku inwestycyjnym, rekordowe transakcje najmu powierzchni biurowych w Warszawie i rozkwit alternatywnych klas aktywów, tym żył polski rynek nieruchomości komercyjnych w 2019 roku. Zgodnie z prognozami firmy doradczej Savills koniunktura na rynku w przyszłym roku uzależniona będzie od kondycji światowej gospodarki, a do najważniejszych wydarzeń będzie należało m.in. ukończenie budowy spektakularnych wieżowców i projektów mixed-use.

Firma doradcza Savills wstępnie podsumowała 2019 rok na rynku nieruchomości komercyjnych w Polsce oraz przedstawiła prognozy na kolejne 12 miesięcy. Według wstępnych szacunków Savills łączna wartość transakcji inwestycyjnych na rynku nieruchomości komercyjnych w Polsce w 2019 roku może przekroczyć 7 mld euro, co byłoby wynikiem zbliżonym lub lepszym od rekordu odnotowanego w 2018 r. Zgodnie z pierwszymi podsumowaniami Savills, rynek nieruchomości biurowych w Polsce wzbogacił się w 2019 r. o ok. 745 000 m kw. nowej powierzchni, zwiększając swoje zasoby do 11,1 mln m kw. W tym samym czasie powstało ok. 315 000 m kw. powierzchni handlowej, dzięki czemu w Polsce jest jej już blisko 12,4 mln m kw. W ciągu ostatnich 12 miesięcy wybudowano również 2,7 mln m kw. powierzchni magazynowo-przemysłowej, co podniosło jej całkowite zasoby do poziomu 18,4 mln m kw.

W 2019 roku po raz kolejny odnotowano wysoką aktywność na rynku inwestycyjnym, m.in. za sprawą inwestorów z Europy Środkowo-Wschodniej i Azji, którzy coraz chętniej kupują nieruchomości zlokalizowane w Polsce. Ostatnie 12 miesięcy zapisało się w historii również dzięki dwóm rekordowym transakcjom najmu na rynku powierzchni biurowych w Warszawie – mBank podpisał umowę najmu w Mennica Legacy Tower (45 600 m kw.) a Orange Polska renegocjowało umowę w Miasteczku Orange (44 850 m kw.). 2019 rok należał także do nowych klas aktywów, zwłaszcza prywatnych domów studenckich i apartamentów na instytucjonalny wynajem. Popyt na alternatywne nieruchomości przewyższa podaż. Zgodnie z analizami Savills, w 2019 r. obserwowaliśmy również wytworzenie się nowych lokalizacji magazynowych oraz falę modernizacji starszych obiektów w segmencie biurowym i handlowym.

„Nieruchomości komercyjne w Polsce w dalszym ciągu przyciągają zarówno inwestorów, jak i najemców, stanowiąc atrakcyjny rynek do rozwijania działalności biznesowej oraz poszukiwania wyższych niż na zachodzie Europy stóp zwrotu. W Polsce nadal dominują zagraniczni inwestorzy. Obserwujemy dużą aktywność funduszy z Azji i Europy Środkowo-Wschodniej. Optymistyczne nastroje tonują jednak m.in. wyzwania związane z dostępem do pracowników oraz potencjalne wahania koniunktury, zwłaszcza pogarszająca się kondycja gospodarki niemieckiej” – mówi Tomasz Buras, CEO Savills w Polsce.

W 2020 r. na tapecie mogą być wszelkie rozważania na temat wpływu ewentualnego spowolnienia światowej gospodarki na rynek nieruchomości. Pomimo wypatrywania symptomów kryzysu już w 2019 r. rynek nieruchomości komercyjnych w Polsce odnotował kolejne bardzo udane 12 miesięcy. Nieubłagalność cyklu koniunkturalnego może się jednak przełożyć na zwiększoną awersję do ryzyka wśród inwestorów oraz wydłużenie procesów decyzyjnych.

Według Savills 2020 rok będzie również stał pod znakiem oddania do użytku spektakularnych wieżowców (The Warsaw HUB, Mennica Legacy Tower, Widok Towers, Skyliner), a także zakończenia realizacji kilku długo oczekiwanych projektów mixed-use (m.in. Browary Warszawskie i Elektrownia Powiśle). Wśród prognozowanych przez Savills trendów na kolejne miesiące znajduje się logistyka miejska, która wobec rozwoju sektora e-commerce może pomóc skrócić czas dostaw towarów, a także nacisk na nowe technologie w nieruchomościach (tzw. proptech) przy jednoczesnym zachowaniu troski o środowisko naturalne. Popyt na alternatywne klasy aktywów może przyczynić się do rozwoju m.in. prywatnych domów seniora.

„To był udany rok dla alternatywnych klas aktywów. W dalszym ciągu na rynku nieruchomości komercyjnych dominuje jednak sektor biurowy. W minionych miesiącach obserwowaliśmy bardzo silny popyt na powierzchnie biurowe. W przyszłym roku w tym sektorze nastanie prawdopodobnie godzina prawdy dla operatorów biur serwisowanych i coworków, która zweryfikuje ten trend pod względem chłonności rynku i realnego zapotrzebowania na elastyczną powierzchnię biurową” – podsumowuje Tomasz Buras.

Połowa Ukraińców rozważa wyjazd z Polski w 2020 r.

W I kwartale 2020 r. Niemcy otworzą granice dla pracowników spoza Unii Europejskiej. Jak pokazują wyniki najnowszego raportu, wydanego przez OTTO Work Force Polska, w tej chwili co drugi pracownik z Ukrainy rozważa wyjazd z Polski. Liczba chętnych do wyjazdu zwiększyła się o 15% w porównaniu do zeszłego roku. Aż 70% respondentów wskazało Niemcy jako kraj, w którym chcą podjąć pracę.

Według danych przedstawionych przez Narodowy Bank Polski, w Polsce pracuje około 1,2 mln Ukraińców, z czego 330 tys. posiada zezwolenia na pracę, a pozostali pracują na podstawie oświadczeń. Napływ pracowników tymczasowych z zagranicy, choć zdecydowanie wzmocnił polski rynek pracy, to tylko częściowo pokrył deficyt na brak siły roboczej. Jak będzie wyglądała sytuacja w 2020 roku, kiedy Niemcy otworzą swój rynek dla pracowników z Ukrainy? Dla polskiego pracodawcy kluczową jest informacja, czy pracownicy z Ukrainy traktują Polskę jako miejsce docelowe, w którym chcą nadal pracować, czy jest to jednie etap przejściowy w drodze do innych krajów.

Według najnowszego raportu, wydanego w grudniu 2019 r. przez firmę OTTO Work Force Polska, co drugi badany pracownik z Ukrainy zamierza opuścić Polskę i wyjechać do innego kraju. W badaniu odpowiedź „Tak” wskazało 42% respondentów, a „Raczej tak” 10%. Tym samym odsetek osób otwartych na takie zmiany wzrósł o 15% w porównaniu do roku 2018. Istotny jest również fakt, że zmniejszyła się liczba osób, które deklarowały chęć pozostania w Polsce z 28%  (w 2018r.) do 23% (w 2019r.).

Struktura odpowiedzi na pytanie ”Czy rozważa Pan(i) wyjazd do pracy do innego kraju niż Polska?” uzyskana w badaniach z lat 2018-2019.

Co drugi pracownik z Ukrainy rozważa wyjazd z Polski
Źródło: Opinie pracowników tymczasowych z Ukrainy na temat zatrudnienia w Polsce oraz zadowolenia z pracy, 2019, OTTO Work Force Polska.

W najnowszym raporcie OTTO Work Force Polska aż 70% respondentów wskazało Niemcy jako kraj, w którym chcą podjąć pracę. Co pokazuje wzrost zainteresowania pracą w Niemczech o blisko 30% względem danych z raportu z 2018 roku. Kraje, które znalazły się w kręgu zainteresowania pracowników z Ukrainy to także Czechy (35%), Holandia (23%) oraz Norwegia (17%).

Struktura odpowiedzi na pytanie ”Jeśli rozważa Pan(i) wyjazd do innego kraju niż Polska, proszę podać do jakiego” (tylko osoby, które zadeklarowały chęć wyjazdu).

Co drugi pracownik z Ukrainy rozważa wyjazd z Polski 2
Źródło: Opinie pracowników tymczasowych z Ukrainy na temat zatrudnienia w Polsce oraz zadowolenia z pracy, 2019, OTTO Work Force Polska.

„Niemiecki rząd, otwierając swój rynek, postawił jednocześnie przed pracownikami spoza Unii Europejskiej wysokie wymagania tj. posiadanie udokumentowanych, uznanych przez niemiecki urząd, kwalifikacji zawodowych oraz znajomość języka niemieckiego co najmniej na poziomie B1. Nie będzie również możliwości zatrudnienia przez agencję pracy tymczasowej, która przecież ułatwia cudzoziemcom przejście przez wszelkie formalności, a nawet zakwaterowanie. Te utrudnienia mogą spowodować, że liczba pracowników z Ukrainy, którzy zdecydują się migrować w poszukiwaniu lepszych pespektyw będzie mniejsza, niż wskazują badania” – wyjaśnia Tomasz Dudek, Dyrektor Zarządzający OTTO Work Force Polska.

Niezmiennie głównym powodem wyjazdu pracowników z Ukrainy z Polski do innych krajów są względy finansowe. Na chęć uzyskiwania wyższych zarobków wskazało 96% badanych deklarujących chęć wyjazdu i jest to wynik wyraźnie wyższy niż w 2018 roku (62%). Częstości wskazań pozostałych aspektów nie przekraczają 11%.

Średnie z częstości wskazań elementów, których spełnienie zachęciłoby respondentów do pozostania w Polsce. Wyniki z pomiarów w latach 2018-2019.

Średnie z częstości wskazań elementów, których spełnienie zachęciłoby respondentów do pozostania w Polsce
Źródło: Opinie pracowników tymczasowych z Ukrainy na temat zatrudnienia w Polsce oraz zadowolenia z pracy, 2019, OTTO Work Force Polska.

Mimo wymienionych korzyści finansowych, ważnym elementem, który wpływa na ocenę nastrojów oraz planów co do wyjazdu jest czas. Wśród osób, które deklarują chęć wyjazdu do innego kraju 17% wskazało, że odbędzie się on w ciągu najbliższych kliku miesięcy, a 20% badanych wyjedzie w ciągu roku. Chęć wyjazdu maleje wraz z wydłużeniem horyzontu czasowego. Perspektywę 2 lat wskazało 8% przedstawicieli tej grupy, a 3 lat – 3%. Aż 52% badanych nie potrafiło wypowiedzieć się kiedy opuści Polskę.

„Na podstawie danych pozyskanych przez nas w najnowszym badaniu można wysnuć wniosek, że o ile duża część osób z Ukrainy, podejmujących pracę w Polsce, myśli o przeniesieniu się do innego kraju, to jednak w przypadku większości osób plany to nie są jednoznacznie sprecyzowane. Myślę, że możemy tutaj raczej mówić o możliwej alternatywie na bliżej nieokreśloną przyszłość. Uproszczenie procedur związanych z pracą w Polsce z pewnością sprawiłoby, że część z tych osób wolałaby pozostać w naszym kraju” – mówi Tomasz Dudek, Dyrektor Zarządzający OTTO Work Force Polska.

Prawo własności przemysłowej – idą zmiany

Poszerzenie katalogu osób, które mogą być pełnomocnikami przed Urzędem Patentowym w sprawach dotyczących wzorów przemysłowych i oznaczeń geograficznych oraz możliwość ograniczenia patentu poprzez zmianę zastrzeżeń patentowych – to tylko niektóre zmiany przewidziane w znowelizowanych przepisach ustawy – Prawo własności przemysłowej.

Chodzi o nowelizację ustawy – Prawo własności przemysłowej z 16 października 2019 r. W obecnym stanie prawnym radcy prawni i adwokaci mogą być pełnomocnikami w sprawach, które dotyczą znaków towarowych. Omawiana nowelizacja ustawy – Prawo własności przemysłowej przewiduje, że radcy prawni i adwokaci będą mogli pełnić także funkcje pełnomocników w sprawach, które dotyczą wzorów przemysłowych i oznaczeń geograficznych. Bez zmian pełnomocnikami będą mogli być również rzecznicy patentowi. Chodzi tu o kwestie patentów, wzorów użytkowych i topografii układów scalonych. Ponadto nowelizacja przewiduje, że osoby pochodzące spoza Unii Europejskiej, które nie mają miejsca zamieszkania w Polsce, muszą skorzystać z pomocy profesjonalnego pełnomocnika.

Przedsiębiorcy, którzy działają na rynku polskim, będą mogli rejestrować wynalazki w polskim Urzędzie Patentowym. Nie będzie konieczne dokonywanie tego w Europejskim Urzędzie Patentowym.

Znowelizowane przepisy przewidują, że na wniosek osoby zainteresowanej będzie wydawany dowód pierwszeństwa dokonania zgłoszenia wynalazku, wzoru użytkowego lub wzoru przemysłowego w Urzędzie Patentowym.

Nowelizacja nakłada na Urząd Patentowy obowiązek sporządzania w terminie 9 miesięcy sprawozdania o stanie techniki w formie wykazu publikacji, które będzie brał pod uwagę, oceniając wynalazek.

Zmienione przepisy regulują tzw. poszukiwanie międzynarodowe. Chodzi o uzyskanie przez osobę zgłaszającą wynalazek znacznie bardziej szczegółowych informacji o stanie techniki niż w polskim Urzędzie Patentowym, co pozwoli na wczesnym etapie podjąć decyzję w sprawie wystąpienia o międzynarodową ochronę swojego wynalazku. Nowelizacja zmienia definicję wzoru użytkowego, jak również opisu wzoru użytkowego. W myśl zmienionych przepisów patent będzie mógł zostać ograniczony przez zmianę zastrzeżeń patentowych na wniosek osoby mającej do niego prawo. W takim przypadku wyznaczany będzie ekspert, a następnie prezes Urzędu Patentowego wyda decyzję o ograniczeniu patentu, odmowie ograniczenia patentu lub o umorzeniu postępowania. Przed wydaniem wspomnianej wyżej decyzji osoba uprawniona z patentu będzie mogła złożyć wyjaśnienia. Ograniczenie patentu będzie wpisywane do rejestru patentowego, a Urząd Patentowy będzie publikować informacje o ograniczeniu patentu oraz zmieniony opis patentowy. Nowelizacja przewiduje skrócenie aplikacji dla pracowników Urzędu Patentowego z 3 lat do 6 miesięcy. Omawiana nowelizacja wejdzie w życie po upływie 3 miesięcy od dnia jej opublikowania w Dzienniku Ustaw. Obecnie trafiła do podpisu Prezydenta.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Prezenty na święta z wyprzedzeniem i na bogato

Ponad połowa Polaków, którzy kupują prezenty świąteczne przez Internet, robi to ze względu na atrakcyjniejsze ceny produktów w sieci niż w sklepach stacjonarnych – wynika z badania poświęconego kupowaniu prezentów zrealizowanego przez Gumtree.pl. Wśród najczęściej wybieranych prezentów królują kosmetyki i perfumy (56%). Polakom zdarza się również nabywać upominki „z drugiej ręki” – ¼ z nas przynajmniej raz kupiła tego rodzaju prezent, a 6% badanych robi to każdego roku.

W ciągu ostatnich dwóch lat wydatki świąteczne polskich konsumentów rosły o 6,5% rok do roku[1]. Pod względem wielkości budżetu wydanego w tym okresie, Polska plasuje się na piątym miejscu w Europie, po Wielkiej Brytanii, Hiszpanii, Niemczech, Portugalii i Rosji, z kwotą 1521 zł[2].  A jak na tle świątecznych wydatków wypada zakup prezentów? Według wyników badania Gumtree.pl, świąteczne upominki kupuje niemal 84% Polaków. Nieco ponad 16% nie robi tego – najczęściej dlatego, że w ich rodzinach nie ma tego typu tradycji.

Prezenty na święta z wyprzedzeniem i na bogato

Polacy planują zakup świątecznych upominków z wyprzedzeniem – blisko 53% z nas robi w ciągu dwóch tygodni przed świętami, a prawie 35% jeszcze wcześniej. Na prezenty dla najbliższych nie żałujemy pieniędzy – co piąty Polak wydaje na nie łącznie między 401 a 500 zł. Co ciekawe, kwota ta jest najczęściej podawaną, niezależnie od miesięcznego dochodu badanych. Blisko 13% ankietowanych deklaruje, że przeznaczy prezenty jeszcze więcej – od 1000 do 1999 zł. W przypadku pojedynczego prezentu dla najbliższej osoby, zwykle wydajemy między 50 a 100 zł (38%) lub między 100 a 250 zł (37%). Co ciekawe, więcej są w stanie wydać mężczyźni – blisko 40% przedstawicieli płci męskiej deklaruje kwotę na prezent między 100 a 250 zł, co stanowi 5% więcej, niż w przypadku kobiet, które z kolei stawiają na upominek między 50 a 100 zł (42%). Biorąc pod uwagę miesięczne dochody Polaków, wśród osób zarabiających do 3000 zł netto największym zainteresowaniem cieszą się upominki od 50 do 100 zł. Natomiast osoby osiągające miesięczny dochód między 3001 a 5000 zł netto, częściej wybierają prezent za 100-250 zł.

Zakupy przez Internet –  oszczędność pieniędzy i czasu

Największą popularnością wśród Polaków, którzy szukają prezentów świątecznych, cieszą się galerie handlowe (38%) oraz sklepy internetowe (37%). Upominki w tradycyjnych sklepach, poza galeriami handlowymi,  kupuje 18% badanych, a na portalach aukcyjnych i ogłoszeniowych 6%. Co ciekawe, galerie handlowe wiodą prym przed sklepami internetowymi wśród osób do 24 roku życia, między 45 a 54 r.ż oraz powyżej 65 r.ż.

Dlaczego decydujemy się na kupienie świątecznych podarunków przez Internet? Jak deklaruje 56% z nas, przedmioty dostępne w sieci można znaleźć taniej, niż w sklepach stacjonarnych. Połowa Polaków kupuje prezenty online, ponieważ nie lubi tłumów w galeriach handlowych i zależy im na oszczędności czasu. Ten ostatni aspekt jest szczególnie ważny dla osób w wieku 45-54 lata. Tłumy najbardziej przeszkadzają z kolei Polakom między 25 a 45 rokiem życia oraz w grupie wiekowej 55-64 lata.

Zero waste w świątecznym wydaniu

Kosmetyki i perfumy to najchętniej wybierana kategoria przedmiotów na prezenty świąteczne – decyduje się na nie 56% Polaków. Lubimy kupować też ubrania i akcesoria (32%) oraz książki, gry planszowe i płyty (27%). 16% badanych wręcza po prostu gotówkę.  Najczęściej robią to osoby między 45 a 54 rokiem życia.

A jak do kupowania upominków na święta ma się idea zero waste? Okazuje się, że tylko 6% z nas co roku kupuje w ramach prezentu przedmioty „z drugiej ręki”, a 21% osób robi to sporadycznie. Tego typu podarunki częściej wybierają mężczyźni oraz osoby o wyższych dochodach.

Jako główny powód, który skłoniłby badanych do zakupu upominku z drugiego obiegu, podają oni możliwość trafienia na wyjątkowy produkt (44%). Co piątego respondenta przekonałaby niższa cena niż w przypadku nowego prezentu. Na aspekty ekologiczne zwróciłoby uwagę jedynie 11% Polaków.

Co dziesiąta zapytana osoba stawia na własnoręcznie wykonane prezenty świąteczne, a 46% z nas sporadycznie zdarza się przygotować taki upominek. Najczęściej są to osoby w wieku 45-54 lata. Co ciekawe, im wyższe zarobki, tym wyższy jest odsetek Polaków, którzy rezygnują z gotowych prezentów na rzecz tych przygotowanych własnoręcznie. Blisko ¾ osób, które samodzielnie przygotowują prezenty dla bliskich, przyznaje, że decyduje się na taki upominek, ponieważ ma on większą wartość dla obdarowywanego, a ¼ robi to ze względów finansowych.

Prezenty dla wszystkich, a najdroższe dla partnera i dziecka

Nie bez znaczenia jest zakres osób, których Polacy decydują się obdarować prezentami. Dla 36% badanych oczywistym jest, że upominek kupuje każdy dla każdego w rodzinie, a co trzeci z nas decyduje się na zakup prezentu jedynie dla najbliższej osoby (małżonka, partnera czy też dziecka). 13% Polaków wręcza upominek tylko swoim dzieciom.

Aż 60% badanych przyznaje, że kwota, jaką przeznaczają na prezenty, zależy od osoby obdarowywanej. Najwyższą kwotę jesteśmy w stanie przeznaczyć na upominek dla żony/męża lub partnerki/partnera (38%) oraz dla dzieci (37%), daleko w tyle pozostają rodzice (11%), rodzeństwo i przyjaciele (4%) oraz dziadkowie (2%). Warto również zauważyć, że podczas gdy niemalże połowa mężczyzn (49%) najdroższy prezent kupuje dla partnerki/żony, 47% kobiet najhojniej obdarowuje dzieci.

Raport Gumtree.pl powstał na podstawie wyników badania ilościowego zrealizowanego przez agencję badawczą SW Research w listopadzie 2019 roku metodą CAWI (wywiady on-line) na reprezentatywnej grupie 1272 Polaków w wieku 18+.

[1] Źródło: raport Deloitte: „Zakupy świąteczne 2019”

[2] Tamże

Sektor IT w usługach publicznych zacznie rosnąć?

2020 rok może być kluczowy dla sektora IT pod względem zamówień publicznych.  Panujący od 2016 roku marazm w obszarze dostarczania oprogramowania dla administracji państwowej zaczął topnieć. Wprowadzenie RODO wymusiło aktualizacje szeregu systemów, a dalsze zmiany legislacyjne powodują, że samorządy czy władze centralne potrzebują nowych rozwiązań IT.

Z danych Grant Thornton wynika, iż do połowy 2019 r. uchwalono w Polsce 11,8 tys. stron maszynopisu nowych aktów prawnych. Za zmianami legislacyjnymi muszą iść także rozwiązania systemowe, a te nie były rozwijane co najmniej od 4 lat. Jeszcze w połowie tej dekady sektor usług IT związany z administracją publiczną wydawał się całkiem intratnym i stabilnym biznesem. Jednak z początkiem 2016 roku zamówienia publiczne na duże systemy skończyły się. Dla spółek specjalizujących się w dostarczaniu oprogramowania, posiadających rozbudowane działy prawne pracujące nad merytoryczną stroną finalnego produktu nadeszły ciężkie czasy.

Koniec zamówień publicznych mógł oznaczać także koniec dla naszej spółki specjalizującej się w tworzeniu tego typu oprogramowania – mówi Robert Strzelecki, prezes zarządu Grupy TenderHut. – Musieliśmy szybko znaleźć sposób na to, aby potencjał zatrudnionych w LegalHut prawników nie poszedł na marne. Naturalnym elementem było przekierowanie ich zasobów do obsługi całej grupy kapitałowej, która w tamtym momencie liczyła 4 niezależne spółki – dodaje Strzelecki. Jednak część firm funkcjonujących na rynku nie poradziła sobie z nagłym brakiem zamówień.

Niektóre kancelarie dostrzegły potencjał w szybko rosnącej branży IT. Rynek wart wówczas prawie 30 mld złotych także trzeba było obsłużyć pod względem prawnym. – Zlecenia związane z obsługą kontraktów z administracją publiczną przestały spływać. Jednak nasi prawnicy doskonale znali specyfikę funkcjonowania spółek IT. Postanowiliśmy to wykorzystać i oprócz wsparcia naszej grupy kapitałowej w zakresie obsługi prawnej świadczymy je także dla innych firm IT. Przygotowanie do wejścia RODO, obsługa start-upów czy zagranicznych umów stanowiły realne źródło przychodu – mówi Piotr Jać, prawnik z LegalHut. Zmiana profilu i przeczekanie złej koniunktury może zaowocować w nadchodzących miesiącach.

Z badań przeprowadzonych przez PMR wynika, że firmy IT liczą na poprawę koniunktury w sektorze publicznym. Niemal połowa oczekuje, że zmiana będzie widoczna jeszcze w 2019 r., a zdaniem 19 proc. zobaczymy ją dopiero w 2020 r. Eksperci szacują, że w latach 2018–2023 średnioroczne tempo wzrostu w sektorze usług IT wyniesie 3 procent, co przekłada się na wydatki związane z rozwiązaniami z zakresu technologii informatycznych o wartości ok. 8 mld zł. – Ożywienie w sektorze usług IT dla usług publicznych jest wynikiem zarówno zmian w legislacji, jak i oczekiwań społeczeństwa i przedsiębiorców w stosunku do załatwiania spraw drogą elektroniczną – tłumaczy Strzelecki. – Najbliższa przyszłość pokaże, czy obserwowane zapowiedzi przełożą się na realne przetargi w tym sektorze. Na dzień dzisiejszy obserwujemy rynek, a nasi prawnicy skupiają się na obsłudze całego sektora IT, który z roku na rok rośnie o ok. 4 proc. – podsumowuje Strzelecki. Prognozy zdają się być potwierdzane przez dane rynkowe. Według Pressinfo w sektorze publicznym w II kw. 2019 r. pozytywnie rozstrzygnięto 3822 postępowań o łącznej wartości 2,154 mld zł, co pozwala optymistycznie patrzeć na nadchodzący 2020 rok.

Inwestycje alternatywne – bezpieczna przystań finansowa?

Rosnąca niestabilność rynków finansowych doprowadziła w ostatnich latach do szybkiego wzrostu zainteresowania inwestowaniem kapitału poza tradycyjnymi aktywami takimi jak akcje, obligacje czy rynek walut. Wzrasta popyt na aktywa, które w długim okresie byłyby skuteczniejszym zabezpieczeniem przed ryzykiem zmiany koniunktury na rynkach finansowych, a równocześnie lepiej dostosowanym do indywidualnych potrzeb i oczekiwań inwestorów.

Ze względu na fakt, że wartość inwestycji alternatywnych nie jest powiązana z aktualną sytuacją na rynkach finansowych, są one traktowane jako bezpieczna przystań finansowa.

Inwestycje alternatywne od zawsze cieszyły się zainteresowaniem pewnej grupy zamożnych inwestorów nazywanych kolekcjonerami. Jednak kryzys finansowy lat 2007-2009 uzmysłowił znacznie większej grupie osób jak ważne jest pojęcie dywersyfikacji portfela inwestycji. W konsekwencji rozpoczęli oni poszukiwania innych aktywów inwestycyjnych, które miałyby bardziej materialną formę niż jedynie zapis na rachunku maklerskim.

– W szerokim znaczeniu inwestycje alternatywne oznaczają wszystkie aktywa, których nie możemy zaliczyć do tradycyjnych inwestycji takich jak akcje, obligacje czy waluty. W wąskim ujęciu inwestycje alternatywne opisują takie kategorie inwestycji, w przypadku których duży wpływ na decyzje o inwestowaniu kapitału mają głównie czynniki pozaekonomiczne np. emocje, doznania zmysłowe czy też upodobania estetyczne – tzw. inwestycje emocjonalne – komentuje Kamil Hajdamowicz, zarządzający aktywami Vienna Life TU na Życie S.A. Vienna Insurance Group.

Inwestycje emocjonalne są jedną z ciekawszych rodzajów inwestycji alternatywnych. Przykładami takich inwestycji są np. monety kolekcjonerskie, dzieła sztuki, alkohole czy nawet samochody. Inwestycje emocjonalne, często nazywane inwestycjami w pasje, charakteryzują się połączeniem aspektu ekonomicznego z estetycznym – oprócz wyników finansowych przynoszą satysfakcję z faktu posiadania. W zależności od zainteresowań inwestora i jego pasji oraz doświadczenia kolekcjonerskiego rozróżniamy kilka klas takich inwestycji:

  • aktywa dla koneserów – np. alkohole, dzieła sztuki,
  • „zabawki dla dużych chłopców” – np. jachty, klasyczne samochody, zegarki,
  • „błyskotki” – np. biżuteria, diamenty, metale szlachetne,
  • aktywa dla kolekcjonerów – np. znaczki pocztowe, płyty winylowe i antyki.

– Emocjonalny charakter takich inwestycji polega na tym, że o ich wycenie nie decydują obiektywne przesłanki, ale subiektywne odczucia i postrzeganie przez potencjalnych inwestorów. Zysk z inwestycji pojawia się „przy okazji”, a sam zakup służy między innymi osiąganiu korzyści pozamaterialnych, z których najważniejszymi są przyjemność z posiadania, doznania estetyczne, wzrost prestiżu i satysfakcja z przynależności do ograniczonego grona kolekcjonerów – dodaje Hajdamowicz.

Rynek inwestycji alternatywnych jest bardzo specyficznym obszarem inwestowania, wyraźnie odróżniającym go od tradycyjnego rynku akcji czy obligacji. Mimo braku sprecyzowanej definicji odróżniającej jednoznacznie inwestycje alternatywne od klasycznych, możemy wyróżnić wspólne cechy, które są charakterystyczne tylko dla tej grupy inwestycji. Do podstawowych wyróżników inwestycji alternatywnych na tle tradycyjnych składników portfela aktywów należą:

  • niska płynność,
  • długi horyzont inwestycyjny,
  • trudność wyceny wartości rynkowej inwestycji,
  • wpływ wielu czynników na zysk z inwestycji,
  • występowanie inwestorów, którzy nie dążą do maksymalizacji zysku.

Niska płynność, a czasem nawet jej brak, oznacza, że inwestując w aktywa alternatywne należy się liczyć, że może wystąpić okresowy brak podaży oraz popytu na przedmiot naszej inwestycji, co uniemożliwia zamianę inwestycji na gotówkę. W takiej sytuacji brak zainteresowania danym aktywem wymusza na inwestorze przetrzymanie inwestycji w dłuższym okresie niż zakładał plan inwestycyjny. Jednocześnie, najprawdopodobniej będziemy musieli obniżyć cenę do poziomu, na którym znajdzie się kupiec albo poczekać ze sprzedażą na okres, kiedy będzie występował popyt na naszą inwestycję. Niska płynność jest dodatkowo utrudnieniem dla dywersyfikacji portfela inwestycyjnego – nie można kupić części obrazu, tak jak na rynku giełdowym kupujemy część udziału w firmie w postaci akcji. Utrudnione możliwości sprzedaży danego aktywa bez poniesienia straty oraz brak możliwości realnej wyceny rynkowej w tak krótkim czasie powoduje powstawanie kolejnych problemów. Należą do nich wysokie koszty poniesione za przechowywanie aktywów oraz prowizje pobierane m.in. od sprzedających i kupujących.

Dłuższy horyzont inwestycyjny jest następną cechą, z którą musimy się liczyć przy decyzji o inwestowaniu na rynku alternatywnym. Zdecydowanie nie jest to rynek dla spekulantów, którzy w ciągu kilku godzin lub dni chcieliby wycofać ulokowany kapitał i do tego uzyskać wysoką stopę zwrotu. Jednakże, dłuższe utrzymywanie inwestycji oraz płynność są rekompensowane przez wyższe stopy zwrotu. Uważany za minimalny okres utrzymywania inwestycji to przeciętnie okres 5-10 lat.

Kolejną cechą inwestycji alternatywnych jest trudność w określeniu wartości rynkowej, która rozwiązywana jest czasem za pomocą oszacowania bieżącej wartości danego aktywa. Bardzo rzadko zdarza się, aby inwestycja była przedmiotem ponownej sprzedaży i pomimo dostępności informacji o osiągniętych historycznych cenach danego przedmiotu, nie będą one w żaden sposób porównywalne do obecnych cen. Jednakże, wraz ze wzrostem zainteresowania inwestycjami alternatywnymi baza informacji dotyczących tego rynku zaczyna się rozbudowywać, w głównej mierze dzięki wykorzystaniu Internetu, który doprowadził do znaczącego wzrostu transparentności rynku.

Następnym wyróżnikiem aktywów alternatywnych jest zysk z inwestycji, który zależy od bardzo wielu czynników. Do głównych determinantów wpływających na jego realizację zaliczamy m.in.: uwarunkowania makroekonomiczne, trendy rynkowe, kondycję koniunktury rynku sztuki czy też popyt na obrazy konkretnego artysty. Istotną rolę odgrywają również czynniki behawioralne, które bardzo trudno jest przewidzieć oraz subiektywne upodobania inwestorów.

Ostatnim, natomiast szczególnie istotnym wyznacznikiem jest świadomość występowania na rynku alternatywnym inwestorów, którzy nie realizują strategii maksymalizacji zysku. Jest to najczęściej grupa indywidualnych lub instytucjonalnych inwestorów, którzy za wszelką cenę chcą wejść w posiadanie określonego dobra. W ten sposób inwestorzy indywidulani windują wycenę do nieracjonalnych poziomów cenowych, aby nabyć wymarzony obiekt. Z kolei inwestorzy instytucjonalni posiadają znaczącą siłę nabywczą, która jest nie do przebicia dla inwestora indywidualnego.

Materiał nie stanowi doradztwa inwestycyjnego, a inwestowanie wiąże się z ryzykiem.

Tekst powstał w ramach współpracy z ekspertami portalu edukacyjnego Viem.pl

Gra pozorów Trumpa dyktuje trendy na rynkach finansowych

Zabawne jest, jak mało potrzeba, by odmienić nastroje na rynkach. Po szoku z wtorku, kiedy prezydent USA Trump zasugerował odwlekanie porozumienia handlowego z Chinami nawet przez rok, wczoraj ulgę przyniosły informacje od anonimowych źródeł, że strony są bliżej podpisania umowy. Szczegóły, dowody, terminy? Kogo to obchodzi.

To naprawę zdumiewające, co i z jaką siłą jest w stanie dyktować trendy na rynkach finansowych. Może wyglądać na to, że generalne przekonanie wśród inwestorów jest takie, że z ekonomicznego punktu widzenia i USA, i Chinom musi zależeć na ugodzie. Zatem cokolwiek niekorzystnego ma miejsce lub komplikuje relacje, ostatecznie zostanie zamiecione pod dywan, by nie pogrzebać szans na usuniecie ceł. Albo jest tak, że na koniec dnia komentarze Trumpa są traktowane jako gra pozorów, a ufać należy jedynie osobom zaangażowanym w rozmowy na poziomie technicznym. Tylko że ostateczny podpis pod umową będzie należał do Trumpa. Co więcej, od kilku tygodni nie słychać nic o szczegółach porozumienia ani możliwym terminie zakończenia negocjacji. Są tylko ogólnikowe zapewnienia. Ten spokój ducha inwestorów i poszukiwanie takiego kąta patrzenia, by szklanka wydawała się bardziej pełna, jest niepokojący. Obawiam się, że rynki zbyt optymistycznie wyceniają tempo postępu negocjacji i albo jeszcze w tym roku dojdzie do zderzenia z rzeczywistością (np. kiedy 15 grudnia wejdą w życie nowe cła), albo będzie to motywem przewodnim w pierwszym kwartale 2020 r.

Na dławieniu zmienności aktualnie cierpi EUR/USD. Porażką zakończyła się pierwsza próba powrotu ponad 1,11. Intersujące jest, że dolar zdołał uniknąć przeceny pomimo kolejnego rozczarowania w indeksie ISM – tym razem z sektora usługowego. Podobnie jak odczyt z przemysłu, wczorajsze dane zasugerowały, że odreagowanie wczesnojesiennego spowolnienia nie postępuje tak szybko, jak się spodziewano. Dane nie były jednak alarmujące, gdyż m.in. poskoczyły subindeksy zatrudnienia i nowych zamówień. Ale jeśli dane mają być motorem odwrotu od USD, to rynek zmarnował dobrą okazję. Ostatnią szansą będzie jutrzejszy raport NFP i jeśli wierzyć wczorajszym sugestiom z raportu ADP (wzrost zatrudnienia w sektorze prywatnym o 67 tys., prog. 135 tys.), ryzyka są po negatywnej stronie. Jeśli NFP nie zrealizuje tych ryzyk, EUR/USD może szybko odzwierciedlić rozczarowanie i kapitulację posiadaczy długich pozycji.

Zatrzymanie wzrostów EUR/USD to także problem dla złotego, gdyż poniedziałkowy rajd eurodolara częściowo odpowiadał za umocnienie polskiej waluty. Bez wątpienia złoty nie ma co liczyć na sprzyjające wiatry z lokalnego podwórka. Wczoraj przekaz z banku centralnego po grudniowym posiedzeniu był zgodny z oczekiwaniami: jeśli wzrost gospodarczy i inflacja będą rozwijać się zgodnie z prognozami NBP, stopy procentowe pozostaną bez zmian do końca kadencji Rady Polityki Pieniężnej w 2022 r. Prezes Glapiński dodał nawet, że taki stan może utrzymywać się nawet na początku nowej kadencji. Obecni na konferencji R. Sura i J. Osiatyński podzielali zdanie prezesa o stabilizacji stóp procentowych dodając, że jest mało prawdopodobne, aby obniżki stóp procentowych miały efektywnie pobudzić popyt inwestycyjny. Stąd nawet dalsze oznaki spowolnienia gospodarczego nie powinny podsycać oczekiwań na obniżkę stóp procentowych. W rezultacie złoty pozostaje zakładnikiem sentymentu zewnętrznego. Przy braku większych szoków, jak to miało miejsce w ostatnich dwóch dniach, zmienność na rynku EUR/PLN wyraźnie zanika. Oczkujemy, że do końca roku więcej jest powodów, by nastawienie do aktywów ryzykownych pogorszyło się, co dla EUR/PLN powinno skutkować odbiciem do 4,30.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Podsumowanie Black Friday 2019 – obniżki cen sięgnęły 4 proc.

Informacjami reklamowymi o atrakcyjnych promocjach na Black Friday polscy konsumenci byli zarzucani już od początku listopada. Z badania „Zakupy Świąteczne 2019” firmy doradczej Deloitte wynika, że już 3 na 4 Polaków deklarowało zakupy w tym dniu i jest to jeden z najwyższych wyników w Europie. Coroczna analiza ofert 800 sklepów internetowych, przeprowadzona przez Deloitte we współpracy z firmą Dealavo, pokazała, że promowany przez sprzedawców Black Friday w przypadku większości sprzedawców nie ograniczał się do jednego dnia, ale trwał nawet cały tydzień. Nie oznacza to jednak zbyt wielu atrakcyjnych ofert dla klientów. Ze „Świątecznego Barometru Cenowego” wynika, że w tym dniu w porównaniu do piątku 22 listopada obniżki cen sięgnęły średnio 4 proc.

Pierwsze komunikaty marketingowe promujące Black Friday pojawiły się w Polsce już po 1 listopada. Co ciekawe, w wielu przypadkach BF zamienił się w Black Week lub nawet Black Weeks. Ta coroczna ofensywa marketingowa sprawia, że Polacy doskonale wiedzą, co oznacza ten dzień w handlowym kalendarzu. Osobną sprawą jest to, czy mogą liczyć na naprawdę atrakcyjne promocje – mówi Agnieszka Szapiel, Menedżer w dziale strategii Deloitte.

Dzięki badaniu Deloitte „Świąteczne Zakupy 2019” znane są kategorie produktów, które Polacy najchętniej wybierają jako prezenty dla najbliższych. Dlatego do analizy wybrano najpopularniejsze produkty z poniższych kategorii: drobne AGD, czekolady, DIY, gry, konsole, kosmetyki, książki, laptopy, muzyka, okulary VR, perfumy, planszówki, smartfony, artykuły sportowe, tablety, telewizory, wearables, zabawki oraz zegarki.

Za pomocą oprogramowania Dealavo Smart Prices konkretne oferty tych produktów zostały wyszukane oraz podłączone do codziennego monitoringu. Łącznie przebadano ponad 400 produktów, które znajdują się w ofercie ponad 1000 sklepów online. 205 produktów znalazło się na monitorowanej liście, zarówno w ubiegłym, jak i tym roku, co pozwoliło porównać ceny w Black Friday w 2018 i 2019 roku.

Obniżki widoczne przede wszystkim w reklamach

Podobnie, jak w ubiegłym roku „Świąteczny Barometr Cenowy” Deloitte pokazuje, że obniżki w Black Friday miały raczej charakter symboliczny. – Pomiędzy piątkiem 22 listopada a piątkiem 29 listopada, czyli Black Friday, różnica w obniżonych cenach analizowanych kategorii produktów wynosiła średnio 4 proc. W ubiegłym roku było to 3,5 proc., a dwa lata temu 1,3 proc. W tym samym czasie średni wzrost cen wyniósł 3 proc., więc możemy mówić, że de facto w Black Friday  wartość badanego koszyka produktów zmalała jedynie o 1 proc. – mówi Agnieszka Szapiel.

Jak kształtowały się ceny w tym dniu? Spośród 400 przeanalizowanych produktów w przypadku 51 proc. średnia cena spadła w porównaniu do 22 listopada. – Co ciekawe rok temu było to 55 proc. Z kolei w przypadku 41 proc. produktów cena poszła w górę, a 8 proc. nie zmieniła się. Zauważyliśmy również, że ruchy cenowe w sklepach internetowych zaczęły się już w poniedziałek 25 listopada i trwały do końca tygodnia – mówi Jakub Kot, Prezes Dealavo.

Podobnie jak rok temu, w Black Friday znacznie taniej można było kupić przede wszystkim gry komputerowe. Największa obniżka dotyczyła jednej z gier, której cena spadła aż o 45 proc. Dwa kolejne miejsca na podium produktów z obniżonymi cenami należą również do gier (obniżki odpowiednio o 28 i 26 proc.).

Eksperci Deloitte łącznie przeanalizowali 9,3 tys. cen produktów, które wybieramy na prezenty dla najbliższych. W przypadku Black Friday 67 proc. z nich w nie różniło się ceną w porównaniu do piątku 22 listopada. Z kolei w przypadku 18 proc. zanotowano ich spadek, a w 15 proc. wzrost.

Łatwo przepłacić, trudno zaoszczędzić

Podobnie jak w ubiegłym roku, również tegoroczna analiza pokazała, że różnica pomiędzy cenami w poszczególnych sklepach jest naprawdę duża. Największe rozbieżności dało się zaobserwować w kategorii gier, gdzie różnice w czasie Black Friday pomiędzy ceną maksymalną a minimalną sięgały 172 proc. Tego samego dnia (29 listopada) gra Call Of Duty: Black Ops (PS4) w jednym ze sklepów internetowych kosztowała 63 zł, a w innym aż 342,67 zł. Różnica wynosiła więc 444 proc. Podobnie było z perfumami, gdzie różnice sięgały średnio 136 proc. Wodę perfumowaną Christian Dior Miss Dior (100 ml) w jednym ze sklepów można było kupić za 338,9 zł, a w innym za 659 zł, a to oznacza różnicę sięgającą prawie 100 proc. – Perfumy oraz kosmetyki należą do tych kategorii produktów, dla których obniżki były widoczne często dopiero wtedy, gdy klient wpisał specjalnie wygenerowane hasło w podsumowaniu koszyka zakupowego. Sprzedawcy kusili również klientów darmową przesyłką lub obniżkami przy dokonaniu kolejnych zakupów – wyjaśnia Mateusz Mańkowski, Konsultant w dziale strategii Deloitte.

Klienci równie uważnie powinni sprawdzać ceny akcesoriów elektronicznych (różnice średnio do 150 proc.), zabawek konstrukcyjnych (średnio 107 proc.) oraz planszówek (106 proc.).

Najmniejsze różnice pomiędzy minimalną a maksymalną ceną w Black Friday eksperci Deloitte odnotowali w kategorii laptopów (18 proc.), artykułów sportowych (20 proc.) oraz czekoladek (24 proc.).

Black Friday rok do roku

Eksperci Deloitte sprawdzili również czy ceny tych samych 205 produktów kształtowały się podobnie w czasie tegorocznego i ubiegłorocznego Black Friday. Okazuje się, że w przypadku 59 proc. z nich ceny spadły, a w 41 proc. wzrosły. Najbardziej spadły ceny gier (o prawie 23 proc.), smartfonów (średnio o 16 proc.) oraz tabletów (średnio o 15,9 proc.). – Nie jest to jednak zaskakujące, ponieważ w tym roku ich miejsce zajęły nowsze modele, które zawsze są lokomotywami sprzedażowymi. Z kolei wzrosty cen dotknęły perfumy oraz zabawki kreatywne i artystyczne, które jak pokazuje nasze badanie, znajdują się na czele najchętniej wybieranych przez Polaków prezentów. Wzrosty cen w tych najbardziej „rozchwytywanych” kategoriach równoważyły obniżki w tych mniej popularnych – mówi Mateusz Mańkowski.

Przedłużeniem promocyjnych ofert Black Friday jest tzw. Cyber Monday, który przypadł w tym roku na 2 grudnia. Ceny tego dnia w porównaniu do ostatniego piątku nie zmieniły się znacząco. Średni spadek cen w Cyber Monday wyniósł 2 proc. Dokładnie tyle samo, co średni wzrost cen. Największe różnice widoczne były w kategoriach: zabawki kreatywne i artystyczne (średnio wzrost o 4,7 proc.) oraz gry (średnio wzrost o 2,7 proc.). – Nasze analizy z ubiegłych lat pokazały, że ceny aż do świąt będą raczej rosnąć niż spadać. Dotyczy to szczególnie najpopularniejszych kategorii prezentowych, do których zaliczają się zarówno kosmetyki i perfumy, jak i zabawki. Kto jeszcze nie kupił prezentów nie ma raczej co liczyć na atrakcyjne oferty promocyjne. Tych możemy spodziewać się dopiero w momencie rozpoczęcia wyprzedaży noworocznych – podsumowuje Agnieszka Szapiel.

Jak wygląda wdrażanie elektromobilności w Polsce?

Ekologiczne plany reformowania transportu indywidualnego zakładały pojawienie się na polskich drogach miliona elektromobilnych samochodów. Wiadomo już, że rząd się z tego ambitnego celu wycofuje. Swoje oczekiwania obniżył do 600 tysięcy samochodów – wliczając w tę liczbę także pojazdy hybrydowe. Ten cel jest bardziej prawdopodobny do osiągnięcia, choć barierą nadal jest wysoki koszt elektromobilnych samochodów. Polaków zwyczajnie nie stać na auta, które są prawie dwa razy droższe od samochodów benzynowych i dieslowskich. Obserwując kraje zachodnie, które z sukcesem prowadzą politykę elektromobilną, niezbędne są duże dopłaty od państwa do każdego kupionego samochodu. Na dzień dzisiejszy polski rząd planuje jednak tylko uchylenie akcyzy od kupna samochodów elektrycznych – co zmniejszy ich koszt o niecałe 3%. To zdecydowanie za mało. By Polaków było stać na elektryczne pojazdy, państwo musi zwolnić ich z płacenia podatku VAT i dołożyć co najmniej kilkadziesiąt tysięcy złotych do zakupu. Wtedy elektromobilny program miałby szansę bytu. Nie zmienia to jednak faktu, że przed powstaniem elektrycznej floty samochodowej w Polsce musimy zmierzyć się z kilkoma innymi problemami.

– W Polsce jest niewiele stacji ładowania dla samochodów elektrycznych, a te wciąż mogą pokonywać stosunkowo niewielkie zasięgi bez ładowania. To sprawia, że na taki samochód decydować się mogą mieszkańcy dużych miast – posiadający już pierwszy, podstawowy środek komunikacji – powiedział serwisowi eNewsroom Adrian Furgalski, wiceprezes Zespołu Doradców Gospodarczych TOR.  Nie można również zapominać, że w polskich realiach samochody elektryczne wcale nie są dużo bardziej ekologiczne od dieslów i benzyniaków. Produkują mniej zanieczyszczeń z rury wydechowej, ale napędzający je prąd pochodzi ze spalania węgla. Przyczyniają się więc w takim samym stopniu do korkowania miast i zapylania powietrza. To zaskakujący dla wielu fakt, ale elektryczne samochody również dokładają się do smogu. Zanieczyszczenia z rury wydechowej stanowią bowiem niewielki procent smogu miejskiego – który powstaje głównie w wyniku unoszenia drobinek z jezdni przez ruch samochodowy. Dlatego ekologiczna polityka miejska nie powinna skupiać się na zwiększaniu elektromobilnej floty indywidualnej, lecz na inwestowaniu w transport zbiorowy. A polski rząd – by poprawić jakość samochodów na naszych drogach, skoncentrować się powinien na ograniczeniu importu starych, wadliwych samochodów. Od lat bowiem jesteśmy cmentarzyskiem wraków, których bogatszy zachód chce się pozbyć – podsumowuje Furgalski.

Przedsiębiorco, skorzystaj z okazji – dołącz do Programu Polska Bezgotówkowa i odbierz darmowy terminal płatniczy

W ciągu ostatnich kilku lat, w Polsce można zaobserwować wyraźny wzrost dostępności terminali płatniczych, których liczba zbliża się już do miliona. Ponad 200 tysięcy z nich przedsiębiorcy otrzymali… za darmo! A wszystko dzięki Programowi Polska Bezgotówkowa.

Darmowy terminal – jak go otrzymać?

Program skierowany jest do firm, które:

  • w ciągu ostatnich 12 miesięcy nie korzystały z terminali płatniczych,
  • działają niezależnie lub należą do sieci albo franczyzy, która ma nie więcej niż pięć punktów.

Jeśli przedsiębiorca spełnia te warunki, może otrzymać terminal płatniczy za darmo. Brak płatności, dotyczy zarówno abonamentu przez pierwsze 12 miesięcy, jak i prowizji za transakcje do 100 tysięcy złotych obrotu. Na takich zasadach można otrzymać do 3 terminali płatniczych.

Program jest odpowiedzią na oczekiwania współczesnych konsumentów, którzy chcą płacić bezgotówkowo szybko, łatwo i wszędzie. Możliwość otrzymania bezpłatnych terminali przez przedsiębiorców przyczyni się jeszcze bardziej do wzrostu popularności płatności elektronicznych w miejscach, które dotychczas nie akceptowały tego typu płatności.

Polska Bezgotówkowa – fakty o Programie

Program Polska Bezgotówkowa wystartował w lutym 2018 roku. W jego ramach, do polskich przedsiębiorców trafiło około 200 tysięcy darmowych terminali płatniczych, czyli ponad 20% wszystkich tego typu urządzeń na rynku. Te 200 tysięcy stanowi około 80% wszystkich instalowanych terminali w Polsce w tym czasie. Dla wielu przedsiębiorców, najistotniejszą informacją będzie jednak ta, że zgodnie z badaniami przeprowadzonymi przez Polskę Bezgotówkową, 95% osób, które zdecydowały się na przystąpienie do Programu, poleca instalację terminala w swojej placówce usługowo-handlowej innym przedsiębiorcom.

Czy wiesz, że…
…już 8% Polaków deklaruje, że w ogóle nie korzysta z gotówki? Tak wynika z danych opublikowanych w raporcie „„Płatności Bezgotówkowe Oczami Polaków 2019”, przygotowanego przez Instytut Badań Pollster.

Szansa dla małych i średnich przedsiębiorców

Propozycja Programu Polska Bezgotówkowa, skierowana jest przede wszystkim do firm z sektora małych i średnich przedsiębiorstw. To właśnie w małych punktach najrzadziej można płacić kartą – ponieważ ich właściciele obawiają się, że instalacja terminala płatniczego nie wpłynie pozytywnie na ich biznes.

Dzięki udziale w Programie Przedsiębiorcy mogą przekonać się, czy umożliwienie klientom płatności bezgotówkowych przyniesie im korzyść, czy też nie.

Darmowy terminal płatniczy – dlaczego warto?

W Polsce bardzo szybko postępuje cyfryzacja, która wpływa na oczekiwania klientów i preferowane przez nich metody płatności. Według danych Narodowego Banku Polskiego, płatności bezgotówkowe stanowią już 43% wszystkich transakcji, a trend wskazuje, że w ciągu najbliższych 2-3 lat popularność płatności kartą dorówna gotówce. Dane te udowadniają w jednoznaczny sposób, że przedsiębiorcy, którzy nie zdecydują się zaoferować transakcji bezgotówkowych, narażają się na niezadowolenie i odpływ klientów – dotyczy to przede wszystkim małych, lokalnych punktów handlowo-usługowych. Jeśli te chcą konkurować z sieciami, muszą postawić nie tylko na cenę i jakość produktów, ale również wygodę i komfort konsumenta.

Dołącz do Programu Polska Bezgotówkowa i odbierz darmowy terminal

Dołączenie do Programu Polska Bezgotówkowa jest niezwykle proste. Można to zrobić online, bez wychodzenia z domu, a każdego zainteresowanego od otrzymania darmowego terminala dzielą zaledwie trzy kroki:

Na przystąpienie do Programu zdecydowały się tysiące przedsiębiorców z całej Polski – działają w sumie w 300 branżach, a darmowe terminale obsługują już płatności w 12 tysiącach miejscowości w całym kraju.