Czarny piątek bez wpływu na notowania amerykańskich spółek. Zyskać mogą notowane na Wall Street e-sklepy

Czarny piątek bez wpływu na notowania amerykańskich spółek. Zyskać mogą notowane na Wall Street e-sklepy 1
To handel internetowy bardziej niż stacjonarny może zyskać najwięcej na sezonie świątecznych wyprzedaży. Dlatego jeśli przedświąteczny wzrost sprzedaży w ogóle w jakiś sposób przełoży się na notowania spółek, większe szanse na zwyżki mają posiadacze akcji Amazona czy eBaya niż Walmart, uważa Marcin Kiepas z easyMarkets.

Już w najbliższy piątek w Stanach Zjednoczonych – a w ślad za nimi także i w innych krajach, w tym w Polsce – zaczyna się sezon świątecznych wyprzedaży. Tradycyjnie dzień po Święcie Dziękczynienia, w tzw. czarny piątek, sklepy zaczynają kusić konsumentów dwucyfrowymi przecenami i bogatą ofertą wyprzedaży. Po weekendzie następuje cyberponiedziałek – dzień wyprzedaży i nadzwyczajnych promocji w internecie. To dla klientów okazja do tanich zakupów, a dla sprzedawców szansa na zwiększenie obrotów i wyczyszczenie magazynów. Jednak zdaniem głównego analityka easyMarkets wyższa sprzedaż nie zrobi wrażenia na inwestorach i znaczących zwyżek akcji spółek handlowych nie ma co oczekiwać.

– Wydaje się, że czarny piątek, który jest już takim bardziej historycznym wydarzeniem, istotnego przełożenia na ceny akcji, w tym przede wszystkim ceny akcji amerykańskich spółek nie będzie miał – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Marcin Kiepas, główny analityk easyMarkets. – Rynek oczekuje dość niewielkiego wzrostu sprzedaży, bowiem o 3,6 proc., w tym okresie przedświątecznych zakupów, który rozpocznie się w piątek, dzień po Święcie Dziękczynienia.

Według National Retail Federation w ciągu weekendu po Święcie Dziękczynienia (nie licząc cyberponiedziałku) zamierza robić zakupy – lub przynajmniej rozważyć taką opcję – 59 proc. Amerykanów, czyli 137,4 mln konsumentów. Liczby te dotyczą zarówno handlu stacjonarnego, jak i internetowego i są wyższe od ubiegłorocznych o 0,3 pkt proc. lub 1,6 mln osób. 22 proc. weekendowych zakupowiczów zamierza udać się na sprawunki w Dzień Dziękczynienia, 47 proc. w sobotę, a 24 proc. w niedzielę. Jednak najważniejszym dniem wciąż pozostaje czarny piątek, gdy chęć na zakupy deklaruje 74 proc. pytanych. Spośród osób, które nie zamierzają kupować w weekend, 36 proc. deklaruje, że uczyni to w cyberponiedziałek.

– Realnego wpływu możemy oczekiwać wśród firm handlujących w internecie, tu bowiem spodziewane są znacznie wyższe dynamiki. W sam poniedziałek, 28 listopada, czyli tzw. cyberponiedziałek oczekuje się wzrostu sprzedaży o ponad 9 proc. – mówi Marcin Kiepas. – Natomiast w sezonie przedświątecznych zakupów handel internetowy ma wzrosnąć o 11 proc. Gdyby oczekiwać, że któreś spółki handlowe amerykańskie będą drożały, to być może te parające się handlem elektronicznym, bo tu oczekiwane jest takie naturalne przesunięcie z handlu tradycyjnego w kierunku handlu internetowego.

Akcje Amazona od lutego wzrosły o ponad 60 proc., eBaya – o ponad 30 proc. Wal-Mart zyskał w tym czasie 10 proc.

J.Hausner: Brak stabilnego prawa hamuje polską gospodarkę i zniechęca przedsiębiorców do inwestowania

J.Hausner: Brak stabilnego prawa hamuje polską gospodarkę i zniechęca przedsiębiorców do inwestowania 2
Niepewność co do kondycji polskiej gospodarki oraz brak przewidywalności legislacyjnej to zdaniem prof. Jerzego Hausnera główne źródła niepokoju wśród przedsiębiorców. Ich sytuację dodatkowo pogarsza chaos i brak konkretów w działaniach gabinetu ministra Morawieckiego. Z tego powodu zamiast ekspansji firmy wolą przeczekać okres niepewności, ograniczając skalę inwestycji do niezbędnego minimum.

– Z jednej strony mogę docenić działania premiera Morawieckiego za to, że pojawia się zarys strategii gospodarczej. Na początku tego roku, w I kw. przedstawione były założenia tej strategii, teraz mamy już szersze opracowania. Ale mam wrażenie, że ciągle to jest bardziej strategia rozważana, dyskutowana niż realizowana, tzn. jest więcej słów niż działań – mówi agencji informacyjnej Newseria prof. Jerzy Hausner ekonomista Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie.

Ekspert pozytywnie ocenia przede wszystkim próby uszczelnienia obowiązującego systemu podatkowego. Nie podoba mu się natomiast forma w jakiej została zaprezentowana koncepcja gruntownych zmian tego systemu i wprowadzenie konstrukcji tzw. jednolitego podatku. Jego zdaniem propozycja na obecnym etapie jest mało konkretna, a brak szczegółów wywołuje destabilizację i niepokój przedsiębiorców i inwestorów.

– Jak popatrzę na całość, to mam wrażenie, że niestety w polityce gospodarczej, mimo że mamy wyrazistą postać pana premiera Morawieckiego i doceniam jego zaangażowanie, mamy więcej chęci niż działań. W coraz większym stopniu widzę działania chaotyczne, działania doraźne i to mnie niepokoi – ocenia prof. Hausner.

Ekonomista podkreśla, że aby zachęcić przedsiębiorców do większej aktywności potrzebna jest przede wszystkim stabilność prawa, która zapewni im poczucie pewności i przewidywalności. Dodaje, że niestety obecnie mamy do czynienia z odwrotnym zjawiskiem, czyli z jego destabilizacją.

– Nie chodzi mi tylko o Trybunał Konstytucyjny. To jest nieprzewidywalność, która pojawia się niemalże w każdym obszarze. Weźmy na przykład służbę zdrowia. Mamy zapowiedzi pana ministra Radziwiłła, natomiast tak naprawdę nie wiemy, do czego ma to zmierzać. Nikt będzie inwestował w sytuacji, kiedy wie, że ktoś zamierza zmieniać reguły, tylko nie wie, na jakie – zauważa wykładowca krakowskiego Uniwersytetu Ekonomicznego.

Według Hausnera oprócz zapewnienia stabilności legislacyjnej przedsiębiorcy potrzebują także przekonania o stabilnym, długoterminowym trendzie wzrostowym w polskiej gospodarce.

– Natomiast dzisiaj te projekcje są gorsze niż były i w związku z tym nie ma takiego przekonania u inwestorów, że Polska jest tą gospodarką, która będzie szybko się rozwijała. Zamiast tego jest raczej destabilizacja i niepewność czyli to, co skłania do unikania inwestowania poza niezbędnymi inwestycjami odtworzeniowymi – stwierdza.

W listopadowej projekcji Narodowy Banku Polski obniżył swoje prognozy dotyczące tempa wzrostu polskiego PKB w najbliższych latach. Według nich nasza gospodarka w przyszłym roku będzie rozwijała się w tempie 3,6% (w marcu oczekiwano 3,8 wzrostu PKB) natomiast w 2018 roku wzrost obniży się do 3,3%, wobec oczekiwanych wczesną wiosną 3,4%.

– Jeśli chcemy utrzymać wysoki wzrost, to tylko za sprawą proproduktywnych, prokonkurencyjnych inwestycji. To jest kolejne źródło mojego niepokoju. Nie należę do ludzi, którzy pochopnie formułują krytykę działań polityki gospodarczej. Raczej formułuję dzisiaj pytania i te pytania przekształcam już jednak w wyrażanie wątpliwości – kończy prof. Hausner.

Coraz więcej Polaków korzysta z Centralnej informacji o rachunkach bankowych. Większość z nich to spadkobiercy szukający kont bliskich zmarłych

Coraz więcej Polaków korzysta z Centralnej informacji o rachunkach bankowych. Większość z nich to spadkobiercy szukający kont bliskich zmarłych 3
Uruchomiona w lipcu Centralna informacja o rachunkach bankowych cieszy się rosnącym zainteresowaniem Polaków. Usługa ta umożliwia osobom uprawnionym uzyskanie informacji o rachunkach nieaktywnych – rachunkach osób zmarłych i zapomnianych rachunkach osób fizycznych, w każdym banku i SKOK-u w kraju. Każdego miesiąca do KIR, która obsługuje system, wpływa około tysiąca wniosków o odszukanie w systemie bankowym takich kont.

Centralna informacja o rachunkach bankowych zaczęła działać 1 lipca br. Dzięki opracowanemu przez KIR rozwiązaniu osoby uprawnione mogą sprawdzić, w której instytucji znajdują się zarówno rachunki bankowe należące do osoby zmarłej, po której dziedziczą majątek, jak i takie, o których istnieniu zapomnieli sami właściciele. Wcześniej, aby zdobyć taką wiedzę, należało zwrócić się z indywidualnym zapytaniem o dany rachunek do każdego banku lub SKOK-u osobno.

– Centralna informacja o rachunkach pozwala również na uzyskanie informacji przez organy uprawnione zgodnie z art. 105 Prawa bankowego. To prokuratorzy, policja i sądy. Te podmioty mają także prawo złożyć wniosek i pozyskać takie dane na poczet prowadzonego postępowania – precyzuje Maja Markiewicz, dyrektor linii biznesowej usługi Ognivo w KIR. – Dodatkowo usługa umożliwia sprawdzenie, czy ktoś nieuprawniony nie założył konta na nasze nazwisko. W ten sposób klienci mogą zweryfikować, czy ktoś nie skradł i nie wykorzystał ich tożsamości.

Każdy, kto poszukuje własnego rachunku lub uzyskał tytuł prawny do spadku po posiadaczu konta, może złożyć wniosek o udzielenie informacji dotyczącej stanu rachunków w dowolnej placówce banku lub SKOK-u (formularze można znaleźć na stronie centralnainformacja.pl, a także w każdej instytucji finansowej). Aby uzyskać informację, spadkobierca musi mieć prawomocne postanowienie sądu, które potwierdza prawo do nabycia spadku lub zarejestrowany akt poświadczenia dziedziczenia. W szczególnych sytuacjach, na przykład w przypadku obcokrajowców, może to być inny dokument (tzw. orzeczenie). Wnioskujący powinien także wykazać, że to on jest wskazaną osobą poprzez okazanie dokumentu potwierdzającego tożsamość (w przypadku nabywcy spadku konieczne jest także przedstawienie umowy nabycia spadku).

We wniosku dotyczącym rachunków spadkodawcy poza jego imieniem i nazwiskiem trzeba podać m.in. datę zgonu, adres ostatniego miejsca zamieszkania oraz numer PESEL. W przypadku, gdy nie miał on takiego numeru albo nie jest on znany, należy wskazać dodatkowe dane indywidualizujące, takie jak data urodzenia.

Natomiast poszukując własnych rachunków, w formularzu należy wpisać podstawowe dane identyfikacyjne, a przy jego składaniu wystarczy mieć aktualny dokument potwierdzający tożsamość.

Po złożeniu wniosku bank lub SKOK, w którym złożyliśmy formularz, wysyła zapytanie do Centralnej informacji o rachunkach, a ta przesyła je do pozostałych instytucji. Banki i SKOK-i mają obowiązek udzielenia informacji niezwłocznie, ale nie później niż w terminie 3 dni roboczych od dnia otrzymania zapytania.

 Udzielenie klientowi odpowiedzi trwa kilka dni – wyjaśnia Maja Markiewicz. – Po uzyskaniu informacji od banku lub SKOK-u Centralna informacja o rachunkach musi jeszcze mieć czas, żeby zagregować dane i przekazać zestawienie do instytucji, w której klient złożył wniosek.

Standardowe, najczęściej występujące w zbiorczej informacji odpowiedzi, to potwierdzenia („tak, prowadzimy rachunek takiej osoby”) lub zaprzeczenia („nie mamy konta tego klienta”). Wygenerowane przez Centralną informację zestawienie zawiera m.in. numer rachunku, informację, czy konto jest aktywne oraz czy ma współwłaściciela.

– W nowym prawie nie jest dokładnie uregulowana kwestia identyfikacji klienta, więc w odpowiedzi może także pojawić się informacja, że bank nie może jednoznacznie stwierdzić, czy rzeczywiście ma konto danej osoby – zauważa Maja Markiewicz. – Taka sytuacja może mieć miejsce w przypadku choćby osoby niemającej numeru PESEL. Wtedy najlepiej udać się bezpośrednio do danej placówki w celu wyjaśnienia wątpliwości.

Centralna informacja o rachunkach działa w ramach systemu Ognivo, którego operatorem jest KIR.

Trwają prace nad zmianami na rynku aptekarskim. Ich wejście w życie w praktyce doprowadzi do zamykania aptek, wzrostu cen i utrudni pacjentom dostęp do leków

Trwają prace nad zmianami na rynku aptekarskim. Ich wejście w życie w praktyce doprowadzi do zamykania aptek, wzrostu cen i utrudni pacjentom dostęp do leków 4
Projekt nowelizacji prawa farmaceutycznego przewiduje, że aptekę będzie mógł założyć jedynie farmaceuta, co więcej będzie on mógł prowadzić nie więcej niż cztery placówki. Wprowadza też szczegółowe kryteria, według których apteki musi dzielić odległość minimum 1 km, a nowe pozwolenia będą wydawane tylko tam, gdzie na jedną placówkę przypada ponad 3 tys. mieszkańców. Zmiana przepisów ma m.in. zahamować monopolizację rynku. Część farmaceutów obawia się, że spowoduje to zamykanie aptek, utrudni pacjentom dostęp do leków i przełoży się na wzrost cen. 

Zdaniem ekspertów Związku Przedsiębiorców i Pracodawców proponowana nowelizacja prawa farmaceutycznego przyniesie wiele negatywnych skutków zarówno dla sektora aptecznego, jak i dla pacjentów. Eksperci zwracają uwagę, że podstawowym błędem legislacyjnym jest brak analizy skutków finansowych proponowanych zmian prawnych i niewskazanie źródeł ich finansowania, co podważa rzetelność prowadzonych prac. W ich opinii same tylko szkody sieci aptecznych wynikłe z nowelizacji mogą sięgnąć ok. 10 mld zł.

 Proponowane zmiany to całkowita rewolucja w formie właścicielskiej aptek. Zgodnie z założeniami właścicielem apteki będzie mógł być tylko farmaceuta, będzie on mógł mieć tylko cztery apteki. Do tego dochodzą ograniczenia demograficzno-geograficzne, czyli maksymalna liczba mieszkańców danej gminy przypadająca na jedną aptekę oraz odległość między aptekami – mówi agencji Newseria Biznes Aleksandra Golecka-Kuźniak z Apteki Gemini.

Projekt nowelizacji prawa farmaceutycznego, który według zapowiedzi może wejść w życie już od stycznia 2017 roku, wprowadzi zapisy mówiące, że konkurujące apteki musi dzielić odległość minimum 1 kilometra, a nowe pozwolenia będą wydawane wyłącznie tam, gdzie jedna apteka przypada na więcej niż 3 tys. mieszkańców.

– To oznacza zabetonowanie rynku i w praktyce wyklucza możliwość otwierania nowych aptek. W dobie intensywnego rozwoju i powstawania nowych osiedli i całych dzielnic w dużych miastach to rozwiązanie utrudni pacjentom i mieszkańcom nowych osiedli dostęp do leków. Poza tym dla wielu przedsiębiorców, którzy nie są farmaceutami, będzie to oznaczać cofnięcie koncesji i zamknięcie apteki – zauważa Aleksandra Golecka-Kuźniak.

Przedstawiciele Naczelnej Rady Aptekarskiej uważają, że apteki – jako podmioty, na które państwo narzuca wiele obowiązków – powinny być objęte specjalną ochroną. Aby działalność placówki aptecznej była ekonomicznie opłacalna, musi na nią przypadać od 2,6 do 3,4 tys. mieszkańców. Projektowane obecnie prawo, które wprowadza kryteria geograficzne i demograficzne, ma się więc przełożyć na większą stabilność finansową aptek.

Z raportu „Rynek dystrybucji farmaceutycznej w Polsce 2016” opracowanego przez Fundację Republikańską dla PharmaNet wynika, że w połowie 2016 roku działało prawie 15 tys. aptek i punktów aptecznych. 62 proc. to apteki indywidualne, które należą do farmaceutów i prywatnych przedsiębiorców. 38 proc. to apteki sieciowe, które kontrolują dużą część rynku. Autorzy opracowania podkreślają, że każdego roku upada kilka tysięcy aptek, ale w ich miejsce szybko powstają nowe. Ponieważ rynek jest mocno nasycony, konkurencja między aptekami odbywa się w wymiarze lokalnym (najczęściej pomiędzy aptekami oddalonymi od siebie o 1 kilometr).

– Farmaceuci zgłaszają, że zbyt duża liczba aptek powstających na niewielkim obszarze sprawia, że część placówek trzeba zamykać, bo prowadzenie ich staje się nieopłacalne. W obowiązującej ustawie jest zapis dekoncentracyjny na poziomie 1 proc., który w praktyce nie działa. Może zamiast wprowadzać kolejną ustawę, trzeba się zastanowić, co zrobić, aby obecne przepisy zaczęły funkcjonować. Taką właśnie rekomendację przekażemy ministrowi – zapowiada Adam Abramowicz, szef Parlamentarnego Zespołu na rzecz Wspierania Przedsiębiorczości i Patriotyzmu Ekonomicznego.

Na polskim rynku działa obecnie ponad 390 sieci aptecznych, a ich udział w rynku z roku na rok wzrasta. W okresie kwiecień 2015 – kwiecień 2016 przybyło 29 nowych sieci aptecznych. Pacjenci chętniej wybierają takie placówki, ponieważ często ich oferta jest szersza, a ceny średnio o kilkanaście procent niższe. Projekt nowelizacji prawa farmaceutycznego ma – według założeń – pomóc utrzymać równowagę między sieciami a aptekami indywidualnymi.

PKO BP wesprze polskie start-upy. W ramach programu Scale UP mogą otrzymać do 200 tys. zł dofinansowania

PKO BP wesprze polskie start-upy. W ramach programu Scale UP mogą otrzymać do 200 tys. zł dofinansowania 5
Do 200 tys. zł dofinansowania, dostęp do infrastruktury technicznej oraz wsparcie ekspertów ds. biznesu, podatków i prawa mogą otrzymać innowacyjne przedsiębiorstwa uczestniczące w konkursie Scale UP, który jest częścią programu Start in Poland. Jednym z wyróżnionych w programie został PKO Bank Polski, który oferuje wsparcie dla firm działających w szeroko rozumianym obszarze finansów. 

– Inicjatywa Scale UP jest częścią większego programu Start in Poland, który ma za zadanie wspierać oraz rozwijać przedsiębiorczość i innowacyjność polskiej gospodarki – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Szymon Wałach, dyrektor Pionu Klienta Detalicznego w PKO Banku Polskim. – Program łączy młode przedsiębiorstwa mające innowacyjne pomysły ze skalą i wielkością dużych przedsiębiorstw, które dają realną szansę na rozwinięcie tych pomysłów i ich tzw. akcelerację, czyli zbudowanie dużej skali – dodaje.

Scale UP to pierwsza tego typu inicjatywa realizowana przez PARP w ramach rządowego programu Start in Poland. Jednym z wyróżnionych jest akcelerator PKO Banku Polskiego – opiekun ścieżki o nazwie „Let’s Fintech with PKO Bank Polski”. W jej ramach przedsiębiorcy działający przede wszystkim w obszarze finansów mogą liczyć na dostęp do wsparcia merytorycznego, infrastruktury technicznej oraz pomoc finansową. Nabór projektów potrwa do 7 grudnia 2016 roku.

– Ścieżka „Let’s Fintech with PKO Bank Polski!” jest dedykowana innowatorom w obszarze szeroko rozumianych finansów. W tym obszarze będziemy starali się znaleźć pomysły, które mają szansę na zastosowanie i wdrożenie we współpracy z PKO Bankiem Polskim – informuje Szymon Wałach. – Mogą to być rozwiązania w zakresie analityki danych, bezpieczeństwa, ale także elementów zmieniających funkcjonalność oddziałów, czyli naszych placówek – precyzuje Wałach.

Szymon Wałach wyjaśnia, że przedsiębiorstwa, które pomyślnie przejdą przez rekrutację i zakwalifikują się do ścieżki akceleracyjnej „Let’s Fintech with PKO Bank Polski!” oprócz doradztwa ekspertów z zakresu prawa, podatków czy biznesu oraz dostępu do zaplecza technicznego PKO Banku Polskiego otrzymają także pomoc finansową w wysokości do 200 tys. zł. Ponadto autorzy najciekawszych rozwiązań będą mogli uczestniczyć w szkoleniu biznesowym realizowanym na amerykańskim Massachusetts Institute of Technology.

Nowe przepisy KE wymuszą na Polsce duże zmiany dotyczące recyklingu i gospodarowania odpadami. Znacząco wzrośnie odpowiedzialność producentów za odpady

Nowe przepisy KE wymuszą na Polsce duże zmiany dotyczące recyklingu i gospodarowania odpadami. Znacząco wzrośnie odpowiedzialność producentów za odpady 6
Przyjęty przez Komisję Europejską pakiet o gospodarce odpadami stawia przed Polską ambitne cele dotyczące recyklingu i składowania odpadów. Mają być osiągnięte do 2030 roku. Nowe przepisy wprowadzają również ideę tzw. rozszerzonej odpowiedzialności producentów, która nakłada na nich obowiązek partycypowania w kosztach zbiórki, segregacji i przygotowania do recyklingu wprowadzanych na rynek opakowań. Eksperci zwracają uwagę, że obecnie w Polsce większość związanych z tym kosztów pokrywają mieszkańcy i gminy, a dostosowanie się do nowych wytycznych nie będzie łatwe.

– W Polsce w niewielkim stopniu wykorzystujemy surowce i materiały zawarte w odpadach. Produkty i opakowania wprowadzane na rynek, nawet jeśli są zużyte, nadal zawierają w sobie wiele surowców, które mogłyby być wykorzystywane. W praktyce poziom odzysku i recyklingu odpadów z gospodarstw domowych sięga zaledwie kilkunastu procent. Zgodnie z wymogami Komisji Europejskiej ten poziom będzie musiał wzrosnąć do 60–65 proc. Nie osiągniemy tego bez istotnej zmiany systemu, a także bez naszej świadomości postępowania z odpadami – mówi Julia Patorska, starszy menadżer w firmie doradczej Deloitte.

W grudniu ubiegłego roku Komisja Europejska przyjęła pakiet dotyczący gospodarki odpadami w obiegu zamkniętym (Circular Economy Package, tzw. CEP). Zobowiązuje on Polskę do zwiększenia recyklingu odpadów komunalnych do poziomu 65 proc., recyklingu opakowań do poziomu 75 proc. oraz ograniczenia ilości wszystkich składowanych odpadów do poziomu maksymalnie 10 proc. Dyrektywa wprowadza też zakaz składowania odpadów selektywnie zebranych. Na dostosowanie się do nowych przepisów Polska będzie miała relatywnie mało czasu po wejściu w życie pakietu dyrektyw.

– Pakiet gospodarki w obiegu zamkniętym zaproponowany przez Komisję Europejską jest wciąż w fazie konsultacji. Prawdopodobnie w tym roku nie wyjdzie z Rady Europejskiej do parlamentu i nie zostanie zatwierdzony, wciąż mamy więc czas na przygotowania. Nie powinniśmy jednak czekać na ostatnią chwilę, ale już teraz podejmować odpowiednie działania, zarówno regulacyjne, jak i edukacyjne, które zwiększą świadomość społeczeństwa i biznesu dotyczącą postępowania z odpadami – mówi Julia Patorska, starszy menadżer w firmie doradczej Deloitte.

Pakiet dotyczący gospodarki o obiegu zamkniętym ma skłonić zarówno konsumentów, jak i przedsiębiorców do wykorzystywania zasobów w sposób zrównoważony. Jednym z najważniejszych narzędzi modelu gospodarki o obiegu zamkniętym jest idea tzw. rozszerzonej odpowiedzialności producentów, zgodnie z którą przedsiębiorcy będą musieli partycypować w kosztach zbiórki, segregacji i przygotowania do recyklingu opakowań, jakie wprowadzili na rynek.

– Rozszerzona odpowiedzialność producenta to idea mówiąca, że przedsiębiorca, który wprowadza swoje produkty i opakowania na rynek, ponosi za nie odpowiedzialność w momencie, w którym stają się odpadem – wyjaśnia Jakub Tyczkowski, prezes zarządu Rekopol Organizacja Odzysku Opakowań.

W krajach Unii Europejskiej działają obecnie różne modele odpowiedzialności producentów w gospodarce odpadami. Przykładowo, odpowiedzialność finansowa nakłada na nich obowiązek pokrycia nawet do 100 proc. kosztów związanych ze zbiórką selektywną i przygotowaniem odpadów do recyklingu. Jakub Tyczkowski podkreśla, że wprowadzenie nowych przepisów unijnych do polskiego systemu legislacyjnego nie będzie łatwe.

– Dzisiaj odpowiedzialność producenta za opakowania, które wprowadza na rynek, sprowadzają się do realizacji tzw. poziomów odzysku i recyklingu i na tym koniec. Nakłady finansowe, które przedsiębiorcy przeznaczają na te działania, są bardzo niskie i nie pokrywają kosztów generowanych przez firmy zbierające odpady na poziomie gmin. To główny element, który trzeba będzie zmodyfikować, wprowadzając rozszerzoną odpowiedzialność producenta – mówi Jakub Tyczkowski.

Jerzy Starypan, prezes Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Zagospodarowania Odpadów Komunalnych „Komunalnik” dodaje, że obecnie gospodarowanie odpadami jest finansowane głównie przez gminy, które pobierają z tego tytułu opłaty od mieszkańców, przeznaczane na zbiórkę i recykling odpadów opakowaniowych. Jeżeli natomiast przedsiębiorcy finansowaliby w 80 proc. koszty związane ze zbiórką i recyklingiem wypuszczanych na rynek opakowań, to mieszkańcy płaciliby miesięcznie od 2–3 zł mniej.

– Niestety, w Polsce odpowiedzialność przedsiębiorców jest bardzo niska. W porównaniu z przedsiębiorcami z Europy Zachodniej te obciążenia są o kilkadziesiąt, nawet sto razy niższe. Musimy uporządkować sprawę finansowania, a także egzekucji. Nowelizacja ustaw nie poprawi sytuacji, jeżeli wcześniejsze przepisy nie będą egzekwowane. Nadzór, egzekucja, kary, finansowanie – te wszystkie działania muszą być podejmowane, abyśmy mogli w 2020 roku osiągnąć zakładany poziomy recyklingu odpadów – mówi Jerzy Starypan.

Panattoni zapowiada zwiększanie skali działalności. Chce poszerzyć ją o obiekty dla małego biznesu

Panattoni zapowiada zwiększanie skali działalności. Chce poszerzyć ją o obiekty dla małego biznesu 7
Panattoni Europe, czołowy deweloper powierzchni przemysłowych, zamierza rozwijać dotychczasową działalność i zapowiada powstanie nowych obiektów logistycznych. Jak przekonuje Marek Foryński, dyrektor zarządzający koncernu, istotną częścią biznesu pozostaną obiekty dedykowane, ale firma być może poszerzy działalność o powierzchnie dla małych przedsiębiorstw.

– Nasz rozwój wiążemy z tym, co robimy obecnie, czyli kilku kierunkach, ale priorytetem są nowe lokalizacje – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Marek Foryński, dyrektor zarządzający dywizji built-to-suit (BTS) w firmie Panattoni Europe. – Chcemy rozwijać również obiekty dedykowane, czyli realizowane na zamówienie klienta, w nieco mniejszych miastach, które potrzebują obiektów logistycznych z nowoczesną powierzchnią. Z jednej strony chcemy więc stabilizować działalność, próbować zwiększać wolumen, z drugiej – szukać nowych obszarów.

Marek Foryński zapowiada, że firma być może uruchomi projekty na rzecz mniejszych przedsiębiorstw obejmujące budowę tzw. Small Business Units (z ang. pomieszczenia małego biznesu, w skrócie SBU).

– Przede wszystkim będziemy zwiększać wolumen tam, gdzie już jesteśmy – prognozuje Marek Foryński. – Powierzchnia obiektów dedykowanych jest bardzo uzależniona od zapotrzebowania. Ściany zachodnia i południowa tradycyjnie są bardziej pozytywnie postrzegane przez klientów. Należy się więc spodziewać naszej obecności w tych miastach, które są wystarczająco duże i zasługują na powierzchnie przemysłowe czy logistyczne. SBU nie wygenerują potencjalnie dużego wolumenu, ale to też ciekawy kierunek.

Obiekty dedykowane, jak przekonuje Marek Foryński, nadal stanowić będą dość istotną część działalności firmy. Ale skali jej zaangażowania w takie inwestycje nie można porównywać z obiektami tradycyjnymi, czyli parkami logistycznymi, czy pod wielu najemców.

– Myślę, że to pozostanie istotną częścią naszej działalności generującą dość duże przychody i profity – wyjaśnia Marek Foryński. – Natomiast bardzo trudno zaplanować ten segment pod kątem wolumenu czy powierzchni i określić, jak będzie wyglądać jego rozwój. Myślę, że co najmniej kilkanaście tego rodzaju projektów, które w tej chwili zapowiadają się dobrze, zrealizujemy w przyszłym roku. Byłby to dosyć solidny kawałek naszego biznesu.

Panattoni Europe jest czołowym deweloperem powierzchni przemysłowych w Polsce. Od uruchomienia w 2005 roku przedsiębiorstwo zrealizowało na terenie kraju projekty o łącznej powierzchni przeszło 2,5 mln mkw. W 2014 roku podpisało ogromną umowę najmu na budowę 246 tys. mkw. na rzecz firmy Amazon w dwóch lokalizacjach: w okolicach Poznania oraz Wrocławia.

Rektor Uniwersytetu Łódzkiego: Humanistyka nie umarła. Problemy z brakiem studentów są przejściowe

Rektor Uniwersytetu Łódzkiego: Humanistyka nie umarła. Problemy z brakiem studentów są przejściowe 8
Kierunki humanistyczne mimo mniejszego zainteresowania studentów nie powinny być zamykane – uważa prof. Antoni Różalski, rektor Uniwersytetu Łódzkiego. Niższa liczba chętnych jest przejściowa, a kolejnym rocznikom potrzebne będą wykwalifikowane kadry. Do wyzwań stojących przed władzami polskich uczelni należeć będzie ich utrzymanie. Rektor UŁ uważa, że nauki humanistyczne mają się dobrze, o czym świadczą prace instytutów badawczych i wydziałów humanistycznych. Promowaniu takich prac służyć ma Nagroda im. Prof. Tadeusza Kotarbińskiego przyznawana przez łódzką uczelnię.

Nie zgadzam się ze sformułowaniem, że humanistyka musi się odrodzić, gdyż sugeruje ono, że umarła. Istnieją wspaniałe wydziały humanistyczne i instytuty badawcze, na których powstają bardzo dobre prace naukowe. Na przedstawicielach uczelni spoczywa duża odpowiedzialność. Mimo sytuacji trudnych, gdy przejściowo brakuje chętnych na dany kierunek humanistyczny, należy dołożyć wszelkich starań, by tę specjalizację utrzymać. Jeśli nie w tym roku, to w następnym kandydaci zaczną się pojawiać. Najważniejsze jest to, żeby zachować najlepszą kadrę i ją kształcić – mówi agencji Newseria Biznes prof. Antoni Różalski, rektor Uniwersytetu Łódzkiego.

Dziś chętnych na niektóre kierunki jest mniej, głównie ze względu na niż demograficzny, ale uczelnie liczą na rosnące zainteresowanie studentów. Tym bardziej że zapotrzebowanie na kompetencje humanistów na rynku pracy nie maleje. Rozwój humanistyki chce wspierać także Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego.

– Dla kształcenia humanistów istotne jest lepsze finansowanie szkolnictwa wyższego. W dużej mierze chodzi o utrzymanie tego, co nazywamy działalnością statutową na badania naukowe. Do niezwykle ważnych kwestii należy zachowanie, a najlepiej zwiększenie dotacji na badania naukowców, także tych młodych – mówi prof. Różalski.

Na naukach humanistycznych koncentruje się Narodowy Program Rozwoju Humanistyki. Daje on studentom możliwość współpracy z zagranicznymi ośrodkami naukowymi, co roku rozdysponowując na ten cel 80 mln zł. Coraz więcej funduszy na finansowanie humanistyki przeznacza również Narodowe Centrum Nauki. W 2014 roku na projekty w grupie nauk humanistycznych, społecznych i nauk o sztuce NCN przeznaczył 136,5 mln zł. Z kolei kształcenie miękkich kompetencji humanistycznych poszukiwanych przez pracodawców to jeden z obszarów wspierany przez Program Rozwoju Kompetencji, realizowany w ramach programu operacyjnego Wiedza Edukacja Rozwój. Do 2020 roku na ten cel trafić ma 1,2 mld zł.

Eksperci podkreślają, że promowanie nauk humanistycznych to także kwestia postawy samych naukowców.

Jako dydaktyk promuję naukę poprzez rzetelne przygotowanie zajęć, aby studenci mieli poczucie, że wykładowca zrobił wszystko, aby pomóc im w zgromadzeniu największego kapitału wiedzy. Staram się przyczyniać do propagowania nauki także poprzez prowadzenie precyzyjnych badań, które w dziedzinie humanistyki mają znaczenie długofalowe, ponieważ umożliwiają zrozumienie nas samych – mówi Ewa Kołodziejczyk z Instytutu Badań Literackich Polskiej Akademii Nauk.

Ewa Kołodziejczyk to tegoroczna laureatka Nagrody im. Prof. Tadeusza Kotarbińskiego, którą przyznaje Uniwersytet Łódzki. Celem tego wyróżnienia o randze ogólnopolskiej jest honorowanie wybitnych autorów dzieł z zakresu szeroko rozumianej humanistyki, nauk społecznych i nauk o sztuce. Kapituła nagrodziła w tym roku książkę pt. „Amerykańskie powojnie Czesława Miłosza” wydaną w 2015 roku przez wydawnictwo Instytutu Badań Literackich Polskiej Akademii Nauk w Warszawie.

Praca obejmuje okres działalności i twórczości Czesława Miłosza od 1945 do 1951 roku, kiedy poeta pełnił funkcję attaché kulturalnego w konsulacie generalnym w Stanach Zjednoczonych oraz II sekretarza Ambasady Polskiej w Waszyngtonie.

Dawniej uważaliśmy, że nauka promuje się sama, natomiast dzisiaj, przy zalewie informacji, które bombardują nas każdego dnia, bardzo trudno jest wyłowić te wartościowe. W związku z tym promowanie nauki poprzez nagłaśnianie wybitnych dzieł, projektów czy idei ma znaczenie porządkujące, tzn. pozwala dotrzeć do najważniejszych wątków współczesności, w której żyjemy – mówi autorka książki.

W 2018 roku wejdą w życie nowe unijne przepisy o ochronie danych osobowych. Firmy w Polsce nie są przygotowane do ich wdrożenia

W 2018 roku wejdą w życie nowe unijne przepisy o ochronie danych osobowych. Firmy w Polsce nie są przygotowane do ich wdrożenia 9
Unijne rozporządzenie GDPR, które zacznie obowiązywać za półtora roku, nałoży na przedsiębiorstwa szereg nowych regulacji w zakresie pozyskiwania danych osobowych i zarządzania nimi. Ponad połowa firm wciąż nie wie o  istnieniu rozporządzenia, a tylko 11 proc. zna szczegółowe zapisy. Eksperci podkreślają, że dopóki wiedza dotycząca zapisów GDPR nie będzie odpowiednio rozpowszechniona, dopóty firmy nie będą się w stanie przygotować na nadchodzące zmiany. Kary za nieprzestrzeganie nowych wytycznych będą wysokie i mogą sięgać nawet 4 proc. rocznych obrotów przedsiębiorstwa.

GDPR (ang. General Data Protection Regulation) to unijne rozporządzenie, którego celem jest ujednolicenie przepisów o ochronie danych osobowych na terenie całej Unii Europejskiej. Ma ono również wzmocnić kontrolę użytkowników nad ich danymi osobowymi. Nowe przepisy obejmą wszystkie organizacje, które przetwarzają dane osób przebywających na terenie Unii (również te, które zarejestrowane są poza jej terytorium) i zaczną obowiązywać w 2018 roku. Jak wynika z badań przeprowadzonych na zlecenie VMware i Trend Micro, półtora roku przed wejściem w życie nowych przepisów świadomość dotycząca GDPR jest bardzo niska.

– Ponad połowa firm nie wie, że istnieje takie rozporządzenie, mimo że zacznie ono obowiązywać już za półtora roku. Sprawa wydaje się poważna, ponieważ kary finansowe za nieprzestrzeganie zapisów rozporządzenia GDPR są olbrzymie, liczone w milionach euro. Kara może sięgać nawet 4 proc. obrotu nie tylko danej firmy, lecz także całej grupy kapitałowej. Dlatego przedsiębiorstwa muszą zdawać sobie z tego sprawę i już dzisiaj podjąć odpowiednie działania – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Paweł Korzec, Regional Presales Manager, Eastern Europe w firmie VMware, będącej dostawcą rozwiązań IT z dziedziny infrastruktury chmury obliczeniowej i mobilności dla biznesu.

Według przeprowadzonego w październiku badania niespełna połowa przedsiębiorstw słyszała o rozporządzeniu GDPR, jednak mniej niż 2/3 spośród nich zapoznało się z treścią nowych przepisów. Tylko w 1/3 przebadanych firm pracownicy zajmujący się ochroną danych mają podstawową wiedzę na temat nowego prawa. Odsetek tych, którzy znają szczegółowe zapisy rozporządzenia, jest jeszcze mniejszy – tylko 11 proc. badanych prawidłowo wskazało, że kara finansowa za nieprzestrzeganie nowych wytycznych może wynosić nawet 4 proc. rocznego obrotu firmy. Największą wiedzę dotyczącą rozporządzenia GDPR mają duże firmy, zatrudniające ponad 250 osób.

Jednocześnie tylko 11 proc. badanych firm deklaruje, że są przygotowane na wdrożenie nowych przepisów i nie muszą podejmować w tym celu żadnych działań. Pozostałe wskazują na konieczność zwiększenia liczby szkoleń dla pracowników, inwestycji w systemy informatyczne i ochronę IT, zatrudnienia administratora ds. bezpieczeństwa informacji czy zwiększenia wartości polisy ubezpieczeniowej na wypadek naruszenia danych.

Michał Jarski, dyrektor regionalny firmy Trend Micro, która działa w obszarze zabezpieczeń internetowych, podkreśla jednak, że dopóki przedsiębiorcy nie mają szczegółowej wiedzy o nowych przepisach, dopóty nie będą w stanie skutecznie ich wdrożyć.

 Firmy nie zdają sobie sprawy z tego, że muszą zadbać nie tylko o odpowiednie przetwarzanie danych osobowych, lecz także uzyskać zgodę na to przetwarzanie od każdego obsługiwanego klienta. Zgodnie z nowymi wymogami organizacje będą musiały powiadamiać zainteresowanych o takim działaniu nawet wtedy, kiedy nie dojdzie do transakcji finansowej. Programy lojalnościowe, monitorowanie zachowań konsumentów, działania polegające na monitorowaniu ruchu pasażerów czy ruchu konsumentów w centrum handlowym to również są elementy, które będą podlegać GDPR – mówi Michał Jarski, dyrektor regionalny firmy Trend Micro.

Jednym z najważniejszych wymogów, które wprowadza rozporządzenie GDPR, jest tzw. prawo do bycia zapomnianym. Oznacza to, że każda osoba fizyczna będzie mogła zażądać usunięcia jej danych osobowych z systemów informatycznych. Eksperci podkreślają, że ten zapis będzie równocześnie jednym z najtrudniejszych do wdrożenia dla polskich firm, które będą musiały zadbać o nadzór informacji na każdym etapie ich przetwarzania.

 Zapisanie danych w firmowym systemie jest bardzo proste, natomiast ich wykasowanie już niestety nie. Problem pojawia się m.in. w przetwarzaniu chmurowym. W ramach przetwarzania danych w chmurze prywatnej, publicznej czy w chmurach hybrydowych albo kiedy zleca się przetwarzanie danych zewnętrznemu podmiotowi są one przechowywane w różnych miejscach. Nowe rozporządzenie wymusza na firmach, instytucjach i korporacjach, żeby szczegółowo śledziły sposób, w jaki dane osób fizycznych będą przekazywane, przetwarzane i na końcu kasowane – mówi Paweł Korzec.

Jak wynika ze wspólnego badania Trend Micro i VMware, większość polskich przedsiębiorstw (88 proc.) stosuje się obecnie do zapisów Ustawy o ochronie danych osobowych. Co więcej, zdecydowana większość (80 proc.) stosuje również szyfrowanie dokumentów i organizuje szkolenia dla pracowników z zakresu bezpieczeństwa danych. Trzy czwarte firm jest przekonanych, że dane w ich firmie są odpowiednio zabezpieczone i chronione.

 Wszystkie firmy działające w Polsce podlegają polskiej ustawie i większość stosuje się do jej zapisów. Jednak GDPR wprowadza zupełnie nowe podejście, nie tylko w wymiarze formalnym, związanym z procedurami. Wymusza też konieczność obsłużenia zdarzeń polegających na naruszeniu zbioru danych osobowych, nieautoryzowanej modyfikacji danych i zgłaszania tego typu faktów. W razie niedopatrzenia w obsłudze klientów przewidziane są ogromne kary finansowe sięgające 2–4 proc. rocznych obrotów firmy. To często jest dla nich „być albo nie być” – podkreśla Michał Jarski.

Jak ułatwić sobie życie i zautomatyzować pracę w e-commerce?

„Automatyzacja” – w branży e-commerce słowo klucz. Bez niej nie wykorzystujemy w pełni potencjału naszego biznesu, tracimy czas na „ręczne” wykonywanie niezbędnych czynności, a w konsekwencji tracimy potencjalne zyski. Z myślą o wszystkich właścicielach i managerach e-sklepów, przedstawię kilka cennych wskazówek dotyczących tego, w jaki sposób dzięki automatyzacji zdystansować konkurencję, zdobywać względy obecnych i potencjalnych klientów, a przede wszystkim zarabiać więcej. 

Powrót do porzuconych koszyków

Na początek przypomnę o dość oczywistym, a jednak często bagatelizowanym i pomijanym narzędziu, jakim jest wysyłanie informacji o porzuconym koszyku. Dodanie przez klienta określonego produktu do koszyka w e-sklepie nie zawsze oznacza dokonanie zakupu. Niektórzy klienci porzucają koszyk, np. gdy w trakcie dokonywania zakupu ich uwaga zostanie odwrócona albo są w początkowym etapie drogi zakupowej i robią wstępne rozeznanie.

Prosty i w pełni zautomatyzowany proces wysyłania do takich klientów wiadomości przypominających o produktach pozwala znacznie zmniejszyć odsetek porzuconych niedoszłych zakupów. Co więcej bardzo często na skutek wiadomości klient do niesfinalizowanej listy zakupów dodaje kolejny produkt, np. dzięki skutecznemu komunikatowi, proponowanej promocji lub w celu obniżenia kosztów dostawy. Tym bardziej nie warto bagatelizować tego narzędzia.

Zautomatyzowany marketing afiliacyjny

Do narzędzi marketingu afiliacyjnego, poza sieciami afiliacyjnymi należą kanały social media (zwłaszcza Facebook), porównywarki cenowe, reklamy w wyszukiwarkach i wszystkie formy remarketing. Skuteczne wykorzystanie ich wszystkich wymaga ciągłego testowania nowych rozwiązań, ponieważ nie istnieją uniwersalne schematy zachowań konsumenckich. Zaplanowanie kilku kampanii, których prowadzenie przez dłuższy czas zagwarantuje oczekiwany wzrost sprzedaży jest więc niemożliwe.

Na szczęście działania związane z marketingiem afiliacyjnym da się w dużej mierze zautomatyzować, korzystając z plików produktowych (product feed) oraz dedykowanych narzędzi ułatwiających zarządzanie nimi w wielu kanałach jednocześnie. Plik produktowy, jeżeli ma dobrze pełnić swoją funkcję również wymaga ciągłej optymalizacji, jednak korzystając z dedykowanego narzędzia, proces ten idzie znacznie sprawniej i pozwala na szybką modyfikację prezentowanej oferty w wielu kanałach marketingu afiliacyjnego jednocześnie.

W dodatku istnieją narzędzia, dzięki którym automatyzacji ulega samo przygotowanie pliku produktowego od zera. Jest to możliwe dzięki web crawling – czyli procesowi polegającemu na skanowaniu strony klienta i pobieraniu bezpośrednio z niej informacji produktowych, które później wykorzystywane są w pliku produktowym. To ogromna oszczędność czasu.

Win-back

Na nasyconym i konkurencyjnym rynku wzrasta znaczenie utrzymania dotychczasowych klientów, ponieważ koszty pozyskania nowych konsumentów znacznie przewyższają koszty zatrzymania obecnych użytkowników. Niestety branża e-commerce jest szczególnie narażona na odejście klientów, ponieważ transakcje nie opierają się tu, jak w tradycyjnej sprzedaży, na bezpośrednich relacjach.

Programy typu win-back mają na celu przyciągnięcie klientów z powrotem do naszej oferty. Automatyzacja polega w tym przypadku na wysłaniu komunikatu do klientów, którzy w ustalonym z góry okresie czasu nie odwiedzali strony e-sklepu, bądź nie dokonywali na niej transakcji. Jeśli programy win-back porównamy obrazowo do wędki, będą one działać skutecznie wyposażone w atrakcyjną przynętę, chociaż w tym kontekście bardziej odpowiednim słowem będzie „zachęta”. Taką zachętą będzie na przykład program lojalnościowy lub zaplanowane rabaty dla stałych klientów. Zdecydowanie warto obniżyć swój zysk w przypadku pojedynczych transakcji, jeżeli następstwem takiego działania staną się kolejne przeprowadzane poprzez klientów transakcje.

Identyfikacja w czasie rzeczywistym

Ostatnia propozycja dotyczy działania samego serwisu e-commerce. Na podstawie wcześniejszych doświadczeń i informacji zgromadzonych na temat klientów, warto dokonać ich segmentacji, aby wychwycić trendy dotyczące ich zwyczajów zakupowych. Dzięki temu otwierają się przed nami nowe możliwości w dziedzinie tworzenia spersonalizowanych komunikatów.

Im stopień personalizacji jest wyższy, a nasza wiedza dotycząca zwyczajów konsumenckich bogatsza, tym identyfikacja w czasie rzeczywistym powinna przynieść lepsze rezultaty. Narzędzie sprawdza się zarówno w przypadku stałych, jak nowych klientów, którzy pierwszy raz odwiedzili naszą stronę. W przypadku stałych klientów doskonale znamy ich historię zakupową i wiemy, jakie produkty oraz jaki komunikat reklamowy powinny przede wszystkim wzbudzić ich zainteresowanie. Warto zatem, by napotkali odpowiedni przekaz już na stronie głównej. Oczekiwania nowych klientów jesteśmy natomiast w stanie przewidywać na podstawie stworzonej wcześniej segmentacji. Wówczas kierujmy do klienta komunikaty, które wcześniej dobrze sprawdzały w grupie docelowej, do której należy.

Im doskonalsza jest automatyzacja wszystkich procesów w biznesie e-commerce, tym więcej szans sprzedażowych uda nam się wykorzystać, dlatego warto inwestować w innowacyjne narzędzia, których koszty szybko się zwrócą.

Autorka: Monika Sumorek, Business Development Manager, Feedink.com

Ekoplast w drodze na NewConnect

Ekoplast S.A., producent opartych na najnowocześniejszych technologiach systemów okien i drzwi, prowadzi przygotowania do publicznej emisji akcji. Spółka planuje przeprowadzić ją na początku grudnia 2016 roku.

Ekoplast S.A. to producent stolarki otworowej z tworzyw sztucznych oraz aluminium. Spółka ma silną pozycję na rynku francuskim. Obecnie ponad 75% produkcji przeznaczane jest właśnie na ten rynek. Okna i inne produkty z oferty Ekoplast obecne są również na rynku krajowym, głównie w Małopolsce.

Przygotowania do debiutu Spółka rozpoczęła niemal rok temu. Ważnym krokiem była zmiana formy prawnej. Z początkiem stycznia b.r. Ekoplast rozpoczął działalność jako spółka akcyjna.

Harmonogram oferty publicznej akcji serii B

23.11.2016 r. Publikacja Memorandum Informacyjnego
25-28.11.2016 r. Budowa Księgi Popytu
28.11.2016 r. Ustalenie ceny emisyjnej (do końca dnia)
29.11.-5.12.2016 r. Zapisy na akcje
do 7.12.2016 r. Przydział akcji


Środki, jakie uzyskamy dzięki emisji, pozwolą na realizację kluczowych inwestycji z punktu widzenia bieżącej działalności, a co za tym idzie, również na wzmocnienie pozycji i konkurencyjności na rynkach zagranicznych
– mówi Dariusz Chwastek, Prezes Zarządu Ekoplast S.A. Obecnie całość naszej oferty wytwarzana jest we własnym zakładzie w Krakowie. Jego powierzchnia nie pozwala już na rozbudowę skali produkcji, a także ogranicza możliwości w zakresie działań magazynowo-logistycznych. Dlatego, mając na uwadze popyt na nasze produkty, zdecydowaliśmy o budowie nowej hali produkcyjnej –  komentuje Dariusz Chwastek.

Zwiększenie mocy produkcyjnej Ekoplast będzie możliwe dzięki środkom pozyskanym z emisji. W całości zostaną one przeznaczone na budowę nowej hali produkcyjno-magazynowej oraz jej wyposażenie w nowe linie produkcyjne. Plan przewiduje rozruch nowego zakładu w pierwszej połowie 2018 roku.

Nowa hala pozwoli nam na rozszerzenie portfolio produktowego. Poczyniliśmy już pierwsze kroki w tym kierunku. Nasz zespół, w efekcie prac badawczo-rozwojowych, opracował innowacyjną technologię produkcji. Metoda już została zgłoszona do ochrony patentowej. Po pomyślnym przeprowadzeniu inwestycji i uruchomieniu nowej hali ruszymy z produkcją – mówi Dariusz Chwastek.

Obecnie w portfolio producenta znajdują się okna PVC i aluminiowe, drzwi PVC, bramy garażowe oraz pełna gama asortymentu dodatkowego, jak rolety zewnętrzne i wewnętrzne, żaluzje, moskitiery, markizy czy osłony przeciwsłoneczne (refleksole).

Niniejszy materiał ma charakter wyłącznie promocyjny. Wobec braku obowiązku sporządzenia prospektu emisyjnego, jedynym prawnie wiążącym dokumentem zawierającym informacje o Emitencie oraz o Publicznej Ofercie Akcji serii B jest Memorandum Informacyjne Akcji serii B spółki Ekoplast S.A. dostępne w wersji elektronicznej na stronach internetowych Emitenta www.ekoplast-krakow.pl oraz Oferującego www.bossa.pl

Certyfikaty strukturyzowane UniCredit Bank AG ponownie w obrocie giełdowym

  • Certyfikaty strukturyzowane wyemitowane przez UniCredit Bank AG zadebiutowały na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie
  • Instrumentem bazowym dla nowych certyfikatów jest indeks cen ropy naftowej – S&P GSCI Crude Oil-Index Excess Return-Index

Po kilku latach w obrocie giełdowym znalazły się nowe certyfikaty strukturyzowane emitowane przez UniCredit Bank AG. Certyfikaty były oferowane w sieci Private Banking Alior Banku. Instrumentem bazowym dla nowej emisji certyfikatów jest indeks cen ropy naftowej S&P GSCI Crude Oil-Index Excess Return-Index – jeden z najbardziej rozpoznawalnych indeksów surowców naturalnych na świecie.

Cieszymy się, że UniCredit Bank AG po kilku latach przerwy wyemitował kolejną serię certyfikatów strukturyzowanych na naszym rynku. Nowe instrumenty poszerzą paletę możliwości inwestycyjnych o nowy indeks cenowy skorelowany z globalnymi rynkami obrotu surowcami naturalnymi. Jednocześnie zdajemy sobie sprawę, że kluczowa dla przyciągnięcia nowych inwestorów jest edukacja, dlatego też wraz z emitentami angażujemy się w różne inicjatywy promujące zwiększenie wiedzy o tym segmencie rynku. Wprowadzenie certyfikatów do obrotu pokazuje również, jak istotny dla inwestorów jest przejrzysty rynek wtórny, na którym można je sprzedać – powiedziała prof. Małgorzata Zaleska, prezes Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie.

Do obrotu giełdowego została wprowadzona jedna seria certyfikatów ISIN DE000HVB1730
z terminem ostatniego notowania 13 listopada 2020 r. Cena emisyjna certyfikatów wynosi 100 zł. Liczba certyfikatów, które emitent wprowadził do obrotu, wynosi 128 388 sztuk. Nowe instrumenty będą notowane na rynku równoległym w Systemie Animatora Rynku. Dystrybutorem certyfikatów w ramach oferty niepublicznej był Alior Bank.

– W Alior Banku obserwujemy duże zainteresowanie tego typu inwestycjami. W czasach niskich stóp procentowych Klienci szukają alternatywnych form inwestowania. Takie produkty inwestycyjne jak certyfikaty dają możliwość zarabiania na różnorodnych aktywach bazowych. Świadomi Inwestorzy wykorzystują potencjał alternatywnych instrumentów i chętnie w oparciu o nie budują swoje portfele inwestycyjne. Dzięki wprowadzeniu certyfikatów na giełdę stały się one płynnym instrumentem finansowym wycenianym rynkowo na rynku regulowanym. W Banku organizowane są kolejne emisje produktów strukturyzowanych emitowanych przez UniCredit Bank AG, które będą trafiały na GPW – powiedział Marcin Kobus, Dyrektor ds. Produktów Oszczędnościowych Alior Banku

Podstawowe informacje dotyczące debiutujących certyfikatów zamieszczone zostały na stronie internetowej: www.onemarkets.pl

Obecnie na warszawskiej giełdzie notowanych jest prawie 800 produktów strukturyzowanych. Inwestorzy mają duży wybór zróżnicowanych instrumentów bazowych: akcji, koszyków akcji, indeksów czy produktów rolnych. Ponadto produkty strukturyzowane umożliwiają wybór instrumentu bazowego zgodnego z preferowanym poziomem ryzyka inwestycyjnego, a także możliwość zarabiania na wzrostach i spadkach cen instrumentów bazowych.

Do 2020 roku ponad 2,5 mln prosumentów będzie wykorzystywać mikroinstalacje OZE*

Energia promieniowania słonecznego, która dociera do powierzchni Ziemi, przekracza energetyczne potrzeby świata 5 tysięcy razy. Odnawialne Źródła Energii, popularne od lat w Niemczech, Wielkiej Brytanii, Hiszpanii i innych krajach UE, zaczynają królować także w Polsce. Z analizy Gothaer TU SA wynika, że aż 45 proc. rodaków chciałaby zainwestować w małe, przydomowe odnawialne źródła energii (najczęściej ogniwa fotowoltaiczne lub kolektory słoneczne). Wśród osób zainteresowanych „zieloną energią” prym wiodą rolnicy (56 proc.), prywatni przedsiębiorcy i kierownicy (odpowiednio 70 proc. i 61 proc.) oraz mieszkańcy domów jednorodzinnych (56 proc.) i kilkurodzinnych (62 proc.). Teraz mogą oni ubezpieczyć swoje mikroinstalacje m.in. od szkód powstałych w wyniku gradu, huraganu, pożaru i innych zdarzeń losowych oraz kradzieży.  

Gothaer TU SA wprowadził do oferty ubezpieczenie paneli fotowoltaicznych i kolektorów słonecznych, skierowane do Klientów indywidualnych. – Potencjał rynku jest duży. Według „Krajowego planu rozwoju mikroinstalacji odnawialnych źródeł energii do 2020 roku” bazującego na rządowym Krajowym Planie Działań, do 2020 roku aż 2,5 mln prosumentów (osób produkujących i konsumujących energię elektryczną na własne potrzeby) będzie wykorzystywać mikroinstalacje OZE, w tym ok. 500 tys. instalacje fotowoltaiczne. Oznacza to, że krajowe obroty na rynku mikroinstalacji w 2020 roku wyniosą 26,5 mld zł, w tym 2,5 mld zł w branży PV. Gothaer TU chce być obecny w tym obszarze oraz zapewniać ochronę ubezpieczeniową także Klientom indywidualnym, zwłaszcza że analogiczne ubezpieczenie jest już dostępne w ramach naszej oferty korporacyjnej, a także ubezpieczenia „Cztery kąty” mieszkań i domów – podkreśla Anna Włodarczyk-Moczkowska, Prezes Zarządu Gothaer TU SA.

Niemcy przykładem dla całej Europy  

Liderem w zakresie mikrogeneracji są Niemcy, gdzie od ponad 20 lat funkcjonuje system stałych taryf na energię elektryczną z OZE wspierających rozwój energetyki rozproszonej. Od czasu uchwalenia w Niemczech (w 2000 roku) ustawy o OZE (ErneuerBareEnergien Gesetz) produkcja energii elektrycznej z OZE wzrosła ponad czterokrotnie (z 37 tys. MWh do 160,6). W 2014 roku udział OZE wśród wyprodukowanej w Niemczech energii elektrycznej osiągnął 26,2 proc. i tym samym było to największe źródło energii w Niemczech. – Patrząc na sukces Niemiec, ale również bazując na doświadczeniu i wiedzy Grupy Gothaer, czyli jednej z największych i najstarszych grup ubezpieczeniowych w Niemczech, dostrzegamy duży potencjał rynkowy również wśród Klientów indywidualnych. Już sześć lat temu (w 2010 roku) funkcjonowało w Niemczech ponad 4 mln producentów energii elektrycznej z OZE a 40 proc. z nich, czyli 1,5 mln, stanowiły osoby fizyczne. Kierując ofertę do Klientów indywidualnych postanowiliśmy wyciągnąć wnioski z powyższych spostrzeżeń – podkreśla Anna Materny, Dyrektor Biura Produktów Detalicznych Gothaer TU SA.

Potencjał rynku w Polsce

Jeszcze niedawno panowało przekonanie, że w Polsce jest zbyt małe nasłonecznienie, by instalacje fotowoltaiczne mogły pracować efektywnie. To stereotyp. Wystarczy spojrzeć na Niemcy i Czechy, które przodują w tej kwestii, a ich nasłonecznienie jest porównywalne do naszego. Średnia ilość nasłonecznienia w naszym kraju daje energię na poziomie 1100 kWh/m kw. To właśnie słońce jest wskazywane przez Polaków jako źródło energii, które wykorzystywaliby najchętniej w swoim gospodarstwie domowym. W badaniu „Polacy o źródłach energii odnawialnej”**** wskazało go aż 31 proc. respondentów. Warto też pamiętać, że w ramach programu „Prosument” realizowanego przez Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej (NFOŚiGW) istnieją środki pieniężne na wspieranie wielu rozwiązań z zakresu OZE np. modułów fotowoltaicznych, pomp ciepła, biomasy, kolektorów słonecznych, małych elektrowni wiatrowych, czy mikrogeneracji. Klienci mogą ubiegać się o kredyt preferencyjny wraz z dotacją łącznie do 100 proc. kosztów kwalifikowanych instalacji. NFOŚiGW zarezerwował na ten cel 800 mln zł, w tym 280 mln zł na wypłaty w formie dotacji i 520 mln zł na wypłaty pożyczek dla umów zawieranych w latach 2014-2020. W ubiegłym roku, w ramach programu, zawarto umowy na kwotę ponad 155 mln zł **

Co można ubezpieczyć?

Ochroną ubezpieczeniową w Gothaer TU SA można objąć zarówno instalacje fotowoltaiczne, jak i kolektory słoneczne zamontowane na budynku mieszkalnym, gospodarczym lub budowli wraz z całą instalacją i wyposażeniem. Czym różnią się kolektory słoneczne od ogniw fotowoltaicznych? Te pierwsze podgrzewają wodę, drugie – przekształcają energię słońca w elektryczną. Ochrona ubezpieczeniowa obejmuje szkody powstałe w wyniku zdarzeń losowych (m.in. dewastacji, gradu, naporu śniegu, powodzi, pożaru, przepięcia, uderzenia pioruna etc.), ale również utratę paneli wskutek kradzieży, kradzieży z włamaniem, czy rozboju. – Co ważne, ochrona ubezpieczeniowa obejmuje również ponad sumę ubezpieczenia uzasadnione i udokumentowane koszty uprzątnięcia pozostałości po szkodzie, w tym także koszty rozbiórki, demontażu niezdatnych do użytku elementów, ich wywóz, składowanie lub utylizację – podkreśla Anna Materny, Dyrektor Biura Ubezpieczeń Detalicznych w Gothaer TU SA.

Jakie jeszcze zalety ma energetyka prosumencka?

Do najważniejszych z nich należą spore oszczędności, które może zanotować gospodarstwo domowe decydujące się na takie rozwiązanie. Z wyliczeń przygotowanych przez Ekspertów z Laboratorium Fotowoltaiki Politechniki Warszawskiej wynika, że czteroosobowe gospodarstwo domowe (decydując się na panele fotowoltaiczne) mogłoby obniżyć rachunek za energię elektryczną z 2475 zł (rocznie) do 275 zł ***. Dużym plusem jest to, że energię elektryczną wytwarzają sami jej odbiorcy (a nie centralne elektrownie i elektrociepłownie) co pozwala uniknąć strat energii, które powstają gdy jest ona przesyłana na duże odległości. Trzeba też pamiętać o efekcie ekologicznym i ograniczeniu emisji CO2. Same panele fotowoltaiczne są niezawodne i mają niskie koszty eksploatacji, a przy tym pracują całkowicie bezgłośnie i bez wibracji. Najważniejsze, by były dobrze ubezpieczone na wypadek zdarzeń losowych, czy też kradzieży.

*)”Krajowy Plan rozwoju mikroinstalacji odnawialnych źródeł energii do 2020 roku” bazujący na rządowym Krajowym Planie Działań

**) www.nfosigw.gov.pl

***) Wyliczenia Ekspertów z Laboratorium Fotowoltaiki Politechniki Warszawskiej

****) Badanie „Polacy o źródłach energii odnawialnej”

WYLICZENIA – JAKIE OSZCZĘDNOŚĆI DAJE NAM INSTALACJA PANELI FOTOWOLTAICZNYCH:

Efekt ekonomiczny zainstalowania modułów fotowoltaicznych dla gospodarstwa domowego na przykładzie czteroosobowego gospodarstwa domowego i systemu o mocy 5 kWp – przy założeniu, że cała wyprodukowana energia elektryczna jest na bieżąco zużywana przez gospodarstwo domowe.

Zużycie energii w przykładowym gospodarstwie czteroosobowym to około 5000 kWh rocznie. Obecnie cena energii wynosi średnio 0,55 zł za1 kWh zużytej energii elektrycznej.

  • Zatem za energię zużytą w ciągu roku zapłacimy: 5000 kWh*0,55 zł/kWh= 2475 zł
  • Dobrze zaprojektowany system fotowoltaiczny powinien produkować średnio 900 kWh w ciągu roku z 1 kW zainstalowanego. Zatem mając instalację o mocy 5 kW produkcja systemu powinna wynieść około: 5 kW*900 kWh = 4500 kWh * (UWAGA: rzeczywista produkcja energii elektrycznej może być nieco wyższa lub niższa, w zależności od licznych czynników zewnętrznych takich jak warunki atmosferyczne (duże zachmurzenie lub brak chmur) lub też występowania zjawiska zacienienia modułów lub ich fragmentów)
  • Teoretycznie system pozwoli na pokrycie 90% zapotrzebowania energetycznego czteroosobowego gospodarstwa domowego. Rachunek za energię elektryczną wyniesie: 5000 kWh – 4500 kWh = 500 kWh. Zatem finalnie mamy: 500 kWh* 0,55 zł/kWh = 275 zł w ciągu roku.

MINISŁOWNICZEK WYBRANYCH POJĘĆ DOTYCZĄCYCH OZE

Odnawiane źródła energii – źródła energii, których używanie nie powoduje ich długotrwałego deficytu. Zaliczają się do nich m.in.: wiatr, promienie słoneczne etc.

Fotowoltaika (PV) – słoneczna energia elektryczna, która stanowi jedno z najbardziej przyjaznych środowisku źródeł energii. Ponieważ promienie słoneczne są powszechnie dostępne i możliwa jest ich bezpośrednia konwersja na energię elektryczną stanowi realną alternatywę m.in. dla węgla.

Panele fotowoltaiczne (PV) – instalacje często mylone z kolektorami słonecznymi, mające inne zastosowanie: przekształcają energię słoneczną w elektryczną. Mogą zostać zintegrowane z budynkami np. ich fasadą czy dachem.

Kolektory słoneczne – urządzenia, które konwertują energię słoneczną na ciepło. Najczęściej są montowane w budynkach mieszkalnych i wykorzystywane do ogrzewania wody.

Mikrokogeneracja – kogeneracja jest to proces polegający na jednoczesnym wytwarzaniu energii cieplnej i elektrycznej. Pojęcie „mikrokogeneracja” odnosi się do urządzeń tego typu o małej mocy (do 40 kW), możliwych do zainstalowania w domach jednorodzinnych.

Rynek kandydata – jak budować na nim silną kadrę?

Specjaliści stwierdzają, że rynek pracy staje się w coraz większym stopniu rynkiem kandydata. To bardzo korzystna sytuacja dla pracowników, jednak i duże wyzwanie dla firm. Stąd konieczność zmian w sposobie rekrutacji i tworzenia nowych schematów budowania kadr.

Braki specjalistów widoczne są w wielu branżach. Od lat w czołówce najbardziej poszukiwanych pracowników są eksperci IT, a w szczególności programiści wszystkich specjalizacji i analitycy big data. Znalezienie odpowiedniej osoby na takie stanowiska jest niezwykle trudne. Z drugiej strony, braki właśnie w tych dziedzinach określane są jako jedne z najbardziej utrudniających rozwój organizacji.

W obecnej sytuacji firmy powinny zdać sobie sprawę, że chcąc zbudować silny zespół, nie mogą biernie czekać na pracownika, publikując tylko kolejne ogłoszenia „dam pracę”. Konieczna jest aktywność oraz koordynacja działań HR z Zarządem. W ten sposób można wypracować długoterminowy plan rekrutacji, dostosowany do potrzeb i strategii rozwoju firmy.

Firmy, szczególnie w deficytowych pod kątem pracowników branżach, powinny podjąć także aktywność na polu edukacji. Mowa na przykład o współpracy z uczelniami wyższymi w ramach nowotworzonych kierunków. Aby napływ absolwentów wpływał korzystnie na sytuację na rynku pracy, konieczny jest ścisły dialog z firmami, który pozwoli dostosować program kształcenia do realnych potrzeb pracodawców oraz rekrutowanie wykładowców spośród aktywnych zawodowo praktyków. Przykładem takiej aktywności w zakresie szkoleń w deficytowej dziedzinie programowania może być działalność Software Development Academy, której kursy są tworzone w ścisłej współpracy z przedsiębiorstwami. Ich przedstawiciele nie tylko biorą czynny udział w opracowaniu planu szkolenia, tak aby był dostosowany do potrzeb lokalnego rynku, ale też występują w roli trenerów.

Jak mówi Łukasz Olechnowicz, Prezes Volanto Software House: Sytuacja na rynku pracy i braki kadrowe w branży IT zmuszają firmy takie jak nasza do innego podejścia do rekrutacji. Jesteśmy otwarci na osoby, które może nie mają dużego doświadczenia, ale posiadają umiejętności bazowe i niezbędne kwalifikacje. Wychodzimy z założenia, że rozwinąć je mogą już współpracując z nami. Stąd pomysł, aby rekrutować specjalistów spośród uczestników kursów Akademii, czyli osób, które dopiero rozpoczynają swoją przygodę z programowaniem. Obserwując ich postępy w trakcie praktycznych warsztatów, możemy z łatwością ocenić, kto odnajdzie się w specyfice pracy naszego działu. Tym bardziej, że już podczas kursu możemy wprowadzić ich w realia przedsiębiorstw IT i postawić przed nimi konkretne zadania.

Obecnie firmy muszą brać pod uwagę, że pracownicy są dużo bardziej elastyczni i otwarci na zmiany, niż kiedyś. Szukamy nowych wyzwań, jesteśmy gotowi częściej zmieniać miejsce pracy w poszukiwaniu lepszych warunków finansowych, ale też możliwości rozwoju zawodowego. Zatem bardzo ważne jest, aby pracodawcy stwarzali odpowiednią ścieżkę rozwoju i awansu, dawali możliwość dokształcania i podnoszenia swoich kwalifikacji. Wszelkie kursy czy szkolenia stanowią korzyść dla pracownika, gdyż zdobywa on nowe umiejętności, ale też dla pracodawcy, który ostatecznie będzie korzystał z nabytej wiedzy zatrudnianych osób. Zatem wszelkie poniesione koszty należy traktować jako długoterminową inwestycję, która zwróci się w ramach bieżącej działalności firmy. Trzeba też pamiętać, że coraz większą wagę pracownicy przywiązują do atmosfery. Warto zatem poświęcić czas na kształtowanie przyjaznych zasad współżycia społecznego w miejscu pracy.

Podsumowując, firmy muszą być świadome, że chcąc stworzyć silny zespół, muszą najpierw w niego zainwestować. Mowa nie tylko o środkach finansowych, ale i o zaangażowaniu w sam proces kształcenia, a później wdrożenia do pracy w określonej strukturze. W obecnej sytuacji, doceniana powinna być długoterminowa strategia inwestowania w młodych, zarówno wiekiem, jak i stażem pracowników w danej dziedzinie. W perspektywie lat pozwoli to stworzyć lojalny zespół zmotywowanych ekspertów, których zaangażowanie wpłynie pozytywnie na rozwój organizacji.

Autorem komentarza jest Piotr Mazur, Wiceprezes Zarządu Software Development Academy.

Dobre dane z amerykańskiej gospodarki umacniają dolara

Indeks dolarowy agencji Bloomberg zyskuje dziś do koszyka głównych walut ok. 0,5 proc., a od wyników amerykańskich wyborów prezydenckich zyskał już ponad 4,5 proc. Dolar umacnia się na całej linii, po tym jak dane odnośnie zamówień na dobra trwałe okazały się znacznie lepsze od oczekiwań analityków. Zamówienia w październiku wzrosły o 4,8 proc. w porównaniu z sierpniem, a oczekiwano jedynie 1,5 proc. wzrostu. Natomiast zamówienia bez środków transportu wzrosły w październiku o 1 proc., czyli powyżej oczekiwań analityków na poziomie 0,2 proc. Jest to czwarty miesiąc z rzędu wzrostu zamówień i wzmacnia tylko przekonanie, iż Amerykanom należy się szybsza ścieżka podwyżek stóp procentowych niż w tym momencie prowadzona przez Fed. Podwyżka stóp procentowych jest niemal pewna, rosną także szanse na kolejną w pierwszej połowie 2017 roku. Lepszy od oczekiwań okazał się również indeks nastrojów konsumenckich Uniwersytetu Michigan za listopad, który wyniósł 93,8 pkt. wobec oczekiwanych 91,6 pkt. W dniu dzisiejszym będą jeszcze opublikowane zapiski (minutes) z listopadowego posiedzenia Fed-u.

Dolar jest dziś najdroższy do euro od grudnia zeszłego roku. Para EURUSD przebiła minima z zeszłego tygodnia i handluje już blisko poziomu 1,0550, niecałą figurę powyżej kluczowego, kilkunastoletniego minimum z zeszłego roku. Natomiast para USDJPY zyskuje dziś ponad 1 proc. handlując w pobliżu poziomu 112,30. Mocno do dolara traci też polski złoty. Para USDPLN zyskuje niecałe 1 proc. handlując w okolicy poziomu 4,20, czyli tylko grosz poniżej osiągniętego w zeszłym tygodniu 14 letniego maksimum. Złoty traci też do reszty walut. Para EURPLN zyskuje około 0,3 proc. handlując w okolicy poziomu 4,43, para CHFPLN zyskuje 0,5 proc. handlując w okolicy poziomu 4,13 a para GBPPLN zyskuje aż 0,7 proc. handlując w okolicy poziomu 5,20.

Ropa naftowa nieznacznie traci na wartości, gdyż wstępne rozmowy członków OPEC w Wiedniu nie przyniosły rozwiązania odnośnie partycypacji największych członków organizacji w porozumieniu, w kontekście cięcia produkcji. Oznacza to, iż szczegóły  porozumienia poznamy najprawdopodobniej dopiero podczas formalnego spotkania 30 listopada. Za baryłkę ropy WTI trzeba obecnie płacić około 47,60 dolarów natomiast za baryłkę ropy Brent należy płacić około 48,80 dolarów. W dniu dzisiejszym poznamy jeszcze rządowe dane odnośnie amerykańskich zapasów surowca, ale nie powinny mieć one większego wpływu na wycenę ropy. Natomiast na silnym dolarze i wzroście oczekiwań odnośnie podwyżek amerykańskich stóp procentowych traci dość mocno złoto. Za uncję złota trzeba płacić obecnie około 1186 dolarów, czyli ponad 2 proc. mniej niż wczoraj i najniżej od lutego. Podobnie srebro, które traci dziś ponad 2 proc. wartości i za uncję obecnie trzeba zapłacić ok. 16,20 dolarów.

Dobre dane z amerykańskiej gospodarki umacniają dolara 10 Dobre dane z amerykańskiej gospodarki umacniają dolara 11


Andrzej Kiedrowicz

Chief Operating Officer

KOI Capital

Projekt Celon Pharma S.A. w obszarze chorób zapalnych z dofinansowaniem z NCBiR

Projekt „Selektywny inhibitor kinaz JAK w terapii chorób o podłożu immunologicznym” otrzymał 21 712 490,32 złotych dofinansowania w ramach Programu Operacyjnego Inteligentny Rozwój 2014-2020. 

Celem projektu jest ewaluacja przedkliniczna i rozwój kliniczny (I i IIa faza badań z udziałem pacjentów) innowacyjnego, opracowanego przez spółkę kandydata na lek w terapii chorób o podłożu immunologicznym. To kolejny projekt z dofinansowaniem realizowany w Centrum Badawczo-Rozwojowym Celon Pharma S.A.

Dr Jerzy Pieczykolan, Kierownik Działu Badań Przedklinicznych, Celon Pharma S.A.: Nadmierna aktywacja szlaku JAK/STAT została potwierdzona w chorobach o podłożu immunologicznym. W tym przypadku rola kinaz JAK polega na indukcji  i utrzymaniu stanu zapalnego. Dlatego tez prowadzone w tym obszarze badania potwierdziły iż hamowanie kinaz JAK może stanowić efektywną ścieżkę terapeutyczną w szerokiej gamie wskazań, np.: w onkologii poprzez zahamowanie nadmiernego wzrostu i proliferacji komórek (np. inhibitor JAK2 w zespołach mieloproliferacyjnych i białaczkach) czy w immunologii dzięki regulacji wydzielania cytokin prozapalnych (np. inhibitor JAK1 w przewlekłych chorobach płuc o podłożu zapalnym) oraz w transplantologii ze względu na działanie immunosupresyjne (hamowanie kinazy JAK3). W przypadku realizowanego przez nas projektu koncentrujemy się na rozwoju klinicznym kandydata na lek w chorobach o podłożu immunologicznym.

Dr n med. Maciej Wieczorek, Prezes Zarządu Celon Pharma S.A.: Istnieje ogromna potrzeba stworzenia nowych leków, stosowanych w chorobach o podłożu immunologicznym, równie skutecznych jak sterydy, ale jednocześnie łagodniejszych. Takimi lekami są właśnie tzw. inhibitory kinaz JAK, które wykazują wysoką efektywność, porównywalną z działaniem sterydów w wielu wskazaniach, jednakże pozbawione są typowych dla sterydów efektów ubocznych. Nasz inhibitor kinazy JAK może być jedną z najlepszych molekuł w swojej klasie. Choroby o podłożu immunologicznym to jednocześnie bardzo atrakcyjny biznesowo rynek a także jedno z ważniejszych wskazań terapeutycznych. Prace nad bezpiecznymi inhibitorami JAK prowadzą firmy europejskie, amerykańskie czy japońskie. Cieszę się, że możemy dołączyć do tego wyścigu, właśnie dzięki środkom pozyskanym w ramach POIR.

Projekt otrzymał dofinansowanie w ramach Programu Operacyjnego Inteligentny Rozwój 2014-2020.  Poddziałanie: „Badania przemysłowe i prace rozwojowe realizowane przez przedsiębiorstwa 1.1.1.

Wartość projektu wynosi: 32 761 042,67

W tym dofinansowanie: 21 712 490,32

Czas realizacji projektu: 2016-2019.

Mediacje z sektorem publicznym – czy Goliat usiądzie do rozmów z Dawidem?

Statystyki pokazują, że najbardziej narażonymi na spory sądowe branżami są branża nieruchomości i budowlana, ale nie tylko. Mimo wejścia w życie w styczniu 2016 Ustawy o wspieraniu polubownych metod rozwiązywania sporów, intensywnej promocji mediacji przez Ministerstwo Rozwoju, działań edukacyjnych prowadzonych przez renomowane ośrodki mediacyjne, ilość zawartych ugód, zwłaszcza tych z sektorem publicznym, nadal nie jest imponująca. Sektor prywatny chce mediować, sektor publiczny również. Co zatem stoi na przeszkodzie i jakie działania zostały podjęte, żeby umożliwić stronom pozasądowe rozwiązanie konfliktów?

Alternatywne metody rozwiązywania sporów w sektorze nieruchomości, budownictwa i infrastrukturySpory najczęściej dotyczą realizacji zamówień publicznych a także wierzytelności. Sytuację w zakresie odzyskiwania należności pogarsza fakt, że od lat liczba spraw wnoszonych do sądów systematycznie rośnie. W 2015 r. do sądów wpłynęło ogółem ok. 6,5 mln spraw. Wpływ spraw w sądach rejonowych w 2015 r. w stosunku do 2007 r. wzrósł o 319%, a liczba spraw pozostałych do załatwienia z ubiegłych lat zwiększyła się̨ o 790%. Średni czas trwania procesów w sprawach gospodarczych w 2015 r. wynosił ok. 14 miesięcy; w sądach okręgowych ponad 41% spraw gospodarczych rozpoznawana była dłużej niż̇ 12 miesięcy, ponad 25% – dłużej niż̇ 2 lata, a rozpoznanie aż 10% spraw trwało dłużej niż̇ 3 lata. Ze sprawozdań́ z działalności Prokuratorii Generalnej Skarbu Państwa wynika, że w roku 2013 r. Prokuratoria zakończyła w drodze ugody jedynie 22 z 3982 spraw ogółem, a w 2014 r. 18 z 3698 spraw ogółem.

– Mały odsetek zawieranych przez Skarb Państwa ugód, mimo, że Prokuratoria Generalna Skarbu Państwa jest bardzo otwarta na mediację, wynika z wielu czynników. Jednym z nich jest brak regulacji prawnej określającej przesłanki zawarcia ugody, gdy ma ona dotyczyć wydatkowania środków publicznych – mówi Katarzyna Skrzek, Radca Prawny w Ministerstwie Rozwoju.

Do końca grudnia 2016 roku prawdopodobnie zawarta zostanie ugoda w sprawie rozliczeń za budowę Stadionu Narodowego w Warszawie. Będzie to dobry przykład, który być może przetrze ścieżkę na odciążenie nie tylko sądów, ale również przedsiębiorców i Skarbu Państwa.

Czego boją się urzędnicy?

Z obawy przez zarzutem nienależytej dbałości o pieniądze publiczne podmioty dysponujące środkami Skarbu Państwa lub jednostek samorządu terytorialnego, często kierują do sądu nawet z góry przegrane sprawy lub takie, w których koszt obsługi sporu, prawnika, stawiennictwa w sądzie oraz czasu zaangażowanych pracowników znacznie przekracza perspektywiczną wartość wygranej. Przyczyną takiego stanu rzeczy jest założenie, że w każdej sprawie spór musi zostać́ rozstrzygnięty w drodze wyroku przez sąd, dlatego podmioty te prowadzą sprawę aż do wyczerpania wszystkich dostępnych środków zaskarżenia.

Iwona Stępień-Pilipczuk, Zastępca Dyrektora GDDKiA uważa, że do zmian powinno dojść na kilku płaszczyznach:

– Po pierwsze trzeba zmienić prawo i mentalność urzędników. Dodam, że nie tylko urzędników, którzy w sporze bezpośrednio uczestniczą, ale też tych wszystkich, którzy są gdzieś „nad” albo „z boku”. Myślę o instytucjach kontrolnych, ponieważ urzędnicy boją się, że zostaną oskarżeni o dokonanie złych decyzji, dlatego trzeba poprowadzić szeroką kampanię w taki sposób, żeby rozwiązanie, jakim jest zawarta umowa, było powszechnie akceptowane.

Zdaniem Katarzyny Skrzek z Ministerstwa Rozwoju, rekomendacja korzystania z mediacji powinna wychodzić od pracowników niższego szczebla jednostki sektora finansów publicznych, znających szczegóły danego sporu i przeszkody w jego rozwiązaniu. To oni powinni pokazywać swoim przełożonym, że dostrzegają możliwości zawarcia ugody. Kierownicy jednostek muszą posiadać „mocne” argumenty, przemawiające za mediacją i polubownym rozwiązaniem sporu. W propozycji legislacyjnej Ministerstwa Rozwoju, decyzja o zawarciu ugody będzie należała do szefa jednostki, np. jeśli spór będzie dotyczył spraw właściwych dla danego ministra lub obsługującego go ministerstwa – decyzję podejmie ten minister.

– Chcemy wprowadzić jasną dyrektywę przemawiającą za zawarciem ugody przez podmiot publiczny. W sporach cywilnych ugody będą mogły być zawierane, gdy szacunek – w okolicznościach danej sprawy – wydatków ze środków publicznych, w tym także kosztów ewentualnego procesu sądowego albo postępowania przed sądem arbitrażowym, będzie prowadzić do wniosku, że zawarcie ugody jest korzystniejsze niż rozwiązanie sporu przez sąd – mówi mecenas Katarzyna Skrzek.

Eksperci zgodnie twierdzą, że na dziś nie ma regulacji, która daje urzędnikowi podstawę prawną, żeby prowadził mediacje a następnie zawarł ugodę, nie obawiając się konsekwencji w świetle Ustawy o odpowiedzialności za naruszenie dyscypliny finansów publicznych.

– Jeśli taka regulacja się pojawi, jestem przekonany, że otworzy ona szansę dla mediacji. Nie mam wątpliwości co do tego, że są kompetentni urzędnicy, jednak mają obawę przed poniesieniem odpowiedzialności za podjęcie decyzji o ugodzie. W swojej praktyce uczestniczyłem w mediacjach z udziałem Skarbu Państwa, reprezentując raz podmiot publiczny publiczny a innym razem sektor prywatny. Przedmioty sporu siegały czasem wielu milionów złotych. Mediacje te zakończyły się podpisaniem ugody. Jednak wymagało to odwagi urzędników do podjęcia decyzji i przeprowadzenia dokładnej analizy sprawy. A sąd nie zawsze ma możliwość na dokonanie tej analizy tak dobrze, jak mogą to zrobić strony, które znają ten spór najlepiej. Mediacja stwarza przestrzeń ponownej analizy własnego stanowiska prawnego i przeciwnika bez emocji obecnych w sadzie powszechnym a nawet w arbitrażu. Zaobserwowałem też zjawisko, że prawnicy stron zniechęcają do mediacji, chcąc prowadzić dalej proces sądowy – komentuje Paweł Kuglarz, radca prawny, partner w Kancelarii Taylor Wessing w Warszawie, ekspert Zespołu ds. Prawa Gospodarczego przy Ministrze Rozwoju.

Ustawa sprawi, że urzędnicy będą odważniej mediować

Pomysł, by dopracować ustawowe kryteria zawierania ugód, pojawił się w Prokuratorii Generalnej Skarbu Państwa. Obecnie Ministerstwo Rozwoju pracuje nad projektem Ustawy o zmianie niektórych ustaw w celu ułatwienia dochodzenia wierzytelności, który ma wspierać i zachęcić urzędników do korzystania z pozasądowych metod rozwiązywania sporów. Projektowana regulacja została wypracowana na kanwie sporów z branżą budowlaną i nieruchomości. Propozycja z jednej strony zmierza do racjonalizowania wydatków pokrywanych ze środków publicznych, z drugiej zaś do skrócenia czasu otrzymania zapłaty przez podmiot prywatny od dłużnika będącego jednostką sektora finansów publicznych.

– Projekt ustawy o zmianie niektórych ustaw w celu ułatwienia dochodzenia wierzytelności jest już na ostatnim etapie rządowego procesu legislacyjnego i niebawem trafi do Sejmu. Zakładamy, że zmiana dotycząca zawierania ugód przez jednostki sektora finansów publicznych będzie obowiązywać od 1 czerwca 2017 roku. – mówi Katarzyna Skrzek.

Bardzo ważne jest określenie przesłanek uzasadniających w sprawach spornych, dotyczących należności cywilnoprawnych do zawarcia przez podmiot gospodarujący środkami publicznymi ugody, której skutki będą̨ dla niego korzystniejsze niż prawdopodobny wynik postepowania sądowego lub arbitrażowego, przy uwzględnieniu okoliczności danej sprawy, w szczególności zasadności spornych żądań, możliwości ich zaspokojenia i wysokości przewidywanych kosztów postepowania.

Katarzyna Skrzek podkreśla, że ważna jest aktywna promocja projektu wśród samych przedsiębiorców, szczególnie z branży nieruchomości i branży budowlanej, a także ich zaangażowanie i inicjowanie prób mediacji. Bez tego przełamanie obaw urzędników, której Ministerstwo Rozwoju jest świadome, nie będzie możliwe.

– W Ministerstwie Rozwoju dostrzegamy korzyści i jesteśmy otwarci na ten sposób rozwiązywania sporów, więc są szanse na spopularyzowanie ADR z udziałem sektora publicznego. Nie wszystko jednak dzieje się od razu, w naszym systemie mediacje są stosunkowo nową instytucją. W zeszłym roku zostały znowelizowane przepisy Kodeksu postępowania cywilnego o mediacji i to był początek szerszych zmian w podejściu do alternatywnych metod rozwiązywania sporów. – podsumowuje.

Mediować można w każdej chwili

Od  1stycznia 2016 sędziowie mają obowiązek nakłaniania do mediacji. Sprawę do mediacji można skierować na każdym etapie postępowania sądowego. Ustawodawca przewidział też szereg zachęt proceduralnych i ekonomicznych. Na poziomie racjonalnym argumenty te trafiły do stron sporów gospodarczych, czas przekuć to na praktykę.

– Żeby móc zakończyć proces inwestycyjny, muszę mieć zaznaczoną informację „nie ma sporów na kontrakcie”, marzę o tym, żeby z budżetu Generalnej Dyrekcji zniknęła pozycja „spory i roszczenia”. Mimo, że mamy zapis o polubownym rozwiązywaniu sporów, w praktyce nie ma jednak tego mechanizmu. Myślę, że mechanizm prawny, gdyby się pojawił, byłby dużą zachętą, że jednak mediacje można stosować. Uważam, że na wyeliminowanie wielu sporów pozwoli formuła rozjemstwo na kontrakcie a drugim elementem mogłyby być mediacje czy arbitraż a dopiero na końcu sąd i do tego należałoby dążyć. – komentuje Iwona Stępień-Pilipczuk.

Dr Ewelina Stobiecka, radca prawny, partner zarządzający w Kancelarii Taylor Wessing w Warszawie, inicjator i koordynator Międzynarodowego Centrum Mediacji, członek Zespołu ds. Prawa Gospodarczego przy Ministrze Rozwoju zachęca jednak do stosowania mediacji również w przypadku rozpoczętych sporów, często zalegających w sądach.

– W polskim systemie prawnym nie można wykluczyć możliwości porozumienia się. Istnieją spory trwające bardzo długo a osoby, które przy nich zaczynały pracować często już nie pracują i kontrolę przejęli prawnicy. Natomiast widzę światełko w tunelu, które już obowiązuje, związane z ustawą, która obowiązuje od 1 stycznia tego roku a mianowicie jest to fakt wprowadzony do kodeksu cywilnego, że sędzia na każdym etapie postępowania powinien namawiać strony sporu do zawarcia ugody, w tym do mediacji. Wydaje mi się, że obecnie jest nawet więcej możliwości, żeby taki spór, powstały na bazie kontraktu, który nie zawierał klauzuli mediacyjnej, skierować do mediacji. Oczywiście podstawową sprawą w tym zakresie jest wola obydwu stron. I jeżeli to są strony sektora prywatnego, to nie ma żadnego problemu. A jeżeli chodzi o mieszaną konstelację, gdzie jest zaangażowany sektor publiczny, to być może regulacje proponowane przez Ministerstwo Rozwoju będą temu sprzyjały. W Polsce brak klauzuli mediacyjnej w kontrakcie nie ogranicza w żaden sposób przystąpienia do mediacji, jednak renomowane ośrodki mediacji takie jak Międzynarodowe Centrum Mediacji przy Izbach Przemysłowo-Handlowych rekomendują jej stosowanie. – dodaje Dr Stobiecka.

Wnioski ekspertów

Wszystkie powyższe wnioski powstały w wyniku debaty, która odbyła się w Ambasadzie Brytyjskiej w Warszawie. Spotkanie pt. „Alternatywne metody rozwiązywania sporów w sektorze nieruchomości, budownictwa i infrastruktury” zorganizowane przez Brytyjsko-Polską Izbę Handlową, Międzynarodowe Centrum Mediacji, RICS (The Royal Institution of Chartered Surveyors) i Kancelarię Taylor Wessing dedykowane było przedstawicielom branży budowlanej i nieruchomości.  W seminarium i debacie udział wzięli przedstawiciele Ministerstwa Rozwoju, Ministerstwa Infrastruktury i Budownictwa oraz doświadczeni praktycy rynku. Patronat honorowy nad tym wydarzeniem objęły Izby, będące propagatorami polubownych metod rozwiązywania sporów i obok Izby Brytyjskiej założycielami Międzynarodowego Centrum Mediacji: Belgijska Izba Gospodarcza, Francusko-Polska Izba Gospodarcza, Włoska Izba Handlowo Przemysłowa w Polsce, Polsko-Hiszpańska Izba Gospodarcza.

Oferty na Boże Narodzenie zaczynają się coraz wcześniej

Instytut badawczy ABR SESTA dokonał analizy świątecznych promocji z lat 2014 i 2015, aby ocenić, co i w jaki sposób będzie teraz reklamowane. Z wyników można wnioskować, że sieci po raz kolejny postawią głównie na artykuły FMCG. Ale bardziej, niż dotychczas, powinny też inspirować do zakupów niebanalnych podarunków. 

Przeanalizowano 916 gazetek promocyjnych, obowiązujących od 2 listopada do 24 grudnia 2015 r. W sumie zawierały one ponad 170 tys. promocji produktowych i  blisko 104 tys. modułów promocyjnych. Trzy najbardziej popularne gazetki tematyczne były poświęcone alkoholom (29% wszystkich gazetek tematycznych), żywności kupowanej specjalnie na święta (28%) oraz zabawkom (9%). Wyniki z ubiegłego roku zestawiono z danymi z 2014 roku.

– W święta z reguły jadamy tradycyjne potrawy, dlatego w tym czasie zawsze kupujemy właściwie te same artykuły. Trudno wyobrazić sobie Wigilię, np. bez barszczu czerwonego, zupy grzybowej czy kompotu z suszu. Przez cały rok więcej eksperymentujemy w kuchni, ale w okresie Bożego Narodzenia już rzadziej sobie na to pozwalamy. Z dużym prawdopodobieństwem można zatem stwierdzić, że wśród najczęściej promowanych produktów w 2016 r. znajdzie się bardzo podobny asortyment, co w latach ubiegłych – twierdzi Marcin Dobek, wiceprezes instytutu badawczego ABR SESTA.

Jak zwykle wyścig

Ekspert podkreśla, że w okresie przygotowań do świąt, w pierwszej kolejności szukamy inspiracji prezentowych. Dlatego też, promocje tego typu produktów w gazetkach zaczynają się najwcześniej. I czas ich obowiązywania ciągle się wydłuża. W tym roku Tesco zdecydowało się na promowanie gwiazdkowych prezentów dla dzieci już przed Dniem Wszystkich Świętych. Gazetka tej sieci, „Magiczna Księga Zabawek”, obowiązuje bowiem od 27 października i jest dostępna w kanale hiper i mini-hipermarketów.

– Jeszcze wcześniej, niż Tesco, bo 17 października, bożonarodzeniową gazetkę wydał Eurocash. Jednak należy pamiętać o tym, że w segmencie Cash&Carry pośpiech ma na celu jak najszybsze zaopatrzenie małych sklepów przed świętami. W publikacji „Czas na słodkie święta”, która obowiązuje do 23 grudnia, czyli aż przez 68 dni, sieć prezentuje tylko i wyłącznie kategorie Słodycze – zaznacza Marcin Dobek.

Rok temu Eurocash zdecydował się opublikować 28-stronicową gazetkę zawierającą przekaz – „Na święta musi być słodko!”. Wówczas sieć przekazała sklepom informację o tym, w jaki sposób mogą sprzedawać więcej produktów cukierniczych, które klienci kupują na poszczególne okazje. Natomiast w 2016 roku wydała już krótszą, 16-stronicową, publikację. I tym razem zrezygnowała z tego typu porad.

Najważniejsze FMCG

– Co roku schemat jest ten sam. W połowie listopada pojawiają się pierwsze przedświąteczne gazetki z ofertami choinek, dekoracji i artykułów gospodarstwa domowego. Tuż po Mikołajkach sieci zaczynają promować asortyment spożywczy. A na tydzień przed Bożym Narodzeniem publikowane są oferty produktów świeżych, czyli pasztetów, wędlin, serów, ryb itp. Najważniejszą kategorią, niezmiennie pozostaje FMCG – mówi Marcin Dobek.

W 2014 roku najwięcej promocji ze wszystkich artykułów miała Mandarynka 1 kg luz – w liczbie 90 wystąpień, następnie Pomarańcza 1 kg luz – 87. Na trzecim miejscu znalazły się produkty mięsne – Schab wieprzowy bez kości 1 kg luz oraz Szynka wieprzowa bez kości 1 kg luz – po 63 razy. Tymczasem w zeszłym roku na pierwszej pozycji najmocniej promowane były dwa artykuły – Kasia margaryna 250 g kostka i Mandarynki 1 kg luz. Oba odnotowały po 120 wskazań. Na drugiej pozycji pojawiła się Pomarańcza 1 kg luz, która była promowana 88 razy. Jak wynika z zestawień, sieci w kolejnych latach promują właściwie identyczne artykuły.

– Niektóre hipermarkety, np. Carrefour, próbują inspirować klientów nietypowymi produktami spożywczymi. W ubiegłym roku były to m.in. krewetki, chorizo i dorada. Jednak polscy konsumenci raczej nie są gotowi na takie zmiany. Co więcej, w okresie świąt wybierają to, co dobrze znają. Dlatego, w przeprowadzonym w 2015 roku rankingu marek najwięcej, bo ponad 600, modułów promocyjnych miało Winiary. Potem znalazł się Knorr, a następnie Mlekovita – wymienia Marcin Dobek z instytutu badawczego ABR SESTA.

W kategorii Żywność w 2014 roku najczęściej w gazetkach przedstawiano Ptasie Mleczko waniliowe 380 g (58 wystąpień), wspomnianą Kasię margarynę 250 g kostkę (48), jak również Winiary ekspresową zupę w proszku barszcz czerwony 55 g saszetka (47 wskazań). Natomiast w 2015 r. na pierwszym miejscu znalazła się Kasia margaryna 250 g kostka (120), następnie Ptasie Mleczko waniliowe 380 g (85 razy) i Winiary ekspresowa zupa w proszku barszcz czerwony 55 g saszetka (72 wskazania).

Najczęściej promowanym artykułem w kategorii Napoje w 2014 roku była Jacobs Cronat Gold kawa rozpuszczalna 250 g słoik – 61 razy promowana, potem Nescafe Classic kawa rozpuszczalna 200 g słoik – 37 wskazania. Z kolei w 2015 r. sieci handlowe najprężniej reklamowały Żywiec piwo jasne 5,6% 4×500 ml puszka – 62 wystąpienia, Lipton Yellow Label Tea herbatę ekspresową 50 szt. karton – 60 razy. W 2015 roku najwięcej – ponad 300 – modułów promocyjnych miała marka Tymbark, na drugim miejscu był Jacobs, a potem Lipton.

Moc alkoholi

– W święta rośnie konsumpcja napoi wysokoprocentowych, dlatego większość sieci wydaje o nich specjalne gazetki. W hipermarketach stanowią one co piątą publikację tematyczną. W tym roku kilka sieci już opublikowało gazetki alkoholowe. Wśród nich jest Carrefour – „Wspólne chwile”, Tesco – „Karta smaków i alkoholi”, Żabka – „Na wszystkie okazje”, Freshmarket – „Poczuj dobre brzmienie”, a także Biedronka – „Selekcja win premium”. Wymienione publikacje obowiązują od 2 listopada br. Więcej tytułów pojawi się bezpośrednio w ostatnich tygodniach przed Bożym Narodzeniem i Sylwestrem – zapowiada ekspert instytutu badawczego ABR SESTA.

Promowanie kategorii Alkoholi w okresie świąt nie jest zjawiskiem specyficznym tylko dla polskiego handlu. Podobnie wygląda to na Litwie, czego przykładem są sklepy RIMI. Rok temu, wśród produktów wysokoprocentowych najczęściej promowaną marką w polskich sieciach była Soplica (aż 217 modułów promocyjnych), następnie Żubrówka (210) i Johnnie Walker (202 wystąpienia). Najwięcej wskazań miał Grant’s whisky 40% 700 ml (38), potem Jack Daniel’s Tennessee Whiskey whisky 40% 700 ml (36), a następnie Żubrówka Liście Klonu wódka smakowa 37,5% 500 ml (35).

Ciągle nowe zabawki

Zabawki z reguły prezentowane są w pierwszej kolejności w kanałach Cash&Carry i hipermarketach. Reprezentujące je sieci chcą przedstawić ofertę jak najwcześniej, aby pokazać duży wybór produktów i wydłużyć czas tego typu zakupów. W 2015 roku wśród kategorii Zabawek i Gier wszystkie sieci najczęściej promowały lalkę Disneya – 18 razy, robota Fisher-Price – 16 promocji, Lego Star Wars oraz grę zręcznościową Mattel – po 15 wystąpień. W tej kategorii, co roku pojawiają się nowe modele popularnych produktów. Jednak szybko zmienia się na nie moda.

– W 2015 roku wśród zabawek i gier najpopularniejsze były tzw. pojazdy zdalnie sterowane/resoraki. Te produkty miały prawie – 18% wystąpień w całej kategorii. Kolejne podgrupy, których udział w promocjach rośnie, to gry planszowe/puzzle/gry kreatywne – 16% wskazań, a także zabawki edukacyjne – 8%. Wynika to z faktu, że rodzice coraz bardziej i odpowiedzialniej stawiają na rozwój swoich dzieci – tłumaczy Marcin Dobek.

Według danych z 9 listopada 2016 roku, najwięcej promocji ma obecnie gra planszowa Trefl 5 sekund, która była również promowana w poprzednich latach. Teraz jest nieznacznie tańsza, bo dostępna już za 52,77 zł w sieci Selgros (od 55,99 do 69,99 zł w 2014 r. i od 49,99 do 79,99 zł w 2015 r.). Ale niższa cena jeszcze może pojawić się na rynku, ponieważ promocja dopiero się zaczyna. Kolejną, najczęściej reklamowaną grą jest obecnie Hasbro Monopoly Junior. W zeszłym roku można było ją kupić od 59,99 do 89,99 zł. Teraz – już za 61,38 zł.

Nie tylko elektronika

– Dorośli konsumenci często dostają pod choinkę bardzo praktyczne, domowe sprzęty albo elementy dekoracji wnętrz. W tym roku sieć Tesco postanowiła wykorzystać tę tendencję. Przekazuje bowiem klientom wiele inspiracji w katalogu „Dom”, który zawiera aż 116 stron i obowiązuje przez cały listopad oraz grudzień. Zapewne przedstawiane w nim produkty posłużą jako idealne podarunki – dodaje Marcin Dobek.

Klienci chętnie kupują też prezenty z kategorii Elektro/AGD/RTV. Wiele promowanych produktów, np. gier komputerowych, co roku jest wymieniana na nowsze modele. W 2014 najpopularniejsze były dwa artykuły (po 21 wystąpień) – Sony Bravia 32 telewizor LED i Samsung Galaxy Tab 3 Lite tablet. Z kolei w zeszłym roku sieci najczęściej promowały tablet Lenovo A7-10F 7 MediaTek – 29 razy, Braun Oral-B Vitality 3D White szczoteczkę elektryczną do zębów Braun Oral-B 3D White Luxe końcówki do szczoteczki elektrycznej (26 wskazań), a także EA „Star Wars Battlefron” grę na PS4 – 25 wystąpień.

Kosmetyczne inspiracje         

– Zestawy kosmetyczne na prezent coraz częściej kupowane są on-line. Dlatego sieci handlowe bardziej inwestują w ten kanał sprzedaży. Dla przykładu, od zeszłego roku Drogeria Natura prowadzi jednocześnie sklep stacjonarny i internetowy. Działania online i offline muszą być ze sobą łączone, ponieważ klient powinien mieć swobodę decydowania o tym, w jaki sposób chce dokonywać zakupów. Jest to ważne szczególnie przed świętami, gdy konsument otrzymuje więcej newsletterów z ofertami promocyjnymi i papierowych gazetek – podkreśla Marcin Dobek.

W poprzednim roku nieznacznie wzrosła liczba promocji zestawów kosmetycznych. W okresie przedświątecznym w kategorii Uroda w większości promowane były standardowe produkty, bez załączonych do nich dodatków, np. szampony do włosów. Wyjątek zrobiła jednak sieć Hebe, która w 2015 roku wydała aż 100-stronicową gazetkę. Zawierała ona blisko 300 różnych propozycji kompletów, mogących służyć jako gotowe prezenty. Sieć zaoferowała też klientom najwięcej promocji na te artykuły. Jednak w tym roku zdecydowała się skrócić gazetkę do 36 stron.

– Wśród zestawów kosmetycznych w 2015 roku, najczęściej promowane były komplety dla mężczyzn, zawierające dezodoranty – razem z balsamem i żelem po goleniu bądź żelem pod prysznic. Największą liczbę, bo aż 30, wystąpień odnotował zestaw NIVEA, następnie OLD SPICE – 28. W zestawach dla kobiet znalazły się produkty do pielęgnacji ciała. I tak najczęściej promowany był produkt marki Garnier Body IP – mleczko do ciała i krem regeneracyjny do rąk – 28 wskazań – przypomina ekspert.

Nowi inwestorzy i reinwestycje w Katowickiej Specjalnej Strefie Ekonomicznej

Siedem nowych projektów inwestycyjnych, o wartości ponad 320 mln złotych i związanych z utworzeniem 235 nowych miejsc pracy, będzie realizowanych w Katowickiej Specjalnej Strefie Ekonomicznej (KSSE) na podstawie udzielonych w minionych tygodniach zezwoleń.

Najnowszymi inwestorami KSSE SA zostały firmy Nifco Korea Poland i MCS w Żorach, konsorcjum CH Estate VII oraz YS Poland Autoparts w Zabrzu, Eaton Automotive Systems w Bielsku-Białej, Pureko w Myszkowie, Sapa Polska w Sosnowcu oraz Ekop-Energia w Jastrzębiu Zdroju. Przedsiębiorcy reprezentują branże motoryzacyjną, budowlaną
i tworzyw sztucznych. Cztery spośród nowych projektów to reinwestycje, podobnie jak łącznie połowa wszystkich udzielonych w bieżącym roku zezwoleń.

– Cieszy nas, że liczne grono naszych inwestorów decyduje się na rozszerzenie skali działalności i realizację kolejnych swoich projektów inwestycyjnych. Przedsiębiorcy wykorzystują szanse, które stwarzają im dogodne warunki do rozwoju biznesu zapewniane przez naszą strefę, i wsparcie naszych specjalistów – mówi Piotr Wojaczek, prezes KSSE SA.

Nifco Korea Poland, koreański inwestor z sektora automotive od 2011 roku prowadzi działalność w podstrefie jastrzębsko-żorskiej. Firma zakupi dodatkowo ponad cztery hektary, sąsiadujące z istniejącym zakładem produkcyjnym, na których powstanie nowa lakiernia. W związku z wartą ponad 90 milionów zł inwestycją o ponad 70 osób wzrośnie dotychczasowe zatrudnienie. Do odbiorców wytwarzanych przez Nifco Korea Poland, w zlokalizowanym w Żorach zakładzie, plastikowych akcesoriów dla przemysłu motoryzacyjnego należą m.in. koreańskie koncerny samochodowe – Hyundai i Kia.

W efekcie rokowań kolejny projekt inwestycyjny w KSSE będzie realizować polska spółka MCS. Firma produkująca elementy systemów wydechowych oraz komponentów metalowych i aluminiowych dla branży samochodowej rozpoczęła działalność w Katowickiej SSE w 2009 roku, otwierając zakład produkcyjny w Żorach. Obecny projekt inwestycyjny to już trzeci, który zrealizuje MCS. Zakłada on budowę nowych zautomatyzowanych linii produkcyjnych. Cała inwestycja będzie warta 25 milionów złotych i wiąże się z utworzeniem minimum 18 nowych etatów.

W Zabrzu konsorcjum firm CH Estate VII oraz YS Poland Autoparts realizować będzie projekt budowy nowej hali produkcyjnej. CH Estate VII, pełniąca rolę dewelopera, nabyła działkę o powierzchni 3,2 hektara w Zabrzu. Wybuduje na niej halę produkcyjną, w której koreański YS Poland Autoparts, nowy inwestor KSSE, będzie wytwarzać części samochodowe – elementy foteli i zderzaki. Inwestor utworzy co najmniej 45 nowych miejsc pracy, a cała inwestycja będzie warta 37 milionów złotych.

Zezwolenie otrzymała także firma Eaton Automotive Systems, amerykański producent m.in. układów sterowania zaworami i hydraulicznych regulatorów luzu, a także systemów dezaktywacji cylindrów i układów hamowania silnikiem, które trafiają do producentów takich marek samochodów jak: Daimler, Maserati, Ferrari, VW, Ford, PSA i Fiat. Eaton Automotive na terenie swojego zakładu w Bielsku Białej zrealizuje swój kolejny projekt inwestycyjny w Katowickiej SSE. Projekt o wartości co najmniej 100 milionów złotych będzie wiązał się z zatrudnieniem co najmniej 10 nowych miejsc pracy, przy utrzymaniu zatrudnienia na poziomie nie mniejszym niż 745 etatów.

Działalność na terenie KSSE rozszerza również polska firma Pureko, producent polieterowych elastycznych pianek wykorzystywanych w budownictwie. Firma, która od lutego 2015 roku realizuje inwestycję w Myszkowie, w wyniku rokowań otrzymała zezwolenie na rozpoczęcie kolejnego projektu inwestycyjnego. Zakłada on zwiększenie dotychczasowego zatrudnienia o co najmniej pięć nowych etatów i inwestycje rzędu 13 milionów złotych.

Zezwolenie otrzymała również Sapa Polska, włoski producent elementów wnętrz pojazdów samochodowych z tworzyw sztucznych. Inwestycja będzie realizowana w Podstrefie Sosnowiecko-Dąbrowskiej w Sosnowcu. W związku
z inwestycją o wartości ponad 40 mln zł Sapa stworzy 70 nowych miejsc pracy.

W Jastrzębiu-Zdroju (teren Pola Bzie) działkę o powierzchni ponad 1,42 hektara zakupiła Ekop – Energia, polska spółka z segmentu MŚP. Zgodnie z udzielonym zezwoleniem producent domów w technologii szkieletu drewnianego, zatrudni
10 nowych pracowników i zainwestuje ok. cztery miliony złotych. Jest to pierwszy projekt tego inwestora w katowickiej strefie.

Łącznie od początku 2016 roku Katowicka SSE S.A. pozyskała 24 inwestorów, udzielając 22 nowych zezwoleń. Łączna wartość inwestycji deklarowanych, przez planujących realizację nowych projektów inwestycyjnych przedsiębiorców, przekracza kwotę 1,6 miliarda złotych. Dzięki nim powstanie blisko 1400 nowych miejsc pracy. Do końca roku oczekiwane jest rozstrzygnięcie sześciu ogłoszonych już przetargów i rokowań dotyczących udzielenia zezwolenia na działalność w KSSE.

Niepokojące sygnały dla MŚP

Niespodziewanie mały, najniższy od kilku lat wzrost PKB w III kwartale i deklarowany w badaniach przedsiębiorców oczekiwany spadek zamówień, to tylko dwa z kilku martwiących sektor MŚP sygnałów w ostatnim czasie. Wzrasta niepokój, a pojawiają się pytania o perspektywy dla MŚP w 2017 roku.

Jesień przynosi sporo niepokojących dla przedsiębiorców sygnałów. Wahania kursów walut i niepewność na światowych rynkach po niespodziewanym efekcie wyborów w USA to globalne czynniki ryzyka. Są też lokalne – większa niż w 2015 roku liczba firm, które upadły w ciągu pierwszych dziesięciu miesięcy tego roku jest jednym z nich. W październiku w MSiG (Monitor Sądowy i Gospodarczy) opublikowano informacje o upadłości 66 polskich przedsiębiorstw wobec 55 w październiku ub.r. Od początku roku opublikowano 655 upadłości wobec 629 w tym samym okresie ub. roku (wzrost o 4%).

Na spowolnienie mogą też wskazywać dane PKB.  W III kwartale br. wzrósł realnie o 2,5 proc., w porównaniu z analogicznym okresem poprzedniego roku. Eksperci spodziewali się większego wzrostu. W II kwartale 2016 GUS odnotował wzrost o 3,1 proc. Nie jest na razie jasne czy gorsze dane to jednorazowy „wypadek przy pracy” czy może początek długotrwałej tendencji.

Spadek zamówień zagrożeniem dla MŚP

Z danymi GUS i Monitora korespondują wyniki badania Barometru EFL, który weryfikuje skłonność firm z sektora MŚP do rozwoju, zwiększania produkcji i sprzedaży. Przedsiębiorcy zdecydowanie mniej optymistycznie niż kwartał temu podchodzą do prognoz dot. Sprzedaży, obawiając się spadku zamówień. Jeszcze w sierpniu aż 22,3% przedsiębiorców mniej spodziewało się wzrostu zamówień. Znaczące są też mało optymistyczne oceny dotyczące płynności finansowej w porównaniu nie tylko do ubiegłego kwartału, ale do wszystkich wartości subindeksu od początku realizacji pomiaru. Porównując wartość „Barometru EFL” z trzech pierwszych kwartałów 2016 w ujęciu rok do roku, widać, że jest on o 1-3 pkt proc. niższy niż w roku 2015.

Trudno powiedzieć czy pogorszenie nastroju będzie trwałe, choć nagromadzenie niepokojących przesłanek jest dość duże.

– W tych trudnych warunkach szczególne znaczenie może mieć zapewnienie firmom elastycznego, zewnętrznego finansowania, np. w postaci faktoringu. I tu dane są optymistyczne. W tym roku nastąpił dalszy, dynamiczny wzrost branży faktoringowej. W pierwszym półroczu 2016, wg danych Polskiego Związku Faktorów, jego członkowie odnotowali obroty o 21,1% większe w porównaniu do ubiegłego roku, a obroty branży to już 8% PKB. Z jednej strony oznacza to, że przedsiębiorcy mogą szybciej odzyskiwać należne za ich prace i towary środki, bo prężniej działają firmy faktoringowe . Z drugiej zaś może świadczyć o zapobiegliwości i dojrzałości polskich przedsiębiorców, którzy wobec niekorzystnych sygnałów z rynku i przewidywanych problemów z terminowością regulowania zobowiązań przez ich partnerów biznesowych szukają zapewnienia sobie płynności – mówi Piotr Gąsiorowski – Prezes Zarządu eFaktor S. A.

W MŚP szukają sposobów zabezpieczenia płynności

Wobec oczekiwanego spadku nowych zamówień, terminowość regulowania należności za już zrealizowaną i oddaną produkcję czy usługi nabiera dodatkowego znaczenia. Niestety z tym też nie jest najlepiej. Jak informuje BIG Infomonitor przez ostatnie 14 miesięcy wartość nieuregulowanych zaległości wzrosła ponad dwukrotnie. Od końca sierpnia 2015 r. do końca października 2016 r., liczba niesolidnych dłużników wzrosła z 1,25 mln do 1,74 mln osób. Jeszcze bardziej poszła w górę wartość nieuregulowanych zaległości – z 11,18 mld zł do 23,64 mld zł.

– Wg tych danych średnie przeterminowane zadłużenie to już ponad 13 tysięcy zł. Dlatego coraz więcej firm nie czeka na przeterminowanie zobowiązań swoich partnerów biznesowych, zgłaszając je do firm faktoringowych tuż po wystawieniu faktury. Pozwala to wcześniej otrzymać większość należnych środków i jest w pewnym sensie „ucieczką do przodu”. Przodują w tym przede wszystkim firmy budowlane, transportowe, ale także handlowe. Na pewno sprzyja temu coraz lepsze dostosowanie usług firm faktoringowych do potrzeb MŚP  – ocenia Piotr Gąsiorowski z eFaktor S. A.

Bez „planu B”, wobec przedłużającej się zwłoki w płatnościach i przy spadku ilości nowych zamówień  wiele firm może w najbliższym czasie odczuwać poważne kłopoty.

Rynek transportowy w Polsce 2016. Co, jak i dokąd transportujemy?

Najczęściej poszukiwaną usługą transportową przez firmy spedycyjne oraz inne podmioty był przewóz samochodów – wynika z raportu opracowanego przez serwis Oferteo.pl. Najpopularniejszymi kierunkami eksportu i importu są Niemcy, Wielka Brytania i Francja.

Kto zleca transport?

Kto zleca transport?

Z analizy zapytań złożonych w Oferteo.pl, serwisie łączącym w czasie rzeczywistym osoby poszukujące usług z ich dostawcami, wynika, że 55% z nich zostało złożonych przez firmy spedycyjne. Pozostała część zapytań pochodziła od innych podmiotów.

Krajowy czy zagraniczny?

rodzaje-transportu

Użytkownicy Oferteo.pl byli w większości zainteresowani transportem krajowym, którego dotyczyło 55% zapytań. Co czwarty użytkownik był zainteresowany importem ładunku do Polski, a 17% poszukiwało firmy do eksportu towarów. Dodatkowo 3% zapytań dotyczyło transportu międzynarodowego poza granicami Polski.

 

 

 

 

Transport zagraniczny głównie z i do Niemiec

Krajowy czy zagraniczny?

Wśród zapytań dotyczących transportu zagranicznego dominowały zapytania o import towarów (55%). Eksportem towarów było zainteresowanych 38% użytkowników, a 7% poszukiwało firm, które zajęłyby się transportem poza granicami Polski.

Największa liczba zleceń eksportu towarów dotyczyła Niemiec, Wielkiej Brytanii, Francji i Holandii. Najwięcej importujemy natomiast z Niemiec, Wielkiej Brytanii, Francji i Włoch.

Z kolei zapytania dotyczące transportu międzynarodowego najczęściej dotyczyły przewozu ładunków na terenie Niemiec lub importu do Niemiec z Czech lub Słowacji.

Co transportujemy?

Co transportujemy?

Najwięcej zapytań złożonych w Oferteo dotyczyło transportu samochodów. Popularnym zleceniem było także przewiezienie palet oraz towarów na paletach, a także materiałów wykończeniowych i budowlanych.

Transport maszyn (w tym rolniczych) zleciło 11,1% użytkowników serwisu, a 5,3% zapytań dotyczyło transportu pojazdów innych niż samochody.

Przed ostatecznym zleceniem firmie transportu warto porównać różne propozycje od firm – zwraca uwagę Karol Grygiel, członek zarządu Oferteo.pl. ­– W Internecie bez problemu znajdziemy opinie o firmach, porównamy koszty usług i dzięki temu wybierzemy najlepszą ofertę.

Jaki jest ciężar ładunków?

Jaki jest ciężar ładunków?

Najczęściej wskazywany ciężar ładunku w transporcie krajowym nie przekraczał dwóch ton (37% wskazań). Podobnie wyglądało to w przypadku importu i eksportu (odpowiednio 42% i 44%). Natomiast ładunek, którego transport zlecano poza granicami Polski, najczęściej miał ciężar od 2 do 7,5 tony.

W przypadku transportu poza granicami Polski odnotowano również najwięcej chętnych na transport najcięższych ładunków – powyżej 24 ton. Z kolei ładunek o takiej masie najrzadziej importowano – zapytania o taką usługę stanowiły 7% wszystkich zapytań o import towarów.

Czym transportujemy?

Czym transportujemy?

Użytkownicy Oferteo najczęściej wybierali do przewozu ładunku busy towarowe. Tylko nieco mniejszą popularnością cieszyły się nadwozia typu plandeka / firanka / mega. Najrzadziej poszukiwane były cysterny i silosy.

Metodologia badań

Przedstawione dane pochodzą z analizy niespełna 22 500 zapytań ofertowych zamieszczonych w serwisie Oferteo.pl przez podmioty poszukujące usług transportowych.

 

Inwestorzy już myślą o Dniu Dziękczynienia

Środa rozpoczęła się bez emocji, gdyż święto w Japonii przytłumiło aktywność. Kalendarz jednak się rozkręca przez wysyp PMI w Europie, sprawozdanie budżetowe w Wielkiej Brytanii i serię danych z USA, choć perspektywa jutrzejszego święta Dziękczynienia kładzie się cieniem na aspiracjach do handlu. Więcej wskazuje za konsolidację.

Rynek walutowy w większości znajduje się tam, gdzie był wczoraj przed wieczorem, za sprawą niskiej aktywności inwestorów. Ubogi w wydarzenia start tygodnia w połączeniu z przerwami świątecznymi skłania do stanięcia z boku na chwilę i poczekania na dalszy rozwój sytuacji. Jest prawdopodobne, że spora rzesza traderów weźmie kilka dni wolnego i handel na dobre ruszy dopiero od następnego poniedziałku. To z jednej strony przemawia za utrzymywaniem się konsolidacji, choć brak dalszej presji na umocnienia USD może „korcić” do zainicjowania przejściowego odwrotu i realizacji zysków po mocnym rajdzie z ostatnich dwóch tygodni. EUR/USD i USD/JPY są najbardziej narażone, ale powtórzę za wczorajszym komentarzem: na razie nikt się nie pali do poprowadzenia korowodu.

Po dwóch chudych dniach publikacji makro przychodzi jeden tłusty. Od wstępnych odczytów PMI ze strefy euro oczekuje się niewielkich zmian, choć lepsze dane mogą zbudować oczekiwania na przyspieszenie wzrostu w czwartym kwartale wobec 0,3 proc. k/k osiągniętych w poprzednich dwóch kwartałach. Jakkolwiek byłaby to pokrzepiającą informacją dla ECB, tak bank bardziej jest zmartwiony brakiem oznak odbicia inflacji bazowej, stąd spekulacje o wydłużeniu QE na grudniowym posiedzeniu pozostaję dalej bazowym założeniem i EUR/USD spotka się z reaktywacją podaży przy każdym podbiciu bliżej 1,07.

W Wielkiej Brytanii kanclerz skarbu Phillip Hammond przedstawi sprawozdanie na temat budżetu. Z uwagi na względną stabilność gospodarki brytyjskiej po szoku związanym z referendum w sprawie Brexitu, rząd może nie widzieć palącej potrzeby wsparcia fiskalnego. Doniesienia prasowe sugerują zapowiedź dodatkowych wydatków infrastrukturalnych, choć w niewielkiej skali. Warto zauważyć, że Hammond odziedziczył jeden z wyższych deficytów wśród gospodarek rozwiniętych przy ambitnym planie redukcji zadłużenia, więc pole manewru ma ograniczone. Agresywniejsze pogłębienie deficytu budżetowego nie zostanie odebrane pozytywnie przez rynki finansowe, a tylko przypomni o zagrożeniach wynikających z Brexitu. Widzimy pole do powrotu słabości funta.

W USA przez Święto Dziękczynienia w czwartek i zamknięte urzędy w piątek, dane tradycyjnie publikowane w czwartek (wnioski o zasiłek) lub piątek (indeks Michigan) są przesunięte na środę. Z całego pakietu na pierwszy plan wysuwają się dane o zamówieniach na dobra trwałe, które wypadały słabo w poprzednich miesiącach, jednak ostatnie wyniki subindeksu nowych zamówień w ISM dla przemysłu, czy dane o produkcji przemysłowej dóbr trwałych z tego tygodnia sugerują, że październik powinien przynieść solidne odbicie. W badaniu nastrojów konsumentów Uniwersytetu Michigan (śr) interesujące będzie, jak Amerykanie postrzegają perspektywy gospodarki pod wodzą Trumpa? Wstępny odczyt wskazał na wzrost indeksu do 91,6 z 87,6 w październiku, ale badanie przeprowadzano przed wyborami i większość respondentów przewidywała wygraną Clinton. Minutki z listopadowego posiedzenia FOMC powinny przyciągnąć małą uwagę, gdyż już sam komunikat po posiedzeniu zasugerował gotowość Fed do podwyżki, a ostatnie wydarzenia zwiększyły na to szanse.

Na koniec mamy ropę naftową, która targana jest komentarzami oficjeli z OPEC. Zakończone wczoraj wstępne spotkanie przed przyszłotygodniowym posiedzeniem wysyła mieszane sygnały, czy uda się osiągnąć porozumienia o ograniczeniu wydobycia. Mimo to więcej znaków wskazuje, że porozumienie jest realne (redukcja wydobycia o 4-4,5 proc. z kilkoma wyjątkami), tak samo jak prawdopodobne jest, że do ostatniej chwili poszczególni członkowie kartelu będą chcieli „ugrać” dla siebie jak najwięcej. Dodatkowo dziś dane o zapasach ropy w USA wg DoE, a raport API wskazał wczoraj na spadek zapasów o 1,3 mln baryłek. W krótkim terminie pozytywnie patrzymy na ropę, a w konsekwencji na CAD i NOK.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Praca za granicą. Czy zalicza się do stażu pracy w Polsce?

Czy po powrocie z zagranicy polski pracodawca zaliczy zatrudnienie za granicą do stażu pracy, od którego zależy wymiar urlopu wypoczynkowego? Jakie dokumenty przedłożyć, by udowodnić pracę w innym kraju i czy konieczne jest ich urzędowe tłumaczenie na język polski?

Nabywanie niektórych uprawnień pracowniczych uzależnione od stażu pracy. Pracownik nabywa poszczególne uprawnienia przy uwzględnieniu ogólnego stażu pracy – do którego wlicza się zatrudnienie w oparciu o umowę o pracę od początku kariery danego pracownika (np. prawo do emerytury) – albo przy uwzględnieniu stażu pracy u konkretnego pracodawcy (np. długość okresu wypowiedzenia czy wysokość odprawy).

Od ogólnego stażu pracy u danego pracownika uzależniony jest m.in. wymiar urlopu wypoczynkowego. Jeśli ogólny staż pracy wynosi co najmniej 10 lat, pracownikowi przysługuje ustawowo corocznie urlop wypoczynkowy w wymiarze 26 dni kalendarzowych (podczas gdy osobom zatrudnionym krócej, przysługuje tylko 20 dni urlopu). Warto więc zadbać o należyte udokumentowanie okresów zatrudnienia, przykładowo poprzez przedłożenie pracodawcy świadectw pracy z byłych zakładów pracy.

Wliczeniu do ogólnego stażu pracy, od którego zależy wymiar urlopu, podlega zarówno okres świadczenia pracy w Polsce jak i za granicą. Wynika to z art. 86 ustawy z dnia 20 kwietnia 2004 r. o promocji zatrudnienia i instytucjach rynku pracy (tj. Dz.U. z 2016 r. poz. 645 ze zm.), który stanowi, że „Udokumentowane okresy zatrudnienia, przebyte za granicą u pracodawcy zagranicznego, są zaliczane do okresów pracy w Rzeczypospolitej Polskiej w zakresie uprawnień pracowniczych.”

Zatrudnienie za granicą należy udokumentować

Wskazany powyżej przepis nakłada na pracodawcę polskiego obowiązek zaliczenia okresów zatrudnienia u pracodawców zagranicznych do ogólnego stażu pracy, pod warunkiem ich udokumentowania przez pracownika. Oznacza to, że ciężar dowodu w tym zakresie spoczywa na pracowniku – to pracownik musi wykazać fakt świadczenia pracy za granicą w danym okresie w ramach stosunku pracy – przykładowo przedstawiając umowę o pracę, odcinki wypłat wynagrodzenia czy zaświadczenie o ubezpieczeniu społecznym. W razie wątpliwości należy kierować się przy wykładni dokumentów zasadą interpretacji na korzyść pracownika.

Liczy się tylko umowa o pracę. Cytowany przepis dotyczy jednak jedynie zatrudnienia w ramach stosunku pracy w rozumieniu prawa kraju, w którym ta praca jest wykonywana – czyli w stosunku prawnym, który odpowiada polskiemu zatrudnieniu pracowniczemu. Nie podlega więc zaliczeniu wykonywanie pracy na własny rachunek w charakterze przedsiębiorcy lub podmiotu gospodarczego. Chodzi tylko o pracę na rachunek pracodawcy.

Trzy elementy, które powinien posiadać dokument potwierdzający zatrudnienie za granicą

Dokument wystawiony przez pracodawcę zagranicznego potwierdzający zatrudnienie powinien spełniać kilka warunków, które pozwalają uznać go za wiarygodny oraz potwierdzający fakt zatrudnienia. Powinien on zawierać określenie pracodawcy wraz z adresem siedziby w danym państwie, wskazanie okresu zatrudnienia z podaniem dat dziennych (oznaczenie bez wskazania takich dat, np. sformułowanie „był zatrudniony w latach 2010-2015, jest niewystarczające, gdyż uniemożliwia pracodawcy ustalenie okresu, który miałby zostać zaliczony) oraz dane wystawcy dokumentu, tj. kto go sporządził. Są to minimalne wymogi, które pomogą pracodawcy ustalić, czy dana osoba faktycznie świadczyła za granicą pracę w ramach stosunku pracy i jaki okres powinien podlegać zaliczeniu do stażu pracy.

Dokument w języku polskim lub wiarygodne tłumaczenie

Dokument taki powinien być ponadto sporządzony w języku polskim. Jeśli jednak dokument jest sporządzony w języku obcym, to należy przedłożyć pracodawcy jego tłumaczenie – nie ma tu obowiązku dostarczania tłumaczenia urzędowego. Pracodawca może go jednak zażądać, jeżeli przedłożony dokument lub jego prywatny przekład budzi uzasadnione wątpliwości.

Reasumując, pracodawca zobligowany jest do zaliczenia do ogólnego stażu pracowniczego, który uprawnia do wyższego wymiaru urlopu wypoczynkowego, okresu pracy za granicą, jeśli pracownik wykaże, że w danym okresie świadczył za granicą pracę, w ramach stosunku pracy. Przedstawione przez pracownika dokumenty powinny zawierać wskazane wyżej elementy, które pozwolą pracodawcy jednoznacznie stwierdzić w jakim okresie pracownik był zatrudniony. Pracodawca ma ponadto prawo zażądać dodatkowych dokumentów potwierdzających zatrudnienie, jeśli przedstawione przez pracownika dokumenty go nie potwierdzają. Natomiast w razie sporu stron w tej kwestii, rozstrzygnąć go może tylko sąd pracy.

Autor: Hanna Gałęzowska, aplikantka radcowska, specjalista ds. prawnych w Impel Business Solutions Sp. z o.o. z siedzibą we Wrocławiu

Relacja z V edycji „Chemical Industry Summit & Awards Gala”

21 listopada w hotelu Sheraton w Warszawie odbyła się V edycja „Chemical Industry Summit & Awards Gala” zwieńczona uroczystością Diamentów Polskiej Chemii. Tematami tegorocznego szczytu były m/in. konkurencyjność polskiej i europejskiej chemii, projekt zgazowania węgla, przemysł chemiczny w kontekście „planu Morawieckiego” i metody podniesienia innowacyjności  rodzimych firm. Wśród laureatów Diamentów znalazły się spółki takie jak Grupa Azoty Puławy, Fluor czy BASF Polska.

POLSKA CHEMIA – ZNAKOMICIE I NIE NAJLEPIEJ?

Jest nam niezmiernie miło po raz kolejny spotkać się w znakomitym gronie liderów najważniejszych podmiotów w branży chemicznej. Cieszymy się, że konferencja z roku na rok cieszy się coraz większą popularnością, szczególnie, że wydarzenie w tym roku zostało objęte patronatem honorowym wicepremiera, ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego, Jarosława Gowina – mówiła Beata Radomska, Prezes Executive Club.

W wystąpieniu inauguracyjnym, Jerzy Majchrzak, b. Prezydent miasta Kędzierzyna Koźle, b.  Prezes Zarządy Zakłady Azotowe Kędzierzyn, b. Dyrektor w Polskiej Izbie Przemysłu Chemicznego oraz b. Dyrektor dep. Innowacji i Przemysłu w Ministerstwie Gospodarki, odniósł się do kondycji polskiej chemii, stojącej na wysokim poziomie mimo tego, że przemysł chemiczny nie całkiem spełnia swoją rolę w gospodarce
– znakomicie i nie najlepiej. Stąd, powiedział, potrzeba organizacji tego typu spotkań.

ŁUPKI W AMERYCE, ZDEKLASOWANA EUROPA, WSPÓŁPRACA POLSKIEJ NAUKI Z BIZNESEM I SAMOCHÓD ELEKTRYCZNY

Pierwszy panel dotyczył między innymi zmian zachodzących na rynku gazu i ropy naftowej, w kontekście wzrostu wydobycia łupków, które przeistoczyły się już w eksportera i tego, czy słabnąca pozycję Europy da się zrekompensować dobrą logistyką – jako przykład Jarosław Michniuk (Boryszew) podał transporty rzeczne w Niemczech, Paweł Łapiński natomiast przewidywał wzrost cen na rynku LNG ze względu na wysokie koszty logistyczne. Podjęto także tematykę współpracy biznesu z nauką. Prof. Zbigniew Florjańczyk (Politechnika Warszawska) zwrócił uwagę na niewielkie zaufanie biznesu do badaczy i na paląca potrzebę tworzenia prężnych działów R&D, natomiast Tomasz Piec (Synthos) przekonywał, że lepsze płace na zachodzie przyciągają polskich specjalistów, co zubaża polskie spółki chemiczne. Robert Stankiewicz (Dow) mówił o nowym trendzie, czyli ścisłej współpracy z klientami. To oni wskazują nam, jakie nowe produkty są potrzebne – podkreślił. Jeśli chodzi o przyszłość sektora w Polsce, paneliści byli optymistycznie nastawieni – Artur Kucia (PKO Bank Polski) potwierdził, że mimo niewielkich inwestycji, PKO BP jest otwarte na finansowanie sektora chemicznego. Wydaje się, że grupy chemiczne w Polsce są na tyle duże, by ubiegać się o finansowanie – mówił. Konsolidacja trwa – mówił Paweł Łapiński – a efekty pojawiają się na wielu polach. Najważniejsze są pomysły i szybkość realizacji, a nie ich skala, a tych niestety brakuje – powiedział Wiceprezes Grupy Azoty. Ostatnią kwestią podjętą przez moderatora, Jacka Sochę, były plany produkcji samochodu elektrycznego, mającego stać się kołem napędowym gospodarki w kontekście planu premiera Morawieckiego. Uczestnicy do tematu podeszli z rezerwą, ale wiceprezes Synthos potwierdził, że spółka, która już rozpoczęła produkcję opon na bazie kauczuków SSBR niezbędnych do samochód elektrycznych, wesprze ten projekt, natomiast Paweł Łapiński zadeklarował zainteresowanie Azotów gdyby projekt okazał się potencjalną inwestycją.

POLSKA CHEMIA A PLAN MORAWIECKIEGO, PROJEKT ZGAZOWANIA WĘGLA, OCHRONA ŚRODOWISKA

Drugi panel konferencji rozpoczął się od przewrotnego pytania do prelegentów i uczestników moderatora, Dominika Wójcickiego, redaktora „Chemia i Biznes” o szanse realizacji „planu Morawieckiego” oraz pytania o ich rozumienie pojęcia „patriotyzm gospodarczy”. Traktowałbym to jak słownik, w którym jest kilkanaście haseł, w które się zaangażujemy – powiedział Adam Żurek – Azoty nie potrzebują wsparcia państwa, ale opieki i zrozumienia – podkreślił. Maciej Korbasiewicz (BOLIX) powiedział, że plan trzeba realizować wspólnymi siłami, a w Polsce nie ma obecnie atmosfery ani politycznej, ani społecznej, by urzędnicy angażowali się w biznes. Patriotyzm dla niego to płacenie podatków i dbanie o pracowników
i społeczeństwo. Prezesowi BOLIX wtórował Prof. Janusz Jurczak z Polskiej Akademii Nauk. To my mamy wspólnie realizować te założenia – powiedział. Uczestnicy dyskutowali także na tematy przyszłości polskich spółek chemicznych i całego sektora w kontekście dywersyfikacji źródeł surowców i projektu zgazowania węgla. Nie ma co porównywać chemii polskiej ze światową – powiedział Andreas Golombek (go&management GmbH) – mamy jednak ogromne możliwości tworzenia hubów, jeśli rozdzielimy chemię prywatną od państwowej. Podstawą naszej gospodarki surowcowej jest gaz, a węgiel ma polskiej chemii służyć – mówił. Adam Żurek zadeklarował, że decyzja, czy Azoty zaangażują się w projekt zgazowania węgla, do którego teraz wybierana jest technologia, zapadnie w marcu br. Ostatnią z kwestii była ochrona środowiska. Dariusz Jasak (Veolia Water Technologies) podkreślił, że wdrażanie ekologicznych rozwiązań nie musi być drogie, a może nawet podwyższyć konkurencyjność danej spółki. Ważne jest zmienianie świadomości, bo niewielu z nas zdaje sobie sprawę z tego, że czystej wody może wkrótce zabraknąć. Zgodził się z nim Maciej Korbasiewicz, mówiąc, że ekologia w biznesie jest droższa, ale przekłada się na efektywność. Zaapelował o preferencyjne warunki przetargowe dla spółek „zielonych”, dbających o ochronę środowiska.

TRZECI PANEL

Z CZYM POLAKOM KOJARZĄ SIĘ INNOWACJE I CZY STUDENCI PRZEDMIOTÓW CHEMICZNYCH I TECHNOLOICZNYCH UCZĄ SIĘ DLA BIZNESU CZY DLA ZALICZENIA

Panel zainaugurowało wystąpienie Jean-Luc Dubois, który mówił o działalności, planach rozwoju i metodach współpracy z partnerami z Polski spółki ARKEMA.

Słowem-kluczem w ostatnim panelu konferencji były „innowacje” i próba odpowiedzenia na pytanie, dlaczego Polska stoi tak nisko w klasyfikacji europejskiej. Moderator, Jerzy Polaczek (Stowarzyszenie Polskich Wynalazców i Racjonalizatorów) zadał pytanie o sposoby podniesienia innowacyjności polskiego przemysłu chemicznego. Marek Jagieła (BASF Polska) powiedział, że spółka za klucz działań uważa innowacje i chemię zrównoważoną, bo to uważa za źródło przewagi konkurencyjnej Europy. BASF pracuje nad ponad trzema tysiącami projektów na całym świecie – powiedział – a naszą dumą jest fabryka katalizatorów w Środzie Śląskiej. O pozbycie się „wielkiej masy i małej marży” zaapelował z kolei Wiesław Hałucha z Alwernii. Nie mamy wiele do wydawania, więc wydawajmy mądrze – powiedział. Polska chemia nastawiona jest na produkty proste, mało przetworzone, a do budowy konkurencyjności trzeba poszukiwać nowych rozwiązań do poszerzenia portfolio o nowych, wyższych marż. Grzegorz Czul (Fluor) skupił się na rozwoju spółki poprzez współpracę z badaczami i technologami. Szczycimy się tym, że mamy specjalistów w każdej dziedzinie przemysłu – przyznał. Rafał Lipiński (SEEN Holding) zwrócił uwagę na fakt, że polskim biznesmenom słowo „innowacja” kojarzy się z ryzykiem podczas gdy pojęcie „nowoczesność” łączy się z możliwością zysku. Aleksander Sobolewski (Instytut Chemicznej Przeróbki Węgla) stwierdził, że Polska nie jest innowacyjna, bo ma inne przewagi konkurencyjne, jak np. tanią, wykwalifikowaną kadrę. Te przewagi stracimy, pytanie, kiedy – powiedział. Biznes musi mieć przeświadczenie, że na innowacyjności zarobi. Dr Michał Bieniek podał przykład swojej spółki – Apeiron Synthesis, która postawiła na partnerstwo i współpracę z firmami technologicznymi jako klucz do sukcesu. Przy okazji zagadnień innowacji powróciły także tematy współpracy nauki z biznesem i wsparcia państwa. Aleksander Sobolewski ubolewał nad „zadęciem profesorskim” i faktem, że niewielu badaczy oferuje produkty bazowe. W burzliwej dyskusji wtórowali mu Wiesław Hałucha i Marek Jagieła, mówiąc o złej współpracy naukowiec – patent – biznes oraz braku umiejętności stworzenia biznesplanu produktu u studentów. Tej tezie sprzeciwił się Rafał Lipiński, który za przykład podał dobrą współprace naukowców pracujących w ośrodkach technologicznych Seen Holding.

Na gości konferencji czekała jeszcze jedna niespodzianka. Po zakończeniu debat na scenie doszło do uroczystego podpisania listu intencyjnego między BASF Polska a Instytutem Chemicznej Przeróbki Węgla. W ceremonii udział wzięli Andreas Gietl, Prezes Zarządu BASF Polska Sp. z o.o. i Aleksander Sobolewski, dyrektor Instytutu.

DIAMENTY POLSKIEJ CHEMII ROZDANE PO RAZ CZWARTY

Już po raz czwarty wybitni przedstawiciele sektora chemicznego zebrali się, by uczestniczyć w uroczystej gali, która zyskała już renomę jednej z najważniejszych inicjatyw branży. Uroczystość zainaugurowało wystąpienie Piotra Cieślińskiego, przewodniczącego Parlamentarnego Zespołu ds. Przemysłu Chemicznego.

W tym roku Kapitula Konkursowa pod przewodnictwem prof. Michała Kleibera wybrała laureatów 8 kategoriach.

  • Doradca Prawny Roku

Weil Gotshal & Manges

  • Doradca Strategiczny Roku

Fluor S.A.

  • Spółka chemiczna Roku

PCC Rokita SA

  • Start Up Roku

Sat-Agro

  • Start Up Roku – Wyróżnienie

Smart Nanotechnologies

  • Ambasador Przemysłu Chemicznego

BASF Polska

  • Inwestycja Roku

Synthos

Grupa Azoty Puławy

  • Osobowość Przemysłu Chemicznego

Miesięcznik „Przemysł Chemiczny”

Jerzy Majchrzak

  • Business Executive

Mariusz Bober – Prezes Zarządu Grupy Azoty

 

Honoraty Patronage: Minister Nauki i Szkolnictwa Wyższego

Coorganizer: PwC Polska

Strategic Partner: Grupa Azoty

Main Partner: PKO Bank Polski

Partners: Alwernia, Apeiron Synthesis, Azelis, BASF, Bank Gospodarstwa Krajowego, Boryszew S.A., Cigno Consulting, Dow, Fluor, Nord Partner, Seen Holding, Synthos S.A., Veolia Water Technologies

Gala Partners: Fracht FWO Polska, PayU

Media Partners: Wirtualna Polska, Dziennik Gazeta Prawna, Warsaw Business Journal, Chemia i Biznes, PAP Biznes, Obserwator Międzynarodowy, Plastech, kierunekchemia.pl, Chemia Przemysłowa, Reporter Chemiczny, Manager, Poland Today, Polish Market, Miesięcznik Chemik, investing.com, Rynek Inwestycji, Law Business Quality, Newseria, Biznes Alert, CEO Magazyn, Przemysł Chemiczny

UnStock – nowe narzędzie dla marketerów

Jesteś marketerem? Szukasz niepowtarzalnego ujęcia filmowego na stronę internetową? Nie chcesz zbankrutować przygotowując bożonarodzeniową akcję onlinową? To narzędzie jest więc dla Ciebie! Dzięki platformie UnStock możesz pożegnać się z kosztownymi i prawnie skomplikowanymi kampaniami video.

UnStock - Polski startup założony przed trzech kolegów: Jakuba Górajka, Kamila Goliszewskiego i Adama Cellary
UnStock – Polski startup założony przed trzech kolegów: Jakuba Górajka, Kamila Goliszewskiego i Adama Cellary

Przygotowanie oryginalnej kampanii to powszechny koszmar marketerów. Napięty budżet i terminy, znalezienie agencji, która dostarczy oryginalne treści video,  ale też tak przyziemne kwestie jak sprawy formalne i prawa autorskie – wszystko to sprawia, że cały proces bywa długotrwały i kosztowny. Dlatego kompleksowa platforma oferująca zarówno tanie i świetne jakościowo materiały filmowe, jak i pełną obsługę prawną transakcji, okazała się strzałem w dziesiątkę. Stworzony przez trzech przyjaciół z Polski startup jest narzędziem coraz częściej wykorzystywanym przez światową branżę kreatywną. Potencjał UnStocka został dostrzeżony przez AngelPad, uznawany za najlepszy akcelerator startupów na świecie.

Do czego można wykorzystać zasoby platformy UnStock.io? Przede wszystkim do tworzenia nowoczesnych stron internetowych i kampanii online. Amerykańskie badania rynku pokazują, że video content ma znacznie większą skuteczność, niż tradycyjne formy przekazu. Dotyczy to przede wszystkim młodych odbiorców, do których skierowana jest ogromna część treści reklamowych. Wg analiz, tzw. millenialsi oraz nastolatkowie spędzają nawet 6 godzin dziennie na oglądaniu treści video, najbardziej ufają zaś materiałom stworzonym przez rówieśników. Właśnie takie oferuje UnStock.

Dzięki platformie marketerzy nie muszą już płacić dziesiątków tysięcy złotych za oryginalne materiały i usługi profesjonalnych filmowców. Z nowoczesnej giełdy ujęć korzystają użytkownicy z kilku tysięcy miast na całym świecie. Szybko rozwijające się narzędzie od niedawna jest dostępne już nie tylko na system iOS, ale też na androida.

Twórcy UnStocka: Kamil Goliszewski, Jakub Górajek oraz Adam Cellary jako pierwsi Polacy w historii dostali się do prestiżowego akceleratora w Dolinie Krzemowej – AngelPad. Współpracują z najważniejszymi ludźmi z branży video, m.in. współzałożycielem Netflixa Mitchem Lowe.

Wzrost PKB poniżej 2 proc.?

Już od ponad dwóch miesięcy sygnalizujemy, że rozwój gospodarczy w tym roku może wynieść tylko 2 proc. Jednak najnowsze dane GUS pokazują rosnące ryzyko, że nie uda się osiągnąć nawet tej stosunkowo niskiej wartości – ocenia Marcin Lipka, główny analityk Cinkciarz.pl.

Wczoraj GUS podał, że w październiku produkcja budowlano-montażowa spadła o 20.1 proc. r/r. To kolejny miesiąc bardzo słabej kondycji budowlanki. I choć w znacznej części wynika ona z mniejszych inwestycji infrastrukturalnych, to jednak warto zauważyć, że inne odczyty makroekonomiczne z Polski są także wyraźnie gorsze od prognoz.

Produkcja przemysłowa w minionym miesiącu spadała o 1.3 proc. r/r, natomiast sprzedaż detaliczna była poniżej konsensusu ekonomistów (4.2 proc. r/r) i wyniosła 3.7 proc. r/r. Pesymistyczne wnioski płyną ze wskaźników wyprzedzających. Indeks PMI dla Polski przygotowywany przez Markit IHS obniżył się w październiku do najniższego poziomu od września 2014 r. Wskazuje on także najniższe od ponad dwóch lat tempo wzrostu zatrudnienia w przemyśle.

Poważne powody do niepokoju powinno także wywoływać opublikowane w poniedziałek opracowanie GUS dotyczące przedsiębiorstw niefinansowych w okresie od stycznia do września 2016 r.  Wynika z niego, że nakłady inwestycyjne w pierwszych trzech kwartałach br. spadły o 9.1 proc., podczas gdy w analogicznym okresie ub.r. notowano wzrost na poziomie 12.3 proc.

Warto także zauważyć, że zmniejszyły się nie tylko inwestycje w “budynki i budowle” (o 17.8 proc.), ale skurczyły się również nakłady na urządzenia techniczne oraz narzędzia (o 4.3 proc.). Stosunkowo słabo wyglądają także inwestycje w przetwórstwie przemysłowym, gdzie nastąpił wzrost o 6.1 proc., podczas gdy w 2014 i 2015 r. było to odpowiednio 17.8 proc. oraz 14.4 proc.

Przyczyny słabych wyników gospodarki

Za znaczną część mniejszych inwestycji opowiadają niższe wydatki jednostek samorządu terytorialnego. Według danych Ministerstwa Finansów cytowanych przez PAP, po trzech kwartałach spadły one z 19.5 do 10.5 mld zł. Ponieważ dane o produkcji budowlano-montażowej za październik są bardzo słabe, można oczekiwać, że na koniec roku nakłady samorządów będą prawie o połowę niższe niż w 2015 r.

Wydatki na środki trwałe zmniejszają się jednak również w części sektora prywatnego. Według danych z wrześniowego Biuletynu Statystycznego GUS, inwestycje w hotele spadły przez pierwsze trzy kwartały o ponad 22 proc. Zmniejszyły się także nakłady na budynki biurowe (o 12.5 proc.) oraz budynki przemysłowe i magazynowe (o 14.6 proc).

Narodowy Bank Polski (NBP) zwraca uwagę, że istotnym elementem wpływającym na inwestycje jest niepewność. W opracowaniu „Szybki Monitoring”, opublikowanym przez NBP pod koniec października br. czytamy, że „rosnąca niepewność nadal jest problemem w przedsiębiorstwach publicznych, przetwórstwie przemysłowym, energetyce oraz górnictwie”.

Jedną z przyczyn ostatniego spowolnienia wzrostu PKB może być fakt, że zarówno sektor publiczny, jak i prywatny silnie zwiększały inwestycje w latach 2014-2015. Obecnie więc, prócz efektu przechodzenia z jednej do drugiej perspektywy unijnej, następuje po prostu ograniczanie nakładów inwestycyjnych po ich silnych wzrostach w przeszłości, które dodatkowo jest potęgowane opisaną wcześniej niepewnością.

PKB poniżej 2 proc. w 2016 r.?

W kalkulacji PKB wyróżniamy trzy podstawowe składowe: konsumpcję generowaną przez gospodarstwa domowe, konsumpcję generowaną przez sektor publiczny oraz inwestycje. Pierwsze dwa komponenty odpowiadają za blisko 80 proc. wzrostu gospodarczego, a trzeci za ok. 20 proc. Wyliczenia mogą być zaburzone przez zmianę zapasów oraz eksportu netto. Jednak, biorąc pod uwagę szacunki Ministerstwa Finansów (MF) i Komisji Europejskiej (KE) oraz ostatnie dane o handlu zagranicznym, te składowe w br. powinny mieć ograniczony wpływ na finalny wynik.

Na podstawie dostępnych danych, można oszacować że spożycie krajowe (publiczne oraz prywatne) prawdopodobnie wzrosną w tym roku ok. 3.6 proc. Oznacza to, że będzie ono miało wkład na poziomie bliskim 2.9 pkt proc.

Ponad dwa miesiące temu liczyliśmy natomiast, że inwestycje skurczą się w tym roku o ok. 4-5 proc. Jednak, biorąc pod uwagę ostatnie doniesienia GUS, ten spadek może być głębszy i zakończyć się w przedziale minus 5-6 proc.

Oznacza to, że wkład inwestycji do PKB może wynieść minus 1.1 pkt proc. W rezultacie więc istnieje poważne ryzyko, że finalny odczyt za 2016 r. będzie w okolicach 1.8 proc.

Biuro Inwestycji Kapitałowych S.A. zadebiutowało na GPW

Prawa do akcji Biura Inwestycji Kapitałowych S.A. zadebiutowały 23 listopada br. na Głównym Rynku Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie. Cena emisyjna po jakiej inwestorzy obejmowali akcje firmy w trakcie oferty publicznej wynosiła 18 zł.

Biuro Inwestycji Kapitałowych S.A., zadebiutowało na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie. Cena emisyjna po jakiej Inwestorzy kupowali papiery w trakcie oferty publicznej wynosiła 18 zł.

W ramach prowadzonej pierwszej publicznej oferty Biura Inwestycji Kapitałowych S.A. przydzielono inwestorom wszystkie z oferowanych 1.130.000 nowych akcji serii I. Z tego Inwestorom Indywidualnym przydzielono 200 tys. akcji (ok. 17,7%). Stopa redukcji w transzy Inwestorów Indywidualnych wyniosła 9,11%. Z kolei Inwestorzy Instytucjonalni objęli 930 tys. akcji (ok. 82,3%) w pełni wyczerpując pulę oferowanych im walorów.

Objęte przez inwestorów walory stanowią łącznie 27,4% podwyższonego kapitału zakładowego dewelopera powierzchni magazynowych i handlowych. Po podwyższeniu kapitału będzie się on dzielił na 4,13 mln akcji.

Wartość oferty publicznej wyniosła 20,34 mln zł brutto. Pozyskane środki zostaną przeznaczone na rozbudowę Centrum Logistycznego w Sosnowcu, budowę Centrum Logistycznego Kraków III oraz budowę Parku Handlowego w Dzierżoniowie. Grupa zarządza aktualnie trzema parkami logistycznymi: Centrum Logistycznym Kraków I, Centrum Logistycznym Kraków II oraz Śląskim Centrum Logistycznym w Sosnowcu o łącznej powierzchni najmu wynoszącej 55,8 tys. m2. W ramach dywersyfikacji działalności zajmuje się także budową i wynajmem nowoczesnych powierzchni handlowych w segmencie parków handlowych (retail parków). Dotychczas zrealizowane zostały dwa retail parki: w Puławach i Bielsku-Białej.

Debiut certyfikatów inwestycyjnych z oferty Private Banking Alior Banku na GPW

23 listopada 2016 r. planowane jest pierwsze notowanie certyfikatów inwestycyjnych emitowanych przez UniCredit Bank AG (HypoVereinsbank) na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie. Walory dostępne były w ofercie niepublicznej dla klientów Private Banking Alior Banku. Jest to pierwsza emisja produktów strukturyzowanych w formie certyfikatów inwestycyjnych oferowana dla segmentu Private Banking w Alior Banku.

Wprowadzone certyfikaty to emisja typu autocall bazująca na wycenie indeksu ropy (S&P GSCITM Crude Oil Index ER). Kapitał lokowany jest maksymalnie na 4 lata, jednak inwestycja może zakończyć się wcześniej, nawet po sześciu miesiącach. Jeżeli w półrocznej dacie obserwacji wartość indeksu ropy będzie powyżej wartości początkowej, inwestor otrzymuje  kapitał powiększony o zysk na poziomie 6,10% p.a. Jeżeli wcześniejszy wykup nie nastąpi, po czterech latach klient otrzyma 124.40 PLN za każde 100 PLN nominału pod warunkiem, że wycena indeksu nie spadnie o więcej niż 35% wartości początkowej. Jeżeli w dniu zapadalności wartość indeksu spadnie o więcej niż 35% inwestor ponosi stratę odpowiadającą spadkowi indeksu ropy. W trakcie trwania inwestycji certyfikaty można zbyć na Giełdzie Papierów Wartościowych.

– W Alior Banku obserwujemy duże zainteresowanie tego typu inwestycjami. W czasach niskich stóp procentowych klienci szukają alternatywnych form inwestowania. Takie produkty inwestycyjne jak certyfikaty dają możliwość zarabiania na różnorodnych aktywach bazowych. Świadomi inwestorzy wykorzystują potencjał alternatywnych instrumentów i  w oparciu o nie chętnie budują swoje portfele inwestycyjne. Dzięki wprowadzeniu certyfikatów na giełdę stały się one płynnym instrumentem finansowym wycenianym rynkowo na rynku regulowanym. W banku organizowane są kolejne emisje produktów strukturyzowanych emitowanych przez UniCredit Bank AG, które będą trafiały na GPW – powiedział Marcin Kobus, Dyrektor ds. Produktów Oszczędnościowych Alior Banku.

Boom na krajowym rynku nieruchomości mieszkaniowych. Tak dobrze nie było od wielu lat

Boom na krajowym rynku nieruchomości mieszkaniowych. Tak dobrze nie było od wielu lat 12

Na pierwotnym rynku sprzedaży mieszkań trwa nienotowane od wielu lat ożywienie. We wrześniu w samej tylko Warszawie znaleźli się nabywcy na 2,5 tys. lokali, przy czym w większości było to nieruchomości jeszcze nie zbudowane. Największym powodzeniem cieszą się nieduże, 2–3-pokojowe mieszkania. Przybywa osób kupujących za gotówkę.

Od połowy 2013 roku obserwujemy na rynku nieruchomości bardzo duże sprzedaże, wraz z upływem czasu coraz więcej jest klientów gotówkowych – informuje agencję informacyjną Newseria Biznes Tomasz Kołodziejczyk z firmy redNet Property Group. – Już teraz mamy inwestycje, gdzie co najmniej połowa klientów w 100 proc. płaci gotówką, nie posiłkując się kredytem.

Ten popyt nie ma jednak przełożenia na rosnące ceny. Jak wynika z danych serwisu Otodom.pl, w tradycyjnie najdroższej Warszawie (największy rynek nieruchomości w Polsce) ich dynamika nie przekroczyła kilku proc. w stosunku do poprzedniego miesiąca. Przeciętna cena nowego, średniej wielkości (od 38 do 60 mkw.) mieszkania w stolicy wyniosła 7,7 tys. zł za mkw.

Wrzesień br. był rekordowy na polskim rynku deweloperskim – zauważa Tomasz Kołodziejczyk. – W samej tylko Warszawie sprzedano 2,5 tys. mieszkań, przy czym w większości były to dziury w ziemi, gdyż gotowych inwestycji jest wciąż mało. Popyt w tym momencie cały czas rośnie i będzie na pewno się zwiększał jeszcze w przyszłym roku.

Niewiele niższy niż w stolicy próg cenowy odnotowano we wrześniu w Krakowie, gdzie średniej wielkości lokale wyceniano na 6,6 tys. zł za mkw. Stawki wyższe niż 6 tys. zł za mkw. proponowano także w Poznaniu (6,4 tys. zł) i Gdańsku (6,09 tys. zł). Niewiele tańsze były lokale we Wrocławiu, gdzie średnia cena mkw. na rynku pierwotnym wyniosła 5,9 tys. zł.

Klienci poszukują przede wszystkim mieszkań niedużych, dwu- i trzypokojowych – komentuje Tomasz Kołodziejczyk. – Dla klienta na obecnym rynku ważne jest to, żeby cena mieszkania była przystępna, to znaczy nie przekraczała 500 tys. zł. Obserwujemy, że droższe lokale wolniej znajdują nabywców.

Zdaniem Tomasza Kołodziejczyka deweloperzy chętnie rozpoczynają obecnie nowe inwestycje wielolokalowe, natomiast największym problemem jest znalezienie dla nich działki, na której można rozpocząć budowę. Rozpoczęcie procesu deweloperskiego wydłuża się więc głównie z powodu braku wolnych gruntów.

Gdyby realizowano wszystkie plany, nowych realizacji byłoby zapewne około dwa razy więcej – ocenia Tomasz Kołodziejczyk – W innych miastach, takich jak Kraków, Wrocław, Poznań czy Trójmiasto, również jest boom, także obserwujemy rekordy sprzedaży. Jeden z krakowskich deweloperów sprzedał w zeszłym roku w pojedynczym projekcie ponad 1,2 tys. mieszkań.

M. Krajczewski: Polityka gospodarcza Donalda Trumpa może zaszkodzić rynkom rozwijającym się. Ucierpiałaby także Polska

M. Krajczewski: Polityka gospodarcza Donalda Trumpa może zaszkodzić rynkom rozwijającym się. Ucierpiałaby także Polska 13
Polityka gospodarcza Donalda Trumpa jest trudna do przewidzenia i może zaszkodzić rynkom rozwijającym się, także Polsce – ostrzega Michał Krajczewski z Domu Maklerskiego BGŻ BNP Paribas. Analityk zauważa, że działania stymulacyjne zapowiadane przez amerykańskiego prezydenta elekta mogą wywołać inflację i zmusić FED do podniesienia stóp procentowych. To z kolei umocniłoby dolara i spowodowało odpływ kapitału z mniej rozwiniętych rynków.

– Działania Donalda Trumpa jako nowego prezydenta są trudne do oceny, on nie był kandydatem preferowanym przez rynki. Nawet abstrahując od tego, co każdy z kandydatów zapowiadał, to inwestorzy nie lubią po prostu takiej niepewności czy gwałtownych zmian w polityce – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Michał Krajczewski analityk rynków papierów wartościowych w Biurze Maklerskim Banku BGŻ BNP Paribas

Ekspert dodaje, że dla rynków finansowych wybór Donalda Trumpa na nowego prezydenta Stanów Zjednoczonych to zupełne zaskoczenie. Większość przedwyborczych sondaży jako zwyciężczynię wskazywała bowiem kandydatkę demokratów – Hillary Clinton, a jeszcze na dzień przed rozstrzygnięciem głosowania dziennik „New York Times” oceniał jej szanse wygranej na 85 proc.

– Jeżeli chodzi o rynki akcji to dużej wyprzedaży jednak nie było, gdyż inwestorzy skupili się na tym, że nowy prezydent USA będzie chciał stymulować tamtejszą gospodarkę, co jest ogólnie pozytywne dla rynków akcji krajów rozwiniętych – zauważa ekspert DM Banku BGŻ BNP Paribas.

Na ogłoszenie wyników wyborów rynki finansowe zareagowały w bardzo gwałtowny sposób, a indeksy S&P 500 i Dow Jones straciły na wartości ponad 5 proc. Ucieczka z amerykańskiego parkietu okazała się jednak krótkotrwała – inwestorzy szybko odrobili straty, wyprowadzając ceny akcji notowanych na nowojorskiej giełdzie w pobliże historycznych maksimów.

– Przyspieszenie działań stymulacyjnych w USA może spowodować jednak wzrost inflacji, co zmusi FED do podniesienia stóp procentowych. To natomiast spowoduje wzrost rentowności amerykańskich obligacji, umocnienie wartości dolara i w zdwojony sposób uderzy w rynki obligacji krajów wschodzących – ostrzega Krajczewski.

Analityk dodaje, że do grona krajów wschodzących w dalszym ciągu zaliczana jest też Polska, a wybór Donalda Trumpa na prezydenta już teraz widoczny jest w wycenie polskich obligacji skarbowych.

– Jeżeli chodzi o taki głównie śledzony benchmark, czyli 10-letnie obligacje skarbowe Polski, to w ostatnich dniach ich rentowności mocno rosły. Przed amerykańskimi wyborami ten poziom rentowności był około 2,8–3 proc., teraz już mamy wyraźnie powyżej 3,5. Pytanie tylko, czy to jest trwała zmiana trendu, czy jest to po prostu jakiś nowy poziom równowagi – komentuje.

Krajczewski zauważa też ryzyko związane z działaniami Donalda Trumpa skupionymi na zwiększeniu skali protekcjonizmu w handlu międzynarodowym.

– To również może uderzyć w kraje rozwijające się i niestety dla Polski cały ten kanał walutowo-rynkowy działałby w sposób negatywny – podsumowuje.

W. Rozłucki: polityka ma kluczowe znaczenie dla analizy trendów na rynku kapitałowym

W. Rozłucki: polityka ma kluczowe znaczenie dla analizy trendów na rynku kapitałowym 14

Polityka i związane z nią ryzyko dotychczas miały znaczenie tylko dla analizy sytuacji na rynkach wschodzących. W krajach rozwiniętych nie odgrywały aż takiej roli. Zdaniem Wiesława Rozłuckiego, byłego prezesa warszawskiej giełdy, sytuacja w ostatnich miesiącach się zmieniła, gdy okazało się, że rynki nie były w stanie przewidzieć i wycenić wcześniej zwycięstwa zwolenników brexitu w Wielkiej Brytanii ani wygranej Donalda Trumpa wyborów prezydenckich w Stanach Zjednoczonych. 

Jeżeli ktoś chce dzisiaj analizować trendy na rynku papierów wartościowych, w tym również w Stanach Zjednoczonych, to musi się zająć polityką – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Wiesław Rozłucki, doradca Rothschild Polska, były prezes Rady Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie. – Ale niezbędne jest także, aby stał się ekspertem mediów społecznościowych, tabloidów, wszystkiego, co w krajach demokratycznych kształtuje opinię większości wyborców.

Wcześniej, jak przypomina Witold Rozłucki, polityka i związane z nią ryzyko miały wpływ na rynki wschodzące. W krajach rozwiniętych nie odgrywała aż tak dużej roli. Sytuacja zmieniła się jednak w ostatnich miesiącach, gdy okazało się, że rynki nie były w stanie przewidzieć i wycenić wcześniej zwycięstwa zwolenników brexitu w czerwcowym referendum w Wielkiej Brytanii ani wygranej Donalda Trumpa w wyborach prezydenckich w Stanach Zjednoczonych.

Dzisiaj również na rynkach najwyżej rozwiniętych mamy do czynienia ze zwiększoną niepewnością, nieprzewidywalnością i czynnik polityczny gra rolę – precyzuje Witold Rozłucki. – Do ostatniej chwili wszystkie sondaże w Ameryce wskazywały nie tylko wygraną Hillary Clinton, lecz także to, że zwycięstwo Donalda Trumpa spowoduje wyprzedaż na giełdach oraz dużą deprecjację cen akcji. Tymczasem po wyborach rynek amerykański się otworzył i natychmiast poszedł w górę, może nie dynamicznie, ale lekko. W każdym razie nie było spadku, którego powszechnie oczekiwano.

Zdaniem Wiesława Rozłuckiego inwestorzy na rynku kapitałowym zawsze powinni patrzeć przede wszystkim na tzw. fundamenty spółek (przychody, zdolność generowania zysków, perspektywy rozwoju itp). Przydaje się także typowa analiza techniczna (badanie wyceny akcji poszczególnych przedsiębiorstw na wykresach w czasie, szukanie poziomów wsparcia i ewentualnych możliwości wyższych notowań). Ale tradycyjne narzędzia analityki giełdowej trzeba obecnie uzupełnić o próbę wyceny zjawisk politycznych, bo potrafią one całkowicie zmienić perspektywę danego kraju, rynku czy przedsiębiorstwa.

Dzisiaj musimy być przygotowani i przewidywać konsekwencje tego, że polityka staje się coraz bardziej populistyczna, idziemy w kierunku deglobalizacji, czyli większego protekcjonizmu, nacisku na czynniki krajowe, na zadowolenie elektoratu krajowego – wyjaśnia Witold Rozłucki. – To tradycyjne problemy w obszarze polityki. Uważam jednak, że analizując rynki papierów wartościowych, nie można obecnie od nich abstrahować, traktować jako czynniki mniej ważne, analizowane przez kogoś innego.

Wdrożenie rozwiązań chmurowych pomaga firmom w walce z cyberzagrożeniami oraz w obniżaniu kosztów działania

Wdrożenie rozwiązań chmurowych pomaga firmom w walce z cyberzagrożeniami oraz w obniżaniu kosztów działania 15
W ubiegłym roku liczba ataków hakerskich na firmy w Polsce wzrosła o 46 proc. – wynika z danych PwC. To powoduje, że firmy nie tylko zwiększają budżety na IT, lecz także szukają nowych rozwiązań, które pomogą im zapobiegać cyberzagrożeniom. Coraz częściej sięgają po chmurę. – Zaufanie do tego narzędzia rośnie – podkreśla Michał Jaworski, dyrektor ds. strategii technologicznej, członek zarządu polskiego oddziału Microsoft. Firmy przekonują się także, że rozwiązania cloudowe to dla nich oszczędność kosztów i sposób na coraz bardziej doskwierający firmom niedobór inżynierów i programistów.

Zagrożenia, które stoją w tej chwili przed organizacjami, firmami czy urzędami, są już być na takim poziomie, że rozwiązywanie ich samodzielnie, poprzez zatrudnianie ludzi, poszukiwanie dobrych fachowców i utrzymywanie zespołów, robi się zbyt trudne. Część tych zadań można powierzyć dostawcom poprzez wykorzystanie chmury – mówi agencji Newseria Biznes Michał Jaworski, członek zarządu Microsoft. – Skala tego, co robią dostawcy, pozwala na utrzymanie najlepszych zespołów i najbardziej wyrafinowanych metod zabezpieczania danych i zabezpieczania systemów. Dlatego przeniesienie czegoś do chmury służy podniesieniu bezpieczeństwa.

To z tego powodu o możliwość przeniesienia danych do wirtualnego modelu obliczeniowego stara się sektor bankowy, który jest liderem w procesie cyfryzacji. Ze względu na wrażliwe dane decyzja o wdrożeniu chmury musi być zatwierdzona przez regulatora, czyli Komisję Nadzoru Finansowego.

Rozwiązania chmurowe są przyszłością dla sektora finansowego. To będzie kolejny rewolucyjny krok, który można porównywać z tym, co się zdarzyło już wiele lat temu, kiedy banki przechodziły z rejestrowania operacji w formie dokumentowej na rejestrację elektroniczną – mówi Jarosław Wolak, dyrektor departamentu prawnego mBanku. – To się wiąże zarówno z oszczędnościami kosztowymi, jak i z nowymi możliwościami, jakie sektorowi daje korzystanie z chmury i instrumentów dostępnych w tym modelu. Przed nami etap przekonywania regulatora i całego środowiska do tych rozwiązań. Jesteśmy w trakcie dialogu z Komisją Nadzoru Finansowego w tym zakresie i liczymy na to, że uzyskamy od niej pozytywną opinię.

Z badania Microsoft i EY „Security Trends. Bezpieczeństwo w cyfrowej erze” wynika, że sektor finansowy jest liderem w kwestii wydatków na bezpieczeństwo. Wzrost wydatków na ten cel zakłada 64 proc. badanych instytucji. Na trzecim miejscu w tym rankingu jest administracja publiczna (29 proc.). Jak podkreśla Krzysztof Szubert, doradca strategiczny ministra cyfryzacji, cyberzagrożenia są także jednym z pięciu priorytetów dla resortu.

W dokumencie „Kierunki strategiczne ministra cyfryzacji w obszarze informatyzacji usług publicznych” aspekty cyberbezpieczeństwa są uwzględnione. Ten dokument jest skoncentrowany na pięciu obszarach, m.in. rozbudowie infrastruktury, rozbudowie i zintegrowaniu usług administracji państwowej, mamy temat podnoszenia kompetencji i to wszystko spięte też w cyberbezpieczeństwo – mówi Krzysztof Szubert. – Dodatkowo jest aspekt tego, co się dzieje na forum europejskim.

Pod względem prawnym zmienia się teraz bardzo dużo. Za półtora roku wchodzi w życie unijne rozporządzenie ws. ochrony danych osobowych, które nałoży na firmy wiele nowych obowiązków w tym zakresie. Chmura może ułatwić im dostosowanie się do nowych wymogów.

Korzyści dla firm z wdrożenia chmury jest więcej. Jak wynika z badań Ipsos Mori realizowanych na zlecenie Microsoft, 77 proc. przedsiębiorstw z sektora MŚP korzystających z tego typu rozwiązań twierdzi, że pozwalają im one na bardziej efektywne wykonanie pracy. Jednym z aspektów jest m.in. dostęp z każdego miejsca do danych firmowych, co umożliwia pracę zdalną, bez konieczności przesyłania dokumentów, i błyskawiczną reakcję na zmieniającą się sytuację.

W czasie konferencji jeden z dyrektorów zarządzających działem IT podkreślał, że w klasycznej wersji 80 proc. czasu i wysiłku idzie na utrzymanie normalnego działania istniejących systemów, a 20 proc. na rzeczy nowe. W momencie, w którym przeszli do chmury, proporcje się zmieniły – mówi Michał Jaworski. – Ponieważ IT w tej chwili przenika już przez wszystkie obszary działalności biznesowej i jest partnerem w tworzeniu nowych strategii, produktów i usług. Wszystko jedno, czy rozmawiamy o banku, urzędzie czy firmie przemysłowej, to chmura korzystna dla tego działu, staje się korzystna również dla całej organizacji.

Jak wynika z badania PwC opublikowanego w styczniu 2016 roku, na świecie 69 proc. firm korzysta z usług cyberbezpieczeństwa w chmurze. W Polsce odsetek ten wynosi 30 proc. Światowe koncerny zaczęły dostrzegać, że tego typu rozwiązania mogą być odpowiedzią na brakującą liczbę specjalistów IT na rynku.

W momencie, w którym kadry mogą się skoncentrować nie na utrzymaniu istniejących systemów, lecz na tworzeniu nowych produktów, nowych usług, to jest to z korzyścią dla firmy, dla organizacji. Każdy znajduje pewien moment w rozwoju swojego przedsiębiorstwa, swojej organizacji, kiedy mówi: „teraz możemy to zrobić” – mówi Michał Jaworski.

Potencjał rozwiązań chmurowych i bezpieczeństwo danych w chmurze były jednymi z głównych tematów podczas konferencji Trusted Cloud Day 2016, która odbyła się 16 listopada w Warszawie.

ZUS rozwija współpracę z uczelniami wyższymi. Instytucja podpisała porozumienie z Politechniką Warszawską

ZUS rozwija współpracę z uczelniami wyższymi. Instytucja podpisała porozumienie z Politechniką Warszawską 16
Zakład Ubezpieczeń Społecznych i Politechnika Warszawska podpisały umowę o współpracy, która ma na celu wspieranie projektów budujących nowoczesne społeczeństwo informacyjne. W ramach porozumienia studenci politechniki będą mogli odbywać staże i praktyki w ZUS, który z kolei zyska wsparcie merytoryczne i wykwalifikowaną kadrę. – To obustronnie korzystna umowa – podkreślają obie instytucje.

– Jednym z elementów tej współpracy będzie udział Politechniki Warszawskiej w bieżącej pracy pionu IT oraz podnoszenie kompetencji i wiedzy pracowników tego pionu. Chcemy wykorzystać potencjał kadry naukowej i badawczej tej uczelni, aby kształtować przyszłość usług niezbędnych do realizacji przepisów z zakresu ubezpieczeń społecznych. Te przepisy szybko się zmieniają, a do dynamiki tych zmian trzeba dostosować rozwiązania technologiczne. Liczymy nie tylko na studentów i absolwentów, lecz także na pomoc kadry naukowej w zakresie bieżącego doradztwa – podkreśla prof. Gertruda Uścińska, prezes Zakładu Ubezpieczeń Społecznych.

Na mocy zawartego porozumienia Zakład Ubezpieczeń Społecznych będzie ściśle współpracował z Biurem Karier, które działa w ramach uczelni. Studenci Politechniki Warszawskiej zyskają możliwość odbywania praktyk i staży. Jak podkreśla rektor Politechniki Warszawskiej prof. dr hab. inż. Jan Szmidt, taka możliwość powinna zainteresować szczególnie studentów na drugim i trzecim roku, na kierunkach takich jak informatyka, teleinformatyka, cyberbezpieczeństwo i zarządzanie.

– Te kierunki w połączeniu z wiedzą techniczną rozwijaną na Politechnice Warszawskiej dadzą efekt synergii i zapewnią korzyść obu stronom. Ścieżki zostały przetarte, ponieważ współpracujemy z wieloma instytucjami, nie tylko o profilu technologicznym. Dlatego współpracę z Zakładem Ubezpieczeń Społecznych możemy rozpocząć choćby od jutra – zapewnia prof. dr hab. inż. Jan Szmidt.

Dla Zakładu Ubezpieczeń Społecznych, który zarządza największym systemem informatycznym w kraju, kluczowe jest pozyskanie kadry specjalistów z zakresu IT i nowych technologii. Dlatego Michał Możdżonek, wiceprezes ZUS, podkreśla, że Politechnika Warszawska jest idealnym partnerem, ponieważ dysponuje bardzo dobrą kadrą dydaktyczną, co przekłada się na jakość nauczania i kompetencje studentów.

– Współpraca z Politechniką Warszawską umożliwi nam rozpoczęcie prac prototypowych i badawczych. Uczelnia zapewni wiedzę naukową i umiejętnościami, które są dla nas kluczowe z punktu widzenia cyfryzacji. Studenci i magistranci Politechniki Warszawskiej są dla nas doskonałą kadrą i podstawą do budowania przyszłości – mówi Michał Możdżonek.

Program stażowy Zakładu Ubezpieczeń Społecznych stwarza studentom możliwość zdobycia doświadczenia zawodowego. Po okresie praktyk będą mogli zatrudnić się nie tylko w centrali, lecz także w jednym z regionalnych oddziałów ZUS.

– Wybór miejsca pracy jest bardzo istotny. Jesteśmy instytucją, która stwarza studentom Politechniki Warszawskiej możliwość podjęcia pracy nie tylko w dużych ośrodkach miejskich, lecz także tam, skąd pochodzą – podkreśla Michał Możdżonek.

Kluczowym założeniem współpracy pomiędzy ZUS a Politechniką Warszawską jest promowanie nowoczesnego społeczeństwa informacyjnego. Obie instytucje będą wspierać prowadzone w tym celu inicjatywy, realizować własne projekty i wspólne prace naukowe, które będą finansowane ze środków krajowych i unijnych. Zawarta umowa umożliwi również wymianę informacji o prowadzonych działaniach badawczo-rozwojowych i najważniejszych osiągnięciach obu instytucji.

Dla ZUS nie jest to pierwsza współpraca z uczelnią wyższą. Instytucja podpisała już porozumienia m.in. z Uniwersytetem Warszawskim, KUL, UP Kraków, UKSW, UE w Katowicach, UW w Poznaniu, Uniwersytetem Szczecińskim, UMK w Toruniu, UJK w Kielcach, Uniwersytetem Łódzkim, Uniwersytetem Warmińsko-Mazurskim w Olsztynie.

W Sejmie są już dwa projekty ustaw dotyczące legalizacji medycznej marihuany. Na decyzję czekają pacjenci z nowotworami i schorzeniami neurologicznymi

W Sejmie są już dwa projekty ustaw dotyczące legalizacji medycznej marihuany. Na decyzję czekają pacjenci z nowotworami i schorzeniami neurologicznymi 17
Od kilku miesięcy polscy pacjenci mogą sprowadzać z zagranicy leki zawierające medyczną marihuanę i występować z wnioskiem o ich refundację do Ministerstwa Zdrowia. W Sejmie leżą dwa projekty dotyczące powszechnej legalizacji tej substancji do celów medycznych. Zdaniem ekspertów dostęp do niej powinni mieć zwłaszcza chorzy m.in. na nowotwory i schorzenia neurologiczne. Wątek legalizacji medycznej marihuany będzie poruszany w trakcie jutrzejszego Kongresu Zdrowia Publicznego, obok tematów takich jak polityka zdrowotna państwa, wydatki przeznaczane na ochronę zdrowia i choroby cywilizacyjne.

Dostęp do leczniczej marihuany nie będzie zagrożeniem dla zdrowia publicznego, o ile będziemy traktować takie produkty jako dostępne tylko dla ściśle określonej grupy chorych. Substancje wyekstrahowane z marihuany, o których wiemy, że mają właściwości lecznicze, powinny być traktowane jako leki i stosowane pod pewnymi obostrzeniami – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes dr Mariusz Gujski z Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego.

W marcu tego roku Ministerstwo Zdrowia zadecydowało o pełnej refundacji importu docelowego leków, które zawierają medyczną marihuanę. Pacjenci mogą wystąpić z wnioskiem o refundację, jeśli lekarz prowadzący uzna, że będzie to najskuteczniejsza z dostępnych terapii. Każda decyzja jest rozpatrywana indywidualnie, a cała procedura trwa kilka tygodni, głównie ze względu na długi czas oczekiwania na sprowadzenie leku. Dotychczas ministerstwo pozytywnie rozpatrzyło już kilkadziesiąt wniosków dotyczących refundacji leczenia medyczną marihuaną.

Zdaniem zwolenników legalizacji marihuany do celów medycznych, zawarte w niej substancje wykazują pozytywne działanie w leczeniu nowotworów, stwardnienia rozsianego czy lekoodpornej padaczki. Na jej zalegalizowanie zdecydowało się już wiele państw, m.in. Niemcy, Austria, Stany Zjednoczone i Australia.

Pewna grupa pacjentów z nowotworami czy chorobami o podłożu neurologicznym powinna mieć dostęp do tych substancji leczniczych ekstrahowanych z marihuany. Traktuję to jako pewnik, natomiast pojawia się pytanie: kiedy? Trwają procesy legislacyjne, ale doskonale wiemy, że Polska nie może się poszczycić szybkością ścieżki legislacyjnej, więc pewnie trochę trzeba poczekać. Ale myślę, że presja społeczna i medialna jest dość silna, wobec czego politycy nie mogą tego odłożyć na półkę – uważa dr Mariusz Gujski.

W Sejmie znajdują się jak dotąd dwa projekty ustaw, złożone przez klub Kukiz’15 i partię SLD. Pierwszy z nich przewiduje, że po uzyskaniu odpowiedniego zezwolenia pacjenci mogliby samodzielnie uprawiać marihuanę i przygotowywać na jej bazie produkty do celów terapii. Drugi projekt (tzw. ustawa Kality) przewiduje dopuszczenie do leczenia medycznej marihuany i produktów zawierających olej konopny.

Jak podkreśla dr Mariusz Gujski, temat zalegalizowania medycznej marihuany budzi wiele emocji. Trzeba jednak oddzielić wykorzystywanie tej substancji w celach leczniczych od aspektów związanych z uzależnieniami.

W dyskusji dotyczącej marihuany można posłużyć się przykładem innej substancji – morfina. Znajduje ona zastosowanie w uśmierzaniu bólu, szczególnie bardzo silnego bólu nowotworowego i jest dostępna dla pacjentów od wielu lat. Zupełnie bezsensowne byłoby łączenie zastosowania medycznego tej substancji z walorami narkotycznymi, psychoaktywnymi. To są dwie różne sprawy i podobnie należy podejść do marihuany. Zgoda państwa na zastosowanie substancji zawartych w marihuanie do celów leczniczych – tak, ale zgoda na zastosowanie ich w celach psychostymulacji jest wykluczona – podkreśla dr Mariusz Gujski.

Problematyka związana z dopuszczeniem do obrotu medycznej marihuany będzie jednym z tematów na Kongresie Zdrowia Publicznego, który odbędzie się 24 listopada w Auli Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego. Wezmą w nim udział przedstawiciele środowiska akademickiego, medycznego i władz państwowych.

Najważniejsze sprawy, o których będziemy rozmawiać na tegorocznym kongresie to zapobieganie i leczenie chorób cywilizacyjnych, zdrowie psychiczne, schorzenia układu sercowo-naczyniowego oraz zapobieganie im oraz zagrożenie powrotu chorób zakaźnych. Bardzo ważnym elementem będą  zagadnienia współpracy wszystkich resortów państwa i całego rządu na rzecz zdrowia publicznego – podkreśla dr Mariusz Gujski.

Jednym z kluczowych tematów tegorocznego Kongresu Zdrowia Publicznego będą również cele operacyjne Narodowego Programu Zdrowia i polityka zdrowotna państwa w kontekście Strategii Odpowiedzialnego Rozwoju, ogłoszonej w tym roku przez resort wicepremiera Mateusza Morawieckiego. Jak wynika z raportu OECD „Health at Glance 2015”, Polska znajduje się dopiero na 36 miejscu (na 44 państwa) pod względem procenta PKB przeznaczanego na opiekę zdrowotną.

Po pierwsze, musimy podjąć dyskusję nad polityką fiskalną państwa i podwyższaniem cen na wyroby takie jak alkohol i papierosy, które szkodzą zdrowiu. Należy za to obniżyć opodatkowanie produktów, które służą zdrowiu, jak np. warzywa i owoce. Polityka fiskalna powinna być liberalna i służyć promocji określonych zachowań zakupowych konsumentów. Drugi kierunek to edukacja, ponieważ warto z ludźmi rozmawiać, tłumaczyć im dlaczego takie zachowania są niezbędne dla zdrowia. Mądra polityka edukacyjna połączona z mądra polityką fiskalną może czynić cuda – zaznacza dr Mariusz Gujski.

W przyszłym roku znacząco spadnie rentowność polskich banków. To zmusza je do inwestycji obniżających koszty działania

W przyszłym roku znacząco spadnie rentowność polskich banków. To zmusza je do inwestycji obniżających koszty działania 18
Ustawa dotycząca zwrotu części tzw. spreadów posiadaczom kredytów denominowanych we franku szwajcarskim, nowy podatek bankowy oraz malejące przychody z tytułu operacji kartowych powodują, że przyszłoroczna rentowność krajowych banków będzie znacznie niższa niż w bieżącym roku. Sektor bankowy potrzebuje więc inwestycji, głównie w IT, które spowodują, że niestabilne otoczenie nie będzie miało decydującego wpływu na sytuację instytucji finansowych. 

– Bankowość mobilna jest obecnie kluczowym obszarem działalności instytucji finansowych, który w dużym stopniu determinuje zakres ich działań – wskazuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Mariusz Jurak, dyrektor zarządzający sektora bankowo-finansowego w spółce Sygnity SA. – Banki starają się zmieniać tego rodzaju usługi. Bardzo istotnym obszarem jest tzw. klientocentryczność, czyli zakres interakcji użytkownika z bankiem, przeprowadzanych przez niego operacji. Z tego wynika sposób, w jaki przygotowywana jest mobilna oferta, która musi być przede wszystkim dopasowana do potrzeb klienta.

Instytucje finansowe w przyszłym roku czeka spadek rentowności z 8 proc. szacowanych w bieżącym roku do nawet 3,5 proc. Powodem jest przygotowana w kancelarii Prezydenta RP ustawa dotycząca zwrotu przez banki części tzw. spreadów (różnic między kursem kupna a sprzedaży waluty) oferowanych posiadaczom kredytów denominowanych we franku szwajcarskim. Sektor bankowy w większym niż w tym roku stopniu zostanie także dotknięty nowym podatkiem od instytucji finansowych, który wszedł w życie 1 lutego bieżącego roku. Spadek przychodów wiązany jest również z malejącymi obrotami z tytułu operacji kartowych.

– Krajowy sektor finansowy w przyszłym roku stanie przed dużymi wyzwaniami – ocenia Mariusz Jurak. – Determinują one zmiany, które muszą nastąpić. Instytucje finansowe skupiają się obecnie na poprawie efektywności działania, zarówno w obszarach front-office, jak i back-office. To duże wyzwania na najbliższe lata. Szczególnie w sytuacji przyszłorocznego spadku rentowności.

W ocenie Mariusza Juraka najważniejszym wyzwaniem jest automatyzacja procesów oraz przegląd modelu biznesowego.

– Mają one bardzo duży wpływ na efektywność – uważa Mariusz Jurak. – Strategie, które do tej pory były stosowane, najczęściej wynikały z wieloletnich doświadczeń. W tej chwili zachowania rynków są znacznie trudniejsze do przewidzenia. Świat zmienia się już w zasadzie z roku na rok, przemianie ulegają także potrzeby odbiorców. Na pewno powinna być wprowadzona przez instytucje finansowe tzw. analityka predykcyjna danych, związana z możliwością przygotowywania ofert odpowiadających oczekiwaniom klienta.

Do tej pory banki skupiały się na rozwiązaniach dla klientów. Zdaniem eksperta instytucje finansowe zapomniały natomiast o procesach wewnętrznych. Tymczasem zastosowanie nowych technologii powinno być wielowymiarowe.

– Automatyzacja back office i informatyka dwóch prędkości zakładają modyfikację artykułu IT w dwóch równoległych podejściach dotyczących tradycyjnego modelu – wyjaśnia Mariusz Jurak. – Chodzi o zmiany istotne zarówno z punktu widzenia architektury banku, potrzeb związanych z regulacjami, wymagań ad hoc dotyczących systemów, których nie można szybko zmodyfikować. Drugie podejście zakłada zastosowanie tzw. metodyk zwinnych, które w pewnym sensie służą do tego, żeby eksperymentować, testować i współpracować z departamentami biznesowymi.

Rocznie rodzi się w Polsce 3,5 tys. dzieci z wrodzonymi wadami serca. Brakuje im prawidłowej profilaktyki zakażeń wirusem RS

Rocznie rodzi się w Polsce 3,5 tys. dzieci z wrodzonymi wadami serca. Brakuje im prawidłowej profilaktyki zakażeń wirusem RS 19
Codziennie rodzi się w Polsce dziesięcioro dzieci z wadą serca. Dzięki postępom w kardiologii wady te są coraz szybciej wykrywane i skuteczniej leczone. Problemami są zbyt mały dostęp do rehabilitacji kardiologicznej, brak wsparcia psychologicznego i brak odpowiedniej profilaktyki wirusa RS, który dla dzieci z wadami serca może być szczególnie groźny. Włączenie do programu profilaktyki zakażeń wirusem dzieci z wadami serca to jeden z postulatów, który fundacja Serce Dziecka skierowała do Ministerstwa Zdrowia.

Kardiologia dziecięca jako oddzielna specjalizacja została wyodrębniona w polskim systemie opieki medycznej w 2003 roku. W ciągu minionych trzynastu lat zanotowała wiele sukcesów, do których należy m.in. wprowadzenie na szeroką skalę kardiologicznej diagnostyki prenatalnej. Wcześnie rozpoznana wada serca pozwala na skuteczniejsze leczenie. Ważnymi osiągnięciami są także zwiększenie dostępu do terapii chirurgicznej oraz poprawa jakości diagnostyki i leczenia zaburzeń rytmu serca u dzieci. Niemniej wiele problemów wciąż pozostaje nierozwiązanych, m.in. zbyt mała liczba kardiologów inwazyjnych.

 Rocznie prawie 1,5 tys. zabiegów w Polsce wykonuje ok. 20 specjalistów. To nienormalne, żeby na barkach tak małej liczby lekarzy spoczywała odpowiedzialność za tak dużą grupę pacjentów – mówi agencji informacyjnej Newseria prof. Grażyna Brzezińska-Rajszys, kierownik Kliniki Kardiologii Dziecięcej i Pracowni Interwencji Sercowo-Naczyniowych w Centrum Zdrowia Dziecka w Warszawie.

Rocznie w Polsce rodzi się ok. 3,5 tys. dzieci z wrodzonymi wadami serca. 1/3 z nich wymaga operacji już w pierwszych dniach życia. Pozostałe noworodki leczone są wieloetapowo, zazwyczaj w ciągu pierwszych dwunastu miesięcy życia.

W długofalowej opiece nad dziećmi z wrodzonymi wadami serca niezwykle istotny jest szerszy dostęp do rehabilitacji kardiologicznej. Obecnie brakuje specjalistów w tej dziedzinie, a wielu rodziców musi samodzielnie opłacać zajęcia swoich dzieci.

– Bardzo ważne jest wsparcie psychologiczne, którego brakuje rodzinom dzieci z wadami serca. Istotna jest też profilaktyka zakażeń wirusem RS – mówi Katarzyna Parafianowicz, prezes Fundacji Serce Dziecka.

Dzieci z wrodzonymi wadami serca są bardziej podatne na zakażenia układu oddechowego w porównaniu z dziećmi zdrowymi. Zagrożeniem są zarówno infekcje wirusowe, jak i bakteryjne. Przebieg choroby u tych dzieci jest znacznie cięższy niż u dzieci zdrowych, częściej dochodzi też do zakażenia dolnych dróg oddechowych w postaci zapalenia płuc czy zapalenia oskrzelików. Infekcjom można zapobiegać m.in. poprzez stosowanie szczepień ochronnych. U dzieci z wrodzonymi wadami serca zaleca się szczepienia przeciwko pneumokokom oraz wirusowi grypy. Ważnym problemem są też zakażenia syncytialnym wirusem oddechowym, czyli wirusem RS, którym można zapobiegać poprzez immunizację bierną.

– Wirus RS jest najczęstszą przyczyną zakażeń układu oddechowego u dzieci poniżej 5 roku życia. U dzieci z wadami serca wskaźnik hospitalizacji z powodu zakażenia dolnych dróg oddechowych jest trzykrotnie wyższy niż u dzieci zdrowych – mówi dr hab. n. med. Lidia Ziółkowska, pediatra i kardiolog dziecięcy, adiunkt w Klinice Kardiologii Instytutu „Pomnik – Centrum Zdrowia Dziecka”.

Dzieci z wadami serca zakażone wirusem RS dwa razy częściej wymagają leczenia w oddziale intensywnej terapii oraz wspomagania oddechowego poprzez intubację i tlenoterapię. Dzieci te znacznie dłużej poddawane są hospitalizacji, większe jest u nich ryzyko także powikłań. Jedyną skuteczną metodą zapobiegania zakażeniu jest podawanie preparatu zawierającego przeciwciała neutralizujące wirusa RS. Koszt immunizacji, która musi być wykonywana co 30 dni przez 5 miesięcy, jest jednak wysoki, a lek w przypadku dzieci z wrodzonymi wadami serca nie podlega refundacji.

– Istnieją wskazania do objęcia profilaktyką dzieci z istotną hemodynamicznie wadą wrodzoną serca, niemowląt z istotną hemodynamicznie wadą serca wymagającą farmakoterapii ciężkiej niewydolności serca, z nadciśnieniem płucnym i siniczymi wadami serca, a także u dzieci w 2 roku życia z istotną hemodynamicznie wadą wrodzoną serca – mówi dr hab. n. med. Lidia Ziółkowska.

Obecnie dostęp do immunizacji mają wyłącznie wcześniaki urodzone poniżej 28. tygodnia ciąży i dzieci z dysplazją oskrzelowo-płucną. Refundacja profilaktyki zakażeń wirusem RS oraz objęcie programem lekowym dzieci z wrodzonymi wadami serca to postulat fundacji Serce Dziecka, skierowany we wrześniu tego roku do Ministerstwa Zdrowia. Fundacja już od dziesięciu lat pomaga dzieciom z wadami serca, mając pod opieką ponad 5 tys. dzieci z całej Polski.

Biedronka najczęściej obecna w mediach spośród sieci handlowych. Głównie dzięki działaniom PR

Biedronka najczęściej obecna w mediach spośród sieci handlowych. Głównie dzięki działaniom PR 20

Marka Biedronka w ciągu ostatnich 12 miesięcy była liderem działań z zakresu public relations. To już trzeci rok z rzędu. Zadecydowały o tym aktywne działania public relations, częstotliwość, jakość oraz zasięg opublikowanych informacji, które ukazały się dzięki komunikatom prasowym, przedsięwzięciom z zakresu społecznej odpowiedzialności. Aby podobny efekt uzyskać dzięki reklamom, sieć musiałaby kupić powierzchnię i czas antenowy za około 155 mln zł. Kolejne dwie sieci uzyskały wynik dwukrotnie niższy.

– Można wyróżnić kilka aspektów przekazów medialnych na temat marek handlowych w Polsce – wskazuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Marcin Szczupak, kierownik działu raportów medialnych w firmie Press-Service. – Głównym jest oczywiście informowanie o produktach na półkach. Bardzo często taka informacja wiązana jest z akcjami promocyjnymi, jak na przykład „Gang Świeżaków” sieci Biedronka. Innym tematem są inwestycje, domena prasy i portali regionalnych, kolejnym – kwestie związane z koszykami cenowymi. Bardzo ważnym aspektem komunikacyjnym sieci handlowych jest aktywność CSR niezwiązana ze statutową działalnością, dotycząca np. pomocy społecznościom lokalnym.

Jak wynika z tegorocznej edycji badania Top Marka, przygotowanego przez magazyn „Press” i Press-Service Monitoring Mediów, tradycyjna prasa nadal jest podstawowym nośnikiem informacji o brandach i wpływa na kreowanie ich wizerunku. Tegoroczna analiza wyłoniła najczęściej i najlepiej opisywane marki w jedenastu branżach. Wśród sieci handlowych po raz kolejny liderem była Biedronka, przed Tesco i siecią Carrefour, liczba publikacji wyniosła 4,2 tys. vs. 2,4 tys. i 1,6 tys.

 Biedronka jest niekwestionowanym liderem wśród sieci handlowych od trzech lat, zarówno w kontekście ilościowym przekazu, jakościowym, jak i generowanego zasięgu – precyzuje Marcin Szczupak. – Tak dobry wynik w zestawieniu z innymi sieciami to przede wszystkim kwestia liczby publikacji i generowanego zasięgu. W tych dwóch parametrach Biedronka pobiła konkurencję. Liczba publikacji związana była głównie z inwestycjami, ale nie tylko. 

Zdaniem kierownika działu raportów w firmie Press-Service niemały wpływ na przekazy medialne marek ma także polityka. Chodzi m.in. o wypowiedzi polityków, np. słowa Jarosława Kaczyńskiego z 2011 roku o tym, że Biedronka „jest dla najbiedniejszych”, a także Ewy Kopacz z ostatniej kampanii na temat skutków planowanego podatku handlowego dla sieci. Poza tym o sieciach handlowych mówiło się w kontekście zakazu handlu w niedzielę oraz pozytywnego wpływu programu Rodzina 500 plus.

 Polityka to zagadnienie, które również buduje przekaz medialny wokół sieci handlowych – potwierdza Marcin Szczupak. – Ale z realizowanych przez nas cyklicznie badań wynika, że przekaz dotyczący brandu w 25 do 30 proc. jest wprost generowany przez aktywność działów komunikacji i PR. To przede wszystkim komunikaty prasowe, a także aktywność rzeczników i specjalistów ds. PR w zakresie wypowiedzi i kreowania korzystnej tematyki.

O sukcesie PR-owym zdaniem Marka Sokoła, prezesa zarządu agencji Kancelaria PR, decyduje efekt medialny, czyli to, ile, jak i w jakim kontekście mówiło się o danej marce. W ramach tegorocznego badania Top Marka przeanalizowano prawie 18 mln publikacji, w tym 307 tys. tekstów prasowych, 1,7 mln materiałów internetowych oraz 15,6 mln wpisów i komentarzy na portalach społecznościowych.

– Najważniejszy jest dla PR-owców i klientów jest tzw. ekwiwalent reklamowy, czyli powierzchnia reklamowa czy czas antenowy, który spółka musiałaby kupić, żeby zaistnieć w podobnym do uzyskanego dzięki takiej komunikacji wymiarze – tłumaczy Marek Sokół. – Biedronka także tutaj jest liderem, bo w ciągu ostatnich dwunastu miesięcy ekwiwalent uzyskany dzięki działaniom PR to ponad 155 mln zł. Jeżeli chciałaby kupić reklamę o podobnym stopniu oddziaływania, obecną w takim samym zakresie w mediach, musiałaby właśnie tyle za nią zapłacić.

W ubiegłym roku media dużo uwagi poświęciły zmianie na stanowisku dyrektora generalnego sieci. Interesowały się również działaniami z zakresu społecznej odpowiedzialności biznesu. Specjaliści PR doradzający Biedronce prezentują markę na przykład w najmniejszych miejscowościach, przy okazji choćby wydarzeń związanych z ruchem olimpiad specjalnych. Media piszą także o konkursie literackim „Piórko”, akcji „Kino z Biedronką” czy wspólnej akcji sieci i Fundacji DKMS.

– Biedronka od kilku lat się zmienia w zakresie asortymentu – wyjaśnia prezes zarządu agencji Kancelaria PR. – Na półkach widzimy coraz częściej produkty premium, owoce morza, produkty bezglutenowe, dla osób, które chcą dbać o dietę, w przypadku ryb mamy certyfikaty zrównoważonego rybołówstwa. Konsumenci, którzy patrzą na metki i chcą jeść zdrowo, znajdują tam wciąż coś nowego dla siebie kierujący się bardziej designem – wyroby, do których rękę przyłożyli znani projektanci jak Paprocki & Brzozowski czy Maciej Zień. Do tej pory nazwiska te były kojarzone tylko z produktami z najwyższych półek, teraz trafiły także do Biedronki.

Historyczne maksima na czterech głównych amerykańskich indeksach giełdowych

W dniu wczorajszym wszystkie cztery główne amerykańskie indeksy giełdowe zaliczyły wspólnie naraz historyczne maksima. Ostatni raz miało to miejsce w 1999 roku, jeszcze przed szczytem bańki internetowej. Indeks S&P 500 zyskał wczoraj 0,75 proc. kończąc handel pierwszy raz w historii powyżej 2200 punktów. Indeks Dow Jones zyskał 0,47 proc. kończąc handel na poziomie 18956 punktów. Indeks NASDAQ zyskał 0,9 proc. kończąc handel na poziomie 5368 punktów. Natomiast Indeks Russell 2000 zyskał 0,44 proc. kończąc handel na poziomie 1322 punktów. Kontrakty na amerykańskie indeksy również dziś wskazują na otwarcie indeksów na nowych historycznych maksimach. Akcje amerykańskich spółek w ostatnich tygodniach zyskują, bo dostały wsparcie po opublikowaniu wyników kwartalnych, ukazujących pierwszy od 4 kwartałów przyrost zysków. Kolejną przyczyną rekordowych poziomów indeksów są plany prezydenta elekta Donalda Trumpa, zapowiadającego cięcie podatków i zwiększenie wydatków fiskalnych. Według analityków, zwiększone wydatki na infrastrukturę będą nie tylko motorem wzrostu dla przemysłu, ale również powinny wesprzeć wzrost amerykańskiego PKB. Analitycy Deutsche Postbank AG prognozują, iż indeks S&P500 zyska kolejne 9,2 proc. do końca 2017 roku.

Europejskie indeksy również zaliczają sesję na plusie. Niemiecki DAX zyskuje 0,5 proc. handlując w okolicy 10740 punktów, francuski CAC40 zyskuje 0,7 proc. handlując w okolicy 4560 punktów a brytyjski FTSE100 zyskuje 0,7 proc. handlując w okolicy 6830 punktów. WIG20 również rośnie handlując w okolicy 1770 punktów, czyli niecały 1 proc. powyżej wczorajszego zamknięcia. Prym wśród zyskujących wiodą rosnące ponad 3 proc. akcje PGNiG, LOTOSU i LPP. Kolejną udaną sesję zalicza również KGHM, którego akcje zyskują ponad 2 proc. dzięki drożejącym miedzi i srebrze.

Polski złoty odrabia dziś nieznacznie mocne straty z zeszłego tygodnia, wywołane odpływem kapitału zagranicznego z polskiego rynku. Para USDPLN handluje w pobliżu poziomu 4,16, czyli jedynie 5 groszy poniżej osiągniętego w piątek 14 letniego maksimum na poziomie 4,21. Para EURPLN handluje w pobliżu poziomu 4,42 a para CHFPLN w pobliżu poziomu 4,12. Kapitał uciekł nie tylko z Polski, ale także z większości państw koszyka „emerging markets”.  Fundusze globalne sprzedały obligacje i akcje azjatyckich rynków wschodzących warte około 11 mld dolarów jako następstwo wyborów Donalda Trumpa na prezydenta. Kapitał ten został ulokowany w amerykańskie akcje i dolara, wywołując jego najmocniejszy wzrost wartości względem koszyka głównych walut od 8 lat.

Ropa naftowa WTI koryguje obecnie mocne wzrosty z ostatnich dni, po tym jak około południa osiągnęła najwyższy od 3 tygodni poziom 49,20 dolarów za baryłkę. W tym samym czasie ropą Brent handlowano już kilka centów poniżej 50 dolarów za baryłkę. Obecnie ropą WTI i Brent handluje się około dolara poniżej tych poziomów. Do państw zapowiadających  osiągnięcie przyszłotygodniowego porozumienia OPEC, odnośnie cięcia produkcji ropy, dołączyła Nigeria. Miedź dokłada około 0,5 proc. do wczorajszych silnych wzrostów i handluje obecnie w okolicy 2,53 dolarów za funta. Notowania rudy żelaza i stali wzrosły dziś na chińskiej giełdzie metali do dziennych limitów, czyli o 5 proc. Analitycy Goldman Sachs Group Inc. uważają, że rosnąca globalna aktywność przemysłu sugeruje, iż rynki surowcowe wchodzą w cykliczny okres wzrostów.

Historyczne maksima na czterech głównych amerykańskich indeksach giełdowych 21 Historyczne maksima na czterech głównych amerykańskich indeksach giełdowych 22


Andrzej Kiedrowicz

Chief Operating Officer

KOI Capital

J. Mordasewicz: W Polsce, wzorem innych krajów Europy, powinniśmy donosić na nieuczciwą konkurencję

Zgłoszenie do kontroli nieprawidłowości innego przedsiębiorcy uznaje się u nas za złośliwość i nadgorliwość. Dlatego, według eksperta, nieetyczna rywalizacja gospodarcza jest tak rozpowszechniona. W bogatych państwach, jak Szwecja czy Szwajcaria, ten problem eliminują sami biznesmeni, pomagając odpowiednim organom.

Media przez ostanie tygodnie bez przerwy podają, że przedsiębiorcy znaleźli nowy sposób na ucieczkę przed daninami. I wygląda na to, że tym razem bardzo pomysłowy. W indywidualnej interpretacji z dnia 30 września br. (WPI/200000/43/920/2016) ZUS potwierdził, że polscy przedsiębiorcy jako właściciele amerykańskiej spółki LLC, założonej w stanie Wyoming, nie muszą płacić składek do polskiego systemu ubezpieczeniowego. Niektórzy prawnicy, ostrzegają jednak przed tą „furtką”, powołując się m.in. na art. 3 ust. 1 ustawy z dnia 26 lipca 1991 r. o podatku dochodowym od osób fizycznych. Z kolei, zdaniem Jeremiego Mordasewicza, doradcy zarządu Konfederacji Lewiatan, przedsiębiorcy, którzy oszukują na podatkach, są widocznie nieudolni, bo nie potrafią uczciwie uzyskać przewagi nad konkurentami.

– Przedsiębiorcy, którzy uchylają się od płacenia podatków i składek na ubezpieczenia społeczne za siebie i swoich pracowników, stanowią nieuczciwą konkurencję na rynku. Obniżając koszty dzięki  unikaniu opodatkowania, mogą oferować tańsze usługi bądź produkty. Tymczasem, pozostali właściciele firm muszą za nich płacić odpowiednio wyższe daniny. Ci drudzy, nie powinni przechodzić nad tym do porządku dziennego. W Szwajcarii czy Szwecji biznesmeni sami powiadamiają odpowiednie organy państwowe o potrzebie przeprowadzenia kontroli w nieuczciwych przedsiębiorstwach – mówi w rozmowie z serwisem agencyjnym MondayNews, Jeremi Mordasewicz.

Jak zauważa ekspert, w naszym kraju zgłoszenie do organów kontrolnych nieuczciwego działania innego przedsiębiorcy uznaje się za donosicielstwo. Takie podejście wynika z utrwalanego w polskiej kulturze, wizerunku władzy jako wroga. Według Jeremiego Mordasewicza, ten sposób myślenia miał swój początek już w czasach dynastii Wazów i Wettynów, gdy pod panowaniem królów z obcych dynastii Rzeczpospolita przeżywała głęboki kryzys polityczny. Później, w czasie 123 lat niewoli, nasi przodkowie utwierdzili się w przekonaniu, że nielegalne działanie jest dopuszczalne, a z władzą nie należy współpracować. W czasie okupacji niemieckiej i PRL podobne schematy tylko umacniały się w zbiorowej świadomości.

– Za granicą zawiadomienie organów ścigania o nieuczciwych praktykach stosowanych przez innego gracza na rynku jest uważane za uzasadnioną walkę z bezprawiem. Przykładowo, jeżeli właściciel firmy zatrudnia obcokrajowców bez pozwolenia, to łamie zasady, których wszyscy powinni przestrzegać. Dla mieszkańców Europy Zachodniej czy Północnej oznacza to tylko jedno – konieczność wykonania telefonu do organu kontrolnego. Tamtejsi przedsiębiorcy mają bowiem świadomość, że policja bez informacji od obywateli nie jest w stanie skutecznie zwalczać patologii. Ponadto, państwo jest traktowane jako dobro wspólne – dodaje Jeremi Mordasewicz.

W ocenie eksperta, na rozpowszechnienie zjawiska nieuczciwej konkurencji wpływ mają też doradcy podatkowi, którzy podsuwają swoim klientom sposoby obejścia obowiązujących przepisów. Proponują im, np. rejestrację spółek w Stanach Zjednoczonych lub w innych krajach Unii Europejskiej. Według Jeremiego Mordasewicza, unikanie płacenia podatków dzięki agresywnej optymalizacji podatkowej jest nieetyczne. Ponadto, przedsiębiorcy narażają się na poważne konsekwencje prawne i finansowe, bo kto ryzykuje jazdę po bandzie, może łatwo ją przekroczyć.

– Przedsiębiorcy, którzy rejestrują swoje spółki, np. w Stanach Zjednoczonych, ale faktycznie prowadzą działalność gospodarczą w Polsce i tu uzyskują dochody, muszą płacić podatki w USA. Jednocześnie powinni regulować obciążenia fiskalne w kraju, którego są rezydentami. W naszym państwie obowiązuje m.in. generalna klauzula obejścia prawa oraz podpisana z Amerykanami umowa o unikaniu podwójnego opodatkowania. Jeżeli między firmą, która ucieka przed opodatkowaniem, a organami skarbowymi i ZUS-em dojdzie do konfliktu, to ostatnią instancją jest sąd, który bierze pod uwagę stan faktyczny, a nie tylko formalny – wyjaśnia ekspert.

Jak podsumowuje Jeremi Mordasewicz, jeżeli nad takimi zjawiskami, jak nieregulowanie należności podatkowych, będziemy przechodzić do porządku dziennego, uważając je za sprytne działanie, to sami zaczniemy ponosić tego konsekwencje. I to raczej długofalowe. Po pierwsze, uczciwi przedsiębiorcy będą musieli płacić odpowiednio wyższe podatki. Po drugie, zgodzimy się na prowadzenie nieuczciwej walki na rynku, w której wygrywać będą najbardziej bezwzględni, a nie najefektywniejsi. A po trzecie, ograniczymy możliwości finansowania działań państwa, które są potrzebne dla naszego rozwoju i bezpieczeństwa. Należą do nich edukacja, opieka zdrowotna czy infrastruktura drogowa.

Zasoby powierzchni w europejskich centrach handlowych wkrótce wzrosną do 160 mln m kw.

Według danych międzynarodowej firmy doradczej  Cushman & Wakefield rynek centrów handlowych w Europie powiększy się w drugiej połowie bieżącego roku i w 2017 r. o ok. 8,1 mln m kw. powierzchni, przy czym operatorzy tego typu obiektów będą dążyć do rozbudowy oferty rozrywkowej w celu uatrakcyjnienia zakupów.

Z raportu firmy Cushman & Wakefield dotyczącego rozwoju centrów handlowych w Europie European Shopping Centre Development Report wynika, że podaż nowej powierzchni zacznie rosnąć po spowolnieniu tempa rozwoju tego sektora w pierwszej połowie 2016 r., w której oddano do użytku tylko 1,3 mln m kw., czyli o 7% mniej niż w analogicznym okresie rok wcześniej. Na Turcję i Rosję przypadło 40% powierzchni oddanej do użytku w zrealizowanych projektach.

Jeżeli wszystkie obiekty będące obecnie w budowie zostaną ukończone w terminie, łączne zasoby powierzchni handlowej w europejskich centrach handlowych wzrosną ze 156,3 mln m kw. pod koniec pierwszej połowy 2016 r. do 164,4 mln m kw. na koniec grudnia 2017 r.

Podaż powierzchni handlowej w I poł. 2016 r. (m kw.)

Justin Taylor, dyrektor działu powierzchni handlowych w regionie EMEA w firmie Cushman & Wakefield, powiedział: „Rozwój centrów handlowych wszedł w bardzo interesującą fazę. Wynajmujący coraz bardziej starają się poznać motywy i zachowania klientów, aby zaskarbić sobie ich lojalność. Znajduje to odzwierciedlenie w podejmowanych działaniach – właściciele centrów handlowych w większości krajów europejskich wprowadzają nowe rozwiązania, które pomogłyby im jeszcze skuteczniej przyciągać klientów.

Sposobem na osiągnięcie tego celu może być raczej zróżnicowanie architektury i wystroju obiektu niż koncentracja na sferze zakupowej. Istotnym elementem jest oferta gastronomiczna i rozrywkowa, która pomaga zwiększyć odwiedzalność i obroty oraz wydłużyć czas pobytu klientów w centrum handlowym. Nowości technologiczne także zaczynają odgrywać coraz ważniejszą rolę w sukcesie obiektu handlowego”.

Podaż nowej powierzchni w centrach handlowych Europy Zachodniej w drugiej połowie 2016 r. może wynieść 1,4 mln m kw., czyli prawie trzykrotnie więcej niż w pierwszym półroczu. Oznacza to, że w bieżącym roku powstanie łącznie 1,9 mln m kw. powierzchni – to o 25% więcej niż w 2015 r. Z kolei w 2017 r. rynek centrów handlowych może się powiększyć o 1,7 mln m kw.

W pierwszej połowie 2016 r. najwięcej powierzchni handlowej w Europie Zachodniej oddano do użytku we Francji. Kraj ten jest również liderem pod względem wolumenu powierzchni w przygotowaniu – do końca 2017 r. ma powstać 800 tys. m kw., z czego 140 tys. m kw. w aglomeracji paryskiej.

Długie procedury uzyskiwania pozwoleń i wyzwania związane z rentownością nowych centrów handlowych w Europie Zachodniej oznaczają, że odsetek powierzchni powstającej w ramach rozbudowy istniejących obiektów wzrośnie w 2017 r. do poziomu 40%. Na uwagę zasługuje tu przede wszystkim centrum handlowe Westfield London, które po rozbudowie o 69 tys. m kw. stanie się największym obiektem tego typu w Europie, wyprzedzając pod tym względem moskiewski Aviapark oferujący 230 tys. m kw.

Podaż powierzchni handlowej planowana w Europie Zachodniej na II poł. 2016 r. i 2017 r. (m kw.).png

W Europie Środkowo-Wschodniej aktywność deweloperska również wzrośnie – w drugiej połowie 2016 r. i w 2017 r. może trafić na rynek odpowiednio 2,4 mln m kw. i 2,6 mln m kw. nowej powierzchni w centrach handlowych.

Pomimo spowolnienia rosyjskiej gospodarki najwięcej nowej powierzchni handlowej (2,3 mln m kw.) powstanie do końca 2017 r. w Rosji, m.in. w ramach centrum handlowego Vegas III (119 467 m kw.).

W przyszłym roku otwarte zostanie również bardzo duże centrum handlowe Emaar Square o powierzchni 150 tys. m kw. w Turcji, w której istotnymi czynnikami rozwoju tego sektora są duża liczba mieszkańców i rosnące wydatki konsumenckie. Jednak z uwagi na napięcia geopolityczne w regionie deweloperzy będą ostrożniej podejmować decyzje o realizacji kolejnych inwestycji. Z kolei w Polsce w drugiej połowie 2016 r. otwarte zostało nowe centrum handlowe Posnania w Poznaniu, które oferuje prawie 100 tys. m kw. powierzchni.

Renata Kusznierska, partner, dyrektor działu powierzchni handlowych w Cushman & Wakefield w Polsce, powiedziała: „W Polsce rynek powierzchni handlowych nasyca się, jednak deweloperzy nie przestają budować kolejnych inwestycji. W przyszłym roku planowane do oddania jest ok. 380 tys. m kw. nowoczesnej powierzchni w centrach handlowych, na które złożą się m.in. otwarcia obiektów w Warszawie – Galeria Północna i Wrocławiu – Wroclavia. Ponadto obserwujemy również dużą falę rekomercjalizacji i liczbę przedłużanych umów najmu obejmującą kilka mln m kw., a także zwiększoną dbałość o istniejące już aktywa. Rozbudowy i przebudowy już od kilku lat stanowią znaczną część podaży nowej powierzchni handlowej”.

Patrycja Dzikowska, associate director w dziale doradztwa i analiz rynkowych Cushman & Wakefield, mówi: „Zarówno rok 2016, jak i następny przyniosą znaczące zmiany na rynku centrów handlowych w Polsce. Dostarczenie kolejnych nowoczesnych, dużych obiektów handlowych, zwłaszcza na rynkach już obecnie charakteryzujących się wysokimi wskaźnikami podaży, jak np. Poznań czy Wrocław, będzie miało wpływ na statystyki dostępności powierzchni niewynajętej, a w konsekwencji na przegrupowanie układu sił na tych rynkach. Wypracowanie przez zarządców i właścicieli już działających obiektów szybkiej i skutecznej strategii reakcji na spodziewane zmiany będzie dużym wyzwaniem, zwłaszcza przy obecnej dynamice rynku, zmianach zachowań zakupowych Polaków i jednak wciąż ograniczonej puli unikalnych najemców handlowych i rozrywkowych, którzy mogą wprowadzić powiew świeżości do starszych nieruchomości. Lata 2017 i 2018 na pewno będą okresem wytężonej pracy, aby przynajmniej obronić swoją pozycję rynkową”.

Podaż powierzchni handlowej planowana w Europie Środkowo-Wschodniej na II poł. 2016 r. i 2017 r. (m

W skali ogólnoeuropejskiej wartość transakcji inwestycyjnych w sektorze centrów handlowych wyniosła w pierwszej połowie bieżącego roku 8,5 mld euro, czyli o prawie 50% mniej niż w analogicznym okresie w 2015 r. Rośnie jednak zainteresowanie rynku obiektami osiągającymi lepsze wyniki.

W Europie Zachodniej odnotowano znaczny spadek wolumenu transakcji inwestycyjnych z powodu niewystarczającej podaży najbardziej atrakcyjnych aktywów, ale inwestorzy, którzy dysponują kapitałem i chcieliby go odpowiednio ulokować, coraz częściej poszukują możliwości inwestowania w Europie Środkowo-Wschodniej. W regionie tym wartość obrotów wzrosła w ujęciu rocznym o prawie 20% do poziomu 1,9 mld euro, przy czym tylko w Polsce zainwestowano 928 mln euro, czyli prawie 50% zainwestowanego kapitału łącznie. Mniejsze zainteresowanie inwestorów Rosją i Turcją przekłada się na spadek wolumenu transakcji rok do roku w tych krajach o odpowiednio 79% i 93%.

W pierwszej połowie 2016 r. wolumen transakcji inwestycyjnych w sektorze centrów handlowych Europy Zachodniej wyniósł 6,6 mld euro. Oznacza to spadek rok do roku o 55%, do czego przyczyniły się mniejsze obroty na najważniejszych rynkach regionu, tj. Francji, Wielkiej Brytanii i Niemiec.

Silvia Kolibabova, analityk w firmie Cushman & Wakefield, powiedziała: „Silna dynamika wzrostu gospodarczego i niewielkie nasycenie rynku mogą sprzyjać dalszej ekspansji sektora centrów handlowych w miastach takich jak Londyn, Bristol, Edynburg, Barcelona, Monachium, Ankara, Stambuł, Sofia i Bukareszt. Stworzenie rentownego centrum handlowego zależy od wielu czynników, w tym wielu czynników zewnętrznych. Większa popularność ulic handlowych jako preferowanych lokalizacji zakupowych w niektórych miastach Europy Zachodniej i sytuacja geopolityczna w niektórych krajach Europy Środkowo-Wschodniej to potencjalne zagrożenia, które deweloperzy powinni brać pod uwagę przy planowaniu strategii inwestycyjnych”.