Ceny za baryłkę ropy WTI zbliżyły się do poziomu 50 dolarów. Za cenami stoją czynniki podażowe, jak pożary lasów w Kanadzie, gdzie ropę wydobywa się w kopalniach odkrywkowych. Duże znaczenie miały również ataki rebeliantów na infrastrukturę petrochemiczną w Nigerii. Jednocześnie rośnie popyty na ropę naftową w Chinach. Jakich poziomów cenowych zatem możemy spodziewać się w najbliższym czasie? Więcej w materiale wideo.
Wysyp nowych mieszkań, to tłusty okres dla branży wykończeniowej
O ponad 60 proc. wzrosła w tym roku liczba mieszkań wybudowanych z przeznaczeniem na sprzedaż. Dla branży zajmującej się wykończeniem mieszkań zaczyna się teraz tłusty okres.
Dane podsumowujące cztery pierwsze miesiące 2016 r. opublikowane przez GUS pokazują, iż w porównaniu do analogicznego okresu 2015 r. wyraźnie wzrosła liczba mieszkań oddanych do użytkowania. Zmiana sięgnęła 18 proc. Nowych mieszkań przybyło więcej niż rok wcześniej w niemal każdej części Polski.
– Skokowy wzrost liczby mieszkań oddawanych do użytkowania był zasługą firm deweloperskich, które z początkiem 2014 r. rozpoczęły ofensywę inwestycyjną, trwającą zresztą do dziś – mówi w rozmowie z MarketNews24 Jarosław M.Skoczeń z Grupy Emmerson. – Duża część z rozpoczętych wtedy mieszkań jest właśnie teraz oddawanych do użytkowania, co przełożyło się to na ponad 61 proc. wzrost r/r liczby mieszkań oddanych do użytkowania w grupie lokali budowanych z przeznaczeniem na sprzedaż. Na ten moment z pewnością czekała branża wykończeniowa, dla której zaczyna się teraz tłusty okres.
Wyniki Sygnity za I-wsze półrocze roku obrotowego 2015/2016
Grupa Sygnity zaraportowała wyniki finansowe za I-wsze półrocze roku obrotowego 2015/2016, obejmujące okres od 1 października 2015 r. do 31 marca 2016 r. Na uwagę zasługują istotne elementy, które zdaniem Zarządu przyczyniać się będą do konsekwentnej poprawy rezultatów w kolejnych miesiącach bieżącego roku obrotowego.
Należą do nich:
- wyższe przychody – 244,3 mln zł (+6,3% r/r),
- poprawa zysków: EBITDA 15,6 mln zł (+17,8% r/r) i EBIT 7,2 mln zł (+29,8% r/r),
- rentowność EBIT wyniosła 2,9% (+0,5 p.p. r/r),
- wyższy backlog r/r na II półrocze roku obrotowego,
- łączny portfel zamówień na II półrocze 2016 wynosi 160 mln zł, a na 2017 i kolejne lata to 256 mln zł, co oznacza, że obecny backlog na przyszłe okresy to 416 mln zł,
- utrzymanie dyscypliny kosztowej – koszty ogólnego zarządu wyniosły 8,2% przychodów
(-2,4 p.p. r/r), - zwycięstwo w 18 przetargach o łącznej wartości ponad 108 mln zł oznacza zdobycie pozycji lidera rynku pod względem wysokości budżetów wygranych postępowań przetargowych w sektorze IT rozstrzygniętych w administracji publicznej w I kwartale roku kalendarzowego 2016.
Poprawa perspektywy przychodowej to jeden z głównych celów, który dzięki intensywnej pracy udało się osiągnąć poprzez szeroką ekspansję biznesową w trzech sektorach – publicznym, bankowo-finansowym i utilities, w których Sygnity ma ugruntowaną pozycję.

Na sytuację w kluczowym dla nas sektorze publicznym duży wpływ miało przemodelowanie sceny politycznej. Zaskutkowało to spadkiem liczby postępowań przetargowych, a co za tym idzie także budżetów. Nie bez znaczenia jest wciąż przedłużającą się kwestia uruchomienia kolejnej transzy środków unijnych. Mimo niesprzyjających uwarunkowań w kalendarzowym
I kwartale 2016 r., Sygnity było liderem rynku pod względem łącznej wartości wygranych postępowań w IT w administracji publicznej. Wygraliśmy 18 przetargów
o łącznej wartości ponad 108 mln zł. Podkreśleniem naszej silnej pozycji w tym sektorze jest realizacja istotnych kontraktów dla administracji państwowej, jak
i pozyskiwanie nowych umów, w tym tak istotnych społecznie, jak Program „Rodzina 500 Plus” dla Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej. – komentuje Janusz R. Guy, Prezes Sygnity S.A.
W I półroczu bieżącego roku obrotowego Sygnity wykonało i wdrożyło system do obsługi rządowego programu „Rodzina 500 Plus”. Powstałe w relatywnie krótkim czasie rozwiązanie umożliwia pełną obsługę spraw związanych z realizacją świadczenia wychowawczego 500 Plus: od przyjęcia wniosku, poprzez wydanie decyzji i realizację świadczenia w formie gotówkowej lub bezgotówkowej.
Strategiczny dla administracji centralnej Program e-Podatki także realizowany jest zgodnie
z harmonogramem. W styczniu br. uruchomiony został Kanał Masowy dla Organów Rentowych, a w ślad za nim w marcu nowy moduł PFR, czyli wstępnie wypełnione zeznanie podatkowe, obejmujący zeznania PIT-37 i PIT-38, uzupełniony o informacje z Organów Rentowych. Także na początku roku Portal Podatkowy został poszerzony o konto podatnika, czyli zupełnie nową funkcjonalność dostępną dla użytkowników zalogowanych. Kolejnym elementem Systemu, który jest w trakcie przygotowania będzie Rejestr Pełnomocnictw Ogólnych.
Celem równoważenia wpływów do portfela przychodowego oraz ograniczenia fluktuacji backlogu spółka konsekwentnie dąży do zwiększania przychodów z sektora bankowo-finansowego. Wyrazem stabilnej pozycji Sygnity w tym segmencie rynku, jak również zaufania klientów jest fakt realizacji ważnych kontraktów, w tym m.in. dla Banku Gospodarstwa Krajowego. Dużym zainteresowaniem wśród klientów tego sektora cieszą się nowe, autorskie rozwiązania typu omnichannel (mutlikanałowość), które pozwalają na maksymalizację dostępu do oferty banku lub instytucji finansowej za pośrednictwem wybranych kanałów dostępu. Sygnity z nowymi produktami z tego obszaru planuje wyjść na rynek jeszcze w tym roku.
Dzięki podpisaniu szeregu istotnych kontraktów w sektorze utilities spółka osiągnęła zakładany poziom przychodów. Na szczególne wyróżnienie zasługuje wdrożenie autorskiego systemu SUS w Zakładzie Energetycznym Użyteczności Publicznej. System w kompleksowy sposób pokrywa główne procesy biznesowe związane z obsługą klienta na uwolnionym rynku energii i gazu, w trakcie całego cyklu sprzedażowego: od pozyskania klienta, przez realizację umowy, aż do jej zakończenia.
Nowe umowy i istotne kontrakty, m.in.: z ZUS, ARiMR, czy PSE Innowacje pozwalają konsekwentnie budować nasz portfel zamówień. Przychody na II połowę roku obrotowego 2015/2016 z umów podpisanych do 6 maja 2016 wynoszą 160 mln zł i są wyższe o ok. 3% rok do roku. Z kolei portfel zamówień na rok obrotowy 2017 i lata kolejne wynosi 256 mln zł, co oznacza że obecny backlog na przyszłe okresy to 416 mln zł. Ponadto portfel zamówień, zgodnie z naszymi zapowiedziami jest coraz bardziej zdywersyfikowany pod względem udziału w kluczowych sektorach, klientów, zakresu dostarczanych produktów i usług oraz wartości zamówień. Dzięki temu zakładamy lepszą rentowność naszych przyszłych realizacji. – podsumowuje Prezes Sygnity – Efektywność sprzedażowa, nowe prestiżowe kontrakty, poziom backlogu, dyscyplina kosztowa i trwałe obniżenie kosztów ogólnych, w ocenie Zarządu, przyczyniać się będą do osiągania dodatniej dynamiki zarówno w przychodach, jak i zyskach w kolejnych kwartałach bieżącego roku obrotowego.
Wyniki i-wszego półrocza 2015/2016.
Przychody Grupy Sygnity w I połowie roku obrotowego 2015/2016 wyniosły 244,3 mln zł (+6,3% r/r). Zysk brutto ze sprzedaży wyniósł 37,9 mln zł (-4,9% r/r), zysk EBITDA 15,6 mln zł (+17,8% r/r), zysk EBIT 7,2 mln zł (+29,8% r/r), a zysk netto 3,0 mln zł (-34,0% r/r). Rentowność EBITDA w I półroczu wyniosła 6,4%
(+0,7 p.p. r/r), rentowność EBIT wyniosła 2,9% (+0,5 p.p. r/r), a rentowność netto wyniosła 1,2% (-0,8 p.p. r/r).
Spółka utrzymuje dyscyplinę kosztową. Koszty ogólnego zarządu w I półroczu roku obrotowego 2015/2016 wyniosły 8,2% przychodów i w porównaniu do I półrocza ubiegłego roku, udział tych kosztów w przychodach spadł o 2,4 p.p. Koszty sprzedaży wzrosły do 13,5 mln zł (5,5% przychodów, +1 p.p.), jednak był to wzrost planowany, związany zarówno z intensyfikacją działań sprzedażowych, jak i optymalizacją Zespołu Sprzedażowego. Taka decyzja już znalazła odzwierciedlenie w widocznych efektach, którymi są m.in.: wysoka skuteczność zespołów w przetargach oraz zwiększenie rok do roku przychodów Grupy w tym okresie. Zoptymalizowana została także struktura finansowania, co wyraźnie zredukowało koszty finansowe – w I półroczu były niższe o 18% rok do roku.
Polacy szukają mieszkań z coraz wyższym standardem
Mirosław Kujawski, członek zarządu LC Corp S.A.
Na przykładzie naszych inwestycji widzimy, że wzrasta świadomość klientów, a co za tym idzie oczekiwania względem, nie tylko samych mieszkań, ale również części wspólnych, zagospodarowania terenów zielonych, czy wykonania elewacji. Rośnie także popyt na duże lokale praktycznie we wszystkich naszych projektach, zarówno typowo rodzinnych, jak i tych zlokalizowanych w centrach miast. Jest to spowodowane większą zdolnością nabywczą klientów, co jest następstwem niskich stóp procentowych.
Jacek Bielecki, dyrektor ds. rozwoju i jakości Marvipol S.A.
Daje się zauważyć pewien wzrost zainteresowania większymi mieszkaniami w segmencie popularnym o niższych cenach jednostkowych. Poza tym, preferencje klientów nie zmieniają się od kilku lat. Podwyższonym standardem zainteresowanych jest ok. 25 proc. klientów. Cena jednostkowa wciąż jest podstawowym kryterium wyboru mieszkania.
Sylwester Wybranowski, dyrektor sprzedaży deweloperskiej w Mennica Polska S.A.
Mieszkania rodzinne, 4–5-pokojowe w budynkach o bardzo dobrym standardzie wykończenia i dobrej lokalizacji nieustannie cieszą się dużym zainteresowaniem wśród klientów. Takich mieszkań rynek dostarcza jednak niewiele. Wiele osób chwali sobie domy na przedmieściach lub pod Warszawą. Aby mogły przekonać się do zamieszkania w centrum miasta potrzebują podobnych wrażeń i komfortu. Wybór mieszkania w wyższym standardzie położonego w centrum to wybór wygodnego stylu życia. Zlokalizowana w rejonie ulicy Grzybowskiej i Żelaznej w Warszawie Mennica Residence zapewnia możliwość szybkiego dotarcia do różnych punktów w mieście bez korzystania z samochodu. Mieszkania rodzinne zostały zaprojektowane na najwyższych piętrach w budynku. Kanonem ich aranżacji jest wyraźny podział na strefę dzienną i nocną. W tego rodzaju mieszkaniach znajdziemy widne łazienki, obszerne werandy i kilkudziesięciu lub kilkusetmetrowe tarasy.
Wioletta Kleniewska, dyrektor marketingu i sprzedaży w Polnord
Zakup mieszkania to oczywiście bardzo indywidualna kwestia. Poza jakością, lokalizacją i ceną klienci przywiązują wagę także do wykończenia części wspólnych. Oczekują ciekawego zagospodarowania zieleni i miejsc do wypoczynku. Rodziny z dziećmi poszukują także przyjaznego i bezpiecznego miejsca do zabawy dla pociech. Staramy się jak najlepiej na te oczekiwania odpowiadać. W Warszawie szczególnie dużym zainteresowaniem cieszą się mieszkania w inwestycji Śródmieście Wilanów oraz projekcie Stacja Kazimierz, w którym nabywcy cenią sobie bliskość centrum, dobrą lokalną infrastrukturę, a także wysokiej jakości nowoczesne wykończenie. Bramą Sopocką w Gdyni interesują się także inwestorzy. Oferujemy tam przestronne apartamenty w cichej, kameralnej okolicy. Trójmiasto z roku na rok przeżywa coraz większe oblężenie turystów w okresie wakacyjnym, co sprawia, że inwestycja w apartament w nadmorskim kurorcie staje się coraz chętniej rozważaną lokatą kapitału.
Adrian Potoczek, dyrektor sprzedaży Wawel Service
Odnotowujemy coraz większy przyrost liczby klientów zainteresowanych inwestycjami o podwyższonym standardzie. Nabywcy zdecydowanie częściej niż jeszcze kilka lat temu przywiązują wagę do części wspólnych budynku, zaaranżowania przestrzeni wokół, czy jakości wykończenia projektu. Świadomi konsumenci coraz częściej porównują oferty firm, mając świadomość czego mogą oczekiwać, za jaką cenę i stają się coraz bardziej wymagający. Dotyczy to zwłaszcza osób poszukujących mieszkań z wyższej półki. Ze względu na cenę takich lokali wymagania nabywców są również odpowiednio większe. Z roku na rok wzrasta również metraż przeciętnego mieszkania sprzedawanego w Wawel Service. Staramy się dostosowywać naszą ofertę do potrzeb klientów, dlatego budujemy nie tylko większe mieszkania, ale także więcej inwestycji o prestiżowym charakterze, takich jak Osada Czorsztyn, czy Apartamenty Sowiniec.
Zuzanna Kordzi, dyrektor ds. handlowych w ECO Classic
Znaczny wzrost zainteresowania większymi, wygodnymi lokalami o podwyższonym standardzie był odczuwalny już kilka kwartałów temu. W tej chwili ze względu na dobrą sytuację gospodarczą, pociągającą za sobą większą dostępność kredytów i zamożność klientów, poziom chętnych na takie mieszkania utrzymuje się na stałym, wysokim poziomie.
Aneta Michalska, reprezentująca Grupę Inwest
Przede wszystkim zauważamy wzmożenie zainteresowania zakupem lokali wykończonych „pod klucz”. Coraz więcej nabywców korzysta z usługi adaptacji lokali według uzgodnionego uprzednio projektu aranżacji. Szeroka gama materiałów możliwych do zastosowania oraz różnorodność w wyborze wyposażenia pozwala na wykończenie mieszkania w bardzo dobrej jakości i atrakcyjnej cenie.
Janusz Miller, dyrektor ds. sprzedaży i marketingu Home Invest
Według danych GUS statystyczny Polak zarabia coraz więcej. Daje się to również zauważyć w przypadku klientów poszukujących mieszkań. Przybywa kupujących mniejsze mieszkania za gotówkę, ale także tych, którym poprawiła się zdolność kredytowa i mogą sobie pozwolić na zakup większego mieszkania w inwestycji o podwyższonym standardzie, po to by polepszyć jakość zamieszkania. Coraz większe znaczenie klienci przykładają do standardu nabywanej nieruchomości, ale przede wszystkim liczy się dla nich projekt i rozkład samego mieszkania. Ważna jest oczywiście też lokalizacja, infrastruktura i otoczenie inwestycji.
Przemysław Bednarczyk, wiceprezes zarządu Waryński S.A. Grupa Holdingowa
Coraz więcej osób interesuje się dużymi mieszkaniami o podwyższonym standardzie. To zjawisko jest szczególnie dobrze widoczne w sprzedaży największych mieszkań w naszych inwestycjach, które zlokalizowane są na ostatnich kondygnacjach w budynkach. Tego rodzaju lokale znikają z naszej oferty już w pierwszych tygodniach od momentu uruchomienia sprzedaży inwestycji. Ich nabywcami są osoby, które na pierwszym miejscu stawiają komfort, rozbudowane możliwości aranżacyjne oraz dodatkowe udogodnienia takie, jak m.in. przestronny taras na dachu budynku. Wyniki sprzedaży, jakie notujemy, jasno wskazują, że takich osób sukcesywnie przybywa.
Marcin Liberski, dyrektor marketingu i sprzedaży w Atlas Estates
Popyt na mieszkania o podwyższonym standardzie jest duży i od dłuższego czasu utrzymuje się na podobnym poziomie. W warszawskiej inwestycji Apartamenty Krasińskiego mieszkania o podwyższonym standardzie cieszą się zainteresowaniem klientów, ponieważ znajdują się na najwyższych piętrach i sąsiadują z mniejszą liczbą innych lokali. Mieszkania o większej powierzchni najczęściej kupowane są jako docelowe, dlatego klienci zwracają większą uwagę na standard i jakość wykończenia budynku, w tym elewacji i klatek schodowych.
Małgorzata Ostrowska, członek zarządu oraz dyrektor pionu marketingu i sprzedaży w J.W. Construction Holding S.A.
W ostatnim okresie odnotowaliśmy bardzo duże zainteresowanie inwestycjami w podwyższonym standardzie. Z naszych obserwacji wynika, że nabywcy wolą kupować mieszkania z rynku pierwotnego i jeśli już zdecydują się na inwestycję zaoszczędzonego kapitału w mieszkanie, chcą aby spełniało ich wszelkie potrzeby i oczekiwania. Komfortowe rozkłady mieszkań, duże drewniane okna, obszerne balkony i tarasy oraz duże przeszklenia elewacji przyciągają klientów do naszej warszawskiej inwestycji Bliska Wola. Jego mieszkańcy będą mieli do dyspozycji place zabaw dla dzieci, ścieżki spacerowe, bulwar z miejscem na ogródki kawiarniane oraz boiska do piłki nożnej.
Mirosław Bednarek, prezes zarządu Matexi Polska
Musimy przyznać, że daje się zauważyć większe zainteresowanie mieszkaniami w lepszym standardzie. Wzrost oczekiwań klientów to sytuacja zgodna z naszymi przewidywaniami i ważny element naszej strategii. Oferowane przez nas mieszkania mieszczą się zawsze w rozsądnych przedziałach cenowych, a jednocześnie dbamy o to, żeby dostarczyć przemyślany produkt. Zwracamy przy tym uwagę na oryginalność i dopracowanie projektu oraz wykończenie części wspólnych.
Ewa Skibińska, marketing manager w RED Real Estate Development
Na dobrze zaprojektowane przestrzenie wspólne zwraca uwagę coraz więcej klientów, którzy pytają głównie o małą architekturę, zieleń, patia, place zabaw dla dzieci, windy, czy wideodomofony. Dostrzegamy, że zwiększa się świadomość nabywców, że dobry projekt oraz wysoki standard oznacza zarówno komfort, jak i trwałość. Osób poszukujących loftów i soft loftów w podwyższonym standardzie w naszej, wrocławskiej inwestycji Nowa Papiernia rzeczywiście przybywa. Drugi etap osiedla już w czasie przedsprzedaży cieszył się dużą popularnością. Oryginalny projekt z designerskim wykończeniem przyciągnął osoby, które chcą mieszkać nieszablonowo i wygodnie.
Katarzyna Pietrzak, dyrektor sprzedaży i marketingu w Victoria Dom S.A.
Posiadamy w ofercie mieszkania na terenie warszawskiej Woli i Białołęki, a niebawem zaproponujemy je także w innych dzielnicach Warszawy. Mamy w ofercie także propozycje dla klientów pragnących zamieszkać w domach. Klientom poszukującym nieruchomości zapewniających większy komfort mamy do zaoferowania domy w zabudowie bliźniaczej o powierzchni 150 mkw. i ponad 500 m działkach w Osiedlu Olesin oraz domy o powierzchni 140 mkw. na działkach od 300 do 450 mkw. w osiedlu Park Dworski, w cenach zaczynających się od 653 tys. zł.
Maria Doerre, dyrektor sprzedaży i marketingu Activ Investment
Od 20 lat działalności na rynku wyspecjalizowaliśmy się w budowie funkcjonalnych mieszkań z bardzo korzystnym stosunkiem jakości do ceny. Nie spotkaliśmy się z chęcią nabywania mieszkań o podwyższonym standardzie ze strony klientów.
Opracowanie: Kamil Niedźwiedzki
Księgowanie faktur korygujących od roku 2016

Księgowanie faktur korygujących jeszcze do niedawna nastręczało przedsiębiorcom sporo problemów. Do końca roku 2015 dla celów podatku dochodowego przepisy nakazywały cofać się do okresu pierwotnego, co powodowało wiele trudności. Co zmieniło się od stycznia bieżącego roku? Jak obecnie powinno się księgować faktury korygujące?
Księgowanie faktur korygujących do roku 2016
O ile samo wystawianie faktur korygujących nie jest kłopotliwe, o tyle, jak już wspominaliśmy, ich poprawne rozliczanie nie jest takie proste. Do stycznia przy ich księgowaniu należało cofnąć się do okresu pierwotnego, który ich dotyczy, i to niezależnie od przyczyn. Nosiło to za sobą kłopotliwe konsekwencje, jak choćby konieczność złożenia korekty zeznania rocznego, czego zarówno przedsiębiorcy, jak i ich księgowi woleliby zapewne uniknąć.
Zmiana zasad księgowania korekt od 2016 – przychody
Nowelizacja przepisów dotyczących księgowania faktur korygujących z pewnością uprości ten proces – ustawa z dnia 24 lipca 2015 r. o zmianie niektórych ustaw w związku ze wspieraniem polubownych metod rozwiązywania sporów wniosła wiele nowych i, co ważniejsze, prostszych rozwiązań.
Art. 14 ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych rozszerzono o nowe zapisy – ust. 1m–1p, dotyczące księgowania przychodowych faktur korygujących. Wskazują one, że jeżeli korekta przychodu nie została spowodowana błędem rachunkowym lub inną oczywistą omyłką, powinno się jej dokonać poprzez zmniejszenie lub zwiększenie przychodów, które podatnik osiągnął w okresie rozliczeniowym, w którym została wystawiona faktura korygująca. W przypadku natomiast, gdy nastąpi zmniejszenie przychodu w okresie, w którym nie występują żadne przychody lub ich wysokość jest niewystarczająca, przedsiębiorca może zwiększyć koszty o kwotę, o jaką nie mogły zostać pomniejszone przychody.
Jeżeli więc przyczyną złożenia przez podatnika korekty jest błąd rachunkowy lub oczywista pomyłka na fakturze pierwotnej, przychód powinien zostać skorygowany w dacie pierwotnej faktury sprzedaży. Jeśli natomiast podatnik był zmuszony złożyć korektę z innego powodu:
- korekta zwiększa przychód i ujmuje się ją w dacie wystawienia po stronie przychodu,
- korekta zmniejsza przychód w okresie, w którym została wystawiona:
- wartość przychodu jest równa lub większa od kwoty korekty – następuje księgowanie w dacie wystawienia korekty zmniejszające przychód,
- nie zaistniał przychód lub jest on niewystarczający – księgowania powinno się dokonać w dacie wystawienia korekty pomniejszającej przychód, a jeśli kwota ta jest niewystarczająca – pozostała wartość zwiększa koszty.
Podatnik powinien także zwrócić uwagę na fakt, że jeżeli korekta następuje po likwidacji działalności gospodarczej albo po zmianie formy opodatkowania na zryczałtowaną, zmniejszenia lub zwiększenia przychodów powinno się dokonać w ostatnim okresie rozliczeniowym przed likwidacją działalności gospodarczej lub przed zmianą formy opodatkowania.
Księgowanie faktur korygujących a ryczałtowcy
Także ryczałtowcy odczują różnicę, jeśli chodzi o księgowanie faktur korygujących. Nowe przepisy wskazują, że jeżeli w okresie rozliczeniowym, w którym powinni oni dokonać zmniejszenia przychodów, nie osiągnęli przychodów lub osiągnięte przychody są niższe od kwoty zmniejszenia, mogą dokonać zmniejszenia w kolejnych okresach rozliczeniowych.
To spore uproszczenie – podatnik nie tylko nie musi cofać się do okresu wystawienia faktury pierwotnej, ale dodatkowo, jeśli korekta związana jest ze zmniejszeniem przychodu, a w danym okresie one nie występują lub są zbyt niskie, zmniejszenia można dokonać dopiero w kolejnym okresie, w którym nastąpi przychód.
Jeżeli podatnik zmienia formę opodatkowania, zmniejszenia lub zwiększenia przychodów powinien dokonać w ostatnim okresie rozliczeniowym przed zmianą.
Księgowanie faktur korygujących a koszty
Ustawodawca wzbogacił art. 22 ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych o ust. 7c–7g, określające sposób ujmowania kosztowych faktur korygujących. Według nowych przepisów, o ile korekta kosztu uzyskania przychodów, w tym odpisu amortyzacyjnego, nie jest spowodowana błędem rachunkowym lub inną oczywistą omyłką, dokonuje się jej poprzez zmniejszenie lub zwiększenie kosztów uzyskania przychodów, które podatnik poniósł w okresie rozliczeniowym, w którym otrzymał fakturę korygującą.
Warunkiem jednak jest to, że jeżeli następuje pomniejszenie kosztów, kiedy w danym okresie rozliczeniowym podatnik nie poniósł kosztów uzyskania przychodów lub kwota ta jest niższa niż kwota zmniejszenia, podatnik jest obowiązany zwiększyć przychody o kwotę, o którą nie zostały zmniejszone koszty.
Jeżeli więc korekta spowodowana jest błędem rachunkowym lub oczywistą pomyłką na fakturze pierwotnej, koszt należy skorygować w dacie pierwotnej faktury zakupu.
Jeśli natomiast:
- korekta zwiększa koszt – podatnik ujmuje ją w dacie wystawienia po stronie kosztów,
- korekta zmniejsza koszt, a w okresie, w którym ją wystawiono:
- wartość kosztów jest równa lub większa od kwoty korekty – księgowanie powinno nastąpić w dacie wystawienia korekty zmniejszającej koszt,
- nie ma kosztów lub są one niewystarczające – księgowania dokonuje się w dacie wystawienia korekty pomniejszającej koszt, zaś jeśli kwota ta jest niewystarczająca – pozostała wartość zwiększa przychody.
W przypadku, gdy korekta następuje po likwidacji działalności gospodarczej lub zmianie formy opodatkowania na zryczałtowaną, zmniejszenia lub zwiększenia kosztów uzyskania przychodów podatnik powinien dokonać w ostatnim okresie rozliczeniowym przed likwidacją pozarolniczej działalności lub zmianą formy opodatkowania.
Nowe przepisy dotyczące księgowania faktur korygujących z pewnością ułatwią pracę księgowym, a samym przedsiębiorcom prowadzenie działalności gospodarczej. O ile złożenie korekty nie zostało spowodowane oczywistą pomyłką lub błędem rachunkowym, podatnik będzie mógł ją ująć zgodnie z datą wystawienia dokumentu. Inaczej będzie w przypadku korekt zmniejszających, jeżeli w okresie, w którym zostały wystawione, nie występują koszty lub przychody (zależy to od tego, czy korekta dotyczy kosztu czy przychodu). Wówczas podatnik powinien zastosować mechanizm odwrotny – jeżeli nie wystarczy przychodów, należy powiększyć koszty, jeśli natomiast kwota kosztu jest zbyt niska, podatnik powinien powiększyć przychody.
Tygodniowy przegląd rynku obligacji: Fed potencjalną przyczyną problemów dla obligacji rynków wschodzących

- Ponownie rosnące ceny surowców i spadające stopy procentowe wzmogły optymizm dotyczący rynków wschodzących
- Powrót Argentyny na międzynarodowe rynki obligacji spotkał się z olbrzymim popytem
- Brazylijski Petrobras skutecznie powrócił na rynku obligacji po rocznej przerwie
- Rosja walczy z amerykańskimi i unijnymi sankcjami za pomocą nowej emisji dziesięcioletnich obligacji w USD
- Wzrost optymizmu w kwestii rynków wschodzących może zostać zniwelowany agresywną polityką pieniężną Stanów Zjednoczonych
- Emitenci obligacji rynków wschodzących poradzą sobie ze stopniowymi podwyżkami amerykańskich stóp
W przeciwieństwie do tegorocznych dotychczasowych negatywnych nastrojów na rynkach rozwiniętych, na rynkach wschodzących panował optymizm, który ostatnio wzrósł po umocnieniu się cen surowców i spadkach stóp procentowych, w szczególności w Stanach Zjednoczonych.
Poza utrzymaniem niskich kosztów finansowania dla kredytobiorców, środowisko niskiego oprocentowania spowodowało również, że inwestorzy szukający wysokich rentowności podnoszą stawki w oczekiwaniu satysfakcjonujących zysków i wykazują zdrowy apetyt na nowe, egzotyczne obligacje. Nowa fala „strachu przed Fed” – tj. obawy przed dramatycznym wzrostem amerykańskich stóp procentowych – może jednak szybko zdusić ten nowy optymizm w zarodku.
Jak już wspominaliśmy, w ubiegłym miesiącu Argentyna powróciła na międzynarodowe rynki obligacji i spotkała się z olbrzymim popytem, natomiast w ubiegłym tygodniu największa prywatna spółka w Ameryce Łacińskiej – Petrobras – powróciła na rynki obligacji po rocznej przerwie, w trakcie której znalazła się w centrum poważnego kryzysu gospodarczo-politycznego w Brazylii.
Petrobras wyemitował warte 6,75 mld USD nowe pięcioletnie i dziesięcioletnie obligacje denominowane w USD, których rentowności wycenia się na 8,6% i 9,0%, wykorzystując zmianę nastrojów inwestorów po impeachmencie zawieszonej prezydent, Dilmy Rousseff. Wcześniejsze benchmarkowe dziesięcioletnie obligacje tej zmagającej się z problemami spółki naftowej – z zapadalnością w 2024 r. – już odnotowały poprawę rentowności: z maksimum w styczniu na poziomie 13% z powrotem poniżej 8% na początku maja. Biorąc pod uwagę, że ogólne zadłużenie spółki wynosi 126 mld USD, nowy prezes Pedro Parente, były minister energetyki, ma wolną rękę do restrukturyzacji finansów Petrobrasu i najprawdopodobniej jego sukces będzie zależał od dalszego wzrostu cen ropy.
W tym tygodniu na międzynarodowe rynki obligacji nieoczekiwanie powróciły obligacje kolejnego rynku wschodzącego w związku z faktem, że Rosja walczy z trwającymi od dwóch lat sankcjami Stanów Zjednoczonych i Unii Europejskiej, odmawiającymi jej dostępu do rynków kapitałowych.
Biorąc pod uwagę, że amerykańskie i europejskie banki otrzymały ostrzeżenie dotyczące zaangażowania w te transakcje, przez co rosyjskie obligacje stały się niekwalifikowalne na potrzeby systemów rozliczeń Euroclear i Clearstream (a w efekcie każdy inwestor zmuszony jest przechowywać swoje obligacje na terytorium Rosji), zainteresowanie rosyjskimi obligacjami było rzędu nawet do 7 mld USD. Wartość transakcji wyniosła ostatecznie 1,75 mld USD, a rentowność wyceniono na 4,75%, co stanowi znaczną poprawę w porównaniu z rentownością dziesięcioletnich rosyjskich obligacji w obrocie wtórnym zaledwie rok temu (8%).
Mimo iż kapitał zagraniczny z pewnością zada cios głęboko zależnej od ropy gospodarce rosyjskiej, zmagającej się z gigantycznym deficytem budżetowym, symboliczne aspekty tej emisji to być może największe zwycięstwo Kremla. Udowodnienie, że wrogie sankcje międzynarodowe nie zdołają odciąć Rosji dostępu do międzynarodowego finansowania, to kolejny sukces Władimira Putina odwracający uwagę od konsekwencji jego polityki na Ukrainie na gospodarkę Rosji. Ponadto rynki kapitałowe mogą pocieszyć się tym, że w przyszłości ryzyko refinansowania pozostałych głównych emitentów obligacji w Rosji może zostać znacznie obniżone.
Patrząc perspektywicznie nowy optymizm na rynkach wschodzących może jednak zostać poważnie naruszony ze względu na agresywną politykę pieniężną w Stanach Zjednoczonych, którą można było zaobserwować na rynkach finansowych w ubiegłym tygodniu. W związku z kolejnymi ustnymi wskazówkami ze strony kilku członków Federalnego Komitetu Otwartego Rynku, prawdopodobieństwo podwyżki stóp w czerwcu wycenia się obecnie aż na 34% w porównaniu z 4% zaledwie tydzień temu. Wbrew naszym ostatnim prognozom, według których do końca roku Fed miała być niezdecydowana co do terminu podwyżki, obecnie rynek wycenia, że szanse podwyżki do grudnia wynoszą nawet 78%.
Obniżyło to chwilowo zainteresowanie długiem zagranicznych rynków wschodzących i mimo, iż agresywna ścieżka podwyżek stóp amerykańskich to oczywiste zagrożenie, uważamy, że Rezerwa Federalna będzie dążyć do uniknięcia nowego kryzysu zadłużenia i że stopniowa trajektoria podwyżek zarówno znajduje uzasadnienie na rynkach, jak i umożliwia emitentom obligacji z rynków wschodzących poradzenie sobie z tym wyzwaniem.
Michael Boye, Saxo Bank
Na koniec 2016 r. bezrobocie może być rekordowo niskie
Stopa bezrobocia wyniosła w kwietniu 9,5 proc. – poinformował Główny Urząd Statystyczny.
Komentarz prof. Jacka Męciny, doradcy zarządu Konfederacji Lewiatan

Rynek pracy znów pozytywnie zaskoczył i dzięki wzrostowi zatrudnienia stopa bezrobocia na koniec kwietnia wyniosła 9,5 proc., co oznacza spadek o 0,5 proc. w stosunku do marca. Ożywieniem na rynku prac sezonowych wzmacnia pozytywną tendencję wzrostu zapotrzebowania na pracowników, zwłaszcza w produkcji, handlu i transporcie. Według badań koniunktury na rynku pracy ponad 20 proc. firm planuje dalsze wzrosty zatrudnienia. Dlatego na koniec roku można spodziewać się stopy bezrobocia na poziomie 8,6 proc.
Ta pozytywna tendencja powinna zostać wykorzystana dla bardziej efektywnej aktywizacji bezrobotnych. Sytuacja młodych już się poprawia, także dzięki programowi subsydiowania zatrudnienia, poprawia się choć wolniej sytuacja osób 50+. Natomiast słabością polskiego rynku pracy jest wciąż wysoki udział długotrwałe bezrobotnych, którzy stanowią ponad połowę zarejestrowanych. Dodatkowo dominują w tej grupie osoby o niskich kwalifikacjach lub bez kwalifikacji. Aby wprowadzić ich na rynek pracy należy lepiej wykorzystywać dostępne instrumenty, jak trójstronne umowy szkoleniowe, zlecanie usług aktywizacyjnych, czy łączenie środków Krajowego Funduszu Szkoleniowego z formami subsydiowania pracy. Pomagać też mogą programy specjalne, czy szkolenia. Warunek jest jeden, wszystkie instrumenty muszą być realizowane we współpracy z pracodawcami.
Dobrej współpracy z pracodawcami sprzyja sytuacja rynkowa. Przedsiębiorcy mają coraz większe trudności z pozyskiwaniem pracowników i zasoby urzędów pracy mogą okazać się ważnym źródłem rekrutacji pracowników. Drugie źródło niewykorzystanych zasobów kapitału ludzkiego to osoby bierne zawodowo, zwłaszcza dobrze przygotowane do pracy kobiety, które częściej jednak wybierają przerwę w zatrudnieniu niż łączenie aktywności zawodowej z obowiązkami rodzinnymi.
Aby pozyskać dla rynku pracy przynajmniej część nieaktywnych osób musi być spełnionych co najmniej kilka warunków i to nie tylko po stronie państwa, ale i samych przedsiębiorców. Po pierwsze jakość usług rynku pracy oraz usług publicznych – dobrej jakości pośrednictwo i doradztwo zawodowe, zindywidualizowane podejście do pracodawcy i potencjalnego pracownika, lepsze i bardziej dostępne usługi opieki nad małymi dziećmi – żłobki, przedszkola i szkoły z dostępną infrastrukturą opieki nad dziećmi.
Po drugie przyjazne prawo pracy, które sprzyjając jakości zatrudnienia musi umożliwiać pracodawcy i pracownikom korzystanie z rożnych form elastyczności, zwłaszcza pod względem organizacji i czasu pracy, ale i miejsca jej wykonywania. Z kolei po stronie pracodawców leży tworzenie środowiska pracy sprzyjającego aktywności zawodowej łączonej z obowiązkami rodzinnymi, czy nauką lub podnoszeniem kwalifikacji. Tylko wtedy firmy poradzą sobie z rosnącą konkurencją o pracownika na rynku.
Łączenie stabilności i jakości zatrudnienia z elastycznością tylko pozornie oznacza same sprzeczności. Wiele krajów europejskich jak Niemcy, Dania czy Holandia znalazły receptę na wzrost zatrudnienia, trwałe ograniczanie bezrobocia i mądrą elastyczność.
Globalizacja i cyfryzacja wymuszają nowe podejście do rynku pracy, ale też do inwestowania w rozwój pracowników i efektywną pomoc w powrocie na rynek pracy. Wyzwania jakie stoją przed Polską to nie tylko kurczące się zasoby pracy, ale konieczność zwiększania inwestycji w podnoszenie kwalifikacji i rozwój szkolnictwa zawodowego, poprawa jakości ochrony i profilaktyki zdrowia, zwłaszcza w grupie starszych pracowników, wreszcie rozwój pracowniczych programów emerytalnych i innych form oszczędzania na starość. Te wyzwania stoją przed państwem, pracownikami i pracodawcami i wymagają nowych rozwiązań oraz kompromisów wypracowanych w dialogu społecznym.
Szansą na nowe propozycje rozwiązań i nowe idee oraz projekty jest organizowane przez Konfederację Lewiatan kolejne Europejskie Forum Nowych Idei w Sopocie, we wrześniu, poświęcone przyszłości pracy. Udział już potwierdzili kluczowi europejscy eksperci, przedstawiciele nauki, Komisji Europejskiej, BE i ETUC oraz rządu z wicepremierem M. Morawieckim i minister E. Rafalską. Obecni będą również reprezentanci organizacji pracodawców, związków zawodowych, wreszcie kluczowych firm.
Polityka wpływa na nastroje gospodarstw domowych
W maju br. nastroje konsumentów nieco się pogorszyły w stosunku do kwietnia. Wyprzedzający wskaźnik ufności konsumenckiej spadł do -7,7, a bieżący do – 6,7 – podał Główny Urząd Statystyczny.
Komentarz dr Małgorzaty Starczewskiej-Krzysztoszek, głównej ekonomistki Konfederacji Lewiatan

Mamy wyraźnie poprawiającą się sytuację na rynku pracy i rosnące wynagrodzenia. Uruchomiony został program 500+, gospodarstwa domowe już zaczęły otrzymywać z niego dodatki na dzieci. Wiele rodzin wskazuje na większe możliwości oszczędzania. A mimo to gospodarstwa domowe w maju gorzej niż w kwietniu oceniają swoją sytuację finansową i kondycję gospodarki.
Nie ma żadnych przesłanek z gospodarki, które tłumaczyłyby takie pogorszenie nastrojów. Wydaje się, że na ocenach gospodarstw domowych zaważyła sytuacja polityczna. Jeśli tak, to może się okazać, że program 500+ nie spowoduje silnego wzrostu spożycia indywidualnego, albowiem gospodarstwa domowe otrzymywane pieniądze przeznaczą na spłatę kredytów czy zwiększenie oszczędności, a nie na konsumpcję.
Widać to już było w pierwszym kwartale br., kiedy PKB wzrósł tylko o 3 proc. Gdyby taka tendencja utrzymała się do końca roku, to osiągnięcie 3,8 proc. wzrostu gospodarczego w 2016 roku będzie niemożliwe.
Konfederacja Lewiatan
Marcin Krasoń, Home Broker: Ceny mieszkań – stabilizacja trwa

Choć wokół rynku mieszkaniowego cały czas dużo się dzieje, ceny nieruchomości zdają się mieć to wszystko w poważaniu i już od niemal trzech lat utrzymuje się na tym polu stabilizacja. W Warszawie, która jest największym rynkiem mieszkaniowym w kraju, za metr kwadratowy mieszkania trzeba średnio zapłacić niecałe 7100 złotych.
818,7 punktów, o 0,61 proc. więcej niż przed miesiącem, wyniósł majowy odczyt Indeksu Cen Transakcyjnych, który Home Broker wylicza na podstawie median cen z transakcji mieszkaniowych dokonanych przez klientów Home Brokera i Open Finance. Już prawie trzy lata trwa stabilizacja tego wskaźnika, który przez ten czas praktycznie nie opuszcza przedziału 800-820 punktów. Cały czas jest tak, że ceny wahają się głównie w mniejszych ośrodkach, gdzie ze względu na mniejszą próbkę statystyczną łatwiej o zmiany średnich. W Warszawie czy Wrocławiu wahania cen są niewielkie.
Lekki spadek cen nieruchomości w Warszawie
7 089 zł za metr kwadratowy mieszkania w Warszawie to wartość najniższa od czerwca 2014 r. i stycznia 2015 r., w obu tych miesiącach średnia cena transakcyjna różniła się od obecnej raptem o kilka złotych. W ciągu ostatnich 12 miesięcy mieszkania w stolicy potaniały o 2,3 proc. Trzeba jednak zaczekać kilka miesięcy, by ocenić, czy to długotrwały trend, czy może zwykła korekta.
Warszawski rynek cechuje się dużym zróżnicowaniem zarówno jeśli chodzi o ofertę nieruchomości, jak i strukturę kupujących. W stolicy kupić można luksusowy apartament za 20-30 tys. zł za mkw., ale na rynku wtórnym znajdziemy mieszkania do remontu w cenie 4 tys. zł za mkw. W Warszawie za sporą część popytu odpowiadają inwestorzy, którzy kupują mieszkania na wynajem. Osoby takie często nie potrzebują finansowania bankowego, gdyż zakup nieruchomości jest dla nich lokatą kapitału. W niektórych inwestycjach deweloperskich nawet 60-70 proc. lokali kupowanych jest za gotówkę. Wśród takich kupujących najwięcej chętnych jest na relatywnie niewielkie mieszkania 2- i 3-pokojowe, które w oczach najemców cieszą się największym zainteresowaniem
Drożej w Krakowie i Poznaniu
Z dużych miast warto w tym miesiącu zwrócić uwagę także na Kraków i Poznań. W obu tych aglomeracjach (a są to rynki dość duże, więc próbka statystyczna jest wystarczająca – dane pochodzą z kilkuset transakcji) zanotowaliśmy spory jak na aktualny stan rynku wzrost cen. Aktualna średnia cena metra kwadratowego mieszkania w Krakowie to 6 492 zł, co oznacza rok do roku wzrost o 4,8 proc. W Poznaniu obecna średnia to 5 616 zł za mkw., o 6,7 proc. wyższa niż rok temu.
| Miasto | Mediana ceny mkw. |
Zmiana ceny r/r |
| Białystok | 3 986 zł | -7,5% |
| Bydgoszcz | 3 960 zł | -9,0% |
| Gdańsk | 5 085 zł | -1,4% |
| Katowice | 3 920 zł | -6,5% |
| Kraków | 6 492 zł | 4,8% |
| Lublin | 4 703 zł | 1,0% |
| Łódź | 3 486 zł | -18,9% |
| Olsztyn | 4 209 zł | -5,2% |
| Poznań | 5 616 zł | 6,7% |
| Szczecin | 4 293 zł | 0,7% |
| Warszawa | 7 089 zł | -2,3% |
| Wrocław | 5 606 zł | -0,1% |
Spore obniżki w skali roku zanotowaliśmy z kolei w Białymstoku (-7,5 proc.), Bydgoszczy (-9 proc.) , Katowicach (-6,5 proc.) i Olsztynie (-5,2 proc.), ale najbardziej mieszkania potaniały w Łodzi. Z analizy transakcji klientów Home Brokera i Open Finance wynika, że za metr kwadratowy lokalu w tym mieście trzeba obecnie zapłacić 3486 zł, o 18,9 proc. mniej niż rok temu. Trzeci miesiąc z rzędu wskaźnik ten wyniósł mniej niż 3,5 tys. zł za mkw.
Deweloperzy wierzą w dobrą przyszłość
Mimo korekty cen w niektórych miastach i sygnałów o tym, że dobra passa może się kiedyś skończyć, deweloperzy nie obniżają poziomu swojej aktywności. Główny Urząd Statystyczny notuje rekordowe dane jeśli chodzi o rozpoczynane przez firmy budowy i pozwolenia na kolejne inwestycje. Nie brakuje jednak czynników, które nakazują coraz dalej idącą ostrożność. Negatywny wpływ na zainteresowanie mieszkaniami mają m.in. wprowadzenie podatku bankowego, utrudniony dostęp do dopłat w ramach Mieszkania dla Młodych i coraz wyższe wymagania dotyczące wkładu własnego przy kredytach hipotecznych. Ostatnio okazało się jeszcze, że dodatkowe problemy może powodować ustawa o obrocie ziemią rolną, która ogranicza możliwość zakupu działek pod nowe inwestycje.
Dla rynku zagadką jest nowy program wspierania mieszkalnictwa roboczo nazwany „Mieszkanie+”. Nadal nie znamy jego szczegółów, wiadomo jedynie, że ma opierać się na budowie tanich mieszkań na wynajem z możliwością wykupu oraz kasach oszczędnościowo-budowlanych. Z jednej strony to jakaś konkurencja dla deweloperów, ale z drugiej stymulacja dla rynku najmu, który w Polsce nadal ma ogromny potencjał rozwoju.
Na razie problemów z popytem nie ma, wyniki sprzedażowe za pierwszy kwartał 2016 r. znów były rekordowe, nic więc dziwnego, że deweloperzy próbują na tej fali płynąć dalej. Stabilne ceny sprzyjają rozwojowi rynku, bo dla inwestorów oznaczają przewidywalność i łatwiejsze podejmowanie decyzji.
Marcin Krasoń
Lewiatan: w 2017 r. płaca minimalna powinna wzrosnąć do 1900 zł
Minimalne wynagrodzenie w 2017 r. powinno wzrosnąć z 1850 zł do 1900 zł, czyli o 2,7 proc. – proponuje Konfederacja Lewiatan. To podwyżka ponad 4-krotnie wyższa niż wynikająca z ustawy o minimalnym wynagrodzeniu za pracę.
Gdyby podwyższyć wynagrodzenie minimalne w przyszłym roku zgodnie z ustawą to wyniosłoby ono 1862 zł.

– My proponujemy szybszy wzrost. Zakładamy bowiem, że w 2016 roku co najmniej o 2,7-2,8 proc. wzrośnie wydajność pracy. Jeszcze wyższa podwyżka płacy minimalnej byłaby niekorzystna dla mikrofirm, które są zwykle mniej efektywne, a średnie wynagrodzenie w nich niewiele przekracza 50 proc. płacy w dużych firmach, a jednocześnie jest tylko trochę wyższe niż płaca minimalna. Dla 96 proc. mikrofirm wysoka podwyżka płacy minimalnej będzie problemem i skłoni przynajmniej część z nich do przejścia do szarej strefy – mówi dr Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek, główna ekonomistka Konfederacji Lewiatan.
Trzeba też pamiętać o różnicach wynagrodzeń w poszczególnych branżach. Podniesienie płacy minimalnej nie będzie miało znaczenia w górnictwie i energetyce, ale będzie miało istotny wpływ na firmy prowadzące działalność hotelarską, gastronomiczną, handlową czy utrzymania czystości. Wzrost płacy minimalnej spowoduje podwyższenie pozostałych wynagrodzeń w przedsiębiorstwach ponieważ trzeba zachować właściwe relacje między wynagrodzeniami a kwalifikacjami i wydajnością pracy poszczególnych pracowników. To wywoła presję na wzrost wydajności pracy i redukcję zatrudnienia.
Wynagrodzenia znacznie się różnią także w poszczególnych regionach i powiatach. Na przykład, we wschodnich regionach kraju wynagrodzenia są o wiele niższe. Płaca minimalna w jednych będzie stanowiła zaledwie 30 proc. średniej, a w innych ponad 60 proc. W tych ostatnich można się spodziewać zmniejszenia zatrudnienia osób o niskich kwalifikacjach albo ucieczki do szarej strefy.
Konfederacja Lewiatan
Niemcy w formie
Europa wpadła w dobry nastrój po dzisiejszych danych z Niemiec. Indeks Ifo okazał się lepszy od prognoz, co po wczorajszym trochę rozczarowującym ZEW było miłą niespodzianką. Niemcy spodziewają się poprawy koniunktury, a to pozytywna wiadomość dla całego regionu. Dobry okazał się również indeks nastrojów konsumentów. Razem z poniedziałkowym PMI, dzisiejsze wskaźniki tworzą całkiem przyjemny obraz gospodarki niemieckiej.
W USA interesujące będą kolejne dane z rynku nieruchomości, choć już po wczorajszych informacjach o sprzedaży domów na rynku pierwotnym wiadomo, że branża ma się dobrze. Dzisiaj szykuje się kolejna tura wypowiedzi członków Fed, którzy przed najbliższymi posiedzeniami starają się przekonać rynek, że Rezerwa Federalna trzyma rękę na pulsie. Sens ich deklaracji jest dość czytelny: podwyżki stóp są możliwe stosunkowo szybko, o ile nie zajdą niesprzyjające okoliczności. Na razie nic takiego nie pojawiło się na horyzoncie, a dzisiejsze wstąpienia (Patricka T. Harkera, a także Neela Kashkari i Roberta Kaplana) powinny umocnić ten przekaz.
Wydarzeniem dnia jest posiedzenie Banku Kanady. Główna stopa procentowa pozostanie najpewniej bez zmian, jednak komunikat po posiedzeniu będzie bardzo interesujący. Kanada pierwszy kwartał miała udany, ale w drugim było już gorzej. Pożary w Albercie musiały odcisnąć piętno na gospodarce, dane makro też miały słabe punkty. Dolar kanadyjski raczej nie pozostanie obojętny wobec stanowiska BoC.
dr Maciej Jędrzejak, Dyrektor Zarządzający Saxo Bank Polska
Sentyment do dolara trwa w najlepsze
Poprawa nastrojów na rynkach wschodzących. Dolar rośnie w stosunku do walut defensywnych takich jak EUR, JPY i CHF. Trend spadkowy na EUR/USD. Indeks Ifo mile zaskoczył.
Dzisiejszy handel na polskim złotym przynosi lekkie odreagowanie, a w zasadzie wyhamowanie ostatnich spadków. Widać na rynkach spadek awersji do ryzyka, co przekłada się na ustabilizowanie kwotowań walut rynków wschodzących.
W przypadku polskiej waluty pomogły pogłoski o tym, że Komisja Europejska może nie być tak rygorystyczna dla Polski jak wcześniej się wydawało. Napięcie na linii KE-Polska z pewnością ciążyło polskiej walucie. O umocnienie złotego będzie jednak trudno, zważywszy na sygnalizowaną podwyżkę stóp procentowych w USA, a co za tym idzie ucieczkę kapitału w tamte rejony świata.
Korekty na parach USD/PLN i GBP/PLN możemy uznać za symboliczne bo jednak są silne fundamenty za wzrostem kursu (podwyżka stóp przez Fed, sondaże w Wielkiej Brytanii pokazujące, że Brexit jest mało prawdopodobny). Jeżeli chodzi o EUR/PLN i CHF/PLN wygląda na to, że te pary ustabilizują się w najbliższych dniach odpowiednio w rejonie 4,40-4,43 i 3,98-4,02. Dzisiejsze dane o bezrobociu w Polsce obyły się bez echa, mimo że spadło one do poziomu 9,5% czyli lepiej od prognoz.
Na szerokim rynku już od 3 tygodni obserwujemy tendencję spadkową na głównej parze walutowej świata, czyli EUR/USD. Wsparcie w postaci 1,1180-1,1190 wytrwało tylko kilka dni i zostało przebite. Dalsze umocnienie dolara wydaje się być przesądzone, biorąc pod uwagę praktycznie pewną podwyżkę stóp w USA jeszcze w czerwcu, podpierając się wypowiedziami członków Fed.
Wczorajsze dane o sprzedaży domów na rynku pierwotnym dodały kolejny argument za podwyżką, osiągając najwyższy poziom od 2008 roku. Dla przypomnienia dodajmy, że rynek pracy, konsumpcja i inflacja już są zaliczone jako takowe argumenty. Dolar z pewnością ma jeszcze spore pole do umocnienia, ale przydałby się jakiś “zapalnik” w postaci choćby lepszych danych. Dzisiaj będzie o to ciężko, gdyż danych z najwyższej półki nie będzie. Jutro jednak pojawią się dane na temat zamówień na dobra trwałe i warto na nie zwrócić uwagę.
Dzisiaj poznaliśmy wartość indeksu Ifo z Niemiec, który wyniósł 107,7, co wskazuje na poprawę nastrojów wśród przedsiębiorców. Było to pozytywne zaskoczenie biorąc pod uwagę wczorajszy słaby odczyt indeksu ZEW. Ale o odreagowaniu na EUR/USD nie było mowy, a raczej można mówić, że kolejna presja spadkowa na EUR nie została dorzucona.
Krzysztof Pawlak, dealer walutowy w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl
Raport BIK: Portret statystyczny frankowicza
Biuro Informacji Kredytowej przekazuje najbardziej aktualne dane zbiorcze (stan na marzec 2016 r.), dotyczące tego, kim jest statystyczny frankowicz i jak sumiennie reguluje raty kredytu we frankach.
Informacja ogólna
534,9 tys. – liczba czynnych na marzec 2016 r. kredytów we frankach
907,6 tys. osób – łączna liczba kredytobiorców frankowych
- 454,3 tys. – liczba kobiet
- 453,3 tys. – liczba mężczyzn
- 96,6 proc. (877 tys.) osób – terminowo spłaca swój kredyt we frankach
- 3,4 proc. osób ma przeterminowany kredyt we frankach (30,7 tys. osób)
232 tys. osób – ma tylko kredyt mieszkaniowy we frankach, co stanowi 26 proc. ogółu osób posiadających kredyt mieszkaniowy we franku
675 tys. osób – ma zarówno kredyt mieszkaniowy we franku jak i inne kredyty, stanowią oni 74 proc. ogółu osób posiadających kredyt mieszkaniowy we franku
- 95 proc. osób posiadających kredyt mieszkaniowy we franku terminowo spłaca wszystkie swoje kredyty (866 tys. osób)
- 5 proc. osób posiadających kredyt mieszkaniowy we franku ma przeterminowane kredyty, w tym kredyt mieszkaniowy we franku (to tylko 42 tys. osób)
- 0,6 proc. osób z ogółu kredytobiorców frankowych ma 10 i więcej czynnych kredytów
136,8 mld zł – wartość czynnych kredytów mieszkaniowych (saldo do spłaty) we frankach (dane na marzec 2016)
163,2 mld zł – wartość wszystkich czynnych kredytów (saldo do spłaty) osób z kredytem mieszkaniowym w CHF (dane na marzec 2016)
Portret kredytobiorcy frankowego
- 66 proc. osób posiadających kredyty mieszkaniowe we frankach pochodzi z Pokolenia X. Są to osoby urodzone w latach 1967 – 1981
- 18% osób posiadających kredyty mieszkaniowe we frankach mieszka w aglomeracji warszawskiej
- kredytobiorcy z Pokolenia X posiadają 74 proc. wartości wszystkich kredytów we frankach
- osoby z Pokolenia X mają oprócz kredytów mieszkaniowych (we franku i kredytu mieszkaniowego w innych niż CHF, jeszcze inne czynne kredyty do spłaty na kwotę 6,45 mld zł.)
Kolejne pokolenia kredytobiorców, które zaciągnęły kredyt mieszkaniowy we franku to:
- 25 proc. i druga w kolejności dominująca grupa pochodzi z Pokolenia osób dojrzałych – są to osoby urodzone w latach 1948-1966
- 2 proc. – seniorzy (ur. przed 1948)
- 7 proc. – młodzi tj. osoby z Pokolenia Y (ur. 1982 – 1995).
Źródło: BIK S.A.
Stan na marzec 2016 r.
Raport PMR: sytuacja na rynku płatnej telewizji w Polsce
Rynek płatnej telewizji w Polsce okrzepł po okresie presji związanej z uruchomieniem cyfrowej telewizji naziemnej. Obecnie rynek ten wykazuje wyraźne tendencje stabilizacyjne, zarówno w rozumieniu bazy abonenckiej, jak również na poziomie generowanych przychodów. Co więcej, uruchomienie nowych kanałów na MUX-8, w ramach oferty naziemnej telewizji cyfrowej, czy dalszy rozwój serwisów VOD oraz OTT nie jest w stanie w krótkim okresie zmienić układu i trendów widocznych na rynku.
Rynek płatnej telewizji w Polsce jest rynkiem w pełni dojrzałym. W świetle szacunków PMR, opublikowanych na łamach raportu „Rynek płatnej telewizji w Polsce 2016. Analiza rynku i prognozy rozwoju na lata 2016-2021”, penetracja tymi usługami w przeliczeniu na gospodarstwa domowe (z przynajmniej jedną osobą w wieku 16-74 lata) oscyluje wokół 75%.
We wspomnianym raporcie PMR wskazuje na obecny trend równowagi rynkowej w obszarze płatnej telewizji w Polsce. Według zawartych w nim danych, liczba abonentów płatnej telewizji ogółem w 2015 r., podobnie jak rok wcześniej, oscylowała wokół 11 mln, natomiast wartość rynku wyniosła ok. 6 mld zł i była minimalnie niższa niż rok wcześniej. Na stabilizację na rynku płatnej telewizji w znaczącym stopniu przełożyło się relatywnie wysokie nasycenie standardem DVB-T. W efekcie spadła presja na odpływ klientów w kierunku bezpłatnej telewizji naziemnej, a nawet zauważalny jest powrót części klientów do ofert komercyjnych w wyniku niezadowolenia z zakresu świadczonych usług telewizyjnych w ramach standardu DVB-T.
Na obecną sytuację rynku w pozytywny sposób przełożyły się także zabiegi operatorów lojalizujące klientów, w tym stosowana praktyka pakietyzowania usług. Dostawcy płatnej telewizji z powodzeniem bronią swojej pozycji, opierając się konkurencji w postaci serwisów VOD i OTT. W praktyce, na polskim rynku, serwisy tego typu nie mają jak do tej pory wyraźnego charakteru substytucyjnego wobec klasycznych usług płatnej telewizji. Dobrym przykładem jest Netflix, który zadebiutował na krajowym rynku na początku bieżącego roku. Za wcześnie na pełną ocenę tego wydarzenia w kontekście ewentualnej zmiany struktury rynku, jednak jak do tej pory wpływ serwisu na polski rynek pozostaje ograniczony. Co ciekawe, część dostawców, uciekając do przodu, rozwinęła własne platformy VOD jako usługi komplementarne wobec tradycyjnych usług telewizyjnych, nierzadko mając do dyspozycji lokalny kontent, co w przypadku usług OTT odgrywa kluczową rolę. Dodatkowo widoczne jest też wychodzenie poza obszar usług dostępnych tylko poprzez odbiorniki telewizyjne i oferowanie analogicznych usług na urządzenia przenośne.
Badania PMR pokazują, że telewizja i Internet – którego nasycenie w gospodarstwach domowych jest porównywalne z nasyceniem płatną telewizją – koegzystują, będąc nadal w dużej mierze usługami komplementarnymi. Jednym z kluczowych czynników, które w dalszym ciągu skłaniają Polaków do korzystania z płatnej telewizji jest bogata oferta kanałów. Z drugiej strony szczególną rolę odgrywają kanały tematyczne oraz kanały premium. Paradoksalnie, kanały te nierzadko są głównym powodem płacenia za dostęp do całego pakietu, co sugeruje potrzebę płacenia tylko za wybrany kontent.
Zarówno w ujęciu wartościowym, jak i ilościowym usługi płatnej telewizji w Polsce zdominowane są przez cyfrowe platformy satelitarne – i dwóch głównych graczy, czyli Grupę Cyfrowego Polsatu i Platformę nc+ – które kontrolują około połowy krajowego rynku. W ostatnich latach ustabilizowały one swoją pozycję, tracąc przeciętnie po ok. 1% swojej bazy w skali roku. Dla porównania w roku 2013 spadek wyniósł 8%.
Polska to obecnie jeden z europejskich liderów, jeśli chodzi o popularność telewizji satelitarnej. Na większości rynków dominująca jest technologia kablowa. Jej mocna pozycja wynika m.in. ze sprzedaży pakietów, głównie z usługami dostępu do Internetu. W przypadku satelitarnych platform cyfrowych możliwości w tym zakresie są ograniczone, choć przykład Grupy Cyfrowego Polsatu na rynku polskim pokazuje, że oferta pakietowa może być mocną stroną również dostawcy DVB-S. Z drugiej strony, podczas gdy Europa Zachodnia stała się ośrodkiem dynamicznego rozwoju IPTV i migracji abonentów z ofert satelitarnych w kierunku światłowodów, w przypadku rynku polskiego trend ten jest nadal słabo widoczny, a udział technologii w bazie abonenckiej marginalny.
Aktualne prognozy PMR na lata 2016-2021 zakładają kontynuację trendów widocznych na rynku w ostatnim czasie. Najbardziej prawdopodobny naszym zdaniem scenariusz to dalszy spadek rynku, jednak średnioroczna stopa zmian, zarówno w ujęciu ilościowym, jak i wartościowym będzie oscylować wokół 1%, co w kontekście zmian na rynku należy odczytywać jako sytuację stabilną dla obecnych uczestników rynku. Cyfrowe platformy satelitarne nadal będą stanowić największy pod względem liczby użytkowników i wartości segment rynku płatnej telewizji w Polsce.
Niniejsza informacja prasowa została przygotowana na podstawie danych zawartych w najnowszym raporcie firmy PMR pt. Rynek płatnej telewizji w Polsce 2016.
Autor raportu:
Katarzyna Sacha
Raport VMware: ponad jedna trzecia dużych polskich firm spodziewa się poważnego cyberataku w ciągu najbliższych trzech miesięcy
VMware Inc., publikuje wyniki badań przeprowadzonych w marcu 2016 roku przez TNS Polska w dużych polskich przedsiębiorstwach. Jak wynika z badań, ponad jedna trzecia (36 proc.) firm spodziewa się poważnego cyberataku w ciągu najbliższych trzech miesięcy.
Pomimo tego, że prawie trzy czwarte (71 proc.) pracowników uważa, że firmowe działy IT nie są w stanie zapewnić skutecznej ochrony przed cyberatakami, jedynie 4 proc. decydentów IT jest świadomych konieczności utworzenia stanowiska Administratora Bezpieczeństwa Informacji (Data Protection Officer). Jednocześnie 18 proc. badanych decydentów IT jest przekonanych, że takie stanowisko już funkcjonuje w ich organizacjach.
Istniejące podatności wymagają nowego podejścia do kwestii bezpieczeństwa
Polskie firmy w coraz większym stopniu są narażone na poważne naruszenia prywatności oraz wyciek informacji. Obecne metody zabezpieczeń coraz częściej okazują się nieskuteczne wobec stale zmieniających się oraz coraz bardziej złożonych zagrożeń istniejących w cyfrowym świecie biznesu. 70 proc. decydentów IT w Polsce jest zdania, że jedną z największych słabości ich organizacji (z perspektywy możliwego ataku cybernetycznego) jest fakt, że zagrożenia ewoluują i rozprzestrzeniają się znaczenie szybciej niż mechanizmy obrony.
„Rozbieżność między opiniami pracowników i decydentów IT stanowi wyzwanie dla organizacji, które stoją w obliczu zmian, które niesie ze sobą cyfrowa transformacja biznesu” – mówi Paweł Korzec, Systems Engineering Manager – Eastern Europe, VMware. „Przedsiębiorstwa muszą zacząć kłaść nacisk na wypracowanie odpowiednich mechanizmów, które pozwolą im na skuteczną ochronę reputacji i które umożliwią utrzymanie zaufania klientów. Aktualnie pracownicy mają dostęp do danych i aplikacji z każdego miejsca i z poziomu wielu różnych urządzeń, a to wymaga zerwania z tradycyjnym podejściem do kwestii bezpieczeństwa IT, które dziś już nie wystarcza do zapewnienia skutecznej ochrony” – dodaje Paweł Korzec.
Pracownicy muszą być zaangażowani w kwestie utrzymania cyberbezpieczeństwa
Przebadani decydenci IT wśród najbardziej znaczących wewnętrznych przyczyn istniejących trudności w utrzymaniu wysokiego poziomu cyberbezpieczeństwa uznali pracowników, którzy lekceważą procedury bezpieczeństwa lub nie są odpowiednio przeszkoleni (55 proc.). Niniejsze badanie pokazuje także działania, które podejmują pracownicy w celu zwiększenia produktywności. Ponad połowa (56 proc.) badanych pracowników używa własnego urządzenia do uzyskania dostępu do danych służbowych, ponieważ jest lepsze niż to, które zostało zapewnione przez dział IT. Jednocześnie trzy czwarte (75 proc.) otwarcie przyznaje, że byliby gotowi na świadome podjęcie ryzyka związanego z naruszeniem bezpieczeństwa organizacji na rzecz zwiększenia efektywności wykonywanej pracy.
„Bezpieczeństwo informatyczne nie ogranicza się tylko do rozwiązań technologicznych. Bardzo ważne jest również zachowanie pracowników, a także działania zarządu i decydentów IT. Mądrze zarządzana organizacja umożliwia zatrudnionym efektywną pracę, bez zbędnych ograniczeń na poziomie administracyjnym i bez zapominania o kluczowej roli bezpieczeństwa danych” – mówi Paweł Korzec.
„Przedsiębiorstwa, które są świadome możliwości, jakie wiążą się z zastosowaniem nowoczesnych technologii, wiedzą, że dotychczasowe metody ochrony nie są odpowiednie do zapewnienia bezpieczeństwa danych i aplikacji. Nowoczesne, definiowane programowo przedsiębiorstwa mają już dostęp do najnowszych rozwiązań chroniących dane i zapewniających im elastyczność – tak ważną dla rozwoju biznesu” – dodaje Paweł Korzec.
* * *
O badaniu
Badanie zostało przeprowadzone w marcu 2016 roku przez agencję badawczą TNS Polska na próbie 50 decydentów IT oraz 100 pracowników w firmach działających w Polsce oraz zatrudniających powyżej 250 osób. Zastosowana metodologia obejmowała wywiady telefoniczne (CATI) oraz ankiety przeprowadzone online (CAWI).
Nowe przepisy mogą zepchnąć 450tys. pracowników sezonowych zza wschodniej granicy do szarej strefy
Proponowana przez rząd nowelizacja ustawy o promocji zatrudniania może w znaczący sposób utrudnić dostęp do polskiego rynku pracy obcokrajowcom, w tym ponad 450 tys. obywateli Ukrainy. Pracodawcy korzystający z usług pracowników sezonowych zza wschodniej granicy wskazują na nieadekwatne do rynkowych realiów wydłużenie oraz skomplikowanie procedury pozyskiwania zezwolenia na pracę dla obcokrajowców. Zdaniem specjalistów SAZ, przyjęcie propozycji noweli w obecnym kształcie może w najbliższych latach doprowadzić do zwiększenia zatrudnienia w szarej strefie. W zamian proponują utrzymać dotychczas wykorzystywaną procedurę oświadczeniową, wprowadzić zakaz wydawania zezwoleń na podstawie procedury oświadczeniowej dla osób fizycznych oraz limit niezatrudniania cudzoziemców dla podmiotów składających wnioski.
Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej przedstawiło propozycję zmiany przepisów o zatrudnianiu obcokrajowców. Nowela ustawy o promocji zatrudnienia ma na celu wdrożenie do polskiego systemu prawnego dyrektywy Parlamentu Europejskiego i Rady 2014/36/UE z 26 lutego 2014 r. Zmieni także regulację krótkoterminowej pracy obywateli Ukrainy, Białorusi, Mołdawii, Gruzji, Armenii oraz Rosji. Istotą proponowanych zmian jest zastąpienie dotychczasowej elastycznej procedury składania oświadczeń przez pracodawców o zamiarze zatrudnienia obcokrajowca bardziej wymagającą procedurą uzyskiwania zezwoleń na prace sezonowe albo krótkoterminowe.

“Z uwagi na likwidację procedury oświadczeniowej nie będzie możliwe szybkie wystąpienie o pozwolenie na pracę w przypadku ewentualnych zmian warunków zatrudnienia cudzoziemca, bowiem przy proponowanej procedurze zezwoleń na pracę sezonową czy też krótkoterminową nie dano możliwości modyfikacji tych warunków. Konieczne będzie złożenie od nowa wszystkich dokumentów, co może spowodować olbrzymi zator w pracy urzędów. Będzie to oznaczało przestój dla przedsiębiorcy oraz utratę części zarobku dla pracownika” – komentuje Jarosław Adamkiewicz, prezes Stowarzyszenia Agencji Zatrudnienia i prezes Grupy Wadwicz.
Proponowane rozwiązania
Najcenniejsze marki motoryzacyjne w 2016 roku
Toyota ponownie zwiększyła swoją przewagę nad pozostałymi markami motoryzacyjnymi w rankingu najbardziej wartościowych globalnych marek wg Forbesa. Według analiz Forbesa wartość marki Toyoty wzrosła w ciągu roku o 11% do 42,1 mld dolarów.
Najcenniejsze marki motoryzacyjne w 2016 roku według Forbesa
| Pozycja w rankingu ogólnym 2016 | Pozycja w rankingu ogólnym 2015 | Nazwa | Wartość marki (w mld USD) | Zmiana w stosunku do 2014 roku |
| 6 | 8 | Toyota | 42,1 | 11% |
| 14 | 16 | BMW | 28,8 | 4% |
| 20 | 24 | Mercedes-Benz | 26 | 16% |
| 23 | 23 | Honda | 25,2 | 8% |
| 35 | 41 | Ford | 14,1 | 12% |
| 36 | 39 | Audi | 14 | 10% |
| 59 | 62 | Chevrolet | 9,8 | 10% |
| 63 | 66 | Lexus | 9 | 13% |
| 67 | 78 | Porsche | 8,3 | 18% |
| 70 | 75 | Nissan | 8,2 | 13% |
| 71 | 64 | Hyundai | 8,1 | -4% |
| 77 | 67 | Volkswagen | 7,6 | -5% |
Najcenniejsze marki w 2016 roku według Forbesa
Do czołówki najcenniejszych globalnych marek należą największe firmy technologiczne – Appe, Google, Microsoft, Facebook, a także Coca-Cola. Japońska marka awansowała w tym roku z 8. na 6. pozycję, wyprzedzając IBM i McDonalds.
| Pozycja 2016 | Pozycja 2015 | Nazwa firmy | Wartość marki | Zmiana w stosunku do 2015 roku | Branża |
| (w mld USD) | |||||
| 1 | 1 | Apple | 154,1 | 6% | Technologie |
| 2 | 3 | 82,5 | 26% | Technologie | |
| 3 | 2 | Microsoft | 75,2 | 9% | Technologie |
| 4 | 4 | Coca-Cola | 58,5 | 4% | Napoje |
| 5 | 10 | 52,6 | 44% | Technologie | |
| 6 | 8 | Toyota | 42,1 | 11% | Motoryzacja |
| 7 | 5 | IBM | 41,4 | -17% | Technologie |
| 8 | 11 | Disney | 39,5 | 14% | Rozrywka |
| 9 | 6 | McDonalds | 39,1 | -1% | Restauracje |
| 10 | 9 | General Electric | 36,7 | -2% | Różne |
Majowy ranking krótkoterminowych kredytów hipotecznych
Dom, mieszkanie czy też działka budowlana to nie lada zakup, by wziąć na ten cel pieniądze niejedna osoba zdecyduje udać się do banku po kredyt hipoteczny. Dla osób, które liczą się z szybką jego spłatą Comperia.pl przygotowała majowy ranking najlepszych 10-letnich kredytów hipotecznych.

– Kredyty hipoteczne to dobry sposób na pozyskanie finansowania dla osób zainteresowanych przeprowadzeniem transakcji na rynku nieruchomości. Dzieje się tak dlatego, ponieważ produkty te mogą opiewać na wysokie kwoty oraz są teraz stosunkowo nisko oprocentowane. Przykładowo, średnie oprocentowanie rzeczywiste 10-letniego kredytu na kwotę 200 tys. zł z 10 proc. wkładem własnym wynosi dziś 4,69 proc., podczas gdy jeszcze kilka lat temu z powodzeniem przekraczało ono poziom 7 proc. – mówi Jacek Kasperczyk, analityk porównywarki finansowej Comperia.pl.
Średnie RRSO kredytów hipotecznych
<!– zmiana kodu narusza licencje –><div style=”font-size: 32px; font-weight: bold; margin-bottom: 10px;”>Średnia RRSO kredytów hipotecznych</div><iframe src=”//www.comperia.pl/analytics/w/?v=10k4ibi5wqnmq5q_72″ style=”border:0px #FFFFFF none;” name=”wykresFrame_liniowy” scrolling=”no” frameborder=”0″ marginheight=”0px” marginwidth=”0px” width=”560″ height=”420″></iframe><div style=”text-align:center;width:560px;font-size:11px;line-height:13px;”><a href=”http://comperia.pl/kredyty_hipoteczne”>Comperia.pl</a></div>
Gdzie znajdziemy najlepsze kredyty hipoteczne?
Porównując dostępne na rynku kredyty hipoteczne analitycy Comperia.pl wykorzystali parametry wybrane przez użytkowników Fast50Club w drodze ankiety. W maju Internautów najbardziej interesują kredyty 10-letnie na kwotę 200 tys. zł z 10 proc. wkładem własnym. Tym samym, wyróżnionym bankiem w ramach Comperia Stars został Bank BPS.
| TOP7 kredytów hipotecznych na kwotę 180 tys. zł (wartość nieruchomości 200 tys. zł), okres spłaty 10 lat, raty równe | ||||
| Bank | Nazwa oferty | Rata | Prowizja | RRSO |
| Bank BPS | Kredyt hipoteczny „Mój Dom” – oferta promocyjna z kartą kredytową BPS Visa | 1 736,00 zł | 1,90% | 3,49% |
| PKO BP | „WŁASNY KĄT hipoteczny” – oferta pakietowa | 1 797,00 zł | 0,00% | 3,85% |
| BZ WBK | Kredyt hipoteczny – oferta promocyjna | 1 768,00 zł | 2,00% | 3,86% |
| Bank Pekao | Kredyt hipoteczny – oferta promocyjna | 1 793,00 zł | 1,99% | 4,20% |
| BOŚ Bank | Kredyt hipoteczny | 1 811,00 zł | 2,00% | 4,45% |
| mBank | mPlan hipoteczny – oferta promocyjna | 1 811,00 zł | 4,00% | 4,89% |
| Deutsche Bank | Kredyt z prowizją 0% – oferta pakietowa | 1 820,00 zł | 0,00% | 5,29% |
| Źródło: porównywarka finansowa Comperia.pl | ||||
Oprocentowanie rzeczywiste tego zobowiązania wynosi zaledwie 3,49 proc., pomimo tego, że za jego udzielenie pobierana jest prowizja w wysokości 1,9 proc. Trzeba jednak zaznaczyć, że aby móc się cieszyć z tak atrakcyjnych warunków przyszły kredytobiorca musi otworzyć w Banku BPS konto osobiste z kartą debetową i dostępem do bankowości internetowej, a także kupić kartę kredytową oraz ubezpieczenie mieszkania.
Drugie miejsce w zestawieniu zajęła oferta pakietowa „WŁASNY KĄT hipoteczny” dostępna w PKO BP z oprocentowaniem rzeczywistym 3,85 proc. Niestety, w jej przypadku, podobnie jak u zwycięzcy, konieczne jest skorzystanie z dodatkowych produktów bankowych typu konto osobiste, karta kredytowa oraz ubezpieczenia chroniącego przed utratą pracy i na życie.
Podium zamyka kredyt hipoteczny udzielany przez Bank Zachodni WBK. Tu także konieczny jest zakup dodatkowych produktów bankowych np. konta osobistego z regularnym wpływem. Oprocentowanie rzeczywiste tego rozwiązania wynosi 3,86 proc., a prowizja pobierana za jego udzielenie ma wysokość 2 proc.
Kolejne miejsca w rankingu zajęły zobowiązania mieszkaniowe oferowane przez Bank Pekao, BOŚ, mBank oraz Deutsche Bank. Oprocentowania rzeczywiste tych zobowiązań przyjmują wartości z przedziału 4,20 – 5,29 proc. Warto pamiętać, że każda z tych instytucji pobiera prowizję za udzielenie swojego zobowiązania.
– Kredyty hipoteczne stanowią doskonałe wsparcie dla osób planujących zakup domu, działki czy mieszkania. Wynika to z faktu, że zobowiązania te nie tylko łatwo zaciągnąć (oferowane niemal przez wszystkie banki), ale są one teraz po prostu tanie (niskie oprocentowanie). Trzeba jednak pamiętać, że nic nie trwa wiecznie i wcześniej czy później powyższe atuty mogą ulec odwróceniu. – mówi Jacek Kasperczyk, Comperia.pl.
Czy Brexit może powstrzymać Fed?
Prawdopodobieństwo oraz termin kolejnych podwyżek stóp procentowych w USA szacuje Robert Ślepaczuk, Szef Inwestycji Ilościowych w Union Investment TFI.
Członkowie amerykańskiej Rezerwy Federalnej postraszyli inwestorów zapowiedzią wcześniejszych, niż oczekiwał rynek, podwyżek stóp procentowych w USA. Czy to nie nazbyt wiele dla wystawionych ostatnio na próbę nerwów inwestorów?
Reakcję Fed na ostatnie dane z amerykańskiej gospodarki, m.in. rosnącą sprzedaż detaliczną i inflację, trudno uznać za całkowite zaskoczenie. Na swoich wcześniejszych posiedzeniach, pomimo gołębiej retoryki, Fed wyraźnie dawał do zrozumienia, że wraz z potwierdzeniem poprawy w sferze makro powróci do dyskusji o dalszych podwyżkach stóp procentowych w USA. Jednocześnie nie da się ukryć, że moment na zaprezentowanie rynkom ostrzejszego, jastrzębiego nastawienia przez członków amerykańskiego banku centralnego oraz publikację raportu z kwietniowego posiedzenia okazał się niefortunny. Finalnie, zamiast jednej, dwóch podwyżek odsuniętych w czasie, rynek musi się oswoić z 35-procentowym prawdopodobieństwem zacieśnienia polityki pieniężnej już na czerwcowym posiedzeniu.
Co to oznacza dla rynków?
Wzrost ryzyka podwyżki stóp procentowych już w czerwcu spowodował wzrost rentowności (spadek cen) amerykańskich obligacji skarbowych oraz spadki na giełdach w USA. Akcjom nie pomogły też słabsze wyniki finansowe spółek za I kwartał tego roku. Patrząc globalnie, można zauważyć, że ryzyko w postaci działań Fedu ma negatywny wpływ na światowe rynki akcji oraz rynki wschodzące w ogóle.
Czy Brexit mógłby wpłynąć na decyzję Fedu?
Niewątpliwie tak. Opuszczenie UE przez Wielką Brytanię byłoby istotnym wydarzeniem na politycznej i gospodarczej mapie świata. W takiej sytuacji Fed na początku dokładnie przeanalizowałby konsekwencje takiego zdarzenia i dopiero później mógłby powrócić do tematu podwyżek w USA. Jeżeli do Brexitu nie dojdzie, przy dalszej poprawie danych z amerykańskiej gospodarki obstawiałbym podwyżkę stóp procentowych w USA w lipcu.
UNIMOT S.A. przejmuje spółkę handlującą energią elektryczną
UNIMOT S.A., niezależny dystrybutor paliw płynnych i gazowych, podpisał umowę w sprawie kupna 100 proc. udziałów w firmie Tradea Sp. z o.o., specjalizującej się w handlu energią elektryczną. O przejęciu spółki mówi nam Prezes Zarządu UNIMOT S.A., Robert Brzozowski.
Gett, spółka portfelowa MCI. TechVentures, z nowym inwestorem – Volkswagen Group
Gett (dawniej GetTaxi), spółka z portfela funduszu MCI.TechVentures, oraz Volkswagen Group ogłosiły utworzenie strategicznego partnerstwa oraz inwestycję w wysokości 300 mln USD w celu przyspieszenia dynamicznego rozwoju Gett.
- Gett to lider europejskiego rynku usług transportowych na żądanie, w przeciwieństwie do innych tego typu firm korzystający tylko z licencjonowanych kierowców (taxi).
- Gett powstał w 2010 w Izraelu. Obecnie prowadzi działalność także w Moskwie, Londynie, Nowym Yorku oraz w ponad 60 innych miastach.
- Spółka jest obecna w portfelu funduszu MCI.TechVentures, zarządzanym przez Private Equity Managers, od 2015 roku.
- Volkswagen Group był jedyną instytucją biorącą udział w tej rundzie finansowania.
– Gett jest liderem rynku przewozów osób w Europie, np. w samym Londynie ponad połowa wszystkich kierowców black cabów jeździ z Gett. W 2015 roku spółka koncentrowała się na rozwoju rynku w Nowym Jorku i widzimy tego efekty, w pierwszym kwartale 2016 roku taxi z logo Gett wykonały więcej kursów niż Lyft, nieznacznie tylko ustępując Uberowi. Gett działa jednak w innym modelu niż Uber i zatrudnia tylko licencjonowanych kierowców – to zapewnia odpowiednią jakość kierowców i bezpieczeństwo regulacyjne. Spółka rośnie bardzo szybko i z 500 milionami USD przychodów jest już zyskowna w swoich wcześniejszych lokalizacjach – powiedział Maciej Kowalski, Partner Inwestycyjny Private Equity Managers, firmy zarządzającej funduszami z Grupy MCI.
– Gett to doskonały przykład tego, jakie cechy powinien mieć kandydat na jednorożca, czyli spółki wycenianej na ponad 1 miliard dolarów . Przede wszystkim powinien działać w modelu typu „distruptive”, mieć świetny zespół odpowiednio zmotywowany. Ponadto niezbędne jest posiadanie przełomowej „obietnicy korzyści” (value proposition) dla klientów i odpowiedni model operacyjny oraz rozwiązania IT gwarantujące klientom rewelacyjne doświadczenia – dodał Cezary Smorszczewski, Prezes Zarządu Private Equity Managers.
Dzięki 300 mln USD zainwestowanym przez Volkswagen Group, łączna kwota otrzymanego finansowania przez Gett przekroczyła już 520 mln USD.
Inwestycja wpisuje się w strategię VW, w ramach której znacząca część przychodów ze sprzedaży generowanych w przyszłości ma pochodzić z nowych modeli biznesowych działających w obszarze usług mobility services, m.in. takich jak te dostarczane przez Gett.
Gett jest największym dostawcą usług transportowych na żądanie w Europie. W skali globalnej, jest obecny w ponad 60 miastach, m.in. w Londynie, Moskwie, oraz Nowym Yorku. W stolicy Wielkiej Brytanii, ponad połowa sławnych czarnych taksówek jest połączona z siecią Gett. Przychody spółki przekraczają 500 mln USD.
– Jesteśmy zachwyceni partnerstwem z VW, największym na świecie producentem samochodów – powiedział Shahar Waiser, założyciel oraz CEO Gett. Dzięki tej inwestycji, Gett przyśpieszy ekspansję w Europie oraz w USA poza Nowym Yorkiem, gdzie już działamy obecnie – dodał.
Technologia Gett umożliwia usługi transportu na żądanie, dostawę i logistykę. Stale się rozwija, wykorzystując big-data, algorytmy predykcyjne oraz podstawy sztucznej inteligencji. Technologia ma służyć jako fundament dla funkcjonowania autonomicznych samochodów na żądanie.
To co wyróżnia Gett, to oferowane z sukcesem usługi zarówno dla klientów indywidulanych jak i korporacyjnych. – Posiadamy bardzo dobrą ofertę B2B – dodał Waiser. Współpracujemy z ponad 4.000 wiodących światowych instytucji, które odpowiadają obecnie za 30 proc. przychodów segmentu biznesowego.
Odnosząc się do zawartego z VW Group porozumienia, Waiser powiedział:
– Współpraca Volkswagena oraz Gett to przykład świetnego strategicznego partnerstwa. Sektor usług transportu na żądanie rośnie bardzo szybko. Gett udostępnia VW technologię, która pozwoli mu rozszerzyć działalność poza podstawowy biznes produkcji samochodów. Obie firmy odnoszą sukcesy zarówno w obsłudze klientów indywidualnych, jak również biznesowych. VW będzie teraz w stanie oferować usługi transportowe na żądanie na rynku B2B. W naszym modelu biznesowym od zawsze skupiamy się na rentowności i realizowaniu inicjatyw przekładających się na wzrost.– podsumował Waiser.
– Obok naszej wiodącej roli w świecie motoryzacji, chcemy być także jednym z największych globalnych firm oferujących usługi transportowe na żądanie do roku 2025 – powiedział Matthias Muller, prezes zarządu VW. – W ramach założeń nowej strategii grupy, ta kooperacja to krok milowy dla Volkswagena na drodze do oferowania zintegrowanych usług transportu, będących odpowiedzią na zmieniające się zapotrzebowanie konsumentów.
L. Balcerowicz (FOR): W Polsce nie w tej chwili miejsca na odpowiedzialne obniżki stóp procentowych
Ekonomiści są zgodni, że nowo mianowana Rada Polityki Pieniężnej nie zmieni stóp procentowych w najbliższych miesiącach. Raczej skłaniają się do przekonania, że pierwszą zmianą będzie podwyżka, ale nastąpi ona najwcześniej w przyszłym roku. Zdaniem prof. Leszka Balcerowicza, który szefował Radzie w latach 2001–2007, na razie nie ma miejsca na kolejne obniżki stóp proc.
– Zgadzam się z tymi, którzy uważają, że nie ma miejsca dla odpowiedzialnego obniżania stóp procentowych, zwłaszcza że w Polsce nie cierpimy jak na razie na wzrost wydatków, jesteśmy w szczycie koniunktury – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor prof. Leszek Balcerowicz, przewodniczący Forum Obywatelskiego Rozwoju i prezes NBP w latach 2001–2007. – Zgadzam się również z tymi, którzy słusznie twierdzą, że udało nam się zbudować zdrowy, zróżnicowany system bankowy, który jest bardzo ważny dla stabilności gospodarki, bo doświadczenie wielu krajów pokazuje, jak smutno się kończy dla ludzi kryzys bankowy. A kryzysy bankowe najczęściej się biorą z tego, że rządzący próbują dyrygować kredytem bankowym.
Główna stopa procentowa od ponad roku znajduje się na poziomie 1,5 proc. i jest najniższa w historii. W ciągu ostatnich trzech lat RPP obniżała ją dziesięć razy, poczynając od poziomu 4,75 proc. Na początku działalności RPP w 1998 roku stopa referencyjna wynosiła 24 proc.
– Nam udało się w Polsce m.in. zbudować fachowy i odpowiedzialny bank centralny. A to przejawiało się w tym, że zaczynając od bardzo wysokiej inflacji w 1989 roku, doszliśmy do inflacji bliskiej tej, która istnieje w krajach zachodnich między 0 a 2 proc. i to jest wielkie osiągnięcie dla ludzi i dla rozwoju przedsiębiorstw – przypomina Balcerowicz. – Po drugie udało nam się, i to nas wyróżnia spośród wielu innych krajów, uniknąć kryzysu bankowego. Uniknąć sytuacji, w której najpierw kredyt rośnie zbyt szybko, a potem się załamuje, czyli po boomie następuje krach.
Jeszcze w 2000 roku ceny w Polsce wzrosły dwucyfrowo, o 10,1 proc. Od 2004 roku Narodowy Bank Polski i Rada Polityki Pieniężnej mają wyznaczony cel inflacyjny na poziomie 2,5 proc. z odchyleniem o jeden pkt proc. w górę i w dół. W ciągu tych dwunastu lat zmiany cen pozostawały w celu przez pięć lat. Nie było jednak skokowych odchyleń. Od połowy 2014 roku w Polsce występuje deflacja, czyli spadek cen rok do roku. W ubiegłym roku skurczyły się one całorocznie o 0,9 proc. Jednocześnie Polska notuje stosunkowo wysoki wzrost gospodarczy w porównaniu z innymi krajami, mimo że przeważnie niska inflacja idzie w parze z powolnym tempem rozwoju gospodarki.
– Konsumenci słusznie wolą niższe ceny, ceny wolniej rosnące niż wyższe ceny i tak jak powiedziałem, akurat w tej dziedzinie największa odpowiedzialność spada na Narodowy Bank Polski, który jak na razie od 1989 roku dobrze się z niej wywiązywał, bo przypomnę, startowaliśmy z inflacji, która wynosiła od 20 do 40 proc. miesięcznie w 1989 roku i udało nam się na początku 2000 r. dojść do poziomu około 2 proc. i oby to dalej było utrzymywane.
Jak przekonuje, kryzysy dotykają najczęściej banków podlegających wpływom politycznym, państwowych lub kontrolowanych przez polityków.
– Jest niesłychanie ważne, żeby nowe władze Narodowego Banku Polskiego, a także Komisji Nadzoru Finansowego utrzymywały te wielkie osiągnięcia – podkreśla były szef NBP. – To znaczy, żeby ich polityka była skierowana na niską inflację i na utrzymywanie zdrowia systemu bankowego. Jeżeli by się okazywało, że działania nowych rządzących idą w przeciwnym kierunku, to za to zawsze płaci społeczeństwo. I społeczeństwo ostatecznie za złą politykę gospodarczą rozlicza.
Branża budowlana wraca do formy po kryzysie. Polskie firmy mogą zaistnieć za oceanem
Nie ma już kryzysu w branży budowlanej i nie boimy się o zlecenia – mówi Arkadiusz Nagięć, prezes spółki PRO-INVEST. Zaznacza jednak, że niektóre firmy budowlane wciąż odczuwają skutki gorszych czasów i wojny cenowej na rynku. Perspektywy są jednak dobre, bo w tym i przyszłym roku branża ma odnotować kilkuprocentowe wzrosty. Szansą dla firm jest też eksport usług – poza krajami europejskimi perspektywiczne są także rynki Ameryki Północnej.
– Rynek budowlany najgorsze czasy ma za sobą, ale firmy budowlane jeszcze nie są w dobrej kondycji – ocenia w rozmowie z agencją Newseria Biznes Arkadiusz Nagięć, prezes spółki PRO-INVEST SA. – Świadczy to też o tym, że trochę zabijamy się na ceny, rujnując własne firmy, co nie jest dobre ani dla firm budowlanych, ani dla rynku, ani tym bardziej dla inwestycji i samych inwestorów, bo odbija się to na jakości. Musimy zaprzestać takiego procederu, ponieważ już nie ma kryzysu i nie boimy się, że nie będziemy mieć pracy, bo inwestorzy potrzebują budować nowe fabryki czy osiedla.
Według obliczeń PMR miniony rok na rynku budowlanym przyniósł wzrost na poziomie 4 proc., a ten może się zakończyć 5 proc. na plusie. Według badań IBP Research rynek dystrybucji materiałów budowlanych w 2015 roku osiągnął sprzedaż ok. 40 mld zł. Zeszły rok zakończył się ok. 7-proc. wzrostem. To wyraźny odwrót tendencji z lat 2012–2013, kiedy rynek notował wyraźne spadki. Prezes spółki PRO-INVEST podkreśla jednak, że obecnie jeszcze potencjał firm budowlanych przewyższa poziom nakładów inwestycyjnych.
– W tym roku to zaczęło się już powoli zmieniać. Sądzę, że w przyszłym roku będzie już widać odwrotną sytuację – więcej będzie nakładów, a mniej potencjału. Na razie widać to w cenach materiałów budowlanych, chociaż niektóre ceny mogą być stymulowane tzw. sezonowością pracy – mówi Nagięć.
Największe triumfy polski rynek budowlany święcił na początku dekady, co było zasługą przede wszystkim ogromnych inwestycji związanych z mistrzostwami Europy w piłce nożnej. W tych latach na potęgę budowano stadiony, lotniska, autostrady, dworce, hotele. W 2013 roku rynek budowlany się załamał, a wiele firm zbankrutowało. Przełomowy okazał się jednak 2015 rok, kiedy budowlanka zaczęła notować regularne wzrosty. Eksperci prognozują, że 2017 rok może zakończyć się nawet 8-proc. wzrostem. To w dużej mierze zasługa unijnych funduszy.
Prezes PRO-INVEST podkreśla, że już dziś firmy budowlane powinny szukać rozwiązań na czasy, gdy skończą się pieniądze z UE (po 2020 r.). Zaznacza jednak, że stabilność polskiej gospodarki powinna zapewnić branży dalszy stabilny rozwój.
– Na razie słyszę, że wszyscy się boją. Natomiast już dzisiaj należy szukać rozwiązań i patrzeć, co może się zmienić. Musimy się zastanowić, gdzie możemy znaleźć jako inwestorzy i generalni wykonawcy środki na dalszy rozwój, kiedy już zabraknie funduszy z UE. Na szczęście polska gospodarka będzie już na tyle rozwinięta, że mam nadzieję, że nie będziemy się musieli martwić o dalszy rozwój – podkreśla ekspert.
Szansą dla polskich firm są także rynki zagraniczne. O ile branża jest silnie reprezentowana w krajach sąsiednich oraz w Europie Zachodniej, o tyle wciąż mało jest polskich firm za oceanem. W opinii Nagięcia amerykański rynek może być dla polskich firm bardzo perspektywiczny.
– Należałoby się na tym rynku skupić. Zwłaszcza że reprezentujemy bardzo wysokim jakość w porównaniu do rynku usług tego typu np. w Stanach Zjednoczonych, gdzie jakość budowlanki jest jeszcze na niezadowalającym poziomie. Na tym moglibyśmy skorzystać. Wciąż jednak brakuje nam kadry, która mogłaby z powodzeniem realizować projekty za oceanem, a także możliwości finansowych i produkcyjnych – mówi Arkadiusz Nagięć.
PRO-INVEST SA jest polską firmą ogólnobudowlaną, specjalizującą się nowoczesnych obiektach i realizującą wiele ekologicznych i ekonomicznych projektów z zakresu m.in. infrastruktury przemysłowej, biurowej, magazynowej czy użyteczności publicznej.
Blisko połowa Polaków akceptuje możliwość większej inwigilacji w sieci ze względów bezpieczeństwa. Zaostrzanie przepisów jednak nie wystarczy
Wraz z rosnącą skalą przestępczości w sieci rośnie też świadomość cyberzagrożeń nie tylko wśród użytkowników, lecz także firm i instytucji państwowych. Do skutecznej walki z cyberprzestępcami potrzebna jest ścisła współpraca sektora publicznego i prywatnego – mówili paneliści konferencji zorganizowanej przez Instytut Staszica i CMWP SDP. Ma to istotne znaczenie dla ochrony infrastruktury krytycznej, czyli sektora bankowego, energetycznego i telekomunikacyjnego. Blisko połowa Polaków akceptuje możliwość większej inwigilacji w sieci ze względów bezpieczeństwa.
– Jest bardzo wiele zagrożeń, które czyhają na wszystkich użytkowników internetu: od kradzieży tożsamości, przez nieuprawniony dostęp do systemów i kradzieże haseł, po bardziej zaawansowane, czyli przejęcie kontroli nad komputerem albo po prostu zawirusowanie urządzeń – wskazuje w rozmowie z agencją Newseria Biznes Piotr Trąbiński, dyrektor Departamentu Santander Universidades, które wraz z BZ WBK było partnerem strategicznym konferencji.
Cyberprzestępcy coraz chętniej atakują instytucje państwowe i firmy z sektora finansowego. Jak wynika z badania firmy Fortinet, w Stanach Zjednoczonych tylko w ciągu czterech miesięcy 400 firmom wymierzono blisko 32 mln ataków, z czego 40 proc. w sektor finansowy. Również w Polsce branża ta jest narażona na ataki – w kwietniu, jak podał IBM X-force, złośliwe oprogramowanie GozNym zaatakowało 17 banków komercyjnych i 200 spółdzielczych.
– Ataki zdarzają się bez przerwy i jest ich coraz więcej. Dlatego chcielibyśmy wiedzieć, jak broni się przed tym bankowość i jak wygląda współpraca państwa z bankami. Mamy wrażenie, że państwo nie reaguje dosyć szybko w tym obszarze. Ważne jest wywołanie debaty, żeby dziennikarze w większym stopniu się tym tematem interesowali i pisali, a tym samym wywierali presję na polityków i instytucje – podkreśla Wiktor Świetlik, dziennikarz, dyrektor Centrum Monitoringu Wolności Prasy Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich i wiceprezes Instytutu Staszica.
Z kontroli NIK dotyczącej obszaru bezpieczeństwa systemów teleinformatycznych i przechowywanych w nich danych w instytucjach publicznych wynika, że procesy zapewnienia bezpieczeństwa informacji realizowane są w sposób chaotyczny. Brakuje również procedur, które regulowałyby cały proces. NIK ocenia też, że ograniczanie zakresu ochrony jedynie do niektórych istotnych informacji może mieć poważne konsekwencje przede wszystkim dla zapewnienia ciągłości działania instytucji mających istotne znaczenie dla funkcjonowania państwa. Część wniosków NIK pokrywa się z działaniami Ministerstwa Cyfryzacji w przygotowywanej strategii cyberbezpieczeństwa.
– Cyberbezpieczeństwo to dziedzina, w której bez partnerstwa publiczno-prywatnego, bez ścisłej kooperacji pomiędzy instytucjami publicznymi i prywatnymi nie da się wiele zdziałać. Położenie większego nacisku na cyberbezpieczeństwo przez każdą instytucję publiczną jest bardzo pozytywnym sygnałem – ocenia przedstawiciel Santander Universidades.
Internet może też być wykorzystywany jako element cyberwojny, a eksperci zwracają uwagę na to, że zagrożenie rośnie, zwłaszcza w kontekście konfliktu na Ukrainie. Dlatego całkowita anonimowość w sieci może potencjalnie nieść ze sobą zagrożenie. Obecnie obowiązujące w Polsce przepisy nie pozwalają na łatwą identyfikację użytkowników sieci.
– Z jednej strony należy wprowadzać mechanizmy, które monitorują przesył informacji w sieci, z drugiej strony nie można pójść za daleko i wylać dziecka z kąpielą. Nie możemy doprowadzić do tego, że internet będzie domeną ściśle inwigilowaną i reglamentowaną przez państwo, wówczas cała istota internetu nie będzie miała większego znaczenia – przekonuje Trąbiński.
Z sondażu CBOS wynika, że 46 proc. Polaków uważa, że policja i takie służby jak ABW czy CBA powinny mieć ułatwiony dostęp do danych internetowych, tak by skutecznie walczyć z cyberprzestępczością. 30 proc. opowiada się za ograniczonym dostępem, a w grupie tej dominują ludzie młodzi, którzy spędzają online dużo więcej czasu niż starsze pokolenia.
Ponad 60 proc. jest przekonanych, że ułatwienie służbom dostępu do danych przyczyni się do wzrostu wykrywalności przestępstw, jednocześnie jednak 70 proc. obawia się, że może to spowodować naruszenia prywatności użytkowników internetu, którzy nie złamali prawa.
Kwestie monitorowania publikowanych treści są też istotne dla przedstawicieli mediów.
– Prawo prasowe kiedyś w większym stopniu regulowało to, z czym mieliśmy do czynienia, kiedy były instytucjonalne media i nie było takiej demokracji możliwości korzystania z wolności słowa. Dzisiaj internet demokratyzuje media, każdy może być jednocześnie nadawcą i odbiorcą informacji – wskazuje Piotr Waglowski, prawnik i autor serwisu VaGla.pl Prawo i Internet.
Jak przypomina ekspert, odpowiedzialność może ponosić autor materiału prasowego, redaktor naczelny i wydawca, przy czym autor może zachować anonimowość. Jeśli materiał był przygotowany nierzetelnie, było wiadomo, gdzie zwrócić się z roszczeniami. Internet obecnie takiej możliwości często nie daje, a autorzy publikujący anonimowo w sieci mogą pozostać bezkarni.
– Moim zdaniem nie istnieje coś takiego jak prawo do anonimowości w internecie. Jeżeli korzystam z wolności słowa, to muszę ponosić odpowiedzialność za to słowo, inaczej nie żyjemy w demokratycznym państwie prawnym. A to znaczy, że musi istnieć systemowe rozwiązanie, które wskaże, kogo należy pozywać w sytuacji, kiedy będzie się realizować swoją wolność słowa – przekonuje Waglowski. – Jestem daleki od tego, by proponować jakiekolwiek rozwiązania, które miałyby zmniejszać anonimowość. Wolność słowa musi być jednak związana z odpowiedzialnością, a w przypadku anonimowości takiej odpowiedzialności nie ma – wskazuje.
Tylko 15–20 proc. mieszkań w Polsce jest wynajmowanych. To ponad dwa razy mniej niż w Holandii czy Niemczech
W Polsce na rynek najmu komercyjnego trafia zaledwie około 4 proc. mieszkań. W dużych miastach razem z szarą strefą jest to 15–20 proc., ale to i tak ponad dwa razy mniej niż w Holandii czy Niemczech. – W Polsce brakuje najmu, w którym mieszkania oferowane byłyby nie tylko przez osoby prywatne, lecz także instytucje – przekonują przedstawiciele Banku Gospodarstwa Krajowego. Ożywienie rynku najmu mogłoby przyczynić się do rozwiązania problemu mieszkalnictwa, zwiększenia mobilności społeczeństwa i poprawienia sytuacji w budowlance.
– Na polskim rynku mieszkalnictwa i budownictwa jest potrzeba stworzenia nowych standardów – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Włodzimierz Kocon, wiceprezes Banku Gospodarstwa Krajowego. – Jednym z nich powinien być najem instytucjonalny, w odróżnieniu od zasobu mieszkań oferowanych przez osoby indywidualne, które mają niezajęte przez siebie bądź członków rodziny mieszkania.
Słabo rozwinięty rynek najmu rodzi konsekwencje np. dla rynku pracy, bo powoduje ograniczoną mobilność zawodową. Chociaż badania wskazują, że to powoli się zmienia. Stworzony przez Randstad indeks mobilności, śledzący stopień przygotowania osób fizycznych do zmiany miejsca pracy, ukształtował się w I kwartale na poziomie 107 punktów, podczas gdy w całej Europie miał wartość 102 punktów.
– Zapewnienie dachu nad głową jest jedną z podstawowych potrzeb człowieka. W Polsce takie możliwości są mocno ograniczone. Mobilność społeczeństwa, zwłaszcza młodych ludzi, jest hamowana tym, że brakuje lokali na wynajem. Gdy młody człowiek decyduje się na podjęcie pracy, napotyka barierę mieszkaniową. Należy ją likwidować albo przynajmniej poważnie ograniczać – komentuje wiceprezes Włodzimierz Kocon.
Korzyści z takiego rozwiązania jest więcej. Rozpoczęcie programu budowy mieszkań na wynajem stanowiłoby istotny impuls rozwojowy dla wielu gałęzi krajowego przemysłu. Skorzystałyby na tym nie tylko firmy budowlane, lecz także producenci mebli, wyposażenia wnętrz, sprzętu elektronicznego. Trzecią korzyścią byłoby zwiększenie możliwości zaspokojenia przez społeczeństwo potrzeb bytowych.
– Młody człowiek potrzebuje niewielkiego mieszkania, ale kiedy założy rodzinę, jego potrzeby stają się większe, konieczne są już dwa, może nawet trzy pokoje – tłumaczy Włodzimierz Kocon. – Osoby starsze z kolei nie muszą mieszkać w dużych lokalach, często nawet ich na to nie stać. Dajmy więc wszystkim możliwość zajmowania takiego mieszkania, które w danym momencie życia jest najbardziej potrzebne.
W Polsce wciąż brakuje mieszkań na wynajem. Na 100 lokali mieszkalnych zaledwie 4 proc. jest wynajmowanych na zasadach komercyjnych. W Niemczech i Holandii własność nieruchomości jest domeną najbogatszych, a około 50 proc. mieszkań jest wynajmowanych.
– W dzisiejszych czasach przy obecnych kosztach budowy i kredytu rata kredytu hipotecznego nierzadko jest niższa niż czynsz płacony przez najemcę – zauważa Włodzimierz Kocon. – Dlatego zwłaszcza ludzie młodzi, którzy mają zdolność kredytową, preferują kupno, co też zmniejsza rynkową ofertę wynajmu.
Rynek najmu mają wspierać programy prowadzone przez Bank Gospodarstwa Krajowego. Jednym z nich jest Fundusz Mieszkań na Wynajem. BGK Nieruchomości buduje nowe lokale, które potem udostępnia najemcom na preferencyjnych warunkach. Inwestycje prowadzone są m.in. w Warszawie, Katowicach, Krakowie i Gdańsku. W kwietniu ruszyła kolejna inwestycja w Poznaniu. Do 2018 roku ma powstać ok. 5,5 tys. mieszkań.
– Warto wspomnieć także o ostatnio uruchomionym Funduszu Municypalnym. Ten fundusz nakierowany jest na wsparcie kapitałowe gmin również w projektach mieszkaniowych. Pierwszy list intencyjny został podpisany z gminą miejską Jarocin na budowę 400 mieszkań. To pokazuje, że potrzeba mieszkań na wynajem jest nie tylko w wielkich miastach, gdzie jest bardzo rozwinięty rynek pracy, lecz także w mniejszych miejscowościach – podkreśla Kocon.
Fundusz Municypalny współfinansuje gminne inwestycje w obszarze nieruchomości. Angażuje się zarówno w projekty modernizacji i rozbudowy istniejących nieruchomości, jak i w budowę nowych obiektów.
Problem otyłości w Polsce narasta lawinowo. Porady żywieniowe finansowane przez NFZ mogłyby skutecznie ograniczyć tycie polskich dzieci
Już 27 proc. dorosłych Polaków ma problem z otyłością. Osoby otyłe bądź z nadwagą stanowią już prawie połowę społeczeństwa Wśród dzieci jest jeszcze gorzej. Nadwagę ma obecnie aż 29 proc. 11-latków i prawie tyle samo 14-latków. WHO objęła badaniami 207 tys. najmłodszych mieszkańców Europy i Ameryki Północnej. Na tym tle wypadliśmy bardzo źle. Nasze dzieci znalazły się w czołówce najbardziej otyłych. Odsetek 11-latków z nadwagą w Polsce jest najwyższy na świecie. Wśród 12-latków wielu waży nawet ponad 100 kilogramów.
Wciąż jest to jednak problem prywatny, a nie publiczny, a NFZ wkracza dopiero wtedy, kiedy dochodzi do powikłań – podkreślają eksperci fundacji My Pacjenci. Rozwiązaniem mogłyby być finansowane z budżetu porady żywieniowe, szczególnie dla kobiet w ciąży i rodziców małych dzieci. Dziś największym problemem jest bowiem brak edukacji żywieniowej.
– Publiczny system opieki zdrowotnej zaczyna się interesować otyłością dopiero wtedy, kiedy pojawiają się powikłania kardiologiczne czy ortopedyczne, które trzeba operować, albo wtedy, kiedy otyłość osiągnie bardzo duże rozmiary i konieczna jest operacja bariatryczna – mówi agencji informacyjnej Newseria Lifestyle Ewa Borek, prezes fundacji My Pacjenci.
Jej zdaniem w Polsce przede wszystkim brakuje systemowego rozwiązania dotyczącego profilaktyki, przesiewu i leczenia otyłości zarówno u dorosłych, jak i u dzieci. Dużym problemem są także braki w edukacji żywieniowej – tak wynika z przeprowadzonego przez fundację we współpracy z blogerami badania opinii rodziców na temat jakości opieki profilaktycznej nad dziećmi w Podstawowej Opiece Zdrowotnej (POZ). Blisko 80 proc. rodziców wskazało, że w POZ powinien być dostępny finansowany przez NFZ dietetyk. Eksperci podkreślają, że podejmowane inicjatywy zwalczania otyłości nie dadzą oczekiwanego efektu bez wsparcia w postaci programu edukacji żywieniowej dla rodziców.
Wspólnie z blogującymi mamami fundacja My Pacjenci zawiązała ruch społeczny Głodni Zmian, który wraz z grupą dietetyków, pielęgniarek i lekarzy opracował wniosek i jednocześnie apel do Ministra Zdrowia w sprawie konieczności finansowania przez NFZ porad dietetycznych. Wczesna edukacja została przez ekspertów uznana za najskuteczniejsze i najbardziej efektywne kosztowo rozwiązanie.
– Żeby coś trwale i skutecznie zmienić w systemie opieki zdrowotnej w Polsce, trzeba to wpisać do koszyka świadczeń gwarantowanych. Jest wiele świadczeń, za które pacjenci płacą z własnej kieszeni, ponieważ nie ma ich w koszyku. To między innymi porady żywieniowe, które są potrzebne kobietom w ciąży i rodzicom małych dzieci, dlatego powinny się znaleźć w koszyku. Fundacja wraz z grupą ekspertów, pielęgniarek, dietetyków i lekarzy przygotowała i składa formalny wniosek o wpisanie tych porad do koszyka świadczeń, żeby mógł je finansować NFZ, a nie jak dotąd pacjenci z własnej kieszeni – tłumaczy Ewa Borek, Prezes Fundacji My Pacjenci.
Eksperci podkreślają, że kluczowa w tym programie leczenia otyłości jest rola dietetyków. Ich zadaniem będzie ustalenie przyczyn żywieniowych otyłości, skorygowanie błędów, postawienie prawidłowej diagnozy żywieniowej i opracowanie strategii prawidłowego żywienia.
– Jednym z priorytetowych działań w obszarach związanych z regulowaniem funkcjonowania służby zdrowia powinno być stworzenie możliwości zatrudniania dietetyków w placówkach POZ, bo jak na razie takiej możliwości dietetycy nie mają – zaznacza Danuta Gajewska Prezes Polskiego Towarzystwa Dietetyki. – Współczesny model poradnictwa dietetycznego to zespół terapeutyczny, w którym jest miejsce zarówno dla dietetyka, jak i dla innych członków zespołu, w tym pediatry, psychologa czy fizjoterapeuty.
Petycje ruchu społecznego Głodni Zmian podpisało dotychczas 10 tys. osób, a pełna dokumentacja trafiła w maju br. do Parlamentarnego Zespołu ds. Przeciwdziałania i Rozwiązywania Problemów Otyłości, której przewodniczy poseł PO Rajmund Miller.
– Otyłość została ogłoszona epidemią XXI wieku. Wiąże się z wieloma konsekwencjami zdrowotnymi i finansowymi – stwierdza Rajmund Miller. – Problemy zdrowotne to cukrzyca, nadciśnienie, choroby związane z niewydolnością krążenia, a także nowotwory. Konsekwencje ekonomiczne to olbrzymie koszty leczenia chorób, które są skutkiem otyłości, oraz koszty związane z rehabilitacją tych osób lub ich niezdolnością do pracy.
Jak podkreśla, otyłość dotyczy wielu dziedzin życia, stąd chęć zaangażowania w walkę z nią różnych resortów, m.in. zdrowia, sportu, edukacji i finansów.
– Proponujemy system leczenia otyłości i profilaktyki zakładający stworzenie specjalnych przychodni na poziomie powiatowym i wojewódzkim. Kierowaliby do nich lekarze rodzinni na podstawie badania ustalającego przyczynę otyłości i wykluczenia, np. powodów endokrynologicznych. W takim zespole byłby lekarz, dietetyk, psycholog i fizjoterapeuta, którzy mogliby nadzorować pracę lekarza rodzinnego i prowadzić skutecznie proces powrotu do prawidłowej wagi i nawyków żywieniowych – mówi poseł PO.
Co czwarty Polak uważa, że poświęca rodzinie zbyt mało czasu. Podobny odsetek chciałby, by jego partner znalazł dla rodziny więcej czasu
Rośnie odsetek osób, które mają poczucie winy z powodu zbyt dużego zaangażowania w pracę i braku czasu dla rodziny, a zwłaszcza dla dzieci – wynika z Barometru Providenta. Obecnie tak uważa 28 proc. Polaków, o 6 pkt proc. więcej niż przed rokiem. To głównie wynik zmiany nastawienia mężczyzn.
– Dużymi krokami zbliżają się Dzień Matki i Dzień Dziecka, to dobra okazja, by zapytać Polaków, ile czasu spędzają ze swoimi dziećmi, ile czasu chcieliby spędzić, ile czasu poświęcają rodzinie. Według tegorocznych badań Barometru Providenta 28 proc. Polaków deklaruje, że spędza zbyt mało czasu ze swoimi dziećmi. Jest to o 6 pkt proc. więcej niż w ubiegłym roku – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Karolina Łuczak, kierownik ds. komunikacji, Provident Polska. – Co ciekawe, wynika to przede wszystkim z faktu, że coraz więcej ojców odczuwa potrzebę poświęcenia czasu swoim dzieciom.
Przed rokiem jedynie nieco co czwarty ojciec uważał, że spędza ze swoim pociechami zbyt mało czasu i zbyt mało poświęca im uwagi. Tegoroczne badania wskazują na wzrost tego odsetka o 10 pkt proc.
– Miejmy nadzieję, że wynika to z tego, że coraz bardziej i coraz częściej edukujemy ojców na temat tego, jak wartościowe jest świadome ojcostwo i jak bardzo warto przywiązywać do tego uwagę, a nie z powodu braku czasu – mówi Karolina Łuczak.
W przypadku kobiet odsetek zarzucających sobie brak czasu dla rodziny wynosi tyle, ile przed rokiem – 20 proc. Jednocześnie 26 proc. wszystkich pytanych chciałoby, żeby ich partner lub partnerka przeznaczali więcej godzin na życie rodzinne. Natomiast aż 61 proc. badanych jest zdania, że spędza z rodziną dokładnie tyle czasu, ile potrzeba. Zaledwie co 10. pytany chciałby, by jego partner lub partnerka zarabiali więcej pieniędzy kosztem życia rodzinnego.
– Wierzymy, że jakość życia można trwale ulepszać i zmieniać dzięki edukacji – mówi Małgorzata Domaszewicz, kierownik ds. społecznej odpowiedzialności biznesu w Provident Polska. – Dlatego większość naszych działań społecznych koncentrujemy wokół zarówno edukacji, i to nie tylko tej finansowej, lecz także konsumenckiej, jak i prowadzimy są działania odpowiadające na trudne, ważne i aktualne tematy społeczne. Takim tematem okazała się wiedza o roli współczesnej rodziny.
Provident w ramach działań CSR-owych współorganizował w 2015 r. sześć szkoleń na temat wychowania dzieci – w Grodzisku Mazowieckim, Wrocławiu, Brwinowie, Żyrardowie i Płocku. Warsztaty prowadzili doświadczeni psychologowie i trenerzy Pozytywnej Dyscypliny, którzy tłumaczyli, jak być dobrym i skutecznym rodzicem. Uzupełnieniem sesji były zajęcia o tym, jak reagować na kłótnie między rodzeństwem, jak wspierać współpracę między rodzeństwem, co zrobić z buntem dwulatka, a także zajęcia poświęcone wprowadzaniu obowiązków domowych do planu dnia dziecka i sposobom na motywowanie do ich wykonania. W spotkaniach wzięło udział 190 rodziców.
– Przygotowaliśmy raport na temat kompetencji rodzicielskich, w którym radzimy rodzicom, w jaki sposób budować dobre i kreatywne relacje we własnej rodzinie. Uzupełnieniem tego działania był cykl warsztatów, które organizowaliśmy wraz z psychologami z Pozytywnej Zmiany. Warsztaty abyły zorganizowane w kilku polskich miastach – mówi Domaszewicz.
Zalecenia WHO dotyczące karmienia naturalnego w Polsce nie są realizowane. W ciągu pierwszych 6 miesięcy życia dziecka tylko 40 proc. matek karmi piersią
Mleko matki jest najlepszym i najbezpieczniejszym pokarmem dla niemowlęcia, a składniki w nim zawarte wzmacniają kształtujący się układ odpornościowy, wspierają rozwój mózgu, układu nerwowego oraz dojrzewanie układu pokarmowego. Karmienie piersią programuje metabolizm i kształtuje prawidłowe nawyki żywieniowe. Jednak według badań, podstawowe zalecenia WHO dotyczące karmienia naturalnego w Polsce nie są realizowane.
– Karmienie piersią zawsze miało, ma i będzie miało najważniejsze znaczenie w karmieniu niemowlęcia i dziecka w pierwszym roku życia. Jest to szczególnie istotne w ciągu 1000 pierwszych dni życia dziecka. Żywienie w tym okresie ma istotny wpływ na to, jacy będziemy w przyszłości, na jakie choroby będziemy zapadać, czy będziemy mieli zwiększone ryzyko chociażby otyłości, nadciśnienia, udarów czy zawałów serca – zwraca uwagę w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Lifestyle Andrea Horvath, pediatra gastrolog, adiunkt Kliniki Pediatrii Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego.
Niedostateczne wsparcie i edukacja kobiet w tym zakresie to główny powód rezygnacji matek z karmienia piersią, dzieje się tak już nawet w pierwszym miesiącu życia dziecka. Statystyki mówią, że ponad 80 proc. matek w momencie wyjścia ze szpitala podejmuje się karmienia naturalnego.
– Centrum Nauki o Laktacji udostępniło w 2015 roku raport, z którego wynika, że w tych pierwszych 6 miesiącach, kiedy karmienie powinno być wyłącznie oparte na karmieniu naturalnym, zaledwie 40 proc. w ogóle w jakikolwiek sposób karmi piersią, a najnowsze badania wykazują, że wyłącznie piersią karmi niespełna 5-6 proc. matek dzieci w pierwszym półroczu życia – mówi Andrea Horvath, pediatra gastrolog, adiunkt Kliniki Pediatrii Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego.
Wyraźnie widać, że pomimo akcji propagujących karmienie naturalne te dane w naszym kraju nie są satysfakcjonujące. Powodem rezygnacji z karmienia piersią dla 35 proc. matek dzieci do 4. miesiąca życia i 48 proc. matek dzieci półrocznych, jest poczucie, że dziecko się nie najada lub przekonanie o braku pokarmu. Trudnością jest także sama umiejętność przystawienia dziecka do piersi.
– W większości przypadków oczywiście jest tak, że to jest proces samoistny, matka z dzieckiem uczą się go w ciągu pierwszych tygodni, ale zdarzają się problemy: zbyt duży wypływ pokarmu, zbyt mały wypływ pokarmu, bolące brodawki, wzdęcia, zaburzenia czynnościowe u dziecka, to od razu budzi niepokój. Problem polega na tym, że większość przyczyn, z powodu których matki sięgają po chociażby dokarmianie czy mleko modyfikowane, wynika z mitów pokutujących w społeczeństwie, że pokarm matki jest niewystarczający albo niedobry dla jej dziecka, i z tym staramy się walczyć – podkreśla dr Andrea Horvath.
Wsparcia dla młodych matek brakuje w pierwszych tygodniach życia dziecka, kiedy jest ono niespokojne, ma wzdęcia lub kiedy z powodu złego przystawiania do piersi kobiety same odczuwają dyskomfort, bolesne brodawki, zastój pokarmu. Niezwykle cenna jest wówczas pomoc doradców laktacyjnych.
– Nie jest to niestety porada refundowana z Narodowego Funduszu Zdrowia i zawsze to podkreślam, że w kraju, w którym naprawdę już refundujemy najbardziej wymyślne transplantacje i zabiegi na światowym poziomie, tak podstawowa opieka nad matką karmiącą, jak porada laktacyjna w tym pierwszym okresie, powinna wejść do koszyka świadczeń automatycznie, nie powinniśmy o to zabiegać. A mimo że od lat trwają prace w tym kierunku, nie udało się jeszcze tego uzyskać i matki muszą na własną rękę szukać dobrej porady laktacyjnej – mówi Andrea Horvath, pediatra gastrolog, adiunkt Kliniki Pediatrii Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego.
Specjaliści przytaczają szereg korzystnych oddziaływań karmienia naturalnego, przede wszystkim sprzyja budowaniu dobrych nawyków żywieniowych i zmniejszeniu tzw. ryzyka chorób cywilizacyjnych takich jak: nadciśnienie, zespół metaboliczny, otyłość i wszystkie powikłania, cukrzyca, choroby sercowo-naczyniowe. W maju br. opublikowany został bezpłatny Poradnik karmienia piersią według zaleceń Polskiego Towarzystwa Gastroenterologii, Hepatologii i Żywienia Dzieci (PTGHiŻD) dostępny na stronie internetowej edukacyjnego programu „1000 pierwszych dni dla zdrowia”. Poradnik powstał, by wspierać promocję karmienia naturalnego.
Honorarium członka zarządu wspólnoty mieszkaniowej
Zgodnie z artykułem 28 ustawy o własności lokali członek zarządu wspólnoty może żądać wynagrodzenia za wykonywaną pracę. Wysokość świadczenia nie jest jednak szczegółowo regulowana. Ustawa wspomina jedynie, że ma ona odpowiadać uzasadnionemu nakładowi pracy.
Czy członek zarządu ma jednak prawo domagać się zaległej zapłaty, gdy wcześniej deklarował, że pełni swoją funkcję wyłącznie społecznie?
W większych wspólnotach właściciele lokali zobowiązani są do wyboru zarządu wspólnoty mieszkaniowej. Regulacja narzucona za sprawą art. 20 ustawy z dnia 24 czerwca 1994 r. stanowi, że wspomniany wyżej zarząd ma za zadanie między innymi kierować sprawami wspólnoty, ale i reprezentować jej interesy na przykład w sytuacjach zawierania umów z innymi podmiotami. Osoba, która zobowiąże się do pełnienia funkcji członka zarządu, ma prawo domagać się zapłaty od wspólnoty mieszkaniowej z tytułu wykonywanych na jej rzecz obowiązków. Zapis z dnia 24 czerwca 1994 r. nie reguluje jednak dokładnej wysokości świadczenia. Wynagrodzenie odpowiadać powinno zgodnie z ustawą nakładowi pracy członka zarządu.
W ustawie nie znajdziemy nie tylko restrykcyjnych zasad dotyczących wysokości wynagrodzenia, ale i nie określa ona formy żądania, które powinno poprzedzać ustalenia związane z jego przyznaniem. Panuje w tej kwestii całkowita dowolność. Za odpowiednią formę żądania można więc uznać zarówno pisemny wniosek, ale i podniesienie kwestii w sposób ustny w trakcie zebrania wspólnoty mieszkaniowej.

Ustawa nie podaje także terminu, w którym należy złożyć żądanie wynagrodzenia. Jak podkreśla Mariusz Łubiński, prezes firmy Admus, nawet osoba, która zakończyła pełnić obowiązki w zarządzie wspólnoty mieszkaniowej, może domagać się od niej przyznania zaległego wynagrodzenia. W sytuacji, gdy wynagrodzenie jest należne i sprawa zostanie skierowana na ścieżkę sądową – sąd z pewnością zasądzi wypłatę zaległego świadczenia. Zdarzają się przypadki, w których taka decyzja zapadała również w sytuacjach, gdy członek oświadczał podczas kolejnych zebrań wspólnoty, że jego praca w zarządzie ma charakter wolontariatu i nie będzie on pobierał za nią opłat – dodaje Łubiński.
Cyfryzacja biznesu stała się czynnikiem decydującym o utrzymaniu się na rynku
Cyfryzacja biznesu przestała być sposobem na zdobycie przewagi konkurencyjnej, a stała się czynnikiem decydującym o utrzymaniu się na rynku
Digitalizacja jest postrzegana na rynku jako rewolucja, która wpływa na wszystkie sektory gospodarki. Obecnie jednak tylko 41 proc. polskich firm ma opracowany strategiczny plan biznesowy i inwestycyjny transformacji cyfrowej. Jeszcze mniej, bo tylko 36 proc. posiada jasno określony plan operacyjny, a do wdrażania i monitorowania jego etapów gotowych jest zaledwie 29 proc. organizacji. Jak wynika z badania przeprowadzonego przed Deloitte Digital, decydując się na przeprowadzenie transformacji cyfrowej, polskie firmy zbyt często liczą na natychmiastowe korzyści finansowe, podczas gdy nie mniej ważną kwestią jest budowanie pogłębionych relacji z klientami, które mają szansę zapewnić firmie sukces i przychody w długiej perspektywie.

Uczestnicy badania byli również pytani o to, jak postrzegają transformację cyfrową, czy widzą w niej szansę czy raczej zagrożenie dla swojej organizacji. Odpowiedzi rozłożyły się dość równomiernie, choć lekką przewagę zyskało wskazanie na to drugie. Było ono szczególnie widoczne wśród osób na stanowiskach decyzyjnych. „Rewolucja technologiczna nieodwracalnie zmieniła i wciąż zmienia dotychczasowe modele biznesowe, tradycyjne łańcuchy wartości oraz od lat funkcjonujące procesy i struktury organizacyjne. Aż 95 proc. przedstawicieli polskich firm zgadza się ze stwierdzeniem, że rewolucja cyfrowa wpłynie na wyniki ich organizacji. Częściej jednak postrzegają ten wpływ jako ryzyko niż jako możliwy do wykorzystania potencjał” – tłumaczy Stefan Nowak, Dyrektor w Deloitte Digital.
Badanie Deloitte Digital pokazało, że 51 proc. firm w Polsce posiada wizję transformacji cyfrowej, a około jedna czwarta ma już nawet opracowaną strategię jej przeprowadzenia (28 proc.). Świadomość potrzeby posiadania wizji i strategii jest dużo bardziej widoczna u członków zarządów i kadry zarządzającej (60 proc.) niż u pracowników niższego szczebla. „Polskie firmy rozumieją konieczność przeprowadzenia u siebie transformacji cyfrowej, ale tylko 41 proc. z nich ma już przygotowany plan biznesowy i inwestycyjny w tym zakresie. Jeszcze mniej, bo nieco ponad jedna trzecia, posiada określony plan operacyjny, a gotowych do wdrażania i monitorowania jego etapów jest zaledwie 29 proc. organizacji. To pokazuje, że biznes w Polsce myśli o transformacji raczej w kontekście przyszłości, aniżeli teraźniejszości” – mówi Daniel Martyniuk, Dyrektor w Deloitte Digital.
Warty podkreślenia jest fakt, że o transformacji cyfrowej w polskich firmach rozmawia się przede wszystkim na poziomie kadry zarządzającej. Aż 59 proc. respondentów uważa, że nie jest w tym temacie należycie poinformowanym lub, że komunikacja w tym zakresie trafia tylko do nielicznych osób w firmie. Jednocześnie dziewięciu na dziesięciu badanych wyraziło opinię, że właściwa polityka komunikacyjna jest kluczowa dla powodzenia procesu digitalizacji.
Jedna piąta decydentów uważa, że ich firmy nie są zaawansowane technologicznie nawet w minimalnym stopniu. Wśród pracowników niższego szczebla odsetek ten wynosi 12 proc. Jednocześnie stopień zaawansowania technologicznego jako maksymalny wskazało jedynie 3 proc. przedstawicieli kadry zarządzającej i co dziesiąty pracownik zajmujący niższe stanowisko. Ten sam odsetek ankietowanych określił swoje organizacje jako „cyfrowego trendsettera” na rynku, na którym działają. Jednocześnie do grupy „naśladowców” swoje firmy zakwalifikowało 36 proc. decydentów i jedna piąta pracowników niższego szczebla.
Cyfryzacja wiąże się między innymi z wdrażaniem nowych narzędzi, wspierających procesy sprzedaży, marketingu i komunikacji. Wyniki badania Deloitte Digital pokazują, że polskie firmy starają się korzystać z pełnego spektrum technologii cyfrowych, zarówno wewnątrz firmy, jak i w zewnętrznych kontaktach z interesariuszami. W przypadku tych drugich, duże znaczenie mają przede wszystkim media społecznościowe (69 proc. wskazań). Z kolei jeśli chodzi o technologie mobilne to jedna czwarta respondentów wykorzystuje je w procesach wewnętrznych, natomiast w pracy z klientem używa je jedynie jedna piąta ankietowanych.
Wdrożenie rozwiązań cyfrowych wiąże się nie tylko z korzyściami, ale również z kosztami. Wielkość tych ostatnich uzależniona jest oczywiście od rozmiaru firmy. W przypadku największych organizacji proces ten może kosztować nawet kilkanaście milionów złotych. Jak deklaruje większość respondentów, proces transformacji planowany jest na okres od jednego do trzech lat. A korzyści? Dla ankietowanych liczą się głównie te finansowe. „Na ten aspekt uwagę zwróciło blisko 40 proc. naszych respondentów. Jednocześnie jednak polskim firmom nieco umyka fakt, że działania związane z transformacją cyfrową powinny koncentrować się na długoterminowych korzyściach płynących np. z pogłębienia relacji z klientami. Wagę tego dostrzega tylko 8 proc. badanych. Patrzenie na to, co się chce osiągnąć głównie przez pryzmat szybkich korzyści finansowych jest myśleniem krótkowzrocznym i pokazuje pewną niedojrzałość naszego rynku w porównaniu z innymi gospodarkami” – tłumaczy Daniel Martyniuk.
Zdaniem ekspertów Deloitte Digital polskie firmy muszą zrozumieć, że transformacja cyfrowa przestała być sposobem na utrzymanie przewagi konkurencyjnej, a stała się czynnikiem decydującym czy dane przedsiębiorstwo utrzyma się na rynku czy nie. Cyfryzacja to nie tylko postęp technologiczny, ale katalizator zmian biznesowych, społecznych, w centrum których znajduje się zaspokojenie szybko zmieniających się potrzeb klienta.
Przedsiębiorcy coraz częściej stawiają na chmurowe usługi dodatkowe
Aż 68% przedsiębiorców korzystających na co dzień z rozwiązań chmurowych twierdzi, że są one niezbędne w codziennej pracy. Kolejne 29% wskazuje, że są przydatne – wynika z badania przeprowadzonego przez ARC Rynek i Opinia na zlecenie Onex Group. Do popularnych rozwiązań chmurowych wykorzystywanych w biznesie należy platforma Azure, która oferuje takie usługi dodatkowe jak backup danych, hosting aplikacji sieci web, maszyny wirtualne czy bazy danych SQL. Eksperci Onex Group, który od niedawna oferują te rozwiązania, wskazują, że zainteresowanie firm takimi dodatkowymi usługami, rośnie.
– Z roku na rok sprzedajemy coraz więcej licencji na rozwiązania chmurowe, co najlepiej pokazuje, że to narzędzie już na stałe wpisało się w biznesowy krajobraz. Przedsiębiorcy znają zalety chmury i wiedzą, jak z niej korzystać. Ta świadomość przekłada się również na większe zainteresowanie usługami dodatkowymi, które pozwalają jeszcze lepiej funkcjonować firmie – mówi Jakub Hryciuk, dyrektor zarządzający w Onex Group. – Żeby maksymalnie wykorzystać możliwości chmury, przedsiębiorcy stawiają m.in. na backup danych, który od niedawna oferujemy klientom, i już widzimy, że będzie się to popularne rozwiązanie – mówi Jakub Hryciuk.
Kopia zapasowa w chmurze to większe bezpieczeństwo i wygoda
Backup danych, czyli wykonywanie kopii zapasowych, to istotna funkcjonalność dla wszystkich przedsiębiorstw. Dzięki temu rozwiązaniu nie ma obawy, że firma utraci swoje zasoby. Jednak przechowywanie informacji na lokalnych przenośnikach przechodzi powoli do lamusa. Firmy coraz chętniej wykonują backup w chmurze. To rozwiązanie ma kilka przewag. Po pierwsze, jest to tańsza i bardziej efektywna, pod względem czasu odzyskiwania danych, opcja. Po drugie, dane w celu lepszego wykorzystania dostępnego miejsca, są kompresowane. Wreszcie po trzecie, backup w chmurze zapewnia największe bezpieczeństwo. Zarówno podczas przesyłania, jak i przechowywania danych, dane są zaszyfrowane. – Większe bezpieczeństwo to szczególnie istotna korzyść biorąc pod uwagę, że nie wszyscy przedsiębiorcy mają pełne zaufanie do rozwiązań chmurowych. Natomiast warto pamiętać, że dzięki wykorzystaniu przez Microsoft najwyższej klasy zabezpieczeń, dane w chmurze są niejednokrotnie lepiej chronione, niż przy wykorzystaniu zabezpieczeń na serwerach firmowych – mówi Tomasz Smirnow, Business Development Manager w Onex Group.
Strona internetowa na wyciągnięcie ręki
Internet stał się nie tylko skutecznym kanałem budowania wizerunku marki, ale pozwala również na osiągnięcie celów biznesowych firmy. Dlatego, jak wynika z danych Głównego Urzędu Statystycznego w 2015 roku 65,4% polskich firm było obecnych w sieci i posiadało własną stronę www. Jak przedsiębiorcy tworzą własne witryny? Coraz częściej sięgają po usługę hostingu. Umożliwia ona tworzenie i wdrażanie zaawansowanych aplikacji web oraz witryn internetowych. Strona www, blog czy sklep internetowy powstają bez konieczności kupowania własnego serwera, co minimalizuje czas konfiguracji i administracji. Jak wskazują eksperci One Group, kiedy strona jest już postawiona i wisi w Internecie, warto skorzystać dodatkowo z baz danych SQL. Umożliwiają one, w łatwy i tani sposób, tworzyć i przechowywać informacje na potrzeby powstałych stron www, blogów czy sklepów internetowych.
Wirtualna obsługa sprzętu
Ostatnia chmurowa usługa, z której mogą już korzystać klienci Onex Group, to maszyna wirtualna. To tak naprawdę niekończący się zakres możliwości. Klienci o bardziej nietypowych potrzebach mogą za pomocą usługi uruchomić maszynę wirtualną o dowolnej konfiguracji i zarządzać samodzielnie przygotowanymi aplikacjami. Przewagą takich rozwiązań jest ich skalowalność. Możemy dowolnie zwiększać oraz zmniejszać moc obliczeniową i dopasować czas korzystania do naszych indywidualnych potrzeb.
– Chmura się rozwija. Już teraz kiedy przedsiębiorcy znają jej podstawowe funkcje, chcą bardziej profesjonalnie podejść do wykorzystania jej atutów. Usługi dodatkowe to umożliwiają, dlatego zakładamy, że dynamika wzrostu zainteresowania rozwiązaniami takimi jak bazy danych SQL, backup danych czy maszyny wirtualne będzie rosło w tempie co najmniej 100% rocznie – podsumowuje Jakub Hryciuk.
Metodologia badania:
Dane prezentowane w materiale zostały przygotowane i opracowane na zlecenie Onex Group przez ARC Rynek i Opinia. Badanie zrealizowano na próbie 200 małych i średnich przedsiębiorców dobranej z ogólnopolskiej reprezentatywnej próby. Badanie zostało przeprowadzone za pomocą wspomaganych komputerowo wywiadów telefonicznych CATI na przełomie grudnia 2015 roku i stycznia 2016 roku.
Macrologic: wzrasta zatrudnienie w branży motoryzacyjnej
Branża motoryzacyjna to jedna z najszybciej rozwijających się gałęzi polskiej gospodarki. Przy rosnącej produkcji systematycznie zwiększa się liczba nowych pracowników. Przed działami HR w firmach tego sektora stoi poważne wyzwanie: oczekuje się od nich dużej liczby szkoleń o bardzo wysokiej jakości przy jednoczesnym kontrolowaniu terminów tych szkoleń, które trzeba ponawiać cyklicznie. „W firmach, gdzie pracuje średnio 2 tys. osób to bardzo odpowiedzialne i trudne zadanie, do którego trzeba odpowiednio się przygotować” – przyznaje Monika Grabowska, ekspert firmy Macrologic, polskiego dostawcy systemów ERP.
„Doskonalenie kompetencji zawodowych pracowników zatrudnionych w przedsiębiorstwie z branży motoryzacyjnej jest bardzo istotne. Należy bowiem mieć na uwadze to, że pracują oni głównie na stanowiskach technicznych, a więc brak wymaganego szkolenia czy odpowiedniego certyfikatu może skutkować np. odsunięciem pracownika od wykonywanych obowiązków i zaburzeniem pracy całego przedsiębiorstwa. Stąd ten obszar jest przedmiotem szczególnej uwagi” – wyjaśnia Monika Grabowska.
Jak z tym odpowiedzialnym zadaniem powinien poradzić sobie dział HR, gdy ma do przeszkolenia kilka tysięcy osób pracujących np. przy taśmie produkcyjnej? Zdaniem Moniki Grabowskiej w tak dużym przedsiębiorstwie podstawą efektywnego zarządzania jest wybór takich szkoleń, które są zgodne z kierunkami rozwoju firmy, a następnie opracowanie optymalnego dla danej organizacji planu szkoleń. „Oczywiście nie jest to proste zadanie, ale zdecydowanie niezbędne, jeżeli nasza firma chce walczyć o konkurencyjność na rynku” – twierdzi ekspert firmy Macrologic.
Szczególną uwagę należy przywiązywać do tych szkoleń czy kursów, które wymagają okresowego odnowienia. Są to m.in. szkolenia pracowników administracyjnych z działów jakości i rozwoju, np. typu MSA, FMEA, ANPQP (dla osób prowadzących projekty Renault i Nissana), a także te — obejmujące już wszystkich zatrudnionych — dotyczące zasad udzielania pierwszej pomocy oraz z zakresu BHP. Kontroli terminów wymagają również szkolenia dla pracowników produkcji i operatorów typu SEK, a także przeznaczone dla osób wykonujących prace na wysokościach.
Jak radzi Monika Grabowska, po przeprowadzonym szkoleniu istotne jest zbadanie jego skuteczności. „Najlepiej, jeśli oceny efektów dokona bezpośredni przełożony przeszkolonego pracownika. Jednak nie powinien tego robić od razu, ale po upływie określonego czasu. Pod uwagę również powinna być brana ocena efektów szkolenia wyrażona przez samego pracownika. Wbrew pozorom jest ona bardzo ważna, ponieważ stanowi cenną informację dla osób zarządzających firmą” – mówi ekspert firmy Macrologic.
Efektywność zorganizowanego szkolenia oceniana jest na podstawie ankiet, które uczestnicy szkoleń wypełniają po jego zakończeniu. Poddają oni wtedy ocenie m.in. następujące elementy: czy trener był przekonujący, czy wiedza została przekazana w sposób interesujący oraz czy materiały szkoleniowe były dobrze przygotowane. Ponadto badane są wskaźniki dotyczące godzin szkoleniowych na pracownika w okresie jednego roku.
Szkolenia, poza walorami kompetencyjnymi, mogą mieć również wpływ na poprawę komunikacji wewnątrz danej firmy. Stanowią też źródło wielu cennych informacji dla przełożonego. „Zdarza się, że szkolenia często są wstępem do dyskusji o planowanych zmianach w organizacji, okazją do poznania opinii pracowników i zgromadzenia nowych pomysłów. Co istotne, dla wielu zatrudnionych udział w szkoleniu jest źródłem motywacji, mającym ogromne znaczenie dla funkcjonowania całej firmy. Szkolenia powinny być zatem postrzegane jako inwestycja w kapitał ludzki” – podsumowuje Monika Grabowska, ekspert spółki Macrologic.
Na co najczęściej Polacy zaciągają kredyty?
Drobne przyjemności, niezaplanowane wydatki, upragnione wakacje – to tylko przykładowe powody, dla których zaciągamy zobowiązania finansowe. A jakie są te najczęstsze? Firma Lindorff SA sprawdziła to w swoim najnowszym badaniu „Finansowe zwyczaje Polaków”[1]. Oto co odpowiedzieli ankietowani.
Brakuje do pierwszego?
Jak wynika z badania przeprowadzonego na zlecenie firmy Lindorff SA, to nie zachcianki, czy przyjemności w pierwszej kolejności budzą w nas konieczność zaciągnięcia zobowiązania finansowego lub zadłużenia się na karcie kredytowej. Dla blisko 40% ankietowanych to bieżące potrzeby są najczęstszym powodem zaciągania kredytów.
Przyjemności nie są najważniejsze
Jak pokazują wyniki badania, respondenci biorą pożyczki, których celem jest poprawa ich komfortu życia. Co trzeci badany wskazał, że kredyt służy mu do sfinansowania zakupu produktów AGD oraz sprzętu elektronicznego. 27% respondentów przeznacza pożyczone pieniądze na remont mieszkania czy domu. Z kolei co czwarty ankietowany – na samochód, a co piąta osoba – na wyposażenie domu.
Stosunkowo niewiele osób przeznacza pożyczki i kredyty na przyjemności – 11% badanych zaciąga zobowiązanie na wakacje, a 9% na zakup odzieży czy kosmetyków.
Kobiety vs. mężczyźni – na podium produkty AGD i sprzęt elektroniczny
Jeśli weźmiemy pod uwagę wyniki badania w podziale na płeć, okazuje się, że dla pań najczęstszym powodem zaciągania zobowiązań jest zakup sprzętu AGD, który ułatwia im wykonywanie codziennych obowiązków. Taką odpowiedź wskazało aż 37% ankietowanych kobiet. Na kolejnych miejscach znalazły się bieżące potrzeby (35%) oraz remont domu lub mieszkania (33%). W zaciąganiu zobowiązań kobiety kierują się więc wyraźnie celami, które mają ułatwiać funkcjonowanie całego gospodarstwa domowego i mają służyć wszystkim domownikom. Jeśli zestawimy te cele z potrzebami mężczyzn, ci ostatni rysują się jako zdecydowanie mniejsi pragmatycy i społecznicy. Remont własnego lokum może być celem kredytowania dla zaledwie co piątego mężczyzny i aż co trzeciej kobiety. Dla mężczyzn powodem do zaciągnięcia pożyczki jest najczęściej sprzęt elektroniczny (41%) niemal na równi z bieżącymi potrzebami (38%). Jednocześnie sprzęt RTV i elektronika są powodem dla zakupów na kredyt zaledwie dla 23% kobiet, czyli dla liczby mniejszej niemal o połowę. Na podium w przypadku potrzeb panów znalazł się także samochód – taką odpowiedź wskazał co trzeci badany mężczyzna i zaledwie 16% badanych kobiet.
Dobra rada na podsumowanie
Niepokojącym wnioskiem z ankiety jest fakt, że najczęstszą przyczyną zaciągnięcia pożyczki lub kredytu są „bieżące zobowiązania”. Oznacza to, że aż 37% ankietowanych co najmniej raz w życiu miało sytuację, gdy „na życie” nie wystarczały im bieżące dochody i musieli wspomagać się pożyczką. Tymczasem przed zaciągnięciem jakiegokolwiek zobowiązania powinniśmy dokładnie przemyśleć tę decyzję, żeby uniknąć tarapatów finansowych. Jak radzą eksperci Lindorff SA, przede wszystkim należy sprawdzić, czy nasz budżet domowy na to pozwala. Jest to możliwe wówczas, gdy po odliczeniu miesięcznych kosztów stałych zostaje nam wolna gotówka, z której 1/3 powinniśmy zarezerwować dodatkowo na poczet niespodziewanych wydatków. Suma, która nam pozostanie, to maksymalna wysokość raty, którą będziemy w stanie bez obawy spłacać.
WAŻNE! Jeśli nasz budżet zamyka się „na styk”, to przy wzięciu nawet niewielkiego kredytu może dojść do zachwiania płynności finansowej. Ponadto jeśli wypadnie nam jakiś niespodziewany wydatek – na który będziemy musieli wziąć kolejny kredyt – od spirali zadłużenia będzie dzielił nas już tylko jeden krok.
[1] Raport „Finansowe zwyczaje Polaków”, zrealizowany na zlecenie firmy Lindorff SA, kwiecień 2016 r. Ogólnopolskie badanie ilościowe realizowane techniką CAWI – przeprowadzone wśród członków społeczności badawczej Zymetrii, N=458, osoby w wieku 25-50 lat.
Raport: Polacy kupują odzież głównie w markowych sklepach
Dziewięciu na dziesięciu dorosłych mieszkańców Polski dokonało w 2015 r. zakupu odzieży (91%), wynika z badania konsumenckiego przeprowadzonego przez PMR na potrzeby raportu „Handel detaliczny odzieżą i obuwiem w Polsce 2016”. Respondenci najczęściej kupują ubrania (60%) w markowych sklepach w galeriach handlowych.
Porównując wyniki z poprzednich lat, wzrósł odsetek osób traktujących sklepy markowe jako główne miejsce dokonywania zakupów odzieżowych (z 51% w 2015 do 57% w obecnej edycji badania).
Zapytani o nazwy sklepów, w których najczęściej kupują odzież, najwięcej respondentów wymieniło markę H&M (21%) i Reserved (17%). Wyniki są zbliżone do tych, otrzymanych w poprzednich dwóch edycjach badania (H&M 20% 2015r., w porównaniu do 19% 2014r.; Reserved 20% w 2015r. wobec 23% w 2014r.). Co dziesiąty badany wymienił marki Zara (10%) i House (9%). Kolejne wymienione marki to: Cropp, C&A, Mohito, Nike i New Yorker. Pozostałe marki wymieniło spontanicznie mniej niż 5% badanych. Jak widać, zdecydowana większość marek spontanicznie wymieniona przez respondentów, to marki tzw. fast fashion (Reserved, H&M, House, czy Zara). Zwrócić uwagę należy również na dużą liczbę marek polskich producentów, w tym cztery z sześciu marek należących do grupy LPP (Reserved, House, Cropp, Mohito). LPP z roku na rok umacnia swoją pozycję lidera rynku odzieżowego w Polsce. W 2015 r. udział firmy zbliżył się do 13%, co oznacza, że od 2009 roku uległ on podwojeniu.
Sieci specjalistyczne to największy kanał dystrybucji odzieży i obuwia w Polsce i – po Internecie – drugi najszybciej rosnący. Sklepy sieciowe powiększają swój udział w rynku przede wszystkim kosztem bazarów i targowisk, a także niezależnych, niemarkowych sklepów odzieżowych.
W marcu 2016r. łączna liczba sklepów sieci odzieżowych w Polsce była o blisko 5% większa niż rok wcześniej, rosnąc w zbliżonym tempie jak w okresie marzec 2014 – marzec 2015. Największy wzrost, tak pod względem dynamiki sklepów, jak i sprzedaży, zanotował po raz kolejny segment odzieżowych sieci dyskontowych. Na drugim miejscu uplasowały się sieci sportowe, które intensywnie rozwijają się w odpowiedzi na zmiany w stylu życia Polaków w ostatnich latach, które napędzają popyt na artykuły sportowe, zwłaszcza biegowe i rowerowe. W dalszej kolejności najwięcej sklepów przybyło w sieciach z ofertą casualową, gdzie panuje największa konkurencja, i młodzieżową. W tych segmentach działa najwięcej dużych firm, które kontynuowały ekspansję w 2015 r. (m.in. Redan, LPP, H&M, Inditex). Są to również segmenty, które mają największą liczbę placówek, stanowiąc odpowiednio 23% i 15% specjalistycznych sklepów sieciowych w Polsce w marcu 2016 r.
Z kolei liczba sieciowych salonów z obuwiem skurczyła się trzeci rok z rzędu. Dzieje się tak jednak głównie za sprawą likwidacji sieci Boti i Lasocki przez CCC, lidera rynku obuwniczego oraz za sprawą opuszczenia rynku przez sieć Centro. Z przeprowadzonego przez PMR badania konsumenckiego wynika, że w przypadku obuwia najpopularniejszy jest sklep CCC – Lasocki (37%), a na drugim miejscu Deichmann (17%).
*Firma PMR przeprowadziła badanie na reprezentatywnej próbie 606 dorosłych mieszkańców Polski. Badanie zrealizowano techniką wywiadów telefonicznych CATI. Do rozmowy zostały zaproszone osoby, które zadeklarowały, iż w 2015 r. osobiście dokonały co najmniej jednokrotnie zakupu odzieży lub obuwia.
Niniejsza informacja prasowa została przygotowana na podstawie danych zawartych w najnowszym raporcie firmy PMR pt. Handel detaliczny odzieżą i obuwiem w Polsce 2016.
Autor raportu:
Magdalena Szot
















