PKO Leasing niezmiennie liderem rynku leasingu

W ciągu pierwszych trzech kwartałów miesięcy PKO Leasing udzielił łącznego finansowania w kwocie 6 mld PLN z dynamiką na poziomie ok. 6%. Kolejny rekord obrotów umocnił pozycję spółki jako lidera polskiego rynku. Potwierdza to istotną rolę leasingu w finansowaniu działalności MŚP, który stanowi drugie, obok kredytu, zewnętrze źródło finansowania ich działalności.

– PKO Leasing potwierdza swoją obecność przede wszystkim w segmencie MŚP, istotnie zwiększając skalę finansowania polskich firm, wspierając przedsiębiorców szeroką ofertą, na każdym etapie rozwoju firmy, niezależnie od jej wielkości, mówi Andrzej Krzemiński, Prezes Zarządu PKO Leasing.

Głównymi odbiorcami usług finansowych PKO Leasing są przedsiębiorstwa z grup: transportu 30%, przemysłu 19%, usług 15%, handlu 18% i budownictwa 8%.

Według danych Związku Polskiego Leasingu pojazdy lekkie, w tym osobowe i ciężarowe do 3,5t są najczęściej leasingowanymi aktywami na rynku z 43,9% udziałem w portfelu polskich firm leasingowych. W PKO Leasing ten segment stanowi 46% całościowej kwoty udzielonego finansowania. Na tak wysoki popyt wpływają: dynamiczny wzrost leasingowania samochodów osobowych na poziomie ok. 22% r/r oraz wysoka wartość sfinansowanych środków tego segmentu wynosząca 17,7 mld PLN. Wg danych skumulowanych Instytutu Samar od początku roku zarejestrowano 355,5 tys. nowych samochodów osobowych, to 17,3% wzrost r/r., z czego ok. 238,2 tys. zakupili przedsiębiorcy, co stanowi 67% zakupów całego rynku. Przedstawiciele branży wynajmu samochodów osobowych zakupili ponad 20,5 tys. szt. na potrzeby użytkowania w firmach oraz przez klientów indywidualnych.

Segment Maszyn i Urządzeń w PKO Leasing (w tym IT) po 3 kw. 2017 roku stanowi 23% udzielonej kwoty finansowania, odnotowując 16% wzrost r/r. Utrzymująca się wysoka 20% dynamika rynku i niegasnący popyt, wskazują na dobrą koniunkturę w sektorze przemysłowym, stanowiący 27,7% udziału w ogólnej sprzedaży leasingu. Rynek finansowania IT w PKO Leasing konsekwentnie rozwija skrzydła dzięki nowym strategicznym partnerstwom, m.in. z Comarch oraz wzrostowi świadomości możliwości finansowania tego typu aktywów. Rynek, dzięki dużemu wykorzystaniu zdolności produkcyjnych przedsiębiorstw, popytowi krajowemu napędzanemu głównie niskimi stopami procentowymi, stabilnemu kursowi Euro oraz stabilnej gospodarce będzie nadal wzrastał.

Wzrost gospodarczy, zwiększona liczba zamówień krajowych, rozwój eksportu oraz start funduszy unijnych z perspektywy finansowej na lata 2014-2020 napędzają gospodarkę, a co za tym idzie, dynamiczny wzrost rynku finansowania inwestycji leasingiem, dodaje Andrzej Krzemiński, Prezes Zarządu PKO Leasing.

PKO Leasing osiągnął 1,62 mld zł po III kw. w segmencie transportu ciężkiego, co stanowi 27% udzielonej kwoty finansowania przez spółkę. Sytuacja rynkowa transportu ciężkiego jest stabilna, utrzymuje się na tym samym poziomie, odnotowując drobny spadek -0,1% w porównaniu z poprzednim kwartałem. Wielkość portfela segmentu również znajduje się na podobnym poziomie stanowiącym 27,7% rynku leasingu. Trwająca od początku roku bessa w transporcie ciężkim wpłynęła na obniżenie popytu na ciągniki siodłowe (-1,9%) oraz autobusy (-3%), jednak wzrosty w obszarach samochodów dostawczych i ciężarowych powyżej 3,5 (+11,1%) oraz naczep (+1%) wpłynęły na ustabilizowanie ogólnego wyniku.

Leasing jest jednym z szerokiej gamy produktów oferowanych przez Spółki z Grupy Kapitałowej PKO. Klienci mogą korzystać również z kredytów obrotowych i inwestycyjnych, pożyczek oraz usługi faktoringu.

RODO – ponad 20 nowych obowiązków i nowych uprawnień

Obecne unijne prawo o ochronie danych osobowych, obowiązujące od 1995 r., w wielu kwestiach nie przystaje już do rzeczywistości. Przede wszystkim jest to związane z rozwojem nowych technologii. Nic dziwnego, że zdecydowano się na reformę. Wejdzie ona w życie już w maju 2018 r. – właśnie wtedy w Unii Europejskiej zacznie obowiązywać Rozporządzenie Ogólne o Ochronie Danych Osobowych (RODO).

Ochrona danych osobowych 2.0

Jak mówi w wywiadzie dla agencji informacyjnej infoWire.pl dr Maciej Kawecki, zastępca dyrektora Departamentu Zarządzania Danymi w Ministerstwie Cyfryzacji: „Rozporządzenie unijne wprowadza ponad 20 nowych obowiązków, dlatego że przyznaje obywatelom 20 nowych uprawnień […]. Są to m.in. prawo do bycia zapomnianym, prawo do przeniesienia danych osobowych czy prawo do bycia poinformowanym o tym, że doszło do naruszenia zasad naszej prywatności”. Twórcy regulacji położyli bardzo duży nacisk na szybkość postępowań, otwartość organu nadzorczego oraz jego sprawność funkcjonowania.

Wysokie kary dla firm

Rozporządzenie obejmie wszystkie branże. Przedsiębiorców za naruszenia w obszarze ochrony danych osobowych będą czekały surowe kary finansowe – w wysokości do 20 mln euro lub 4% światowego obrotu. To jednak nie wszystko. Osoba, która poczuje, że jej prawa zostały naruszone (np. jakaś firma będzie przetwarzała jej dane bez udzielonego pozwolenia), będzie mogła wystąpić nie tylko ze skargą do Urzędu Ochrony Danych Osobowych, lecz także z pozwem do sądu powszechnego.

Najwyższy czas na rozpoczęcie przygotowań

Chociaż wprowadzenie nowego rozporządzenia będzie wiązać się dla firm z różnymi trudnościami, nie należy się go bać. Bardzo ważne jest przy tym to, aby na zmiany zacząć przygotowywać się już teraz. „Przedsiębiorcom mogę poradzić, żeby zapoznać się z treścią nowych regulacji unijnych oraz projektem przepisów krajowych, starać się odpowiedzieć na pytanie, w jaki sposób najszybciej i najsprawniej wdrożyć reformę u siebie, a także zastanowić się, czy przypadkiem nie da się spojrzeć na nią również z komercyjnego, probiznesowego punktu widzenia” – radzi rozmówca.

Podnosi się dłuższy koniec złotowej krzywej FRA

Początek tygodnia nie przyniósł istotniejszych zmian notowań obligacji skarbowych, ale doszło do wzrostu dłuższego końca krzywej FRA. Złoty utrzymuje okolice zeszłotygodniowych maksimów. Kolejne dni mogą już mu tak nie sprzyjać.

Rynek stopy procentowej

Na krajowym rynku stopy procentowej początek tygodnia nie przyniósł istotniejszych zmian notowań obligacji skarbowych. Doszło natomiast do wzrostu dłuższego końca krzywej FRA. W tym przypadku widać było bezpośredni efekt ostatnich wypowiedzi przedstawicieli RPP sugerujących rosnące prawdopodobieństwo zaostrzenia polityki pieniężnej w 2018 r. W efekcie teraz inwestorzy zaczynają dopiero dostrzegać, że bilans ryzyk zaczyna przechylać się w kierunku podwyżek stóp procentowych, co było tylko częściowo uwzględnione w cenach. Biorąc pod uwagę, że zbliżająca się listopadowa publikacja najnowszej projekcji makroekonomicznej NBP może dodatkowo wzmocnić ten trend, w najbliższych miesiącach spodziewać się można dalszej tendencji do wzrostu notowań instrumentów z krótkiego końca krzywej dochodowości.

W krótkiej perspektywie najważniejszym wydarzeniem na krajowym rynku długu będzie środowa aukcja obligacji skarbowych. W poniedziałek Ministerstwo Finansów podało, że wyemituje OK0720, WZ1122, PS0123, WZ0126, DS0727 i WS0447 za 4,0-8,0 mld PLN. Neutralna reakcja rynku na komunikat MF wynikała głównie z faktu, że taką samą podaż ogłoszono w komunikacie na koniec września. Mimo wysokiej nominalnej wartości oferty należy pamiętać, że tego samego dnia zapada seria DS1017 i wypłacane będą odsetki od obligacji (łącznie 17,8 mld PLN). Tym samym netto na rynek trafią środki w wysokości ponad 10 mld PLN, co w najbliższych dniach wspierać powinno wyceny obligacji skarbowych mimo, że to wydarzenie zostało już w dużej wycenione.

Wśród nielicznych pozytywnych czynników wpływających w najbliższych miesiącach na wyceny polskich obligacji wymienić należy lepszą od oczekiwań realizację budżetu państwa. Według nieoficjalnych informacji (wg wypowiedzi G. Ancyparowicz z RPP) po wrześniowej nadwyżce, do 18 października deficyt wyniósł zaledwie 7 mld PLN. Dla porównania warto wspomnieć, że po dziesięciu miesiącach tego roku deficytu planowany był na poziomie 39,6 mld PLN. Tym samym może okazać się, że deficyt budżetu będzie znacznie niższy od planowanego wyniku po ostatniej korekcie. Dodatkowo na uwagę zasługuje fakt, że poduszka płynnościowa wraz z już dokonanymi emisjami obligacji prefinansującymi 2018 r. stanowi blisko połowę przyszłorocznych potrzeb pożyczkowych brutto. Oznacza to, że MF poważnie będzie musiało rozważyć ograniczenie wartości emisji papierów skarbowych w IV kw. 2017 r. Jak pokazane zostało w Raporcie specjalnym z 28 września 2017 r., w tym kwartale Ministerstwo Finansów może zdecydować się na emisję obligacji na łączną kwotę 25 mld PLN. Ze względu na korzystną sytuację budżetu, w optymistycznym scenariuszu podaż może zostać ograniczona nawet do 20 mld PLN. Oznaczać to może, że resort finansów może lekko ograniczać maksymalną podaż papierów, a także preferować aukcje zamiany i emisje papierów o dłuższych terminach wykupu korzystając z wciąż bardzo atrakcyjnych wycen.Podnosi się dłuższy koniec złotowej krzywej FRA

Autor: Mirosław Budzicki, PKO Bank Polski

Rynek walutowy

Podczas poniedziałkowego handlu zloty utrzymywał okolice poziomów z końca ub. tygodnia. Nie mając nowych impulsów kurs EURPLN od rana lekko spadał, pod koniec sesji europejskiej stabilizując się w okolicach 4,225. Wczorajszy kalendarz publikacji makroekonomicznych nie zawierał istotnych pozycji, stąd rynek pozostawał głównie pod wpływem doniesień zeszłotygodniowych. Solidne dane makro i w reakcji na nie jastrzębie komentarze członków RPP sugerują bowiem stopniowe przesuwanie się konsensusu w Radzie w kierunku nieco wcześniejszego rozpoczęcia podwyżek stóp procentowych. Dotychczas J. Kropiwnicki i J. Osiatyński byli postrzegani jako zwolennicy linii prezesa NBP, zakładającej brak zaostrzenia polityki pieniężnej do końca 2018 r. Nie wydaje się jednak, aby do ewentualnej podwyżki stóp w Polsce doszło wcześniej niż w IV kw. przyszłego roku, stąd nie jest to zapewne główny czynnik pchający złotego w górę, ale wspierający jego aprecjacją. Tak samo można powiedzieć o poniedziałkowej rewizji w górę danych o PKB za 2016 rok. GUS podnosząc realny wzrost do 2,9% wobec 2,7% szacowanych w kwietniu potwierdził dobry stan polskiej gospodarki, jednak z racji, iż dane dotyczyły ub. roku nie miały one istotnego wpływu na nastroje rynkowe. Jak podkreślono w komunikacie, zanotowano większy pozytywny wpływ eksportu netto na tempo wzrostu gospodarczego (+0,7 pp wobec +0,3 pp), ale zmniejszył się pozytywny wpływ popytu krajowego (+2,2 pp wobec +2,4 pp).

Podobnie może być też z wtorkową publikacją danych nt. stopy bezrobocia. Oczekuje się, że we wrześniu stopa bezrobocia rejestrowanego obniżyła się do 6,9% z 7,0% notowanych w sierpniu. Można spodziewać się, że w dalszym ciągu spadek bezrobocia to głównie wynik pozytywnych efektów cyklicznych m.in. wzrostu popytu na pracę. Choć dane potwierdzą utrzymywanie się pozytywnych trendów na krajowym rynku pracy, to ich wpływ na decyzje inwestycyjne na PLN nie będzie zapewne zbyt duży.

W tym tygodniu o losach złotego zadecyduje bowiem EBC, który podczas październikowego posiedzenia powinien zaprezentować plany dot. przyszłości programu skupu aktywów (QE). Obecny program wygasa wraz z końcem tego roku, a rynek zakłada jego wydłużenie (potencjalnie o 9 miesięcy) wraz z obniżeniem miesięcznej sumy, za którą bank centralny strefy euro będzie dokonywał skupu papierów wartościowych z rynku. Od decyzji EBC będzie zależał kurs EURUSD, a więc i losy złotego.

Posiedzenie EBC zaplanowane jest dopiero na czwartek (26.10), stąd w poniedziałek na szerokim rynku uwagę inwestorów przyciągały przyspieszone wybory w Japonii, które odbyły się weekend. Wynik potwierdził zdecydowane zwycięstwo premiera S. Abe. To daje szanse na kolejną kadencję uważanego za gołębia Haruhiko Kurody na stanowisku prezesa Banku Japonii i utrzymanie wsparcia dla gospodarki ze strony polityki pieniężnej. Inwestorzy na te informacje zareagowali ruchem w górę kursu USDJPY w rejony 114 jenów. Utrzymująca się dywergencja w polityce pieniężnej USA i Japonii sprzyja dalszej kontynuacji wzrostów na tej parze walutowej.

Poza EBC w tym tygodniu uwagę warto jest też zwrócić na piątkowe raporty o PKB z USA. Wpływ na wynik z pewnością będą miały huragany, które właśnie w trzecim kwartale uderzyły w południowe stany USA. Oczekuje się jednak, że dane powinny być wystarczająco mocne, aby wspierać oczekiwania rynku na dalsze podwyżki stóp procentowych w 2017r. i kolejne w 2018r. Wraz z oczekiwanym ostrożnym stanowiskiem prezentowanym podczas decyzyjnego posiedzenia EBC dotyczącym planu redukowania programu QE publikacja amerykańskiego PKB powinna negatywnie wpływać na notowania złotego.

W najbliższych dniach nadal też rynki będą wypatrywać decyzji prezydenta D. Trumpa dot. wyboru nowego prezesa Fed. W grze pozostają przede wszystkim gubernator Fed Jerome Powell oraz ekonomista z Uniwersytetu Stanforda John Taylor.Podnosi się dłuższy koniec złotowej krzywej FRA 2

Autor: Joanna Bachert, PKO Bank Polski

Poranny raport walutowy 2017-10-24

Lista tematów, która może ruszyć rynkami w tym tygodniu, jest długa, ale na razie nic na niej się nie rusza. Skutkiem tego ostatnie 24 godziny nie przyniosły większych zmian poza NZD, na którym ciąży klątwa zmiany warty w lokalnej polityce. Dziś dzień z PMI z Eurolandu i USA, w nocy infalcja z Australii.

Rynki posiadają bogaty pakiet tematów, które mogą mieć wymierny wpływ na zmienność, ale na razie pozostają wielkim niewiadomymi. Wydarzeniem tygodnia jest oczywiście czwartkowe posiedzenie ECB, gdzie jest sporo miejsca dla jastrzębich i gołębich zaskoczeń, w zależności na jakie wydłużenie programu QE bank się zdecyduje. Europa żyje też postępami w negocjacjach Brexitu i jak to wpłynie na politykę Banku Anglii – negocjacje idą jak po grudzie, a od BoE oczekuje się podwyżki za tydzień, ale nie ma konsensusu, co dalej? Po drugiej stronie Atlantyku prezydent Trump jest „bardzo, bardzo blisko” wyłonienia nowego prezesa Fed z zawężeniem kandydatów do Powella, Yellen i Taylora, przy czym temu pierwszemu rynek daje największe szanse. Wybór Powella byłby interpretowany gołębio, ale wysokie notowania jastrzębiego Taylora nie pozwalają na przedwczesne dyskontowanie wyniku. USD pozostaje też wrażliwy na postępy w procedowaniu ustawy budżetowej, która otworzy drogę dla reformy podatkowej. Izba Reprezentantów może już w czwartek zatwierdzić budżet, co byłoby świeżym zastrzykiem optymizmu dla dolara. Nie można też zapominać o kończącym się Kongresie Komunistycznej Partii Chin, gdzie decyduje się o polityce gospodarczej na kolejne pięć lat. W obliczu całego tego zestawu nie ma nawet miejsca, by wyrażać przedwczesne obawy o zaognienie sporu na linii Barcelona-Madryt.

W rezultacie EUR pozostaje zamrożone aż do czwartku, a inwestorzy nie mają nawet chęci zajmować wyprzedzających pozycji. GBP musi zapomnieć o Brexicie i skupić się na decyzji BoE, jeśli mamy obejrzeć jakieś solidniejsze odbicie. Postępy prac w Kongresie USA oferują pozytywne impulsy dla USD, ale dolar od czwartku ma już za sobą pewien ruch i bez potwierdzenia będzie ciężko o kontynuację. Klimat na rynku jest pozytywny, co ułatwi umocnienie wobec walut defensywnych z największą wrażliwością USD/JPY. W nocy kurs już zdążył skorygować wstępny skok powyborczy (wygrana premiera Abe w Japonii) i teraz rynek może na spokojnie budować podstawę do dalszego wzrostu.

Zwykle mocny w okresach apetytu na ryzyko NZD, w ostatnich dniach nie ma lekko przez krajową politykę. Nocne tąpnięcie wywołały doniesienia, że nowy rząd planuje dokonać „rewizji i reformy” ustawy regulującej bank centralny. Co na pierwszy rzut oka brzmi niepokojąco, w rzeczywistości może takie nie być. ustawa z 1989 r. daje wyłączne prawo decyzje prezesowi RBNZ, podczas gdy obecnie decyzje podejmowane są przez komitet złożony z prezesa i dwóch wiceprezesów. Ustaw nie przewiduje też publikacji komunikatu po posiedzeniu, co jednak ma miejsce. Co więcej, dziś koalicja rządząca ogłosiła plany podniesienia płacy minimalnej – czynnik proinflacyjny, który powinien wzmacniać oczekiwania podwyżek stóp procentowych. W mojej opinii dalsze gonienie wyprzedaży NZD staje się zbyt ryzykowne i jesteśmy blisko odreagowania.

Przed nami w kalendarzu publikacji nic pasjonującego. W Europie tylko niespodziewanie załamanie wskaźników PMI obudzi obawy o niekorzystny wpływ silnego EUR, ale poza tym dane pozostają w pozytywnym trendzie. PMI z przemysłu USA wciąż mogą znaleźć ukryte wsparcie w pracach rekonstrukcyjnych po huraganach. W nocy mamy odczyt CPI z Australii, gdzie brak innych niż ceny energii powodów do przyspieszenia inflacji nie zmieni nastawienia RBA.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Dyrektorzy finansowi nie obawiają się nowej polityki fiskalnej

CFO w Polsce czują zaostrzenie polityki fiskalnej, jednak ją akceptują – wynika z badania przeprowadzonego przez Grant Thornton i Euler Hermes.

W ostatnich dwóch latach polski system podatkowy doświadczył istotnych zmian. Od początku obecnej kadencji parlamentu, w życie weszło 45 ustaw podatkowych i 34 rozporządzenia Ministra Finansów dotyczących podatków. Wprowadzono tak ważne i daleko idące zmiany, jak klauzula o unikaniu opodatkowania, obowiązek przekazywania jednolitego pliku kontrolnego podatku VAT czy odwrócony VAT w budownictwie. Postanowiliśmy sprawdzić, jak te zmiany odbierane są przez działające w Polsce firmy. A ponieważ za poprawne rozliczanie podatków odpowiada w przedsiębiorstwie zwykle zespół finansowy, badaniem objęliśmy szefów tych zespołów – dyrektorów finansowych.

Co wynika z badania? Pierwszy wniosek jest taki, że polscy CFO dość wyraźnie dostrzegają zaostrzenie polityki fiskalnej przez rząd. 43 proc. dyrektorów finansowych zapytanych o to, jak zmieniła się praktyka urzędów skarbowych, odpowiedziało, że uległa ona zaostrzeniu, tymczasem żaden z ankietowanych nie odczuł złagodzenia. Pozostałe 57 proc. nie zauważyło zmian.

Dyrektorzy finansowi nie obawiają się nowej polityki fiskalnej
Źródło: Badanie Grant Thornton i Euler Hermes przeprowadzone wśród 208 dyrektorów finansowych działających w Polsce firm.

W jakich obszarach – zdaniem CFO – zmiany były najbardziej widoczne? Spośród dyrektorów, którzy dostrzegają zaostrzenie polityki fiskalnej, aż 66 proc. stwierdziło, że odbyło się to poprzez wprowadzenie bardziej drastycznych przepisów podatkowych, natomiast 63 proc. wskazało na zwiększone wymagania sprawozdawcze. Kolejno 49 proc. i 45 proc. skarżyło się na zwiększoną częstotliwość oraz szczegółowość kontroli skarbowych. Najmniej, bo 16 proc. ankietowanych, odpowiedziało się, że organy skarbowe rzadziej niż dotąd wydają korzystne dla podatnika interpretacje podatkowe, a 15 proc. wskazało na rzadziej wydawane decyzje podatkowe.

Dyrektorzy finansowi nie obawiają się nowej polityki fiskalnej 2
Źródło: Raport został opracowany na podstawie 208 ankiet zebranych podczas czterech kongresów Dyrektor Finansowy Roku, które odbyły się w drugim kwartale 2017 roku w Poznaniu, Sopocie, Katowicach i Rzeszowie.

Podatki były, są i zawsze będą, więc musimy je zaakceptować. To, co głównie może budzić pewne niepokoje, to brak stabilności systemu podatkowego, który – w szczególności finansistom – nie ułatwia życia. Zauważalne w ostatnim czasie w Polsce zaostrzenie się praktyki podatkowej jest właśnie przykładem owego zachwiania stabilności. W takiej sytuacji zmiany, które w ostatecznej perspektywie oceniane są jako właściwe i skuteczne, mogą budzić wątpliwości– stwierdza Waldemar Wojtkowiak Członek Zarządu Euler Hermes.

Zapytaliśmy też dyrektorów finansowych o to, jak ostatnie zmiany w systemie podatkowym wpływają na działalność ich firm. Co ciekawe, większość ankietowanych (66 proc.) twierdzi, że zmiany nie mają wpływu na ich przedsiębiorstwo. Grupa CFO, która twierdzi, że zmiany utrudniają działalność, jest ponad dwukrotnie mniej liczba – odpowiada tak 32 proc. badanych.

Wyniki badań są – co może zaskakiwać – potwierdzeniem zasadności działań podejmowanych przez Ministra Finansów, a może wręcz ich akceptacją. Z jednej strony to zapewne efekt dobrej aktualnie sytuacji gospodarczej w Polsce, która motywuje CFO do osiągania wzrostu przychodów, a nie przejmowaniem się nowymi obowiązkami podatkowymi. Z drugiej strony – co jest plusem – pokazuje zdolność podatników do szybkiego przystosowania się do nowego otoczenia prawno-podatkowego – mówi Dariusz Gałązka, Partner Grant Thornton.

Kancelaria Prawna-Inkaso WEC S.A. kupuje kolejny pakiet wierzytelności

Kancelaria Prawna-Inkaso WEC S.A., Spółka notowana na rynku NewConnect od maja 2015 r., nabyła pakiet nieprzedawnionych wierzytelności z tytułu świadczenia usług IT o wartości nominalnej przekraczającej 0,3 mln zł. Jest to tym samym już kolejny pakiet wierzytelności, który Emitent zakupił w ostatnim czasie.

Spółka dokonała zakupu nieprzedawnionych wierzytelności z tytułu świadczenia usług IT o wartości nominalnej wynoszącej ponad 301 tys. zł. Składanie ofert i zawieranie umów zakupu pakietów oraz portfeli pakietów wierzytelności B2C jest ważnym elementem dywersyfikacji źródeł przychodów Emitenta. We wrześniu br. Kancelaria Prawna-Inkaso WEC S.A. nabyła pakiet wierzytelności konsumenckich, którego wartość nominalna przekracza 2 mln zł. Zarząd Spółki dostrzega bardzo duży potencjał tego obszaru biznesowego i planuje go rozwijać, co powinno pozytywnie wpłynąć na poziom osiąganych przychodów przez Grupę Kapitałową oraz na wzrost jej wartości. 

„Uważamy, że zakupy wierzytelności, w tym także pakietów, otwierają dla Spółki dodatkowe możliwości zwiększania przychodów. Szukamy atrakcyjnych wierzytelności, których dochodzenie będzie jak najmniej kosztowne i pozwoli osiągnąć jak największy zwrot. Obsługa takich pakietów jest dla nas elementem dywersyfikacji przychodów, gdyż w żaden sposób nie zamierzamy zmniejszać naszej aktywności na rynku wierzytelności B2B i będziemy dalej pozyskiwać zlecenia inkasa windykacyjnego, jak również klientów faktoringowych i pożyczkowych.” – podkreśla Remigiusz Brzeziński, Prezes Zarządu Spółki Kancelaria Prawna-Inkaso WEC S.A.

W sierpniu 2017 r. Kancelaria Prawna-Inkaso WEC S.A. przedstawiła prognozy finansowe na ten rok, które przewidują, że wypracuje co najmniej 600 tys. zł zysku netto, a jej przychody wyniosą minimum 6,5 mln zł. Po dwóch kwartałach 2017 r. Spółka zanotowała na poziomie jednostkowym zysk netto w kwocie 316 tys. zł przy przychodach netto ze sprzedaży sięgających 2,7 mln zł.

W całym 2016 r. Emitent osiągnął 550 tys. zł skonsolidowanego zysku netto, a jego przychody netto ze sprzedaży wyniosły 5.632 tys. zł. Natomiast jednostkowy zysk netto Spółki w minionym roku wyniósł blisko 515 tys. zł, a jej przychody netto ze sprzedaży przekroczyły 5.408 tys. zł. W 2016 r. Kancelaria Prawna-Inkaso WEC S.A. przeprowadziła z sukcesem emisję obligacji, z której pozyskała środki w wysokości 823 tys. zł. Pozyskany kapitał jest przeznaczany na rozwój nowej usługi – mikroFaktoring WEC. Emitent wypłacił również w tym roku dywidendę z zysku za 2016 r. w kwocie 0,04 zł na akcję.

Fundacja założona przez Roberta De Niro chce rozpocząć działalność w Polsce. Pomoże na starcie polskim twórcom mediów interaktywnych

Fundacja założona przez Roberta De Niro chce rozpocząć działalność w Polsce. Pomoże na starcie polskim twórcom mediów interaktywnych 1

W 2017 roku wartość rynku mediów interaktywnych wzrośnie o 12 proc. rdr. i wyniesie blisko 105 mld dolarów. Do roku 2020 wartość tego rynku zwiększy się do ok. 170 mld dolarów. W bieżącym roku sam rynek gier wideo po raz pierwszy w historii będzie wart 100 mld dolarów. Jednak do mediów interaktywnych zaliczane są nie tylko gry, lecz także m.in. związane z nimi filmy internetowe. Szansą na rozwój tego segmentu są niezależne organizacje wspierające młodych twórców. Jedną z nich jest Tribeca Film Institute, fundacja założona m.in. przez Roberta De Niro, która zapowiada rozpoczęcie swojej działalności także w Polsce.

– Pod nazwą „media interaktywne” kryją się wszystkie nowe media, które wymagają interakcji z publicznością, wymagają odpowiedzi publiczności, by popchnąć projekt do przodu. To oznacza niezliczoną liczbę opcji. Interesują nas dokumenty kręcone w sieci, rozszerzona i wirtualna rzeczywistość, gry, sztuczna inteligencja, instalacje interaktywne. Wszystko, co wymaga od publiczności czegoś więcej, niż tylko siedzenia w fotelu i patrzenia – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Zeina Abi Assy, dyrektor Departamentu Interaktywnego w Tribeca Film Institute, nowojorskiej organizacji filmowej non-profit założonej m.in. przez Roberta De Niro.

Zdaniem analityków firmy SuperData cały rynek mediów interaktywnych, w tym gier, e-sportu, treści wideo związanych z grami, wirtualnej rzeczywistości i rzeczywistości rozszerzonej, będzie warty na koniec 2017 roku 104,6 mld dolarów. Do roku 2020 rynek ten ma wzrosnąć do 168,8 mld dolarów. Media interaktywne stanowią coraz większą konkurencję dla mediów tradycyjnych. Dzięki globalnemu podejściu do mediów internetowych, coraz łatwiej dotrzeć do tysięcy czy nawet milionów odbiorców. Niezależni twórcy, stawiający pierwsze kroki w branży mediów interaktywnych, zwykle potrzebują jednak pomocy na początku swojej kariery.

– Departament realizuje kilka różnych programów, poprzez które wspieramy i finansujemy niezależnych twórców i artystów. Pomagamy wielu ludziom z branży filmowej, dziennikarzom, specjalistom od nowych technologii, by mogli się spotkać, popracować razem i zacząć tworzyć język dla tej nowej przestrzeni. Mamy różne fundusze, na przykład fundusz prototypowy dla ludzi, którzy są na wczesnym etapie realizacji projektów, albo dla tych, którzy są nowi w przestrzeni interaktywnej – zapewnia Zeina Abi Assy.

Tribeca Film Institute to organizacja non-profit założona m.in. przez Roberta De Niro. Wspomaga niezależnych artystów i filmowców działających na pograniczu filmu, nowych mediów, spraw społecznych, dziennikarstwa i technologii. Organizacja utrzymuje się z dobrowolnych datków, a pieniądze otrzymuje zarówno od wielkich fundacji czy przedsiębiorstw, jak i od indywidualnych darczyńców. Sama natomiast wspiera nie tylko stawiających pierwsze kroki w branży, lecz także tych, którzy potrzebują pomocy w końcowej fazie projektu.

– Mamy fundusz nowych mediów, który jest przeznaczony na projekty już będące na etapie produkcji. To są często projekty od ludzi już dobrze osadzonych w branży. Oni przeszli z tymi projektami długą drogę i potrzebują tylko ostatecznego, dodatkowego impulsu, by je zakończyć – wyjaśnia dyrektor Departamentu Interaktywnego w Tribeca Film Institute

Coraz częściej w produkcji treści, zwłaszcza tych internetowych, ale również coraz częściej skierowanych do mediów tradycyjnych, wykorzystuje się najnowsze zdobycze technologii. Z raportu SuperData wynika, że do 2020 roku, globalny rynek VR (wirtualnej rzeczywistości) osiągnie wartość ponad 28 mld dolarów. Dzięki wykorzystaniu technologii takich jak VR czy kamer sportowych można skrócić dystans pomiędzy twórcą a widzem.

– Najpopularniejsze narzędzia w mediach interaktywnych to wirtualna, rozszerzona i mieszana rzeczywistość, internetowe filmy dokumentalne, strony interaktywne. Używamy również kamer GoPro do dokumentowania przypadków brutalności policji. Ponadto komiksy z rozszerzoną rzeczywistością, roboty i sztuczna inteligencja oraz metody uczenia robotów reagowania na bodźce, a także mapowanie, które jest użytecznie przy historiach związanych z geografią i lokalizacją – twierdzi Zeina Abi Assy.

Interaktywne media starają się także podejmować kwestie współcześnie istotne, oddziałujące na całe społeczeństwo. Jedną z takich kwestii są imigranci. W nowym projekcie Tribeca Film Institute, który ruszy w grudniu 2017 roku, chodzi o zamianę perspektywy i ustawienie imigrantów za kamerą.

– Cały projekt będzie zbudowany przez imigrantów i dla imigrantów. Media cyfrowe i interaktywne mają charakter transformatywny i wpływają na nasze zachowanie, na sposób, w jaki kontaktujemy się ze sobą. Chcemy sprawdzić, jak te media mogą zmienić ludzkie życie i opinie o tym życiu. Projekty interaktywne z zakresu nowych mediów mogą pomóc imigrantom w asymilacji – przewiduje ekspertka.

Najbardziej znaną imprezą organizowaną przez Instytut jest Tribeca Film Festival. W tegorocznej edycji pokazano 97 filmów pełnometrażowych, 57 krótkometrażowych, 15 programów telewizyjnych, 16 projektów z gatunków New Online Work i 31 projektów z gatunku immersive storytelling (wciągających historii). Festiwal odwiedziło 153 tys. widzów, a relacje i spotkania na żywo prowadzone na platformie Facebook Live przyciągnęły 3,8 mln osób. Tribeca Film Institute zapowiada także prowadzenie działalności w Polsce.

– To moja pierwsza wizyta w Polsce, ale mam nadzieję, że uda się tu nawiązać pewne kontakty i wrócić, by przeprowadzić hackathon albo warsztaty związane z polskimi tematami, polskimi wspólnotami, projektami wychodzącymi stąd – twierdzi Zeina Abi Assy.

Work Service sfinalizował umowę przejęcia węgierskiej Spółki Prohuman

Grupa Work Service zawarła umowę przejęcia brakujących 25 proc. udziałów w węgierskiej spółce Prohuman. Przejmowana spółka jest liderem węgierskiego rynku usług pracy tymczasowej z udziałem przekraczającym 22 proc. rynku oraz najszybciej rosnącym podmiotem w strukturach Grupy. Wartość transakcji wyniesie do 7 325 mld HUF i będzie płatna w 3 transzach. Całkowite rozliczenie transakcji nastąpi najpóźniej do 29 czerwca 2018 roku.

Work Service podpisał z Profólió Projekt Tanácsadó warunkową umowę zakupu 25 proc. udziałów w węgierskiej spółce Prohuman. Zamkniecie tej transakcji da grupie 100-proc. udział w jej kapitale zakładowym Prohuman.

Podpisanie umowy inwestycyjnej z Profólió Projekt Tanácsadó przybliża nas istotnie do finalizacji tej transakcji. Przez ostatnie miesiące trwały intensywne prace nad umową. To dobry wynik, biorąc pod uwagę złożoność procesu. Jej ostateczne zamknięcie, spodziewane jest w pierwszej połowie 2018 roku – mówi Maciej Witucki, Prezes Works Service S.A.

Work Service w ramach pierwszej transzy, w terminie 25 października 2017 roku, nabędzie akcje uprawniające łącznie do wykonywania 80,22 proc. na walnym zgromadzeniu spółki. Pozostałe 19,78 proc. WSE kupi w dwóch kolejnych transzach, zrealizowanych po spełnieniu wszystkich wskazanych w umowie warunków, które odbędzie się  31 stycznia 2018 r. (4,98 proc.) oraz 29 czerwca 2018 r. (14,8 proc.). Wartość transakcji wyniesie do 7,325 mld HUF, co według średniego kursu NBP z oznacza kwotę 100,6 mln zł.

Prohuman jest nr 1. na Węgrzech, a wzrost biznesu na tym rynku, jest istotnym elementem realizowanej przez nas strategii rozwoju międzynarodowego. W samym pierwszym półroczy tego roku, na Węgrzech wypracowaliśmy ponad 200 mln zł przychodów. Ponadto jeśli uwzględnilibyśmy efekt tegorocznych akwizycji Grupa PHU, to możemy pochwalić się blisko 20 proc. wzrostem skali węgierskiego biznesu – dodaje Maciej Witucki.

Prohuman od 2010 roku o 600% zwiększyła swój poziom przychodów. Spółka zatrudnia łącznie ponad 17 tys. pracowników tymczasowych i jest to najlepszy wynik na tle konkurencji. Jednocześnie utrzymujące się na Węgrzech niskie bezrobocie i rosnące deficyty kadrowe zwiększają zapotrzebowanie na usługi agencji zatrudnienia.

Dobre perspektywy dla rynku kosmicznego w Polsce. Jego motorem napędowym będzie popyt na dostęp do usług internetowych i budowa wojskowego satelity

Wartość przemysłu kosmicznego wzrośnie z obecnych 350 mld dol. do 1,1 bln dol. w 2040 roku. Jego głównym motorem napędowym będzie zapotrzebowanie na dostęp do jak najlepszych usług internetowych. W Polsce obecnie działa w tym sektorze prawie trzysta firm, a rynek rozwija się w tempie dwucyfrowym. Najważniejszym projektem w skali kraju jest budowa satelity wojskowego, który wpłynie na obronność, w tym także na bezpieczeństwo cywilne.

– Polski rynek kosmiczny jest w tej chwili dość nieduży. Określamy go na około trzysta firm, które w tym otoczeniu, w ekosystemie firm kosmicznych i w jakichkolwiek zamówieniach, działają. Ważne jest to, że ten rynek rozwija się bardzo dynamicznie, to są cały czas dwucyfrowe wzrosty. Oczywiście, gdy zaczynamy z małej skali, to te wzrosty są dużo szybsze niż w dużych sektorach – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Bartosz Sokoliński, dyrektor Biura Rozwoju i Innowacji w Agencji Rozwoju Przemysłu.

Analitycy firmy Morgan Stanley przewidują, że przemysł kosmiczny, którego wartość określa się obecnie na 350 mld dol., osiągnie w 2040 roku wartość 1,1 bln dol. Same wpływy z tytułu dostarczenia dostępu do internetu w miejsca, gdzie obecnie dostępu takiego nie ma lub jest on niewystarczający, sięgną 400 mld dol. Polski przemysł kosmiczny ma jednak inne cele.

– W polskiej strategii kosmicznej jest kilka ważnych punktów. Pierwszy jest taki, aby zamówienia do polskich firm kosmicznych miały wartość co najmniej 3 proc. ogólnych zamówień w ESA. Drugi punkt to zabezpieczenie bezpieczeństwa Polski, wewnętrznego i zewnętrznego, oraz obronności kraju, strategia kosmiczna do tego również jest potrzebna. Trzecim punktem jest zwiększenie zamówień usług satelitarnych przez administrację – wylicza Bartosz Sokoliński.

W listopadzie 2012 roku Polska stała się członkiem Europejskiej Agencji Kosmicznej. W publikacji „Sięgając gwiazd. Polski sektor kosmiczny. 4 lata w ESA” Ministerstwa Rozwoju i Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości czytamy, że liczba organizacji zainteresowanych zamówieniami ESA wzrosła od niespełna 50 w 2012 roku do ponad 300 w 2016 r. Wedle założeń polskiej strategii kosmicznej, polski przemysł kosmiczny ma mieć w 2030 roku 3-procentowy udział w rynku europejskim.

– Biorąc za przykład rynek hiszpański, który kilkanaście lat temu był w podobnej sytuacji jak polski, chcielibyśmy mieć kilka firm liderów, które mogłyby zdobyć swoje specjalizacje i dobrze wpisać się w Europejską Agencję Kosmiczną. Aby kontrakty, które przychodzą z ESA, trafiały do polskich, innowacyjnych przedsiębiorstw kosmicznych – twierdzi ekspert.

Do roku 2020 Polska chce zbudować dwa satelity, których zadaniem będzie monitorowanie zagrożeń dla kraju oraz krytycznej infrastruktury i granic. Satelity będą np. dostarczały zdjęcia wybranych obiektów, weryfikowały i wyznaczały cele dla pocisków JASSM wystrzeliwanych z F-16 oraz do pozyskiwania danych z podsłuchu radioelektronicznego. Satelity mają też monitorować terytorium kraju i dostarczać dane np. o uprawach, klęskach żywiołowych czy pożarach lasu. Na budowę satelitów oraz centrum kontroli Polska ma wydać nawet 1,2 mld zł.

– Dla Polski najważniejszym projektem jest zbudowanie satelity wojskowego. Takiego, który wpłynie na obronność naszego kraju, al także na bezpieczeństwo cywilne, czyli takiego, który będzie nam dawał dane, które możemy wykorzystać w sytuacjach kryzysowych, takich jak różne powodzie, pożary, klęski żywiołowe itd. – wylicza dyrektor Biura Rozwoju i Innowacji w Agencji Rozwoju Przemysłu.

Jednym z przykładów polskiej firmy działającej na rynku kosmicznym jest SatRevolution, która ma zamiar wybudować fabrykę niewielkich satelitów. W przemyśle kosmicznym działa też SENER Polska, która m.in. bierze udział w budowie Ekstremalnie Wielkiego Teleskopu. Innym przykładem jest Creotech Instruments, która współtworzyła kamerę dla sondy ExoMars. Należąca do Creotech pierwsza w Polsce komercyjna fabryka satelitów przechodzi właśnie proces certyfikacji Europejskiej Agencji Kosmicznej.

– Liczymy na to, że będziemy coraz lepiej gospodarowali trzy nisze: pierwsza to robotyka kosmiczna. To bardzo ważny aspekt, mamy tu kilka mocnych podmiotów. Druga to mikrosatelity, ten rynek mocno się rozwija na całym świecie. Chcielibyśmy m.in. przez naszą spółkę CreoTech kawałek tego rynku zdobyć, choć nie tylko CreoTech walczy i próbuje zaznaczyć tu swoją rolę. Trzecia to wydobywanie złóż, czyli kopalnie w kosmosie, to jeszcze brzmi jak science-fiction, ale jest coraz częściej poruszanym tematem – twierdzi Bartosz Sokoliński.

Rośnie popularność crowdfundingu w Polsce. Jego wartość szacowana jest na 200 mln zł rocznie

Rośnie popularność crowdfundingu w Polsce. Jego wartość szacowana jest na 200 mln zł rocznie 2

Crowdfunding rozwija się bardzo dynamicznie. Do 2020 roku globalny rynek tego rodzaju finansowania pomysłów i prototypów będzie się rozwijał w tempie 27 proc. średniorocznie. Jego popularność rośnie także w Polsce, gdzie wyceniany jest na ok 200 mln zł rocznie. W Polsce działa kilka rodzimych platform umożliwiających tego rodzaju finansowanie. Największym jest portal charytatywny SiePomaga.pl. Na polskim rynku funkcjonują także zagraniczni giganci.

Według raportu Technavio do 2020 roku wzrost na rynku crowdfundingu wyniesie niemal 27 proc. średniorocznie. W 2016 roku światowy rynek crowdfundingu był wart blisko 52 mld dol., choć jeszcze w roku 2012 jego wartość wynosiła 2,7 mld dol. Popularność tego rodzaju finansowania bierze się przede wszystkim z tego, że zwykli ludzie mają wpływ na rozwój jakiegoś produktu, zostają inwestorami.

– W skrócie polega to na tym, że masz projekt i chcesz, by ludzie wsparli cię pieniędzmi w zamian za udział w przyszłych zyskach. Umożliwiamy po prostu ludziom wzbudzenie zainteresowania ich projektami ze strony inwestorów – wyjaśnia agencji informacyjnej Newseria Innowacje Pascal Condamine z platformy crowdfundingowej Indiegogo.

Najpopularniejszą formą crowdfundingu jest P2P lending, która stanowi ponad 70 proc. tego rynku. To sytuacja, gdy osoby indywidualne pożyczają pieniądze innym osobom lub firmom na rozwijanie biznesu. Pożyczki takie są tańsze od pożyczek bankowych, dzięki czemu pożyczkodawcy mogą liczyć na wyższe zwroty niż w przypadku produktów bankowych, a pożyczkobiorcy na tańsza pożyczkę. Dodatkowym aspektem jest budowanie od razu społeczności wokół danego produktu.

– Przeprowadzenie takiej kampanii wymaga znacznych środków. Najważniejsze jest zbudowanie wspólnoty jeszcze przed startem. Taka wspólnota pomoże mocno wejść w kampanię i wzbudzić nią zainteresowanie – tłumaczy przedstawiciel serwisu Indiegogo.

Indiegogo to jeden z największych i najpopularniejszych portali crowdfundingowych. Średnia kwota zbierana przez finansowane projekty wynosi około 7 tys. dol., a kampania trwa przeciętnie 9 tygodni. Do przeprowadzenia kampanii sam pomysł nie wystarczy, zwykle trzeba mieć już zbudowany prototyp produktu lub usługi.

– Chodzi o produkty, które mają już swoje finalne prototypy, ale brakuje pieniędzy na wdrożenie produkcji na skalę przemysłową. Trzeba skłonić ludzi do zapłacenia za produkcję, dzięki której produkt może trafić do sprzedaży sześć miesięcy później. Crowdfunding może skrócić drogę od pomysłu do realizacji – zapewnia Pascal Condamine.

Firma ARC Rynek i Opinia przeprowadziła badania odnośnie zaangażowania Polaków w crowdfunding. Wynika z nich, że co prawda obecnie tylko 11 proc. Polaków angażuje się w niego, ale deklarację o zamiarze wspierania tego typu działań wyraziło już 41 proc. obywateli. Najczęściej wspierane w crowdfundingu są projekty sprzętowe.

– Technologie medyczne, technologie ekologiczne, biotechnologia – na tych polach wprowadza się wiele innowacji sprzętowych, które zmieniają codzienne życie ludzi – tłumaczy ekspert.

Według raportu WeTheCrowd największym polskim serwisem crowdfundingowym jest SiePomaga.pl, na którym zebrano dotąd 124 mln zł i który ma zarejestrowanych 754 tys. użytkowników. To portal, który prowadzi zbiórki charytatywne. Z kolei wśród platform uniwersalnych, zbierających pieniądze na różne cele wyróżniają się Wspieram.to, gdzie zebrano 13 mln zł, oraz PolakPotrafi.pl, na którym udało się zebrać 16 mln zł. W naszym kraju działają też światowi giganci.

– Już działamy w Polsce i w ponad dwudziestu innych krajach na świecie. W tej chwili prowadzimy tutaj kampanię dla firmy zajmującej się nagrywaniem kamerą 360 stopni. Wiele kampanii pochodzi z Polski – zapewnia Pascal Condamine z Indiegogo.

Najbogatszym rynkiem crowdfundingowym jest USA. Jego wartość sięgnęła w ubiegłym roku 21,8 mld dol. Tymczasem bardzo dynamicznie rośnie crowdfundingowy rynek w rejonie Azji i Pacyfiku. Jego wartość ma wzrosnąć z 14,7 mld dol. w 2016 r. do 42,39 mld dol. w roku 2021.

Rynek crowdfundingowy w Polsce wart jest ok 200 mln zł rocznie (dane Zrzutka.pl).

Do 2020 r. na świecie ma jeździć 35 mln podłączonych do sieci ciężarówek. Od 2019 roku nowe pojazdy muszą zostać wyposażone w inteligentne tachografy

Do 2020 r. na świecie ma jeździć 35 mln podłączonych do sieci ciężarówek. Od 2019 roku nowe pojazdy muszą zostać wyposażone w inteligentne tachografy 3

Od 15 czerwca 2019 r. każdy nowy pojazd wykonujący na terenie Unii Europejskiej usługi transportowe będzie musiał zostać wyposażony w inteligentny tachograf. Urządzenia te nie tylko zbiorą więcej parametrów pojazdu niż obecne, lecz także będą wyposażone w moduły nawigacji satelitarnej oraz w moduły łączności bezprzewodowej pozwalające na zdalne odczytanie danych o pozycji danego pojazdu. Nowoczesne tachografy mają zwiększać bezpieczeństwo na drogach.

– Główny cel tej zmiany to walka z plagą oszustw, które są stosowane w obecnych tachografach, a ma to duży wpływ na bezpieczeństwo na drodze. Tachografy montowane są w pojazdach po to, aby pokazywać, rejestrować czy ograniczać czas pracy danego kierowcy, żeby ten kierowca nie był przemęczony. Niestety, w obecnej sytuacji, którą mamy – ostatnie zmiany w tachografach to był 2012 rok – te zmiany utrudniły stosowanie różnych oszustw czy manipulacji w tachografach, natomiast nie zakończyły ich definitywnie – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Mateusz Włoch, ekspert firmy Inelo.

Z danych Frost & Sullivan Research wynika, że do 2020 roku na świecie będzie 35 mln podłączonych do sieci ciężarówek, a do roku 2025 będzie ich ponad 65 mln. Rozwiązania cyfrowe i technologie telematyczne zrewolucjonizują rynek samochodów ciężarowych, dzięki czemu sektor ten ma się stać bardziej efektywny i produktywny.

– W nowych, inteligentnych tachografach będą montowane m.in. odbiorniki lokalizacji, coś podobnego do systemu GPS, ale będą to systemy europejskie, taki tachograf obok zapisywania czasu pracy, tak jak robi to obecnie, będzie również zapisywał lokalizację pojazdu na mapie, nie będzie to ciągłe, będzie to kilka razy w ciągu dnia, na początku i na końcu dnia pracy oraz co trzy godziny jazdy – wyjaśnia Mateusz Włoch.

Unia Europejska szacuje, że w co trzecim samochodzie ciężarowym fałszowane są wskazania tachografu. W ciągu jedenastu miesięcy 2016 roku inspektorzy Inspekcji Transportu Drogowego przeprowadzili ponad 196 tys. kontroli drogowych pojazdów. W ich wyniku wydano ponad 15 tys. decyzji administracyjnych o nałożeniu kary pieniężnej za naruszenie przepisów dotyczących transportu drogowego i niemal 40 tys. mandatów karnych. 51 proc. stwierdzonych naruszeń dotyczyło czasu prowadzenia pojazdu i przerw, a około 36 proc. było związanych z niewłaściwym użytkowaniem urządzeń rejestrujących. Inteligentne tachografy mają pozwolić uniknąć kosztownych kontroli.

– Inspektor będzie miał możliwość zdalnego odczytu niektórych danych z tachografów, pomoże to również uczciwym przedsiębiorcom. Będzie to tzw. preselekcja, do kontroli będą zatrzymywane podejrzane pojazdy, z których inspektorzy zdalnie otrzymają informację, że coś jest nie tak, są jakieś błędy sugerujące oszustwa w tachografach, a ci uczciwi przedsiębiorcy, którzy nie będą mieli błędów w tachografach, będą mogli kontynuować jazdę bez stresu kontroli – zapewnia ekspert Inelo.

Raport „Global Truck Video Safety Solutions Market, Forecast to 2023” sugeruje, że 40 proc. menadżerów flot jest zdania, że podłączenie do sieci ciężarówek jest niezbędne. Rozwój zarówno dróg, jak i całych miast ma wymusić pojawienie się coraz większej liczby inteligentnych ciężarówek. Ciężarówki w przyszłości mają pozwolić kierowcom na znacznie łatwiejsze płacenie za paliwo, parkowanie czy nawet śledzenie różnego rodzaju informacji w czasie rzeczywistym.

– Dla całej branży znaczenie będzie miało to, że nowe tachografy będą ułatwiać komunikację z systemami informatycznymi, które są już stosowane w firmach transportowych. W obecnej chwili, aby firma miała na bieżąco informacje z tachografu, ile jeszcze kierowca może jechać, aby spedytor odpowiednio zaplanował trasę, konieczne jest połączenie po kablu. W nowych, inteligentnych tachografach tę funkcję będzie pełnić połączenie Bluetooth – wyjaśnia Mateusz Włoch.

Z danych Europejskiego Stowarzyszenia Producentów Samochodów (ACEA) wynika, że średni wiek ciężarówki poruszającej się po drogach UE wynosi 11,7 roku. Problemem może być fakt, że od lat średnia ta rośnie. Może mieć to poważne konsekwencje w obliczu przepisów o cyfrowych tachografach, gdyż w ciągu 17 lat nowe tachografy powinny mieć wszystkie samochody zobowiązane do rejestrowania czasu pracy kierowców.

– Warto dodać, że dla użytkowników, którzy mają starsze samochody, nie ma obawy, że trzeba będzie ponieść jakieś wydatki finansowe na wymianę tych tachografów, ponieważ obowiązek wymiany tachografów na inteligentne w obecnych pojazdach, to dopiero 15 lat po 2019 roku, więc 2034 rok. Myślę, że do tej pory wszyscy wymienią flotę, zresztą widać to po flocie w Polsce, gdzie te pojazdy raczej są młode, to jest co najwyżej kilka lat – twierdzi ekspert.

Dane firmy doradczej Deloitte wskazują, że w 2016 roku na całym świecie sprzedaż ciężarówek przekroczyła 2,5 mln egzemplarzy. Do roku 2021 rynek ten ma rosnąć o 1,3 proc. średniorocznie, by osiągnąć wartość blisko 2,7 mln sprzedanych sztuk. W kolejnych pięciu latach rynek ten czeka jednak stagnacja – do roku 2026 odnotowany zostanie spadek o 0,1 proc. średniorocznie.

Inwestycje w nieruchomości coraz popularniejsze. Na rynkach regionalnych zwrot z inwestycji może być dwa razy większy niż w Warszawie

Inwestycje w nieruchomości coraz popularniejsze. Na rynkach regionalnych zwrot z inwestycji może być dwa razy większy niż w Warszawie 4

Z racji na niskie oprocentowanie lokat bankowych Polacy coraz częściej inwestują w rynek nieruchomości. W Warszawie stopa zwrotu wynosi ok. 3–4 proc., a na rynkach regionalnych może być prawie dwukrotnie wyższa – oceniają eksperci OPG Property Professionals. Osobnym segmentem tego rynku, który także mocno zyskuje na popularności, są inwestycje w nieruchomości premium oraz domy wakacyjne.

– Nieruchomości są zdecydowanie najlepszą formą inwestowania, jeśli chodzi o ochronę kapitału. Czasami można zarobić na nich więcej, ale jest to ściśle uzależnione od momentu wejścia i wyjścia z inwestycji w cyklu koniunkturalnym. Standardowo na rynku mieszkaniowym w Warszawie te stopy zwrotu są niewielkie, rzędu 3–4 proc. Na rynkach regionalnych ten zysk często jest prawie dwukrotnie wyższy – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Michał Styś, dyrektor zarządzający OPG Property Professionals.

Przy obecnym poziomie inflacji i stóp procentowych nieruchomości są postrzegane jako bardziej zyskowna i bezpieczna forma lokowania kapitału. Generują stałe przepływy w postaci dochodów z najmu albo zysk ze sprzedaży. To w połączeniu z dobrą koniunkturą na polskim rynku nieruchomości przyciąga coraz większe grono inwestorów.

Z danych Izby Zarządzających Funduszami i Aktywami wynika, że w ubiegłym roku 51 proc. Polaków wskazywało nieruchomości jako najlepszą formę lokaty kapitału. Popyt na mieszkania wzrósł w tym czasie o 20 proc., a deweloperzy oddali do użytku w 2016 roku blisko 80 tys. nowych lokali (wzrost o prawie jedną trzecią). Jak wskazuje firma Reas, w I połowie 2017 roku na sześciu największych rynkach w Polsce na sprzedaż trafiło ponad 33 tys. nowych mieszkań.

Systematycznie rośnie też rynek nieruchomości luksusowych. Poland Sotheby&HASH39;s International Realty szacuje, że jego obecna wartość sięga około 3,6 mld zł. W 2016 roku zamożni inwestorzy kupili ponad dwa tysiące nieruchomości zaliczanych do luksusowych (ich cena przekracza 1 mln zł). Najbardziej pożądane są duże, przestronne apartamenty w Warszawie.

– Inwestorzy zamożni szukają przede wszystkim prestiżu i unikalnego produktu. Chcą się wyróżniać i nie do końca chodzi im o zwrot kapitału. Bardzo często jest to chęć posiadania czegoś unikatowego, bo niekoniecznie są to inwestycje, które mają przynosić pasywny dochód. Raczej jest to drugie albo nawet trzecie miejsce do pomieszkiwania – mówi Michał Styś.

Z kwietniowego raportu „Luxury Realty Map” Poland Sotheby&HASH39;s International Realty wynika, że rynek nieruchomości luksusowych jest skupiony w dużych miastach. W latach 2012–2016 zwiększył swoją wartość o 40 proc. Ten segment rośnie już od około trzech lat, jednak Polska w dalszym ciągu jest pod tym względem wschodzącym rynkiem i ma duży potencjał.

– Rynek nieruchomości luksusowych to segment, który dopiero się kształtuje. Jest mało tego typu transakcji, ponieważ muszą to być bardzo dobrze dopracowane projekty – takie, które mają specyficzną lokalizację, są bardzo dobrze zaprojektowane i mają ciekawe otoczenie – mówi Michał Styś. – W zeszłym roku było przeprowadzonych kilka zakupów zagranicznych funduszy mieszkaniowych, głównie niemieckich, które kupują już całe pakiety mieszkań, również z trochę wyższego segmentu. Bardziej luksusowych inwestycji jest jednak bardzo niewiele.

W ostatnich latach coraz popularniejsze są domy wakacyjne i aparthotele. Inwestycja polega na tym, że deweloper buduje hotel, a inwestorzy wykupują w nim na własność poszczególne apartamenty, które później wynajmują, czerpiąc z nich zyski. Całością zarządza operator, który dba o wszystko: począwszy od promocji i marketingu, poprzez konserwację, aż po pozyskiwanie nowych klientów i obsługę gości hotelowych.

– Domy wakacyjne to kolejny segment rynku, który dopiero w Polsce raczkuje. Społeczeństwo sukcesywnie się bogaci, część stać na coraz bardziej zróżnicowane formy wypoczynku, z perspektywą posiadania nieruchomości, na której można zarobić, przy okazji przebywając w niej przez kilka tygodni w roku na urlopie. Jest to dość popularna forma lokowania kapitału w rejonie największych miast turystycznych na północy i w górach – mówi dyrektor zarządzający OPG Property Professionals.

Wraz ze stażem pracy rośnie przywiązanie pracownika do firmy, ale często też jego niezadowolenie. Pracownicy więźniowie stanowią w Polsce 5 proc. zatrudnionych

Wraz ze stażem pracy rośnie przywiązanie pracownika do firmy, ale często też jego niezadowolenie. Pracownicy więźniowie stanowią w Polsce 5 proc. zatrudnionych 5

Co dwunasty pracownik na świecie czuje się w pracy więźniem, w Polsce – co dwudziesty. Odsetek niezadowolonych z pracy rośnie wraz ze stażem. Negatywne nastawienie tej grupy wpływa demotywująco na pozostałych zatrudnionych. Poradzenie sobie z tą sytuacja jest zadaniem bezpośrednich przełożonych, czyli kierowników działów. Eksperci podkreślają, że warto postawić na ich szkolenie w tym zakresie.

 Nasze badania skupiają się na tym, aby ocenić, na ile pracownicy są angażowani przez środowisko pracy i jak oceniają środowisko pracy, czy są usatysfakcjonowani czy nie – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Olga Kwiatkowska, menedżer programu Aon Best Employers w firmie Aon Hewitt. – Na podstawie tych dwóch zmiennych możemy wyodrębnić kilka ciekawych grup pracowniczych. Są wśród nich „siły napędowe”, czyli zaangażowani i zadowoleni pracownicy, ale mogą to też być „więźniowie”, którzy są niezaangażowani, niezadowoleni, mają dosyć krytyczny stosunek do pracodawcy, natomiast z jakiegoś powodu są też związani z miejscem pracy i niechętnie je opuszczają.

Z badania Aon Hewitt „Actively Disengaged & Staying. Dealing with prisoners in the workplace” (Aktywnie niezaangażowani, lecz pozostający. Jak sobie radzić z „więźniami” w miejscu pracy) wynika, że do grupy pracowników więźniów częściej należą osoby z kilku- lub kilkunastoletnim stażem pracy. Wśród osób zatrudnionych od jednego do dwóch lat taką postawę reprezentuje 6,3 proc. zatrudnionych. W grupie ze stażem 6–10 lat jest to już 8,9 proc., natomiast dla pracujących ponad 25 lat wskaźnik ten wzrasta do 17 proc.

 Dłuższy staż pracy sprzyja budowaniu przynależności albo przyzwyczajeniu się do miejsca pracy i może wpływać na budowanie niepożądanych zachowań wśród pracowników, które mogą się objawiać dużą krytyką systemu rozwoju pracowników w organizacji. Może się to też objawiać krytyką systemu wynagrodzeń – tłumaczy Kwiatkowska.

Niespełna jedna czwarta pracowników więźniów (24 proc.) jest zdania, że ich wynagrodzenie za prace jest należyte. Podobny odsetek uważa, że zarządzanie rozwojem pracowników w firmie jest odpowiednie. W pozostałych grupach pracowników opinię taką podziela dwa razy więcej osób. Paradoksem jest natomiast fakt, że wśród „więźniów” odsetek zarabiających lepiej niż wynosi średnia rynkowa dla całej grupy jest wyższy niż wśród „niewięźniów”. To niemal 61 proc. versus 48,1 proc. Zarabiających średnią dla rynku jest również więcej wśród „więźniów” (11,7 proc. wobec 11,2 proc. wśród „niewięźniów”). Natomiast „więźniów” z gorszą pensją od średniej rynkowej jest 24,7 proc., podczas gdy w pozostałych grupach odsetek ten stanowi 40,7 proc. Warto zauważyć, że udział niezadowolonych z wynagrodzenia „więźniów” pokrywa się z udziałem gorzej wynagradzanych w tej grupie, a struktura płac może mieć związek ze stażem pracy.

Globalna średnia pracowników „uwięzionych” w miejscu pracy to 8 proc. W Polsce jest nieco lepiej.

– Średnio w Polsce jest ich 5 proc., natomiast co ciekawe wśród najlepszych pracodawców, czyli tych, którzy najskuteczniej budują angażujące środowisko pracy, jest tylko 1 proc. – zaznacza Olga Kwiatkowska. – Pracownicy więźniowie to grupa, która wpływa destrukcyjnie nie tylko na siebie samych, lecz także na swoje środowisko. Musimy się zastanowić, jak pomóc tym pracownikom, jak przekuć ich w siły napędowe albo jak pomóc im obrać inną ścieżkę kariery.

Zdaniem Aon Hewitt receptą na zmianę z tej sytuacji jest odpowiednie podejście menadżerów do pracy z podwładnymi. Niejednokrotnie wymaga to wyedukowania samych kierowników, by potrafili zidentyfikować nastroje panujące wśród pracowników.

72 proc. uczniów szkół podstawowych skarży się na czystość szkolnych toalet. Często brakuje w nich podstawowych środków higienicznych

72 proc. uczniów szkół podstawowych skarży się na czystość szkolnych toalet. Często brakuje w nich podstawowych środków higienicznych 6

Ponad 30 proc. uczniów w wieku 6–12 lat unika korzystania ze szkolnych toalet – wynika z badania marki Domestos. Dzieci najczęściej skarżą się na brzydki zapach, brak ręczników papierowych, papieru toaletowego i mydła oraz brudne deski klozetowe. Szkoły powinny przywiązywać większą wagę nie tylko do odpowiedniego wyposażenia łazienek, lecz także do właściwego stanu higienicznego toalet.

– Polskie dzieci niechętnie korzystają ze szkolnych łazienek. Ponad 30 proc. dzieci unika tego, ponieważ uważają toalety za nieczyste i niehigieniczne. 72 proc. dzieci w szkołach podstawowych w Polsce uważa, że ich szkolne łazienki nie zawsze są czyste i że warto zmienić ich stan. 43 proc. uczniów korzysta z toalet tylko w nagłych przypadkach lub nie korzysta w ogóle – mówi agencji informacyjnej Newseria Dominika Janikowska z programu „Wzorowa łazienka” marki Domestos.

Szkolna toaleta powinna być przede wszystkim czysta, tak by dziecko nie obawiało się dotykania elementów jej wyposażenia. Nie może brakować środków higienicznych, musi też panować w niej ładny zapach. Poza tym sprzęty powinny być dopasowane do fizycznych możliwości dziecka – krany i umywalki muszą być umiejscowione na odpowiedniej wysokości, podobnie miski WC czy spłuczki.

– Toaleta jest pewną wizytówką, pokazuje, że to, co mówimy o higienie i czystości, ma przełożenie na praktykę – dziecko, które słyszy o tym, jak ważne jest mycie rąk, i wchodzi do toalety, w której nie może umyć rąk, dlatego że nie ma wody, mydła lub jest tak brudno, że się brzydzi, nie będzie tego zadania wykonywało. Pojawia się pytanie, na ile my, dorośli, jesteśmy wiarygodni, kiedy przekazujemy różne ważne treści, a w tej podstawowej zawodzimy – mówi dr Magdalena Śniegulska, psycholog z Zakładu Psychologii Klinicznej Dziecka Wydziału Psychologii Uniwersytetu SWPS, Szkoły Edukacji Polsko-Amerykańskiej Fundacji Wolności i Uniwersytetu Warszawskiego.

Brak podstawowego wyposażenia w szkolnej toalecie może skutkować wieloma niepożądanymi konsekwencjami. Funkcjonalność łazienek ma też duży wpływ na komfort przebywania dziecka w szkole, a nawet na koncentrację i wyniki w nauce.

– Stan czystości toalet jest bardzo ważny dla uczniów z wielu aspektów psychologicznych. Po pierwsze, toaleta jest miejscem, które ma dawać poczucie bezpieczeństwa, ma dawać intymność. To miejsce, w którym dziecko ma czuć, że może zaspokoić swoje podstawowe potrzeby fizjologiczne. Jeśli tego brakuje, nie może zaspokajać innych potrzeb: przynależności, uczenia się, rozwoju, nie może wchodzić w interakcje z innymi dziećmi, bo w głowie ma cały czas coś innego – mówi dr Magdalena Śniegulska.

Dzieci najczęściej skarżą się, że w toalecie jest brzydki zapach (53 proc.), nie ma ręczników papierowych (52 proc.), papieru toaletowego (51 proc.), często jest niespuszczona woda (48 proc.) i nie ma mydła (43 proc.) Psycholog tłumaczy, że toaleta na różnych etapach rozwoju pełni inną funkcję.

– Dzieci w klasach I–III mają potrzebę częstszego korzystania z toalety. Ich fizjologia jest trochę inna. W momencie pojawienia się napięcia, które często towarzyszy dzieciom, bo wszystko jest nowe, trzeba się podporządkować nowym regułom, częstotliwość korzystania z toalety jest zdecydowanie większa. Na kolejnych etapach edukacji toaleta jest miejscem, gdzie dziecko dba o swój wizerunek. Staje się też miejscem rozmów, wymiany doświadczeń, miejscem bycia we wspólnocie. Łazienka musi zapewniać intymność – wyjaśnia dr Magdalena Śniegulska.

Tym bardziej że toaleta jest nie tylko miejscem, w którym dba się o higienę czy poprawia wygląd, lecz także miejscem, w którym można się wyciszyć. Spędzając najwięcej czasu w salach lekcyjnych, uczniowie w sposób naturalny szukają miejsc integracji czy dających możliwość spokojnej rozmowy poza nimi. Są to szkolne korytarze, stołówki, a także właśnie toalety.

Szkoły nie zawsze jednak dysponują budżetem, który mogą przeznaczyć na remont czy wyposażenie toalet, by spełniały wszystkie wymogi. Wiele łazienek wymaga gruntownego remontu i poprawy czystości. Poprawa ich stanu oraz edukacja dzieci w zakresie właściwych nawyków higienicznych są kluczowymi celami programu „Wzorowa łazienka”.

– Marka Domestos zainicjowała program „Wzorowa łazienka”, który ma na celu edukację na temat higieny, jak często myć ręce, w jaki sposób korzystać z toalety, jak zachowywać higienę, oraz daje szkołom możliwość wygrania głównej nagrody, którą jest remont szkolnej łazienki – mówi Dominika Janikowska

W pierwszym kroku szkoły rejestrują się na platformie www.wzorowalazienka.pl, następnie muszą postępować według zamieszczonych tam wytycznych.

– Szkoły otrzymują dostęp do materiałów z lekcjami higieny oraz dostęp do galerii swojej szkoły. Następnie przeprowadzają w klasach lekcje higieny, w trakcie których ostatnim zadaniem dzieci jest narysowanie wymarzonej łazienki. Nauczyciele zbierają prace graficzne, skanują je i wrzucają do swojej galerii na stronie internetowej. Tam następuje głosowanie i szkoły z największą liczbą głosów wygrywają remonty łazienek bądź roczny zapas produktów Domestos – wyjaśnia Dominika Janikowska.

Konsumenci częściej szukają żywności ekologicznej i lokalnej. To wymaga nowych sposobów promocji krajowych producentów

Konsumenci częściej szukają żywności ekologicznej i lokalnej. To wymaga nowych sposobów promocji krajowych producentów 7

Producenci wyrobów ekologicznych, regionalnych i certyfikowanych mogą liczyć na promocję ze strony instytucji państwowych. Krajowy Ośrodek Wsparcia Rolnictwa powstały kilka tygodni temu z połączenia dwóch agencji rolnych i będzie wspierać zarówno rodzimych drobnych producentów, jak i prozdrowotne trendy w zachowaniach konsumentów, którzy coraz częściej odchodzą od produktów masowych.

Rynek polski na przestrzeni ostatnich kilku lat bardzo mocno się zmienił. Mamy nowe pokolenia konsumentów, nowe technologie, nowe sposoby komunikacji. To wszystko sprawia, że trzeba trochę inaczej patrzeć dziś na komunikację, trzeba operować trochę innym językiem, trochę inaczej stawiać argumenty – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Paweł Kocon z Krajowego Ośrodka Wsparcia Rolnictwa. – Na przykład gdy przechodzimy na dietę, to wcale nie oznacza to, że mamy problem z nadwagą czy otyłością, ale chcemy się trzymać pewnych reżimów, bo chcemy dobrze jeść i dobrze żyć.

Krajowy Ośrodek Wsparcia Rolnictwa działa od 1 września 2017 roku. Scala w sobie kompetencje dawnej Agencji Rynku Rolnego (częściowo) oraz Agencji Nieruchomości Rolnych. Zajmuje się m.in. zarządzaniem państwowymi nieruchomościami rolnymi, nadzorem nad spółkami hodowli roślin i zwierząt o szczególnym znaczeniu dla gospodarki narodowej czy wspieraniem działań promocyjnych i informacyjnych na rynkach wybranych produktów rolnych i żywnościowych.

– Do nowych, świadomych konsumentów czy osób po 30. roku życia chcemy trafiać z komunikatem o wysokiej jakości polskich produktów, o systemach jakości, w ramach których te polskie produkty powstają, i przekonywać ich, aby wybierali te produkty – zapowiada Kocon. – Jednym z takich przykładów będzie strona i aplikacja „Polska smakuje”. Chcemy, aby to hasło się zakorzeniło i było synonimem polskiej żywności wysokiej jakości. Aplikacja dzisiaj gromadzi około 300 producentów, którzy produkują żywność w ramach certyfikatów, ale chcemy, aby było ich więcej. Chcemy zmieniać świadomość konsumentów, aby wybierali zdrowe polskie produkty.

Na portalu „Polska smakuje” mogą prezentować swoje produkty ci wytwórcy, którzy produkują żywność w systemie jakości, np. QMP czy QAFP, żywność ekologiczną, produkty znajdujące się w rejestrze Chroniona Nazwa Pochodzenia, Chronione Oznaczenie Geograficzne czy Gwarantowana Tradycyjna Specjalność lub na ministerialnej liście produktów tradycyjnych, mające oznaczenia Poznaj Dobrą Żywność, Produkt Polski, produkt górski. Tego typu produktów coraz częściej szukają dzisiejsi konsumenci.

 Świadomość się zmienia. Widzimy, że konsumenci odchodzą od produkcji wielkoprzemysłowej i od sprzedaży wielkoformatowej, mamy renesans bazarków, kooperatyw spożywczych – mówi przedstawiciel KOWR. – My chcemy mocno tę tendencję wspomóc i pokazać, że z jednej strony jest popyt na produkty, ale jest i podaż – gdzie szukać produktów regionalnych, co jest ich wyróżnikiem, czyli właśnie znaki jakości, krajowe i unijne, które są honorowane przez ministra rolnictwa.

Z przeprowadzonego przez GUS pod koniec 2014 roku badania stylu życia Polaków „Zdrowie i zachowanie zdrowotne mieszkańców Polski w świetle Europejskiego Ankietowego Badania Zdrowia (EHIS) 2014 r.” (badanie to dotyczące zdrowia i wpływających na zdrowie mieszkańców UE zachowań i nawyków wykonywane jest raz na pięć lat) wynika, że 73 proc. polskich dzieci zjada owoce co najmniej raz dziennie, a 62 proc. dzieci – warzywa. Co najmniej cztery razy w tygodniu owoce spożywa 17 proc. dzieci, a warzywa – co piąte dziecko. Jednak blisko 4 proc. dzieci nie jada warzyw w ogóle. Z dorosłymi jest jeszcze gorzej: tylko co drugi dorosły mężczyzna i zaledwie dwie trzecie kobiet je codziennie zarówno warzywa, inne niż ziemniaki, jak i owoce. KOWR chce zmienić ten stan.

Chcemy rozwijać wszystkie kategorie, także te, które są dziś najbardziej związane ze sposobem życia Polaków. Jeżeli przechodzimy na dietę, wchodzimy w różnego rodzaju reżimy żywieniowe, to chcemy takich produktów dostarczać, m.in. owoce i warzywa. To jest kategoria, która rośnie, jednak nasze spożycie owoców i warzyw, choć wydaje się nam, że jemy dużo, pozostaje na dużo niższym poziomie niż średnia europejska – tłumaczy Paweł Kocon. – Takie stwierdzenie znalazło odzwierciedlenie w strategii promocji Funduszu Promocji Owoców i Warzyw na przyszły rok: trzeba zwiększać świadomość konsumentów o tym, że jemy jeszcze za mało owoców i warzyw.

Niska konsumpcja owoców i warzyw to problem globalny. Uczestnicy wrześniowego Międzynarodowego Kongresu Promocji Warzyw i Owoców powoływali się na badania, które wskazują, że większość Europejczyków nie osiąga minimalnego poziomu spożycia 400 g dziennie na osobę, który jest zalecany przez Światową Organizację Zdrowia. To zaś ma znaczenie dla zdrowia społeczeństw. Przywoływane badania wskazują, że jedzenie minimum siedmiu porcji warzyw i owoców dziennie znacznie zmniejsza ryzyko zachorowań na miażdżycę czy nowotwory.

E-paragony fiskalne mają pomóc w walce z szarą strefą. Jej udział w stratach VAT może sięgać 50 mld zł

E-paragony fiskalne mają pomóc w walce z szarą strefą. Jej udział w stratach VAT może sięgać 50 mld zł 8

Szara strefa odpowiada nawet za 40 proc. luki w VAT. Straty budżetu z tego tytułu szacuje się na ok. 50 mld zł. Dlatego rząd wprowadza kolejne zmiany, które mają uszczelnić system. Jednym z elementów walki z szarą strefą jest wprowadzenie elektronicznych paragonów fiskalnych, co jest zaplanowane na 2018 rok. Trwają prace nad systemem, który pozwoli połączyć klienta z danymi. Wyzwaniem jest też opracowanie sposobu otrzymywania informacji o przesłaniu paragonu.

Od przyszłego roku zamiast dostawać tradycyjny, papierowy paragon, każdy obywatel Polski będzie otrzymywał jego elektroniczną wersję. To, w jaki sposób ten paragon będzie dostarczony, nadal podlega dyskusji: czy będzie to aplikacja, czy będzie to powiązane z systemem bankowym, czy stworzone zostanie elektroniczne biuro obsługi klienta, gdzie każdy będzie mógł się zalogować i pobrać swój paragon, czy będzie on dostarczany za pomocą e-maila lub SMS-a – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Michał Walachowski, dyrektor zarządzający EmailLabs.

Projekt nowelizacji ustawy o podatku od towarów i usług zakłada, że od I kwartału 2018 roku kasy fiskalne będą musiały być dostosowane do wymogu emitowania elektronicznych paragonów fiskalnych. Będą one przesyłać dane bezpośrednio do fiskusa. Obowiązek wymiany kas będzie wprowadzany stopniowo. W pierwszej kolejności zostanie nałożony na stacje benzynowe oraz firmy z branży motoryzacyjnej i wulkanizacyjnej – od 1 stycznia 2019 roku. W połowie 2019 roku nowe przepisy obejmą branżę gastronomiczną i budowlaną, a od 1 stycznia 2020 roku z fiskalizacji online będą musiały korzystać także zakłady fryzjerskie i kosmetyczne, hotele oraz kluby fitness.

Jak podkreśla ekspert EmailLabs, to dobre rozwiązanie dla klientów, zwłaszcza kupujących towary objęte długą gwarancją, bo e-paragonu nie można zgubić, a jest on konieczny do reklamacji. Elektroniczne paragony to także korzyść dla rządu, który chce w ten sposób uszczelnić system podatkowy.

Mamy w Polsce olbrzymią szarą strefę, wielu przedsiębiorców zaniża dochody, aby obniżyć podatki, które muszą zapłacić do państwa. Dzięki przejściu na e-paragony będziemy mogli ten system uszczelnić, a wpływy do budżetu będą liczone w miliardach złotych – tłumaczy Walachowski.

Zgodnie z przepisami ustawy o VAT podatnicy mają obowiązek stosowania kas rejestrujących przy sprzedaży na rzecz osób fizycznych nieprowadzących działalności gospodarczej. Część sprzedawców próbuje tego obowiązku unikać, nie wydając faktury lub paragonu. Według różnych szacunków z powodu tzw. luki w VAT Polska traci rocznie 45–50 mld zł. Skumulowana luka w VAT za okres 2008–2015 wyniosła ponad 262 mld zł.

Obecnie rząd poszukuje najlepszego i najbardziej bezpiecznego rozwiązania, które będzie wygodne dla klienta. Jednym z pomysłów na pewno jest połączenie e-paragonów z kontem bankowym, jednak istnieje obawa, aby nie było zbyt dużej ingerencji instytucji finansowych. Innym pomysłem jest wprowadzanie e-BOK-u, gdzie użytkownik po zalogowaniu będzie mógł pobrać e-paragon poprzez wyszukiwarkę internetową na swoim koncie. Jest też pomysł, aby wprowadzić powiadomienia, które mogłyby przychodzić za pomocą e-maila lub SMS-a, albo za pomocą notyfikacji PUSH, jeżeli mielibyśmy aplikację mobilną – wymienia dyrektor zarządzający EmailLabs.

Stworzony system ma pozwolić na połączenie klienta z jego danymi. Wyzwaniem jest sposób dostarczania e-paragonu. Biorąc pod uwagę liczbę transakcji bezgotówkowych (854,6 mln tylko w I kwartale 2017 roku), można oszacować, że miesięcznie należałoby wysłać ok. 300 mln informacji o e-paragonach. Do tego dochodzą paragony z transakcji gotówkowych.

Moim zdaniem najwygodniejszym rozwiązaniem byłoby udostępnienie możliwości wyboru dla każdego obywatela. Po zalogowaniu się do systemu internetowego, gdzie są wszystkie paragony, mógłby on wybrać, czy chce się otrzymywać notyfikacje push, e-maila czy SMS – zaznacza Walachowski.

Własny adres e-mailowy ma większość Polaków. Z raportu CBOS wynika, że z 67 proc. Polaków, którzy korzystają z internetu co najmniej raz w tygodniu, najczęściej wybieraną formą komunikacji jest poczta e-mailowa. Korzysta z niej 97 proc. internautów. Dlatego Michał Walachowski podkreśla, że e-mail to jeden z najlepszych sposobów dostarczania e-paragonów. Zwłaszcza że platformy takie jak EmailLabs pozwalają śledzić każdą pojedynczą wiadomość, niezależnie od skali wysyłki (z jakiego serwera i do kogo została wysłana, czy użytkownik ją otrzymał i odczytał). Zapewnia to nie tylko dużą szybkość i dostarczalność e-maili, lecz także bezpieczeństwo.

Ministerstwo Zdrowia: nowy lek na zaawansowanego szpiczaka mnogiego ma szansę trafić na styczniową listę refundacyjną

Ministerstwo Zdrowia: nowy lek na zaawansowanego szpiczaka mnogiego ma szansę trafić na styczniową listę refundacyjną 9

Resort zdrowia nie wyklucza, że w styczniu na listę refundacyjną trafi nowoczesny lek dla chorych na zaawansowanego szpiczaka plazmocytowego. Obecnie trwają rozmowy ministerstwa z producentem leku, pomalidomid, który podaje się w trzeciej linii leczenia pacjentom z opornym i nawrotowym szpiczakiem. Wiceminister Marcin Czech zapowiada również, że w kolejnych rozdaniach refundacyjnych znajdą się leki hematoonkologiczne w innych wskazaniach.

W Polsce stale rośnie liczba chorych na nowotwory krwi. Według statystyk choroba ta dotyka obecnie 17 osób na 100 tys. mieszkańców. Do najczęściej diagnozowanych nowotworów z tej grupy należy przewlekła białaczka szpikowa, chłoniak Hodgkina oraz szpiczak plazmocytowy. Jednocześnie hematoonkologia stanowi najbardziej dynamicznie rozwijający się dział onkologii. Pacjenci otrzymują coraz bardziej skuteczne terapie, pozwalające nie tylko znacznie wydłużyć czas przeżycia wolny od progresji, lecz także w znacznym stopniu poprawić jego jakość. W ostatnim czasie polscy pacjenci otrzymali dostęp do nowoczesnych terapii w przypadku białaczki limfocytowej oraz chłoniaków.

–  Leki stosowane w chorobach hematoonkologicznych znalazły się na poprzedniej liście refundacyjnej, w związku z czym poszerzyliśmy to spektrum chorób i myślę, że w tej dziedzinie mogą Państwo liczyć na pozytywne rozwiązanie przy najbliższej liście – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes wiceminister zdrowia Marcin Czech.

Szpiczak plazmocytowy co roku diagnozowany jest u prawie dwóch tysięcy Polaków. Ze względu na nieswoiste objawy rozpoznanie choroby często następuje późno, gdy znajduje się ona już w zaawansowanym stadium. Dzięki nowym terapiom nowotwór nie musi oznaczać wyroku, działanie leków sprawia, że szpiczak staje się chorobą przewlekłą. Terapie te są jednak niedostępne dla polskiego pacjenta.

– Prowadzimy rozmowy na temat szpiczaka, w tej chwili one są zaawansowane, ale najprawdopodobniej zmiany nie znajdą się na najbliższej liście refundacyjnej, natomiast mamy nadzieję na uzyskanie porozumienia, jeśli chodzi o kolejne rozwiązanie refundacyjne – mówi Marcin Czech.

Na świecie zarejestrowanych jest obecnie sześć cząsteczek stosowanych w terapii zaawansowanej, nawrotowej oraz opornej na leczenie postaci szpiczaka plazmocytowego. Tylko jedna z nich jest w zaawansowanym procesie administracyjnym w Polsce. Jest to pomalidomid, nowoczesny lek immunomodulujący, hamujący rozwój komórek nowotworowych poprzez stymulację układu odpornościowego chorego. Lek ten został dopuszczony do leczenia szpiczaka plazmocytowego w 2013 roku. Ministerstwo Zdrowia nie wyklucza, że wkrótce terapia pomalidomidem stanie się dostępna również dla polskich pacjentów.

– Prowadzone są rozmowy, mamy nadzieję na ruch cenowy ze strony producenta. Naszą ambicją byłoby, aby ten lek w styczniu znalazł się na liście refundacyjnej. Proszę nie traktować tego jako deklarację, natomiast rozmowy są zaawansowane – mówi Marcin Czech.

Terapia pomalidomidem, zwłaszcza w skojarzeniu z innym lekiem o nazwie deksametazon, może wydłużyć życie chorych z zaawansowanym szpiczakiem plazmocytowym nawet o pięć lat. Lek ma ograniczoną toksyczność, nie powoduje więc uciążliwych skutków ubocznych. Podawany jest doustnie, co oznacza, że chorzy mogą być leczeni w warunkach domowych, bez konieczności hospitalizacji.

Zdrowy przemysł – jak wykorzystać potencjał krajowych producentów leków

Ustalenie wydatków na leki na poziomie 17% budżetu NFZ, zwolnienie z paybacku krajowych producentów leków oraz zmiany w ustawie o CIT – to najważniejsze deklaracje wiceministrów rozwoju i zdrowia – Jadwigi Emilewicz oraz Marcina Czecha, jakie padły podczas debaty nad raportem „Zdrowy przemysł. Reindustrializacja krajowej branży farmaceutycznej”. Jak wynika z przygotowanego na zlecenie PZPPF raportu, zmiany te powinny być elementem szerokiej, międzyresortowej strategii sektorowej. 

Raport przygotowany przez Politykę Insight i Polski Związek Pracodawców Przemysłu Farmaceutycznego diagnozuje obecną kondycję krajowego przemysłu farmaceutycznego oraz wskazuje na potencjał i bariery w jego rozwoju. Analiza zawiera również szczegółowe rekomendacje dla rządu, w jaki sposób inteligentnie wspierać branżę. Zdaniem autorów, kluczowa jest zmiana podejścia rządu do tego sektora i zaprzestanie traktowania go jako zasobów dla prowadzenia polityki lekowej oraz uczynienie partnerem rozwoju gospodarczego Polski.

Innowacyjny przemysł krajowy

Przygotowany przez Politykę Insight raport już na wstępie zwraca uwagę na bardzo ważny aspekt, jakim jest wyjście poza standardowy podział branży na firm krajowe – generyczne, i międzynarodowe – innowacyjne. Autorzy zwracają uwagę na mylący charakter etykietowania firm w oparciu o ich portfolio produktowe i niezgodność takiego podejścia z definicją innowacyjności stosowaną przez Eurostat i OECD. W kontekście sektora farmaceutycznego jest to bowiem kategoria zdecydowanie szersza. Produkt innowacyjny to nie tylko zupełnie nowa substancja czynna, ale również taki lek, którego formulacja, skład czy forma podania zostały udoskonalone. Innowacją są też nowe i ulepszone metody syntezy leków.

Oznacza to, że wiele produktów i aktywności realizowanych przez krajowy przemysł spełnia kryteria innowacyjności. Jeśli rozpatruje się faktyczną działalność firm na terenie Polski, a nie w skali globalnej, to pojęcie innowacyjności czy produkcji opartej na działalności badawczo-rozwojowej również powinno ulec przewartościowaniu. Krajowi producenci, określani jako „generyczni”, najczęściej inwestują w działalność badawczą więcej niż lokalne oddziały firm międzynarodowych. Z kolei firmy „innowacyjne” często produkują w swoich lokalnych zakładach leki generyczne.

Strategiczny sektor farmaceutyczny

Autorzy raportu zwracają uwagę, że przemysł farmaceutyczny dotychczas nie należał do priorytetowych gałęzi krajowej gospodarki, czego przykładem jest m.in. brak obowiązującego dokumentu strategicznego, który dotyczyłby tego sektora czy jasno określonej wizji polityki lekowej państwa.  Wywołuje to niepewność, traktowaną jako ryzyko biznesowe – zarówno przez firmy krajowe, jak i zagraniczne.

Zarówno minister Jadwiga Emilewicz jak i Marcin Czech zadeklarowali, że to podejście ulega zmianie. Podkreślali, że nie chodzi jedynie o deklarację, lecz o konkretne działania. – Jesteśmy głęboko zainteresowani rozwojem sektora farmaceutycznego. (…) Kończy nam się paliwo naszej gospodarki, którym były niskie koszty pracy. Dlatego tworzenie dobrze wynagradzanych miejsc pracy dla specjalistów staje się istotną wartością. Naszą ambicją jest dołączyć do grona państw produkujących leki innowacyjne – leki biologiczne, innowacyjne chemiczne i bionastępcze oraz leki generyczne „plus”. ­­– podkreśliła wiceminister Emilewicz. Jej zdaniem główne atuty branży to 14 mld zł kontrybucji do PKB, najwyższy poziom wydatków na badania i rozwój oraz wysokopłatne miejsca pracy.

Wiceminister zdrowia Marcin Czech z kolei zwrócił uwagę na inne, stricte zdrowotne korzyści płynące z obecności krajowego przemysłu farmaceutycznego. Jak podkreślił – Dzięki wykorzystaniu leków generycznych jesteśmy w stanie leczyć większą część polskiego społeczeństwa i najczęściej dotykające je choroby jak nadciśnienie, cukrzycę, astmę. Dlatego z ogromną przychylnością patrzymy na ich producentów. Poza tym, dzięki konkurencji cenowej wywołanej przez leki generyczne i biopodobne możliwe jest finansowanie terapii innowacyjnych.

Współpraca międzyresortowa

Zdaniem autorów raportu jedną z istotnych barier w rozwoju krajowego przemysłu jest brak odpowiedniej koordynacji polityki pomiędzy poszczególnymi resortami. Jak zauważył prezes PZPPF Zdzisław Sabiłło, tworzone regulacje nie zawsze są spójne i nie uwzględniają specyfiki branży. Ustawa o innowacyjności i RTR mają na celu wspomagać krajowy przemysł farmaceutyczny, ale pakiet ustaw związanych z podatkiem CIT niweluje efekt tego wsparcia. – Niestety rachunek korzyści i strat  wynikających z proponowanych rozwiązań jest dla branży niekorzystny. Każdy z resortów działa wedle odmiennej, własnej logiki, tymczasem my musimy funkcjonować w obydwu równolegle ­­– zauważył.

Wiceminister Emilewicz podkreśliła jednak, że jej resort blisko współpracuje z ministerstwem zdrowia przełamując silosowość zarządzania. Przykładem międzyresortowego porozumienia są wspólne deklaracje dotyczące poziomu wydatków na refundacje leków. Przedstawiciele rządu zgodnie zadeklarowali, że zobligują NFZ do ustalenia go na poziomie 17% budżetu płatnika.

Innym, bardzo dla branży istotnym obszarem współpracy miałaby być zmiany w mechanizmie payback. Jak podkreślał prezes Sabiłło jego proponowany kształt nieproporcjonalnie obciąża producentów leków generycznych, którzy de facto odpowiadają za powszechny dostęp do leków i byłby kolejnym elementem wpływającym na destabilizację otoczenia prawnego, w którym działa branża. Jednak w zgodnych deklaracjach przedstawicieli obu resortów zwolnione z jego płacenia miałyby być te firmy, które spełnią kryteria partnerów polskiej gospodarki – prowadzą w Polsce m.in. działalności produkcyjną, inwestycyjną lub badawczo-rozwojową.

Kolejne kroki

Szansą na rozwój sektora jest nie tylko większa koordynacja polityki na forum rządu, ale także zmiana perspektywy z oszczędzania na generowanie przychodów. Na negatywne skutki presji cenowej zwrócił uwagę m.in. Krzysztof Kopeć, wiceprezes PZPPF – Leki w Polsce należą do najtańszych w UE. Ciągłe dążenie do obniżenia ich cen i ich dodatkowa redukcja, jaka nastąpiłaby w efekcie płacenia paybacku nie sprzyja zwiększaniu wydatków na badania i rozwój. Jak podkreślił, biorąc pod uwagę, że wydatki na leki krajowych producentów pokrywają się z generowanymi przez nich przychodami dla budżetu, polityka ta nie doprowadzi do rozwoju sektora. Wiceprezes Kopeć podał przykład Irlandii, która nie prowadzi polityki oszczędności w zakresie farmakoterapii, ale działa przez inteligentne wsparcie i analizę zróżnicowanych aspektów inwestycji i profitów dla zdrowia i gospodarki.

Według raportu „Zdrowy przemysł. Reindustrializacja krajowej branży farmaceutycznej” kolejne kroki powinny objąć przede wszystkim rozpoczęcie prac nad średnio- i długookresową strategią rozwoju przemysłu farmaceutycznego, a także wprowadzenie konkretnych rozwiązań, które powiążą wydatki refundacyjne z inwestycjami. Państwo powinno także aktywnie wspierać działalności badawczo-rozwojową poprzez ulgi podatkowe oraz eksport i ekspansję zagraniczną krajowych producentów wyrobów farmaceutycznych.

Rozwój e-commerce napędza popyt na powierzchnie logistyczne w miastach

eBay udostępnia polskim sprzedawcom nowe narzędzie do wystawiania ofert na zagranicznych rynkach

eBay, jeden z największych portali aukcyjnych na świecie, udostępnia polskim sprzedawcom nowoczesne narzędzie „eBaymag” służące do wystawiania ofert na zagranicznych rynkach. Dzięki temu rozwiązaniu sprzedawcy mogą wystawiać swoje aukcje w języku danego kraju na kilku rynkach jednocześnie, zwiększając tym samym zasięg swojej oferty nawet do 168 mln aktywnych kupujących.

eBaymag jak to działaeBaymag to bezpłatne, zautomatyzowane narzędzie, które umożliwia sprzedawcom skuteczne poszerzenie swojej oferty o zagraniczne rynki i sukcesywny rozwój międzynarodowej sprzedaży. Sprzedający udostępnia na stronie eBaymag.com dane o wystawianych produktach, a narzędzie automatycznie generuje oferty przetłumaczone na język kupujących w wybranym kraju. Dzięki temu sprzedawcy mogą bezpośrednio wystawiać swoje produkty na kilku zagranicznych serwisach eBay jednocześnie. Ponadto eBaymag aktualizuje stany magazynowe po sprzedaży i określa właściwą kategorię oraz kluczowe parametry wystawianego produktu, co wpływa na efektywniejsze pozycjonowanie w wyszukiwarce eBay. Sprzedający ma także możliwość filtrowania przedmiotów według cen, kategorii lub lokalizacji magazynu, co daje pełną kontrolę nad tym, jakie produkty chce sprzedawać. Narzędzie umożliwia również elastyczne ustalanie cen, zwiększanie lub zmniejszanie ich na wybranych rynkach, a także zarządzanie kosztami wysyłki i polityką zwrotów.

Do tej pory funkcjonalności eBaymag były dostępne w języku angielskim wyłącznie dla wybranych sprzedawców. W tej chwili narzędzie jest po raz pierwszy udostępnione w języku polskim i mogą z niego korzystać wszyscy sprzedawcy biznesowi.

Poprzez takie rozwiązania, jak eBaymag chcemy łączyć kupujących i sprzedających online bez względu na to, gdzie się znajdują i w jakim języku mówią. Dziś prawie 60% wszystkich transakcji na eBay to transakcje międzynarodowe, dlatego też nowoczesne narzędzia, takie jak eBaymag, mają za zadanie wspierać naszych polskich sprzedawców w rozwoju swojej działalności i ekspansji na rynki zagraniczne – mówi Małgorzata Gliszczyńska, dyrektor zarządzająca na Polskę i Europę Centralną w eBay.

eBay stawia na polski rynek e-commerce

Pod koniec ubiegłego roku eBay ogłosił zmiany dla kupujących i sprzedających w Polsce w ramach planu transformacji portalu, które objęły m.in. zniesienie w Polsce opłaty za wystawienie przedmiotów na eBay.pl, zarówno dla firm, jak i osób prywatnych. W maju serwis rozpoczął także współpracę z firmą Borderlinx, która umożliwia polskim użytkownikom zamawianie produktów z niemieckiej platformy eBay.de z dostawą do Polski. Ponadto od sierpnia br. funkcjonuje także spersonalizowana strona główna eBay w języku polskim.

Konieczne usunięcie klauzul waloryzacyjnych i indeksacyjnych z kredytów frankowych

Nie mamy żadnego ustawowego rozwiązania tzw. problemu kredytu frankowych. W pojęciu tym jest pewien fałsz, ponieważ nikomu nie pożyczano franków ani innych walut. Pożyczający także ich nie posiadaliKredyty były formą zakładu bukmacherskiego, nielegalną w momencie ich udzielania. Prawo w drugiej połowie pierwszego dziesięciolecia tego wieku nie dawało podstaw do udzielania kredytów tego rodzaju, gdzie jest tzw. klauzula waloryzacyjna lub indeksacyjna. Polegało to na pożyczeniu pewnej kwoty, a zwróceni innej, nieznanej sumy w relacji do jakiegoś miernika, jakim w tym przypadku była waluta. Dotychczas powstające projekty były zbyt daleko idące. Twórcy uważali, że za pomocy ustaw można zmienić treści umów. Jest to jednak niemożliwe, dlatego należy stworzyć tryb dla ich zmiany w sposób konsyliacyjny, albo procesowy. Te projekty – społeczne lub wychodzące z Kancelarii Prezydenta – zbyt wysoko stawiały barierę legislacyjną, trudną do obrony, ale i dla samych zainteresowanych. Gdyby tego rodzaju ustawa została uchwalona, zapewne zostałaby zaskarżona i skutecznie podważona.

– Mamy do czynienia z patologią kredytowania. W formie kredytu udzielano czegoś, co przypominało zakład bukmacherski. Stąd nazywano je kredytami toksycznymi, zaprzeczającymi istocie kredytu, czyli zwracaniu tego, co zostało pożyczone z uwzględnieniem odsetek i ewentualnie prowizji. Nie da się tego zagadnienia rozwiązać przy pomocy stosowania prawa, ale jego stworzenia. Stąd idea napisania ustawy restrukturyzacyjnej – powiedział serwisowi eNewsroom prof. Witold Modzelewski, profesor nauk prawnych, ekonomista i były wiceminister finansów – Znane są tego typu przypadki – np. ustawa antydolaryzacyjna przed wojną, która regulowała dolaryzację kredytów. Mino silnego złotego kredyty były wtedy głównie zawierane w walutach obcych. Ustawodawca nakazał ich odwalutowanie. Dzisiaj potrzebne jest usunięcie z tych umów ich istoty, czyli zaprzeczających kredytowemu charakterowi klauzul waloryzacyjnych i indeksacyjnych. Projekty, które wyszły z czynników oficjalnych, początkowo ograniczały całe zagadnienie do tzw. spreadów, czyli zwrotu części ceny niesprzedanych faktycznie walut kredytobiorcom. Fikcja goniła fikcję – sprzedawano nieposiadane przez bank waluty, które następnie jakoby posiadane przez tego, kto je kupił służyły spłacie zadłużenia. Zarabiano na tym w postaci marży, tzw. spreadu, czyli sprzedając to, czego się nie ma i w dodatku przy pomocy nieistniejących walut formalnie zaliczano ten zwrot na spłatę kredytów. Problem jest bardzo złożony i wymaga rozwiązania kompleksowego, na pewno nie fragmentarycznego, które dotyczy wyłącznie tej fikcyjnej marży w postaci spreadów. Ciągle jesteśmy w punkcie wyjścia. Nawet ten projekt został skrytykowany. Pojawiła się kolejna koncepcja ustawy pomocowej, która bardziej jednak pomagałaby bankom niż kredytobiorcom, którym chce się umożliwić spłatę sztucznie powstałego zadłużenia. Pozostajemy w tej kwestii w tym samym punkcie, co w 2015 roku i nie ma pewności, czy pojawi się jakaś istotna zmiana – dodał Modzelewski.

Poniedziałek z czeskim zacieśnianiem w tle

Pustki w poniedziałkowym kalendarzu makroekonomicznym skutecznie zwróciły uwagę inwestorów w stronę rynku akcyjnego czy rynku surowców. Początek tygodnia z solidnym przytupem zaczynają listopadowe kontrakty na gaz ziemny (2,2 proc.), które obecnie uznają wyższość bawełny mającej za sobą aż 3,9 proc. zwyżkę. W koszyku walut G10 sile amerykańskiej waluty udaje się oprzeć jedynie nowozelandzkiemu dolarowi (0,1 proc.) oraz funtowi szterlingowi (0,1 proc.) próbującemu ponownie uplasować kurs GBP/USD nad okrągłym poziomem 1,3200.

Pierwsze godziny nowego tygodnia zdecydowanie nie należały do szwedzkiej korony (0,5 proc.). W jej cieniu znajduje się przecenione 0,3 proc. euro, które spycha notowania EUR/USD w okolice poziomu 1,1750. W gronie walut Emerging Markets największym przegranym pozostaje turecka lira (-1,2 proc.) solidnie dystansująca się od przeceny południowoafrykańskiego randa (-0,6 proc.) czy węgierskiego forinta (-0,3 proc.). Liderem regionu pozostaje czeska korona (0,2 proc.), która stała się beneficjentem jastrzębich słów Marka Mory, członka zarządu ČNB, opowiadającego się za dalszym zacieśnianiem prowadzonej polityki pieniężnej. W przypadku złotego (0,1 proc.) należy mówić o nieco skromniejszym ruchu. Na koniec dnia EUR/PLN notuje groszowy ruch w okolice 4,2230, USD/PLN osuwa się do 3,5920, GBP/PLN stabilizuje się przy piątkowym zamknięciu (4,7430), a CHF/PLN przebija się w okolice 3,6450.

Początek tygodnia na Starym Kontynencie stał pod znakiem stosunkowo skromnych wzrostów, z którym skutecznie wyłamała się giełda w Madrycie. Zniżce indeksu IBEX 35 (-0,6 proc.) przeciwstawiły się między innymi spółki notowane przy Książęcej, gdzie obserwuje się stopniowy powrót WIG 20 (0,3 proc.) w okolice kotwicy przy 2 500 pkt. Z niezbyt przychylnej rekomendacji Vestora nic nie zrobili sobie inwestorzy LPP, którzy finalnie wypchnęli walory odzieżowego giganta aż 4,2 proc. powyżej piątkowego zamknięcia. Według noty analitycznej walory LPP mają odnotować ruch w stronę poziomu 6962 PLN (obecnie: 7 992,45 PLN), przy jednoczesnym wzroście wyceny wicelidera – CCC (2,3 proc.) – dzisiejszej sesji do poziomu 322 PLN (obecnie: 271,60 PLN). W dolnej części stawki znalazła się Jastrzębska Spółka Węglowa (-1,2 proc.) pomimo zmiany wyceny spółki przez BOŚ do poziomu 125 PLN za walor (obecnie: 100,25 PLN, poprzednio: 100,25 PLN). Listę komponentów ostatecznie zamknął PKO Bank Polski (-1,3 proc.) z niewiele silniejszą stratą.

W trakcie poniedziałkowych notowań nad poziom 13 000 pkt wrócił frankfurcki DAX, na czele którego znalazło się Linde (2,3 proc.) za sprawą poluzowania warunków porozumienia z Praxair. Mniej pokaźny ruch ku wyższym poziomom zanotował Infineon (1,2 proc.) planujący rozszerzenie modelu biznesowego o dostawę mikroprocesorów dla sektora motoryzacyjnego. Najsilniejszy zwrot na południe ma za sobą Commerzbank, którego 1,6 proc. przecena wynika z zawartego porozumienia w sprawie masowej redukcji etatów. Niemiecki bank zobowiązał się do prezentacji efektów synergii wynikającej z wdrożonej automatyzacji procesów czy podniesienia odpraw o kolejne 10 tys. EUR.

Mniej fascynującą sesję obserwowano na giełdzie w Londynie. Miano najsilniej zniżkującego komponentu indeksu FTSE 100 (0,0 proc.) zyskał Mediclinic (-2,7 proc.) za sprawą odrzucenia oferty pozyskania pakietu większościowego przez Spire. Efekt wynikający z przeceny giganta z branży opieki zdrowotnej próbowało najsilniej wymazać GKN (5,1 proc.) po zmianie rekomendacji przez Liberum. Na dalszych pozycjach znalazł się Micro Focus (2,2 proc.) za sprawą wyraźnie podbitego wolumenu czy Fresnillo (1,3 proc.) będące na fali masowego ustawienia długich pozycji.

Blisko piątkowego zamknięcia balansuje złoto. Na przestrzeni dnia żółty kruszec zdołał wypracować jedynie 0,1 proc. zwyżkę, która zapewniła rajd w okolice poziomu 1 281,20 USD. Nieco bardziej pokaźny ruch ma za sobą srebro (0,3 proc.) wyceniane po 17,0750 USD za uncję. W wyraźnym odwrocie znajduje się platyna, która z 1,6 proc. zniżką zamyka spis głównych surowców.

Sporządził
Kornel Kot, Dom Maklerski TMS Brokers

Skandynawscy inwestorzy i pracodawcy w Polsce

Polsko-skandynawska współpraca gospodarcza. Inwestycje, wymiana handlowa i skandynawscy inwestorzy w Polsce.

Skandynawia jednym z największych bezpośrednich inwestorów w Polsce

Napływ zagranicznych inwestycji bezpośrednich (Foreign Direct Investment – FDI) jest jednym z najważniejszych impulsów pobudzających gospodarkę – napędza popyt konsumpcyjny i inwestycyjny, podnosi produktywność firm i ich pracowników, zwiększa wynagrodzenia oraz obniża bezrobocie.

W ciągu ostatniego ćwierćwiecza co roku do Polski napływało średnio 26 mld zł kapitału rocznie, obecna wartość zagranicznych inwestycji bezpośrednich w Polsce wynosi ponad 712 mld zł  wskazuje raport ośrodka analitycznego Polityka Insight, ogłoszony w marcu 2017 roku w Ministerstwie Rozwoju. Inwestycje te przyczyniły się do wzrostu popytu konsumpcyjnego i inwestycyjnego, pojawienia się nowoczesnych technologii, rozwoju przedsiębiorstw, usprawnienia procesów produkcyjnych i łańcuchów dostaw, poprawy produktywności firm i ich pracowników, podwyżek płac i spadku bezrobocia, a w konsekwencji wzrostu PKB Polski – podkreślają autorzy opracowania.

Według raportu największym inwestorem zagranicznym w Polsce były Niemcy (19,1 proc. ogółu inwestycji), potem USA (10,9 proc.) i Francja (10,8 proc.). Za nimi uplasowały się m.in. Wielka Brytania (6,2 proc.), Włochy (5,7 proc.) oraz kraje Skandynawii (5,3 proc.).

Raport Polityka Insight „Co przyniosły inwestycje zagraniczne. Wpływ na gospodarkę Polski w ostatnim ćwierćwieczu”, potwierdza, że firmy skandynawskie są jednym z najważniejszych inwestorów w Polsce i stanowią trzecią pod względem liczebności grupę firm zagranicznych.

W naszym kraju zarejestrowanych jest ponad 2 000 spółek z udziałem kapitału skandynawskiego. Obecność w Polsce pierwszych firm z tego regionu Europy sięga początków XX wieku, co oznacza, że niektóre firmy są nieprzerwanie obecne w naszym kraju od ponad 100 lat. W ciągu ostatnich 10 lat liczba zarejestrowanych spółek z udziałem kapitału skandynawskiego w Polsce wzrosła o 37%, co przełożyło się na inwestycje rzędu 11 mld euro. Największym inwestorem pozostawała Szwecja, której inwestycje w Polsce były warte prawie 7 mld euro, czyli przeszło połowę całego zainwestowanego przez Skandynawów kapitału.

Skandynawskie firmy działają we wszystkich gałęziach gospodarki w Polsce. Są obecne w bankowości, w przemyśle meblowym i w motoryzacji. Ostatnio największą popularnością cieszą się centra usług wspólnych (BPO, SSC) – wskazuje Carsten Nilsen, przewodniczący Skandynawsko-Polskiej Izby Gospodarczej. – Szybko rozwija się sektor IT. Jesteśmy także obecni w sektorze spożywczym, m.in. w przetwórstwie rybnym. Polacy kupują dużo ryb ze Skandynawii. Do tego dochodzi przemysł stoczniowy i sektor handlowy -wymienia.

Firmy ze Skandynawii wyróżniają się poziomem innowacyjności, zaś wypracowane nad Wisłą innowacyjne rozwiązania wdrażają na innych rynkach.

Obecni w Polsce skandynawscy inwestorzy cały czas rozwijają swoje biznesy. Wprowadzają więcej innowacji i nowych technologii. W ten sposób przyczyniają się do rozwoju polskiej gospodarki. Polska jest bardzo dużym rynkiem, więc trudno się dziwić zainteresowaniu inwestorów. Dzięki rozbudowanej infrastrukturze mają oni łatwy dostęp do innych państw unijnych – podkreśla przewodniczący Skandynawsko-Polskiej Izby Gospodarczej.

Polsko-skandynawska współpraca gospodarcza

Kraje skandynawskie pozostają także w czołówce partnerów handlowych Polski, zarówno w kategoriach importu, jak i eksportu. Niezmiennie od kilku lat Skandynawia (kraje skandynawskie liczone razem)  utrzymuje się w pierwszej trójce kierunków polskiego eksportu (ok. 6-7% całości eksportu) i w pierwszej piątce kierunków polskiego importu (około 5-6% całości importu), po Niemczech, Chinach, Rosji i Włoszech. Biorąc pod uwagę handel tylko z krajami europejskimi, znaczenie rynków skandynawskich jako partnerów handlowych Polski jeszcze bardziej wzrasta.

Wg wstępnych danych GUS, rok 2016  przyniósł wzrost polskiego eksportu o 2,3 proc. (do 183,6 mld euro), importu o 0,9 proc. (do 178,9 mld euro) oraz dalsze znaczące zwiększenie nadwyżki obrotów (ponad 2-krotne, do blisko 4,8 mld euro).

W 2016 r. odnotowano wzrost eksportu do wszystkich krajów z pierwszej dziesiątki naszych partnerów, czyli do Szwecji, Hiszpanii, Holandii, Niemiec, Rosji, Włoch, Francji, Czech, na Węgry oraz do Wielkiej Brytanii.

Najwyższy wzrost eksportu Polska zanotowała w obrotach ze Szwecją, bo o 12,2 proc, zaś w wartość wyeksportowanych towarów wyniosła ponad 5 mld EUR.  Polskie obroty towarowe ze Szwecją w ostatnich latach charakteryzowały się bardzo dynamicznym wzrostem. Od roku 1998 uległy podwojeniu. Udział Polski w obrotach Szwecji jest również istotny. W 2016 r. Polska znajdowała się na 11 miejscu wśród odbiorców szwedzkich towarów i 10 miejscu wśród krajów eksportujących na rynek szwedzki – z udziałem odpowiednio 3,2 % i 3,7 %.

Tendencja ta utrzymuje się nadal w 2017 roku. Po siedmiu miesiącach br. wśród głównych partnerów handlowych Polski odnotowano wzrost eksportu do wszystkich krajów z pierwszej dziesiątki naszych partnerów, w tym również do  Szwecji.

Obroty z pierwszą dziesiątką naszych partnerów handlowych stanowiły 66,3 proc. eksportu (w analogicznym okresie ub.r. 66 proc.), a importu ogółem – 65,6 proc. (wobec 66,2 proc. w styczniu–lipcu 2016 r.)” – poinformował GUS. Tym samym eksport wyrażony w euro wyniósł 114 mld 648,6 mln euro, a import 114 mld 18 mln euro (wzrost w eksporcie o 8,4 proc., a w imporcie o 11,1 proc.). Dodatnie saldo wyniosło 630,6 mln euro wobec 3 mld 121,3 mln euro w analogicznym okresie ub. roku.

***

Źródło: SPCC/ https://www.spcc.pl/node/20645

Jak będzie wyglądać rynek pracy w branży IT?

Coraz więcej osób chce zostać programistą. Branża IT kusi dobrym wynagrodzeniem, benefitami i stabilną pracą. Czy ta bańka za chwilę pęknie? Eksperci ze szkoły programowania online Kodilla.com uspokajają: firmy z branży IT mają się dobrze i będą miały jeszcze lepiej.

Pracodawcy wciąż poszukują specjalistów IT. Wiele osób decyduje się nawet na przebranżowienie, aby dołączyć do tej branży. Czy rynek pracy nasyci się programistami? Na pewno nie nastąpi to w ciągu kilku następnych lat – potwierdzają to raporty finansowe firm z branży IT. Te przedsiębiorstwa zatrudniają i będą zatrudniać programistów, bo ich sytuacja na rynku wygląda bardzo optymistycznie.

Od 2009 roku rosną przychody firm z branży IT

Mówi się, że wszystko co dobre, szybko się kończy – to jednak nie dotyczy tej branży. A dowodem są dane z GUS, zgodnie z którymi od 2009 do 2017 roku przychody firm z branży IT wzrosły o 16 mld złotych. Według prognoz ekspertów ze szkoły programowania online Kodilla.com, przy takiej tendencji, do 2020 roku przychody przedsiębiorstw z tego segmentu będą zwiększać się o ok. 10% rocznie, aby za nieco ponad 2 lata osiągnąć zawrotne 23 mld złotych. Co to oznacza dla rynku pracy?

IT – to jest i będzie rynek pracownika

kodilla_tabela_przychody-rok

Konkurencja o najlepszych specjalistów jest bardzo duża. Pracodawcy decydują się zapłacić więcej, aby zachęcić i zatrzymać najlepszych z nich. Aby to osiągnąć, konieczne są podwyżki oraz pakiety świadczeń dodatkowych, dopasowane do indywidualnych potrzeb pracowników. Z drugiej strony pracownicy, szczególnie z branży IT, są świadomi niedoborów kadrowych i wymagają coraz więcej. Czy pracodawcy są w stanie zapewnić im to, czego oczekują?

Z analizy ekspertów ze szkoły programowania online Kodilla.com wynika, że obecnie, jak i w przyszłości, firmy z sektora IT nie będą miały z tym problemu. Ich przychody rosną, a jednocześnie charakteryzują się stosunkowo małym procentem kosztów (76,7%), więc mają do dyspozycji kapitał na podwyżki albo dodatkowy program socjalny. Dla porównania, w całej gospodarce udział kosztów do przychodów wynosi 94%. Im niższy udział kosztów, tym wyższa jest efektywność danego sektora, a firmom zostaje więcej zysku.

kodilla_tabela_koszty

Z roku na rok rosną wynagrodzenia dla pracowników IT

kodilla_tabela_przychody-wynagrodzeniaWynagrodzenia pracowników firm z sektora IT rosną wolniej niż przychody tych przedsiębiorstw, ale mimo to od 2009 do 2017 wzrosły o 1153 złote. Według prognoz ekspertów Kodilla.com, do 2020 roku pensje wzrosną o 1572 zł. W 2017 roku wynagrodzenie w branży IT wyniosło średnio 3894 złotych. Może się wydawać, że to nieduża kwota, ale w danych GUS zawarte są wynagrodzenia wszystkich pracowników, czyli programistów, ale też np. asystentów, stażystów czy osób zajmujących się sprzątaniem. Jeśli chodzi o pensje programistów, według raportów Sedlak&Sedlak mediana wynagrodzeń na stanowisku javascript/frontend webdeveloper w 2017 roku wyniosła 5430 zł, a java developera 6774 zł (brutto na umowie o pracę). Porównując do roku 2016, jest to więcej o 230 zł w obu przypadkach, nawet mimo dołączenia do branży kilkunastu tysięcy nowych pracowników, którzy mogli zaniżyć średnią.

Wynagrodzenia w IT a inne branże

Analiza wynagrodzeń w poszczególnych sektorach rynku potwierdza, że sektor IT charakteryzuje się najwyższym średnim wynagrodzeniem – wynosi ono 3900 zł. Powyżej 3 tys. zł zarabiają również pracownicy nieruchomości (3318 zł) i firm z sektora Nauka i technika. Najmniejsze pensje są odnotowane w branży Leśnictwo i rybactwo.kodilla_tabela_wynagrodzenie-branza

Jak będzie wyglądać IT w przyszłości?

W 2020 roku firmy z branży IT odnotują wzrost przychodów o 23 mld złotych, koszty utrzymają się na poziomie 28 mld zł, a pensje pracowników IT wzrosną o 1572 zł w stosunku do roku 2009. Zarówno wyniki finansowe, jak i prognozy zachęcają coraz więcej osób do dołączenia do branży IT. – Przebranżowienie się jest możliwe w ciągu 3-6 miesięcy na bootcampie programistycznym, choć wymaga pracy i poświęcenia min. 15-20 godzin tygodniowo. Wśród kursantów są jednak osoby, które rozpoczynają naukę bez znajomości podstaw programowania, a mimo tego, już jako absolwenci, dostają pracę na stanowisku junior developer. Z bootcampów bardzo często korzystają też marketingowcy czy nauczyciele, którzy chcą podnieść swoją konkurencyjność na rynku pracy, zyskując umiejętności programistyczne – komentuje Marcin Kosedowski ze szkoły programowania online Kodilla.com.

Wyniki finansowe firm z branży IT, jak i prognozy na rok 2020 obalają mit, że na polskim rynku pracy będzie przesyt programistów. W ciągu kilku następnych lat pracodawcy będą szukać osób z umiejętnościami programowania.

Źródło: Kodilla.com

W krótkim okresie więcej spadków niż wzrostów cen produktów rolnych

  • Zboża: Wysokie zbiory rzepaku oraz znacząca podaż innych surowców oleistych hamują wzrost jego cen. Możliwa słabsza dynamika cen pszenicy. Najnowsze prognozy produkcji tego zboża na świecie są o 13,4 mln t wyższe w porównaniu do pierwotnych oczekiwań, co oznacza spadek tylko 0,4% r/r.
  • Mleko: Ceny masła spadają wskutek odbudowy produkcji w UE-28 i w pozostałych krajach. Jednocześnie spadki cen odtłuszczonego mleka w proszku pogarszają koniunkturę na rynku mleka. Odbudowa produkcji w Nowej Zelandii przebiega wolniej od oczekiwań, co ogranicza dynamikę spadków cen przetworów mleczarskich, jak również samego mleka.
  • Mięso: Oczekiwana w 2018 r. kontynuacja wzrostu produkcji wieprzowiny w Chinach może skutkować dalszym, choć już wolniejszym spadkiem eksportu mięsa wieprzowego z UE do tego kraju. Dodatkowym czynnikiem oddziałującym negatywnie na koniunkturę na unijnym rynku jest postępujący wzrost produkcji wieprzowiny w USA. W przeciwieństwie do cen żywca wieprzowego, ceny drobiu na rynku krajowym we wrześniu były wyższe r/r.
  • Owoce i warzywa: Ceny warzyw spod osłon dynamicznie wzrosły na koniec 3q17 wskutek zmniejszenia podaży na południu Europy. Presja na koszty skutkować może wzrostem cen soków pitnych w kolejnych miesiącach.

Rynek cukru w UE:

  • Od sez. 2017/18 unijny rynek cukru będzie funkcjonował w warunkach zniesionych limitów produkcyjnych oraz eksportowych. Brak ograniczeń pozwoli na zwiększanie produkcji w Unii, co może przełożyć się na spadek cen w obliczu poprawy światowego bilansu cukru w sez. 2017/18.

W krótkim okresie więcej spadków niż wzrostów cen produktów rolnych

Źródło: PKO Bank Polski

Elektronizacja i krótsza archiwizacja coraz bliżej

We wtorek rząd zajmie się projektem, który zlikwiduje obecne absurdy prawne związane z prowadzeniem i przechowywaniem dokumentacji pracowniczej. To bardzo dobra wiadomość dla przedsiębiorców.

Przygotowany przez resort rozwoju projekt przewiduje możliwość prowadzenia i przechowywania dokumentacji pracowniczej w postaci elektronicznej. Wybór formy będzie należał do pracodawcy. Obecne przepisy nie przewidują takiej możliwości. Niemniej jednak w niektórych firmach, w związku z powszechną cyfryzacją, jest to praktykowane. Stosuje się w nich jednocześnie obie formy – tradycyjną papierową oraz elektroniczną. Jednostki zajmujące się sprawami kadrowo-płacowymi pracują na dokumentach w wersji elektronicznej, a forma papierowa jest zachowana do celów dowodowych i na wypadek kontroli ze strony PIP. Trzeba jednak zaznaczyć, że zgodnie z projektem zmiana postaci z papierowej na elektroniczną będzie wymagała opatrzenia kwalifikowanym podpisem elektronicznym lub kwalifikowaną pieczęcią elektroniczną. To zaś spowoduje, że stosowanie formy elektronicznej może nie być powszechne.

Kolejna istotna zmiana proponowana przez resort to skrócenie okresu archiwizowania dokumentacji pracowniczej z obecnych 50 do 10 lat. Obowiązek półwiecznej archiwizacji to absurd i biurokratyczny koszmar. Ponadto wiąże się on z dużymi kosztami finansowymi i logistycznymi po stronie pracodawców, szacowanymi na 130 mln zł rocznie. Tak długi okres archiwizacji jest ewenementem na skalę europejską – funkcjonuje on jedynie w Polsce. Przykładowo w Wielkiej Brytanii dokumenty kadrowo-płacowe przechowuje się 6 lat, w Niemczech i Finlandii – 10 lat, a w Danii – 5 lat. Odejście od 50—letniej archiwizacji jest zatem jak najbardziej uzasadnione i konieczne. Ważne jest to, że krótszy okres archiwizacji ma być powiązany z obowiązkiem po stronie pracodawcy przekazywania do ZUS comiesięcznych raportów informacyjnych. Będą one zawierały dane niezbędne do ustalenia prawa do świadczenia oraz jego wysokości.

Szkoda, że ostatecznie z projektu usunięto wcześniejsze propozycje dotyczące elektronicznej komunikacji z pracownikiem. Zgodnie z nimi dokumenty takie jak np. świadectwo pracy, ewidencja czasu pracy czy wnioski urlopowe pracowników mogłyby mieć postać elektroniczną. Dzięki takim zmianom przepisy byłyby bardziej dostosowane do rzeczywistości, ponieważ komunikacja z pracownikiem zazwyczaj i tak odbywa się za pośrednictwem e-maila, a nie wymiany pism.

Pomysł wprowadzenia projektowanych zmian nie jest nowy – pojawił się on już w ramach tzw. pierwszej ustawy deregulacyjnej z 2011 r. Teraz jako element pakietu „100 zmian dla firm” mają one w końcu szansę na wprowadzenie i prawdopodobnie zaczną obowiązywać od 2019 r. Prace nad projektem nie były łatwe, a ministerstwo starało się znaleźć złoty środek, który pogodzi interesy pracodawców, pracowników i ZUS. W efekcie pracodawcy muszą liczyć się z tym, że stosowanie elektronizacji i krótszej archiwizacji będzie się również wiązało z określonymi obwarowaniami prawnymi. Niemniej jednak każda zmiana likwidująca nadmierne obowiązki po stronie pracodawców jest dobrą zmianą.
Wioletta Żukowska-Czaplicka, Ekspert Pracodawców RP

Pracodawcy będą krócej przechowywać akta pracowników

We wtorek rząd przyjmie projekt ustawy skracający z 50 do 10 lat okres obowiązkowego przechowywania akt pracowniczych. To dobre rozwiązanie. Konfederacja Lewiatan od dawna postulowała zmniejszenie obowiązków pracodawców związanych z prowadzeniem i przechowywaniem akt pracowniczych.

– Skrócenie okresu przechowywania akt pracowniczych spowoduje znaczące zmniejszenie obciążeń i kosztów pracodawców. Na tle innych krajów Unii Europejskiej w Polsce mamy do czynienia z bardzo długim – 50 letnim, obowiązkiem przechowywania, archiwizowania akt pracowniczych przez pracodawców w formie papierowej. Dlatego dobrze się stało, że ten stan rzeczy ulegnie zmianie. Nowe regulacje mają wejść w życie z dniem 1 stycznia 2019 r. – mówi Robert Lisicki, radca prawny, dyrektor departamentu pracy, dialogu i spraw społecznych Konfederacji Lewiatan.

Pracodawcy popierają też zmianę, która umożliwi firmom przechowywanie akt pracowniczych także w wersji elektronicznej.

Wykaz podatników VAT może pomóc weryfikować partnera

Prowadzenie publicznego rejestru podatników VAT, może stać się ważnym i skutecznym narzędziem weryfikacji kontrahenta, jednak aby tak było, powinny zostać uwzględnione uwagi zgłaszane przez przedsiębiorców.

Projekt ustawy o podatku od towarów i usług przewiduje prowadzenie przez szefa Krajowej Administracji Skarbowej publicznego rejestru podatników VAT. W wykazie miałyby być takie dane jak: imię i nazwisko lub pełna nazwa podatnika, adres miejsca prowadzenia działalności gospodarczej lub adres siedziby, numery rachunków rozliczeniowych podatnika lub imiennych rachunków podatnika w spółdzielczej kasie oszczędnościowo kredytowej – zgłoszonych w urzędzie skarbowym, data: rejestracji/wykreślenia/przywrócenia do rejestru podatnika VAT czynnego oraz podstawę prawną wykreślenia/przywrócenia zarejestrowania jako podatnika VAT czynnego.

Prowadzenie publicznego rejestru podatników VAT, może stać się ważnym i skutecznym narzędziem weryfikacji kontrahenta, jednak sprawdzanie przy każdej płatności, czy rachunek bankowy, na który dokonywany jest przelew, został zgłoszony w wykazie podatników VAT czynnych mocno obciąży podatników dodatkowymi kosztami związanymi z obsługą administracyjno – księgową – uważa Rada Podatkowa Konfederacji Lewiatan.

W przypadku, gdy płatność na kwotę ponad 15 tys. zł, nie zostanie dokonana na konto znajdujące się w wykazie, nabywca nie będzie mógł zaliczyć takiego wydatku do kosztów uzyskania przychodów. Dla dużych przedsiębiorców, współpracujących z wieloma dostawcami, sprawdzanie czy ich rachunki są w wykazie podatników VAT, będzie oznaczać konieczność wprowadzenia dodatkowej weryfikacji na etapie księgowania faktury/zlecania płatności i poniesienie z tego tytułu dodatkowych kosztów.

– Naszym zdaniem należy dostarczyć przedsiębiorcom narzędzie, które pozwoli, aby wykonanie nakładanych obowiązków, było dla nich niedokuczliwe i bezkosztowe. Może nim być weryfikator (narzędzie IT), który w momencie dokonywania przelewu wskaże przedsiębiorcy, że rachunek, na który dokonuje przelewu nie widnieje w wykazie podatników VAT czynnych prowadzonym przez Szefa Krajowej Administracji Skarbowej – mówi Przemysław Pruszyński, doradca podatkowy, sekretarz Rady Podatkowej Konfederacji Lewiatan.

Projekt ustawy nie przewiduje sytuacji, kiedy podatnicy, dostarczający usługi na masową skalę (np. operatorzy sieci komórkowych, dostawcy mediów – w tym prądu, gazu), wykorzystują do obsługi płatności z tytułu dostarczonych przez siebie usług rachunki wirtualne przypisane do konkretnych klientów, a podpięte pod jeden rachunek rozliczeniowy. Czy w takim przypadku zgłoszeniu podlegać powinien rachunek główny, czy też każdy indywidualny rachunek podpięty po ten rachunek główny – subrachunek przypisany do indywidualnego klienta?

Wątpliwości budzi także aktualizowanie wykazu podatników w dni robocze, raz na dobę. Istnieje niebezpieczeństwo, że dane w rejestrze będą nieaktualne. Formularze aktualizacyjne NIP są przesyłane drogą papierową, a zatem zawsze będą istnieć rozbieżności pomiędzy datą zgłoszenia danego rachunku do urzędu, a datą wprowadzenia tych danych do systemu urzędu.

Rada Podatkowa Konfederacji Lewiatan postuluje, aby w przypadku weryfikacji podatnika na dany dzień, np. jako czynnego podatnika VAT lub weryfikacji numeru rachunku bankowego, był on w odpowiedni sposób chroniony. Nawet gdyby okazało się, że na dany dzień dane jego dotyczące nie są aktualne, ze względu na opóźnienie aktualizacji względem zdarzenia powodującego zmianę.

Analiza techniczna – kurs złotego do euro, dolara, funta i franka

Euro wróciło do poziomów poniżej 4,25 zł. Dolar znalazł się w okolicach długoterminowej linii trendu. Frank na kolejnych minimach. Funt przetestował 4,70 zł i wrócił do wzrostów.

Tabela. Maksima i minima głównych walut w PLN. Zakres: 16.10.2017-23.10.2017

Para walutowa EUR/PLN CHF/PLN USD/PLN GBP/PLN
Minimum 4,2180 3,6360 3,5655 4,6870
Maksimum 4,2500 3,6930 3,6060 4,7930

 

EURPLN

EURPLNH1Wspólna waluta po tym, jak wyłamała formację klina na początku miesiąca, rozpoczęła dynamiczny ruch na południe. W krótkim czasie potaniała o 7 groszy, dochodząc do poziomu 4,22 zł. Ostatni tydzień to już konsolidacja w wąskim zakresie dwóch groszy. W okolicach 4,24 zł wypadają dwa poziomy fibonacciego, które wspierane przez ważny historycznie pułap 4,25 zł, skutecznie wstrzymują ruch w górę. Na początku obecnego tygodnia brakuje znaczących odczytów makroekonomicznych, więc wykres EURPLN jeszcze przez pewien czas może znajdować się w konsolidacji. Warto zauważyć, że ostatni ruch spadkowy, przełamał średniookresową linię trendu wzrostowego, co w najbliższym czasie może wspierać złotego. Pokonanie wsparcia przy 4,22 zł, może otworzyć drogę ku tegorocznym minimów.

USDPLN

USDPLNH1Na przełomie września i października na wykresie USDPLN obserwowaliśmy tworzenie się formacji potrójnego szczytu. Warto zauważyć, że ostatni wierzchołek naruszył na chwilę długoterminową linię trendu spadkowego. Ma ona swój zalążek jeszcze w grudniu poprzedniego roku i od tego czasu była testowana kilkukrotnie. Za każdym razem próba jej wyłamania kończyła się nie tylko niepowodzeniem, ale prowadziła również do intensywniejszych spadków. Podobnie jest obecnie, gdzie dolar na skutek nieudanego ataku potaniał o blisko 10 groszy. Obecnie znajduje się w okolicach 3,60 i walczy z oporem, który ukształtował się niecałe dwa tygodnie temu. Wiele wskazuje na to, że i tym razem ta walka zakończy się niepowodzeniem. Dolar znajduje się o 10 groszy od tegorocznego minimum i niewykluczone, że w najbliższym czasie spróbuje je naruszyć.

GBPLN

GBPPLNH1Funt po blisko trzech tygodniach spadków nieśmiało próbuje wyłamać linię trendu. Od początku miesiąca brytyjska waluta potaniała o około 25 groszy, przez co znacząco oddaliliśmy od poziomu 5 zł. Początek obecnego tygodnia mija pod znakiem próby zakończenia trendu spadkowego i wiele wskazuje na to, że się uda. Funt od czwartkowego minimum podrożał już o 6 groszy. Brytyjska waluta umacnia się na szerokim rynku efektem czego jest obecny ruch na GBPPLN. Jeśli tendencja się utrzyma, to prawdopodobnie jeszcze w tym tygodniu funt będzie testował poziom 4,80 zł.

CHFPLN

CHFPLNH1Bieżący miesiąc przynosi znaczną ulgę dla wszystkich osób, które wzięły kredyt we frankach. Tak zwanych frankowiczów zapewne cieszy fakt, że szwajcarska waluta obecnie kosztuje naście groszy mniej niż na początku października. Kolejnym powodem do zadowolenia jest wyłamanie tegorocznego minimum, co może zwiastować dalszą przecenę. Frank jest obecnie najtańszy od pamiętnego czarnego czwartku ze stycznia 2015 roku. Dzisiaj co prawda nieznacznie drożeje, jest to jednak najprawdopodobniej chwilowa korekta ostatnich spadków. Bazowym scenariuszem wydaje się chwilowy powrót do 3,68 zł, czyli ostatniego minimum, oraz późniejsza kontynuacja spadków.

Krzysztof Adamczak – dealer walutowy w Internetowykantor.pl

Polska potęgą przemysłową? Eksperci wierzą w taki scenariusz

W ostatnim czasie o polskiej gospodarce media rozpisywały się obficie. Najpierw na łamach portalu The New York Times ukazał się wielokrotnie cytowany artykuł wychwalający polską gospodarkę, następnie Central European Financial Observer, anglojęzyczny portal należący do Narodowego Banku Polskiego, opublikował tekst o dynamicznym rozwoju Europy Środkowej, w który koncentruje się nad nadwiślańskim sektorze usług biznesowych i przemysłu. Choć sytuacja polityczna wciąż wzbudza obawy inwestorów, to eksperci z optymizmem patrzą w przyszłość. Polska staje się w niej ekonomicznym liderem regionu.

Czytelnicy portalu New York Times z pewnością zdziwili się na wieść o tym, że nadbałtycki kraj niewiele większy od stanu Alaska ma szanse stać się przemysłową potęgą regionu. Jednak Ruchir Sharma związany z Morgan Stanley Investment Management widzi przyszłość Polski w jasnych kolorach. Amerykański ekonomista zwraca uwagę na dane o zwiększających się zarobkach mieszkańców nadwiślańskiej krainy i odważnie stawia tezy o szybkim rozwoju gospodarczym, który ma sprawić, że będzie ona mlekiem i miodem płynąca. Na pierwszy rzut oka takie predykcje mogą wydawać się odrealnione, jednak wszystko wskazuje na to, że z dystansu nasza gospodarka wygląda lepiej niż nam się wydaje. Zresztą Sharma ma na potwierdzenie swojej tezy twarde dowody. Jednym z nich jest sposób, w jaki Międzynarodowy Fundusz Walutowy definiuje rozwinięte gospodarczo kraje. Ich wspólnym mianownikiem jest dochód na jednego mieszkańca kształtujący się na poziomie 15 tys. dol. W Polsce, zaraz po obaleniu komunizmu w 1991 r. wskaźnik ten wynosił 2,3 tys. dol., a dziś kształtuje się on na poziomie niemal 13 tys. dol. Zawdzięczamy to nieprzerwanemu wzrostowi gospodarczemu, który wynosi średnio 4 proc. rdr. Szacuje się, że już w 2020 dochód na jednego mieszkańca Polski wynosić będzie 15 tys. dol., co da nam miejsce w prestiżowym gronie państw rozwiniętych ekonomicznie. Powodem do dumy może być również fakt, że nasza gospodarka pod względem wielkości w rankingu światowym plasuje się na 24 miejscu, co jest sporym osiągnięciem.

W pogoni za tygrysami

Zdaniem felietonisty New York Times, Polska ma szansę podzielić los azjatyckich tygrysów, takich jak − Korea Południowa czy Tajwan, które przez długi czas pozostawały niezauważone, aż do momentu, gdy ich wyniki zaczęły wprawiać w osłupienie. Dopiero wtedy okrzyknięto je gospodarczymi cudami Azji. Tyle, że nasza droga jest trudniejsza z powodu malejącego udziału przemysłu w światowej gospodarce. Poza Chinami istnieje niewiele państw zwiększających eksport. Są to m.in. Korea Południowa, Czechy i Polska. Z niską wartością złotego jesteśmy groźną konkurencją dla azjatyckich producentów i jeśli dobrze to rozegramy, to mamy szanse utrzeć im nosa. Przemysł, jak nic innego jest w stanie sprawić, że kraj w błyskawicznym tempie stanie się bogaty, a bezrobocie zmaleje. W wyścigu o pozycję na globalnym rynku warto zwrócić uwagę na działania, jakie podejmują najwięksi gracze. Chiny np. ruszyły niedawno z dziesięcioletnim programem „Made in China 2025”, wspierającym firmy w automatyzacji i wdrażaniu strategii Przemysłu 4.0. Pozwoli on Pekinowi rozwinąć nowe sektory gospodarki, a dzięki robotyzacji, zachować również te stare. Ponadto, Państwo Środka aktywnie szuka rynków zbytu dla swoich produktów. Stąd inicjatywa mająca na celu wskrzeszenie Szlaku Jedwabnego. Mimo licznych zapewnień o charakterze propagandowym, że wymiana handlowa ma mieć charakter obopólny, Pekin liczy przede wszystkim na zwiększenie eksportu. Przemysł jest silnikiem chińskiej gospodarki, a rząd robi wszystko by zapewnić mu paliwo. – Chińscy politycy rozumieją, jak duże znaczenie dla rozwoju przemysłu i utrzymania konkurencyjności mają nowe technologie. Stąd gigantyczne inwestycje wspierane przez program „Made in China 2025”. Chińscy przetwórcy wdrażają systemy ERP, Internet Rzeczy i nowoczesne narzędzia analityczne, a w ich fabrykach pojawia się coraz więcej robotów. Jeśli chcemy osiągnąć pozycję przemysłowego lidera regionu, to podobnie jak w przypadku Państwa Środka musimy postawić na gruntowną cyfryzację i robotyzację – uważa Piotr Rojek, dyrektor generalny w firmie DSR, dostarczającej zaawansowane rozwiązania informatyczne dla firm produkcyjnych.

W grupie siła

O sytuacji ekonomicznej nad Wisłą napisał również Central European Financial Observer, anglojęzyczny portal należący do Narodowego Banku Polskiego.  Ignacy Morawski, autor publikacji pochyla się nad dynamicznym rozwojem gospodarczym Europy Środkowej. Rodzimy ekonomista zauważa, że wzrost produktu krajowego brutto w pierwszym kwartale 2017 r. ukształtował się na optymistycznym poziomie 4 proc., zwracając uwagę, że w dużej mierze przyczyniły się do tego tymczasowe czynniki cykliczne, takie jak np. zmiany w wydawaniu funduszy europejskich czy rosnący handel międzynarodowy. – Istnieje jednak strukturalna siła regionu w postaci firm, które coraz bardziej angażują się w globalny łańcuch produkcji – dodaje Morawski. Chodzi o łańcuchy zorganizowane głównie wokół niemieckich firm, które mimo skutecznej ekspansji oraz dominacji Berlina w regionie, nie występują w roli eksploratora naszego rynku. Są one raczej źródłem technologii, kapitału i rozwoju.  Autor cytuje również ekonomistów Macieja Bukowskiego i Aleksandra Śniegockiego, którzy uważają, że głęboka integracja z najbliższym centrum przemysłowym jest kluczem do utrzymaniu szybkiego, długoterminowego wzrostu. W przypadku Polski takie centra zorganizowane są wokół Niemiec i Francji, jednak to nasi zachodni sąsiedzi odgrywają tu najważniejszą rolę.

Morawski zwraca również uwagę, że w globalny łańcuch produkcji zaangażowane są dwa sektory: przemysł i usługi biznesowe. Pierwszy jest bardziej umiędzynarodowiony, drugi natomiast posiada dużo większy potencjał do dalszego szybkiego rozwoju. W ostatnich latach państwa Europy Centralnej (Grupa Wyszehradzka i Rumunia) w błyskawicznym tempie włączone zostały w łańcuch produkcji skoncentrowany wokół niemieckich firm. Sektor przemysłowy pięciu państw z tego regionu dostarcza już globalnym niemieckim producentom towarów i usług podobną wartość co wytwórcy z Francji, Włoszech i Hiszpanii oraz niewiele więcej niż firmy pochodzące z USA.  Europa Centrala ma być również ważniejsza niż Chiny i Indie razem wzięte. W przypadku usług biznesowych sprawy mają się inaczej. Europa Centralna wciąż pozostaje w tyle za Zachodnią i za Stanami Zjednoczonymi, gdzie sektor usług jest dużo bardziej rozwinięty. – Nie jesteśmy samotną wyspą. Nasz przemysł w dużej mierze zależny jest od zagranicznych koncernów i zewnętrznych rynków zbytu, a jego dalszy rozwój na satysfakcjonującym poziomie możliwy jest jedynie przy utrzymaniu dobrych relacji z zagranicznymi partnerami. Im więcej rodzimych producentów odnosić będzie rynkowy sukces z własnymi markami, tym bardziej niezależny będzie nasz sektor przemysłowy, jednak nigdy nie będzie on samowystarczalny. W dobie postępującej globalizacji musimy uczestniczyć w największych, międzynarodowych łańcuchach produkcji. Nie widzę innej drogi – uważa Piotr Rojek z DSR.

Artur Grynkiewicz, Prezes Zarządu Valmont Polska, również zwraca uwagę na wpływ kapitału zagranicznego na sytuację rodzimych producentów. Jego zdaniem, rozwój polskiego przemysłu opiera się na dwóch solidnych filarach. Pierwszy związany jest z ogromnym wzrostem inwestycji lokalnych firm, napędzanym funduszami inwestycyjnymi oraz rosnącym eksportem rodzimych produktów. – Zdecydowana większość funduszy unijnych dedykowana jest rozwojowi nowych technologii i uzyskaniu gwarancji opłacalności inwestycji. To solidny zastrzyk dobrze nakierowanych wydatków na rozwój przemysłu. Jego efekty można z przyjemnością obserwować zwiedzając lokalne polskie przedsiębiorstwa, które nie odstają technologicznie od podobnych firm zagranicznych – zauważa Grynkiewicz. Drugi filar wynika z nieprzerwanego napływu inwestycji zagranicznych do Polski, która od wielu lat jest najbardziej atrakcyjną lokalizacją w ujęciu FDI w naszym regionie. Wielkość inwestycji zagranicznych nad Wisłą szacuje się dzisiaj na blisko 750 mld PLN. Zagraniczne firmy otwierają w Polsce swoje najnowocześniejsze zakłady i niejednokrotnie to właśnie tutaj testują i rozwijają nowe technologie. – Te dwa filary stwarzają unikalną sytuację biznesową, gdzie nowoczesne i sprawnie funkcjonujące polskie przedsiębiorstwa przeplatają się z doświadczeniem i stabilizacją rozwiniętych firm zagranicznych. Ciekawy mix, który w długim okresie może ewoluować w kierunku tworzenia synergii, konsolidacji, a nawet dalszej ekspansji poza Polskę. Taka sytuacja nie bez powodu przyciąga uwagę wielu ekonomistów na świecie – dodaje ekspert.

Gonimy Europę

Tymczasem europejski przemysł przeżywa istny rozkwit. Nastroje wśród kadry menedżerskiej firm produkcyjnych ze starego kontynentu wskazują na bardzo dobrą koniunkturę w branży przemysłowej, która wpływa na poprawę nastrojów wśród menedżerów polskich spółek produkcyjnych. Indeks PMI dla polskiego przemysłu wzrósł w sierpniu o 0.2 pkt do poziomu 52.5, by miesiąc później zyskać dodatkowe 1,2 pkt. Wśród przyczyn dobrego nastroju ankietowani wymieniali najczęściej wzrost wielkości produkcji i liczby nowych zamówień pochodzących zarówno z rynku krajowego jak i z rynków zagranicznych. – Rosnący portfel zamówień przy ograniczonych możliwościach zwiększenia zdolności produkcyjnych spowodowały wzrost zaległości produkcyjnych i cen wyrobów gotowych. Polska w tym kontekście nie jest wyjątkiem na mapie świata. Globalny przemysł ma się dobrze i stale zwiększa poziom produkcji oraz zatrudnienia, głównie w Europie i Azji, ale także w Ameryce – mówi Maciej Zaręba z firmy DSR SA. O dobrym stanie polskiego przemysłu świadczy również wynik Giełdowego Indeksu Produkcji, który we wrześniu wzrósł o 3.6 pkt (0.31 proc. m/m) do poziomu 1160.4 pkt.

Czy dobra koniunktura w Europie wystarczy, by spełniło się proroctwo Ruchira Sharma z New York Times? Według Piotra Rojka jesteśmy na dobrej drodze, jednak wciąż potrzebujemy reform, które sprawią, że inwestycje w naszym regionie będą prostsze i bardziej opłacalne. – Uproszenie prawa gospodarczego i reforma podatkowa to ważne kroki na drodze do gospodarczego sukcesu. Nie możemy o tym zapominać. Istotną rolę pełnią również technologie informatyczne. Choć polskie firmy zainwestowały w nie w ostatnich latach znaczące środki, to analizując dane zagraniczne, jesteśmy jednym z krajów, które najwolniej wdrażają nowe rozwiązania. Bez nich niestety nie zwiększymy wydajności i nie zredukujemy kosztów produkcji, a to właśnie może uczynić nasz przemysł bardziej atrakcyjnym – uważa ekspert.

Kosmetyki i produkty piorąco-kosmetyczne – zwyczaje zakupowe seniorów

Co trzecia złotówka przeznaczana przez seniorów na kosmetyki i produkty piorąco-kosmetyczne jest wydawana w sklepach drogeryjno-kosmetycznych. W porównaniu do sytuacji sprzed 5 lat, największy wzrost udziału w wydatkach seniorów na te kategorie odnotowano w przypadku zakupów online (o 204 proc.) oraz dyskontów (o 45 proc.).

W Polsce na koniec 2016 roku udział osób w wieku 60+ w populacji wynosił 23,6 proc. (około 9 mln osób). W populacji polskich gospodarstw domowych gospodarstwa seniorów, prowadzonych przez osobę w wieku 60+, stanowiły 30 proc. (około 4,2 mln gospodarstw). Przewiduje się, iż w 2050 roku liczba osób w wieku emerytalnym w Polsce wzrośnie do niemal 10 mln, co będzie stanowić prawie 30 proc. populacji w porównaniu do 19 proc. w 2015 roku.

Oceniając własną sytuację finansową w porównaniu do roku ubiegłego, seniorzy deklarują, iż nie zmieniła się lub wręcz się pogorszyła (81 proc.). Ocena seniorów w tym zakresie jest zdecydowanie bardziej pesymistyczna niż ocena reszty populacji (68 proc.). Jednak siła nabywcza seniorów nie różni się znacząco od siły nabywczej na osobę w populacji ogółem. Średnio w ciągu roku senior może dokonać zakupu towarów i usług o wartości ponad 25 tys. zł.

Biorąc pod uwagę wydatki seniorów na produkty z kategorii FMCG, wydatki na kosmetyki stanowią 5 proc. całego koszyka, produkty piorąco-czyszczące 3 proc. Najwięcej pieniędzy seniorzy wydają na produkty do higieny ciała i włosów (28 proc. całości wydatków) i jest to odsetek zbliżony do tego, dla całej populacji). W porównaniu do populacji relatywnie większy udział w ich koszykach mają z kolei produkty do pielęgnacji ciała (16 proc.), prania (15 proc.) i sprzątania (11 proc.).

83 proc. seniorów dokonuje zakupów kosmetyków i produktów piorąco-czyszczących w sklepach drogeryjno-kosmetycznych. W ciągu 5 ostatnich lat odsetek ten pozostał na niezmienionym poziomie. Podczas pojedynczej wizyty seniorzy wydają na te kategorie średnio 26 zł.

72 proc. seniorów posiada dostęp do internetu, natomiast zakupów kosmetyków i produktów piorąco-czyszczących dokonuje w nim jedynie 8 proc. Choć 5 lat temu odsetek ten był jeszcze niższy i wynosił zaledwie 3 proc. Dokonując zakupów wymienionych kategorii w internecie seniorzy płacą jednorazowo dwukrotnie więcej niż w przypadku zakupów w sklepach drogeryjno-kosmetycznych (za 53 zł).

4 na 5 seniorów twierdzi, że dobry wygląd jest dla nich ważny, a co drugiemu seniorowi kupowanie kosmetyków sprawia przyjemność. Seniorzy są lojalni wobec marki, którą znają (55 proc.) i produktu kosmetycznego, który już spróbowali i który ich nie zawiódł (65 proc.).

Monika Hasslinger-Pawlak, ekspert GfK w dziale Consumer Goods & Retail, komentuje: „Senior to trudny, ale wartościowy klient. Aby wykorzystać potencjał konsumenta-seniora, należy znaleźć indywidualne podejście, które pozwoli do niego dotrzeć i przekonać go do zakupu. Gdy już tak się stanie, możemy liczyć na lojalnego klienta.”

O badaniu
Powyższe analizy powstały w oparciu o trzy niezależne źródła informacji:

  1. Badanie własne omnibus przeprowadzone metodą wywiadów bezpośrednich CAPI w lipcu 2017 roku na próbie reprezentatywnej dla ludności Polski w wieku 15 i więcej lat.
  2. Prowadzony od ponad 20 lat Panel Gospodarstw Domowych GfK Polonia. Jego próbę stanowi 8000 polskich gospodarstw domowych, zbierających dane za pomocą skanerów i raportujących o dokonywanych przez siebie zakupach produktów FMCG.
  3. Dane z Głównego Urzędu Statystycznego.

Holenderska sieć dyskontów ACTION do końca 2017 roku otworzy 6 sklepów

ACTION, sieć dyskontów oferujących artykuły nieżywnościowe, uczyniła pierwszy krok na drodze do podboju polskiego rynku. Sieć otworzyła dwa pierwsze sklepy w Lesznie i Legnicy. Cztery kolejne sklepy powstaną w ciągu najbliższych miesięcy.

Rozsiane po Europie sklepy sieci Action w każdym tygodniu przyciągają ponad 6 milionów
klientów. Ponad 38 000 pracowników zatrudnionych już w siedmiu krajach – Holandii, Belgii, Luksemburgu, Niemczech, Francji, Austrii i Polsce – dokłada starań, aby zakupy przebiegały w wyjątkowej i przyjemnej atmosferze. Spółka otworzyła już swój tysięczny sklep w Europie i będzie rozwijać się dalej dzięki wkroczeniu na polski rynek.

Oficjalne otwarcie pierwszego polskiego sklepu w Lesznie, które odbyło się 12 października, było kolejnym kamieniem milowym w historii rozwoju sieci. W uroczystości wziął udział zarząd spółki, lokalny zespół, a także Pierwszy Zastępca Prezydenta Miasta Leszna, Adam Mytych. Kolejny sklep pod szyldem Action otwarto 19 października w Legnicy, a plany spółki na najbliższe miesiące zakładają uruchomienie kolejnych lokalizacji w Głogowie, Świdnicy, Wałbrzychu i Lubaniu. W każdym z tych miejsc pod szyldem Action zostanie zatrudnionych średnio 20 osób.

Zdecydowaliśmy się wejść na polski rynek ze względu na jego atrakcyjną infrastrukturę,
stabilność gospodarczą, kapitał ludzki i potencjał gospodarczy. Jesteśmy przekonani, że klienci z Polski docenią nasz model biznesowy tak, jak doceniają go nasi klienci z innych europejskich krajów. Odnieśliśmy wielki sukces dzięki naszej wyjątkowej formule: oferujemy klientom szeroki i zaskakujący asortyment oraz najniższe ceny. Jednak mimo niskich cen nie idziemy na ustępstwa, gdy chodzi o jakość naszych produktów. Klienci cenią sobie właśnie takie podejście – mówi Sander van der Laan, dyrektor generalny Action.

W 2016 roku wartość sprzedaży w Action sięgnęła 2,7 miliarda euro, zaś firma nieustannie się rozwija. W tym roku otworzono tysięczny sklep Action w Europie oraz uruchomiono piąte centrum dystrybucyjne sieci. W 2018 roku powstanie szóste centrum dystrybucyjne, które znajdzie się w północnych Niemczech.

Wybory w Japonii i korekta wzrostów w Polsce

W weekend odbyły się wybory w kraju kwitnącej wiśni. Potwierdziły one słuszność Abenomiki. Według spekulacji mediów Brytyjczycy przygotowują się na ewentualność fiaska Brexitu. GUS skorygował wzrost PKB w Polsce za 2016 rok.

Shinzo Abe triumfuje w Japonii

Partia obecnego premiera wraz z koalicjantem odniosły zwycięstwo w wyborach. Może liczyć na około 312 miejsc w 465 miejscowym parlamencie. Taka przewaga oznacza możliwą zmianę obecnej pacyfistycznej konstytucji kraju. Jest to też bardzo dobry sygnał dla inwestorów. Obecną politykę rządu na cześć premiera nazywa się Abenomiką. O tym, że jest to pożądany rezultat wyborów świadczą wzrosty na giełdzie. Mieliśmy właśnie 15 wzrostową sesję z rzędu. Waluta zareagowała wprost przeciwnie. Obecna ekipa rządowa dąży do osłabienia jena, by zwiększyć atrakcyjność eksportu.

Koniec Brexitu?

Wedle informacji, do jakich dotarły niektóre gazety w Wielkiej Brytanii, trwa przygotowywanie planu “B” na wypadek Brexitu. Chodzi o scenariusz gdzie nie udało się wynegocjować warunków z Unią Europejską lub są one dalekie od tych obiecywanych społeczeństwu. W takiej sytuacji możliwe jest podobno wycofanie całej procedury rozłączenia się z Unią Europejską. Gdyby informacje te się potwierdziły i zaczęły być realizowane, można się spodziewać sporej huśtawki na rynkach walutowych w szczególności na parach z funtem.

Wzrost gospodarczy jednak większy

W zeszłym roku polska gospodarka wzrosła jednak o 2,9%, a nie o 2,7%. Zmiana ta jest wynikiem komunikatu, w którym Główny Urząd Statystyczny zrewidował swoje poprzednie dane. Zmiana jest wynikiem otrzymania pełnych danych, dzięki którym, można było zweryfikować niektóre dotychczasowe szacunki. W rezultacie spadł również dług w relacji do PKB. Z jednej strony to dobra wiadomość, z drugiej warto zauważyć, że gdyby nie ta korekta to samo 0,2% pojawiłoby się w tym roku.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych danych. Dodatkowo warto zwrócić uwagę na dni wolne od pracy w Nowej Zelandii i na Węgrzech.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Aż 2/3 instytucji finansowych doświadczyło w 2016 roku cyberataku

Cyberbezpieczeństwo staje się dla banków i innych instytucji finansowych coraz większym wyzwaniem. Dzieje się tak z uwagi na wzrastającą popularność urządzeń Internetu Rzeczy (IoT) oraz zachowania konsumentów, którzy chętnie korzystają z dostępu do swoich kont za pomocą różnych urządzeń mobilnych.

Instytucje finansowe zmieniają strategie bezpieczeństwa, aby sprostać oczekiwaniom klientów. Zapotrzebowanie na usługi w czasie rzeczywistym i na żądanie rośnie. Banki i inne instytucje muszą przy tym uwzględniać ciągle zmieniający się i rozwijający krajobraz zagrożeń. Cyberataki z kolei, aby ominąć tradycyjne zabezpieczenia, stają się coraz bardziej wyrafinowane. Eksperci z firmy Fortinet, globalnego dostawcy zaawansowanych cyberzabezpieczeń, zwracają też uwagę na fakt, że coraz częstszy dostęp do sieci za pomocą urządzeń mobilnych oraz rosnące wykorzystanie chmury zwiększają liczbę możliwych wektorów ataku.

Bezpieczeństwo sieci tradycyjnie koncentrowało się na ochronie przed włamaniami. Ta strategia polega na umieszczeniu na obszarze sieci zabezpieczeń w celu wykrycia i zatrzymania złośliwego oprogramowania. Jednak dzisiejsza architektura sieci jest dynamiczna, co zmniejsza skuteczność ochrony.

Dane muszą być bezpieczne, szybciej i łatwiej dostępne na różnych urządzeniach pomimo ciągłego zagrożenia atakiem. Instytucje finansowe będą więc musiały być przygotowane na nowe działania cyberprzestępców, które mogą zagrażać ich podstawowym funkcjom.

Dyrektorzy banków mają tę świadomość. Spośród nich aż 81% przyznaje zaniepokojenie tempem technologicznych zmian[1]. W dodatku 2/3 organizacji finansowych doświadczyło przynajmniej jednego cyberataku w ciągu 2016 roku[2]. W 98% przypadków system zabezpieczeń został naruszony w minutę lub szybciej[3]. Warto też zwrócić uwagę na kolejne dwie wartości: 48% wszystkich ataków zostało skierowanych na aplikacje webowe[4], a wciąż popularne są też ataki typu DDoS, które stanowiły z kolei 34% przypadków wszystkich incydentów[5].

Niepokojące jest to, że 15% ataków pozostawało nieodkrytych przez kilka miesięcy lub dłużej[6]. –  W tym czasie przestępcy mogli mieć swobodny dostęp do różnego rodzaju danych: teleadresowych danych klientów, historii kredytowej, operacji na kontach czy historii zatrudnienia – mówi Wojciech Ciesielski, kierownik ds. klientów kluczowych sektora finansowego w Fortinet. – Niesie to konsekwencje i dla klientów, których dane lub dostęp do ich konta mogą zostać sprzedane na czarnym rynku, i dla samych instytucji, które w wyniku naruszeń mogą stracić szacunkowo do 3% swojej wartości rynkowej.

[1] https://www.pwc.com/gx/en/ceo-survey/2016/landing-page/pwc-19th-annual-global-ceo-survey.pdf

[2] http://www.metricstream.com/pressNews/pr-888-metricStream-research-report-on-cybersecurity.htm

[3] http://www.verizonenterprise.com/resources/reports/rp_2016-DBIR-Financial-Data-Security_en_xg.pdf

[4] Jw.

[5] Jw.

[6] Jw.

Nadciąga burza wywołana przez Botneta atakującego IoT

Jak donosi firma Check Point Software Technologies, tworzony jest potężny Botnet, który może rozpocząć cyber-burzę zagrażającą sieci Internet. Szacuje się, że już milion organizacji zostało zainfekowanych. Co ciekawe, Botnet przejmuje urządzenia IoT, takie jak bezprzewodowe kamery IP, w celu sterowania atakiem.

Właśnie zbierają się cyber-burzowe chmury. Badacze z firmy Check Point odkryli całkiem nowego Botneta, który rozwija się i przejmuje urządzenia IoT w zdecydowanie szybszym tempie i prawdopodobnie z dużo gorszym skutkiem niż Mirai Botnet w 2016 roku.

image002 1Botnety atakujące IoT są połączone z Internetem za pomocą urządzeń inteligentnych, zainfekowanych przez  wirusa i kontrolowanych zdalnie przez hakera. To one stoją za jednymi z największych cyberataków przeciwko rozmaitym organizacjom na całym świecie, włącznie ze szpitalami, krajowymi przedsiębiorstwami transportowymi, kampaniami społecznymi czy ruchami politycznymi.

Chociaż niektóre aspekty techniczne mogą sugerować związek z „Mirai” (Botnet wykryty w sierpniu 2016), to jest to zupełnie nowy i bardziej zaawansowany atak, który szybko rozprzestrzenia się na całym świecie. Jest za wcześnie, aby zgadnąć, jakie intencje mają atakujący, ale biorąc pod uwagę poprzednie ataki typu Botnet DDoS, które paraliżowały Internet, ważne jest, aby organizacje były odpowiednio przygotowane i miały opracowane właściwe mechanizmy obronne, zanim nastąpi atak.

Niepokojące sygnały zostały najpierw wykryte pod koniec września przez System Zapobiegania Intruzom (ang. Intrusion Prevention System – IPS) firmy Check Point. Hakerzy przeprowadzają coraz więcej prób wykorzystania luk w zabezpieczeniach różnych urządzeń IoT.

Z każdym dniem szkodliwe oprogramowanie rozwijało się, aby  wykorzystać wzrastającą liczbę luk w zabezpieczeniach bezprzewodowych kamer IP, takich jak GoAhead, D-Link, TP-Link, AVTECH, NETGEAR, MikroTik, Linksys, Synology i innych. Wkrótce okazało się, że próby ataków pochodzą z różnych źródeł i różnych urządzeń IoT, co oznacza, że atak został rozpowszechniony przez urządzenia IoT.

Szacuje się, że do tej pory ponad milion organizacji na świecie zostało zarażonych wirusem, od USA po Australię, a liczba zainfekowanych organizacji stale wzrasta.

Badania Check Pointa sugerują, że to wciąż jeszcze cisza przed potężną burzą. Cyber-huragan ma dopiero nadejść. Aby dowiedzieć się więcej na temat powstania nowego Botneta IoT, polecamy zapoznać się z pełną publikacją wyników badań na blogu specjalistów od bezpieczeństwa.

Tworzenie sieci zainfekowanych urządzeń to długotrwałe zajęcie dla hakera. W celu utworzenia skutecznego Botneta, osoba atakująca musi mieć możliwość sterowania ogromną liczbą urządzeń. Wysłanie złośliwego kodu do każdego urządzenia indywidualnie byłoby dużym i czasochłonnym zadaniem – łatwiej jest, kiedy każdy zainfekowany komputer rozprzestrzenia szkodliwy kod dalej, na podobne sobie urządzenia. Ta metoda ataku bywa nazywana atakiem propagacyjnym ima duże znaczenie przy szybkim tworzeniu dużej sieci kontrolowanych urządzeń.

Badania nad Botnetem zaczęły się pod koniec września ’17 – po zaobserwowaniu wzrostu prób naruszenia ochrony IoT IPS. Po dostrzeżeniu tej podejrzanej działalności specjaliści szybko zorientowali się, że są świadkami kolejnych etapów rozwoju rozległej sieci botów IoT.

MŚP kiedy inwestują – sięgają po leasing – wyniki branży leasingowej po 3 kwartałach 2017

  • W ciągu pierwszych dziewięciu miesięcy roku, firmy leasingowe sfinansowały inwestycje polskich firm o wartości 47,9 mld zł.
  • 12,9% proc. r/r wyniosła dynamika polskiej branży leasingowej w omawianym okresie.
  • Z usług polskich leasingodawców korzystają głównie mikro i małe firmy, które deklarują, że leasing jest najważniejszym instrumentem, finansującym ich inwestycje.

Związek Polskiego Leasingu, reprezentujący polski sektor leasingowy podał, że w okresie od stycznia do końca września br. firmy leasingowe sfinansowały inwestycje polskich firm o wartości 47,9 mld zł. Dynamika branży leasingowej w tym czasie wyniosła 12,9 % r/r.

Andrzej Sugajski, dyrektor generalny Związku Polskiego Leasingu
Andrzej Sugajski, dyrektor generalny Związku Polskiego Leasingu

Najnowsze dane ZPL pokazują, że w ciągu pierwszych dziewięciu miesięcy tego roku branża leasingowa sfinansowała inwestycje firm o łącznej wartości niemal 50 mld zł. Ten wynik cieszy tym bardziej, kiedy weźmiemy pod uwagę fakt, że klientami polskich leasingodawców są najmniejsze firmy. Analizy ZPL pokazują, że branża leasingowa ¾ swoich usług kieruje do mikro i małych firm, a blisko połowa usług trafia do najmniejszych firm, czyli klientów o rocznych obrotach do 5 ml zł, mających najtrudniejszy dostęp do zewnętrznego finansowania” – powiedział Andrzej Sugajski, dyrektor generalny Związku Polskiego Leasingu.

Źródła inwestycji MŚP

ZPL po_IIIQ2017_LiczbyDwie trzecie firm z sektora MSP deklaruje, że realizowane inwestycje finansuje z wypracowanego zysku. Co istotne przedsiębiorstwa, które wykorzystują zewnętrzne środki do finasowania swoich inwestycyjnych potrzeb, najczęściej stawiają na leasing (21,4 proc. wszystkich ankietowanych firm). W dalszej kolejności znalazły się: kredyt bankowy (20 proc.), faktoring (4 proc.), dotacje (3,8 proc.) oraz pożyczki od innych spółek (1,8 proc.) – wynika z najnowszego raportu NFG „Finansowanie działalności przez MŚP w Polsce”[1].

ZPL_po IIIQ2017_Struktura_Klientow„Cechą wyróżniającą leasing jest mocne powiązanie tego instrumentu z aktywami, które finansuje. Sfinansowane aktywa pracują na rzecz rozwoju działalności MŚP. Uważam, że to właśnie ze związku leasingu z aktywami, wynikają główne cechy tego produktu, które mają wpływ na rosnące znaczenie branży leasingowej i jej oddziaływanie na dalszy rozwój inwestycji, ze szczególnym uwzględnieniem inwestycji sektora małych i średnich przedsiębiorstw” – podkreśla Andrzej Sugajski.

Jakie aktywa są finansowane przez branżę leasingową?

ZPL_po IIIQ2017_AktywaW pierwszych trzech kwartałach 2017 r., klienci firm leasingowych najczęściej finansowali pojazdy lekkie (43,9 % udział w rynku), maszyny i inne urządzenia – w tym IT (27,7%) oraz środki transportu ciężkiego tj. m.in. ciągniki siodłowe, naczepy/przyczepy, pojazdy ciężarowe powyżej 3,5 tony, autobusy, samoloty, statki i środki transportu kolejowego (26,7 %). W omawianym okresie rzadziej finansowane były nieruchomości (1,1% udział w rynku).

Wyniki w grupach produktów

ZPL_po_IIIQ2017_Struktura_finansowaniaPodobnie jak w pierwszej połowie roku, pojazdy lekkie czyli ujmowane łącznie pojazdy osobowe i pojazdy o wadze do 3,5 tony, były dominującym aktywem finansowanym na rynku. Ma to związek z wysokim udziałem klientów z takich branż jak usługi czy handel. Od stycznia do końca września branża leasingowa sfinansowała pojazdy lekkie o łącznej wartości 21,1 mld zł, czyli o wartości 18,5 proc. większej niż przed rokiem (wówczas finansowanie wyniosło 17,8 mld zł).

Trzeci kwartał to kolejny okres, w którym obserwowaliśmy wzrost w zakresie finansowania maszyn i urządzeń. Dynamika segmentu  maszyn i urządzeń, liczonych  razem z IT (po III kw. 2017r.) wyniosła 19,4%, przy łącznym finansowaniu na poziomie 13,3 mld zł. Na dobre wyniki branży leasingowej, z której usług chętnie korzystają firmy działające w takich obszarach jak: przemysł, produkcja rolna czy budownictwo, w zakresie finansowania maszyn, wpływają fundusze unijne z nowej perspektywy finansowej na lata 2014-2020, uruchomione na początku bieżącego roku.

Od stycznia do końca września 2017r., branża leasingowa podpisała także nowe kontrakty, odnoszące się do takich aktywów jak m.in. ciągniki siodłowe, naczepy/przyczepy, pojazdy ciężarowe powyżej 3,5 tony, autobusy, samoloty, statki czy środki transportu kolejowego, o łącznej wartości 12,8 mld zł. Nowe kontrakty w zakresie finansowania środków transportu ciężkiego, na koniec trzeciego kwartału 2017r., pozostały na zbliżonym poziomie do finansowania udzielonego w analogicznym okresie 2016r.

Warto także zaznaczyć, że na koniec września, branża leasingowa odnotowała dodatnią, 9,5 proc. dynamikę w zakresie finansowania nieruchomości. W przypadku tej ostatniej kategorii, łączna wartość nowych kontraktów wyniosła 0,5 mld zł.

Koniunktura branży leasingowej

ZPL_po IIIQ2017_KoniunkturaPrognozy na koniec roku, są równie dobre jak najnowsze wyniki branży. W ostatnim kwartale roku firmy leasingowe spodziewają się przyśpieszenia aktywności sprzedażowej oraz ustabilizowania jakości portfela leasingowego. Takie wnioski płyną z badania koniunktury branży leasingowej, zrealizowanego przez Związek Polskiego Leasingu, wśród osób odpowiedzialnych za sprzedaż w firmach leasingowych. Przedstawiciele firm leasingowych oczekują wyższego poziomu finansowania dla wszystkich głównych grup środków trwałych, przy czym zdecydowanie najlepsze perspektywy rysują się – po raz kolejny – dla finansowania pojazdów lekkich.

[1] Raport „Finansowanie działalności przez MŚP w Polsce” przygotowała firma badawcza Keralla Research na podstawie badań przeprowadzonych w lipcu i sierpniu 2017 roku na ogólnopolskiej, reprezentatywnej próbie 500 aktywnych firm zatrudniających 1-9 (mikro), 10-49 (małe) i 50-249 osób (średnie) w proporcjach oddających strukturę krajowego rynku firm z segmentu MŚP. Respondentami byli właściciele, współwłaściciele oraz osoby współzarządzające firmami.

Jak wygląda rekrutacja obcokrajowców i czym ich kuszą pracodawcy – wyniki raportu

Rekrutacje językowe, w tym również rekrutacje obcokrajowców to jedno z wyzwań, z którym muszą mierzyć się nowoczesne działy HR, gdyż zapotrzebowanie na pracowników znających języki obce, nie tylko angielski, wciąż rośnie. Głównym zatrudniającym w tym obszarze jest sektor nowoczesnych usług dla biznesu, dynamicznie rozwijający się w Polsce.

Ile trwa proces rekrutacji językowych? Jak przebiega? W jaki sposób obcokrajowcy szukają pracy w Polsce? Na te i inne pytania odpowiada raport Monster Talent Sourcing Services „Skuteczne sposoby na rekrutacje językowe”.

W przeprowadzonym badaniu z jednej strony udział wzięli przedstawiciele działów HR z branży nowoczesnych usług biznesowych działających w Polsce, a z drugiej obcokrajowcy z 20 europejskich krajów m.in. z Danii, Finlandii, Grecji, Hiszpanii, Holandii, Niemiec, Wielkiej Brytanii, Włoch, którzy pracują nad Wisłą.

Jak pozyskują HR-owcy?

Raport pokazał, że większość pracodawców poszukuje pracowników ze znajomością języków w Polsce – wśród osób po filologiach lub wśród obcokrajowców, ale tych, którzy są już na miejscu – mieszkają, studiują w Polsce. Rekrutacje lokalne zdecydowanie dominują. Po te międzynarodowe działy HR sięgają zazwyczaj w ostateczności i podkreślają, że są one zdecydowanie trudniejsze i bardziej kosztowne. Stąd często w takich sytuacjach pracodawcy posiłkują się wsparciem agencji zewnętrznych.

– Partner zewnętrzny powinien mieć wiedzę o lokalnym rynku zatrudnienia i znać specyfikę danej branży. Kluczowe jest również posiadanie obszernej bazy kandydatów gotowych do relokacji – podkreśla Aleksandra Pocheć, Konsultant w Monster Talent Sourcing Services.

Poza agencjami zewnętrznymi, działy HR w pozyskaniu talentów językowych korzystają z szeregu narzędzi rekrutacyjnych. Wysoko cenią serwisy społecznościowe specjalizujące się w kontaktach biznesowych, systemy poleceń pracowniczych oraz platformy z ogłoszeniami o pracę, zwłaszcza te o międzynarodowym zasięgu. Coraz częściej korzystają również z mediów społecznościowych. Współpracują także ze szkołami języków obcych i uczelniami wyższymi.

Gdzie szukają obcokrajowcy?

Ciekawy jest sposób, w jaki cudzoziemcy docierają do pracodawców. Aż 65 proc. respondentów zadeklarowało, że korzystało z więcej niż jednego kanału rekrutacji, a 25 proc. użyło co najmniej czterech szukając pracy w Polsce – wynika z raportu Monster Talent Sourcing Services „Skuteczne sposoby na rekrutacje językowe”.
Do najpopularniejszych kanałów rekrutacji wśród cudzoziemców należą serwisy internetowe z ogłoszeniami o pracę. W ten sposób zatrudnienia szukało aż 68 proc. cudzoziemców. Na kolejnych miejscach znalazły się biznesowe portale społecznościowe, na które zdecydowało się 50 proc., agencje pośrednictwa – 33 proc. badanych oraz media społecznościowe, z których skorzystało 32 proc. obcokrajowców. Na bezpośredni kontakt z firmami postawiło 28 proc. ankietowanych, a na pomoc znajomych i rodziny 27 proc.1. Kanały rekrutacji

Co zaskakujące ten najrzadziej wykorzystywany przez obcokrajowców kanał okazał się najskuteczniejszy w pozyskaniu pracy. Dla 62 proc. osób szukanie pracy przez znajomych albo rodzinę zakończyło się sukcesem. Na kolejnych miejscach pod względem skuteczności znalazły się serwisy z ogłoszeniami o pracę (51 proc. skuteczności), biznesowe portale internetowe (42 proc. skuteczności), bezpośredni kontakt z firmami (40 proc. skuteczności) oraz agencje zewnętrzne (37 proc. skuteczności). Najmniej skutecznym kanałem rekrutacji okazały się media społecznościowe z 9-procentowym wskaźnikiem skuteczności.2. Skuteczność kanałów rekrutacji

Obcokrajowcy szukają zatrudnienia w Polsce wielokanałowo, dlatego warto prezentować ofertę pracy i informacje o pracodawcy w różnych miejscach, by w ten sposób zwiększyć rozpoznawalność firmy oraz szybciej zamykać procesy rekrutacyjne – mówi Aleksandra Pocheć, Konsultant w Monster Talent Sourcing Services.

Dlaczego trudniej pozyskać obcokrajowca?

Badanie pokazało, że proces rekrutacyjny obcokrajowców trwa zwykle od 3 tygodni do 3 miesięcy i jest podobny do pozostałych procesów rekrutacyjnych pod względem kluczowych etapów. Różni się jednak poziomem trudności i zaangażowania ze strony poszukującego – szczególnie w momencie, gdy na rynku lokalnym brakuje pożądanych kandydatów. Działy HR rekrutujące za granicą obawiają się głównie znacznego wydłużenia całego procesu oraz wzrostu kosztów. Trudnościami, które wskazali pracownicy HR, są również: przeprowadzenie rekrutacji online oraz odmienna kultura pracy i oczekiwania kandydatów (zwłaszcza finansowe).

Wyniki raportu potwierdziły, że skuteczna rekrutacja musi uwzględniać kontekst kulturowy. Pracownicy z poszczególnych krajów różnią się – np. ci pochodzący z Włoch, Hiszpanii czy Grecji są bardziej otwarci i chętniej uczestniczą w procesach rekrutacyjnych. Z drugiej jednak strony, wykazują się mniejszym zaangażowaniem, np. długo nie odpowiadają na maile. HR-owcy muszą mieć do nich sporo cierpliwości, podobnie zresztą jak do kandydatów z Niemiec czy Danii. Pracownicy z tych krajów potrzebują czasu, aby zaufać osobie oferującej im zatrudnienie. Z kolei dla Brytyjczyków wiarygodny pracodawca, to taki, który podaje zarobki już na pierwszym poziomie rekrutacji – czyli w ofercie pracy.

– Znajomość rynku pracy, na którym poszukujemy pracowników, jest kluczem do skutecznej rekrutacji. Pozwala na skrócenie całego procesu dzięki lepszej wstępnej weryfikacji kandydatów – zauważa Aleksandra Pocheć, Konsultant w Monster Talent Sourcing Services.

Ocena rekrutacji przez obcokrajowców

W sumie obcokrajowcy w dziesięciopunktowej skali oceniają jakość rekrutacji do pracy w Polsce na 7,8 punktów – wynika z raportu Monster Talent Sourcing Services „Skuteczne sposoby na rekrutacje językowe”. Jako najważniejszy powód zadowolenia wymieniają – krótki proces rekrutacji. Taką odpowiedź wybrało 47 proc. badanych. Wysoko ceniona jest również dobra komunikacja z rekruterem i duża ilość interesujących ofert pracy – odpowiednio 42 i 35 proc. odpowiedzi. Na kolejnych miejscach znalazły się dobra współpraca z agencją pośredniczącą (20 proc.) i mało formalności (19 proc.).3. Powody zadowolenia z rekrutacji

Wśród negatywów procesu rekrutacji obcokrajowcy wymienili – długi okres poszukiwania pracy i niedużą ilość ciekawych ogłoszeń – po 29 proc. odpowiedzi.  Na formalności narzekało 20 proc. badanych, 19 proc. wskazało na trudności w komunikacji z rekruterem, a złej współpracy z agencją pośredniczącą doświadczyło 11 proc. obcokrajowców.

Ogólna ocena pozyskiwania pracowników do pracy w Polsce jest wysoka. Szczególną uwagę warto zwrócić na długość procesu, która dla obu stron jest najważniejsza oraz odpowiednią komunikację z kandydatami.4. Powody obniżające poziom zadowolenia

Czym kusi konkurencja, czyli benefity pozapłacowe

W raporcie zapytano również o główne benefity, które cudzoziemcy otrzymują od firm w Polsce. I tak: 41 proc. pracodawców oferuje obcokrajowcom kursy językowe, 35 proc. stawia na integrację z zespołem, w tym wspólne wyjazdy, a 31 proc. udziela wsparcia podczas załatwiania dokumentów i pozwoleń – wynika z badania Monster Talent Sourcing Services „Skuteczne sposoby na rekrutacje językowe”.
Jedynie 14 proc. pracodawców pomaga cudzoziemcom w znalezieniu mieszkania lub zapewnienia służbowe, zaś 11 proc. udziela wsparcia finansowego. Także 11 proc. firm myśli o pakiecie rodzinnym. Pomoc zarezerwowana jest raczej dla specjalistów oraz kadry menadżerskiej, szczególnie z krajów Europy Zachodniej.5. Benefity dla obcokrajowców

Warto zwrócić uwagę na to, że znacząca część obcokrajowców, bo aż 27 proc., nie otrzymała żadnego wsparcia od zatrudniającego. To właśnie na tym polu pracodawcy mogą zyskać przewagę. Wystarczy dodatkowy bonus dla kandydata, a firma będzie w stanie przebić ofertę konkurencji – radzi Aleksandra Pocheć, Konsultant w Monster Talent Sourcing Services.

A jest, o kogo walczyć, bo pracodawcy na potęgę potrzebują specjalistów znających języki obce.

Lewica dołuje swoją walutę

W piątek amerykański dolar był najsilniejszy wobec japońskiego jena od ok. 3 miesięcy. Umocnienie się waluty USA to skutek przegłosowania w Senacie budżetu federalnego, który otwiera drogę do cięć podatkowych prezydenta Donalda Trumpa. To także efekt lepszych niż oczekiwano danych dotyczących sprzedaży domów na rynku wtórnym. Do amerykańskiego dolara tracił w szczególności dolar nowozelandzki. Inwestorzy obawiają się bowiem, że nowy lewicowy rząd w Wellingtonie będzie więcej wydawał, a tym samym zwiększał zadłużenie publiczne, co uderzy w krajową walutę. Nowozelandzki dolar jest najsłabszy od 5 miesięcy wobec amerykańskiego rywala.

Waluty: W ciągu ostatnich 24 godzin amerykański dolar zyskuje do euro (+0,07%) i japońskiego jena (+0,16%), a traci do brytyjskiego funta (-0,26%), dolara kanadyjskiego (-0,07%) oraz dolara australijskiego (-0,17%) i kursy wynoszą: EUR/USD – 1,178, GBP/USD – 1,322, USD/CAD – 1,261, AUD/USD – 0,783 i USD/JPY – 113,7. Euro jest silniejsze wobec japońskiego jena (+0,05%) i kurs EUR/JPY wynosi 133,8, a kurs EUR/GBP jest na poziomie 0,891. Złotówka mocno traci do funta, a minimalnie do innych walut światowych. W poniedziałek rano dolar kosztuje 3,6 zł, euro – 4,24 zł, funt – 4,76 zł, a frank szwajcarski – 3,66 zł.

Giełdy: Na światowych giełdach przewaga koloru zielonego. W piątek frankfurcki indeks DAX wzrósł o 0,37%, a paryski indeks CAC 40 – o 0,08%. W Amerykach nowojorski indeks S&P 500 podniósł się o 0,51%, meksykański indeks Bolsa stracił 0,02%, a brazylijski Bovespa wzrósł o 0,14%. W poniedziałek w Azji tokijski indeks Nikkei podniósł się o 1,11%, chiński indeks Shanghai Composite zyskał 0,06%, a hongkoński indeks Hang Seng na godzinę przed zamknięciem tracił 0,5%.

Ropa i złoto: Cena ropy naftowej idzie w górę. W niedzielę na zakończenie dnia baryłka ropy Brent kosztowała 57,75 USD (+0,9%), a ropy WTI – 51,47 USD (+0,35%). Roczna prognoza ceny baryłki surowca wzrosła o 1 USD do 59 USD. Z kolei cena złota spada. W poniedziałek rano uncję metalu rynek wycenia na 1276 USD. To 6 USD mniej (-0,47%) niż przed weekendem.

Najważniejsze wydarzenia dzisiejszego dnia:

  • 3:30 – Chiny – Ceny nieruchomości (r/r), wrzesień – 6,3% (poprzednio 8,3%)
  • 14:00 – Polska – Podaż pieniądza M3 wg RPP (r/r), wrzesień (prognoza 5,6%)

Przygotował zespół analityczny easyMarkets

Analiza techniczna – dolar amerykański (KURS DOLARA)

Do końca 2017 roku dolar amerykański (USD) powinien wzrosnąć do koszyka głównych walut do 97 punktów, czyli co najmniej 3 proc. od obecnego poziomu. W ciągu ostatnich 3 miesięcy US Dolar (USD) nastąpiła zmiana sentymentu. W szczególności, ostatnia tendencja spadkowa, która odbyła się we wrześniu mogła być punktem zwrotnym. Wskazuje na to analiza techniczna.

Byczy sygnał na USD

Na wykresie dziennym widać zmieniający się trend, co może być również oznaką nadchodzącej poprawy gospodarki Stanów Zjednoczonych już w pierwszym kwartale 2018 roku.

Na dzień dzisiejszy na wykresie dziennym indeks dolara pokazuje kilka byczych sygnałów technicznych. Po pierwsze, USD index zdołał pokonać 50-dniową średnią kroczącą (50 SMA) i zdołał dotrzeć do strefy oporu 94.

Ponadto 50 SMA zaczęła działać jako wsparcie, na przestrzeni kilku ostatnich tygodni było to miejsce do zajęcia długiej pozycji.

Po drugie na wykresie została utworzona formacja świecowa zapowiadająca odwrócenie trendu. Mowa o ORGR, czyli ramie-głowa-ramie. Na samym początku mamy ramię, następnie niższy dołek to głowa, po tym kolejne, prawe ramię. Musimy pamiętać, że ORGR występuje po trendzie spadkowym. W ujęciu krótkoterminowym wzrost ten może dojść, a nawet pokonać 200-dniową średnią kroczącą, czyli poziomem 97 punktów. Będzie to poziom 50 proc. wcześniejszej wyprzedaży.

Dla osób grających pod wybiciem ciekawą strategią może okazać się zajęcie pozycji długiej po mocnym wybiciu ponad poziom 94 punktów. Nie ważne, czy preferujesz granie pod korektę albo łapanie ceny, w średnim terminie USD powinien dać zarobić na długich pozycjach.

US Dollar Index, Wykres dzienny.

Indeks dolara - wykres

Źródło: web.admiralmarkets.com

Z kolei na wykresie EURUSD uformowała się odwrotna formacja do wcześniejszej. Para walutowa EURUSD może pokonać poziom 1.1650-1.7000, spadki mogą sięgnąć poziomu 1.200.

EurUsd, interwał dzienny.

EURUSD - wykres

Źródło: web.admiralmarkets.com

Oczywiście jest małe prawdopodobieństwo, że przed dalszą wyprzedażą EURUSD nastąpi mocniejsza korekta, ale wszystko wskazuje na kontynuację ostatnich spadków. Podaż powinna dominować nad popytem na tej parze walutowej. Na chwile obecną wszystko wskazuje, że w nadchodzących dniach dolar amerykański pokona poziom oporu 94 punkty, tak aby do końca roku znaleźć się na poziomie 97 punktów. Tymczasem EURUSD powinno systematycznie być wyprzedawane do poziomu 1.1200.

Ujawnienie Ryzyka: Handel na Forex i CFD niesie za sobą wysokie ryzyko, a straty mogą przewyższyć Twoje depozyty. Ten materiał nie zawiera i nie powinien być interpretowany jako zawierający porady inwestycyjne lub rekomendacje inwestycyjne lub ofertę lub zachętę do zawierania transakcji na instrumentach finansowych. Należy pamiętać, że analizy instrumentów finansowych, które odnoszą się do wyników osiągniętych w przeszłości, mogą się zmieniać w czasie. Nie ma gwarancji dokładności ani kompletności informacji zawartych w materiale, a każda osoba działająca na jego podstawie robi to wyłącznie na własne ryzyko. Przed podjęciem jakiejkolwiek decyzji inwestycyjnej, powinieneś zasięgnąć porady niezależnego doradcy finansowego, aby upewnić się, że rozumiesz związane z tym ryzyka.

Przygotowanie do RODO w 10 krokach – krótki poradnik dla przedsiębiorców

Coraz częściej słyszymy o nowych regulacjach, jakie wprowadza europejskie rozporządzenie o ochronie danych osobowych (RODO). Zaczną one obowiązywać od 25 maja 2018 r. Tego dnia wszystkie procesy w firmach powinny być dostosowane do nowych przepisów.  Fundacja Wiedza To Bezpieczeństwo wskazuje, że ich wdrożenie – pod warunkiem dobrego zaplanowania i zdecydowanych działań – zajmie przynajmniej klika miesięcy. A także podpowiada, jak przedsiębiorcy mogą skutecznie przygotować się do stosowania nowego prawa.

Może wydawać się, że wdrożenie odpowiedniego systemu ochrony danych osobowych zgodnego z przepisami RODO jest procesem trudnym. Aby mieć gwarancję, że cała procedura przebiegnie efektywnie, należy odpowiednio wcześnie się do tego przygotować i właściwie zidentyfikować problemy, które mogą się pojawić– mówi Marcin Zadrożny, ODO 24.

Od czego zacząć przygotowania do RODO?

  1. Wybierz sposób wdrożenia

Nowe przepisy można wprowadzić z wykorzystaniem własnych pracowników. Zwłaszcza, jeżeli firma posiada dział bezpieczeństwa lub compliance. Alternatywą jest wybór ekspertów zewnętrznych, którzy posiadają wypracowaną metodologię działań. Przy wdrożeniu RODO niezbędna jest wiedza interdyscyplinarna.

  1. Powołaj zespół wdrożeniowy

Przygotowanie do RODO jest procesem angażującym całą organizację. Dlatego konieczne jest powołanie odpowiedniego zespołu, który będzie czuwał nad całością prac wdrożeniowych.

  1. Stwórz harmonogram

Wskazanie zakresu prac oraz terminów wykonywania poszczególnych etapów przystosowywania firmy do RODO jest elementem, który pozwali określić jaki etap będzie najbardziej pracochłonny i kosztowny oraz od czego należałoby zacząć.

  1. Przeanalizuj ryzyko i przeprowadź DPIA

Unijne rozporządzenie wymusza na przedsiębiorcach dokonanie analizy ryzyka przetwarzania danych, aby zapewnić stopień bezpieczeństwa przetwarzania danych odpowiadający temu ryzyku poprzez wdrożenie odpowiednich zabezpieczeń technicznych i organizacyjnych. Dopiero, na postawie oceny ryzyka firmy mogą zdecydować, jakie zabezpieczenia należy wprowadzić. Ocena skutków przetwarzania dla ochrony danych (DPIA) jest istotnym i nowym narzędziem mającym na celu pomoc administratorom danych w wykazaniu, że podjęto odpowiednie środki w celu zapewnieniu zgodności z RODO.

  1. Dostosuj systemy IT

Systemy IT muszą przede wszystkim realizować prawa osób, których dane dotyczą, a zastosowane środki techniczne i organizacyjne powinny być wynikiem uprzednio wykonanej analizy ryzyka. Dodatkowo administrator danych osobowych powinien zapewnić zdolność do ciągłego zapewnienia poufności, integralności dostępności i odporności systemów i usług przetwarzania oraz powinien regularnie testować, mierzyć, oceniać skuteczność środków technicznych i organizacyjnych mających zapewnić bezpieczeństwo przetwarzania

  1. Organizuj szkolenia

Aby mieć pewność, że nowy system ochrony danych osobowych funkcjonuje sprawnie  nie wystarczy jednorazowa realizacja zadań służących dostosowaniu się do nowych procedur. Konieczne jest przygotowanie wszystkich pracowników upoważnionych do przetwarzania danych i  dostarczenie im odpowiedniej wiedzy. Człowiek, to zawsze najsłabsze ogniwo każdego systemu, w tym systemu ochrony danych osobowych.

  1. Dostosuj klauzule informacyjne

Do tej pory obejmowały one wyłącznie wąski zakres informacji. RODO rozszerza obowiązek informacyjny m.in. o okres przechowywania danych osobowych, informacje o wszystkich prawach przysługujących osobie, której dane dotyczą, cofnięciu zgody na przetwarzanie danych, ewentualnym profilowaniu czy prawie wniesienia skargi do organu nadzorczego – dziś GIODO, a na gruncie stosowania RODO najprawdopodobniej Urzędu Ochrony Danych Osobowych.

  1. Przygotuj wewnętrzne procedury

Wszystkie obowiązujące w firmie zasady powinny zostać uaktualnione, dostosowane i rozbudowane o nowe obowiązki, wynikające z RODO. Należy zwrócić szczególną uwagę na to by dostosować proces przetwarzania danych osobowych pod względem m.in. wymogów legalności, adekwatności i przejrzystości.

  1. Upewnij się, czy Twoja firma musi powołać Inspektora Ochrony Danych

Po wprowadzeniu nowego prawa Inspektor Ochrony Danych (IOD) będzie odpowiednikiem obecnego Administratora Bezpieczeństwa Informacji (ABI). Aktualnie powołanie ABI nie jest obligatoryjne. RODO reguluje tę kwestię w sposób odmienny i wymusza powołanie IOD np. w organach i podmiotach publicznych oraz gdy np. główna działalność podmiotu polega na przetwarzaniu danych osobowych szczególnej kategorii (np. dot. stanu zdrowia) czy wyroków skazujących i naruszeń prawa.

  1. Zaplanuj audyt zamknięcia

…czyli weryfikację i ocenę wszystkich działań dostosowawczych. Warto by firmy przeprowadziły również porównanie aktualnego systemu ochrony z jego stanem sprzed wdrożenia. Audyt zamknięcia ujawnia, które zadania można było wykonać lepiej oraz jakie elementy wymagają jeszcze dopracowania.

Koniecznym w przygotowaniach do implementacji RODO jest zaangażowanie do tego odpowiednich osób oraz opracowanie dobrego planu. W większych organizacjach, o złożonych procesach,  warto rozważyć powołanie interdyscyplinarnego  zespołu reprezentującego różne obszary działalności, w tym m.in.: Dział Prawny, Biznes, HR, Handel, IT/BI, Marketing. Istotnym punktem w planie przygotowań jest przenalizowanie przepływów danych osobowych w organizacji wraz z oceną ryzyka, dostosowanie procedur i dokumentacji oraz komunikacja zmian połączona z programem edukacyjnym. Wszystko po to, by zrozumienie istoty ochrony danych osobowych, które niesie RODO, osiągnąć i podtrzymywać na każdym poziomie organizacji – mówi Katarzyna Stryła, Dyrektor Legal & Compliance Software Wolters Kluwer Polska.