Branża motoryzacyjna w Polsce nie zwalania. W 2017 będzie produkować jeszcze więcej

Przedstawiciele sektora motoryzacyjnego w Polsce jeszcze nigdy nie byli tak optymistyczni w swoich prognozach dotyczących produkcji. Aż 68% reprezentantów automotive spodziewa się, że produkcja w ich fabrykach w najbliższych sześciu miesiącach wzrośnie. Jest to wynik o 9 p.p. wyższy niż w poprzednim roku i jednocześnie najlepszy, od kiedy badanie jest realizowane – wynika z raportu „MotoBarometr 2016. Nastroje w automotive. Polska, Czechy, Niemcy, Rosja, Słowacja” przygotowanego przez Exact Systems, firmę kontrolującą jakość części samochodowych. Co więcej, na większe zamówienia liczy też ponad połowa przedstawicieli motobranży na Słowacji, w Rosji i Czechach, tylko w Niemczech widać nieco słabsze nastroje.

Paweł Gos, prezes Exact Systems
Paweł Gos, prezes Exact Systems

Na prosperity w automotive w danym kraju wpływa kilka czynników. Między innymi zbudowanie nowej fabryki pod produkcję nowego modelu samochodu czy nowych podzespołów samochodowych. Informacji o takich inwestycjach w ostatnich miesiącach mieliśmy kilka. Niedawno została otwarta fabryka Volkswagena we Wrześni, a w najbliższych latach zostaną uruchomione zakłady wytwarzające silniki Toyoty i Daimlera. Co więcej, łańcuchy produkcyjne w branży motoryzacyjnej są bardzo umiędzynarodowione, dlatego na wzrosty będą miały wpływ także zwiększone zamówienia składane przez zagranicznych partnerów. A jak widać z naszego badania, przedstawiciele czeskiego czy słowackiego automotive, dokąd eksportujemy coraz więcej mototowarów, zgłaszają wzrost produkcji w ich fabrykach. Te wszystkie czynniki sprawiają, że przedstawiciele branży motoryzacyjnej w naszym kraju w najbliższych miesiącach będą pracować na najwyższych obrotach i śrubować kolejne rekordy produkcji czy eksportu produkcji sprzedanej – mówi Paweł Gos, prezes zarządu Exact Systems S.A.

Polska na czele motoryzacyjnego peletonu

Przedstawiciele sektora motoryzacyjnego w Polsce są wśród zbadanych państw największymi optymistami, jeśli chodzi o produkcję w branży.

motoryzacja 2017

Aż dwóch na trzech zapytanych spodziewa się, że produkcja w ich fabrykach w najbliższych sześciu miesiącach wzrośnie. Jest to wynik o 9 p.p. wyższy w porównaniu do poprzedniego roku (lipiec 2015: 59%) i jednocześnie najlepszy, od kiedy badanie jest realizowane. Jedna czwarta zapytanych uważa, że wartość produkowanych przez nich wyrobów pozostanie na podobnym poziomie. Na większe zamówienia liczy też ponad połowa przedstawicieli automotive na Słowacji, w Rosji i Czechach. Tylko w Niemczech widać nieco słabsze nastroje – tutaj tylko jedna trzecia liczy na wzrost produkcji, a ponad 60% zapytanych nie spodziewa się większych zmian.

W sektorze dostawców obecnie trudno wskazać tylko kilka realizowanych inwestycji czy reinwestycji, gdyż bardzo wiele firm rozbudowuje swoje zakłady lub zwiększa, poprzez park maszynowy, moce produkcyjne. Oddzielną kwestią jest wpływ takich projektów jak Jaguar Land Rover w słowackiej Nitrze na sieć dostawczą także w naszym kraju. Wszystkie te aspekty spowodują wzrost, pod każdym względem, wyników sektora motoryzacyjnego w 2017 roku i kolejnych latach – podkreśla Rafał Orłowski, Partner w AutomotiveSuppliers.pl.

Zagranica napędza automotive w Polsce

Ponad połowa przedstawicieli branży motoryzacyjnej w Polsce upatruje szansy na wzrost produkcji dzięki nowym zamówieniom od zagranicznych partnerów. W szczególności, 36% zapytanych liczy na zlecenia od obecnych klientów z zagranicy, a 19% spodziewa się zleceń od nowych zagranicznych klientów. Na wzrost produkcji będą miały wpływ także firmy z Polski (41%). Tylko 1% respondentów liczy na zamówienia w związku z otwarciem nowej fabryki samochodów.

motoryzacja 2017 polska

Skąd tak optymistyczna ocena koniunktury? – Polska od wielu lat jest postrzegana jako kraj o stabilnej sytuacji politycznej, silnym otoczeniu prawnym i ekonomicznym, z rozwijającą się i nowoczesną infrastrukturą. Jeśli dodamy do tego konkurencyjne koszty pracy i wysokiej jakości zaplecze inżynierskie z szeroką bazą fabryk dostawców dla automotive, to uzasadnione jest, że przedstawiciele branży spodziewają się wielu nowych zleceń zarówno ze strony krajowych jak i zagranicznych partnerów, a w konsekwencji prognozują wzrost produkcji w najbliższych miesiącach – podsumowuje Paweł Gos z Exact Systems.

Metodologia badania

Badanie „Nastroje w automotive. Polska, Czechy, Niemcy, Rosja, Słowacja” zostało przeprowadzone przez firmę Exact Systems na celowej próbie przedstawicieli firm z sektora automotive będących klientami Exact Systems. Wśród nich znajdują się m.in. producenci samochodów, poddostawcy części i komponentów samochodowych Tier I i Tier II takich jak wycieraczki, szyby samochodowe, dachy, kolumny kierownicze czy elementy bezpieczeństwa. Wielkość próby wyniosła 413 respondentów z 5 państw (Polska, Czechy, Niemcy, Rosja, Słowacja). Respondentami byli przedstawiciele zakładów motoryzacyjnych, w tym OEM i Tier, a w szczególności inżynierowie ds. jakości, dyrektorzy zakładów, managerowie ds. jakości i produkcji.

Badanie zrealizowano metodą telefonicznych wywiadów (CATI), ankiet online oraz ankiet indywidualnych od lipca do września 2016 roku.

Święta rozpoczynają sezon na pracę

Wraz z nadejściem grudnia nadchodzi pełnia sezonu na prace tymczasowe w okresie świątecznym. W tym czasie prawdziwy boom przeżywają sektor handlowy, logistyczny i promocyjny. To powoduje, że wzrost zapotrzebowania na pracowników potrafi być nawet o 50% wyższy niż innych miesiącach, a w warunkach rekordowo niskiego bezrobocia oznacza to zwiększone trudności rekrutacyjne. Dlatego w tym roku przy pracach świątecznych spotkamy więcej pracowników z Ukrainy. Z danych Work Service wynika, że w tym roku średnie stawki godzinowe przekraczają 13 zł brutto, a więc poziom wynagrodzenia, który od stycznia będzie stanowił nową godzinową płacę minimalną.

Dla wielu osób nadejście okresu świątecznego to czas wytchnienia, odpoczynku i możliwości spotkania z bliskimi. Jednak zanim ten moment nadejdzie gospodarka przeżywa ostatnie w ciągu roku ożywienie, które generuje zapotrzebowanie na pracowników. Należy jednak zwrócić uwagę, że między innymi ze względu na niespotykaną od 25 lat sytuację na rynku pracy, tegoroczny sezon jest wyjątkowy. Obecna stopa rejestrowanego bezrobocia wynosi jedynie 8,2%, co oznacza, że w porównaniu z ubiegłym rokiem pula osób bezrobotnych spadła o niemal 210 tysięcy.

– W tym roku świąteczny sezon na pracę jest odmienny od sytuacji z lat ubiegłych. Narastające niedobory kadrowe notowane w całym roku kumulują się okresie wzmożonego popytu na pracowników i powodują większe trudności ze znalezieniem kandydatów do dorywczych zajęć. Szczególna sytuacja występuje dziś w dużych metropoliach, gdzie poziomy bezrobocia potrafią sięgać od 3% do 5%. A należy pamiętać, że w ostatnich miesiącach roku zapotrzebowanie na pracowników tymczasowych potrafi być nawet o połowę większe niż w ciągu roku. Stąd wiele firm w celu obsadzenia wakatów posiłkuje się pracownikami zza granicy. Dlatego w tym roku w przy świątecznych zawodach spotkamy wyraźnie więcej Ukraińców – mówi Krzysztof Inglot, Pełnomocnik Zarządu Work Service S.A.

Stanowisko Godzinowe wynagrodzenia brutto*
Od Do Średnia
Mikołaje 23 47 35
Hostessy 14 20 17
Pracownik magazynu 12 18 15
Kasjer 12 16 14
Osoby do pakowania prezentów 12 15 13,5
*Źródło: dane własne Work Service

 

Okres świąteczny generuje wiele nowych miejsc pracy w sektorach powiązanych ze sprzedażą. Oczywiście w pierwszej kolejności otwierają się rekrutacje na pracowników do obsługi kasowej w sklepach wielkopowierzchniowych, z zabawkami, elektroniką czy książkami. Na tych stanowiskach wynagrodzenia kształtują się na poziomie od 12 dla 16 zł brutto za godzinę. Wiele miejsc pracy oferuje również branża logistyczna, która odpowiada nie tylko za dostarczenie towarów do sklepów, ale również obsługę sklepów internetowych, które coraz częściej stają się miejscem zakupów prezentów na święta. Stąd od listopada do stycznia występuje wzmożone zapotrzebowanie na magazynierów, których stawki kształtują się na poziomach od 12 do 18 zł brutto za godzinę. Z pewnością najbardziej widoczne są prace związane z promocją. Wynagrodzenia hostess, które wcielają się w rolę elfów czy śnieżynek potrafią sięgać od 14 do nawet 20 zł brutto za godzinę. Niezmiennie liderem wynagrodzeń pozostaje zawód Mikołaja, którego wynagrodzenie potrafi sięgać 47 zł za godzinę pracy, a w przypadku wizyt domowych wielokrotność tej kwoty.

W tym roku obserwujemy, że większość pracodawców oferuje już pod koniec 2016 roku stawki przekraczające poziomy 13 zł brutto za godzinę, a więc poziom minimalnego wynagrodzenia obowiązującego od nowego roku. To zarówno wynik rosnącej presji płacowej, jak i trwania części prac jeszcze w styczniu – dodaje Inglot.

Kobiety podbijają branże produkcyjne, w tym motoryzację

Kobiety stanowią coraz silniejszą reprezentację w wielu branżach produkcyjnych, nawet w tych stereotypowo męskich. Z danych Eurostatu wynika, że w branży komputerowej już co drugi pracownik jest płci żeńskiej. W motoryzacji i produkcji chemicznej ten odsetek wynosi odpowiednio 35 proc. i 36 proc. Według ekspertów CRS Polska, gdzie połowa załogi to kobiety, dane te stanowią potwierdzenie coraz bardziej równomiernego rozkładu płci na rynku pracy. Inaczej jest tylko w branży metalowej, gdzie tylko 16 proc. pracowników to kobiety oraz produkcji napojów, gdzie ten odsetek wynosi 26 proc.

Produkcja coraz bardziej kobieca?

Branża zdominowana przez kobiety to produkcja tekstylna – stanowią one aż 61 proc. zatrudnionych w tym sektorze. Wynik ten nie zaskakuje jednak jeżeli weźmiemy pod uwagę, że szycie ubrań i innych części garderoby jest stereotypowo kobiecym zajęciem. Zaskakują natomiast wyniki z branży produkcji komputerów i elektroniki. Co druga zatrudniona tam osoba jest płci żeńskiej, choć ten odsetek zmniejszył się o 3 p.p. od 2013 roku. Połowa żeńskiej załogi zasila również produkcję spożywczą – dokładnie 46 proc. pracowników stanowią kobiety.

Na drugim biegunie, czyli branż, które nie zatrudniają tak chętnie kobiet, znajdują się: produkcja napojów (26 proc. zatrudnionych płci żeńskiej) oraz produkcja metali (zaledwie 16 proc. zatrudnionych płci żeńskiej). W tym otoczeniu motoryzacja wypada całkiem nieźle –  w Polsce od 2010 roku, z niewielkimi wahaniami, rośnie udział procentowy kobiet w ogólnej liczbie zatrudnionych w motoryzacji. Jeszcze 6 lat temu płeć żeńska stanowiła niecałe 30 proc. pracowników branży, by w 2015 roku osiągnąć poziom prawie 35 proc. Co istotne, jest to wynik o 10 p.p. wyższy niż w całej Unii Europejskiej.

W Polsce lepiej niż w Niemczech

W prawie wszystkich analizowanych sektorach, czyli: produkcji chemicznej, napojów, komputerów i elektroniki, metalowej, motoryzacyjnej oraz tekstylnej, w Polsce pracuje więcej kobiet niż w Niemczech. Najczęściej różnica wynosi około 2 p.p. Wyjątek stanowi branża spożywcza, gdzie u naszych zachodnich sąsiadów odsetek pracowników płci żeńskiej jest o 10 p.p. wyższy niż w Polsce (wynosi on 56 proc. w porównaniu do 46 proc. w naszym kraju).

Różnica między Polską a Niemcami jest widoczna zwłaszcza w branży motoryzacyjnej – tylko 17 proc. zatrudnionych w Niemczech to kobiety, w Polsce natomiast już co trzecia osoba pracująca w automotive jest płci żeńskiej.

Kobiet więcej w produkcji, ale i na uczelniach technicznych

Jednym z powodów, dla którego w sektorze produkcyjnym jest coraz więcej kobiet, może być rosnący odsetek studentek na kierunkach technicznych. Z najnowszego raportu „Kobiety na Politechnikach 2016” wynika, że w roku akademickim 2015/2016 kobiety stanowiły 37 proc. ogółu studentów na uczelniach technicznych. Natomiast w ostatnich 5 latach udział ten wyniósł średnio 36,3 proc. – Warto jednak pamiętać, że nie tylko studia wyższe przygotowują do pracy w sektorze produkcyjnym. W naszej firmie, gdzie zajmujemy się kontrolą części motoryzacyjnych, duża część kontrolerów jakości, w tym kobiety, posiada wykształcenie zawodowe lub techniczne. I to właśnie na takie osoby jest teraz na rynku pracy największe zapotrzebowanie – mówi Marzena Jurkiewicz, Prezes Zarządu CRS Polska.

Polski Black Friday w Internecie był głównie chwytem marketingowym – analiza cen

Z roku na rok rośnie rola e-commerce. Nie omija to również zakupów bożonarodzeniowych. Z badania firmy doradczej Deloitte wynika, że aż 37 proc. budżetu przeznaczonego na prezenty zostawimy w tym roku w sklepach internetowych. Jednym z atutów e-commerce w powszechnej opinii są atrakcyjne ceny i promocje. Analiza ofert 800 sklepów internetowych przeprowadzona przez Deloitte, Dealavo i Google pokazała, że różnice w cenach pomiędzy nimi są naprawdę duże i mogą sięgać do kilkudziesięciu procent. W związku z tym, zdaniem autorów analizy „Świąteczny barometr cenowy”, producenci powinni przeanalizować swoje strategie cenowe i politykę wobec sprzedawców internetowych. Promowane przez sklepy online Black Friday i Cyber Monday jako dni znacznych obniżek w większości przypadków okazały się jedynie chwytem marketingowym. Różnica cen w tych dniach w porównaniu do poprzedzającego tygodnia wyniosła zaledwie od 0 do 2 proc. Warto wspomnieć, że część sklepów w tym okresie stosowało kody rabatowe, które nie zostały uwzględnione w analizie. W przypadku niektórych z nich występowało selektywne premiowanie klientów kodami rabatowymi.

Z badania Deloitte analizującego świąteczne zwyczaje Polaków wynika, że w tym roku 23 proc. respondentów kupi prezenty już w listopadzie, a 33 proc. wybierze się na zakupy w pierwszej połowie grudnia. „Postanowiliśmy dodatkowo sprawdzić, jak kształtują się ceny najpopularniejszych produktów wybieranych przez Polaków w Internecie jako prezenty. Pierwsza nasza analiza dotyczy okresu 21-28 listopada br. i Black Friday oraz Cyber Monday, które przez e-sprzedawców są promowane jako dni ze znacznymi rabatami i promocjami. W kolejnych tygodniach aż do okresu po Nowym Roku będziemy monitorować strategie cenowe sprzedawców on-line. Dzięki temu uzyskamy odpowiedź, kto za prezenty zapłacił więcej: klienci, którzy zakupy zrobili już w listopadzie czy ci, którzy ich zakup odłożyli na później. Paradoksalnie część konsumentów licząc na wyprzedaże decyduje się na zakup prezentów świątecznych zaraz po świętach i wręcza je w okresie noworocznym” – mówi Magdalena Jończak, Partner w Dziale Konsultingu Deloitte.

Dzięki corocznemu badaniu Deloitte znamy kategorie produktów, które najchętniej kupujemy jako prezenty. Do naszego badania zostało wybranych dziesięć najpopularniejszych, promowanych i wyszukiwanych w Google oraz w jednej z porównywarek cenowych produktów świątecznych z poniższych kategorii: gry, konsole, AGD drobne, kosmetyki, książki, muzyka, okulary VR, perfumy, gry planszowe, słodycze, smartfony, telewizory, zabawki oraz zegarki. Za pomocą oprogramowania Dealavo Smart Prices konkretne oferty tych produktów zostały wyszukane, podłączone do codziennego monitoringu i pogrupowane w koszyki odpowiadające profilom zakupowym klientów. Wartość każdego koszyka została wyliczona dla wszystkich monitorowanych e-sklepów, które posiadały w swojej ofercie co najmniej 70 proc. produktów z koszyka. Ocenie podlegała tylko cena bez np. jakości serwisu, warunków zwrotu towaru, siły marki sklepu, kosztów transportu etc.

 

W sklepach internetowych duża rozbieżność cen

 

„Analiza przygotowanych przez nas koszyków pokazała, że różnice w ramach jednej kategorii produktowej pomiędzy sklepami są naprawdę znaczne. Pomiędzy najdroższym a najtańszym sklepem wynoszą nawet 50 proc., a różnica na pojedynczych produktach sięga wręcz ponad 500 proc. Konsumenci muszą więc spędzić dużo czasu, by znaleźć produkt z najniższą ceną” – mówi Jakub Kot, Prezes Dealavo.

 

Różnice pomiędzy cenami zależą od kategorii produktów. I tak na przykład w przypadku perfum różnica pomiędzy najtańszym, a najdroższym sklepem sięga ponad 75 proc. Tego samego dnia (28 listopada br.) woda perfumowana Calvin Klein Euphoria (100 ml) w jednym ze sklepów internetowych kosztowała 134,89 zł, a w innym 359 zł. Różnica wynosiła więc ponad 160 proc. Z kolei w kategorii AGD rozstrzał cenowy sięga średnio 30 proc. Przykładowo maszynka do strzyżenia Philips HC 3410/15 Series 3000 w jednym ze sklepów internetowych kosztowała 67 zł, a w innym aż 998 zł. W przypadku smartfonów na koszyku dziesięciu popularnych produktów różnice sięgają 23 proc. I tak, dla przykładu, telefon Apple iPhone 5S 16GB (kolor szary) kosztował w najtańszym sklepie 1240 zł, a w najdroższym aż 2460 zł.

 

„Te rozbieżności w cenach pokazują, że producenci mają umiarkowany wpływ na to jak kształtują się ceny ich produktów na rynku, szczególnie jeżeli chodzi o e-commerce. Aby ich strategie cenowe były bardziej spójne i czytelne dla konsumentów powinni większą wagę przywiązywać do ustrukturyzowania warunków współpracy ze sprzedawcami internetowymi tak, aby odzwierciedlały ofertę wartości dla kupujących w poszczególnych sieciach i kanałach sprzedaży. Jest to szczególnie ważne w tak gorących okresach jak Boże Narodzenie, kiedy kształtuje się percepcja cenowa dla niektórych kategorii”– mówi Mariusz Chmurzyński, Dyrektor w Dziale Konsultingu Deloitte.

W przypadku sprzedaży sprzętu elektronicznego trzema najtańszymi sklepami są sklepy internetowe, najdroższe zaś to sklepy, które prowadzą sprzedaż zarówno internetową, jak i tradycyjną. Te pierwsze są o około 11 proc. tańsze od drugich. Może to być związane z inną strukturą kosztów albo próbą utrzymania spójności pomiędzy oboma kanałami sprzedaży.

Tabela: Różnice w cenach popularnych produktów wybieranych przez Polaków na prezenty w dniu 28 listopada 2016 r. (wybrane kategorie).
 Kategoria Różnica w cenie koszyka pomiędzy najdroższym,
a najtańszym e-sklepem
(w proc.)
Przykład produktu (najniższa i najwyższa cena)
Perfumy 75 proc. Calvin Klein Euphoria – woda perfumowana 100 ml:

·    najtaniej – 134,89 zł

·    najdrożej – 359 zł

Paco Rabanne 1 Million Men – woda toaletowa 100 ml:

·    najtaniej – 197 zł

·    najdrożej – 345 zł

Kosmetyki 40 proc. Clinique Moisture Surge Extended Thirst Relief – krem do twarzy 50 ml:

·    najtaniej – 98,00 zł

·    najdrożej- 166,99 zł

Nivea For Men – łagodzący balsam po goleniu 100 ml:

·    najtaniej – 19,68 zł

·    najdrożej – 42,79 zł

AGD drobne 30 proc. Depilator Philips Lumea Prestige SC2009/00:

·    najtaniej – 1599 zł

·    najdrożej – 2288 zł

Maszynka do strzyżenia Philips HC 3410/15 Series 3000:

·    najtaniej – 67 zł

·    najdrożej – 998 zł

Zabawki 29 proc. LEGO Duplo Mój Pierwszy Pociąg 10507:

·    najtaniej – 174 zł

·    najdrożej – 310,29 zł

LEGO City Superszybki Pociąg Pasażerski 60051:

·    najtaniej – 397 zł

·    najdrożej – 727,59 zł

Gry komputerowe 23 proc. Battlefield 1 (PC):

·    najtaniej – 147,6 zł

·    najdrożej – 205 zł

Fifa 17 (PC):

·    najtaniej – 148,85 zł

·    najdrożej – 209 zł

Smartfony 23 proc. Smartfon Apple iPhone 5S 16GB szary:

·    najtaniej -1240 zł

·    najdrożej – 2460 zł

Smartfon Samsung Galaxy A5 (2016) czarny:

·    najtaniej – 1189 zł

·    najdrożej – 1837 zł

Telewizory 12 proc. Telewizor Samsung UE55KU6000:

·    najtaniej – 3089,8 zł

·    najdrożej – 4065 zł

Telewizor Sony KD-55XD9305:

·    najtaniej – 6968 zł

·    najdrożej – 8999 zł

Konsole 10 proc. Sony PlayStation 4 SLIM 1TB czarny:

·    najtaniej – 1249 zł

·    najdrożej – 1549 zł

XBOX ONE 500GB:

·    najtaniej – 799 zł

·    najdrożej – 1399 zł

Źródło: Ranking najpopularniejszych produktów wg wyszukiwani Google: 23.10.2016 r. – 19.11.2016 r. Informacje o cenach produktów – Dealavo.

W Black Friday trudno o obniżki

Ze „Świątecznego barometru cenowego” wynika również, że obniżki związane z Black Friday oraz Cyber Monday, czyli dniami tradycyjnych rabatów, nie były tak duże jak mogłoby wynikać z przekazów reklamowych i marketingowych poszczególnych sklepów. Pomiędzy czwartkiem 24 listopada br., a piątkiem 25 listopada br. (Black Friday) różnica cen analizowanych kategorii produktów była bliska 0 proc. Wręcz część sklepów podwyższyła ceny na Black Friday (na wybrane produkty) licząc, że konsumenci nie zorientują się, że ceny zostały podniesione. Z analizy wynika również, że ceny produktów w Black Friday oraz Cyber Monday były bardzo podobne. Średnia różnica cen w przypadku wszystkich analizowanych produktów w dniach 21 a 28 listopada (Cyber Monday) wynosi 2 proc.

„Wśród wszystkich analizowanych sklepów w przypadku 12 proc. produktów cena oferowana klientom w Cyber Monday względem 21 listopada br. wręcz wzrosła. W przypadku 72 proc. produktów cena nie zmieniła się, a tylko w przypadku 16 proc. produktów cena spadła. Najwięcej obniżek występowało na telewizory – na 25 proc. wszystkich produktów została obniżona cena” – tłumaczy Krzysztof Boś, Starszy Konsultant w Dziale Konsultingu Deloitte.

Ponadto eksperci Deloitte stworzyli trzy profile grup konsumentów, którym można podarować prezenty. Są to Gadżeciarze, Rodzinni i Kulturalni. Do każdego z profilów przypisano najbardziej popularne kategorie produktów tworząc Profilowy Koszyk Świąteczny. W każdym koszyku znajduje się około 9-10 produktów.

  • Gadżeciarze (kategorie: gry, konsole, okulary VR, smartfony):
  • najtańszy sklep: 9 274,28 zł
  • średnia cena koszyka: 9 776,49 zł
  • najdroższy sklep: 10 249,53 zł
  • Rodzinni (kategorie: TV, drobne AGD, konsole):
  • najtańszy sklep: 7 776,61 zł
  • średnia cena koszyka: 8 494,70 zł
  • najdroższy sklep: 9 015,11 zł
  • Kulturalni (kategorie: książki, muzyka):
  • najtańszy sklep: 320,73 zł
  • średnia cena koszyka: 354,10 zł
  • najdroższy sklep: 399,00 zł

„Trzeba jednak pamiętać, że cena to nie wszystko. W przypadku sklepów internetowych i oferowanych przez nie produktów równie ważna jest szybkość i kompletność informacji o zamówieniu, koszty transportu, terminy i formy dostaw oraz subiektywna znajomość marki i jej renoma kształtowana na bazie własnych doświadczeń oraz ocen i opinii, wystawianych przez innych użytkowników na bazie wrażeń ze współpracy. Te wszystkie czynniki budujące tzw. Customer Experience powinny być brane pod uwagę przez klientów dokonujących przed świętami zakupów online” – podsumowuje Magdalena Jończak.

Liczą się nie tylko liczby. Etyczne postępowanie coraz ważniejsze dla inwestorów

Zarządzający blisko połową aktywów w Europie w swoim spektrum inwestycyjnym nie uwzględniają podmiotów, które nie spełniają określonych kryteriów etycznych lub środowiskowych. Część inwestorów kieruje się jeszcze bardziej restrykcyjnymi kryteriami przy wyborze spółek. Zarządzający aktywami o wartości 5 bilionów euro analizują podmioty, w które inwestują, pod kątem spełniania międzynarodowych standardów społecznych i etycznych. Wartość aktywów zarządzanych z uwzględnieniem tego typu strategii nazywanej „analizą opartą na normach” wzrosła w ciągu ostatnich dwóch lat o 40%. To wybrane wnioski z 7. edycji SRI Study 2016, raportu międzynarodowej organizacji Eurosif dotyczącego zrównoważonego i odpowiedzialnego inwestowania w Europie. Partnerem badania odpowiedzialnym za analizę polskiego rynku jest EY.

Tegoroczny raport potwierdza, że coraz więcej inwestorów przy podejmowaniu decyzji o zaangażowaniu kapitałowym w spółki, oprócz kryteriów finansowych bierze pod uwagę wskaźniki niefinansowe.

Spółki pod specjalnym nadzorem

Średniorocznie o ponad 1/5 rośnie wartość aktywów inwestorów, którzy nie angażują kapitału w branże kontrowersyjne, takie jak np. hazardowa czy w firmy opierające swoje działania na brudnej energii. Wartość aktywów zarządzanych w ten sposób to obecnie 10 bilionów euro. Inni inwestorzy minimalizują ryzyko opierając się na zasadach wypracowanych przez Global Compact czy wytycznych zawartych w ISO 26000. Wartość aktywów zarządzanych w ten sposób wynosi obecnie ponad 5 bln euro. Średniorocznie o 14% rośnie wartość aktywów inwestorów, którzy stosując strategię „zaangażowania oraz głosowania” biorą aktywny udział w podnoszeniu jakości zarządzania w obszarach niefinansowych. Oznacza to, że pomagają one spółkom w przeglądzie i zmianie ich polityk oraz  procedur w obszarach pozafinansowych, jak np. zarządzanie zasobami ludzkimi, relacje z kontrahentami czy ochrona środowiska. Inni inwestorzy podejmują decyzje o zaangażowaniu kapitałowym w oparciu o dane finansowe i niefinansowe czy w spółki tematyczne, np. te działające w branży odnawialnych źródeł energii czy wspierające osoby niepełnosprawne. Coraz szybciej rośnie również wartość aktywów zarządzanych zgodnie ze strategią określaną jako „zarządzanie z wpływem” (średnioroczny wzrost o 120%) oraz inwestowanie tematyczne (średnioroczny wzrost o 57%).

Wykres1.jpg

Spełniania standardów etycznych szansą dla spółek na przyciągnięcie stabilnego kapitału

Polskie spółki, które mają w planach skorzystanie z kapitału inwestorów z Europy Zachodniej mogą zwiększyć swoje szanse na pozyskanie środków poprzez zrozumienie i spełnienie wymagań międzynarodowych standardów etycznych takich jak: Global Compact, Wytyczne OECD dla Przedsiębiorstw Wielonarodowych lub ISO 26000 czy Wytyczne ONZ dotyczących biznesu i praw człowieka. – Polskie przedsiębiorstwa powinny mieć świadomość istnienia tych standardów i powinny nauczyć się z nich korzystać, jeśli chcą wyjść na rynki zagraniczne. W krajach takich jak Norwegia, fundusze emerytalne w swoich strategiach inwestycyjnych muszą uwzględniać wyłącznie spółki, które spełniają standardy etyczne. W Stanach Zjednoczonych te wymagania są jeszcze bardziej restrykcyjne – tłumaczy Robert Sroka, menedżer w Dziale Zarządzania Ryzykiem Nadużyć EY.

Wykres2.jpg

Analiza spółek pod kątem spełniania wymagań etycznych, społecznych i środowiskowych jest szczególnie popularna wśród inwestorów francuskich i holenderskich.

Wykres3.jpg

Rośnie popyt na odpowiedzialne produkty inwestycyjne

Do tej pory inwestowanie oparte na danych finansowych uzupełnione o informacje niefinansowe było domeną wyłącznie dużych graczy. W ciągu ostatnich dwóch lat, udział inwestorów nieinstytucjonalnych biorących pod uwagę dane środowiskowe i stosujących kryteria etyczne przy podejmowaniu decyzji inwestycyjnych wzrósł do ponad 22%.

A to świadczy o tym, że zaczyna się tworzyć rynek na produkty i usługi finansowe w obszarze odpowiedzialnego inwestowania.

Wykres4.jpg

Dlaczego odpowiedzialne inwestowanie staje się coraz bardziej popularne?

Inwestorzy biorący pod uwagę dane niefinansowe przy podejmowaniu decyzji inwestycyjnych, jako główny argument podają odpowiedzialność wobec klientów oraz spełnianie obowiązków powierniczych. Znaczna część inwestorów stosuje takie strategie, aby zminimalizować ryzyko inwestycyjne oraz zapewnić stabilny wzrost w długim horyzoncie czasowym. Dla przykładu, spółka, która dba o pracowników będzie miała niższe koszty związane z rotacją, mniejsze ryzyko strajku czy mniej wypadków. A to wpływa także na większe zaangażowanie pracowników i zatrzymanie oraz przyciąganie talentów. Wysoki poziom zarządzania środowiskowego to mniejsze koszty surowców i opłat środowiskowych.

Odpowiedzialne inwestowanie w Polsce

W Polsce rynek odpowiedzialnych inwestycji rozwija się bardzo powoli. Zaledwie kilka funduszy inwestycyjnych stosuje jakiekolwiek formalne kryteria etyczne lub środowiskowe. Najbardziej popularne są strategia wykluczenia oraz analiza oparta na normach. Warto zauważyć, że kilka podmiotów stosuje strategię inwestowania tematycznego. Tego typu inwestycje są nakierowane przede wszystkim na wspieranie przedsięwzięć ekologicznych.

Wykres5.jpg

– Obserwujemy ciągły wzrost liczby inwestorów, którzy rozważnie wybierają spółki do swojego portfolio. Wynika to ze wzrostu świadomości różnego rodzaju ryzyk, na jakie narażone są firmy, które takich norm nie spełniają. Branie pod uwagę nie tylko danych liczbowych z raportów finansowych spółek, ale uwzględnianie danych niefinansowych staje się standardem na rynku. W Polsce takie myślenie nie jest jeszcze powszechne, ale z roku na rok rośnie liczba świadomych inwestorów – podsumowuje Robert Sroka.


O firmie EY

Firma EY jest światowym liderem rynku usług profesjonalnych obejmujących usługi audytorskie, doradztwo podatkowe, doradztwo biznesowe i doradztwo transakcyjne. Na całym świecie EY zatrudnia ponad 212 000 pracowników, których łączą wspólne wartości i przywiązanie do dostarczania klientom wysokiej jakości usług. Misją EY jest ciągłe usprawnianie rzeczywistości wyrażające się w haśle „Building a Better Working World”. Firma pomaga swoim pracownikom, klientom i społecznościom, w których funkcjonuje wykorzystać ich potencjał.

EY ma biura w ponad 150 krajach dzięki czemu może wspierać klientów w niemal każdym zakątku świata. W Polsce ma blisko 2500 specjalistów pracujących w 7 biurach: w Warszawie, Gdańsku, Katowicach, Krakowie, Łodzi, Poznaniu i Wrocławiu oraz Centrum Usług Wspólnych. Na lokalnym rynku EY wielokrotnie nagradzano tytułami najlepszej i najskuteczniejszej firmy doradztwa podatkowego wg. rankingu Dziennika Gazety Prawnej. Firma wygrywała również Ranking Audytorów Rzeczpospolitej.

EY angażuje się w działania na rzecz promocji przedsiębiorczości. Od 14 lat zaprasza kandydatów do startu w polskiej edycji konkursu Przedsiębiorca Roku, której zwycięzcy reprezentują nasz kraj w międzynarodowym finale World Entrepreneur of the Year organizowanym co roku w Monte Carlo.

Jednym ze społecznych zobowiązań EY jest też innowacyjny projekt z zakresu Społecznej Odpowiedzialności Biznesu o nazwie Sprawne Państwo. Jest to program mający na celu podniesienie efektywności i polepszenie skuteczności działania administracji publicznej w Polsce.

EY to także jeden z najlepszych pracodawców w Polsce. Przez trzy lata z rzędu (2012, 2013, 2014) firma otrzymywała tytuł Idealnego Pracodawcy według Uniwersum. Również trzykrotnie zajmowała pierwsze miejsce w badaniu „Pracodawca Roku®” prowadzonym przez międzynarodową organizację studencką AIESEC.

Aby uzyskać więcej informacji, wejdź na www.ey.com/pl

O inicjatorze badania:

Eurosif, Europejskie Forum ds. Zrównoważonego Inwestowania (ang. European Sustainable Investment Forum), jest wiodącym europejskim stowarzyszeniem, którego misją jest wspieranie zrównoważonego rozwoju poprzez europejskie rynki finansowe.

O SRI (Sustainable Responsible Investing):

SRI – rozumiane przez Eurosif jako zrównoważone i odpowiedzialne inwestowanie. To długoterminowe podejście inwestycyjne, łączące czynniki społeczne, środowiskowe i ładu korporacyjnego (ESG) w badaniach, analizach i selekcji w procesie inwestycyjnym. SRI łączy w sobie analizę fundamentalną oraz analizę czynników niefinansowych, aby skuteczniej budować zwrot z długoterminowych inwestycji dla inwestorów oraz budować wartość dla społeczeństwa poprzez wpływ na postępowanie spółek.

Włoskie referendum to dopiero początek

Tydzień rozpoczął się od trzęsienia ziemi. Włosi w niedzielnym referendum powiedzieli NIE dla reformy Senatu. Tym samym mówiąc również NIE premierowi Renziemu. To przeceniło euro, zwiększyło awersję do ryzyka i stało się impulsem do dalszej wyprzedaży złotego. Teraz, jak w filmach Hitchcocka, napięcie na rynkach finansowych będzie już tylko rosło.

Poniedziałkowy poranek przynosi spadek kursu EUR/USD. Jednocześnie mocno też traci polski złoty, a zyskują uważane za tzw. bezpieczne przystanie japoński jen i szwajcarski frank.

O godzinie 07:26 kurs EUR/USD testował poziom 1,0560 wobec 1,0665 w piątek na koniec  dnia, podczas gdy notowania EUR/CHF spadły do 1,0724 z 1,0774. Koreluje to z przeceną złotego w relacji do głównych walut. Rano za euro trzeba było zapłacić 4,4890 zł, dolar kosztował 4,25 zł, szwajcarski frank 4,1830 zł, a brytyjski funt 5,3940 zł. To oznacza, że kursy EUR/PLN, CHF/PLN i GBP/PLN testują poziomy najwyższe od ponad 5 miesięcy, a USD/PLN penetruje poziomy nieoglądane od 2002 roku.

Przecena euro i złotego, wzrost awersji do ryzyka i ucieczka ku bezpiecznemu frankowi, to reakcja na wyniki niedzielnego referendum konstytucyjnego we Włoszech. Wczoraj Włosi powiedzieli NIE dla rządowej propozycji reformy Senatu. Tym samym powiedzieli również NIE premierowi Renziemu. Wprawdzie w odróżnieniu od BREXIT-u i wygranej Donalda Trumpa, wynik referendum nie zaskoczył, niemniej jednak oznacza on dymisję premiera Włoch, wspiera populistów, a przede wszystkim zwiększa niepewność przed kolejnymi politycznymi rozstrzygnięciami w Europie (zwłaszcza przed przyszłorocznymi podwójnymi wyborami we Francji). Tej niepewności w żaden sposób nie ogranicza wygrana Van der Bellena nad uważanym za populistę Hoferem w niedzielnych wyborach prezydenckich w Austrii

Innym wartym wspomnienia wydarzeniem, aczkolwiek nie weekendu, ale piątkowego wieczoru, jest dość zaskakująca decyzja agencji S&P ws. oceny wiarygodności kredytowej Polski. W piątek wieczorem agencja S&P poinformowała o pozostawieniu ratingu Polski na poziomie BBB+ (po jego obniżce w styczniu), ale dość nieoczekiwanie podwyższyła jego perspektywę z negatywnej do stabilnej. I o ile taki krok mógłby wspierać notowania złotego, to już wczytanie się w szczegóły komunikatu agencji każe patrzeć na samą decyzję dość sceptycznie. Przede wszystkim dlatego, że S&P publikuje dość odbiegające od rzeczywistości, żeby nie powiedzieć nieaktualne, prognozy na ten rok. I tak S&P oczekuje wzrostu inwestycji w całym 2016 roku, co jest już nierealne. Zakłada też wzrost PKB na poziomie 3%, podczas gdy nawet bardzo optymistycznie nastawiony wicepremier Morawiecki szacuje, że będzie to między 2,5 a 3%.

Mając to wszystko na uwadze można dojść do wniosku, że nie tylko piątkowa decyzja S&P nie wesprze w poniedziałek złotego, ale też nie zmniejsza obaw przed ewentualnym cięciem ratingu Polski przez kolejne agencje.

Włoskie referendum to dopiero początek. W kolejnych dniach, podobnie jak w filmach Hitchcocka, napięcie na rynkach finansowych będzie już tylko rosło. Punktem kulminacyjnym będzie czwartkowe posiedzenie Europejskiego Banku Centralnego (ECB).

Stopy procentowe w strefie euro oczywiście nie zostaną zmienione, co oznacza utrzymanie przez ECB głównej stopy na poziomie 0%, a stopy depozytowej na poziomie -0,40%. Zostaną natomiast opublikowane najnowsze prognozy wzrostu gospodarczego i inflacji, a także oczekiwane jest wydłużenie trwania programu skupu aktywów o pół roku do września 2017 roku (sama wartość skupowanych miesięcznie aktywów pozostanie bez zmian). Inwestorów zapewne będą też interesować komentarze prezesa ECB Mario Draghi odnośnie możliwych przyszłych zmian programu QE (zwłaszcza jego ograniczenia) i odnośnie niedzielnego referendum we Włoszech.

W oczekiwaniu na czwartek i na ECB, w centrum uwagi znajdzie się jeszcze brytyjski Sąd Najwyższy, który w dniach 5-8 grudnia ma zająć się odwołaniem tamtejszego rządu wobec decyzji Wysokiego Trybunału uniemożliwiającej rządowi uruchomienie art. 50 Traktatu Lizbońskiego (czyli uruchomienie BREXIT-u) i przekazanie tej kompetencji brytyjskiemu parlamentowi. Ponadto, jak co tydzień, uwaga rynków będzie skoncentrowana na napływających danych makroekonomicznych. Dziś będą to usługowe indeksy PMI i ISM. We wtorek dane o zamówieniach przemysłowych w Niemczech i USA oraz amerykańskim bilansie handlowym. W środę dane o produkcji przemysłowej w Niemczech i Wielkiej Brytanii, zapasach paliw w USA, a w Polsce posiedzenie Rady Polityki Pieniężnej (polityka monetarna nie zmieni się, ale ciekawe będą komentarze RPP do ostatnich słabych danych o PKB i zakończenia wielomiesięcznej deflacji). W piątek zaś raport o inflacji w Chinach oraz indeks Uniwersytetu Michigan.

Marcin Kiepas, główny analityk easyMarkets

Audytor kompletny, czyli połączenie umiejętności miękkich i twardych

Audyt to chwila prawdy dla organizacji. Niekoniecznie przyjemna (szczególnie, gdy wnioski poaudytowe wskazują na nieprawidłowości), ale zawsze pomocna – pozwala przejrzeć się w lustrze i podjąć ewentualne działania naprawcze. Przepis na dobry audyt to oczywiście kompetentny audytor, jednak w tym przypadku sama znajomość norm i przepisów nie wystarczy.

Audyt to bowiem nie tylko praca z procedurami, dokumentami, ale również – a nawet przede wszystkim – z ludźmi. Dlatego jeśli audytor ma być dobrze przygotowany do swojej pracy, musi być także świadomy  zasad rządzących relacjami interpersonalnymi oraz umieć radzić sobie ze stresem i trudnymi sytuacjami.

Prawie jak lekarz

Niejednokrotnie audytorzy postrzegani są jako ci, którzy „czepiają się”, szukają dziury w całym. Tymczasem to od ich kompetencji, skuteczności oraz wiarygodności zależy rozwój całej firmy i możliwość jej doskonalenia.

Praca audytora przypomina nieco zawód lekarza – różnica polega na tym, że diagnozuje nie człowieka, lecz organizację. Medyk po ukończeniu studiów i zdaniu państwowego egzaminu wyposażony jest już w wiedzę, która teoretycznie pozwala mu na postawienie diagnozy i wskazanie sposobu leczenia.  Dla pacjentów jednak równie ważne jest to, w jaki sposób lekarz przeprowadza konsultację medyczną. Zwracają baczną uwagę na to, czy jest komunikatywny i szanuje pacjenta, traktując go po partnersku, wykazując się empatią i wyjaśniając skomplikowane kwestie. Nie przepadają za lekarzami, którzy stawiają diagnozę, by bez słowa tłumaczenia wręczyć receptę lub skierowanie i niemalże wypchnąć pacjenta za drzwi.

Analogicznie, dobry audytor musi skończyć odpowiednie szkolenie, by poznać i zrozumieć daną normę. Musi umieć planować, przeprowadzać i raportować audyty, jednak nie może być mu obca także wiedza z zakresu komunikacji interpersonalnej, nie mówiąc o umiejętności pracy w grupie czy radzeniu sobie w trudnych sytuacjach. Wiedząc, że tak zwane umiejętności miękkie są w pracy audytora równie ważne jak wiedza merytoryczna dotycząca przedmiotu audytu, stworzyliśmy dla tej grupy zawodowej program specjalnych warsztatów doskonalącychwyjaśnia Andrzej Kwocz, audytor EcoMS Consulting i trener z Akademii EcoMS, która prowadzi m.in. szkolenia dla audytorów wewnętrznych systemów zarządzania.

Matryca prawdę powie

Jak ocenić, które kompetencje audytora są na wystarczającym poziomie, a które wymagają rozwinięcia i ulepszenia? Oczywiście można oprzeć się na odczuciach własnych czy współpracowników, jednak siłą rzeczy taka ocena będzie niepełna i mocno subiektywna. Specjaliści z Akademii EcoMS radzą przeprowadzić kompleksową weryfikację kompetencji z wykorzystaniem profesjonalnych, przeznaczonych do tego celu narzędzi, np. matrycy kompetencji. – Tak jak audyt pozwala uzyskać obiektywny obraz firmy, tak matryca umożliwia kompleksowe i precyzyjne poznanie mocnych stron audytorów, jak i tych, które wymagają jeszcze poprawy. Ułatwia też przygotowanie programu warsztatów doskonalących, który najlepiej będzie odpowiadał potrzebom uczestników tych zajęć – przekonuje Andrzej Kwocz.

Matryca obejmuje zarówno umiejętności twarde (znajomość odpowiednich norm ISO
i wymagań prawnych), jak i umiejętności audytowania (np. prowadzenie spotkania otwierającego i zamykającego, zadawanie pytań, dobór próbek, wyciąganie wniosków z audytu, prowadzenie notatek, raportowanie) czy interpersonalne (komunikacja, asertywność, zarządzanie czasem).

Doskonalenie się bez końca

Rola audytora wymaga pracy z ludźmi, a to nierzadko oznacza trudne rozmowy. Takie,
w których niezbędne okazują się umiejętności wpływania na innych. Jednego dnia trzeba umieć zapanować nad grupą, a drugiego – wydobyć informacje potrzebne do przeprowadzenia audytu od osoby małomównej lub nawet próbującej coś ukryć. Innym razem niezbędna jest umiejętność odmawiania, gdy audytowany prosi o „przymknięcie oka”, lub dochodzenia do prawdy, gdy kolejne osoby zrzucają z siebie odpowiedzialność za dany temat.

Audytor musi być pewny siebie, umieć zarysować granice, przy jednoczesnym zachowaniu dobrej atmosfery relacji i wzajemnego szacunku. W tym wszystkim przydatna jest przede wszystkim znajomość technik negocjacyjnych oraz umiejętności z zakresu asertywności.

– Z naszych doświadczeń wynika, że audytorzy chcący doskonalić i poszerzać swoje kompetencje, często wykazują deficyty wiedzy właśnie w tych obszarach, a także w zakresie zarządzania czasem i sobą w czasie – wskazuje Andrzej Kwocz.

Na warsztatach doskonalących audytorów Akademii EcoMS poruszane są zarówno te zagadnienia, jak i wiele innych, np. kwestie skutecznego porozumiewania się i rozwiązywania konfliktów, wystąpień publicznych i umiejętności budowania zespołu. Zajęcia mogą mieć zarówno charakter otwarty, jak i zamknięty. Ta  druga forma pozwala oczywiście na bardziej precyzyjne dostosowanie programu zajęć do potrzeb i oczekiwań ich uczestników, wynikających np. z przeprowadzonego uprzednio badania kompetencji.

Nie można jednak zapominać, że nawet zgłębienie wszystkich proponowanych tematów nie uczyni z uczestników warsztatów automatycznie audytorów doskonałych. W dzisiejszym świecie nie ma bowiem właściwie profesji, która nie wymagałaby od osób ją wykonujących ciągłego poszerzania wiedzy i podnoszenia swoich kwalifikacji. Audytorzy – działający w dynamicznie zmieniającym się środowisku biznesowym – powinni o tym szczególnie pamiętać.

Rynki nie przestraszyły się negatywnego wyniku włoskiego referendum

Andrzej Kiedrowicz, ekspert KOI Capital
Andrzej Kiedrowicz, ekspert KOI Capital

W przeprowadzonym w niedzielę referendum, Włosi nie wyrazili zgody na zmiany w konstytucji oraz ograniczenie roli senatu. Proponowane reformy miały na celu uproszczenie procesu legislacyjnego w kraju, w którym było aż 63 premierów od końca II Wojny Światowej. Po ogłoszeniu wstępnych wyników głosowania, premier Włoch – Matteo Renzi zapowiedział, iż poda się do dymisji. Początkowa reakcja rynku była negatywna, euro osiągnęło 20-miesięczne minimum do dolara na poziomie 1,0507, a giełdy azjatyckie handlowały na minusie. Inwestorzy obawiali się, że negatywny wynik referendum doprowadzi do destabilizacji politycznej Włoch i dojścia do władzy eurosceptycznych i nacjonalistycznych partii. Uwaga rynku skupi się w tym tygodniu na czwartkowym posiedzeniu Europejskiego Banku Centralnego odnośnie stóp procentowych. Rynki czekają na odpowiedź czy program poluzowywania pieniężnego zostanie przedłużony poza marzec 2017 roku i w jakiej skali.

Z biegiem czasu rynki zaczęły szybko odrabiać straty, a euro obecnie zyskuje do większości głównych walut. Para EURUSD zyskuje 0,2 proc. handlując w pobliżu poziomu 1,0690, para EURGBP zyskuje 0,3 proc. handlując w pobliżu poziomu 0,8400 a para EURJPY zyskuje 0,8 proc. handlując w pobliżu poziomu 122,10. Dolar nowozelandzki traci 0,8 proc. do dolara amerykańskiego handlując w pobliżu poziomu 0,7080, po tym jak premier Nowej Zelandii – John Key zapowiedział, iż poda się do dymisji i poparł obecnego ministra finansów jako jego następcę.

Złoty dziś w nocy, po ogłoszeniu wyników włoskiego referendum, zaliczył kolejne 14-letnie minimum do dolara. Para USDPLN osłabiła się do poziomu 4,27, a obecnie handluje 6 groszy niżej. Para EURPLN po raz pierwszy od ogłoszenia wyników referendum w sprawie Brexitu, handluje powyżej poziomu 4,50. Para CHFPLN rozpoczęła dzień blisko poziomu 4,20, natomiast obecnie handluje w okolicy 4,17. Para GBPPLN handlowana była już po 5,40, a obecnie jest w okolicy poziomu 5,35. W piątek agencja ratingowa S&P Global Ratings nie zmieniła ratingu Polski, utrzymując poziom BBB+, ale poprawiła perspektywę z negatywnej na neutralną. Oznacza to, że co prawda kraj wciąż jest tak samo ryzykowny, ale nie jest prognozowane pogorszenie sytuacji. Jak widać, reakcja złotego na tę decyzję jest znikoma.

Pomimo negatywnego wyniku włoskiego referendum i wyprzedaży na włoskich bankach, europejskie indeksy zaliczają dziś pozytywną sesję. Niemiecki DAX zyskuje 1,4 proc. handlując w pobliżu poziomu 10660. Francuski CAC40 zyskuje 0,8 proc. handlując w pobliżu poziomu 4570. Brytyjski FTSE100 zyskuje 0,6 proc. handlując w pobliżu poziomu 6750. Nawet indeks włoskich spółek FTSE MIB Indeks, który otworzył się z ponad 2 proc. stratą, obecnie traci jedynie około 0,8 proc. Na indeksie ciążą akcje włoskich banków, m.in. największego z nich –  UniCredit SpA, który traci obecnie niecałe 5 proc. Natomiast WIG20 zalicza bardzo udaną sesję, zyskując obecnie ponad 2 proc. i handlując już 20 punktów powyżej psychologicznego poziomu 1800 punktów.

Ceny ropy naftowej handlują najwyżej od 16 miesięcy, po tym jak OPEC zapowiedział, iż przygotuje się w tym tygodniu do spotkania z państwami spoza OPEC, które są producentami ropy. Kartel będzie próbować przekonać je do uczestnictwa w cięciach produkcji, zapowiedzianych podczas zeszłotygodniowego szczytu w Wiedniu. Ropa WTI zyskuje 0,8 proc. handlując w pobliżu poziomu 52,10 dolarów za baryłkę. Ropa Brent zyskuje 1 proc. handlując w pobliżu poziomu 55,00 dolarów za baryłkę. Ceny miedzi zyskują 1,7 proc. handlując w pobliżu poziomu 2,68 dolarów za funta. Złoto traci 0,6 proc. i handluje w pobliżu poziomu 1168 dolarów za baryłkę, kontynuując trwającą już ponad 4 tygodnie silną przecenę złotego kruszczu.

Andrzej Kiedrowicz
Chief Operating Officer
KOI Capital

Mieszkanie może stracić 2-krotnie na wartości rynkowej

Prawie połowa kupujących mieszkania na rynku wtórnym płaci gotówką, a pozostali biorą kredyt na taką inwestycję. Z tego powodu sprzedających mieszkanie może spotkać bardzo przykra niespodzianka.

– Może się okazać, że mieszkanie traci połowę swej wartości – mówi w rozmowie z MarketNews24 Maria Musiałek, prawnik i ekspert z Grupy Emmerson SA.
Dlaczego tak się dzieje? O tym w materiale video.

Zablokowanie prac TK zwiększa ryzyko dla podatników

Zablokowanie prac Trybunału Konstytucyjnego zwiększa ryzyko gospodarcze. Rząd będzie przygotowywał kolejne ustawy podatkowe i podobnie jak przy zmianie kwoty wolnej pojawiać się będą wątpliwości co do konstytucyjności tych zmian.

Najwięcej kontrowersji spośród przyjętych już ustaw wzbudza ta, która reguluje obrót gruntami. – Ta ustawa zablokowała handel ziemią i jest w sprzeczności z prawem własności – mówi w rozmowie z MarketNews24 Marek Tatała, ekspert FOR.

Gdyby TK zajął się tą ustawą prawdopodobnie wiele jej zapisów uznałby za niekonstytucyjne. Nie wiadomo czy ustawa zostanie zmieniona i w jakim zakresie.

Pracując dla konkurencji, możesz stracić zatrudnienie. Narażasz się także na konsekwencje prawne i finansowe

Za umyślne złamanie zakazu konkurencji zatrudniony może zapłacić pracodawcy odszkodowanie, odpowiadające pełnej wartości wyrządzonej mu szkody. Lojalność obowiązuje go również po rozwiązaniu umowy o pracę, jednak nie dłużej niż, przez okres dwóch lat. Wówczas były już pracownik otrzymuje część poprzedniej pensji.

Zakaz konkurencji to porozumienie zawierane pomiędzy właścicielem firmy a zatrudnionym. Dokument reguluje prawa i obowiązki stron w zakresie prowadzenia działalności konkurencyjnej przez osobę przyjętą do pracy. Art. 101 ze znakiem 1-4 kodeksu pracy chroni interes pracodawcy zarówno w czasie trwania stosunku pracy, jak również po jego ustaniu. W obu przypadkach ustawodawca przewidział kary dla nielojalnego pracownika. Ich wysokość jest uzależniona od motywów i konsekwencji popełnionego czynu.

– Podstawową sankcją za złamanie zakazu konkurencji jest wypowiedzenie umowy o pracę z winy pracownika. Jeśli zatrudniony wyrządził szkodę nieumyślną, to kara finansowa nie może przewyższać sumy jego 3-miesięcznego wynagrodzenia. Jeżeli natomiast działał celowo, pracodawca może żądać od niego pełnego wyrównania ubytku. Podmiot zatrudniający musi jednak udowodnić w postępowaniu sądowym powstanie oraz wysokość straty, jak również związek przyczynowo-skutkowy, pomiędzy zachowaniem zatrudnionego a wynikłą krzywdą – mówi serwisowi agencyjnemu MondayNews, adwokat Marcin Stępień.

Na podstawie umowy o zakazie konkurencji, po ustaniu stosunku pracy, pracownik nie może prowadzić działalności konkurencyjnej wobec pracodawcy. Ale takie ograniczenie można stosować tylko wobec zatrudnionego, mającego dostęp do ważnych informacji, których ujawnienie naraziłoby pracodawcę na poważną szkodę. Należy do nich wiedza o profilu prowadzonej produkcji, zapotrzebowaniu kadrowym, bazach danych, unikalnych metodach działania i warunkach pracy. Najistotniejsze kwestie dotyczą wysokości obrotów, marż i prowizji, a także systemu obsługi klientów, dokumentów wewnętrznych, regulaminów oraz treści umów zawieranych z kontrahentami lub partnerami.

– Zakres ważnych informacji jest więc dość szeroki i często większość zatrudnionych osób posiada do nich pełny dostęp. Właściciel firmy, w stosunku do kadry pracowniczej dysponującej taką wiedzą, ma prawo żądać zawarcia umowy o zakazie konkurencji. Może ona obejmować okres do dwóch lat po rozwiązaniu umowy o pracę. Wynika to z art. 101 ze znakiem 3 kodeksu pracy. W przypadku podjęcia działalności konkurencyjnej wobec swojego pracodawcy, nawet po ustaniu stosunku pracy, taki pracownik może zapłacić odszkodowanie – wyjaśnia Marcin Stępień.

Jednak, aby pracodawca zabezpieczył się przed taką sytuacją, na czas ustania stosunku pracy, musi wypłacać byłemu pracownikowi przez cały okres obowiązywania umowy o zakazie konkurencji 25% kwoty jego wcześniejszego wynagrodzenia. Jeżeli została ona zawarta na dwa lata, to przy wyliczaniu odszkodowania dla firmy, punktem odniesienia jest wysokość pensji, jaką pracownik pobierał, gdy był jeszcze zatrudniony. Wówczas świadczenie na rzecz poszkodowanego waha się od 25 do 100% tej kwoty, pomnożonej przez 24 miesiące.

– Należy także zwrócić uwagę na to, że umowa o zakazie konkurencji ma samodzielny byt prawny i powinna być zawarta w formie pisemnej, pod rygorem nieważności. Konieczne jest więc podpisanie jej przez obie strony. Natomiast nie musi być ona integralną częścią umowy o pracę, którą można uzgodnić ustnie, a i tak będzie skuteczna. Równie dobrze może zostać poświadczona poprzez inny dokument, np. list intencyjny. Ponadto, tak rozumianej lojalności, przedsiębiorcy mają prawo domagać się również od współpracowników, których łączy z firmą dowolna umowa cywilnoprawna, np. kontrakt menedżerski lub umowa zlecenie czy dzieło – podsumowuje adwokat Marcin Stępień.

Makro Cash & Carry rozwija sprzedaż w formie dostaw. Sieć hurtowni chce w ten sposób wyjść poza obszar typowej działalności samoobsługowej

Makro Cash & Carry rozwija sprzedaż w formie dostaw. Sieć hurtowni chce w ten sposób wyjść poza obszar typowej działalności samoobsługowej 1
Coraz ostrzejsza walka o klienta na rynku samoobsługowej sprzedaży hurtowej wymusza konieczność położenia nacisku na jakość oferowanych towarów. Polski oddział Makro Cash & Carry uruchamia także drugi kanał sprzedaży w formie dostaw. Chce dzięki niemu wyjść poza obszar typowej działalności samoobsługowej.

– Nie oznacza, że chcemy z niej zrezygnować – deklaruje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Eric Poirier, prezes Makro Cash and Carry Polska. – To nie my dokonujemy wyboru, a klienci. Kryterium numer jeden pozostaje, oczywiście, jakość. Potrzebujemy trochę czasu na otwarcie nowych platform. Dotychczas ogłosiliśmy powstanie trzech. 

Sieć planuje także modernizacje wszystkich hal. Przeznaczy na ten cel 100 mln zł.

– Chcemy zmodernizować nasze sklepy, opierając się na potrzebach naszych klientów, które poznaliśmy w trakcie rozmów z nimi – podkreśla Eric Poirier. – Podstawą jest to, czego potrzebują nasi klienci i rozwiązania, których poszukają. 

Makro Cash & Carry Polska jest liderem branży samoobsługowego handlu hurtowego, mającym około 6 proc. rynku. Firma zatrudnia około pięciu tys. pracowników, posiada 41 hal, w tym 11 mniejszego formatu. Kierowane do przedsiębiorców usługi firmy obejmują zarówno kompleksowe zaopatrzenie, jak i nowoczesne rozwiązania biznesowe. Do dyspozycji kupujących są także takie rozwiązania dodatkowe, jak m.in. doradztwo biznesowe czy szkolenia gastronomiczne (Akademia Efektywnej Przedsiębiorczości Makro).

Polski oddział Makro Cash and Carry, jak zapewnia prezes Eric Poirier, ma pełną autonomię w procesie podejmowania decyzji dotyczących krajowego rynku i jest na nim wyłącznie skoncentrowany. Strategia firmy odnosi się do dwóch rodzajów klientów: pierwszą są mali, niezależni handlowcy, a drugą, biznesową – sektor HoReCa, czyli hotele, restauracje oraz catering. W obu przypadkach są to niezależne podmioty, a nie elementy dużych sieci.

– Musimy się ponownie przyjrzeć sklepom i zainwestować duże środki w ich przemodelowanie zgodnie z potrzebami lokalnego rynku oraz klientów – zapowiada Eric Poirier. – W Cash & Carry promujemy jakość, uczymy naszych pracowników, by byli bardziej otwarci na klientów, ale również umieli usuwać z oferty gorsze artykuły, nawet jeżeli nie są jeszcze przeterminowane, a tylko wyglądają niewystarczająco dobrze. Mamy umowę z bankami żywności, na mocy której przekazujemy im takie artykuły. Nie marnują się więc, trafiają potem do najuboższych.

Eric Poirier podkreśla, że pożądane obecnie w gospodarce produkty innowacyjne Makro Cash & Carry oferuje przede wszystkim w segmencie HoReCa, w handlu detalicznym bowiem trudno o coś nowego. Przedsiębiorstwo z powodzeniem sprzedaje także tego rodzaju wyroby pod marką własną.

– Wdrażamy innowacyjne rozwiązania. Sklep, który właśnie otwieramy, zaopatrzony jest w całkowicie wyposażoną kuchnię testową, bardzo profesjonalną, jaką można spotkać w dobrych restauracjach – zauważa Eric Poirier. – Klienci mogą na niej przetestować nowe produkty i podejrzeć pracę szefów kuchni. Wszystko to działa na zasadzie food tracku, więc to zupełnie inne otoczenie. W ten sposób chcemy pomagać naszym klientom w tworzeniu nowych przepisów. Uczymy także sposobów korzystania z nowości.

M. Kiepas: Słabe wyniki polskiej gospodarki. Wzrost PKB za cały 2016 rok może w efekcie nie przekroczyć 3 proc.

M. Kiepas: Słabe wyniki polskiej gospodarki. Wzrost PKB za cały 2016 rok może w efekcie nie przekroczyć 3 proc. 2
Wyniki produkcji przemysłowej to kolejny negatywny sygnał świadczący o tym, że wzrost gospodarczy w IV kwartale prawdopodobnie nas rozczaruje, a w całym 2016 roku może być niższy niż 3 proc. – ocenia Marcin Kiepas, główny analityk easyMarkets. Polski sektor przemysłowy notuje coraz gorsze wskaźniki przy coraz lepszych w strefie euro. Spada liczba zamówień i kontraktów eksportowych. W III kw. tempo wzrostu eksportu było niższe od importu.

Według danych GUS-u produkcja sprzedana przedsiębiorstw przemysłowych spadła w październiku o 1,3 proc. rdr., w ujęciu miesięcznym to spadek o 2,5 proc. W stosunku do października 2015 roku spadek produkcji odnotowano we wszystkich działach budownictwa. W ujęciu rocznym spadek produkcji sprzedanej odnotowano ogółem w 20 z 34 działów przemysłu.

Raport Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową wskazuje zaś, że tempo wzrostu eksportu było w III kw. niższe niż tempo wzrostu importu. W ocenie Instytutu eksport wzrósł w tym czasie o 8,5 proc., a import o 9,0 proc. Oznacza to pogorszenie salda handlowego Polski z zagranicą, choć wciąż jeszcze pozostaje ono dodatnie.

– Opublikowane październikowe wyniki produkcji przemysłowej, która spadła o 1,3 w relacji rok do roku, co było drugim ujemnym wynikiem na przestrzeni ostatnich dwóch lat, potwierdzają, że inwestycje leżą – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Marcin Kiepas, główny analityk easyMarkets.

Wskaźnik PMI polskiego sektora przemysłowego spadł w październiku do 50,2 pkt z 52,2 pkt zanotowanych miesiąc wcześniej. Choć to 25. miesiąc z rzędu, kiedy wskaźnik utrzymuje się ponad neutralnym poziomem 50 pkt, to jest to jednak najniższa wartość w obecnym okresie pozytywnych odczytów. Wynik 50,2 pkt jest bliski stagnacji, wynik poniżej 50 pkt oznacza spadek aktywności przemysłowej. Wynik Polski może zaskakiwać, zwłaszcza na tle strefy euro czy wyników w Niemczech, u naszego najważniejszego partnera. W listopadzie w Niemczech PMI dla przemysłu wyniósł 54,4 pkt, a w sektorze przemysłu w strefie euro wskaźnik PMI w listopadzie wyniósł 53,7 pkt.

– To kolejny negatywny sygnał sygnalizujący, że wzrost gospodarczy w całym 2016 roku może być niższy niż 3 proc. To również dane, które każą się spodziewać, że wyniki IV kw. prawdopodobnie nas rozczarują – analizuje Kiepas.

Ostatnie wyniki makroekonomiczne słabsze od prognozowanych przekładają się na niższy wzrost PKB. GUS podaje, że w III kw. PKB wzrosło o 2,5 proc. Ekonomiści NBP oceniają, że w całym 2016 roku PKB wzrośnie o 3 proc. (lipcowa prognoza mówiła o wzroście 3,2 proc., jednocześnie szacunki rządu wskazywały na 3,4 proc.). W przyszłym roku wzrost powinien przyspieszyć, przede wszystkim ze względu na zwiększenie się napływu funduszy z nowej unijnej perspektywy finansowej.

M. Wołos: W grudniu możliwa stabilizacja złotego. Długoterminowo będzie jednak słabł, najmocniej do dolara

M. Wołos: W grudniu możliwa stabilizacja złotego. Długoterminowo będzie jednak słabł, najmocniej do dolara 3
Listopad przyniósł znaczące osłabienie złotego do wszystkich głównych walut. Najbardziej jednak rośnie względem polskiej waluty dolar. Zdaniem Marka Wołosa tendencja ta będzie kontynuowana w przyszłym roku, choć sam grudzień powinien przynieść stabilizację.

– Złoty jest osłabiony i to już od dłuższego czasu. Nie należy zakładać, że to osłabienie, które widzieliśmy po wyborach prezydenckich w Stanach Zjednoczonych, jest krótkotrwałe – przewiduje ekonomista Wyższej Szkoły Przedsiębiorczości i Administracji w Lublinie. – Myślę, że jest to proces, który będzie trwał. Złoty znowu jest bardzo ujemnie skorelowany z wartością dolara.

Tymczasem dolar drożeje. Sprzyja temu niemal pewna już podwyżka stóp w Stanach Zjednoczonych. Rezerwa Federalna zbierze się na ostatnim w tym roku posiedzeniu 13 i 14 grudnia. Będzie ono połączone z publikacją nowych prognoz dla gospodarki amerykańskiej.

– Kapitał bardzo mocno płynie do Stanów Zjednoczonych. Do tego słabsze dane z gospodarki, które poznaliśmy ostatnio i zagrożenie obniżką ratingu – one odstraszają inwestorów od naszej waluty – mówi Marek Wołos. – Złoty wszedł w fazę długoterminowego osłabienia, które będziemy widzieli w przyszłych kwartałach następnego roku.

Polska gospodarka w III kwartale urosła zaledwie o 2,5 proc. wobec III kw. ubiegłego roku, co jest wynikiem najsłabszym od trzech lat i niższym od oczekiwań na poziomie 2,9 proc. Zawinił zarówno spadek nakładów inwestycyjnych (o 7,7 proc.), jak i fakt, że import zaczął rosnąć szybciej niż eksport, przez co wpływ eksportu netto na PKB był ujemny. I chociaż agencja Standard & Poor’s, ta sama, która niespodziewanie obniżyła rating Polski w styczniu pomimo pozytywnej perspektywy, tym razem zaskoczyła in plus, podnosząc perspektywę naszego kraju do stabilnej, złoty nie odnotował wyraźnego umocnienia.

– Spodziewałbym się jednak, że w grudniu nastąpi stabilizacja, może niewielkie odreagowanie widoczne np. w postaci spadku kursu euro poniżej granicy 4,40, ale w dłuższej i średniej perspektywie spodziewajmy się jednak słabszego złotego, głównie do dolara – mówi Wołos. – Wydaje mi się, że niewiele słabszego do euro i też raczej niezbyt mocno słabszego niż teraz do franka. Te wahania mogą sięgnąć około 10 groszy.

Tylko w listopadzie złoty stracił do franka i euro po 3,5 proc., zaś do dolara – niemal 8 proc. To ponad 30 groszy różnicy – amerykańska waluta nie była tak droga od kilkunastu lat. Euro jest niemal na poziomie z końca stycznia, zaś frank na poziomach niewidzianych od stycznia poprzedniego roku, gdy Narodowy Bank Szwajcarii zrezygnował z powiązania kursu helweckiej waluty z euro.

– Słaby złoty w tej chwili oznacza problemy finansów publicznych w przyszłym roku i coraz niższy wzrost gospodarczy – prognozuje. – Jeśli złoty będzie słabł w I, II kw. przyszłego roku, oznacza to, że inwestorzy będą bardzo nieufnie podchodzili do perspektywy 2018 roku, może końcówki 2017 roku. Mniej już będą ich straszyły te bieżące coraz słabsze dane, a bardziej kolejne miesiące, kwartały czy nawet lata, ale też oczywiście to, co się dzieje na świecie, czyli program gospodarczy Donalda Trumpa i spowolnienie, które może następować w Europie. Z tym mamy do czynienia teraz, a za jeden, dwa, trzy kwartały będziemy znowu dyskontowali to, co się może wydarzyć w 2018 roku bądź nawet później.

Za kilka lat nowotwór będzie najczęstszą przyczyną zgonów w Polsce. Ryzyko wystąpienia choroby pozwalają określić testy predyspozycji genetycznych

Za kilka lat nowotwór będzie najczęstszą przyczyną zgonów w Polsce. Ryzyko wystąpienia choroby pozwalają określić testy predyspozycji genetycznych 4
Liczba zachorowań na nowotwory sięga już około 160 tys. przypadków rocznie i rośnie. Za kilka lat będą one najczęstszą przyczyną zgonów w Polsce. Współczesna medycyna pozwala jednak wykryć mutacje genów odpowiedzialne za nowotwory i zapobiegać im na bardzo wczesnym etapie. Lekarze podkreślają, że badanie predyspozycji genetycznych powinny wykonać zwłaszcza osoby, u których występowały w rodzinie przypadki zachorowań na raka. W tym celu wystarczy wykonać rutynowe badanie krwi.

– Co roku w Polsce około 160 tys. osób zapada na choroby nowotworowe. Jedna czwarta zachorowań jest uwarunkowana predyspozycjami genetycznymi, dlatego potrzebne są badania w tym kierunku. Dla przykładu ryzyko populacyjne raka piersi wynosi około 13 proc., a w przypadku genetycznych predyspozycji to już prawie 80 proc. Taka wiedza pozwala nam zapobiec lub wcześnie zdiagnozować raka piesi, który wcześnie wykryty jest w stu procentach uleczalny – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes dr n. med. Piotr Soszyński, dyrektor ds. medycznych Medicover.

Według Krajowego Rejestru Nowotworów w ciągu ostatnich trzech dekad liczba zachorowań na nowotwory wzrosła w Polsce dwukrotnie. Obecnie choruje na nie około 157 tys. osób rocznie, z których prawie 95 tys. umiera. Szacunki pokazują, że w najbliższych latach nowotwory będą w Polsce najczęstszą przyczyną zgonów.

Do głównych czynników ryzyka należą: niewłaściwy tryb życia, nieodpowiednia dieta, zanieczyszczenie środowiska oraz uwarunkowania genetyczne. Współcześnie medycyna pozwala jednak zidentyfikować geny, które w przyszłości mogą zwiększyć ryzyko rozwoju choroby nowotworowej. Przegląd predyspozycji genetycznych powinny wykonać zwłaszcza osoby, u których występowały w rodzinie przypadki zachorowań na raka piersi, jajników, jelita grubego, trzustki, prostaty, nerki, żołądka, tarczycy lub czerniaka.

– Jeżeli w rodzinie występował nowotwór, który uaktywnił się przed 50 rokiem życia, to jest to jeden z głównych czynników ryzyka. W takim wypadku warto wykonać przegląd predyspozycji genetycznych w kierunku nowotworów. Bada się wówczas nie jeden, a ponad sześćdziesiąt różnych genów, z których każdy jest przeglądany około trzysta razy. To pozwala stwierdzić, czy występuje zwiększone ryzyko wystąpienia choroby nowotworowej – wyjaśnia lek. med. Anna Mrożek, specjalista chorób wewnętrznych w warszawskim Centrum Medycznym Medicover, które przeprowadza badania genetyczne w kierunku nowotworów.

Na podstawie badania DNA można wykryć mutację zwiększającą ryzyko wystąpienia raka. Lekarze podkreślają, że wystąpienie mutacji wcale nie oznacza, że pacjent zachoruje na pewno zachoruje. Na tej podstawie może on jednak wraz ze specjalistą opracować plan profilaktyczny, który zmniejszy ryzyko bądź pozwoli wcześnie wykryć ewentualne zmiany nowotworowe.

– Pacjent zyskuje wiedzę o tym, że znajduje się w grupie podwyższonego ryzyka, co może umożliwić wcześniejsze wykrycie choroby. To ważne o tyle, że wcześnie wykryty nowotwór jest w wielu przypadkach uleczalny. Oczywiście trzeba wiedzieć, że występowanie predyspozycji genetycznych wcale nie oznacza, że dana osoba zachoruje. To świadczy tylko o zwiększonym ryzyku i konieczności częstszych badań profilaktycznych – podkreśla lek. med.  Anna Mrożek.

Lekarze podkreślają, że badanie predyspozycji genetycznych jest proste, bezbolesne i przeprowadzane w trakcie dwóch wizyt w centrum. Najpierw pacjent wypełnia ankietę dotyczącą przypadków zachorowania na nowotwory w rodzinie. Następnie zgłasza się na pobranie krwi, która zostaje poddana badaniom laboratoryjnym przy użyciu najnowszych metod analizy DNA. Podczas drugiej wizyty lekarz analizuje wyniki i wydaje pacjentowi indywidualne zalecenia.

– Badanie jest bardzo proste, wymaga tylko dwóch wizyt w centrum: pierwszy raz to pobranie krwi, drugi raz to wizyta u lekarza. Pobrany materiał genetyczny przesyłamy następnie do laboratorium, w którym jest badany nawet trzystukrotnie. Wówczas zapraszamy pacjenta na wizytę do specjalisty, który razem z nim omawia wyniki, ustala dalszy plan działania i harmonogram badań profilaktycznych – wyjaśnia lek. med. Anna Mrożek.

Polacy nie chcą się zapożyczać na organizację świąt. Często jednak z opóźnieniem opłacają grudniowe rachunki i raty

Polacy nie chcą się zapożyczać na organizację świąt. Często jednak z opóźnieniem opłacają grudniowe rachunki i raty 5
Boże Narodzenie jest najbardziej lubianym przez Polaków świętem religijnym. Obchodzić je będzie w tym roku 94 proc. z nich. Na organizację świąt planują wydać średnio 820 zł. Zdecydowana większość pokryje wydatki z własnych oszczędności, choć czasem zrobią to kosztem rachunków czy rat kredytów. Jednocześnie tylko 4 proc. Polaków zamierza na wydatki świąteczne zaciągnąć pożyczkę.

Osób, które chcą się zapożyczyć, jest na razie niewiele, ale pod wpływem bożonarodzeniowej gorączki zakupów nasze plany finansowe i dyscyplina wydatków się sypie i ostatecznie znacznie więcej osób pożycza pieniądze na święta Bożego Narodzenia. Wielu Polaków, jak wynika z naszych badań, nie płaci w tym czasie bieżących rachunków, w ten sposób powiększając swój budżet świąteczny – mówi agencji Newseria Biznes Halina Kochalska, ekspertka BIG InfoMonitor.

Z obserwacji BIG InfoMonitor wynika, że w lutym, czyli po upływie 60 dni od terminu płatności, w rejestrze dłużników przybywa znacznie więcej wpisów od firm pożyczkowych, telekomunikacyjnych czy operatorów telewizji kablowej. Zgodnie z ustawą o udostępnianiu informacji gospodarczych i wymianie danych minimalna wartość zadłużenia decydująca o tym, że trafi się do rejestru, to 200 zł.

 Polacy przynajmniej w planach chcą samodzielnie zorganizować święta Bożego Narodzenia z oszczędności czy z bieżącego wynagrodzenia. Tylko nieliczni mówią o tym, że sięgną po pożyczki. Zaledwie 4 proc. badanych mówi, że będzie się nimi posiłkowało – mówi Halina Kochalska.

W pierwszej kolejności zwracamy się po pożyczkę do rodziny i znajomych. Dopiero w następnej kolejności kierujemy się do instytucji finansowej. Jak wynika z badania BIG InfoMonitor i Biura Informacji Kredytowej, ofert firmy pożyczkowych chce skorzystać 46 proc. osób. Te instytucje częściej wybierali mężczyźni – 63 proc., mieszkańcy wschodniej Polski i osoby w przedziale wiekowym 45–60 lat. Z pomocy banków skorzysta 44 proc.

Na zorganizowanie świąt Bożego Narodzenia, dołożenie się do świątecznego stołu i na prezenty Polacy planują wydać łącznie 820 zł. Najwięcej wydają mieszkańcy Polski Centralnej – to jest ponad 1040 zł, podczas gdy badani z Polski Wschodniej deklarują wydatek 644 zł. Różnice są spore – mówi ekspertka BIG InfoMonitor.

Pozytywny stosunek do świąt Bożego Narodzenia ma prawie trzy czwarte społeczeństwa. Polacy zwykle spędzają je w tradycyjny sposób, w gronie rodzinnym.

– Jedna trzecia Polaków nie spędzi tych świąt w domu, lecz wyjedzie, głównie do rodziny. Nieliczni udadzą się do pensjonatów, hoteli, jednak również z rodziną. Tylko co dwudziesty Polak zupełnie nie gustuje w atmosferze świąt i nie będzie ich obchodzić – mówi Halina Kochalska.

Co dziesiątemu ankietowanemu zdarzyło się przynajmniej raz w życiu uciec od świąt i wybrać w podróż, która nie miała nic wspólnego z Bożym Narodzeniem. Częściej deklarowali to mężczyźni, mieszkańcy południowo-zachodniej części kraju i osoby w przedziale wiekowym 45–60 lat.

M. Grzesiak: Firmy muszą się bardziej otworzyć na zmianę. Sprzedaż i zarządzanie mogą poprawić zewnętrzni doradcy

M. Grzesiak: Firmy muszą się bardziej otworzyć na zmianę. Sprzedaż i zarządzanie mogą poprawić zewnętrzni doradcy 6
Firmy muszą się zmieniać, by móc utrzymać się na rynku. Ale konieczna jest otwartość właścicieli na zmiany – podkreśla Mateusz Grzesiak, uznany psycholog biznesu. Młodzi przedsiębiorcy chętnie korzystają z usług zewnętrznych doradców, którzy obiektywnie pomogą znaleźć słabe strony firmy, poprawić sprzedaż i sposób zarządzania. Bardziej sceptyczni są właściciele firm rodzinnych – obawiają się dopuszczenia do zarządzania osób spoza firmy.

– Żeby przeprowadzić zmianę w biznesie, właściciele firmy muszą być na nią otwarci i mieć świadomość, że najwyższy czas tę zmianę wprowadzić. Biorąc pod uwagę dzisiejsze tempo, bez zmiany nie da się funkcjonować, firma albo się zmieni, albo zniknie z rynku. Konieczne jest też jej wdrażanie. Przychodzi zewnętrzny ekspert, daje określonego rodzaju narzędzia i trzeba zacząć z nich korzystać – tłumaczy w rozmowie z agencją Newseria Biznes Mateusz Grzesiak, najbardziej znany psycholog w Polsce.

Wprowadzenie zmian zależy przede wszystkim od otwartości właścicieli firm i ich świadomości procesów rynkowych. Pokolenie „baby boomers”, urodzone w latach 1946–1964, ufa przede wszystkim sobie, stawia na intuicyjność, myśli hierarchicznie. Młodsze pokolenie, przede wszystkim X (1965-79) millenialsi (1980-2000), chętnie korzysta z porad zewnętrznych doradców.

 Rola zewnętrznego doradcy jest dwojaka. Z jednej strony miękka – ma on zainspirować, zmotywować, zmienić panujące w firmie relacje na bardziej ludzkie i ulepszyć komunikację. Z drugiej strony odgrywa rolę twardą – dostaje określonego rodzaju zadanie do wykonania mierzone za pomocą jego wyników w praktyce. Przy wejściu do firmy deklaruje, że np. w ciągu trzech miesięcy współpracy sprzedaż firmy wzrośnie o jakiś procent albo że zbuduje model komunikacji międzydziałowej – mówi Grzesiak.

Zewnętrzny konsultant może pomóc w usprawnieniu funkcjonowania firmy w kilku aspektach. Przede wszystkim jego zatrudnienie może przełożyć się na lepsze wyniki przedsiębiorstwa, wyższą sprzedaż i zyski. Jak wskazuje psycholog, korzyści może być znacznie więcej.

 Poprzez zmiany w zarządzaniu można szybciej planować, podejmować lepsze decyzje. Ponadto kiedy nauczymy szefów, liderów sposobu komunikacji z pracownikami, czy merytorycznej rozmowy zamiast emocji i niedomówień, to wszyscy lepiej się poczują i bardziej polubią, a dzięki temu wzrasta zaangażowanie pracowników – przekonuje Grzesiak.

W dużych przedsiębiorstwach nie brakuje zasobów finansowych ani wiedzowych. Jednak ze względu na wielkość takich firm proces decyzyjny może się wydłużać. Pracownicy mogą nie czuć się związani z firmą, a poziom ich zaangażowania w procesy nie jest wystarczający. Inaczej wygląda w mniejszych firmach, rodzinnych, a tych w Polsce jest większość. Z 1,8 mln działających przedsiębiorstw, ponad 90 proc. stanowią właśnie firmy rodzinne.

– Takie firmy są bardzo pracowite, ambitne, szybko podejmują decyzje. Z drugiej strony cierpią na klanowość, micromanagement, podejście do biznesu opartego o intuicyjność zamiast o konkretne procedury – tłumaczy ekspert. – Większość tych przedsiębiorców doszła do czegoś własnymi rękoma, więc nie umieją się dzielić wiedzą i chętnie zarządzaliby wszystkim sami, a tak się nie da, zwłaszcza gdy firma chce stawać się coraz bardziej profesjonalna.

Z „Badania firm rodzinnych” przeprowadzonego przez PwC wynika, że tylko 37 proc. właścicieli firm planuje zmianę właściciela w ciągu najbliższych 5 lat. Spośród osób zdecydowanych na zmiany, 75 proc. rozpatruje przekazanie udziałów i zarządzania dzieciom, a 33 proc. bierze pod uwagę przekazanie udziałów dzieciom, ale przy jednoczesnym zatrudnieniu menedżera zewnętrznego.

 Ponad 90 proc. polskich firm jako rodzinne wychodzi z założenia, że dzieci na pewno przejmą biznes. Okazuje się jednak, że tylko kilka procent dzieci jest tak samo zainteresowanych sukcesją. Większość chętnie przejmie pieniądze, ale już nie prowadzenie firmy – wskazuje psycholog biznesu.

Jak jednak przekonuje psycholog, zapotrzebowanie na menadżerów będzie rosło. Polacy są przedsiębiorczy, znają języki, są wykształceni i bardzo ambitni. 8 milionów milenialsów na rynku jest też otwarta na pomoc profesjonalnych doradców.

 Ten boom szkoleniowy z nami zostanie. Mamy jedną z najbardziej wykształconych nacji na świecie, połowa młodych ludzi ma tytuł magistra i nie chce zmywać naczyń w Londynie. Ludzie będą potrzebowali umiejętności sprzedaży, marketingu, przywództwa i zarządzania. Ta start-upowa przedsiębiorcza kultura bardzo mocno będzie się rozwijać – podkreśla Mateusz Grzesiak.

W listopadzie do księgarń trafiła kolejna książka Mateusza Grzesiaka „Psychologia zmiany – najskuteczniejsze narzędzia pracy z ludzkimi emocjami, zachowaniami i myśleniem”. To kompendium wiedzy zarówno dla ludzi, którzy szukają drogi osobistego rozwoju, jak i dla osób, które chcą pomagać w zmianach innym ludziom i firmom.

Polski rynek kosmiczny powoli goni światowe potęgi. Szansą na zaistnienie w tym przemyśle jest produkcja nanosatelitów

Polski rynek kosmiczny powoli goni światowe potęgi. Szansą na zaistnienie w tym przemyśle jest produkcja nanosatelitów 7
Wartość polskiego rynku kosmicznego dynamicznie rośnie. W 2015 roku sięgała 14 mld zł. Choć na tle światowych gigantów to niewiele, to dzięki przystąpieniu do Europejskiej Agencji Kosmicznej trzykrotnie wzrosła liczba firm działających w branży kosmicznej. Niszą, którą Polska może zagospodarować, są mikrosatelity, przy czym największy potencjał komercyjnego wykorzystania mają nanosatelity.

– Polska w sektorze kosmicznym jest mocno opóźniona. Nawet jeśli przez najbliższe lata będziemy notować 100-proc. wzrost, będziemy i tak tracić dystans do światowych gigantów, zwłaszcza w obliczu obecnego wyścigu zbrojeń kosmicznych – ocenia w rozmowie z agencją Newseria Biznes Grzegorz Zwoliński, współzałożyciel SatRevolution.

Globalny rynek technologii kosmicznych wart jest ponad 330 mld dol. W Polsce rynek ten jest na początkowym etapie rozwoju. Od momentu dołączenia do Europejskiej Agencji Kosmicznej (ESA) cztery lata temu polscy przedsiębiorcy otrzymali finansowanie w wysokości prawie 42 mln euro, dzięki czemu polski sektor kosmiczny dostał impuls do dynamicznego rozwoju. Raport „Gwiezdny biznes” firmy Grant Thornton wskazuje, że w Polsce wartość rynku kosmicznego w 2014 roku, w zależności od podejścia, wyniosła między 7 a 12,5 mld zł. W 2015 roku mogło to być blisko 14 mld zł.

– Dzięki temu, że przystąpiliśmy do ESA, liczba firm interesujących się branżą kosmiczną wzrosła trzykrotnie od samego początku. Ale nie oznacza to, że od razu produkcja zaczęła iść w tym kierunku – wskazuje Zwoliński i podkreśla, że obecnie jesteśmy świadkami kosmicznego globalnego wyścigu zbrojeń kosmicznych. – W Stanach Zjednoczonych Elon Musk zapowiada wyprawy na Marsa, nie pozostaje mu dłużny Boeing, mamy zapowiedzi kolejnych dużych firm. Jednocześnie Chiny mają 5 kosmodromów i budują zaawansowane satelity – wymienia ekspert.

Kraje rozwinięte przeznaczają znaczne kwoty na sektor kosmiczny, uznając go za branżę strategiczną. Rosja przeznacza na ten cel 0,25 proc. PKB, podobnie Stany Zjednoczone. W Polsce to 0,01 proc. PKB. Przyszłością naszego kraju, żeby zaistnieć w światowym przemyśle kosmicznym, są najmniejsze satelity, których produkcja jest znacznie tańsza.

– W Polsce działa dużo firm, które produkują satelity, współtworzą je i firmy córki zagranicznych podmiotów, jak Airbus czy Thales, które są w stanie same stworzyć satelity. Nasza firma to jedyna, która sama tworzy całościowe rozwiązania. Docelowo chcemy być integratorami całych systemów satelitarnych i dorównać tym największym markom, chcemy zrobić ogólnoświatowy brand, który będzie się rozwijał i zajmował coraz lepszą pozycję w branży kosmicznej – zapowiada Zwoliński.

W perspektywie 5–10 lat firma chce odpowiadać za 10 proc. rynku kosmicznego w Polsce. SatRevolution pracuje nad konstrukcją dwóch nanosatelitów PhoneSat – Rusałka 1 i Rusałka 2. Ważą kilka kilogramów, zbudowane są z podzespołów smartfonów i wykorzystują rozwiązania stosowane w telefonach komórkowych. Mają zostać wyniesione na orbitę okołoziemską razem z satelitą badawczym Światowidem w I kwartale 2018 roku.

 Nasze satelity, które chcemy wysłać, stworzą całą chmurę satelitów. Pierwsza nasza mała chmura będzie w 2018 roku i od tego czasu w zależności od badań, które uda nam się przeprowadzić na tych satelitach, będziemy rozwijać naszą technologię – wskazuje Grzegorz Zwoliński.

Polskie satelity mają orbitować na wysokości ponad 300 km i poruszać się z prędkością ok. 8 km/s. Jedno okrążenie Ziemi wykonają w 1,5 godz. Zadaniem Światowida będzie m.in. badanie natężenia pola magnetycznego, zmian w polu grawitacyjnym Ziemi czy zjawisk zachodzących w termosferze. Rusałki natomiast będą testowały podzespoły wykorzystywane w smartfonach i wysyłały sygnały, w celu sprawdzenia, jak maszyny zachowują się w przestrzeni kosmicznej oraz ile czasu mogą orbitować. Rozwiązania typu PhoneSat pozwalają niskim kosztem zbudować prawdziwego satelitę. Wykorzystanie podzespołów ze smartfonów pozwala na wysłanie w kosmos nawet kilkunastu maszyn jednocześnie.

– Mamy już za sobą rozmowy z potencjalnymi inwestorami zagranicznymi, którzy są wstępnie zainteresowani naszym pomysłem. Chcielibyśmy jednak tworzyć nasze rozwiązania za polskie pieniądze i będziemy pracować nad tym, żeby pozyskać polskich inwestorów – podkreśla Grzegorz Zwoliński.

W styczniu rusza druga część dopłat z programu MdM z wypłatą w 2017 r. Pieniądze szybko się skończą, więc wniosek najlepiej przygotować w grudniu

W styczniu rusza druga część dopłat z programu MdM z wypłatą w 2017 r. Pieniądze szybko się skończą, więc wniosek najlepiej przygotować w grudniu 8
Na początku stycznia zostanie uruchomiona druga część środków z programu Mieszkanie dla Młodych przewidziana na 2017 rok. Czasu na złożenie wniosku o dopłatę do kredytu na zakup mieszkania może być niewiele. Eksperci prognozują, że kwota 373 mln zł zostanie szybko zarezerwowana. Dlatego osoby, które mają w planach zakup domu lub mieszkania i chcą skorzystać z kredytu MdM, powinny już teraz wybrać nieruchomość, zacząć przygotowywać odpowiednie dokumenty i udać się do banku.

– Już dziś warto zacząć przygotowania i zgromadzić odpowiednie dokumenty, aby móc się jak najwcześniej zgłosić do banku i wspólnie z doradcą przygotować niezbędne dokumenty w celu złożenia wniosku o dofinansowanie – radzi Anna Meunier, dyrektor ds. kredytów mieszkaniowych w Banku Pekao SA w rozmowie z agencją informacyjną Newseria.

Osoby, które planują w przyszłym roku kupno domu lub mieszkania z dopłatą, powinny już dziś wybrać nieruchomość. W pierwszej kolejności powinny udać się do banku i zweryfikować swoją zdolność kredytową. Doradca w banku może przeprowadzić symulację i powiedzieć nam, jakie dokumenty będą potrzebne do złożenia wniosku o kredyt w programie MdM.

– Wniosek musi być kompletny, dlatego należy przygotować odpowiednie dokumenty, m.in. te dotyczące nieruchomości oraz potwierdzające uzyskiwane dochody. W tym celu warto jak najwcześniej, jeszcze w grudniu, udać się na spotkanie do placówki banku. Doradca sprawdzi możliwości skorzystania z dofinansowania oraz przekaże klientowi listę wymaganych dokumentów dla konkretnej, wybranej nieruchomości. Przygotowanie tych dokumentów warto zacząć już teraz – zaznacza Anna Meunier.

Zainteresowanie programem MdM jest tak duże, że limit dopłat na 2016 rok wyczerpał się już w marcu. Z kolei środki przewidziane na przyszły rok zostały zarezerwowane w 50 proc. już na początku lipca, co spowodowało, że BGK wstrzymał przyjmowanie kolejnych wniosków o dofinansowanie do kredytów. Możliwość ich składania pojawi się ponownie po 1 stycznia 2017 roku, kiedy uruchomiona zostanie druga połowa przyszłorocznych środków w wysokości 373 mln zł. Eksperci rynku nieruchomości prognozują, że pieniądze rozejdą się błyskawicznie, więc czasu na złożenie wniosku o dopłatę jest niewiele.

Warunki, które trzeba spełnić, aby dostać dopłatę z programu Mieszkanie dla Młodych pozostały jednak niezmienione.

– Osoby przed 35 rokiem życia, przy czym w przypadku małżeństw wiek dotyczy młodszego z małżonków, mogą składać wnioski o dofinansowanie kredytu na zakup mieszkania zarówno od dewelopera, jak i na rynku wtórnym o powierzchni użytkowej do 75 mkw. lub domu o powierzchni 100 mkw. Nie dotyczy to osób wychowujących troje lub więcej dzieci, których obowiązują podwyższone limity – mówi Anna Meunier.

W ramach programu Mieszkanie dla Młodych na 2018 rok przewidziane zostało dofinansowanie w wysokości 762 mln zł. Te pieniądze są już zarezerwowane w kilku procentach. Będzie to ostatnia szansa na skorzystanie z dopłat do kredytów na zakup nieruchomości. MdM zostanie bowiem wygaszony w 2018 roku i zastąpi go kolejny rządowy program Mieszkanie Plus, którego szczegóły nie są jeszcze znane.

Rządowy program dopłat dla osób, które zaciągają kredyt hipoteczny na zakup mieszkania lub domu, działa od 2014 roku i cieszy się na rynku niesłabnącą popularnością. Do 20 listopada br. skorzystało z niego ponad 73 tys. kredytobiorców. Wartość dofinansowania w ramach MdM wynikająca z podpisanych umów kredytowych wyniosła zaś łącznie 1,8 mld zł. Średnia powierzchnia lokalu mieszkalnego nabywanego w programie to 53,68 mkw., a cena oscyluje wokół 219,2 tys. zł. W przypadku domów jednorodzinnych jest to odpowiednio 86,47 mkw. i 289,9 tys. zł. Do 20 listopada tego roku Bank Gospodarstwa Krajowego, który obsługuje program od strony finansowej, zdążył już wypłacić łącznie 1,4 mld zł finansowego wsparcia na 57,1 tys. wniosków kredytowych.

Możliwość uzyskania dofinansowania, które może wynosić nawet kilkadziesiąt tysięcy złotych, to duża korzyść dla osób, które chcą nabyć swoje pierwsze mieszkanie. Eksperci radzą, by zgłosić się do banku, który ma duże doświadczenie w wykonywaniu tego typu transakcji. Większość wniosków o dofinansowanie składana jest w Banku Pekao SA. Dotychczas bank obsłużył ponad 35 tys. aplikacji.

Projektanci mody widzą potencjał w krakowskim rynku. Dotychczas inwestowali głównie w Warszawie

Projektanci mody widzą potencjał w krakowskim rynku. Dotychczas inwestowali głównie w Warszawie 9

W prestiżowej lokalizacji Krakowa powstał multibrandowy showroom, który jest pierwszą tak dużą inwestycją projektantów na tamtejszym rynku. Solna 1 ma być miejscem, gdzie dostępne będą kolekcje znanych projektantów i marek, jak Dorota Goldpoint czy Maciej Zień. Pomysłodawcy konceptu planują także, by nowa przestrzeń tętniła życiem artystycznym. Planowane są więc nie tylko pokazy mody, lecz także warsztaty stylizacji, wernisaże i wystawy fotografii.

 Kraków jest bardzo ważnym miastem, ponieważ jest to miejsce przepełnione historią, sztuką, takim prawdziwym artystycznym klimatem. Kiedy Piotr Gawor, inicjator projektu Solna 1, zaproponował mi współtworzenie tutaj showroomu, w ogóle się nie zastanawiałam. Wiedziałam, że wspólnie stworzymy miejsce, które będzie taką piękną przestrzenią dla kobiet, które interesują się modą, które poszukują czegoś innego niż to, co jest w standardowych sklepach – mówi agencji Newseria Lifestyle Dorota Goldpoint, projektantka mody.

Dorota Goldpoint zdaje sobie sprawę z tego, że początki tego konceptu mogą być trudne.

– Kraków to bardzo trudny i specyficzny rynek, bardziej artystyczny, mało komercyjny. Dlatego myślę, że nie ma tu miejsca na bylejakość, a my, projektanci, musimy się bardzo postarać, żeby tutaj znaleźć swoich odbiorców i żeby oni chcieli tutaj przychodzić. Musimy na pewno zaoferować coś bardzo szczególnego – mówi Dorota Goldpoint.

Aktorka Elżbieta Romanowska przyznaje, że takie miejsce było w Krakowie bardzo potrzebne. Już zapowiada, że będzie stałą klientką Solnej 1.

 Do tej pory uważało się, że znane marki to tylko w Warszawie, więc trzeba było jechać specjalnie do stolicy po to, żeby kupić sobie markowe ubrania od topowych projektantów. Teraz Kraków zmienił ten mit, otworzył swoje miejsce, swój showroom, w którym można znaleźć przepiękne kreacje, tak naprawdę dla każdego, w każdym rozmiarze, więc cieszę się, że ten dzień nastał i od dziś Kraków ma tak modne i tak wyjątkowe miejsce – mówi Elżbieta Romanowska, aktorka.

Zdaniem Anny Radwan Solna 1 w Krakowie ma się szansę stać niezwykle popularnym miejscem na modowej mapie Polski. Obok zabytkowych obiektów, muzeów czy galerii sztuki w tym mieście również potrzebna jest nutka nowoczesności i światowych trendów. A adresatów na pewno nie zabraknie.

– Myślę, że nie tylko kobietom jest to potrzebne, panowie również będą bardzo zachwyceni i szczęśliwi. Solna 1, a w szczególności kolekcja Doroty Goldpoint, to projekty piękne, romantyczne, kobiece, zmysłowe – mówi Anna Radwan, aktorka.

Premier B. Szydło będzie miała większy wpływ na gospodarkę

Nowy projekt ustawy o Prokuratorii Generalnej RP wprowadza bardzo istotne zmiany dotyczące ponad 2 800 podmiotów państwowych i ponad 500 spółek Skarbu Państwa. Ustawa wzmacnia nadzór premiera nad nimi, jednak to nie tylko konsekwencje likwidacji Ministerstwa Skarbu Państwa.

O istotnych skutkach tych zmian w rozmowie z MarketNews24 mówi adw. Konrad Orlik z kancelarii prawnej Kochański Zięba i Partnerzy (KZP).

Newag – Konsekwencja jest drogą do sukcesu

Newag z Nowego Sącza jest obecnie wart ponad 710 mln zł. Gdy była to firma państwowa, znana jako Zakłady Naprawcze Taboru Kolejowego, groziło jej bankructwo. Kupił ją Zbigniew Jakubas, który zajmuje 17 miejsce na liście 100 najbogatszych Polaków. W firmę zainwestowano 350 mln zł.

Dziś to producent najnowocześniejszych pociągów. – Ten zakład 13 lat temu remontował tylko stare, 40-letnie pociągi. Tutaj narzędziem było imadło, mesel i młotek – mówi w rozmowie z MarketNews24 Zbigniew Jakubas.

– Dzisiaj Newag produkuje najnowsze maszyny. Bo tak zdecydowaliśmy 13 lat temu, że inwestujemy w rozwój, Nie w remonty, tylko w nowe produkty, podpatrując to co się dzieje na świecie. Bo świat jest otwarty, w internecie można wiele rzeczy też zobaczyć. – Konsekwencja jest drogą do sukcesu. Chcemy w kolejnych 5-ciu latach, podnieść się o jeszcze jeden poziom wyżej – zapewnia Zbigniew Jakubas, który jest przewodniczącym rady nadzorczej tej giełdowej spółki. – Jestem dumny, bo oddaliśmy najbardziej nowoczesny produkt kolejowy jaki kiedykolwiek został w tym kraju wyprodukowany.

Stworzenie procedur utrzymania czystości w obszarze medycznym zabezpieczy szpitale i pacjentów

Samodzielna Pracownia Profilaktyki Zakażeń i Zakażeń Szpitalnych stara się oceniać wpływ utrzymania czystości i higieny w obszarze medycznym na ewentualne zakażenia szpitalne oraz bezpieczeństwo epidemiologiczne pacjenta.

– Dlatego znaczenie tych obszarów jest ważne i mocno niedoszacowane – powiedziała agencji eNewsroom.pl Anna Ziółko, kierownik Samodzielnej Pracowni Profilaktyki Zakażeń i Zakażeń Szpitalnych – Procedura utrzymania czystości jest znana przez wszystkich, wykorzystywana przez nas w warunkach domowych. W związku z tym popełniamy klasyczny błąd nie doprecyzowania pewnych kwestii i niedokładnego doszkalania osób. Myślę, że gwarantem jakości w tym obszarze oraz punktem wyjścia będzie stworzenie dobrego założenia, nazywanego przez nas „procedurami”. Powinny one bardzo jednoznacznie definiować każdy krok w zakresie: kto, czym, kiedy, jak często, przy użyciu jakich środków, preparatów, czy sprzętu wykonuje dane czynności. W przypadku prawidłowego wykonania „procedur” szpital i pacjent pozostają bezpieczni – dodaje Ziółko.

Czy do tragedii w Polkowicach musiało dojść – komentarz ekspercki

Polska zajmuje czołowe miejsce, na arenie Europejskiej, pod względem przemysłu wydobywczego.  W granicach kraju znajdują się pokaźne złoża węgla, rudy cynku i ołowiu oraz najwartościowszego surowca- miedzi[1]. Polska posiada 26 mln ton co jest imponującym wynikiem, jeśli porównamy jej powierzchnię
do zasobów np. Stanów Zjednoczone (35 mln ton) czy Rosji (30 mln ton)[2]. Zapotrzebowanie na ten strategiczny surowiec, wykorzystywany do produkcji przewodów i urządzeń stale wzrasta. Według prognoz, w 2017 roku
na każdą osobę przypadnie aż 5 urządzeń mobilnych
[3], a do 2021 rynek ten powiększy się dziesięciokrotnie[4]. Problem w tym, że zasoby miedzi na świecie są stosunkowo małe.

ZG Rudna to największa kopalnia rudy miedzi w Europie oraz jedna z największych głębinowych kopalni na świecie[5]. Kopalnia rudna w Polkowicach posiada zdolność wydobywczą na poziomie ok. 12 mln t rudy w ciągu roku (ok. 40 tys. ton na dobę). Jest to jedna z 3 czynnych kopalni miedzi w Polsce. Zatrudniając 18 570 osób (2013), w jednej
z najbezpieczniejszych branż na świecie, inwestycje na poprawę bezpieczeństwa muszą być priorytetem. Jak czytamy na oficjalnej stronie KGHM „Każdy oddział Spółki posiada certyfikowany system zarządzania bezpieczeństwem pracy (…)W najbliższym czasie – w ramach wdrażania Zintegrowanego Systemu Zarządzania w KGHM Polska Miedź S.A. – jednolitym systemem, zgodnym z normą PN‍-N 18001/OHSAS 18001, zostanie objęte także zarządzanie bezpieczeństwem pracy”[6].

W teorii system zarządzania ma w znaczący sposób zminimalizować ilość oraz skutki wypadków. Sprawić by ocena ryzyka zawodowego poprawiała się z każdym rokiem. Czy specjaliści ds. BHP posiadają odpowiednie narzędzia do ograniczenia skutków wypadków takich jak ten, który wydarzył się w kopalni Rudna?

Podstawowym określeniem każdego BHP’owca jest prewencja. KGHM zatrudnia 44 pracowników, którzy wdrażają system bezpieczeństwa oraz wymogi prawa. Szkolenia wstępne, okresowe, oceny ryzyka zawodowego, kontrole bhp i ppoż, szkolenia ppoż i pierwszej pomocy, próbne ewakuacje, instrukcje bhp czy pomiary środowiska pracy. To tylko część kompleksowego systemu prewencji. Spółka współpracuje ściśle z Okręgowym Urzędem Górniczym oraz Państwową Inspekcją Pracy we Wrocławiu. Cyklicznie zmniejsza ilość pracowników, wykonujących obowiązki w warunkach szczególnie niebezpiecznych i uciążliwych. Jednak nie wszędzie da się zastosować maszyny.

– Zgodnie z ogólnymi przepisami bezpieczeństwa i higieny pracy pracodawca jest obowiązany zapewnić organizację pracy i stanowisk w sposób zabezpieczający pracowników przed zagrożeniami wypadkowymi oraz oddziaływaniem czynników szkodliwych dla zdrowia i uciążliwości – komentuje Marek Złoto, specjalista ds. BHP, inspektor ds. PPOŻ, Proinspect.

W kopalni Rudna, zastosowano system klimatyzacji centralnej, przodkowe maszyny klimatyzacyjne, klimatyzacje stanowiskowa, klimatyzacje osobistą, każdy górnik posiada pełną odzież ochronną, wraz z gps, stale monitorującym jego położenie[7]. Wdrożono zatem wiele systemów ochrony zbiorowej oraz indywidualnej. Dlaczego zatem dalej dochodzi do wypadków?

Data Miejsce Liczba poszkodowanych w wypadku Przyczyna wypadku
16.01.2015 KGHM Polska Miedź S.A.O/ZG „Rudna” 1 Błąd ludzki – niedozwolonego przemieszczania się operatora pod dolną taśmą pracującego przenośnika.
26.03.2015 KGHM Polska Miedź S.A.O/ZG „Polkowice-Sieroszowice” 1 Uderzenie poszkodowanego łatą skalną.
12.01.2016 KGHM Polska Miedź S.A. O/ZG „Rudna” 1 Uderzenie opadającymi bryłami skalnymi.
13.04.2016 KGHM Polska Miedź O/ZG „Polkowice-Sieroszowice” Firma usługowa KOPEX PBSz S.A. w Bytomiu 1 Awaria, błąd ludzki – samoczynne opadnięcie wysięgnika łyżki ładowarki, w wyniku utraty ciśnienia roboczego w obwodzie siłownika.
26.04.2016 KGHM Polska Miedź S.A. O/ZG „Rudna” 1 Błąd ludzki – potrącenie i dociśnięcie pracownika do spągu przednią krawędzią łyżki ładowarki.
14.09.2016 KGHM Polska Miedź O/ZG „Rudna” 1 Dynamiczne oddziaływanie skutków wstrząsu na poszkodowanych.
23.09.2016 KGHM Polska Miedź S.A. O/ZG „Polkowice-Sieroszowice” Firma usługowa PeBeKa Lubin 1 Uderzenie opadem płyty stropowej
15.10.2016 KGHM Polska Miedź S.A. O/ZG „Polkowice-Sieroszowice” 1 Błąd ludzki – przygniecenie głowy operatora stalowymi drzwiami kabiny ładowarki do konstrukcji kabiny, uderzonymi przez samoczynnie staczający się wóz odstawczy.
03.11.2016 KGHM Polska Miedź S.A. O/ZG „Lubin” 1 Odprężenie materiału skalnego (wstrząs)
29.11.2016 KGHM Polska Miedź O/ZG „Rudna” 8 Odprężenie materiału skalnego (wstrząs)

 

Opracowanie własne na podstawie http://www.wug.gov.pl/

Po podstawie analizy przyczyn wypadków, można jednoznacznie stwierdzić że 4 z nich były spowodowane błędem ludzkim, a więc istniała szansa na ich uniknięcie. Pozostałe były nie do przewidzenia.

KGHM jest jednym z liderów wprowadzania działań poprawiających bezpieczeństwo. Jeśli udało by się podnieść bezpieczeństwo w innych kopalniach, zwłaszcza przy wydobyciu węgla, ilość wypadków śmiertelnych w Polskim górnictwie mogła by spaść o 60% – komentuje Marek Złoto, Proinspect. Nie da się niestety zapobiec wszystkim. Tąpnięcia to zjawisko dynamiczne, na które niema skutecznego sposobu. Trzeba być jednak gotowym
do zminimalizowania jego skutków.

Niestety, bez względu na nakłady finansowe zaplanuje się w budżecie na poprawę bezpieczeństwa, zawsze będzie to za mało. Cena ludzkiego życia nie ma wartości. Niepokojący jest fakt, że z roku na rok, ilość wypadków w górnictwie maleje, jednak liczba ofiar wzrasta. Niestety, coraz częściej mają one charakter zbiorowy a ich skutki trudne
do przewidzenia.

[1] Wydawnictwa Edukacyjne http://WIKING www.wiking.edu.pl/article.php?id=282#gdp

[2] Mineral Commodity Summaries – Copper. „U.S. Geological Survey”, styczeń 2011. U.S. Geological Survey (ang.). – http://minerals.usgs.gov/minerals/pubs/commodity/copper/mcs-2011-coppe.pdf

[3] Universal McCann, Wave 8

[4] Ericsson Mobility Report, 2015

[5] Portal górniczy NetTG.pl – http://nettg.pl/news/139371/gornictwo-najwieksza-kopalnia-rud-miedzi-w-europie

[6] http://2011.raportcsr.kghm.pl/pl/5-1-odpowiedzialny-pracodawca/5-2-kghm-stawia-na-bezpieczenstwo/

[7] KGHM stawia na bezpieczeństwo – http://2011.raportcsr.kghm.pl/pl/5-1-odpowiedzialny-pracodawca/5-2-kghm-stawia-na-bezpieczenstwo/

Spadek bezrobocia w Polsce będzie już niewielki

Szybki spadek bezrobocia byłby już niebezpieczny dla polskiej gospodarki. Stopa bezrobocia rejestrowanego systematycznie spada.

W październiku, czwarty miesiąc z rzędu, zmalała o 0,1 punktu procentowego i wyniosła 8,6 proc. Jednak stopa bezrobocia liczona zgodnie z BAEL w III kwartale br. wyniosła tylko 5,9 proc. W przyszłym roku bezrobocie nie będzie już malało w takim tempie.

Pomimo niskiego wzrostu PKB mieliśmy duży spadek bezrobocia. – To jednak łatwo można wyjaśnić – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB.

Według jego prognozy w 2017 r. stopa bezrobocia spadnie już tylko o 0,5 proc.

Polskie firmy kupują coraz więcej samochodów

Choć inwestycje firm spadają, to jednak przedsiębiorstwa chętnie kupują samochody. Po trzech kwartałach br. liczba nowych rejestracji samochodów ciężarowych wzrosła o 24 proc.

Dlaczego tak się dzieje? O tym więcej w materiale video, przygotowanym przez MarketNews24.

Wzrost konsumpcji sprzyja ministrowi finansów

Realizacja tegorocznego budżetu państwa sprawia dobre wrażenie.

Nawet spadek inwestycji krótkoterminowo sprzyja wykonaniu założeń budżetowych, choć w dłuższej perspektywie jest bardzo niekorzystny. Ministrowi finansów sprzyja jednak przede wszystkim wzrost konsumpcji gospodarstw domowych.

-Wzrost tej konsumpcji zapewnia budżetowi państwa wyższe dochody z VAT i akcyzy – mówi w rozmowie z MarketNews24 Aleksander Łaszek, główny ekonomista FOR.

Jakie są inne przyczyny dobrej realizacji ustawy budżetowej i jakie są powody do obaw, o tym więcej w materiale video.

Przed włoskim referendum

Dzień po decyzji OPEC wzrosty na rynku ropy utrzymywały się. Amerykańskie parkiety giełdowe zwolniły tempa z wyjątkiem Dow, który zakończył dzień na nowych szczytach. Dolar był w defensywie.

Główna para walutowa, eurodolar, odnotowała wczoraj wyraźne wzrosty. Amerykańska waluta traciła względem większości swych konkurentów. Tymczasem rynek ropy zdołał utrzymać rozpoczętą po decyzji OPEC dynamikę wzrostów. Ropa BRENT zyskiwała na koniec dnia ponad 4%. Natomiast na rynku metali szlachetnych odnotowane zmiany miały kosmetyczny charakter – 0.13% na minusie w przypadku złota oraz 0.04% w przypadku srebra. Nieco większe zmiany odnotowano na rynku palladu.

Publikowane wczoraj dane PMI dla sektora przemysłowego kształtowały się różnie. W przypadku Polski mieliśmy do czynienia z pozytywnym zaskoczeniem i wynikiem na poziomie 51.9 pkt. W USA odnotowano natomiast wyższą ilość wniosków o zasiłki niż tego oczekiwano. Kluczowe dane opublikowane zostaną jednak dopiero dziś. Rynek spodziewa się 175 000 nowych miejsc pracy w amerykańskim sektorze pozarolniczym.

eurusd02122016r

W niedzielę będzie miało miejsce referendum konstytucyjne we Włoszech. Jego niepowodzenie (mam na myśli wynik niekorzystny dla organizatorów) może doprowadzić nawet do ryzyka ogromnego chaosu politycznego i przełożyć się na przyszłość ekonomiczną Włoch. Jak zareaguje eurodolar? Rynek odbił się od 1.0550. Teoretycznie mógłby spróbować ataku na 1.08, gdzie mamy pierwszy poważny opór. Wskaźnik RSI obecnie nie pozwala na nic więcej, gdyż zbliża się do ograniczającej go linii spadkowej. Niepowodzenie referendum to dalsze spadki.

Sylwester Majewski, Forex-Desk

Do trzech razy sztuka?

Raport z rynku pracy USA okazał się petardą z mokrym lontem. Zaskakujące elementy (spadek płac i stopy bezrobocia) zostały zignorowane, a rynek za dobrą monetę przyjął solidny wzrost zatrudnienia. Fed spokojnie może być na kursie do grudniowej podwyżki, ale USD ma to już dawno w cenach. Teraz uwaga przenosi się na Europę i włoskie referendum, gdzie sondaże przewidują sprzeciw wobec planom rządu.

Ale kto w tym roku ufa sondażom?

Włoskie referendum dotyczące zmian w konstytucji przerodziło się w wotum zaufania dla rządu, kiedy premier Renzi zapowiedział, że zwycięży oćpaj na NIE, poda się do dymisji. Rynki finansowe są pogodzone z potencjalnym wzrostem ryzyka politycznego, opóźnienia reform, powtórzenia wyborów, jak również z tym, że a presję na włoskie aktywa prędko ugasi ECB interwencjami. Sondaże wskazywały systematyczny wzrost zwolenników odrzucenia projektu zmian, jednak jest spora liczba głosów niezdecydowanych. Trzymając się schematu z tego roku, ważne głosowania wypadają przeciwnie do wskazań sondaży (Brexit, wybory w USA). Czy nie byłoby zabawne, jeśli trzeci raz wystąpiłaby niespodzianka?

Przyszły tydzień: ECB, RPP, RBA, BoC, ISM, włoskie referendum

Dla EUR początek tygodnia to reakcja na wynik włoskiego referendum, ale rynek szybko powinien przenieść uwagę na posiedzenie ECB (czw). Sądzimy, że ECB zdecyduje się na wydłużenie programu QE o 6 miesięcy w tempie 80 mld EUR/mies., ale ryzykiem będą wzmianki odnośnie tempa wycofania się z programu w przyszłości. To może być pożywką dla redukcji krótkich pozycji na EUR/USD, ale w kontekście panującego poglądu względem USD i ryzyka politycznego wokół Europy, rynek może wykorzystywać wyższe poziomy do odnowienia pozycji.

W USA spośród ważniejszych danych kalendarz otwiera indeks ISM dla usług (pon), gdzie spodziewany jest nieznaczny wzrost w listopadzie do 55,2 z 54,8 miesiąc wcześniej, co jest spójne z danymi napływającymi z sektora w ostatnich tygodniach. Z uwagi że odczyt będzie po raporcie z rynku pracy, dane tracą lekko na znaczeniu, przez co będą miały mniejszą moc wpływania na USD. Deficyt handlowy w październiku (wt) ma się pogłębić do 41,5 mld USD przy osłabieniu eksportu i nasileniu importu. We wstępnym odczycie indeksu nastrojów konsumentów (pt) poza poprawą sentymentu (do 94,2 z 93,8) ważne będzie kształtowanie się oczekiwań inflacyjnych. Utrzymanie długoterminowych oczekiwań (5-10 lat) na 2,6 proc. będzie pozytywne dla budowania jastrzębich perspektyw wobec polityki Fed.

Członkowie FOMC od środy zaczynają „okres zamknięty” przed posiedzeniem 13-14 grudnia, więc jedynie w poniedziałek usłyszmy komentarze Dudleya, Evansa i Bullarda. Od czasu wyborów prezydenckich generalny przekaz sprawdza się do konfirmacji grudniowej podwyżki, ale bez deklarowania przyszłej ścieżki. Przyszły tydzień nie powinien nic tutaj zmienić.

Ogólnie w wydarzeniach nie widać ryzyk dla panującej siły USD.

Kalendarz z Wielkiej Brytanii zawiera PMI dla usług (pon), produkcję przemysłową (śr) i bilans handlu zagranicznego (pt). Dane mogą odpowiadać za przejściowy wzrost zmienności funta, ale głównym motorem zmian pozostaje postrzeganie przez rynek szans „twardego Brexitu”. W tej kwestii szumu informacyjnego dostarczą obrady Sądu Najwyższego (pon) w sprawie, czy rząd może uruchomić procedurę Brexitu bez zgody parlamentu. Jednakże wyrok ma zapaść dopiero w styczniu, zatem GBP może utrzymywać swoją relatywnie dobrą postawę względem EUR i USD.

W Polsce Rada Polityki Pieniężnej utrzyma stopy procentowe bez zmian (śr), gdyż z ostatnich komentarzy jej członków wynika, że spowolnienie wzrostu traktują jako przejściowe przy założeniu odbicia inwestycji, co też pomoże w przyspieszeniu inflacji. RPP utrzymuje pogląd, że stabilna polityka monetarna jest obecnie najlepszą strategią i taki przekaz powinien płynąć z konferencji prezesa Glapińskiego. Przyszłość złotego to przede wszystkim reakcja na czynniki zewnętrzne. Dopóki presja z rynku długu się utrzyma, trudno rysować optymistyczne perspektywy przed złotym.

W Azji poznamy finalne szacunki PKB Japonii za III kw. (czw) oraz dane z Chin o handlu zagranicznym (czw). Spodziewamy się niskiego zainteresowania FX pierwszym wydarzeniem, a w danych z Chin ważne będzie, czy w listopadzie postępował wzrost eksportu. Słabsze dane mogą być katalizatorem schłodzenia sentymentu.
W Australii po posiedzeniu RBA (wt) oczekuje się utrzymania stopy kasowej na 1,5 proc. i utrzymania neutralnego komunikatu. Jeśli mielibyśmy odchylenia od przekazu sprzed miesiąca, większe prawdopodobieństwo jest po gołębiej stronie. Odczyt PKB za II kw. (śr) jest najważniejszą publikacją. Konsensus 2,5 proc. r/r obarczony jest obustronnym ryzykiem przy rozpiętości prognoz 2,0-3,0 proc. W Nowej Zelandii kalendarz zawiera drugorzędne pozycje. W obu przypadkach widzimy dominujący wpływ czynników zewnętrznych na czele z siłą USD.

W Kanadzie bank centralny podejmuje decyzję (śr) przy wycenianym utrzymaniu stopy procentowej na 0,5 proc. W ostatnich dniach prezes BoC Poloz podtrzymał neutralny ton, a porozumienie OPEC łagodzi presję na gołębią reakcję banku. Spośród publikacji październikowe dane o handlu zagranicznym (wt) oraz z rynku budowlanego (czw) są drugorzędne. CAD w małym stopniu wykorzystuje ostatnie wzrost cen ropy naftowej, a USD/CAD pozostaje bardziej wrażliwy na zmiany w postrzeganiu perspektywy gospodarek USA i Kanady. Rynek zdaje się być bardziej zainteresowany sprzedażą waluty przy lepszych poziomach.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Dane osobowe w 2016 w digital marketingu

W Polsce dzieje się teraz na rynku w związku z danymi osobowymi – niebawem wejdzie w życie nowa ustawa o ochronie danych osobowych i RODO, co ograniczy możliwości targetowania reklam. Internauci przyzwyczaili się już do tego, że kieruje się do nich reklamy wg płci, wieku i miejsca zamieszkania; dla nich dane wrażliwe to informacje o tym, jakie strony oglądają na smartphone’ach i jaka jest historia chorób ich dzieci. Najbardziej na tym wszystkim zyskają rozwiązania CRM, połączone z całą resztą martechu; wzrośnie liczba dedykowanych społeczności – i dzierżawionych na rynku danych osobowych i ekskluzywnych społeczności z dedykowanym contentem.

Niebawem w Polsce zacznie obowiązywać RODO – nowe regulacje dotyczące ochrony danych osobowych, których podstawową zasadą będzie Prywatność by design i by default. Szczegóły nie są jeszcze znane, ale najmocniejsza interpretacja może spowodować, że reklamy będzie można targetować tylko i wyłącznie do osób, które wypełniły bardzo szczegółowe formularze, zawierające m.in. dane niezbędne do zawierania umów. Czyli nie będzie można tak po prostu targetować reklam po cookiesach, Facebook ID i Google ID.

dane-osobowe-grafika-6

Dane osobowe zyskają na wartości i zmieni się w związku z tym biznes.

Tam, gdzie będzie można łatwo zarobić, znajdą się chętni, którzy za określoną gratyfikację (czytaj: finansową), pozwolą sobie targetować reklamy. Zrobią to bez wątpienia społeczności konkursowiczów, programów lojalnościowych i uczestników paneli badawczych, których w Polskim internecie jest nie mało. Biznes w handlu danymi osobowymi ma przed sobą świetlane lata. Z drugiej strony, jeśli faktycznie wejdzie w życie mocna interpretacja RODO, to biznesy oparte na udostępnianiu publicznych zasobów cookiesów i innych systemów identyfikacyjnych będą musiały znaleźć sobie nowe modele biznesowe.

Będzie rosła rola własnych społeczności i będzie coraz więcej dzierżawionych społeczności.

Reklamodawcy, nie mogąc targetować masowo, będą jeszcze bardziej rozwijać własne społeczności. Bo tam są/będą ludzie, którzy zostawiają nie tylko zgody marketingowe – można śledzić ich historie i łączyć je z danymi z CRM, optymalnie – offline’owymi. Aby faktycznie to robić, będą musiały inwestować w dalszy rozwój martechu. Zresztą, ostatnim trendem w tej dziedzinie są Customer Data Platforms, które – z oczywistych przyczyn – są bezpośrednio integrowalne z serwerami ad-exchange. W idealnym świecie – będzie można łączyć informacje o zakupie pojedynczego produktu z danymi behawioralnymi ze strony albo z kampanii. Z punktu widzenia modelu reklamowego najprawdopodobniej będzie to wyglądało tak, że testy reklam i kampanii będzie się puszczało w ramach własnych społeczności, a potem wyniki najlepszych kampanii będzie się puszczało w ramach działań zasięgowych.

Jakie dane osobowe byłyby najdroższe, a jakie – najtańsze?

Bardziej wolimy schować przed światem historię oglądania stron WWW na urządzeniach mobilnych, niż historie chorób swoich dzieci. Te dane plus historia oglądania stron na komputerach PC i historia aktywności na Facebooku to najbardziej prywatne dane, jakimi nie chcemy się dzielić. Tego typu dane są najbardziej pomocne przy projektowaniu Customer Journey klientów ze szczególnym uwzględnieniem kanałów cyfrowych.

Internauci przyzwyczaili się już do tego, że targetuje się do nich reklamy pod względem podstawowych danych demograficznych, a spora część udostępnia kod pocztowy (podobnie do zakupów w galeriach handlowych). Jeśli tylko nowe formularze do pozyskiwania danych osobowych będą „zjadliwe” – po wdrożeniu RODO – to zawarte w nich standardowe pola będą dotyczyć tylko tego typu danych.

Wszystkie te zmiany wskazują przede wszystkim na dalszy rozwój rozwiązań CRM, które będą się integrować z adserwerami. No i oczywiście Facebook zmieni regulamin (warto przy tej okazji przypomnieć sobie, jak swego czasu Nasza Klasa zmieniała regulamin i cała Polska zadrżała w posadach). Otwartym pytaniem pozostaje, co na to Google. No, ale oczywiście nie wiadomo jeszcze, jak będzie wyglądało wdrożenie RODO w praktyce.

Strach uderza w złotówkę

Już jakiś czas na rynkach było cicho o decyzjach agencji ratingowych. Dzisiaj przypomina o sobie S&P. Szwajcarzy cierpią z powodu zbyt mocnego franka, ich gospodarka stanęła.

Strach uderza w złotówkę

Dzisiaj poznamy werdykt agencji S&P Global Ratings. Jest to podmiot dobrze znany z niespodziewanej styczniowej obniżki ratingu Polski. Wtedy głównym powodem obniżki były kwestie polityczne – z jednej strony niezależność Narodowego Banku Polskiego, z drugiej spór wokół Trybunału Konstytucyjnego. Obecnie można śmiało założyć, że kwestia NBP jest zamknięta. Nawet krytycy obecnej ekipy są miło zaskoczeni nominacjami do RPP, gdyż spodziewano się że trafią tam osoby pozbawione doświadczenia. Również Adam Glapiński w roli szefa NBP nie popisał się żadną kontrowersyjną decyzją, co często się zdarza przedstawicielom obecnej władzy. Temat TK wciąż jednak pozostaje w mocy. Pojawia się na horyzoncie natomiast poważny problem. Wzrost gospodarczy, który miał wynosić ponad 3% gwałtownie słabnie. Już teraz pojawiają się głosy, że rok może się zamknąć okolicami zaledwie 2% wzrostu PKB. Ryzyko polityczne plus problemy gospodarcze przemawiają do analityków. Na wnioski nie trzeba było długo czekać. Euro podskoczyło do 4,49 zł, frank osiągnął 4,17 zł, dolar 4,22 zł, a funt 5,32 zł. Co gorsza, gdyby doszło do obniżki najprawdopodobniej będziemy uważać niedługo wspomniane poziomy za atrakcyjne.

Jak działa zbyt mocna waluta?

Gdy tylko rośnie niepewność na rynkach inwestorzy uciekają od ryzyka. Efektem tej tendencji jest kupowanie walut uznawanych za bezpieczne na trudne czasy. Dobrym przykładem jest frank szwajcarski. Nieprzypadkowo po wyborach w USA gwałtownie skoczył w górę. Jaki ma to wpływ na tamtejszą gospodarkę? Wzrost gospodarczy w trzecim kwartale w Szwajcarii nie wystąpił. Gospodarka urosła o okrągłe 0%. W ostatnim czasie tak słaby wynik odnotowano tylko po uwolnieniu waluty na początku 2015 roku. Powodem spowolnienia jest spadający popyt wewnętrzny. W tym kontekście warto zwrócić uwagę, że silna waluta istotnie zwiększa atrakcyjność zakupów za granicą gdzie jest po prostu taniej. Najbliższe posiedzenie Szwajcarskiego Narodowego Banku przypada na 15 grudnia. Analitycy spodziewają się, że pojawi się w komunikacie próba uspokojenia rynku lub nawet zapowiedź działań.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Aż 85% firm chce zmian w zarządzaniu kadrami. Pracownicy mówią o stagnacji

Różnica pomiędzy tym, jak firma postrzega swoje działania na rzecz pracowników i sposobem, w jaki widzą to sami pracownicy jest niepokojąco duża. Jak podaje raport Mercer „Global Talent Trends Report 2016”, aż jeden na trzech zatrudnionych ankietowanych rozważa odejście ze swojego miejsca pracy, ponieważ firma nie oferuje mu wystarczających możliwości rozwoju. Swojej wartości nie dostrzegają także działy HR. Tylko 4% ekspertów z tego obszaru uznaje, że ich zespół jest postrzegany jako istotny partner biznesowy organizacji, w której pracuje. Czy pozostałe 96% to także pracownicy o niewykorzystanym potencjale?  

Z jednej strony niedobór talentów, z drugiej wytężone wysiłki, aby pozyskać i zatrzymać najcenniejszą kadrę – to obecna sytuacja przeciętnego pracodawcy. Według ManpowerGroup 58% pracodawców uznaje, że niedostatek utalentowanych pracowników wpływa na zdolność ich organizacji do zaspokajania potrzeb klientów. Jednocześnie 38% firm ma problemy z obsadzeniem obecnych stanowisk. W skali globalnej problem dotyka najbardziej Japonii, gdzie problemy rekrutacyjne zgłasza aż 83% pracodawców. Dla porównania, dotyczy to jedynie 11% irlandzkich firm. Dane wskazują na wyraźny rozdźwięk pomiędzy wrażeniami pracowników i pracodawców na temat tego, jak faktycznie wygląda polityka zasobów ludzkich ich firmy.

Działy HR nie działają (jeszcze)

W 85% organizacji panuje przekonanie, że ich działy HR powinny dokonać zmian w sposobie funkcjonowania – podaje Mercer. W efekcie 1/3 pracowników, nawet jeżeli są obecnie zadowoleni z pracy, rozważa zmianę organizacji w perspektywie roku. Powodem są przestarzałe praktyki HR (tylko 5% samych pracodawców określa je jako nowoczesne), niezadowolenie z kompetencji przełożonych, a przede wszystkim – brak widoków na rozwój zawodowy. Sytuację pogłębia nieprzygotowanie działów HR do mierzenia wyników swoich działań. Nadzieję na zmianę tej sytuacji daje opracowanie ośrodka Valuing Your Talent. Wynika z niego, że już w tej chwili obserwowany jest jakościowy i ilościowy wzrost w kwestii raportowania wskaźników z zakresu etyki (o 22%), różnorodności (o 39%) i praw człowieka (aż o 127%). Z opracowania Mercer wynika z kolei, że kluczowe zagadnienia, na których będą się skupiać w najbliższym czasie działy HR, to m.in. budowanie bazy talentów, zmiany modeli pracy, projektowanie ścieżek rozwoju pracowników, upraszczanie procesów wspierania talentów i nadawanie działom HR znaczenia, jakie powinny mieć, lecz które najwyraźniej utraciły.

Zemsta niewykorzystanego talentu

Teoria nie dogania jednak praktyki. Wielu pracowników zwraca uwagę na słabość firmowych programów wspierania talentów, mimo deklaracji działów HR. Badania Mercer wskazują, że jedynie 25% kadry sądzi, że ich firma dba o to, by ich umiejętności pozostawały na odpowiednim poziomie. 1/3 uważa, że pracodawca nie podejmuje w ogóle takich inicjatyw. To w sumie 58% niezadowolonych pracowników – tyle samo, ile pracodawców sygnalizujących problem z rekrutacją w badaniach ManPower Group. Czy to przypadek? Na niedobór talentów, również na polskim rynku, wskazują sami badacze. Żeby je przyciągnąć i zatrzymać oferują dodatkowe benefity. To dobra droga, ponieważ również pracownicy przyznają, że takie motywatory stanowią dla nich niewątpliwą wartość. Ważne jednak, żeby oferta była szyta na miarę. W tej chwili to praktyka najpopularniejsza w Meksyku i Chinach.

Możemy spodziewać się, że w ciągu nadchodzących lat rywalizacja o talenty znacznie się zaostrzy. Firmy działające na polskim rynku będą zmuszone do podążania za trendami, które obserwujemy aktualnie w innych krajach. Pracodawcy w Polsce nadają coraz wyższy priorytet jeżeli chodzi o budowanie i oferowanie atrakcyjnego systemu wynagrodzeń oraz pakietów korzyści dla swoich pracowników. Ponadto, obserwujemy rosnące znaczenie social media – firmy kupują i korzystają z danych mediów społecznościowych skierowanych do profesjonalistów, aby na bieżąco śledzić, jak zmieniają się ścieżki karier, jak ewoluuje rynek pracy, a nawet – aby przewidywać zjawiska, które dopiero nadchodzą.  Analiza danych to klucz do sukcesu pracodawcy – te firmy, które umieją prawidłowo korzystać z takich informacji i na bieżąco wyciągać wnioski, będą w stanie efektywnie trafiać do kandydatów, na których im zależy i dopasowywać oferty pracy w celu przyciągnięcia do firmy najlepszych kandydatów – komentuje Alma Jenkins Acosta, Talent Operations Leader w Globalnym Centrum Operacyjnym Mercer w Warszawie.

Potencjał wpływa na biznes

Jednym z kluczowych czynników wpływających na satysfakcję pracowników jest interesująca ścieżka kariery. Jednak i tutaj ocena realizacji deklaracji zależy od perspektywy. Podczas gdy 70% organizacji ankietowanych przez ośrodek Mercer zapewnia, że ich menedżerowie prowadzą z pracownikami rozmowy na temat nieszablonowych dróg zawodowego rozwoju, takie spotkania odbywają się jedynie według 56% pracowników. Tymczasem zdolność do wyzwolenia potencjału pracowników generuje nie tylko indywidualny sukces, ale także zwiększa efektywność całej organizacji. Zależność tą bada co roku International Institute for Management Development (IMD), jedna z wiodących szkół biznesu na świecie. Jej obserwacje pokazują, w jaki sposób poszczególne kraje radzą sobie ze szkoleniem pracowników i zarządzaniem talentami w stosunku do innych państw. Jak w skomplikowanej sytuacji zarządzania talentami radzą sobie polscy przedsiębiorcy?

Z tegorocznego raportu IMD World Talent wynika, że Polska ma sporo do nadrobienia w obszarze efektywnego zarządzania talentami. Na 61 państw uwzględnionych w rankingu zajmujemy dopiero 32 miejsce. Badania pokazują też, że Polaków charakteryzuje niska motywacja, którą z kolei rekompensuje wysoka jakość edukacji oraz kompetencji naszych managerów. Mimo to, wiele polskich firm nie przykłada należytej wagi do predyspozycji swoich pracowników. Jest to wysoko niepokojące ze względu na fakt, że potencjał pracowników warunkuje przecież rozwój biznesu – zauważa Jakub Bejnarowicz, Szef CIMA w Europie Środkowo-Wschodniej.

Manager jako EVP organizacji

Dużym problemem w zakresie motywacji pracowników jest też ocena, jaką wystawiają kompetencjom przełożonych. A z tym jest różnie. Ankietowani w badaniu „Global Talent Trends Report 2016” oceniają je nisko, twierdzą również, że oczekiwaliby od nich bardziej kompleksowego spojrzenia na zgłaszane problemy i adekwatnej pomocy. To ważna obserwacja, bo menedżer jest nieodłącznym elementem oceny EVP (Employer Value Proposition) organizacji. Oznacza to, że jego wsparcie i kompetencje liczą się dla potencjalnych pracowników równie mocno, jak benefity oferowane przez pracodawcę. Nie najlepiej o menedżerach wypowiadali się też uczestnicy badania Deloitte „Trendy HR 2015. Nowy świat pracy”. Już w zeszłym roku przyznawali, że część osób na tych stanowiskach nie zdawało sobie sprawy z wartości i misji firmy, w której pracują. To sprawia, że zaangażowanie pracowników w życie swojej organizacji jest niskie.

– Zaangażowanie pracowników tylko w bardzo ograniczonym stopniu zależy od miejsca pracy i wykonywanych zadań. Oprócz kultury organizacji i dostępności narzędzi potrzebnych do wypełniania obowiązków, ogromny wpływ na motywację wywiera środowisko pracy, a na to oddziałują głównie menedżerowie. Można zadać sobie pytanie, w jaki sposób menedżer, jako jednostka, może wpłynąć na zaangażowanie ludzi pracujących w dużej organizacji. Otóż to od przełożonego zależy, czy pracownicy będą czuli się doceniani za swój wysiłek, czy będą mogli proponować własne rozwiązania i stać się ich propagatorami. To od menedżera zależy, czy jasno komunikuje pracownikom szerszą wizję organizacji oraz czy zaprasza ich do współtworzenia i realizowania tej wizji. Ich zaangażowanie będzie możliwe dopiero wtedy, gdy poczują, że dla przełożonego są ważni jako ludzie, że szef zna ich aspiracje zawodowe, wspiera je oraz stwarza możliwości doskonalenia silnych stron pracowników poprzez przydzielane zadania. Od menedżerów w Accenture Operations oczekujemy właśnie takiego sposobu zarządzania, co w naturalny sposób przekłada się na wysoki stopień motywacji naszych pracowników. Dodatkowo, stwarzając im odpowiednie możliwości rozwoju zawodowego czy przekwalifikowania, a także kompleksowe programy mentoringowe, kreujemy środowisko umożliwiające odnajdywanie cennych predyspozycji, jakie kryją się w ludziach – mówi Edyta Gałaszewska-Bogusz, Dyrektor w Accenture Operations Polska.

Piątek z NFP, niedziela z Włochami

Dziś tematem dnia jest raport z rynku pracy USA, ale inwestorzy z tyłu głowy będą mieli też niedzielne referendum we Włoszech. Na krajowym rynku złoty ma też do przetrawienia decyzję S&P w sprawie ratingu Polski, gdzie nie powinno być niespodzianek. Mimo to globalna presja wyprzedaży obligacji skarbowych sieje zniszczenie wśród waluty rynków wschodzących, nie oszczędzając złotego.

Jest mało prawdopodobne, aby listopadowy raport z rynku pracy z USA mógł wypaść na tyle słabo, aby odwieść Fed od podwyżki stóp procentowych na posiedzeniu 13-14 grudnia. Jednakże raport może dostarczyć wskazówek, jaką ścieżkę przyjmie polityka pieniężna w 2017 r. Dotychczas publikowane dane z rynku pracy (wnioski o zasiłek, ADP, ISM) generalnie miały korzystny wydźwięk, co implikuje, że raport NFP może wskazać wysoki wynik. Konsensus na dziś to przyrost miejsc pracy w sektorze pozarolniczym o 180 tys., wzrost płac o 0,2 proc. m/m i stabilizacja stopy bezrobocia na 4,9 proc. Silny odczyt ponad 200 tys. będzie niespodzianką, która ożywi dyskusję, czy Fed nie jest spóźniony z normalizacją przegrzanej gospodarki.

Co najmniej trzy podwyżki staną się dla rynku punktem wyjścia dla 2017 r., co podtrzyma presję na wzrostową rentowności obligacji skarbowych USA i wesprze USD. Słaby wynik (<120 tys.) raczej nie odwiedzie Fed od grudniowej podwyżki, gdyż kłócąc się z pozostałymi (pozytywnymi) sygnałami z gospodarki będzie potraktowany jako statystyczna aberracja. Choć pierwsza reakcja może być dla USD szkodliwa, tak rynek w dalszym ciągu będzie traktował korekty siły USD jako okazja do kupna po lepszej cenie, przynajmniej do czasu, aż inne dane z gospodarki nie pokażą, że sytuacja zmienia się na gorsze.

Dziś o poranku USD jest nieco słabszy w ślad za cofnięciem na rynku długu USD. W czwartek rentowności 10-latek podeszły pod 2,50 proc., najwyżej w tym roku, dając świeży impuls do rajdu dolara. Lekkie oczyszczenie rynku w obliczu niepewności o raport z rynku pracy jest racjonalne, ale też poprawia pozycję wyjściową na wypadek lepszych danych. Jedynym kłopotem dla długich pozycji w USD jest kwestia niedzielnego referendum we Włoszech. Włosi decydują o reformie konstytucji, jednak ostatecznie kampania oparła się o być alb nie być premiera Renziego. Zgodny ze wskazaniami sondaży głos na NIE zwiększy ryzyko niestabilności politycznej kraju, ale są to ryzyka od dawna znane inwestorom. Z jednej strony może to skłaniać do redukcji ekspozycji (gdzie przeważają długie pozycje w USD), ale wstępna reakcja z poniedziałkowego poranka powinna być szybko wygaszana. W końcu zawsze jest ECB, który będzie ratował strefę euro…

Waluty rynków wschodzących cierpią na wzroście rentowności amerykańskich obligacji skarbowych, które wysysają kapitał z aktywów gospodarek rozwijających się. Wyprzedaż polskich obligacji wywindowała rentowności 10-latek o 15 pb do nowego szczytu 3,80 proc. Rynek walutowy nie pozostał obojętny i EUR/PLN zameldował się tuż pod 4,50. Dopóki presja z rynku długu się utrzyma, trudno rysować optymistyczne perspektywy przed złotym i nawet psychologiczne znaczenie 4,50 tutaj nie pomoże. Dziś po zakończeniu handlu w Polsce agencja S&P zaprezentuje rewizję oceny kredytowej Polski. Spodziewamy się utrzymania ratingu i perspektywy, gdyż agencja w styczniu tego roku dała wyraz nieprzychylnego poglądu na Polskę i od tego czasu sytuacja nie uległa zmianie na tyle, by wymuszać jeszcze większy pesymizm.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

SMS obchodzi 24 urodziny

3 grudnia miną 24 lata od chwili wysłania pierwszego SMS-a. Przez ten czas krótkie wiadomości tekstowe zyskały ogromną popularność na całym świecie ustanawiając standard w mobilnej komunikacji tekstowej. I wciąż mają się świetnie! Według najnowszego raportów Urzędu Komunikacji Elektronicznej Polacy w ubiegłym roku wysłali ich 51,9 mld. Pod względem liczby wysyłanych wiadomości, nasz kraj znajduje się w czołówce państw Unii Europejskiej. Przeciętny użytkownik w kraju wysyła 83 wiadomości miesięcznie, przy średnio 68 komunikatach  w krajach wspólnoty. SMS-y dzisiaj to nie tylko narzędzie do komunikacji między użytkownikami, świetnie sprawdzają się  m.in. w marketingu, komunikacji kryzysowej oraz do autoryzacji operacji finansowych.

„Merry Christmas” – tak brzmiała treść pierwszego SMS-a, którego autorem był Brytyjczyk, pracownik sieci Vodafone. Początkowo wykorzystywać go mieli jedynie operatorzy, aby informować klientów o awariach sieci czy zmianach w ofercie. Ponadto wiadomości można było wysyłać wyłącznie w ramach jednej sieci, a przez pewien czas również wyłącznie w ramach abonamentu, więc nic nie zapowiadało nadchodzącej rewolucji. W momencie jednak kiedy te bariery zniknęły, SMS zyskał na popularności, szczególnie zaskarbiając sobie sympatię nastolatków. Dzięki niemu mogli oni komunikować się tanio, szybko i o każdej porze. Z uwagi na ograniczenia w liczbie znaków, stworzyli nawet nowy język komunikacji, opierając go na skrótach i emotikonach, które z powodzeniem funkcjonują po dziś dzień.

Sama forma SMS-a nie zmieniła się w zasadzie  od początku jego istnienia. Decyzję o ustaleniu standardowej liczby 160 znaków podjęto na podstawie analizy ludzkich przyzwyczajeń. Friedhelm Hillebrand – szef organizacji, która pracowała wówczas nad standardem GSM, przeliczył z ilu znaków składają się średnio wiadomości na kartkach pocztowych. Okazało się, że ludzie nie wykorzystywali zazwyczaj więcej niż 150 znaków. Do tej liczby dodano jeszcze 10 znaków i tak ustalono ostateczną liczbę znaków SMS-a.

Po raz pierwszy zmierzch krótkich wiadomości tekstowych przepowiadano po wprowadzeniu usługi wysyłania MMS-ów. Przepowiednie się jednak nie sprawdziły, mało tego, ruch wygenerowanych SMS-ów rósł na całym świecie w zawrotnym tempie. Z chwilą pojawienia się Internetu, serwisów społecznościowych i komunikatorów, eksperci po raz kolejny wieszczyli szybki kres SMS-ów. I w tym przypadku przepowiednie rychłego końca nie tylko nie sprawdziły się, ale okazało się także, że SMS-y ewoluują, znajdując coraz to nowsze i poważniejsze zastosowania. Krótkie wiadomości tekstowe  coraz częściej znajdują zastosowanie m.in. w marketingu oraz  e-commerce. Ten ruch SMS-ów, określony nazwą A2P (application to person) stale rośnie w tempie 20-30 proc. rocznie.  Krótka wiadomość tekstowa świetnie sprawdza się także np. w komunikacji w sytuacji kryzysowej, gdy kluczowe jest niezawodne dotarcie do szerokich grup odbiorców, dlatego jest rozwiązaniem coraz chętniej wdrażanym przez urzędy gmin.

„Skoro SMS obchodzi swoje 24. urodziny to łatwo sobie wyobrazić, że istnieje już całe pokolenie Polaków, którzy nie pamiętają czasów bez krótkiej wiadomości tekstowej.  Ogromna popularność usługi krótkiej wiadomości tekstowej wynika z jej uniwersalności. Wysyłanie SMS-ów jest niezależne od dostępu do Internetu i dociera do wszystkich odbiorców, również tych, którzy przebywają na obszarze pozbawionym mobilnych sieci szerokopasmowych. Pod tym względem jest bardziej niezawodnym rozwiązaniem, niż mobilne komunikatory. SMS coraz częściej sprawdza się jako narzędzie do komunikacji w biznesie. Firmy coraz częściej kontaktują się z klientami właśnie za pośrednictwem krótkich wiadomości tekstowych. Doceniają to, że komunikaty docierają bezpośrednio do odbiorców, a taka forma komunikacji podoba się również konsumentom, którzy w ten sposób mogą otrzymywać atrakcyjne oferty rabatowe.  Przez te wszystkie lata zdążyliśmy się zaprzyjaźnić z SMS-em i myślę, że niewielu jest takich, którzy wyobrażają sobie swojego smartfonu bez tej funkcjonalności. To standard, do którego w obszarze komunikacji mobilnej nikomu przez ostatnie lata nie udało się nawet zbliżyć.” – powiedział Marcin Papiński, Dyrektor ds. Rozwoju w firmie Infobip.

Fenomen popularności SMS

Z corocznych raportów „Komunikacja SMS w Polsce” opracowywanych przez SerwerSMS.pl wynika, że Polacy ciągle bardzo cenią SMS-y.

Komunikacja SMS już od kliku lat jest przedmiotem naszych badań prezentowanych w cyklicznych raportach. Pytamy Polaków np. o to: jak często i w jakich okolicznościach wykorzystują SMS-y, a także dlaczego wybierają właśnie ten sposób porozumiewania się. Najczęściej wskazują oni na prostotę korzystania (bez konieczności jakichkolwiek instalacji i konfiguracji), łatwy dostęp do usługi czy szybkość w dostarczeniu wiadomości – mówi Daniel Zawiliński, CMO Platformy SerwerSMS.pl.

Wydawać by się mogło, że rosnąca liczba komunikatorów może zagrażać SMS-om, tymczasem te nie tracą na popularności i ewoluują w swoich zastosowaniach. Na razie nie zanosi się na zmianę roli SMS w naszym życiu i chyba wielu tej zmiany w ogóle by nie chciało. Życzmy mu zatem 100 lat!

Tegoroczne raporty UKE i GUS-u pokazują, że Polacy w dalszym ciągu wciąż kochają SMS-y. Liczba wysłanych krótkich wiadomości tekstowych wciąż jest bardzo wysoka i według UKE, w naszym kraju w 2015 roku nadano 51,9 mld SMS-ów. Jeśli chodzi o liczbę wysyłanych wiadomości tekstowych to Polacy wciąż plasują się powyżej średniej dla państw Unii Europejskiej. Przeciętny użytkownik w kraju wysłał 83 SMS-ów miesięcznie, wobec średniej krajów UE – 68 wiadomości.

Zwiększa się także liczba wiadomości SMS wysyłanych w roamingu. W 2015 roku zostało wysłanych ponad 600 mln wiadomości tekstowych i jest to nadal popularna forma komunikacji w przypadku usług roamingowych, pozwalająca obniżyć koszty komunikacji. Wzrost liczby wysłanych wiadomości ma związek z obniżeniem w 2014 roku stawek roamingowych za usługi telekomunikacyjne w Unii Europejskiej.

Outdoorzy S.A. zadebiutują na rynku NewConnect

Outdoorzy S.A., Spółka zajmująca się sprzedażą odzieży oraz sprzętu sportowego za pośrednictwem własnego sklepu internetowego, otrzymała Uchwałę Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie o wprowadzeniu jej akcji serii B oraz C do obrotu na rynku NewConnect. Debiut na alternatywnym rynku stanowi jeden z najważniejszych celów w strategii rozwoju Emitenta.

W dniu 29.11.2016 r. GPW w Warszawie podjęła Uchwałę o wprowadzeniu do alternatywnego systemu obrotu na rynku NewConnect akcji Spółki Outdoorzy S.A.: 2.000.000 akcji serii B oraz 2.500.000 akcji serii C. W ramach przeprowadzonej oferty prywatnej inwestorzy obejmowali akcje po cenie emisyjnej wynoszącej 0,25 zł, uwzględniając późniejszy split akcji w stosunku 1:10. Pozyskane przez Emitenta środki w wysokości 625 tys. zł zostały przeznaczone przede wszystkim na zwiększenie zatowarowania magazynu w celu realizacji zamówień w opcji wysyłki w ciągu 24 godzin. Część pozyskanego kapitału została wykorzystana również na modernizację silnika sklepu polegającej na aktualizacji jego wyglądu na bardziej intuicyjny i przyjazny, a także na budowanie zasięgu oraz bazy lojalnych Klientów. Spółka ma również w planach wprowadzenie responsywnej wersji swojego sklepu, która umożliwi korzystanie z niego użytkownikom urządzeń mobilnych.

„Marketingowo liczymy na większe zainteresowanie naszą marką oraz na budowanie zaufania wśród klientów. Dzięki debiutowi staniemy się spółką „transparentną” i będzie to kolejny element budujący pozytywne postrzeganie nas jako pewnego kontrahenta zarówno dla klientów detalicznych, jak i dystrybutorów, z którymi już współpracujemy lub chcielibyśmy współpracować. Upublicznienie na rynku NewConnect jest kluczowym elementem w naszym długoterminowym planie rozwoju. Jesteśmy świadomi, że od momentu debiutu kluczowe będzie znalezienie właściwego balansu pomiędzy naszymi planami rozwoju a oczekiwaniami inwestorów. Jesteśmy przekonani, że Spółka zmierza we właściwym kierunku.” – ocenia Łukasz Golonka, Członek Zarządu Spółki Outdoorzy S.A.

Strategia rozwoju Spółki zakłada konsekwentne zwiększanie zasięgu działalności oraz umacnianie wizerunku marki, co powinno pozwolić na dotarcie do dużej liczby użytkowników i budowanie grupy klientów powracających, którzy wielokrotnie będą dokonywali zakupów w sklepie. Outdoorzy S.A. koncentrują swoje inwestycje na 4 głównych obszarach: kapitale ludzkim, marketingu, technologii oraz ofercie. W zakresie kapitału ludzkiego Emitent realizuje politykę inwestowania w rozwój pracowników i ich kompetencji oraz budowania z nimi trwałych relacji. Spółka poszukuje także efektywnych metod marketingowych, które pozwolą jej wyprzedzać konkurencję, a także stawia na wykorzystanie nowych i sprawdzonych narzędzi marketingowych, umożliwiających osiąganie celów sprzedażowych. Ważnym obszarem dla Outdoorzy S.A. pozostaje oczywiście technologia i regularne podążanie za najnowszymi trendami w branży e-commerce oraz technologii internetowych. Emitent stale rozbudowuje swoją ofertę i jej dostępność, poszukując jednocześnie produktów oraz grup asortymentu, które mogą stać się tzw. „bestsellerami” i głównymi produktami sprzedażowymi. Istotną przewagą konkurencyjną Spółki jest jej wąska i elastyczna struktura organizacyjna, dzięki której Zarząd może skutecznie realizować przyjęty plan rozwoju.

„Na chwilę obecną zostały poczynione inwestycje w zaadaptowanie nowej siedziby pod kątem biurowym oraz magazynowym. Ta inwestycja pozwala nam na przejście do kolejnych etapów rozwoju, czyli zwiększania dostępności produktów wysyłanych w ciągu 24h oraz zwiększenia zatrudnienia – co już ma miejsce. Równolegle trwają prace nad platformą on-line, dzięki której zakupy staną się dla Klientów jeszcze prostsze, a użytkownicy korzystający z urządzeń mobilnych doczekają się w końcu przyjaznej w obsłudze strony. Spółka nie przestaje także zwiększać inwestycji w reklamę online i narzędzia, które umożliwiają precyzyjne dotarcie do klientów oraz racjonalne gospodarowanie budżetem reklamowym.” – podsumowuje Golonka.

Aktywność inwestorów na rynkach Grupy GPW – listopad 2016 r.

  • Wzrost wartości obrotu akcjami w ramach arkusza zleceń[1] na Głównym Rynku o 21,8% rdr do poziomu najwyższego od października 2015 r.
  • Średnia dzienna wartość obrotu akcjami w ramach arkusza zleceń na Głównym Rynku na poziomie 900,1 mln zł, najwyższym od marca 2014 r.
  • Wzrost wolumenu obrotu instrumentami pochodnymi o 28,2% rdr
  • Wzrost wartości obrotu obligacjami na rynku Catalyst w ramach arkusza zleceń o 40,0% rdr, a wartości notowanych emisji o 18,8%
  • Wzrost łącznego wolumenu obrotu gazem o 185,9% rdr

Łączna wartość obrotu akcjami na Głównym Rynku wyniosła w listopadzie 2016 r. 18,6 mld zł, czyli o 21,6% więcej niż rok wcześniej. Wartość obrotu akcjami w ramach arkusza zleceń wzrosła rok do roku o 21,8%, do poziomu 18,0 mld zł, a średnia dzienna wartość obrotu akcjami w ramach arkusza zleceń osiągnęła poziom 900,1 mln zł, najwyższy od marca 2014 r. Średnia dzienna liczba transakcji w ramach arkusza zleceń wyniosła 73,6 tys. szt., czyli o 7,7% więcej niż w listopadzie 2015 r.

Na rynku NewConnect odnotowano spadek łącznej wartości obrotu akcjami o 46,5% rok do roku. Łącznie wartość obrotu akcjami na rynku alternatywnym w listopadzie 2016 r. wyniosła 105,9 mln zł, a w ramach arkusza zleceń – 89,4 mln zł.

W listopadzie 2016 r. łączny wolumen obrotu instrumentami pochodnymi wyniósł 677,7 tys. szt.,  o 28,2 % więcej niż rok wcześniej. Wolumen obrotu kontraktami terminowymi na indeksy wyniósł 348,7 tys. szt., co oznacza wzrost o 14,7% wobec listopada 2015 r. Odnotowano także istotny wzrost wolumenu obrotu pozostałymi kontraktami terminowymi. W przypadku kontraktów na akcje wyniósł on +64,9% rdr (wolumen w listopadzie 2016 r. – 158,1 tys. szt.), a w przypadku kontraktów walutowych +52,3%, do poziomu 128,4 tys. szt.

Wartość notowanych na rynku Catalyst emisji obligacji nieskarbowych wyniosła na koniec listopada 2016 r. 80,6 mld zł, co oznacza wzrost o 18,8% rok do roku. Wartość obrotu obligacjami na rynku Catalyst w ramach arkusza zleceń wzrosła rok do roku o 40,0%, do poziomu 221,2 mln zł.

Łączna wartość obrotu obligacjami na TBSP wyniosła w listopadzie 2016 r. 49,2 mld zł  i była o 7,8% wyższa niż rok wcześniej.

Łączny wolumen obrotu gazem ziemnym wyniósł w listopadzie 2016 r. 15,8 TWh, o 185,9% więcej niż rok wcześniej, przy czym najistotniejszy wzrost odnotowano na rynku terminowym, gdzie wolumen obrotu osiągnął poziom 12,3 TWh (+231,3% rdr).  Z kolei łączny wolumen obrotu energią elektryczną na rynkach spot i terminowym w listopadzie 2016 r. wyniósł 9,8 TWh, czyli o 60,5% mniej niż rok wcześniej.

Wolumen obrotu prawami majątkowymi wynikającymi ze świadectw pochodzenia z wyłączeniem praw ze świadectw związanych z efektywnością energetyczną („białe certyfikaty”)[2] na rynkach spot i terminowym wyniósł 3,4 TWh co oznacza spadek o 10,0% w stosunku do listopada 2015 r. Wolumen obrotu prawami majątkowymi wynikającymi ze świadectw pochodzenia związanych z efektywnością energetyczną („białe certyfikaty”) wyniósł w listopadzie 2016 r. 55,3 ktoe[3].

W listopadzie 2016 r. na GPW odbyło się 20 sesji giełdowych, tyle samo co rok wcześniej.

Kapitalizacja 435 spółek krajowych notowanych na Głównym Rynku (GR) na koniec listopada 2016 r. wyniosła 526,7 mld zł  (118,7 mld EUR). Łączna kapitalizacja 488 spółek krajowych i zagranicznych notowanych na GR GPW na koniec listopada tego roku to 1008,9 mld zł (227,3 mld EUR).

Na Głównym Rynku GPW, w listopadzie, inwestorzy powitali spółki: ARTIFEX MUNDI z ofertą 99,4 mln zł.

oraz BIURO INWESTYCJI KAPITAŁOWYCH z ofertą 20,3 mln zł.

Na rynku NewConnect, w listopadzie zadebiutowały: T-BULL, której oferta wyniosła ponad 6,89 mln zł. oraz 71MEDIA z ofertą 0,75 mln zł.

[1] transakcje sesyjne, bez transakcji pakietowych

[2] świadectwa pochodzenia związane z efektywnością energetyczną (tzw. białe certyfikaty) są wystawiane , notowane i rozliczane w innych jednostkach metrycznych niż pozostałe świadectwa na TGE (toe – tona oleju ekwiwalentnego; energetyczny równoważnik jednej metrycznej tony ropy naftowej o wartości opałowej równej 10.000 kcal/kg;)

[3] ktoe = 1000 toe, Mtoe = 1000 000 toe

Bezrobocie w USA najniższe od 9 lat!

W listopadzie powstało w USA 178 tys. nowych miejsc pracy, czyli blisko konsensusu analityków na poziomie 175 tys. Zrewidowano natomiast w dół październikowy odczyt z 161 tys. do 142 tys. Mocno spadła listopadowa stopa bezrobocia, bo do 4,6 proc. z październikowego poziomu 4,9 proc. Jest to najniższa stopa bezrobocia od sierpnia 2007 r. Tak znaczny spadek stopy bezrobocia wynika ze znacznego spadku siły roboczej, czyli osób w wieku produkcyjnym zdolnych do pracy. Rozczarowujący natomiast jest odczyt odnośnie zarobków, średnia godzinowa stawka płac spadła o 0,1 proc.

Dolar zareagował w miarę spokojnie na mieszane dane z amerykańskiego rynku pracy. Para EURUSD traci 0,1 proc. handlując w pobliżu poziomu 1,0640, para USDJPY traci 0,1 proc. handlując w pobliżu poziomu 114,00, para GBPUSD zyskuje 0,3 proc. handlując w pobliżu poziomu 1,2630. Rynek będzie teraz oczekiwał na wynik weekendowego referendum we Włoszech. Jest to największy czynnik ryzyka dla euro od czasu głosowania w sprawie Brexitu. Wg. agencji Reuters, Europejski Bank Centralny może wydłużyć w czasie program luzowania pieniężnego UE poza marzec 2017 r. ze względu na nasilające się ryzyko polityczne oraz poziomy inflacji.

Złoty nieznacznie osłabia się do głównych walut w oczekiwaniu na dzisiejszą rewizję ratingu Polski przez agencję S&P. Pomimo, iż raczej nie należy spodziewać się żadnych zmian, to agencja potrafiła już zaskoczyć, obniżając niespodziewanie rating w styczniu. Ryzyko negatywnej rewizji wynika ze spadku tempa wzrostu gospodarczego przy blisko zerowej inflacji oraz możliwego wzrostu deficytu budżetowego powyżej 3,5 proc. PKB w przyszłym roku. Para USDPLN osiągnęła dziś kolejne 14 letnie maksimum na poziomie 4,2260, a obecnie handluje niecały grosz poniżej tego poziomu. Para EURPLN zbliżyła się dziś na kilkadziesiąt pipsów do psychologicznego poziomu 4,50, co jest najwyższym poziomem od czerwcowego wyskoku ceny zaraz po ogłoszeniu wyniku brytyjskiego referendum ws. Brexitu. Para CHFPLN osiągnęła dziś poziom 4,18 i również handluje najwyżej od czerwca.

Bezrobocie w USA najniższe od 9 lat! 10 Bezrobocie w USA najniższe od 9 lat! 11


Andrzej Kiedrowicz

Chief Operating Officer

KOI Capital

Znaczenie OZE i cyfryzacja obrotu w sprzedaży energii będą rosły

Znaczenie OZE i cyfryzacja obrotu w sprzedaży energii będą rosły 12
Choć obecnie w polskiej energetyce jest nacisk na to, by kontynuować inwestycje w źródła energii oparte o węgiel kamienny, to rosnąć będzie znaczenie odnawialnych źródeł energii, mówi Maciej Kowalski, członek zarządu spółki Enefit, należącej do Eesti Energia, największego koncernu energetycznego w krajach bałtyckich. Drugim trendem jest postępująca cyfryzacja obrotu biznesowego w sprzedaży energii elektrycznej i gazu. Kierunek dalszego rozwoju rynku będzie zależeć od polityki energetycznej Polski do 2050 roku.

– W obecnej chwili są prowadzone prace nad polityką energetyczną Polski do 2050 roku. Jest to dokument rządowy, od którego będą zależały dalsze losy rynku energetycznego w Polsce – powiedział agencji informacyjnej Newseria Inwestor Maciej Kowalski, członek zarządu Enefit.

Zgodnie z założeniami polityki energetycznej państwa do 2050 r. podstawą polskiej energetyki ma pozostać węgiel. Obecnie węgiel odpowiada za 85 proc. polskiego zapotrzebowania na energię elektryczną i za 70 proc. zapotrzebowania na ciepło. Dokument wskaże kierunek, w którym podąży polska energetyka, by zapewnić bezpieczeństwo i konkurencyjność gospodarki, a także zrównoważony rozwój i poszanowanie środowiska. Jak zapowiadał resort energii, w polityce pojawi się pojęcie prosumenta, czyli odbiorcy, który również wywarza energię.

– Na tę chwilę, wiadomo, jest położony nacisk na to, aby kontynuować inwestycje w źródła oparte o węgiel kamienny, o naturalne zasoby Polski, przy czym nie są one wystarczające, o czym też powszechnie wiadomo. Nie są one wystarczające do tego, aby zaspokoić zapotrzebowanie w kraju, w związku z czym istotne będzie uzupełnienie tych potrzeb innymi technologiami – podkreślił Kowalski.

Dominującym trendem na świecie jest wzrost znaczenia odnawialnych źródeł energii i podobny trend – zdaniem eksperta  będzie mieć miejsce w Polsce.

– Drugim zagadnieniem wpływającym w znaczącym stopniu na ten rynek jest postępująca cyfryzacja obrotu biznesowego, zawierania umów, co powoduje również, że produkty będą coraz bardziej zaawansowane, jeżeli chodzi o sprzedaż energii i gazu ziemnego – zaznaczył Kowalski.

Panujące na rynku niskie marże oraz występująca niepewność powoduje, że trudno jest przewidywać zachowanie cen, wpływ na nie będzie miał rozwój handlu międzynarodowego i wytyczne dotyczące wytwarzania.

– W związku z czym do momentu pojawienia się jasnej koncepcji rządu, jeżeli chodzi o rozwój poszczególnych segmentów w kontekście regulacji, wydaje się, że nie ma jakiegoś sygnału cenowego, który byłby w tej chwili widoczny na rynku – powiedział członek zarządu Enefit.

Ze względu na niepewność na rynku spółka Enefit obecnie nie ma planów inwestycyjnych w segmencie wytwarzania energii, planuje się skoncentrować na handlu. Pod koniec roku należąca do Eesti Energia, największego koncernu energetycznego w krajach bałtyckich, firma zaoferuje klientom biznesowym możliwość zakupu energii elektrycznej, a w drugim kwartale 2017 r. w ofercie pojawi się również gaz ziemny.

Profi Credit Polska stawia na dynamiczny rozwój internetowego kanału sprzedaży swoich usług. W przyszłym roku ma wzrosnąć o 15 proc.

Profi Credit Polska stawia na dynamiczny rozwój internetowego kanału sprzedaży swoich usług. W przyszłym roku ma wzrosnąć o 15 proc. 13

Specjalizująca się w udzielaniu szybkich pożyczek pozabankowych spółka Profi Credit Polska zapowiada dynamiczny rozwój internetowego kanału sprzedaży usług. Zdaniem wiceprezesa Sławomira Pawlika w przyszłym roku udział w rynku może się zwiększyć o około 95 mln zł, a przychody z działalności o 15 proc. w grupie klientów, dla której internet jest podstawowym sposobem komunikacji.

Planujemy również rozwój w sektorze online – informuje agencję informacyjną Newseria Inwestor Sławomir Pawlik, wiceprezes zarządu, dyrektor wykonawczy w spółce Profi Credit Polska. – Zakładamy, że w 2017 roku nasz udział w rynku wzrośnie o około 95 mln zł, a znacząca część portfela klientów zostanie pozyskana tą właśnie drogą. Nasza nowa oferta kierowana jest głównie do młodych klientów, którzy takiego narzędzia chcą używać jako sposobu wymiany informacji i regulowania swoich zobowiązań.

Profi Credit Polska to jedna z największych w kraju firm oferujących pożyczki pozabankowe. Jest częścią Profireal Group, która działa również w Czechach, na Słowacji, w Bułgarii i Rosji. Na krajowym rynku spółka działa od 2004 roku i obecnie świadczy usługi poprzez sieć około 140 biur terenowych oraz za pośrednictwem ponad 1,5 tys. doradców finansowych.

W przyszłym roku planujemy również zatrudnienie dodatkowych osób w sieci handlowej, których celem będzie utrzymanie relacji biznesowej z naszymi najlepszymi klientami i zaproponowanie im najwyższej jakości usług w postaci zdecydowanie lepszej, bardziej przyjaznej i prostszej do otrzymania oferty – zapowiada wiceprezes Sławomir Pawlik. – Budowanie takich relacji postrzegamy jako priorytet działalności w 2017 roku.

Specyfika działalności firmy polega na indywidualnym, uwzględniającym specyfikę każdego klienta, podejściu do sprawy. Spółka udziela pożyczek różnym rodzajom osób potrzebujących finansowego wsparcia oraz z rozmaitym przeznaczeniem pozyskiwanych w ten sposób środków: od prostych i szybkich pożyczek konsumpcyjnych, także na dowód, po spłatę wcześniejszych zobowiązań wynikających na przykład z kredytu bankowego.

Jak zapewnia wiceprezes Sławomir Pawlik firma dostrzega rosnące znaczenie internetowego sposobu kontaktu z klientami. Taki sposób komunikacji uważany jest przez spółkę za niezwykle perspektywiczny. Dlatego w najbliższym czasie przedsiębiorstwo przedstawi ofertę kierowaną do osób, dla których sieć jest podstawowym kanałem kontaktu ze światem.

Chcemy również rozwijać tradycyjną sieć handlową, może nieco mniej dynamicznie – wskazuje wiceprezes Sławomir Pawlik. – W tym obszarze mamy zamiar wciąż profesjonalizować naszych doradców finansowych, szkolić ich, tak aby nasze usługi były jak najwyższej jakości i odpowiadały wszystkim wymogom stawianym firmom pożyczkowym przez ustawodawcę. Ale chcemy być trochę inaczej postrzegani. Dotychczas nasz biznes opierał się na sieci oddziałów i bezpośrednim kontakcie z klientem. Doskonale jednak wiemy, jakie są oczekiwania rynku, który oczekuje komunikacji online. Chcemy zapewnić taki komfort i dostarczyć tego rodzaju usługi, bo widzimy w nich ogromny potencjał. Zakładamy, że są one w stanie wygenerować około 15 proc. wzrost sprzedaży w tej grupie naszych klientów.

W ostatnim raportowanym roku Profi Credit Polska udzieliła 62,5 tys. pożyczek, o około 15 tys. więcej niż podczas poprzednich dwunastu miesięcy, o nominalnej wartości 587 mln zł (425 mln zł rok wcześniej). Przychody z tej działalności przedsiębiorstwa wyniosły 190 mln zł (246 mln zł), a zysk przed opodatkowaniem  – 52,6 mln zł (71,2 mln zł).

K. Wołowicz: Dobre wyniki amerykańskiego rynku pracy mogą wpłynąć na podwyżkę stóp procentowych. Dużo będzie jednak zależeć od polityki gospodarczej Donalda Trumpa

K. Wołowicz: Dobre wyniki amerykańskiego rynku pracy mogą wpłynąć na podwyżkę stóp procentowych. Dużo będzie jednak zależeć od polityki gospodarczej Donalda Trumpa 14
Amerykański rynek pracy jest w coraz lepszej formie. Spada bezrobocie, liczba wniosków o zasiłek dla bezrobotnych spadła do najniższego poziomu od 43 lat. Te dane zdaniem ekspertów powinny przekonać amerykański bank centralny do konieczności podwyższenia stóp procentowych. Pewna wydaje się podwyżka o 25 pkt proc. jeszcze w grudniu – ocenia Krzysztof Wołowicz, główny ekonomista BPS TFI SA. Ewentualne podwyżki w 2017 roku będą zależeć od polityki gospodarczej Donalda Trumpa.

– Ostatnie dane z amerykańskiego rynku pracy rzeczywiście pokazują bardzo dobrą sytuację. Tygodniowe zasiłki, które są miarą znacząco wahliwą, właściwie już od wielu miesięcy pokazują rekordowe poziomy i ostatnie dane także to potwierdzają – wskazuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Krzysztof Wołowicz, główny ekonomista BPS TFI SA.

W listopadzie liczba bezrobotnych w Stanach Zjednoczonych spadła do 235 tys. osób (przy prognozach 257 tys.). To najlepszy wynik od 43 lat (w 1973 roku odnotowano 233 tys. bezrobotnych) i jednocześnie 89. tydzień z rzędu liczby wniosków o zasiłki dla bezrobotnych poniżej 300 tys. W październiku inflacja bazowa CPI w USA wyniosła 0,1 proc. mdm. i 2,1 proc. rdr.

– Takie dane powinny przekonać amerykański bank centralny do konieczności podwyższenia stóp procentowych. Fed już wcześniej to sygnalizował, zbyt niski poziom bezrobocia może być czynnikiem zagrażającym szybszemu odbiciu inflacji, dlatego spodziewałbym się, że bank centralny już w grudniu dokona podwyżki stóp procentowych – analizuje ekonomista.

Zdaniem Wołowicza podwyżka stóp procentowych za oceanem w grudniu jest niemal pewna, najprawdopodobniej o 25 pkt proc. Ewentualne kolejne podwyżki, w 2017 roku, będą przede wszystkim zależeć od polityki gospodarczej nowego prezydenta Donalda Trumpa. Zwiększanie wydatków fiskalnych powinno się przełożyć na wyższe stopy procentowe.

– Jeżeli rzeczywiście zacznie się realizacja zapowiedzi przedwyborczych dotyczących zwiększenia wydatków budżetowych i wysokiego deficytu fiskalnego, co groziłoby silnym odbiciem inflacji w Stanach Zjednoczonych, to oczywiście skłonność Fedu do podnoszenia stóp procentowych będzie większa. Wówczas będzie można spodziewać się 2, może nawet 3 podwyżek w przyszłym roku – ocenia ekspert.

Jeśli jednak Trump nie będzie skłonny do spełniania obietnic wyborczych, Fed może ostrożnie podchodzić do zmiany kosztu pieniądza. Zwłaszcza że szybka podwyżka może doprowadzić do niekorzystnych sytuacji na rynkach finansowych.

– Przez lata prowadzona polityka ultraniskich stóp procentowych na pewno wywołała pewne niepożądane zjawiska na rynkach finansowych. Fed zapewne obawia się, że mogą się pojawić pewne problemy – przekonuje Wołowicz.

Zwycięstwo Donalda Trumpa w wyborach prezydenckich mocno wpłynęło na rynki finansowe. Umocnił się dolar, kurs pary euro-dolar jest niższy od poziomu 1,08 (najniższy poziom od stycznia 2016 roku). Osłabił się za to złoty, nie tylko w stosunku do dolara, lecz także do innych walut.

– Wzrost rentowności obligacji polskich w ostatnim okresie właściwie jest niespotykany wcześniej, historycznie rzecz biorąc. W tej chwili jest właściwie tylko pytanie, do jakiego poziomu te rentowności w najbliższych miesiącach mogą jeszcze pójść – mówi ekonomista BPS TFI SA.

Wyprzedaż na rynku obligacji nasiliła się po wygranej Trumpa w wyborach prezydenckich. Rentowność polskich obligacji 10-letnich przekroczyła 3,35 proc. i tym samym jest najwyższa od 2015 roku.

– To wszystko świadczy o tym, że kapitał wycofuje się z rynków wschodzących, licząc na realizację zapowiedzi nowego prezydenta Stanów Zjednoczonych w sferze gospodarczej – przekonuje Krzysztof Wołowicz.