Luksusowa klasa średnia rośnie w siłę – najlepsze modele na rynku

Rynek samochodów luksusowych stale się rozwija. Ostatnie dane pokazują, że od stycznia do września z polskich salonów sprzedaży wyjechało o 31 proc. więcej modeli tego segmentu, niż miało to miejsce rok temu w tym samym okresie.

Według najnowszych danych Polskiego Związku Przemysłu Motoryzacyjnego, w trzecim kwartale 2016 roku zarejestrowano w Polsce o 2,8 tys. więcej samochodów luksusowych niż w analogicznym okresie 2015 roku. Podobnie jak w latach ubiegłych, wśród nabywców prym wiodą firmy i instytucje – czytamy w raporcie „Branża motoryzacyjna” przygotowanym przez PZPM. Klienci flotowi w ostatnim kwartale kupili o 29 proc. samochodów więcej niż w ubiegłym roku.

Coraz większą popularnością cieszą się pojazdy z napędem alternatywnym. Wyniki sprzedaży po pierwszych trzech kwartałach 2016 roku pokazały wzrosty na poziomie 77 proc., z czego największy udział (95 proc.) przypadł samochodom z napędem hybrydowym.

– Klienci instytucjonalni coraz częściej wybierają samochody luksusowe nie tylko ze względu na prestiż, ale również ze względu na dobrze przygotowaną ofertę, która uwzględnia ich potrzeby. Na liście wyposażenia nie może więc zabraknąć systemów bezpieczeństwa oraz wyposażenia zwiększającego komfort podróżowania. Taki samochód powinien być więc wyposażony w światła LED, automatyczną klimatyzację czy system ułatwiający parkowanie – wyjaśnia Piotr Kurpiński, kierownik Salonu Lexus Warszawa Żerań.

Oto najlepsze modele dla firm, należące do luksusowej klasy średniej:

Lexus CT

Lexus CT 200h F Sport Special Edition 2016rLexus CT wyróżnia się na rynku pod kilkoma względami, jednak jego znakiem rozpoznawczym jest napęd hybrydowy. Pod maską pracuje silnik benzynowy o pojemności 1,8 litra oraz agregat elektryczny. 136-konna hybryda rozpędza hatchbacka do setki w 10,3 sekundy. Jednocześnie jest wyjątkowo oszczędna – spalanie w mieście to około 3,6 litra benzyny, co oznacza zasięg na pełnym baku oscylujący w granicy 1250 kilometrów. Zaletą japońskiego napędu spalinowo-elektrycznego jest też bezawaryjność. Wykorzystuje on sprawdzoną technologię, która zdążyła już dać świadectwo swojej trwałości.

Czy hybrydowy kompakt jest drogi? W nowej ofercie Lexusa bazowa wersja auta kosztuje tylko 94 900 złotych! A to oznacza że CT jest jednym z najtańszych modeli na rynku. Wersja Elegance połączona z pakietem Black została wyceniona na 127 900 złotych. A lista jej zalet jest przepastna. W standardzie auto otrzymuje m.in. światła wykonane w technologii LED, dwustrefową klimatyzację automatyczną, kamerę cofania z czujnikami parkowania, tempomat, inteligentny kluczyk, podgrzewane przednie fotele, 7 poduszek powietrznych i 17-calowe felgi aluminiowe.

BMW serii 1

BMW serii 1Ważnym konkurentem dla Lexusa CT jest BMW serii 1. Ceny bawarskiego modelu zaczynają się od poziomu 97 tys. zł za wersję bazową, co oznacza, że przy cenie startowej japońskiego hatchback różnica wynosi 2 tys. zł na korzyść modelu CT. Jeżeli kierowca zdecyduje się dołożyć ponad 2 tysiące, starczy mu na bazową wersję „Jedynki”, co oznacza długą listę płatnych opcji. Chcąc wyrównać poziom wyposażenia z Lexusem, w salonie BMW trzeba zostawić ponad 130 tysięcy złotych. Bawarczycy wymagają bowiem dopłaty nawet za automatyczną, dwustrefową klimatyzację.

Pod oznaczeniem 116i ukrywa się półtoralitrowy benzyniak, który ma 3 cylindry i nie korzysta z asysty agregatu elektrycznego. Auto osiąga pierwszą setkę w 10,9 sekundy i według specyfikacji spala w mieście 6,8 litra benzyny. BMW ma prawie dwukrotnie wyższe zapotrzebowanie na paliwo od CT.

Audi A3

Audi A3Lexus CT nie jest obecnie jedynym modelem hybrydowym dostępnym w segmencie kompaktów premium. Na rynku funkcjonuje też Audi A3 e-Tron. Konkurent z Niemiec jest jednak droższy. O ile za podstawowego CT należy zapłacić niespełna 95 tysięcy złotych, o tyle ceny A3 startują od 167 tysięcy, to oznacza ponad 72 tysiące więcej. Jeżeli kupujący postanowi zrównać poziomy wyposażenia, Audi stanie się jeszcze droższe.

Po dopłaceniu m.in. za kamerę cofania, ogrzewanie przednich foteli, reflektory LED, tempomat i felgi aluminiowe 17 cali kwota transakcji wzrośnie do 188 430 złotych.

DS 4

Citroen DS 4 Model Citroena DS 4 ma futurystyczną formę, dzięki której miał ugruntować swoją pozycję w segmencie kompaktów premium. Bazowa wersja została wyceniona na 87 900 złotych. Jest jednak gorzej wyposażona od Lexusa, a poziomów wyposażenia chociażby z wersją CT Elegance wcale nie da się zrównać. Z listy opcji dokupić można tylko alarm, światła LED i system bezkluczykowego dostępu. Mimo dalszych braków w stosunku do japońskiego rywala, cena francuskiego auta zostanie wywindowana do 109 900 złotych.

1,2-litrowy benzyniak występujący w DS 4 oferuje 130 koni mechanicznych. Spalanie w mieście wyniesie 6,3 litra benzyny.

Mercedes klasy A

Mercedes klasy AEkonomia jazdy oznacza dla Niemców 1,6-litrowy silnik doładowany o mocy 122 koni mechanicznych. Hatchback osiąga pierwszą setkę w 8,9 sekundy i spala w cyklu miejskim 6,9 litra benzyny. Czy to mało? Niższe zapotrzebowanie na paliwo ma chociażby DS 4 – który nie otrzymał od Francuzów specjalnej, ekologicznej plakietki.

Ceny Mercedesa A 180 BlueEFFICIENCY zaczynają się od 95 700 złotych. To więcej od bazowego Lexusa. Chcąc porównać wersję CT Elegance, kupujący musi zagłębić się w listę opcji. Po uzupełnieniu wyposażenia – i to też nie w pełni, Mercedes nie oferuje np. automatycznej skrzyni biegów – cena szybuje do 121 tysięcy złotych.

Łukasz Bugaj, DM BOŚ: Wpływ wyborów prezydenckich w USA na rynek giełdowy

Łukasz Bugaj, analityk DM BOŚ
Łukasz Bugaj, analityk DM BOŚ

Dzisiaj zainteresowanie amerykańską polityką przeżywa swój moment kulminacyjny z uwagi na dzień wyborczy. Nie pozostaje to obojętne dla rynku kapitałowego, gdzie wśród komentarzy dominuje pogląd, że z uwagi na specyfikę kandydata Republikanów, te wybory będą zupełnie inne od poprzednich. Z drugiej jednak strony doświadczony inwestor powinien bardzo sceptycznie podchodzić do uwag typu: „teraz jest inaczej”. Podobnie miało być ze spółkami technologicznymi w 2000 roku czy rynkiem nieruchomości w 2007 roku. Okazało się, że inaczej wcale nie było, więc również teraz warto stanąć nieco z boku i chłodnym, bardziej statystycznym okiem spojrzeń na możliwy wpływ amerykańskich wyborów na rynek giełdowy.

Przeprowadzenie wspomnianego badania nie wydaje się nastrajać zbyt wielu trudności z trzech głównych powodów. Po pierwsze, dysponujemy relatywnie długimi szeregami czasowymi dla głównych indeksów mierzących koniunkturę giełdową. Po drugie, wybory odbywają się z przewidywalną regularnością i mają miejsce raz na cztery lata, zawsze na początku listopada. Taka regularność ułatwia badania statystyczne z trzeciego ważnego powodu. Otóż na parkietach giełdowych od lat zaobserwować można powtarzającą się sezonowość, która powoduje, że jedne okresy z reguły wypadają dla inwestorów korzystnie, a inne częściej prowadzą do strat niż wzrostów. Oznacza to, że zachowanie rynku w okresie wyborczym można porównać do historycznej średniej i wyciągnąć wnioski z zaobserwowanych różnic.

Badając możliwy wpływ wyborów na rynek kapitałowy prześledziłem historię głosowań począwszy od 1920 roku aż do poprzednich wyborów sprzed czterech lat. Zmiany indeksu giełdowego S&P500 mierzone były w czterech okresach czasowych. Dwa pierwsze tyczą się okresu przed wyborami i wskazują na tendencję obserwowaną na 3 miesiące i 1 miesiąc przed głosowaniem. Dwa kolejne określają zmiany w tych samych interwałach, ale po wyborach.

Rynek przed wyborami

Porównując zachowanie rynku w latach wyborczych z tym samym okresem w latach bez wyborów, przede wszystkim rzuca się w oczy gorsze zachowanie w pierwszym miesiącu po głosowaniu. Generalnie okres listopada i początku grudnia jest pomyślny dla inwestorów, na co wskazuje dodatnia średnia i mediana zmian w latach bez wyborów. Zmienia się to w latach wyborczych w negatywne wskazania, wraz z którymi spada również odsetek dodatnich zmian w badanej próbie z 65 proc. do 50 proc. W innych okresach nie widać podobnie istotnych zaburzeń historycznego wzorca. Analiza ta nieco się jednak zmienia, gdy zaczniemy w swoich obserwacjach uwzględniać wynik przeprowadzonych wyborów.

Okazuje się, że historia dość dobrze potwierdza dwie znane charakterystyki rynku. Pierwsza wiąże się z próbą dyskontowania wyniku wyborów jeszcze przed ich miejscem, a druga wskazuje na niechęć wobec zmian. W przypadku wygranej partii rządzącej indeks S&P500 na trzy miesiące przed wyborami zachowuje się zdecydowanie silniej od historycznego wzorca i tym samym jest zaskakująco skuteczny we wskazaniu wyniku wyborów. Tylko w jednym roku zdarzyło się, aby stopa zwrotu z indeksu S&P500 była ujemna w przypadku wygranej kandydata dotychczas rządzącego obozu. Miało to miejsce w 1956 roku, kiedy na drugą kadencję został ponownie wybrany republikanin Dwight D. Eisenhower. Co interesujące, rynek dość szybko zrewidował swoje wcześniejsze zachowanie i na miesiąc przed tymi wyborami stopa zwrotu była już dodatnia i wynosiła 2,5 proc. Z drugiej strony przegrana partii rządzącej tożsama była z zauważalnie słabszym zachowaniem rynku, który na trzy miesiące przed wyborami tracił w aż 70 proc. przypadków. Odstępstwem od tej reguły były lata 1920, 1968 i 1980. Co ciekawe, we wszystkich tych okresach stopa zwrotu w ostatnim miesiącu przed wyborami była już ujemna, co oznacza, że rynek zrewidował swoją wcześniejszą błędną ocenę.

Rynek po wyborach

W okresie powyborczym rynek w pierwszym miesiącu zachowywał się dość niejednoznacznie. Regułą była jednak jego gorsza postawa od historycznego wzorca i to niezależnie od wyniku wyborów. Zmienia się to w późniejszym okresie, kiedy wygrana partii rządzącej premiowana jest istotnymi zwyżkami, które zgodne są z historycznym wzorcem . Oznacza to nie tyle radość z utrzymania stanowiska przez wcześniej rządzącą partię, a raczej powrót do wzrostowej tendencji, która z reguły jest obserwowana w grudniu i styczniu (nazywamy ją rajdem św. Mikołaja oraz efektem stycznia). Gorzej wygląda obraz rynku w przypadku przegranej rządzącej partii. Tutaj okres przełomu roku nie jest pomyślny dla akcjonariuszy i w 70 proc. przypadków przynosi straty na średnim poziomie ponad 2 proc., co potwierdza spadająca o 1,3 proc. mediana.

Co w przypadku politycznej sytuacji bliźniaczej do obecnej?

Skoncentrowanie się na latach o sytuacji podobnej do obecnej, czyli możliwości utrzymania się na stanowisku prezydenta z partii Demokratycznej, bądź przejęcie władzy przez kandydata z partii Republikańskiej, co do zasady potwierdza powyższe wnioski, jednakże z pewnymi zastrzeżeniami. Otóż przed wyborami rynek nieco później zaczynał dyskontować możliwość przegranej obecnie rządzącego obozu . Tym samym straty kumulują się w ostatnim miesiącu przed wyborami. Z kolei zachowanie parkietu po wyborach, choć zgodne z opisaną wyżej charakterystyką w dłuższym trzymiesięcznym okresie, to w krótszym jednomiesięcznym rynek zachowywał się słabiej po wygranej kandydata Demokratów. Z kolei zwycięstwo Republikanina prowadziło do niejednoznacznych wniosków, na co wskazują diametralne różnice po stronie średniej i mediany.

Wnioski

Z przedstawionych powyżej danych wyłania się obraz, który potwierdza kojarzone z rynkiem zachowania. Oznacza to, że inwestorzy najpierw starają się dyskontować możliwy wynik wyborów i nieźle im to wychodzi. Z kolei w pierwszym miesiącu po wyborach zachowanie rynku jest trudne do przewidzenia, poza powtarzającym się schematem gorszej postawy w relacji do historycznego wzorca. Z kolei ewentualny rajd św. Mikołaja bądź efekt stycznia zależy już od wyniku wyborów, gdzie brak zmian partii rządzącej prowadzi do powrotu „business as usual”, a zmiana na stanowisku prezydenta, rodząc niepewność, premiuje spadki.

Jak będzie w tym roku?

Odnosząc te dane do obecnej sytuacji stwierdzić trzeba, że okres przedwyborczy odciska swoje piętno na rynku, który stara oceniać szanse poszczególnych kandydatów na wygraną. Z kolei reakcja na wynik wyborów, choć zapewne doprowadzi do podwyższonej zmienności na samym początku, może okazać się nietrwała (zarówno w przypadku spadków towarzyszących wygranej Trumpa, jak i wzrostów w wyniku zwycięstwa Clinton). Dopiero po pierwszym niepewnym miesiącu rynek albo wróci do swojego normalnego zachowania (w przypadku wygranej Clinton) bądź czekać nas może słabszy niż zwykle grudzień i początek nowego roku na fali niepewności, z którą wiązać się będą rządy Donalda Trumpa. Pamiętać przy tym jednak trzeba, że powyższe wskazania nie uwzględniają innych czynników mogących zaburzyć wzorzec wynikający z historii. Wybory nie mają wyłączności we wpływie na zachowanie inwestorów.

Autor: Łukasz Bugaj, Dom Maklerski BOŚ S.A.

Coraz większe zainteresowanie młodszymi autami używanymi

aaa auto mototechnaPonad 63 proc. samochodów jeżdżących po polskich drogach ma więcej niż 10 lat. Według najnowszych statystyk AAA AUTO, największego dealera samochodów używanych w Europie Środkowej, to jednak auta w wieku poniżej ośmiu lat cieszą się największym zainteresowaniem. W regionie Europy Środkowej stanowią one prawie 51 proc. wszystkich samochodów sprzedanych w ciągu ostatnich dwóch lat.

„Od pewnego czasu obserwujemy nieco inny trend w zakupach aut używanych, niż wynika to z oficjalnych danych rejestrowych dotyczących wieku pojazdów. W centrach sprzedaży AAA AUTO największym zainteresowaniem klientów cieszą się auta młodsze niż osiem lat, a więc mniej osób szuka starszych modeli. Dane z przeprowadzonego przez nas sondażu pokazują, że wiele rodzin kupuje nowe używane auto, nie sprzedając starego. Wykorzystują je do różnych celów transportowych i eksploatują tak długo, jak tylko to możliwe. Oznacza to, że pojazdy te rzadko pojawiają się na rynku aut używanych“ – powiedział Ken Scarratt, Dyrektor Generalny AAA AUTO w Polsce.

Eksperci szwedzkiej firmy ubezpieczeniowej Folksam zbadali 178.000 wypadków drogowych i na podstawie ich analizy stwierdzili, że ryzyko poważnych konsekwencji dla pasażerów zmniejszyło się o połowę, a ryzyko śmiertelnego wypadku spadło aż o 85 proc. w nowych samochodach, w przeciwieństwie do pojazdów wyprodukowanych na przełomie lat 80. i 90. XX wieku. Obecnie w Polsce zarejestrowanych jest ponad 20 mln samochodów osobowych, z czego ponad 63 proc. to auta mające powyżej 10 lat. Jest to niewątpliwie jeden z powodów ponadprzeciętnej liczby ofiar śmiertelnych w wypadkach drogowych w Polsce w stosunku do średniej w UE.

Stare samochody pociągają za sobą wyższe koszty eksploatacji spowodowane dużym stopniem zużycia części i koniecznością ich wymiany, co jest często bardzo kosztowne. Jednocześnie kierowcy zdają sobie sprawę z zagrożeń wynikających z użytkowania takich samochodów.

„Większość osób, które zamierzają kupić używane auto, nie jest zainteresowana starymi pojazdami ze względu na brak odpowiedniego wyposażenia oraz aktywnych i pasywnych systemów bezpieczeństwa. Dlatego nasi klienci wolą często wziąć pożyczkę na nowsze, bardziej niezawodne i bezpieczne auto, niż ryzykować kosztownymi naprawami lub następstwami wypadku drogowego. Często korzystają oni z dodatkowych środków pochodzących z rządowego Programu 500+, dzięki czemu mogą kupić samochody w wieku poniżej ośmiu lat, które są zgodne z normą Euro 5, a więc są bardziej ekonomiczne i bezpieczne” – dodał Ken Scarratt, Dyrektor Generalny AAA AUTO w Polsce.

Polacy będą coraz częściej wybierali samochody młode, także te będące jeszcze na gwarancji producentów. Przykładem są rynki czeski i słowacki, na których obecna jest marka Mototechna, należąca do Grupy AAA AUTO, oferująca właśnie takie samochody. Od 2012 roku kiedy Mototechna pojawiła się na tych rynkach, sprzedanych zostało 32.000 aut. W 2017 roku firma planuje sprzedać aż 12.000 aut. Obecnie w ofercie Mototechna znajduje się niemal 1.000 młodych samochodów, poczynając m.in. od Skody, Dacii, poprzez Mitsubishi, Volkswagena i na BMW kończąc. Klienci mogli kupić w Mototechnie także rzadkie samochody, m.in. Ferrari F430, Maserati GranTurismo, Bentley Continental Flying Spur, Jaguar F-Type R, Alfa Romeo 4C, Porsche 911 TechArt GT Street T4, Tesla Model S.

Oto TOP 10 najlepiej sprzedających się niemal nowych aut segmentu premium w oddziałach Mototechna:

  1. BMW X5
  2. BMW X6
  3. BMW 5
  4. Audi Q7
  5. Toyota Land Cruiser V8
  6. Toyota Land Cruiser
  7. VW Touareg
  8. Audi A6
  9. Porsche 911
  10. Mercedes ML

***

Grupa AAA Auto istnieje na rynku od 24 lat i prowadzi sieć ponad 40 salonów samochodowych w Czechach, Polsce, na Słowacji i Węgrzech. Specjalizuje się w samochodach po pierwszym lub drugim właścicielu, z udokumentowaną historią serwisową. Od momentu rozpoczęcia działalności, Grupa AAA Auto obsłużyła ponad 1,75 miliona klientów. Obroty firmy przekraczają 435 milionów euro i sprzedaje ona ponad 63 000 pojazdów rocznie.

Polski rynek biurowy trzyma się mocno

Firma doradcza JLL podsumowała pierwsze trzy kwartały 2016 roku na rynkach biurowych w Warszawie i w pozostałych ośmiu największych polskich miastach[1].

Popyt

„Popyt na nowoczesne powierzchnie biurowe w Polsce utrzymuje się na wysokim poziomie. Łącznie, w I-III kw. w Warszawie i pozostałych największych miastach podpisano umowy najmu na 932 700 mkw. Na Warszawę przypadło 530 700 mkw., a 402 000 mkw. na główne rynki poza stolicą. Co ciekawe, w tym okresie żadna z największych umów najmu odnotowana w Warszawie nie przekroczyła 10 000 mkw. Dużo większe metrażowo kontrakty podpisywano w miastach regionalnych”, informuje Mateusz Polkowski, Dyrektor Działu Badań Rynku i Doradztwa w JLL.

Wybrane największe umowy najmu zawarte na polskim rynku biurowym w Polsce w I-III kw. 2016

Miasto Firma Budynek Powierzchnia (mkw.)
Wrocław Kaufland Kaufland HQ (budynek na potrzeby własne) 16 000
Wrocław Credit Suisse Grunwaldzki Center 10 800
Kraków Aon Enterprise Park E 10 700
Kraków Euroclear Bonarka for Business G 10 000
Kraków ABB Axis 10 000

Źródło: JLL, PORF, I-III kw. 2016

Karol Patynowski, Dyrektor w Dziale Reprezentacji Najemcy, JLL
Karol Patynowski, Dyrektor w Dziale Reprezentacji Najemcy, JLL

„Jeżeli chodzi o rynek biurowy poza stolicą, to największą aktywność najemców odnotowano w Krakowie – 149 750 mkw. i Wrocławiu – 78 850 mkw. Na te miasta przypadło 56% całkowitego popytu zarejestrowanego w miastach regionalnych. Warto również zauważyć, że poza Warszawą motorem wzrostu popytu były głównie transakcje przednajmu, które dotyczyły prawie 40% wynajętej powierzchni. Przyczyniło się to do rozpoczęcia realizacji nowych projektów biurowych, szczególnie w Krakowie”, informuje Karol Patynowski, Dyrektor ds. Rynków Regionalnych w JLL.

Podaż

Łącznie, w I-III kw. w Warszawie i pozostałych ośmiu największych miastach w Polsce oddano do użytku ponad 691 000 mkw. powierzchni biurowej, z czego blisko 379 000 mkw. w Warszawie, a 312 500 mkw. poza nią. Wyłączając stolicę, w I-III kw. najwięcej biur ukończono w Krakowie – aż 32% całkowitej powierzchni oddanej użytku w miastach regionalnych w tym okresie. Największe projekty biurowe oddane do użytku poza Warszawą to Tryton Business House w Gdańsku, O3 Business Campus w Krakowie oraz University Business Park B w Łodzi. Największym projektem ukończonym od początku roku w Warszawie był Warsaw Spire A.

Mateusz Polkowski, Dyrektor w Dziale Badań Rynku i Doradztwa, JLL
Mateusz Polkowski, Dyrektor w Dziale Badań Rynku i Doradztwa, JLL

„Na koniec III kw. w budowie było ok. 1,43 mln mkw. nowoczesnej powierzchni biurowej, z czego na największe miasta regionalne przypadało 879 000 mkw. Dużą aktywność deweloperów rejestrujemy w Krakowie – 272 900 mkw. i we Wrocławiu – 215 850 mkw. Te dwa miasta mają 55% udziału w całkowitej powierzchni biurowej w budowie na rynkach poza Warszawą”, wylicza Mateusz Polkowski.

W Warszawie powstaje ok. 550 000 mkw. biur.

Powierzchnie niewynajęte i czynsze

Na koniec III kw. wskaźnik powierzchni niewynajętej w Warszawie wyniósł 14,6%. Poza Warszawą najniższy poziom pustostanów rejestrowany jest w Krakowie (6,3%), a najwyższy w Katowicach (15,5%). Należy także odnotować spadek pustostanów w Szczecinie – do 14,7% na koniec września br.

W okresie I-III kw. czynsze transakcyjne w centrum Warszawy wahały się od 21 do 23,5 euro za mkw. miesięcznie oraz od 11 do 18 euro za mkw. miesięcznie poza nim. Wśród pozostałych głównych rynków biurowych w Polsce najniższe czynsze rejestrowane są w Lublinie (11-12 euro za mkw. miesięcznie), a najwyższe we Wrocławiu (14-14,5 euro za mkw. miesięcznie).

W I-III kw. 2016 zespół ekspertów JLL doradzał przy transakcjach najmu biur na łączną powierzchnię ponad 200 000 mkw. w całej Polsce, co daje najwyższy – 27% – udział w rynku wśród wszystkich firm doradczych.

[1] Oprócz Warszawy to Kraków, Wrocław, Trójmiasto, Poznań, Katowice, Łódź, Szczecin, Lublin.

Łukasz Bugaj, DM BOŚ: Clinton i Trump – tak różni i podobni zarazem

Łukasz Bugaj, analityk DM BOŚ
Łukasz Bugaj, analityk DM BOŚ

O wyborach prezydenckich w USA napisano już wiele, ale większość komentarzy bardziej koncentruje się na nośnych hasłach bądź rewelacjach zwianych z życiem prywatnym niż faktach zawartych w programach obu kandydatów. Przyjęło się zakładać, że Hillary Clinton jest korzystna z punktu widzenia rynków kapitałowych, ale w gruncie rzeczy ciężko jest to uzasadnić głoszonymi przez nią propozycjami, które nierzadko powinny mrozić krew w żyłach inwestorów. Z drugiej strony Donald Trump uważany jest za ucieleśnienie wszystkiego co złe, mimo że w jego programie można znaleźć również pozytywne wątki. Paradoksalnie jednak kandydaci mają niemało cech wspólnych, które odzwierciedlają zastane już trendy panujące w gospodarce czy tendencje w społeczeństwie, które rozwiną skrzydła niezależnie od tego kto zastąpi Baracka Obamę w Białym Domu. Warto jest więc bliżej się przyjrzeć zarówno różnicom, jak i podobieństwom, które ku zaskoczeniu niektórych łączą obie jak się wydaje skrajne postacie.

Najwięcej uwagi skupia na sobie kontrowersyjna kandydatura miliardera, która na rynku spotyka się trzema różnymi postawami:                                                                                                                                                             

  1. Najczęstszą związaną z przerażeniem
  2. Obawą, ale z zastrzeżeniem, że Kongres uniemożliwi wcielenie w życie kontrowersyjnych zmian
  3. Neutralną z możliwością pozytywnego zaskoczenia, z jakim wiązała się prezydentura Ronalda Reagana 

Z pewnością przeważają negatywne opinie, które bazują na populistycznych wypowiedziach kandydata Republikanów związanych z imigrantami, chęcią renegocjowania umów handlowych czy relacji militarnych w ramach NATO. Ponadto chęć zwiększenia wydatków nie bilansuje się z jednoczesnym zamiarem obniżenia podatków, co wprowadziłoby napięcia w polityce fiskalnej. Z drugiej jednak strony wybrane propozycje Hillary Clinton również trudno jest oceniać pozytywnie. Chęć zwiększenia opodatkowania osób najbogatszych do pewnego stopnia przypomina przedwyborczą retorykę obecnego prezydenta Francji, którego trudno jest posądzać o skuteczność we wprowadzaniu swoich postulatów, nie mówiąc już o ich efektywności. Ponadto w ostatnim czasie stanowisko kandydatki Demokratów względem relacji handlowych z innymi krajami stało się bardziej protekcjonistyczne. Warto przypomnieć zmianę jej stanowiska względem głośnej umowy TTIP. Tym samym nie można powiedzieć, że protekcjonizm jest cechą charakterystyczną wyłącznie dla Donalda Trumpa. Wydaje się, że niezależnie od wyniku wyborów spodziewać się będzie można mniejszych bądź większych ograniczeń w polityce handlowej. Jest to trend obserwowany na całym świecie, gdzie globalizacja znalazła się na cenzurowanym. Dobrym tego przykładem jest wspomniana już umowa TTIP, która stała się niechcianym dzieckiem po obu stronach Atlantyku. W tę tendencję wpisują się najnowsze prognozy Światowej Organizacji Handlu, która obcięła swoje oczekiwania co do tegorocznej globalnej wymiany handlowej i spodziewa się, że wzrośnie ona o zaledwie 1,7 proc., podczas gdy jeszcze w kwietniu oczekiwała zwyżki o 2,8 proc. Tym samym po raz pierwszy od piętnastu lat wzrost globalnego handlu będzie mniejszy niż światowy wzrost gospodarczy. 

Kolejnym wspólnym wątkiem obu kandydatów jest chęć zwiększenia wydatków rządowych . Wiele w USA mówi się o potrzebie obudowy starzejącej się infrastruktury, której modernizacja prędzej czy później będzie musiała nastąpić i to niezależnie od wyniku wyborów. Chęć zwiększenia wydatków budżetowych wpisuje się ponadto w narrację głoszoną przez wielu ekonomistów sugerujących, że wyczerpywanie się możliwości jakie daje polityka monetarna głównych banków centralnych, powinno prowadzić do zwiększenia roli polityki fiskalnej, która tym samym może przejąć pałeczkę jako główny koń pociągowy polityki makroekonomicznej. Z drugiej jednak strony ponad połowa amerykańskiego budżetu idzie na wydatki społeczne i związane ze służbą zdrowia. Ponadto oczekuje się, że to właśnie ta część budżetu będzie najszybciej się rozrastała w najbliższej dekadzie. Z punktu widzenia wzrostu gospodarczego oraz w konsekwencji rynku akcji jest to negatywna wiadomość, gdyż w programach obu kandydatów brakuje rozwiązania problemu rosnących kosztów ubezpieczeń społecznych.

Duże różnice tyczą się polityki podatkowej. W tym względzie bardziej prorynkowy jest program Donalda Trumpa, których chce rozkręcić koniunkturę obniżką podatków i podaje nawet cel dla wzrostu PKB równy 3,5 proc. Do pewnego stopnia przypomina to propozycje Reagana, który działał jednak w wyjątkowej konstelacji, w której republikanie zdobyli pełnię władzy również w Kongresie i mogli bez większych przeszkód wprowadzać swoje propozycje. Powtórka tego scenariusza wydaje się obecnie mało prawdopodobna. Pokazuje to jednak, iż nie można z góry zakładać, że potencjalna prezydentura Trumpa wiąże się z samymi negatywami. Z pewnością istnieje pole do pozytywnych zaskoczeń, choć strukturalne problemy gospodarki USA (niska stopa inwestycji oraz niewielki wzrost produktywności pracy) są na tyle duże, że nawet potencjalnie idealnemu kandydatowi ciężko byłoby je poprawnie zaadresować.

Głównym atutem Hillary Clinton jest jej przynależność do politycznego establishmentu, co oznacza mniej znaków zapytania niż ma to miejsce w przypadku nieprzewidywalnego Trumpa. Na tym jednak kończą się jej zalety. Szczególnie polityka zwiększenia opodatkowania w połączeniu z możliwością obłożenia daniną transakcji HFT czy krótkoterminowych zysków z aktywów niesie ze sobą ryzyka na poziomie wzrostu gospodarczego, jak i czystego odbioru ze strony rynku finansowego. W tym kontekście trudno odmówić zasadności porównaniu oby kandydatów do wyboru pomiędzy dżumą a cholerą. Hillary Clinton jest mocna jedynie słabością Donalda Trumpa, a ten jest wielką zagadką i jednocześnie ucieleśnieniem trendu do populizmu, który obserwowany jest na całym świecie.

Autor: Łukasz Bugaj, Dom Maklerski BOŚ S.A.

D. Sierakowska (DM BOŚ): ceny ropy w średnim terminie będą spadać. Krótkoterminowo może je podbić wygrana Hillary Clinton

D. Sierakowska (DM BOŚ): ceny ropy w średnim terminie będą spadać. Krótkoterminowo może je podbić wygrana Hillary Clinton 1
Rozstrzygają się losy wyborów prezydenckich w USA. W razie wygranej kandydatki demokratów można liczyć na lekkie odbicie cen ropy, zwłaszcza że sprzyja mu analiza techniczna. Jednak wygrana Trumpa zepchnie ceny surowca w dół, a podbije dolara, co powinno być neutralne dla polskiego kierowcy. Jednak w dłuższym terminie na wzrost cen ropy nie ma co liczyć, zwłaszcza jeśli państwa produkujące ropę nie porozumieją się w sprawie ograniczenia dostaw surowca.

– Ceny ropy naftowej w ostatnich tygodniach wyraźnie spadały i sądzę, że ta presja spadkowa powinna się utrzymać. W zasadzie od wyników wyborów w Stanach Zjednoczonych może zależeć sporo, ponieważ akurat wynik wyborów prawdopodobnie wpłynie na to, jak bardzo skłonni do ryzyka będą globalni inwestorzy – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Dorota Sierakowska, analityk surowcowy, DM BOŚ. – Obecnie zrównanie się wyników sondaży między Donaldem Trumpem a Hillary Clinton budzi spory niepokój inwestorów i również wpływa na wzrost cen złota i jednocześnie na spadek cen ropy naftowej, a więc widać, że inwestorzy mają właśnie większą awersję do ryzyka, bardziej się obawiają przyszłości na rynkach finansowych.

Cena teksańskiej ropy WTI, która w październiku niemal sięgnęła 52 dolarów za baryłkę, przed dwoma tygodniami znów zaczęła topnieć, tracąc w tym czasie kilkanaście procent. Spadki pogłębiły się po informacji o wznowieniu śledztwa ws. maili Hillary Clinton. W ostatnią niedzielę szef FBI poinformował o jego zakończeniu z wynikiem korzystnym dla kandydatki na urząd prezydenta – w jej działaniach nie dopatrzono się dowodów przestępstwa. Jednak przez moment po wznowieniu dochodzenia jeden z sondaży wskazywał nawet na lekkie prowadzenie jej rywala.

– Jeśli będziemy mieli do czynienia z wygraną Donalda Trumpa, uważanego za bardziej ryzykownego kandydata, to może się to niekorzystnie odbić na notowaniach ropy naftowej, zwłaszcza, że prawdopodobnie wtedy będziemy mieli do czynienia też z pewnym wzrostem wartości dolara jako takiej waluty, do której inwestorzy uciekają, kiedy na rynkach finansowych mamy do czynienia z dużą niepewnością – zastrzega Sierakowska.

Oznacza to, że w przypadku triumfu kandydata republikanów polscy kierowcy mogą nie skorzystać na dalszym spadku cen ropy, bo niższa cena surowca zostanie zniwelowana przez mocniejszego dolara względem złotego. W ostatnim kwartale ceny paliw w Polsce wzrosły o 25-30 gr na 1 litrze. Wynikało to stąd, że cena ropy w październiku rosła, a dolar się nie osłabiał.

– W przypadku wygranej Hillary Clinton prawdopodobnie sytuacja na rynkach surowcowych czy też walutowych nie zmieni się aż tak bardzo – przewiduje analityczka DM BOŚ. – Prawdopodobnie nie będziemy mieli niestety do czynienia z bardzo dynamicznymi ruchami, aczkolwiek możemy wtedy zobaczyć relatywnie większą skłonność inwestorów do ryzyka. W związku z tym prawdopodobnie możemy zobaczyć delikatne odbicie w górę notowań ropy naftowej.

Podkreśla, że taki scenariusz wspiera analiza techniczna, gdzie ceny „czarnego złota” są bliskie poziomów wsparcia, co może sprzyjać odwróceniu trendu. Jednak nawet w przypadku zwycięstwa Clinton trwałość odreagowania na ropie zależeć będzie od czynników fundamentalnych, głównie od tego, czy dostawcy surowca na rynek zdołają dogadać się ws. zmniejszenia czy choćby zamrożenia podaży. Kolejne spotkanie OPEC zaplanowane jest na koniec miesiąca. Na razie, mimo kilkumiesięcznych zapowiedzi konsensusu nie udało się osiągnąć, choć same nadzieje na jego osiągnięcie podbiły ceny.

– To ta informacja już po samych wyborach prezydenckich może być właśnie takim czynnikiem, który będzie w istotny sposób wpływał na ceny ropy naftowej – przypomina. – W takiej średnioterminowej perspektywie kilku tygodni, tudzież kilku miesięcy notowania ropy naftowej mogą dalej spadać, co wynika przede wszystkim z uwarunkowań fundamentalnych na tym rynku.

P. Kwiecień: Swing states najważniejsze dla wyniku wyborów prezydenckich w Stanach Zjednoczonych. Jeśli wygra Donalda Trumpa, to można się spodziewać mocnej reakcji rynku

P. Kwiecień: Swing states najważniejsze dla wyniku wyborów prezydenckich w Stanach Zjednoczonych. Jeśli wygra Donalda Trumpa, to można się spodziewać mocnej reakcji rynku 2
Wyniki ze swing states będą miały kluczowe znaczenie dla wyborów prezydenckich w Stanach Zjednoczonych. W zależności od tego, jak te stany będą głosowały, taka będzie reakcja rynku – ocenia dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista X-Trade Brokers Dom Maklerski. Zwycięstwo kandydata republikanów może zwiększyć ryzyko niepokoju na światowych rynkach finansowych. Hillary Clinton jest gwarantem stabilnej polityki Stanów Zjednoczonych, Donald Trump to zaś polityka nieprzewidywalna.

– Warto pamiętać o tym, że w Stanach Zjednoczonych prezydent nie jest wybierany bezpośrednio, a jest wybierany przez elektorów, którzy z kolei pochodzą z poszczególnych stanów. Wystarczy, żeby dany kandydat wygrał dosłownie jednym głosem obywatelskim w danym stanie i już zdobywa poparcie wszystkich elektorów z danego stanu – przypomina w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista X-Trade Brokers Dom Maklerski.

W wyborach powszechnych nie wybiera się bezpośrednio prezydenta, a głosuje na elektorów, którzy popierają jednego z kandydatów. O wyniku wyborów w Stanach Zjednoczonych decyduje liczba zgromadzonych w wyniku głosowania elektorów. Dlatego już kilkukrotnie w historii wygrywali kandydaci, którzy zdobyli mniej głosów wyborców, a mimo to zwyciężyli. Przykładem może być sytuacja z 2010 roku, kiedy George Bush uzyskał 0,5 proc. głosów mniej niż Al Gore, a mimo to wygrał. Zadecydowały o tym wyniki z Florydy, jednego z kluczowych stanów, tzw. swing states.

– Już przed wyborami możemy sobie zidentyfikować stany, gdzie poparcie zmienia się albo gdzie przewaga jest niewielka. To są tzw. swing states i to tam w zasadzie rozgrywane są wybory prezydenckie. To np. Floryda, Ohio, Nevada, Arizona czy Georgia. Stany ze wschodu jako pierwsze kończą głosowanie, więc też exit polls z tych stanów nadejdą jako pierwsze. Prawdopodobnie po kilku kluczowych stanach będziemy wiedzieć, kto został prezydentem – podkreśla Kwiecień.

Większość stanów od lat głosuje w przewidywalny sposób. W kilku ostatnich wyborach prezydenckich kandydat republikanów za każdym razem wygrywał na południu i centrum kraju, przede wszystkim w Teksasie, Oklahomie, Montanie, Idaho, Dakocie Południowej i Północnej, Kansas i Missouri. Do bastionów demokratów tradycyjnie zalicza się Waszyngton, Oregon, Kalifornię, Minnesotę, Wisconsin, Illinois, Michigan, Pensylwanię czy Nowy Jork.

– Stany popierające danego kandydata zmieniają się z kampanii na kampanię. Poglądy Amerykanów ewoluują, mamy też różnego rodzaju migrację. Floryda, która jeszcze jakiś czas temu była bastionem republikanów, teraz jest swing state, migrują tam emeryci z północnowschodnich stanów, które tradycyjnie popierały demokratów. Patrzymy też na Ohio, tradycyjnie stan republikanów, ale ze względu na to, że Trump nie jest typowym kandydatem republikanów, to będzie bardzo ważny stan – tłumaczy główny ekonomista X-Trade Brokers Dom Maklerski.

Choć Donald Trump dogania w sondażach Hillary Clinton, to wciąż kandydatka demokratów ma większe szanse na objęcie urzędu prezydenta Stanów Zjednoczonych. Przewaga jednego z kandydatów jest jednak na tyle niewielka, że dopiero po wynikach z pierwszych swing states, będzie można wysuwać pierwsze wnioski o zwycięstwie.

– Clinton ma więcej stanów, które ją twardo popierają, więc potrzebuje mniej swing states, żeby wybory wygrać. Trump musiałby tak naprawdę przejąć dużą część tych stanów, przede wszystkim Florydę. Jeśli straci Florydę, to będzie mu bardzo trudno wygrać te wybory – wskazuje ekspert.

Zdaniem ekonomisty, gdyby po wynikach z pierwszych stanów zaczął zyskiwać Donald Trump, to można się spodziewać mocnej reakcji rynku finansowego. Ośrodek analityczny The Economist Intelligence Unit uznał zwycięstwo republikanów za jedno z największych zagrożeń dla świata. Kandydatka demokratów oznacza stabilność, przy zwycięstwie Donalda Trumpa trudno będzie zaś jednoznacznie wskazać prowadzoną politykę.

– Do 2.00 w nocy naszego czasu sześć stanów, tzw. swing states, zakończy głosowanie. W zależności od tego, w którą stronę te stany będą głosowały, taka będzie też reakcja rynku. Obecnie przewaga Trumpa w tych stanach byłaby dla rynku zaskoczeniem, widzielibyśmy więc mocniejsze reakcje. Przy zwycięstwie Clinton również będziemy mieć spadek niepewności, ale te reakcje będą mniejsze niż w przypadku ewentualnej wygranej Trumpa – ocenia dr Przemysław Kwiecień.

Szynaka Meble coraz więcej inwestuje w innowacje. Rozwija centrum logistyczne, które pozwoli zwiększyć eksport

Szynaka Meble coraz więcej inwestuje w innowacje. Rozwija centrum logistyczne, które pozwoli zwiększyć eksport 3

Szynaka Meble stawia na innowacje. Obecnie wartość prowadzonych inwestycji szacuje się na 50–60 mln zł. W przyszłym roku ma zostać rozbudowane centrum logistyczne, które pozwoli firmie na bardziej konkurencyjną pozycję na świecie. Obecnie dzięki współpracy z ponad 350 salonami partnerskimi w Polsce i eksportowi mebli do blisko 50 krajów firma osiąga rocznie ok. 800 mln zł przychodów.

– Aby móc konkurować, nie tylko w Polsce, lecz także na rynkach europejskich, musimy bezwzględnie wprowadzać innowacje. Firma Szynaka Meble jest nastawiona na taki rozwój. Od kilku lat prowadzimy w poszczególnych zakładach potężne inwestycje, zarówno budowlane – budowa hal, jak i wprowadzenie bardzo nowoczesnych linii technologicznych – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Jan Szynaka, Prezes Szynaka-Meble

Branża meblarska w Polsce od 2014 roku notuje nieprzerwany 6–8 proc. wzrost produkcji i sprzedaży. Tylko w lipcu polscy producenci wyprodukowali meble warte 2,7 mld zł, co stanowi 6-procentowy wzrost rdr.

– W tym roku w dwóch fabrykach wprowadziliśmy linie technologiczne, których wartość przekracza 20 mln zł. Wydajność takich urządzeń jest 3–4-krotnie większa od obecnie stosowanych. To pokazuje, jak duże wprowadzamy zmiany, jak mocno stawiamy na rozwój firm, a dzięki temu na oszczędność, jakość i wydajność wykonywanych produktów – podkreśla Szynaka.

Jak podkreśla prezes Szynaka Meble sp. z o.o., żeby móc konkurować ze światowymi firmami, trzeba wdrażać innowacje, które pozwalają przetrwać w świecie coraz bardziej innowacyjnych firm.

– Kluczowy jest rozwój designu, czyli ludzi, którzy mają duży wpływ na rozwój nowych projektów. To inwestycyjne działania, które m.in. poprzez programy IT muszą nas wspomóc, żeby uzyskać jak najlepsze rozwiązania. Rynek jest coraz trudniejszy i bardziej zamknięty. Żeby konkurować, trzeba być naprawdę w każdym detalu najlepszym – podkreśla prezes Szynaka Meble

Jak wskazuje Szynaka, firma obecnie rozbudowuje hale produkcyjne. Dotychczas były to linie obróbcze, teraz również linie foliowania. Łącznie tylko w tym roku nakłady inwestycyjne kształtują się na poziomie 50–60 mln zł.

– W przyszłym roku chcemy i musimy rozbudować centrum logistyczne. Pozycja firmy na świecie to nie tylko sama produkcja, trzeba odpowiednio poprawnie zachować logistykę. Obsługa transportowa to kilkanaście procent w całej cenie produktu. W związku z tym działania związane z odpowiednią dystrybucją mebli zadecydują o tym, czy będziemy na światowym rynku o wiele bardziej konkurencyjni – wskazuje ekspert.

Obecnie (dzięki współpracy z ponad 350 salonami partnerskimi w Polsce) firma osiąga ok. 800 mln zł przychodów rocznie. Szynaka Meble eksportuje produkty do ponad 50 krajów na świecie.

Duże zmiany w zatrudnianiu cudzoziemców. Procedury zostaną uproszczone i pojawią się nowe zezwolenia

Duże zmiany w zatrudnianiu cudzoziemców. Procedury zostaną uproszczone i pojawią się nowe zezwolenia 4
W najbliższych miesiącach zmienią się zasady zatrudniania cudzoziemców. Prostsze ma być uzyskiwanie zezwolenia na pracę i pobyt dla obcokrajowca. Wprowadzone zostaną nowe zezwolenia na pobyt dla pracowników delegowanych z krajów trzecich. Od stycznia 2017 roku oświadczenia o zamiarze powierzenia pracy cudzoziemcom zostaną zastąpione przez zezwolenia na pracę sezonową i krótkoterminową. Uprości to procedury i da możliwość doboru zezwolenia do specyfiki pracy danego pracownika – ocenia Karolina Szyfter z Kancelarii Raczkowski Paruch.

– Zmiana, która powinna wejść w życie pod koniec listopada, ma na celu z jednej strony uproszczenie obecnie istniejącej już procedury uzyskiwania zezwolenia na pobyt czasowy i pracę, z drugiej strony wdraża dyrektywę Unii Europejskiej dotyczącą przenoszenia pracowników wewnątrz przedsiębiorstwa – wskazuje w rozmowie z agencją Newseria Biznes Karolina Szyfter, adwokat kierująca Departamentem Prawa Imigracyjnego w Kancelaria Raczkowski Paruch.

Nowelizacja ustawy o cudzoziemcach ma ułatwić uzyskiwanie zezwolenia na pracę. Nie będzie już obowiązku dołączania umowy o pracę do wniosku o zezwolenie na pobyt i pracę. Dotychczas było to obowiązkowe, więc pracodawcy, czekając na wydanie zgody, byli zmuszeni wciąż dodawać aneksy do umowy.

 Innym ułatwieniem będzie brak obowiązku złożenia testu rynku pracy na samym początku, przy składaniu tego wniosku. Będzie możliwość dołączenia go w trakcie procedury, co także ma ułatwić uzyskiwanie zezwoleń na pracę i pobyt – zaznacza adwokat.

Przeprowadzenie tzw. testu rynku pracy jest obecnie niezbędne do uzyskania zezwolenia na pracę. Test polega na ustaleniu przez starostę możliwości zatrudnienia na stanowisku oferowanym cudzoziemcowi innego pracownika spośród osób poszukujących pracy. W ramach procedury pracodawca składa do urzędu pracy ofertę. Jeżeli nie znajdzie się kandydat, wydawane jest zaświadczenie o braku możliwości innego zaspokojenia potrzeb kadrowych.

Nowe przepisy mają również wdrożyć do polskiego prawa dyrektywę Parlamentu Europejskiego z 2014 roku dotyczącą warunków wjazdu i pobytu obywateli państw trzecich w ramach przeniesienia wewnątrz przedsiębiorstwa. Nowelizacja wciąż jest na etapie konsultacji. Termin wdrożenia ubiega 29 listopada.

– Wprowadzone zostaną nowe zezwolenia na pobyt dla pracowników delegowanych z krajów trzecich, spoza Unii Europejskiej, w celu przenoszenia ich wewnątrz przedsiębiorstwa. Jeżeli taki pracownik przyjedzie w ramach grupy kapitałowej do jednego kraju Unii, będzie możliwość przenoszenia go do innych krajów członkowskich bez formalności lub w uproszczonych procedurach – tłumaczy Karolina Szyfter.

Z szacunków Urzędu do spraw Cudzoziemców wynika, że zmiany mogą dotyczyć 200 tys. obcokrajowców. W 2014 roku przyjęto 65 tys. wniosków o legalizację pobytu, w ubiegłym roku już 109 tys. Nieco ponad połowę zezwoleń na pobyt czasowy wydano w związku z pracą.

– Myślę, że to jest bardzo korzystna zmiana dla przedsiębiorców. Zmiany mają z jednej strony uszczelnić system tak, żeby nie było przypadków, że cudzoziemcy przyjeżdżają bez kontroli, z drugiej strony mają uprościć i przyspieszyć te procedury dla pracodawców – ocenia adwokat.

Zmiana, która wejdzie w życie na początku 2017 roku, będzie dotyczyć znacznie większej grupy osób i jest niezwykle istotna z punktu widzenia pracodawców. Nie będzie już oświadczeń o zamiarze powierzenia pracy cudzoziemcowi, na podstawie których można było dotychczas zatrudnić bez żadnych formalności obywateli Białorusi, Gruzji, Republiki Mołdowy, Federacji Rosyjskiej, Republiki Armenii i Ukrainy. Pojawią się za to zezwolenia na pracę sezonową i krótkoterminową.

 Łatwiej będzie uzyskać zezwolenie, ale mimo wszystko będzie to dłuższa procedura niż oświadczeniowa. Zmiana, która wejdzie w styczniu, wprowadzi zezwolenie na pracę sezonową. Będzie ono przeznaczone dla sektora rolniczego czy turystycznego, czyli branż silnie uzależnionych od sezonowości. Zezwolenie na pracę będzie przewidywało szereg ułatwień w jego uzyskiwaniu tak, aby umożliwić tym branżom szybkie zatrudnienie cudzoziemców uproszczony sposób – mówi ekspertka.

W 2015 roku wystawiono ponad 780 tys. oświadczeń o zamiarze powierzenia pracy. Zdecydowana większość dotyczyła obywateli Ukrainy (ok. 767 tys.). Tylko w pierwszym półroczu tego roku takich oświadczeń było już ponad 634 tys. (z czego 614 dotyczyło Ukraińców).

Zdaniem adwokat z punktu widzenia pracodawców zapowiadane zmiany można ocenić pozytywnie.

 Polski system prawa imigracyjnego jest dosyć złożony, natomiast wydaje mi się, że te zmiany uproszczą pewne procedury i dadzą pracodawcom wybór co do zezwolenia. Obecnie pracodawca ma tylko jedną możliwość uzyskiwania zezwolenia na pobyt czy pracę, natomiast to wprowadzi różnorodność i możliwość doboru danego zezwolenia do specyfiki pracy danego pracownika – ocenia Szyfter.

Rośnie liczba zachorowań na nowotwory krwi. Potrzebna jest większa wiedza w zakresie badań i nowe zasady finansowania leków hematologicznych

Rośnie liczba zachorowań na nowotwory krwi. Potrzebna jest większa wiedza w zakresie badań i nowe zasady finansowania leków hematologicznych 5
Polacy mają zbyt niską świadomość w zakresie hematologii. Nie poddają się systematycznie badaniom kontrolnym, bagatelizują symptomy choroby lub mylą je z innymi, mniej szkodliwymi schorzeniami. Problemem jest także ograniczony dostęp do nowoczesnych leków, które sprawiają, że choroba staje się przewlekłą. Resort zdrowia planuje już wkrótce wprowadzenie zmian w ocenie efektywności kosztowej leków sierocych, co daje nadzieje na poprawę sytuacji chorych hematologicznie w Polsce.

Nowotwory krwi należą do grupy chorób rzadkich, w Polsce stale rośnie jednak zapadalność na te schorzenia. W ciągu minionych 25 lat liczba chorych zwiększyła się aż dwukrotnie. Znaczna część pacjentów dowiaduje się o chorobie zbyt późno, gdy leczenie nie jest w stanie przynieść oczekiwanych efektów. Wynika to m.in. z problemów z prawidłową diagnostyką. Wiele nowotworów krwi daje bowiem niejednoznaczne objawy, które łatwo pomylić ze zwykłym przeziębieniem czy anemią. Problemem jest także niski poziom świadomości Polaków, którzy bagatelizują symptomy choroby.

Przykładem jest przewlekła białaczka limfocytowa, która może się objawiać w różny sposób. Jest to również jeden z najczęściej występujących nowotworów krwi u dorosłych – w szczególnie trudnej sytuacji są chorzy z mutacją 17p, którzy dziś nie mają w Polsce zapewnionego leczenia.

Wiele osób, szczególnie na ws i, w małych miasteczkach, chodzi miesiącami i latami z tego typu objawami. Uważają, że ponieważ ta choroba bardzo powoli się tli w organizmie, to pewnie nic takiego się nie dzieje, tłumaczą to sobie przeziębieniem albo jakimiś chorobami układu nerwowego – mówi agencji informacyjnej Newseria dr Janusz Meder, prezes Polskiej Unii Onkologii.

Objawy te mogą sygnalizować tak niegroźne schorzenie jak przeziębienie, nie powinno się ich jednak lekceważyć, zwłaszcza jeśli nie mijają po 2–3 tygodniach. Jeżeli po tym czasie leczenie objawowe nie powoduje zahamowania choroby, to należy się udać do lekarza. W profilaktyce hematoonkologicznej bardzo ważne jest także regularne wykonywanie badań kontrolnych, głównie morfologii krwi. Jeśli niektóre parametry mają nieprawidłową wartość, jest to sygnał, że należy zasięgnąć porady lekarza. Takie badanie każdy człowiek powinien wykonać przynajmniej raz w roku.

– Od tego może się zacząć diagnoza poważniejszej choroby, która dzięki temu, że jest wychwycona wcześniej, może dobrze rokować. W dobie burzliwie rozwijających się nowatorskich terapii, które nawet w chorobach przewlekłych, a coraz więcej chorób nowotworowych również z zakresu hematoonkologii staje się chorobami przewlekłymi, można w znakomity sposób przedłużyć życie w całkiem niezłym komforcie tego przeżycia – mówi dr Janusz Meder.

Zdaniem eksperta w przypadku coraz większej liczby nowotworów krwi wczesna diagnoza to szansa na wyleczenie. Wciąż zbyt mało Polaków stosuje się jednak do zaleceń regularnego wykonywania nawet bezpłatnych badań kontrolnych. Do najbardziej skutecznych metod diagnostycznych w zakresie nowotworów należy morfologia krwi oraz badania przesiewowe, takie jak mammografia, cytologia czy kolonoskopia. Wynika to zarówno z nieświadomości, jak i z obawy przed diagnozą.

– Właśnie o to chodzi, żeby dowiedzieć się bardzo wcześnie, kiedy można chorobę nieuleczalną w umiejętny sposób kontrolować i nawet jeżeli nie można jej wyleczyć, to można żyć z nią nawet dziesiątki lat – mówi dr Janusz Meder.

Niski poziom świadomości pacjentów to jednak nie jest jedyny problem polskiej hematoonkologii. Równie istotną kwestią jest brak dostępu do odpowiedniego leczenia opartego na innowacyjnych technologiach medycznych. Nowoczesne leki są w stanie nie tylko znacznie wydłużyć życie chorych, sprawiając, że nowotwór staje się chorobą przewlekłą, lecz także znacznie poprawić jego jakość poprzez brak skutków ubocznych. Ze względu na niską opłacalność kosztową większość tych leków nie jest jednak refundowana przez NFZ. Resort zdrowia prowadzi obecnie prace nad zmianami w zakresie finansowania terapii onkologicznych.

 W tej chwili trwają pierwsze spotkania dotyczące stworzenia grupy specjalistów, którzy ten koszyk będą przeglądać. Myślę, że określenie potrzeb zdrowotnych również w hematoonkologii będzie koniecznością, żeby sprawdzić, czy ten koszyk odpowiada po pierwsze potrzebom pacjentów, a po drugie możliwościom finansowym płatnika – mówi Krzysztof Łanda, wiceminister zdrowia.

Planowane zmiany dotyczą przede wszystkim nowego systemu oceny opłacalności kosztowej leków sierocych, także hematoonkologicznych, zainicjowania odrębnych budżetów przeznaczonych na finansowanie chorób rzadkich oraz wprowadzenia tzw. systemu dzielenia ryzyka pomiędzy płatnikiem a producentem leku. W zakresie całej onkologii resort zdrowia zamierza zainicjować wiele działań w zakresie promocji zdrowia oraz profilaktyki nowotworowej.

– Tak naprawdę wzmocnienie lekarza rodzinnego, wzmocnienie kontaktu pracowników służby zdrowia z rodzinami, z pacjentami jest niezwykle istotne, dlatego że trzeba krzewić pewną informację, trzeba docierać z dobrymi wzorcami do pacjentów – mówi Krzysztof Łanda.

Prof. J. Hausner: Zwycięstwo Trumpa w wyborach w USA to wzmocnienie tendencji populistycznych. Clinton to szansa na pogodzenie reguł i elastyczności w gospodarce

Prof. J. Hausner: Zwycięstwo Trumpa w wyborach w USA to wzmocnienie tendencji populistycznych. Clinton to szansa na pogodzenie reguł i elastyczności w gospodarce 6
Wybór Donalda Trumpa na prezydenta może oznaczać gospodarkę, w którą przywódca może dowolnie ingerować, aby tylko utrzymać władzę. Hillary Clinton to szansa na odejście od populizmu i na gospodarkę łączącą tradycyjne reguły z elastycznością – ocenia prof. Jerzy Hausner. Ostatnie przedwyborcze sondaże wskazywały na przewagę kandydatki demokratów, jednak niewielką.

Wybór Trumpa będzie oznaczał w istocie rzeczy wzmacnianie tendencji populistycznych. To będzie bardzo mocny sygnał dla pewnego sposobu myślenia o polityce, państwie, demokracji, ale także i o gospodarce – wskazuje w rozmowie z agencją Newseria Biznes prof. Jerzy Hausner, ekonomista z Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie.

Kandydat republikanów jest przez większość ekspertów oskarżany o populizm. W jego programie brakuje wizji długoterminowej polityki gospodarczej, dominują raczej doraźne działania w określonych sytuacjach.

Trump buduje swoją siłę przez relacje z obywatelami, gdzie nie liczą się procedury, reguły i normy, tylko to, czy on ich do siebie przekona. Przywódca i naród. Przy takim sposobie myślenia oznacza to, że będziemy mieli do czynienia z dążeniem do tego, aby gospodarka nie była oparta o normy, ale stała się gospodarką, w którą przywódca za pomocą aparatu państwowego może dowolnie ingerować po to, by utrzymywać władzę – tłumaczy ekonomista. – Nie będzie to gospodarka etatystyczna, bo Trump jest zwolennikiem własności prywatnej i rynkowej. Natomiast utrwali to oportunistyczną grę rynkową z pewnymi ingerencjami państwa.

Niepewność co do kierunku polityki Donalda Trumpa wpływa na rynki. Eksperci XTB przestrzegają, że jego ewentualne zwycięstwo będzie oznaczać spadki na giełdach, osłabienie dolara i wzrost cen złota. Kandydat republikanów zapowiada niższe progi podatkowe dla gospodarstw domowych, obniżkę podatków dla przedsiębiorców (15 proc.) i wydatków rządowych (do 500 mld dol.). Chce również renegocjacji traktatu TPP (Partnerstwo Transpacyficzne) oraz NAFTA (północnoamerykańskiego układu wolnego handlu między USA, Kanadą i Meksykiem).

Wybór Hillary Clinton oznaczałby wyraźny sygnał, że może nastąpić odpływ od populizmu. Wrócimy do sytuacji, w której zdamy sobie sprawę, że musimy pogodzić normatywność z elastycznością w gospodarce. Nie można tylko polegać na bieżącym, krótkowzrocznym działaniu, mobilności w polityce i gospodarce. Musimy polegać na normatywności, która być może powinna być inaczej odczytana, a niektóre zbyt skostniałe reguły instytucjonalne powinny być zmienione – przekonuje prof. Hausner. – To będzie sygnał, że musimy pójść w kierunku modyfikowanej gospodarki rynkowej, a nie wytwarzania czy pogłębiania chaotycznej sytuacji, w której aktualnie żyjemy.

Clinton oznacza stabilność w polityce, co zdaniem analityków powinno przełożyć się na rynki akcji. Dolar powinien zyskać na wartości, niższe byłyby natomiast ceny złota. Rosnące w ubiegłym tygodniu notowania kandydata republikanów spowodowały większą niepewność na rynku, a ceny złota przekroczyły 1,3 tys. dol. za uncję. Przy zwycięstwie Clinton nieco luźniejszy kurs polityki Fed byłby korzystny dla wszystkich rynków wschodzących, w tym Polski.

Obecnie przewaga Hillary Clinton nad Trumpem, która jeszcze w październiku sięgała 11 proc., stopniała do 3-4 proc. (w zależności od sondaży). Niektóre badania wskazywały nawet na niewielką przewagę kandydata republikanów.

UOKiK: osoby starsze często padają ofiarą nieuczciwych praktyk sprzedawców. Najczęściej dotyczy to sprzedaży bezpośredniej, telekomunikacji i dostaw energii

UOKiK: osoby starsze często padają ofiarą nieuczciwych praktyk sprzedawców. Najczęściej dotyczy to sprzedaży bezpośredniej, telekomunikacji i dostaw energii 7
Seniorzy skarżą się najczęściej na niezrozumiałe umowy pisane małą czcionką oraz na akwizytorów, którzy wprowadzają ich w błąd. Zdarza się też, że są im sprzedawane zaawansowane technologicznie usługi czy produkty, z których nie umieją i nie mają potrzeby korzystać, np. smartfony czy usługi w chmurze. Skargi dotyczą w dużej mierze rynku sprzedaży bezpośredniej, usług telekomunikacyjnych oraz dostaw gazu i energii – wynika z doświadczeń UOKiK.

Do Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów oraz do rzeczników konsumentów zgłaszają się osoby starsze, które mają problemy głównie na rynku sprzedaży bezpośredniej. Są to najczęściej praktyki akwizytorów związane z trudnymi do zrozumienia umowami, napisanymi drobnym drukiem. To jest mit, że umowa musi być napisana w zawiły sposób. Taki dokument powinien być zrozumiały, szczególnie jeśli klientem jest osoba starsza – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Paweł Ratyński z Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów.

Nadal problemy sprawiają zakupy na pokazach. Seniorzy są zapraszani na różnego rodzaju pokazy bez informacji o tym, że spotkanie ma cel sprzedażowy. Są to często pokazy artystyczne, wyjazdy do miejsc atrakcyjnych turystycznie albo miejsc religijnych, w czasie których prezentowane są produkty.

Seniorom często sprzedawane są usługi i produkty niedostosowane do ich potrzeb, np. związane z przechowywaniem danych w chmurze.

 Pojawiają też praktyki związane z ukrywaniem tożsamości przedsiębiorcy. Akwizytor przychodzi do starszej osoby i nie przedstawia się precyzyjnie jako przedstawiciel usługodawcy na rynku energii. Prowadzi rozmowę tak, by  starsza osoba myślała, że chodzi o aktualizację danych, np. adresu dotychczasowego usługodawcy, a podtyka do podpisu umowę z innym dostawcą – tłumaczy Ratyński.

Senior o tym, że podpisał umowę z nowym dostawcą energii, dowiaduje się dopiero przy pierwszej fakturze. Tym bardziej że niejednokrotnie należny mu egzemplarz umowy zabiera akwizytor i przez to konsument nie jest w stanie odstąpić od umowy w ciągu 14 dni. Zanim się zorientuje, jest już za późno. Seniorzy nie są również informowani o tym, że mają prawo do rezygnacji z takich usług.

Problemem są też usługi premium, które aktywowane są przez SMS-y. Do zamówienia takiej usługi często dochodzi wbrew intencji konsumenta, przez wprowadzenie go w błąd. Senior otrzymuje informację np. o konieczności wysłania wiadomości SMS w celu odbioru paczki lub w celu usunięcia wirusa z telefonu.

UOKiK zaleca rozwagę i radzi, by dokładnie analizować umowy i nie spieszyć się z decyzjami zakupowymi. Należy też pytać akwizytorów, jakie przedsiębiorstwo reprezentują.

Pamiętajmy też o tym, że nie jesteśmy sami. Jako konsumenci mamy bezpłatną pomoc. To są rzecznicy konsumentów działający przy urzędach miejskich, przy starostwach powiatowych. Ich adresy i telefony można znaleźć na stronie UOKIK. Jest też infolinia, gdzie można porozmawiać z prawnikami – mówi przedstawiciel UOKiK.

Także organizacje pozarządowe udzielają bezpłatnej pomocy konsumentom. Europejskie Centrum Konsumenckie pomoże za to w przypadku transgranicznych transakcji.

Co trzecia firma rozpocznie inwestycje w ciągu 6 miesięcy. Większość wykorzysta do tego środki własne

Co trzecia firma rozpocznie inwestycje w ciągu 6 miesięcy. Większość wykorzysta do tego środki własne 8
Polskie firmy dość ostrożnie planują swoje inwestycje. Z raportu Deutsche Bank wynika, że na najbliższe pół roku zamiar rozpoczęcia jakiejś formy inwestycji deklaruje jedna trzecia przedsiębiorstw. Z tej grupy ponad 60 proc. chce wykorzystać do tego własne środki, a niecałe 30 proc. sięgnie po kredyt bankowy. Finansowanie zewnętrzne chętniej wykorzystują większe firmy.

Około 30–35 proc. badanych przez nas przedsiębiorstw zamierza realizować inwestycje. Na wysoko rozwiniętych rynkach, np. na rynku niemieckim, który jest sztandarowym przykładem rozwoju poprzez inwestycje, odsetek ten jest większy, ale nie aż tak znacząco, bo wynosi ponad 40 proc. To nie jest 60 czy 70 proc. – wyjaśnia w rozmowie z agencją Newseria Biznes Leszek Niemycki, wiceprezes zarządu Deutsche Bank Polska.

Z badania Deutsche Banku „Polskie firmy w obliczu wyzwań – plany, rozwój, finansowanie” wynika, że skłonność do inwestycji jest zbliżona zarówno w grupie małych, jak i większych firm. Te najmniejsze podmioty są jednak bardziej ostrożne.

Małe firmy mają na pewno dużo większe obawy co do swojej przyszłości i rozwoju sytuacji na rynku, w związku z tym obierają metodę małych kroków, czyli powoli, ale bezpiecznie. Jest to bardzo pragmatyczne podejście dla małych przedsiębiorców. Nie powinni oni ryzykować i lewarować nadmiernie swoich środków, nadmiernie budować ekspansji, bo często może się to skończyć błędnymi decyzjami i utratą ciężko wypracowanych przez lata majątków – mówi Leszek Niemycki.

Z kolei większe przedsiębiorstwa, dysponujące większą bazą kapitałową, częściej wskazują na inwestycje w rozwój geograficzny. Ekspansji na rynki zagraniczne sprzyjają m.in. relatywnie niskie koszty pracy w Polsce oraz coraz lepsza reputacja polskich produktów za granicą. 95 proc. firm deklarujących zamiar inwestycji wskazało Unię Europejską jako kierunek rozwoju. Chęć ekspansji na dalsze rynki wskazywały częściej duże przedsiębiorstwa.

65 proc. firm deklarujących inwestycje sfinansuje je ze swoich środków. Około 30 proc. rozważa kredyt bankowy, a co czwarte przedsiębiorstwo liczy na fundusze unijne. Na możliwość pozyskania finansowania zewnętrznego najczęściej wskazywały największe firmy, osiągające obrót roczny powyżej 50 mln euro.

Firmy są w stanie w bardzo dobry sposób wykorzystać relatywnie tani pieniądz, który dzisiaj mamy w Polsce, oraz perspektywę, że pozostanie tani jeszcze przez najbliższe prawdopodobnie co najmniej kilkanaście miesięcy – podkreśla Niemycki.

Najczęściej wskazywanym celem inwestycji jest zwiększenie mocy produkcyjnych. Plany te obejmują m.in. zakup oprogramowania, maszyn, urządzeń, wymianę floty samochodowej. Średnio co piąta firma chce zainwestować w badania i rozwój. Eksperci Deutsche Bank oceniają, że coraz większe znaczenie innowacyjności jest dobrym prognostykiem na przyszłość, zarówno dla firm, jak i dla całej gospodarki.

Wymagający klient europejski, nie mówiąc o kliencie amerykańskim czy azjatyckim, oczekuje, że produkt będzie najwyższej jakości. Jeżeli on ma być najwyższej jakości i ma być konkurencyjny w stosunku do takich krajów, jak Korea, Wielka Brytania czy USA, to musi być to górna półka. Przede wszystkim musi być w tym produkcie coraz więcej innowacji, nowoczesnej technologii, polskiej myśli technicznej – mówi Leszek Niemycki.

Co ciekawe, choć krajowe firmy nie są zbyt entuzjastycznie nastawione do finansowania zewnętrznego, to 35 proc. z nich wskazuje trudny dostęp do takiego finansowania jako największą barierę rozwoju. Dla ok. 25 proc. przedsiębiorstw są to zatory płatnicze i wywołane nimi trudności z płynnością finansową.

Główną barierą przewijającą się w tym badaniu i wskazaną przez blisko 90 proc. przedsiębiorców są problemy z terminami płatności, wydłużonymi terminami płatności oraz zaległościami w rozliczaniu bieżących płatności, co niestety bardzo negatywnie wpływa na płynność finansową i stwarza wiele problemów polskim przedsiębiorcom – wyjaśnia wiceprezes Deutsche Bank Polska.

Wśród innych poważnych barier znalazły się także trudności w znalezieniu pracowników (13 proc.) czy rosnąca konkurencja (4 proc.).

Branża fitness rośnie w szybkim tempie. Na rynku pojawiają się nowe formaty fitness klubów

Branża fitness rośnie w szybkim tempie. Na rynku pojawiają się nowe formaty fitness klubów 9
Polska branża fitness ma duży potencjał wzrostowy. Z danych Deloitte wynika, że zdecydowana większość fitness klubów spodziewa się w tym roku znaczącego wzrostu przychodów, a z ich usług korzysta już 2,77 mln Polaków. Rotacja klientów jest duża, przez co powstaje wiele nowych obiektów, ale równie dużo zamyka działalność. Zdaniem Tony’ego Cowena, twórcy pierwszej w Europie sieci fitness multipleksów, na krajowym rynku jest miejsce na nowe formaty.

Branża fitness w Polsce ma ogromny potencjał. Polacy uwielbiają sport i jako jedyni w Europie nie odczuli skutków recesji. Kiedy przyjechałem tu dziewięć lat temu, mało kto biegał. Dziś znacznie więcej osób prowadzi aktywny tryb życia. To między innymi efekt bogacenia się społeczeństwa – mówi Tony Cowen, założyciel pierwszego w Europie fitness multipleksu Tonezone w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes.

Z usług klubu fitness korzysta regularnie już 2,77 mln Polaków. W 2015 roku polska branża fitness wygenerowała 3,65 mld zł przychodu, czyli o 50 mln zł więcej niż jeszcze rok wcześniej – wynika z danych Deloitte Polska i EuropeActive przedstawionych w raporcie „The European Health & Fitness Market 2016”.

W Stanach Zjednoczonych około 14 proc. społeczeństwa należy do różnego rodzaju klubów sportowych. W Wielkiej Brytanii odsetek ten sięga 12 proc. W Polsce, jeszcze dziewięć lat temu, wynosił on 0,5 proc. To pokazuje ogromny potencjał wzrostowy – mówi Tony Cowen.

Potwierdzają to eksperci Deloitte: polska branża fitness rośnie najszybciej w Europie. Wciąż jednak daleko nam do Holandii czy Szwecji, gdzie regularnie ćwiczy 16 proc. społeczeństwa. W Norwegii z usług fitness klubów korzysta już co piąty obywatel.

Polski rynek fitness charakteryzuje się również coraz większą segmentacją. Z szacunków Polskiego Związku Pracodawców Fitness wynika, że najwięcej jest tzw. mid-marketów, czyli klubów kierowanych do dużej rzeszy osób, oferujących szeroki wachlarz usług. Według prognoz ich udział w rynku będzie malał w najbliższych latach. Rosnąć będzie za to segment nisko kosztowy (z ograniczoną obsługą klienta), segment butikowy (z wąską ofertą specjalistyczną) oraz sieci klubów fitness.

Rynek fitness klubów jest podzielony na segmenty. Mamy sieci tańszych klubów, jak McFit czy Cityfit, oraz sieci premium, jak Holmes Place. W każdym z tych segmentów jest miejsce na kolejne kluby. Potencjał polskiego rynku jest ogromny – uważa Tony Cowen.

Pod koniec ubiegłego roku w Polsce działało około 2,5 tys. klubów fitness. 44 proc. ich właścicieli szacuje, że przychody z prowadzonej działalności wzrosną w tym roku powyżej 7,5 proc. Kolejne 33,3 proc. spodziewa się, że wzrost ten wyniesie pomiędzy 2,5 a 7,5 proc. Mimo tak dobrych prognoz eksperci Deloitte zwracają uwagę na to, że w ciągu ostatnich dwunastu miesięcy powstało dużo nowych klubów, ale podobna liczba została też zamknięta.

Rynek się stabilizuje. Ludzie chętnie dołączają do klubów fitness, ale rotacja jest duża. Dużo osób odchodzi, ponieważ nie są zadowoleni ze świadczonych usług. Stąd też rosnąca popularność treningów personalnych. W naszym nowym formacie Tonezone każdy z członków otrzymuje indywidualny program treningów w ramach kupowanego karnetu – zapowiada Tony Cowen, odpowiedzialny m.in. za międzynarodowy sukces takich gigantów, jak Pure JATOMI i Fitness First.

Gdański fitness multiplex Tonezone to pierwszy w Europie i jeden z niewielu tego typu obiektów na świecie. Na powierzchni 1700 metrów kwadratowych w Galerii Metropolia jest osiem tematycznych stref treningowych, kawiarnia, a nawet żłobek. Koszt inwestycji wyniósł prawie 10 mln zł, z czego na sam sprzęt przeznaczono ponad 4 mln zł.

Trochę przypomina to kinowy multipleks, ale zamiast filmów w poszczególnych salach dostępne są różne typy treningów. Wśród nich są strefy treningów na rowerach, zajęcia dla ciała i umysłu, jak joga czy pilates, bardziej aktywne form ćwiczeń, jak boot camp, a także zajęcia taneczne, np. zumba. Będą także cztery strefy na siłowni, dzięki którym chcemy zachęcić kobiety do ćwiczeń siłowych – mówi Tony Cowen – Nowe centrum handlowe w Gdańsku Wrzeszczu to świetna lokalizacja, która daje duże możliwości. Klub jest tuż obok stacji kolejowej, więc jest łatwo dostępny. To świetny punkt, by zacząć rozwijać nowy format.

Strategia rozwoju marki Tonezone zakłada, że w ciągu pięciu lat powstanie 70 takich obiektów w największych metropoliach Europy. Kolejne fitness multipleksy pojawią się również w polskich miastach.

Myślimy o Genewie, Paryżu, Londynie, Frankfurcie, ale także o miastach w Polsce. Chcemy stworzyć trzy lub cztery kluby w ciągu najbliższych kilku lat. Myślę, że tutejszy rynek będzie się rozwijał. Ludzie się bogacą, coraz częściej jeżdżą samochodami. Pracują w biurowcach, gdzie korzystają z wind i schodów ruchomych. To zmniejsza ich aktywność fizyczną, więc tyją. Potrzebują dodatkowych zajęć i odpowiednich warunków, by ćwiczyć. Tym bardziej że zimą w Polsce trudno uprawiać fitness na powietrzu. Lata są tu piękne, ale zimy surowe, dlatego stawiamy na polski rynek – wyjaśnia Tony Cowen.

Kary dla pijanych kierowców znów zostaną zaostrzone

Wszystko wskazuje na to, że kary dla pijanych kierowców znów zostaną zaostrzone. Warto wiedzieć, jakie konsekwencje już teraz czekają osobę kierującą pod wpływem alkoholu.

nietrzezwosc kierowcy ubea infografika

Walka z plagą pijanych kierowców, na pewno nie jest łatwym zadaniem. Mimo tego, można zauważyć pewną poprawę. Dane polskiej Policji wskazują, że w całym 2015 r. ujawniono 128 996 przypadków prowadzenia pojazdu mechanicznego przez kierowcę przekraczającego dopuszczalne stężenie alkoholu we krwi lub wydychanym powietrzu. To oznacza spadek o 8,65% w stosunku do analogicznego wyniku z 2014 r. Pomimo pozytywnych zmian w policyjnych statystykach, Ministerstwo Sprawiedliwości zamierza zaostrzyć kary dla nietrzeźwych kierowców. Prowadzenie pojazdu mechanicznego w stanie nietrzeźwości (powyżej 0,5 promila alkoholu we krwi), ma być karane bezwzględnym pozbawieniem wolności (od 2 lat, bez warunkowego zawieszenia). „Obecnie nietrzeźwym kierowcom nie grożą tak surowe sankcje karne” – mówi Paweł Kuczyński, prezes porównywarki ubezpieczeń Ubea. 

W kategoriach wykroczenia, traktowana jest jazda po użyciu alkoholu (do 0,5 promila we krwi). Przekroczenie tego limitu stężenia alkoholu, skutkuje popełnieniem przestępstwa, czyli prowadzeniem samochodu lub innego pojazdu mechanicznego w stanie nietrzeźwości. O definicji i konsekwencjach takiego czynu, mówi obowiązujący kodeks karny (KK). Zgodnie z artykułem 115 §16 KK, kierowca jest traktowany jako nietrzeźwy jeśli:

  • zawartość alkoholu we krwi przekracza 0,5 promila albo prowadzi do stężenia przekraczającego tę wartość
  • lub zawartość alkoholu w 1 decymetrze sześciennym wydychanego powietrza przekracza 0,25 mg albo prowadzi do stężenia przekraczającego tę wartość

Prowadzenie pojazdu mechanicznego w stanie po użyciu alkoholu jest wykroczeniem. Definicji stanu po użyciu alkoholu, nie znajdziemy jednak w kodeksie wykroczeń. Po odpowiednie informacje trzeba sięgnąć do ustawy o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi. Zgodnie z art. 46 ust. 2 wspomnianej ustawy, stan po użyciu alkoholu ma miejsce jeśli:

  • zawartość alkoholu we krwi wynosi od 0,2 promila do 0,5 promila
  • lub obecność alkoholu wynosi od 0,1 mg do 0,25 mg w 1 decymetrze sześciennym wydychanego powietrza

Kodeks karny określa również sankcje za prowadzenie samochodu w stanie nietrzeźwości. Osoba popełniająca taki czyn, może być ukarana między innymi poprzez:

  • grzywnę, ograniczenie wolności albo pozbawienie wolności do dwóch lat (kara od 3 miesięcy do 5 lat więzienia połączona z dożywotnim zakazem prowadzenia pojazdów, jest stosowana w przypadku recydywistów)
  • nałożenie zakazu prowadzenia pojazdów mechanicznych przez okres od 1 roku do 15 lat (zakaz czasem dotyczy określonego rodzaju pojazdów lub jest dożywotni, jeżeli pijany kierowca przyczynił się do śmierci albo poważnych obrażeń innych osób)
  • konieczność wpłaty określonej sumy (min. 10 000 zł) na rzecz poszkodowanego, jego rodziny albo Funduszu Pomocy Pokrzywdzonym oraz Pomocy Postpenitencjarnej
  • przepadek na rzecz Skarbu Państwa pojazdu użytego do popełnienia przestępstwa

Za prowadzenie auta lub jednośladu w stanie po użyciu alkoholu, grożą nieco łagodniejsze sankcje. W takiej sytuacji, kierowca musi się liczyć z:

  • karą aresztu albo karą grzywny od 50 zł do 5000 zł (podstawowe kary)
  • tymczasowym zatrzymaniem prawa jazdy
  • zakazem prowadzenia pojazdów mechanicznych, trwającym od 6 miesięcy do 3 lat

Dodatkową sankcją dla ukaranego kierowcy, jest konieczność zdania egzaminu organizowanego przez Wojewódzki Ośrodek Ruchu Drogowego (WORD). „Taki egzamin zdaje osoba, wobec której orzeczono zakaz prowadzenia pojazdów mechanicznych na okres dłuższy niż jeden rok” – wyjaśnia Paweł Kuczyński, prezes porównywarki ubezpieczeń Ubea.

Ceny będą rosnąć, w ciągu czterech miesięcy powróci inflacja

Polska gospodarka wychodzi z deflacji. W ciągu czterech najbliższych miesięcy powróci inflacja. Od początku przyszłego roku należy się spodziewać podwyżek stóp procentowych.
– Inflacja w 2017 r. będzie umiarkowana, na poziomie 1 proc. – mówi w rozmowie z MarketNews24 Arkadiusz Krześniak, główny ekonomista Deutsche Bank Polska SA.
Więcej o tym co może zdarzyć się w najbliższych miesiącach w materiale video.

Między strachem a euforią

W przeddzień amerykańskich wyborów prezydenckich na rynkach finansowych daje się dostrzec huśtawkę nastrojów. Trudno się dziwić, skoro ich wynik trudno przewidzieć. Niepewność zaś to stan, którego rynki finansowe nie lubią najbardziej. Trzeba jednak zauważyć, że obawy pojawiające się w chwilach rosnącej popularności Donalda Trumpa nie są zbyt duże i nie objawiają się gwałtownie oraz nie rozkładają się równomiernie.

Co ciekawe, najmniej widoczne są na nowojorskiej giełdzie. S&P500 ma za sobą dziewięć spadkowych sesji z rzędu, co dotąd zdarzało się niezmiernie rzadko i jedynie w najbardziej kryzysowych momentach. Zasięg tego ruchu wynosi jednak zaledwie 3 proc. Identyczną serię osłabienia ma za sobą amerykańska waluta w odniesieniu do euro, którego kurs wzrósł w tym czasie o prawie 2,5 proc.

Indeksy głównych giełd europejskich straciły w ostatnim czasie po około 4,5 proc., ale część tej zniżki można przypisać czynnikom nie związanym z amerykańskimi wyborami. O prawie 5 proc. w dół poszedł indeks emerging markets. Na tym tle nasz WIG20 z nieco ponad 3 proc. zniżką prezentuje się całkiem dobrze, potwierdzając widoczną od pewnego czasu jego względną siłę.

W przeciwieństwie do czerwcowego referendum w Wielkiej Brytanii, którego wynik był całkowitym zaskoczeniem, można więc powiedzieć, że tym razem, przynajmniej częściowo, ryzyko negatywnego rozstrzygnięcia w USA jest uwzględnione przez rynki. W razie realizacji tego scenariusza, ewentualny szok może więc nie być aż tak duży, jak można by się obawiać w przypadku kompletnego zaskoczenia. Z kolei wariant uznawany za korzystny dla rynków, czyli wygrana Hillary Clinton, może z łatwością poprawić nastroje, a obecne spadki będzie można wspominać jako niezbyt znaczącą korektę.

————

Mariusz Skwaroń
AgioFunds TFI S.A.

Toyota chce dogonić Teslę? Planuje wprowadzić samochód elektryczny do 2020

Japońska gazeta biznesowa Nikkei podaje, że Toyota planuje wprowadzić do sprzedaży samochód elektryczny. Będzie to najprawdopodobniej auto średniej wielkości lub kompakt. Toyota nie rezygnuje jednak ze swojej długofalowej strategii promowania motoryzacji opartej na wodorze.

Toyota od lat realizuje spójną wizję zeroemisyjnej motoryzacji przyszłości. Według japońskiego giganta rolę dzisiejszych samochodów spalinowych mają przejąć auta napędzane wodorem i zasilane ogniwami paliwowymi, takie jak Toyota Mirai. Ich zaletą jest bardzo krótki czas tankowania (ok. 3 minut) oraz zasięg do 700 km. Napęd elektryczny ma być wykorzystywany w niewielkich pojazdach do jazdy po mieście, najlepiej w ramach car-sharingu. Wybór ekologicznych i oszczędnych napędów będzie nadal obejmował także hybrydy oraz hybrydy plug-in, czyli ładowane z gniazdka. Jednak do tej pory japoński koncern stronił od aut czysto elektrycznych.

Według doniesień Nikkei Toyota zamierza zrobić wyjątek i do 2020 roku wprowadzić na rynek pełnowymiarowy samochód elektryczny o dużym zasięgu. Prace mają się rozpocząć na początku 2017 roku, a ich celem będzie samochód o zasięgu ponad 300 km na jednym ładowaniu. Jest wielce prawdopodobne, że nowy model zostanie zbudowany na platformie TNGA znanej z Priusa i C-HR lub ewentualnie na platformie Corolli. Gazeta dodaje, że Toyota zamierza rozpocząć sprzedaż w Japonii w roku letnich Igrzysk Olimpijskich Tokio 2020. Auto trafi także na inne rozwinięte rynki, na których auta nisko- i zeroemisyjne dobrze się sprzedają, takie jak Kalifornia.

Powstanie pierwsza w Europie platforma do śledzenia zmian klimatycznych

Orange Polska wraz z Integrated Solutions (IS) wezmą udział w rozwoju platformy klimatycznej EO ClimLab dla Europejskiej Agencji Kosmicznej. Pozwoli ona na podjęcie działań łagodzących efekt zmian klimatycznych, wywoływanych przez takie czynniki jak klęski żywiołowe, gazy cieplarniane czy emisję CO2. Projekt angażuje dziewięć firm z trzech krajów: Polski, Rumunii i Czech. Jego realizacja zajmie 18 miesięcy.

– Przed nami ogromne wyzwanie. Nasi eksperci  będą pracować nad połączeniem danych z różnych źródeł, uwzględniając lokalną specyfikę Polski, Czech i Rumunii. Zadbają także o udostepnienie danych za pomocą API. Ten ostatni element otworzy drzwi do budowy szeregu aplikacji, które znajdą zastosowanie w wielu obszarach – ekologii, budownictwie, energetyce, rolnictwie oraz w produkcji żywności. Pozyskane dane pozwolą m.in. na lepsze zarządzanie sytuacjami kryzysowymi i procesami urbanizacji – wyjaśnia Mariusz Chochołek, prezes Integrated Solutions.

Funkcjonalność platformy daje ogromne perspektywy dla tworzenia nowych rozwiązań aplikacyjnych. Z gotowego API będzie mógł skorzystać każdy – firmy, start-upy, osoby indywidualne, uczelnie wyższe, a także instytucje państwowe i naukowe. W celu popularyzacji platformy i przybliżenia jej możliwości, partnerzy konsorcjum planują organizację konferencji. W Polsce hackathony odbędą się m.in. w Warszawie i w Gdańsku. Podobne wydarzenia zostaną zorganizowane w Czechach i Rumunii.

Łącząc możliwości technologii ICT z danymi satelitarnymi czy telekomunikacyjnymi w ramach Programu Earth Observation Clim Lab, mamy szansę na dotarcie do informacji, które będą miały istotne znaczenie dla zwiększania odporności społeczeństwa na zmiany klimatyczne – podsumowuje Dr. Pierre-Philippe Mathieu, Inżynier Departamentu Programów Obserwacji Ziemi Europejskiej Agencji Kosmicznej.

Marek Rogalski: Trump wzmocni dolara, osłabi rubla

Marek Rogalski, główny analityk walutowy, Dom Maklerski BOŚ
Marek Rogalski, główny analityk walutowy, Dom Maklerski BOŚ

Wygrana Hillary Clinton dla rynków to status quo – mówi newsrm.tv Marek Rogalski, główny analityk walutowy, Dom Maklerski BOŚ. i dodaje. – Natomiast jeżeli wygra Donald Trump to w pierwszym momencie następuje silny skok ryzyka na świecie. Jest strach o to, co ta prezydentura ze sobą przyniesie.

Jak zauważa analityk Kongres będzie mógł blokować część pomysłów Donalda Trumpa i jego prezydentura nie musi być dla rynków zła. Natomiast, w krótkim okresie strach na rynkach może się pojawić. – W takim układzie giełdy idą w dół. Dolar zyskuje na wartości. Moim zdaniem nie ma innej alternatywy dla bezpiecznej przystani jak amerykańska waluta – prognozuje Marek Rogalski.

Jak sytuacja wpłynie na naszą walutę? Analityk ocenił, że PLN/USD wróci do poziomu sprzed dwóch tygodni, czyli 3,98-4,00. Sam złoty też może się osłabić do euro. Co z frankiem? – Jeżeli patrzymy na franka to warto powiedzieć o sytuacji, która była 24 czerwca po referendum w Wielkiej Brytanii, gdy poznaliśmy wyniki już o 6-7 rano interweniował Bank Szwajcarii – mówi ekspert rynku walut.

Jak waluty mogą zareagować po wynikach wyborów w USA

Reakcja wielu walut na wyniki wyborów prezydenckich w Stanach Zjednoczonych wydaje się względnie łatwa do przewidzenia. Jednak nie we wszystkich przypadkach jest oczywista. Nie jest choćby dla złotego. Jak mogą zachować się kursy najpopularniejszych walut? Odpowiada Marcin Lipka, główny analityk Cinkciarz.pl.

W ostatnich tygodniach obserwowaliśmy huśtawkę nastrojów wśród amerykańskich wyborców. Reakcje inwestorów na zmieniające się wyniki sondaży w Stanach Zjednoczonych pozwoliły jednak zdobyć uczestnikom rynku względnie spójną wiedzę na temat tego, jak poszczególne waluty mogą zareagować w momencie publikacji wyników wyborów.

Silny wpływ wyborów na globalną wycenę dolara

W przypadku zwycięstwa Hillary Clinton można oczekiwać umocnienia się dolara amerykańskiego (USD) w stosunku do wielu walut krajów rozwiniętych. Wynika to przede wszystkim z faktu, że wygrana kandydatki Demokratów prawdopodobnie poprawi nastroje na giełdzie w USA. To z kolei przyczyniłoby się do wzrostu szans na podjęcie przez Rezerwę Federalną decyzji o podwyżce stóp procentowych podczas grudniowego posiedzenia.

Wzrost wartości dolara powinien spowodować spadek wyceny franka szwajcarskiego (CHF), jena japońskiego (JPY) oraz euro (EUR). Dwie pierwsze wymienione waluty cały czas są dość powszechnym miernikiem strachu na rynkach. Jeżeli akcje na świecie rosną, wtedy frank i jen powinny być notowane niżej, zwłaszcza w relacji do dolara. W nieco mniejszym stopniu może to dotyczyć euro, choć w razie zwycięstwa Clinton dolar wyrażony w europejskiej walucie powinien być przynajmniej o 1 – 1.5 proc. droższy.

Wygrana Donalda Trumpa to duża szansa na przeciwną reakcję do tej przedstawionej powyżej. Warto jednak zauważyć, że skala zmian będzie znacznie większa niż w przypadku wygranej Clinton. Wynika to z różnego prawdopodobieństwa zwycięstwa wyliczonego dla danego kandydata.

Po niedzielnym komunikacie, w którym FBI poinformowała, „że nie ma podstaw do postawienia zarzutów w sprawie korzystania przez Hillary Clinton z prywatnego serwera pocztowego” (cytat za PAP), szanse Trumpa na prezydenturę według bukmacherów zmalały. Na podstawie danych serwisu oddschecker.com można je wyliczyć na  ok. 20 proc.

Stąd też w tym momencie wygrana kandydata Republikanów byłaby przez rynek odebrana jako zaskakująca. W związku tym frank czy jen mogłyby zyskać nawet 4 proc. wartości. Zdobycie Białego Domu przez Donalda Trumpa oznaczałoby także, że za euro trzeba byłoby zapłacić ok. 1.14 dolara, czyli ok. 3 proc. więcej niż teraz.

Waluty rynków wschodzących

W kontekście walut krajów rozwijających się (EM) reakcja może być mniej oczywista. Wygrana Hillary Clinton to szansa na dalsze wzmocnienie się meksykańskiego peso. Już po wczorajszym komunikacie FBI na otwarciu notowań w poniedziałek zyskał on 2 proc. wartości w stosunku do dolara.

Natomiast wpływ na brazylijskiego reala, koreańskiego wona, południowoafrykańskiego randa czy turecką lirę w przypadku zwycięstwa przedstawicielki Demokratów powinien być ograniczony. Z jednej strony globalny sentyment powinien im pomagać, ale z drugiej wyższe prawdopodobieństwo podwyżki stóp procentowych w USA może zmniejszać popyt na obligacje skarbowe tych krajów.

Z kolei w scenariuszu wygranej Trumpa reakcja w niektórych przypadkach może być paniczna. Mimo globalnego osłabienia, dolar wyrażony w peso byłby prawdopodobnie droższy przynajmniej o 5 proc. Meksykańska waluta mogłaby stracić do jena czy franka nawet 10 proc.

Straciłyby na wartości także rand, lira czy won. Gorsze nastroje globalne i dość silne uzależnienie od zagranicznego kapitału (zwłaszcza dla RPA i Turcji) spowodowałoby zauważalne osłabienie tych walut zarówno do zyskujących na wartości euro czy franka, jak i notowanego pod presją sprzedających dolara.

Wpływ wyników wyborów na złotego

Scenariusz, w którym do Białego domu wprowadza się Clinton, może oznaczać mieszaną reakcję na krajowym rynku walutowym. W takiej sytuacji można oczekiwać zauważalnego wzrostu kursu dolara amerykańskiego (w granicach 5 gr), jak i obniżenia się franka do ok. 3.95 zł. Minimalnie tańsze powinno być również euro, choć szansa na jego spadek poniżej 4.30 zł jest ograniczona.

Podobnie jak w przypadku innych walut, wygrana Trumpa oznaczałaby większą skalę zmian na złotym niż ewentualne zwycięstwo Clinton. Istnieje duże ryzyko wzrostu wartości franka, który prawdopodobnie byłby notowany w granicach 4.10 zł – 4.15 zł. Większego wzmocnienia swojej waluty chciałby uniknąć Szwajcarski Bank Narodowy, ale w pierwszych godzinach po publikacji wyników raczej powstrzymywałby się z interwencją. Globalny wzrost wartości euro i niepewne nastroje spowodowałyby, że europejska waluta mogłaby się wzrosnąć do ok. 4.35-4.40 zł. Natomiast dla dolara istnieje duża szansa, że staniałby o ok. 10 gr.

W szerszym kontekście należy jednak pamiętać, że polskie kontakty gospodarcze z USA są dość ograniczone. Wysyłamy tam tylko 5 proc. naszego eksportu, podczas gdy Stany Zjednoczone odpowiadają za ponad 70 proc. zagranicznego popytu na meksykańskie towary. Również w przypadku wielu krajów Ameryki Łacińskiej czy Azji bardziej protekcjonistyczne podejście Amerykanów wywołałoby szybsze i dotkliwsze skutki niż w państwach naszego regionu. W tym kontekście Unia Europejska mogłaby zostać odebrana jako relatywnie stabilna i bezpieczna. To ograniczałoby negatywny wpływ na złotego również z poziomu inwestorów finansowych, którzy są np. aktywni na rynku polskich obligacji skarbowych.

Po kilku tygodniach mogłoby się więc okazać, że niezależnie od scenariusza, który rozegra się w USA, złoty pozostałby blisko obecnych poziomów w relacji do euro czy do franka. Jedynie dolar prawdopodobnie byłby nieco tańszy w przypadku wygranej Trumpa, niż zwycięstwa Clinton.

Euler Hermes – październik czwartym miesiącem z rzędu wzrostu liczby upadłości firm w Polsce

  • W październiku opublikowano informacje o upadłości 66 polskich przedsiębiorstw wobec 55 w październiku ub.r. (upadłości jako stan faktyczny – czyli niezdolności do regulowania zobowiązań wobec dostawców w różnych formach prawnych). Od początku roku opublikowano informacje o 655 tak rozumianych upadłościach wobec 629 w tym samym okresie ub. roku (+4%).
  • Budownictwo – strumień upadłości bezpośrednio w branży jak na razie zmniejszył się, ale wcześniejszy jego szczyt w II kwartale wpływa na dekoniunkturę w produkcji materiałów budowlanych (9 upadłości spośród 22 dotyczących firm produkcyjnych).
  • Przetwórstwo przemysłowe – to w tej gałęzi gospodarki działało najwięcej firm (22), o których bankructwie opublikowano informacje w październiku. Obok firm dostarczających na rynek budowlany były to firmy spożywcze (mięsne), z przemysłu gumowego, metalowego, meblowego.
  • Handel – upadłości po połowie przypadają na dystrybutorów wyspecjalizowanych w artykułach inwestycyjnych (budownictwo – dekoniunktura w branży) oraz konsumpcyjnych (żywność, art. wyposażenia mieszkań – koncentracja w handlu, niska rentowność handlu tradycyjnego wzmacniana przez deflację).
  • Województwa: do grupy województw, gdzie dotychczas wyraźnie rosła liczba upadłości (wschód i cały Śląsk) dołączyły województwa małopolskie i podkarpackie.
liczba upadłości firm w Polsce październik 2016
Źródło: Monitor Sądowy i Gospodarczy, dane przeanalizowane przez Euler Hermes z grupy Allianz
Źródło: Monitor Sądowy i Gospodarczy, dane przeanalizowane przez Euler Hermes z grupy Allianz
Źródło: Monitor Sądowy i Gospodarczy, dane przeanalizowane przez Euler Hermes z grupy Allianz

Upadali producenci – nie radzący sobie z malejącym popytem i kapitałem zamrożonym w zapasach (dobra inwestycyjne), z niską rentownością w efekcie deflacji (m.in. producenci żywności) lub w efekcie… wielu potencjalnych błędów w zarządzaniu

Stopniowy spadek liczby zamówień u producentów dóbr inwestycyjnych i wzrost zapasów pociągnął za sobą w efekcie kłopoty części wytwórców. W najliczniejszej wśród nich grupie firm dostarczających art. inwestycyjnych to efekt zmniejszenia produkcji budowlano–montażowej, której spadek wciąż oscyluje wokół -15% r/r. O problemach firm produkujących dobra inwestycyjne świadczą m.in. stopniowo zmniejszane przez nie tzw. minima logistyczne – dowóz do odbiorcy transportem producenta. Sygnały z rynku m.in. producentów okien wskazują, iż niegdyś transport producenta (w tym konkretnym przypadku) zapewniany był od zamówień o wartości 4,5 tys. zł netto, a z czasem granica ta spadała do 3 tys. zł, potem 2,5 tys., a obecnie wynosi formalnie 1 tys. zł, a i tak producent gotowy jest dostarczyć na miejsce nawet pojedyncze okno…

Źródło: Monitor Sądowy i Gospodarczy, dane przeanalizowane przez Euler Hermes z grupy Allianz
Źródło: Monitor Sądowy i Gospodarczy, dane przeanalizowane przez Euler Hermes z grupy Allianz

Największe upadłości miały miejsce w przemyśle związanym z hodowlą i przetwórstwem mięsa (3 firmy o łącznym obrocie ponad 370 mln złotych). Problemy w branży mięsnej (ASF – problem na rynkach eksportowych, znaczne rozdrobnienie, duża konkurencja gospodarstw i przetwórców wielkoprzemysłowych z UE) nie mówią nam wszystkiego o ich przyczynach. Upadały bowiem również firmy produkcyjne z sektorów, które nie tylko nie przeżywają dekoniunktury jak budownictwo, ale nawet święcą kolejne tryumfy, w tym na lukratywnym rynku eksportowym – jak branża meblarska (2 upadłości w październiku) czy w sektorze wyrobów metalowych (części, konstrukcje – 3 firmy). To potwierdza tylko, iż upadłości mają nie tylko rynkowe podłoże (hossa-bessa), ale wiążą się z wieloma elementami potencjalnego ryzyka, które trudniej jednoznacznie wychwycić w porównaniu do wspomnianej koniunktury branżowej (a mogą to być kwestie np. błędów w zarządzaniu, przeinwestowania, złej struktury finansowania, zmian kadrowych – w tym kwestie sukcesji etc.).

 

Brak inwestycji w samym przemyśle – potencjalne ryzyko niedopasowania do popytu, zwłaszcza na rynku eksportowym

Wahania zapasów odczuwali jednak także producenci innych dóbr przemysłowych, co wiązać się może z brakiem inwestycji w samym przemyśle. Zapasy nie zawsze są oczywiście oznaką kłopotów ze sprzedażą a co za tym idzie kłopotów finansowych wytwórcy. Czasami do ich tworzenia skłaniają firmy dobre perspektywy – chęć skorzystania z nich z wyprzedzeniem przy wykorzystaniu obecnych mocy produkcyjnych czy długoterminowe zlecenia. Wzrost zapasów (obserwowany zwłaszcza w I kwartale) zbiegł się bowiem ze zmniejszeniem inwestycji przedsiębiorstw o krajowej strukturze własnościowej (inwestują głównie firmy z kapitałem zagranicznym): w sytuacji niepewności mniejszym ryzykiem jest produkować „na magazyn” niż rozpoczynać inwestycje dla zwiększenia mocy produkcyjnych do realizacji zleceń „na zamówienie”. W obydwu przypadkach zamraża się kapitał, ale tworzenie zapasów jest jednak mniej kapitałochłonne.

Efekty? Według badań NBP (Informacja o kondycji sektora przedsiębiorstw ze szczególnym uwzględnieniem stanu koniunktury w III kwartale 2016 r. oraz prognoz koniunktury na IV kwartał     2016 r.) w relacji rocznej i kwartalnej pogorszył się poziom zapasów niedopasowanych w przemyśle (posiada je obecnie 18,5% badanych firm). Zamówienia, które na dużą skalę napłynęły z zagranicy w I kw. i były realizowane w II kwartale sprawiły, że o ile wcześniej były nadmierne stany produktów gotowych, to po II kwartale w niektórych obszarach występował ich niedobór.

 

Niedopasowanie finansowania?

Inwestycje mimo dobrej kondycji finansowej polskich producentów (minimalnie zwiększył się odsetek firm rentownych) i ich znacznych zasobów finansowych wymagają nierzadko jednak wsparcia finansowego z zewnątrz. Co prawda opierając się na cytowanych wcześniej badaniach NBP można wskazać, iż 46% ankietowanych przez Bank firm planujących w IV kwartale inwestycje zamierza realizować je ze środków własnych, a jedynie 28% z kredytów bankowych (to jest poniżej średniej wieloletniej). Czy dlatego, że jest tak dobrze, czy może w sytuacji niepewności firmy nie chcą inwestować na kredyt, a może także dostępność kredytu nie jest wcale taka duża? Firmy nauczone bieżącym doświadczeniem spodziewają się zaostrzenia polityki banków. Wskazywana dotąd zwiększona ostrożność banków w finansowaniu polskich przedsiębiorstw, nawet nie na potrzeby inwestycyjne (przypadki zamieniania należności kredytowych na wymagalne, problem z kredytem w rachunku – dla wielu firm dostępny jedynie np. faktoring) nie wynikają jedynie z ostrożności instytucji finansowych. Nie tylko odczytywanie i przyswajanie mało optymistycznych nastrojów przedsiębiorców, ale także pogorszenie własnych perspektyw banków (na co składa się: podatek bankowy, redukcja opłat interchange, bankructwa kolejnych banków – konieczność pokrycia strat, bardziej realna ustawa spreadowa) skłania je do mniej ekspansywnej polityki kredytowej w praktyce.

 

Budownictwo – mimo spowolnienia tempa wzrostu upadłości nadal powszechne są problemy firm wyspecjalizowanych w inwestycjach infrastrukturalnych (drogi, wodociągi etc.)

Aż połowa upadłości w budownictwie wiązała się z sektorem inwestycji w dziedzinie budownictwa obiektów inżynierii lądowej i wodnej, czyli sektora o największym spadku r/r inwestycji (zbliżony do poziomu -20%). Pamiętać należy, iż inwestycje publiczne w budownictwie to blisko połowa wartości rynku, stad tak duży ich wpływ na wyniki całej branży. Skupiające największą uwagę budownictwo mieszkaniowe ma najmniejszą wartość produkcji (poniżej 20% wartości prac w całym sektorze budowlanym), stąd stosunkowo dobra kondycja deweloperów nie jest w stanie zmienić wyniku całej branży… a co więcej – zapewne deweloperzy potrafią wykorzystać nadpodaż na rynku usług budowlanych do dyktowania szerokiemu gronu chętnych  firm budowlanych niskich cen. Problem ich spadku nie wynika jednak z „dyktatu” deweloperów, ma szersze podłoże i z pewnymi wahaniami trwa generalnie od 2012 roku… aby przyspieszyć znacznie w roku bieżącym, osiągając poziom znacznie (prawie -20% wyrównane sezonowo) poniżej poziomu cen z roku 2010.

Źródło: Monitor Sądowy i Gospodarczy, dane przeanalizowane przez Euler Hermes z grupy Allianz
Źródło: Monitor Sądowy i Gospodarczy, dane przeanalizowane przez Euler Hermes z grupy Allianz

Usługi – obok firm obsługujących nieruchomości i procesy inwestycyjne oraz z sektora doradztwa B2B upadały także firmy specjalizujące się w badaniach i innowacjach (3 przypadki)

Dekoniunktura w budownictwie a także duża konkurencja na rynku obsługi nieruchomości (zarządzanie, sprzątanie, ochrona) i rosnące koszty wynagrodzeń pociągnęły za sobą największa grupę upadłości firm usługowych. Mniejszy niż w poprzednich latach popyt kredytowy przedsiębiorstw przyczynił się do upadłości firm doradztwa finansowego i kredytowego. Upadłości tych firm nie są zaskakujące – regularnie występują w publikacjach sądowych. Rzadsze są natomiast przypadki upadłości firm badawczych (w kategorii badań naukowych i technicznych), co jest tym bardziej znamienne w świetle ważkiego aktualnie tematu innowacyjności polskiej gospodarki.

 

Wzrost upadłości w Małopolsce i na Podkarpaciu, wciąż znaczna ich liczba na całym Śląsku

Wspomniana w tytule duża liczba upadłości opublikowanych w październiku w odniesieniu do firm z południa kraju ma zaskakujący charakter. Zaskakujący, ponieważ liczne upadłości firm przemysłowych miały miejsce w woj. podkarpackim i małopolskim (ponadto liczne tam, zwłaszcza w Małopolsce, były upadłości firm handlowych). Tymczasem w woj. śląskim i dolnośląskim liczne dotychczas upadłości firm produkcyjnych zastąpiły obecnie upadłości firm budowlanych, handlowych i usługowych.

Zaskakujące było także zestawienie liczby upadłości w podziale na województwa – największa ich liczba (11) dotyczyła firm zarejestrowanych w woj. małopolskim, sytuacja dotychczas niespotykana (zazwyczaj największa liczba upadłości występowała zamiennie pomiędzy województwami mazowieckim i śląskim, z nielicznymi przypadkami przewodnictwa w tym względzie woj. dolnośląskiego czy w przeszłości – wielkopolskiego).

Źródło: Monitor Sądowy i Gospodarczy, dane przeanalizowane przez Euler Hermes z grupy Allianz
Źródło: Monitor Sądowy i Gospodarczy, dane przeanalizowane przez Euler Hermes z grupy Allianz

Usługi – obok firm obsługujących nieruchomości i procesy inwestycyjne oraz z sektora doradztwa B2B upadały także firmy specjalizujące się w badaniach i innowacjach (3 przypadki)

Dekoniunktura w budownictwie a także duża konkurencja na rynku obsługi nieruchomości (zarządzanie, sprzątanie, ochrona) i rosnące koszty wynagrodzeń pociągnęły za sobą największa grupę upadłości firm usługowych. Mniejszy niż w poprzednich latach popyt kredytowy przedsiębiorstw przyczynił się do upadłości firm doradztwa finansowego i kredytowego. Upadłości tych firm nie są zaskakujące – regularnie występują w publikacjach sądowych. Rzadsze są natomiast przypadki upadłości firm badawczych (w kategorii badań naukowych i technicznych), co jest tym bardziej znamienne w świetle ważkiego aktualnie tematu innowacyjności polskiej gospodarki.

 

Wzrost upadłości w Małopolsce i na Podkarpaciu, wciąż znaczna ich liczba na całym Śląsku

Wspomniana w tytule duża liczba upadłości opublikowanych w październiku w odniesieniu do firm z południa kraju ma zaskakujący charakter. Zaskakujący, ponieważ liczne upadłości firm przemysłowych miały miejsce w woj. podkarpackim i małopolskim (ponadto liczne tam, zwłaszcza w Małopolsce, były upadłości firm handlowych). Tymczasem w woj. śląskim i dolnośląskim liczne dotychczas upadłości firm produkcyjnych zastąpiły obecnie upadłości firm budowlanych, handlowych i usługowych.

Zaskakujące było także zestawienie liczby upadłości w podziale na województwa – największa ich liczba (11) dotyczyła firm zarejestrowanych w woj. małopolskim, sytuacja dotychczas niespotykana (zazwyczaj największa liczba upadłości występowała zamiennie pomiędzy województwami mazowieckim i śląskim, z nielicznymi przypadkami przewodnictwa w tym względzie woj. dolnośląskiego czy w przeszłości – wielkopolskiego).

Monitor Sądowy i Gospodarczy, dane przeanalizowane przez Euler Hermes z grupy Allianz
Monitor Sądowy i Gospodarczy, dane przeanalizowane przez Euler Hermes z grupy Allianz

Pod pojęciem upadłości rozumiemy stan faktyczny – niezdolność do regulowania zobowiązań na rzecz wierzycieli. Do końca ubiegłego roku były to upadłość likwidacyjna, jak i układowa. Po zmianie prawa, w tym roku, postępowanie układowe oddzielono, dla podkreślenia zmiany wyodrębnione postępowania naprawcze nie mają już w nazwie „upadłości”. Dla zachowania porównywalności danych bieżących z tymi z lat ubiegłych (gdy postępowanie układowe było rodzajem upadłości) nadal traktujemy łącznie wszystkie przypadki postępowań upadłościowych i naprawczych, jako upadłości. Ponadto nadal otworzenie tych postępowań oznacza dla dotychczasowego dostawcy de facto brak bieżącej płatności – z tego powodu Euler Hermes na całym świecie, pod pojęciem upadłości, rozumie zarówno przypadki likwidacji firm, jak i wszczęcia w ich przypadku procesów naprawczych (jak np. objecie w USA firmy ochrona przed wierzycielami z tytułu Chapter 11).

 

 

Kolejny park logistyczny MLP powstanie w Czeladzi

MLP Group rozpoczyna budowę nowego parku logistycznego w Czeladzi w regionie  Górnego Śląska. Docelowo nowy obiekt będzie oferował 71 tys. mkw. powierzchni magazynowo-produkcyjnych. 

Od lewej Zbigniew Szaleniec - Burmistrz Czeladzi, Tomasz Zabost – Członek Zarządu MLP Group S.A.
Od lewej Zbigniew Szaleniec – Burmistrz Czeladzi, Tomasz Zabost – Członek Zarządu MLP Group S.A.

MLP Group zawarło z Gminą Czeladź umowę notarialną dotyczącą zakupu gminnych terenów, na których planowana jest budowa parku logistycznego MLP Czeladź. Nowy obiekt będzie docelowo oferował 71 tys. mkw. powierzchni magazynowo-produkcyjnych, które powstaną na obszarze 16,50 hektara. Inwestycja będzie zlokalizowana w miejscowości Czeladź oddalonej zaledwie około 11 kilometrów od Katowic. W pobliżu znajduje droga ekspresowa S86. Do katowickiego lotniska jest z kolei około 15 kilometrów, a do centrum Warszawy niecałe 300 kilometrów.

„Wszystkie nasze parki logistyczne charakteryzują się bardzo dobrą lokalizacją. Tak jest również w przypadku rozpoczynanej inwestycji MLP Czeladź. Realizacja tego projektu pozwoli nam poszerzyć ofertę, a tym samym umocnić naszą pozycję w bardzo ważnym regionie magazynowym w województwie śląskim. Jesteśmy przekonani, że oferta nowoczesnych powierzchni w naszym nowym parku zostanie dobrze przyjęta przez inwestorów. Potwierdzeniem jest zawarta już pierwsza umowa z przyszłym najemcą, siecią MAKRO Cash & Carry Polska, dla której przygotujemy w tym parku 8,6 tys. mkw. powierzchni”   – podkreślił Radosław T. Krochta, Prezes Zarządu MLP Group S.A.

Realizacja inwestycji zapewni nawet do 1000 nowych miejsc pracy. W przypadku Czeladzi będzie to jednocześnie druga pod względem wielkości inwestycja gospodarcza w historii miasta.

MLP Czeladź będzie ósmym parkiem logistycznym w portfelu MLP Group, a jednocześnie drugim w województwie śląskim. Aktualnie w skład portfela nieruchomości MLP Group wchodzi siedem parków logistycznych zlokalizowanych w Polsce: MLP Pruszków I, MLP Pruszków II, MLP Poznań, MLP Lublin, MLP Wrocław, MLP Gliwice oraz MLP Teresin. Poza rozpoczynaną realizacją projektu w Czeladzi w planie jest również uruchomienie inwestycji w Łodzi oraz kolejnej w Poznaniu.

Deloitte: Wiele polskich spółek ma problem z zapewnieniem różnorodności w radach nadzorczych

Pięciu mężczyzn w wieku około 50 lat, czterech z polskim, jeden z zagranicznym paszportem – to statystyczny obraz rady nadzorczej polskiej spółki publicznej. Deloitte przeprowadziło badanie na podstawie informacji udostępnianych na stronach korporacyjnych 235 spółek publicznych, wśród których znalazły się podmioty notowane w największych indeksach giełdowych oraz instytucje finansowe nadzorowane przez Komisję Nadzoru Finansowego.

Jak wynika z badania Deloitte, rada nadzorcza spółki notowanej na warszawskiej giełdzie liczy najczęściej pięciu członków. Tak jest w 41 proc. firm notowanych w najważniejszych indeksach. Pięć osób to także minimalna liczebność rady spółki publicznej według Kodeksu Spółek Handlowych. Wyraźnie liczniejsze są jedynie rady spółek WIG20. Zasiada w nich najczęściej dziewięciu członków, choć zdarzają się i takie, w których składzie jest dziesięć lub więcej osób.

„Fakt, że rady w spółkach nie są zbyt liczne, nie musi być wadą. Nie da się powiedzieć jednoznacznie, jak liczna powinna być idealna rada nadzorcza. Jej wielkość nie musi przekładać się bezpośrednio na jakość działania, bowiem kluczowa i tak jest jej kompozycja oraz odpowiedni dobór kompetencji członków. Nie może w niej na przykład zabraknąć osób z doświadczeniem w rewizji finansowej. Nie oznacza to jednak, że w radzie powinni zasiadać wyłącznie audytorzy. Dobrze, aby rada miała możliwość spojrzenia na sprawy spółki z różnych perspektyw.” – mówi Wiesław Thor, Doradca zarządu Deloitte oraz Członek rady nadzorczej mBank S.A.

Najbardziej liczne rady nadzorcze są w bankach. Aż w jednej trzeciej z nich (32 proc.) rada liczy dziewięć lub więcej osób. „Warto pamiętać, że w wypadku największych spółek działających w mocno regulowanych branżach, pięcioosobowa rada nadzorcza nie byłaby zwyczajnie w stanie zająć się wszystkimi obszarami, które powinny być objęte bieżącym nadzorem. Stąd zwykle w bankach funkcjonują liczniejsze rady, w skład których wchodzą eksperci od oceny ryzyka czy doświadczeni ekonomiści” – dodaje Wiesław Thor.

Badanie pokazało, że spółki starają się wywiązywać z zapisanego w kodeksach dobrych praktyk wymogu niezależności przynajmniej części składu rady nadzorczej. Chodzi o zapis stwierdzający, że wśród członków rad nadzorczych powinny znaleźć się również osoby niepozostające w jakichkolwiek relacjach z akcjonariuszami, spółką lub jej pracownikami, co mogłyby być dla nich potencjalnym źródłem konfliktu interesu. Z analizy Deloitte wynika, że zazwyczaj kryterium to spełnia jedna trzecia składu rady i pod tym względem średnia jest podobna niezależnie od tego, czy głównym akcjonariuszem jest międzynarodowa grupa kapitałowa, skarb państwa czy też inwestor indywidualny. W dalszym ciągu 30 proc. przebadanych spółek giełdowych nie stosuje się jednak do zasady, aby niezależny był przewodniczący komitetu audytu rady nadzorczej.

„Stosowanie przez spółki dobrej praktyki, jeśli chodzi o powoływanie niezależnych członków w skład rady, a w szczególności komitetu audytu, to bardzo dobry sygnał. Obecność niezależnych członków, szczególnie z doświadczeniem w rewizji finansowej to nie tylko sposób na zabezpieczenie interesów mniejszościowych akcjonariuszy, ale też sposób na wypełnienie obowiązków rady związanych z odpowiedzialnością za sprawozdania finansowe i ich badanie. Powoływanie takich osób do rad nadzorczych spółek publicznych powinno być standardem” – mówi Dorota Snarska-Kuman, Partner w Sektorze Instytucji Finansowych, Lider Programu Rozwoju Rad Nadzorczych w Deloitte.

W polskich radach nie brakuje też obcokrajowców. Blisko co piąty (18 proc.) członek rady spółki notowanej na GPW legitymuje się obywatelstwem innym niż polskie. Co łatwo przewidzieć – średnią zawyżają spółki, których większościowym udziałowcem są fundusze private equity (50 proc. składu ich rad to obcokrajowcy) oraz zagraniczne grupy kapitałowe (40 proc. składu), natomiast nie ma ich prawie wcale w radach spółek skarbu państwa (2 proc.) oraz spółek należących do polskich grup kapitałowych (5 proc.).

Nie najlepiej jednak rady nadzorcze polskich spółek publicznych wypadają, jeśli chodzi o zapewnienie różnorodności ze względu na płeć. Jak się okazuje, w przebadanych spółkach publicznych kobiety stanowią średnio jedynie 14 proc. składu. Nieco lepiej statystyki wyglądają dla spółek WIG20, w których 19 proc. składu rad nadzorczych stanowiły kobiety. Jeszcze mniej pań przewodniczy radom – odsetek ten stanowi zaledwie 8 proc. Co warte odnotowania, największy odsetek kobiet piastuje to stanowisko w radach nadzorczych dużych spółek Skarbu Państwa – kobieta przewodzi co czwartej z nich.

„Badanie wykazało duże różnice w liczebności kobiet w składach rad. W zestawieniu znalazła się jedna spółka giełdowa z branży deweloperskiej, w której aż 80 proc. członków rady nadzorczej stanowią kobiety. W sześciu kolejnych liczba kobiet przekracza 50 proc. Jednocześnie w 64 przebadanych spółkach giełdowych w radzie nie ma ani jednej kobiety, mimo że jedna z rekomendacji zawartych w kodeksie dobrych praktyk GPW mówi o konieczności zapewnienia różnorodności w składzie rady i zarządu, pod względem wykształcenia, wieku, doświadczenia zawodowego, a także płci” – mówi Dorota Snarska-Kuman.

Średnia wieku przewodniczącego rady nadzorczej polskiej spółki to 52 lata. Zdecydowanie najwyższa jest ona dla banków (57 lat), a najniższa dla domów maklerskich (46 lat). Stosunkowo młodzi w porównaniu do średniej są też przewodniczący rad nadzorczych przebadanych spółek skarbu państwa (48 lat).

Pełny raport z wynikami badania Deloitte opublikowany zostanie 30 listopada br. podczas konferencji „Nowoczesne Rady Nadzorcze”. Tematowi właściwej kompozycji rady nadzorczej będzie również poświęcony jeden z paneli dyskusyjnych podczas tego wydarzenia.

Informacja o badaniu:

Badanie Deloitte „Stosowanie ładu korporacyjnego w polskich spółkach publicznych” przeprowadzone zostało metodą desk research na przełomie sierpnia i września na próbie 235 spółek publicznych (największych spółek giełdowych oraz dużych nie giełdowych instytucji finansowych objętych nadzorem KNF). Pełne opracowanie wyników badania opublikowane zostanie 30 listopada 2016 roku podczas konferencji „Nowoczesne Rady Nadzorczej”, której organizatorami są Deloitte oraz dziennik „Rzeczpospolita”. Więcej informacji pod adresem: www.deloitte.com/konferencjaNRN

Kompap z 2,78 mln zł zysku netto po III kw. 2016

Grupa Kompap, do której należą dwie wiodące drukarnie dziełowe w Polsce – BZGraf i OZGraf, wypracowała po 9 miesiącach 2016 roku przychody ze sprzedaży w wysokości 47,82 mln zł, co oznacza wzrost o 5% r/r. Jednocześnie skonsolidowany zysk brutto ze sprzedaży w tym okresie wyniósł 11,32 mln zł, zaś zysk netto sięgnął 2,78 mln zł. Przed rokiem grupa notowała na tych poziomach kolejno 12,45 mln zł i 4,76 mln zł.

– Po raz kolejny wyniki pokazują, że nasz biznes jest uporządkowany i konsekwentnie się rozwijamy. Nie tylko zwiększamy sprzedaż, ale i wypracowujemy z niej pokaźne zyski. Po 9 miesiącach przy 47,8 mln zł przychodów wygenerowaliśmy skonsolidowany zysk netto w wysokości blisko 2,8 mln zł, co oznacza rentowność netto na poziomie 6%. Mamy też przed sobą pozytywne perspektywy rozwoju. Naszym klientom oferujemy wysokiej jakości druk, za co jesteśmy cenieni nie tylko w Polsce, ale i za granicą. Cały czas też pracujemy nad umacnianiem swojej pozycji na obu rynkach – mówi Waldemar Lipka, prezes zarządu grupy Kompap.

– W tym roku poczyniliśmy duże inwestycje w maszyny introligatorskie, zwiększając w ten sposób w dużym stopniu możliwości obu naszych drukarni. W BZGraf uruchomiliśmy linię do produkcji książek w oprawie BF 513 Kolbus, w OZGraf zaś ruszyła linia do oprawy klejonej Kolbus KM 600. Montaż obu maszyn czasowo wiązał się jednak z utrudnieniami w produkcji w III kwartale. Od stycznia do września br. o 22% wzrosła też amortyzacja grupy, co przełożyło się na nasze wyniki. Spodziewamy się, że w kolejnych miesiącach, kiedy nowe linie pracują już pełną parą, widoczne będą pozytywne efekty naszych inwestycji – dodaje Waldemar Lipka.

Podstawą działalności grupy, w tym należących do niej zakładów graficznych BZGraf i OZGraf, jest druk, przede wszystkim druk dziełowy. Po 9 miesiącach 2016 roku skonsolidowane przychody z tytułu działalności produkcyjnej, tj. głównie sprzedaży gotowych książek, katalogów, czasopism i innych artykułów poligraficznych, a także usług introligatorskich, wyniosły 45,89 mln zł w stosunku do 44,28 mln zł w analogicznym okresie roku ubiegłego. Klientami Kompapu są renomowane wydawnictwa w Polsce. Grupa eksportuje też swoje produkty na blisko 20 rynków w Europie, w tym do Niemiec czy do krajów skandynawskich.

Przypominamy: obowiązek JPK dla MŚP już od 1 stycznia 2017

Od stycznia 2017 małe i średnie firmy będą musiały przekazywać plik JPK_VAT do Ministerstwa Finansów. Wymóg przesyłania danych we wskazanym formacie obowiązuje duże przedsiębiorstwa od lipca tego roku, dlatego na rynku są już gotowe rozwiązania informatyczne obsługujące JPK – zarówno pod względem generowania, jak i transmisji pliku. A ponieważ czasu do wejścia obowiązku JPK zostało niewiele, Infinite podpowiada małym i średnim przedsiębiorcom, jak przygotować się na tak poważną zmianę pod kątem oprogramowania, bazując na doświadczeniach zgromadzonych podczas współpracy w zakresie JPK z dużymi przedsiębiorstwami.

Podczas przygotowań do wdrożenia JPK małe i średnie przedsiębiorstwa powinny się skupić nie tylko na procedurze transmisji pliku, ale również na samym procesie przygotowania danych do transmisji. Okazuje się, że nie wszystkie systemy ERP czy FK są w stanie generować struktury zgodnie z wymogami Ministerstwa, co pociąga za sobą konieczność wprowadzania aktualizacji oprogramowania. Niejednokrotnie aktualizacja wykorzystywanego systemu informatycznego okaże się niewystarczająca, aby spełnić wymogi MF bądź też będzie bardziej kosztowna niż wdrożenie zewnętrznego narzędzia, wpierającego zarówno generowanie, jak i transmisję plików JPK.

Czym kierować się podczas wyboru aplikacji do wysyłania czy wysyłania i generowania plików? „Analizując zakres funkcjonalny warto zwrócić uwagę, czy rozwiązanie umożliwia translację na plik JPK z danych wyeksportowanych w formacie innym niż CSV – przykładowo XLS lub XML. Przydatną funkcjonalnością jest archiwum UPO (Urzędowe Poświadczenie Odbioru), ponieważ pozwala dowolnie sortować, grupować, filtrować i wyszukiwać dane. Warto zapytać przyszłego dostawcę rozwiązania o możliwości aplikacji w zakresie weryfikacji błędów w strukturze JPK. Chodzi tu o dokładną walidację, dzięki czemu będziemy od razu wiedzieć, gdzie znajduje się błąd. Ważnym elementem jest również umowa SLA, a więc szczegółowy opis usług w zakresie wsparcia i utrzymania aplikacji.” – komentuje Zbigniew Kulma, Dyrektor Utrzymania i Rozwoju Produktów Infinite ECM.

Bezpieczeństwo danych pozostaje jednym z kluczowych zagadnień w przypadku tego typu aplikacji, dlatego dużą popularnością cieszą się rozwiązania desktopowe, ponieważ wszystkie kluczowe operacje odbywają się na serwerach i infrastrukturze klienta. Na serwerze dostawcy aplikacji do przesyłania plików JPK, tj. Infinite, znajduje się jedynie log wysyłki, czyli informacja o rodzaju wysyłanego pliku, treść odpowiedzi z MF, UPO. Sam Jednolity Plik Kontrolny jest zaszyfrowany i może go odczytać jedynie Ministerstwo Finansów.

CFI HOLDING SA – wyniki po Q3 2016 r.

Grupa Kapitałowa CFI HOLDING SA opublikowała wyniki po III kw. 2016 r. Narastająco skonsolidowane przychody wzrosły o blisko 34% w porównaniu z analogicznym okresem roku ubiegłego.

Po trzech kwartałach br. GK CFI HOLDING SA odnotowała przychody netto w wysokości ponad 91,2 mln zł. W porównaniu z analogicznym okresem ubiegłego roku (ponad 68,2 mln zł) oznacza to wzrost rdr o prawie 34%. Skonsolidowany zysk operacyjny w omawianym okresie wyniósł ponad 78 mln zł, w porównaniu do ponad 17 mln zł po trzech kwartałach roku ubiegłego (354% wzrostu).

„Konsekwentnie realizowane założenia rozwoju przynoszą widoczne efekty. Jesteśmy z tego bardzo zadowoleni. Obecnie realizujemy kilkanaście bardzo ciekawych inwestycji w wielu obszarach naszej działalności. Inwestycje te, po ich zakończeniu, przyczynią się – w naszej ocenie – do jeszcze dynamiczniejszego wzrostu wartości CFI dzięki pozytywnemu wpływowi na wzrost przychodów i, tym samym, zysków operacyjnych.” – powiedział Michał Kawczyński, wiceprezes zarządu CFI HOLDING SA.

Na wzrost przychodów w omawianym okresie miały wpływ rozpoczęte jeszcze w roku ubiegłym inwestycje. Są one obecnie kontynuowane przez GK. W przyjętych założeniach ich zakończenie przewidziano na rok przyszły. Inwestycje te dotyczą przede wszystkim modernizacji posiadanych już przez GK CFI HOLDING nieruchomości biurowych i handlowych, a ich celem jest możliwość długoterminowego najmu. Działania te, w ocenie zarządu CFI HOLDING, powinny w wieloletniej perspektywie pozytywnie wpływać na stabilny wzrost przychodów Grupy. Podobnie zarząd ocenia inwestycje czynione w branży hotelarskiej.

„W tej chwili realizujemy inwestycje hotelowe w naszych własnych obiektach, umiejscowionych na Śląsku, we Wrocławiu, Gdańsku oraz Łodzi. Jest to nasza odpowiedź na dość dynamiczny rozwój rynku usług hotelowych, który w naszej ocenie w okresie najbliższych kilku lat nie powinien znacząco spowolnić. Widzimy tu sporą przestrzeń do działania ze względu na stały wzrost turystyki oraz rosnącego zapotrzebowania na usługi hotelarsko-konferencyjno-szkoleniowe ze strony firm. Wyniki finansowe CFI Holding SA potwierdzają słuszność obranego przez nas kursu.” – dodał Michał Kawczyński.

W III kw. 2016 r. spółka CFI HOLDING informowała m.in. o: 

  • podpisaniu przez swoją spółkę zależną, Central Fund of Immovables sp. z o.o., umowy ze spółką Viart o sfinansowanie połowy wartości inwestycji (10,5 mln zł) w Apartamenty Mackiewicza w Łodzi. Szacunkowa wartość sprzedaży mieszkań, w ocenie zarządu spółki Viart sp.z o.o. zweryfikowana przez Central Fund of Immovables sp. z o.o., winna sięgnąć kwoty ok. 30-31 milionów złotych netto, z czego 50 % przypadnie Central Fund of Immovables. To z kolei powinno przełożyć się na wyniki finansowe tej spółki, a tym samym wyniki całej Grupy Kapitałowej CFI HOLDING SA.
  • podpisaniu przez swoją spółkę zależną, Central Fund of Immovables sp. z o.o., umowy z biurem projektowym ZYXAK Architektura o opracowanie koncepcji zagospodarowania oraz dokumentacji w celu uzyskania ostatecznej decyzji o pozwoleniu na budowę w Łodzi budynku o funkcji biurowo-mieszkalno-użytkowej typu aparthotel, o łącznej powierzchni całkowitej wynoszącej według wstępnych szacunków około 42 tys. m2.
  • podpisaniu przez swoją spółkę zależną, Central Fund of Immovables sp. z o.o., umowy ze spółką Food Market o współpracy, związanej z rozpoczęciem przez Central Fund of Immovables działalności na rynku usług gastronomicznych, przewidującej uruchomienie na przestrzeni 2016 oraz 2017 r. nowych restauracji, przy wykorzystaniu potencjału technicznego, kadry oraz doświadczenia Food Market, w nieruchomościach stanowiących własność Central Fund of Immovables. Zawarcie tej umowy jest wyrazem woli uczestnictwa Central Fund of Immovables w rynku usług gastronomicznych i tworzenie w jego ramach nowych brandów restauracji oraz ich rozwój w dalszej perspektywie przy wykorzystaniu komercyjnego potencjału nieruchomości CFI, co powinno przełożyć się na wyniki całej GK CFI HOLDING SA.
  • podpisaniu przez swoją spółkę zależną, TBS „Nasze Kąty” sp. z o.o., umowy ze spółką Viart o realizacji wspólnej inwestycji obejmującej modernizację należącego do TBS „Nasze Kąty” sześciokondygnacyjnego obiektu mieszkalnego w Bełchatowie. Szacowana przez TBS „Nasze Kąty” wartość inwestycji określona w I etapie wynosi około 16,4 mln zł netto.

W III kw. br. CFI HOLDING SA dokonała również splitu akcji (1:40). W ocenie zarządu spółki, przeprowadzenie podziału akcji powinno pozytywnie wpłynąć na płynność oraz dostępność akcji spółki na rynku.

GIC nabywa P3 od TPG Real Estate i Ivanhoe Cambridge za 2,4 mld EUR

P3 Logistic Parks („P3” lub „Grupa”), wiodący ogólnoeuropejski  właściciel, deweloper oraz zarządca nieruchomości logistycznych, poinformował dzisiaj, że GIC, singapurski państwowy fundusz majątkowy, podpisał ostateczną umowę nabycia P3 od TPG Real Estate i jego partnera Ivanhoe Cambridge. Transakcja opiewa na 2,4 mld EUR i jest największą transakcją na europejskim rynku nieruchomości w tym roku. Transakcja musi zostać zatwierdzona przez organy regulacyjne i powinna się zamknąć do końca 2016 r.

TPG Real Estate i Ivanhoe Cambridge nabyły P3 w 2013 r. Od tego czasu Grupa rozrosła się do jednej z największych w pełni zintegrowanych platform logistycznych i deweloperów w Europie z 3,3 mln metrów kwadratowych w portfolio. W ciągu ostatnich trzech lat, P3 zakończyło serię przejęć na kluczowych rynkach europejskich, dzięki czemu portfolio zostało co najmniej podwojone. Obecnie obejmuje ono 163 wysokiej jakości magazyny, w 62 lokalizacjach, w dziewięciu krajach. W tym samym czasie, Grupa trzykrotnie zwiększyła swoją bazę klientów, wykazując silne i rosnące zapotrzebowanie na powierzchnie logistyczne najwyższej jakości.

P3 zakończyło niedawno proces długoterminowego refinansowania w wysokości 1,4 mld EUR z grupą wiodących międzynarodowych instytucji finansowych, zapewniając działalności dodatkową elastyczność, która pozwoli na wspieranie strategii wzrostu.

Dzięki wsparciu swojego nowego akcjonariusza, P3 jest dobrze przygotowane, aby przejść do następnego etapu rozwoju z bankiem gruntów o potencjale zabudowy do 1,4 mln metrów kwadratowych. Obecnie, w budowie jest 11 nowych inwestycji, stanowiących 300 000 metrów kwadratowych, których zakończenie zaplanowane jest do końca roku.

Ian Worboys, CEO w P3 powiedział: „Ze wsparciem TPG Real Estate i Ivanhoe Cambridge udało nam się znacznie rozszerzyć działalność na naszych głównych rynkach, stać się liderem na rynku, a także wyraźnie wyróżnić się jako firma zorientowana na klienta. Jesteśmy bardzo podekscytowani perspektywą współpracy z jednym z największych państwowych funduszy GIC, liczymy na odniesienie podobnego sukcesu wspólnie z naszym nowym akcjonariuszem. Długoterminowa strategia inwestycyjna GIC jest bardzo zbliżona do naszego podejścia, jako długoterminowego właściciela i dewelopera wysokiej jakości aktywów.”

Anand Tejani, Partner w TPG Real Estate powiedział: „P3 jest dobrym przykładem naszej strategii inwestycyjnej opartej na platformie, jesteśmy bardzo dumni z tego, co razem osiągnęliśmy. Będąc naszą własnością, firma przeszła znaczące zmiany, wyrastając na jedną z wiodących w pełni zintegrowanych platform logistycznych w Europie. P3 wzrosło ponad dwukrotnie i wzmocniło swoje możliwości w zakresie zarządzania aktywami, zarządzania nieruchomościami i rozwoju. Wierzymy, że P3, będąc własnością GIC, będzie dobrze przygotowane do dalszego wzrostu.”

Meka Brunel, Prezydent na Europę, Ivanhoe Cambridge, dodała: „Mamy ogromną satysfakcję, że w tak krótkim czasie P3 zmieniło się w wiodącą platformę logistyczną. Ta transakcja pokrywa się z naszą strategią inwestycyjną w Europie, gdzie oczekujemy kolejnych sukcesów.”

Lee Kok Sun, Dyrektor inwestycyjny w GIC Real Estate, powiedział: „Wierzymy, że P3 będzie kontynuowało silny wzrost dzięki zróżnicowanemu portfelowi nieruchomości i znacznemu bankowi ziemi. Jesteśmy przekonani o długoterminowym potencjale sektora logistycznego w Europie i czekamy z niecierpliwością na dalsze możliwości rozbudowy tej platformy z bardzo zdolnym zespołem zarządzającym P3. Rozległe doświadczenie GIC w inwestowaniu w logistykę globalnie pozwala nam wnieść dodatkową wartość do tej współpracy.”

Misją P3 jest zapewnienie najemcom magazynów doskonałych możliwości najmu w obiektach o wysokiej jakości w kluczowych lokalizacjach logistycznych. P3 buduje zrównoważone ekologicznie magazyny, spełniające najwyższe standardy międzynarodowe.

Czy edukacja dziecka dużo kosztuje? Wyniki najnowszego badania

Posiadanie dzieci, obok ogromnej satysfakcji, wiąże się z szeregiem poważnych zobowiązań finansowych. Aby zapewnić swoim pociechom oczekiwany standard życia i pozwolić na rozwój zawodowy w wybranym przez nie kierunku, kwestię finansowania edukacji należy potraktować priorytetowo. Nie są to wydatki, z których chcemy łatwo zrezygnować, nawet jeśli nie mamy odpowiedniego zabezpieczenia finansowego. Najnowszy raport „Ważne wydarzenia w życiu Polaków”[1], wykonany na zlecenie Lindorff SA ukazuje, co według Polaków wymaga największych nakładów w finansowaniu edukacji dziecka.

Jesteśmy świadomi zobowiązania

Zdecydowana większość ankietowanych stwierdziła, że w ich mniemaniu edukacja dzieci generuje wysokie koszty. Niemal 1/3 respondentów zdecydowała się także zaciągnąć kredyt na edukację swojej latorośli. Na pytanie „czy uważasz, że edukacja dzieci dużo kosztuje?” aż 49% respondentów udzieliło odpowiedzi „zdecydowanie tak”, a 37% „raczej tak”. Wśród badanych grupa wiekowa 30-39 lat okazała się tą, która w największym stopniu edukację dziecka postrzega jako spory wydatek. W tej grupie powyższe odpowiedzi („zdecydowanie tak” i „raczej tak”) pojawiły się kolejno w 51 i 41 procentach. Można wnioskować, że na tak wysoki poziom wskazań może mieć wpływ zarówno wysokość zarobków tych osób (często osoby w tym wieku są dopiero w trakcie budowania swojej pozycji zawodowej), jak i inne zobowiązania. 30-39 lat – to przedział wiekowy, który często wiąże się z pierwszymi kredytami czy wydatkami na mieszkanie, dom itd. Na ich tle regularny obowiązek finansowania edukacji dziecka może bardzo odczuwalnie uszczuplić rezerwy konta bankowego. Tylko 7% wszystkich ankietowanych stwierdziło, że edukacja dzieci raczej nie jest droga, zdecydowane zaprzeczenia prawie nie wystąpiły.

Czy edukacja dziecka dużo kosztuje?

Książki i zajęcia dodatkowe

Ankietowani zostali również poproszeni o sprecyzowanie, na co w kontekście edukacji swoich dzieci wydają najwięcej pieniędzy. Najpopularniejszą odpowiedzią wśród wszystkich respondentów okazały się książki (29%) oraz wydatki na zajęcia pozalekcyjne, w tym korepetycje i naukę języków obcych (15%). Kolejne na liście odpowiedzi to przybory szkolne (14%) czy ubrania szkolne (11%).

Proporcje w odpowiedziach badanych zmieniają się w przypadku podkategorii, segregujących wybory ankietowanych ze względu na poziom edukacji ich dzieci. Dane te wykazały, iż rodzice dzieci ze szkół podstawowych najczęściej wybierali odpowiedzi wskazujące na książki i przybory szkolne, natomiast rodzice dzieci w wieku gimnazjalnym po książkach wymieniali ubrania szkolne (mundurki, zmienne obuwie, stroje na zajęcia sportowe), a rodzice studentów – jedzenie. Wybory rodziców dzieci uczęszczających do szkół średnich pokrywają się natomiast z wynikiem ogólnym wskazującym na najwyższy koszt książek, korepetycji i dodatkowych zajęć.Czy edukacja dziecka dużo kosztuje?

Czy myślimy o tych wydatkach wcześniej?

Blisko 60% ankietowanych w badaniu zrealizowanym dla firmy Lindorff SA przyznało, że nie odkłada środków na przyszłość czy edukację swojego dziecka. Jedynie 1/3 respondentów (34%) zadeklarowała gromadzenie środków na przyszłość czy edukację swoich dzieci i częściej byli to mężczyźni (44% oszczędzających wśród mężczyzn versus 26% oszczędzających wśród kobiet).

Aż 44% badanych, którzy odkładają fundusze z myślą o edukacji swoich dzieci, robi to regularnie co miesiąc, 13% kilka razy do roku, a niespełna co dziesiąta osoba raz na kwartał. Spora część respondentów (28%) robi to także w przypływie wolnej gotówki. Znaczna grupa ankietowanych – blisko 1/3 – odkłada rocznie „na dzieci” mniej niż 500 zł, a blisko co piąta osoba od 500 do 999 zł. Nieco bardziej obiecujące dane wskazują, że co czwarta osoba rocznie oszczędza z myślą o potomstwie od 1000 do 2000 zł. Całkiem niemałe sumy – do 3000 zł oraz 4000 zł i więcej – gromadzi 10% badanych.

Jednocześnie blisko 70% badanych nigdy nie zadłużało się na edukację swojego dziecka, czyli umie sfinansować wydatki z bieżących zarobków lub oszczędności. Z jednej strony ma to związek z faktem, że edukacja w Polsce nadal postrzegana jest jako bezpłatna, a mało kto decyduje się wysyłać dzieci na studia za granicę. Wstrzemięźliwość w korzystaniu z edukacji na kredyt nie przeszkadza nam jednak zaciągać zobowiązań na inne potrzeby dzieci. Najczęściej deklarowaną przyczyną kredytu związanego z potrzebami naszych najmłodszych są wesela, komunie, chrzciny i rocznice 18. urodzin, czyli raczej wydarzenia rodzinne i towarzyskie niż związane z inwestycją w przyszły zawód dziecka. Aż 41% rodziców deklaruje gotowość wzięcia pożyczki gotówkowej na ważne wydarzenia w życiu dzieci, typu wesele, komunia, jeśli nie wystarczyłoby im bieżących dochodów.

Motywacja do oszczędzania?

Jak pokazują wyniki raportu „Finansowe zwyczaje Polaków[1], większość ankietowanych uważa, że warto oszczędzać (82%), nawet jeśli nie robi tego regularnie. Co więcej, blisko 70% ankietowanych deklaruje, że robiliby to częściej, gdyby znali na to sposób. Można zatem wnioskować, iż odkładanie na edukację dziecka mogłoby stać się rutyną, a co za tym idzie mniej odczuwalnym zobowiązaniem finansowym, jeśli skutecznie wyrobilibyśmy w sobie nawyk oszczędzania. Jeśli nasza wewnętrzna motywacja nie wystarcza do odkładania miesięcznej sumy, z pomocą przychodzą rozwiązania bankowe. Bardzo popularne jest automatyczne odliczanie małych kwot na rachunek oszczędnościowy przy płatnościach kartą lub funkcja automatycznego, comiesięcznego przelewu na zdefiniowaną przez nas kwotę – regularnej „raty” na konto oszczędnościowe. Determinacja i cierpliwość mogą zaowocować zbudowaniem solidnych finansowych fundamentów edukacji i przyszłości naszych dzieci. W tym wszystkim dodatkowo pomogą codzienne rutyny – analizowanie bieżących wydatków oraz rezygnacja z niepotrzebnych zakupów. Kilka przemyślanych decyzji w ciągu miesiąca może poskutkować dodatkowymi cyframi zaoszczędzonej kwoty, a te w kilkuletniej perspektywie mogą skumulować dużo poważniejsze sumy.

[1] Raport „Finansowe zwyczaje Polaków”, zrealizowany na zlecenie firmy Lindorff SA, kwiecień 2016 r. Ogólnopolskie badanie ilościowe realizowane techniką CAWI – przeprowadzone wśród członków społeczności badawczej Zymetrii, N=458, osoby w wieku 25-50 lat.

Niedowartościowana złotówka

Złotówka radzi sobie słabo biorąc pod uwagę inne waluty rynków wschodzących. EUR/PLN w konsolidacji między 4,30 a 4,35. Wybory w USA decydujące dla rynku walutowego. Wygrana Hillary Clinton nadzieją na poprawę nastrojów na rynkach globalnych. Funt brytyjski pod pozytywnym wpływem decyzji Sądu Najwyższego. Podejście Theresy May sporym hamulcem dla dalszych wzrostów na GBP.

Tabela. Maksima i minima głównych walut w PLN. Zakres: 15.09-07.11.2016

Para walutowa EUR/PLN CHF/PLN USD/PLN GBP/PLN
Minimum 4,2650 3,9350 3,8820 4,6910
Maksimum 4,3440 4,0150 3,9880 5,0100

 

EUR/PLN – analiza od 15 września do 7 listopada

EUR/PLN - analiza od 15 września do 7 listopada

EUR/PLN pozostaje cały czas w lekkim trendzie wzrostowym. Od dłuższego już czasu złoty pozostaje w ramach poziomów 4,30-4,35. Póki co mimo poprawy nastrojów na rynkach globalnych nie widać odreagowania na polskiej walucie. Szansa taka istnieje w postaci wyborów w USA, gdyby wygrała kandydatka demokratów, a są na to spore szanse możliwa jest poprawa sentymentu do rynków wschodzących. Wtedy możliwe jest zejście do wsparcia w postaci linii trendu wzrostowego na poziomie 4,30. Oporem w przypadku ruchu w górę pozostaje ostatnie maksimum na poziomie 4,3450.

CHF/PLN – analiza od 15 września do 7 listopada

CHF/PLN - analiza od 15 września do 7 listopada

Od początku października na CHF/PLN możemy zaobserwować trend wzrostowy. Kurs już kilkukrotnie przebijał psychologiczną wartość 4,00. Obecnie również kurs znajduje się powyżej tej granicy. Spora niepewność związana z wyborami w USA spowodowała, że waluty uważane za bezpieczne w tym frank szwajcarski zyskiwały na wartości. Kurs EUR/CHF, który determinuje ruchy na CHF/PLN spadł poniżej granicy 1,08. Ulga dla kredytobiorców frankowych może przyjść w postaci zwycięstwa Hillary Clinton w wyborach. Wtedy możliwy jest spadek gdzieś w okolice linii trendu wzrostowego w okolicach 3,97.

USD/PLN – analiza od 15 września do 7 listopada

USD/PLN - analiza od 15 września do 7 listopada

Jeszcze całkiem niedawno na parze USD/PLN możliwy był test psychologicznej wartości 4,00. Wraz jednak ze wzrostem na parze EUR/USD póki co możemy o tym zapomnieć. Słabość dolara spowodowana rosnącym poparciem Donalda Trumpa w wyborach w USA wydaje się jednak zmierzać do końca. Dzisiaj rano mieliśmy do czynienia ze sporym odreagowaniem. Konsekwencją ruchu spadkowego EUR/USD był wzrost USD/PLN w krótkim czasie o ponad 3 grosze. Zwycięstwo Hillary Clinton w wyborach z pewnością wesprze dalej dolara co może skutkować dalszymi wzrostami na USD/PLN. Niemniej jednak granica 4,00 wydaje się jednak zbyt odległa i kurs nie powinien szybko tam dotrzeć. Oporami będą kolejne zniesienia Fibonacciego. Wsparciem natomiast będzie ostatnie minimum.

GBP/PLN – analiza od 15 września do 7 listopada

GBP/PLN - analiza od 15 września do 7 listopada

Sytuacja na funcie brytyjskim cały czas pozostaje bardzo dynamiczna. Kolejne pojawiające się informacje przesuwają szalę raz na jedną stronę raz na drugą. Po posiedzeniu Banku Anglii i projekcjach makro między innymi dotyczących inflacji funt sporo stracił, w efekcie na GBP/PLN nastąpił spadek w okolice 4,75. Wraz jednak z pojawieniem się informacji, że to parlament będzie decydował o wszystkich sprawach związanych z Brexitem funt mocno zyskał na wartości. Poskutkowało to ruchem w relacji do złotówki w okolice 4,88. Ta informacja powoduje oczywiście opóźnienie w sprawie wyjścia z UE, ale pamiętajmy, że premier Wielkiej Brytanii Theresa May nie daje za wygraną. Z pewnością nastąpi odwołanie od decyzji Sądu Najwyższego. Szczególnie po wypowiedzi pani premier z dzisiaj, które ewidentnie wskazuje, że ma podejście by wyjść z UE “twardo”. A podejścia nie musi zmieniać bo ma wyższe poparcie wyborców niż podczas zeszłorocznych wyborów. W krótkim terminie decyzja sądu może być wsparciem dla funta. Możemy na GBP/PLN dotrzeć nawet pod granicę 5,00. Natomiast początek roku 2017 i uruchomienie artykułu 50 plus twarde podejście Theresy May mogą spowodować, że zobaczymy wieloletnie minima na funcie.

Krzysztof Pawlak – dealer walutowy w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

10 mobilnych udogodnień z Helsinek

Koncepcja „inteligentnych miast“ obecnie coraz bardziej zyskuje na popularności. Opiera się ona na rzeczywistości, w której rozwiązania cyfrowe i mobilne uzupełniają, a w niektórych przypadkach całkowicie zmieniają doświadczenia, jakich mieszkańcy i turyści doznają w rzeczywistości tradycyjnej.  Czy Helsinki są „inteligentnym miastem“? Odpowiedź to prawdopodobnie „jeszcze nie“ – jednak stolica Finlandii zmierza w tym kierunku, a zarówno rząd, jak i wielkie korporacje oraz startupy przyczyniają się do szybkiego rozwoju cyfrowych udogodnień w mieście.

Inteligencję miasta zazwyczaj mierzy się oceniając łatwość, z jaką dana osoba jest w stanie znaleźć to, co miejsce ma najlepszego do zaoferowania, oraz z tej oferty skutecznie skorzystać. Rozwiązania mobilne zazwyczaj pełnią rolę „bramy wejściowej“ do bardzo realnych i potrzebnych usług dostępnych zarówno dla mieszkańców, jak i gości.

Helsinki dokonały dość dużego postępu w zakresie dostarczania infrastruktury niezbędnej do funkcjonowania inteligentnego miasta – od gęstej sieci darmowych hot-spotów, po szereg podstawowych usług dostępnych dzięki telefonom komórkowym, np. parkowanie i usługi transportu publicznego, czy udostępnianie danych na temat miasta w formie otwartego, analitycznego interfejsu API.

Jednak samo to nie czyni Helsinek szczególnie inteligentnym miastem – żyjemy w czasach, w których mobilne usługi publiczne są dla miasta czymś oczywistym a nie wyróżniającym. W stolicy Finlandii atmosfera wypełniona wiedzą o najnowszych technologiach, wysoki poziom innowacyjności oraz typowy dla Helsinek duch przedsiębiorczości przyczyniają się do szybkiego rozwoju mobilnych Helsinek i uzupełniają wysiłki podejmowane przez rząd.

Poniższej przedstawiamy listę subiektywnie wybranych dziesięciu udogodnień mobilnych, dzięki którym Helsinki są miastem bardziej zrównoważonym, zdrowszym i ogólnie bardziej przyjaznym dla mieszkańców i turystów.

Żywność

Dostarczanie posiłków na stół w Helsinkach w coraz większym stopniu bazuje na usługach mobilnych – zarówno kiedy chcemy zjeść poza domem, jak też wtedy, kiedy wolimy przygotować posiłek sami.

  1. Wolt – startup z siedzibą w Helsinkach, w szybkim tempie przekształcił się z firmy dostarczającej wcześniej złożone zamówienia z kilkunastu kawiarni i restauracji w centrum miasta w firmę świadczącą usługi w zakresie jedzenia na miejscu, na wynos i dostaw domowych, obsługującą ponad 400 restauracji (głównie w Helsinkach, ale też w Tampere i Turku w Finlandii – aktualnie firma rozwija się z powodzeniem także w krajach ościennych). Wolt chlubi się doskonałą obsługą klienta – tego lata firma dostarcza jedzenie także do lokalizacji występujących w grze Pokémon GO.
  2. Mieszkańcy Helsinek są także klientami usługi mobilnej S-Group Foodie.fi. Aplikacja jest wprowadzonym ostatnio rozszerzeniem internetowego sklepu spożywczego prowadzonego przez firmę Prisma, zyskującym popularność wśród klientów dzięki funkcji udostępniania (np. między członkami rodziny) oraz aktualizacji cen w czasie realnym, które natychmiast pokazywane są w zapisanej liście zakupów.

Zrównoważony rozwój

  1. W 2016 roku Helsinki uruchomiły system rowerów miejskich – oferuje on rowery, które można (za opłatą) wypożyczyć z 50 stacji zlokalizowanych w całym mieście. Dzięki współpracy między Regionalną Izbą Transportu w Helsinkach, siecią Alepa i startupami, dostępne w Helsinkach system ten sam w sobie stanowi inteligentne rozwiązanie – użytkownicy mogą sprawdzić dostępność rowerów za pomocą mobilnej aplikacji (Kaupunkifillarit), która wykorzystuje dane przekazywane przez miasto.
  2. Kolejnym elementem strategii zrównoważonego rozwoju miasta jest kwestia recyklingu. Zadaa – innowacyjny startup z siedzibą w Helsinkach –  dzięki kojarzeniu ze sobą osób o podobnych kształtach i rozmiarze za pomocą opracowanej przez siebie aplikacji, wydłuża czas, przez jaki można używać odzieży. Aplikacja umożliwia sprzedaż i zakup używanych ubrań oraz obejmuje płatność i dowóz przez kuriera.
  3. Aplikacja służąca dokonywaniu płatności za parkowanie jest jednym z podstawowych udogodnień w inteligentnym mieście, a w Helsinkach dostarcza ją międzynarodowa firma EasyPark.  Natomiast posiadająca siedzibę w Helsinkach firma Enterlot  podchodzi do kwestii parkowania w sposób futurystyczny i planuje zaoferować możliwość obserwacji miejsc parkingowych w czasie rzeczywistym dzięki aplikacji wykorzystującej publiczne API, aspekty związane z IoT (Internetem rzeczy, ang. Internet of things) na obszarze nieruchomości oraz dane z mediów społecznościowych. Jest to przykład firmy, która powstała w związku z finansowanym publicznie projektem badawczym prowadzonym na Uniwersytecie Aalto.

    Lokalny biznes

    W inteligentnych miastach świetnie rozwijają się małe i średnie firmy – czerpią one korzyści z łatwiejszego sposobu zakładania i prowadzenia przedsiębiorstwa w internecie oraz wykorzystują istniejącą infrastrukturę dostaw, do  której mogą się włączyć.

    1. Założona w Helsinkach firma Zervantstara się maksymalnie ułatwić prowadzenie małych firm  – dzięki oferowanym przez siebie i dostosowanym do lokalnych realiów usługom na obszarze fakturowania oraz kontroli czasu i zużywanych materiałów pozyskuje klientów w całej Europie.
    2. Po stronie klienta, aplikacja Cardu pełni rolę mobilnego pośrednika między rzeczywistością realną i światem cyfrowym w mieście – aplikacja przechowuje karty lojalnościowe w telefonie i powiadamia użytkownika a specjalnych ofertach sklepów, które mija idąc ulicą.
    3. Aby dać przykład tego, jak mała lokalna firma działa w świecie mobilnym i realnym, aplikacja Jevelo tworzy biżuterię z obrazów z bazy i tych przesyłanych przez użytkowników, co pozwala przygotować bardzo spersonalizowane prezenty.

    Zdrowie

    Bardzo ważnym użytkownikiem technologii i systemów wymiany informacji jest cały sektor ochrony zdrowia. Jednak jednym z głównych założeń usług medycznych jest konieczność bezpośredniego kontaktu lekarza z pacjentem w celu uzyskania porady.

    1. Mający siedzibę w Helsinkach startup MeeDoc wprowadził niemałe zamieszanie w usługach służby zdrowia, kiedy wprowadził na rynek mobilną aplikację dla lekarzy i pacjentów o nazwie MeeDoc. Dzięki niej lekarze udzielają porad przez czat i wideo, nie łamiąc przy tym zasad etycznych, ponieważ zakres symptomów i chorób, jaki może być konsultowany w ten sposób, został określony zgodnie ze standardami obowiązującymi w tej profesji. W tym zakresie lekarze mogą komunikować się ze swoimi pacjentami w sposób bezpieczny i pracować z dowolnego miejsca.

    Efektem jest bardziej demokratyczna służba zdrowia po przystępnych cenach – idea powstała w Helsinkach, a dziś realizowana jest w sześciu krajach poza Finlandią.

    Edukacja

    Uznany na całym świecie sukces fińskich szkół jest w dużej mierze zasługą wolności i niezależności, jakimi cieszą się szkoły i nauczyciele. Nauczyciele mają swobodę w wyborze metod, pod warunkiem że ich uczniowie zrealizują przewidziany program nauczania.

    1. Dzięki tak pojętej definicji nauczania, dobrze rozwija się branża technologii edukacyjnych, której celem jest wsparcie i zrewolucjonizowanie systemu edukacyjnego – dlatego startup z Helsinek o nazwie Seppo opracował usługę umożliwiającą przygotowywanie mobilnych i realnych zabaw edukacyjnych.  Pomysł jest prosty –  należy umieścić odpowiednie zagadki w budynkach i w ich otoczeniu a następnie namówić podopiecznych, aby szukali łamigłówek i rozwiązywali zadania – co motywuje i inspiruje uczniów na różne sposoby.

    Duża konkurencja między dostawcami i coraz lepsza funkcjonalność aplikacji oznaczają, że rozwiązania mobilne staną się coraz bardziej wiarygodne i będą oczywistym elementem życia w inteligentnych miastach, podobnie jak wcześniej miało to miejsce w przypadku Internetu.

    Autor:  Karina Terekhova, Intellectsoft Finland

    Źródło: SPCC/ helsinkibusinesshub.fi

    Zdjęcia: absfreepic.com

Liczba aut w wynajmie długoterminowym rośnie coraz szybciej

Zgodnie z danymi opublikowanymi przez Polski Związek Wynajmu i Leasingu Pojazdów, tempo rozwoju rynku wynajmu długoterminowego aut w Polsce ciągle rośnie. W trzecim kwartale roku dynamika wzrostu liczby pojazdów użytkowanych w wynajmie długoterminowym osiągnęła już dwucyfrową wartość 11% r/r. Oznacza to, że branża rozwijała się szybciej o ponad półtora punktu procentowego, niż na koniec I półrocza 2016r. oraz aż o ponad dwa procent w porównaniu do pierwszego kwartału. Rosnąca wśród przedsiębiorców w Polsce popularność wynajmu długoterminowego samochodów wynika z coraz większego zainteresowania takim sposobem finansowania aut służbowych w sektorze małych i średnich firm. Bardzo dobre wyniki w trzecim kwartale osiągnęła także reprezentowana w PZWLP branża Rent a Car, w przypadku której tempo wzrostu wyniosło 17,8% r/r.  

Na koniec trzeciego kwartału 2016 roku należące do PZWLP firmy wynajmu długoterminowego samochodów (CFM), reprezentujące ok. 80% tego rynku w Polsce, finansowały i zarządzały ponad 126,5 tys.  (126.763) pojazdów użytkowanych przez przedsiębiorców w kraju w usługach Full Serwis Leasingu i Leasingu z Serwisem. Jak wynika z danych opublikowanych przez PZWLP, tempo wzrostu liczby aut w wynajmie długoterminowym jest w każdym kolejnym kwartale bieżącego roku coraz szybsze. W trzecim kwartale bowiem łączna flota firm PZWLP w usłudze Full Serwis Leasingu była większa o 11.327 aut, niż rok wcześniej. Oznacza to, że dynamika rozwoju branży wyniosła aż 11% r/r i była tym samym jeszcze wyższa, niż na koniec czerwca (9,4% r/r) oraz w pierwszym kwartale roku (8,9% r/r).

Sławomir Wontrucki
Sławomir Wontrucki, Prezes Zarządu PZWLP, Prezes LeasePlan Polska

Wciąż rosnące tempo wzrostu rynku CFM wynika przede wszystkim z faktu, że obecnie z wynajmu długoterminowego korzystają nie tylko duże przedsiębiorstwa, ale dynamicznie rozwija się także sprzedaż tej usługi wśród klientów z sektora małych i średnich firm – mówi Sławomir Wontrucki, Prezes Zarządu PZWLP, Prezes LeasePlan Polska. – Jeszcze kilka lat temu wynajem długoterminowy był postrzegany jako rozwiązanie zarezerwowane dla dużych korporacji. Obecnie oferta firm CFM jest już jednak w pełni dostosowana także do potrzeb i możliwości nawet najmniejszych przedsiębiorców, korzystających w swojej działalności choćby tylko z 1 samochodu.  

Wzrost branży po III kw. 2016 r. osiągnął już dwucyfrową wartość 11% r/r

Kompleksowo, prościej i taniej – małe i średnie firmy coraz bardziej przekonane do wynajmu długoterminowego samochodów

Znaczący był również udział branży wynajmu długoterminowego w całkowitej sprzedaży nowych samochodów osobowych do firm w Polsce, czyli w kluczowym już od dłuższego czasu segmencie dla kondycji całego rynku motoryzacyjnego. Zgodnie z danymi IBRM Samar bowiem, w trzecim kwartale 2016r. firmy były nabywcami więcej niż 2/3 (aż 70,5%) wszystkich sprzedanych nowych aut osobowych w salonach w naszym kraju. Jak podaje PZWLP, w wynajmie długoterminowym znalazło się w tym czasie co piąte nowe auto osobowe (19,8%) kupowane przez firmy, czyli ponad 12,8 tys. samochodów. Większość z nich, bo nieco ponad 10 tys. pojazdów, została zakupiona przez firmy członkowskie PZWLP.

Leszek Pomorski, Członek Zarządu PZWLP, Prezes Alphabet Polska Fleet Management
Leszek Pomorski, Członek Zarządu PZWLP, Prezes Alphabet Polska Fleet Management

Dane po trzecim kwartale roku już po raz kolejny w ostatnim czasie uświadamiają, że rynek flotowy jest obecnie filarem rozwoju branży motoryzacyjnej w Polsce – mówi Leszek Pomorski, Członek Zarządu PZWLP, Prezes Alphabet Polska Fleet Management. – Nowe samochody są bowiem kupowane w zdecydowanej większości przez firmy. Wynajem długoterminowy ma już obecnie znaczący, bo na poziomie 20%, udział w tym segmencie. Jesteśmy przekonani, że w perspektywie najbliższych kilku lat, znaczenie wynajmu długoterminowego jeszcze bardzo urośnie, a usługa ta stanie się jedną z głównych form finansowania samochodów służbowych w Polsce. Rynek flotowy przechodzi bowiem w Polsce od kilku lat dużą transformację. Pierwszy jej etap, a więc przejście na zewnętrzne finansowanie aut służbowych, przedsiębiorcy w naszym kraju mają już w zasadzie za sobą. Obecnie firmy poszukują jednak już nie tylko możliwości finansowania swoich samochodów poprzez zewnętrzne źródła, czyli np. poprzez kredyt czy klasyczny leasing, ale oczekują usług kompleksowych – zarówno finansowania floty, jak i jej pełnej obsługi. Wynajem długoterminowy stanowi nie tylko odpowiedź na takie potrzeby rynkowe, ale gwarantuje firmom również jeszcze kilka innych ważnych korzyści. Przede wszystkim usługa ta zapewnia stałe, całkowite koszty związane z finansowaniem i użytkowaniem aut, w całym okresie ich eksploatacji, co nie występuje w innych formach finansowania. Ponadto, wynajem długoterminowy jest też rozwiązaniem po prostu tańszym, dzięki optymalizacji kosztów wynikających z ekonomii skali.

Znaczący wzrost liczby aut ekologicznych – rodzący się trend czy jednorazowe zjawisko?

W liczącej na koniec trzeciego kwartału flocie ponad 126,5 tys. samochodów firm PZWLP zdecydowanie dominuje najbardziej rozbudowana pod względem obsługi aut służbowych forma wynajmu długoterminowego, a więc usługa Full Serwis Leasingu, w której znajdowało się aż 90,3% wszystkich aut. Leasing z Serwisem, który jest uproszczoną wersją najchętniej stosowanej usługi Full Serwis Leasingu, stanowił natomiast 9,7% łącznego parku pojazdów Członków PZWLP.

Jeśli zaś chodzi o strukturę jednostek napędowych stosowanych w autach flotowych, znajdujących się w wynajmie długoterminowym, to wciąż najpopularniejszym pozostaje silnik Diesla, który występuje w przypadku 72,4% aut. Na drugiej pozycji pod względem popularności znajduje się natomiast silnik benzynowy, który napędza nieco ponad ¼ samochodów (27,3%).

Auta ekologiczne, a więc napędzane silnikami hybrydowymi i elektrycznymi, mają wciąż bardzo niski udział w łącznej flocie, na poziomie 0,3%, jednakże ich liczba na koniec trzeciego kwartału znacząco wzrosła –  do łącznie 410 pojazdów (394 samochody hybrydowe i 16 elektrycznych). Dla porównania, w drugim kwartale aut tego typu było 296 (286 hybrydy, 10 elektryczne).

Grzegorz Szymański, Członek Zarządu PZWLP, Prezes Arval Service Lease Polska
Grzegorz Szymański, Członek Zarządu PZWLP, Prezes Arval Service Lease Polska

Zdecydowany wzrost liczby samochodów ekologicznych tylko w ciągu ostatnich trzech miesięcy to bardzo dobra informacja, która może wskazywać, że auta przyjazne środowisku mogą wreszcie zacząć upowszechniać się w polskich flotach. Na razie jednak jest zbyt wcześnie na jednoznaczną ocenę, czy mamy do czynienia z od dawna oczekiwanym trendem rynkowym, czy też jest to jednorazowe zjawisko – komentuje Grzegorz Szymański, Członek Zarządu PZWLP, Prezes Arval Service Lease Polska.  

Wśród najbardziej popularnych modeli samochodów na koniec trzeciego kwartału znalazły się: Skoda Octavia, Ford Focus, Skodia Fabia, Toyota Yaris oraz Opel Astra.

Branża Rent a Car rośnie 17,8% r/r po trzecim kwartale

Wysoką dynamikę rozwoju na koniec trzeciego kwartału odnotowała również, reprezentowana w PZWLP w funkcjonującej od półtora roku odrębnej strukturze organizacyjnej, branża Rent a Car (wypożyczalnie samochodów). Należących do organizacji 8 dużych, sieciowych, polskich i międzynarodowych wypożyczalni samochodów dysponowało razem ponad 14,2 tys. aut (14.266), oferowanych klientom zarówno indywidualnym, jak i firmowym w wynajmie krótkoterminowym (1 – 30 dni) oraz średnioterminowym (1 miesiąc – 2 lata). Tym samym liczba aut w branży Rent a Car w PZWLP wzrosła o 17,8% r/r. W okresie od początku lipca do końca września wypożyczalnie skupione w organizacji zakupiły razem prawie 1,9 tys. nowych aut osobowych.

Członkowie PZWLP kupują 4 na 10 nowych aut osobowych nabywanych przez firmy

Duża dynamika wzrostu liczby aut w wynajmie długoterminowym, a także w usługach Rent a Car, czyli branżach reprezentowanych w Polskim Związku Wynajmu i Leasingu Pojazdów, w efekcie wpływa na coraz większą rolę organizacji na rynku flotowym i motoryzacyjnym w Polsce. Biorąc pod uwagę całokształt działalności 22 firm należących do Związku, a więc przede wszystkim usługi wynajmu krótko-, średnio- i długoterminowego samochodów, ale również klasyczny leasing finansowy aut, firmy PZWLP zakupiły w trzecim kwartale łącznie ponad 24,5 tys. samochodów osobowych. Oznacza to, że 4 na 10 (37,9%) nowych aut osobowych kupowanych w tym czasie
w polskich salonach zostało nabytych przez Członków organizacji*.

*– Firmy PKO Leasing, Volkswagen Leasing, mLeasing i Raiffeisen Leasing Polska  są również członkami ZPL (Związku Polskiego Leasingu).

Oświadczenie FBI wspiera Hillary Clinton, giełdy, surowce i dolara

Dyrektor FBI James Comey wysłał wczoraj list do Kongresu, w którym stwierdził, iż dochodzenie w sprawie e-mailów, które Hillary Clinton wysyłała z prywatnej skrzynki mailowej podczas sprawowania urzędu Sekretarza Stanu, nie wskazuje znamion popełnienia przestępstwa. Zwiększa to oczywiście szanse na wygraną kandydatki demokratów we wtorkowych wyborach prezydenckich. Wywołało to ulgę na rynkach finansowych, dzięki czemu zyskują globalne indeksy giełdowe, surowce, meksykańskie peso i amerykański dolar do reszty walut, a tracą obligacje, japoński jen i złoto.

Meksykańskie peso zyskuje ponad 2,2 proc. do dolara amerykańskiego po ogłoszeniu stanowiska FBI. Para USDMXN handluje już w okolicy 18,60 peso, korygując 2-tygodniową zwyżkę wywołaną wznowieniem dochodzenia przez FBI odnośnie maili Hillary Clinton.   Amerykański dolar zyskuje natomiast do reszty walut, wsparty przez przekonanie, iż zwiększające się prawdopodobieństwo prezydentury Hillary Clinton, wzmocni tylko przekonanie Fed-u odnośnie konieczności podwyżki stóp procentowych w grudniu. Para EURUSD traci obecnie około 0,8 proc. handlując w okolicy poziomu 1,1050, para USDJPY zyskuje obecnie 1,4 proc. handlując w pobliżu poziomu 104,50 a para GBPUSD traci obecnie około 1 proc. handlując w okolicy poziomu 1,2390. Również polski złoty traci dziś ponad 1 proc. do dolara, a para USDPLN handluje już w okolicy poziomu 3,92.

Ropa naftowa WTI zyskuje ponad 1 proc., odbijając się od osiągniętego w piątek 2-miesięcznego dołka, po tym jak niedzielne trzęsienie ziemi w stanie Oklahoma zmusiło firmy naftowe do zamknięcia części wiertni ze złóż łupkowych ze względów bezpieczeństwa. Ropa Brent również zyskuje na wartości, handlując w pobliżu poziomu 45,80 dolarów za baryłkę. Miedź, notowana na amerykańskiej giełdzie COMEX, zyskuje dziś aż 1,6 proc. handlując już powyżej poziomu 2,30 dolarów za funta, niewiele poniżej poziomu ostatnio widzianego w marcu. Surowcem tracącym na rosnącej przewadze wyborczej Clinton jest złoto – traci ono dziś najmocniej od miesiąca, czyli ponad 1,7 proc. handlując już w pobliżu poziomu 1280 dolarów za uncję.

Andrzej Kiedrowicz
Chief Operating Officer
KOI Capital

Sukces oferty publicznej BIK S.A.

W ramach oferty publicznej Biura Inwestycji Kapitałowych S.A. przydzielono wszystkie oferowane akcje. Wartość oferty wyniosła 20,34 mln zł brutto.

W ramach prowadzonej pierwszej publicznej oferty Biura Inwestycji Kapitałowych S.A. przydzielono inwestorom wszystkie z oferowanych 1.130.000 nowych akcji serii I. Z tego Inwestorom Indywidualnym przydzielono 200 tys. akcji (ok. 17,7%). Stopa redukcji w transzy Inwestorów Indywidualnych wyniosła 9,11%. Z kolei Inwestorzy Instytucjonalni objęli 930 tys. akcji (ok. 82,3%) w pełni wyczerpując pulę oferowanych im walorów.

Objęte przez inwestorów walory stanowią łącznie 27,4% podwyższonego kapitału zakładowego dewelopera powierzchni magazynowych i handlowych. Po podwyższeniu kapitału będzie się on dzielił na 4,13 mln akcji.

 „Jesteśmy bardzo zadowoleni z dużego zainteresowania inwestorów zakupem oferowanych przez nas akcji w ramach IPO. Bardzo dziękujemy za okazane zaufanie. Pozyskane środki zamierzamy od razu wykorzystać na realizację przygotowanych projektów deweloperskich. W efekcie oczekujemy szybkiego wzrostu skali działania i wartości Spółki” – powiedział Mirosław Koszany, Prezes Biura Inwestycji Kapitałowych S.A.

Akcje w IPO były sprzedawane po 18 zł. To oznacza, że wartość oferty wyniosła 20,34 mln zł brutto. Pozyskane środki zostaną przeznaczone na rozbudowę Centrum Logistycznego w Sosnowcu, budowę Centrum Logistycznego Kraków III oraz budowę Parku Handlowego w Dzierżoniowie. Grupa zarządza aktualnie trzema parkami logistycznymi: Centrum Logistycznym Kraków I, Centrum Logistycznym Kraków II oraz Śląskim Centrum Logistycznym w Sosnowcu o łącznej powierzchni najmu wynoszącej 55,8 tys. m2. W ramach dywersyfikacji działalności zajmuje się także budową i wynajmem nowoczesnych powierzchni handlowych w segmencie parków handlowych (retail parków). Dotychczas zrealizowane zostały dwa retail parki: w Puławach i Bielsku-Białej.

Wkrótce aby wynająć mieszkanie będzie potrzebny raport z BIK-u, lub zaświadczenie o dochodach

W opinii ekspertów, właściciele mieszkań na wynajem w większości działają nieprofesjonalnie. Zadają potencjalnym klientom pytania osobiste, ale rzadko wymagają od nich udokumentowania wiarygodności finansowej. Nie wiedzą także, w jaki sposób należy sprawdzać przyszłych lokatorów. Jednak to powoli zaczyna się zmieniać.

Zdaniem Janusza Gutowskiego, dyrektora działu zarządzania AXII MMO, rynek wynajmu mieszkań w Polsce wciąż ma odmienny charakter, niż w Europie Zachodniej. Tu właścicielem nieruchomości jest zazwyczaj osoba fizyczna, a nie firma. W związku z tym, jej relacje z najemcą są na mniej profesjonalnym poziomie. Jednak zdarza się, że posiadacz lokalu oczekuje od przyszłego użytkownika udokumentowania jego wiarygodności finansowej, np. poprzez przedstawienie zaświadczenia z Biura Informacji Kredytowej.

–  Wydaje się, że standardy, które obowiązują w innych krajach Unii Europejskiej, prędzej czy później, upowszechnią się w Polsce. Coraz częściej zdarzają się inwestorzy, którzy kupują pakiety lokali na wynajem. Podchodzą do tej działalności w bardzo profesjonalny sposób, tym samym, zakres ich wymagań w stosunku do potencjalnych klientów, jest sporo większy. Wówczas najem mieszkania niczym nie różni się od dzierżawy powierzchni komercyjnej, np. w centrum handlowym – mówi serwisowi agencyjnemu MondayNews, Janusz Gutowski.

Ekspert z AXII MMO przewiduje, że w przyszłości osobom bez udokumentowanej wiarygodności finansowej, będzie dużo trudniej wynająć mieszkanie. Najem lokalu to przecież transakcja o określonym ryzyku, które należy wliczyć w koszty. Dlatego, jeśli zagrożenie jest wyższe, to cena również powinna być większa. Dla wyjaśnienia, Janusz Gutowski podaje przykład hotelu, w którym właściciel nie pyta klienta o stan jego konta bankowego czy też ubezpieczenie. Ponosi więc ryzyko finansowe, ale od razu otrzymuje stosowną opłatę za czasowe użytkowanie przestrzeni. Według eksperta, za kilkanaście lat w podobny sposób może wyglądać wynajem mieszkania lokatorom o niepewnych dochodach.

– Owszem zdarza się, że właściciel mieszkania samodzielnie sprawdza przyszłego lokatora, ale dzieje się to niezwykle rzadko. W ten sposób postępują raczej osoby reprezentujące wyższą świadomość ekonomiczną. Jednak coraz częściej wynajmujący lokale mieszkalne zadają potencjalnym klientom pytania głęboko ingerujące w prywatność. Dotyczą one m.in., stanu cywilnego, planów na przyszłość itd. – twierdzi Janusz Gutowski.

Jak podsumowuje specjalista z AXII MMO, przeważnie właściciele lokali na wynajem nie zastanawiają się nad ryzkiem i liczą tylko na zysk. Tymczasem, chcąc w pełni wykorzystać potencjał rynku najmu mieszkań, należy uświadomić sobie, w jakim kierunku on zmierza. Można prognozować, że w najbliższych latach nabierze bardziej profesjonalnego charakteru. Zacznie być zbliżony do systemu dzierżawy powierzchni biurowych czy handlowych.

Jaki jest wpływ FBI na wyniki wyborów? Karta rosyjsko-chińska

Komunikat szefa FBI spowodował ulgę w sztabie demokratów. Rynki zareagowały entuzjastycznie. Moskwa i Pekin chcą integrować własne systemy kartowe.

Komunikat FBI na temat zarzutów

Na dzień przed wyborami na rynki trafiła informacja od dyrektora FBI, że przegląd nowych maili, które zostały odkryte nie zmienia wniosków agencji. Dla przypomnienia jest to brak podstaw do postawienia zarzutów karnych. Dlaczego w ogóle piszemy o postępowaniu FBI w komentarzu walutowym? Sam fakt stawiania kandydatowi na prezydenta USA zarzutów karnych był szeroko komentowany i wykorzystywany w kampanii prezydenckiej. Od czasu nawrotu tej afery Hillary Clinton zaczęła tracić swoją przewagę nad Donaldem Trumpem. Rynki odczytały ten komunikat jako wzrost szans kandydatki demokratów na urząd prezydencki. W rezultacie dolar umocnił się o około 0,5% względem euro. To odpowiednik mniej więcej 2 groszy na EUR/PLN. Czy to dużo? Tak, był to bardzo silny ruch biorąc pod uwagę zmiany na kontraktach terminowych, które pokazują, że coraz mniej inwestorów wierzy w podwyżkę stóp procentowych w grudniu. W rezultacie ruch ten również zanegował straty dolara wynikające z 5% zmniejszenia szans na podwyżkę stóp w grudniu. To zresztą nie koniec reakcji rynków. W górę poszły również surowce przemysłowe. Miedź jest najdroższa od ponad roku.

Sojusz finansowy Moskwy i Pekinu

Oba te kraje znane są z tworzenia równoległych rozwiązań do zachodniego świata. Nie inaczej jest tym razem. Właśnie rozważane jest połączenie systemów płatności kartą obydwu tych krajów. Powodem rozwoju rosyjskiej technologii kartowej jest wpływ sankcji zachodnich. W ten sposób powstał MIR, który na rynku jest już niemal rok. Wskazuje się na zyski z uniezależnienia od światowego systemu rozliczeń, a mówiąc wprost na nieskuteczność sankcji zachodnich. Dotychczas rosyjskie banki, które były najbardziej zaangażowane we wspieranie władz miewały problemy z blokowaniem ich transakcji. Wątpliwym jest by ten ruch uniezależnił Rosję od zachodnich systemów. Nie zmienia to faktu, że chiński Unionpay jest przyjmowany w większości państw na świecie w tym w niektórych placówkach w Polsce.

Dane makroekonomiczne

Od rana poznaliśmy słabsze od oczekiwań dane z Niemiec. Zamówienia w przemyśle spadły w ujęciu miesięcznym o 0,6% podczas gdy zdaniem analityków miały wzrosnąć o 0,3%. Dane te trafiły jednak na rynek, który właśnie dyskontował powrót Hillary Clinton co tylko wsparło ten ruch.

Dzisiaj w kalendarzu brak ważnych danych makroekonomicznych, aczkolwiek przypadające na jutro wybory w USA z pewnością nie spowodują, że na rynkach zapanuje nuda.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Jednolity podatek ukryje wiele elementów obecnego systemu

Z jednej strony jednolity podatek będzie formą uproszczenia płacenia daniny, jednak ukrywanie mechanizmów utrudni rozeznanie się w tym, jakie jako podatnicy mamy przywileje i czy państwo traktuje nas jednakowo.

– Wygląda na to, że ta efektywna stawka podatkowa, będzie rosła wraz z dochodami. Czy to jest słuszne czy nie zależy od preferencji społecznych – mówi w rozmowie z MarektNews24 Grzegorz Ogonek z XTB.

Najbardziej ekspansywne branże polskiego biznesu

Aż 80 proc. firm działających w Polsce związanych z rolnictwem i przemysłem spożywczym eksportuje swoje produkty. 60 proc. produktów eksportują firmy branży motoryzacyjnej. Ekspansywna jest też branża IT.
– W branży IT są firmy, których w Polsce nikt nie zna, bo działają jedynie na rynkach zagranicznych – mówi w rozmowie z MarketNews24 Leszek Niemycki, wiceprezes Deutsche Bank Polska SA.

To wynika z raportu „Polskie firmy w obliczu wyzwań – Plany, rozwój, finansowanie” ogłoszonego przez Deutsche Bank Polska SA. Badaniami objęto 500 przedsiębiorstw działających w Polsce.

Program 500+ zwiększa presję na wzrost wynagrodzeń

Program 500+ spowodował zwiększenie presji na wzrost wynagrodzeń. Jednak nie tak intensywną, aby destabilizować rynek pracy. Zmieniają się preferencje dotyczący wydatków beneficjentów programu.

– Początkowo beneficjenci programu zwiększali swe oszczędności, w kolejnym etapie zwiększali wydatki na podstawowe artykuły konsumpcyjne, na które wcześniej nie było ich stać – mówi w rozmowie z MarketNews24 Arkadiusz Krześniak, główny ekonomista Deutsche Bank Polska SA. – Teraz program coraz bardziej będzie wpływał na wzrost popytu.

BioMaxima S.A. z dotacją na innowacyjną technologię

BioMaxima S.A., Spółka notowana na rynku NewConnect od czerwca 2010 r., działającą w obszarze biotechnologii na rynku diagnostyki laboratoryjnej, otrzymała dofinansowanie na stworzenie innowacyjnej technologii testów do oznaczania lekowrażliwości. Emitent bardzo dobrze ocenia potencjał sprzedażowy nowego produktu.

Spółce przyznana została dotacja w wysokości ponad 584 tys. zł w ramach Regionalnego Programu Operacyjnego Województwa Lubelskiego na lata 2014-2020, Działanie 1.2 Badania celowe. Całkowita wartość projektu wynosi prawie 932 tys. zł. Dofinansowanie zostanie przeznaczone na opracowanie technologii ilościowych testów do oznaczania minimalnego stężenia hamującego (MIC) antybiotyku hamującego wzrost mikroorganizmów. Przyznana dotacja pozwoli Emitentowi na stworzenie innowacyjnej technologii testów do oznaczania lekowrażliwości i wprowadzenie ich do powszechnego stosowania w diagnostyce mikrobiologicznej, co będzie pozytywnie wpływało na racjonalną suplementację antybiotyków, a tym samym ograniczenie ich stosowania. Po zakończeniu procesu opracowywania testów BioMaxima S.A. planuje sprzedawać je na rynku krajowym oraz na rynkach eksportowych. Spółka szacuje, że potencjał rynku polskiego wynosi rocznie od 2 do 3 mln testów, a cena rynkowa 1 testu zawiera się w przedziale od 10 do 18 zł. Planowane wprowadzenie testów do sprzedaży ma nastąpić w ciągu najbliższych dwóch lat. Warto także dodać, że realizowany projekt przewiduje ścisłą współpracę pomiędzy Emitentem a UMCS Lublin – Wydział Biologii i Biotechnologii.

„Opracowanie technologii MIC testów pozwoli Spółce posiadać wszystkie dostępne na rynku technologie testów do oznaczania lekowrażliwości, począwszy od krążków bibułowych, testów tabletkowych i właśnie MIC testów. Liczymy na duży sukces sprzedażowy z uwagi na potencjał zarówno rynku polskiego, jak i rynków zagranicznych.” – ocenia Henryk Lewczuk, Prezes Zarządu Spółki BioMaxima S.A.

BioMaxima S.A. wypracowała po trzech kwartałach 2016 r. zysk netto w wysokości 827 tys. zł przy przychodach netto ze sprzedaży sięgających 17.197 tys. zł. Spółka kontynuuje również proces konsolidacji sektora biotechnologicznej. W dniu 24.10.2016 r. Rada Nadzorcza Emitenta wyraziła zgodę na nabycie 80% udziałów w dwóch rumuńskich spółkach: QIAS MED oraz ISTAR. BioMaxima S.A. zamierza w najbliższych dniach podpisać umowę zakupu przedmiotowych udziałów, a łączna cena ich nabycia została ustalona na kwotę 160 tys. EUR. Z kolei na dzień 25.11.2016 r. zwołane zostało Nadzwyczajne Walne Zgromadzenie Akcjonariuszy Spółki, które podejmie decyzję w sprawie połączenia z Biocorp Polska Sp. z o.o. Planowane połączenie ma nastąpić poprzez przeniesienie całego majątku Biocorp Polska Sp. z o.o. jako spółki Przejmowanej na BioMaxima S.A. jako spółkę Przejmującą w zamian za nowe akcje spółki Przejmującej, które zostaną wydane dotychczasowym wspólnikom spółki Przejmowanej.

„Przed nami spore wyzwanie w zakresie ułożenia właściwych relacji biznesowych z przejmowanymi spółkami. Pozwoli nam to jednak zoptymalizować strukturę handlową, jak i produkcyjną. Liczymy też na efekty finansowe synergii związanych z połączeniem z Biocorpem.” – podsumowuje Prezes Lewczuk.

Spółka otrzymała dofinansowane w ramach Programu Operacyjnego Inteligentny Rozwój 2014-2020, Działanie 2.1 „Wsparcie inwestycji w infrastrukturę B+R przedsiębiorstw” w kwocie blisko 2,3 mln zł na budowę Centrum Badawczo-Rozwojowego w Lublinie. Planowana inwestycja pozwoli Emitentowi opracowywać nowe oraz innowacyjne produkty.

BioMaxima S.A. wypłaciła swoim Akcjonariuszom dywidendę z zysku osiągniętego w 2015 r. w kwocie 0,20 zł na akcję. Rok temu Spółka wypłaciła dywidendę w wysokości 0,10 zł na akcję.