Fundusz Mieszkań na Wynajem wystartował na małą skalę. Może jednak zmienić zasady obowiązujące na rynku najmu

CEO Magazyn Polska

Pierwsze mieszkania w ramach Funduszu Mieszkań na Wynajem już zostały zarezerwowane. W ofercie znalazło się 49 mieszkań w Poznaniu. Analitycy oceniają, że fundusz będzie miał znaczny wpływ na rozwój rynku najmu, choć niekoniecznie liczbowy. Inicjatywa wspierana przez państwo może ucywilizować rynek, a tym samym zachęcić Polaków do najmu w ogóle, a zagraniczne fundusze – do wejścia na polski rynek.

Fundusz Mieszkań na Wynajem może mieć ogromny wpływ na kształtowanie się rynku najmu, ale ten wpływ nie musi mieć charakteru czysto liczbowego. Przede wszystkim pojawienie się stałego funduszu, do tego kojarzonego bezpośrednio jako fundusz państwowy, może wpłynąć na pewne ucywilizowanie rynku najmu, jego sformalizowanie i wprowadzenie pewnych standardów – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Katarzyna Kuniewicz, dyrektor działu badań i analiz rynku REAS.

Utworzony i finansowany przez Bank Gospodarstwa Krajowego, działający komercyjnie w oparciu o ustawę o funduszach inwestycyjnych, Fundusz Mieszkań na Wynajem do tej pory udostępnił tylko jeden projekt mieszkaniowy. Na początku stycznia zaprezentowana została oferta 49 mieszkań na wynajem przy ul. Saperskiej w Poznaniu. W pierwszych trzech dniach od prezentacji chęć wynajmu zgłosiło kilkaset osób. Od 1 marca chętni mają możliwość rezerwacji i podpisywania umów na wybrane mieszkania.

Kuniewicz podkreśla, że taki wizerunkowy wpływ funduszu jest bardzo istotny. Jego działalność może uwiarygodnić rynek nie tylko w oczach potencjalnych wynajmujących, lecz także zagranicznych funduszy inwestycyjnych.

Istnienie takiego funduszu w Polsce byłoby dowodem na to, że taka działalność może się w Polsce udać, a tym samym może spowodować większe zainteresowanie funduszy zagranicznych polskim rynkiem najmu. Duże fundusze, na przykład niemieckie, od dłuższego czasu interesowały się rynkiem najmu w Polsce, wyrażały jednak obawę o to, że nie ma przykładu instytucjonalnego działania takiego funduszu, i to działania z sukcesem – wyjaśnia Kuniewicz.

Fundusz nie wpłynie jednak istotnie na czynsze na rynku. Ekspertka podkreśla, że stawki zaproponowane w pierwszej ofercie są zbliżone do cen rynkowych.

Fundusz nie kupuje kilkuset projektów, tylko pojedyncze projekty. Z tych planów wynika, że najczęściej będą to projekty, w których będzie około 100-150 mieszkań. To nie wpłynie istotnie na liczbę mieszkań, na wielkość rynku najmu, natomiast może wpłynąć na sposób, w jaki działa ten rynek – wyjaśnia dyrektor działu badań i analiz rynku REAS.

Oferta funduszu może być również interesująca dla deweloperów, bo ceny są negocjowane indywidualnie. Choć zdaniem Kuniewicz nie są to proste negocjacje i z pewnością oferta funduszu nie zastąpi budowy mieszkań w celu odsprzedaży indywidualnej. Wprawdzie sprzedaż całej inwestycji funduszowi zdejmuje z deweloperów koszty promocji, marketingu i sprzedaży, jednak w wielu przypadkach może się okazać, że i tak sprzedawanie lokali osobno będzie bardziej rentowne.

Proszę zwrócić uwagę na to, że mamy do czynienia z dwoma podmiotami prywatnymi. Fundusz jest firmą korzystającą z pieniędzy publicznych, natomiast to nie jest jednostka sektora finansów publicznych. Mamy po obu stronach podmioty prywatne i tu się odbywa wszystko na zasadach rynkowych – tłumaczy Kuniewicz. – W konkretnych przypadkach może się to okazać atrakcyjne. Czy z założenia możemy powiedzieć, że to będą same atrakcyjne propozycje? Absolutnie nie.

Spółka BGK Nieruchomości, zarządzająca portfelem aktywów Funduszu Mieszkań na Wynajem, analizuje kolejne projekty w siedmiu lokalizacjach: aglomeracji warszawskiej, trójmiejskiej, krakowskiej, łódzkiej, wrocławskiej, poznańskiej i śląskiej. W sumie w ramach funduszu zostanie udostępnione ponad 3 tys. mieszkań w latach 2015-2017.

Polacy niechętnie dają dzieciom kieszonkowe. Nie wyrabiają w nich nawyku oszczędzania i gospodarowania pieniędzmi

CEO Magazyn Polska

Tylko co czwarty polski rodzic daje swojemu dziecku kieszonkowe. Zdaniem specjalistów taką praktykę powinni stosować wszyscy rodzice, bowiem regularne wręczanie nawet niewielkich kwot uczy dzieci oszczędzania i rozsądnego gospodarowania pieniędzmi. Z badań wynika, że zdecydowana większość rodziców stosujących praktykę kieszonkowego zauważyła, że ich dzieci bardziej racjonalnie podchodzą do pieniędzy i umieją kontrolować wydatki.

Edukację finansową powinno się zaczynać jak najwcześniej, aby dziecko jak najszybciej poznało wartość pieniądza. Dzięki temu maluch wyrobi sobie nawyk oszczędzania, przydatny zwłaszcza w dorosłym życiu. Najważniejszy jest to, by to rodzice dawali dobry przykład. Dorośli, którzy sami nie potrafią oszczędzać pieniędzy, nie przekonają do tego swoich pociech.

Naukę gospodarowania pieniędzmi warto zacząć od kieszonkowego. Kwota zależy od sytuacji finansowej rodziców, ale nie powinna być zbyt wysoka. Kilkulatkowi wystarczy kilka lub kilkanaście złotych miesięcznie. Z badań wynika jednak, że w Polsce przekazywanie dziecku kieszonkowego nie jest jednak zjawiskiem powszechnym.

– Co czwarty rodzic przekazuje regularnie kieszonkowe. Duża grupa osób przekazuje na określony cel. Jesteśmy zdania, że regularne kieszonkowe uczy młode osoby zarządzania finansami, oszczędzania oraz wydawania pieniędzy w sposób sensowny i racjonalny. Z badań wynika, że 80 proc. osób, które przekazują regularnie kieszonkowe, obserwuje, że dziecko dzięki temu bardziej racjonalnie podchodzi do pieniędzy. Lepiej zna wartość pieniądza, wie, jak kontrolować wydatki, zaczyna też oszczędzać – mówi Piotr Utrata, rzecznik prasowy Banku ING, w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Lifestyle.

Dla 59 proc. rodziców głównym powodem przekazywania kieszonkowego jest nauka odpowiedzialności za pieniądze. Na początku rodzice nie powinni ingerować w to, jak dziecko gospodaruje pieniędzmi, musi ono na własnych błędach nauczyć się rozsądnie wydawać swoje zasoby finansowe. Nie należy też oczekiwać, że maluch od razu zrozumie na czym polega oszczędzanie. Im mniejsze dziecko, tym większa jest potrzeba posiadania wszystkiego od zaraz. Zdaniem psychologów dopiero ok. 6.-8. roku życia pojawia się u dziecka zdolność planowania i rozkładania realizacji potrzeb w czasie. Aby pociecha nauczyła się zasad gospodarowania pieniędzmi, kieszonkowe powinno być przekazywane regularnie, w stałych odstępach czasu.

– W przypadku młodszych dzieci powinno się przekazywać kieszonkowe tygodniowo, w przypadku starszych – miesięcznie. Jest to też uzależnione od sum, które przekazujemy w formie kieszonkowego. Wiadomo, że młodszym dzieciom możemy przekazywać niższe sumy, stąd tygodniowy okres. Dzieciakom starszym możemy dawać trochę większe kieszonkowe, wówczas można sobie to rozłożyć na okresy miesięczne. Kieszonkowe można przekazywać w gotówce, możemy je też przelać na konto i przekazać kartę – mówi Piotr Utrata.

Kieszonkowe dzieci zazwyczaj wydają na drobne potrzeby, np. czasopisma, słodycze w szkole, małe i niedrogie zabawki. Często jednak marzą o większym celu, na który potrzebują więcej pieniędzy. Z kieszonkowego nie uzbiera np. na deskorolkę, a długi czas gromadzenia pieniędzy może je zniechęcić do oszczędzania. Rodzice mogą w takim przypadku pomóc dziecku np. poprzez wyznaczenie kwoty, którą ma uzbierać z kieszonkowego, i dołożenie brakującej sumy. Mogą również wprowadzić premie finansowe za dobre wyniki w nauce lub wręczyć dziecku gotówkę w ramach prezentu z okazji urodzin lub imienin.

– Takie okazje też w pewien sposób dyscyplinują dziecko wewnętrznie i mogą spowodować, że nauczy się lepiej panować nad swoimi wydatkami i oczekiwaniami. Mając jakąś kwotę, którą pomnaża co miesiąc, albo, która skokowo mu wzrasta po urodzinach, może za nią kupić coś większego, o tym, o czym marzył wcześniej. Myślę, że odkładanie pieniędzy z różnych prezentów jak najbardziej wchodzi w grę, i uważam, że to jest dobry pomysł – mówi Piotr Utrata.

Obecnie rodzice nie muszą już wręczać dziecku gotówki w ramach kieszonkowego. Nowoczesna bankowość oferuje konta bankowe przeznaczone specjalnie dla dzieci. Na takie konta rodzice mogą szybko i łatwo przelewać pieniądze, a dziecko ma do nich stały dostęp, bowiem większość banków wydaje do kont karty debetowe.

Tłumaczenia tekstów ekonomicznych – 123tlumacz.pl

polecamy Tłumaczenie tekstów ekonomicznychRekomendujemy profesjonalne tłumaczenia tekstów ekonomicznych i finansowych Biura Tłumaczeń 123tlumacz.pl.

Dokumenty ekonomiczne i finansowe cechują się trudnym, fachowym słownictwem, dlatego we właściwej interpretacji dokumentów biznesowych niezbędne są umiejętności językowe, lecz przede wszystkim profesjonalna wiedza i doświadczenie.

Tłumaczenie tekstów ekonomicznychBiuro Tłumaczeń 123 Sp. z o.o. oferuje usługi dla firm, instytucji przedsiębiorstw i innych podmiotów prawnych. Najczęściej tłumaczone teksty z dziedziny ekonomii to raporty firm i instytucji finansowych, analizy makroekonomiczne, statystyczne oraz artykuły naukowe.

Biuro Tłumaczeń 123 Sp. z o.o. zajmuje się tłumaczeniem pisemnym: projektów i wniosków unijnych, umów handlowych, biznes planów, podań, informacji prasowych, komunikatów prasowych,  oraz  ich adaptacja do potrzeb odbiorcy. Wszystkie przekłady tekstów ekonomicznych wykonywane są przez doświadczonych tłumaczy, specjalistów z dziedziny ekonomii, następnie poddawane korekcie, na życzenie Klienta również konsultacji z radcą prawnym.

tłumaczenia tekstów ekonomicznych, biznesowychWszystkie teksty tłumaczone przez Biuro Tłumaczeń 123 Sp. z o.o. mają charakter poufny (jeśli to konieczne, podpisujemy odpowiednią umowę o poufności).

Jeżeli są Państwo zainteresowani wyceną, ewentualnie uzyskaniem dodatkowych informacji zapraszamy do odwiedzenia strony internetowej: https://123tlumacz.pl/finanse/.

Biuro Tłumaczeń 123 Sp. z o.o. nie stosuje zawsze takich samych, niezmiennych stawek za tłumaczenie. Z uwagi na zróżnicowanie, stopień trudności oraz czas realizacji danego zlecenia, każde tłumaczenie wyceniamy w sposób indywidualny.

Popołudniowy komentarz walutowy z 13.03.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Popołudniowy komentarz walutowy z 13.03.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Deflacja trwa w najlepsze

W Polsce wciąż mamy do czynienia z deflacją. Jak wynika z danych Głównego Urzędu Statystycznego, luty był ósmym z rzędu miesiącem spadających cen. Ceny towarów i usług konsumpcyjnych spadły w lutym o 1,6% w ujęciu rocznym – poinformował dziś GUS. To największy spadek w najnowszej historii. Deflacja cenowa nad Wisłą utrzymuje się już od lipca.

Głównym czynnikiem napędzającym deflację ponownie okazały się spadające ceny paliw. W kategorii transport statystycy odnotowali ceny o 11,6% niższe niż przed rokiem. Znaczące przeceny miały miejsce również w kategorii odzież i obuwie (o 5,3%) oraz żywność (o 2,6%).

– Wciąż utrzymująca się deflacja, to dobra wiadomość dla większości konsumentów, bo w teorii mogą nabywać taniej niektóre towary. Głównym czynnikiem deflacyjnym są stosunkowo niskie ceny paliw. Szacuje się, że spadek cen ropy na rynkach światowych, to pakiet stymulacyjny dla światowej gospodarki, o wartości ponad 1 bln dolarów – komentuje Łukasz Piechowiak, główny ekonomista Bankier.pl.

Ceny w styczniu spadały jeszcze mocniej

Statystycy z GUS-u zrewidowali jednocześnie odczyty dotyczące stycznia. Miesiąc temu sugerowano, że deflacja w styczniu w ujęciu rocznym wyniosła 1,3%. Najnowszy raport pokazuje jednak, że ceny w styczniu spadały jeszcze mocniej, deflacja sięgnęła bowiem wówczas 1,4%. Rewizja ta miała związek z coroczną aktualizacją składu koszyka dóbr, na podstawie którego GUS wylicza wskaźniki CPI. Zmiany te mają odzwierciedlać trendy w strukturze wydatków konsumenckich.

– Deflacja ma swoje dobre i złe strony. Przyjmuje się, że dla przedsiębiorstw nie jest to najlepsza sytuacja, bo nagle okazuje się, że bardziej opłaca się trzymać pieniądze w portfelu, niż przeznaczać na inwestycje, które wiążą się z ryzykiem ich utraty. W przypadku, gdy czynnikiem deflacyjnym są spadające ceny paliw, ten argument raczej się nie sprawdzi, bo gdy spojrzymy na cały koszyk, to okazuje się, że w sektorach „technologicznych”, np. łączności, to raczej odnotowujemy wzrost cen – dodaje Piechowiak.

Cinkciarz.pl podpisał umowę z KPMG

Internetowy serwis wymiany walut online Cinkciarz.pl podpisał umowę z firmą KPMG. Audytor o światowej renomie przeprowadzi w spółce kontrole, które mają jej zapewnić dwa certyfikaty: PCI DSS i Raport Niezależnego Audytora zgodny ze Standardem ISAE3000.

Prezes Ursusa zapowiada ekspansję na rynkach zagranicznych

– Chińczycy czy Hindusi przy wsparciu swoich polityków wjeżdżają do Afryki z tanim produktem. Znam przypadek z Tanzanii, gdzie dostarczone ciągniki nigdy nie wyjechały w pole – opisuje w rozmowie z Money.pl Karol Zarajczyk, prezes Ursusa. Polski producent ciągników po fatalnym 2013 roku wreszcie poprawił wyniki finansowe. W największej mierze dzięki gigantycznemu kontraktowi w Etiopii.

Według raportu finansowego za 2014 rok Ursus osiągnął w tym czasie sprzedaż na poziomie 224 milionów złotych. Co ciekawe, aż 122 miliony złotych z tej kwoty pochodziły ze sprzedaży ciągników na rynek etiopski.

– Kontrakt dla Etiopii jest dla nas kluczowy i zgodny z naszą strategią rozwoju, w której zakładamy ekspansję na rynkach zagranicznych. Poza tym pozwolił nam odetchnąć po słabszym, 2013 roku, gdy odnotowaliśmy stratę. Obejmuje on dostawę trzech tysięcy ciągników za 90 milionów dolarów. To potężne przedsięwzięcie i zgodnie z umową w tym roku rozpoczniemy drugą fazę kontraktu na 1,5 tysiąca sztuk ciągników – zapowiada Karol Zarajczyk w rozmowie z Money.pl.

Prezes Ursusa zaprzecza jednak, by firma oddała polski rynek konkurentom, którzy w ostatnich latach korzystali z tego, że rolnicy wymieniali sprzęt przy wsparciu unijnych dotacji.

– Rynek polski ma duży potencjał dla Ursusa, skoro na 1,5 miliona ciągników, do dziś około 700 tysięcy to nasza marka. Dlatego ubiegły rok poświęciliśmy między innymi na dopasowanie oferty do potrzeb krajowych rolników. Stąd nowa linia do produkcji ciągników, stąd powrót legendarnych modeli C360 i C380, a za chwilę również nowy model o mocy 150 KM. Proszę zwrócić uwagę na to, że środki, które zarabiamy na kontrakcie w Etiopii, kierujemy na rozwój i doskonalenie produktów kierowanych także na rynek w Polsce – podkreśla Karol Zarajczyk.

W wywiadzie dla Money.pl prezes Ursusa zdradza również, że spółka będzie kontynuować pracę nad autobusem elektrycznym.
– W 2014 roku sprzedaż trolejbusów z Ursusa wzrosła o 20 procent w skali roku, do kwoty 19,5 miliona złotych. To wynik realizacji części umowy z ZTM w Lublinie. To nie wszystko. W 2013 roku podpisaliśmy umowę z PARP na dofinansowanie projektu budowy nowoczesnego laboratorium R&D, którego celem jest zwiększenie innowacyjności i wzrost konkurencyjności oferty spółki – opisuje prezes Ursusa.

W rozmowie z Money.pl zdradza też swoją opinię na temat tego, kto przed laty doprowadził producenta ciągników do bankructwa. Według niego przyczyniły się do tego związki zawodowe działające wówczas w firmie.

Pracodawcy o umowach terminowych

0

Maksymalny czas trwania umów terminowych – wraz z trzymiesięcznym okresem próbnym po zsumowaniu nie może przekroczyć 36 miesięcy, zrównane mają też być okresy wypowiedzenia – to najważniejsze zmiany w kodeksie pracy zaakceptowane przez Stały Komitet Rady Ministrów. Konfederacja Lewiatan uważa, że maksymalny czas trwania zatrudnienia na podstawie umów o pracę na czas określony powinien wynosić 48 miesięcy, a umowy na okres próbny powinny być wydłużone do 6 miesięcy.

W projekcie zmian w kodeksie pracy przygotowanym przez Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej zawarto także nowe zasady wypowiadania umów. Gdy staż pracy w danej firmie wynosi do sześciu miesięcy, to okres wypowiedzenia wynosi dwa tygodnie. Gdy staż wynosi od pół roku do trzech lat – okres wypowiedzenia to miesiąc, a gdy staż przekracza trzy lata, to wówczas okres wypowiedzenia wynosiłby trzy miesiące.

– Naszym zdaniem maksymalny czas trwania zatrudnienia na podstawie umów o pracę na czas określony powinien wynosić 48 miesięcy, a umowy na okres próbny powinny być wydłużone do 6 miesięcy, co wynika z coraz wyższych wymagań stawianych pracownikom i coraz droższych, naszpikowanych nowoczesną technologią, stanowisk pracy. Jednocześnie postulujemy sformułowanie katalogu wyjątków od tej zasady dotyczących przykładowo umów na czas określony, wykonywanych w związku z realizacją danego projektu, trwaniem kadencji – mówi dr Grażyna Spytek-Bandurska, ekspertka Konfederacji Lewiatan.

Konfederacja Lewiatan akceptuje pomysł zróżnicowania okresów wypowiedzenia przy umowach na czas określony. Długość okresu wypowiedzenia powinna być uzależniona od stażu pracy. Okresy wypowiedzenia umów na czas określony powinny być zbliżone do okresów wypowiedzenia przy umowach na czas nieokreślony. Propozycja pracodawców różni się jednak o tej przedstawionej przez resort pracy i polityki społecznej. W odniesieniu do długości okresów wypowiedzenia umów na czas określony pracodawcy proponują:
• 2 tygodnie – jeżeli pracownik był zatrudniony krócej niż 12 miesięcy,
• 1 miesiąc – jeżeli pracownik był zatrudniony co najmniej 12 miesięcy,
• 2 miesiące – jeżeli pracownik był zatrudniony co najmniej 36 miesięcy.

Konfederacja Lewiatan

Jakie prawa mają w pracy osoby wychowujące dzieci?

0

Kobieta, która niedługo po porodzie wraca do pracy, musi mieć zapewnioną możliwość opieki nad dzieckiem. Na szczęście polskie przepisy prawne nie są oderwane od rzeczywistości i zapewniają matkom szereg przywilejów. To, czy zawsze są one respektowane, zależy od nastawienia i woli pracodawcy.

Kobieta wracająca do pracy po urlopie macierzyńskim musi zostać przyjęta na to samo stanowisko, które zajmowała przed urodzeniem dziecka, lub równorzędne i ma otrzymywać wynagrodzenie nie mniejsze niż przed porodem. Ponadto osoba taka nie może (chyba że wyraziła zgodę) zostać delegowana poza stałe miejsce zatrudnienia ani pracować w godzinach nadliczbowych, nocnych oraz systemie przerywanego czasu pracy. Prawa te przysługują do ukończenia przez dziecko czterech lat. Matki (podobnie jak inni pracownicy) po uzyskaniu zgody osoby zatrudniającej mogą również wykonywać pracę w elastycznych godzinach – w ich przypadku jest to szczególnie uzasadnione.

Kobietom mającym małe dzieci przysługują także przerwy na karmienie: „Karmiąca matka ma prawo do dwóch półgodzinnych przerw, które mogą być udzielone łącznie albo odrębnie, w zależności od woli kobiety. Jeżeli pracownica urodziła więcej niż jedno dziecko, przerwy te mogą wynosić po 45 minut” – mówi serwisowi infoWire.pl Rafał Wyziński z kancelarii Rączkowski, Kwieciński Adwokaci. Przedsiębiorca zatrudniający pracującą matkę jest zobligowany do respektowania tego uprawnienia. „Jeżeli pracodawca uchyla się od spełnienia takich obowiązków i odmawia udzielenia przerw na karmienie, jest to kwalifikowane jako wykroczenie przeciwko prawom pracowniczym i grozi za to kara grzywny od 1000 do 30 tys. zł” – dodaje rozmówca.

Pewne przywileje wynikające z faktu posiadania małego dziecka mają również ojcowie. Są one pochodnymi uprawnień przysługujących matkom. „Mężczyźni mogą wziąć urlop macierzyński, dodatkowy urlop macierzyński czy urlop rodzicielski lub skorzystać z przewidzianego tylko dla nich urlopu ojcowskiego” – informuje ekspert. Czasami pojawiają się jednak trudności. Np. samotni ojcowie nie mogą skorzystać z uprawnień przewidzianych dla ojców wychowujących dziecko wspólnie z matką. Ustawodawca zauważył ten problem – Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej przygotowuje zmiany, które poprawią sytuację mężczyzn mających małe dzieci i wyjdą naprzeciw problemom praktycznym przez nich zgłaszanym.

Polak oszczędza, ale niekoniecznie na starość

Zamiast pożyczać, wolimy oszczędzać. Co drugi Polak ma odłożone pieniądze w banku. I co najważniejsze, 86% z nas zna wysokość oprocentowania swoich oszczędności. Szkoda, że nadal nie odkładamy na życie na emeryturze.

Rekordowo niskie stopy procentowe spowodowały, że coraz więcej Polaków interesuje się wielkością swoich odsetek. Pod tym względem jesteśmy bardziej świadomi niż słynący z tego Niemcy czy Belgowie. Problemem pozostaje jednak fakt, że oszczędności ma jedynie ok. 50% z nas. I to właśnie tylko w tej grupie skłonność do oszczędzania jest wysoka. „Pokaźna grupa obywateli nie oszczędza. Mimo szybszego wzrostu gospodarczego pozostajemy ubogimi krewnymi mieszkańców Europy Zachodniej” – mówi serwisowi infoWire.pl Rafał Benecki z ING Banku Śląskiego.

Sytuacja podobnie wygląda w przypadku prywatnych oszczędności emerytalnych. Zdecydowanie traktujemy te środki dosyć swobodnie, zupełnie jak mieszkańcy południa Europy. Z drugiej strony, 48% z nas martwi się, że będzie miało za mało pieniędzy, by przejść na emeryturę. Tylko 1/4 Polaków deklaruje, że oszczędza na starość. Najczęściej decydujemy się na to z obawy przed problemami z wiązaniem końca z końcem (42%) oraz z nieufności do obowiązkowego programu emerytalnego (30%). Polacy, którzy nie odkładają na życie na emeryturze, argumentują swoją decyzję brakiem pieniędzy (42%) oraz brakiem potrzeby oszczędzania na starość (18%).

Badania pokazują również, że Polacy coraz rzadziej zaciągają pożyczki. Aktualnie 36% z nas nie ma długu – to o 9% mniej niż w roku ubiegłym. „Jest to spowodowane zatrzymaniem ożywienia gospodarczego i sytuacją geopolityczną” – mówi serwisowi infoWire.pl Grzegorz Ogonek z ING Banku Śląskiego. „Polacy (87% badanych) mają bardzo wysoką świadomość tego, że zaciągnięcie pożyczki wiąże się z ryzykiem łatwego wpadnięcia w spiralę zadłużenia” – dodaje.

Benedyktyni z Tyńca wchodzą do centrów handlowych. Ekspansję sfinansują ze sprzedaży obligacji

CEO Magazyn Polska

Produkty Benedyktyńskie mają trafić do centrów i galerii handlowych. Spółka zajmująca się ich dystrybucją rozpoczęła sprzedaż obligacji, by sfinansować tę ekspansję. Rozważa też kolejne emisje, z których opłaci dalsze inwestycje w produkcję wysokiej klasy żywności.

W ramach emisji spółka Benedictus Memes chce pozyskać 400 tys. zł. Całość środków zamierza przeznaczyć na aktywa obrotowe. Przyspieszenie ich produkcji pozwoli firmie uzyskać lepsze warunki współpracy z placówkami wielkopowierzchniowymi, a usprawnienie procesu płacenia dostawcom pozwoli na korzystanie z bardziej atrakcyjnych cen.

Poprzez aktywa obrotowe rozumiemy dwa rodzaje aktywów: z jednej strony jest to towar, który potrzebujemy zabezpieczyć na potrzeby tych kontraktów, z drugiej strony chodzi o usprawnienie możliwości zakupowych – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Adam Jaroszewicz, członek rady nadzorczej spółki Benedictus Memes. – Czyli doprowadzenie do jak najszybszej płatności dla kontrahenta po to, żeby uzyskać dodatkowe marże związane z atrakcyjną formą płatności

Dotąd wyroby sprzedawane pod marką Produkty Benedyktyńskie oferowane były głównie przez wyspecjalizowane sklepy. Spółka ma ich blisko 30.

Nasze sklepy rozsiane są w największych miastach w kraju – informuje Adam Jaroszewicz. Chcemy jednak sprzedawać nasze produkty również w innych placówkach rozumianych jako sieć nowoczesna, czyli różnego rodzaju galeriach handlowych, sieciach mniejszych i większych, w których te produkty mogłyby zainteresować klientów.

49 proc. udziałów w spółce Benedictus Memes należy do benedyktynów w Tyńcu, reszta do spółki Memes.pl. Zapisy na obligacje spółki potrwają do 24 marca. Cenę emisyjna jednej obligacji to 1 tys zł. Papiery mają oprocentowanie stałe 8,5 proc. w skali roku. Odsetki wypłacane będą co pół roku. Spółka liczy, że dzięki pozyskanym środkom zwiększy sprzedaż i będzie mogła dalej inwestować w rozwój.

Myślimy o zwiększeniu mocy produkcyjnych i skoncentrowaniu się na produkcji części asortymentu bezpośrednio – deklaruje członek rady nadzorczej spółki Benedictus Memes. – W tej chwili korzystamy z sieci różnych, zazwyczaj mniejszych dostawców, którzy na nasze potrzeby produkują różne produkty, czasami mniejsze, czasami większe, w zależności od asortymentu. Docelowo chcemy jednak produkcję części tych produktów zgromadzić w jednym miejscu i rozpocząć na większą skalę produkcję własną.

Benedictus Memes to spółka, która specjalizuje się w sprzedaży żywności wyższej klasy. Część produktów wytwarza samodzielnie, część importuje lub organizuje produkcję. Pod marką Produkty Benedyktyńskie jest ponad 700 artykułów wytwarzanych z surowców najwyższej jakości.

Zazwyczaj te produkty są pozbawione konserwantów, produkowane w sposób naturalny – zapewnia Adam Jaroszewicz z Benedictus Memes. – Staramy się, żeby nasze produkty były jak najbardziej naturalne i jak najbardziej autentyczne, dlatego wyszukujemy producentów, którzy taką jakość mogą zapewnić i kontrujemy na bieżąco, czy nie ulega ona zmianie. Myślę, że są to produkty dla wszystkich tych, którzy cenią sobie po prostu jakość.

Na mikro, małe i średnie firmy czeka 1,6 mld zł

0

2 kwietnia 2015 r. rusza pierwszy konkurs dla przedsiębiorców w Programie Inteligentny Rozwój 2014-2020. Wczoraj uzgodniono warunki, jakie muszą spełnić przedsiębiorcy, aby otrzymać wsparcie. Na mikro, małe i średnie firmy czeka 1,6 mld zł. Konfederacja Lewiatan docenia spójne i logiczne podejście do wymagań stawianych przedsiębiorcom i zasad obowiązujących w najbliższych konkursach, determinację, aby zrezygnować z kryteriów, które nie przekładają się na wyższą jakość projektów.

2 kwietnia 2015 r. rusza pierwszy konkurs dla przedsiębiorców w Programie Inteligentny Rozwój 2014-2020. Wczoraj uzgodniono warunki, jakie muszą spełnić przedsiębiorcy, aby otrzymać wsparcie. Na mikro, małe i średnie firmy czeka 1,6 mld zł. Konfederacja Lewiatan docenia spójne i logiczne podejście do wymagań stawianych przedsiębiorcom i zasad obowiązujących w najbliższych konkursach, determinację, aby zrezygnować z kryteriów, które nie przekładają się na wyższą jakość projektów.

11 marca 2015 Komitet Monitorujący PO Inteligentny Rozwój przyjął pierwsze kryteria wyboru projektów dla 3 działań, które będą zarządzane przez Narodowe Centrum Badan i Rozwoju, tj. Szybkiej ścieżce, Demonstratorze i Programach sektorowych .

Pierwszy konkurs, tylko dla MŚP, z alokacją ok. 1,6 mld PLN, w ramach Szybkiej ścieżki, NCBIR zamierza ogłosić 2.04. Firmy będą mogły składać wnioski od 4.05 do 31.12 – nabór zostanie zorganizowany w trybie ciągłym, przy czym decyzja o przyznaniu dofinasowania powinna być znana po 60 dniach od złożenia wniosku. Drugi konkurs, w ramach Demonstratora, zarówno dla MŚP i firm dużych, z alokacją ok. 500 mln PLN zostanie ogłoszony 7.04. W tym przypadku wnioski będą składane od 7.05 do 22.06. Jesienią powinien zostać uruchomiony trzeci konkurs, tym razem dla firm dużych, także w ramach szybkiej ścieżki, z alokacją ok. 750 mln PLN.

– Przedsiębiorcy, którzy chcą realizować własne projekty badawczo- rozwojowe muszą przygotować się na nowe, ambitne zasady, jakie będą obowiązywały w tych konkursach. Przede wszystkim w Szybkiej ścieżce i Demonstratorze firmy będą realizowały projekty samodzielnie. Współpraca z innymi podmiotami, w tym jednostkami naukowymi, będzie możliwa tylko w ramach podwykonawstwa, na zasadach komercyjnych, a jej zakres został ograniczony – nie będzie mógł przekroczyć 50% wartości kosztów kwalifikowalnych. To oznacza, że przedsiębiorca będzie musiał zrealizować we własnym zakresie prace B+R o wartości co najmniej 50% kosztów kwalifikowalnych projektu. Dlatego też podczas oceny duży nacisk zostanie położny na weryfikację doświadczenia i potencjału zespołów badawczego oraz zarządzającego, jakim będzie dysponował przedsiębiorca – mówi Marzena Chmielewska, dyrektorka departamentu europejskiego Konfederacji Lewiatan.

Wszystkie projekty w I osi muszą prowadzić do powstania innowacji produktowej lub procesowej co najmniej w skali kraju. W trzech działaniach zaplanowano po 3 kryteria punktowane w skali 0-5, tj. nowość rezultatów projektu, zapotrzebowanie rynkowe na rezultaty projektu i opłacalność wdrożenia. Dodatkowo w Szybkiej ścieżce i Demonstratorze na premię punktową (od 2 do 3 punktów) będą mogli liczyć przedsiębiorcy, którzy zadeklarują wdrożenie rezultatów projektu na terenie RP.

Minimalna wartość kosztów kwalifikowalnych w szybkiej ścieżce została ustalona na 2 mln PLN w przypadku MŚP, a w Demonstratorze, 5 mln PLN i 20 mln PLN odpowiednio dla MŚP i dużych firm. Co ważne: w szybkiej ścieżce kwalifikowalne będą projekty obejmujące zarówno badania przemysłowe jak i prace rozwojowe, w Demonstratorze – wyłącznie prace rozwojowe.

– Lewiatan od kilku miesięcy brał udział w pracach nad kryteriami. Wiele naszych propozycji uwzględniono w ostatecznej wersji dokumentu. Decyzja Komitetu Monitorującego jest w naszej ocenie tym istotniejsza, że sankcjonuje nową taktykę wspierania prywatnych inwestycji badawczo-rozwojowych. Po serii nie zawsze satysfakcjonujących doświadczeń w SPO WKP i PO IG uważamy, że ryzyko związane z tą taktyką – a takie niewątpliwe istnieje – jest absolutnie warte podjęcia – dodaje Marzena Chmielewska.

Lewiatan docenia, że zasadnicze znaczenie przywiązywane jest do rynkowych szans innowacji, która jest przedmiotem prac B+R. Dzięki takiemu podejściu wszystkie 3 działania w I osi PO IR będą skupiać się na projektach przedsiębiorstw, które prowadzą lub chcą prowadzić działalność B+R. Warto też powiedzieć, że spora alokacja dostępna w I osi gwarantuje, iż wsparcie nie ulegnie szybkiemu wyczerpaniu – będzie dostępne dla firm w tym i kolejnych latach, a KM będzie mógł systematycznie weryfikować przyjęte dla pierwszych konkursów założenia.

Lewiatan bardzo dobrze ocenia również zapowiadany przez NCBiR sposób organizacji procesu oceny, która ma gwarantować szybkie decyzje, bezpośredni udział przedsiębiorcy w spotkaniu z panelem ekspertów oraz regułę, iż projekt jest oceniany kolegialnie. W zgodzie z postulatami pracodawców jest także chęć zagwarantowania odpowiedniego budżetu na przeprowadzenie oceny projektów przez ekspertów.

– Jeśli zależy nam na rzetelnej, gwarantującej wysoką jakość weryfikacji projektów, przeprowadzonej przez osoby z odpowiednim doświadczeniem rynkowym, musimy być gotowi do poniesienia adekwatnych do tej jakości kosztów. Mamy nadzieję, że w I osi PO IR spotkają się ambitne założenia i warunki wsparcia, doskonała organizacja procesu naboru i oceny oraz wysoka jakość oceny. Te trzy elementy to gwarancja skutecznej inwestycji w projekty B+R realizowane przez przedsiębiorców – podkreśla Marzena Chmielewska.

Konfederacja Lewiatan

Ponad 21 mln deklaracji elektronicznych od płatników

0

Od początku 2015 r. do końca lutego br. system e-Deklaracje przyjął 21,3 mln dokumentów złożonych przez płatników. Największą liczbę stanowią informacje PIT-11, których złożono ponad 19,61 mln. Liderem z liczbą 3,3 mln złożonych dokumentów zostało woj. mazowieckie.

To w ogromnej mierze efekt nowych przepisów, które weszły w życie 1 stycznia 2015 r. Zgodnie z nimi płatnicy mieli obowiązek sporządzania informacji o dochodach osób fizycznych i przekazywania ich, do końca lutego, wyłącznie drogą elektroniczną.

Dzięki temu rozwiązaniu niebawem będzie możliwe uruchomienie usługi wstępnie wypełnionego zeznania podatkowego dla osób składających deklarację PIT-37. Dlatego też dziękuję wszystkim płatnikom za sprawne przesyłanie dokumentów drogą elektroniczną. Jestem przekonany, że wykonanie tego obowiązku przez Internet jest korzystne, gdyż pozwala zaoszczędzić cenny czas związany z przygotowaniem i przesyłaniem deklaracji – powiedział wiceminister finansów Jacek Kapica.

 

PIT-a ślij z centrum handlowego

0

Nie zwlekaj ze złożeniem zeznania podatkowego do końca kwietnia. Już w ten weekend (13-15 marca) możesz wysłać swojego PIT-a podczas zakupów. W całej Polsce przez trzy dni pracownicy administracji podatkowej będą czekać na Ciebie w największych galeriach handlowych w Twoim regionie. Pomogą Ci wypełnić zeznanie podatkowe i od razu wysłać je elektronicznie bezpośrednio do urzędu skarbowego.

Gdzie i kiedy?

Akcja „Szybki PIT w galerii handlowej” będzie trwać od piątku do niedzieli w godzinach od 12.00 do 18.00 w centrach handlowych w największych miastach Polski. Na specjalnie wyznaczonych stanowiskach informacyjnych ciągły dyżur będzie pełniło po kilkoro ekspertów z urzędów skarbowych. Udzielą oni szczegółowych informacji na temat rozliczenia podatku dochodowego za ubiegły rok oraz wyjaśnią wątpliwości związane z wypełnieniem zeznania podatkowego czy skorzystaniem z ulg podatkowych i odliczeń. Najważniejsze jednak jest to, że eksperci pomogą wprowadzić PIT-a do systemu e-Deklaracje i sprawnie wysłać go przez internet do właściwego urzędu skarbowego. Na miejscu otrzymają Państwo także urzędowe potwierdzenie odbioru zeznania. Pomoc urzędników jest w pełni darmowa i nie wiąże się ze spełnieniem jakichkolwiek warunków.

Jesteśmy nowoczesną administracją nastawioną na potrzeby naszego klienta. Sukcesywnie wychodzimy naprzeciw oczekiwaniom podatników i ułatwiamy im składanie zeznań podatkowych i w tym celu tworzymy także dodatkowe stanowiska obsługi poza urzędami skarbowymi – mówi rzecznik prasowy Ministra Finansów Wiesława Dróżdż. – Wysłanie rocznego zeznania PIT przez system e-Deklaracje to najłatwiejszy, najszybszy i darmowy sposób rozliczenia się z urzędem skarbowym – dodaje rzecznik.

O czym pamiętać?

Żeby skorzystać z pomocy pracowników urzędów skarbowych wystarczy zabrać ze sobą rozliczenie PIT-11 jakie otrzymujemy od pracodawców lub inne dokumenty świadczące o uzyskanych dochodach w 2014 r. Jeśli chcemy skorzystać z ulg podatkowych, to należy również pamiętać o zabraniu ze sobą potwierdzenia wydatków, które chcemy odliczyć. Bardzo ważne jest by mieć ze sobą zeszłoroczne rozliczenie PIT (za 2013 r.) lub dokładną kwotę przychodu uzyskanego w 2013 r. Informacje te będą potrzebne do identyfikacji danych w systemie e-Deklaracje. – Zapraszamy do galerii handlowych w całym kraju. Z naszą pomocą bardzo szybko wypełnicie Państwo swojego e-PIT-a – przekonuje Konrad Zawada, rzecznik prasowy Izby Skarbowej w Krakowie.

Należy jednak pamiętać, że na stanowiskach w galeriach handlowych urzędnicy nie będą przyjmować zeznań podatkowych PIT w formie papierowej.

Gdzie uzyskamy pomoc?

Akcja „Szybki PIT w galeriach handlowych” zostanie zorganizowana w centrach handlowych na terenie całej Polski (plik PDF, 50 kB).

***

W ubiegłą sobotę 7 marca podczas Dnia otwartego urzędy skarbowe w całej Polsce odwiedziło prawie 45 tys. osób. Akcja została zainicjowana w 2005 r., by dać podatnikom możliwość uzyskania fachowej pomocy przy rozliczaniu podatku dochodowego również w sobotę.

NIK o zakładach wzajemnych

Służba celna nie jest w stanie zapobiec nielegalnemu urządzaniu oraz reklamowaniu zakładów wzajemnych przez firmy bukmacherskie, których siedziby znajdują się poza granicami Polski. Brak skutecznych form ścigania nielegalnie działających firm bukmacherskich sprawia, że ich liczba wzrosła prawie dwukrotnie. Służba celna prowadzi skuteczny nadzór jedynie nad firmami legalnie działającymi, które organizują zakłady wzajemne na podstawie udzielonych zezwoleń.

Rynek zakładów wzajemnych w Polsce (m.in. obstawianie wyników sportowych) został uregulowany Ustawą o grach hazardowych, która obowiązuje od początku 2010 r. Rok później znowelizowano ją i pozwolono na organizowanie zakładów przez Internet, o ile firmy bukmacherskie otrzymają stosowne zezwolenie od Ministerstwa Finansów. Do końca 2014 r. na polskim rynku działały legalnie cztery firmy bukmacherskie (Totolotek, Fortuna, STS i Milenium). Jednakże obowiązujące prawo jest nagminnie łamane przez firmy bukmacherskie, które mają siedzibę poza granicami Polski. Wiele wskazuje na to, że opanowały one nawet 90 proc. rynku zakładów bukmacherskich.

Ustalenia kontroli

Po wejściu w życie nowelizacji ustawy hazardowej, zezwalającej na zawieranie  zakładów wzajemnych w Internecie, walka z nielegalnymi firmami bukmacherskimi miała być sztandarowym zadaniem Służby Celnej. Tak się jednak nie stało, a obowiązujące uwarunkowania prawne wręcz obnażyły  bezradność Służby Celnej. Firmy urządzające nielegalne gry hazardowe miały siedziby poza granicami Polski i korzystały z usług hostingowych dostawców mających serwery za granicą. W tej sytuacji firmy bukmacherskie nie podlegały jurysdykcji państwa polskiego. W konsekwencji Służba Celna odstępowała od prowadzenia postępowań karnych skarbowych, bądź też wszczęte postępowania nie kończyły się skierowaniem aktu oskarżenia, ze względu na brak dostatecznego materiału dowodowego, który pozwoliłby na wykonanie czynności procesowych w ramach zagranicznej pomocy prawnej.

W kontrolowanym okresie celnicy prowadzili 252 postępowania przygotowawcze w sprawach o przestępstwa skarbowe w związku z nielegalnym urządzaniem zakładów wzajemnych, a sądy wydały jedynie 29 prawomocnych orzeczeń wobec nielegalnych operatorów.

Trudności z egzekwowaniem obowiązujących przepisów sprawiły, że liczba nielegalnie działających zagranicznych firm bukmacherskich wzrosła prawie dwukrotnie – z 86 w 2012 r. do 156 w 2014 r.

W ocenie NIK Służba Celna równie nieskutecznie zwalczała zagraniczne podmioty nielegalnie reklamujące zakłady wzajemne w Internecie. Zresztą z analogicznych powodów. Firmy te działały poza granicami kraju, co uniemożliwiało celnikom podjęcie szybkich i skutecznych działań. W kontrolowanym okresie ze 170 postępowań przygotowawczych, jedynie 24 zakończyły się aktem oskarżenia.

Większą skuteczność osiągnęli celnicy w walce z firmami bukmacherskimi, które organizowały nielegalne zakłady na terenie Polski. W drugiej połowie 2012 i na początku 2013 r. celnicy zablokowali lub usunęli 53 proc. linków na serwerach. Oznacza to jednak, że pozostali operatorzy nadal prowadzili  nielegalną działalność. Z kolei firmy, którym zablokowano lub usunięto linki, szybko przenosiły swą działalność na serwery zagraniczne.

Skuteczny nadzór Służba Celna sprawowała jedynie nad czterema firmami organizującymi zakłady wzajemne na podstawie udzielonych zezwoleń. Od początku 2010 r. do końca czerwca 2014 r. celnicy przeprowadzili łącznie ponad 4600 kontroli punktów naziemnych przyjmujących zakłady wzajemne, a w ich wyniku ujawniono ponad 1200 nieprawidłowości. Dotyczyły one głównie  prowadzenia punktów przez osoby nie posiadające świadectw zawodowych, naruszenia ograniczeń w zakresie reklamy zakładów, nierzetelnego  prowadzenia dokumentacji oraz urządzania zakładów niezgodnie z regulaminem.

W świetle polskiego prawa każda osoba korzystająca z usług nielegalnych operatorów narażona jest na odpowiedzialność karną skarbową. Jednakże w latach 2011-2013 celnicy praktycznie w ogóle nie zajmowali się ściganiem graczy (prowadzono tylko jedno postępowanie karno skarbowe w 2013 r.). W 2014 r. celnicy wszczęli postępowanie przygotowawcze, po tym jak  Prokuratura Okręgowa w Lublinie przekazała im informacje o przepływie pieniędzy pomiędzy polskimi graczami, a zagranicznymi firmami nielegalnie oferującymi gry hazardowe przez Internet. W ten sposób namierzono prawie 25 tys. graczy, którzy zawarli zakłady, a łączna suma ich wygranych wyniosła 27 mln zł.

Najwyższa Izba Kontroli wskazuje również, że Służba Celna nie sporządzała kompleksowych analiz o skali zjawiska nielegalnych zakładów wzajemnych urządzanych za pośrednictwem Internetu. W efekcie nie wiadomo jak duże są ewentualne skutki dla budżetu państwa z powodu niezapłaconych podatków.

Wnioski

Obecne przepisy Ustawy o grach hazardowych pozwalają na egzekwowanie ich przestrzegania jedynie od podmiotów działających na terenie Polski. W konsekwencji sprzyjają unikaniu odpowiedzialności przez firmy, które nie podlegają bezpośredniej jurysdykcji polskich organów podatkowych. Dlatego konieczne jest przeprowadzenie przez Ministra Finansów analiz prawnych dotyczących możliwości wprowadzenia instrumentów prawnych, które pomogłyby w ograniczeniu nielegalnych działań firm bukmacherskich organizujących zakłady wzajemne przez Internet.

Należy wzmocnić współpracę Służby Celnej z policją i prokuraturą w zakresie pozyskiwania danych o polskich obywatelach biorących udział w nielegalnych zakładach wzajemnych. Konieczne jest też skuteczniejsze informowanie potencjalnych graczy w Polsce o karach wynikających z uczestnictwa w tych grach. Ponadto Służba Celna powinna przygotować i wdrożyć skuteczne sposoby zwalczania nielegalnego reklamowania zakładów wzajemnych przez Internet.

Lubawa: Jesteśmy partnerem oferentów w przetargu na dostawy sprzętu dla polskiej armii. We wszystkich segmentach działalności zakładamy wzrost sprzedaży powyżej 10 proc.

CEO Magazyn Polska

Grupa Lubawa jest partnerem wszystkich trzech oferentów w przetargu na dostawę 70 śmigłowców dla polskiej armii. Biorą w nim udział koncerny Airbus, Sikorsky i AgustaWestland, dla których grupa jest dostawcą m.in. zbiorników paliwowych, systemów pływaków dla śmigłowców w wersji morskiej, rozwiązań ochraniających załogę oraz układów balistycznych. Inne segmenty działalności Lubawy także wydają się spółce perspektywiczne. Prognozowany wzrost w br. ma przekroczyć 10 proc.

Mamy trzy podstawowe segmenty: specjalistyczny, czyli głównie Lubawa, reklamowy, czyli Litex Promo, oraz tkanin, po części także Lubawa, ale przede wszystkim spółka Miranda – przypomina w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Marcin Kubica, prezes Grupy Lubawa. – W każdym z tych segmentów zakładamy progres. Nie jesteśmy zwolennikami rewolucji, lecz raczej ewolucji w naszym biznesie. Dlatego wzrosty dwucyfrowe, ale z jedynką na początku, są jak najbardziej zasadne i właściwe.

Po czterech kwartałach 2014 roku grupa kapitałowa Lubawa miała niemal 242 mln zł przychodów ze sprzedaży, czyli o 14 proc. więcej niż rok wcześniej. Zysk netto przypadający akcjonariuszom jednostki dominującej wzrósł czterokrotnie do niemal 11 mln zł. Choć prezes spółki deklaruje ewolucyjny rozwój, przyznaje, że przedsiębiorstwo ma w zanadrzu kilka projektów, które jeśli się ziszczą, to wywołają rewolucję w zamówieniach. Dotyczą one spółki Lubawa i programu modernizacji polskich sił zbrojnych.

Mamy kilka dużych projektów związanych chociażby z zakupem wielozadaniowego śmigłowca dla naszych sił zbrojnych, który to przetarg dobiega końca i najprawdopodobniej w marcu wyłoniony zostanie dostawca – wskazuje Kubica. – Jesteśmy partnerem wszystkich trzech oferentów, czyli Airbusa, Sikorsky&HASH39;ego i AgustyWestland. Jeżeli przetarg się ziści, to w konsekwencji zawarte zostaną umowy offsetowe, a to oznacza dla nas zarówno potężny skok technologiczny, jak i dość spore zamówienia, jeśli chodzi o komponenty, które będziemy dostarczać do tych śmigłowców. Mówimy o zbiornikach paliwowych, systemach pływaków dla śmigłowców w wersji morskiej, rozwiązaniach dotyczących ochrony załogi oraz układach balistycznych chroniących sprzęt.

Wspomniany przetarg dotyczy dostawy 70 nowoczesnych śmigłowców dla polskiej armii. Oferenci mogli składać oferty do końca ubiegłego roku, a lada moment rozstrzygnie się, kto złożył najkorzystniejszą i czy wszystkie propozycje spełniają warunki przetargu. Dla Lubawy każde rozstrzygnięcie będzie korzystne.

Inne segmenty działalności grupy, jak przekonuje Marcin Kubica, także mają dobre perspektywy.

Jeśli chodzi o segment reklamowy, to co roku notuje on dwucyfrowy przyrost i w br. także nie zakładamy spadku, ponieważ nasze rynki cały czas się rozbudowują – przekonuje Kubica. – Głównie myślimy o zwiększeniu obecności w państwach niemieckojęzycznych oraz w Wielkiej Brytanii. Również południe Europy jest w jakiś sposób do zdobycia, mimo że w wielu krajach jesteśmy już de facto monopolistą.

Zdaniem szefa Grupy Lubawa także spółka Miranda, czyli segment tkanin, rozwija się dynamicznie. Spółka w lutym oszacowała ostatecznie straty, jakie poniosła na skutek pożaru w fabryce spółki w Turku, który miał miejsce w listopadzie ubiegłego roku. Są one niższe od wcześniej szacowanych: utrata wartości rynkowej aktywów to 27 mln zł zamiast 35 mln zł, a wartości księgowej – niespełna 16 mln zł zamiast 27 mln. Spółka prowadzi rozmowy z kolejnymi potencjalnymi kontrahentami.

Mamy kilku klientów z branży automotive, ale także segmentu wyposażenia wnętrz, dużych odbiorców naszych artykułów, które następnie służą do wytwarzania produktów przez nich oferowanych, głównie materacy i mebli – tłumaczy Kubica. – Ten segment niewątpliwie będzie się również dalej rozwijał, na co wskazują aktualnie prowadzone rozmowy.

W najbliższym czasie, jak zapewnia prezes zarządu, przedsiębiorstwo nie planuje wprowadzenia kontrolowanych spółek na giełdę.

Nie mamy takich planów – twierdzi Marcin Kubica. – Lubawa jest jedną z najstarszych spółek giełdowych w Polsce. Na parkiecie funkcjonujemy od 1997 roku i taka struktura grupy na pewno pozostanie niezmienna. Nadal będziemy mieć dominującą spółkę giełdową i firmy zależne bezpośrednio nienotowane na parkiecie, ale konsolidujące się w ramach sprawozdań finansowych publikowanych przez Lubawę.

Doka Polska potwierdza wzrost zamówień na rynku budowlanym. Spółka chce pozyskać kontrakt na wysokościowiec w Warszawie

0

CEO Magazyn Polska

Specjalizująca się w szalunkach dla wielkich inwestycji firma Doka Polska ma coraz więcej zamówień i liczy na kolejne, m.in. nowy wieżowiec w Warszawie. Spółka wyraźnie odczuwa wzrost zamówień i nie wyklucza większego zaangażowania w projekty infrastrukturalne, które wymagają bardziej zaawansowanej technologii niż budownictwo kubaturowe.

Opinie praktyków potwierdzają statystyki. W całej branży budowlanej, jak podaje GUS, w 2014 roku wzrost sięgnął 4,7 proc., dla porównania w 2013 r. wzrostu wyniósł 1 proc.

Jesteśmy w tej chwili w sytuacji takiej, że odczuwamy znaczący wzrost zamówień i poprawę koniunktury, mimo że rynek jeszcze specjalnie nie ruszył mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Piotr Chełkowski, członek zarządu, dyrektor zarządzający Doka Polska.Natomiast na pewno w tej chwili jeszcze, ponieważ w Polsce jest duża presja cenowa na naszych kontrahentów, czyli wykonawców, staramy się selektywnie podchodzić do propozycji, które się pojawiają.

Doka podkreśla, że dzięki swojej specjalizacji może wspierać głównych wykonawców, z którymi współpracuje. Przy wielu inwestycjach właściwie dobrana technologia wykonania szalunku może wpłynąć na obniżenie kosztów.

Staramy się wybierać takie projekty, w których naszym rozwiązaniem, pomysłem, technologią i innowacją możemy zadowolić naszego klienta tym, że skracamy najczęściej czas realizacji podkreśla Piotr Chełkowski. To ma kapitalne znaczenie dla danego wykonawcy, bo przekłada się na jego możliwości zaoszczędzenia na żurawiach, sprzęcie, ludziach, podwykonawcach itd. Wszystko dzięki temu, że Doka często ma swój innowacyjny pomysł na skrócenie prac żelbetowych, a to decyduje o terminie końcowym. W tej chwili patrzymy z dużym optymizmem na nadchodzący czas.

Spółka podkreśla, że nie chce się uzależnić się od jednego źródła finansowania. Dlatego stara się, by połowa jej zamówień pochodziła od inwestorów prywatnych. Nie wyklucza jednak, że wobec dużej podaży projektów infrastrukturalnych, jakiej można oczekiwać na polskim rynku, ta proporcja może się trochę zmienić.

– Będziemy bardziej aktywni w infrastrukturze, bo tam rzeczywiście można błysnąć technologią deklaruje dyrektor zarządzający Doka Polska.Technologia nasuwania, technologia nawisu, to są bardzo ciekawe rozwiązania, którymi dysponujemy. I oczywiście będziemy starali się powalczyć o jakiś wysoki budynek, pewnie w Warszawie. Dużo takich projektów pojawia się w niedługim czasie. Oczywiście nie za wszelką cenę, ale na pewno będziemy tutaj bardzo aktywni i będziemy chcieli się pokazać.

W latach ubiegłych Doka Polska uczestniczyła w projektach autostradowych Budimeksu, obecnie uczestniczy m.in. w budowie kolei metropolitalnej dla Trójmiasta oraz wielkiego centrum handlowego Posnania w stolicy Wielkopolski.

Praktycznie ten projekt będzie jeszcze realizowany przez cały 2015 rok, otwarcie przewidziane jest na święta Bożego Narodzenia w 2015 roku podkreśla Piotr Chełkowski z Doka Polska.W tej chwili ten projekt jest w fazie rozpędu, dopiero się będzie intensywnie rozwijał. Natomiast działamy na terenie całej Polski, jeżeli mówimy o Pomorskiej Kolei Metropolitalnej, to mamy Gdańsk, jeżeli mówimy o infrastrukturze, to realizujemy obwodnicę Nowego Sącza i most w Toruniu.

PKP Cargo chce łączyć Bałtyk z Adriatykiem. Zawiera międzynarodowe umowy i liczy na kolejne przejęcia

0

CEO Magazyn Polska

PKP Cargo szykuje kolejne inwestycje. Spółka myśli o kilku akwizycjach oraz kupnie sprzętu, który pozwoli oferować klientom transport intermodalny. Chce obsługiwać korytarz towarowy Bałtyk-Adriatyk, czemu ma służyć umowa z chorwackim przewoźnikiem.

Po informacji pod koniec ubiegłego roku o planowanym zakupie jednego z największych czeskich przewoźników – spółki AWT, teraz PKP Cargo podpisała strategiczną umowę o współpracy z chorwackim HZ Cargo. Polska spółka liczy, że to pozwoli jej zbudować bardzo dobrą ofertę w korytarzu logistycznym pomiędzy Morzem Bałtyckim a Adriatykiem i połączyć polskie porty z chorwackimi.

Jesteśmy drugim największym przewoźnikiem w Unii Europejskiej, mamy też bardzo dobrą sytuację finansową, a to nam pozwala na formułowanie tych aliansów w różny sposób – mówi agencji informacyjnej Newseria Adam Purwin, prezes PKP Cargo. – Mogą to być alianse kapitałowe, mogą to być alianse strategiczne. Mamy też nadal bardzo dużą siłę finansową, poziom zadłużenia PKP Cargo jest bardzo niski. To nam pozwala na wyasygnowanie znaczących kwot na te aktywa, które są potrzebne do realizowania znaczących akwizycji.

Największy polski przewoźnik towarowy także inwestuje. Szykując się do zaoferowania klientom przewozów intermodalnych, spółka rozpisała wart 400 mln zł przetarg na kupno nawet 20 lokomotyw wielosystemowych zdolnych do przewożenia towarów w kilku krajach bez konieczności zmiany lokomotywy. W 2014 roku spółka odebrała także kilkaset platform do przewożenia kontenerów. Segment intermodalny – czyli przewóz kontenerów – to najszybciej rosnąca część rynku. Na planowanym przejęciu AWT spółka nie zamierza poprzestać.

– Dzisiaj jesteśmy w kilku procesach, nie o wszystkich mogę oczywiście powiedzieć – informuje prezes Adam Purwin z PKP Cargo. – To, o czy mówi się w domenie publicznej, to oczywiście wiadomość o naszych rozmowach z KGHM w sprawie nabycia udziałów w Pol-Miedź Trans, to oczywiście rozmowa o potencjalnej akwizycji Portu Gdańskiego Eksploatacja w konsorcjum z Węglokoksem. Jesteśmy i zabiegamy o to, aby skończyły się one dla nas i naszych akcjonariuszy korzystnie, uzupełniały też naszą ofertę logistyczną.

Rok 2014 PKP Cargo zalicza do bardzo udanych. Spółka dała sobie dobrze radę mimo kłopotów jej największych klientów, czyli polskich kopalń. Nie zaszkodził jej też konflikt na Ukrainie.

– Udało nam się dobrze zoptymalizować naszą strukturę i lepiej dostosować ją do potrzeb klientów – zaznacza prezes PKP Cargo. – Wynik finansowy sięgnął prawie 300 mln zł przed obciążeniem go wydarzeniem jednorazowym, jakim był program dobrowolnych odejść. To jest zmiana w wyniku o prawie 18 proc., rekordowe marże EBITDA na poziomie 17 proc.i EBITDA na poziomie powyżej 700 mln zł to są najlepsze wskaźniki efektywności, jakie możemy w tej branży odnotować. Dodatkowo zaproponowaliśmy walnemu zgromadzeniu wypłatę 110 mln zł w formie dywidendy dla akcjonariuszy.

Spółce udało się też pomyślne zrealizować program dobrowolnych odejść. Nie była to operacja tania, bowiem podczas debiutu giełdowego w 2013 roku zatrudnieni uzyskali gwarancje zatrudnienia sięgające 4 i 10 lat. Koszt programu sięgnął 260 mln zł, przez co zysk netto obniżył się do 59 mln zł z 74 mln zł rok wcześniej. Jednak korzyści wynikające z wdrożenia PDO mają wynieść ponad 100 mln zł rocznie.

– Program dobrowolnych odejść to największa tego typu operacja zrealizowana przez polskie przedsiębiorstwa w 2014 roku – podkreśla Adam Purwin. – Skorzystało z niego ponad 3000 pracowników. Nie wszyscy pracownicy, którzy zapisali się na PDO, dostali zgodę na odejście. Cały program był bardzo udanym elementem dialogu z naszą załogą, z naszymi pracownikami.

Dobrobyt Polaków mógłby rosnąć o 5-7 proc. rocznie. Potrzebna współpraca między biznesem, administracją i społeczeństwem

CEO Magazyn Polska

W latach 2008-2013 PKB per capita w Polsce wzrósł o nieco ponad 6 proc., podczas gdy w takich krajach jak Szwecja, Szwajcaria, a nawet Estonia rósł kilkukrotnie szybciej. Żeby doganiać bardziej rozwinięte kraje, Polska powinna sięgać po inne zasoby wzrostu – ocenia Ryszard Florek, prezes Fakro i założyciel fundacji Pomyśl o przyszłości. Do tego potrzebna jest współpraca trzech środowisk: urzędników, przedsiębiorców i społeczeństwa.

Miernikiem wzrostu gospodarczego i dobrobytu jest produkt krajowy brutto w przeliczeniu na jedną osobę w porównaniu z innymi krajami. Trzeba przyznać, że w Polsce nie wypada on dobrze – wskazuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Ryszard Florek, prezes zarządu firmy Fakro.

Jak wynika z raportu fundacji Pomyśl o przyszłości, w latach 2008-2013 PKB per capita w kraju wzrósł o 6,32 proc. W Niemczech było to nieco ponad 7,3 proc., ale już w Szwecji i Szwajcarii odnotowano kilkukrotnie wyższe wskaźniki (odpowiednio ponad 21 i 31 proc.). W Estonii PKB na mieszkańca rósł dwa razy szybciej niż w Polsce.

Bogate kraje nam uciekają, gdyż rozwijają się dużo szybciej niż Polska. Zamiast je gonić, zaczynamy odstawać. Najwyższy czas zacząć myśleć o tym, jaka jest tego przyczyna i sięgnąć po nowe rezerwy – przekonuje Ryszard Florek.

Opracowany we współpracy ze środowiskiem naukowym raport „Wspólnie budujmy naszą przyszłość, czyli dlaczego w Polsce zarabiamy cztery mniej niż w bogatych krajach Europy Zachodniej” wskazuje 20 przyczyn, które powodują, że Polska rozwija się wolniej niż zamożne kraje UE. Jednym z nich jest mała liczba zatrudnionych wytwarzających PKB w przeliczeniu na obywateli. Na 38 mln ludzi tylko 13 mln jest zatrudnionych w gospodarce, a więc pracuje na PKB. W Niemczech na 80 mln osób w gospodarce pracuje 40 mln.

Poza tym polskie prawo nie sprzyja rozwojowi biznesu, a w niektórych przypadkach problemem jest interpretacja przepisów przez urzędników.

W tej chwili mógłbym utworzyć tysiąc miejsc pracy, ale kilku urzędników jest temu przeciwnych. Nie potrzeba kapitału, dotacji unijnych, konieczna jest tylko zgoda. Takich przypadków jest w Polsce dużo. Nie przeszkadza prawo, tylko szwankuje interpretacja. To pokazuje, że obecnie współpracy administracji z biznesem nie ma, bo zamiast przyjść i zapytać: „co mogę zrobić, żeby powstało tysiąc miejsc pracy”, urzędnik stawia bariery – wyjaśnia prezes Fakro.

Zdaniem fundacji brakuje rodzimych firm globalnych, które mogłyby korzystać z efektu skali, wsparcie dla innowacyjności jest śladowe, przedsiębiorstwa mają niewielkie w stosunku do zagranicznych kapitały własne, a wysoki udział ma szara strefa, korupcja. Według autorów raportu wzrostu PKB nie pobudza także słabo rozwinięta infrastruktura, brak dobrego klimatu do bogacenia się społeczeństwa czy niski poziom zaufania społecznego.

Nie tylko przedsiębiorca, lecz także całe społeczeństwo, urzędnicy, dziennikarze, elity muszą się trochę zmienić. Do tej pory na skutek zaborów i komunizmu dominowała indywidualna strategia przetrwania. Teraz jednak te umiejętności czasem przeszkadzają, dlatego musimy się uczyć raczej wspólnego działania i budowania ­– przekonuje Ryszard Florek.

Autorzy raportu przekonują, że współpraca i zaangażowanie poszczególnych środowisk, skutkujące powstaniem wspólnoty ekonomicznej, pozwoli zwiększać dobrobyt w Polsce średnio o 5-7 proc. rocznie.

Admiral Markets: Górnictwo potrzebuje odważnych decyzji politycznych. Obniżenie kosztu wydobycia węgla uchroniłoby firmy wydobywcze przez upadkiem

CEO Magazyn Polska

Ratunkiem dla polskiego górnictwa jest wzrost cen węgla na światowych rynkach lub cięcie kosztów działalności spółek wydobywczych. Środowisko związane z górnictwem nie ma wpływu na ceny surowca, ale może zrestrukturyzować kopalnie. Analitycy Admiral Markets podkreślają jednak, że politycy jak dotąd nie podjęli żadnych radykalnych decyzji, a to może doprowadzić polski przemysł górniczy do upadku i bankructwa. 

Trzy zespoły robocze mają zająć się stworzeniem strategii dla polskiego górnictwa. W ich skład wchodzić mają przedstawiciele związków zawodowych, pracodawców, rządu oraz eksperci. Na przedstawienie rozwiązań mają dwa miesiące. W ocenie analityków stojące przed nimi zadanie nie jest łatwe.

Rozwiązania są dwa: albo ceny węgla pójdą do góry, albo koszty zostaną obniżone. Oczywiście na pierwszy czynnik spółki wydobywcze nie mają większego wpływu, a ceny węgla na razie raczej nie wzrosną, w związku z tym spółki muszą obniżać koszty – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Bartosz Zawadzki, analityk rynku kapitałowego Admiral Markets. – Koszty muszą być obniżone, żeby te kopalnie w końcu stały rentowne. W innym przypadku czeka je po prostu zamykanie.

Analityk Admiral Markets uzupełnia, że perspektywy dla branży i spółek wydobywczych nie są optymistyczne. W tej chwili nic nie zapowiada rewolucyjnych kroków w spółkach górniczych, co wynika m.in. z zależności tych firm od skarbu państwa.

– Na razie nikt z polityków nie zdecydował się na jakiekolwiek kroki w celu obniżenia kosztu wydobycia węgla, co mogłoby uchronić przed bankructwem te firmy – mówi Bartosz Zawadzki.

Notowania węgla w portach Amsterdam-Rotterdam-Antwerpia (ARA) w 2014 r. spadły z ponad 80 dolarów do niecałych 70 dolarów za tonę, a od początku stycznia węgiel jest jeszcze tańszy. 6 marca za jedną tonę surowca należało zapłacić 61,54 USD.

– Na pewno na sektor wydobywczy będą wpływały ceny węgla, gdyż te spółki wydobywają głównie węgiel kamienny. Widać od 2011 roku ewidentny trend spadkowy w przychodach, co jest związane z obniżką cen węgla na świecie. Te przychody sukcesywnie spadają w trzech największych i najbardziej znanych spółkach: JSW, Kompanii Węglowej i Katowickim Holdingu Węglowym – zwraca uwagę Zawadzki.

Z drugiej strony jak dodaje ekspert, co roku rosną koszty działalności spółek wydobywczych, a powiększająca się dysproporcja między kosztami i przychodami wpływa negatywnie na zyski kopalń.

Notowana na GPW Jastrzębska Spółka Giełdowa z ostatnich dostępnych danych w ciągu 9 miesięcy 2014 roku osiągnęła przychody ze sprzedaży rzędu 4,78 mld zł i stratę netto 302,6 mln zł. W tym samym okresie 2013 roku wartości te wyniosły odpowiednio 5,79 mld zł i 75,4 mln zł (zysk netto). Z kolei w przypadku spółek niepublicznych – KW i KHW, które raportują tylko wyniki całoroczne, dane finansowe z 2013 r. w porównaniu z danymi z 2012 r. nie są dużo słabsze, ale należy oczekiwać, że gorsze rezultaty  podobnie jak JSW  firmy te osiągnęły w 2014 roku.

Obsługa klientów przenosi się do portali społecznościowych. Coraz popularniejsze stają się filmy produktowe na YouTube

CEO Magazyn Polska

Obsługa klientów odbywa się coraz częściej z wykorzystaniem nowoczesnych form kontaktu, głównie serwisów społecznościowych i aplikacji mobilnych. Konsumenci polubili też krótkie filmiki produktowo-poradnikowe dostępne m.in. na YouTube. Chętnie piszą także komentarze w internecie na temat produktów, co pomaga firmom dostosować ofertę do potrzeb ich klientów.

– Rozwój technologii telekomunikacyjnych zmienił rynek i nawyki konsumentów. Wcześniej klienci kupowali takie produkty, jakie oferowała im firma. Dzisiaj chcą czynnie uczestniczyć w ich kształtowaniu   tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Jolanta Dudek, dyrektor wykonawczy ds. obsługi klientów z Orange Polska. – Rozumiemy te zmiany, a jako jeden z największych operatorów w kraju, mamy w nich istotny udział, dlatego że uwzględniamy je w kontaktach z 20 mln naszych klientów.

Klienci po wdrożeniu produktu komentują go i w ten sposób informują producenta o swoich odczuciach. Potem albo go rekomendują, albo krytykują. Jak podkreśla Jolanta Dudek, każda firma powinna brać pod uwagę opinię klientów, która natychmiast po wdrożeniu produktu pojawia się na rynku.

– Cyfrowy konsument ma inne potrzeby. Dzisiaj zanim uda się do sklepu czy punktu sprzedaży, najpierw konsultuje ofertę w internecie – wyjaśnia Dudek. –Sprawdza na portalu, jakie mamy oferty i porównuje ceny z naszymi konkurentami. Dopiero później decyduje się na zakup.

Współcześni klienci po kupieniu produktu lub oferty oczekują dostosowania do siebie kanałów kontaktu ze sprzedawcą. Dlatego Orange otworzył cyfrowe biuro obsługi klienta na Facebooku, gdzie dziennie kontaktuje się z firmą już 1,2 tys. osób. Klienci Orange mogą porozumieć się z konsultantami także na portalu oraz przez aplikację mobilną.

– Najmłodsza grupa naszych klientów korzysta nie tylko z Facebooka i obsługi, którą tam oferujemy, lecz także chętnie wykorzystuje filmiki instruktażowo-obsługowe na YouTube. Dzięki temu młodzież dowiaduje się m.in. o tym, jak bezpiecznie korzystać z internetu i jak poradzić sobie ze smartfonami  –zaznacza dyrektor wykonawczy ds. obsługi klientów z Orange Polska.

Przekonuje, że już 7-9 letnie dzieci korzystają z sieci, a istotne jest, aby robiły to bezpiecznie. Dlatego wolontariusze Orange Polska tłumaczą i uczą młodzież w szkołach właściwego korzystania z internetu. Do tej pory przeszkolili ponad 30 tys. młodych internautów. Wspólnie z Fundacją Dzieci Niczyje firma stworzyła materiały edukacyjne dla dzieci, rodziców i nauczycieli – ze szkoleń na specjalnej platformie e-learningowej skorzystało już 280 tys. osób. Podobnie firma wspiera starszych klientów.

– Paradoksalnie nowe technologie, które dla młodych ludzi są codziennością, dla seniorów mogą być przeszkodą. Starsi ludzie rzadziej korzystają z internetu, dlatego Orange przygotował program ich cyfrowej aktywizacji – mówi Jolanta Dudek. –  W bibliotekach gminnych zapewniamy darmowy internet oraz prowadzimy kursy, które przygotowują seniorów do korzystania z sieci. Dzięki temu mogą nawiązywać nowe znajomości czy załatwiać wiele potrzebnych codziennych spraw.

15 marca obchodzony jest Światowy Dzień Konsumenta.

Zamiast tworzyć własne produkty polskie firmy korzystają z technologii zachodnich koncernów

0

CEO Magazyn Polska

Trudny dostęp do międzynarodowych rynków zbytu dla polskich produktów innowacyjnych jest jednym z powodów niskich nakładów na działalność badawczo-rozwojową w Polsce. Choć procent PKB przeznaczany w Polsce na B+R należy do najniższych w Europie, blokadą jest przede wszystkim to, że firmy zamiast inwestować we własne produkty wykonują zadania dla zachodnich koncernów i w oparciu o ich technologie. Wyjątkiem jest sektor IT.

Działalność badawczo-rozwojowa w Polsce w większości sponsorowana jest przez rząd, a nie firmy. To się oczywiście zmienia, natomiast iluzoryczne jest myślenie, że da się to załatwić grantami czy funduszami strukturalnymi, bo tak naprawdę problem jest głębszy. Żeby prowadzić działalność badawczo-rozwojową, trzeba wiedzieć, gdzie sprzedać te nowoczesne produkty – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Konrad Świrski, prezes zarządu Transition Technologies. ‒ Problemem większości polskich firm nie jest to, że nie umieją prowadzić działalności badawczo-rozwojowej, tylko to, że mają utrudniony dostęp do globalnej sieci sprzedaży.

Świrski zwraca uwagę na to, że polskie firmy w dużej mierze produkują dla zachodnich koncernów. Przez to mają ograniczoną możliwość własnego wkładu w postaci innowacyjnych rozwiązań. Przez to firmy wydają mniej na B+R, a głównym inwestorem w tym obszarze są jednostki publiczne.

Nawet po zsumowaniu wydatków prywatnych i publicznych na B+R Polska jest jednym z najsłabszych pod tym względem krajów w UE. Jak wynika z danych Eurostatu, w 2013 r. w Polsce na badania i rozwój wydano jedynie 0,87 proc. PKB. Choć to o 0,3 pkt proc. więcej niż jeszcze rok wcześniej, to i tak o ponad połowę mniej od unijnej średniej (2,02 proc. PKB). Wiodące w Europie pod tym względem Szwecja i Finlandia wydają na B+R ponad 3,2 proc. swoich PKB. W Korei Południowej wskaźnik ten przekracza 4 proc.

Świrski dodaje, że wskaźnik ten powinien rosnąć, ale szczególnie cenny jest wzrost wydatków firm. Środki państwowe lub wspólnotowe mogą pomóc, ale nie zastąpią inwestycji prywatnych. W nakładach na działalność B+R przodują firmy z sektora IT, bo one mają najmniejsze bariery w ekspansji międzynarodowej.

Mamy wielkie możliwości w informatyce. To jedna z nielicznych gałęzi, która nie wymaga wielkich nakładów na budowę centrów badawczych i daje możliwość szybkiego dostępu do rynków światowych. W przeciwieństwie chociażby do sprzedaży samochodów, domów czy skomplikowanych urządzeń elektronicznych program komputerowy można czasami sprzedać na światowych rynkach – wyjaśnia Świrski.

Dla firm informatycznych nakłady na badania i rozwój są szczególnie istotne, bo tylko w ten sposób mogą one utrzymać konkurencyjność i przyciągnąć najlepszych pracowników. W innych segmentach korzyści nie są zawsze tak bardzo wymierne.

Polski system prawny powoduje, że firmy tylko w ograniczonym stopniu korzystają finansowo na nakładach na B+R. Jak podkreśla Świrski, pochodząca jeszcze z 2008 r. ustawa daje pewne preferencje podatkowe, ale są one bardzo niewielkie w porównaniu z krajami Europy Zachodniej.

 Jest tam kilka punktów, które powodują, że można tworzyć coś, co się nazywa fundusz innowacyjności. Są pewne ułatwienia podatkowe. Natomiast jak zwykle diabeł tkwi w szczegółach – mówi Świrski. ‒ Korzyść finansowa nie jest aż tak duża, jak w innych krajach.

Podkreśla, że ustawa powinna zostać znowelizowana i sprecyzowana. Z litery prawa powinny wynikać większe korzyści dla firm, które prowadzą działalność badawczo-rozwojową. Świrski podaje przykład Francji, gdzie firmy mogą liczyć na dofinansowanie. W Polsce wsparcie w praktyce jest ograniczone, a Świrski dodaje, że często Izby Skarbowe interpretują przepisy w taki sposób, że jeszcze trudniej uzyskać podatkowe ulgi za nakłady na B+R.

Największą korzyścią dla firm prowadzących taką działalność jest status centrum badawczo-rozwojowego. Otrzymują go firmy, które uzyskują co najmniej 20 proc. przychodów ze sprzedaży produktów będących efektem własnych badań. Taki status daje pewne preferencje przy rozpatrywaniu wniosków o granty badawcze.

Natomiast bezpośredni efekt finansowy nie jest za duży – dodaje Świrski.

DHL Parcel wesprze rynek e-commerce. Firma stworzyła platformę do handlu w sieci

CEO Magazyn Polska

Rozwój e-commerce przyniósł hossę w branży usług kurierskich. DHL Parcel, jeden z potentatów na polskim rynku, chce zwiększyć swój udział w rynku, tworząc platformę handlową, która ma ułatwić internetowym sprzedawcom znalezienie nabywców na ich towary i usprawnić cały proces transakcji.

– E-commerce jest wiodącym segmentem, tworzącym w tej chwili dynamikę przyrostu przesyłek krajowych, także na rynku przesyłek międzynarodowych, bo w sposób mniej dynamiczny, ale także rozwija się zainteresowanie polskich konsumentów zakupami w zewnętrznych, zagranicznych sklepach internetowych mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Robert Sulich, dyrektor ds. marketingu DHL Parcel Polska

Jak podaje badająca ten rynek firma CubeResearch, w 2012 roku obroty w sklepach internetowych sięgały 25 mld zł, rok później 30 mld zł, a  jak się szacuje, w roku 2014 wartość tego rynku przekroczyła 35 mld zł. Na razie daje to 4 do 5 proc. wartości całej sprzedaży w Polsce, jednak według prognoz w 2020 może osiągnąć 10-15 proc. Tak dynamiczny wzrost sprzedaży wysyłkowej przyniósł też ożywienie na rynku usług kurierskich. Liczba wysyłanych w Polsce paczek rośnie o 10-15 proc. rocznie. Nowa usługa DHL Parcel Polska – określana jako internetowy pasaż handlowy All You Need  ma wspierać sprzedających w sieci biznesowych klientów firmy. DHL Parcel Polska będzie prowadził w ich imieniu marketing oraz bezpośrednią obsługę transakcji sprzedaży ich produktów.

–  Chcemy w ten sposób wesprze ich, zajmując się żmudnym pozycjonowaniem ich produktu w wyszukiwarkach deklaruje Robert Sulich. Ten cały performance marketing służy temu, żeby produkty sprzedawać. Po to, żeby e-sprzedawcy mogli skupić się na bardziej strategicznych decyzjach dotyczących swojego biznesu, czyli poszukiwaniu dobrych źródeł zaopatrzenia, rozpoznawaniu rynku i oczekiwań klientów. Chcemy, by bieżąca obsługa sprzedaży trafiła do DHL Parcel.

DHL Parcel Polska zaznacza, że strategią firmy nie jest zdobycie wiodącej pozycji w segmencie sprzedawców internetowych czy platform internetowych.

– Naszym zasadniczym obszarem działania jest wciąż obsługa logistyczna naszych klientów – zaznacza dyrektor ds. marketingu DHL Parcel Polska. – Natomiast platforma All You Need służy właśnie temu, żeby naszym klientom zaoferować pomoc w rozwijaniu ich biznesu poprzez outsourcing już nie  tylko funkcji logistycznych, lecz także dodatkowych opcji. Nie mamy w tym względzie jakichś bardzo ambitnych planów budowania pozycji w branży platform internetowych. Bardziej zależy nam na tym, żeby nasi klienci, przedsiębiorcy internetowi znaleźli u nas tę dodatkową możliwość, która pomoże im szerzej rozwinąć skrzydła.

Firma kurierska deklaruje, że chce zapewnić sprzedawcom komplementarną usługę: znaleźć nabywcę, obsłużyć transakcję, także poprzez sfinalizowanie płatności oraz dostarczyć przesyłkę z zakupionym towarem.

– Chcemy po prostu jeszcze głębiej wejść w e-commerce, zdobyć pozycję niekwestionowanego eksperta w tej dziedzinie wśród operatorów kurierskich – podkreśla Robert Sulich z DHL Parcel Polska. – Poprowadzenie tego typu działalności własnymi rękami jest troszkę inną rzeczą niż tylko doręczanie paczek. Jeżeli się te paczki dostarcza, a wcześniej musiało się ten produkt sprzedać, to wiedza o tym, czym się ten rynek kieruje, czym żyje, jest chyba najpełniejsza i o to nam też chodzi.

W tym roku ulga na dzieci na nowych zasadach. Skorzystają przede wszystkim rodziny wielodzietne

0

W rozliczeniu podatkowym za 2014 rok zwiększono ulgi na dzieci. Skorzystają na tym przede wszystkim rodzice z co najmniej trójką dzieci, bo ulgi na trzecie i każde kolejne dziecko będą wyższe o 20 proc. Lepsza jest też sytuacja tych podatników, którzy do tej pory nie mogli w pełni wykorzystać tej ulgi, bo ich podatek był niższy od jej maksymalnego poziomu. W tym roku takim rodzinom państwo zwróci kwotę niewykorzystanej ulgi.

Ulga na dzieci jest jedną z najpopularniejszych. Pozwala na odliczenie od podatku wynikającej z przepisów podatkowych kwoty przypadającej na jedno dziecko. W przypadku, gdy podatnik jest uprawniony do rozliczenia ulgi na więcej niż jedno dziecko, kwota to odpowiednio się zwiększa. W tym roku wysokość ulgi w przypadku trzeciego i kolejnych dzieci jest wyższa o 20 proc. – mówi agencji Newseria Biznes Dominika Dragan-Berestecka, doradca podatkowy w Kancelarii Chmieliński & Żemantowski.

Wyższe ulgi na dzieci w rozliczeniu za 2014 rok to kontynuacja zmian z 2013 roku, kiedy ulgę na trzecie dziecko zwiększono o 50 proc., a na każde kolejne o 100 proc. Teraz rodzice mogą odliczyć za pierwsze i drugie dziecko ponad 1,1 tys. zł, za trzecie – 2 tys., a za każde kolejne – 2,7 tys. zł.

Podatnicy, którzy wykazują niskie dochody i niski podatek w zeznaniu rocznym, dotychczas w wielu przypadkach nie mieli możliwości pełnego odliczenia ulgi, bo podatek wynikający z zeznania był niższy niż kwota ulgi. Począwszy od rozliczenia za 2014 rok, takie osoby otrzymają zwrot różnicy między pełną kwotą ulgi, a tą, która jest możliwa do rozliczenia z uwagi na wysokość podatku – tłumaczy ekspertka.

Zwrot dopłacony przez państwo nie może być jednak wyższy niż łączna kwota zapłaconych przez podatnika składek na ubezpieczenie zdrowotne i społeczne. To oznacza, że ze zmian skorzystają rodzice zatrudnieni na podstawie jakiejkolwiek umowy. Praca przynajmniej jednego z małżonków musi podlegać opodatkowaniu i oskładkowaniu.

Rząd szacuje, że na dodatkowe wsparcie w postaci zmienionej ulgi na dzieci będzie mógł liczyć ponad milion rodzin, w których wychowuje się ok. 2 mln dzieci. 97 proc. rodzin, płatników PIT, będzie mogło wykorzystać te ulgi w pełni.

Jak podkreśla ekspertka, wciąż można skorzystać z ulgi rehabilitacyjnej, która przysługuje niepełnosprawnym i ich opiekunom. Maksymalna kwota odliczenia w roku podatkowym wynosi 2280 zł.

Obowiązuje też ulga internetowa, ale powoli ulega ona ograniczeniom. Mogą ją odliczyć tylko podatnicy, którzy dotychczas jeszcze z niej nie korzystali. Mają prawo z niej skorzystać przez dwa kolejne lata podatkowe – zaznacza Dragan-Berestecka.

Polacy najchętniej budują domy o powierzchni 126-150 mkw. Realny koszt budowy zwykle różni się nawet o 20 proc. od wyceny

CEO Magazyn Polska

Polacy najchętniej chcą wybudować wolnostojący dom parterowy o powierzchni użytkowej od 126 do 150 mkw, z poddaszem użytkowym, ale bez piwnicy. Najczęściej jest to dom wznoszony w tradycyjnej technologii murowanej z cegły ceramicznej, a dach pokryty jest dachówką ceramiczną. Realne koszty budowy zwykle przekraczają o 11-20 proc. planowany na początku budżet – wynika z raportu Oferteo.pl.

Na podstawie wyników naszych badań możemy wnioskować, że Polacy chcą najczęściej budować dom wolnostojący, jednorodzinny, parterowy z poddaszem użytkowym – mówi agencji informacyjnej Newseria Karolina Pluta z Oferteo.pl.

Domy, które obecnie powstają, są stosunkowo niewielkie i mają powierzchnię od 126 do 150 mkw. (wskazało tak 28,7 proc. ankietowanych). Blisko 90 proc. ankietowanych korzysta z gotowego projektu.

Zapewne wynika to z chęci dobrego dostosowania wznoszonego domu marzeń do tego, jakie będą potrzeby, jak dom będzie funkcjonalny za kilka czy kilkanaście lat. Poza tym istotne są koszty, a większy dom będzie wiązał się z większym wydatkiem na utrzymanie – podkreśla Karolina Pluta.

Budowa statystycznego domu z garażem kosztować będzie średnio 430 000 zł – wynika z wyceny firmy Sekocenbud, która cytowana jest w raporcie Oferteo.pl. Koszty są jednak różne w zależności od regionu kraju.

Średnia cena 1 mkw. powierzchni użytkowej domu w województwie świętokrzyskim jest najniższa i wynosi 2 556 zł. Natomiast statystycznie najdrożej wychodzi budowa domu w województwie wielkopolskim, gdzie koszt budowy 1 mkw. to jest 2 986 zł – mówi Karolina Pluta.

Przy budowie domu niejednokrotnie koszty realne przekraczają te, które zostały zaplanowane w kosztorysie. Ankietowani najczęściej wskazywali różnicę w przedziale od 11 do 20 proc. w stosunku do początkowej wyceny.

Różnica ta wynika np. ze zmiany decyzji o wyborze materiałów budowlanych w trakcie procesu inwestycyjnego lub konieczności wykonania dodatkowych prac. Bardzo często można byłoby dodatkowych kosztów uniknąć, jeśli wystarczająco dobrze przemyślałoby się i zaplanowało wydatki już na samym początku budowy – podkreśla Pluta.

Polacy bardzo chętnie samodzielnie nadzorują całość prac związanych z budową domu.

Często jest to inwestycja życia, nic więc dziwnego, że chcieliby mieć jak najlepszą kontrolę nad całym procesem, a także nad kosztami. Dlatego 3/4 ankietowanych wybiera system gospodarczy, czyli samodzielnie nadzoruje całość prac zamiast zlecać je jednemu wykonawcy – dodaje Pluta.

Blisko połowa respondentów ankiety Oferteo.pl deklarowała, że budowa ich domu zajęła do 12 miesięcy (44,7 proc.). Podobna część inwestorów czekała na zakończenie budowy 1,5 roku (19,6 proc.) oraz 2 lat (20,8 proc.).

Polacy są bardzo przywiązani do tradycyjnych technologii budowania domów. Najczęściej wybierają domy murowane z cegły ceramicznej (blisko 41 proc. ankietowanych). Ceramika jest najpopularniejsza również w kwestii pokryć dachowych. Na dachówkę ceramiczną decyduje się 44,8 proc. wszystkich osób, które budowały dom w 2014 roku.

Cegła ceramiczna zdecydowanie jest popularniejsza na południu Polski, natomiast beton komórkowy, plasujący się w ogólnej klasyfikacji na drugim miejscu, jest najczęściej wybierany na północy Polski – dodaje przedstawicielka Oferteo.pl

Regionalne różnice zauważalne są również w kwestii popularnych pokryć dachowych. Blacha i blachodachówka są najpopularniejsze we wschodnich rejonach Polski, natomiast dachówka ceramiczna na południowym zachodzie Polski.

Do wybudowania statystycznego jednorodzinnego domu wolonstojącego Polacy najczęściej kupują działkę o powierzchni od 1001 do 2000 mkw. (blisko 40 proc.). Nieco rzadziej jest to mniejsza działka od 500 do 1000 mkw. Niewielki odsetek ankietowanych dysponuje działkami większymi niż 2000 mkw.

Najwięcej domów powstaje na terenie Mazowsza (14,1 proc. ogółu) i Śląska (13,6 proc.), na terenach wiejskich, gdzie działki są najtańsze.

Popołudniowy komentarz walutowy z 12.03.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Popołudniowy komentarz walutowy z 12.03.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Sądy zbyt łagodne wobec pijanych kierowców

0

Pozbawienie wolności w zawieszeniu oraz grzywna to kary wymierzane wobec nietrzeźwych kierowców najczęściej. Sądy zbyt rzadko reagują adekwatnie do sytuacji, powinny utożsamiać się z ofiarami – zaznaczają eksperci.

Według statystyk połowa Polaków, którzy wsiedli po alkoholu za kierownicę, nie wiedziała, jak wpływa on na ich organizm. 30% nietrzeźwych uważało, że skoro mieszka niedaleko i pojedzie bocznymi ścieżkami, to nie zostanie zatrzymanych przez policję. „Zmiana myślenia i zachowania polega na uświadomieniu sobie, że jeżeli oczekuję szacunku ze strony innych uczestników ruchu drogowego, to muszę przestrzegać określonych zasad, które będą sprzyjały wspólnemu bezpieczeństwu” – mówi serwisowi infoWire.pl psycholog dr Andrzej Markowski.

Za jazdę pod wpływem alkoholu – bez wyrządzenia szkody – przewiduje się karę pozbawienia wolności do lat dwóch, ograniczenia wolności do 12 miesięcy lub grzywnę. W razie spowodowania wypadku można trafić do więzienia nawet na 10 lat. „Większość z orzekanych wyroków przeciwko nietrzeźwym kierowcom to kary pozbawienia wolności w zawieszeniu oraz grzywny. Niewykorzystywanie w pełni narzędzi służących karaniu pijanych kierowców nie skłania społeczeństwa do przestrzegania przepisów ruchu drogowego” – mówi serwisowi infoWire.pl Mariusz Wasiak z Biura Prewencji i Ruchu Drogowego Komendy Głównej Policji.

Eksperci zgodnie zaznaczają, że zbyt łagodne wyroki demotywują społeczeństwo. Ludzie zauważają, że pełnej odpowiedzialności można uniknąć. Rozwiązaniem jest nie zaostrzanie przepisów, ale ich prawidłowe stosowanie. „Sądy powinny bardzo wnikliwie przyglądać się problemowi. Co więcej, istotna jest edukacja, ale nie tylko uczestników ruchu drogowego, lecz przede wszystkim także organów orzekających” – podkreśla Mariusz Wasiak.

Większe bezpieczeństwo pieszych dzięki podręcznikowi

Polska zajmuje niechlubne, trzecie miejsce w Europie pod względem wypadków z udziałem pieszych. W poprawie statystyk mają pomóc instrukcje zawarte w publikacji „Ochrona pieszych. Podręcznik dla organizatorów ruchu pieszego”.

Do wypadków dochodzi nie tylko przez błędy kierowców i pieszych. Przyczyniają się do nich także pomyłki popełniane na etapie projektowania dróg i podczas ich budowy oraz zła infrastruktura (np. uszkodzenia nawierzchni, nieodpowiednie rozmieszczenie znaków drogowych). „Do bezpieczeństwa ruchu drogowego trzeba podejść w sposób interdyscyplinarny. Warto wiedzieć, co grozi pieszym na drogach, i poznać sposoby właściwego oceniania tych zagrożeń” – mówi serwisowi infoWire.pl Piotr Popa, rzecznik prasowy Ministerstwa Infrastruktury i Rozwoju.

„Ochrona pieszych. Podręcznik dla organizatorów ruchu pieszego”, publikacja wydana przez Krajową Radę Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego (KRBRD), ma służyć jako przewodnik dla instytucji oraz urzędów odpowiedzialnych za sprawy bezpieczeństwa ruchu na drogach, a także wykonawców inwestycji drogowych. Podręcznik został przekazany do niektórych samorządów, oddziałów Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad oraz uczelni technicznych. Dostępny jest też w wersji elektronicznej na stronie internetowej KRBRD.

Rynek pracy specjalistów w lutym 2015 r.

W lutym na Pracuj.pl opublikowano 32 256 oferty pracy, co oznacza 6,5% wzrost rok do roku. Największe zapotrzebowanie na specjalistów zgłosiły branże handel i sprzedaż oraz bankowość/finanse/ubezpieczenia. Coraz więcej czynników wskazuje na ożywienie w branży budownictwo i nieruchomości – trend ten jest widoczny także w analizach Pracuj.pl. Tradycyjnie nie maleje popyt na inżynierów i specjalistów IT.

 Wielka czwórka bez zmian

Najwięcej ogłoszeń o pracę skierowano do specjalistów handlu i sprzedaży – było ich 12 459. Na kolejnych miejscach uplasowali się specjaliści ds. obsługi klienta (5 957 ofert), specjaliści ds. finansów (5 248 ofert) oraz specjaliści ds. IT (4 626 ofert).

Największy udział w ogólnej liczbie ogłoszeń o pracę stanowiły oferty z branży handel i sprzedaż (21% ofert pracy), bankowość/finanse/ubezpieczenia (14% ofert pracy) oraz budownictwo i nieruchomości (7% ofert pracy). Jednak podczas gdy w dwóch pierwszych obszarach zanotowano niewielkie spadki liczby ogłoszeń, w budownictwie i nieruchomościach odnotowano 6,2% wzrost rok do roku. Zwiększoną liczbę ofert pracy zaobserwowano także w następujących branżach – przemysł chemiczny z 13,5% wzrostem rok do roku, transport i logistyka z 11,7% wzrostem oraz marketing/media/reklama z wynikiem o 10,7% lepszym niż w lutym ubiegłego roku. Odnotowano również wzrost liczby ofert pracy dla specjalistów IT (4,4% więcej ofert pracy porównując rok do roku).

 Inżyniera zatrudnię od zaraz

Znaczący wzrost liczby ofert pracy, porównując rok do roku, odnotowano dla inżynierów – wyniósł on 6,5%. W obszarze inżynierii najwięcej ogłoszeń o pracę skierowano do monterów/serwisantów, elektroników/elektryków, mechaników oraz do specjalistów zajmujących się konstrukcją/technologią. Znaczący wzrost liczby ogłoszeń zanotowano także wśród ofert dla projektantów (o 7,1% w porównaniu do lutego roku ubiegłego). Inżynieria jest jednym z tych obszarów, w którym specjaliści są stale poszukiwani.

– W lutym na większe zapotrzebowanie na stanowiska związane z szeroko pojętą inżynierią z pewnością miał wpływ trend stopniowego ożywienia w polskim sektorze budowalnym, dostęp do tańszych kredytów i tym samym inwestycje w działy badawczo-konstrukcyjno-projektowe – komentuje Liliana Swoboda, dyrektor katowickiego oddziału firmy doradztwa personalnego People. – Dodatkowym czynnikiem sprzyjającym rekrutacjom, szczególnie w przypadku  stanowisk takich jak serwisanci czy monterzy, mogła być ciepła zima, która pozwalała na prowadzenie prac, zwykle w tym okresie wstrzymywanych. Zwiększone rekrutacje pracowników szeregowych, a także inżynierów, to także efekt przygotowywania się firm do nowych kontraktów, których realizacja za chwilę się rozpocznie dodaje Swoboda.

Ruch w budownictwie i nieruchomościach

W lutym na Pracuj.pl opublikowano ponad dwa tysiące ogłoszeń o pracę w branży budownictwo i nieruchomości. Najwięcej ogłoszeń z tej branży skierowano do specjalistów sprzedaży, specjalistów budownictwa, oraz specjalistów inżynierii. Najdynamiczniej przyrastały ogłoszenia skierowane do specjalistów budownictwa  (o 8,6% rok do roku), osób odpowiedzialnych za finanse/ekonomię  (8,3% wzrostu rok do roku). Ożywienie w branży potwierdzają również analitycy rynków kapitałowych.

Luty był drugim z rzędu miesiącem silnych wzrostów spółek budowlanych notowanych na GPW, co wskazuje na duży optymizm uczestników rynku kapitałowego co do perspektyw rozwoju tej branży w kolejnych miesiącachkomentuje Piotr Zybała, analityk Domu Maklerskiego mBanku.W oparciu o środki unijne z nowej perspektywy budżetowej stworzone zostały wieloletnie programy inwestycyjne na lata 2014-2020, które zakładają wydatki w kwocie 93 mld PLN w drogach oraz 59 mld PLN w kolejach. Największy front prac budowlanych będzie miał miejsce po 2015 r., co oznacza, że branżę może czekać kilka lat dobrej koniunktury. Nie dziwią więc komentarze przedstawicieli największych spółek z branży (np. Budimex) odnośnie planowanego wzrostu zatrudnienia dodaje Zybała.

Ożywienie na rynku pracy

Największy wzrost zapotrzebowania w stosunku do lutego ubiegłego roku zanotowano w obszarze HR i wyniósł on 13,6%. Trend ten wynika z ożywienia na rynku pracy, a co za tym idzie stale zwiększającego się zapotrzebowania na specjalistów od rekrutacji oraz od zarządzania zasobami ludzkimi.

Ożywienie na rynku pracy widać również po stronie kandydatów. W lutym br. na Pracuj.pl zarejestrowało się ponad 81 000 nowych użytkowników, o 23% więcej niż w tym samym okresie 2014 roku. Wzrosła również o 8,37% liczba wysyłanych aplikacji na oferty pracy (porównując luty 2015 do lutego 2014).

Sektor ochrony zdrowia: Presja na cięcie wydatków silniejsza niż potrzeba inwestycji

W roku 2012 wzrost wydatków na ochronę zdrowia w skali całego globu wyniósł 2 proc., rok później 2,8 proc. W latach 2014-2018 prognozowany średni wzrost wyniesie 5,2 proc. rocznie. Już teraz wydatki te pochłaniają 10,6 proc. globalnego PKB[1]. Tak znaczące zwiększenie środków przeznaczanych na służbę zdrowia to rezultat nie tylko rosnących potrzeb zdrowotnych coraz większej rzeszy osób starszych (w tym wzrost liczy osób cierpiących na choroby przewlekłe), czy zaawansowana medycyna i nakłady na technologię i innowacje. Coraz większą rolę odgrywa także rozwój rynków wschodzących. Jak jednak wynika z corocznego raportu firmy doradczej Deloitte „2015 Global health care outlook. Common goals, competing priorities” wciąż największy wpływ na kondycję światowej służby zdrowia mają presja kosztowa i konieczność cięcia wydatków rządowych.

[1] World Industry Outlook: Healthcare and pharmaceuticals, The Economist Intelligence Unit, May 2014.

Najważniejsze globalne trendy dla sektora ochrony zdrowia w 2015 roku:
  • presja kosztowa,
  • przystosowanie się do wymagań rynku, w tym wymagań rządów,
  • postęp technologiczny oraz innowacje cyfrowe; wykorzystaniu technologii medycznych oraz procesów zarządzania danymi,
  • regulacje i obszar compliance (zapewnienie zgodności działalności z normami i prawem), w tym ochrona danych.

Eksperci Deloitte oceniają, że w perspektywie trzech najbliższych lat globalny poziom wydatków na opiekę zdrowotną ponoszonych przez państwo będzie systematycznie wzrastał średnio o 5,2 proc. rocznie, osiągając w 2018 roku rekordową sumę 9,3 biliona dolarów. „Wzrost ten spowodowany jest kilkoma powiązanymi ze sobą czynnikami. Przede wszystkim rosną potrzeby zdrowotne ludzi starszych, a jednocześnie na świecie wciąż powiększa się liczba ludności. Mamy do czynienia z coraz częściej występującymi chorobami przewlekłymi, ekspansją firm medycznych i farmaceutycznych na rynkach wschodzących oraz wzrostem innowacji w służbie zdrowia, które wymagają dużych inwestycji finansowych” – wyjaśnia Oliver Murphy, Partner w Dziale Doradztwa Finansowego w zespole M&A, Ekspert ds. Sektora Farmaceutycznego i Opieki Zdrowotnej, Deloitte.

Największy wzrost wydatków sięgający 8,7 proc. rocznie spodziewany jest w Afryce i na Bliskim Wschodzie. Dla porównania znacznie mniejsze tempo zwiększenia wydatków na służbę zdrowia przewidywane jest w Ameryce Północnej (4,9 proc.) oraz w Europie Zachodniej (2,4 proc.).

Według ekspertów Deloitte problemy gospodarcze i konieczność redukcji zadłużenia krajowych budżetów to główne czynniki, które sprawiają, że największe cięcia wydatków w tym obszarze dotkną przede wszystkim Grecję, Portugalię oraz Hiszpanię. Poprawa prognozowana jest na rynkach w Wielkiej Brytanii, Niemczech oraz Szwecji, co powinno być zauważalne w 2018 roku. Warto podkreślić, że w największych procentowych wzrostach nakładów na służbę zdrowia przodują rynki wschodzące. Rekordowe wzrosty spodziewane są na rynku azjatyckim: 8,1 proc. w Indiach 15,2 proc., a w Chinach 12,5 proc. rocznie.

Jak wynika z raportu dużej zmianie ulega struktura demograficzna społeczeństwa. Średnia długość życia ciągle ulega wydłużeniu – w 2013 roku było to 72,7 lat, w 2018 roku będzie to już o rok dłużej. Społeczeństwa się starzeją – w latach 1980-2010 odsetek osób w wieku 60 lat oraz powyżej wynosił na świecie 2,4 proc., w ciągu trzech kolejnych dekad będzie to już 7,6 proc. W 2018 roku liczba osób powyżej 65. roku życia wyniesie 580 mln, czyli ponad 10 proc. całej światowej populacji.

W Europie Zachodniej czy Japonii odsetek ten będzie jeszcze wyższy i sięgnie odpowiednio 20 i 28 proc. Problem starzejącego się społeczeństwa wymaga zwiększenia wydatków na leczenie chorób przewlekłych, w tym nowotworów i chorób układu krążenia. Już w 2008 roku przyczyną aż 63 proc. zgonów nie były choroby zakaźne. Dodatkowo w ciągu następnych dziesięciu lat liczba zgonów wynikających z cukrzycy wzrośnie o ponad połowę. W tej chwili najwięcej diabetyków jest w Chinach i Indiach (odpowiednio 98 i 65 mln ludzi). Nadal dużym problemem jest także palenie papierosów. Z tego powodu do 2020 roku umrze na świecie 7,5 mln ludzi (10 proc. wszystkich zgonów).

O zwiększeniu nakładów na opiekę zdrowotną decyduje także bogacenie się społeczeństw. Ludzie lepiej usytuowani oczekują lepszej jakości usług oraz bardziej dbają o swoje zdrowie, a co za tym idzie częściej korzystają z opieki zdrowotnej. „Do 2018 roku liczba gospodarstw domowych o dochodach większych niż 25 tys. dolarów rocznie wzrośnie na całym świecie o 30 proc. do 570 mln. Połowa tego wzrostu przypadnie na Azję. Teoretycznie to powinno wpłynąć na wzrost wydatków na służbę zdrowia. Jednak obecnie paradoksalnie na ten trend silnie nakłada się presja kosztowa dlatego wzrost wydatków w skali globu nie będzie tak duży jak oczekują tego zamożni pacjenci” – wyjaśnia Piotr Świętochowski, Dyrektor w Dziale Audytu, Ekspert ds. Sektora Farmaceutycznego i Opieki Zdrowotnej, Deloitte.

Skalę wydawanych środków być może udałoby się zmniejszyć, gdyby większą wagę przywiązywano do walki z nadużyciami i oszustwami w służbie zdrowia. W 2009 roku aż 30 proc. wydatków na opiekę medyczną w USA (750 mld dolarów) przeznaczono na niepotrzebne usługi. Źródłem presji kosztowej są przede wszystkim rządy, które są głównym, a w wielu krajach jedynym fundatorem opieki zdrowotnej. Coraz częściej o kontroli wydatków mówią także firmy farmaceutyczne czy też dostawcy usług medycznych. „Globalna ochrona zdrowia potrzebuje nowych modeli biznesowych, które będą oparte na maksymalizacji wartości. Trzeba je budować, opierając się na obniżaniu kosztów, a podwyższaniu jakości świadczenia usług opieki zdrowotnej” – mówi Oliver Murphy.

Drugim, po presji kosztowej trendem, który ma wpływ na globalną służbę zdrowia jest przystosowanie się do wymagań rynku, w tym wymagań rządów. Mają one coraz większy wpływ nie tylko na wysokość środków przeznaczanych na służbę zdrowia, ale także na jej jakość. Coraz większą ich rolę widać także, m.in. w promowaniu leków generycznych i zastępowaniu nimi leków innowacyjnych, których patenty wygasły. Raport Deloitte wymienia w tym kontekście rządy Polski, Japonii, Włoch, Hiszpanii oraz Francji. W Polsce udział w sprzedaży leków generycznych sięga prawie 60 proc. i jest to jeden z najwyższych wskaźników w Unii Europejskiej. Większość z nich produkują polskie firmy, niektóre wprowadzają do obrotu tylko kilka leków i opierają swoją działalność na konkurencji cenowej.

Coraz częstszym problemem, zwłaszcza na rynkach wschodzących, jest brak odpowiednio wykwalifikowanego personelu medycznego. W tym roku na świecie na tysiąc mieszkańców przypadnie zaledwie 1,7 lekarza i w ciągu trzech kolejnych lat nie przewidywane są pod tym względem żadne zmiany. Najgorzej pod tym względem wypada Republika Południowej Afryki (0,6 lekarza na tysiąc mieszkańców) oraz Azja Płd.-Wsch. (2,1 lekarza na tysiąc mieszkańców). Indie już dziś potrzebują 1,54 mln lekarzy i 2,4 mln pielęgniarek. Podobne różnice pomiędzy poszczególnymi regionami dotyczą także dostępu do łóżek szpitalnych. W USA na tysiąc mieszkańców przypada ich 2,9, tyle samo co w Wielkiej Brytanii. W Niemczech jest to już 7,3 łóżek na tysiąc mieszkańców, a we Francji i Polsce  6,5.[i] Dla porównania w Meksyku jest to jedynie 1,1 łóżka na tysiąc mieszkańców. W Indiach jedno łóżko przypada na 1050 osób i ten kraj jeszcze w tej dekadzie potrzebuje 100 tys. dodatkowych łóżek.

Trendem, który ma coraz większy wpływ na sektor ochrony zdrowia jest postęp technologiczny oraz innowacje cyfrowe. Widoczne są one szczególnie w diagnostyce oraz leczeniu pacjentów. Wystarczy wspomnieć o drukarkach 3D pomocnych, m.in.: w transplantologii, Internecie Rzeczy, Big Data czy m-zdrowiu (wykorzystanie telefonów komórkowych i aplikacji mobilnych w ochronie zdrowia). Jak wskazuje raport Deloitte smartfony mogą zyskać duże znaczenie w opiece zdrowotnej szczególnie w regionach, w których brakuje lekarzy i punktów opieki zdrowotnej, takich jak Afryka, Indie czy Chiny. Już w 2012 roku telemedycyna była warta 14,2 mld dolarów. W latach 2014-2018 jej wzrost szacowany jest na 18,5 proc. rocznie.

Jak jednak zauważają eksperci Deloitte zaawansowany technologicznie system ochrony zdrowia będzie wytwarzał ogromne ilości informacji i danych, w związku z tym bardzo istotnym zadaniem będzie nie tylko ich interpretacja i wykorzystanie, ale także odpowiednie zabezpieczenie. Stąd rośnie waga działania zgodnie z regulacjami i obszaru compliance. „To co zauważamy, to rosnąca liczba podmiotów zaangażowanych w system ochrony zdrowia. Postęp technologiczny sprawił, że informacje medyczne nie krążą jedynie pomiędzy lekarzem a pacjentem. Zadaniem, przed którym stoi obecnie ochrona zdrowia na całym świecie, to taka ochrona poufnych danych, która gwarantuje pacjentom anonimowość, a z kolei lekarzy nie narazi na utratę wiarygodności i zaufania. Branża medyczna na całym świecie musi się więc nauczyć odpowiedniego zarządzania ryzykiem” – mówi Oliver Murphy.

Innym zagadnieniem, które stanowi kolejne wyzwanie dla technologii informacyjnych w ochronie zdrowia jest interoperacyjność systemów IT.Dynamiczny rozwój zastosowań technologii informacyjnych w kluczowych obszarach działalności podmiotów systemu ochrony zdrowia, w tzw. części białej i szarej oznacza nie tylko wzrost wolumenów danych przetwarzanych przez te podmioty przy udziale beneficjentów tego systemu, ale również coraz bardziej złożoną strukturę i zależność informacji przekazywanych i (docelowo) współdzielonych pomiędzy poszczególnymi jednostkami systemu. Podejmowane są działania zmierzające do osiągnięcia odpowiedniego poziomu tzw. interoperacyjności organizacyjnej, semantycznej i technicznej, zarówno w skali lokalnej (np. pomiędzy poszczególnymi podmiotami systemu) jak i globalnej (np. regionalnej czy krajowej). W każdym kraju, w tym w Polsce (np. w ramach programów operacyjnych PO IG, PO PC, RPO) podejmowane i realizowane są trudne i ryzykowne przedsięwzięcia, mające na celu wypracowanie standardów, zunifikowanie sposobów współdziałania i przezwyciężenia barier w wymianie usług i informacji pomiędzy jednostkami systemu ochrony zdrowia” – mówi Krzysztof Jakubowski, Starszy Menedżer w Dziale Doradztwa Biznesowego i Technologicznego Deloitte.

 

Informacje o raporcie:
Raport został opublikowany przez Deloitte USA w styczniu br.
Poza raportem zbiorczym są również raporty dedykowane poszczególnym 13 krajom/ regionom:Australia, Brazylia, Kanada, Chiny, Niemcy, Indie, Japonia, Meksyk, Środkowy Wschód, Republika Południowej Afryki, Azja Południowo-Wschodnia, Wielka Brytania oraz USA (dwie publikacje: health care providers oraz health plans).

Konsolidacja płynności finansów publicznych – efekty zmian ustawowych

Komunikat o efektach wejścia w życie zmian ustawy o finansach publicznych oraz niektórych innych ustaw, zwiększających efektywność wykorzystywania wolnych środków zgromadzonych w sektorze publicznym oraz środków przyjętych do depozytu sądowego.

1 stycznia 2015 r. weszła w życie ustawa o zmianie ustawy o finansach publicznych oraz niektórych innych ustaw. Jej zadaniem było zwiększenie efektywności zarządzania płynnością sektora finansów publicznych, w tym:

  1. rozszerzenie obowiązku lokowania wolnych środków w formie depozytu prowadzonego przez Ministra Finansów na kolejne jednostki sektora finansów publicznych,
  2. zmiana umiejscowienia gromadzenia środków pieniężnych składanych do depozytu sądowego z rachunków sądów  w bankach komercyjnych na rachunki depozytowe Ministra Finansów otwarte w Banku Gospodarstwa Krajowego (BGK) oraz przyznanie Ministrowi Finansów prawa do czasowego wykorzystywania środków złożonych do depozytu sądowego.

Objęte konsolidacją jednostki sektora zobowiązane były do 28 lutego br. przenieść obsługę bankową do BGK oraz ulokować wolne środki na rachunkach Ministra Finansów. Również do 28 lutego br. na rachunki Ministra Finansów miały zostać przeniesione środki składane w depozyt sądowy (za wyjątkiem depozytów terminowych objętych okresem przejściowym).

W Strategii zarządzania długiem sektora finansów publicznych w latach 2015 – 2018 założono, że w wyniku wprowadzonych zmian potrzeby pożyczkowe 2015 r. zostaną obniżone o 4,5 mld zł (docelowo o  5,5 mld zł). Wg stanu na 10 marca br. na rachunkach Ministra Finansów ulokowano 6,65 mld zł środków, z czego:

–  w wyniku rozszerzenia zakresu konsolidacji zarządzania płynnością sektora finansów publicznych o nowe jednostki – 3,03 mld zł, w tym:

  •         instytucje gospodarki budżetowej: 0,23 mld zł,
  •         państwowe instytucje kultury: 0,17 mld zł,
  •         Polską Akademię Nauk i tworzone przez nią jednostki organizacyjne: 0,23 mld zł,
  •         samodzielne publiczne zakłady opieki zdrowotnej, dla których podmiotem tworzącym jest
  • minister, centralny organ administracji rządowej, wojewoda lub uczelnia medyczna: 0,93 mld zł,
  •         wojewódzkie fundusze ochrony środowiska i gospodarki wodnej: 1,46 mld zł.

–  z tytułu depozytów sądowych – 3,62 mld zł.

Zrealizowanie już w 2015 r. całego planu obniżenia potrzeb pożyczkowych w wyniku wprowadzonych zmian ustawowych wynikało głównie z  większej niż zakładana wartości depozytów sądowych ulokowanych na rachunkach Ministra Finansów – ich wartość na koniec 2014 r. wynosiła 3,4 mld zł.

Na początku kwietnia na rynek główny GPW ma trafić Private Equity Managers. Fundusz zapowiada inwestycje i publikuje dziś prospekt emisyjny

0

CEO Magazyn Polska

Aktualizacja 10:20

Nawet 100 mln euro zamierza w tym roku zainwestować należący do MCI fundusz Private Equity Managers. Trafi on na rynek główny GPW na początku kwietnia. Dziś spółka opublikowała swój prospekt emisyjny, z którego wynika, że chce pozyskać z oferty do 45,7 mln zł.

PEManagers wprowadzi na giełdę maksymalnie 411 863 akcji, stanowiących 12,35 proc. kapitału zakładowego spółki. Cena maksymalna akcji została ustalona na 111 zł. Zapisy w transzy inwestorów indywidualnych odbędą się w dniach 16-20 marca, zaś instytucjonalnych – od 26 do 30 marca, poinformowała spółka w komunikacie.

– To jest spółka, która posiada najbardziej rentowne towarzystwo funduszy inwestycyjnych w Polsce, gdzie EBITDA do aktywów pod zarządzaniem wynosi 2,5 proc., marża EBITDA dla aktywów pod zarządzaniem 2,5 proc. w porównaniu z innymi, gdzie się kształtuje na poziomie 1 proc. – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Cezary Smorszczewski, partner zarządzający i prezes zarządu MCI Management.

Private Equity Managers zarządza aktywami w Europie Środkowo-Wschodniej, a także w Turcji oraz Rosji.

Skala naszych inwestycji obecnie to ponad 1,5 mld zł informuje Cezary Smorszczewski.Przewidywane inwestycje w tym roku przekroczą 400 mln zł. Zatem to, co oferujemy inwestorom zarówno instytucjonalnym, jak i indywidualnym, to jest dostęp do zwrotów od 20 do 24 proc., tak było dotychczas w skali roku w ostatnich 15 latach na poziomie PEM-u, co jest rzadko spotykane.

Prezes MCI deklaruje, że Private Equity Managers jest w tej dobrej sytuacji, że ma znaczącą nadpłynność. Dysponuje możliwością szybkiego zainwestowania do 0,5 mld zł. Środki dostępne w każdej chwili to 300 mln zł, kolejne 200 mln zł może mieć za chwilę z tzw. exitów, a jego zdaniem obecnie panuje doskonały czas na tego typu inwestycje.

–  Wydaje mi się, że teraz jest szczególnie dobry klimat, zwłaszcza w sektorze gospodarki cyfrowej i szeroko rozumianego e-commerce, co odzwierciedla się we wzroście kursu MCI. Zwracam uwagę na to, że w ciągu roku kurs urósł o 50 proc., porównując do marca ubiegłego roku. Liczymy na to, że przełoży się to na wzrost odpowiednich kursów w PEM-ie.

MCI Management nie stroni też od inwestycji międzynarodowych.

– Mamy kilka koinwestycji z największymi funduszami na świecie. Takimi koinwestycjami może być Windeln, KupiVIP, Invia czy wejście do naszej grupy inwestorów instytucjonalnych, jak choćby Mezzanine Managements, z którym zamierzamy jako akcjonariuszem PEM-u stworzyć fundusz venture debt.

Notowana na warszawskiej giełdzie spółka MCI Management podkreśla, że miała dobry rok. Skonsolidowany wynik na poziomie 265 mln zł był rekordowy. Zysk netto w 2013 roku przekroczył bowiem 186 mln zł. Ten sukces zawdzięcza w dużej części wynikom szykującej się do debiutu spółki córki.

Plany, które sobie zakładaliśmy, zostały zrealizowane, w szczególności NAV na akcji, bo był na poziomie 16,46 zł, co jest znaczącym wzrostem, ponad 30-proc., porównując do poziomu z końca 2013 roku – ocenia prezes Cezary Smorszczewski z MCI Management.Wyjścia z inwestycji przekroczyły 270 mln zł, z czego ponad 160 mln zł to są PEManagers i 111 mln zł mieliśmy z dywidend wpływów na poziomie grupy. Natomiast jeżeli spojrzymy na fundraising, to zobaczymy również, że spółka nigdy nie była tak płynna jak dotychczas. 300 mln zł zdobytego finansowania z Polski to rekordowa kwota.

Private Equity Managers rozpoczyna pierwszą ofertę publiczną akcji

0

Private Equity Managers S.A. (“PEManagers”, “Spółka”) opublikowała prospekt emisyjny w związku z ofertą publiczną sprzedaży do 411.863 akcji („Akcje Oferowane”) stanowiących 12,35% w kapitale zakładowym Spółki, należących do subfunduszu MCI.EuroVentures 1.0. wydzielonym w MCI.PrivateVentures FIZ oraz dopuszczeniem wszystkich akcji Spółki do obrotu na rynku regulowanym. Akcjonariusze Spółki, którzy nabywali jej akcje w ramach pre-IPO, w szczególności Członkowie Zarządu i Rady Nadzorczej Spółki, zobowiązali się w umowach lock-up do niesprzedawania posiadanych akcji Spółki co do zasady w okresie 12 miesięcy od dnia pierwszego notowania na GPW. PEManagers będzie pierwszą spółką notowaną na głównym rynku GPW zarządzającą aktywami alternatywnymi typu private equity. Zarząd Spółki zamierza rekomendować Walnemu Zgromadzeniu Spółki wypłatę dywidendy na poziomie 50-100% skonsolidowanego zysku netto grupy kapitałowej Spółki za dany rok obrotowy, nie więcej jednak niż jednostkowy zysk netto Spółki.

– PEManagers to najbardziej zyskowna spółka zarządzająca aktywami w Polsce. GPW zapewni nam większą rozpoznawalność w regionie i na świecie dzięki czemu zrealizujemy nasze plany zbudowania najpierw europejskiej a następnie globalnej firmy zarządzającej aktywami typu private equity. Obecność na GPW to dla nas również nowe możliwości pozyskiwania kapitału poza grupą kapitałową MCI Management S.A. Z punktu widzenia inwestorów kluczowe znaczenie ma to, że wyniki finansowe PEManagers mają charakter gotówkowy a wysoce efektywny model biznesowy Spółki pozwala jej realizować atrakcyjną politykę dywidendową – powiedział Cezary Smorszczewski, prezes zarządu MCI Management S.A. oraz wiceprezes zarządu Private Equity Managers S.A. odpowiedzialny za upublicznienie spółki – Nasi zarządzający są akcjonariuszami Spółki, co pozwala utrzymać wysoki poziom motywacji, a długoterminowa współpraca z Grupą MCI minimalizuje ryzyko odpływu kapitału pod zarządzaniem – dodał.

Po udanym przeprowadzaniu wydzielenia Spółki z grupy kapitałowej MCI Management S.A. w latach 2010-2012 i sukcesie trzech etapów rozpoczętego w minionym roku procesu pre-IPO, w którym w drodze oferty prywatnej do inwestorów trafiło blisko 87 proc. akcji, Spółka rozpoczęła realizację ostatniej części planu uzyskania statusu podmiotu notowanego na giełdzie. Akcjonariuszem Sprzedającym w ofercie publicznej jest subfundusz MCI.EuroVentures 1.0. wydzielony w MCI.PrivateVentures FIZ, który zamierza zbyć do 411.863 akcji stanowiących 12,35% kapitału zakładowego Spółki.

Cena maksymalna akcji Spółki w ramach pierwszej oferty publicznej została ustalona na poziomie 111 zł za akcję, co oznacza, że maksymalna wartość oferty publicznej może wynieść 45,7 mln zł. W dniach 12 – 23 marca br. będzie prowadzony proces budowania księgi popytu wśród inwestorów instytucjonalnych. Ostateczna cena sprzedaży oraz ostateczna liczba oferowanych akcji Spółki z podziałem na poszczególne transze zostanie podana w dniu 23 marca br.

Akcje Spółki w ramach pierwszej oferty publicznej będą sprzedawane w trzech transzach: transzy otwartej, transzy inwestorów instytucjonalnych oraz transzy dużych inwestorów indywidualnych. Zgodnie z harmonogramem pierwszej oferty publicznej zapisy w transzy otwartej i w transzy dużych inwestorów indywidualnych będą przyjmowane w dniach 16 – 20 marca br. (do godz. 23:59:59). Zapisy w transzy inwestorów instytucjonalnych będą przyjmowane w dniach 26 – 30 marca br.

Harmonogram oferty publicznej:

12 marca 2015 r. Rozpoczęcie procesu budowy Księgi Popytu
16 marca 2015 r. Rozpoczęcie przyjmowania Zapisów i wpłat na Akcje Oferowane w Transzy Otwartej i w Transzy Dużych Inwestorów Indywidualnych
20 marca 2015 r.
do godz. 23:59:59
Zakończenie przyjmowania Zapisów i wpłat na Akcje Oferowane w Transzy Otwartej i w Transzy Dużych Inwestorów Indywidualnych
23 marca 2015 r.
do godz. 17:00
Zakończenie procesu budowy Księgi Popytu
23 marca 2015 r. Podanie do publicznej wiadomości informacji o Cenie SprzedażyPodanie informacji o ostatecznej liczbie Akcji Oferowanych, w tym liczbie Akcji Oferowanych w podziale na poszczególne transze
26 marca 2015 r. Przesłanie wezwań do dokonania wpłat do Inwestorów Instytucjonalnych biorących udział w budowie Księgi PopytuRozpoczęcie przyjmowania Zapisów i wpłat na Akcje Oferowane w Transzy Inwestorów Instytucjonalnych
30 marca 2015 r. Zakończenie przyjmowania Zapisów i wpłat na Akcje Oferowane w Transzy Inwestorów Instytucjonalnych
31 marca 2015 r. Ostateczny termin na podanie informacji o przesunięciu Akcji Oferowanych między transzamiPrzydział Akcji Oferowanych
1 kwietnia 2015 r. Rozliczenie transakcji zawartych w ramach przydziału Akcji Oferowanych w Transzy Otwartej za pośrednictwem systemu informatycznego GPW i zamknięcie Oferty

PEManagers należy do najdynamiczniej rozwijających się spółek zarządzających aktywami w Polsce. Według stanu na koniec 2014 r. Grupa PEManagers zarządza aktywami o wartości 1.669,5 mln zł (wzrost o 82% r/r i 125% względem 2012 r.) w 5 funduszach typu private equity/ venture capital:

  • Subfunduszu MCI.EuroVentures 1.0 wydzielonym w MCI.PrivateVentures FIZ – inwestującym w spółki technologiczne i internetowe na etapie ekspansja/ buyout/ leverage buyout, działające w obszarach: TMT, usługi finansowe i dla biznesu, e-commerce, dystrybucja, BPO, infrastruktura;
  • Subfunduszu MCI.TechVentures 1.0 wydzielonym w MCI.PrivateVentures FIZ – inwestującym w spółki technologiczne i internetowe na etapie wzrostu i venture capital, działające w obszarach: e-commerce, Internet mobilny, TMT, media cyfrowe;
  • CreditVentures 2.0 FIZ – inwestującym w instrumenty dłużne;
  • Helix Ventures Partners FIZ – inwestującym w spółki technologiczne i internetowe na etapie venture capital (start-up i wczesny etap) działające w obszarach: cloud computing, Internet, software, technologie mobilne I bezprzewodowe (B2B);
  • Internet Ventures FIZ – inwestującym w spółki technologiczne i internetowe na etapie venture capital (wczesny etap, wzrost) działające w obszarach: digital media, Internet, software, mobile and wireless technologies (B2C), cloud computing, big data, serwisy gier i rozrywki on-line, e-advertising i m-advertising.

Strategia rozwoju Grupy PEManagers oparta jest na modelu dynamicznego zwiększania aktywów pod zarządzaniem, generowaniu wzrostu wartości spółek portfelowych, tworzeniu nowych funduszy oraz konsolidacji rynku zarządzających aktywami (asset managerów).

Polityka dywidendowa Spółki zakłada rekomendowanie przez Zarząd Spółki wypłaty dywidendy w kolejnych latach w wysokości 50-100% skonsolidowanego zysku netto Grupy PEManagers za dany rok, nie więcej jednak niż jednostkowy zysk netto PEManagers.

Wyniki finansowe Private Equity Managers

Według szacunkowych wyników w 2014 r. Grupa PEManagers wypracowała 53 mln zł przychodów ze sprzedaży. EBITDA w tym okresie wyniosła 41,5 mln zł, a zysk netto 36,6 mln zł. Prognozy PEManagers na 2015 r. zakładają wzrost przychodów ze sprzedaży do 74,5 mln zł (o 40,6%), wzrost EBITDA do 56,7 mln zł (o 36,6%) oraz wzrost zysku netto do 51,8 mln zł (o 41,5%).

Wybrane informacje finansowe (w mln zł):

Wyszczególnienie 2014 (szacunek) 2015 (prognoza)
Przychody ze sprzedaży 53,0 74,5
EBITDA 41,5 56,7
Zysk netto 36,6 51,8

 

ITP chce w tym roku podwoić przychody z eksportu. Spółka szuka partnera i planuje wejście na rynki obu Ameryk

CEO Magazyn Polska

Spółka ITP, lider w dostarczaniu na polski rynek technologii dla medycyny kosmetycznej, zamierza w tym roku podwoić przychody z eksportu. Firma chce m.in. wejść na rynki obu Ameryk i szuka partnera, który wsparłby ją w ekspansji na światowych rynkach.

ITP stworzyła własną markę kosmeceutyków i wypełniaczy medycznych Neauvia, które trafiają do 17 krajów. Kolejnym wyzwaniem, przed którym stoi polska spółka, jest rozpoczęcie sprzedaży własnych produktów w Ameryce Północnej i Południowej.

– Tam proces rejestracji produktów medycznych niestety jest o wiele dłuższy mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Dominik Śliwowski, członek zarządu ITP SA. – Przymierzamy się do tych rynków, analizujemy potencjał i na pewno w ciągu najbliższych trzech lat będziemy chcieli zaistnieć także w Ameryce. Jest jeszcze kilka obszarów, w których szukamy dystrybutorów. Zakładamy, że w ciągu roku zwiększymy dwukrotnie liczbę dystrybutorów naszych produktów na świecie.

Dominik Śliwowski ocenia potencjał światowego rynku medycyny estetycznej jako gigantyczny. Jak podkreśla, produkty sprzedawane przez ITP SA są bardzo innowacyjne lub plasują się w niszach rynkowych i to według niego przyczyniło się do dotychczasowych sukcesów spółki.

– Nasza firma w Polsce osiągnęła znaczący udział w rynku, natomiast jeżeli chodzi o eksport, to jesteśmy ciągle na początku drogi i dlatego szukamy partnera, który być może pomoże nam bardziej dynamicznie rozwijać się na rynkach zagranicznych. Potencjał rynku jest ogromny, jest bardzo wiele dużych koncernów, które na tym rynku istnieją, ale są też mniejsze firmy z bardzo ciekawymi produktami.

ITP szuka partnera, który wsparłby spółkę zarówno pod względem finansowym, jak i merytorycznym w ekspansji na rynkach zagranicznych. Potencjalny inwestor powinien znać specyfikę rynków, na których planuje zaistnieć ITP.

– Rejestracja niektórych produktów medycznych jest bardzo kosztowna i długotrwała, szczególnie w zakresie wypełniaczy medycznych przyznaje członek zarządu ITP. – Szukamy partnera, który ma już doświadczenie w podobnej branży i rozumie specyfikę biznesu, w jakim działamy.

Rynek produktów związanych z medycyną estetyczną w każdym kraju wygląda inaczej. Jego specyfika zależy od wielu czynników, co wynika z sytuacji geopolitycznej, kulturowej i wreszcie z poziomu rozwoju danego rynku. ITP informuje, że przygląda się wielu rynkom, analizuje panujące na nich warunki, rozmawia z potencjalnymi dystrybutorami i partnerami. Mimo skomplikowanej branży swe perspektywy rozwoju spółka ocenia jako dobre.

– Naszym celem jest podwojenie w ciągu najbliższego roku przychodów z eksportu i budowanie przewagi konkurencyjnej na naszych markach deklaruje Dominik Śliwowski z ITP.

Na koniec 2014 r. przychody ITP SA wyniosły 50 mln zł, a EBITDA – 11 mln zł.

Tegoroczny portfel zamówień technologicznej spółki Qumak jest już wart niemal 500 mln zł. Po rozpoczęciu zamówień publicznych w ramach nowej perspektywy unijnej powinien istotnie wzrosnąć

0

CEO Magazyn Polska

Tegoroczny portfel zamówień technologicznej spółki Qumak jest wart 486 mln zł, czyli nieco mniej niż w tym samym okresie ubiegłego roku. Firma jednak liczy na ożywienie w zamówieniach publicznych w ramach nowej perspektywy unijnej. Przedsiębiorstwo stawia na zlecenia dotyczące infrastruktury lotniczej, budowy i wyposażania centrów danych (tzw. data center) oraz multimediów.

W tym roku mamy dość istotny portfel zamówień, bo na prawie 500 mln złotych – wskazuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Paweł Jaguś, prezes zarządu technologicznej spółki Qumak. – Jest on nieco mniejszy niż w tym samym okresie ubiegłego roku, ale dopiero startują przetargi z perspektywy unijnej 2014-2020.

Duża część zamówień pochodzi z sektora publicznego, który przygotowuje zlecenia nieco dłużej niż firmy prywatne. Zdaniem Pawła Jagusia w najbliższych miesiącach jednak można się spodziewać pierwszych kontraktów ze strony firm i administracji publicznej.

Mamy spory portfel zamówień w sektorze infrastruktury lotniczej: robimy kilka dużych obiektów w Polsce, zarówno w Warszawie, jak i Krakowie. To bardzo ciekawe i zaawansowane technologicznie tematy – ocenia prezes. – Bardzo dobrym obszarem jest dla nas budowa i wyposażanie data center. Tworzymy obecnie dla jednego z największych polskich banków nowe centrum w okolicach stolicy.

Do rozpoczęcia działalności przygotowuje się także spółka córka, która będzie zajmować się tworzeniem multimedialnych ekspozycji m.in. dla muzeów.

– Świetnie rozwija się także nasza działalność w zakresie multimediów. Za kilka tygodni rozpocznie działalność operacyjną nasza spółka, która skupi się na budowaniu ekspozycji multimedialnych. Mam nadzieję, że w najbliższym czasie podpiszemy ciekawy kontrakt na północy Polski. Te trzy obszary stanowią o naszej sile oraz oczywiście to, co jest z naszą działalnością związane od zawsze, czyli kompetencje w zakresie infrastruktury oraz projektów infrastrukturalnych.

Z kolei sytuacja na wschodzie Europy spowodowała, że wzrosły potrzeby ze strony służb mundurowych.

W związku z tym w firmie następuje pewna relokacja potrzeb i środków – informuje Paweł Jaguś. – To obszar, który według mnie będzie bardzo istotnie ważył na przychodach firm informatycznych, dlatego że jego potrzeby są coraz większe i będą, niestety, cały czas rosły.

W Europie jest również olbrzymie zapotrzebowanie, jak ocenia Jaguś, na usługi związane z infrastrukturą lotniczą.

Jest kilka programów unijnych, które decydują o tym, jakie technologie będą rozwijane – precyzuje szef technologicznej spółki Qumak. – To nie tylko same lotniska, które wydają się każdemu oczywiste, lecz także rozwiązania dotyczące bezpieczeństwa lotów, czyli na przykład radary pogodowe. Infrastruktura sprawia, że lot jest bezpieczny, a samoloty są odpowiednio kontrolowane i prowadzone. To obszar, w który coraz częściej wchodzimy, mamy do tego kompetencje i będziemy z tego na pewno bardzo mocno korzystać.

Zakładane i rozwijane przez Qumak przedsiębiorstwa zależne, takie jak Star ITS oraz Skylar, jak zapewnia Paweł Jaguś, zaczynają generować przychody.

Nie kupujemy firm. Przyjęliśmy model inkubacji – tłumaczy Jaguś. – Wiemy, jakie technologie są najbardziej potrzebne w branży, i otwieramy spółki, angażując niewielki kapitał. Współpracując z nimi i oferując nasze rozwiązania, stwarzamy im możliwości rozwoju. Obecnie firmy te mają już dobre przychody i są rentowne.

W lipcu 2013 r. z województwem dolnośląskim Qumak zawarł umowę na opracowanie, wykonanie i wdrożenie bazy wiedzy o Dolnym Śląsku oraz związanej z tym infrastruktury sprzętowo-programowej na potrzeb projektu „Regionalna platforma informacyjna dla mieszkańców i samorządów Dolnego Śląska e-DolnySlask”. Wynagrodzenie zostało ustalone na 53,6 mln zł netto, ale Urząd Marszałkowski odstąpił od umowy. Spółka, która otrzymała notę o naliczeniu kary umownej w wysokości 26,8 mln zł, planuje podjęcie kroków prawnych w celu ustalenia bezzasadności kary oraz złożenie w ciągu miesiąca pozwu o odszkodowanie w wysokości 65 mln zł.

To pierwszy kontrakt w historii spółki, który był realizowany wbrew woli zamawiającego, dlatego determinacja zarówno w zakresie odzyskania pieniędzy, dobrego imienia, jak i pokazania tego, gdzie leży prawda, jest u nas olbrzymia – wskazuje Jaguś. – Dotychczas porządkowaliśmy sprawy prawne, ale podjęliśmy już działania. Cały czas uważamy, że konflikt można rozwiązać w inny sposób, ale jeżeli takiej możliwości nie będzie,to  jesteśmy przygotowani na walkę w sądzie.

Minister Mateusz Szczurek na Forum Bankowym 2015

O wielkiej odpowiedzialności sektora bankowego wobec konsumentów, związanej z posiadaniem przez banki statusu instytucji zaufania publicznego – przypomniał minister finansów Mateusz Szczurek podczas Forum Bankowego. Konferencja środowiska bankowego odbyła się 11 marca w Warszawie.

Zaufanie publiczne jest kreowane lub przynajmniej wzmacniane przez państwo w drodze jego gwarantowania, a konkretnie gwarantowania wiarygodności osób lub instytucji mających być obdarzonymi zaufaniem publicznym. Zaufanie publiczne jest ważnym lub wręcz nieodzownym czynnikiem wspierającym realizację funkcji społecznych i gospodarczych danej grupy osób lub określonych instytucji np. banków – powiedział minister Szczurek.

Zaznaczył też, że pozycja klienta zawsze będzie słabsza niż banku, co najmniej z powodu ograniczonej wiedzy przeciętnego człowieka w stosunku do bankowców. Choć banki mają w istotę swojej działalności wpisaną pogoń za zyskiem, jak każda firma, nie powinny działać na niekorzyść klienta. Budowanie z klientem więzi na pokolenia, zabezpieczając finanse ich i ich rodzin długoterminowo przynosi również zysk bankom.

W obliczu zawirowań na rynkach walutowych, związanych z kursem franka szwajcarskiego jednym z istotnych zagadnień na Forum była dyskusja nad rozwiązaniem problemów kredytobiorców zadłużonych w szwajcarskiej walucie. Prezes Związku Banków Polskich przedstawił kolejne propozycje środowiska bankowego dotyczące rozwiązania problemu kredytów frankowych, które zakładają m.in.: utworzenie funduszu wspierania restrukturyzacji kredytów hipotecznych, który udzielałby wsparcia osobom mającym przejściowe problemy z obsługą zobowiązań z tytułu kredytów hipotecznych; wprowadzenie możliwości zamiany, na wniosek kredytobiorcy, zabezpieczenia kredytu hipotecznego na inne adekwatne zabezpieczenie oraz utworzenie sektorowego funduszu stabilizacyjnego, który byłby adresowany do posiadaczy kredytów we frankach, a jego celem byłoby stabilizowanie wysokości rat kredytu.

–  Konieczne jest dobre rozwiązanie – dla klientów banków, dla gospodarki i dla samych banków. Propozycja sektora bankowego dotycząca problemu „frankowców” zostanie skonfrontowana z wcześniejszymi projektami i propozycjami, pod kątem bardzo jasnych kryteriów: uczciwego podziału ryzyka i kosztów pomiędzy bankami a klientami; naszym zadaniem jest sprawiedliwe potraktowanie ludzi, którzy brali kredyty frankowe i złotówkowe oraz dbałość o bezpieczeństwo systemu bankowego – podkreślił minister finansów.

W Forum Bankowym uczestniczyli prezesi banków, przedstawiciele środowiska naukowego, regulatorów i nadzorców rynku finansowego oraz firm infrastruktury bankowej.

Tegoroczna edycja Forum odbywała się pod hasłem „Ekonomiczne i regulacyjne uwarunkowania rozwoju usług bankowych w Polsce”.