Wirtualny Doradca Alior Banku wśród najlepszych projektów bankowych na świecie

Alior Bank jako jedyny polski bank zwyciężył w prestiżowym konkursie „Distribution & Marketing Innovation Awards” przeprowadzanym przez organizację European Financial Management Association (EFMA) we współpracy z firmą Accenture. Wśród najlepszych projektów bankowych na świecie znalazł się „Wirtualny Doradca” – system sztucznej inteligencji wspierający zdalny kontakt z klientami.

W konkursie wyłaniane są najbardziej innowacyjne projekty z zakresu detalicznych usług finansowych. „Wirtualny Doradca” stworzony przez Alior Bank zwyciężył w kategorii „Big Data, analityka i sztuczna inteligencja” („Big Data, Analytics and AI”). Podczas uroczystej gali, która odbyła się 26 października br. w Barcelonie, nagrodę w imieniu banku odebrał Maciej Jakubowski.

„Wirtualny Doradca” jest połączeniem automatycznego rozpoznawania mowy, analizy semantycznej, syntezy mowy, a także systemu przetwarzania języka naturalnego oraz technologii biometrycznej identyfikacji głosowej. „Wirtualny Doradca” to system sztucznej inteligencji – wirtualny przedstawiciel banku, zaprojektowany tak, by prowadzić z klientami spójną rozmowę, czyli reagować na odpowiedzi i zadawać dopasowane do nich pytania. W Alior Banku wykorzystywany jest w miękkiej windykacji, aby przekonywać klientów do spłaty zadłużenia, a także w badaniach marketingowych.

Nagroda w tym prestiżowym konkursie to nie tylko kolejne potwierdzenie pozycji Alior Banku jako lidera innowacyjności w polskiej bankowości, ale jest też wyrazem uznania dla zaangażowania banku w doskonalenie procesu obsługi klienta – mówi Marcin Król, Menedżer Zespołu Wdrożeń Projektów i Optymalizacji w Alior Banku.

Projekty do konkursu „Distribution & Marketing Innovation Awards” zgłaszają instytucje finansowe. Zwycięzcy w poszczególnych kategoriach wybierani są przez jury składające się z przedstawicieli banków z całego świata, a także w głosowaniu m.in. członków organizacji EFMA, zrzeszającej ponad 3,3 tys. instytucji finansowych z ponad 130 krajów. Do tegorocznej, czwartej edycji konkursu, zgłoszono ponad 460 projektów z 200 instytucji reprezentujących 61 krajów.

EFMA to nie jedyne prestiżowe wyróżnienie dla „Wirtualnego Doradcy”. Projekt jest doceniany na świecie, o czym świadczą główne nagrody w międzynarodowych konkursach „Retail Banker International” – w kategorii „Najlepsza technologia wykorzystywana w bezpośredniej obsłudze klienta”, a także „BAI Global Banking Innovation Awards” – w kategorii „Innowacja w usprawnianiu procesów wewnętrznych”.

Zapasy ropy naftowej się kurczą. Co z inflacją?

  • Zapasy ropy naftowej w USA od kilku tygodni się kurczą
  • Cena ropy naftowej rośnie od lutego 2016 r.
  • Wzrost cen ropy może wywołać dalszy wzrost oczekiwań inflacyjnych
Radosław Piotrowski
Radosław Piotrowski, zarządzający funduszami Union Investment TFI

Z danych Departamentu Energii USA wynika, że od kilku tygodni maleją zapasy ropy naftowej w Stanach Zjednoczonych. To już wyraźny trend – kurczenie się zapasów czarnego złota widoczne jest także w porównaniu do ubiegłego roku.

Zapasy ropy naftowej w USA

Zapasy ropy naftowej w USA
Źródło: Bloomberg

Malejące zapasy ropy naftowej w USA to jeden z czynników  wzrostu cen amerykańskiej ropy naftowej WTI. Jednak nie najważniejszy. Dużo większy wpływ na rynkową wartość ropy miało ostatnie nieformalne spotkanie OPEC w Algierze. Od lutego 2016 r. cena jednej baryłki ropy WTI wrosła z ok. 27 dolarów do ok. 50 dolarów.

Cena ropy WTI

Cena ropy WTIJeśli w październiku członkowie kartelu OPEC potwierdzą obniżenie limitu wydobycia ropy naftowej do 32,5 mln baryłek dziennie, cena ropy naftowej może jeszcze wzrosnąć. To w naturalny sposób przełoży się na dynamikę inflacji w USA. A inflacja jest jednym z najważniejszych parametrów, jaki banki centralne biorą pod uwagę przy ustalaniu poziomu stóp procentowych. Może się zatem okazać, że wzrost cen ropy naftowej da amerykańskiej Rezerwie Federalnej kolejny argument za podniesieniem stóp procentowych już w grudniu.

Ropa wspiera rubla i rosyjską gospodarkę

  • Rosyjska gospodarka korzysta na wzroście cen ropy naftowej
  • Umocnienie rubla zachęca Rosjan do zakupów
  • Na ożywieniu w Rosji zyskują także polskie spółki
Ryszard Rusak, dyrektor inwestycyjny ds. akcji Union Investment TFI.
Ryszard Rusak, dyrektor inwestycyjny ds. akcji Union Investment TFI.

Bieżący rok jest, jak dotąd, bardzo dobry dla surowców. Od stycznia wzrosły ceny metali przemysłowych, szlachetnych oraz surowców energetycznych. Hossę obserwujemy m.in. na rynku węgla oraz ropy naftowej.

Na wzroście cen ropy naftowej zyskują gospodarki silnie od niej uzależnione, np. Rosja. Umacnia się także rubel (choć wciąż jest relatywnie słaby w porównaniu do roku 2014, kiedy zaczęła się jego gwałtowna przecena). Na początku 2016 r. za jednego dolara trzeba było zapłacić około 80 rubli. Obecny kurs to ok. 62 ruble za dolara.

Rosnąca wartość rosyjskiej waluty sprawia, że Rosjanie coraz odważniej ruszają na zakupy. Przekłada się to pozytywnie na zyski polskich firm, które znaczną część swoich przychodów osiągają na rynku rosyjskim. Najlepszym przykładem jest odzieżowa spółka LPP, której kurs na warszawskiej giełdzie w niecały miesiąc wzrósł o 50%. Na poprawie koniunktury w Rosji (w mniejszym stopniu) korzystają także inne spółki, jak np. Amica.

Kurs dolara do rubla       

kurs dolara do rubla

 

Mobility Days przyciągnęło pasjonatów nowych technologii

Przez dwa dni – 21 i 22 października br. – w Warszawskim Centrum EXPO XXI odbyły się targi Mobility Days. Zwiedzający korzystali z licznych atrakcji i spotkań z YouTuberami, m.in. Mamiko i Kubsonem. Pojawili się też Anna Cieślak, Zbigniew Urbański i Omenaa Mensah, współpracujący z markami, które zaprezentowały się na targach. Mobility Days odwiedziło około 4 tysiące osób.

W Strefie Rozrywki dzieci, młodzież, a także dorośli chętnie testowali, jak działają symulatory wyścigów, sprawdzili się w jeździe na segway’ach, grali na PlayStation i uczyli się sterować dronami. Przenieśli się też w świat wirtualnej rzeczywistości i zmierzyli się z hordą zombie, a także wybudowali miasto w Minecrafcie. Dla najlepszych zawodników rozdano wartościowe  nagrody – m.in. tablety, słuchawki, drony, zestawy VR, gamepady, telefony.

Mobility Days 2016W sobotę (22 października) na scenie pojawili się Youtuberzy – Kubson, Mamiko, Vibe, Dev. Paweł Pawelec z Radia ESKA porozmawiał z nimi, dlaczego założyli kanał na YouTubie i co im to daje. Fani korzystając z obecności swoich idoli robili sobie z nimi zdjęcia, zbierali autografy i mieli możliwość zagrania z nimi w FIFA 17.

Mobility Days 2016Ponad 150 dzieci i uczniów gimnazjum uczestniczyło w warsztatach programowania i LEGO-robotyki. Dzięki warsztatom, które przeprowadziła firma Creative Club, dzieci i młodzież przekonali się, że komputer służy nie tylko do gier, a język programowania stanie się trzecim obowiązkowym, który powinny znać. Dla przedszkolaków i uczniów szkół podstawowych przygotowane były warsztaty LEGO-robotyki, które przeprowadziła firma Dziecięce Przygody.

 Mobility Days 2016

Cała branża w jednym miejscu

Mobility Days to wydarzenie, które integruje całą branżę mobilnych technologii, m.in. resellerów, dystrybutorów i dostawców IT, CE, Mobile, aplikacji i rozwiązań mobilnych, peryferii i akcesoriów.

W tym roku zaprezentowało się około 50 firm z branży mobilnych technologii.

Dlatego też pierwszego dnia (21 października) odbyły się wykład poświęcone aplikacjom mobilnym (Sylwia Żółkiewska), doświadczeniom wirtualnej rzeczywistości w marketingu (Marcin Pleta i Jan Szczyciński), pozyskiwaniu klientów przy wykorzystaniu coldmailingu (Tomasz Dziobiak) oraz dotyczące  omnichanellu w praktyce (Magdalena Subdys) i ekosystemu urządzeń samochodowych (Tobiasz Jankowski).

Fed głównym ryzykiem dla złotego

Rosnące przekonanie, że amerykański Fed podniesie w grudniu stopy procentowe, przekłada się na silny wzrost rentowności długu (spadkiem cen). W tym polskich obligacji. Już wkrótce może to zaowocować odpływem kapitałów z rynków wschodzących, prowadząc do osłabienia złotego.

Od piątku rentowność 10-letnich obligacji Polski wzrosła z 2,948% do 3,108% obecnie i zrównała się ona z maksimami sprzed 2. tygodni, gdy była najwyższa od końca czerwca br. Ta wyprzedaż polskich obligacji to reakcja na podobne zachowanie rynków globalnych, podyktowane rosnącym przekonaniem, że w grudniu amerykańska Rezerwa Federalna (Fed) podwyższy stopy procentowe w odpowiedzi na poprawę sytuacji w tamtejszej gospodarce.

To przekonanie o nieuchronności grudniowej podwyżki może zostać dodatkowe wzmocnione w najbliższych dniach. Pierwszą okazją będzie piątkowa publikacja wstępnych szacunków Produktu Krajowego Brutto (PKB) USA za okres III kwartału br. Oczekuje się, że gospodarka przyspieszyła do 2,5% z poziomu 1,4% (w ujęciu annualizowanym) w II kwartale. Nie mniej jednak, ostatnie dobre dane z USA każą być przygotowanym na jeszcze wyższy odczyt. To pchnęłoby by w górę rentowności długu, umocniła dolara, ale też przeceniło złotego.

Inną okazją będą przyszłotygodniowe miesięczne dane z rynku pracy w USA. W październiku prognozowany jest spadek stopy bezrobocia do 4,9% z 5%, przy jednoczesnym wzroście zatrudnienia w sektorze pozarolniczym o 170 tys. Cząstkowe dane sugerują, że ten wynik także być lepszy od oczekiwań.

Być może jednak inwestorzy nie będą musieli czekać do tych ostatnich danych. W najbliższą środę, czyli 2 dni przed ich publikacją, zaplanowane jest posiedzenie Fed-u. W sytuacji, gdy wyniki listopadowych wyborów prezydenckich wydają się być przewidywalne (wygrana Clinton jest niezagrożona), władze monetarne hołdując przejrzystości prowadzonej polityki monetarnej, powinny postawić przysłowiową kropkę nad i, wprost zapowiadając wzrost stóp w grudniu.

W czwartek złoty traci w relacji do euro, szwajcarskiego franka i brytyjskiego funta, stabilizując się jednocześnie do dolara. O godzinie 12:54 kurs EUR/PLN testował poziom 4,3350 zł, CHF/PLN 4,0010 zł, GBP/PLN 4,8640 zł, a USD/PLN 3,9680 zł. W dwóch pierwszych przypadkach przecena złotego wprost wiąże się z falą wyprzedaży polskich obligacji. W przypadku GBP/PLN ruch do góry, a więc umocnienie funta do złotego, dodatkowo wspierają jeszcze opublikowane dziś dane nt. brytyjskiego PKB. W III kwartale przyspieszył on do 2,3% z 2,1% R/R kwartał wcześniej, przekraczając rynkowe prognozy na poziomie 2,1% R/R. Stabilizacja notowań dolara na poziomach z wczoraj była natomiast możliwa dlatego, że para EUR/USD kontynuuje zapoczątkowane we wtorek korekcyjne odreagowanie wcześniejszych mocnych spadków, w następstwie których w 2 tygodnie notowania spadły z okolic 1,12 do 1,0850. Dlatego można podejrzewać, że jeżeli tylko korekta na EUR/USD się zakończy to dolar ponownie zacznie drożeć, zmierzając w kierunku poziomu 4 zł.

Nie jest wykluczone, że taki ruch w górę na USD/PLN będzie miał miejsce jeszcze dziś. O godzinie 14:30 zostaną publikowane wrześniowe dane nt. zamówień na dobra trwałe w USA (prognoza: 0,2% M/M) i tygodniowy raport nt. liczby wniosków o zasiłek dla bezrobotnych (prognoza: 261 tys.). Dane lepsze od konsensusu wzmocnią dolara, tworząc dodatkową presję na złotego. Gorsze raporty nie muszą natomiast przynieść odwrotnego efektu, gdyż przed jutrzejszymi danymi o PKB inwestorzy mogą nie chcieć ryzykować gry przeciwko dolarowi.

Sytuacja na wykresach CHF/PLN, USD/PLN, ale też i EUR/PLN sugeruje na przewagę strony popytowej i dużo większe prawdopodobieństwo dalszych wzrostów cen walut niż spadków. Dlatego podtrzymujemy naszą prognozę sprzed kilku tygodni, że euro podrożeje do 4,40 zł, dolar wróci do 4 zł, a szwajcarski frank przekroczy 4 zł. Jeżeli natomiast chodzi o przyszłość GBP/PLN to będzie ona wypadkową obaw przed BREXIT-em oraz ciążącego złotemu strachu przed podwyżką stóp w USA i o wyniki polskiej gospodarki.

Marcin Kiepas, główny analityk easyMarkets

Peter Cerešnik nowym dyrektorem ds. wynajmu HB Reavis

Peter Cerešnik to nowy dyrektor w strukturach międzynarodowej firmy deweloperskiej HB Reavis. Do jego zadań należy kierowanie zespołami odpowiedzialnymi za wynajem powierzchni komercyjnych w budynkach Grupy na pięciu europejskich rynkach, a także nadzór nad pracą działów marketingu i IT.

Peter Cerešnik dyrektor ds. wynajmu HB Reavis
Peter Cerešnik dyrektor ds. wynajmu HB Reavis

Peter Cerešnik odpowiada za planowanie i realizację strategii wynajmu budynków Grupy HB Reavis na Słowacji, w Czechach, Polsce, na Węgrzech i w Wielkiej Brytanii. Jego obowiązki obejmują też wzmacnianie relacji z obecnymi i potencjalnymi klientami, a także rozwój oferty w obszarze nowych rozwiązań na rynku nieruchomości biurowych. Jednym z nich będzie między innymi koncept co-workingowy dedykowany małym firmom, start-upom oraz freelancerom.

Peter Cerešnik posiada tytuł MBA University of New York w Pradze oraz City University w Bratysławie. Przed dołączeniem do zespołu HB Reavis zajmował stanowiska kierownicze w firmach z sektora IT – był m.in. dyrektorem generalnym słowackiego oddziału Exe, a także dyrektorem lokalnych filii Microsoft oraz SAS Institute.

“Jesteśmy dumni, że do zespołu HB Reavis dołączył ktoś tak doświadczony jak Peter. Jego wiedza wynikająca z wieloletniej pracy w branży przykładającej najwyższą wagę do rozwiązań zorientowanych na klienta, to dla nas ogromny atut. Jestem przekonany, że Peter pomoże nam stale ulepszać ofertę, wpływając na komfort i satysfakcję użytkowników naszych budynków.” – mówi Pavel Trenka, prezes zarządu Grupy HB Reavis.

“Cieszę się, że dołączyłem do zespołu jednej z największych i najbardziej innowacyjnych firm działających w branży nieruchomości w Europie. Wierzę, że będę mógł przyczynić się do jej kolejnych sukcesów. Jeden z projektów, w które będę zaangażowany w najbliżej perspektywie to rozwój nowego konceptu co-workingowego dla małego biznesu i przedstawicieli wolnych zawodów.” – komentuje Peter Cerešnik, nowy dyrektor ds. wynajmu w bratysławskiej centrali Grupy HB Reavis.

W Polsce HB Reavis działa od 2008 roku, koncentrując się głównie na warszawskim rynku biurowym. Firma była inwestorem i deweloperem takich budynków, jak Konstruktorska Business Center, Gdański Business Center czy Postępu 14. Obecnie realizuje drugi etap kompleksu biurowego West Station przy stacji Warszawa Zachodnia.

Mobile PL 2016 Najlepsze aplikacje m-commerce

M-commerce to bankowość, płatności, zakupy i promocje przez smartphone’y i tablety. W tym świecie coraz większą rolę gra mobilna aplikacja Amazona i kategoria aplikacji do kuponów. Wszyscy korzystają z Allegro. Payback – chociaż duży – traci na zainteresowaniu.

mapatest2

IRCenter opisuje m-commerce z perspektywy deklaracji użytkowników (CAWI, n=1000 użytkowników m-commerce), social media i danych z Google. Przygląda się użytkownikom i najważniejszym trendom. Co wiemy o tym świecie?

  • Mobilne aplikacje sklepów e-commerce są bardziej popularne od aplikacji bankowych. Przez urządzenia mobilne częściej niż stan swojego konta kupujemy buty w e-commerce’ach. Niewiele mniej korzysta z aplikacji sieci fizycznych sklepów.
  • Jedna czwarta użytkowników m-commerce korzysta z aplikacji do kuponów i restauracji. Aplikacja z kuponami McDonald’s ma więcej użytkowników niż Twoje Biedronka – najbardziej popularna aplikacja wśród sieci sklepowych.
  • Tylko połowa użytkowników mobilnych aplikacji sieci sklepowych korzysta również z fizycznych punktów sprzedaży tych samych sklepów (najczęściej Biedronki i Lidla).
  • Największy wzrost zainteresowania widać dla aplikacji Amazona, i aplikacji z kuponami – Qpony i PromoGazetki. Zdecydowanie rośnie zainteresowanie kuponami i promocjami.
  • Spośród dużych aplikacji coraz bardziej spada zainteresowanie aplikacjami Paybacka i Paypalla.
  • Te osoby dzielą się na smartshopperów, zamożnych i tych, którzy do końca nie kontrolują swoich finansów.

Kluczowe aplikacje m-commerce to:

aplikacja mobilna Korzystanie wśród u. m-commerce (CAWI, n=1003) Liczba wzmianek w social media – paź. 2015-wrz.2016 Dynamika wzrostu w social media – paź. 2015-wrz.2016
Allegro 80% 3299 -11,7
Payback 62% 5595 -44,5
OLX 54% 730 1,0
McDonald 49% 501 -1,8
Paypal 47% 6133 -52,0
Biedronka 28% 1262 -0,3
Lidl 26% 184 -1,4
mBank 25% 6482 -0,9
Groupon 24% 657 3,6
PKO BP 22% 3794 -0,8
KFC 21% 146 1,0
Rossmann 20% 122 -0,9
Orlen Vitay 18% 529 -0,8
Zalando 18% 255 -1,1
ING Bank Śląski 16% 1657 0,1
Otomoto 14% 384 4,0
Qpony 14% 3473 9,7
AliExpress 13% 628 -4,6
BZ WBK 13% 8218 0,7
Tesco 12% 268 -1,2
Carrefour 12% 265 0,1
Skycash 12% 8695 -21,2
Alior Bank 11% 2483 -3,6
MoBilet 11% 3288 0,1
Kaufland 11% 49 0,0
Blix 9% 1526 -5,3
Leroy Merlin 8% 64 -1,0
Promo Gazetki 8% 2616 11,0
Tchibo 7% 99 0,2
Amazon 5% 3833 14,1
Żabka 2% 409 0,8

 

Dochody Polaków: mamy coraz więcej pieniędzy, ale niezbyt chętnie je wydajemy

Dochody realne gospodarstw domowych bardzo wzrosły w III kw. To nie tylko efekt programu 500+, ale także rosnących wynagrodzeń związanych z coraz niższym bezrobociem. Konsumpcja się rozkręca, ale jeszcze nie w takim stopniu, jak tego oczekiwano.
– Sytuacja na rynku pracy jest coraz lepsza dla pracowników, rosną płace, a nie ma inflacji. Wzrost gospodarczy jest większy niż po I półroczu, które rozczarowało – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB.
Nadal ciekawe jest czy wzrost dochodów przełoży się bardziej na konsumpcję. – Czekamy też na bardzo ważne dane o inwestycjach przedsiębiorstw, bo sytuacja w I półroczu przyniosła bardzo duże rozczarowanie.

E-administracja to mit? W załatwianiu spraw urzędowych wciąż rządzi słuchawka

Śląską gminę Lędziny zamieszkuje ponad 16 tysięcy osób, a jej mieszkańcy od półtora roku mogą załatwić około 302 sprawy urzędowe przez Internet. Mimo to z takiej możliwości skorzystało zaledwie… 5 osób w całej gminie. Nic w tym dziwnego, ponieważ według danych Eurostatu raptem co czwarty Polak kontaktuje się z administracją publiczną za pośrednictwem globalnej Sieci. Jak wynika z badań CFI Group, aż 60 proc. z nas woli załatwiać sprawy urzędowe przez telefon. I pod tym względem w Europie wcale nie jesteśmy odosobnieni.

To jest sprawa na telefon

Wnioski płynące z badania Government Contact Center Satisfaction, autorstwa CFI Group, przeprowadzonego na internautach ze Stanów Zjednoczonych, nie pozostają złudzeń: jedynie 22 proc. ankietowanych wykorzystuje strony internetowe organizacji rządowych w celu uzyskania porady w kwestiach administracyjnych, a mailowy kontakt z urzędami nawiązuje zaledwie 12 proc. badanych.

Wyniki tego badania dają do myślenia. Dotyczą przecież rynku, który należy do najbardziej „zinternetyzowanych” na świecie. W Stanach Zjednoczonych z Facebooka korzysta prawie 200 mln mieszkańców, a z zasobów globalnej Sieci ponad 280 mln osób, czyli blisko 90 proc. tamtejszej populacji. Mimo tak szeroko zakrojonej digitalizacji rynku USA, korzystanie przez konsumentów z cyfrowych kanałów do komunikacji z urzędami nie cieszy się specjalną popularnością – zwraca uwagę Tomasz Paprocki z Focus Telecom Polska, firmy dostarczającej rozwiązania contact center.

Okazuje się jednak, że Stany Zjednoczone wcale nie są wyjątkiem. We Włoszech, po czterech latach funkcjonowania linii wsparcia obywateli Linea Amica okazało się, że mieszkańcy częściej korzystają z kanału telefonicznego (84 proc.) niż zapytań składanych online (12,8 proc.). W Wielkiej Brytanii, tylko w ubiegłym roku, za pośrednictwem tamtejszej linii doradztwa (Adviceline) odebrano ponad 547 tysięcy połączeń, podczas gdy w Niemczech z numeru informacji obywatelskiej „115” skorzystało już ponad 31 mln obywateli.

W Polsce centrum kontaktowe Krajowej Informacji Podatkowej jest już w stanie obsłużyć jednocześnie 600 połączeń telefonicznych, a w ciągu ostatnich sześciu lat odebrało ich ponad 30 milionów.

Czasami jeden telefon załatwia sprawę

– Wbrew pozorom nie wszyscy korzystają z Internetu, aby załatwić urzędowe sprawy. Okazuje się, że nawet osoby, które mają dostęp do Sieci, wolą jednak otrzymać informacje urzędowe telefonicznie, czyli poniekąd tradycyjnie. W ten sposób mogą je uzyskać szybciej i skuteczniej – tłumaczy Tomasz Paprocki z Focus Telecom Polska, firmy, która wdrożyła centrum kontaktowe m.in. w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów. W ciągu pierwszych 10 miesięcy jej funkcjonowania skorzystało z niego 90 tys. obywateli – Skuteczność rozwiązywania problemów obywateli w dużej mierze zależy od zastosowanej w centrum kontaktowym technologii. Jeśli dyżurujący na infolinii konsultanci mają dostęp do cyfrowej bazy wiedzy, w której szybko mogą znaleźć informacje na temat wszystkich publicznie świadczonych usług czy procedur ich realizacji, a także są przeszkoleni, aby unikać języka urzędowego, to szanse na pozytywne załatwienie sprawy rosną – zwraca uwagę Tomasz Paprocki z Focus Telecom Polska.

Zgodnie z wynikami badań CFI Group, interesanci wybierający kontakt telefoniczny z dowolną instytucją publiczną większość swoich problemów rozwiązują już przy pierwszym nawiązanym połączeniu. Według analityków tego rynku na tym etapie satysfakcjonującym rozstrzygnięciem kończy się aż 47 proc. połączeń. Ponownego kontaktu wymaga 19 proc. spraw, a w 23 proc. przypadków interesanci musieli dzwonić 3 lub więcej razy, aby otrzymać satysfakcjonującą ich odpowiedź.

E-administracja jeszcze w powijakach

W Polsce z roku na rok powstaje coraz więcej rządowych centrów kontaktu. W kwietniu uruchomiono kanał telefoniczny służący zaczerpnięciu informacji z programu Rodzina 500 Plus, a także „6-linię dla rodziców 6-latków”, dzięki której rodzice mogli zasięgnąć wszelkich informacji związanych z wysyłaniem do szkół swoich sześcioletnich dzieci. Innym przykładem może być wspólne centrum kontaktu „Warszawa 11915”, pozwalające załatwić szereg spraw urzędowych czy zgłosić potrzebę interwencji administracji miejskiej. Dedykowane centrum kontaktu uruchomiło również Stowarzyszenie Konsumentów Polskich, pomagające rozstrzygać sporne kwestie dotyczące relacji konsumenta ze sprzedawcą. Na przestrzeni ostatnich dni wystartowały natomiast linia wsparcia oraz czat uruchomione w ramach akcji „Płodne gadki”, której celem jest pomoc parom zmagającym się z problemem bezpłodności.

Centra kontaktowe wyrastają więc jak grzyby po deszczu, a tworzy się nie tylko dlatego, że są relatywnie tanie i skuteczne. Innym argumentem przemawiającym za ich popularyzacją są również duże opóźnieniach w cyfryzacji administracji publicznej. Projekty umożliwiające załatwianie spraw urzędowych za pośrednictwem Internetu pochłonęły dotąd znaczące środki, lecz poziom ich wykorzystania wciąż pozostaje znikomy. Portal „Wrota Mazowsza” kosztował ponad 27,5 miliona złotych, „SEKAP” to już koszt 22 mln złotych, zaś koszt „Cyfrowej Małopolski” wyniósł 2,8 mln. Warto także wspomnieć o awariach internetowych narzędzi kontaktu z urzędami. Przykładem mogą być systematycznie występujące problemy z dostępem do platformy ePUAP. Internauci zdążyli już nawet stworzyć Facebook’owy profil „ePUAP nie działa”, na którym zgłaszają kolejne przypadki niedostępności systemu.

Urzędy doganiają stawkę

W rządowych centrach kontaktowych ocena jakości świadczonych usług sięga 67 pkt. Ten wynik nieznacznie już odbiega od ocen przyznawanych liniom wsparcia funkcjonującym w sektorze prywatnym. Zgodnie z klasyfikacją CFI Group, badani ocenili poziom obsługi klienta bankowości na 77 punktów, firm ubezpieczeniowych – na 78 punktów, zaś sklepów internetowych – na 72 punkty.

Dwucyfrowy wzrost europejskiego rynku leasingu

  • Europejska branża leasingowa zakończyła pierwszą połowę 2016 roku z 13,2 proc. wzrostem.
  • Polski rynek leasingu z 17,7 proc. dynamiką, wypracowaną na koniec czerwca br., zajmuje szóstą pozycję w europejskim rankingu, wyróżniając się dynamicznym wzrostem.
  • 156,9 mld euro to łączna wartość nowych kontraktów leasingowych zawartych na rynku europejskim w I półroczu 2016.

 Federacja Leaseurope, na podstawie danych zebranych od krajowych stowarzyszeń leasingowych podała, że wartość europejskiego rynku leasingu w I połowie 2016r. wzrosła o 13,2 proc. w stosunku do tego samego okresu ubiegłego roku. Polska branża leasingowa, raportująca dane za pośrednictwem Związku Polskiego Leasingu, po raz kolejny wypadła bardzo dobrze na tle rynku europejskiego. Polski sektor leasingowy wyróżnił się w gronie sześciu największych rynków leasingowych (Wlk. Brytania, Niemcy, Francja, Włochy, Szwecja, Polska), najwyższą, bo 17,7 proc. dynamiką. Warto także odnotować, że na koniec 2015 europejski rynek wzrósł o 9,4 % (r/r), podczas gdy dynamika polskiego rynku wyniosła 16,3 proc. i była wyższa od wzrostów wypracowanych przez pierwszą piątkę.

Mieczysław Woźniak, wiceprzewodniczący Komitetu Wykonawczego Związku Polskiego Leasingu
Mieczysław Woźniak, wiceprzewodniczący Komitetu Wykonawczego Związku Polskiego Leasingu

Wysoki wzrost wartości nowych kontraktów leasingowych obserwowany w większości krajów europejskich, świadczy o wyraźnej wzrostowej tendencji w finansowaniu środków trwałych leasingiem oraz zaufaniu, jakim przedsiębiorcy oraz konsumenci w całej Europie, obdarzają firmy leasingowe. Podobnie jest w przypadku polskiego rynku leasingu, który od kilku lat wyróżnia się wysoką dynamiką – powiedział Mieczysław Woźniak, wiceprzewodniczący Komitetu Wykonawczego Związku Polskiego Leasingu, członek zarządu Leaseurope.

Wartość nowych umów zawartych w Europie miedzy styczniem, a końcem czerwca br. wyniosła 156,9 mld euro. Szczególnie dobre wyniki odnotowano w segmencie pojazdów (16,9 proc. wzrost obserwowany w większości krajów europejskich) oraz maszyn i urządzeń przemysłowych, w przypadku których dynamika wyniosła 9,2 %. Podobnie jak w Polsce, w strefie spadków pozostaje obszar finansowania nieruchomości (-8,1 proc. dynamika).

 

Spada spożycie ziemniaków w Polsce. Powodem tego jest błędne przekonanie, że wywołują otyłość

Nie doceniamy kartofli, które mają wiele cennych dla zdrowia witamin i składników mineralnych. W trosce o linię, zastępujemy je innymi pokarmami. Tymczasem ziemniaki są mniej kaloryczne od ryżu, a podane wraz z mięsem ograniczają wpływ tłuszczu zwierzęcego na nasz organizm.

Przez dziesiątki lat nie wyobrażaliśmy sobie obiadu bez ziemniaków. Zawsze były ogólnodostępne i niedrogie, dlatego stały się podstawą polskiej kuchni. W czasach ograniczonej możliwości zakupu różnorodnych jarzyn, zyskały funkcję podstawowego dania, którym mogliśmy najeść się do syta. Jednak nasze zwyczaje żywieniowe bardzo się zmieniły. W latach 90. przeciętny Polak zjadał aż 148 kg kartofli rocznie, w 2005 r. – 126 kg, w 2015 r. ta liczba spadła do zaledwie 100 kg. W ostatnim roku spożycie tych warzyw obniżyło się jeszcze o kilogram, na korzyść innych jarzyn.

– Przekonanie, że ziemniaki tuczą, jest błędne. Jeżeli będziemy spożywać te warzywa same lub ewentualnie z lekkimi dodatkami, to na pewno od nich nie przytyjemy. Szkodliwe są dla nas za to tłuste sosy, mąki oraz napoje gazowane, które zawierają cukry. Tymczasem 100 g kartofli ma tylko 77 kilokalorii. Więcej posiada ryż  wyjaśnia w rozmowie z serwisem agencyjnym MondayNews, dr n. med. Piotr Niedziałkowski z Centrum Zdrowej Skóry.

Chcąc w pełni wykorzystać potencjał ziemniaków, trzeba je odpowiednio przygotować. Niestety, najczęściej warzywa te obieramy i wkładamy do zimnej wody, a następnie gotujemy. Ten proces powoduje rozpuszczenie witamin. Tymczasem kartofle, najlepiej jest przygotowywać na parze lub w niewielkiej ilości wrzątku oraz w skórce, ponieważ tuż pod nią znajduje się najwięcej cennych dla naszego zdrowia składników. Powinniśmy spożywać je na gorąco, zaraz po wyjęciu z garnka.

– Trzy lub cztery ziemniaki nie będą zagrożeniem dla naszego zdrowia, ani tym bardziej sylwetki, jeżeli znajdą się na talerzu wraz z surówką oraz rybą. Co więcej, kartofle mają działanie zasadotwórcze i spożywanie ich np. razem z kotletem schabowym działa antagonistycznie, czyli równoważy kwasotwórczy wpływ białka zwierzęcego na nasz organizm. Dlatego, do mięsa warto podawać właśnie ziemniaki – zaleca dr Niedziałkowski.

Zdaniem eksperta, należy informować pacjentów o ważnych dla zdrowia wartościach odżywczych ziemniaków. Gdyby znali dokładnie budowę tych roślin, zmieniliby zdanie na ich temat i chętniej je spożywali. Kartofle są bogate w minerały, takie jak potas i magnez, witaminy oraz skrobię. Ten ostatni składnik powszechnie uważa się za tuczący, a tymczasem jest on cennym dla ludzkiego organizmu źródłem energii. Ponadto ziemniaki są lekkostrawne i niskokaloryczne. Dlatego, powinny je jadać osoby, które przebywają na diecie.

Poprawa postępowania i funkcjonowania urzędów to pozytywna zmiana dla firm

Pakiet 100 zmian dla firm jest dobrym krokiem dla przedsiębiorców, w kierunku łatwiejszego prowadzenia firm w Polsce z punktu widzenia regulacji prawnych. Zmiany prawne, które zostały zaproponowane przez Ministerstwo Rozwoju, są istotne dla rozwoju przedsiębiorczości. Ponadto trwają prace nad projektem zmiany ustawy o odpowiedzialności za naruszenie dyscypliny finansów publicznych.

– Istotny jest fakt, że nie tylko zmiany prawne są potrzebne, ale również sposób funkcjonowania i postępowania urzędników – powiedział serwisowi eNewsroom.pl Leszek Skiba, Podsekretarz Stanu w Ministerstwie Finansów, Główny Rzecznik Dyscypliny Finansów Publicznych

– Mamy do czynienia z ogólnym prawem, a czasami zapis norm prawnych jest bardzo niejasny, co wywołuje wątpliwości jak postępować w praktyce. Z drugiej strony mamy sytuację, gdy oprócz zmian prawnych warto rozważyć wprowadzenie rozwiązań „zabudowujących” przestrzeń pomiędzy ogólną normą, a konkretną sytuacją. Mowa jest o rekomendacjach, a interpretacje podatkowe pojawiają się w tej przestrzeni. Obywatel czy urzędnik wiedzą jak postępować nie tylko w oparciu o normy prawne, ale pewne utrwalone praktyki postępowania.

Zapisane rekomendacje, dobre praktyki, interpretacje pozwalają odnaleźć się w danej sytuacji, dlatego ten sposób myślenia jest bliski Ministerstwu Finansów. Odnośnie kwestii związanych z naruszeniem odpowiedzialności dyscypliny finansów publicznych, Ministerstwo Finansów prowadzi prace legislacyjne i mamy nadzieje, że te zmiany doprowadzą do odważniejszego postępowania urzędników, np. w przypadku zamówień publicznych. Z pewnością ustawa o VAT wymaga zmiany, ale pamiętajmy, że działamy w warunkach niezbyt jasnej i skomplikowanej dyrektywy o VAT z lat 80. XX wieku co oznacza ograniczoną przestrzeń. Na pewno inaczej trzeba zapisać stawki, bo ich cześć dotyczy towarów bliskich sobie, a są one obłożone stawkami o różnej wysokości. Jest na to czas, bo obecna metodologia będzie obowiązywała do końca 2017 roku – ocenił Skiba.

Miejsce w rankingu dobre, ale jeszcze dużo do zrobienia

Polska zajęła w rankingu Doing Business 2017 miejsce 24 – podał Bank Światowy.

Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek
Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek

Komentarz dr Małgorzaty Starczewskiej-Krzysztoszek, głównej ekonomistki Konfederacji Lewiatan

Ranking Banku Światowego dotyczący warunków prowadzenia działalności gospodarczej w 190 krajach na świecie jest jednym z najczęściej czytanych i wykorzystywanych rankingów na świecie. Przyglądają się mu przede wszystkim władze wszystkich rankingowanych krajów, aby z obiektywnego źródła otrzymać informacje o tym, co jest ciągle barierą w prowadzeniu działalności gospodarczej, a gdzie udało dokonać zmian ułatwiających tę działalność. A przyglądają się mu dlatego, że ranking jest ważną informacją dla obecnych i przyszłych inwestorów, którzy rozglądają się za dobrą lokalizacją dla swoich biznesowych przedsięwzięć.

Co zatem mogą zobaczyć inwestorzy i polskie władze w upublicznionych właśnie przez Bank Światowy raporcie Doing Business 2017.

Po pierwsze, poprawiliśmy swoją pozycję w rankingu o jedno miejsce dzięki poprawie warunków związanych z inwestowaniem – uproszczenie procedury uzyskiwania pozwolenia na budowę, a także szybsze uzyskiwanie podłączenia do energii elektrycznej . Dla inwestorów bardzo ważne informacje. Ważne także, że nastąpiły zmiany w procesie restrukturyzacji z korzyścią dla wierzycieli. Czy ze zmian na rynku pracy dotyczących ograniczenia kontraktów terminowych do 33 miesięcy są pozytywnym sygnałem dla inwestorów – trudno jednoznacznie to ocenić. Dla niektórych nie ma to znaczenia, dla części może być niezbyt pozytywnym sygnałem wskazującym na ograniczanie elastyczności rynku pracy.

Po drugie, bardzo dobrze (1. pozycja w tej kategorii) wypadamy w kategorii związanej z warunkami prowadzenia wymiany zagranicznej, co także jest zdecydowanie pozytywnym sygnałem dla inwestorów. Ciągle dobrze mają się w Polsce warunki dostępu do kredytu, aczkolwiek pogorszyła się ona w stosunku do lat poprzednich (20. pozycja), ale dostęp do kredytu to dzisiaj nie problem. Przy wspólnym rynku kapitałowym można sięgać po niego na terenie całej UE.

Po trzecie, niestety ciągle bardzo słabo wypadamy w kategorii rozpoczynanie działalności gospodarczej (spadliśmy w rankingu). Bank Światowy analizuje tu liczbę procedur przy rejestrowaniu działalności gospodarczej, czas potrzebny na tę rejestrację, jej koszty i niezbędny kapitał dla założenia spółki z o.o. Procedur może nie jest dużo, bo 4 (np. Niemcy mają ich aż 9). Ale czas potrzebny na rejestrację i koszt rejestracji powodują, że znajdujemy się w tej kategorii na 107 miejscu. Na rejestrację potrzeba w Polsce średnio 37 dni, podczas gdy np. w Niemczech, gdzie procedur jest więcej, tylko 10,5 dnia. Także koszty rejestracji są w Polsce wysokie, bo stanowią ponad 12 proc. przeciętnego dochodu firmy. W Niemczech jest to 1,9 proc. Jak widać mamy tu dużo do zrobienia. Trzeba bowiem pamiętać, że aby móc działać trzeba mieć najpierw szanse tę działalność gospodarczą zarejestrować w sposób nie zniechęcający do tego co będzie dalej, jeśli już na początku jest niezbyt łatwo.

Po czwarte, spadliśmy także w rankingu dotyczącym płacenia podatków. A zapewne to jedno z istotnych kryteriów przy podejmowaniu decyzji przez inwestorów. Przeciętna spółka z o.o. spędza na płaceniu podatków 271 godzin w ciągu roku, a realna stopa podatkowa to ponad 40 proc. zysków. Tu także jest ogromne pole do poprawy procedur, skrócenia czasu i … obniżenia obciążeń podatkowych.

Dużo do poprawy jest także w innych obszarach, szczególnie dotyczących egzekwowania umów. Ciągle średnio na wyrok sądu firma czeka 685 dni!!! Dla firm szybkość egzekwowania umów ma ogromne znaczenie. Ale może same także powinny „uderzyć się w piersi”, bo zbyt mało korzystają z mediacji i sądów arbitrażowych. Może warto, aby rząd zachęcił przedsiębiorców do mediacyjnej i arbitrażowej ścieżki promując te formy rozstrzygania gospodarczych sporów, chociażby także z tych form korzystając.

Generalnie nie jest źle, ale w szczegółach – w niektórych obszarach – źle lub bardzo źle. Ponieważ Pani Premier Beata Szydło na ostatnim posiedzeniu Rady Dialogu Społecznego powiedziała, że teraz czas na wspieranie przedsiębiorców, to raport Doing Business 2017 wskazuje, gdzie m.in. to wsparcie jest potrzebne.

Konfederacja Lewiatan

Wyższy wkład własny od 2017 r.

Koniec roku to czas, kiedy zwykle obserwowany jest wzrost zainteresowania kupnem nieruchomości. W tym roku nie jest to jednak tak jednoznaczne. Z jednej strony można spodziewać się przyspieszenia decyzji mieszkaniowych ze względu na wzrost minimalnego wkładu własnego od 2017 r. do 20 proc. i kończące się środki z programu Mieszkanie dla Młodych, ale z drugiej strony banki już zaczęły podwyższać marże. Czy jest to zatem dobry czas na kupno mieszkania w Warszawie?

1/5 wkładu własnego od 2017 r.

Od nowego roku czeka nas kolejna podwyżka minimalnego wymaganego wkładu własnego. W styczniu 2016 r. zwiększył się on z 10 do 15 proc., w 2017 r. wyniesie już 20 proc. To spore utrudnienie dla wszystkich, którzy marzą o własnym mieszkaniu. Dla przypomnienia, jeszcze w 2014 r. wymagano od nas 5 proc. wkładu własnego. Powodem podnoszenia oczekiwanego udziału własnego jest decyzja Komisji Nadzoru Finansowego o zaostrzeniu zasad przyznawania kredytu. Istnieje jednak rozwiązanie dla tych, którzy nie dysponują takimi sumami.

– Rekomendacja S dopuszcza mniejszy wkład własny, z tym że musi on być dodatkowo zabezpieczony. Zgodnie z tymi wytycznymi, banki mogą udzielić kredytu do 90 proc. wartości nieruchomości, ale będą wymagać zabezpieczenia w postaci np. ubezpieczenia. Należy jednak pamiętać, że ustalanie wysokości wkładu własnego to indywidualna decyzja każdego banku – tłumaczy Katarzyna Dmowska z ANG Spółdzielni Doradców Kredytowych.
W przyszłym roku dostępna tylko połowa środków z MdM

Zgodnie z przewidywaniami ekspertów, już w lipcu skończyła się pierwsza pula pieniędzy z programu MdM na 2017 r. Do końca roku, o dofinansowanie będą mogły starać się tylko te osoby, które zdecydują się poczekać na mieszkanie do 2018 r. Wnioski można składać tylko na te inwestycje, które zostaną zakończone właśnie w roku 2018. Od stycznia będzie można znowu zawalczyć o pieniądze z drugiej puli przeznaczonej na 2017 r. Należy jednak liczyć się z ogromnym zainteresowaniem i z możliwością nie uzyskania dofinansowania. Jeżeli zatem nie śpieszymy się z wprowadzeniem się do nowego lokum, dobrym rozwiązaniem będzie rozglądanie się za inwestycjami, które zostaną ukończone już w 2018 r.
Banki zaostrzają politykę kredytową
Jak wynika z raportu Narodowego Banku Polskiego zawierającego przewidywania przewodniczących komitetów kredytowych, w III kwartale istotnie zaostrzono politykę kredytową w bankach, co może przełożyć się na spadek popytu na nieruchomości*. To już czwarty kwartał z rzędu, kiedy banki zaostrzyły kryteria udzielania kredytów mieszkaniowych.

– Wyższe marże to nie jedyny problem osób, które chcą teraz wziąć kredyt hipoteczny. Coraz to nowe rekomendacje KNF, w zakresie kosztów utrzymania gospodarstw domowych, obniżają zdolność kredytową wnioskodawcy, a to skutkuje mniejszą dostępnością kredytów hipotecznych – dodaje Katarzyna Dmowska.

Ile zatem wyniosą koszty kredytu, jeżeli zdecydujemy się na kupno mieszkania jeszcze w tym roku? Jak wynika z wyliczeń ANG Spółdzielni Doradców Kredytowych, przy mieszkaniu o wartości 300 tys. zł, obowiązujący do końca roku 15 proc. wkład własny wyniesie 45 tys. zł. Pozostała kwota – 255 tys. zł, przy jednej z najpopularniejszych ofert na rynku z marżą 1,80 proc. i przy oprocentowaniu 3,52 proc., daje ratę miesięczną w wysokości ok. 1148 zł. W całym, 30 – letnim okresie, do spłaty będzie ok. 413 248,58 zł, odsetki wyniosą zatem 158 248.58 zł. Od stycznia, przy kredycie na mieszkanie o wartości 300 tys. zł, wymagany wkład własny będzie wynosił już 60 tys. zł.

W Warszawie stać nas na 38 – metrowe mieszkanie

Cena za metr kwadratowy średniej wielkości mieszkania w stolicy, to 7719 zł na rynku pierwotnym**. Jeżeli mamy zatem do dyspozycji 300 tys. zł, to stać nas na nowe 38 -metrowe mieszkanie. Co ciekawe, więcej za metr kwadratowy zapłacimy natomiast, jeśli zdecydujemy się na kupno kawalerki lub mieszkania powyżej 60 metrów. Tutaj ceny w Warszawie wyniosą odpowiednio 8131 zł i 7952 zł za metr kwadratowy, jeszcze droższe są mieszkania na rynku wtórnym. Okazuje się jednak, że mamy w czym wybierać, jeśli chodzi o rynek pierwotny. Według danych GUS, w pierwszych dziewięciu miesiącach 2016 r. oddano w całej Polsce do użytkowania ponad 112 tys. mieszkań, tj. o ok. 11 proc. więcej w porównaniu z analogicznym okresem w 2015 r. Ponadto, wydano pozwolenia lub dokonano zgłoszenia z projektem budowlanym na budowę ponad 154 tys. mieszkań, tj. o 11,8 proc. więcej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku. W okresie styczeń-wrzesień 2016 r. wzrost liczby mieszkań oddanych do użytkowania odnotowano w dziesięciu województwach, w tym największy: w województwie lubuskim – o 33,1 proc., zachodniopomorskim – o 26,7 proc., mazowieckim – o 24,8 proc. i dolnośląskim – o 24,4 proc. W województwie podlaskim oddano tyle mieszkań co przed rokiem. Spadek liczby mieszkań oddanych do użytkowania wystąpił w pięciu województwach, w tym największy: w województwie łódzkim – o 9,6 proc., pomorskim – o 7,8 proc. i podkarpackim – o 5,0 proc.

* „Sytuacja na rynku kredytowym. Wyniki ankiety do przewodniczących komitetów kredytowych III kwartał 2016 r.”
** Dane z portalu Bankier.pl – Raport z rynku mieszkań – październik 2016

2000 zł płacy minimalnej. DB notuje zyski

Od 1 stycznia gwałtownie w górę idzie płaca minimalna, specjaliści straszą potencjalnymi konsekwencjami. Włamanie na kolejną giełdę bitcoinową. Bezrobocie w Hiszpanii w dół chociaż wciąż jest olbrzymie. DB pokazał kolejny zyskowny kwartał.

2000 zł wynagrodzenia minimalnego

Rząd koniecznie chce sprawdzić czy nadmierny wzrost wynagrodzenia minimalnego spowoduje wzrost bezrobocia. Podstawowym problemem tej wartości jest fakt, że te same 2000 zł w równych częściach Polski to dość różne kwoty. W największych miastach ta zmiana będzie mieć relatywnie mały wpływ, gdyż odsetek osób zarabiających poniżej tej wartości jest mały. Problemem mogą okazać się mniejsze miejscowości, szczególnie na wschodzie kraju, gdzie wciąż pensje są niskie. Jaki wpływ ma pensja minimalna na waluty? Bezpośrednio żaden, ale gdyby doszło do problemów na rynku pracy z pewnością pogorszy to inne wskaźniki, głównie konsumpcje, a to przełoży się na wolniejszy wzrost PKB. W rezultacie spowoduje to osłabianie się złotego.

Problemy kolejnej giełdy bitcoinowej

Bitcurex jedna z najstarszych giełd kryptowalutowych w Polsce potwierdziła, że padła ofiarą włamywaczy. Komunikat mówi co prawda o uszkodzeniu systemów przez zewnętrzną ingerencję, aczkolwiek pojawia się też informacja, że konsekwencją tych działań utrata części aktywów. Giełda ma wznowić wypłaty od 30 listopada.

Dane z Europy

Bezrobocie w Hiszpanii spada. Wynik był o 0,45% lepszy od oczekiwań. To dobra część tej wiadomości, zła jest taka, że to wciąż 18,9%. To mniej więcej dwa razy więcej niż w Polsce. Szwecja utrzymała stopy procentowe na niezmienionym poziomie -0,5%. Tak niski poziom wymuszony jest bardzo silnym powiązaniem korony szwedzkiej z euro. Szwedzi, podobnie jak Szwajcarzy obniżali stopy wraz z EBC by przeciwdziałać nadmiernemu umacnianiu się rodzimej waluty. Z podwyżkę stóp najprawdopodobniej również będą czekać na decyzję Europy.

Zyski w Deutsche Banku

Największy bank naszego zachodniego sąsiada to zdaniem wielu analityków tykająca bomba. Co ciekawe pomimo fatalnych oczekiwań i rekordowej straty rok temu bank ten notuje zysk trzeci kwartał z rzędu i to pomimo płacenia co chwila kar. Powodem zysku były nie tylko wyższe od oczekiwań przychody, ale również niższe od zakładanych koszty kar. Bank co prawda nie rozwiązał największego swojego problemu, czyli ugody z amerykańskim ministerstwem skarbu, ale jak sam podaje w wyniku negocjacji uda się znacząco obniżyć grzywnę. W banku trwa restrukturyzacja oraz spisywanie na straty śmieciowych aktywów. Dobre wyniki oddalają widmo problemów w teoretycznie najstabilniejszej gospodarce Unii Europejskiej.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Snapchat zmienia oblicze… rzeczywistości?

Jeśli do tej pory kojarzyłeś Snapchata głównie jako tę tajemniczą aplikację, którą interesują się głównie gimnazjaliści, najwyższa pora uzupełnić wiadomości: Snapchat w błyskawicznym tempie zmienia nie tylko siebie, ale także naturę komunikacji i sposób, w jaki postrzegane są social media.

social mediaW ciągu zaledwie pięciu lat Snapchat zyskał oszałamiającą popularność i wyrósł na jedną z najbardziej wpływowych platform spośród wszystkich mediów społecznościowych – a wiele wskazuje na to, że już wkrótce nie będzie trzeba dodawać „społecznościowych”.

Jak to się zaczęło, czyli początek (krótkiej) historii Snapchata

Snapchat wystartował we wrześniu 2011 roku jako niepozorna aplikacja służąca do „dyskretnego” dzielenia się zdjęciami. Zasada jej działania była prosta: udostępniasz zdjęcie, które po stosunkowo krótkim czasie przestaje istnieć. Nie można go obejrzeć wielokrotnie, nie można porównywać go z innymi, nie można go zapisać, nie można przesłać go dalej.

Nic ciekawego? Bynajmniej: ten sposób dzielenia się prywatnymi momentami był powiewem świeżego powietrza w przeestetyzowanym świecie Instagrama i Facebooka, w którym każde zdjęcie jest starannie dobierane i podkręcane przy pomocy specjalnych filtrów i innych narzędzi, aby mogło gładko wpasować się w nienaganną, wywołującą zazdrość i często w znacznym stopniu wyimaginowaną opowieść snutą przez fanpage. Snapchat pozwolił na autentyczność: nagle, jak ujął to Evan Spiegel, jeden z twórców aplikacji, nie było już potrzeby starannego usuwania pryszczy z nosa albo gorączkowego przeglądania albumów w poszukiwaniu kompromitujących zdjęć przed każdą rozmową kwalifikacyjną. Można było sobie pozwolić na autentyzm i brak anonimowości jednocześnie: tego jeszcze nie było!

Od Snapchata do Snap Inc., czyli wszystko się skraca, a wyniki rosną

Z czasem Snapchat zaczął dodawać kolejne opcje, rezygnując jednocześnie z podstawowego założenia o efemeryczności udostępnianych poprzez aplikację zdjęć (obecnie bez większego problemu można udostępniać je na innych platformach społecznościowych), ale baza jego fanów rosła w niesamowitym tempie, w maju 2015 roku sięgając 100 milionów aktywnych użytkowników.

Można zadać sobie pytanie: dlaczego? Dlatego że, choć materiały tworzone z pomocą aplikacji przestały być tak ulotne, jak były na początku, Snapchat wciąż akcentował spontaniczność i dzielenie się wydarzeniami bieżącymi, w najściślejszym tego słowa znaczeniu: z czasem możliwe stało się nawet dodanie do zdjęć i krótkich filmów tak istotnych (?) informacji jak tempo poruszania się czy temperatura powietrza. Furorę zrobiły także wprowadzone na początku 2013 roku i od tamtej pory stale rozwijane narzędzia pozwalające na modyfikowanie zdjęć i filmów, ale głównie w zabawny lub dziwny sposób: raczej po to, by bawić, niż by imponować znajomym. Wszystko to podbiło serca młodych ludzi – millenialsów i młodszych – pragnących mieć poczucie bycia z przyjaciółmi zawsze, bez przerwy i w każdej chwili. I, dodajmy, bardzo się opłaciło: wartość Snapchata (czy właściwie Snap Inc., bo tak od kilku tygodni nazywa się spółka odpowiedzialna za aplikację) szacuje się obecnie nawet na 20 miliardów dolarów.

Zburzyć ścianę smartfona: Spectacles wkraczają do gry

W pełni interaktywna wirtualna rzeczywistość jest w zasięgu ręki i wyczuleni na najmniejsze drgania trendów twórcy Snapchata dobrze o tym wiedzą, dlatego mniej więcej miesiąc temu ogłosili, że mają zamiar już wkrótce wprowadzić na rynek nowy produkt: okulary Spectacles. Spectacles wyglądają jak zabawne, stylowe okulary przeciwsłoneczne (nie mają w sobie nic z toporności znanej z hełmów do grania w gry VR albo nawet zdecydowanie nieatrakcyjnych Google Glasses) i mają za zadanie znieść ostatnią przeszkodę, jaka jeszcze istnieje na drodze do stuprocentowo wiernego, niewyretuszowanego i natychmiastowego prezentowania rzeczywistości: smartfona! Spectacles mają dać swoim użytkownikom wolną rękę – całkiem dosłownie – w tworzeniu osobistego contentu. Z ich pomocą będzie można robić zdjęcia i nagrywać krótkie filmy, które będą bezprzewodowo przekazywane do aplikacji. Raczej nie ma co jednak spodziewać się, że nagle zaczniemy widzieć na ulicach tłumy ludzi noszących Spectacles: choć ich zapowiedziana cena to dość przystępne 129 dolarów, nabyć je będzie można wyłącznie w limitowanej dystrybucji, której szczegóły i zasady nie zostały jeszcze jasno określone.

Telewizjo, strzeż się?

Choć o Spectacles sam Evan Spiegel mówi – trudno orzec, czy serio, czy może z wyrachowaniem – że traktuje je raczej jako zabawkę niż poważny krok na drodze do technologicznej rewolucji, nietrudno dopatrzyć się w nich jednego z coraz prędzej następujących po sobie etapów ekspansji Snapchata na różne obszary codziennego życia. Zaledwie kilka dni temu gruchnęła informacja, że Snap Inc. najwyraźniej szykuje się do stworzenia własnej telewizji. Już teraz twórcy aplikacji współpracują z kanałem NBC przy tworzeniu poświęconych Snapchatowi odcinków popularnych programów tej stacji, ale wiele wskazuje na to, że na współpracy się nie skończy: docelowo Snap Inc. planuje stworzyć coś w rodzaju mobilnej telewizji nadającej bardzo krótkie (6-8 minut) programy sformatowane pod potrzeby młodej widowni, w tym programy informacyjne.

Czy Snapchat ma szansę zagrozić potentatowi na rynku jakościowych materiałów wideo, YouTube’owi, oraz, co nawet bardziej interesujące, tradycyjnej telewizji? Na razie nic na to nie wskazuje: tylko stosunkowo niewielki odsetek użytkowników aplikacji (ok. 17%) deklaruje, że czerpie informacje o bieżących wydarzeniach właśnie ze Snapchata. Jeśli jednak Snap Inc. po raz kolejny pokaże, że wie, czego potrzebują millenialsi, lepiej niż sami millenialsi, być może czeka nas medialna rewolucja na skalę większą nawet niż ta, jaką już ponad dekadę temu zafundował nam Facebook.

Artykuł powstał przy współpracy z  redro.pl

PORF podsumowuje III kwartał 2016 r. na regionalnych rynkach biurowych

PORF opublikował dane za trzeci kwartał 2016 r. dotyczące rynku powierzchni biurowych w ośmiu głównych miastach regionalnych w Polsce (Kraków, Wrocław, Trójmiasto, Katowice, Poznań, Łódź, Szczecin, Lublin). Dane rynkowe, które są przygotowywane wspólnie przez zespół analityków, dotyczą zasobów nowoczesnej powierzchni biurowej, nowych obiektów oddanych do użytkowania, liczby i wielkości transakcji najmu oraz ilości powierzchni niewynajętej.

  • Na koniec trzeciego kwartału 2016 r. łączne zasoby nowoczesnej powierzchni biurowej w ośmiu miastach regionalnych wyniosły 3 748 400 m2. Najwięcej powierzchni zlokalizowane jest w Krakowie (867 500 m2), Wrocławiu (770 500 m2) oraz Trójmieście (629 300 m2).
  • W pierwszych 3 kwartałach 2016 r. do użytkowania oddano projekty o łącznej powierzchni 311 700 m2. Najwięcej nowej powierzchni – 100 800  m2 ukończono w Krakowie oraz Wrocławiu  (62 00m2).
  • Na ośmiu głównych rynkach regionalnych do wynajęcia od zaraz pozostawało ponad 402 000 m2 powierzchni biurowej. Najwyższy współczynnik powierzchni niewynajętej odnotowano w Katowicach – 15,5%, najniższy w Krakowie – 6,3%.
  • Całkowity wolumen transakcji najmu zarejestrowanych w pierwszych 3 kwartałach 2016 r. wyniósł ponad 402 200 m2. Najwięcej powierzchni zostało wynajęte w Krakowie (149 700 m2).
  • Wśród największych transakcji zawartych w III kwartale 2016 r. można wymienić wynajem 9500 m2 przez Nordea w Gdyni, ekspansje Nokia Networks na 7000 m2 we Wrocławiu oraz ekspansje Delphi na 6300 m2 w Enterprise Park F

MŚP zmieniają priorytety i planują cięcia kosztów – wyniki badań

W porównaniu do zeszłego roku polskie MŚP mają znacznie więcej obaw związanych z przyszłością. 23 proc. przedsiębiorców z sektora przewiduje pogorszenie swojej sytuacji finansowej, a aż 41 proc. za priorytet na najbliższe 12 miesięcy uznało cięcie kosztów.

Polscy mikro, mali i średni przedsiębiorcy oceniają kondycję swoich firm podobnie jak w tym samym okresie ubiegłego roku. Prawie połowa badanych (45 proc. wobec 49 proc. jesienią  2015 r.) uważa, że sytuacja finansowa ich firmy jest dobra lub bardzo dobra. 12 proc. przedsiębiorców deklaruje natomiast, że kondycja ich firmy jest zła lub bardzo zła. W 2015 r. negatywną ocenę wystawiło sobie 9 proc. przedsiębiorców.

Jak ocenia Pan/Pani kondycję finansową swojej firmy?

Jak ocenia Pan/Pani kondycję finansową swojej firmy?

Wyraźne pogorszenie nastrojów widoczne jest natomiast w kontekście oceny przyszłości sektora. Poprawy kondycji swojej firmy spodziewa się jedynie 24 proc. przedsiębiorców, czyli o 9 punktów procentowych mniej niż przed rokiem.

– 23 proc. badanych przedsiębiorców wyraziło obawę, że sytuacja ich firm w ciągu najbliższych 12 miesięcy pogorszy się. W 2015 r. pesymistycznie na przyszłość firmy spoglądało tylko niecałe 10 proc. badanych. Spadł natomiast odsetek firm, które uważają, że sytuacja ich przedsiębiorstwa w ciągu roku nie zmieni się – taką deklarację złożyło niecałe 40 proc. badanych, wobec 50 proc. firm przed rokiem – mówi Katarzyna Fatyga, prezes Diners Club Polska.

Jakie są Pana/Pani przewidywania odnośnie kondycji firmy w ciągu najbliższych 12 miesięcy?

Jakie są Pana/Pani przewidywania odnośnie kondycji firmy w ciągu najbliższych 12 miesięcy?

MŚP planują cięcie kosztów

W nadchodzącej przyszłości polskie MŚP zamierzają przede wszystkim ciąć koszty – będzie to priorytet na najbliższe 12 miesięcy dla aż 41 proc. przedsiębiorców. W 2015 r. taki cel stawiało sobie tylko 9 proc. MŚP.

18 proc. przedsiębiorstw w przyszłym roku chce skupić się przede wszystkim na pozyskaniu nowych klientów. W 2015 r. było to głównym wyzwaniem, jakie stawiały przed sobą firmy
z sektora – podjąć je zamierzało trzykrotnie więcej przedsiębiorców niż obecnie (61 proc.). 26 proc. firm będzie się starało utrzymać obecnych klientów.

8 proc. za najważniejsze zadanie uznało zwiększenie zatrudnienia. Co ciekawe, rok wcześniej przyjmowanie nowych pracowników nie było priorytetem dla żadnego z badanych przedsiębiorców.

Co uważa Pan/Pani za najważniejsze zadanie dla firmy w ciągu najbliższych 12 miesięcy?Co uważa Pan/Pani za najważniejsze zadanie dla firmy w ciągu najbliższych 12 miesięcy

– Cięcie kosztów nie musi oznaczać zwolnień pracowników. Redukcję etatów planuje 19 proc. firm, czyli tyle samo, co jesienią 2015 r. Połowa przedsiębiorstw chce utrzymać zatrudnienie na niezmienionym poziomie, a 13 proc. zwiększy liczbę etatów. Aż 8 proc. badanych firm uważa to za priorytet na najbliższe 12 miesięcy – dodaje Katarzyna Fatyga, prezes Diners Club Polska.

Sposobem na oszczędności może być m.in. lepsze zarządzanie wydatkami oraz wprowadzenie do firmy płatności bezgotówkowych. Na rynku są dostępne kompletne rozwiązania, które wspierają procesy zakupowe i pomagają zarządzać płatnościami całego przedsiębiorstwa.

– Odpowiednie systemy raportowania online tzw. Ekonta nie wiążą się z kosztami, natomiast ich funkcjonalności mogą być dla przedsiębiorcy bezcenne. E-konto to dostęp do informacji o wszystkich bieżących i archiwalnych transakcjach, możliwość ściągania wyciągów
i automatycznego tworzenia raportów pokazujących wartość obrotów i liczbę przeprowadzonych transakcji w podziale na dostawców, tak by przedsiębiorca łatwo zorientował się, gdzie wydatki mogłyby być mniejsze. Wprowadzenie płatności bezgotówkowych to natomiast szansa na eliminację kosztów obsługi gotówki i poprawę płynności – dzięki darmowemu kredytowi nawet na 59 dni – wyjaśnia Katarzyna Fatyga.

Czy w ciągu najbliższych 12 miesięcy zatrudnienie w Pana/Pani firmie?

Czy w ciągu najbliższych 12 miesięcy zatrudnienie w Pana/Pani firmie?

Miniony rok nie spełnił oczekiwań

Jaki był dla firm miniony rok? 51 proc. badanych ostatnie 12 miesięcy określiła, jako udane dla firmy, natomiast 45 proc. odniosła się do nich negatywnie. Przewidywania przedsiębiorców z 2015 r. w dużej mierze nie sprawdziły się. Co trzeci z nich twierdził wówczas, że sytuacja jego firmy w ciągu najbliższego roku polepszy się, a tylko 9 proc. miało negatywne przewidywania odnośnie przyszłości. Jesienią 2015 r. firmy z sektora MŚP planowały przede wszystkim pozyskanie nowych klientów (61 proc.), utrzymanie obecnych (23 proc.) oraz ograniczenie kosztów (9 proc.). Te plany udało się zrealizować 45 proc. przedsiębiorców. Dziś prawie 1/3 firm deklaruje, że nie osiągnęła zamierzonych celów. 

Czy w ciągu minionych 12 miesięcy Pana/Pani firmie udało się zrealizować założone plany?

Czy w ciągu minionych 12 miesięcy Pana/Pani firmie udało się zrealizować założone plany?

Nota metodologiczna:

Badanie zostało zrealizowane przez Instytut Badań Rynkowych i Społecznych
w październiku 2016 r. metodą telefonicznych, standaryzowanych wywiadów kwestionariuszowych wspomaganych komputerowo (CATI), na ogólnopolskiej grupie 500 przedsiębiorców.

Przedsiębiorcy już teraz rozglądają się za możliwościami ucieczki przed jednolitym podatkiem

Choć zmiany wejdą w życie dopiero w 2018 roku, kancelarie podatkowe już odnotowują wzmożone zainteresowanie metodami, które pozwolą ominąć nowe przepisy. Właściciele firm pytają o możliwość przeniesienia działalności za granicę, ucieczki w CIT i optymalizacji PIT.  Rośnie też ryzyko powiększenia tzw. szarej strefy.

W ocenie prof. Witolda Modzelewskiego, przez ostatnie lata państwo odpowiednio nie broniło interesu publicznego. Jak podkreśla w rozmowie z serwisem agencyjnym MondayNews, to jest źródłem obecnych problemów podatkowych, a nie przyszłe prawo, którego jeszcze do końca nie znamy. Ucieczka przedsiębiorców przed opodatkowaniem jest dzisiaj faktem. Zróżnicowanie obciążeń podatkowych oraz składkowych między poszczególnymi rodzajami umów, jakie pracodawcy zawierają z pracownikami, doprowadziła do wielu patologii na rynku pracy. Oficjalnie podawane formy zatrudnienia nie odzwierciedlają faktycznej działalności zawodowej.

– Podatek dochodowy, który wszedł w życie w 1992 r., to dziurawy i obciążony słabościami intelektualnymi system. Po 24 latach obowiązywania, jego wpływy spadają, pomimo nominalnego oraz realnego zwiększenia dochodów podatników i wzrostu PKB. Przedsiębiorcy i pracownicy uciekają od opodatkowania, działając w tzw. szarej strefie. Ogromny zakres zatrudnienia etatowców z minimalnym wynagrodzeniem jest fikcją, ponieważ w rzeczywistości ich pensje są wyższe, ale wypłacane poza systemem składkowym i podatkowym – mówi prof. Witold Modzelewski.

Ukrywane dochody

Celem Ministerstwa Finansów jest zmiana systemu podatkowego w taki sposób, aby był odporny na próby optymalizacji. Zdaniem Piotra Kościańczuka, doradcy podatkowego z Kancelarii Podatkowej Skłodowscy, całkowite uszczelnienie obniżenia podstawy opodatkowania nie będzie jednak możliwe. W połączeniu z narzędziami już wprowadzonymi do ustaw (o podatku dochodowym od osób prawnych, podatku dochodowym od osób fizycznych, podatku od towarów i usług oraz ustawy akcyzowej), obejście prawa okaże się dużo trudniejsze. Szczególnie, gdy korzyść w podatku dochodowym przekroczy 100 tysięcy złotych, fiskus może stwierdzić, że konkretne transakcje miały na celu wyłącznie ominięcie prawa. Wzrośnie także ryzyko związane z uznaniem działań podatnika za niezgodne z prawem. Jednak naturalną reakcją przedsiębiorców będzie próba zmniejszenia niekorzystnych dla nich obciążeń fiskalnych.

– To oczywiste, że podatnicy będą walczyli o utrzymanie status quo, a zwłaszcza trzech przywilejów – składkowego, kosztowego i stawkowego. Biorąc pod uwagę istniejący obecnie stan prawny, zaczną szukać takich rozwiązań, które będą je utrzymywały. W tym celu zaczną być prowadzone działania lobbingowe, a także kampanie prasowe. Wszak polskie ustawodawstwo od lat jest tworzone przez tzw. biznes legislacyjny – dodaje prof. Modzelewski.

Jak jednak zauważa Piotr Kościańczuk, przedsiębiorcy działali już w warunkach opodatkowania progresywnego. Było tak przez 12 lat, od czasu wejścia w życie podatku dochodowego w 1992 r. do wprowadzenia podatku liniowego w 2004 r. Ukrywano dochody i masowo zatrudniano studentów, za których nie opłacano składek ZUS. Na rynku znikały i pojawiały się nowe firmy, faktycznie prowadzone przez te same osoby. Jednak ich właścicielami byli członkowie rodzin przedsiębiorców, którzy w ten sposób zapobiegali przekraczaniu pierwszego progu podatkowego. Tym samym, zmniejszali podstawę opodatkowania wyższymi stawkami.

Ucieczka w CIT

– Mimo że zmiana ma zostać wprowadzona dopiero w 2018 r., podatnicy już teraz zaczynają poszukiwać sposobów na optymalizację. W kancelariach podatkowych pojawia się wielu interesantów, którzy wstępnie chcą ustalić, czego mogą się spodziewać po nowelizacji przepisów. Pytania te padają w szczególności ze strony osób fizycznych prowadzących jednoosobową działalność gospodarczą. Liczne oraz niespójne zapowiedzi rządu w kwestii zmiany sposobu opodatkowania powodują niepewność wśród przedsiębiorców, którzy szukają pomocy w przygotowaniu się do nowej rzeczywistości podatkowej – wyjaśnia specjalista z Kancelarii Podatkowej Skłodowscy.

Jedną z możliwych ucieczek przed nowelizacją przepisów może być założenie spółki i rozliczanie się z fiskusem jako osoba prawna. Wiąże się to jednak z prowadzeniem ksiąg rachunkowych i sformalizowaniem wielu dodatkowych operacji gospodarczych. Na przykład, wzrosną koszty związane z zatrudnianiem zawodowego księgowego. Należy pamiętać, że opodatkowanie, z punktu widzenia prowadzącego działalność, np. w formie spółki z o.o., nie obejmuje tylko podatku dochodowego od osób prawnych, ale również daninę od dywidendy. Oznacza to, że właściwie podatnicy ponoszą ciężar fiskalny dwa razy. Przedsiębiorca zapłaci więcej, niż 30% podatku. Jednak to i tak może się okazać dla niego korzystniejszym rozwiązaniem w stosunku do obciążenia podatkiem dochodowym od osób fizycznych. Dokładne wyliczenia można będzie przeprowadzić dopiero, gdy poznamy faktyczną wysokość progów podatkowych.

– Przy wprowadzeniu podatku liniowego, obserwowaliśmy odwrotny proces. Przedsiębiorcom nie opłacało się szukanie innych dróg do obniżenia opodatkowania, ponieważ wówczas było ono na akceptowalnym poziomie. Nastąpił wtedy istotny wzrost wpływów podatkowych. Teraz dojdzie do przeciwnej sytuacji, podobnie jak było w przypadku podatku akcyzowego. Dla wyjaśnienia, podwyższenie akcyzy na alkohol skutkowało zawsze zmniejszeniem wpływów, ponieważ przemyt stawał się bardziej dochodowy. Z kolei powrót do niższych stawek powodował, że nielegalne działania przestawały przynosić zysk. Krótko mówiąc, im wyższa danina, tym wpływy budżetowe okazują się mniejsze. Dlatego, nie sądzę, aby finalnie jednolity podatek okazał się opłacalny dla państwa – ocenia Piotr Kościańczuk.

Zniesienie podatku liniowego oraz obniżenie efektywnej składki ZUS dla przedsiębiorców, poprzez uzależnienie jej od dochodu, jest możliwe tylko dla przedsiębiorców generujących najniższe zyski. Należą do nich samozatrudnieni albo inne jednoosobowe firmy z branży drobnych usług, np. mechanicznych lub hydraulicznych. Jak podkreśla Piotr Kościańczuk, każdy większy zysk spowoduje faktyczny wzrost ich obciążeń fiskalnych. Tymczasem motorem rozwoju przedsiębiorstw są inwestycje, finansowane z zysku po opodatkowaniu. Dlatego, zdaniem eksperta, niektórzy zrezygnują z rejestrowania swojej działalności i pozostaną w szarej strefie.

Zmiana rezydencji

– Część podatników będzie starała się przenieść swój biznes poza Polskę, rejestrując działalność w innym, bardziej przyjaznym podatkowo kraju. Swoboda przepływu usług i osób w ramach UE od dawna umożliwia takie rozwiązanie. Zarejestrowanie firmy w Czechach, czy nawet w Niemczech nie zajmuje więcej, niż godzinę. Wiele firm skorzysta z tego rozwiązania. Może ono być opłacalne ze względu na różnice w poziomie opodatkowania – przewiduje Piotr Kościańczuk.

Co ciekawe, w październiku, gdy rząd ogłosił likwidację podatku liniowego, wyszukiwarka Google odnotowała natychmiastowy wzrost popularności fraz związanych z optymalizacją, np. „firma w Czechach”. Zainteresowanie prowadzeniem biznesu w tym kraju, zwiększyło się w ostatnim miesiącu dziesięciokrotnie w stosunku do poprzedzającego roku. Odnotowano, że wskazane hasło ma największą popularność w województwach śląskim i dolnośląskim, które graniczą z Czechami. Ale w innych regionach Polski również było spore zainteresowanie.

– Należy pamiętać, że obecnie istnieje szereg przepisów o unikaniu podwójnego opodatkowania. Z wieloma krajami mamy zawarte różnego rodzaju, odmienne uregulowania. W związku z tym, cześć podatków od dochodów i tak będzie odprowadzana w naszym kraju poprzez tak zwany zakład. Wyobraźmy sobie firmę z dwoma biurami, w Polsce i Czechach. Każde z nich generuje określone przychody. Jeżeli będą traktowane jako zakłady, osobno zapłacimy podatek w każdym kraju od różnicy osiągniętych przez dany oddział przychodów i kosztów związanych z jego prowadzeniem – przypomina ekspert z Kancelarii Podatkowej Skłodowscy.

Jak dodaje Piotr Kościańczuk, stawka podatku dochodowego dla osób fizycznych wynosi w Czechach 15 i 22 proc. Istnieją również ulgi, np. na bezrobotnego lub mało zarabiającego małżonka, a także na dziecko. Można też skorzystać z ryczałtowej formy rozliczenia kosztów bez konieczności ich dokumentowania. Wynoszą one od 80 do 30 proc. przychodu. Również podatek VAT pozwala na dokonanie większej ilości odliczeń. Podstawowa stawka VAT równa się 20 proc. Możliwe jest pełne odliczenie podatku od paliwa i zakupu samochodu osobowego.

– Zmiana rezydencji podatkowej, czy też znalezienie tak zwanej „oazy podatkowej” poza granicami kraju to znana i powszechnie stosowna praktyka, także na naszym krajowym rynku. Przedsiębiorcy, korzystający z tego typu rozwiązań, działają całkowicie bezkarnie. Unikają opodatkowania, zwłaszcza tych dużych dochodów. W zasadzie nikt temu nie przeciwdziała. Wprowadzając jednolity podatek, podatnik poniekąd dostaje pretekst do tego, aby w końcu zwrócić uwagę na ten problem – zauważa prof. Witold Modzelewski.

Koniec oszukiwania

W celu uniknięcia jednolitego podatku, przedsiębiorcy mogą również wykorzystywać optymalizację PIT, to znaczy zmniejszać podatek, jednocześnie zwiększając koszty uzyskania przychodów. Jednak, jak przypomina Piotr Kościańczuk, wydatki firmy muszą być ściśle związane z uzyskiwanym przez nią zyskiem. W konsekwencji, próba wprowadzenia wszelkich sztucznych rozwiązań wiąże się z poważnym ryzykiem. Z drugiej strony, nadal istnieje swoboda umów. Przedsiębiorcy mają więc możliwość, w granicach prawa, kształtować stosunki gospodarcze tak, aby były dla nich wygodne.

– Aby przeciwdziałać wykorzystywaniu optymalizacji PIT, należałoby wprowadzić przepisy antyoptymalizacyjne. Nie ma innego, skutecznego sposobu na powstrzymanie podatników przed sztucznym zwiększaniem kosztów uzyskania przychodów. Zmieniając system opodatkowania, mamy dobrą okazję do tego, aby wreszcie rozwiązać problem obchodzenia podatków. Zgodnie z założeniami, przyszła ustawa powinna zamknąć drogę do zmniejszenia obciążeń fiskalnych. Jednak, jest jeszcze za wcześnie, aby odpowiedzieć na pytanie, czy ta koncepcja zostanie zrealizowana – podsumowuje  prof. Modzelewski.

Zdaniem Piotra Kościańczuka, uniknięcie nowej daniny z pewnością nie będzie proste i oczywiste. Już w obecnym stanie prawnym fiskus uzyskał sporo narzędzi zapobiegających optymalizacji. Klauzula obejścia prawa podatkowego, nowy sposób rozliczania aportów do spółek, konstrukcja sztucznej transakcji w podatku VAT – to wszystko powinno ułatwić wykrywanie wielu nieprawidłowości. Zmiany mają wyraźnie na celu maksymalizację opodatkowania. W związku z tym, można przewidywać, że z czasem będą pojawiały się kolejne przepisy uszczelniające system podatkowy.

Tylko 26% firm w Polsce uwzględnia cyfrową transformację w swojej strategii

Piotr Witczyński, dyrektor generalny Oracle Polska
Piotr Witczyński, dyrektor generalny Oracle Polska

O cyfrowej transformacji biznesowej mówi się w ostatnim czasie coraz więcej. Nie bez powodu. Jak wynika z danych IDC, do końca 2017 roku znajdzie się ona w centrum strategii biznesowej ponad dwóch trzecich wiodących firm na świecie. Jednak nie w Polsce. Póki co, cyfrową transformację uwzględnia w swojej strategii zaledwie 26% firm.

Na świecie coraz więcej przedsiębiorstw wdraża rozwiązania mobilne, korzysta z chmury obliczeniowej oraz analityki Big Data. Jak pokazują doświadczenia, te technologie – będące filarem cyfrowej transformacji biznesu – pozwalają nie tylko lepiej poznać klientów, ale również szybciej wprowadzać nowe usługi i lepiej je profilować.

U bram cyfrowej transformacji

Aby sprawdzić, czy taki model prowadzenia działalności stał się już faktem w naszym kraju, firma Oracle Polska wraz z IDC Polska, przeprowadziła pierwsze w Polsce badanie na temat cyfrowej transformacji biznesu. Wyniki analizy wskazują, że dla większości polskich firm cyfrowa transformacja wciąż nie jest priorytetem. Aż 54% respondentów wskazało, że nie ma w tej chwili żadnych planów z nią związanych. Zaledwie 20% respondentów realizuje obecnie proces cyfrowej transformacji, a 8% wkrótce go rozpocznie. Działania związane z cyfrową transformacją w przyszłości planuje podjąć 19% badanych firm.

Czy tego chcemy czy nie, cały świat ewoluuje w kierunku cyfrowej transformacji. Prędzej czy później dotknie ona także otoczenie, w którym działają polskie firmy, zwłaszcza, że funkcjonują one na globalnym rynku. Aby stawić czoła konkurencji, która posiłkuje się rozwiązaniami analitycznymi, chmurowymi czy mediami społecznościowymi, warto rozpocząć przygotowania do procesu cyfrowej transformacji już dziś m.in. poprzez zmianę sposobu postrzegania klienta, zwiększenie roli działu IT w firmie czy rozważenie wdrożenia nowych technologii – zwraca uwagę Piotr Witczyński z Oracle Polska.

Polska w tyle

Jest to o tyle istotne, że jak wynika z danych IDC, Polska w dalszym ciągu odbiega od krajów Europy Zachodniej pod względem wykorzystania rozwiązań będących filarem cyfrowej transformacji biznesu. – W tej chwili 29% badanych firm w Polsce używa technologii mobilnych, 18% respondentów używa chmury obliczeniowej a zaledwie 8% korzysta z rozwiązań Big Data. To bardzo niewiele, zwłaszcza gdy zestawimy dane z dojrzałymi rynkami. Oznacza to jedno: cyfrowa transformacja w Polsce dopiero się rozpoczyna. Jeśli nie przyśpieszymy tego procesu, to dystans dzielący nas od liderów będzie się systematycznie powiększał a polskim firmom coraz trudniej będzie konkurować z graczami „uzbrojonymi” w nowe technologie – przekonuje Edyta Kosowska z IDC Polska.

Widzimy jednak światełko w tunelu. 39% firm planuje lub rozważa możliwość wdrożenia chmury, 14% skłania się ku wdrożeniu technologii mobilnych. To niemal tyle samo, co liczba przedsiębiorstw rozważających lub wprost deklarujących implementację rozwiązań z zakresu Big Data (14%).

Cyfrowa transformacja to realne pieniądze

Ważnym wnioskiem z badania Oracle/IDC jest stwierdzenie, że cyfrowa transformacja, to

proces przynoszący realne korzyści biznesowe. Badanie pokazało, że istnieje bezpośredni związek pomiędzy realizacją strategii cyfrowej transformacji, a wzrostem przychodów. 21% respondentów, którzy obecnie realizują strategię cyfryzacji oczekuje ponad 10% wzrostu przychodów w 2016 r.

Wśród tych, którzy nie mają planów związanych z cyfrową transformacją tylko 2% spodziewa się takiego wzrostu.

Badanie przeprowadzono wśród przedstawicieli najwyższej kadry kierowniczej z ponad 100 polskich organizacji z różnych branż.

Najważniejsze wnioski z badania IDC:

  • 18% respondentów w Polsce używa technologii chmury obliczeniowej
  • 39% planuje lub rozważa możliwość wdrożenia chmury
  • 29% respondentów w Polsce używa technologii mobilnych
  • 8% respondentów w Polsce korzysta z rozwiązań Big Data

Inne kluczowe wnioski:

  • Ponad połowa polskich respondentów uważa poprawę satysfakcji klientów za najważniejszy priorytet biznesowy na najbliższe 12 miesięcy
  • 48% ankietowanych stwierdziło, że firmowe IT spełnia funkcję wspomagającą, zwiększając efektywność biznesu
  • 24% respondentów biznesowych uznało, że IT buduje przewagę konkurencyjną firmy i umożliwia generowanie przychodów
  • 80% respondentów biznesowych w Polsce jest przynajmniej częściowo zaznajomiona z kwestiami związanymi z chmurą

GPW obniża opłaty transakcyjne oraz opłaty za dane rynkowe dla Członków Giełdy

  • Od 1 listopada 2016 r. GPW obniża opłaty dla Członków Giełdy, dotyczące transakcji na akcjach oraz danych giełdowych na Głównym Rynku GPW oraz w Alternatywnym Systemie Obrotu NewConnect
  • Stawka opłaty stałej od zlecenia ulega zmianie z 0,20 PLN na 0,15 PLN
  • Jednocześnie o 25 proc. niezależnie od liczby abonentów, obniżona zostanie opłata miesięczna za udostępnianie danych giełdowych o pierwszej ofercie kupna/sprzedaży inwestorom indywidualnym

Giełda Papierów Wartościowych w Warszawie obniży opłaty dla Członków Giełdy, dotyczące transakcji na Głównym Rynku GPW i w ASO NewConnect od 1 listopada 2016 r. Obniżenie kosztów dla środowiska brokerskiego obejmuje zmniejszenie opłaty stałej od zlecenia oraz zmniejszenie opłaty miesięcznej za udostępnianie inwestorom indywidualnym danych giełdowych o pierwszej ofercie kupna/sprzedaży.

Obniżka opłat ma formę bezterminowej promocji, którą zostaną objęte wszystkie zlecenia maklerskie realizowane podczas sesji oraz w transakcjach pakietowych na akcje, PDA i ETF. Najbardziej znacząca obniżka dotyczyć będzie zleceń małych, a więc zleceń składanych m.in. przez inwestorów detalicznych oraz poprzez DMA.

Poziom opłat transakcyjnych jest jednym z istotnych czynników wpływających na atrakcyjność rynku. Dlatego zdecydowaliśmy się obniżyć te kategorie opłat, na które zwracali uwagę nasi klienci – Domy Maklerskie, a które mogą wpłynąć pozytywnie na zainteresowanie ofertą GPW i poprawić pozycję konkurencyjną polskiego rynku kapitałowego. Obniżka kosztów dla Członków Giełdy jest wynikiem konsultacji z branżą brokerską oraz efektem polityki cenowej prowadzonej przez GPW, mającej  na celu dostosowywanie poziomu opłat do oczekiwań jej klientów z zachowaniem interesu akcjonariuszy Giełdy oraz pobudzenie działalności inwestorów – powiedziała prof. dr hab. Małgorzata Zaleska, prezes Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie.

Struktura obniżki opłat jest rezultatem konsultacji i uzgodnień pomiędzy GPW a Izbą Domów Maklerskich. Działanie jest zgodne z wcześniejszymi zapowiedziami GPW i wpisuje się
w długoterminową strategię Spółki.

Proponowane przez GPW obniżki opłat transakcyjnych oraz opłat za dane rynkowe są rezultatem rozmów pomiędzy Giełdą a środowiskiem brokerskim. Wierzę, że obniżenie kosztów transakcyjnych przyczyni się do poprawy kondycji sektora maklerskiego, który wspiera polskie spółki w pozyskiwaniu kapitału na rozwój i stymuluje aktywność na rynku. Dobra kondycja sektora maklerskiego może się przyczynić do zwiększenia obrotów na GPW, z korzyścią dla całego rynku kapitałowego, w szczególności zaś dla inwestorów. Dlatego obniżka opłat to krok we właściwym kierunku. Mamy nadzieję, na dalszą wspólną ocenę potrzeb środowiska maklerskiego, co może się przełożyć na kolejne działania w interesie rynku kapitałowego i polskiej gospodarki. Istotne, abyśmy wspólnie pracowali na rzecz rozwoju rynku kapitałowego – dodaje Waldemar Markiewicz, prezes Izby Domów Maklerskich.

OPŁATY GIEŁDOWE POBIERANE OD CZŁONKÓW GIEŁDY – opłaty operacyjne na rynku kasowym

3.1.1 .Akcje, prawa do akcji i tytuły uczestnictwa funduszy typu ETF Stawka obecna: Stawka nowa (obowiązująca od 1 listopada 2016r.):
Opłata stała od zlecenia lub transakcji pakietowej: 0,20 PLN 0,15 PLN
Opłata od wartości zlecenia lub transakcji pakietowej:  
– od wartości do 100 tys. zł 0,029 % 0,029 % (bez zmian)
– od wartości pomiędzy 100 tys. zł a 2 mln zł 0,024% 0,024 % (bez zmian)
– od wartości przekraczającej 2 mln zł 0,010 % 0,010 % (bez zmian)
Łącznie od zlecenia lub transakcji pakietowej nie więcej niż: 880 zł 880 zł  (bez zmian)

Na GPW debiutują certyfikaty strukturyzowane ING Turbo na nowe instrumenty bazowe

W dniu dzisiejszym na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie debiutują certyfikaty strukturyzowane ING Turbo na nowe instrumenty bazowe: kursy walut GBP/USD oraz USD/JPY. Polscy inwestorzy uzyskali tym samym dostęp do czterech najbardziej popularnych par walutowych na świecie – w obrocie giełdowym znajdują się już certyfikaty ING Turbo na EUR/USD oraz EUR/CHF.

Wyemitowane przez ING Bank N.V. produkty zapewniają polskim inwestorom dostęp do kolejnych instrumentów bazowych. Obecnie Certyfikaty pozwalają im brać udział w zmianach cen już 34 instrumentów bazowych, w tym 6 par walutowych (poza wymienionymi wyżej również EUR/PLN i USD/PLN). Poza certyfikatami na pary walutowe, na GPW notowane są certyfikaty ING Turbo na indeksy największych giełd (w tym m.in. DAX, Dow Jones, Hang Seng, Nikkei, WIG20 i NASDAQ-100), surowce (ropa naftowa, złoto, gaz ziemny, srebro), akcje spółek notowanych na GPW oraz na giełdach w innych krajach, a także na stopy procentowe.

Polska firma HiProMine laureatem nagrody Most Disruptive Innovation

Czy pojedyncza spółka może zmienić obraz konkretnej branży lub nawet całego rynku? Zarówno Deloitte, jak i laureat ufundowanej przez tę firmę doradczą nagrody Most Disruptive Innovation wierzą, że tak. W tegorocznej edycji środkowoeuropejskiego konkursu bezkonkurencyjna okazała się polska firma HiProMine, która rozwija technologie przemysłowej hodowli i przetwarzania owadów. Podpoznański start-up wykorzystuje wytworzone przez miliony lat ewolucji umiejętności przetwarzania przez owady odpadów organicznych w najwyższej jakości substancje odżywcze. Nagroda Most Disruptove Innovation została przyznana w tym roku po raz pierwszy, wyboru dokonali przedstawiciele Deloitte oraz Partnerów rankingu „Technology Fast 50 CE” wśród firm, które zgłosiły udział w specjalnej kategorii rankingu.

HiProMine laureatem nagrody Most Disruptive InnovationFirma HiProMine, została założona w 2015 roku przez Jakuba Urbańskiego, biologa molekularnego, Damiana Józefiaka, profesora kierującego Katedrą Żywienia Zwierząt i Gospodarki Paszowej na Uniwersytecie Przyrodniczym w Poznaniu oraz profesora Jana Mazurkiewicza, kierownika Zakładu Doświadczalnego Technologii Produkcji Pasz i Akwakultury w Muchocinie. „Powstaniu nagrody Most Disruptive Innovation, która została wręczona podczas gali Technology Fast 50 dla firm technologicznie innowacyjnych w Europie Środkowej, przyświecała chęć wykazania, że również w Polsce powstają takie spółki i start-upy, których technologie, produkt lub usługi mają szansę stać się przełomowe i wywrzeć rewolucyjny wpływ na rynek europejski albo nawet globalny” – mówi Magdalena Burnat-Mikosz, Partner, Lider programu Technology Fast 50 w Europie Środkowej w Deloitte. HiProMine najlepiej wpisała się w te kryteria. Działalność firmy ma olbrzymi potencjalny wpływ na rynek produkcji białka na potrzeby przemysłu paszowego i spożywczego. Co więcej spółka planuje poszukiwanie zastosowań swoich technologii w medycynie, farmacji, kosmetyce i przemyśle chemicznym” – dodaje.

Założyciele HiProMine w ciągu najbliższej dekady chcą zdominować rynek białka owadziego w całej Europie. „Nasza technologia jest w pełni skalowalna, przyjazna dla środowiska i niskoemisyjna, co więcej opiera się na wykorzystaniu niskowartościowych produktów ubocznych rolnictwa i przemysłu spożywczego. Jesteśmy przekonani, że białko owadzie jest olbrzymią szansą nie tylko na zmniejszenie uzależnienia naszego rolnictwa od importu białka na cele paszowe, ale również podbicie rynków globalnych – technologia opracowana przez HiProMine może stać się wizytówką polskiej innowacji” – mówi Jakub Urbański – CTO, HiProMine.

 

O nagrodę Most Disruptive Innovation w tym roku rywalizowało aż 16 spółek z regionu Europy Środkowej. Pięć z nich pochodziło z Polski (oprócz HiProMine były to Cloud Technologies, Virtual Power Plant, Phenicoptere oraz Inphotech), w konkursie startowały również innowacyjne przedsiębiorstwa z Rumunii, Słowacji i Litwy. Firmy przedstawiały Jury swoje dokonania, plany, model sprzedaży, portfolio klientów oraz analizowały swój wpływ na środowisko, branżę, w których działają i społeczeństwo. „Warto obserwować te przedsięwzięcia, być może są wśród nich przyszli giganci technologiczni. Spółki te posiadają własne rozwiązania i udowodniony dorobek, są również bardzo dobrymi partnerami dla korporacji, gdyż wnoszą unikalne know-how i świeże spojrzenie na biznes” – mówi Jakub Weber, Starszy Menedżer w zespole Innovation Consulting Deloitte.

Nagroda będzie przyznawana cyklicznie, co roku i będzie stałym elementem rankingu „Technology Fast 50 CE”.

Estońska spółka Enefit pod koniec roku chce rozpocząć w Polsce sprzedaż energii elektrycznej. W przyszłym roku także gazu

Estońska spółka Enefit pod koniec roku chce rozpocząć w Polsce sprzedaż energii elektrycznej. W przyszłym roku także gazu 1
Spółka Enefit, należąca w 100 proc. do estońskiego koncernu Eesti Energia z siedzibą w Tallinie, największego przedsiębiorstwa energetycznego w krajach bałtyckich, jeszcze w tym roku chce rozpocząć w Polsce sprzedaż prądu, a w drugim kwartale przyszłego roku także gazu. Jak zaznacza Maciej Kowalski, członek zarządu w spółce, firma szczególnie zainteresowana jest smart meteringiem, czyli dokładnym szacowaniem poboru oraz stosowaniem cen uzależnionych od momentu, kiedy ma miejsce konsumpcja.

– Prowadzimy prace związane z wyposażeniem spółki w narzędzia IT, które służą do prowadzenia obrotu i dostarczania energii do klientów końcowych – informuje agencję informacyjną Newseria Inwestor Maciej Kowalski, członek zarządu w spółce Enefit. – Spodziewamy się, że działania przygotowawcze powinniśmy w dużej mierze mieć za sobą do końca tego roku. W przyszłym roku będziemy mogli aktywnie wyjść do klientów.

Spółka Enefit jest spółką handlową należącą w 100 proc. do koncernu Eesti Energia z siedzibą w Tallinie, największego przedsiębiorstwa energetycznego w krajach bałtyckich. Firma została pionowo zintegrowaną grupą z własnym górnictwem konwencjonalnym i odnawialnym wytwarzaniem energii, dystrybucją oraz międzynarodowym obrotem energią.

Firma kontroluje 60 proc. rynku energii elektrycznej w Estonii, jedną czwartą gazu dla odbiorców instytucjonalnych oraz 25 proc. rynku energii elektrycznej w krajach bałtyckich.

– Obecnie przeprowadziliśmy rejestrację spółki w Polsce. Mamy pierwszych pracowników, przygotowujemy się do uzyskania koncesji i jesteśmy w trakcie postępowań w Urzędzie Regulacji Energetyki, które są niezbędne do tego, aby rozpocząć działalność związaną zarówno z obrotem energią elektryczną, jak i gazem – wskazuje Maciej Kowalski.

Pierwsza pozyskiwana będzie, jak wynika z informacji spółki, poprzez zakupy na Towarowej Giełdzie Energii, ale również w ramach kontraktów dwustronnych. Gaz ziemny firma chce sprzedawać od drugiej połowy 2017 roku na terenie całej Polski za pośrednictwem kanału partnerskiego (oferta skierowana do małych i średnich przedsiębiorstw) oraz własnego zespołu handlowców (dla dużych przedsiębiorstw). Obecnie spółka buduje sieć kooperantów oraz prowadzi rekrutację.

– Nasza oferta ma być dostosowana do potrzeb klientów – zapowiada Maciej Kowalski. – Początkowo będzie obejmować tylko energię elektryczną, następnie dołączymy pakiety gazu produktowego.

W dalszej przyszłości przedsiębiorstwo chce również oferować energię wytwarzaną w odnawialnych źródłach energii. Firma jest również zainteresowana obszarem bardziej złożonych produktów związanych ze smart meteringiem, czyli dość dokładnym szacowaniem poboru oraz dostarczaniem różnych cen uzależnionych od momentu, kiedy ma miejsce konsumpcja.

– To dziedzina w Polsce nieznana, ale myślę, że może być interesująca dla pewnej grupy klientów – wyjaśnia Maciej Kowalski. – Sądzę, że będzie to jeden z elementów wyróżniających naszą ofertę. Mamy doświadczenia z krajów bałtyckich czy skandynawskich, które pozwalają na wypuszczenie palety produktów jeszcze nie zbyt popularnych w kraju, ale dobrze sprzedających się na nieco płynniejszych i wyposażonych w bardziej zaawansowaną infrastrukturę handlową rynkach. Mamy sygnały od różnych przedsiębiorstw, że w Polsce znajdą także dużą grupę odbiorców.

Cena emisyjna akcji BIK ustalona na 18 zł

Proces book buildingu zakończył się sukcesem. Zarząd Biura Inwestycji Kapitałowych S.A. ustalił cenę emisyjną oferowanych akcji w ramach Oferty Publicznej na 18 zł. Zapisy na akcje ruszają w czwartek 27 października br. W transzy indywidualnej będą przyjmowane do 3 listopada br., a w transzy instytucjonalnej do 4 listopada br. Zapisy prowadzi DM BOŚ jako oferujący oraz  DM mBanku i BM Alior Banku będące w konsorcjum.

W ramach prowadzonej pierwszej publicznej oferty Biura Inwestycji Kapitałowych S.A. oferowanych jest 1.130.000 nowych akcji serii I. Cena emisyjna akcji dewelopera powierzchni magazynowych i handlowych została ustalona na poziomie 18 zł za walor. Z uwagi na ustalony poziom ceny obecny akcjonariusz Belancor Sp. z o.o. podjął decyzję o nieuczestniczeniu w ofercie. To oznacza, że w przypadku objęcia przez inwestorów wszystkich oferowanych papierów, wartość oferty sięgnie 20,34 mln zł brutto.

„Jesteśmy zadowoleni z wyników zakończonego book buildingu. W związku z faktem, że Belancor nie sprzedaje swoich akcji oraz biorąc pod uwagę zgłoszony popyt przez inwestorów instytucjonalnych, podjęliśmy decyzję o przesunięciu części akcji z transzy indywidualnej do transzy instytucjonalnej. Ustalona cena akcji pozwala pozyskać takie środki, które zapewnią Spółce realizację kluczowych celów inwestycyjnych. Jednocześnie cena emisyjna, uwzględniająca około 20% dyskonto względem wartości aktywów netto, z pewnością będzie atrakcyjna dla inwestorów. Dlatego liczymy, że oferta publiczna zakończy się sukcesem” – powiedział Mirosław Koszany, Prezes Biura Inwestycji Kapitałowych S.A.

Przyjmowanie zapisów rozpoczyna się 27 października br. i w transzy inwestorów indywidualnych będzie prowadzone do 3 listopada br. oraz do 4 listopada br. w transzy inwestorów instytucjonalnych. Zapisy prowadzi Dom Maklerski BOŚ, jako oferujący oraz Dom Maklerski mBanku i Biuro Maklerskie Alior Banku będące w konsorcjum. W ramach transzy detalicznej  spółka oferuje 200 tys. akcji (ok. 17,7% oferowanych akcji), a inwestorom instytucjonalnym 930 tys. akcji (ok. 82,3%). Przydział akcji planowany jest na 7 listopada br.

Oferowane inwestorom akcje stanowić będą łącznie 27,4% podwyższonego kapitału zakładowego spółki. Aktualnie 100% akcji Biura Inwestycji Kapitałowych S.A. jest własnością Belancor Sp. z o.o. z siedzibą w Krakowie. Udziałowcami Belancor Sp. z o.o. są osoby fizyczne. Przy uwzględnieniu, że wszystkie nowo emitowane papiery zostaną sprzedane, po zakończeniu IPO kapitał zakładowy dewelopera będzie się dzielił na 4,13 mln akcji.

Polskie firmy eksportują coraz więcej

Według danych GUS od stycznia do sierpnia 2016 r., w porównaniu z analogicznym okresem ubiegłego roku, eksport wzrósł o 6,3%. Wszystko wskazuje na to, że już drugi rok z rzędu Polska będzie miała dodatni bilans handlowy.

Polskie firmy sprzedają za granicę coraz więcej. Jednocześnie zmienia się struktura eksportu – pojawiają się nowe gałęzie i bardziej wyspecjalizowane produkty eksportowe. W cenach bieżących polski eksport wyniósł 517 613,5 mln zł, a import 499 120,5 mln zł. Dodatnie saldo ukształtowało się na poziomie 18 493 mln zł, natomiast przed rokiem wyniosło 6 329,2 mln zł. Najwięcej polskie firmy wyeksportowały do krajów Unii Europejskiej. Kwota ta sięgnęła 412 647,2 mln złotych. Największy bilans handlowy Polska ma z zachodnim sąsiadem. Udział Niemiec w obrotach handlowych ogółem zwiększył się w eksporcie z 26,9% do 27,2% po dwóch kwartałach br. i w imporcie z 22,8% do 23,5% w porównaniu z analogicznym okresem roku 2015.

Sprzedajemy maszyny i produkty spożywcze, ale nie tylko

Wśród produktów, które najczęściej wysyłamy za granicę są maszyny, urządzenia i sprzęt transportowy. Drugim z dominujących sektorów polskiego eksportu są artykuły spożywcze. Jak podała Polska Agencja Prasowa, Ministerstwo Rolnictwa szacuje, że w 2016 roku może paść kolejny rekord eksportu żywności. Jego wartość może zbliżyć się do 25 mld euro. Początkowo wśród towarów wysyłanych za granicę dominowały surowce i wyroby niskoprzetworzone. Obecnie zmianie ulega struktura towarowa handlu zagranicznego i polskie firmy sprzedają coraz więcej produktów o wysokim stopniu przetworzenia. Coraz więcej polskich podmiotów gospodarczych staje się znaczącymi graczami na rynku na poziomie globalnym. Bydgoska PESA, Solaris czy Comarch to tylko niektóre z przykładów sukcesu na rynkach zagranicznych. Polskie przedsiębiorstwa sprzedają swoje towary czy usługi nie tylko sektorowi prywatnemu, ale i podmiotom publicznym. – Polskie firmy już odrobiły lekcje z przedsiębiorczości i zaczynają stanowić coraz silniejszą konkurencję. Innowacyjne rozwiązania, otwartość na pomysły i profesjonalizm skutkują wygranymi przetargami – uważa Jakub Gieruszczak, właściciel INELO, firmy, której oprogramowanie do kontroli czasu pracy kierowców używane jest przez 28 inspekcji drogowych w 12 krajach Europy. – Między innymi niemiecka inspekcja BAG, holenderska ILenT, rumuńska ISCTR czy luksemburska inspekcja celna i akcyzowa korzystają z naszych rozwiązań,  a naszym ostatnim sukcesem jest podpisanie kontraktu na dostarczenie licencji oprogramowania dla Driver & Vehicle Standards Agency (DVSA), czyli brytyjskiej inspekcji transportu drogowego – dodaje.

Kierunki polskiego eksportu

Według danych przedstawionych przez Ministerstwo Rozwoju, eksport do UE wzrósł o 1,8% i sięgnął ok. 94,8 mld euro. Najszybciej zwiększyła się sprzedaż do Słowenii (o 11,2 %), Irlandii (o 10,9 %), Rumunii (o 9,7%), Portugalii (o 9,2%), Finlandii (o 8,9%), Hiszpanii (o 6,7%) oraz Szwecji (o 6,6%). „Zdecydowanie szybciej niż przeciętnie wzrósł eksport do pozaunijnych rynków rozwiniętych. Wynikało to z dynamicznego zwiększenia polskiej sprzedaży między innymi do Szwajcarii (o 12,1%), Kanady (o 13,8%), Stanów Zjednoczonych (o 10,1%) oraz Izraela (o 28%)” – czytamy w komunikacie ministerstwa. Polska, po dwóch latach spadków, coraz więcej sprzedawała również do krajów Wspólnoty Niepodległych Państw. W przypadku Ukrainy wzrost wyniósł prawie 12%, a Białorusi 3,1%. Na rynku rosyjskim odnotowano stagnację.

Rośnie liczba zachorowań na zespoły mielodysplastyczne i ostre białaczki szpikowe wśród osób starszych. Pacjenci w Polsce mają ograniczony dostęp do leczenia tych nowotworów

Rośnie liczba zachorowań na zespoły mielodysplastyczne i ostre białaczki szpikowe wśród osób starszych. Pacjenci w Polsce mają ograniczony dostęp do leczenia tych nowotworów 2
Co pół minuty u jednej osoby na świecie diagnozuje się nowotwór krwi. W Polsce z roku na rok skala zachorowań rośnie. Wiele osób o chorobie dowiaduje się zbyt późno. Objawy takich schorzeń jak zespoły mielodysplastyczne i ostra białaczka szpikowa mylone są bowiem z anemią. Problemy występują także po zdiagnozowaniu choroby. Ponieważ większość chorych to osoby starsze, intensywne leczenie nie zawsze jest możliwe. Pacjenci mają też ograniczony dostęp do leków, które znacznie wydłużają życie. 

Coraz więcej Polaków cierpi na nowotwory krwi – w ciągu ostatnich 25 lat liczba chorych wzrosła aż dwukrotnie. Co roku diagnozuje się około 1500 nowych przypadków zachorowań na zespoły mielodysplastyczne (MDS) i ok. 1300 przypadków na ostre białaczki szpikowe (AML). Oba te schorzenia polegają na niekontrolowanym namnażaniu się chorych komórek szpiku kostnego, które zastępują zdrowe komórki krwiotwórcze w organizmie. Medycyna nie wie, dlaczego tak się dzieje. Wiadomo jedynie, że czynnikiem ryzyka jest stosowana uprzednio chemioterapia bądź radioterapia lub narażenie na działanie niektórych środków toksycznych. Problemów, zwłaszcza przy MDS, nastręcza prawidłowa diagnostyka. Ze względu na nieoczywiste objawy zespoły mielodysplastyczne często rozpoznawane są jako anemia.

– Czujny musi być lekarz pierwszego kontaktu albo jakikolwiek inny, do którego zgłasza się pacjent czy pacjentka. W przypadku zespołów mielodysplastycznych przewodnim objawem jest najczęściej tzw. cytopenia, czyli zaczynają się obniżać wartości hemoglobiny, leukocytów, płytek i może się to pojawić w różnej konstelacji – mówi agencji informacyjnej Newseria prof. Mieczysław Komarnicki, kierownik Katedry i Kliniki Hematologii i Chorób Rozrostowych Układu Krwiotwórczego Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu.

Na MDS i AML najczęściej zapadają osoby starsze – średni wiek zachorowalności wynosi ok. 67 lat. Nastręcza to sporych problemów terapeutycznych, ponieważ tacy pacjenci często borykają się także z innymi problemami związanymi z wiekiem, np. uszkodzeniami organów wewnętrznych na skutek starzenia się organizmu. Dlatego mimo że kwalifikują się do intensywnego leczenia, nie mogą się mu poddać. U pacjentów z ostrą białaczka szpikową przez wiele lat stosowano niskodawkową chemioterapię, która nie przynosiła jednak oczekiwanych rezultatów, skutkowała też groźnymi dla życia powikłaniami krwotocznymi i infekcjami. Od kilku lat na rynku dostępne są leki hypometylujące, ich działanie polega na naprawianiu materiału genetycznego, którego uszkodzenie doprowadziło do rozwoju białaczki.

– Leczenie jest terapią nieintensywną, nie jest tak toksyczne jak intensywna chemioterapia, natomiast pozwala uzyskać dobre efekty i dobry odsetek remisji u chorych starszych, którzy tolerują to leczenie. U części chorych nie jesteśmy w stanie uzyskać remisji, ale np. jesteśmy w stanie uniezależnić się od przetoczeń – mówi prof. Agnieszka Wierzbowska, hematolog z Katedry i Kliniki Hematologii w Łodzi.

Obecnie światowym standardem w leczeniu ostrych białaczek szpikowych jest podawanie leków demetylujących przeznaczonych dla osób starszych niekwalifikujących się do intensywnej terapii. Optymalnym rozwiązaniem byłaby możliwość stosowania dwóch rodzajów leków i pozostawienie wyboru najlepszej opcji leczenia lekarzowi. Leki te są jednak dostępne w Polsce wyłącznie dla wyselekcjonowanej grupy chorych, tj. tych, którzy nie kwalifikują się do intensywnego leczenia, ale którzy mają niewielkie nacieczenie szpiku komórkami białaczkowymi. Stanowią około 1/3 populacji wszystkich chorych na ostrą białaczkę szpikową. W przypadku zespołu mielodysplastycznego jedyną prawdziwie skuteczną terapią jest transplantacja szpiku kostnego.

 Pacjentom, którzy nie kwalifikują się do transplantacji, możemy podać leki, które zwiększają liczbę płytek, ograniczają anemię, poprawiają krzepliwość krwi. Możemy również stosować transfuzję, usunąć nadmiar żelaza z organizmu, stosując takie leki jak deferazyroks. U pacjentów z zespołem mielodysplastycznym z delecją 5q możemy stosować lenalidomid. Ten lek normalizuje liczbę czerwonych krwinek, co daje bardzo długą remisję – mówi dr Esther Oliva, hematolog z włoskiego szpitala w Reggio di Calabria.

Leki te wydłużają życie chorych i znacznie poprawiają jego jakość. Zespoły mielodysplastyczne to specyficzna grupa chorób ze względu na swoją niejednorodność. Wielu pacjentów należy do grupy tzw. niskiego ryzyka – w ich przypadku terapia może znacząco wydłużyć okres przeżycia i złagodzić dolegliwości związane z przebiegiem choroby. Stosowane są w niej takie leki jak lenalidomid, który zmniejsza zapotrzebowanie na przetoczenia krwi i ogranicza konieczność hospitalizacji. Lek ten nie uszkadza układu nerwowego. W Polsce nie jest jednak objęty refundacją.

– Walczymy o to jako środowisko medyczne wspólnie z pacjentami, ponieważ jest to rzeczywiście bardzo wartościowy lek. Gdyby był dostępny w formie programów terapeutycznych, byłaby to bardzo duża ulga i poprawa dla pacjentów, szczególnie, że to nie jest duża grupa pacjentów – mówi prof. Lidia Gil, hematolog z Kliniki Hematologii i Chorób Rozrostowych Układu Krwiotwórczego w Szpitalu Klinicznym Przemienienia Pańskiego UM im. w Poznaniu.

U pacjentów z grupy wyższego ryzyka choroba postępuje znacznie szybciej, zmierzając często w kierunku przekształcenia się w ostrą białaczkę szpikową. W ich przypadku stosowana jest chemioterapia oraz przeszczep allogenicznych komórek krwiotwórczych. Pacjenci, którzy nie kwalifikują się do tego rodzaju terapii, poddawani są leczeniu lekami hypometylującymi. W Polsce dostępna jest azacytydyna, refundowana jedynie dla chorych, u których ilość blastów nie przekracza 30 proc. Do tej pory standardowe leczenie polegało na hospitalizacji pacjenta raz w miesiącu przez siedem dni, co było bardzo uciążliwe. Jednakże coraz częściej stosuje się leczenie w trybie jednodniowym lub ambulatoryjnym niewymagającym pobytu pacjenta w szpitalu.

K. Skowroński: W mediach nie słychać głosu młodych osób. Telewizja publiczna powinna otworzyć drzwi dla części z nich

K. Skowroński: W mediach nie słychać głosu młodych osób. Telewizja publiczna powinna otworzyć drzwi dla części z nich 3
W mediach publicznych brakuje głosu młodych osób – uważa Krzysztof Skowroński, prezes Radia Wnet i Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich, który w konkursie na prezesa Telewizji Polskiej przedstawił ideę TVP27 – kanału robionego dla młodych i przez młodych. Z powodu braku programów adresowanych do młodych widzów tradycyjne medium przegrywa z internetem.

 TVP27, idea, którą przedstawiłem podczas konkursu na prezesa telewizji publicznej, to kanał, w którym można występować tylko do 27 roku życia. Robiony przez młodych ludzi, ale kanał ambitny. Byłyby w nim wiadomości, filmy dokumentalne, normalne programy, ale to, czego chcą młodzi ludzie – tłumaczy w rozmowie z agencją Newseria Biznes Krzysztof Skowroński, prezes Radia Wnet i Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich.

Telewizja już nie jest oknem na świat dla młodych ludzi. Z raportu Reuters Institute for the Study of Journalism (RISJ) wynika, że głównym źródłem newsów stają się media społecznościowe, w Polsce wskazało je 82 proc. Wśród najmłodszych (18–24 lata) telewizja przegrywa z internetem i mediami społecznościowymi. Im starsze osoby, tym bardziej związane są z telewizją. Wśród osób 45+ najważniejszym dostarczycielem informacji są kanały telewizyjne.

 Kanał TVP27 miałby być na styku mediów normalnych, konwencjonalnych i internetu. To sposób otwarcia telewizji publicznej na to, co się tak naprawdę dzieje, na życie. Wszyscy widzimy młodych ludzi, którzy po uniwersytetach pracują w restauracjach, kawiarniach, w korporacjach, są niezadowoleni, bo chcą od życia więcej. Telewizja publiczna, przynajmniej dla części z nich, powinna otworzyć drzwi – ocenia Skowroński.

W mediach nie słychać głosu młodych ludzi, nie jest przedstawiany ich punkt widzenia. Kanał, którego utworzenie postuluje prezes Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich, miałby być poważnym medium, bardziej w stylu poważnej dysputy o tym, co zajmuje młodych, niż np. MTV.

Firmy w coraz trudniejszej sytuacji. Wielu z nich udaje się uniknąć upadłości dzięki odpowiednim działaniom naprawczym

Firmy w coraz trudniejszej sytuacji. Wielu z nich udaje się uniknąć upadłości dzięki odpowiednim działaniom naprawczym 4
Słabsza od oczekiwanej dynamika gospodarki, rosnące wyzwania rynkowe i zbyt wysokie zobowiązania powodują, że coraz większej liczbie firm trudno utrzymać stabilny rozwój. Dla sporej grupy przedsiębiorstw nadchodzi więc czas dostosowywania się do trudniejszej rzeczywistości, zmiany modelu biznesowego, uelastycznienia działania czy wręcz zmian personalnych. Trafna diagnoza problemów i podjęte w odpowiednim czasie działania pozwalają w wielu wypadkach uniknąć upadłości. Coraz więcej przedsiębiorców korzysta z postępowań restrukturyzacyjnych.

– Firmy popadają w kryzysy dlatego, że otoczenie się zmienia. Obserwujemy to chociażby przez liczbę upadłości czy obecnie poprzez liczbę postępowań restrukturyzacyjnych. Żeby się uzdrowić, musimy się zoptymalizować – mówi agencji informacyjnej Newseria Andrzej Głowacki, prezes spółki DGA, która zajmuje się m.in. doradztwem restrukturyzacyjnym – Z jednej strony musimy dostosować swoją wielkość, strukturę i formę działania do tego, co możemy mieć w oparciu o te zasoby, którymi dysponujemy. Z drugiej strony musimy wykorzystać otoczenie, czyli także aspekty prawne, np. nowe prawo restrukturyzacyjne.

Euler Hermes, na podstawie oficjalnych danych z Monitora Sądowego i Gospodarczego, obliczył, że we wrześniu liczba upadłości firm, czyli niezdolności do regulowania zobowiązań wobec dostawców w różnych formach prawnych, wyniosła 86 wobec 47 rok wcześniej. Liczba upadłości rośnie od początku III kwartału. Od początku roku opublikowano informacje o 589 tak rozumianych upadłościach wobec 574 w tym samym okresie ubiegłego roku.

– W Polsce restrukturyzacja kojarzy się potocznie z redukcją zatrudnienia, czasami zamykaniem branż, pewnymi działaniami, które mają na celu tylko obniżanie kosztów. A tak naprawdę restrukturyzacja to działanie, które ma przede wszystkim na celu opanowanie sytuacji, czyli tak jak w przypadku chorego pacjenta postawienie diagnozy i rozpoczęcie leczenia – stwierdza Głowacki.

Jak podkreśla, do tego trzeba znaleźć osobę, która takie leczenie przeprowadzi.

Dzisiaj często mamy problem z tym, że osoby, które chcący lub niechcący doprowadziły do złej kondycji firmy, potem zakładają fartuch lekarza i chcą tę firmę leczyć. To nie do końca jest dobre rozwiązanie, bo wówczas jest potrzebny menadżer, taki lekarz firm, który potrafi coś nowego wnieść – mówi Andrzej Głowacki.

Dzięki zmianie prawa od początku roku firmy w trudnej sytuacji mogą skorzystać z różnych form postępowań, które mają pomóc im w powrocie do efektywnej działalności biznesowej. Popularność takich postępowań rośnie. Jak wynika z raportu Coface, stanowią one już blisko jedną trzecią wszystkich postępowań restrukturyzacyjnych i upadłościowych. W I kwartale ogłoszono 23 postępowania restrukturyzacyjne, a zarówno w II, jak i w III kwartale było ich ponad 50. Łącznie w ciągu trzech kwartałów sądy zastosowały nowe formy postępowania 130 razy. Wobec 405 przedsiębiorstw ogłoszono upadłość w celu likwidacji majątku, to o 17 proc. mniej niż przed rokiem. Analitycy Coface oceniają, że taka tendencja będzie się pogłębiać.

Narzędzia naprawcze mogą dotyczyć wszystkich obszarów działania firmy, począwszy od sfery wyników finansowych, czyli przede wszystkim zmiana źródeł finansowania, korzystanie z zewnętrznego finansowania po to, żeby ruszyło koło zamachowe. Z drugiej strony, jeżeli chodzi o formułę i wykorzystanie zasobów, to bardzo dobrym modelem jest outsourcing, czyli zamiana kosztów stałych na koszty zmienne, co umożliwia ich uelastycznienie. Kolejna rzecz to wykorzystywanie majątku (przez leasing, najem) zamiast dysponowania tymi majątkami – wymienia prezes DGA.

Stosowanie poszczególnych narzędzi zależy od wielkości firmy, jej struktury i zakresu prowadzonej działalności.

Dla firm usługowych największą wartością są ludzie, ich kompetencje, wiedza i doświadczenie. Zwykle nie jest im potrzebny budynek własny, tylko wynajmowany, nie są potrzebne własne samochody – mówi Andrzej Głowacki. – Inaczej to się przedstawia w firmach produkcyjnych, gdzie z kolei inne rzeczy mogą być uelastycznione, czyli np. finansowanie leasingu czy outsourcingu.

Rosną wydatki polskich firm na innowacyjne technologie IT. Największe inwestycje realizują banki i sektor telekomunikacyjny

Rosną wydatki polskich firm na innowacyjne technologie IT. Największe inwestycje realizują banki i sektor telekomunikacyjny 5
Ponad połowa polskich firm ma konkretną wizję tego, w jaki sposób transformacja cyfrowa powinna zostać przeprowadzona, a 28 proc. z nich opracowaną strategię jej wdrożenia. Coraz więcej firm inwestuje w narzędzia umożliwiające zarządzanie dużymi zbiorami danych i ich analizę, chmurę obliczeniową oraz rozwiązania mobilne, które pozwalają poprawić model biznesowy. Kluczowe znaczenie ma elastyczna infrastruktura, która daje możliwość szybkiej modyfikacji.

– Żyjemy w czasie transformacji cyfrowej. Firmy odpowiadają na nowinki technologiczne zgodnie z jej rytmem, czyli w pierwszej kolejności modernizują zaplecze informatyczne. Następnie włączają te instrumenty IT, które są podstawą do polepszenia modelu biznesowego, na przykład hurtownie danych czy nowe platformy programistyczne dające możliwość przenoszenia aplikacji pomiędzy chmurami różnych dostawców – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Adam Wojtkowski, Dyrektor Generalny Dell EMC Enterprise Business.

Główną motywacją do inwestowania w infrastrukturę IT przez przedsiębiorstwa jest potrzeba przeprowadzania wydajnych analiz big data i budowy biznesu napędzanego danymi – pokazują wyniki GE Global Innovation Barometer 2016. Przedsiębiorstwa, które stosują model data-driven business, notują dwucyfrowe wskaźniki przychodów (raport Forrester Insight Driven Business). Szacuje się, że wspomniany wskaźnik w firmach wykorzystujących big data sięgnie średnio ok. 30 proc.

– Wśród rozwiązań wykorzystywanych do napędzania biznesu kluczową rolę odgrywa infrastruktura. Jej elementy stanowią podstawę, na bazie której działają wszelkie aplikacje biznesowe. Dużo mówi się o rozwiązaniach chmurowych, hybrydowych, natomiast niezależnie od rodzaju rozwiązania kluczem jest właśnie podstawowa infrastruktura, jej elastyczność, możliwość modyfikacji w bardzo krótkim czasie – ocenia Wojciech Głownia, Dyrektor Generalny Dell EMC, odpowiedzialny za biznes komercyjny w Polsce.

Coraz więcej firm inwestuje w infrastrukturę technologiczną, która pozwala na skuteczniejszą analizę wielkich zbiorów danych. Raport GE Global Innovation Barometr 2016 wskazuje, że takie inwestycje deklaruje 73 proc. globalnych przedsiębiorstw. To o ok. 30 proc. więcej niż w poprzednim badaniu (43 proc. firm). Firma IDC szacuje, że wydatki firm na rozwój infrastruktury wykorzystywanej do analityki big data, a także na oprogramowanie i usługi wykorzystujące dane rosną średnio o 23 proc. rokrocznie. Do 2019 roku inwestycje firm w rozwiązania big data mają sięgnąć 48,6 mld dol.

– Firmy powinny obserwować trendy i za nimi nadążać. Te trendy to big data, czyli analityka wielkich zbiorów danych, mająca największe przełożenie na poprawę modelu biznesowego. Po drugie jest mobility, mobilność i przenoszalność. To pracownik cały czas w ruchu, to nowa grupa millenialsi, z których połowa odchodzi z firmy, jeśli nie dostanie właściwych narzędzi i procesów. Kolejnym trendem jest chmura – wymienia Wojtkowski.

Jak prognozuje IDC, takie inwestycje są kluczowe z punktu widzenia relacji z klientami (mobility i big data), zwiększenia wydajności (chmura obliczeniowa), również innowacyjności i usprawnień (big data). Coraz więcej zwolenników zyskują platformy konwergentne, czyli zintegrowane i uproszczone infrastruktury IT, które bazują na wirtualizacji danych, pomocne w modernizacji firmy. Ta opracowana przez Dell EMC to rozwiązanie oparte na oprogramowaniu do zarządzania chmurami firmy FireHost oraz na systemach sieciowych od VMware.

– Firmy powinny bardzo dokładnie rozważyć, w jaki sposób będą budowały swoje modele aplikacji. Najważniejsze, żeby programiści nie tracili niepotrzebnie czasu na budowę samej konstrukcji aplikacji, ale skupili się na jej logice, żeby aplikacje mogły być bardzo szybko uruchamiane, ale przede wszystkim, żeby były sprawnie wytwarzane. To procesy, które nie trwają lata, ale raczej tygodnie lub miesiące. Tylko wtedy firmy mogą bardzo szybko odpowiadać na zmiany rynkowe – wskazuje dyrektor generalny Dell EMC Enterprise Business.

Raport „Welcoming Innovation Revolution”, przygotowany przez GE Global Innovation Barometer 2016 wskazuje, że 83 proc. polskich firm wyraża zainteresowanie nowymi technologiami. Wskazuje na to m.in. dynamika inwestycji w narzędzia analityczne big data, która wzrosła z 49 proc. w 2014 roku do poziomu 68 proc. w 2015 roku.

– Polskie firmy w żaden sposób nie odstają od firm z innych części świata. Trzeba pamiętać o tym, że często operują nie tylko na rynku polskim, lecz także szerzej – na rynku Unii Europejskiej czy na rynkach światowych. W związku z tym dla nich konkurencja nie sprowadza się wyłącznie do firm, które funkcjonują w Polsce – tłumaczy Dyrektor Generalny Dell EMC Commercial Business, Wojciech Głownia.

W Polsce ważnym nabywcą nowoczesnych rozwiązań IT są sektory bankowo-finansowy i telekomunikacyjny, które zwiększają wydatki na ten cel. Polski sektor bankowy należy do najbardziej nowoczesnych na świecie. Banki udostępniają klientom nowoczesne rozwiązania. Z danych PRNews.pl wynika, że banki mają 5 mln aktywnych klientów bankowości mobilnej, z bankowości internetowej korzysta 14,5 mln osób. Jak wskazuje Wojtkowski, 30–40 proc. biznesu firm informatycznych stanowi właśnie sektor bankowy.

– Polski rynek bankowy się konsoliduje. Ten proces był nieco opóźniony w stosunku do głównych państw Zachodu, ponieważ jest w innej fazie rozwoju. Konsolidacje jednak mają miejsce, czego przykładem mogą być BZ WBK i Santander, Alior, BPH, PZU, ostatnio BGŻ BNP Paribas i Sygma Bank – wskazuje dyrektor generalny Dell EMC Enterprise Business.

Również w firmach produkcyjnych procesy stają się coraz bardziej zautomatyzowane, rozwój przedsiębiorstw w dużej mierze zależy więc od wdrożenia nowoczesnych technologii. W infrastrukturę IT inwestuje też branża gier komputerowych.

– Branża rozrywkowa rośnie bardzo szybko. Żeby można było skutecznie, szybko i na odpowiednim poziomie produkować gry komputerowe, niezbędna jest odpowiednia infrastruktura w fazie projektowania, developmentu czy fazie testowania – przekonuje Wojciech Głownia.

Stroje firmowe przedsiębiorców coraz częściej szyte na miarę. Firmy taki zakup traktują jako inwestycję

Stroje firmowe przedsiębiorców coraz częściej szyte na miarę. Firmy taki zakup traktują jako inwestycję 6

Firmowe ubrania uszyte na miarę pomagają kształtować pozytywny wizerunek przedsiębiorstwa. Gwarantują idealne dopasowanie do sylwetki i elegancki wygląd, dają też możliwość personalizacji i dopasowania do wizerunku firmy. Po rozwiązanie to coraz częściej sięgają bankierzy, prawnicy i doradcy inwestycyjni.

Profesjonalny wizerunek przedsiębiorcy i jego pracowników to niezwykle istotny element biznesowej etykiety. Wpływa na sposób postrzegania firmy, podkreśla profesjonalizm i wiarygodność, wzbudza zaufanie, a także wyraża szacunek dla klientów i kontrahentów. Może więc decydować o skuteczności, a co za tym idzie – sukcesie w biznesie. Przedsiębiorcy powinni więc przykładać dużą wagę do skompletowania odpowiedniej garderoby zarówno dla siebie, jak i dla swoich podwładnych.

– Pierwsze sekundy bardzo często decydują o tym, w jaki sposób traktujemy człowieka, czy uważamy, że jest stosownie ubrany, adekwatnie do stanowiska i funkcji, jaką pełni, jednocześnie, czy wzbudza nasze zaufanie, czy nie – mówi agencji informacyjnej Newseria Lifestyle Michał Prugar-Ketling, współwłaściciel marki Pitti Style.

Znaczenie profesjonalnego wizerunku jako jedni z pierwszych odkryli hotelarze i restauratorzy. Firmowe stroje coraz częściej pojawiają się jednak także wśród menadżerów, prawników, bankierów i doradców inwestycyjnych. Firmy coraz chętniej inwestują w profesjonalny wygląd pracowników, którzy mają bezpośredni kontakt z klientem. Wiele z nich decyduje się nawet na szycie firmowych strojów na miarę.

– Stroje, które mamy w sklepach, to stroje ustandaryzowane pod względem rozmiar czy sposobu wykonania. Stroje szyte na miarę gwarantują, że dopasowanie jest idealne, że ubranie odpowiednio przylega do ciała, wygląd jest zawsze schludny i dostosowany do potrzeb. Gwarantuje komfort, wygodę i dobry wygląd – mówi Michał Prugar-Ketling.

Szycie na miarę pozwala także na daleko idącą personalizację, a tym samym idealne dostosowanie ich do potrzeb i rodzaju przedsiębiorstwa. Marynarki czy żakiety można wykończyć w taki sposób, aby kolorystycznie nawiązywały do identyfikacji wizualnej firmy. Możliwe jest m.in. obszycie dziurek na guziki lub butonierek, zastosowanie specjalnej podszewki lub umieszczenie na ubraniu loga firmy. Przedsiębiorca, który zdecyduje się na taką usługę, musi się jednak liczyć z kosztami wyższymi niż za kupienie gotowych strojów w sklepie.

– Należy sobie odpowiedzieć na pytanie, czy nie przekłada się to finalnie na pozyskanie klienta. Wrażenie jest bardzo ważne, także można to potraktować jako inwestycję nie tylko w pracownika, lecz także inwestycję w jakiś zbliżający się projekt – mówi współwłaściciel marki Pitti Style.

Koszt strojów szytych na miarę zależy od liczby wprowadzanych modyfikacji, rodzaju tkaniny, standardu wykończenia oraz liczby zamawianych ubrań. O cenie wyższej niż koszt gotowych strojów decyduje także fakt, że większość pracy jest wykonywana ręcznie.

W Polsce brakuje dużych i silnych organizacji społecznych. Samo zwiększanie funduszy nie rozwiąże problemów społecznych

W Polsce brakuje dużych i silnych organizacji społecznych. Samo zwiększanie funduszy nie rozwiąże problemów społecznych 7
Ponad 75 proc. organizacji społecznych nawiązuje współpracę z prywatnym sektorem. Częściej są to jednak jednorazowe działania, rzadziej relacje o długotrwałym charakterze. Należy jednak zrozumieć, że problemów społecznych nie rozwiąże się wyłącznie za pomocą zwiększania finansów wypuszczanych na rynek – przekonuje ks. Andrzej Augustyński, dyrektor generalny Stowarzyszenia SIEMACHA. Jego zdaniem konieczne jest zbudowanie siły instytucjonalnej organizacji społecznych. Muszą one być silnym partnerem dla biznesu, a firmy muszą to zaakceptować – podkreśla.

– Relacja pomiędzy organizacjami społecznymi a przedsiębiorcami czy biznesem jest nierówna, dlatego że sektor tych organizacji jest słaby. Wbrew rozpowszechnionemu mniemaniu, że tych organizacji jest bardzo dużo, to są one rozdrobnione, słabe i małe, z zasady nigdy nie są dużym pracodawcą – powiedział agencji Newseria Biznes ks. Andrzej Augustyński, przewodniczący zarządu i dyrektor generalny Stowarzyszenia SIEMACHA, podczas Responsible Business Forum & Awards Gala zorganizowanej przez Executive Club.

Obecnie w Polsce zarejestrowanych jest ok. 100 tys. stowarzyszeń i 17 tys. fundacji. Działalność prowadzi jednak znacznie mniej. Stowarzyszenie Klon/Jawor szacuje, że jedynie ok. 70 proc. będących w rejestrze organizacji prowadzi swoją działalność. Rzeczywiście aktywnych jest ok. 80 tys. stowarzyszeń i fundacji. Co piąta organizacja zatrudnia etatowych pracowników.

– Punktem wyjścia do tego, żeby poprawić funkcjonowanie tej współpracy, jest przede wszystkim zaakceptowanie przez biznes silnego partnera, który buduje siłę instytucjonalną, gromadzi wiedzę, zatrudnia ludzi, jest porządnym i stabilnym pracodawcą. Tylko taki podmiot jest w stanie w długim terminie rozwiązywać problemy społeczne, a nie organizować eventy czy wysyłać w przestrzeń publiczną łzawe komunikaty, które mają za zadanie spowodować wzrost dobroczynności, który szybko przychodzi i szybko odchodzi – przekonuje ks. Augustyński.

Jak podkreśla, dziś w społeczeństwie, także w środowisku biznesowym, panuje przekonanie, że organizacje społeczne powinny działać głównie w oparciu o pomoc wolontariuszy. Tymczasem działalność społeczna wymaga odpowiedniego podejścia i zaangażowania osób z odpowiednimi kompetencjami. Wprawdzie wolontariusze i ich zaangażowanie stanowią istotną siłę trzeciego sektora, jednak – podobnie jak w biznesie – także tu liczą się profesjonalne i stabilne projekty

Pomaganie innym to biznes non profit, więc potrzeba tam bardzo utalentowanych ludzi. Z mojego doświadczenia wynika, że pomaganie innym i organizowanie działalności społecznej często jest o wiele trudniejsze niż robienie biznesu. Z jednej strony wymaga biznesowych narzędzi, ale z drugiej strony – wrażliwości, uodpornienia się na różne sytuacje, które towarzyszą tej działalności – podkreśla dyrektor generalny Stowarzyszenia Siemacha.

W Polsce dominuje przekonanie, że środki finansowe wystarczą, by rozwiązać problem społeczny. To widać także w statystykach – współpraca między sektorem społecznym i biznesem opiera się przede wszystkim na transferze pieniędzy. Z badania „Kondycja sektora organizacji pozarządowych w Polsce 2015”  wynika, że 75 proc. organizacji nawiązuje kontakt z firmami, jednak zaledwie 14 proc. deklaruje, że relacje te mają częsty i regularny charakter. 32 proc. stowarzyszeń i fundacji kontaktuje się z nimi co pewien czas, a dla kolejnych 30 proc. relacje z sektorem prywatnym są rzadkie i sporadyczne.

– Tak jak budowanie sieci wśród komercyjnego biznesu przynosi ogromne korzyści, bo można w ten sposób budować siłę instytucjonalną i wchodzić na kolejne rynki, tak samo potrzebujemy dużych, sieciowych, silnych, stabilnych organizacji społecznych. Powinny one w sposób profesjonalny informować opinię publiczną, w jaki sposób rozwiązują problemy społeczne, a nie tylko kierować do niej wezwania, żeby ta odniosła się do jakiegoś problemu społecznego poprzez przekazanie środków. Tym bardziej że zwykle nie powracają one z informacją o tym, jak ten proces został rozwiązany i czy pieniądze zaangażowane były adekwatne do efektów, jakie osiągnięto – mówi ekspert.

W ciągu ostatnich kilku lat 57 proc. stowarzyszeń i fundacji otrzymało wsparcie od firm. Może ono przybierać różne formy, od pomocy finansowej po transfer wiedzy i współpracę merytoryczną. Najbardziej popularne jest jednak wsparcie finansowe oraz rzeczowe. Darowiznę od firmy otrzymało w ciągu dwóch ostatnich lat 40 proc. organizacji, a wsparcie rzeczowe 28 proc. fundacji i stowarzyszeń.

– Cel, do którego powinniśmy dążyć, to wytworzenie siły instytucjonalnej organizacji społecznych. Wzorców jest dużo w Europie Zachodniej czy Stanach Zjednoczonych – zaznacza dyrektor Stowarzyszenia Siemacha. – Myślę, że głównym ograniczeniem jest pewien lęk organizacji społecznych. Myślą sobie, że jeśli wyjdą z komunikatem, że budują siłę instytucjonalną organizacji po to, żeby rozwiązywać lepiej problemy społeczne, a więc do tego zatrudniają ludzi i budują infrastrukturę, która kosztuje, to jest obawa, że odwrócą się od niej darczyńcy i nie dadzą pieniędzy. A to uniemożliwi im działanie.

Największe zmiany będą w komunikacji miejskiej

Transport zbiorowy w polskich miastach zmieni się najszybciej. Zgodnie ze strategią rządu jego rozwój będzie związany z wykorzystaniem energii elektrycznej. Popularne w Lublinie trolejbusy, to także pomysł na rozwój transportu w innych miastach.

-Elektromobilność zakłada rozwój transportu z wykorzystaniem energii elektrycznej jako paliwa, strategia polskiego rządu uwzględnia globalne trendy – mówi w rozmowie z MarketNews24 Wojciech Jakóbik z Instytutu Jagiellońskiego, red.nacz. BiznesAlert.

Jest to trend, który może okazać się korzystny dla polskich producentów autobusów.

JLL analizuje sytuację na warszawskim rynku biurowym po III kw. 2016

Firma doradcza JLL podsumowała sytuację na rynku biurowym w Warszawie po III kw. 2016 r.

Anna Młyniec, Dyrektor Działu Wynajmu Powierzchni Biurowych i Reprezentacji Najemcy, JLL
Anna Młyniec, Dyrektor Działu Wynajmu Powierzchni Biurowych i Reprezentacji Najemcy, JLL

„W pierwszych III kwartałach 2016 roku popyt na biura w Warszawie osiągnął wysoki poziom – prawie 531 000 mkw. Ten pozytywny trend powinien utrzymać się zarówno do końca tego roku, a także w 2017. W ostatnim czasie globalne marki takie jak Credit Suisse, DLA Piper czy William Demant zdecydowały się na otwarcie biura lub rozszerzenie działalności w Warszawie. Aktywność wiodących polskich i międzynarodowych firm wiążących z Warszawą długofalowe plany rozwoju swojego biznesu przekłada się na zapotrzebowanie na nowoczesne powierzchnie biurowe”, informuje Anna Młyniec, Dyrektor Działu Wynajmu Powierzchni Biurowych i Reprezentacji Najemcy, JLL.

Najwięcej powierzchni od początku roku wynajęto w centrum Warszawy (182 500 mkw.).

Blisko 243 000 mkw. stanowiły nowe umowy w istniejących biurowcach. Kolejne 73 200 mkw. to transakcje typu pre-let.

Przykładowe największe umowy najmu biur zawarte pomiędzy I a III kw. 2016 r. w Warszawie

Firma Budynek Powierzchnia (mkw.)
Google Warsaw Financial Center 8 300
Allegro Q22 7 600
Firma z sektora bankowego Atrium 2 7 500

Źródło: JLL, PORF, III kw. 2016 r.

Podaż

Łącznie w okresie I-III kw. 2016 r. na rynek w stolicy trafiło 378 800 mkw. nowoczesnej powierzchni biurowej.

„W III kw. Warszawa przekroczyła granicę 5 mln mkw. nowoczesnej powierzchni biurowej, dzięki oddaniu do użytku West Station I – inwestycji HB Reavis”, dodaje Anna Młyniec.

W Warszawie w budowie jest obecnie 550 000 mkw. biur, a do największych obiektów w trakcie realizacji należą: Sienna Towers (Ghelamco Poland), Business Garden III-VII (Vastint), West Station II (HB Reavis) oraz D48 (Penta Investments). 40% metrażu w budowie przypada na centrum miasta.

Powierzchnie niewynajęte

Ze względu na ograniczoną nową podaż oraz znaczący popyt w III kw. 2016 r., współczynnik pustostanów obniżył się i na koniec września kształtował się na poziomie 14,6% (16,7% w COB, 17,4% w Obrzeżach Centrum i 13,5% w lokalizacjach poza centrum).

Czynsze

Najwyższe czynsze transakcyjne w I-III kw. 2016 r. pozostały relatywnie stabilne. Aktualne stawki bazowe za najlepsze powierzchnie biurowe w stolicy wynoszą od 21 do 23,5 euro za mkw. miesięcznie w Centrum oraz 11 – 18 euro za mkw. miesięcznie poza nim.

Bogna Cichowska-Duma nowym dyrektorem Związku INFARMA

Piastujący od 2008 roku stanowisko dyrektora generalnego Związku Paweł Sztwiertnia zdecydował o podjęciu nowych wyzwań zawodowych. Z początkiem listopada zastąpi go Bogna Cichowska-Duma.

Dorota Hryniewiecka-Firlej
Dorota Hryniewiecka-Firlej, prezes zarządu INFARMY

W imieniu Zarządu chciałabym podziękować Pawłowi Sztwiertni za wiele lat pracy na rzecz innowacyjnych firm farmaceutycznych. Zbudował liczącą się organizację. Dzięki jego doświadczeniu i wiedzy w obszarze polityki zdrowotnej udało się przenieść debatę publiczną na temat wartości innowacji na wyższy poziom – z perspektywy kosztu do roli długofalowej inwestycji w gospodarczą i społeczną aktywność Polaków. Jako Zarząd chcemy, aby Paweł zaangażował się w nowe projekty, niezwykle ważne dla całej branży farmaceutycznej; ma nasze pełne poparcie – powiedziała prezes zarządu INFARMY Dorota Hryniewiecka-Firlej.

Dzięki doświadczeniu i pracy Pawła Sztwiertni INFARMA jest dzisiaj kompetentnym, wartościowym uczestnikiem debaty publicznej na temat polityki lekowej i szerzej – polityki zdrowotnej państwa. Jego doświadczenie i zaangażowanie było kluczowe w ważnym dla branży okresie procedowania i implementacji ustawy o refundacji leków oraz wdrażania Kodeksu Przejrzystości.

Podjąłem decyzję o zaangażowaniu się w nowe projekty, w których moje doświadczenie zarówno w sektorze publicznym, jak i prywatnym będzie wartością dodaną. Praca w INFARMIE dała mi możliwość budowania zespołu i kierowania organizacją zrzeszającą konkurujące na co dzień firmy oraz reprezentowania innowacyjnej branży farmaceutycznej. To było dla mnie wyróżnienie. Jako bardzo istotną część mojej aktywności chciałbym wymienić działania w obszarze etyki i przejrzystości, a zwłaszcza wprowadzenie Kodeksu Dobrych Praktyk Przemysłu Farmaceutycznego i Kodeksu Przejrzystości. To są oczywiście działania długofalowe i cieszę się, że firmy zrzeszone w INFARMIE doceniają znaczenie tych obszarów. Chciałbym podziękować za zaufanie i wsparcie, jakim byłem obdarzany przez kolejne Zarządy oraz zespół INFARMY – powiedział Paweł Sztwiertnia.

2 listopada stanowisko dyrektora generalnego INFARMY obejmie Bogna Cichowska-Duma, absolwentka krakowskiego Collegium Medicum, Krajowej Szkoły Administracji Publicznej oraz Szkoły Głównej Handlowej, posiadająca wieloletnie doświadczenie w zarządzaniu w administracji rządowej oraz na rynku prywatnych usług medycznych. W latach 2002-2011 Bogna Cichowska-Duma pracowała w Ministerstwie Gospodarki jako starszy specjalista, a następnie jako zastępca dyrektora w Departamencie Funduszy Europejskich oraz w Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości, w Departamencie Koordynacji Wdrażania Programów oraz Rozwoju Kadr w Przedsiębiorstwach. Od 2011 roku związana jest z sektorem prywatnej opieki medycznej. Przez cztery lata kierowała Centrum Medycznym Medicover w Wilanowie, a od 2015 roku była dyrektorem zarządzającym jednej z placówek sieci LuxMed.

Jak podkreśla nowa dyrektor generalna: praca w INFARMIE stanowi wyzwanie, które pozwoli mi w pełni wykorzystać doświadczenia z sektora publicznego i prywatnego. Jako główny cel stawiam sobie kontynuowanie działań INFARMY zmierzających do pogłębiania dialogu społecznego, służącego zwiększeniu dostępu polskich pacjentów do innowacyjnych terapii.

Prezes zarządu INFARMY Dorota Hryniewiecka-Firlej jest przekonana, że: Bogna Cichowska-Duma będzie umacniać pozycję Związku w publicznej dyskusji na temat wartości i miejsca innowacji w systemie ochrony zdrowia.

Grupa Budimex po III kwartałach 2016 r.

10% wzrost sprzedaży rok do roku, bardzo dobre wyniki finansowe na każdym poziomie działalności, w tym wypracowanie 250 milionów wyniku netto oraz ponad dwumiliardowy poziom pozycji gotówkowej netto to główne osiągnięcia Grupy Budimex za trzy kwartały roku bieżącego. Ponadto, mimo wstrzymania procedur przetargowych przez GDDKiA, Grupa Budimex podpisała w danym okresie kontrakty o wartości 4,1 miliarda złotych.

Komentarz Dariusza Blochera – prezesa Zarządu, dyrektora generalnego Budimeksu SA

Odnotowany wzrost sprzedaży miał miejsce głównie na skutek intensyfikacji prac na największych projektach drogowych. Możliwe, że niektóre z tych inwestycji uda się oddać nawet kilka miesięcy przed terminem kontraktowym. Produkcja budowlano – montażowa spadła natomiast w tym okresie o  15,4%. Główną tego przyczyną są przede wszystkim opóźnienia w rozstrzyganiu zleceń kolejowych, a także wspomniany brak nowych przetargów z GDDKiA.

Utrzymujące się niskie ceny surowców i korzystny poziom cen usług podwykonawców, wynikające z relatywnie słabej kondycji sektora, przełożyły się na wypracowanie bardzo dobrych wyników finansowych przez Grupę Budimex. Marża brutto ze sprzedaży, wynik operacyjny i wynik netto wzrosły odpowiednio o: 38%, 55% i 56% w stosunku do analogicznego okresu roku poprzedniego.

Dość mocno odczuwalne jest wstrzymanie ogłaszania nowych przetargów na rynku budowlanym. Wśród firm widoczna jest już konkurencja cenowa, co w przyszłości może doprowadzić do spadku marż. Wartość ofert złożonych przez Budimex w segmencie drogowym w omawianym okresie wyniosła 5,3 miliarda złotych i była niższa o ponad 70% w stosunku do analogicznego okresu roku poprzedniego. Tylko intensyfikacja prac w innych segmentach działalności oraz zwiększenie skuteczności ofertowania pozwoliły na podpisanie w okresie trzech kwartałów bieżącego roku kontraktów o wartości 4,1 miliarda złotych.

Jest to jednak wartość niższa o 13,6% od wartości kontraktów podpisanych w analogicznym okresie roku poprzedniego. W segmencie drogowym podpisaliśmy zlecenia o wartości o 36% niższej niż w ciągu trzech kwartałów roku poprzedniego (odpowiednio 1,9 do 2,9 miliarda złotych). Natomiast w obszarze budownictwa ogólnego zwiększyliśmy wartość pozyskanych kontraktów w ujęciu rocznym o 16%, podpisując dzięki temu kontrakty o wartości zbliżonej do segmentu drogowego. W obydwu segmentach skutecznie rozwijamy swoją działalność na rynku mniejszych, lokalnych kontraktów. Ponadto we wrześniu konsorcjum z udziałem Budimeksu podpisało kontrakt na budowę spalarni w Wilnie. Udział naszej spółki w złożonej ofercie stanowi około 375 milionów złotych.

Wartość kontraktów, w których oferta Budimeksu została wybrana jako najkorzystniejsza wynosi obecnie 1,1 miliarda złotych, z czego kontrakty infrastrukturalne stanowią około połowę, ale są to zlecenia, gdzie zamawiającym jest miasto lub lokalny zarządca infrastruktury. W ostatnich dniach konsorcjum z udziałem Budimeksu zostało również wybrane do realizacji jednego ze zleceń dla PKP PLK.

Wartość portfela zamówień na koniec września wyniosła 8,7 miliarda złotych i była wyższa o 0,3 miliarda złotych od wartości na koniec roku 2015. Portfel Budimeksu jest wypełniony kontraktami drogowymi. Obecnie budujemy co czwarty kilometr dróg w Polsce. Niemniej jednak, wysoka sprzedaż przy jednoczesnej niższej wartości podpisanych kontraktów infrastrukturalnych jest przyczyną spadku poziomu portfela zamówień w samym trzecim kwartale. Jego utrzymanie w kolejnych miesiącach może być dużym wyzwaniem.

Pozycja gotówkowa netto na dzień 30 września 2016 roku wynosi 2 127 milionów złotych. Jest to poziom wyższy o 18% w stosunku do stanu na koniec września 2015 roku. Wzrost poziomu gotówki w omawianym okresie wynika z poprawy rentowności segmentu budowlanego, a także ze zwiększenia salda wpłaconych środków na poczet zakupu mieszkań przez klientów Budimeksu Nieruchomości.

W ciągu trzech kwartałów bieżącego roku przedsprzedaż segmentu deweloperskiego wyniosła 1 121 mieszkań i była o 22% (316 mieszkań) niższa niż w analogicznym okresie ubiegłego roku. Zainteresowanie kupujących na rynku mieszkaniowym jest ciągle bardzo duże, a spadek liczby mieszkań przedsprzedanych przez Budimex Nieruchomości wynika głównie z kończącej się, bardzo atrakcyjnej, oferty projektu „Nowe Czyżyny” (spadek przedsprzedaży o 484 mieszkania).

Od początku 2016 roku rozpoczęliśmy przedsprzedaż mieszkań na siedmiu nowych projektach. Do końca roku planujemy uruchomienie kilku kolejnych inwestycji. Celem na przyszłość jest osiąganie rocznej przedsprzedaży na poziomie około 1 500 mieszkań. W ofercie dla klientów posiadamy obecnie 1 129 mieszkań, co stanowi 27% obecnie budowanych lokali mieszkalnych.

W ciągu trzech kwartałów 2016 roku podpisanych zostało 667 aktów notarialnych, czyli o 47% więcej niż w analogicznym okresie roku poprzedniego. Jednocześnie dynamika wzrostu sprzedaży rozpoznanej była nieco niższa i wyniosła 29%. Jest to efekt spadku średniej ceny mieszkania, który wynika ze zwiększonego udziału w sprzedaży projektów zlokalizowanych poza Warszawą, to jest w Poznaniu i w Krakowie. Trend ten będzie widoczny w kolejnym kwartale i w przyszłym roku, kiedy w wynikach sprzedaży notarialnej pojawią się na większą skalę mieszkania z projektu „Nowe Czyżyny”.

W najbliższej przyszłości i w roku 2017 będziemy koncentrować się na budowaniu rentownego portfela zamówień na kolejne lata. Po trwającym prawie rok przestoju w przetargach infrastrukturalnych, obserwujemy stopniowe wznowienie postępowań przez GDDKiA oraz rozpoczęcie procesów przetargowych na rynku kolejowym. Kluczowy dla Grupy Budimex inwestor, GDDKiA, zaprosił w ostatnim czasie firmy do składania ofert cenowych w kilkunastu przetargach drogowych. Procedury prekwalifikacyjne w tych zleceniach rozpoczęte zostały kilkanaście miesięcy temu, natomiast pierwsze rozstrzygnięcia poznamy dopiero pod koniec tego roku. W przypadku PKP PLK złożyliśmy już pierwsze oferty cenowe. Ponadto jesteśmy prekwalifkowani w czternastu postępowaniach. Zainwestowaliśmy w sprzęt kolejowy i chcielibyśmy pozyskiwać na tym rynku kontrakty o wartości około miliarda złotych rocznie. Będziemy obserwować i wyciągać wnioski z kolejnych rozstrzygnięć. Pomimo malejącego rynku w ciągu trzech kwartałów bieżącego roku zwiększyliśmy stan zatrudnienia o ponad 300 osób. Planujemy dalszy wzrost etatyzacji w 2017 roku, pod warunkiem ożywienia rynku przetargów publicznych.

W przyszłym roku spodziewamy się wzrostu dynamiki sprzedaży. Na wielu kontraktach drogowych faza projektowania kończy się w 2016 roku i dlatego w 2017 spodziewamy się intensyfikacji prac budowlanych. Zwiększenie skali inwestycji może spowodować jeszcze większą presję na wzrost płac oraz dalszy spadek dostępności wykwalifikowanych pracowników.

Bartłomiej Derski o wydzieleniu spółki Innogy z RWE

Odbiorcy energii elektrycznej w Polsce mogli się ostatnio zdziwić, gdy zostali obciążeni rachunkami od nowej, nieznanej im niemieckiej firmy Innogy.

Innogy to spółka, wyodrębniona z RWE. Ma najlepiej rokujące aktywa RWE: elektrownie wykorzystujące energię odnawialną (OZE), dystrybucję energii elektrycznej i gazu oraz sprzedaż odbiorcom końcowym. W samej RWE pozostały kopalnie, elektrownie węglowe, gazowe i likwidowane elektrownie atomowe oraz handel hurtowy energią elektryczną i gazem.

Wydzielenie części biznesu do osobnej spółki opłaciło się niemieckiemu gigantowi energetycznemu RWE. Już przy debiucie giełdowym, przed kilkunastoma dniami, Innogy była warta 20 mld euro – ponad dwa razy więcej, niż sam koncern matka.

-RWE było dotąd znane z dużych elektrowni węglowych, Innogy z węglem nie chce być kojarzona – mówi w rozmowie z MarketNews24 Bartłomiej Derski, ekspert WysokieNapiecie.pl. – Po debiucie giełdowym, na którym spółka zarobiła 5 mld euro, mamy potwierdzenie w jakie technologie inwestorzy chcą inwestować. Nie są one związane z węglem kamiennym.

Warszawski Mordor traci na znaczeniu z powodu drugiej linii metra

Druga linia metra spowodowała duże zmiany na warszawskim rynku nieruchomości. Zyskuje najszybciej Wola, ale także Praga, a traci słynny Mordor, czyli rejony Mokotowa.

Szczególnie atrakcyjne dla inwestorów stały się okolice Ronda Daszyńskiego, gdzie w bliskości stacji powstały już dwie nowe inwestycje, a kolejne zwiększą powierzchnie biurowe o prawie pół miliona metrów kwadratowych.

– Środek ciężkości warszawskich powierzchni biurowych przesuwa się z Mordoru w rejony bliskie Śródmieściu, czyli na Woli – mówi w rozmowie z MarketNews24 Łukasz Zajdel z Grupy Emmerson SA. – Na jakości zyskuje też Praga. W konsekwencji zmieniają się też ceny najmu, także w Mordorze.

Czy hossa na rynku biurowym będzie trwała

< strong>Rynek biurowy w Polsce notuje rekordowe wyniki. Co zdaniem deweloperów może przerwać dobrą passę? Jakie zmiany czekają ten segment rynku nieruchomości w najbliższym czasie? Wyniki sondy prezentuje serwis nieruchomości Dompress.pl.

Małgorzata Danek, członek zarządu LC Corp

Na rynku utrzymuje się wysoki popyt na biura, który ma zróżnicowane przyczyny w poszczególnych lokalizacjach. Z interesujących nas biznesowo miast, Wrocław jest coraz bardziej rozbudowującym się centrum BPO z relatywnie niewielką bazą bardzo dobrze zlokalizowanej w centrum miasta, wysokiej jakości powierzchni biurowej.

Warszawa odwraca się od Służewca, gdzie praktycznie dojazd i wyjazd stały się udręką i przenosi zainteresowanie na lokalizacje wzdłuż metra. Z coraz większym wysiłkiem w grze o najemców utrzymują się obiekty budowane w latach 90 i początku naszego stulecia, które mają bardzo poważne mankamenty technologiczne i bariery efektywności powierzchni.

Przy założeniu stabilnej sytuacji gospodarczej Polski, a w tle stabilnej gospodarki europejskiej przez najbliższe lata rynek będzie potrzebował nowych powierzchni. Będzie przy tym rosła presja najemców na wysokie standardy lokalizacyjne i jakość oferowanej powierzchni. Utrzyma się też parcie cenowe najemców. Reasumując, będziemy mieli w coraz większym stopniu rynek najemców, na którym będzie miejsce dla graczy oferujących najlepsze produkty i umiejących doskonale zarządzać kosztami realizacji i eksploatacji.

Ewelina Kałużna, dyrektor ds. wynajmu i zarządzania portfolio budynków Skanska Property Poland

Skanska z optymizmem patrzy w przyszłość. Prognozy pokazują, że aktywność najemców w najbliższym czasie pozostanie na wysokim poziomie. Zwrócili się oni jednak jeszcze mocniej w stronę deweloperów, którzy oferują przede wszystkim komfort przestrzeni do pracy, elastyczność i najwyższą jakość projektów. Opłaty czynszowe powoli schodzą na drugi plan, często nie przekraczają nawet 10 proc. kosztów całkowitych firmy, szczególnie w Warszawie, gdzie rynek najemcy spowodował ich spadek. Tendencja, która jeszcze rok, czy dwa lata temu dopiero zaczynała się pojawiać, teraz zdominowała myślenie o projektowaniu i budowaniu budynków biurowych. By znaleźć najemcę musimy stworzyć miejsce, które przyciągnie do firmy nowe talenty. Mimo większej automatyzacji pracy, nadal mamy czas dużej rywalizacji o utalentowaną kadrę. To ona stanowi dla firm najwyższą wartość, zwłaszcza że koszty pracownicze to już nawet 70 proc. kosztów całkowitych przedsiębiorstw. Najemca szuka więc budynku, który będzie niemalże narzędziem HR-owym i zaoferuje dużą wartość dodaną dla jego biznesu. Dlatego nie boimy się o spadek popytu na projekty, które powstają z myślą o wsparciu procesów rekrutacyjnych. Najlepiej, by budynek dawał swobodę miejsca do pracy, która dzisiaj często nie zamyka się w jego granicach. Po to planujemy zielone tarasy, loggie, zadrzewione pasaże między budynkami lub przestrzenie wspólne z WiFi. To wyzwala kreatywność, a co za tym idzie, produktywność. Dzięki temu na znaczeniu zyskują też projekty placemakingowe realizowane wokół budynków. Skanska w samej Warszawie angażuje się w kilka, w tym m.in. przy powstającym właśnie Generation Parku, czy kompleksie Spark.

Na kondycję rynku biurowego w Polsce mają też wpływ czynniki makroekonomiczne, wynikające z geopolityki, ale i możliwe scenariusze po wystąpieniu Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej. Raport CIPD and recruiter Adecco’s August Labour Market pokazuje, że 74 proc. pracodawców nie ma planów relokacji do Europy kontynentalnej. Jednak ci, którzy je mają rozważają jako najbardziej prawdopodobną lokalizację Francję, Niemcy, Irlandię i Polskę. Brexit może być więc szansą na napływ nowych inwestycji do naszego regionu, także nad Wisłę.

Marcin Juszczyk, członek zarządu Grupy Capital Park, dyrektor ds. Inwestycji

Tak zwana „dobra passa” to zarówno wynik zainteresowania nowych firm naszym rynkiem, jak i wypadkowa rozwoju istniejących podmiotów, które poszukują nowych, większych lokalizacji lub decydują się na tworzenie kolejnych oddziałów. To także rozwój segmentu usług i sektora BPO, który w Warszawie jest słabszy niż w regionach, czy nieporównywalny do innych krajów Europy wzrost gospodarczy, stanowi o dynamice rozwoju rynku. Niektórzy analitycy dopatrują się też szansy na wzrost popytu na biura w takich zmianach jak BREXIT. Spekuluje się, że Warszawa mogłaby aspirować do roli finansowego centrum Europy, a za tym idzie zwiększone zapotrzebowanie na powierzchnię biurową. Już teraz pojawia się coraz więcej informacji o zainteresowaniu zagranicznych instytucji finansowych lokalizacją w Polsce.

Negatywny wpływ na sytuację rynkową mogą mieć działania blokujące ekspansję potencjalnych najemców biurowych, takie jak zmiana warunków prawno-politycznych, nastawienia do nowych inwestycji lub osłabienie dynamiki wzrostu gospodarczego.

Rekordowa fala podaży nowej powierzchni biurowej w Warszawie (350 tys. mkw.), oddanej tylko w pierwszym półroczu tego roku, zaowocowała wzrostem wskaźników pustostanów do ponad 15 proc. Widać jednak również wysoką aktywność najemców przekładającą się na dużą dynamikę po stronie popytowej.

Trzeba pamiętać, że ciągle dużo nam brakuje w porównaniu do innych europejskich miast. Warszawa przy liczbie ok. 2 mln mieszkańców oferuje blisko 5 mln mkw. biur, podczas gdy Wiedeń z populacją 1,8 mln mieszkańców – 11 mln mkw., a w Monachium na 1,4 mln ludzi przypada 20 mln mkw. biur. Podaż przybywa falami, a popyt ma charakterystykę bardziej liniową. Stąd po nagłym skoku wskaźnika pustych powierzchni, można spodziewać się, że będzie on stopniowo malał wraz z absorpcją powierzchni przez najemców. Warto też zwrócić uwagę na strukturę pustostanów. Biura starszej generacji, gorzej zlokalizowane, nieefektywne kosztowo mają największy problem. Nowoczesne, dobrze skomunikowane, przyjazne, dobrze zarządzane i efektywne ekonomicznie obiekty cieszą się dużym powodzeniem. Najemcy, coraz częściej, dogłębnie analizują koszty, poza samym czynszem bazowym kontrolują efektywność kosztową wynikającą m.in. z odpowiedniego projektu, zastosowanych rozwiązań, w tym ekologicznych, czy takich elementów jak własność versus użytkowanie wieczyste terenu, które mają ogromny wpływ na wysokość opłat eksploatacyjnych i bezpośrednie koszty zużycia mediów.

Alexander Jurkowitsch, członek zarządu Warimpex

Rok 2016 jest rekordowy w Polsce pod względem ilości oddanej nowej powierzchni biurowej. Wskaźnik jej absorpcji pozostaje nadal wysoki, dzięki czemu mimo dużej podaży mały procent powierzchni czeka na najemców. Duży popyt, szczególnie w miastach regionalnych napędzają m.in. firmy z sektora BPO, które do 2020 roku będą potrzebowały około miliona metrów kwadratowych powierzchni biurowej. W Krakowie i Łodzi, w miastach w których Warimpex aktualnie realizuje inwestycje biurowe, współczynnik pustostanów jest jednym z najniższych w kraju – odpowiednio 6 proc. i 9,7 proc. w pierwszej połowie 2016 r. Dlatego w najbliższym czasie nie przewidujemy spadku zainteresowania ze strony najemców. Sytuacja na rynku może się jednak zmienić w przypadku zbyt dużej ilości dostępnej powierzchni biurowej. W efekcie doprowadziłoby to do spadku stawek czynszowych i pozwoliło najemcom negocjować lepsze warunki. W takiej sytuacji największym zainteresowaniem będą cieszyły się te biurowce, które wyróżnią się dobrą lokalizację i dostępem do transportu publicznego, a także wysoką jakością wykonania budynku, czym charakteryzuje się na przykład nasza łódzka inwestycja Ogrodowa Office lub krakowski projekt Mogilska Office, który planujemy oddać do użytkowania w pierwszych miesiącach 2018 roku. W najbliższym czasie na rynkach, gdzie realizujemy inwestycje nie przewidujemy spadku zainteresowania ze strony najemców.

Mirosław Łoziński, prezes zarządu Waryński S.A. Grupa Holdingowa

Rynek biurowy w ostatnich miesiącach przeżywa bardzo dobry okres, zarówno pod względem zawieranych umów najmu, jak i liczby realizowanych projektów. Jednak sprzyjająca koniunktura to również szybko zaostrzająca się konkurencja. Deweloperzy, aby przyciągnąć najemców muszą zaoferować nie tylko wysoką jakość przestrzeni, ale przede wszystkim doskonałą lokalizację, liczne usługi dodatkowe oraz atrakcyjne stawki najmu. Na pierwszy rzut oka może wydawać się, że podaż rośnie zdecydowanie zbyt szybko. Jednak na przykładzie realizowanego przez nas biurowca EQlibrium widzimy, że na rynku nadal jest miejsce na bardzo dobre i wyróżniające się projekty. Klienci szukają przestrzeni, które z jednej strony zaoferują im bliskie sąsiedztwo partnerów biznesowych, a z drugiej zagwarantują dogodne połączenie z wszystkimi dzielnicami miasta i lotniskiem. Warto również podkreślić, iż nie wszystkie firmy preferują lokowanie siedziby w dużych, standaryzowanych obiektach, gdzie szanse na odpowiednią ekspozycję są bardzo małe. Właśnie w tym aspekcie dostrzegamy szansę dla mniejszych projektów, takich jak biurowiec EQlibrium, które gwarantują doskonałą ekspozycję oraz niemal nieograniczone możliwości aranżacji i modyfikacji przestrzeni w odpowiednio skorelowanej cenie. Rywalizacja na rynku biurowym w kolejnych miesiącach będzie jeszcze bardziej zacięta. Jednak odpowiednio zbilansowane inwestycje w dogodnej lokalizacji, o wysokiej jakości przestrzeni z licznymi udogodnieniami dla klientów obronią się na rynku.

Mikołaj Konopka, wiceprezes zarządu Euro Styl

Trudno wyrokować, jak długo potrwa hossa. Myślę, że w najbliższej przyszłości na głównych rynkach wskaźnik pustostanów może się zwiększać, a stawki czynszowe mogą spadać. Szczególnie, że już teraz mamy do czynienia z rynkiem najemcy, który twardo negocjuje. Firmy wybierają zwykle najnowsze i najnowocześniejsze budynki, często dochodzi do relokacji z uwagi na to, że za podobną stawkę w nowym budynku można otrzymać więcej. Trudniej jest pozyskać zupełnie nowego najemcę spoza rynku, a tylko to gwarantuje zagospodarowanie rosnącej podaży. Pozyskanie inwestorów zależy zaś od dostępności wykwalifikowanej kadry, o którą w największych aglomeracjach jest już trudno. Naturalne wydaje się więc, że inwestorzy poszukują innych lokalizacji. W najbliższej przyszłości to właśnie mniejsze rynki, jak np. Olsztyn, Bydgoszcz, czy Toruń mogą stać się ciekawym miejscem do prowadzenia działalności dla sektora BPO/SSC ze względu na dostępność absolwentów wyższych uczelni oraz niższe niż w większych miastach oczekiwania płacowe i wyższy poziom lojalności pracowników.

Opracowanie: Kamil Niedźwiedzki, analityk serwisu Dompress.pl

20. rocznica telefonii komórkowej w Polsce. Co było, a co nas czeka w przyszłości?

We wrześniu tego roku obchodziliśmy 20. rocznicę wprowadzenia na polski rynek telefonii mobilnej. Raport „Technologie mobilne w nowoczesnej Polsce – odpowiedzialny rozwój i równe szanse” przeprowadzony przez firmę badawczą ARC Rynek i Opinia na zlecenie Polskiej Izby Informatyki i Telekomunikacji (PIIT) pokazuje, jaką drogę przebyła technologia mobilna i przybliża rozwiązania, do których będzie należeć przyszłość. Na pewno wśród nich nie zabraknie SMS-ów, ponieważ aż 86% uczestników badania zadeklarowało, że będzie korzystało z tej funkcjonalności częściej niż teraz.

Nie ulega wątpliwości, że życie Polaków bardzo się zmieniło dzięki technologii mobilnej. 11 lat upłynęło od momentu wprowadzenia standardu GSM (1996) do momentu, w którym na jednego mieszkańca Polski przypadała jedna karta SIM (2007). W tym samym roku na światowym rynku pojawił się pierwszy iPhone, a rok później zadebiutował system Android. Przed rokiem 1999 telefon komórkowy pozwalał wyłącznie na połączenia głosowe i przesyłanie SMS-ów. Dzisiaj telefonia mobilna zapewnia w każdej chwili dostęp do poczty elektronicznej, rozmów wideo, bieżących informacji z całego świata oraz usług takich jak zakupy e-comerce czy płatności mobilnych.

Z badania „Technologie mobilne w nowoczesnej Polsce – odpowiedzialny rozwój i równe szanse” wynika, że Polacy są bardzo silnie związani ze swoimi telefonami. Niektórzy użytkownicy pozbawieni dostępu do tego urządzenia mogą odczuwać zdenerwowanie, panikę a nawet przerażenie. Dzisiaj smartfony zapewniają nie tylko podstawowe funkcje komunikacyjne takie jak rozmowy i SMS-y, ale również oferują dostęp do szeregu serwisów użytkowych i rozrywkowych, które cieszą się rosnącym zainteresowaniem.

„Przez 20 lat obecności technologii mobilnej GSM na polskim rynku, bardzo zmienił  się sposób, w jaki wykorzystujemy nasze telefony. Używamy ich znacznie częściej niż kiedyś i na znacznie szerszą skalę. Badanie przeprowadzone na zlecenie PIIT pokazuje, że Polacy są niezwykle mocno przywiązani do swoich telefonów niezależnie od płci oraz wieku. Aż 2/3 badanych deklaruje, że zawsze ma telefon przy sobie, a zdaniem prawie połowy ankietowanych jest wręcz niezbędny w życiu codziennym. Przekłada się to na siłę SMS-ów, które trafiają bezpośrednio na urządzenie, z którym jego posiadacze się prawie nie rozstają. Z innych badań rynkowych wynika również, że wiadomości tekstowe są odczytywane znacznie szybciej, niż np. e-maile.  Poza tym powiadomienia SMS świetnie sprawdzają się w przypadku zagrożenia lub w sytuacji kryzysowej i są coraz chętniej wykorzystywane przez urzędy do komunikacji z mieszkańcami. Warto jednak pamiętać, że mobile to jedna z najdynamiczniej rozwijających się technologii na rynku. Dzięki telekomunikacji dynamicznie rozwijać się będą takie dziedziny jak telemedycyna, elektromobilność czy przemysł obronny. Karty SIM znajdą zastosowanie praktycznie w każdej gałęzi gospodarki. Nic nie wskazuje jednak, aby nowoczesne technologie wyparły SMS-y, ponieważ aż 86% respondentów wskazało, że w przyszłości będzie korzystało z tej funkcjonalności częściej niż teraz.” – powiedział Marcin Papiński, Dyrektor ds. Rozwoju w firmie Infobip.

Z badania przeprowadzonego przez ARC Rynek i Opinia wynika, że do 2020 roku 50% obywateli i aż 95% firm, sprawy urzędowe załatwiać będzie online, a 85% transakcji w Polsce ma się odbywać bez udziału gotówki, co wymaga rozwoju płatności mobilnych. W ciągu najbliższych 5 lat 72% polskich firm osiągnie wysoki poziom nasycenia technologiami cyfrowymi, co pozwoli im obniżyć koszty działalności. Bardzo dynamicznie rozwijać będzie się Internet Rzeczy, czyli wymiana danych między urządzeniami na skalę przemysłową. W ślad za nim rośnie rynek mobilnej komunikacji między urządzeniami (M2M). Eksperci oceniają, że jego wartość będzie zwiększać się każdego roku o 20-25%. Szacuje się, że na polskim rynku już teraz aktywnych jest ok. 2,5 mln kart SIM M2M. Najczęstsze zastosowania M2M obejmują usługi związane z bezpieczeństwem fizycznym, medycyną bądź ratownictwem medycznym, a także sterowaniem procesami przemysłowymi lub biznesowymi. Technologie telekomunikacyjne są stosowane między innymi w pojazdach – samochodach osobowych czy pojazdach komunikacji miejskiej, gdzie mechanizm M2M pozwala identyfikować pojazdy wzajemnie unikając kolizji. Karty SIM zapewniają także transfer danych pomiędzy terminalami płatniczymi czy urządzeniami medycznymi.

Przebyliśmy długą drogę od 1999 roku gdy telefon służył jedynie do rozmów i wysyłania krótkich wiadomości tekstowych. Dziś mówi się o rewolucji mobilnej, jednak patrząc na skalę zastosowań już wprowadzonych i tych planowanych, można odnieść wrażenie, że prawdziwa rewolucja dopiero przed nami.