W tym tygodniu w centrum uwagi minutes RPP i posiedzenie EBC

Ostatni tydzień przyniósł lekki wzrost rentowności obligacji skarbowych. Złoty w relacji do głównych walut nadal utrzymuje relatywnie wysokie poziomy, ale to już raczej koniec jego wzrostów.

Rynek stopy procentowej

Na krajowym rynku stopy procentowej ostatni tydzień przyniósł lekki wzrost rentowności obligacji skarbowych. Przecenie papierów sprzyjały opublikowane przez GUS mocne dane makroekonomiczne, a szczególnie wzrost rentowności papierów skarbowych widoczny na świecie. Skalę wzrostu rentowności polskich papierów w krótkim okresie ograniczał z kolei zbliżający się wykup papierów DS1017 i wypłata odsetek (łączna kwota 17,8 mld PLN).

Krótkoterminowo napływ netto kapitału na rynek będzie wzmacniać notowania obligacji skarbowych, przeciwdziałając ich silniejszej przecenie. Gdyby nawet Ministerstwo Finansów wyemitowało w środę papiery o maksymalnej wartości (4-8 mld PLN), to i tak na rynek netto napłynęłoby prawie 10 mld PLN. Tak duży napływ środków w krótkim okresie może przynajmniej częściowo „chronić” rynek przed silniejszą przeceną.

Poza korzystną sytuacją na rynku pierwotnym, czynniki fundamentalne wspierają już wyraźnie scenariusz wzrostu rentowności obligacji. Publikowane w kraju dane makroekonomiczne – zgodnie ze scenariuszem bazowym – zaczynają wywierać coraz silniejszą presję na członków RPP. Dotychczas 3 z 10 przedstawicieli Rady rozważało podwyżkę stóp procentowych na początku 2018 r., ale po publikacji w ostatnich dniach danych GUS trzech kolejnych wyraźnie zaostrzyło ton swoich wypowiedzi. To nie oznacza szybkiej podwyżki stóp procentowych w Polsce, niemniej zwiększa ich prawdopodobieństwo w przyszłym roku. A warto zwrócić uwagę, że dotychczas NBP zakładał ich stabilizację do końca 2018 r. Dla odmiany rynek wycenia łagodny scenariusz uwzględniający podwyżkę stóp o 25 pb. pod koniec 2018 r. i o kolejne 25 pb. w I połowie 2019 r. Przy tak mocnym wzroście gospodarczym i utrwalającej się presji płacowej w gospodarce nie można wykluczyć szybszej i bardziej zdecydowanej reakcji ze strony banku centralnego, na co rynek powinien się przygotować. W krótkiej perspektywie kolejnym ważnym czynnikiem, który potencjalnie będzie wpływał na opinie członków RPP będzie publikacja projekcji inflacyjnej NBP w listopadzie. Warto w tym kontekście wspomnieć, że dwóch członków Rady wspomniało w ostatnich dniach o możliwym wzroście PKB w 2017 r. i w 2018 r. powyżej 4%. Dla porównania, według lipcowych szacunków banku centralnego, wzrost PKB w 2017 r. wyniesie 4,0%, a w 2018 r. 3,5%. Gdyby wspomniane oczekiwania przedstawicieli RPP zostały potwierdzone w najnowszej projekcji, to oznaczałoby to znaczącą jej korektę w górę, a także mogłoby doprowadzić do zaostrzenia tonu wypowiedzi pozostałych członków Rady.

W czwartek (26.10) odbędzie się posiedzenie EBC, na którym zapewne ogłoszone zostaną warunki procesu ograniczania programu skupu aktywów. Biorąc pod uwagę oczekiwania i wyceny rynkowe, nie można wykluczyć, że po posiedzeniu dojdzie do lekkiego wzrostu rentowności obligacji. Ekonomiści oczekują ograniczenia QE do 40 mld EUR miesięcznie, zakładając jednocześnie wygaszenie programu w ciągu 6-9 miesięcy. Nieoficjalne z EBC docierają raczej informacje, że program może zostać zredukowany mocniej do 25-40 mld EUR, jednak bez podania terminu jego zakończenia (ze względu na rozbieżności poglądów). Za mocniejszym ograniczeniem QE przemawia też ograniczona dostępność aktywów na rynku. Biorąc to pod uwagę, jak również niskie rentowności w Europie, trudno spodziewać się, aby EBC mógł jeszcze wesprzeć wyceny obligacji. Dostrzec można raczej ryzyko po stronie ich wyraźniejszej przeceny. W kierunku wzrostu krzywych dochodowości na świecie będą w najbliższych tygodniach oddziaływały też rosnące oczekiwania na podwyżki stóp w USA.

W tym tygodniu w centrum uwagi minutes RPP i posiedzenie EBC

Autor: Mirosław Budzicki, PKO Bank Polski

Rynek walutowy

W tym tygodniu złoty w relacji do głównych walut utrzymywał wysokie poziomy.  Wsparcie dla naszej waluty stanowiły publikowane w ostatnich dniach dane makro, które choć czasami rozczarowywały wynikami niższymi od prognozowanych przez ekonomistów, to jednak nie zmieniły ogólnej oceny polskiej gospodarki. Wrześniowy wzrost produkcji przemysłowej o 4,3% oraz sprzedaży detalicznej o 7,5% wraz z dobrymi wynikami z rynku pracy potwierdziły, że polska gospodarka nadal utrzymuje solidny wzrost i nie jest wykluczone, że w trzecim kwartale dynamika wzrostu PKB Polski znacznie przekroczy odnotowane w drugim kwartale 3,9%. Jednakże w ostatnich dniach tygodnia, pomimo solidnych odczytów, tempo aprecjacji złotego wyraźnie wyhamowało. Mało prawdopodobne wydaje się bowiem, aby w reakcji na ich publikację na tyle powiększyło się grono członków RPP opowiadających się za szybszą podwyżką stóp NBP, aby przed 4Q 2014 zdołali oni przegłosować prezesa A. Glapińskiego. Większość członków Rady jest bowiem przekonana, że w średnim terminie inflacja pozostawać będzie pod kontrolą, co zapewne potwierdzi zaplanowana na czwartek publikacja protokołu z ostatniego posiedzenia RPP. Niemniej, dyskusje i rozważania o możliwej w przyszłym roku podwyżce stóp będą się zapewne pojawiać. W piątek, na rosnącą dynamikę płac zwrócił uwagę J. Kropiwnicki (RPP), który jednak z oceną polityki pieniężnej chce poczekać do publikacji listopadowej projekcji NBP. Z kolei na możliwą podwyżkę stóp, wcześniejszą niż obecnie komunikuje Rada, wskazał J. Osiatyński (RPP) dobrze oceniając perspektywy wzrostu gospodarczego Polski (ok. 4,1-4,2% PKB w 2017 roku i nieco poniżej 4,0% w 2018).

Te jastrzębie wypowiedzi członków RPP nie miały jednak wpływu na piątkowe notowania złotego, który pozostawał pod negatywnym wpływem umacniającego się dolara wobec euro. W ostatnich dniach kurs EURUSD spadł poniżej 1,175. Na rynku ponownie rosną bowiem nadzieje na przeprowadzenie ważnej dla rozwoju gospodarki amerykańskiej reformy podatkowej. W zeszłym tygodniu Senat USA przewagą dwóch głosów (51-49) zatwierdził budżet na 2018 rok, co otworzyło drogę do tego, by Republikanie mogli przeprowadzić forsowane zmiany w ustawie podatkowej nawet bez wsparcia Demokratów (obniżyć podatki, zwiększyć wydatki na obronność i obciąć wydatki socjalne) Takie wsparcie fiskalne powinno ożywić amerykańską inflację, co z kolei mogłoby skłonić Fed do silniejszego niż obecnie zakłada rynek, zaostrzenia polityki monetarnej. W tym momencie jeszcze ważniejsze stają się też dyskusje dot. wyboru nowego prezesa amerykańskiego banku centralnego. W ostatni czwartek odbyło się spotkanie Donalda Trumpa z obecnie obejmującą to stanowisko Janet Yellen, której kadencja dobiega końca 3 lutego 2018 roku. Szczegóły spotkania nie są znane, ale biorąc pod uwagę nieoficjalne doniesienia, Trump raczej skłania się ku innym kandydatom (chodzi o gubernatora Fed Jerome Powella albo profesora Uniwersytetu Stanford Johna Taylora). Dolar „kibicuje” zapewne Taylorowi, według którego stopy w USA powinny być minimum dwukrotnie wyższe niż są obecnie.

W tym tygodniu planowana publikacja amerykańskiego PKB za III kw. (wystarczająco mocna, aby wspierać oczekiwania rynku na dalsze podwyżki stóp procentowych w 2017 r. i w 2018 r.) wraz z raczej ostrożnym stanowiskiem prezentowanym podczas decyzyjnego posiedzenia EBC dot. redukowania programu QE od przyszłego roku powinny dodatkowo negatywnie wpływać na notowania złotego. Można zatem oczekiwać, że w najbliższych dniach kurs EURPLN zacznie powracać na wyższe niż obecnie poziomy zważywszy, że również deprecjonujący wpływ na PLN będzie miała wspomniana już gołębia prezentacja minutes RPP.

W tym tygodniu w centrum uwagi minutes RPP i posiedzenie EBC 2

Autor: Joanna Bachert, PKO Bank Polski

Norbert Talarczyk rozbuduje sieć sprzedaży w Skarbiec TFI

Na początku października br. do zespołu Skarbiec TFI dołączył Norbert Talarczyk, któremu powierzono utworzenie dwóch departamentów sprzedażowych – rozwoju sieci agencyjnej oraz dystrybucji do klientów instytucjonalnych. Nowy dyrektor zarządzający jest doświadczonym managerem, od ponad 20 lat związanym z branżą finansową.

Zmiany personalne w zarządzie Skarbiec Holding oraz Skarbiec TFI pociągnęły za sobą nowe podejście do strategii rozwoju Grupy. Efektem tego jest finalizowanie prac nad poszerzeniem oferty produktowej, a także zmiany organizacyjne mające na celu rozbudowę sieci dystrybucji.

– Decyzja o rozwoju struktur sprzedażowych Skarbiec TFI jest wynikiem dogłębnych analiz i obserwacji rynku produktów inwestycyjnych. Widzimy tendencje konsolidacji banków i zawężania ich oferty dla klienta zamożnego. Jednocześnie coraz więcej private bankerów i doradców decyduje się na pracę na własnych rachunek lub dla niezależnych pośredników. Zależy nam, aby klienci tych firm mieli możliwość nabywania naszych funduszy – mówi Jacek Janiuk, członek zarządu Skarbiec TFI odpowiedzialny za rozwój produktów oraz sprzedaż.

Zacieśnienie współpracy z pośrednikami będzie należało do kompetencji organizowanego Departamentu Sieci Agencji. – Ostatnie lata to wzrost sprzedaży firm pośrednictwa finansowego; tylko w I kwartale 2017 r. wolumen ten wyniósł 161 mln zł, co oznacza wzrost o 35 proc. w stosunku 2016 r. Rosnąca inflacja sprawiła, że produkty takie jak lokaty czy konta oszczędnościowe zaczęły tracić na popularności. Polacy zaczęli poszukiwać alternatywnych produktów, o wyższych zyskach, ale równie bezpiecznych. Oferta niezależnych firm inwestycyjnych lub banków jest często ograniczona, dlatego klienci kierują swoje zaufanie do firmy pośredniczących. Doradcy w tych instytucjach stają się ich prawą ręką, pomagając wybrać najlepszą ofertę – mówi Norbert Talarczyk.

Drugą grupą klientów są inwestorzy instytucjonalni, poszukujący alternatywnych rozwiązań wobec lokat bankowych. Ich obsługą w Skarbiec TFI będzie zajmował się Departament Klientów Instytucjonalnych. – Firmy szukają alternatyw dla depozytów ponieważ oprocentowanie kont i lokat jest dla nich coraz mniej atrakcyjne. Aż 88 proc. z nich deklaruje takie zainteresowanie. Z ankiety przeprowadzonej wśród klientów korporacyjnych tj. średnich i dużych firm wynika, iż rośnie zainteresowanie innymi niż depozyty, rozwiązaniami oszczędnościowo-inwestycyjnymi. Na fundusze inwestycyjne chętnych jest 30 proc. respondentów. Tendencje te potwierdzają także ostatnie dane NBP, z których wynika spadek wartości depozytów w firmach. Skarbiec TFI posiada w swojej ofercie fundusze bezpieczne o stabilnych i powtarzalnych wynikach, które mogą być wykorzystywane do budowy portfela aktywów inwestorów instytucjonalnych – mówi Ewa Radkowska-Świętoń, prezes zarządu Skarbiec TFI.

– Dwie nowe komórki organizacyjne będą miały za zadanie zwiększenie udziału sprzedaży naszych produktów do klientów korporacyjnych, a także zacieśnienie współpracy z agencjami pośrednictwa finansowego, obsługującymi inwestorów detalicznych – mówi Jacek Janiuk.

– Nie mamy żadnych wątpliwości co do realizacji misji jaką powierzyliśmy Norbertowi, gdyż posiada on bogate doświadczenie w budowaniu i zarządzaniu zespołami sprzedażowymi. – podsumowuje Ewa Radkowska-Świętoń.

Norbert Talarczyk pracę w finansach rozpoczął w CitiBank Handlowy, gdzie przez 9 lat zajmował się rozwijaniem oferty Citigold od strony sprzedażowej, zaczynając jako doradca finansowy, by dojść do funkcji dyrektora oddziału Citigold, zarządzającego największym zespołem doradców w banku. Od 2008 roku zdobywał doświadczenie jako dyrektor sprzedaży w BlackRock Investment Management UK Ltd oraz Opera TFI. Przez ostatnie ponad 5 lat związany był z KBC TFI, gdzie jako dyrektor Departamentu Sprzedaży i Private Banking odpowiadał za rozwój sprzedaży i współpracy towarzystwa z dystrybutorami zewnętrznymi. Jest absolwentem Akademii Ekonomicznej w Poznaniu o specjalności Inwestycje Kapitałowe i Strategie Finansowe Przedsiębiorstw.

Octavia, Golf, Focus i Astra – Najchętniej wybierane modele samochodów w Polsce

Rynek samochodów popularnych praktycznie się nie zmienia. Od lat czołówkę stanowią te same marki. O zmianach można mówić tylko w przypadku poszczególnych modeli.

– Dzisiaj podstawowym odbiorcą salonów są klienci instytucjonalni. Potrzebują aut tanich w eksploatacji – powiedział serwisowi eNewsroom Wojciech Drzewiecki, prezes IBMR Samar – Stąd znaczny rozwój marki Skoda, Toyota, Opel, Ford czy Renault – czyli te, które zawsze stanowiły czołówkę na liście wybieranych samochodów. Najpopularniejsze na polskim rynku są auta klasy niższej i niższej średniej. Jeśli chodzi o modele są to – Skoda Octavia, Volkswagen Golf, Ford Focus czy Opel Astra. To auta, które są najchętniej wybierane. W zależności od roku i działań producenta, ich pozycje między sobą często się zmieniają – dodał Drzewiecki.

Czas na korektę notowań złotego

Złoty zakończył poprzedni tydzień umocnieniem, wspierany przez pozytywny sentyment do walut regionu, dobre dane makroekonomiczne, a także nadzieje na niespodziankę ze strony S&P. Ten tydzień powinie przynieść korektę jego notowań.

W poniedziałek o godzinie 08:00 za euro trzeba było zapłacić 4,2395 zł, dolar kosztował 3,6020 zł, szwajcarski frank 3,6610 zł, a brytyjski funt 4,7550 zł. We wszystkich 4. przypadkach są to poziomy nieco wyższe niż w piątek na zamknięciu. Kolejne godziny powinny przynieść pogłębienie tej tendencji.

Wykupienie złotego, brak nowego paliwa do jego umocnienia, rozczarowanie decyzją agencji S&P, plotki nt. listopadowej rekonstrukcji polskiego rządu, wybory w Czechach, a także oczekiwanie na czwartkowe posiedzenie Europejskiego Banku Centralnego (ECB). To wszystko będzie sprzyjać realizacji zysków na złotym.

W piątek agencja S&P poinformowała o utrzymała ratingu Polski na poziomie BBB+ z perspektywą stabilną, na jakim to poziomie pozostaje on od grudnia 2016 roku. Wprawdzie decyzja ta była zgodna z przewidywaniami większości ekonomistów, ale w świetle ostatniej znaczącej podwyżki przez S&P prognoz dla polskiej gospodarki na lata 2017-2020, była jednak pewnym rozczarowaniem. Szczególnie, że teraz ciężko już będzie zakładać korektę ratingu lub jego perspektywy w górę przy okazji najbliższych jego przeglądów.

Złotemu szkodzić też mogą plotki nt. listopadowej rekonstrukcji rządu w Polsce. W dzisiejszej gazecie „Sieci” zostały opisane spekulacje zgodnie z którymi, Beatę Szydło na fotelu premiera zastąpi Jarosław Kaczyński. Wymowę tych plotek wzmacniają wyniki piątkowo-sobotnich wyborów w Czechach, które wygrała populistyczna partia ANO biznesmena Andreja Babicza, przed konserwatywną ODS, a sromotnie je przegrała rządząca Czechami socjaldemokracja. W efekcie korona traci na wartości, a wybory w Czechach przypominają o ryzyku politycznym wiszącym nie tylko nad tą częścią Europy, ale nad Europą w ogóle (sytuacja wokół Katalonii).

Impulsem do korekty będzie też utrzymujące się wykupienie złotego, który do koszyka walut umacniał się od ostatnich dni września. A także brak nowego paliwa do kontynuacji tego procesu. Stąd też nawet zakładając, że kolejne tygodnie przyniosą dalszą aprecjację polskiej waluty, to teraz powinna mieć miejsce realizacja zysków na niej. Doskonale to ilustruje przykład EUR/PLN, gdzie po spadku notowań o około 10 gr (z 4,3318 zł), ruch w dół został zatrzymany na poziomie wrześniowego dołka (4,2283 zł), a teraz powinno mięć miejsce cofnięcie do strefy oporu na 4,2595-4,26 zł, żeby docelowo euro spadło w kierunku 4,20 zł.

Wreszcie za korekcyjnym scenariuszem przemawia zbliżające się czwartkowe posiedzenie ECB, podczas którego zapadnie zapewne decyzja o ograniczeniu wartości skupowanych miesięcznie aktywów do 40 mld EUR z obecnego poziomu 60 mld EUR, przy jednoczesnym wydłużeniu tego programu o pół roku. To o tyle istotne, że złoty był jednym z beneficjentów tego programu. Stąd też przykręcenie kurka z tanim pieniądzem powinno niekorzystnie odbić się na jego notowaniach. Zwłaszcza wobec euro, które przed posiedzeniem ECB ma szansę podrożeć.

Opisane wyżej czynniki pozostaną dziś głównymi impulsami decydującymi o losach złotego. Rynkowe kalendarium jest bowiem praktycznie puste, przez co nie pojawią się nowe impulsy. Na pewno takowym nie będą publikowane o 14:00 dane nt. podaży pieniądza w Polsce (prognoza: 5,6 proc. R/R). Nie oznacza to jednak, że to będzie nudny tydzień. Wręcz przeciwnie. Oprócz posiedzenia ECB duże emocje będzie wywoływać m.in. publikacja wstępnych indeksów PMI, a także danych nt. amerykańskiego i brytyjskiego PKB. Cały czas też w grze będzie temat przyszłego prezesa Fed oraz reformy podatkowej w USA.

Komentarz przygotował:

Marcin Kiepas, Główny Analityk WALUTEO

Pięć rzeczy, które poprawią relacje między menedżerami a pracownikami

Gdy poproszono grupę osób, by na swoim czole napisali literę „E”, część z nich zrobiła to z własnej perspektywy, tak, że ci którzy stali naprzeciwko nich widzieli ją jakby w lustrzanym odbiciu. Okazało się, że najczęściej robią tak osoby, które sprawują funkcje kierownicze i w porównaniu z innymi mają znacznie obniżony poziom empatii, za to charakteryzują się większym egocentryzmem. 16 października w Stanach Zjednoczonych obchodzony był Dzień Szefa. Można tam było kupić okolicznościowe kartki z gotowymi już deklaracjami wdzięczności i sympatii czy kubki z nadrukiem „Najlepszy szef na świecie”. W Polsce święto to nie jest obchodzone, ale warto się zastanowić czy twoi podwładni mają powody, by stworzyć taką datę w kalendarzu? W którą stronę ty skierowałbyś literę „E”?

Dzień Szefa pojawił się oficjalnie w 1962 r. za sprawą amerykańskiej sekretarki Patricii Haroski, sekretarki z firmy ubezpieczeniowej w Illinois, która zarejestrowała to święto. Data nie była przypadkowa – Haroski wybrała dzień urodzin swojego ojca, który był jednocześnie jej … szefem.

Uważała, że święto to pomoże poprawić relacje między menedżerami a pracownikami. Da też szansę tym ostatnim, by wyrazili swoje uznanie dla szefa, nie narażając się za bardzo na zarzuty lizusostwa.

Prof. Sydney Finkelstein z Dartmouth Business School uważa, że menedżerów, którzy zasługują na miano superszefa jest niewielu. Według niego to ci, którzy nie tylko pomagają pracownikom przekraczać bariery i osiągać więcej, niż przypuszczali. Powinni także umieć wyławiać talenty i umiejętnie je rozwijać, a w odpowiednim momencie pozwolić im odejść. W praktyce oznacza to, że jakość szefa potwierdzają udane kariery jego podwładnych. Dobry menedżer musi pamiętać, że zarządzanie to nauka empiryczna, a nie ścisła. Co w takim razie zrobić, by nie tylko Dzień Szefa, ale każdy dzień pracy był miły zarówno dla szefów, jak i pracowników?

  • Wsparcie – Badania przeprowadzone przez firmę McKinsey pokazały, że docenianie, pochwała ze strony bezpośredniego przełożonego oraz jego zainteresowanie, to dla pracowników bardzo silny motywator pozafinansowy. Dla menedżerów odpowiednio przeprowadzony feedback jest okazją do poznania swoich podwładnych, ich odczuć, pomysłów, a także metodą budowania dobrych, partnerskich relacji. Może być również ważnym instrumentem kształtowania postaw i zachowań pracowników oraz zespołów. To także bezcenna pomoc motywacyjna – daje pracownikowi informację o całokształcie jego działań podczas dążenia do celu i pomaga go osiągnąć. Taka postawa u szefa może być szczególnie ważna dla millenialsów, którzy już w 2025 roku będą stanowić aż 75 proc. ludzi aktywnych zawodowo. Co nie bez znaczenia feedback, wsparcie i pochwała nic nie kosztują, a mogą skutkować podobnym rezultatem co podwyżka.
  • Zaufanie – Obdarzenie pracowników zaufaniem i pozwolenie im na większą samodzielność w pracy to cechy nie do przecenienia u dobrego szefa. Samodzielnie poprowadzony projekt zwiększy ich umiejętności i doświadczenie. Dobry menedżer pozwala swoim podwładnym rozwijać się i unika nadmiernego kontrolowania oraz tzw. mikrozarządzania. Jest to szczególnie ważne w mniejszych firmach, w których pracownicy muszą robić często rzeczy wykraczające poza zakres ich obowiązków. Ludzie z natury kochają się rozwijać, wzrastać i udowadniać innym, ile są warci. I doceniają tych, którzy im na to pozwalają. Należy jednak pamiętać, że zbyt łatwe cele sprawiają, że pracownicy tracą motywację i za słabo przykładają się do realizacji zadań. Natomiast cel zbyt trudny do osiągnięcia może wywołać u nich z kolei zniechęcenie, opór i frustrację. Zatem ważne będzie stawianie wymagań na takim poziomie, który będzie motywował i skłaniał do wzmożonego wysiłku, a jednocześnie dawał szansę osiągnięcia zamierzonych efektów.
  • Benefity – Sposobem na pokazanie, że szefowi zależy na zespole jest zaoferowanie pracownikom pozapłacowych benefitów: szkoleń, pakietu opieki medycznej, karnetu na zajęcia sportowe lub ubezpieczenia grupowe, gwarantującego ochronę w różnych trudnych sytuacjach życiowych. Wachlarz możliwości jest naprawdę duży. Z badania Nationale-Nederlanden wynika, że pozapłacowe benefity są istotne dla 35 proc. Polaków. Dla prawie dwóch trzecich badanych możliwość przystąpienia do ubezpieczenia w miejscu pracy jest wartościowym benefitem. Standardowe ubezpieczenie grupowe gwarantuje wypłatę odszkodowania w przypadku: śmierci ubezpieczonego, trwałego uszczerbku na zdrowiu, kalectwa, śmierci małżonka, osierocenia dziecka, urodzenia dziecka, poważnej choroby i leczenia szpitalnego. Ale coraz częściej oferują one również pakiety dla całej rodziny, w tym opcję ochrony dzieci przed skutkami nieszczęśliwych wypadków, skręceń, odmrożeń, zwichnięć czy złamań w dużo szerszym zakresie niż jest to standardem w szkolnych ubezpieczeniach.
  • Elastyczność – Bycie pracownikiem jest tylko jedną pełnionych przez nas ról życiowych. Zazwyczaj jesteśmy też rodzicami czy też partnerami. Z badań amerykańskich wynika, że ponad połowa wszystkich pracowników twierdzi, że obowiązki zawodowe kolidują z ich osobistymi, a 43 proc. osób ma poczucie, że ich obowiązki rodzinne zakłócają pracę. Dlatego coraz więcej pracodawców pozwala pracownikom regulować sobie czas pracy w zależności od ich potrzeb, wychodząc z założenia, że ważniejsze jest wykonanie określonego zadania, a nie godziny wysiedziane przy biurku. Nowoczesne technologie sprawiają, że rodzice mogą równie dobrze wykonywać swą pracę, przebywając w domu, jak i w biurze. Telepraca jest często wykorzystywana chociażby w przypadku choroby dziecka. Rodzice zamiast brać kolejne zwolnienie lekarskie mogą pogodzić obowiązki zawodowe z opieką nad chorym maluchem. Z badania przeprowadzonego przez Future Workplace wynika, że praca zdalna wpływa pozytywnie na możliwość pogodzenia życia prywatnego z zawodowym. Zwiększa również lojalność pracowników wobec szefa.
  • Integracja – Nawiązywanie kontaktów z pracownikami, szczególnie w małych i średnich firmach, jest nie tylko nieuniknione, ale i konieczne. Panują w nich niemalże rodzinne relacje, więc formalizowanie stosunków może przyczynić się do pogorszenia atmosfery pracy. Szefowie wybierają więc różne sposoby na zintegrowanie się z pracownikami i bliższe ich poznanie. Poza spotkaniami firmowymi czy wyjazdami integracyjnymi decydują się także na nieformalne wyjścia po godzinach pracy. Należy jednak pamiętać, że nawet w pubie nadal jest się szefem, więc pewnych granic nie należy przekraczać. Dobrym sposobem integracji zespołu jest wspólne zaangażowanie w wolontariat albo działalność charytatywną, która zjednoczy pracowników wokół jakiejś szczytnej idei. Aby taka integracja miała sens musi być spełniony jeden warunek – autentyczne zaangażowanie. Nie wystarczy więc, że szef wrzuci datek do puszki albo zrobi przelew na konto.

Trzy czwarte pacjentów ze schizofrenią traci pracę w momencie diagnozy. Choroba eliminuje ich z rynku pracy

Trzy czwarte pacjentów ze schizofrenią traci pracę w momencie diagnozy. Choroba eliminuje ich z rynku pracy 1

Schizofrenia to jedna z najcięższych i najbardziej stygmatyzujących chorób psychicznych. Liczba chorych w Polsce może sięgać nawet miliona osób, ale trudno o oficjalne statystyki dotyczące skali problemu. Większość chorych w momencie postawienia diagnozy nie ma jeszcze 30 lat, a trzy czwarte z nich traci pracę. Szansą na normalne życie i przywrócenie ich na rynek pracy mogą być nowoczesne leki o przedłużonym działaniu i odpowiedni model opieki nad pacjentami z tym schorzeniem. 

– Pacjenci ze schizofrenią mają bardzo złą, wręcz okropną jakość życia. Są stygmatyzowani, dlatego muszą z powrotem zostać uwzględnieni w społeczeństwie, znaleźć w nim swoje miejsce i spotykać się z mniejszą dyskryminacją. To absolutnie podstawowa kwestia, która przyświeca wszelkim innym działaniom – w przeciwnym wypadku powstaje problem z leczeniem, z jakością ich życia. Dzisiaj pacjenci ze schizofrenią cierpią bardziej z powodu stygmatyzacji niż z powodu samego schorzenia – mówi prof. Norman Sartorius, były dyrektor Departamentu Zdrowia Psychicznego WHO oraz były przewodniczący World Psychiatric Association.

Szacuje się, że w Polsce na schizofrenię choruje ok. 385 tys. osób, czyli około 1% społeczeństwa. Ponieważ zaburzenia psychiczne w dalszym ciągu są tematem tabu, część chorych nigdy nie zgłasza się po pomoc i nie jest właściwie leczona. Według Fundacji Pro Damo, łącznie na schizofrenię może cierpieć w Polsce nawet milion osób.

– Jak wszystkie choroby psychiczne, schizofrenia wiąże się z bardzo złymi skojarzeniami. Uważa się tych ludzi za szkodliwych, nieodpowiedzialnych, często za przestępców – to jest największe źródło cierpienia tych pacjentów – mówi prof. Norman Sartorius.

– Schizofrenia to bardzo poważna choroba, bardzo ubezwłasnowolniająca, obniżająca jakość życia. Często pacjenci nie są w stanie funkcjonować samodzielnie, cierpią na nawroty choroby, pojawia się potrzeba ponownej hospitalizacji. W związku z tym wyniki leczenia często nie są zadowalające – mówi prof. Robin Emsley, psychiatra z Uniwersytetu Stellenbosch w Cape Town.

Schizofrenia jest nazywana chorobą młodych, ponieważ zwykle dotyczy osób między 25 a 35 rokiem życia. Choroba psychiczna zmusza ich do wycofania się z życia społecznego i zawodowego. Średnia wieku w chwili postawienia diagnozy to 27 lat, u 73 proc. chorych na schizofrenię rozpoznanie postawiono jeszcze przed 30. rokiem życia.

– Leczenie często rozpoczyna się zbyt późno, właśnie ze względu na stygmatyzację. Pacjenci wstydzą się chorób psychicznych. Często rodziny w obawie przed stygmatyzacją nie przychodzą z tymi pacjentami do lekarza, w związku z tym ich terapia rozpoczyna się później, niż powinna. Władze również przeznaczają mniej funduszy na choroby psychiczne, często uważa się tego typu pacjentów za przypadki beznadziejne. Dlatego – zanim zastanowimy się w ogóle nad skuteczną terapią – trzeba zmienić to nastawienie i skłonić ludzi, aby przychodzili do lekarza i po drugie – skłonić rządy, aby inwestowały w terapię chorób psychicznych – mówi prof. Norman Sartorius.

Według Fundacji Pro Damo, 72 proc. chorych na schizofrenię straciło pracę w chwili postawienia diagnozy. Dla rynku pracy to duża i niezagospodarowana grupa – 26 proc. pacjentów z tym schorzeniem ma wyższe wykształcenie. Tymczasem wśród osób z zaburzeniami psychicznymi stopa bezrobocia jest ponad dwukrotnie wyższa, niż dla ogółu społeczeństwa.

– Większość pacjentów chorujących na schizofrenię jest na rencie, tylko kilkanaście procent jest aktywnych zawodowo. Wiemy, że aktywność zawodowa jest najlepszym zabezpieczeniem – poza przyjmowaniem leków i terapią psychologiczną – przez nawrotami choroby. Podobnie jak relacje społeczne, bo schizofrenia dotyka nie tylko osoby chorującej, ale również jej otoczenia, osób najbliższych. Przyjmuje się, że ten problem dotyka kilkadziesiąt osób, a efektem jest zrywanie się relacji w rodzinie, wśród bliskich. Potrzebne jest więc kompleksowe działanie, praca i powrót do pełnionych ról życiowych – wskazuje dr Marek Balicki, kierownik Wolskiego Centrum Zdrowia.

Prof. Robin Emsley, psychiatra z Uniwersytetu Stellenbosch w Cape Town podkreśla, że bardzo ważne jest zdiagnozowanie choroby na wczesnym etapie i szybkie wdrożenie leczenia, które stwarza pacjentowi szansę na normalne życie. Pomagają w tym długodziałające przeciwpsychotyczne leki w iniekcjach (ang. LAT).

– W Kapsztadzie, gdzie praktykuję, stosujemy je dosyć powszechnie. Trzeba przy tym działać we współpracy zarówno ze środowiskiem, jak i samym pacjentem oraz z lekarzami. Gdy psychiatrzy widzą, że te leki rzeczywiście działają, pacjenci dobrze na nie reagują i poprawiają się wyniki leczenia – wówczas ta współpraca trwa. Może ona spowodować, że choroba nie będzie postępowała i nie przejdzie w stan przewlekły, który uniemożliwia samodzielne funkcjonowanie pacjenta – mówi prof. Robin Emsley.

W większości wypadków ciężar opieki nad chorymi na schizofrenię spada na rodzinę i bliskie osoby. Leki o przedłużonym działaniu zdejmują z nich odpowiedzialność za pilnowanie czy pacjent stosuje się do zaleceń lekarza psychiatry i regularnie przyjmuje leki.

– Jeśli są to tabletki, to przyjmowanie ich może być nieregularne. Zwłaszcza w przypadku gdy współpraca pacjenta z lekarzem czy z jego opiekunami jest nienajlepsza. Tak się dzieje w połowie, a nawet w większej liczbie przypadków. Dlatego dobrą formą leczenia są leki o przedłużonym działaniu – łatwiej kontrolować poziom leku w organizmie pacjenta, co daje też lepsze wyniki. W Polsce niestety ze stosowaniem leków o przedłużonym działaniu ciągle nie jest najlepiej. Stosujemy je wielokrotnie rzadziej, niż w innych krajach europejskich – mówi dr Marek Balicki.

– Istnieją leki, które dość efektywnie zwalczają tę chorobę, szczególnie w jej wczesnej fazie. Problemem są późniejsze nawroty, które zwykle są efektem tego, że pacjent przestaje przyjmować leki. Szansą na poprawę tej sytuacji jest pilnowanie, aby pacjenci stosowali się do zaleceń lekarzy. Mamy do dyspozycji interwencje psychospołeczne oraz długo działające leki przeciwpsychotyczne. W przypadku takich leków jesteśmy w stanie monitorować, czy pacjent stosuje się do zaleceń lekarza. Jeżeli nie przyjmie przypisanej dawki leku jesteśmy w stanie zainterweniować – mówi prof. Robin Emsley.

Polacy coraz częściej inwestują w nieruchomości. Na rynkach regionalnych zwrot z inwestycji może być dwa razy większy niż w Warszawie

Polacy coraz częściej inwestują w nieruchomości. Na rynkach regionalnych zwrot z inwestycji może być dwa razy większy niż w Warszawie 2

Z racji na niskie oprocentowanie lokat bankowych Polacy coraz częściej inwestują w rynek nieruchomości. W Warszawie stopa zwrotu wynosi ok. 3–4 proc., a na rynkach regionalnych może być prawie dwukrotnie wyższa – oceniają eksperci OPG Property Professionals. Osobnym segmentem tego rynku, który także mocno zyskuje na popularności, są inwestycje w nieruchomości premium oraz domy wakacyjne.

– Nieruchomości są zdecydowanie najlepszą formą inwestowania, jeśli chodzi o ochronę kapitału. Czasami można zarobić na nich więcej, ale jest to ściśle uzależnione od momentu wejścia i wyjścia z inwestycji w cyklu koniunkturalnym. Standardowo na rynku mieszkaniowym w Warszawie te stopy zwrotu są niewielkie, rzędu 3–4 proc. Na rynkach regionalnych ten zysk często jest prawie dwukrotnie wyższy – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Michał Styś, dyrektor zarządzający OPG Property Professionals.

Przy obecnym poziomie inflacji i stóp procentowych nieruchomości są postrzegane jako bardziej zyskowna i bezpieczna forma lokowania kapitału. Generują stałe przepływy w postaci dochodów z najmu albo zysk ze sprzedaży. To w połączeniu z dobrą koniunkturą na polskim rynku nieruchomości przyciąga coraz większe grono inwestorów.

Z danych Izby Zarządzających Funduszami i Aktywami wynika, że w ubiegłym roku 51 proc. Polaków wskazywało nieruchomości jako najlepszą formę lokaty kapitału. Popyt na mieszkania wzrósł w tym czasie o 20 proc., a deweloperzy oddali do użytku w 2016 roku blisko 80 tys. nowych lokali (wzrost o prawie jedną trzecią). Jak wskazuje firma Reas, w I połowie 2017 roku na sześciu największych rynkach w Polsce na sprzedaż trafiło ponad 33 tys. nowych mieszkań.

Systematycznie rośnie też rynek nieruchomości luksusowych. Poland Sotheby&HASH39;s International Realty szacuje, że jego obecna wartość sięga około 3,6 mld zł. W 2016 roku zamożni inwestorzy kupili ponad dwa tysiące nieruchomości zaliczanych do luksusowych (ich cena przekracza 1 mln zł). Najbardziej pożądane są duże, przestronne apartamenty w Warszawie.

– Inwestorzy zamożni szukają przede wszystkim prestiżu i unikalnego produktu. Chcą się wyróżniać i nie do końca chodzi im o zwrot kapitału. Bardzo często jest to chęć posiadania czegoś unikatowego, bo niekoniecznie są to inwestycje, które mają przynosić pasywny dochód. Raczej jest to drugie albo nawet trzecie miejsce do pomieszkiwania – mówi Michał Styś.

Z kwietniowego raportu „Luxury Realty Map” Poland Sotheby&HASH39;s International Realty wynika, że rynek nieruchomości luksusowych jest skupiony w dużych miastach. W latach 2012–2016 zwiększył swoją wartość o 40 proc. Ten segment rośnie już od około trzech lat, jednak Polska w dalszym ciągu jest pod tym względem wschodzącym rynkiem i ma duży potencjał.

– Rynek nieruchomości luksusowych to segment, który dopiero się kształtuje. Jest mało tego typu transakcji, ponieważ muszą to być bardzo dobrze dopracowane projekty – takie, które mają specyficzną lokalizację, są bardzo dobrze zaprojektowane i mają ciekawe otoczenie – mówi Michał Styś. – W zeszłym roku było przeprowadzonych kilka zakupów zagranicznych funduszy mieszkaniowych, głównie niemieckich, które kupują już całe pakiety mieszkań, również z trochę wyższego segmentu. Bardziej luksusowych inwestycji jest jednak bardzo niewiele.

W ostatnich latach coraz popularniejsze są domy wakacyjne i aparthotele. Inwestycja polega na tym, że deweloper buduje hotel, a inwestorzy wykupują w nim na własność poszczególne apartamenty, które później wynajmują, czerpiąc z nich zyski. Całością zarządza operator, który dba o wszystko: począwszy od promocji i marketingu, poprzez konserwację, aż po pozyskiwanie nowych klientów i obsługę gości hotelowych.

– Domy wakacyjne to kolejny segment rynku, który dopiero w Polsce raczkuje. Społeczeństwo sukcesywnie się bogaci, część stać na coraz bardziej zróżnicowane formy wypoczynku, z perspektywą posiadania nieruchomości, na której można zarobić, przy okazji przebywając w niej przez kilka tygodni w roku na urlopie. Jest to dość popularna forma lokowania kapitału w rejonie największych miast turystycznych na północy i w górach – mówi dyrektor zarządzający OPG Property Professionals.

Polacy niechętnie zmieniają dostawców prądu. W ciągu 10 lat tylko 3 proc. odbiorców zdecydowało się to zrobić

Polacy niechętnie zmieniają dostawców prądu. W ciągu 10 lat tylko 3 proc. odbiorców zdecydowało się to zrobić 3

W tym roku minęło 10 lat od liberalizacji rynku energii elektrycznej, która umożliwiła Polakom swobodny wybór sprzedawcy prądu. Konkurencja jednak dopiero się rozkręca. W ciągu dekady tylko 3 proc. klientów – łącznie 515,5 tys. konsumentów – skorzystało z tej możliwości. Dla porównania, na rynku telekomunikacyjnym w 2016 roku klienci przenieśli do innego operatora 1,75 mln numerów telefonów komórkowych.

Polacy rzadko zmieniają sprzedawcę prądu, ponieważ jest to skomplikowany i czasochłonny proces, trwający kilka tygodni. To jedna z największych barier dalszego rozwoju rynku usług energetycznych. Konsumentom nadal brakuje też wiedzy, że zmiana sprzedawcy nie wiąże się z wymianą licznika, koniecznością instalacji nowych kabli czy budowy przyłącza. Wszystko odbywa się na istniejącej już infrastrukturze i w praktyce dotyczy wyłącznie zmian w systemach elektronicznych.

Dla rozwoju rynku przeszkodą jest też wymóg zatwierdzana taryf energetycznych przez prezesa Urzędu Regulacji Energetyki (URE). W praktyce faworyzuje on tradycyjnych sprzedawców, z dominującym udziałem państwa. Mimo to, konkurencja się rozkręca. Coraz bardziej aktywni są operatorzy alternatywni, którzy dopiero budują pozycję na rynku. Jednym z challengerów jest Orange Polska, operator telekomunikacyjny, który od 2015 roku ma ofertę prądu pod nazwą Orange Energia.

Zdecydowaliśmy się na wejście na rynek energii, ponieważ ma wiele cech wspólnych z rynkiem telekomunikacyjnym. Opiera się na stałych relacjach z klientem, jest rynkiem sieciowym, infrastrukturalnym – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Paweł Bakun, dyrektor Orange Energia. – Wiedząc, jaką trudność sprawia klientom zmiana sprzedawcy, jako pierwsi na rynku wprowadziliśmy całkowicie cyfrowy proces, gdzie bez fizycznego kontaktu z Orange można online zostać naszym klientem, poprzez stronę pradnaklik.pl – dodaje.

Działalność na rynku energii elektrycznej, poza szybkim procesem zmiany sprzedawcy, zdecydowanie ułatwiłyby też jednolite standardy wymiany informacji w ramach jednej, wspólnej dla wszystkich podmiotów platformy elektronicznej. Operatorzy alternatywni, a także URE, chcą ich szybkiego stworzenia. Proces ten jednak się opóźnia. Za budowę Centralnego Systemu Wymiany Informacji odpowiadają spółki dystrybucyjne.

Zgłosiliśmy szereg postulatów związanych z tym, żeby uprościć proces zmiany sprzedawcy poprzez jego jednolite standardy, żeby go skrócić i by był dogodny dla klienta – informuje Paweł Bakun.  Staramy się też by nasza oferta była atrakcyjna. Dziś klienci mogą wybrać trzy miesiące bez opłat za zużyty prąd lub bonus 200 zł na opłacenie rachunków za energię. Wkrótce zaoferujemy też bonifikatę w ratach za telefon, przy podpisaniu umowy na prąd.

Receptą na szybszy rozwój rynku jest jego dalsza liberalizacja a także skok technologiczny, który będzie powodował wzrost zużycia prądu, wynikający choćby z rozwoju technologii Internet of Things (IoT). Już dziś oferowane są usługi sterowania zasilanymi prądem urządzeniami w domu zgodnie z rytmem dnia mieszkańców. Od strony klienta odbywa się to przy pomocy smartfona. W efekcie uzyskuje się nie tylko wygodę wynikającą z „przygotowania” domu na powrót mieszkańców z pracy czy szkoły, ale także oszczędności na rachunkach za energię.

Dostrzegamy tu naszą szansę, ponieważ energetyka i telekomunikacja zaczynają mieć wspólną przestrzeń  mówi Paweł Bakun. – Jest ona w tych rozwiązaniach, które pozwalają na aktywne korzystanie z energii, zarządzanie nią w domu bądź firmie. W sposób, który pozwala klientom z jednej strony zaoszczędzić, a z drugiej strony daje im pełną kontrolę i informację, czyli większą wygodę. 

Milion dzieci rocznie umiera z powodu chorób wywołanych pneumokokami. Zapobiec temu mogą jedynie szczepienia ochronne

Milion dzieci rocznie umiera z powodu chorób wywołanych pneumokokami. Zapobiec temu mogą jedynie szczepienia ochronne 4

Zakażenia pneumokokami to jedna z głównych przyczyn zachorowalności i umieralności małych dzieci. Światowa Organizacja Zdrowia ocenia, że rocznie z powodu zakażenia pneumokokami umiera nawet milion dzieci. Chorobom wywoływanym przez pneumokoki mogą zapobiec szczepienia, które chronią też tych pacjentów, którzy ze względu na stan zdrowia nie mogą być szczepieni. W Polsce od 2017 roku wszystkie nowonarodzone dzieci objęte są obowiązkowymi szczepieniami przeciwko chorobom wywoływanym przez pneumokoki.

– Pneumokoki są jedną z trzech bakterii, które od lat najczęściej powodują najczęstsze zachorowania u najmłodszych dzieci obok tak zwanego hiba  i meningokoków powodują w skali globalnej najwięcej na świecie zgonów w tej grupie wiekowej. Do chorób wywoływanych przez pneumokoki należą zakażenia inwazyjne: zapalenie opon mózgowo-rdzeniowych i mózgu, posocznica, czasem inwazyjnie przebiega też zapalenie płuc oraz nieinwazyjne: zapalenie ucha środkowego, które może nie jest może najgroźniejszą chorobą dla dziecka, ale występuję bardzo często – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes lek. med. Alicja Książek, pediatra z działu medycznego GSK.

Na świecie istnieje ok. 90 rodzajów pneumokoków. Zdecydowana większość (nawet 85 proc.) nie wywołuje żadnych zakażeń. Gdy jednak zaatakują groźniejsze pneumokoki, pojawiają się infekcje. Częściej nieinwazyjne, gdzie atakowany jest tylko jeden narząd, np. zapalenie ucha środkowego, płuc czy spojówek. Rzadziej pojawiają się zakażenia inwazyjne, jednak ich przebieg jest znacznie poważniejszy i może doprowadzić nawet do śmierci. Bakterie przedostają się do krwi, atakują różne narządy, oprócz zapalenia opon mózgowo-rdzeniowych może pojawiać się sepsa, czy zapalenie płuc z zakażeniem krwi.

– Najskuteczniejszym sposobem na zapobieganie tym chorobom są szczepienia ochronne. Zapalenie płuc to najczęstsza forma infekcji powodowanej przez bakterie pneumokoki. W 2015 roku 920 tysięcy dzieci zmarło przed swoimi 5. urodzinami z tego powodu. Tę liczbę można znacząco obniżyć za pomocą dostępnych szczepionek, które są rekomendowane jako najbardziej skuteczny sposób zapobiegania tym chorobom. Stawką jest życie. Obecnie szczepienia przeciw pneumokokom obejmują jedynie 40 proc. tych, którzy mogliby być zaszczepieni na całym świece – wskazuje profesor Richard Adegbola, dyrektor globalny ds. naukowych i zdrowia publicznego w centrali GSK Vaccines w Belgii, autor wielu książek i kilkuset publikacji na temat szczepień

Światowa Organizacja Zdrowia ocenia, że rocznie z powodu zakażenia bakteriami pneumokoków umiera 1,6 mln ludzi, z czego blisko milion to dzieci, przede wszystkim te, które nie ukończyły jeszcze 2 lat. W Polsce rocznie wykrywanych są setki przypadków inwazyjnej infekcji pneumokokowej, a rocznie umiera ok.100 dzieci.

– Obecnie zarejestrowane są dwie szczepionki koniugowane przeciwko pneumokokom. Obie przeznaczone dla dzieci. Wszystkie dzieci, które urodziły się od stycznia tego roku objęte są programem szczepień obowiązkowych i nieodpłatnych w ramach tak zwanego kalendarza szczepień – tłumaczy Alicja Książek.

Najbardziej narażone na zachorowanie są małe dzieci, do drugiego roku życia i osoby starsze, które ukończyły 65 lat. Badania przeprowadzone przez Krajowy Ośrodek Referencyjny ds. Diagnostyki Bakteryjnych Zakażeń Ośrodkowego Układu Nerwowego wskazują, że w 2014 roku najwyższą zapadalność na zakażenia inwazyjne (IChP) odnotowano u dzieci poniżej 2. roku życia (5,61 na 100 tys.).

– Zastosowanie koniugowanej szczepionki przeciwko pneumokokom to najlepszy sposób na ochronę dzieci przeciwko tej bakterii. Po wprowadzeniu tej szczepionki na skalę powszechną nie tylko dzieci będą chronione, ale również ludzie, którzy nie byli chronieni wcześniej. Taki jest realny wpływ tego rozwiązania na zdrowie publiczne – przekonuje Patricia Izurieta, dyrektor ds. medycznych w GSK Vaccines.

W Polsce od stycznia 2017 roku wszystkie nowonarodzone dzieci szczepione są szczepionką, która zabezpiecza przed najbardziej zjadliwymi serotypami pneumokoka występującymi w Polsce, w tym 19A. Obecnie w Europie dostępne są dwa typy szczepionki: 10- i 13-walentna (PCV-10 i PCV-13).

– Według niezależnych organów badawczych obie szczepionki mają podobny wpływ jeżeli chodzi o choroby wywołane pneumokokami. Nie ma dowodów na wyższość jednej szczepionki nad drugą – podkreśla Patricia Izurieta.

W Polsce, oprócz nowonarodzonych dzieci, szczepionki są refundowane także dla wcześniaków z niską masą urodzeniową i dzieci znajdujące się w grupie ryzyka, np. z niedokrwistością sierpowatokrwinkową, czy zakażonych HIV.

– Mam nadzieje, ze efekty tych szczepień odczują wszyscy: pacjenci i pediatrzy. Myślę, że to kwestia roku, może dwóch lat i zobaczymy również efekty w raportach epidemiologicznych. Będzie mniej zachorowań na inwazyjną chorobę pneumokokową, na zapalenie płuc i ostre zapalenie ucha środkowego –ocenia Alicja Książek.

Pierwsza w Warszawie operacja robotem Da Vinci. Technologia zmniejsza ewentualność komplikacji i przyspiesza rekonwalescencję

Pierwsza w Warszawie operacja robotem Da Vinci. Technologia zmniejsza ewentualność komplikacji i przyspiesza rekonwalescencję 5

Warszawski szpital Mazovia został trzecim w Polsce ośrodkiem wykonującym operacje z wykorzystaniem robota Da Vinci. Technologia ta ogranicza powikłania pooperacyjne i przyspiesza rekonwalescencję. W przypadku pacjentów onkourologicznych zabieg chirurgii robotycznej pozwala zachować funkcje seksualne i uniknąć problemów z nietrzymaniem moczu.

Jednym z podstawowych celów nowoczesnej urologii, w tym także urologii onkologicznej, jest zmniejszenie inwazyjności zabiegów operacyjnych. Od blisko 30 lat ta dziedzina medycyny bazuje na laparoskopii, jako technologii minimalizującej możliwość wystąpienia powikłań i zakażeń oraz przyspieszającej powrót pacjenta do zdrowia. Ostatnim osiągnięciem w tym zakresie jest robot chirurgiczny Da Vinci, dający jeszcze szersze możliwości przeprowadzenia mało inwazyjnego zabiegu operacyjnego.

– Operacja robotyczna to laparoskopia bez ograniczeń anatomicznych, wykorzystanie specyficznych i bardzo unikalnych technologii robotycznych pozwala na operowanie pod dowolnym kątem, u każdego chorego, z dowolną swobodą mówi agencji informacyjnej Newseria dr n. med. Tomasz Szopiński, urolog, ordynator oddziału chirurgii robotycznej i laparoskopowej, Szpital Mazovia.

Zastosowanie robota Da Vinci pozwala na wykonywanie maksymalnie precyzyjnych zabiegów, dzięki wyeliminowaniu takich czynników jak zmęczenie osoby wykonującej operację czy naturalne, anatomiczne ograniczenia ludzkiego ciała. Robot składa się z czterech ramion, z czego trzy wyposażone są w narzędzia chirurgiczne a czwarte zawiaduje pracą kamery endoskopowej. Ramiona mające styczność z ciałem pacjenta posiadają funkcję sztucznego nadgarstka, imitującą ruch ręki ludzkiej, odpowiednio dostosowany do wielkości pola operacyjnego.

–  To jest zintegrowane i całościowe podejście do wykonywania zabiegów laparoskopowych, czyli jednoczesne zastosowanie techniki trójwymiarowego obrazowania wewnątrz pola operacyjnego i z tym związane również wykorzystanie narzędzi z tzw. EndoWrist, czyli przełożenie ruchu nadgarstka operatora w obręb pola laparoskopowego – mówi dr Tomasz Szopiński.

Zastosowanie robota Da Vinci minimalizuje uszkodzenia tkanek, zmniejsza zapotrzebowanie na krew podczas zabiegu, przyspiesza rekonwalescencję i umożliwia uniknięcie powikłań i zakażeń pooperacyjnych. W przypadku operacji urologicznych, np. usunięcia prostaty, pozwala zachować funkcje seksualne oraz uniknąć problemów z nietrzymaniem moczu, co jest najczęstszym skutkiem ubocznym zabiegu.

– Operacje robotem da Vinci to operacje laparoskopowe, stąd wszyscy ci, którzy są kandydatami do operacji laparoskopowych, również mogą być operowani tym zintegrowanym systemem robotycznym – mówi dr Tomasz Szopiński.

Dotychczas zabiegi z wykorzystaniem robota Da Vinci wykonywane były w zaledwie dwóch ośrodkach w Polsce, w dodatku w ograniczonym zakresie. Od października poddanie się zabiegowi umożliwia także warszawski szpital urologiczny Mazovia. Placówka planuje udostępnić operacje robotyczne szerszej grupie pacjentów.

– Możliwości robota otwierają dla pacjentów znacznie większe możliwości rehabilitacyjne i uzyskanie efektu pooperacyjnego, to spowodowało naszą decyzję o sprowadzeniu robota mówi dr hab. med. Igal Mor, urolog, dyrektor zarządzający w Szpitalu Mazovia.

Pierwsza warszawska operacja robotem Da Vinci odbyła się 16 października. 62-letni pacjent szpitala został poddany zabiegowi prostatektomii.

Jakie korzyści płyną z wydobywania kryptowalut?

Kryptowaluty  stały się gorącym towarem który przyszedł do nas z opóźnieniem. Przez cały rok wartość różnych kryptowalut wzrosła i jest obecnie wielokrotnością tego, co odnotowane zostało w grudniu ubiegłego roku. W wyniku tego coraz więcej osób chce zaangażować się w branżę. Istnieją dwa bardzo popularne sposoby, aby kryptowaluty wpadły w Twoje ręce. Są albo do kupienia, albo do wydobywania. Poniżej o tym czym wydobywanie kryptowalut jest i jakie płyną z tego korzyści.

Co to jest wydobywanie kryptowalut?

Wydobywanie kryptowalut jest siłą napędową branży. Jako, że kryptowaluty nie są kontrolowane przez żaden bank centralny, ważne jest, aby znaleźć inny sposób sprawdzania poprawności transakcji. Odbywa się to za pomocą szeregu złożonych równań matematycznych, które kończą się ostatecznie tak zwanym blokiem.

To doprowadziło do jednego dużego problemu. Bez udziału ludzi do rozwiązywania tych złożonych równań matematycznych, blokada będzie zasadniczo rozpadała się. Tak więc, aby zachęcić tych, którzy są zainteresowani ukończeniem tych równań, zostaną spłaceni w kryptowalucie, którą zdobywają. Ostatecznie, tworząc wydobywanie kryptowalut rentownym procesem.

Korzyści z wydobywania kryptowalut

Zarabianie pieniędzy

Finalnie wydobywanie kryptowalut  może być bardzo opłacalnym przedsięwzięciem. Jeśli z głową i umiejętnie do tego podejdziesz, może nawet zastąpić w ten sposób pracę w pełnym wymiarze godzin. Jedną z największych korzyści związanych z wydobywaniem kryptowalut są pieniądze, które generujesz właśnie w ten sposób.

Zawsze masz coś wartościowego

Jednym z najczęściej zadawanych pytań dotyczących kryptowalut jest czy może czeka je tak zwany cryptocrash? Odpowiedź brzmi: tak. W rzeczywistości w przeszłości  wartości niektórych kryptowalut spadały o ponad 20% w ciągu jednego dnia. Jednakże, użytkownik zajmujący się kryptowalutami wykorzystuje komputery wysokiej klasy i inne urządzenia. Te elementy technologii mają tendencję do utrzymania ich wartości na bardzo dobrym poziomie. Tak więc, nawet jeśli kryptowalucie, nad którą pracowałeś, zdarzyła się potknięcie, pozostanie Ci wartość w sprzęcie używanym do wydobywania kryptowaluty.

Kryptowalut nie można ot tak ukraść

W przeciwieństwie do powszechnie używanych form waluty, kradzież kryptowalut jest teoretycznie niemożliwa. W rezultacie możesz mieć pewność, że pieniądze, które wydobywasz, są bezpieczne ulokowane na Twoim koncie.

Jesteś swoim własnym szefem

Kiedy osiągniesz obiecujące wyniki w wydobywaniu można zastąpić pracę dzienną tymże procesem. W ten sposób stajesz się swoim szefem. Ustawisz własne godziny pracy i tworzysz zasady zarabiania , dając sobie ostateczny poziom swobody!

Przeciw scentralizowanym regulacjom

Wreszcie, kryptowaluty to zakwestionowanie scentralizowanej regulacji monetarnej. Wielu pyta, czy wymiany kryptowalut są regulowane? Odpowiedź jest w większości nie. Chociaż w bardzo nielicznych krajach istnieje pewna regulacja, jako że jest to towar, istnieją kluczowe różnice w rozporządzeniu dotyczącym zwykłej waluty i regulacji wokół kryptowalut. Na koniec dnia kryptowaluty są w dużej mierze niedostępne, dając wydobywającemu trochę prywatności, ile pieniędzy zarabia i co robi z tymi pieniędzmi.

Wydobywanie cyfrowej waluty jest nadal bardzo nową koncepcją i potrzebuje czasu, aby zostać przyjętym przez społeczeństwo, w którym wiele osób wykorzystywało wymierną formę płatności. Gdy jednak o tym myślisz, większość ludzi nawet nie ma gotówki, a jedynie plastikową kartę. Tak więc początkowy krok w kierunku bezgotówkowego społeczeństwa został już wykonany. Bitcoiny wydobywane stały się uznanym elementem społeczeństwa, ponieważ jednostki nadal uczą się, jak zarabiać pieniądze i uzyskiwać materialne dobra w zamian za ich użycie – wyjaśnia Michał Kwieciński, CEO, Advisor w CCG Mining spółce technologicznej oferującej między innymi kontrakty na wydobywanie różnych kryptowalut.

Końcowe wnioski

Mining może być bardzo satysfakcjonującym procesem. Przy wszystkich powyższych zaletach nic dziwnego, że tak wiele osób angażuje się w to zajęcie.  Więc nie zwlekaj zacznij wydobywanie dla siebie i ciesz się owocami swojej pracy!

Pieniędzy do rozdania jest mniej niż to się wydaje

Znane są już założenie dotyczące budżetu państwa na przyszły rok. Deficyt budżetowy nie wydaje się duży, jednak okres bardzo dobrej koniunktury w Europie wkrótce się skończy. Budżety na kolejne lata będą trudniejsze. Coraz mniejsze będą możliwości, aby w ramach różnych programów prowadzić popularne rozdawnictwo pieniędzy.

– Trudno będzie utrzymywać tak wysoki wzrost gospodarczy i należałoby się przygotować na trudniejsze czasy – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB. – I już przyszłoroczny budżet państwa uświadamia nam, że nie ma w nim za dużo pieniędzy, aby prowadzić rozdawnictwo. Jeżeli dojdziemy do nadwyżki w finansach publicznych, wtedy będziemy mogli zastanawiać się co z tymi pieniędzmi zrobić.

Odliczanie VAT od faktur wystawionych przez członków zarządu

Gdzie do 2020 r. powstaną nowe drogi ekspresowe

S&P pozostawia rating bez zmian, złoty pozostaje obojętny

Decyzja o podtrzymaniu przez agencję Standard & Poor’s oceny wiarygodności kredytowej na poziomie BBB (plus) z perspektywą stabilną nie powinna być traktowana jako wysoce zaskakująca. Przeprowadzona rewizja tegorocznego tempa wzrostu z uprzednio opublikowanych 3,6 proc. do 4,2 proc. to czysto pragmatyczny zabieg podyktowany koniecznością utrzymania wiarygodności sporządzanych analiz. Obecnie można powiedzieć, że S&P poszło w ślady Moody’s, które odmówiło aktualizacji rodzimego ratingu po solidnej rewizji dynamiki PKB.

Dość konserwatywni ekonomiści Standard & Poor’s ponownie zwrócili uwagę na dość uwypuklone spięcia pomiędzy Warszawą oraz Brukselą, przy czym na przestrzeni ostatnich tygodni obserwuje się wyraźne załagodzenie sporu. W nocie analitycznej można wyczytać wyraźną poprawę kondycji sektora finansów publicznych, co jest zasługą nie tylko utrzymywania wysokiej dyscypliny, ale również uszczelnienia systemu podatkowego przez byłego ministra finansów Pawła Szałamachę. Uwagę zwracają również wzmianki dotyczące intensyfikacji ryzyk w zakresie stosunkowo szeroko zakrojonej ekspansji fiskalnej, w szczególności wydatków związanych z realizowanymi programami społecznymi. Powyższa wzmianka znalazła swoje miejsce również w komunikacie z 21 lipca.

Rezultaty wynikające ze sporządzonych przez nas modeli probabilistycznych wyraźnie ograniczały huraoptymistyczne nastroje tych, którzy oczekiwali bardziej zdecydowanego ruchu ze strony agencji. Szansa na zmianę perspektyw została przez nas wyceniona na poziomie zaledwie 13 proc., co należy traktować jako pokłosie zrewidowanych „indeksów wolności” sugerujących obecność niezbyt przychylnych ram instytucjonalnych czy perspektyw utrzymywanych przez pozostałe instytucje. Prawdopodobieństwo podwyższenia ratingu do obserwowanego do połowy stycznia poziomu A (minus) balansowało w granicach błędu modelu. Barierą osiągnięcia wyższej oceny pozostaje stosunkowo niski udział produktu krajowego brutto na obywatela czy starzejące się społeczeństwo. Warto zauważyć, że osiągnięcie najniższego z „A” nie jest utrudniane przez niezależny bank centralny, którego polityka charakteryzuje się ponadprzeciętnie wysoką transparentnością. Agencja jednak zagroziła ścięciem ratingu w przypadku występowania presji ze strony partii rządzącej. Dodatkowo na pochwałę zasłużyła elastyczność rodzimych mechanizmów gospodarczych, otwartość ekonomiczna oraz tendencje w zakresie produktywności.

Przed publikacją komunikatu obserwowano stopniową deprecjację złotego, który na przestrzeni ostatnich dwóch godzin (tj. od 20:00) sukcesywnie wymazywał swój dzisiejszy ruch. Wyższa nerwowość uczestników rynku została skutecznie ograniczona przez wyraźny spadek płynności wynikający z pory publikacji decyzji. Złoty pozostał relatywnie niewrażliwy w obliczu podtrzymania ratingu. Obecnie EUR/PLN znajduje się tuż przy poziomie 4,2350.

Sporządził
Kornel Kot, Dom Maklerski TMS Brokers

Święto przedsiębiorczości zakończone

6000 uczestników z 30 krajów. 3 dni intensywnego festiwalu wiedzy biznesowej za nami. Ostatni, trzeci dzień Europejskiego Kongresu Małych i Średnich Przedsiębiorstw, to komunikacja mobilna, transfer wiedzy, smart rozwiązania i rola kobiety. Jak przekuć pasję w biznes? Czym jest RODO? W jakim kierunku zmierza komunikacja? Wyjątkowo szerokie spektrum tematyczne towarzyszyło tegorocznej edycji Europejskiego Kongresu MŚP.

Zakończył się trzeci i ostatni dzień Europejskiego Kongresu Małych i Średnich Przedsiębiorstw. Piątkowe spotkania zainicjował Jens Ocksen (Członek Zarządu Volkswagen Samochody Użytkowe, Prezes Zarządu Volkswagen Poznań), który podczas sesji „Czy jednolity rynek UE rzeczywiście powoduje transfer wiedzy i innowacyjnych technologii w sektorze przemysłu?”, podkreślił rolę Polski w produkcji pojazdów i silników. Volkswagen zatrudnia w Polsce 19 tys. osób i niemalże 58 tys. pośrednio.

W trakcie spotkania Violeta Jelić (Sekretarz Generalna Chorwackiej Izby Przemysłowo-Handlowej) wskazała na ważny problem – Dobrze, że młodzi mogą jeździć po świecie i zbierać wiedzę, ważne jest jednak, aby wracali do domu. W innym przypadku będziemy siedzieć zamknięci w pudełku (…). Pytanie jak spowodować, aby wracali? Z kolei Cezary Kaźmierczak, Prezes Związku Przedsiębiorców i Pracodawców podkreślił nierówność panującą w Unii Europejskiej, zaznaczając, że nie ma tutaj wolnego rynku i stale trzeba walczyć z krajami starej Unii.

Na podobny problem zwracali uwagę pozostali goście spotkania, podając przykłady dyskryminacji przedsiębiorstw w krajach UE czy też wskazując na problemy związane z VAT i innymi prawami, które utrudniają transfer innowacji.

Prelegenci kolejnej sesji poruszali się wokół tematyki smart city, możliwości finansowania inteligentnych rozwiązań, dobrych praktyk i współpracy na linii samorząd – mieszkańcy – biznes.

Celem samorządu jest rozwijanie wszystkich działalności na rzecz społeczeństwa, które ten samorząd tworzy – mówił Marcin Krupa, Prezydent Miasta Katowice. – Rozmawiamy o zrównoważonym transporcie i jednym z istotniejszych elementów jest przekonanie mieszkańców do tego: nie wsiadaj do swojego samochodu, tylko podróżuj transportem publicznym. Ale ten transport musi być na odpowiednim poziomie smart, aby społeczeństwo też było smart i chciało z tego korzystać.

Nie brakowało również spotkań, w których można było zdobyć wiedzę przydatną w codziennej działalności przedsiębiorców. Rozmawiano m.in. o aplikacjach mobilnych w biznesie, a także o komunikacji mobilnej w szerszej perspektywie, w tym także o kierunkach zmian. Podczas spotkania Michał Wyrobek postawił tezę, a zarazem wskazówkę dla uczestników: „Niezależnie od kanału powiedziałbym trzy słowa: zaangażowanie, zaangażowanie, zaangażowanie”.

Warsztaty o bardzo trafnej nazwie „Zanim dojdziesz do wniosku… szkoła pisania dobrych aplikacji i realizacji projektów ze środków UE” przebiegły w kameralnej, ale produktywnej atmosferze. Aktywne uczestnictwo słuchaczy i praktyczne podejście prowadzących pozwoliło rozwiać wiele wątpliwości i zwrócić uwagę na najważniejsze aspekty pisania skutecznych wniosków o dofinansowanie.

Podczas Kongresu dyskutowano także o bolączkach polskich przedsiębiorców, do których należy rozstrzyganie sporów na poziomie sądowym. Prelegenci zwracali uwagę m.in. na skomplikowane procedury, wnioski, zasady opłat, a także na czas, jaki trzeba poświęcić od złożenia wniosku do finału sprawy – to może zająć kilka dobrych lat! W trakcie wymiany doświadczeń Cezary Kaźmierczak, podsumował to, co dzieje się w naszym kraju: „W Polsce jest bardzo źle, co wynika z organizacji sądów – mamy koszmarne procedury sądowe, poczynając od doręczeń sądowych. (…) Powinniśmy przejąć pewne sprawdzone rozwiązania z systemu anglosaskiego i sądownictwa arbitrażowego”.

Wyjątkowych przedsiębiorców można było wysłuchać podczas sesji „Pasja + Biznes”, w czasie której m.in. Kamil Durczok (Silesion.pl), Maria Lipiak (Leżę i pracuję) czy Sebastian „Rahim” Salbert (Maxflorec) opowiadali o tym, jak przekuć swoje zainteresowania w pomysł na firmę. Uczestników przestrzegano jednak przed pułapką realizacji swoich pasji – trudno jest wówczas oddzielić życie prywatne od zawodowego, wymaga to przynajmniej w pierwszych latach ogromnego zaangażowania i samodyscypliny.  – Ja, teraz dopiero, po 7 latach, jestem w stanie nabrać delikatnie dystansu do tego, co się zrobiło i np. pojechać na urlop na tydzień – powiedziała Izabela Sadowska z Lubimyczytać.pl.

Podczas sesji dotyczącej RODO poruszono aspekt dotychczasowego przestrzegania praw i zaleceń dotyczących ochrony danych osobowych. Prelegenci wysunęli wniosek, że do tej pory w praktyce nie funkcjonowały, ponieważ niestosowanie się nie przynosiło negatywnych skutków.

Trzeba mieć na uwadze to, że RODO będzie obowiązywać we wszystkich państwach członkowskich Unii Europejskiej, które do tej pory miały swoje własne akty prawne i kompletnie nie raz różne podejście do tematyki ochrony danych osobowych – stwierdził dr Jacek Błachut, adwokat SPCG.

W drugiej części dnia można było spotkać się m.in. z przedstawicielkami Stowarzyszenia „Aktywność Kobiet” i Fundacji Liderek Biznesu, aby zapoznać się z raportem „Kobiety w Zarządach. Dlaczego nic się nie zmienia”. Stereotypy, poczucie własnej wartości, dylemat „praca a rodzina” – to tylko część kwestii o jakich rozmawiano.

Dziesiątki badań, prowadzone także w Polsce, pokazują, że na aktywność kobiet nie tylko w biznesie, ale i w sferze życia publicznego, powinniśmy patrzeć w kategoriach ekonomicznych. Nie chodzi o uczciwość społeczną, że jestesmy grupą specjalnej troski, że należy nas wspierać, bo całe wieki nas ciemiężono. Chodzi o to, że równość jest opłacalna. Dzięki obecności kobiet w firmach wyniki mogą być o 56% wyższe niż w tych zdominowanych przez mężczyzn – referowała Magdalena Rygiel ze Stowarzyszenia Aktywność Kobiet.

VII Europejski Kongres Małych i Średnich Przedsiębiorstw przeszedł do historii. Jego uczestnicy opuszczają Katowice z mnóstwem inspirujących doświadczeń zdobytych na ponad stu wydarzeniach z udziałem kilkuset ekspertów. Oficjalnym podsumowaniem Kongresu będzie wydawnictwo “Rekomendacje”, które ukaże się nakładem Regionalnej Izby Gospodarczej w grudniu 2017 roku.

Dlaczego agencja S&P podniesie ocenę Polski i co z tego wyniknie

Agencja S&P ma wszelkie argumenty, żeby podnieść w dniu dzisiejszym ocenę wiarygodności kredytowej (rating) Polski. Aczkolwiek raczej perspektywę, niż sam rating. Taka decyzja nie jest jeszcze uwzględniona w cenach.

Od stycznia 2016 roku agencja Standard&Poor’s Global Ratings (S&P) utrzymuje rating Polski na poziomie BBB+. To o dwa poziomy niżej niż ocena wystawiona przez agencję Moody’s i o jeden poziom niżej niż rating nadany przez Fitch. Od grudnia 2016 roku S&P utrzymuje „stabilną” perspektywę ratingu.

Ostatni raz S&P potwierdziła rating Polski w kwietniu br. Od tego czasu jednak wiele w polskiej gospodarce się zmieniło na plus, co każe oczekiwań realnych szans na wyższą ocenę. Ta opinia nie jest jednak podzielana przez uczestników rynku. 14 z 15 ekonomistów ankietowanych przez PAP Biznes zakłada brak zmian ratingu i jego perspektywy, podczas gdy tylko jeden spodziewa się podniesienia perspektywy .

Wspomniane zmiany w gospodarce doskonale ilustruje październikowa rewizja przez S&P prognoz polskiego PKB, deficytu sektora finansów publicznych i długu netto na lata 2017-2020. I tak tylko prognoza na 2017 rok odnośnie PKB została podwyższona do 4,2 proc. z 3,6 proc. szacowanych wcześniej, podczas gdy prognozy deficytu zostały obniżone do 2,6 proc. PKB z 3 proc., a długu netto do 50,6 proc. PKB z 51,2 proc.

Najnowsze prognozy S&P dla Polski na lata 2017-2020

sp polskaŹródło: PAP Biznes

Uwagę zwracają też zmiany w całym 4-letnim horyzoncie prognozy. W latach 2017-2020 deficyt sektora będzie na średnim poziomie 2,6 proc. PKB (2,925 proc. PKB szacowanych w lipcu), a zadłużenie netto na poziomie 50,45 proc. PKB (51,8 proc. PKB).

Ponadto należy jeszcze zwrócić uwagę na tendencje obu tych miar. Zarówno deficyt, jak i dług będą spadać, podczas gdy w lipcu oczekiwano w latach 2018-2020 wahań deficytu w przedziale 2,8-2,9 proc. PKB, przy jednoczesnym systematycznym wzroście długu.

Mając powyższe na uwadze zakładam, że S&P w dniu dzisiejszym podniesie perspektywę ratingu Polski ze „stabilnej” do „pozytywnej”, pozostawiając sam rating na poziomie BBB+. Dlaczego nie podniesie ratingu? Byłoby to prawdopodobne, gdyby nie zagrożenia jakie zapewne S&P dostrzeże w związku ze zwiększonymi wydatkami socjalnymi, obniżeniem wieku emerytalnego, a także pogorszeniem ramy instytucjonalnych państwa jakie mają miejsce za czasów rządu premier Beaty Szydło.

Inwestorzy decyzję S&P powinni poznać około godziny 17:30 (trzy ostatnie komunikaty były publikowane kilka minut po 17:30).

Godziny publikacji komunikatów przez agencję S&P

wal twitterŹródło: Twitter

W cenach nie jest ujęte, ani podniesienie perspektywy ratingu, ani tym bardziej podwyżka samego ratingu. Jak to zostało wspomniane wcześniej, 93 proc. ekonomistów ankietowanych przez PAP Biznes zakłada, że żadnej zmiany dziś nie będzie. Nieco mniej przekonani są do tego sami inwestorzy, ale również wśród nich prawdopodobnie większość podziela pogląd ekonomistów. Dlatego też potencjalna niespodzianka powinna stać się źródłem umocnienia złotego.

O godzinie 14:10 kurs EUR/PLN testował poziom 4,2370 zł, USD/PLN 3,5855 zł, a CHF/PLN 3,6535 zł. Podniesienie perspektywy powinno obniżyć notowania tych par o 1-2 gr. Podwyżka ratingu zaś o 3-4 gr do połowy przyszłego tygodnia, gdy tematy krajowe zejdą na drugi plan, a uwaga rynków zacznie koncentrować się na czwartkowym posiedzeniu Europejskiego Banku Centralnego i ewentualnym wyborze następcy Janet Yellen na fotelu prezesa amerykańskiej Rezerwy Federalnej.

Komentarz przygotował: Marcin Kiepas, Główny Analityk WALUTEO

Wyraźne odbicie inwestycji w 3q17

Główne wskaźniki aktywności gospodarczej za wrzesień potwierdziły wzmocnienie wzrostowych tendencji w głównych obszarach gospodarki, szczególnie w budownictwie, mimo niekorzystnego wpływu mniejszej niż przed rokiem liczby dni roboczych. Produkcja przemysłowa zwiększyła się we wrześniu o 4,3% r/r (PKO i konsensus: 5,4%), produkcja budowlana wzrosła o 15,5% r/r (PKO: 21,0%; konsensus: 18,6%), a sprzedaż detaliczna o 7,5% r/r (PKO: 7,4%; konsensus: 6,8%).

Biorąc pod uwagę cały 3q17, wyniki przemysłu i w szczególności budownictwa poprawiły się wyraźnie w porównaniu z 2q17, a dynamika sprzedaży detalicznej ustabilizowała się. Na podstawie opublikowanych dotychczas danych za 3q17 szacujemy, że dynamika PKB w 3q17 przyspieszyła co najmniej do 4,5% r/r (z 3,9% r/r w 2q17). Nasz szacunek doprecyzujemy do końca miesiąca wraz z napływem dodatkowej porcji danych z gospodarki (m.in. rewizja kwartalnych dynamik PKB i jej komponentów za 2016 r. towarzysząca notyfikacji fiskalnej zaplanowanej na 23 X oraz Biuletyn Statystyczny GUS publikowany 24 X).

Szczegóły danych za wrzesień potwierdzają, że zmienia się struktura wzrostu PKB. Wzrost produkcji budowlano-montażowej w dziale inżynieria lądowa i wodna przekracza 20% r/r już 3. miesiąc z rzędu, sugerując wyraźnie odbicie inwestycji publicznych. Dynamika „bazowej” sprzedaży detalicznej (z wyłączeniem sprzedaży pojazdów, paliw i żywności) utrzymuje się na poziomach zbliżonych do 7-8% (podobnie jak w 2q17).

Dane o sprzedaży detalicznej potwierdzają, że dynamika konsumpcji prywatnej utrzymuje się w okolicach 4,9% r/r odnotowanych w 2q17, a silny wzrost produkcji budowlanej w 3q17 jest historycznie spójny z wyraźnym odbiciem inwestycji, nawet w okolice 10% r/r. Zatem wkład inwestycji do wzrostu PKB powinien się zwiększać (kosztem konsumpcji).

Inflacja PPI wzrosła we wrześniu na skutek niskiej bazy cen w górnictwie oraz wzrostu cen w przetwórstwie (do 3,1% r/r z 3,0% r/r; PKO: 3,4%; konsensus: 3,0%). Choć wahania głównego indeksu cen producentów w dużej mierze odzwierciedlają zmiany cen surowców, to bazowe miary inflacji PPI pokazują, że fundamentalna presja cenowa nabiera siły.

Potwierdzenie naszych szacunków wzrostu PKB (publikacja szybkiego szacunku PKB zaplanowana jest na 14 listopada) oznaczałoby, że dynamika PKB znalazłaby się powyżej przedziału komfortu 3-4% r/r zdefiniowanego niegdyś przez Prezesa NBP. To (zwłaszcza jeśli potwierdzi się oczekiwane wyraźne odbicie inwestycji), wraz z dobrymi wynikami rynku pracy oraz danymi inflacyjnymi będzie wspierało jastrzębie skrzydło RPP. Raczej nie wpłynie to jednak na panujący w Radzie konsensus (brak podwyżek w horyzoncie 3-4 kwartałów), który bazuje m.in. na założeniu spowolnienia dynamiki PKB w 2018 r. vs 2017 r. Prognozowane przez nas utrzymanie wzrostu PKB powyżej 4% w przyszłym roku będzie mieć przełożenie na nastroje w RPP, ale kluczem do zmiany nastawienia Rady są w naszej ocenie nie tyle dane ze sfery realnej, co informacje z rynku pracy i ścieżka inflacji (oraz notowania PLN).

Nadal zakładamy, że skłonna podnieść stopy procentowe większość w ramach RPP zgromadzi się dopiero pod koniec przyszłego roku, chociaż pierwsze wnioski o podwyżki pojawią się wcześniej.

Wskaźnikikoniunktury konsumenckiej GUS utrzymały się w październiku w pobliżu rekordowych poziomów (bieżący na poziomie 4,6 pkt, a wyprzedzający na poziomie 1,6 pkt). Wskazuje to, że dynamika konsumpcji na początku 4q17 pozostaje na poziomie blisko 5% r/r.

Wyraźne odbicie inwestycji w 3q17

Członek RPP, Ł. Hardt, powiedział, że obniżki stóp procentowych nie zawsze są skutecznym narzędziem stymulowania inwestycji. Podkreślił też, że przyczyny braku przełożenia wzrostu płac na inflację są nieoczywiste.

Źródło: PKO Bank Polski

 

Weekend politycznych rozstrzygnięć m.in. w Czechach i Japonii

  • Dziś i w sobotę odbędą się wybory parlamentarne w Czechach. Sondaże przedwyborcze dają największe szanse partii Ano A. Babisa (25% poparcia). Rządząca partia socjaldemokratyczna (CSSD) premiera Sobotki ma szanse na 12,5% głosów. Do parlamentu wejść może jeszcze 6 innych partii. A. Babis jest znany z pragmatyzmu, opowiada się przeciw przyjęciu euro przez Czechy, krytykuje politykę migracyjną UE oraz wyklucza koalicję z komunistami, liberałami a także skrajną prawicą.
  • W niedzielę odbędą się także (przedterminowe) wybory do parlamentu w Japonii. Sondaże dają największe szanse urzędującemu premierowi S. Abe, który prawdopodobnie będzie kontynuować dotychczasową politykę gospodarczą (tzw. Abenomikę).
  • Premier Hiszpanii zwołał na sobotę nadzwyczajne posiedzenie rządu by zdecydować, jakie środki prawne powinny zostać podjęte aby zawiesić autonomię Katalonii.
  • Na dziś S&P zaplanował przegląd ratingu Polski. Nie spodziewamy się zmian ratingu oraz jego perspektywy (BBB+, perspektywa stabilna).
  • Wzrost inflacji PPI w Niemczech we wrześniu odzwierciedlać będzie rosnące ceny ropy.
  • W nocy z piątku na sobotę prezes Fed J. Yellen na spotkaniu National Economist Club w Waszyngtonie będzie mówić na temat polityki pieniężnej od czasu kryzysu finansowego.

Przegląd wydarzeń:

Mimo rozczarowujących danych o sprzedaży detalicznej z Wlk. Brytanii we wrześniu (1,2% r/r we wrześniu; konsensus: 2,0%; wobec 2,3% r/r w sierpniu) na początku listopada Bank Anglii najprawdopodobniej zdecyduje się na podwyżkę stóp procentowych.

Komu knedliczki a komu sake

Członek RPP G. Ancyparowicz oceniła, że inwestycje publiczne ostro ruszyły. Wzrost PKB w tym roku powinien wynieść ponad 4%, a w przyszłym roku może być jeszcze wyższy niż w obecnym.

Bank Światowy podniósł prognozę wzrostu PKB Polski do 4,0% w 2017 r. i 3,4% w 2018 r. (z odpowiednio 3,3% i 3,2%).

Źródło: PKO Bank Polski

Kurs złotego w oczekiwaniu na agencję S&P

Dolar nieco odrabia straty. Czy S&P znów okaże się surowe?  Wieczorem poznamy ocenę wiarygodności Polski. Czy poznamy nowe wieści w sprawie Brexitu? Co w dzisiejszym kalendarzu?

Nocne umocnienie dolara

Tuż po godzinie 3:00 w nocy amerykańska waluta zaczęła się umacniać. Główna para walutowa po dotarciu powyżej poziomu 1,185 obrała przeciwny kierunek i aktualnie testowana jest granica 1,18. Nocny wzrost siły dolara najprawdopodobniej spowodowany był zatwierdzeniem przyszłorocznego budżetu przez Senat w Stanach Zjednoczonych. Jest to niewątpliwie pozytywny sygnał przed próbami wprowadzenia zmian w systemie podatkowym w USA.

Czas na odreagowanie

W oczekiwaniu na decyzję agencji ratingowej przyszedł czas na niewielką korektę na głównych “polskich” parach walutowych. W godzinach popołudniowych, najprawdopodobniej ok. godziny 18:00, można spodziewać się opublikowania noty dla Polski. Tym razem oceniać Polskę będzie najsurowsza dla nas agencja ratingowa S&P. Aktualnie według Standard & Poor’s nasz kraj oceniany jest na poziomie BBB+ ze stabilną perspektywą. Jest to najgorsza z not wśród trzech głównych agencji ratingowej. Inwestorzy oczywiście będą liczyli na zaktualizowanie statusu i podniesienie oceny wiarygodności kredytowej Polski. Jeżeli tak się stanie to może to być kolejny już zastrzyk umocnienia i tak już silnej złotówki. Aktualnie frank szwajcarski wyceniany jest na 3,65 zł. Funt podrożał do 4,72 zł. euro kosztuje 4,24 zł, a cena dolara wynosi 3,59 zł.

Szczyt Unii

Dziś trwa kolejny dzień szczytu Unii Europejskiej. Do tej pory jednakże nie wyciekły żadne ważne informacje, które zainteresowałyby inwestorów. Do najważniejszych przecieków zapewne należałyby te związane z negocjacjami w sprawie wyjścia Wielkiej Brytanii z szeregów wspólnoty. Każde wieści dotyczące Brexitu będa miały konsekwencje widoczne w notowaniach brytyjskiej waluty.

Kalendarz nie zachwyca

Poza wymienionymi wydarzeniami kalendarz wydarzeń makroekonomicznych wygląda nieco ubogo. W godzinach popołudniowych zza oceanu napłyną do nas wyniki sprzedaży detalicznej oraz odczyt inflacji konsumenckiej z Kanady. Z kolei w Stanach Zjednoczonych poznamy tylko Liczbę sprzedanych domów.

Mateusz Wielewicki – dealer walutowy w Internetowykantor.pl

Rynek pracy cały czas pozytywnie się rozwija

W tym tygodniu w polskim kalendarzu makroekonomicznym dominowały przede wszystkim dane o rynku pracy. Wśród nich najlepsze wyniki osiągnęły płace, które według wyników wrześniowych wzrosły z roku na rok aż o 6%.

Płace powinny w dalszym ciągu rosnąć, między innymi ze względu na zmianę wieku emerytalnego. W październiku wchodzi w życie ustawa, na podstawie której wiek emerytalny kobiet zostanie zmieniony na 60 lat, a dla mężczyzn na 65 lat. Biorąc pod uwagę obecną sytuację, można oczekiwać, że niektóre firmy będą próbować przekonać pracowników do pozostania w pracy przez pewien czas, pomimo możliwości przejścia na emeryturę. Mogłoby to potencjalnie doprowadzić do wzrostu ich płac. Dla pracowników aktualna sytuacja jest bardzo pozytywna. Jednak zmiana wieku emerytalnego może wiązać się również z problemami w przyszłości. Polskie społeczeństwo szybko się starzeje, więc łatwo może dojść do sytuacji, w której system emerytalny będzie niezbilansowany. W dłuższej perspektywie są to bardzo problematyczne zmiany.

To był pozytywny tydzień dla złotego. Oprócz wzrostu płac na umocnienie złotego miał wpływ również międzyroczny wzrost zatrudnienia o 4,5% oraz produkcji przemysłowej o 6,9%. W piątek rano kurs złotego w stosunku do euro wynosił 4,24 EUR/PLN. Eurodolar był na poziomie 1,18 EUR/USD.

AKCENTA CZ a.s.

Przygotuj się na dane makroekonomiczne

Przyszły tydzień zapowiada się bardzo ciekawie. W poniedziałek i wtorek poznamy jedynie ważne dane dla Euro, ale trzy ostatnie dni sesji mogą dać się we znaki. W środę poznamy koszyk danych makroekonomicznych ze Stanów Zjednoczonych, Strefy Euro oraz Brytanii, aczkolwiek najważniejsza będzie decyzja Banku Centralnego Kanady o koszcie pieniądza. Ostatnio Traderzy zostali zaskoczeni, ponieważ władze monetarne Kanady zdecydowały się na podwyżkę stóp procentowych. Decyzja zostanie opublikowana o godzinie 16:00. W czwartek przyjdzie czas na EBC, który również ma opublikować koszt pieniądza o godzinie 13:45, z kolei 45 minut później odbędzie się konferencja z Europejskiego Banku Centralnego. Ostatni dzień sesji powinien być odpoczynkiem, bowiem poznamy dane jedynie ze Stanów Zjednoczonych oraz Japonii

Najistotniejsze dane makro dla Australii, Kanady, Stanów Zjednoczonych, Strefy Euro, Nowej Zelandii, Japonii, Wielkiej Brytanii

Najistotniejsze dane makro dla Australii, Kanady, Stanów Zjednoczonych, Strefy Euro, Nowej Zelandii, Japonii, Wielkiej Brytanii

Źródło: Admiral Marktes

Stopy procentowe – Kanada

Po ostatniej niespodziewanej podwyżce stóp procentowych rynek zredukował swoje oczekiwania, co do podwyżki na najbliższym spotkaniu. Czy tym razem się myli? Gdyby tak było, to moglibyśmy zobaczyć kolejną mocną fale umacniającą dolara kanadyjskiego. Aktualne prawdopodobieństwo wzrostu stóp procentowych wynosi jedynie 23.3 procenta. Możemy zatem powiedzieć, że inwestorzy oczekują bierności ze strony banku centralnego do końca roku. Prawdopodobieństwo powyżej 50 procent przypada na styczeń 2018 roku.

Prawdopodobieństwo podwyżki stóp procentowych w Kanadzie

Źródło: Bloomberg

Ale czy stopy procentowe umocnią dolara kanadyjskiego?

Patrząc na ostatnie notowania dolara amerykańskiego, to możemy stwierdzić, że nie. Niemniej jednak musimy to potwierdzić.

CADUSD i stopy procentowe

Źródło: Bloomberg

Na powyższej grafice przedstawiono notowania CAD/USD (odwrócony kurs USDCAD) na tle kosztu pieniądza ustalanego przez bank centralny Kanady. W zacieniowanym okresie mieliśmy podwyżki stóp procentowych. Po każdym z trzech ostatnich cykli podwyżek dolar kanadyjski znajdował się wyżej niż przed nim. Reasumując, dalsze zacieśnianie monetarne w Kanadzie powinno przełożyć się na aprecjację tamtejszej waluty.

Stopy procentowe -Europa

W nadchodzący czwartek o godzinie 13:45 poznamy decyzję Europejskiego Banku Centralnego w sprawie stóp procentowych. Inwestorzy nie spodziewają się żadnej zmiany, ale 45 minut później odbędzie się konferencja ECB. Coraz więcej analityków oraz inwestorów wspomina o możliwości o wiele szybszego wygaszenia programu QE, zatem jest co obserwować.

Instrument do obserwacji – USDCAD

Historycznie podwyżki stóp procentowych dokonywanych przez bank centralny Kanady umacniały CAD. Jeżeli dane zjawisko ma się powtórzyć, to warto szukać pozycji krótkich na parze walutowej USD/CAD z wyższego interwału czasowego.

Notowania USD/CAD, interwał tygodniowy

Notowania USD/CAD, interwał tygodniowy

Źródło: Admiral Markets

Na wykresie tygodniowym USDCAD notowania zbliżyły się do strefy podaży 1.26-1.27. Ponadto oscylator stochastyczny wskazuje na wykupienie kursu, czy dolara amerykańskiego stać na większą korektę? Jeżeli tak, to kolejnym celem może być poziom 1.30.

Ciekawostka: Długoterminowa korelacja USDCAD i ropy naftowej WTI oscyluje w okolicy -93 proc. Sprawdź pozostałe instrumenty za pomocą dodatku Supreme Edition.

Bitcoin wart więcej niż 5 tys. dolarów, czyli niezwykła kariera kryptowalut

bitcoinGdy w 2009 r. w cyberświecie pojawił się bitcoin i przebił się do świadomości wielu ludzi jako pierwsza kryptowaluta, chyba nikt nie przypuszczał, że wystarczy zaledwie kilka lat, by za bitcoiny dało się oficjalnie kupić obywatelstwo podatkowego raju. Zdumiewa także tempo wzrostu wartości najpopularniejszej z kryptowalut – cena jednego bitcoina już przekroczyła barierę 5 tys. dolarów.

W istocie bitcoin (BTC) wcale nie przecierał szlaku wśród kryptowalut, zdobył jednak i dość pewnie utrzymuje dominującą pozycję w swoim segmencie. A konkurencja jest ogromna. Istnieje już ponad 1100 kryptowalut, czyli sześć razy więcej niż tradycyjnych jednostek monetarnych, nierzadko z wielowiekową tradycją.

Dziś w zasadzie już każdy człowiek może stać się posiadaczem kryptowaluty, dokonywać za jej pomocą transakcji lub lokować kapitał. Szkoła Główna Handlowa uruchomiła podyplomowe studia poświęcone technologiom kryptowalut. Przed kilkoma tygodniami świat obiegła informacja o tym, że Vanuatu, niewielkie wyspiarskie państwo w Oceanii, a przy tym znany w świecie raj podatkowy, oferuje transakcję: obywatelstwo za bitcoiny. Cenę obywatelstwa znamy wprawdzie w dolarach – wynosi 200 tys. Ledwie rok temu byłoby to ok. 320 bitcoinów. Tymczasem dziś to już tylko ok. 36 jednostek najpopularniejszej z kryptowalut. Co oznacza, że kurs BTC pnie się w górę, i to w zawrotnym tempie. W połowie października br. pierwszy raz złamał barierę 5 tys. dolarów. A przecież ledwie dwa lata temu bitcoina wyceniano na 260 dolarów, a cztery lata temu na ok. 100 dolarów.

Szybki wzrost wartości bitcoina powyżej 5,6 tys. dolarów, spowodował, że najbardziej znana kryptowaluta kosztuje dziś cztery razy więcej niż uncja złota. Tymczasem przed rokiem jeden bitcoin stanowił równowartość ledwie połowy uncji złota (wyrażonej w dolarach).

Co to jest i skąd się bierze kryptowaluta?

Kryptowaluta to innymi słowy wirtualny pieniądz. Encyklopedyczny opis jest nieco bardziej zawiły: Rozproszony system księgowy bazujący na kryptografii, przechowujący informację o stanie posiadania w umownych jednostkach. Stan posiadania związany jest z poszczególnymi węzłami systemu („portfelami”) w taki sposób, aby kontrolę nad danym portfelem miał wyłącznie posiadacz odpowiadającego mu klucza prywatnego i niemożliwe było dwukrotne wydanie tej samej jednostki – informuje Wikipedia.pl

– Kryptowalutę można zdobyć na co najmniej dwa sposoby: 1. kupić za tradycyjne pieniądze na istniejących w internecie prywatnych giełdach; 2. “wydobyć” czy też “wykopać” (tzw. mining). Drugi sposób wymaga jednak umiejętności, specjalistycznego sprzętu i czasu. Trzeba się liczyć ze sporym zużyciem energii elektrycznej. “Wydobywanie” polega w tym wypadku na rozwiązywaniu złożonych problemów matematycznych – tłumaczy Bartosz Grejner, analityk rynkowy serwisu wymiany walut Cinkciarz.pl.

Zakupioną lub “wydobytą” kryptowalutę przechowuje się np. w plikach, które zabezpiecza się kluczami – losowo generowanymi ciągami znaków i cyfr. Powstały także firmy, które zajmują się przechowywaniem prywatnych zbiorów kryptowalut, kluczy czy też portfeli offline – drukowanych w wersji papierowej. Rzecz ważna dla potencjalnych posiadaczy kryptowalut – z dwóch rodzajów kluczy jeden służy do zabezpieczania kapitału, drugi udostępnia się nadawcy przelewu.

Techniki szyfrowania internetowych danych służą do weryfikacji kryptowalutowych transakcji oraz do tworzenia nowych jej jednostek. Kryptowaluty nie powstają jednak na bazie tych samych technologii, stąd różnią się metody ich przechowywania i obrotu.

– Transakcje najczęściej odbywają się bezpośrednio między sprzedającym a kupującym – model peer-to-peer (p2p). Przykładem technologii wykorzystywanej do przeprowadzania tego typu transakcji jest blockchain (inaczej łańcuch bloków). Nie tak łatwo wyjaśnić, na czym polega funkcjonowanie blockchainu. To typ rozproszonej bazy danych, którą można wykorzystywać do księgowania stale rosnącej liczby rekordów nazywanych blokami. Poszczególne bloki są połączone i każdy z nich zawiera kompletny rejestr rekordów. Całkowity rejestr udostępniany jest każdemu użytkownikowi transakcji, ale bez wykorzystania bazy centralnej. Z jednej strony w znacznym stopniu utrudnia to przeprowadzenie cyberataku. Nie ma bowiem w sieci jednego miejsca, w którym taka baza byłaby przechowywana. Z drugiej strony technologia umożliwia weryfikację rekordów, czyli w przypadku kryptowalut chodzi o transakcje – mówi analityk Cinkciarz.pl.

Unikatowe cechy kryptowalut

Kryptowaluty dość szybko zyskały wzięcie i popularność m.in. dlatego, że cechują się tym, czego brakuje walutom tradycyjnym.

Jednym z głównych wyróżników jest anonimowość. Transakcje nie są przypisywane do imienia i nazwiska konkretnej osoby, tylko do losowo wygenerowanego ciągu cyfr i liczb. Tylko w przypadku niektórych kryptowalut publiczny charakter transakcji sprawia, że można dostrzec skalę kupna-sprzedaży, ale i tak nie da się tego powiązać z ludźmi czy firmami stojącymi po dwóch stronach transakcji.

Na uwagę zasługuje też poziom bezpieczeństwa, gdyż według twórców poszczególnych projektów tylko właściciel prywatnego klucza może przesyłać zgromadzoną przez siebie kryptowalutę.

Brak centralizacji to – wg założeń twórców – kolejna cecha charakterystyczna dla pieniędzy XXI w. Nie ma jednego organu stojącego nad przepływem i notowaniami kryptowalut, nie ma też jednego miejsca, które mogłoby się stać np. celem hakerskiego ataku, dane o kryptowalutach są rozproszone w sieci.

W odróżnieniu od przelewów tradycyjnych walut, które zależą od różnych systemów bankowych oraz m.in. sesji przychodzących i wychodzących w bankach i krajach odbiorcy oraz nadawcy, transfer kryptowalut jest niezależny od fizycznej lokalizacji użytkowników, a przepływ jest niemal natychmiastowy.

Transakcje zlecone w kryptowalutach stają się nieodwracalne i nie mogą zostać już przez nikogo cofnięte. Stanowi to prawdopodobnie wadę i zaletę jednocześnie. Plus polega na tym, że środki na pewno docierają do zdefiniowanego przez nas celu. Kiedy jednak przy definiowaniu odbiorcy zdarzy się pomyłka, nie istnieje żadna jednostka, która mogłaby pomóc w wycofaniu się z błędnej operacji.

Jeszcze jedna z cech, na którą warto zwrócić uwagę, to szybki rozwój narzędzi i usług powiązanych z kryptowalutami. Dziś umożliwiają już m.in. bezpośrednie płatności kartami, które są zasilane na bazie posiadania kryptowalut, w sklepach stacjonarnych czy w internecie. – Dzieje się tak dzięki temu, że są firmy, które przeliczają i wymieniają kryptowaluty np. na dolary czy euro – tłumaczy analityk Cinkciarz.pl.

Rynek kryptowalut pełen dynamicznych zmian

W teorii każdy może stworzyć własną kryptowalutę, skoro nie wymaga to żadnych zezwoleń. W praktyce powstaje wiele nowych projektów, ale też sporo z nich upada. Według serwisu Coinmarketcap, badającego m.in. kapitalizację oraz obrót w rynku, w połowie października 2017 r. blisko 1200 kryptowalut, a wśród nich m.in. utworzony w naszym kraju Polcoin, dominowało nad 180 tradycyjnymi walutami używanymi przez obywateli 195 państw świata.

Ruch w kryptowalutowym interesie wywołał sukces bitcoina, który debiutował w 2009 r. w oparciu o blockchain, czyli rozproszoną baza danych. Od tego czasu powstało mnóstwo nowych kryptowalut, mimo to bitcoin pozostał liderem całej domeny.

Według serwisów Coinmarketcap oraz statystycznego coin.dance kapitalizacja bitcoina (czyli liczba jednostek w obrocie pomnożona przez cenę) wynosiła 19 października 2017 r. ok. 94,5 mld dolarów, co stanowi zarazem nieco ponad połowę udziału w rynku kryptowalut. Pod koniec 2013 r. dominacja bitcoina była o wiele jednak wyraźniejsza – przekraczała nawet 95 proc.

Pod względem udziału w rynku – z jedną piątą udziału w rynku i kapitalizacją ok. 29 mld dol. – drugie miejsce należy do ethereum. Początki tej kryptowaluty sięgają połowy 2015 r. (choć koncepcja zaproponowana już w 2013 r.), a podobnie jak bitcoin wykorzystuje ona technologię łańcucha bloków.

– Ethereum ma nieco więcej możliwości od bitcoina – oprócz samego przesyłu kryptowaluty umożliwia również tworzenie m.in. Smart Contracts, czyli algorytmów zaprogramowanych do wykonywania specyficznych czynności, takich jak dzielenie środków pomiędzy udziałowców przy okazji zbiórki na dany projekt w procesie nazywanym Initial Coin Offering. Ethereum może zatem ułatwiać inwestowanie czy crowdfunding – analizuje Bartosz Grejner.

Trzecie miejsce pod względem kapitalizacji zajmuje ripple, z całkowitą wartością rynkową rzędu ok. 8 mld dol. i udziałem w rynku kryptowalut ok. 5 proc.

Firma Ripple, która stworzyła każdą jednostkę tej kryptowaluty i jest także jedynym jej dystrybutorem, postawiła na technologię inną niż blockchain, mierzy też przede wszystkim we współpracę z bankami i instytucjami finansowymi. W przypadku bitcoina czy ethereum mamy do czynienia z ich “wydobyciem” (miningiem) – procesem, który mogą wykonywać zarówno firmy, jak i pojedynczy użytkownicy. Tymczasem pełen zasób ripplei została z góry ustalony na 100 mld jednostek. Firma Ripple przetrzymuje większość stworzonej przez siebie kryptowaluty – w październiku 2017 r. w obrocie było ok. 38 mld jednostek.

Ripple, w odróżnieniu od bitcoina i ethereum, zaadoptowało część czołowych banków na świecie. I w oficjalnym obiegu kryptowaluta może być wymieniana na waluty tradycyjne, a korzystanie z niej i stworzonego przez firmę Ripple systemu przesyłu miałoby sprawić, że wymiana i przelew tradycyjnej waluty staną się szybsze i tańsze.

Co wpływa na notowania kryptowalut

Wartość kryptowalut często zestawia się z dolarem, ale równie dobrze mogą być one wyceniane w każdej z tradycyjnych walut świata, bądź porównywane bezpośrednio między sobą.

Wycenę i kapitalizację rynkową podaje się z reguły na konkretny dzień, ponieważ wartość kryptowalut zmienia się w tempie niespotykanym na rynku tradycyjnych walut. Od początku kwietnia do początku października 2017 r. wartość bitcoina w relacji dolara wzrosła pięciokrotnie, ethereum blisko siedmiokrotnie, a ripple trzynastokrotnie. Przy tak ogromnych skokach dzienne wahania kursu np. bitcoina mogą przekraczać nawet 20 proc.

Co decyduje o notowaniach kryptowalut? Na cenę jakiegokolwiek towaru istotnie wpływają czynniki popytu i podaży. Duża ekspozycja kryptowalut w mediach może zwiększać popyt, prowadząc w szybkim tempie do wzrostu ceny. Jeżeli chcemy wymienić kryptowalutę na tradycyjne pieniądze, np. dokonując płatności, mamy do czynienia z crossem walutowym. I wówczas do głosu dochodzą czynniki makroekonomiczne przypisywane tzw. zwykłym walutom.

Zdecentralizowanie i dużo mniejsza wrażliwość na czynniki makroekonomiczne dotykające tradycyjne waluty sprawiają, że kryptowaluty mogą być również postrzegane jako alternatywna inwestycja. Gdy na globalnym rynku mamy do czynienia ze wzrostem niepewności i odpływem kapitału, wtedy część pieniędzy, akcji czy obligacji inwestorzy mogą lokować na rynku kryptowalut. Zdarza się, że w ten sposób podnoszą ich wycenę.

Wszystkie cyfrowe kryptowaluty funkcjonują w określonych systemach, a zmiany w standardach tych systemów mogą wpływać na wycenę kryptowalut. – Podobny wpływ zdają się też wywierać informacje o tym, że np. jakiś kraj lub duża instytucja uznają i wykorzystują daną kryptowalutę lub technologię, na której ona bazuje – wskazuje Bartosz Grejner. Tego typu informacje mogą się pojawiać nieoczekiwanie, powodując duże wahania wartości, co obarcza inwestowanie w kryptowaluty wysokim ryzykiem.

Trump ma już kandydata?

Amerykański dolar zyskuje po tym, jak prezydent Donald Trump skłonił się ku kandydaturze członka zarządu Fedu Jerome Powella na następnego szefa Rezerwy Federalnej. Miałby on być kontynuatorem obecnej polityki amerykańskiego banku centralnego. Dolarowi pomogło też przegłosowanie przez amerykański Senat reformy podatkowej prezydenta Trumpa. Mocno trzyma się natomiast euro mimo rosnącego kryzysu związanego z chęcią uzyskania niepodległości przez hiszpańską Katalonię. Z kolei złotówka zyskuje do głównych walut po tym, jak Bank Światowy dość znacznie podniósł prognozę tegorocznego wzrostu PKB Polski z 3,3% do 4%.

Waluty: W ciągu ostatnich 24 godzin amerykański dolar traci do euro (-0,03%), a zyskuje do brytyjskiego funta (+0,73%), dolara kanadyjskiego (+0,4%), dolara australijskiego (+0,26%) oraz japońskiego jena (+0,24%) i kursy wynoszą: EUR/USD – 1,181, GBP/USD – 1,311, USD/CAD – 1,252, AUD/USD – 0,784 i USD/JPY – 113,8. Euro jest silniejsze wobec japońskiego jena (+0,27%) i kurs EUR/JPY wynosi 133,4, a kurs EUR/GBP jest na poziomie 0,901. Złotówka minimalnie traci do euro, a zyskuje do innych głównych walut światowych. W piątek rano dolar kosztuje poniżej 3,59 zł, euro – poniżej 4,24 zł, funt – 4,7 zł, a frank szwajcarski – poniżej 3,66 zł.

Giełdy: Na światowych giełdach niewielka przewaga koloru zielonego. W czwartek londyński indeks FTSE 100 spadł o 0,26%, frankfurcki indeks DAX – o 0,4%, a paryski indeks CAC 40 – o 0,29%. W Amerykach nowojorski indeks S&P 500 podniósł się o 0,03%, meksykański indeks Bolsa zyskał 0,12%, a brazylijski Bovespa spadł o 0,4%. W piątek w Azji tokijski indeks Nikkei wzrósł o 0,04%, chiński indeks Shanghai Composite – o 0,25%, a hongkoński indeks Hang Seng na godzinę przed zamknięciem zyskiwał 1%.

Ropa i złoto: Po czterodniowym wzroście cena ropy naftowej idzie w dół. W czwartek na zakończenie dnia baryłka ropy Brent kosztowała 57,23 USD (-1,61%), a ropy WTI – 51,29 USD (-1,46%). Roczna prognoza ceny baryłki surowca spadła o 1 USD do 58 USD. Z kolei cena złota rośnie. W piątek rano uncję metalu rynek wycenia na 1282 USD. To 4 USD więcej (+0,31%) niż dobę wcześniej.

Najważniejsze wydarzenia dzisiejszego dnia:

  • 8:00 – Niemcy – Inflacja PPI (r/r), wrzesień – 3,1% (prognoza 2,9%)
  • 10:00 – Strefa euro – Saldo bilansu bieżącego, sierpień (prognoza 26,2 mld euro)
  • 14:00 – Polska – Wskaźniki koniunktury gospodarczej, październik
  • 14:30 – Kanada – Inflacja CPI (r/r), wrzesień (prognoza 1,6%)
  • 16:00 – USA – Sprzedaż domów na rynku wtórnym, wrzesień (prognoza 5,3 mln)
  • 20:00 – USA – Wystąpienie szefa Fed z Cleveland

Przygotował zespół analityczny easyMarkets

Wyniki finansowe Nestlé S.A. po trzech kwartałach 2017 roku

Dziewięć pierwszych miesięcy 2017 roku Nestlé S.A. zamyka na poziomie 2,6% wzrostu organicznego oraz 1,8% rzeczywistego wzrostu wewnętrznego (RIG). W perspektywie całorocznej wzrost organiczny powinien być zbliżony do poziomu z okresu dziewięciu miesięcy.

Sprzedaż  na poziomie 65,3 mld CHF, spadek o 0,4% (analogicznie w 2016 roku 65,5 mld CHF). Spadek jest głównie wynikiem nieuwzględniania w sprzedaży kategorii Lodów po utworzenia joint venture Froneri oraz ujemnego efektu walutowego na poziomie 0.4%.

  • Firma zanotowała 2,6% wzrostu organicznego, 1,8% rzeczywistego wzrostu wewnętrznego (RIG) oraz 0,8% wzrostu  związanego z podwyżką cen.
  • Na rozwiniętych rynkach zanotowano wzrost organiczny na poziomie 0.8%, na rynkach rozwijających się 5.1%.
  • Perspektywa całoroczna przewiduje wzrost organiczny zbliżony do poziomu z okresu dziewięciu miesięcy. Prognozuje się poprawę zysku operacyjnego bez uwzględniania kosztów jednorazowych na 2017 rok
    o co najmniej 20 punktów bazowych przy zachowaniu stałego kursu walutowego. Inicjatywy w obszarze oszczędności w kosztach strukturalnych rosną szybciej niż zakładano, oscylując między 400–500 mln CHF. W rezultacie zysk operacyjny zmniejszy się o około 40-60 punktów bazowych przy zachowaniu stałego kursu walutowego. Firma przewiduje wzrost zysku na akcję oraz wzrost efektywności kapitałowej.

Wstępne wyniki Grupy Ergis po trzech kwartałach 2017 roku

Grupa ERGIS, lider przetwórstwa tworzyw sztucznych w Europie Środkowo–Wschodniej, opublikowała wstępne wyniki finansowe za III kwartał.
W trzech kwartałach Grupa zanotowała przychody w wysokości 574,7 mln zł (wzrost o 8,3%), wynik EBITDA sięgający 48,9 mln zł (wzrost o 0,1%), wynik operacyjny wynoszący 31,3 mln zł (wzrost o 3,7%) oraz zysk netto w wysokości 20,4 mln zł (spadek o 3,3%).

W samym III kwartale Grupa zrealizowała, w stosunku do III kwartału 2016, wzrost przychodów sięgający 11,6% oraz spadki na poziomie: zysku operacyjnego o 3,3%, EBITDA o 2,8% oraz zysku netto o 34,4%. Wartości zysku w III kwartale 2017 roku są obciążone wzrostem kosztów wynagrodzeń w Grupie – o 2,8 mln zł (w stosunku do II kw. 2017 r.) i o 5,6 mln zł po  trzech  kwartałach 2017 roku (w porównaniu z kosztami wynagrodzeń po trzech kwartałach 2016 r.). Niekorzystnie na poziom realizowanych marż wpływała również sytuacja surowcowa, szczególnie  utrzymujące się od początku roku wysokie koszty PVC oraz zmiękczaczy. EBITDA  III kwartału jest  również obciążone kosztami restrukturyzacji organizacyjnej w Grupie w wysokości około 500 tys. zł., a zysk netto został pomniejszony o blisko  milion złotych w wyniku rozwiązania aktywa podatkowego dokonanego w procesie fuzji niemieckich spółek Grupy.

Wstępne wyniki Grupy Ergis

Wstępne wyniki finansowe Grupy ERGIS po III kwartałach 2017 roku przedstawia poniższa tabela:

 

w tys. PLN

III kw. 2017

wstępne

III kw. 2016 Dynamika I-III kw. 2017

wstępne

I-III kw. 2016 Dynamika
Przychody ze sprzedaży 201 236 180 369 +11,6% 574 706 530 759 +8,3%
Zysk operacyjny 9 098 9 405 -3,3% 31 335 30 228 +3,7%
Zysk brutto 8 010 8 899 -10,0% 28 605 26 185 +9,2%
EBITDA 15 061 15 491 -2,8% 48 950 48 911 +0,1%
Zysk netto 4 656 7 094 -34,4% 20 423 21 116 -3,3%
Zadłużenie odsetkowe 162 304 151 981 +6,8% 162 304 151 981 +6,8%

Analiza wyników za trzy kwartały daje jasny obraz. Odnotowaliśmy rekordowy wzrost sprzedaży. Wyniki zrealizowane na sprzedaży folii stretch z nowej inwestycji  po trzech kwartałach zwiększyły EBITDA tego sektora o ponad 5 mln zł. Od czasu wprowadzenia na rynek folii nanoERGIS® udział folii  stretch w EBITDA Grupy wzrósł ponad dwukrotnie  i osiągnął poziom 50% tego wskaźnika.

Te pozytywne  rezultaty  zostały jednak  zamaskowane przez wzrost kosztów pracy oraz istotny spadek rentowności – szczególnie w miękkich foliach PVC oraz opakowaniach elastycznych, wywołany sytuacją surowcową. Ponieważ oczekujemy, że ceny polimerów wreszcie spadną, perspektywy na najbliższy rok oceniamy optymistycznie – powiedział Tadeusz Nowicki, Prezes Zarządu ERGIS SA.

Szczepan Bentyn: Bitcoin alternatywą dla systemu płatniczego? Czy tylko inwestycją?

Pierwsza kryptowaluta, czyli bitcoin powstał w 2009 roku. Nie wiadomo kim jest jego twórca, znany jest jedynie jego pseudonim – Satoshi Nakamoto. Wymyślił on system, który motywuje nowych uczestników sieci do dodatkowego zabezpieczania jej. System cały czas rośnie, dołączają do niego nowi użytkownicy, którzy oddając moc obliczeniową zwiększają jego bezpieczeństwo.

– Chociaż twórca zniknął, system świetnie działa dalej, 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu. To jedyny system finansowy, który od początku istnienia, przez 8 lat działa nieprzerwanie – powiedział serwisowi eNewsroom Szczepan Bentyn, prezes Pracowni Nowych Technologii –  Kryptowaluty stosowane są w praktyce jako jednostka rozliczeniowa, za którą można kupić niemal wszystko. Najczęściej jednak wykorzystywane są jako przechowywanie wartości. Szacuje się, że 80 proc. bitcoinów zachowywanych jest właśnie w tym celu. Ludzie je kupują i liczą na to, że ich wartość wzrośnie. Tylko 20 proc. bitcoinów jest używane jako przekazy pieniężne. Aż 40 proc. z transakcji na Filipiny jest realizowanych właśnie w tej kryptowalucie. Nie ma lepszego międzynarodowego środka przekazywania wartości. Konkurencja, jak Western Union czy MoneyGram, pobiera nawet do 12 proc. prowizji. W bitcoinie taki przelew kosztuje grosze i odbywa się w ciągu sekundy. Jest to więc najlepszy wybór, jeśli chodzi o przekazy międzynarodowe – podsumował Bentyn.

Najszybciej można uzyskać nakaz zapłaty w Łomży, Świdniku i Krośnie. Najdłużej trwa to we Wrocławiu

Instytut Badawczy ABR SESTA dokonał analizy, jak długo trzeba czekać na uzyskanie nakazu zapłaty w postępowaniu upominawczym we wszystkich Sądach Gospodarczych w Polsce. W badaniu ponad 34% z nich wskazało 4 tygodnie i dłużej, tj. najczęściej 2-3 miesiące. Po 26,8% odpowiedziało „do miesiąca” i „trudno powiedzieć”. 7,3% placówek wymieniło 2-4 tygodnie, a po 2,4% – 2 tygodnie i kilka dni. Z tego wynika, że procedowanie najdłużej zajmuje w większych miastach. Tymczasem pracownicy sądów bronią się, twierdząc, że długi czas oczekiwania to wina zbyt małej liczby sędziów. Jednak eksperci tego nie potwierdzają. Ich zdaniem, główny problem tkwi w organizacji pracy całego aparatu sądowego – od sekretariatów po konkretne wydziały. 

Najszybciej, bo do 1 miesiąca, przedsiębiorca uzyska nakaz w postępowaniu upominawczym w ponad 12% sądów. W kilka dni – w blisko 2,5% badanych placówkach, do 2 tygodni – w prawie 2,5% i od 2 do 4 tygodni – w ponad 7% sądów. Jak podkreśla Filip Powroźnik, specjalista prawa egzekucyjnego z Kancelarii Prawnej LEXADVISOR, to jest wstyd, że sądy, jako część władzy publicznej, odpowiednio sprawnie nie realizują swojego zadania w zakresie wymierzania sprawiedliwości. Najgorsze jest to, że nikt za to nie odpowiada. Sędziowie nie widzą w tym problemu, albo zgłaszają go, ale ustawodawca na to nie reaguje.

– Zgodnie z wynikami badania, w Łomży przedsiębiorca uzyska nakaz w postępowaniu upominawczym w zaledwie tydzień. W Świdniku musi na to czekać od 2 tygodni do miesiąca, w Krośnie – do 1 miesiąca. Najwięcej czasu straci we Wrocławiu – aż 4 miesiące, Bydgoszczy – 3-4 miesiące i w Szczecinie – 2-3 miesiące. W związku z tym, sytuacja najgorzej wygląda w dużych miastach. Przekazanie spraw do mniej obciążonych sądów wymagałoby zmiany procedur. Jest to możliwe,  jednak takie rozwiązanie wydłużyłoby z kolei dostęp do sądów w mniejszych miejscowościach, a do tego nie można dopuścić – mówi adwokat Jakub Bartosiak z Kancelarii Michrowski Bartosiak Family Office.

Na pytanie ankieterów, dlaczego oczekiwanie na wydanie nakazu trwa tak długo, pracownicy sądów w większości odpowiadali, że jest zbyt dużo spraw i za mała liczba sędziów. Dlatego, zdaniem Filipa Powroźnika, należy powierzyć proste kwestie nakazowe asystentom lub referendarzom sędziowskim. To powinno odbyć się oficjalnie. W praktyce często jest tak, że aplikant przygotowuje projekt nakazu, a sędzia tylko go podpisuje. Ekspert dodaje, że warto wprowadzić również zmiany proceduralne, aby przedsiębiorcy mogli szybko wystąpić do komornika w celu egzekucji należności.

– Problem na pewno nie tkwi w małej liczbie sędziów, która w Polsce jest znacząca na tle innych państw europejskich. Oczywiście usprawnienia wymaga cały aparat pomocniczy, począwszy od sekretariatów do konkretnych wydziałów. Do opóźnień często dochodzi już na etapie wpływu sprawy do sądu i jej rejestracji. Następnie, po wydaniu nakazu zapłaty przez sędziego, trzeba go jeszcze wysłać do stron postępowania. Ale ten dokument nierzadko przychodzi po przeszło miesiącu od daty wystawienia i przybicia pieczątki sądu. Na końcowy efekt składa się więc przewlekłość na wszystkich etapach postępowania – stwierdza adwokat Michał Szantar z Kancelarii Prawnej EXIRE.

Z obserwacji Radosława Płonki, eksperta prawnego z Business Centre Club, wynika, że zdarzają się przypadki, gdy w tym samym miesiącu i sądzie nakaz zapłaty w jednej sprawie przedsiębiorca otrzymuje po 2 tygodniach, a w innej dopiero po 3 miesiącach. To pokazuje, że możliwe jest szybsze procedowanie, ale problem tkwi w samej wewnętrznej organizacji sądów. W ocenie adwokata, poszerzenie kadr z jednoczesnym wprowadzeniem większego nadzoru nad szybkością procedowania oraz realną odpowiedzialnością za opóźnienia znacznie poprawiłoby sytuację.

– Moim zdaniem, wielu pracownikom sfery budżetowej, otrzymującym wynagrodzenia regularnie, obce są takie pojęcia, jak płynność finansowa czy zatory płatnicze w firmach. Często też nie zdają sobie sprawy ze znaczenia, jakie dla przedsiębiorców ma szybkie wyegzekwowanie roszczeń, od których muszą zapłacić podatek dochodowy lub VAT. Brak tej wiedzy może wpływać na pewnego rodzaju niefrasobliwość, z jaką sądy podchodzą do kodeksowych – jedynie instrukcyjnych – terminów – ocenia adwokat Jakub Bartosiak.

Praktyka zawodowa adwokata Radosława Płonki wskazuje, że przedsiębiorca musi czekać na uzyskanie nakazu w postępowaniu upominawczym zwykle kwartał. Trzeba też pamiętać, że po tym czasie dłużnik ma prawo złożyć sprzeciw, co oczywiście dodatkowo wydłuża ten okres. Wykorzystując opieszałość działania wymiaru sprawiedliwości, zadłużony może znacznie opóźnić swoją zapłatę. Do dnia pierwszej rozprawy niejednokrotnie mija rok lub więcej. Jak podsumowuje ekspert z BCC, odszkodowania przyznawane, w ramach skarg na przewlekłość postępowania, są raczej symboliczne i nie rekompensują strat ponoszonych przez przedsiębiorców.

Badanie zostało zrealizowane przez Instytut Badawczy ABR SESTA pod koniec września br. metodą mystery shopping, czyli Tajemniczy Klient, w 41 Sądach Gospodarczych w Polsce.

VII BIG DATA & AI: Think Big Congress oraz I SecureTech Congress

W dniach 17-18 października 2017 r. w Hotelu Sheraton w Warszawie równocześnie odbyły się dwa kongresy: VII BIG DATA & AI: Think Big Congress oraz I SecureTech Congress.

Wydarzenia te są odpowiedzią na nową rewolucję technologiczną w biznesie oraz najnowsze trendy w zakresie cyber security. Miniona edycja zgromadziła 695 uczestników, którzy mieli okazję wziąć udział w 13 panelach dyskusyjnych, 5 firechat’ach oraz 21 wystąpieniach indywidualnych, czynnie realizowanych przez 102 prelegentów.

Uroczystego otwarcia Kongresów, podczas wspólnej części VII BIG DATA & AI: Think Big Congress i SecureTech Congress, dokonali: Dariusz Kacprzyk, Współprzewodniczący Rady Programowej SecureTech Congress  oraz Tomasz Motyl, Przewodniczący Rady Programowej BIG DATA & AI: Thinkg Big Congress. Zgromadzeni uczestnicy mieli przyjemność wysłuchać wystąpienia Krzysztofa Silickiego, Podsekretarza Stanu w Ministerstwie Cyfryzacji, a następnie światowej sławy hakera – Ralpha Echemendia, pracującego dla takich koncernów jak NASA, Google, Microsoft oraz najważniejszych nazwisk Hollywood oraz prof. Anatoly’a Maruschaka, który opowiedział o kulisach głośnego ataku hakerskiego na Ukrainie latem br. Część wspólną zwieńczyła dyskusja panelowa dotycząca przyszłości cyfrowej w biznesie w kontekście General Data Protection Regulation (RODO).

Kolejnym etapem były symultanicznie odbywające się panele obydwu kongresów. Uczestnicy  BIG DATA & AI: Thinkg Big Congress podjęli tematy dotyczące, m.in.: rewolucji technologicznej w biznesie oraz aspektami Sztucznej Inteligencji jako open source i budową własnych rozwiązań. Rozważano też tematy koegzystencji maszyn i ludzi w bankowości detalicznej i inwestycyjnej, a także zastosowania sztucznej inteligencji w handlu.

Natomiast uczestnicy  SecureTech Congress prowadzili dyskusje dotyczące  komunikacji, budowania marki i współpracy firm na rzecz cyberbezpieczeństwa. Zastanawiano się także dlaczego socjotechnika jest dalej skuteczną metodą ataku. Podczas drugiego dnia konferencji swoje wystąpienie miał Honorowy przedstawiciel Ministerstwa Cyfryzacji – dr Maciej Kawecki. Ponadto uczestnicy mieli szansę wysłuchać i wziąć czynny udział w debatach dotyczących technologii jako wyzwań związanych z zabezpieczeniem nowoczesnych i mobilnych środowisk, zagrożeń atakami na  IoT w Polsce oraz wzmocnień cyberoporności sektora finansowego. Blok kończący konferencję dotyczył inteligentnych przedsiębiorstw, przemysłu i systemów energetycznych oraz tego, w jaki sposób, zmierzyć skuteczność ich zabezpieczeń.

Wśród prelegentów VII BIG DATA  & AI: Think Big Congress oraz  I SecureTech Congress znaleźli się także m.in.:

  • Andrzej J. Piotrowski, Podsekretarz Stanu, Ministerstwo Energii
  • Francesco Chiarini, Global Cybersecurity Incident Response, PepsiCO
  • Krzysztof Bajołek, Founder, Answear.com
  • Daniel Arak, Współzałożyciel, Członek Zarządu, ITMAGINATION
  • Aleksandra Przegalińska-Skierkowska, Adiunkt, Akademia Leona Koźmińskiego, Badaczka w Center For Collective Intelligence w MIT w Bostonie;
  • Norbert Biedrzycki, Digital Vice President, McKinsey;

Zachęcamy do zapoznania się z fotorelacją wydarzenia.

Organizatorem wydarzenia jest MMC Polska.

Dolar z nieoczekiwanym wsparciem

Kolejne podejście EUR/USD w kierunku 1,19 okazało się nieudane. Nasilenie napięć wokół sytuacji Katalonii i twarde stanowiska rządu w Madrycie nie było w stanie osłabić euro (choć w rocznicę czarnego poniedziałku wpłynęło na europejskie rynki akcji). W nocy dolar skokowo zyskał po tym jak Senat zatwierdził budżet na 2018 rok (ZA:51, PRZECIW: 49, w tym oczywiście wszyscy Demokraci) To duży krok w kierunku sprawnego wdrożenia reformy systemu podatkowego. Kolejnym etapem będzie (prawdopodobnie) przyszłotygodniowe głosowanie nad budżetem w Izbie Reprezentantów.

W tym samym czasie rozstrzygać będzie się kolejna bardzo istotna kwestia o charakterze politycznym: personalia prezesa Fed kolejnej, rozpoczynającej się w lutym kadencji. Największą szansą dla dolara mogłoby stać się namaszczenie na następcę Janet Yellen kogoś z dwójki: Taylor – Warsh. Zwłaszcza pierwszy kandydat, który stworzył regułę pozwalającą oszacować optymalny poziom kosztu pieniądza w oparciu o inflację i kondycję rynku pracy, byłby gwarantem jastrzębiego zwrotu w polityce monetarnej. Ukuta przez Taylora zasada sugeruje, że stopy powinny być minimum dwukrotnie wyższe niż obecnie. Rzecz jasna naiwnością byłoby liczenie, ze jego ewentualny wybór doprowadzi do skokowego zacieśnienia. W perspektywie kilku kwartałów rynek nie wycenia jednak nawet dwóch pełnych podwyżek, co ostro kontrastuje z projekcjami Fed mówiącymi o czterech ruchach do końca 2018 roku. W ostatnich kilku dniach rośnie jednak przekonanie, że obecnie zasiadający w Radzie Gubernatorów Powell jest faworytem (bukmacherzy wyceniają, że ma 50 – proc. szanse na nominację).

Widać zatem wyraźnie, że przy braku ważnych publikacji makro oraz posiedzeń banków centralnych polityka niepodzielnie zawładnęła rynkami. W tym kontekście trzeba pamiętać o załamaniu siły NZD po uformowaniu rządu bez udziału Partii Konserwatywnej oraz weekendowych wyborach w Japonii. W tym środowisku i oczekiwaniu na posiedzenie ECB powinny dominować wąskie przedziały wahań z tendencją do umiarkowanego umocnienia dolara. EUR/USD powinien osuwać się w kierunku 1,1750. Widzimy też pole do osłabienia dolara australijskiego. Uważamy ponadto, że złoty zakończył już swój rajd i czeka nas odbicie EUR/PLN ponad 4,30.

Pod koniec września premier Shinzo Abe nieoczekiwanie zapowiedział przyspieszone wybory parlamentarne na 22 października. Pomimo problemów wewnątrz partii rządzącej, opozycja także jest rozbita, co Abe chce wykorzystać, wspierając się na pozytywnym klimacie gospodarczym i narosłych zagrożeniach ze strony Korei Północnej. Bardzo dobry wynik z wyborów w 2014 r. jest mało realny do powtórzenia, jednak partia Abe powinna utrzymać większość. Kontynuacja Abenomiki oznacza podtrzymanie presji na osłabienie jena w średnim terminie.

Premier Japonii Shinzo Abe podjął ryzykowną grę utrzymania władzy, kiedy jego popularność spadła na minima po serii skandali w pierwszej części roku. Jednakże opozycja także nie ma łatwego okresu, a czołowa Partia Demokratyczna (DPJ) jest pogrążona w walce o przywództwo. Dodatkowo na arenie pojawiła się nowa Partia Nadziei zawiązana przez burmistrz Tokio Yuriko Koike (wcześniej była w DPJ). Koike osiągnęła druzgocące zwycięstwo w wyborach w Tokio i jest ostrym krytykiem polityki Abe. Jednak Partia Nadziei nie jest jeszcze gotowa do krajowych wyborów, a poparcie buduje kosztem DJP, co osłabia pozycję opozycji.

LDP obecnie posiada 291 miejsc w Izbie Reprezentantów (izba niższa) i razem z partią Komeito (NKP, 35 miejsc) tworzy koalicję, która daje większość 2/3 głosów. Wybory z 22 października zredukują liczbę miejsc w Izbie o 10 do 465, co oznacza, że zwykła większość będzie wynosić 233 miejsca, a większość 2/3: 310. Biorąc pod uwagę spadek popularności Abe i ostatnie sondaże, wynik z poprzednich wyborów wydaje się nie do powtórzenia. Jednak utrzymanie zwykłej większości przez LDP jest realnym celem, na który zapewne liczy premier Abe. Przyspieszone wybory dodatkowo blokują szanse opozycji na wzmocnienie swojej pozycji aż do czasu kolejnych wyborów.

Taki wynik dawałby Abe mandat dla kontynuowania dotychczasowej polityki gospodarczej, jak również z pomocą koalicjantów możliwe jest osiągnięcie większości dwóch trzecich, dzięki czemu możliwe byłyby zmiany w konstytucji. Na obecną chwilę rynek nie wykazuje podwyższonej nerwowości związanej z wyborami, ufając sondażom i spodziewając się wygranej LDP. Wpisuje się to w nas scenariusz bazowy zakładający wyjście USD/JPY w kierunku letnich szczytów pod 114,50.

Bartosz Sawicki
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Elżbieta Bieńkowska, David Caro i Andreas Renschler na Europejskim Kongresie MŚP

Elżbieta Bieńkowska, David Caro, Mario Ohoven i Andreas Renschler – to tylko część gości specjalnych, którzy zainaugurują 3 dzień debat, warsztatów i spotkań z ekspertami. Europejski Kongres MŚP rozpocznie się w piątek od sesji o jednolitym rynku Unii Europejskiej, transferze wiedzy i innowacyjnych technologiach.

Aktualizacja <11:28>:

Szanowni Państwo,
z przyczyn niezależnych od Organizatorów Pani Elżbieta Bieńkowska oraz Pan Andreas Renschler nie wezmą udziału w sesji plenarnej „Czy jednolity rynek UE rzeczywiście powoduje transfer wiedzy i innowacyjnych technologii w sektorze przemysłu?”.

Za zmiany przepraszamy!

Gdzie zaczyna, a gdzie kończy się wspólny rynek europejski? Czy grozi nam ograniczenie swobód przepływu kapitału, towarów, usług i pracy? Co buduje siłę Unii Europejskiej – konkurencja czy współpraca? Na te i wiele innych pytań od godziny 9.00 będą odpowiadać goście specjalni, wśród których wysłuchamy przedstawicieli światowych organizacji, biznesu i samorządów.

Spotkanie rozpocznie Elżbieta Bieńkowska, Komisarz ds. Rynku wewnętrznego, przemysłu, przedsiębiorczości MŚP. Wśród rozmówców znajdą się także Andreas Renshler – Członek Zarządu Volkswagen, David Caro, pełniący funkcję Prezesa European Small Business Alliance, będący również przedsiębiorcą i inwestorem w krajach europejskich oraz Mario Ohoven – Prezes Federacji MŚP w Niemczech.

Do dyskusji o jednolitym rynku w globalnej gospodarce dołączy Violeta Jelić (Wiceprzewodnicząca Grupy Pracodawców Europejskiego Komitetu Ekonomiczno-Społecznego, Sekretarz Generalna Chorwackiej Izby Przemysłowo-Handlowej) i Karl Schmidt (Radca Handlowy Ambasady Austrii w Polsce). Ponadto naszą rodzimą reprezentację zasili Cezary Kaźmierczak – Prezes Związku Przedsiębiorców i Pracodawców.

Udział w sesji jest bezpłatny, a dla uczestników przygotowano słuchawki do tłumaczenia symultanicznego.

Centrum Analiz Medialnych będzie biometrycznie badać reakcje graczy i odbiorców. To szansa dla biznesu na lepiej zaprojektowane produkty

Centrum Analiz Medialnych będzie biometrycznie badać reakcje graczy i odbiorców. To szansa dla biznesu na lepiej zaprojektowane produkty 6

Branża mediów i rozrywki w Polsce rozwija się w tempie 3,4 proc. i osiągnie wartość 11,5 mld dolarów w 2021 roku. Głównymi sektorami napędzającymi rynek mediów i rozrywki są wideo w Internecie, reklama internetowa i gry wideo. Dynamicznie rozwijającą się branżą jest także e-sport. Centrum Analiz Medialnych UW za pomocą najnowocześniejszej aparatury będzie badać reakcję odbiorców komunikatów medialnych i graczy.

Według raportu „Perspektywy rozwoju branży rozrywki i mediów w Polsce 2017 – 2021” firmy badawczej PwC, w 2021 roku wartość rynku mediów i rozrywki w Polsce będzie wynosić 11,5 mld dolarów.  Tempo wzrostu tego sektora w latach 2016-2021 ma utrzymywać się na poziomie 3,34 proc. średniorocznie. Globalny rynek mediów i rozrywki ma rosnąć średniorocznie w tempie 4,2 proc. Prognozy PwC wskazują, że trzema głównymi segmentami napędzającymi rynek mediów i rozrywki na świecie są wideo w Internecie, reklama internetowa oraz gry wideo.

Głównym celem Centrum Analiz Medialnych jest pogłębienie badań na temat tego, jak człowiek zanurza się w przestrzeń grową, przestrzeń medialną. Media od wielu lat próbują przedłużać zmysły człowieka, my te zmysły i sposób reakcji na to jak człowiek jest zanurzony w przestrzeń medialną chcemy badać. Chodzi przede wszystkim o badania biometryczne – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Tomasz Gackowski z Centrum Analiz Medialnych Uniwersytetu Warszawskiego.

Segment wideo w Internecie ma rozwijać się w perspektywie najbliższych lat w tempie 12,2 proc., by osiągnąć wartość 157 mln dolarów w 2021 r. Rynek reklamy internetowej w Polsce był warty w 2016 r. 838 mln dol., jednak jego wartość do 2021 roku ma wzrosnąć niemal dwukrotnie i osiągnąć 1,5 mld dolarów. Polski rynek gier wideo w 2016 r. miał wartość 366 mln dol., co sytuowało go w pierwszej trójce największych rynków w Europie Środkowej i Wschodniej. Do 2021 r. ma on rosnąć w tempie 9,4 proc. średniorocznie, by osiągnąć wartość 574 mln dol. We wszystkich trzech rynkach ważny jest odbiorca i jego emocje. Ich badaniem zajmie się Centrum Analiz Medialnych UW.

– Będziemy badać elektroencefalografem aktywność elektryczną mózgu. Systemami galwanicznymi będziemy badać impedancję skóry, tzn. na ile gruczoły potowe rzeczywiście produkują więcej potu w momencie zaangażowania człowieka w dany przekaz, który mu wyświetlamy. Jednocześnie będziemy także mierzyć puls serca, a także będziemy monitorować mięśnie twarzy pod kątem prawdopodobnie przeżywanych emocji – wyjaśnia Tomasz Gackowski.

Dynamicznie rozwija się sektor e-sportu. Według analityków PwC, wartość dziesięciu kluczowych dla tego sektora rynków w 2021 roku ma wynieść 874 mln dolarów. W latach 2012-2021 wartość rynku ma zwiększyć się niemal 20-krotnie. Głównym powodem tak szybkiego rozwoju jest globalizacja rynku – miejsce zamieszkania graczy czy widzów nie ma znaczenia, wystarczy dostęp do Internetu. Według PwC, rynek e-sportu jest niezwykle atrakcyjny dla sponsorów, których przekaz może trafić do różnorodnej, ale mocno zaangażowanej grupy odbiorców. Z drugiej strony wciąż jest mocno niestabilny.

Centrum Analiz Medialnych będzie badało m.in. kwestię odbioru rynku e-sportowego. Laboratorium wyposażone jest w unikalną na skalę Europy Środkowo-Wschodniej aparaturę do badań odbioru mediów. W jego ramach prowadzone będą badania odbioru gier wideo, w tym reakcji emocjonalnych graczy, ale również badania odbioru komunikatów perswazyjnych, w tym reklamowych.

– Centrum obecnie posiada jedno z najbardziej innowacyjnych oprogramowani i urządzeń. To zarówno rozwiązania wirtualnej rzeczywistości, związane z headsetami, czyli różnego rodzaju goglami. Mamy zintegrowane systemy do pomiarów fizjologicznych aktywności człowieka, czyli zarówno elektroencefalograf, najnowsze okulografy wysokohercowe, tzw. pięćsetki, glassy do badań okulograficznych (śledzenia gałek ocznych – przyp.red.) czy face-tracking – wymienia ekspert.

Badania mogą dać odpowiedź reklamodawcom, jakiego typu komunikaty się sprawdzają. Efekty prowadzonych badań będą wymierne jednak przede wszystkim dla biznesu i firm, projektujących różnego rodzaju rozwiązania, takie jak gogle VR, konsole do gier, czy nawet same gry wideo.

– Dla biznesu będzie to wiedza, która pozwoli tworzyć i upowszechniać wysokomarżowe produkty, dla których pewność, że człowiek będzie chciał do nich wracać będzie znacznie wyższa dlatego, że wynikała będzie z przeprowadzonych badań – podsumowuje przedstawiciel Centrum Analiz Medialnych.

Holograficzne obrazy 3D pozwolą lekarzom zajrzeć w głąb organu. Nowa technologia ułatwia diagnozę pacjentów i skraca czas trwania zabiegów

Holograficzne obrazy 3D pozwolą lekarzom zajrzeć w głąb organu. Nowa technologia ułatwia diagnozę pacjentów i skraca czas trwania zabiegów 7

W ciągu kilku najbliższych lat lekarze zamiast stosowania monitorów dwuwymiarowych, będą wykorzystywać trójwymiarowe obrazy holograficzne. Pomagają one zwizualizować skany badań. Dzięki takiemu rozwiązaniu lekarz przed operacją może obracać zeskanowany organ czy zajrzeć w jego głąb, co pozwala na lepsze przygotowanie do zabiegu i skrócenie czasu jego trwania. Docelowo trójwymiarowe wizualizacje wspomogą telemedycynę i diagnozę pacjentów.

– Trójwymiarowe obrazy mózgu i klatki piersiowej to system, który pozwala na całkowitą zmianę podejścia lekarzy do wykonywania operacji, zwłaszcza do zabiegów inwazyjnych. Lekarz wykorzystuje hologram jako własny GPS, w celu lepszego odnalezienia się, gdzie i w jakim miejscu jest w środku pacjenta – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Mateusz Kierepka, prezes zarządu MedApp.

Chirurgia i protetyka od lat wykorzystują profesjonalne drukarki 3D do produkcji implantów lub ich prototypów. Wartość rynku druku 3D w zastosowaniu medycznym rośnie nawet szybciej, niż w przypadku branży przemysłowej. Według danych MarketsandMarkets, w latach 2017-2022 rynek ten będzie rósł w tempie 17,5 proc., by osiągnąć wartość 1,88 mld dolarów. Technologia Holo, czyli trójwymiarowa wizualizacja holograficzna, idzie jeszcze dalej. Specjalne oprogramowanie przetwarza dane z tradycyjnych badań w trójwymiarowy obraz holograficzny, który wyświetlany jest w rozszerzonej rzeczywistości.

– Z tomografii komputerowej hologram powstaje w czasie rzeczywistym, to jego najważniejsza przewaga. De facto to obiekt trójwymiarowy, nie różni się specjalnie od obiektu, który mamy przed sobą. Jesteśmy w stanie go zobaczyć, dotknąć, wszystko dzieje się w wirtualnej rzeczywistości, ale ten dotyk mimo wszystko pozwala na interakcje z obiektem i np. na wejście wewnątrz organu. Gdy mamy wydruk, nie jest tak łatwo go przeciąć, wejść wewnątrz serca i zobaczyć jak serce tego konkretnego pacjenta wygląda od wewnątrz – tłumaczy Mateusz Kierepka.

Według raportu Global Industry Analysts, rynek trójwymiarowych urządzeń do obrazowania medycznego w 2024 r. będzie wart 3,4 mld dolarów. Interaktywne obrazy holograficzne na podstawie skanów z obrazowania medycznego pozwalają na wizualizację organu, prezentację cyklu jego pracy oraz możliwości przecięcia w przestrzeni. Wizualizacja wewnętrznych organów pacjenta jest możliwa dzięki specjalnym okularom do rozszerzonej rzeczywistości. Jak wynika z prognoz Grand View Research, do 2025 roku wartość globalnego rynku rozwiązań VR i AR w medycynie ma sięgnąć 5 mld dol.

– Rozwój tego rozwiązania jest praktycznie nieograniczony, widzimy tysiące ścieżek rozwoju. Pierwsze elementy związane są z zabiegami inwazyjnymi, gdzie obraz holograficzny pozwala na inwazyjne wejście w środek pacjenta, lekarz jest w stanie znacznie lepiej zwizualizować gdzie jest, w jakim momencie. Obrazy holograficzne udaje nam się też przesyłać na dalekie odległości, to kolejna ewolucja. Nie jest to może dramatycznie wielki przeskok, bo przesyłaliśmy już wcześniej elementy i dane medyczne, ale teraz przesyłamy te same dane w postaci holografów – tłumaczy prezes MedApp.

MedApp ma już na swoim koncie pierwszą na świecie holograficzną teletransmisję, która odbyła się przy pomocy gogli HoloLens w Krakowie, połączonymi z urządzeniami znajdującymi się w Belgii. Każdy użytkownik okularów VR mógł w czasie rzeczywistym widzieć ten sam obraz serca w 3D. Technologia idzie w tym kierunku, że pacjent w przyszłości będzie mógł sam obejrzeć swoje chore narządy, by lepiej zrozumieć co mu dolega.

– Do 5 lat większość lekarzy zamiast monitorów dwuwymiarowych, będzie stosowała hologramy. Z drugiej strony urządzenia wyświetlające hologramy robią się coraz lepsze, wydajniejsze i tańsze. Docelowo nawet pacjent sam będzie mógł sobie lepiej zwizualizować, gdzie jest przyczyna jego choroby, np. jakiej wielkości jest guz, czy jak wygląda. Normalnie człowiek nie ma takiej możliwości, gdy widzi płaskie obrazy, ale jeśli zobaczy taki guz w trzech wymiarach, będzie w stanie lepiej zrozumieć, co mówi do niego lekarz i łatwiej poddać się leczeniu – twierdzi ekspert.

Spółka MedApp uzyskała 30 tys. dol. dofinansowania od Microsoft na rozwój trójwymiarowych obrazów mózgu, klatki piersiowej, wątroby i płuc. Już wcześniej spółka współpracowała z koncernem w zakresie wykorzystania gogli HoloLens w obrazowaniu 3D serca pacjenta.

Internet Rzeczy wkracza do biur. Coraz więcej przestrzeni biurowych instalowane są innowacyjne systemy sterowania

Internet Rzeczy wkracza do biur. Coraz więcej przestrzeni biurowych instalowane są innowacyjne systemy sterowania 8

Dynamiczny postęp technologiczny sprawia, że w biurach coraz częściej wdrażana jest koncepcja Internetu Rzeczy, która ma za zadanie zautomatyzować przestrzeń biurową m.in. poprzez instalację innowacyjnych i zaawansowanych systemów sterowania. W 2020 r. rynek Internetu Rzeczy na świecie będzie wart 1,5 bln dol., a w Polsce jego wartość wyniesie 5,4 mld dol.

– Inteligentne biuro to przestrzeń biurowa, w której montujemy wiele urządzeń, adaptujących się do sytuacji w tej przestrzeni. Mówimy tu np. o oświetleniu, które adaptuje się do ilości obecnych osób, do pory dnia lub pogody na zewnątrz – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Robert Strzelecki, wiceprezes zarządu firmy TenderHut, producenta aplikacji Zonifero do zarządzania przestrzenią biurową.

Inteligentne budynki coraz częściej współdziałają z systemem energetycznym, dając możliwość wytwarzania, magazynowania i zużywania energii w sposób bardziej efektywny. Potwierdza to raport IDC pt. Internet of Things Spending Guide, który prognozuje, że w 2018 r. wartość inwestycji w IoT (Internet Rzeczy) w Polsce wyniesie 3,7 mld dol., a w 2020 r. 5,4 mld dol. Inwestycja w Internet Rzeczy w przestrzeni biurowej może się okazać dużą oszczędnością.

– Firma może odzyskiwać część kosztów, które w tej chwili ponosi. To oszczędności związane z użytkowaniem biura czy też użytkowaniem urządzeń elektrycznych w biurze. Jest szereg różnego rodzaju sensorów, które montujemy zarówno na powierzchni biurowej, jak i w otoczeniu, na zewnętrznych ścianach biura tak, aby dowiedzieć się jak najlepiej i jak w największym stopniu wykorzystać urządzenia, które są zamontowane już w tej przestrzeni biurowej – tłumaczy Robert Strzelecki.

Coraz częściej w przestrzeni biurowej i inteligentnych budynkach można spotkać roboty współpracujące, tzw. coboty. Według raportu firmy badawczej Research and Markets pt. „Global Collaborative Robots Market Report Insights, Opportunity Analysis, Market Shares and Forecast, 2017 – 2023”, globalny rynek robotów współpracujących ma rosnąć w tempie powyżej 60 proc. średniorocznie w najbliższych latach, by osiągnąć wartość 7 mld dolarów w 2025 roku. Jednocześnie z badań przeprowadzonych przez Pirxon wynika, że zaledwie w 2 proc. firm w Polsce pracują roboty biurowe.

– W najbliższej przyszłości roboty mogą nam pomóc w przestrzeni biurowej. Już widzimy pewne próby skomunikowania ludzi na odległość. Są roboty, które wożą tablet, na którym widzimy osobę przemieszczającą się po biurze wirtualnie, by mogła się komunikować z osobami, do których ów robot podjedzie. W najbliższej przyszłości możemy spodziewać się tego, że takie rzeczy jak serwis biurowy czy sprzątanie będzie wykonywane przez roboty – prognozuje wiceprezes zarządu firmy TenderHut.

Polacy coraz częściej chcą pracować zdalnie. Z badania „Praca zdalna – jestem na TAK!” opracowanego przez Instytut Kantar Public wynika, że 57 proc. zatrudnionych Polaków chciałoby pracować zdalnie. 25 proc. z nich przyznaje, że mogłoby pracować zdalnie w pełnym wymiarze, zaś większości wystarczyłoby kilka dni w tygodniu. Tzw. home office także może być inteligentnym miejscem pracy.

– Inteligentne oświetlenie czy wykorzystanie różnego rodzaju usług internetowych i chmurowych do tego, aby zarządzać naszym najbliższym otoczeniem, typu otwieranie drzwi, otwieranie bram. To rzeczy, które można już w tym momencie nabyć i zastosować w domowym biurze – twierdzi Robert Strzelecki.

Decyzja agencji S&P wesprze kurs złotego

W piątek złoty może się umocnić do głównych walut w oczekiwaniu na wieczorną decyzję Standard&Poor’s ws. ratingu Polski. Inwestorzy będą liczyć, że agencja podniesie ocenę wiarygodności kredytowej Polski.

Piątkowy poranek na krajowym rynku walutowym przynosi stabilizację notowań złotego na poziomach z wczorajszego zamknięcia w relacji do euro i funta, przy jednoczesnym jego osłabieniu do dolara i umocnieniu do szwajcarskiego franka. W tych dwóch ostatnich przypadkach jest to prosta pochodna zmian na rynkach globalnych, gdzie zyskuje dolar i traci szwajcarska waluta.

O godzinie 08:13 kurs EUR/PLN znajdował się na poziomie 4,2350 zł, USD/PLN 3,5865 zł, CHF/PLN 3,6540 zł, a GBP/PLN 4,7015 zł. Kolejne godziny powinny upłynąć pod znakiem osuwania się wszystkich tych par. Złotego wspierać będzie oczekiwanie na decyzję S&P ws. ratingu Polski, a także prawdopodobna poprawa nastrojów inwestycyjnych w Europie.

Wydarzeniem piątku na krajowym rynku walutowym jest wieczorna decyzja agencji Standard&Poor’s Global Ratings (S&P) ws. ratinu Polski. Jej publikacji należy spodziewać się w godzinach 17:00-19:00. Jest duża szansa, że ocena ta zostanie podniesiona, co wesprze złotego.

S&P, po obniżce w styczniu 2016 roku, utrzymuje rating dla Polski na poziomie BBB+. To o dwa poziomy niżej niż rating nadany przez Moody’s i o jeden poziom niżej od Fitch. Od grudnia 2016 roku rating ten ma perspektywę „stabilną”. Ostatni raz został on potwierdzony w kwietniu br. Od tego czasu jednak wiele w polskiej gospodarce się zmieniło na plus, co stanowi podstawę rynkowych oczekiwań odnośnie podwyższenia ratingu.

Wspomniane zmiany w gospodarce doskonale ilustruje październikowa rewizja prognoz polskiego PKB, deficytu sektora finansów publicznych i długu netto na lata 2017-2020 przez samą S&P. I tak tylko prognoza na 2017 rok odnośnie PKB została podwyższona do 4,2 proc. z 3,6 proc. szacowanych wcześniej, podczas gdy prognozy deficytu zostały obniżone do 2,6 proc. PKB z 3 proc., a długu netto do 50,6 proc. PKB z 51,2 proc.

W mojej ocenie są spore szanse na wyższy rating, ale ostatecznie S&P podniesie tylko perspektywę ratingu Polski ze „stabilnej” do „pozytywnej”, pozostawiając sam rating na poziomie BBB+. Agencja bowiem dalej będzie zwracać uwagę na zagrożenia jakie niesie  ekspansywna polityk fiskalna związana ze zwiększonymi wydatkami socjalnymi, obniżenie wieku emerytalnego, a także na pogarszające się ramy instytucjonalne państwa.

Oczekiwanie na podniesienie przez S&P oceny wiarygodności kredytowej Polski, niezależnie czy będzie to podwyżka ratingu, czy jego perspektywy, będzie wspierać dziś złotego. Obie decyzje bowiem nie są jeszcze ujęte w cenach. Przy czym, w tym pierwszym przypadku, czyli wyższego ratingu, skala późniejszego umocnienia złotego byłaby większa, a efekt mógłby być widoczny nawet do połowy przyszłego tygodnia, gdy uwaga inwestorów ponownie skoncentruje się na rynkach globalnych (posiedzeniu ECB).

Ewentualny brak zmiany oceny ze strony S&P, co nie jest teraz scenariuszem bazowym, przyjęty będzie z rozczarowaniem i pod koniec dnia sprowokuje realizację zysków na złotym.

Sytuacja na wykresach EUR/PLN, USD/PLN, CHF/PLN i GBP/PLN wskazuje na dużą siłę złotego. Jedyną przeszkodą na drodze do jego dalszego umocnienia jest znaczące już wyprzedanie głównych walut. Stąd też przyjmując najbardziej prawdopodobny scenariusz na dziś, czyli podniesienie perspektywy ratingu przez S&P, spodziewam się umocnienia złotego w dniu dzisiejszym i korekty jego notowań w pierwszej połowie przyszłego tygodnia.

Komentarz przygotował:

Marcin Kiepas, Główny Analityk WALUTEO

Stabilizacja krajowych aktywów w oczekiwaniu na nowe impulsy

Po wyhamowaniu korekty spadkowej rentowności obligacji polska krzywa dochodowości wyczekuje na nowe impulsy. Wyraźne wyhamowanie aprecjacji złotego. Kurs EURPLN utrzymuje okolice 4,23-4,24. 

Rynek stopy procentowej

Czwartkowa sesja nie przyniosła istotnych zmian na europejskich rynkach stopy procentowej. Brak publikacji istotnych danych gospodarczych powodował, że inwestorzy dokonywali ograniczonych ruchów w oczekiwaniu na posiedzenie EBC zaplanowane na przyszły tydzień. Ograniczony wpływ na notowania obligacji miał również konflikt polityczny w Hiszpanii, gdzie rząd zapowiedział rozpoczęcie procesu zawieszenia autonomii Katalonii.

W Polsce po publikacjach danych w bieżącym tygodniu, prawdopodobnie powstrzymana została korekta spadkowa rentowności, która była widoczna przede wszystkim na papierach z dłuższym terminem do wykupu. W piątek uwaga rynku zwróci się na decyzję agencji Standard & Poor’s, która ma dokonać rewizji ratingu Polski. Agencja w ostatnim czasie podniosła prognozy wzrostu PKB dla Polski do 4,2% w 2017 roku (z 3,6%) oraz do 3,8% w 2018 r. (z 3,1%), jednak prawdopodobne jest, że jeszcze podczas październikowego przeglądu rating zostanie utrzymany na poziomie BBB+ z perspektywą stabilną. Utrzymanie obecnej oceny dla Polski przez S&P nie powinno jednak przyczynić się do rozszerzenia spreadów kredytowych, które w trakcie 2017 roku zdecydowanie się zawęziły, co jest odzwierciedleniem dobrej sytuacji budżetowej (jeszcze po sierpniu notowana była nadwyżka). Zdaniem członka RPP prof., Grażyny Ancyparowicz, w październiku mógł już być obserwowany deficyt, który przekraczał 7 mld PLN. Za pojawieniem się deficytu mogło przemawiać odbicie inwestycji publicznych. Ancyparowicz uważa również, że PKB w tym roku przekroczy 4%, a w kolejnym może okazać się jeszcze wyższy.

Z kolei dane publikowane w USA potwierdzają, że prawdopodobnie efekt huraganów, które nawiedziły kraj może mieć ograniczony wpływ na rynek pracy. Pomimo spadku zatrudnienia w sektorze pozarolniczym we wrześniu, liczba wniosków o zasiłki dla bezrobotnych zdecydowanie spadła i ich 4-tygodniowa średnia krocząca powróciła poniżej 250 tys. Takie dane mogą sugerować, że nie powinny pojawić się przeszkody przed trzecią w tym roku podwyżką stóp procentowych przez Fed. Oczekiwanie na zaostrzanie polityki monetarnej powoduje, że na relatywnie wysokich poziomach utrzymują się rentowności papierów z krótszym terminem do wykupu. W takim otoczeniu, przy umiarkowanych oczekiwaniach inflacyjnych, brakuje pola do odbicia rentowności obligacji długoterminowch przez co zmalało nachylenie amerykańskiej krzywej dochodowości.

Stabilizacja krajowych aktywów w oczekiwaniu na nowe impulsyAutor: Arkadiusz Trzciołek, PKO Bank Polski

Rynek walutowy

Czwartkowa sesja przyniosła dalsze, lekkie osłabienie złotego. Już podczas sesji europejskiej kurs EURPLN przetestował opór na 4,243 w wyniku kontynuacji rozpoczętego dzień wcześniej wzrostu pary w reakcji na słabsze od spodziewanych dane nt. wrześniowej produkcji sprzedanej przemysłu (4,3% r/r wobec 5,2% oczekiwanych i 8,8% zanotowanych w sierpniu).  Wyniki, choć nominalnie zaskoczyły negatywnie (podobnie jak wrześniowe raporty z rynku pracy), to jednak wraz z danymi dla sprzedaży detalicznej nadal wskazują, że polska gospodarka rozwija się i nie powinny wpływać na ogólną jej ocenę. Niemniej wrześniowe odczyty ze strefy realnej zapewne nie wpłyną na dominujący w RPP konsensus, zakładający brak podwyżek stóp NBP w horyzoncie co najmniej trzech kwartałów.

Wczorajszą przecenę złotego podtrzymywały też opublikowane dane z Chin, które pokazały, że w trzecim kwartale PKB nieznacznie wyhamowało (do 6,8% r/r z 6,9% wcześniej notowanych), a rozczarowujące dane na temat sprzedaży nieruchomości rozbudziły obawy przed dalszym spowolnieniem wzrostu gospodarki. Po weekendowych wypowiedziach prezesa Banku Chin część inwestorów liczyła najpewniej na lepsze odczyty, stąd po ich opublikowaniu chińskie giełdy zaczęły spadać. Na dynamikę PKB w trzecim kwartale wpływ miała rosnąca produkcja oraz wydatki konsumentów. We wrześniu produkcja wzrosła o 6,6%, a sprzedaż detaliczna zwiększyła się o 10,3%. Te lepsze od prognozowanych dane realne nie oznaczają jednak, że gospodarka Państwa Środka wychodzi na prostą. Część ekonomistów oczekuje, że w dłuższym horyzoncie PKB Chin wyraźnie spowolni. Dalsze tłumienie bańki na chińskim rynku nieruchomości (przy jednoczesnej proklamacji silniejszego spożycia indywidualnego) będzie powodowało, że rządowy model gospodarki może zostać nakierowana na taniego juana, co zapewne znajdzie negatywne odzwierciedlenie w notowaniach walut EM, w tym złotego.

Na rynku pojawiła się też informacja, że rząd Hiszpanii może zawiesić autonomię Katalonii, po tym jak przywódca regionu zapowiedział, że zamierza oficjalnie proklamować niepodległość, jeśli Madryt będzie kontynuował „represje”. Premier Hiszpanii Mariano Rajoy poinformował, że w sobotę odbędzie się nadzwyczajne posiedzenie rządu, który ma zdecydować o objęciu bezpośredniej władzy nad Katalonią. Taka sytuacja nie miała miejsca, odkąd Hiszpania powróciła do demokratycznych rządów pod koniec lat 70. W reakcji na ponowne zaostrzenie konfliktu na rynek powróciła awersja do ryzyka, co musiało znaleźć odzwierciedlenie w notowaniach złotego.

Inwestorzy uwagę swoją koncentrują również na przyszłotygodniowym posiedzeniu EBC zakładając, że prezes M. Draghi poda szczegóły dotyczące zmian w programie QE jakie miałyby nastąpić od początku przyszłego roku. Wg nieoficjalnych doniesień, Rada Prezesów banku centralnego strefy euro jest coraz bliższa decyzji, by przedłużyć program zakupu aktywów o sześć do dziewięciu miesięcy przy jednoczesnym ograniczeniu jego wartości.

Inwestorzy nadal śledzą też dyskusje wokół wyboru nowego szefa amerykańskiego banku centralnego, które w ostatnich dniach krążą wokół kandydata bardziej otwartego na podwyżki stóp procentowych niż obecnie kierująca Fedem Janet Yellen.

Stabilizacja krajowych aktywów w oczekiwaniu na nowe impulsy 2

Autor: Joanna Bachert, PKO Bank Polski

Polskie dzieci mają coraz większy problem z nadwagą i otyłością. W walce z problemem potrzebna jest pomoc szkół i wsparcie finansowe

Polskie dzieci mają coraz większy problem z nadwagą i otyłością. W walce z problemem potrzebna jest pomoc szkół i wsparcie finansowe 9

Według statystyk Instytutu Matki i Dziecka już co trzecie polskie dziecko zmaga się z nadwagą lub otyłością. Sukcesy polskich sportowców pomagają wypromować sport, aktywność i zdrowe odżywianie wśród młodzieży, ale potrzebne jest również zaangażowanie szkół, rodziców i wsparcie finansowe – zwłaszcza w mniejszych miejscowościach. Akcja Drużyna Energii, która wystartowała w tym tygodniu, ma na celu dotrzeć do szkół z całej Polski i zachęcić młodzież do ruchu w zupełnie niestandardowy sposób, tzn. dzięki mediom społecznościowym.

– Dzieci potrzebują idoli, potrzebują wyników. Te wyniki zawdzięczamy polskiej reprezentacji, osiągnięciom Roberta Lewandowskiego. Jeśli teraz spytamy młodego chłopaka spotkanego na boisku, kim chce być w przyszłości, to z całą pewnością odpowie, że chce być właśnie taki jak Robert Lewandowski – on wpływa na to, co dzieciaki robią, co ćwiczą, i na to, że zapisują się do szkółek piłkarskich czy biorą udział w sportowych projektach – mówi Krzysztof Golonka, mistrz świata trików piłkarskich i ambasador Drużyny Energii.

Drużyna Energii to ogólnopolski program sportowo-edukacyjny skierowany do uczniów klas VI–VII szkoły podstawowej, którego partnerami są Grupa Energa i New Balance. Główny cel to przekonanie młodzieży do większej aktywności fizycznej i zmiany nawyków żywieniowych. Według tegorocznych danych, opracowanych przez WHO oraz Instytut Matki i Dziecka, ponad 31,2 proc. ośmiolatków w Polsce ma zbyt dużą masę ciała. W tej grupie 18,5 proc. zmaga się z nadwagą, a 12,7 proc. – z nadwagą.

– Obecnie sytuacja wygląda nieciekawie. Jesteśmy krajem, który prowadzi w rankingach tej niechlubnej klasyfikacji, i mamy nadzieję, że ten program – oraz inne, które aktywizują polską młodzież, niedługo odwrócą ten trend. Odciągnięcie dzieciaków od komputera i wyciągnięcie ich na dwór może faktycznie przyczynić się do tego, że kondycja młodzieży się poprawi. Ważne jest dla nas partnerstwo z Instytutem Matki i Dziecka, żebyśmy mogli przekazywać młodzieży merytoryczne treści związane z tym, jak się odżywiać, w sposób, który jest dla nich zrozumiały i ciekawy do wdrożenia – mówi Robert Leszczyński, dyrektor do spraw marketingu New Balance.

Pierwsza edycja akcji to zajęcia z piłki nożnej i siatkówki. Sto szkół, które wypełnią formularz na stronie internetowej (www.druzynaenergii.pl) oraz nagrają 120-sekundowe wideo zgłoszeniowe, dołączy do Drużyny Energii i przez kolejnych siedem miesięcy będzie podejmować sportowe wyzwania. Zgłaszać się można do 13 listopada. Trzem najlepszym szkołom organizatorzy ufundują wyposażenie sal gimnastycznych. Natomiast szkoła, która będzie najbardziej aktywna i zaangażowana w projekt, zostanie organizatorem turnieju sportowego, który poprowadzą Krzysztof Golonka, Bartosz Ignacik, Marek Citko i Krzysztof Ignaczak – ambasadorzy akcji Drużyna Energii.

– Wykorzystujemy nowe narzędzia do komunikacji z młodzieżą i wytrych, jakim jest YouTube, social media oraz nasi ambasadorzy, którzy mają gigantyczne zasięgi i są ubóstwiani w internecie przez młodzież. Poprzez ten kanał chcemy zaprosić dzieciaki do tego, aby ruszyły się i same wykonywały to, co wcześniej zobaczyły na ekranie w wykonaniu ambasadorów – mówi Robert Leszczyński.

Anna Ziobro, dyrektor marketingu i komunikacji Grupy Energa, wskazuje, że akcja jest skierowana do młodzieży, która chce aktywnie spędzać czas i ma na to pomysł. Została skonstruowana tak, żeby zaangażować lokalne społeczności, stworzyć młodym ludziom pole do wykazania się kreatywnością.

– Chcielibyśmy zaktywizować lokalne społeczności, aby ten projekt był projektem ogólnopolskim, aby zgłosiły się wszystkie szkoły z całej Polski, również z małych ośrodków. Program Drużyna Energii powstał kiedyś na jednym ze spotkań, gdy przeglądaliśmy wnioski sponsoringowe, których wpływa do nas bardzo dużo. Jest bardzo duża potrzeba finansowego wsparcia lokalnych, małych szkół oraz lokalnych drużyn sportowych. Mamy świadomość, że małe szkoły i małe kluby sportowe nie mają środków do tego, aby przeżyć. Dzięki tej akcji mamy szansę do nich dotrzeć, zaangażować dzieciaki, dostarczyć im sprzęt sportowy, dzięki czemu będą w stanie rozwinąć swoje możliwości i być może spełnić swoje marzenia – mówi Anna Ziobro z Grupy Energa.

Krzysztof Ignaczak, siatkarz i ambasador Drużyny Energii, zauważa, że przy takich projektach dużą rolę odgrywa wsparcie rodziców, którzy zachęcają dzieci do uprawiania sportu, a niejednokrotnie – sami stanowią dla nich wzorzec.

Trzeba po prostu spędzać z dzieckiem dużo czasu i próbować wciągnąć je w różne dyscypliny sportu. Rodzice odgrywają bardzo ważną rolę, bo dzieci czerpią z nas wzorce, podpatrują nas w każdym momencie naszego życia. Być może nie zdajemy sobie z tego sprawy, ale jesteśmy olbrzymimi autorytetami dla swoich dzieci, więc jeżeli będziemy w stanie pokazać im jakąkolwiek formę ruchu, to damy bardzo dobry przykład naszym dzieciom – mówi Krzysztof Ignaczak.

Od przyszłego roku duże firmy muszą sporządzać raporty społeczne. W Polsce ten obowiązek obejmie około 300 przedsiębiorstw

Od przyszłego roku duże firmy muszą sporządzać raporty społeczne. W Polsce ten obowiązek obejmie około 300 przedsiębiorstw 10

W przyszłym roku zacznie w Polsce obowiązywać znowelizowana ustawa o rachunkowości, która nałoży na duże przedsiębiorstwa obowiązek raportowania społecznego. W Polsce obejmie on około 300 dużych firm, które będą zobowiązane upubliczniać swoje działania w obszarach takich, jak etyka i prawa człowieka, przeciwdziałanie korupcji, sprawy pracownicze czy ochrona środowiska. W praktyce oznacza to, że dla największych przedsiębiorstw działalność CSR przestanie być przywilejem, a stanie się obowiązkiem.

– Ze względu na dyrektywy unijne w Polsce pojawi się obowiązek raportowania niefinansowego spółek, czyli takiej odpowiedzialności biznesu, która każe wszystkim osobom zarządzającym zatrzymać się i zobaczyć, jaki wpływ ich spółki mają na otoczenie – mówi Iwona Szmitkowska, wiceprezes zarządu Work Service.

Coraz więcej działających w Polsce firm – poza realizacją strategii biznesowej – wdraża projekty z zakresu CSR. Społeczna odpowiedzialność biznesu zakłada, że firma realizuje swoje cele, ale z poszanowaniem środowiska, dbałością o relacje z otoczeniem i różnymi grupami społecznymi, zwłaszcza lokalnymi. Taka strategia zarządzania ma wiele korzyści, przede wszystkim buduje pozytywny wizerunek firmy w oczach jej pracowników i klientów.

W przyszłym roku zacznie w Polsce obowiązywać unijna dyrektywa (oficjalnie przyjęta przez Radę Unii Europejskiej we wrześniu 2014 r.), dotycząca raportowania działalności CSR. Taki obowiązek będą mieć przedsiębiorstwa, których średnioroczne zatrudnienie przekracza 500 osób, roczna suma bilansowa przekracza 85 mln zł albo przychody netto są powyżej 170 mln zł w skali roku. To oznacza, że w Polsce obowiązek raportowania społecznego obejmie około 300 przedsiębiorstw.

– Unia Europejska poprzez dyrektywę nałożyła obowiązek raportowania na większe podmioty, które są w kręgu zainteresowania publicznego. Te spółki muszą powiedzieć całemu społeczeństwu i interesariuszom o swoich wskaźnikach niefinansowych, procedurach związanych z odpowiedzialnością społeczną biznesu, a także o swoich zachowaniach prospołecznych w ramach CSR. Myślę, że dla niektórych spółek to duże zmiany, które skłonią je do tego, aby w ogóle zająć się tym tematem – mówi Iwona Szmitkowska, wiceprezes Work Service.

Według nowych zasad firmy będą musiały upubliczniać w raporcie dane dotyczące swojej działalności w czterech obszarach: ochrona środowiska, etyka i prawa człowieka, sprawy pracownicze, wpływ na otoczenie i przeciwdziałanie korupcji. Dodatkowo spółki giełdowe zatrudniające ponad 250 osób, będą musiały ujawniać w sprawozdaniach informacje na temat różnorodności zatrudnienia (uwzględniające aspekty takie jak wiek, płeć, pochodzenie geograficzne, wykształcenie i doświadczenie zawodowe).

Pod koniec czerwca Komisja Europejska opublikowała szczegółowe wytyczne, które mogą pomóc firmom w sporządzaniu raportów niefinansowych. Wytyczne i wskaźniki raportowania społecznego zostały też określone przez międzynarodową organizację GRI (Global Reporting Initiative). Najnowszy standard oznaczony jest symbolem GRI G4 i określa, w jaki sposób sporządzić raport dotyczący działalności CSR-owej. W Polsce specjalne wytyczne opublikowało natomiast Ministerstwo Finansów, które nadzoruje wdrażanie nowych przepisów.

– W Polsce mamy w tej chwili powyżej ośmiu tysięcy różnych agencji zatrudnienia i myślę, że przed nimi duże wyzwanie, aby sprostać tym nowym obowiązkom sprawozdawczym. Trzeba się przyjrzeć swoim wskaźnikom, rozejrzeć się dookoła i zobaczyć, jak wpływamy na biznes i otoczenie. My od 2015 roku raportujemy niefinansowe wskaźniki w ramach naszej działalności. W branży HR jest to bardzo ważne, dlatego że branża HR musi być odpowiedzialna społecznie całą sobą. Zatrudniamy ludzi lub pomagamy im znaleźć zatrudnienie, w związku z czym nasz wpływ na społeczeństwo jest bardzo duży –wyjaśnia Iwona Szmitkowska.

Jak informuje wiceprezes Work Service, działania CSR-owe firmy są nakierowane między innymi na osoby długotrwale bezrobotne i niepełnosprawne, które potrzebują najwięcej wsparcia na rynku pracy. W ramach dotychczasowych projektów zatrudnienie znalazło powyżej 4 tys. osób długotrwale bezrobotnych, a na rynek pracy powróciło ponad 500 osób niepełnosprawnych.

– Zajmujemy się również ludźmi młodymi, którzy dopiero wkraczają na rynek pracy. Pomagamy im zbudować odpowiednie CV, znaleźć pracodawcę i staramy się pokierować ich karierą – dodaje Iwona Szmitkowska, wiceprezes Work Service.

G. Verheugen: Największym wyzwaniem ekonomicznym dla Europy jest przygotowanie się na ostrą konkurencję. Kraje Dalekiego Wschodu są coraz silniejsze

G. Verheugen: Największym wyzwaniem ekonomicznym dla Europy jest przygotowanie się na ostrą konkurencję. Kraje Dalekiego Wschodu są coraz silniejsze 11

Europa powinna przygotować się na ostrą konkurencję mówi Günter Verheugen, były komisarz Unii Europejskiej. Dodaje, że to obecnie największe wyzwanie ekonomiczne przed jakim stoi europejska gospodarka. Jej słabe strony szczególnie widoczne są na południu. Zdaniem ekspertów Europa, poszczególne jej kraje i ich regiony powinny stawić czoła konkurencji, eksponując swoje mocne strony i inwestując w nie. 

– Największym wyzwaniem ekonomicznym dla Europy jest przygotowanie się na bardzo ostrą konkurencję, która jest efektem postępującej globalizacji. Nasi konkurenci, szczególnie na Dalekim Wschodzie, są coraz silniejsi i musimy być na to przygotowani – mówi Günter Verheugen, komisarz Unii Europejskiej ds. rozszerzenia Unii w latach 1999 – 2004, komisarz ds. przedsiębiorstw i przemysłu w latach 2004 – 2010. – Nie możemy jednak zrezygnować z globalizacji, musimy dalej stawiać na otwarty rynek, na konkurencję, na wolny handel.

Choć na świecie panuje korzystna koniunktura i świat, zdaniem ekspertów, zdaje się leczyć rany po kryzysie finansowym rozpoczętym przed dekadą, europejska gospodarka wciąż ma swoje słabe strony, co jest szczególnie widoczne na południu Europy. Zdaniem Verheugena po wyborach we Francji i w Niemczech, kraje te powinny objąć przywództwo i przełamać ekonomiczne rozwarstwienie w Europie, a w konsekwencji przygotować kontynent na wyzwania przyszłości. Ponadto dodaje, że ważne jest, aby Polska odgrywała w tym procesie wiodącą rolę w sytuacji, gdy znaczenie Włoch i Hiszpanii ze względu na sytuację gospodarczą osłabło.

Inaczej jest w Polsce. Mimo kosztującego dwadzieścia kilka miliardów złotych rocznie programu 500 plus gospodarka, po słabym roku 2016, rozwija się w szybkim tempie. W I kwartale 2017 roku urosła o 4 proc. rok do roku, w drugim – o 3,9 proc. Agencje ratingowe podnoszą prognozy wzrostu gospodarczego dla Polski zarówno na kończący się rok, jak i kolejne lata. Według najnowszych prognoz agencji Standard & Poor’s w 2019 roku PKB Polski wzrośnie o 3,5 proc., a to o pół pkt proc. więcej niż wieszczyła poprzednia prognoza.

Wcześniej Amerykanie podwyższyli szacunek tempa wzrostu PKB w 2017 roku do 4,2 proc. z 3,6 proc. przewidywanych w poprzednich publikacjach oraz do 3,8 proc. w 2018 roku z wcześniejszych 3,1 proc.

– Rośnie również konsumpcja, co wiąże się ze wzrostem dochodów ludności, ale musimy zdawać sobie sprawę z tego, że chociaż to zjawisko pożądane – to, że ludziom żyje się lepiej – ono oznacza, że stajemy się również mniej konkurencyjni – mówi Włodzimierz Cimoszewicz, były premier Polski. – Problemem jest to, że nadal nie rosną inwestycje krajowe, co oznacza, że gospodarka przypomina taboret stojący na dwóch nogach bez trzeciej, niezbędnej i jest to w tej chwili ukryta, ale ewidentna niestabilność.

Ta niepewność może spowodować w przyszłości kłopoty polskiej gospodarki w obliczu rozwoju sytuacji na świecie. Globalizacja niesie ze sobą zmiany strukturalne, w wyniku których według Verheugena część ludzi może czuć się wyrzucona poza nawias, a to przekłada się na ich decyzje wyborcze. Istotne według niego jest znalezienie złotego środka między globalnymi wyzwaniami i odpowiedzią na nie, taką jak Przemysł 4.0, a poczuciem niedopasowania dużej części społeczeństw do wyzwań, które stawia przed nimi gospodarcza rzeczywistość.

– Musimy nadal walczyć z protekcjonizmem, ale jednocześnie wzmacniać nasz własny potencjał. Musimy zmienić sposób wydawania funduszy w Unii Europejskiej – więcej wydawać na rozwój i badania, na innowacje, na technologie cyfrowe i tego rodzaju rzeczy, by mieć pewność, że będziemy najbardziej innowacyjną częścią globalnej gospodarki – przekonuje Günter Verheugen.

Na poziomie regionalnym oznacza to eksponowanie mocnych stron lokalnej gospodarki, także tam, gdzie postęp i globalizacja pierwotnie spowodowały upadek gałęzi gospodarki, z których utrzymywała się lokalna społeczność. Dobrym przykładem jest region łódzki, który wobec upadku przemysłu włókienniczego i bliskości ściągającej do siebie gros inwestycji Warszawy przez wiele lat był postrzegany jako nieperspektywiczny. Ta percepcja się jednak zmienia.

– Dzisiaj region łódzki postrzegany jest jako miejsce doskonale skomunikowane, drugi atut to przedsiębiorczość i kreatywność naszego biznesu – podkreśla Witold Stępień, marszałek województwa łódzkiego. – Przetrwaliśmy kryzys przemysłu włókienniczego, powstało wiele drobnych i średnich firm, w ciągu kilku lat udało się odbudować rynek pracy, eksport, przemysł odzieżowy odżył, a pojawiło się wiele innych aktywności i branż, które zastępują te miejsca pracy w dawnym włókiennictwie. To także wpływ trzeciego atutu, silnego ośrodka akademickiego.

Rola Unii Europejskiej w tym procesie to nie tylko środki finansowe, ale także wiedza wypracowana przez 28 państw w trakcie wieloletniej współpracy, wspieranie przedsiębiorczości i inwestycje infrastrukturalne w zakresie, w którym pozwalają rozwijać się gospodarce, współpraca regionalna, budowanie projektów polegających na partnerstwie – podkreślają rozmówcy Newserii.

– Każdy region musi szukać tego, co jest jego atutem lub potencjalnym atutem oraz starać się to wykorzystywać. Jest istotna różnica między moim Podlasiem a np. regionem łódzkim czy Polski Centralnej. Inna jest sytuacja ośrodków wielkomiejskich, ze względu na liczbę ludności, ale także ze względu na potencjał naukowy, ośrodków akademickich, inna jest sytuacja regionów głównie rolniczych czy takich, które mogą wykorzystywać jako swój atut np. walory turystyczne – przekonuje Włodzimierz Cimoszewicz.

Były premier, jak również komisarz UE i marszałek województwa łódzkiego byli gośćmi zakończonego 17 października jubileuszowego X Europejskiego Forum Gospodarczego – Łódzkie 2017, na które złożyło się ponad 30 debat poświęconych problemom gospodarki lokalnej, krajowej, europejskiej i globalnej.

Za 30 lat zdecydowana większość z 10 mld ludzi na świecie będzie mieszkać w miastach. To wymaga poważnych zmian

Za 30 lat zdecydowana większość z 10 mld ludzi na świecie będzie mieszkać w miastach. To wymaga poważnych zmian 12

W 2050 roku dwie trzecie światowej populacji będzie mieszkać w miastach – szacuje ONZ. To stawia przed metropoliami szereg wyzwań związanych m.in. z rosnącym zapotrzebowaniem na energię, żywność czy przestrzeń do życia. W budowę zrównoważonych miast angażują się nie tylko ich władze i rządy centralne, lecz także prywatny biznes. Przykładem jest firma BASF Polska, która obchodzi 25-lecie działalności na polskim rynku.

– Mamy wiele rozwiązań, które mogą się przyczynić do realizacji celów nakreślonych przez United Nation Global Compact. Naszym zdaniem bardzo istotne są zrównoważone miasta i społeczności, ponieważ to jedno z najpilniejszych wyzwań, którym musimy stawić czoła. Globalne megatrendy wskazują, że do 2050 roku na Ziemi będzie żyć 10 miliardów ludzi, z czego przeważająca część w dużych miastach. To oznacza dodatkowy popyt na energię, jedzenie i przestrzeń życiową, więc zrównoważony rozwój dużych miast będzie coraz ważniejszy – powiedział agencji informacyjnej Newseria Biznes Andreas Gietl, dyrektor zarządzający BASF Polska.

UN Global Compact to agenda ONZ, która ma za zadanie zaangażować firmy i szeroko rozumiany biznes w realizację Celów Zrównoważonego Rozwoju (Sustainable Development Goals, SDGs) wypracowanych przez społeczność międzynarodową. Wyznaczają one nowy kierunek działań państw do 2030 roku. Na liczącej siedemnaście pozycji liście są m.in. działania w obszarze klimatu, zdrowia, edukacji, działania na rzecz równości płci, czystej energii, walka z ubóstwem czy odpowiedzialna konsumpcja.

Jeden z celów dotyczy też zrównoważonych miast i społeczności. W ocenie UN Global Compact będzie to jedno z największych wyzwań rozwojowych nadchodzących lat. Potwierdzają to szacunki ONZ, według których do 2050 roku dwie trzecie światowej populacji będzie zamieszkiwać w miastach. Te będą zmuszone sprostać wielu problemom, jak skokowy przyrost liczby mieszkańców, zanieczyszczenie powietrza, problemy komunikacyjne czy wzrost zapotrzebowania na wodę i energię (według IEA do 2040 roku globalny popyt na energię wzrośnie o ok. 30 proc.).

– Musimy znaleźć rozwiązania z zakresu zarządzania zasobami, sposób na to, jak wyprodukować konieczną ilość pożywienia, zapewnić ludziom możliwość zdrowego życia w wielkich miastach. Dodatkowo, cel zrównoważonego rozwoju miast wiąże się z innymi celami, jak życie w zdrowiu, czysta energia czy ochrona przyrody. Realizując go, możemy mieć duży wpływ na wdrażanie pozostałych. Mamy w BASF wiele rozwiązań, które mogą się do tego przyczynić –podkreśla Andreas Gietl.

BASF Polska obchodzi w tym roku 25-lecie działalności na polskim rynku. Na konferencji podsumowującej w warszawskim Centrum Nauki Kopernik firma prezentowała takie rozwiązania i technologie, które wpisują się w koncepcję zrównoważonego rozwoju.

– Jesteśmy bardzo dumni z naszej historii w Polsce. To okazja, żeby celebrować wcześniejsze dokonania, ale także żeby spojrzeć w przyszłość. Poprzez jubileusz, wspólnie z naszym partnerem strategicznym, UN Global Compact Poland, chcemy pokazać, jak możemy się przyczynić do realizacji celów zrównoważonego rozwoju. Mamy w portfolio produkty, które mogą pomagać w oszczędzaniu wody, oszczędzaniu zasobów i energii. Nasze rozwiązania proekologiczne to m.in. biodegradowalne tworzywa wpływające na poprawę procesów segregowania odpadów, które łatwiej dzięki temu utylizować. Przykładów jest wiele i chcemy pokazać, że te rozwiązania już istnieją – tłumaczy Andreas Gietl.

W trakcie ostatnich 25 lat firma BASF Polska rozwinęła portfolio innowacyjnych produktów dopasowanych do specyfiki polskiego rynku oraz modele biznesowe, dzięki którym firma stała się partnerem dla niemal wszystkich gałęzi rodzimego przemysłu. Dyrektor zarządzający polskiego oddziału BASF zapowiada, że firma pragnie dalej inwestować w działania na tutejszym rynku.

– To jest bardzo dobry czas dla polskiego rynku. Dynamicznie rozwija się przemysł i cała gospodarka. W pierwszych dwóch kwartałach tego roku PKB rosło w tempie 4 proc. Cieszymy się, że możemy partycypować w tym wzroście. Ścieżki naszego rozwoju w ostatnich 25 latach wyglądają bardzo interesująco, umocniliśmy naszą pozycję na tutejszym rynku. Dziś mamy pięciuset pracowników w naszym zakładzie produkcji katalizatorów samochodowych w Środzie Śląskiej, a w całym kraju zatrudniamy w sumie osiemset osób. Nasza sprzedaż zbliża się do poziomu 800 mln euro. To dla nas ważny moment. Chcemy się dalej rozwijać i inwestować w Polsce – deklaruje Andreas Gietl.