Kulisy codziennej drogi do sukcesu najlepszych polskich sportowców. Film „110%” wchodzi do kin

Codzienny wyczerpujący trening jest niezbędny, ale to nie wszystko. By odnieść sukces, potrzebne jest także odpowiednie nastawienie i motywacja. A także wsparcie sponsorów – podkreślali sportowcy podczas premiery filmu „110%” o największych gwiazdach polskiego sportu. W projekcie wzięło udział 14 czołowych sportowców, m.in. Robert Lewandowski, Adam Małysz czy Rafał Sonik. Film powstał dzięki wsparciu Jana Kulczyka, największego sponsora polskich olimpijczyków. – To cichy bohater filmu, który jako pierwszy uwierzył w jego uniwersalne przesłanie – podkreślają twórcy i dodają, że właśnie dzięki takim osobom sportowcy mogą dawać z siebie 110 proc., nie myśląc o finansach.

„110%” to filmowa opowieść o największych polskich sportowcach, o ich marzeniach, pasji, odwadze, porażkach i zwycięstwach. Twórcy filmu pokazują w nim inną stronę życia sportowców. W rolach głównych wystąpili m.in. Rafał Sonik, Adam Małysz, Zofia Noceti-Klepacka, Karol Bielecki, Zbigniew Bródka, Tomasz Majewski, Katarzyna Rogowiec, Maja Włoszczowska, Andrzej Wrona oraz Robert Lewandowski.

Zaczęliśmy zaglądać w głąb tego prawdziwego sportu i tak właśnie zrodził się pomysł na „110%”. Później zaczęliśmy tworzyć listę sportowców, z której wyłoniła się nasza piętnastka. Najpiękniejsze było to, że oni od razu zgodzili się wziąć udział w tym projekcie. Głównym argumentem było to, że mogą powiedzieć coś, czego na co dzień nie mówią w mediach i czego nie mogą pokazać – mówi agencji Newseria Agnieszka Gola-Rakowska, reżyserka filmu.

Zgodziłem się, bo wydawało mi się, że jest to nowatorski projekt, który jeszcze nigdy nie był realizowany. Po obejrzeniu filmu jestem bardzo zadowolony, że się zgodziłem, i bardzo szczęśliwy, że wyszło to tak dobrze. Gratuluję reżyserom, scenarzystom, całej ekipie, ponieważ przeprowadziła to bardzo sprawnie, nie zakłócając naszych treningów – podkreśla Zbigniew Bródka, złoty medalista olimpijski z Soczi w łyżwiarstwie szybkim, jeden z bohaterów filmu „110%”.

Zdjęcia u pierwszego bohatera – Bartłomieja Bonka, brązowego medalisty olimpijskiego w podnoszeniu ciężarów – rozpoczęły się w marcu ubiegłego roku.

Prace nad filmem rozpoczęły się dzięki wsparciu finansowemu Jana Kulczyka, który został pierwszym i strategicznym partnerem projektu.

Udało się tak szybko zrealizować ten film dzięki wielkiemu zaangażowaniu wszystkich stron: twórców, sportowców i sponsorów, czyli Kulczyk Holding oraz PGNiG. Jan Kulczyk jako pierwszy uwierzył w nasz film, dał nam zielone światło, wierzył, że to może się udać – podkreśla Gola-Rakowska.

Rola i znaczenie takich ludzi jak Jan Kulczyk jest nie do przecenienia. Oni spełniają marzenia tych, którzy stoją u progu wielkiej kariery, a którym brakuje środków i możliwości, by ruszyć z miejsca – podkreśla senator Andrzej Person, kiedyś dziennikarz sportowy. – Jan Kulczyk zrobił tak wiele dla sportu, że my ciągle jeszcze nie zdajemy sobie z tego sprawy. On otworzył drzwi i dał szansę innym poważnym biznesmenom, żeby mogli się zaangażować we wspieranie sportowców.

Jan Kulczyk często podkreślał, że sport pod wieloma względami podobny jest do biznesu. Wymaga długofalowej strategii, wizji, przemyślanej taktyki i charakteru. Dlatego zainicjował stworzenie Okrągłego Stołu Polskiego Sportu, w ramach którego czołowi działacze, sportowcy, politycy, a także ludzie kultury i biznesu rozmawiali o strategii dla rozwoju sportu w naszym kraju. Jan Kulczyk był też największym sponsorem polskich olimpijczyków. W 2012 roku należące do niego firmy z grupy Kulczyk Investments zostały strategicznym sponsorem reprezentacji olimpijskiej. Jan Kulczyk przeznaczył na ten cel 30 mln zł i był to rekordowy sponsoring w historii polskiego sportu.

Wsparcie zewnętrznych sponsorów, partnerów, przyjaciół, mecenasów jest niesłychanie ważne dla sportowców, artystów i naukowców. Wielu osiągnięć, które dzisiaj Polacy mają na swoim koncie, nie byłoby bez tego wsparcia. Dr Kulczyk był osobą wyjątkową, która wiele energii, czasu i środków przeznaczyła m.in. na wsparcie PKOl – mówi Mateusz Kusznierewicz, mistrz świata w żeglarstwie, bohater filmu. – Film „110%” my, jako sportowcy, a także aktorzy, dedykujemy również jemu. Bardzo żałuję, że już go nie ma razem z nami. To wielka strata dla polskiego sportu.

Polskę stać już na to, żeby sport wspierać efektywnie, czyli sponsorów stać na to, żeby wydawać pieniądze niezbędne do tego, żebyśmy osiągali sukcesy. Fundamentalne znaczenie ma świadomość, że aby osiągać w czymkolwiek sukces, trzeba przede wszystkim motywować. A nie ma lepszych ambasadorów i motywatorów niż właśnie ci, którzy sukces odnieśli, którzy dochodzili do tego sukcesu przez wiele lat – mówi kolejny bohater filmu Rafał Sonik, zwycięzca rajdu Dakar.

Film trafi do kin w czwartek, 25 lutego.

Polacy 1 procentem wspierają głównie duże fundacje, które mają za co się promować. Wciąż mało środków trafia do mniejszych organizacji

CEO Magazyn Polska

12,5 mln podatników zdecydowało się w ubiegłym roku na przekazanie 1 proc. podatku organizacjom pożytku publicznego. Dało to kwotę ponad pół miliarda złotych. Większość trafiała jednak do dużych ogólnopolskich fundacji, które mają środki na promocję. Jak podkreślają eksperci, największą wartość mają pieniądze przekazywane lokalnym organizacjom.

Polacy najchętniej przekazują pieniądze na cele związane z leczeniem, rehabilitacją czy innymi formami pomocy dla konkretnych osób – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Paweł Łukasiak, prezes zarządu Akademii Rozwoju Filantropii w Polsce.

Polscy podatnicy coraz chętniej kierują 1 proc. podatku na cele charytatywne. W 2015 roku przekazali ponad 5 mln zł więcej niż rok wcześniej. Aż 136 mln zł z 557 mln zł przekazanych w 2015 roku tytułem 1 proc. podatku otrzymała Fundacja Dzieciom „Zdążyć z pomocą”. 50 organizacji uzyskujących największe sumy zgromadziło łącznie ponad połowę całej kwoty z 1 proc.

W komunikacji przebijają się przede wszystkim duże kampanie, które są zorientowane na bardzo konkretną pomoc. Organizacje lokalne, które nie mają środków na taką komunikację i nie mają też mocnych argumentów w postaci potrzebujących, niestety, nie potrafią się często przebić do potencjalnych darczyńców – przekonuje Łukasiak. – Należy podkreślić, że intencją ustawodawcy było wspieranie inicjatyw obywatelskich, a te stosunkowo mało ośrodków otrzymują z puli 1 proc.

Eksperci podkreślają, że Polacy decydując się na przekazanie 1 proc., często mylą to z filantropią.

Proszę pamiętać o tym, że 1 proc. to jest podatek, który już jest należny państwu. Państwo mówi: jeżeli obywatelu uważasz, że my nie do końca dobrze wydajemy te pieniądze, nie na te dziedziny, które dla ciebie są ważne, to dajemy ci prawo, żebyś mógł ten 1 proc. podatku przekazać organizacjom pozarządowym, które być może zrobią to lepiej niż państwo – mówi Tomasz Schimanek, ekspert Akademii Rozwoju Filantropii w Polsce. – Z tego punktu widzenia powinniśmy przede wszystkim kierować swój 1 proc. do organizacji działających w obszarach, które dla nas są istotne, w których uważamy, że powinno się więcej i lepiej dziać.

Jak zaznacza, środki najlepiej kierować do tych organizacji, które są jak najbliżej obywateli, bo to one najlepiej znają ich potrzeby i wiedzą, jak je rozwiązywać. Dzięki wsparciu z 1 proc. fundowane są stypendia, sprzęty i zajęcia rehabilitacyjne, miejsca spotkań i wypoczynku mieszkańców, powstają inicjatywy kulturalne czy sportowe, a także promowana jest lokalna turystyka czy ekologia.

Wśród organizacji, które warto wspierać swoim 1 proc., są te, które od lat biorą udział w programie „Działaj lokalnie”. Jego celem jest aktywizowanie lokalnych społeczności do realizacji różnych celów. 30 spośród 67 organizacji pozarządowych, które należą do sieci Ośrodków „Działaj Lokalnie”, ma status organizacji pożytku publicznego i można na nie przekazywać swój 1 proc.

To cały program, który wspiera społeczeństwo obywatelskie w dojrzewaniu. W programie „Działaj lokalnie” chodzi o to, że przekazujemy na poziomie lokalnym małe dotacje, do 6 tys. zł, ale nie bezpośrednio z Warszawy, tylko za pośrednictwem Ośrodków „Działaj Lokalnie”, z którymi współpracujemy – tłumaczy Justyna Matusiak, koordynatorka programu. – Ten program obejmuje także cały system wsparcia dla małych organizacji. Dajemy im szkolenie, doradztwo, różne minigranty, którymi wspieramy naukę np. tego, jak organizacje powinny się promować i jak mają zbierać 1 proc. lokalnie.

Jak przekonuje Matusiak, wsparcie lokalnych organizacji takich jak Ośrodki „Działaj Lokalnie” wraca do darczyńcy w postaci konkretnych działań tych instytucji na rzecz środowiska, w którym podatnik funkcjonuje. Tymczasem z danych organizacji wynika, że tylko około jednej piątej środków z 1 proc. podatku trafia do lokalnych organizacji pozarządowych.

Jeśli przekazujemy pieniądze lokalnie, to one wracają do nas w postaci nowych inicjatyw, w których możemy brać udział, i możliwości rozwojowych – podkreśla Justyna Matusiak.

Nowe standardy medyczne mają poprawić bezpieczeństwo kobiet w ciąży z powikłaniami. Zaczną obowiązywać od czerwca

CEO Magazyn Polska

2 czerwca wchodzi w życie rozporządzenie ministra zdrowia ustanawiające nowe standardy opieki nad kobietami w ciąży zagrożonej. Mają one zwiększyć bezpieczeństwo zarówno pacjentek, jak i personelu medycznego. Standardy określać będą m.in. postępowanie w takich przypadkach jak krwotok śródporodowy i okołoporodowy, ciąża bliźniacza, poród przedwczesny oraz nadciśnienie związane z ciążą. 

Zdaniem ekspertów w Polsce stale poprawia się jakość opieki okołoporodowej. Według Głównego Urzędu Statystycznego w 2010 roku współczynnik umieralności okołoporodowej wynosił 0,9 proc., natomiast w 2014 spadł do 0,57 proc. Rozporządzenia ministra zdrowia wprowadzające nowe standardy opieki nad kobietami w ciąży zagrożonej mają zwiększyć bezpieczeństwo. Dotyczą one pięciu sytuacji medycznych: krwotoku śródporodowego i okołoporodowego, opieki nad ciężarną w ciąży bliźniaczej, porodu przedwczesnego, nadciśnienia związanego z ciążą oraz stanów zagrożenia niedotlenieniem wewnątrzmacicznym.

Dodatkowo standardy opisują zasady postępowania w przypadku niepowodzeń położniczych takich jak poronienie, utrata ciąży, obumarcie płodu, urodzenie dziecka chorego, niezdolnego do życia i śmierć noworodka. Regulują także kwestie organizacyjne, kładąc nacisk na zapewnienie kobiecie odpowiedniego wsparcia i godnych warunków w tej trudnej i ważnej życiowo sytuacji – mówi agencji informacyjnej Newseria prof. Mirosław Wielgoś, konsultant krajowy ds. perinatologii.

Oznacza to m.in. zapewnienie opieki psychologa i odizolowanie pacjentki, która straciła dziecko od pozostałych matek. Eksperci są zdania, że standardy przyczynią się do poprawy diagnostyki, zwiększenia możliwości zastosowania profilaktyki lub odpowiedniej terapii, oraz do zapewnienia odpowiednich rozwiązań organizacyjnych, np. wskazania ośrodka odpowiedniego do opieki nad konkretną pacjentką.

Istotne jest ujęcie w ramach standardów zasad profilaktyki. Pomagają one bowiem uniknąć wielu potencjalnych nieprawidłowości, np. porodu przedwczesnego, który stanowi 6 proc. wszystkich porodów rocznie, i jest przyczyną 80 proc. przypadków umieralności dzieci podczas narodzin.

 W przypadku krwotoków duże znaczenie mają podejmowane działania bo nie tylko chodzi o życie matki, lecz także o zdrowie i zachowanie płodności. Stosowanie profilaktyki zmniejszy ryzyko chociażby okołoporodowego usunięcia macicy – mówi dr Dorota Bomba-Opoń, ginekolog-położnik, kierownik Kliniki Położnictwa i Ginekologii Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego.

Polska jest pierwszym krajem w Europie, który wprowadza tego rodzaju standardy drogą rozporządzenia ministra zdrowia. Jego autorzy mają nadzieję, że staną się one wzorem dla innych państw Europy Zachodniej. Zapewniają także, że standardy określają minimalny poziom opieki – nie zwalniają one szpitali położniczych z dążenia podnoszenia jakości opieki nad ciężarnymi.

Nowe zasady postępowania z pacjentką zawarte będą w karcie przebiegu ciąży. Znajdą się w niej wszystkie informacje dotyczące opieki przedporodowej, m.in. przeprowadzone badania i odbyte kontrole lekarskie.

Taka karta przebiegu ciąży to też dla edukacja ciężarnych. Patrząc w tę kartę, zastanawiając się nad istniejącymi tam zapisami, pogłębiają swoją wiedzę i konfrontują to w rozmowie z lekarzem czy położną albo szukając w internecie. Jest to karta pomyślana wielopłaszczyznowo – ma edukować pacjentki, aktywizować położne i mobilizować położników – mówi Stanisław Radowicki, konsultant krajowy ds. ginekologii i położnictwa.

Jeśli lekarz nie zastosuje się do wytycznych zawartych w standardach, możliwe będzie pociągnięcie go do odpowiedzialności prawnej. Standardy stanowią  podstawę do wydania opinii przez biegłego sądowego, co chroni zarówno pacjentkę, jak i lekarza. Personel medyczny, który prawidłowo spełni wymagania standardów, nie musi się obawiać konsekwencji prawnych.

Standardy przewidują także możliwość odstąpienia od zawartych w nich zasad.

Jeżeli pacjentka będzie analizować sam przebieg procesu udzielenia świadczenia, może dojść do wniosku, że było odstępstwo od określonego standardu. Jeżeli to odstępstwo nastąpiło z powodu nagłej sytuacji, która zaistniała w toku rozwoju sytuacji położniczej, wówczas lekarz po odnotowaniu w dokumentacji medycznej i uzasadnieniu tego, będzie mógł od tego odstąpić – mówi Wojciech Wojtal, prawnik, ekspert ds. prawa medycznego.

Nowe standardy opieki nad kobietą w ciąży zagrożonej obowiązywać będą od 2 czerwca 2016 roku.

Storytel rusza z działalnością w Polsce. Chce inwestować w produkcję własnych audiobooków i zmienić polski rynek

0

CEO Magazyn Polska

600 audiobooków po polsku oraz dostęp do bazy 16 tys. audiobooków i kilku tys. e-booków w języku angielskim to oferta rozpoczynającej działalność w Polsce skandynawskiej firmy Storytel. Koszt miesięcznego abonamentu to 29,90 zł. Co roku baza ma się powiększyć o od 100 do 200 nowych tytułów w języku polskim.

– Storytel to, najkrócej rzecz ujmując, subskrypcyjna usługa streamingowa dająca dostęp do nieograniczonej bazy audiobooków i e-booków – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Michał Szolc, dyrektor zarządzający w Storytel Polska. – Polska jest piątym po Szwecji, Danii, Norwegii i Holandii krajem, na którym debiutuje Storytel. Zdaniem moich szwedzkich kolegów był to naturalny kierunek rozwoju ze względu na wielkość naszego kraju. Ponadto ze względu na fakt, że nasza gospodarka się rozwija, a potencjał naszego rynku audiobooków jest bardzo wysoko oceniany.

Storytel przy nowych nagraniach zamierza współpracować z dużymi wydawcami, takimi jak Biblioteka Akustyczna czy StoryBox. Cały czas prowadzi też rozmowy z kolejnymi dystrybutorami. W planach ma uzupełnianie biblioteki o 100–200 nagrań po polsku rocznie.

Aplikacja opracowana jest na urządzenia mobilne (tablety i smartfony) i działa w systemach Android, Windows i iOS. Umożliwia przełączanie między audiobookiem a e-bookiem, tworzenie zakładek i notatek, uruchomienie drzemki czy przyspieszenia odtwarzania. Jak podkreśla Michał Szolc, jest ona cały czas udoskonalana.

– Polska jest dla Storytela bardzo ważnym rynkiem, a grupa traktuje nas jako inwestycję długoterminową. Zatem to nie jest przedsięwzięcie obliczone na szybki zysk – przekonuje Szolc. – Planujemy bardzo dużą inwestycję we własny kontent, czyli w produkcję audiobooków oraz marketing. Będziemy starali się dotrzeć do osób, które dziś nie słuchają audiobooków po to, żeby pokazać im jak fajne jest słuchanie. Będziemy bardzo obecni zarówno w internecie, jak i w mediach outdoorowych i radiu.

Storytel zapewnia, że nie zależy mu na skokowym zdobyciu dużej liczby abonentów. Liczy na pozyskanie w Polsce do końca 2016 roku ok. 10 tys. użytkowników. Na polskim rynku największym podmiotem jest Audioteka, która chwali się milionem sprzedanych egzemplarzy w ubiegłym roku i 5 mln użytkowników od 2008 r. Rynek audiobooków rośnie o 20 proc. rocznie. Jego wartość na świecie szacowana jest na przeszło 2 mld dolarów.

– Nie mogę podać dokładnych kwot, natomiast są to liczby jak na obecny stan polskiego rynku audiobookowego bardzo wysokie – mówi Michał Szolc pytany o nakłady inwestycyjne.–  W kwestii contentu prowadzimy bardzo szerokie rozmowy licencyjne i myślę, że w najbliższym czasie będziemy w stanie pochwalić się kilkunastoma dużymi seriami wydawniczymi, których jeszcze nie było na polskim rynku audio.

Z danych wynika, że rynek audiobooków rośnie szybciej niż e-booków. Działający na świecie od 10 lat Storytel ma nadzieję zmienić polski rynek dzięki wprowadzeniu usług steamingowych (do 5 książek można zmagazynować na urządzeniu, by odsłuchać je bez dostępu do sieci) oraz abonamentu. Za 29,90 zł miesięcznie czytelnik dostaje nieograniczony dostęp do kilkuset egzemplarzy w bazie Storytela.

– Patrząc na to, w jaki sposób wejście Storytela zmieniło rynki w innych krajach, wierzę, że nastąpi to również w Polsce. Tak samo jak wejście usług streamingowych w obszarze muzyki zmieniło polski rynek konsumpcji muzycznej, tak samo mam nadzieję będzie z audiobookami –  mówi Szolc. – Liczymy na to, że ludzie przekonają się do słuchania audiobooków właśnie dlatego, że dostaną odpowiednie narzędzie w odpowiednim momencie i za odpowiednią cenę.

Zwalniać pracowników też trzeba umieć

Rozstaniu pracownika z firmą często towarzyszy negatywna atmosfera. Nierzadko wynika ona z winy pracodawcy, który zapomina, że sposób, w jaki są zwalniani pracownicy, może zaszkodzić wizerunkowi firmy.

W obliczu zwolnienia pracownika pracodawca jest zawsze czujnie obserwowany przez kadrę. Zatrudnione osoby analizują jego każdy ruch i zastanawiają się, jak wobec nich postąpiłby szef. Jeżeli przełożony podejdzie do sprawy łagodnie, ułatwi pozostałym pracownikom ewentualne podjęcie decyzji o samozwolnieniu w przyszłości.

Zarówno pracodawca, jak i pracownik mają pewne oczekiwania oraz cele związane z zakończeniem współpracy, o których warto porozmawiać. „Rozmowa odbyta odpowiednio szybko pozwala uniknąć stresu wynikającego z ukrywania decyzji o rozstaniu i zwiększa szanse, że odbędzie się ono w łagodnej atmosferze” – mówi serwisowi infoWire.pl Patryk Mordel, prezes zarządu firmy Smart MBC.

Pracodawca musi być przewodnikiem, który podchodzi do pracowników z poczuciem obowiązku i opieki. Powinien zastanowić się, co zrobi dana osoba po odejściu z pracy, czy będzie rekomendowała poprzednie miejsce zatrudnienia. Od tego, w jaki sposób pracownicy odchodzą, zależy wizerunek firmy.

Raport – Podsumowanie roku 2015 na rynku powierzchni magazynowych w Polsce

Rekordowy popyt przy zachowaniu wysokiej aktywności po stronie podaży

Bardzo dobre wyniki po stronie popytu i podaży oraz najniższy od lat poziom pustostanów przy stabilnych stawkach czynszów to obraz sektora magazynowego w 2015 r. Rekordowy wolumen transakcji z 2014 został pobity. W ubiegłym roku łącznie wynajętych zostało 2,53 mln mkw., z czego ponad 60% stanowiły nowe umowy najmu. Wysoka aktywność najemców przełożyła się również na działania deweloperów, którzy oddali do użytku 920 tys. mkw. Efektem wysokiej dynamiki po stronie popytu jest niski poziom pustostanów, który na koniec roku wyniósł 4,8% i był o 5 p. p. niższy w porównaniu rok do roku. Wysoka aktywność na rynku najmu pozytywnie wpływa na rynek inwestycyjny, jak wynika z raportu przygotowanego przez AXI IMMO.

Rynek inwestycyjny

Dobre wyniki gospodarki, spadające bezrobocie, możliwości inwestycyjne związane z nową perspektywą UE oraz niskie oprocentowanie kredytów pozytywnie wpływają na aktywność inwestycyjną w sektorze nieruchomości komercyjnych. Łączna wartość transakcji na rynku inwestycyjnym w 2015 r. przekroczyła 4,1 mld euro, z czego na sektor magazynowy przypadło prawie 470 mln euro. Wynik w sektorze magazynowym był niższy o 35% w porównaniu do 2014 r. ze względu na ograniczoną podaż na rynku. Duże transakcje portfelowe miały miejsce w latach 2013-2014.

Jednak wysoka dynamika na rynku, poparta dużym zapotrzebowaniem na powierzchnię ze strony najemców sprawia, że projekty magazynowe są cenionymi produktami inwestycyjnymi. Polski sektor logistyczny znalazł się wśród 10 najlepszych, najszybciej rozwijających się rynków logistycznych w Europie[1]. W tym roku możemy spodziewać się kolejnych sprzedaży nowych projektów, które zostaną oddane do użytku. Sektor ten stał się nieodłączonym elementem strategii inwestycyjnych wielu funduszy. Obserwujemy wysoką płynność rynku, gdzie sprzedają się również produkty value-added z potencjałem do rozwoju i zwiększenia ich wartości. Polski rynek magazynowy ze względu na swoją skalę oraz zakres aktywności pozostanie kluczowym rynkiem inwestycyjnym dla coraz większej liczby inwestorów instytucjonalnych. Aktywnie w sektorze magazynowym działają: Hillwood Europe, Deka Immoblien, Logicor, P3 czy W.P. Carey. Stopy zwrotu w sektorze magazynowym w porównaniu z innymi sektorami nieruchomości komercyjnych pozostają najwyższe i utrzymują się na poziomie od 7,0 do 7,5%.

W tym roku sektor będzie nadal rozwijał się w oparciu o branżę e-commerce zagranicznych i polskich sieci sprzedaży oraz nowe inwestycje magazynowo-produkcyjne. Z punktu widzenia najemców, kluczowym czynnikiem będzie dostępność do kadry pracowniczej w danej lokalizacji. Po stronie podaży możemy oczekiwać realizacji nowych inwestycji zarówno w głównych, jak też nowych lokalizacjach. Udział projektów spekulacyjnych w nowej podaży będzie utrzymywał się na poziomie 30-40%. Całkowita podaż przekroczy 10 mln mkw. jeszcze w drugiej połowie roku  komentuje Renata Osiecka, Partner Zarządzająca AXI IMMO.

Równolegle z rynkiem najmu będzie rósł rynek inwestycyjny. Możemy spodziewać się nowych inwestorów w sektorze oraz zwiększonej liczby zakupów produktów oportunistycznych, nie tylko na głównych rynkach – dodaje Renata Osiecka, Partner Zarządzająca AXI IMMO.

Popyt

W całym 2015 r. wynajętych zostało 2,53 mln mkw., z czego ponad 60% stanowiły nowe umowy najmu i ekspansje. Jest to wynik o blisko 1 mln mkw. wyższy w porównaniu do 2014 r. Podobnie jak rok wcześniej, najlepszy okazał się ostatni kwartał, w którym wynajętych zostało ponad 650 tys. mkw. nowoczesnej powierzchni magazynowej. Świetne wyniki po stronie popytu są efektem dobrej koniunktury gospodarczej, wysokiej dynamiki w kanale sprzedaży e-commerce oraz zwiększonej produkcji firm obecnych w Polsce. Najwyższy popyt odnotowano w regionie Warszawy (660 tys. mkw.), następnie w Polsce Centralnej (540 tys. mkw.). Najwyższy udział nowych umów najmu wystąpił w okolicach Warszawy. Natomiast, największe transakcje miały miejsce w Polsce Centralnej. Poza dominującymi regionami magazynowymi w kraju, warto odnotować dość wysoki popyt w mniejszych regionach oraz w nowych lokalizacjach takich jak Lublin, Rzeszów czy Bydgoszcz, które zaistniały na magazynowej mapie Polski w 2015 r. W tych trzech regionach łącznie wynajęto 257 tys. mkw.

Wśród najemców grupą dominującą pozostają firmy logistyczne z 43% udziałem w rynku. Wysoki udział operatorów logistycznych jest wynikiem zwiększenia przez firmy produkcyjne outsourcingu usług logistycznych oraz wzrostu zapotrzebowania na powierzchnię ze strony sektora e-commerce. Na drugim miejscu znalazły się sieci handlowe z blisko 15% udziałem.

Podaż

Od stycznia do grudnia 2015 r. deweloperzy oddali do użytku ponad 900 tys. mkw. nowoczesnej powierzchni magazynowej. Największy udział w nowej podaży miał region Poznania (239 tys. mkw.), zaraz za nim uplasował się Górny Śląsk (117 tys. mkw.) i Wrocław (108 tys. mkw.).

W 2015 r. deweloperzy rozwijali projekty w nowych lokalizacjach poza głównymi regionami, blisko 190 000 mkw. zostało zrealizowane w Szczecinie, Lublinie i Rzeszowie. Największy 70% udział w nowej podaży miała firma Panattoni Europe, następnie Goodman i Segro.

Budowa spekulacyjna w pełni powróciła na rynek magazynowy w Polsce. Na koniec roku w budowie było 840 tys. mkw., z czego ponad 270 tys. mkw. to inwestycje spekulacyjne. Na koniec roku najwięcej projektów w trakcie realizacji znajdowało się w okolicach Warszawy (218 tys. mkw.), następnie na Górnym Śląsku (174 tys. mkw.) i we Wrocławiu (166 tys. mkw.). Łącznie ok. 35% realizowanej powierzchni to inwestycje spekulacyjne; jest to wzrost o 10% w porównaniu z końcem 2014.

Poziom pustostanów

Na koniec grudnia współczynnik powierzchni niewynajętej był na rekordowo niskim poziome: 4,8%. Jest to rezultat o 5 p.p. niższy niż rok wcześniej. W większości regionów brak dużych modułów dostępnych od zaraz. Najmniej dostępnej powierzchni jest obecnie w Łodzi, najwięcej pozostaje w okolicach Warszawy i Trójmieście. W ciągu najlepszych miesięcy w wyniku oddania do użytku kolejnych inwestycji wskaźnik powierzchni niewynajętej powinien wzrosnąć, ale przy stabilnym popycie nie będzie to znaczący skok. W kolejnych kwartałach średni wskaźnik pustostanów utrzyma się poniżej 10%. Charakterystycznym elementem rynku jest przenoszenie się, zwłaszcza firm logistycznych i sieci do nowo powstających obiektów, co uwalania powierzchnię w starszych parkach. Z drugiej strony część powierzchni jest wynajmowana krótkoterminowo z możliwością natychmiastowego wypowiedzenia w momencie podpisania umowy długoterminowej.

Stawki czynszów

Spadający poziom pustostanów nie skutkował wzrostem czynszów. W celu pozyskania największych kontraktów deweloperzy ostro konkurowali cenami. W rezultacie w większości regionów średnie stawki czynszów utrzymały się na stabilnym poziome, a nawet w wybranych lokalizacjach, jak Górny Śląsk, Poznań czy okolice Warszawy wykazywały tendencję zniżkową. Dość wysoko, bez spadków utrzymywały się ceny w Łodzi, ze względu na niski poziom pustostanów, ale też brak inwestycji spekulacyjnych. Widać pogłębianie się różnic pomiędzy wysokością oferowanych czynszów efektywnych a bazowych. Deweloperzy, aby zdobyć ważnego klienta są w stanie zaoferować szeroki zakres zwolnień z czynszów, jednak oferowana stawka bazowa (czynszu podstawowego) podlega tylko niewielkim negocjacjom. Średnie stawki efektywne na głównych rynkach wahały się w przedziałach: 2,0 – 2,5 EUR/mkw. w Polsce Centralnej i okolicach Warszawy, 1,9 – 2,6 EUR/mkw. na Górnym Śląsku oraz powyżej 2,5 EUR/mkw. w Krakowie, Rzeszowie i Lublinie.

Prognozy

Wysoka aktywność po stronie najemców oraz rozwinięta działalność deweloperska na głównych rynkach powinna utrzymać się w 2016 r. Wśród głównych rynków największej liczby nowych inwestycji możemy spodziewać się w regionie Poznania i Warszawy. Dynamika po stronie podaży i popytu będzie zależała przede wszystkim od wewnętrznych czynników makroekonomicznych, w tym nakładów na inwestycje firm, wysokości eksportu oraz konsumpcji wewnętrznej. Dodatkowe czynniki ryzyka to dynamicznie zmieniająca się sytuacja społeczno-ekonomiczna w UE oraz spowolnienie gospodarcze w Chinach.

Warto podkreślić, że ważnym czynnikiem dla najemców staje się dostępność pracowników. Niski poziom bezrobocia poniżej 10%, a w lokalizacjach magazynowych nawet w okolicach 2-3%, jest istotnym wskaźnikiem wpływającym na decyzje inwestycyjne firm. Przed rynkiem stoi trudne wyzwanie realizacji nowych projektów, w nowych nadal komunikacyjnie atrakcyjnych lokalizacjach, ale z większym dostępem do podstawowej kadry pracowniczej. Dlatego rozwój projektów w nowych regionach, ale też odkrywanie nowych lokalizacji w głównych hubach logistycznych będzie czynnikiem determinującym wielkość nowej podaży. Możemy spodziewać się dalszego rozwoju takich lokalizacji jak: Rzeszów, Lublin czy Bydgoszcz oraz potencjalnych nowych, jak np. Kielce czy Białystok.

Kolejną kwestią będzie dostępność i możliwości zakupu gruntów inwestycyjnych w obliczu nowej ustawy o obrocie ziemią. W ubiegłym roku transakcje zakupu działek pod projekty magazynowe wzrosły przynajmniej o 40% względem roku poprzedniego. W tym roku utrzymania tak dobrego wyniki będzie trudne. Średnie ceny dobrej jakości gruntów w lokalizacjach logistycznych wahają się w przedziale od 70 do 150 zł za mkw. z wyjątkiem działek w granicach miasta Warszawy i w Krakowie.

[1] Raport Prologis i Eyefortransport (EFT), luty 2016 r.

Jak oszczędzają Polacy?

4 na 10 Polaków posiada nawyk systematycznego oszczędzania części swoich dochodów. Najbardziej skłonni do regularnego odkładania pieniędzy są osoby z pokolenia Y, w wieku 21-35 lat – wynika z badania „Pokolenia o finansach”, zrealizowanego przez 4P Research Mix na zlecenie Banku Zachodniego WBK. Niezależnie od wieku, Polacy w oszczędzaniu stawiają na bezpieczeństwo – najczęściej trzymają zgromadzone środki finansowe na koncie oszczędnościowym i lokacie.

Prawie połowa (45%) Polaków deklaruje, że posiada oszczędności odpowiadające co najmniej wysokości 3-miesięcznych dochodów gospodarstwa domowego. 40% regularnie odkłada część swoich dochodów, a 34% robi to tylko sporadycznie. Najbardziej skłonne do regularnego oszczędzania są osoby z pokolenia Y (21-35 lat). Co drugi przedstawiciel tej generacji odkłada regularnie jakąś kwotę pieniędzy. Co ciekawe, to wśród najmłodszych jest najmniejszy odsetek tych, którzy nie oszczędzają w ogóle – w pokoleniu Z (16-20 lat) zaledwie 12% osób deklaruje, że nie odkłada żadnych pieniędzy, podczas gdy średni wynik dla całej populacji to 25%. Oznacza to, że racjonalne zarządzanie własnym budżetem w taki sposób, aby część środków odkładać, zaczyna się obecnie bardzo wcześnie.

Cel oszczędzania zmienia się z wiekiem                                       

Z badania zrealizowanego na zlecenie Banku Zachodniego WBK wynika, że 40% Polaków twierdzi, że oszczędza długofalowo. Cele oszczędzania są skorelowane ze stadium życia. Najmłodsi oszczędzają najczęściej na przyjemności: rozwój swoich pasji i zainteresowań (42% wskazań wśród „oszczędzających długofalowo”) oraz wakacje i podróże (38%). Aż połowa osób z pokolenia Y odkłada na mieszkanie, a ponad jedna trzecia X-ów (36-50 lat) inwestuje w wykształcenie i lepszy start życiowy swoich dzieci. Natomiast najstarsze pokolenie Baby Boomers (51-70 lat) odkłada głównie na niespodziewane wydatki, czyli tzw. „czarną godzinę” (33%).

Na emeryturę najczęściej odkładają przedstawiciele pokolenia X (33% vs. 24% w całej grupie oszczędzających długofalowo). Ta grupa osób najczęściej ze wszystkich gromadzi kapitał w tzw. III filarze – 12%, przy ogólnopolskim wskaźniku wynoszącym 8%.

Wygrywa bezpieczne oszczędzanie

Wyniki badania wyraźnie pokazują, że najpowszechniejsze wśród badanych jest oszczędzanie bezpieczne, które nie wiąże się z ryzykiem utraty kapitału. Bez względu na wiek, najbardziej popularnym produktem wykorzystywanym przez Polaków do gromadzenia pieniędzy jest konto oszczędnościowe (44% wskazań). Na drugim miejscu znalazła się lokata (28%), do której, ze wszystkich grup wiekowych, najbardziej przekonane są osoby w wieku 36-50 lat. Zaledwie 7% i 6% Polaków, jako sposób gromadzenia środków finansowych, wskazało odpowiednio TFI i akcje.

Metodologia badania:

Zaprezentowane w materiale dane pochodzą z badania „Pokolenia o finansach” przygotowanego i opracowanego na zlecenie Banku Zachodniego WBK S.A. przez firmę badawczą 4P Research Mix. Badanie zrealizowano na reprezentatywnej grupie Polaków w wieku 16-70 lat (n=1017), dobranych zgodnie ze strukturą populacji pod względem płci, wieku, wykształcenia oraz klasy wielkości miejsca zamieszkania. Badanie zostało przeprowadzone za pomocą wspomaganych komputerowo wywiadów telefonicznych CATI oraz wywiadów internetowych CAWI w listopadzie 2015 r.

Respondenci badania zostali podzieleni na 4 pokolenia:

  • „Z” (roczniki: 1996-2015; wywiady realizowano tylko z najstarszymi przedstawicielami pokolenia – w wieku 16-20 lat)
  • „Y” (roczniki: 1980-1995)
  • „X” (roczniki: 1965-1979)
  • „BB” („Baby Boomers”, roczniki: 1946-1964)

Firmy transportowe nie pozostają bez wsparcia

Po długich negocjacjach zawarto tymczasowe porozumienie w sprawie przejazdów TIRów przez granicę polsko-rosyjską. Napięta sytuacja najsilniej uderzyła w  przedsiębiorstwa transportowe. Podmiotom, które znalazły się w trudnej sytuacji, Raiffeisen Leasing umożliwia czasowe obniżenie opłat leasingowych.

Piotr WarmułaW piątek przedstawiciele rządów Polski i Rosji zawarli tymczasowe porozumienie dotyczące zezwoleń na samochodowe przewozy towarowe. Kompromis udało się wypracować dopiero podczas piątego spotkania negocjacyjnego z udziałem Jerzego Szmita, wiceministra infrastruktury i budownictwa i Nikołaja Asauła wiceministra transportu Federacji Rosyjskiej. Porozumienie będzie obowiązywało do 15 kwietnia 2016 roku.

Napięta sytuacja na linii Polska – Rosja w znacznym stopniu wpłynęła na kondycję finansową firm transportowych. Nie wykonane przewozy to brak przychodu, ale niestety nie brak kosztów. Według wyliczeń Tadeusza Wilka ze Zrzeszenia Międzynarodowych Przewoźników Drogowych, jeden dzień postoju samochodu to dla firmy przewozowej około 400 euro straty. Zakładając, że marża na działalności transportowej stanowi 5% przychodów, tydzień przestoju pojazdu firma transportowa będzie odpracowywała przez najbliższe 140 dni.

Z badania przeprowadzonego przez Raiffeisen Leasing wśród klientów firmy wynika, że ok. 5,5% firm transportowych wykonuje zlecenia transportowe do Rosji. Dla tych przedsiębiorstw przewozy na terenie Rosji stanowią średnio 35% zleceń. Niekorzystna sytuacja może zatem istotnie wpłynąć na ich kondycję finansową. Raiffeisen Leasing daje swoim klientom możliwość zmiany harmonogramów i obniżenie czynszów leasingowych przez najbliższe trzy miesiące. Pozwoli to firmom wykonującym zlecenia transportowe do Rosji łagodniej przejść przez okres odrabiania strat związanych z przestojem pojazdów.

Popołudniowy komentarz walutowy z 24.02.2016 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Popołudniowy komentarz walutowy z 24.02.2016 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Zmiana zarządu w spółce z o.o. i co dalej?

Decyzje biznesowe podejmowane przez zarząd obarczone są dużym ryzykiem. Ono wzrasta, jeśli wiedza zarządu o aktualnym stanie finansowym i prawnym przedsiębiorstwa jest niepełna.

W przypadku zmiany zarządu, nowi członkowie organu mogą mieć niepełny obraz sytuacji firmy. Należy przy tym pamiętać, że jeśli zarząd przy podejmowaniu decyzji gospodarczych nie wykaże się należytą starannością, to w rezultacie takie zachowanie może skutkować szkodą dla spółki. Niewiedza nie może być więc okolicznością łagodzącą, co potwierdził Sąd Apelacyjny w Katowicach w wyroku z dnia 25 lipca 2014 r. (sygn. akt akt I ACa 287/14).

Due diligence i wszystko jasne

Skuteczną metodą na pozyskanie niezbędnej wiedzy o przedsiębiorstwie jest badanie due diligence. Jest to kompleksowa analiza firmy, m.in. pod względem jego kondycji finansowej, prawnej i podatkowej. Badania due diligence przeprowadzane są przez wykwalifikowane osoby, a więc biegłych rewidentów, prawników, doradców podatkowych oraz rzeczoznawców. Dzięki temu uzyska się pewność, że badanie spółki było rzetelne i kompleksowe.

Wynikiem przeprowadzonego due diligence jest niezależna ocena, która pozwoli na identyfikację potencjalnego ryzyka i szans oraz obszarów wymagających szczególnej uwagi zarządu. Badanie pozwala na zidentyfikowanie trudności mogą wpływać na sytuację finansową spółki:

  • zaległości w rozliczeniach wobec instytucji państwowych (np. ZUS, Urząd Skarbowy) oraz kontrahentów spółki,
  • nieprawidłowości w rozliczeniach z instytucjami państwowymi (np. ZUS, Urząd Skarbowy)
  • nieprawidłowości w ewidencji finansowo-podatkowej dotyczące zawieranych przez spółkę transakcji gospodarczych
  • inne potencjalne ryzyka związane z przyszłą działalnością spółki (np. utraty kluczowych klientów, utraty finansowania działalności przez banki.

Zawarcie umowy z członkiem zarządu

W umowie między spółką z o.o. a członkiem zarządu spółkę reprezentuje rada nadzorcza lub pełnomocnik powołany uchwałą zgromadzenia wspólników. Naruszenie powyższego wymogu prowadzi do nieważności takiej umowy. Przy jej zawieraniu należy zwrócić uwagę na jej reprezentację, aby uniknąć w przyszłości uznania jej za nieważną i dochodzenia roszczeń na drodze postępowania sądowego.

Odpowiedzialność członka zarządu wobec spółki z o.o.

Członek zarządu odpowiada wobec przedsiębiorstwa spółki z o.o. za szkodę wyrządzoną działaniem lub zaniechaniem sprzecznym z prawem lub postanowieniami umowy spółki.

KSH stanowi, że jeśli dokonania czynności prawnej przez spółkę wymaganą przez kodeks jest uchwała wspólników lub rady nadzorczej, to czynność prawna dokonana bez wymaganej uchwały jest nieważna.

Natomiast w sytuacji, gdy dokonana zostanie bez zgody właściwego organu spółki, wymaganej wyłącznie przez umowę spółki, to jest ona ważna, jednakże nie wyklucza to odpowiedzialności członków zarządu wobec spółki z tytułu naruszenia umowy spółki. Dlatego jest bardzo istotne, aby członkowie zarządu zapoznali się z umową spółki.

To wielka odpowiedzialność

Członkowie zarządu ponoszą odpowiedzialność wobec wierzycieli spółki za jej zobowiązania, jeżeli egzekucja przeciwko spółce okaże się bezskuteczna (art. 299 KSH).

Członek zarządu odpowiada tylko za zobowiązania, które powstały podczas pełnienia przez niego funkcji. Może się uwolnić od odpowiedzialności, jeżeli wykaże, że:

1) we właściwym czasie zgłoszono wniosek o ogłoszenie upadłości lub wszczęto postępowanie układowe

2) że niezgłoszenie wniosku o ogłoszenie upadłości oraz niewszczęcie postępowania układowego nastąpiło nie z jego winy,

3) lub, że pomimo niezgłoszenia wniosku o ogłoszenie upadłości oraz niewszczęcia postępowania układowego wierzyciel nie poniósł szkody.

Odpowiedzialność członka zarządu sp. z o.o. za zobowiązania publicznoprawne

Niezależnie od odpowiedzialności za zobowiązania cywilnoprawne, członek zarządu spółki z o.o. odpowiada za zaległości podatkowe spółki, solidarnie, całym swoim majątkiem, jeśli w szczególności egzekucja z majątku spółki okaże się w całości lub w części bezskuteczna, a członek zarządu nie wykazał, że we właściwym czasie zgłoszono wniosek o ogłoszenie upadłości albo też niezgłoszenie wniosku o ogłoszenie upadłości nastąpiło bez jego winy, lub nie wskazuje mienia spółki, z którego egzekucja umożliwi zaspokojenie zaległości podatkowych spółki w znacznej części.

Odpowiedzialność obejmuje zaległości podatkowe z tytułu zobowiązań, których termin płatności upływał w czasie pełnienia przez nich obowiązków członka zarządu. Powyższe uregulowania dotyczą również innych zobowiązań publicznoprawnych, takich jak składki na ubezpieczenia społeczne i ubezpieczenie zdrowotne czy wpłaty obowiązkowe na PFRON.

Pamiętać przy tym należy, że osoba pełniąca funkcję członka zarządu spółki może ponosić także odpowiedzialność karną. Przykładowo, na podstawie kodeksu karnego na członka zarządu może zostać nałożona kara za nieprowadzenie księgi udziałów, nieskładanie listy wspólników sądowi rejestrowemu czy niezwołanie zgromadzenia wspólników.

Podsumowując

 Podejmując się pełnienia funkcji w zarządzie spółki z o.o. najważniejsze to zapoznanie się z rzeczywistą sytuacją finansową oraz prawną firmy. Odpowiedzialność członka zarządu jest niezależna od tego, czy do aktualnego stanu finansowego spółki przyczyniły się osoby pełniące poprzednio funkcję w zarządzie.

Zasiadanie w fotelu członka zarządu sp. z o.o. wiąże się nie tylko z prestiżem, kolejnym szczeblem kariery zawodowej, czy wysokim wynagrodzeniem – nieodłączną cechą związaną z pełnieniem funkcji w zarządzie jest odpowiedzialność wobec spółki za działania sprzeczne z prawem lub umową spółki oraz odpowiedzialność wobec wierzycieli i organów za zobowiązania zarządzanego podmiotu.

Katarzyna Kałuża
Radca Prawny / Attorney-at-law
Z-ca Dyrektora Biura Innowacji i Ryzyka
Development & Risk V-ce Director
Michał Miszuta
Specjalista ds. konsolidacji
Consolidation & financial reporting specialist

 

Enrique Diaz – Alvarez z Ebury: powolna deprecjacja PLN wobec chińskiego juana na przestrzeni najbliższych dwóch lat

Stosunkowo słabe wyniki gospodarki chińskiej w dalszym ciągu obciążały juana (CNY) po jego sierpniowej dewaluacji, kiedy kurs średni wobec dolara USA został obniżony o prawie 3% w ciągu zaledwie tygodnia.

Od początku 2016 r. chińskie rynki finansowe cierpią, choć naszym zdaniem zbyt wiele uwagi poświęca się wynikom rynku akcji. Tylko nieco więcej niż 20% swojego majątku Chińczycy lokują w akcjach (w USA jest to ponad 60%). Znaczna część majątku chińskich gospodarstw domowych jest inwestowana w nieruchomości, których ceny ustabilizowały się, a ostatnio nawet znów zaczęły rosnąć. Co więcej, w Chinach stosunkowo niewiele środków na inwestycje pozyskuje się na rynkach akcji. System bankowy i  władze kraju grają ważniejszą rolę w alokacji kapitału i podejmowaniu decyzji inwestycyjnych.

Stopniowe umacnianie się dolara od połowy 2014 roku (które wyniosło 18%) spowodowało wzrost poziomu chińskiej waluty wobec większości pozostałych walut, w tym złotego (wykres 1), co doprowadziło do spadku konkurencyjności i zmniejszenia eksportu z Chin. Te ruchy przysporzyły także problemów importerom, szczególnie jeśli nie zabezpieczyli oni uprzednio kursu waluty.

 

Wykres kursu CNY_PLN (2011-2016), Thomson Reuters DatastreamWykres kursu CNY/PLN (2011-2016), Thomson Reuters Datastream

Presja na obniżkę kursu juana jest elementem wciąż trwającego spowolnienia drugiej co do wielkości gospodarki świata. W czwartym kwartale wzrost gospodarczy osiągnął najniższy od sześciu lat poziom 6,8%. Budownictwo i przemysł Chin radziły sobie słabo. Przewiduje się, że w 2016 r. gospodarka tego kraju zanotuje wzrost wynoszący około 6,5%, a w 2017 r. tylko 6,2% – znacznie poniżej siedmioprocentowego poziomu docelowego.

 

Wykres stopy wzrostu PKB Chin w skali roku (2011-2015), Thomson Reuters DatastreamWykres stopy wzrostu PKB Chin w skali roku (2011-2015), Thomson Reuters Datastream

Ucierpiał także chiński eksport: niższy poziom konkurencyjności towarów Państwa Środka spowodował spadek wywozu towarów z kraju o 11% w styczniu.

Aby ożywić słabnącą chińską gospodarkę, Ludowy Bank Chin w październiku ponownie obniżył stopę procentową o 25 punktów bazowych do 4,35%. Była to szósta obniżka stopy w tym kraju w ciągu ostatnich dwunastu miesięcy.

Kolejne dowody braku presji inflacyjnej mogą w nadchodzących miesiącach wymusić kolejne luzowanie ilościowe. Inflacja wciąż jest niska – w grudniu wynosiła 1,6% – a ceny producentów spadły wyraźnie, bo o 5,9% w skali roku. Różnica w poziomie stóp procentowych w Chinach i Polsce nadal jest znaczna i wynosi nieco poniżej 3% .

Przewidujemy, że władze Chin nie zrezygnują ze swojego domniemanego celu, którym jest utrzymanie stabilności juana wobec ważonego obrotami koszyka walut, który – według naszych szacunków – składa się w 45% z dolara USA, w 30% z euro i w 20% z jena. Duża nadwyżka obrotów bieżących i wysokie rezerwy walutowe, które obecnie osiągnęły bardzo wysoki poziom przekraczający wartość 26-miesięcznego importu, powinny zagwarantować, że juan będzie bardzo powoli tracić w stosunku do dolara USA.

Z krajowego punktu widzenia spodziewamy się, że Narodowy Bank Polski w najbliższych miesiącach zadecyduje o obniżce stóp procentowych. To, oraz dalsza niepewność związana z ustawą frankową będą powodować osłabienie złotego w stosunku do dolara w trakcie 2016 i 2017 roku. Spodziewamy się zatem powolnej deprecjacji PLN wobec chińskiego juana na przestrzeni najbliższych dwóch lat.

  USD/CNY EUR/CNY PLN/CNY
I kw. 2016 6,60 6,75 1,52
II kw. 2016 6,65 6,60 1,46
III kw. 2016 6,70 6,60 1,46
2016 6,75 6,55 1,45
2017 6,80 6,45 1,43

Sprawdź, jak nie stracić połączenia ze światem podczas podróży

Polacy z roku na rok podróżują coraz więcej. Z badań przeprowadzonych przez CBOS wynika, że już ponad połowa z nas wyjechała w zeszły roku na wakacje. Jednak podróże nie wiążą się jedynie z wypoczynkiem, często wyjeżdżamy również w sprawach służbowych lub rodzinnych. Nieodzownym elementem podróży lub wyjazdu stała się dziś także szybka komunikacja np. z bliskim, co zapewniają nam coraz lepsze telefony komórkowe i smartfony.

Sprawdź, jak nie stracić połączenia ze światem podczas podróżyPodróżując po Polsce, zarówno prywatnie, jak i służbowo, najczęściej decydujemy się na samochód. Średnio robi to aż 70% z nas. W przypadku wyjazdów typowo wakacyjnych liczba ta zmniejsza się do nieco ponad 50%. Z raportu firmy doradczej PwC wynika też, że chociaż nasza kolej nie cieszy się zaufaniem, jest drugim w kolejności ulubionym środkiem transportu Polaków. Na trzeciej pozycji znajdują się autobusy. Wybieramy je chętnie nie tylko ze względu na niską cenę, ale również przez wzgląd na to, że można nimi dotrzeć do mniejszych miejscowości. Często bywa, że np. nasza podróż koleją rozpoczyna się i kończy autobusem. Uważane za najbardziej komfortowy środek transportu samoloty, szczególnie w przypadku dalekich dystansów, wybieramy najrzadziej.

Internet w podróży

Wraz z rozwojem środków transportu rozwijają się również możliwości korzystania w nich z urządzeń telekomunikacyjnych. Prawie zawsze w podróży mamy możliwość wysłania klasycznego SMS-a. Jak jednak sytuacja wygląda z dostępem do internetu? W przypadku samochodu trudno liczyć na wsparcie w tym zakresie związane z infrastrukturą drogową. Darmowe Wi-Fi pojawia się czasem przy autostradach lub na parkingach, jednak w dużej mierze nasze możliwości komunikacji ze światem są uzależnione od tego, czy i jaki posiadamy telefon lub smartfon. Darmowe bezprzewodowe Wi-Fi jest natomiast dostępne w pociągach Express InterCity oraz wybranych międzynarodowych składach kursujących do Berlina i Wiednia. Nie można jednak na nie liczyć w innych pociągach kursujących po Polsce. Podobnie sytuacja ma się z autobusami. Coraz częściej przewoźnicy zapewniają w swoich autokarach darmowe Wi-Fi, lecz nie w każdym z nich możemy otrzymać takie udogodnienia. Natomiast na pokładach samolotów, pomimo obowiązującego zakazu korzystania z telefonów komórkowych, coraz częściej pojawia się możliwość skorzystania z darmowego Wi-Fi. W takiej sytuacji posiadacze smartfonów, choć nie mogą dzwonić, wysyłać, ani otrzymywać powiadomień sms, mogą skorzystać z komunikacji internetowej.

SMS-y na służbie

Poza samolotami najskuteczniejszym i najbardziej niezawodnym sposobem komunikacji w tracie podróży pozostaje klasycznym SMS. Nie zawsze bowiem w trakcie jazdy możemy wykonać połączenie telefoniczne. Potwierdzają to również dane z przeprowadzonego przez platformę SerwerSMS.pl badania Komunikacja SMS w Polsce. Wynika z niego, że SMS-y są nadal wiodącą formą komunikacji. Doceniamy je głównie ze względu na szybkość i łatwość obsługi. – Poza SMS-ami do dyspozycji użytkowników smartfonów pozostają jeszcze komunikatory mobilne. Jednak ze względu na ograniczony dostęp do darmowego internetu w podróży oraz w związku z tym, że tylko 7 proc. Polaków posiada dostęp mobilny w telefonie komórkowym lub tablecie, trudno wskazać komunikatory, jako popularne narzędzie komunikacji w trakcie wyjazdu – tłumaczy Daniel Zawiliński z SerwerSMS.pl. Ponadto z badań Mobile Life, przeprowadzonych przez TNS Polska, wynika, że jedynie ponad połowa Polaków posiada smartfony. I chociaż szacuje się, że wartość ta zbliża się do 60%, nadal gro osób ma dostęp jedynie do klasycznego telefonu komórkowego.

Zasięg podstawą

Największym ograniczeniem w trakcie naszych podróży może okazać się jednak, nie rodzaj posiadanego urządzenia, a dostęp do sieci telefonicznej. Niestety nikt nie publikuje dokładnych danych o zasięgu czterech największych operatorów komórkowych w Polsce. Nawet mapki zamieszczone na stronie internetowej firm telekomunikacyjnych nie są do końca miarodajne. Operatorzy zastrzegają bowiem, że mapki mają charakter orientacyjny, a jakość zasięgu może się różnić w zależności od np. ukształtowania terenu. – Warto pamiętać, że w przypadku transmisji danych ich jakość często zależy nie tylko od operatora, z którego usług korzystamy, ale także od operatorów pośredniczących między operatorem świadczącym nam usługi a udostępniającym nam dane – mówi Zawiliński.

Całkiem niedawno Urząd Komunikacji Elektronicznej przedstawił jednak raport z badania jakości usług mobilnych w Polsce. Wynika z niego, że jesteśmy w czołówce Europy jeśli chodzi o jakość sieci mobilnych, a duże inwestycje w infrastrukturę powodują, że będzie w tym zakresie jeszcze lepiej. Dopóki jednak to nie nastąpi, prostota, łatwość, szybkość i dostępność komunikacji SMS-owej będzie nadal wspierać nas w podróżach i wyjazdach.

MasterCard: w mediach społecznościowych coraz częściej rozmawiamy o płatnościach nowej generacji

 MasterCard Digital Evolution ConversationsW 2015 r. klienci chętnie korzystali z coraz większej liczby dostępnych opcji płatności elektronicznych, nie ograniczając się już do prostego pytania „co dalej (po płatnościach smartfonem)?”. Na całym świecie, w tym w Polsce, posiadacze kart oczekują od banków i sprzedawców detalicznych udostępnienia użytecznych i łatwych w obsłudze opcji płatności mobilnych. Liczba komentarzy na ten temat zamieszczanych w mediach społecznościowych podwoiła się na przestrzeni zaledwie jednego roku.

Takie wnioski wynikają z czwartego już, dorocznego badania MasterCard Mobile Payments Study, przeprowadzonego we współpracy z firmą PRIME Research w 61 krajach, w tym w Polsce. W ramach badania przeanalizowano 2 miliony wpisów dotyczących płatności mobilnych w mediach społecznościowych, takich jak Twitter, Facebook, Instagram, Forums, Google+ i YouTube.

Liczba wpisów na temat cyfrowych płatności wzrosła wielokrotnie, z poziomu  85 tys. w 2012 r. Analiza wpisów z 2015 r. wskazuje, że rosnącemu zainteresowaniu tym tematem ze strony internautów towarzyszyło coraz bardziej pozytywne nastawienie do technologii płatności mobilnych, co wpisuje się w trend utrzymujący się od dwóch lat.

„Im więcej dostępnych możliwości, tym bardziej zmienia się nastawienie klientów, którzy obecnie wydają się w pełni akceptować płatności formy następnej generacji” — powiedziała Marcy Cohen, wiceprezes ds. komunikacji cyfrowej w MasterCard.

Więcej opcji płatności

W 2015 r. portfele cyfrowe, w tym Apple Pay, Samsung Pay, Android Pay i MasterPass, stanowiły temat 97% rozmów w mediach społecznościowych dotyczących płatności mobilnych. Rozmowy te skupiały się przede wszystkim na nowościach produktowych, usprawnieniach w usługach oraz ocenach użytkowników. Oprócz portfeli cyfrowych dyskusje dotyczyły kart zbliżeniowych (47%), technologii biometrycznych (33%), płatności osobistych (14%) i tzw. wearables, czyli urządzeń do noszenia na sobie (6%).

Rozmowy o kartach zbliżeniowych dotyczyły upowszechniania się płatności elektronicznych w systemach komunikacji miejskiej na całym świecie, w tym w Londynie i Sankt Petersburgu, jak również na dużych imprezach sportowych.

W ostatnim kwartale 2015 r. „wearables” wspominano w rozmowach ponad 30 razy częściej niż w pierwszym kwartale.

Wzrost liczby rozmów na całym świecie

Portfele cyfrowe są coraz bardziej obecne w rozmowach w mediach społecznościowych na całym świecie. W ciągu ostatniego roku wzrost liczby rozmów, w których poruszono temat portfeli cyfrowych, odnotowano w każdym regionie, w tym w Europie (+144%). Dyskusja na ten temat najbardziej ożywiła się w krajach Ameryki Północnej (+ 519%).

Kluczową kwestią pozostaje bezpieczeństwo

Bezpieczeństwo płatności mobilnych wciąż dominuje w rozmowach. Coraz więcej konsumentów ma neutralne lub pozytywne nastawienie do oferowanych im usług (94%). Stanowi to wzrost o 3 pkt. proc. w stosunku do ubiegłego roku i aż o 24 pkt. proc. w stosunku do badania z 2012 r.

W 2015 r. jednymi z najczęstszych tematów były technologie biometryczne oraz schyłek ery haseł, co widać w rozmowach w mediach społecznościowych w 163 krajach na całym świecie. Płatności z wykorzystaniem technik odcisków palców i elektrokardiogramu (EKG) były ważnym tematem rozmów użytkowników, z kolei rozpoznawanie twarzy („Selfie Pay”) było głównym tematem (55%) rozmów dotyczących biometrii.

Informacje o badaniu Mobile Payments Study

MasterCard we współpracy z PRIME Research przeprowadził czwarte, doroczne badanie Mobile Payments Study mające na celu analizę rozmów dotyczących nowych metod płatności. W ramach badania prześledzono ponad 2 mln wpisów i rozmów w mediach społecznościowych, takich jak Twitter, Facebook, Instagram, Forums, Google+ i YouTube, w 61 krajach, w tym w Polsce.

Tegoroczne badanie objęło ponad 1,6 mln oryginalnych wpisów oraz ponad 433 tys. udostępnień, które zawierały komentarze klientów i rozmowy o nowościach. Badanie wyraźnie pokazało rosnące zainteresowanie nowymi metodami płatności. Firma badawcza PRIME wykorzystała autorskie metody i technologie analizy mediów społecznościowych do wskazania najważniejszych trendów w dziedzinie nowych sposobów płatności. Trendy te to między innymi biometria, karty zbliżeniowe, portfele cyfrowe, płatności osobiste i „wearables”.

Efektem badania jest raport, który pokazuje najnowsze trendy w zakresie kategorii i produktów obsługujących płatności mobilne w poszczególnych krajach i regionach.

Nowa strategia Full Funnel zachęci klientów do zakupów

Duże budżety reklamowe czy atrakcyjne rabaty i promocje, nie zawsze powodują dokonanie zakupu przez internautę. Jak pokazują najnowsze badania, tylko trzech na stu odwiedzających e-sklep staje się jego klientem. Jakie działania w ramach Full Funnel skutecznie prowadzą potencjalnego nabywcę przez kolejne etapy ścieżki zakupowej i zmieniają go w lojalnego klienta, a nawet ambasadora marki?

 Nie każdy internauta trafiający do sklepu internetowego jest gotowy do dokonania zakupu. Eksperci z Sociomantic Labs zalecają firmom wdrożenie nowej strategii Full Funnel, która polega na równomiernym wspieraniu wszystkich faz procesu zakupowego, a nie tylko skupianiu się na etapie tuż przed zakupem. Eksperci wyjaśniają, jak skutecznie oddziaływać na klientów na każdym etapie ścieżki zakupowej, w tzw. lejku sprzedażowym.

  1. Budowanie świadomości marki sklepu

Klienci docenią wysoką jakość obsługi czy szybką dostawę sklepu internetowego pod warunkiem, że do niego dotrą. Zdaniem ekspertów liczba sklepów internetowych w Polsce wzrośnie o 7 proc. i osiągnie w 2016 roku poziom 23,5 tys. Jak przy stale rosnącej konkurencji przyciągnąć e-klientów do odwiedzenia sklepu? Najczęściej wykorzystywaną metodą są kampanie reklamowe online. Nie zawsze jednak najlepsze efekty osiągane są dzięki olbrzymim budżetom – ważniejsze od „ile wydamy” staje się „w jaki sposób je wydamy”. Przykładem może być np. słynna kampania AdWords Snickersa, w której wykorzystano pomyłki przy wpisywaniu haseł do wyszukiwarki internetowej czyli tzw. misspelling. Użytkownikom, którzy błędnie wpisywali w Google różne frazy np. zamiast „business” w pośpiechu tworzyli słowo „buisness”, prezentowano reklamę „Nie możesz pisać poprawnie, gdy jesteś głodny”. Kreatywna kampania reklamowa okazała się wielkim sukcesem marki. Z kolei, aby powiększyć grono klientów e-sklepu, dobrze sprawdzają się tzw. kampanie zasięgowe (reach), w których można wyłączyć aktualnych klientów sklepu i osoby, które kiedykolwiek go odwiedziły i skierować reklamę wyłącznie do nowych odbiorców. Zachęcenie internautów do odwiedzenia e-sklepu, to nie tylko rola kampanii reklamowych. Konsumenci, zanim zaczną rozważać zakup, będą poszukiwali informacji – czytając artykuły eksperckie czy recenzje na blogach, w grę wchodzi zatem tzw. content marketing. Sklep zawczasu powinien zadbać o to, aby także na tym polu aktywności marketingowej być dobrze przygotowanym.

  1. Detale mają znaczenie, czyli o czym musisz pamiętać zanim zaprosisz do sklepu internautów

57 proc. konsumentów opuści stronę, jeśli ładuje się dłużej niż 3 sekundy. Opinie o sklepie mają znaczenie dla 59 proc. badanych przy ocenie jego wiarygodności, dostępność różnych form e-płatności dla 17 proc., a 38 proc. konsumentów zwraca uwagę na możliwość zapłaty przy odbiorze – wynika z badania Gemiusa. Szansę na zrobienie dobrego wrażenie na e-kliencie mamy najczęściej tylko raz. Zatem jeżeli już uda nam się przyciągnąć internautę do naszej witryny zróbmy wszystko, aby jak najdłużej na niej pozostał oraz dokonał zakupu. Każdy aspekt działania e-biznesu ma znaczenie – począwszy od szybkości ładowania strony internetowej, jej funkcjonalności i intuicyjności, przez ekspozycje produktów, wersję mobilną serwisu, aż po możliwość dogodnej realizacji e-płatności.

  1. Analiza zachowań i zainteresowań klienta, kluczem do wzrostu sprzedaży

Konsument dotarł do e-sklepu i zainteresowała go oferta. Przejrzał różne produkty, sprawdził koszty dostawy, po czym opuścił stronę bez finalizacji zakupu. Eksperci z Sociomantic Labs radzą, aby w tym momencie skupić się na analizie zachowań konsumenta np. na podstawie narzędzi Google Analytics. Ważne jest określenie, który produkt wzbudził jego zainteresowanie, jakie działania w związku z tym podejmował. W przypadku osób będących już klientami sklepu, warto przeanalizować dane z CRM. Przy ich wykorzystaniu wiemy co klient kupuje, jak często, kiedy ostatnio dokonał zakupu, itd. Na tej podstawie można budować scenariusze reklamowe dopasowane do jego potrzeb. Dobrą praktyką sklepów internetowych jest również tworzenie rankingów produktowych i miejsc do dodawania opinii kupujących. Konsument chce poznać opinie innych klientów – ich rzetelna ocena może być czynnikiem decydującym o wyborze konkretnego produktu. Dobrym rozwiązaniem implikującym sprzedaż, będzie możliwość przetestowania oferty lub darmowego zwrotu zakupionych produktów.

  1. Jak stymulować klienta do szybszej finalizacji zakupu

Pomimo przejścia dotychczasowych etapów tzw. lejka sprzedażowego, klient wciąż nie zdecydował się na zakup? Może obawia się długiego i nużącego procesu składania zamówienia? Trzeba go zatem maksymalnie uprościć i np. za pomocą paska postępu informować go, na którym etapie się znajduje i ile może potrwać cały proces. Ważne, aby na tym kroku nie rozpraszać konsumenta zbędnymi informacjami lub innymi promocjami – formularz powinien być maksymalnie przejrzysty i uproszczony. W przypadku zarejestrowanych w e-sklepie klientów, nieraz wystarczy choćby przypomnienie e-mailowe, aby dokończyć rozpoczęty zakup. Według ekspertów z Sociomantic Labs jeszcze inną metodą stymulującą finalizację zakupu, są kampanie reklamowe tzw. remarketingowe, nakierowane na działania wielokanałowe. Konsument może przecież przeglądać ofertę na smartfonie w drodze do pracy, a sfinalizować zakup w domu przy laptopie. Warto także zaprezentować reklamę z dodatkowym impulsem zakupowym, np. specjalnym rabatem ograniczonym czasowo.

  1. Lojalności, pozwala dużo zaoszczędzić

Jednorazowy zakup to dopiero połowa sukcesu sprzedawcy internetowego. Ostatnim etapem ścieżki zakupowej jest zmiana kupującego nie tylko w powracającego klienta, ale w „ambasadora marki”. Rekomendacja to jedna z najskuteczniejszych narzędzi w e-commerce – badania SalesBee pokazują, że nawet do 37 proc. sprzedaży wśród dużych e-sklepów pochodzi właśnie z rekomendacji. Budowaniu lojalności służą np. oferty specjalne dla stałych klientów, rabaty urodzinowe, ale również tzw. działania CSR, czyli kampanie społeczne przedstawiające zaangażowanie marki w ważne cele.

Wdrożenie strategii Full Funnel staje się kluczowe dla osiągnięcia sukcesu w biznesie online. Sklep internetowy nawet po usprawnieniu metod płatności czy oferowaniu dodatkowych rabatów, wciąż może mieć trudności z nakłonieniem potencjalnego klienta do finalizacji procesu zakupowego. Jednak sam jednorazowy zakup nie powinien być końcem ścieżki sprzedażowej. Pozyskanie nowego klienta kosztuje 6 razy więcej niż utrzymanie stałego. Sprzedawcy, którzy skupiają się wyłącznie na przyciąganiu nowych klientów, a nie starają się zadbać o obecnych, nieefektywnie wykorzystują reklamowe budżety, tym samym wyrzucając „pieniądze w błoto”.

Przedsiębiorczość popłaca!

Wystartowała kolejna edycja programu wspierającego młodych przedsiębiorców.

Program Aktywizacja to projekt pomagający polskim przedsiębiorcom wkraczać w świat biznesu.

Przedsiębiorczość popłaca! Cel Programu Aktywizacja

Chcemy wspierać ideę mikroprzedsiębiorczości, bowiem to małe i średnie przedsiębiorstwa determinują sukces gospodarki i wpływają na rozwój całego kraju. – komentuje Andrzej Lazarowicz, Prezes Dolnośląskiej Grupy Wspierania Biznesu, organizatora projektu.

Rozwój postawy przedsiębiorczej i moda na start-upy wpływają na rynek pracy. W efekcie coraz więcej osób decyduje się nad założenie własnego biznesu. Często jednak rezygnują, albowiem już na starcie nie mogą liczyć na dostateczne wsparcie. Właśnie dlatego chcemy to zmienić, udzielając im faktycznej i realnej pomocy w tym początkowym – jakże newralgicznym dla nich okresie.

Jak potwierdzają organizatorzy, Sukces pierwszej edycji, który przejawił się ogromnym zainteresowaniem zarówno ze strony  początkujących przedsiębiorców, jak i instytucji popierających jego idee, przekonał nas o jego słuszności i konieczności kontynuacji. Dostrzegając potrzebę, zdecydowaliśmy się na uruchomienie kolejnej edycji programu wspierającego młodych przedsiębiorczych Polaków.

Korzyści dla przedsiębiorców

Aby oszczędzić czas i pieniądze przedsiębiorców, staraliśmy się wesprzeć ich, udostępniając pakiet najbardziej niezbędnych usług. Obejmuje on kompleksowo najważniejsze obszary zarządzania firmą nie tylko początkowym okresie jej działania – powiedział prezes DGWB. Naszym nadrzędnym celem jest  wspieranie mikroprzedsiębiorczości w całym kraju, a tworzenie warunków sprzyjających zakładaniu własnych działalności gospodarczych oraz poprawa konkurencyjności sektora małych i średnich przedsiębiorstw to idea, przyświecająca wszystkim naszym działaniom.

aktywizacjaProgram Aktywizacja to inicjatywa na rzecz rozwoju polskiej przedsiębiorczości, dzięki której nowo powstałe firmy mogą zupełnie za darmo otrzymać narzędzia informatyczne niezbędne do sprawnego jej funkcjonowania. Roczny darmowy dostęp do systemu fakturowania, zarządzania magazynem, oprogramowanie do prowadzenia kadr i płac, rozliczania podatków oraz prowadzenia księgowości online, wsparte pomocą ze strony specjalistów z wieloletnim doświadczeniem, to bez wątpienia ogromny bonus dla wszystkich rozpoczynających swą przygodę z biznesem.

Warunki uczestnictwa w programie

Wymogiem skorzystania ze wsparcia jest czas, jaki upłynął od chwili założenia własnej działalności. Natomiast niepodważalną korzyścią, płynącą z udziału w Programie Aktywizacja, jest minimalizacja obciążeń finansowych w początkowym okresie funkcjonowania jego firmy. Zgłoszenie do Programu Aktywizacja jest bardzo proste – wystarczy zarejestrować się bezpośrednio na stronie programu: www.programaktywizacja.pl, a udział jest całkowicie darmowy.

Program Aktywizacja – partnerzy

Partnerem strategicznym projektu jest wFirma.pl, jednak każda instytucja, popierająca idee projektu,  może do niego dołączyć  i aktywnie promować go wśród potencjalnych uczestników.

Wszelkie organizacje i instytucje, które aktywnie wspierają ideę przedsiębiorczości oraz aktywizacji zawodowej bezrobotnych, w szczególności centra przedsiębiorczości, stowarzyszenia wspierające rozwój MŚP i organizacje studenckie, jak np. Uczelniane Biura Karier, zachęcamy do objęcia patronatu nad Programem Aktywizacja i przyłączenia się do szczytnej idei wspólnego wspierania polskiej przedsiębiorczości.

Jesteś młodym przedsiębiorcą?

Nie zwlekaj i skorzystaj z darmowych korzyści, jakie daje Ci Program Aktywizacja.

Opowiedz nam o swoim salonie – raport Homebook.pl

Salon to miejsce, w którym codziennie spędzamy wiele czasu. Niezależnie od tego co robimy, chcemy, by wnętrze naszego salonu było jednocześnie przytulne i eleganckie. To przecież tutaj regenerujemy się po ciężkim dniu w pracy, relaksujemy się przy kawie i dobrej komedii, a także oddajemy się towarzyskim aspektom naszego życia. Każdy salon powinien być więc praktyczny i reprezentacyjny. Jakie trendy panują w polskich pokojach dziennych? Odpowiedź na to pytanie znajduje się w raporcie najpopularniejszego portalu wnętrzarskiego Homebook.pl „Opowiedz nam o swoim salonie”.

 Homebook_Infografika_salonW badaniu przeprowadzonym na początku lutego bieżącego roku udział wzięło aż 1508 kobiet oraz 94 mężczyzn. Zdecydowaną większość ankietowanych stanowiły osoby powyżej 26 roku życia. Pierwszym pytaniem poruszonym w ankiecie była kwestia wielkości naszych salonów. 49% respondentów posiada średniej wielkości pokoje dzienne o powierzchni od 15 do 24 m2. Aż 44% ankietowanych pochwalić się jednak może salonami przekraczającymi 25 m2, co pozwala na większą swobodę aranżacyjną. Z ankiety przeprowadzonej przez portal Homebook.pl wynika, że aż 58% osób posiada salon otwarty na kuchnię, a 40% preferuje wystrój utrzymany w nowoczesnym stylu. 22% z nas decyduje się na styl skandynawski, a jedynie 19% dekoruje pokoje dzienne w sposób klasyczny. Są też tacy, którzy stawiają na klimat prowansalski, lecz stanowią zdecydowaną mniejszość.

„Z przeprowadzonego badania wynika, iż 84% z nas posiada salon utrzymany w jasnych kolorach. Spośród tych osób aż 35% stawia na biel, 26% na szarość, a 23% na beż. Jest to całkiem zrozumiały zabieg, pozwalający – niezależnie od metrażu – na wizualne powiększenie przestrzeni. Kolory te, niezwykle uniwersalne i zawsze modne, pozwolą nadać naszemu salonowi wrażenia przejrzystości i ładu. Zaledwie 16% Polaków wybiera żywsze kolory ścian. Żółć i brąz, to zdecydowanie najczęściej wykorzystywane w tym przypadku barwy.” – zwraca uwagę Anna Poprawska, projektantka wnętrz z portalu Homebook.pl.

Jak wyposażone są polskie salony – czyli najpopularniejsze elementy dekoracyjne

 Za tym, że polskie salony urządzane są coraz częściej w stylu nowoczesnym przemawia fakt, że aż 90% respondentów nie posiada już w nich meblościanek. Większość z nas stawia na wygodne i stylowe meble wypoczynkowe. 41% ankietowanych posiada narożniki, 28% sofy z fotelami. Spośród wszystkich respondentów 70% potwierdza, że ich meble wypoczynkowe posiadają opcję spania, czyniąc ich salony bardzo praktycznymi. „Zakup tego typu mebli do salonu to bardzo dobra inwestycja. Spełni oczekiwania jego posiadaczy, a także pozwoli na zapewnienie dodatkowego miejsca do spania podczas niezapowiedzianych wizyt.” – podkreśla Anna Poprawska i dodaje „w przeprowadzonym przez nas badaniu, aż 72% ankietowanych podkreśliło, że posiada tapicerowane meble wypoczynkowe, a jedynie 18 % decyduje się na skórzane obicie. Taki stan rzeczy wynikać może z wysokich cen tego typu mebli.”.

Kolejnym pytaniem poruszonym w ankiecie była kwestia posiadania w salonie krzeseł i stołu. Zdecydowana większość, bo praktycznie ¾ respondentów odpowiedziała twierdząco. „Dużo osób decyduje się na zakup stołu z krzesłami w celu zaaranżowania wygodnego miejsca do spożywania posiłków. Jeśli metraż nie pozwala nam na wydzielenie osobnej jadalni, warto zastanowić się nad zorganizowaniem jej w salonie, gdyż spędzanie czasu przy wspólnych posiłkach wzmacnia więzi rodzinne” – mówi projektantka wnętrz z portalu Homebook.pl.

Z badań wynika również, że zdecydowana większość posiada w swoich salonach małe stoliki przeznaczone do spożywania kawy. 57% osób posiada stoliki wykonane z drewna. Popularne są także stoliki z płyty laminowanej (do ich posiadania przyznaje się 20% respondentów), a także ze szkła (17%) oraz materiałów mieszanych (14%).

W raporcie „Opowiedz nam o swoim salonie” serwis Homebook.pl sprawdził także z jakiego materiału zrobione są podłogi w naszych salonach. 47% badanych przyznało, że posiada w swoim salonie panele. Reszta decyduje się na pokrycie podłóg drewnem (22%), z wykorzystaniem parkietu (14%), bądź przy użyciu płytek ceramicznych (13%). Mniej popularnym materiałem okazuje się być wykładzina, beton lub kamień naturalny. Natomiast ponad połowa, bo 58% decyduje się na zakup dekoracyjnego dywanu do swojego salonu.

Diabeł tkwi w szczegółach

„Urządzanie mieszkania nie ogranicza się wyłącznie do doboru odpowiednich mebli. Równie ważnym elementem  jest adekwatny dobór zdobień ścian, za pomocą których podkreślić możemy klimat salonu. Według przeprowadzonej ankiety najpopularniejszymi dekoracjami w salonie są obrazy. Aż 57% ankietowanych wiesza je na swoich ścianach. Są też tacy, którzy wykorzystują ceglane elementy (16%), tapety, kamień dekoracyjny (po 14%) oraz drewno (12%). Stosunkowo najmniejszą popularnością cieszą się elementy betonowe, fototapety, plakaty i sztukaterie (poniżej 10% głosów)” – opowiada Anna Poprawska, projektantka wnętrz.

Z ankiety przeprowadzonej przez portal Homebook.pl wynika, iż aż 61% osób nie wykorzystuje żadnego z elementów dekoracyjnych w celu zaaranżowania ściany TV. Niektórzy, bo tylko 9% z nas używają w tym celu meblowej zabudowy, cegły (8%) lub tapety (7%).

Zdecydowana większość (aż 67%) badanych nie posiada kominka w swoim salonie. Element ten, choć niezwykle stylowy wykorzystać mogą głównie właściciele domków jednorodzinnych. Instalacja kominka w bloku jest problematyczna, co tłumaczy niewielką popularność tego typu urządzeń.

W celu przystrojenia okien znajdujących się w salonie najczęściej wybieramy firany (48%), zasłony (45%) oraz rolety (42%). Najmniejszą popularnością cieszą się natomiast żaluzje (tylko 12 %).

„Bardzo ważny jest również poprawny dobór oświetlenia znajdującego się w naszych wnętrzach. Wynik ankiety pokazuje, że zdecydowana większość respondentów zdecydowała się na wykorzystanie lamp wiszących (aż 87%), gdyż jest to prosty i praktyczny element dekoracyjny. 38% wybrało opcję lamp podłogowych, 37% ankietowanych opowiedziało się za lampami ściennymi. Chęć posiadania nowocześnie urządzonego salonu powoduje, iż coraz mniej osób wykorzystuje lampy stołowe ( jedynie 26% )” – mówi Anna Poprawska.

Skąd czerpiemy inspiracje?

 Raport przeprowadzony przez portal Homebook.pl ukazuje, że zdecydowana większość z nas szuka inspiracji na portalach internetowych (81 %). Chętnie wykorzystujemy także magazyny wnętrzarskie (51%), a jedynie 33% badanych przyznało się do odwiedzania stron projektantów wnętrz. Cieszyć może fakt, iż zaledwie 7% osób nigdzie nie poszukuje inspiracji w celu zaaranżowania swojego salonu. Oznacza to, że coraz więcej Polaków chce mieć salon wpisujący się w najnowsze trendy.

Z badania wynika również, że aż 87% osób samodzielnie umeblowało swój salon, nie angażując w to architektów.

Kolejne z zadawanych pytań dotyczyło kwestii zakupu mebli. 44% osób odpowiedziało, że kupuje gotowe zestawy mebli, ale łączy je z innymi zestawami w sposób spełniający ich oczekiwania. 23% respondentów korzysta z opcji gotowych kompletów oferowanych przez sklepy meblarskie. Równie popularne są mebli na zamówienie, a jedynie 10% osób kupuje stare meble w celu ich odnowienia.

Wyniki raportu przeprowadzonego przez portal Homebook.pl pokazują, że stały rozwój odczuwalny jest także w branży wnętrzarskiej. Większość z nas posiada salony urządzone w stylu nowoczesnym, w których dominują jasne kolory. Dla osób poszukujących nowych inspiracji oraz dla wszystkich fanów pięknych wnętrz Homebook.pl przygotował tysiące ciekawych aranżacji. Może właśnie wśród nich znajdzie się pomysł, który wykorzystamy w celu udekorowania swojego wnętrza?

 

Jak młodzi Polacy szukają domu

Polacy w wieku 18-35 lat, należący do tzw. pokolenia milenialsów, to obecnie najbardziej aktywna, a już wkrótce także największa grupa na rynku nieruchomości. Szukając dla siebie mieszkania lub domu, kierują się oni zupełnie innymi wartościami i priorytetami niż poprzednie pokolenia. Inny jest też ich sposób poszukiwania nieruchomości – wynika z analizy trendów zachowań przedstawicieli tego pokolenia, udostępnionej w najnowszym raporcie portalu ogłoszeniowego Nieruchomosci-online.pl.

Raport „Nowi poszukujący w internecie – kim są oraz w jaki sposób szukają nieruchomości” został opracowany na podstawie danych na temat sposobu korzystania przez użytkowników portalu Nieruchomosci-online.pl, a także badań na temat hierarchii wartości i priorytetów pokolenia milenialsów.

Pokolenie milenialsów – kim oni są?

Do pokolenia milenialsów, zwanego również pokoleniem Y, należą osoby urodzone w latach 1981-1991. Jest to grupa liczniejsza niż starsze pokolenie X. Milenialsi przywiązują mniejszą wagę niż poprzednie pokolenie do dóbr materialnych i luksusowych. Za to bardziej dbają, aby zachować zdrowe proporcje między pracą i życiem prywatnym. Pokolenie to różni się także sposobem korzystania z internetu. Młodzi Polacy traktują go jako źródło więzi, rozrywki, relaksu, porad i inspiracji, a nie jako narzędzie pomocne w pracy (jak w przypadku pokolenia X). Charakterystyczne dla tej grupy jest również to, że jest stale obecna w mediach społecznościowych, a internet traktuje jako coś obecnego od zawsze.

Pokolenie Y wkrótce będzie najliczniejszą grupą na rynku nieruchomości

Wedle danych Nieruchomosci-online.pl, osoby w wieku 25-35 lat stanowią już 36,11 proc. wszystkich obecnie aktywnie poszukujących nieruchomości. Jednak grupa ta szybko rośnie, bo jest zasilana przez dzisiejszych osiemnasto- i dwudziestolatków, których system wartości i sposób korzystania z internetu są zbliżone do przedstawicieli pokolenia Y. Łącznie Polacy w wieku 18-35 lat stanowią blisko 54 proc. wszystkich potencjalnych nabywców na rynku nieruchomości.

Struktura poszukujących nieruchomości według wiekuRys. nr 1 – Struktura poszukujących nieruchomości według wieku

Oczekują osobistego kontaktu i powszechnie korzystają z urządzeń mobilnych

Dla milenialsów wybierających nieruchomość, bardzo ważne jest sąsiedztwo, bliskość szkół oraz dostęp do szybkiego internetu. W znalezieniu wymarzonej nieruchomości oczekują pomocy, która zostanie im udzielona w bezpośrednim kontakcie z pośrednikiem lub właścicielem nieruchomości. Charakterystyczne dla tej grupy jest bowiem to, że coraz więcej z nich nieufnie podchodzi do wszystkiego, co mówi firma czy organizacja, postrzegając to jako próbę nakłonienia do zakupu. Wolą komunikować się z realnymi, prawdziwymi ludźmi.

Jednocześnie młodzi Polacy traktują jako oczywiste, że powinni mieć dostęp do ofert nieruchomości za pośrednictwem każdego urządzenia mobilnego, a nie tylko przez komputer.

Struktura wykorzystania urządzeń w poszukiwaniu nieruchomościRys. 2 – Struktura wykorzystania urządzeń w poszukiwaniu nieruchomości

Szukają sekwencyjne i symultanicznie, najchętniej na tablecie

Młodzi Polacy, szukając nieruchomości, robią to sekwencyjnie, tzn. zaczynają przeglądanie ogłoszeń nieruchomości na komputerze w trakcie pracy (klikając np. na oferty, jakie otrzymali z serwisu nieruchomości), aby dokończyć tę czynność w domu, w godzinach wieczornych.

Charakterystyczna dla tej grupy jest też symultaniczność, czyli jednoczesne wyszukiwanie informacji na wielu urządzeniach. Przykładem takiego zachowania może być sytuacja, gdy użytkownik zobaczy reklamę inwestycji deweloperskiej w telewizji i aby pozyskać więcej informacji na jej temat, sięga po smartfon lub tablet.

Najchętniej wykorzystywanym urządzeniem do przeglądania ofert nieruchomości przez młodych Polaków jest tablet. W następnej kolejności lokują się urządzenia stacjonarne, a na końcu smartfony.

Tablet dominuje zarówno pod względem czasu, jaki użytkownik spędza na portalu, jak i liczby przeglądanych podstronRys. nr 3 – Tablet dominuje zarówno pod względem czasu, jaki użytkownik spędza na portalu, jak i liczby przeglądanych podstron

Komentarz – Michał Kurczycki, Prezes Zarządu firmy NNV, właściciela portalu Nieruchomosci-online.pl:

„Redefinicja priorytetów, zmiana zachowań nowego pokolenia, w szczególności jego interakcji w internecie, otwierają przed pośrednikami nowy wymiar promocji usług, który opiera się o bezpośrednią komunikację. Grupa wkraczająca powoli na rynek nieruchomości właśnie takiej komunikacji oczekuje. Wymaga to jednak od pośredników poświęcenia większej ilości czasu i bardziej indywidualnej aktywności. Również portale z ogłoszeniami nieruchomości powinny dostosowywać się do zmieniających się wzorców zachowań użytkowników i ich wymagań. Stąd konieczność posiadania przez portale nieruchomości takich funkcji, jak np. dostępność oferty na każdym urządzeniu czy umożliwienie natychmiastowego, bezpośredniego kontaktu z osobą odpowiedzialną za ofertę nieruchomości. Ci pośrednicy, którzy szybciej rozszyfrują nowe pokolenie, zyskają przewagę konkurencyjną, którą trudno może być nadrobić.”

Cały raport można pobrać za darmo ze strony: http://www.nieruchomosci-online.pl/publikacje/nowi-poszukujacy-w-internecie.html.

 

 

Exact Systems jako pierwsza polska firma będzie kontrolować części i samochody produkowane w Chinach

Exact Systems, firma kontrolująca części samochodowe i produkowane pojazdy, jako pierwsza polska spółka usługowa z sektora motoryzacyjnego rozpoczyna działalność w Chinach. Tylko w 2015 r. w Państwie Środka wyprodukowano i sprzedano odpowiednio 24,5 mln oraz 24,6 mln pojazdów, co czyni ten kraj największym rynkiem motoryzacyjnym na świecie.[1] Chiny to dwunaste państwo, w którym Exact Systems otwiera swoją spółkę, oraz pierwsze poza Europą. W związku z nową inwestycją, firma zamierza zatrudnić w tym roku 100 osób, które będą kontrolować wyroby produkowane przez kilku producentów aut oraz dostawców części i podzespołów.

Branża motoryzacyjna przez ostatnie lata była dynamiczną lokomotywą całej chińskiej gospodarki. I choć dane o wzroście tamtejszego PKB, na poziomie 6,9%, są najgorsze od kilku lat, to wciąż pozostają dodatnie. To samo tyczy się produkcji i sprzedaży pojazdów w Chinach. Cały czas mamy do czynienia z dynamiką, która zgodnie z prognozami, ma utrzymać się w najbliższych latach. I warto podkreślić, że mówimy tutaj nie tylko o wciąż wzrastającej lokalnej produkcji i sprzedaży marek zachodnioeuropejskich i amerykańskich, ale także rodzimych. W 2015 roku sprzedaż chińskich marek samochodów osobowych osiągnęła 8,7 mln sztuk, o 15% więcej w porównaniu roku do roku. Tym samym rodzime marki osiągnęły ponad 41% udział w całkowitej sprzedaży samochodów osobowych w Chinach. Wszystkie te elementy stanowią znakomity grunt do ekspansji na ten odległy rynek – mówi Paweł Gos, prezes zarządu Exact Systems.

Paweł Gos zwraca także uwagę na rosnącą w tempie dwucyfrowym, sprzedaż detaliczną w Chinach.

Pochodną rosnącej sprzedaży detalicznej jest wzrost konsumpcji. A to przecież także wzrost sprzedaży samochodów i związanej z nią produkcji. W końcu na rynku chińskim większość produkcji odpowiada na zapotrzebowanie krajowe – dodaje Gos.

Atrakcyjna baza firm produkujących samochody – kilka światowych OEM i kilkadziesiąt producentów części samochodowych – skusiły Exact Systems, polskiego lidera w zakresie kontroli części samochodowych, do uruchomienia pierwszej spółki pozaeuropejskiej w Chinach (Szanghaj). Dwunaste przedstawicielstwo już otrzymało zgodę lokalnego sądu rejestrowego na działanie, a w ciągu najbliższych dni otrzyma licencję biznesową Exact Systems China. Model działania spółki jest analogiczny do większości otwieranych na innych rynkach zagranicznych. Zgodnie z ideą wzrostu organicznego, Exact Systems nie przejął żadnej chińskiej spółki, lecz tworzy ją samodzielnie od podstaw.

– Chcemy w możliwie jak największym procencie przenieść dobrze działający i efektywny model polski na tamtejszy grunt. Dzięki temu firmy motoryzacyjne działające w Państwie Środka, w szczególności w Szanghaju i okolicach, zyskają doświadczonego partnera w zakresie outsourcingu kontroli jakości – wyjaśnia Paweł Wieczorek, dyrektor ds. rozwoju rynków zagranicznych, odpowiedzialny m.in. za rynek chiński, węgierski i słowacki.

W tym roku Exact Systems liczy na co najmniej jeden kontrakt z producentami OEM oraz z kilkoma dostawcami części motoryzacyjnych. W sumie do końca tego roku planuje zatrudnienie około 100 osób. Skąd tak optymistyczne założenia? Firma od wielu lat współpracuje z wieloma klientami w Europie, którzy mają zakłady na terenie Chin.

Z uwagi na owocną współpracę, producenci zapraszają nas do współpracy w swoich oddziałach w Chinach. Oczywiście każde takie rozmowy muszą być i są prowadzone na miejscu, ale otrzymujemy silne wsparcie ze strony europejskich filii tych koncernów. Ponadto mamy dobre rozeznanie w rynku dostawców ze strony partnerów chińskich, dla których wykonujemy zlecenia w wielu krajach europejskich. Od wielu lat pracujemy również z filiami chińskich zakładów zlokalizowanych w Polsce. Wszystkie te czynniki wpływają na fakt, że wchodząc na ten rynek nie czujemy się anonimowi i jesteśmy dobrze przygotowani do rozpoczęcia pracy w Państwie Środka – podkreśla Paweł Wieczorek.

Producenci, którzy współpracują z Exact Systems w Europie, mogą zlecać firmie kontrakty w Chinach. Oczywiście, jak każdy tamtejszy sektor, również branża kontroli części, ma swoich liderów oraz firmy, które wykonują usługi w tym zakresie. Są to zarówno rodzime przedsiębiorstwa, w większości bez zasięgu światowego, oraz firmy ze Starego Kontynentu.

– Dzięki naszej obecności na rynku chińskim będziemy mogli wspierać także polskich dostawców, którzy dostarczają swoje części i komponenty do chińskich producentów samochodów. Taka pomoc dziesięć tysięcy kilometrów od macierzystych zakładów może okazać się nieocenionym patriotycznym wsparciem i podnosić konkurencyjność polskich fabryk – dodaje Paweł Gos.

Grupa Kapitałowa Exact Systems umacnia swoją pozycję na rynku kontroli jakości części samochodowych. Każdego dnia, do pracy w jedenastu krajach (Polska, Niemcy, Czechy, Słowacja, Rosja, Wielka Brytania, Turcja, Rumunia, Węgry, Belgia, Holandia) firma deleguje niemal 5 tys. kontrolerów jakości. Zarząd Exact Systems podkreśla, że ekspansja na rynki zagraniczne ma swoje pozytywne odbicie w wynikach finansowych.

– Niemal połowę przychodów całej Grupy Kapitałowej Exact Systems generują nasze spółki zagraniczne. Chiny to pierwszy kraj pozaeuropejski, w którym rozpoczynamy działalność, i liczymy, że docelowo będzie naszym drugim albo trzecim rynkiem, generującym największe zyski. Pracujemy też nad planem dalszego rozwoju w miejscach gdzie kontrola części motoryzacyjnych stanowi atrakcyjną i niezagospodarowaną niszę – mówi Paweł Gos.

[1] Źródło: http://www.caam.org.cn/AutomotivesStatistics/20160120/1305184266.html

Etat i działalność – który PIT wypełnić!?

To, że zakładasz własną działalność gospodarczą, nie musi oznaczać, że porzucisz pracę na etacie. Jak pokazuje przykład wielu osób, te dwie formy działania na rynku nie muszą się wykluczać. Problemy może nastręczać rozliczenie z urzędem skarbowym. Jak to zrobić? Który PIT złożyć, by prawidłowo uiścić podatek dochodowy?

Rozliczanie działalności na zasadach ogólnych i praca na etacie

Zdecydowanie najwygodniejsze jest roczne rozliczanie podatku dochodowego na jednej deklaracji PIT, jednak tylko podatnik, który prowadzi własną działalność gospodarczą opodatkowaną na zasadach ogólnych i jednocześnie pracuje na etacie, może tego dokonać. Podatnik taki powinien użyć deklaracji PIT-36 i w części D (Dochody/Straty ze źródeł przychodu) podać kwoty dochodów oraz we właściwym wierszu wskazać, które z nich dotyczą pracy na etacie, a które prowadzenia działalności gospodarczej. Zaletą właśnie takiego rozliczania podatku dochodowego jest nie tylko prosty tryb składania go w urzędzie skarbowym, ale także możliwość skorzystania przez podatnika z rozmaitych ulg podatkowych.

Podatek liniowy i praca na etacie

W przypadku, gdy podatnik jest zatrudniony na podstawie umowy o pracę i prowadzi działalność gospodarczą, którą rozlicza za pomocą podatku liniowego, czyli stałą stawką podatku: 19%, ma obowiązek złożyć dwie deklaracje, a w każdej z nich ujmuje dochód z innego źródła.

W odniesieniu do działalności gospodarczej opodatkowanej podatkiem liniowym podatnik składa PIT-36L. Powinien także załączyć do niej załącznik PIT/B. Jego treścią są informacje o wysokości dochodu/straty z pozarolniczej działalności gospodarczej z konkretnego roku podatkowego. Oprócz tego podatnik powinien ująć dochody, które uzyskał w tytułu zatrudnienia na podstawie umowy o pracę na deklaracji PIT-37.

Rozliczając się w opisany powyżej sposób, podatnik nie może skorzystać z możliwości rozliczania się z małżonkiem, niezależnie od tego, że dochody z pracy na etat opodatkowane są na zasadach ogólnych.

Ryczałt i praca na etacie

Jeżeli podatnik osiąga dochody z pracy na etat i jednocześnie prowadzi działalność, rozliczaną za pomocą ryczałtu, również musi złożyć dwie deklaracje podatkowe. Dochody, które uzyskał, pracując na etacie, ujmuje na deklaracji PIT-37, natomiast te pochodzące z działalności gospodarczej opodatkowanej ryczałtowo – na deklaracji PIT-28. Należy dołączyć do niej także załącznik PIT-28A, stanowiący informację o przychodach przedsiębiorcy opodatkowanego na zasadach ryczałtu.

Jeżeli działalność opodatkowana jest ryczałtem od przychodów ewidencjonowanych, podobnie jak w przypadku podatku liniowego mimo dodatkowej pracy na etat nie można deklaracji rozliczyć wspólnie z małżonkiem.

Karta podatkowa i praca na etacie

Podatnik rozlicza się na dwóch deklaracjach, także jeśli prowadzi działalność opodatkowaną na zasadach karty podatkowej i pracuje na etacie. Również w takim przypadku rozliczenia dochodów z pracy na etacie dokonuje się na deklaracji PIT-37. Z tytułu prowadzonej działalności gospodarczej ma natomiast obowiązek przekazać do urzędu skarbowego PIT-16A – jest to deklaracja o wysokości składki na ubezpieczenie zdrowotne, zapłaconej i odliczonej od karty podatkowej w poszczególnych miesiącach roku podatkowego.

W przypadku karty podatkowej i pracy na etat nie jest możliwe wspólne rozliczenie z małżonkiem.

Terminy składania PIT

Przedsiębiorca powinien pamiętać, że nie wszystkie deklaracje PIT składa się w tym samym czasie – terminy uzależnione są od typu deklaracji, którą ma obowiązek złożyć.

 

RODZAJ OPODATKOWANIA DEKLARACJA ROCZNA DATA ZŁOŻENIA
Praca na etat – zasady ogólne (skala podatkowa) PIT-37 (lub PIT-36, jeśli prowadzona jest równolegle działalność na zasadach ogólnych) 30 kwietnia
Zasady ogólne (skala podatkowa) PIT-36 30 kwietnia
Podatek liniowy PIT-36L 30 kwietnia
Ryczałt od przychodów ewidencjonowanych PIT-28 31 stycznia
Karta podatkowa PIT-16A 31 stycznia

 

Podatnik może wybrać sposób, w jaki dostarczy do urzędu skarbowego deklarację PIT. Może to zrobić:

  • osobiście (składając je w okienku podawczym w formie papierowej),
  • przez internet (wysyłając w formie elektronicznej),
  • korespondencyjnie (przez Pocztę Polską lub polski urząd konsularny; w tym przypadku za datę złożenia druku uznaje się datę stempla pocztowego).

Toyota umocniła swoją pozycję najbardziej wartościowej marki w globalnej motoryzacji

Marka Toyota ma od lat najwyższą wartość w globalnym przemyśle motoryzacyjnym, co potwierdza najnowsze badanie Brand Finance Global 500 – The Most Valuable Brands of 2016. Według raportu wartość japońskiej marki wzrosła aż o 8 mld dolarów, znacząco zwiększając swoją przewagę nad konkurentami. Pierwsze miejsce w branży i największy wzrost wartości na rynku motoryzacyjnym są wynikiem ogromnej innowacyjności Toyoty i najwyższej jakości jej produktów.

Jak wynika z najnowszego opracowania Brand Finance Global 500 – The Most Valuable Brands of 2016, marka Toyota osiągnęła w 2016 roku wartość ponad 43 mld dolarów, wyprzedzając takie firmy jak McDonalds, Coca-Cola, Facebook, IBM, Disney oraz zajmując pierwsze miejsce w zestawieniu wszystkich producentów samochodów.

Toyota zanotowała wzrost wartości marki aż o 8 mld dolarów (+23%), co zapewniło jej 11. miejsce rankingu wszystkich globalnych marek. To największy skok wartości w branży motoryzacyjnej.

Dominującą pozycję Toyoty pod względem wartości marki wśród producentów samochodów potwierdzają wszystkie rankingi najcenniejszych marek świata, takie jak Best Global Brands firmy Interbrand, BrandZ™ 100 Most Valuable Global Brands 2015 firmy Millward Brown Optimor oraz The World’s Most Valuable Brands Forbesa. Wszystkie ośrodki potwierdzają także, że japońska firma należy do ścisłej czołówki najbardziej wartościowych globalnych marek.

Najwyższa wartość marki Toyota w światowym przemyśle motoryzacyjnym wynika z innowacyjności japońskiej firmy oraz najwyższej jakości i bezawaryjności jej samochodów. Potwierdzone przez Brand Finance umocnienie o 8 mld dolarów wartości Toyoty odzwierciedla ogromne sukcesy koncernu na polu innowacji. Należą do nich: wprowadzenie na rynek Toyoty Mirai, pierwszego masowego samochodu na wodorowe ogniwa paliwowe, pionierskie uruchomienie systemu bezpieczeństwa czynnego ITS Connect opartego na komunikacji między pojazdami oraz infrastrukturą drogową czy kolejne sukcesy na rynku hybryd oraz premiery przełomowych hybrydowych modeli, takich jak Prius, RAV4 Hybrid i C-HR.

Ranking 2016 Ranking 2015 Logo Nazwa firmy Państwo Wartość marki 2016 (w mld USD) Wartość marki 2015
(w mld USD)
11 14 Toyota 43,064 35,017
16 16 BMW 34,968 33,079
21 24 Mercedes-Benz 32,049 27,328
36 53 Hyundai 8,502 19,357
46 47 Ford 19,771 20,315
49 39 Honda 19,332 22,424
57 18 Volkswagen 18,923 31,025
64 58 Nissan 17,785 18,085
124 128 Audi 9,836 9,591
141 178 Chevrolet 8,918 7,849

 

 

Ranking 2016 Ranking 2015 Logo Nazwa firmy Państwo Wartość marki 2016 (w mld USD) Wartość marki 2015 (w mld USD)
1 1 Apple 145,918 128,303
2 3 Google 94,184 76,683
3 2 Samsung Group 83,185 81,716
4 8 Amazon.com 69,642 56,124
5 4 Microsoft 67,258 67,060
6 5 Verizon 63,116 59,843
7 6 AT&T 59,904 58,820
8 7 Walmart 53,657 56,705
9 11 China Mobile 49,810 47,916
10 15 Wells Fargo 44,170 34,925
11 14 Toyota 43,064 35,017
12 9 McDonald’s 42,937 52,909
13 10 GE 37,216 48,019
14 22 ICBC 36,334 27,459
15 27 China Construction Bank 35,394 26,417
16 16 BMW 34,968 33,079
17 12 Coca-Cola 34,180 35,797
18 32 Facebook 34,002 24,180
19 17 T (Telekom) 33,194 31,108
20 37 Agricultural Bank of China 32,264 22,714

Pracownik odchodzi z firmy – Oto pytania, które warto mu zadać

Rozstanie z pracodawcą zwykle nie wiąże się z najprzyjemniejszymi wspomnieniami. Często pozostawia rozgoryczenie, które znajduje ujście na licznych forach internetowych. Co zrobić, by pracownicy nawet po odejściu zdobyli się na komentarz nieco cieplejszy niż „cieszę się, że już tam nie pracuję”? Zdaniem przedstawiciela największej w Polsce bazy opinii o pracodawcach – Michała Środy z GoWork.pl, warto porozmawiać chwilę z pracownikiem, który składa wymówienie i zadać mu cztery ważne pytania:

pracownik odchodzi z firmyCzy praca tutaj spełniła Twoje oczekiwania?

W interesie pracodawcy leży dotarcie do informacji, jak codzienne realia sprawdzają się w porównaniu z początkowym opisem tego, jak wygląda praca w firmie – twierdzi Michał Środa. Standardem jest, że podczas rozmowy rekrutacyjnej firma przedstawia swoje stanowisko, mówi o swoich planach i możliwościach rozwoju jakie oferuje. Ma to na celu pozyskanie najlepszych  kandydatów. Stworzenie dobrego pierwszego wrażenia to w końcu kluczowy czynnik wpływający na zaangażowanie  pracownika. Logicznym więc wydaje się weryfikowanie tego jak nasza wizja wypada w zderzeniu z opinią pracownika – jeżeli okaże się, że jakiś aspekt pracy stanowi problem dla kolejnej osoby, warto zwrócić na to uwagę.

Czy praca którą wykonywałeś była zbieżna z twoimi osobistymi celami i zainteresowaniami?

Dla współczesnego pracownika praca jest nie tylko sposobem zarabiania pieniędzy, ale stanowi istotny element jego życia. Rozwój zawodowy coraz częściej wpisuje się w rozwój osobisty jednostki i stanowi ważny element jego funkcjonowania. Zaangażowany pracownik to taki który lubi swoją pracę i ma możliwość wykorzystania w niej swoich pasji i zainteresowań, dlatego to pytanie jest tak ważne. Pracodawcy coraz częściej uświadamiają sobie zalety ustalania celów z pracownikiem. Najlepsi wiedzą też, że klucz do sukcesu tkwi w sposobie rozdzielania zadań, tak, aby cele biznesowe w jak największym stopniu były zbieżne z osobistymi celami i zainteresowaniami poszczególnych pracowników.

Jak zauważa przedstawiciel GoWork.pl firmy tracą czasem bardzo dobrych pracowników na własne życzenie. Zdaniem Michała Środy, by uniknąć wzajemnych rozczarowań, pytanie o priorytety i oczekiwania pracownika powinno padać już na etapie weryfikacji kandydatów.

Czy miałeś narzędzia i zasoby potrzebne do efektywnego wykonywania twojej pracy?

Sprawne działanie firmy wymaga ciężkiej i efektywnej pracy. Należy pamiętać że pracownicy nie mają możliwości dostarczania usług i produktów najwyższej jakości bez właściwych narzędzi czy systemów, które to zapewnią. Zrozumienie co mój pracownik myśli o wsparciu, które otrzymuje od pracodawcy jest bardzo pomocne w zaplanowaniu przyszłych inwestycji.

Czy poleciłbyś naszą firmę znajomemu jako dobre miejsce do pracy

Dobry pracodawca z pewnością nie będzie obawiał się odpowiedzi na to pytanie, ale każdy szef powinien zadać je osobie, która składa wypowiedzenie. Nawet jeżeli praca ostatecznie okazała się nie do końca zgodna z oczekiwaniami pracownika, albo inna firma po prostu zaoferowała lepsze warunki i szanse na rozwój – jeżeli pracownik jest skłonny polecić byłego pracodawcę znajomym, oznacza to, że będzie dobrym adwokatem firmy i możemy liczyć na pozytywne referencje w przyszłości. To ważny element kształtowania pozytywnego wizerunku pracodawcy. Wszelkie uwagi  powinny z kolei posłużyć do wyciągnięcia wniosków i wprowadzenia niezbędnych zmian.

Najczęstsze przyczyny utraty danych w przedsiębiorstwach. Jak im zapobiegać?

Dane są jedną z największych wartości we współczesnym przedsiębiorstwie, bez których nie jest ono w stanie sprawnie funkcjonować. Jak szacuje IDC, w ciągu ostatnich 5 lat liczba danych wytwarzanych w sieci zwiększyła się aż siedmiokrotnie. Z racji na tak dynamiczny przyrost, systemy informatyczne odpowiadające za przechowywanie, przetwarzanie i udostępnianie informacji są dziś w firmach standardem. Oprogramowanie to wykorzystuje wiele mechanizmów, niejednokrotnie złożonych i wzajemnie ze sobą powiązanych. Dlatego biorąc pod uwagę poziom skomplikowania zachodzących procesów, jakikolwiek błąd może spowodować zniekształcenie lub zafałszowanie informacji, a w krytycznych przypadku nawet ich utratę.

Awaria sprzętu, awaria źródła zasilania, uszkodzenie nośników, błędy oprogramowania – to czynniki najczęściej wymieniane w przypadku utraty danych. Jednak główna przyczyna utraty danych jest inna. Badanie przeprowadzone przez Kaspersky Lab i B2B International wykazało, że w 73% przedsiębiorstw wystąpił incydent wewnętrznego naruszenia bezpieczeństwa informacji, a najczęstszym powodem utraty poufnych informacji okazali się pracownicy (42%). Dodatkowo, 19% ankietowanych przyznało, że przynajmniej raz w roku straciło urządzenie mobilne z danymi firmowymi. Warto w tym miejscu przywołać książkę hakera, Kevina Mitnicka, „Sztuka podstępu. Łamałem ludzi, nie hasła”, w której opisanych jest szereg przypadków, gdzie błąd ludzki doprowadził do zagrożenia utraty danych i poważnych strat finansowych dla firmy. Brak świadomości w zakresie bezpieczeństwa wśród pracowników, socjotechniczne próby wyłudzenia informacji czy szpiegostwo przemysłowe mogą spowodować ogromne straty dla firmy.

„Zatem, jak w świetle przedstawionych czynników ustrzec się przed utratą firmowych danych? Rozwiązania z zakresu ochrony informacji biznesowych należy dobierać adekwatnie do wartości tych informacji. Bezpieczny system IT jest podstawą stabilnego biznesu, jednak niepożądana jest zarówno nadmierna oszczędność w tym zakresie, jak i zupełnie przeciwna polaryzacja, a więc znaczące inwestycje w zabezpieczenia, które są nieadekwatne do chronionego majątku. Co ważne, nie należy ograniczać się do jednorazowego działania, które doprowadzi do uzyskania chwilowego poziomu bezpieczeństwa. Danych przybywa, technologie ich przechowywania i przetwarzania ewoluują, co wymaga stałego doskonalenia rozwiązań, szkolenia pracowników oraz dostosowywania zabezpieczeń do zmieniającego się otoczenia biznesowego. Z pomocą przychodzą tu cykliczne audyty bezpieczeństwa, które pozwalają zweryfikować poziom posiadanych zabezpieczeń.” – tłumaczy Jacek Podsiadły, Dyrektor ICT w Infinite IT Solutions.

Newralgicznym punktem, który wymaga zabezpieczenia przed utratą danych, jest styk sieci firmowej z siecią internetową. W przypadku mniejszych firm wystarczający okaże się podstawowy firewall, z kolei większe przedsiębiorstwa będą potrzebowały dodatkowych funkcjonalności tj. skanowanie ruchu pod względem wirusów, kontrola transmitowanych pakietów. Dla organizacji wymagających stałego, wysokiego poziomu zabezpieczenia danych zalecane będzie wdrożenie norm bezpieczeństwa tj. ISO/IEC 27001:2013. Co ważne, obecnie praktycznie wszyscy producenci zabezpieczeń oferują funkcjonalność firewalla aplikacyjnego, który bada ruch na poziomie zgodności z chronioną aplikacją, a w momencie wykrycia nieprawidłowości wyłącza podejrzanych użytkowników lub alarmuje służby odpowiedzialne za bezpieczeństwo. Coraz powszechniejsze są również zabezpieczenia w modelu chmurowym.

Nie należy zapominać także o tak prozaicznej kwestii, jak aktualność systemu operacyjnego, ochrona antywirusowa i antyspamowa stacji roboczych. Wiele z tych rozwiązań jest dostępnych nieodpłatnie jako dodatek do systemu operacyjnego. Aktualność oprogramowania na komputerze może dać dużo więcej niż wysublimowany system bezpieczeństwa, który będzie chronił archaiczną wersję systemu operacyjnego komputera.

Aby nie eksperymentować z tak wrażliwą materią, jak ochrona danych, warto skorzystać z doświadczenia firm specjalizujących się w zabezpieczaniu systemów IT. Umożliwi to dobór optymalnych rozwiązań, będących z jednej strony gwarancją bezpieczeństwa informacji, z drugiej pozwalających zrównoważyć koszty posiadania takiego systemu tak, aby nadmiernie nie wpłynąć na wynik finansowy przedsiębiorstwa.

Polska technologia może zrewolucjonizować produkcję wyświetlaczy i ogniw słonecznych. Jej twórca, spółka XTPL, szuka finansowania

CEO Magazyn Polska

Spółka XTPL chce zarabiać na licencjonowaniu technologii ultracienkich linii drukowanych na wyświetlaczach ciekłokrystalicznych i w fotowoltaice. Ma już gotową technologię, którą chce teraz wdrażać w przemyśle. Na ten cel potrzebuje ok. 15 mln zł. Pierwszą rundę finansowania planuje pozyskać do końca I półrocza 2016 r. w ramach prywatnej emisji akcji.

– Na chwilę obecną w perspektywie roku do dwóch lat potrzebujemy kilku milionów złotych. Natomiast ten proces będzie trwał do trzech lat i potrzeby będą się rozciągały – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Sebastian Młodziński, prezes XTPL. – Wszystko zależy od tego, jak szybko inwestor będzie chciał wdrożyć rozwiązanie. Wiadomo, że jeżeli nakłady będą większe, to zespół, który będzie obsługiwał tę technologię, będzie natychmiast większy. To jest jedyna bariera, którą w tym momencie mamy. Musimy zbudować duży zespół, a im większe finansowanie, tym większy zespół i szybsze postępy prac.

XTPL chce skomercjalizować w przemyśle opracowaną już i opatentowaną technologię ultracienkich linii drukowanych, która ma zastosowanie w wyświetlaczach ciekłokrystalicznych i w fotowoltaice. Ta technologia pozwala w obu przypadkach na zastosowanie jej w bardziej efektywny, lepszy i tańszy sposób.

Spółka zamierza zarabiać na sprzedaży licencji, głównie firmom zagranicznym. Inwestora szuka jednak w kraju.

– W kwietniu prawdopodobnie uda nam się już przekształcić firmę w spółkę akcyjną, więc chcemy dokonać pierwszej emisji, w której pierwsze akcje sprzedamy do inwestorów – mówi Młodziński. – Chcemy to zrobić w Polsce. Zdecydowaliśmy, że będzie to polski inwestor, przynajmniej na wstępie. W tej pierwszej rundzie finansowania chcemy pozyskać kwotę 4–5 mln zł po to, żeby zapewnić sobie pierwszy rok, a nawet  półtora roku finansowania, żeby w ramach tej emisji móc spokojnie pokryć koszty związane z wdrożeniem technologii.

Jak zaznacza prezes XTPL, emisja nie będzie się odbywać poprzez giełdę, lecz będzie miała charakter prywatny. Spółce zależy bowiem na wyborze inwestora pasującego do modelu działania firmy, który da jej wartość dodaną. Pieniądze w pierwszej kolejności przeznaczone zostaną na zatrudnienie specjalistów – fizyków, chemików i elektroników, którzy przeniosą technologię opracowaną w laboratoriach na poziom zastosowania w przemyśle.

– Największym wyzwaniem dla nas jest to, żeby po pierwsze poinformować świat o naszej technologii. To duże wyzwanie w kwestii komercjalizacji i doprowadzenia do jej przemysłowego zastosowania – deklaruje Młodziński.– Zdecydowaliśmy, że będziemy robili to w Polsce. Chcemy, żeby ta technologia została tutaj. Oczywiście zdajemy sobie sprawę z tego, że kapitał, ten, który jest dostępny w Polsce, jest relatywnie mniejszy. Natomiast chcemy, żeby Polska na tej mapie się znalazła przede wszystkim jako wytwórca rzeczywiście globalnej technologii, co jest u nas dużą rzadkością, bo rozmawiamy o technologii, która ma zastosowanie na całym świecie.

Sebastian Młodziński podkreśla, że cały proces wdrożenia technologii do przemysłu, przewidziany na około trzy lata, powinien kosztować ok. 15 mln zł.

– Są firmy, które zajmują się bardzo podobnymi rozwiązaniami i działają od kilku lat. Nasza konkurencja jest w Stanach Zjednoczonych i w Izraelu. W te firmy zostały już wpompowane ogromne pieniądze, rzędu 200 mln dol. – podkreśla Młodziński. – My mamy tę przewagę, że rzeczywiście wyszliśmy z etapu laboratoryjnego z gotowym patentem. Teraz naszym zadaniem jest wdrożenie tego w przemyśle. Musimy być oczywiście w pewien sposób pionierem, czyli musimy do swojego rozwiązania przekonać przemysł. Myślę, że to nie będzie trudne, bo mamy bardzo dużo atutów związanych z technologią, które w pewien sposób wręcz rewolucjonizują ten rynek.

UE chce lepszej ochrony dla klientów firm ubezpieczeniowych. Dyrektywa IDD wprowadza nowe obowiązki dla sprzedawców polis

CEO Magazyn Polska

Klienci kupujący ubezpieczenia będą musieli być lepiej informowani o produktach, które wybierają, a także o charakterze, w jakim występuje sprzedawca polisy i jego wynagrodzeniu. Nowe szersze obowiązki na dystrybutorów ubezpieczeń nakłada unijna dyrektywa IDD, która powinna zostać wdrożona w krajach członkowskich najpóźniej za dwa lata. Z założenia ma to zabezpieczać interesy klientów, ale jak podkreślają eksperci, to, że klient otrzyma więcej informacji, wcale nie oznacza, że będzie lepiej poinformowany.

Nowa dyrektywa nakłada na wszystkich dystrybutorów ubezpieczeń bardziej rozbudowane obowiązki informacyjne – wskazuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Łukasz Zoń, prezes Stowarzyszenia Polskich Brokerów Ubezpieczeniowych i Reasekuracyjnych. – Dotyczy ona wszystkich sprzedawców, a więc nie tylko pośredników, lecz także zakładów ubezpieczeń oraz ich pracowników, a także osób zajmujących się sprzedażą ubezpieczeń jako działalnością dodatkową.

Chodzi o przyjętą w listopadzie ubiegłego roku przez Parlament Europejski dyrektywę IDD (z ang. Insurance Distribution Directive, czyli dotyczącą dystrybucji ubezpieczeń). Zgodnie z jej postanowieniami przed zawarciem umowy obowiązkiem sprzedawcy będzie przedstawienie tzw. informacji o produkcie, specjalnego dokumentu, niebędącego częścią umowy ubezpieczenia, ale informującego o tym, jaka dokładnie polisa jest oferowana.

Co więcej, obligatoryjne będą informacje o charakterze działań sprzedawcy (broker czy agent), sposobie jego wynagradzania, a nawet procedurze składania skarg i reklamacji. Wszystkie te informacje będą musiały być jasne, rzetelne, niewprowadzające w błąd, a materiały marketingowe – jednoznacznie określone.

Coraz szersze obowiązki informacyjne nakładane na dystrybutorów ubezpieczeń wynikają z faktu, że w większości krajów Unii Europejskiej pośrednicy ubezpieczeniowi mogą występować w dwóch rolach – mogą być albo agentami, albo brokerami ubezpieczeniowymi. Polski system prawny przyjmuje ścisły podział pomiędzy nimi, czyli klient dobrze wie, czy dana osoba to przedstawiciel zakładu ubezpieczeń czy tylko pośrednik, który powinien dbać przede wszystkim o interes klienta – wyjaśnia Łukasz Zoń.

Pod znakiem zapytania pozostaje to, w jakiej formie do polskiego prawa zostaną wdrożone unijne przepisy. Niewykluczony jest scenariusz, że ustawodawca przyjmie model zachodnioeuropejski.

– Dodatkowo dystrybutor ubezpieczeń zobowiązany będzie przed zawarciem umowy ubezpieczenia rozpoznać potrzeby klienta. Na podstawie informacji, które klient przekaże, dystrybutor zbada jego potrzeby ubezpieczeniowe oraz dobierze właściwy produkt. Mówi o tym wprost mówi przepis dyrektywy – wyjaśnia Zoń.

Innym elementem wprowadzonym dyrektywą jest spoczywający na dystrybutorach obowiązek ciągłego doskonalenia zawodowego, który dotychczas dotyczył jedynie pośredników. Wszyscy sprzedawcy będą zobowiązani do udokumentowania czynności związanych ze szkoleniami oraz innymi tego rodzaju działaniami.

Jak podkreśla Zoń, polski rynek pośrednictwa ubezpieczeniowego nie powinien mieć problemów z dostosowaniem do nowych przepisów. Tym bardziej że już dziś obowiązki informacyjne są dość szerokie.

Ważne jest, aby przy wdrażaniu i konstruowaniu nowych zobowiązań ciążących na dystrybutorach nie stracić z oczu tego, co najważniejsze, czyli tego, by informacja była dla klienta faktycznie użyteczna. Bo nadmiar informacji, często przekazywanych na wyrost, nie służy dobru klienta, który nie jest w stanie tych informacji przeczytać, nie mówiąc już o rozumieniu – podkreśla prezes Stowarzyszenia Polskich Brokerów Ubezpieczeniowych i Reasekuracyjnych.

Dyrektywa wchodzi w życie 23 lutego 2016 roku, a kraje członkowskie mają czas na jej wdrożenie do 23 lutego 2018 roku.

Szczyt NATO w Polsce powinien się przyczynić do wzmocnienia bezpieczeństwa państw regionu. Nie musi jednak przynieść deklaracji dotyczących budowy baz

CEO Magazyn Polska

Szczyt NATO, który w lipcu odbędzie się w Warszawie, powinien się przyczynić do wzmocnienia bezpieczeństwo regionu Europy Środkowo-Wschodniej. Zdaniem ekspertów istotne jest to, by państwa flanki wschodniej były traktowane w taki sam sposób, jak najmocniejsze państwa NATO. Choć szczyt prawdopodobnie nie przyniesie decyzji o powstaniu w Polsce dużej bazy wojskowej, to będzie okazją do dyskusji o zdolnościach logistycznych naszego kraju. 

Oczekiwania Polski wobec szczytu to przede wszystkim jak największa obecność NATO we wszystkich krajach, które graniczą z obszarem dawnego Związku Radzieckiego. To nie tylko obecność stricte wojskowa, lecz także decyzje polityczne i instytucjonalne, które zwiększą bezpieczeństwo tego regionu – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Paweł Soloch, szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego.

Warszawski szczyt NATO zgodnie z zapowiedziami ze szczytu w Walii odbędzie się w dniach 8–9 lipca na Stadionie Narodowym. W Polsce pojawi się ok. 2,5 tys. delegatów, oprócz szefów państw również liderzy Unii Europejskiej, Banku Światowego i ONZ. Szacuje się, że koszt szczytu przekroczy 150 mln zł. Dlatego też – zdaniem Solocha – Polska zyska wizerunkowo, choć priorytetem jest jednak bezpieczeństwo naszego kraju. Szef BBN oczekuje również, że podczas spotkania zostaną podjęte decyzje dotyczące zwiększenia wojskowej obecności NATO w krajach wschodniej flanki sojuszu.

Najważniejsza jest kwestia kierunkowych decyzji, czyli tego, że taka obecność rzeczywiście będzie. Natomiast ostateczna formuła będzie się krystalizowała w trakcie negocjacji – zaznacza szef BBN.

Polska ma także przygotować propozycje dotyczące zwiększenia bezpieczeństwa państw granicznych. To przede wszystkim współpraca wojskowa z krajami bałtyckimi. Cały region liczy na to, że szczyt będzie okazją do potwierdzenia wspólnego stanowiska wobec zagrożeń. To także szansa na to, by przestał obowiązywać podział na tzw. stare i nowe państwa sojuszu.

Kwestie związane z bezpieczeństwem tzw. nowych unijnych państw to jedna z najważniejszych rzeczy dla całej Unii i NATO. Należy przestać dzielić państwa NATO na stare i nowe, a taki podział, niestety, wciąż się utrzymuje. Ważne, by bezpieczeństwo wszystkich państw, w tym na flance wschodniej, było traktowane z taką samą powagą jak bezpieczeństwo Niemiec, Francji czy Wielkiej Brytanii – przekonuje Janusz Zemke, poseł do Parlamentu Europejskiego, członek stałej Komisji Bezpieczeństwa i Obrony.

Zemke jest również sceptyczny co do ewentualnego ustalenia szczegółów stworzenia dużego natowskiego stanowiska, podobnego do Ramstein Air Base w zachodnich Niemczech czy Aviano Air Base we Włoszech.

Taka baza musiałaby skupiać kilka tysięcy żołnierzy. Amerykanie tej liczby raczej nie zwiększą, bo trzeba by to uczynić kosztem którejś z istniejących baz. Wydaje mi się, że na to nie ma większych szans – ocenia Zemke.

Przyjęcie dużej liczby żołnierzy wymaga również dobrego przygotowania logistycznego.

Jak podkreśla Janusz Zemke, Polska powinna się skupić na inwestycjach, tak by móc sprawnie przyjmować siły wsparcia. Szczyt NATO może być dobrą okazją do tego, by sprawdzić Polskę pod względem przygotowania portów morskich, magazynów, stanowisk dowodzenia czy baz paliwowych.

Zdaniem eksperta polskiemu wojsku potrzebne są daleko idące inwestycje, zwłaszcza że są na to odpowiednie środki. Na finansowanie potrzeb obronnych budżet wydaje 2 proc. PKB. Na Plan Modernizacji Technicznej Sił Zbrojnych RP trafi 9,3 mld zł, z czego ponad 5 mld na realizację priorytetowych zadań.

Główny problem polega dzisiaj na tym, by ten budżet wykorzystywać na nowoczesną technikę i na budowę infrastruktury – mówi Zemke. – Powinien on służyć budowie nowoczesnego systemu obrony powietrznej, nie tylko przeciwko samolotom, lecz także przeciwko rakietom. Wciąż nie mamy systemu obrony przeciwrakietowej i to uważam obecnie za najpilniejszą kwestię – tłumaczy ekspert Komisji Bezpieczeństwa i Obrony.

W tym roku resort planuje podpisać umowy m.in. na system obrony powietrznej, w tym przeciwrakietowej, systemy przeciwlotnicze i śmigłowce wielozadaniowe. Zgodnie z zapowiedziami powinno także nastąpić zintensyfikowanie dostaw sprzętu wojskowego – samolotów szkolno-treningowych AJT, okrętu patrolowego, niszczyciela min czy transporterów opancerzonych Rosomak. Prawdopodobnie w tym roku zostaną rozstrzygnięte zamówienia na realizację innych programów modernizacyjnych, w tym przeciwlotniczych zestawów rakietowych krótkiego zasięgu i zestawów bezpilotowych statków powietrznych.

Większość internautów chwali PiS za projekt „500 zł na dziecko”

CEO Magazyn Polska

Przez ostatnie dwa miesiące blisko 50 tys. razy Polacy użyli zwrotu „500 złotych na dziecko” w internecie i mediach społecznościowych – wynika z analizy IMM. Najbardziej ożywiona dyskusja miała miejsce 12 lutego, kiedy parlament przyjął ustawę. 61 proc. wpisów miało wydźwięk pozytywny, ale i w tym przypadku internauci znaleźli powód do wyśmiewania.

„Rodzina 500 plus” to flagowy program Prawa i Sprawiedliwości. Było to jedno z głównych założeń w kampanii wyborczej. Premier Beata Szydło zapowiadała go w swoim exposé jako najważniejszy projekt rządu.

Od momentu ogłoszenia nowego projektu ustawy przez rząd Prawa i Sprawiedliwości pod hasłem „500 złotych na dziecko” rozgorzała dyskusja w internecie. Tylko w ciągu ostatnich 2 miesięcy między 15 grudnia a 15 lutego pojawiło się niemal 50 tys. wzmianek na ten temat – mówi agencji Newseria Monika Tomsia, PR Manager z Instytutu Monitorowania Mediów.

Biorąc pod uwagę dane na temat widzialności treści z serwisów społecznościowych, informacje o rządowym projekcie mogły być wyświetlone 58 mln razy. Najwięcej wpisów – 55 proc. wszystkich – pojawiło się na Facebooku. Wśród serwisów informacyjnych o zapowiedzi rządu PiS najczęściej wspominały strony Fakt.pl, Wiadomości.onet.pl, Wyborcza.pl oraz internetowe wydanie „Super Expressu”.

W sieci najczęściej komentowano cele, które zakłada program, czyli poprawę sytuacji demograficznej w kraju i zmniejszenie obciążenia finansowego związanego z wychowaniem dzieci. Głos zabierali nie tylko eksperci, lecz także beneficjenci.

Najczęściej zadawane pytania przez internautów na forach internetowych i w serwisach społecznościowych to: kto zapłaci 500 zł na dziecko, kto otrzyma te pieniądze oraz czy i gdzie mogę się o nie ubiegać – wymienia Tomsia. – Ta dyskusja objęła zasięgiem aż 800 tys. wszystkich interakcji takich jak polubienia, udostępnienia czy komentarze.

Dane IMM wskazują, że wśród wszystkich zabarwionych emocjonalnie publikacji 61 proc. miało wydźwięk pozytywny.

Można powiedzieć, że ta grupa internautów podpisała się pod hasłem „dziecko to nie koszt, to inwestycja”. Pozostałe 39 proc. internautów, którzy wyrażali bardziej krytyczne opinie, skupiało się na argumentach związanych z finansami, czyli obawiali się o budżet państwa – mówi Tomsia.

Według obliczeń rządu program będzie kosztował budżet 21,6 mld zł w 2016 roku, w kolejnych latach kwota ta będzie nieco wyższa.

Obok zwolenników i przeciwników była też grupa internautów, która potraktowała ten temat bardziej satyrycznie. Na przykład osoby, które nie mają dzieci, zakładały różnego rodzaju wydarzenia na Facebooku pod hasłem np.: „500 złotych na kota” czy „500 złotych na drugi i kolejny rower w rodzinie” – mówi Monika Tomsia.

Sfinks w ciągu pięciu lat chce zwiększyć liczbę restauracji o 2/3. Znów przymierza się do ekspansji zagranicznej

0

CEO Magazyn Polska

Sfinks Polska, spółka zarządzająca sieciami Sphinx, Wook i Chłopskie Jadło, uruchomił dwie z 16 zaplanowanych na 2016 rok restauracji. Obie pod szyldem Sphinx. Do końca 2020 roku spółka chce rozbudować posiadane sieci o 80 placówek i zwiększyć sprzedaż ponaddwukrotnie. Ponownie przygląda się też możliwości rozwoju poza granicami Polski.

– W tym roku zamierzamy otworzyć około 16 nowych placówek. To jest główny wydatek inwestycyjny na ten rok – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Sylwester Cacek, prezes zarządu Sfinks Polska. – Głównie to będą placówki Sphinksa. Zamierzamy też otworzyć dwa Chłopskie Jadła, kontynuując pozytywne działania z poprzedniego roku. To będą różne miejscowości, zarówno duże, jak i małe miasta. Jak wskazały testy przeprowadzone w zeszłym roku, małe miasta zaczęły być dla nas atrakcyjne.

Sfinks Polska prowadzi obecnie 119 restauracji, w tym 104 w sieci Sphinx, 10 pod marką Chłopskie Jadło i pięć Wooków. Dwa Sphinksy uruchomiono już w tym roku – w Gnieźnie we franczyzie oraz w Gorzowie Wielkopolskim w systemie operatorskim. Do końca 2020 r. spółka chce mieć łącznie 200 lokali.

– Obecnie mamy zawarte umowy w Katowicach, Sopocie, Wrocławiu, Warszawie. Pewnie będzie jeszcze Koszalin, by wymienić tylko większe miasta – wylicza Cacek.

W 2015 roku Sfinks Polska osiągnął szacunkowo 176 mln zł przychodów. Z opublikowanego niedawno raportu za 23 miesiące (od stycznia 2014 do końca listopada 2015 r.) wynika, że w tym czasie spółka miała 325,6 mln zł przychodów. Zysk netto za 11 miesięcy 2015 roku przekroczył 8 mln zł. W 2014 roku wyniósł 34,6 mln zł.

Zgodnie z założeniami zaktualizowanej pod koniec ubiegłego roku strategii w 2020 roku sprzedaż ma sięgnąć 367,6 mln zł, a zysk netto niemal 25 mln zł.

Sfinks nie wyklucza ponownej próby zdobycia rynków zagranicznych. Jego szef zastrzega jednak, że mogłoby to nastąpić dopiero po szczegółowej analizie i bardzo starannym przygotowaniu. W 2012 roku Sfinks zmuszony był ogłosić upadłość swojej spółki na Czechy i Słowację, a w 2014 roku rozwiązano niemiecką spółkę córkę.

– Cały czas mówię, że nie jesteśmy przygotowani, ponieważ musimy mieć możliwość wyboru każdej z metod, by ocenić, która będzie najskuteczniejsza. Oczywiście najlepszą metodą na masterfranczyzę jest przejmować mały pakiet, dogadywać się na dokapitalizowanie, rozwój, a później ewentualnie z tego pakietu wychodzić – przekonuje Cacek. – Natomiast najgorszym sposobem jest to, co Sfinks ćwiczył i wiele polskich firm w różnych branżach, kiedy sto procent inwestycji przeprowadzała sama spółka. Każdy rynek to inna kultura i same badania nie wszystko pokażą. Tutaj pośpiech nie jest wskazany. Jak już wyjść, to wyjść na trwałe i skutecznie, a nie tak jak to było w historii Sfinksa. Na krótko i z dużymi stratami, to nie jest metoda.

Rozważając kierunki ekspansji zagranicznej, Sylwester Cacek bierze pod uwagę rynki Polsce geograficznie najbliższe, takie jak Niemcy czy inne kraje Unii Europejskiej.

– Unia Europejska jest najbardziej dla nas zrozumiała i ryzyko prawne jest tu najmniejsze. Dużo regulacji jest bardzo podobnych – mówi prezes Sfinks Polska. – Najłatwiej prowadziłoby się taką masterfranczyzę w Niemczech. Aczkolwiek to nie jest w żaden sposób przesądzone, bo przede wszystkim musi być chętny franczyzobiorca. Polskie spółki gastronomiczne całkiem dobre wyniki osiągają w Rumunii. My tam mamy od lat jednego franczyzobiorcę, z którym dosyć luźno współpracowaliśmy. Zresztą tak się z nim umówiliśmy. Teraz przychodzi jednak pora na to, żeby z nim porozmawiać o możliwości ekspansji w Rumunii. Zobaczymy, czy się zdecyduje i czy to domówimy. To też jest ciekawy rynek. Rumuni wydają więcej ze swoich dochodów na gastronomię niż Polacy.

Z trzech formatów prowadzonych przez spółkę najbardziej intensywnie rozwija się Sphinx, choć to Chłopskie Jadło zwiększyło przychody w 2015 roku najmocniej, aż o 8 proc. Sprzedaż w sieci Sphinx wzrosła o 4,1 proc., natomiast azjatyckie Wooki przyniosły o 7 proc. mniej niż rok wcześniej. Sylwester Cacek nie ukrywa, że praca nad tym formatem dopiero się zaczyna.

– Wook to jest kuchnia azjatycka, trzecia najpopularniejsza kuchnia w Polsce. Popracowaliśmy trochę nad koncepcją Wooka i będzie on zmierzał raczej w kierunku restauracji typu 220–250 metrów. Teraz był od dwustu paru do ośmiuset – wyjaśnia. – Zmieści się tam około 80–100 krzeseł i będzie zmierzał w takim lżejszym kierunku. To znaczy, że wysokość inwestycji powinna być pomiędzy kosztem pizzerii a restauracji. To w przyszłości może umożliwiać nam zarówno bardziej dynamiczne otwieranie, jak i większą łatwość pozyskiwania franczyzobiorców, ponieważ tutaj często barierą są nakłady.

Strategia zakłada otwieranie przynajmniej jednego lokalu tej sieci rocznie. Zmieniać się będzie także wystrój lokali na jaśniejszy, by zniwelować dysproporcję między eleganckim wystrojem restauracji a niewysokim poziomem cen.

– Wook będzie się koncentrował nie tylko na kuchni chińskiej. Będziemy też pracowali z menu, tak jak do tej pory pracowaliśmy w Sphinksach czy w Chłopskim Jadle – mówi Cacek. – Wook jako najmniejszy musiał poczekać w kolejce. Uwalniają się moce, coraz sprawniej pracujemy nad testowaniem dań, nad zmianami, więc na pewno w Wooku też zobaczymy w tym roku podobne zmiany do tych, które było widać w poprzednich latach w Sphinksach.

Tylko co piąta polska firma korzysta z systemów zarządzania zasobami. Branża IT liczy na więcej zamówień

CEO Magazyn Polska

Systemy ERP, służące do planowania i zarządzania zasobami firmy, są wykorzystywane przez 22 proc. przedsiębiorstw – wynika z danych GUS. Średnia dla UE to 31 proc., a w takich krajach jak Belgia czy Austria korzysta z nich prawie co druga firma. Dlatego branża IT liczy na dynamiczne wzrosty w tym obszarze. Tym bardziej że zamówieniom na systemy sprzyjać będą programy unijne.

Rynek ERP, rynek informatyczny stale rośnie, a my sukcesywnie notujemy wzrosty w segmencie zarówno średnich firm, jak i uczelni, w których jesteśmy jednym z liderów rynku. Rynek tej jest jednak zależny od dotacji unijnych. Cały czas branża czeka na uruchomienie programów unijnych i liczy na to, że nowa perspektywa będzie dużą szansą – mówi agencji informacyjnej Newseria Wacław Szary, prezes zarządu OPTeam SA.

W 2014 roku, jak wynika z raportu IDC, polski rynek systemów klasy ERP wart był ponad 270 mld dolarów, a rynek rósł w dwucyfrowym tempie.

Systemy te poprzez udostępnianie informacji między wszystkimi działami w przedsiębiorstwie ułatwiają planowanie i zarządzanie zasobami przedsiębiorstwa. Jak wynika z raportu GUS „Społeczeństwo informacyjne w Polsce 2011–2015”, wykorzystanie ERP w 2015 roku deklarowało 22 proc. firm (wzrost z 17 proc. w ciągu roku). Wśród dużych podmiotów odsetek ten jest znacząco wyższy – wynosi 83,2 proc.

Stopień wykorzystania ERP zależy też od branży. Najwyższy był w dwóch kategoriach: naprawa i konserwacja komputerów i sprzętu komputerowego (47,2 proc.) oraz wytwarzanie i zaopatrywanie w energię, gaz, parę wodną i gorącą wodę (42,7 proc.). Najrzadziej korzystały z nich natomiast firmy z dwóch branż: zakwaterowanie i gastronomia (9,3 proc.) oraz budownictwo (10 proc.).

Sytuacja na rynku IT podlega dynamicznym zmianom. Wymusza to na firmach z branży coraz to nowe działania, integratorzy systemów muszą rozszerzać swoje kompetencje, my też jako spółka to czynimy w stałym trybie, poszerzając portfolio usług i zwiększając zakres naszych kompetencji – podkreśla Szary.

Jak podkreślają eksperci, bez inwestycji w IT firmy tracą szanse w rywalizacji z bardziej zaawansowanymi pod tym względem konkurentami.

Aktualnie na rynku obserwujemy trend inwestowania przez firmy w aplikacje chmurowe. To jest trend występujący nie tylko w Polsce, lecz także na świecie. Jako liczący się integrator na rynku IT musimy również sprostać tym wymaganiom, proponując naszym klientom tego typu rozwiązania – podkreśla prezes OPTeam SA.

Rynek cloud computing w Polsce wart jest ok. 400 mln zł i szybko rośnie. W opinii analityków rynku brak wdrożenia w firmie rozwiązań chmurowych będzie w najbliższych latach porównywalny z brakiem obecności w internecie.

Pracownicy nie potrafią pisać listów motywacyjnych. Zbyt często korzystają z szablonów i popełniają błędy

CEO Magazyn Polska

Nieprofesjonalny list motywacyjny może przekreślić szanse kandydata już na wstępnym etapie rekrutacji. Znaczna część pracowników nie przywiązuje jednak wagi do jego przygotowania. Najczęstszym błędem jest korzystanie z gotowych szablonów, które rekruterzy automatycznie odrzucają. Kandydatom zdarza się również wysłać list motywacyjny z wpisaną nazwą innego pracodawcy.

Jeszcze do niedawna list motywacyjny był najpopularniejszym, obok CV, dokumentem używanym w procesie rekrutacji. Obecnie jego znaczenie wyraźnie maleje – z roku na rok coraz mniej pracodawców wymaga od kandydatów przygotowania listu motywacyjnego i dołączenia go do dokumentów aplikacyjnych.

W ciągu ostatniego miesiąca na jednym z portali rekrutacyjnych spośród 350 stanowisk administracyjnych tylko w przypadku 50 ofert wymagany był list motywacyjny – mówi agencji informacyjnej Newseria Agata Naklicka, team leader temporary recruitment w Grafton Recruitment Polska.

Dla wielu rekruterów list motywacyjny wciąż stanowi jednak istotny element wstępnej selekcji kandydatów. Na podstawie CV poznają kwalifikacje i wykształcenie pracownika, list motywacyjny pozwala im za to lepiej poznać kandydata, jego motywację oraz przydatność na konkretnym stanowisku. Osobie starającej się o pracę umożliwia wyróżnienie się na tle pozostałych kandydatów – w liście motywacyjnym może bowiem zawrzeć informacje, na które brakuje miejsca w CV.

List motywacyjny daje kandydatom możliwość podzielenia się szerszymi informacjami, pochwalenia się zrealizowanymi w ciągu ostatnich lat projektami. Może opisać swoją motywację do pracy na danym stanowisku i w ten sposób udowodnić pracodawcy, że zależy mu na podjęciu tej pracy – mówi Agata Naklicka.

Osoby poszukujące pracy często nie przywiązują jednak wagi do przygotowania profesjonalnego list motywacyjnego. Najczęstszym błędem jest korzystanie z gotowych szablonów dostępnych w internecie lub przygotowywanie uniwersalnego listu wysyłanego do każdego potencjalnego pracodawcy. Rekruterzy bez trudu rozpoznają tego typu nieprofesjonalne dokumenty i z miejsca je odrzucają. Osoby korzystające z gotowych listów często popełniają błędy, które wykluczają je z dalszego etapu postępowania rekrutacyjnego, np. zapominają zmienić dane firmy.

– Kandydat powinien się skupić na przygotowaniu takiego listu, poświęcić czas na zebranie informacji o firmie, do której aplikuje, o wartościach, którymi kieruje się dana organizacja, i co będzie kluczowe na danym stanowisku. Chodzi o to, żeby przedstawić siebie w sposób, który przekonuje przyszłego pracodawcę – mówi Agata Naklicka.

Forma listu motywacyjnego powinna być krótka i spójna z CV – oznacza to, że najlepiej wykorzystać tę samą czcionkę, odstępy między wierszami i kolorystykę, tak aby oba dokumenty tworzyły wizualną całość. List motywacyjny nie powinien powielać informacji zawartych w CV – jego zadaniem jest bowiem rozszerzenie wiedzy rekrutera o kandydacie. Powinien więc być reklamą zdobytego przez kandydata doświadczenia zawodowego, przedstawionego na konkretnych przykładach. Warto zawrzeć w nim uzasadnienie, dlaczego zatrudnienie jego autora będzie korzystne dla firmy.

Przykładem może być stanowisko grafika w agencji reklamowej. Tu list motywacyjny może być swego rodzaju portfolio projektów graficznych, które grafik wykonał, czyli opisem projektów, które udało mu się zrealizować, dla jakich organizacji, czego dotyczyły i jak zostały ocenione – mówi Agata Naklicka.

Obecnie popularnością wśród osób poszukujących pracy cieszą się oryginalne formy CV i listów motywacyjnych, np. w formie prezentacji multimedialnej lub nagrania wideo. Warto jednak pamiętać o tym, że taka forma autoprezentacji sprawdzi się tylko w niektórych branżach, m.in. w tych, które wymagają od pracowników kreatywności i nieszablonowego myślenia. Ubiegając się o stanowisko księgowej czy prawnika, lepiej jednak wysyłać tradycyjne dokumenty.

Popołudniowy komentarz walutowy z 23.02.2016 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Popołudniowy komentarz walutowy z 23.02.2016 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Dodatkowe 2 mln zł dla Rydzyka

„PRESS-SERVICE Monitoring Mediów” wyliczył, że fundacja o. Rydzyka poza 26 mln złotych odszkodowania przyznanego w ramach ugody zyskała wczoraj także reklamę wartą prawie 2 mln złotych. Wynikiem medialnej burzy wokół rekompensaty jest przeszło 2 tys. publikacji.

246 materiałów pochodziło z mediów tradycyjnych – prasy, radia, telewizji i portali internetowych. Na taki wynik największy wpływ miały doniesienia z sieci. Do RTV należało 31 proc. przekazu, natomiast do prasy zaledwie 3 proc. Należy jednak pamiętać, że prasa reaguje z opóźnieniem ze względu na czas przygotowania czasopism. W przypadku dzienników zdarzenia komentowane są najszybciej dzień po zajściu.

Informacje na temat odszkodowania opublikowane w mediach tradycyjnych zapewniły Rydzykowi promocję o rynkowej wartości blisko 2 mln złotych – tyle wyniósł ekwiwalent reklamowy tych materiałów.

Liczba publikacji

Wykres 1.  Liczba publikacji na temat o. Rydzyka opublikowana 22 lutego 2016 r.

Zagadnienie odszkodowania wywołało także lawinę komentarzy internautów w social media. Nazwisko założyciela fundacji królowało wczoraj w trendach na Twitterze. Tylko 22 lutego na jego temat ukazało się 969 tweetów i 998 wpisów na Facebooku. Nie brakowało opinii, że taką decyzją partia rządząca spłaciła swój polityczny dług wobec o. Rydzyka czy propozycji, na co rząd mógłby przeznaczyć wspomniane 26 mln złotych.

Zdjęcie 1.  Wypowiedzi internautów na Twitterze

Odczyty PMI dla przemysłu rozczarowały

Słabsze dane z indeksów koniunktury zarówno w Europie, jak i w USA. Mateusz Morawiecki wypowiedział się na temat pożądanego kursu złotego do euro. Dobry odczyt koniunktury gospodarczej. Bezrobocie rośnie, ale z przyczyn sezonowych.

Wicepremier i minister rozwoju Mateusz Morawiecki, na spotkaniu organizowanym przez klub “Gazety Polskiej”, wypowiedział się na temat pożądanego kursu złotego. Skrytykował on pęd do osłabiania waluty w celu zwiększenia zysków eksporterów. Jego zdaniem taka polityka rozleniwia i zmniejsza konkurencyjność gospodarki. W tym wypadku pożądany jest delikatny trend umacniający rodzimą walutę. Dzięki temu eksporterzy mają czas na optymalizację procesów i wymusza się na nich wyższą efektywność, która jest konieczna w nowoczesnej gospodarce. Jako docelowy na koniec tego roku podał poziom 4,10 zł. Na ten moment wydaje się to niemal nierealne, ale czas pokaże.

Wczoraj poznaliśmy serię wstępnych odczytów indeksów PMI dla przemysłu. Łączny indeks dla Strefy Euro wypadł słabo. Analitycy spodziewali się 52 pkt, a indeks była aż o 1 pkt niższy. Rzadko zdarza się tak duże odchylenie w tych danych. Kto spowodował taki spadek? Ze względu na wagę w łącznym indeksie pierwszym kandydatem są Niemcy. Tak też było tym razem. Wskaźnik wyniósł tam 50,2 pkt wobec oczekiwanych 52 pkt. W rezultacie neutralne dane w reszcie państw nie były wstanie uratować łącznego wskaźnika. Słabość Europy widać wyraźnie na głównej parze walutowej, gdzie EUR/USD zawraca z ostatnich szczytów. Po tym jak niemal dotarł do 1,14000 dzisiaj spadł już poniżej 1,10000. Ruch ten zatrzymał się co prawda po wczorajszym odczycie wstępnego PMI dla przemysłu w USA. Również tutaj dane nie zachwyciły inwestorów. Odczyt wyniósł 51 pkt wobec oczekiwanych 52,3 pkt.

O 14:00 poznaliśmy wskaźniki koniunktury gospodarczej. Lepiej wypadło budownictwo i przemysł odrobinę gorzej handel detaliczny. Dane te nie spowodowały jednak większych zmian na rynku.

Po wczorajszych słabych danych z Niemiec od rana poznaliśmy dane na temat wzrostu PKB. Okazała on się dokładnie równy oczekiwaniom i wyniósł 2,1%.

Stopa bezrobocia zgodnie z oczekiwaniami wzrosła w Polsce do 10,3%. Jest to wynik gorszy o 0,5% niż poprzedni. Z jednej strony wygląda to bardzo źle. Z drugiej warto zwrócić uwagę, że co roku po końcu prac sezonowych taka sytuacja ma miejsce.

Dzisiaj dzień jest bogaty w wystąpienia prezesów banków centralnych. O 11:00 Mark Carney z Banku Anglii, a o 12:15 Thomas Jordan z SNB. Oprócz tego warto zwrócić uwagę na:

16:00 – USA – sprzedaż domów na rynku wtórnym oraz indeks zaufania konsumentów – Conference Board.

EUR/PLN

Wykres kursu średniego EUR/PLN za okres od 23.11.2015 do 23.02.2016Wykres kursu średniego EUR/PLN za okres od 23.11.2015 do 23.02.2016

Kurs EUR/PLN powraca do wzrostów. Dla ruchu w górę oporem jest obecnie poziom 4,5100 zł, gdzie kurs dotarł po obniżce ratingu. W przypadku spadków wsparcie stanowić będą ostatnie minima lokalne na 4,3650.

CHF/PLN

Wykres kursu średniego CHF/PLN za okres od 23.11.2015 do 23.02.2016Wykres kursu średniego CHF/PLN za okres od 23.11.2015 do 23.02.2016

Kurs CHF/PLN również wybił się z trendu bocznego w górę. Najbliższym oporem są okolice 4,1150, gdzie znajdują się obecne maksima. W przypadku osłabienia kursu wsparciem po przebiciu linii łącząca minima lokalne jest ważne minimum lokalne na poziomie 3,9300.

USD/PLN

Wykres kursu średniego USD/PLN za okres od 23.11.2015 do 23.02.2016Wykres kursu średniego USD/PLN za okres od 23.11.2015 do 23.02.2016

Kursowi USD/PLN równie udało się wybić z trendu bocznego. Nowym oporem są maksima na 4,1350. Dla obecnego ruchu w dół najbliższym wsparciem jest ważne trzymiesięczne minimum lokalne na 3,8600.

GBP/PLN

Wykres kursu średniego GBP/PLN za okres od 23.11.2015 do 23.02.2016Wykres kursu średniego GBP/PLN za okres od 23.11.2015 do 23.02.2016

Kurs GBP/PLN od połowy października porusza się w silnym trendzie wzrostowym po czym zawrócił i przeszedł w trend spadkowy. Najbliższym oporem dla ruchu w górę są ostanie maksima na poziomie 5,7000. W przypadku kontynuacji spadków wsparciem jest minimum obecnego ruchu, czyli poziom 5,5700.

W jakich biurach chce pracować pokolenie Millenialsów?

Przedstawiciele pokolenia Y wywierają coraz większy wpływ na wygląd
i funkcjonalność biur. Jak wynika z raportu Deloitte, igreki stanowią dziś ponad połowę wszystkich pracowników, a ich oczekiwania są bardzo odmienne od wymagań starszych kolegów. Dlatego pracodawcy i deweloperzy zaczęli aktywnie włączać się w proces projektowania powierzchni biurowych.

armstrong_PwC_warszawa_wwwGenerację Y definiuje się jako pokolenie ludzi urodzonych w latach 1980 – 1997. Mobilni, otwarci, kreatywni. Chcą się rozwijać, dobrze zarabiać, pracując w przyjemnym i przyjaznym otoczeniu. Łatwo podejmują decyzję o zmianie firmy, mimo to są atrakcyjni dla pracodawców. Bardzo dobrze znają język angielski, a nierzadko jeden albo dwa dodatkowe języki obce oraz doskonale poruszają się wśród nowych technologii.

Deweloperzy słuchają młodych

Młodzi chcą pracować tak, jak żyją:
w dobrej atmosferze, w jasnych, przestronnych pomieszczeniach, nie lubią zamkniętych pokoi i ciasno poustawianych biurek. – Dla nich takie miejsce pracy, ogranicza twórcze myślenie i możliwość swobodnej wymiany pomysłów – przyznaje architekt Anna Baczkowska, menedżer ds. technicznego wsparcia w firmie Armstrong. Nic więc dziwnego, że pojawienie się pokolenia Y na rynku pracy było pewną rewolucją w zarządzaniu talentami, a co za tym idzie również w aranżowaniu powierzchni biurowej. Biuro w końcu przestało być tylko wizytówką firmy, stając się miejscem, w którym pracuje się kreatywnie, bardziej wydajnie i niekoniecznie każdy przy swoim biurku.

Pokolenie młodych pracowników ceni takie wartości, jak spędzanie czasu wspólnie ze znajomymi czy rodziną, ekologię i zdrowy tryb życia. Odżywiają się zdrowo, zwracają większą uwagę na to, co kupują, uprawiają sporty. Tymi samymi zasadami kierują się w życiu prywatnym i zawodowym. Już na rozmowie o pracę pytają o to, czy w biurze jest duża, dobrze wyposażona kuchnia, a w budynku stołówka ze zdrowym jedzeniem albo klub fitness. Deweloperzy są coraz bardziej świadomi tych potrzeb, i chcąc wynajmować biura, muszą dostosować je do nowych wymagań.

Więcej współpracy, mniej rywalizacji

armstrong_BirminghamCountyCouncilulWoodcock10_1024pxPrzykładów nie brakuje, bo największe firmy na polskim rynku zmieniają swoje biura, tworząc tam m.in. strefy relaksu. Obok kawiarni i przestronnej kuchni znajdują się
w nich zwykle również pufy, kanapy, stół do piłkarzyków, a nawet ping-ponga czy bilarda albo konsole do gier, czy sprzęt do fitness. Specjaliści twierdzą, że przestrzeń do odpoczynku może podnieść wydajność i kreatywność zespołu.

Millenialsi chcą wiedzieć, że ich praca ma sens i czuć się częścią firmy, a bardziej niż rywalizację cenią współpracę. Dlatego bardzo ważną zmianą w aranżacji biur jest tworzenie tzw. collaboration area, czyli miejsc, gdzie ludzie mogą pracować razem, dyskutować w luźnej atmosferze, wymieniać pomysły, sprzeczać się i tworzyć całkiem nowe rozwiązania.

Wolni od biurek

Ciągle jeszcze nowością na polskim rynku jest idea Activity Based Workplace, czyli przestrzeni, w których pracownik nie jest sztywno przypisany do biurka. Wprowadziły je już m.in. firmy Skanska, PwC, EY. Pracownicy nie są przypisani do biurek, w razie potrzeby mogą pracować w mniej formalnym miejscu. Dla potrzebujących skupienia powstają przestrzenie do pracy w ciszy, „budki telefoniczne”, różnej wielkości salki konferencyjne oraz miejsca koncentracji i pracy zespołowej.

Elastycznym rozwiązaniom w biurach przyszłości towarzyszy jakość wykorzystanych materiałów i technologii. – Praca w otwartych przestrzeniach wiąże się z większym poziomem hałasu. Dlatego kwestie akustyki są dziś tak istotne w aranżacji biur. Wiedzą o tym już nie tylko architekci, ale też managerowie firm – zauważa Anna Baczkowska. I jak zaznacza najbardziej skuteczną metodą kształtowania przyjaznej dla ucha akustyki i tłumienia uciążliwych dźwięków w biurze są przede wszystkim akustyczne sufity podwieszane

– Zajmują najwięcej powierzchni. Więc to podstawowe rozwiązanie, by stworzyć komfortowe miejsca pracy. Uzupełnieniem są miękkie powierzchnie dodatkowego wyposażenia jak wykładziny, meble, materiały dźwiękochłonne na ścianach – mówi architekt. Wszystkie te elementy poza wpływem na dźwięki mają też za zadanie pozwolić wykreować niecodzienną przestrzeń biurową, a to dla pokolenia Y i Z jeden z ważnych elementów miejsca pracy.

Sami architekci przyznają dziś, że nie są jedynymi, którzy decydują o wyglądzie biura i jego funkcjonalności. Wkład w ostateczny kształt przestrzeni firmowych w dużej mierze mają deweloperzy, najemcy powierzchni czy specjaliści od HR-u. Ten trend będzie się rozwijał razem z rynkiem pracy. Firmy zabiegają o młode talenty, co najmocniej widać w miastach regionalnych. A młodzi chcą pracować w dobrej atmosferze, ładnych biurach i zielonym otoczeniu. I to raczej się nie zmieni.

 

 

Stać nas na coraz mniejsze mieszkania

Drożejące kredyty hipoteczne, wyższy, 15-procentowy, wkład własny, a także kończące się pieniądze na dopłaty w ramach programu „Mieszkanie dla Młodych” (MdM) na 2016 r.  – czy to wszystko wpłynie na to, jakie mieszkania będą kupować Polacy w bieżącym roku?

„Z pewnością będziemy poszukiwać lokali coraz tańszych, a co za tym idzie – mniejszych. Nadal największym zainteresowaniem będą cieszyć się mieszkania dwupokojowe, ale 40-, a nie 60-metrowe” – mówi serwisowi infoWire.pl Agata Stradomska z sieci biur nieruchomości RE/MAX. Popularne będą też lokale do remontu, ponieważ ich standard obniża cenę. Zakres samego remontu można tymczasem dostosować do indywidualnych potrzeb i możliwości.

Oprócz tego chętnie będziemy wybierać mieszkania znajdujące się w mniej prestiżowych dzielnicach (na obrzeżach miast) oraz miejscowościach graniczących z dużymi miastami, a to dlatego, że te lokale również są tańsze. Ważnym kryterium przy wyborze będzie dla nas jednak nie tylko cena, lecz także komunikacja z centrum miasta czy pracą.

Większość (59%) osób chcących kupić mieszkanie zamierza wydać mniej niż 250 tys. zł, a tylko 16% – od 250 do 350 tys. zł. Nic dziwnego. „Podatek bankowy wpłynął na ceny kredytów hipotecznych, zostały podniesione marże” – wyjaśnia ekspertka. Informacje o kończących się środkach z MdM na 2016 r. też nie nastrajają pozytywnie. O tyle dobrze, że osoby, które chcą skorzystać z programu, mogą poszukać mieszkania i zarezerwować je już teraz, a kredyt z dopłatą wziąć w roku kolejnym. Na 2017 r. nadal jest dostępna pula ponad 711 mln zł, a na 2018 r. – 762 mln zł.

Przedsiębiorco, sprawdź wszystkie opcje zanim zdecydujesz się na kredyt

Różnica między najtańszą a najdroższą opcją kredytu dla przedsiębiorców może wynieść nawet 19 tys. zł w całym okresie kredytowania*. Przed zdecydowaniem się na jedną z opcji warto zatem sprawdzić, co proponują różne banki oraz czy istnieją sposoby na uzyskanie dofinansowania w ramach różnych programów wsparcia przedsiębiorczości. 

 Po pierwszym roku działalności z polskiego rynku znika zwykle połowa firm, ale nawet przetrwanie tego czasu nie zapewnia jeszcze sukcesu. Dla przedsiębiorcy najtrudniejsze są bowiem cztery pierwsze lata, kiedy to upada kolejne 40% „ocalałych”*. Chcąc utrzymać się na rynku, potrzebne są inwestycje i pieniądze na rozwijanie działalności. Jednak nie wszyscy mają taką możliwość.

Dostęp do kapitału zewnętrznego jest bardzo trudny, szczególnie dla start-upów, jeśli nie mamy zabezpieczeń – tłumaczy Paweł Mazur z ANG Biznes S.A. – Niekoniecznie musi to być hipoteka czy inne zabezpieczenie rzeczowe, ale coraz częściej pojawiają się cesje z kontraktów, poręczenia nie tylko osób fizycznych, ale też firm.

 Kredyt? Sprawdź wszystkie oferty

Sam fakt posiadania zdolności kredytowej nie powinien jednak sprawić, że przedsiębiorca zdecyduje się od razu na pierwszą lepszą ofertę. Przede wszystkim, należy się zastanowić, jakiej kwoty naprawdę potrzebujemy i jak wygląda nasza zdolność do spłacania rat. Pomocne mogą okazać się wskazówki ekspertów w dziedzinie finansowania MSP. Dzięki ich wiedzy, jesteśmy w stanie obniżyć miesięczną ratę o 60 zł, co w całym okresie kredytowanie daje już sporą sumę.

Dzięki dysponowaniu bogatą ofertą kredytów z różnych banków, jesteśmy w stanie dobrać idealną opcję dla przedsiębiorcy – wyjaśnia Paweł Mazur. – Różnice w kosztach między ofertami z różnych banków, przy 100 tys. zł kredytu mogą wynieść nawet 3570 zł. Może się wydawać, że nie jest to ogromna kwota, ale dla małego przedsiębiorcy z kłopotami finansowymi, każda suma ma znaczenie. 

Prawie 19 tys. zł oszczędności dzięki pomocy de minimis

Przy utrzymaniu się na rynku może pomóc także pożyczka ze środków unijnych. Tak zwana inicjatywa Jeremie, to mechanizm pozadotacyjnego wsparcia mikro, małych i średnich przedsiębiorstw ze środków publicznych ustanowiony przez Komisję Europejską. Środki z inicjatywy przeznaczone są dla przedsiębiorców, którzy nie mogą uzyskać finansowania w banku komercyjnym, ze względu na brak historii, czy też na brak odpowiedniego zabezpieczenia. W tym przypadku jeszcze większe korzyści można uzyskać dzięki pomocy de minimis.

Pomoc de minimis jest szczególną kategorią wsparcia – tłumaczy Paweł Mazur – ze względu na swoją małą wartość, może być udzielana podmiotom gospodarczym ze środków pomocowych – nie powoduje bowiem zakłócenia konkurencji w wymiarze unijnym.

 Co prawda pomoc de minimis z założenia dotyczy małych kwot, to jednak, jak wyliczył ANG Biznes, przy pożyczce Jeremie na 60 miesięcy w wysokości 100 tys. zł, obniża miesięczną ratę o 314 zł, co w całym okresie kredytowania daje kwotę prawie o 19 tys. zł niższą.

W przypadku skorzystania z tego typu dofinansowania, koszt kredytu (przy uwzględnionej w analizie przykładowej kwocie 100 tys. zł), ponoszony przez przedsiębiorcę w trakcie całego, 5-letniego okresu kredytowania, to zaledwie 3729,2 złotych.

Brak zdolności kredytowej – co dalej?

 Ratunkiem w sytuacji braku zdolności kredytowej są alternatywne źródła finansowania. Jednym z nich jest faktoring. W przypadku tego produktu, zabezpieczeniem są faktury przedsiębiorcy, a o przyznaniu finansowania decyduje głównie to, z kim przedsiębiorca handluje. Firmy świadczące usługi faktoringowe dostarczają przedsiębiorstwom środki finansowe pod nieuregulowane faktury. Co można zyskać? Nawet do 100% wartości wystawionych faktur w momencie wysłania towarów lub świadczenia usług, a wypłata pozostałej części następuje po zapłacie odbiorcy na konto faktora.

– Załóżmy, że mamy start-up, który zaczyna dostarczać produkty do dużej i znanej sieci, która płaci po 90 dniach. Ze względu na takiego odbiorcę, przedsiębiorca bez problemu otrzyma finansowanie takich transakcji, mimo że nie ma żadnej historii płatniczej – dodaje Paweł Mazur.

Dzisiaj dobrze mieć plecy

 Mecz tenisa przed śniadaniem, przebiegnięte 3 mile, wspinaczka skałkowa czy Bikram Yoga. Sport to nieodłączny element dnia Baracka Obamy, Anny Wintour i Richarda Bransona. Ludzie sukcesu wiedzą, że regularny ruch to podstawa zdrowia i efektywnej pracy zawodowej. Tymczasem w Polsce… Przeciętny menedżer mało ćwiczy, pracuje głównie siedząc, a tylko 30 minut w pracy stoi. Jest zestresowany, przemęczony i zapracowany, dlatego spożywa posiłki przy biurku w nienaturalnie zgiętej pozycji. Efekt? Ponad połowa Polaków cierpi na problemy z kręgosłupem. Musimy działać, bo dzisiaj dobrze mieć plecy. Dosłownie.

 Polski menedżer pracuje na co dzień w biurze. Siedząc. Długotrwała pozycja wymuszona, nieprawidłowe nawyki żywieniowe, brak aktywności fizycznej, częste zaburzenia snu i ogólne przemęczenie, nie sprzyjają zdrowemu kręgosłupowi. Taki obraz pracownika kreśli badanie BUPA „Zdrowie w miejscu pracy – diagnoza i oczekiwane zmiany” zrealizowane w Polsce, Hiszpanii, Wielkiej Brytanii i Australii w 2015 roku. Dodatkowo ponad połowa osób pełniących funkcje kierownicze ma nieprawidłowy wskaźnik masy ciała BMI. Dodajmy do tego wnioski z raportu On Your Feet Britain, British Heart Foundation, 2015, a otrzymamy prawdziwie niepokojącą diagnozę. Sprawdźmy. 30 minut – tyle statystycznie spędza osoba pracująca w biurze w pozycji stojącej. Dotyczy to 37% mężczyzn i 45% kobiet. Dodatkowo 50% pracowników je swój lunch przy miejscu pracy. Rezultatem są częste bóle pleców, szczególnie odcinka lędźwiowego oraz szyjnego. Nie dziwi to ekspertów kliniki specjalizującej się w rehabilitacji narządu ruchu Columna Medica.

 – 97% schorzeń kręgosłupa ma przyczynę mechaniczną. 3 z 4 osób skarży się na bóle pleców, przynajmniej raz w życiu. Szczególnie dotyczy to dolnej partii pleców, miednicy i kończyn dolnych. Wiele godzin spędzamy w pozycji wymuszonej, zazwyczaj siedząc. Właśnie wtedy nacisk wywierany na kręgosłup zwiększa się i jest aż 40 – 85% większy niż w pozycji stojącej. Tak duże obciążenia i brak aktywności fizycznej sprzyjają bolesnym schorzeniom kręgosłupa – wyjaśnia Andrzej Rudawski, kierownik zespołu fizjoterapeutów w Columna Medica.

Fokus na tył po godzinach

Czy jest z nami aż tak źle? Okazuje się, że polski menedżer coraz częściej postanawia działać. Choć z badania TNS Polska wynika, że pod tym względem wypadamy zdecydowanie poniżej średniej europejskiej, Polacy chcą ćwiczyć. Niemal 1/3 uprawia sporty regularnie, co najmniej 3 razy w tygodniu. Zauważalnie częściej aktywni są mężczyźni i mieszkańcy miast. Bieganie (33%), jazda na rowerze (53%) i basen (29%) to najczęściej wybierane dyscypliny. Popularne są ćwiczenia siłowe, fitness, sporty zespołowe i walki. To dobrze. Ale czy na pewno ćwiczymy z głową?

Każda aktywność fizyczna jest zbawienna dla naszego zdrowia. Dobrze, że po godzinach spędzonych przy biurku przed monitorem komputera, często nie zwracając w ogóle uwagi
na ergonomię miejsca pracy, wybieramy ruch. Forma aktywności musi być dostosowana do stanu zdrowia i kondycji fizycznej. Marsze w żywym tempie uznawane są za bezpiecznie ale np. pływanie stylem klasycznym nie jest zalecane dla osób z dyskopatią.
Ćwicząc na siłowni, pamiętaj, by ciężar prowadzić jak najbliżej ciała, zachowując proste plecy, lekko ugięte kolana. Unikaj długich jednostronnych obciążeń kręgosłupa np. podczas zajęć fitness – radzi ekspert Columna Medica.

Klinika jest jednym z pierwszych centrów medycznych w Polsce, który w diagnostyce wykorzystuje urządzenie Diers 4D, które umożliwiają trójwymiarowe przedstawienie obrazu kręgosłupa w programie komputerowym i efektywne dobranie odpowiednich form korekcji.

Columna Medica_zdj.1.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Inspiracja od najlepszych

Zdrowy kręgosłup, dotleniony organizm i endorfiny, to tylko część profitów płynących ze sportu.
Są one szczególnie cenne dla osób pracujących w biurach. Światowej sławy biznesmeni, politycy i prezenterzy telewizyjni wiedzą, jak ważne jest włączenie aktywności fizycznej w napięty plan dnia. Barack Obama podkreśla, że nie wykorzystywał w pełni swoich możliwości, dopóki nie zaczął codziennie przebiegać trzech mil. Anna Wintour, redaktor naczelna amerykańskiego Vogue’a, każdego poranka przed 6:45 rozgrywa mecz tenisa, a milioner Richard Branson twierdzi, że jego produktywność w ciągu dnia wydłużyła się aż o cztery godziny od kiedy zaczął ćwiczyć. Właściciel obejmującej 400 firm Virgin Group uprawia Bikram Yogę, wspinaczkę skałkową, pływa i podnosi ciężary. Z kolei jedna z najbardziej wpływowych kobiet na świecie, Oprah Winfrey, w swoim planie treningowym łączy ćwiczenia cardio z medytacją, które pozwalają jej zachować dobrą kondycję psychiczną.

Kluczowa jest zatem systematyczna, ale przede wszystkim prawidłowa aktywność fizyczna

co najmniej 3 razy w tygodniu po 45 minut. Menedżerowie, oto Wasz target!

SMS-y z romansem w tle

Z badania przeprowadzonego przez firmę Infobip wynika, że  krótkie wiadomości tekstowe wciąż odgrywają dużą rolę w codziennym życiu Polaków. Przy ich pomocy romansujemy, wyznajemy miłość lub kończymy nieudany związek. Ponad 19% badanych dzięki SMS-om poznało nowego partnera, a 51% przyznało, że dzięki takiej formie komunikacji łatwiej im było skłamać.

SMS-y z romansem w tle

Na pytanie, czy kiedykolwiek zdradziłeś swoją partnerkę przez SMS-y, twierdząco odpowiedziało 20% badanych. Z kolei aż 45% potwierdziło, że za pomocą krótkich wiadomości tekstowych romansuje z innymi osobami. Takie flirtowanie dla 19% przepytywanych osób skończyło się znalezieniem nowego partnera, a 34% wyznało miłość innej osobie właśnie poprzez wiadomość SMS.  29% respondentów wskazało, że zdarzyło im się spędzić całą noc na pisaniu SMS-ów z partnerem. Dla 40% uczestników badania jednym z tematów był seks. Polacy nie tylko poznają nowe osoby i zakochują się poprzez SMS-y, ale taką formę komunikacji wybierają również aby powiadomić partnera o zakończeniu związku. 16% ankietowanych przyznało, że zrobiło to właśnie poprzez wysłanie wiadomości tekstowej.

„To badanie pokazuje, jak bardzo obecne w naszym życiu codziennym są SMS-y. Dla większości z nas odbieranie i wysyłanie wiadomości tekstowych stało się normalną czynnością dnia codziennego. Istnieje już pokolenie Polaków, które nie zna świata bez telefonów komórkowych. Z naszych ustaleń wynika, że SMS uważany jest za naturalną i bezpieczną formę komunikacji, za pośrednictwem której przesyłamy również treści bardzo wrażliwe. W odróżnieniu do komunikatorów mobilnych treść tych konwersacji nie zapisuje się na serwerach, tylko pozostaje w telefonie. To na pewno buduje poczucie bezpieczeństwa wśród tych, którzy wykorzystują wiadomości tekstowe do flirtowania.” – powiedział Marcin Papiński, Dyrektor ds. Rozwoju w firmie Infobip.

82% ankietowanych zadeklarowało, że aktywnie korzysta z usługi SMS, zarówno odbierając jak i wysyłając wiadomości, jedynie 3% nie używa tej formy komunikacji. Odebranie SMS-a wywołuje natychmiastową reakcję u zdecydowanej większości badanych, 66% z nich stwierdziło że odczytuje i odpisuje na wiadomość zaraz po jej otrzymaniu.

Na pytanie, o czym najczęściej piszą w SMS-ach, aż 48% uważa że przesyła jedynie ważne wiadomości, 19% stuka w klawiaturę aby zwyczajnie pogadać, a 16% za pomocą telefonu przesyła życzenia urodzinowe i świąteczne.  Dla 51% ankietowanych dzięki SMS-owi łatwiej było skłamać, niż np. przez telefon, lub w bezpośredniej rozmowie. Niespełna połowa respondentów nie przywiązuje większej wagi do  przestrzegania zasad gramatyki i interpunkcji podczas tworzenia wiadomości. Z kolei zupełnie zanikł sposób pisania SMS-ów JednymCiągiemOdzielającWyrazyDużąLiterą.

„Duży wpływ na taki sposób pisania wiadomości tekstowych miały z pewnością wysokie ceny SMS-ów w przeszłości. Dziś, gdy praktycznie każdy dysponuje pakietem bezpłatnych SMS-ów, użytkownicy nie muszą już przejmować się liczbą znaków. Potwierdza to informacja, że aż 81% badanych wysyła  wiadomości z jednym słowem (Tak, Nie, OK). Kiedyś taka ekstrawagancja była nie do pomyślenia. Martwi trochę ignorowanie zasad polskiej pisowni w SMS-ach, stąd kampanie społeczne takie jak realizowana kilka lat temu „Język polski jest ą-ę ” – dodaje ekspert Infobip.

W badaniu zrealizowanym przez firmę Infobip wśród ponad 150 respondentów metodą wywiadu internetowego (CAWI) wzięło udział 54% kobiet i 46% mężczyzn w wieku od 18 do 50 roku życia.