Wizz Air wylieasinguje od Goshawk Aviation 7 Airbusów A320

CEO Magazyn Polska

Wizz Air  przystąpił do umowy sprzedaży i leasingu zwrotnego siedmiu nowych Airbusów A320 z Goshawk Aviation Limited. Dostarczenie samolotów zostało zaplanowane w okresie listopad 2014 – czerwiec 2015.

– Dbamy o to, by zabezpieczać przyszły rozwój linii, poprzez wzbogacanie naszej floty o kolejne samoloty Airbus A320 – mówi Mike Powell, dyrektor finansowy Wizz Air.– Cieszę się, iż Goshawk ma zaufanie do prowadzonej przez nas działalności oraz planów rozwoju. Planujemy dalsze świadczenie usług w trzydziestu krajach, a siedem nowych samolotów, leasingowanych przez naszego partnera, z pewnością odegra wielką rolę w realizacji tego zadania.

Goshawk to firma zajmująca się leasingiem samolotów, zarządzana przez Investec Bank plc, z kapitałem od Investec i azjatyckich partnerów instytucjonalnych. W ciągu najbliższych 12-15 miesięcy Goshawk dostarczy bądź planuje dostarczyć ponad 30 samolotów, wliczając zamówienie linii Wizz Air.

– Poszerzenie portfolio klientów o firmę formatu Wizz Air z pewnością przyczyni się do polepszenia jakości budowanej przez nas oferty – podkreśla  Ramki Sundaram, dyrektor działu finansowego ds. branży lotniczej w Investec Bank.

Dziecko na pokładzie – poradnik lotniczy

Podróż samolotem z małym dzieckiem to duże wyzwanie dla rodzica. Nie musi być to jednak podróż przez mękę. By sprostać temu wyzwaniu, wystarczy dokładne planowanie, znajomość kilku podstawowych zasad, a także odpowiednie nastawienie psychiczne. Eksperci Centrum Lotniczego Sky4Fly przygotowali krótki poradnik dla rodziców planujących pierwszą podróż w towarzystwie swoich pociech.

Samolotem mogą latać już niemowlęta. Zakaz obejmuje jedynie noworodki, które nie ukończyły jeszcze tygodnia (nie zmienia to faktu, że formalności związane z wyrobieniem koniecznego dokumentu tożsamości potrwają nieco dłużej). Najlepiej jednak z pierwszą podróżą poczekać aż dziecko skończy przynajmniej dwa miesiące, a jego układ odpornościowy w pełni się rozwinie. Nie chcemy przecież by na zatłoczonym lotnisku, czy w samolocie, złapało jakąś infekcję.

Idealnym rozwiązaniem dla malucha byłby możliwie jak najkrótszy lot bezpośredni. Starajmy się ograniczyć przesiadki do minimum. Dobrym pomysłem jest wybranie lotu nocnego. Zwiększamy wtedy szanse, że dziecko, niezależnie od wieku, zmęczone po intensywnym dniu, najzwyczajniej w świecie prześpi całą podróż.

Przygotowania do podróży należy rozpocząć na długo przed dniem wylotu. O ile niemowlęciu będzie wszystko jedno, gdzie się znajduje, dopóki będzie blisko matki, nieco starsze dzieci mogą różnie zareagować na lotniczą przygodę. Dlatego już wcześniej należy odpowiednio przygotować je psychicznie do podróży, porozmawiać z nimi o samolotach, pokazać obrazki, wytłumaczyć dokładnie, co je czeka, przekonać, że lot samolotem to wspaniała zabawa. Należy pamiętać, że niezależnie od wieku, dzieci świetnie wyczuwają emocje rodziców, jeśli my będziemy się denerwować, one także.

Nasza pociecha wyjeżdżając za granicę musi być zaopatrzona w dowód tożsamości. Jeśli lecimy do innego kraju UE wystarczy wyrobić dowód osobisty (w przypadku dziecka przed ukończeniem piątego roku życia jest ważny 5 lat), jeśli opuszczamy strefę Schengen konieczny będzie paszport (dla dziecka do 5 lat ważny przez rok).

Linie lotnicze prowadzą zróżnicowaną politykę cenową odnośnie biletów dla małych dzieci. Zwykle jest jednak tak, że maluchy do ukończenia drugiego roku życia latają za darmo (czasem linie pobierają 10% ceny biletu osoby dorosłej) i nie przysługuje im osobne miejsce w samolocie ani limit bagażowy. Podróż spędzają na kolanach opiekuna, w czasie startu i lądowania przypięte do niego specjalnym pasem. Starsze dzieci podróżują już na osobnym miejscu i przysługuje im bagaż (limit kilogramów jest mniejszy niż dla dorosłego). W zależności od linii lotniczej przysługuje im też kilkuprocentowa zniżka, czasem jednak trzeba kupić bilet w normalnej cenie.

Wózka dziecięcego nie nadaje się w czasie odprawy bagażowej. Należy oddać go obsłudze tuż przed wejściem na pokład samolotu. Zwrócony zostanie nam tuż po wylądowaniu. Jeśli podróżujemy z niemowlęciem, dobrym rozwiązaniem jest specjalne nosidło lub chusta do noszenia dziecka. Dzięki takim wygodnym urządzeniom mamy wolne ręce, a maluch będzie czuł się bezpieczny, będąc blisko rodzica.

Na pokład samolotu mamy prawo zabrać picie dla naszego dziecka, nie ma znaczenia czy będzie to mleko, czy jakikolwiek inny płyn. Obsługa lotniska może poprosić nas o skosztowanie płynu nim przepuści nas dalej. Jeśli chodzi o jedzenie to nie obowiązują żadne ograniczenia formalne.

W większości linii lotniczych przyjęta jest praktyka, że osoby podróżujące z małymi dziećmi mają prawo wyboru miejsca na pokładzie samolotu. Musimy zdecydować zatem czy wolimy siedzieć bliżej wejścia, skąd blisko do toalety (powinien tam być przewijak), co ułatwi nam sprawy związane z higieną, przewijanie itp., czy też w pierwszym rzędzie, gdzie może być nieco więcej miejsca, a przy okazji unikniemy sytuacji, w której nasza pociecha postanowi spożytkować energię zapamiętale kopiąc w fotel pasażera, siedzącego przed nami.

Podczas startu i lądowania samolotu dochodzi do skoków ciśnienia, które odczuwamy jako zatykanie uszu. Dzieci są bardzo wrażliwe na takie zmiany. Jedynym sposobem na wyrównanie ciśnienia w uszach jest przełykanie. By zmusić do tego malucha, należy w trakcie startu i lądowania podać mu picie lub np. cukierek do ssania.

Poza dokumentami i przyborami higienicznymi warto spakować w bagażu podręcznym ubranko na przebranie i kocyk, nie wszystkie linie taki zapewniają, a w samolocie może być zimno. Niektóre linie lotnicze oferują poduszki, na dłuższych trasach specjalne łóżeczka, a także drobne prezenty i zabawki dla maluchów. Na takie atrakcje nie można jednak liczyć w przypadku tanich linii. Oprócz ulubionej przytulanki naszej pociechy, warto zabrać do samolotu jakąś zupełnie nową zabawkę, której dziecko nie zna. W ten sposób dłużej skupi na niej swoją uwagę.

Pamiętaj, że podróż samolotem nie każdemu musi się podobać. Płaczu i protestów Twojego dziecka być może nie da się uniknąć. Nie przejmuj się jednak złośliwymi komentarzami innych. Uzbrój się w cierpliwość i nie daj wyprowadzić się z równowagi. Najważniejsze by bezpiecznie dotrzeć do celu.

BDM: rekomendacja „kupuj” dla Marvipolu

0

BDM wydał rekomendacje „kupuj” na akcje Marvipolu. Cenę docelowa wyznaczono na poziomie 9,42 zł za akcję.

Istotne dyskonto względem największych deweloperów giełdowych oraz bardzo dobre wyniki finansowe w najbliższych latach stwarzają naszym zdaniem okazję do zwiększenia zaangażowania w walory Marvipolu – podkreślono w rekomendacji.

Analityk BDM uważa, że lata 2014-15 będą dla spółki bardzo udane. Oczekuje, że Marvipol wypracuje w roku 2014 ok. 50 mln zł zysku netto, co implikuje P/E bliskie 6x.

W roku 2015 oczekujemy, że Marvipol osiągnie ok. 40 mln zł zysku netto, co będzie związane z harmonogramem przekazań i niższą marżą w segmencie deweloperskim. Obecna kapitalizacja spółki wynosi ok. 300 mln zł, przy zadłużeniu na koniec II kwartału 2014 na poziomie 309 mln zł (7,4 zł/akcję). Naszym zdaniem wartość spółki jest niedoszacowana – ocenia BDM.

Jak tłumaczy, segment deweloperski wyceniamy modelem DCF na ok. 500 mln zł (12,0 zł/akcję, wartość księgowa zapasów to nawet ok. 634 mln zł). Istotną zaletą jest posiadany bank ziemi w projekcie Central Park, który obejmuje ok. 2,2 tys. mieszkań, a jego zakończenie jest planowane dopiero na koniec 2021 roku.

– W naszej wycenie uwzględniamy również biurowiec Prosta Tower. Według naszych szacunków jego wartość rynkowa jest obecnie bliska 80 mln zł (1,9 zł/akcję, księgowo ok. 100 mln zł). Nasza wycena jest mocno konserwatywna i biorąc pod uwagę korzystne położenie budynku (nowa nitka linia metra) widzimy możliwość jej podwyższenia – zaznaczono w rekomendacji.

Mocny skok wyników w 2014 roku odnotowuje segment automotive, którego wartość autorzy rekomendacji dla Marvipolu oceniają na 133 mln zł (3,2 zł/akcję). Segment generuje zdecydowanie wyższe marże niż przeciętna dla podobnych podmiotów zagranicznych. W przypadku utrzymania powtarzalności wyników finansowych w najbliższych kwartałach istnieje też możliwość podniesienia wyceny segmentu (szansę na rozwój stanowi rozszerzenie gamy atrakcyjnych modeli przez Jaguara i Land Rovera).

– Szans na wzrost wartości Marvipolu dopatrujemy się także w planowanym rozdzieleniu podstawowej działalności na dwie spółki i osobnym notowaniu automotive, które jest spodziewane w II  półroczu 2015. Obecny model funkcjonowania biznesu jest z rezerwą odbierany przez część inwestorów. Pozytywnie odbieramy też kwestię stopniowego ograniczania zadłużenia przez Marvipol – informuje BDM.

BDM: rekomendacja “Kupuj” dla Marvipolu

0

BDM wydał rekomendacje “Kupuj” na akcje Marvipolu. Cenę docelowa wyznaczono na poziomie 9,42 zł za akcję.

Istotne dyskonto względem największych deweloperów giełdowych oraz bardzo dobre wyniki finansowe w najbliższych latach stwarzają naszym zdaniem okazję do zwiększenia zaangażowania w walory Marvipolu – podkreślono w rekomendacji.

Analityk BDM uważa, że lata 2014-15 będą dla spółki bardzo udane. Oczekuje, że Marvipol wypracuje w roku 2014 ok. 50 mln zł zysku netto, co implikuje P/E bliskie 6x.

W roku 2015 oczekujemy, że Marvipol osiągnie ok. 40 mln zł zysku netto, co będzie związane z harmonogramem przekazań i niższą marżą w segmencie deweloperskim. Obecna kapitalizacja spółki wynosi ok. 300 mln zł, przy zadłużeniu na koniec II kwartału 2014 na poziomie 309 mln zł (7,4 zł/akcję). Naszym zdaniem wartość spółki jest niedoszacowana – ocenia BDM.

Jak tłumaczy, segment deweloperski wyceniamy modelem DCF na ok. 500 mln zł (12,0 zł/akcję, wartość księgowa zapasów to nawet ok. 634 mln zł). Istotną zaletą jest posiadany bank ziemi w projekcie Central Park, który obejmuje ok. 2,2 tys. mieszkań, a jego zakończenie jest planowane dopiero na koniec 2021 roku.

– W naszej wycenie uwzględniamy również biurowiec Prosta Tower. Według naszych szacunków jego wartość rynkowa jest obecnie bliska 80 mln zł (1,9 zł/akcję, księgowo ok. 100 mln zł). Nasza wycena jest mocno konserwatywna i biorąc pod uwagę korzystne położenie budynku (nowa nitka linia metra) widzimy możliwość jej podwyższenia – zaznaczono w rekomendacji.

Mocny skok wyników w 2014 roku odnotowuje segment automotive, którego wartość autorzy rekomendacji dla Marvipolu oceniają na 133 mln zł (3,2 zł/akcję). Segment generuje zdecydowanie wyższe marże niż przeciętna dla podobnych podmiotów zagranicznych. W przypadku utrzymania powtarzalności wyników finansowych w najbliższych kwartałach istnieje też możliwość podniesienia wyceny segmentu (szansę na rozwój stanowi rozszerzenie gamy atrakcyjnych modeli przez Jaguara i Land Rovera).

– Szans na wzrost wartości Marvipolu dopatrujemy się także w planowanym rozdzieleniu podstawowej działalności na dwie spółki i osobnym notowaniu automotive, które jest spodziewane w II  półroczu 2015. Obecny model funkcjonowania biznesu jest z rezerwą odbierany przez część inwestorów. Pozytywnie odbieramy też kwestię stopniowego ograniczania zadłużenia przez Marvipol – informuje BDM.

Opel prezentuje usługi pomocy w sytuacjach awaryjnych w ramach systemu OnStar na konferencji eCall w Berlini

  • Opel wprowadza system automatycznego reagowania na zderzenie (Automatic Crash Response – ACR) w ramach OnStar jeszcze przed wdrożeniem obowiązkowego systemu eCall w UE
  • Po wykryciu zderzenia system umożliwia osobom podróżującym pojazdem automatyczne połączenie ze służbami ratunkowymi
  • W skali globalnej OnStar odpowiada na prawie 100 000 zgłoszeń sytuacji awaryjnych miesięcznie

Firma Opel dąży do tego, aby odgrywać istotną rolę w dziedzinie systemów pokładowej łączności w branży motoryzacyjnej, dlatego aktywnie uczestniczy w tegorocznej edycji „eCall Days Germany” (16–18 września) – największej międzynarodowej konferencji w Niemczech poświęconej europejskim systemom zgłaszania sytuacji awaryjnych w pojazdach. W konferencji biorą udział przedstawiciele Komisji Europejskiej, branży motoryzacyjnej, dostawców podzespołów oraz innych zainteresowanych podmiotów.

Opel planuje wprowadzić usługę pokładowej łączności OnStar we wszystkich swoich osobowych modelach na wybranych rynkach europejskich z początkiem 2015 r.

W trakcie konferencji „eCall Days Germany” Catherine M. Bishop, dyrektor ds. zasięgu i strategii globalnych usług pomocy w sytuacjach awaryjnych OnStar, oraz Gerrit Riemer, dyrektor ds. mobilności przyszłości w firmie Opel, przedstawią, jak OnStar wspomaga bezpieczeństwo publiczne. W szczególności opowiedzą uczestnikom konferencji o systemie automatycznego reagowania na zderzenie (ACR) będącym jedną z funkcjonalności OnStar.

Zainstalowany w pojeździe system w chwili wykrycia zderzenia automatycznie nawiązuje połączenie ze specjalnie przeszkolonym doradcą. Jeżeli kierowca lub pasażerowie proszą o pomoc lub nie mogą odpowiedzieć, na miejsce wypadku wysyłane są służby ratunkowe.

Oprócz obsługi systemu ACR, OnStar świadczy także usługi dodatkowej pomocy w sytuacjach awaryjnych. Jeżeli kierowca, pasażer lub nawet świadek wypadku potrzebują pomocy służb ratunkowych, wystarczy nacisnąć przycisk umieszczony w pojeździe, aby ją wezwać. W ten sposób uzyskają priorytetowe połączenie ze specjalnie przeszkolonym doradcą, który może skontaktować się ze strażą pożarną, policją lub pogotowiem ratunkowym i skierować te służby do miejsca, w którym znajduje się samochód.

Konferencja „eCall Days”, która odbędzie się w budynku Przedstawicielstwa Dolnej Saksonii przy Rządzie Federalnym w Berlinie, jest również okazją do zaprezentowania ogólnej sytuacji w zakresie wprowadzania systemu eCall w Europie.

OnStar jest czołowym dostawcą globalnej branży motoryzacyjnej w dziedzinie rozwiązań dotyczących bezpieczeństwa i ochrony opartych na połączeniu z Internetem, dodatkowych usług związanych z mobilnością oraz zaawansowanych technologii informatycznych. System OnStar połączył już ponad 7 milionów klientów w Stanach Zjednoczonych, Kanadzie, Chinach i Meksyku.

Doradcy OnStar monitorują sieć całodobowo, przez 365 dni w roku. Średnio OnStar otrzymuje dwa zgłoszenia na sekundę, czyli 185 000 zgłoszeń na dobę, i odpowiada na prawie 100 000 wezwań dotyczących sytuacji awaryjnych, w tym 5 000 wypadków samochodowych w ciągu miesiąca na świecie.

Oprócz wprowadzenia usług OnStar w Europie Opel będzie także rozbudowywał sieć 4G LTE, dzięki której samochód stanie się wydajnym hotspotem Wi‑Fi obsługującym do 7 urządzeń mobilnych.

Chiny przed spowolnieniem może uchronić gospodarka oparta na innowacyjności i nowoczesnych technologiach

Chiny z 1,3 mld mieszkańcami i PKB per capita sięgającym 9,2 tys. dolarów (2013 r.) są dziś drugą gospodarką świata. Jednak Państwo Środka w ciągu najbliższych trzech do pięciu lat czeka spowolnienie gospodarcze. Zdaniem ekspertów firmy doradczej Deloitte, aby powstrzymać ten trend, Chiny muszą zmienić profil swojej gospodarki na bardziej innowacyjny, koncentrujący się na nowoczesnych technologiach. To najważniejsze wnioski z raportu Deloitte „Competitiveness: Catching the next wave. China”.

W ciągu ostatnich trzydziestu lat Chiny przeszły ogromną zmianę, zarówno na polu gospodarczym, jak i społecznym. Jeszcze w 1980 roku PKB per capita w tym kraju wynosiło 577 dolarów, w ubiegłym roku było to już 9,2 tys. dolarów. Na początku lat 80-tych 97 proc. ludności żyło za mniej niż dwa dolary dziennie. Dziś według danych Banku Światowego ubóstwo dotyka nie więcej niż 30 proc. społeczeństwa . „W ciągu ostatnich trzech dziesięcioleci byliśmy świadkami niezwykłego wzrostu gospodarczego Chin, który sięgał średnio nawet 10 proc. rocznie i głębokiej integracji tego kraju z gospodarką światową. Jednak przewagi konkurencyjne Chin, w postaci chociażby najtańszych kosztów pracy, wyczerpują się. Czynniki, które napędzały ekspansję oraz warunkowały niezwykle dynamiczny rozwój tego kraju, w ciągu najbliższych dziesięcioleci stopniowo będą traciły na znaczeniu” – mówi Darren Chong, Dyrektor w Chinese Services Group Poland w Deloitte.

Według ekspertów już w latach 2015-2018 wzrost PKB spadnie do 6,6 proc. rocznie. Dla większości krajów na świecie taki wynik byłby imponujący, ale trzeba pamiętać, że w ostatnich latach wzrost ten sięgał tam nawet 12 proc. Jeszcze w ubiegłym roku było to 7,7 proc. Już teraz jednak widoczne są oznaki spowolnienia, na które wpływają między innymi nadmierne zadłużenie, zahamowanie tempa inwestycji infrastrukturalnych, wzrost kosztów pracy czy problemy demograficzne, objawiające się starzejącym społeczeństwem i kurczącą się liczbą osób w wieku produkcyjnym. Rząd Chin stara się przeciwstawić tym zjawiskom. W ciągu ostatniej dekady Chiny podjęły wysiłek transformacji swojej gospodarki na bardziej innowacyjną, co zresztą widoczne jest w wysokości wydatków przeznaczanych przez ten kraj na badania i rozwój.W rankingu World Economic Forum Chiny znajdują się obecnie na 22. miejscu, a pod względem zdolności innowacji na 30. miejscu, ale wciąż pozostają w tyle za innymi azjatyckimi państwami, jak Koreą Południową, Tajwanem czy Japonią . Z drugiej strony według amerykańskiej National Science Board, Chiny mają obecnie drugi co do wielkości udział w globalnych wydatkach na badania i rozwój, ustępując pod tym względem jedynie USA, a przewyższając jednocześnie każde z państw członkowskich Unii Europejskiej . Państwo Środka może się pochwalić największą liczbą absolwentów z dyplomem w dziedzinie nauk ścisłych i inżynierii. W 2010 roku było to 1,1 mln osób, czyli ponad cztery razy więcej niż w Stanach Zjednoczonych. „W dłuższej perspektywie Chiny muszą jednak zacząć dbać o nowe priorytety gospodarcze i nowe strategie w celu zapewnienia długoterminowego dobrobytu i wzrostu, który musi być dobrze zarządzany. Tylko budowanie kultury innowacji pozwoli im utrzymać przewagę konkurencyjną” – wyjaśnia Darren Chong.

Według autorów raportu Chiny powinny zrezygnować z pracochłonnej i kapitałochłonnej gospodarki na rzecz wiedzy oraz innowacji. Branże, dzięki którym Chiny wejdą w kolejny etap rozwoju, powinny opierać się na bardziej wyspecjalizowanej produkcji:

  • Lotnictwo: Mimo, że obecnie sektor ten ma jedynie niewielki udział w chińskiej produkcji, jego znaczenie dla przyszłego rozwoju kraju będzie decydujące. Według niektórych danych chińskie linie lotnicze w ciągu kolejnych 20 lat będą potrzebowały 6 tys. nowych samolotów. Rozwój rentownego sektora lotniczego będzie dla chińskich przedsiębiorstw próbą, w której będą mogły wykazać swoje możliwości w penetracji rynku wyraźnie zdominowanego przez firmy amerykańskie. Dzięki wsparciu rządowemu kraj ten może stać się jednym z kluczowych graczy w tym sektorze.
  • Drogie urządzenia i komponenty: Chiny mogą stać się regionalnym centrum produkcji maszyn. Zmiana na rynku komponentów elektronicznych przyczyniła się do znacznego ożywienia handlu produktami oraz komponentami bazującymi na najnowocześniejszych technologiach. Chiny mają szansę stać się ważnym eksporterem maszyn budowlanych, rolniczych, a nawet elektroniki użytkowej.
  • Sektor medyczny i ochrony zdrowia: Chiński rynek leków oraz wyrobów medycznych rozwija się niezwykle dynamicznie. Takie czynniki jak wsparcie ze strony państwa oraz rosnący poziom inwestycji w badania i rozwój, realizowanych przez zagraniczne koncerny farmaceutyczne, mogą sprawić, że Chiny staną się ważnym, jeśli nie czołowym na świecie, graczem rynkowym do 2025 roku.
  • Technologie mobilne: Udział Chin w sprzedaży telefonów komórkowych wzrósł z 7 proc. w 2000 do niemal 90 proc. w 2013 roku, dzięki czemu kraj ten zyskał status największego odbiorcy tych urządzeń na świecie. Tylko 12 proc. Chińczyków używa swojego telefonu dłużej niż dwa lata. Innowacyjne rozwiązania w zakresie mobilnych gier, komunikacji, handlu, aplikacji zakupowych oraz usług, mogą istotnie zwiększyć konkurencyjność tego kraju oraz przyspieszyć rozwój nowych branż związanych z mobilnymi technologiami.
  • Sprzedaż internetowa i media społecznościowe: W 2012 roku sprzedaż internetowa w Chinach stanowiła ok. 6 proc. całkowitej sprzedaży detalicznej na świecie (udział ten był wyższy niż w przypadku USA). Ekspansja handlu elektronicznego w innych branżach gospodarki, takich jak sektor usług finansowych, zapewni Chinom dodatkowe możliwości rozwoju.
  • Logistyka i inne usługi: Zmiana profilu działalności na innowacyjną, wyspecjalizowaną produkcję, otwiera przed chińskimi firmami możliwość generowania przychodów na rynku wtórnym. Przetwarzanie danych w chmurze czy wykorzystanie zaawansowanej analizy danych w ramach prowadzonej działalności może okazać się decydującym czynnikiem rozwoju sektora dystrybucji, który ma szansę stać się jedną z najszybciej rozwijających się branż w ciągu najbliższych 20 lat.
  • Usługi medyczne: Ponieważ społeczeństwo chińskie starzeje się, a jego kultura ulega zmianie, władze w dalszym ciągu inwestują w opiekę medyczną. Budowa nowych szpitali miejskich oraz przychodni w regionach wiejskich, a także większy zakres świadczeń medycznych refundowanych przez państwo, mogą przyczynić się do wzrostu wydatków w tym sektorze do poziomu 1 bln dolarów do 2020 roku (niemal 7 proc. PKB).
  • Szkolnictwo: Przy rocznym poziomie inwestycji rządowych w oświatę na poziomie ok. 250 mld dolarów, poprawa jakości systemu szkolnictwa stała się jednym z kluczowych priorytetów w okresie transformacji na gospodarkę w większym stopniu opartej na usługach. Mimo że firmy otwierają prywatne uczelnie dla swoich pracowników, zwiększanie dostępu do edukacji pozostaje w dalszym ciągu jednym z najistotniejszych czynników decydujących o rozwoju gospodarczym Chin.
  • Energetyka: Dynamiczny rozwój Chin tworzy zapotrzebowanie na bardziej innowacyjną i przyjazną dla środowiska politykę energetyczną. Taka sytuacja otwiera nowe możliwości w zakresie rozwiązywania palących problemów zanieczyszczenia powietrza czy emisji gazów cieplarnianych z korzyścią dla rozwoju gospodarczego.

W związku  z tym, że w Chinach wciąż planowanie centralne odgrywa największą rolę, kraj ten musi  rozwijać własny charakterystyczny model innowacji i przedsiębiorczości, które będzie konkurował z bardziej niezależnymi zachodnimi systemami. „Chiny powinny stymulować popyt prywatny, jeśli mają nadzieję na stworzenie bardziej zrównoważonego, długoterminowego wzrostu. Jednym z elementów wspierania konsumpcji jest zwiększenie wydatków publicznych na zabezpieczenie społeczne, które bezpośrednio wpływa na poprawę życia. Jeżeli Chińczycy będą mieli poczucie, że ich majątki, a także emerytury są chronione przez państwo, będą skłonni więcej konsumować” – ocenia Darren Chong.

Kluczowym elementem w celu zapewnienia konkurencyjności Chin i dobrobytu gospodarczego jest dalsze otwarcie na inwestycje zagraniczne, które wymagają liberalizacji rynku kapitałowego. Umożliwiłoby to większy i dwukierunkowy przepływ kapitału, zarówno w odniesieniu do penetracji Chin przez zagranicznych inwestorów, ale także ekspansji chińskich firm zagranicą. „Centralne planowanie może być utrudnieniem innowacji, a wtedy może się okazać, że konieczne będzie dalsze otwarcie rynku. Nie ma wątpliwości, że szybkie przemiany gospodarcze w Chinach w ciągu ostatnich 30 lat były możliwe dzięki otwarciu na zagranicznych inwestorów i ta otwartość jest dziś nadal kluczowym czynnikiem zdolności Chin do przejścia na wyższy poziom innowacji i produkcji” – podsumowuje Darren Chong.

Inter Cars SA wspiera polskich sadowników

Zaczęło się od kilku skrzynek jabłek.  Owoce w pierwszej kolejności trafiły do wszystkich pracowników i filii Inter Cars w Polsce, a następnie na 14 Targi części zamiennych, narzędzi i wyposażenia warsztatów.

Pewnego dnia, z inicjatywy Roberta Kierzka Prezesa Zarządu na antresolach biurowych Centrum Logistycznego w Czosnowie pojawiły się jabłka. Na początku nie było ich dużo, ale z biegiem dni, skrzynek wypełnionych owocami przybywało. Jabłka były smaczne i pachnące, a pracownicy coraz chętniej po nie sięgali… Akcja tak bardzo spodobała się pracownikom, a nawet klientom odbierającym towar z filii, że Zarząd Inter Cars postanowił ją kontynuować. Do blisko 160 filii wysłano ponad 12 ton owoców zakupionych od polskich sadowników. Wszyscy przyjęli je z dużym entuzjazmem. Na jabłka zwracali uwagę także klienci odwiedzający poszczególne filie, a ich pracownicy chętnie się nimi dzielili. Z dnia na dzień zainteresowanie polskimi owocami rosło i praktycznie w całej sieci sprzedaży Inter Cars  SA w Polsce codziennie przy pracy towarzyszy nam jabłko oraz mentalne wsparcie i solidarność z polską gospodarką.

Owoców nie mogło zabraknąć również na 14. Targach części zamiennych, narzędzi i wyposażenia warsztatów oraz Inter Cars Motor Show. Obie imprezy odbyły się w weekend, 5-7 września 2014 r. na warszawskim Lotnisku Bemowo.

Może jabłuszko? – pytały Słowianki wszystkich gości. Chętnych do spróbowania polskich smakołyków nie brakowało. Jabłka rozchodziły się w mgnieniu oka. Tylko w ciągu jednego weekendu rozdano ich ponad 8 ton!

Od połowy sierpnia br.  Inter Cars przekazał ponad 20 ton polskich jabłek i to jeszcze nie koniec. Akcja będzie kontynuowana, każda z filii zamierza tą inicjatywę przejąć i już lokalnie wspierać sadowników. Tak po sąsiedzku i po przyjacielsku.

 Kampania zrealizowana przez Inter Cars SA „Jedz jabłka, wspieraj polskich sadowników” prowadzona jest w odpowiedzi na ogólnopolską akcję rozwijającą się w mediach społecznościowych „Jedz jabłka na złość Putinowi”. To wyraźny sygnał skierowany do sadowników od największego dystrybutora części zamiennych w Europie Środkowo – Wschodniej – Jesteśmy z Wami!

.

Szkolenia z przepisów nowej ustawy konsumenckiej

UOKiK oraz Federacja Konsumentów zapraszają rzeczników, przedstawicieli WIIH-ów i organizacji konsumenckich na bezpłatne szkolenia poświęcone zmianom w prawie konsumenckim.

Szkoleni są bezpłatne. Odbędą się w 9 miastach – siedzibach delegatur UOKiK.

Cykl warsztatów rozpocznie się 6 października br. w Warszawie. W trakcie spotkań omówione zostaną przepisy ustawy o prawach konsumenta, w tym m.in. nowe obowiązki informacyjne przedsiębiorców, kwestia odstąpienia od umowy zawartej na odległość oraz poza lokalem przedsiębiorstwa, odpowiedzialność przedsiębiorcy z tytułu rękojmi i gwarancji. Uczestnicy będą mieli również okazję przeanalizować realne problemy prawne, z jakimi mogą zetknąć się w swojej praktyce zawodowej.

Udział w szkoleniu jest bezpłatny. Każdy z wykładów odbędzie się w godz. 9.30-16.45. Organizatorzy zapewniają poczęstunek w trakcie przerw oraz materiały szkoleniowe. Po stronie uczestników pozostają koszty związane z dojazdem i ewentualnym noclegiem.

Zainteresowani udziałem mają do wyboru następujące terminy i lokalizacje:

6 października 2014r.
Warszawa, Centrum Konferencyjne UOKiK, sala A, pl. Powstańców Warszawy 1
Szkolenie w Warszawie zostanie utrwalone za pomocą nagrania video i udostępnione na stronie Urzędu.

15 października 2014r.
Łódź, Mała Sala Obrad w Urzędzie Miasta, ul. Piotrkowska 104

16 października 2014r.
Bydgoszcz, Sala Sesyjna w Urzędzie Miasta, ul. Jezuicka 1

22 października 2014r.
Wrocław, Sala nr 510 w Urzędzie Marszałkowskim Województwa Dolnośląskiego,
ul. Dobrzyńska 21/23

23 października 2014r.
Katowice, Sala w Willi Goldsteinów, pl. Wolności 2a

24 października 2014r.
Kraków, Sala Portretowa w Urzędzie Miasta, pl. Wszystkich Świętych 3-4

28 października 2014r.
Gdańsk, Nowy Ratusz, Sala nr 204, ul. Wały Jagiellońskie 1

29 października 2014r.
Poznań, Biała Sala w Urzędzie Miasta, pl. Kolegiacki 17

4 listopada 2014r.
Lublin, Sala Konferencyjna w Urzędzie Miasta, ul. Wieniawska 14

Za rekrutację odpowiada Federacja Konsumentów. Zapisów można dokonywać za pośrednictwem formularza dostępnego na stronie http://www.federacja-konsumentow.org.pl/n,6,1113,1,1,cykl-bezplatnych-szkolen.html. Decyduje kolejność zgłoszeń. Udział w warsztatach zostanie potwierdzony certyfikatem.

Projekt realizowany jest przez Federację Konsumentów w ramach dotacji przyznawanych przez Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów pozarządowym organizacjom konsumenckim i współfinansowany jest ze środków Urzędu.

 

E. Chojna-Duch (RPP): Rada będzie dyskutować o skali obniżki stóp procentowych. Inflacja przez długi okres będzie poniżej celu NBP

Rada Polityki Pieniężnej będzie dyskutować w październiku o tym, czy obniżyć stopy procentowe o 25 punktów bazowych, czy może o 50 – zapowiada Elżbieta Chojna-Duch, członek RPP. Zastrzega jednocześnie, że decyzja o obniżce nie jest przesądzona, jednak zdecydowana większość ekonomistów spodziewa się poluzowania polityki pieniężnej. Również rynki wyceniają, że RPP obniży łącznie stopy procentowe o 50, a nawet 75 punktów bazowych, bo inflacja przez długi okres będzie niska.

W tej chwili jest oczywiście trudno powiedzieć, czy decyzja jest przesądzona. Na pewno bank będzie rozważał kwestie timingu i możliwości cyklu obniżek. Oczywiście decyzja podstawowa dotyczy tego, czy zacząć obniżkę, ale pojawia się też drugie pytanie dotyczące tego, czy jeżeli Rada zdecyduje się na obniżkę, to jaki będzie ona miała timing. Chodzi o to, czy dokonamy jednorazowej obniżki, czy będzie ona dokonywana w cyklu, ruchami nieco mniejszymi – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Elżbieta Chojna-Duch, członek Rady Polityki Pieniężnej.

Sierpień był drugim miesiącem z rzędu spadków cen w polskiej gospodarce. Deflacja cen konsumpcyjnych CPI wyniosła 0,3 proc. w ujęciu rocznym oraz 0,4 proc. w relacji do lipca. Największy wpływ na spadek cen w ujęciu miesięcznym miała taniejąca żywność (-1,8 proc.) oraz odzież i obuwie (-2,7 proc.), które obniżyły wskaźnik CPI odpowiednio o 0,4 i 0,13 pkt proc. – poinformował GUS.

Deflacja pogłębiła się, co również jest czynnikiem, który przemawia za możliwością obniżek stóp procentowych przez Radę. Wprawdzie ma ona charakter sezonowy, a więc liczymy na to, że w następnym roku powróci do swoich pozytywnych trendów. Wydaje się, że do 2016 roku będzie pozostawać na poziomach poniżej dolnego przedziału celu inflacyjnego i osiągnie pułap 1,5 proc. dopiero w końcu 2016 roku – prognozuje Chojna-Duch.

O ile przejściowa deflacja niekoniecznie wymaga reakcji polityki pieniężnej, jeśli wynika z czynników zewnętrznych, o tyle perspektywa wolnego powrotu inflacji do celu NBP na poziomie 2,5 proc. może budzić zaniepokojenie części członków RPP. Według Chojny-Duch choć aktualne tempo wzrostu PKB w Polsce jest wysokie na tle Europy Zachodniej, to jednak poniżej potencjału gospodarki. Dodatkowo rośnie ryzyko dalszego załamania w handlu z Rosją i Ukrainą z powodu słabej koniunktury na tamtych rynkach oraz możliwości zaostrzenia wzajemnych sankcji między Rosją a Unią Europejską.

Również ze strony strefy euro trudno oczekiwać impulsów w najbliższych kwartałach, które mogłyby przyspieszyć inflację w Polsce. Europejski Bank Centralny podejmuje kolejne niestandardowe działania w celu pobudzenia inflacji i wzrostu PKB w Eurolandzie, ale prezes EBC Mario Draghi coraz bardziej otwarcie mówi o tym, że to nie wystarczy i że potrzebne jest wsparcie rządów – zarówno w postaci reform strukturalnych, jak i poluzowania polityki fiskalnej.

Będziemy oceniać sytuację w strefie euro i jej możliwości, a zwłaszcza gospodarki niemieckiej, która również notowała spowolnienie. Będziemy z pewnością również patrzeć na takie kwestie, jak inwestycje, których dynamika nie jest najwyższa, a więc to wszystko, co będzie mogło przyczynić się do wzrostu PKB w kolejnych kwartałach – zapowiada członkini RPP.

ACEA: rośnie sprzedaż samochodów w Unii Europejskiej. Wzrosty nie ominęły Polski

CEO Magazyn Polska

W Unii Europejskiej zarejestrowano w sierpniu o 2,1 proc. więcej nowych samochodów niż w lipcu. W lipcu zarejestrowano ich 5,6 proc. więcej niż w poprzednim miesiącu – podało Europejskie Stowarzyszenie Producentów Samochodów ACEA. Wzrosty widać też na polskim rynku

To kontynuacja trendu wzrostowego, zapoczątkowanego przed rokiem – podkreślono w komunikacie.

Przez osiem miesięcy tego roku, sprzedano w Europie ponad 8,3 mln nowych wozów, czyli o 6,0 proc. więcej niż w tym samym okresie ubiegłego roku.

W lipcu, Francja była jedynym dużym rynku, gdzie sprzedaż spadła (o 4,3 proc.). Na innych dużych rynkach wzrost wahał się od 5,5 proc. we Włoszech, przez 6,6 proc. w Wielkiej Brytanii, 6,8 proc. w Niemczech, po 11,1 proc. w Hiszpanii. To oznacza 5,6 proc. wzrostu  w regionie. W sumie, w lipcu zarejestrowano tu ponad 1 mln nowych samochodów.

W sierpniu sprzedaż samochodów wzrosła o 2,1 proc. mimo, że we Francji, w Niemczech i we Włoszech odnotowały nieznaczny spadek, odpowiednio o 2,6 proc, 0,4 proc. i 0,2 proc. W  Hiszpanii natomiast nowych rejestracji było o 13,7 proc. więcej, a w Wielkiej Brytanii  9,4 proc. W całej Unii w tym czasie zarejestrowano ponad 688,4 tys nowych samochodów.

Od stycznia do sierpnia sprzedaż samochodów wzrosła na wszystkich głównych rynkach, o  1,6 proc. we Francji, 2,6 proc. w Niemczech, 3,5 proc. we Włoszech, 10,1 proc. w Wielkiej Brytanii i 16,4 proc. w Hiszpanii. W ten sposób popyt na nowe samochody w Unii Europejskiej był w tym roku o 6,0 proc. wyższy niż w ciągu pierwszych ośmiu miesięcy ubiegłego roku.

Również Polska kontynuuje wzrostowy trend rejestracji nowych samochodów – po ośmiu miesiącach mamy prawie 16 proc dynamiką porównując rok do roku. Przedstawiciele Exact Systems, firmy kontrolującej części samochodowe, podkreślają, że ostatnia część roku może okazać lepsza, jeśli wzrost nie zostanie przytłumiony przez konflikt na Wschodzie.

W lipcu w Centralnej Ewidencji Pojazdów pojawiło się ponad 25,5 tys nowych samochodów osobowych, czyli o 2,9 proc więcej niż w tym samym miesiącu zeszłego roku. W sierpniu zaś Polacy zarejestrowali przeszło 20 tys osobówek (4,9 proc. więcej). Od początku roku z polskich salonów wyjechało więcej niż  221,4 tys osobówek, co oznacza 15,7 proc. dynamikę rok do roku.

Tak jak się tego spodziewaliśmy, w obu miesiącach wakacyjnych zakończyliśmy sprzedaż na poziomie wyższym niż przed rokiem. Sierpień był zdecydowanie słabszy niż lipiec, ale to wynika ze specyfiki tego miesiąca, w którym najczęściej sprzedaje się najmniej aut w ciągu całego roku – mówi Paweł Gos, prezes Exact Systems i ekspert Polskiej Izby Motoryzacji. – Na razie też nie widać dużego wpływu konfliktu za naszą wschodnią granicą na decyzje zakupowe konsumentów i firm.

ACEA: rośnie sprzedaż samochodów w Unii Europejskiej

CEO Magazyn Polska

W Unii Europejskiej zarejestrowano w sierpniu o 2,1 proc. więcej nowych samochodów niż w lipcu. W lipcu zarejestrowano ich 5,6 proc. więcej niż w poprzednim miesiącu – podało Europejskie Stowarzyszenie Producentów Samochodów ACEA.

– To kontynuacja trendu wzrostowego, zapoczątkowanego przed rokiem- podkreślono w komunikacie.

Przez osiem miesięcy tego roku, sprzedano w Europie ponad 8,3 mln nowych wozów, czyli o 6,0 proc. więcej niż w tym samym okresie ubiegłego roku.

W lipcu, Francja była jedynym dużym rynku, gdzie sprzedaż spadła (o 4,3 proc.). Na innych dużych rynkach wzrost wahał się od 5,5 proc. we Włoszech, przez 6,6 proc. w Wielkiej Brytanii, 6,8 proc. w Niemczech, po 11,1 proc. w Hiszpanii. To oznacza 5,6 proc. wzrostu  w regionie. W sumie, w lipcu zarejestrowano tu ponad 1 mln nowych samochodów.

W sierpniu sprzedaż samochodów wzrosła o 2,1 proc. mimo, że we Francji, w Niemczech i we Włoszech odnotowały nieznaczny spadek, odpowiednio o 2,6 proc, 0,4 proc. i 0,2 proc. W  Hiszpanii natomiast nowych rejestracji było o 13,7 proc. więcej, a w Wielkiej Brytanii  9,4 proc. W całej Unii w tym czasie zarejestrowano ponad 688,4 tys nowych samochodów.

Od stycznia do sierpnia sprzedaż samochodów wzrosła na wszystkich głównych rynkach, o  1,6 proc. we Francji, 2,6 proc. w Niemczech, 3,5 proc. we Włoszech, 10,1 proc. w Wielkiej Brytanii i 16,4 proc. w Hiszpanii. W ten sposób popyt na nowe samochody w Unii Europejskiej był w tym roku o 6,0 proc. wyższy niż w ciągu pierwszych ośmiu miesięcy ubiegłego roku.

E-commerce w natarciu

Wygoda, oszczędność czasu, dostępność 24/7, a może po prostu konkurencyjność cenowa i rosnąca świadomość konsumencka? Każdy z tych czynników bez wątpienia ma udział we wciąż rosnącej popularności e- zakupów. Czy to, że każda marka będzie musiała prowadzić sprzedaż internetową jest już przesądzone?

O skali popularności zakupów w sieci świadczy chociażby fakt, że kolejne marki, dotąd kojarzone tylko ze sprzedażą stacjonarną, decydują się na otwarcie e-sklepów. Inne, obecne już w internecie, chcą zaś powiększać sieci sprzedaży planując wirtualna ofensywę. Niedawno informację o chęci uruchomienia lokalnych sklepów internetowych podała IKEA. W prawdzie szwedzki potentat prowadzi już sprzedaż tą drogą na kilkunastu rynkach, niemniej jednak skala ta okazuje się niewystarczająca. Sklepy internetowe meblowego giganta odwiedza już więcej klientów niż salony tradycyjne. Zakupy przez internet weszły już w krew znaczącej liczbie konsumentów. Zapotrzebowanie na to, co wyróżnia i charakteryzuje e- sklepy, jest bowiem odpowiedzią na wyzwania współczesnej rzeczywistości i to z perspektywy właściwie każdego uczestnika rynkumówi Katarzyna Kołodziejczyk, Key Account Manager GRUPA 365 NET.

Wirtualnie? Realnie!

Powodów dokonywania zakupów w sieci jest wiele. Co więcej, stwierdzenie „zakupy wirtualne” nie przystoi już niejako do rangi tego zjawiska. Internetowa rzeczywistość już dawno w pewnym wymiarze przestała mieć kontekst wirtualny. Jej niezaprzeczalna dynamika i ogromny wpływ na codzienność, relacje i doświadczenia nadają światu wirtualnemu charakter realny. Podobnie jest z zakupami. Dokonywanie ich w internecie opiera się nie tylko na ich rzeczywistych zaletach, ale ma również realny wpływ na cały rynek, modele zakupowe i ścieżki decyzyjne. Właściciele e- sklepów często zapominają jednak o tym, że do obecności w sieci dołożyć trzeba jeszcze masę starań opartych na profesjonalnej, skutecznej strategii. O ile braku strategii jako takiej (lepszej lub gorszej) dużym markom i sklepom nie można zarzucić, o tyle z tymi mniejszymi bywa już rożnie. Budowanie przewagi konkurencyjnej nie jest łatwe, ale tylko jej osiągnięcie pozwoli funkcjonować internetowemu biznesowi długookresowo.

Wyzwania są szansą

Zalety sklepów wirtualnych to dla ich właścicieli zarówno wyzwanie, jak i szansa. Oszczędność kosztów funkcjonowania i obsługi klienta umożliwia nie tylko start projektom o niższym budżecie, ale też zainwestowanie środków pieniężnych właśnie w rozwój. Funkcjonalność e- sklepu to jedno, świadomość marki, jej reputacja i budowanie zaangażowania konsumenta to drugie. W końcu właśnie w e- commerce obsługa posprzedażowa ma szczególne znaczenie. Narzędzia e– marketingu są szansą utrzymania relacji z klientami przez lata, budowania ich lojalności i generowania najlepszych ambasadorów, którymi są właśnie zadowoleni konsumenci. Nie mniej jednak, wszystko to wymaga wysiłku i bardzo profesjonalnego podejścia.

Minimalny wzrost zatrudnienia. Dane poniżej oczekiwań

Przeciętne wynagrodzenie brutto w sektorze przedsiębiorstw wzrosło w sierpniu o 3,5% rdr i wyniosło 3.893,23 zł – poinformował Główny Urząd Statystyczny. Zatrudnienie zwiększyło się o 0,7% rdr. W ujęciu miesięcznym przeciętne wynagrodzenie zmalało o 1,8%.

– Paradoksalnie spadek w sierpniu wynika przede wszystkim ze wzrostu zatrudnienia osób o stosunkowo niskim wynagrodzeniu. Spadki w tym miesiącu odnotowujemy co roku. Mają one charakter sezonowy i spowodowane są częstszym niż zwykle zatrudnianiem ludzi młodych, zwykle zaczynających pierwszą pracę ze stosunkowo niską płacą. Ponadto w lipcu, częściej niż w sierpniu, wypłaca się premie oraz świadczenia urlopowe. Stąd te różnice – przekonuje Łukasz Piechowiak, główny ekonomista Bankier.pl.

Ekonomiści spodziewali się lepszych wyników

Ekonomiści spodziewali się wzrostu wynagrodzeń o 3,8% rdr i przyrostu zatrudnienia o 0,8% rdr. Dane dotyczą tylko podmiotów, w których liczba pracujących przekracza 9 osób.  Od początku roku zatrudnienie w dużych firmach zwiększyło się o 44 tys. etatów, w sierpniu osiągając poziom 5.534,6 tys. To wciąż o 16 tys. mniej niż w rekordowym styczniu 2012 roku.

Zatrudnienie rośnie, ale bardzo wolno. W sektorze przedsiębiorstw przybyło raptem 3,5 tys. etatów. To nienajlepszy wynik biorąc pod uwagę dynamikę wzrostu PKB na poziomie powyżej 3%. Równocześnie odnotowujemy stały spadek liczby zarejestrowanych bezrobotnych. W sierpniu z ewidencji wykreślono 24 tys. osób. Tylko połowa z nich znalazła zatrudnienie lub rozpoczęła działalność gospodarczą. W teorii sytuacja makroekonomiczna kraju nie jest zła. Jednak nie przekłada się ona realnie na wzrost zatrudnienia i wynagrodzeń – dodaje Piechowiak.

Sprzedaż samochodów osobowych w Polsce i Europie nie hamuje

Z pierwszych powakacyjnych danych Europejskiego Stowarzyszenia Producentów Pojazdów ACEA wynika, że salony samochodowe w Unii Europejskiej nie miały wakacji.  Zarówno w lipcu jak i sierpniu sprzedaż nowych samochodów osobowych wzrosła, odpowiednio o 5,6% i 2,1% r/r. Również Polska kontynuuje wzrostowy trend rejestracji nowych osobówek – po ośmiu miesiącach br. możemy pochwalić się prawie 16% dynamiką r/r. Przedstawiciele Exact Systems, firmy kontrolującej części samochodowe, podkreślają, że ostatnia część roku może okazać lepsza, jeśli nie zostanie zachwiana przez konflikt na Wschodzie.

W lipcu br. w Centralnej Ewidencji Pojazdów pojawiło się 25 566 nowych samochodów osobowych, czyli o 2,9% więcej niż w tym samym miesiącu 2013 r. W sierpniu zaś Polacy zarejestrowali 20 003 osobówek (+4,9% r/r). Od początku roku z polskich salonów wyjechało w sumie 221 477 osobówek, co oznacza 15,7% dynamikę rok do roku[1]. Tak jak się tego spodziewaliśmy, w obu miesiącach wakacyjnych zakończyliśmy sprzedaż na poziomie wyższym niż przed rokiem. Sierpień był zdecydowanie słabszy niż lipiec, ale to wynika ze specyfiki tego miesiąca, w którym najczęściej sprzedaje się najmniej aut w ciągu całego roku – mówi Paweł Gos, prezes Exact Systems i ekspert Polskiej Izby Motoryzacji. Na razie też nie widać dużego wpływu konfliktu za naszą wschodnią granicą na decyzje zakupowe konsumentów i firm. Polacy korzystają z nowych ofert i rabatów, które przygotowują producenci i dilerzy samochodowi – dodaje Gos.

Europa rośnie, ale nie wszędzie

Sierpień był dwunastym miesiącem z rzędu, w którym sprzedaż samochodów osobowych w UE odnotowała wzrost. Europejczycy kupili ponad 688 tys. nowych osobówek, czyli o 2,1% r/r więcej niż w analogicznym miesiącu ubiegłego roku. Lipiec był zdecydowanie lepszy – producenci sprzedali ponad 1 mln aut osobowych (+5,6% r/r). Łącznie, po ośmiu miesiącach w UE zarejestrowano ponad 8,3 mln aut, co daje 6% dynamikę r/r.[2] Sytuacja na rynku sprzedaży nowych samochodów osobowych w Europie od kilku miesięcy się stabilizuje – obserwujemy comiesięczne wzrosty, ale mamy do czynienia jeszcze z niskimi wolumenami. Jednocześnie widzimy różnice między poszczególnymi krajami. I tak na zielono malują się Wielka Brytania z rekordowo niskimi stopami procentowymi i Hiszpania, w której obowiązuje system dopłat przy wymianie starego pojazdu na nowy. Czerwonym kolorem możemy zaznaczyć natomiast Włochy i Niemcy, których sprzedaż w sierpniu lekko przyhamowała – mówi Jacek Opala, dyrektor ds. rozwoju sprzedaży w Exact Systems.

Od stycznia do sierpnia najwięcej nowych samochodów osobowych wyjechało z salonów w Niemczech (2 mln; +2,6% r/r). Na drugim miejscu znalazła się fenomenalna Wielka Brytania z 1,5 mln zarejestrowanych osobówek (+10% r/r), która od trzydziestu miesięcy z rzędu odnotowuje wzrosty. Trzecie miejsce przypadło Francji (1,2 mln; +1,6% r/r).

W Polsce liderem Skoda, w UE Volkswagen

W ciągu ośmiu miesięcy tego roku najchętniej kupowaną marką samochodową w segmencie osobówek w Polsce była Skoda, za nią uplasowali się Volkswagen i Toyota. Numerem jeden wśród modeli pozostaje Oktavia. W Europie nadal najlepiej radzi sobie marka Volkswagen z ponad 1 mln sprzedanych aut.

2014 rok zakończymy w Polsce na przyzwoitym plusie

Paweł Gos, prezes zarządu Exact Systems, uważa, że brak załamania się sprzedaży w miesiącach wakacyjnych pozwala z optymizmem patrzeć na wrzesień i ostatni kwartał tego roku. W porównaniu do pierwszego kwartału w letnich miesiącach dynamika sprzedaży czterech kółek nie była już tak wysoka, jednak końcówka roku zgodnie ze swoją specyfiką powinna być zdecydowanie lepsza. Liczymy, że w związku z licznymi premierami nowych modeli z klasy wyższej i średniej, które są planowane na ostatnie miesiące tego roku, oraz wyprzedażami roczników, które z roku na rok są wprowadzane przez dilerów coraz wcześniej, więcej klientów indywidulanych odwiedzi salony samochodowe. Podtrzymuję zdanie, że w całym 2014 r. zarejestrujemy w Polsce 310–320 tys. nowych samochodów osobowych, czyli ok. 5-10% więcej niż rok temu – ocenia przedstawiciel Exact Systems.

[1] Na podstawie danych PZPM: http://www.pzpm.org.pl/Rynek-motoryzacyjny/Rejestracje-samochody-osobowe-i-dostawcze/Sierpien-2014r

[2] Dane ACEA obejmujące państwa członkowskie Unii Europejskiej, poza Maltą

Ścieżka i preferencje zakupowe kobiet w centrach handlowych

Wraz ze wzrostem poziomu edukacji, możliwości zatrudnienia i dochodów oraz rosnącą rolą społeczną i ekonomiczną, konsumentki wymagają szerszego wyboru i lepszej jakości dóbr oraz usług. Z najnowszej publikacji DTZ, Kobieta na zakupach – czyli jaki potencjał nabywczy drzemie w kobiecie, wynika, że konsumentki podejmują lub mają zdecydowany wpływ na przynajmniej 64 proc. decyzji zakupowych we wszystkich kategoriach nabywczych. Ponadto od 51 do 69 proc. odwiedzających galerie handlowe stanowią właśnie kobiety.

Kobiety nie tylko odgrywają dominującą rolę w decydowaniu o wydatkach konsumenckich, ale co nawet ważniejsze, są zasadniczą siłą inicjującą zmiany zachowań i przyzwyczajeń zakupowych. Kobiety kontrolują wydatki na większość artykułów i usług konsumenckich gospodarstwa domowego. Jednak najsilniejszą uwagę skupiają na kategoriach żywności, dbaniu o zdrowie i kondycję, urodę oraz ubiór.

Publikacja DTZ wyróżnia dwa rodzaje konsumentek odwiedzających galerie handlowe, są to „aspirująe singielki’ i kobiety będące matkami.

Określane mianem „aspirujące singielki’ to raczej kobiety młode, szukające swojego miejsca i aspirujące do bycia life-style. W poszukiwaniu dla siebie wysublimowanego produktu, wysokiego poziomu obsługi i nowości, często zmieniają centra handlowe. Odmienne stanowisko prezentują kobiety będące matkami, dla których ważna jest różnorodność oferty handlowej dla potrzeb całej rodziny oraz atmosfera poczucia bezpieczeństwa w obiekcie handlowym – mówi Renata Kusznierska, Senior Director, Head of Retail – CEE w firmie DTZ.

Niezależnie od postawy życiowej konsumentki, poziom obsługi w sklepach oraz pomoc w wyszukaniu asortymentu może zadecydować o ponownym wyborze danego obiektu, bądź o ograniczeniu w nim zakupów – podkreśla Renata Kusznierska.

Ekspansja sieci SUBWAY® nabiera tempa

0

Nie dalej jak 5 września br. sieć SUBWAY® informowała o otwarciu kolejnego lokalu w Olsztynie, a już ruszyła następna restauracja tej sieci franczyzowej znajdująca się w ścisłym centrum Warszawy. Łącznie z lokalem w podwarszawskiej Podkowie Leśnej, będą to trzy nowe restauracje działające pod szyldem tej marki, otwarte w ciągu zaledwie jednego miesiąca.

Obecna na polskim rynku zaledwie od 2000 roku, amerykańska sieć słynąca z sandwiczy w kształcie łodzi podwodnej, zdążyła otworzyć już ponad 85 lokali w całym kraju. Kolejne otwarcia i ciągłe poszerzanie oferty mają umocnić pozycję sieci oraz zapewnić jej franczyzobiorcom stały wzrost klientów.

Warszawskie Śródmieście

Nowa restauracja SUBWAY® mieści się przy ul. Zgody 9 i jako pierwsza w Warszawie urządzona jest w stylu Metropolitan Decor. To świeżo wprowadzony do Europy wystrój wnętrz tej sieci, który łączy w sobie elementy klasycznego dla tej marki projektu z nowoczesnymi rozwiązaniami dekoracyjnymi. Wygląd nowej restauracji nawiązuje do ciepłych, ceglanych pomieszczeń.

Otwarcie lokalu odbyło się 11 września br. Jego właścicielka, Agnieszka Dołęgowska, po raz pierwszy została franczyzobiorcą tej sieci. Restauracja o powierzchni 91,66 mkw. zajmuje miejsce w samym sercu Warszawy, w pobliżu otwierającej się niebawem ul. Świętokrzyskiej.

„Właśnie w Warszawie, w okolicy Giełdy Papierów Wartościowych, powstała pierwsza w Polsce restauracja sieci SUBWAY®. Obecnie w stolicy mieści się 27 restauracji naszej marki. Dotychczasowy rozwój sieci pozwala nam optymistycznie patrzeć w przyszłość i koncentrować się zarówno na  miastach, w których już jesteśmy, jak i na nowych, mniejszych miejscowościach” – mówi Michał Dorszewski, regionalny agent ds. rozwoju sieci.

Miasto-ogród

Lokalizacja wybrana dla następnego punktu tej sieci jest trochę bardziej nietypowa. Podkowa Leśna, należąca do aglomeracji warszawskiej, określana jest tytułem „miasto-ogród”. To termin określający koncepcję miasta satelickiego, czyli osiedla oddalonego od centrum aglomeracji i charakteryzującego się niską zabudową ze znacznym udziałem terenów zielonych.

Otwarcie pierwszej restauracji SUBWAY® w tym mieście, w działającej od roku Galerii Podkowa,  zaplanowane jest na drugą połowę września i będzie to jedyny punkt gastronomiczny w tym centrum handlowym. Lokal zajmie powierzchnię 38,64 mkw., a jego wystrój wnętrza będzie zgodny z tradycyjnym dla tej sieci projektem Tuscany II. Sławomir Dąbrowski, właściciel nowopowstającej restauracji, uważa, że ten styl najlepiej prezentuje się w wybranej przez niego lokalizacji. Debiut jego restauracji będzie również jego własnym debiutem w roli franczyzobiorcy tej marki.

Sieć restauracji SUBWAY® jest największą i najszybciej rozwijającą się siecią franczyzową na świecie z restauracjami szybkiej obsługi. W chwili obecnej liczy ponad 42 tys. restauracji w 107 krajach i wciąż się rozrasta. Sieć dąży do tego, aby zostać numerem jeden pod względem otwartych restauracji i obsługi klienta na każdym rynku na którym jest obecna, także w Polsce.

NIK o działaniach promocyjnych miast

Strategie promocyjne dużych miast nie zawsze były spójne z celami, jakie samorządy chciały osiągnąć. Większość z miast nie sprawdzała efektów działań promocyjnych za pomocą obiektywnych mierników. NIK wykryła też nieprawidłowości w zlecaniu usług promocyjnych podmiotom zewnętrznym. Pieniądze na promocję dużych miast były najczęściej przeznaczane na wsparcie lokalnych klubów sportowych. Zdarzało się również, że z pieniędzy tych finansowano publikowanie kondolencji czy ogłoszeń na temat sprzedaży nieruchomości.

14 miast skontrolowanych przez NIK przeznaczyło łącznie na promocję w latach 2011-2013 ok. 370 mln zł, najwięcej Warszawa – 86 mln zł, Gdańsk – 59 mln zł, Bydgoszcz – 53 mln zł, Łódź – 49 mln zł i Gdynia – 46 mln zł. Stanowiło to od 0,2 proc. do 1,3 proc. ich budżetów (np. w Warszawie – 0,23 proc. całego budżetu miasta, w Bydgoszczy – 1,21, w Gdyni – 1,3). Ze środków tych finansowano najczęściej medialne kampanie reklamowe, wydarzenia kulturalne, kampanie biznesowe, wydawnictwa drukowane oraz imprezy sportowe i okolicznościowe.

Kwoty te jednak nie odzwierciedlają rzeczywistych wydatków na promocję. Gminy bowiem często klasyfikowały środki wydane na działania promocyjne jako wydatki na kulturę, turystykę lub sport. Zdarzało się również, że miasta finansowały z tych środków przedsięwzięcia niemające z reklamą nic wspólnego, np. publikację prasowych kondolencji (w Radomiu) czy ogłoszeń o sprzedaży nieruchomości (Piotrków Trybunalski). Zdaniem NIK przepisy dotyczące klasyfikowania wydatków na promocję są niejednoznaczne i pozwalają na dowolność w ich księgowaniu.

Wszystkie skontrolowane miasta opracowały dokumenty strategiczne, wyznaczające cele i kierunki promocji (różnego rodzaju strategie rozwoju, promocji, plany lokalnego rozwoju). Niestety często strategie te pozostawały tylko na papierze, a z ich realizacją bywało różnie.Przede wszystkim z powodu dużego stopnia ogólności przygotowanych dokumentów i niedookreślenia oczekiwanych efektów.

Lp.

Miasto

Wydatki ogółem
(w tys. zł)

Wydatki na promocję
(w tys. zł)

Udział  wydatków na promocję
w wydatkach ogółem (%)

1. Białystok

4 427 046

17 655

0,40

2. Bydgoszcz

4 343 534

52 617

1,21

3. Gdańsk

8 129 202

59 257

0,73

4. Gdynia

3 562 938

46 265

1,30

5. Katowice

4 644 241

17 118

0,37

6. Kraków

10 447 481

15 567

0,15

7. Łódź

10 175 270

49 080

0,48

8. Piotrków Trybunalski

377 289

576

0,15

9. Radom

2 788 490

6 370

0,23

10. Suwałki

314 320

1 528

0,49

11. Tarnów

1 571 465

3 378

0,21

12. Toruń

1 113 819

8 075

0,72

13. Warszawa

36 934 864

85 750

0,23

14. Zabrze

2 202 064

4 993

0,23

Tylko w trzech miastach (Katowicach, Zabrzu i Radomiu) cele sformułowane w strategiach promocji spełniały metodyczne kryteria zarządzania, czyli były realistyczne, proste i konkretne, można było łatwo ocenić stopień ich realizacji, były ważne dla lokalnej społeczności i możliwe do osiągnięcia w założonym terminie.

Brak spójności planów i ich realizacji szczególnie dobrze widać choćby na przykładzie podziału pieniędzy. Część miast znakomitą większość środków z „puli reklamowej” (do prawie 70 proc. rocznych budżetów na promocję) przeznaczało na promocję przez sport, choć teoretycznie, zgodnie z przyjętymi założeniami, kierunki promocji miały być różnorodne: od promocji gospodarczej, przez kulturalną, aż po turystyczną. I tak w latach 2011-2013 wydatki na promocję poprzez sport np. w Białymstoku wyniosły 67 proc. (wydatków ogółem na promocję), w Bydgoszczy- 59 proc., w Katowicach – 23 proc. W Łodzi natomiast udział ten w 2011 r. wyniósł 27,5 proc., ale w latach 2012-2013 już tylko 7,5 proc. Od 2012 r. miasto zaprzestało zlecania usług promocyjnych klubom sportowym.

W ponad połowie skontrolowanych miast (8 z 14) przy udzielaniu zamówień na usługi promocyjne, w tym poprzez sport, nie przestrzegano przepisów ustawy o finansach publicznych i Prawa zamówień publicznych (Pzp). W ten sposób aż 12,5 proc. środków przeznaczonych na ten cel – 46 mln zł – wydatkowano z naruszeniem prawa lub zasad należytego zarządzania finansami.

  • W czterech miastach (Bydgoszczy, Katowicach, Warszawie i Zabrzu) udzielono zamówień publicznych (na łączną kwotę 24 mln zł) na usługi promocyjne w trybie z wolnej ręki,czyli w trybie niekonkurencyjnym.  Zdaniem NIK nie było przesłanek do zastosowania takiego trybu, gdyż przywoływane przez samorządy względy gospodarcze i organizacyjne, czy też skomplikowany charakter zamówienia nie stanowią (zgodnie z orzecznictwem) wystarczającej podstawy do udzielenia zamówienia z wolnej ręki. Znakomita większość zamówień z wolnej ręki dotyczyła preferowanej przez  miasta formy promocji poprzez drużyny sportowe. Przykładowo w Bydgoszczy i Katowicach udzielano zamówień na promocję miasta konkretnym drużynom, występującym w konkretnych rozgrywkach ligowych. Samorządowcy tłumaczyli te decyzje wysoką oglądalnością rozgrywek i faktem, że drużyny były jednoznacznie identyfikowane z miastem.
  • W dwóch miastach – Łodzi i Piotrkowie Trybunalskim – wyłoniono z kolei wykonawców zamówień (na sumę 5,5 mln) z naruszeniem zasady zachowania uczciwej konkurencji. W Łodzi np. w 2011 r. pozorowano przetargi dla klubów, choć z góry było wiadomo, do których z nich trafią dotacje i w jakiej będą wysokości. Media ujawniły ten proceder, jeszcze zanim urzędnicy uruchomili procedury dot. zamówienia. W dodatku kluby uzgadniały z miastem mejlowo treść specyfikacji warunków zamówienia. Również  w Łodzi zlecono usługę o wartości 18,3 tys. zł na akcję wspierającą ogólnopolską kampanię „W Łodzi będzie głośno” z inicjatywy samego wykonawcy usługi – przyjmując jego ofertę. Postępowanie w sprawie tego zamówienia przeprowadzono nierzetelnie, w sposób pozorujący zachowanie uczciwej konkurencji. Zamówienie nie było ujęte w planie zamówień publicznych, a jego realizacja nie była konieczna i nie wynikała z sytuacji, której zamawiający nie mógł przewidzieć. W podobny sposób na wniosek wykonawcy usługi udzielono zamówienia – o wartości 24,6 tys. zł – które dotyczyło rozpropagowania akcji „1% podatku w Łodzi”. Z kolei w Piotrkowie Trybunalskim miasto wprowadziło zapisy, które wprost wskazywały, że usługę promocyjną mogą wykonać tylko kluby piłki ręcznej, podczas gdy w tym czasie w mieście działało 40 klubów sportowych różnych dyscyplin sportowych.
  • W sześciu miastach (Białymstoku, Bydgoszczy, Katowicach, Łodzi, Piotrkowie Trybunalskim i Warszawie) nierzetelnie ustalano wartość zamówień lub nie przedłożono do kontroli dokumentacji potwierdzającej takie wyliczenia (zamówienia na ponad 32 mln zł). Przykładowo w Katowicach wartość dwóch zamówień na promocję poprzez sport określono na podstawie wniosków miejscowych klubów sportowych, które zwróciły się o zlecenie im usług reklamowych. W dodatku wynagrodzenia obu drużyn zostały zapisane w planie finansowym UM jeszcze przed otrzymaniem od nich wniosków w tej sprawie. Z kolei w UM w Białymstoku pracownik przyznał wprost, że nie wie na jakiej podstawie oszacował wartość zamówienia na kwotę 350 tys. zł – dot. profesjonalnych rozgrywek w sportach halowych.

NIK dopatrzyła się także innych naruszeń zasad wydatkowania publicznych pieniędzy. Przykładowo Zabrze wynajęło od klubu piłki ręcznej 11 m2 hali (za 1,25 mln zł) na cele promocyjne podczas rozgrywek ekstraklasy piłki ręcznej, choć to samo miasto było właścicielem hali.

NIK zwraca uwagę, że rzetelność oceny działań promocyjnych przez miejskich urzędników  może budzić wątpliwości, gdyż po pierwsze miasta oceniały same siebie, po drugie nie zawsze weryfikowały jakości wykonania usług promocyjnych bezpośrednio u wykonawców, a po trzecie brały pod uwagę tylko to, czy dana kampania przyniosła rezultat wpisany w ich planach, bez konfrontacji z opinią odbiorców kampanii. Spośród 157 zrealizowanych projektów promocyjnych objętych kontrolą, o łącznej wartości 134, 8 mln zł, dla 50 z nich (32%) nie wyznaczono wskaźników monitorujących stopień osiągnięcia zakładanych celów oraz nie dokonywano ocen ich skuteczności i efektywności. Pięć miast (Gdańsk, Gdynia, Kraków, Tarnów i Warszawa) oceniało jednak efektywność działań promocyjnych za pomocą obiektywnych mierników, takich jak np.: liczba i jakość materiałów medialnych ukazujących się w związku z kampaniami czy liczba uczestników danej imprezy. Miasta rzadko sięgały po badania ankietowe przy sprawdzaniu efektów promocyjnych przedsięwzięć. W pojedynczych przypadkach zdarzało się, że przy ocenie brano pod uwagę stosunek nakładów finansowych do osiąganych celów. W większości dotyczyło to jednak kampanii, finansowanych ze środków europejskich (Europejski Fundusz Rozwoju Regionalnego), w których osiągnięcie wymiernych korzyści było jednym z warunków uzyskania pomocy finansowej.

W każdej kontrolowanej jednostce zadania w zakresie promocji realizowały komórki organizacyjne pozostające w strukturach urzędów. W niektórych miastach część zadań i kompetencji w tym zakresie powierzono gminnym jednostkom organizacyjnym. W sześciu urzędach miast wyodrębnione były komórki organizacyjne, które zajmowały się wyłącznie promocją, w pozostałych łączyły zadania promocyjne z innymi, dot. np. kultury i sportu (w Piotrkowie Trybunalskim), turystyki i sportu (w Zabrzu), turystyki i współpracy z zagranicą (w Łodzi), informacji i turystyki (w Krakowie). W kontrolowanych 14 miastach było zatrudnionych łącznie 271 pracowników zajmujących się promocją (średnio 19 osób).

Zdaniem NIK usprawnieniu promocji miast może służyć:

  • propagowanie obiektywnych metod oceny działań promocyjnych,
  • wzmocnienie kontroli obszaru zlecania usług promocyjnych podmiotom zewnętrznym,
  • rzetelne klasyfikowanie wydatków przeznaczonych na promocję.
  • korzystanie przy promocjach miast ze środków UE oraz wykorzystanie mierników towarzyszących projektom unijnym także do konstruowania podobnego modelu rozliczania przedsięwzięć realizowanych z budżetu miasta.

NIK wskazuje jako przykłady dobrych praktyk:

  • dbałość o wprowadzenie zewnętrznych obiektywnych mierników jakości działań promocyjnych (np. w Warszawie realizacja zadania ”Sylwestrowa Moc Przebojów – Zakochaj się w Warszawie” została podsumowana analizą danych dotyczących oglądalności tego wydarzenia, frekwencji podczas imprezy oraz wyników zewnętrznego badania przeprowadzanego wśród mieszkańców),
  • spójność strategii promocyjnych z celami rozwoju gminy przyjętymi przez samorząd (np. w Gdańsku za jeden z celów strategicznych uznano wzmacnianie roli Gdańska jako Światowej Stolicy Bursztynu. Kampanie promocyjne konstruowano w sposób zgodny z przyjętym celem).

BIEC: niewielki spadek wskaźnika dobrobytu we wrześniu

CEO Magazyn Polska

Wskaźnik dobrobytu odzwierciedlający ekonomiczną kondycję polskiego społeczeństwa spadł we wrześniu o 0,2 punktu w stosunku do wartości z poprzedniego miesiąca – podało Bureau for Investment and Economic Cycles.

– Od maja, kiedy to wskaźnik osiągnął swój ostatni lokalnych szczyt, jego zmiany były niewielkie. Oznacza to brak poprawy, ale jednocześnie nie pogarszanie się ekonomicznej sytuacji przeciętnego Kowalskiego. Utrzymuje on dotychczas osiągnięte status quo – podkreśla BIEC w komunikacie.

Przyczyna tej stagnacji była sytuacja w polskiej gospodarce, gdzie zmiany także były niewielkie.

– Podobnie jak przed miesiącem spadek cen, głównie o charakterze sezonowym, dotyczył przede wszystkim żywności i odzieży – przypomina BIEC. – Sytuacja na rynku pracy, wyrażona liczbą zatrudnionych poprawia się bardzo powoli. Nieco szybciej w porównaniu do sytuacji sprzed roku wzrosły wynagrodzenia. Jednak w stosunku do miesiąca poprzedniego spadły o 0,6 proc.

Średnie wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw nie koniecznie oznaczać musi równomierny wzrost płac wszystkich pracowników. Może odzwierciedlać większą ich dywersyfikację. Ta z kolei nie sprzyja wzrostowi globalnego popytu ze względu na niższą skrajną skłonność do zakupów osób o wyższych dochodach.

Prawa pracującej mamy

Opieka nad dzieckiem jest nie lada wyzwaniem dla każdej, a szczególnie pracującej kobiety. Nie każdy jednak wie, że Kodeks pracy zapewnia szereg praw i przywilejów nie tylko matkom w okresie ciąży, ale również tym, które powróciły już do pracy. Jakie udogodnienia im przysługują?

Co po powrocie do pracy?

Pierwszym z praw matki, która powróciła do pracy z urlopu macierzyńskiego, jest obowiązek pracodawcy udzielenia jej urlopu wypoczynkowego, bezpośrednio po takim urlopie jeśli o to zawnioskuje. Jeśli zaś chodzi o powrót na stanowisko pracy, to zgodnie z generalnie przyjętą zasadą, kobieta po zakończeniu urlopu macierzyńskiego ma prawo wrócić na swoje dotychczasowe stanowisko. –Często zdarza się jednak, że podczas nieobecności pracownicy w zakładzie pracy dochodzi do różnych zmian organizacyjnych, na skutek których jej poprzednie stanowisko pracy zostaje zlikwidowane. W takiej sytuacji pracodawca powinien zaproponować powracającej do pracy mamie stanowisko równorzędne z tym, które zajmowała przed udaniem się na urlop. Jeśli również to nie jest możliwe, musi zapewnić jej inne, odpowiadające kwalifikacjom zawodowym – tłumaczy Marta Kosakowska, aplikant adwokacki TGC Corporate Lawyers. Trzeba dodać, że bez względu na to, która opcja zostanie zastosowana, powracająca do pracy mama ma zagwarantowane wynagrodzenie takiej wysokości, jakie otrzymywałaby, gdyby nie korzystała z urlopu. Oznacza to, że jeśli podczas jej nieobecności w firmie miały miejsce podwyżki bądź też redukcje wynagrodzenia, będą one dotyczyć również jej pensji.

Karmienie niemowlaka w pracy?

Młoda mama, która karmi dziecko piersią nie jest pozostawiona sama sobie. Jeśli złoży specjalne oświadczenie, będą jej przysługiwać dwie półgodzinne przerwy wliczane do czasu pracy. –Przerwy te można połączyć i wykorzystać tak, że dzień pracy będzie rozpoczynał się lub kończył godzinę wcześniej. Jeśli jednak pracownica pracuje przez czas krótszy niż 4 godziny dziennie, taka przerwa jej nie przysługuje. Gdy pracuje nie dłużej niż 6 godzin dzienne przerwa wynosi pół godziny, a jeśli karmi więcej niż jedno dziecko czas ulega wydłużeniu i wynosi dwa razy po 45 minut. Co ważne, przerw udziela się na podstawie oświadczenia młodej mamy złożonego u pracodawcy– mówi Marta Kosakowska.

Krótszy czas pracy

Pracownica, która ma prawo do urlopu wychowawczego, i której wymiar czasu pracy jest wyższy niż połowa tzw. „pełnego etatu”, po powrocie z urlopu (np. macierzyńskiego) ma prawo wnioskować o zmniejszenie ilości czasu spędzanego w pracy. – Można go obniżyć maksymalnie do połowy pełnego wymiaru. To jednak pracownica musi poinformować pracodawcę ile godzin dziennie chce pracować i jak długo taki okres ma trwać. Ten z kolejni, taki wniosek musi uwzględnić. – dodaje ekspertka. Warto podkreślić, iż w okresie korzystania z tego przywileju kobieta objęta jest szczególną ochroną przed zwolnieniem, analogicznie jakby korzystała z urlopu wychowawczego, nie dłużej jednak niż przez 12 miesięcy.

Prócz praw opisanych wyżej trzeba również dodać, że kobiety, która opiekuje się dzieckiem poniżej czwartego roku życia, pracodawca nie może oddelegować poza stałe miejsce pracy, nie może zatrudniać jej w godzinach nadliczbowych i w porze nocnej oraz w systemie przerywanego czasu pracy, chyba że wyrazi ona na to zgodę. Co więcej, pracującym matkom, aż do ukończenia przez dziecko 14 roku życia przysługuje również możliwość skorzystania z płatnego zwolnienia od pracy w wymiarze dwóch dni rocznie.

 

Odbicie rynku OTC w roku 2013

Jak wynika z najnowszego raportu firmy badawczej PMR pt. Rynek produktów OTC w Polsce 2014. Prognozy rozwoju na lata 2014-2019”, w 2013 r. rynek produktów OTC osiągnął wartość 9,6 mld zł i zanotował najwyższą od 2010 r. dynamikę, odbijając się tym samym po niekorzystnym 2012 r. Pozytywny wpływ na dynamikę rynku w 2013 r. miały głównie trendy epidemiologiczne oraz stabilizacja rynku po zawirowaniach, jakie nastąpiły po wejściu w życie ustawy refundacyjnej.

Przyspieszenie dynamiki wzrostu w 2013 r.

Rynek produktów OTC rozwijał się w roku 2013 z 7,6% dynamiką. Rozwój rynku był napędzany m.in. przez rekordowo wysoką liczbę zanotowanych przypadków zachorowań na grypę w roku 2013 (3,2 mln zachorowań). Istotne dla rozwoju rynku OTC w 2013 r. były też: fakt ukierunkowania aptek na produkty OTC, związane również z trendem rozwoju marek własnych produktów OTC, wzrost nakładów na reklamę w segmencie produktów OTC oraz wprowadzanie na rynek nowych produktów. Nie słabnie również trend zmiany dostępności kategorii leku z Rx na OTC.

W ocenie PMR, za sprawą wysokiej bazy w 2013 r. (związanej właśnie m.in. z ponadprzeciętnym sezonem przeziębieniowym), rynek produktów OTC (leków i suplementów diety) wyraźnie zwolni w 2014 r.

Rynek pozaapteczny

Sprzedaż leków poza aptekami w dużej mierze zależy od istniejącej legislacji. Ostatnia lista leków (substancji) dopuszczonych do obrotu poza aptekami została opublikowana w październiku 2010 r. i ograniczyła listę takich produktów w porównaniu do stanu wcześniejszego. Głównym motorem sprzedaży pozaaptecznej leków OTC są leki przeciwbólowe i wprowadzenie do obrotu pozaaptecznego nowych produktów z tej kategorii, co mogłoby pozytywnie wpłynąć na wzrost sprzedaży leków poza aptekami.

Kluczowym czynnikiem warunkującym wysokie, bo 11% dynamiki w 2013 r. był rekordowy sezon grypowy (w przypadku objawów choroby część osób mogła zaopatrywać się w leki w najbliższym dostępnym punkcie sprzedaży, niekoniecznie w aptece). Generalnie, ożywienie segmentu pozaaptecznego w ostatnich dwóch latach wynika w opinii PMR z faktu, że Polacy decydują się częściej na zakupy leków OTC poza aptekami w związku z podwyżkami cen niektórych leków (aptekarze, hurtownie i producenci próbowali zrekompensować sobie w ten sposób niższe przychody z leków refundowanych), a także wzrostem popularności dyskontów.

Według szacunków PMR, chociaż w 2014 r. nastąpi wzrost wartości sprzedaży zarówno leków OTC, jak i suplementów diety w kanale pozaaptecznym, ta druga grupa produktów ma przed sobą znacznie lepsze perspektywy rozwoju. Sprzedaż suplementów diety poza aptekami nie jest ograniczana przez przepisy prawa farmaceutycznego, a coraz więcej sklepów ogólnodostępnych decyduje się poszerzać swoją ofertę o takie produkty.

Rynek apteczny

W roku 2013, rynek apteczny leków OTC i suplementów diety rozwijał się z 7% dynamiką, a zatem powrócił na ścieżkę wzrostu, po bardzo słabym roku 2012, kiedy to zanotował 1,5% spadek dynamiki. Wzrost w 2013 r. to efekt między innymi niskiej bazy z 2012 r. i rekordowego sezonu chorobowego w roku 2013 r. Według prognoz PMR, w roku 2014 dynamika rynku aptecznego wyhamuje, ale czynnikiem, który będzie napędzał sprzedaż produktów OTC, będzie znów wysoka zachorowalność na grypę i podobne infekcje.

Wyjaśnienie: rynek produktów OTC rozumiany jest jako sprzedaż apteczna i pozaapteczna leków i suplementów diety

Fed opublikuje w środę nowe prognozy dla gospodarki USA. Koniec polityki zerowych stóp procentowych coraz bliżej

CEO Magazyn Polska

W środę Rezerwa Federalna przedstawi nowe prognozy dotyczące gospodarki USA, w tym prognozowanych stóp procentowych. Po serii dobrych danych makroekonomicznych inwestorzy czekają na wystąpienie przewodniczącej Fed Janet Yellen, która może wysłać sygnał o potrzebie wcześniejszego odejścia od polityki zerowych stóp procentowych. Rynki obligacji już zaczęły wyceniać taką perspektywę.

Wydaje mi się, że na razie to wszystko, co się dzieje, będzie kontynuowane, czyli żadnych nerwowych ruchów, ograniczenie skupu obligacji przez Fed, aż do momentu, kiedy zacznie się konkretna rozmowa o podwyżkach stóp procentowych, ale prawdopodobnie to jeszcze nie w tym roku – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Ryszard Petru, przewodniczący Towarzystwa Ekonomistów Polskich.

Zgodnie z prognozami analityków Federalny Komitet Otwartego Rynku (FOMC) ma obniżyć we wrześniu program skupu aktywów (QE 3) o kolejne 10 mld dolarów i całkowicie go zakończyć w następnym miesiącu. Uwaga inwestorów będzie jednak skupiona przede wszystkim na nowych prognozach makroekonomicznych Fed, w tym prognozowanych ścieżkach stóp procentowych.

Tradycyjnie bardzo ważna będzie również treść komunikatu po posiedzeniu FOMC i konferencja Janet Yellen, które pokażą, jak Fed interpretuje ostatnie dane z amerykańskiej gospodarki. Zdecydowana większość z nich sprzyja perspektywie wcześniejszej podwyżki kosztu pieniądza w banku centralnym, poza sierpniową produkcją przemysłową w USA, która spadła w stosunku do lipca o 0,1 proc.

Fed sygnalizował wcześniej, że nie zmieni stóp procentowych (obecnie stopa funduszy federalnych jest na poziomie 0-0,25 proc.) przez dłuższy okres po zakończeniu programu QE 3. Rynki starają się obecnie wyceniać, czy dłuższy okres oznacza np. III kwartał czy IV kwartał 2015 r. Nie jest wykluczone, że to stwierdzenie zniknie z komunikatu po posiedzeniu FOMC, na co może wskazywać jastrzębi ton z lipcowych minutes, czyli zapisu przebiegu posiedzenia. Inwestorzy zareagowali wtedy na stwierdzenie, że podwyżki stóp procentowych mogą nastąpić wcześniej, jeśli koniunktura w gospodarce będzie lepsza od prognoz Fed.

Rynek ocenia, że to może być nawet 2015 rok. Natomiast każda seria danych zmienia perspektywę, więc trudno teraz spekulować – mówi przewodniczący Towarzystwa Ekonomistów Polskich.

Rynki obligacji w ostatnich dniach zaczęły wyraźnie wyceniać możliwość szybszego zaostrzenia polityki pieniężnej w USA. Rentowności 10-letnich obligacji skarbowych rządu USA wzrosły z blisko 2,3 proc. na początku września do niemal 2,6 proc. w ostatnich dniach. Korekta na rynku długu miała charakter globalny i dotyczyła również obligacji Niemiec, Polski oraz rynków wschodzących.

Amerykański rynek akcji również jest w stanie wyczekiwania na posiedzenie Fed. S&P 500 jedynie przez krótki okres miał wartość w cenach zamknięcia powyżej 2000 pkt. Według Ryszarda Petru łagodne zacieśnienie polityki monetarnej przez Fed nie powinno wywoływać silnych zmian cen aktywów.

Musiałyby nastąpić jakieś nowe fakty, które mogłyby zmienić postrzeganie aktywów. Wydaje mi się jednak, że w długim okresie fundamentalnie to płynne przejście ma szansę być relatywnie neutralne dla aktywów. Ale gdyby nagle nastąpiło przyspieszenie, to rynek na to nie jest przygotowany i może dojść wtedy do przeceny – przewiduje Petru.

Obroty BCT Bałtyckiego Terminalu Kontenerowego w I półroczu br. wzrosły o jedną czwartą

CEO Magazyn Polska

Obok dobrej koniunktury gospodarczej oraz wydajniejszej pracy terminalu, armatorów oraz służby celnej, głównym powodem szybkiego wzrostu obrotów było wprowadzenie zmian w przepisach dotyczących podatku VAT płaconego przez importerów. Krzysztof Szymborski, prezes BCT Bałtyckiego Terminalu Kontenerowego, obawia się, że na skutek sankcji nałożonych przez Unię Europejską i Federację Rosyjską oraz embarga w drugim półroczu br. może zmniejszyć się wolumen przewozów do Rosji.

– Statystyka jest taka, że BCT w pierwszym półroczu urósł o 25 proc. w stosunku do zeszłego roku – mówi Krzysztof Szymborski. – To dużo, bo cały polski rynek miał wzrost mniej więcej 12-12,5 proc. Czyli rośniemy mniej więcej dwa razy szybciej niż średnia w Polsce. Ten trend jest już wyraźny. Skala wzrostu była jednak dla nas wyraźnym zaskoczeniem. Prognozowaliśmy powiększenie przychodów na poziomie 7-8 proc. Nasze szacunki z jesieni ubiegłego roku oparte były na ówczesnej wiedzy, a dokładnie prognozach wzrostu polskiego PKB. Jeżeli nie ma innych czynników, obroty terminali liczy się bardzo prosto: procentowa wartość wzrostu PKB w kraju pomnożona razy 2,5 do 3.

Jak tłumaczy prezes spółki, terminal nadrabia „pewne opóźnienia cywilizacyjne”. Wartość towarów przeładowywanych w kontenerach liczona na głowę mieszkańca jest w Polsce wciąż około trzech razy niższa niż w Hiszpanii w czasach przeciętnej prosperity.

Wyraźnie widzimy, że zwiększa się ilość przeładowywanych towarów – mówi Krzysztof Szymborski. – W ten sposób nadrabiamy zaległości.

Ale istotną rolę w intensyfikacji obrotów odegrały także zdaniem Krzysztofa Szymborskiego zmiany w prawie dotyczące rozliczeń podatku VAT przez importerów. W ramach czwartej ustawy deregulacyjnej (o podatku od towarów i usług) rząd wydłużył termin płatności podatku od artykułów importowanych. Obecnie przedsiębiorstwa mogą go rozliczać w momencie składania deklaracji, a nie, jak wcześniej, w ciągu 10 dni od dnia powiadomienia przez organ celny o wysokości podatku. Dzięki temu, jak twierdzi rozmówca Newserii, zwiększyła się konkurencyjność polskich portów wobec niemieckich, które z takich preferencji mogły korzystać od dawna.

Krajowe przepisy były niekorzystne w stosunku do niemieckich – podkreśla Krzysztof Szymborski. – Teraz nasza sytuacja jest prawie porównywalna.

Do wzrostu obrotów przyczyniły się również coraz lepiej zdaniem szefa BCT działające służby celne.

To awangarda postępu administracji – chwali Szymborski. – Za nią idą inne inspekcje, zajmujące się na przykład żywnością. Krokiem w stronę bardziej przyjaznych odpraw było także wprowadzenie ustawy o 24-godzinnej odprawie w portach morskich. Wszystkie te posunięcia ściągają ładunki z portów niemieckich, bo nasza oferta finansowa jest atrakcyjna. Teraz znikają także po kolei elementy utrudniające.

Przyszłość terminalu, jak wskazuje rozmówca Newserii, w największym stopniu zależy jednak od krajowego wzrostu gospodarczego.

– Główne banki powoli obniżają prognozy – przypomina Krzysztof Szymborski. – Najpierw sięgały one 3,8 proc. wzrostu PKB, później 3,6 proc. Ostatnio wicepremier Janusz Piechociński mówił, że realne jest 3 proc. To trzeba pomnożyć razy trzy i wtedy uzyskamy realną wartość wzrostu obrotów w handlu zagranicznym liczonym w kontenerach.

Rosyjskie embargo na produkty spożywcze z krajów Unii Europejskiej i sankcje UE wobec Rosji mogą wpłynąć na obroty terminalu, ale w sposób pośredni.

Odczujemy je tak jak cały handel zagraniczny, a więc i gospodarka – mówi szef BCT. – Sytuacja polityczna i militarna na Wschodzie od kilku miesięcy powoduje ubożenie społeczeństwa rosyjskiego. Ma ono coraz mniej twardych pieniędzy w ręku, a więc spada jego siła nabywcza. Wszystkie terminale przeładowują czy to samochody, części, czy elementy do montażu pojazdów. To wszystko teraz spada i będzie tego coraz mniej.

Bank Millennium zwiększa limit finansowania w ramach faktoringu spółki zależnej Marvipolu

Bank Millennium zwiększa do 45,5 mln limit finansowania w ramach faktoringu zależnej od Marvipolu spółki JLR Polska.

Marvipol  informuje o zawarciu 16 września przez swą spółkę zależną JLR Polska aneksu do umowy faktoringowej z 19 grudnia z Bankiem Millennium, której przedmiotem jest nabywanie lub nabywanie i finansowanie przez faktora wierzytelności JLR Polska w stosunku do określonych w umowie kontrahentów.

Na mocy aneksu zwiększeniu uległ określony w umowie limit finansowania JLR Polska z kwoty 30,5 mln zł do kwoty 45,5 mln zł.

W związku ze zwiększeniem limitu finansowania, kwota poręczenia zabezpieczającego ewentualne roszczenia faktora z umowy została powiększona do 75,5 mln zł.

Libet spłaci we wrześniu zadłużenie wobec Banku Pekao. Na ten cel spółka zaciąga nowy kredyt

Libet spłaci 30 września całość zadłużenia w Banku Pekao. Na ten cel spółka zaciąga kredyt w konsorcjum BZ WBK oraz SGB-Banku.

Spółka Libet 15 września zawiadomiła Bank Pekao o zamiarze spłaty z dniem 30 września 2014 roku całości zadłużenia bankowego spółki w tym banku.

Spłata spowoduje wygaśnięcie umowy znaczącej tj. umowy kredytów z 23 marca 2011 roku.

Spłata dokonana zostanie z wykorzystaniem kredytów bankowych zaciągniętych przez spółkę na podstawie umowy kredytów zawartych z konsorcjum Banku Zachodniego WBK oraz SGB-Bank.

– Spółka wskazuje, iż wszczęty w/w zawiadomieniem proces refinansowania jej zadłużenia bankowego stanowi kolejny praktyczny i wymierny krok komunikowanej już na rynku strategii obniżania zadłużenia długoterminowego spółki i zmniejszenia krótkoterminowych ciężarów jego obsługi – podkreślono w komunikacie.

Mariusz Grendowicz odwołany z funkcji prezesa PIR

0

Rada nadzorcza spółki Polskie Inwestycje Rozwojowe podjęła decyzję o odwołaniu Mariusza Grendowicza z funkcji prezesa.

Równocześnie rada zdecydowała o rozpoczęciu procedury konkursowej, prowadzącej do wyłonienia nowego Prezesa. Do czasu jej zakończenia zarząd spółki będzie działał w dwuosobowym składzie.

– Członkowie rady podziękowali Mariuszowi Grendowiczowi za zakończenie fazy organizacji spółki oraz za jego wkład w jej rozwój – poinformowano w komunikacie.

OFE zwiększą popyt na obligacje korporacyjne, ale nie poprawią niskiej płynności tego rynku

CEO Magazyn Polska

Zmiany w OFE są szansą dla firm chcących pozyskać kapitał poprzez emisję obligacji. Fundusze emerytalne nie mogą już kupować obligacji rządowych, a minimalny limit inwestycji w akcje będzie stopniowo spadał. W rezultacie wzrost popytu na obligacje spółek ze strony OFE może doprowadzić do spadku ich oprocentowania, ale nie zwiększy to ich niskiej płynności. A to główna bariera rozwoju rynku obligacji korporacyjnych – uważa Bartłomiej Woźnicki z Generali OFE.

Po przeprowadzeniu reformy związanej z systemem emerytalnym potencjał rynku obligacji komercyjnych wydaje się być większy w kontekście nadchodzących lat, kiedy to minimalne dopuszczone zaangażowanie w akcje będzie spadać, jednocześnie będzie rosła przestrzeń dla instrumentów dłużnych korporacji. Tym samym prawdopodobieństwo wzrostu popytu w tym segmencie rynku finansowego wydaje się być większe – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Bartłomiej Woźnicki, analityk Generali OFE.

Wzrost zaangażowania OFE na polskim rynku obligacji korporacyjnym nie zwiększy jednak płynności na rynku wtórnym, ponieważ fundusze emerytalne bardzo często trzymają papiery dłużne do wykupu. Według Woźnickiego niska płynność to największe wyzwanie dla tego rynku. W takich warunkach silne zmiany salda napływów i umorzeń do TFI inwestujących na rynku obligacji korporacyjnych mogą powodować duże wahania cen tych instrumentów.

W razie jakiejś paniki czy chęci wyprzedaży aktywów, pozbycia się pozycji w funduszach obligacji komercyjnych przez klientów funduszy inwestycyjnych, rodzi to jakieś zagrożenia związane właśnie z brakiem płynności, brakiem tej drugiej strony, która mogłaby odkupywać te obligacje sprzedane przez TFI. Moim zdaniem to jest największy problem związany z inwestowaniem w tego typu produkty – twierdzi analityk Generali OFE.

Od czerwca 2014 r. działa Instytut Analiz i Ratingu, którego celem jest wypełnienie luki w zakresie oferty ratingowej na rynku krajowym w segmencie małych i średnich przedsiębiorstw – napisano w komunikacie GPW. Upowszechnienie ratingów ma zwiększyć wiarygodność oraz przejrzystość rynku nieskarbowych papierów dłużnych, a w konsekwencji ich płynność. Łatwiejszy dostęp do informacji o ryzyku inwestycyjnym może również zmniejszyć potencjalne wahania cen w przypadku zawirowań na rynku.

Jeżeli ta agencja zaoferuje na odpowiedniej wysokości opłaty dla emitentów, to podejrzewam, że to może ich przyciągnąć, bo na razie to dochodzą do nas sygnały, że część firm po prostu rezygnuje ze współpracy z agencjami ratingowymi chociażby ze względu na koszty – uważa Woźnicki.

Wzrost liczby emitentów z zewnętrznym ratingiem może korzystnie wpłynąć na koszt pożyczania pieniędzy przez spółki o dobrej kondycji finansowej. W efekcie obniży się spread, czyli różnica między rentownością obligacji takich spółek a rentownością obligacji skarbowych. Spadek tej premii za ryzyko może mieć miejsce także w sytuacji, gdy w reakcji na zwiększony popyt, np. ze strony OFE, nie pojawi się większa liczba emitentów obligacji.

Można zakładać, że utrzymają się tendencje historyczne, czyli większa rentowność niż papierów skarbowych. Natomiast, jeśli nie urośnie rynek rozumiany jako wzrost oferty ze strony emitentów, to możemy się raczej spodziewać zawężania spreadów w stosunku do tego, z czym mieliśmy do czynienia historycznie. Czyli raczej spodziewałbym się niższych stóp zwrotu w stosunku do tego, co było historycznie osiągane na poziomie relatywnym przewiduje analityk Generali OFE.

W ocenie Bartłomieja Woźnickiego największym zainteresowaniem inwestorów będą cieszyły się w dalszym ciągu obligacje spółek z sektora finansowego, czyli w praktyce – banków.

Natomiast my, inwestorzy, szczególnie na rynku krajowym czekamy na zapowiadane szeroko programy emisji obligacji przez inne sektory, np. energetykę. Na razie jest z tym jakiś problem, korporacje chętniej wychodzą na rynki zagraniczne niż na rynki krajowe, więc na poziomie zarządzania portfelami przeznaczonymi dla polskiego złotego jest pewien problem uważa Woźnicki.

Zmiany na czele Polskich Inwestycji Rozwojowych. Nowy prezes musi zwiększyć elastyczność i szybkość finansowania

0

Rada Nadzorcza Polskich Inwestycji Rozwojowych we wtorek wieczorem odwołała ze stanowiska Mariusza Grendowicza. Jednocześnie rozpoczęto procedurę konkursową, która ma doprowadzić do wyboru nowego prezesa. Od nowego szefa PIR rynek oczekuje znacznego przyspieszenia prac związanych z finansowaniem dużych projektów infrastrukturalnych.  Wyzwaniem jest również taka transformacja funduszu, która spowoduje, że jego inwestycje nie będą powiększały długu publicznego oraz sprawi, że dialog z sektorem prywatnym będzie lepszy.

Jeśli zmieniamy, restrukturyzujemy, naprawiamy, unowocześniamy, to cele są dwa. Pierwszy, żeby działalność PIR-u w aspekcie inwestowania w projekty nie podlegała negatywnym konsekwencjom związanym z powiększaniem długu publicznego – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Jarosław Dąbrowski, ekspert rynku bankowego i prezes Domu Maklerskiego Dąbrowski Finance. ‒ Drugim bardzo ważnym elementem jest to, że struktura musi być elastyczna, płynna i pozwalająca realizować więcej projektów.

Polskie Inwestycje Rozwojowe to spółka akcyjna, w której udziałowcami są Skarb Państwa i BGK, powołano ją do realizacji programu „Inwestycje polskie” pod koniec 2012 r., jednak dopiero w sierpniu br. PIR podpisał pierwszą umowę inwestycyjną z Lotosem o wartości 1,8 mld zł. Dąbrowski podkreśla, że tak długi czas rozruchu spółki można zrozumieć, bo to całkowicie nowy model. Teraz jednak przyszedł czas na przyspieszenie działalności PIR-u.

Zajmie się tym nowy prezes. Wczoraj rada nadzorcza spółki odwołała Mariusza Grendowicza. Teraz zostanie rozpisany konkurs na nowego szefa spółki. Dąbrowski podkreśla, że jego wyzwaniem będzie transformacja spółki.

Trzeba się zastanowić nad tym, czy ta struktura, którą powołano, jest optymalna i czy spełnia kryteria dobrych, nowoczesnych funduszy inwestycyjnych, szczególnie takich, które mają realizować cele właśnie o charakterze publicznym. Wydaje mi się, że ta formuła spółki akcyjnej nie była zbyt szczęśliwa. Ona jest niewygodna od strony księgowej, podatkowej i zarządczej. Świat realizuje tego typu projekty w układzie fundusze i firmy zarządzające. Wydaje mi się, że PIR może być firmą zarządzającą – przekonuje Dąbrowski.

Spółka musi jednak tak inwestować, by nie powiększać długu publicznego. Dąbrowski podkreśla, że nie można powielić błędu OFE, których środki Komisja Europejska po wieloletnim sporze wliczyła do długu publicznego.

Dodaje, że inwestycje PIR-u są niezbędne do pobudzenia koniunktury w Polsce. W ocenie Dąbrowskiego najważniejsze pole działania PIR-u to infrastruktura, w tym energetyczna związana z gazem łupkowym i naturalnym w Polsce. Nie wyklucza jednak wspierania przez spółkę inwestycji zagranicznych polskich firm, o ile będą się one mieścić w celach PIR-u.

Jednak nie tylko największe, warte kilkaset milionów lub nawet ponad miliard złotych inwestycje powinny być obszarem działalności PIR-u. Według Dąbrowskiego równie ważne są średnie projekty, które mogą skutecznie zdynamizować gospodarkę. Mogą one wesprzeć polskie firmy, które chcą rozwijać swoje zdolności eksportowe, a nie pozyskują wystarczającej ilości środków z giełdy.

Nie bałbym się wejść w mniejsze, prywatne projekty, oczywiście przy założeniu pełnej przejrzystości, profesjonalizmu oceny i być może wspólnych działań z innymi funduszami o charakterze prywatnym lub z bankami. Celem byłoby nie tylko budowanie infrastruktury, lecz także zdolności przetwórczych czy wytwórczych, szczególnie w tym aspekcie proeksportowym, oraz unowocześnienie gospodarki – uważa Dąbrowski.

Nadanie odpowiedniej struktury działalności PIR-owi jest wyzwaniem również dlatego, że na świecie brakuje podobnych instytucji. Fundusze publiczne, tzw. sovereign funds, inwestują zwykle nadwyżki walutowe danego kraju. Dąbrowski zauważa, że choć Polska ma już ponad 100 mld dolarów rezerw walutowych, to kwota ta stanowi zabezpieczenie gospodarki, a nie jest przeznaczona na inwestycje. Na te mogą sobie pozwolić takie kraje, jak Chiny o znacznie większych rezerwach.

Również należałoby wzmocnić element dyskusji i dialogu z firmami prywatnymi. Przecież już ponad 50 proc. gospodarki wytwarzane jest w sektorze prywatnym – przypomina Dąbrowski. ‒ Giełda dzisiaj nie jest instrumentem, który z całą pewnością będzie realizował projekty inwestycyjne w formie equity. To się może nie skończy, ale w dużym stopniu ulegnie ograniczeniu, więc PIR może tę lukę wypełnić.

Unia Europejska uruchamia granty na zakup 2 tys. samochodów przez polskie firmy

CEO Magazyn Polska

Na dopłatę unijną w wysokości 9 proc. kredytu mogą liczyć mali i średni przedsiębiorcy kupujący nowe toyoty i lexusy. Aby skorzystać z dofinansowania, nowe auto musi emitować o co najmniej 20 proc. mniej dwutlenku węgla niż dotychczasowy pojazd użytkowany przez firmę. Program uruchomiła Toyota we współpracy z Deutsche Bankiem. Do wydania ze środków unijnych jest 40 mln euro. Może to wystarczyć na zakup nawet 2 tysięcy nowych pojazdów.

Zgodnie z założeniami programu pierwsze dopłaty ruszą w lutym 2015 r. dla tych przedsiębiorców, którzy spełnią warunki do końca tego roku.

Jeżeli przedsiębiorca, który dzisiaj użytkuje dowolny samochód, zdecyduje się skorzystać z programu  i wymieni samochód na samochód Toyoty, korzystając z finansowania Deutsche Banku, uzyskuje grant równy 9 proc. kredytu, który zaciąga na zakup tego samochodu – wyjaśnia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Witold Nowicki, dyrektor handlowy Toyota Motor Poland. ‒ Tak naprawdę jednak to nie Deutsche Bank i Toyota dopłacają do zakupu samochodu dla małych i średnich przedsiębiorstw, ale Unia Europejska.

Wypłaty będą organizowane tylko dwa razy w roku, a kolejny termin przewidziano na sierpień 2015 r. Kredyt w Deutsche Banku będzie udzielany z zerową prowizją i oprocentowaniem w wysokości 4,9 proc.

Oferta ma być jak najprostsza, dlatego wszystkich formalności będzie można dopełnić w salonie Toyoty lub Lexusa.

Minimalizujemy procedury, cała postępowanie ogranicza się do wizyty na stacji dealerskiej i wypełnienia tam szeregu dokumentów – podkreśla Nowicki. ‒ Wystarczy w bardzo prosty sposób udowodnić, a pomagamy w tym bardzo, że następuje redukcja o co najmniej 20 proc. emisji dwutlenku węgla, co oznacza także, że samochód spala mniej, a my mamy w firmie nowoczesny samochód.

Początkowo program miał być ograniczony do samochodów hybrydowych, jednak ostatecznie Toyota zrezygnowała z tego wymogu. Nowicki przypomina jednak, że to właśnie hybrydy są nie tylko najbardziej ekologicznymi samochodami, lecz także najbardziej niezawodnymi i nowoczesnymi.

Paweł Dziekoński, dyrektor departamentu produktów kredytowych Deutsche Banku podkreśla, że w Polsce jest obecnie ok. 2 milionów aut służbowych (w tym leasingowanych). Wiele z nich to stare, nieekologiczne pojazdy, które emitują duże ilości dwutlenku węgla, a średni czas użytkowania jednego pojazdu w małych i średnich przedsiębiorstwach to 6-7 lat. Choć wspólny z Toyotą program obejmie tylko maksymalnie do 2 tys. samochodów, taki bodziec jest rynkowi bardzo potrzebny, by przyspieszyć obrót samochodami.

Ta korzyść z wymiany jest obopólna, i dla społeczeństwa, i dla firmy – podkreśla Dziekoński. ‒ Oferta finansowania z grantem, którą proponujemy, czyni nasz kredyt tańszym od przeciętnej oferty leasingowej na rynku, a jednocześnie trafiamy w preferencje klientów.

Dziekoński zauważa, że małe firmy często kupują samochody na własność, bo w ten sposób zwiększają też wartość spółki. Kredyt ze wsparciem może być atrakcyjnym sposobem finansowania takiego zakupu. Do tej pory małe i średnie przedsiębiorstwa często decydowały się najpierw na leasing, a po 3-4 latach wykupywały ten pojazd.

Nowicki dodaje, że korzyści dla firmy z zakupu nowego pojazdu, poza szansą na zmniejszenie kosztów dzięki unijnemu grantowi, wynikają również ze zwiększonej niezawodności. Nowe samochody przez pierwszych 3-4 lata gwarantują sprawne użytkowanie bez konieczności napraw.

– Zależy nam na prowadzeniu programu wspierającego małe i średnie przedsiębiorstwa, by mogły one częściej wymieniać samochody na nowsze, bardziej niezawodne, ekonomiczniejsze. W efekcie przedsiębiorcy będą mogli bardziej skupić się na prowadzeniu biznesu – przekonuje dyrektor handlowy Toyoty.

A. Arendarski (KIG): PKP Cargo czempionem. Dokonuje przejęć w najlepszym momencie

CEO Magazyn Polska

Decyzja PKP Cargo o zamiarze przejęcia dwóch mniejszych przewoźników kolejowych była podjęta w bardzo dobrym momencie – ocenia Andrzej Arendarski, prezes Krajowej Izby Gospodarczej. Spółka ‒ o czym nie każdy może wie ‒ zasługuje już na miano polskiego czempiona pod względem przychodów czy pozycji w Europie, a jeśli dojdzie do przejęcia CTL Logistics, PKP Cargo może odzyskać udział na poziomie ponad 50-proc. w rynku przewozów towarowych w Polsce.  To jednak wciąż mniej niż udział zagranicznych konkurentów na ich rynkach krajowych.

To jest bardzo dobry moment na przejęcia, dlatego że jesteśmy już po kryzysie, a jeszcze przed dużym ożywieniem, więc jeszcze te ceny nie są zbyt wysokie. Perspektywy są bardzo dobre, a jak obserwujemy trendy na rynkach przewozowych i skalę inwestycji,  to widać wyraźnie, że przyszłe lata z pewnością będą dobre dla kolei – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Andrzej Arendarski, prezes KIG.

PKP Cargo podpisało na początku września listy intencyjne dotyczące przejęcia czeskiego przewoźnika AWT (ma wyłączność na negocjacje) oraz polskiego CTL Logistics (zależnie od zgody Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów). To szansa nie tylko na ekspansję na rynku czeskim, lecz także na odzyskanie ponad 50-proc. udziału w Polsce. Zgodnie z danymi Urzędu Transportu Kolejowego, w okresie od stycznia do lipca br. PKP Cargo miało ok. 47 proc. udziału pod względem przewiezionej masy, a CTL Logistics – ok. 3,1 proc.

Arendarski ocenia, że w ten sposób PKP Cargo konsekwentnie realizuje strategię rozwoju. Spółka jest drugim największym kolejowym przewoźnikiem towarowym w Europie, zaraz po niemieckim DB Schenker, i zamierza wzmacniać swoją pozycję nie tylko w Polsce. Prezes KIG zauważa, że zarówno niemiecki przewoźnik, jak i inni konkurenci PKP Cargo także zwiększają swoje przewozy poprzez akwizycje. Ponieważ transport kolejowy staje się coraz bardziej atrakcyjny cenowo w porównaniu z drogowym, spółka ma duży potencjał rozwoju.

Firmy, które konkurują z PKP Cargo, mają na swoich rynkach narodowych niejednokrotnie nawet do 90 proc. przewozów. W tej dziedzinie granica tego, co nazwiemy monopolem, nie jest taka jak w przypadku rynku wielu firm rozdrobnionych i działających niezależnie – podkreśla Arendarski.

Dodaje, że w przypadku firm transportowych na rynku europejskim udział w rynku krajowym nie jest już wystarczającym wskaźnikiem. Należy patrzeć na udział w całej UE, a ten wskaźnik dla PKP Cargo jest znacznie niższy.

PKP Cargo, które w październiku ubiegłego roku zadebiutowało na Giełdzie Papierów Wartościowych, jest jedną z najlepszych spółek z Grupy PKP. W 2013 r. spółka wypracowała ponad 65 mln zł zysku netto przy przychodach ze sprzedaży wynoszących ponad 4,5 mld zł.

Według Arendarskiego wskaźniki te pozwalają na określenie PKP Cargo jako czempiona polskiej gospodarki.

To jest zdrowa firma, która od lat odnotowuje duże sukcesy, firma po dobrym upublicznieniu, a w tej chwili widać, że ma duży potencjał rozwoju. Więc na pewno należy do tej grupy najlepszych polskich firm, które nazywamy czasami czempionami – podkreśla prezes KIG.

Duże firmy inwestują w bonusy pozapłacowe dla pracowników

0

CEO Magazyn Polska

Bezpłatne badania profilaktyczne, finansowanie kolonii dla dzieci to niektóre z przykładów pozapłacowych bonusów, które oferują swoim pracownikom duże sieci handlowe. Eksperci podkreślają, że dodatkowe świadczenia są doskonałym sposobem budowania lojalności i podnoszenia satysfakcji z pracy.

Pozapłacowe dodatki stają się standardem polityki pracowniczej m.in. dużych sieci handlowych. Świadczenia przez nie oferowane nie ograniczają się tylko się do świątecznych paczek, lecz często są szeroko zakrojonym i długofalowym programem wsparcia. Przykładem może być system motywacyjny sieci Biedronka „Razem zadbajmy o zdrowie”, w ramach którego pracownicy mogą skorzystać z opłacanych przez pracodawcę szczepień przeciwko grypie oraz badań profilaktycznych. Od 2005 roku sieć przekazała pracownikom ponad 200 tysięcy zaproszeń na badania.

Zdaniem ekspertów firmy coraz bardziej urozmaicają i uatrakcyjniają ofertę skierowaną do pracowników.

Mogą to być dopłaty do wakacji, pomoce edukacyjne, usługi transportowe, często też różnego rodzaju pakiety medyczne, badania i konsultacje lekarskie. Jest tego dużo, a firmy do pewnego stopnia za pomocy tych pakietów walczą o pracowników – mówi w rozmowie z agencją Newseria Biznes Andrzej Faliński, dyrektor generalny Polskiej Organizacji Handlu i Dystrybucji.

Potwierdzają to także badania ARC Rynek i Opina, z których wynika, że średnia liczba pozapłacowych dodatków wynosi statystycznie 4,8. Na większą liczbę świadczeń mogą liczyć pracownicy firm zatrudniających ponad 250 pracowników –  nawet 6 lub więcej. Pracodawcy przeznaczają na pozapłacowe dodatki coraz większe kwoty. W 2013 było to blisko 730 zł. Andrzej Faliński potwierdza, że bezgotówkowe formy wsparcia to przede wszystkim domena większych firm.

Trzeba  mieć pieniądze, zaplecze majątkowe i technologiczne, pewne know-how, a o to w mniejszej firmie trudno. Oczywiście są inteligentne małe i średnie firmy, które funkcjonują na wysokim poziomie kompetencji, również społecznych, jest to jednak domena silnych, dużych, wysoce zorganizowanych przedsięwzięć biznesowych – przekonuje dyrektor POHiD.

Ze wsparcia korzystają także rodziny pracowników. Jeronimo Martins Polska pomaga m.in. rodzicom dzieci niepełnosprawnych, finansując wizyty lekarskie, zakup profesjonalnego sprzętu czy pobyt w sanatoriach.

Takie świadczenia pomagają budować lojalność zatrudnionych, którzy czują się dzięki nim doceniani. Oferowanie bonusów pozytywnie wpływa także na atrakcyjność pracodawcy.

Jeżeli dana osoba zakłada pozostanie w firmie na dłużej, to analizuje miejsce, w którym będzie spędzał dużą część swojego czasu, mowa tu przecież o co najmniej 1/3 doby, dlatego każdy, kto podchodzi do swojej pracy świadomie, musi to brać pod uwagę – ocenia Andrzej Faliński.

Eksporterzy zmniejszają ryzyko w handlu zagranicznym za pomocą faktoringu

CEO Magazyn Polska

Rośnie popularność faktoringu wśród polskich firm. Usługa, dzięki której nie muszą czekać na spłatę należności od kontrahenta, pozwala im ograniczyć ryzyko związane z jego niewypłacalnością. Szczególnie ważna staje się więc dla eksporterów. Firmy faktoringowe oferują im też sprawdzenie partnera zagranicznego jeszcze przed zawarciem transakcji.

Z danych Głównego Urzędu Statystycznego wynika, że w 2013 roku liczba klientów firm faktoringu wzrosła o 12,2 proc. Wartość wierzytelności, jakie wykupiły w tym czasie te firmy, wzrosła o prawie 14,6 mld zł w ujęciu rocznym, czyli o 12,7 proc. (do 129,5 mld zł).

Jak podkreśla Krzysztof Kuniewicz, dyrektor generalny Bibby Financial Services, firmy prowadzącej działalność faktoringową, narzędzie to staje się coraz ważniejsze dla eksporterów.

– Po pierwsze, faktor pomaga zweryfikować kontrahenta. Aby bezpiecznie sprzedawać za granicę, trzeba o rynku i kontrahencie wiedzieć jak najwięcej – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Krzysztof Kuniewicz. – Po drugie, w przypadku, gdy przedsiębiorca jest niepewny, czy ten rynek jest dalej bezpieczny, istnieje możliwość przejęcia przez faktora ryzyka niewypłacalności kontrahenta.

Dodaje, że choć ryzyka związanego z wchodzeniem na nowe rynki nie da się całkowicie wykluczyć, to dzięki wsparciu firm faktoringowych można je w dużej mierze zminimalizować.

Zdecydowana większość wierzytelności polskich firm zostaje wykupiona przez firmy faktoringowe na rynku krajowym. Faktoring międzynarodowy w zeszłym roku stanowił zaledwie 15,7 proc, choć zdaniem Kuniewicza zaczyna się to zmieniać.

– Mam wrażenie, że w ciągu ostatnich lat zatarła się granica między faktoringiem krajowym a eksportowym – uważa dyrektor Bibby Financial Services. – Różnica jest tylko taka, że w faktoringu eksportowym dłużnik, kontrahent naszego klienta, znajduje się poza granicami Polski, natomiast takie problemy jak waluty czy język przestają mieć znaczenie.

Rola faktoringu eksportowego może być jeszcze większa ze względu na prognozy wzrostu eksportu. Ministerstwo Gospodarki szacuje, że w całym roku może on być 9 proc. większy niż w 2013 roku. Druga kwestia to rosyjskie embargo i konieczność poszukiwania przez polskie firmy nowych rynków zbytu. Często przedsiębiorcy kierują się na jeszcze niezagospodarowane, chłonne rynki wschodzące, gdzie jednak ryzyko związane z nieznajomością tego rynku może być większe.

– Wzrost faktoringu na świecie w ciągu ostatniego roku wyniósł około 7 proc. Jednocześnie wzrost faktoringu eksportowego w tym samym czasie wyniósł 14 proc. To pokazuje, jak bardzo to narzędzie, jakim jest faktoring, sprawdza się we wsparciu eksportu, nie tylko w Polsce – mówi Kuniewicz, powołując się na dane międzynarodowej instytucji zrzeszającej faktorów, czyli Factor Chain International.

Ryzyko niewypłacalności kontrahenta to jedno z najpoważniejszych wyzwań, jakie stoją przed polskimi firmami. W ciągu ostatnich kilku lat wiele firm zniknęło z rynku właśnie z tego powodu. Wprawdzie skala tego problemu w polskiej gospodarce maleje, ale wciąż trzy czwarte firm nie otrzymuje na czas należności – wynika z badania Bibby MSP Index. Tylko co piąta firma deklaruje, że nie ma z tym problemu.

Zdaniem ekspertów Bibby Financial Services polscy przedsiębiorcy wciąż jeszcze mają problem z aktywnym egzekwowaniem należności. Blisko 40 proc. badanych firm dopiero po miesięcznym opóźnieniu ze strony kontrahenta podejmuje działanie w kierunku windykacji należności. Stopniowo przybywa jednak firm, które zaczynają działać już po kilku dniach zwłoki. Ponad 10 proc. małych i średnich przedsiębiorstw deklaruje, że jest w stałym kontakcie z kontrahentami, co pozwala im uniknąć problemu opóźnionych faktur.

Instytut Jagielloński: TVP oszczędza, przez co kilka milionów Polaków straci dostęp do jej kanałów

0

Telewizja Polska tylko do końca roku będzie płacić za wynajem miejsca na satelicie Astra. TVP swoją decyzję, która może utrudnić dostęp do kanałów telewizji publicznej nawet kilku milionom Polaków, szczególnie tym mieszkającym poza granicami Polski, uzasadnia chęcią likwidacji niepotrzebnych kosztów.

To oznacza, że cyfryzacja, która się odbywa w Polsce drogą naziemną, pozbawia możliwości oglądania publicznej telewizji prawie milion osób w Polsce, które nie mogą naziemną metodą odbierać sygnału telewizyjnego, a także kilka milionów przedstawicieli Polonii – zwraca uwagę w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Marcin Roszkowski, prezes Instytutu Jagiellońskiego.

Roszkowski podkreśla, że dzięki obecności TVP na satelicie Astra na pozycji 19,2E (docierającej do 114 mln gospodarstw domowych w całej Europie) było znacznie mniej osób w kraju, które po przeprowadzeniu cyfryzacji nie miały dostępu do publicznej telewizji i jej kanałów. Dodatkowo Kanały TVP dzięki nadawaniu satelitarnemu stały się podstawowym źródłem informacji o wydarzeniach w naszym kraju dla Polaków mieszkających za granicą.

Ponadto rezygnując z nadawania satelitarnego, odcinamy Polonię od rodzimej publicznej telewizji. Takie działanie to cofnięcie się o kilkadziesiąt lat, co jest niespotykane w innych krajach UE – dodaje Roszkowski i przypomina, że praktycznie wszystkie stacje telewizji publicznych w Europie nadają swoje kanały poprzez satelitę, w większości z pozycji Astry 19,2E, m.in.  stacje w Niemczech, Francji, Austrii, Szwajcarii, Hiszpanii, Beneluksie i we Włoszech.

Marcina Roszkowskiego nie przekonują argumenty TVP, że za decyzją o rezygnacji z Astry stoją oszczędności.

Telewizja publiczna wydaje dużo pieniędzy na tańczenie na lodzie i podobne temu przedsięwzięcia, dlatego fakt ograniczenia dostępu do publicznych kanałów osobom, do których w ramach cyfryzacji nie dochodzi sygnał naziemny lub mieszkają poza granicami Polski, jest kompletnie niezrozumiały – uważa prezes Instytutu Jagiellońskiego.

TVP wykorzystuję satelitę Astra do nadawania 10 kanałów: TVP1, TVP2, TVP Info, TVP Polonia, TVP Kultura, TVP Historia, TVP Seriale, TVP Sport, TVP Rozrywka i TVP HD. Od początku 2015 r. nadawca publiczny będzie satelitarnie dystrybuować tylko TVP Polonia – na pozycji 13E.

TVP koncentruje się tylko na telewizji Polonia, która ma dużo niższą oglądalność niż podstawowe kanały, takie jak choćby TVP Info. To dla mnie kompletnie niezrozumiałe – podsumowuje Roszkowski.

Polacy wciąż są głównie biernymi świadkami wypadków

CEO Magazyn Polska

Polacy mają coraz większą wiedzę o udzielaniu pierwszej pomocy. Wciąż jednak są przede wszystkim biernymi świadkami wypadku. W Polsce w 100 wypadkach ginie średnio 10 osób. Liczba ta mogłaby być mniejsza, gdyby pierwsza pomoc była udzielona szybciej. Eksperci podkreślają, że ważne jest odpowiednie poinformowanie służb ratowniczych, zabezpieczenie miejsca wypadku oraz zachowanie dbałości o własne bezpieczeństwo.

Nigdy nie jest za późno, żeby udzielić pierwszej pomocy, a trzeba jej udzielać jak najszybciej. Każda minuta opóźnienia resuscytacji powoduje zmniejszenie szans na przeżycie osób z zatrzymaniem krążenia o 10 proc. Samo wdrożenie procedury resuscytacji krążeniowo-oddechowej z użyciem urządzeń takich jak defibrylator powoduje zwiększenie szansy na przeżycie nawet do 75 proc. – mówi agencji Newseria Biznes Rafał Sakowski, koordynator Grup Ratownictwa PCK.

Bo choć rośnie wiedza Polaków o udzielaniu pierwszej pomocy, to najczęściej pozostają oni bierni. W Polsce na drogach ginie średnio 10 osób na każde 100 wypadków (przy średniej unijnej 2-3 osoby). Liczba ta byłaby mniejsza, gdyby nie strach przed udzieleniem pomocy.

Tak naprawdę ratownictwo drogowe to proste działania, które sprowadzają się do bezpiecznego postępowania, z których najważniejsze jest prawidłowe zachowanie się kierowcy w miejscu zdarzenia – podkreśla dr Adam Maciej Pietrzak, specjalista medycyny ratunkowej.

Kluczowe przy ratowaniu poszkodowanych w wypadkach jest jak najszybsze poinformowanie służb ratowniczych o wypadku. To już jest element pierwszej pomocy. Jak zaznacza Pietrzak, należy podać wszystkie dane o liczbie osób uczestniczących w wypadku, dokładny adres lub nazwę i numer trasy lub słupek kilometrowy. Ważne jest również podanie zwrotnego numeru telefonu.

Świadkowie wypadku często sami nie zachowują odpowiedniej ostrożności i nie dbają o własne bezpieczeństwo.

Stawiamy samochód w nieodpowiednim miejscu, nie oznakowujemy go prawidłowo. Często mamy przeterminowane rzeczy w apteczce, nie korzystamy z rękawiczek. Zapominamy też o zabraniu np. gaśnicy, by móc ugasić np. pożar w komorze silnika – tłumaczy Sakowski.

Eksperci podkreślają, by widząc wypadek, pamiętać o tym, że nie możemy stwarzać dodatkowego zagrożenia, dlatego przed hamowaniem musimy sprawdzić, w jakiej odległości znajduje się następny pojazd, a wychodząc z samochodu pamiętać o odblaskowej kamizelce ratunkowej. Dopiero po zabezpieczeniu miejsca wypadku należy zobaczyć, co dokładnie się stało. Powinniśmy zwrócić uwagę na to, czy nie ma ryzyka zapalenia samochodu oraz czy w wypadku nie ucierpieli przechodnie. Z zewnątrz można zweryfikować, ile osób znajduje się w pojeździe oraz czy są przytomne.

Ewakuujemy, jeśli doszło do zatrzymanie krążenia albo gdy samochód pali się i trzeba uciekać – zaznacza Pietrzak. – Jeżeli nie ma takich wskazań, zabezpieczmy pacjenta w miejscu, w którym się znajduje. Możemy też stabilizować jego kręgosłup szyjny oraz założyć mu opatrunki. Warto też nawiązać kontakt z rannym i podtrzymywać go na duchu do czasu przyjazdu pogotowia – dodaje specjalista medycyny ratunkowej.

Na początku września ruszyła kampania informacyjna „Czas szybkich decyzji”, która ma na celu zwiększenie świadomości  na temat tego, jak ważny jest czynnik czasu przy ratowaniu życia. Na rzecz poprawy bezpieczeństwa na drogach wspólne działania podjęły Polski Czerwony Krzyż i firma Opel. Współpraca odbywa się pod auspicjami Stowarzyszenia Partnerstwo dla Bezpieczeństwa Drogowego. 13 i 14 września z okazji Światowego Dnia Pierwszej Pomocy w 49 salonach Opla można było wziąć udział w szkoleniach i pokazach, dowiedzieć się o działaniach prewencyjnych, jakie należy podjąć, aby zminimalizować ewentualne skutki niebezpiecznego zdarzenia na drodze, jak prawidłowo wezwać pomoc oraz w razie konieczności jej udzielić.

Za 2-3 lata wydatki na reklamę w internecie będą wyższe od tych na reklamę w telewizji

Reklama internetowa rośnie w siłę. Wartość rynku szacowana jest już na 2,5 mld zł, a wydatki firm na reklamę w sieci zwiększają się z roku na rok. Eksperci jednak alarmują, że to mogą być pieniądze wyrzucone w błoto, bo wraz ze wzrostem budżetów i kampanii, rośnie irytacja internautów reklamowym spamem. Sytuację może zmienić dostosowywanie reklam do zainteresowań i potrzeb odbiorców. Z takich możliwości korzystają już polskie firmy.

Najbardziej inwazyjną formą reklamy jest reklama odsłonowa oraz e-mail marketing, bo one wkradają się w przestrzeń użytkownika. Banery często zasłaniają treść, czyli utrudniają korzystanie z witryny internetowej, a skrzynki e-mailowe codziennie zalewane są reklamowym spamem – mówi Piotr Prajsnar, prezes zarządu Cloud Technologies, firmy, która opracowała technologię umożliwiającą dostosowywanie reklam do zainteresowań internautów. – Przez to, że te formy są tak inwazyjne, irytują, a ich reklamy mają stosunkowo niską skuteczność. Inaczej jest z reklamami w wyszukiwarce, które są w mniejszym stopniu postrzegane przez użytkowników sieci jako treść obca i w związku z tym cechują się wyższym poziomem ich akceptacji.

Potwierdzają to wyniki raportu Interaktywnie.com, z którego wynika, że najbardziej irytują internautów wyskakujące banery (ok. 94 proc. wskazań) i wideo z reklamami (75 proc. wskazań), a najmniej linki sponsorowane i reklamy w mediach społecznościowych. Choć i tutaj poziom akceptacji jest relatywnie niski – wciąż dla ponad połowy internautów (56 proc.) taka forma reklamy jest irytująca.

Mimo to firmy coraz mocniej stawiają na reklamy w sieci. Z badania firmy Sociomantic Labs wynika, że blisko 80 proc. zarządzających budżetami reklamowymi zamierza zwiększyć wydatki na promocję online i to kosztem innych kanałów. W ciągu kolejnych 3-4 lat wydatki na ten cel mogą prześcignąć wydatki na reklamę telewizyjną. Zdaniem Piotra Prajsnara intensyfikacja komunikatów reklamowych w obecnej postaci może jednak przynieść efekt odwrotny do zamierzonego.

– Reklama jest tylko sposobem dotarcia do potencjalnego konsumenta. Jeśli wiemy, że konsument jest zainteresowany zakupem danego produktu, bo śledzi fora dyskusyjne i odwiedza witryny sklepów internetowych, wówczas można do niego dotrzeć skutecznie i bardzo małym kosztem. Natomiast kiedy firma proponuje niedopasowaną ofertę albo taką, która nie spełnia potrzeb klienta, wtedy nawet duży budżet wydany na reklamę nie przyniesie efektów w postaci sprzedaży – mówi Piotr Prajsnar. – Nie odważyłbym się wskazać jednej metody, która jest najskuteczniejsza. Do różnych działań stosujemy różne formy reklamy.

Jego zdaniem przyszłość należy do reklamy dopasowanej do zainteresowań internautów, opartej na anonimowej analizie zachowań w sieci. Dzięki niej liczba komunikatów reklamowych może się znacząco zmniejszyć z korzyścią dla użytkowników internetu i reklamodawców. Takie rozwiązania przyjęły się na rynku amerykańskim, gdzie większość reklam trafia do osób, które faktycznie mogą być nimi zainteresowane. Zyskują one także popularność w Polsce.

 Dobra reklama jest jak dobry garnitur  powinna być skrojona na miarę konsumenta, dopasowana do jego oczekiwań, niezależnie od tego, czy mówimy o kampaniach banerowych czy mailingowych. Zamiast bombardować potencjalnego klienta niezliczonymi komunikatami i wydawać pieniądze na tysiące banerowych wyświetleń, wystarczy poinformować go raz, ale o tym, co go naprawdę interesuje  przekonuje ekspert.

Największy udział w strukturze rynku (ok. 40 proc.) ma reklama odsłonowa, ok. 6 proc. stanowi e-mail marketing. Duży udział ma także reklama w wyszukiwarkach. Zdaniem Prajsnara ta ostatnia cechuje się największą skutecznością, dlatego że jest spersonalizowana i opiera się na analizie zachowań użytkowników w sieci.

Producenci elektroniki inwestują w ekologiczne rozwiązania

CEO Magazyn Polska

Do sprzedaży trafia coraz więcej urządzeń przyjaznych dla środowiska. Koncern LG jako jeden z pierwszych opracował telefon na baterie słoneczne, Asus zaproponował notebooki z obudową z bambusa, a firma Fujitsu stworzyła monitor, który w trybie stand-by nie zużywa prądu.

Producenci elektroniki co rusz wymyślają urządzenia zużywające coraz mniej energii, zasilane są za pomocą promieni słonecznych czy wykończone są materiałami z recyklingu. Już  w 2009 r. na rynek trafił telefon GD510 marki LG zasilany energią słoneczną. Wykonano go z materiału o niskiej szkodliwości dla środowiska. Funkcję baterii słonecznych spełniał tylny panel z fotoelementem. Można już kupić także energooszczędne komputery i telewizory, notebooki wykończone materiałami z recyklingu, a także bezprzewodową klawiaturę zasilaną energią słoneczną. Ostatnio na rynku pojawiły się specjalne słupy solarne firmy Pensa zasilane energią słoneczną, dzięki którym można naładować urządzenia mobilne.

Street charge, bo to o tym urządzeniu mowa, wykorzystuje bardzo proste, ale wydajne rozwiązanie. Łączy trzy ogniwa solarne, które tworzą takie skrzydła z dobrym bankiem energii – akumulatorem o pojemności 16 amperogodzin. Dzięki niemu można doładować co najmniej kilkadziesiąt urządzeń w przeciągu godziny czy dwóch. Jednorazowo możemy podłączyć 10 przedmiotów. Nie trzeba się też martwić o adapter czy końcówkę,  bo to wszystko już jest. Słupy solarne zostały wyposażone w cały system połączeń – mówi Łukasz Gontarek właściciel firmy Ecogadget.pl

Street charge zainstalowano już w 18 miastach na całym świecie, m.in. w Nowym Jorku, a także w Australii czy na Bliskim Wschodzie. Urządzenie spotkało się z dobrymi opiniami i przeszło pozytywnie testy.

Ładowarka uliczna gromadzi energię przez cały dzień w akumulatorze, tak więc po zmroku także można korzystać z niej aż do wyczerpania zasobów. Korzystanie z tego urządzenia jest bezpłatne. Zresztą nie wyobrażam sobie, by mogło być inaczej, bo to kłóciłoby się z ideą odnawialnych źródeł energii. Wszyscy zwolennicy zielonej energii kładą nacisk na to, że jest to źródło nieskończone – wyjaśnia Łukasz Gontarek.

Według ostatnich badań Interbrand i Deloitte wśród najbardziej ekologicznych marek najwyższe, bo piąte, miejsce wśród firm z sektora elektroniki zajęła firma Panasonic, która w swojej ofercie posiada ok. 300 urządzeń energooszczędnych z certyfikatem Energy Star. Kolejne miejsce przypadło firmom Nokia i Sony.

Ustawa o prawach konsumenta – konferencja na Uniwersytecie Łódzkim

Wzmocnienie rynkowej pozycji konsumentów, którzy otrzymają więcej przywilejów i nowe perspektywy dla przedsiębiorców, którym dzięki ujednoliceniu przepisów w Unii Europejskiej będzie łatwiej działać na rynkach zagranicznych. O zmianach w ustawie o prawach konsumenta dyskutowano na Uniwersytecie Łódzkim

Już 25 grudnia wejdzie w życie ustawa o prawach konsumenta, która wprowadzi wiele istotnych zmian m.in. w zasadach zakupów na odległość oraz poza lokalem przedsiębiorcy. – Przy każdej nowej regulacji pojawia się niepewność jak nowe przepisy będą funkcjonowały w praktyce. Spotkania i dyskusje pomagają nam ograniczyć wątpliwości do minimum – stwierdził Prezes UOKiK Adam Jasser, otwierając wczoraj na Uniwersytecie Łódzkim konferencję poświęconą ustawie o prawach konsumenta.

Organizatorami przedsięwzięcia byli: Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów, Wydział Prawa i Administracji Uniwersytetu Łódzkiego oraz Centrum Studiów Antymonopolowych i Regulacyjnych. W konferencji wzięli udział przedstawiciele organów administracji publicznej, instytucji konsumenckich, przedsiębiorców, a także prawnicy i akademicy.

Ustawa o prawach konsumenta wdraża do polskiego systemu prawnego przepisy Dyrektywy Parlamentu Europejskiego i Rady w sprawie praw konsumentów, które będą obowiązywać we wszystkich krajach UE. – Ideą, która przyświecała twórcom dyrektywy było zrównanie praw konsumentów i przedsiębiorców, ponieważ ci pierwsi są słabszymi uczestnikami rynku – przypomniała prof. Maria Królikowska-Olszak z Katedry Europejskiego Prawa Gospodarczego WPiA. Z tym poglądem zgodziła się  Dorota Karczewska, Wiceprezes UOKiK, stwierdzając, że zarówno dyrektywa, jak i nowa ustawa konsumencka, stanowią istotny  krok w kierunku ujednolicania prawa konsumenckiego w Europie, wzmocnienia pozycji konsumenta na rynku oraz intensyfikacji wymiany transgranicznej.

Zdaniem wiceprezes UOKiK jednym z podstawowych warunków skutecznego funkcjonowania nowych regulacji jest ich znajomość przez przedsiębiorców i konsumentów. Dlatego w październiku UOKiK rozpocznie kampanię edukacyjną skierowaną do przedsiębiorców. Zostanie przygotowana m.in. specjalna strona internetowa i publikacje informujące o nowym stanie prawnym. W styczniu rozpocznie się kampania edukacyjna skierowana do konsumentów. Ponadto zorganizowane zostaną szkolenia dla rzeczników konsumentów, pracowników Inspekcji Handlowej oraz organizacji konsumenckich.

– Jestem przekonana, że gruntowna znajomość przepisów prawa wśród przedsiębiorców oraz ich prokonsumencka wykładnia przyczynią się do przestrzegania nowych regulacji, a konsument poczuje się pełnoprawnym uczestnikiem rynku – stwierdziła Dorota Karczewska.

Ustawa o prawach konsumenta wejdzie w życie 25 grudnia tego roku. Nowe regulacje przyniosą m.in. wydłużenie z 10 do 14 dni czasu na odstąpienie od umowy zawartej na odległość lub poza lokalem przedsiębiorcy. Inny przykład zmian to rozszerzenie obowiązków informacyjnych przedsiębiorców, którzy będą zobowiązani do przedstawienia konsumentom m.in. jasnych i rzetelnych danych o zakresie swojej działalności i wszystkich kosztach związanych z ofertą.

Podczas spotkania dyskutowano m.in. o regulacjach wzmacniających pozycję konsumenta zarówno w odniesieniu do umów zawieranych na odległość i poza lokalem przedsiębiorcy jak i w tradycyjnych sklepach. Tematem wystąpień były także nowe obowiązki przedsiębiorców. Ostatni panel był poświęcony praktycznym skutkom wejścia w życie nowych regulacji – z punktu widzenia przedsiębiorców, rzeczników konsumentów oraz administracji rządowej.

 

 

 

Wezwanie na akcje Mediatelu

Spółka Hawe ogłosiła wezwanie na ponad 10,1 mln akcji zwykłych na okaziciela spółki Mediatel, co odpowiada przeszło 1,5 proc. udziału w kapitale zakładowym spółki.

Na dzień ogłoszenia niniejszego wezwania wzywający posiada 644 mln akcji spółki, stanowiących ponad 98,4 proc. ogólnej liczby głosów. W wyniku Wezwania Nabywający zamierza osiągnąć 100 proc akcji w kapitale zakładowym Mediatelu. Akcje objęte wezwaniem będą nabywane po cenie 0,86 zł. Przyjmowanie przyjmowania zapisów rozpocznie się 6 października, a zakończy 4 listopada.

– Niezależnie od liczby akcji ostatecznie sprzedanych wzywającemu w wyniku niniejszego wezwania, wzywający planuje zmniejszyć swój udział w ogólnej liczbie głosów do poziomu umożliwiającego utrzymanie spółki w obrocie giełdowym – podkreślono w komunikacie.

Na potrzeby realizacji wyzwania ustanowione zostało zabezpieczenie w postaci blokady środków pieniężnych zdeponowanych na rachunku bankowym w mBank na kwotę przeszło 8,7 mln zł.

Konsekwencje budowy elektrowni jądrowej

Budowa elektrowni jądrowej będzie miała pozytywny wpływ na bilans dostępnej mocy i pozwoli na eksport czystej energii do krajów sąsiednich – uważa Konfederacja Lewiatan, oceniając Program Polskiej Energetyki Jądrowej, przyjęty przez rząd.

Energia jądrowa stanowi również doskonały sposób ograniczenia emisji zanieczyszczeń do powietrza oraz wód. Skuteczna realizacja PPEJ będzie sprzyjać wypełnianiu krajowych zobowiązań emisyjnych. Jest to szczególnie istotne w kontekście planowanych do wprowadzenia zaostrzonych celów redukcji emisji dwutlenku węgla(CO2) oraz nowych wymagań w zakresie emisji dwutlenku siarki (SO2), tlenków azotu (NOx), pyłów PM10, PM2,5 oraz rtęci dla konwencjonalnych źródeł spalania. Realizacja PPEJ może stanowić konkretną odpowiedź na te wyzwania.

Stabilne wytwarzanie energii w elektrowni jądrowej poprawi warunki pracy krajowego systemu elektroenergetycznego zwiększając jego bezpieczeństwo.

Dywersyfikacja struktury wytwarzania energii elektrycznej stanowi kolejny ważny argument, przemawiający za koniecznością realizacji PPEJ. Dywersyfikacja ta pozwoli na racjonalne gospodarowanie zasobami krajowych kopalin dzięki czemu z zasobów tych będą mogły korzystać zarówno obecne jak i przyszłe pokolenia.

Budowa elektrowni jądrowej to również ważny element modernizacji krajowego sektora energetycznego. Realizacja tego projektu zapewni dostęp do nowoczesnych i innowacyjnych technologii, co przyczyni się do unowocześnienia całej gospodarki. Ważny jest także szeroki i wszechstronny udział polskich przedsiębiorstw i zaplecza naukowego w realizacji projektu budowy elektrowni jądrowej, do których trafi znacząca część wartości projektu.

Jednakże, aby uzyskać korzyści wynikające z funkcjonowania energetyki jądrowej należy już teraz określić ramy ekonomiczne, które umożliwią realizację budowy elektrowni jądrowej w Polsce. Zapewnienie finansowania tej inwestycji jest kluczowe dla jej przyszłej realizacji. Dlatego też, potrzebne jest jak najszybsze rozpoczęcie przez rząd publicznej dyskusji odnośnie dostępnych i akceptowalnych mechanizmów wsparcia warunkujących rentowność tego przedsięwzięcia. Należy zdecydować, czy rząd jest skłonny zaakceptować dla polskiego projektu brytyjski model zapewnienia finansowania poprzez kontrakty różnicowe, który po długich negocjacjach ma szanse uzyskać wkrótce akceptację Komisji Europejskiej, czy też przewiduje inny mechanizm finansowania dla tych elektrowni.

Dyskusja o mechanizmach wsparcia warunkujących rentowność tego przedsięwzięcia oraz cenach energii z elektrowni jądrowych nie powinna być odkładana.

Należy zapewnić priorytet najwyższym standardom bezpieczeństwa i eksploatacji poprzez partnerstwo strategiczne z doświadczonym operatorem jądrowym na wczesnym etapie realizacji projektu. Przygotowanie budowy elektrowni jądrowych w Polsce powinno odbywać się przy trwałym i silnym poparciu politycznym i społecznym. Konieczne jest zatem prowadzenie aktywnej i rzetelnej polityki informacyjnej w zakresie bezpieczeństwa pracy elektrowni jądrowych oraz korzyści wynikających z budowy i funkcjonowania tych elektrowni dla rozwoju społeczno-gospodarczego kraju.

Przyjęcie przez rząd Programu Polskiej Energetyki Jądrowej nie spowodowało istotnego przyspieszenia prac w zakresie przygotowania budowy pierwszej elektrowni. Wręcz przeciwnie, projekt traci wymaganą dynamikę generując koszty oraz obniżając wiarygodność tego strategicznego programu polskiej gospodarki.

Konfederacja Lewiatan wyraża gotowość do udziału w publicznej dyskusji prowadzonej z udziałem przedstawicieli rządu w tej tak ważnej dla gospodarki sprawie oraz apeluje o pełne zaangażowanie wszystkich stron odpowiedzialnych za Program Polskiej Energetyki Jądrowej dla jego sprawnego i efektywnego wdrożenia.

Konfederacja Lewiatan

Po dwóch latach powolnego wzrostu globalny handel przyspiesza

Wartość obrotów powinna wzrosnąć w 2016 r. do 8 proc. z 2,5 proc. w 2013 r. – podał bank HSBC prezentując swoje prognozy handlowe dla Polski i świata.

Komentarz dr Małgorzaty Starczewskiej-Krzysztoszek, głównej ekonomistki Konfederacji LewiatanBank HSBC co pół roku publikuje prognozy handlowe dla świata, a także dla Polski. Te dzisiaj zaprezentowane są efektem badania prowadzonego w okresie maj-lipiec br. Jego wyniki są obiecujące, mimo że – jak mówią sami autorzy- sytuacja geopolityczna jest dynamiczna i należy to brać pod uwagę.

Prognozowany wzrost obrotów handlowych na świecie ma wynieść w 2016 r. 8 proc., a w latach 2014-2030 w 6. krajach o najwyższej dynamice wzrostu obrotów – 8-11 proc. średniorocznie (Wietnam, Chiny, Indie, Turcja, Malezja, Indonezja). Polska na tym tle ma się całkiem nieźle, bowiem w latach 2014-2016 nasze obroty handlowe powinny rosnąć średniorocznie, wg prognoz HSBC, ponad 9 proc., w latach 2017-2020 ok. 8 proc., a w latach 2021-2030 ponad 5 proc. Ale aby te prognozy mogły się zmaterializować, przedsiębiorstwa działające w Polsce powinny jednak w coraz większym stopniu wiązać się z rynkami pozaeuropejskimi, których udział w polskim eksporcie wynosi jak na razie tylko 8,8 proc. Powinna także rosnąć liczba firm-eksporterów. Z danych GUS wynika, że dzisiaj niespełna 50 proc. firm średnich i dużych to eksporterzy. Natomiast z badań Konfederacji Lewiatan „Sektor MŚP w Polsce’2014″ wynika, że w 2013 r. eksporterami było 6,3 proc. mikroprzedsiębiorstw oraz 24 proc. firm małych. A na rynki Chin, Indii, Indonezji, Brazylii, Meksyku, czy krajów północnej Afryki eksportuje jedynie 0,3 proc. mikroprzedsiębiorstw, 3,4 proc. małych firm i 14 proc. firm średnich. To zdecydowanie za mało, jeżeli to właśnie te rynki mają ciągnąć globalny handel.

Warto, aby przedsiębiorstwa przeanalizowały wyniki prognoz handlowych HSBC, bowiem wskazują one także, że największy wzrost obrotów w latach 2014-2030 będzie dotyczył maszyn i urządzeń oraz sprzętu transportowego, a także produktów chemicznych, odzieży, farmaceutyków, żywności. We wszystkich tych obszarach jesteśmy dzisiaj konkurencyjni, ale przewaga ta wynika z relatywnie taniej siły roboczej. Jutro to już nie będzie wystarczało. Oferta polskich firm musi zacząć obejmować cały łańcuch wartości, obejmujący także B+R, ochronę własności intelektualnej, usługi finansowe. Przewagi konkurencyjnej na rynku globalnym nie da się już budować na niskich kosztach.

Konfederacja Lewiatan

Ferratum Capital Poland wprowadza na Catalyst obligacje warte 20,5 mln zł

17 września na Catalyst debiutują warte 20,5 mln zł obligacje spółki Ferratum Capital Poland.

Zarząd Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie  zdecydował, że  17 września będzie dniem debiutu  w alternatywnym systemie obrotu na Catalyst 20,5 tys obligacji na okaziciela Ferratum Capital Poland.

Wartość nominalna każdej z nich  to 1 tys zł.