Grupa Murapol: 16 proc. wzrost sprzedaży mieszkań w I kwartale r/r

Grupa Murapol zakontraktowała sprzedaż 814 lokali mieszkalnych w ciągu pierwszych trzech miesięcy 2017 r. wobec 701 w analogicznym okresie ubiegłego roku. To rekordowy wynik wypracowany w pierwszym kwartale i jedna z najlepszych kwartalnych sprzedaży netto holdingu w ciągu jego całej 16-letniej historii.   

Najwięcej umów, bo 225 Murapol podpisał na lokale mieszkalne oferowane we Wrocławiu, kolejno 154 w Krakowie i 115 w Warszawie.

– Satysfakcjonuje nas wynik sprzedażowy wypracowany w ciągu pierwszych trzech miesięcy bieżącego roku, zwłaszcza że ze względu na wydłużenie procedur formalno-administracyjnych, inwestycje które zamierzaliśmy zaoferować w pierwszym kwartale, zostaną wprowadzone do sprzedaży nieco później. Wobec powyższego wynik zrealizowany w ciągu minionych trzech miesięcy opieramy głównie na ubiegłorocznej ofercie mieszkaniowej. – mówi Michał Sapota Prezes Zarządu Murapol S.A. – Biorąc pod uwagę liczbę inwestycji, których przygotowywanie finalizujemy, zakładamy że efekty sprzedażowe w drugim kwartale będą jeszcze lepsze. – dodaje Michał Sapota.

W bieżącym roku Grupa Murapol zamierza wprowadzić do sprzedaży ponad 4,3 tys. lokali mieszkalnych o łącznej powierzchni użytkowej ok. 189 tys. mkw. Wśród inwestycji jakie planujemy zaoferować klientom są kolejne etapy realizowanych projektów, jak również nowe przedsięwzięcia. Obecną ofertę handlową zamierzamy uzupełnić m. in. o kolejną inwestycję w Poznaniu zlokalizowaną przy ul. Karpia, warszawski projekt przy ul. Ordona, kompleks mieszkaniowy powstający przy ul. Klasztornej we Wrocławiu, drugi etap inwestycji Murapol Śląskie Ogrody w Tychach, a także nowy projekt w Toruniu przy ul. Strobanda. Uruchomimy także sprzedaż mieszkań w naszej pierwszej zagranicznej inwestycji – w Berlinie.

Łukasz Bugaj, DM BOŚ: Donald Trump i zwierzęce instynkty

Łukasz Bugaj, analityk DM BOŚ
Łukasz Bugaj, analityk DM BOŚ

Wiele komentarzy odnośnie do koniunktury giełdowej przyrównać można do politycznej analizy dotyczącej poczynań nowego prezydenta USA. Uznawany jest on za główny czynnik sprawczy wcześniejszych wzrostów oraz najważniejszy determinant przyszłych zmian cen ryzykownych aktywów. Takie założenie wydaje się być błędnym, co zresztą stało się typową charakterystyką wobec wszelkich politycznych wydarzeń. Poczynając od pamiętnego Brexitu wszelkie założenia dotyczące wpływu polityki na koniunkturę giełdową nie sprawdziły się i raczej trudno oczekiwać większej zmiany na tym froncie. Co interesujące, wiele inwestorów tak sceptycznie podchodzących do Trumpa przed wyborami, po nich zmieniło zdanie niemalże o 180 stopni i w konsekwencji wiązało z nową administracją niemałe nadzieje. Teraz te nadzieje wydają się topnieć, a wraz z nimi narastać ma niebezpieczeństwo większej korekty na parkietach. Ten tok rozumowania wydaje się błędny, a główną tego przyczyną jest mylenie cyklicznych trendów z tymi sekularnymi, czyli bardzo długoterminowymi. Otóż cykliczne trendy gospodarcze, które pozostają najważniejsze dla inwestorów z czysto fundamentalnego punktu widzenia, rozpoczęły się jeszcze przed wyborami prezydenckimi w USA. Mowa tutaj o cyklicznym ożywieniu oraz pojawieniu się presji inflacyjnej. Te dwa czynniki pozwolił przejść inwestorom z paradygmatu deflacyjnego do inflacyjnego, który okazał się szczególnie korzystny dla rynków wschodzących, w tym GPW. Po wyborach w USA połączenie tych trendów z zapowiedziami Trumpa hucznie nazwano „reflacją”. Błędem jest jednak jej łączenie z nowym prezydentem USA, gdyż ten jeszcze niczym realnym nie przyłożył się do pobudzenia koniunktury bądź inflacji. Ponadto nie wiemy, czy w ogóle się znacząco przyłoży, gdyż jak na razie przed jego wielkimi zapowiedziami wydają się jedynie piętrzyć przeszkody. Wpływ Trumpa był więc wyraźny na zupełnie odmiennym froncie i wiązać go należy z trendami sekularnymi. Mowa między innymi o pobudzeniu „zwierzęcych instynktów” businessu i po części również inwestorów. Te z kolei mogły rodzić nadzieję na wyrwanie się gospodarki USA oraz później całego świata z długoterminowej stagnacji, którą obserwujemy od pamiętnego kryzysu finansowego z 2008 roku. Tym samym Trump nie wpływał na obserwowane cykliczne trendy w gospodarce, ale bardziej oddziaływał na długookresowe założenia co do możliwej zmiany nastrojów przedsiębiorców i przez to na wysokość potencjalnego wzrostu gospodarczego. Teraz wydaje się, że Trump poniesie porażkę w zakończeniu sekularnej stagnacji, ale nie oznacza to, że wywrze negatywny wpływ na cykliczne ożywienie gospodarcze. Ono może dalej postępować, a wraz z nim również hossa.

Autor: Łukasz Bugaj, Dom Maklerski BOŚ S.A.

Aktualna analiza techniczna rynków finansowych 06.04.2017

Bieżący tydzień na rynkach nie jest zbyt łaskawy dla optymistów. Obamacare, czyli rozpasany system opieki medycznej nie zostanie od tak zastąpiony. Ponadto Paula Ryan stwierdził, że Izba Reprezentantów, Senat oraz Biały Dom nie są zgodni co do kształtu reformy podatkowej. Reasumując, bez zmiany amerykańskiego systemu opieki medycznej nie mamy co liczyć na zmianę w podatkach, który pozwalałaby na większe zyski firm.

Obecna euforia zdaje się opadać, co widać chociażby po ostatnim zachowaniu indeksu S&P 500. Ponadto wczorajsza publikacja minutek FED-u doprowadziła do lekkiej wyprzedaży dolara amerykańskiego oraz indeksów giełdowych. Przedstawiciele FOMC zwrócili uwagę na „spuchnięty” bilans banku centralnego wynoszący 4,5 biliona dolarów amerykańskich. Co to będzie oznaczało dla rynku? W tym przypadku możemy mówić o „odwróconym” QE. Zamiast zalewać rynek czystą gotówką, postaramy się ją zebrać. Dalsze wzrosty są zatem pod znakiem zapytania.

Należy również zaznaczyć, że według niektórych członków FOMC ceny amerykańskich akcji zawitały już za wysoko, co tylko powinno wspierać przyszłą korektę na rynku lub doprowadzić do dłuższej konsolidacji. Jak to wszystko przełoży się na wykres?

Notowania indeksu S&P 500, wykres dzienny

Notowania indeksu S&P 500, wykres dzienny

Źródło: Admiral Markets

Na wykresie dziennym notowania znajdują się w kanale spadkowym, który wyznacza ścieżkę korekty trendu wzrostowego. Aktualnym celem dla niedźwiedzi może być okrągły poziom 2300 punktów, po czym trend powinien być kontynuowany. Należy także obserwować poziom 2400 punktów, jego pokonanie powinno być sygnałem do kolejnych, nowych rekordowych szczytów.

Razem z podwyżką stóp procentowych oraz ogólnym zacieśnianiem monetarnym w kłopoty mogą wpaść spółki nastawione na konsumpcję, jaką jest niewątpliwie Home Depot. W trakcie niskich stóp procentowych oraz taniego kredytu konsumenci konsumują przyszłość. Razem z rosnącym zadłużeniem społeczeństwa coraz większa ilość osób wypada z koszyka konsumentów.

Do chwili obecnej kłopotów nie widać, ale czają się za horyzontem. Dla przykładu Home Depot, amerykański potentat oferujący materiały budowlane radzi sobie bardzo dobrze. Solidna kondycja finansowa spowodowała, że od 2011 roku kurs akcji wzrósł o ponad 300 procent i wydaje się, że chce rosnąć dalej. Marża netto w dość trudnej branży (Global Home Improvement Stores) należy do najwyższych i wynosi 8.41%. Wskaźniki ROE (135.96%) jak ROA (18.18) również dość mocno się wyróżniają. Podsumowując, spółka na tle konkurencji radzi sobie doskonale.

Na wykresie tygodniowym sytuacja jest bardzo klarowna. Po wybiciu ostatnich szczytów powinniśmy zobaczyć kontynuację wzrostów. Ewentualna korekta może znieść notowania w okolicę strefy wsparcia 133-138 USD. W tym samym miejscu przebiega linia trendu wzrostowego, co tylko zwiększa prawdopodobieństwo kontynuacji ruchu na północ.

Notowania Home Depot, interwał tygodniowy

Notowania Home Depot, interwał tygodniowy

Źródło: Admiral Markets

Mateusz Groszek
Analityk Rynków Finansowych

Lira turecka w opałach

Środa była dniem pełnym wydarzeń makroekonomicznych. Na rynku walutowym zmiany na koniec dnia były niewielkie. Na amerykańskich parkietach giełdowych miał miejsce odwrót i zejście na minusy.

Za wczorajsze spadki na parkietach akcyjnych odpowiadał Fed. Protokół z ostatniego posiedzenia wykazał, iż członkowie podejmujący decyzje uważają, że w tym roku powinny zostać podjęte kroki związane ze zwijaniem programu skupu obligacji – o ile utrzyma się dobra koniunktura w gospodarce. A skoro o niej mowa to wczorajszy raport ADP z amerykańskiego rynku pracy wykazał wzrost ilości miejsc o 263 000. To najlepszy wynik od grudnia 2014. W Polsce indeks WIG20 ponownie zyskiwał na sile. Wieczorne osłabienie SP500 może jednak wpłynąć na gorsze dziś otwarcie w Warszawie.

Na rodzimym podwórku Rada Polityki Pieniężnej (RPP) utrzymała stopy procentowe bez zmian. Główna stopa referencyjna wynosi nadal 1,5%. Według prezesa NBP, Adama Glapińskiego, inflacja ustabilizuje się w przyszłym roku na poziomie średnio 2,0%. Taką prognozę podtrzymujemy” – stwierdził Glapiński podczas konferencji prasowej po posiedzeniu RPP. Dziś natomiast nie będzie znaczących danych makroekonomicznych – tych spodziewać się za to można już w piątek.

usdtry06042017r

Do próby powrotu do wzrostów dochodzi właśnie na rynku USD/TRY. Nie tylko cena zmaga się już jedyną linią spadkową, ale na wskaźniku RSI doszło do pokonania poziomu 50. Jeśli dolar wybije się górą otworzy sobie drogę do wzrostów na 3.9 lub nawet wyżej. Wsparcie byki będą mieć przy poziomie 3.6.

Sylwester Majewski

Sylwester Majewski
www.forex-desk.net

Polacy słabo znają zasady udzielania pierwszej pomocy. Firmy i korporacje szkolą swoich pracowników z zakresu ratownictwa

Polacy słabo znają zasady udzielania pierwszej pomocy. Firmy i korporacje szkolą swoich pracowników z zakresu ratownictwa 1

Na tle Europy Polacy nie wypadają dobrze pod względem znajomości zasad pierwszej pomocy. Jest ona udzielana w niewielu przypadkach podczas wypadków samochodowych, zawałów serca czy innych zdarzeniach bezpośrednio zagrażających życiu. Dzięki kampaniom społecznych stopniowo rośnie świadomość Polaków, a coraz większą frekwencję notują profesjonalne kursy ratownictwa. Zapotrzebowanie na takie usługi zgłasza też biznes – firmy i korporacje chcą szkolić swoich pracowników z zakresu udzielania zasad pierwszej pomocy.

Na tle państw europejskich świadomość Polaków w zakresie udzielania pierwszej pomocy nie wypada najlepiej. W przypadku zatrzymania akcji serca, w Polsce jedynie około 4 proc. osób wraca w pełni do zdrowia. Są to osoby, którym przypadkowi świadkowie udzielili pierwszej pomocy. W krajach zachodnioeuropejskich ten odsetek sięga nawet 40 proc. – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Ireneusz Urbanke, kierownik pogotowia Medicover.

Zasłabnięcie albo zatrzymanie akcji serca jest jedną z najczęstszych sytuacji wymagających udzielenia pierwszej pomocy. Codziennie około 300 osób w Polsce zapada na zawał mięśnia sercowego. Śląskie Centrum Chorób Serca w Zabrzu podaje, że w skali roku dotyczy to ponad 100 tys. osób, a największą śmiertelność odnotowuje się wśród pacjentów z zawałem przed ich dotarciem do szpitala. Kluczowym czynnikiem zwiększającym szansę przeżycia jest czas! Podobnie jest w wypadkach komunikacyjnych. Komenda Główna Policji podaje, że w całym 2016 roku doszło w Polsce do 33,6 tys. wypadków drogowych. Statystycznie tylko w 15 przypadkach na 100 poszkodowanym udzielana jest pierwsza pomoc, mimo że Kodeks karny zobowiązuje świadków zdarzenia do pojęcia akcji ratunkowej pod groźbą kary pozbawienia wolności do lat trzech.

Ważne jest natychmiastowe udzielenie pierwszej pomocy, jeszcze przed pojawieniem się służb ratunkowych, ponieważ od momentu zgłoszenia do przyjazdu karetki upływa zwykle kilka minut, które decydują o szansach na przeżycie. Ze statystyk wynika, że Polacy w większości przypadków decydują się na udzielenie pierwszej pomocy bliskim: dzieciom, małżonkom, członkom rodziny albo współpracownikom (dotyczy to 9 na 10 przypadków).

Pozytywna jest jednak rosnąca z roku na rok znajomość zasad udzielania pierwszej pomocy. To efekt wielu kampanii społecznych i działań na szczeblu administracyjnym, takich jak np. wprowadzenie do szkół przedmiotu edukacja dla bezpieczeństwa, w ramach którego młodzież uczy się zasad udzielania pierwszej pomocy.

Na efekty będziemy jednak musieli chwilę poczekać, ponieważ młode społeczeństwo, które w szkołach uczy się zgodnie z programem edukacja dla bezpieczeństwa, dopiero wchodzi w wiek dorosły. Natomiast tych osób przeszkolonych potrzebujemy już dzisiaj, tu i teraz – podkreśla Ireneusz Urbanke.

Najlepszą metodą nauczenia się zasad pierwszej pomocy jest ukończenie podstawowego kursu z użyciem automatycznego defibrylatora AED. Kursanci powinni mieć możliwość przećwiczenia pierwszej pomocy na manekinie pod okiem wykwalifikowanego ratownika, który skoryguje ewentualne błędy.

Taki kurs powinien być ukierunkowany na umiejętności praktyczne, żeby kursanci mogli korzystać z manekina i w warunkach sali szkoleniowej nauczyć się, jak wygląda udzielanie pierwszej pomocy – mówi Ireneusz Urbanke.

Różnicę między teorią a praktyką w nauczaniu pierwszej pomocy dobrze oddaje przykład kierowców. W teorii, aby zaliczyć kurs i otrzymać prawo jazdy, każdy przyszły kierowca musi przejść kurs pierwszej pomocy. W praktyce nieznajomość podstawowych zasad ratowania życia wśród polskich kierowców jest bardzo powszechna.

W ostatnich latach coraz większą popularność notują jednak profesjonalne kursy udzielania pierwszej pomocy. Zapotrzebowanie na takie szkolenia zgłasza też biznes. Firmy i korporacje chcą szkolić swoich pracowników z zakresu podstawowych metod ratunkowych. Medicover co roku organizuje Mistrzostwa Ratownictwa Medycznego, które umożliwiają sprawdzenie tych umiejętności w praktyce. Patronat honorowy nad projektem sprawuje American Heart Association oraz Lotnicze Pogotowie Ratunkowe.

W zawodach „Bezpieczna Firma” biorą udział przeszkoleni pracownicy, którzy w realistycznych warunkach, w zainscenizowanych sytuacjach zagrażających życiu – takich jak wybuchy, pożary i wypadki samochodowe – i z udziałem statystów mogą się wykazać pod okiem ekspertów z zakresu ratownictwa.

Mistrzostwa ratownictwa medycznego „Bezpieczna Firma” pozwalają uczestnikom nie tylko przyswoić podstawowe zasady udzielania pierwszej pomocy, lecz przede wszystkim sprawdzić się w sytuacjach, w których zachowanie zimnej krwi i opanowanie ratuje ludzkie życie. Chociaż nazywają się „Bezpieczna Firma” to w praktyce przygotowują uczestników do działania w sytuacjach znacznie wykraczających poza miejsce pracy.

Zorganizowaliśmy zawody w ratownictwie dla pracowników z różnych firm i branż. Przygotowujemy bardzo realistyczne zadania symulowane z użyciem sztucznej krwi i sztucznych ran. Obserwujemy i oceniamy, jak radzą sobie ratownicy amatorzy podczas udzielania pierwszej pomocy. Zawodnicy mogą się sprawdzić w warunkach stresu kontrolowanego – mówi kierownik pogotowia Medicover.

Organizowane od dziesięciu lat mistrzostwa cieszą się dużą frekwencją, a tegoroczna edycja zaplanowana jest na połowę września.

Mobilność i nowe technologie ważniejsze dla młodych ludzi niż posiadanie rzeczy. Dzięki nim zyskują poczucie wolności i niezależności

Mobilność i nowe technologie ważniejsze dla młodych ludzi niż posiadanie rzeczy. Dzięki nim zyskują poczucie wolności i niezależności 2

Mobilność dla millenialsów to nie tylko swoboda przemieszczania się, kontakt z nowoczesnymi technologiami i internetem, lecz także gotowość na zmiany i swoboda podejmowania decyzji. Dla młodych ludzi to bardzo ważne elementy – wynika z badania ARC Rynek i Opinia. Urządzenia mobilne stanowią dla nich klucz do całego świata, ale z drugiej strony są oni przytłoczeni ilością informacji, jaka za pośrednictwem tych urządzeń do nich dociera. Nowa platforma Mobilni.pl ma pomóc millenialsom odnaleźć się w świecie nowych technologii.

– Dla młodych osób mobilność to kwestie związane z nowoczesnymi technologiami – internet, łączność i kontakt na duże odległości w bardzo szybkim czasie. Nie jest jednak tak, że rozumienie mobilności ogranicza się wyłącznie do rozwiązań, które ułatwiają im wygodne, elastyczne życie. Pojmują tę mobilność znacznie szerzej. Dla zdecydowanej większości z nich mobilność oznacza niezależność, a dla prawie połowy mobilność równa się wolność –podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Paulina Bobla, badacz w firmie badań rynku ARC Rynek i Opinia.

Z badania zrealizowanego przez ARC Rynek i Opinia dla Volkswagen Financial Services wynika, że dla millenialsów i pokolenia X mobilność nie kojarzy się już wyłącznie z transportem i motoryzacją, ale wyraża się także poprzez korzystanie z nowych technologii i styl życia.

– Pokolenie Y generalnie chce być mobilne i jako takie się postrzega. To przede wszystkim kwestia światopoglądu. To osoby bardzo otwarte na zmiany – 2/3 z nich deklaruje, że chce jak najczęściej zmieniać swoje środowisko. Z drugiej strony mobilność wiąże się z kwestiami zawodowymi – 2/3 ankietowanych mówi, że rozważa możliwość przebranżowienia się albo przynajmniej nie wyklucza tego w przyszłości – tłumaczy Paulina Bobla.

Ponad połowa millenialsów ma już za sobą wyprowadzkę do zupełnie innego regionu kraju lub za granicę. Prawie połowa nie wyklucza takiego ruchu w przyszłości.

Przedstawiciele młodego pokolenia chcą wszystkiego tu i teraz oraz są skoncentrowani na celu. Cenią niezależność, swobodę w podejmowaniu decyzji i są otwarci na różnorodność. Przywiązanie do swobody młodego pokolenia znajduje odbicie w nowych technologiach. Nowe urządzenia mają umożliwić wolność wyboru, a dostęp do informacji pomaga w podejmowaniu świadomych decyzji. Mobilność oznacza też łatwość przemieszczania się, np. poprzez zakup biletu lotniczego za pomocą telefonu.

 Świat staje przed nami otworem i możemy korzystać ze wszystkiego, co nam oferuje. Możemy przemieszczać się po świecie, komunikować się dzięki podręcznej mobilności z przyjaciółmi. Możemy zawiązywać przyjaźnie i komunikować się z ludźmi, których nie widzimy face to face. Dzięki urządzeniom i technologiom mobilnym jesteśmy bardziej elastyczni w sensie fizycznym – tłumaczy Olivier Janiak, dziennikarz telewizyjny.

Jak ocenia, millenialsi dorastali wraz z nowymi technologiami, są one dla nich codziennością prawie od najmłodszych lat. W przeciwieństwie do nich pokolenie X musiało się stopniowo przyzwyczajać do technologicznych nowinek i poznawać możliwości, jakie one dają. Te dwa pokolenia różni także inne podejście do życia. Potwierdza to badanie ARC Rynek i Opinia.

 Millenialsi nie potrzebują posiadać rzeczy, oni chcą z nich korzystać w zależności, a więc nie otaczają się zbędnymi przedmiotami. Ten element posiadania dla nich nie jest niezbędny, np. jeśli chodzi o mieszkanie. Oni chcą podróżować, robią to swobodnie. Korzystają ze wszystkich możliwości tego świata w dowolny dla siebie sposób i w dowolnym dla siebie momencie – podkreśla Olivier Janiak.

Urządzenia mobilne, przede wszystkim smartfon, to dla millenialsów cały świat. Nowe technologie z jednej strony stanowią odpowiedź na coraz większą potrzebę mobilności, z drugiej – same przyczyniają się do większej mobilności użytkownika poprzez liczbę dostępnych usług i aplikacji. Nowe technologie to także mnogość portali, natłok informacji, w których trudno czasem odnaleźć te istotne dla siebie.

Dlatego platformy, które teraz zaczynają istnieć, muszą sprawić, żeby informacja była wyselekcjonowana pod kątem potrzeb młodego pokolenia – przekonuje Wróbel.

Nowy lifestylowy serwis Mobilni.pl, którego premiera odbędzie się w trakcie Press Night Motor Show 2017, ma być odpowiedzią na postrzeganie mobilności przez młodych. Prezentację platformy 5 kwietnia poprowadził Olivier Janiak.

– Serwis Mobilni.pl będzie faktycznie pomagał millenialsom odnaleźć się w zagadnieniach związanych np. z nowymi technologiami, mobilnością czy nowymi technologiami w motoryzacji – mówi Michał Wróbel.

Platforma ma na celu ukazanie młodym ludziom całego spektrum możliwości związanych z mobilnością. Za koncept strony odpowiada Volkswagen Financial Services.

W nowym budynku Rotundy nie uda się wykorzystać oryginalnych elementów konstrukcji. Eksperci pracują nad alternatywnym rozwiązaniem

W nowym budynku Rotundy nie uda się wykorzystać oryginalnych elementów konstrukcji. Eksperci pracują nad alternatywnym rozwiązaniem 3

Oryginalnych elementów warszawskiej Rotundy nie można wykorzystać jako bazy dla nowej konstrukcji – wynika z analizy konstrukcyjnej. Zespół ekspertów, który pracuje na miejscu, analizuje możliwość wykorzystania ich na przykład jako instalacji otwierającej pasaż Wiecha albo wkomponowanie wewnątrz nowego gmachu. Prace rozbiórkowe zostały wznowione pod okiem konserwatora, a termin oddania inwestycji do użytkowania w 2019 roku nie jest na razie zagrożony.

– Po wstępnej analizie wiemy, że oryginalne elementy dachu Rotundy nie mogą zostać użyte w nowej konstrukcji, ponieważ nie zdołają unieść takich obciążeń, jakie zakłada nowy projekt. Dlatego w tej chwili rozmawiamy ze Stołecznym Konserwatorem Zabytków o tym, aby wyeksponować i wykorzystać te elementy w ramach jakiejś instalacji przed lub w środku budynku. Mamy jednak jasność, że ta oryginalna kratownica nie będzie mogła zostać użyta jako element konstrukcyjny w nowym projekcie – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Maciej Wyszoczarski, dyrektor pionu sieci i operacji w PKO Banku Polskim.

Rozbiórka warszawskiej Rotundy – jednego z najsłynniejszych i najbardziej charakterystycznych budynków w stolicy, usytuowanego w ścisłym centrum miasta – rozpoczęła się na początku marca. Budynek przestał spełniać wymogi techniczne i wymagał gruntownej przebudowy, dlatego właściciel, PKO Bank Polski, zdecydował się zastąpić go nowoczesnym gmachem przeznaczonym w części na użytek publiczny. Przygotował nowy projekt, uzyskał pozwolenie na budowę i wyłonił generalnego wykonawcę, a całą inwestycja miała się zakończyć za dwa lata.

W połowie marca rozbiórkę Rotundy wstrzymał jednak Stołeczny Konserwator Zabytków, ponieważ okazało się, że w dobrym stanie zachowała się część oryginalnej konstrukcji. Konserwator podjął nieudane starania o wpisanie budynku do rejestru zabytków. Przez blisko trzy tygodnie na wpół rozebrany szkielet Rotundy straszył w ścisłym centrum Warszawy, dlatego obie strony przystąpiły do negocjacji.

Na mocy wspólnych ustaleń, konserwator zrezygnował ze starań o wpisanie Rotundy do ewidencji zabytków, a rozbiórka budynku została wznowiona. Kontrolują ją specjalnie w tym celu powołany zespół, złożony z przedstawicieli obu stron oraz architektów i ekspertów Politechniki Warszawskiej.

– Rozbiórka będzie prowadzona tak, aby nie naruszyć konstrukcji, dopóki nie dostaniemy wytycznych od zespołu eksperckiego. Będziemy teraz rozbierać elewacje szklane i aluminiowe – zapowiada Maciej Wyszoczarski.

– To rodzaj dżentelmeńskiego porozumienia, ponieważ nasza decyzja o wstrzymaniu robót obowiązywała do zeszłego czwartku. W tej chwili dobra wola banku przesądza o tym, że prace rozbiórkowe są prowadzone pod nadzorem ekspertów i konstruktora z ramienia urzędu konserwatorskiego – mówi Michał Krasucki, p.o. Stołecznego Konserwatora Zabytków.

Zadaniem grupy eksperckiej powołanej przez inwestora i konserwatora jest nadzór nad postępem prac i wypracowanie możliwości wykorzystania oryginalnych elementów starej Rotundy w nowej konstrukcji.

– Wiemy, że wykorzystanie tych elementów w nowym projekcie będzie bardzo trudne, a momentami niemożliwe. Być może jednak te elementy zostaną gdzieś wbudowane. Na razie jest jednak za wcześnie, żeby mówić o szczegółach, bo o nich zadecyduje już zespół roboczy z udziałem konstruktora i architektów – zaznacza Michał Krasucki.

Zespół ekspertów, który nadzoruje rozbiórkę warszawskiej Rotundy, musi wypracować taką metodę demontażu, która pozwoli zachować i ponownie wykorzystać elementy oryginalnej konstrukcji oraz zadecydować o ich przeznaczeniu.

– Eksperci mają za zadanie wskazać nam, jak demontować i składować te oryginalne elementy. Ich zadaniem jest też wskazać, jak wykorzystać je ponownie, ale już nie w samym projekcie. Raczej jako artefakty, na przykład w kinie letnim, które jest planowane w przyziemiu albo jako instalację otwierającą pasaż Wiecha. Tego jeszcze na razie nie umiem powiedzieć, zadecyduje o tym zespół ekspertów – zapowiada Maciej Wyszoczarski.

Michał Krasucki podkreśla że rozbiórka Rotundy odbywa się w sposób kontrolowany i pod okiem konserwatora, którego zadaniem jest również dokładne udokumentowanie szczegółów konstrukcji gmachu.

– To również jest element pewnej formuły konserwatorskiej. Pozwoli nam to wykonać dokładny model trójwymiarowy ze wszystkimi obliczeniami i być może nawet odtworzyć później model przestrzenny oraz pokazać zasadę funkcjonowania tej konstrukcji – mówi Michał Krasucki.

Dyrektor w PKO Banku Polskim informuje, że na razie nie wiadomo, jak opóźnienie w inwestycji wpłynie na jej koszt i harmonogram prac. Na razie termin oddania do użytku nowej Rotundy nie jest jednak zagrożony.

– Po wytycznych od ekspertów będziemy mogli stworzyć harmonogram rozbiórki tych elementów, na których zależało konserwatorowi zabytków. Będziemy z większą atencją podchodzić do rozbiórki konstrukcji dachowej, co też wpłynie na czas realizacji. Jednak obecnie generalny wykonawca nie zgłaszał, że oddanie tego obiektu do użytkowania w 2019 roku jest zagrożone – mówi Maciej Wyszoczarski.

Organizacje pozarządowe, firmy i samorząd angażują się w pomoc osobom wykluczonym. Podstawą wiedza i wrażliwość społeczna

Organizacje pozarządowe, firmy i samorząd angażują się w pomoc osobom wykluczonym. Podstawą wiedza i wrażliwość społeczna 4

Dialog i empatia pozwalają przełamywać stereotypy, a w konsekwencji są narzędziem w walce z wykluczeniem społecznym. Wykluczenie jest zjawiskiem bardzo zróżnicowanym, wymagającym często indywidualnego podejścia. W kształtowanie dyskusji publicznej chce i powinien się angażować biznes – podkreślają eksperci Komitetu Dialogu Społecznego KIG.

– Deficyt dialogu społecznego, który widzimy na co dzień, przekłada się nie tylko na politykę, która jest wydzielonym fragmentem naszego życia społecznego, lecz także na codzienne życie społeczne nasze i firm. Stąd pomysł, żeby temat podnoszenia kultury dialogu dyskutować na forum Krajowej Izby Gospodarczej. Chodzi zarówno o dialog w wymiarze czysto biznesowym: jak podnosić kulturę dyskusji między pracownikami a pracodawcami, między związkami zawodowymi a pracodawcami, jak i o szerszy dialog społeczny – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Maciej Witucki, przewodniczący Komitetu Dialogu Społecznego KIG.

Na płaszczyźnie międzyludzkiej i ogólnospołecznej dialog i empatia pozwalają wczuć się w sytuację innych osób, również tych wykluczonych. Mają ogromne znaczenie w przełamywaniu stereotypów. Ułatwiają też podejmowanie konkretnych działań. Pokazują to przykłady firm, które coraz częściej w swojej strategii mają zapisane działania uwzględniające interesy społeczne czy ochronę środowiska.

– To właśnie w dużych firmach powstało pojęcie społecznej odpowiedzialności biznesu. To duże firmy tworzą fundacje, z których nie oczekują bezpośredniego zwrotu. To już wrosło w geny firm i propagują one wśród pracowników wartości dialogu oraz współpracy, które przydają się w firmie. Mamy nadzieję, że przenoszą się na zewnątrz, na życie codzienne – zaznacza Witucki.

Przedsiębiorstwa, które angażują się w życie lokalnych społeczności, mogą skutecznie przeciwdziałać wykluczeniu społecznemu grup najbardziej na to narażonych. Zwłaszcza przy współpracy z organizacjami pozarządowymi i samorządami.

– Wykluczenie może mieć różne powody i przejawy. Mogą być osoby wykluczone ze względu na skrajne ubóstwo. To m.in. osoby bezdomne czy uzależnione od używek, ale też osoby wykluczone ze względu na swój wiek. Również ludzie samotni są w jakiś sposób wykluczeni, bo często nie mają się do kogo odezwać, z kim porozmawiać – tłumaczy Marcin Wojdat, sekretarz m.st. Warszawy.

Z danych Eurostatu wynika, że w 2015 roku wskaźnik zagrożenia ubóstwem lub wykluczeniem społecznym w Unii Europejskiej sięgnął 23,7 proc. To oznacza, że problem dotyczy nawet 118 mln osób. W Polsce wskaźnik wyniósł 23,4 proc. w porównaniu do ponad 30 proc. w 2008 roku. Problem jest jednak znacznie szerszy, bo Eurostat za ryzyko wykluczenia społecznego bierze pod uwagę niskie dochody i zagrożenie niedostatkiem materialnym. W obliczu wyzwań demograficznych w Polsce rośnie zagrożenie wykluczeniem osób starszych.

Mamy specjalne programy indywidualnego wychodzenia z bezdomności, a także rozbudowaną współpracę z organizacjami pozarządowymi, które bezpośrednio pomagają osobom bezdomnym. Podobnie jest w przypadku osób starszych. W Warszawie działa kilkanaście uniwersytetów trzeciego wieku, są miejsca dla osób, które chciałyby się angażować społecznie, mieć kontakt z osobami w podobnej sytuacji czy w podobnym wieku – wymienia Marcin Wojdat.

W Gdańsku ruszyły prace nad rozwojem sztucznej inteligencji i systemu wsparcia kierowcy

W Gdańsku ruszyły prace nad rozwojem sztucznej inteligencji i systemu wsparcia kierowcy 5

Praca inżynierów zatrudnionych w Intel Compiler Center of Excellence w Gdańsku ma się przyczynić do rozwoju technologii przyszłości, w tym m.in. sztucznej inteligencji czy zaawansowanych systemów wsparcia kierowcy.  Sztuczna inteligencja będzie w przyszłości napędzać całą branżę technologiczną, więc mocno w nią inwestujemy – zapowiada Bill Savage, wiceprezes, developer products division GM, Software and Service Group w Intelu.

– Celem stworzenia Intel Compiler Center w Gdańsku jest rozwijanie kompilatorów Intela (red. zaawansowanego rodzaju oprogramowania) przyczyniających się do szybszego rozwoju nowoczesnych technologii. Kompilatory są wykorzystywane przez wszystkich producentów oprogramowania. Gdy nasi klienci pracują nad spersonalizowanymi kodami umożliwiającymi autonomiczną jazdę, wykorzystują przy tym kompilatory Intela. Sztuczna inteligencja, proste oprogramowanie przyspieszające moce obliczeniowe także wykorzystują tę technologię – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Bill Savage.

Jak tłumaczy Savage, sztuczna inteligencja jest już dostępna w wielu branżach. Techniki uczenia maszynowego mogą być stosowane w opiece nad chorymi, pozwalają szybciej i skuteczniej diagnozować pacjentów. Biometria twarzy i głosu może z kolei zwiększyć bezpieczeństwo klientów branży finansowej. Intel przy współpracy z fundacją Hack Harassment za pomocą sztucznej inteligencji zapowiada też walkę z internetowym hejtem.

– Przełom, jaki osiągnęliśmy w dziedzinie sztucznej inteligencji w ubiegłym roku, otworzył przed nami perspektywy, których wcześniej nigdy byśmy nie oczekiwali. Język naturalny, rozpoznawanie mowy, analiza finansowa – w wielu branżach stało się to głównym źródłem przewagi konkurencyjnej. Można się spodziewać, że w każdym segmencie branży hi-tech sztuczna inteligencja będzie obecna – tłumaczy Savage.

Strategia rozwoju sztucznej inteligencji jest dla Intela bardzo ważna, stąd stworzenie grupy produktowej AI podlegającej bezpośrednio prezesowi.

– Uważamy, że sztuczna inteligencja będzie w przyszłości napędzać całą branżę technologiczną, więc mocno w nią inwestujemy – mówi Savage.

Intel stawia też na systemy ADAS, czyli zaawansowane systemy wsparcia kierowców. Celem jest wprowadzenie w pełni automatycznego pojazdu. Intel wprowadził nową platformę Intel Go stworzoną z myślą właśnie o autonomicznych samochodach, która ma wykorzystać potencjał procesorów firmy. To pierwsza platforma w branży motoryzacyjnej, która pozwala na testowanie różnych aplikacji i technologii.

– Wspólnie z takimi partnerami jak BMW rozwijamy technologię autonomicznej jazdy. Pracujemy zarówno nad sprzętem, jak i oprogramowaniem, a także narzędziami programistycznymi, które pozwalają ludziom tworzyć technologię autonomicznej jazdy – wskazuje Savage.

Inżynierowie motoryzacji wyróżniają pięć stopni automatyzacji. W pierwszych dwóch, choć wciąż jeszcze prowadzi człowiek, wspomagają go różne rozwiązania. W trzecim etapie, przejściowym, samochód jedzie sam, choć człowiek może w każdej chwili przejąć stery. W czwartym etapie kierowca jest już niemal dodatkiem, a w piątym nie jest już zupełnie potrzebny. Do 2035 roku sprzedaż takich autonomicznych pojazdów ma osiągnąć poziom 21 mln (prognozy IHS).

– Nasi partnerzy celują w rok 2020–2021 z uruchomieniem produkcji autonomicznych samochodów. Nie podejmuję się prognoz jeżeli chodzi o produkcję na skalę przemysłową, ale co do technologii to często jesteśmy zaskoczeni, jak szybko dochodzi do przełomów – podkreśla Bill Savage.

Oddział Intela w Gdańsku jest jednym z największych ośrodków badawczo-rozwojowych firmy w Europie. Pracuje tam obecnie 1,8 tys. osób.

– W Gdańsku jesteśmy obecni od dawna w zakresie rozwoju oprogramowania i technologii. Mamy dostęp do dobrych uniwersytetów, więc szukając miejsca na centrum Intel Compiler i chcąc zaspokoić ważne potrzeby w ramach firmy, stwierdziliśmy, że Gdańsk jest naturalnym wyborem – tłumaczy wiceprezes firmy.

Intel chce intensywnie współpracować z uczelniami przy kształceniu programistów i informatyków.

– Współpraca z uniwersytetami jest dla nas naprawdę ważna. Pomaga nam uzyskać dostęp do najnowszych badań w branży, a także ułatwia kontakty ze studentami, którzy w przyszłości mogą zostać inżynierami Intela. To ważny aspekt naszej polityki zatrudnienia – przekonuje Bill Savage.

Hamaki, piłkarzyki i fitness coraz popularniejsze w polskich biurach. Firmy dostosowują się do wymagań pracowników

Hamaki, piłkarzyki i fitness coraz popularniejsze w polskich biurach. Firmy dostosowują się do wymagań pracowników 6

Zmiany na rynku pracy niosą za sobą nowe trendy w aranżacji biur. Pracodawcy coraz powszechniej zapewniają swoim pracownikom designerskie przestrzenie do wspólnej pracy relaksu, i rozrywki. Hamaki, wertykalne ogrody, piłkarzyki i sprzęt do fitnessu można spotkać już nie tylko w polskich oddziałach zagranicznych korporacji, ale i w siedzibach rodzimych firm. Na trendy w urządzaniu przestrzeni biurowych silnie wpływa też moda na ekodesign. 

– Aby urządzić efektywnie przestrzeń biurową, należy wziąć pod uwagę potrzeby pracowników. Ważna jest ergonomia stanowiska pracy, wygoda i odpowiednia ilość przestrzeni oraz dodatkowe funkcje biura, które zapewnią możliwość oderwania się od pracy. Przestrzeń biurową można wyposażyć w dodatkowe funkcje, na przykład relaksacyjne albo fitness. Urozmaicenie to sprawia, że praca jest ciekawsza i przyjemniejsza – mówi agencji  informacyjnej Newseria Biznes Anna Sulima-Gillow, główny projektant Forbis Group.

Nowym trendem w urządzaniu przestrzeni biurowych jest zmiana podejścia do systemu pracy i ukierunkowanie na potrzeby pracowników. Coraz większą popularnością cieszy się model pracy w systemie zdalnym albo elastycznym, co firma również musi wziąć pod uwagę w trakcie projektowania swojej siedziby. Młodsze pokolenia – na równi z zarobkami i perspektywami rozwoju – doceniają też przyjazne otoczenie biurowe. Z ubiegłorocznego raportu dotyczącego nieruchomości biurowych w sektorze „BPO i Centra Usług Wspólnych”, opracowanego przez Skanska i JLL wynika, że nowoczesne i dobrze przystosowane biuro może być przewagą konkurencyjną firmy w walce o wysoko wykwalifikowanych pracowników. Dlatego pracodawcy zaczynają wychodzić naprzeciw ich oczekiwaniom, zapewniając elastyczne przestrzenie służące do integracji, odpoczynku czy zespołowej pracy.

– Są przestrzenie relaksu, pomieszczenia socjalne, które zapewniają miejsce do bardziej lub mniej formalnych spotkań oraz kontaktu ze współpracownikami, możliwość oderwania od biurka i komputera. Wychodzenie naprzeciw potrzebom pracowników jest bardzo fajnym trendem, bo zadowolony pracownik jest bardziej efektywny – mówi Anna Sulima-Gillow.

Główna projektantka Forbis Group zauważa, że w ostatnich latach coraz powszechniejsze są otwarte przestrzenie biurowe, czyli open space’y. Ich popularność wynika z prostej ekonomii: urządzenie otwartej przestrzeni biurowej jest tańsze niż podzielenie jej i zaaranżowanie wielu pojedynczych gabinetów. Open space’y niekoniecznie jednak sprawdzą się w każdej firmie. Wszystko zależy od charakteru organizacji i rodzaju wykonywanej pracy.

– Nie wszystkie firmy mogą sobie pozwolić na pracę we wspólnej przestrzeni. Pracownik przy wykonywaniu pewnych zadań musi mieć możliwość skupienia się. Zdarzają się też poufne informacje, które nie powinny docierać do wszystkich współpracowników. To bardzo indywidualne kwestie, które również wynikają z analizy potrzeb, zarówno firmy, jak i jej pracowników – podkreśla Anna Sulima-Gillow.

Trendem ostatnich lat jest też ekologia, która coraz mocniej odbija się na wystroju biurowych wnętrz. Pracodawcy nie tylko decydują się używać ekomateriałów budowlanych, klejów i farb do ścian zawierających jak najmniej chemikaliów, ale aranżują w biurze wertykalne ogrody, decydują się na wnętrza utrzymane w neutralnych kolorach, z dużą ilością zieleni i naturalnych materiałów, takich jak drewno.

– Nawiązanie do natury w dużym stopniu wpływa na psychikę pracownika, który nie musi przez cały czas obcować z komputerem, ale ma wokół siebie zielone elementy, które go odprężają, relaksują – mówi podkreśla Anna Sulima-Gillow.

Linia trendu na USD/PLN

Brak znaczących danych makro nie pomagał wczoraj inwestorom w dokonywaniu zakupów. Końcowe zmiany na rynku walutowym ponownie były niewielkie. Ceny na rynku energii wyraźnie w górę.

Wczorajszy handel upłynął na rynku walutowym w spokojnej atmosferze. Spośród głównych par walutowych największe zmiany na zakończenie dnia odnotowano na NZD/USD, gdzie zanotowano spadek rzędu 0.58%. Dużo lepiej wiodło się bykom na rynku ropy, która zyskiwała 2.2%(Brent). Za wzrosty cen tego surowca odpowiadała głównie wiadomość o przestoju w wydobyciu na Morzu Północnym. Ponownie dobrze prezentował się rynek akcyjny w Polsce. Indeks WIG20 zyskał na zamknięciu 0.87%, czyli wyraźnie więcej niż pozostałe europejskie indeksy. Był to drugi dzień z rzędu wzrostów.

Środa jest dużo atrakcyjniejszym dniem pod względem wydarzeń makroekonomicznych. Decyzję w sprawie wysokości stóp procentowych podejmie Rada Polityki Pieniężnej ale też bank centralny Rumunii. Kluczowe będą jednak dane dotyczące indeksów PMI, a szczególnie raport ADP dla amerykańskiego rynku pracy. Zazwyczaj jest to dobry prognostyk przed danymi o zmianie zatrudnienia w sektorze pozarolniczym. Takie dane napłyną na rynek z USA już w czwartek.

usdpln05042017r

Pod koniec marca rynek USD/PLN zszedł w okolice poziomu 3.90 i najwidoczniej tam znalazł wsparcie. Kontynuacja odbicia jakie miało miejsce stanęła teraz pod znakiem zapytania, symbolizowanego przez klincz na wykresie RSI. Wskaźnik dotarł do linii spadkowej – albo ją pokona i otworzy pole do wzrostów albo odbije się w dół. Wtedy czeka nas powrót przynajmniej na 3.9, nawet może i poniżej.

Sylwester Majewski


Sylwester Majewski
www.forex-desk.net

Polska firma wozi odrzutowcami milionerów z Rosji i USA. Również w Polsce rośnie zainteresowanie prywatnymi lotami

Polska firma wozi odrzutowcami milionerów z Rosji i USA. Również w Polsce rośnie zainteresowanie prywatnymi lotami 7

Prywatne loty cieszą się coraz większą popularnością. Rośnie liczba zamożnych osób, które za możliwość komfortowego przelotu są w stanie dużo zapłacić. W Polsce liczbę prywatnych samolotów latających na długich zasięgach, szacuje się na ok. 30. Ich właściciele często oddają je do zarządzania prywatnym firmom. Polska firma Jet Story wozi odrzutowcami milionerów z Rosji czy USA.

– Obecnie dysponujemy 14 samolotami odrzutowymi różnej wielkości, od małych, 6-osobowych, o zasięgu europejskim do ciężkich odrzutowców dalekiego zasięgu, które zabierają na pokład 14 osób. Większość z nich jest dostępna do czarteru, część objęta jest tylko naszym zarządzaniem i wykorzystywana przez prywatnych właścicieli – wskazuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Jakub Benke, prezes zarządu Jet Story.

Jet Story zarządza blisko 60 proc. biznesowych odrzutowców należących do polskich multimilionerów. Zdecydowaną większość przychodów (ok. 90 proc.) generują loty opłacane przez zagranicznych klientów.

 W zasadzie nie kupujemy samolotów, zarządzamy prywatnymi, których właściciele decydują się na udostępnienie ich do czarteru innym klientom. Dla nich to sposób na oszczędność, dla nas możliwość pozyskania środka trwałego taniej niż przez leasing czy zakup – tłumaczy Jakub Benke. – Wśród naszych klientów przeważają Rosjanie, którzy stanowią kilkadziesiąt procent. Niecałe 10 proc. to Polacy, jest też dosyć dużo Amerykanów, Anglików, nieco Francuzów i obywateli krajów arabskich.

Jak wskazuje prezes Jet Story, firma chce zwiększyć liczbę samolotów we flocie przede wszystkim o maszyny z krajów zachodnich oraz z Rosji. Benke podkreśla, że czarterowanie prywatnych samolotów należy do usług z górnej półki, a tu polskie pochodzenie niekoniecznie stanowi przewagę.

 Rozglądamy się za jakąś firmą z Europy Zachodniej, którą moglibyśmy przejąć, bo widzimy duże korzyści z potencjalnej fuzji, zarówno czysto finansowo-biznesowe, jak i wizerunkowe – przyznaje prezes Jet Story. – Zachodni przewoźnik jest dla nas atrakcyjny, bo niesie ze sobą markę niemiecką czy austriacką. Niestety, Polska nie kojarzy się wciąż z usługami luksusowymi czy ultraluksusowymi, a w tej kategorii są prywatne jety. To nam trochę utrudnia rozwój na rynku zagranicznym, nie tylko zachodnioeuropejskim, lecz także rosyjskim.

Przy przejęciu zagranicznej firmy i jej floty baza w Polsce może jednak stanowić pewną przewagę. Niższe koszty operowania w naszym kraju sprawiają, że dla zagranicznego przewoźnika można wygenerować spore oszczędności.

Pochodzenie firmy na szczęście nie ma aż takiego znaczenia na rynku czarterowym i polskie Jet Story odnosi na nim międzynarodowy sukces.

– Woziliśmy już królów, byłych prezydentów, premierów i setki światowej klasy gwiazd rozrywki i sportu. To są osoby, które z tego typu transportu przeważnie korzystają, wielu z nich niemal na co dzień – podkreśla Jakub Benke.

Prywatne przewozy lotnicze stają się coraz popularniejsze. Szacuje się, że tylko w Europie wartość prywatnych przewozów lotniczych to kilkanaście miliardów dolarów. Raport KPMG „Rynek dóbr luksusowych” wskazuje, że w 2016 roku wartość rynku prywatnych samolotów w Polsce można szacować na ok. 109 mln zł. W 2020 roku przekroczy poziom 151 mln zł. Liczba prywatnych samolotów w rękach osób fizycznych przekracza 240, jednak liczbę większych samolotów gotowych do dalszych podróży, również międzykontynentalnych, ocenia się na ok. 30.

Restrukturyzacja Włodarzewskiej SA daje klientom szanse na odebranie mieszkań. Przy upadłości stołecznego dewelopera sprawa może się ciągnąć latami

Restrukturyzacja Włodarzewskiej SA daje klientom szanse na odebranie mieszkań. Przy upadłości stołecznego dewelopera sprawa może się ciągnąć latami 8

W spółce deweloperskiej Włodarzewska SA trwa proces restrukturyzacyjny. Wszystko z powodu ponad 200 mln zł długu. Proces ten trwa od ubiegłego roku, ale daje większe szansę na zaspokojenie wierzytelności wszystkich grup, w tym indywidualnych nabywców mieszkań. Upadłość i przejęcie inwestycji przez nowego dewelopera mogą się okazać znacznie mniej korzystne – ocenia Dariusz Czajka, adwokat.

– Włodarzewska SA podwyższyła potencjał sanacyjny, obniżyła zadłużenia dotyczące wierzytelności pozaukładowych, a także podpisała porozumienia ze strategicznymi wierzycielami, którzy mają hipoteki na kluczowych inwestycjach: Zakątek Cybisa i inwestycji w Brwinowie. Pozwala to na zwiększenie prawdopodobieństwa realizacji układu i optymalnego zaspokojenia praw wierzycieli we wszystkich grupach – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Dariusz Czajka, adwokat, prof. nadzw. Europejskiej Wyższej Szkoły Prawa i Administracji.

Na 12 kwietnia została zwołana przez sąd rozprawa w sprawie losów restrukturyzacji. Wcześniej wierzyciele będą głosować, czy zgadzają się na propozycje układowe. W styczniu Włodarzewska przedstawiła sądowi gospodarczemu propozycje: m.in. przeniesienie własności praw lokali mieszkalnych w Zakątku Cybisa do końca 2018 roku, całkowitą spłatę wierzytelności (do 150 tys. zł), 80 proc. wierzytelności (150–600 tys. zł), a najwięksi wierzyciele mieliby otrzymać 20 proc. w ciągu 8 lat. Dodatkowo spółka otrzymała od jednego z banków promesę kredytową na wznowienie inwestycji.

– Teoretycznie syndyk będzie mógł kontynuować przedsięwzięcia deweloperskie, ale nie będzie miał kapitału pochodzącego od nowych inwestorów. Może też być zawarty układ upadłości, ale to, jeżeli układ nie dojdzie do skutku, jest całkowicie nierealne. Również nowy deweloper może nabyć określone przedsięwzięcie deweloperskie, ale nie będzie mu się to opłacało z ekonomicznego punktu widzenia, bo przejmuje zobowiązania solidarnie od zbywcy – tłumaczy adwokat.

Nabywcy mieszkań w inwestycji Zakątek Cybisa na warszawskim Ursynowie klucze do mieszkań powinni dostać w 2015 roku. Budowa wciąż jednak nie została ukończona, a prace są wstrzymane. Mieszkańcy domagają się jak najszybszego wybudowania lokali i ich przekazania. Większość z nich uważa, że restrukturyzacja spółki nie rozwiąże sprawy, a lepszą opcją jest jej upadłość i przejęcie inwestycji przez innego dewelopera. Dariusz Czajka przekonuje jednak, że z punktu widzenia ochrony praw wierzycieli lepszym rozwiązaniem jest zatwierdzenie układu przez sąd.

– Chronimy w tym momencie najbardziej wrażliwą aksjologicznie grupę, czyli nabywców indywidualnych, którzy wzięli kredyty. Alternatywą jest upadłość likwidacyjna. Odwołując się do swojego doświadczenia, jako sędziego komisarza, wiem, że spółki deweloperskie, które upadły, wyzwalały negatywne konsekwencje. Dopiero po 2–3 latach syndykowi udawało się sprzedać majątek. Nabywcy majątku podwyższali cenę zakupu mieszkań, przez ten czas majątek ulegał deprecjacji ekonomicznej, a także pewnej dezintegracji – ocenia Dariusz Czajka.

Przy restrukturyzacji każda z grup wierzycieli może liczyć na zaspokojenie roszczeń, nawet jeśli w przypadku największych wierzycieli nie w pełnej wysokości. Przy upadłości odzyskanie należności może się okazać bardzo trudne, zwłaszcza dla podwykonawców czy właśnie klientów indywidualnych, a cały proces może się ciągnąć latami.

– W postępowaniu przyspieszonym zawarta jest umowa przedwstępna z jednym z banków, który ma hipotekę. Istotą tego porozumienia jest to, że po prawomocnym zatwierdzeniu układu przez sąd uwolni się hipoteki i dzięki temu mieszkańcy będą mogli nabyć swoje lokale bezobciążeniowo. W opcji upadłościowej będzie z tym duża trudność. Jeżeli nie dojdzie do konsolidacyjnego przedsięwzięcia, z punktu widzenia finansowania inwestorzy indywidualni mogą czekać parę lat na rozwój sytuacji – przekonuje Dariusz Czajka.

Postępuje cyfryzacja polskich uczelni. Już 100 tys. studentów korzysta z elektronicznych legitymacji umożliwiających płatności

Postępuje cyfryzacja polskich uczelni. Już 100 tys. studentów korzysta z elektronicznych legitymacji umożliwiających płatności 9

W Polsce wydano już 100 tys. elektronicznych kart, które łączą funkcje akademickie i płatnicze. Legitymacje Smartcard to część programu Santander Universidades, przez który Bank Zachodni WBK chce promować ideę przedsiębiorczości wśród studentów i zwiększyć ich mobilność. W Polsce w tym zakresie z bankiem współpracuje już pięć uczelni.

– Banki bardzo dużo inwestują w nowe technologie, znacznie bardziej niż uniwersytety. Uczelnie mogą skorzystać z naszych osiągnięć, by zaoferować więcej usług swoim studentom i wykładowcom z wykorzystaniem naszej technologii. Cele są więc różne, a pole do współpracy bardzo szerokie – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Vicente Prior, który odpowiada globalnie za programy uniwersyteckie w Globalnej Grupie Santander Universidades.

Globalny projekt Santander Universidades, poprzez który wprowadzane są innowacje technologiczne, wspomaga nauczanie i lepiej przygotowuje studentów do wymagań stawianych przez współczesny rynek. Bank zaś w ten sposób realizują ideę społecznej przedsiębiorczości.

– Efektem jest bliższa współpraca pomiędzy dwoma stronami. Nie ogranicza się ona tylko do samej karty czy aplikacji Campus ID, ale przy okazji propagujemy ideę przedsiębiorczości. Krzewienie jej wśród studentów zachęca ich do zakładania własnych firm, start-upów. Bierzemy udział w tym procesie. Dzięki stypendiom pomagamy uniwersytetom zwiększyć mobilność pomiędzy nimi. Pomagamy m.in. w wymianach naukowych z Ameryką – przekonuje przedstawiciel Grupy Santander.

Santander Universidades regularnie od 2013 roku organizuje serię cyklicznych spotkań International University Smart Card Congress. Mają one stanowić platformę do wymiany doświadczeń i przestrzeń do współpracy między uczelniami a biznesem. W tym roku, w dniach 30–31 marca, kongres odbył się po raz pierwszy w Polsce, w siedzibie Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie.

– Współpraca nauki, szkolnictwa wyższego, z biznesem i otoczeniem gospodarczym jest nieodzownym atrybutem funkcjonowania dobrych uczelni wyższych, które chcą, aby ich absolwenci znajdowali z sukcesami miejsca pracy i kreowali rozwój gospodarczy naszego kraju. Bez takiej współpracy uczelnia nie dowie się, czy są usterki w kształceniu ani jakie są bieżące problemy, które trzeba rozwiązywać, a pracodawcy nie będą mieli dobrych kandydatów do pracy – wskazuje prof. dr hab. Marek Rocki, rektor Szkoły Głównej Handlowej.

Nowoczesne nauczanie wymaga wprowadzenia innowacyjnych rozwiązań. Zwłaszcza że na rynku pracy rośnie zapotrzebowanie na kompetencje cyfrowe u pracowników.

– Bank Zachodni WBK należy do klubu partnerów naszej uczelni, jest też korporacyjnym członkiem CEMS-u, czyli konsorcjum europejskich szkół zarządzania, biznesu. Z każdego kraju wybierana jest przez klub tylko jedna uczelnia do członkostwa, stąd uczestnictwo Banku Zachodniego WBK w tym elitarnym klubie firm jest dla nas bardzo wartościowe, bo daje możliwość wejścia do firm europejskich i współpracy z europejskimi uczelniami – tłumaczy prof. dr hab. Marek Rocki.

Częścią globalnego projektu realizowanego przez Grupę Santander, głównego akcjonariusza Banku Zachodniego WBK, w ramach Santander Universidades jest Smartcard. Pierwszą elektroniczną legitymację studencką Grupa Santander wydała 20 lat temu. Obecnie działa ich już ponad 9 mln na 280 uczelniach w 12 krajach, w tym w Polsce.

Karta nie tylko potwierdza tożsamość w bezpieczny sposób, lecz także pozwala sprawdzić liczbę wolnych miejsc parkingowych, zarezerwować książkę w bibliotece czy sprawdzić terminy egzaminów. Jest też powiązana z programem rabatowym, m.in. w sklepach Apple czy Spotify. Z założenia ma uprościć życie studentom na uczelniach i poza nimi.

– Koncepcja Smartcard w odniesieniu do uniwersytetów pozwala na dostęp do lepszej technologii i udostępnia większej liczby usług środowiskom akademickim – studentom, wykładowcom i pracownikom. Uniwersytety same mogą wydawać legitymacje, ale technologia jest mniej zaawansowana i daje mniejsze możliwości świadczenia usług – podkreśla Vicente Prior.

Trwają prace nad nową ustawą refundacyjną. Może być szansą na dynamiczny rozwój krajowego przemysłu farmaceutycznego

Trwają prace nad nową ustawą refundacyjną. Może być szansą na dynamiczny rozwój krajowego przemysłu farmaceutycznego 10

Resort zdrowia uzasadni w czwartek na sejmowej komisji najważniejsze założenia nowelizacji ustawy refundacyjnej. Zmiana ma skorygować błędy dotychczasowych przepisów obowiązujących od 2011 roku. Branża farmaceutyczna pozytywnie ocenia część jej założeń, ale obawia się, że nowe przepisy mogą faworyzować zagraniczne koncerny. Tymczasem polska branża farmaceutyczna odpowiada za bezpieczeństwo lekowe kraju i jest jednym z najbardziej innowacyjnych sektorów rodzimej gospodarki. 

Zmiany w ustawie refundacyjnej powinny być wprowadzane stopniowo i racjonalnie, żeby zabezpieczyć interes pacjentów i zapewnić im dostęp do leków, zarówno tych podstawowych, jak i nowej generacji. Po drugie, powinny uchronić Narodowy Fundusz Zdrowia przed nadmiernymi wydatkami, a po trzecie – zabezpieczyć krajowy rynek przed czynnikami zewnętrznymi. Wszystkie te elementy może zapewnić zwiększona produkcja leków tutaj, w Polsce – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Piotr Błaszczyk, prezes Polskiego Związku Pracodawców Przemysłu Farmaceutycznego.

Sejmowa Komisja Zdrowia zajmie się w czwartek, 6 kwietnia, nową wersją projektu nowelizacji ustawy refundacyjnej. Ministerstwo Zdrowia najpierw skierowało dokument do konsultacji z innymi resortami i organizacjami branżowymi. Kilka tygodni temu odbyło się jego pierwsze czytanie w Sejmie. Według zapowiedzi nowelizacja ustawy refundacyjnej ma wejść w życie jeszcze w tym roku.

– Będziemy obserwować rozwój zmian w przepisach w trakcie prac parlamentarnych oraz wnosić konstruktywne uwagi – zapowiada Piotr Błaszczyk – Z zadowoleniem przyjęliśmy autopoprawkę ministra zdrowia mającą na celu rozwiązanie dużego problemu, jakim jest nielegalny wywóz leków z Polski. Autopoprawka zahamowała mechanizm, który w sposób pośredni odbiłby się na krajowym przemyśle farmaceutycznym, uniemożliwiając wprowadzanie na rynek nowych odpowiedników, co powoduje zwiększoną dostępność leków dla pacjentów.

Projekt nowelizacji ustawy refundacyjnej przewiduje też wprowadzenie tzw. refundacyjnego trybu rozwojowego. Firmy farmaceutyczne, które lokalizują swoje zakłady produkcyjne w Polsce, będą mogły dzięki temu liczyć na przywileje w trakcie negocjacji refundacyjnych. Budżet państwa będzie dopłacał nawet 10 proc. do refundacji produkowanych przez nie leków. W ten sposób rząd chce premiować podmioty, które pracują nad nowymi terapiami i prowadzą działalność inwestycyjną na tutejszym rynku.

Rozwojowy tryb refundacyjny postrzegamy jako bardzo istotny element wspierający inwestycje i rozwój krajowego przemysłu farmaceutycznego – uważa Piotr Błaszczyk.

Polski Związek Pracodawców Przemysłu Farmaceutycznego negatywnie ocenia za to regulacje związane z paybackiem, czyli zwrotem kosztów nadmiernych wydatków Narodowego Funduszu Zdrowia poprzez producentów leków. Obawia się on, że tymi wydatkami nadmiernie obciążony zostanie krajowy przemysł farmaceutyczny.

Powinno być odwrotnie, ponieważ polskie leki, produkowane w kraju, to produkty, które dzięki niskim cenom, zapewniają oszczędności systemowi refundacyjnemu. Niesprawiedliwy payback mógłby wpłynąć na stan polskiego przemysłu farmaceutycznego, dlatego będziemy zabiegać o zmiany w tym zakresie. Chcielibyśmy, żeby zwrot zwiększonych wydatków obciążał również tych, którzy te wydatki zwiększają. Są to na przykład nowe bardzo drogie terapie, które wchodzą do receptariusza Narodowego Funduszu Zdrowia. One wpływają na zwiększone wydatki systemu refundacyjnego, a więc powinny też partycypować w zwrocie kosztów do Narodowego Funduszu Zdrowia – mówi Piotr Błaszczyk.

Prezes związku reprezentującego pracodawców branży farmaceutycznej podkreśla, że jest to jeden ze strategicznych sektorów rodzimej gospodarki. Dzięki dobrej sytuacji krajowych firm Polska nie musi się obawiać takich problemów jak Grecja czy Ukraina, które borykały się ostatnio z ograniczonym dostępem do leków.

Jesteśmy jednym z najbardziej innowacyjnych sektorów gospodarki. Zapewniamy 1 proc. produktu krajowego brutto i 100 tys. miejsc pracy, a krajowi producenci leków mogą się pochwalić dużą liczbą patentów. Część przychodów reinwestujemy w badania i rozwój, czego efektem są nowe wdrożenia i nowe rozwiązania – zaznacza Piotr Błaszczyk.

Kilka tygodni temu Ministerstwo Zdrowia przedstawiło oficjalne sprawozdanie z funkcjonowania ustawy refundacyjnej, która weszła w życie w 2011 roku. Resort negatywnie ocenił realizację zapisów ustawy, a błędy ma skorygować nowelizacja, która znajduje się obecnie na etapie prac parlamentarnych.

Przecena złotego, jego dalsze losy zależą od banków centralnych

Po południu złoty zdołał odrobić część przedpołudniowych strat, ale te i tak pozostają duże. W ostatnim czasie sentyment do polskiej waluty zdecydowanie się pogorszył, a jej dalsze losy będą uzależnione od sygnałów z banków centralnych i trochę od polityki.

Fala wyprzedaży złotego przetoczyła się w godzinach przedpołudniowych przez polski rynek walutowy. Jednym z jego efektów był wzrost kursu USD/PLN powyżej psychologicznej bariery 4 zł z poziomu 3,9690 zł wczoraj na koniec dnia i wobec zanotowanego w ubiegłym tygodniu 4,5-miesięcznego minimum na poziomie 3,8924 zł.

Po południu presja podażowa nieco ustąpiła, a złoty nawet odrobił część strat. Te jednakże pozostają znaczące. O godzinie 16:43 kurs EUR/PLN testował poziom 4,2530 zł, co oznacza wzrost o 1,8 gr. Dolar podrożał o 2,4 gr do 3,9930 zł. Szwajcarski frank natomiast o wzrósł o 2,1 gr do 3,9840 zł. Tym samym sentyment do polskiej waluty pogorszył się i już niewiele zostało z dobrych nastrojów panujących w marcu, gdy zyskiwała ona wraz z napływem kapitałów do Polski i do innych dużych gospodarek emerging markets.

Gdyby aktualną sytuację oceniać tylko i wyłącznie przez pryzmat analizy wykresów polskich par, to należałoby postawić tezę mówiącą o tym, że w ubiegłym tygodniu zostały wyznaczone średnioterminowe dołki, a kwiecień upłynie pod znakiem drożejących walut.

Dzisiejsza przecena złotego, która korelowała m.in. z podobnych zachowaniem węgierskiego forinta, nieco zaskoczyła. Brakowało bowiem bezpośrednich mocnych impulsów do takiego zachowania. Relatywnie spokojnie zachowywała się para EUR/USD. Bardzo dobre nastroje panowały na warszawskiej giełdzie i wielu innych europejskich parkietach. Spokojnie też było na rodzimym rynku długu, gdzie wprawdzie miała miejsce niewielka realizacja zysków, ale zdecydowanie przeważało wyczekiwanie na wyniki rozpoczętego dziś dwudniowego posiedzenia Rady Polityki Pieniężnej (RPP) i czwartkowe wyniki aukcji o wartości 3-5 mld zł.

Nie mniej jednak przecena miała miejsce, a jedną z jej konsekwencji jest gorsze nastawienie inwestorów do złotego. To czy będzie on w dalszej części tygodnia tracił na wartości przede wszystkim zależało będzie od sygnałów płynących z banków centralnych (bardziej od Fed i ECB, niż od RPP) i trochę od polityki.

W środę zostaną opublikowane tzw. minutki z ostatniego posiedzenia Fed, a w czwartek z ostatniego posiedzenia ECB. Inwestorzy będą tam szukali odpowiedzi na pytania o ilość podwyżek stóp procentowych w USA w tym roku oraz o to, czy w łonie ECB toczy się dyskusja nad przyszłym wyjściem z ultraluźnej polityki monetarnej. Im bardziej jastrzębie będą sygnały, tym gorzej dla złotego. I odwrotnie.

Większego wpływu na notowania złotego nie będzie za to miało posiedzenie RPP. Jego wyniki rynek pozna w środę. Jest pewne, że Rada nie zmieni stóp procentowych i nie zmieni swej retoryki. Owszem rynek walutowy mógłby reagować, ale tylko wówczas, gdy pojawi się ze strony Rady sugestia wydłużenia okresu rekordowo niskich stóp procentowych w Polsce.

Innym impulsem, który może potencjalnie wstrząsnąć złotym oraz innymi walutami emerging markets jest polityka. Wstrząs ten miałby wpływ pośredni, poprzez dolara. W najbliższy piątek dojdzie do spotkania prezydenta USA z prezydentem Chin, podczas dwudniowej wizyty tego ostatniego w USA. Niewątpliwie podczas rozmowy będą poruszane tematy gospodarcze, na co czuły właśnie może być dolar.

Drugim politycznym tematem są pojawiające się głosy, że jeszcze w tym tygodniu Kongres może głosować nad likwidacją Obamacare. Gdyby tak się stało i prezydent Trump obaliłby ten program zdrowotny, to rynek odebrałby to jako sygnał skuteczności działań prezydenta, oczekując w kolejnych krokach reformy podatków i pakietu fiskalnego. Dla rynku walutowego oznaczałoby to silny impuls do umocnienia dolara, co z pewnością w sposób bezpośredni uderzyłoby w waluty emerging markets (w tym złotego).

Marcin Kiepas, główny analityk Fundacji FxCuffs

Marcowa korekta bez konsekwencji

Marzec przyniósł niewielkie spadki głównych indeksów warszawskiego parkietu, które nie zachwiały jednak w najmniejszym stopniu perspektywami naszego rynku. Ciekawostką może być fakt, że korekta wystąpiła mimo dobrych nastrojów zarówno na największych giełdach światowych, jak i na emerging markets.

W marcu WIG20 i WIG poszły w dół o 0,7 proc. Biorąc pod uwagę wcześniejszy dynamiczny ruch w górę, korektę można określić mianem symbolicznej. Realizacja zysków zaczęła się dopiero w drugiej połowie miesiąca, po zaatakowaniu przez indeks największych spółek 2300 punktów i 60 tys. punktów przez wskaźnik szerokiego rynku, a więc poziomów mających raczej charakter psychologiczny, niż istotnych z technicznego punktu widzenia. Niewielka skala spadku nie zdołała doprowadzić do pojawienia się jakichkolwiek sygnałów skłaniających do niepokoju i zwiastujących pogłębienie przeceny, choć miejsca do bezpiecznego rozwinięcia korekty jest jeszcze sporo. Do  tezy, że mamy do czynienia z naturalnym zjawiskiem realizacji zysków, skłania fakt, że korekta rozpoczęła się bez żadnego istotnego negatywnego impulsu. Z pewnością ani powodem, ani pretekstem nie mogły się stać czynniki fundamentalne. Większość spółek, w tym także tych największych, raportowała poprawę wyników finansowych, a perspektywy polskiej gospodarki rysują się zdecydowanie optymistycznie. Tempo wzrostu PKB w tym roku z pewnością będzie wyższe niż w 2016 r., nic też nie wskazuje na napięcia w sferze finansów państwa. Pozytywne zjawiska dostrzegają coraz częściej zagraniczne ośrodki analityczne, podwyższając prognozy oraz zarządzający aktywami, wyrażając się pozytywnie o naszej gospodarce i rynku. Poprawę postrzegania Polski potwierdza także zachowanie się złotego i obligacji skarbowych. Złoty od początku roku należy do grupy najlepiej radzących sobie walut, korzystając z pozytywnego nastawienia inwestorów do rynków wschodzących. Pod koniec marca dolar był najtańszy od pięciu miesięcy i aż o 34 grosze tańszy niż w połowie grudnia ubiegłego roku. Kurs euro osiągnął poziom najniższy od listopada 2015 r. Rentowność polskich dziesięcioletnich papierów skarbowych w ciągu miesiąca spadła z prawie 3,9 do 3,47 proc. Na tym tle niewielka słabość indeksów warszawskiego parkietu wyglądała wręcz nienaturalnie.

Nienaturalnie także w porównaniu do sytuacji na głównych parkietach europejskich, gdzie indeksy we Frankfurcie i Paryżu zwyżkowały po 4-5 proc. Można przypuszczać, że hamująco na zwyżkę naszych wskaźników wpływało nieco gorsze zachowanie giełdy nowojorskiej, gdzie nastroje nie były najlepsze, szczególnie od momentu porażki Donalda Trumpa w kwestii zmian w systemie ubezpieczeń zdrowotnych, stawiającej pod znakiem zapytania szybką realizację pozostałych jego planów. To jednak nie Wall Street, lecz rynki wschodzące są benchmarkiem dla naszych indeksów. Tymczasem MSCI Emerging Markets od drugiej dekady marca radził sobie bardzo dobrze, rosnąc w skali miesiąca o prawie 4 proc. i kończąc go na poziomie najwyższym od połowy 2015 r. Warto jednak zwrócić uwagę, że słabości naszego WIG20 towarzyszył także sięgający 1,3-1,5 proc. spadek indeksów giełd w Budapeszcie i Bratysławie.

Spośród czynników wewnętrznych, warto zwrócić uwagę na słabszą postawę sektora energetycznego oraz banków. W przypadku tego pierwszego powodów należy szukać w kontynuacji zaangażowania w proces dokapitalizowania Polskiej Grupy Górniczej oraz znikającej perspektywy wypłaty dywidendy. Ten drugi czynnik ma także zastosowanie w odniesieniu do przedstawicieli sektora finansowego. Jeśli dodać do tego sięgające 10 proc. spadki notowań akcji KGHM i JSW, trudno się dziwić słabszej postawie indeksu naszych największych firm. Zjawisko realizacji zysków znacznie mocniej było widoczne w przypadku segmentu średnich spółek. mWIG40 stracił w marcu 2 proc. Tu zagrożenie pogłębieniem przeceny wydaje się nieco większe, ale także daleko jeszcze do pojawienia się obaw dotyczących zmiany głównego trendu. Charakterystycznym zjawiskiem w przypadku wielu spółek był brak pozytywnej reakcji kursu na informacje o dobrych wynikach finansowych, czy wręcz wykorzystywanie publikacji raportów do pozbywania się akcji. O ile można tego typu zjawisko racjonalnie wyjaśnić, to jednocześnie trudno obawiać się, że doprowadzi ono do negatywnych konsekwencji w dłuższym horyzoncie. Na poszukiwanie zysków w mniej wyeksploatowanych obszarach rynku wskazuje natomiast bardzo dobre zachowanie indeksu najmniejszych spółek. sWIG80, odmiennie niż pozostałe indeksy, zyskał w marcu ponad 3 proc., zaliczając jedynie krótką korektę w pierwszej połowie miesiąca i kończąc go na poziomie zbliżonym do niedawnego lokalnego szczytu.

Aktywność inwestorów na rynkach Grupy GPW – marzec 2017 r.

  • Wzrost wartości obrotu akcjami w ramach arkusza zleceń[1] na Głównym Rynku o 47,5% rdr do poziomu 24,6 mld zł
  • Średnia dzienna wartość obrotu akcjami w ramach arkusza zleceń – 1,1 mld zł (+34,7% rdr)
  • Wzrost wolumenu obrotu kontraktami terminowymi o 36,0% rdr do poziomu 1,0 mln szt.
  • Wzrost łącznej wartości obrotu obligacjami na TBSP o 98,6% rdr do poziomu 54,6 mld zł
  • Wzrost wolumenu obrotu gazem na rynku spot o 3,4% rdr do poziomu 2,3 TWh

Łączna wartość obrotu akcjami na Głównym Rynku wyniosła w marcu 2017 r. 25,1 mld zł, czyli o 43,9% więcej niż rok wcześniej. Wartość obrotu akcjami w ramach arkusza zleceń wzrosła rok do roku o 47,5%, do poziomu 24,6 mld zł, a średnia dzienna wartość obrotu akcjami w ramach arkusza zleceń osiągnęła w marcu 2017 r. poziom 1,1 mld zł, o 34,7% wyższy niż rok wcześniej. Wartość indeksu WIG na koniec marca 2017 r. wyniosła 57 911,31 pkt i była o 18,1% wyższa niż rok temu.

Również na rynku NewConnect odnotowano wzrost łącznej wartości obrotu akcjami o 16,1% rok do roku. W ramach arkusza zleceń wartość obrotu akcjami na rynku alternatywnym GPW wyniosła 149,7 mln zł (+37,5% rdr).

W marcu 2017 r. łączny wolumen obrotu instrumentami pochodnymi wyniósł 1,0 mln szt.,
o 36,0% więcej niż rok wcześniej. Wolumen obrotu kontraktami terminowymi na indeksy wyniósł 674,6 tys. szt., co oznacza wzrost o 37,2% wobec marca 2016 r. Również kontrakty na akcje odnotowały wzrost o 84,2% do poziomu 209,0 tys. sztuk.

Wartość notowanych na rynku Catalyst emisji obligacji nieskarbowych wyniosła na koniec marca 2017 r. 83,5 mld zł, co oznacza wzrost o 17,4% rok do roku. Wartość obrotu obligacjami nieskarbowymi na rynku Catalyst w ramach arkusza zleceń wzrosła rok do roku o 45,5%, do poziomu 207,2 mln zł.

Łączna wartość obrotu obligacjami na TBSP wyniosła w marcu br. 54,6 mld zł i była o 98,6% wyższa niż rok wcześniej.

Łączny wolumen obrotu gazem ziemnym wyniósł w marcu 2017 r. 7,3 TWh, o 39,9% mniej niż rok wcześniej. Na rynku spot wolumen obrotu wzrósł o 3,4% osiągając poziom 2,3 TWh. Z kolei łączny wolumen obrotu energią elektryczną na rynkach spot i terminowym w marcu 2017 r. wyniósł 7,7 TWh, czyli o 27,8% mniej niż rok wcześniej.

Wolumen obrotu prawami majątkowymi wynikającymi ze świadectw pochodzenia z wyłączeniem praw ze świadectw związanych z efektywnością energetyczną („białe certyfikaty”)[2] na rynkach spot i terminowym wyniósł 8,1 TWh co oznacza wzost o 21,2% w stosunku do marca 2016 r. Wolumen obrotu prawami majątkowymi wynikającymi ze świadectw pochodzenia związanych z efektywnością energetyczną („białe certyfikaty”) wyniósł w marcu 2017 r. 14,6 ktoe[3].

Kapitalizacja 433 spółek krajowych notowanych na Głównym Rynku (GR) na koniec marca 2017 r. wyniosła 621,3 mld zł (147,2 mld EUR). Łączna kapitalizacja 486 spółek krajowych i zagranicznych notowanych na GR GPW wyniosła na koniec marca br. 1,260 mld zł (298,6 mld EUR).

Na Rynku Głównym GPW w marcu 2017 r. zadebiutowała spółka UNIMOT S.A., gdzie wartość oferty wyniosła 99 mln PLN. Na Catalyst w marcu 2017 r. zadebiutowały obligacje spółki PGB (wartość emisji to 387,160 mln PLN). Na rynku Catalyst zadebiutowały obligacje Województwa Opolskiego o wartości 28 mln PLN.

W marcu 2017 r. na GPW odbyło się 23 sesji giełdowych, o 2 więcej niż rok wcześniej.

W załączeniu dane o obrotach na rynkach prowadzonych przez Grupę GPW.

[1] transakcje sesyjne, bez transakcji pakietowych

[2] świadectwa pochodzenia związane z efektywnością energetyczną (tzw. białe certyfikaty) są wystawiane , notowane i rozliczane w innych jednostkach metrycznych niż pozostałe świadectwa na TGE (toe – tona oleju ekwiwalentnego; energetyczny równoważnik jednej metrycznej tony ropy naftowej o wartości opałowej równej 10.000 kcal/kg;)

[3] ktoe = 1000 toe, Mtoe = 1000 000 toe

Poczta Polska: porozumienie w sprawie premii – ponad 950 zł brutto w kwartale

Zarząd Poczty Polskiej oraz reprezentatywne organizacje związkowe, działające w firmie – Związek Zawodowy Pracowników Poczty oraz Organizacja Międzyzakładowa NSZZ „Solidarność” Pracowników Poczty Polskiej – uzgodniły nowy Regulamin premiowania. Zgodnie z nowymi zapisami, pracownicy okienek i listonosze będą mogli otrzymać nawet 950 zł brutto premii w kwartale. Pierwsze pieniądze trafią na konta już w drugim kwartale 2017 roku.

Dokument przewiduje wpływ indywidualnych wyników pracy na wysokość tej części wynagrodzenia. W przypadku doręczycieli i pracowników sortowni prawie 2/3 premii będzie stanowiła premia czasowo-jakościowa, na której wysokość wpłynie jakość wykonywanej pracy i zaangażowanie, a także liczba przepracowanych dni w danym miesiącu. Do tego dojdzie premia zadaniowa wypłacana, jeśli zarówno pracownik jak i jego jednostka organizacyjna zrealizują zaplanowane na dany okres zadania. Dodatkowo, gdy firma w danym kwartale osiągnie zakładany wynik na poziomie co najmniej 100%, wszystkie osoby, które otrzymały premię zadaniową dostaną dodatkową gratyfikację w postaci premii wynikowej.

– Premie to konieczny element wynagradzania i motywowania Pracowników Poczty Polskiej. Porozumienie jest niełatwym kompromisem pomiędzy uzasadnionymi oczekiwaniami pracowników naszej firmy i jej trudną sytuacją finansową – powiedział Przemysław Sypniewski, Prezes Zarządu Poczty Polskiej.

Poprawa warunków pracy i wynagrodzeń jest jednym z kluczowych elementów nowej strategii Poczty Polskiej przyjętej przez Radę Nadzorczą firmy. Pracownicy Poczty Polskiej są największym kapitałem. Dlatego stabilne zatrudnienie, płace adekwatne do kompetencji i wymagań rynku są priorytetem działań obecnego Zarządu. Zarząd Poczty Polskiej, podobnie jak pracownicy, widzi konieczność zmiany wynagrodzeń w Spółce i podejmuje konkretne działania by to zmienić. Trwają prace nad możliwością wprowadzenia rozwiązań systemowych, związanych z systematycznym wzrostem wynagrodzeń w firmie.

Średnie miesięczne wynagrodzenie listonoszy z nagrodami jubileuszowymi, odprawami emerytalno-rentowymi oraz premią roczną wynosi obecnie 2818, 07 zł. Listonosze miejscy średnio otrzymują miesięcznie 2825, 77 zł. brutto, natomiast wiejscy: 2807, 97 złotych brutto.

Okiem rekrutera: aktywny kandydat vs bierny kandydat

Rekruterzy co roku kontaktują się z tysiącami kandydatów, poszukując tych najodpowiedniejszych na dane stanowisko. Spotykają ludzi o różnych osobowościach, oczekiwaniach i pomysłach na swoją ścieżkę kariery. Rekruterzy często dzielą ich na dwie kategorie: kandydatów aktywnych i kandydatów biernych. Kim są, czym się charakteryzują i jaka jest specyfika rekrutacji kandydatów z poszczególnych grup? Na te pytania odpowiada doświadczony ekspert ds. rekrutacji firmy HRK.

Według raportu LinkedIn „Talent Trend” 25% badanych pracowników aktywnie poszukuje pracy, natomiast pozostałe 75% to osoby niepodejmujące znaczących aktywności w tym zakresie. Nie oznacza to jednak, że ta większość nie rozważa w bliższej czy dalszej perspektywie zmiany pracodawcy. Ich motywacja do zmian jest mniejsza, a blisko połowa tej grupy wyraża swoje zainteresowanie ewentualną rozmową z rekruterami.

Eksperci branży HR dzielą kandydatów na aktywnych i biernych. Na podstawie tych dwóch kategorii dobierają odpowiednie narzędzia i sposób rekrutacji, tak by trafić z odpowiednim przekazem do kandydata z danej grupy.

Aktywny kandydat – jak go przyciągnąć?

Aktywny kandydat to oczywiście ten, który samodzielnie i aktywnie szuka pracy. Przeszukuje portale z ofertami pracy, nie kończąc na jednym, systematycznie zagląda do mediów społecznościowych, jak LinkedIn czy GoldenLine, a także buduje i korzysta ze swojej sieci kontaktów zawodowych. Ten typ kandydatów poszukuje otwartej okazji do zmiany pracy, najczęściej z powodu braku perspektyw rozwoju w obecnej lub potrzeby zwiększenia wynagrodzenia.

Aktywni kandydaci są łatwi do odnalezienia, ponieważ systematycznie wysyłają swoje CV, a także budują pożądaną markę własną dzięki m.in. portalom społecznościowym popularnym wśród rekruterów.

Osoby aktywne często biorą udział w przynajmniej kilku procesach rekrutacyjnych, łatwo do nich dotrzeć, więc szansa na zatrudnienie takiego kandydata wynosi zaledwie kilka procent. Są to jednak osoby zdecydowanie bardziej elastyczne co do terminów spotkań rekrutacyjnych i rozmów telefonicznych – mówi Katarzyna Rzepka, Managing Consultant IT Tech z działu ICT w firmie HRK. – Osoby te są otwarte na rozmowy z rekruterami, są również bardziej nastawione na efektywną autoprezentację i chętniej polecają znajomych, podczas gdy ich bierni na rynku pracy koledzy niechętnie dzielą się informacjami.

Bierny kandydat – czym go skusić?

Bierny kandydat nie szuka aktywnie nowych możliwości. Dlaczego? Pracownik tego typu może mieć ugruntowaną pozycję u swojego pracodawcy i czerpać satysfakcję z tego, co robi. W grę może wchodzić również osobowość. Niektórzy ludzie przywiązują się do miejsca pracy, niezależnie od zapewnianych przez pracodawcę warunków.

Ten typ pracowników nie szuka aktywnie nowego miejsca zatrudnienia, lecz nie oznacza to, że jego decyzja się nie zmieni, zwłaszcza kiedy otrzyma lukratywną propozycję. Zaletą kontaktu z taką osobą jest brak konkurencji wśród rekrutrów. Należy go przekonać do profitów, jakie uzyska wraz z nową pracą.

Osoby bierne są bardziej roszczeniowe, ważna jest też dla nich informacja, jakie warunki finansowe pracodawca jest im w stanie zaoferować. I często jest to jedyna motywacja do rozważenia propozycji oferty pracy. Osoby nieposzukujące pracy są także zdecydowanie skłonniejsze do przyjęcia kontroferty od obecnego pracodawcy – wyjaśnia Katarzyna Rzepka.

Branża i stanowisko mają znaczenie

Nie bez wpływu na motywację do szukania pracy pozostaje branża. Istnieją obszary takie jak sprzedaż, handel, marketing czy szeroko pojęte media, w których rotacja pracowników jest duża. Mamy w nich do czynienia z osobami, które aktywnie poszukują nowych wyzwań, a pozostanie w jednej firmie przez wiele lat postrzegane jest jako stagnacja i zatrzymanie rozwoju osobistego. Oczywiście istnieją branże, w których u jednego pracodawcy pracuje się przez wiele lat. Stabilne zatrudnienie, zadawalające zarobki i poczucie bezpieczeństwa sprawiają, że pracownicy mogą spędzić w firmie sporą część swojego życia zawodowego.

Według eksperta HRK wpływ na bycie aktywnym czy biernym kandydatem ma również poziom zajmowanego stanowiska. Im wyższe stanowisko (project manager, manager, team lider, dyrektor itp.), związane z dużym doświadczeniem, tym trudniejsza decyzja o zmianie pracy. Tu najczęściej mamy do czynienia z osobami koło 40. roku życia i więcej. Duża część tych pracowników ma już rodziny, a także stałe zobowiązania finansowe, dlatego wszelkie zmiany w ich życiu muszą być przemyślane.

Jak wskazują powyższe analizy – kandydatów biernych jest na rynku więcej niż kandydatów aktywnych. Jest to wyzwanie zarówno dla rekruterów, którzy muszą znaleźć i skłonić takiego kandydata do spotkania, jak i dla pracodawców, którzy muszą zaoferować takim kandydatom naprawdę konkurencyjne warunki.

Zmiany na rynku pracy: pieniądze tracą na znaczeniu, a Internet zyskuje

3 na 10 Polaków chce zmienić pracę z powodu nudy i rutyny – wynika   najnowszych badań Work Service. Na znaczeniu zaczynają tracić pieniądze, ale zyskują potrzeba awansu i samorealizacji. Zmianę widać również w sposobach szukania pracy. Już nie tylko znajomości, ale w coraz większym stopniu Internet ma pomóc w znalezieniu najlepszych ofert. Blisko 60% pracowników szuka ich na portalach pracy, a 45% bezpośrednio na stronach firm. To wymusza na pracodawcach większą aktywność w sieci, bo właśnie tam są kandydaci.

Pieniądze to główny powód, dla którego ludzie codziennie idą do pracy. Dla 45,5% to też podstawowy czynnik motywujący do zmiany pracodawcy. Ludzie szukają firm, gdzie mogliby zarabiać więcej, ale jak pokazują najnowsze badania Work Service pieniądze tracą na znaczeniu. W ciągu ostatniego pół roku odsetek osób deklarujących zmianę miejsca zatrudnienia z powodów finansowych zmniejszył się o 13,6 p.p. Tak duży spadek oznacza, że dziś prawie równie ważny jest inny czynnik – brak perspektyw awansu. Nie bez znaczenia dla pracowników jest także możliwość samorealizacji i nuda oraz rutyna, która do zmiany pracy skłania 29,3% osób.

Obserwowana zmiana to efekt poprawy sytuacji na rynku pracy. Już w zeszłym roku uwidocznił się trend wzrostowy w poziomie wynagrodzeń, który w nadchodzących miesiącach powinien się jeszcze umocnić. Wyższe pensje spowodowały, że pracownicy zaczęli zwracać większą uwagę na inne aspekty niż finanse – na rozwój, atrakcyjność i ciekawość wykonywanej pracy. To wyraźny sygnał dla pracodawców. Tym bardziej, że 1/3 Polaków twierdzi, że nową pracę znajdzie w miesiąc. Część niezadowolonych pracowników może zatem odejść z dnia na dzień, bo uważa, że nie będzie mieć problemu ze znalezieniem innego pracodawcy – komentuje Andrzej Kubisiak, Dyrektor Zespołu Analiz Work Service S.A.praca a internet

Pracy szukamy przez znajomych i Internet

Obserwowany w ostatnim czasie wzrost wynagrodzeń wpłynął na odsetek tych, którzy zastanawiają się nad zmianą pracy. Z „Barometru Rynku Pracy VII”, przygotowanego przez Work Service, wynika, że myśli o tym 17,9% pracowników i jest to najniższy wynik w historii. Ci, którzy jednak się na to decydują najczęściej korzystają z pomocy znajomych (58,3%) i portali pracy (57,2%), których popularność rośnie. Właśnie w Internecie kandydat ma szeroki dostęp do różnorodnych ofert i nie musi już chodzić po urzędach pracy i targach, żeby zdobyć kompleksowe informacje dotyczące pracodawcy i stanowiska, na które chce aplikować. To wszystko może zrobić nie wychodząc z domu.

Rynek pracy ulega ciągłym zmianom, ale jeden trend jest niezmiennie kontynuowany. To narastająca rola nowych technologii i opanowywanie procesów rekrutacyjnych przez narzędzia on-line. Sami pracodawcy zaczynają podążać ścieżkami, którymi poruszają się kandydaci, przez co stawiają na rozwijanie swojego wizerunku w sieci i budowanie nowych narzędzi promujących ich warunki zatrudnienia. Na tym trendzie zyskują portale pracy, których popularność na przestrzeni ostatnich 6 miesięcy wzrosła o niemal 10 p.p. – twierdzi Piotr Adamczyk, Prezes Zarządu serwisu Kariera.pl.praca a internet 2

Strony firmowe z ofertami pracy

Szukanie pracy w Internecie to nie tylko odwiedzanie portali. 45,5% osób samodzielnie przegląda też oferty w zakładkach „Kariera” na stronach firm, dzięki czemu ma bezpośredni dostęp do stanowisk, na które prowadzona jest rekrutacja. W związku z tym pracodawcy powinni zwrócić uwagę na czytelność i atrakcyjność zamieszczonych tam treści. Pozwoli to przyciągnąć uwagę kandydatów, tak bardzo poszukiwanych w wielu branżach.

Wpisując się w panujące na rynku trendy postawiliśmy na nowy standard komunikacji z kandydatami. Przygotowaliśmy stronę internetową dedykowaną w całości kandydatom i poszukiwaniu pracy. Wystarczy, że kandydat wejdzie na naszą stronę i wpisze swoje podstawowe dane, a my skontaktujemy się z nim i zaproponujemy oferty dopasowane do jego potrzeb. Tym, którzy preferują samodzielnie przeglądać oferty pracy, służy prosta i intuicyjna wyszukiwarka. Kandydaci mogą również skorzystać z praktycznych poradników, np. jak efektywnie poszukiwać pracy, jak przygotowywać dokumenty aplikacyjne czy rozwijać swoje kompetencje. Zależy nam, aby kandydat czuł się odpowiednio otoczony opieką we wszystkich kanałach obsługi, czy to odwiedzając nasz oddział czy aplikując na ofertę online. – komentuje Katarzyna Kowol, Digital Marketing Manager Work Service S.A.

***

Metodologia badania:

Dane prezentowane w ramach „Barometru Rynku Pracy VII” zostały przygotowane i opracowane na zlecenie Work Service S.A. przez instytut Millward Brown S.A. Badanie zrealizowano na próbie osób pracujących (N=522) dobranej z ogólnopolskiej reprezentatywnej próby dorosłych Polaków N=1000 (dobranych zgodnie ze strukturą populacji pod względem płci, wieku, wykształcenia oraz klasy wielkości i województwa miejsca zamieszkania), wyniki poddano procedurze ważenia. Maksymalny błąd pomiaru dla całej próby pracujących to +/-4,4%. Badanie zostało przeprowadzone za pomocą wspomaganych komputerowo wywiadów telefonicznych CATI okresie 16-20.01.2017 r.

Kurs EUR/USD na rozdrożu. Złoty traci

Niejednoznaczna sytuacja na EUR/USD. Polska waluta zaczyna tracić na bazie gorszego sentymentu ale też sytuacji technicznej. Najbliższe dni powinny być niekorzystne dla EUR/PLN i CHF/PLN. Bilans handlowy w USA w centrum uwagi.

Święto w Chinach

Dzisiejszy handel na rynkach rozpoczął się dość spokojnie. A to w głównej mierze dlatego, że w Chinach nie ma dziś sesji w związku z obchodzonym tam Świętem Zmarłych. Na EUR/USD jesteśmy dość nisko w okolicach 1,0660. Sytuacja jest dość newralgiczna bo tak naprawdę zdecydowanego kierunku nie widać. Wczorajsze wypowiedzi członków Fed nie dotyczyły polityki pieniężnej więc niewiele wniosły na rynki.

Dane z Europy

Z drugiej strony mieliśmy informacje o inflacji producenckiej w strefie euro, która w lutym wzrosła już 11 miesiąc z rzędu. W kolejnych miesiącach jednak powinniśmy obserwować spadek tego wskaźnika zważywszy choćby na to, że ceny surowców a przede wszystkim energii spadły. Również rekordowo niska stopa bezrobocia w strefie euro nie wpłynęła na wycenę euro.

W końcu złoty traci

Polska waluta od rana dość zauważalnie słabnie. Można powiedzieć, że to lekko opóźniona reakcja po wczorajszej gorszej publikacji wskaźnika PMI dla przemysłu. Ale trzeba też zauważyć, że złoty zanotował bardzo dobry kwartał gdzie dotarliśmy na większości głównych par do 1,5 rocznych minimów korekta więc jest zupełnie czymś naturalnym. Tym bardziej jak już wspominaliśmy atrakcyjność polskiej waluty po publikacji niższej inflacji nieco spadła.

Czynniki zewnętrzne niekorzystne dla złotówki

Wynika to z tego, że wskutek słabszego wzrostu cen RPP raczej do końca roku nie zdecyduje się na podwyżkę stóp w Polsce. Scenariusz na najbliższe dni to powolne osłabienie krajowej waluty tym bardziej, że dojdą czynniki ryzyka na szerokim rynku choćby wybory we Francji. Niby już przesądzone ale trzeba pamiętać, że brexitu też miało nie być według sondaży. Inwestorzy mając to w pamięci będą redukować pozycje w ryzykownych aktywach.

Kilka danych

Dzisiaj na rynkach kilka ciekawych danych makro się pojawi. O 10.30 mamy PMI sektora budownictwa z Wielkiej Brytanii. Temat brexitu cały czas jest na wokandzie więc może oczekiwać większej wrażliwości na publikacje.

Dolar pod presją bilansu handlowego

O 14.30 poznamy bilans handlowy USA za luty. W styczniu deficyt był najwyższy od dwóch lat. Tym razem spodziewany jest nieco niższy poziom. Negatywne zaskoczenie mogło by wyhamować impuls aprecjacyjny na dolarze.

Prezes EBC raczej bez niespodzianki

O 15.30 przemawiał będzie Mario Draghi. Rynki raczej spodziewają się obrony programu luzowania polityki monetarnej przez prezesa EBC. Nie spodziewamy się też żadnych głosów o tym, że trzeba podwyższyć stopy jeszcze przed wygaszeniem QE. Jeśli padną słowa o podążaniu drogą USA w kwestii odejścia od luźnej polityki monetarnej to euro może nieco stracić.

Krzysztof Pawlak – dealer walutowy w Internetowykantor.pl

Brutalnie zakończony rynkowy spokój

Czasami niewiele potrzeba, by zmącić spokój rynków finansowych, a wczorajsze tragiczne wydarzenia w Rosji przechyliły szalę na rzecz awersji do ryzyka. Wciąż daleko jesteśmy od oznak rozkręcania się spirali głębszej wyprzedaży, ale rynek akcji jest niżej, spadają rentowności obligacji, zyskuje złoto i jen.

S&P500 stracił wczoraj 0,2 proc., a rentowności 10-letnich obligacji skarbowych USA spadły do 2,33 proc. Ten ostatni czynnik pomaga w sprzedaży USD/JPY, który wrócił pod 110,50. Za to EUR/USD stoi w miejscu, gdyż euro nie może znaleźć nabywców po tym, jak wyparowały oczekiwania na zwrot w polityce ECB wyparowały. Waluty surowcowe i rynków wschodzących straciły animusz, a GBP został zdołowany przez słabsze od oczekiwań dane z Wielkiej Brytanii. Ogólnie jednak tempo zmian jest dość spokojne i nie widać oznak głębszej ucieczki od ryzyka. Inwestorzy nie chcą się łatwo poddać powiewowi pesymizmu, szczególnie że tło makroekonomiczne pozostaje sprzyjające (co wczoraj potwierdziły wysokie odczyty indeksów PMI dla przemysłu). Nie będzie trudnym odwrócić dziś sentyment na pozytywną stronę, choć przydałaby się iskra.

RBA zgodnie z oczekiwaniami utrzymał stopę kasową na 1,50 proc., ale komunikat zawierał lekko gołębie niespodzianki. Bank porzucił fragment o silnym wzroście konsumpcji oraz zauważa pogorszenie danych na rynku pracy. RBA stwierdził też, że polityka makroostrożnościowa powinna wystarczyć dla ostudzenia silnego rynku nieruchomości, więc studzi do oczekiwania na szybsze podwyżki. Ogólnie zmiany w komunikacie nie były przełomowe, choć utrzymywana siła AUD w ostatnich dniach mogła sugerować, że część rynku liczyła na zwrot RBA w jastrzębią stronę. Skromne rozczarowanie połączone z pogorszeniem ogólnego sentymentu rynkowego pomaga w osłabieniu AUD i możemy widzieć zalążki mocniejszego ruchu AUD/USD do 0,75.

W kalendarzu na dziś mamy PMI dla sektora budowlanego z Wlk. Brytanii i wczorajszy odczyt z przemysłu pokazał, że GBP pozostaje bardziej wrażliwy na gorsze do prognoz dane. Sprzedaż detaliczna z Eurolandu raczej przejdzie bez echa. Dane o handlu zagranicznym z USA i Kanady są drugorzędne, choć te drugie mogą mieć mocniejszy wpływ na USD/CAD. USD będzie czekał na zamówienia przemysłowe z USA. Wieczorem odbędzie się telewizyjna debata kandydatów na prezydenta Francji – poprzednia nie była wielkim impulsem dla EUR, ale polityka potrafi zaskakiwać.

Pozostajemy konstruktywnie nastawieni wobec USD, szczególnie przy wsparciu wczorajszego odczytu ISM i nie wykluczając jastrzębich niespodzianek w jutrzejszym protokole FOMC. EUR/USD może mieć łatwiejszą drogę do spadków przy wyparowaniu oczekiwań względem ECB, ale techniczne poziomy przy 1,0630/50 stanowią barierę. Awersja do ryzyka uderzyła wczoraj złotego i podsyciła realizację zysków z zeszłotygodniowego umocnienia. Nie mamy jeszcze oznak silniejszej spirali ucieczki od ryzyka, więc poziomy techniczne powinny hamować wyprzedaż złotego. Dla EUR/PLN oznacza to opór przed 4,27. Dalej widzimy też potencjał do spadków EUR/CAD w oparciu o ostatnią serię lepszych danych z Kanady i opóźnienie w reakcji dolara na zeszłotygodniowe odbicie cen ropy naftowej, choć wczorajsze pogorszenie ogólnego sentymentu nie działa na naszą korzyść.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

JR HOLDING S.A. razem z POLMAN S.A. będzie rozwijał spółkę Investoria

JR HOLDING S.A., Spółka notowana na rynku NewConnect od listopada 2012 r., podpisała porozumienie inwestycyjne z notowaną na alternatywnym rynku spółką POLMAN S.A. oraz dwoma osobami fizycznymi w zakresie rozwoju spółki zależnej Dinero Sp. z o.o. Podmiot ten zmieni nazwę na Investoria Sp. z o.o. i będzie zajmował się rozwojem systemów i serwisów przeznaczonych dla uczestników rynku kapitałowego.

JR HOLDING S.A., Polman S.A., Dinero Sp. z o.o., Artur Górski oraz Tomasz Rogalski podpisali porozumienie inwestycyjne w zakresie dalszego rozwoju spółki Dinero Sp. z o.o., która zmieni nazwę na Investoria Sp. z o.o. Podmiot ten będzie zajmował się prowadzeniem i rozwijaniem systemów oraz serwisów internetowych przeznaczonych dla inwestorów i spółek publicznych, m.in. AlertSerwis.pl, RaportySpolek.pl oraz NewConnector.pl. System AlertSerwis.pl jest narzędziem dla spółek publicznych, które umożliwia automatyczne udostępnianie na ich stronach internetowych raportów ESPI/EBI, a także na budowanie własnych baz inwestorów i realizowanie mailingów do nich. Z kolei system RaportySpolek.pl pozwala na bieżące monitorowanie raportów spółek z rynku regulowanego GPW w Warszawie oraz z rynku NewConnect i otrzymywanie bezpłatnych powiadomień. Serwis NewConnector.pl istnieje na rynku od stycznia 2011 r. i jest pierwszym serwisem internetowym zajmującym się tematyką rynku NewConnect. Plany rozwoju spółki Investoria Sp. z o.o. nie wykluczają jej upublicznienia na rynku NewConnect.

„Jesteśmy bardzo zadowoleni, że będziemy mogli realizować nowe przedsięwzięcie biznesowe ze spółką POLMAN S.A., która jest notowana na rynku NewConnect niemal od samego początku jego istnienia. Wejście w segment nowoczesnych technologii związanych z rynkiem kapitałowym będzie dla nas bardzo dużym wyzwaniem, jednak widzimy ogromny potencjał tego projektu. Chcemy, aby wszystkie systemy i serwisy przeznaczone dla spółek oraz inwestorów giełdowych funkcjonowały w ramach jednego, silnego podmiotu, jakim będzie Investoria Sp. z o.o., co pozwoli nam na skuteczne wykorzystanie efektów synergii. Spółka będzie oferowała bardzo innowacyjne i pożądane narzędzia dla uczestników rynku kapitałowego. Naszym celem jest osiągnięcie przez Investoria Sp. z o.o. takiego etapu rozwoju, który pozwoli realnie myśleć o upublicznieniu tego podmiotu na rynku NewConnect.” – ocenia January Ciszewski, Prezes Zarządu Spółki JR HOLDING S.A.

„Współpraca z nowym partnerem – JR HOLDING S.A. – jest dla nas kolejnym, obiecującym etapem konsekwentnego rozwoju w obszarze nowej działalności, a mianowicie Nowoczesnych technologii IT. Połączenie doświadczeń, jakie obie Spółki zdobyły na rynku NewConnect, przyniesie korzyść nie tylko dla nas jako partnerów, ale również pozwoli na dynamiczny rozwój projektów skierowanych do interesariuszy rynku kapitałowego. Nasze istniejące już produkty jak RaportySpolek.pl czy AlertSerwis.pl oraz platforma jednego z partnerów NewConnector.pl Artura Górskiego są doskonałym fundamentem budowania przewagi konkurencyjnej na rynku narzędzi dla Inwestorów pod jedną silną marką Investoria Sp. z o.o. Interesuje nas współpraca z solidnymi partnerami, z którymi wspólnie będziemy realizować zamierzenia i cele dotyczące tworzonych produktów z portfolio działu Nowoczesnych Technologii IT w POLMAN. Porozumienie z JR HOLDING S.A. jest dla nas krokiem w tym właśnie kierunku.” – komentuje Mariusz Nowak, Prezes Zarządu POLMAN S.A.

To będzie dobry rok dla firm eksportowych

Są dobre prognozy dla firm eksportowych. W 2017 roku sprzedaż polskich towarów do krajów Unii Europejskiej może wzrosnąć nawet o 8 proc., a najlepiej ma być w drugiej połowie roku. Pozytywnie na handel zagraniczny wpłynie utrzymujące się ożywienie gospodarcze zarówno w Europie, jak i na całym świecie. Polscy eksporterzy mogą z nadzieją patrzeć w przyszłość, sięgać po dotacje unijne, ale z ostrożnością powinni podejmować decyzje o wchodzeniu na nowe rynki.

Kraje unijne kupują coraz więcej  

Zgodnie z danymi GUS w 2016 roku wartość naszego eksportu była wyższa o 2,3 proc. w porównaniu z rokiem poprzednim. Ten wzrost udało się osiągnąć głównie dzięki sprzedaży do krajów Unii, bo aż około 79 proc. wszystkich towarów trafiło na unijne rynki. Cały czas najwięcej naszych produktów kupują Niemcy (27 proc. całego eksportu). Dobrze prezentowały się również wyniki sprzedaży do pozostałych krajów unijnych, osiągając wzrost o 1,9 proc. Coraz więcej produktów z Polski kupują m.in. Hiszpanie (wzrost o 6,4 proc.), Holendrzy (3,4 proc.) czy Włosi (1,8 proc.). W 2016 roku zwiększyła się też (o 6,7 proc. w stosunku do 2015 roku[1]) sprzedaż do krajów rozwiniętych spoza Unii Europejskiej.

Dalekie rynki zamiast Rosji

Od kilku lat polscy eksporterzy borykają się ze skutkami zachodnich sankcji gospodarczych wobec Rosji. W odpowiedzi na te sankcje rosyjskie władze ogłosiły embargo na import żywności z państw Unii Europejskiej, USA, Kanady, Australii i Norwegii. To postawiło wiele firm z Polski przed widmem bankructwa. Sytuację uratowała szybka reakcja rządu, który zdecydował o wsparciu dla najbardziej poszkodowanych. Skomplikowana sytuacja polityczna ze Wschodem wymusiła na polskich eksporterach poszukiwanie nowych, często dalekich rynków zbytu i potrzebę nawiązywania nowych kontaktów handlowych.

„Od dłuższego już czasu obserwujemy rosnącą liczbę zleceń z języków wcześniej mało popularnych, takich jak np.: turecki, arabski czy chiński. Zapotrzebowanie na specjalistów znających rzadkie języki powoduje, że cały czas rekrutujemy nowych tłumaczy i dostosowujemy naszą ofertę biznesową do zapotrzebowania rynku” – powiedział Vasilijs Ragacevics z agencji tłumaczeń i szkoły językowej Skrivanek. „Najczęściej tłumaczymy teksty na strony internetowe, materiały marketingowe (jak na przykład ulotki i katalogi), a także opisy i składy produktów. Zakładamy, że ten trend się utrzyma i w najbliższych latach polskie firmy nadal będą dynamicznie rozszerzać swoją działalność zagraniczną” – dodał Ragacevics.

Perspektywy i unijne wsparcie polskiego eksportu

Piotr Soroczyński, Główny Ekonomista KUKE, zapowiada w 2017 roku stabilizację nastrojów konsumentów, co w pierwszej kolejności ma przełożyć się na zwiększenie popytu na dobra szybko zbywalne, w tym żywność i kosmetyki. Zdaniem Soroczyńskiego w dalszej kolejności wzrosną zamówienia na dobra konsumpcyjne o trwałym charakterze, jak artykuły z grup AGD i RTV, a także zwiększy się popyt związany z wykańczaniem i wyposażaniem wnętrz. Wzrost sprzedaży powinna też odnotować branża motoryzacyjna, zarówno w zakresie aut, jak i części do ich produkcji.

Zdaniem ekspertów KUKE w 2017 roku uda się sprzedać polskie towary za 188,9 mld euro, co oznacza wzrost o 8 proc. Największe oczekiwania dotyczą rynków Europy Wschodniej (wzrost rzędu 9–10 proc.), co ma być wynikiem odreagowania kilku poprzednich słabych lat. Eksport do krajów Unii może sięgnąć 8 proc. (w tym do Niemiec szacowany jest na około 8,2 proc.), a do pozostałych krajów strefy euro ma być na poziomie 8,5 proc. Oczekiwany wzrost do krajów Unii spoza strefy euro to 7,9 proc. Sporą niewiadomą stanowi natomiast przyszłoroczny popyt krajów rozwijających się. Po słabym roku 2016 eksperci widzą szansę na silne odreagowanie, ale są ostrożni w swoich szacunkach i zapowiadają wzrost sprzedaży na około 5–6 proc.[2].

Siła polskiego eksportu systematycznie rośnie, między innymi dzięki wsparciu Unii Europejskiej zapewniającej finansowanie wszystkim tym firmom, które chcą rozwijać się na skalę międzynarodową. Aktualna perspektywa finansowa na lata 2014–2020 to dotacje eksportowe głównie w regionalnych programach operacyjnych w poszczególnych województwach. Oznacza to, że dofinansowanie na ekspansję przydzielane jest na szczeblach lokalnych na wybrane w danym regionie działania. Dotacje na aktywność eksportową mogą także zostać przyznane w ramach programów krajowych: Programu Operacyjnego Inteligentny Rozwój (PO IR) oraz Programu Operacyjnego Polska Wschodnia (PO PW).

„Do dyspozycji przedsiębiorców jest wiele konkursów dających możliwość pozyskania dofinansowania, jednakże wybór odpowiedniego nie jest łatwy. Interesanci ubiegający się o wsparcie często muszą pokonać zawiłe procedury i dostarczyć całe stosy wymaganych dokumentów. Wówczas z pomocą zagubionym przedsiębiorcom przychodzą profesjonalne firmy doradcze, takie jak nasza. Do każdego klienta podchodzimy indywidualnie, aby jak najlepiej poznać i scharakteryzować jego projekt. Następnie przygotowujemy dokumentację wymaganą w danym naborze, eksponując silne strony projektu”– powiedział Jerzy Orłowski, prezes pl grants. „Droga po dotacje nie jest łatwa, ale warto ją pokonać ze względu na możliwości rozwoju, które zapewnia dofinasowanie” – podsumował Orłowski.

Mimo dobrych prognoz działalność polskich eksporterów nie będzie wolna od niebezpieczeństw. Głównym zagrożeniem nadal pozostanie chwiejący się złoty, dlatego warto pamiętać o zabezpieczeniu ryzyka kursowego. Trudno również przewidzieć, co przyniosą polityka Donalda Trumpa i brexit.

[1] http://www.kuke.com.pl/serwis-ekonomiczny/handel-zagraniczny-polski/handel-zagraniczny-polski-wg-gus-w-2016-r-,1.html

[2] http://www.kuke.com.pl/serwis-ekonomiczny/prognoza-eksportu/prognoza-kuke-eksport-w-2017-roku-wzrosnie-o-8,13.html

SAF-T – nowy obowiązek m.in. dla polskich firm działających na Litwie i w Norwegii

Polskie firmy od niedawna muszą wdrażać w swoich systemach księgowych rozwiązania do przygotowywania Jednolitego Pliku Kontrolnego. Od stycznia przyszłego roku przed podobnym wyzwaniem staną przedsiębiorcy prowadzący działalność na Litwie i w Norwegii, gdzie zacznie obowiązywać SAF-T. Będzie to dotyczyło również firm z Polski, które mają tam swój oddział lub powiązaną spółkę. Litewski i norweski obowiązek raportowania do urzędów skarbowych jest oparty na standardzie OECD. Zdaniem ekspertów firmy doradczej Deloitte nauczone doświadczeniami ekspresowego wprowadzenia JPK w Polsce, przedsiębiorstwa, które operują w tych krajach, powinny już teraz rozpocząć dostosowywanie swoich systemów księgowych.

Standard Audit File for Tax (SAF-T) to format wymiany danych księgowych, zalecany krajom należącym do OECD. Zmierza on do zwiększenia efektywności kontroli podatkowych przy zmniejszeniu kosztów. Dane w formacie SAF-T mogą być przekazywane przez podatników do organów podatkowych oraz zewnętrznych audytorów. Obowiązuje on już w Portugalii, Luksemburgu, Austrii, Francji i w Polsce (polskim odpowiednikiem jest Jednolity Plik Kontrolny). „Polski standard raportowania znacząco odbiega jednak od swojego pierwowzoru, rekomendowanego przez OECD. Dostawcy systemów księgowych, którzy przystosowali swoje programy do międzynarodowych rozwiązań, nie byli przygotowani na to, co ogłosił polski resort finansów. Rynek szybko wypełnił tę niszę, ale pozostało poczucie, że polskie rozwiązanie raportowe stawia przed podatnikami nadzwyczajne wyzwania” – mówi Paweł Hulewicz, Senior Technology Officer w Zespole Tax Management Consulting, Deloitte Doradztwo Podatkowe.

Zarówno w Norwegii, jak i na Litwie, podatnicy będą musieli składać plik SAF-T na żądanie organów podatkowych, np. w toku kontroli. Wdrożony w obu krajach standard SAF-T, bazujący w prostej linii na zaleceniach OECD, przewiduje tylko jeden plik, w odróżnieniu od JPK, który obejmuje ich aż siedem. „Aby odpowiednio przygotować się do nowego obowiązku, podatnicy powinni wdrożyć w swoich systemach komputerowych mechanizmy, które umożliwią automatyczne generowanie pewnych typów danych, w określonym zestawieniu. Po wdrożeniu odpowiednich rozwiązań informatycznych, zgodnie z zaleceniami OECD, firmy mogą, a nawet powinny prowadzić samodzielną kontrolę swoich rozliczeń w oparciu o zaimplementowany standard raportowy” – mówi Paweł Hulewicz.

Przystosowanie danych z systemów finansowo-księgowych do SAF-T wymaga czasu. SAF-T różni się od typowych deklaracji podatkowych, w których pokazuje się zagregowane dane, czyli sumy mające wpływ na wynik podatkowy. Wymaga on przekazania urzędowi skarbowemu danych wprost z ksiąg rachunkowych. W pliku należy wykazać każdą pojedynczą transakcję, produkt czy ruch magazynowy. Ogromna ilość danych w praktyce uniemożliwia przygotowanie SAF-T ręcznie.

Wygenerowanie danych podlegających raportowaniu w SAF-T wymaga przeprowadzenia tzw. mapowania, czyli dopasowania pól i sekcji w systemie księgowym do odpowiednich pól w pliku raportowym. Biorąc pod uwagę poziom skomplikowania plików, które obowiązują w Norwegii i na Litwie oraz ilości informacji, etap ten może wymagać asysty specjalistów. Źle przeprowadzone mapowanie spowoduje, że plik SAF-T będzie zawierał nieprawidłowe dane. Podatnicy muszą więc przystosować swoje systemy księgowo-finansowe (zainstalować tzw. nakładki do SAF-T). Mogą również skorzystać z oprogramowania, które pośredniczy pomiędzy księgami a resortem finansów: wyciąga odpowiednie dane z systemów podatnika, zestawia je, układa zgodnie ze strukturą SAF-T i konwertuje do wymaganego formatu XML. Przedsiębiorców w tym procesie wspiera stworzona przez Deloitte aplikacja taxCube, która automatyzuje rozliczenia podatkowe. Oprócz Polski, korzystają z niej już klienci w wielu krajach Europy, a międzynarodowy zasięg aplikacji ciągle się zwiększa. Dzięki temu program może obsłużyć różnorodne obowiązki raportowe oparte na standardzie SAF-T. „Na potrzeby klientów dostosowaliśmy aplikację taxCube również do litewskiego i norweskiego obowiązku składania pliku SAF-T. Dzięki temu firmy działające na Litwie i w Norwegii już wkrótce będą mogły wykorzystać sprawdzone rozwiązanie do elektronicznego raportowania. W tym zakresie wykorzystaliśmy doświadczenia, które zdobyliśmy podczas tworzenia i wdrażania oprogramowania do przygotowywania i wysyłki plików JPK w Polsce” – mówi Ernest Frankowski, Dyrektor w Zespole Tax Management Consulting, Deloitte Doradztwo Podatkowe.

USD/CAD szuka swej szansy

Niewielkie zmiany na rynku walutowym oraz spore na warszawskim parkiecie przywitały w poniedziałek inwestorów. Eurodolar niemal nie zmienił swej wartości na zamknięciu, taniała ropa.

Większość głównych par walutowych zakończyła wczorajszy dzień niewielkimi zmianami. Pod tym kontem dużo atrakcyjniej prezentował się rodzimy rynek akcyjny. Indeks WIG20 zyskał na koniec dnia 2,02%. Główne indeksy w Europie nie prezentowały się tak dobrze. Co ciekawe, duże wzrosty miały miejsce pod koniec sesji. Za oceanem sytuacja nie wyglądała jednak już tak dobrze. Po dobrym otwarciu indeks SP500 wyraźnie tracił na sile, aby wrócić w okolice otwarcia dopiero przed zamknięciem wczorajszego handlu.

Wczorajszy dzień obfitował w wiele wydarzeń makroekonomicznych. Słabsze od oczekiwań dane opublikowano zarówno w Japonii jak i Australii. Bez większych zmian zakończyło się w przypadku indeksów PMI dla przemysłu Niemieckiego oraz strefy euro. Inwestorów zaniepokoiły słabsze dane z amerykańskiego rynku motoryzacyjnego, po raz kolejny podnosząc obawy o realizację zapowiedzi prezydenta Trumpa w zakresie poprawy sytuacji gospodarczej. Dziś tymczasem RBA pozostawił główną stopę procentową w Australii na poziomie 1.5%.

usdcad04042017r

Tymczasem rynek USD/CAD próbuje wzrostów, zbliżając się do niepokonanego dotychczas poziomu 1.36. Tuż pod nim wszelkie wzrosty w ostatnim półroczu były zatrzymywane. Jeśli uda się tę barierę pokonać, wzrosty mogą sięgnąć 1.3850. Wskaźnik RSI odbił się od poziomu 50 i dopóki znajduje się ponad widoczną linią zwyżkującą, wzrosty mają szansę się rozwijać. Wsparcie byki znajdą między 1.31 oraz 1.32.

Sylwester Majewski
www.forex-desk.net

Przygotuj się na kwiecień – sezonowość na rynku

USD/PLN

Przyszedł kwiecień, a razem z nim możliwe umocnienie PLN-a. Od 2000 roku w kwietniu para walutowa USD/PLN traciła średnio 1 procent. Przez 17 ostatnich lat tylko w 7 przypadkach zanotowaliśmy wzrosty, zatem prawdopodobieństwo umocnienia się rodzimej waluty wynosi prawie 60 procent.

Sezonowość na USD/PLN

Sezonowość na USD/PLN

Źródło: Bloomberg

Maksymalna wyprzedaż pary walutowej USD/PLN przypadła na 2003 rok, gdzie zobaczyliśmy spadki rzędu 6.77 procenta. Gdyby doszło do podobnego zdarzenia, to para walutowa mogłaby znaleźć się w okolicy 3.70. Aczkolwiek taki scenariusz zdaje się być mało prawdopodobny, ale trend spadkowy powinien być kontynuowany i pod koniec miesiąca USD/PLN może spaść w okolicę poziomu 3.80.

Notowania USD/PLN, interwał dzienny

Notowania USD/PLN, interwał dzienny

Źródło: Admiral Markets

GOLD

Złoto, podobnie jak PLN powinno umocnić się do dolara amerykańskiego. W kwietniu średnio zyskiwało na wartości 1 procent. Na 17 ostatnich okresów w 11 zakończyło miesiąc kwiecień na plusie, zatem prawdopodobieństwo dalszych wzrostów wynosi 65 procent.

Sezonowość na złocie

Sezonowość na złocie

Źródło: Bloomberg

Najwięcej na wartości zyskało w 2006 roku, stopa zwrotu wyniosła bowiem ponad 12 procent. Czy tym razem pobijemy ten wynik? Bardzo wątpliwe, ale gdyby do tego doszło, to notowania złota znalazłyby się w okolicy 1400 USD.

Notowania złota, interwał dzienny

Notowania złota, interwał dzienny

Źródło: Admiral Markets

Na chwile obecną notowania złota starają się przełamać opór w okolicy 1246-1258 USD. Gdyby stronie kupującej się powiodło, to moglibyśmy zobaczyć dalsze wzrosty na złocie nawet w okolicę 1304 USD.

WTI

Dla notowań ropy naftowej kwiecień powinien być życzliwy. Przez 17 przebadanych okresów ropa naftowa umocniła się w 11, a średnia stopa zwrotu oscylowała w okolicy 3.42 procenta!

Sezonowość na ropie naftowej

Sezonowość na ropie naftowej

Źródło: Bloomberg

Maksymalna stopa zwrotu pojawiła się w 2015 roku, ale zawdzięczamy to głównie bardzo niskim cenom, które po raz kolejny mogą się nie powtórzyć. Z wykresu dziennego oraz sezonowości ropa naftowa mogłaby dotrzeć w okolicę 53 USD, po czym następnie kierować się w stronę górnej bandy krótkoterminowego kanału wzrostowego.

Notowania ropy WTI, interwał dzienny

Notowania ropy WTI, interwał dzienny

Źródło: WTI

S&P 500

Analiza sezonowości dla indeksu S&P 500 jest bardzo uproszczona, ponieważ przeważa kolor zielony. W 17 badanych latach aż 12 miesięcy kwiecień zakończyło się na plusie. W związku z tym prawdopodobieństwo korekty w tym miesiącu jest znikome i wynosi 30 procent. Czy do tego dojdzie? Za korektą przemawia zbyt duży optymizm, który z pewnością nie zostanie utrzymane na dłuższą metę.

Sezonowość na S&P 500

Sezonowość na S&P 500

Źródło: Bloomberg

Na wykresie dziennym notowania indeksu S&P 500 znalazły się w kanale spadkowym. Najbliższym wsparciem jest poziom 2290-2300. Niemniej jednak byki z pewnością będą chciały przetestować okrągły poziom 2400 punktów.

Wykres S&P 500, interwał dzienny

Wykres S&P 500, interwał dzienny

Źródło: Admiral Markets

Mateusz Groszek
Analityk Rynków Finansowych

Raport: Sytuacja mikro i małych firm w województwie wielkopolskim

W Wielkopolsce inwestuje co drugi  przedsiębiorca – takie wnioski płyną z siódmej edycji „Raportu o sytuacji mikro i małych firm w roku 2016” Banku Pekao SA. Przedsiębiorcy coraz więcej eksportują i stawiają na naukę języków obcych. Wysoko oceniają zatrudnienie i sytuację firmy.

W Wielkopolsce rośnie odsetek inwestujących firm. W 2016 r. inwestowała co druga firma (równe 50% firm), co oznacza 2 pp. wzrostu w ujęciu rocznym. Wynik jest też nieznacznie wyższy od średniej dla kraju, która wynosi 49%. Najwyższy odsetek przedsiębiorców inwestował w podregionie leszczyńskim – 59%. Na kolejnych miejscach znaleźli się przedsiębiorcy z Poznania (51%), podregionu poznańskiego (49%) oraz konińskiego (49%). Najrzadziej inwestowali przedsiębiorcy z podregionu kaliskiego (45%) i pilskiego (44%). W kolejnych miesiącach w wielkopolskim zamierza inwestować 37% przedsiębiorców, to o 2 pp. mniej niż średnio w kraju. Najwięcej inwestycji planują przedsiębiorcy z kaliskiego (51%), najmniej z leszczyńskiego (29%) i pilskiego (32%). W podregionach poznańskim i konińskim inwestycje będzie prowadzić 38% przedsiębiorców, a w Poznaniu 35%.

W Wielkopolsce przedsiębiorcy realizują inwestycje, żeby poprawić efektywność (59%), dokonać wymiany środków trwałych (40%) oraz w odpowiedzi na popyt na produkty i usługi firmy na rynku (22%).

W tegorocznym badaniu autorzy zapytali także o inwestycje w kapitał ludzki. Przedsiębiorcy z województwa wielkopolskiego podnoszą swoje kwalifikacje przede wszystkim poprzez samokształcenie oraz kursy i szkolenia. Właściciele firm chcą zwiększać swoje kwalifikacje – zwłaszcza w obszarze specjalistycznej wiedzy związanej z prowadzoną działalnością gospodarczą (28%), języków obcych (27%) oraz marketingu i reklamy (21%).

Nakłady na kapitał ludzki w mikro i małych firmach są stosunkowo niewielkie. Tylko w co piątej firmie przekraczają one w skali roku kwotę 2 tysięcy złotych. Można jednak założyć, że w najbliższych latach będą one rosnąć. Zmniejszająca się liczba pracowników, jak również szybko zmieniające się uwarunkowania rynkowe będą w wielu branżach wymuszać znacznie większe środki na kształcenie pracowników – mówi Tomasz Kierzkowski, współautor Raportu.

Odsetek innowacyjnych firm oraz nakłady na innowacje w województwie wielkopolskim są nieznacznie poniżej średniej krajowej. W ubiegłym roku, 23% przedsiębiorców w Wielkopolsce wprowadziło innowacje produktowe (w kraju odsetek ten wynosi 24%). Najlepszy pod tym względem jest podregion kaliski (27%), najsłabszy Poznań (21%). Natomiast, innowacje procesowe w województwie wprowadziło 15% (średnia dla kraju to 17%). Najlepszy pod tym względem jest Poznań, na przeciwległym biegunie znalazły się podregiony: pilski i poznański.

W Wielkopolsce eksportuje coraz więcej firm. W 2016 r. odsetek eksporterów wyniósł 15% (13% w ubiegłym roku). Było to jednak o 3 pp. mniej niż średnio w kraju. Najwięcej eksporterów jest wśród przedsiębiorców z Poznania (21%) i podregionu konińskiego (17%). W kolejnym roku, odsetek eksporterów wzrośnie do 19% (tym samym zrówna się ze średnią dla kraju). W Poznaniu (24%) i podregionie kaliskim (22%) będzie eksportować najwięcej firm.

Jak co roku, w Raporcie Banku Pekao został wyliczony Ogólny Wskaźnik Koniunktury Mikro i Małych Firm – miernik nastrojów przedsiębiorców. W Wielkopolsce oceny ubiegłego roku są zbliżone do średniej dla kraju i wynoszą 95,3 pkt[1] (średnia dla kraju to 95,4 pkt). Natomiast ocena przyszłych 12 miesięcy jest nieco gorsza w porównaniu ze średnią krajową – 97,4 pkt vs. 97,9 pkt. Najlepiej ubiegłe 12 miesięcy ocenili przedsiębiorcy z podregionu kaliskiego, najgorzej ci z konińskiego. Najlepiej perspektywy 2017 roku oceniają przedsiębiorcy z podregionu pilskiego, a najgorzej podregionu poznańskiego.

Średnia wartość Wskaźnika dla województwa (wypadkowa ocen ostatnich i kolejnych 12 miesięcy) wyniosła 96 pkt i była o prawie 3 pkt wyższa od średniej z lat 2010 -2015. Podobnie jak dwa lata temu wynik ten był niższy o 1 pp. w porównaniu ze średnią dla kraju, która wyniosła 97 pkt.

Ogólny Wskaźnik Koniunktury kalkulowany jest na podstawie ocen przedsiębiorców w ośmiu obszarach: ogólnej sytuacji gospodarczej, sytuacji branży, firmy, przychodów firmy, wyniku finansowego firmy, zatrudnienia, dostępności zewnętrznego finansowania i oczekiwania na zapłatę. Zatrudnienie oraz sytuacja firmy to obszary, które wielkopolscy przedsiębiorcy ocenili najlepiej.

Przedsiębiorcy byli również proszeni o skwantyfikowanie barier, gdzie 1 to brak bariery, a 5 to bardzo ważna bariera. Średnia wartość barier w Wielkopolsce wzrosła w porównaniu z 2015 r. i wyniosła 2,85 pkt. Najważniejszymi barierami w województwie są wysokość podatków, koszty pracy oraz przepisy prawne.

[1] Wskaźniki w ramach badania mogą przyjmować wartości od 50 do 150, przy czym  50 oznacza „dużo gorzej”, 75 – „gorzej”, 100 – „ani lepiej, ani gorzej”, 125 – „lepiej”, 150 – „dużo lepiej”

Komentarz walutowy: Kurs dolara, euro, funta 04.04.2017

Kurs dolara – USDPLN

Kurs dolara - USDPLN wykresDolar kontynuuje wzrosty. Popyt zdecydował, że poziom 3,90 to dobra okazja do zakupów i złoty w ciągu niespełna 4 dni stracił 10 groszy. Sygnalizowaliśmy od 2 tygodni, że strefa 3,90-3,93 to istotna strefa popytowa, jednakże rozmiar i szybkość wzrostów była silna głównie ze względu na spadek wartości eurodolara. Kurs USDPLN jest wrażliwy na zmiany kursu EURUSD, a na głównej parze walutowej w krótkim terminie mamy jeszcze potencjał do spadków. W scenariuszu bazowym dla złotego zakładamy dalsze osłabienie do poziomu 4,02, gdzie wypada równość korekt oraz mierzenie 61,8% FIBO ostatniego impulsu spadkowego. Po jego pokonaniu następnym oporem będzie głębokie mierzenie FIBO 78,6% przy 4,05. W przypadku spadków wsparciem będzie poziom 3,94 testowany 21 marca. Po jego zaksięgowaniu i powrotu do wzrostów jest szansa na wyrysowanie się formacji odwróconego RGR.

Kurs euro EURPLN

Kurs euro EURPLN wykresPoziom 4,20 jakże istotny dla EURPLN został wybroniony przez byków. W poniedziałek cena przetestowała poziom 4,25, jednakże nietrwale, co może sugerować, iż możemy być świadkami kolejnego testu poziomu 4,20-4,21 przed znaczącą korektą w górę. Wsparciem powstrzymującym spadki powinna być zielona linia trendowa, którą cena może chcieć przetestować z drugiej strony. Potencjał do ewentualnych wzrostów jest duży. W krótkim terminie oporem są lokalne szczyty przy 4,2850, gdzie wypada 50% FIBO mierzenia wewnętrznego i zakończenie równości korekt w trendzie. Pokonanie tego oporu otworzy drogę do 4,30, a nawet 4,35.

Kurs funta GBPPLN

Kurs funta GBPPLN wykresNiepewność polityczna spowodowana Brexitem nie powoduje kolejnej przeceny brytyjskiej waluty głównie ze względu, że większość mamy już w cenach. Funt podobnie jak dolar w 4 dni odrobił 10 groszy i ma dalszy potencjał do wzrostów. Plan minimum w krótkim terminie to poziom 5,02, gdzie wypada mierzenie 61,8 FIBO ostatniego impulsu spadkowego oraz równość korekt. Ponadto na tym poziomie cena już reagowała kilkukrotnie w tym roku, a pary z funtem dobrze reagują na to mierzenie. Wcześniej jednak cena musi pokonać linię trendową wyrysowaną po szczytach z 23 lutego i 5 grudnia 2016 roku. W przypadku większych wzrostów oporem będzie mierzenie 78,6 %FIBO przy 5,05. W przypadku spadków wsparciem pozostaje strefa popytowa przy 4,90.

Komentarz walutowy nie jest rekomendacją w rozumieniu Rozporządzenia MF z 19 października 2005 roku. Został sporządzony w celach informacyjnych i nie powinien stanowić podstawy do podejmowania decyzji inwestycyjnych. Goldem Sp. z o.o., właściciel marki ergokantor.pl i autor komentarza nie ponoszą odpowiedzialności za decyzje inwestycyjne podjęte na podstawie informacji zawartych w niniejszym komentarzu.

Autor: Przemysław Bednarz – Analityk ergokantor.pl

Surowce znowu zaczynają zyskiwać na wartości

Po latach spadków cen surowce znowu zaczynają zyskiwać na wartości. W górę idą kursy metali przemysłowych. Przed kapryśną ropą również otwiera się perspektywa wzrostu. Niepewne są prognozy dla metali szlachetnych, choć i one potrafią nieźle zaskoczyć.

Bank Światowy ocenia, że bieżący rok będzie rokiem surowców. Po latach spadków i wieloletnich minimach osiągniętych w 2016 r. teraz są na ścieżce wzrostowej. W styczniu ekonomiści organizacji zweryfikowali swoje prognozy wzrostu cen metali w 2017 do 11 proc. wobec 4 proc. szacowanych w październiku 2016 r. Nieznacznie, ale mimo wszystko w górę, mają iść ceny produktów rolnych. Znacznie więcej, bo aż 26 proc. na koniec roku może podrożeć ropa. Tylko metale szlachetne czeka przecena o 7 proc.

Ostatnia rewizja prognoz Banku Światowego z marca potwierdza kontynuację wzrostu cen metali i umiarkowany surowców rolnych. W przypadku ropy oczekiwania rozmijają się z zachowaniem rynku. Podobnie jest ze złotem, srebrem i innymi metalami szlachetnymi.

Wielki powrót

Po pięciu latach spadków kurs miedzi zmienił kierunek na północ. Od 2011 r. metal taniał aż do końca 2015 r., kiedy cena sięgnęła siedmioletniego minimum – 4330 dolarów za tonę. Od tamtego momentu miedź zyskuje na wartości i według prognoz do końca roku może osiągnąć cenę 7000 USD.

Miedź jest o tyle interesującym aktywem, że ruchy cen na giełdach tego surowca mają bardzo duże przełożenie na wyceny akcji spółek ją wydobywających. Wynika to z bardzo dużej przeceny, jaka dotknęła te walory w ostatnich latach. Lewar jest na tyle duży, że 5-procentowy wzrost ceny surowca zwiększa cenę akcji o 14-28 proc.

Spadek podaży miedzi w ostatnich latach spowodował wzrost jej cen. Dopiero teraz rynek odbudowuje moce wydobywcze. Metal drożeje również dlatego, że znacząco rośnie na niego popyt.

Co z tą ropą

Bank Światowy swoją prognozę odnośnie czarnego złota oparł na założeniu, że cięcia wydobycia surowca uzgodnione przez państwa OPEC i producentów nienależących do kartelu, jak Rosja, zmniejszą presję na ceny, które wzrosną powyżej 50 dolarów za baryłkę. Ograniczenia w produkcji obowiązują od stycznia do czerwca tego roku.

Tymczasem okazało się, że w lutym rafinerie wyprodukowały o 10 proc. surowca więcej, niż zakładał uzgodniony plan. Rynek natychmiast zareagował przeceną ropy poniżej 50 dolarów. Oliwy do ognia dolały spekulacje, że za nadwyżkę częściowo odpowiada Arabia Saudyjska. Co ciekawe, to właśnie ten kraj będąc liderem negocjacji między producentami, usilnie dążył do osiągnięcia porozumienia. Czyżby po cichu sabotował z trudem zawarty sojusz przekraczając limity, by ratować budżet królestwa? Większość wpływów do kasy państwowej Saudów, bo aż 90 proc., pochodzi z handlu ropą.

Wraz z kurczeniem się ceny dochody królestwa zaczęły maleć. Żeby uciąć spekulacji następca tronu wydał bezprecedensowe oświadczenie w mediach, że Arabia Saudyjska absolutnie wspiera porozumienie i go dotrzymuje. Nadwyżka produkcji to kwestia techniczna związana z rozliczaniem magazynów.

Okazało się zresztą, że za większe wydobycie odpowiadają amerykańscy nafciarze, którzy uruchomili wydobycie z rafinerii szczelinowych. To właśnie oni byli odpowiedzialni za wstrzymanie wzrostów ropy w ostatnim czasie. Liczba czynnych szybów naftowych wynosi blisko 650 i jest największa od października 2015 r. Dla wielu firmy wydobywczych cena 50 USD stanowi próg rentowności. Wzrost ceny powyżej skłania ich więc do wznowienia produkcji. To z kolei powoduje wzrost podaży i tym samym presję na spadek cen.

W ostatnim czasie pojawiły się pogłoski o nowym porozumieniu krajów – producentów, zakładającym kolejne ograniczenia w wydobyciu ropy. To może doprowadzić do zwiększenia jej ceny, na czym bardzo zależy Arabii Saudyjskiej, która przygotowuje do giełdowego debiutu państwowy koncern naftowy. Wartość IPO ma wynieść 68 mld dolarów.

Złoto się nie poddaje

Niezgodnie z prognozami zachowują się też metale szlachetne. Złoto po ostrym rajdzie w górę w lutym, na początku marca mocno wyhamowało w związku z oczekiwanym wzrostem stóp procentowych w USA. Dość niespodziewanie, po tym jak bank rezerwy federalnej rzeczywiście podwyższył koszt pieniądza na marcowym posiedzeniu kurs żółtego metalu skoczył w górę. Odbicie było efektem rozliczeń kontraktów terminowych na złoto i dolara. Wielu inwestujących zajęło krótkie pozycje na kruszcu i długie na walucie. Kiedy metal zaczął tanieć część inwestorów ruszyła do kupna przecenionego aktywa. W konsekwencji uderzyło to w dolara, którego kurs obniżył się. Wtedy inwestorzy zaczęli zamykać długie pozycje walutowe i dla minimalizowania strat zaczęli kupować złoto.

Historycznie przy podwyżkach stóp w 2015 r. i w 2016 r. złoto zawsze zyskiwało tuż po ogłoszeniu decyzji FED.

Notowania w kolejnych dniach po podwyżce zepchnęły kurs złota w kierunku 1200 dolarów za uncję. Dalszy rozwój wypadków na tym rynku zależy przede od ruchów FED i wzrostu inflacji. Seria podwyżek może stanowić mocne uderzenie w ceny metalu. Z drugiej strony, jeśli inflacja będzie rosła szybciej od stóp kruszec może błysnąć jako aktywo chroniące kapitał przed wzrostem cen.

Warto przypomnieć, że w latach 2004-07 FED 17 razy podnosił stopy z 1 proc. do 5,25 proc., a w tym czasie złoto zyskało na wartości 49,8 proc. rosnąc z 393 dolarów do 589 USD za uncję.

Pallad odporny na ruchy stóp

Od początku roku śladem złota podąża srebro, które po wzrostach zapoczątkowanych jeszcze w grudniu wyhamowało marsz na północ w oczekiwaniu na decyzję FED.

Ten sam los podzieliła platyna. Jej cena spadła w okolice 1000 dolarów, podczas gdy jeszcze we wrześniu 2016 r. wynosiła 1100 USD. Platyna, podobnie jak złoto, szczytową formę osiągnęła w 2011 r., kiedy jej kurs doszedł do 1900 dolarów. Od tamtego czasu nie odzyskała wigoru, a w tym roku niewykluczone, że potanieje poniżej 1000 USD.

Generalnej przecenie na rynku metali szlachetnych nie oparł się pallad, taniejąc do 760 dolarów. Jest on jednak bardziej odporny na ruch stóp, niż inne metale z tej rodziny, ze względu na szerokie zastosowanie w przemyśle. Pallad od dłuższego czasu znajduje się w fazie wzrostowej a perspektywa inwestycji infrastrukturalnych zapowiedzianych przez Donalda Trumpa dodaje mu skrzydeł.

Rynek wnikliwie obserwuje oznaki ożywienia w światowej gospodarce. Szczególną uwagę poświęca danym z Chin, pod kątem sygnałów potwierdzających koniec spowolnienia w Państwie Środka – mówi Konrad Grzelec, ekspert BGŻOptima.

Oznaki ożywienia nie są jeszcze jednoznaczne i oczekiwania inwestorów rozmijają się czasem z fundamentami. Widać to na przykładzie rynku rudy żelaza, rosnącego od początku 2017 r. w związku ze spodziewanym wzrostem zapotrzebowania z Chin. Tymczasem popyt chińskich producentów wciąż jest umiarkowany, co doprowadziło do ostrej przeceny surowca w drugiej połowie marca.

Sytuacja jeszcze nie jest klarowna, niemniej na rynku surowców panuje ożywienie i choć ceny wahają się, sentyment inwestorów jest pozytywny – zaznacza Konrad Grzelec.

To dobra informacja dla posiadaczy funduszy inwestycyjnych zaangażowanych na rynku surowców, którzy weszli w inwestycje kilka lat temu na fali hossy. Wraz ze wzrostem cen poprawi się wycena ich inwestycji. Po latach spadków ceny surowców są niskie, co może stanowić okazję do zainteresowania się tym rynkiem, dla tych którzy dotąd omijali go szerokim łukiem.

Skarb państwa może wypłacić rekompensatę za opieszałość postępowania sądowego

W sytuacji, kiedy postępowanie zmierzające do wydania rozstrzygnięcia kończącego postępowanie w sprawie trwa dłużej niż to konieczne – dla wyjaśnienia istotnych okoliczności faktycznych i prawnych sprawy – strona może wnieść do sądu skargę o naruszenie prawa do rozpoznania sprawy bez nieuzasadnionej zwłoki. W przypadku uwzględnienia złożonej skargi i stwierdzenia faktycznej przewlekłości postępowania sąd – na żądanie skarżącego – może przyznać sumę pieniężną od Skarbu Państwa. Wysokość sumy wynosi od 2 tysięcy do 20 tysięcy złotych. Przyznana suma pieniężna stanowi pewien surogat zadośćuczynienia za krzywdę wywołaną przewlekłością.

– Jej celem jest rekompensata za naruszenie prawa do rozpoznania sprawy skarżącego w rozsądnym terminie – powiedział agencji eNewsroom.pl Paweł Żytkowski, radca prawny z kancelarii Gardocki i Partnerzy – W sytuacji, gdy strona nie jest usatysfakcjonowania wysokością przyznanej przez sąd sumy pieniężnej lub przyznana kwota nie rekompensuje stronie powstałej szkody, może ona w odrębnym postępowaniu dochodzić – od Skarbu Państwa – naprawienia szkody w wyniku stwierdzonej przewlekłości. Należy pamiętać, że warunkiem koniecznym dla przyjęcia odpowiedzialności Skarbu Państwa jest zaistnienie adekwatnego związku przyczynowo-skutkowego między opieszałością postępowania sądu, a powstałą szkodą po stronie skarżącego. Strony, które z różnych przyczyn nie wniosły w toku postępowania skargi na jego przewlekłość, także nie są pozbawione prawa do dochodzenia roszczenia odszkodowawczego. Mogą one dochodzić naprawienia szkody – powstałej w wyniku przewlekłości – po prawomocnym zakończeniu postępowania co do istoty sprawy. Możliwość wystąpienia z roszczeniem odszkodowawczym – po prawomocnym zakończeniu postępowania – nie służy zapobiegnięciu jego przewlekłości, lecz jedynie naprawieniu szkody – jeżeli taka wystąpiła. Przesłanką uwzględnienia takiego powództwa będzie konieczność wykazania zarówno okoliczności dotyczących przewlekłości postępowania, jak i szkody pozostającej w normalnym związku przyczynowym z tym zdarzeniem – powiedział Żytkowski.

Dbanie o zdrowy styl życia wg. internautów

Internauci najczęściej dbają o swoje zdrowie jedząc warzywa i owoce (55%), unikają papierosów (54%) i dbają o dobre relacje ze znajomymi i rodziną (52%). Jako ważne, lecz rzadziej stosowane wskazywane są – regularne uprawianie sportu (30%) i przebywanie w czystym środowisku (31%). W internecie szuka się informacji i o często podejmowanych działaniach (szukanie informacji o warzywach i owocach (45%) i o rzadko podejmowanych działaniach (38%).

Dbanie o zdrowy styl życia wg. internautów 11

IRCenter przeprowadziło ilościowe badanie CAWI na reprezentatywnej próbie n=2110 internautów (kobiet i mężczyzn w wieku 16-75 lat) na temat postaw wobec dobrego stanu zdrowia.

Trzy najczęściej podejmowane aktywności na rzecz dobrego stanu zdrowia to:

  • jedzenie warzyw i owoców (55%),
  • unikanie papierosów (54%),
  • dbanie o dobre relacje ze znajomymi i rodziną (52%).

W1

Za najważniejsze działania dla zdrowia najczęściej uznawane są (średnia wskazań w skali 1-10):

  • dbanie o odpowiednią ilość snu (8,14),
  • znajdowanie czasu na odpoczynek (8,14),
  • dbanie o codzienną dawkę ruchu (8,12).

Działania, które są uważane za ważne dla zdrowia, ale jednocześnie są wykonywane przez mniejszą liczbę osób to:

  • regularne uprawianie sportu (30%),
  • przebywanie w czystym środowisku (31%),
  • unikanie stresu (34%).

To są działania, które internauci chcieliby robić, ale jednocześnie nie są one zbyt powszechne.

w2

Internet służy i do pomocy w działaniach powszechnie wykonywanych (najczęściej wyszukiwanym tematem w kontekście zdrowia są warzywa i owoce – 45% internautów) i tych zdecydowanie rzadziej – drugim najczęściej wyszukiwanym tematem w internecie są suplementy diety – informacji na ich temat szuka 38% internautów, a korzysta – tylko 26% internautów.

Albert Hupa

Podsumowanie konferencji PROCON Indirect Forum 2017

Do Hotelu Airport Okęcie w Warszawie, w którym w dniach 21-22 marca 2017 odbywała się konferencja dedykowana zakupom nieprodukcyjnym, przybyło prawie 100 Gości. Wśród 13 prelegentów znaleźli się przedstawiciele firm takich jak TKMaxx, L’Oreal, Provident, Olivia Business Center czy NextBuy, a także eksperci: Jan Vašek (Cranfield University/VSB-TU Ostrava) oraz Gość Specjalny – światowej sławy specjalista branży zakupowej – prof. dr Arjan van Weele, jak zawsze pełen energii, humoru i wciągający słuchaczy w sedno swoich opowieści oraz przykładów, z łatwością i polotem przekładanych na realia branży zakupowej i codzienną pracę managerów oraz kupców.

Pierwszy, konferencyjny dzień wydarzenia skoncentrował się na zagadnieniach związanych z:

  • relacjami z dostawcami i korzyści płynącymi ze stosowania systemów zarządzania i ocen takich relacji (SRM) – blok tematyczny
  • zależnościami, problemami i możliwościami usprawnienia i budowania owocnej współpracy na linii Zarząd–Dział Zakupów – Panel Dyskusyjny; Paneliści – przedstawiciele Zarządu oraz Dyrektorzy Zakupów: Pracuj.pl, Eurozet, PKO BP oraz Play
  • czynnikami decydującymi o sukcesie zespołów zarządzających kategoriami zakupowymi oraz współpracy kupców z klientem wewnętrznym; istocie relacji z dostawcami i wzajemnego zaufania – Gość Specjalny konferencji – prof. dr Arjan van
  • zarządzaniem kosztami administracyjnymi: trendy na rynkach flotowych oraz umowy z tym powiązane, zakupy w organizacjach projektowych oraz kwestia: kupować czy najmować – blok tematyczny
  • efektywnością działów zakupów i sposobami jej mierzenia – Panel Dyskusyjny; Paneliści – dr. Jan Vašek oraz prof. dr. Arjan van Weele.

Drugi dzień konferencji skupił się na praktycznych umiejętnościach kupców oraz managerów i dyrektorów działów zakupów. Dwa bloki warsztatów zakupowych poprowadzili – prof. dr Arjan van Weele oraz Mateusz Borowiecki (OptiBuy). Warsztat Gościa Specjalnego, profesora van Weele kierowany był głównie do wyższej kadry zarządzającej zakupami. Traktował o przyszłościowej roli managerów zakupowych oraz rozwoju procesów zakupowych w organizacjach. Drugi blok warsztatowy poświęcony został budowaniu strategii zakupowych, wraz z praktycznymi narzędziami i koncepcjami służącymi ich tworzeniu.

Nad merytoryką całego wydarzenia czuwała Akademia Leona Koźmińskiego, a Organizatorów wspierali Partnerzy – firma NextBuy (oferująca kompleksowe rozwiązana e-procurement) oraz Wystawcy: Grupa Ayming (międzynarodowy lider konsultingu zakupowego w kategoriach HR, R&D oraz dotacji), a także  O3 (oferująca wyposażenie meblowe i komputerowe dla biur w formie outsourcingu usługowego).

Przy wynajmie mieszkania konieczna szczegółowa umowa. Dzięki temu zabezpieczone są interesy obu stron

Przy wynajmie mieszkania konieczna szczegółowa umowa. Dzięki temu zabezpieczone są interesy obu stron 12

Pisemna i szczegółowa umowa najmu, protokół zdawczo-odbiorczy, weryfikacja właściciela lokalu i najemcy, warunki zwrotu kaucji – lista formalności, których trzeba dopełnić przy wynajmie mieszkania, jest długa. Interesy właściciela w maksymalnym stopniu zabezpieczy najem okazjonalny, jeśli chce on w przyszłości uniknąć sporów. Z kolei najemca musi koniecznie sprawdzić prawo właściciela do dysponowania lokalem.

Decydując się na wynajem mieszkania zarówno właściciel, jak i najemca muszą dopełnić szeregu formalności. Wynajem wiąże się bowiem z pewnym ryzykiem po obu stronach. Właściciel musi mieć na uwadze, że lokator nie będzie płacił w terminie albo dokona zniszczeń w mieszkaniu. Najemca zaś powinien się zabezpieczyć przed nieuczciwymi lub nieetycznymi praktykami. Czarny scenariusz wcale nie musi się sprawdzić, ale warto zawczasu zabezpieczyć się na taką ewentualność. Im bardziej szczegółowo i precyzyjnie zostaną określone warunki umowy po obu stronach, tym większa szansa na uniknięcie później ewentualnych problemów.

Najważniejszą rzeczą jest umowa najmu, która koniecznie powinna zostać spisana na piśmie. W takiej umowie należy uwzględnić wszelkie szczegółowe ustalenia, w szczególności kwotę czynszu, dodatkowe koszty, które będzie ponosił najemca, czyli media, jak prąd czy woda i gaz, jeśli mają być płatne osobno – wylicza w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Agata Stradomska, manager do spraw szkoleń i marketingu w międzynarodowej sieci agencji nieruchomości RE/MAX Polska.

W pisemnej umowie najmu mieszkania musi zostać sprecyzowany okres, w którym będzie ona obowiązywać, a także okoliczności, w których taką umowę można skrócić lub wcześniej wypowiedzieć. Ponadto dokument musi zawierać porozumienia dotyczące kwoty i terminu płatności czynszu, odsetek za opóźnienia, sposobu rozliczania mediów, wysokości i warunków zwrotu kaucji oraz inne ustalenia, np. dotyczące tego, kto odpowiada za remonty i naprawy w lokalu. Im więcej szczegółów zawiera umowa najmu, tym lepiej. W przypadku sporu w pierwszej kolejności rozstrzygać będzie jej treść, następnie Ustawa o ochronie praw lokatorów i przepisy Kodeksu cywilnego.

Drugim istotnym dokumentem jest protokół zdawczo-odbiorczy. Powinien zawierać informacje o stanie liczników (energii elektrycznej, gazu, ciepłej i zimnej wody, etc.), które posłużą do rozliczeń z właścicielem lokalu, oraz listę sprzętów i szczegółowy opis standardu mieszkania.

Taki protokół można uzupełnić o dokumentację zdjęciową. Później będzie on pomocny przy przekazywaniu mieszkania z powrotem właścicielowi. Na jego podstawie będzie można jednoznacznie stwierdzić, czy coś zaginęło albo uległo zniszczeniu, co będzie podstawą do przyszłych rozliczeń. Przygotowanie umowy najmu i protokołu zdawczo-odbiorczego eliminuje późniejsze obiekcje, kłótnie czy nieporozumienia na tle formalnym – mówi Agata Stradomska.

W momencie zawierania umowy podstawą jest potwierdzenie wiarygodności i tożsamości obu stron. Właściciel lokalu ma prawo zażądać okazania dowodu tożsamości i zweryfikować zawarte w nim dane. Może też sprawdzić, czy dokument nie został zgłoszony w bazie dokumentów zastrzeżonych. Jeżeli właściciel mieszkania chce sprawdzić wiarygodność finansową lokatora, może też poprosić o przedstawienie zaświadczenia o dochodach.

Duże ryzyko spoczywa jednak również na najemcy, który musi sprawdzić, czy osoba, z którą zawiera umowę, jest uprawniona do dysponowania lokalem.

Na podstawie księgi wieczystej najemca powinien sprawdzić, czy osoba, z którą zawiera umowę najmu, jest właścicielem mieszkania albo czy przysługuje jej inny tytuł prawny, na podstawie którego może je wynająć, na przykład spółdzielcze prawo do lokalu mieszkalnego. Powinien zażądać okazania dokumentów tożsamości, a także dokumentów stanowiących prawną postawę do dysponowania lokalem na cele najmu. Jeżeli umowę zawiera pełnomocnik, to oczywiście musi on okazać pisemne upoważnienie – wyjaśnia Agata Stradomska.

Na stronie resortu sprawiedliwości działa elektroniczny rejestr ksiąg wieczystych, za pośrednictwem którego można sprawdzić, kto jest właścicielem nieruchomości oraz kto jeszcze ma prawo nią dysponować.

Zabezpieczeniem dla właściciela na wypadek zniszczeń w mieszkaniu albo zaległości czynszowych jest kaucja. Zwykle jest pobierana z góry wraz z czynszem za pierwszy miesiąc. Jej wysokość zależy od standardu mieszkania i jego wyposażenia. Zgodnie z przepisami maksymalna wysokość kaucji może stanowić równowartość 6-miesięcznego czynszu. Niewielu właścicieli decyduje się jednak na ustalenie kaucji w takiej wysokości.

Taki lokal byłby mało atrakcyjny i niewiele osób dysponowałoby wystarczającym zasobem gotówki, żeby móc sobie pozwolić na jego wynajęcie. Przeciętne kaucje rynkowe wahają się między równowartością czynszu za 1–3 miesiące. To kwota zdeponowana na koncie właściciela mieszkania, który może bezpośrednio dokonywać z niej potrąceń na okoliczność niezapłaconego czynszu lub zniszczeń, które powstały z winy najemców. Wysokość kaucji jest umowna, natomiast zwykle zależy od standardu i wartości wyposażenia, które właściciel pozostawia w lokalu – mówi Agata Stradomska.

Po zakończeniu umowy najmu – jeżeli lokator terminowo wywiązywał się z płatności, a w mieszkaniu nie doszło do zniszczeń – kaucja powinna zostać zwrócona najemcy.

Jeżeli właściciel mieszkania obawia się, że po zakończeniu okresu najmu lokator nie będzie chciał się wyprowadzić, może zabezpieczyć się przed taką ewentualnością, zawierając umowę tzw. najmu okazjonalnego. Ta forma w największym stopniu zabezpiecza jego interesy i stwarza możliwość szybkiej eksmisji nierzetelnych lokatorów, którzy nie płacą czynszu albo nie chcą opuścić mieszkania.

Umowa najmu okazjonalnego wymaga dodatkowych formalności, na przykład złożonego w formie aktu notarialnego oświadczenia o poddaniu się egzekucji najemcy. W przyszłości może jednak zabezpieczyć właściciela, gdyby najemcy dobrowolnie nie chcieli się wyprowadzić – mówi Agata Stradomska.

Oświadczenie najemcy do umowy najmu okazjonalnego musi być podpisane w formie aktu notarialnego. W tym wypadku wynajmujący musi zgłosić dochody z najmu do urzędu skarbowego, a lokator podpisuje deklarację o dobrowolnym opuszczeniu mieszkania po wygaśnięciu umowy. Jeżeli się uchyla od tego obowiązku, właściciel ma prawo zwrócić się na postawie tego oświadczenia do sądu z wnioskiem o nadanie mu klauzuli wykonalności. Po jej uzyskaniu sprawa jest kierowana do komornika, który przeprowadza eksmisję.

Jak podkreśla ekspertka, aby uniknąć problemów i niedomówień, dobrze jest skorzystać z pomocy doradcy albo pośrednika nieruchomości, który nie tylko pomoże w znalezieniu najemcy albo właściwego mieszkania, lecz także dopełni wszystkich formalności, sprawdzi wiarygodność stron umowy oraz przygotuje całą dokumentację. Taką opcję powinni rozważyć zwłaszcza ci, którzy wynajmują mieszkanie po raz pierwszy.

Wprowadzając wysoki podatek graniczny, Donald Trump może wywołać światowe spowolnienie

Jak twierdzi dr Przemysław Kwiecień, dla naszego kraju kluczowe znaczenie mają nie tyle decyzje zapadające w Białym Domu, co ich skutki dla międzynarodowego handlu. Jeśli na tej arenie wystąpią tendencje protekcjonistyczne i proces globalizacji zostanie zahamowany lub odwrócony, polska gospodarka odczuje to negatywnie.

Zdaniem Głównego Ekonomisty X-Trade Brokers, Stany Zjednoczone ogrywają tak dużą rolę w globalnej gospodarce, że trendy, narzucane przez administrację Donalda Trumpa, będą wyczuwalne również w Polsce. Jeżeli zostaną zwiększone cła importowe do USA, to bardzo prawdopodobne, że inne kraje, takie jak Chiny czy Japonia, odpowiedzą w podobny sposób. Tymczasem, ożywienie na Starym Kontynencie uzależnione jest od dobrej koniunktury dla europejskiego eksportu. Ograniczenie globalnego handlu byłoby zatem niekorzystne dla Unii Europejskiej.

– Potężna liberalizacja międzynarodowego handlu, jaka zachodziła przez ostatnich kilkadziesiąt lat, istotnie zwiększyła globalną produkcję dóbr i usług. Oczywiście można się spierać z tym, czy „owoce” tego procesu zostały równo podzielone między państwami. Jednak, analiza struktury wzrostu gospodarczego w Polsce dowodzi, że wymiana towarów i usług z innymi krajami ma dla nas coraz większe znaczenie – mówi dr Przemysław Kwiecień.

Ekspert z X-Trade Brokers wyjaśnia, że obroty handlowe rosną w naszym kraju szybciej, niż PKB. Gdyby więc doszło do zaburzeń w światowym handlu i proces globalizacji zostałby zatrzymany lub, co gorsza, odwrócony, to poważnie zachwiałoby systemem ekonomiczny. Obecnie eksport odpowiada za ponad 52% polskiej gospodarki, podczas gdy jeszcze 10 lat temu było to mniej, niż 40%. Biorąc pod uwagę, że to dynamiczna część rynku, wzrost udziału sprzedaży zagranicznej jest korzystny dla dynamiki PKB, ale też uzależnia naszą koniunkturę w większym stopniu od sytuacji w Europie i na świecie.

– Jeśli wszystkie towary, importowane do USA zostaną obciążone np. 20-procentowym podatkiem, to każdy artykuł, wyprodukowany poza Stanami Zjednoczonymi i sprzedawany na tamtejszym rynku, stałby się dużo mniej konkurencyjny. Dla przedsiębiorstw, które wytwarzają produkty w Polsce i eksportują je do USA, jednoznacznie oznaczałoby to, obniżenie cen albo spadek ich sprzedaży – przewiduje dr Kwiecień.

Trzeba również podkreślić, że wprowadzenie podatku granicznego przez rząd Donalda Trumpa, nie wpłynęłoby jedynie na wywóz polskich artykułów za ocean. Należy brać pod uwagę również to, że produkowane w naszym kraju komponenty są używane m.in. w niemieckich wyrobach, eksportowanych do Stanów Zjednoczonych. W tym obszarze udział Polaków jest dużo większy, niż w bezpośredniej wymianie z USA.

– Niemniej, podatek graniczny byłby najbardziej niekorzystny dla największych partnerów handlowych USA czy też państw, które są najmocniej uzależnione od wymiany towarów ze Stanami Zjednoczonymi. Należą do nich Meksyk i Kanada, co oczywiście wynika z ich fizycznej bliskości, a także z porozumienia NAFTA. Dla krajów Północnoamerykańskiej Strefy Wolnego Handlu byłoby to niewątpliwie dużym szokiem. W Polsce oczywiście nastąpiłaby też niekorzystna zmiana – podsumowuje ekspert.

Osoby z zaburzeniami słuchu uzyskają dostęp do nowych metod leczenia. Pierwsze na świecie operacje przeprowadzono w Polsce

Osoby z zaburzeniami słuchu uzyskają dostęp do nowych metod leczenia. Pierwsze na świecie operacje przeprowadzono w Polsce 13

Nowy system implantów ucha środkowego pozwala odzyskać słuch osobom, których schorzenie wcześniej uniemożliwiało przeprowadzenie operacji. Do leczenia docelowo włączymy dużą grupę seniorów – zapowiada prof. Henryk Skarżyński, dyrektor Światowego Centrum Słuchu w Kajetanach, który w piątek przeprowadził pierwsze tego typu operacje na świecie. Nowoczesny implant to bezpieczne urządzenie, które pozwala w dowolny sposób modelować słuch pacjenta. 

– Mamy za sobą światową premierę w zastosowaniu klinicznym nowego systemu, który składa się z implantu ucha środkowego połączonego w odpowiedni sposób z układem własnym kosteczek słuchowych pacjenta. Dzięki temu możemy prawie dowolnie modelować słuch pacjenta, dostosowując go do tych możliwości, na jakie stać jego ucho wewnętrzne – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes prof. Henryk Skarżyński, dyrektor Światowego Centrum Słuchu w Kajetanach.

Implant słuchowy typu Vibrant Soundbridge ze sprzęgaczem LP-Coupler pomoże tym pacjentom, u których dotychczas stosowane metody nie były skuteczne. Jeśli ucho wewnętrzne nie jest w stanie odebrać fali dźwiękowej, nowy system wzmacnia ją do takiego poziomu, że chory jest w stanie słyszeć.

– Nowy system pozwala nie tylko wymodelować słuch u pacjenta, lecz także dostosować wzmocnienie do konkretnych ubytków, poszczególne obszary częstotliwości. Daje też możliwość późniejszego wykonywania dowolnych badań radiologicznych – podkreśla prof. Henryk Skarżyński.

U pacjentów z nową generacją implantu Vibrant będzie można wykonać badanie rezonansu magnetycznego do 1,5 Tesli. Dotychczas wykonanie badania było mocno ograniczone (przy dotychczasowych implantach do 0,2 Tesli) lub wymagało usunięcia implantu. Nowa technologia umożliwia rozszerzenie docelowej grupy pacjentów.

– Dołączamy te osoby, którym nie mogliśmy pomóc żadnym z innych rozwiązań dotychczas stosowanych. Były one za słabe, przynosiły wzmocnienie naturalnego dźwięku na układ kosteczek i do ucha wewnętrznego w niewystarczającym stopniu, co w praktyce oznaczało, że pacjent może nieco lepiej słyszał, ale nie rozumiał nawet do kilkudziesięciu procent docierających informacji – przekonuje dyrektor Światowego Centrum Słuchu.

Szacuje się, że problem ze słuchem ma w Polsce ok. 900 tys. osób, a 40–50 tys. nie słyszy niemal w ogóle. Niedosłuch najczęściej występuje u seniorów. Blisko trzy czwarte 70-latków ma częściową głuchotę, w przedziale wiekowym 80–100 lat odsetek ten wzrasta do ok. 80 proc. U części pacjentów z trwałym uszkodzeniem słuchu pomóc mogą aparaty słuchowe. W terapii często wykorzystuje się implanty ślimakowe ucha środkowego czy urządzenia na przewodnictwo kostne, które bezpośrednio stymuluje ucho wewnętrzne. U osób z dużym ubytkiem słuchu dotychczas stosowane metody były niewystarczające.

– Implant słuchowy typu Vibrant Soundbridge ze sprzęgaczem LP-Coupler wypełnia ogromną lukę, dzięki temu włączamy dużą grupę docelową seniorów, których będzie coraz więcej w każdym starzejącym się społeczeństwie. Urządzenie staje się dzięki nowej technologii bezpieczne. Pokonujemy zatem barierę co najmniej dwóch poważnych ograniczeń: wzmocnienia, bo właściwie możemy dowolnie modelować, i tego, że urządzenie musi być usunięte na czas określonego badania – wskazuje prof. Henryk Skarżyński.

Jak przekonuje dyrektor Światowego Centrum Słuchu, nowa technologia nie wymaga od operowanego pacjenta praktycznie żadnej rehabilitacji.

– Nie zmuszamy pacjenta do nauczenia się słuchu tak jak w przypadku implantów ślimakowych. Dajemy tę samą informację, tylko odpowiednio wzmocnioną tak, żeby pacjent, jeżeli ma nawet resztki słuchu, mógł w zakresie danego pasma częstotliwości usłyszeć i zrozumieć – podkreśla prof. Henryk Skarżyński.

Pionierska operacja wszczepienia nowego systemu implantu ucha środkowego odbyła się w Kajetanach podczas Sympozjum International Bonebridge & Soundbridge w Kajetanach.

Polskie rodziny wydadzą na święta wielkanocne średnio 400 zł. Tyle samo co przed rokiem

Polskie rodziny wydadzą na święta wielkanocne średnio 400 zł. Tyle samo co przed rokiem 14

Przeciętne polskie gospodarstwo domowe planuje przeznaczyć 400 zł na zorganizowanie tegorocznych świąt wielkanocnych, dokładnie tyle samo, ile rok temu. Bardziej kosztowne plany mają tylko rodziny wielodzietne, które w tym roku odczuły wyraźną poprawę sytuacji materialnej. Dlatego przygotowane są na wydatki świąteczne w wysokości przeszło 500 zł.

– Najwięcej na święta wielkanocne w tym roku wydadzą rodziny czteroosobowe, które deklarują, że będzie to kwota 511 zł – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Karolina Łuczak, kierownik ds. komunikacji w Provident Polska. – Przeciętni ankietowani zadeklarowali kwotę 400 zł. Jest to dokładnie tyle samo, ile w ubiegłym roku.

Jak wynika z prowadzonego cyklicznie badania Barometr Providenta, w 2016 roku wysokość wydatków związanych ze świętem Wielkiej Nocy była wyższa o 10 proc. niż dwanaście miesięcy wcześniej. W tym roku zdecydowana większość respondentów (59 proc.) deklaruje utrzymanie wydatków na zeszłorocznym poziomie, 16 proc. spodziewa się wyższych, a 10 proc. chce wydać mniej niż w ubiegłym roku.

Wysokość świątecznego budżetu według Providenta determinują dwa zasadnicze czynniki. Z jednej strony jest to wysokość dochodów gospodarstwa domowego – im wyższa, tym większe planowane wydatki. W przypadku rodzin zarabiających około 2 tys. zł budżet tegorocznej Wielkanocy wyniesie około 300 zł. Gospodarstwa domowe z dochodami w wysokości 5 tys. zł zamierzają wydać prawie dwa razy więcej, bo około 500 zł.

Drugim czynnikiem jest wielkość rodziny. Najmniejsza, jednoosobowa na organizację świąt w bieżącym roku chce przeznaczyć około 250 zł, a więc znacząco poniżej średniej. Nakłady czteroosobowych gospodarstw domowych przekroczą natomiast 500 zł.

– Ogólnie wydatki związane z Wielkanocą są zdecydowanie niższe niż na Boże Narodzenie, które trwa zdecydowanie dłużej – zauważa Karolina Łuczak. – W grudniu spora część budżetu przeznaczana jest na kupno prezentów czy finansowanie wyjazdów. W ubiegłym roku organizacja gwiazdki kosztowała polską rodzinę średnio 722 zł, więc prawie dwa razy więcej niż w bieżącym roku wyniosą wydatki wielkanocne.

Podczas ostatnich świąt Bożego Narodzenia, jak wynika z Barometru Providenta, wydatki z nimi związane miały być o 100 zł niższe niż dwanaście miesięcy wcześniej. Około 24 proc. respondentów szacowało koszt zakupów na około 400 zł. Co czwarty Polak zamierzał się zmieścić w kwocie między 400 a 700 zł, 15 proc. chciało wydać od 700 do tysiąca zł, a jedynie 10 proc. – więcej niż tysiąc.

– W przypadku Wielkiej Nocy są to głównie koszty związane z organizacją przyjęcia, zakupami, bo zwyczaj dawania prezentów jest zdecydowanie mniej powszechny niż w przypadku Bożego Narodzenia, co nie znaczy, że w ogóle nie występuje – precyzuje Mariusz Pawłowski, dyrektor Departamentu Customer Intelligence w firmie Provident Polska. – Kupowanie wielkanocnych podarunków deklaruje około 37 proc. badanych. Mamy tutaj dość spore zróżnicowanie między dużymi miastami a wsią. W większych ośrodkach ponad połowa Polaków przygotowuje podarunek, podczas gdy na wsi – tylko 26 proc. Średnia kwota, jaką przeznaczamy na ten cel, wynosi 123 zł.

Na zwiększenie wysokości wielkanocnego budżetu przez rodziny wielodzietne wpłynęła deklarowana przez nie tegoroczna poprawa sytuacji materialnej. Z Barometru Providenta wynika, że 40 proc. składających się z pięciu i więcej osób gospodarstw domowych odczuło w tym roku taki progres (w przypadku 55 proc. była bez zmian, a tylko 2 proc. zasygnalizowało pogorszenie). Na drugim biegunie usytuowali się single i osoby samotne, wśród których 84 proc. stwierdziło, że ich sytuacja materialna nie zmieniła się lub pogorszyła, a tylko 9 proc. odczuło poprawę.

GDDKiA szuka nowego operatora systemu poboru opłat na autostradach. Obecnie sprawdza zgłoszenia do przetargu

GDDKiA szuka nowego operatora systemu poboru opłat na autostradach. Obecnie sprawdza zgłoszenia do przetargu 15

Jak informuje resort infrastruktury, Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad weryfikuje obecnie zgłoszenia do postępowania, w którym ma zostać wyłoniony nowy operator elektronicznego systemu poboru opłat od kierowców. viaTOLL w przyszłym roku zmieni zarządcę, który będzie odpowiedzialny za przychody do budżetu państwa i bazę wrażliwych danych milionów kierowców. Pod znakiem zapytania stoi udział w postępowaniu dwóch spółek celowych o minimalnym kapitale zakładowym i niejasnej strukturze właścicielskiej. 

Problem pojawiania się w przetargach spółek celowych, zawiązywanych tuż przed terminem składania ofert, nie jest wcale nowy. Zamawiający mają narzędzia, aby się przed tym zabezpieczyć i mogą postawić w ogłoszeniu lub specyfikacji istotnych warunków zamówienia wymagania, które zablokują możliwość startowania w przetargu takim właśnie spółkom – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Dariusz Ziembiński, radca prawny z Kancelarii Ziembiński & Partnerzy. – Doświadczony zamawiający, jak GDDKiA, powinien się liczyć z tym, że takie spółki celowe mogą wystartować w przetargu.

Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad rozpoczęła w grudniu postępowanie, w którym ma zostać wyłoniony nowy operator krajowego systemu poboru opłat drogowych viaTOLL. Wnioski o dopuszczenie do udziału w postępowaniu złożyło dziewięć podmiotów. Są wśród nich renomowane firmy, z ugruntowaną na rynku pozycją – m.in. słowacki SkyToll, Comarch i Orange Polska, austriacki Kapsch (dotychczasowy operator) i konsorcjum ze spółką z grupy Budimeksu – jak i dwa podmioty, których udział w postępowaniu budzi wątpliwości ze względu na strukturę właścicielską i kapitał zakładowy, wynoszący zaledwie 5 tys. zł.

Obie spółki, Catterick Investments oraz Leadville Investments, zostały zgodnie z KRS zarejestrowane pod tym samym adresem. W pierwszej z nich – na dobę przed terminem składania dokumentów przetargowych – zaszły zmiany w zarządzie i akcjonariacie (udziały w spółce objęły włoski Autostrade Tech i Stalexport Autostrady). Druga stanęła do postępowania w konsorcjum ze spółką córką Strabagu, opierając się na jej możliwościach i doświadczeniu. Obie są powiązane osobowo, a udział spółek o niskim kapitale zakładowym w wielomiliardowym przetargu wzbudził szerokie wątpliwości, ponieważ wyłoniony w przetargu nowy operator viaTOLL będzie nie tylko odpowiadał za miliardowe przychody do budżetu państwa, lecz także będzie zarządzał bazą wrażliwych danych milionów kierowców i bazą kompletnych informacji o ruchu drogowym w całym kraju.

Z uwagi na przedmiot zamówienia, który jest strategiczny z punktu widzenia wpływów do budżetu, bezpieczeństwa państwa i bezpieczeństwa antyterrorystycznego, taki przetarg powinien być objęty ochroną różnego rodzaju służb, które powinny przyglądać się temu, kto startuje w postępowaniu, a nawet jak to postępowanie zostało przygotowane – uważa Dariusz Ziembiński.

Radca prawny z Kancelarii Ziembiński & Partnerzy zauważa, że profesjonalizm jest wymagany nie tylko od podmiotów, które biorą w nim udział, lecz także od zamawiającego. Ten ma z kolei prawne narzędzia, aby wyeliminować z przetargu podmioty, które niekoniecznie są gwarantem należytego wykonania zamówienia.

Jeżeli zamawiający chciałby się ustrzec przed startem w przetargu spółki, która powstała na dzień przed upływem terminu składania ofert, to ma ku temu wiele możliwości. Przykładowo, może postawić warunek średniorocznego zatrudnienia w okresie ostatnich kilku lat i wykazać, że nie zachodzi „stosowna sytuacja”, która pozwala wykonawcom polegać na zasobach osób trzecich. Wtedy taka spółka, utworzona chwilę wcześniej, nie będzie mieć wymaganego poziomu zatrudnienia, bo najpewniej w ogóle nie ma zatrudnionych pracowników – mówi Dariusz Ziembiński.

Tym samym zamawiający mógłby uniemożliwić start spółek celowych w postępowaniu, nie dopuszczając do korzystania z zasobów podmiotu trzeciego. To oznacza, że wszystkie zasoby, które są potrzebne do spełnienia warunków udziału w postępowaniu, muszą być w spółce i nie można ich „pożyczyć” od innego podmiotu – mówi Dariusz Ziembiński.

Zamawiający może również zastrzec w ogłoszeniu lub SIWZ (specyfikacja istotnych warunkach zamówienia, podstawa dokumentacji przetargowej), że kluczowe części zamówienia nie mogą zostać powierzone podwykonawcom. To powoduje, że przetarg jest dedykowany tylko dużym i doświadczonym firmom. Zamawiający może w dowolnym stopniu ograniczyć zakres podwykonawstwa.

Przedział jest bardzo różny. To ograniczenie może sięgać nawet 80 proc. całego zamówienia. Wówczas tę część spółka będzie musiała wykonać sama. Do tego z kolei musi mieć zasoby i potencjał. Jednodniowa spółka takiego potencjału raczej mieć nie będzie – mówi Dariusz Ziembiński.

Jak podkreśla ekspert, zamawiający może też postawić w przetargu konkretne wymagania ekonomiczne, którymi musi się wykazać startujący w nim podmiot z zastrzeżeniem określonego pułapu środków dla każdego członka konsorcjum.

Jak poinformowało Ministerstwo Infrastruktury i Budownictwa, obecnie komisja przetargowa weryfikuje wszystkie wnioski, które wpłynęły w postępowaniu na nowego operatora systemu viaTOLL.

– Na obecnym etapie celem zamawiającego jest wybór wykonawców, którzy będą rzetelnymi partnerami do dialogu (…).W celu oceny spełniania warunków udziału w postępowaniu i zweryfikowania zdolności wykonawcy do należytego wykonania zamówienia badana jest m.in. sytuacja ekonomiczna i finansowa oraz zdolność techniczna i doświadczenie wykonawców, a także kwalifikacje zawodowe osób, którymi te podmioty dysponują – poinformował Szymon Huptyś, rzecznik resortu, dodając, że na obecnym etapie dyskusja dotycząca podmiotów, które zgłosiły się do postępowania, jest bezzasadna.

W kolejnym kroku GDDKiA zaprosi do dialogu konkurencyjnego te firmy, które spełnią formalne warunki udziału w postępowaniu. Po jego zakończeniu zostanie im przekazane zaproszenie do składania ofert w przetargu, w którym wadium ma wynosić 30 mln zł.

– Warto jednak dostrzec, że w tym postępowaniu zamawiający bardzo celnie dobrał tryb przetargu do stopnia skomplikowania przedmiotu zamówienia i szczegółowo opisał kryteria selekcji. Dzięki tej staranności wynik przetargu jest jeszcze otwarty – konkluduje Dariusz Ziembiński.

GDDKiA chce zawrzeć umowę z nowym operatorem krajowego systemu poboru opłat drogowych viaTOLL na sześć lat (od 3 listopada 2018 r. do 2 listopada 2024 r). Obecnie operatorem viaTOLL jest Kapsch Telematic Services, z którym umowa wygasa w listopadzie przyszłego roku.

Jak wynika z ubiegłorocznych wyliczeń Fundacji Republikańskiej, system viaTOLL w ciągu pięciu lat wniósł do Krajowego Funduszu Drogowego ponad 7 mld zł. Elektroniczny system poboru opłat za przejazdy wybranymi odcinkami dróg krajowych został wprowadzony w lipcu 2011 roku i zastąpił karty opłaty drogowej (winiety). Z viaTOLL obowiązkowo muszą korzystać kierowcy autobusów i pojazdów ciężarowych o dopuszczalnej masie całkowitej powyżej 3,5 t.

Jeszcze w tym tygodniu ruszy ponowna rozbiórka Rotundy. PKO BP doszedł do porozumienia z konserwatorem zabytków

Jeszcze w tym tygodniu ruszy ponowna rozbiórka Rotundy. PKO BP doszedł do porozumienia z konserwatorem zabytków 16

Jest kompromis w sprawie warszawskiej Rotundy. Właściciel, PKO Bank Polski, doszedł do porozumienia z mazowieckim i stołecznym konserwatorem zabytków, którzy w połowie marca nakazali wstrzymanie rozbiórki gmachu. Na mocy wspólnych ustaleń Rotunda nie trafi do rejestru zabytków. Powołany zostanie zespół złożony z przedstawicieli obu stron, ekspertów oraz architektów, który będzie nadzorował demontaż. Część oryginalnej konstrukcji Rotundy ma zostać zachowana w nowym projekcie. Prace rozbiórkowe ruszą ponownie jeszcze w tym tygodniu.

Rozbiórka warszawskiej Rotundy, której właścicielem jest PKO Bank Polski, rozpoczęła się na początku marca. W połowie marca bank zmuszony był jednak wstrzymać prace. W trakcie rozbiórki okazało się, że – zdaniem Stołecznego Konserwatora Zabytków – zachowała się część oryginalnej konstrukcji budynku. Dlatego 16 marca nakazał on wstrzymanie dalszych prac i podjął starania o wpisanie gmachu Rotundy do rejestru zabytków. Równolegle strony przystąpiły do rozmów, których celem było wypracowanie kompromisowego rozwiązania.

– Po kilku spotkaniach z konserwatorami zabytków, doszliśmy do porozumienia i wypracowaliśmy plan korzystny dla obu stron. Demontaż budynku zostanie wznowiony, jeszcze w tym tygodniu, najprawdopodobniej w środę lub w czwartek – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Maciej Wyszoczarski, dyrektor pionu sieci i operacji w PKO Banku Polskim. – Na mocy wspólnych ustaleń Mazowiecki Wojewódzki Konserwator Zabytków nie będzie wszczynał procedury wpisywania do ewidencji zabytków gmachu Rotundy.

Wpisanie Rotundy do rejestru zabytków zablokowałoby inwestorowi możliwość kontynuowania inwestycji. Wszystkie strony zadecydowały jednak, że rozbiórka starej konstrukcji będzie kontynuowana.

Rozbiórkę będzie nadzorować zespół ekspercki. W jego skład wejdą przedstawiciele inwestora, czyli PKO Banku Polskiego, oraz Stołecznego Konserwatora Zabytków, konstruktorzy i architekci.

– Jednym z najważniejszych ustaleń jest powołanie grupy roboczej, której zadaniem będzie wypracowanie możliwości użycia elementów istniejącej Rotundy w ramach projektu rewitalizacji. Grupa ma ocenić stan konstrukcji, której elementy moglibyśmy wykorzystać w nowym projekcie. Te elementy możemy wykorzystać jako artefakty, świadków historii – niekoniecznie w samym budynku, ale na przykład w jego pobliżu, w ramach dodatkowej instalacji – mówi Maciej Wyszoczarski.

Nowy budynek ma zachować dotychczasowy kształt, wielkość i elementy charakterystyczne dla architektury modernizmu. Dyrektor Pionu Sieci i Operacji w PKO Banku Polskim podkreśla, że gmach Rotundy pilnie wymagał rewitalizacji ze względu na zły stan techniczny. Gmach przestał spełniać aktualnie obowiązujące normy techniczne i przeciwpożarowe. Dlatego po szerokich konsultacjach społecznych właściciel zadecydował o zastąpieniu go nowym budynkiem, który pod względem architektonicznym będzie podobny do kultowej Rotundy.

– Zachowamy bryłę Rotundy i jej charakterystyczny otok. Takie były nasze główne założenia i dlatego w konkursie architektonicznym zwyciężył projekt, który dobrze odzwierciedla pierwotną bryłę. Nowy budynek chcemy tylko w części przeznaczyć na oddział bankowy. Górna część ma zostać przeznaczona na galerię sztuki, kawiarnię i ogólnodostępne miejsce spotkań. Otoczenie Rotundy również zostanie oddane do użytku publicznego, a w przyziemiu ma działać między innymi kino letnie oraz inne performance’y, które można będzie realizować w tej przestrzeni – zapowiada Maciej Wyszoczarski.

Właściciel Rotundy przystępując do rewitalizacji, przeprowadził szerokie konsultacje społeczne oraz dopełnił wszystkich formalności. W 2014 roku inwestor uzyskał od urzędu miasta pozwolenie na budowę i rozbiórkę istniejącego budynku. Przeprowadził też ekspertyzy dotyczące jego stanu technicznego i konstrukcyjnego.

– Wszystkie te elementy zrealizowaliśmy zgodnie z obowiązującym prawem, po czym na początku tego roku wybrany został generalny wykonawca, a w marcu przystąpiliśmy do prac rozbiórkowych – mówi Maciej Wyszoczarski.

Okrągły budynek jest jednym z najbardziej charakterystycznych budynków stolicy. Mieści się w ścisłym centrum miasta, przy skrzyżowaniu ul. Marszałkowskiej i Al. Jerozolimskich. Jego miejsce ma zająć nowoczesny gmach, przeznaczony w części na funkcje społeczne, takie jak galeria sztuki i ogólnodostępne miejsce spotkań dla warszawiaków. Funkcje bankowe zostaną zlokalizowane na parterze. Projekt architektoniczny „nowej” Rotundy został wyłoniony w międzynarodowym konkursie, na który nadesłano zgłoszenia z 80 krajów świata. Wygrała krakowska pracownia Gowin & Siuta, a według założeń inwestycja miała się zakończyć za dwa lata. Koszt przebudowy Rotundy w całości pokryje właściciel.