Polska ma jedną z najniższych cen hurtowych energii elektrycznej

Mamy do czynienia z bardzo ciekawą sytuacją na europejskim rynku energii elektrycznej. Obecnie Polska ma jedną z najniższych cen hurtowych. W ostatnich miesiącach to było około 35 € za MWh, podczas gdy w Niemczech, a nawet w taniej Szwecji ceny zbliżały się do poziomu 40 € za MWh. We Francji, która ma problemy z dostawami energii, ceny do odbiorców przekraczały 60 € za MWh – czyli niemal 2 razy więcej niż w Polsce.

Sytuacja jest o tyle ciekawa, że Polska generalnie rzecz biorąc jest dość drogim rynkiem. Nasze elektrownie węglowe nie są konkurencyjne cenowo w stosunku do innych krajów. Dlaczego Polska ma tak relatywnie tani prąd? Jakie będą ceny energii w przyszłości? O tym w wywiadzie z Bartłomiejem Derskim, ekspertem portalu przeprowadzonym przez dziennikarzy MarketNews24.

Przemysław Kwiecień: Politycy mieszają w kursach walut

Politycy mają obecnie wyjątkowo duży wpływ na kursy walut. Dobre wiadomości z gospodarki nie wzmacniają waluty. Tak jest zwłaszcza w przypadku Wielkiej Brytanii i USA. Z konsekwencjami dla kursu walut innych krajów.

Czego mogą się spodziewać Polacy pracujący w Wielkiej Brytanii, a więc zarabiający w funtach? Albo frankowicze, którzy spłacają kredyty hipoteczne? O tym jak zmienia się rynek walutowy mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB.

„Europejski Raport Płatności Konsumenckich 2016”

52% Polaków zaciągnęło kredyt na zakup dóbr konsumpcyjnych, a 35% – finansuje w ten sposób wakacyjne wyjazdy. I chociaż nasza sytuacja finansowa z roku na rok się poprawia, nadal nie potrafimy dobrze zarządzać swoim budżetem. Co jeszcze wynika z „Europejskiego Raportu Płatności Konsumenckich 2016”?

„80% naszych rodaków twierdzi, że regularnie opłaca czynsz, gaz, prąd i spłaca raty kredytów. 90% z nas uważa, że jest to bardzo ważne. Najgorzej jest z mandatami. W terminie płaci je 66% Polaków” – mówi w wywiadzie dla agencji informacyjnej infoWire.pl Katarzyna Gosiewska z firmy Intrum Justitia.

Chociaż swoją kondycję finansową oceniamy na ogół raczej pozytywnie, ponad 1/3 ankietowanych Polaków przynajmniej raz w życiu miała trudności z uregulowaniem swoich zobowiązań na czas. Sytuacja ta jest szczególnie groźna w przypadku przedsiębiorców. Niepłacenie faktur może bowiem prowadzić do trwałej utraty płynności finansowej firmy, problemów inwestycyjnych, opóźnień w wypłatach dla pracowników i zwolnień.

Aby uniknąć kłopotów z płatnościami, trzeba nauczyć się umiejętnie zarządzać swoim budżetem. „Przede wszystkim liczy się planowanie. Zbierzmy wszystkie faktury, które mamy do opłacenia w danym miesiącu. Zobaczmy, jaką kwotę będziemy musieli na nie przeznaczyć. Zapłaćmy je od razu, nie czekajmy na terminy płatności. Wtedy będziemy wiedzieć, jaką sumą pieniędzy dysponujemy do końca miesiąca, na co możemy sobie pozwolić i jaką kwotę możemy odłożyć” – radzi ekspertka.

Do tego konieczna jest oczywiście edukacja finansowa, i to najlepiej – prowadzona już od dziecka. Dlatego ważne, że aż 82% badanych Polaków uczy swoje dzieci zarządzania finansami, a 79% – uważa, że powinna się tym zajmować również szkoła.

2017 r. – mniej upadłości, więcej restrukturyzacji

W tym roku będzie mniej drastycznych bankructw, czyli upadłości w celu likwidacji majątku, które kończą się zwolnieniami pracowników i zamykaniem firmy. Przedsiębiorstwa będą częściej szukać ratunku proponując postępowanie restrukturyzacyjne.

W roku 2016 r. liczba upadłości i restrukturyzacji polskich firm wyniosła 760, czyli o 2,6 proc. więcej niż w roku 2015. Wśród rodzajów postępowań upadłościowych i restrukturyzacyjnych najwięcej ogłoszono upadłości w celu likwidacji majątku – 530, co stanowi 70 proc., a najmniej postępowań o zatwierdzenie układu – tylko 4.

Zmiany jakie wprowadzono z początkiem 2016 r. w nowym prawie upadłościowym były potrzebne, ponieważ już pierwszy rok ich stosowania przyniósł wzrost zainteresowania nowymi formami ratowania przedsiębiorstw poprzez restrukturyzację.

W całym roku 2016 sądy zastosowały nowe formy postępowania już 204 razy, z czego najczęściej wdrażano przyspieszone postępowanie układowe 117 razy. Natomiast liczba upadłości likwidacyjnych wyraźnie spadła i jest najniższa od 2009 roku.

– Liczba upadłości likwidacyjnych będzie nadal spadać – mówi w rozmowie z MarketNews24 Grzegorz Sielewicz, główny ekonomista Coface w Regionie Europy Centralnej. – Jednak wzrost postępowań restrukturyzacyjnych nie będzie już aż tak dynamiczny, jak w 2016 r.

Złoty traci pomimo dobrych danych z polskiej gospodarki – winny gołębi EBC

O godzinie 14 poznaliśmy zaskakująco dobre odczyty grudniowych danych odnośnie sprzedaży detalicznej, produkcji przemysłowej i inflacji producenckiej w Polsce.

Sprzedaż detaliczna rok do roku wzrosła o 6,4 proc., gdy spodziewano się 6,1 proc. wzrostu. W porównaniu z poprzednim miesiącem, wzrost sprzedaży detalicznej wyniósł aż 20,6 proc. Produkcja przemysłowa wzrosła o 2,3 proc. rok do roku wobec przewidywanego 1,8 proc. wzrostu. Natomiast inflacja PPI wzrosła 3,0 proc. rok do roku wobec konsensusu analityków na poziomie 2,6 proc. Złoty, który od rana nieznacznie osłabiał się do głównych walut, zignorował te dobre odczyty. Powodem było oczekiwanie analityków na odbywającą się pół godziny później konferencję prasową prezesa EBC Mario Draghiego. Para EURPLN handluje od rana w pobliżu poziomu 4,36, a para CHFPLN w pobliżu poziomu 4,0760. Złoty traci natomiast coraz mocniej do dolara i funta, za które trzeba obecnie zapłacić odpowiednio 4,12 zł i 5,07 zł.  Na dobre dane z polskiej gospodarki pozytywnie zareagowała natomiast polska giełda. WIG20 zyskuje obecnie 0,4 proc. handlując w pobliżu poziomu 2015 punktów, a mWIG40 rośnie o 0,4 proc. handlując w pobliżu 4420 punktów.

Europejski Bank Centralny nie zaskoczył tym razem rynków i pozostawił stopy procentowe na niezmienionym poziomie 0,0 proc. oraz podtrzymał plan w zakresie skupu aktywów do końca 2017 roku.

Również Mario Draghi podczas dzisiejszego wystąpienia nie zmienił swojego nastawienia co do przyszłego poziomu stóp procentowych. EBC oczekuje, iż stopy procentowe pozostaną na obecnym lub niższym poziomie przez długi czas i to nawet po zakończeniu programu skupu obligacji. Dodatkowo Draghi nie widzi znaków potwierdzających wzrostowy trend inflacji. Ta gołębia wypowiedź osłabiła euro. Para EURUSD traci po wystąpieniu prezesa EBC już ponad 70 pipsów i handluje obecnie w pobliżu poziomu 1,0600. Para EURGBP traci 0,6 proc. i handluje w pobliżu poziomu 0,8620. Gołębie komentarze Mario Draghiego wsparły natomiast europejskie indeksy giełdowe, które podczas przemowy wyszły na plus, mimo iż od rana handlowały pod kreską. Niemiecki DAX handluje obecnie w pobliżu poziomu 11610 punktów a francuski CAC40 w pobliżu poziomu 4855 punktów.

Dziś rano w Davos przemawiała premier Wielkiej Brytanii, Theresa May. Zachwalała ona Wielką Brytanię, która po Brexicie stanie się „najmocniejszym adwokatem wolnych rynków i wolnego handlu na świecie”. Przemawiający po niej Kanclerz Skarbu, Philip Hammond zapewniał, iż usługi finansowe będą priorytetem podczas negocjacji w sprawie wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej, a także, że nie obawia się o przyszłą wycenę funta. Komentarze te umacniają brytyjską walutę. Para GBPUSD rośnie o 0,3 proc. handlując już powyżej poziomu 1,2300 a para GBPJPY zyskuje aż 0,6 proc. handlując w pobliżu poziomu 141,40. Również za funta trzeba już zapłacić 5,07 zł, czyli 4 gr więcej niż rano.

Andrzej Kiedrowicz
Chief Operating Officer
KOI Capital

Jak smog rozprzestrzenia się w internecie?

Pierwsza fala ponadprzeciętnego stężenia smogu trwała dotychczas 5 dni. W internecie ten temat angażował 6 dni. Od początku to media społecznościowe przyczyniły się do rozwoju informacji o wysokim stężeniu. Duże komercyjne media niekoniecznie zdały egzamin.

To, jak temat smogu rozprzestrzenia się w internecie, pokazuje: jakie są kanały rozprzestrzeniania się kluczowych informacji w państwie i społeczeństwie i czy zdają egzamin kluczowi gracze.

Żeby to zobaczyć ściągnęliśmy dane na temat natężenia smogu ze stron Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska i porównaliśmy je z częstotliwością dyskusji o smogu w social media i dynamiką wyszukiwania tego tematu w Google.

test2

Na temat smogu przez całą noc były aktywne fanpage Polskiego Inspektoratu Ochrony Środowiska (gł. Warszawa i Kraków.). Niezależnie od Warszawskiego i Krakowskiego Alarmu Smogowego o 8:00 rano pojawiły się wpisy na Wykopie. Duże komercyjne media zareagowały dopiero o 10:00 – jako pierwsza – Gazeta.pl z informacjami lokalnymi, a TVN24.pl i Wykop – z ciekawostkami ze świata (prawie antysmogowym w Chinach).

W pewnym sensie komercyjne media masowe nie zdały egzaminu z dostarczania kluczowych informacji. Chociaż powinny informować o kluczowych tematach niemal w realtime, to na niektórych kluczowych portalach internauci odkopywali artykuły sprzed kilku dni, żeby móc podyskutować. Tymczasem na zachodzie rozwija sie trend programmatic w nagłówkach prasowych…

W międzyczasie uruchomił się marketing internetowy (gł. maski antysmogowe), którego angażowanie trwało do 12 stycznia. Widoczny był zarówno klasyczny realtime marketing, jak i działania amplifyingowe.

Od czego się zaczęło? Poziom smogu zaczął rosnąć w sobotę 7 stycznia o 22:00, a 8 stycznia – w niedzielę – alarmowo przekroczył ponadprzeciętnie lokalne normy polskie. Spośród dużych miast to w Krakowie było największe stężenie aerozolu PM10. Ponadprzeciętne stężenie aerozoli MP2,5 i PM10 utrzymywało się do 11 stycznia. Od 8 do 9 stycznia w internecie wrzało; 9 stycznia pojawiło się najwięcej postów i komentarzy na temat smogu, najczęściej też szukano informacji na ten temat w Google.

w1

 

Jak rozprzestrzeniły się informacje o smogu?
Przez noc z 7 na 8 stycznia aktywny był fanpage Krakowski Alarm Smogowy; Internet zaczął być aktywny o 8:00 – na fanpage Warszawskiego Alarmu Smogowego i Scyzoryk się otwiera – satyrycznej strony Kielc. O tej porze zaczęły się pierwsze komentarze na Wykopie, gdzie użytkownicy dzielili się screenshotami z aplikacji mobilnych.

O 9:50 pojawia się alarmujący artykuł na gazecie.pl opierający się na komunikacie Głównego Inspektoratu Ochrony Środowiska i danych z Aqicn.org.

O 10:00:

  • rozpoczynają się komentarze na fanpage WawalovePL,
  • czytelnicy Onet znajdują artykuł z 3 stycznia o tym, że Financial Times nazywa Polskę „europejską stolicą smogu”,
  • TVN24.pl informuje, że w Chinach powstaną oddziały do walki ze smogiem; podchwytuje to później Wprost, podkreślając absurdy chińskiego rozwiązania,
  • rozpoczyna się wzmożona dyskusja pod artykułem o stężeniu smogu w Kielcach – na echodnia.

Jak smog rozprzestrzenia się w internecie? 1

Smog w Krakowie utrzymywał się dłużej niż w Warszawie, pomimo to dyskusje w social media bardziej trzymały się dynamiki stolicy – czyli hype trwał tak długo, jak w Warszawie utrzymywało się wysokie stężenie smogu. Krakowianie są obecni w tym kontekście w social media, jednak to osoby mieszkające w Warszawie utrzymują wysoką widoczność tego tematu.

Od razu w niedzielę w internecie rozpoczął się szał związany z produktami pomocnymi w smogu – głónie maskach antysmogowych i filtrach powietrza. Te produkty zostały natychmiast wykupione we wszystkich większych miastach. Zainteresowanie tymi produktami utrzymywało się do 12 stycznia, czyli ostatniego dnia wzmożonego stężenia PM2,5 i PM10. 13 stycznia hype zdecydowanie zmalał.

Jak smog rozprzestrzenia się w internecie? 2

Smog czyli co?
Na smog składa się wiele różnych substancji; często w mediach przytacza się natężenie pyłu – PM2,5 (o średnicy do 2,5 mikrometra) i PM10 (o średnicy do 10 mikrometrów) (źródło: Wikipedia). Dane o stężeniu tych pyłów i innych składników smogu w Polsce zlicza i publikuje m.in. System monitoringu jakości powietrza (w tekście wykorzystano dane Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska w Krakowie i Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska w Warszawie). Zagregowane dane udostępnia m.in. serwis Air Quality Index (Aqicn.org). Dla grudnia 2016 dla Warszawy średnia dla MP2,5 wynosiła 33,8, a dla PM10 – 42,6. Najbliższe prognozy pokazują, że poziom smogu w stolicy jeszcze długo może utrzymywać się powyżej tej wartości.

I co dalej?
Wysokie stężenie smogu może w najbliższym czasie wrócić. Jak widać, to internauci są najlepsi do tego, aby utrzymywać ten temat w zasięgu opinii publicznej.

Źródła danych
Poziom smogu:
Warszawa – Stacja Warszawa-Komunikacyjna – LINK
Kraków – ul. Dietla – LINK

Social media – Sentione
Google – Google Trends

Autor: Albert Hupa

 

Źródło: IRCenter.com.

Nie tylko pensja. 7 standardowych dodatków pozapłacowych

Większość z nas słysząc „negocjacje z pracodawcą” od razu myśli o pensji. Warto jednak pamiętać, że oferty warunków zatrudnienia firm są bardzo zróżnicowane i szerokie. Dzięki temu specjaliści i menedżerowie mogą wynegocjować ofertę skrojoną na miarę ich potrzeb. Jak uzyskać satysfakcjonujące warunki zatrudnienia?

Bez względu na to, czy planujesz negocjacje z obecnym szefem, czy też bierzesz udział w projekcie rekrutacyjnym i ustalasz z potencjalnym pracodawcą warunki współpracy, warto mieć na uwadze, że czasem firma nie ma możliwości zaoferowania większego wynagrodzenia podstawowego. Warto wówczas mieć „plan awaryjny” i zaproponować coś, na co pracodawca będzie (być może) bardziej skłonny przystać, a jednocześnie, co zapewni nam większy komfort w życiu zawodowym lub prywatnym. Eksperci z firmy rekrutacyjnej Antal stworzyli listę elementów oferty pracy, które pracownik może negocjować, jeżeli organizacja nie ma przestrzeni na zwiększenie wynagrodzenia podstawowego.

7 elementów oferty pracy, które możesz negocjować z pracodawcą:

  1. Systemy bonusowe i premiowe.
  2. Elastyczny czas pracy, praca w systemie zadaniowym.
  3. Możliwość pracy w systemie home office.
  4. Pakiet medyczny od wersji podstawowej do rozbudowanej dla całej rodziny.
  5. Samochód służbowy i zakres jego wykorzystywania w celach prywatnych.
  6. Dofinansowanie studiów podyplomowych, kursów, szkoleń.
  7. Formalny charakter współpracy (umowa o pracę na czas określony/nieokreślony, współpraca kontraktowa).

Jak osiągnąć sukces w negocjacjach z pracodawcą?

Po określeniu elementów, które są dla nas najbardziej atrakcyjne, warto jest przygotować się do negocjacji.

Jeżeli rozmowę mamy odbywać z obecnym pracodawcą, dobrze jest dowiedzieć się (np. w departamencie HR), jaki jest aktualny wachlarz dostępnych benefitów lub jaki budżet szkoleniowy jest przewidziany na osobę w naszym dziale. Im bardziej konkretną i przygotowaną propozycję przedstawimy przełożonemu, tym większe są szanse na udane negocjacje.

Aby odnieść sukces w negocjacjach warunków zatrudnienia z potencjalnym pracodawcą trzeba się do nich dobrze przygotować. Headhunter lub rekruter, który prowadzi nas przez proces rekrutacyjny, bez wątpienia wesprze nas w zdobyciu informacji o ofercie benefitów w nowym miejscu pracy. Może także przyjąć rolę mediatora między kandydatem a pracodawcą. Ze względu na zobowiązanie poufności, zachowuje bezstronność i dba o to, aby negocjacje były merytoryczne i owocne. Jednocześnie znając oczekiwania jednej i drugiej strony, może zaproponować najbardziej satysfakcjonujące dla obu stron rozwiązanie, wspierając je dodatkowo wiedzą o realiach rynkowych.

A co, jeżeli jednak zdecydowaliśmy się na negocjowanie wyższej pensji podstawowej? Oprócz przygotowania argumentacji popartej dotychczasowymi wynikami, warto jest sprawdzić, jak kształtują się wynagrodzenia w danej branży i na danych stanowiskach. Pomóc mogą różnorodne raporty płacowe, jak np. Raport Płacowy Antal. Określmy swoje mocne strony pod kątem korzyści, jakie one mogą przynieść organizacji. Przykład? Jeśli w dotychczasowym miejscu pracy zwiększyliśmy sprzedaż w o 20%, pokażmy, które z naszych umiejętności to umożliwiły i jak je będzie można wykorzystać w nowej firmie.

Gdy już otrzymamy ofertę w satysfakcjonującym nas kształcie, dołóżmy starań, aby zrealizować ustalone zobowiązania! Dzięki temu, gdy za jakiś czas nasze potrzeby wzrosną, będziemy w posiadaniu kolejnego cennego argumentu: wywiązywania się z obietnic.

7 elementów oferty pracy gdy podwyżka nie wchodzi w grę

Od stycznia 2017r. płaca minimalna w Austrii – nowe obowiązki dla firm transportowych

Łukasz Włoch OCRK
Łukasz Włoch, ekspert OCRK

Wprowadzona z dniem 1 stycznia 2017r. przez austriacki rząd Ustawa o zapobieganiu dumpingu płacowego i socjalnego, pozostawia wiele pytań oraz wprowadza niepewność dla branży transportowej. Nowe przepisy nakładają szereg obowiązków dla przewoźników i właścicieli firm transportowych, jednak uregulowania, oprócz ogólnych wytycznych, nie precyzują wszystkich, istotnych dla branży, kwestii.

Najnowsze przepisy przygotowane przez austriackie Ministerstwo Finansów oraz Ministerstwo Spraw Socjalnych dotyczą nowelizacji Ustawy o zapobieganiu dumpingu płacowego i socjalnego, a w tym także kwoty płacy minimalnej oraz obowiązków związanych z delegowaniem kierowców na terenie Austrii. Wraz z początkiem tego roku każdy kierowca, przekraczający granicę austriacką, musi posiadać komplet dokumentów, wskazanych w przepisach. Jednym z najważniejszych jest dokumentacja płacowa, potwierdzająca otrzymywanie przez kierowcę minimalnej kwoty, wynoszącej od 8,49€ do 10,50€, w zależności od grupy, do której zostanie zaklasyfikowany kierowca, zgodnie z postanowieniami układu zbiorowego dla branży transportowej.

Na dzień dzisiejszy brakuje szczegółowych interpretacji powyższej ustawy na stronach austriackiego ministerstwa w kontekście wymagań dotyczących sektora transportowego. „Nowa ustawa została wprowadzona dość szybko, bez okresu przejściowego, który pozwoliłby na zweryfikowanie wprowadzonych restrykcji administracyjno-prawnych. Pierwsze tygodnie tego roku pomogą ocenić, w jaki sposób obowiązujące prawo działa w praktyce. Z nieoficjalnych informacji wiemy, że rząd austriacki bazując na doświadczeniach Niemiec i Francji, planuje w najbliższym czasie wprowadzenie biuletynu informacyjnego poświęconego całej branży transportowej. W planach jest również dostosowanie formularzy tak, by uprościć procedury i dopasować je do potrzeb przewoźników, ponieważ te obecnie obowiązujące mają zastosowanie głównie w sektorze budowlanym. Wyjaśnię na przykładzie, polski pracownik fizyczny delegowany do pracy na budowie w Austrii musi udać się w jedno miejsce, gdzie spędza konkretny okres czasu. Z przewozami jest zupełnie inaczej, jeden załadunek może mieć kilku zleceniodawców, a wtedy na każdego z nich  musi zostać przygotowany osobny druk” –  tłumaczy Łukasz Włoch, ekspert OCRK.

Firmy przewozowe wykonujące transport towarów i przewóz osób na terenie Austrii, zarówno w ramach kabotażu, jak również w ruchu dwustronnym z załadunkiem/rozładunkiem muszą natychmiast dostosować się do nowych przepisów prawa. W przypadku braku wymaganych dokumentów, kary grożące przewoźnikom mogą sięgać do 5 000lub w przypadku ponownych niezgodności podczas kontroli, nawet do 20 000€.

Zawody, które w tym roku będą na ustach wszystkich

Nie wróżymy z fusów. Nie przedstawiamy najlepszych zawodów na 2020 rok, ale na 2017. Aby zdobyć zawód przyszłości nie potrzeba 5 czy 10 lat. Dynamiczny rozwój edukacji umożliwia przebranżowienie się nawet w ciągu kilku miesięcy.

Przedstawiamy listę sześciu zawodów, które w ciągu najbliższych miesięcy i lat będą kojarzone wyłącznie z sukcesem oraz zagwarantują stałą, przyszłościową pracę. Tym samym udowadniamy, że awans społeczny jest na wyciągnięcie ręki.

  1. Programista stron internetowych

Już od kilku lat mówi się o ogromnym potencjale tkwiącym w branży IT, która dziś jest jedną z najlepiej rozwijających się w Polsce i na świecie. Potwierdzają to dane – tylko zgodnie z raportem Komisji Europejskiej, do 2020 roku na informatyków z UE będzie czekać 825 tys. wakatów. I choć w tym czasie uczelnie ukończy 400 tys. informatyków, nadal nie nasycą oni rynku pracy, szczególnie że w Polsce nadal brakuje specjalistów IT (ok. 50 tys., zgodnie z danymi Sedlak&Sedlak z końca 2015 roku). To dlatego zamiast (lub pomimo) 5- czy 6-letnich studiów, coraz więcej osób decyduje się także na kursy, pozwalające w kilka tygodni zostać junior front-end developerem. – Co ciekawe, wśród kursantów są nie tylko osoby techniczne, ale także te, które chcą przebranżowić się z dotychczasowych zawodów. To na przykład nauczyciel, operator dźwigu, studentka zootechniki i matka na urlopie macierzyńskim. To również te osoby, które udowodniły, że można i jako jedne z 75 proc. absolwentów bootcampa Kodilli znalazły pracę w IT ciągu 3 miesięcy od ukończenia szkolenia. – zaznacza Maciej Oleksy, prezes zarządu szkoły programowania online Kodilla.com.

Podstawy zawodu front-end developera można nabyć w ciągu kilku tygodni. Zarobki, jakie jest się w stanie osiągnąć, zaczynają się od ok. 3 tys. zł brutto/m-c, przy czym pensja bardzo szybko zwiększa się wraz ze zdobywanym doświadczeniem. Na istotne podwyżki można liczyć nawet co kilka miesięcy, a mediana wynagrodzeń to 5,2 tys. zł brutto/m-c. Jak podaje agencja doradztwa personalnego Experis, po pięciu latach pracy 80 proc. programistów zarabia powyżej 10 tys. zł miesięcznie.

  1. Robotyk

To specjalistyczna profesja, polegająca na kompleksowym programowaniu robotów przemysłowych. Mimo takiej definicji, robotyk wcale nie jest zawodem z filmu science fiction. Już teraz w fabrykach na całym świecie każdego dnia pojawia się blisko tysiąc nowych robotów (za International Federation of Robotics), generując tym samym potrzebę zatrudniania specjalistów w zakresie ich programowania.

W Korei Południowej na 10 tys. pracowników przypada 437 robotów. Polsce sporo brakuje do tego wyniku – zgodnie z raportem Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową, opublikowanym w październiku 2015 roku, w naszym kraju na każde 10 tys. pracowników przypada zdecydowanie mniej, bo 19 robotów. Jednak przy założeniu, że osiągniemy taki poziom robotyzacji jak Korea, w Polsce potrzebnych będzie  700 – 800 tys. robotów oraz specjalistów do ich obsługi, szczególnie w sektorze samochodowym, spożywczym czy mięsnym. Warto więc szkolić się w tym zakresie, szczególnie że zgodnie z danymi Sedlak&Sedlak, specjalista w branży automatyki i robotyki może liczyć na pensję zaczynającą się od ok. 4,2 tys. zł brutto/m-c.

  1. Projektant interfejsów

To zawód równie przyszłościowy, jak programista, choć i w tym przypadku branża ulega dynamicznym zmianom. Dziś od „grafika” projektującego strony i aplikacje wymaga się już nie tylko samych zdolności artystycznych, ale także podstaw programowania oraz znajomości projektowania pod określone urządzenia, takie jak np.: smartfony, smartwatche, tablety czy okulary do poszerzonej rzeczywistości.

W tym zawodzie opłaca się pracować, bo zgodnie z danymi udostępnionymi w styczniu 2017 roku przez Wynagrodzenia.pl, osoba na takim stanowisku może liczyć na miesięczną pensję na średnim poziomie ok. 3,3 tys. zł brutto.

  1. Project manager

Project manager jest zawodem, który kilka lat temu był bardzo popularny w Polsce. Dziś, wraz z powstawaniem kolejnych zespołów programistycznych, obserwuje się ewolucję tej specjalności. Obecnie, aby objąć tego typu stanowisko, nie wystarczy już tylko ukończenie studiów na kierunku zarządzanie i marketing.

Dobry project manager, aby doskonale zarządzał zespołem pracowników, musi orientować się w branży, w której oni pracują. Czyli, jeżeli startuje do sektora IT, powinien mieć nie tylko umiejętności kierownicze, ale i znać podstawy programowania. Patrząc na te obowiązki, nic dziwnego, że projekt manager zarabia średnio ok. 7,2 tys. brutto/m-c (dane Wynagrodzenia.pl).

  1. Serwisant sprzętu elektronicznego

Coraz mniej jest osób specjalizujących się w diagnozowaniu usterek i naprawach sprzętu elektronicznego, a urządzeń jest coraz więcej. Stan ten zauważył m.in. rząd Szwecji, który w 2016 roku zapowiedział ulgi podatkowe za reperację sprzętu. Głównym celem takiego działania ma być ochrona klimatu i dbanie o ekologię.

Wszystko wskazuje też na to, że będzie to trend ogólnoświatowy, szczególnie że osoba zajmująca się naprawą i serwisowaniem sprzętu elektronicznego wcale nie zarabia mało – zgodnie z danymi z Raportu Płacowego z wiosny 2016 roku, to ok. 3,5 tys. zł brutto.

  1. Trener personalny

Trener personalny szturmem zdobył rynek pracy. Dlatego dziś to bardzo dobry pomysł na przebranżowienie się, szczególnie jeżeli zainteresowany lubi sport i aktywność fizyczną.

Kursy, które obejmują instruktora siłowni, podstawy treningu personalnego, żywienia i suplementacji, kończące się certyfikatem trenera personalnego, kosztują już od ok. 1,5-2 tys. zł za tygodniowe szkolenie. Wystarczy kilka takich szkoleń, żeby z powodzeniem szukać pracy na siłowni. Studia na AWF nie są konieczne, chociaż oczywiście mile widziane. Trener personalny zarabia powyżej 3 tys. zł brutto/m-c.

Decyzja należy do Ciebie

Powyższa lista jest dowodem na wciąż rosnące zapotrzebowanie na specjalistów w branży IT. – Na tę chwilę zawód programisty jest dostępny dla wszystkich. Jednak warunkiem koniecznym do przebranżowienia się i zmiany życia jest wzięcie spraw w swoje ręce już teraz, zanim wyprzedzą nas inni. Choć bootcamp programistyczny nie jest lekki, wymagając 15-20 godzin samodzielnej pracy tygodniowo przez okres 3 miesięcy, to na pewno jest realną konkurencją do kilkuletnich studiów – podsumowuje Maciej Oleksy.

Zmiany zawodu można dokonać nawet w ciągu kilku miesięcy, a wynagrodzenie będzie rosnąć wraz z doświadczeniem w branży. Dlatego nie warto zwlekać z decyzją i już dziś skorzystać z nowych technik kształcenia.

Shopping na GPW trwa. Zagranica kupuje akcje

Ryszard Rusak, dyrektor inwestycyjny ds. akcji Union Investment TFI.
Ryszard Rusak, dyrektor inwestycyjny ds. akcji Union Investment TFI.

Inwestorzy weszli w nowy rok w szampańskich nastrojach. W przypadku indeksu WIG20, który na warszawskiej giełdzie grupuje dwadzieścia największych spółek, możemy mówić o hossie. Od dołka w lipcu 2016 roku WIG20 wzrósł już o ok. 20%. Duża w tym zasługa inwestorów zagranicznych, którzy po wielomiesięcznej nieobecności rozpoczęli szturm na warszawską giełdę. Tradycyjnie kupują akcje największych spółek – banków, a także PKN Orlen i KGHM.

Skąd takie zainteresowanie inwestorów zagranicznych akurat tymi spółkami? To efekt globalnego trendu. Inwestorzy giełdowi rozgrywają obecnie scenariusz, w którym surowce nadal drożeją, inflacja rośnie, a bank centralny USA kontynuuje cykl podwyżek stóp procentowych. Wzrost cen surowców energetycznych (ropa naftowa, gaz, węgiel) oraz metali przemysłowych to dobra wiadomość dla spółek, których zyski są od nich uzależnione. Perspektywa podwyżek stóp procentowych to z kolei dobra wiadomość dla banków. Te zaś mają silną reprezentację w WIG20.

Czy potencjał „maluchów” się wyczerpał?

Podczas gdy duże spółki błyszczą, wzrosty w segmencie małych i średnich spółek wyhamowały. Gorzej zachowuje się szczególnie indeks giełdowych „maluchów” – sWIG80. To ewenement, ponieważ w ostatnich latach styczeń był bardzo udanym miesiącem dla mniejszych spółek. Nie oznacza to, że potencjał „misiów” się wyczerpał. Oczekujemy jednak, że w tym roku prosta gra – duże spółki versus małe i średnie spółki – nie będzie już tak dochodowa. W celu uzyskania jak najwyższych stóp zwrotu konieczne będzie poszerzenie spektrum inwestycyjnego do szerokiego rynku, tj. indeksu WIG.

Jaką strategię przyjąć, lokując kapitał w funduszach akcji polskich? Prognozujemy, że w krótkim terminie duże spółki pozostaną silniejsze względem mniejszych. To będzie sprzyjało funduszom akcji, które inwestują część portfela w spółki z WIG20 lub funduszom aktywnie zarządzanym, które w okresie lepszej koniunktury mogą przeważać akcje największych spółek. W dalszej części roku sytuacja może być mniej klarowna. Wówczas możliwość selekcji przez fundusz dużych i małych spółek jeszcze bardziej zyska na znaczeniu. Mimo to uważamy, że będzie to dobry rok dla akcji. Oczekujemy, że fundusze akcji polskich – uniwersalne, ale także małych i średnich spółek – zyskają nawet 10-12%.

ECB w centrum uwagi, ważne dane dla złotego

W czwartek na rynku walutowy kurs EUR/USD lekko rośnie, funt ponownie zyskuje na wartości, a złoty nieco słabnie. Inwestorzy globalni czekają na ECB, a krajowi na dane z polskiej gospodarki.

O godzinie 11:31 kurs EUR/USD testował poziom 1,0657, GBP/USD 1,2323, EUR/PLN 4,3730 zł, USD/PLN 4,1030 zł, CHF/PLN 4,08 zł, a GBP/PLN 5,0560 zł.

Notowania EUR/USD dziś lekko rosną w oczekiwaniu na wyniki posiedzenia Europejskiego Banku Centralnego (ECB). Jednocześnie odreagowują one wczorajszy spadek, do którego przyczyniła się Janet Yellen i jej pozytywna ocena amerykańskiej gospodarki. W najbliższym czasie, oprócz ECB, istotny wpływ na zachowanie EUR/USD będą miały wszelkie wypowiedzi prezydenta Trumpa na tematy gospodarcze.

Po wtorkowym mocnym wystrzale w górę, który następnie wczoraj został skorygowany, dziś do wzrostów wraca GBP/USD. Funt drożeje też do innych walut. W tym do złotego. Tu w dalszym ciągu gra nadzieja, że BREXIT przyjmie łagodną formę, odsunie się w czasie lub być może wcale go nie będzie. Ogólnie inwestorzy zakładają, że fakt, iż to brytyjski parlament ma zatwierdzić porozumienie z Unią Europejską (a prawdopodobnie też rozpocznie całą procedurę BREXIT-u – wyrok w tej sprawie będzie znany 24 stycznia), znacząco zmniejsza prawdopodobieństwo tzw. twardego BREXIT-u.

Nieco słabszy niż wczoraj jest złoty, który osłabia się nie tylko do wspomnianego funta, ale też do euro, szwajcarskiego franka i w niewielkim stopniu do dolara. Z punktu widzenia polskiej waluty, oprócz oczywistych nastrojów na rynkach globalnych, ważne będą popołudniowe dane publikowane przez GUS.

Wydarzeniem czwartku jest posiedzenie ECB. Decyzja ws. polityki monetarnej zostanie ogłoszona o godzinie 13:45, a o 14:30 rozpocznie się konferencja prasowa z udziałem Mario Draghi. Jest oczywiste, że po tym jak w grudniu bank skorygował program skupu aktywów, teraz nie dokona żadnych zmian polityki monetarnej. Stąd też kluczowa będzie konferencja prasowa. W szczególności komentarze do ostatnich danych z Europy wskazujących na przyspieszenie wzrostu gospodarczego i sygnalizujących zauważalny skok inflacji. Logika nakazywałaby, żeby Draghi bronił grudniowej decyzji ECB mówiąc, że zakładała ona taki rozwój wypadków. I to byłyby słowa, które mogłyby wspólną walutę nieco osłabić. Niemniej jednak, gdyby z jego ust padło, że dalsza poprawa w danych może być wkrótce przyczynkiem do ograniczenia programu skupu, to wówczas będzie to impuls wzmacniający euro.

Dziś o 14:00 GUS opublikuje grudniowe dane o produkcji przemysłowej (prognoza: 1,8% R/R), sprzedaży detalicznej (prognoza: 6,1% R/R) i inflacji producenckiej (prognoza: 2,6% R/R). Dane będą analizowane pod kątem potwierdzenia lub zaprzeczenia oczekiwanego w tym roku przyspieszenia wzrostu gospodarczego w Polsce. I tak też będzie na nie reagował złoty. Im dane będą lepsze, tym będzie on mocniejszy. I odwrotnie.

Posiedzenie ECB będzie głównym wydarzeniem dnia. Wprawdzie po południu zostanie opublikowana seria danych makroekonomicznych z USA, jednak raporty nt. rynku nieruchomości, tygodniowe wnioski o zasiłki dla bezrobotnych (prognoza: 254 tys.) i indeks Fed z Filadelfii (prognoza: 15,8 pkt.) nie powinny wywołać większych emocji. Nie będą nieść ze sobą żadnej nowej wartości poznawczej. Zwłaszcza po tym, jak wczoraj Janet Yellen powiedziała, że gospodarka ma się dobrze, rynek pracy jest bliski pełnego zatrudnienia, a podwyżki stóp procentowych uzasadnione. Obraz całości uzupełnił, opublikowany również wczoraj, raport o stanie tamtejszej gospodarki, czyli Beżowa Księga. Stąd też teraz jedynym czynnikiem, który mógłby mocniej ruszyć dolarem, będzie już tylko Trump. Inwestorzy będą więc czekać na jego piątkowe zaprzysiężenie na prezydenta USA, i na to, co przy okazji tego wydarzenia powie o gospodarce, reformach i obietnicach wyborczych.

Marcin Kiepas, niezależny analityk 

Yellen umacnia dolara. Credit Suisse zapłaci karę 5,3 mld usd

Wczorajszy wywiad Janet Yellen niespodziewanie okazał się wydarzeniem dnia na rynkach walutowych. Kto kupuje obligacje USA? Credit Suisse potwierdził porozumienie z rządem USA.

Yellen umocniła dolara

Wczoraj szefowa FED udzieliła wywiadu na temat swojej instytucji i polityki pieniężnej. To co najważniejsze to zdefiniowanie stabilnych cen oraz pełnego zatrudnienia. Okazuje się, że stabilność cen uzyskujemy przy inflacji na poziomie około 2%. Biorąc pod uwagę, że obecnie mamy 2,1% oznacza to, że powinno się dążyć do jej ograniczenia. Ciekawostką jest opinia, że bezrobocie poniżej 5% oznacza już pełne zatrudnienie. Ostatnio parametr ten oscyluje w okolicach 4,7%. Skoro mamy już stabilny poziom cen i pełne zatrudnienie oznacza to, że FED powinien dalej podnosić stopy procentowe. Skoro nie ma ryzyk wzrostu bezrobocia a jest ryzyko wzrostu cen. Biorąc jednak pod uwagę ostatnie działania rezerwy federalnej lubi ona utrzymywać trochę niższe stopy procentowe niż wynikałoby z powyższych założeń. W rezultacie tego wystąpienia inwestorzy ponownie zaczęli kupować dolara. Wzrosły również szansę wyliczane z kontraktów na stopę procentową, że do końca roku odbędą się 3 lub nawet 4 podwyżki stóp.

Gdzie pożycza Ameryka?

Poznaliśmy dane o największych kredytodawcach USA. Na pierwszym miejscu po ostatnich zmianach znów znajduje się Japonia. Tuż za nią są Chiny. Oba te kraje mają ponad 35% zagranicznego długu USA. Warto zwrócić uwagę, że zagraniczne zadłużenie USA generalnie spada w ostatnich miesiącach. Tylko w listopadzie zredukowało się o 1,5%. Nie oznacza to wcale, że USA się oddłuża. Jest to efektem zamiany długu zagranicznego na krajowy. Ważnym elementem jest też wyprzedaż amerykańskich obligacji przez Chiny. Kraj ten redukuje rezerwy walutowe by skupować juana i utrzymać jego wartość na rynku.

Credit Suisse potwierdził ugodę

Credit Suisse formalnie zatwierdził ugodę z amerykańskimi władzami. Wpłaci imponującą sumę 5,3 mld dolarów. Powodem kary jest wprowadzanie do obiegu instrumentów pochodnych opartych o kredyty, które nie spełniały deklarowanych parametrów. W rezultacie przenoszono na klienta zdecydowanie wyższe ryzyko niż wynikałoby z informacji udzielanych. To krach na rynku nieruchomości spowodował gwałtowny spadek wartości takich papierów oraz początek kryzysu z roku 2008.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

  • 14:00 – Polska – produkcja przemysłowa,
  • 14:00 – Polska – sprzedaż detaliczna,
  • 14:30 – USA – wnioski o zasiłek dla bezrobotnych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Rośnie udział seniorów wśród dłużników BIG InfoMonitor

Rośnie udział seniorów wśród dłużników Biura Informacji Gospodarczej InfoMonitor. Obecnie co czternasta osoba z rejestru ma ukończone 65 lat. To jednak wciąż niewiele biorąc pod uwagę, że wśród pełnoletnich Polaków 65 rok życia ukończył niemal co piąty. Głównym problemem popadających w kłopoty są kredyty, rachunki za energię oraz opłaty na czynsz. Przeciętny dług w ciągu roku niemal się podwoił i wynosi obecnie 13,8 tys. zł.  

Choć znaczenie seniorów wśród nierzetelnych dłużników rośnie, to jednak osoby starsze wciąż nie są w „pełni” reprezentowane w gronie dłużników, adekwatnie do udziału tej grupy wiekowej w społeczeństwie. Jak wynika z danych GUS*, osób które ukończyły 65 lat żyje w Polsce 6 076 107, czyli 19,3 proc. ogółu populacji dorosłych Polaków. Tymczasem wśród 1 789 172 dłużników zarejestrowanych w Biurze Informacji Gospodarczej InfoMonior na koniec 2016 r. osób starszych było 7 proc. – 125 tys. W ciągu roku ich odsetek w gronie niepłacących na czas rat pożyczek oraz bieżących rachunków wzrósł o blisko 1 pkt. proc. Liczba dłużników może być wyższa, bowiem nie wszyscy wierzyciele zgłaszają dłużników do BIG. – Mimo, że obserwujemy trend rosnący w udziale osób starszych wśród niepłacących swoich zobowiązań, to jednak grupa ta pod względem solidności płatniczej wciąż prezentuje się bardzo korzystnie. Biorąc pod uwagę udział poszczególnych grup wiekowych w społeczeństwie, zdecydowaną nadreprezentację dłużników w InfoMonitor widać przede wszystkim w gronie 35 – 44 latków. Gdy w społeczeństwie osób w tym wieku jest ponad 18 proc., to na naszej liście dłużników jest powyżej 27 proc. Bardziej widoczni w rejestrze niż w przekroju społecznym są też osoby między 45 – 54 rokiem życia oraz 25-34 latkowie – zwraca uwagę Mariusz Hildebrand, wiceprezes BIG InfoMonitor.

Może jednak niepokoić szybki wzrost przeciętnej wartości zaległości. W ciągu roku średnia kwota niespłaconych na czas zobowiązań seniorów, notowana w BIG InfoMonitor, zwiększyła się z 7 726 zł do 13 818 zł. Jeszcze na koniec 2015 r. stanowiła dwie trzecie średniej zaległości ogółu niesolidnych dłużników, dziś niewiele odstaje od średniej dla wszystkich dłużników, wynoszącej 14 352 zł. A nie da się ukryć, że możliwości finansowe osób starszych są jednak mniejsze niż aktywnej zawodowo i cieszącej się zdrowiem młodszej części populacji – dodaje Mariusz Hildebrand.

Łączne długi 125 tys. starszych dłużników sięgają obecnie 1 727 mln zł i stanowią 6,7 proc. całej puli – 25,68 mld zł zaległości osób prywatnych wpisanych do BIG InfoMonitor.

Problem z kredytami, energią i czynszem

Choć nieopłacone na czas długi na rzecz banków, wpisane do Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor, składają się na nieznaczną część kwoty zaległości, to właśnie w tej kategorii zobowiązań seniorzy są najbardziej zauważalni. Ich udział wynosi tu 16 proc., co oznacza, że co szósta złotówka niespłaconego w terminie kredytu, który trafił do BIG InfoMonitor przypada na osoby powyżej 65 roku życia. Podczas gdy jak wcześniej wspomniano, w całości zaległości seniorzy mają 6,7 proc. Znaczącą rolę seniorzy odgrywają też w zaległościach z tytułu kredytów ratalnych (15 proc.), a do tego należałoby także dodać widoczny ich udział w niespłaconych kredytach z kart kredytowych (9 proc.). Kredyty to jednak nie jedyna kategoria nieuregulowanych zobowiązań, w której wyróżniają się osoby starsze. Na seniorów przypada również co ósma zaległa złotówka (12 proc.) z nieopłaconych rachunków za energię elektryczną i gaz oraz z tytułu czynszu i najmu. Osoby starsze słabiej radzą sobie również z płatnościami za wodę i w spłacie pożyczek w firmach pozabankowych. Należy do nich odpowiednio 10 proc. i 8 proc. zaległości z obu tych kategorii.

Co zrozumiałe seniorzy są mało zauważalni w puli zaległości alimentacyjnych i kar za jazdę bez biletu. Niewielki jest także ich udział w nieuregulowanych płatnościach za wywóz nieczystości, dostawę paliw, ale także w nieopłaconych rachunkach telefonicznych, ubezpieczeniach czy nieuregulowanych poręczeniach kredytu.

Wpisane do BIG InfoMonitor zaległości częściej mają kobiety, wśród dłużników po 65 roku życia jest ich 53 proc. I jest to wyjątek, bowiem wśród ogółu niesolidnych dłużników przeważają mężczyźni, których jest 62 proc.

Najwięcej dłużników na Śląsku, ale najgorzej sytuacja wygląda w woj. kujawsko-pomorskim

Zdecydowanie najwięcej nierzetelnych dłużników seniorów mieszka na Śląsku – ze 125 tys. ponad 20 tys. ma śląski adres. Seniorzy Ślązacy mają do zwrotu 316,3 mln zł i drugą pod względem średniej wartości zaległość na osobę – prawie 15,8 tys. zł. Kolejne jest Mazowsze z liczbą dłużników seniorów 15,3 tys. oraz zaległością bliską 200 mln zł. Trzecie to woj. dolnośląskie, w którym zamieszkuje 12,6 tys. nierzetelnych dłużników seniorów z kwotą 154,4 mln zł nieuregulowanych zobowiązań. Dalej plasują się Wielkopolska – 10,6 tys. dłużników i 143,5 mln zł zaległości oraz woj. łódzkie w którym, choć mniej dłużników – 9,9 tys., to jednak zaległość wyższa, bo 149 mln zł. Jeśli chodzi o największy przeciętny dług, to mają go seniorzy z Pomorza – niemal 17 tys. zł.

Statystycznie na 1000 dorosłych mieszkańców poszczególnych województw najgorzej płatności seniorów przedstawiają się jednak w woj. kujawsko-pomorskim. Tu na 1000 osób w wieku powyżej 65 roku życia 28 znajduje się w Rejestrze Dłużników BIG InfoMonitor. Na drugiej pozycji ex equo znajdują się woj. zachodniopomorskie i dolnośląskie 27 osób starszych na 1000 ma kłopot z regulowaniem różnego rodzaju płatności, czwarta pozycja przypada Ziemi Lubuskiej i Śląskowi (26 osób na 1000). Dalej są woj. pomorskie i łódzkie – po 23 osoby z zaległościami. Następnie warmińsko-mazurskie i wielkopolskie, gdzie takich dłużników jest 21 na każde 1000. W pozostałych województwa liczba niesolidnych dłużników nie przekracza 20. Najlepiej wypadają seniorzy z Podlasia i Podkarpacia, gdzie jest ich jedynie 11 na 1000 mieszkańców w swojej kategorii wiekowej.

Rzetelność płatnicza osób starszych w poszczególnych województwach jest bardzo zbliżona do tego jak przedstawia się to zachowanie dla ogółu mieszkańców. Tutaj również na plus wyróżnia się wschodnia i południowo-wschodnia część Polski, a negatywnie północ, zachód i południowy-zachód kraju.

*dane na koniec 2015 r.

Utrudniony dostęp do leków odczują rodzice chorych dzieci

Dobrawa Biadun, ekspertka Konfederacji Lewiatan
Dobrawa Biadun, ekspertka Konfederacji Lewiatan

Ograniczenie dostępu do aptek, które będą mogły być otwierane w odległości od siebie nie mniejszej niż 1000 metrów, najbardziej odczują rodzice chorych dzieci i osoby starsze.

W Sejmie trwają prace nad zmianami, które wprowadzą znaczne ograniczenia w prowadzeniu apteki. Dla pacjentów najtrudniejsze będą regulacje, które docelowo pozwolą na otwieranie aptek w odległości nie mniejszej niż 1000 metrów.

Największymi beneficjentami obecnie funkcjonującej sieci aptek są rodzice chorych dzieci oraz osoby starsze. Najczęściej bowiem chorują dzieci w wieku przedszkolnym i wczesnoszkolnym oraz osoby powyżej 60 roku życia. Z wiekiem dochodzi wielochorobowość i liczba wizyt u lekarza oraz w aptece rośnie. Teraz te grupy mogą cieszyć się z powszechnej dostępności aptek. Rodzice mogą szybko zaopatrzyć się w niezbędne leki, a dla osób starszych ważne jest, aby apteka była w pobliżu. A pamiętać należy, że nasze społeczeństwo starzeje się i osób, które z systemu ochrony zdrowia korzystają będzie coraz więcej.

W sejmowej Komisji Zdrowia większość posłów pozytywnie zaopiniowała projekt zmian, który proponuje m.in. wprowadzenie ograniczenia w odległości pomiędzy aptekami. Oznacza to, że zarówno rodzice, jak i osoby starsze w skrajnym przypadku będą musieli przebyć odległość do 1 km, aby kupić leki. I nie przekonały posłów argumenty przedstawiane przez wielu specjalistów czy głosy dobiegające od organizacji pacjenckich.

Szkoda matek, które z wózkami będą musiały pokonać znaczną odległość, aby kupić dziecku lek przeciwgorączkowy czy osób starszych, często mających trudności z pokonywaniem dużych odległości, którzy pomimo prawa do bezpłatnych leków refundowanych nie będą w stanie recepty zrealizować.

Mam jednak nadzieję, że chociaż indywidualni farmaceuci będą zadowoleni, bo nie będą mieli obok siebie żadnej konkurencji. A w miejscach, gdzie dostęp do apteki już dziś jest utrudniony nic się nie zmieni. No chyba, że Ministerstwo Zdrowia zabierze możliwość kupowania części leków ze sklepów ogólnodostępnych i stacji benzynowych.

Konfederacja Lewiatan

Jak zmienić haerowca w biznes-partnera?

W nowocześnie zarządzanych firmach osoby odpowiedzialne za zatrudnianie i rozwój pracowników nie są już postrzegane jako specjaliści administracyjni. Dziś oczekuje się, że „haerowiec” będzie dla zarządu partnerem, a nawet doradcą w kwestiach mających wpływ na wyniki finansowe przedsiębiorstwa. Czy jednak sami specjaliści ds. human resources są na to przygotowani?

W najbardziej konserwatywnych organizacjach za zatrudnianie i rozwój pracowników wciąż odpowiada dział kadr – zazwyczaj skoncentrowany na swojej administracyjnej funkcji. W nowocześniejszych firmach o odpowiedni dobór pracowników oraz o kształtowanie relacji między nimi a firmą dbają działy human resources. Tam spojrzenie na zarządzanie ludźmi jest już znacznie szersze – więcej uwagi przykłada się do szkoleń i rozwoju. Dziś jednak to także za mało. Już od kilku lat można zauważyć trend, zgodnie z którym przedsiębiorstwa coraz częściej oczekują od „haerowców”, by stawali się HR Biznes Partnerami, a więc osobami kompetentnymi zarówno w zakresie relacji z pracownikami, jak i w obszarach stricte biznesowych.

– Z jednej strony to świetna wiadomość – mówi Piotr Ślęczka, partner w firmie doradczej WNCL. – Z drugiej strony te oczekiwania wykraczają poza starą, dobrą „szkołę haerowską”, bazującą na eksperckiej wiedzy na temat rekrutacji, rozwoju, komunikacji czy na ocenie pracowniczej – podkreśla.

W skrócie, HR Biznes Partner to ktoś, kto mówiąc o zatrudnianiu, motywowaniu, szkoleniach i innych działaniach wobec pracowników, rozumie i potrafi wyjaśnić, w jaki sposób podjęte decyzje personalne przełożą się na wynik finansowy przedsiębiorstwa.

Niestety, zdarza się, że sami „haerowcy”, skoncentrowani na swoich codziennych zadaniach, nie poświęcają wystarczająco dużo uwagi swojemu rozwojowi i poszerzaniu własnych kompetencji. Planują i wspierają rozwój innych, ale sami opierają się na tej samej wiedzy, którą mieli 5, 10 czy 15 lat temu.  Warto zastanowić się, co oni sami – ale i ich przełożeni – mogą zrobić, by rola HR-u w przedsiębiorstwie wzrosła i to z korzyścią dla zysku firmy.

Strategia na nowe czasy

Z najdogodniejszą sytuacją mamy do czynienia wtedy, gdy inicjatywa w zakresie zmiany polityki personalnej w przedsiębiorstwie wychodzi od przedstawicieli zarządu. Jeśli mają oni świadomość, że zyskowność firmy zależy w dużej mierze od umiejętności pozyskiwania, wzmacniania i wykorzystywania talentów zatrudnianych ludzi, wówczas mogą oczekiwać, by osoby odpowiedzialne za HR stały się dla nich doradcami i pomagały w osiągnięciu celów.

Wdrożenie zasady „partneringu” w przedsiębiorstwie może jednak wymagać zmian na poziomie strategicznym oraz przekształcenia całej struktury organizacyjnej firmy. A o tak poważnych zmianach myśli się często dopiero wtedy, gdy dochodzi np. do fuzji dwóch przedsiębiorstw, znacząco różniących się od siebie kulturą organizacyjną. Wówczas często zatrudnia się specjalistyczne firmy zewnętrzne, które są w stanie doradzić w zakresie odpowiedniej strategii personalnej oraz właściwego umocowania roli HR Biznes Partnera w nowym systemie organizacyjnym.

Konsekwentnie w dobrym kierunku

Nie jest jednak tak, że jedynym sposobem na wprowadzenie zmian jest rewolucja. Jeśli przeprowadzenie zmian na poziomie struktury firmy nie jest możliwe, zacząć można choćby od odpowiedniego przeszkolenia osób odpowiedzialnych za zarządzanie pracownikami. Ważne jednak, aby jak najczęściej uczestniczyły one w takich kursach i warsztatach, które będą koncentrowały się właśnie na biznesowej funkcji zarządzania ludźmi, a nie na utrwalaniu dotychczasowej (a czasem nawet przestarzałej wiedzy) w zakresie tradycyjnie pojmowanego HR.

Dzięki poszerzeniu swoich kompetencji, specjalista HR będzie mógł umacniać swoją pozycję w organizacji. Stanie się tak chociażby dlatego, że dzięki zdobywanej wiedzy stanie się bardziej przekonujący dla osób, które na wszystkie decyzje w firmie lubią patrzeć przez pryzmat arkusza kalkulacyjnego.

Oczywiście ważne jest, by „haerowiec” mógł liczyć na wsparcie lub przynajmniej  zrozumienie ze strony zarządu i by jego próby unowocześnienia organizacji niejako „od dołu”, były wdrażane.

Grać, aby wygrać rozwój

HR Biznes Partner to ktoś, kto nie zamyka się jedynie w swojej wąskiej specjalizacji. By być partnerem dla biznesu, potrzebne są szerokie horyzonty myślowe i umiejętność spojrzenia na zasoby ludzkie z rozmaitych perspektyw. Takiego „przestrzennego” spojrzenia, a szczególnie powiązania międzyludzkich relacji i problemów personalnych z finansami przedsiębiorstwa trudno nauczyć się np. z książki, czy też „suchego” wykładu.

Dlatego najlepiej, aby szkolenia dla biznes-partnerów miały charakter warsztatów. Ciekawym rozwiązaniem może być również wykorzystanie gier symulacyjnych. Przykładem może być Bottom Line – gra planszowa rozgrywana w formie dwudniowych zajęć, podczas których uczestnicy (w większości menedżerowie i specjaliści działów HR) uczą się wiązać ze sobą decyzje personalne i finansowe (podczas gry korzysta się m.in. z kalkulatorów).

– Dzięki grze uczestnicy poznają ogólny model funkcjonowania biznesowego firmy, a następnie podejmują szereg decyzji z obszaru HR, które w rezultacie powinny prowadzić do osiągnięcia celu, jakim jest określony zysk netto – wyjaśnia Anna Grzywaczyk, dyrektor ds. projektów w firmie doradczej WNCL. – Szkolenie merytoryczne na każdym kroku uzupełniane jest o wyniki badań rynkowych i praktyk biznesowych z zastosowaniem konkretnych przykładów – dodaje.

Centrum rozwoju dla haerowca

Kolejnym rozwiązaniem, z którego mogą skorzystać zarówno początkujący, jak i doświadczeni specjaliści oraz menedżerowie ds. HR jest udział w sesji Development Center. Metoda ta służy diagnozowaniu potencjału i kompetencji zawodowych pracowników i na tej podstawie ułatwia planowanie ich rozwoju.

Narzędzie to wielu „haerowców” dobrze zna ze swojej zawodowej praktyki. Problem w tym, że bardzo rzadko zdarza się, by specjaliści ds. zarządzania zasobami ludzkimi sami występowali w roli uczestników. Tym bardziej cieszyć może fakt, że obecnie pojawiają się na rynku usługi tego typu, skierowane właśnie do nich.

– Inicjatywa, by takie badanie przeprowadzić, najczęściej leży po stronie przełożonych, ale sporadycznie zgłaszają się do nas także sami „haerowcy”, którzy chcieliby poznać odpowiedzi na pytania w stylu „w jakim miejscu rozwoju zawodowego obecnie się znajduję?” – mówi Anna Grzywaczyk. Zaraz też dodaje: – Development Center może im bardzo pomóc i wzmocnić ich pozycję w firmie. Dzięki badaniu, takie osoby mogą poznać swoje mocne i słabe strony, ale też odkryć smykałkę do którejś z ról w obszarze HR.

Największą korzyścią dla organizacji, która zleca tego typu badanie jest wzmocnienie motywacji pracownika, który po tym, gdy lepiej pozna swoje kompetencje, przeważnie mocniej angażuje się w swój rozwój zawodowy. Przełożony dostaje wiedzę na temat tego w jakich obszarach podwładny ma największe predyspozycje, które zadania nie sprawiają mu żadnych kłopotów, ale też gdzie należałoby mu pomóc w rozwijaniu potencjału.

Często badanie jest trampoliną do awansu, do przesunięcia pracownika do zadań związanych z preferowaną specjalizacją, do zmiany zakresu obowiązków czy stanowiska. Skutkiem może być także odkrycie „perełek” – osób o niezwykłych talentach, z czego wcześniej nikt w firmie (w tym także główny zainteresowany) mógł nie zdawać sobie sprawy.

W przypadku WNCL badanie oparte jest na modelu kompetencyjnym Dave’a Ulricha. Model ten stanowi podstawowy szkielet długofalowego rozwoju dla każdego haerowca, który wybrał ścieżkę partnera biznesowego. W ujęciu Ulricha współpraca działów personalnych z kadrą zarządzającą powinna prowadzić do realizacji wskaźników biznesowych decydujących o pozycji firmy na rynku. Administrowanie procesami HR powinno natomiast zapewnić optymalizację kosztów związanych z zarządzaniem kadrami. W ujęciu, Dave’a Ulricha, HR Business Partner ma być partnerem strategicznym i agentem zmian, rzecznikiem pracowników, ekspertem oraz animatorem rozwoju kapitału ludzkiego.

– To właśnie HR w organizacji jest odpowiedzialny za rozwój innych. Dlatego zarząd i menedżerowie coraz częściej chcą, aby dział HR był jak najbardziej świadomy biznesowo, tzn. by dostrzegał związek pomiędzy pracą i kompetencjami pracowników, a wynikami firmy. Warto więc zbadać, czy osoba z wizytówką HR Biznes Partnera faktycznie posiada odpowiednie kompetencje, a jeśli nie, ułatwić jej ich zdobycie – podkreśla Anna Grzywaczyk.

Rynek infrastruktury w 2016 roku – jak było, a czego możemy się spodziewać w 2017 roku

Tomasz Laudy, Prezes Zarządu Qumak S.A.
Tomasz Laudy, Prezes Zarządu Qumak S.A.

Projekty infrastrukturalne to jeden z głównych elementów napędzających gospodarkę i biznes. Miniony rok pokazał, że na tym rynku dużo się dzieje i mogą pojawiać się nowe priorytety. O tym jaki był i jaki może być 2017 rok na rynku infrastruktury komentuje Tomasz Laudy,  Prezes Zarządu Qumak S.A.

Miniony rok upłynął pod znakiem zmian administracyjnych i konieczności uruchomienia środków z nowej perspektywy finansowej UE 2014-2020. Te dwa czynniki szczególnie wpłynęły na postęp w realizacji projektów infrastrukturalnych. Opóźnienie w otwarciu nowych projektów odczuwalne jest dla całego sektora, ale firmy podchodzą z dużą nadzieją na uruchomienie projektów, szczególnie w obszarze infrastruktury kolejowej i drogowej.

W 2016 roku zmieniła się też ustawa Prawo Zamówień Publicznych. Obecnie cena nie może być wyłącznym kryterium oceny oferty (maks. 60%). Zamawiający wprowadzili też inne kryteria oceny często subiektywne i nieprecyzyjne co przy małej liczbie kontraktów na rynku prowadzi do wielu protestów, odwołań i długotrwałych postępowań przed KIO, a w konsekwencji do znacznych opóźnień w realizacji projektów dofinansowanych z UE. Tym nie mniej można zauważyć obszary, w których widać ożywienie i takie, które mogą okazać się perspektywiczne. Należą do nich projekty synchronizujące wszystkie środki transportu czy też optymalizujące ruch drogowy w dużych ośrodkach miejskich. Realizacja tego typu projektów jest również istotna ze względów środowiskowych. 

Nowe otwarcie w wojsku

Wyraźnie widać poruszenie w obszarze infrastruktury wojskowej, związane ze zmieniającym się układem geopolitycznym. Przystąpiono do modernizacji wojskowych lotnisk, w pierwszej kolejności skupiając się na systemach wspomagania operacji lotniczych np. systemach osłony meteorologicznej AWOS. Z końcem 2016 roku podpisaliśmy umowę na instalację nowoczesnych systemów AWOS (Automated Weather Observing Systems) na ośmiu lotniskach wojskowych, zaś w II połowie 2017 spodziewamy się ogłoszenia przetargu na projekt, dostawę i budowę systemów wspomagania lądowania w trudnych warunkach na kolejnych 10 lotniskach – mówi Tomasz Laudy, Prezes Qumak.

Na zmiany z zakresu infrastruktury wojskowej istotny wpływ będzie mieć „Program Modernizacji Technicznej” podpisany w IV kwartale 2016 r. przez Ministra Macierewicza. Zgodnie z Programem zaplanowano wydanie min. 77 mld złotych w latach 2017-2022, w tym zabezpieczono środki na zakup systemów uzbrojenia i sprzętu. Te plany dotyczą zarówno inwestycji lotniskowych np. budowa całodobowych lądowisk, płyt postojowych i hangarów, jak również budowy lądowisk bojowych rozlokowanych na poligonach i w innych miejscach strategicznych. W latach 2017 – 2018 planowane jest także ogłoszenie kilku przetargów na modernizacje lotnisk wojskowych. To wyraźny sygnał, że dojdzie do ożywienia projektów w tym obszarze. 

Infrastruktura lotnisk cywilnych

W ostatnich latach wiele środków zainwestowano w modernizację infrastruktury na lotniskach cywilnych. Jesteśmy firmą z największym w Polsce doświadczeniem w realizacji wdrożeń z zakresu technologii lotniskowych i wykonawcą sporej części tych inwestycji. W minionym roku zrealizowaliśmy kolejne zamówienia związane z budową systemów AWOS i Ice Alert na 8 lotniskach, oraz z instalacją nowoczesnych systemów oświetlenia nawigacyjnego na lotnisku Warszawa – Babice – mówi Laudy.

W roku 2017 środki w obszarze infrastruktury cywilnej będą ograniczone. Inwestycje będą skupione na poprawie infrastruktury nawigacyjnej i bezpieczeństwa. Głównym beneficjentem środków będzie Polska Agencja Żeglugi Powietrznej, która planuje budowę wież kontroli ruchu lotniczego w Katowicach i Modlinie, wiele ośrodków radiowych oraz cztery nowe stacje radarowe. Dodatkowo zaplanowano budowę kilkudziesięciu stacji multirateracyjnych, uzupełniających sieć obecnych radarów. Do 2020 roku Polska Agencja Żeglugi Powietrznej chce wydać nawet 1,2 mld zł.

Zgodnie z przepisami unijnymi do 2020 wszystkie lotniska w Europie muszą wdrożyć Explosives Detection Systems (EDS) trzeciego poziomu, który odpowiada za wykrywanie materiałów wybuchowych w bagażach. Pierwszy tego typu system w Polsce wdrożyła,  w 2016 roku, firma Qumak na lotnisku w Krakowie. 

Infrastruktura budynkowa i smart city

Wciąż dynamicznie rozwija się obszar automatyki budynkowej. Oprócz kompleksów biurowych pojawiają się obiekty naukowo – badawcze, które wymagają zastosowania nowych technologii do potrzeb rozwojowych i badawczych. Przykładem takiej realizacji jest oddany w 2016 roku przez Qumak jeden z najnowocześniejszych w Europie ośrodków laboratoryjno – badawczych CEZAMAT (Centrum Zaawansowanych Materiałów i Technologii) przy Politechnice Warszawskiej. Dzięki innowacyjnym rozwiązaniom energetycznym, teletechnicznym oraz multimedialnym, polscy naukowcy mogą prowadzić w ośrodku zaawansowane prace badawcze nad przyszłościowymi materiałami i technologiami. Tego typu obiekty planują otworzyć także inne ośrodki naukowe.

Z kolei deweloperzy stawiają na rozwój nowych technologii w kompleksach biurowych. Automatyka, dedykowane systemy zarządzania budynkiem, rezerwacji czy rejestracji i bezpieczeństwa, to rozwiązania, które nadal będą ważnym elementem infrastruktury tych obiektów. To również trend wpisujący się w tzw. koncepcję smart cities, który przy wsparciu nowoczesnych technologii pomaga zintegrować nowoczesne budynki z infrastrukturą miejską i w konsekwencji lepiej zarządzać ruchem w miastach oraz zużyciem mediów w budynkach użyteczności publicznej orazobiektach komercyjnych.  Choć ostatnie kilkanaście miesięcy było okresem stagnacji w obszarze smart city rynek liczy, że to się szybko zmieni. Praktycznie wszystkie programy krajowe i regionalne, w ramach perspektywy 2014–2020, przewidują projekty z zakresu inteligentnej infrastruktury oraz o e-usług dla mieszkańców i przedsiębiorców. Według różnych szacunków i w zależności od tego jak pojemna jest definicja smart city,  budżet na inwestycje w tym obszarze można szacować na kilka a nawet kilkanaście miliardów euro.

Kolejny krok rozwoju tej infrastruktury to pełna integracja inteligentnych budynków z systemami zarządzania ruchem w miastach i podwyższanie poziomu autonomiczności tych obiektów z punktu widzenia energetycznego (np. zastosowanie odnawialnych źródeł energii czy tez stosowanie magazynówenergii).

Rynek infrastruktury IT

Mówiąc o infrastrukturze nie sposób pominąć obszaru IT. W minionym roku dało się odczuć zastój w tej dziedzinie, przede wszystkim ze względu na wspomniany brak uruchomienia projektów z nowej perspektywy unijnej. Nie mniej Qumak pozyskał kontrakty, min. na dostawę serwerów dla Sił Zbrojnych czy budowę klastrów obliczeniowych np. na Uniwersytecie Śląskim. Wciąż buduje się i modernizuje kompleksowe centra danych. Przykładem takiej realizacji jest zbudowane przez Qumak Centrum Obliczeniowe dla KIR, instytucji pełniącej kluczową rolę w obszarze rozliczeń międzybankowych i odpowiedzialnej za bezpieczny przepływ informacji drogą elektroniczną. Najbliższa przyszłość to rozbudowa tych centrów o platformy IaaS i PaaS przybliżające nas do skokowej dostępności oprogramowania z chmury.

Choć ilościowo projektów nie było dużo, to cieszy fakt ciągłych inwestycji w rozbudowę i modernizację infrastruktury IT. To obszar, który klienci muszą dostosowywać, choćby w warstwie cyberbezpieczeństwa, o czym świadczy rosnąca liczba zapytań ofertowych. Podsumowując, jesteśmy również dobrze przygotowani do planowanych w 2017 roku inwestycji zarówno na rynku publicznym jak i komercyjnym, wykorzystujących dostępne fundusze unijne. Z drugiej strony agresywnie ruszamy z rozwojem własnych i innowacyjnych rozwiązań celem zwiększenia konkurencyjności naszej oferty.

W 2016 r. w Polsce liczba niewypłacalnych firm wzrosła o 8%, w 2017 zwiększy się o kolejne 3%

W grudniu opublikowano informacje o niewypłacalności 77 polskich przedsiębiorstw wobec 61 w grudniu 2015 roku (niewypłacalność jako stan faktyczny – czyli niezdolności do regulowania zobowiązań wobec dostawców w różnych formach prawnych, upadłości czy postępowań restrukturyzacyjnych). W całym 2016 roku opublikowano informacje o 805 przypadkach niewypłacalności wobec 747 w tym samym okresie ub. roku (+8%).

  • Największy wzrost liczby niewypłacalności w handlu i usługach – deflacja erodowała i tak niskie marże, efekt zabójczej konkurencji i wojny cenowej, towarzyszyła temu postępująca konsolidacja na rynku detalicznym i hurtowym, konkurencja ze strony e-commerce (istotna zwłaszcza w kategorii dóbr trwałego użytku). Usługi – problemem rosnące koszty pracy, wiele firm pracowało tez na rzecz budownictwa/obsługi procesów inwestycyjnych.
  • Palmę pierwszeństwa w liczbie niewypłacalności w ostatnich miesiącach dzierżyły jednak na zmianę budownictwo i sektor przemysłowy: to w nich było ich najwięcej w drugim półroczu, mimo iż procentowy wzrost w skali całego roku nie był największy.
  • Dwukrotny wzrost odsetka postępowań naprawczych w stosunku do średniorocznej z lat ubiegłych – obecnie jest ich ok. 30% w ogólnej liczbie przypadków firm tracących płynność finansową. Zmiana prawa – oddzielenie jego upadłościowej części od naprawczej i uproszczenie procedur związanych z tą drugą częścią nie jest sama w sobie przyczyną wzrostu ogólnej liczby przypadków niewypłacalności firm.
  • Województwa: w 2016 roku odwrócenie tendencji z 2015 roku – więcej przypadków niewypłacalności na południowym zachodzie i na wschodzie kraju.

Kondycja przedsiębiorstw wyrażana m.in. liczbą tych firm, które tracą płynność finansową i upadają, oddaje tak jak wskaźnik wzrostu PKB klimat koniunktury gospodarczej. W minionym roku liczba faktycznych przypadków bankructw firm w Polsce wzrosła aż o 8%, a tempo wzrostu gospodarczego również spowolniło…

wyk1
Źródło: Monitor Sądowy i Gospodarczy, dane przeanalizowane przez Euler Hermes z grupy Allianz

Tomasz Starus, członek zarządu Euler Hermes odpowiedzialny za ocenę ryzyka podkreśla: „Polska jako kraj wciąż rozwijający się, goniący najbardziej zaawansowane gospodarki (jeśli można mówić o „pogoni” w tempie 3% rocznie….)  potrzebuje zdecydowanie silniejszego wzrostu gospodarczego, a w ślad za tym wzrostu obrotów i dokapitalizowania przez to polskich firm, aby liczba przypadków ich niewypłacalności zaczęła spadać. Poprawa ogólnej koniunktury gospodarczej jest najważniejsza, a dopiero później zaczynają się liczyć różne branżowe czynniki wpływające na hossę czy bessę w poszczególnych sektorach. Spodziewamy się, iż w tym roku liczba niewypłacalności firm będzie rosła w Polsce wolniej, bo o jedynie 3%, ale głównie z powodu statystycznego efektu bazy (wysokiego progu odniesienia w 2016 r.), a nie widocznej poprawy na rynku.

Firmy produkcyjne – zależą od koniunktury eksportowej, w tym zwłaszcza od tej u naszego największego partnera handlowego – Niemiec…

Wzrost liczby niewypłacalnych firm produkcyjnych, który niestety znacznie przyspieszył w drugim półroczu, wynika nie tylko z dekoniunktury w budownictwie. Na liście orzeczeń o niewypłacalności pojawiały się nie tylko firmy dostarczające wyroby z betonu, drewna, chemię czy konstrukcje stalowe na potrzeby budownictwa ale także m.in. firmy z tradycyjnego przemysłu maszynowego i produkcji części. Jak ocenia Tomasz Starus: „Dosyć często mówi się, iż podstawą rentowności w eksporcie jest odpowiedni kurs złotówki (w domyśle – jej osłabienie). Nic bardziej mylnego i nie tylko dlatego, że w dużej części eksporterzy sami potrzebują dużego wkładu komponentów importowanych z zagranicy (np. w sektorze RTV i AGD czy motoryzacyjnym)… Pomimo znacznego osłabienia się złotego, w niektórych okresach nawet rzędu 15% polski eksport rósł w tym roku w dość wolnym tempie (1,7% denominowany w euro, 5,7% w złotych – za GUS za okres 11 miesięcy. Przed rokiem – 7,8%)… Konkurencyjność cenowa bowiem to nie wszystko – nie wykreuje ona popytu w sytuacji, gdy rynek naszych odbiorców kurczy się lub jest mówiąc w terminologii giełdowej w „trendzie bocznym”. Wystarczy prześledzić to na przykładzie właśnie upadłości w polskim przetwórstwie przemysłowym – w jakim stopniu koniunktura w nim jest związana z wynikami eksportowymi przemysłu niemieckiego… Poniższe zestawienie nie pozostawia w tym względzie niedomówień…”

eksport
Źródło: Destatis, Monitor Sądowy i Gospodarczy – dane przeanalizowane przez Euler Hermes z grupy Allianz
* Niemiecki eksport – dane za 2016 niepełne, za 11 miesięcy – szacowane na podstawie dostępnych danych do końca listopada

Spowolnienie wzrostu niemieckiego eksportu pociąga za sobą wzrost liczby orzeczeń o niewypłacalności współpracujących polskich firm przemysłowych – co widać po statystyce obejmującej cały polski przemysł. Z kolei poprawa – ekspansja niemieckiej gospodarki przekłada się na większą ilość zleceń dla polskich dostawców i zmniejszenie się liczby przypadków ich  niewypłacalności.

Budownictwo krwawi, ale jak na razie (raczej jak długo?) trzyma się nieźle

Jeszcze bardziej oczywisty niż związek kondycji polskiego przemysłu z niemiecką machiną eksportową jest połączenie kondycji firm budowlanych wyrażane liczbą firm tracących płynność finansową z wartością produkcji budowlano-montażowej. Co może zaskakiwać, to to jak umiarkowany na razie jest wzrost liczby niewypłacalnych firm w budownictwie zważywszy na skalę korekty na rynku inwestycji, zwłaszcza publicznych…

wyk2
Źródło: GUS, Monitor Sądowy i Gospodarczy – dane przeanalizowane przez Euler Hermes z grupy Allianz
* Zmiana wartości produkcji budowlano montażowej za 2016 rok obejmuje okres 11 miesięcy – do końca listopada

W budownictwie z pierwszą korektą mieliśmy do czynienia w II kwartale, potem wysokie liczby tracących płynność finansową firm budowlanych zaczęły pojawiać się ponownie w wybranych miesiącach drugiej połowy roku (np. wrzesień, listopad). Zestawiając mniejszą wartość rynku z utrzymującymi się niskimi cenami prac budowlanych, faktyczną deflacją na tym rynku, nie mamy złudzeń, iż jest to koniec „korekty” na tym rynku – ocenia Tomasz Starus. Co prawda rynek budowlany jest już inny niż w czasie kryzysu lat 2012-2013, to wtedy wiele podmiotów zniknęło z rynku a chciałoby się powiedzieć – pozostali nauczyli się nie podejmować zleceń poniżej pewnej granicy kosztów, przeinwestowywać w sprzęt etc. Niestety, mając świadomość ryzyka wiele firm nadal działa w schemacie zdobywania jakichkolwiek zleceń, aby móc pokryć swoje zobowiązania z poprzednich inwestycji. Trwale ujemy bilans, zwłaszcza firm o regionalnej skali działalności, z sektora inwestycji drogowych, ale też innych wyspecjalizowanych prac infrastrukturalnych i wykończeniowych to chyba niezmienny jak na razie element polskiego budownictwa. Spodziewamy się, że w obecnym roku branża ta nadal trwać będzie w stanie zawieszenia i problemów z płynnością. Nie będzie nagłego „złotego deszczu” środków z nowej perspektywy, mimo tego, że rzeczywiście wiele przetargów jest już rozpisanych i rozstrzygniętych, a rząd ma nawet sukcesy w przyciągnięciu środków z tzw. Planu Junckera. Jednak większość tych prac, bo ponad 80% jest w formie „projektuj i buduj” – minie więc jakiś czas, zanim ruszą maszyny na placach budowy, a dopiero po pewnym czasie wpłyną na rynek środki finansowe z tego tytułu. Komasacji prac w jednym okresie nie wydają się też pożądać władze publiczne – centralne jak i samorządowe, gdyż wiąże się to także z ich wkładem. Nie tylko w bieżących budżetach są inne, wiodące wydatki (wsparcie socjalne, reforma edukacji – ta znowu w dużym stopniu na barkach samorządów), ale też inwestycje z lat ubiegłych poczyniły w nich duże wyrwy i pozostawiły zadłużenie do obsługi – zarówno u instytucji centralnych, jak i w samorządach.
Problemy może też sprawić odwrócony VAT w budownictwie, zwłaszcza małym i średnim przedsiębiorstwom działającym w charakterze podwykonawców. Kupują one materiały, paliwo, usługi, itp z VAT ale rozliczać będą generalnych wykonawców bez VAT (netto), więc jedynym sposobem dla nich na odzyskanie z powrotem VAT będzie odzyskiwanie go w urzędzie skarbowym. To zajmie trochę czasu, a każdy błąd w fakturowania będzie prawdopodobnie powodować dalsze odroczenie w zwrocie VAT. Wierzę, że to może być jeszcze większym problemem w budownictwie niż opóźnienie w wykorzystaniu funduszy UE. Uderzy to też w dostawców (hurtowników materiałów budowlanych). Powinniśmy oczekiwać niestety większej liczby upadłości w sektorze budowlanym z dynamiką wzrostu powyżej średniej dla całej gospodarki – dodaje Tomasz Starus.

Nowe prawo naprawcze – wzrost liczby tych postępowań

Wzrost liczby postępowań w ramach nowego prawa naprawczego jest znaczny – ich udział w ogólnej liczbie przypadków faktycznej niewypłacalności zwiększył się ze średnio 15% w ostatnich latach do 30% w całym 2016 roku (a nawet 40% w poszczególnych miesiącach). Trudno jednak oceniać, iż to miało wpływ na liczbę wszystkich przypadków niewypłacalności  – jeśli nawet, to nie decydujący. Jest to raczej zmiana jednej formy prawnej na drugą – danie szansy na restrukturyzację firmom, które tak czy inaczej były w trudnej sytuacji finansowej, nie regulowały zobowiązań wobec wierzycieli i zakończyłyby działalność upadłością, a pod rządami nowego prawa jeśli to było możliwe podejmowały wysiłek restrukturyzacji. Obok pozytywnych aspektów tego zjawiska, są też te rodzące obawy… Ponieważ powodzenie planu naprawczego zależy nie tylko od zgody wierzycieli na układ (redukcję zobowiązań i rozłożenie ich w czasie – ewidentne koszty jak i de facto straty), ale też od wsparcia ich potem dalszymi dostawami nadal w kredycie kupieckim (nierzadko wymóg znalezienia się w uprzywilejowanej grupie wierzycieli) to można powiedzieć, iż postępowania naprawcze odbywają się kosztem wierzycieli, oni je finansują. W sytuacji utrzymywania w wielu branżach niezłych obrotów, przy jednak niskiej rentowności – i w ślad za tym nie najwyższej kapitalizacji może to być powodem popadania w problem niewypłacalności kolejnych firm. Danie szansy jednym oznaczać może kłopoty innych…

wyk3
Źródło: Monitor Sądowy i Gospodarczy, dane przeanalizowane przez Euler Hermes z grupy Allianz

Handel – kolejny rok koncentracji, nie tylko kosztem małych, ale i średnich oraz całkiem dużych podmiotów handlu hurtowego i detalicznego

Sprzedaż detaliczną pobudza rosnące zatrudnienie, mediana wynagrodzeń oraz oczywiście socjalny program rządu. Mimo wszystko popyt konsumencki nie zajął całkowicie miejsca inwestycji i handlu zagranicznego w podtrzymaniu wzrostu gospodarczego, ani nie przysłużył się w widocznym stopniu handlowi – przede wszystkim hurtowemu. Mało efektywny model działalności powielany od przeszło dwudziestu lat, polegający na budowaniu swojej pozycji na rynku głównie ceną wciąż się powtarza, mimo iż się nie sprawdza – na miejsce mało rentownych firm handlowych wchodzą kolejne walczące jedynie ceną, nie budujące z reguły jakiejś wartości dodanej np. w dystrybucji, obsłudze, serwisie czy doradztwie… W efekcie konkurencja jest bezpardonowa, niwecząca (przynajmniej dla sprzedających) efekt większego dopływu gotówki na rynek.

Efekt bazy z 2015 roku – upadłości wzrosły tam, gdzie przed rokiem było ich mniej

Generalnie na Dolnym Śląsku i na Śląsku najliczniejsze były przypadki upadłości firm handlowych, usługowych i budowlanych – rzadkie były przypadki niewypłacalności firm z przemysłu ciężkiego, chociaż… zwłaszcza w pierwszej połowie roku przez Śląsk przetoczyła się problemów firm produkujących na potrzeby przemysłu wydobywczego. Podobnie w woj. podlaskim i lubelskim – obecnie w statystyce niewypłacalności dominują tam firmy handlowo-usługowe, ale jeszcze w I połowie roku byliśmy świadkami problemów w tych regionach lokalnych firm wytwórczych – obydwie grupy zapewne po części na skutek zmniejszenia wymiany handlowej z sąsiadami ze wschodu.

wyk4
Źródło: Monitor Sądowy i Gospodarczy, dane przeanalizowane przez Euler Hermes z grupy Allianz
wyk5
Źródło: Monitor Sądowy i Gospodarczy, dane przeanalizowane przez Euler Hermes z grupy Allianz
wyk6
Źródło: Monitor Sądowy i Gospodarczy, dane przeanalizowane przez Euler Hermes z grupy Allianz

*Pod pojęciem niewypłacalności rozumiemy stan faktyczny – niezdolność do regulowania zobowiązań na rzecz wierzycieli. Do końca ubiegłego roku były to upadłość likwidacyjna, jak i układowa. Po zmianie prawa, w tym roku, postępowanie układowe oddzielono, dla podkreślenia zmiany wyodrębnione postępowania naprawcze nie mają już w nazwie „upadłości”. Dla zachowania porównywalności danych bieżących z tymi z lat ubiegłych (gdy postępowanie układowe było rodzajem upadłości) nadal traktujemy łącznie wszystkie przypadki postępowań upadłościowych i naprawczych, jako niewypłacalność przedsiębiorstw. Ponadto nadal otworzenie tych postępowań oznacza dla dotychczasowego dostawcy de facto brak bieżącej płatności – z tego powodu Euler Hermes na całym świecie, pod pojęciem niewypłacalności, rozumie zarówno przypadki likwidacji firm, jak i wszczęcia w ich przypadku procesów naprawczych (jak np. objecie w USA firmy ochrona przed wierzycielami z tytułu Chapter 11).

Konsumpcja prywatna siłą napędową gospodarki w 2017. Co z eksportem?

Polska gospodarka w 2017 roku będzie działała w otoczeniu zmiennych warunków na rynkach globalnych. Tempo wzrostu globalnego PKB pozostaje na niskim poziomie poniżej 3%. Zgodnie z prognozą Coface sięgnie ono 2,7% w 2017 roku. Jest to konsekwencją niższego popytu ze strony dużych gospodarek wschodzących – Chiny, Brazylia, Rosja. Dwa ostatnie państwa powoli wychodzą z recesji, natomiast popyt płynący z tych gospodarek jest niższy niż w Chinach, które wpadły w spowolnienie.

Mimo nadal imponującego wzrostu gospodarczego Chin, jest on niższy od standardów chińskich obserwowanych w ubiegłych latach. Znajduje to odzwierciedlenie w niższej dynamice globalnej wymiany handlowej. Otoczenie międzynarodowe w połączeniu z działaniami protekcjonistycznymi – narzucanymi przez niektóre kraje – jest co raz bardziej wymagające.

– Handel światowy słabnie, czego konsekwencją jest spadek polskiego eksportu – powiedział serwisowi eNewsroom.pl Grzegorz Sielewicz, główny ekonomista Coface w Regionie Europy Centralnej – W 2016 roku dynamika polskiego eksportu była nadal dodatnia, lecz znacznie niższa od dynamiki w 2015 roku. Dodatkowymi czynnikami wpływającymi jest niepewność działań w Stanach Zjednoczonych, nieznany wciąż sposób realizacji polityki prezydenta-elekta Donalda Trumpa, zbliżające się konsekwencje Brexitu czy – w naszej ocenie – większa liczba upadłości brytyjskich przedsiębiorstw. To, co będzie się działo po zewnętrznej stronie naszej gospodarki może nie być sprzyjające.

Nasi eksporterzy pozostaną aktywni na rynkach zagranicznych dzięki dużej konkurencyjności jakościowej i cenowej naszych produktów lub usług. Brakuje pewności, że eksport będzie kołem zamachowym naszej gospodarki. Coface ocenia, że konsumpcja prywatna gospodarstw i Polaków pozostanie siłą napędową gospodarki w 2017 roku. Nadal mamy do czynienia z bardzo dobrą sytuacją na rynku pracy, stopa bezrobocia sięga najlepszego poziomu od 25 lat, mamy wzrost wynagrodzeń, wychodzimy z deflacji, po stronie konsumenta jest większa liczba pozytywnych czynników, wydatki z programu 500+ są angażowane w wyniki sprzedaży detalicznej.

W drugiej połowie roku efekt statystyczny tych czynników może powoli wygasać, jednak konsumpcja prywatna nadal będzie podtrzymywała wzrost gospodarczy Polski. Pod dużym znakiem zapytania stoją inwestycje przedsiębiorstw. Powinniśmy wrócić do współfinansowania inwestycji z projektów unijnych i zaangażować większe środki z Unii Europejskiej w 2017 roku. Będzie to sprzyjało polskiemu wzrostowi gospodarczemu, ale także skłonność inwestycyjna przedsiębiorstw powinna powracać po zastoju z 2016 roku. Przewidujemy, że Polska gospodarka wzrośnie o 3,1%. Tempo będzie szybsze niż w ubiegłym roku – szacujemy, że wówczas wzrost gospodarczy sięgnął 2,7% – dodał Sielewicz

Ustawa pozwala taksówkarzom wozić dzieci bez fotelików

Prawo nie nakłada na kierowców taksówek obowiązku przewożenia najmłodszych pasażerów w specjalnych fotelikach. Ten przywilej ma tylko na celu ułatwienie im codziennej pracy. Z racji swoich kompetencji, powinni oferować bezkolizyjną jazdę. Jednak eksperci oczekują, że nowy rząd przywróci stare, bezpieczniejsze przepisy.

Przed nowelizacją ustawy prawo o ruchu drogowym, która weszła w życie w połowie zeszłego roku, wszystkich kierowców samochodów osobowych dotyczył jednakowy przepis. Musieli oni dopilnować, aby podróżujący z nimi pasażerowie do lat 12. poruszali się w specjalnych fotelikach. Obecnie rodzicom, którzy nie przestrzegają tego obowiązku wobec dzieci (mierzących poniżej 150 cm wzrostu), grozi mandat w wysokości 150 zł i 6 punktów karnych. Jeśli nie przyjmą go podczas kontroli i sprawa trafi do sądu, wówczas kara może wynieść nawet do 5000 zł. Zwolnieni z tego wymogu są taksówkarze, którzy zostali uprzywilejowani tak samo, jak kierujący pojazdami sanitarnymi, policyjnymi lub należącymi do straży miejskiej bądź gminnej.

– Foteliki samochodowe różnią się między sobą wielkością i zawsze powinny być dostosowane do wagi oraz wzrostu dziecka. Aby zapewniać je pasażerom, taksówkarze musieliby wozić ze sobą kilka modeli, każdy o odmiennym certyfikacie. Dlatego, zostali zwolnieni z tego obowiązku. Ale, w mojej ocenie, ustawodawca nie zachował walorów bezpieczeństwa, które powinno bezwzględnie być stawiane na pierwszym miejscu. Warto, aby z powrotem nałożył ten sam obowiązek na wszystkich kierowców – mówi Bartosz Nadwodny z Kancelarii Adwokackiej Mariusz Stelmaszczyk.

Zdaniem specjalisty, ustawodawca mógłby również zobowiązać rodziców do tego, aby mieli ze sobą foteliki w przypadku przejazdu taksówką. Ale byłoby to dla nich dość uciążliwe i trudne do wykonania. Innym, obecnie stosowanym rozwiązaniem, jest specjalna usługa, polegająca na możliwości zamówienia taksówki wyposażonej w odpowiedni fotelik dziecięcy. Jednak oferują ją tylko nieliczne korporacje taksówkarskie. Jak podaje ekspert, w stolicy taki komfort zapewniają klientom tylko dwie firmy. To dowód na to, że pracujące w nich osoby, jednak mogą wozić dzieci w bezpieczny sposób. Wszyscy, którzy świadczą płatne i profesjonalne usługi, powinni działać tak samo.

– Co ciekawe, tzw. przewóz osób ma obowiązek wyposażenia najmłodszych pasażerów w foteliki. Tym samym, klienci nie muszą uprzedzać usługodawcy o tym, że w zamówionym kursie będzie uczestniczyło dziecko. Różnica najpewniej wynika z tego, że taksówkarze są zawodowymi kierowcami i spełniają szereg wymogów, z jakich inni są zwolnieni. Ale z moich obserwacji wynika, że ich wiedza oraz wieloletnie doświadczenie nie są żadnymi gwarantami bezpieczeństwa – zaznacza Nadwodny.

Jak dodaje ekspert, przewóz osób powstał po to, aby świadczyć usługę okazjonalnie. Dlatego, może stanowić pracę dorywczą, wykonywaną np. w weekendy. Natomiast, stosowanie różnych przepisów wobec kierowców profesjonalnych i niezawodowych, którzy w praktyce prowadzą działalność o tym samym charakterze, budzi spore wątpliwości. Uprzywilejowanie taksówkarzy może oznaczać, że w ocenie ustawodawcy, zapewniają oni pasażerom bezpieczniejszy transport, niż inni uczestnicy ruchu drogowego. Tymczasem, bywają sprawcami wypadków podobnie, jak wszyscy inni kierujący.

Grupa Sun & Snow wyemitowała obligacje serii A o wartości 10 mln zł

Grupa Sun & Snow wyemitowała 3-letnie obligacje serii A o łącznej wartości nominalnej 10 mln zł. Obligacje podlegają zmiennemu oprocentowaniu opartemu o stawkę referencyjną WIBOR 6M, powiększoną o marżę. Obligacje zostały wyemitowane jako zabezpieczone. Organizatorem emisji i oferującym był Dom Maklerski Navigator SA.

Marcin Dumania, Prezes Zarządu Sun & Snow Group S.A.
Marcin Dumania, Prezes Zarządu Sun & Snow Group S.A.

– Jesteśmy zadowoleni z przeprowadzonej emisji obligacji serii A, która stanowi debiut Grupy Sun & Snow na rynku kapitałowym. Pozyskane środki przyśpieszą rozwój Grupy Sun & Snow w obszarze działalności deweloperskiej. Do obecnie realizowanych projektów w Szklarskiej Porębie, Zakopanem oraz Kołobrzegu w najbliższym czasie dołączą kolejne projekty apartamentowe o wysokim standardzie w Ustroniu Morskim i Karwicy na Mazurach  – powiedział Marcin Dumania, Prezes Zarządu Sun & Snow Group S.A. – Planujemy realizację kolejnych inwestycji deweloperskich w najpopularniejszych miejscowościach wypoczynkowych i aglomeracjach, dlatego jesteśmy otwarci na możliwość współpracy z właścicielami interesujących gruntów – dodał Marcin Dumania.

– Wiodąca pozycja na rynku zarządzania wynajmem apartamentów, wysokie historyczne tempo wzrostu oraz strategia obrana przez Zarząd Spółki przekonały inwestorów do inwestycji w obligacje Spółki. Inwestorzy docenili również sprawną realizację dotychczasowych projektów Grupy oraz wysoki potencjał nowych inwestycji – dodał Krzysztof Dziubiński, Członek Zarządu Domu Maklerskiego Navigator SA.

Prognozy Raiffeisen Leasing dla rynku CFM na 2017 rok

Ubiegły rok okazał się bardzo udany dla branży CFM. Choć na oficjalne wyniki musimy jeszcze poczekać, już teraz wiadomo, że branża zaliczyła wzrosty, zwłaszcza w obszarze wynajmu długoterminowego. Jakie trendy i zmiany przyniesie 2017 rok? Czego powinniśmy się obawiać, a gdzie szukać szans?

Komentarz Szymona Raczkowskiego, Regionalnego Dyrektora Sprzedaży CFM w Raiffeisen Leasing.

Szymon Raczkowski, Regionalny Dyrektor Sprzedaży CFM w Raiffeisen Leasing
Szymon Raczkowski, Regionalny Dyrektor Sprzedaży CFM w Raiffeisen Leasing

Już po pierwszym półroczu 2016 r. widać było, że tempo wzrostu branży wynajmu długoterminowego będzie wyższe niż rok wcześniej. Tylko w drugim kwartale 2016 r. branża CFM zakupiła aż o 1/3 więcej nowych aut osobowych w stosunku do poprzedniego roku. A przecież jeszcze kilka temu wynajem długoterminowy był produktem niszowym i przeznaczonym głównie dla dużych korporacji. Obecnie walczy on o miano najpopularniejszego sposobu finansowania floty i konsekwentnie zastępuje starsze formy, takie jak kredyt czy klasyczny leasing finansowy. Stabilne wzrosty utrzymują się niezmiennie od początku 2015 roku, a w 2016 roku osiągnęły rekordowe wartości. Świadczy to o tym, że branża CFM w Polsce wkroczyła w nowy etap. Mimo rekordowej popularności wynajem długoterminowy ma wciąż duże perspektywy rozwojowe. W niektórych krajach Europy Zachodniej (np. w Holandii) samochody w wynajmie stanowią prawie 80% wszystkich kupowanych nowych aut.

W 2017 roku branża CFM będzie liczyć na MŚP

Obecnie małe i średnie przedsiębiorstwa stanowią trzon polskiej gospodarki, dynamicznie inwestując i poszerzając zakres swojej działalności. Potrzebują też znacznie większej liczby pojazdów i coraz chętniej korzystają z zewnętrznych form finansowania floty. Co za tym idzie, od jakiegoś czasu można zaobserwować wśród MŚP wzmożone zainteresowanie usługą wynajmu długoterminowego. Z jednej strony jest to efekt rosnącej świadomości atrakcyjności tej usługi. Z drugiej – firmy CFM otworzyły się na mniejszych klientów i zaczęły przygotowywać produkty dostosowane do ich potrzeb. Doszło do tego za sprawą swego rodzaju „nasycenia” sektora korporacji i dużych przedsiębiorców usługami CFM.  Firmy oferujące wynajem musiały przemodelować swoje oferty i poszukać nowych możliwości rozwoju sprzedaży swoich usług. Obecnie prawie każda firma CFM posiada produkt dostosowany do potrzeb oraz możliwości małych i średnich firm.

W 2017 roku możemy się spodziewać rosnącego zainteresowania wynajmem długoterminowym wśród MŚP. Głównie za sprawą ciągłego rozwoju wachlarza usług polskich firm CFM i ich koncentracji na tej grupie docelowej. Można nawet pokusić się o prognozę, że wynajem długoterminowy zacznie powoli wypierać produkty leasingowe, z których dotychczas najchętniej korzystały małe i średnie przedsiębiorstwa. Jednak  proces ten potrwa zapewne kilka lat.

Ponadto w bieżącym roku, jak i kolejnych latach, firmy CFM w poszukiwaniu  nowych możliwości sprzedażowych będą koncentrowały swoje działania nie tylko na przedsiębiorcach, ale także na klientach indywidualnych. Potencjał tej grupy jest ogromny i daje pole do rozwoju nowego, perspektywicznego kanału sprzedaży dla firm CFM.

Jedną z szybko rozwijających się firm w branży CFM jest Carolina Fleet Management, która działa od 2001 roku. Firma ta ma swoje siedziby w całym kraju. Więcej informacji na temat tej firmy znajdziesz na stronie: https://cfm.pl/.

Ronson zapowiada wypłatę zaliczkowej dywidendy w wysokości 0,09 zł na akcję

Rada nadzorcza Ronson Europe pozytywnie zaopiniowała wniosek zarządu Spółki dotyczący zarekomendowania Walnemu Zgromadzeniu wypłaty zaliczkowej dywidendy w wysokości 0,09 zł na akcję. Uchwałę w tej sprawie podejmie NWZ zwołane na 1 marca.

Zgodnie z rekomendacją zarządu i rady nadzorczej, łączna wysokość zaliczki na poczet dywidendy za 2016 rok wyniesie blisko 14,8 mln zł. Wypłata będzie pochodzić z zysku netto za pierwsze trzy kwartały 2016 r. (ponad 10,8 mln zł) oraz części kapitału zapasowego powstałego z zysków zatrzymanych (ponad 3,9 mln zł). Dywidendą nie będą objęte akcje własne Spółki, które Ronson Europe odkupił w celu umorzenia od Global City Holdings pod koniec ubiegłego roku.

Bardzo dobra sytuacja płynnościowa Spółki pozwala nam na wypłatę zaliczki na poczet dywidendy za 2016 rok w wysokości 0,09 zł na akcję. Ponadto dzięki przyspieszeniu wypłaty dywidendy wcześniej dokonamy ostatecznego rozliczenia ceny, jaką otrzymujemy w związku ze sprzedażą projektu Nova Królikarnia. Płatność ostatniej części ceny w kwocie 9,9 mln zł została odroczona do czasu płatności przez Spółkę dywidendy za 2016 r. Warto zwrócić uwagę, że planowana dywidenda zaliczkowa przypadająca na jedną akcję będzie wyższa niż rekordowa dotychczas dywidenda za 2015 rok wypłacona w ubiegłym roku (tj. 0,08 zł na akcję). Niewykluczone, że podczas zwyczajnego walnego zgromadzenia podsumowującego 2016 rok akcjonariusze zdecydują o dodatkowej wypłacie – powiedział Tomasz Łapiński, dyrektor finansowy Ronson Europe.

W grudniu 2016 r. Ronson sprzedał projekt Nova Królikarnia na rzecz Global City Holdings za łączną cenę 175,1 mln zł. Kwota prawie 140,9 mln zł została rozliczona w ramach transakcji odkupu przez Spółkę akcji własnych od GCH, a blisko 34,3 mln zł to płatność w gotówce. 24,4 mln zł Ronson otrzymał bezpośrednio po sfinalizowaniu umowy, a 9,9 mln zł ma zostać zapłacone przez GCH po walnym zgromadzeniu, które podejmie uchwałę o wypłacie dywidendy za 2016 r. Dzięki zaplanowanej wypłacie dywidendy zaliczkowej, kwota 9,9 mln zł od GCH trafi do Spółki już w marcu.

Nadzwyczajne Walne Zgromadzenie, które zdecyduje o zaliczce na poczet dywidendy, zostało zwołane na 1 marca br. Zarząd Ronson Europe proponuje ustalenie dnia dywidendy na 17 marca, a dzień wypłaty dywidendy na 23 marca 2017 r.

Fed nie spuszcza nogi z gazu

Prezes Fed Janet Yellen stanęła w opozycji do prezydenta-elekta i w swoich ostatnich komentarzach nie uznała dolara za zbyt silnego. Rynek wykonał zwrot, ale dalej jesteśmy w trybie reagowania od impulsu od impulsu bez szerszego oglądu sytuacji. Dziś reakcja na decyzje ECB może mieć podobne cechy.

W środę wieczorem szefowa Fed brzmiała optymistycznie i jastrzębio. Podkreśliła, że zwlekanie zbyt długo z podwyższaniem stóp procentowych „niesie ze sobą ryzyko przykrej niespodzianką na końcu drogi, dlatego ona i większość jej kolegów oczekuje „kilku” podwyżek w tym roku. Yellen użyła obrazowego porównania, że Fed „nie spuszcza nogi z gazu”. W przemówieniu nie było nic, co mogłoby równoważyć jastrzębie fragmenty. Co więcej Yellen nie zasygnalizowała obaw o postawę USD. Stwierdziła oczywiste mówiąc, że siła dolara związana jest z perspektywami polityki fiskalnej i generalnie lepszą postawą gospodarki USA na tle innych, co wzmacnia presję z tytułu dywergencji polityki monetarnej.

W kontraście do ostatnich komentarzy prezydenta-elekta Trumpa (jego zdaniem dolar jest „zbyt silny) Yellen swoimi słowami zasugerowała, że siłą waluty nie jest obecnie istotnych czynnikiem hamującym Fed. USD wyraźnie odbił w reakcji na te komentarze przy dużym wsparciu odbicia rentowności obligacji skarbowych USA (z 2,34 proc. do 2,44 proc.). Pomimo tego nie mam jeszcze przekonania, że dolar wyszedł na prostą. Rynek pozostaje „przewrażliwiony” i podatny na nerwowe reakcje przy każdej nowej porcji informacji. Fundamenty stoją murem za USD, ale rynek na razie na to nie patrzy. Wczoraj dopiero komentarze Yellen dały sygnał do umocnienia, podczas gdy kilka godzin wcześniej wyższy odczyt inflacji mógł zrobić to samo. Może to być oznaka, że pozytywne impulsy nie są jeszcze w stanie do końca przezwyciężyć czynników, które wywołały ostatnią korektę. Wczorajsze umocnienie może być jeszcze kontynuowane, ale gdy pojawią się problemy, inwestorzy nie będą się długo zastanawiać nad kapitulacją. Jutrzejsza inauguracja Trumpa jest czymś, co w pewnym stopniu straszy inwestorów.

Powyższy wniosek może być także istotny w kontekście głównego wydarzenia czwartku, czyli decyzji ECB. Po grudniowej decyzji o przedłużeniu programu skupu aktywów do końca 2017 r., jest mało prawdopodobne, aby w ten czwartek Rada Prezesów ECB zapowiedziała kolejne zmiany w polityce monetarnej. Z drugiej strony ostatnia poprawa w danych makro (inflacja, indeksy PMI) może skłaniać ECB do bardziej optymistycznej oceny perspektywy rozwoju. Najbardziej prawdopodobnym scenariuszem na dziś jest brak zmian w parametrach polityki monetarnej (stopy procentowe, QE), podtrzymanie języka komunikatu z grudnia oraz podkreślenie utrzymywania się ryzyk dla ścieżki wzrostu i inflacji. Choć jest jeszcze za wcześnie, by sygnalizować odwrót od ultra-luźnej polityki, możliwe, że Draghi zostanie o to zapytany przez dziennikarzy. Sugestie, że Rada Prezesów dyskutowała nad strategią wyjścia, mogą być pozytywną niespodzianką dla EUR, nawet jeśli ECB na razie nie ma żadnych planów w tym kierunku. Ryzyka leżą po jastrzębiej stronie, jeśli komunikat będzie bardziej zrównoważony w ocenie ryzyk dla wzrostu i inflacji i/lub pojawią się wskazówki, że dyskusja o wychodzeniu z QE była jednym z głównych tematów dyskusji. Prawdopodobieństwo takie scenariusza uznajemy za dość niskie (ok. 10 proc.), co jednak jest tożsame z potencjalnie silniejszą reakcją EUR/USD (>1 proc.), jeśli scenariusz ten się zmaterializuje.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Rynek suplementów diety do 2021 roku będzie rósł o 7 proc. rocznie. Obecnie jest wart 3,5 mld zł

Rynek suplementów diety do 2021 roku będzie rósł o 7 proc. rocznie. Obecnie jest wart 3,5 mld zł 3

Sprzedaż suplementów diety dynamicznie rośnie. Wartość rynku to ok. 3,5 mld zł, a w 2016 roku eksperci szacowali wzrost rynku na 10 proc. Jak wynika z prognoz firmy PMR, w latach 2017-2021 rynek będzie rozwijać się w tempie ok. 7 proc. Mimo to suplementy diety wciąż są niedocenianą kategorią – podkreśla prezes Krajowej Rady Suplementów i Odżywek. Rynkowi szkodzi wciąż istniejące przekonanie, że suplementy diety to kategoria leków.

– Rynek suplementów diety jest jedną z najbardziej dynamicznie rozwijających się branż naszego przemysłu, rok do roku rosnącą o około 10 proc. – wskazuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Katarzyna Suchoszek-Łukaniuk, prezes Krajowej Rady Suplementów i Odżywek (KRSiO). – Najczęściej kupowanymi produktami są wyroby witaminowe i mineralne, na przykład z magnezem bądź witaminą D. Dobrze sprzedają się także wyroby stymulujące odporność, probiotyki oraz kwasy omega-3.

W 2017 roku wartość rynku ma przekroczyć 4 mld zł. W kolejnych czterech latach dynamika wzrostu nie będzie tak wysoka jak w ubiegłym roku. Eksperci firmy analitycznej PMR w połowie ubiegłego roku szacowali, że będzie to ok. 7 proc. rocznie do 2021 roku. Jak podkreśla prezes KRSiO, suplementy diety to wciąż niedoceniana kategoria produktów.

Produkty te mają ogromne przełożenie na zdrowie publiczne, ponieważ stanowią istotny element profilaktyki zdrowotnej, mają uzupełniać niedobory składników, których brakuje w naszej diecie. Nikt z nas nie odżywia się w stu procentach idealnie, zgodnie ze wszystkimi wytycznymi, więc w diecie zawsze czegoś brakuje. Tu z pomocą przychodzą suplementy diety – mówi Katarzyna Suchoszek-Łukaniuk. – Poza tym suplementy stanowią istotny element terapii leczniczych, np. probiotyki w trakcie antybiotykoterapii czy wzbogacanie diety w koenzym Q10 przy terapii statynami.

Problemem, z którym branża boryka się od dłuższego czasu, jest wciąż istniejące przekonanie, że suplementy diety to kategoria leków. To ma daleko idące konsekwencje w postrzeganiu tego rynku, również pod kątem prawnym.

– Suplementy bardzo często nazywane są fałszywymi lekami czy produktami udającymi wyroby medyczne, a tak naprawdę są to wyroby mające zupełnie inne przeznaczenie – wyjaśnia Katarzyna Suchoszek-Łukaniuk. – To po prostu żywność, która ma uzupełniać codzienną dietę w to, czego najbardziej brakuje, czyli składniki odżywcze. Leki natomiast służą do leczenia, czego po suplementach diety konsumenci spodziewać się nie powinni.

Suplementy diety formalnie nie są uznawane za produkty lecznicze, dlatego podlegają zupełnie innym regulacjom. Tak też jest w zakresie reklamy – suplementów nie obowiązują restrykcje, które ustawodawca nałożyć na reklamy leków dostępnych bez recepty. W raporcie z kwietnia 2016 roku Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji zgłosiła szereg uwag do sposobu reklamowania suplementów diety. W toku prac nad regulacjami w tym zakresie Naczelna Rada Lekarska zarekomendowała wprowadzenie całkowitego zakazu reklamy – zarówno suplementów diety, jak i OTC.

Jak wynika z raportu Instytutu Badań Nad Gospodarką Rynkową, taki zakaz skutkowałby spadkiem wartości produkcji w przemyśle farmaceutycznym o 1,7 mld zł rocznie, co przełożyłoby się na mniejszą konkurencyjność i innowacyjność polskich firm z tej branży. Inną konsekwencją może być spadek sprzedaży na rynku aptecznym (o ok. 19 mld zł), czyli pogorszenie rentowności aptek i likwidacja części z nich. Skutki zakazu byłyby odczuwalne także dla branży marketingowej i mediów, ale również dla budżetu państwa.

Eksperci IBnGR podkreślają, że dla wyeliminowania złych praktyk w reklamie wystarczy samoregulacja branży. Takie propozycje zostały przedstawione na początku stycznia. Kodeks Dobrych Praktyk Reklamy Suplementów Diety ma zapewnić konsumentom rzetelną informację dotyczącą tej kategorii produktów.  Wprowadza on całkowity zakaz wykorzystywania wizerunku lekarza i farmaceuty w reklamie suplementu diety. Nie może też wystąpić w niej aktor grający lekarza. Nowe zasady zakazują używania w reklamach nazw chorób i sugerowania, że dany produkt ma właściwości lecznicze albo może zapobiec zachorowaniu. Będące inicjatorami autoregulacji przedsiębiorstwa odpowiadają za około 80 proc. przychodów z tego rodzaju reklam.

– Na rynku polskim funkcjonuje co najmniej kilkaset firm, które są zarówno producentami, jak i dystrybutorami suplementów diety. Z tego względu jest to rynek konkurencyjny, ceny również, więc producenci muszą czymś walczyć o konsumenta, walczą ceną, reklamą i jakością produktów. Firmy dokładają wszelkich starań do tego, aby te produkty miały najwyższą jakość, przeznaczają znaczące środki na jakościowe badania, by produkty te spełniały wszystkie wymogi prawa – mówi Katarzyna Suchoszek-Łukaniuk.

Kryzys na rynku mleka zażegnany. Rośnie zainteresowanie polskimi produktami w krajach Azji Południowo-Wschodniej

Kryzys na rynku mleka zażegnany. Rośnie zainteresowanie polskimi produktami w krajach Azji Południowo-Wschodniej 4

Kondycja branży mleczarskiej jest coraz lepsza. Skupy interwencyjne, dopłaty dla producentów mleka i ograniczenie produkcji poprawiły sytuację na rynku. Coraz lepsze są także perspektywy eksportowe, m.in. ze względu na rosnący popyt na produkty mleczne w krajach Azji Południowo-Wschodniej i Afryce. Producenci pracują nad stworzeniem produktów probiotycznych opartych na przetworach mlecznych, które mają wspierać leczenie chorób cywilizacyjnych.

– Największy kryzys na rynku mleka, przypadający na cały rok 2015 i połowę 2016 roku, mamy już za sobą, stopniowo się odbijamy. Sytuacja dziś jest całkiem niezła. Wszystkie mechanizmy, które zostały wdrożone na rynku, czyli skupy interwencyjne, ograniczenie produkcji i dopłaty bezpośrednie dla rolników produkujących mleko przyniosły wymierny efekt. Zarówno na rynku polskim, jak i na rynku globalnym ceny mleka idą w górę – ocenia w rozmowie z agencją Newseria Biznes Łukasz Hołubowski, prezes Agencji Rynku Rolnego.

Rok 2015 upłynął pod znakiem kryzysu na rynku produktów mlecznych. W kwietniu 2015 roku przestał obowiązywać system kwot mlecznych, w efekcie znacznie wzrosła produkcja, co z kolei przełożyło się na spadek cen. Kryzys na rynku to także efekt rosyjskiego embarga. Tylko od stycznia do kwietnia 2016 roku indeks cen artykułów mleczarskich FAO w Polsce spadł o kolejne 15 proc. Pod koniec I półrocza 2016 roku przeciętna cena skupu mleka spadła poniżej 1 zł za litr, a w ciągu roku o ponad 11 proc. Od maja i czerwca sytuacja zaczęła się stopniowo poprawiać. W dużej mierze to efekt interwencyjnego skupu mleka w proszku (do 350 tys. ton), unijnej pomocy dla producentów mleka na zasadzie dobrowolnego ograniczania dostaw.

 Kolejne miesiące to wprowadzanie kolejnych mechanizmów rynkowych. Z jednej strony mamy w Unii Europejskiej skupionych ponad 350 tys. ton mleka w proszku, w samej tylko Polsce 45 tys. ton. To mleko będzie powoli sprzedawane na rynek. Zobaczymy, jaką to wytworzy presję na cenę mleka w proszku na rynku. Z drugiej strony mamy inne mechanizmy wspierające rynek mleczny. Będzie się to bilansowało. Sytuacja globalna na rynku mleka wygląda bardzo dobrze i trend zwyżkowy powinien zostać utrzymany – prognozuje Hołubowski.

W okresie od maja do listopada 2016 roku indeks cen artykułów mleczarskich zwiększył się o  46 proc., poprawiła się też cena skupu mleka. W listopadzie sięgnęła poziom blisko 129,7 zł/hl (wzrost o 23 proc. w porównaniu z czerwcem). Cena była też o 2 proc. wyższa od średniej ceny skupu mleka w listopadzie w ostatnich kilku latach.

 Mechanizmy związane z ograniczeniem produkcji mleka i dopłatą bezpośrednią do produkcji mleka wpływają pozytywnie na polski rynek przez tworzenie się coraz większych i wyspecjalizowanych gospodarstw rolnych produkujących dobre jakościowo mleko. Mleko ma kilka klas, tu stawia się na produkcję mleka w pierwszym gatunku, tak by pierwszy punkt skupujący mógł zaoferować jak najlepszą cenę – wskazuje prezes ARR.

Producenci mogą liczyć na unijne wsparcie. Dla rolników w Unii Europejskiej w obliczu trudności na rynku mleczarskim przeznaczono pakiet środków o wartości 500 mln euro. Do rolników w Polsce trafi ok. 60 mln euro.

 Jako Agencja Rynku Rolnego bezpośrednio wpływamy na rynek mleka poprzez skup interwencyjny masła, czy mleka w proszku. Mamy uruchomione mechanizmy prywatnego przechowywania, kiedy przedsiębiorca produkuje i magazynuje, a my za to magazynowanie zwracamy pieniądze – podkreśla Łukasz Hołubowski.

Poprawa sytuacji na rynku to również efekt zmian na globalnym rynku produktów mleczarskich. Rośnie popyt na tego typu produkty w Chinach i krajach Azji Południowo- Wschodniej, jednocześnie zwiększa się też wewnętrzny popyt na rynkach unijnych.

– Mamy wielkich graczy na rynku, Nową Zelandię, Irlandię, Izrael, również Indie mają ambitne plany i zapowiedziały, że chcą przodować na rynku mleka. Polska jest czołowym producentem w Unii Europejskiej i znaczącym graczem, który może próbować swoich sił na innych rynkach. Na rynku wewnętrznym zostanie utrzymana taka sytuacja jaka jest, czyli wzrost dużych mleczarni i powiększenie przez nich rynku. Z drugiej strony dla średnich mleczarni widzimy też duże otwarcie na rynkach trzecich – tłumaczy prezes ARR.

Polska to jeden z większych producentów mleka i produktów mleczarskich w Unii Europejskiej. Przy produkcji mleka na poziomie ok. 13 mld litrów plasujemy się w europejskiej czołówce (obok Niemiec, Francji, Wielkiej Brytanii i Holandii).

Coraz więcej krajów trzecich jest zainteresowanych importem polskich przetworów mlecznych. Rośnie eksport do Chin – w 2015 roku wartość eksportu produktów mleczarskich wyniosła blisko 42 mln euro. Tylko w okresie od stycznia do października 2016 roku wolumen chińskiego importu zwiększył się o 23 proc. rdr.

 Rozpoczęliśmy też bardzo intensywne rozmowy z rynkiem ASEAN, czyli Azji Południowo-Wschodniej, które otwierają się na produkty mleczne. Perspektywy eksportowe i rozwojowe dla rynku mleka są ogromne – podkreśla Łukasz Hołubowski.

Rosnąć może także konsumpcja wewnętrzna. Przeciętny Polak w ciągu roku spożywa niewiele ponad 200 litrów mleka, przy znacznie większej średniej w krajach unijnych.

Są też prowadzone badania nad specjalnymi produktami mlecznymi przez ekstrakcję białek mlekowych w stworzeniu nowych gam produktów probiotycznych, które będą wspierały rekonwalescencję i będą odpowiedzią na różne choroby cywilizacyjne. Pierwsze takie produkty już pojawiają się w sklepach – mówi Łukasz Hołubowski.

A. Dakowicz (AgioFunds TFI): atrakcyjne stopy zwrotu mogą obecnie przynieść tylko akcje i nieruchomości

A. Dakowicz (AgioFunds TFI): atrakcyjne stopy zwrotu mogą obecnie przynieść tylko akcje i nieruchomości 5

Po kilku latach skłonności inwestorów do możliwie bezpiecznych aktywów takich jak fundusze pieniężne czy obligacje nadchodzi czas na poszukiwanie szans na rynku akcji. W minionym roku takowych nie brakowało, jednak w obliczu zmiany w polityce stóp procentowych inwestorzy powinni się chętniej zwracać w stronę akcji. Zdaniem Adama Dakowicza, prezesa AgioFunds TFI, atrakcyjne będą zwłaszcza papiery rynków rozwijających się, także Polski.

– Wyhodowaliśmy swego rodzaju bombę na rynkach finansowych, to jest kwestia oczywiście bardzo nieortodoksyjnej polityki monetarnej prowadzonej najpierw przez bank amerykański, później przez inne banki i kontynuowany ciągle program luzowania, i w Europie, i w Japonii – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Adam Dakowicz, prezes zarządu AgioFunds TFI. – On oczywiście przejściowo zaradził innym trudnościom, które na tych rynkach się pojawiły, natomiast takim znakiem zapytania jest wychodzenie z tej polityki. I mam wrażenie, że właśnie tutaj pod koniec 2016 roku doszło do swego rodzaju symbolicznych zmian, które by wskazywały, że być może wchodzimy w proces odwrotny.

Podkreśla, że ma na myśli nie tylko podwyżkę stóp procentowych przez Fed, do której doszło w połowie grudnia, lecz także widoczny już od października trend przeceny obligacji skarbowych, zarówno amerykańskich, polskich, jak i niemieckich. Polskie dziesięciolatki, jeśli pominąć grudniową korektę, są najtańsze od połowy 2014 roku, podobnie jak amerykańskie.

– Wydaje się, że doszliśmy na razie do takiego momentu, gdzie właśnie można dyskutować, czyli mija wieloletnia linia trendu spadkowego, już została złamana, czy jeszcze jesteśmy przed tym przełamaniem, ale niewątpliwie, gdyby do tego doszło, to można by mówić o swego rodzaju przełomie i takim długofalowym odwróceniu dotychczasowego kierunku, poruszania się poszczególnych klas aktywów – zauważa Dakowicz.

Prezes AgioFunds TFI wnioskuje, że być może czas bezpiecznych instrumentów powoli dobiega końca, bo ich wyceny stały się nieatrakcyjne. Najpierw spotkało to lokaty bankowe, następnie obligacje skarbowe, a obecnie dzieje się tak z długiem korporacyjnym. Według Analiz Online od stycznia do listopada 2016 fundusze obligacji korporacyjnych przyniosły stopę zwrotu na poziomie 2,3 proc. Dłużne amerykańskie uniwersalne dały zarobić niemal 11 proc., co było drugą najlepszą klasą aktywów na rynku, ale tylko dzięki mocnemu dolarowi, bo wzrost liczony w amerykańskiej walucie wyniósł 4,4 proc. Fundusze dłużne polskich papierów skarbowych straciły natomiast 0,4 proc.

– Powiedziałbym, że kolejne klasy aktywów na przestrzeni ostatnich lat były eliminowane z tego spektrum, które można by rozważać, oszczędzając czy inwestując pieniądze. I dziś w moim przekonaniu w praktyce pozostają akcje jako te, które mogą być atrakcyjne, ewentualnie bezpośrednio wynajmowane nieruchomości, kupowane z zamiarem uzyskiwania czynszu – przekonuje prezes AgioFunds TFI. – W przypadku nieruchomości komercyjnych uzyskiwać 7–8-proc. stopy zwrotu. Więc w tych dwóch segmentach upatrywałbym jakichś okazji inwestycyjnych.

Choć w 2016 roku inwestorzy nadal chętnie kierowali się w stronę rynku dłużnego, ostrożnie podchodząc do inwestowania w akcje, to jednak warszawski indeks giełdowy zarobił w ubiegłym roku ponad 10 proc., głównie dzięki spółkom średniej wielkości. I choć to wzrost zbliżony do tego, jaki stał się udziałem amerykańskiego indeksu S&P 500, to ten ostatni bił w zeszłym roku rekordy wszech czasów, podczas gdy WIG-owi do historycznych poziomów brakuje jednej czwartej wartości. Rosyjski RTS, który od początku 2016 roku wzrósł o 40 proc., nie jest jeszcze nawet w połowie drogi do życiowych rekordów, podobnie jak WIG20, który w ubiegłym roku poprawił się ledwie o kilka procent.

– Na przestrzeni ostatnich lat rozszerzyły się nam takie nożyce między rynkami rozwiniętymi a rynkami wschodzącymi. Próbuję sobie analizować wieloletnie stopy zwrotu, wieloletnie poziomy wycen, to niewątpliwie jest tak, że rynki dojrzałe są bardzo zaawansowane w zwyżce i są drogie, a rynki wschodzące, w tym rynek polski, nawet pomimo tegorocznej zwyżki, są relatywnie tanie i z punktu widzenia takiej wieloletniej tendencji atrakcyjne – uważa Adam Dakowicz. – Wydaje mi się, że tu dojdzie do swego rodzaju wyrównania, czyli krótko mówiąc, zakładając ogólnie pozytywny trend dla rynków akcyjnych, myślę, że rynki rozwinięte będą tym słabszym ogniwem, a rynki rozwijające się mają szanse być całkiem dochodowe, zyskowne i perspektywiczne.

Produkty Klasztorne po przejęciu Dazumi chcą podwoić przychody i myślą o akwizycjach

Produkty Klasztorne po przejęciu Dazumi chcą podwoić przychody i myślą o akwizycjach 6

Założyciele i właściciele spółki Dazumi, którzy po jej przejęciu przez Produkty Klasztorne stali się zarazem większościowymi udziałowcami tej spółki, planują wzrost przychodów na poziomie 100 proc. rocznie. Chcą zmienić nazwę spółki na Stoppoint i przenieść ją z NewConnect na rynek regulowany. Nie wykluczają także przejmowania kolejnych firm.

– Będziemy przenosili część operacyjną do Produktów Klasztornych, związaną głównie z nowymi technologiami, które planujemy zakupić – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Damian Puczyński, prezes zarządu spółki Produkty Klasztorne. – One będą już w Stoppoincie, będziemy rozwijali główne zakresy działania, dalej będziemy mieli w naszych kompetencjach Dazumi logistykę i szeroko pojęte partnerstwo jako stuprocentowy udziałowiec. Oczywiście w 2017 roku chcemy rok do roku o sto procent rosnąć.

Tuż przed świętami notowana na NC spółka poinformowała o przejęciu logistyczno-e-commerce’owej spółki Dazumi oraz podwyższeniu kapitału w drodze emisji nowych akcji, które objęli właściciele Dazumi. Damian Puczyński został większościowym akcjonariuszem oraz prezesem nowego podmiotu. Spółka emituje też kolejne akcje na rzecz partnerów biznesowych, a jeszcze w tym roku chce się przenieść na rynek główny GPW. Zapowiedziała zmianę nazwy na Stoppoint to jedna z marek Dazumi.

– Nie mamy zapotrzebowania na bardzo duży kapitał, więc dla nas przejście na rynek regulowany to jest bardziej uwiarygodnienie naszej firmy, wskazanie kierunku, w którym idziemy, i tak naprawdę możliwość, jeżeli będzie taka, przejmowania innych firm – wyjaśnia Puczyński. – Wtedy będziemy się zastanawiali czy na rynku regulowanym pozyskiwać dodatkowych inwestorów, żeby robić akwizycje i przejęcia.

Produkty Klasztorne do tej pory zajmowały się głównie sprzedażą produktów spożywczych wytworzonych według tradycyjnych receptur. Dazumi natomiast zajmuje się dostarczaniem przesyłek kurierskich i obsługą płatności oraz usługami dla partnerów biznesowych w branży e-commerce, także na arenie międzynarodowej. Współpracuje też m.in. z Orlenem przy projekcie „Stacja z paczką” (od 2012 r.), która działa w systemie „click and collect”, a także z Pocztą Polską (od 2014 r.).

Rozwijaliśmy się rok do roku dosyć szybko, dynamicznie, prawie sto procent tak naprawdę od 2012 roku – mówi prezes Produktów Klasztornych. – Chcemy się rozwijać tak naprawdę w trzech sektorach: w jednym nadal – w logistyce, rozwijać ten sektor, w drugim oczywiście w e-commerce rozwijać usługi technologiczne punktów odbioru i technologii „click and collect” i collect pointów i w trzecim zakresie, czyli z dużymi partnerami udostępnić technologię i rozwiązania, żeby wspólnie z nimi móc robić biznes.

Zapowiada zakup w tym celu z rynku amerykańskiego technologii w chmurze, która pozwoli spółce na realizację dużych projektów z międzynarodowymi partnerami e-commerce’owymi na zasadzie success fee. Zamierza też oferować usługi analizy danych i prognozowania potencjału poszczególnych rynków.

To jest technologia chmurowa oparta o te wszystkie rzeczy, które szybko rozwijają tacy partnerzy jak Amazon, Rakuten, eBay czy Google, oparta na trzech sektorach – mówi Puczyński. – Z jednej strony e-commerce’owym, czyli sprzedaży produktów do klienta końcowego, drugim logistycznym i trzecim big datowym. W tej logistyce mamy płatności, czyli jesteśmy w stanie przeanalizować i udostępnić takie technologie naszym partnerom, które z jednej strony będą prognozować, co może się sprzedawać na rynku e-commerce’owym, jaki jest tego potencjał, dołączyć do tego logistykę i partnerów biznesowych i tworzyć dla nich partnerstwo e-commerce’owe na rynku polskim czy Europy Środkowej, Wschodniej i na Zachodzie.

R. Pszczółkowski (Macromoney): Nie można porównywać danych dotyczących rocznej dynamiki PKB w Europie i Stanach Zjednoczonych

R. Pszczółkowski (Macromoney): Nie można porównywać danych dotyczących rocznej dynamiki PKB w Europie i Stanach Zjednoczonych 7

Brak wiarygodnych danych źródłowych, nieuwzględnianie różnic metodologicznych oraz opieranie się na niezrewidowanych danych – to według Radosława Pszczółkowskiego z Macromoney Global Investments najczęstsze błędy popełniane przez analityków ekonomicznych. Ekspert dodaje, że z powodu różnych metod pomiaru porównywanie danych dotyczących dynamiki PKB czy poziomu bezrobocia jest w wielu przypadkach zupełnie niemożliwe.

– W naszej codziennej pracy szczególną wagę przywiązujemy do jakości danych. Na ich podstawie podejmujemy decyzje inwestycyjne, konstruujemy modele, strategie inwestycyjne, z tego powodu nie możemy pozwolić sobie na popełnienie błędu. Taki błąd skutkowałby nietrafionymi decyzjami inwestycyjnymi – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Radosław Pszczółkowski analityk makroekonomiczny Macromoney Global Investments.

Ekspert wyjaśnia, że jednym z największym wyzwań stojących przed osobami zajmującymi się analizą danych makroekonomicznych jest ustalenie wiarygodności wykorzystywanych danych źródłowych.

– Musimy wypracować sobie pewne metody weryfikacji po to, aby wybrać to odpowiednie źródło. Często zdarza nam się sytuacja, w której wydawałoby się, analizujemy tę samą daną z dwóch różnych źródeł i ona przyjmuje, niestety, dwie różne wartości – wyjaśnia Pszczółkowski.

Drugą poważną przeszkodą jest konieczność uwzględnienia różnic w metodologii wyznaczania poszczególnych zmiennych. Jak tłumaczy analityk Macromoney Global Investments dane dotyczące poziomu inflacji, wzrostu gospodarczego czy stopy bezrobocia w zależności od państwa mogą być wyliczane w zupełnie innych sposób, co czyni je niemożliwymi do porównania.

Pszczółkowski zwraca także uwagę na często pomijany przez analityków efekt sezonowy, wynikający z różnej liczby dni roboczych w porównywanych ze sobą okresach. Przykład tego typu danych stanowi odczyt dotyczący dynamiki polskiego PKB w III kwartale 2016 roku. Według GUS wzrost liczony rok do roku wzrost wyniósł w tym okresie 2,5 proc., jednak wyrównywany sezonowo już tylko 2,1 proc.

– Kolejny duży problem wiąże się z analizą podstawowych danych makroekonomicznych jak m.in. dynamika PKB. W Europie analizujemy wzrost gospodarczy poprzez roczną dynamikę tego wskaźnika, czyli wartość z obecnego kwartału zestawiamy z wartością z tego samego kwartału roku poprzedniego – tłumaczy. – W USA dominuje natomiast metodologia SAR, gdzie nie jest to dynamika tak naprawdę roczna, tylko jest to zmiana kwartalna zannualizowana – dodaje.

Ujęcie zannualizowane stosowane do wyznaczania amerykańskiego PKB mówi o tym, w jakim tempie rozwijałaby się tamtejsza gospodarka, gdyby tempo wzrostu w kwartale, w którym dokonano pomiaru, utrzymało się na takim samym poziomie przez cały rok.

Analityk Macromoney Global Investment podkreśla, że sporą trudność stanowią także rewizje danych historycznych.

– Powiedzmy, że analizujemy wysokość wskaźnika produkcji przemysłowej w USA z 2006 roku. Nie możemy mieć pewności, że analizując te same dane w 2007 roku przyjmowały one te same wartości. Najprawdopodobniej one były rewidowane, były aktualizowane często niejednokrotnie – podaje przykład. – Te rewizje są o tyle problematyczne, że nie jesteśmy w stanie czasami dotrzeć do pierwszych odczytów danych. Czasami jest to utrudnione, czasami wręcz niemożliwe – zauważa.

Podobną pułapkę co w przypadku danych o PKB Pszczółkowski widzi także w przypadku danych o bezrobociu. Kiedy stopa bezrobocia rejestrowanego podawane przez GUS wyniosła w październiku 2016 roku 8,2 proc., tak w tym samym okresie według Eurostatu było to niespełna 5,7 proc.

– Wymienione różnice często nie są w prosty sposób przedstawione w źródłach danych. Nie wiadomo, jak jest to wyliczane. Dopiero po przeanalizowaniu głębszym okazuje się, że jest to po prostu inna metodologia – podsumowuje analityk Macromoney Global Investments.

Duże wzrosty na AUD

Dzień po znaczącej wyprzedaży dolara, amerykańska waluta zyskiwała wczoraj na sile. Na parkietach akcyjnych w USA odnotowano wzrosty, podczas gdy giełda w Warszawie odnotowała spadki.

Indeks WIG20 powrócił w środę w okolice poziomu 2000 punktów. W cenach zamknięcia to najgorszy wynik od 10 stycznia, kiedy to miały miejsce znaczące wzrosty. Na rynku walutowym przez większość dnia dolar umacniał się. Jednak dopiero wystąpienie szefowej Fed, Janet Yellen, przyspieszyło ten trend. Spośród głównych par walutowych największe wzrosty odnotowano na USD/JPY – blisko 1.6%.

Szefowa Fed dała inwestorom do zrozumienia, iż uważa, że podwyżki stopy procentowej „mają sens”. Tym samym można oczekiwać dalszych decyzji monetarnych w tym kierunku. To jednak nie koniec emocji związanych z bankami centralnymi. Dziś Europejski Bank Centralny ogłosi swoją decyzję o 13:45. Nie oczekuje się żadnych zmian. Dużo ciekawsza może być konferencja prasowa banku o 14:30.

audusd19012017r

Tymczasem rynek AUD/USD szybciej dotarł do potencjalnego celu niż można było zakładać. Poziom 0.75 został osiągnięty a na przeszkodzie dalszym wzrostom stoi środkowa linia kanału wzrostowego. Możliwa jest zatem konsolidacja lub nawet spadki. Krytyczne wsparcie mamy przy 0.73. Również i wskaźnikowi RSI przydałoby się zejście w okolice poziomu 50 punktów. Gdyby jednak siła byków była większa niż przypuszczam, to celem byłoby 0.77.

Sylwester Majewski


Forex-Desk

Aktywność fizyczna jednym z gorących internetowych tematów stycznia. Kluby fitness powinny postawić na promocję w social mediach

Aktywność fizyczna jednym z gorących internetowych tematów stycznia. Kluby fitness powinny postawić na promocję w social mediach 8

Na początku roku liczba osób odwiedzających kluby fitness drastycznie się zwiększa. To efekt ambitnych postanowień noworocznych. Ten trend widać także w mediach społecznościowych. Od września do początku stycznia na ten temat pojawiło się 11 tys. publikacji, które wywołały 600 tys. interakcji ­– wynika z badania IMM. Internauci dyskutują m.in. o cenach karnetów, długości trwania umowy i jakości sprzętu. Zainteresowanie użytkowników social mediów powinno skłonić branżę fitness do większej aktywności w serwisach. 

 Zgodnie z badaniami prowadzonymi w IMM od kilku lat na przełomie roku na szczycie list postanowień noworocznych bardzo często znajduje się chęć pracy nad własną sylwetką i kondycją fizyczną, na co wskazują internauci. Jak zaznaczają w swoich komentarzach, skoro rozpoczął się nowy rok, to czas na wizytę w klubie fitness – mówi agencji Newseria Biznes Monika Tomsia, PR Manager w Instytucie Monitorowania Mediów.

Z badania IMM na temat największych sieci klubów fitness w Polsce wynika, że od września 2016 roku do 5 stycznia w mediach społecznościowych pojawiło się 11 tys. wzmianek o chęci podjęcia pracy nad własną sylwetką. Wywołały one 600 tys. interakcji. Tylko w ciągu pierwszego świątecznego tygodnia ich liczba przekroczyła 36 tys.

 Internauci zaznaczają w swoich publikacjach, że chcą dbać o kondycję fizyczną, zdrowo się odżywiać, uprawiać sport i dobrze wyglądać, więc branża fitness ma bardzo duże pole do popisu w mediach społecznościowych pod względem działań komunikacyjnych skierowanych do potencjalnych klientów – ocenia Monika Tomsia.

Wedle raportu „The European Health & Fitness Market 2016”, przygotowanego przez firmę doradczą Deloitte we współpracy z EuropeActive, rynek fitness w Polsce wart jest ok. 3,6 mld zł. Regularnie z klubów korzysta ponad 2,7 mln Polaków.

Bolączką rynku fitness jest spadek liczby klientów w ciągu roku. O ile w styczniu zainteresowanie jest największe, o tyle z biegiem czasu spada. Polski Związek Pracodawców Fitness wskazuje, że odsetek osób, które zostają w klubach w grudniu, sięga 30 proc. (dla porównania w USA ok. 80 proc., a w Europie ponad 50 proc.).

 Przy wyborze klubu fitness internauci kierują się ceną, jakością usługi oraz długością trwania umowy. Zdecydowana większość podkreśla, że to, co im przeszkadza najbardziej, to długoterminowe umowy, których przedwczesne zerwanie może skutkować nieprzyjemnościami czy konsekwencjami finansowymi – podkreśla Tomsia.

Restrykcyjne warunki umowy podpisywanej na dłuższy okres potrafią skutecznie odstraszyć.

 Internauci najczęściej wspominali o dwóch dużych sieciach: Jatomi Fitness oraz Calypso Fitness Club, które zdobyły po 31 proc. Kiedy jednak bierzemy pod uwagę liczbę interakcji w mediach społecznościowych, to sytuacja wygląda nieco inaczej. Na pierwszym miejscu nadal plasuje się Jatomi Fitness, który wzbudził prawie 200 tys. interakcji, jednak drugie miejsce przypadło CityFit, które wzbudziło ok. 160 tys. interakcji. Ta sieć klubów zyskała też najwięcej wzmianek pozytywnych. Kolejna sieć, Calypso Fitness Club, wzbudziła 135 tys. interakcji – wymienia Karolina Masalska, specjalistka ds. PR w IMM.

Największym zasięgiem (15 mln) może pochwalić się Jatomi Fitness, jednak pod względem sprawności komunikacji odbiega od najlepszych. Większość wpisów internautów pozostaje bez odpowiedzi, a to właśnie nawiązanie kontaktu z klientem może dla firm z branży okazać się kluczowe. Z danych PZPF wynika, że w klubie fitness w Polsce przypada 1,3 osoby na mkw. Opinia każdej z nich na temat cen, warunków i atmosfery w klubie ma ogromne znacznie, ponieważ wpływa na opinię innych internautów.

Najwięcej informacji na temat wybranych firm z branży fitness ukazało się na Facebooku (47 proc.) oraz na Instagramie (32 proc.).

– To właśnie w mediach społecznościowych ukazuje się najwięcej wypowiedzi internautów i tam również firma ma szansę budować swoją popularność i zaufanie wśród klientów. Możliwości Instagrama wykorzystuje m.in. Calypso Fitness Club, który na swoim profilu umieszcza różnego rodzaju promocje. CityFit promuje tam sprawnie swój nowy klubowy sprzęt, a Jatomi oraz Zdrofit motywują swoich klientów do regularnych ćwiczeń – wskazuje Karolina Masalska.

Liczba kobiet w nauce rośnie bardzo wolno. Zajmują one tylko 10 proc. wysokich stanowisk na uczelniach

Liczba kobiet w nauce rośnie bardzo wolno. Zajmują one tylko 10 proc. wysokich stanowisk na uczelniach 9

Statystyki pokazują ogromne dysproporcje w obecności obu płci w naukach ścisłych. Kobiety zajmują zaledwie ok. 10 proc. najwyższych stanowisk akademickich. W Unii Europejskiej kobiety stanowią tylko 11 proc. najwyższych stopniem naukowców, a w ciągu dwóch minionych dekad liczba kobiet naukowców wzrosła zaledwie o 3 pkt proc. Żeby poprawić te statystyki, potrzebne są granty, programy stypendialne, promowanie kobiecych osiągnięć naukowych, a przede wszystkim zmiana społecznego postrzegania.

Zaangażowanie kobiet w naukę można realizować w różnoraki sposób. Jednym ze sposobów jest przyznawanie grantów, dofinansowanie programów edukacyjnych oraz promowanie bardzo szeroko ich osiągnięć nie tylko w środowisku naukowym, lecz także w środowisku publicznym – mówi agencji Newseria Biznes dr Katarzyna Pękala, koordynator programu L’Oreal Polska dla Kobiet i Nauki.

Z opracowanego przez koncern kosmetyczny raportu „Piękne umysły – rola kobiet w świecie nauki” wynika, że w Unii Europejskiej kobiety stanowią tylko 11 proc. spośród najwyższych stopniem naukowców, 28 proc. profesorów studiów humanistycznych i 19 proc. nauk społecznych oraz niespełna 8 proc. w inżynierii i technologii.

Statystyki pokazują, że liczba kobiet naukowców rośnie bardzo wolno. Na przestrzeni lat 1990–2010 zwiększyła się z 26 proc. do zaledwie 29 proc. Jednak trzy czwarte Polaków nie uważa tego za negatywne zjawisko: 73 proc. ankietowanych osób zadeklarowało, że jest to normalne, a zmiany wymagają czasu. Odwrotnego zdania są obywatele pozostałych europejskich państw, w których przeprowadzono badanie. 59 proc. Europejczyków w sześciu krajach stwierdziło, że liczba kobiet w nauce rośnie zdecydowanie za wolno. Dla porównania zaledwie co piąty Polak uważa, że liczba kobiet w nauce jest zbyt niska, a zmiana społeczna powinna postępować szybciej.

Bariery, które przeszkadzają kobietom w osiągnięciu sukcesu w nauce, to m.in. brak wsparcia ze strony przełożonych w instytucjach naukowych i brak wsparcia ze strony partnerów życiowych. Ankietowani wskazali również na problem zajęcia wysokich stanowisk przez mężczyzn, a jednym z głównych powodów, dla których kobiety nie mogą się rozwijać naukowo, jest również brak odpowiednich regulacji prawnych – wskazuje dr Katarzyna Pękala.

Na warszawskich uczelniach wyższych kobiety stanowią około połowy całkowitej liczby studentów. Ale funkcję rektora pełni tylko 11 kobiet (na 58 mężczyzn). Sytuacja wygląda podobnie w instytucjach naukowych i na uczelniach wyższych w całym kraju. Przykładowo, w Krakowie na 34 uczelnie tylko trzy są zarządzane przez kobiety.

Autorzy ubiegłorocznego raportu wskazują, że w nauce nadal widoczne są ogromne dysproporcje na niekorzyść kobiet. W naukach ścisłych kobiety zajmują zaledwie ok. 10 proc. najwyższych stanowisk akademickich. Mężczyznom przypada również większość nagród naukowych. Spośród 575 laureatów Nagrody Nobla w dziedzinach ścisłych takich jak medycyna, fizyka i chemia tylko 16 to kobiety.

Dr Katarzyna Pękala wskazuje, że wspieranie kobiet w rozwoju kariery zawodowej przekłada się na wymierne korzyści dla firm i instytucji, nie tylko w wymiarze finansowym.

Badania naukowe pokazują, że różnorodność w firmach bardzo się opłaca. Zespoły, które są różnorodne, w których pracują zarówno kobiety, jak i mężczyźni, są bardziej kreatywne i bardziej pomysłowe, a w biznesie właśnie o to chodzi – mówi dr Katarzyna Pękala.

Globalny koncern kosmetyczny już od 16 lat realizuje w Polsce program stypendialny L’Oreal Polska dla Kobiet i Nauki. Jego celem jest promowanie osiągnięć naukowych kobiet, które prowadzą zaawansowane badania w dziedzinie nauk o życiu. Co roku pięć laureatek konkursu otrzymuje roczne stypendium naukowe, a od początku polskiej edycji programu jury nagrodziło 75 wyróżniających się kobiet naukowców.

Program jest realizowany we współpracy z Polskim Komitetem ds. UNESCO, Ministerstwem Nauki i Szkolnictwa Wyższego, a w tym roku do grona partnerów przystąpiła również Polska Akademia Nauk – mówi dr Katarzyna Pękala.

Firmy pośrednictwa finansowego przedstawiły swoje propozycje regulacji rynku. To może zapobiec likwidacji tysięcy miejsc pracy

Firmy pośrednictwa finansowego przedstawiły swoje propozycje regulacji rynku. To może zapobiec likwidacji tysięcy miejsc pracy 10

Ustawa o kredycie hipotecznym i nadzorze nad pośrednikami finansowymi może doprowadzić do likwidacji pośrednictwa kredytowego w Polsce – oceniają firmy z branży. Jako alternatywę dla zakazu prowizji od banków postulują m.in. rozdzielenie pośrednictwa i doradztwa kredytowego oraz wprowadzenie rejestru nierzetelnych pośredników. To uchroni tysiące miejsc pracy przed likwidacją, a klientów przed złymi decyzjami kredytowymi i wzrostem kosztów.

17 stycznia w Ministerstwie Finansów została złożona petycja, podpisana przez 25 tys. osób, o wycofanie przepisów, które grożą załamaniem rynku pośrednictwa finansowego. Petycja została przygotowana przez największe organizacje samorządowe zrzeszające pośredników finansowych. Wskazano w niej zagrożenia, jakie przygotowana ustawa niesie dla branży, szczególnie zakaz wypłaty pośrednikom wynagrodzenia przez banki. Petycja zawiera również propozycję nowych rozwiązań.

– Współpracując w ramach trzech samorządowych organizacji, które zrzeszają większość firm pośrednictwa kredytowego w Polsce, udało nam się wypracować rozwiązanie, które naszym zdaniem jest rozsądną alternatywą do zapisu o zakazie wynagrodzenia. To rozdzielenie usług pośrednictwa kredytowego i doradztwa finansowego. W konsekwencji dzisiejsze pośrednictwo kredytowe zostałoby w takiej formie, jaka obowiązuje, czyli z możliwością wypłaty wynagrodzenia przez banki. Jednocześnie powstałaby nowa formuła usługi dla klienta już za jego odpłatnością, co nazywałoby się doradztwem finansowym – podkreśla Artur Nowak-Gocławski, członek zarządu ANG Spółdzielni Doradców Kredytowych i przewodniczący Komitetu Konferencji Przedsiębiorstw Finansowych w Polsce.

Konferencja Przedsiębiorstw Finansowych opracowała także dodatkowe rozwiązania, które mają zwiększyć satysfakcję klienta, a jednocześnie – jak wskazuje Nowak-Gocławski – będą dla branży finansowej lepsze niż zapisy, które znalazły się w ustawie.

 Jedną z propozycji jest obowiązek informowania klienta o powiązaniu kapitałowym pośrednika finansowego z instytucją, która oferuje produkt finansowy. Drugą jest doprowadzenie do tego, żeby agenci czy współpracownicy pracowali z firmami pośrednictwa kredytowego na wyłączność. Obecnie wielu agentów pracuje równolegle z wieloma firmami, w konsekwencji żadna z nich nie ponosi odpowiedzialności za doradcę, nie mówiąc już o tym, że nie jest w stanie wypracować żadnego skutecznego systemu wartości – wymienia w rozmowie z agencją Newseria Biznes przewodniczący Komitetu KPF.

Kolejnym rozwiązaniem jest rejestr nierzetelnych doradców. To narzędzie pozwoli wykluczyć z branży doradców, którzy nadużyli zaufania społecznego.

– Branża pokazuje świadomość potrzeby zmiany i wskazuje na rozumienie swojej służebnej, odpowiedzialnej roli. Tą petycją chcemy zaprosić naszych interesariuszy do dialogu i do współpracy przy rozwiązaniach, które rzeczywiście przyniosą skuteczne narzędzia do poprawienia sytuacji branży finansowej w Polsce – podkreśla Artur Nowak-Gocławski. – W naszej ocenie zakaz wypłaty pośrednikom wynagrodzeń przez banki to bardzo zła propozycja, która może doprowadzić do likwidacji pośrednictwa kredytowego w Polsce.

Ustawa o kredycie hipotecznym i nadzorze nad pośrednikami finansowymi, która w styczniu trafiła do Sejmu, przenosi koszt pośrednictwa na klientów. Uderzy to nie tylko w branżę finansową, która zatrudnia obecnie ok. 20 tys. osób, lecz także w klientów. Kredytem hipotecznym finansowanych jest dziś około 70 proc. transakcji na rynku nieruchomości w Polsce. Blisko połowa jest zaciągana przy wsparciu pośredników finansowych. Pomagają oni klientowi rozeznać się w ofertach banków, sprawdzają zdolność kredytową i monitorują postęp w procesowaniu wniosku klienta. Jeśli kredyt hipoteczny zostanie udzielony, wynagrodzenie pośrednikowi z tego tytułu wypłaca bank.

– Biorąc pod uwagę poziom edukacji finansowej w Polsce, pośrednicy stanowili kapitalne źródło wiedzy i rady. W związku z tym z tej perspektywy uważamy, że przejście na model płatnego doradztwa, co proponuje ta ustawa, może się w Polsce nie udać. Pokazują to zresztą doświadczenia państw Europy Zachodniej, gdzie tylko w niewielkim stopniu udało się przejść na model odpłatnego doradztwa – wskazuje Nowak-Gocławski.

Eksperci oceniają także, że wyeliminowanie pośredników finansowych może w wielu aspektach pogorszyć sytuację kredytobiorców. Po wprowadzeniu nowych przepisów kwota wynagrodzenia dla pośrednika będzie na tyle wysoka, że tylko niewiele osób będzie mogło się zdecydować na skorzystanie z jego wsparcia.

 Ryzyko missellingu, czyli nieodpowiedzialnej sprzedaży, jest oczywiście wyzwaniem dla branży, ale akurat sektor kredytów hipotecznych jest tym ryzykiem obarczony tylko w niewielkim stopniu. Należałoby poszukać zupełnie nowych rozwiązań – przekonuje Nowak-Gocławski.

Długotrwała praca przed komputerem powoduje problemy ze wzrokiem. Krótka, cykliczna gimnastyka oczu może im zapobiec

Długotrwała praca przed komputerem powoduje problemy ze wzrokiem. Krótka, cykliczna gimnastyka oczu może im zapobiec 11

Spędzanie przed ekranem komputera wielu godzin źle wpływa na wzrok. Przyczynia się do zwiększania napięcia akomodacyjnego w oku i zmniejszania częstotliwość mrugania. Nasze oczy nie są odpowiednio nawilżone, a w konsekwencji pojawia się suchość, pieczenie, a nawet bóle głowy. Nierzadko też obraz się rozmywa czy dwoi. Są to podstawowe symptomy tzw. syndromu widzenia komputerowego. Optycy, optometryści i lekarze zalecają, by podczas długotrwałej pracy przed monitorem znaleźć czas na krótkie przerwy dla gimnastyki oczu.

 Niemal 90 proc. ludzi, którzy pracują przy komputerze przynajmniej trzy godziny dziennie, ma różnego rodzaju problemy ze wzrokiem. Elektronika jest dzisiaj bardzo powszechna. Telefonów i komputerów używamy na co dzień, co w przyszłości najprawdopodobniej będzie wiązało się z różnego typu konsekwencjami. Dlatego powinniśmy kontrolować swój wzrok i zgłaszać specjalistom symptomy, które mogą być różne, zależnie od tego, czy mamy jakąś wadę wzroku czy nie. Optyk, optometrysta czy okulista doradzą najlepsze rozwiązanie – mówi agencji Newseria Biznes Paweł Szczerbiński, optyk i optometrysta, ekspert Krajowej Rzemieślniczej Izby Optycznej.

Długotrwała praca przy komputerze zwiększa ryzyko występowania dolegliwości narządów wzroku. Oczy przed monitorem pozostają przez długi czas skupione, co może skutkować zwiększonym napięciem akomodacyjnym. Podczas pracy przed komputerem zmniejsza się też częstotliwość mrugania, przez co odpowiednie nawilżanie rogówki jest zaburzone. W normalnych warunkach ludzkie oko mruga około 15–20 razy na minutę.

– Rekordziści podczas długotrwałej pracy z monitorem komputerowym potrafią mrugać tylko raz na minutę. Kolokwialnie mówiąc, zapominamy o mruganiu, bardzo często drastycznie spowalniamy ten proces. Do zapobiegania temu zjawisku pojawiły się już nawet specjalne programy, które podpowiadają, jak sobie z tym radzić i „przypominają” o mruganiu. Musimy dbać o higienę wzroku, o odpowiednie nawilżenie i kontrolować napięcie akomodacyjne. Już proste ćwiczenia mogą spowodować, że zapomnimy o bólu głowy, sprawią, że wieczorem nie odczujemy pogorszenia się jakości widzenia, a wszystko zaowocuje lepszym samopoczuciem – podpowiada Paweł Szczerbiński.

Dobrym sposobem na trening wzroku w trakcie pracy przed monitorem jest metoda 3×30. Oznacza to, że co 30 minut przez 30 sekund powinniśmy skupić wzrok na czymś, co znajduje się w odległości przynajmniej 30 metrów. Taka krótka, ale cykliczna gimnastyka zminimalizuje zmęczenie oczu.

Specjaliści radzą też, żeby dobrać odpowiedni rozmiar i krój czcionki, który będzie jak najmniej obciążał wzrok. Z badań Vision Ergonomics Research Laboratory przeprowadzonych na zlecenie Microsoftu wynika, że najbardziej przyjazna dla oczu jest Verdana w rozmiarze 10–12.

Równie ważna jest ergonomia stanowiska pracy. Optymalna odległość twarzy od ekranu monitora to według zaleceń Sanepidu 40–75 cm. Powinno się zadbać o odpowiednie nawilżenie pomieszczenia. Suche powietrze, np. klimatyzacja czy też brak dostępu świeżego powietrza mogą powodować suchość i swędzenie oczu. Dlatego warto się zaopatrzyć w nawilżacz i zadbać o częste wietrzenie pomieszczenia, w którym pracujemy.

Eksperci radzą, by co najmniej raz do roku skontrolować wzrok u optometrysty czy okulisty, a w razie jakichkolwiek odstępstw zadbać o odpowiednie skorygowanie oczu za pomocą okularów. Brak właściwej korekcji wady może powodować pogłębianie się problemów ze wzrokiem. Z powodu małej ilości mrugnięć, nie poleca się stosowania soczewek kontaktowych do pracy z komputerem.

 Osoba krótkowzroczna, która dużo czasu spędza przed komputerem, może wypracować sobie tzw. sztuczną krótkowzroczność. To oznacza, że kiedy zbyt długo skupia wzrok, to może wystąpić tzw. przykurcz akomodacyjny. Wiele osób pewnie się z tym problemem spotyka: „rano widzę całkiem dobrze, a wieczorem po pracy już jakby gorzej”. Z kolei u osoby nadwzrocznej, która długo pracuje przed monitorem, często nadmierne napięcie akomodacyjne skutkuje bólami głowy lub innymi dolegliwości – przestrzega Paweł Szczerbiński.

Ekspert Krajowej Rzemieślniczej Izby Optycznej podkreśla, że objawy zmęczenia oczu mogą być bardzo różne, począwszy od mniej oczywistych: bóle głowy czy ogólne pogorszenie samopoczucia, do bardziej oczywistych takich jak: rozmywanie lub dwojenie obrazu, pieczenie i swędzenie, suchość oczu czy uczucie piasku pod powiekami. Są to symptomy tzw. syndromu widzenia komputerowego, który jest powodowany właśnie długotrwałą pracą przed monitorem.

– Pierwsze, co w takim wypadku należy zrobić, to udać się do specjalisty, który ma odpowiednie kompetencje. Odpowiedni specjalista w salonie optycznym przeprowadzi z nami rozmowę, poszuka najlepszego rozwiązania, które będzie odpowiadało naszym potrzebom. Jeżeli będzie to konieczne i problem okaże się bardziej złożony, to wyśle nas dalej do okulisty lub optometrysty. Jeżeli zapyta tylko o wartości okularów, to powinnyśmy się zastanowić, czy trafiliśmy na pewno we właściwe miejsce. W przypadku odpowiedniego wsparcia oraz dobrze dobranych okularów wielogodzinna praca przed komputerem nie musi być aż tak męcząca – mówi Paweł Szczerbiński.

Zaznacza, że okulary do wielogodzinnej pracy przed komputerem powinny mieć odpowiednią powłokę antyrefleksyjną, koniecznie z warstwą filtrującą światło. Zwykła powłoka antyrefleksyjna nie jest tu wystarczająca.

– Powłoka antyrefleksyjna z dodatkową filtracją światła zadba o zredukowanie światła odbitego, ale przede wszystkim przefiltruje najbardziej drażniące światło niebiesko-fioletowe. Ta długość fali wpływa na zmęczenie oczu i może wpływać na degradację receptorów siatkówki. Powłoki te stają się coraz bardziej powszechne i jeżeli ktoś zatroszczył się o profesjonalne zabezpieczenie swoich oczu, to zauważymy na jego szkłach okularowych niebiesko-fioletowy poblask – mówi Paweł Szczerbiński.

Problemy ze wzrokiem coraz częściej dotykają też dzieci, które obecnie powszechnie korzystają z tabletów, laptopów czy smartfonów. Te ostatnie są najbardziej niebezpieczne, ponieważ są przysuwane bardzo blisko oczu. Dlatego specjaliści zalecają, żeby zadbać o oczy naszych dzieci już na wczesnym etapie, co pozwoli zapobiec ewentualnym konsekwencjom w przyszłości.

Projekt polskich regulacji GDPR wiosną 2017 roku

Nowa krajowa regulacja o ochronie danych osobowych wciąż są w fazie koncepcyjnej, ale jak przekonuje dr Maciej Kawecki, doradca w Gabinecie Politycznym Ministra Cyfryzacji „założeniem jest, aby projekt nowych przepisów został przedstawiony wiosną 2017 roku”. Kwestie prawne i technologiczne były przedmiotem dyskusji na seminarium dotyczącym unijnej reformy danych osobowych oraz jej skutków dla podmiotów indywidualnych i gospodarczych w Polsce, które odbyło się w dniu 16 stycznia br. w Warszawie.

Seminarium pod patronatem Ministerstwa Cyfryzacji, Generalnego Inspektora Ochrony Danych Osobowych oraz Przedstawicielstwa Komisji Europejskiej w Polsce zgromadziło wybitnych specjalistów i przedstawicieli kluczowych organów administracji publicznej,  których wystąpienia wysłuchali licznie zgromadzeni uczestnicy z różnych sektorów.

Podczas czterech sesji prelegenci zaprezentowali istotne rekomendacje dla polskich podmiotów w odniesieniu do całego pakietu przepisów rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (GDPR/RODO).

Dostosowanie krajowych regulacji prawnych oraz wprowadzenie odpowiednich procedur wraz z rozwiązaniami technologicznymi przez podmioty zobowiązane wiąże się ze skomplikowanym procesem. Chociaż rozporządzenie będzie stosowane dopiero od dnia 25 maja 2018 r. to już teraz istotnym jest poznanie przyszłych przepisów krajowych i zorientowanie w stosowych procedurach.

Jak przekonuje dr Maciej Kawecki z Ministerstwa Cyfryzacji przy pracy nad ustawą „polski ustawodawca kieruje się główną zasadą, że uregulowanie danej kwestii w GDPR/RODO wyłącza możliwość jej przyjęcia przez krajowe ustawodawstwo państw członkowskich chyba, że przepisy ogólnego rozporządzenia powyższe przewidują”. W takim przypadku państwa członkowskie mogą „uregulować daną kwestię w zakresie, w jakim nie wyłącza to ani nie utrudnia stosowania przepisów ogólnego rozporządzenia” – wyjaśnia ekspert.

W seminarium udział wzięli między innymi: Piotr Drobek, Zastępca Dyrektora Departamentu Edukacji Społecznej i Współpracy Międzynarodowej, GIODO, Rafał Szyndlauer, Analityk polityczny, Przedstawicielstwo Komisji Europejskiej w Polsce, radca prawny Jakub Wezgraj, ekspert Fundacji Pułaskiego i Krzysztof Grabczak – Identity Governance and Enterprise Security Sales Director, Oracle Polska.

Pełna relacja już wkrótce!

Smog to problem ponadregionalny. Jak z nim walczyć?

Polska od lat ma najbardziej zanieczyszczone powietrze w Unii Europejskiej. W wielu miastach stężenie toksycznych i rakotwórczych substancji  wielokrotnie przekracza dopuszczalne normy. Z tego powodu rocznie umiera kilkadziesiąt tysięcy Polaków. 

Jan Kasprzycki-Rosikoń o projektach crowdsourcingowych dla samorządów

Crowdsourcing w Polsce rozwija się bardzo dynamicznie i z roku na rok przybiera coraz to nowe formy. Nowoczesne technologie umożliwiają samorządom zaangażowanie mieszkańców miast i współtworzenie projektów poprzez wykorzystanie różnorodnych sposobów aktywności.

W ostatnim czasie zrealizowaliśmy kilkanaście projektów dla samorządów w Polsce. Do jednych z najciekawszych można zaliczyć projekt realizowany dla miasta Warszawy, którego władze chciały dowiedzieć się jak powinno wyglądać miasto za 15 lat w opinii jej mieszkańców, także ekspatów, czyli zagranicznych menedżerów pracujących w Polsce – powiedział w rozmowie z MarketNews24 – Jan Kasprzycki-Rosikoń, współzałożyciel MillionYou, Dyrektor EY Crowdsourcing.

Więcej na temat citizensourcingu w materiale wideo.

*Citizensourcing (z ang. „citizen” – mieszkaniec, „sourcing” – pozyskiwanie) – angażowanie mieszkańców, czy obywateli celem wspólnego zmieniania, zarządzania miastem, czy państwem.

Personalizacja treści i automatyzacja marketingu zwiększą sprzedaż

Firmy, które znają oczekiwania swoich klientów, sprzedają więcej. Wszystko dzięki możliwości spersonalizowania udostępnianych treści, a także automatyzacji procesów marketingowych. Pierwsze narzędzie pomoże zbudować relację z odbiorcą, a drugie zwiększy efektywność wykonywanych działań.

Każdy użytkownik, który spędził na danej stronie kilka minut i zastanawiał się nad zakupem konkretnego produktu, mógł zaobserwować w praktyce, czym jest personalizacja treści i automatyzacja procesów marketingowych. Co więcej, według najnowszych badań przeprowadzonych przez firmę analityczną Gartner, aż 54 proc. respondentów byłoby w stanie zrezygnować ze swojego sprzedawcy, gdyby nie dostosowywał on oferty i przekazu do ich oczekiwań. Nie dziwi więc fakt, że przedsiębiorcy coraz częściej decydują się na wykorzystywanie tych nowoczesnych narzędzi marketingowych w celu zwiększenia dotarcia do potencjalnych klientów.

Personalizacja treści

Tomasz Gibas, prezes Coders Center
Tomasz Gibas, prezes Coders Center

Jakość przekazywanych treści w procesie sprzedażowym jest kluczowa. Biorąc pod uwagę liczbę przekazów reklamowych, z którymi spotyka się konsument, przedsiębiorcy w pierwszej kolejności muszą zadbać o spełnienie ich oczekiwań. Ostatnie badania przeprowadzone przez SailThru pokazują, że 39 proc. respondentów uznaje spersonalizowane treści przychodzące na ich pocztę e-mail za przydatne, jeśli są dostosowane do ich zainteresowań. Często jest to impulsem do podjęcia decyzji zakupowej. – Dostosowywanie treści do konkretnego użytkownika może odbywać poprzez obserwację jego zachowania w Internecie – przeglądanych treściach, aktywności w social mediach, analizę wypełnionych formularzy. Takie rozwiązanie świetnie sprawdza się w przypadku e-commerce. Jeśli użytkownik porusza się po sklepie internetowym i przegląda produkty, ale nie zdecyduje się na ich zakup, to po opuszczeniu strony, treści reklam w Internecie będą wybierane pod kątem jego wcześniejszych wyszukiwań – komentuje Tomasz Gibas, prezes Coders Center, firmy dostarczającej rozwiązania z zakresu automatyzacji procesów marketingowych.

Personalizacja treści to także dostosowywanie obrazów, nagłówków, reklam w zależności od tego, jakie treści interesują odbiorcę. Według Sitecore, czyli globalnego lidera w zakresie zarządzania doświadczeniem klienta, za pomocą specjalistycznych narzędzi można zrozumieć i spełnić jego oczekiwania. Konieczne jest jednak wykorzystywanie ich w odpowiednim miejscu i czasie – czyli rzeczywistym. Za pomocą tych specjalistycznych narzędzi można ustalić m.in. co skłoniło konsumenta do odwiedzenia strony, skąd pochodzi, gdzie się znajduje w danej chwili i jaka występuje tam pogoda, a także jego ulubione strony. Personalizacja treści często powiązana jest z pojęciem CRM (Customer Relationship Management) i ma na celu budowanie trwałych relacji z klientem w celu potęgowania długoterminowych korzyści dla przedsiębiorstwa.

Automatyzacja procesów marketingowych

Wykorzystywanie automatyzacji działań to jeden z najnowszych i najskuteczniejszych trendów marketingowych. Jak dodaje prezes Coders Center – Przedsiębiorcy szukają rozwiązań, które zwiększą ich sprzedaż i, w konsekwencji, polepszą wyniki finansowe firmy. Świadczą o tym zmieniające się trendy sprzedaży, coraz większe zapotrzebowanie na platformy e-commerce oraz wdrażanie systemów wspierających automatyzację marketingu. Takie rozwiązania nie są tanie, ale już teraz korzystają z nich największe firmy w Europie i USA, a zwrot z inwestycji jest szybki. Co ważne, świadomość klientów w zakresie nowoczesnych rozwiązań internetowych, a więc również w obszarze automatyzacji marketingu, stale rośnie.

W jaki sposób działa automatyzacja w praktyce? Łatwo wyobrazić sobie sytuację, kiedy użytkownik planuje wakacje, więc szuka najlepszych ofert na stronie biura podróży. Kiedy spędzi na tej stronie kilka minut, jednak nie zdecyduje się na zakup, wówczas otrzyma informację np. o specjalnej zniżce na konkretną podróż. Reklama może także pojawić się w kanałach social media lub osoba ta otrzyma spersonalizowanego maila. Z automatyzacją marketingową powiązane jest pojęcie omnichannel automation, czyli automatyzacji komunikatów między różnymi kanałami. Takie działania zwiększają prawdopodobieństwo zakupu danego produktu przez potencjalnego klienta.

Znajomość oczekiwań klientów ma bezpośredni wpływ na sprzedaż, a w konsekwencji wzrost przychodów firmy. W tym celu warto korzystać zarówno z personalizacji treści, jak i automatyzacji procesów marketingowych. Stosując takie narzędzia, firmy skutecznie budują relacje z klientami i umacniają swoją pozycję na rynku.

Banki znów straszą opuszczeniem Wielkiej Brytanii

Główne światowe banki zaczynają analizować afekty twardego Brexitu zapowiedzianego wczoraj przez premier Theresę May.

CEO HSBC Holdings Plc, Stuart Gulliver zapowiedział, iż część operacyjna, generująca ok. 20 proc. przychodów holdingu, może przenieść się do Paryża. Natomiast prezydent UBS Investment, Andrea Orcel zapowiedział, iż bank przeniesie swoich pracowników z Londynu po wyjściu Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej. Para GBPUSD koryguje więc dziś wczorajsze silne wzrosty i traci już 0,9 proc. handlując znowu poniżej poziomu 1,23. Para EURGBP zyskuje 0,5 proc. i handluje w pobliżu poziomu 0,8680. Również para GBPLN traci 0,5 proc. i ponownie zbliża się do psychologicznego poziomu 5 zł.

Bank Kanady pozostawił dziś, zgodnie z oczekiwaniami, stopy procentowe na poziomie 0,5 proc.

Dolar kanadyjski zareagował spokojnie na te dane. Para USDCAD zyskuje 0,2 proc. i handluje w pobliżu poziomu 1,3070. Po raz pierwszy od 8 sesji zyskuje, aczkolwiek jedynie 0,5 proc., para USDJPY, która handluje obecnie w pobliżu poziomu 113,40.

W dniu dzisiejszym rosną ceny metali przemysłowych, a liderem jest cynk, który zyskuje 1,7 proc., po tym jak S&P Global podwyższył prognozy cen metali na koniec 2017 roku dla cynku, miedzi i rudy żelaza.

Pomimo, iż miedź zyskuje dziś jedynie 0,3 proc. to dalej mocno w górę pną się akcje KGHM, które zyskują już 3,5 proc. i handlują po 113,5 zł, najdrożej od półtora roku. Ropa naftowa WTI traci dziś niecałe 2 proc. i handluje w pobliżu poziomu 51,5 dolarów za baryłkę, a ropa Brent traci 1,8 proc. i handluje w pobliżu poziomu 54,5 dolarów za baryłkę.

Akcje brytyjskiej firmy wydawniczej Pearson Plc tąpnęły w dniu dzisiejszym aż 28 proc. po tym, gdy firma niespodziewanie obniżyła prognozy zysku.

Firma zapowiedziała również sprzedaż części biznesu dotyczącego książek. Z innych wiadomości, CEO Deutsche Banku, John Cryan przeprosił inwestorów po tym, gdy Bank zgodził się na zapłatę 7,2 mld dolarów kary w ramach ugody z amerykańskim Departamentem Sprawiedliwości odnośnie szkodliwej działalności na rynku instrumentów hipotecznych przed 2008 rokiem.

Inwestorzy oczekują na dzisiejsze przemówienie prezes Fed-u, Janet Yellen podczas dyskusji ekonomistów w San Francisco, oczekując komentarza odnośnie planowanego przez Donalda Trumpa stymulusu.

W dniu jutrzejszym kluczowe będzie posiedzenie Europejskiego Banku Centralnego i jego zapatrywanie na zaczynającą rosnąć inflację. Inflacja w strefie euro w grudniu wzrosła zgodnie z prognozami 0,5 proc. miesiąc do miesiąca i 1,1 proc. rok do roku. Natomiast inflacja bazowa (z wyłączeniem cen żywności i energii) wzrosła również zgodnie z oczekiwaniami 0,4 proc. miesiąc do miesiąca i 0,9 proc. rok do roku.

Andrzej Kiedrowicz, Chief Operating Officer KOI Capital

KPF: Pośrednicy kredytowi chcą rozmawiać z rządem

Eksperci Konferencji Przedsiębiorstw Finansowych i praktycy rynku pośrednictwa kredytowego nie mają wątpliwości, że przyjęty przez Radę Ministrów kształt ustawy implementującej tzw. dyrektywę hipoteczną, zagraża funkcjonowaniu całej branży pośrednictwa kredytowego. Tworzy jednocześnie nowe zagrożenia dla jakości świadczonych dla klientów usług. Pośrednicy kredytowi wypracowali własne, konkretne rozwiązania, które zwiększą transparentność ich działania i bezpieczeństwo klientów.

W odpowiedzi na planowane przez rząd wprowadzenie zmian regulacyjnych w branży pośrednictwa kredytowego, zwłaszcza mocno kontrowersyjny zapis w art. 16 ust. 6, zabraniający instytucjom kredytowym wypłacania wynagrodzenia pośrednikom, pośrednicy proponują rozwiązania, które rzeczywiście wpłyną na poprawę bezpieczeństwa klientów, ale nie spowodują załamania rynku. Zarekomendowano szereg pozytywnych zmian, zapewniających skuteczniejszą ochronę praw i realizację interesów klientów.

Znakomita część branży finansowej ma świadomość wymagań, jakie przed nią stoją. Służebną, podporządkowaną potrzebom klienta rolę, profesjonalizację i odpowiedzialność społeczną możemy zobaczyć w działaniach wielu firm finansowych, w tym również zajmujących się pośrednictwem. Nasze wysokie wymagania wobec branży budują w nas silne przekonanie, że powinniśmy w tym zakresie zrobić więcej. Dlatego też Konferencja Przedsiębiorstw Finansowych wypracowała rozwiązania, które idą znacznie dalej w zakresie doskonalenia branży pośredników finansowych niż dyskusyjne zapisy ustawy o kredycie hipotecznym. Proponowane przez KPF rozwiązania są przede wszystkim skuteczne w zwiększaniu bezpieczeństwa i satysfakcji naszych klientów – mówi Artur Nowak-Gocławski z ANG Spółdzielni Doradców Kredytowych, jednocześnie Przewodniczący Komitetu KPF.

Zdaniem KPF, ustawa w takim kształcie, jaki proponuje rząd, nie tylko nie wyeliminuje źródeł nierzetelnych praktyk, ale wygeneruje nowe, negatywne zjawiska. W efekcie zmian legislacyjnych można się spodziewać likwidacji kilkunastu tysięcy miejsc pracy w sektorze pośrednictwa i równocześnie zmniejszenia dostępności usług pośrednictwa finansowego dla klientów. Zmiany zwiększą skalę zjawiska nadmiernego zadłużenia i pogorszenie jakości portfela należności kredytowych w bankach.

Przerzucenie całkowitych kosztów usługi doradczej z banku na klienta nie tylko nie spowoduje oczekiwanej sanacji wśród pośredników, ale wręcz będzie silnie inspirowało, czy nawet zmuszało część z nich do szukania dróg na skróty. Marginalne dzisiaj przypadki nieuczciwych działań w sektorze kredytu hipotecznego staną się bardziej powszechne – twierdzi Andrzej Roter, Prezes Zarządu KPF – Obawiam się bardzo szybkiego wzrostu zjawiska niepożądanej kooperacji pomiędzy pośrednikami, którzy zostaną właściwie „zmuszeni” do zarabiania i klientów, którzy w aktualnym modelu pośrednictwa i realiach nie mieliby żadnych szans na uzyskanie pozytywnej decyzji kredytowej. Wszystkich uczestników rynku czekają niepotrzebne zawirowania wokół nowych zjawisk, którym już dziś moglibyśmy przeciwdziałać skutecznie.

Propozycje firm pośrednictwa finansowego wyglądają następująco:

Rozróżnienie na doradcę i pośrednika

KPF rekomenduje, by zakazać pobierania wynagrodzenia od banków, ale wyłącznie w przypadku tych osób, które zamierzają działać w formule niezależnego doradcy. Udzielałyby one konkretnej rekomendacji, odpowiedniej do indywidualnie określonego profilu klienta, za którą byłyby odpowiedzialne cywilnie. W drugim modelu, tradycyjnie rozumiany pośrednik pobierałby wynagrodzenie od dostawcy produktów kredytowych za przygotowanie i przedstawienie dostępnych ofert na rynku oraz przeprowadzenie klienta przez cały proces kredytowy, tak jak dzieje się to dzisiaj. Takie rozróżnienie powinno mieć jednoznaczne odzwierciedlenie w rejestrze, prowadzonym przez KNF. Zachowania odbiegające od przepisów byłyby zaś objęte katalogiem kar, z których najmniej dolegliwą byłoby wykluczenie z rejestru doradców i pośredników. Klienci zyskają możliwość wyboru, ale nie tracąc pakietu aktualnych korzyści. Ta rekomendacja może być zrealizowana w ramach aktualnie procedowanego projektu ustawy.

Pełna jawność wynagrodzenia pośrednika

Wymagana byłaby pełna jawność w zakresie informacji o dostawcach kredytowych, z jakimi pośrednik pracuje oraz wysokości prowizji, pobieranej przez niego za doprowadzenie do zawarcia umowy kredytowej. Ta rekomendacja może być zrealizowana w ramach procedowanego aktualnie projektu ustawy.

Praca z jednym pośrednikiem na wyłączność

Zakaz konkurencji i obowiązek pracy z jednym pośrednikiem na wyłączność sprawi, że doradca przyjmie określone wartości i misję firmy, z którą podejmuje współpracę oraz będzie działał według jej zasad i procedur. Klient będzie wiedział, jaka instytucja stoi za doradcą, czego może oczekiwać i wymagać, a w razie sytuacji kryzysowej – gdzie szukać pomocy lub złożyć reklamację. Praca doradców na wyłączność umożliwi zachowanie kontroli nad ich działalnością. Ta rekomendacja może być zrealizowana w ramach aktualnie procedowanego projektu ustawy.

Niepowiązany, oznacza bez powiązań kapitałowych

Ryzyko prezentacji klientowi oferty względnie lub wprost gorszej niż najlepsza z dostępnych na rynku ujawniać się może w większym stopniu, jeśli pośrednik ma powiązania kapitałowe z dostawcą produktów kredytowych czy innych produktów finansowych. Niepowiązanym mógłby się nazywać wyłącznie podmiot, który takich związków kapitałowych nie posiada. Informacja o ewentualnych powiązaniach kapitałowych da klientowi możliwość skuteczniejszego wywierania presji zarówno przez klienta, jak i przez banki na jakość praktyk biznesowych pośredników kredytowych. Poza tym, obecny zapis mówiący o tym, czy pośrednik jest powiązany, należałoby doprecyzować, gdyż określenie co do liczby ofert, wymaganej do zaprezentowania przez pośrednika niepowiązanego, jest nadal nieprecyzyjne. Branża proponuje zapis określający pośrednika powiązanego (obok powiązań kapitałowych) w przypadku, gdy ten posiada oferty nie więcej niż 3 kredytodawców. Ta rekomendacja może być zrealizowana w ramach aktualnie procedowanego projektu ustawy.

Współdzielenie się informacją o nierzetelnych praktykach agentów kredytowych

Istotnym źródłem aktualnie występujących problemów jest brak skutecznych narzędzi do wykluczania z rynku nierzetelnych agentów kredytowych. Dziś zdarza się, że pomimo zaprzestania współpracy z nieuczciwym agentem przez jedną instytucję finansową z sektora kredytowego, taki agent zatrudniany jest przez inną instytucję kredytową, nieświadomą historii aktywności biznesowej takiego agenta. Celem przeciwdziałania temu zjawisku, KPF prowadzi intensywne, daleko zaawansowane prace. Przebiegają one w ścisłej współpracy z praktykami rynku kredytowego, a zmierzają do uruchomienia platformy współdzielenia się informacją przez dostawców kredytu (banki, instytucje pożyczkowe, pośredników kredytowych) o nierzetelnych agentach. Ta rekomendacja wykracza poza ramy aktualnie procedowanego projektu ustawy.

Petycję do Ministra Rozwoju i Finansów o wstrzymanie zapisów legislacyjnych do czasu uzgodnienia optymalnej wersji ustawy podpisało ponad 25 tys. osób.

 

Źródło: KPF          

Kurs złotówki traci do euro, dolara i franka, zyskuje do funta

Marcin Kiepas, analityk rynków finansowych
Marcin Kiepas

Złoty w środę traci do euro, dolara i franka, odrabiając jednocześnie część wczorajszych dużych strat do funta. Inwestorzy czekają na popołudniowe dane z Polski i USA oraz na wieczorne wystąpienie Janet Yellen.

O godzinie 13:26 kurs EUR/PLN testował poziom 4,3710 zł wobec 4,3630 zł we wtorek na koniec dnia, kurs USD/PLN rósł do 4,09 zł z 4,0735 zł, a CHF/PLN do 4,08 zł z 4,0665 zł. Spadły natomiast notowania GBP/PLN. Za funta trzeba było zapłacić 5,0240 zł, po tym jak wczoraj jego notowania podskoczyły z 4,9610 zł do 5,0520 zł. Tym samym środa na rodzimym rynku walutowym upływa odreagowania wczorajszych zmiany.

Z najciekawszą sytuacją mamy do czynienia na GBP/PLN. We wtorek kurs funta podskoczył o 9 gr i powrócił powyżej psychologicznej bariery 5 zł. Korelował to z podobnym zachowaniem wobec innych walut i było następstwem wystąpienia brytyjskiej premier May, która przedstawiła priorytety rządu podczas negocjacji ws. wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej.

May potwierdziła wcześniejsze medialne doniesienia nt. twardego BREXIT-u. W wielu przypadkach jej wystąpienie było koncertem pobożnych życzeń, mających przekonać brytyjskich wyborców, że BREXIT wyjdzie im na dobre. Jednak z punktu widzenia inwestorów najważniejsze było to, że porozumienie z Unią Europejską ma zostać zatwierdzone przez parlament. To dało nadzieję, że BREXIT nie będzie w „wersji twardej”, odsunie się w czasie lub być może wcale do niego nie dojdzie. Stąd też gwałtowne umocnienie funta. Szczególnie, że opublikowane wczoraj dane pokazały silniejszy od zakładanego wzrost inflacji na Wyspach, co w normalnych warunkach zwiększałoby oczekiwania na podwyżkę stóp procentowych przez Bank Anglii.

Obserwowany dziś spadek GBP/PLN w okolice 5,02 zł to naturalna korekta wczorajszego skoku. I tylko tyle. Nie można z tego ruchu jeszcze wyciągać żadnych daleko idących wniosków. Z punktu widzenia czynników fundamentalnych, wczorajsze wystąpienie May wpisuje się w dość zmienne oczekiwania rynków odnośnie konsekwencji BREXIT-u (to wciąż duża niewiadoma), ale w dłuższym horyzoncie czasu nic nie zmienia. W krótkim terminie, gdyby sytuację oceniać przez pryzmat analizy wykresu GBP/PLN, wtorkowy skok jest odreagowaniem mających swój początek w grudniu spadków. Celem tego odreagowania są okolice 5,10 zł. Później funt powinien wrócić do trendu spadkowego, kierując się najpierw do 5 zł, a następnie ku 4,80 zł.

Obserwowane obecnie zmiany na krajowym rynku walutowym nie są jeszcze ostateczne. To co dziś najważniejsze dopiero się wydarzy. Zachowanie złotego w drugiej połowie dnia będzie już pochodną popołudniowych danych napływających z rodzimej gospodarki i USA, a także wieczornego wystąpienia Janet Yellen.

O godzinie 14:00 zostaną opublikowane grudniowe raporty o płacach (prognoza: 3,95% R/R) i zatrudnieniu (prognoza: 3,1% R/R) w polskich firmach. Jest szansa, że okażą się one lepsze od oczekiwań, wzmacniając tym samym złotego. Następnie inwestorzy poznają, kluczowe w dniu dzisiejszym, raport z USA nt. inflacji CPI (godz. 14:30; prognoza: 2,1% R/R) i produkcji przemysłowej (godz. 15:15; prognoza: 0,6% M/M). O godzinie 21:00 natomiast będzie mieć miejsce wystąpienie szefowej Fed Janet Yellen, które poświęcone będzie polityce monetarnej. Gdyby to wszystko doprowadziło do umocnienia dolara, to pośrednio uderzyłoby to również w złotego, który pogłębi straty nie tylko w relacji do „zielonego”, ale też do euro i szwajcarskiego franka.

Marcin Kiepas, niezależny analityk