Luksusowe zakupy w Posnania – Crystal Forum

W Posnanii, nowej flagowej inwestycji Apsys, otwarto kolejne salony oferujące ekskluzywne kolekcje modowe. Są to debiutujący w centrum handlowym, multibrandowy Likus Concept Store oraz obecny w Polsce od kilku miesięcy amerykański U.S. Polo ASSN. Oba sklepy znajdują się w prestiżowej części Posnanii, nazwanej Crystal Forum.

Ekskluzywne kolekcje ok. 20 marek odzieży i akcesoriów prezentowane są w elegancko zaaranżowanej i oferującej specjalne usługi części Posnanii – Crystal Forum. Właśnie tu, obok takich marek jak: Guess by Marciano, Trussardi, Tous czy Rolex swoje salony otworzyły niedawno Likus Concept Store i U.S. Polo ASSN.

Posnania jest pierwszym centrum handlowym, w którym swój sklep zlokalizował Likus Concept Store (LCS). Na 200 mkw. zaoferuje on klientom selektywny wybór najlepszych marek, w tym: YSL – Yves Saint Laurent, Dsquared2, Chloe, Isabel Marant, Jimmy Choo, Salvatore Ferragamo, Kenzo, McQ – Alexander McQueen, Versace – Versace Versus, Philipp Plein, Ann Demeulemeester, J.W. Anderson, Rick Owens, Lost And Found, Maison Margiela. Salony LCS cechują stylowe wnętrza łączące starannie odrestaurowane elementy z nowoczesnym designem, niezwykła atmosfera i asortyment na światowym poziomie.

Według raportu KPMG „Rynek dóbr luksusowych w Polsce” nasz kraj znajduje się pod względem wielkości tego rynku bliżej regionu Europy Środkowo-Wschodniej niż Zachodniej. Obecnie w Polsce dostępnych jest 64% najważniejszych globalnych marek luksusowych oferujących odzież, obuwie i dodatki oraz 69% oferujących zegarki i biżuterię. – Z danych prezentowanych przez analityków KPMG wynika, że odzież i dodatki są drugim największym segmentem dóbr luksusowych w naszym kraju, a 41% bogatych Polaków kupuje je przede wszystkim w centrach handlowych. W najbliższych latach, najbardziej dynamicznie będą się rozwijać przede wszystkim segmenty biżuterii i zegarków, artykułów piśmienniczych, alkoholi oraz samochodów premium i luksusowych. Według prognoz do 2020 roku polski rynek dóbr luksusowych wzrośnie o kolejne 27%. Biorąc po uwagę te dane zaoferowaliśmy klientom Posnanii szeroki wybór marek w strefie dedykowanej ofercie ekskluzywnej – mówi Marek Błędowski, dyrektor handlowy i członek zarządu Apsys Polska.

May chce twardego Brexitu. Trump nie chce silnego dolara

Theresa May chciałaby twardego Brexitu.

Wczorajsze wystąpienie brytyjskiej pani premier nie przyniosło wielu niespodzianek. Zgodnie z przewidywaniami, a tak dokładniej z weekendowym przeciekiem, pani May opowiedziała się za twardym stanowiskiem podczas negocjacji z UE. Jak powiedziała, wyklucza wszelkie scenariusze częściowego członkostwa w Unii. Wielka Brytania nie będzie uczestniczyć ani w jednolitym rynku, ani w unii celnej. Mimo tak jednoznacznych deklaracji wczoraj funt wyraźnie odrabiał straty. Co więcej ubiegła sesja była najlepszą dla brytyjskiej waluty od 2008 roku. Było to spowodowane z jednej strony właśnie weekendową publikacją w brytyjskiej prasie, przez co obyło się bez zaskoczenia. Z drugiej strony ostateczną decyzję podejmie jednak brytyjski parlament, co może sugerować znacznie łagodniejszy scenariusz.

Donald Trump nie chce silnego dolara.

Hurraoptymizm na dolarze, który zapanował po zwycięstwie Donalda Trumpa, najwyraźniej już się wyczerpał. Przyczynił się do tego sam prezydent elekt, który ostatnimi wypowiedziami dość wyraźnie ciąży amerykańskiej walucie. Zresztą w tym tygodniu przyszły gospodarz Białego Domu wprost stwierdził, że dolar jest zbyt mocny, przez co traci gospodarka. Jest to wyraźny sygnał, że po objęciu stanowiska zostaną podjęte działania mające na celu osłabienie dolara. Problem polega na tym, że prezydent ma niewielkie możliwości w tym zakresie. Zwłaszcza że Trump jest zagorzałym zwolennikiem podnoszenia stóp procentowych. Tak naprawdę głównym orężem w walce z mocnym dolarem będą kontrowersyjne wypowiedzi, z których znany jest następca Baracka Obamy. Może to zwiastować okres powolnego umocnienia amerykańskiej waluty przerywany burzliwymi momentami, podczas których dolar dynamicznie będzie tracił na wartości.

Premier przygląda się swoim ministrom.

Dzisiaj premier Szydło rozpoczęła przegląd resortów. Przez najbliższe dwa tygodnie, przed kamerami kolejni ministrowie będą opowiadać o swoich sukcesach, jak i priorytetach na najbliższy czas. Wizytacja pani premier najprawdopodobniej nie przyniesie żadnych rewolucji ani personalnych zmian, ale przynajmniej będzie okazją do poznania pewnych kierunków dla danych resortów. Dzisiaj na wspólnej konferencji wystąpili premier oraz szefowie MON i MSWiA. Podkreślali, że kwestia bezpieczeństwa jest priorytetem dla obecnego rządu. Antoni Macierewicz zadeklarował wzrost liczebności armii do 150 tysięcy do 2019 roku. Z kolei Mariusz Błaszczak zapowiedział wdrożenie programu modernizacji służb mundurowych oraz odtwarzanie zlikwidowanych posterunków policji. Z rynkowego punktu widzenia ciekawsza zapewne będzie nadchodzącą konferencja z udziałem Mateusza Morawieckiego.

Krzysztof Adamczak – analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Raport roczny Pracuj.pl: Rynek Pracy Specjalistów 2016

W 2016 roku na portalu Pracuj.pl opublikowano 486 146 ofert pracy, co oznacza wzrost liczby ogłoszeń o 12% w porównaniu z rokiem 2015. Najwięcej ofert pochodziło z branż: handel i sprzedaż, bankowość/finanse/ubezpieczenia oraz przemysł ciężki. Pracodawcy poszukiwali głównie specjalistów ds. handlu i sprzedaży, obsługi klienta oraz IT. O pracę najłatwiej było w województwach: mazowieckim, dolnośląskim i małopolskim.

  • 486 146 ofert pracy na portalu Pracuj.pl w 2016 r.
  • 12% wzrost liczby ofert pracy w porównaniu z rokiem 2015
  • Najwięcej ofert pracy pochodziło z branży handel i sprzedaż (93 420 ofert pracy)
  • Największy wzrost ofert pracy dotyczył branży produkcja dóbr szybkozbywalnych-FMCG i wyniósł 22%
  • O 23% wzrosła liczba ofert dla specjalistów ds. obsługi klienta
  • Największa liczba ogłoszeń została opublikowana w województwie mazowieckim i wyniosła 107 988
  • Największy przyrost zapotrzebowania na pracowników z firm zatrudniających od 11 do 50 pracowników

Rok 2016 to kolejny rok z rzędu z rekordową liczbą ofert pracy opublikowanych na Pracuj.pl  (486 146 ofert pracy). Ożywienie było widoczne przede wszystkim w branży handel i sprzedaż oraz bankowość/finanse/ubezpieczenia. Problemu ze znalezieniem pracy w roku 2016 nie mieli także  specjaliści handlu i sprzedaży oraz obsługi klienta. Szczególnie dobre wyniki liczby ogłoszeń zanotowano w pierwszym półroczu 2016 r., natomiast drugie półrocze charakteryzowało się nieznacznym wyhamowaniem.

Z jakich branż pochodziło najwięcej ofert pracy w minionym roku?

Pierwsza piątka branż, w których opublikowano najwięcej ofert pracy, nie uległa zmianie w porównaniu do roku poprzedniego. Liderem pozostaje branża handel i sprzedaż, dla której opublikowano 93 420 ogłoszeń, co stanowiło prawie 20% wszystkich ubiegłorocznych ofert. Kolejnymi branżami z największą liczbą zamieszczonych ogłoszeń były bankowość/finanse/ubezpieczenia z 62 880 ofertami oraz przemysł ciężki z liczbą 42 070 ogłoszeń. Znacząca liczba ofert pracy pochodziła także z branży telekomunikacja i zaawansowane technologie oraz budownictwo i nieruchomości, dla których opublikowano kolejno 38 429 oraz 30 204.

Znaczące wzrosty odnotowano w produkcji dóbr szybkozbywalnych FMCG – pracodawcy z tej branży opublikowali o 22% ogłoszeń więcej niż w roku 2015 oraz w branży przemysł lekki – wzrost o 15% w stosunku do 2015 roku.

Jakich specjalistów poszukiwali pracodawcy?

Najczęściej poszukiwanymi specjalistami w 2016 roku byli pracownicy handlu i sprzedaży, do których adresowanych było blisko 40% wszystkich ogłoszeń opublikowanych na Pracuj.pl w ciągu ostatnich 12 miesięcy – pracodawcy skierowali aż 180 471 do tej grupy ekspertów. Pracodawcy poszukiwali także pracowników obsługi klienta (21% wszystkich ofert pracy) oraz IT (prawie 16% wszystkich ofert). Specjaliści ds. finansów także mieli w czym wybierać – skierowanych było do nich 14% wszystkich ofert.

Największy wzrost zainteresowania pracodawców dotyczył specjalistów ds. logistyki –  liczba adresowanych do nich ofert wzrosła aż o 21% w porównaniu z rokiem 2015. Istotny wzrost zanotowano także w przypadku ofert pracy skierowanych do specjalistów produkcji – wzrost o 16%.

Zaobserwować można też wciąż rosnące zapotrzebowanie na specjalistów z zakresu HR. W 2016  skierowano do nich łącznie 19 338 co stanowiło 12% wzrost. To sygnał trwającego pozytywnego trendu: większa liczba procesów rekrutacyjnych oraz rosnące zatrudnienie to czynniki mające wpływ na zwiększone zapotrzebowanie na tych specjalistów.

W których województwach najłatwiej było o pracę w roku 2016?

Mazowieckie niezmiennie znajduje się na czele województw z największą liczbą ogłoszeń o pracę. W 2016 roku pracodawcy z tego regionu opublikowali 107 988 oferty, co stanowiło ponad 22% ogólnej liczby ogłoszeń w tym roku. Na kolejnych miejscach znalazły się województwo dolnośląskie z 50 922 ofertami oraz małopolskie z 47 073 ofertami. Znaczna liczba ogłoszeń pochodziła także z województw: wielkopolskiego (43 616), śląskiego (43 209) oraz pomorskiego (32 843). Największe wzrosty liczby opublikowanych ofert pracy odnotowano w województwie pomorskim, w którym pracodawcy zamieścili o blisko 18% więcej ogłoszeń niż w roku 2015 oraz w województwie wielkopolskim, gdzie było ponad 15% więcej wakatów. Niewiele mniejsze wzrosty zanotowano także w województwach zachodniopomorskim oraz dolnośląskim.

Jakie firmy poszukiwały pracowników?

W 2016 roku zapotrzebowanie na nowych pracowników najczęściej zgłaszały firmy zatrudniające powyżej 250 pracowników, które opublikowały łącznie 144 281 ofert pracy. Zbliżona liczba ogłoszeń pochodziła z przedsiębiorstw, w których pracuje od 51 do 250 osób (135 445 ofert) oraz tych zatrudniających od 11 do 50 pracowników (128 299 ofert). Najmniejsza liczba ogłoszeń została zamieszczona przez mikrofirmy liczące do 10 osób i wynosiła 78 121. Największy wzrost zapotrzebowania na specjalistów zanotowano w firmach małych zatrudniających od 11 do 50 osób
i wyniósł on 15%.

Komentarz Przemysława Gacka, prezesa zarządu Grupy Pracuj spółka z o.o.:

Przemysław Gacek, prezes zarządu Grupy Pracuj SA,
Przemysław Gacek, prezes zarządu Grupy Pracuj SA,

Rok 2016 to trzeci rok z rzędu w którym liczba ofert pracy publikowanych na naszym portalu systematycznie wzrasta. Przełomowy był rok 2013, w którym liczba ofert pracy zaczęła rosnąć szybciej niż przewidywali eksperci. Od tego czasu każdy miesiąc przynosił poprawę sytuacji, dane te potwierdzane są także przez wskaźniki GUSu czy ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej.

Szczegółowa analiza naszych danych wskazuje jednak na pewne ochłodzenie dobrych nastrojów pracodawców w samej końcówce roku. Pierwsze półrocze 2016 r. zakończyliśmy bardzo dobrym wynikiem – liczba ofert pracy publikowana przez pracodawców na naszym portalu wzrosła o 17% w porównaniu do H1 2015 r. Jednak już drugie półrocze, a szczególnie ostatni kwartał roku wskazał na znaczące wyhamowanie optymizmu pracodawców – w H2 2016 r. liczba ofert pracy wzrosła zaledwie o 7% w porównaniu z analogicznym okresem roku poprzedniego. Ostrożność przedsiębiorców może wynikać z niepewności firm z sektora MŚP dotyczących warunków prowadzenia biznesu, do optymizmu nie skłania także niższy niż przewidywany wzrost PKB oraz obawy związane z przyszłością wstrzymanych w 2016 r. inwestycji współfinansowanych przez Unię.

Czy wszystkie specjalizacje mogą zaliczyć miniony rok do udanych? Z naszych danych wynika, że tak, choć i tu możemy dostrzec „prymusów”. Bardzo dobre dane dotyczące sektora gospodarki widoczne były między innymi w liczbie ofert pracy napływających z obszaru produkcji. Notowaliśmy tam znaczącą liczbę opublikowanych ogłoszeń oraz duże wzrosty. Do wielkich wygranych ostatnich lat należą specjaliści IT, minione lata przynosiły znaczące wzrosty zapotrzebowania na pracowników tej specjalizacji i rok 2017 nie będzie pod tym względem inny. Kogo będą poszukiwać pracodawcy w kolejnych latach? Na pewno programistów i to szczególnie programistów aplikacji mobilnych. Coraz częściej przeglądając Internet korzystamy nie tyle z przeglądarek, co aplikacji mobilnych – dlatego większość firm potrzebuje specjalistów którzy będą takie aplikacje tworzyć oraz nimi zarządzać. Kolejnym obszarem zyskującym na znaczeniu jest tzw. Big Data. Firmy gromadzą ogromne ilości danych którymi trzeba zarządzać oraz które wymagają przetwarzania. Ponieważ w danych tych zawierają się także informacje poufne, które wymagają ochrony i zarządzania nimi, zwiększa się także zapotrzebowanie pracodawców na specjalistów ds. bezpieczeństwa w sieci.

Sytuacja na rynku pracy skłania pracodawców do uważniejszego przyglądania się studentom, nie tylko tym kończącym uczelnie, ale i będącym w trakcie studiów, szczególnie tych najbardziej poszukiwanych specjalizacji. Wiele firm przygotowuje cale systemy staży i praktyk, które mają im pomóc w pozyskaniu najlepszych pracowników. Rośnie rola wizerunku pracodawcy u potencjalnego kandydata, zmienia się także sam sposób rekrutacji oraz podejście do kandydata. Działy HR muszą więc być przygotowane na różne modele rekrutacji, ale i na, co może jeszcze ważniejsze, zarządzanie pracownikami z różnych pokoleń i wypracowywanie komunikacji wewnętrznej i zewnętrznej odpowiadającej na potrzeby pracowników z różnych generacji.

W 2017 roku w wielu obszarach to pracownicy będą dyktować warunki. Aby przyciągnąć nowych kandydatów do pracy i utrzymać obecnych pracowników pracodawcy będą musieli zdecydować się na podwyżki, ale także opracować całe programy szkoleń i dodatkowych benefitów. Wspomniani przeze mnie kandydaci IT biorą pod uwagę wynagrodzenie w nowym miejscu pracy, ale tak samo dużo uwagi przywiązują do projektów, które przyjdzie im realizować, czy pozafinansowej oferty firmy.

Rynek najmu w 2017 roku: wzrost liczby najemców do ponad 2 mln

W roku 2017 rynek najmu będzie przeżywał dalszy rozkwit. Jak oceniają eksperci z Grupy Mzuri – lidera w zakresie zarządzania najmem w Polsce – w wynajmowanych lokalach mieszka już ponad 2 mln osób, a w 2017 roku liczba ta wzrośnie o kolejne ok. 200 tys. najemców.

Niewątpliwie znaczącą rolę w kształtowaniu się rynku najmu w Polsce w najbliższych latach odegra rządowy program Mieszkanie+. Eksperci oceniają, iż program przyczyni się do rozwoju i upowszechnienia najmu w Polsce. – Flagowy program rządu z już zyskał olbrzymi rozgłos, a to dopiero początek. Bez wątpienia przyczyni się to do generalnego wzrostu zaufania społecznego do najmu jako pełnoprawnej formy zapewniania sobie dachu nad głową. Jako że program będzie skierowany przede wszystkim do osób uboższych i do rodzin wielodzietnych, w dużej mierze mieszkających w mniejszych miastach, doprowadzi do upowszechnienia się najmu w grupach społecznych, w których do tej pory najem nie był popularny bądź był niedostępny. Oznacza to, że z perspektywy właścicieli mieszkań na wynajem, zwłaszcza zlokalizowanych w dużych ośrodkach miejskich, rządowy program nie tylko nie będzie stanowił konkurencji, ale wręcz może przyczynić się do większego zainteresowania najemców i jeszcze szybszego wzrostu liczby Polaków, którzy mieszkają w wynajętym lokalu – prognozuje Artur Bartnicki, dyrektor zarządzający Mzuri.

Nie bez znaczenia pozostaje też fakt rosnącego udziału obcokrajowców wśród najemców. Według danych Eurostat, Polska jest liderem w Unii Europejskiej pod względem wydanych pozwoleń na pracę dla cudzoziemców (w praktyce niemal wyłącznie Ukraińców) – w 2015 było ich ok. 800 tys. Stale rośnie też liczba studentów przyjeżdżających do Polski na studia – wg. GUS w roku akademickim 2014/15 było ich niemal 50 tys., tj. ponad dwa razy więcej niż zaledwie cztery lata wcześniej. Mzuri podkreśla znaczący wzrost liczby mieszkań wynajmowanych cudzoziemcom, co przyczynia się do większego popytu inwestycyjnego na lokale. Mamy więc do czynienia zarówno ze zwiększającą się liczbą osób poszukujących mieszkania na wynajem, jak i ze wzrostem liczby inwestorów kupujących mieszkania z przeznaczeniem na wynajem. Między innymi dlatego, eksperci prognozują rozwój inicjatyw inwestowania grupowego w rynek mieszkaniowy. – Aktualne czynniki makroekonomiczne, tj. utrzymanie niskich stóp procentowych, ostrożność przedsiębiorców w podejściu do inwestycji, wolny wzrost gospodarczy, brak hossy na giełdzie; będą dodatkowo sprzyjać rynkowi inwestycji w najem = zarówno indywidualnych, jaki i grupowych – mówi Artur Kaźmierczak, prezes Mzuri Investments i spółek Mzuri CFI, które umożliwiają grupowe inwestowanie w mieszkania na wynajem osobom dysponującym nawet relatywnie niewielkim kapitałem. – Nasze projekty crowdfundingowe na koniec ubiegłego roku zgromadziły kapitał rzędu 12 milionów złotych i spodziewamy się dalszego, dynamicznego przyrostu tej kwoty – dodaje Kaźmierczak.

Do wzrostu popularności najmu w Polsce stale przyczyniają się też tendencje społeczne (zwiększona mobilność pracowników, zmniejszająca się presja społeczna na posiadanie mieszkania, rosnąca niechęć do wieloletnich kredytów, duża liczba rozwodów) oraz zmiany prawne. Najważniejsza z nich już weszła w życie i dotyczy minimalnego wkładu własnego przy zaciąganiu kredytu hipotecznego na poziomie 20 proc. – To docelowy poziom określony w Rekomendacji S, która od kilku lat wymusza na bankach coraz ostrożniejsze podchodzenie do kredytowania zakupów mieszkań – komentuje Kaźmierczak. – Co prawda, część wymogów odnośnie wkładu własnego można obejść poprzez ubezpieczenie niskiego wkładu własnego, ale to z kolei zwiększa regularne obciążenia kredytobiorcy – dodaje Kaźmierczak.

INEA najszybszym dostawcą internetu według grudniowego rankingu

Jarosław Pijanowski, Członek Zarządu INEA ds. Marketingu i Sprzedaży
Jarosław Pijanowski, Członek Zarządu INEA ds. Marketingu i Sprzedaży

Wielkopolski operator INEA zajął pierwsze miejsce w najnowszym rankingu najszybszych dostawców internetu w Polsce, przeprowadzanym przez Speedtest.pl. To już drugi miesiąc z rzędu, kiedy INEA utrzymuje pozycję lidera w tym zestawieniu.

Ranking powstał na postawie ogólnopolskich wyników niezależnych pomiarów prędkości łącza, które wykonali użytkownicy za pomocą aplikacji Speedtest.pl, w okresie 01.12.2016 – 31.12.2016. Na pierwszym miejscu najszybszych dostawców internetu, już drugi miesiąc z rzędu, uplasowała się INEA – oferująca usługi telekomunikacyjne mieszkańcom Wielkopolski. W grudniowym zestawieniu INEA uzyskała nie tylko wysoką ocenę użytkowników (4,11/5), ale też bardzo dobre wyniki dotyczące pobierania (57.20 Mb/s), wysyłania (15,79 MB/s) oraz opóźnień (16ms). Pozostałe miejsca na podium zestawienia zajęli dostawcy UPC oraz TOYA.

W jaki sposób przeprowadzony jest ranking Speedtest.pl? Mogą w nim wziąć udział dostawcy, których prędkość łączy internetowych została sprawdzona przynajmniej 10 tys. razy za pomocą aplikacji Speedtest.pl. Wykonuje ona pomiar jednocześnie do kilku niezależnych lokalizacji infrastruktury użytkownika, mierząc trzy parametry łącza: wartość opóźnień tzw. ping, prędkość pobierania danych oraz prędkość wysyłania danych.

Osiągnięcie drugi miesiąc z rzędu pierwszej pozycji w rankingu najszybszych dostawców internetu w Polsce, to duży powód do zadowolenia i potwierdzenie, że nasza strategia rozwoju sieci FFTH oraz oferta produktowa spełnia oczekiwania nawet najbardziej wymagających klientów – komentuje wyniki rankingu Jarosław Pijanowski, Członek Zarządu INEA ds. Marketingu i Sprzedaży.Szybki internet to przy postępującej cyfryzacji niezbędne narzędzie zarówno w pracy, jak i w domu. Przedsiębiorstwa coraz częściej przenoszą swój biznes do internetu i potrzebują stabilnej oraz wydajnej usługi telekomunikacyjnej, która pozwoli im zająć się skutecznym rozwojem swojego biznesu – dodaje.

Qumak ma kontrakt z Komendą Główną Policji na ponad 11 mln zł

Qumak S.A. na zamówienie Komendy Głównej Policji będzie realizować ogólnopolskie projekty informatyczne. W ramach zaplanowanej na okres dwóch lat współpracy, firma zapewni specjalistów IT z kilkunastu różnych specjalizacji. Umowa o wartości przekraczającej 11,38 mln zł netto.

W ramach umowy Qumak zapewni Komendzie Głównej Policji najlepszych rynkowych specjalistów m.in. z dziedziny baz danych, serwerów aplikacyjnych, rozwiązań Business Intelligence, czy sieci teleinformatycznych. W ramach zakontraktowanych, minimum 82 tysięcy liczby godzin, specjaliści będą realizowali ogólnopolskie projekty informatyczne.

Podpisana umowa to kolejny krok w rozwoju naszego biznesu outsourcingowego. Jest też dla nas potwierdzeniem rosnącego zainteresowania tą najbardziej elastyczną formą pozyskania kompetencji do projektów IT. Dzięki takiemu modelowi współpracy Komenda Główna Policji będzie mogła realizować złożone projekty informatyczne bez potrzeby zatrudniania własnych specjalistów. W ten sposób obniży koszty operacyjne, a jednocześnie zyska pewność, że pracuje z najlepszymi inżynierami na rynku. – powiedział Wojciech Strusiński, Wiceprezes ds. Sprzedaży w Qumak S.A.

Qumak świadczy usługi outsourcingowe dla największych organizacji w kraju, głównie w segmencie telekomunikacyjnym, bankowym i energetycznym, w takich obszarach jak: utrzymanie infrastruktury i aplikacji, rozwój oprogramowania, zarządzanie projektami, obszary analityczne i wsparcie użytkownika.

Mateusz Juroszek: Mieszkanie na wynajem to nie jest jeszcze biznes dla deweloperów

Chciałbyś wprowadzić się do nowo powstałego mieszkania, ale nie masz zdolności kredytowej? Żaden problem. Zamiast kupować takie mieszkanie od dewelopera, możesz je od niego wynająć. Problem w tym, że… nie w Polsce, gdzie tego typu ofert trzeba szukać ze świecą. Czy ma to szansę się w najbliższym czasie zmienić?

„Przy aktualnej sytuacji rynkowej, przy stabilności sektora deweloperskiego deweloperzy będą w 100% skupiać się na budowie mieszkań i ich sprzedawaniu, ponieważ jest na rynku popyt. Polacy mają zdolność kredytową – są niskie stopy procentowe – i chcą mieszkać w swoich mieszkaniach. Wydaje mi się, że dopiero przez następne 10–15 lat w naszym społeczeństwie wytworzy się podejście, że może warto jednak mieszkanie wynajmować” – mówi w wywiadzie dla agencji informacyjnej infoWire.pl Mateusz Juroszek, wiceprezes firmy ATAL.

Należy zauważyć również, że budowanie, a następnie sprzedawanie mieszkań to dla deweloperów biznes prostszy i pewniejszy. Do wynajmowania mieszkań najemcom nie zachęcają też obecne przepisy prawne, które nadmiernie chronią lokatorów. Innym utrudnieniem jest dość duża szara strefa na rynku najmu.

W dalszym ciągu z powodzeniem powinien rozwijać się natomiast rynek najmu mieszkań oferowanych przez właścicieli indywidualnych. „Polacy lubią inwestować w nieruchomości. Jeżeli porównamy stopy zwrotu z inwestycji w fundusze inwestycyjne lub na giełdzie do stóp zwrotu z wynajmu mieszkań, to okaże się, że wcale nie jest on aż taki atrakcyjny. Ale dla Polaków to jest coś pewnego” – stwierdza ekspert.

Ranking najbardziej aktywnych marek w telewizji w 2016 r.

Najbardziej aktywną reklamowo marką w telewizji w 2016 roku by Lidl (GRP 70 143). Zeszłoroczny lider zestawienia marek, które przekroczyły 20 000 GRP – Orange – spadł o dwie pozycje. Wyprzedził go jego branżowy konkurent – T-mobile, który zdecydowanie zwiększył swoją aktywność w minionym roku (+76%) – wynika z analizy domu mediowego Codemedia. Największy wzrost zanotowała sieć hipermarketów Carrefour.

Do 14 zwiększyło się grono marek, które w 2016 roku przekroczyły próg 20 000 GRP w grupie 4+. Do rankingu największych reklamodawców dołączył Carrefour, który po wdrożeniu nowej strategii komunikacyjnej zwiększył swoją aktywność telewizyjną ponad pięciokrotnie.

Najsilniejszą branżą w rankingu okazał się retail, który zwiększył aktywność o ponad 80% (uwzględniając tylko marki z rankingu) w porównaniu rok do roku. Oprócz sieci hipermarketów Carrefour, wysokie wzrosty zanotowały Rossman (75%) i Neonet (81%), które pojawiły się po raz pierwszy w zestawieniu. Do czołówki powróciła także Biedronka, która zgodnie z przewidywaniami domu mediowego Codemedia, zwiększyła swoją aktywność aż prawie dwukrotnie.

Codemedia największe marki w TV 2016

Z rankingu wypadły dwie marki – Winiary oraz ING (odpowiednio -18% i -11%). ING było ostatnią ostoją „tradycyjnej bankowości” w zestawieniu. Jedynymi markami reprezentującymi branżę finansową, które utrzymały swoją aktywność na poziomie ponad 20 000 GRP w roku 2016, są Provident i Vivus. Ten ostatni, mimo wzrostu aktywności, spadł w rankingu o jedną pozycję. Provident nieznacznie zmniejszył swoją aktywność, co spowodowało spadek o 4 pozycje. Warto jednak pamiętać, że reklamodawca wprowadził nową markę skierowaną do młodszych konsumentów – Hapi pożyczki. Gdyby uwzględnić w jego aktywności również tę markę pozycja Providenta w zestawieniu byłaby mocniejsza. Branża finansowa generalnie zmniejsza swoją aktywność, o czym wspominaliśmy już w naszym raporcie branżowym dotyczącym wydatków reklamowych w sektorze finansowym. Na razie nie spodziewałbym się zmiany tej tendencji, ze względu na dużą niepewność na tym rynku (np. kredyty frankowe, zmiany związane z ubezpieczeniami komunikacyjnymi). Pozytywne perspektywy w tej branży zwiastują jedynie zbliżające się konsolidacje i przejęcia (np. zakup PEKAO przez PZU), które powinny z jednej strony wpłynąć na wzrost aktywności (konieczność zakomunikowania zmian klientom), a z drugiej ustabilizowania aktywności (wspólna kampania leasingu Getin Banku i Idea Banku – konsolidacja) – mówi Bartosz Zientek, Group Account Director, Codemedia.

Winiary były natomiast ostatnią w zestawieniu marką z branży FMCG. Zaznacza się coraz silniejsza tendencja do przesuwania budżetów FMCG z reklamy indywidualnej na korzyść współfinansowanych kampanii opartych o marki retailowe. Konsumenci zaczynają częściej bardziej niż markę produktu doceniać jego jakość. Stąd reklamodawcy poszczególnych marek produktów spożywczych zaczynają przedkładać kampanie sprzedażowe nad wizerunkowe – wskazuje Bartosz Zientek, Group Account Director, Codemedia.

największe marki w TV zmiana rok do rokuW rankingu marek, które przekroczyły w 2016 roku 20 000 GRP. znalazły się, podobnie jak w poprzednim roku, także te reprezentujące branżę telekomunikacyjną. Oprócz wspomnianych już T-mobile oraz Orange na czwartym i szóstym miejscu uplasowały się odpowiednio Play i Plus, które zmniejszyły swoją aktywność reklamową w telewizji.

PSML i SAR opracują „Poradnik modelowego procesu zakupowego usług komunikacji marketingowej”

Polskie Stowarzyszenie Menedżerów Logistyki i Zakupów – wraz ze Stowarzyszeniem Komunikacji Marketingowej SAR – prowadzi pracę nad specjalistycznym kompendium wiedzy w zakresie zakupu usług komunikacji marketingowej. PSML nazywa tego typu zakupy jako subiektywne – ze względu na nieobiektywne, niemierzalne kryteria wyborów dostawcy i partnera.

– Głównym celem współpracy jest wypracowanie modelowego procesu zakupowego, który byłby rekomendowany przez oba środowiska – powiedział agencji eNewsroom.pl Andrzej Zawistowski, członek zarządu Polskiego Stowarzyszenia Menedżerów Logistyki – Dokument miałby spełniać rolę poradnika, który wyjaśni jak powinniśmy kupować usługi komunikacji marketingowej 

– nie będzie to dokument wyłącznie dla kupujących lub dostawców. W skład opcji „full service” wchodzi zakup mediów, produkcja filmów reklamowych, organizacja eventów, brand design, digital, public relations oraz incentive travel.

Obszar działania jest bardzo szeroki i mogę – z dumą – powiedzieć, że w proces dialogu oraz opracowywania dokumentów jest zaangażowanych ponad 300 osób z obu środowisk. Do SKM Sar dołączyły takie organizacje jak Związek Firm Public Relations, IAA, SOID oraz klub eventowy IAB. Stronę zakupową reprezentują wysokiej klasy profesjonaliści z firm, tj. Orlen, Polpharma, PKO BP, Provident, Grupa Żywiec, Lotto, Wedel, GSK oraz Loreal.

Pierwsze wyniki tego procesu będą prezentowane sukcesywnie oraz zgodnie z pracą każdego zespołu – niektóre zespoły już kończą swoją pracę. Przyjęty przez oba środowiska poradnik będzie stanowił podstawę do kolejnych działań. 

Planujemy – wspólnie z SAR-em oraz innymi organizacjami – wiele wydarzeń komunikacyjnych, mających na celu promocję tych dokumentów. Odbywałoby się to w formie szkoleń, warsztatów, konferencji lub przez stworzenie akademii. Akademia miałaby na celu szkolenie zarówno marketingowców, zakupowców, jak i pracowników agencji marketingowej, którzy po ukończeniu otrzymaliby odpowiedni certyfikat – dodał Zawistowski.

Jakub Stasik, XTB: W tym tygodniu warto przyjrzeć się spółce CCC

Sroga zima sprzyja sprzedaży obuwia produkowanego przez CCC. Dodatkowo program 500 plus zauważalnie zwiększył popyt na produkty z tej półki cenowej. Lepsze wyniki wynikające z większego popytu wśród konsumentów można zauważyć również u inwestorów na GPW.

Czy to dobry moment na kupno akcji CCC? Więcej w rozmowie z Jakubem Stasikiem z XTB w materiale wideo przygotowanym przez MarketNews24.

W najbliższych miesiącach czeka nas okres niepewności na rynkach

Rynki finansowe niby już przyzwyczaiły się do faktu, że Donald Trump będzie prezydentem USA, jednak zanim nowa administracja ustali ramy działania z partią Republikańską, będziemy mieli do czynienia z zamieszaniem na rynkach, które wywołać będzie mógł nawet zwykły komunikat na Twitterze. Tymczasem możliwych punktów zapalnych, które już w najbliższym czasie mogą mieć dla rynków ogromne znaczenie, jest wiele. Więcej o bieżącej sytuacji opowie Przemysław Kwiecień z XTB w rozmowie z MarketNews24.

Sztuczna inteligencja ceniona najbardziej. Biznes przeznaczy miliardy na AI

Zdaniem analityków Gartnera w ciągu najbliższych pięciu lat firmy zainwestują w automatykę i inteligentne maszyny pokaźne sumy. Jak wynika z przygotowanej przez nich prognozy, wydatki przeznaczone na ten cel wzrosną aż sześćdziesięciokrotnie. Wygeneruje to większe zapotrzebowanie na usługi cloud computingu.

W 2016 roku wydatki związane z consultingiem i wdrażaniem technik kognitywnych, sztucznej inteligencji czy uczenia maszynowego sięgnęły 451 mln dolarów. Biorąc pod uwagę planowaną skalę wydatków, to niewiele. W 2021 roku kwota, jaką zamierzają wydać przedsiębiorstwa na ten cel, wzrośnie już do ponad 28 miliardów dolarów. Na próżno szukać tak znacznego wzrostu inwestycji w jakimkolwiek innym obszarze technologii IT.

Piotr Prajsnar, CEO Cloud Technologies
Piotr Prajsnar, CEO Cloud Technologies

– O uczeniu maszynowym świat zaczął mówić kilka lat temu, ale branża IT nie dysponowała wówczas ani wyspecjalizowaną infrastrukturą, ani narzędziami pozwalającymi zarządzać zasobami cyfrowymi i w pełni wykorzystać potencjał maszynowego uczenia. Dziś się to diametralnie zmienia. Doszło do eksplozji Big Data w sieci, dane generowane są dziś w zawrotnym tempie i w niespotykanych dotąd ilościach. Można je przeanalizować i zmonetyzować tylko dzięki wykorzystaniu technik kognitywnych.  Ułatwiają one nie tylko korektę strategii biznesowej, ale także precyzyjne przewidywanie różnych scenariuszy – przekonuje Piotr Prajsnar, CEO Cloud Technologies, firmy specjalizującej się w big data marketingu, która stworzyła największą hurtownię danych o zainteresowaniach internautów w Europie.

Chmura paliwem dla inteligentnych maszyn

Zdaniem analityków Gartnera, do 2021 roku inteligentne narzędzia służące automatyzacji procesów biznesowych staną się powszechne – korzystać z nich będzie wówczas już jedna trzecia dużych globalnych przedsiębiorstw.

Postępujące wdrażanie zaawansowanych narzędzi automatyzujących zarówno biznes, jak i produkcję to jeden z efektów cyfrowej transformacji biznesu, która coraz dobitniej uświadamia nam, że rozpoczęta przez procesy digitalizacyjne rewolucja nie ma zamiaru zwolnić. Wręcz przeciwnie, generować będzie coraz większe nakłady inwestycyjne nie tylko na technologie uczenia maszynowego, ale także platformy przetwarzające dane w chmurze. Najtaniej i najwygodniej przetwarza się bowiem dane w chmurze – tłumaczy Krystian Fydrych z Atmana, lidera polskiego rynku data center.

Auto-doradca

Prawdopodobieństwa odważnym prognozom Gartnera i Atmana nadaje chociażby przykład producenta samochodów BMW, który we współpracy z IBM wdraża w swojej fabryce kognitywne systemy Internet of Things, oparte na sposobach analizy i przetwarzania danych stosowanych przez słynny superkomputer Watson. Wykorzystując platformę chmurową dostarczoną przez IBM, koncern zamierza wprowadzić interfejs komunikacji kierowcy z samochodem.

Dzięki niemu kierujący będzie w stanie „rozmawiać” ze swoim autem w czasie rzeczywistym, używając swojego ojczystego języka, bez potrzeby odrywania wzroku od drogi. Otrzyma w ten sposób wszystkie bieżące informacje o stanie auta, aktualnej i przewidywanej pogodzie na danym fragmencie drogi, natężeniu ruchu, a także sugestie pozwalające na lepsze zaplanowanie trasy, oparte na analizie danych w czasie rzeczywistym. Inwestycja, na którą zdecydowało się BMW, opiewa na 3 biliony dolarów.

Chmurę wykorzystuje także Cloud Technologies. Stworzona przez firmę platforma OnAudience.com przetwarza w tej chwili już ponad 3 mld plików cookies i kilka terabajtów danych dziennie. – W chmurze przechowywanie i analizowanie danych jest nie tylko tańsze, ale i wygodniejsze. Dzięki cloud computingowi wartościowe, przetworzone przez maszynę informacje jesteśmy w stanie udostępnić klientom niemal od ręki – zwraca uwagę Piotr Prajsnar z Cloud Technologies.   

Wiedza ogniw połączonych

Kolejny przykład może stanowić opracowana przez jedną z największych światowych korporacji – General Electric – platforma chmurowa o nazwie Predix. Znajduje ona zastosowanie niemal w każdej gałęzi przemysłu, odpowiadając za tworzenie inteligentnych, samouczących się środowisk wzajemnie połączonych maszyn. Jedną z jej funkcji jest przewidywanie dzięki analityce potrzeby dokonywania wymiany części eksploatacyjnych urządzeń produkcyjnych, zanim te odmówią współpracy.

Możliwości automatyki już dziś są imponujące, ale z pewnością w ciągu najbliższych lat będziemy świadkami kolejnych rewolucyjnych narzędzi i rozwiązań, na opracowanie których będzie możliwe dzięki inteligentnym maszynom. Przykład Predixa dobitnie pokazuje także, że przechowywanie i analizowanie coraz większej ilości danych wymienianych między urządzeniami smart odbywać się będzie z wykorzystaniem chmury obliczeniowej. Głównym powodem są i pozostaną kosztywynajęta infrastruktura zawsze będzie korzystniejszym ekonomicznie rozwiązaniem, a przedsiębiorstwa dzięki rozliczaniu się w modelu „pay-as-you-go” nie muszą przepłacać za nieużywane zasoby – dodaje Krystian Fydrych z Atmana.

Szanse wykorzystania inteligentnych narzędzi są obiecujące także w branży finansowej. O ile głośno zapowiadana popularyzacja robo-doradców inwestycyjnych jest jeszcze bardzo odległą perspektywą, banki dostrzegają możliwości sztucznej inteligencji. Potencjał obliczeń superkomputera Watson wykorzystuje już CitiBank, podobnie jak Royal Bank of Canada czy australijski ANZ, które przestały ręcznie poszukiwać przydatnych wniosków w raportach, bazach danych czy arkuszach kalkulacyjnych. COO singapurskiego DBS Bank Olivier Crespin przyznaje natomiast, że techniki kognitywne są bardzo pomocne w zarządzaniu portfelami klientów instytucji. Ich integracja z narzędziami do zarządzania relacjami z klientem umożliwia otrzymywanie gotowych propozycji dalszej współpracy inwestycyjnej niemal w mgnieniu oka.

Analityczne wyzwanie

W związku z tworzeniem inteligentnych środowisk IoT wymagania w zakresie infrastruktury do analityki danych niewątpliwie będą rosnąć. Wystarczy wspomnieć o dwóch przykładach wyróżnionych w broszurze informacyjnej General Electric „Predix: The Industrial Internet Platform”. Pierwszy z nich to branża lotnicza – liczba cyfrowych informacji wytwarzanych tylko w czasie jednego lotu sięga już 1 TB. Drugi to branża medyczna, gdzie wartość produkowanych danych do 2020 roku wzrośnie nawet 50-krotnie.

Wyprzedaż dolara

Wczorajszy dzień nie należał do udanych dla dolara amerykańskiego. Niewielkie spadki odnotowano na rynkach giełdowych – w Polsce jak i w USA. Spadały też ceny paliw, a zyskiwało złoto.

Największym wygranym wczorajszego dnia był funt brytyjski. Po tym jak tracił w poniedziałek, wczoraj odzyskał wszystkie straty, zbliżając się względem dolara do najwyższego poziomu od początku roku. Wszystko za sprawą wystąpienia premier Wielkiej Brytanii, Theresy May. We wczorajszym wystąpieniu nakreśliła najważniejsze punkty planu wyjścia swego kraju z Unii Europejskiej. Najwidoczniej inwestorom spodobało się to co słyszeli – w skrócie „globalna UK, a nie izolacjonistyczna”.

Skoro mowa o Wielkiej Brytanii to dziś napłyną na rynek informacje dotyczące brytyjskiej gospodarki. O godzinie 10:30 poznamy najnowsze dane z lokalnego rynku pracy – ilość wniosków o zasiłki oraz stopa bezrobocia. Najważniejsze będzie jednak posiedzenie Banku Kanady(decyzja) oraz publikacja „Beżowej księgi” Fed(godzina 20:00). Dzień zakończymy danymi o wielkości zapasów paliw w USA według API.

usdcad18012017r

Rynek USD/CAD powrócił w okolice środkowej linii dużego kanału spadkowego. Na wysokości 1.30 znajduje się też wsparcie, a także biegnie linia wzrostowa. Teoretycznie jest to więc dobre miejsce na odbicie. Wskaźnik RSI zachowuje się jak w typowej konsolidacji, więc o powrocie do wzrostów nie ma co na razie myśleć. Pierwszy opór mamy na 1.3275, a potem 1.35. Zejście poniżej 1.29 będzie bardzo negatywnym znakiem.

Sylwester Majewski


Forex-Desk

Sytuacja na rynku walutowym. Kurs funta, euro i dolara

Emocje znaczą teraz więcej niż fundamenty, co pomaga funtowi, ale szkodzi dolarowi. W dłuższym terminie jednak czyny, a nie słowa liderów politycznych będą generować skutki ekonomiczne. Inwestorzy na razie pozostają w oparach niepewności, co nie zachęca do obrony fundamentalnych przekonań, a przynosi gwałtowne reakcje na każda nową informację.

Funt, największy wygrany wtorkowego handlu, dziś traci najwięcej, co nie wydaje się niespodzianką, biorąc pod uwagę, jak bardzo rynek pozostaje niepewny przyszłości i niechętny do utrzymywania pozycji na dłużej. Wczorajsze przemówienie premier Wielkiej Brytanii Theresy May w większości było zgodne z prasowymi przeciekami, a zatem nie stanowiło dodatkowego paliwa do presji na funcie, a za to stało się impulsem do „sprzedaży faktów”. May chciała wybrzmieć optymistycznie i dla Brytyjczyków zapewne tak została odebrana.

Wielka Brytania chce porozumienia bez członkostwa w jednolitym rynku europejskim, ale z jak najszerszym dostępem do niego poprzez nowe umowy wolnocłowe. Innymi słowy dla handlu dóbr i usług chce tego, co ma, ale przy okazji oczekuje kontroli nad przepływem ludzi. Taki pakiet na pewno nie znajdzie akceptacji w UE i w najbliższym czasie należy się liczyć z tym, że strona europejska pogrąży oczekiwania polubownego porozumienia i przynajmniej na wstępnym etapie zasygnalizuje szorstkość stanowiska w negocjacjach. Największym ciosem będzie sprzeciw UE dla porozumienia przejściowego, na które liczy rząd May. Jest to element, który może przywrócić wyprzedaż funta.

Na razie jednak GBP zdaje się zdyskontować cały strach przed „twardym Brexitem” przy danych makro z Wielkiej Brytanii jeszcze nie pokazujących kosztów Brexitu. Silniejszy odczyt CPI wczoraj oddala Bank Anglii od luzowania polityki. Dziś dane z rynku pracy mają mniejszą istotność, jednak jeśli wzrost płac nie zrówna przyspieszenia inflacji, będzie to oznaczać drenaż realnych dochodów.

USD doświadcza dziś osłabienia negatywnej presji, choć wczorajsze komentarze Trumpa o tym, że dolar może już być „zbyt silny” podkopują zaufanie posiadaczy długich pozycji. Rynki prawdopodobnie pozostaną nerwowe aż do piątku, kiedy odbędzie się inauguracja prezydentury Trumpa. Dziś ryzyka leżą w danych o inflacji i przemówieniu Yellen.

Globalne sygnały przyspieszenia inflacji także powinny być zaobserwowane w USA przy wzrostach cen paliw w okresie, kiedy ceny tradycyjnie maleją. Inflacja bazowa ma utrzymać się na 2,1 proc. r/r, ale ogólny CPI z 1,7 proc. do 2,1 proc. Ruch w górę inflacji bazowej może mieć istotny wpływ na USD, gdyż wzmocni presję na szybszą reakcję Fed. W trakcie wystąpienia prezes Fed wieczorem rynek będzie bardziej wrażliwy na wszelkie tonowanie dotychczas jastrzębich komentarzy, choć generalny wydźwięk wypowiedzi przedstawicieli Fed w ostatnich dniach pozostaje optymistyczny, nawet ze strony gołębich członków.

Z pozostałych wydarzeń rewizja CPI z Eurolandu powinna potwierdzić silne wartości, ale nie będzie to istotny impuls dla EUR. Po południu dostaniemy grudniowe dane z polskiego rynku pracy, gdzie spodziewana jest stabilizacja tempa wynagrodzeń i zatrudnienia. Złoty powinien neutralnie przyjąć dane, a EUR/PLN utrzymać ściekanie w żółwim tempie w kierunku 4,35.

Po posiedzeniu Banku Kanady oczekujemy utrzymania głównej stopy procentowej na 0,50 proc. Ostatnie sygnały z gospodarki nie dają podstaw, aby odejść od wyrażanego przed miesiącem stwierdzenia, że „ryzyka dla inflacji są mniej więcej zrównoważone”. Z drugiej strony rośnie niepewność o wpływ polityki USA na perspektywy gospodarcze Kanady. Ogólnie jednak nie traktujemy decyzji Banku Kanady jako źródła poważnych impulsów dla CAD w tym tygodniu.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Świadczenia dodatkowe i benefity. Co nas czeka w nowym roku?

Jak powszechnie wiadomo, szczęśliwy pracownik to efektywny pracownik. Dlatego też te firmy, które dbają o motywację swoich podwładnych, czerpią z tego korzyści w postaci większego zaangażowania i lojalności pracowników, co przekłada się na pozytywny wizerunek przedsiębiorstwa. Jakie trendy w motywowaniu pracowników będą widoczne w 2017 r.?

Temat motywacji pracowniczej jest niezwykle istotny, ponieważ, jak wynika z badania „The Quantum Workplace 2015” przeprowadzonego przez Instytut Gallupa, ponad 30 proc. pracowników jest niezaangażowanych, kolejne 24,3 proc. „tylko wykonuje” swoją pracę, a ok. 7 proc. jest w nią w ogóle niezaangażowanych. Eksperci ze wspomnianego Instytutu wysunęli również tezę, że niskie zaangażowanie pracowników jest jednym z kluczowych przyczyn spowolnienia światowej gospodarki. Firmy podejmują więc intensywne działania, aby odpowiednio zmotywować swoich podwładnych. Do tego celu wykorzystywane są przede wszystkim rozmaite świadczenia pozapłacowe, których rynek rozwija się coraz bardziej dynamicznie.

Benefity pracownicze to już standard

Zgodnie z wynikami cyklicznego badania „Świadczenia dodatkowe w oczach pracowników” realizowanego przez Sedlak & Sedlak, benefity pracownicze są już standardem w większości przedsiębiorstw, co potwierdziło aż 75 proc ankietowanych. Dostęp do świadczeń pozapłacowych rośnie wraz z wielkością organizacji – tylko co dziesiąta wielka firma nie zapewnia dodatkowych benefitów. Na podstawie wspomnianego badania można też zaobserwować, jak ewoluuje rynek świadczeń pozapłacowych. W 2014 r. karnety na zajęcia sportowe zajmowały w „rankingu popularności” trzecie miejsce, będąc wybieranymi przez 42,7 proc. przedsiębiorstw. Rok później było to już jedno miejsce wyżej z 45,7 procentami, aby w 2016 r. osiągnąć poziom 46,1 proc., stając się tym samym najczęściej wybieranym benefitem pracowniczym. Rośnie też znaczenie kursów i szkoleń, które są zapewniane 36,5 proc. pracowników. Sami zainteresowani uważają z kolei za najbardziej atrakcyjne świadczenie rozszerzony pakiet medyczny (deklaruje to co drugi ankietowany), ale i mniej standardowy benefit, jakim jest elastyczny czas pracy (wskazuje na to niemal co piąty badany). – To właśnie nieszablonowe, spersonalizowane świadczenia pozapłacowe będą coraz bardziej istotne w strategii employer brandingowej firm – zarówno w kontekście wewnętrznego motywowania pracowników i budowania ich zaangażowania, jak i przyciągania do organizacji talentów – mówi Ada Stokowska z firmy Wyjątkowy Prezent, oferującej benefity w formie przeżyć.  

Co nas czeka w nowym roku?

Jako że benefity pracownicze stają się coraz częściej czynnikiem decydującym o wyborze konkretnego pracodawcy, coraz więcej firm będzie sięgać po ciekawe, niestandardowe rozwiązania mające na celu zainteresowanie swoją ofertą najlepszych kandydatów. Jest to również skuteczny sposób na budowanie zaangażowania i lojalności wśród obecnych pracowników. – Dla wielu pracowników, zwłaszcza tych z pokolenia Y i Z bardzo istotnym czynnikiem motywującym jest tzw. work-life balance. Stąd coraz bardziej cenią sobie oni takie benefity, które umożliwią zachowanie równowagi pomiędzy życiem prywatnym i zawodowym. Wśród najciekawszych z nich można wymienić finansowanie kursów niezwiązanych z pracą, vouchery na wydarzenia kulturalne czy ekstremalne przeżycia, jak lot w tunelu aerodynamicznym czy jazda sportowym autem po torze wyścigowym – mówi Ada Stokowska z firmy Wyjątkowy Prezent.

Rok 2017 r. upłynie też pod znakiem współpracy pomiędzy pracodawcami a ośrodkami badawczymi, monitorującymi satysfakcję pracowników. Wszystko po to, aby znaleźć sposób na odpowiednie zmotywowanie podwładnych. Według ekspertów z branży, należałoby kompleksowo przebadać sytuację w polskich przedsiębiorstwach oraz skonfrontować wyniki badania z rynkiem świadczeń pozapłacowych w takich krajach, jak Dania czy Norwegia. Są to państwa, które liderują w ogólnoświatowych rankingach zadowolenia z pracy, dlatego warto przyjrzeć się ich dobrym praktykom, aby móc zaadaptować niektóre z nich na rodzimy grunt.

Oprócz tego pracodawcy będą musieli zareagować na zmieniające się przepisy prawne dotyczące sfery wynagrodzeń. Dopiero pod koniec tego roku będzie można określić, jak podniesienie płacy minimalnej wpłynęło na udział benefitów pozapłacowych w ogólnej puli wynagrodzeń pracowniczych. – Zmiany w prawie pracy będą bardzo istotnym tematem w nadchodzącym roku, ale dane pokazują, że rynek benefitów pozapłacowych rozwija się z ogromną dynamiką, dlatego mało prawdopodobnym jest, by w nadchodzącym roku przestał odgrywać kluczową rolę w motywowaniu pracowników – dodaje Ada Stokowska.

Rola benefitów pracowników rośnie nieprzerwanie od kilku lat i nic nie wskazuje na to, by miałoby się to w najbliższym czasie zmienić. Taka tendencja zdecydowanie pozwala pracownikom na patrzenie w przyszłość z dużą dozą optymizmu.

Plast-Box ogłasza wyniki za 2016 rok

Zarząd spółki akcyjnej Plast-Box, producenta opakowań z tworzyw sztucznych, jednego z liderów rynkowych w swojej branży, zdecydował się opublikować podstawowe informacje z szacunkowych wyników finansowych za 2016 rok.

Według wstępnych danych finansowych w minionym 2016 roku grupa kapitałowa Plast-Box z siedzibą w Słupsku uzyskała 152,7 mln zł skonsolidowanych przychodów oraz 10,1 mln zł skonsolidowanego zysku netto.

Jednocześnie w 2016 roku spółka matka wypracowała jednostkową roczną sprzedaż na poziomie 135,6 mln zł oraz jednostkowo zysk netto w wysokości 6,6 mln zł.

Zarząd Plast-Box S.A. poinformował także, że zamierza rekomendować Zwyczajnemu Walnemu Zgromadzeniu wypłatę dywidendy o wartości z ubiegłego roku, to jest w kwocie nie mniejszej niż 0,09 zł na jedną akcję, co przekłada się na kwotę w wysokości 3,77 mln zł.

Po publikacjach wyników spółki w trakcie 2016 roku dobre informacje z Plast-Boksu nie są dla inwestorów niczym nowym – komentuje wiceprezes zarządu Krzysztof Pióro. – Publikujemy niezaudytowane podstawowe liczby, tak jak w lutym jedenaście miesięcy temu, i tak jak wtedy powiadamiamy o tym, że wciąż chcemy być spółką dywidendową. Staramy się w ten sposób tworzyć dobrą praktykę, z której akcjonariusze mogą być zadowoleni.

Ile w 2017 roku zapłacimy za złoto?

Donald Trump został prezydentem USA, decyzja o Brexicie Wielkiej Brytanii – miniony rok był pełen zaskakujących wydarzeń politycznych, które miały swoje odzwierciedlenie na rynku. Przed nami wybory  m.in. w Niemczech, Francji, we Włoszech, i Holandii. Czy czekają nas kolejne zaskoczenia i ile zapłacimy za złoto?

– W 2017 roku z pewnością czeka nas wiele zaskoczeń. Pokazał to rok 2016, a szczególnie jego druga połowa. Wiele znaczących wydarzeń politycznych spowodowało niezwykle wysoki popyt na kruszec w postaci inwestycyjnej. Cena dolara spadała, a klienci z tego korzystali: nabywali dużą ilość kruszcu – mówi newsrm.tv Michał Tekliński, prezes zarządu Mennica Wrocławska, Grupa Goldenmark.

Co teraz wpłynie na cenę złota w 2017 roku? – Pierwsze decyzje nowego prezydenta Stanów Zjednoczonych, kolejne decyzje Fed dotyczące stóp procentowych, także rozpaoczęcie procesu wychodzenia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej – to wszystko spowoduje, że na rynku złota wydarzy się sporo – odpowiada Michał Tekliński.

Jak ocenia ekspert aktualne warunki geopolityczne, jak i obecna wartość złota, pozwalają oczekiwać zmian. – Aktualna cena jest bardzo bliska ceny wydobycia, co pokazuje, że jest jeszcze pole do tego, żeby cena kruszcu wzrastała – dodaje Michał Tekliński.

Pod koniec 2016 roku za złoto trzeba było zapłacić o 10 proc. więcej niż na początku roku. Można się spodziewać, że cena kruszcu 2017 roku będzie także uzależniona od  czynników politycznych oraz sytuacji ekonomicznej na świecie.

Rekordowe wyniki Veeam za 2016 rok

Firma Veeam® Software, podała wyniki finansowe za 2016 rok. Veeam zanotował rekordowe przychody z zamówień w wysokości 607,4 mln dol., tj. 28-procentowy wzrost w porównaniu z rokiem poprzedzającym. Jest to zasługą przychodów z sektora korporacyjnego oraz segmentu chmurowego, które rosną coraz szybciej, w miarę, jak przedsiębiorstwa każdej wielkości dążą do zagwarantowania dostępności w trybie 24/7/365 w świecie chmury hybrydowej.

„Rok 2016 był dla nas fantastyczny pod każdym względem, co zawdzięczamy nienasyconemu apetytowi użytkowników na stały dostęp do danych, aplikacji i usług IT, w każdym miejscu i o każdej porze” – powiedział Peter McKay, prezes i dyrektor ds. operacyjnych w firmie Veeam. „W miarę, jak organizacje dokonują cyfrowej transformacji każdego aspektu swojej działalności, dyrektorzy ds. informacji zaczynają sobie uświadamiać, że inwestycje IT nie będą wiele warte, jeśli nie uda się zagwarantować ich ciągłego działania. Obserwujemy ogromny wzrost popytu na pakiet Veeam Availability Suite we wszystkich sektorach rynku, a szczególnie w przedsiębiorstwach z list Fortune 500 i Global 2000”.

Oto inne, warte odnotowania osiągnięcia firmy Veeam w 2016 roku:

  • Dynamiczny rozwój na rynku korporacyjnym. Pod koniec 2016 roku klientami Veeam było 73 proc. firm z listy Fortune 500 i 56 proc. firm z listy Global 2000. Liczba zamówień na nowe licencje z sektora korporacyjnego wzrosła o 57 proc. (w ujęciu rok do roku), a liczba nowych klientów korporacyjnych zwiększyła się o 48,6 proc. do 761 w tym samym okresie.
  • 230 tysięcy klientów na całym świecie. W 2016 roku Veeam zdobył niemal 50 tysięcy klientów płacących za jego rozwiązania, zgodnie z historyczną średnią, która wynosi około 4 tysiące nowych klientów miesięcznie.
  • 13,3 mln maszyn wirtualnych chronionych przez rozwiązania Veeam, w tym ponad milion maszyn wirtualnych zarządzanych przez partnerów VCSP.
  • 45 tysięcy członków sieci ProPartner na całym świecie. Duży nacisk, jaki Veeam kładzie na kanał sprzedaży, przyciąga nowych resellerów, dostawców usług i partnerów VAR.
  • DRaaS i BaaS: Program Veeam Cloud & Service Provider (VCSP), który umożliwia dostawcom usług oferowanie rozwiązań Disaster Recover as a Service (DRaaS) oraz Backup as a Service (BaaS), pozyskiwanie nowych klientów i zwiększanie cyklicznych przychodów, odnotował 79-procentowy wzrost przychodów w 2016 roku. Program VCSP obejmuje już ponad 14 300 dostawców usług oraz chmury na całym świecie. Przeszło 2600 spośród tych partnerów jest licencjonowanych do świadczenia usług Veeam Cloud Connect.

BNP Paribas Real Estate przedstawia nową strategię w zakresie CSR

Po przeprowadzeniu badań internetowych wśród 6 600 wewnętrznych oraz zewnętrznych interesariuszy na terenie całej Europy BNP Paribas Real Estate udało się określić 12 zobowiązań z zakresu Społecznej Odpowiedzialności Przedsiębiorstw na płaszczyźnie problematyki odpowiedzialności gospodarczej, środowiskowej, społecznej oraz obywatelskiej.

Zawierane w ostatnim czasie na skalę globalną porozumienia w odniesieniu do zrównoważonego rozwoju, zmian klimatycznych oraz przepisów krajowych i europejskich mających zostać wprowadzonymi w przyszłości stanowiły dla nas okazję do przeprowadzenia weryfikacji oraz aktualizacji naszej strategii w zakresie Zrównoważonego Rozwoju oraz Społecznej Odpowiedzialności Przedsiębiorstw.

W lutym ubiegłego roku BNP Paribas Real Estate uruchomiło platformę analityczną, gdzie zamierzeniem docelowym było określenie istotności kwestii Społecznej Odpowiedzialności Przedsiębiorstw oraz opracowanie nowej strategii naszej organizacji w tym zakresie.

Do wzięcia udziału w przeprowadzanych badaniach internetowych zaprosiliśmy naszych kluczowych interesariuszy na terenie 11 krajów europejskich, w których prowadzimy działalność. Badania te objęły swoim zasięgiem: partnerów wewnętrznych (pracowników, przedstawicieli pracowników oraz udziałowców), partnerów biznesowych (inwestorów, klientów, władze samorządowe, organizacje i stowarzyszenia branżowe), a także podmioty opiniotwórcze (media, analityków oraz odpowiednie stowarzyszenia).

53% badanych uważa, iż podejście BNP Paribas Real Estate do kwestii społecznej odpowiedzialności przedsiębiorstw jest „pionierskie lub zaangażowane”, a 39% jest opinii, iż jest ono na „umiarkowanym” poziomie.

Dodatkowo interesariusze zostali poproszeni o określenie hierarchii ważności dla 28 zagadnień (przedstawionych przez naszą organizację). Na podstawie wyników rankingu BNP Paribas Real Estate opracowało model hierarchii najistotniejszych kwestii:BNP Paribas Real Estate do kwestii społecznej odpowiedzialności przedsiębiorstw

Zespół odpowiedzialny za kwestię Społecznej Odpowiedzialności Przedsiębiorstw w BNP Paribas Real Estate pracuje obecnie nad określeniem celów i wskaźników efektywności, które stanowić będą narzędzie oceny skuteczności ustalonych zobowiązań, a także będzie prowadzić dalszy regularny dialog z interesariuszami naszej organizacji.

Catherine Papillon, Dyrektor Globalny ds. Zrównoważonego Rozwoju/Społecznej Odpowiedzialności Przedsiębiorstw w BNP Paribas Real Estate komentuje „Społeczna Odpowiedzialność Przedsiębiorstw stanowi dla firmy skuteczne narzędzie oddziaływania na jej wydajność oraz innowacyjność. Pozwala nam ona na inne podejście do klientów. Dodatkowo też daje pracownikom poczucie celowości ich pracy, umacnia ich lojalność oraz pozwala nam na przyciąganie nowych talentów”.

EFIX DM: W tym roku kurs franka szwajcarskiego może spaść do 3,92 zł. Poziom 3,50 jest mało prawdopodobny

Kurs franka szwajcarskiego do złotówki - Prognoza na 2017 rok

Realnym celem na 2017 rok jest poziom 3,92 za franka szwajcarskiego. Poziom 3,50 technicznie jest możliwy, ale uzależniony od splotu korzystnych czynników makroekonomicznych dla Polski – ocenia Tomasz Marek, członek zarządu EFIX Dom Maklerski. W ostatnich tygodniach frank szwajcarski tanieje. Od ponad 20 miesięcy różnica nie przekracza jednak 30 gr. Jeśli uda się pokonać dolne ograniczenie, czyli 3,92, to możliwe są dalsze spadki. Jak jednak podkreśla ekspert, jest to wariant zbyt optymistyczny.

W ostatnich tygodniach oglądamy wyraźne spadki na rynku pary frank szwajcarski–złoty polski. Ta para porusza się mniej więcej od lutego 2015 roku w lekko rosnącym kanale o rozpiętości ok. 30 groszy – wskazuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Tomasz Marek, członek zarządu EFIX Dom Maklerski.

Obecnie za franka szwajcarskiego trzeba zapłacić 4,08 zł. Na podobnym poziomie kształtuje się także średnia cena w ostatnich kilku miesiącach, od stycznia 2016 roku średnia cena nieznacznie przekracza 4 zł. Najniższa cena sięgnęła 3,87 zł. Podobne poziomy utrzymują się od 2015 roku, kiedy szwajcarski bank centralny podjął decyzję o uwolnieniu kursu franka wobec euro, co doprowadziło do umocnienia się szwajcarskiej waluty m.in. wobec złotego.

Górne ograniczenie tego kanału znajdowało się w grudniu ubiegłego roku na poziomie mniej więcej 4,19. Od tego poziomu rynek się dość dynamicznie odbił. Dolne ograniczenie tego kanału to obecnie ok. 3,92 i to naszym zdaniem jest realny cel na bieżący rok – analizuje Marek.

Spadek kursu szwajcarskiej waluty poniżej 4 zł jest zdaniem eksperta możliwy do osiągnięcia. Przemawiają za tym dobre wyniki polskiej gospodarki, spadające bezrobocie i rosnące PKB. Dobre są również nastroje w polskim przemyśle, wskaźnik PMI wzrósł z 51,9 pkt w listopadzie do 54,3 w grudniu 2016 roku. Dlatego teoretycznie możliwy jest nawet spadek ceny franka szwajcarskiego do 3,50–3,55 zł, choć zdaniem eksperta EFIX DM mało prawdopodobny.

Musiałby nastąpić splot szczególnie dobrych dla Polski czynników, głównie makro, które spowodowałby znaczący napływ kapitałów zagranicznych na rynek polski, rynek długu i rynek akcyjny. Jeśli ten poziom 3,92, czyli dolne ograniczenie kanał, zostałoby pokonane, wówczas poziomy 3,50–3,55 mogłyby zostać osiągnięte. Naszym zdaniem taki wariant jest jednak bardzo optymistyczny – ocenia Tomasz Marek.

Altimi szuka programistów. 100 nowych miejsc pracy we Wrocławiu

Altimi, wrocławski software house, w 2017 roku planuje zatrudnić 100 specjalistów IT. Jak chce przekonać tych, którzy na brak ofert nie narzekają? Niekorporacyjną atmosferą, zaangażowaniem w lokalne inicjatywy, pracą przy międzynarodowych projektach, które w realny sposób służą innym, tak jak aplikacja zwiększająca świadomości ryzyka udaru mózgu wśród Islandczyków.

Wrocław przyciąga

Branża IT należy do najdynamiczniej rozwijających się sektorów gospodarki, a programiści, deweloperzy, testerzy czy project managerowie mogą przebierać w ofertach pracy. Nie inaczej jest na wrocławskim rynku. To właśnie Wrocław, obok Warszawy i Krakowa, zatrudnia najwięcej specjalistów i stanowi jeden z największych centrów edukacyjnych w Polsce. Z badań przeprowadzonych przez Agencję Rozwoju Aglomeracji Wrocławskiej i firmy HRK S.A wynika, że w samym 2015 roku kierunki informatyczne na wrocławskich uczelniach ukończyło 2 524 absolwentów. Z kolei w blisko 200 dolnośląskich firmach IT pracuje łącznie 20 tys. osób. W skali roku liczba miejsc pracy ma zwiększyć się nawet o kilka tysięcy. Wzrost zatrudnienia zapowiedziała także firma Altimi Software House, która realizuje projekty w obszarze aplikacji mobilnych, webowych, embedded, QA czy IoT. Firma wyrosła na bazie przedsiębiorstwa założonego we Wrocławiu w roku 2003 przez Tomasza Podobę i Aleksandra Lewickiego. Altimi może pochwalić się licznymi przykładami rozwiązań opracowanych dla firm z wielu krajów Europy, m.in. z Niemiec, Szwajcarii, Danii, a nawet Islandii.

Bo liczy się efekt

Plany firmy na 2017 rok to efekt dużego zapotrzebowania na rozwiązania IT, a co się z tym wiąże – licznych zapytań ze strony klientów z Polski i krajów Europy Zachodniej. Altimi chce poszerzyć bazę doświadczeń i wzmocnić obecne kompetencje, m.in. poprzez wzrost zatrudnienia. Swoją ofertę kieruje głównie do developerów, testerów, project managerów – zarówno do studentów i absolwentów kierunków informatycznych, jak i osób z dużym doświadczeniem, które szukają nowych możliwości rozwoju w takich technologiach, jak np. Java, JavaScript, C++, iOS.

Tworzymy rozwiązania dla międzynarodowych firm z wielu branż. Dzięki temu nasi specjaliści mogą uczestniczyć w ciekawych, zróżnicowanych projektach. Pracują w niewielkich zespołach, mają bezpośredni kontakt z klientem i wpływ na projekt. Widzą realne efekty, co – jak się okazuje – jest ważniejsze niż szereg benefitów. Młode osoby szukają wyzwań, chcą się rozwijać i pracować z najnowszymi technologiami. My dajemy im taką możliwość. Projekt aplikacji ratującej życie, rozwiązanie wspomagające działalność instytucji charytatywnej, muzyczny serwis streamingowy czy oprogramowanie dekoderów telewizyjnych i telewizji internetowej – to tylko wybrane przykłady rozwiązań opracowanych przez nasze zespoły – mówi Krzysztof Caban, CTO w firmie Altimi.

Z myślą o osobach, które rozpoczynają karierę zawodową, powstała Akademia Altimi. To projekt stażowy, podczas którego uczestnicy, pod okiem doświadczonych pracowników firmy, realizują zadania dopasowane do indywidualnych umiejętności. Po zakończeniu stażu uczestnicy mogą zostać przydzieleni do konkretnego projektu i klienta. Co ważne – w przeciwieństwie do innych programów szkoleniowych skierowanych do przyszłych programistów, uczestnicy Akademii nie ponoszą kosztów związanych z udziałem, a za swoją pracę otrzymują wynagrodzenie. Taka forma rozpoczęcia kariery to dobry sposób na zdobycie pierwszych zawodowych doświadczeń.

Dobra praca, ale nie w korporacji

Pracownicy Altimi mogą liczyć na stabilne zatrudnienie i atrakcyjne warunki finansowe.  Jednak standardowe benefity to tylko część gwarantowanych świadczeń. Równie ważne jest to, że… nie muszą wiązać krawata.

Nasi specjaliści bardzo często podkreślają, że jednym z elementów wyróżniających nas na rynku pracy jest brak korporacyjnych struktur i przyjemna atmosfera. Każdego traktujemy indywidualnie, umożliwiamy podnoszenie kompetencji w wielu technologiach. Dużym zainteresowaniem cieszą się TechTalki, czyli wewnętrzna inicjatywa cyklicznych spotkań, podczas których pracownicy wymieniają się wiedzą, dyskutują o trendach w IT i wzajemnie inspirują. Realizacja projektów dla różnych branż sprawia, że na monotonię pracy nie mogą narzekać, a poznanie różnych stylów pracy z klientem to kolejna wartość dodana – mówi ekspert Altimi.

Coraz częściej kandydaci zwracają uwagę na to, czy firma współdzieli z nimi dane wartości, np. w obszarze zdrowego stylu życia, odpowiedzialności społecznej, równowagi między życiem prywatnym i zawodowym. To z kolei przekłada się na silną identyfikację z pracodawcą i chęć jej współtworzenia. Jak dowodzi przykład Altimi, odpowiednia atmosfera pracy wpływa na aktywność zespołu, który chętnie integruje się, uczestniczy w różnych inicjatywach, także poza godzinami pracy. Firmowe grille, maratony, akcje charytatywne czy wspierające lokalną społeczność – to tylko wybrane przykłady działań zainicjowanych przez pracowników Altimi.

M. Goliszewski (BCC): przedsiębiorcy obawiają się restrykcyjnych kontroli

M. Goliszewski (BCC): przedsiębiorcy obawiają się restrykcyjnych kontroli 1

Choć Business Centre Club pozytywnie ocenił wiele wprowadzonych przez rząd przepisów i pochwala, m.in. przekazanie trzech czwartych środków z OFE pod zarząd funduszy inwestycyjnych, to przedsiębiorcy są zaniepokojeni odpływem pracowników z rynku pracy, podwyżką pensji minimalnej, która może zwiększyć szarą strefę i rosnącym deficytem. Obawiają się, że rząd może zacząć szukać brakujących na wydatki socjalne pieniędzy w ich kieszeniach.

– Business Centre Club stał na stanowisku, że przejmowanie OFE to był błąd, popełniony jeszcze za czasów Platformy Obywatelskiej. Stało się to decyzją władz politycznych, Sejmu, jednak częściowo aktywa zostały przejęte i teraz zostaje kolejna część, kolejne duże pieniądze przejęte – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Marek Goliszewski, prezes zarządu Business Centre Club. – Obawialiśmy się, że zostaną po prostu przejedzone, pójdą na system zabezpieczenia społecznego.

W 2011 roku ówczesny minister finansów Jacek Rostowski przeforsował obniżenie składki odprowadzanej do OFE o przeszło dwie trzecie. Niecałe trzy lata później zarządzono umorzenie aktywów ulokowanych w obligacjach (w wysokości 153 mld zł) i przekazanie środków do ZUS, wprowadzenie tzw. suwaka bezpieczeństwa, który nakazuje funduszom przekazywanie do ZUS-u pieniędzy na 10 lat przed uzyskaniem przez ubezpieczonego praw emerytalnych oraz przeniesienie całości nowych składek do ZUS tym ubezpieczonym, którzy nie wyrażą na piśmie woli pozostania w OFE. W efekcie z ponad 16 mln przyszłych emerytów w OFE pozostało 2,5 mln.

Obecny rząd postanowił zamknąć ostatecznie historię OFE. Pozostałe w nich kolejne 153 mld zł w jednej czwartej zostaną przekazane do Funduszu Rezerwy Demograficznej. Reszta trafi pod zarząd funduszy inwestycyjnych.

– Premier Morawiecki podjął jednak tutaj słuszną decyzję, że te pieniądze będą kierowane do funduszy inwestycyjnych, więc jest nadzieja, że giełda nie upadnie, że będą inwestycje, a jak będą inwestycje, to ludzie będą mieli z tego korzyść – ocenia decyzję wicepremiera prezes BCC.

Przypomina jednak, że rząd, którego Mateusz Morawiecki jest członkiem, podjął też szereg decyzji deficytogennych, takich jak program Rodzina 500 plus czy obniżenie wieku emerytalnego. Tylko na te dwa cele rocznie trzeba przeznaczyć średnio ponad 30 mld zł. Dodatkowo pracodawcom zaczyna brakować pracowników: bezrobocie w niektórych miejscach, takich jak Poznań, Wrocław czy Warszawa, jest na poziomie 2–3 proc., czyli praktycznie nie istnieje. W skali kraju jest najniższe od ćwierćwiecza. Do tego dochodzi 140 tys. kobiet, które zrezygnowały z pracy po wprowadzeniu Rodziny 500 plus, oraz osoby, które od jesieni br. zaczną przechodzić na emeryturę w wieku 60 i 65 lat.

– Oczywiście problem z obniżeniem wieku emerytalnego dla nas polega na tym, że mnóstwo ludzi pójdzie po prostu na emeryturę, zatem trzeba będzie tym ludziom dać pieniądze – mówi Marek Goliszewski. – To oznacza dla rynku pracy poważne uszczuplenie, a my dzisiaj szukamy ludzi do pracy, nawet tych w wieku 50 lat. I to jest rzeczywiście coś, co nam spędza sen z powiek, tym bardziej że na ten system emerytalny trzeba będzie wyłożyć rocznie dodatkowo około 10–15 mld zł. Stąd przedsiębiorcy obawiają się, że będą przeprowadzane restrykcyjne kontrole w poszukiwaniu pieniędzy w firmach.

M. Stajniak (XTB): Do połowy roku cena złota może się obniżyć do poziomu 1100 dol. za uncję. Spadki dotkną także rynek miedzi

M. Stajniak (XTB): Do połowy roku cena złota może się obniżyć do poziomu 1100 dol. za uncję. Spadki dotkną także rynek miedzi 2

Zacieśnianie polityki monetarnej przez FED wpłynie negatywnie na kondycję rynku złota, a do połowy roku ceny surowca obniżą się w okolice 1100 dol. za uncję – przekonuje Michał Stajniak z XTB Dom Maklerski. Spadki przeważać będą także na rynku miedzi, na co największy wpływ będą miały silny dolar oraz polityka Ludowego Banku Chin. Tańsza miedź może z kolei wywołać korektę kursu KGHM-u.

– Obserwując rynek złota, który jest jednym z najważniejszych rynków surowcowych na świecie, przede wszystkim powinniśmy patrzeć na to, co dzieje się w Stanach Zjednoczonych. W bardzo dużym stopniu cena tego surowca powiązana jest bowiem z amerykańskim dolarem, ale również z tym, co dzieje się na rentownościach na amerykańskim rynku dłużnym – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Michał Stajniak, analityk rynków surowcowych XTB.

Ekspert dodaje, że bardzo duży wpływ zarówno na zachowanie dolara, jak i na rentowności obligacji skarbowych, a w konsekwencji na sytuację na rynku złota, mają decyzje podejmowane przez Rezerwę Federalną Stanów Zjednoczonych. W reakcji na grudniową podwyżkę stóp procentowych do poziomu 0,50–0,75 proc. obserwowaliśmy spadek cen złota do zaledwie 1120–1130 dol. za uncję, co było poziomem najniższym od lutego 2016 roku. Od miesiąca na rynku panuje jednak wzrostowa korekta, a ceny złota oscylują w okolicach 1200–1210 dol.

– Dodatkowo mamy oczywiście politykę Donalda Trumpa, która nacelowana jest na dużą stymulację fiskalną. To wszystko pokazuje, że dolar amerykański oraz rentowności powinny rosnąć. Wobec takich faktów złoto powinno spadać, natomiast oczywiście mamy różnego rodzaju czynniki ryzyka dla realizacji tego scenariusza – dodaje Stajniak.

Zdaniem analityka XTB do wzrostów cen złota mogłoby się przyczynić głębsze spowolnienie w gospodarce Chin. Jak podkreśla, aktualne dane gospodarcze oraz wyceny na rynku akcji sugerują, że prawdopodobieństwo zaistnienia takiego scenariusza nie jest obecnie zbyt wysokie.

– Taka sytuacja nie powinna nastąpić i cena złota powinna powoli spadać nawet w okolice 1100 dol. za uncję. W przypadku oczywiście dalszych podwyżek stóp procentowych ze strony Rezerwy Federalnej oraz mocnej polityki fiskalnej Donalda Trumpa ten poziom może być osiągnięty mniej więcej do połowy 2017 roku – przewiduje.

Ekspert przewiduje, że w najbliższym czasie spadkowy trend dominował będzie także na rynku miedzi. Jego zdaniem przyczynią się do tego: umocnienie dolara amerykańskiego oraz zaostrzenie polityki monetarnej prowadzonej przez Ludowy Bank Chin.

– Wielu analityków wskazuje, że ceny mogą w dalszym ciągu odbijać się z wieloletnich minimów. Natomiast z drugiej strony powinniśmy patrzeć na to, co dzieje się w Chinach. W Chinach mamy dosyć wyraźną bańkę spekulacyjną na rynku nieruchomości, która tak naprawdę doprowadziła do sztucznego popytu na miedź – zauważa Stajniak.

Po ponad 20-proc. wzrostach z końca 2016 roku cena miedzi ustabilizowała się na poziomie 5800–5900 dolarów za tonę. Notowania surowca w dalszym ciągu znajdują się jednak w pobliżu długoterminowych minimów, a obecna cena znajduje się aż o 40 proc. poniżej historycznych maksimów z 2011 roku.

– W tym momencie widzimy dosyć duże zapasy tego surowca na giełdach, czy to w Londynie, czy w Szanghaju, i tak naprawdę ta dosyć duża ilość miedzi może nam zepchnąć te ceny nieco w dół i również obniżyć wycenę KGHM-u – prognozuje analityk rynków surowcowych XTB.

KGHM był w ostatnim czasie jedną z najlepiej radzących sobie podmiotów notowanych na warszawskiej giełdzie. W ciągu ostatnich 12 miesięcy ceny akcji surowcowej spółki wzrosły o ponad 100 proc., a obecna cena akcji wynosi ok. 110 zł.

Pacjenci starają się wymuszać na lekarzach przepisywanie im antybiotyków. Niewłaściwe ich stosowanie może doprowadzić do lekooporności

Pacjenci starają się wymuszać na lekarzach przepisywanie im antybiotyków. Niewłaściwe ich stosowanie może doprowadzić do lekooporności 3

Lekarze zdają sobie sprawę z tego, że antybiotyk powinien być przepisywany jako lek „ostatniej szansy”. Ponad połowa pacjentów stara się jednak wymusić na nich wypisanie takiej recepty, ponieważ uważają, że mocniejszy preparat skróci czas trwania choroby, a dzięki temu szybciej wrócą do swoich obowiązków. Badanie świadomości lekarzy podstawowej opieki zdrowotnej pokazało jednak, że blisko 30 proc. z nich – z wyjątkiem pediatrów, nie ulega tej presji. Podkreślają oni, że istnieje potrzeba edukacji społeczeństwa na temat tego, czym są i jak działają antybiotyki.

Specjaliści alarmują – antybiotykooporność jest zagrożeniem dla zdrowia i życia. Skuteczność antybiotyków zależy bowiem od rozsądnego ich stosowania. Lekooporność najczęściej dotyczy tych preparatów, które mogą zwalczać bakterie (także pierwotniaki oraz grzyby). Jej przyczyną jest nieuzasadnione przepisywanie antybiotyku, nadużywanie leku, zbyt niskie lub zbyt wysokie jego dawki oraz niewłaściwy czas trwania antybiotykoterapii.

– Przeprowadzone przez nas badania na grupie 100 lekarzy podstawowej opieki zdrowotnej pokazują, że zjawisko lekooporności jest w tej grupie zawodowej rozpoznawalne. Widzimy jednak potrzebę pewnych działań edukacyjnych i wsparcia dla lekarzy, gdyż jako społeczeństwo oczekujemy od lekarzy, aby oni w swoich zaleceniach dla nas uwzględniali antybiotyki, czyli sami o nie prosimy – mówi agencji Newseria Lifestyle Rafał Gierczyński z Zakładu Bakteriologii w Narodowym Instytucie Zdrowia Publicznego – Państwowym Zakładzie Higieny.

Lekarze, którzy brali udział w badaniu, podkreślali, że starają się zapisywać antybiotyki tylko wtedy, gdy jest to naprawdę konieczne. Często jednak spotykają się z brakiem zrozumienia ze strony pacjentów.

Pewna grupa badanych deklaruje, że ma świadomość tego, że antybiotyk powinien zostać użyty w ostateczności. Starają się oni swoim pacjentom mówić, jak działają antybiotyki, że nie działają przeciwko tzw. przeziębieniom, czyli chorobom wirusowym. Częstotliwość zapisywania antybiotyków zależy w dużej mierze od świadomości lekarza, ale czasem także – jak pokazały nasze badania – od uporu pacjenta – mówi Rafał Gierczyński.

Lekarze POZ przyznają, że świadomość pacjentów w tym zakresie jest niewystarczająca. Tylko 7–13 proc. specjalistów spotyka się z osobami, które zdają sobie sprawę z tego, że antybiotyk to konieczność.

Pacjenci oczekują podania antybiotyku, gdyż uważają, że jest to uniwersalny lek. Co więcej, zakładają, że ten lek pozwoli im skrócić proces chorobowy i będą mogli szybciej wrócić do pracy. Tego typu mechanizm jest ukryty w naszych roszczeniach podania antybiotyku za każdym razem, kiedy idziemy do lekarza. Jak jednak wynika z naszych badań, mimo że pacjenci oczekują podawania tych antybiotyków, to relatywnie niski odsetek lekarzy ulega tej presji – mówi Rafał Gierczyński.

Ponad 1/3 pediatrów przyznaje, że spotyka się z prośbami dorosłych o przepisanie antybiotyku również dla siebie i z badania wynika, że tej presji ulega jednak 67 proc. lekarzy tej specjalności.

Pediatrzy z jednej strony mają świadomość, że antybiotyki powinni podawać dopiero wtedy, kiedy jest to absolutnie konieczne. Lekarze spotykają się z oczekiwaniem od osób dorosłych, by antybiotyk zapisywany dla dziecka został przepisany także im – mówi Rafał Gierczyński.

Badania pokazują, że 42 proc. lekarzy w wieku 30–49 lat w ramach prowadzonej praktyki lekarskiej nie zawsze dostrzega problem antybiotykoodporności.

– Lekarze mają świadomość podstawowych czynników, które sprzyjają szerzeniu się lekooporności, czyli przede wszystkim podawanie antybiotyków bez wcześniejszych badań mikrobiologicznych. Zresztą bakterie są już odporne na szereg antybiotyków. Poza tym, tylko nieliczne grono naszych badanych lekarzy – około 16 proc., i to ze starszej grupy wiekowej – wskazało na inny ważny czynnik, że brak należytego bezpieczeństwa sanitarnego, higieny również sprzyja szerzeniu się lekooporności i szerzeniu się szczepów z tą szczególną właściwością, że są oporne na leki – dodaje Rafał Gierczyński.

Ok. 70 proc. z nich informuje pacjentów, jak należy przyjmować antybiotyki, i informuje, że nie można samodzielnie dawkować leku.

Polacy zadowoleni z pracy, ale mało zaangażowani. Psychologowie radzą, by szukanie nowej posady zacząć od pracy nad sobą

Polacy zadowoleni z pracy, ale mało zaangażowani. Psychologowie radzą, by szukanie nowej posady zacząć od pracy nad sobą 4

Większość Polaków jest zadowolona ze swojej pracy, choć poziom satysfakcji z wykonywanych obowiązków i zaangażowania w nie jest jednak wśród Polaków bardzo niski. To może się przekładać zarówno na działalność firmy, jak i kondycję samego pracownika. Psychologowie zauważają, że trzymanie się stanowiska, które nie zapewnia ani satysfakcji, ani zadowolenia, może mieć poważne skutki, również zdrowotne. Szukanie nowej posady warto jednak zacząć od pracy nad samym sobą, sprecyzowania potrzeb i wizyty u coacha lub doradcy.

– 81 proc. Polaków jest zadowolonych ze swojej pracy. To zadowolenie wynika raczej z trwałości umów, stałego wynagrodzenia i względnej stabilizacji. Czym innym jest natomiast satysfakcja z pracy. Kiedy pracownicy łączą zadowolenie z satysfakcją z pracy, to skutkuje to pozytywnym nastawieniem do wykonywanych obowiązków i ma zbawienne skutki ekonomiczne dla całej organizacji – mówi agencji Newseria Biznes Irena Sowińska, ekspert coachingu nowej generacji i dyrektor Szkoły Coachów Prosperity.

Z przeprowadzonego ponad rok temu badania Work Service wynika, że zadowolenie ze swojej pracy deklaruje 81 proc. Polaków. Największy odsetek zadowolonych osób dotyczy grupy przedemerytalnej (55–64 lata) i w średnim wieku (35–44 lata). Natomiast najmniej zadowolone ze swojej pracy jest młode pokolenie (18–24 lata).

Zadowolenie z pracy zazwyczaj jest powiązane z wysokością zarobków. W ujęciu geograficznym najwięcej zadowolonych z pracy Polaków mieszka w metropoliach i dużych miastach (90,8 proc.). W mniejszych miejscowościach i na wsiach średnio co czwarta osoba jest niezadowolona, co wynika prawdopodobnie z wysokości zarobków – w największych miastach zarobki są znacznie wyższe.

Jak podkreśla Sowińska, zadowolenie nie jest tożsame z satysfakcją, którą wiąże się z poczuciem bycia docenianym i poczuciem sensu wykonywanej pracy. Te czynniki powodują, że pracownik jest zaangażowany i wnosi do firmy wartość dodaną.

– Ogólnoświatowe badanie przeprowadzone przez Instytut Gallupa pokazało, że tylko ok. 18 proc. Polaków pracuje aktywnie, są lojalni w stosunku do swojego szefa i przedsiębiorstwa oraz rozwijają je aktywnie jako pracownicy. Natomiast ponad 60 proc. Polaków cechuje obojętność lub neutralność. Jeżeli trafi się dobra okazja, oni pójdą pracować gdziekolwiek – mówi Irena Sowińska.

Z raportu State of The Global Workplace Instytutu Gallupa wynika również, że około 14 proc. Polaków to grupa, która skrajnie nie angażuje się w obowiązki zawodowe, a wręcza sabotuje swoją pracę. Taka postawa może się z kolei negatywnie odbijać na wyniku ekonomicznym przedsiębiorstwa.

Psychologowie przestrzegają, że skutki pozostania w pracy, która nie przynosi zadowolenia ani satysfakcji, mogą mieć również poważne konsekwencje dla samego pracownika: wpływać na kondycję psychiczną, powodować migreny, bóle głowy, depresję, a nawet doprowadzić do sięgania po używki i substancje psychoaktywne, żeby zwalczyć niechęć i długotrwały stres. Natomiast w długiej perspektywie może to przekładać się na relacje z innymi ludźmi, funkcjonowanie w związkach partnerskich i ogólną jakość życia.

– Jest też druga teoria, mówiąca o tym, że to relacje osobiste, związki i przeżycia emocjonalne wpływają na zaangażowanie i jakość wykonywanych obowiązków. To są naczynia powiązane, dlatego trzeba szukać odpowiedniego miejsca i pracować nad tym, żeby być szczęśliwym i spełnionym. Do tego potrzeba jednak dużej samoświadomości i pracy nad sobą. W ramach wsparcia warto sięgnąć po dobry coaching – mówi Irena Sowińska.

Dyrektor Szkoły Coachów Prosperity zauważa, że osoby, które są w jakimś stopniu niezadowolone ze swojej pracy, są w fazie ciągłego poszukiwania nowego pracodawcy. Oczekują nie tylko stabilizacji i stałej umowy, dobrych zarobków czy poczucia bezpieczeństwa. Równie ważne jest uznanie, możliwość wykazania się oraz poczucie sensu wykonywanej pracy.

 Chcą pracy, która nie będzie nudna i monotonna. Jednakże taki efekt można osiągnać tylko wtedy, kiedy człowiek sam dobrze wie, kim jest i czego rzeczywiście chce – mówi Irena Sowińska.

Dlatego poszukiwania pracy dobrze jest rozpocząć od określenia swoich słabych i mocnych stron oraz sprecyzowania oczekiwań. Dotyczy to nie tylko kompetencji na gruncie zawodowy, lecz także na osobistym. Pomocna w takim procesie może się okazać konsultacja z coachem albo doradcą zawodowym.

Zmiany powinno się zacząć od podnoszenia swojej samoświadomości i rozwoju. Trzeba być świadomym tego, kim się jest, jakie są moje mocne strony, co mi przeszkadza i co chcę osiągnąć, jaki mam stosunek do ludzi i jak buduję relacje. Później, mając już tę samoświadomość, można się zastanawiać, czy dane przedsiębiorstwo spełnia moje wymagania, a jeśli nie, to zacząć szukać nowej pracy. Absolutnie polecam świadomy wybór, pracę z doradcą i wspólne szukanie pracy adekwatnej do oczekiwań i kompetencji – mówi Irena Sowińska.

Ostatni raport „Jakość życia w Polsce 2016” opracowany przez GUS pokazuje, że zadowolenie ze swojej sytuacji zawodowej obecnie deklaruje 61,9 proc. Polaków (wobec 59,7 proc. w ubiegłym roku). Natomiast z „Barometru Pracownika”, czyli międzynarodowego badania przeprowadzonego w październiku przez Ipsos, wynika, że zadowolenie z pracy deklaruje średnio siedmiu na dziesięciu Polaków.

Rynek big data urósł w ciągu roku o 18 mld dol. Koniunkturę napędzają banki, przemysł i medycyna

Rynek big data urósł w ciągu roku o 18 mld dol. Koniunkturę napędzają banki, przemysł i medycyna 5

Instytucje finansowe, przemysł, koncerny medyczne oraz e-commerce to najwięksi odbiorcy i użytkownicy wielkich zbiorów danych, tzw. big data. Coraz częściej z tej technologii korzystają także małe i średnie przedsiębiorstwa. Pozwala ona między innymi lepiej adresować ofertę oraz zwiększać skuteczność marketingu i komunikacji z rynkiem. Wartość globalnego rynku big data to ok. 130 mld dol.

– Krajowi producenci czy firmy zajmujące się e-commerce wchodzą na rynek big data, choć w Polsce jest on wciąż o wiele mniejszy niż za granicą – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Robert Zaklika, wiceprezes zarządu ATM SA. – Natomiast widzimy, że cały krajowy sektor tego rodzaju hurtowni danych coraz szybciej rośnie. Przewidywania co do zapotrzebowania na ten rok są dwukrotnie większe niż na poprzednie dwanaście miesięcy, co wskazuje, że niemal na pewno będziemy mieć boom. Zainteresowanie usługami w centrach danych, które muszą obsłużyć takie funkcje, będzie coraz wyższe.

Według firmy analitycznej IDC wartość globalnego rynku big data to 130,1 mld dol., czyli o ponad 18 mld dol. więcej niż przed rokiem. W najbliższych latach sektor ma rosnąć w tempie dwucyfrowym, by w 2020 roku osiągnąć wartość ponad 203 mld dol. 78 proc. badanych przez IDC firm stwierdziło, że big data ma największy potencjał do przeobrażenia modelu biznesowego w ciągu kolejnych trzech lat.

Dane są wykorzystywane przez firmy nie tylko do budowania pozycji na rynku, lecz także do osiągania zysków. Monetyzacja danych będzie kluczowym wyzwaniem w kolejnych miesiącach. Analitycy IDC oceniają, że ok. 30 proc. danych jest realnie wykorzystywanych przez firmy. Poza danymi wewnętrznymi firm coraz większe znaczenia zyskują źródła zewnętrzne. Badania Gartnera wskazują, że w tym roku ok. 30 proc. danych w przedsiębiorstwach będzie pochodziło z zewnętrznych hurtowni big data.

 W tej chwili niewiele przedsiębiorstw profesjonalnie zajmuje się analizą big data – przyznaje Robert Zaklika. – W Polsce mamy się jednak czym pochwalić na tym polu, gdyż działa u nas największa w Europie hurtownia big data – Cloud Technologies, której cała infrastruktura ulokowana jest w centrum danych Atmana. Nie ulega wątpliwości, że rynek będzie się szybko rozwijał, a usługa stanie się powszechnie dostępna, nawet dla średnich i małych firm w zależności od dostępnych narzędzi.

Koniunkturę na rynku napędzają szczególnie dwie kluczowe dla tego sektora grupy odbiorców: banki oraz firmy przemysłowe. Jak wynika z badania firmy SAP, aż 86 proc. największych instytucji finansowych na świecie deklaruje, że w najbliższych latach ich priorytetem będzie zorientowanie działań na konsumenta (tzw. customer centricity), w tym przede wszystkim dopasowanie oferty do konkretnych osób. Kluczem do sukcesu w takim działaniu ma być właśnie wykorzystanie big data. Duży udział w rozwoju rynku takich rozwiązań mają także firmy medyczne oraz handel, głównie e-commerce.

– Banki wiodą prym w wykorzystaniu danych, głównie do oceny zdolności kredytowej klientów – informuje wiceprezes Robert Zaklika. – W medycynie big data pozwala odpowiednio diagnozować pacjenta czy tworzyć dla niego strategię medyczną w zakresie leczenia zarówno teraz, jak i w przyszłości. Inne jest wykorzystanie analizy danych w e-commerce czy handlu samochodami, gdzie trzeba zwracać szczególną uwagę na zachowanie i preferencje klienta, na czym koncentruje się jego uwaga, co go najbardziej interesuje i jak zachowa się w przyszłości.

IDC prognozuje, że duży popyt na nowoczesne technologie analityczne będzie generowany także przez przedsiębiorstwa przemysłowe. Popyt na tego rodzaju rozwiązania będzie napędzał między innymi tzw. Przemysł 4.0, ideę, której podstawą jest właśnie big data, oraz IoT, czyli internet rzeczy.

Największym wyzwaniem dla Donalda Trumpa będą nierówności społeczne. Kluczowe są reformy edukacji, opieki zdrowotnej i obniżka podatków

Największym wyzwaniem dla Donalda Trumpa będą nierówności społeczne. Kluczowe są reformy edukacji, opieki zdrowotnej i obniżka podatków 6

Największym problemem, z którym będzie musiał zmierzyć się nowy prezydent Stanów Zjednoczonych, są nierówności w amerykańskim społeczeństwie i związane z nimi reformy. Dla Polski zmiana w fotelu prezydenckim w USA niesie ze sobą głównie ryzyko polityczne. Dlatego rząd powinien pamiętać o zacieśnianiu stosunków z UE, również w kontekście bezpieczeństwa i polityki obronnej.

Największym wyzwaniem, które będzie również omawiane podczas tegorocznego szczytu w Davos, są nierówności. To podstawowy problem. W Stanach Zjednoczonych jest kwestia biednej niższej klasy średniej, której sytuacja nie poprawiła się znacząco od 20–30 lat, a od czasu do czasu trapią ją rujnujące koszty opieki medycznej. Te nierówności w dolnej warstwie społeczeństwa mają wiele przyczyn, są złożonym zjawiskiem i na pewno będą podejmowane próby ich rozwiązania – mówi agencji Newseria Biznes Maciej Bitner, główny ekonomista think-tanku WiseEuropa.

Z opublikowanego w końcówce ubiegłego roku rankingu OECD wynika, że nierówności społeczne w Stanach Zjednoczonych są jednymi z największych wśród państw rozwiniętych. USA znalazły się na trzecim miejscu w zestawieniu, zaraz po Chile i Meksyku. Z rozwarstwieniem dochodowym i społecznym wiąże się wiele problemów, z którymi będzie się musiała zmierzyć nowa amerykańska administracja.

Jednym z nich będzie opieka medyczna. System opieki zdrowotnej w USA jest jednym z najdroższych na świecie. W trakcie kampanii wyborczej Donald Trump krytykował i zapowiadał cofnięcie wprowadzonej w 2010 roku reformy Obamacare, która miała na celu objęcie ubezpieczeniem zdrowotnym jak największej liczby Amerykanów, również tych, których nie stać na wykupienie polisy zdrowotnej. Z ubiegłorocznego raportu organizacji Commonwealth Fund wynika, że przyniosła oczekiwany skutek: od czasu jej wprowadzenia liczba ubezpieczonych wzrosła o 20 mln.

W Stanach Zjednoczonych nadal jednak pozostaje 24 mln nieubezpieczonych obywateli, z których większość, bo aż 88 proc., to osoby o najniższych dochodach. Obamacare od początku dzieliła opinię publiczną, a krytycy zarzucają, że ustawa spowodowała dwucyfrowe podwyżki składek zdrowotnych.

W pierwszej połowie stycznia amerykański Kongres (w którym większość mają republikanie, przeciwni reformie od początku) zrobił pierwszy krok w kierunku uchylenia Obamacare, przyjmując poprawki do ustawy budżetowej. Wciąż jednak nie wiadomo, czym zostanie zastąpiona sztandarowa ustawa byłego prezydenta. Donald Trump zapowiedział, że jego projekt reformy zdrowia jest już na ukończeniu, nie są jednak znane żadne jego szczegóły. Tymczasem ze styczniowych sondaży Kaiser Family Foundation wynika, że 75 proc. Amerykanów chce zachowania Obamacare bądź cofnięcia ustawy tylko w przypadku natychmiastowego zastąpienia jej nowym rozwiązaniem.

Kolejną ważną kwestią są podatki. W trakcie kampanii wyborczej Donald Trump zapowiedział, że jego administracja obniży podatek dochodowy dla wszystkich obywateli, radykalnie obetnie stawkę podatku dla korporacji z obecnych 35 do 15 proc. i uprości cały system podatkowy.

Ze względu na wspomniane nierówności nie spodziewam się obniżenia podatków od dochodów osobistych, za to podatku dla przedsiębiorstw już jak najbardziej. Problemem jest też uproszczenie systemu podatkowego, który w Stanach Zjednoczonych jest dość skomplikowany. Wcześniej reforma była blokowana ze względu na różnice dzielące demokratów i republikanów. Teraz będzie mogła się posunąć do przodu – mówi Maciej Bitner.

Główny ekonomista WiseEuropa zaznacza, że rynek bardzo liczy na uproszczenie podatków, które zdejmie ciężar biurokracji z amerykańskich przedsiębiorstw. W efekcie może to zachęcić do prowadzenia działalności w USA i przyczynić się do przyspieszenia wzrostu gospodarczego.

Od wielu lat mówi się, że Stany Zjednoczone mają zbyt wysoki podatek CIT. To zniechęca do inwestowania i zachęca do przenoszenia działalności za granicę. Myślę, że obniżenie tego podatku z 35 proc., być może do poziomu ok. 25 proc., będzie jednym z pierwszych ruchów Donalda Trumpa – prognozuje Maciej Bitner.

Zdaniem ekonomisty odpowiedzią na rozwarstwienie amerykańskiego społeczeństwa mogłaby być reforma edukacji. W Stanach Zjednoczonych zwłaszcza niższa klasa średnia osiąga bardzo słabe wyniki edukacyjne. System szkolnictwa jest bardzo słaby na poziomie szkół powszechnych i publicznych, za to wysoki jest poziom kształcenia uniwersyteckiego (czyli odwrotnie niż w Polsce).

Zmiana tego stanu, przede wszystkim poprzez lepszą selekcję nauczycieli i podniesienie ich płac, to jedno z wyzwań, którym nie podołał Barack Obama. Pod względem edukacji i kształcenia na poziomie podstawowym niewiele się poprawiło. To jest bardzo ważna sprawa, którą mam nadzieję, zajmie się nowa administracja amerykańska – mówi Maciej Bitner.

Jeżeli nowej amerykańskiej administracji uda się z sukcesem przeprowadzić kluczowe reformy, które będą odpowiedzią na najważniejszy problemy amerykańskiego społeczeństwa, może to pociągnąć za sobą przyspieszenie wzrostu gospodarczego i mieć pozytywne przełożenie również na Polskę.

Im szybciej będzie rozwijał się świat rozwinięty, w który się włączamy i z którym aktywnie współpracujemy, tym lepiej dla nas – mówi Maciej Bitner.

Z drugiej strony zmiana w fotelu prezydenckim w USA pociąga za sobą ryzyko, głównie na płaszczyźnie politycznej. Ponieważ w wymiarze obronnym USA są jednym z kluczowych sojuszników Polski, może to mieć przełożenie na ewentualne stosunki z Rosją. Dlatego – zdaniem Bitnera – polski rząd powinien pamiętać o zacieśnianiu więzów z Unią Europejską, również w kontekście bezpieczeństwa oraz budowaniu wspólnej polityki obronnej.

Niedawne informacje związane z potencjalnym szantażem i kwitami, które ponoć Rosjanie mają na Donalda Trumpa, na pewno są dla Polski problemem. USA to nasz kluczowy sojusznik, gwarant naszego bezpieczeństwa, więc mamy się czego obawiać. Pojawia się jednak pytanie, na ile dla prezydenta, który już zasiada w fotelu, mają znaczenia szantaże czy seksafery, czy rzeczywiście skłoniłoby go to do zmiany polityki. Jednak dla Polski to może być niepokojące, dlatego nie można liczyć wyłącznie na Stany Zjednoczone, tylko trzeba pamiętać o naszych więzach z Europą, również w kontekście bezpieczeństwa – mówi Maciej Bitner.

Zdaniem ekonomisty w wymiarze gospodarczym nowa polityka amerykańskiej administracji i Donalda Trumpa nie zagrozi Polsce. Pod warunkiem że nie pójdzie ona w stronę populizmu i zapowiedzi dotyczących ograniczeń w handlu z Meksykiem czy wojny handlowej z Chinami.

W takim wypadku rykoszetem dostałaby również Polska. Natomiast jeżeli nie wejdziemy na ścieżkę ograniczania handlu międzynarodowego, to moim zdaniem ze strony Donalda Trumpa w wymiarze gospodarczym Polsce nic nie zagraża – uważa Maciej Bitner.

W trakcie kampanii wyborczej Donald Trump zapowiadał, że będzie renegocjował porozumienia handlowe USA oraz uzna Chiny za kraj dokonujący manipulacji walutowych, a towary importowane z Państwa Środka zostaną obłożone 45-proc. cłem. Prezydent elekt zostanie zaprzysiężony 20 stycznia. Natomiast konfrontacyjna polityka nowej amerykańskiej administracji i ryzyko wojny handlowej z Chinami mają być jednym z głównych tematów debat podczas Światowego Forum Ekonomicznego, które rozpoczęło się wczoraj w Davos.

Zmiany w rozliczaniu VAT w budownictwie kłopotem dla branży. Mogą doprowadzić do zmniejszenia płynności finansowej firm

Zmiany w rozliczaniu VAT w budownictwie kłopotem dla branży. Mogą doprowadzić do zmniejszenia płynności finansowej firm 7

Nowe zasady rozliczania VAT za usługi budowlane, które weszły w życie z początkiem stycznia, mają uszczelnić system podatkowy oraz ograniczyć oszustwa i nadużycia. Nowe przepisy budzą jednak wątpliwości interpretacyjne. Sam podatnik musi sklasyfikować usługi. Brakuje też definicji podwykonawcy i na tej płaszczyźnie można się spodziewać sporów z organami podatkowymi – ocenia Aleksandra Trzópek, doradca podatkowy w Kancelarii GALT. Nowe przepisy mogą też oznaczać zmniejszenie płynności finansowej w branży.

 Od 1 stycznia 2017 roku zaczął obowiązywać tzw. pakiet uszczelniający. W ramach tego pakietu wprowadzono nowe przepisy do ustawy o VAT, które modyfikują zasady rozliczania usług budowlanych. Usługi te w tej chwili będą rozliczane na zasadzie odwrotnego obciążenia – tłumaczy w rozmowie z agencją Newseria Biznes Aleksandra Trzópek, doradca podatkowy w Kancelarii GALT.

Nowa ustawa o VAT wprowadziła tzw. odwrócone obciążenie. W obrocie między podwykonawcami to nabywca usługi będzie naliczał podatek. Tym samym przepisy mają uderzyć w oszustów, którzy oferują niewielki zakres prac zleconych często przez podwykonawców. Po odebraniu należności za usługę znikają, a podatek nie zostaje rozliczony. Odwrotne obciążenie to część planu uszczelnienia wpływów z VAT, które obecnie wynoszą w Polsce ok. 120 mld zł. Zmiana przepisów ma zwiększyć wpływy nawet o 40–50 mld zł.

– Celem wprowadzenia nowych przepisów było przede wszystkim uszczelnienie systemu podatkowego, ograniczenie oszustw i nadużyć w podatku VAT, w tym wyłudzeń tego podatku. Takie zdarzenia były wykrywane w poprzednich latach w branży budowlanej przez organy podatkowe w toku czynności kontrolnych – zaznacza ekspertka.

Usługa budowlana będzie podlegać nowym zasadom, jeżeli świadczy ją podwykonawca oraz jeśli znajduje się w katalogu wprowadzonym do ustawy. Katalog usług podlegających nowym zasadom rozliczeń opiera się na Polskiej Klasyfikacji Wyrobów i Usług (PKWiU). Przyporządkowanie jednak jest trudne, zwłaszcza że brakuje aktów prawnych, które precyzowałyby zasady przyporządkowania.

– Tu pojawia się już pierwszy problem dla podatnika, bo to on sam musi dokonać weryfikacji i sklasyfikować, czy usługi, które są przez niego wykonywane, to faktycznie usługi budowlane – wskazuje Trzópek.

Oczywiście można wystąpić o poradę do GUS-u, jednak do czasu otrzymania odpowiedzi, to podatnik będzie musiał sam podjąć decyzję, jako że usługi świadczone w danym momencie trzeba udokumentować fakturami w określonym czasie. Zdaniem ekspertki problematyczne mogą się okazać zwłaszcza usługi mieszane, np. przy dostawie towarów wraz z montażem.

– Oczywiście można rozdzielić te usługi i zafakturować oddzielnie dostawę towarów i oddzielnie usługę montażu jako usługę budowlaną. Trzeba jednak pamiętać, że w tej sytuacji to na nabywcy ciąży ryzyko złej klasyfikacji i to on może być pozbawiony prawa do odliczenia podatku VAT. Musi się wówczas liczyć z dodatkową sankcją w wysokości 20–30 proc. podatku – mówi doradca podatkowy.

Jak wskazuje Aleksandra Trzópek, rozliczeniu podlegają te usługi budowlane, w których usługobiorcą jest czynny podatnik VAT, a usługodawcą podatnik będący podwykonawcą, u którego sprzedaż nie jest zwolniona z podatku (zwolnienie do limitu sprzedaży 150 tys. zł). To z kolei budzi kolejne wątpliwości interpretacyjne ze względu na brak jednoznacznej definicji podwykonawcy. Teoretycznie można uznać, że podwykonawca świadczy usługi na zlecenie generalnego wykonawcy, choć taka definicja może oznaczać liczne spory na tym tle z organami podatkowymi.

– Warto zauważyć, że podwykonawca wystawi fakturę bez VAT-u generalnemu wykonawcy, czyli fakturę bez należnego podatku, nie będzie go rozliczał, sam zaś będzie dokonywał płatności w kwocie brutto. Nie będzie miał od czego odliczyć tego podatku, zostaje mu tylko zwrot, a zwroty będą utrudnione. Pojawia się więc pytanie, jak podwykonawcy poradzą sobie z płynnością finansową i czy są na to przygotowani – podkreśla Aleksandra Trzópek.

Eksperci Grant Thornton podkreślają, że zmiany mogą istotnie zmniejszyć płynność w branży budowlanej i zwiększyć ryzyko powstawania zatorów płatniczych. Firmy będą bowiem musiały odprowadzać do budżetu VAT i przez kilka miesięcy oczekiwać na jego zwrot. Szczególnie odczuwalne będzie to dla mniejszych firm podwykonawczych.

Nowe przepisy dotyczą usług wykonanych w tym roku. Do tych z 2016 roku stosuje się jeszcze stare przepisy, nawet jeśli zostaną zafakturowane i opłacone w tym roku.

35 proc. Polaków nie jest w stanie odłożyć przez miesiąc żadnych pieniędzy. Potrzebna lepsza kontrola domowego budżetu

35 proc. Polaków nie jest w stanie odłożyć przez miesiąc żadnych pieniędzy. Potrzebna lepsza kontrola domowego budżetu 8

Ze statystyk GUS wynika, że co trzecie gospodarstwo domowe źle ocenia stan swoich finansów, a ponad 40 proc. nie ma możliwości pokrycia niespodziewanych wydatków z własnej kieszeni. Z drugiej strony dane pokazują, że sytuacja materialna polskich gospodarstw z roku na rok się poprawia, a 65 proc. ma możliwość regularnego oszczędzania. Eksperci wskazują, że pierwszym krokiem do kontroli domowego budżetu powinna być szczegółowa analiza wpływów i wydatków oraz kontrola nad nimi. Ułatwiają to innowacyjne rozwiązania specjalnie do tego celu projektowane przez banki.

 Zarządzanie finansami to temat bardzo ważny, ale Polacy często o tym zapominają. Zdecydowana większość nie dba o dyscyplinę domowego budżetu –mówi agencji Newseria Biznes Jakub Garbus z Departamentu Bankowości Elektronicznej Banku Pekao SA.

Narodowy Bank Polski w raporcie „Sytuacja finansowa sektora gospodarstw domowych 2016” podaje, że w II kwartale ubiegłego roku realne dochody gospodarstw domowych urosły o 6,1 proc. rok do roku (za co odpowiadają w części świadczenia z programu Rodzina 500 plus).

Poprawę sytuacji materialnej gospodarstw domowych widać też w statystykach GUS. W całym 2015 roku osiągnęły one wyższe dochody i wydawały więcej pieniędzy. Miesięczny dochód rozporządzalny na osobę wyniósł 1386 zł i był wyższy o 4,3 proc. rok do roku. Z kolei przeciętne miesięczne wydatki w gospodarstwach sięgnęły 1091 zł na osobę i wzrosły o 2,1 proc. Urosła też nadwyżka dochodów nad wydatkami (do 78,7 proc.), co w praktyce oznacza, że polskie gospodarstwa domowe miały większą możliwość oszczędzania.

Sytuację materialną gospodarstw domowych pokazuje opracowany przez GUS raport „Jakość życia w Polsce 2016”, z którego wynika, że udział wydatków na utrzymanie mieszkania i żywność stanowi łącznie 44,1 proc. wydatków ogółem.

 Jako konsumenci mamy tendencję do spontanicznych zakupów, na przykład nowego smartfona, biżuterii albo pary butów. Niestety, tego typu zakupy są niezbyt dobre dla domowego budżetu, potrafią zakłócić spokój finansowy – mówi Jakub Garbus.

Niemal co trzecie gospodarstwo (28,4 proc.) źle ocenia stan swoich finansów. 8,9 proc. z nich nie ma samochodu z przyczyn finansowych, a 37,9 proc. gospodarstw brakuje pieniędzy choćby na tydzień wakacji w roku. Zaległości w opłatach dotyczą niewielkiego odsetka, ale prawie połowa gospodarstw domowych (41,4 proc.) nie ma możliwości pokrycia nieoczekiwanego wydatku z własnych środków.

W ogólnopolskim badaniu przeprowadzonym w sierpniu ubiegłego roku przez TNS za zlecenie Związku Banków Polskich aż 35 proc. Polaków zadeklarowało, że nie jest w stanie w ciągu miesiąca zaoszczędzić żadnej kwoty. Większość Polaków, bo 65 proc., ma jednak możliwość regularnego oszczędzania, a co trzeci gromadzi nadwyżki finansowe w kwocie do 250 zł. Z sondażu wynika, że Polacy oszczędzają najczęściej na dobra trwałego użytku lub dobra konsumpcyjne czy wakacje. Jednak 36 proc. odkłada pieniądze bez konkretnego celu, na czarną godzinę albo nieprzewidziane wydatki. Początek nowego roku jest dobrym momentem, żeby pomyśleć o oszczędzaniu.

– Warto mieć kontrolę nad domowym budżetem, ponieważ w przypadku nieoczekiwanej sytuacji mamy poczucie komfortu, np. w postaci tzw. poduszki finansowej. Dzięki niej w sytuacjach pilnych, w których potrzebne są dodatkowe środki, mamy poczucie bezpieczeństwa i komfortu – uważa Jakub Garbus.

Związek Banków Polskich zauważa, że Polakom brakuje motywacji do regularnego odkładania pieniędzy oraz elementarnej wiedzy dotyczącej możliwych sposobów oszczędzania. Jakub Garbus podkreśla, że pierwszym krokiem powinno być systematyczne analizowanie struktury domowych wydatków. Ułatwiają to specjalne, dostępne na rynku narzędzia mobilne przeznaczone do kontroli nad finansami.

– Warto skorzystać z narzędzi, które ułatwiają monitorowanie i analizę wydatków. Najprostszym sposobem oczywiście jest zapisywanie wydatków na kartce papieru lub w arkuszu kalkulacyjnym, natomiast są także nowoczesne narzędzia, serwisy internetowe czy aplikacje mobilne, które wspierają w zarządzaniu i kontrolowaniu własnych finansów – mówi Jakub Garbus.

Obok internetowych narzędzi do analizy finansów i zarządzania budżetem profesjonalne rozwiązania zapewniają swoim klientom również banki. Rok temu Bank Pekao SA udostępnił aplikację Pekao24 na tablety, która – obok najważniejszych funkcji transakcyjnych, takich jak w systemie internetowym – została wyposażona w narzędzia do analizy finansowej ułatwiające przegląd wpływów i wydatków w ramach poszczególnych rachunków bankowych. Ekspert banku podkreśla, że takie narzędzia są bardzo pomocne w zarządzaniu domowym budżetem.

 Aplikacja ma narzędzia do analizy finansowej i ułatwia kontrolowanie finansów. Wpływy i wydatki są przypisywane do odpowiednich kategorii, przykładowo do „artykułów spożywczych”, „zdrowia” czy „odzieży”. Dzięki temu możemy zobaczyć, na jaką kategorię wydatków przeznaczamy najwięcej środków i wprowadzić odpowiednią dyscyplinę, jeśli okaże się to konieczne. Dodatkowo, analiza finansowa daje także możliwość sprawdzenia bilansu wpływów i wydatków w poszczególnych miesiącach czy porównania ze sobą różnych miesięcy – wyjaśnia Jakub Garbus.

Zamówienia na Alfę Romeo Stelvio w wersji First Edition już otwarte

Sportowy charakter i elegancja zawarte w wyjątkowym i ekskluzywnym stylu. Harmonia linii w połączeniu z mechaniką i doskonałością techniczną Alfy Romeo. Okazały samochód o wyrazistym kształcie z subtelnymi zaokrągleniami. Tak w skrócie, można opisać model Stelvio, pierwszego SUV-a w ponad 100-letniej historii marki, który w topowej wersji Quadrifoglio zadebiutował podczas Międzynarodowego Salonu Samochodowego w Los Angeles w listopadzie 2016 roku.

Alfa Romeo Stelvio w wersji First Edition wyposażony jest w nowy silnik 2.0 z turbodoładowaniem o mocy 280 KM z ośmiostopniową, automatyczną skrzynią biegów.  Jest to 4-cylindrowa jednostka wykonana w całości z aluminium, która rozwija moc 280 KM przy 5250 obrotach/min. i maksymalnym momencie 400Nm przy 2250 obrotach/min. Oprócz elektrohydraulicznego systemu kontroli zaworów MultiAir, cechą szczególną tej jednostki napędowej jest układ turbodoładowania „2-in-1″ oraz bezpośredni wtrysk z systemem wysokiego ciśnienia 200 barów, które przekładają się na wyjątkowo szybką reakcją na pedał gazu w całym zakresie działania oraz zaskakującą oszczędność pod względem spalania.

Stelvio First Edition jest najlepszy w swojej klasie również, jeśli chodzi o przyspieszenie od 0 do 100 km/h, które osiąga w zaledwie 5,7 sekundy. Całość wzbogacają 20″ koła ze stopów lekkich, kolorowe lakierowane zaciski hamulcowe, reflektory biksenonowe ze światłami przeciwmgielnymi LED, chromowane oprawy lusterek zewnętrznych, przyciemniane szyby oraz oświetlenie na klamkach drzwi.

Stelvio First Edition wyposażony jest w standardzie w innowacyjny napęd 4×4 z technologią Q4, zaprojektowaną do sterowania napędem samochodu w czasie rzeczywistym, pozwalającym zapewnić maksymalny poziom osiągów, oszczędności i bezpieczeństwa. System Q4 nowego SUV-a Alfy Romeo ma zatem wszystkie zalety napędu 4×4 i jednocześnie gwarantuje niski poziom spalania, szybszą reakcję oraz przyjemność prowadzenia auta z napędem na tył. Montowany w Stelvio system Q4 obejmuje aktywną skrzynkę rozdzielczą i mechanizm różnicowy przedni, zaprojektowane, by spełnić konkretne wymogi techniczne Alfy Romeo, uzyskując bardzo szybkie sterowanie wysokim momentem obrotowym, dzięki wyjątkowo kompaktowej i lekkiej konstrukcji. System Q4 stale monitoruje niezliczone parametry, by zapewnić najlepsze rozłożenie momentu obrotowego na dwie osie, w zależności od rodzaju wykorzystania samochodu i aktualnej przyczepności do nawierzchni drogi. W normalnych warunkach, Stelvio First Edition z systemem Q4 zachowuje się, jak pojazd z napędem na tył: 100% momentu obrotowego przesyłanych jest na oś tylną. Po osiągnięciu granicznej wartości przyczepności kół, system w rzeczywistym czasie przekazuje 50% momentu napędowego na oś przednią za pośrednictwem specjalnej skrzynki rozdzielczej. To przekłada się na najlepszą w tej kategorii kontrolę samochodu pod względem napędu i stabilności na zakrętach.

Fotele pokryte ekskluzywną czarną skórą „Pieno Fiore” są podgrzewane i elektrycznie regulowane. Miejsce kierowcy zostało „skrojone na miarę”, z ukośnym tunelem pośrodku, delikatnie pofalowaną deską rozdzielczą z elementami z prawdziwego drewna, systemem nawigacji 3D najnowszej generacji opracowanym we współpracy z  Magneti Marelli i wyposażonym w 8,8” wyświetlacz o wysokiej rozdzielczości, zintegrowany ze wzornictwem deski rozdzielczej oraz z cyfrowym radioodtwarzaczem (DAB). Pomiędzy zegarami znajduje się 7″, kolorowy wyświetlacz w technologii TFT.

Standardowe wyposażenie Stelvio First Edition obejmuje ponadto nowe systemy bezpieczeństwa czynnego, takie jak: system ostrzegania o najeżdżaniu na poprzedzający pojazd „Forward Collision Warning”, autonomiczny system awaryjnego hamowania (AEB) z czujnikiem ochrony pieszych oraz system ostrzegający przed zmianą pasa ruchu „Lane Departure Warning”. Wyposażenie uzupełniają kamera cofania z dynamicznymi liniami siatki, przednie i tylne czujniki parkowania, automatyczne otwieranie drzwi bagażnika oraz system automatycznego włączania świateł drogowych.

Dane techniczne Stelvio First EditionAlfa Romeo Stelvio dane techniczne

Francja ostrzega obywateli o możliwych ograniczeniach w dostawach prądu

Trzeci tydzień stycznia będzie krytyczny, gdy zużycie energii elektrycznej we Francji zbliży się do rekordu, a w kraju może zabraknąć prądu. Przyczyną kryzysu są wyjątkowo niskie temperatury oraz wstrzymanie prac dziewięciu reaktorów atomowych ze względu na konieczność ich konserwacji i wymogi bezpieczeństwa.

Rząd francuski za pomocą aplikacji na smartfony prosi obywateli o pomoc i zachęca do racjonalnego korzystania z urządzeń elektrycznych. O sytuacji i o oryginalnym pomyśle francuskiego rządu w rozmowie z MarketNews24 opowiada Bartłomiej Derski, ekspert WysokieNapiecie.pl.

Zmiany w składzie zarządu Energa SA

Rada Nadzorcza Energa SA oddelegowała do pełnienia obowiązków Prezesa Zarządu Energa SA Jacka Kościelniaka, członka Rady, eksperta z zakresu audytu i finansów. Ze składu Zarządu odwołano Dariusza Kaśków, Mariusza Rędaszka i Przemysława Piesiewicza.

Rada Nadzorcza Energa SA, która zebrała się 17 stycznia 2017 roku, dokonała zmian w składzie Zarządu Spółki. Czasowo na okres do 3 miesięcy oddelegowała Członka Rady, Jacka Kościelniaka, któremu powierzyła pełnienie obowiązków Prezesa Zarządu Energa SA. Obecnie w skład Zarządu wchodzi również Mariola Anna Zmudzińska, wiceprezes ds. relacji inwestorskich oraz Grzegorz Ksepko, wiceprezes ds. korporacyjnych.

Jednocześnie ze składu Zarządu odwołano Dariusza Kaśków, prezesa Zarządu Energa SA, Mariusza Rędaszka, wiceprezesa ds. finansowych i Przemysława Piesiewicza, wiceprezesa ds. strategii rozwoju. O wyłonieniu nowych członków Zarządu zadecyduje wynik konkursu.

Jacek Kościelniak jest absolwentem Akademii Ekonomicznej w Katowicach (obecnie Uniwersytet Ekonomiczny). To ekspert w dziedzinie zarządzania finansami i rachunkowości, jest doświadczonym audytorem, członkiem Rady Audytorów Europejskiego Instytutu Studiów Strategicznych. Był m.in. przewodniczącym Rady Nadzorczej Górnośląskiej Agencji Rozwoju Regionalnego oraz członkiem rady Górnośląskiego Funduszu Restrukturyzacji. W 2007 roku Sekretarz Stanu w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów. W Sejmie V kadencji Członek Sejmowej Komisji Finansów Publicznych oraz Wiceprzewodniczący Stałego Komitetu Rady Ministrów. W latach 2007-2011 był Wiceprezesem Najwyższej Izby Kontroli. Z dniem 30 grudnia 2016 roku został powołany do składu Rady Nadzorczej Energa SA.

Sezonowość na rynku kapitałowym

Sezonowość na rynku występuje z różnych powodów, możemy ją badać na różne sposoby. Zjawisko to możemy wyszukiwać poprzez najmniejsze interwały czasowe do tych większych. Sezonowość nie występuje jedynie na rynku kapitałowym, ale jest wszechobecna, aczkolwiek my skupimy się tylko na rynku kapitałowym. Na samym początku zobaczmy, jaką powtarzalność możemy zaobserwować na rynku metali szlachetnych.

Złoto

Sezonowość na rynku kapitałowym 9

Źródło: Bloomberg

Powyższy wykres przedstawia sezonowość na rynku złota w formie miesięcznej. Dla przykładu, średnia stopa zwrotu dla stycznia wynosi 2.70 procenta. Dla 19 ostatnich lat ( z pominięciem 2017 roku) mieliśmy do czynienia z jedenastoma miesiącami wzrostowymi i ośmioma spadkowymi. Reasumując, w styczniu jest większe prawdopodobieństwo wzrostu cen złota niż jego spadku. W lutym sytuacja się powtórzyła, czyli również powinniśmy szukać długich pozycji.

Patrząc na marzec, możemy oczekiwać większej korekty. Nasza analiza mogłaby być o wiele bardziej rozwinięta, czyli pod uwagę moglibyśmy wziąć tylko lata, podczas których został zaprzysiężony nowy Prezydent USA. My natomiast skupimy się na interwale rocznym.

Sezonowość na rynku kapitałowym 10

Źródło: zerohedge

Powyższy wykres przedstawia sezonowość dla złota oraz S&P 500. Badaniem został objęty rok, w którym nastąpiła zmiana Prezydenta USA. Z powyższej grafika wynika kilka bardzo interesujących rzeczy. Patrząc na złoto jedynie przez ten pryzmat możemy spodziewać się wzrostu rzędu 14.8 procent, w tym samym czasie S&P 500 znalazło się pod kreską.

S&P 500

Z wcześniej załączonej grafiki dowiedzieliśmy się, że S&P 500 może zakończyć rok pod kreską. Pamiętając o tym możemy także sprawdzić jak kształtowały się stopy zwrotu 7 roku każdej dekady. Wyniki zostały zamieszczone poniżej.

Sezonowość na rynku kapitałowym 11

Źródło: Real Investment Advice

Sezonowość na rynku potwierdza większe prawdopodobieństwo spadku na indeksie S&P 500. Od 1833 roku średnia stopa zwrotu dla siódmego roku dekady wyniosła -4.08 procenta. Niemniej jednak nie możemy zapominać, że już za parę dni w USA zostanie przekazana władza. Dlatego właśnie należy sprawdzić również jak giełda zachowywała się kiedy podczas pierwszego roku sprawowania władzy przez nowego Prezydenta.

Sezonowość na rynku kapitałowym 12

Źródło: Real Investment Advice

Z powyższej grafiki możemy wyczytać, że od 1933 roku pierwszy rok urzędowania Prezydenta nie był zbyt najlepszy dla giełdy. Dla 46 przebadanych okresów ponad 24 zostały zakończone na minusie.

Wnioski nasuwają się same, większość informacji wskazuje, że w tym roku S&P 500 zamknie się poniżej swojego otwarcia, natomiast złoto powyżej.

Jeżeli jesteś zainteresowany powyższym tematem, to zapraszam na najbliższe szkolenie Smart Inwestor, na którym zostanie przedstawiony system transakcyjny na S&P 500 w oparciu o statystykę.

Mateusz Groszek
Analityk Rynków Finansowych

Przedsiębiorcy muszą się przygotować na „twardy” Brexit

Jakub Wojnarowski, zastępca dyrektora generalnego Konfederacji Lewiatan
Jakub Wojnarowski, zastępca dyrektora generalnego Konfederacji Lewiatan

Teresa May, premier Wielkiej Brytanii w dzisiejszym wystąpieniu zapowiedziała de facto, że jej kraj w trakcie negocjacji dotyczących opuszczenia Unii Europejskiej, które, zgodnie z zapowiedzią, mają rozpocząć się wraz z uruchomieniem art. 50 w końcu marca, nie będzie domagać się pozostania w obszarze jednolitego rynku unijnego. Firmy będą musiały się przygotować na tzw. twardy Brexit – uważa Konfederacja Lewiatan.

Jednocześnie premier zapowiedziała takie prowadzenie negocjacji z Unią Europejską, by zapewnić możliwie najszerszy przepływ towarów i usług w ramach nowej umowy handlowej z UE. To od dawna oczekiwane wystąpienie przyniosło wiele istotnych informacji. Przede wszystkim, tak jak to wynikało z kampanii przed referendum i co podkreślała premier wielokrotnie wcześniej – kwestia zmniejszenia migracji stanowi największe wyzwanie dla rządu brytyjskiego i dla ograniczenia napływu pracowników spoza Wielkiej Brytanii.

– Rząd gotowy jest prawdopodobnie zrezygnować z obrony głównego postulatu przedsiębiorców brytyjskich i europejskich – jakim było pozostanie Wielkiej Brytanii w ramach jednolitego rynku. Oznacza to wielomiesięczne i prawdopodobnie wieloletnie skomplikowane negocjacje handlowe między Unią a Wielką Brytanią – mówi Jakub Wojnarowski, zastępca dyrektora generalnego i szef zespołu ekspertów Konfederacji Lewiatan.

Przykłady umów handlowych z Kanadą, USA, czy Japonią, pokazują dobitnie, że atmosfera wokół wolnego handlu wybitnie nie sprzyja uzyskiwaniu obecnie korzystnych dla stron rozwiązań. Brak automatycznego dostępu do wspólnego rynku spowoduje perturbacje w przesyłaniu towarów, konieczność ustalenia stawek celnych, wywoła także pojawienie się barier pozataryfowych, które również skutecznie ograniczają wymianę handlową. Tzw. „twardy” Brexit wywoła niewątpliwie modyfikację strategii rozwojowych największych europejskich i brytyjskich firm, możliwe stanie się także krótkotrwałe ograniczenie wymiany handlowej, chociaż na pewno w niewielkim stopniu.

– Dla polskich firm istotne będzie zadbanie o swobodny przepływ nie tylko towarów, ale przede wszystkim usług, zapewnienie możliwości delegowania pracowników na równych warunkach do Wielkiej Brytanii. Rząd będzie zmuszony w trakcie negocjacji do obrony interesów polskich obywateli, którzy po przystąpieniu Polski do UE, wyjechali do Zjednoczonego Królestwa. To może oznaczać niedostateczną koncentrację na kwestiach gospodarczych. Przedsiębiorcy po obu stronach kanału La Manche będą musieli się zdecydowanie mocniej zaangażować i przygotować negocjatorów ze strony UE i UK do obrony ich interesów – komentuje Jakub Wojnarowski.

Decyzja rządu brytyjskiego oznacza twarde żmudne negocjacje dla Unii i Wielkiej Brytanii i dodatkowe perturbacje w niespokojnych czasach. Z jednej strony zapowiedź premier May oznacza przecięcie trwających od miesięcy dociekań, jaka będzie strategia rządu brytyjskiego, i pozwala rozpocząć obu stronom przygotowania do rozmów, ale z drugiej strony oznacza dodatkowe wyzwania dla Unii w roku wielu zmian – objęcia prezydentury przez Donalda Trumpa, kontestującego UE i NATO, wyborów w Niemczech, Holandii i Francji, przetasowań w najważniejszych instytucjach UE i braku silnego przywództwa.

Konfederacja Lewiatan

Czy naftowy potentat przestawi się na wodór? Abu Zabi buduje stację tankowania wodoru

Toyota wraz z partnerami biznesowymi i rządem Abu Zabi przeprowadzi testy Toyoty Mirai, których celem jest analiza możliwości wprowadzenia motoryzacji opartej na wodorze. W maju tego roku zostanie otwarta w stolicy pierwsza stacja tankowania wodoru. Zjednoczone Emiraty Arabskie planują do 2050 roku uzyskiwać 50% energii z niskoemisyjnych źródeł.

W Zjednoczonych Emiratach Arabskich trwa Abu Dhabi Sustainability Week. 16 stycznia Toyota zaprezentowała program testowania wodorowej Toyoty Mirai w gorącym klimacie w pobliżu pustyni. Projekt ma także sprawdzić opłacalność wprowadzenia samochodów napędzanych ogniwami paliwowymi na arabski rynek. W programie uczestniczy należąca do rządu organizacja Masdar działająca na rzecz zrównoważonego rozwoju, państwowe przedsiębiorstwo naftowe ADNOC, producent wodoru Air Liquide i dystrybutor Toyoty w ZEA, Al-Futtaim Motors. Wygląda na to, że władze kraju utrzymującego się ze sprzedaży ropy są zainteresowane przestawieniem własnej gospodarki na dużo bardziej ekologiczne rozwiązania.

Wspólny program testowy Toyoty i jej partnerów w Abu Zabi ma na celu sprawdzić praktyczność wodoru jako nośnika energii w tym kraju. Władze emiratu są zainteresowane dywersyfikacją źródeł energii oraz stworzeniem bardziej zrównoważonego modelu społeczeństwa, które emituje niewielkie ilości gazów cieplarnianych do atmosfery. Program ruszy w maju, kiedy zostanie otwarta pierwsza stacja tankowania wodoru w Abu Zabi. Partnerzy wspólnie pochylą się nad kluczowymi zagadnieniami w kontekście wprowadzenia do sprzedaży samochodów na ogniwa paliwowe – kwestię produkcji wodoru, budowy infrastruktury, logistyki, skalowalności oraz wykonalności modelu biznesowego. Badania zostaną przeprowadzone w Masdar Institute w Abu Zabi, ośrodku akademickim zajmującym się m.in. zrównoważonym rozwojem i energetyką odnawialną.

Korzystając z pierwszej stacji tankowania wodoru w Abu Zabi, która zostanie otwarta w maju tego roku, Toyota przeprowadzi szeroko zakrojone testy drogowe oraz testy tankowania w wymagających warunkach klimatycznych tego regionu, na które składają się m.in. upał i pył z terenów pustynnych. Toyota udostępni także samochody instytucjom rządowym i liderom opinii. Wspólny program Toyoty i jej partnerów przetestuje potencjał wodoru jako nośnika energii w Masdar City – eksperymentalnej niskoemisyjnej dzielnicy Abu Zabi, zbudowanej zgodnie z zasadami zrównoważonego projektowania miast. Dzielnica powstała jako laboratorium optymalnego modelu biznesowego dla rozwoju zielonych miast o pozytywnym wpływie na środowisko naturalne.

„Zjednoczone Emiraty Arabskie mają duży potencjał jeśli chodzi o produkcję wodoru. Abu Zabi ma łatwy dostęp do tego gazu dzięki instalacjom produkującym wodór przy rafineriach nafty. Wodór jest produktem ubocznym w wielu lokalnych fabrykach, m.in. tych wytwarzających sodę kaustyczną. Ogromne możliwości stwarzają także wielkie elektrownie słoneczne” – powiedział Takeshi Uchiyamada, przewodniczący rady dyrektorów Toyota Motor Corporation. – „Dzięki temu, że rząd Abu Zabi promuje inicjatywy, których celem jest tworzenie społeczeństwa opartego na wodorze, Zjednoczone Emiraty Arabskie mają szansę wyrosnąć na jednego z liderów czystej energetyki” – dodał.

Gospodarka ZEA jest oparta na przemyśle naftowym. Mimo to rząd promuje nową strategię rozwoju tego kraju o nazwie UAE Vision 2021, która stawia na pierwszym miejscu poprawę czystości powietrza, ekspansję czystych źródeł energii i uczynienie z kraju lidera pod względem jakości infrastruktury.

Mohamed Jameel Al Ramahi, CEO Masdar skomentował: „Toyota należy do najbardziej innowacyjnych firm na świecie, z ogromnymi zasługami jeśli chodzi o wprowadzanie na rynek ekologicznych rozwiązań w motoryzacji. Inicjatywa Toyoty, ADNOC, Air Liquide, Masdar Institute i Al-Futtaim Motors uwolni ogromny potencjał, jaki kryje się w technologii wodorowej dla Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Wodór znacząco przyczyni się do realizacji rządowego planu, zgodnie z którym do 2050 roku energetyka niskoemisyjna będzie zaspokajała połowę potrzeb energetycznych kraju”.

W 2015 toku Toyota ogłosiła podobny plan ograniczenia wpływu działalności firmy na środowisko. Toyota Environmental Challenge 2050 zakłada m.in., że do 2050 roku emisja dwutlenku węgla wynikająca z działalności koncernu na świecie zostanie zredukowana o 90% w porównaniu do stanu z 2010 roku. Wprowadzenie na rynek Toyoty Mirai oraz prace nad kolejnymi modelami napędzanymi wodorem stanowią element tej strategii. Obecnie napędzany ogniwami paliwowymi sedan jest sprzedawany w Japonii, Stanach Zjednoczonych i Europie.

Abu Dhabi Sustainability Week to coroczna konferencja, która ma na celu realizację ustaleń paryskiej konferencji klimatycznej ONZ z 2015 roku. Podczas cyklicznych spotkań w Abu Zabi dyskutowane są praktyczne rozwiązania w zakresie polityki, inwestycji, technologii i współpracy sektora publicznego i biznesu.

Rynek nieruchomości w Polsce – perspektywy na 2017 rok

Jak zapowiada się 2017 rok na rynku nieruchomości? W jaki sposób zmiany przepisów oraz programy rządowe wpłyną na obrót i ceny? Oto podsumowanie najbardziej znaczących zmian, które mogą wpłynąć na rynek nieruchomości w bieżącym roku kalendarzowym.

Według Agaty Stradomskiej z sieci biur nieruchomości RE/MAX Polska, rynek mieszkaniowy w Polsce czeka kilka istotnych zmian. Wśród nich warto wymienić skutki programów rządowych, czy też nowelizację prawa budowlanego. Poniżej zostały przedstawione perspektywy dla rynku nieruchomości w 2017 r.

Trudniej o kredyt

Niestety Polacy nie należą do osób zamożnych i oszczędnych, dlatego chętnie korzystają z możliwości uzyskania kredytu hipotecznego na zakup własnego M. Jednak o ten będzie coraz trudniej. Zgodnie z rekomendacją Komisji Nadzoru Finansowego, próg wymaganego wkładu własnego w 2017 wzrósł o kolejne 5 proc. i obecnie wynosi 20 proc. Oznacza to, że kupujący mieszkanie muszą dysponować własnymi środkami finansowymi w wysokości  jednej piątej wartości nabywanego mieszkania.

Kolejnym utrudnieniem dla osób, które chciałyby skorzystać z kredytu hipotecznego są, planowane na 2017 r., zmiany w zakresie działań pośredników kredytowych. Dotychczas byli oni wynagradzani przez banki i pomagali swoim klientom w znalezieniu najkorzystniejszych dla nich rozwiązań kredytowych. Zgodnie z projektowaną ustawą o kredycie hipotecznym zmiany mają dotyczyć m.in. zasad wynagradzania pośredników, którzy, jeśli przepis wejdzie w życie, będą opłacani wyłącznie przez zlecających im usługę klientów. Taka zmiana zdecydowanie zmniejszy dostępność pośrednictwa kredytowego w Polsce.

Programy rządowe

Program “Mieszkanie dla Młodych”, przewidziany na lata 2014-2018, cieszył się w ubiegłym roku tak dużą popularnością, że już w marcu 2016 r. wyczerpała się pula środków przewidzianych na tamten rok. Niedługo później, bo w lipcu, zakończono przyjmowanie wniosków z terminem realizacji 2017. Ostatecznie od 1 stycznia 2017 r. możliwość ich składania została odwieszona i program MDM będzie dostępny, aż do wyczerpania ogólnej kwoty limitu. Prognozuje się, że ta chwila nadejdzie jeszcze w tym samym miesiącu, bo zainteresowanie programem jest ogromne, a niektóre banki już teraz wstrzymały przyjmowanie wniosków. Później będzie można skorzystać jedynie ze środków przeznaczonych na ostatni rok programu.

Następny program rządowy – “Mieszkanie Plus” – będzie różnić się zdecydowanie w swojej formie od dotychczasowych sposobów wsparcia mieszkalnictwa, stawiając na niedrogi wynajem mieszkań. Klucze do swojego M w ramach tego programu pierwsi mieszkańcy odbiorą w 2019 r. W przyszłych latach zarówno program “Mieszkanie Plus”, jak i pojawiający się na polskim rynku inwestorzy instytucjonalni, którzy będą dysponować dużą bazą mieszkań pod wynajem, przyczynią się do redukcji wysokich dziś kosztów najmu, dzięki czemu zwiększy się dostępność i popularność tej formy mieszkalnictwa, jako alternatywy dla własnego M.

Łatwiejsze procedury budowlane, droższa budowa

Nowelizacja prawa budowlanego obejmuje szereg ułatwień dla postępowań urzędowych związanych z realizacją obiektów budowlanych. Ustawa wprowadziła zwolnienie niektórych robót budowlanych z pozwolenia na budowę lub ich zgłoszenia, skróciła termin wniesienia sprzeciwu przez urząd, umożliwiła wprowadzenie ograniczonych zmian w projekt budowlany bez konieczności rozpoczynania procedur od nowa, a także doprecyzowała i ujednoliciła postępowania legalizacyjne w przypadkach dokonania samowoli budowlanej.

Ulegają także zmianie przepisy dotyczące warunków technicznych dla budynków, których budowa rozpoczyna się od 1 stycznia 2017 r. Nowe domy muszą być bardziej energooszczędne. Oznacza to zwiększone koszty budowy wynikające z konieczności zakupu lepszych jakościowo materiałów.

Mały obrót ziemią rolną

W maju 2016 r. weszły w życie przepisy znowelizowanej ustawy o kształtowaniu ustroju rolnego. Zgodnie z uchwalonymi zmianami, nabywcą nieruchomości rolnej może być zasadniczo rolnik indywidualny (właściciel lub dzierżawca użytków rolnych nieprzekraczających powierzchni 300 ha i spełniający inne wymagania w myśl ustawy o kształtowaniu ustroju rolnego). Z uwagi na utrudnienia w nabyciu, a także późniejsze ograniczenia w zbyciu, nieruchomości rolne przestają pełnić funkcję lokaty kapitału, jak to miało miejsce w poprzednich latach, a stają się głównie zasobem użytkowym.

Po wejściu w życie znowelizowanych przepisów można już teraz zaobserwować znaczne zmniejszenie się liczby transakcji ziemią rolną i nie ma przesłanek, aby sytuacja ta zmieniła się w tym roku.

Łatwiej będzie wyciąć drzewo

Ułatwienie wycinki drzew lub krzewów przez właścicieli nieruchomości na ich posesji, to cel nowelizacji ustawy o ochronie przyrody oraz o lasach. Dzięki temu wycinka drzew i krzewów na własnej nieruchomości będzie możliwa bez zgody urzędu, o ile nie będzie wiązała się z prowadzeniem działalności gospodarczej. Z zezwoleń będą zwolnione drzewa, których obwód pnia na wysokości 130 cm nie przekracza 100 cm w przypadku: topoli, wierzby, kasztanowca zwyczajnego, klonu jesionolistnego, klonu srebrzystego, robinii akacjowej i platanu klonolistnego, a w przypadkach pozostałych gatunków drzew – 50 cm.

Planowane zmiany w użytkowaniu wieczystym jeszcze nie teraz

Zgodnie z przygotowywanymi przepisami, użytkowanie wieczyste gruntu pod budynkami wielorodzinnymi ma przekształcić się we własność z mocy prawa. Przepisy te pierwotnie miały wejść w życie już z początkiem roku, ale tak się jednak nie stało. Wprowadzenie w życie zmian planowane jest obecnie na lipiec 2017 r. Taka procedura przekształcenia użytkowania wieczystego we własność wychodzi naprzeciw oczekiwaniom wielu właścicieli mieszkań, którzy do tej pory, z różnych przyczyn, nie mogli dokonać takiej zmiany i wyeliminuje obawy o podwyżki opłaty rocznej w związku ze zmianą wartości gruntu.

Budownictwo mieszkaniowe nadal na plusie

Według danych GUS w pierwszych trzech kwartałach 2016 roku oddano do użytku o prawie 11 proc. więcej mieszkań niż w roku ubiegłym. Dość łagodna zima powinna pomóc utrzymać dobre wyniki z sektora budowlanego.

Coraz więcej mieszkań na rynku

W I-III kwartale 2016 r. oddano do użytkowania 112071 mieszkań, tj. o 10740 mieszkań (o 10,6 proc.) więcej niż w I-III kwartale 2015 r. Więcej mieszkań oddano do użytkowania w budownictwie przeznaczonym na sprzedaż lub wynajem, spółdzielczym oraz komunalnym. Spadek liczby mieszkań w stosunku do I-III kwartału 2015 r. odnotowano w budownictwie indywidualnym, zakładowym oraz czynszowym.

Popularniejsze budownictwo indywidualne

W I-III kwartale 2016 r. w ogólnej liczbie mieszkań oddanych do użytkowania w budownictwie indywidualnym dominowały mieszkania oddane do użytkowania z przeznaczeniem na użytek własny inwestora i jego rodziny. Stanowiły 85,6 proc. wszystkich mieszkań oddanych do użytku w pierwszych trzech kwartałach 2016 roku.

Polacy wolą na swoim

Dobre wyniki budownictwa mieszkaniowego są wynikiem ogólnej niechęci do wynajmowania lokali. Według danych Eurostatu, jedynie 4 proc. Polaków decyduje się na wynajęcie mieszkania, gdy tymczasem w Niemczech średnio co druga osoba woli wynajem od kupna. Polaków nie odstraszają nawet spore koszty inwestycji. – Budowa domu to inwestycja na lata. Powszechniejszy dostęp do wiedzy i rosnąca świadomość w kwestii budowy zmuszają producentów materiałów budowlanych do poszukiwania innowacyjnych rozwiązań, które pozwalają zapewnić inwestorom spokój na lata – uważa Łukasz Nowakowski, doradca techniczny Monier BRAAS. – W przypadku budowy dachu niebagatelną rolę odgrywa również fachowe wykonawstwo, ponieważ nawet najwyższej jakości produkt nie będzie funkcjonował prawidłowo, jeśli nie zostanie prawidłowo zamontowany. Dlatego zawsze namawiamy na skorzystanie z Certyfikowanych Dekarzy BRAAS, których jakość pracy znamy – dodaje.

Dyrektor Lexusa zdradził plany nad którymi pracuje firma

Podczas wystawy motoryzacyjnej w Detroit szef Lexus USA Jeff Bracken uchylił rąbka tajemnicy na temat nowości, nad którymi pracuje firma. W najbliższym czasie możemy się spodziewać nowych crossoverów, kolejnych wyczynowych aut z serii F, a także eksploracji nowych segmentów.

Przyszłość pod znakiem SUV-ów

Cytowany przez Automotive News dyrektor generalny Lexus USA Jeff Bracken powiedział, że marka, która w ubiegłym roku sprzedała w USA 331 228 samochodów – o zaledwie 2,6 proc. mniej od lidera rynku – mogłaby sprzedać dodatkowe 70 tys. aut, gdyby zaoferowała modele w segmentach subkompaktowych crossoverów i SUV-ów z trzema rzędami siedzeń. O tym, że takich modeli możemy się w najbliższym czasie spodziewać, świadczy fakt, że w ubiegłym roku koncern zarejestrował w europejskim urzędzie patentowym znaki towarowe Lexus UX 200, UX 250 i UX 250h, a także RX350L i RX450hL. Oznacza to najprawdopodobniej, że wersji seryjnej doczeka się koncepcyjny model UX, zaprezentowany niedawno na salonie samochodowym w Paryżu, a także wydłużona odmiana bestsellerowego Lexusa RX.

Szef Lexusa widzi też potencjał w rozszerzaniu oferty wyczynowych wersji aktualnych modeli w ramach serii F, do której obecnie należą Lexus GS F i RC F. Oczywistymi kandydatami są tu dwa flagowe modele – sportowe coupé Lexus LC i limuzyna LS, której piątą generację przedstawiono właśnie w Detroit.

Alternatywne napędy

Jeff Bracken powiedział również, że wobec ogromnego zainteresowania samochodami nieemitującymi spalin, jakie dało się zauważyć na wrześniowych targach w Paryżu, Lexus rozważa stworzenie samochodu o napędzie w pełni elektrycznym, który rozszerzy ofertę niskoemisyjnych napędów Lexusa o kolejną propozycję. Obecnie Lexus posiada najbogatszą gamę modeli hybrydowych w segmencie premium oraz pracuje nad seryjnym samochodem na wodorowe ogniwa paliwowe. – „Po tej wystawie rozpoczęliśmy rozmowy z naszym zespołem do spraw planowania produktów” – skomentował Bracken. Na razie Lexus sprawdza możliwości takiej inwestycji, jednak jak mówi dyrektor generalny amerykańskiego oddziału marki, napęd elektryczny wart jest zainteresowania.

Prace nad samochodem wodorowym Lexusa są znacznie bardziej zaawansowane. Koncepcyjna limuzyna LF-FC napędzana wodorowymi ogniwami paliwowymi została zaprezentowana po raz pierwszy na targach w Tokio w październiku 2015 roku. Lexus w dużej mierze wykorzystał technologię Toyoty, opracowaną do seryjnej Toyoty Mirai, której sprzedaż rozpoczęła się 10 miesięcy wcześniej. Plany japońskiego koncernu obejmują zarówno wprowadzenie na rynek wodorowego Lexusa, jak i rozszerzenie oferty Toyoty o kolejne modele z tym napędem.

Zanim jednak wspomniane pomysły nabiorą kształtów, należy oczekiwać premiery hybrydowej wersji Lexusa LS piątej generacji. Ponieważ, podobnie jak model LC, auto zbudowano na nowej platformie GA-L, bardzo prawdopodobne wydaje się wykorzystanie hybrydowej jednostki napędowej z Lexusa LC 500h –  Multi Stage Hybrid System z 3,5-litrowym silnikiem V6 i przekładnią e-CVT uzupełnioną o dodatkową automatyczną skrzynię biegów o czterech przełożeniach.

25 tys. podpisów pod petycją do Mateusza Morawieckiego

Nie likwidujmy tysięcy miejscy pracy – apelują pracownicy firm pośrednictwa finansowego. Branża jest otwarta na regulację sektora, ale nie kosztem klientów. 17 stycznia w Ministerstwie Finansów została złożona petycja o wycofanie przepisów, grożących załamaniem rynku pośrednictwa finansowego. Obawy pracowników branży podzielają eksperci PwC.

W petycji, którą w ciągu 10 dni podpisało aż 25 tys. osób, pracownicy branży apelują do Mateusza Morawieckiego, wicepremiera i Ministra Finansów „o wstrzymanie zapisów legislacyjnych, których efektem będzie zniszczenie branży pośrednictwa finansowego, poprzez którą udzielany jest co drugi kredyt hipoteczny w Polsce”.

Chodzi o ustawę o kredycie hipotecznym i nadzorze nad pośrednikami finansowymi, która w zeszłym tygodniu trafiła do sejmu. Art. 16 projektu przewiduje zakaz wypłaty przez banki wynagrodzenia pośrednikom z tytułu sprzedaży kredytów mieszkaniowych, przenoszący koszt pośrednictwa na klientów.

„Propozycja oznacza negatywne skutki dla konsumentów, którzy utracą możliwość bezpłatnego, profesjonalnego wsparcia przy porównaniu ofert kredytowych w jednym miejscu, bankructwo branży pośrednictwa finansowego, a tym samym likwidację kilkudziesięciu tysięcy miejsc pracy” – piszą autorzy petycji.

Branża pośrednictwa finansowego zatrudnia dziś około 20 tys. osób, często w małych miejscowościach. Gros z nich to przedsiębiorcy prowadzący jednoosobową działalność gospodarczą. „W wyniku proponowanych zmian legislacyjnych wiele miejsc pracy bezpowrotnie zniknie” – czytamy w apelu do Morawieckiego.

Kredytem hipotecznym finansowanych jest dziś około 70 proc. zakupów mieszkań w Polsce. Blisko połowa kredytów hipotecznych zaciągana jest dzięki wsparciu pośredników finansowych – z ich wsparcia skorzystał co drugi Polak, któremu udało się sfinansować w ten sposób zakup własnego M.

Usługi pośrednictwa są bezpłatne dla wszystkich konsumentów – również dla tych, którzy ostatecznie nie zdecydowali się na zaciągnięcie kredytu lub których wniosek został odrzucony. Jeśli kredyt hipoteczny został udzielony, wynagrodzenie pośrednikowi z tego tytułu wypłaca bank – kredytodawca – w ciężar swoich kosztów.

„Pośrednik często jest „punktem pierwszego kontaktu” dla osoby zainteresowanej zaciągnięciem kredytu mieszkaniowego. Pomaga jej rozeznać się w ofertach banków, sprawdza zdolność kredytową oraz informuje jakie dokumenty wymagane są przez bank i monitoruje postęp w procesowaniu wniosku klienta. Zapisy proponowane w ustawie uderzą szczególnie w mieszkańców mniejszych miejscowości, w których sieć placówek bankowych jest ograniczona, odbierając im możliwość bezpłatnego porównania ofert konkurencyjnych banków, zwiększając ryzyko wyboru niekorzystnego produktu i przede wszystkim zmniejszając szansę na sfinansowanie potrzeb mieszkaniowych” – napisano w apelu do Morawieckiego.

Obawy pracowników branży podzielają eksperci PwC, którzy w najnowszym raporcie (z 31 grudnia 2016 r.) oceniają, że „wyeliminowanie pośredników finansowych może nie poprawić, a wręcz w wielu aspektach pogorszyć sytuację kredytobiorców”.

Wg PwC należy się spodziewać, że po wprowadzeniu proponowanej zmiany w ustawie o kredycie hipotecznym, kwota wynagrodzenia dla pośrednika będzie na tyle wysoka, iż niewiele osób będzie mogło zdecydować się na skorzystanie z jego wsparcia.

„Kredytobiorca, pozbawiony wsparcia pośredników kredytowych, skorzysta z usług najbliższego banku lub banku którego jest klientem. W mniejszych miejscowościach wybór banków, do których klient może się udać jest ograniczony. Pracownicy banku mogą jedynie wskazać najlepszy kredyt w ich własnej ofercie, ciężar zebrania danych o poszczególnych kredytach i ich porównanie będzie zatem spoczywać na kliencie” – ocenia PWC.

Jak wynika z badań NBP, przeciętny kredytobiorca ocenia swoją wiedzę na temat kredytów jako niewielką, co zwiększa ryzyko wyboru nieodpowiedniej oferty.

„Od lat współpracujemy przy różnych projektach regulacyjnych, których celem jest zwiększenie zaufania do środowiska pośredników finansowych. I tym razem z otwartością zaangażowaliśmy się merytorycznie w prace nad ustawą o kredycie hipotecznym, która będąc konsekwencją dyrektywy europejskiej, miała za zadanie dalsze uporządkowanie rynku. Jednak propozycja zapisu zabraniającego wypłaty przez banki wynagrodzenia pośrednikom i przerzucenie tego kosztu na klientów, choć motywowana społecznie, nie zrealizuje zakładanych celów” – napisali w petycji pracownicy branży.

Jak ocenia w raporcie PwC, branża pośrednictwa finansowego w Polsce jest stosunkowo silnie skoncentrowana, jednak w dużym stopniu stanowią ją pośrednicy współpracujący z dużymi markami – zarówno małe firmy jak i osoby prowadzące samodzielną działalność gospodarczą. Podobnie jak w Polsce, pośrednicy finansowi tworzą bardzo istotny sektor na innych rynkach europejskich. Zakaz wypłaty wynagrodzeń pośrednikom przez kredytodawców wprowadziła jedynie Holandia. Na taki zapis nie zdecydowały się m.in. Niemcy, Francja, Wielka Brytania, Hiszpania, Norwegia i Finlandia.

Sygnatariuszami petycji, adresowanej do wicepremiera i Ministra Finansów Mateusza Morawieckiego są Konferencja Przedsiębiorstw Finansowych, Związek Firm Doradztwa Finansowego oraz Polski Związek Firm Deweloperskich.

Raport ZPP: Jak upadają polskie firmy – przypadek Atlantica

Synteza

W ubiegłym roku, poprzez uchwalenie nowelizacji prawa upadłościowego i naprawczego, nastąpiła ogromna zmiana prawa w zakresie upadłości i postępowań naprawczych. Wyodrębniona została ustawa prawo upadłościowe, regulująca przede wszystkim kwestie z zakresu upadłości likwidacyjnych, oraz ustawa prawo restrukturyzacyjne, normująca inne rodzaje postępowań służących naprawie stanu finansów firm niewypłacalnych bądź niewypłacalnością zagrożonych.

Naturalnie z punktu widzenia wszystkich uczestników gospodarki, w tym przede wszystkim przedsiębiorstw znajdujących się w kłopotach finansowych (które to kłopoty – co należy zaznaczyć stanowią z reguły naturalną konsekwencję ryzyka, z którym wiąże się prowadzenie firmy) oraz ich wierzycieli, o wiele bardziej korzystne jest umożliwienie przedsiębiorcom restrukturyzacji swoich firm, w taki sposób, by możliwa była szybka i regularna spłata zobowiązań. Likwidacja wiąże się z koniecznością sprzedaży majątku, a zatem ze „śmiercią” działalności gospodarczej.

W tym kontekście szczególną uwagę należy zwrócić na przypadek znanej polskiej spółki Atlantic S.A., która na skutek kuriozalnego działania banku oraz błędów popełnionych przez wyznaczonego Tymczasowego Nadzorcę Sądowego została objęta upadłością likwidacyjną, mimo że wierzyciele dysponujący większością wierzytelności wyrazili zainteresowanie propozycjami układowymi. W ten sposób doprowadza się do zniszczenia polskiego, prężnie działającego również na rynkach zagranicznych, przedsiębiorstwa.

Rekomendacje

  • Logika ustanowiona ustawą prawo restrukturyzacyjne, zgodnie z którą preferowane jest zachowanie możliwości kontynuowania działalności przedsiębiorstwa, powinna być podtrzymana i umacniana – ostatnia nowelizacja prawa stanowiła krok w dobrym kierunku.
  • Instytucje państwa powinny w sposób zdecydowany reagować w przypadku podejmowania przez stronę umowy działań niezgodnych z treścią zawartego kontraktu – szczególnie, jeżeli skutki takiego działania są tak poważne, jak w przypadku omawianym w niniejszym raporcie.
  • Praca Tymczasowych Nadzorców Sądowych i jej efekty w postaci sprawozdań powinny być weryfikowane i sprawdzane – nie można pozwolić, by występowały potężne różnice między oszacowaną przez TNS wartością zobowiązań, a stanem faktycznym.
  • Należy zdecydowanie rozszerzyć możliwość kasowego rozliczania podatków VAT i PIT – w przypadku wielu przedsiębiorstw umożliwiłoby to zachowanie płynności finansowej przy przejściowych kłopotach.
  • Realizowanie treści zawieranych umów przez instytucje finansowe powinno być – ze względu na specyficzną rolę, jaką te podmioty pełnią w gospodarce – szczególnie wnikliwie kontrolowane i egzekwowane przez instytucje państwowe.
  • Sędziowie orzekający w sprawach gospodarczych o znacznej wartości powinni regularnie przechodzić szkolenia podnoszące ich kwalifikacje ekonomiczne.
  • Trzeba wprowadzić mechanizmy zabezpieczające przedsiębiorców przed nieuzasadnionym pozbawianiem majątku w związku z domniemanymi oszustwami podatkowymi. Walka z przestępcami jest trudna i z pewnością wymaga radykalnych środków, nie można jednak pozwolić by poszkodowane były uczciwe firmy. W związku z tym, zabezpieczenie majątku przedsiębiorcy na poczet roszczeń Skarbu Państwa powinno być ograniczone w czasie i zrealizowane w sposób pozwalający na dalsze prowadzenie działalności gospodarczej.
  1. Wprowadzenie – podstawowe informacje o polskim prawie upadłościowym i restrukturyzacyjnym. Upadłości firm w Polsce. Skala problemu

Obowiązujące w systemie prawnym regulacje dotyczące zaspokajania wierzycieli niewypłacalnych dłużników i możliwości wyciągania firm z kryzysów są kluczowe dla zapewnienia bezpieczeństwa i stabilizacji działalności gospodarczej[1]. Jest to szczególnie istotne w gospodarce wolnorynkowej, w której podmioty – siłą rzeczy – narażone są na bankructwa, ze względu na ryzyka podejmowane w ramach regularnej gry rynkowej.
W tej chwili głównymi aktami prawnymi regulującymi te kwestie są:

  • ustawa z dnia 15 maja 2015 r. Prawo restrukturyzacyjne[2],
  • oraz ustawa z dnia 28 lutego 2003 roku Prawo upadłościowe[3] (ten tytuł obowiązuje od
    1 stycznia 2016 roku – wcześniej ustawa nazwana była „Prawo upadłościowe i naprawcze”).

Taki stan rzeczy jest wynikiem poważnych zmian prawnych, które weszły w życie w 2016 roku.

Ustawa Prawo upadłościowe reguluje m.in. zasady wspólnego dochodzenia roszczeń wierzycieli od niewypłacalnych dłużników będących przedsiębiorcami i skutki ogłoszenia upadłości. Wyrażona w art. 2 ust. 1 dyrektywa pozwala określić podstawowy cel regulacji – postępowanie upadłościowe należy prowadzić tak, by roszczenia wierzycieli mogły zostać zaspokojone w jak najwyższym stopniu, a dotychczasowe przedsiębiorstwo dłużnika zostało zachowane (jeśli racjonalne względy na to pozwolą). Podstawowymi adresatami ustawy
są dłużnicy, którzy ogłosili upadłość. Sens tego wyrażenia wydaje się być oczywisty. Warto jednak zajrzeć do art. 10 i 11 ustawy. Zgodnie z pierwszym, upadłość ogłasza się w stosunku do dłużnika, który stał się niewypłacalny. Drugi przepis zawiera w ust. 1 definicję niewypłacalności, którą jest utracenie zdolności do wykonywania swoich wymagalnych zobowiązań pieniężnych. W pamięci trzeba jednak mieć domniemanie z ust. 1a, zgodnie
z którym: jeżeli opóźnienie w wykonaniu zobowiązań pieniężnych przez dłużnika przekracza trzy miesiące uznaje się, że jest on niewypłacalny. Osoby prawne i jednostki organizacyjne nieposiadające osobowości prawnej, którym odrębna ustawa przyznaje zdolność prawną związane są dodatkowo art. 2, zgodnie z którym uznaje się ich za niewypłacalnych także wówczas, gdy ich zobowiązania pieniężne przekraczają wartość ich majątku, a stan ten utrzymuje się przez okres przekraczający dwadzieścia cztery miesiące.

Prawo restrukturyzacyjne reguluje z kolei zawieranie przez dłużnika niewypłacalnego lub zagrożonego niewypłacalnością układu z wierzycielami i skutki tego układu oraz przeprowadzanie działań sanacyjnych. Analogicznie jak w przypadku ustawy Prawo upadłościowe, w tekście aktu zdecydowano się jasno określić cel regulowanego postępowania. Zgodnie zatem z art. 3 ust. 1 ustawy celem postępowania restrukturyzacyjnego jest uniknięcie ogłoszenia upadłości dłużnika przez umożliwienie mu restrukturyzacji w drodze zawarcia układu z wierzycielami, a w przypadku postępowania sanacyjnego – również przez przeprowadzenie działań sanacyjnych, przy zabezpieczeniu słusznych praw wierzycieli. Jeżeli chodzi o podmioty, wobec których postępowanie restrukturyzacyjne może być prowadzone, to w ustawie mowa jest o dłużniku niewypłacalnym lub zagrożonym niewypłacalnością (art. 6 ust. 1). Pojęcie „dłużnika niewypłacalnego” rozumiane jest tak samo, jak w prawie upadłościowym. Z kolei przez dłużnika zagrożonego niewypłacalnością rozumie się dłużnika, którego sytuacja ekonomiczna wskazuje, że w niedługim czasie może stać się niewypłacalny.

Na tym etapie należy spojrzeć na regulacje obowiązujące przed 1 stycznia 2016 roku.
Do tego momentu istniały bowiem w Polsce dwa rodzaje upadłości: likwidacyjna oraz układowa z możliwością zawarcia układu z wierzycielami. Te dwa typy upadłości różniły się znacznie charakterem, przebiegiem i skutkami dla przedsiębiorstwa. W ramach upadłości likwidacyjnej majątek upadłego staje się masą upadłościową. Dzieje się to z dniem ogłoszenia upadłości, a powstała w ten sposób masa upadłościowa służy zaspokojeniu wierzycieli upadłego. Nad masą upadłościową sprawuje zarząd syndyk, którego głównym zadaniem jest likwidacja masy upadłościowej i zaspokojenie wierzycieli. Ten rodzaj upadłości wiąże się ze „śmiercią” danego biznesu – przedsiębiorca nie może kontynuować działalności gospodarczej w ramach upadłego podmiotu, a dobytek firmy zostaje sprzedany w celu wypełnienia ciążących na niej zobowiązań. Ten rodzaj upadłości istnieje do dzisiaj.
Do 2016 roku istniała kategoria upadłości układowej z możliwością zawarcia układu z wierzycielami. Podstawowym celem tego rodzaju upadłości było umożliwienie uratowania przedsiębiorstwa i dalszego prowadzenia działalności gospodarczej. W jej ramach zawierane było porozumienie, które miało zapewnić wierzycielom zaspokojenie ich wierzytelności na poziomie porównywalnym do likwidacji majątku dłużnika. Z tego też powodu ten rodzaj upadłości był naturalnie o wiele bardziej korzystny dla upadłych – mieli oni szansę na wyjście z kryzysu i stopniowe odbudowywanie majątku.

Po 1 stycznia 2016 roku sytuacja się zmieniła. Upadłość likwidacyjna pozostała na swoim miejscu, a rolę upadłości układowej z możliwością zawarcia układu z wierzycielami zaczęło pełnić postępowanie upadłościowe, stanowiące jedno z czterech postępowań restrukturyzacyjnych. Pozostałe trzy z nich to: postępowanie o zatwierdzenie układu, przyspieszone postępowanie układowe oraz postępowanie sanacyjne[4]. Pierwsze jest najbardziej odformalizowane, dedykowane przedsiębiorcom, którzy są jeszcze wypłacalni, ale spodziewają się przyszłych problemów finansowych. W ramach tego postępowania, dłużnik samodzielnie zbiera głosy wierzycieli. W ramach drugiego z czterech postępowań, układ zawierany jest na zwoływanym przez sąd zgromadzeniu wierzycieli (dłużnik nie zbiera samodzielnie głosów wierzycieli). Trzecie postępowanie sanacyjne przeznaczone jest dla przedsiębiorstw niewypłacalnych, które poddawane są nadzorowi ze strony sędziego komisarza i wierzycieli. Zobowiązania, majątek i zatrudnienie dłużnika mają być w zaawansowanym stopniu zrestrukturyzowane[5].

Dodatkowo dla przedsiębiorców, którzy nie tylko są niewypłacalni, ale została również ogłoszona ich upadłość przewidziana została możliwość zawarcia układu w upadłości (nowy Tytuł Va w Prawie upadłościowym). Ratio legis takiego rozwiązania wyjaśnia sam prawodawca w uzasadnieniu do projektu ustawy Prawo restrukturyzacyjne[6].

Mimo, że projekt proponuje wyeliminowanie możliwości ogłoszenia upadłości z możliwością zawarcia układu, zasadne jest zachowanie w postępowaniu upadłościowym możliwości, w której dopuszczalne będzie przyjęcie przez wierzycieli układu. (…) Zauważyć należy, że postępowanie restrukturyzacyjne jest inicjowane przez samego dłużnika, a wierzyciele nie mają możliwości zgłaszania swoich propozycji układowych.  Dłużnik z różnych powodów może nie chcieć zgodzić się na warunki wierzycieli, a wierzyciele mogą nie chcieć zgodzić się na propozycje układowe dłużnika, mimo, że wszyscy są zgodni co do tego, że dalsze funkcjonowanie przedsiębiorstwa jest możliwe i korzystne. Jeżeli więc dłużnik nie przekona w postępowaniu restrukturyzacyjnym wierzycieli, wówczas to oni w postępowaniu upadłościowym będą mogli zaproponować i przyjąć taki układ, który będzie dla nich najbardziej korzystny i przede wszystkim bardziej korzystny niż sama likwidacja majątku upadłego przez syndyka.

Zasadne byłoby pytanie o kierunek wprowadzanych zmian, czyli o to, co te modyfikacje oznaczają dla samych uczestników procesu? Zdaniem ekspertów, polskie przepisy poszły w stronę regulacji analogicznych do tych znanych ze Stanów Zjednoczonych, gdzie bardzo dużą rolę pełnią postępowania restrukturyzacyjne, a upadłość likwidacyjną – która do tej pory dominowała w Polsce – traktuje się jako rozwiązanie ostateczne[7]. W latach 2004 – 2012 upadłość została ogłoszona wobec 6519 przedsiębiorców, a tylko w 1164 przypadkach była to upadłość z możliwością zawarcia układu[8]. Wydaje się, że za tak duży odsetek upadłości likwidacyjnych odpowiadać może częściowo dopuszczalność łączenia roli Tymczasowego Nadzorcy Sądowego, który odpowiada za zabezpieczenie majątku dłużnika i syndyka, który zarabia przy upadłościach likwidacyjnych. Nie należy wysnuwać zbyt daleko idących wniosków, jednak istnienie takiej prawnej możliwości wydaje się być niepotrzebne, zwłaszcza że zgodnie z aktualnymi przepisami syndykiem nie może być nadzorca ustanowiony w toku prowadzonego wcześniej wobec dłużnika postępowania restrukturyzacyjnego. W okresie 2004 – 2010 układy zostały prawomocnie zatwierdzone tylko w 21 sprawach[9]. Wydawać by się mogło, że tak duża przewaga postępowań likwidacyjnych doprowadziła przynajmniej do efektywniejszego zaspakajania wierzycieli. Niestety okazuje się, że w analizowanym okresie postępowania upadłościowe umożliwiały zaspokojenie jedynie niewiele ponad 10 proc. zgłoszonych wierzytelności[10].

Podobnie kierunek zmian odbierają przedstawiciele doktryny prawniczej. Według pojawiających się wśród niej opinii, Prawo restrukturyzacyjne (obejmujące również nowelizację Prawa upadłościowego i naprawczego – aktualnie Prawa upadłościowego), spełniać ma cztery podstawowe funkcje: sanacyjną, windykacyjną, profilaktyczną
i wychowawczą[11].  W ramach pierwszej, umożliwiona ma być skuteczna restrukturyzacja przedsiębiorstwa dłużnika. Spełnienie drugiej funkcji prowadzić ma do możliwie maksymalnego zaspokojenia wierzycieli, przy jednoczesnej maksymalnej ochronie wartości przedsiębiorstwa. Wypełnienie funkcji profilaktycznej ma się odbywać poprzez zapobieganie zatorom płatniczym, a w konsekwencji zaburzeniom płynności finansowej. Funkcję wychowawczą ustawa ma spełniać poprzez kształtowanie dobrych praktyk gospodarczych
w postaci promowania prób rozwiązywania kryzysów w firmach, poprzez składanie wniosków restrukturyzacyjnych. Dostrzega się dodatkowo walor w samej nazwie ustawy, która destygmatyzuje restrukturyzację firm w ramach porozumień z wierzycielami, odbierając tym postępowaniom miano postępowania upadłościowego[12].

Problem postrzegania w Polsce upadłości, jako ostatecznej porażki biznesowej jest istotnie bardzo poważny. Jak wynika z badań, sami przedsiębiorcy deklarują, że podmioty z członem „w upadłości” w nazwie firmy uważane są przez nich za niewiarygodne (90 proc. ocen
w przypadku upadłości likwidacyjnej, 75 proc. w przypadku upadłości układowej – badania przeprowadzone jeszcze w poprzednim reżimie prawnym)[13]. Tymczasem, z ekonomicznego punktu widzenia, upadłości przedsiębiorstw są naturalnym elementem gospodarki wolnorynkowej i stanowią pewien rodzaj naturalnego mechanizmu regulacyjnego[14]. Jeśli chodzi o skalę problemu upadłości polskich firm, to prezentuje się ona następująco[15]:

  • od roku 2008 do 2013 liczba upadłości wzrosła z 411 do aż 883, a zatem ponad dwukrotnie,
  • w roku 2014 nastąpił pierwszy przełom – liczba upadłości zmalała o 7 proc. do 823.

W świetle ostatnich zmian interesujące wydaje się przeanalizowanie struktury upadłości w roku 2015 oraz 2016. Żeby dane były porównywalne należy wziąć pod uwagę pierwsze trzy kwartały:

  • w roku 2015, od stycznia do września ogłoszono 566 upadłości, z czego aż 490 stanowiły upadłości w celu likwidacji majątku, a zaledwie 76 upadłości z możliwością zawarcia układu z wierzycielami.
  • w roku 2016 liczba postanowień upadłościowych i restrukturyzacyjnych zmalała do 559 i zmalał również udział w nich upadłości likwidacyjnych – było ich 405, co oznacza,
    że z pozostałych form skorzystano 154 razy.

Wydaje się zatem, że rewolucja prawna może przynieść oczekiwany skutek – póki co, rezultaty są obiecujące.

  1. Krótka historia uprzywilejowania banków w Polsce

W przypadku analizowanym na dalszych stronach opracowania, istotną rolę – poza prawem upadłościowym – pełni również bank. W związku z tym należałoby, choćby szczątkowo, przyjrzeć się pozycji banków w rodzimym krajobrazie gospodarczym. Polski sektor bankowy odrodził się – jak większość segmentów gospodarki – po roku 1989. W tym okresie przeprowadzono szereg działań, których rezultatem było przekształcenie systemu monobankowego w wolnorynkowy, w ramach którego funkcjonuje wiele konkurujących
ze sobą podmiotów[16]. W dalszym czasie sytuacja sektora bankowego ewoluowała w miarę zaostrzania regulacji spowodowanej zdecydowanie zbyt wysokim – na samym początku procesu – ryzykiem upadłości wielu placówek[17].

W warunkach gospodarki rynkowej, banki pełnią oczywiście bardzo poważną rolę. Już od dłuższego czasu nie są jedynie placówkami zapewniającymi dostęp do kapitału – poprzez pożyczki i kredyty, ale stały się ogromnymi podmiotami, oferującymi usługi w niemal każdym obszarze rynku finansowego[18]. System bankowy nazywany jest niekiedy „krwiobiegiem gospodarki” administrującym i zarządzającym przepływem środków pomiędzy poszczególnymi uczestnikami rynku[19].

Mając w pamięci powyższe zastrzeżenia i szanując bardzo istotną rolę, jaką banki pełnią
w każdej nowoczesnej gospodarce, nie sposób nie przyznać racji niejednokrotnie pojawiającym się w debacie publicznej tezom, jakoby były one nad wyraz uprzywilejowanymi podmiotami. O tym, że prawodawca traktuje system bankowy w szczególny sposób świadczy choćby kilka przykładów. Pierwszy z brzegu – bankowy tytuł egzekucyjny, który do ubiegłego roku funkcjonował w polskim systemie prawnym, stanowił specjalny dokument wydawany przez bank w formie oświadczenia, w którym stwierdzano istnienie wymagalnej wierzytelności banku wobec osoby, która zawarła z bankiem umowę kredytu albo ustanowiła na rzecz banku zabezpieczenie wierzytelności. Najczęściej kredytobiorca podpisywał oświadczenie o poddaniu się egzekucji z tytułu BTE[20] już na etapie podpisywania umowy kredytowej. Do uzyskania przez BTE tytułu wykonawczego potrzebne było jedynie nadanie przez sąd klauzuli wykonalności, pomijana była zatem cała ścieżka postępowania cywilnego wobec dłużnika.

Uprawnienie do wystawiania BTE zawarte było w art. 96 Prawa bankowego[21]. Zgodnie
ust. 1 banki mogły wystawiać bankowe tytuły egzekucyjne na podstawie ksiąg banków lub innych dokumentów związanych z dokonywaniem czynności bankowych. Trybunał Konstytucyjny orzekł, że regulacje dot. BTE są niezgodne z art. 32 ust. 1 Konstytucji,
czyli zasadą równego traktowania[22]. W rezultacie bankowy tytuł egzekucyjny zniknął
z polskiego porządku prawnego[23]. Jednak przy okazji zniesienia BTE prawodawca obdarował banki innym „prezentem”. Zostały one zobowiązane do podejmowania – przed wejściem na ścieżkę sądową – działań mających na celu restrukturyzację zadłużenia. W przypadku, gdyby sprawa zakończyła się w sądzie, banki mogą liczyć na wyjątkowo niskie opłaty sądowe – limit został ustalony na 5 proc. wartości sporu, przy czym nie mniej niż 30 zł i nie więcej niż 1000 zł[24]. Dopiero kilka miesięcy po wejściu zmian w życie Ministerstwo Sprawiedliwości wyszło z inicjatywą podwyższenia limitów kosztów sądowych do regularnego poziomu 100 tysięcy złotych[25]. Na ten moment jednak banki wciąż pozostają uprzywilejowane względem pozostałych uczestników rynku.

Tytułem zakończenia nie sposób pominąć sprawy kredytów frankowych, w której wciąż próżno szukać satysfakcjonującego rozwiązania. Mimo, że przypadek Polski nie stanowił precedensu (wcześniej z problemem zetknęła się choćby Australia[26]), rodzime banki udzielały kredytów walutowych osobom, którym nie mogłyby udzielić kredytów
w złotówkach. Trzeba pamiętać o tym, że stosunki między osobami fizycznymi a bankami
to jednak stosunki zawierane między konsumentami a profesjonalistami, w związku z czym większa świadomość ponoszonego ryzyka i potencjalnych konsekwencji dokonywanych czynności leżała oczywiście po stronie banków. Nie sposób się zatem dziwić, że na kanwie sprawy kredytów bankowych powstały prężnie działające stowarzyszenia, takie jak Stop Bankowemu Bezprawiu[27].

Wobec powyższych faktów, teza o istotnym uprzywilejowaniu banków wobec przedsiębiorców i konsumentów wydaje się być w dużym stopniu uzasadniona. Jednym z czynników jest uprzywilejowanie regulacyjne, opisane pokrótce w toku wywodu, innym
z kolei asymetria informacyjna, naturalna w gospodarce rynkowej i dotycząca szczególnie dużych, międzynarodowych podmiotów. W efekcie jednoczesnego działania tych dwóch elementów możliwy staje się szereg patologii, które mogą w takich warunkach zaistnieć,
jak np. tanie przejmowanie polskich znaków towarowych o znacznej wartości przez zagraniczne podmioty, przez co eliminuje się konkurencję na lokalnym rynku. Warto wziąć te kwestie pod uwagę przy projektowaniu regulacji dotyczących pozycji banków w polskiej gospodarce.

  1. Historia Atlantica

3.1. Atlantic i jego działalność

Spółka Atlantic, zajmująca się produkcją wyrobów tekstylnych, była jedną z bardziej rozpoznawalnych i prężnie działających polskich marek, o czym świadczy choćby zdobyta
w 2003 roku przez prezesa Wojciecha Morawskiego nagroda Przedsiębiorcy Roku EY[28].
W portfolio marki znajdowała się m.in. szeroka gama bielizny damskiej i męskiej, bielizna nocna czy kostiumy kąpielowe i kąpielówki.

Firma została założona w 1993 roku przez wspomnianego już Wojciecha Morawskiego. Pierwsza kolekcja marki zadebiutowała dwa lata później, a w 1996 roku produkty wprowadzono na rynek rosyjski i ukraiński. W 2004 roku Atlantic został uznany za
59 najdroższą polską markę. W tym samym czasie postępowała ekspansja przedsiębiorstwa na rynki wschodnie – już w 2007 roku w Rosji i na Ukrainie powstały spółki zależne. Dalsze lata przyniosły następne sukcesy – w 2013 roku Atlantic wyróżniono jako najlepszy monobrand w kategorii bielizna przez rosyjski magazyn „Profashion”, a w 2014 roku firma otrzymała nagrodę Najwyższa Jakość Quality International 2014[29].

Przychody spółki, wg danych na rok 2011, przekraczały 133 miliony złotych. Już w 2010 roku większość sprzedaży firma notowała na rynkach rosyjskim i ukraińskim (na Ukrainie Atlantic stanowił najbardziej rozpoznawalną markę bielizny). Łącznie firma posiadała w 2010 roku ponad 200 punktów sprzedaży, z czego większość stanowiły sklepy partnerskie (133). Marka posiadała 38 sklepów własnych i 9 sklepów typu outlet. Prognozy spółki na
2012 rok[30] to EBITDA na poziomie ponad 27 milionów złotych i przychody sięgające
171 milionów. Tak dobrej prognozy co prawda nie udało się w pełni zrealizować, jednak
w okresie poprzedzającym omawiane w raporcie wydarzenia spółka cechowała się stabilną sytuacją finansową – wysokimi przychodami i pozytywnymi wskaźnikami EBITDA.

Jak można łatwo wywnioskować z przedstawionych informacji, stan spółki – przed wydarzeniami opisanymi w dalszej części opracowania – był z pewnością stabilny. Firma rozwijała się, coraz mocniej zaznaczając swoje miejsce na zagranicznych rynkach. Przychody spółki rosły, tak samo jak podstawowy miernik rentowności w postaci EBITDA.

3.2. Sekwencja wydarzeń[31]

Problemy finansowe spółki zaczęły się w roku 2014, w skutek następującej po wybuchu protestu na Majdanie agresji Rosji na Ukrainę. Jak wspomniano wyżej, rynki wschodnie, właśnie Ukraina i Rosja, miały bardzo duży udział w sprzedaży Atlantica (przed konfliktem było to nawet ok. 60 proc.). Wybuch konfliktu zbrojnego spowodował naturalnie załamanie na rynkach, a zatem zapaść ekonomiczną i gwałtowny spadek sprzedaży. O ile sadownicy
i rolnicy korzystali z pomocy państwa i powstawały dedykowane im programy, o tyle Atlantic nie zdecydował się wystąpić o pomoc publiczną – a zamiast tego podjął działania restrukturyzacyjne, modyfikując model działalności i podejmując z bankami rozmowy w celu zabezpieczenia działalności spółki w warunkach załamania rynku. W 2014 roku udziałowcy dokapitalizowali spółkę oraz dokonali pożyczek i poręczeń z majątku osobistego. Wydawało się, że kryzys jest przejściowy i spółka zmierza w dobrą stronę podejmując zaawansowane działania naprawcze. W tym momencie do gry wszedł bank.

13 czerwca 2011 roku spółka Atlantic zawarła z bankiem BNP Paribas umowę leasingu nieruchomości – magazynu w Pniewach. W wyniku problemów finansowych spółki na rynkach wschodnich niektóre raty leasingowe nie zostały zapłacone w terminie. Stanowiło to – zdaniem banku – podstawę do wypowiedzenia umowy, do czego doszło 25 lutego 2015 roku. Ponadto bank potrącił należność powstałą w wyniku wypowiedzenia umowy z kwotą podatku VAT, którą miał obowiązek zwrócić spółce, uzasadniając, iż rozwiązanie umowy nastąpiło na skutek okoliczności za wystąpienie których odpowiedzialność ponosił Atlantic. Wypowiedzenie umowy leasingu nieruchomości doprowadziło do powstania obowiązku podatkowego Atlantic S.A. wobec Urzędu Skarbowego w kwocie ponad 4,5 miliona złotych. Wówczas Urząd Skarbowy rozpoczął postępowanie egzekucyjne, doprowadzając do paraliżu działalności spółki. 25 sierpnia 2015 roku Sąd Rejonowy dla m. st. Warszawy w Warszawie, postanowieniem w sprawie o sygnaturze akt X GU 664/15, ogłosił upadłość Atlantic S.A. obejmującą likwidację majątku dłużnika.

3.3. Podstawowe problemy i ich analiza

W ramach omawianej sprawy wyróżnić można przynajmniej kilka podstawowych problemów. Pierwszym z nich, od którego rozpoczął się cały kłopot, było wypowiedzenie przez BNP Paribas umowy leasingu nieruchomości zawartej ze spółką. Jako podstawę wypowiedzenia bank wskazał jeden z paragrafów umowy, zgodnie z którym jeżeli korzystający (leasingobiorca) dopuszcza się zwłoki z zapłatą co najmniej równowartości jednej raty lub innych płatności wynikających z umowy, nie regulując zaległości w terminie 14 dni od otrzymania wezwania do zapłaty, finansujący (leasingodawca) może wypowiedzieć umowę ze skutkiem natychmiastowym. Warto przyjrzeć się dokładnie temu zapisowi umownemu – mowa jest o zwłoce. Trzeba zaznaczyć w tym momencie, że na gruncie kodeksu cywilnego rozróżnia się dwa przypadki niewykonania zobowiązania
w terminie – opóźnienie (opóźnienie zwykłe) i zwłokę (opóźnienie kwalifikowane). Rozróżnienie to wprost wynika z art. 476 ustawy z dnia 23 kwietnia 1964 roku
Kodeks cywilny[32]. Zgodnie z przepisem dłużnik dopuszcza się zwłoki, gdy nie spełnia świadczenia w terminie, a jeżeli termin nie jest znaczony, gdy nie spełnia świadczenia niezwłocznie po wezwaniu przez wierzyciela. Skutkiem pozostawania w zwłoce jest – na gruncie art. 477 – prawo wierzyciela do żądania naprawienia szkody wynikłej ze zwłoki, ewentualnie naprawienia szkody wynikłej z niewykonania zobowiązania, jeżeli wskutek zwłoki dłużnika świadczenie utraciło dla wierzyciela całkowicie lub w przeważającym stopniu znaczenie. W art. 476 ujęto jednak również inny przypadek niewykonania zobowiązania w terminie: opóźnienie. Jeżeli bowiem opóźnienie w spełnieniu świadczenia jest następstwem okoliczności, za które dłużnik odpowiedzialności nie ponosi, nie dopuszcza się on zwłoki.

W umowie spisanej pomiędzy Atlanticiem a bankiem, oczywiście użyto wyrazu „zwłoka”. Nie mogło być zresztą inaczej, ponieważ zgodnie z art. 709 ze zn. 13 par. 2 podstawą wypowiedzenia umowy leasingu z tytułu nieterminowej zapłaty rat jest wyłącznie zwłoka,
na co zwraca uwagę również doktryna prawnicza[33]. Rozróżnienie między opóźnieniem
a zwłoką sprowadza się de facto do oceny czy przyczyny, w związku z którymi dłużnik nie wykonał zobowiązania w terminie, stanowią okoliczności, za które dłużnik odpowiada czy też nie. Oceny w tym zakresie dokonuje się według ogólnych zasad odpowiedzialności dłużnika za niewykonanie lub nienależyte wykonanie zobowiązania, zawartych w art. 471 – 475 Kodeksu cywilnego[34]. W art. 471 określone są ogólne zasady odpowiedzialności kontraktowej: dłużnik obowiązany jest do naprawienia szkody wynikłej z niewykonania lub nienależytego wykonania zobowiązania, chyba że niewykonanie lub nienależyte wykonanie jest następstwem okoliczności, za które dłużnik odpowiedzialności nie ponosi. Zgodnie
z art. 472, dłużnik odpowiada za niezachowanie należytej staranności. Chodzi tu
o niedbalstwo, czyli tzw. winę nieumyślną[35]. W art. 473 określono możliwość umownego rozszerzenia odpowiedzialności dłużnika, polegającą na ustaleniu w umowie oznaczonych okoliczności, za które nie ponosi on odpowiedzialności na mocy ustawy. Artykuł 474 z kolei sankcjonuje odpowiedzialność dłużnika za działania i zaniechania osób, z których pomocy korzysta, którym powierzył wykonanie zobowiązania oraz za przedstawiciela ustawowego dłużnika. Odpowiedzialność ta oparta jest na ryzyku dłużnika, tj. nie jest konieczne wykazanie jego winy.

Zgodnie z wyrokiem Sądu Najwyższego z dnia 11 stycznia 2001 r. (sygn. akt IV CKN 150/00)[36], granicę odpowiedzialności odszkodowawczej dłużnika za winę, tj. niezachowanie należytej staranności, wyznacza przypadek, czyli taka przyczyna niewykonania lub nienależytego wykonania zobowiązania, która nie jest wynikiem niedołożenia należytej staranności przez dłużnika. By o tym przesądzić należy zwrócić uwagę na art. 355 kodeksu cywilnego, zgodnie z którym dłużnik obowiązany jest do staranności ogólnie wymaganej w stosunkach danego rodzaju, a należytą staranność dłużnika w zakresie prowadzonej przez niego działalności gospodarczej określa się przy uwzględnieniu zawodowego charakteru tej działalności. Warto zaznaczyć, że w omawianej sprawie mamy do czynienia nie tyle z przypadkiem, co wręcz z siłą wyższą, którą od zwykłego przypadku odróżnia to, że stanowi zdarzenie nadzwyczajne, zewnętrzne i niemożliwe do zapobieżenia – nadzwyczajność siły wyższej niejednokrotnie łączy się z niemożliwością przewidzenia jej wystąpienia[37].

Podsumowując poczynione do tej pory ustalenia, można stwierdzić, że bank nie miał prawa wypowiedzieć umowy leasingu, ponieważ dłużnik (spółka Atlantic) nie pozostawał w zwłoce, a w opóźnieniu. Taka konstatacja budzi szereg doniosłych skutków. W związku
z wypowiedzeniem umowy leasingu, bank dochodził od spółki należności zastrzeżonych
w umowie, ponieważ błędnie uznał wypowiedzenie za dokonane wskutek okoliczności,
za wystąpienie których odpowiedzialność ponosi spółka. Warto w tym momencie zaznaczyć, że należności przysługujące finansującemu w razie wygaśnięcia, odstąpienia i rozwiązania umowy leasingu nie mogą być kwalifikowane jako kara umowna[38] – a tak się stało
w omawianym przypadku, wbrew pokrętnemu określeniu w umowie należności mianem „odszkodowania”.

Drugi szereg nieprawidłowości wystąpił w toku postępowania likwidacyjnego. Tymczasowy Nadzorca Sądowy Atlantic S.A., w sprawozdaniu w sprawie o ogłoszeniu upadłości spółki, wycenił zobowiązania Atlantic S.A. wynikające z ksiąg rachunkowych na łączną kwotę
65 milionów złotych, w tym ponad 4,5 miliona złotych wobec Urzędu Skarbowego z tytułu podatku VAT. Tymczasowy Nadzorca Sądowy dodatkowo uznał, że spółka posiada zobowiązanie wobec banku BNP Paribas z tytułu przedterminowego rozwiązania umowy leasingu. Rzekome zobowiązanie (TNS nie pochylił się nad tym czy wypowiedzenie umowy leasingu było w ogóle skuteczne) opiewać miało na kwotę 18 milionów złotych. Łącznie zatem, zdaniem TNS, zobowiązania Atlantic S.A. przekraczały kwotę 80 milionów złotych. Jest to kwota istotnie różna od wysokości wierzytelności wpisanych na listę przez syndyka – 53 miliony złotych. Gdyby jednak od tej sumy odjąć zobowiązania wobec BNP Paribas
i Urzędu Skarbowego (które stanowiły rezultat – jak się okazało – bezskutecznego wypowiedzenia umowy leasingu), łączna suma długów wyniosłaby mniej niż 33,5 miliona złotych. Widać zatem, że różnica między rzeczywistą sumą zobowiązań, a szacunkiem TNS wynosi ponad 50 milionów złotych. Mimo tego sąd nie wyraził zgody na orzeczenie upadłości z możliwością zawarcia układu (wierzyciele posiadający aż 75 proc. całej wartości wierzytelności byli zainteresowani układem). Można zatem stwierdzić, że sąd zdecydował
o upadłości likwidacyjnej wskutek bezprawnego działania banku i nierzetelnego oszacowania łącznej sumy zobowiązań przez Tymczasowego Nadzorcę Sądowego, niszcząc tym samym markę budowaną przez wiele lat i nie pozwalając na restrukturyzację zadłużenia
i kontynuowanie prowadzenia działalności. W związku z decyzją o upadłości likwidacyjnej rozpisano przetarg na prawa ochronne do znaków towarowych, które stanowią jeden
z ważniejszych elementów majątku spółki. Silna i dobrze ugruntowana marka, w przypadku zaakceptowania przez sąd propozycji układowych, z pewnością znacznie ułatwiłaby prowadzenie działalności gospodarczej w dotychczasowym zakresie. Sprzedaż znaku towarowego oznaczałaby z kolei konieczność budowania swojej renomy od podstaw.

Jest to przykład szkodliwej praktyki – upadłość układowa lub restrukturyzacja stanowi rozwiązanie optymalne dla wszystkich uczestników procesu. Wierzyciele mogą być spokojniejsi o uregulowanie przez dłużnika zobowiązań w sytuacji, w której tenże dłużnik aktywnie prowadzi działalność gospodarczą, uzyskując z jej tytułu jakikolwiek dochód. Dłużnik z kolei nie stoi przed perspektywą całkowitej likwidacji biznesu – ma szansę na poprawę swojego położenia poprzez mądre zarządzanie przedsiębiorstwem i regularną spłatę zobowiązań. Dla państwa z kolei – a ten czynnik wydaje się być również istotny – funkcjonujący na rynku przedsiębiorca oznacza dochody do budżetu z tytułu odprowadzanych przez niego podatków. Dodatkowo wytwarzane przez niego produkty albo świadczone usługi znajdują swoich nabywców, co przekłada się na wzrost poziomu konsumpcji. Przedsiębiorca zatrudnia ludzi, co też jest naturalnie zjawiskiem korzystnym, zarówno z punktu widzenia wpływów budżetowych, jak i koniunktury gospodarczej.

Wydaje się zatem, że wszystkim możliwym graczom powinno zależeć na dogadaniu się,
a nie likwidacji przedsiębiorstwa. Mając to na uwadze przebieg postępowania ws. Atlantica wydaje się być tym bardziej zastanawiający.

  1. Podsumowanie

Omawiany przypadek stanowi doskonały przykład niesprawności państwa na kilku poziomach. Po pierwsze – żadna instytucja nie zbadała czy bank miał prawo wypowiedzieć umowę leasingu ze skutkiem natychmiastowym, w związku z okolicznościami, za które odpowiedzialność ponosi leasingobiorca, tak jak to uczynił. Gdyby drugą stroną
w postępowaniu była osoba fizyczna czy dużo mniejszy podmiot gospodarczy, być może sprawa nigdy nie znalazłaby dalszego toku, a działanie banku nie byłoby w żaden sposób zweryfikowane. Leasingobiorca uznałby rację leasingodawcy i nie podejmował dalszych kroków prawnych. Z uwagi na fakt, iż w tym przypadku stroną jest jedna z większych polskich marek walka wciąż się toczy – w listopadzie ubiegłego roku Atlantic S.A. wniosła do sądu o zmianę sposobu prowadzenia postępowania na postępowanie z możliwością zawarcia zakładu. Niechlubną rolę odegrał też urząd skarbowy, który bez rozpatrzenia podstawy prawnej zobowiązania w zakresie podatku od towarów i usług wszczął postępowanie egzekucyjne wobec Atlantic S.A.

Po drugie – praca Tymczasowych Nadzorców Sądowych nie jest w wystarczającym stopniu weryfikowana, skoro możliwa jest sytuacja, w której szacunek wartości zobowiązań dokonany przez TNS różni się dwukrotnie od stanu faktycznego. Taka sytuacja nigdy nie powinna mieć miejsca, ponieważ wspomniany szacunek ma bezpośredni wpływ na możliwość zawierania układów.

Po trzecie w końcu – zmiana prawa, poprzez uchwalenie ustawy Prawo restrukturyzacyjne, idzie w zdecydowanie dobrym kierunku. Upadłość likwidacyjna powinna stanowić absolutną ostateczność, we wszystkich sytuacjach, w których jest to możliwe powinno dążyć się do zachowania możliwości kontynuowania prowadzenia działalności gospodarczej. Jest to kluczowe z punktu widzenia bezpiecznego prowadzenia biznesu. Przejściowe kryzysy, niejednokrotnie spowodowane przyczynami niezależnymi od przedsiębiorców, są czymś absolutnie normalnym. Nie można pozwalać na to, by każda taka sytuacja wiązała się ze sprzedażą całego majątku firmy.

[1]  http://www.poznan.so.gov.pl/att/Kongres_Prawnikow_III/ZESP_____ds._PRAWA_UPAD__O__CIOWEGO__NAPRAWCZEGO_I_EGZEKUCYJNEGO.pdf.

[2]   http://isap.sejm.gov.pl/DetailsServlet?id=WDU20150000978.

[3]   http://isap.sejm.gov.pl/DetailsServlet?id=WDU20030600535.

[4]   Poszczególne rodzaje postępowań bardzo przystępnie opisane są pod adresem: https://www.biznes.gov.pl/przedsiebiorcy/biznes-w-polsce/zamykam-firme/upadlosc.

[5]   https://ms.gov.pl/pl/informacje/news,7886,skuteczne-i-odformalizowane-postepowanie.html.

[6]   https://www.ms.gov.pl/pl/restrukturyzacja-i-upadlosc/download,2585,5.html.

[7]   http://www.parkiet.com/artykul/1454089.html?print=tak&p=0.

[8]   http://www.codozasady.pl/wp-content/uploads/2015/12/Wardynski-i-Wspolnicy_prawo-restrukturyzacyjne-i-zmiany-w-prawie-upadlosciowym1.pdf.

[9]   Ibidem.

[10] Ibidem.

[11] Prawo restrukturyzacyjne i upadłościowe. Zagadnienia praktyczne, pod redakcją A. Machowskiej, Wolters Kluwer 2016.

[12] Ibidem.

[13] https://badania.parp.gov.pl/files/74/75/76/479/12607.pdf.

[14] http://www.golebiowski.stansat.pl/publikacje_g/trendy%20karpacz.pdf.

[15] Wszystkie dane za: http://www.coface.pl/AKTUALNOSCI-I-MEDIA/Biuro-prasowe/Raport-Coface-nt.-upadlosci-firm-w-Polsce-w-trzech-kwartalach-2015-r, http://www.coface.pl/AKTUALNOSCI-I-MEDIA/Biuro-prasowe/Postanowienia-upadlosciowe-i-restrukturyzacyjne-w-Polsce-w-trzech-kwartalach-2016-roku.

[16] https://www.nbp.pl/publikacje/system_bankowy/system_bankowy.pdf.

[17] https://www.knf.gov.pl/Images/ow2_tcm75-4771.pdf.

[18] https://zeszyty-naukowe.uek.krakow.pl/article/view/660.

[19] https://www.knf.gov.pl/dla_rynku/edukacja_cedur/cedur/Banki_i_system_bankowy.pdf.

[20] http://banking-magazine.pl/2013/01/23/co-to-jest-bte-bankowy-tytul-egzekucyjny/.

[21] http://prawo.legeo.pl/prawo/ustawa-z-dnia-29-sierpnia-1997-r-prawo-bankowe/art-96/?on=10.12.2012.

[22] http://www.federacja-konsumentow.org.pl/n,38,1143,5,1,bankowy-tytul-egzekucyjny-niezgodny-z-konstytucja.html.

[23] http://www.polskieradio.pl/42/4393/Artykul/1472010,Bankowy-tytul-egzekucyjny-znika-Koniec-uprzywilejowanej-pozycji-bankow-wobec-dluznikow.

[24] http://www.zimmerman.com.pl/media/2015/12/DGP_2015_12_01_firma_i_prawo-1.pdf.

[25] http://prawo.gazetaprawna.pl/artykuly/917184,oplata-sadowa-banki-nie-beda-juz-uprzywilejowane.html.

[26] http://wei.org.pl/aktualnosci/run,franki-jak-to-sie-robi-w-australii,page,1,article,1424,language_code,en.html?language_code=pl.

[27] https://www.bankowebezprawie.pl/

[28] http://webapp01.ey.com.pl/EYP/WEB/eycom_download.nsf/resources/EOY_Broszura_launch_2004l.pdf/$FILE/EOY_Broszura_launch_2004l.pdf.

[29] Cały akapit na podstawie: http://superbrands.pl/wp-content/uploads/2014/12/Album_Superbrands_2014_Atlantic.pdf.

[30] Dane z akapitu za: http://www.profescapital.pl/files/ATLANTIC-prezentacja%20inwestycyjna_obligacje_30.05.2011.pdf.

[31] Podrozdział opisany na podstawie informacji własnych oraz treści pism wysyłanych przez pełnomocników spółki do banku BNP Paribas i Sądu Rejonowego dla m. st. Warszawy w Warszawie.

[32] isap.sejm.gov.pl/DetailsServlet?id=WDU19640160093.

[33] Por. glosa do wyroku SN z dnia 12 lipca 2012, I CSK 548/11, I. Juckiewicz.

[34] Por. A. Gil- Rzetecka, Kodeks cywilny. Komentarz. Zobowiązania – część ogólna, Lex/el., 2011.

[35] Por. A. Król, Odpowiedzialność dłużnika za niewykonanie lub nienależyte wykonanie zobowiązania, ABC nr 144771.

[36] http://prawo.money.pl/orzecznictwo/sad-najwyzszy/wyrok;sn;izba;cywilna,ic,iv,ckn,150,00,4010,orzeczenie.html.

[37] Por. wyrok Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Krakowie z dnia 23 stycznia 2008 roku, II SA/Kr 841/07.

[38] Por. wyrok Sądu Najwyższego z dnia 15 lutego 2008 roku, I CSK 354/08.