Podczas nieobecności amerykańskich inwestorów, indeksy giełdowe w Polsce zyskiwały wczoraj na sile. Po serii wzrostów dolar amerykański odnotował spadki, podczas gdy ropa niewielkie wzrosty.
Czwartek był dniem wolnym w USA. Tym samym amerykańscy inwestorzy byli nieobecni, co zapowiadało spowolnienie na rynkach. Tak też wyglądała druga połowa dnia – wiele rynków towarowych zostało wcześniej zamkniętych. Na forexie doszło do małej korekty i dolar tracił na sile. Z głównych walut największe wzrosty odnotował funt brytyjski, zyskując do jena 0.95%. Główny rynek, czyli eurodolar, zakończył dzień w okolicy poziomu otwarcia.
W dniu dzisiejszym sesja w USA będzie skrócona. Nie należy zatem spodziewać długotrwałych się fajerwerków. Jeszcze w nocy otrzymaliśmy dane z Japonii gdzie inflacja bazowa wyniosła w październiku -0.4%. Dziś poznamy też dane z polskiego rynku pracy, na którym dotychczas sytuacja kształtowała się pozytywnie. O 15:45 poznamy dane PMI dla amerykańskiego sektora usługowego. Tymczasem już w przyszłym tygodniu będzie miało miejsce spotkanie OPEC i decyzja o ewentualnym ograniczeniu wydobycia ropy.
Od początku listopada obserwujemy niezwykle dynamiczny trend wzrostowy na USD/JPY. Dolar pokonał zarówno poziom 110 jak też 112. W optymistycznym scenariuszu, wzrosty mogą sięgnąć obszaru 118-120, gdyż dopiero tam znajduje się znaczący opór. Oczywiście wcześniej można oczekiwać korekty. Tutaj wsparcia można próbować szukać przy 110.00.
Instytucje unijne pracują nad modyfikacją zasad MiFID, których nowy kształt całkowicie wpłynie na funkcjonowanie polskiego systemu finansowego.
Zapraszamy do udziału w warsztacie ,,Akty wykonawcze do Dyrektywy MiFID II – najnowsze aspekty prawne”, w trakcie którego nasi Eksperci szczegółowo omówią nowe wymogi dla podmiotów działających na polskim rynku. Prowadzący spotkanie przedstawiciele instytucji finansowych omówią najbardziej problematyczne zagadnienia związane z implementacją dyrektywy MiFID i rozporządzenia MiFIR.
Warsztat odbędzie się 5-6 grudnia 2016r. w Hotelu Sheraton w Warszawie.
Modyfikacja i wdrożenie MiFID II – obecne prace Komisji Europejskiej oraz ESMA
Firmy inwestycyjne świadczące usługi inwestycyjne oraz usługi dodatkowe – nowe wymogi organizacyjne i proceduralne
Świadczenie doradztwa inwestycyjnego oraz ocena odpowiedniości i adekwatności
Aktualne obowiązki związane z prowadzeniem rejestrów – przepisy dotyczące nagrywania rozmów telefonicznych oraz zapisywania korespondencji elektronicznej
Rozporządzenie PRIIPs – ujednolicenie informacji na temat oferowanego Produktu
Rygor MiFID dotyczący systemu wynagradzania i celów sprzedaży – obowiązek polecania klientowi detalicznemu produktów odpowiadającym jego potrzebom
Zachęty i ich wpływ na praktykę działania w świetle dyrektywy
ESMA – wytyczne dotyczące praktyk sprzedaży krzyżowej
Prowadzący:
Andżelika Łukasiewicz – Finalyse
Daniel Popek – Kancelaria Prawna Norton Rose Piotr Strawa i Wspólnicy
Tomasz Rogalski – Kancelaria Prawna Norton Rose Piotr Strawa i Wspólnicy
Sprawność procesów zakupowych ma duży wpływ na funkcjonowanie całej organizacji. Ich doskonalenie i dobór najbardziej trafnych rozwiązań optymalizacyjnych mogą prowadzić do zmniejszenia ponoszonych przez przedsiębiorstwo kosztów.
Serdecznie zapraszamy do udziału w warsztacie ,,KPI w Procesach Zakupowych – nadzór i kontrola”, podczas którego kompleksowo omówimy technikę, która umożliwia dokładny pomiar stopnia realizacji zamierzonych planów. Stosowanie kluczowych wskaźników efektywności pozwala na szybkie podejmowanie decyzji oraz odpowiednie wyznaczanie priorytetów. Nasi Eksperci kompleksowo omówią wszystkie korzyści płynące z wykorzystywania KPI, czyli m.in. możliwość wczesnego reagowania na problemy, wsparcie procesów ciągłego doskonalenia strategii rozwoju przedsiębiorstwa oraz redukcję ryzyka biznesowego.
Warsztat odbędzie się 5-6 grudnia 2016r. w Hotelu Sheraton w Warszawie.
Ilość budowanych w Europie Zachodniej aparthoteli od wielu lat systematycznie rośnie. Skutkiem dużej atrakcyjności tego typu inwestycji, opierającej się przede wszystkim na gwarancji stopy zwrotu na poziomie 6-10% w skali roku, tendencja ta jest również coraz bardziej widoczna w Polsce.
Zapraszamy do udziału w szkoleniu ,,Aparthotele – tendencje rynkowe, aspekty prawne i prawnopodatkowe”, podczas którego omówione zostaną wyzwania, przed jakimi stoją deweloperzy decydujący się na tego rodzaju inwestycje. Nasi Eksperci omówią budzące najwięcej wątpliwości kwestie związane z aparthotelami oraz przedstawią problematykę ich opodatkowań. Poruszone zostaną również zagadnienia związane z określaniem opłacalności inwestycji i czynniki jakie należy rozważyć przy jej ocenie – m.in. lokalizację, standard wykończenia oraz zalety najbliższego otoczenia. W trakcie warsztatu będą mieli Państwo również możliwość poznania aspektów administracyjnych aparthoteli i zdobycia wiedzy związanej z procesem sprzedaży apartamentów.
Szkolenie odbędzie się 30 listopada 2016r. w Centrum Konferencyjnym GOLEN FLOOR w Warszawie.
Jednym z najszybciej rozwijających się sektorów w Polsce są Centra Usług Wspólnych, które pozwalają na realizację i obsługę konkretnych zadań. Ich powstanie sprzyja zwiększeniu wydajności i optymalizacji kosztów przedsiębiorstwa.
Zapraszamy do udziału w warsztacie ,,Rola HR przy wdrażaniu nowych rozwiązań w Centrum Usług Wspólnych”, podczas którego omówimy korzyści płynące z wdrożenia CUW. Nasi Eksperci poruszą kwestie uprawnień i roli działu HR, który odpowiada za działania prowadzące do zwiększenia liczby wykwalifikowanych pracowników, podejmowanie decyzji związanych z planem rozwoju grup i nadzór przebiegu wewnętrznych procesów. Przedstawimy Państwu najskuteczniejsze narzędzia służące monitorowaniu i zarządzaniu, które pozwolą na poprawę organizacji CUW.
Warsztat odbędzie się 28-29 listopada 2016r. w Hotelu Sheraton w Warszawie.
Branża IT stale się rozwija, przyczyniając się do częstych zmian w regulacjach prawnych. Wielu modyfikacjom ulegają sposoby zawierania umów, których głównym celem jest zabezpieczenie interesów obu stron.
Zapraszamy do udziału w warsztacie ,,Uregulowania prawne w IT”, w trakcie którego nasi Eksperci omówią orzecznictwa sądów i stanowiska instytucji Unii Europejskiej, będące podstawowym krokiem na drodze interpretacji przepisów. Spotkanie jest odpowiedzią na potrzebę ciągłego poszerzania wiedzy z zakresu kształtowania kontraktów, definiowania prawidłowego wykonywania umów, bezpieczeństwa danych osobowych oraz podejmowania działań zapobiegającym błędom. W trakcie warsztatu Uczestnicy będą mieli możliwość zdobycia umiejętności krytycznej analizy stosowanych rozwiązań w świetle bieżących zmian w polskim prawie, co pozwoli na uzyskanie pełnego poglądu na regulacje, których należy przestrzegać w branży IT.
Warsztat odbędzie się 5-6 grudnia 2016r. w Hotelu Westin w Warszawie.
Do końca bieżącego roku uchwalony zostanie zapis prawny wprowadzający w Polsce dochodzenie roszczeń w trybie private enforcement. Nowa ustawa postawi przedsiębiorców z sektora przemysłowego i branży FMCG przed nowymi możliwościami oraz wyzwaniami w zakresie dochodzenia swoich praw.
Serdecznie zapraszamy do udziału w warsztacie ,,Nowelizacja prawa konkurencji – implementacja dyrektywy Private Enforcement”, podczas którego nasi Eksperci wyposażą Państwa w kompleksową wiedzę związaną z wejściem w życie nowej regulacji. Omówiony zostanie m.in. tryb prywatnoprawny, który umożliwia dochodzenie roszczeń bez udziału UOKiK przy równoczesnym domniemaniu winy pozwanego, co da wiele możliwości działań przedsiębiorcom zmagającym się z nieuczciwą konkurencją. Poruszona zostanie również kwestia możliwych nadużyć trybu private enforcement.
Udział w warsztacie pozwoli Państwu na zrozumienie i poznanie zasad, na jakich funkcjonować będzie nowe prawo konkurencji.
Warsztat odbędzie się 28-29 listopada 2016r. w Hotelu Regent w Warszawie.
Kluczowe rozwiązania wymienione w Ustawie o roszczeniach o naprawie szkody wyrządzonej przez naruszenie prawa konkurencji
Szkoda, odszkodowanie i postępowanie dowodowe w ramach planowanej implementacji dyrektywy regulującej dochodzenie roszczeń odszkodowawczych z tytułu naruszenia prawa konkurencji
Orzecznictwo Trybunału Sprawiedliwości UE dotyczące prywatnoprawnych następstw antykonkurencyjnych praktyk
Przedstawienie planowanych reguł postępowania Private Enforcement w Polsce, jak również obowiązujących już w krajach zachodnich
Relacje z Prezesem UOKiK
Prowadzący:
Grzegorz Materna – kancelaria Hansberry-Tomkiel
Jakub Gubański – kancelaria White & Case
Joanna Affre – kancelaria Affre i Wspólnicy
Katarzyna Czapracka – kancelaria White & Case
dr Małgorzata Krasnodębska-Tomkiel – kancelaria Hansberry-Tomkiel
Po wygranej Donalda Trump’a w Stanach Zjednoczonych rynek zareagował jednoznacznie. Wszystkie prognozy, które wcześniej przepowiadały „Armagedon” na rynkach zostały odwołane. Aktualnie każdy patrzy na S&P 500 i na myśl przychodzą mu jedynie nowe szczyty. O ile w krótkim terminie jest to uzasadnione (dobra sytuacja na rynku międzybankowym w USA), to w długim przerażające. Pomimo tego najwięcej uwagi przykuwa rynek obligacji skarbowych, rentowność wyskoczyła do dawno niewidzianych poziomów.
Zanim zajmiemy się rentownością obligacji, to należy zastanowić się nad aktualnym zadłużeniem Stanów Zjednoczonych, który wynosi ponad 100 proc. PKB (mowa o zadłużeniu rządowym).
Źródło: Bloomberg
Przez dwie kadencje Pana Obamy dług wzrósł 10.6 biliona USD do 19.8 biliona USD! Jest to kwota, które nigdy nie może zostać w uczciwy sposób spłacona. Ponadto system kreowania waluty w Stanach Zjednoczonych skonstruowany jest tak, że dług nigdy do końca nie zostanie spłacony. Przy tak dużym zadłużeniu ostatni wzrost rentowności może być jedynie korektą w 35 letnim trendzie spadkowym, przedstawia to wykres poniżej.
Źródło: Bloomberg
Powyższy wykres przedstawia rentowność obligacji 30 letnich w długim terminie. Trend jest tylko jeden – spadkowy.
Przy tak dużym zadłużeniu rentowność obligacji musi pozostać na niskim poziomie, jeżeli doszłoby do wzrostu rentowności np. o kolejne 500 punktów bazowych, to bankructwa na poziomie rządowym, korporacyjnym oraz prywatnym byłyby chlebem powszednim. Taka sytuacja negatywnie odbija się również na zadłużeniu Polski. Jeżeli ktoś będzie chciał wykorzystać aktualną sytuacją strict spekulacyjnie, to może dokonać tego poprzez kontrakty CFD.
Kupujemy droższe samochody. Rejestracja nowych samochodów najszybciej rośnie w grupie premium, kosztem marek popularnych. Rynek motoryzacyjny będzie się zmieniał pod wpływem zmian w podatku akcyzowym, przygotowanych przez Ministerstwo Finansów.
Akcyza będzie wyższa na samochody ponad 10-letnie i o dużej pojemności silnika. – To powinno wzmocnić obecne trendy, obserwowane w III kw. br. – mówi w rozmowie z MarketNews24 partner w międzynarodowej firmie doradczej KPMG, Mirosław Michna.
Budżety poszczególnych produkcji gier cyfrowych nierzadko przekraczają nakłady na kręcenie filmu czy muzyki. Dynamicznie rozwija się e-sport przyciągający przed ekrany komputerów coraz więcej widzów. Przeciętny wiek gracza w Polsce przekracza 30 lat. Mniej więcej w połowie są to kobiety.
– Rynek gier jest rosnącym, bardzo dużym sektorem, którego ogromną częścią są produkcje mobilne, w których przede wszystkim się specjalizujemy – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Tomasz Grudziński, prezes spółki Artifex Mundi. – Ten segment również cały czas rośnie i nic nie zapowiada, aby miało się to zmienić w najbliższej przyszłości. To rynek globalny, co oznacza, że poszczególne firmy nie konkurują o klienta między sobą lokalnie, w Polsce. Wszyscy sprzedajemy wszędzie.
W ostatnich latach przychody branży gier na świecie przekroczyły produkcje filmowe i muzyczne razem wzięte. Według szacunków zajmującej się analizą rynków telekomunikacyjnego, internetu i mediów firmy Idate obroty tego sektora rozrywki tylko w 2015 roku wyniosły przeszło 60 mld euro. O ile na początku lat 90. budżety poszczególnych produkcji oscylowały wokół 100 tys. dol., o tyle dzisiejsze dysponują środkami przekraczającymi 100 mln dol. Krajowy potentat, notowana giełdzie spółka CD Projekt, na promocję swojego światowego przeboju, gry Wiedźmin II, wydała około sześciu mln zł.
– Rynek w ostatnich latach przeszedł rewolucję – wskazuje Tomasz Grudziński. – Zaczęła dominować sprzedaż elektroniczna, dzięki której praktycznie każdy może wrzucić swoją aplikację do sklepu Apple’a, Google’a, na Steama jest może trochę trudniej. W rezultacie znacząco został zmniejszony, może jeszcze nie całkiem wyeliminowany, udział wydawców i dystrybutorów w przychodach, pieniądze przeniosły się do kieszeni deweloperów, czyli faktycznych twórców. Powoduje to, że rynek studiów cały czas rośnie, w Polsce – bardzo szybko. Na produkcję jest boom zarówno wśród spółek giełdowych, jak i w mniejszych. I nic nie zapowiada zmiany tej tendencji.
Nowym zjawiskiem jest rozwój tzw. e-sportu, czyli profesjonalnych turniejów wyczynowych graczy gromadzących dziesiątki uczestników i setki tysięcy obserwatorów. Według zajmującej się analizą branży firmy ESL tegoroczny finał organizowanego w Katowicach turnieju Intel Extreme Masters 2016 oglądało 2,8 mln krajowych widzów, co stanowiło osiem proc. całej widowni. Dwa lata wcześniej, w 2014 roku, zawody te obserwowało trzy razy mniej Polaków (831 tys.). Zdaniem analityków należy założyć, że znaczenie e-sportu w kraju nadal będzie rosnąć. W tym roku wartość polskiego rynku e-sportowego może osiągnąć 40 mln zł, zaś w 2018 roku – nawet 52 mln zł.
– Jeszcze parę lat temu były nie do pomyślenia wydarzenia z tak wielką publicznością transmitowane przez media, głównie internetowe – zauważa Tomasz Grudziński. – To, zdecydowanie, rośnie. Jeśli natomiast chodzi o gatunki standardowe, do grania w domu, samemu czy z kolegami i koleżankami, to myślę, że na rynku jest względna równowaga i wszystkie rodzaje mają swoich fanów. Tutaj dużych przesunięć nie ma.
Rozrywka gameingowa coraz częściej interesuje nie tylko chłopców i mężczyzn, lecz także kobiety. Jak twierdzi Tomasz Grudziński odpowiadają one mniej więcej za połowę przychodów branży. Warto dodać, że w dużej mierze są to osoby dorosłe. Średni wiek krajowego gracza wyraźnie przekracza bowiem 30 lat.
– Po prostu ludzie, którzy się wychowali na grach, dalej grają, zmieniają się, rzecz jasna, same produkcje – tłumaczy Tomasz Grudziński. – Nawet po sobie widzę, że zupełnie inaczej podchodzę dzisiaj do gier niż kiedyś, ale wciąż, w ramach dostępnego czasu, lubię sobie pograć. Jeśli chodzi o podział płciowy to warto jeszcze dodać, że kobiety i mężczyźni konsumują zazwyczaj w nieco innego rodzaju produkcje: są gatunki, w których dominują kobiety i takie, które są ogrywane przede wszystkim przez mężczyzn. Krajowy „Wiedźmin” to zdecydowanie bardziej męska część widowni.
Rada Polityki Pieniężnej podniesie stopy procentowe nie wcześniej niż na początku 2018 roku – przewiduje Krzysztof Wołowicz z BPS TFI SA. Powodem dla, którego RPP wstrzymuje się z decyzją o szybszych podwyżkach, jest utrzymująca się deflacja oraz oczekiwania co do spadku dynamiki polskiego PKB w najbliższych kwartałach.
– Obecnie polski rynek pracy jest historycznie chyba w najlepszej kondycji od początku transformacji ustrojowej w naszym kraju, a poziom bezrobocia spadł już do rekordowo niskich wartości – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Krzysztof Wołowicz główny ekonomista BPS TFI SA.
Według danych Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej w październiku 2016 roku stopa bezrobocia rejestrowanego wyniosła jedynie 8,2 proc., co oznacza spadek w ciągu roku o 1,4 punktu procentowego. Był to zarazem najlepszy wynik od maja 1991 roku.
W stosunku do października 2015 roku liczba osób zarejestrowanych w urzędach pracy zmniejszyła się o ponad 207 tys.
– Można przy tym oczekiwać, że w kolejnych latach rynek pracy powinien się charakteryzować coraz większym niedoborem pracowników w związku z faktem, że będzie nam w społeczeństwie przybywało osób starszych. Problem ze znalezieniem rąk do pracy powinien w kolejnych latach być coraz bardziej wyraźny – ostrzega Wołowicz.
Długoterminowe prognozy Narodowego Banku Polskiego zakładają, że już pod koniec przyszłego roku stopa bezrobocia w Polsce liczona według metodologii BAEL wyniesie zaledwie 5,4 proc. (obecnie według Eurostatu jest to 5,9 proc.), a w grudniu 2018 roku będzie to już tylko 5,0 proc.
– Presja płacowa wynikająca z braku pracowników oznacza wyższą inflację i w konsekwencji wzrost stóp procentowych. To wydaje się jeszcze odległą perspektywą, ale sądzę, że za 2–3 lata cykl, jeśli chodzi o stopy procentowe, wróci na tory szybszego wzrostu – przewiduje główny ekonomista BPS TFI SA.
Ekspert w najbliższych kwartałach spodziewa się umiarkowanego tempa wzrostu polskiego PKB. To spowoduje, że Rada Polityki Pieniężnej będzie zwlekała z zacieśnianiem polityki pieniężnej, a pierwsze podwyżki stóp procentowych nastąpią prawdopodobnie dopiero na początku 2018 roku.
– Inflacja prawdopodobnie nadal będzie w granicach celu inflacyjnego NBP, więc nie będzie takiej konieczności, żeby w sposób tak szybki i zdecydowany podnosić stopy procentowe – zauważa Wołowicz.
Według październikowego odczytu GUS w Polsce wciąż panowała deflacja, a jej poziom wyniósł 0,2 proc. Był to zarazem 28. miesiąc z rzędu, kiedy dynamika cen pozostawała ujemna. Z centralnej projekcji NBP wynika jednak, że powrót na ścieżkę wzrostów nastąpi już na początku 2017 roku, przy czym do końca 2018 roku poziom inflacji nie powinien przekroczyć 2 proc.
Amerykanie szturmują sklepy w Black Friday, a w Polsce rozpoczyna się w tym czasie sezon świątecznych promocji. Po raz pierwszy po gwiazdkowe zakupy Polacy ruszą z pieniędzmi z programu 500 plus w kieszeniach. Zdaniem Piotra Kuczyńskiego z Domu Inwestycyjnego Xelion wzrosty sprzedaży mogą być w tym okresie nawet 10-procentowe.
– Black Friday jest czarny nie dlatego, że jest zły, tylko dlatego, że jest doskonały, bo zyski przedsiębiorstw zapisuje się na czarno, a nie na czerwono – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Piotr Kuczyński, główny analityk Domu Inwestycyjnego Xelion. – I właśnie w tenże okres, czyli tuż po Święcie Dziękczynienia, piątek w Stanach Zjednoczonych sieci sprzedaży detalicznej wychodzą na plusy, bo do tej pory zawsze ponosiły straty. Mimo że będą sprzedawały z ogromnymi promocjami, zobaczymy na pewno jak zwykle szturm na sklepy w Stanach Zjednoczonych, to będą na pewno rekordowe zyski dla tych sieci sprzedaży detalicznej. To jest oczywiste, to się nie zmienia, nawet w kryzysie był szturm na sklepy.
Czarny piątek oraz następujące po nim weekend i następnie cyberponiedziałek, dni bardzo atrakcyjnych wyprzedaży w amerykańskich sklepach inaugurują za oceanem sezon świątecznej sprzedaży. W Polsce coraz więcej sklepów również ogłasza czarny piątek, przedłużając promocje na cały weekend. I choć o takim szturmie na sklepy jak w Stanach mowy być nie może, właśnie od tego momentu zaczyna się okres wzmożonych zakupów przedświątecznych.
– W Europie to się odbija zdecydowanie mniejszym echem, chociaż w Polsce, która się niezwykle szybko amerykanizuje, jeżeli chodzi o kulturę – mamy i walentynki, i halloween – więc również sklepy zaczynają swoje promocje bożonarodzeniowe, przedświąteczne właśnie mniej więcej w tym okresie – tłumaczy Kuczyński. – W Polsce nie będzie takiego szturmu na sklepy, to jest oczywiste, ale rozpoczyna się sezon sprzedaży świątecznej. To jest ten taki umowny okres, kiedy sklepy ruszają z ofertami, z promocjami, zachęcają do kupna prezentów gwiazdkowych.
Od kwietnia, odkąd wprowadzono program Rodzina 500 plus, sprzedaż rosła o 4,3–7,8 proc. w cenach stałych, czyli gdyby nie było deflacji, w ujęciu rocznym. W cenach bieżących dynamiki były niższe, bo towary były tańsze niż rok wcześniej. W grudniu 2015 roku wobec listopada wydatki wzrosły o ponad jedną piątą, a wobec grudnia 2014 roku – o 7 proc. w cenach stałych i 4,9 proc. w cenach bieżących. Tegoroczny wzrost może być mocniejszy.
– Trudno powiedzieć w liczbach, jak to będzie, bo nie mieliśmy nigdy doświadczenia z Rodziną 500 plus, a teraz mamy 500 plus. Ta sprzedaż detaliczna rośnie w tej chwili w tempie 4 do 6 proc. miesięcznie, kiedy się uwzględni deflację. Można się spodziewać, że sprzedaż właśnie pod koniec listopada i w grudniu wzrośnie być może o 10 proc., bo naprawdę te środki z programu będą po części wykorzystywane do kupna prezentów – przewiduje główny analityk Domu Inwestycyjnego Xelion. – Teraz będziemy pewnie widzieli znaczny wpływ tego właśnie elementu.
Dane sprzed roku pokazują, że w grudniu najmocniej rośnie sprzedaż w kategorii „prasa, książki, pozostała sprzedaż w niewyspecjalizowanych sklepach”, która wobec listopada wzrosła w 2015 r. niemal o połowę. Mocna była też branża RTV AGD, gdzie wzrost sięgnął niemal jednej trzeciej, podobnie jak w przypadku odzieży i obuwia oraz sprzedaż w niewyspecjalizowanych sklepach (takich jak np. hipermarkety, gdzie kupić można i żywność, i prezenty).
– W tej chwili trudno powiedzieć, na pewno żywność, bo to zawsze żywność się kupuje, na pewno zabawki dla dzieci, to jest znowu oczywiste, zresztą nawiasem mówiąc, to są pieniądze przede wszystkim na dzieci, więc powinny na to iść – przekonuje Piotr Kuczyński. – Ale nie wykluczam również AGD, nie wykluczam również radia i telewizji, bo to takie zwyczajowe prezenty dla tych bardziej zamożnych. To zależy od zamożności przede wszystkim. Część pójdzie na żywność i myślę, że duża część pójdzie na żywność, żeby zrobić te bardziej wystawne święta dla tych, którzy mają mniej pieniędzy.
Opóźnienia we wdrażaniu Regionalnych Programów Operacyjnych wynoszą ok. 8 miesięcy w porównaniu z RPO z poprzedniej perspektywy finansowej – ocenia w listopadowym raporcie Najwyższa Izba Kontroli. Do wykorzystania jest w sumie ok. 32,3 mld euro. NIK zwróciła też uwagę na nieprawidłowości w konkursach. Prezes Izby ma nadzieję, że dzięki raportowi NIK uda się nadrobić zaległości i pieniądze unijne nie przepadną.
– Ogłosiliśmy raport dotyczący tego, jak wykorzystywane są środki z nowej perspektywy budżetowej, a konkretnie, jak są wykorzystywane w ramach tzw. Regionalnych Programów Operacyjnych – mówi agencji Newseria Krzysztof Kwiatkowski, prezes Najwyższej Izby Kontroli. – W tej perspektywie dużo więcej pieniędzy będzie wydatkowanych poprzez samorząd terytorialny.
W latach 2014–2020 samorządy mają zarządzać ponad 32 mld euro, czyli ok. 40 proc. środków unijnych. Jak zaznacza prezes NIK, w toku tej kontroli okazało się, że poziom wykorzystania środków, chociaż wygląda nieźle na tle innych krajów Unii Europejskiej, to jest mniejszy, niż założono w harmonogramie wydatkowania.
– NIK skontrolowała szczegółowo dziewięć województw. W sześciu rozdział tych środków na poszczególne programy i projekty był prawidłowy, ale w trzech doszukaliśmy się pewnych nieprawidłowości – dodaje Kwiatkowski.
Nieprawidłowości wynikały głównie z błędnego stosowania reguł dotyczących przebiegu konkursu przez osoby uczestniczące w procesie oceny projektów. Kontrole konkursów wykazały, że w jednym przypadku w regulaminie wprowadzono wymóg wniesienia przez wnioskodawców wkładu własnego w wysokości 15 proc. wydatków, niezgodny z zasadami wyboru projektów określonymi dla badanego konkursu. W drugim przypadku dwa z 27 kryteriów wyboru projektów okazały się niezgodne z przepisami ustawy o rozwoju lokalnym z udziałem lokalnej społeczności. Z kolei w trzecim przypadku kontrola wykazała, że pozytywnie oceniono wniosek o dofinansowanie złożony przez podmiot, który zgodnie z kryteriami wyboru dla tego konkursu nie powinien otrzymać dofinansowania.
W ocenie prezesa NIK potrzebny jest jeszcze większy nacisk po stronie urzędów marszałkowskich na naukę przyszłych beneficjentów, czy to samorządu terytorialnego, czy przedsiębiorców, którzy o te środki występują.
– Ciągle, niestety, około 1/3 wniosków jest odrzucanych na etapie formalnej oceny. Brakuje np. podpisu na stronach czy odpowiednich załączników. Te błędy powinno się wyeliminować najłatwiej, bo one są stosunkowo łatwe do usunięcia. Kolejne 40 proc. projektów odpada już na etapie oceny merytorycznej. Uważamy, że to zbyt wysoki wskaźnik – zaznacza Kwiatkowski. – Po wielu latach członkostwa w Unii Europejskiej suma dotychczasowych doświadczeń powinna skutkować tym, że liczba tego typu błędów radykalnie ulegnie zmniejszeniu.
NIK uważa, że przekazanie na urzędy marszałkowskie części zobowiązań byłych urzędów wojewódzkich w kontekście certyfikowania prawidłowości wykorzystania środków unijnych zaowocowało spiętrzeniem różnych obowiązków, co doprowadziło do opóźnień.
Izba zwróciła uwagę na konieczność przyspieszenia realizacji RPO na lata 2014–2020 z uwagi na opóźnienie ich wdrażania sięgające niemal ośmiu miesięcy w porównaniu do wprowadzania programów na lata 2007–2013. Do września 2016 roku wartość dofinansowania z UE we wnioskach we wszystkich RPO wyniosła nieco ponad 883 mln zł, czyli ok. 1 proc. wszystkich funduszy przyznanych w ramach tych programów.
– Wypada mieć tylko nadzieję, że te opóźnienia nie spowodują, że w przyszłości część z tych pieniędzy, które mamy na RPO, Polska będzie musiała zwracać do Brukseli. Mam nadzieję, że raport NIK-u spowoduje, że uda się te błędy wyeliminować i wprowadzić poprawki – podsumowuje prezes NIK.
NIK wnioskuje do zarządów województw m.in. o realizację celów określonych w rządowym „Planie działania na rzecz zwiększenia efektywności i przyspieszenia realizacji programów w ramach Umowy Partnerstwa 2014–2020”, czyli zakontraktowania do końca 2016 roku 19 proc. środków dla 16 RPO.
W ciągu 25 lat wolności gospodarczej Polska zwielokrotniła wartość swojej wymiany handlowej, przeszła drogę od wyłącznie importera netto do liczącego się eksportera, a teraz polskie firmy sięgają po zagraniczne akwizycje. Jak podkreśla Jan Krzysztof Bielecki, producenci potrzebują wsparcia państwa w dzieleniu ryzyka, natomiast mniejsze firmy – odwagi w wychodzeniu poza rodzimy rynek. Konieczna jest też wspólna praca nad wizerunkiem produktów z logo „made in Poland”.
Jeszcze na początku 2000 roku wartość wymiany handlowej Polski z zagranicą była niższa niż 24 mld zł miesięcznie. Obecnie sięga 120 mld zł. Aż do lutego 2013 roku Polska była wyłącznie importerem netto – więcej za granicą kupowano, niż sprzedawano. Jednak od tej pory aż 23 miesięczne odczyty były na plusie, a w tym roku tylko raz – w sierpniu – saldo spadło poniżej zera. Po wzroście wymiany handlowej i zbudowaniu pozycji eksportowej pora jednak na kolejny krok: ekspansję zagraniczną polskich firm. Choć ta już trwa, to ekonomiści i przedsiębiorcy apelują o wsparcie państwa, by zwiększyć jej skalę.
– Polskie firmy coraz śmielej i coraz chętniej inwestują za granicą. Przez słowo „inwestują” rozumiem nie tylko budowanie placówek handlowych, które ułatwiają działanie na poszczególnych rynkach czy nawet kupowanie firm zajmujących się dystrybucją na rynku lokalnym, lecz także to, że nasze firmy zaczynają kupować producentów europejskich. W wyniku takiego przejęcia firmy europejskiej poprzez wysoką jakość zarządzania podnoszą też jakość działania firmy – mówi agencji informacyjnej Newseria Jan Krzysztof Bielecki, przewodniczący Rady Partnerów Ernst & Young Polska. – To bardzo cieszy, teraz potrzebujemy tylko jednej rzeczy – skali.
Jak podkreśla, w polskich firmach temat zarządzania finansowego jest często na wyższym poziomie niż w zagranicznych firmach rodzinnych. Jego zdaniem rola państwa w propagowaniu polskiej przedsiębiorczości za granicą polegać powinna nie tylko na wsparciu kapitałowym, bo takich pożyczek udziela już BGK, lecz także na dzieleniu ryzyka, czyli wzięciu współodpowiedzialności w razie ewentualnego niepowodzenia. A także na przekonywaniu partnerów, że polskie produkty to wysoka jakość. Podobnego zdania są producenci.
– Rynki zachodnie są już bardzo mocno zajęte, często polskie firmy szukają innych ryzykownych rynków, dlatego ważne są ubezpieczenia, żeby polskie przedsiębiorstwa nie ponosiły tak dużego ryzyka – mówi Jan Kolański, prezes zarządu Colian Holding, właściciela takich marek jak Jutrzenka, Goplana, Hellena czy Solidarność. – Państwo musi pomagać, a wielu branżach nawet wytyczać drogę, ale przede wszystkim ambasady, konsulaty powinny prowadzić analizy rynkowe. Bardzo ważne jest to, żeby firmy miały liczącą się pozycję w swoim segmencie produktowym.
W parze z budową wizerunku musi iść rzeczywista wysoka jakość produktów, bo tylko to daje szansę na zaistnienie marki. To wymusza na firmach inwestycje w technologie, czyli wiąże się z kosztami. Na razie polskie brandy przebijają się z trudem na zachodnich rynkach, mimo że kontrahenci polskich eksporterów je doceniają. Konsumenci jednak wciąż wiedzą o nich niewiele.
– Polska jako państwo funkcjonujące w Unii Europejskiej ma bardzo dobrą reputację, a nasz potencjał wytwórczy jest dobrze postrzegany. Dyplomacja ekonomiczna jest niezbędna na rynkach wschodzących, gdzie często partnerem firm są instytucje państwowe – zaznacza Jerzy Pietrucha, prezes zarządu Grupy Pietrucha, producenta specjalistycznych profili technicznych z PVC, wykorzystywanych w projektach z zakresu inżynierii lądowej i wodnej, m.in. przy budowie systemów przeciwpowodziowych. – Biorąc przykład z Niemców, Brytyjczyków, Holendrów czy Czechów, gdzie współpraca między państwem a biznesem jest bardzo bliska, my, jako przedsiębiorcy, oczekujemy wsparcia ze strony instytucji państwowych, które będzie służyło uwiarygodnieniu polskich przedsięwzięć na rynkach wschodzących.
Grupa Pietrucha, w której skład wchodziły do niedawna dwa zakłady produkcyjne w Polsce, niedawno sfinalizowała inwestycję greenfield na Filipinach, uruchamiając wspólnie z lokalnym partnerem fabrykę grodzic winylowych. Pietrucha Manufacturing Philippines to pierwszy projekt z zakresu inżynierii lądowej i wodnej powstający we współpracy polsko-filipińskiej.
Prezes Grupy podkreśla, że atutem polskich firm, często niedocenianym, jest nasze transformacyjne doświadczenie oraz brak kolonialnej przeszłości, który sprawia, że partnerzy z Azji czy Afryki nie mają negatywnych skojarzeń z naszym krajem. Jednak dla wielu przedsiębiorców problemem jest wkroczenie nawet na bliskie Polsce rynki.
– Jesteśmy członkiem Unii Europejskiej, nasze firmy mają dostęp do rynków całej Europy taki sam jak przedsiębiorcy z innych krajów europejskich. Nie ma żadnego powodu, żeby się tego bać – przekonuje prof. Witold Orłowski, ekonomista, rektor Akademii Finansów i Biznesu Vistula. – Pewnie mamy do czynienia bardziej z barierą mentalną, zwłaszcza w mniejszych firmach, które nie próbowały tego wcześniej niż z rzeczywistą wiedzą o trudnościach w ekspansji zagranicznej. To nie jest nic trudnego – tak samo łatwe jest sprzedawanie w Europie, jak w Polsce. Wyjście poza Europę jest bardziej skomplikowane, ale firma, która jest pewna swojego produktu i swoich umiejętności oraz sił, może sobie dać radę na każdym rynku.
Na temat internacjonalizacji polskich firm oraz ich szansach na zagranicznych rynkach eksperci, ekonomiści i przedsiębiorcy rozmawiali podczas dwudniowego Europejskiego Forum Gospodarczego, które po raz czwarty odbyło się w Łodzi.
Na schizofrenię choruje ok. 400 tys. osób, przy czym połowa pozostaje niezdiagnozowana i nie otrzymuje właściwego leczenia. Najczęściej są to bardzo młodzi ludzie. Większość z nich mogłaby prowadzić normalne życie, także zawodowe. Po zdiagnozowaniu zaledwie 15 proc. chorych pozostaje na rynku pracy, a 61 proc. pacjentów przechodzi na rentę. Polskich pacjentów nie stać na zakup innowacyjnych leków, co pozbawia ich szans na życie bez nawrotów i pełną aktywność społeczno-zawodową. Aby ich sytuacja uległa poprawie, potrzebny jest równy i nieodpłatny dostęp do leków o przedłużonym działaniu.
Osoby chore na schizofrenię najczęściej wycofują się z życia zawodowego i społecznego, choroba nie pozwala im bowiem na normalne funkcjonowanie. Obecnie podstawą jej leczenia jest terapia farmakologiczna lekami przeciwpsychotycznymi. Na tej bazie lekarze budują kolejne etapy leczenia, a więc rehabilitację, psychoterapię i psychoedukację. Leki pozwalają choremu zachować kontakt z rzeczywistością, współpracować z psychoterapeutą, funkcjonować w społeczeństwie, a nawet studiować lub pracować. Muszą być jednak zażywane codziennie, co dla wielu pacjentów jest dużym problemem.
– Choroba psychiczna sprawia, że pacjenci nie do końca chętnie przyjmują leki. Albo nie chcą ich przyjmować, albo zapominają o nich z różnych przyczyn – mówi agencji informacyjnej Newseria prof. Agata Szulc z Kliniki Psychiatrycznej, Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego i Mazowieckiego Specjalistycznego Centrum Zdrowia w Pruszkowie, prezes Polskiego Towarzystwa Psychiatrycznego.
Rozwiązaniem są nowoczesne leki o przedłużonym działaniu. Podawane są one raz w miesiącu, a nawet dostępne są takie, które stosuje się raz na trzy miesiące, w formie zastrzyku, co minimalizuje ryzyko pominięcia dawki. Dzięki temu pacjenci mogą prowadzić normalne życie, bez nawrotów choroby i nie wypadają z rynku pracy. Nadal jedynie część polskich pacjentów może otrzymać nieodpłatnie przeciwpsychotyczne leki długodziałające w comiesięcznych iniekcjach.
– Kwestią priorytetową jest to, że im szybciej zapewnimy dobre leczenie i stały poziom leków w organizmie, tym lepiej. Z najnowocześniejszych leków o przedłużonym działaniu w Polsce korzysta kilka procent pacjentów, podczas gdy w sąsiednich krajach jest to kilkanaście czy kilkadziesiąt procent – mówi dr Marek Balicki z Wolskiego Centrum Zdrowia Psychicznego.
Osoby borykające się z chorobami psychicznymi wciąż traktowane są jako potencjalnie niebezpieczne i niepoczytalne. Takie postrzeganie prowadzi do stygmatyzacji i dyskryminacji. Zmiana tego stereotypowego wizerunku to jeden z celów kampanii informacyjnej o schizofrenii. Ma ona pokazać Polakom, że osoby z chorobami psychicznymi mogą się leczyć, żyć normalnie, założyć rodzinę i pracować zawodowo. Potrzebne jest im jednak wsparcie w postaci dostępu do nowoczesnych leków oraz odpowiednia opieka psychiatryczna.
– Osoby chore są naznaczone i zepchnięte na margines, nie chcemy o nich rozmawiać. W ankiecie na pytanie, z kim nie chciałbyś siedzieć w jednej ławce, najczęstszą odpowiedzią była właśnie osoba chora psychicznie – mówi dr Marek Balicki.
Schizofrenia to zaburzenie psychotyczne powodujące błędne postrzeganie rzeczywistości. Choroba ta najczęściej dotyka ludzi bardzo młodych, w wieku 18–35 lat. Znacznie częściej zapadają na nią mężczyźni niż kobiety. Podstawowe objawy schizofrenii to omamy, zamknięcie się w sobie, urojenia prześladowcze, utrata kontaktu z rzeczywistością. Przyczyny choroby nie są całkowicie znane, wśród czynników sprzyjających jej rozwojowi wymieniane są m.in. obciążenie genetyczne, niedobór neuroprzekaźnika zwanego dopaminą, uwarunkowania środowiskowe, trudne przejścia, przewlekły stres, a także stosowanie narkotyków i dopalaczy.
– Choroba zaczyna się często przed 20 rokiem życia. To jest okres, kiedy życie przed nami stawia wiele wyzwań, jest wiele stresów. Mózg, który już od początku jest trochę uszkodzony, nie daje sobie rady z tym wszystkim, co się dzieje dookoła – mówi prof. Agata Szulc.
Ministerstwo Energii opublikowało rozporządzenie, które potwierdziło tegoroczną aukcję energii z odnawialnych źródeł, wciąż jednak nie jest znany jej termin oraz nie jest pewny kształt systemu wsparcia w 2017 roku. Niejasności co do przyszłości systemu wstrzymują plany producentów energii i inwestorów, co powoduje zastój w branży.
– Pierwsza aukcja na pewno zakończy się powodzeniem, czyli rozstrzygnięciem, natomiast najpierw trzeba ją ogłosić – zauważa w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Maciej Musiał, dyrektor zarządzający w firmie Pracownia Finansowa. – Cały czas jesteśmy przekonywani, że odbędzie się w tym roku, ale mamy już połowę listopada i wciąż nie jest ona ogłaszana. Co prawda wiele projektów, w tym nasze, jest już po prekwalifikacji Urzędu Regulacji Energetyki, natomiast to, czy aukcja faktycznie odbędzie się w tym roku, nadal nie jest pewne. Wiele osób z branży w to po prostu wątpi.
Obowiązujący od 1 lipca br. system aukcyjnego zakupu energii odnawialnej zakłada udzielanie wsparcia producentom, a sama energia podzielona jest na tzw. koszyki aukcyjne. Po ogłoszeniu przez rząd postępowania w sprawie określonej ilości prądu z danego koszyka zgłoszone do niego projekty mają otrzymać wsparcie w postaci stałej ceny w ciągu najbliższych piętnastu lat. Warunkiem jest zaproponowanie tańszej oferty niż warta jest konkurencyjna propozycja. Wsparcie ma także nie być przyznawane, gdy do aukcji zgłoszonych jest za mało projektów i szacowana produkcja nie pokryje ilości, którą będzie chciał nabyć rząd.
– Zaraz zmieni się rok na 2017 i znów nie będziemy mieć przepisów regulujących to, jak ma się to odbywać w ciągu najbliższych dwunastu miesięcy – wskazuje Maciej Musiał.
23 listopada natomiast Ministerstwo Energii ogłosiło dwa projekty rozporządzeń w sprawie kształtu systemu aukcyjnego w 2017 roku i przekazało je do konsultacji publicznych, Zdaniem Musiała podane w nich parametry nie są rewelacyjne dla energetyki wiatrowej, ale branża czeka na wersję ostateczną.
– W dodatku pierwsza aukcja ma być próbną, więc mogą przystąpić do niej tylko biogazownie oraz małe źródła o mocy do 1 MW, wiatrowe i fotowoltaiczne. Przy czym zamysłem było wsparcie tego ostatniego źródła, czego skutkiem było drastyczne obniżenie ceny referencyjnej dla elektrowni wiatrowych z projektowanych początkowo 475 do 415, a dziś jest tylko 300 zł za megawatogodzinę. Chodziło o to, jak sądzę, żeby instalacje fotowoltaiczne miały większą szansę wygranej – mówi Maciej Musiał.
Założenie jest przede wszystkim takie, jak wyjaśnia Maciej Musiał, że kontraktowana jest bardzo mała ilość energii. Aukcja testowa ma dotyczyć kupna energii pochodzącej z zaledwie czterdziestu małych instalacji wiatrowych lub do 100 jednomegawatowych urządzeń fotowoltaicznych.
– Więc ta ilość energii jest naprawdę znikoma, to kropla, więc bez rozpędu nie jesteśmy w stanie zrealizować celu uzyskiwania energii z OZE do roku 2020, bo cały br. można spisać na straty, jeśli chodzi o rozwój energetyki odnawialnej w Polsce – przekonuje Maciej Musiał. – Wszystko tak naprawdę stoi, czekając na regulacje, które miały obowiązywać od 1 stycznia br., chociaż dopiero w lipcu weszła ustawa. A aukcji wciąż nie ma.
Jak podkreśla, jeszcze dwa lata temu rynek był bardziej stabilny i przewidywalny, a inwestorzy chętnie angażowali na nim swoje kapitały. Teraz podjęcie decyzji inwestycyjnej trwa znacznie dłużej.
– Rozstrzygnięcie aukcji wcale nie znaczy więc, że będziemy na potęgę budować elektrownie wiatrowe w Polsce, bo po wygraniu zwycięzca ma do czterech lat na realizację inwestycji – przypomina Maciej Musiał. – Rynek praktycznie został wyhamowany do zera i rozstrzygnięcie aukcji dopiero zacznie ponownie go napędzać. Na pewno czekają nas duże przestoje, co też jest niekorzystne z punktu widzenia debaty o rynku mocy w Polsce. Nie jest wykluczone, że powstała luka spowoduje czasowe wyłączenia, tzw. blackouty, bo budowy nowych bloków energetycznych z wyłączaniem starych, nienadających się do eksploatacji nie zostały zgrane. OZE miało być jednym z elementów łagodzących ten problem. Na razie jednak jest przeciwnie, bo on narasta.
W wyniku zahamowania rynku międzynarodowi inwestorzy instytucjonalni wycofują swój kapitał, przenosząc go w inne miejsca, na przykład do sąsiadów Polski.
– Cały świat podwoił nakłady na odnawialne źródła energii w 2015 roku, są one teraz dwa razy większe niż na energetykę konwencjonalną – wyjaśnia Maciej Musiał. – Rządy kolejnych państw przekonują, że chcą dekarbonizacji, zamierzają coraz więcej energii produkować z odnawialnych źródeł. Natomiast w Polsce trend się odwrócił w zupełnie inną stronę, wiosłujemy w przeciwnym kierunku. Nie jesteśmy w stanie oszacować, do czego nas to doprowadzi.
Co roku nowotwory złośliwe wykrywa się u około 150 tys. Polaków. W ciągu trzech ostatnich dekad liczba zachorowań zwiększyła się dwukrotnie, a do 2025 roku taką diagnozę usłyszy rokrocznie już 180 tys. osób. Mimo że NFZ pokrywa większość kosztów okołomedycznych związanych z leczeniem nowotworów, Polacy coraz częściej zabezpieczają się na własną rękę. Stąd rosnąca popularność prywatnych ubezpieczeń zdrowotnych i wyspecjalizowanych polis na wypadek nowotworu.
– Każdego roku około 150 tys. osób dowiaduje się, że ma nowotwór złośliwy. W zależności od źródła szacuje się, że w 2025 roku liczba zachorowań wzrośnie nawet do 180 tys. Wynika to z różnych czynników ryzyka, z którymi mamy do czynienia na co dzień, takich jak stres, niezdrowe żywienie czy nieodpowiedni tryb życia – mówi Marek Piętka, dyrektor Departamentu Rozwoju Produktu w Towarzystwie Ubezpieczeń na Życie Warta SA.
W Polsce najczęstszymi nowotworami złośliwymi wśród mężczyzn są rak płuc (18,7 proc.) i prostaty (15,5 proc.), z kolei u kobiet występuje najczęściej rak piersi (21,9 proc.) i jelita grubego (10,1 proc.). Według Krajowego Rejestru Nowotworów liczba zachorowań na nowotwory złośliwe w Polsce wzrosła ponad dwukrotnie w ciągu ostatnich trzech dekad. Skuteczność leczenia chorób nowotworowych w naszym kraju stopniowo się poprawia, ale wciąż jest dużo niższa niż wynosi średnia dla pozostałych krajów Europy. Obecnie tylko 42 na 100 pacjentów żyje z rakiem dłużej niż pięć lat od momentu postawienia diagnozy. Z drugiej strony 70–80 proc. Polaków bagatelizuje ryzyko zachorowania i trafia do onkologa zbyt późno.
Lekarze podkreślają, że kluczowa jest profilaktyka i regularne badania diagnostyczne, bo w wielu przypadkach wcześnie wykryty nowotwór jest uleczalny. Najlepsze rokowania mają pacjenci, którzy szybko podjęli leczenie.
– Do walki z rakiem nie można się przygotować, ponieważ zwykle diagnoza spada na nas znienacka. To, na co mamy wpływ, myśląc o sytuacji, z którą być może przyjdzie nam się zmierzyć, to odpowiednio wcześniej zadbać, aby mieć czas i pieniądze na walkę z chorobą. Te dwa aspekty są szczególnie istotne –mówi Marek Piętka z towarzystwa ubezpieczeniowego Warta SA.
Większość kosztów związanych z leczeniem chorób nowotworowych pokrywa Narodowy Fundusz Zdrowia. Od kilku lat towarzystwa ubezpieczeniowe oferują jednak dodatkowo polisy na wypadek zachorowania na nowotwór. Ich popularność rośnie podobnie jak cały rynek alternatywnych dla NFZ prywatnych ubezpieczeń zdrowotnych. Zdaniem ekspertów nad wyspecjalizowaną polisą powinni się zastanowić zwłaszcza pacjenci, którzy znajdują się w grupie ryzyka zachorowań na nowotwory.
– Poza kosztami leczenia często potrzebne są dodatkowe pieniądze, chociażby na rehabilitację czy dodatkowe terapie i leki, zwłaszcza te nierefundowane przez NFZ. Fundusz pokrywa w zasadzie tylko koszty medyczne związane z leczeniem i nie zawsze umożliwia to zastosowanie najnowszych terapii. Dlatego najlepszym sposobem, żeby się zabezpieczyć, warto zapewnić sobie wcześniej środki na etap walki z chorobą poprzez systematyczne oszczędzanie albo odpowiednie ubezpieczenie, które dodatkowo umożliwia finansowanie leczenia w prywatnych placówkach i pokrywa inne wydatki – mówi Marek Piętka.
Eksperci rynku ubezpieczeniowego zwracają uwagę na to, żeby dokładnie przejrzeć zakres polisy na wypadek nowotworu. Część z nich poza wypłatą świadczenia pieniężnego zapewnia dodatkowe wsparcie, na przykład możliwość zasięgnięcia innej opinii medycznej w renomowanych klinikach na świecie, pieniądze na bieżące wydatki albo pakiet assistance, który zapewnia pacjentowi pomoc na etapie leczenia.
– Nastawienie i konieczność myślenia o sprawach innych niż leczenie może wpłynąć negatywnie na walkę z chorobą. Jeżeli pacjent, który dowiaduje się, że jest chory, musi jeszcze dodatkowo zadbać o sprawy codziennego życia i łączyć walkę z chorobą nowotworową z codzienną działalnością zawodową, to może być dla niego dosyć kłopotliwe i wpłynąć na rokowania – zauważa Marek Piętka z towarzystwa ubezpieczeniowego Warta SA.
Warta SA jest kolejnym towarzystwem, które włączyło do swojej oferty polisę na wypadek zachorowania na raka. Ubezpieczyciel zapewnia wypłatę świadczenia do 200 tys. zł w przypadku diagnozy nowotworu złośliwego w stadium inwazyjnym, dodatkowe finansowanie świadczenia na kolejnych etapach leczenia operacyjnego, radio- lub chemioterapii, assistance medyczny nawet do 10 lat od momentu zdiagnozowania i możliwość skonsultowania przypadku w jednym z wiodących światowych ośrodków leczenia nowotworów, takich jak np. Harvard Medical School. Marek Piętka podkreśla, że polisy na wypadek zachorowania na nowotwór cieszą się rosnącym zainteresowaniem wśród Polaków. Przy wyborze odpowiedniego produktu ubezpieczeniowego klienci powinni jednak zwracać uwagę na trzy ważne elementy.
– Musi być odpowiednio wysoka suma ubezpieczenia, żeby można było realnie wesprzeć pacjenta i sfinansować terapię zagraniczną albo leki nierefundowane. Ponadto ważnym elementem jest zakres świadczeń. W niektórych ubezpieczeniach po otrzymaniu pieniędzy z tytułu diagnozy ubezpieczenie się kończy. Istnieją też na rynku produkty, które zapewniają pacjentowi pomoc na wszystkich etapach leczenia. Ważna jest też możliwość skorzystania z tzw. drugiej opinii medycznej. Warto więc mieć możliwość zweryfikowania tej diagnozy albo zweryfikowania planu leczenia przez innego lekarza – podkreśla Marek Piętka, dyrektor Departamentu Rozwoju Produktu w Towarzystwie Ubezpieczeń na Życie Warta SA.
Z danych Polskiej Izby Ubezpieczeń za I półrocze 2016 roku wynika, że składka zebrana na rynku ubezpieczeń zdrowotnych wyniosła 263,5 mln zł, czyli o 11 proc. więcej niż jeszcze w zeszłym roku. Liczba osób, które są objęte prywatnym ubezpieczeniem zdrowotnym, sięgnęła 1,67 mln i wzrosła rok do roku o 26 proc. PIU podkreśla, że rośnie również liczba osób, które świadomie wybierają prywatną ochronę z szerokim zakresem usług. Największy, bo aż 44-procentowy wzrost liczby klientów dotyczy właśnie indywidualnych ubezpieczeń zdrowotnych.
W utrzymywaniu poprawnych relacji biznesowych znajomość zasad etykiety i standardów dress code’u staje się wartością pożądaną. Niezbędna w tym zakresie wiedza oraz praktyczne umiejętności coraz częściej zdobywane są na specjalnych szkoleniach. Są one zalecane przede wszystkim dyplomatom, prawnikom i menadżerom, którzy chcą się odróżniać od konkurencji i budować profesjonalny wizerunek oraz styl komunikacji.
Szkoleniowcy przekonują, że dress code wcale nie musi być nudny. Podczas specjalnych kursów można się nauczyć sztuki stylizacji i kreowania własnego wizerunku idealnie dopasowanego do różnych sytuacji.
– Na pewnych stanowiskach czy szczeblach wypadałoby mieć wiedzę na temat dress code’u nie tylko po to, żeby dobrze się prezentować i wzbudzać zaufanie wśród swoich kontrahentów, lecz także po to, żeby nie narazić się na różnego rodzaju faux pas, czyli źle dobrany strój do konkretnej okazji czy okoliczności – mówi agencji Newseria Lifestyle Michał Prugar-Ketling, współwłaściciel marki Pitti Style.
Szkolenia z zakresu dress code’u czy z etykiety ubioru prowadzą wyspecjalizowane firmy, domy mody oraz atelier.
– Podczas takich szkoleń mamy możliwość zdobycia również wiedzy praktycznej, czyli często zadania przeprowadzane są na manekinach, możemy dotknąć tych poszczególnych elementów stroju, zobaczyć i przekonać się, jak to się nosi, jak to wygląda. Staramy się przekazać taką wiedzę, jak chociażby prozaiczne wiązanie krawata czy muchy, jak należy zestawiać ze sobą odpowiednie elementy garderoby, jakie buty na jaką okazję i o jakiej porze dnia – tłumaczy Michał Prugar-Ketling.
Niezwykle ważna i bardzo przydatna jest również teoria. Dzięki gruntownej wiedzy uczestnicy zdobywają większą pewność siebie, są świadomi swoich zalet i unikają kłopotliwych sytuacji.
– W części teoretycznej poruszamy takie tematy, jak interpretacja dopisków na zaproszeniach, czyli „white tie”, „black tie”, jak się ubrać na party koktajlowe. To wszystko wymaga odpowiedniej wiedzy tak, żeby nie popełnić faux pas czy nie narazić się na śmieszność w towarzystwie – mówi Michał Prugar-Ketling.
W takich szkoleniach najczęściej biorą udział dyplomaci, wyższa kadra menadżerska, kancelarie adwokackie, bankierzy, również różnego rodzaju przedstawiciele handlowi na wyższych szczeblach, którzy współpracują z klientami premium.
– W zależności od tego, czego oczekuje klient, firmy przygotowują odpowiedni zakres szkolenia, odpowiedni czas trwania tego szkolenia, liczbę zajęć praktycznych, liczbę zadań teoretycznych, czasami kończy się to egzaminem. Wszystko uzależnione jest od tego, czego oczekuje od nas klient – podkreśla Michał Prugar-Ketling.
Japończycy przykładają dużą wagę do etykiety i protokołu dyplomatycznego. To także odnosi się do ich międzynarodowych partnerów biznesowych. Niemniej jednak są tolerancyjni w stosunku do obcokrajowców, o ile ci, zachowują względem nich szacunek i wyrażają chęć poznania japońskiej kultury i etykiety biznesu. Często zdarza się, że gospodarz spotkania udziela rad i podpowiedzi.
Ubiór
Podczas spotkań we wszelkiego rodzaju sprawach biznesowych, nie należy podejmować zbędnego ryzyka, przychodząc na nie w luźnym stroju, który nie zawsze jest mile widziany przez Japończyków. Naturalnie, podczas okazji takiej jak na przykład wydarzenie sportowe, swobodny ubiór może okazać się odpowiedni. Jednak sytuacja, w której osoba wyróżnia się swoim strojem na tle grupy, jest zazwyczaj dla niej kłopotliwa. Odwrotnie jest w przypadku, gdy osoba przychodzi ubrana nazbyt elegancko w stosunku do danej okazji. Innymi słowy, warto pamiętać o zasadzie ‘przezorny zawsze ubezpieczony’.
Należy zachowywać się w każdym calu jak dżentelmen. Aroganckie zachowanie nie jest domeną japońskich biznesmenów. Tego typu maniery mogą doprowadzić do utraty wiarygodności i poważania przez drugą stronę. Niewskazany jest także zarówno krzykliwy strój, jak i używanie jaskrawych długopisów, zwłaszcza tych z czerwonym atramentem. Najlepiej mieć ze sobą czarny, bądź niebieski długopis.
Przywitanie
Podczas pierwszego spotkania z japońskim gospodarzem istotne jest, by okazać szacunek względem japońskiej kultury i tradycji. Należy być pierwszą osobą, która się ukłoni, natomiast niewłaściwe jest inicjowanie uścisku dłoni. I chociaż gospodarz na ogół stosuje ten gest podczas tego typu spotkań, nie jest to dla niego w równym stopniu powszechną praktyką, jak ukłon. Ważne jest, by pamiętać o tych zasadach i zademonstrować je japońskiemu rozmówcy.
Hierarchia przy stole
Gdy nadchodzi moment, by usiąść i zapoznać swoich partnerów biznesowych, należy poczekać na przydzielenie miejsca przez gospodarzy. Jest to istotne, ponieważ miejsca poszczególnych osób przy stole odzwierciedlają ich status. Zazwyczaj najważniejsza osoba w hierarchii jest usadowiona u szczytu stołu, a jego współpracownicy, o niższej pozycji zawodowej, zajmują miejsca po obu jego stronach. Im wyższy status zawodowy osoby, tym bliższe zajmuje on miejsce względem najważniejszej osoby przy stole; im niższa ranga- tym dalsze miejsce przy stole.
Kolejną istotną kwestią którą należy zapamiętać, jest zasada, by nie siadać do stołu jako pierwszy. Nie należy czekać jak na komendę, jednakże gdy żaden z japońskich gospodarzy nie siada, nie wypada wyrywać się przed szereg. Ta zasada odnosi się do innych czynności, które nastąpią podczas spotkania, takich jak mówienie, picie, czy jedzenie.
Wskazane jest, by okazywać uznanie dla wkładu obecnych w pracę, oraz wykazywać zainteresowanie spotkaniem. Sporządzanie notatek oraz powtarzanie zdań, w celu objaśnienia, mogą znacznie ułatwić zadanie.
Prezenty
Na koniec warto dodać, że wręczenie upominku nie jest postrzegane za nietakt; nie jest także obligatoryjnym elementem spotkania, choć zazwyczaj będzie działało na naszą korzyść. W sytuacji, gdy otrzymujemy podarunek od gospodarza, warto okazać wdzięczność i podziękować wszystkim, którzy brali udział w jego prezentacji. Jeżeli upominek jest zapakowany, należy go rozpakować dopiero, gdy opuścimy zebranie.
Interakcja Społeczna
Jednym z fundamentalnych założeń kształtujących zwyczaje biznesowe w Japonii, jest zdecydowany nacisk na relacje osobiste. Ten zwyczaj obecny jest w szeroko pojętej kulturze Japonii, a zwłaszcza w tamtejszym świecie biznesu. Dobrze obrazującym tę tendencję przykładem, jest domena ,,pracy na całe życie”, która została zaadoptowana przez japońskie korporacje. Oznacza ona, że pracownik jest domyślnie zatrudniony w firmie do czasu zakończenia swojej kariery zawodowej.
Budowanie relacji biznesowych jest istotnym elementem japońskiej etykiety biznesowej, a fundamentem każdej relacji są interakcje społeczne. Zagraniczny biznesmen, który pragnie zyskać zaufanie oraz stworzyć solidne podwaliny dla relacji osobistych, powinien zaznajomić się z pewnymi zasadami i ich przestrzegać.
Po pracy
Dla Japończyków, powszechną formą relaksu po ciężkim dniu pracy jest wyjście na drinka do baru, restauracji, bądź na wieczór Karaoke. Jeżeli dostajemy tego typu zaproszenie po spotkaniu biznesowym, należy dołożyć wszelkich starań by być obecnym. Spożywanie alkoholu postrzega się jako ważny element kultury japońskiej, i jest dla nich powszechnym sposobem na rozluźnienie i pozbycie się stresu. Jeżeli pozostali piją, należy pić razem z nimi. Spotkania poza miejscem pracy mogą zaowocować poszerzeniem listy kontaktów służbowych, co z kolei może okazać się niezwykle przydatne w przyszłości, zwłaszcza tej zawodowej.
Alkohol
Na spotkaniach towarzyskich, podczas których spożywany jest alkohol, warto pamiętać, że po pierwszego drinka należy sięgnąć dopiero po toaście. Nie przystoi także samemu nalewać sobie napoju; godzi się poczekać, aż któraś z obecnych osób zapełni nasz kieliszek. Nie wolno pić alkoholu bezpośrednio z puszki czy butelki. Warto poprosić o szklankę, zanim rozpoczniemy picie napojów procentowych. Nie musimy czuć presji z tego powodu , tak jak to większość Japończyków ma w zwyczaju. By podkreślić zakończenie picia, możemy użyć takich sformułowań jak ‘Sumimasen’ czy ‘kekko disu’. Zarówno w japońskiej etykiecie biznesu, jak i w kulturze, te wyrażenia są łatwo zrozumiałe.
Kto płaci rachunek?
Kolejny zwyczaj biznesowy w Japonii nakazuje, by klient nie był osobą płacącą za kolację. Jednakże, na ogół to gospodarz sięga po rachunek. Mimo to, niezależnie od sytuacji, w dobrym tonie jest wykazanie chęci zapłaty za posiłek. Warto wspomnieć, że obnoszenie się z pieniędzmi nie jest tam powszechnym zwyczajem.
Kultura przy stole
Ponadto, normą przyjętą jako zwyczaj biznesowy, jest siorbanie podczas jedzenia zupy, bądź makaronu; jest to oznaka zadowolenia. Jeśli to nie sprawia, że czujemy się niekomfortowo, powinniśmy siorbać do woli. Co się tyczy także jedzenia, używanie pałeczek jest tam wymogiem.
Odmowa
Co więcej, istotne jest zrozumienie, jak ważne w japońskim biznesie jest utrzymanie dobrego wizerunku. Możemy to zaobserwować w sytuacji, gdy japoński rozmówca ociąga się, by powiedzieć stanowczo ‘nie’, bądź w sytuacji gdy jest zmuszony odrzucić zaproszenie. Japończycy wierzą, że bezpośrednia odmowa może wiązać się z utratą dobrego wizerunku. W rezultacie, opanowali oni do perfekcji sztukę sugestii. Taka forma komunikacji może być niezwykle trudna do zinterpretowania przez obcokrajowców, dlatego fundamentalne jest tu uzmysłowienie sobie metodologii tego zachowania. Na ogół, jeśli japoński rozmówca odpowie na naszą prośbę stwierdzeniem: ,,No jeszcze zobaczę”, albo ,,Przemyślę to”, oznaczało to będzie jego odmowę. Pomimo wszystko, należy zaakceptować tę formę komunikacji.
Gdy wasz gospodarz napomknie o spotkaniu po pracy, to może być zaproszeniem na obiad, choć często jest tylko zwykłą uprzejmością. Nie warto czuć się w przypadku drugiej sytuacji urażonym, ani nie należy złościć się na tę osobę. On może nie powie stanowczo ‘nie’, dlatego umiejętność czytania mowy ciała, by zrozumieć czego naprawdę on od nas oczekuje, może okazać się bezcenna.
Konstytucja dla biznesu jest zbiorem dobrych intencji, ale w przypadku konfliktu aktów prawnych nadal będą decydowały przepisy niższej rangi, które są bardziej szczegółowe. Przedsiębiorcy wahając się z podjęciem inwestycji najbardziej obawiają się działań prokuratorów, a Ministerstwo Sprawiedliwości zwiększa ich uprawnienia zmniejszając jednocześnie odpowiedzialność za błędne decyzje.
– Jeżeli mamy ogólny zapis, że wszystko wolno robić, co jest zgodne z „Konstytucją dla biznesu” i bardzo szczegółowy przepis czego nie wolno robić, to będzie decydujący ten szczegółowy przepis – mówi w rozmowie z MarketNews24 Aleksander Łaszek, główny ekonomista FOR.
Za co ekspert FOR chwali pomysł wicepremiera M.Morawieckiego i czego się szczególnie obawia, o tym więcej w materiale video.
Pierwszy piątek po święcie dziękczynienia to w Stanach Zjednoczonych tzw. „czarny piątek”. Tego dnia zaczyna się świąteczny okres wyprzedaży. Choć to święto czysto amerykańskie, to jednak wkracza coraz śmielej do Polski. O tym czego możemy się spodziewać w materiale wideo.
To będzie wyjątkowo ryzykowna decyzja dotycząca polskiego górnictwa węgla kamiennego. Co zrobi rząd jeżeli związki zawodowe zaprotestują? To co się stanie za kilka dni interesuje też Komisję Europejską. Decyzja dotycząca jednej kopalni zadecyduje o tym co się stanie z górnictwem, to więcej niż spór o kilkadziesiąt milionów złotych.
Ta kopalnia, to „Krupiński”, której właścicielem jest JSW SA, spółka notowana na GPW. Jednak to nie chodzi tylko o jej akcjonariuszy.
– Jeżeli rząd się wycofa, będzie to bardzo negatywny sygnał dla wszystkich – mówi w rozmowie z MarketNews24 Rafał Zasuń, ekspert WysokieNapiecie.pl.
Andrzej Sugajski, dyrektor generalny Związku Polskiego Leasingu Fot: Lukasz Kaminski
Ministerstwo Finansów w projekcie datowanym na 23 listopada 2016 roku uwzględniło postulaty przedsiębiorców, aby nie wprowadzać ograniczeń w dokonywaniu odpisów amortyzacyjnych, zaliczaniu do kosztów uzyskania przychodu opłat leasingowych, czynszu najmu i innych wydatków związanych eksploatacją samochodu osobowego.
Wicepremier, Minister Rozwoju i Finansów Mateusz Morawiecki, 18 listopada br., przedstawiając założenia konstytucji dla biznesu, zapowiedział m.in. propozycję, zgodnie z którą, prawo do zaliczenia do kosztów uzyskania przychodów wydatków związanych z używaniem w działalności gospodarczej samochodu osobowego, miało przysługiwać jedynie pod warunkiem prowadzenia szczegółowej ewidencji przebiegu pojazdu. Bez takiej ewidencji do kosztów uzyskania przychodów można byłoby zaliczyć jedynie połowę odpisów amortyzacyjnych, opłat leasingowych, czynszu najmu i innych wydatków związanych eksploatacją samochodu osobowego (paliwo, naprawy, ubezpieczenie). Propozycje te znalazły się w projekcie ustawy o uproszczeniach podatkowych dla przedsiębiorców i zostały skierowane do konsultacji publicznych.
Jako pierwsza zareagowała Konfederacja Lewiatan, której eksperci przekonywali, że zwiększenie obciążeń biurokratycznych i kosztów funkcjonowania firm w zakresie wykorzystywania samochodów służbowych może odbić się negatywnie na wynikach istotnych dla gospodarki branż – motoryzacyjnej, czy usług leasingowych. Dodatkowo Konfederacja podkreślała, że planowane zmiany uderzą przede wszystkim w niewielkie przedsiębiorstwa i osoby prowadzące działalność gospodarczą.
„Zwiększanie biurokratycznych i podatkowych obciążeń przedsiębiorców nie można uznać za ułatwienia sprzyjające rozwojowi ich działalności. Niezależnie od powyższego, wprowadzenie dodatkowego wymogu ewidencji przebiegu pojazdów, wykorzystywanych zarówno do działalności gospodarczej jak i celów prywatnych wydaje się bezzasadne w świetle wprowadzonego, z początkiem 2015 r. ryczałtowego opodatkowania z tytułu używania samochodów służbowych do celów prywatnych” – powiedział Andrzej Sugajski, Dyrektor Generalny Związku Polskiego Leasingu.
W odpowiedzi na apel przedsiębiorców, Ministerstwo Finansów na swoich stronach opublikowało zmieniony projekt ustawy, w którym wycofano niekorzystne dla przedsiębiorców propozycje.
„Pozytywnie oceniam zmianę pierwotnego stanowiska Wicepremiera, Ministra Rozwoju i Finansów, Mateusza Morawieckiego. Konsultacje propozycji dotyczących działalności przedsiębiorców z organizacjami je reprezentującymi powinny być nierozłącznym elementem każdego procesu legislacyjnego” – powiedział Andrzej Sugajski, Dyrektor Generalny Związku Polskiego Leasingu.
Eksperci prawni i podatkowi Związku Polskiego Leasingu biorą aktywny udział w konsultacjach wszystkich projektów objętych pakietem „Konstytucji dla Biznesu”.
Podwyżka sóp procentowych w USA 13-14 grudnia wygląda już niemal na pewną. Juan najsłabszy do dolara od 6 lat, ale czy to naprawdę wina juana? Rząd nie odpoczywa.
Grudzień przesądzony
W USA na listopadowym posiedzeniu FED pojawiła się opinia, że rynkowi pracy grozi przegrzanie mogące spowodować ryzyko dla stabilności gospodarczej. Powodem są ciągle poprawiające się dane makroekonomiczne. Podwyżka stóp miałaby na celu stonowanie sytuacji i nie dopuszczenie do zalania rynku tanim pieniądzem. Takie zjawisko skłania do ryzykownych zachowań, które w przypadku problemów w gospodarce mogą skończyć się kolejnymi problemami gospodarczymi. Jakie są szanse podwyżki stóp procentowych w grudniu? Według notowań kontraktów na stopę procentową dążą one powoli do 100%. Oznacza to, że jeżeli FED podniesie stopę procentową reakcja rynków nie powinna być zbyt silna. Z drugiej strony gdyby nie doszło do podwyżki należy spodziewać się gwałtownej ucieczki od dolara.
Słabość chińskiej waluty
Dzisiaj juan ustanowił swoje niechlubne minimum. Jest najtańszy od 2010 roku. Nie byłoby w tym nic aż tak dziwnego gdyby nie fakt, że to najniższy poziom od momentu gdy zezwolono na handel nim poza Chinami. Powodem osłabienia się juana jest odpływ kapitału z Chin. Bank of China próbował walczyć z tą tendencją, jednakże widząc szybko topniejące rezerwy zmniejszył znacznie swoje zaangażowanie na rynku. Nie bez znaczenia jest też fakt, że juan wyceniany jest do dolara. Amerykańska waluta rośnie w siłę i to głównie ten wzrost jest powodem słabości juana. Patrząc w relacji do euro juan pomimo trendu spadkowego od 2015 roku wciąż w długim okresie się umacnia.
Rząd nie odpoczywa
Na rynki trafiła informacja, że wyższa kwota wolna od podatku mogłaby obowiązywać już od stycznia 2017 roku. O ile można mieć zastrzeżenia do pomysłów rządu i ilości dodatkowych wydatków, o tyle z pewnością na uwagę zasługuje szybkość i determinacja w dokonywaniu zmian. Co ciekawe projekt zakłada wyższą kwotę wolną dla najmniej zarabiających. Nie znamy jeszcze szczegółów rozwiązania. W systemie podatkowym zapowiadane są poważne zmiany. Dotyczy to przede wszystkim jednolitego podatku. Ostatnio na rynek trafiają też informacje o planach wprowadzenia progresji w podatku od przedsiębiorstw.
Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl
Dolar miał ponad dwa dni na zaliczenie technicznej korekty, na która jednak nie było chętnych, więc po chwilowym przystanku wrócił do okazywania dominacji nad innymi walutami. Dane z USA rysują pozytywny obraz na przyszłość, co nie umknie wzrokowi Fed. Dziś Święto Dziękczynienia, więc po publikacji Ifo z Niemiec rynek prawdopodobnie przejdzie w stan uśpienia.
USD pozostaje królem, a rynek nie zamierza tego kwestionować. Na liście powodów za aprecjacją dolara odznaczone są dobre bieżące dane makro, optymistyczne perspektywy na przyszłość, wysokie rentowności obligacji skarbowych i zaostrzająca się retoryka Fed. W tym ostatnim przypadku opublikowane wczoraj minutki z listopadowego posiedzenia FOMC potwierdziły rynkowe oczekiwania, że Fed podniesie stopy procentowe w grudniu (rynek stopy procentowej wycenia 100 proc. prawdopodobieństwa). Członkowie FOMC generalnie zgodzili się, że „argumenty za podwyżką dalej się wzmacniały”, choć większość stwierdziła, że Komitet powinien poczekać na kolejne dowody progresu w stronę celów Fed. Tak było 2 listopada, a do tego czasu sprzedaż detaliczna pokazała kontynuowane wzmocnienia konsumpcji, inwestycje na rynku nieruchomości zanotowały zaskakujący skok, a przemysł daje sygnały rodzącego się odbicia z ostatnim dowodem w postaci silnego wzrostu zamówień na dobra trwałe. Osobiście jestem zadania, że Fed może zaburzyć ten idealny obraz i po posiedzeniu w grudniu może nie dać sygnałów, że zamierza przyspieszyć z tempem podwyżek. Ale do tego czasu ciężko przeciwstawiać się panowaniu USD.
Święto Dziękczynienia oznacza, że rynki w USA są zamknięte, a sama Europa po porannym rozruchu nie będzie skora do dalszego pobudzania aktywności. W kalendarzu godny uwagi jest jedynie niemiecki indeks Ifo, od którego oczekuje się tych samych poziomów, co przed miesiącem. Wczoraj wstępne szacunki PMI dla niemieckiego przemysłu wypadły nieco słabiej od oczekiwań, więc ryzyka dziś są po negatywnej stronie, ale wątpliwe, aby miało to rozgrzać rynek EUR. Na EUR/USD spadki zatrzymały się na minimach z grudnia 2015 r. blisko 1,0520, ale rynek może mieć apetyt na ruch w stronę 1,0457 – dołek z marca ubiegłego roku. USD/JPY gładko przechodzi przez 113 z drogą praktycznie otwartą do 114,50. Na krajowym podwórku reaktywacja wyprzedaży obligacji w USA pociągnęła za sobą ucieczkę kapitału z polskiego rynku długu i złoty odczuł to osłabieniem o 2 grosze ponad 4,43 za euro. Wstrzymany handel na papierach USA (święto) powinie przynieść moment ulgi z cementowaniem konsolidacji 4,40-4,45.
VII Międzynarodowe Targi Wyposażenia Sklepów RetailShow 2016 dobiegły końca. Właściciele i zarządzający sklepami mogli wybierać spośród szerokiej oferty ponad 160 polskich i zagranicznych wystawców, którzy prezentowali innowacyjne produkty i usługi niezbędne przy wyposażaniu placówek handlowych. Targi odwiedziło ponad 4,5 tys. osób, wielu słuchaczy wzięło udział w konferencji Retail Congress oraz warsztatach w Retail Innovations Theatre.
1 z 4
Siódma edycja Targów RetailShow kojarzona będzie z dynamicznym rozwojem tej imprezy, gdyż do dyspozycji wystawców była największa powierzchnia w historii targów – 5250 mkw. Na nowoczesnych i oryginalnych stoiskach prezentowano najwyższej jakości wyposażenie, technologie i usługi dla handlu.
Jakość przede wszystkim
Przestronny i nowocześnie urządzony Modelowy Sklep zlokalizowany w centralnym punkcie hali wystawienniczej przyciągał uwagę. Innowacyjna aranżacja zachęcała do wejścia i przyjrzenia się eksponowanym tam meblom i urządzeniom. Zgodnie z wcześniejszą zapowiedzią projektantki Ewy Gawroniak-Olejniczak, właścicielki EGO-STUDIO Shop Design, zastosowane połączenia kolorystyczne stwarzały wrażenie świeżości. W takim otoczeniu doskonale prezentowały się produkty rozmieszczone na nowoczesnych regałach i półkach, a przedstawiciele firm, które wyposażały sklep, praktycznie przez cały czas prowadzili rozmowy, demonstrowali funkcjonalności rozwiązań i omawiali ich zalety.
Dużym zainteresowaniem cieszył się stół ekspozycyjny z wkładem chłodzącym YourTable Cool firmy Wanzl, przeznaczony do impulsowej ekspozycji gotowych produktów premium. – To nowy pomysł połączenia strefy ciepłej i zimnej w znanej już klientom konstrukcji. Zainteresowanie było ogromne. Nasze produkty najczęściej są wybierane przez duże sieci, ale widzimy, że coraz częściej właściciele mniejszych rodzimych biznesów też interesują się produktami z wyższej półki. Świadczy to o większej świadomości inwestowania w jakościowe rozwiązania – mówiła Magdalena Skowrońska, Manager ds. Marketingu firmy Wanzl. Dodała, że na targach przedstawiciele firmy spotykali się nie tylko z dotychczasowymi klientami, ale udało im się również nawiązać nowe rokujące kontakty.
Obecność na RetailShow dobrze oceniał także Marek Michalski, Area Sales Manager Poland z austriackiej firmy Tridonic, producenta profesjonalnych komponentów elektrycznych na rynek oświetleniowy. Wraz z firmą Narva Polska, dystrybutorem produktów Tridonic, na dużym wspólnym stoisku prezentowali ofertę. Celem obecności obu firm na targach było podkreślenie wizerunku wiodącego światowego producenta komponentów, a także pogłębianie relacji z firmami oferującymi oprawy oświetleniowe, które szeroko prezentowały swoją ofertę na targach.
Jednym z ciekawie zaaranżowanych stoisk była ekspozycja poznańskiej firmy Sentinel, która po raz trzeci zaprezentowała się na RetailShow. Na targach jej przedstawiciele chcieli dotrzeć do inwestorów, branży retail, projektantów, a także tych branż, w których oświetlenie stanowi ważny element reklamy czy prezentacji. Zyta Szlachtowska, współwłaścicielka firmy Sentinel, potwierdziła, że RetailShow to dobre miejsce, by dotrzeć do osób decyzyjnych w tych sektorach oraz zaprezentować premierowe produkty. Podkreśliła także widoczną w tym roku większą obecność klientów z branży spożywczej.
Nie można było przejść obojętnie obok stoiska Pracowni Schwitzke Górski specjalizującej się w kreowaniu wizerunku marek, projektowaniu produktów oraz wnętrz i architektury, ze szczególnym uwzględnieniem przestrzeni handlowych i powierzchni komercyjnych. Jak powiedziała Joanna Longa, architekt, na targach pojawiło się wielu klientów, którzy poszukują specjalistów do zaprojektowania wnętrza, zarówno w sklepach sieciowych, jak i pojedynczych punktach. – Przychodzili do nas także przedstawiciele wielu firm podwykonawczych. To dla nas ważne, gdyż poza projektowaniem realizujemy też projekty pod klucz i dzięki obecności na RetailShow poszerzamy nie tylko bazę firm, z którymi współpracujemy przy realizacji, ale także nasze portfolio usług – dodała.
Konferencje i warsztaty
Targi RetaiShow były również okazją do zdobycia dużej dawki branżowej wiedzy. Pierwszego dnia odbyła się konferencja Retail Congress, składająca się z kilkunastu wystąpień ekspertów, a wzięli w niej udział przedstawiciele zarządów największych i najważniejszych sieci handlowych. Z kolei podczas dwudniowych bezpłatnych warsztatów w Retail Innovations Theatre można było pozyskać wiele praktycznych porad ekspertów.
Agnieszka Górnicka z Inquiry Market Research, której prelekcja otworzyła Retail Congress przedstawiła najnowsze trendy na rynku handlu detalicznego i omówiła czynniki, na które coraz bardziej zwracają uwagę klienci. Podkreśliła, że z jednej strony zauważalne jest poszukiwanie przez kupujących produktów tanich, dostępnych szybko i wygodnie, z drugiej jednak coraz liczniejsza grupa odbiorców szuka rozwiązań bardziej wyszukanych, np. ekologicznych czy regionalnych.
Z kolei Antoni Mączyński z firmy Human Traffic starał się odpowiedzieć na pytanie czy polskie sklepy są gotowe na wyzwania przyszłości. O ile według prelegenta tradycyjne sklepy wbrew wcześniejszym sądom wcale nie są skazane na niebyt, o tyle w przyszłości będą liczyły się te, które odpowiedzą na potrzeby klientów. Dlatego tak istotne jest poznanie i zrozumienie nabywcy – przedstawiciela pokolenia Z. – Sukces opiera się na zrozumieniu i wdrożeniu dwóch najważniejszych wniosków: sklep jest miejscem dla ludzi, a nie dla towarów, a technologia jest po to, by sprzyjać klientom – powiedział. Prelegent wymienił również cztery fundamenty skutecznego handlu w przyszłości: budowanie silnej marki, elastyczność w projekcie sklepu i łatwość prze-aranżowania go, zbieranie informacji i korzystanie z nich oraz takie stworzenie sklepu, w którym klient może towar wypróbować i sprawdzić.
Dynamiczną prezentację przeprowadził dr Maciej Kraus z PwC Polska, który podkreślił, że cena jest substytutem postrzegania wartości oraz zakwestionował fakt istnienia pojęcia ceny rynkowej. Na podstawie doświadczenia oraz badań zachęcał słuchaczy, by przy budowaniu strategii cenowej dawać klientom poczucie dokonania dobrego wyboru. – Przy podejmowaniu decyzji zakupowej mniejsza, okrojona i łatwiejsza w zrozumieniu oferta cenowa może zdziałać więcej – podsumował.
Dr Marek Borowiński, ekspert Visual Merchandisingu oraz psychologii koloru, który poprowadził kilka prezentacji w ramach Retail Innovations Theatre, wzbogacał swoje wystąpienia filmami. Na podstawie przykładów zarówno z Polski, jak i zagranicy omówił optymalne wykorzystanie powierzchni, znaczenie komplementarnej oferty czy rodzaje witryn sklepowych. Sporo uwagi poświęcił także dynamicznie rozwijającym się pop-upom. W części poświęconej małym sklepom zaprezentował rozwiązania pozwalające na maksymalne wykorzystanie miejsca, a także oszczędzanie energii. Zachęcał, by korzystać z mediów społecznościowych w promocji sklepów i podkreślał, że wiele zależy od kreatywności samych właścicieli.
Nagrody dla najlepszych
Jury w branżowych konkursach „Innowacje Handlu 2016” oraz „Best Shop Concept 2016” wyłoniło najlepsze produkty oraz sklepy, które odznaczają się pomysłem, designem, zastosowanymi technologiami oraz walorami użytkowymi.
Zwycięzcy konkursu „Innowacje Handlu 2016”:
Produkt: Kasa NOVITUS NEXT
Kategoria: Kasy fiskalne i wagi
Firma: NOVITUS – Centrum Technologii Sprzedaży, COMP SA
Produkt: Drukarka termotransferowa ZD420
Kategoria: Drukarki, skanery, kolektory, POS
Firma: Zebra Technologies
Produkt: Komputer mobilny TC8000
Kategoria: Drukarki, skanery, kolektory, POS
Firma: Zebra Technologies
Produkt: Aplikacja POS Display na monitorze dla klienta Posiflex LM-620
Kategoria: Systemy marketingowe, POS i Digital Signage
Firma: LSI Software S.A.
Produkt: PIN pad Verifone P400 z linii Verifone Engage
Kategoria: Rozwiązania płatnicze
Firma: Verifone Sp. z o.o.
Produkt: Przepisomat
Kategoria: Systemy i technologie IT
Firma: D&K Technology Sp. z o.o.
Produkt: Fakturomat
Kategoria: Systemy i technologie IT
Firma: D&K Technology Sp. z o.o.
Zwycięzcy konkursu „Best Shop Concept 2016”:
Sieć sklepów INTERMARCHE
Kategoria: Supermarket – Remodeling
Firma: SCA PR Polska Sp. z o.o.
Salon firmowy ALTOM
Adres: ul. Roosevelta 116A, Gniezno
Kategoria: Remodeling
Firma: Altom Sp. z o.o. Sp.k.
Piekarnia i Cukiernia „DOM CHLEBA”
Adres: ul. Witosa 6, Dobczyce
Kategoria: Remodeling
Firma: Grid
Sklep ETHICAL DESIGN
Adres: ul. Dajwór 20/1, Kraków
Kategoria: Sklep odzieżowy
Firma: ABM S.A.
Sklep W.KRUK
Adres: Galeria Posnania, ul. Pleszewska 1, Poznań
Kategoria: Sklep specjalistyczny
Firma: Zamek Design Sp. z o.o.
STOKROTKA MARKET
Adres: ul. Sobieskiego 83, Bielsko-Biała
Kategoria: Convenience
Firma: EuroMedica Sp. z o.o.
Kolejna edycja targów odbędzie się 15 i 16 listopada 2017 roku w Warszawskim Centrum EXPO XXI.
Silne umocnienie dolara w ostatnich dniach szczególnie negatywnie wpływa na waluty państw rozwijających się tzw. „emerging markets”. Niektóre z nich, takie jak indyjska rupia czy wietnamski dolar, są najtańsze do dolara amerykańskiego w historii notowań. Podobnie turecka lira, której wyprzedaż została zatrzymana dopiero gdy bank centralny niespodziewanie podniósł stopy procentowe. Po podwyżce o 25 punktów bazowych tureckie stopy wynoszą już ponad 8 proc. Europejski Bank Centralny ostrzega natomiast przed ryzykiem nagłej globalnej korekty na rynkach akcyjnych ze względu na wzrost politycznej niestabilności.
Polski złoty zaliczył dziś rano kolejne, 14-letnie minimum do dolara. Para USDPLN handlowała już powyżej poziomu 4,21, obecnie jest to około 2 gorsze niżej. Dolar umacnia się też kolejną sesją z rzędu do jena i w dniu dzisiejszym wzrasta o 0,7 proc. Para USDJPY handluje już w okolicy 113,30, najdrożej od 8 miesięcy. Para EURUSD, po porannym zaliczeniu 20 miesięcznego minimum na poziomie 1,0520, obecnie handluje około 30 pipsów wyżej. Euro od amerykańskich wyborów prezydenckich straciło już ponad 4,2 proc. do dolara przez rosnąca rozbieżność pomiędzy polityką Fed-u i Europejskiego Banku Centralnego. Gdy Fed najprawdopodobniej przyspieszy w przyszłym roku tempo zacieśniania polityki pieniężnej, EBC może przedłużyć program luzowania pieniężnego.
Ceny miedzi prawdopodobnie zakończą dzień na najwyższym poziomie od czerwca 2015 roku. Miedź zyskuje już 2,7 proc. i handluje w okolicy 2,69 dolarów za funta. Indeks sześciu metali przemysłowych LMEX zamknął się wczoraj na najwyższym od 18 miesięcy poziomie. Ropa naftowa WTI handluje stabilnie w pobliżu 48 dolarów za baryłkę, a ropa Brent w pobliżu 49 dolarów za baryłkę. Premier Iraku potwierdził, iż jego kraj obetnie produkcje biorąc udział w porozumieniu OPEC. Natomiast Rosja raczej zgodzi się na zamrożenie produkcji na obecnych poziomach, niż na jej obcięcie.
Złoto kosztowało dziś rano już tylko 1181 dolarów za uncję, najniżej od lutego. Obecnie handluje 4 dolary drożej. Silna przecena złota wynika oczywiście z mocy dolara i rosnących szans na przyspieszenie tempa podwyżek stóp procentowych przez Fed. Srebro także handluje w pobliżu poziomu 16,30 dolarów za uncję, najtaniej od czerwca.
Andrzej Kiedrowicz
Chief Operating Officer
KOI Capital
Zarówno trendy konsumenckie, jak i regulacyjne sprawiają, że w Polsce sukcesywnie spada sprzedaż wódki na rzecz alkoholi niskoprocentowych, w tym przede wszystkim piwa. Alkohole lekkie stają się dominującą kategorią na rynku, charakteryzującą się coraz większą złożonością, rozdrobnieniem, jak i nierównymi warunkami konkurencji.
Robert Sieradzki, Prezes Zarządu Cydrownia S.A
O charakterystyce rynku alkoholi niskoprocentowych oraz szansach i wyzwaniach dla producentów z tej kategorii mówi Robert Sieradzki, Prezes Zarządu Cydrownia S.A., firmy realizującej crowdfundingową Akcję Cydr, mającą na celu rozwój i promocję polskiego cydru.
Piwo jest wciąż motorem napędowym rynku alkoholi, choć w ostatnich latach zmniejsza się dynamika sprzedaży tego trunku, co jest oznaką postępującego nasycenia tej kategorii. Piwna stagnacja jest szansą dla producentów innych kategorii alkoholi lekkich – szczególnie dla cydru, który charakteryzuje się największą dynamiką wzrostu sprzedaży, czyli na poziomie 30 proc. w skali roku. Modę na cydr zaczynają już zresztą odczuwać producenci piwa, którzy w odpowiedzi powiększają swoje portfolio o piwa smakowe, w tym głównie radlery, a nawet piwo o smaku cydru.
Na wewnętrzną dywersyfikację rynku alkoholi ma wpływ postawa konsumentów, którzy coraz bardziej zwracają uwagę na jakość produktu oraz doceniają lokalne marki. Cena nie jest już czynnikiem decydującym o podjęciu decyzji zakupowej – Polacy chętniej sięgają po alkohole lekkie (ale i mocne np. whisky) z kategorii premium.
Ponadto, polscy konsumenci są otwarci na innowacje w postaci nowości produktowych na rynku alkoholi lekkich. Jest to więc dodatkowa zachęta dla mniejszych producentów do prezentowania swoich wyrobów. Różnicuje się zresztą nie tylko rynek piwa, bogaty w piwa dolnej i górnej fermentacji oraz piwa owocowe, ale i wciąż raczkujący rynek cydru, na którym pojawia się perry czy „cydr” śliwkowy.
Największym wyzwaniem, jeśli chodzi o rynek alkoholi lekkich, są zdecydowanie nierówne warunki konkurencji spowodowane regulacjami prawnymi odnośnie reklamy. Podczas gdy piwo jako jedyny alkohol może być reklamowane, z pewnymi ograniczeniami, czyli w godzinach od 20.00 do 6.00, reklama cydru mającego podobną zawartość alkoholu – jest w Polsce całkowicie zakazana. Producentom cydru jest więc zdecydowanie trudniej kreować silną markę cydru w naszym kraju, nie mówiąc już o budowaniu przewagi konkurencyjnej względem piwa. Dlatego producenci cydru szukają niestandardowych form promocji, takich jak realizacja projektów crowdfundingowych typu Akcja Cydr, w ramach której internauci mogą nabyć akcje Cydrowni i tym samym stać się współwłaścicielem firmy. Dzięki takim przedsięwzięciom producenci cydru mogą budować społeczność miłośników tego trunku, zwiększając tym samym jego popularność.
Analiza Biura Informacji Kredytowej wykazała, że co piąty mikroprzedsiębiorca, aktywnie prowadzący działalność gospodarczą posiada czynne zobowiązanie kredytowe, prawie co trzeci związany jest z działalnością handlową (detaliczną, hurtową), a najwięcej opóźnień w spłacie pow. 90 dni wśród 10 najliczniej reprezentowanych w CEiDG dotyczy mikroprzedsiębiorstw z branży budowlanej (dział 41 PKD).
Aktualnie w bazie BIK, gromadzącej dane o polskich przedsiębiorcach znajduje się informacja o historii kredytowej łącznie 785,5 tys. firm i innych podmiotów, z czego czynne zobowiązania kredytowe ma 590 tys. podmiotów. Z zestawienia bazy BIK Przedsiębiorca z bazą CEiDG, czyli rejestrem firm, będących osobami fizycznymi prowadzącymi działalność gospodarczą na terenie Polski wynika, że na 2,16 mln aktywnych firm zarejestrowanych w CEiDG, 428 tys. występuje jako kredytobiorcy w bazie BIK Przedsiębiorca. Łączna wartość zobowiązań kredytowych do spłaty mikroprzedsiębiorców według stanu na 31 sierpnia 2016 r. wynosiła 49,6 mld zł, a opóźnienia pow. 90 dni były na łączną wartość 6,4 mld zł i dotyczyły 38,8 tys. firm.
77% aktywnych podmiotów zarejestrowanych w rejestrach publicznych to mikroprzedsiębiorcy zaewidencjonowani w rejestrze przedsiębiorców CEiDG. Udział firm prowadzących jednoosobową działalność gospodarczą w bazie BIK Przedsiębiorca to 72%. Jak wynika z danych BIK ukredytowienie mikroprzedsiębiorstw wynosi 20%. Oznacza to, że prawie co 5-ty aktywnie prowadzący działalność mikroprzedsiębiorca posiada obecnie czynne zobowiązanie kredytowe.
Analizując miejsce zarejestrowania działalności mikroprzedsiębiorców można zauważyć, że poziom ukredytowienia jest istotnie zróżnicowany w zależności od miejsca zarejestrowanej działalności gospodarczej. Jak wynika z analiz BIK, najbardziej ukredytowieni mikroprzedsiębiorcy mają siedzibę w województwie śląskim, z kolei najmniej aktywni – w województwie świętokrzyskim.
Forma prowadzonej działalności gospodarczej umożliwia mikroprzedsiębiorcom jako osobom prowadzącym jednoosobową działalność gospodarczą, częściowo finansować ją również jako osoby prywatne.
– Zachodzi tu zjawisko wzajemnego przenikania się finansowania prywatnego z firmowym – mówi prof. Waldemar Rogowski, główny analityk kredytowy BIK. – Z analiz geograficznych BIK wynika, że podobna niska skłonność do kredytowania się zarówno mikroprzedsiębiorstw, jak i osób fizycznych występuje w Polsce południowo-wschodniej, a wysoka w północno – zachodniej. Wynika to przede wszystkim z faktu przenikania się finansowania osób fizycznych i mikroprzedsiębiorstw, a ponadto z czynników kulturowych – dodaje prof. Rogowski.
Na poziom ukredytowienia wpływa również rodzaj prowadzonej działalności gospodarczej. Najwyższy poziom ukredytowienia wśród 10 działów PKD o największej liczbie mikroprzedsiębiorców zarejestrowanych w CEiDG – 30% występuje w przypadku firm działających w dziale Handel hurtowy z wyłączeniem handlu pojazdami samochodowymi.
Prawie co 3 kredytobiorca związany jest z działalnością handlową
Przedsiębiorstwa korzystające z kredytu bankowego charakteryzują się silną koncentracją branżową. Według danych z bazy BIK Przedsiębiorca 60% mikroprzedsiębiorstw posiadających kredyt bankowy należy do 10 działów (według Polskiej Klasyfikacji Działalności tzw. PKD) – to branże o najwyższej liczebności kredytobiorców. Największy udział wśród tych firm to przedsiębiorstwa reprezentujące Handel detaliczny z wyłączeniem handlu detalicznego pojazdów mechanicznych (14%). Duży udział wśród kredytobiorców mają również przedsiębiorcy z branży budowlanej, handlu hurtowego oraz transportu.
Wysoka koncentracja występuje również w przypadku wartości kwoty do spłaty – na firmy pochodzące z 10 działów PKD przypada 59% łącznego zadłużenia wszystkich mikroprzedsiębiorstw. 14% łącznej kwoty do spłaty z tytułu zaciągniętych kredytów bankowych mają firmy prowadzące działalność w Handlu hurtowym z wyłączeniem handlu pojazdami samochodowymi, a 13% w Handlu detalicznym, z wyłączeniem handlu detalicznego pojazdami samochodowymi.
Branże też budują historią kredytową
Największy udział mikroprzedsiębiorstw, posiadających przeterminowany kredyt bankowy wśród 10 działów PKD najliczniej reprezentowanych w CEiDG, ma branża budowlana, a dokładnie dział 41 PKD Roboty budowlane związane ze wznoszeniem budynków”. Prawie 13% kredytobiorców z tej branży ma opóźniony przynajmniej jeden kredyt powyżej 90 dni (ilustracja poniżej). Z kolei najniższą szkodowością wyróżniają się mikroprzedsiębiorcy z działu Opieka zdrowotna – dział 86 (3,5%).
[1] Ukredytowienie – liczba mikroprzedsiębiorców z czynnym zobowiązaniem kredytowym w relacji do liczby wszystkich aktywnych mikroprzedsiębiorców zaewidencjonowanych w CEiDG.
Boże Narodzenie to najważniejszy okres w roku dla handlu. Czy w tym roku przygotowując się do Świąt Polacy, będą kierować się chłodną kalkulacją czy też poddadzą się gorączce zakupów? Na prezenty, jedzenie oraz spotkania z najbliższymi polska rodzina zamierza wydać średnio 1 121 zł, czyli o 5 proc. więcej niż w ubiegłym roku. Najbardziej spodziewanym prezentem są w tym roku kosmetyki i perfumy, które zdetronizowały książki, dotychczasowego lidera w rankingu prezentów. Tymczasem w kilku badanych krajach europejskich respondenci spodziewają się pod choinką znaleźć gotówkę. Aż 37 proc. pieniędzy przeznaczonych na prezenty pozostawimy w sklepach internetowych, ale jedzenie nadal kupimy przede wszystkim w dyskontach. Jedna trzecia Polaków po upominki dla najbliższych wybierze się pomiędzy 1 a 15 grudnia. To główne wnioski płynące z dziewiętnastej edycji badania „Zakupy Świąteczne 2016” przeprowadzonego przez firmę doradczą Deloitte.
Polacy deklarują, że na tegoroczne wydatki związane z Bożym Narodzeniem przeznaczą o 5 proc. więcej niż rok temu (wówczas ich budżet wynosił 1 065 zł). W 2016 roku suma, którą planują wydać na bożonarodzeniowe prezenty, jedzenie oraz spotkania z najbliższymi wyniesie średnio 1 121 zł (261 euro). Jednocześnie jest to mniejszy budżet niż planowali rok temu (w ubiegłorocznym badaniu zadeklarowali wydatki na poziomie 1 282 zł, a więc znacznie przeszacowali swój budżet w stosunku do sumy rzeczywiście poniesionych kosztów).
W tym roku Polacy na prezenty przeznaczą ok. 44 proc. swojego bożonarodzeniowego budżetu (489 zł), a na jedzenie 46 proc. (512 zł). Na spotkania towarzyskie planują natomiast wydać 120 zł. Bożonarodzeniowy budżet we wszystkich przebadanych krajach będzie wynosił średnio 408 euro. W tym roku krajami o najwyższych planowanych wydatkach są Dania, Hiszpania i Włochy.
Podobnie jak w poprzednich latach mieszkańcy Niemiec oraz Danii pozytywnie oceniają obecną sytuację gospodarczą w swoich krajach. Zdecydowane pogorszenie nastrojów w stosunku do ubiegłego roku obserwowane jest wśród Belgów, co może być reakcją na tamtejszą niespokojną sytuację wewnętrzną. „O pesymizmie możemy mówić również w przypadku Polaków oceniających sytuację gospodarczą. Różnica pomiędzy pozytywnymi i negatywnymi odpowiedziami wynosi minus 25 pp. – wyjaśnia Magdalena Jończak, Partner w Dziale Konsultingu Deloitte. – Jednocześnie z danych GUS wynika, że w okresie styczeń – wrzesień wzrost sprzedaży detalicznej w cenach stałych w skali roku wyniósł 5,3 proc. wobec wzrostu o 3,5 proc. w analogicznym okresie 2015 roku, co może być związane z wypłatami wsparcia dla rodziców w ramach programu Rodzina 500 Plus” – dodaje.
Tak jak większość Europejczyków, równie negatywne opinie wyrażają Polacy w stosunku do przyszłej sytuacji gospodarczej. Pod tym względem najbardziej optymistyczni są Duńczycy i Hiszpanie, a najmniej Belgowie i Grecy. „Nasze badanie pokazuje, że pod względem oceny gospodarki lepiej patrzymy na obecną sytuację niż tę w przyszłości. Negatywne odczucia wyraża odpowiednio 40 proc. i 47 proc. Polaków. Rok wcześniej było to 44 i 32 proc. Jak widać, szczególnie duży spadek nastrojów odnotowaliśmy w oczekiwaniach na przyszłość, aż o 15 pp.” – mówi Magdalena Jończak.
W Polsce kosmetyki, w Europie gotówka
Jaki prezent chcielibyśmy i spodziewamy się zobaczyć pod choinką? W tym roku są to przede wszystkim kosmetyki i perfumy, które zepchnęły z pozycji lidera książki, utrzymujące się na szczycie listy wymarzonych prezentów przez kilka lat. W tym roku znalazły się one dopiero na trzecim miejscu. Na pozycji wicelidera znalazły się słodycze. W badanych krajach europejskich najbardziej pożądanym prezentem są pieniądze (4 z 9 krajów).
A jakimi prezentami zamierzamy obdarować naszych najbliższych? Okazuje się, że w tym roku nasze oczekiwania co do otrzymywanych prezentów i tych, którymi zamierzamy obdarować najbliższych pokrywają się. Polacy planują jako prezenty kupować przede wszystkim kosmetyki i perfumy, słodycze oraz książki „Nowością w zestawieniu dziesięciu najpopularniejszych upominków w Polsce jest odzież sportowa, która zanotowała awans aż o jedenaście miejsc, co może być spowodowane rosnącą aktywnością fizyczną Polaków. Na czwartą pozycję awansowały pieniądze, wskazywane w poprzednich latach jako bardzo pożądane prezenty” – wyjaśnia Mariusz Chmurzyński, Dyrektor w Dziale Konsultingu Deloitte.
Wśród prezentów kupowanych nastolatkom dominują słodycze. W tej kategorii największy awans w zestawieniu odnotowała również odzież sportowa. Z kolei płyty CD, jako schyłkowa technologia z punktu widzenia nastolatków, kontynuują dynamiczny spadek. Sytuacja wśród prezentów dla dzieci jest bardziej stabilna. Czołowa dziesiątka prezentów zawiera dokładnie te same kategorie co w poprzednim roku. Najmłodszym nadal najchętniej kupujemy zabawki konstrukcyjne (klocki), książki oraz zabawki kreatywne i artystyczne.
Jak pokazuje badanie większość respondentów nie zostawia wyboru odpowiednich upominków na ostatnią chwilę. „W tym roku jedna czwarta badanych deklaruje, że prezenty kupi już w listopadzie, a prawie 40 proc. wybiera się na zakupy w pierwszej połowie grudnia. Jednak aż 33 proc. respondentów (więcej niż przed rokiem) czeka z ich zakupem do ostatnich dni przed świętami” – wyjaśnia Mariusz Chmurzyński.
Prezenty coraz częściej w Internecie, żywność niezmiennie w dyskontach
Polacy kupują prezenty przede wszystkim w specjalistycznych sieciach sklepów. Gdy jednak rozważamy zakup multimediów, to stawiamy na sklepy internetowe.
Badanie Deloitte pokazało, że podobnie jak rok wcześniej Polska jest nadal jedynym krajem, w którym konsumenci przed świętami zamierzają robić zakupy spożywcze przede wszystkim w sklepach dyskontowych. W tym roku wskazało na nie aż 67 proc. badanych, o 11 pp. więcej niż rok wcześniej.
Z roku na rok w handlu rośnie rola e-commerce. Nie omija to również zakupów robionych z myślą o Bożym Narodzeniu. Analiza Deloitte pokazała, że aż 37 proc. budżetu przeznaczonego na prezenty zostawimy w tym roku w sklepach internetowych. „To drugi najwyższy wynik spośród badanych krajów. Wyższy odsetek, bo aż 48 proc. uzyskały jedynie Niemcy. To oznacza, że każdy z nas średnio za prezenty zakupione w sieci zapłaci 42 euro” – mówi Wojciech Górniak, Dyrektor w Deloitte Digital.
Polska jest jedynym spośród badanych krajów, gdzie zarówno online, jak i w sklepach tradycyjnych wydatki na prezenty będą wyższe niż przed rokiem. Wzrost deklarowanych środków na ten cel wynosi 4,3 proc. rok do roku. Osiemnaście procent Polaków pytanych, co zrobią, jeśli prezentu nie znajdą w sklepie tradycyjnym, odpowiedziało, że poszuka go w Internecie. Pod tym względem Polska osiągnęła trzeci wynik wśród analizowanych państw. Do zakupów online najbardziej przekonuje nas dowolność pory, w której możemy je robić (79 proc.), jak również dostawa do domu (75 proc.). Z kolei za największą zaletę zakupów tradycyjnych uważamy możliwość uzyskania fachowej porady od sprzedawcy (81 proc.), to, że swoje zakupy otrzymujemy od ręki (80 proc.) oraz ochrona danych osobowych (78 proc.).
„Połowa Polaków planuje robić bożonarodzeniowe zakupy również za pośrednictwem kanałów cyfrowych. Jeśli sprzedawcy internetowi chcą zwiększać swój udział w handlu, to kluczem do sukcesu jest przekonanie klientów o bezpieczeństwie dokonywanych transakcji, szybkość dostawy i dostęp do indywidualnej porady” – mówi Wojciech Górniak.
Informacje o badaniu:
Badanie online przeprowadzono wśród ponad 6,5 tys. respondentów w przedziale wiekowym od 18 do 65 lat. Tegoroczna edycja (przeprowadzona przez oddział Deloitte we Hiszpanii) analizuje dane z dziewięciu krajów europejskich (Portugalia, Hiszpania, Włochy, Grecja, Niemcy, Belgia, Dania, Polska, Rosja).
Black Friday rozpoczyna szczyt sezonu przedświątecznych zakupów. Tego dnia znacząco wzrasta ruch w sklepach internetowych w Polsce, jednak wskaźnik konwersji pozostaje na stałym poziomie. Może to oznaczać, że klienci nie znajdują w polskich e-sklepach atrakcyjnych ofert wyprzedażowych. O czym powinni pamiętać właściciele sklepów online by zwiększyć przedświąteczną sprzedaż i jak najlepiej wykorzystać gorący sezon handlowy?
Criteo przeanalizowało ponad 15 milionów transakcji realizowanych na desktopach, smartfonach i tabletach przez działające w Polsce e-sklepy[1]. Oto główne wnioski z przeprowadzonej analizy:
Zakupy online królują do połowy grudnia
Począwszy od ostatniego tygodnia listopada liczba zdarzeń w polskich sklepach online gwałtownie wzrasta, osiągając najwyższy poziom około 13 grudnia. W porównaniu do pierwszego tygodnia listopada, ruch w sklepach online w połowie grudnia wzrasta aż o 38%. Od tej pory liczba zdarzeń w e-sklepach zaczyna spadać, co może być interpretowane jako stopniowe przechodzenie klientów od zakupów online do offline. Co ciekawe – krótko po świętach ruch w e-sklepach zaczyna ponownie wzrastać, by 28 grudnia osiągnąć poziom zbliżony do przedświątecznego wyniku.
Cross-device ma kluczowe znaczenie
Badanie Criteo pokazuje, że w okresie przedświątecznym 40% osób korzysta z różnych urządzeń podczas procesu zakupowego. Klienci często przeglądają oferty na smartfonach lub tabletach, a kupują na przykład z poziomu desktopa. Marketerzy mają dziś twardy orzech do zgryzienia: muszą mieć pewność, że użytkownik, który wczoraj zobaczył reklamę w desktopowej wyszukiwarce, jest tym samym użytkownikiem, który dziś obejrzał reklamę graficzną na swoim smartfonie. Technologia cross-device pozwala na „dokładne dopasowanie” użytkowników pomiędzy urządzeniami i efektywne dotarcie z właściwym komunikatem do każdego odbiorcy.
Zadbaj o pozytywne doświadczenie zakupowe klienta
Według analizy Criteo, 95% klientów wraca do sklepu internetowego po pozytywnym doświadczeniu zakupowym, a 82% klientów sklepów internetowych już korzysta lub chciałoby skorzystać z kodu promocyjnego podczas przedświątecznych zakupów. W myśl zasady, że jeden
zadowolony klient przyprowadza do sklepu kolejnych sześciu kupujących, sprzedawcy powinni zadbać o wyjątkowość przedświątecznych zakupów: atrakcyjne, spersonalizowane oferty promocyjne, szybką i wygodną transakcję oraz ekspresową przesyłkę.
[1] Wyniki oparte są przede wszystkim na danych poddanych analizie w okresie od 23 listopada do 31 grudnia 2015 roku.
BioMaxima S.A., Spółka notowana na rynku NewConnect od czerwca 2010 r., działającą w obszarze biotechnologii na rynku diagnostyki laboratoryjnej, sfinalizowała transakcję nabycia 80% udziałów w dwóch rumuńskich spółkach QIAS MED oraz ISTAR. Emitent zamierza rozpocząć konsolidację tych spółek oraz własnej spółki Roco Sistem i powołać nowy podmiot – BioMaxima Romania srl.
BioMaxima S.A. podpisała w dniu 23.11.2016 r. umowę nabycia 80% udziałów w rumuńskich spółkach QIAS MED oraz ISTAR za cenę 138 tys. EUR plus podatek w wysokości 22 tys. EUR. Jeśli podmioty ten osiągną w 2016 r. zysk netto wyższy o minimum 10% od wypracowanego w 2015 r., czyli co najmniej 95 tys. EUR to ich dotychczasowy właściciel będzie upoważniony do otrzymania premii za sukces w kwocie 25 tys. EUR. Dodatkowo, dotychczasowy właściciel spółek zobowiązał się do świadczenia pracy na ich rzecz przez okres minimum 5 lat, co zostało uregulowane w odrębnej umowie. Spółki QIAS MED oraz ISTAR zajmują się sprzedażą aparatury, testów, odczynników, mikrobiologii oraz wyposażenia laboratoriów, a ich łączne przychody w 2015 r. wyniosły ok. 770 tys. EUR. Z kolei osiągnięty zysk netto ukształtował się na poziomie ok. 86 tys. EUR. BioMaxima S.A. zamierza umacniać swoją pozycję na rynku rumuńskim i rozpocząć proces konsolidacji spółek QIAS MED i ISTAR oraz własnej spółki Roco Sistem, powołując nowy podmiot o nazwie BioMaxima Romania srl.
„Uzgodnienia prawne transakcji trwały dość długo, ale wreszcie wszystko zostało dopięte i mogliśmy podpisać umowę. Zakup tych spółek przyczyni się do umocnienia pozycji BioMaxima na rynku rumuńskim. Potencjał tego rynku jest duży. Więcej szczegółów zaprezentujemy podczas najbliższego spotkania Zarządu z inwestorami, analitykami oraz mediami.” – mówi Henryk Lewczuk, Prezes Zarządu Spółki BioMaxima S.A.
BioMaxima S.A. otrzymała w ostatnim czasie dofinansowane w ramach Programu Operacyjnego Inteligentny Rozwój 2014-2020, Działanie 2.1 „Wsparcie inwestycji w infrastrukturę B+R przedsiębiorstw” w kwocie blisko 2,3 mln zł na budowę Centrum Badawczo-Rozwojowego w Lublinie. Planowana inwestycja pozwoli Emitentowi opracowywać nowe oraz innowacyjne produkty. Spółce przyznana została również dotacja w wysokości ponad 584 tys. zł w ramach Regionalnego Programu Operacyjnego Województwa Lubelskiego na lata 2014-2020, Działanie 1.2 „Badania celowe”. Całkowita wartość tego projektu wynosi blisko 932 tys. zł. Dofinansowanie zostanie przeznaczone na opracowanie technologii ilościowych testów do oznaczania minimalnego stężenia hamującego (MIC) antybiotyku hamującego wzrost mikroorganizmów.
„Przyznane dotacje bardzo nas cieszą, bowiem pozwolą one szybciej zrealizować nasze zamierzenia i w ostatecznym rozrachunku zdynamizują także rozwój Spółki. Na wspomnianym powyżej spotkaniu z Zarządem również szerzej omówimy aspekty związane z dotacjami i rozwojem BioMaxima.” – zakończył Prezes Lewczuk.
BioMaxima S.A. osiągnęła po trzech kwartałach 2016 r. zysk netto w kwocie 827 tys. zł przy przychodach netto ze sprzedaży sięgających 17.197 tys. zł. W dniu 25.11.2016 r. odbędzie się Nadzwyczajne Walne Zgromadzenie Akcjonariuszy Spółki, które podejmie decyzję w sprawie połączenia z Biocorp Polska Sp. z o.o. Planowane połączenie ma nastąpić poprzez przeniesienie całego majątku Biocorp Polska Sp. z o.o. jako spółki Przejmowanej na BioMaxima S.A. jako spółkę Przejmującą w zamian za nowe akcje spółki Przejmującej, które zostaną wydane dotychczasowym wspólnikom spółki Przejmowanej.
Spółka wypłaciła swoim Akcjonariuszom dywidendę z zysku osiągniętego w 2015 r. w wysokości 0,20 zł na akcję. Rok temu kwota wypłaconej przez Emitenta dywidendy wynosiła 0,10 zł na akcję.
Z badania Ayming Polska płyną niepokojące wnioski dotyczące działań B+R wśród przedsiębiorców. Część firm nie wie, czym są prace badawczo-rozwojowe, a 60 proc. twierdzi, że nie jest aktywna w tym obszarze. 63 proc. przedsiębiorców nie planuje w przyszłości żadnych wydatków na tego typu działania. Czy firmy nie prowadzą działań B+R, czy tylko ich nie identyfikują?
Na zlecenie Ayming Polska agencja badawcza Kantar Millward Brown przeprowadziła badanie, podsumowujące pierwsze 11 miesięcy obowiązywania ulgi B+R. Jego celem było uzyskanie informacji na temat działalności B+R w przedsiębiorstwach w Polsce, świadomości na temat ulgi B+R oraz planów dotyczących skorzystania z tej zachęty podatkowej. W badaniu wzięło udział 150 firm z 5 branż: spożywczej, farmaceutyczno-chemicznej, energetycznej oraz gospodarowania odpadami, przetwórstwa metali i niemetali oraz produkcji maszyn i urządzeń.
Czy firmy wiedzą czym są działania B+R i czy są aktywne w tym zakresie?
Jak wynika z części badania na temat działalności B+R, aż 14 proc. respondentów w ogóle nie wie, czym są działania badawczo-rozwojowe. Dla 31 proc. respondentów działalność B+R to opracowywanie nowych produktów i usług, a dla 23 proc. – wdrażanie nowych technologii lub systemów produkcji. Część firm rozumie działalność badawczo-rozwojową jako współpracę z jednostkami naukowymi i uczelniami (4 proc.) oraz opracowanie prototypów, własne prace badawcze i badania laboratoryjne (5 proc.).
Brak wiedzy o działalności B+R lub kojarzenie jej z zaawansowanymi działaniami sprawia, że firmy nie zdają sobie sprawy, że pewne standardowe prace prowadzone w ramach regularnej działalności również są pracami badawczo-rozwojowymi. Potwierdzają to wyniki przeprowadzonego badania. Aż 60 proc. respondentów twierdzi, że nie jest lub raczej nie jest aktywna w obszarze badawczo-rozwojowym. Tymczasem do badania zostały wytypowane branże, w których działalność badawczo-rozwojowa stanowi integralną część prowadzonej działalności.
Zaledwie co piąta badana firma ma dedykowaną osobę lub dział, który identyfikuje prowadzone działania B+R. Zbliżony odsetek firm nie czuje potrzeby prowadzenia pomiaru działań badawczo-rozwojowych. Brak pomiarów oznacza dla firm wymierne straty, ponieważ bez prawidłowego zdefiniowania działań, projektów oraz kosztów uprawniających do odliczenia, firmy nie mogą skorzystać z ulgi B+R.
– Wyniki badania wskazują, że duża część firm nie ma wiedzy na temat tego, czym są działania B+R i w jaki sposób je identyfikować, albo w ogóle ignoruje ten obszar. Przedsiębiorcy często nie są świadomi, że działania badawczo-rozwojowe już teraz mogą występować u nich w ramach regularnie prowadzonej działalności. Rozwiązaniem tych problemów powinno być edukowanie firm w zakresie identyfikowania i mierzenia prac B+R w swojej działalności oraz zwiększenie ich świadomości na temat ulgi B+R. Pozwala ona na realne oszczędności, ale jednocześnie wymaga dokładnego klasyfikowania kosztów działań B+R. Kolejnym krokiem jest poszerzenie zakresu wsparcia, w tym zwiększenie zachęt podatkowych. Należy podkreślić, że to prosta droga do wymiernych korzyści dla firm – zarówno rozwojowych jak i finansowych – komentuje Małgorzata Boguszewska, Manager Działu Dotacji i Ulg B+R z Ayming Polska.
Plany i…obciążenia
63 proc. badanych firm twierdzi, że nie planuje wydatków na działania badawczo-rozwojowe w najbliższym roku. 18 proc. przedsiębiorstw planuje działania B+R, ale nie wie jeszcze, ile środków na to przeznaczy. Natomiast najczęściej wymieniany poziom wydatków na badania i rozwój to od 1 do 5 proc. rocznych przychodów, choć deklaruje to tylko co dziesiąty respondent.
Jak się okazuje, najczęściej wskazywanym czynnikiem, który mógłby sprzyjać zwiększeniu wydatków na działania B+R w firmach, jest łatwiejszy dostęp do dotacji na działalność badawczo-rozwojową (61 proc.). Ponad połowa respondentów wskazuje również na większe ulgi podatkowe na B+R jako czynnik mogący pozytywnie wpłynąć na zwiększenie nakładów na te działania.
Dla respondentów, największym obciążeniem finansowym związanym z tym obszarem są zakup materiałów i surowców niezbędnych do badań (9 proc.) oraz koszty osobowe związane z prowadzeniem działań (8 proc.).
Co znaczące, część firm prowadzących działania badawczo-rozwojowe nie wyodrębnia poszczególnych rodzajów kosztów związanych z B+R (14 proc. badanych). Sytuację tę ma szansę zmienić zwiększenie świadomości na temat ulgi B+R, która wymaga od firm dokładnego klasyfikowania kosztów działań B+R. Należy zauważyć, że analizowanie procesów pod kątem działań B+R oraz ewidencjonowanie kosztów B+R wskazuje, że przedsiębiorstwo jest innowacyjne lub poważnie myśli o innowacyjności. Jednocześnie korzystanie z ulgi B+R stanowi podłoże do prowadzenia zaawansowanych działań badawczo-rozwojowych, ponieważ firmy mogą inwestować wygenerowane oszczędności w dalsze prace rozwojowe.
Link do raportu z badania Ayming Polska „Ulga B+R. Wyzwania, szanse, rozwiązania”, podsumowujący pierwsze 11 miesięcy obowiązywania ulgi B+R: ayming.pl
Po uchwaleniu „Małej ustawy o innowacyjności”, na 2018 r. rząd przewiduje wdrożenie „Dużej ustawy o innowacyjności”, co oznacza kolejne atrakcyjne zachęty dla przedsiębiorstw. Zgodnie z zapowiedziami, wprowadzony zostanie status „innowacyjnego przedsiębiorstwa” uprawniający do większych odliczeń podatkowych – odliczenie może sięgnąć nawet 100%. Pojawił się także pomysł zmniejszenia opodatkowania przychodów z innowacji (Patent Box), choć warto zaznaczyć, że dojrzewający do innowacji rynek w pierwszej kolejności wymaga silnego wsparcia na etapie tworzenia nowych rozwiązań. Ewidencjonowanie kosztów B+R będzie łatwiejsze, a kontrole podatkowe zastąpi audyt. Zapowiedzi wskazują na to, że polski rząd intensyfikuje działania w celu nadrobienie zaległości Polski i podniesienia jej pozycji w rankingach innowacyjności.
Branża IT zatrudnia na potęgę i sięga rekrutacyjnego sufitu. W Stanach Zjednoczonych brakuje 500 000 specjalistów IT, w Polsce ok 50 000. W całej UE do 2020 r. liczba wakatów sięgnie miliona. Załatanie tej luki nie będzie możliwe bez aktywizacji kobiet. Tymczasem najnowszy raport Accenture wskazuje, że różnice między kobietami i mężczyznami w branży IT pogłębiają się. Negatywne zjawiska dotyczą m.in. wysokości płac, edukacji czy gotowości do pracy. Badacze przekonują, że ten trend można odwrócić przez wdrożenie programów nauki IT dedykowanych kobietom. Wprowadzenie takich rozwiązań tylko w USA może przynieść do 2025 r. trzykrotny wzrost liczby kobiet w IT i aż 299 mld USD zysków.
Według raportu Accenture i organizacji Girls Who Code „Craking the gender code”, dystans między płciami w branży IT rośnie. W Stanach Zjednoczonych – światowym centrum nowych technologii – aż 40% kobiet twierdzi, że praca w tym sektorze ich nie interesuje. Panie stanowią tam tylko 18% studentów informatyki. Co więcej, przepaść między kobietami i mężczyznami w zakresie średnich płac w branży zwiększyła się w latach 2011-2015 o blisko połowę. Pracodawcy zwracają uwagę, że wszystkie wskazane procesy mogą mieć istotne znaczenie dla całej światowej gospodarki.
– Kobiety stanowią połowę populacji świata. Trudno zakładać, że bez ich wsparcia będzie mogła się rozwijać jakakolwiek branża, która rośnie w tak dużym tempie. A to właśnie nowe technologie stają się podstawą nowoczesnych gospodarek. Różnorodność, między innymi płci, wśród pracowników w istotny sposób wpływa na wydajność i kreatywność zespołów. Według Światowego Forum Ekonomicznego blisko siedem na dziesięć dzieci zaczynających teraz edukację będzie pracować w zawodach, które dziś jeszcze nie istnieją. Będą wchodzić w dorosłe życie w zupełnie innej rzeczywistości. Tymczasem kobiety w dalszym ciągu w wielu przypadkach są wręcz zniechęcane do rozwoju kariery czy aspirowania do zawodów stereotypowo postrzeganych jako typowo męskie. W branży IT jest to szczególnie widoczne. Pod tym względem Polska powinna z uwagą obserwować trendy zza oceanu, żeby odpowiednio szybko reagować na ryzyka zanim staną się one realnym problemem – komentuje Edyta Gałaszewska-Bogusz, dyrektor Accenture Operations w Polsce.
Problem przedstawiony w badaniach Accenture dotyczy także naszego kraju. Udział kobiet na Politechnikach w Polsce w roku akademickim 2015/2016 wyniósł 37%, jednocześnie jednak informatyka pozostaje na nich jednym z najrzadziej obleganych przez kobiety kierunków. Zgodnie z ustaleniami raportu Hays Poland i Geek Girls Carrots „Kobiety w IT 2016”, zdecydowana większość specjalistek z Polski przyznaje, że informatyczkom trudniej jest rozwijać karierę niż mężczyznom (67%). Blisko połowa respondentek przynajmniej kilkakrotnie doświadczyła w swojej karierze przeciwności wynikających z ich płci.
Komputer od małego
Badacze Accenture szansy wyrównywania szans i aktywizacji kobiet w branży nowych technologii upatrują w działaniach edukacyjnych zarówno na poziomie gimnazjum, jak i podczas późniejszej edukacji w liceum i na uczelniach wyższych. Według analiz, wprowadzenie odpowiednich rozwiązań może w samym USA przynieść ponad trzykrotny wzrost liczby kobiet w branży IT do 2025 roku (z 1,2 do 3,9 mln).
– Szkoła może w takim samym stopniu stymulować rozwój w kierunku zainteresowań jak też zabijać kreatywność. Niezależnie, czy mówimy o Stanach Zjednoczonych, czy Polsce, już dziś trzeba edukować dzieci w taki sposób, aby nie bały się wykraczać poza utarte schematy, a przede wszystkim nie bały się proponować nowych rozwiązań i kwestionować status quo. Dotyczy to wszystkich szczebli edukacji i nie odnosi się właściwie tylko do IT. Na przykład, nauka przyszłościowych dziedzin mogłaby być uzupełniana o zabawy, gdzie ważną rolę odgrywają np. elementy grywalizacji. Już od przedszkola dzieci poprzez zabawę mogą tworzyć własne miniroboty z klocków oraz samodzielnie je programować. Kiedy zapisałam swoją córkę na takie zajęcia, była zaledwie jedną z dwóch dziewczynek w 15-osobowej grupie. Stereotypowe myślenie zaczyna się w głowach rodziców, a potem jest ono już tylko starannie pielęgnowane. Nic dziwnego, że starsze uczennice postrzegają wiele branż, np. finanse i technologie, jako „nudne” lub za trudne, a przez to przeznaczone dla chłopców. W szkołach wyższych tak naprawdę niemal wszystkie kierunki powinny dziś być uzupełniane o praktyczne rozwiązania technologiczne – mówi Edyta Gałaszewska-Bogusz.
Zagraniczne i polskie badania zgodnie pokazują, że istnieje bezpośrednie powiązanie między gotowością kobiet do pracy w sektorze IT, a doświadczeniami z pierwszych lat edukacji. Nie zawsze muszą być to zajęcia szkolne. Na przykład, według ustaleń Accenture w Stanach Zjednoczonych gimnazjalistki grające w gry komputerowe czterokrotnie częściej od pozostałych (w 39% przypadków) decydują się na pracę w sektorze technologii. Z kolei raport Hays i Geek Girls Carrots wykazał, że aż 69% specjalistek IT w Polsce miało pierwszy kontakt z komputerem do 15 roku życia, a przed 10 – co czwarta.
Zamiast studiów – praktyka
Pojęcie edukacji technologicznej nie musi się jednak ograniczać do wieku szkolnego. Co równie ważne, nie musi oznaczać też tradycyjnych zajęć. Według badań Accenture aż 58% kobiet pracujących w branży IT nie specjalizowało się na uczelni w informatyce na pierwszym stopniu studiów. W Polsce jest podobnie – jak wykazuje raport „Kobiety w IT 2016”, tylko 48% specjalistek posiada wyższe wykształcenie informatyczne lub studiuje na takim kierunku.
– Sukces na rynku pracy coraz częściej zależy od zdolności przekwalifikowania się. Dane wskazujące na duży odsetek specjalistów IT bez wykształcenia kierunkowego nie są więc niczym dziwnym. Pod tym względem sytuacja kobiet nie różni się znacząco od mężczyzn. Jednocześnie jednak w Polsce wciąż widać dominację myślenia o technologiach czy innych specjalistycznych biznesowych dziedzinach głównie jako „męskiej” specjalizacji. Dlatego tak ważne jest, by kursy zachęcające do zapoznania się z technologiami w szkołach wyższych czy na poziomie zawodowym otwierały drogę do branży talentom niezależnie od płci, wieku, zainteresowań czy pierwszego wykształcenia – dodaje Edyta Gałaszewska-Bogusz.
Kobiety na ratunek IT
Liczby wakatów na stanowiska IT w dużych gospodarkach pokazują skalę wyzwań, przed jakimi stają gospodarki w czasach cyfrowej rewolucji. Badacze Accenture szacują, że ponad 2/3 przyszłego potencjalnego wzrostu udziału kobiet w branży IT tylko w samych Stanach Zjednoczonych będzie zależeć od efektywnego wdrożenia nowych sposobów edukacji i zachęcania kobiet do zainteresowania nowymi technologiami już od wczesnego wieku nastoletniego. To wyzwanie, które czeka także polską branżę IT, coraz skuteczniej ściągającą nad Wisłę prestiżowe informatyczne inwestycje, ale też stojącą przed wyzwaniem zawężającej się puli talentów. Jednym z kluczy do rozwiązania tego problemu jest potencjał polskich informatyczek.
Wartość europejskiego rynku outsourcingu rośnie około 10% rocznie, a w krajach Europy Środkowo-Wschodniej wzrost ten jest jeszcze bardziej dynamiczny. Szybki rozwój sektora sprawia, że zmienia się on rok do roku. Eksperci zgromadzeni na konferencji European Outsourcing Summit 2016, zorganizowanej przez IAOP w Amsterdamie, wskazali trendy wyznaczające kierunek rozwoju branży outsourcingowej w najbliższych latach.
Wszystko jako usługa
Outsourcing zmierza w kierunku modelu XaaS, czyli „wszystko jako usługa”. Skrót ten odnosi się do coraz większej możliwości sprzedaży produktów w formie usług. Odbywa się to poprzez dostarczanie odbiorcy odpowiedniego oprogramowania, platformy czy infrastruktury za pośrednictwem Internetu. Jak podkreśla Wiktor Doktór, Prezes Fundacji Pro Progressio, rozwiązania chmurowe będą miały coraz większe znaczenie i branża outsourcingu będzie odchodzić od jakichkolwiek ograniczeń w tym obszarze.
Rozszerzona informatyzacja i digitalizacja
Według ekspertów każda z branż musi patrzeć na swój przyszły rozwój przez pryzmat informatyki i informatyzacji. Bankowość, ubezpieczenia, ale także motoryzacja, rolnictwo, lotnictwo, zarządzanie budynkami i wszelkie inne dziedziny gospodarki muszą poddawać się procesowi digitalizacji i usprawnień informatycznych.Mówiąc o innowacji nie mamy na myśli już tylko branży IT – mówimy o ludziach i metodologii zarządzania w każdym sektorze – podkreśla prezes Fundacji Pro Progressio.
Pokolenie Z na rynku pracy
Wkroczenie do firm generacji Y sprawiło, że pracodawcy zmuszeni zostali do coraz większego dostosowywania się do oczekiwań osób, które zatrudniają. Eksperci alarmują, że wraz z wejściem na rynek pracy generacji Z proces ten może pójść o krok dalej i będziemy wówczas świadkami pokolenia pracowników, którzy nie będą w stanie zadbać o siebie samodzielnie. Szansą, aby temu zapobiec jest międzypokoleniowa wymiana doświadczeń. Obecne jeszcze na rynku pracy pokolenie Baby Boomers i pokolenie X ma możliwość ukształtowania w jakiś sposób generacji Z. Jednak, o ile rynek już powszechnie dostosował się do pracy z pokoleniem Y, praca z pokoleniem Z to dopiero przewidywania i szacunki – mówi Wiktor Doktór.
Biur(k)a przyszłości
Coraz więcej pracowników firm outsourcingowych, jak również freelancerów świadczących usługi w ramach contractingu oczekuje jak największej elastyczności w obszarze miejsca, w którym wykonują pracę. Taka sytuacja wpływa na kształt, rozmiar, ale także i funkcjonalność biur. Rosnącym trendem są przestrzenie, w których pracownicy nie mają przypisanego jednego miejsca pracy, ale wybierają sobie dogodne biurko, pokój, salę, w której chcą i będą pracować. Wzrasta popularność biur co-workingowych oraz pracy z domu. Firmy outsourcingowe coraz częściej dają możliwość pracy w stylu „home office”, co stwarza szanse zatrudniania osób niepełnosprawnych czy zamieszkujących odległe miejscowości. Coraz mocniej widać także informatyzację przestrzeni biurowych, które stają się inteligentnymi pomieszczeniami. Rezerwacja sal, zarządzanie oświetleniem, czy nawet automatyczne odsuwanie krzeseł od stołu konferencyjnego, aby ułatwić zajęcie przy nim miejsca, to funkcje, które już powszechnie są stosowane.
Umiędzynarodowienie
W zarządzaniu firmami outsourcingowymi dostrzega się stale coraz większe umiędzynarodowienie. W zarządach zasiadają osoby reprezentujące wiele krajów i coraz rzadziej zdarza się, aby cała kadra zarządzająca pochodziła z jednego kraju. Na sile zyskuje networking i ponadnarodowe łączenie biznesowe dostawców usług z ich odbiorcami oraz firmami doradczymi z otoczenia sektora outsourcingu.
Jeśli nie „outsourcing”, to co?
Konferencja IAOP w Amsterdamie była już kolejnym wydarzeniem branżowym, podczas którego zaznaczono, że świat oczekuje odchodzenia od słowa „outsourcing” i zastępowania go innymi, w tym np. sourcing, zarządzanie, nowoczesne usługi dla biznesu itd. Jednakże, to właśnie słowo „outsourcing” jest terminem najpojemniejszym i najlepiej oddaje działalność wielu przedsiębiorstw. Nic nie wskazuje na to, aby można było szybko rezygnować z jego stosowania.
Mniej regulacji
Europejski rynek cechuje duża ilość regulacji, które mogą negatywnie na dynamikę rozwoju usług outsourcingowych. Najlepiej uporządkowane przepisy funkcjonują w Niemczech i Wielkiej Brytanii. W momencie realizacji BREXITu, konieczne będzie jednak wprowadzenie nowych regulacji, co dotyczyć będzie również branży outsourcingu. W najbliższych latach z pewnością będzie dążyć się do znacznego uproszczenia przepisów i lepszego uregulowania współpracy z sektorem publicznym w niektórych krajach europejskich.
Zgodnie z najnowszą edycją raportu Cisco „ Global Cloud Index” globalny ruch sieciowy w chmurze obliczeniowej wzrośnie ponad 2,5-krotnie, z 3,9 zettabajtów w 2015 r. do 14,1 ZB w 2020 roku. Na taki stan rzeczy wpływ ma postępujący trend wirtualizacji i migracji zasobów firmowych do platform funkcjonujących w modelu cloud computing.
Roczny globalny ruch IT w ośrodkach gromadzenia i przetwarzania danych z 4,7 ZB w 2015 roku wzrośnie do 15,3 zettabajtów na przestrzeni czterech najbliższych lat, a zapotrzebowanie na świadczone przez nie usługi do tego czasu powiększy się ponad dwukrotnie.
Liczby ciężkie do wyobrażenia
Aktualna prognoza wyraźnie wyprzedza przewidywania z ubiegłorocznej edycji raportu. – Wynika to faktu, że bardzo ciężko przewidzieć rzeczywisty przyrost danych przetwarzanych w chmurze obliczeniowej. Rok temu Cisco zakładało, że do 2019 roku globalny ruch w chmurze osiągnie 8,6 ZB – dziś wartość ta poszybowała do prawie 13 ZB. Trudno się jednak temu dziwić, gdyż liczba użytkowników rozwiązań z zakresu cloud computingu stale się powiększa – w naszym przypadku przychody z usług infrastruktury IT na wynajem w III kwartale br. względem II kwartału wzrosły o 12% – zwraca uwagę Krystian Fydrych z Atmana, lidera polskiego rynku data center.
Platformy chmurowe na całym świecie wygenerują ponad 10 ZB ruchu więcej, niż ma to miejsce obecnie. Teoretycznie jeden zettabajt odpowiada materiałowi wideo w jakości HD, który trwa… 36 milionów lat. Można więc łatwo wyliczyć, że do 2020 roku chmury obliczeniowe na całym świecie wytworzą ruch odpowiadający 360 milionom lat filmu zarejestrowanego w standardzie HD.
– Naturalnym efektem rozrostu generowanych cyfrowych informacji będzie rosnące zapotrzebowanie na ich przechowywanie i przetwarzanie, więc zdaniem autorów raportu światowe centra danych w ciągu czterech najbliższych lat wykonywać będą 2,6-krotnie więcej operacji niż dotychczas. Od kilku lat także w Polsce obserwujemy rozwój tej tendencji, stąd nasze ostatnie inwestycje w rozbudowę infrastruktury ośrodków data center – dodaje Krystian Fydrych z Atmana.
Tsunami danych z urządzeń IoT
Warto zauważyć, że chmura wygeneruje tylko niewielką część danych. Łączna wartość sieciowego ruchu wytwarzanego zarówno przez ludzi, jak i wzajemne komunikujące się maszyny i urządzenia do 2020 roku sięgnie już 600 ZB. Nawiązując do przedstawionego wcześniej porównania, to już miliardy lat materiału wideo w jakości HD. W 2015 roku liczba ta nie przekroczyła 145 ZB, zatem fala tsunami składającego się z cyfrowych informacji wzrośnie na przestrzeni czterech lat ponad trzykrotnie.
Eksperci Cisco pokusili się o przedstawienie poszczególnych obszarów implementacji urządzeń IoT i wskazanie, jaka ilość danych będzie przez nie generowana. Rozwiązania służące zapewnieniu bezpieczeństwa publicznego w smart cities wygenerują 50 pettabajtów (PB) danych w ciągu doby, światowe fabryki wytwarzać będą 1 pettabajt danych każdego dnia, inteligentne szpitale 5 TB na dzień, natomiast budynki typu smart 275 GB dziennie. Ogółem jednomilionowe miasto do 2020 roku generować będzie 200 milionów gigabajtów cyfrowych informacji w ciągu zaledwie jednego dnia. –
Trzydzieści studentek kierunków inżynierskich spotkało się w listopadzie w krakowskim Centrum Badawczym ABB przy okazji 4. edycji Dnia Otwartego dla Kobiet Inżynierów „Piękna płeć, piękny umysł”. Wydarzeniu towarzyszyły inspirujące wykłady, networking oraz zwiedzanie laboratoriów naukowych.
Impreza odbyła się z inicjatywy żeńskiej części załogi krakowskiego Centrum Badawczego ABB. – Jako kobiety stanowimy mniejszość w naszej firmie. Podobnie było również na studiach, które kończyłyśmy. Organizując to wydarzenie chciałyśmy pokazać studentkom kierunków technicznych i inżynierskich, że po studiach kobiety też mogą i powinny realizować się w roli naukowca, jeśli tylko mają takie aspiracje. Trzeba tylko świadomie pokierować swoją karierą. To nie jest łatwe zadanie, więc poczułyśmy, że dziewczynom przyda się inspiracja i motywacja. Wrażenia po pierwszej edycji były tak pozytywne, że postanowiłyśmy kontynuować projekt – mówi Julita Król z Centrum Badawczego ABB, organizatorka wydarzenia.
W tym roku pierwszy raz do współpracy zostały zaproszone ekspertki „z zewnątrz”. Imprezę wsparła i objęła patronatem Fundacja „Kobiety Nauki – Polska Sieć Kobiet Nauki”. Jej prezes Marta du Vall swój wykład rozpoczęła od pokazania studentkom zdjęcia, przedstawiającego obrady rektorów polskich uczelni technicznych. Znaleźli się na nim tylko mężczyźni.
– To odpowiedź na pytanie, dlaczego założyłyśmy naszą organizację. Chcemy zmienić tę sytuację – żartowała, wskazując na fotografię. – Żeby osiągnąć sukces w środowisku zdominowanym przez mężczyzn, trzeba przede wszystkim uwierzyć w siebie. Znać swoje mocne strony i potrafić odważnie o nich mówić – przekonywała.
Podobne przesłanie do młodych studentek w swojej prelekcji zawarła Magdalena Dopierała-Bosze, szefowa krakowskiego Globalnego Centrum Usług Wspólnych ABB. – Kiedy kobieta siada do stołu z samymi mężczyznami, musi dać z siebie 120 proc. To poczucie, że trzeba im coś udowodnić, jest często efektem naszych własnych, błędnych przekonań. Gdyby kobiety wierzyły w siebie tak samo mocno, jak mężczyźni, świat nauki i biznesu wyglądałby inaczej – mówiła. Uczestniczki wyszły ze spotkań zmotywowane i pełne energii, czym dzieliły się podczas rozmów.
Podczas dnia otwartego nie zabrakło również prezentacji z poradami dotyczącymi budowania kariery i wymarzonej pracy w firmie technologicznej. Pojawił się również mocny wątek inżynierski. Studentki zwiedziły bowiem laboratoria naukowe (m.in. robotyki, nowoczesnych technologii oraz z obszaru elektroniki) i uczestniczyły w ćwiczeniach z różnych dziedzin, w których specjalizuje się Centrum. Organizatorki zapowiadają, że będą pracowały nad kolejną edycją wydarzenia: – Co roku zbieramy opinie od uczestniczek. To właśnie one utwierdzają nas w przekonaniu, że warto pracować nad tym projektem dalej, i jak bardzo jest on potrzebny – podsumowała Renata Porębska z Centrum Badawczego ABB.
Według prognoz ekspertów obroty e-sklepów w Polsce między 25 a 28 listopada osiągną blisko 468 mln zł.
Polski handel online zajmuje pierwsze miejsce wśród krajów europejskich pod względem wzrostu obrotów (34%) w porównaniu z 2015 rokiem.
,,Czarny piątek” i ,,cyfrowy poniedziałek” zna już prawie trzech na czterech Polaków.
„Czarny piątek” (Black Friday) i „cyfrowy poniedziałek” (Cyber Monday) wyznaczają początek i koniec długiego weekendu wyjątkowych rabatów i zniżek w sklepach. W tym roku te dni wypadają, odpowiednio, 25 oraz 28 listopada. W Polsce weekend nadzwyczajnych okazji jest relatywnie nowy, ale bierze w nim udział coraz więcej sklepów i marek. Zwłaszcza dla e-commerce „czarny piątek” jest jak strzał startowy do sezonu świątecznego.
Według prognoz, przez cztery dni Polacy wydadzą w e-sklepach w sumie blisko 468 mln zł (467,71 mln zł), tj. 108 mln euro. To oznacza, że w tym roku Black Friday i Cyber Monday przyniosą wzrost obrotów w polskim handlu online o 34% (w porównaniu do ubiegłego roku). Tak wynika z międzynarodowego badania przeprowadzonego przez RetailMeNot – największe na świecie centrum zakupów online, udostępniające kupony rabatowe i zniżki do sklepów internetowych.
Jakie będą obroty e-sklepów w poszczególne dni weekendu? Największe w „czarny piątek” – prawie 200 mln zł (199, 21 mln zł). W sobotę i niedzielę wyniosą one ponad 138 mln zł (138,58 mln zł) – to aż o 60% więcej niż przed rokiem. Z kolei w „cyfrowy poniedziałek” handel online odnotuje obroty na poziomie blisko 130 mln zł (129,92 mln zł).
Obroty e-commerce w Polsce rosną najszybciej w Europy
Weekend rozpoczynający się od „czarnego piątku“ w całej Europie nabiera coraz większego znaczenia jako instrument marketingu i motor napędzający obroty handlu online w okresie przedświątecznym. Pokazują to liczby. Po Polsce, odnotowującej najwyższy wzrost obrotów wśród krajów europejskich (34%), znalazły się Wielka Brytania (20,7%), Niemcy (18,3%), Holandia (17,3%) oraz Francja (16,3%).
Potencjał tego weekendu dla polskiego e-commerce pokazuje również porównanie z obrotami e-handlu w innych krajach. Punktem odniesienia dla naszego rynku mogą być na przykład Włochy (obroty wyniosą tam 185 mln euro), Hiszpania (152 mln euro) czy Holandia (115 mln euro). Największe obroty zanotuje handel online w USA (7,6 mld euro), Wielkiej Brytanii (3,2 mld) oraz w Niemczech (1,1 mld euro).
Polacy coraz częściej korzystają z „czarnego piątku“ i „cyfrowego poniedziałku“
Z przeprowadzonych na zlecenie RetailMeNot badań wynika, że o Black Friday oraz Cyber Monday słyszało już 72,5% Polaków*, 17,8% korzystało z ofert przygotowanych specjalnie na weekend zniżek
i rabatów. Wszystko wskazuje na to, że w tym roku okazyjne zakupy online, pozwalające na duże oszczędności, będą się cieszyły jeszcze większą popularnością. Spośród osób, które o „czarnym piątku” i „cyfrowym poniedziałku” słyszały, 64,3% zamierza z nich skorzystać, 29,1% ma to w planach z całą pewnością. Natomiast w grupie tych, którzy o weekendzie okazji dowiedzieli się dopiero w trakcie badania, 39,6% wyobraża sobie skorzystać z ofert w tym roku, 14,9% zadeklarowało, że zrobi to z całą pewnością.
O badaniach:
Międzynarodowe badanie zostało przeprowadzone przez RetailMeNot we współpracy z Centre for Retail Research w 10 krajach (Niemcy, Francja, Wielka Brytania, Włochy, Kanada, Holandia, Polska, Szwecja, Hiszpania i USA) we wrześniu 2016 roku. Zawiera obszerne dane statystyczne, analizę statystyk i prognoz dotyczących handlu, telefoniczne wywiady z wiodącymi sprzedawcami, jak również reprezentatywne badania użytkowników, w tym tysiąca respondentów z Polski. Zgodnie z metodologią OECD, „handel detaliczny“ w ramach tego raportu obejmuje sprzedaż dóbr klientom końcowym poprzez sklepy stacjonarne i Internet, z wyjątkiem gastronomii, pojazdów samochodowych, benzyny i materiałów napędowych, biletów (wejściówek), podróży, ubezpieczeń, a także produktów bankowych i finansowych. „Obroty świąteczne” odnoszą się w ramach tego badania do całkowitych obrotów handlu detalicznego ostatnich 6 tygodni roku.
*Badanie ankietowe przeprowadzone na zlecenie RetailMeNot przez pracownię badawczą BIOSTAT w reprezentatywnej grupie 1.000 respondentów z Polski w listopadzie 2016 roku.
Pełne wyniki badań na temat „Black Friday” i „Cyber Monday” oraz dalsze informacje: http://www.retailmenot.pl/badania/black-friday-2016
Propozycja nowej ustawy przewiduje sankcję do pół miliona zł za zarejestrowanie podmiotu do VAT-u założonego dla tzw. słupa. Według eksperta, poważnie zagrozi to całej branży rachunkowej. Z obawy przed ryzykiem, zawodowi pełnomocnicy, mogą przestać wykonywać lub znacząco ograniczyć świadczenie usług nowym podmiotom.
Jerzy Martini, członek prezydium Rady Podatkowej PKPP „Lewiatan” oraz doradca podatkowy z Kancelarii Doradztwa Podatkowego Martini i Wspólnicy, przyznaje, że w Polsce zbyt łatwo można zarejestrować przedsiębiorcę dla celów VAT. Obecnie nie są bowiem stosowane procedury weryfikacyjne, które ograniczałyby możliwość tego typu rejestracji nieuczciwym podmiotom. Jednak rozwiązanie problemu, jakie proponuje Ministerstwo Finansów w projekcie o zmianie ustawy o podatku od towarów i usług, wyraźnie niepokoi ekspertów. Wprowadzenie do solidarnej odpowiedzialności aż półmilionowej kary za zarejestrowany podmiot, który okaże się tzw. słupem, stanowi absolutnie nieproporcjonalne ryzyko do ceny oferowanej usługi.
– Nie wyobrażam sobie, żeby przeciętna polska firma, dotychczas stabilnie działająca w zakresie obsługi przedsiębiorców, zdecydowała się na rejestrację VAT jakiegokolwiek nieznajomego podmiotu. Obawiam się również, że nowy przepis, jeśli wejdzie w życie tak, jak się go przedstawia, od 1 stycznia 2017 roku, to spowoduje perturbacje na całym rynku. Oczywistym jest, że należy podejmować wszelkie racjonalne kroki, które mogą ograniczyć karuzele podatkowe, ale proponowany w nowelizacji sposób budzi spore kontrowersje – mówi w rozmowie z serwisem agencyjnym MondayNews, Jerzy Martini.
Ekspert przypomina, że księgowy czy też doradca prawny może zażądać od klienta złożenia kaucji gwarancyjnej w formie depozytu pieniężnego, aby w ten sposób zabezpieczyć swoje interesy przed ryzykiem finansowym. Tak postawiony warunek spowoduje jednak, że koszt świadczonej usługi radykalnie wzrośnie. Trudno jednak ocenić jak bardzo, ponieważ wysokość kaucji nie ma limitu. W konsekwencji, osoby, które będą dopiero zaczynały działalność gospodarczą, mając przeznaczone niewielkie środki finansowe na obsługę prawną i księgową, nie zdecydują się na pomoc profesjonalistów. Zwłaszcza dla nowych przedsiębiorców, realizacja formalności związanych z opodatkowaniem, będzie stanowiła spore utrudnienie. Brak możliwości skorzystania z usług zawodowych księgowych wywoła kolejne zagrożenia, np. błędy rozliczeniach.
– Nowy przepis w pewnym zakresie osiągnie swój cel, ponieważ pełnomocnicy, którzy obecnie pomagają oszustom, odczują ryzyko dalszego prowadzenia takiej współpracy. Ale ta skuteczność będzie bardzo kosztowna, nie tylko dla branży, ale przede wszystkim dla podatnika. Proporcjonalnym rozwiązaniem byłoby „uderzenie punktowe”, pozwalające zwalczyć patologie, nie niszcząc przy tym całego rynku obsługi przedsiębiorców w zakresie rejestracji VAT. Nie można osiągnąć takiego efektu w automatyczny sposób. Lepszą metodą byłoby wprowadzenie przejrzystego procesu rejestracji, który polegałby na poważnej weryfikacji przedsiębiorców przez organy podatkowe tak, żeby sprawdzały nowych właścicieli firm – zauważa doradca podatkowy.
Zdaniem eksperta, wiarygodność przedsiębiorców mogłaby być weryfikowana m.in. poprzez analizę przesłanek, które w miarę dokładnie określałyby, czy dana osoba posiada realne możliwości prowadzenia działalności gospodarczej. W ocenie Jerzego Martiniego, urzędy skarbowe powinny wykonywać pracę analityczną już w momencie rejestracji podmiotu. Wiedząc o tym, że dla celów VAT na prezesa zarządu powołano osobę, która np. przebywa w hospicjum lub jest osobą bezdomną, mogą być prawie pewne, że jest to tzw. słup. Niestety, w obecnych przepisach, organ podatkowy nie ma takich uprawnień, aby odmówić rejestracji nowej firmie dla celów VAT-u.
To już kolejna sesja zakończona wzrostami na amerykańskich parkietach giełdowych. Ponownie umacniał się też dolar. Rynek ropy zakończył dzień blisko poziomów otwarcia, a złoto zniżkowało.
Wczorajsza awersja do bezpiecznego złota oraz wzrosty na giełdach tworzą optymistyczny nastrój wyczekiwania wśród głównych uczestników rynku. Dane jakie opublikowano w środę potwierdzają powszechną opinię o nieuchronności podwyżki Fed. Znakomita większość publikacji z USA miała pozytywny charakter, przebijając prognozowane wartości. Poprawie uległy zamówienia na dobra trwałego użytku, jak też indeks PMI dla sektora przemysłowego.
Optymizm inwestorów jest też wiązany z prezydenturą Donalda Trumpa. Powszechnie oczekuje się po niej zarówno wzmocnienia rodzimego przemysłu, jak też obniżenia podatków oraz deregulacji. Wyniki publikacji raportu z ostatniego posiedzenia Fed tylko ugruntowały dobre nastroje i wzmocniły oczekiwania na podwyżkę stopy procentowej w grudniu. Natomiast dziś mamy w USA Święto Dziękczynienia, a zarazem dzień wolny od handlu.
Od początku listopada rynek złota jest w głębokiej defensywie. Na wykresie pokonana została środkowa linia kanału spadkowego. Rynek zszedł nawet poniżej psychologicznej bariery 1200$. Aby myśleć o odrzuceniu trendu spadkowego byki muszą wrócić ponad poziom 1235$, choć nawet i to nie gwarantuje trendu wzrostowego. Kolejny mocny opór czeka bowiem już na 1290$. W czarnym scenariuszu możliwe jest zejście nawet na 1130$.