Cały świat usłyszał już o wyniku piątkowego referendum, jednak nikt nie zna jego konsekwencji w długim terminie. W dzisiejszym artykule zajmiemy się najnowszymi zmianami jakie zaszły na rynkach finansowych od czwartkowego wyniku referendum, a także przyjrzymy się bliżej samej procedurze wyjścia Wielkiej Brytanii ze Wspólnoty.
Giełdy
W piątkowy poranek na całym świecie przeważał kolor czerwony, główne indeksy pikowały w dół, wszystkie spółki giełdowe, z wyjątkiem wydobywczych były wyprzedawane.
Największym przegranym w Wielkiej Brytanii jest sektor finansowy, który od początku roku stracił na wartości 15,6%, natomiast przez ostatni tydzień sektor ten stracił na kapitalizacji ponad 14%. Był to też sektor, który dawał duże poparcie zwolennikom głosującym za pozostaniem we Wspólnocie.
Londyńskie City przez kilkanaście lat przyciągnęło tysiące instytucji z całego świata. Każda poważana firma zyskiwała na znaczeniu, gdy jej główna siedziba znajdowała się w Wielkiej Brytanii. Jednakże teraz, gdy Wielka Brytania utraci członkostwo, to wszystkie te instytucje stracą możliwość działania w innych krajach należących do UE. Zatem instytucje te będą miały dwa lata na wynegocjowanie nowych warunków współpracy lub przeniesienie swojej działalności do innego kraju.
Rynek walutowy
Największym przegranym jest funt brytyjski, a także jen japoński.
Funt szterling w stosunku do dolara amerykańskiego od czwartkowego referendum do dnia dzisiejszego osłabił się o ponad 9%. Niewątpliwie, nagła deprecjacja jednej waluty względem drugiej w długim terminie negatywnie przełoży się na sektor finansowy. Spadek wartości funta na szerokim rynku spowodował wzrost zadłużenia nominowany w obcych walutach. Ponadto import stał się dużo droższy. Plusem tego wszystkie jest eksport, który powinien zamortyzować ostatnie zmiany w gospodarce.
Pośrednio spadek wartości funta brytyjskiego może przełożyć się na odpływ bardzo dobrze wykwalifikowanych pracowników, których przyciągnęły dobre warunki gospodarcze oraz silna waluta. Odpływ wykwalifikowanych osób przełoży się na mniejszy wzrost gospodarczy w długim terminie.
Sile dolara amerykańskiemu przeciwstawił się jedynie jen japoński, który względem Banku Centralnego Japonii powinien być słabszy. Ucierpiał także polski złoty, jak i wszystkie kraje wchodzące w skład rozwijających się.
Surowce
Kapitał uciekał w stronę bardziej bezpiecznych aktywów, jakimi, oczywiście są metale szlachetne.
Srebro wiodło prym, przez niespełna 6 dni zyskało na wartości prawie 5%, zanim podążało złoto, które zyskało 4,30%. Wzrost notowań kruszcu przełożył się bezpośrednio na wzrost wartości spółek wydobywczych.
Co dalej ze stopami procentowymi?
W Wielkiej Brytanii nie powinno dojść do podwyżki stóp procentowych, szybciej zobaczymy jej obniżkę. Rynek na podstawie Overninght Index Swap wycenia kolejną obniżkę kosztu pieniądza już na sierpniowym posiedzeniu.
Ponadto jedyny kraj, który zapowiadał podwyżki stóp procentowych również ich nie podniesie, mowa tutaj o Stanach Zjednoczonych. Janet Yellen zapowiadała cztery podwyżki, potem dwie, a teraz? Według kontraktów terminowych na stopę procentową inwestorzy z większym prawdopodobieństwem wyceniają obniżkę stóp procentowych.
Harmonogram wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej
Poniżej przedstawiamy harmonogram opuszczenia Unii Europejskiej przez Wielką Brytanie.
Głosowanie za wyjściem z UE
Uruchomienie art. 50 traktatu Lizbońskiego (rozpoczęcie 2 letniego procesu wyjścia)
Negocjacje pomiędzy UK a UE (ustalenie tekstu porozumienia, które ma być zatwierdzone przez minimum 20 krajów obejmujących 60% ludności UE)
Ratyfikacja przez Parlament Europejski
Jeżeli nie dojdzie do porozumienia to negocjacje zostaną wydłużone za zgodą wszystkich pańtw członkowskich UE, inaczej zostaną narzucone warunki przez UE
W ciągu pięciu miesięcy br. ogłoszono upadłość 302 firm. W analogicznym okresie 2015 r. taki los spotkał 333 przedsiębiorstwa. Ich liczba zmniejszyła się bo prawo daje nowy sposób ratowania firm.
Od stycznia obowiązuje nowa ustawa o restrukturyzacji finansowej przedsiębiorstw, która umożliwia naprawienie stanu finansów firmy, zanim dojdzie do dużo bardziej drastycznego procesu, regulowanego przez ustawę o upadłościach.
I to jest zapewne przyczyna spadku liczby upadłości od stycznia do maja br. – Dzięki postępowaniom restrukturyzacyjnym przetrwają miejsca pracy i poprawi się koniunktura gospodarcza – mówi w rozmowie z MarketNews24 prezes zarządu spółki PMR Restrukturyzacja SA, Maciej Pietrzak.
Marcin Krasoń, Analityk Rynku Nieruchomości Home Broker Przełom czerwca i lipca to czas, kiedy poznajemy nowe limity cenowe w programie Mieszkanie dla Młodych dla Gdańska i reszty woj. pomorskiego, które obowiązywać będą przez najbliższe pół roku. Od 1 lipca 2016 r. maksymalna stawka, po jakiej będzie można kupować w Gdańsku mieszkanie wyniesie 5 094,65 zł dla rynku pierwotnego i 4 168,35 zł dla rynku wtórnego.
W stosunku do wskaźników, które obowiązywały od 1 stycznia br. zanotowaliśmy w Gdańsku wzrost limitu o 1,5 proc. Poza stolicą województwa trzeba będzie jednak znaleźć mieszkania tańsze niż dotąd. Nowy limit dla gmin sąsiadujących z Gdańskiem (Cedry Wielkie, Gdynia, Kolbudy, Pruszcz Gdański, Sopot, Stegna i Żukowo) wyniesie 4 719,83 zł (rynek pierwotny) i 3 861,68 zł (rynek wtórny) za metr kwadratowy nieruchomości, co oznacza spadek o 1,5 proc. Na pozostałym obszarze województwa pomorskiego obniżka będzie jeszcze większa i wyniesie 4,8 proc. (nowe limity to 4 345,00 zł na rynku pierwotnym i 3 555,00 zł na rynku wtórnym).
Lokalizacja
Dotychczasowy limit
Aktualny limit
Zmiana w proc.
Rynek pierwotny
Rynek wtórny
Rynek pierwotny
Rynek wtórny
Gdańsk
5 020,40 zł
4 107,60 zł
5 094,65 zł
4 168,35 zł
+1,5%
gminy sąsiadujące z Gdańskiem
4 792,15 zł
3 920,85 zł
4 719,83 zł
3 861,68 zł
-1,5%
reszta woj. pomorskiego
4 563,90 zł
3 734,10 zł
4 345,00 zł
3 555,00 zł
-4,8%
Limity cenowe w programie Mieszkanie dla Młodych w woj. pomorskim na III i IV kwartał 2016 r.
Źródło: Obliczenia Home Broker na podst. komunikatów wojewody
Wysokość dopłat w ramach MdM
Małżeństwa bezdzietne kupujące przez najbliższe pół roku mieszkanie w Gdańsku będą mogły w tym czasie uzyskać maksymalnie 23,2 tys. zł dopłaty (dla mieszkania o powierzchni co najmniej 50 mkw.). Osoby z jednym dzieckiem dostaną nie więcej niż 34,7 tys. zł, a z dwójką dzieci 46,3 tys. zł. Zdecydowanie najwięcej środków uzyskać mogą rodziny wielodzietne (trójka dzieci lub więcej), maksymalna stawka w Gdańsku to aktualnie 90,3 tys. zł (mieszkanie o powierzchni 65 mkw. lub większej). Poza stolicą województwa dopłaty są oczywiście mniejsze, maksymalnie (dla rodzin wielodzietnych) będzie to 83,7 tys. zł w gminach sąsiadujących z Gdańskiem oraz 77 tys. zł na pozostałym obszarze województwa.
Wzrost limitu w Gdańsku o 60,75 zł dla rynku wtórnego i 74,25 zł dla rynku pierwotnego nie wpłynie znacząco na dostępność programu w tym mieście. Z danych Narodowego Banku Polskiego za pierwszy kwartał 2016 r. wynika, że przeciętne stawki cen w tym mieście przekraczają limity MdM o 27 i 29 proc. (rynek pierwotny i wtórny).
Gdzie szukać mieszkań z dopłatą?
Gdańsk jest jednym z miast, gdzie nie ma dużego problemu ze znalezieniem mieszkań mieszczących się w limitach MdM. Ciężko jest o takie lokale tylko w centrum oraz wzdłuż trasy Szybkiej Kolei Miejskiej (Wrzeszcz, Zaspa, Przymorze, Żabianka, Brzeźno, Jelitkowo i Oliwa), bo to obszary z dogodną komunikacją i położone blisko morza. W tych lokalizacjach ceny na rynku pierwotnym zaczynają się od ok 6 tys. zł za mkw. Większych kłopotów nie powinno za to być na takich obszarach jak: Morena, Ujeścisko, Chełm i Gdańsk Południe.
Program Mieszkanie dla Młodych działa od początku 2014 roku, we wrześniu 2015 r. wprowadzono w nim istotną zmianę, która pozwoliła korzystać z dopłat osobom kupującym mieszkanie z rynku wtórnego. Dodatkowo nowelizacja ustawy zwiększyła dostępność i kwoty dopłat dla rodzin wielodzietnych. Zmiany te spowodowały skokowy wzrost zainteresowania programem.
Z danych Banku Gospodarstwa Krajowego wynika, że do końca pierwszego kwartału 2016 r. w woj. pomorskim złożono 7861 wniosków o dopłaty na łączną sumę 196,6 mln zł. W samym Gdańsku były to 3348 na dopłaty w kwocie 85,4 mon zł. W tym czasie więcej wniosków złożono tylko w Warszawie.
Akcje spółki Pfizer znajdują się w trendzie wzrostowym od początku kwietnia br. Po ostatnim zamieszaniu wywołanym wynikiem referendum w Wielkiej Brytanii cena akcji spadła w okolice silnego wsparcia w pobliżu 33,75 USD. Następnie pojawiła się formacja szpulki, a wczoraj silna wzrostowa sesja. Prawdopodobnie oznacza to koniec korekty i możliwy ponowny test ostatniego szczytu w okolicach 35,50 USD.
Firma pokazała dobre wyniki za pierwszy kwartał br. Zarówno zysk na akcję oraz przychody okazały się lepsze od rynkowych prognoz. Ponadto przychody wzrosły o prawie 20% w porównaniu z analogicznym okresem rok wcześniej.
Na rynku trwa kontynuacja wczorajszego optymizmu. Europejskie oraz amerykańskie parkiety zwyżkują, a wcześniej dobre nastroje przelały się przez Azje. Optymizm możemy zauważyć również na polskim złotym, który powoli wraca do łask, a nasz rodzima waluta należy do aktywów o podwyższonym ryzyku inwestycyjnym. Dobre nastroje zapoczątkowała wypowiedź Mario Draghiego oraz niektórych członków Rezerwy Federalnej. ECB jest jeszcze bardziej gołębi, a FED z dużym prawdopodobieństwem przełoży kolejne podwyżki stóp procentowych w czasie.
Na wykresie dziennym S&P 500 kupującym udało się dotrzeć do strefy podaży 2035-2050 punktów. Dana strefa może okazać się za silna do przebicia w dniu dzisiejszym, dlatego też bazowym scenariuszem pozostanie kontynuacja ostatnich spadków przynajmniej w okolicę 2000 punktów.
Wczorajszego dnia rozpoczął się szczyt Unii Europejskiej z udziałem Davida Camerona. Natomiast dzisiaj jest on kontynuowany za zamkniętymi kulisami dla mediów. Jest to nieformalne spotkanie 27 głów państw członkowskich UE, które zostanie zakończone konferencją prasową. Liderzy będą omawiać przyszłość Unii Europejskiej oraz następstwa zagłosowania Wielkiej Brytanii za wyjściem z UE.
Dzisiejsza konferencja może rzucić więcej światła na warunki wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej, bowiem Wspólnota nalega, żeby wszystkie formalności zostały dopełnione jak najszybciej.
Tymczasem na parze walutowej USD/JPY dochodzi do małego odreagowania ostatnich spadków, jednakże jest to tylko korekta, która nie powinna zajść powyżej poziomu 106.90. Bazowym scenariuszem długoterminowym pozostanie kontynuacja trendu spadkowego.
Dzisiaj obserwujemy kolejny dzień odrabiania strat na rynkach finansowych. Zyskuje funt szterling oraz polski złoty, spadają rentowności obligacji, a giełdy w Europie zaczęły kolejną sesje od wzrostów. Parafrazując pewne powiedzenie możemy stwierdzić, Brytyjczycy nic się nie stało?
Raczej nie. Odreagowanie na rynkach jest czymś naturalnym po tak silnym ruchu spadkowym, który obserwowaliśmy po ogłoszeniu wyniku referendum w Wielkiej Brytanii i może być spowodowane chociażby realizacją zysków. Z pewnością nie należy wyciągać zbyt dalekich wniosków z tych dwudniowych wzrostów.
Wczoraj rozpoczął się szczyt Unii Europejskiej, z którego jednak niewiele na razie wynika. Wciąż nie znamy szczegółów dotyczących wyjścia Zjednoczonego Królestwa z UE. Nie wiemy jak będą wyglądały stosunki gospodarcze Wielkiej Brytanii ze Wspólnotą? Czy odbędzie się referendum niepodległościowe w Szkocji oraz Walii? W tych krajach większość głosowała za pozostanie w Unii Europejskiej. Znaków zapytania jest bardzo dużo, a odpowiedzi na razie brak. Ta niepewność ponownie może uderzyć w funta szterlinga oraz waluty krajów wschodzących takich, jak polski złoty, a do łask wróci jen japoński i frank szwajcarski.
Najbliższym przystankiem dla pary EUR/PLN znajduje się w okolicach 4,40. Po dotarciu do tego poziomu możemy obserwować powrót do ruchu w górę. Z kolei na parze USD/PLN doszło do przełamania ważnego wsparcia w okolicach okrągłych 4 PLN, ale trwałe zejście poniżej tego obszaru będzie możliwe dopiero po przełamaniu poziomu 1,11 przez parę EUR/USD, a na to na razie się nie zanosi. Para CHF/PLN walczy o przełamanie 4,07. Gdyby ta sztuka się udała kurs może zejść w okolice 4,05. Na większy ruch na razie nie ma co liczyć.
Dzisiaj kalendarz makroekonomiczny raczej nie jest wypełniony dużą ilością ważnych publikacji. Rynek z pewnością skupi się na doniesieniach z unijnego szczytu i wypowiedziach ważnych osobiści dotyczących Brexitu.
Nie ulega wątpliwości, że funt szterling stracił najwięcej w stosunku do jena japońskiego. W przeciągu jednego dnia z poziomu 160 spadliśmy na poziom 130, ten dzień przejdzie do historii. Po tak dużym upadku brytyjska waluta powoli wstaje umacniając się na szerokim rynku. Na wykresie czterogodzinnym najbliższe wsparcie znajduje się dopiero w okolicy strefy 140-141.90. W najbliższym czasie na parach walutowych z GBP będziemy mogli zaobserwować bardzo dużą zmienność.
Tymczasem ludzie szukają winowajcy Brexitu, David Cameron obwinia Angele Merkel za złą politykę, niektórzy wskazują na Prezydenta Stanów Zjednoczonych, dlaczego? Wykres poniżej powinien wszystko wyjaśnić.
Wyjście Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej uderzy w osoby i przedsiębiorstwa czerpiące dochody z działalności w innym obszarze podatkowym. Prawdopodobnie zostaną one objęte pięcioprocentowym podatkiem u źródła pobieranym od płatności transgranicznych. Nie wiadomo, na jakim poziomie zostanie ustalona także stawka brytyjskiego podatku VAT, która na terenie całej UE dla większości towarów i usług wynosi 15 proc.
– Z pewnością jednym z zauważalnych obszarów zmian po wyjściu Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej będą podatki – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Karolina Stawowska, doradca podatkowy, partner w kancelarii Wierzbowski Eversheds. – Będą to zmiany przede wszystkim w zakresie podatku dochodowego, tak naprawdę podatku u źródła, oraz VAT.
Podatek u źródła (ang. withholding tax, w skrócie WHT) to danina fiskalna pobierana w przypadku płatności transgranicznych. Obowiązek jej odprowadzenia spoczywa na otrzymującym przychód podmiocie (podatniku), który ma inną tzw. rezydencję podatkową niż dokonujący wypłaty (rezydent w kraju położenia źródła przychodu).
Chociaż podatnikiem jest otrzymujący wypłatę, jednak obliczenie, pobór i zapłata spoczywa na pracodawcy. Taką daninę pobiera on od dochodów podatnika, który w rezultacie otrzymuje kwotę wynagrodzenia netto, pomniejszoną o podatek u źródła.
– To należność, którą władze skarbowe będą miały prawo pobrać przy różnego rodzaju wypłatach, takich jak dywidendy, odsetki czy należności licencyjne, których beneficjentem będzie podmiot zagraniczny – precyzuje Karolina Stawowska. – O ile w kwestii dywidend niewiele się zmieni, bo postanowienia obecnej dyrektywy unijnej są bardzo podobne do polsko-brytyjskiej umowy o unikaniu podwójnego opodatkowania, o tyle spore różnice odczujemy podczas wypłaty odsetek i należności licencyjnych. Pojawi się bowiem pięcioprocentowy podatek u źródła. Kredyty, pożyczki czy umowy chociażby na znaki towarowe są w Polsce zwykle tak konstruowane, że taką należnością obciążany jest krajowy podmiot. To on więc wliczy koszty tego podatku do swojego bilansu.
Polska firma, która zaciągnęła pożyczkę bądź kredyt w instytucji finansowej mającej rezydencję podatkową w Wielkiej Brytanii, już obecnie powinna zatem, jak radzi mecenas Karolina Stawowska, pomyśleć o zmianie struktury finansowania, aby uniknąć kosztów podatku u źródła. Podobne tzw. modelowanie podatkowe, jej zdaniem, można także przeprowadzić w zakresie należności licencyjnych.
– W tej chwili możemy się przynajmniej przygotowywać do tego procesu – uważa Karolina Stawowska. – Pewnym ułatwieniem byłoby, gdyby Wielka Brytania po wyjściu z Unii Europejskiej przystąpiła do Europejskiego Obszaru Gospodarczego. Ale to i tak nie rozwiąże wszystkich problemów.
Na terenie całej Unii Europejskiej podstawowa stawka w pełni zharmonizowanego podatku VAT od większości towarów i usług nie może być niższa niż 15 proc. Po przeprowadzeniu negocjacji i upływie dwóch lat od rozpoczęciu procedury wyjścia z UE Wielka Brytania będzie mogła na swoim terytorium wprowadzić daninę w dowolnej, uznanej przez swój rząd za właściwą, wysokości.
– Kraj ten będzie miał prawo zmiany zasady pobierania tego podatku, będzie mógł nawet zupełnie go zlikwidować, wprowadzając na to miejsce coś zupełnie nowego, choć nie sądzę, że na to ostatnie faktycznie się zdecyduje – przypuszcza Karolina Stawowska. – Wspólny VAT przyniósł duży ład w zakresie obrotu gospodarczego na terenie Unii Europejskiej, więc spodziewam się, że chociaż zmienią się warunki dostaw dostawy i nabycia towarów i będziemy mieć już do czynienia z eksportem i importem, co może zachwiać pozycją finansową wielu przedsiębiorstw, to większe zmiany w tym zakresie nie zostaną jednak wprowadzone.
City of London to obecnie centrum finansowania Europy, gdzie międzynarodowe instytucje finansowe udzielają pożyczek, kredytów, obejmują papiery wartościowe. Zdaniem Karoliny Stawowskiej jest niemal pewne, że brexit spowoduje spadek znaczenia tego ośrodka.
– Wyjście Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej oznacza, że stracimy pewne udogodnienia podatkowe przy spłacie instrumentów finansowych, kredytów czy pożyczek – prognozuje Karolina Stawowska. – Już w tej chwili więc jest mowa o tym, że nowym centrum finansowym Unii Europejskiej zostanie Frankfurt, a kapitał odpłynie z Londynu.
Z racji podjęcia przez Brytyjczyków decyzji o wyjściu z Unii Europejskiej kapitał, głównie amerykański, opuszcza rynki wschodzące, w wyniku czego krajowa waluta traci na wartości. Zdaniem Beaty Kielan, prezes funduszu GoTFI, obecne decyzje inwestycyjne mogą wynikać z chwilowych emocji. Dodaje, że polska gospodarka jest w dobrej kondycji, a w tym roku sprzyjać jej będzie m.in. rosnąca konsumpcja.
– Inwestycje portfelowe z całego rynku emerging market są i w najbliższym czasie będą wyprzedawane – wskazuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Beata Kielan, prezes GoTFI. – Spodziewam się, że złoty, niestety, będzie dalej, co najmniej do końca roku, tracił na wartości.
Beata Kielan zauważa jednak, że na spadającej wartości złotego zyskują eksporterzy, bo na rachunkach bieżących mają dodatnie saldo. Natomiast ujemne przez cały czas utrzymuje się na rachunkach portfelowych, czyli wymiany inwestorów zagranicznych.
– Pewną nadzieję dawała presja deflacyjna w całej Europie, w związku z czym można się było spodziewać, że producenci ze Starego Kontynentu będą zainteresowani tym, żeby złoty utrzymał się na pewnych poziomach i podejmą próbę przeciwdziałania osłabieniu krajowej waluty – precyzuje Beata Kielan. – Natomiast ciągle mamy w Polsce inwestorów amerykańskich, którzy będą wychodzić z rynków wschodzących, środkowoeuropejskich, emerging markets, co temu nie sprzyja.
Według Głównego Urzędu Statystycznego kwietniowy wskaźnik cen towarów i usług konsumpcyjnych CPI (skrót od ang. consumer price index) wyniósł -1,1 proc. (rok do roku). Innymi słowy, wciąż mieliśmy wtedy do czynienia ze spadkiem cen, czyli deflacją. W maju natomiast urząd odnotował już ruch dodatni, czyli inflację, na poziomie 0,1 proc. (bardziej, bo o 0,2 proc., zdrożały towary, ceny usług pozostały na tym samym poziomie).
– Przyczyną długoterminowej deflacji jest nakładanie się coraz to nowych zjawisk, wśród których, niestety, globalizacja jest największą przyczyną – tłumaczy Beata Kielan. – Poza oczywiście cenami energii to ona powoduje, że mamy coraz większy napływ towarów, które są sprzedawane taniej, nawet pomimo osłabiającego się złotego. Ważnym zjawiskiem jest nadwyżka na rachunku bieżącym eksport–import, która z kolei oznacza, że import istotnie maleje, a Polacy konsumują więcej tego, co jest wytwarzane w kraju.
Zdaniem prezes GoTFI inwestorzy w obecnej sytuacji powinni czekać. Należy się bowiem spodziewać, że w Stanach Zjednoczonych zostaną niebawem podniesione stopy procentowe, Europę natomiast czeka dalsza stymulacja ze strony EBC.
– Ale Stary Kontynent powoli wychodzi pod tym względem na prostą, przechodząc na dodatnią stronę inflacyjną – zauważa Beata Kielan. – W Polsce może się zdarzyć ze względu na program „Rodzina 500 plus” i dodatkowe podatki, że inflacja wystąpi szybciej. Zwłaszcza że ceny ropy naftowej rosną i prawdopodobnie niebawem osiągną poziom około 60 dol. za baryłkę.
Sprzyjającym zjawiskiem dla krajowej gospodarki jest także spadające bezrobocie, które na koniec maja tego roku wyniosło 9,1 proc., czyli było o 0,4 proc. niższe niż w poprzednim miesiącu (w maju 2015 r. wskaźnik ten kształtował się na poziomie 10,7 proc.). Według ostatniej prognozy Ministerstwa Finansów w przyszłym roku wzrost gospodarczy Polski wyniesie 3,9 proc., inflacja – 1,3 proc., a bezrobocie rejestrowane – 8,1 proc.
– Rynki oderwały się od rzeczywistości, co znaczy, że poszczególne gospodarki nie są wcale w takiej złej kondycji, jak sugeruje parkiet – ocenia Beata Kielan. – Polska gospodarka jest tego również przejawem. Bezrobocie jest coraz niższe i taka tendencja utrzyma się przynajmniej w czasie, gdy będą spływać do Polski środki unijne nowej perspektywy finansowej.
Zdaniem specjalistów motorem wzrostu krajowej gospodarki w najbliższych miesiącach będzie konsumpcja wewnętrzna. Powinien jej sprzyjać rządowy program „Rodzina 500 plus” pomocy gospodarstwom domowym wychowującym więcej niż jedno dziecko.
– Po zaspokojeniu podstawowych potrzeb pieniądze z dużym prawdopodobieństwem będą kierowane na dobra bardziej luksusowe, zwłaszcza że ceny są niskie, dość atrakcyjne, co sprzyja zwiększeniu konsumpcji – prognozuje Beata Kielan. – Pod tym względem myślę, że gospodarka wciąż będzie zachowywała się w tym roku dość dobrze. W przyszłym natomiast zobaczymy, jaki będzie miała na nią wpływ sytuacja na świecie. Natomiast w tym roku spodziewam się, że wskaźniki powinny raczej być poprawne.
Po decyzji o wyjściu Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej funt notowany był na poziomach najniższych od 1985 roku i kosztował zaledwie 1,35 dol. Według Jerzego Nikorowskiego z Biura Maklerskiego Banku BGŻ BNP Paribas w najbliższych tygodniach brytyjska waluta nadal będzie słabła. Na krajowym rynku korzystne mogą być inwestycje w złoto, denominowane w dolarze oraz fundusze pieniężne.
– Waluta brytyjska mocno się osłabiła i obecnie jest na poziomach niewidzianych od kilkudziesięciu, blisko 40 lat – wskazuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Jerzy Nikorowski, kierownik zespołu ds. doradztwa inwestycyjnego Biura Maklerskiego Banku BGŻ BNP Paribas. – Myślę, że obawy inwestorów o przyszłość gospodarki Wielkiej Brytanii są jak najbardziej uzasadnione. Konsekwencje, które można przeliczyć, czyli tzw. kwantyfikowalne czynniki, poznamy jednak dopiero, gdy zostaną opublikowane szczegóły decyzji na szczeblu politycznym.
Jeszcze w czwartek wieczorem po ogłoszeniu wyników ostatniego sondażu wskazującego na przegraną zwolenników brexitu w referendum wartość funta wzrosła do 1,5018 dol. Potem jednak kurs brytyjskiej waluty szybko spadał. W piątek po godzinie szóstej rano czasu polskiego, gdy znane były wyniki, spadek wartości funta wynosił ponad 10 proc. Następnego dnia rano wyceniany był już na niecałe 1,35 dol. Był to najniższy poziom od września 1985 roku.
– Myślę, że zarówno rynek brytyjskich akcji, funt, jak i tamtejsze obligacje są obecnie najbardziej narażone na wyprzedaż – zauważa Jerzy Nikorowski. – Blisko 70 proc. eksportu Wielkiej Brytanii trafia do Unii Europejskiej. Zatem na notowania funta bardzo duży wpływ będzie miało to, jak zostanie rozwiązana czy zmodyfikowana umowa o wspólnym rynku, w jaki sposób Wielka Brytania ułoży sobie stosunki gospodarcze z dotychczasowymi partnerami.
Zdaniem Jerzego Nikorowskiego trudno jednak obecnie określić kurs równowagi między funtem a pozostałymi głównymi walutami. W grę bowiem wchodzą czynniki spekulacyjne, otoczenie polityczne i niepewność. Jego zdaniem jednak fundamentalna sytuacja gospodarcza Unii Europejskiej powoli wraca do normalności.
– Podstawy, które rządzą rynkami finansowymi, i ich odniesienie do gospodarki realnej Starego Kontynentu, czyli Europy Zachodniej, po brexicie nie uległy zmianie: wzrost gospodarczy jest na zadowalającym poziomie i przyspiesza, co oznacza, że w dłuższej perspektywie kilku kwartałów powinniśmy liczyć na to, że tamtejsze rynki akcji powinny przynieść zadowalający poziom stóp zwrotu – uważa Jerzy Nikorowski. – Natomiast biorąc pod uwagę to, że dzisiaj działamy w sytuacji zmiany strukturalnej, która ma wpływ na podwyższony poziom awersji do ryzyka inwestorów na całym świecie, podchodziłbym z ostrożnością do inwestycji na rynkach wschodzących w aktywa ryzykowne, czyli akcje surowców i obligacje korporacyjne.
Jerzy Nikorowski podkreśla też, że brexit w znacznej mierze pogłębia słabość polskiej giełdy. Wartość transakcji na głównym rynku wyniosła w maju tego roku 12,5 mld zł, o 27,3 proc. mniej niż w tym samym miesiącu rok wcześniej przy rosnącej o 13 proc. liczbie transakcji. W ciągu ostatnich pięciu lat (od połowy 2011 roku) główny indeks giełdowy WIG20 spadł o blisko 40 proc. z poziomu 2900 punktów do nieco ponad 1800.
– Nie jesteśmy w stanie obecnie przełożyć potencjalnych konsekwencji opuszczenia przez Wielką Brytanię Unii Europejskiej na rynek finansowy – precyzuje Jerzy Nikorowski. – Obawiam się, że wszystkie gałęzie gospodarki polskiej realizujące w tej chwili projekty inwestycyjne współfinansowane przez Unię Europejską przez pewien czas mogą mieć problemy z przekonaniem inwestorów, że faktycznie mają dopięte budżety. Myślę, że to temat, który jeszcze wielokrotnie będzie dyskutowany na szczytach unijnych. Od postawy świata polityki UE będzie zależało, czy rozwiązania okażą się mniej czy bardziej dotkliwe dla państw uzależnionych od takich dotacji.
Analityk zaznacza, że obecnie tradycyjnie najpewniejszą inwestycją jest kupno złota (nabywając kruszec fizyczny, trzeba się jednak liczyć z kilkunastoprocentową stratą na wejściu stanowiącą koszt kupna i potencjalnej sprzedaży). Lepsze zyski niż krajowe akcje mogą także przynieść inwestycje denominowane w dolarach amerykańskich.
– Takie zakupy powinny mieć lepszy potencjał do osiągnięcia atrakcyjnej stopy zwrotu – potwierdza Jerzy Nikorowski. – W polskich warunkach mogą to być także fundusze pieniężne.
Poczta Polska ma pełnić istotną rolę w cyfryzacji komunikacji obywateli z urzędami. Większy także ma być udział Grupy Pocztowej w programach działającym od kwietnia „Rodzina 500 Plus” i planowanym „Mieszkanie Plus”. Temu służyć ma m.in. zapowiedziane właśnie uruchomienie bezpłatnego dostępu do internetu w 850 placówkach, głównie poza dużymi miastami. Docelowo WiFi ma działać we wszystkich placówkach Poczty Polskiej.
– Polska buduje autostradę cyfrową i zależy nam na tym, żeby Poczta Polska była głównym jej operatorem – deklaruje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Kazimierz Smoliński, sekretarz stanu w Ministerstwie Infrastruktury i Budownictwa. – W zakresie poczty tradycyjnej jest już operatorem narodowym. Chcemy, aby takim była także w świecie cyfrowym. Polacy uzyskają własne cyfrowe skrzynki, przez które administracja państwowa będzie mogła się z nimi komunikować.
Pierwsze kroki Poczta Polska już poczyniła. Rozpoczęła się cyfryzacja w postaci powszechnego dostępu do internetu obejmującego 850 placówek pocztowych zlokalizowanych poza dużymi aglomeracjami. Są wśród nich także odziały, które będą obsługiwać uczestników Światowych Dnia Młodzieży. W drugim etapie inwestycji Poczta Polska będzie co kwartał przyłączała do sieci 500 nowych lokalizacji.
– Dziś około 20 proc. gospodarstw domowych nie ma zapewnionego łatwego dostępu do internetu, chcemy to zmienić, chcemy wyjść im naprzeciw, zwłaszcza lokalnym społecznościom w tych miejscach, gdzie dostęp jest utrudniony bądź ograniczony – mówi Paweł Skoworotko, członek zarządu Poczty Polskiej podczas inauguracji projektu darmowego WiFi w Starogardzie Gdańskim.
– Zadaniem Poczty Polskiej jest przede wszystkim ułatwienie komunikacji administracji państwowej z obywatelem, czyli e-administracja. Wszystkie poczty na świecie stoją przed takim zadaniem, niektóre już je realizują. Przed Pocztą Polską także jest takie wyzwanie i jestem przekonany, że mu sprosta – deklaruje Kazimierz Smoliński
Ważnym narzędziem w tym zadaniu jest cyfryzacja usług samej poczty. Do tego spółka wykorzystuje rozwijaną od czterech lat platformę Envelo, dzięki której każdy, po uwierzytelnieniu w systemie, uzyskuje dostęp do cyfrowych usług pocztowych.
– Współpracujemy z Ministerstwem Cyfryzacji, aby rozwinąć platformę jako medium, dzięki któremu każdy obywatel, każda instytucja czy firma będą mogli komunikować się z administracją. W ten sposób ograniczamy konieczność osobistego stawiennictwa w urzędzie – mówi Paweł Skoworotko. – Wprowadzamy elektroniczne kartki pocztowe, neoznaczki, które będziemy mogli sami drukować i naklejać na kopertę.
Poczta wprowadziła także elektroniczne potwierdzenie odbioru. Listonosze są wyposażeni w tablety, które umożliwiają im elektroniczne potwierdzanie transakcji czy awizowanie przesyłek.
– Obecnie ta aplikacja działa przy obsłudze przesyłek sądowych, docelowo będzie mogła być wykorzystywana chociażby w spisie powszechnym – mówi Skoworotko. – Wprowadzamy mPOS-y na pocztach, więc będzie można dokonywać transakcji kartami, wypłacać pieniądze i doładowywać telefony komórkowe.
Według Ministerstwa Infrastruktury i Budownictwa PP powinna mieć większy udział m.in. w rządowym programie wspierania gospodarstw domowych wychowujących więcej niż jedno dziecko „Rodzina 500 plus” oraz wspierającym wynajem lokali „Mieszanie Plus”.
– W tym kontekście trzeba mówić o całej grupie kapitałowej. To oprócz Poczty jest także Bank Pocztowy i tutaj mamy indywidualne konta mieszkaniowe, ubezpieczenia, towarzystwo emerytalne i inne usługi finansowe – przypomina Kazimierz Smoliński. – Grupa Poczty Polskiej to duży podmiot, który moim zdaniem do tej pory nie wykorzystywał swojego potencjału. Jako właściciel zrobimy wszystko, aby to zmienić.
Poczta Polska jest także dużym graczem na rynku przesyłek kurierskich. W I kwartale operator dostarczył 12 mln paczek kurierskich Pocztex. To o jedną piątą więcej niż rok wcześniej. Spółka spodziewa się dalszego dwucyfrowego wzrostu tego segmentu działalności.
– Mówimy także o współpracy Poczty Polskiej z całym systemem bezpieczeństwa państwa, Ministerstwem Spraw Wewnętrznych, Ministerstwem Obrony Narodowej – mówi Smoliński. – Po pierwsze, Poczta Polska jako narodowy operator daje gwarancje bezpieczeństwa usług, po drugie, ma największą sieć placówek.
W kolejnych latach będzie rosło głównie zapotrzebowanie na leki stosowane w chorobach dotykających osób starszych – oceniają analitycy rynku. To efekt zmian demograficznych i wydłużającego się okresu życia. W najbliższych miesiącach ruch w tym segmencie będzie wzmagać ustawa o bezpłatnych lekach dla osób po 75 roku życia. Większość leków refundowanych stanowią produkty lecznicze krajowych wytwórców, którzy gwarantują ich wysoką jakość i ciągłość dostaw.
Według danych Głównego Urzędu Statystycznego udział osób starszych w populacji zwiększy się z 21,5 proc. w 2013 r. do 40,4 proc. w 2050 r. Wraz ze wzrostem liczby seniorów trwa proces wydłużania życia. Mężczyzna będzie miał przed sobą ponad 81 lat życia, czyli o 9 lat więcej niż w 2013 roku, a kobiety statystycznie żyć będą blisko 88 lat, czyli o blisko 6,5 roku dłużej. Zmiany wiekowe w społeczeństwie i wzrost popytu na leki generyczne powinny zachęcić do inwestowania w krajowy sektor farmaceutyczny, który zapewnia Polakom stały i terminowy dostęp do leków.
– Spośród leków, do których dopłacają pacjenci na listach 30 i 50 proc., 76 proc. to leki produkcji krajowej. Pacjent nie będzie więc musiał zamieniać tych leków na inne, a po drugie będzie miał do nich stuprocentowy dostęp. Kto więc, jak nie polskie firmy, może w szybki i pewny sposób dostarczyć te leki? – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Piotr Błaszczyk, wiceprezes Polskiego Związku Pracodawców Przemysłu Farmaceutycznego. – Deklarujemy, że w sposób pełny będziemy zabezpieczać potrzeby seniorów, które na pewno wzrosną ze względu na brak dopłaty do leków, co z kolei spowoduje wzrost ich konsumpcji.
Jak szacuje Sequence HC Partners w 2030 roku zapotrzebowanie na leki na receptę wzrośnie o 29 proc. względem 2013 roku. Głównie będą to leki na choroby dotykające osoby starsze, czyli nadciśnienie, Alzheimera, osteoporozę i cukrzycę.
– Pacjent 75+ to może być człowiek zupełnie zdrowy, starzejący się w sposób fizjologiczny i z ograniczonymi możliwościami w stosunku do młodych osób, ale może to być też człowiek dotknięty wieloma różnymi chorobami, które będą powodowały nawet jego niepełnosprawność. Często mamy więc występowanie wielochorobowości, a co za tym idzie – wielolekowość, i wiele innych problemów – mówi prof. Ewa Marcinowska-Suchowierska, ekspert w Sekcji Ochrony Zdrowia w Narodowej Radzie Rozwoju przy Prezydencie RP.
To właśnie z tego powodu rząd przyjął ustawę o darmowych lekach dla seniorów. Pozwoli ona osobom powyżej 75 roku życia otrzymywać bezpłatnie leki, na które recepty będzie mógł wypisywać lekarz rodzinny.
– Polski rynek farmaceutyczny jest w dużej mierze uzależniony od decyzji refundacyjnych i z dużym zadowoleniem oczekujemy na projekt listy 75+, gdyż jest to dodatkowe 564 mln zł z budżetu państwa przeznaczone na zwiększenie dostępności do leków w tej grupie pacjentów – zaznacza Piotr Błaszczyk.
W wykazie tym mają znaleźć się w szczególności leki związane z terapią chorób wieku podeszłego, a więc przede wszystkim generyki stosowane w schorzeniach przewlekłych, m.in. urologicznych czy kardiologicznych.
– Leki te w ramach refundacji specjalnej, czyli darmowej dla seniorów 75+, to są leki znane, dopuszczone do obrotu, przebadane, będące na rynku od lat, niektóre nawet od 60 lat – mówi Piotr Błaszczyk. – Seniorzy od dawna stosują te leki, a teraz nie będą za nie płacić. Chwała ekipie rządzącej, że pomaga ludziom biednym i schorowanym.
Polski przemysł jest jednym z większych producentów leków generycznych w Europie.
Rodzimi producenci wprowadzają na rynek polski kolejne leki generyczne i nowatorskie rozwiązania technologiczne.
– Około 70 proc. leków sprzedawanych w Polsce pochodzi z krajowej produkcji, a wykorzystujemy na nie tylko 30 proc. funduszy zewnętrznych. Możemy, więc powiedzieć, że dostarczamy bezpieczne i przystępne cenowo leki – zapewnia Piotr Błaszczyk.
Polskie leki są średnio o 20 proc. tańsze od tych importowanych, tym samym sprzyjają obniżeniu kosztów farmakoterapii dla pacjentów i stanowią oszczędność dla budżetu państwa. Jest to niezwykle ważne, zwłaszcza jeśli weźmiemy pod uwagę fakt, że ok. 17 proc. wystawianych recept nie jest wykupywanych z powodu braku pieniędzy w domowym budżecie.
Jak podkreślają eksperci, o zaangażowaniu krajowych firm w leczenie pacjentów może świadczyć fakt, że część produkowanych leków, które nie mają swoich zamienników, jest nierentowna. Mimo to nie zaprzestano ich wytwarzania. Wśród nich są leki ratujące zdrowie i życie, m.in. atropina, adrenalina, morfina czy propafenon.
– Patrząc z punktu widzenia biznesu, producenci powinni zaniechać produkcji tych leków i tak też niektórzy zrobili. Natomiast polscy producenci, wiedząc, jak potrzebne są te produkty, i wiedząc, jak ważna jest ich niska cena, utrzymują produkcję na zasadzie działalności sprzecznej z zasadami biznesu – wyjaśnia dr Leszek Borkowski.
Według danych GUS za 2013 rok rynek farmaceutyczny wygenerował prawie 1 proc. PKB, czyli 15,4 mld złotych. Na inwestycje, badania i rozwój krajowe firmy przeznaczają około 70 proc. zysków, przyczyniając się do wzrostu gospodarczego kraju i oferując atrakcyjne miejsca pracy.
Od 1 lipca wchodzą w życie nowe przepisy o zatrudnianiu osób niepełnosprawnych. Ulga, o jaką pracodawcy mogą obniżyć wpłaty na Państwowy Fundusz Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych, zostanie obniżona z 80 do 50 proc. To oznacza więcej środków w funduszu, ale i mniejsze korzyści dla korzystających z takiej możliwości firm. Zmiana ta może zmniejszyć atrakcyjność zatrudniania osób niepełnosprawnych przez firmy, które tych ulg udzielają.
– Przedsiębiorcy od 1 lipca będą mogli odpisywać na PFRON 50 proc. faktury – zapowiada w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Jan Zając, prezes zarządu krajowego Polskiej Organizacji Pracodawców Osób Niepełnosprawnych (POPON). – Oczywiście dla pracodawców nie jest to korzystne. Uważamy, że może to zmniejszyć atrakcyjność zatrudniania osób niepełnosprawnych przez firmy, które tych ulg udzielają. Nie jest wykluczone, że w rezultacie zmniejszy się także konkurencyjność usług i wyrobów takich przedsiębiorstw.
Wpłaty na PFRON muszą przekazywać firmy, które nie zatrudniają wymaganej ustawowo liczby osób niepełnosprawnych. Mogą je jednak obniżyć, kupując usługi lub produkty w przedsiębiorstwach, które ten wymóg spełniają. Do 1 lipca maksymalna wysokość ulgi to 80 proc. wartości danego zakupu.
– Z jednej strony pracodawcy korzystający z odpisów będą mieć mniejsze korzyści. Ale powinien za to nastąpić wzrost wpływów do PFRON-u, który cierpi na brak przychodów, bo wpłaty są coraz mniejsze, co zagraża jego sytuacji finansowej – wyjaśnia Jan Zając.
Te zmiany to efekt wejścia w życie nowelizacji ustawy o rehabilitacji zawodowej i społecznej oraz zatrudnianiu osób niepełnosprawnych z września 2015 roku. Jak można przeczytać w uzasadnieniu do ustawy, zmiany mają na celu uszczelnienie systemu korzystania z ulg i wyeliminowanie nadużyć. Przepisy wprowadzają m.in. obowiązek udokumentowania fakturą zakupu od pracodawców uprawnionych do wystawiania informacji o kwocie obniżenia. Warunkiem skorzystania z ulgi jest uregulowanie płatności w terminie i udokumentowanie kwoty przez nabywcę.
– Trudno dzisiaj wyrokować, w jaki sposób na nowelizację zareaguje rynek – ocenia Jan Zając. – Wydaje się, że odpis będzie jeszcze na tyle atrakcyjny, że przedsiębiorstwa dzisiaj z niego korzystające nadal będą to robić. Firmy zatrudniające osoby niepełnosprawne i udzielające tych odpisów powinny nadal działać. Sądzę, że jest to nadal atrakcyjna forma pomocy. Jak jednak będzie, trudno określić. We wrześniu powinniśmy już to wiedzieć.
Nowe przepisy spowodują jednak, że pracodawcy będą mogli uzyskać dofinansowanie do wynagrodzeń pracowników niepełnosprawnych, którzy uzyskali orzeczenie w trakcie zatrudnienia.
Nowelizacja ustawy wprowadza również zmiany dotyczące składu rady konsultacyjnej przy Pełnomocniku ds. Osób Niepełnosprawnych. Zajmuje się ona opiniowaniem działalności i finansami funduszu. Dotychczas jej członkami mogli być przedstawiciele organizacji pozarządowych, związków zawodowych, samorządów oraz pracodawców. Nowe prawo natomiast ogranicza ten krąg tylko do przedstawicieli organizacji pozarządowych. Jak twierdzi Jan Zając, taka regulacja budzi duże emocje i POPON jest jej przeciwny.
– Fundusz korzysta ze środków pochodzących z wpłat przedsiębiorców, z których większość idzie na rehabilitację zawodową, czyli zatrudnianie osób niepełnosprawnych – tłumaczy Jan Zając. – Jeżeli w radzie zabraknie przedsiębiorców uczestniczących w procesie opiniotwórczym, związków zawodowych reprezentujących pracowników oraz samorządów, które również wykonują swoje zadania, to ranga tego ciała niewątpliwie spadnie. Stanie się ono kadłubowym podmiotem niemającym żadnego znaczenia dla środowiska osób niepełnosprawnych.
Sprzedaż w internecie odpowiadała w ubiegłym roku za 29 proc. rynku paczek, a za trzy lata będzie to już aż 39 proc. – oceniają eksperci PwC. Rosnący handel internetowy wymusza na firmach z branży inwestycje w usprawnienia. E-sklepy walczą dziś bowiem o klienta nie tylko konkurencyjnymi cenami, lecz także szybką dostawą zamówionego produktu i wysoką jakością obsługi posprzedażowej. Na rynku są dostępne rozwiązania, które pozwalają usprawnić proces dostawy, zarówno po stronie nadawcy przesyłki, czyli e-sklepu, jak i po stronie kupującego.
– E-commerce absolutnie wiedzie prym. To już nie jest chwilowy trend, a potężna gałąź gospodarki – mówi agencji Newseria Biznes Jarosław Śliwa, partner w spółce Alfa Projekt, dostawcy rozwiązań IT m.in. dla firm kurierskich. – W dodatku będzie ona coraz potężniejsza, o czym świadczy choćby podpisane ostatnio porozumienie między Pocztą Polską a chińskim gigantem rynku kurierskiego STO Express. Polska będzie centralnym hubem na tę część Europy dla gigantycznego importu dóbr z Chin.
To m.in. rosnący segment e-handlu powoduje, że w najbliższych dwóch latach rynek kurierski ma się rozwijać w tempie ok. 12 proc. rocznie. W 2018 roku jego wartość sięgnie 6,4 mld zł – ocenia PwC.
– Jeszcze 8–10 lat temu firmy kurierskie stanowiły zupełnie inny rodzaj usługi. Dzisiaj usługa kurierska jest czymś bardzo powszechnym, a e-sklepy nie wyobrażają sobie zakończenia procesu sprzedaży bez korzystania z tzw. ostatniej mili – mówi Jarosław Śliwa. – Niedawno standardem na rynku była dostawa do domu, dzisiaj mówi się o click and collect, czyli zamów w jednym miejscu, odbierz w drugim, możliwość dostawy peer-to-peer, czyli bezpośrednio z miejsca do miejsca. Tego oczekują współcześnie użytkownicy.
Rosnące wymagania klientów zmuszają firmy kurierskie do inwestycji w nowoczesne rozwiązania, które usprawnią proces dystrybucji przesyłek.
– Nasza platforma AndUp pozwala firmie obsługującej e-sklep na pełną kontrolę procesu od momentu zakupu przez klienta do momentu dostawy danego dobra do tego klienta – wyjaśnia Jarosław Śliwa. – To rozwiązanie ma trzy wymiary. Wprowadza usprawnienia dla firmy kurierskiej, aby mogła sprawnie zarządzać procesem dostawy, dla klienta tej firmy, czyli e-sklepu, który ma sprawnie dostarczoną przesyłkę, i wreszcie dla odbiorcy końcowego przesyłki.
Klient e-sklepu dzięki specjalnym modułom w witrynie danego sprzedawcy ma ciągłą informację o dostawie – momencie wysyłki i przewidywanym czasie doręczenia. Ma także możliwość elastycznego reagowania i zmienienia miejsca dostawy w każdym momencie procesu, co w dzisiejszym mobilnym świecie jest bardzo przydatną usługą. Wprowadzenie takich opcji daje przewagę danemu sklepowi internetowemu. Choć klienci wciąż zwracają uwagę na cenę produktu, to przy zbliżonej ofercie e-sklepów wybiorą ten, który oferuje szybką dostawę i gwarantuje wysoką jakość obsługi.
Jak wskazuje Śliwa, proponowane przez firmę systemy stosowane są nie tylko w e-handlu, lecz także w innych branżach opartych o logistykę, np. w wielkopowierzchniowych obiektach magazynowych, dystrybucji farmaceutyków czy transporcie paletowym.
– Sukcesem jest to, że zauważyliśmy pewną niszę na rynku – mówi partner Alfa Projekt. – Dzisiejszy rynek e-commerce jest tak szybki i tak szybko się rozwija, że stara metoda zarządzania, włącznie z budową własnych działów inhouse’owych, które produkują oprogramowanie specjalnie dla firmy, nie są już wydajne i trzeba się posiłkować firmami zewnętrznymi. Jesteśmy w stanie dzisiaj dostarczyć klientowi produkt, który może być wdrażany w ciągu 3–4 miesięcy po uzgodnieniu pewnych szczegółów, a następnie dostosowany do jego indywidualnych potrzeb.
Jak podkreśla, spółka obserwuje rosnące zainteresowanie platformą. Prowadzi rozmowy z partnerami nie tylko w Polsce, lecz także za granicą.
Instytut Biologii Doświadczalnej Polskiej Akademii Nauk rozpoczął badania wpływu nowatorskich produktów tytoniowych koncernu Philip Morris na komórki ludzkiego organizmu. Naukowcy sprawdzą, czy takie wyroby rzeczywiście można nazwać produktem ograniczonego ryzyka. W nowatorskich produktach tytoniowych tytoń jest podgrzewany, a nie spalany, przez co obniża się poziom substancji smolistych i metali ciężkich.
W toku badań nad nowatorskimi wyrobami tytoniowymi (NWT), znanymi na Zachodzie jako „wyroby o obniżonym ryzyku” (RRP, reduced-risk products), porównana zostanie szkodliwość papierosów oraz nowego produktu koncernu Philip Morris, w którym tytoń podgrzewa się, a nie spala. W zwykłych papierosach tytoń płonie w temperaturze ponad 800 st. C, natomiast RRP działa przy ok. 250 stopniach. Daje to tę samą ilość nikotyny, ale znacznie obniża poziom substancji smolistych i metali ciężkich.
– Substancji szkodliwych powstaje o około 95 proc. mniej, jest to zbadane na poziomie takich instancji jak WHO [Światowa Organizacja Zdrowia – red.] czy FDA [amerykańska Agencja Żywności i Leków – red.]. Jest dużo mniej szkodliwych substancji takich jak nienasycone węglowodory, aldehydy, tlenek węgla, wszystkich substancji, które są bardzo karcinogenne [rakotwórcze – red.] i szkodliwe dla zdrowia – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes prof. Joanna Szczepanowska z Instytutu Biologii Doświadczalnej im. M. Nenckiego Polskiej Akademii Nauk.
Naukowcy z PAN są ekspertami w dziedzinie bioenergetyki mitochondriów, które dostarczają organizmowi energię. Jest to jeden z niewielu ośrodków na świecie, który może przeprowadzić takie kompleksowe badania. Są to badania jakościowe i ilościowe, które mają dać odpowiedź na to, jak substancje będą oddziaływały na komórkę.
– Badania będą dotyczyły testowania dwóch substancji na komórkach nabłonka oskrzeli i mają nas doprowadzić do tego, żeby porównać, jak działa jedna i druga substancja w różnych stężeniach. To tzw. aerozol, czyli rozpuszczone w odpowiednim rozpuszczalniku substancje, które powstają podczas spalania tytoniu w bardzo wysokiej temperaturze, jak normalny papieros, oraz w dużo niższej temperaturze, jak w przypadku nowych wyrobów – tłumaczy prof. Joanna Szczepanowska.
Dotychczasowe badania prowadzone przez inne instytucje polegały na wyrywkowym badaniu pojedynczych parametrów komórki i wpływu substancji pochodzących bądź z papierosów tradycyjnych, bądź z papierosów nowej generacji. Unikatowość badań PAN polega na tym, że będą badać znacznie większą liczbę tych parametrów.
– Będziemy patrzyli na efekt globalny, na wszystkie parametry, co może dać prawdziwy obraz tego, jaki wpływ substancje zawarte w dymie papierosowym tradycyjnych papierosów oraz tych nowej generacji mogą mieć na działanie komórki. Dowiemy się, czy rzeczywiście te substancje są mniej szkodliwe dla całego organizmu. Osoba paląca może mieć możliwość wyboru po prostu mniejszego zła, czyli produktu, który jest mniej szkodliwy – dodaje prof. Mariusz Więckowski z Instytutu Biologii Doświadczalnej im. M. Nenckiego PAN
Naukowcy z PAN będą korzystać z pomocy robota doświadczalnego na potrzeby badań. Maszyna potrafi „palić” kilkaset papierosów lub RRP jednocześnie. Dym w formie aerozolu będzie aplikowany komórkom nabłonka oskrzeli. Zmierzony zostanie potencjał elektryczny błony mitochondrialnej, poziom ATP (odpowiadający za transport energii do komórki) oraz jonów wapnia w komórce. Naukowcy opiszą wygląd całych komórek. Sprawdzą, jak zachowują się same mitochondria: czy rosną, czy maleją, czy ich przybywa, czy też ubywa, czy łączą się, czy dzielą.
– Na badania mamy niewiele czasu, bo tylko 8 miesięcy, ale jest w nie zaangażowana cała Pracownia Bioenergetyki i Błon Biologicznych, czyli zespół 13 osób – wyjaśnia prof. Szczepanowska. – Raport będzie się pojawiał po każdym miesiącu badań, a po 8 miesiącach musimy zgromadzić wszystkie materiały do tego, by opublikować dane w czasopismach o zasięgu światowym z impact factorem, bo jest to praca naukowa.
Podbijanie słupków sprzedaży wymaga dziś od firm dużo większej aktywności w mediach. Ich precyzyjna analiza biznesowa pomaga budować komunikację marketingową, przede wszystkim określić grupy docelowe przekazu oraz sprawdzić jego zasięg i reakcję odbiorców. Dzięki temu firmy mogą sprawdzić, czy wydawane na marketing budżety nie są wyrzucaniem pieniędzy w błoto. Ważne jest także to, by zdobyte dzięki analizie informacje przełożyć na strategię marketingową.
Do niedawna w budowaniu popularności marki i zwiększaniu sprzedaży najważniejsze były artykuły w branżowej, poczytnej prasie i reklama w telewizji, wyświetlana w najlepszym czasie antenowym. Dziś świat stawia na nowe technologie i internet, a co się z tym wiąże – na media społecznościowe. Największą wartością dla firmy są jednak dane, które daje analiza mediów.
– Dzięki analizie mediów można zbadać szereg wybranych efektów związanych z działaniami komunikacyjnymi. Media są pomocne do zbadania dwóch pierwszych etapów, etapu dotarcia, kiedy mówimy o zasięgu i o tym, do ilu osób nasza komunikacja mogła dotrzeć, oraz etapu zaangażowania, to jest istotne zwłaszcza w mediach społecznościowych, czyli jak ludzie reagują na nasz przekaz – wyjaśnia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Anna Miotk, dyrektor ds. komunikacji w firmie Polskie Badania Internetu.
Analizując media, marketerzy uzyskują informację o pozytywnych lub negatywnych komentarzach dotyczących firmy, jej usług lub produktów. Mogą też zmierzyć popularność marki i jej działania w mediach na tle wzmianek konkurencji, emocje, które marce towarzyszą, skalę dotarcia z przekazem do konsumentów oraz ich zaangażowanie. Następnie dane te muszą zostać odpowiednio zinterpretowane i zastosowane w strategii komunikacji. Z punktu widzenia marek i biznesu ważne jest dziś przekształcenie big data w smart data.
– Efekty komunikacji należy mierzyć, żeby wiedzieć, czy dobrze wykorzystaliśmy narzędzia, którymi się posługiwaliśmy, czy one mają sens w danej sytuacji i czy przynoszą spodziewane efekty. Po co tracić czas i pieniądze na coś, co kompletnie nie działa – mówi Anna Miotk. – Drugi ważny aspekt takiej analizy to badanie własnej skuteczności przez PR-owca, a przez to uczenie się i doskonalenie zawodowe.
O kilku sprawdzonych narzędziach i wskazówkach dotyczących założeń komunikacyjnych i sprzedażowych mówi poradnik IMM „Media360 – od analityki do sprzedaży”. W komentarzu do publikacji Anna Miotk podkreśla, że jest kilka ważnych elementów, o których należy pamiętać przy mierzeniu efektywności komunikacji w mediach. Po pierwsze, trzeba wyznaczyć wymierne cele działań komunikacyjnych i to już na etapie planowania strategii.
– Mimo że działania są wieloetapowe, wielopoziomowe i mają po drodze przyczynić się do osiągnięcia wielu małych celów, to cel ostateczny powinien być jasny: np. większa sprzedaż niż obecnie czy utrzymanie pozycji lidera na rynku. Dobrze obrany cel końcowy zapewni nam najlepsze możliwe dostosowanie strategii komunikacji do profilu naszej firmy czy produktu – wskazuje Magdalena Tokaj, jedna z współautorek książki.
Poza tym w mediach nie da się zmierzyć wszystkiego, mierzalne są tylko działania z wybranych poziomów działań komunikacyjnych. Dodatkowo przy badaniu efektu widocznego w internecie warto wziąć pod uwagę fakt, że w sieci obecne jest 70 proc. populacji Polaków, więc niektóre grupy są niedoreprezentowane, a aktywnie wypowiada się ok. 20–30 proc. społeczeństwa
– W mediach nie da się zmierzyć świadomości marki, to jest coś, co jest mierzalne tylko za pomocą badań sondażowych. Tymczasem wielu PR-owców popełnia ten błąd i obiecuje w kampaniach PR, że efektem kampanii będzie wzrost świadomości marki, natomiast potem nie pokazują tego efektu – mówi Anna Miotk.
Jak wskazują eksperci, do sprawdzania efektów we własnych kanałach najlepiej posłużą Google Analytics, Facebook Insights, Instagram Iconosquare, statystyki Twittera, YouTube&HASH39;a i innych miejsc służących do komunikacji. W badaniu mediów współdzielonych i pozyskanych dobrze sprawdzają się systemy do monitoringu mediów. Tu ważną kwestią jest odpowiedni dobór słów kluczowych. Trzeba uwzględnić wszystkie warianty nazwy firmy, także te nieoficjalne, przeinaczone.
– Lista słów kluczowych to podstawowa rzecz. To dotyczy także badania działań konkurencji, czyli firm, które z naszą firmą rywalizują w jakimś obszarze rynku. Potrzebne są także ogólne frazy, które charakteryzują nasz rynek, np. w przypadku firmy Polskie Badania Internetu będą to marketing internetowy czy badania rynku – zaznacza Anna Miotk.
Autorami książki „Media360 – od analityki do sprzedaży” są Magdalena Tokaj, Łukasz Jadaś, Anna Sanowska. Partnerem merytorycznym jest SARE, a medialnymi: PRoto, Magazyn „Online Marketing”, Agencja Informacyjna Newseria, „Marketer Plus”, „Marketing & Biznes”, Nowy Marketing, Interaktywnie.com
Wśród działających w Polsce firm wzrastają wydatki na komunikację mobilną. Aż 41% przedsiębiorstw e-commerce oraz 51% firm z obszaru handlu tradycyjnego zadeklarowało, że ich wydatki na ten cel w 2015 roku wzrosły (w porównaniu do roku 2014) – wynika z raportu przeprowadzonego przez Ipsos Polska dla SMSAPI.pl. Średni wzrost wydatków w handlu internetowym wyniósł 69%, a w tradycyjnym – 33%.
Branża e-commerce przeznacza na komunikację mobilną aż 30% swojego budżetu marketingowego. W przypadku firm zajmujących się sprzedażą tradycyjną jest to około 17%. Średnio jedna czwarta firm z obydwu segmentów wskazała przedział 1-10%, a jedna piąta – od 11 do 20%.
Trendy w komunikacji mobilnej 2015
Jakie trendy rządziły rynkiem komunikacji mobilnej w Polsce w 2015 roku? W odczuciu uczestników badania były to przede wszystkim płatności mobilne, na które wskazało ponad 70% z nich. Kategoria obejmuje wszystkie płatności bezgotówkowe, które odbywały się za pomocą urządzenia mobilnego i technologii mobilnych, czyli np. płatności zbliżeniowe kartą płatniczą, BLIK, system NFC, a także dokonywane za pomocą tradycyjnego SMS-a.
Na drugim miejscu wśród trendów komunikacji mobilnej znalazły się kampanie wielokanałowe, które cieszą się popularnością, a postrzegane są jako działania o wysokiej skuteczności i stosunkowo niskich kosztach dotarcia. Automatyzacja i działania remarketingowe, wykorzystujące powtórzenia przekazu reklamowego przy użyciu np. Google AdWords, znalazły się na trzecim miejscu. Kolejne trendy, które wskazało powyżej 50% ankietowanych, to geolokalizacja oraz Big Data – czyli gromadzenie przez firmy danych dotyczących swoich klientów, a następnie porównywanie ich, analizowanie i wyciąganie na ich podstawie wniosków w celu dalszej optymalizacji działań.
Listę trendów zamykają Real Time Marketing oraz Virtual Reality, czyli rozwiązania, dzięki którym można przenieść klientów za pomocą specjalnych urządzeń w świat wirtualnej rzeczywistości. Jest to trend, który niebawem powinien odgrywać coraz ważniejszą rolę w handlu.
Cele komunikacji mobilnej
Głównym celem prowadzonej komunikacji mobilnej, wskazywanym przez respondentów w wyniku pogłębionych wywiadów na zlecenie SMSAPI.pl, było pozyskiwanie nowych klientów. Na akwizycję wskazywało aż 46% firm e-commerce oraz 40% firm z obszaru handlu tradycyjnego. Na drugim miejscu znalazło się zwiększenie lojalności obecnych klientów, w efekcie zwiększające częstotliwość zakupów. Warto jednak zauważyć zróżnicowanie w zależności od wielkości przedsiębiorstwa – im większa firma, tym bardziej na znaczeniu zyskiwały działania retencyjne w przeciwieństwie do akwizycyjnych. Na kolejnych miejscach pojawiło się „podwyższanie wartości paragonu”, czyli zwiększenie wydatków klientów podczas pojedynczego zakupu oraz usprawnienie komunikacji w zakresie operacyjnej obsługi klientów, w skład których wchodzą powiadomienia, informacje o statusie zamówienia itd.
Obecnie najczęściej wykorzystywanym narzędziem komunikacji mobilnej w e-commerce jest e-mail. Wskazało na niego 94% respondentów. Z social mediów korzysta obecnie 84% badanych, z SMS-ów – 63%, a z aplikacji mobilnych – 22%. W sklepach tradycyjnych trend jest podobny. Najczęściej wykorzystywany jest e-mail (84%) przed social mediami (81%), SMS-ami (60%) i aplikacjami mobilnymi (16%).
E-MAIL
W jakim celu firmy e-commerce wykorzystują komunikację za pomocą e-maila? Przede wszystkim do obsługi klientów (86%), ale też do wysyłki ofert handlowych do własnej bazy (63%). Połowa firm deklaruje, że używa poczty elektronicznej, aby rozsyłać spersonalizowane oferty handlowe. Natomiast tylko 14% z nich korzysta z maila jako z kanału służącego do akwizycji.
Także firmy zajmujące się handlem tradycyjnym wskazały e-maila jako przede wszystkim narzędzie do wysyłki ogólnych ofert handlowych, chociaż ich odsetek (80%) był nieco niższy niż w przypadku firm e-commerce. Poza tym firmy handlu tradycyjnego wskazywały, że używają maila do wysyłki spersonalizowanych ofert (67%) oraz do wysyłki powiadomień w trakcie realizacji zamówienia bądź rozpatrywania zgłoszenia (61%).
SMS
Firmy e-commerce i handlu tradycyjnego stawiają sobie podobne cele w wykorzystaniu komunikacji SMS. Te pierwsze przede wszystkim wspierają w ten sposób operacyjną obsługę klientów. Warto zauważyć, że robi to 84% z nich. Tradycyjne firmy handlowe również wysyłają powiadomienia w trakcie realizacji zamówień (65% wskazań), ale mocniej niż sklepy e-commerce stawiają na prezentację oferty handlowej własnym klientom (62% w porównaniu z 17% w przypadku e-commerce). Firmy, które wysyłają SMS-em ogólne oferty handlowe do własnych baz, robią to zazwyczaj kilka razy w miesiącu.
Sklepy e-commerce częściej wysyłają oferty spersonalizowane adresowane do swoich klientów. Raz lub kilka razy w miesiącu robi to 43% z nich. Z kolei ogólne oferty handlowe do swojej bazy z taką samą częstotliwością wysyła 27% firm z tego obszaru.
Sklepy tradycyjne natomiast częściej wysyłają oferty ogólne. Niemal trzy czwarte z nich robi to raz lub kilka razy w miesiącu. Dla porównania: tak samo często oferty spersonalizowane rozsyła 61% z nich.
– SMS jest narzędziem o dużym potencjale – komentuje Andrzej Ogonowski, PR & Marketing director w SMSAPI.pl, platformie do masowej wysyłki SMS. – Według danych Głównego Urzędu Statystycznegona każdego Polaka przypada średnio 1,5 karty SIM. Daje to duże możliwości dotarcia do praktycznie każdego Polaka zarówno firmom z branży e-commerce, jak i tym zajmującym się handlem tradycyjnym. Pamiętajmy, że wskaźnik otwieralności w przypadku SMS-ów wynosi ponad 90%. Tym bardziej cieszy fakt, że użytkownicy sami chcą otrzymywać tego typu wiadomości. Dzięki temu marketerzy wiedzą, jakie oczekiwania mają klienci. To z kolei pozwala im na systematyczne budowanie baz odbiorców, co jest szczególnie ważne w skutecznej komunikacji.
SOCIAL MEDIA
W tym przypadku nie ma zaskoczenia – niemal wszystkie firmy, które korzystają z mediów społecznościowych, wskazują na Facebooka jako na najważniejsze narzędzie komunikacji z klientami. Codziennie korzysta z niego jedna trzecia firm e-commerce i 43% firm z obszaru handlu tradycyjnego. Dla porównania: z drugiego w zestawieniu YouTube’a firmy korzystają przeważnie „raz lub kilka razy w miesiącu”, a nawet „raz lub kilka razy w roku”. Poza tym respondenci wskazywali jeszcze jako najczęściej wykorzystywane social media: Instagram, Twitter i Pinterest. Co ciekawe, zyskujący coraz większą popularność Snapchat nie pojawił się jeszcze w wynikach badania, ale niewykluczone, że wkrótce pojawi się nawet w czołówce. QUO VADIS, MOBILE?
Wyniki badania nie pozostawiają wątpliwości: komunikacja mobilna może tylko zyskiwać na znaczeniu w działaniach marketingowych. Głównymi sprawcami takiego trendu są… sami klienci. Niegdyś komunikacja marki z klientem przebiegała w jednym kierunku. Przeciętny odbiorca reklamy widział ją w TV, słyszał w radiu, ewentualnie zobaczył w gazecie lub na billboardzie – tutaj interakcja się kończyła. Zmiana trybu życia, coraz łatwiejszy dostęp do urządzeń mobilnych i Internetu sprawiły, że klient stał się nie tylko konsumentem serwowanych mu treści, ale partnerem w dialogu. Może odbierać komunikaty niemal wszędzie i na bieżąco na nie reagować.
Ponadto współcześni klienci sami chcą wybierać, od kogo otrzymują powiadomienia SMS-owe i mailowe, starannie dobierają listy mailingowe i newslettery, do których się zapisują. I bez litości eliminują tych, którzy komunikację z nimi zamieniają na zasypywanie spamem.
– Klienci mają pełną świadomość przydatności przesyłanych im informacji – mówi Andrzej Ogonowski z SMSAPI. – Pytani o to, czy są zadowoleni z otrzymywania takich wiadomości, w większości odpowiadają pozytywnie. To skłania marketerów do korzystania właśnie z tej formy komunikacji. Trzeba to jednak robić mądrze, aby nie zrazić klienta do siebie.
Komunikacja mobilna musi więc podążać za preferencjami konsumentów. Przedsiębiorstwa i marketerzy mają tego świadomość. Dwukierunkowa komunikacja w social mediach, ale też za pomocą e-maili i SMS, pozwala im poznać preferencje konsumentów i skierować do nich odpowiednią ofertę. Z raportu wynika, że obecnie mniej niż jedna czwarta sklepów e-commerce i mniej niż połowa sklepów tradycyjnych wysyła klientom spersonalizowane oferty handlowe. Pole do rozwoju tej formy komunikacji jest więc nadal szerokie. Firmy powinny nauczyć się nie tyle reklamować swoje usługi, co prowadzić z klientem partnerski dialog. Do tego natomiast potrzebne jest, aby wzajemnie się poznać i sobie zaufać. Jeśli tak się stanie, skorzystają na tym wszyscy: zarówno klienci, jak i firmy.
Wynik referendum w Wielkiej Brytanii odbił się szerokim echem na całym świecie. O skutkach tej decyzji rozmawia się w kontekście obecności Polaków na wyspach, wpływu na krajową gospodarkę i pogorszenia się wskaźników koniunktury. Brexit może mieć wpływ także na krajowy sektor energetyczny. Co może się wydarzyć?
W zależności od tego, czy założenia polityki klimatycznej zostaną utrzymane, złagodzone lub zaostrzone, Polska będzie musiała ograniczyć emisję CO2, a tym samym zmniejszyć udział wytwarzania energii konwencjonalnej na rzecz OZE. Jednak Brexit może sporo namieszać w europejskiej polityce klimatycznej. Na ten moment należy wziąć pod uwagę trzy scenariusze.
Zaostrzenie unijnej polityki klimatycznej – prawdopodobieństwo wystąpienia: 25%
Ewentualny Brexit w niektórych wariantach paradoksalnie wzmacnia federalistyczne centrum i jeszcze bardziej przesuwa wypadkową sił w kierunku zgodnym z niemiecko-francusko- skandynawską polityką klimatyczną i eliminacją konkurencji w postaci węgla. Zablokowanie rozbudowy gazociągu Nord Stream w tej sytuacji staje się możliwe, podobnie jak próba wywarcia nacisków na klimatyczne modyfikacje ze strony polskiej. W tym wariancie regulacje ETS (system handlu emisjami) i ograniczenie CO2 mogą przybrać ostrzejszą formę już po 2020 roku.
Złagodzenie – prawdopodobieństwo wystąpienia: 25%
Z drugiej strony alternatywną konsekwencją ewentualnego Brexitu może być paradoksalnie głęboka reforma polityki europejskiej i odejście od nakazowych współczynników w kierunku koncentracji na efektach gospodarczych dla poszczególnych państw i swobodzie w kształtowaniu krajowego miksu energetycznego. Być może, będzie to szansa na łagodne zmiany w strukturze energetycznej i zniesienie kłopotu z ETS.
Utrzymanie – prawdopodobieństwo wystąpienia: 25%
Paradoksalnie może się okazać, że referendum nie zostanie uznane przez brytyjski Parlament lub zostanie przeprowadzone raz jeszcze i wówczas 60 proc. Brytyjczyków opowiedziałby się za pozostaniem w strukturach UE. W rezultacie wszystko wróciłaby do normy, a polityka klimatyczna pozostałaby bez zmian.
Inne rozwiązania
Niezależnie od wariantu, Polska powinna dokonać modyfikacji sektora energetycznego, tak aby pozyskiwanie energii było efektywne, nowoczesne, tańsze oraz odporne na zakłócenia. Oznacza przede wszystkim głęboką restrukturyzacje górnictwa. Krajowy sektor węglowy powinien być efektywny, a racjonalne wprowadzanie energetyki odnawialnej na podstawie długoterminowego scenariusza i pomysł na inwestycje odtworzeniowe dla elektrowni, to pierwsze kroki jakie powinny zostać podjęte przez rządzących.
Lato to okres intensywnych wydatków związanych z wakacjami. Na co Europejczycy wydają pieniądze w tych miesiącach? Jak na ich tle wypadają Polacy? Na te i wiele innych pytań odpowiada European Summer Barometer 2016 badanie przeprowadzone przez Ferratum Group, której częścią jest Ferratum Bank. Wyniki badania dowodzą, że przeciętny Europejczyk planuje przeznaczyć na letnie wydatki połowę wolnych środków. Polacy plasują się tuż poniżej europejskiej średniej z wydatkami na poziomie 48%. Na co najchętniej wydajemy pieniądze latem? Najwięcej kapitału przeznaczymy na podróże po kraju – ponad 18%, ale zaskakująco, na podróżowanie za granicę przeznaczymy zaledwie 6% nakładów.
European Summer Barometer 2016 powstał dzięki zaangażowaniu konsumentów aż w 19 krajach, którzy opowiedzieli o swoich zwyczajach dotyczących wydawania pieniędzy podczas sezonu wakacyjnego. Niemal 18 tysięcy gospodarstw domowych wypowiedziało się na temat tego jak i na co będą wydawać pieniądze latem.
Europejczycy są w dobrej kondycji finansowej
Badanie pokazuje, że Europejczycy są dobrej myśli jeśli chodzi o finanse. Aż 35% gospodarstw domowych planuje rozdysponować na wakacyjne wydatki w tym roku więcej pieniędzy niż w zeszłym. Mniejsza liczba rodzin planuje też zmniejszyć swoje wydatki wakacyjne – w 2015 r. było to 28%, podczas gdy w tym roku jest to już tylko 21%.
Przeciętny Europejczyk zamierza przeznaczyć na letnie wydatki połowę wolnych środków gospodarstwa domowego. Najwięcej chcą wydać Niemcy – 144% średniej europejskiej, wydając aż 71% wolnych środków z dochodu gospodarstwa domowego. Tuż za nimi plasują się kolejno Bułgarzy, Francuzi, Rumuni i Czesi. Polacy zamierzają wydać 48% dostępnych środków z dochodu rodziny, lokując się tym samym tuż poniżej europejskiej średniej. W kontrze do Niemców są Duńczycy, którzy planują wydać zaledwie 29% dostępnych środków. Jak widać różnice między krajami Europy zachodniej są dość znaczne, nawet między sąsiadami. I tak na przykład Anglicy planują przeznaczyć na ten cel zaledwie 33%, podczas gdy sąsiadujący z nimi Francuzi niemal dwa razy tyle, bo 60%.
Barometr jest wyjątkowym narzędziem do oceny zmian w całej Europie. Bardzo nas cieszą informacje pokazujące, że Europejczycy patrzą w przyszłość z optymizmem i czują bezpieczeństwo finansowe, co pokazują informacje o planowanym zwiększeniu wydatków latem. Dane European Summer Barometer pokazują też, że cechy te wykazują także Polacy. Coraz częściej z oferty Ferratum Bank, finansującej m.in. letnie wydatki wakacyjne, korzystają Klienci, którzy przede wszystkim cenią sobie wygodę i szybkość działania. Odpowiedzią na te zapotrzebowanie jest właśnie oferta Ferratum Bank.
Za pośrednictwem m.in. Internetu udzielamy pożyczek w ciągu kilkunastu minut od złożenia wniosku. Dla naszych Klientów ważny jest także profesjonalizm i bezpieczeństwo, które gwarantuje instytucja bankowa jaką jest Ferratum Bank – mówi Krzysztof Przybysz, Country Coordinator Ferratum Bank.
Na co Europejczycy wydają pieniądze latem? Najwięcej kapitału przeznaczamy na podróże po kraju – ponad 18%. Na drugiej pozycji plasuje się odzież, ale tuż za nimi znajdują się wydatki na wyjścia do restauracji, kawiarni, barów i klubów (odpowiednio 11,6 oraz 11,4 %). Poważną pozycję w naszym budżecie stanowią też kwoty związane z uroczystościami tradycyjnie mającymi miejsce w cieplejszych miesiącach jak np. śluby – to aż 11 % naszych wydatków. W tym okresie wydajemy również więcej na ogrodnictwo i samodzielne prace (10%) niż na aktywności z dziećmi (7,9%), czy na letnie festiwale (6,7%). Zaskakująco, na podróżowanie za granicę przeznaczymy zaledwie 6% nakładów.
Latem, szczególnie podczas wakacyjnych podróży lub będąc poza domem, chętnie korzystamy z bankowości mobilnej. Szacuje się, że w 2017 liczba osób zarządzających finansami przez smartfony osiągnie 1 miliard. Wśród Klientów Grupy Ferratum z bankowości mobilnej najchętniej korzystają Kanadyjczycy i Szwedzi – aż 91 %. Podobnie, aż 81% Klientów instytucji w Polsce planuje korzystać latem z bankowości mobilnej. Odpowiadając na te trendy Ferratum Bank wprowadził platformę mobilną do swojej oferty-pierwsze wdrożenie miało miejsce w Szwecji na początku tego miesiąca. Wystarczy jedynie 5 minut by założyć konto on-line. Dzięki temu rozwiązaniu Klienci mają możliwość otwarcia kont w 14 najbardziej popularnych walutach. Środki między tymi kontami można transferować swobodnie w czasie rzeczywistym bez opłat za wymianę narzucanych tradycyjnie przez banki, czy związanych z korzystaniem z kart kredytowej. Platforma mobilna Ferratum Bank będzie rozszerzała swoją działalność w kolejnych krajach europejskich już w 2016 r, docelowo również
w Polsce.
Beata Jarosz, ekspert rynku kapitałowego z ponad 25-letnim doświadczeniem zawodowym, była wiceprezes Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie S.A., objęła stanowisko prezesa CodersTrust Polska. Celem tej unikalnej inicjatywy jest nauka programowania i umiejętności pozwalających na pozyskiwanie zleceń na globalnych portalach freelancerskich. Beata Jarosz będzie współodpowiedzialna za całokształt rozwoju tej platformy na rynku polskim.
CodersTrust to założony w Danii start-up, za którym stoi znany anioł biznesu Morten Lund, inwestor m.in. w znanej na całym świecie firmie Skype. Ideą CodersTrust jest włączenie jak największej liczby osób do programistycznego, freelancerskiego rynku pracy on-line.
Beata Jarosz, prezes CodersTrust Polska
„Zdecydowaliśmy się rozwijać inicjatywę CodersTrust w Polsce, ponieważ uważamy, że jest ona odpowiedzią na potrzeby rodzimego rynku w zakresie edukowania kadr i zwiększania kompetencji cyfrowych. Z dostępnych danych wynika, że już teraz w Polsce brakuje ok. 50 tys. specjalistów IT. Jednocześnie, jak podaje GUS, stopa bezrobocia wśród ludzi młodych nadal wynosi blisko 20%. Prawie co trzeci student myśli o opuszczeniu kraju – to wielka strata kapitału ludzkiego. Powodem jest znacząca dysproporcja między wiedzą pozyskiwaną w procesie kształcenia systemowego, a realnymi potrzebami firm i instytucji” – mówi Beata Jarosz, prezes i współzałożycielka CodersTrust Polska. Inicjatywa ta jest narzędziem, które w kilkuletniej perspektywie może przyczynić się do zmiany tych trendów i aktywizacji młodych.
„Umożliwiamy podjęcie pracy w jednym z najbardziej perspektywicznych zawodów współczesnej gospodarki, bowiem programowanie jest językiem przyszłości. Dajemy również realny bodziec dla rozwoju przedsiębiorczości, bez względu na miejsce zamieszkania” – dodaje Beata Jarosz.
Uczestnicy kursów zdobywają pożądane na rynku kompetencje w zakresie języków programowania, takich jak JavaScript, HTML czy CSS, umożliwiające im realizację zleceń, np. tworzenie w pełni funkcjonalnych stron internetowych. CodersTrust ułatwia również pozyskiwanie zleceń na globalnych portalach freelancerskich. Każdy uczestnik, który zapisuje się na kurs, przechodzi test z języka angielskiego i logiki. Następnie, może sprawdzić swoje predyspozycje podczas dwutygodniowego, bezpłatnego okresu próbnego. Cały kurs trwa 6 miesięcy i już w jego trakcie kursanci mogą wykonywać pierwsze zlecenia i zarabiać. Nauka w ramach CodersTrust wspierana jest na poszczególnych rynkach przez Fundację Rockefellera, Bank Światowy oraz organizacje rządowe.
„W ciągu kilku miesięcy możemy wyszkolić profesjonalistów, którzy będą posiadali umiejętności dostosowane do potrzeb polskiego rynku pracy, a także globalnych zleceń na portalach freelancerskich” – mówi Beata Jarosz. Szkolenia są skierowanie również do tych, którzy do tej pory nie mieli żadnych doświadczeń związanych z IT. „CodersTrust udowadnia, że nie potrzeba wielu lat nauki, żeby programowanie stało się sposobem na życie” – dodaje Beata Jarosz.
Pierwszy kurs CoderTrust Polska rusza już w sierpniu. „Chcemy być elastyczni, dlatego kursanci mogą dostosować godziny szkolenia on-line do swojego rozkładu dnia. Ze szkoleń mogą korzystać osoby pracujące w innych branżach, studenci czy kobiety na urlopie wychowawczym, bez względu na miejsce zamieszkania” – podkreśla Beata Jarosz.
Beata Jarosz jest uznanym ekspertem rynku kapitałowego z ponad 25-letnim doświadczeniem zawodowym. W ostatnim czasie doradzała zarządowi Towarowej Giełdy Energii. Wcześniej, przez 8 lat, zasiadała w Zarządzie Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie S.A. Jest współtwórczynią rynku akcji w ramach alternatywnego systemu obrotu NewConnect dla przedsiębiorstw wzrostowych z sektora MŚP. Brała udział w projekcie utworzenia zorganizowanego obrotu papierami dłużnymi Catalyst. Kierowała również pracami w zakresie opracowania i promocji nowego kształtu zasad dobrych praktyk spółek notowanych na GPW.
Od 1991 roku pracowała w Komisji Papierów Wartościowych. Jako Dyrektor Departamentu Nadzoru Rynku była odpowiedzialna za monitorowanie obrotu giełdowego. Sprawowała również funkcję Przewodniczącej Komisji Egzaminacyjnej dla Maklerów Papierów Wartościowych oraz Maklerów Giełd Towarowych. Była reprezentantem Komisji Papierów Wartościowych i Giełd na Forum Europejskiego Komitetu Regulatorów Rynku Papierów Wartościowych (CESR) w obszarze prac nad nadzorem i bezpieczeństwem obrotu. Zasiadała w radach nadzorczych (KDPW SA, KDPW CCP SA).
Beata Jarosz, wspólnie z Joanną Pruszyńską-Witkowską, współzałożycielką CodersTrust Polska, będą współodpowiedzialne za rozwój tej inicjatywy na naszym rynku.
Pierwsze półrocze 2016 charakteryzowało się dużą aktywnością inwestorów na rynku gruntów, przede wszystkim w segmencie mieszkaniowym. Potwierdzeniem tego jest sfinalizowana w ostatnim czasie transakcja kupna przez Grupę ASBUD od Balmoral Properties działki o powierzchni 30 650 mkw., zlokalizowanej pomiędzy dworcem Warszawa Gdańska a centrum handlowym Arkadia. Grupa ASBUD wybuduje na tym terenie ok. 1 200 mieszkań. Wartość transakcji jest poufna.
W transakcji firmie Balmoral Properties doradzał zespół ds. obsługi gruntów inwestycyjnych z JLL oraz kancelaria JF Legal Jakubaszek & Fogo Sp.k. Kupującemu – Grupie ASBUD – doradzali eksperci z kancelarii prawnej Baker & McKenzie.
Daniel Puchalski, Dyrektor Działu Obsługi Gruntów Inwestycyjnych, JLL
Daniel Puchalski, Dyrektor Działu Obsługi Gruntów Inwestycyjnych, JLL, informuje: „Transakcja, której przedmiotem była działka należąca do Balmoral Properties to jedna z największych tegorocznych umów kupna/sprzedaży terenu inwestycyjnego pod zabudowę mieszkaniową. Potwierdza ona utrzymujące się na wysokim poziomie zainteresowanie inwestorów rynkiem gruntów w Polsce. Motorem rozwoju rynku pozostają działki pod projekty mieszkaniowe, a w dalszej kolejności – biurowe”.
Dynamiczny rozwój rynku mieszkaniowego skłania deweloperów do poszukiwania kolejnych terenów inwestycyjnych pod tego typu zabudowę – zarówno w Warszawie, jak i Krakowie, Wrocławiu, Gdańsku, Łodzi czy Poznaniu. Utrzymuje się również zainteresowanie gruntami pod projekty biurowe, szczególnie w Krakowie, Wrocławiu i Warszawie. Coraz większym wyzwaniem staje się jednak ograniczona podaż dobrze przygotowanych terenów inwestycyjnych.
W pierwszym półroczu 2016 Dział Obsługi Gruntów Inwestycyjnych JLL doradzał przy transakcjach kupna/sprzedaży gruntów inwestycyjnych o łącznej wartości ok. 300 mln złotych, przeznaczonych m.in. pod zabudowę mieszkaniową i biurową.
„Popyt jest tak duży, że jeśli JLL miałby w swoim portfelu więcej gruntów, których właściciele zainteresowani są sprzedażą, to ten wynik mógłby być nawet trzykrotnie wyższy. Z naszych obserwacji wynika bowiem, że dobrze przygotowany i zlokalizowany teren inwestycyjny pod zabudowę mieszkaniową nie czeka dłużej niż kilka tygodni na zainteresowanego inwestora, który rozpocznie analizy. Podaż pieniądza na rynku gruntów jest bardzo wysoka, ale brakuje dobrego produktu dostępnego na sprzedaż”, dodaje Daniel Puchalski.
Mimo ograniczonej podaży dobrze przygotowanych działek JLL spodziewa się kolejnych transakcji, których przedmiotem będą grunty pod zabudowę mieszkaniową i biurową.
„Aktualnie pracujemy nad kilkoma umowami kupna/sprzedaży terenów pod projekty mieszkaniowe i biurowe w Warszawie, Krakowie i Wrocławiu oraz kilku mniejszych miastach w Polsce, z planowanym terminem finalizacji jeszcze w tym roku”, podsumowuje Daniel Puchalski.
14 projektów dotyczących infrastruktury drogowej otrzyma łącznie 1,2 mld zł z Programu Polska Wschodnia (POPW). Dziś podpisano pierwsze umowy o dofinansowanie dla siedmiu z nich. Unijna dotacja dla tych projektów to w sumie ok. 371,8 mln zł, a ich wartość całkowita wynosi ok. 459 mln zł.
INFOGRAFIKA Infrastruktura drogowa w Polsce Wschodniej
Transportowi drogowemu dedykowana jest II oś priorytetowa (Nowoczesna Infrastruktura Transportowa) POPW z budżetem blisko 3,8 mld zł. Na unijną dotację szanse mają przedsięwzięcia poprawiające efektywność układów transportowych oraz zrównoważony transport w miastach wojewódzkich i obszarach je otaczających. Pierwszy nabór wniosków Polska Agencja Rozwoju Przedsiębiorczości przeprowadziła w działaniu 2.2 Infrastruktura drogowa. Trwał od 21 grudnia 2016 r. do 31 marca br. Do dofinansowania wybrano 14 projektów. Kolejny nabór odbędzie się w październiku 2016 r. (w dniach 3-31.10.). Zarezerwowano na niego 800 mln zł.
– Instrumenty wskazane w Planie na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju, mają wprowadzić naszą gospodarkę na wyższy poziom rozwoju. Chcemy wzmocnić jej konkurencyjność i innowacyjność. Nie uczynimy tego bez dobrze funkcjonującej w regionach infrastruktury drogowej, która zarówno poprawia bezpieczeństwo mieszkańców ale jest też niezwykle ważna dla przedsiębiorców – zaznaczył wiceminister Adam Hamryszczak.
Projekty z podpisanymi umowami:
Przebudowa skrzyżowania DK 19 (al. Solidarności i al. Gen. Wł. Sikorskiego) i DW 809 (ul. Gen. Ducha) w Lublinie – wyprowadzenie ruchu w kierunku węzła Lublin Czechów (S12/S17/S19) – beneficjent: Gmina Lublin, wartość: ok. 70 mln zł, dofinansowanie UE: blisko 59 mln zł;
Budowa drogi wojewódzkiej Nr 747 na odcinku Radawiec – węzeł Konopnica (S-19) – beneficjent: Gmina Lublin, wartość: ponad 50,7 mln zł, dofinansowanie UE: niemal 28,3 mln zł;
Rozbudowa drogi wojewódzkiej nr 598 na odcinku od skrzyżowania ul. Płoskiego z ul. Witosa/Bukowskiego do węzła Jaroty (S51) – beneficjent: Województwo Warmińsko-Mazurskie, wartość: ponad 41,8 mln zł, dofinansowanie UE: blisko 35,5 mln zł;
Rozbudowa DW 761 na odcinku: Piekoszów – węzeł Jaworznia (S7) – beneficjent: Województwo Świętokrzyskie, wartość: ponad 9,3 mln zł, dofinansowanie UE: niemal 8 mln zł;
Budowa nowego przebiegu DW 764 w Kielcach na odcinku od skrzyżowania ul. Tarnowskiej z ul. Wapiennikową (DK 73) do Ronda Czwartaków – beneficjent: Gmina Kielce, wartość: ponad 43,7 mln zł, dofinansowanie UE: ponad 34,3 mln zł;
Budowa DK51 na odcinku od skrzyżowania ul. Towarowej z ul. Leonharda do węzła Wschód (S51) – beneficjent: Gmina Olsztyn, wartość: ponad 208, 5 mln zł, dofinansowanie UE: niemal 177 mln zł
Rozbudowa DW 878 w Rzeszowie w ciągu ul. Sikorskiego prowadzącej do DK 94, na odcinku od skrzyżowania z ul. Malowniczą do granicy miasta – beneficjent: Miasto Rzeszów, wartość: ponad 34,2 mln zł, dofinansowanie UE: ok. 28,7 mln zł.
nazwa.pl – największa polska firma hostingowa – przeniosła swoje środowisko informatyczne do jednego z najnowocześniejszych i najbardziej zaawansowanych technologicznie centrów przetwarzania danych w Polsce – Polcom Data Center.
Bezpieczeństwo i stabilność świadczonych usług to priorytety nazwa.pl, dlatego firma zdecydowała się na kolokację swoich serwerów w jednym z najnowocześniejszych data center w Polsce, gdzie dla serwerów została przygotowana specjalnie wydzielona przestrzeń, chroniona wielopoziomową kontrolą dostępu.
Polcom Data Center to ośrodek wykorzystujący jedne z najbardziej zaawansowanych technologii w dziedzinie przetwarzania danych oraz ich zabezpieczeń.
– Największym wyzwaniem przed jakim stanęliśmy podczas migracji było takie przeprowadzenie procesu, aby nie miał on wpływu na działanie usług naszych Klientów. Prace przy relokacji trwały ponad 133 dni, przewieźliśmy ponad 5 ton sprzętu serwerowego i sieciowego, pokonując łącznie 2 tys. kilometrów, ale – co najważniejsze – w czasie całego projektu usługi naszych Klientów były dostępne i działały bez zakłóceń – mówi Grzegorz Piszczek z nazwa.pl.
Bezpieczeństwo serwerów nazwa.pl gwarantowane jest przez zgodność z najwyższym, IV poziomem międzynarodowej normy ANSI/TIA 942 – TIER IV, Certyfikaty Bezpieczeństwa Przemysłowego II stopnia, Tajne NATO, Tajne UNIA, Tajne KRAJ, certyfikat bezpieczeństwa zgodny z normą ISO/IEC 27001:2013 HU 11/6162 oraz siedmiostopniową kontrolę dostępu.
Dodatkowo, Polcom Data Center zapewnia serwerom nazwa.pl możliwość optymalnego zasilania i chłodzenia oraz pełną ochronę przeciwpożarową opartą o redundantny system gaszenia gazem neutralnym dla ludzi, sprzętu i środowiska.
– Nie sądzę żeby we własnym zakresie dowolna firma mogła uzyskać poziom zabezpieczeń podobny do tego, który zapewnia data center, nie ponosząc przy tym ogromnych nakładów inwestycyjnych. Z biznesowego punktu widzenia takie rozwiązanie oznacza przede wszystkim większe bezpieczeństwo fizyczne i energetyczne, ponieważ tor zasilania każdego urządzenia jest zdublowany, przy równoczesnej optymalizacji kosztowej, spowodowanej m.in. niższymi kosztami energii elektrycznej – mówi Tomasz Kowalski, dyrektor handlowy Polcom, odpowiedzialny za projekt.
Od 1 stycznia 2017 roku koncern Nestlé, który w tym roku obchodzi 150-lecie, będzie miał nowego prezesa. Paul Bulcke, obecnie pełniący tę funkcję, zostanie Przewodniczącym Rady Nadzorczej. Nowym prezesem koncernu Nestlé zostanie 50-letni Ulf Mark Schneider, który od 2003 roku jest prezesem Fresenius Group.
Peter Brabeck-Letmathe, pełniący funkcję Przewodniczącego Rady Nadzorczej, zgodnie ze statutem spółki nie będzie ubiegał się o reelekcję i osiągając wiek emerytalny, zrezygnuje z wszystkich swoich funkcji w Radzie. W związku z tym Rada Nadzorcza dniu 27 czerwca br. zaproponowała aktualnemu prezesowi Nestlé, Paulowi Bulcke, aby podczas walnego zgromadzenia, które odbędzie się 6 kwietnia 2017 roku, ubiegał się o funkcję przewodniczącego.
W celu przygotowania się do przyszłej roli i respektowania minimalnego okresu odstąpienia od umowy, z dniem 31 grudnia 2016 roku Paul Bulcke, zrezygnuje ze swojej obecnej funkcji, którą pełni od 10 kwietnia 2008 roku.
Jego następca, 50-letni Ulf Mark Schneider, od 2003 roku jest prezesem Fresenius Group. Ma tytuł doktora Uniwersytetu St. Gallen, a także jest absolwentem MBA w Harvard Business School. W celu zapewnienia płynnego objęcia stanowiska Ulf Mark Schneider dołączy do zespołu Nestlé w dniu 1 września 2016 roku na okres wprowadzający.
Paul Bulcke, Nestlé
Paul Bulcke, prezes Nestlé: „Dziękuję Radzie Nadzorczej za zaufanie, jakim mnie obdarzyła, proponując stanowisko przewodniczącego. Nie mogę się doczekać współpracy z Ulfem Markiem Schneiderem, która z pewnością przyczyni się do sukcesu Nestlé. Ulf Mark Schneider wniesie do naszej firmy swoje bogate zawodowe doświadczenie oraz kompetencje, które idealnie wkomponują się w styl zarządzania oraz kulturę firmy Nestlé.”
Rynek akcji w Stanach Zjednoczonych znajduje się w ponad 18 miesięcznej konsolidacji. Przed czwartkowym wydarzeniem analiza techniczna wskazywała na większe prawdopodobieństwo wybicia, jednakże był to popyt tylko spekulacyjny.
Z najnowszych raportów funduszy lewarowanych, wynika, że wyprzedają akcje na potęgę. Powodów jest kilka. Po pierwsze jest bardzo drogo, po drugie zarządzający wiedzą iż bankom centralnym skończyła się amunicja, a do tego wszystkiego doszedł Brexit.
Na powyższym wykresie zobrazowano kapitalizacje giełdy NYSE na tle amerykańskim PKB. Aktualnie kapitalizacja giełdy wynosi powyżej 100% PKB, jesteśmy blisko szczytów z 2000 oraz 2007 roku, gdzie dana wartość wynosiła odpowiednio 124% oraz 120%.
Natomiast na wykresie tygodniowym S&P 500 niedźwiedziom udało się obronić opór 2075-2106. Aktualnie strona sprzedająca może zmierzać do ostatnich minimów z okolicy 1865 punktów.
Nie ma wątpliwości, które aktywo zostanie najlepszą inwestycją tego roku. Jest nim złoto. Od początku roku złoto dało zarobić ponad 20%, na tym się nie skończy. Na rynku powstała bardzo duża dywergencja cen kruszcu z ilością złota utrzymywaną przez fundusze typu ETF, które są zobligowane do nabywania fizycznego kruszcu za nowy kapitał. Zapowiada to długoterminowy trend wzrostowy.
Kolejnym argumentem za kontynuacją długoterminowego trendu są duzi graczy na rynku, którzy skupują spółki wydobywające złoto. Każdorazowe zamieszanie na rynkach finansowych powodowało wzrost ceny złota.
W krótkim terminie należy spodziewać się korekty w okolicę 1300 USD za uncję, jeżeli będzie głębsza to nie powinna pokonać strefy popytu 1250-1263 USD. W długim terminie trend wzrostowy powinien zostać utrzymany.
Andrzej Krzemiński – prezes Raiffeisen Leasing po czteroletniej przerwie, po raz drugi został wybrany na stanowisko przewodniczącego Komitetu Wykonawczego Związku Polskiego Leasingu, członka Konfederacji Lewiatan. Poprzednio, organizacją kierował Wojciech Rybak, który awansował w strukturach Grupy Banku Millennium.
Nowy przewodniczący, Andrzej Krzemiński ze Związkiem Polskiego Leasingu, związany jest od dziewięciu lat. W latach 2007-2012 należał do Komitetu Wykonawczego ZPL, gdzie przez ostatnie cztery ostatnie lata stał na czele organizacji. W 2014 r. ponownie dołączył do władz ZPL, początkowo sprawując funkcję wiceprzewodniczącego Komitetu Wykonawczego Związku Polskiego Leasingu, a 23 czerwca br. po raz drugi stanął na czele ZPL, organizacji reprezentującej interesy polskiej branży leasingowej. Jest autorem koncepcji zespołów i grup roboczych, które od 2007 roku funkcjonują w ZPL do dziś. W jej ramach eksperci branży leasingowej pracują społecznie na rzecz rozwiązań istotnych dla funkcjonowania polskich leasingodawców i ich klientów.
– Powrót na to zaszczytne stanowisko to dla mnie poważne wyzwanie: nie wystarczy bowiem dobrze wypełniać powierzoną funkcję. Czuję na sobie obowiązek zwiększenia mocy sprawczej naszej organizacji. Firmy członkowskie wspierają swoją działalnością blisko 30% wszystkich aktywnych przedsiębiorstw w Polsce, zarządzamy ogromnym majątkiem budującym PKB naszego kraju. Branża leasingowa jest źródłem innowacji, nasz rynek jest wysoce konkurencyjny, ale jednocześnie potrafimy działać wspólnie na rzecz poprawy warunków działania Klientów. Będę dokładał wiele wysiłku by rosła przydatność Związku tak dla klientów jak i dla firm członkowskich– powiedział Andrzej Krzemiński, nowo wybrany przewodniczący KW ZPL.
Wojciech Rybak złożył rezygnację z funkcji przewodniczącego Komitetu Wykonawczego Związku Polskiego Leasingu, poprzedzoną rezygnacją z funkcji Prezesa Zarządu Millennium Leasing, w związku ze zmianą zakresu zadań w Grupie Banku Millennium i powołaniem w skład Zarządu Banku z odpowiedzialnością za rynek klientów detalicznych.
– Branża leasingowa rozwija się dynamicznie, ma do odegrania niezwykle istotną rolę we wzroście inwestycji polskich przedsiębiorców, zapewniając stabilne, innowacyjne i konkurencyjne warunki finansowania rozwoju. Związek w obecnej formule, zrzeszający nie tylko najsilniejszych graczy na rynku, jest wyraźnym, spójnym głosem, słyszanym w Warszawie i Brukseli. Życzę dalszego rozwoju branży leasingowej, dla mnie zawsze tożsamego z rozwojem polskiej gospodarki – napisał Wojciech Rybak.
Obok Andrzeja Krzemińskiego, swoją pracę w Komitecie Wykonawczym ZPL będą̨ kontynuować Jerzy Kobyliński (były Prezes Zarządu spółek z Grupy Masterlease), Radosław Kuczyński (Prezes Zarządu Europejskiego Funduszu Leasingowego), Leszek Pomorski (Członek Zarządu PZWLP, Prezes Zarządu i Dyrektor Generalny Alphabet Polska Fleet Management) oraz kandydujący na kolejną kadencję do Zarządu Leaseurope, Mieczysław Woźniak (Prezes Zarządu mLeasing).
Andrzej Krzemiński Prezes Zarządu Raiffeisen-Leasing Polska S.A.
Biogram obecnego przewodniczącego Komitetu Wykonawczego ZPL
Andrzej Krzemiński jest absolwentem Wydziału Handlu Zagranicznego SGPiS (obecnie Szkoła Główna Handlowa). Od 26 lat pracuje w polskim sektorze finansowym. Zaczynał w 1990 r. w Banku Inicjatyw Gospodarczych (dziś Bank Millennium S.A.) gdzie m.in. od 1996 r. współtworzył projekt nowoczesnej bankowości detalicznej. W latach 1998-2002 A. Krzemiński kierował kolejno sprzedażą w TFI Banku Handlowego, Handlobanku, Citibanku oraz tworzył CitiFinancial – sieć sprzedaży produktów consumer finance. Od grudnia 2002 r. pracował w Grupie Credit Agricole początkowo jako wiceprezes odpowiedzialny za sektor finansów konsumenckich, a od października 2005 r. jako wiceprezes, a zaraz potem prezes Zarządu Europejskiego Funduszu Leasingowego S.A., gdzie był autorem wielu projektów rozwojowych m.in. firmy flotowej Carefleet S.A. czy stworzenia spółki faktoringowej Credit Agricole Commercial Finance S.A. Z ramienia EFL był członkiem Komitetu Wykonawczego a w latach 2009-12 Przewodniczącym KW Związku Polskiego Leasingu.
Andrzej Krzemiński zasiadał w Zarządzie Konfederacji Lewiatan, Zarządzie Leaseurope, Radach Nadzorczych Fiat Bank S.A. i Credit Agricole Bank S.A. oraz radach nadzorczych spółek-córek EFL stworzonych w trakcie jego kadencji. Od sierpnia 2012 był wiceprezesem Zarządu Deutsche Bank PBC S.A. gdzie odpowiadał za pion bankowości dla podmiotów gospodarczych. Od kwietnia 2014 roku Prezes Zarządu Raiffeisen-Leasing Polska SA. zasiada także w Komitecie Wykonawczym Związku Polskiego Leasingu, którego pracami kieruje od czerwca 2016r.
Kolejny cios dla Wielkiej Brytanii. Następna agencja zdecydowała się na obniżenie ratingu. Fitch ściął rating z AA+ do AA o perspektywie negatywnej. Została również obniżona prognoza dla wzrostu gospodarczego Wielkiej Brytanii.
Negatywna decyzja nie wpłynęła na funta szterlinga, bowiem zyskuje on pierwszy raz od wyniku czwartkowego referendum. Rynki przez dłuższy czas będą żyły Brexitem, reszta informacji schodzi na bok. Obniżenie ratingu z pewnością odbije się negatywnie na gospodarce brytyjskiej w dłuższym terminie.
Polski złoty na dzień dzisiejszy trzyma się bardzo dobrze, odreagowuje ostatnie straty. Złoty od rana zyskuje do wszystkich głównych walut. W południe kurs USD/PLN testował poziom 3,9856 zł, EUR/PLN 4,4219 zł, a CHF/PLN 4,0737 zł. Rodzima waluta od ostatniego piątku najbardziej umocniła się względem funta szterlinga, spadek kursu był znaczny, ponieważ przed czwartkowym referendum za brytyjską walutę należało zapłacić 5,76 zł, natomiast teraz notowana jest po 5,31 zł. Umacnianie się PLN względem euro, dolara amerykańskiego oraz franka szwajcarskiego jest jedynie korektą. Wzrost awersji do ryzyka oraz niepewność na rynkach finansowych przekłada się na odpływ zagranicznego kapitału z polskiej gospodarki, co prowadzi do wyprzedaży polskiego złotego. Potwierdzeniem tego jest wzrost rentowności 10-letnich, polskich obligacji, która oscyluje nieco powyżej 3%.
Same zmiany notowań par walutowych z polskim złotym podyktowane są sytuacją na rynkach globalnych, gdzie również możemy zaobserwować korektę ostatnich ruchów. Przykładem może być funt szterling, który pomimo obniżenia ratingu przez dwie agencje zyskuje na wartości względem dolara amerykańskiego. Odreagowanie możemy zobaczyć również na rynku metali szlachetnych oraz na Giełdzie Papierów Wartościowych. Wig 20 podnosi się po dużym upadku i notuje wzrosty wynoszące 1,56%.
Szczyt Unii Europejskiej
W drugiej połowie dnia nastroje na rynkach globalnych, a pośrednio również na rodzinnym rynku walutowym, kształtować będą informacje napływające z brytyjskiej gospodarki oraz amerykański odczyt finalnego PKB. Dzisiejszego dnia rozpoczyna się także szczyt Unii Europejskiej z udziałem Davida Camerona. Na spotkaniu będą omawiane aspekty dotyczące rynku pracy, wzrostu gospodarczego, konkurencyjności oraz relacji zagranicznych. Natomiast jutro odbędzie się nieformalne spotkanie 27 głów państw członkowskich Unii Europejskiej, które zostanie zakończone konferencją prasową. Liderzy będą omawiać przyszłość Unii Europejskiej oraz następstwa zagłosowania Wielkiej Brytanii za wyjściem z UE. Inwestorzy obawiają się niepewności, która w ostatnim czasie zawładnęła rynkami.
Marcin Krasoń, Analityk Rynku Nieruchomości Home Broker
Najnowsze notowanie Indeksu Cen Transakcyjnych Home Broker i Open Finance wskazało lekką obniżkę cen w największych miastach. Do sporego ruchu w dół doszło w Warszawie, której należy się bacznie przyglądać, bo to największy i najważniejszy rynek nieruchomości w Polsce.
Indeks Cen Transakcyjnych Home Broker i Open Finance wyniósł w maju 817,49 punktów, co jest wartością o 0,15 proc. niższą niż przed miesiącem i o 2,14 proc. niższą niż dokładnie rok temu. Trzeci miesiąc z rzędu spada średnia cena transakcyjna metra kwadratowego mieszkania w Warszawie. Aktualne notowanie to 7045 zł, co jest najniższą wartością od dwóch lat. W stosunku do notowania sprzed roku wskaźnik ten jest niższy o 5,4 proc.
Indeks Cen Transakcyjnych wyliczany jest z transakcji zakupu mieszkania dokonanych przez klientów Home Brokera i Open Finance. Mimo obecnych spadków, patrząc w dłuższej perspektywie nadal należy mówić o stabilizacji cen. Od trzech lat zdecydowana większość jego notowań mieści się w przedziale 800-820 punktów.
Indeks Cen Transakcyjnych Home Broker i Open Finance
Źródło: Home Broker i Open Finance;
na podstawie transakcji przeprowadzonych przez klientów firm
Tańsze mieszkania w Warszawie
Najnowsze dane z transakcji przeprowadzonych przez klientów Home Brokera i Open Finance wskazują, że ceny w stolicy spadały. Wg danych z Indeksu Cen Transakcyjnych, aktualna przeciętna (mediana) ceny metra kwadratowego mieszkania w stolicy to 7045 zł. Jest to wartość o 5,4 proc. niższa niż przed rokiem, a jednocześnie najniższa od dwóch lat. Zwykle zmiana średniej ceny w Warszawie nie przekraczała 2-3 proc., różnica większa niż 5 proc. jest więc ewenementem. Na razie nie sposób jednak ocenić, czy to jednorazowy wypadek, czy może już trend. Z tym trzeba zaczekać kilka miesięcy, a przede wszystkim przyjrzeć się rynkowi dokładniej. Rzecz w tym, że przeciętna cena transakcyjna zależy od tego jakie mieszkania się w danym mieście sprzedają. Jeśli np. deweloperzy zaczynają budować więcej mieszkań o podwyższonym standardzie i w atrakcyjnych lokalizacjach, to przeciętna cena transakcyjna rośnie, ale nie znaczy to wcale, że sprzedający swoje mieszkanie w wielkiej płycie Kowalski, otrzyma za nie więcej.
Ale ceny nieruchomości obniżały się ostatnio nie tylko w Warszawie. Kilkuprocentowy spadek zanotowaliśmy także w Białymstoku, Gdańsku i Olsztynie. Do największych zmian doszło jednak w Bydgoszczy i Łodzi. W tym pierwszym mieście w ciągu roku ceny spadły o 10 proc., a w drugim o 15,3 proc. Oba miasta charakteryzują się małą stabilnością notowań. Obserwując historyczne zachowanie cen, widać, że zwykle albo dynamicznie one rosną, albo szybko spadają. Tak jest też teraz. Wyższe niż przed rokiem ceny są m.in. w Poznaniu i Szczecinie.
Miasto
Mediana
ceny mkw.
Zmiana
ceny r/r
Białystok
4 093 zł
-4,3%
Bydgoszcz
3 877 zł
-10,0%
Gdańsk
5 117 zł
-2,4%
Katowice
4 220 zł
0,6%
Kraków
6 308 zł
0,4%
Lublin
4 730 zł
0,5%
Łódź
3 503 zł
-15,3%
Olsztyn
4 186 zł
-3,7%
Poznań
5 381 zł
5,4%
Szczecin
4 577 zł
2,0%
Warszawa
7 045 zł
-5,4%
Wrocław
5 631 zł
-1,6%
Przeciętne ceny metra kwadratowego mieszkania
w największych miastach Polski i ich zmiana w czasie
Źródło: Home Broker i Open Finance;
na podstawie transakcji przeprowadzonych przez klientów firm.
Czas oczekiwania
Rynek mieszkaniowy znajduje się obecnie w swego rodzaju zawieszeniu. Z jednej strony stabilne ceny mieszkań i niesłabnący popyt ze strony osób kupujących mieszkania w celach inwestycyjnych sprawiają, że rynek nadal prężnie się rozwija, a deweloperzy notują rekordy sprzedaży. Z drugiej jednak pojawia się coraz więcej zagrożeń związanych np. ze zmianami w prawie i w zasadach działania rynku kredytowo-mieszkaniowego.
Najwięcej w ostatnim czasie mówi się o nowym rządowym pomyśle znanym pod nazwą „Mieszkanie Plus”. Jednym z filarów programu ma być budowa tanich mieszkań i wprowadzanie ich na rynek najmu z możliwością docelowego wykupu i to bez zaciągania kredytu i ryzyka z tym związanego. Choć z programu nie każdy będzie mógł skorzystać i tylko częściowo konkurował będzie on z rynkiem deweloperskim, to na pewno firmy działające w branży nie powinny go lekceważyć.
Planując swoją działalność deweloperzy powinni też brać pod uwagę sytuację na rynku kredytów hipotecznych (problemy z dostępnością dopłat w ramach programu Mieszkanie dla Młodych, wzrost obowiązkowego wkładu własnego i zmiana podejścia banków związana z wprowadzeniem podatku bankowego) i możliwy jej wpływ na popyt na nowe lokale.
Na parze walutowej EUR/USD w nowym tygodni znajdujemy się w korekcie ostatnich spadków. Niedźwiedzie odbili się od strefy podaży 1.137-1.153 i zmierzają w stronę wsparcia 1.046. Bazowym scenariuszem pozostanie kontynuacja ostatnich spadków.
Tymczasem Mario Draghi przemawia w Portugalii, poniżej najważniejsze rzeczy, o których mieliśmy okazje się doweidzieć:
Aktualna polityka monetarna ma efekty uboczne
Banki centralne nie powinny rezygnować z celu inflacyjne
Kooperacja banków centralnych jest na wysokim poziomie
Nie zostało powiedziane nic, co mogłoby zmienić sytuację w długim terminie. Kurs pary walutowej EUR/USD pozostał niewzruszony.
Agencje ratingowe zareagowały, S&P obniżyła wiarygodność kredytową Wielkiej Brytanii o dwa poziomy z AAA do AA. Agencja Fitch podążyła za S&P obniżając rating z poziomu AA+ do poziomu AA. Dodatkowo w każdej z dwóch powyżej wymienionych agencji perspektywa jest negatywna, czyli możemy się spodziewać kolejnej obniżki ratingu. Jedynie Moody’s pozostawił rating na niezmienionym poziomie Aa1.
Funt szterling w stosunku do dolara amerykańskiego odreagowuje ostatnie spadki. Notowania zatrzymały się na 31 letnim minimum, wzrost jest nieznaczny. Nie wiadomo jak będzie przebiegało wyjście Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej, wisząca niepewność może doprowadzić do jeszcze większego zepchnięcia kursu. Gdyby jednak doszło do korekty to powinna zatrzymać się w okolicy strefy oporu 1.385-1.395.
Po doprowadzeniu światłowodu do milionowego gospodarstwa domowego Orange Polska zapowiada dalsze inwestycje. Wkrótce będą prowadzone w 60 miastach w kraju, a do 2018 roku pochłoną ok. 2,2 mld zł. – Internet światłowodowy, jego szybkość, pojemność i stabilność są teraz niezbędne – mówią przedstawiciele operatora. Rozbudowę światłowodów, szczególnie na obszarach, gdzie nie jest to opłacalne komercyjnie, będą wspierać także środki unijne. Do wydania do 2020 roku będzie 1 mld euro.
– Wybieramy miejsca na inwestycje, kierując się przede wszystkim popytem, czyli idziemy tam, gdzie rzeczywiście mamy klientów. Budowanie sieci musi być oparte o rachunek ekonomiczny – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Piotr Muszyński, wiceprezes zarządu Orange Polska. – Dzisiaj inwestycje dotyczą prawie 60 miast Polski, ale na naszej mapie wciąż przybywa miejsc, gdzie będzie światłowód, także w mniejszych miejscowościach.
Sieć światłowodów Orange Polska ma dziś ok. 90 tys. km. Na koniec tego roku w zasięgu sieci znajdzie się ok. 1,5 mln gospodarstw domowych. Do końca 2018 roku będzie ich 3,5 mln.
– Prócz inwestycji Orange Polska mamy też kolejny program z udziałem środków unijnych. Ponad 1 mld euro Polska przeznaczy na inwestycje światłowodowe w sieć dostępową, czyli tzw. ostatnią milę. To ogromna różnica w porównaniu do poprzedniego programu, który był przeznaczony na sieci szkieletowe – mówi Piotr Muszyński.
Orange Polska jako pierwszy krajowy operator w ramach poprzedniej perspektywy unijnej zrealizował dwa duże projekty sieci regionalnych w województwie lubuskim i pomorskim oraz dziewięć sieci dostępowych na terenach Polski Wschodniej. W sumie powstało 3,3 tys. sieci światłowodowej, 569 punktów dostępowych oraz 101 węzłów. Dotacja wyniosła niemal 100 mln zł, dwukrotnie większa kwota została wydana z budżetu operatora.
Obecnie Orange uczestniczy w konkursie w ramach perspektywy finansowej 2014–2020. Operator złożył osiem projektów na budowę światłowodowej sieci dostępowej docierającej łącznie do 14 tys. gospodarstw domowych. Zamierza także brać udział w planowanym na październik drugim konkursie na tzw. duże projekty, w którym dofinansowanie ma wynieść ogółem 3 mld zł.
– Do konkursów mogą się zgłaszać wszystkie podmioty, aby pozyskać dotację do inwestycji własnych, które mają być realizowane na białych plamach. Zakładam, że to dobry kierunek i oprócz Orange znajdą się podmioty, które z pomocą dotacji unijnych i wsparcia finansowego ze strony państwa będą chciały budować internet tam, gdzie nie do końca rachunek ekonomiczny na to pozwala – ocenia wiceprezes Muszyński.
W całej Polsce sieć światłowodów liczy dziś ok. 420 tys. km. Dalsza rozbudowa jest koniecznością ze względu na rosnące potrzeby użytkowników w zakresie transmisji danych i rozwijającej się technologii internetu rzeczy.
– Wynika to z liczby urządzeń, które mamy w gospodarstwach domowych, i rosnących potrzeb związanych z oglądaniem telewizji, filmów, graniem, z dostępem do wiedzy oraz obecnością w mediach społecznościowych. Coraz częściej mamy inteligentne domy, które wymagają ciągłego podłączenia i monitorowania za pośrednictwem internetu. Rozwija się też internet rzeczy. Najlepszą odpowiedzią na takie potrzeby jest właśnie internet światłowodowy – mówi Bożena Leśniewska, członek zarządu ds. sprzedaży i komercyjnej digitalizacji w Orange Polska
Jak podkreśla, sprzedaż oferty internetu światłowodowego w Orange dynamicznie się rozwija, chociaż popularny pozostaje internet mobilny 4G. Obydwa dostępy dobrze się jednak uzupełniają.
– Nasza oferta jest coraz bardziej konwergentna. Sprzedajemy zarówno usługi stacjonarne, jak i mobilne. Klienci zyskują korzyści finansowe poprzez obniżenie kosztów korzystania z kolejnych usług. Za każdą następną dostają bowiem obniżki – mówi Bożena Leśniewska.
Oferta Orange jest do kupienia zarówno na stronie internetowej operatora, w telesprzedaży, jak i w 150 salonach, które znajdują się na obszarach w zasięgu internetu światłowodowego. Istotne są także inicjatywy, które wspierają sprzedaż lokalną.
– Organizujemy spotkania z klientami na osiedlach. Jesteśmy tam z informacjami i poradami. Takie wydarzenia dzieją się w skali mikro w miastach, miejscowościach, na osiedlach i w budynkach, gdzie zainwestowaliśmy w światłowody – wymienia Leśniewska. – Teraz dochodzi również Fiber Shop, czyli mobilny sklep, który będziemy przenosić na kilka miesięcy na poszczególne osiedla czy miejsca, gdzie mamy gotową ofertę światłowodową. Klienci będą mogli spotkać się z profesjonalnymi doradcami, dowiedzieć, jak to działa, przetestować i sfinalizować transakcję.
Trzech największych zagranicznych płatników CIT odprowadziło w 2014 roku do budżetu ponad 1,3 mld zł. W pierwszej dziesiątce ogłoszonego rankingu znalazła się firma Jeronimo Martins Polska, właściciel sieci Biedronka, która dwa lata temu zasiliła budżet państwa kwotą 275 mln zł. Zagraniczni inwestorzy twierdzą, że płacenie podatku dochodowego traktują jako wkład w rozwój polskiej gospodarki i wyraz gospodarczego patriotyzmu.
„Puls Biznesu” po raz kolejny sporządził ranking największych zagranicznych płatników podatku dochodowego od osób prawnych. W pierwszej dziesiątce zestawienia znalazło się aż siedem banków: Bank Pekao SA, Bank Zachodni WBK, mBank, ING Bank Śląski, Bank Handlowy w Warszawie, Bank Millenium oraz Santander Consumer Bank, dwie sieci handlowe: Jeronimo Martins Polska (właściciel sieci Biedronka) i Rossman Supermarkety Drogeryjne Polska, oraz jedna firma telekomunikacyjna, czyli T-Mobile. Zdaniem autorów rankingu stanowi on ważny głos w debacie na temat płatności CIT przez sektor bankowy i handlowy.
– Jeśli odsuniemy poglądy niemające poparcia w faktach, a spojrzymy na liczby i fakty, to wyraźnie widać, że branża bankowa jest solidnym płatnikiem podatku CIT, a branża handlowa kolejną branżą, która rzetelnie płaci podatki – mówi agencji informacyjnej Newseria Grzegorz Nawacki, zastępca redaktora naczelnego Pulsu Biznesu.
Z rankingu wynika, że trzy banki, które uplasowały się w pierwszej trójce zestawienia, w 2014 roku odprowadziły do budżetu państwa podatek w wysokości 1,3 mld zł. Bank Pekao SA zapłacił CIT w wysokości 608 mln zł, Bank Zachodni WBK – 463 mln zł, a mBank – ponad 300 mln zł. Firma Jeronimo Martins Polska, właściciel sieci sklepów Biedronka, która uplasowała się na 5. miejscu rankingu, w 2014 roku zasiliła budżet państwa kwotą 275 mln zł podatku.
– Jest to dla nas dostrzeżenie ważnego wkładu, który jest naturalną konsekwencją tego, co robimy na co dzień, działamy jako duży podmiot w Polsce. Cieszę się, że możemy mieć wkład również w rozwoju Polski jako kraju – mówi Alfred Kubczak, dyrektor ds. korporacyjnych Jeronimo Martins Polska.
JMP, należące do portugalskiej Grupy Jeronimo Martins, od kilku lat plasuje się w czołówce największych płatników CIT w Polsce wśród zagranicznych inwestorów. Zdaniem przedstawicieli firmy istotnym wkładem w rozwój polskiej gospodarki jest także współpraca z polskimi producentami. Jeronimo Martins Polska utrzymuje regularne kontakty handlowe z ponad 500 firmami, co więcej, z blisko setką współpracuje od ponad 10 lat. Wiele z tych przedsiębiorstw rozwinęło się dzięki tym kontaktom handlowym i stało się ważnymi graczami na rynkach zagranicznych.
– Nie możemy też zapominać o tym, że zatrudniamy na umowę o pracę ponad 55 tys. pracowników, a to również jest kontrybucja i podatkowa, i w wielu innych aspektach – mówi Alfred Kubczak.
Podatek dochodowy to obok akcyzy i podatku VAT jedno z najważniejszych źródeł przychodu dla budżetu państwa. Jest też wyrazem patriotyzmu gospodarczego – wielu zagranicznych przedsiębiorców unika bowiem płacenia podatku dochodowego w Polsce, korzystając z tzw. rajów podatkowych. Szacuje się, że straty budżetu z tego tytułu wynoszą nawet 45 mld zł.
– Naszym zdaniem jedną z lepszych form mobilizacji jest po prostu pokazywanie dobrych przykładów, stąd zdecydowaliśmy się nagrodzić tych, którzy te podatki płacą w największym stopniu – mówi Grzegorz Nawacki.
Ministerstwo Finansów przygotowało projekt ustawy zakładającej wprowadzenie od 2017 roku niższej, 15-procentowej, stawki CIT dla nowych i małych firm, których roczny przychód nie przekracza 1,2 mln euro. Dla pozostałych przedsiębiorstw nadal obowiązywać będzie dotychczasowa, 19-procentowa, stawka podatku.
Tradycyjne formy kontaktu z bankiem tracą na rzecz mobilnych. Klienci chcą przez smartfony sprawdzać stan konta, robić przelew i kupować produkty. Eksperci oceniają, że płatności mobilne, które są dziś popularne wśród klientów indywidualnych, wkrótce wejdą także do firm. Nowe technologie pozwalają także dostosowywać ofertę dla klienta do jego indywidualnych potrzeb. Do tego w coraz większym stopniu wykorzystują zaawansowane algorytmy i technologię big data. Kluczowym problemem jest zapewnienie przy tym wszystkim bezpieczeństwa klientów, ich danych osobowych i środków.
– Do sektora finansowo-bankowego szybkim krokiem wkracza technologia. Zmieniają się sposoby komunikacji z klientem oraz kanały świadczenia usług – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Roman Durka, wiceprezes zarządu w spółce Sygnity. – Elementem, który widać na co dzień, jest mobilność. Większość usług dostarczana jest już poprzez smartfony i urządzenia mobilne. Coraz więcej osób w taki sposób wykonuje operacje i komunikuje się z bankiem.
Według Urzędu Komunikacji Elektronicznej pod koniec ubiegłego roku na rynku było 56,6 mln aktywnych kart SIM (zarówno pre-, jak i post-paid oraz M2M), co stanowiło jeden z najwyższych wskaźników nasycenia tego rodzaju usługami w Europie (147 proc.). Także dlatego, jak tłumaczy Roman Durka, oferta banków obecnie idzie w kierunku udostępniania usług poprzez wszystkie możliwe kanały (tzw. omnichannel).
– To bardzo silnie rozwijany trend – ocenia Roman Durka. – Wszystko jednak zmierza w kierunku mobilności. Sądzę, że już niebawem wszystkie lub prawie wszystkie płatności będą odbywały się drogą mobilną. Powoli wejdzie to także do ruchu finansowego pomiędzy instytucjami, bo obecnie z takich płatności korzystają głównie klienci indywidualni.
Na ten segment bankowości duży wpływ ma rozwój tzw. API (skrót od ang. Application Programming Interface), czyli udostępnianie usług poprzez aplikacje klientów. To bezpośredni link do płatności zamieszczany na stronie internetowej sklepu, dostawcy usługi itp. Zdaniem Durki wraz z dalszym rozwojem e-commerce i m-commerce API będzie zyskiwać na popularności.
– Technologia ta w znakomity sposób zmienia rynek, ponieważ dzięki niej można wdrażać nowe formuły płatności dopasowane do różnego rodzaju sklepów internetowych, typów zachowań klienta oraz jego potrzeb. To duża korzyść dla klienta, który w danym sklepie ma od razu możliwość załatwienia operacji bankowej, jeśli taka jest wymagana – ocenia Roman Durka.
Customizacja, czyli dopasowywanie do potrzeb, dotyczy przede wszystkim form kontaktu z klientami, a także budowania oferty dla nich. W tym pomocne są zaawansowane algorytmy i technologie big data, które służą dokładnej analizie danych.
– Roboty w komunikacji z klientem w banku nie są jeszcze wykorzystywane masowo, ale zmierzamy w tym kierunku. Szczególnie w obsłudze, w której następuje komunikacja głosowa, te roboty mają swoją rolę do odegrania, a także w analizie danych, w udostępnianiu dopasowanej do potrzeb klienta informacji. Uważam, że to jest kierunek, który też będzie się silnie rozwijał w przypadku rynku bankowo-finansowego – wyjaśnia Roman Durka.
Cyfrowa rewolucja w bankowości oznacza jednak szereg wyzwań związanych z zapewnieniem bezpieczeństwa. W tym zakresie banki również korzystają z nowoczesnych rozwiązań. Jednym z nich jest biometria głosowa, która pozwala na precyzyjną weryfikację klienta.
– Wykorzystanie technologii biometrii głosowej daje możliwość zweryfikowania, czy mamy do czynienia z danym klientem, czy nie mamy do czynienia z kimś, kto zsyntezował głos danego użytkownika. Jesteśmy w stanie zweryfikować płeć danego klienta, poziom jego emocji. To jest bardzo istotne z punktu widzenia dzisiejszych aspektów bezpieczeństwa – wyjaśnia Mariusz Jurak, dyrektor zarządzający sektora bankowo-finansowego Sygnity.
Służy do tego Sygnity LivePass, narzędzie bazujące na wykorzystaniu technologii biometrii głosowej. Według Mariusza Juraka zapewnia ono niezaprzeczalną identyfikację użytkownika, wykorzystując cechy fizyczne i behawioralne jego głosu. Proces ten odbywa się przy tym w sposób bezinwazyjny, zdalnie, podczas kontaktu telefonicznego czy rozmowy wideo z instytucją finansową.
Jak podkreśla Jurak, LivePass może być wykorzystywane na przykład podczas autoryzacji transakcji w kanałach elektronicznych – bankowości mobilnej czy internetowej – oraz zdalnej obsłudze klienta, m.in. w call center, infolinii lub wirtualnym oddziale. Może ono być stosowane także w innych sektorach, gdzie ważne jest uwierzytelnianie dostępu do wrażliwych danych, np. w telekomunikacji, administracji publicznej, służbach mundurowych czy opiece zdrowotnej.