Detektory podczerwieni odgrywają coraz większą rolę na rynku technologicznym. Pomogą wykrywać raka, a także w badaniach kosmosu

Detektory podczerwieni odgrywają coraz większą rolę na rynku technologicznym. Pomogą wykrywać raka, a także w badaniach kosmosu 1

Detektory podczerwieni usprawnią funkcjonowanie fabryk, poprawią nasze bezpieczeństwo i pomogą w badaniach kosmosu. Pozwalają wykrywać promieniowanie elektromagnetyczne niewidoczne nieuzbrojonym okiem oraz monitorować temperatury, odległości czy skład chemiczny obiektów. Sprawdzą się np. w bezinwazyjnym wykrywaniu markerów raka w układzie oddechowym, posłużą także w badaniach kosmosu.

– Najwięcej detektorów sprzedajemy do branży bezpieczeństwa, kolejnictwa – gdzie wykrywają, czy hamulce nie są zablokowane, czy pociąg nie zmierza ku awarii. W tej chwili największy rozwój jest w kierunku analizy gazów, w szczególności ochrona środowiska, czyli badanie jakości powietrza, emisji z fabryk, kominów. Ta sama analiza gazów idzie do badań medycznych, czyli badanie oddechu, bezinwazyjna metoda wykrywania markerów, np. raka w układzie oddechowym, zmian w układzie krwionośnym, hormonalnym – mówi agencji Newseria Innowacje Adam Piotrowski, prezes Vigo System.

Potencjał detektorów podczerwieni docenili producenci wykrywaczy metanu stosowanych w górnictwie. Ta metoda analizy składu chemicznego powietrza okazała się znacznie precyzyjniejsza niż metody oparte na czujnikach katalitycznych czy elektrochemicznych. W przeciwieństwie do konkurencyjnych rozwiązań nie wchodzą w reakcję z metanem, dzięki czemu są jednocześnie mniej zawodne i bardziej dokładne.

W równie ekstremalnych warunkach sprawdzą się detektory opracowywane przez inżynierów z Wojskowej Akademii Technicznej, które zaprojektowano z myślą o wykrywaniu pożarów. Te wysokotemperaturowe czujniki są w stanie wykryć ogień we wczesnym stadium, a co za tym idzie – zapobiec wybuchowi pożaru. Zastosowań detektorów podczerwieni jest znacznie więcej.

– Bardzo często detektory są montowane na różnego rodzaju liniach technologicznych do badania nieszczelności instalacji. Kiedyś dezodoranty były produkowane w ten sposób, że zanurzało się je w basenie i przez 24 godziny patrzyło, czy nie ma bąbelków. Z naszymi detektorami można wykryć jakąkolwiek nieszczelność natychmiast na linii. Za pomocą detektorów podczerwieni można też mierzyć temperaturę, szukać gorących obiektów czy badać farmaceutyki – wymienia Adam Piotrowski.

Detektory podczerwieni coraz częściej spotyka się także na rynku konsumenckim m.in. do monitorowania stanu zdrowia. Ciekawym przykładem jest tu opaska sportowa Band 3 Pro od firmy Huawei, w której miejsce czujnika optycznego zajął ten działający w podczerwieni. Moduł wyspecjalizowano w nieprzerwanym śledzeniu pracy serca, co pozwoli na bieżąco monitorować naszą kondycję.

Naukowcy NASA z kolei przygotowują się do zastąpienia Kosmicznego Teleskopu Hubble’a, który wkrótce przestanie działać, Kosmicznym Teleskopem Jamesa Webba. Nowy teleskop ma prowadzić badania właśnie w podczerwieni, a nie w świetle widzialnym, jak jego poprzednik. Naukowcy liczą na to, że dzięki niemu uda się zbadać gwiazdy i galaktyki uformowane tuż po Wielkim Wybuchu.

Na polskim rynku detektory podczerwieni Vigo System można znaleźć przede wszystkim w czołgach producentów Polskiej Grupy Zbrojeniowej. Czujniki ostrzegają załogę czołgu przed zagrożeniami, jakie mogą czyhać na nią na polu walki. Firma planuje także podjąć współpracę z warsztatami samochodowymi, aby umożliwić prowadzenie odczytu emisji spalin w czasie rzeczywistym.

– Mamy cały program zwiększenia funkcjonalności, dodawania dodatkowej wartości, czyli układów optycznych, układów cyfrowych, tak, żeby te detektory były łatwiejsze i szybsze do zainstalowania. W związku z tym inwestujemy w nową fabrykę. Planujemy dwudziestokrotnie zwiększyć skalę produkcji – zapowiada ekspert.

Analitycy z firmy Zion Market Research szacują, że globalny rynek detektorów podczerwieni przez najbliższe sześć lat będzie rósł w tempie 12,5 proc. średniorocznie, by w 2024 roku osiągnąć wartość 700 mln dol.

Osiemnastu szefów kuchni z całego świata rozpoczyna walkę o tytuł mistrza makaronu. Wśród nich jest Polak

Osiemnastu szefów kuchni z całego świata rozpoczyna walkę o tytuł mistrza makaronu. Wśród nich jest Polak 2

W Mediolanie rozpoczyna się 7. edycja prestiżowego konkursu dla kucharzy. O tytuł Master of Pasta rywalizuje osiemnastu szefów kuchni z całego świata, w tym Polak, Paweł Gałecki. Zadaniem uczestników jest przygotowanie potrawy z włoskiego makaronu – w pierwszym etapie na podstawie własnego pomysłu. Polski kucharz nie ukrywa, że najbardziej obawia się włoskich rywali, znanych z talentu kulinarnego.

Pasta World Championship to międzynarodowe mistrzostwa organizowane już po raz siódmy przez włoską Akademię Barilla. W tym roku po raz pierwszy wydarzenie to zbiega się z obchodzonym od 20 lat Światowym Dniem Makaronu. O tytuł Master of Pasta rywalizuje osiemnastu szefów kuchni w wieku poniżej 35. lat z różnych krajów świata, m.in. Chin, Francji, USA, Brazylii oraz Polski, a ich zadaniem jest przygotowanie potrawy z makaronu. Działania te ocenia jury złożone z sześciu ekspertów. Konkurs składa się z trzech etapów – w pierwszym z nich uczestnicy muszą sporządzić danie według własnego pomysłu, na podstawie przepisu zgłoszonego wcześniej organizatorom.

W drugim etapie przechodzi tylko połowa uczestników, przygotowujemy makaron z nieznanych nam produktów, a trzeci etap, czyli sam finał, startuje już tylko dwóch kucharzy i przygotowują klasyczne spaghetti al pomodoro według własnej inwencji twórczej – mówi agencji informacyjnej Newseria Lifestyle Paweł Gałecki, zastępca szefa kuchni hotelu i restauracji Piano w Lublinie.

Każdy z etapów konkursu odbywa się na oczach publiczności – widzowie mogą podejść do kucharzy, przyjrzeć się ich pracy, a nawet porozmawiać z nimi. Do tej pory tytuł Master of Pasta trafił do szefów kuchni z USA, Słowenii, Turcji, Szwajcarii, RPA, i Japonii. Łącznie w ciągu sześciu lat w konkursie wzięło udział ponad 125 uczestników – Polak po raz pierwszy wystartował w rywalizacji w 2017 roku. Tegoroczny reprezentant polski, Paweł Gałecki, zakwalifikował się do konkursu dzięki zwycięstwu w XIII edycji Arte Culinaria Italiana, który odbyła się w marcu w Rzeszowie.

Mój makaron okazał się najsmaczniejszy i najbardziej ciekawy w stosunku do konkurentów. Było spaghetti z bułką tartą i suszonymi drożdżami – mówi szef kuchni.

W pierwszym etapie konkursu w Mediolanie Polak zamierza przygotować bavette z pesto bazyliowym z pistacjami z dodatkiem piany ziemniaczanej z parmezanem oraz mozzarelli a’la burrata nadziewana masą bazyliową. Danie, które nazwał Bite of Summer, Paweł Gałecki wykończy kompresowanym ogórkiem z bazylią, miętą i cytryną, aby smakiem przypominało minione, gorące wakacje.

Najbardziej obawiam się Włochów, bo ich talent kulinarny jest niezachwiany, ale miejmy nadzieję, że podołam, podniosę to na barki, zdołam zająć jakieś miejsce – mówi szef kuchni.

Pasta World Championship to więcej niż konkurs kulinarny. W ciągu dwóch dni odbędą się wystawy, pokazy gotowania na żywo, testowanie potraw, konferencje oraz trzy mistrzowskie wykłady. Hasłem tegorocznej edycji Pasta World Championship jest „Jedz pozytywnie”, stanowiące ukłon w stronę włoskiej idei La Dolce Vita. Paweł Gałecki nie ukrywa, że zawarta w haśle filozofia jest mu bardzo bliska, uwielbia bowiem przyrządzać dania dla innych, czerpie mnóstwo satysfakcji z samego gotowania, jest też otwarty na krytykę, aby stale ulepszać swoje umiejętności.

Filozofia cieszenia się z tego jedzenia, spędzania czasu z jedzeniem i z ludźmi jest naprawdę bliska mojemu sercu i bardzo się cieszę, że takim tematem będę mógł na tym konkursie pokazać swoją osobę – mówi szef kuchni.

Tytuł Master of Pasta zostanie przyznany w drugim dniu konkursu Pasta World Championship, czyli 25 października.

Czy „haerowcy” wyginą jak dinozaury?

Co jest ważne, aby zespół osiągał jak najlepsze efekty dla firmy? Zazwyczaj nieco innych odpowiedzi udzielają prezesi, członkowie zarządu, menedżerowie, a inne padają wówczas, gdy zapytamy przedstawicieli działów HR. A przecież wszyscy wspólnie powinni dążyć do tych samych celów biznesowych.

W myśleniu o przedsiębiorstwie, jego celach i potrzebach często można dostrzec pęknięcie, które przebiega na styku obszarów czysto biznesowych oraz związanych z zarządzaniem pracownikami. Prezesi, menedżerowie – których skrótowo możemy nazwać przedstawicielami „biznesu”, mocno skoncentrowani są zazwyczaj na finansach. Interesują ich przychody, zyski, wolumen sprzedaży, redukcja kosztów, czy też efektywność rozumiana jako sposób generowania maksymalnych zysków przy możliwie niskich kosztach. Ich myślenie kręci się wokół liczb, wskaźników, wykresów, tabel, a takie podejście wywiera duży wpływ na poszczególne działy oraz poszczególnych pracowników.

Twardy biznes kontra miękki HR

Siłą rzeczy biznesowe myślenie wpływa także na działy HR, przy czym często jest to niestety wpływ, z jakim silny podporządkowuje sobie słabszego. Choć w polskich przedsiębiorstwach coraz więcej jest HR biznes partnerów, bardzo często partnerami są jedynie na wizytówkach. W praktyce kojarzą się biznesowi przede wszystkim z kosztami (nie zawsze uzasadnionymi) oraz z funkcją opiekuńczą wobec pracowników. Są niczym troskliwa matka, która usiłuje „wyciągnąć” coś dla dzieci z portfela surowego i skąpego ojca. Zdecydowanie trudno to nazwać relacją partnerską.

W wielu przedsiębiorstwach mamy więc dwa obszary – finansowo-biznesowy (tzw. twardy) oraz opiekuńczo-rekrutacyjny (miękki), które choć powinny służyć wspólnym celom, często nie potrafią ze sobą rozmawiać. Mówią innym językiem, używają odmiennych argumentów, co innego jest dla nich ważne.

Osią dla działań „haerowców” są ludzie, relacje pracownicze i związane z tym udoskonalanie kompetencji, informacje zwrotne dla pracowników, ścieżki kariery, czy też dobra atmosfera w pracy. Dla „biznesu” natomiast osią aktywności są finanse – opłacalność poszczególnych działań, zwiększanie zysków, obniżanie kosztów.

Jeśli w danej firmie prawidłowo realizowana jest funkcja HR biznes partnera, to osoba ją pełniąca powinna znajdować punkty wspólne pomiędzy obydwoma obszarami. To znaczy – myśleć o zarządzaniu ludźmi w perspektywie realnych korzyści dla przedsiębiorstwa, a także rozmawiać z biznesem jego językiem i używając takich argumentów, które prezesi i menedżerowie wyższego szczebla są w stanie uznać za istotne.

Rozmowa to dialog, a ten będzie możliwy, jeśli obydwie strony połączy nić porozumienia. Dotychczas jednak to raczej specjaliści HR oczekiwali, że część firmy zorientowana na wyniki finansowe „zmięknie”, tzn. zacznie zwracać większą uwagę na relacje pracownicze, budowanie wizerunku pracodawcy, potrzebę ciągłego doskonalenia kompetencji pracowników, systemy motywacji itd. Brakuje w tym chęci i umiejętności, by przekonywać do tych ważnych kwestii przy użyciu „twardych” argumentów – a takie przecież istnieją.

– Aby HR biznes partner naprawdę był łącznikiem pomiędzy „haerową” a biznesowo zorientowaną częścią firmy, musi nauczyć się uzasadniać swoje pomysły w sposób biznesowy – mówi Iwona Wencel z firmy konsultingowej WNCL. – To oznacza, że mówiąc np. o budowaniu wizerunku pracodawcy, powinien wskazać, jakie będą koszty takich działań, ale też jakie korzyści finansowe i w jakim czasie przyniosą one firmie. Potrzebne są wskaźniki, jakimi zmierzymy efekty i scenariusze korekt, przygotowane na wypadek, gdy faktyczne cele będą odbiegały od założeń – podkreśla.

HR powinien służyć biznesowi

W codziennej praktyce oznacza to, że działy HR nie mogą zapominać o tym, czego oczekuje od nich zarząd i menedżerowie. Jeśli celem biznesu jest uzyskanie wysokiej sprzedaży w krótkim czasie, HR powinien uwzględnić to w ramach rekrutacji na stanowisko handlowca. HR biznes partner zada sobie wówczas pytanie nie tylko o to, jacy kandydaci mają największe doświadczenie handlowe, ale przede wszystkim, którzy z nich nadają się do „agresywnej” akcji sprzedażowej – np. są odporni na stres, są wysoko zmotywowani i nastawieni rywalizująco.

Rzecz w tym, aby koncentrować się na tych aspektach, które służyć będą założonym celom biznesowym. A więc także „haerowcy” muszą dbać o lepsze wyniki finansowe firmy, być odpowiedzialni za to, by zatrudnieni ludzie „dowozili” zakładane wyniki w wyznaczonym czasie. Jeśli potrzebne im środki finansowe lub organizacyjne będą uzasadnione, aby to właśnie osiągnąć, przekonanie do nich przedstawicieli biznesu nie będzie wcale trudne.

Czy to znaczy, że HR powinien dostrzegać wyłącznie pieniądze, koszty i zupełnie odejść od swej humanistycznej roli? Absolutnie nie. Powinien jednak umieć powiązać systemy wynagrodzeń, relacje między pracownikami, kwestie komunikacyjne, employer branding oraz inne aspekty pracy z celami przedsiębiorstwa. Te natomiast prawie zawsze wiążą się z finansami.

– HR biznes partner to osoba, która rozumie dwustronność relacji pomiędzy sferą biznesową, a personalną. Aspekty finansowe mają duży wpływ na to, jak pracownicy czują się i realizują w firmie. Z kolei aspekty „haerowe” mają wpływ na efektywność, sprzedaż czy w końcu na przychody przedsiębiorstwa. HR biznes partner to ktoś, kto powinien dbać o stały dialog pomiędzy biznesem a pracownikami. To ktoś, kto stale przypomina, że biznes nie będzie działał bez odpowiednio zmotywowanych pracowników, ale też że pracownicy nie będą mieli racji bytu, jeśli nie wygenerują oczekiwanych zysków – zauważa Iwona Wencel.

Potrzebny dialog

Firma WNCL przeprowadza obecnie ogólnopolskie badanie kompetencji HR biznes partnerów. To ankieta dostępna w internecie (badaniekompetencjihrbp.wncl.pl), skierowana do przedstawicieli biznesu (prezesów, menedżerów) oraz HR na temat tego, jak oceniają współpracę na linii biznes-HR. Badanie trwa i wciąż jeszcze można podzielić się swoimi doświadczeniami.

Z dotychczasowych ankiet wyłania się jednak mało optymistyczny obraz, zgodny z pęknięciem, o którym wspominaliśmy wyżej. Okazuje się bowiem, że o ile sami „haerowcy” przeważnie pozytywnie oceniają wpływ na sprawy firmy oraz swoje zaangażowanie w partnerstwo, to przedstawiciele biznesu takiego wpływu zazwyczaj nie dostrzegają. W ich ocenie zaangażowanie partnerów oraz ich zrozumienie dla biznesowych potrzeb firm jest znacznie poniżej ich oczekiwań. Pełny obraz sytuacji będziemy mogli przedstawić już wkrótce, gdy badania zostaną ostatecznie podsumowane.

Niestety jednak istnieje ryzyko, że jeśli „haerowcy” nie ewoulują, tzn. nie dostosują się do współczesnych wyzwań i potrzeb firm, ich funkcja zostanie sprowadzona wyłącznie do zadań administracyjnych, bez prawa głosu w sprawach istotnych dla przedsiębiorstw. Coraz częściej pojawia się wątpliwość, czy HR w najpowszechniejszej dziś, ale wciąż dość tradycyjnej formie z rozbudowaną funkcją kadrowo-opiekuńczą, w ogóle jest firmom potrzebny.

Tak naprawdę HR, jeśli nie chce stać się bezużyteczny, może zrobić tylko jedno – dostosować się do współczesności, w której o biznesie rozmawia się z uwzględnieniem celów, wskaźników i danych finansowych. To z kolei oznacza, że „haerowcy” powinni dbać nie tylko o rozwój innych pracowników, ale zająć się również własną edukacją. Tylko wtedy, gdy nadrobią swoje zaległości w zakresie znajomości wskaźników finansowych, staną się dla biznesu autentycznymi partnerami.

Dzieci bardziej niż słodycze cenią czas spędzony z urządzeniem mobilnym – wyniki raportu Norton

Rodzice czują się winni z powodu ilości czasu, który spędzają w sieci na oczach swoich dzieci, a dzieci nie mają skrupułów, żeby udzielić im reprymendy. Niemal trzy czwarte rodziców (73% respondentów), którzy wzięli udział w sondażu, zdaje sobie sprawę, że dają zły przykład, spędzając za dużo czasu w sieci, a trzech na dziesięciu zostało za to upomnianych przez ich własne dzieci, co pokazuje, jakie problemy z egzekwowaniem zdrowych zasad korzystania z elektroniki mają współczesne rodziny – tak wynika z najnowszych badań firmy Norton by Symantec.

Raport zatytułowany „Moje pierwsze urządzenie”, na potrzeby którego przeprowadzono sondaż wśród niemal 7000 rodziców z regionu Europy (w tym z Polski) i Bliskiego Wschodu mających dzieci w wieku od pięciu do szesnastu lat, bada wyzwania, przed którymi stoi pierwsze pokolenie „cyfrowych” rodziców. W przeciwieństwie do nich, ich dzieci nigdy nie znały świata bez smartfonów i tabletów. Dlatego dzisiejsi rodzice wciąż zastanawiają się nad granicą wieku, w którym ich dzieci mogą zacząć spędzać czas przed ekranem albo dostać własne urządzenie, jednocześnie badając swoje osobiste nawyki i ich potencjalny wpływ na najmłodszych użytkowników.

Współczesne rodzicielstwo nie należy do łatwych – mówi Jarosław Ancuta, Country Manager Norton by Symantec. Jak dawniej, trzeba dbać o to, żeby dzieci jadły zdrowo, wcześnie kładły się spać i odrabiały lekcje, ale pojawił się dodatkowo czynnik technologii, z którymi rodzice muszą sobie jakoś radzić. W przeciwieństwie do ich dzieci, większość obecnych rodziców nie dorastała w towarzystwie urządzeń podłączonych do sieci, takich jak smartfony i tablety, przez co mają problemy z wyznaczaniem i egzekwowaniem reguł dotyczących czasu spędzanego przed ekranem.

Z badań firm Norton wynika też, że dzieci cenią czas spędzany z urządzeniem mobilnym bardziej niż słodycze. Co więcej, dzieci spędzają więcej czasu przed ekranem urządzenia mobilnego niż na świeżym powietrzu, a ponad jedna czwarta respondentów twierdzi, że ich pociechy spędzają w sieci więcej czasu, niż oni sami. W badanych krajach dzieci codziennie spędzają średnio ponad dwie i pół godziny czasu wolnego z urządzeniami mobilnym – to ponad pół godziny dłużej, niż wynosi przeciętny czas zabawy na dworze. Co ciekawe, jedynie niemieckie i polskie dzieci spędzają na zabawie poza domem więcej niż dwie godziny.

Wielka Brytania znalazła się na czele listy; brytyjskie dzieci spędzają najwięcej czasu, bo niemal trzy godzinny dziennie z urządzeniami mobilnym. Najmniej hiszpańskie, włoskie i polskie, ale tylko o 30 minut krócej niż rówieśnicy z innych państw w regionie.

Urządzenia mobilne w rękach dzieci – przekleństwo czy wybawienie?

Niemal połowa rodziców uważa, że technologie i urządzenia mobilne mogą rozwijać umiejętności uczenia się i rozwiązywania problemów (51%), kreatywność (48%) i poczucie szczęścia (45%), a niemal trzy czwarte (72%) twierdzi, że dzieci, które odpowiadają za swoje własne urządzenia, uczą się odpowiedzialności.

Jednocześnie martwią się o potencjalnie negatywny wpływ. Ponad połowa (52%) twierdzi, że czas spędzany z urządzeniem mobilnym wpływa na jakość snu dziecka, zachowania społeczne (40%) czy zdrowie psychiczne (37%).

Obawy te narastają w miarę, jak dzieci dostają swoje własne urządzenia w coraz młodszym wieku. Z badań firmy Norton wynika, że rodzice ulegają sile dziecięcej perswazji, ponieważ przeciętne dziecko dostaje swoje pierwsze urządzenie w wieku dziewięciu lat – o rok wcześniej niż według badanych rodziców powinni dostać (w Polsce średnia wynosi 8 lat). W Zjednoczonych Emiratach Arabskich i Arabii Saudyjskiej różnica jest jeszcze większa, ponieważ dzieci otrzymują tam urządzenia w wieku zaledwie siedmiu lat.

Rodzice próbują ograniczać czas spędzany przez dzieci przed ekranem, ale przyznają, że sami działają przeciwko sobie, ponieważ nie dają dobrego przykładu. Co drugi rodzic (56%) mówi, że spędza za dużo czasu w sieci, a niemal połowa (49%) czuje się winna z powodu ilości czasu, który na to poświęca. Jedna trzecia rodziców (36%) przyznaje, że bywają upominani przez własne dzieci za to, że zbyt dużo czasu spędzają na urządzeniu mobilnym lub, że robią w niewłaściwym momencie. Tym samym ponad połowa (61% respondentów) twierdzi, że bardzo martwi ich fakt, dawania złego przykładu swoim dzieciom.

Rodzice dostrzegają korzyści, jakie urządzenia mobilne zapewniają ich dzieciom, ale chcą również wprowadzić zdrowe zasady korzystanie z urządzeń ze względu na możliwy negatywny wpływ smartfonów i tabletów na sen i zdrowie psychiczne – dodaje Jarosław Ancuta. Wszyscy powinniśmy rozważyć, ile czasu zajmuje nam przeglądanie treści w sieci i zmierzyć się z problemem, jakim jest zbyt długi czas spędzany przed ekranem, żeby dać dobry przykład swoim pociechom. Dowiedzieliśmy się, że 56% rodziców wprowadza w domu godziny lub dni bez technologii, podczas których wszyscy trzymają się z dala od gadżetów, co jest świetną okazją, żeby zastanowić się, jak bardzo uzależniliśmy się od wszelkiego rodzaju urządzeń.

Tradycyjne rodzicielstwo w cyfrowym świecie

Cyfrowy świat sprawia, że rodzice często czują się bezradni. Niemal połowa (48%) twierdzi, że chcą wyznaczyć granice i kontrole rodzicielską nad używaniem urządzeń połączonych z siecią, ale nie wiedzą, jak to zrobić. Ponadto, co dziesiąty rodzic nie wyznacza żadnych reguł dotyczących używania urządzeń, twierdząc, że jego dzieci znają się tak dobrze na technologiach, że potrafiłyby obejść ograniczenia.

Co ciekawe, z raportu wynika, że wśród młodszych rodziców (75%) oraz rodziców młodszych dzieci (74%) rośnie poziom surowości (75%). Grupy te są bardziej restrykcyjne w porównaniu ze starszymi rodzicami (59%) oraz rodzicami starszych dzieci (53%). Pomimo trudności, chętnie wprowadziliby reguły korzystania z urządzeń przez dzieci, ale wielu nie wie, jak się za to zabrać. Niemal połowa (48%) mówi, że chce wprowadzić ograniczenia i kontrolę rodzicielską w urządzeniach podłączonych do sieci, ale nie umieją tego zrobić, a dwie trzecie (64%) życzyłoby sobie więcej porad i wsparcia w zakresie ochrony dzieci w Internecie. Ponad połowa (59%) pozwala dzieciom korzystać z zasobów sieci samotnie, np. w ich sypialniach, a ponad jedna trzecia (35%) przyznaje, że dotyczy to nawet dzieci w wieku od pięciu do siedmiu lat.

Jak przygotować e-sklep na sezon świąteczny?

  • Sprzedaż w sezonie świątecznym może stanowić aż dwie trzecie rocznego dochodu małej firmy. W swoim najnowszym raporcie, PayPal przedstawia wskazówki, jak przedłużyć świąteczny sukces.
  • Dwie trzecie kupujących online deklaruje, że zrealizuje płatność tylko pod warunkiem, że w e-sklepie będzie dostępna znana i zaufana opcja płatności.
  • W sezonie świątecznym co trzeci Europejczyk kupujący online poszukuje wyjątkowych prezentów w zagranicznych sklepach, a 3 na 4 klientów deklaruje, że woli płacić w swojej walucie.
Warszawa, 24 października 2018. Sezon świąteczny to najważniejszy okres dla handlowców. Wielu z nich w tym dość krótkim okresie wypracowuje dużą część rocznego dochodu. Obecnie sezon zaczyna się pod koniec listopada (od Black Friday) i trwa aż do chińskiego Nowego Roku (pod koniec stycznia lub na początku lutego). Oto 3 kroki do świątecznego sukcesu sprzedażowego.

Krok 1: Po pierwsze technologia

Przede wszystkim należy upewnić się, że witryna jest zoptymalizowana pod kątem użytkowników korzystających z małych ekranów dotykowych. Już jedna czwarta Europejczyków robi zakupy z poziomu urządzeń mobilnych 2–3 razy w miesiącu a 7 proc. kupuje w ten sposób każdego dnia. Ważne jest także, aby poprawić czas ładowania strony – skrócenie średniego czasu ładowania strony o 1,6 sekundy może zwiększyć roczne dochody sklepu o  10 proc.
Aby zatrzymać klientów na stronie, trzeba także zadbać, aby czuli się na niej bezpiecznie – według badania HubSpot, 82 proc. ludzi nie odwiedza serwisów po zobaczeniu ostrzeżenia „Ta witryna nie jest bezpieczna”.
Warto zapewnić e-konsumentom szeroki wachlarz opcji płatności. Aż dwie trzecie z nich stwierdziło, że zrealizuje płatność „tylko pod warunkiem, że będzie dostępna opcja, którą zna np. PayPal”. Klienci chętniej kupują także na zagranicznych stronach, które pokazują ceny w ich walucie lokalnej – 3 na 4 z nich deklaruje, że woli płacić w swojej walucie.

Krok 2: Szukaj i daj się wyszukać

Sezon świąteczny to świetna okazja do odkrywania i badania rynków zagranicznych. Klienci szukają wyjątkowych prezentów – co trzeci Europejczyk zadeklarował, że właśnie dlatego odwiedza e-sklepy z innych krajów.
W sytuacji, gdy dany sklep już posiada klientów zagranicznych, warto sprawdzić skąd oni pochodzą i co kupują. Na wynikach tej analizy można oprzeć kampanię podczas jednego z najbardziej popularnych okazji wyprzedażowych – np. Dzień Singla w Chinach (11 listopada), Chanukę w Izraelu (2–10 grudnia), Nowy Rok (31 grudnia) albo prawosławne Boże Narodzenie w Rosji (7 stycznia).
Aby mieć pewność, że zarówno międzynarodowi, jak i krajowi klienci znajdą naszą ofertę, warto zadbać o optymalizację pod kątem wyszukiwarek internetowych (SEO). Aby zmaksymalizować efekty SEO, należy opisać produkty takimi słowami, jakie wpisują w wyszukiwarce klienci i tak samo postąpić z adresami URL stron, nazwami plików ze zdjęciami i Alt tagami (tekstem alternatywnym opisującym, co przedstawia obraz). Należy używać opisów, które mają znaczenie – „Obraz123” nie wesprze lepszej pozycji naszej firmy w przeglądarce, ale „błękitny, jedwabny krawat” – jak najbardziej.

Krok 3: Wnioski na przyszłość

Sprzedaż w sezonie świątecznym to niejednokrotnie dla małych firm aż dwie trzecie rocznego dochodu. Można jednak zmniejszyć zależność powodzenia biznesu od tych kilku tygodni, wyciągnąć wnioski i stosować sprawdzone rozwiązania przez cały rok.
Pierwsza okazja pojawia się zaraz po sezonie świątecznym. W wielu krajach klienci wyczekują styczniowych wyprzedaży. Oprócz promowania rabatów i ofert dla wszystkich użytkowników, może to być dobry czas, aby ponownie nawiązać kontakt z poprzednimi klientami. Jednym ze sposobów jest wysyłanie specjalnych kodów zniżkowych w ramach podziękowania za współpracę w poprzednim roku albo polecanie produktów uzupełniających do tego, co kupili wcześniej.
Sezon świąteczny, obfitujący w nietrafione prezenty to doskonały moment, aby wypracować profesjonalną procedurę obsługi zwrotów towaru i pieniędzy. Zła obsługa klienta może zrujnować reputację firmy, dlatego warto zadbać o profesjonalną obsługę, także reklamacji. Wiele firm oferuje obecnie możliwość zwrócenia przedmiotu „bez żadnych pytań”, często dodając opcję bezpłatnego odesłania przedmiotu. Taka polityka może znacząco zwiększyć sprzedaż, ponieważ istotnie ogranicza postrzeganie ryzyka przez nowych klientów.

Handel przekonuje się do aplikacji mobilnych

Mogą zwiększać ilość jednorazowych zakupów i wpływać na wybór sklepu. Zapewniają oszczędność czasu poprzez częste aktualizacje ofert i zdigitalizowane listy produktów. Specjaliści prognozują, że w niedalekiej przyszłości aplikacje będą stanowić dla nabywcy swoiste call to action, zachęcając do nieplanowanych zakupów. Integrowanie punktów lojalnościowych i różnego rodzaju promocji będzie wpływać na popularność tych narzędzi. A skanowanie paragonów może stać się jednym z nowych zwyczajów konsumenckich. Przewiduje się też, że kolejnefunkcjonalności całkowicie zmienią rynek. Wśród nich może być m.in. łączenie aplikacji z platformami społecznościowymi czy system poleceń klientów.

Wpływ na decyzje

Szacuje się, że połowa konsumentów w Polsce będących użytkownikami Internetu to tzw. heavy shoppers. Takie osoby robią zakupy codziennie lub nawet kilkakrotnie w ciągu dnia. Poświęcają też sporo czasu na samo przygotowanie się do kupna różnych produktów, m.in. poprzez analizę promocji kilku sieci handlowych. Wykorzystują do tego celu nowe technologie, w tym aplikacje. Dzięki nim w wygodny sposób tworzą listy zakupowe. Za tego typu aktywność otrzymują np. karty lojalnościowe i atrakcyjne rabaty.

– Potencjał aplikacji zakupowych polega m.in. na tym, że mogą realnie zwiększać ilość jednorazowych zakupów, nagradzając lojalność i logowanie się użytkowników kuponami rabatowymi, np. w postaci 1+1 produkt gratis. Kupując raz większą ilość artykułów, podnoszących wartość koszyka, konsument otrzymuje bardziej atrakcyjne ceny. Tak to działa – mówi Marcin Lenkiewicz, wiceprezes Grupy Mobilnej Qpony-Blix.

Obecnie zauważa się dwie kluczowe misje zakupowe konsumentów korzystających z Internetu. To są średnie oraz małe zakupy uzupełniające. Globalne trendy pokazują, że ludzie coraz bardziej chcą skrócić do minimum czas poświęcany na bieżące sprawunki. I tak np. aplikacje sieci typu convenience w dużym stopniu ich w tym wspierają poprzez bardzo częste aktualizacje ofert sklepów i przyznawanie punktów za codzienne odwiedziny i zakupy.

– W przyszłości aplikacje mają szansę wpływać także na misję zakupową konsumentów, a w szczególności internautów. Można sobie wyobrazić, że coraz częściej prezentowane w nich oferty będą stanowić dla nabywcy swoiste call to action. Pamiętamy jeszcze czasy, gdy klienci potrafili przejechać z jednego końca miasta na drugi po bułki w promocji. Dobra i odpowiednio zaprezentowana na urządzeniu mobilnym propozycja może zadziałać w ten sam sposób i zachęcić ludzi do odwiedzenia danego sklepu – stwierdza Piotr Sztabiński, Account Director Retail & Shopper Kantar TNS.

Jak działają udogodnienia?

Szczególnym zainteresowaniem konsumentów korzystających z Internetu cieszy się funkcjonalność związana ze specjalnymi kuponami dostępnymi przez aplikację oraz promocjami wysyłanymi na smartfon w trakcie zakupów. Marcin Lenkiewicz zauważa, że polski shopper jest w stanie zmienić decyzję dotyczącą sklepu, jeżeli w innym otrzyma większy rabat na ten sam produkt. Zniżki oferowane w ograniczony sposób oraz z krótkim terminem na ich wykorzystanie pozwalają na kupienie produktów nieplanowanych wcześniej.

– W przyszłości aplikacje zakupowe zdecydowanie zwiększą liczbę konsumentów korzystających z Internetu, którzy będą robili zakupy ponad zaplanowane. Wraz ze stałym wzrostem zainteresowania tego typu rozwiązaniami spodziewam się także poszerzenia gamy zwyczajów i zachowań konsumenckich Polaków. Łatwość korzystania z ww. udogodnień zwiększy ilość kupowanych w ten sposób artykułów – przewiduje Kamil Michalski, Digital Director Insights Poland Kantar TNS.

Ekspert z Grupy Mobilnej Qpony-Blix zaznacza, że aplikacje usprawnią zakupy jeszcze przed ich rozpoczęciem, m.in. dzięki zdigitalizowanym listom produktów. Dodawanie kart lojalnościowych i skanowanie paragonów to kolejne udogodnienia, które również mają szansę szybko zdobyć popularność wśród polskich shopperów. Dają im dodatkowe korzyści i wygodę w dokumentowaniu transakcji. I oczywiście wpływają na utrwalanie nowych zwyczajów zakupowych.

– Warto wspomnieć o kolejnym ułatwieniu zwiększającym liczbę konsumentów, którzy będą robili większe zakupy niż planowali. Aplikacje zakupowe doskonale wspierają lokalizację użytkowników. Nie tylko agregowanie informacji o atrakcyjnych ofertach zakupowych, ale także integrowanie punktów lojalnościowych czy różnego rodzaju promocji w obrębie samego oprogramowania będzie się przekładać na częstsze i szersze używanie go do kupowania produktów – dodaje Kamil Michalski.

Bariery i perspektywy

Z drugiej strony należy zwrócić uwagę na bariery w zakresie korzystania z aplikacji zakupowych. Wciąż widoczna jest niechęć części konsumentów do zakładania kont i podawania swoich danych. Udostępnianie ich to bardzo wrażliwy temat. Jak podkreśla Marcin Lenkiewicz, na polskim rynku zdały egzamin już dwa podejścia. Skuteczną metodą okazał się agregator promocji i gazetek, który nie wymaga rejestracji i logowania. W zupełnie inny sposób działa z kolei np. aplikacja Rossmanna mocno zachęcająca do zapisania się do Klubu i dzielenia się swoimi danymi. Zdaniem eksperta, konsumenci robią to, ponieważ w zamian otrzymują dedykowane i bardzo atrakcyjne obniżki. I to w zasadzie wszystkim się opłaca.

– Dzięki wsparciu niektórych aplikacji shopperzy mogą realizować tak popularny obecnie model smart shoppingu. W wygodny sposób porównują oferty i promocje poszczególnych retailerów. Sami sprawdzają, co najbardziej im się opłaca. Wraz ze wzrostem popularności tego typu rozwiązań będzie rosła liczba konsumentów dostrzegających alternatywę wobec wiodących sieci. Przy podejmowaniu decyzji zakupowych nie będą już kierowali się przekazem marketingowym i wizerunkiem cenowym detalistów – prognozuje Piotr Sztabiński z Kantar TNS.

Należy spodziewać się, że w przyszłości do aplikacji zakupowych dojdą nowe funkcjonalności, które zmienią rynek i postrzeganie przez konsumentów tego typu udogodnień. Kamil Michalski uważa, że tak się stanie wraz z rosnącą popularnością rozwiązań technologicznych wykorzystywanych przez użytkowników urządzeń mobilnych. Już dziś część aplikacji zakupowych zaczyna oferować możliwość porównywania cen czy geolokalizacji konsumentów. Wkrótce ich stałym elementem może stać się integracja z platformami społecznościowymi czy system poleceń innych kupujących. Potem zapewne dojdzie udział rozszerzonej rzeczywistości, o której mówi się od dłuższego czasu.

Powyższe wnioski powstały na podstawie badania potencjału aplikacji zakupowych wśród polskich konsumentów korzystających z Internetu. Analiza została przeprowadzona przez Grupę Mobilną Qpony-Blix i Kantar TNS pod koniec II kwartału br. W ankiecie online wzięło udział 600 użytkowników. Wykorzystano metodologię CAWI (Computer Assisted Web Interviewing).

Niedobory kadrowe wyhamowują produkcję

W trzech kwartałach 2018 r. płace w sektorze przedsiębiorstw osiągnęły poziom 4778,78 zł brutto, co oznacza wzrost średnio o 7,2% r/r, a zatrudnienie wzrosło o 3,7% r/r. Równocześnie w zestawieniu miesiąc do miesiąca, we wrześniu nastąpił spadek tempa wzrostu produkcji (o 44% m/m), zmniejszenie zatrudnienia (o 0,1% m/m) i wynagrodzeń (0,6% mm) – wynika z najnowszych danych Głównego Urzędu Statystycznego[1]. Zdaniem ekspertów agencji rekrutacyjnej Most Wanted to pogłębiające się braki kadrowe wyhamowują rozwój m.in. przemysłu i budownictwa, a tendencja ta utrzyma się zapewne także w IV kwartale br.

W ostatnich kilkunastu miesiącach przyzwyczailiśmy się do rosnących wskaźników płacy i zatrudnienia, do tego stopnia, że wszyscy wyczekiwaliśmy kiedy nadejdzie moment szczytu koniunktury. Tymczasem zupełnie niespodziewanie już 3. miesiąc z rzędu obserwujemy symptomy spowolnienia na rynku pracy, a dodatkowo zarówno w sierpniu jak i wrześniu malało tempo wzrostu produkcji przemysłowej. Wskaźniki te mogą świadczyć o stopniowym wychładzaniu się naszej gospodarki. Za główny hamulec można uznać niedobory kadrowe, przez które wiele firm jest zmuszonych do odrzucania spływających zamówień i wstrzymania planów rozwoju – mówi Maria Kasperkiewicz, Manager Działu Rekrutacji w Most Wanted.

To było dobre 9 miesięcy dla polskiej gospodarki

Jak wynika z danych GUS mamy za sobą trzy kwartały korzystnej koniunktury. Przeciętne zatrudnienie w sektorze przedsiębiorstw w tym okresie 2018 r. wyniosło 6219,5 tys. osób i było o 3,7% wyższe niż przed rokiem. Od stycznia do września najbardziej zwiększyło się zatrudnienie w działalności profesjonalnej, naukowej i technicznej (o 7,5% r/r), transporcie i gospodarce magazynowej (o 6,6% r/r) oraz budownictwie (o 5,6% r/r). Spadek zatrudnienia zaobserwowano jedynie w branży nieruchomościowej (o 1,4% r/r) i sektorze energetycznym (0,7% r/r).

W ciągu tych trzech kwartałów 2018 r. w sektorze przedsiębiorstw wzrosło także przeciętne miesięczne wynagrodzenie brutto (o 7,2% r/r) i wyniosło 4778,78 zł brutto.

Wrzesień słabszy od sierpnia

W ujęciu miesięcznym we wrześniu spadło zarówno zatrudnienie (0,1% m/m), płace (o 0,6% m/m) jak również tempo wzrostu produkcji (spadek o 44% m/m). Symbolicznie zmniejszyło się bezrobocie (o 0,1%) i wyniosło 5,7%. Stopa bezrobocia była mocno zróżnicowana w zależności od województwa lecz w całej Polsce jej poziom nie przekracza 10%. Zdecydowanie najniższą odnotowano w Wielkopolsce (3,2%), zaś najwyższe bezrobocie występuje w warmińsko – mazurskim (9,9%, przy spadku o 1,9% r/r).

Zatrudnienie w sektorze przedsiębiorstw przestało rosnąć, ponieważ polski rynek pracy jest blisko osiągnięcia maksymalnej wydajności i doszedł do ściany. Dynamicznie rozwijające się branże jak produkcja przemysłowa czy budownictwo, nie nadążają z uzupełnianiem powiększającej się luki kadrowej. W dodatku rosną koszty zatrudnienia, co bezpośrednio przekłada się na funkcjonowanie firmy, rentowność produktów i niższe zyski.  Świadczą o tym spadające tempo wzrostu produkcji przemysłowej. I najprawdopodobniej ta tendencja utrzyma się przynajmniej do końca roku – mówi Maria Kasperkiewicz.

Ekspertka Most Wanted zauważa również, że spadek wynagrodzeń w przedsiębiorstwach wynika z umiarkowanej presji płacowej, którą osłabia powolny wzrost poziomu cen, a także z dbałości o realizację budżetu.  Może to mieć przejściowy charakter.

–  Pomimo niedoborów kadrowych presja płacowa ciążąca na przedsiębiorstwach jest umiarkowana, ze względu na niski stopień wzrostu cen towarów i usług konsumpcyjnych (+1,7% r/r). W niektórych segmentach, jak sprzęt elektroniczny, pojazdy samochodowe czy produkty spożywcze, mamy wręcz deflację. Dzięki temu nawet kilkuprocentowe podwyżki w skali organizacji, są odczuwalne w kieszeniach pracowników. Wrześniowy spadek wynagrodzeń często podyktowany jest chęcią firm do wypracowania korzystniejszych wyników finansowych na koniec roku oraz rozpoczęciem ocen okresowych, których wynik przekłada się na wynagrodzenia pracowników. Sytuacja może ulec zmianie już na początku 2019 r., kiedy to przedsiębiorstwa wprowadzą planowane podwyżki dla swoich pracowników. Należy przy tym pamiętać, że coraz częściej zamiast tworzenia kominów płacowych, specjalistów zachęca się pozapłacowymi programami benefitów – podsumowuje Maria Kasperkiewicz.

[1] http://stat.gov.pl/obszary-tematyczne/inne-opracowania/informacje-o-sytuacji-spoleczno-gospodarczej/informacja-o-sytuacji-spoleczno-gospodarczej-kraju-iiii-kwartal-2018-r-,1,77.html

Ryzyko powraca na rynki

Na przestrzeni ostatnich tygodni polski złoty charakteryzował się nadzwyczajną wręcz stabilnością. Pogorszenie sentymentu do ryzyka na rynkach finansowych – jeśli będzie się pogłębiać – może jednak niekorzystnie wpłynąć na krajową walutę.

Roman Ziruk - Ebury
Roman Ziruk, Ebury Polska

Pierwsza połowa dnia przynosi osłabienie złotego w relacji do głównych walut. Tym razem winą obarczyć należy gorszy sentyment do aktywów ryzykownych, widoczny w zachowaniu globalnych rynków finansowych. Chiński indeks Shanghai Composite, hongkoński Hang Seng, czy japoński Nikkei zakończyły ostatnią sesję na poziomie ok. 2-3% niższym niż na poprzednim zamknięciu. W pierwszej części dnia, po otwarciu się z luką, tracą również główne europejskie indeksy – spadki kluczowych niemieckich oraz francuskich indeksów w momencie pisania dochodzą do poziomu 1-2%. Jednocześnie na odwrocie od ryzyka zyskują obligacje, złoto i jen japoński.

SPOJRZENIE NA GŁÓWNE WALUTY

EUR

Kurs EUR/PLN w poniedziałek spadł o 0,1%, wahając się w widełkach 4,28-4,30. Wspólna europejska waluta traciła w relacji do dolara amerykańskiego. Oprócz wewnętrznej siły USD, euro nie sprzyjały obawy związane z sytuacją we Włoszech. Rentowności włoskich obligacji wprawdzie rozpoczęły dzień na wyraźnie niższym poziomie niż zakończyły go w piątek (dokładnie o 30 pb. niższym), jednak ostatecznie papiery dłużne wyprzedawane były również w poniedziałek. Ryzyko na Starym Kontynencie ciągle generują również obawy związane z negocjacjami w kwestii Brexitu.

GBP

Kurs GBP/PLN w poniedziałek spadł o 0,5%, wahając się w widełkach 4,85-4,88. Brytyjska waluta charakteryzowała się wczoraj istotną słabością w relacji tak do złotego, jak i do głównych walut. Funtowi brytyjskiemu, oprócz umocnienia dolara amerykańskiego, nie sprzyjały obawy inwestorów związane ze spekulacjami dotyczącymi ewentualnej utraty stanowiska przez premier Wielkiej Brytanii, w związku z brakiem znaczących postępów w negocjacjach i ciągłymi konfliktami nawiedzającymi koalicję rządzącą.

Mimo przemówienia Theresy May, w którym premier Wielkiej Brytanii zasugerowała, że 95% kwestii spornych stojących na drodze porozumienia z UE zostało rozwiązanych, inwestorzy nadal nie są przekonani o tym, że rozmowy przesuwają się do przodu. Obecnie wygląda na to, że realne postępy są niewielkie i raczej nie umożliwią zwołanie nadzwyczajnego szczytu UE w listopadzie. Na porozumienie prawdopodobnie przyjdzie nam poczekać do grudnia.

USD

Kurs USD/PLN w poniedziałek wzrósł o 0,3%, wahając się w widełkach 3,71-3,75. Amerykańska waluta zyskiwała wczoraj, wspierana przez obawy inwestorów o sytuację na Starym Kontynencie widoczne w ponownym wzroście rentowności włoskich obligacji oraz w wyprzedaży euro i funta brytyjskiego. Utrzymanie negatywnego sentymentu do ryzyka dziś z kolei wpływa na wzrost popytu na amerykańskie papiery dłużne i może wspierać dolara amerykańskiego.

KLUCZOWE PUBLIKACJE

  • 15:30 – przemawia Neel Kashkari z FOMC
  • 16:00 – wskaźnik zaufania konsumentów w strefie euro w październiku
  • 17:20 – przemawia Mark Carney, prezes Banku Anglii
  • 19:30 – przemawia Raphael Bostic z FOMC

Autor: Roman Ziruk, Ebury Polska

Spadająca konsumpcja mocno zmienia branżę piekarniczą

W Polsce je się coraz mniej pieczywa. Między 2010 a 2016 rokiem jego spożycie spadło aż o 1/4! Pod wpływem tych uwarunkowań krajowa branża piekarnicza przeszła ogromne zmiany. Przedsiębiorstwa, które chcą się dalej rozwijać muszą iść z duchem czasu: wnikliwie śledzić trendy konsumenckie i błyskawicznie reagować na zmiany po stronie popytu, m.in. inwestując w innowacje. Dużą szansą dla sektora jest obecnie rosnący popyt zagraniczny. Największe sukcesy osiąga tu pieczywo cukiernicze. Wartość eksportu tego asortymentu w latach 2010-2017 zwiększyła się aż o 280%.

Z badania budżetów gospodarstw domowych, realizowanego przez GUS, wynika, że w 2016 r. spożycie pieczywa w polskich domach zmniejszyło się o 6% r/r. Trend spadkowy jest niestety trwały. W relacji do 2010 r. spożycie było niższe aż o 25%.

Coraz „cięższy kawałek chleba”

Co więcej, podczas gdy ogólne wydatki Polaków na żywność rosną, na pieczywo wydajemy coraz mniej. W 2016 r. średniomiesięczne łączne wydatki na żywność na 1 osobę w gospodarstwach domowych były wyższe o 21% w porównaniu do 2010 r., ale w przypadku pieczywa były niższe o 8%. Potwierdzają to również szacunki sprzedaży detalicznej w Polsce. Według danych Euromonitor wartość sprzedaży detalicznej pieczywa w 2017 r. wyniosła 9 135 mln zł i była o 0,3% niższa r/r oraz o 6% niższa w porównaniu do 2012 r. Malejący popyt przekłada się na niższą produkcję piekarniczą. W 2016 r. sięgnęła ona prawie 1600 tys. ton, w porównaniu z 2010 r. było to o 5% mniej[1].

Co prawda marże w przemyśle piekarniczym kształtują się obecnie na poziomie znacznie wyższym niż średnia w przemyśle spożywczym, jednak w dużej mierze odpowiadają za to liderzy krajowego sektora. W ubiegłym roku średnia nieco się obniżyła w relacji rocznej. Był to efekt szybszego wzrostu kosztów niż przychodów w branży, w tym m.in. droższe o 7% r/r ceny mąki pszennej. Na marże krajowych przedsiębiorstw wpływają też rosnące koszty pracy. To problem, z którym firmy z sektora muszą mierzyć się podobnie jak cała polska gospodarka – zauważa Grzegorz Rykaczewski, analityk sektora rolno-spożywczego w Santander Bank Polska.

Zwykłe pieczywo coraz bardziej passé

Wysoka konkurencja na rynku wymusza na branży piekarniczej inwestycje w nowoczesne technologie produkcji (np. umożliwiające dłuższe zachowanie świeżości, ale przy niższej zawartości konserwantów), ale też konstruowanie oferty w oparciu o innowacyjne składniki oraz dokładne śledzenie zmieniających się trendów rynkowych. – Na bazie popularności zdrowego trybu życia rośnie zainteresowanie konsumentów pieczywem pełnoziarnistym, z dodatkami ziaren, produktami o obniżonej zawartości soli lub wysokobiałkowymi oraz ze specjalnym składem – np. bez glutenu, laktozy, cukru. Warto odnotować także, że w ostatnich latach znacząco wzrosło zapotrzebowanie na pieczywo przygotowane do odpieku w punkcie sprzedaży – wymienia Grzegorz Rykaczewski. Według prognoz firmy badawczej Gira, w środkowej i wschodniej Europie w okresie do 2021 r. popyt na pieczywo mrożone, przygotowane do odpieku w sklepie będzie rósł najszybciej.

Słodkie wypieki rosną jak na drożdżach

W odróżnieniu od sekcji pieczywa, rośnie spożycie tzw. „pozostałych wyrobów piekarskich”, w skład których wchodzi m.in.: pieczywo cukiernicze, czyli wafle, pierniki, słodkie bułki, croissanty itp. W 2016 r. krajowa konsumpcja tego asortymentu była wyższa o 12% w relacji rocznej oraz o 33% w porównaniu do 2010 r. Krajowa produkcja wyrobów ciastkarskich oraz pieczywa cukierniczego wzrosła odpowiednio o 25% i 20%. – Udział pieczywa oraz pozostałych wyrobów piekarskich w zakupach Polaków bardzo się do siebie zbliżyły. W 2010 r. dwukrotnie więcej wydawaliśmy na tradycyjne pieczywo. W 2016 r. różnica ta spadła do zaledwie 1/5. W Santander Bank Polska prognozujemy, że w najbliższych latach dynamika spadku wydatków na pieczywo będzie się zmniejszać, zaś wydatki na pozostałe wyroby piekarskie nadal będą rosły. Realny jest scenariusz, w którym w najbliższym czasie przeciętne wydatki na wyroby piekarskie przewyższą te na pieczywo – wskazuje agroanalityk banku.

Eksportowy kawałek tortu

Coraz ważniejszym odbiorcą polskich produktów piekarskich jest rynek zagraniczny. W latach 2010-2017 wartość eksportu branży zwiększyła się trzykrotnie, a w roku ubiegłym sięgnęła 1,5 mld euro (wzrost o 14% w ujęciu r/r). Pod względem wartości, wyroby piekarskie stanowiły 5,5% eksportu wszystkich produktów rolno-spożywczych. Za prawie połowę wartości wywozu branży odpowiada pieczywo cukiernicze. W okresie siedmiu lat eksport tego asortymentu zwiększył się wartościowo o 280%.

Wyroby piekarskie sprzedajemy głównie na rynek unijny. W ubiegłym roku 85% wartości sprzedaży zagranicznej zostało wygenerowane na rynku UE. Spośród krajów trzecich, największym odbiorcą z Polski jest Rosja, dokąd w ubiegłym roku trafiły wyroby piekarskie za 72 mln euro. Istotnymi kierunkami eksportu są również kraje arabskie: Arabia Saudyjska, Kuwejt, Irak. Polskie wyroby znajdują nabywców także w Izraelu, Stanach Zjednoczonych i Kanadzie. Ogółem w ubiegłym roku trafiły do 131 krajów na świecie. –  Pieczywo cukiernicze ma wyjątkowo dobre perspektywy na wielu zagranicznych rynkach, szczególnie tam, gdzie rosnąca klasa średnia generuje popyt na bardziej przetworzony i droższy asortyment – zaznacza Grzegorz Rykaczewski z Santander Bank Polska.

Po pieczywo coraz rzadziej chodzimy do piekarni

W strukturze kanałów sprzedaży wyrobów piekarskich za 1/5 obrotu odpowiada kanał tradycyjny. Co ciekawe, w 2017 r. jedynie około 6% pieczywa zostało sprzedane przez specjalistyczne sklepy piekarnicze. Według Santander Bank Polska rosnąca rola kanału nowoczesnego (dyskonty, markety, sklepy convenience) będzie mieć duży wpływ na producentów pieczywa. Przedsiębiorstwa, które dysponują skalą niezbędną do współpracy z kanałem nowoczesnym mają większe możliwości rozwoju sprzedaży. Bank wskazuje także na zmianę profili sklepów z pieczywem. – Coraz większą przewagą jest tu posiadanie silnej marki, nawet lokalnej, ale również podążanie za trendami obserwowanymi w branży, takimi jak poszerzanie oferty o świeże produkty ciastkarskie, ciasta, kawę, a nawet sprzedaż przygotowanych na miejscu kanapek – dodaje Grzegorz Rykaczewski.sprzedaż piekarni

[1] Dane GUS

Praca i płace magazynierów

Wraz z rosnącym rynkiem magazynowym rośnie zapotrzebowanie firm na pracowników tej specjalizacji. W połowie października na portalu Pracuj.pl kierowanych było do nich 1400 ogłoszeń o pracę. Według ekspertów przeciętne pensje magazynierów „na rękę” wynoszą od 2000 do 2900 zł. Kierownicy magazynów mogą liczyć jednak na dwukrotnie wyższe wynagrodzenia. Wbrew stereotypom praca „na magazynie” daje możliwości rozwoju na różnych etapach kariery. Wyższe stanowiska wymagają jednak odpowiedniego przygotowania i wiedzy.

Magazynierzy są poszukiwani zarówno przez duże firmy logistyczne, jak i małe biznesy. Według firmy JLL w ciągu pięciu lat liczba magazynów w Polsce wzrosła prawie dwukrotnie – pod koniec 2017 roku w Polsce zajmowały one łącznie około 13,5 mln metrów kwadratowych. Jak przyznają eksperci ds. HR, praca w branży logistycznej bywa ciężka fizycznie, a istotną rolę odgrywają w niej względy bezpieczeństwa. Jednocześnie fach magazyniera daje ciekawe możliwości rozwoju zarówno osobom szukającym pierwszej pracy, jak i doświadczonym fachowcom, którzy chcą zdobyć praktyczną wiedzę o funkcjonowaniu procesów magazynowych.

Magazynierzy zyskują także na ogólnym wzroście zapotrzebowania na kadry w branży TSL (transport-spedycja-logistyka). Według raportu Rynek Pracy Specjalistów, w III kwartale 2018 roku do logistyków kierowano blisko 8% wszystkich ofert na portalu – było ich ponad 11 400. Wzrost zapotrzebowania pracodawców na tych specjalistów w porównaniu do III kwartału 2017 roku wyniósł aż 21%.

Pierwsze szczeble kariery

Na start kariery w branży magazynowej najczęściej decydują się mężczyźni, którzy w magazynach stanowią zdecydowaną większość (91% – według serwisu zarobki.pracuj.pl). Pierwszą pracą „na magazynie” jest często funkcja pakowacza. Wynagrodzenia na tym stanowisku nie są najwyższe – według serwisu zarobki.pracuj.pl przeciętnie można w jego wypadku liczyć na około 2000 złotych „na rękę” miesięcznie. Bardzo często pensja jest tu uzależniona od wydajności, więc pracownicy osiągający najwyższe wyniki mogą wypracować zarobki wyższe o kilkaset złotych od przeciętnych.

Zazwyczaj praca magazyniera wiąże się z obsługą maszyn i wykonywaniem zadań manualnych. Aby awansować niezbędne będą kursy zawodowe oraz uprawnienia. Jednocześnie na tym stanowisku przydatna jest zdolność logicznego myślenia i dobrej organizacji, a nieraz także zdolność obsługi programów takich, jak np. Excel.

Artur Kobyliński, ekspert portalu zarobki.pracuj.pl
Artur Kobyliński, ekspert portalu zarobki.pracuj.pl

Przeciętna pensja osób pracujących na stanowisku magazyniera to 2300 złotych na rękę, w przypadku starszych specjalistów 2500 zł. Najlepiej wynagradzani potrafią osiągnąć wynagrodzenie przekraczające 3200 zł netto. Na wyższą pensję mogą liczyć osoby pracujące w trudnych warunkach np. mroźni czy przy nietypowych ładunkach, których obsługa wymaga dodatkowej wiedzy -komentuje Artur Kobyliński, ekspert portalu zarobki.pracuj.pl.

Najlepiej opłacani magazynierzy

Na wyższe pensje mogą liczyć brygadziści i kierownicy magazynu. Stanowisko brygadzisty obejmują osoby z odpowiednim doświadczeniem oraz posiadające cechy przywódcze. Zazwyczaj wymaga ono paroletniego doświadczenia w branży, ale w wypadku najbardziej uzdolnionych osób na ten szczebel można wkroczyć szybciej. Zakres zadań wiąże się z organizacją pracy pracowników, ale także z planowaniem działań. Na tym stanowisku przydatne może okazać się wyższe wykształcenie, choć nie jest obligatoryjne. Atutem są przebyte szkolenia, m.in. z organizacji pracy. Dodatkowe obowiązki wiążą się z wyższym wynagrodzeniem. Według serwisu zarobki.pracuj.pl brygadzista zarabia przeciętnie 2900 zł „na rękę”, ale najlepsi są w stanie osiągnąć nawet 4300 zł miesięcznej pensji.

Jednym z najwyższych stanowisk jest kierownik magazynu. To pozycja wymagająca najwięcej kompetencji biznesowych i strategicznych. Nie każdy kierownik magazynu ma wyższe wykształcenie, choć na tej pozycji dużym atutem będą studia licencjackie lub wyższe z logistyki czy handlu. To stanowisko zajmują zazwyczaj osoby z dużym doświadczeniem w branży, charakteryzujące się autorytetem. Przeciętne wynagrodzenie kierowników: to 5700 zł „na rękę”, ale kierownicy w największych firmach, o dużej skali działania, potrafią osiągnąć zarobki przekraczające 9500 zł netto.

Ważne cechy magazyniera

Jak pokazują różne specjalizacje, dobrym magazynierem może zostać niemal każdy pracownik, który charakteryzuje się organizacją i przykłada się do pracy, zdobywając nowe doświadczenia oraz wiedzę. Odpowiednia postawa i praktycznie nabyta wiedza są często ważniejsze od wykształcenia. Niezależnie od specjalizacji, pracując jako magazynier, należy wykazywać się dużą odpowiedzialnością. Najwięcej wypadków w tym fachu wynika z braku przestrzegania przepisów BHP. To jeden z zawodów, w których dobre chęci i ambicja muszą zawsze spotykać się z odpowiedzialnością za siebie i współpracowników.

Magazynier głównie na etacie

Wyniki przytaczane w niedawno opublikowanym raporcie Pracuj.pl „Na tropie dobrej pracy” wskazują, że stabilność zatrudnienia i wynagrodzenia to jeden z kluczowych czynników pozytywnej oceny swojej sytuacji przez pracowników fizycznych. Według deklaracji specjalistów przepytanych przez serwis zarobki.pracuj.pl zdecydowana większość magazynierów jest zatrudnionych na umowach o pracę (ponad 90%), a blisko połowa (48%) co miesiąc otrzymuje premię do wynagrodzenia. Sylwia Sosnowska, HR Manager w Grupie Pracuj zwraca jednak uwagę na to, że mimo tych optymistycznych danych wciąż w zbyt wielu miejscach pracownicy fizyczni, w tym magazynierzy, nie czują się doceniani w wymierny sposób.

Więcej niż 4 na 10 pracowników fizycznych czuje się nieodpowiednio wynagradzanych. Niezmiennym czynnikiem, ważnym dla wszystkich grup zawodowych, są uczciwe zasady zatrudnienia. Zauważmy, że badani pracownicy fizyczni jako rzetelne oceniali firmy oferujące przejrzyste umowy, terminowe pensje czy pilnujące nadgodzin. Aspekty miękkie odchodzą na dalszy plan. To nie oznacza, że nie są one ważne, ale że absolutną podstawą dobrej pracy jest poczucie sprawiedliwego traktowania. Brak wymiernych nagród to kluczowa motywacja do zmiany pracy przez pracowników fizycznych, w tym magazynierów — mówi Sylwia Sosnowska, HR Manager, Grupa Pracuj.

Alior Bank partnerem pierwszych w Polsce studiów FinTech

Sektor usług finansowych zmienia się dynamicznie a szeroko rozumiany FinTech stał się kluczowym elementem nowej rzeczywistości. Obserwując ten trend, wydział Zarządzania Uniwersytetu Warszawskiego uruchomił pierwsze w Polsce studia podyplomowe w całości poświęcone zagadnieniom finansowych technologii. Alior Bank został partnerem tego kierunku, a Daniel Daszkiewicz, Dyrektor Departamentu FinTech Alior Banku zasili kadrę dydaktyczną. Pierwsza edycja studiów ruszy już w połowie listopada.

FinTechy czyli finansowe firmy technologiczne zdobywają rynek. Rekordowe poziomy inwestycji w firmy z tego sektora sprawiają, że interesuje się nimi coraz więcej osób pragnących założyć własny biznes a korporacje na całym świecie współpracują ze startupami w zakresie budowania innowacyjnych rozwiązań. Wychodząc naprzeciw wszystkim zainteresowanym, Wydział Zarządzania Uniwersytetu Warszawskiego uruchamia studia podyplomowe, podczas których będzie można zdobyć wiedzę w zakresie rozwiązań technologicznych, poznać nowoczesne usługi i produkty finansowe, zrozumieć otoczenie prawne, trendy czy zachowania klientów. Wykładowcami będą pracownicy naukowi, prawnicy i praktycy biznesu.

Jednym z partnerów studiów jest Alior Bank, który jest przykładem efektywnego współdziałania korporacji z fintechami. Wraz z firmą VoicePin z sukcesem wprowadził sztuczną inteligencję, która pod nazwą DRONN wspiera w banku m.in. monitoring klientów kluczowych oraz podwyższonego ryzyka, procesy zamykania rachunków czy wysyłkę ponagleń w ramach zajęć egzekucyjnych. We wrześniu Alior Bank ruszył z trwającym trzy miesiące programem akceleracyjnym RBL_START. W Warsaw Spire otworzył także specjalną przestrzeń, w której wraz z ośmioma wyłonionymi przez siebie startupami wypracowuje i testuje nowe rozwiązania dla klientów. Do końca roku uruchomi również sandbox i portal dla deweloperów, którzy będą mogli testować swoje rozwiązania, wykorzystując bankowe API.

Daniel Daszkiewicz, Dyrektor Departamentu Fintech w Alior Banku
Daniel Daszkiewicz, Dyrektor Departamentu Fintech w Alior Banku

Wśród kadry naukowej jest Daniel Daszkiewicz, Dyrektor Departamentu Fintech w Alior Banku. Doświadczenie menedżerskie zdobywał zarządzając portfolio globalnych produktów bankowości mobilnej w centrali banku Citi w Nowym Jorku. Przez ostatnie lata jako FinTech and Corporate Innovation Global Lead zarządzał międzynarodowym innowacyjnym programem tworzącym strategiczne rozwiązania w zakresie technologii finansowych dla kluczowych klientów instytucjonalnych. W czasie swojej kariery pracował w różnych obszarach bankowości, marketingu, technologii i operacjach. Jest absolwentem Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie, gdzie uzyskał stopień doktora teologii oraz magistra filozofii. Studiował też filozofię i etykę biznesu na Uniwersytecie La Sapienza w Rzymie.

Gwałtowny rozwój technologii, idące za nim istotne zmiany w regulacjach oraz ciągle zmieniające się potrzeby i oczekiwania klientów prowadzą do niespotykanej dotychczas transformacji finansowego świata.  Tradycyjne instytucje finansowe nie są obojętne wobec tych trendów. Podczas studiów opowiem słuchaczom na podstawie własnych doświadczeń o tym, w jaki sposób korporacje mogą budować efektywny system współpracy ze startupami, jakie wykorzystać do tego narzędzia, na co zwrócić uwagę, jakie stworzyć procedury i procesy – wyjaśnia Daniel Daszkiewicz.

Na Podyplomowe Studia Fintech nadal trwa rekrutacja, a zajęcia rozpoczną się 17 listopada br. Pozostałymi partnerami kierunku są: AsiaKredit, AsiaCollect, CredoLab, FinAi, Forum, kancelaria prawna PwC Legal, S&P Global Ratings oraz Trust.

Bezrobocie znów najniższe. Co z wyborami?

Odczyt bezrobocia za wrzesień pokazał znowu minimum od początku transformacji ustrojowej. Wiele osób zastanawia się jaki wpływ będą mieć wybory na gospodarkę i zmianę polityki rządu.

Bezrobocie w Polsce znów w dół

GUS podał dane na temat bezrobocia rejestrowanego. Wynosi ono obecnie zaledwie 5,7% i jest o 0,1% lepsze od oczekiwań. Nie jest to istotna różnica, ale łamie bardzo złą passę ostatnich danych dla Polski. Rynki przyjęły ten odczyt w miarę neutralnie. Złotówka właściwie nie reagowała po odczycie. Warto zwrócić uwagę, że jest to kolejny najniższy odczyt w historii od początku lat 90-tych. Kolejne miesiące mogą nie być już tak dobre, gdyż po końcu prac sezonowych stopa bezrobocia w Polsce co roku szła delikatnie w górę i nie ma powodu by i w tym roku ten efekt sezonowy miał się nie pojawić. Na szczęście rynki wiedzą o tej prawidłowości i nie powinno mieć to wpływu na waluty.

Czy wyniki wyborów wpłyną na gospodarkę?

Po tym jak zwycięstwo partii rządzącej okazało się znacznie mniej wyraźne niż w ostatnich wyborach wielu analityków zastanawia się jak wpłynie to na politykę rządu. Skoro obecna skala programów socjalnych nie pozwoliła zwiększyć poparcia stratedzy mogą dojść do wniosku, że było ich po prostu zbyt mało. W takim scenariuszu pozostaje pytanie kto za to zapłaci. Obniżka innych wydatków wydaje się mało prawdopodobna. Pozostaje zatem zadłużanie się lub dodatkowe źródła finansowania. Biorąc pod uwagę obecne nienajlepsze relacje rządu z Unią Europejską wyraźne zwiększenie wydatków nie odbije się bez echa. Pozostaje zatem zwiększenie danin np. od najbogatszych. Można oczywiście łączyć te metody. Gdyby do tego doszło inwestorzy najprawdopodobniej mniej przychylniej patrzyli by na Polskę co odbiłoby się na notowaniach złotego. Z tego właśnie powodu część obserwatorów uważa, że rząd w kolejnej części kadencji zmiękczy swój kurs względem Unii Europejskiej widząc straty wywołane tą strategią.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych danych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

UE przejściowo umacnia kurs euro wobec dolara

Korzystna sytuacja na rynku pierwotnym będzie wspierać rynek długu w Polsce. Poprawa klimatu negocjacyjnego na linii Wielka Brytania – UE przejściowo umacnia euro wobec dolara.

Rynek walutowy i stopy procentowej

Na rynku stopy procentowej poniedziałkowa sesja nie przyniosła istotniejszych zmian notowań, chociaż widać było lekką tendencję do spadku rentowności obligacji. Wstępne wyniki wyborów samorządowych nie mają wpływu na rynek. Za to pozytywny wpływ na wyceny papierów mógł mieć silny wzrost cen na włoskim rynku dług. Stało się tak mimo ostatniej obniżki ratingu kredytowego kraju (rynek obawiał się bardziej radykalnej decyzji Moody’s) i przy sygnałach wskazujących na utrzymanie założeń budżetowych na 2019 r. przez rząd Włoch (krytykowanych przez instytucje UE). Może to sugerować, że różnica pomiędzy rentownościami włoskich a niemieckich papierów w sektorze 10 lat przekraczająca 350 pb. wycenia wspomniane ryzyka.

We wtorek nie zaplanowano ważniejszych wydarzeń. Publikowana w kraju stopa bezrobocia (PKO: 5,7%) nie powinny istotnie zmienić nastrojów.

W najbliższych dniach największy wpływ na rynek długu mogą mieć czynniki lokalne. W piątek Ministerstwo Finansów zamierza zorganizować aukcję obligacji o łącznej wartości 5-10 mld PLN. Jednocześnie inwestorzy z tytułu zapadających obligacji i wypłaty odsetek otrzymają prawie 28 mld PLN (łącznie z wykupem obligacji drogowych). Silny napływ kapitału będzie wspierał spadek rentowności 10-letnich obligacji w kierunku lub nawet poniżej 3,20%. Taki ruch wydaje się scenariuszem bazowym przy założeniu, że w Europie nie będą silniej rosły obawy dotyczące finansów publicznych Włoch.

Poniedziałek 22 października 2018 przyniósł niewielki spadek kursu EUR/USD, który ponownie zszedł poniżej poziomu 1,15 oraz stabilizację kursu EUR/PLN, który oscylował wokół 4,29.

Głównym wydarzeniem dnia na rynku krajowym była publikacja polskiego agregatu M3, który we wrześniu wzrósł o 7,9% wobec oczekiwań na poziomie 7,5% oraz 7,5% poprzednio w sierpniu. Dane te nie wpłynęły jednak znacząco na notowania złotego.
Zarówno rynki lokalne jak i globalne przez większość poniedziałku pozostawały pod wpływem poprawiającego się klimatu wokół negocjacji brexitowych. Pomimo tego, że zeszłotygodniowy szczyt UE nie doprowadził do zawarcia kompromisu w celu uniknięcia „hard brexitu”, jednak UE zgodziła się na wydłużenie okresu przejściowego dla Wielkiej Brytanii poza 2020 rok. Natomiast premier Wielkiej Brytanii T. May na spotkaniu z liderami brytyjskiego biznesu stwierdziła, że widzi realną wolę porozumienia po stronie unijnej, przy czym ewentualna „twarda granica” między Irlandią Pn. a Irlandią może okazać się konieczną w okresie przejściowym (do czasu zawarcia finalnego porozumienia handlowego z UE). Bardziej koncyliacyjne tony ze strony brytyjskiej przejściowo umocniły euro do dolara w okolice 1,1550, jednak pod koniec poniedziałku kurs EUR/USD ponownie zszedł poniżej 1,15. Na wartości euro negatywnie waży spór między Włochami a KE odnośnie budżetu oraz jastrzębie stanowisko Fed-u w kwestii dalszych podwyżek stóp procentowych.

Wykres dnia: Umiarkowana podaż obligacji skarbowych na krajowym rynku pierwotnym wspiera zawężenie ASW w sektorze 10 lat.

Umiarkowana podaż obligacji skarbowych na krajowym rynku pierwotnym wspiera zawężenie ASW w sektorze 10 lat
Źródło: Thomson Reuters

Autorzy / Źródło: Mirosław Budzicki, Jarosław Kosaty / PKO Bank Polski

Konsekwencje przekroczenia czasu trwania kontroli w świetle orzecznictwa sądów administracyjnych

Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec
Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec

Zarówno ustawa Prawo przedsiębiorców, jak i ustawy podatkowe określają czas trwania kontroli w firmie, którego organy nie mogą przekroczyć. Przepisy nie uściślają jednak konsekwencji jego przekroczenia, przez co fiskus chętnie korzysta z materiałów zgromadzonych również po upływie ustawowego limitu. W ostatnim czasie sądy administracyjne aprobują takie postępowanie, ale nie oznacza to, że podatnik nie może skutecznie bronić swoich interesów.

Ograniczony czas prowadzenia kontroli

Limity czasu trwania kontroli u przedsiębiorcy zależą od tego, czy jest on mikro, małym, średnim czy dużym przedsiębiorcą. Czas trwania wszystkich kontroli w roku kalendarzowym nie może przekroczyć odpowiednio: 12, 18, 24 i 48 dni roboczych. Przepisy przewidują szereg sytuacji, w których nie stosuje się limitów. Jedną z nich jest kontrola mająca na celu przeciwdziałanie popełnieniu przestępstwa lub wykroczenia, a także służąca ustaleniu zasadności zwrotu podatku od towarów i usług. W każdym innym przypadku organ może przedłużyć czas trwania kontroli tylko z przyczyn od siebie niezależnych wraz z pisemnym uzasadnieniem, które należy doręczyć kontrolowanemu. W świetle Ordynacji podatkowej kontrola powinna być zakończona bez zbędnej zwłoki, ale nie później niż w dniu określonym w upoważnieniu do jej przeprowadzenia. Doświadczenie pokazuje jednak, że dotrzymywanie terminów nie należy do mocnych stron organów podatkowych.

Przekroczenie ustawowych limitów

Przepisy nie stanowią wprost, jakie konsekwencje wiążą się z przekroczeniem przez organy ustawowych limitów – w tym możliwości wykorzystywania materiałów zgromadzonych w toku kontroli małego przedsiębiorcy już po upływie 18 dni roboczych. Organy zdają się nie dostrzegać problemu i bez najmniejszych oporów z nich korzystają, niejednokrotnie wyciągając przy tym niekorzystne dla podatników konsekwencje. Jeszcze kilkanaście lat temu orzecznictwo sądów administracyjnych krytycznie odnosiło się do takich działań fiskusa. Naczelny Sąd Administracyjny w wyroku z dnia 29 sierpnia 2006 r., sygn. I FSK 1045/05, orzekł, iż „Wszelkie działania organów prowadzących kontrolę podatkową podejmowane po przekroczeniu limitów czasowych kontroli (…) są działaniami niezgodnymi z prawem”. W tym samym wyroku NSA zwrócił jednak uwagę, że „przepisy określające limity czasu trwania kontroli należy traktować jako dyscyplinujące organ w załatwieniu sprawy, a ich przekroczenie (…) nie wpływa na ważność dokonanych już czynności kontrolnych” sygnalizując, iż niedotrzymanie limitu nie przesądza w sposób definitywny o niezgodnym z prawem działaniu fiskusa. Był to jednak zaledwie wstęp do serii niekorzystnych dla podatników rozstrzygnięć sądów administracyjnych.

Sądy przyznają rację fiskusowi, ale zostawiają otwartą furtkę przedsiębiorcom

Późniejsze orzecznictwo jest już mniej przychylne i dopuszcza korzystanie w toku postępowania z materiałów zgromadzonych również po upływie ustawowego limitu kontroli. W wyroku z dnia 13 lipca 2010 r., sygn. I GSK 955/09, NSA uznał, iż „Przekroczenie limitów (…) nie powoduje niemożności prowadzenia kontroli, jak i nie dyskwalifikuje w jakikolwiek sposób czynności dokonanych w tym postępowaniu”. Z kolei w orzeczeniu z dnia 14 stycznia 2011 r., sygn. I FSK 34/10, NSA stwierdził, że „Upływ terminu (…) nie wpływa również na ważność czynności podjętych przed, jak i po upływie tego terminu (…) nie czyni niemożliwym wydania merytorycznego rozstrzygnięcia w sprawie”. W sytuacji, gdy sprawa prowadzona jest w sposób przewlekły lub opieszały, podatnikowi przysługuje prawo do wniesienia ponaglenia do organu wyższego stopnia, a w razie jego nieuwzględnienia – skarga do sądu administracyjnego na bezczynność organu. W drugim z przywołanych przypadków sąd będzie indywidualnie oceniał, czy w danej sprawie wystąpiła po stronie organu bezczynność lub przewlekłość, w wyniku czego może nakazać mu podjęcie określonego działania, np. wydanie decyzji w postępowaniu podatkowym. Przykładem takiego rozstrzygnięcia może być wyrok WSA w Białymstoku z dnia 5 października 2016 r., sygn. akt I SAB/Bk 4/16, w którym Sąd zobowiązał organ do zakończenia kontroli podatkowej, uznając, że jej prowadzenie „przez ponad 2 lata, przy dalszym braku możliwości określenia terminu (…) zakończenia, nie może być uznane za nieprzewlekłe niezależnie od przyczyn takiego stanu”. W sytuacji, gdy organ nie podejmuje rozstrzygnięcia, tym samym uniemożliwiając podatnikowi polemikę, ponaglenie i skarga na bezczynność to jedyne sposoby, aby nie być skazanym na (nie)łaskę fiskusa, która – jak pokazują dotychczasowe doświadczenia – niejedną już firmę doprowadziła na skraj bankructwa.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku oraz doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców.

Braki kadrowe i ciągły rozwój gospodarczy determinują coraz lepsze warunki zatrudnienia w branży transportowej

Umowa o pracę, 7 000 zł na rękę, prywatna opieka medyczna, służbowy laptop, dodatkowe ubezpieczenie i komórka do celów prywatnych… Aż 43% polskich firm transportowych ma problem ze znalezieniem wykwalifikowanego pracownika[1], co sprawia, że przewoźnicy muszą się mocno wykazać, by przekonać do siebie i zatrzymać lojalnych kierowców. Tylko na ten moment szacuje się bowiem, że brakuje aż 100 000 truckerów.  W ciągu najbliższych 7 lat liczba wakatów może zwiększyć się o kolejne 200 000.

Kamil Wolański
Kamil Wolański

Prawie 95% zawodowych kierowców zatrudnionych jest na umowę o pracę, a średnia kwota ich zarobków jest o 1 500 zł wyższa, od średniej polskiej pensji i wynosi 5032 zł netto. Dla porównania – jeszcze w ubiegłym roku średnie wynagrodzenie kierowcy wynosiło o 230 zł mniej[2]. Dane zawarte w raporcie przygotowanym przez TransJob.eu „Zarobki kierowców zawodowych w Polsce” wskazują, że ponad 35% polskich truckerów zarabia więcej, niż 6 000zł netto. Ponadto, jak wynika z badania „Młodzi kierowcy na rynku pracy” przeprowadzonego przez organizatorów akcji społecznej „Profesjonalni kierowcy”, już młodzi kierowcy, bez doświadczenia mogą liczyć na zarobki na poziomie 5 000zł.

W Europie też brakuje kierowców

W innych krajach europejskich nie jest lepiej – The Sun w styczniu b.r. alarmował swoich czytelników, że dziennie deficyt kierowców zawodowych w Wielkiej Brytanii zwiększa się aż o 50 osób[3]. Z ogromnymi brakami wśród tej grupy zawodowej zmagają się również Niemcy i Holandia. W Hiszpanii brakuje 13 000 kierowców, przy jednoczesnym zarejestrowaniu 22 000 uprawnionych do prowadzenia pojazdów jako bezrobotnych.

-Z najnowszego raportu OCRK opracowanego na podstawie ewidencji 22 000 kierowców wynika, że średni wiek tej grupy zawodowej wynosi w Polsce nieco ponad 40 lat. Młodych kierowców nie przybywa, starsi odchodzą na emeryturę – jest to niewątpliwie jeden z najpoważniejszych problemów, z którym musi zmierzyć się branża transportowa – tłumaczy Kamil Wolański ekspert z Ogólnopolskiego Centrum Rozliczania Kierowców. W Wielkiej Brytanii średni wiek kierowcy to aż 55 lat.

Lojalność jest przereklamowana?

Jak wynika z raportu „Zarobki kierowców zawodowych w Polsce” wśród kierowców występuje dość duża rotacja pracowników. Aż 76% kierowców nie pracuje u jednego przewoźnika dłużej niż 2 lata. Z danych wynika także, że warto zmieniać pracę oraz poszukiwać bardziej hojnych pracodawców ponieważ najwięcej zarabiają pracownicy ze stażem w danej firmie nie większym, niż wspomniane dwa lata.

Ta sytuacja wymusza na przewoźniku staranie się o pracownika i zapewnienie korzystniejszych warunków. W branży transportowej standardem jest umowa o pracę i adekwatne do systemu pracy, i rodzaju pojazdu wynagrodzenie, ale to nie wszystko… Coraz więcej firm transportowych zdaje sobie sprawę z zagrożenia jakim jest brak chętnych do pracy i w związku z tym oferują  pracownikom szereg pozafinansowych benefitów. Wszystko po to, aby podnieść swoją pozycję  w rywalizacji o pracownika.

Mają dużo, ale dostaną więcej

Choć pensje kierowców w dużej mierze są wyższe, niż przeciętne pensje w Polsce, to pracodawcy są zmuszeni do zaproponowania tej grupie zawodowej jeszcze więcej, by nie doprowadzić do zastoju w swoich firmach. Co oferują polscy przewoźnicy?

Z przeprowadzonej przez nas wśród kierowców ankiety wynika, że prawie 46% z nich  korzysta z bezpłatnych szkoleń, nieco ponad 18% kierowców otrzymuje służbowe sprzęty takie jak komórkę do użytku prywatnego, czy laptop –  mówi Kamil Wolański ekspert z Ogólnopolskiego Centrum Rozliczania Kierowców. Aż ¼ przewoźników zapewnia swoim pracownikom dodatkowe ubezpieczenie, a nieco mniej także bony świąteczne i okolicznościowe. Firmy transportowe dbają też o świadczenia socjalne, prywatną opiekę medyczną, czy karty sportowe dla swoich pracowników – dodaje Wolański.

Kryteria wyboru

Jakimi kryteriami wyboru kierują się kierowcy? Przede wszystkim przed podjęciem pracy u danego przewoźnika zwracają uwagę na zarobki – chodzi zarówno o kwotę, jak i terminowość wypłat, czy też benefity pozapłacowe. Badania pokazują, że ponad 77% kierowców otrzymuje pensje w terminie. Kierowcy poszukują więc  stabilnych i rzetelnych pracodawców.[4]

Kolejnym z kryteriów, który ma istotny wpływ na zatrudnienie się w danej firmie są opinie na jej temat. Wśród Facebook’owych grup zrzeszających kierowców zawodowych, czy też na forach branżowych nie ma dnia, by nie pojawiło się pytanie na temat uczciwości danego przewoźnika, wypłacalności, czy jego stosunku do pracowników.

Dość istotnym elementem w ocenie kierowców jest jakość floty, którą dysponuje przewoźnik. Przede wszystkim zależy truckerom na komforcie pracy, tym bardziej, że w pojeździe spędzają długie godziny, a nawet całe tygodnie.

Mają wszystko oprócz czasu

Braki kadrowe i ciągły rozwój gospodarczy determinują lepsze warunki zatrudnienia w branży transportowej.

Przewóz towarów jest jednym z najważniejszych elementów gospodarki, więc naszym obowiązkiem jest zadbanie o prawidłowe funkcjonowanie tego sektora. Być może za kilka lat problem braku kierowców rozwiążą autonomiczne pojazdy, jednak zanim wkroczymy w bezzałogową erę, powinniśmy zadbać o realia – mówiKamil Wolański z OCRK. – Nie da się ukryć, że kierowcom w pracy towarzyszy ciągły stres i walka z czasem. Wobec tego należy poszukiwać optymalnych rozwiązań planowania podróży – nowoczesne systemy nawigacyjne, telematyczne w analizie czasu przejazdu uwzględniają szereg czynników, które mogą znacznie skrócić czas przejazdu i lepiej oszacować czas dotarcia do celu. Takie rozwiązania pozwalają kierowcy poczuć się pewniej, a firmom transportowym zoptymalizować koszty – dodaje Kamil Wolański

[1] Raport TransJobs.eu – Zarobki kierowców zawodowych w Polsce;  https://www.transjobs.eu/Raport-TransJobs.eu-Zarobki-kierowcow-zawodowych-2018.pdf

[2] Tamże,

[3] https://www.thesun.co.uk/news/5335306/trucker-shortage-threatens-post-brexit-trade-boom-with-45000-jobs-to-fill/

[4] Tamże,

Kandydaci mało aktywni, ale jak szukają pracy, to w sieci

Portale internetowe zaczynają dominować w procesach rekrutacyjnych. Polacy rzadziej niż w ostatnich latach szukają pracy przez znajomych, a już 1/3 z nich wykorzystuje w tym celu media społecznościowe – wynika z ostatnich badań Work Service S.A. Jednocześnie niemal 2/3 osób planujących zmianę pracy rozważa przebranżowienie. Patrząc jednak z perspektywy pracodawców pojawiło się duże wyzwanie, jak dotrzeć z informacjami o ofertach do osób niemyślących o zmianie zatrudnienia, które stanowią dziś zdecydowaną większość polskiego rynku pracy.

Z ostatniej edycji raportu „Barometr Rynku Pracy X”, przygotowanego przez Work Service wynika, że jedynie 19,8% Polaków zamierza w ciągu najbliższych dwóch lat zmienić swoje obecne miejsce zatrudnienia. Większość z tego grona chce zmienić pracę w ciągu najbliższych 12 miesięcy, ale wobec najwyższych od 5 lat potrzeb rekrutacyjnych po stronie firm, to kropla w morzu potrzeb.

 – Niemal 80% uczestników polskiego rynku pracy to kandydaci pasywni, a więc osoby które nie rozglądają się za nowym miejscem pracy. Z perspektywy przedsiębiorców, którzy dziś masowo poszukują rąk do pracy, to ogromne wyzwanie, bo muszą oni dotrzeć z przekazem o prowadzonych rekrutacjach do osób, które samodzielnie nie wyszukują takich informacji – mówi Tomasz Ślęzak, Wiceprezes Work Service S.A. – Z tego względu na znaczeniu zaczyna zyskiwać marketing rekrutacyjny, który pozwala m.in. za sprawą mediów społecznościowych nawiązywać bezpośredni kontakt z potencjalnymi kandydatami – dodaje Ślęzak.

Internet wygrywa ze znajomymi

Polacy, którzy aktywnie planują poszukiwać nowej pracy, w pierwszej kolejności udają się na portale z ogłoszeniami. Taką strategię przyjmuje 6 na 10 respondentów. Drugie miejsce w badaniu przypadło poszukiwaniu nowego zatrudnienia poprzez znajomych (54,4%). Do niedawna była to najpopularniejsza metoda dotarcia do ofert pracy, ale wyniki raportu po raz drugi z rzędu potwierdzają większą popularność serwisów internetowych. Na trzecim miejscu znalazła się metoda samodzielnego poszukiwania ofert w zakładkach „kariera” (41,4%). Należy jednak podkreślić rosnącą rolę mediów społecznościowych, na które wskazywał przeszło co trzeci badany. Jest to najwyższe wskazanie od piątej edycji raportu i drugie najwyższe w historii 5-letnich badań.jak polacy szukają pracy

– Wyraźnie rośnie rola mediów społecznościowych, szczególnie w rekrutacji młodych kandydatów. Osoby dopiero wchodzące na rynek pracy, często nie mające jeszcze zbyt dużego dorobku zawodowego, potrafią być zagubione w tradycyjnych serwisach ogłoszeniowych. Dlatego w dzisiejszych warunkach rynkowych, firmy same starają się do nich dotrzeć przez odpowiednie kampanie employer brandingowe czy nawet reklamowe – zaznacza Tomasz Ślęzak. – Wówczas ogłoszenia o pracę trafiają bezpośrednio do wyselekcjonowanych grup kandydatów, także tych pasywnych. Inne zastosowanie mają branżowe serwisy społecznościowe. Są one wykorzystywane głównie przez dobrze wykształconych specjalistów, którzy cenią sobie możliwości budowania własnego wizerunku i przy tym bezpośrednie dotarcie do rekruterów – mówi Ślęzak.

Zmiana zawodu przy nowej pracy?

Jedynie 18% Polaków rozważa przekwalifikowanie się na potrzeby znalezienia nowego miejsca zatrudnienia, a niemal 80% odrzuca taką możliwość. Największa skłonność do zmiany występuje w grupie osób relatywnie mniej zarabiających, a więc wśród pracowników o wynagrodzeniach do 2000 zł netto (21,3%) i między 2000 a 3000 zł netto (25,6%). Co ciekawe, zmianę profesji częściej rozważają osoby z wyższym (19,8%) i średnim wykształceniem (18,3%) niż pracownicy po szkołach zawodowych (16,1%) i podstawowych (13,3%).

– Najbardziej zmotywowani do przekwalifikowania się są ci, którzy aktywnie planują szukać nowego miejsca pracy. W tej grupie 62% badanych myśli o zdobyciu nowych umiejętności lub całkowitej zmianie zawodu. Należy jednak pamiętać, że skala aktywnych kandydatów jest niewielka, a problemy z niedopasowaniem kompetencyjnym na polskim rynku pracy utrzymują się od wielu lat. Dlatego tak ważne jest stworzenie odpowiednich warunków dla kandydatów do zdobywania nowej wiedzy – mówi Tomasz Ślęzak. – Niestety Polska pod tym względem znajduje się w ogonie Europy. Według danych Komisji Europejskiej w naszym kraju tylko 3,7% osób dorosłych bierze udział w kształceniu ustawicznym. W krajach unijnych jest to średnio 3-krotnie więcej – podsumowuje.czy chcesz zmienic prace

***

Metodologia badania:

Dane prezentowane w ramach Barometru Rynku Pracy X zostały przygotowane i opracowane na zlecenie Work Service S.A. przez instytut Kantar Millward Brown S.A. Badanie zrealizowano na próbie osób pracujących (N=554) dobranej z ogólnopolskiej reprezentatywnej próby dorosłych Polaków N=1000 (dobranych zgodnie ze strukturą populacji pod względem płci, wieku, wykształcenia oraz klasy wielkości i województwa miejsca zamieszkania), wyniki poddano procedurze ważenia. Maksymalny błąd pomiaru dla całej próby pracujących to +/-4,28%. Badanie zostało przeprowadzone za pomocą wspomaganych komputerowo wywiadów telefonicznych CATIBUS w okresie 16-20.07.2018 r.

Barometr EFL: Finansowy portret MŚP w II kwartale 2018 r.

Podstawowym źródłem finansowania firm z sektora MŚP w Polsce pozostają środki własne (90 proc. wskazań), ale biorąc pod uwagę zewnętrzne narzędzia, przedsiębiorcy najczęściej korzystają z leasingu (56 proc. wskazań) – wynika z „Barometru EFL”[1] na IV kwartał 2018 roku. Leasing jest najpopularniejszy w firmach z branży przemysłowej (67 proc.) oraz transportowej (66 proc.). Duże zainteresowanie leasingiem potwierdzają najnowsze dane Związku Polskiego Leasingu, z których wynika, że wartość rynku leasingu w Polsce w ciągu trzech kwartałów br. wyniosła 58,2 mld zł i wzrosła o 18,7 proc. r/r. Na kolejnych miejscach znajduje się ubezpieczenie majątku firmy (48,7 proc.) oraz kredyt bankowy (46,2 proc.).

– Portfel narzędzi finansowych, po które sięgają mikro, małe i średnie firmy, od kilku lat nie zmienia się, widzimy jedynie rotację na poszczególnych miejscach. Cały czas najchętniej wybierana jest gotówka, która zainwestowana „pracuje” i przyczynia się do wzrostu wartości przedsiębiorstwa. Numerem jeden jeśli chodzi o instrumenty zewnętrzne jest leasing. Z naszych doświadczeń i obserwacji wynika, że świadomość zalet i korzyści wynikających z korzystania z tego narzędzia cały czas rośnie, co jest efektem ciężkiej pracy całej branży w zakresie edukacji rynku. Szczególnie cieszy, że leasing jest również najpopularniejszym narzędziem wśród najmniejszych firm, co do tej pory nie było takie oczywiste – podkreśla Radosław Kuczyński, prezes EFL.

Po pierwsze, stałe TOP3 zewnętrznych narzędzi finansowych

Od początku realizacji badania „Barometr EFL”, czyli od stycznia 2015 roku, przedstawiciele sektora MŚP najczęściej finansują swoją działalność środkami własnymi. Z podobną sytuacją mamy do czynienia w IV kwartale br. – aż 9 na 10 przedsiębiorców zadeklarowało, że sięga do swoich kieszeni, żeby inwestować. Biorąc pod uwagę finansowanie zewnętrzne, na fotelu lidera znajduje się leasing, z którego korzysta 56 proc. MŚP. Co ciekawe, wciąż bardzo wysoko utrzymuje się ubezpieczenie majątku firmy – sięga po nie prawie 49 proc. przedsiębiorców. A warto dodać, że kwartał temu było najchętniej wykorzystywanym zewnętrznym instrumentem finansowym. Podium domyka kredyt bankowy (46 proc. wskazań).

Po drugie, im większy tym częściej sięga po wsparcie

Po raz kolejny widać również tendencję, zgodnie z którą, im firma zatrudnia więcej pracowników, tym częściej korzysta zewnętrznych narzędzi finansowych, w tym z leasingu. Podczas gdy wśród mikro firm 36 proc. zarządzających bazuje na tym produkcie, to wśród małych ten odsetek wynosi 63 proc., a wśród średnich podmiotów aż 73 proc. przedsiębiorców finansuje swoją działalność leasingiem. Podobne tendencje widać w korzystaniu z ubezpieczenia majątku, gdzie niemal dwa razy więcej średnich firm sięga po takie wsparcie niż w przypadku mikro firm (61 proc. vs. 32 proc.).

Po trzecie, produkujemy i transportujemy w leasingu

Z leasingiem za pan brat najbardziej żyją firmy przemysłowe, wśród których z tego narzędzia korzysta aż 67 proc. przedstawicieli. W ten sposób finansują maszyny i urządzenia do produkcji, które są wymieniane przez nich co kilka lat. Nieco mniej przedsiębiorstw, bo 66 proc., leasinguje inwestycje w transporcie, m.in. flotę pojazdów. Trzecią branżą, która najchętniej sięga po leasing jest budownictwo (63 proc. wskazań).

Deloitte: 40 proc. firm rodzinnych nie posiada strategii cyfrowej

W ciągu ostatnich trzech lat aż 65 proc. firm rodzinnych pomnożyło liczbę podmiotów, z którymi współpracują. To naturalny skutek powiększania się grona uczestników rynku, na którym coraz łatwiej się znaleźć, między innymi dzięki digitalizacji. Według ekspertów Deloitte, autorów raportu „Nowe pokolenie firm rodzinnych. Eksploracja środowisk biznesowych”, największym wyzwaniem dla rodzinnych przedsiębiorstw jest nauczenie się w jaki sposób radzić sobie w dynamicznie zmieniającym się otoczeniu rynkowym, zachowując jednocześnie swoją tożsamość i spójność, charakterystyczne dla tego rodzaju firm. Inaczej mówiąc – jak połączyć tradycję z nowoczesnością.

Eksperci Deloitte przeprowadzili badanie wśród 575 firm rodzinnych w 52 krajach, w tym także w Polsce. Ankietowani byli liderzy „nowego pokolenia”, czyli osoby, które kierują firmą od maksymalnie trzech lat lub w ciągu najbliższych trzech lat obejmą kierownicze stanowisko. Najstarsze z badanych firm miały ponad sto lat, najmłodsze – mniej niż dwadzieścia.

Aż 56 proc. liderów firm rodzinnych widzi szansę na rozwój w swoim środowisku biznesowym, rozumianym jako zbiór organizacji współpracujących ze sobą w celu tworzenia nowych produktów i poszukiwania innowacji. Według ekspertów Deloitte za tym optymizmem nie idzie jednak pomysł na wykorzystanie zmian, których to środowisko doświadcza, czyli cyfrowych innowacji, nowych graczy i dynamicznej konkurencji. – Sposób prowadzenia rodzinnych przedsiębiorstw oparty przede wszystkim na długotrwałych relacjach i zaufaniu staje się niewystarczający. Tworzące się na rynku nowe, wzajemne powiązania i współzależności otwierają wiele możliwości rozwoju. Warto, aby liderzy nowego pokolenia dostrzegali zmiany w swoim środowisku biznesowym i wykorzystywali w pełni ich potencjał.  

W przeciwnym razie ustąpią na rynku miejsca konkurentom – mówi Adam Chróścielewski, Partner w Dziale Audytu, Lider praktyki ds. firm rodzinnych w Polsce i Europie Środkowej, Deloitte.

Zmiana ról i powiązań

Kontrastem dla długoterminowych, istniejących czasem przez pokolenia relacji jest nie tylko szybko zmieniające się nowoczesne środowisko biznesowe z wciąż rosnącą liczbą jego uczestników, ale również bardziej różnorodny charakter zależności – od konkurencyjnego do partnerskiego. Choć współpraca oparta na zaufaniu i silna kultura rodzinna nadal traktowane są jako przewaga konkurencyjna to otoczenie sprawia, że liderzy firm rodzinnych wchodzą także w zależności bardziej krótkoterminowe, częściej regulowane umowami prawnymi. Dynamika ich ekosystemu skraca czas na zbudowanie zaufania, ponadto rodzinne spółki stają się częścią coraz większych, powiązanych ze sobą grup biznesowych. Jak wynika z raportu Deloitte tego rodzaju firmy, zaraz po dostawcach i odbiorcach swoich usług, najczęściej współpracują z klientami swoich klientów (47 proc.), a także, nawet raz w tygodniu – współdziałają z konkurencją (42 proc.). –  Co ciekawe, firmy w Europie Środkowej obok swoich klientów i dostawców najczęściej współpracują z instytucjami finansowymi. Większość z nich kontaktuje się z tymi podmiotami regularnie, a 80 proc. co najmniej raz w miesiącu. Pozwala to sądzić, że uczestnicy rynków w Europie Środkowej mają mniej stabilną sytuację finansową i bardziej potrzebują wsparcia tych instytucji – mówi Adam Chróścielewski.

Pod kontrolą

Utrata dozoru nad rodzinnym przedsiębiorstwem jest jedną z obaw 32 proc. ankietowanych liderów. Takie zagrożenie w ich opinii generuje środowisko biznesowe. Przyczynami tych obaw może być strach przed przejęciem i angażowaniem się w relacje z siecią innych podmiotów. Pewne znaczenie mają tu także kwestie emocjonalne, kolidować ze sobą mogą więc dwa elementy: z jednej strony czynniki biznesowe, z drugiej poglądy członków rodziny. Potrzebny jest bardziej elastyczny sposób myślenia liderów, który pozwoli na rozszerzenie i zróżnicowanie typów relacji, które nawiązują. Dzięki temu w pełni wykorzystają możliwości, jakie oferuje ich otoczenie biznesowe. Taką potrzebę dostrzega już 70 proc. respondentów Deloitte, co znajduje odzwierciedlenie w rynku. Przejęcia były najczęstszym rodzajem łączenia się podmiotów. Za ich główny cel ankietowani wskazali osiągnięcie wzrostu i efekt skali. Z kolei dla 30 proc. argumentem był dostęp do innowacji. Choć w przeszłości firmy rodzinne postrzegane były jako niechętne do ryzykowania i zachowawcze, dziś ich obraz mocno ewoluował, a rodzinne przedsiębiorstwa należą do najbardziej prekursorskich organizacji na rynkach. Szybkie tempo zmian technologicznych z jednej strony staje na przeszkodzie zgromadzenia przez jedną organizację wszystkich koniecznych zasobów i możliwości, z drugiej jednak motywuje firmy do podejmowania wspólnych przedsięwzięć.

Niedoceniana technologia cyfrowa

Choć digitalizacja, poprzez integrację ludzi, firm i obiektów, przyczynia się do tworzenia nowych modeli biznesowych, wielu liderów wciąż nie uwzględnia wszystkich jej możliwości i wykorzystuje ją przede wszystkim do usprawnienia procesów w firmie (45 proc.). Jedynie dla 17 proc. badanych jest ona głównym sposobem na pozyskiwanie utalentowanych pracowników. – Wyniki dla Europy Środkowej odpowiadają wynikom uzyskanym na całym świecie. Nieco ponad połowa firm deklaruje, że posiada strategię cyfrową. Jej wdrożenie najbardziej utrudnia brak kompetencji zarządczych, technicznych oraz strategicznych. Deklaruje tak aż 87 proc. pytanych. Drugi powód, wskazywany przez 49 proc. ankietowanych liderów, to krótkoterminowa presja rynkowa i bezpieczeństwo – mówi Wojciech Górniak, Dyrektor, Lider zespołu ds. cyfrowej strategii i transformacji, Deloitte.

Bycie członkiem szerokiej sieci biznesowych powiązań powinno zachęcać firmy do rozwinięcia technologii cyfrowej na inne obszary, takie jak innowacje, rozwój modeli biznesowych czy pozyskiwanie talentów. – Liderzy nowego pokolenia mają jeszcze jedno istotne zadanie – podzielenie się własną wiedzą o wartościach technologii cyfrowych z innymi członkami rodziny, zaangażowanymi we wspólny biznes
– dodaje Wojciech Górniak. Z raportu Deloitte wynika, że to właśnie nowe pokolenia mają największą świadomość wagi digitalizacji. Aż 45 proc. uważa, że ich świadomość w tym obszarze jest wysoka. Jednocześnie deklarują, że taki sam poziom świadomości ma jedynie 24 proc. członków ich rodzin działających we wspólnej firmie, a ponad połowa z nich (55 proc.) ma na ten temat niewielką wiedzę.

Jak wynika z raportu, liderzy rodzinnych przedsiębiorstw w kontekście cyfryzacji powinni zadać sobie pytania o cel i rolę firm, którymi kierują. Kluczowa jest wiedza jak digitalizacja może wpłynąć na model biznesowy ich przedsiębiorstwa, czy jak należy zmodyfikować jego strategię i działania. Specjaliści Deloitte przewidują, że cenne będzie tu – charakterystyczne dla firm rodzinnych – długoterminowe planowanie. Może być pomocne w przygotowaniu rodziny na zmiany i zabezpieczenie firmy przed ich skutkami.

Pełne korzystanie z możliwości, jakie daje dynamicznie rozwijające się środowisko biznesowe oznacza inwestowanie w technologie oraz wchodzenie w nowe relacje, partnerstwa i sojusze. Dla utrzymania pozycji lidera niezbędne jest wprowadzanie nowych produktów lub usług i wdrażanie innowacji. To wszystko wpływa nie tylko na finansowe i gospodarcze cele rodzinnych przedsiębiorstw, ale pomaga także w zachowaniu kontroli i autonomii w otaczającej je biznesowej rzeczywistości.

Funt ciągnie w dół euro

Znowu wracamy do zmienności w ciągu dnia, która co innego przynosi rano, a co innego po południu. Wczoraj pozytywny sentyment przywiany z Azji nie dotrwał do wkroczenia na rynek inwestorów z Ameryki Północnej. Jest to typowa cecha rynku, gdzie uczestnicy nie mają przekonania co do kierunku i ruchy są generowane przez porządkowanie pozycji. Pusty kalendarz we wtorek zwiastuje kontynuację chaosu.

Najlepszy przykład? EUR/USD, który jeszcze wczoraj rano sugerował mocne wybicie ponad 1,1530 (ważny opór), by jeszcze przed południem zgasić zwyżki. Dziś rano gra toczyła się o wybicie październikowych minimów na 1,1430, ale dwie godziny później po tych zapędach podaży nie ma śladu. W ogóle nie widzę sensu, by mieszać wahania EUR/USD z doniesieniami z Włoch. Kto o zdrowych zmysłach myślał, że Rzym tak łatwo przystanie na żądania Komisji Europejskiej i od razu zadeklaruje zmiany w projekcie budżetu zmniejszając deficyt (KE dała czas do wczorajszego południa na odpowiedź)? Nikt, a zatem marny to pretekst do rozczarowania. Poza tym głosy z Brukseli (szef Eurogrupy) sugerują, że oficjalne rozmowy idą w dobrym kierunku. Nie wiemy nic nowego, ale też nie ma potrzeby siać paniki, że wraca kryzys zadłużenia.

Jeśli już to byłbym bardziej skłonny przyznać, że EUR jest ciągnięte w dół przez GBP, który bombardowany był negatywnymi informacjami dotyczącymi Brexitu. Jedna mała uwaga jest taka, że te informacje były albo absurdalne, albo bez solidnego umocowania w faktach. Dziwię się, ile razy jeszcze damy się nabrać na plotki o rebelii w Partii Konserwatywnej i starania o usunięcie premier May? Biorąc pod uwagę w jakim stanie są negocjacje Brexitu (niedogadana sprawa granicy z Irlandią), nikt nie chce być teraz na miejscu May i brać pełną odpowiedzialność za rezultat. Bardziej niepokojące były doniesienia, że zwolennicy Brexitu szykują poprawkę do ustawy rozwodowej, który uczyniłaby „backstop” (jeśli Wlk. Brytania i UE nie zawiążą umowy handlowej do końca okresu przejściowego, Irlandia Północna będzie częścią europejskiej unii celnej i niejako oddzielona od reszty Wielkiej Brytanii) nielegalnym. Poprawkę miała nawet poprzez koalicyjna partii DUP z Irlandii Północnej, co osłabiłoby pozycję rządu. Wniosek (który mocno skomplikowałby dalsze negocjacje z UE) ostatecznie został wycofany i wprowadził jedynie zamieszanie, a premier May uspokajała polityków swoim sprzeciwem wobec idei „backstopu”. Ogólnie poniedziałek nie przyniósł niczego, co mogłoby wpłynąć na zmianę oceny szans porozumienia. Wszystkie opcje pozostają otwarte, a po zeszłym tygodniu (i szczycie UE, który nic nie dał) wiemy, że nie ma sztywnych terminów na osiągnięcie porozumienia. Razem przekonuje mnie to do stwierdzenia, że nie ma sensu na siłę interpretować zmian kursów GBP (i EUR).

Wtorek nie oferuje niczego interesującego po stronie wydarzeń makro, więc uwaga pozostanie na sygnałach wysyłanych przez rynek akcji i testach poziomów technicznych. Azja ma za sobą sesję odreagowania dwóch dni wzrostów, więc Europa świeci się na czerwono. JPY jest mocniejszy, ale co USD zarobił z samego rana, powoli już oddaje (kolejny dowód na nieskorelowany chaos). Dobrze, że PLN jest obok tego wszystkiego i ani nie traci, ani nie zyskuje. EUR/PLN na 4,2950 jest mniej więcej po środku zakresu z ostatnich dwóch tygodni. Jako że na rynku jest równie ponuro, co za oknem, niewykluczone jest osłabienie złotego, ale 4,31 powinno zatrzymać wzrosty.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Relacja z Ogólnopolskiego Szczytu Gospodarczego OSG 2018

W dniach 18-19 października 2018 r. w Siedlcach odbyła się IV edycja Ogólnopolskiego Szczytu Gospodarczego OSG 2018, poświęcona filarom polskiej gospodarki przyszłości, którego głównym organizatorem jest Europejskie Centrum Biznesu.

Szczyt objęty został Honorowym Patronatem przez Prezesa Rady Ministrów Mateusza Morawieckiego, Marszałka Senatu Stanisława Karczewskiego, Ministra Energii Krzysztofa Tchórzewskiego, Ministra Środowiska Henryka Kowalczyka, Ministra Infrastruktury Andrzeja Adamczyka, Ministra Obrony Narodowej Mariusza Błaszczaka, Ministra Gospodarki Morskiej i Żeglugi Śródlądowej Marka Gróbarczyka, Minister Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej Elżbiety Rafalskiej, Ministerstwo Cyfryzacji, Ministerstwo Inwestycji i Rozwoju, Ministerstwo Przedsiębiorczości i Technologii, Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi, Prezesa Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej Kazimierza Kujdę, Prezesa Urzędu Regulacji Energetyki Macieja Bando, Prezes Urzędu Ochrony Danych Osobowych Edytę Bielak-Jomaa, Prezesa Urzędu Transportu Kolejowego Ignacego Górę, Agencję Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa, Centrum Unijnych Projektów Transportowych, Główny Inspektorat Transportu Drogowego, Narodowe Centrum Badań i Rozwoju, Państwową Inspekcję Ochrony Roślin i Nasiennictwa, Wojewodę Lubelskiego Przemysława Czarnka, Wojewodę Lubuskiego Władysława Dajczaka, Wojewodę Mazowieckiego Zdzisława Sipierę, Wojewodę Podlaskiego Bohdana Paszkowskiego, Wojewodę Pomorskiego Dariusza Drelicha, Wojewodę Świętokrzyskiego Agatę Wojtyszek, Wojewodę Warmińsko-Mazurskiego Artura Chojeckiego, Marszałka Województwa Mazowieckiego, Marszałka Województwa Kujawsko-Pomorskiego, Marszałka Województwa Lubelskiego, Marszałka Województwa Podkarpackiego, Marszałka Województwa Świętokrzyskiego, Prezydenta Białegostoku, Prezydenta Lublina, Prezydenta Łodzi, Prezydenta Nowego Sącza, Prezydenta Olsztyna, Prezydenta Rzeszowa, Prezydenta Siedlec, Prezydenta Tomaszowa Mazowieckiego, Prezydenta Torunia, Górniczą Izbę Przemysłowo-Handlową, Hutniczą Izbę Przemysłowo-Handlową, Instytut Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej, Instytut Kolejnictwa, Izbę Gospodarczą Ciepłownictwo Polskie, Krajową Radę Izb Rolniczych, Krajowy Związek Grup  Producentów Owoców i Warzyw, Izbę Gospodarczą „Wodociągi Polskie”, Konferencję Rektorów Polskich Uczelni Technicznych, Krajową Izbę Gospodarczą, Krajową Unię Producentów Soków, Krajowy Związek Spółdzielni Mleczarskich, Polską Federację Producentów Żywności, Polską Izbę Gospodarczą Energetyki Odnawialnej i Rozproszonej, Polską Izbę Przemysłu Chemicznego, Polską Izbę Spedycji i Logistyki, Polski Związek Pracodawców Budownictwa, Polskie Towarzystwo Ekonomiczne, Polskie Towarzystwo Elektrociepłowni Zawodowych, Polskie Towarzystwo Przesyłu i Rozdziału Energii Elektrycznej, Polskie Zrzeszenie Producentów Bydła Mięsnego, Stowarzyszenie Energii Odnawialnej, Stowarzyszenie Polskich Dystrybutorów Owoców i Warzyw, Związek Miast Polskich, Związek Powiatów Polskich, Związek Pracodawców Gospodarki Odpadami.

Dwa dni Szczytu zostały podzielone na cztery części: Sesję Plenarną, otwierającą obrady, zatytułowaną „Filary polskiej gospodarki przyszłości – Państwo – Gospodarka – Samorząd”, Sesję I pt. Energetyka, Sesję II pt. Gospodarka, Sesję III pt. Bezpieczeństwo. W drugim dniu odbyła się Sesja IV organizowana przez Ministerstwo Energii oraz Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej, która została zatytułowana Gospodarka niskoemisyjna w działaniach na rzecz czystego powietrza. Na zakończenie pierwszego dnia debat OSG 2018 odbyła się uroczysta gala wręczenia statuetek „Bursztyn Polskiej Gospodarki”.

Szczyt został oficjalnie zainaugurowany przez Ministra Energii Krzysztofa Tchórzewskiego, a także Prezydenta Miasta Siedlce Wojciecha Kudelskiego, którzy w swoich przemówieniach zwracali uwagę na konieczność pogłębionej dyskusji nad przyszłością i kierunkami rozwoju polskiej gospodarki. Wyrazili przekonanie, że zarówno dobór tematów podczas OSG 2018, jak i zaproszonych do debat gości pozwolą na rzetelną i kompleksową dyskusję na temat rozwoju Polski. Minister Energii odczytał także list do uczestników od Pana Premiera Mateusza Morawieckiego zaś senator Waldemar Kraska odczytał list od Marszałka Senatu Stanisława Karczewskiego.

Sesją otwierającą Szczyt była Sesja Plenarna pt. „Filary polskiej gospodarki przyszłości – Państwo – Gospodarka – Samorząd”, której Partnerem Energetycznym była PGE Polska Grupa Energetyczna S.A.. Wzięli w niej udział: prof. dr hab. Grażyna Ancyparowicz – Członek Rady Polityki Pieniężnej; Maciej Bando – Prezes Urzędu Regulacji Energetyki; dr Edyta Bielak–Jomaa – Prezes Urzędu Ochrony Danych Osobowych; Jadwiga Emilewicz –  Minister Przedsiębiorczości i Technologii; Mariusz  Jedynak – Członek Zarządu, Zakład Ubezpieczeń Społecznych; Kazimierz Kujda – Prezes NFOŚiGW; Sławomir Mazurek – Podsekretarz Stanu, Ministerstwo Środowiska; Piotr Naimski – Sekretarz Stanu w KPRM, Pełnomocnik Rządu do spraw Strategicznej Infrastruktury Energetycznej; Karol Okoński – Sekretarz Stanu, Ministerstwo Cyfryzacji; Krzysztof Tchórzewski – Minister Energii; Tomasz Zdzikot – Sekretarz Stanu, Ministerstwo Obrony Narodowej. Moderatorem debaty był: Michał Adamczyk – Dziennikarz TVP S.A. Zaproszeni uczestnicy debaty w pierwszej kolejności starali się nakreślić kierunki i uwarunkowania zrównoważonego rozwoju kraju. W tym kontekście poruszono istotną kwestię roli Państwa w kreowaniu i gwarantowaniu rozwoju, uwzględniając także perspektywę europejską, zwłaszcza pod kątem możliwości, jakie pojawiają się w ramach nowej perspektywy budżetowej UE. W dalszej kolejności odniesiono się do strategii bezpieczeństwa Państwa z perspektywy najważniejszych sektorów gospodarki, która także musi w coraz większym stopniu uwzględniać tempo rozwoju społecznego, a także efektywne działania na poziomie samorządowym. Równie ważnym zagadnieniem była współpraca biznesu i nauki na rzecz innowacyjnego rozwoju gospodarczego. W ramach podsumowania starano się także odnieść do sytuacji gospodarczej Polski na tle UE i świata.

Sesja I: Energetyka składała się z trzech paneli dyskusyjnych pt. „Energetyka”, „Ciepło systemowe – program Czyste Powietrze” oraz „Elektromobilność”.

Panel Energetyka poprowadzony został przez Oskara Waluśkiewicza – Counsel, K&L Gates Jamka sp. k., zaś w dyskusji wzięli udział: Maciej Bando – Prezes Urzędu Regulacji Energetyki; Henryk Baranowski – Prezes Zarządu, PGE Polska Grupa Energetyczna S.A.; Mateusz Aleksander Bonca – Prezes Zarządu, Grupa LOTOS S.A.; Krzysztof Figat – Prezes Zarządu, „Polimex-Mostostal” S.A.; Filip Grzegorczyk – Prezes Zarządu, TAURON Polska Energia S.A.; Antoni Józwowicz – Prezes Zarządu, ENEA Wytwarzanie S.A.; Alicja Barbara Klimiuk – p. o. Prezesa Zarządu, ENERGA S.A.; Zbigniew Kozłowski – Of Counsel, K&L Gates Jamka sp. k.; Mariusz Samordak – Dyrektor Departamentu Projektów Sektorowych, Bank Gospodarstwa Krajowego; Tomasz Tarwacki – Zastępca Dyrektora ds. Planowania i Analiz Sieciowych, Departament Rozwoju Systemu, Polskie Sieci Elektroenergetyczne S.A. Debata rozpoczęła się od nakreślenia swego rodzaju „mapy” inwestycji infrastrukturalnych, realizowanych obecnie oraz zaplanowanych w najbliższej przyszłości. Zwrócono przy tym szczególną uwagę na nowe metody zarządzania energetycznymi projektami inwestycyjnymi, a także modelami finansowania tego typu inwestycji. Nie bez znaczenia miał też kontekst regulacyjny projektów – zaproszeni goście starali się nakreślić potencjalne bariery, jak i możliwości, jakie dają obecne przepisy regulacyjne. Zwrócono również uwagę, że współczesne projekty nie mogą być wdrażane, bez odpowiedniego uwzględnienia europejskiej infrastruktury energetycznej. W ramach dyskusji odniesiono się też do miejsca odnawialnych źródeł energii w modelach biznesowych grup energetycznych. Partnerem Energetycznym Panelu był TAURON Polska Energia S.A.

Panel Ciepło systemowe – program „Czyste Powietrze” moderowany był przez dr Jerzego Baehra – Radcę Prawnego i Partnera Zarządzającego, WKB Wierciński, Kwieciński, Baehr Sp. k. oraz Macieja Szambelańczyka – Radcę Prawnego i Partnera, WKB Wierciński, Kwieciński, Baehr Sp. k. Głównym Partnerem Panelu była PGE Polska Grupa Energetyczna S.A., zaś Partnerem PGNiG Termika S.A. Do dyskusji, w ramach powyższego panelu zasiedli: Bogusław Białowąs – Prezes Zarządu, Bank Ochrony Środowiska S.A.; Wojciech Dąbrowski – Prezes Zarządu, PGE Energia Ciepła S.A.; Mariusz Gajda – Wiceprezes Zarządu, ENERGA Wytwarzanie S.A.; Jarosław Głowacki – Prezes Zarządu, PGNiG Termika S.A.; Piotr Górnik – Prezes Zarządu, Dyrektor ds. Produkcji i Dystrybucji, Fortum Power and Heat Polska Sp. z o.o.; Małgorzata Mika-Bryska – Dyrektor ds. Regulacji i Relacji Publicznych, Veolia Energia Polska Sp. z o.o.; Jacek Szymczak – Prezes Zarządu, Izba Gospodarcza Ciepłownictwo Polskie; Karol Tchórzewski – Prezes Zarządu, Przedsiębiorstwo Energetyczne w Siedlcach Sp. z o.o.; Artur Michalski – Zastępca Prezesa Zarządu NFOŚiGW. Podczas debaty zaproszeni goście odnieśli się w pierwszej kolejności do roli ciepłownictwa w walce z zanieczyszczeniem powietrza, co stanowiło wstęp do rozważań nad inwestycjami w ciepłownictwie, z uwzględnieniem dychotomii ciepłownictwo komunalne – prywatne. W dalszej kolejności analizowano możliwości wykorzystania sieci ciepłowniczych w kontekście ekorozwoju kogeneracji. Równie ciekawym tematem była kwestia skuteczności uchwały antysmogowej po roku od implementacji i pytania o pogodzenie interesu mieszkańców samorządów i branży górniczej.

Panel Elektromobilność, którego Partnerem Energetycznym był TAURON Polska Energia S.A., zamykający Sesję I Szczytu został poprowadzony przez Filipa Opokę – Radcę Prawnego, Partnera w Kancelarii NGL Wiater sp. k. W roli prelegentów wystąpili: Ryszard Biernacki – Dyrektor Naczelny ds. Inżynierii Produkcji, KGHM Polska Miedź S.A.; Szymon Byliński – Dyrektor, Departament Innowacji i Rozwoju Technologii, Ministerstwo Energii; Dariusz Chrzanowski – Wiceprezes Zarządu, ENERGA Obrót S.A.; Włodzimierz Ehrenhalt – Wiceprezes Zarządu, Stowarzyszenie Energii Odnawialnej; Artur Kalicki – Kierownik Zespołu ds. Elektromobilności, Magenta Grupa TAURON; Andrzej Kojro – Prezes Zarządu, ENEA Operator Sp. z o.o.; Artur Michalski – Zastępca Prezesa Zarządu, NFOŚiGW; Arnold Rabiega – Prezes Zarządu, Krajowy Instytut Energetyki Rozproszonej sp. z o.o.; Paweł Śliwa – Wiceprezes Zarządu ds. Innowacji, PGE Polska Grupa Energetyczna S.A.; dr Grzegorz Tchorek – Wydział Zarządzania, Uniwersytet Warszawski; dr Przemysław Zaleski – Wiceprezes Zarządu ds. Rozwoju, ORLEN Centrum Serwisowe Sp. z o.o. Dyskusja o elektromobilności rozpoczęła się od nakreślenia jej roli w gospodarce, z uwzględnieniem aspektów ekonomicznych, środowiskowych i społecznych. Nie bez znaczenia była też kwestia rozbudowy infrastruktury ładowania i wyzwań, jakie w związku z tym czekają Operatorów Systemów Dystrybucji i samorządów. W dalszej części debaty starano się nakreślić oczekiwania rynku w odniesieniu do samochodów tradycyjnych i o napędach alternatywnych. Powyższe rozważania stanowiły wstęp do omówienia polskiego projektu e-mobility na tle konkurencji i rozważań e-mobility jako elementu koncepcji smart city. W ostatniej części panelu zastanawiano się, czy samochód ekologiczny musi być na prąd. Dyskutowano także o możliwych obszarach polskiej specjalizacji w elektromobilności.

Sesja II: Gospodarka składała się z trzech paneli dyskusyjnych pt. „Gospodarka 4.0”, „Infrastruktura i transport” oraz „Samorząd lokalny”.

Panel Gospodarka 4.0 został poprowadzony przez dr Jerzego Baehra – Radcę Prawnego i Partnera Zarządzającego, WKB Wierciński, Kwieciński, Baehr Sp. k. oraz Macieja Szambelańczyka – Radcę Prawnego i Partnera, WKB Wierciński, Kwieciński, Baehr Sp. k. zaś do debaty zasiedli: Sławomir Brzeziński – Wiceprezes Zarządu, Grupa Azoty Zakłady Azotowe Kędzierzyn S.A.; Michał Chwieduk – Biuro Rozwoju i Innowacji, Agencja Rozwoju Przemysłu S.A.; Aleksandra Fraś-Zdeb – Airly Sp. z o.o.; Honorata Kępowicz-Olszówka – Kierownik Referatu, Wydział Strategii i Obsługi Inwestorów, Urząd Miasta Lublin; Roman Masek – Dyrektor Techniczny, BELSE Sp. z o.o.; Marek Paczuski – Dyrektor Oddziału ZUS w Siedlcach; Robert Piłka – Pełnomocnik Zarządu, Przewozy  Regionalne Sp. z o.o.; dr inż. Tomasz Zieliński – Prezes Zarządu, Polska Izba Przemysłu Chemicznego. Zaproszeni goście najpierw starali się odpowiedzieć na pytanie, co oznacza dzisiaj termin „Gospodarka 4.0”. Zastanawiano się także nad rolą Państwa w kreowaniu, wspieraniu i regulowaniu nowych modeli biznesowych. Uczestnicy panelu, na podstawie własnych doświadczeń starali się również określić, czy innowacyjność należy rozumieć jako szybkie wdrożenie rozwiązań przełomowych, czy jest to raczej rozwój poprzez optymalizację. Bardzo ważnym elementem dyskusji były sposoby na pozyskanie kapitału na badania i rozwój. W drugiej części panelu skoncentrowano się nad zagadnieniami bezpieczeństwa – w kontekście inwestycji w rozwiązania poprawiające poziom bezpieczeństwa projektów, jak i również dynamiki otoczenia regulacyjnego. Rozważania objęły także kontekst europejski i globalny – w szczególności zastanawiano się nad dostępnością środków unijnych na innowacje w perspektywie finansowej 2014-2020 oraz kondycją gospodarek narodowych w czasach globalnej konkurencji.

Panel Infrastruktura i transport moderowany był przez prof. Halinę Brdulak ze Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie. Debata była podzielona na dwie części eksperckie – w pierwszej wystąpili: Łukasz Bryła – Zastępca Głównego Inspektora Transportu Drogowego; Maciej Brzozowski – Manager, Hafen Hamburg Marketing e.V.; Arkadiusz Gmurzyński – Dyrektor Departamentu Lotnisk, Urząd Lotnictwa Cywilnego; Marek Tarczyński – Przewodniczący Rady, Polska Izba Spedycji i Logistyki; Paweł Szaciłło – Dyrektor ds. Sektora Transportu i Infrastruktury, Bank Gospodarstwa Krajowego; Przemysław Wróbel – Ekspert Doradca Dyrektora Centrum Unijnych Projektów Transportowych. W drugiej części eksperckiej wystąpili: Przemysław Janiszewski – Wiceprezes Zarządu, Polimex-Mostostal S.A.; Łukasz Marcinkiewicz – Dyrektor Zarządzający LH Engineering, Dyrektor Projektów Infrastrukturalnych Lafarge; Tomasz Prejs –  Prezes Zarządu, Stadler Polska Sp. z o.o.; Tadeusz Syryjczyk – Partner, Zespół Doradców Gospodarczych TOR; Konrad Wyrwas – Dyrektor ds. Strategii Rozwoju, Polski Związek Pracodawców Budownictwa; dr inż. Andrzej Żurkowski – Dyrektor Instytutu Kolejnictwa. W ramach pierwszej części zaproszeni eksperci podjęli temat szeroko rozumianej infrastruktury transportowej. Z jednej strony odniesiono się do kwestii planów Centralnego Portu Komunikacyjnego, jako rozwiązania dla gospodarki i logistyki kraju, Programu Rozwoju Śródlądowych Dróg Wodnych, czy znaczeniu infrastruktury portowej dla rozwoju polskiej gospodarki. Z drugiej strony zastanawiano się, jak zachęcić obywateli do korzystania z transportu publicznego oraz jaką przyszłość czeka transport w kontekście wyzwań demograficznych i technologicznych. Druga część panelu skoncentrowała się wokół transportu kolejowego. W jej ramach zastanawiano się nad kluczowymi projektami kolejowymi z punktu widzenia gospodarki. Wśród nich istotnym zagadnieniem była kolej metropolitalna, jako kluczowy element strategii transportowej samorządów. Równie interesującym zagadnieniem, poruszonym podczas dyskusji była problematyka transportu intermodalnego, hubów i centrów logistycznych w strategii PKP i rosnący rynek prywatnych przewoźników cargo. Na koniec zaś zastanawiano się nad perspektywicznymi szlakami i nowymi kierunkami potoków towarów (północ-południe, Europa Chiny).

Panel Samorząd lokalny poprowadzony został przez Jarosława Jóźwiaka – Adwokata w Kancelarii Prof. Marek Wierzbowski i Partnerzy – Adwokaci i Radcowie Prawni, zaś w debacie wzięli udział: Grzegorz Benedykciński – Burmistrz Grodziska Mazowieckiego; Tomasz Hapunowicz – Wójt Gminy Zbuczyn; Jan Ługowski – Burmistrz Miasta i Gminy Mordy; Piotr Pokropek – Dyrektor Regionu Mazowieckiego, Bank Gospodarstwa Krajowego; Krzysztof Wolny – Burmistrz Gminy Międzychód; Ewa Wolniewicz-Warska – Head of Sales, Kapsch Telematic Services Sp z o.o.; Karol Wójcik – Przewodniczący Rady Programowej, Związek Pracodawców Gospodarki Odpadami. Panel został podzielony na trzy główne nurty tematyczne. Pierwszy, inwestycyjny, w ramach którego odniesiono się do realizowanych i planowanych inwestycji samorządowych w kontekście nowej perspektywy finansowej UE. W ramach drugiego (finansowego) zastanawiano się jak utrzymać tempo inwestycji w kolejnych latach w kontekście mniejszych środków pochodzących z funduszy europejskich i gdzie szukać alternatyw. Trzeci nurt, odnosił się do problematyki smogu jako problemu w okresie jesienno-zimowym, który dotyczy większości gmin i miast w Polsce (rozwiązania proponowane i wdrażane na szczeblu centralnym oraz na poziomie samorządów).

Sesja III: Bezpieczeństwo złożona była z trzech paneli dyskusyjnych pt. „Bezpieczeństwo narodowe” „Bezpieczeństwo surowcowe i przesyłowe” oraz „Bezpieczeństwo sektora rolno-spożywczego”.

Panel Bezpieczeństwo narodowe był moderowany przez dr Krzysztofa Wiatera – Radcę Prawnego, Partnera Zarządzającego, NGL Wiater sp. k., zaś w dyskusji wzięli udział: dr inż. Tomasz Balcerzak – Katedra Technologii Lotniczych, Wydział Transportu, Politechnika Śląska; Julia Anna Hetlof – Attorney At Law, USANATO BDE LIAISON; dr Łukasz Kister – Niezależny Ekspert Bezpieczeństwa, Information Security Service; Wiesław Łodzikowski – Dyrektor Pionu Technologii, NASK S.A.; Karol Okoński – Sekretarz Stanu, Ministerstwo Cyfryzacji; Tomasz Soczyński – Dyrektor Zespołu Informatyki, Urząd Ochrony Danych Osobowych. Debata rozpoczęła się od tematu kształtowania polityki bezpieczeństwa państwa w aktualnej sytuacji międzynarodowej i w ogóle pytania, czy Polska jest krajem bezpiecznym, w kontekście priorytetowych obszarów bezpieczeństwa narodowego. W szczególności odniesiono się do Narodowej Polityki Zbrojeniowej i jej fundamentalnego znaczenia dla modernizacji i rozwoju przemysłu obronnego. Drugim, wiodącym tematem panelu były wyzwania związane z cyberbezpieczeństwem. Zaproszeni goście przeanalizowali je z perspektywy Krajowych Ram Polityki Cyberbezpieczeństwa RP na lata 2017-2020 oraz Ustawy o krajowym systemie cyberbezpieczeństwa. W dalszej kolejności podjęto temat RODO w erze społeczeństwa cyfrowego oraz dyrektywy Parlamentu i Rady UE w sprawie środków na rzecz wysokiego wspólnego poziomu bezpieczeństwa sieci i systemów informatycznych na terenie UE – NIS (Network and Information Security). Na koniec przeanalizowano potencjał polskiego przemysłu obronnego – polskiej produkcji zbrojeniowej na tle rynków światowych.

Panel Bezpieczeństwo surowcowe i przesyłowe moderowany był przez Macieja Wesołowskiego – Radcę Prawnego, Partnera w Kancelarii NGL Wiater sp. k., natomiast w debacie udział wzięli: Jarosław Broda – Wiceprezes Zarządu ds. Zarządzania Majątkiem i Rozwoju, TAURON Polska Energia S.A.; Andrzej Kaźmierski – Dyrektor Departamentu Energii Odnawialnej, Ministerstwo Energii; Tomasz Lesiewicz – Prezes Zarządu, Enspirion Sp. z o.o.; Arkadiusz Sekściński – p.o. Prezesa Zarządu, Wiceprezes Zarządu, PGE Energia Odnawialna S.A.; Tomasz Wilczak – Członek Zarządu, Wiceprezes Zarządu ds. Technicznych; PGNiG Termika S.A.; Mateusz Wodejko – Wiceprezes Zarządu, PERN S.A.; Maciej Woźniak – Wiceprezes Zarządu ds. Handlowych, PGNiG S.A.; Artur Zawartko – Wiceprezes Zarządu, GAZ-SYSTEM S.A. Zaproszeni prelegenci w pierwszej kolejności zastanawiali się nad stanem bezpieczeństwa surowcowego Państwa z perspektywy kluczowych zasobów. Jednocześnie starano się nakreślić miejsce OZE (biokomponenty i biopaliwa) w polityce energetycznej państwa. Kolejnym tematem, jaki został poruszony podczas debaty dotyczył stopnia zaawansowania projektu Baltic Pipe jako elementu współpracy w ramach basenu Morza Bałtyckiego oraz kwestii Nord Stream 2 i pytania o potencjalnych sojuszników Polski. Dotychczasowe wnioski pozwoliły odnieść się do pytania w jakim stopniu polityka klimatyczna i surowcowa wpływa na politykę energetyczną. Druga część panelu zdominowany został przez dyskusje na temat innowacyjności i aktywności badawczo-rozwojowej w sektorze energetycznym. W szczególności rozważano metody magazynowania energii, a także surowców wtórnych – dla i z energetyki.

Panel Bezpieczeństwo sektora rolno-spożywczego, zamykający trzecią sesję OSG 2018 moderowany był przez Jakuba Oliprę – Ekonomistę Departamentu Analiz Makroekonomicznych, Credit Agricole Bank Polska S.A., zaś do dyskusji zasiedli: Witold Boguta – Prezes Zarządu, Krajowy Związek Grup Producentów Owoców i Warzyw; Wiktor Szmulewicz – Prezes, Krajowa Rada Izb Rolniczych; Joanna Tumińska – Dyrektor Biura Ochrony Roślin i Techniki, Główny Inspektorat Ochrony Roślin i Nasiennictwa w Warszawie; Jerzy Wierzbicki – Prezes, Polskie Zrzeszenie Producentów Bydła Mięsnego. Na sam początek zaproszeni goście odnieśli się do kwestii polityki rolnej Państwa – dopłat oraz innych dostępnych narzędzi wsparcia dla sektora rolno-spożywczego. Jednocześnie podniesiono temat roli stowarzyszeń branżowych i grup producenckich w Polsce i za granicą w kształtowaniu regulacji dla sektora rolno-spożywczego. Tematem szczególnie dyskutowanym zarówno przez prelegentów, jak i uczestników w ramach pytań z Sali był problem budowania marki polskiej żywności, w szczególności jeżeli chodzi o budowę wizerunku branży w kraju i na świecie i zwiększanie rozpoznawalności naszych produktów. W tym kontekście odniesiono się do zagadnienia patriotyzmu konsumenckiego i protekcjonizmu z perspektywy możliwości i zagrożeń płynących z funkcjonowania na wspólnotowym rynku. Równie ciekawym tematem, jaki został omówiony podczas panelu, były umowy UE o wolnym handlu oraz potencjalne skutki dla polskiego sektora rolno-spożywczego. Na koniec odniesiono się do społecznej odpowiedzialności sektora rolno-spożywczego i znaczenia samoregulacji w kontekście wyzwań zdrowotnych i środowiskowych.

Na zakończenie pierwszego dnia Szczytu odbyła się wieczorna gala wręczenia statuetek „Bursztyn Polskiej Gospodarki 2018”. Statuetka „Bursztyn Polskiej Gospodarki” jest nagrodą przyznawaną osobom, instytucjom bądź firmom za szczególne działania w zakresie rozwoju i bezpieczeństwa polskiej gospodarki w kraju i zagranicą. Nagroda jest uhonorowaniem Laureatów za determinację oraz konsekwencję w realizacji podjętych zobowiązań lub wyzwań stawianych przed nimi z tytułu pełnionego stanowiska lub przyjętej strategii firmy.

Laureatami tegorocznej nagrody „Bursztyn Polskiej Gospodarki 2018” zostali:

Jadwiga Emilewicz,  Minister Przedsiębiorczości i Technologii

Elżbieta Rafalska,  Minister Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej (w imieniu Pani Minister nagrodę odebrał Stanisław Szwed, Sekretarz Stanu w Ministerstwie Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej)

Henryk Kowalczyk, Minister Środowiska

Marian Banaś, Sekretarz Stanu Ministerstwa Finansów, Szef Krajowej Administracji Skarbowej (w imieniu Pana Ministra nagrodę odebrał Paweł Cybulski, Podsekretarz Stanu w Ministerstwie Finansów, Zastępca Szefa Krajowej Administracji Skarbowej)

Bank Ochrony Środowiska S.A. (nagrodę dla Banku odebrał Bogusław Białowąs, Prezes Zarządu Banku Ochrony Środowiska S.A.)

Stadler Polska Sp. z o.o. (nagrodę dla Spółki odebrał Tomasz Prejs, Prezes Zarządu, Stadler Polska Sp. z o.o.)

W drugim dniu Szczytu odbyła się Sesja IV organizowana przez Ministerstwo Energii i Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej, zatytułowana „Gospodarka niskoemisyjna w działaniach na rzecz czystego powietrza”. W ramach sesji odbyły się dwa panele: „Inwestycje energetyczne w praktyce i możliwości ich finansowania” oraz „Energetyka rozproszona jako element gospodarki niskoemisyjnej”. Sesji towarzyszyły warsztaty prowadzone przez doradców energetycznych skierowane do przedsiębiorców, właścicieli domów, właścicieli gospodarstw rolnych, przedstawicieli jednostek samorządu terytorialnego, na których omówiono możliwości zdobycia dofinansowania na inwestycje z zakresu efektywności energetycznej oraz zagadnienia związane z ograniczeniem negatywnego wpływu emisji na jakość powietrza. Sesję oficjalnie zainaugurowali Krzysztof Tchórzewski – Minister Energii; Henryk Kowalczyk – Minister Środowiska; Kazimierz Kujda – Prezes Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Warszawie; Wojciech Kudelski – Prezydent Miasta Siedlce, zaś moderatorem Sesji był Michał Adamczyk – Dziennikarz TVP S.A. Po oficjalnej inauguracji, w ramach wprowadzenia, zaprezentowany został film o projektach sektora energetyka współfinansowanych z Programu Operacyjnego Infrastruktura i Środowisko 2014 – 2020.

Panel „Inwestycje energetyczne w praktyce i możliwości ich finansowania” rozpoczął się od wystąpień wprowadzających, wygłoszonych przez Tomasza Dąbrowskiego – Podsekretarza Stanu, Ministerstwa Energii (tytuł wystąpienia: Dobre doświadczenia w realizacji Programu Operacyjnego Infrastruktura i Środowisko w zakresie obniżenia emisyjności gospodarki); Artura Szymona Michalskiego – Zastępcę Prezesa NFOŚiGW (tytuł wystąpienia: Działania Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej na rzecz poprawy stanu powietrza w Polsce w ramach Programu Operacyjnego Infrastruktura i środowisko 2014 – 2020); Jarosława Orlińskiego – Dyrektora Departamentu Programów Infrastrukturalnych, Ministerstwo Inwestycji i Rozwoju (tytuł wystąpienia: Działania na rzecz poprawy stanu powietrza w Polsce w ramach Programu Operacyjnego Infrastruktura i Środowisko 2014-2020 wraz z przedstawieniem koncepcji na nową perspektywę finansową). Dokonano także prezentacji projektu Doradztwa Energetycznego wraz z przedstawieniem Beneficjentów POIiŚ 2014-2020, którzy skorzystali ze wsparcia (prezentacji dokonała Anna Trudzik, Kierownik Wydziału Projektu Doradztwa Energetycznego NFOŚiGW). Następnie odbyła się dyskusja, w której udział wzięli: Sławomir Mazurek – Podsekretarz Stanu, Ministerstwo Środowiska; Artur Szymon Michalski – Zastępca Prezesa Zarządu, Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej; Michał Godlewski – Dyrektor Departamentu Funduszy Europejskich, Ministerstwo Energii; dr inż. Jarosław Bigorajski – Ekolog, Bank Ochrony Środowiska S.A.; Paweł Okoński – Prezes Zarządu BOŚ Eko Profit S.A. Joanna Smolik – Dyrektor Biura Strukturyzacji i Finansowania, Bank Gospodarstwa Krajowego.

 

Panel Energetyka rozproszona jako element gospodarki niskoemisyjnej miał charakter wystąpień prezentacyjnych. Wstęp do panelu wygłosił Andrzej Kaźmierski – Dyrektor Departamentu Energii Odnawialnej i Rozproszonej, Ministerstwo Energii, zaś z wśród występujących panelistów znaleźli się: Wojciech Lutek – Prezes Zarządu, PGE Dystrybucja S.A.; Marzena Skąpska, Zastępca Dyrektora, Krajowy Ośrodek Wsparcia Rolnictwa; Sylwia Koch–Kopyszko, Unia Producentów i Pracodawców Przemysłu Biogazowego, Polskie Stowarzyszenie Elektromobilności; Urszula Zając – Dyrektor, Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej; Daniel Raczkiewicz – IEN Energy; Jacek Szymczak – Prezes, Izba Gospodarcza Ciepłownictwo Polskie.

IV edycja Ogólnopolskiego Szczytu Gospodarczego była wspierana przez liczne grono firm partnerskich oraz partnerów medialnych, które angażowały się w przygotowania wspomnianego przedsięwzięcia. Europejskie Centrum Biznesu główny organizator Szczytu pragnie szczególnie podziękować Partnerowi Strategicznemu: TAURON Polska Energia S.A., Partnerom Głównym: PGE Polska Grupa Energetyczna S.A. oraz KGHM Polska Miedź S.A., Partnerom Bankowi Gospodarstwa Krajowego, firmie BELSE Sp. z o.o., ENEA S.A., Fortum Power and Heat Polska Sp. z o.o., GAZ-SYSTEM S.A.; Grupie LOTOS S.A., PERN S.A., firmie Polimex-Mostostal S.A., PGNiG S.A., Polskiej Grupie Zbrojeniowej S.A., PGNiG Termika S.A., Veolia Energia Polska Sp. z o.o., Sponsorom PKN ORLEN S.A., firmie Przewozy Regionalne Sp. z o.o., Stadler Polska Sp. z o.o., Kancelarii NGL Wiater sp. k., K&L Gates Jamka sp. k., ENERGA S.A., Bankowi Ochrony Środowiska S.A., Airly Sp. z o.o. Współorganizatorom Miastu Siedlce oraz Uniwersytetowi Przyrodniczo-Humanistycznemu w Siedlcach. Dziękujemy także za współpracę Ministerstwu Energii oraz Narodowemu Funduszowi Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Warszawie, a także Centrum Kultury i Sztuki im. Andrzeja Meżeryckiego Scena Teatralna Miasta Siedlce, BMW Motorrad, Niezależnemu Zrzeszeniu Studentów.

Podziękowania należą się również Patronom Medialnym: TVP INFO, Magazynowi Bezpieczeństwo Publiczne, Magazynowi Biomasa, Portalowi Biznesalert.pl, Portalowi Businesspl.com, Magazynowi Chemia i Biznes, Centrum Informacji o Rynku Energii CIRE.PL, Portalowi CEO.com.pl, Dziennikowi Gazecie Prawnej, Czasopismu O Bezpieczeństwie i Obronności, Portalowi DocenPolskie.pl, Dziennikowi Rzeczpospolita, Dziennikowi Warto Wiedzieć, Czasopismu Echo Katolickie, Portalowi EnergiaDirect Portalowi Energetykon.pl, Portalowi ESCO w Polsce, Magazynowi Express Przemysłowy, Czasopismu Forum Samorządowe, Gazecie Polskiej Codziennie, Portalowi INFOR.PL, Portalowi Innovation Women, Portalowi Inteligentne Miasta i Regiony, Portalowi Investing.com, Portalowi Inzynieria.com, Katolickiemu Radiu Podlasie, Klubowi Integracji Europejskiej, Czasopismu Law Business Quality, Portalowi Logistyka.net.pl, Magazynowi Autostrady, Portalowi Mieso.com.pl, Media Planet, Portalowi Multimodalny.pl, Czasopismu Nowa Energia, Portalowi NowoczesnaFarma.pl, Portalowi Nuclear.pl, Magazynowi OZEON, Portalowi Podlasie24.pl, Portalowi Polska Chemia, Polskiemu Radiu 24, Portalowi Przedsiebiorcy.eu, Magazynowi Sad Nowoczesny, Serwisowi Administracyjno-Samorządowemu, Portalowi AgroTechnika, Reporterowi Chemicznemu, Magazynowi Rzeźnik Polski, Magazynowi Świat Elit, Smart Grids Polska, Portalowi TerazSrodowisko.pl, Warsaw Business Journal, Warsaw Press, Telewizji TV Wschód, Tygodnikowi Siedleckiemu, Magazynowi Warzywa i Owoce Miękkie, Portalowi WysokieNapiecie.pl.

Sztuczna inteligencja non-fiction. Rozmowa z Michałem Staśkiewiczem z Alphamoon

Co sztuczna inteligencja robi w przemysłowych systemach IT i czy warto sięgać po korzystające z niej rozwiązania? W jakich obszarach sprawdzają się one najlepiej? Czy automatyzacja przewróci rynek pracy do góry nogami? Na te inne pytania odpowiada Michał Staśkiewicz z Alphamoon, specjalizującej się w sztucznej inteligencji polskiej firmy działającej na międzynarodowym rynku, która wspólnie z DSR realizuje projekt AI 4FACTORY.

Według szacunków analityków z Deloitte rynek sztucznej inteligencji rośnie w tempie 55,1 proc. rdr. Nie ma dnia, by w mediach nie pojawiła się informacja o jej wszechstronnych możliwościach. A jak wygląda rzeczywistość? Czy SI zadomowiła się już we współczesnych fabrykach?

Michał Staśkiewicz
Michał Staśkiewicz z Alphamoon

Nie oszukujmy się, adaptacja sztucznej inteligencji w fabrykach znajduje się w stadium prenatalnym. Wielu producentów dopiero zaczyna innowacje w tym zakresie, bada możliwości i szuka odpowiednich partnerów. Oczywiście istnieją również firmy (Siemens, General Electric), które inwestują w rozwój i wdrażanie technologii SI już od kilku lat. Istnieje też kilka kluczowych zastosowań, gdzie zdają one egzamin. Jest to np. kontrola jakości, gdzie algorytmy, bazując na obrazie z kamer albo pomiarach przy użyciu sensorów, wyłapują produkty, które mają wady. Inne zastosowania to m.in. prognozowanie zużycia, gdzie mamy rozwiązania umiejące wskazać potrzebę wymiany eksploatacyjnych części w maszynach, minimalizując tym samym ryzyko poważnej awarii. Kolejnym takim obszarem jest zarządzanie łańcuchem dostaw, gdzie algorytmy przewidują zapotrzebowanie na określone surowce, ograniczając potrzebę magazynowania i zapobiegając opóźnieniom w produkcji.

Co właściwie kryje się pod terminem sztuczna inteligencja? W popkulturze funkcjonuje on inaczej niż w nauce.

To nie jest tak, że te terminy znacząco się różnią. Dalekosiężnym celem w nauce jest oczywiście zbudowanie SI znanej z filmów, czyli takiej, która dorówna lub przewyższy analityczne zdolności człowieka. Obecnie jesteśmy jeszcze daleko od takich rozwiązań. Dzisiaj pod hasłem sztuczna inteligencja kryją się przede wszystkim nowoczesne metody uczenia maszynowego, oparte głównie na głębokich sieciach neuronowych, czyli tzw. deep learning. Doczekały się one wielu spektakularnych zastosowań, takich jak chociażby system AlphaGo od Google Deepmind, który pokonał koreańskiego mistrza w grę Go czy systemy do analizy sygnałów EKG, gdzie algorytmy SI są już skuteczniejsze od człowieka. Niemniej, na razie są to metody skupione przede wszystkim na jednym zadaniu, pod które zostały zaprojektowane.

Doświadczenie Alphamoon w obszarze sztucznej inteligencji wykracza daleko poza polski rynek i branżę produkcyjną. Jakie najciekawsze projekty udało się Państwu dotychczas zrealizować?

Działamy na wielu płaszczyznach, rozwiązując różnorodne problemy. W ten sposób nieustannie poszerzamy naszą perspektywę. Do najciekawszych projektów należy zapewne wykorzystanie technologii deep learning do projektowania nowych leków. Rozwój metod SI w tym obszarze będzie miał olbrzymi wpływ na postępy w medycynie. Firma Insilico Medicine niedawno poinformowała, że udało się jej zweryfikować laboratoryjnie skuteczność cząsteczek, które zostały wygenerowane przez modele deep learningowe.

Ostatnio dużo działamy również w dziedzinie analizy języka naturalnego, tworząc narzędzia wspomagające przetwarzanie dokumentów. Pracujemy np. nad rozwiązaniem, które na podstawie notatek sporządzonych przez telefonicznych konsultantów, jest w stanie przewidzieć, jak bardzo dany klient-rozmówca będzie skłonny zakupić wybrany produkt. Rozwijamy również automatyczną ekstrakcję danych z dokumentów. Ma ona zastosowanie między innymi w automatycznym przetwarzaniu faktur lub zamówień. Tego typu rozwiązania potrzebne są w wielu branżach. Dzięki automatyzacji prostych czynności pozwalają one na przyspieszenie czasu i obniżenie kosztów związanych z obsługą dokumentów.

Nie jest tajemnicą, że polscy producenci w większości zbierają dane w sposób analogowy. Wdrażanie idei przemysłu 4.0 nie wychodzi nam najlepiej. A co z popularyzacją sztucznej inteligencji. Tutaj również nie nadążamy za Zachodem?

Niestety, ma Pan rację. Technologicznie gonimy resztę świata. W rozwoju SI prym wiodą Stany Zjednoczone i Chiny. Inne państwa również widzą w niej olbrzymi potencjał i nie chcą pozostać w tyle. Na przełomie ostatnich dwóch lat już ponad 20 krajów na poziomie rządowym opracowało strategię rozwoju i wdrażania technologii SI, są wśród nich m.in. Kanada, Japonia, Francja, Niemcy, Wielka Brytania i Szwecja. Po dziś dzień brakuje wśród nich Polski, choć w lipcu tego roku Ministerstwo Cyfryzacji powołało grupę roboczą ds. SI. Bierzemy udział w pracach tej grupy związanych właśnie z przygotowaniem strategii dla SI w naszym kraju.

Na rynku rozwiązań informatycznych dla przemysłu pojawiły się systemy w mniejszy lub większy sposób wykorzystujące algorytmy sztucznej inteligencji. To marketing, czy rzeczywiście mamy tu do czynienia z rzetelnym i przydatnym wykorzystaniem tej technologii.

Część firm faktycznie promuje swoje produkty jako nowatorskie rozwiązania wykorzystujące SI. W praktyce okazuje się, że jest to jedynie chwyt marketingowy, a cała SI polega na dodaniu gotowej, ogólnodostępnej biblioteki, realizującej mało znaczące zadania. Istnieją także firmy, takie jak np. DSR, które poważnie podchodzą do tematu. Nasz partner zdawał sobie sprawę, że własnymi środkami nie jest w stanie wytworzyć wysokiej jakości SI, dlatego podjął z nami współpracę. Alphamoon zapewnia wysokiej klasy wsparcie w SI, a DSR posiada wiedzę dziedzinową i wieloletnie doświadczenie. Z takiego połączenia można się spodziewać naprawdę dobrych efektów.

Wspólnie z firmą DSR realizują Państwo projekt AI 4FACTORY, w ramach którego w fabrykach realizowane są specjalistyczne audyty. Mają one wskazać obszary, w których wdrożenie sztucznej inteligencji przyniesie wymierne korzyści. Na czym polega taki sprawdzian?

W wielu firmach brakuje świadomości potencjału sztucznej inteligencji. Przychodzimy im z pomocą identyfikując obszary, w których jej implementacja przyniesie wymierne korzyści. Na tym etapie klient dostaje do ręki raport, z którego jasno wynika, gdzie i w jaki sposób sztuczna inteligencja może pomóc, i jaka jest prognoza zwrotu z takiej inwestycji. Chodzi przecież o to, by w końcowym rozrachunku być na plusie. Jeśli klient jest zainteresowany dalszą współpracą, przedstawiamy gotowe rozwiązania, co do których mamy pewność, że sprawdziły się już w innych przedsiębiorstwach. Po ewentualnych modyfikacjach, specyficznych dla danego zakładu, wdrożony zostaje działający i sprawdzony system.

Istnieje również bardziej grupa przedsiębiorstw bardziej świadoma potencjału wykorzystania SI w swojej działalności. Zwykle tacy klienci zgłaszają się do nas z konkretnymi problemami. Wtedy analizujemy dostępne dane, badamy czy SI może rzeczywiście stanowić wartość dodaną i sprawdzamy możliwość integracji z istniejącymi systemami. Jeśli audyt tych aspektów okazuje się satysfakcjonujący, przygotowujemy propozycję rozwiązania wraz z jego estymacją czasową i kosztową.

Zdaje się, że dane odgrywają tutaj kluczową rolę. W jaki sposób należy je gromadzić, by sztuczna inteligencja zrobiła z nich najlepszy użytek?

Przede wszystkim trzeba zadać sobie pytanie, w jakim celu będą one wykorzystywane. Znając na nie odpowiedź, cały proces ich zbierania i przetwarzania można dokładnie zaplanować. W konsekwencji jakość danych dostarczanych sztucznej inteligencji będzie dużo wyższa. Mam na myśli ich kompletność, dokładność i brak błędnych rekordów, mających ogromny wpływ na efektywność działania takich algorytmów. Warto, aby gromadzone dane były dobrze ustrukturalizowane, a sam proces usystematyzowany. W tym celu warto skorzystać z rozwiązań klasy Enterprise Asset Management oraz narzędzi Industrial IoT do monitorowania zarówno parku maszynowego, jak i realizowanych procesów produkcyjnych oraz ich wskaźników jakości. Dobrym przykładem takiego rozwiązania jest produkt SFC 4FACTORY firmy DSR.

Firm, które angażują spore środki w rozwój SI, jest coraz więcej. Czego możemy się po nich spodziewać?

Obecnie technologie SI wkraczają w coraz więcej obszarów. Oprócz branży przemysłowej w najbliższych latach czeka nas również rewolucja w transporcie, gdzie autonomiczne samochody będą wprowadzane na coraz szerszą skalę. Pierwsze firmy w USA (Waymo, Drive.ai) dostały już pozwolenie na przewóz osób pojazdami autonomicznymi, choć na razie, ze względów bezpieczeństwa, w takim pojeździe zawsze znajduje się kierowca. Bardzo ważnym obszarem jest również sprzedaż i marketing, gdzie z coraz większą skutecznością algorytmy SI pozwalają docierać do potencjalnych klientów, a także konstruować spersonalizowane oferty. Kolejna gałąź to diagnostyka medyczna i służba zdrowia. Naukowcy z uniwersytetu Stanforda pokazali ostatnio, że algorytmy SI dorównują najlepszym specjalistom w diagnozowaniu raka skóry, a miesiąc temu chińska firma BioMind udowodniła w zaaranżowanym konkursie, że ich rozwiązanie radzi sobie znacznie lepiej w diagnozie raka mózgu niż 15-osobowe konsylium najlepszych onkologów w kraju. Coraz więcej wdrożeń odbywa się również w tzw. spersonalizowanej medycynie. Rozwiązania oparte o SI są już obecne w energetyce, finansach i ubezpieczeniach, sektorze publicznym, a nawet rolnictwie. Chiński gigant Alibaba zaprezentował niedawno rozwiązanie, które na podstawie monitoringu wideo i nagrań audio z hodowli trzody chlewnej było w stanie wykrywać chore świnie.

Rozwój takich rozwiązań z pewnością pochłonął spore budżety. Czy inwestycja w SI naprawdę się opłaca?

Z SI jest tak, jak ze wszystkimi innymi technologiami — przede wszystkim chodzi o redukcję kosztów czy zwiększenie zysków, ale często liczą się też inne aspekty, takie jak np. jak zwiększenie bezpieczeństwa, poprawa jakości produkcji czy utrzymanie konkurencyjności. Opłacalność takiego wdrożenia to czysta kalkulacja. Należy również pamiętać, że technologie SI nie stanowią panaceum na wszystkie problemy. Natomiast jest kilka obszarów, gdzie sprawdzają się one dużo lepiej niż inne rozwiązania technologiczne, a w niektórych przypadkach — lepiej niż człowiek. Są to zagadnienia związane z przetwarzaniem i analizą obrazów, rozpoznawaniem mowy, przetwarzaniem języka naturalnego, analizą danych sensorycznych, a także analizą szeroko rozumianych dużych, nieustrukturyzowanych zbiorów danych, czyli big data.

Posiadanie systemu MES to warunek konieczny do wykorzystania pełnego potencjału sztucznej inteligencji?

Zdecydowanie. Wdrożenie systemu klasy MES (Manufacturing Execution System) umożliwia scentralizowane zarządzanie realizacją procesów produkcyjnych. Zbiera on dane o całym procesie, jego elementach oraz poszczególnych maszynach. Następnie są one przekazywane do systemów wspomagających podejmowanie decyzji. Posiadając wgląd w realny stan procesu produkcyjnego w czasie rzeczywistym, możemy na bieżąco reagować na anomalie i zmiany. Wdrożenie zaawansowanych metod wspomagania podejmowania decyzji i automatyzacji produkcji wykorzystujących techniki SI bez dostępu do aktualnych i rzeczywistych danych jest niemożliwe.

Dużo mówi się o tym, że sztuczna inteligencja zrobi czystki na rynku pracy. Czy na tym etapie jej rozwoju taki scenariusz jest możliwy?

Popularyzacja SI znacząco wpłynie na rynek pracy. Co do tego nie mam wątpliwości. Nie oznacza to jednak, że człowiek przestanie być potrzebny. Na pewno czekają nas zmiany struktury zatrudnienia. Pewne stanowiska stracą rację bytu. Na pierwszy ogień pójdą te, które łatwo można zautomatyzować i w efekcie przyspieszyć realizację zadań, obniżyć koszty lub zmniejszyć ryzyko pomyłki. Już dziś ma to miejsce w przypadku prostej analizy dokumentów prawnych czy finansowych. Na utratę pracy narażeni będą kierowcy, gdy tylko autonomiczne samochody użytkowe wyjadą na drogi publiczne. Zagrożonych zawodów jest dużo więcej. Równocześnie firmy zaczynają rekrutować na nowe, nieistniejące dotychczas stanowiska, na których praca polega np. na obsłudze lub nadzorze zautomatyzowanych procesów. Obserwujemy rosnący popyt na specjalistów w zakresie analizy danych i sztucznej inteligencji. Tam, gdzie są maszyny, tam również występują awarie, potrzebne są prace konserwacyjne czy aktualizacja oprogramowania.

Trudno dokładnie przewidzieć, jakie zmiany zaistnieją na rynku pracy. Zarówno w Polsce, jak i na świecie prowadzone są analizy i badania w tym obszarze. Ciekawą hipotezą jest pojawienie się całkiem nowego rodzaju specjalistów — trenerów odpowiadających za nauczanie całych systemów sztucznej inteligencji. Mają to być osoby posiadające wiele zróżnicowanych kwalifikacji i kompetencji: programisty, psychologa, coacha. Google już dziś zatrudnia tego typu specjalistów.

W sprzedaży bezpośredniej pracuje już milion konsultantów. 90 proc. jest zadowolonych ze swojej pracy

W sprzedaży bezpośredniej pracuje już milion konsultantów. 90 proc. jest zadowolonych ze swojej pracy 3

Elastyczne godziny pracy, możliwość zarobienia dodatkowych pieniędzy i bezpośredni kontakt z ludźmi to w ocenie konsultantów największe korzyści z zajęcia się sprzedażą bezpośrednią. W branży jest już prawie milion osób, z których 90 proc. jest zadowolonych ze współpracy i zamierza ją kontynuować – wynika z badań IPSOS, zaprezentowanych z okazji VII Polskiego Dnia Sprzedaży Bezpośredniej w tym roku obchodzonego 23 października. 

– Kondycja sprzedaży bezpośredniej w Polsce jest bardzo dobra, w Europie także. W zeszłym roku urośliśmy o ponad 4 proc., jeśli mówimy o obrotach, a liczba sprzedawców to prawie milion osób i rośniemy z roku na rok – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Ewa Kudlińska-Pyrz, Przewodnicząca Zarządu Polskiego Stowarzyszenia Sprzedaży Bezpośredniej.

Wśród miliona konsultantów znajdują się przedstawiciele praktycznie każdej kategorii wiekowej. To grupa zróżnicowana również pod względem wykształcenia, płci czy miejsca zamieszkania.

 Rozbieżność wiekowa jest bardzo duża, najwięcej zatrudnionych mieści się w przedziale 25–45 lat. To ok. 60 proc. wszystkich sprzedawców, ale mamy także kilkunastoprocentowe grupy młodych ludzi i osób powyżej 55. roku życia – mówi Mirosław Luboń, dyrektor generalny Polskiego Stowarzyszenia Sprzedaży Bezpośredniej. – 65 proc. sprzedawców mieszka w miastach, 30 proc. na wsi i jest to duża różnica względem poprzedniego badania sprzed 10 lat, kiedy na wsi mieszkało tylko 13 proc.

Mniej więcej jedna trzecia sprzedawców pracuje w tej branży od ponad 10 lat, a jedna czwarta od pięciu – wynika z tegorocznego badania IPSOS na zlecenie SELDIA (Europejskiego Stowarzyszenia Sprzedaży Bezpośredniej). Zdaniem 80 proc. pracujących w sprzedaży bezpośredniej jest to dobry sposób na zarobienie dodatkowych pieniędzy – nie stanowi to dla nich głównego źródła utrzymania. Co drugi sprzedawca poświęca na to zajęcie maksymalnie 8 godzin tygodniowo. Możliwość dorobienia dodatkowych środków jest jedną z największych zalet tej branży podkreślaną przez konsultantów.

Do zalet sprzedaży bezpośredniej w opinii konsultantów zalicza się również – a może przede wszystkim – niezależność. Nie tylko finansowa, która też jest bardzo istotna, lecz także fakt, że można być swoim własnym szefem. Ludzie bardzo cenią sobie to, że mogą pracować tyle, ile chcą, w miejscu, które im odpowiada, z osobami, które sami wybierają. To jedna z głównych przyczyn, dla których chcą pracować w tej branży przez dłuższy czas – mówi Mirosław Luboń.

Ponad 70 proc. zgadza się, że oferowane produkty są wysokiej jakości, a 90 proc. jest zadowolonych z reprezentowania firm z tego sektora i chętnie będzie kontynuowało taką współpracę. Trzy czwarte konsultantów uważa, że siłą sprzedaży bezpośredniej jest osobisty, tradycyjny kontakt i bezpośrednia relacja z klientem.

To w dzisiejszym świecie bardzo się liczy, bo takich długoterminowych relacji jest coraz mniej, zwłaszcza w świecie biznesu. Bardzo cenią także rozwój osobisty, możliwość potwierdzenia swojej wartości, nauczenia się komunikacji z innymi ludźmi – mówi Mirosław Luboń.

Dlatego najczęściej wybieranym sposobem są spotkania osobiste i prezentacje w domu klienta (blisko 80 proc.). Z drugiej strony w dalszych kontaktach połowa konsultantów w Polsce komunikuje się ze swoimi klientami poprzez media społecznościowe oraz za pomocą własnych stron www i blogów – wynika z badania IPSOS. W ocenie sprzedawców bezpośredni kontakt z klientami poprawia samoocenę i dodaje pewności siebie (65 proc.), poprawia umiejętności zarządzania i sprzedaży (60 proc) i umożliwia niezależność finansową (55 proc.).

Sprzedaż bezpośrednia jest kanałem, który przynosi wiele korzyści nie tylko pracownikom, lecz także samym klientom. Do najważniejszych zaliczają się oszczędność czasu, wygoda, możliwość przetestowania produktów przed zakupem bez wychodzenia z domu oraz bezpieczeństwo.

– Każdy klient ma prawo do rozmyślenia się w ciągu 14 dni, natomiast większość firm skupionych w PSSB zapewnia termin nawet do 21 dni. W przypadku wielu firm klient ma także prawo do gwarancji stuprocentowej satysfakcji – co oznacza, że może się rozmyślić, jeżeli produkty nie spełniają jego oczekiwań. Z badań konsumenckich wynika, że sprzedawcy bezpośredni są coraz lepiej wyedukowani, dostarczają wiedzy o produktach i fantastycznie dobierają je do potrzeb klientów – mówi Ewa Kudlińska-Pyrz.

Zalety i korzyści sprzedaży bezpośredniej ma promować – zarówno wśród potencjalnych klientów, jak i pracowników – Polski Dzień Sprzedaży Bezpośredniej, który jest obchodzony 23 października, w tym roku po raz siódmy. Tegoroczne święto branża obchodzi pod hasłem „Proste zasady. Unikalne korzyści”.

Polskie Stowarzyszenie Sprzedaży Bezpośredniej działa od 1994 roku i skupia kilkadziesiąt przedsiębiorstw prowadzących sprzedaż bezpośrednią na terenie Polski, wśród których są m.in. ACN Communications, Amway, Avon, Betterware, Flavon Group, Forever Living Products, Herbalife, Mary Kay, Nu Skin Enterprises, Oriflame, Zepter i Swarovski. Ich łączny udział w rynku przekracza 65 proc. Główne cele stowarzyszenia to m.in. stanowienie etycznych standardów sprzedaży i monitorowanie ich przestrzegania przez firmy członkowskie. PSSB jest członkiem Europejskiego Stowarzyszenia Sprzedaży Bezpośredniej SELDIA, Światowej Federacji Stowarzyszeń Sprzedaży Bezpośredniej (WFDSA), Konfederacji Lewiatan i Federacji Konsumentów.

W ciągu 8 lat handel w internecie osiągnie 40 proc. całkowitej sprzedaży w skali globalnej. Trend ten napędza sztuczna inteligencja i analiza big data

W ciągu 8 lat handel w internecie osiągnie 40 proc. całkowitej sprzedaży w skali globalnej. Trend ten napędza sztuczna inteligencja i analiza big data 4

Personalizacja, customer experience, sztuczna inteligencja i uczenie maszynowe oraz analiza big data to główne czynniki, które w nadchodzącym czasie będą w największym stopniu decydować o kierunku rozwoju e-commerce. Do jej rozwoju przyczyni się również wprowadzony w marcu zakaz handlu w wybrane niedziele oraz rosnący udział kanału mobilnego, z którego na koniec tego roku może już pochodzić 70 proc. ruchu w sprzedaży internetowej.

– E-commerce to dzisiaj bardzo nośny temat. Zakupy online z pewnością będą się rozwijać, i to bardziej dynamicznie niż do tej pory. Szacuje się, że w przeciągu najbliższych 8 lat około 40 proc. całkowitej globalnej sprzedaży będzie już realizowane poprzez kanały online. Niemniej przez najbliższych kilka lat z pewnością będzie towarzyszył temu także rozwój handlu tradycyjnego, szczególnie w Polsce, gdzie mamy duże przywiązanie do tradycyjnych zakupów w sklepach – powiedziała agencji informacyjnej Newseria Biznes Ewa Białek, dyrektor Biura Handlu i Usług w DNB Bank Polska podczas konferencji Liderów Rynku Handlu i Usług Banku DNB.

Polska jest jednym z najprężniej rozwijających się rynków e-commerce, a odsetek internautów, którzy dokonują zakupów online, systematycznie rośnie. Według badań Gemius („E-commerce w Polsce 2018”) zakupy w internecie robi 56 proc. polskich internautów (wobec 54 proc. w ubiegłym roku). Prognozy grupy Integer.pl, właściciela Paczkomatów, zakładają, że branża będzie rozwijać się w tempie 18 proc. rocznie i na koniec 2018 roku przekroczy wartość 47 mld zł.

Z badań Gemiusa wynika, że tym, co najbardziej motywuje internautów do e-zakupów, jest całodobowa dostępność sklepów i serwisów online. Duże przełożenie na rozwój tej branży będzie mieć też wprowadzony w marcu zakaz handlu w wybrane niedziele, który w 2020 roku obejmie wszystkie niedziele.

– Równolegle rozwijają się także e-usługi, czego przykładem są Pyszne.pl, taxi online czy Netflix. Zmiany w e-commerce będą zachodziły dużo szybciej niż do tej pory. Personalizacja, social media, czyli to, co jest obecnie najmodniejszym tematem, sprawia, że możemy lepiej dopasowywać ofertę dla klienta, który jest coraz bardziej wymagający – mówi Ewa Białek.

Według ekspertów PayU to właśnie personalizacja polegająca na tworzeniu zindywidualizowanych ofert i przekazów marketingowych oraz kanał mobile będą w nadchodzącym czasie w największym stopniu decydować o kierunku rozwoju e-commerce. PayU przytacza szacunki, według których na koniec tego roku aż 70 proc. e-commerce’owego ruchu będzie pochodziło z urządzeń mobilnych.

Z ostatniego raportu e-Izby „M-Commerce. Kupuję mobilnie” wynika, że 73 proc. internautów kupuje produkty z tej samej kategorii w więcej niż jednym kanale zakupowym, a wyraźnie zauważalnym trendem jest wzrost wykorzystania smartfonów w procesie zakupowym. Co istotne, sklepy stacjonarne, które są ulubionym miejscem zakupów dla 32 proc. Polaków, straciły dominację na rzecz internetu i aplikacji mobilnych preferowanych przez 41 proc. konsumentów.

– Coraz bardziej przenosimy się na urządzenie mobilne. Już trzy lata temu dzieliliśmy się informacją, że w globalnej skali 50 proc. zapytań w wyszukiwarce pochodziło z urządzeń mobilnych. Teraz użytkownicy chcą jak najszybciej dotrzeć do informacji, których poszukują, jak najszybciej zakupić produkt. Niezwykle ważnym trendem jest także user experience. W dzisiejszych czasach user expercience sprzedaje, pozwala nam zatrzymać użytkownika na dłużej i buduje lojalność – mówi Marta Guzek, Finance & Retail Industry Head w Google Polska.

Na customer experience, czyli doświadczenia i odczucia klienta w styczności z daną marką, składa się cały szereg czynników – od obsługi klienta i komunikacji po dostosowanie oferty do jego indywidualnych preferencji. Ekspertka Google Polska podkreśla też, że na liście głównych trendów w e-commerce nie może zabraknąć sztucznej inteligencji i wirtualnych asystentów. Takie rozwiązania powoli debiutują na polskim rynku.

– Zdecydowanie wirtualni asystenci to przyszłość. Interakcja interfejsu z użytkownikiem w przyszłości nie będzie już jednostronną komunikacją, bo asystent będzie nam odpowiadać. Polska jest w tym trendzie trochę do tyłu z uwagi na język. Asystenci najpierw rozpowszechnili się w krajach anglojęzycznych, a dopiero później takie rozwiązania są skalowane, z uwzględnieniem m.in. potencjału danego języka na świecie. Wytrenowanie asystenta w danym języku wymaga mnóstwa pracy, aby udzielane przez niego odpowiedzi były trafne – mówi Marta Guzek.

Eksperci podkreślają, że nowe technologie zmieniają zarówno tradycyjny handel, jak i e-commerce. Wymuszają to oczekiwania klientów, zwłaszcza młodszego pokolenia, które przez większość czasu jest online i nie rozstaje się ze smartfonem. To powoduje, że coraz większe znaczenie w handlu mają rozwiązania oparte na sztucznej inteligencji, uczeniu maszynowym i analizie big data. Wykorzystywanie danych o klientach uzyskanych dzięki big data umożliwia analizę ich osobistych preferencji i lepsze dopasowanie oferty do ich potrzeb, przez co może się stać źródłem przewagi konkurencyjnej dla firm z branży handlowo-usługowej.

– Wykorzystywanie big data niesie za sobą mnóstwo korzyści zarówno po stronie użytkowników, jak i firm. Użytkownik otrzymuje informację rozwiązującą jego problem. Jeżeli szuka w sieci czegoś konkretnego, to chciałby uzyskać wyniki, które będą jak najbardziej odpowiadały na jego zapytanie. Im więcej danych zostanie zebranych, tym trafniejsza informacja do niego trafi. Z punktu widzenia producenta czy reklamodawcy, to jest trafianie dokładnie w oczekiwania użytkowników – mówi Marta Guzek.

Nowe technologie powodują zmiany w sektorze handlu, zmieniając modele biznesowe i relacje z klientami. Stanowi to jedno z najpoważniejszych wyzwań dla branży w nadchodzących latach.

Warszawa inwestuje w ekotransport. Blisko połowa taboru jest już napędzana energią elektryczną

Warszawa inwestuje w ekotransport. Blisko połowa taboru jest już napędzana energią elektryczną 5

Ponad 80 proc. warszawiaków, którzy korzystają ze stołecznej komunikacji miejskiej, wystawia jej pozytywną ocenę. Niskopodłogowy tabor, dostosowany do potrzeb niepełnosprawnych, nowoczesne tramwaje i pociągi SKM oraz elektryczne autobusy sprawiają, że stolica jest liderem pod względem zmian w publicznym transporcie. Warszawa staje się też coraz bardziej eko. Już połowa taboru komunikacji miejskiej jest napędzana energią elektryczną. Do 2020 roku po stołecznych ulicach ma jeździć 130 autobusów elektrycznych.

 Cały tabor autobusowy w tej chwili w Warszawie jest niskopodłogowy, w pełni wyposażony, dostosowany dla osób niepełnosprawnych. Nowoczesne tramwaje i pociągi SKM, które w przyszłym roku zasilą spółkę, pokazują, że jakość dzięki pozyskanym dodatkowym środkom jest podwyższana w szybszym tempie, niż miasto byłoby na to stać – mówi agencji Newseria Biznes Katarzyna Strzegowska, zastępca dyrektora ZTM.

Jak podaje urząd miasta, w 2018 roku na zadania związane z transportem i komunikacją miasto wyda ponad 4,8 mld zł. Co czwarta złotówka z budżetu miasta trafia właśnie na ten cel. Na zakup usług komunikacji miejskiej trafi ponad 2,6 mld zł.

– Należy pamiętać, że 64 proc. transportu publicznego w mieście jest finansowane z budżetu miasta. Tylko albo aż 34 proc. pokrywają dochody ze sprzedaży biletów w mieście, więc wyzwanie stojące przed miastem jest bardzo duże. Pozyskanie finansowania zewnętrznego na pewno nam pomaga w szybszym rozwoju – wskazuje Strzegowska.

Według Warszawskiego Badania Ruchu w stolicy z komunikacji miejskiej regularnie korzysta 68 proc. mieszkańców. Blisko 82 proc. wystawia jej pozytywną opinię. Dobre oceny Warszawskiego Transportu Publicznego to efekt wielkich inwestycji realizowanych w ostatnich latach. Rozbudowywana jest II linia metra i sieć infrastruktury tramwajowej. Powstają nowe parkingi P+R. W najbliższych latach w stolicy pojawi się 800 nowoczesnych autobusów, w tym 130 pojazdów elektrycznych, 45 pociągów metra, ponad 200 tramwajów i 21 pociągów SKM. Dużą część z tych inwestycji udało się zrealizować właśnie dzięki środkom unijnym.

 Jesteśmy na etapie procedowania bardzo dużego postępowania na zakup taboru elektrycznego. W Warszawie pojawi się 130 autobusów elektrycznych i w tym projekcie również zamierzamy skorzystać ze środków unijnych. To będzie zakup taboru wraz z infrastrukturą towarzyszącą, bo to nie jest kwestia zakupu tylko autobusu, ale też wyposażenie miasta w całą infrastrukturę, która pozwoli ten tabor na ulicach Warszawy eksploatować. Oczywiście również korzystamy z dofinansowania w ramach zakupu taboru tramwajowego, pociągów dla SKM – wymienia przedstawicielka ZTM.

Polska jest na czwartym miejscu w Europie pod względem liczby autobusów na prąd (raport Stefana Baguette&HASH39;a), w dużej mierze właśnie dzięki Warszawie. Stolica przystąpiła do Inicjatywy Wdrożenia Zeroemisyjnych Autobusów, która potwierdza chęć rozwoju proekologicznych rozwiązań w zakresie komunikacji autobusowej. Do 2020 roku miasto kupi łącznie 130 autobusów elektrycznych. Ekologiczny tabor ma wozić pasażerów m.in. po reprezentacyjnym Trakcie Królewskim. Na terenie miasta powstaje sieć pantografów do ładowania autobusów elektrycznych.

– 50 proc. taboru w ramach komunikacji miejskiej, czyli tramwaje, metro i Szybka Kolej Miejska, jest napędzane energią elektryczną. Dużo jednak przed nami. Zakup 130 elektryków, które mają jeździć wzdłuż Traktu Królewskiego to jest coś, co pozwoli nam na najbliższe lata zmieścić się w określonych zapisach wynikających z ustawy o elektromobilności – przekonuje Katarzyna Strzegowska.

Jeden z największych banków na świecie uruchamia w Polsce globalne centrum usług. W ciągu 5 lat chce zatrudnić w sumie 750 specjalistów

Jeden z największych banków na świecie uruchamia w Polsce globalne centrum usług. W ciągu 5 lat chce zatrudnić w sumie 750 specjalistów 6

Blisko 750 pracowników w ciągu najbliższych pięciu lat zamierza zatrudnić w Polsce Standard Chartered, jedna z największych instytucji bankowych na świecie, która w tym roku weszła na polski rynek. Brytyjski bank utworzył w Warszawie jedyne globalne centrum usług zlokalizowane poza Azją. Będzie świadczyć usługi z zakresu cyberbezpieczeństwa, zapobiegania przestępczości finansowej oraz HR.

– Polska będzie hubem usługowym wspierającym naszą działalność na zachodniej półkuli. Większość naszych istniejących już hubów znajduje się we wschodniej strefie czasowej, Polska jest najdalej wysuniętym na zachód przyczółkiem. Mamy nadzieję, że stanie się centrum wynajdywania talentów i wsparciem dla rozwoju naszych aktywności w Europie – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Rowena Everson, dyrektor zarządzająca Standard Chartered Global Business Services.

Standard Chartered to jedna z największych instytucji bankowych na świecie, która może się poszczycić 150-letnią historią i obecnością na 60 zagranicznych rynkach. Na całym świecie zatrudnia przeszło 86 tys. pracowników pochodzących ze 125 krajów. W połowie roku firma ogłosiła, że zamierza wejść na polski rynek i zatrudniła pierwszych pracowników w nowo utworzonym globalnym centrum usług. W tej chwili brytyjski bank zatrudnia w nim ponad 80 specjalistów, a do końca tego roku zatrudnienie ma niemal ulec podwojeniu i wzrosnąć do 150 osób. Warszawski hub Standard Chartered to pierwsze i jedyne globalne centrum usług banku zlokalizowane poza Azją.

– Nasz hub w Polsce będzie głównym, który wesprze działalność firmy w Europie i obu Amerykach. Przywiązujemy do niego ogromną wagę. Już w tej chwili rozrasta się on dość dynamicznie. Docelowo planujemy zatrudnić w nim ok. 750 pracowników w ciągu najbliższych pięciu lat. Chcemy się angażować w szereg specyficznych rodzajów działalności, takich jak przeciwdziałanie cyberprzestępstwom i przestępstwom finansowym, szukanie nowych talentów, wspieranie operacji bankowych oraz pomoc w rozwijaniu innych hubów – wymienia Rowena Everson.

Warszawskie centrum Global Business Services (GBS) będzie świadczyć na rzecz innych spółek z grupy, m.in. usługi z zakresu cyberbezpieczeństwa, zapobiegania przestępczości finansowej oraz HR, ponieważ w jego strukturach powstanie centrum rekrutacji talentów na Europę, USA, Bliski Wschód i Afrykę. Warszawa to szósty na świecie i zarazem jedyny w Europie hub Standard Chartered, który będzie się specjalizować w zaawansowanych procesach.

– Z punktu widzenia HR-u planujemy rozprzestrzenić naszą działalność nie tylko na Polskę, lecz także na Europę Zachodnią. Dlatego biuro w Polsce i tutejszy dział rekrutacji będzie elementem naszej strategii pozyskiwania pracowników na inne rynki zachodnie – mówi Rowena Everson.

Szczególnie istotny będzie też segment zapobiegania cyberprzestępstwom.

– Planujemy w Polsce lokalizację naszego Global Head of Malware, więc znaczenie funkcji cyberbezpieczeństwa będzie duże. W dzisiejszym świecie jest to element, którego nie możemy pomijać. Ten dział się rozrasta – zarówno w kwestii bezpieczeństwa, jak i cybernadzoru – mówi dyrektor zarządzająca GBS. – Znam kilku szefów dużych firm, którzy także w tej chwili lokują swoje środki i zasoby w Polsce w tej dziedzinie. Umiejscowienie w Warszawie będzie niezmiernie perspektywiczne i mamy nadzieję na dalszy, dynamiczny rozwój.

Jak podkreśla, głównym czynnikiem, który przyciągnął Standard Chartered do Polski, jest tutejsza baza talentów i dobrze wykształcone kadry IT, finansowe i prawnicze oraz rosnące PKB. Dzięki nim Warszawa wygrała z innymi lokalizacjami branymi pod uwagę, m.in. Budapesztem i Dublinem. Docelowo centrum Standard Chartered ulokuje się w budynku The Warsaw Hub, budowanym przez Ghelamco przy Rondzie Daszyńskiego.

Krótkoterminowy wynajem aut coraz bardziej opłacalny dla firm. Teraz wzrośnie zainteresowanie nim branży budowlanej czy dostawczej

Krótkoterminowy wynajem aut coraz bardziej opłacalny dla firm. Teraz wzrośnie zainteresowanie nim branży budowlanej czy dostawczej 7

Carsharing może być dla firm bardziej opłacalną formą korzystania z samochodu niż leasing czy zakup. Zwłaszcza jeśli pojazd używany jest okazjonalnie, np. w firmach, które działają sezonowo. Także przedsiębiorstwa budowlane czy cateringowe mogą wykorzystać carsharing, bo rynek samochodów na minuty poszerza swoją ofertę o pojazdy dostawcze. Spółka CityBee wprowadziła do Polski carsharing w wersji big. Samochody dostawcze mieszczą 13 metrów sześciennych towaru.

 To, ile firmy mogą zaoszczędzić na korzystaniu z big carsharingu zamiast długoterminowego leasingu, zależy od tego, jak często korzystają z samochodów. Jeżeli firma nieregularnie korzysta z auta, może to być dla niej bardziej opłacalną formą niż leasing. Przykładowo przedsiębiorstwa działające sezonowo, np. budowlane, nie potrzebują samochodu przez cały rok i wiązania się długoterminową umową – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Bogdan Marszałek, country manager w CityBee.

Przedsiębiorstwa mają do wyboru kilka możliwości nabycia pojazdu. To już nie tylko kupno, leasing czy wynajem długoterminowy. Mobilność zapewnia także carsharing, czyli system wypożyczania aut na minuty. Obecnie formuła jest popularna wśród indywidualnych użytkowników. Jednak coraz częściej krótkoterminowy wynajem aut wykorzystują też firmy, a dzięki big carsharingowi, który na polski rynek wprowadziła firma CityBee, może się stać to jeszcze bardziej popularne.

 Branże, które często korzystają z dużych samochodów w module big carsharingu, to m.in. firmy budowlane, sklepy, które dowożą duże towary, czy zatowarowanie do restauracji, a także firmy cateringowe. Wszystkie te, które raz na jakiś czas potrzebują przewieźć coś dużego, co nie mieści się w samochodzie osobowym. Nasze samochody w CityBee mieszczą 13 metrów sześciennych, więc można przewieźć nimi prawie wszystko – wskazuje Bogdan Marszałek.

W carsharingu opłata za wynajem samochodu uzależniona jest od czasu jazdy i pokonanego dystansu. Dzięki temu użytkownik może szybko oszacować koszty planowanego przejazdu lub dalszej podróży i zadecydować, czy skorzystać z aut na minuty, czy z własnej floty. Warto również porównać koszty związane z posiadaniem samochodu z kosztami wynajmu w formule carsharingu. W CityBee za pierwsze 50 km nie są naliczane opłaty za przejechane kilometry, a stawki za czas użytkowania są zróżnicowane w zależności od długości wynajmu. Dlatego carsharing może się sprawdzić także w przypadku floty dla firm.

– Korzyści ekonomiczne z big carsharingu to przede wszystkim elastyczność. Samochód możemy wypożyczyć wtedy, kiedy rzeczywiście go potrzebujemy, i zapłacić tylko za czas wynajmu. Wszystkie opłaty są już wliczone: ubezpieczenie, paliwo, koszty eksploatacyjne, więc nie martwimy się o żadne dodatkowe koszty. Z góry możemy obliczyć, ile zapłacimy za wynajem i wynająć samochód tylko wtedy, kiedy rzeczywiście jest taka potrzeba biznesowa – tłumaczy Marszałek.

Ekspert zapowiada, że CityBee w Polsce chce ruszyć z kolejnymi inicjatywami. Podobnie jak na Litwie, gdzie udostępnia użytkownikom 800 samochodów osobowych i dostawczych różnych modeli oraz rowery.

– Możemy się spodziewać nowych usług. Na Litwie badamy różne inne środki komunikacji, które moglibyśmy oferować klientom, więc myślę, że w Polsce też będziemy szybko się rozwija i wprowadzać nowe usługi – wskazuje Bogdan Marszałek.

Wirtualne elektrownie pozwalają efektywniej zarządzać energią. Inteligentne systemy obniżą jej koszty i zminimalizują ryzyko awarii

Wirtualne elektrownie pozwalają efektywniej zarządzać energią. Inteligentne systemy obniżą jej koszty i zminimalizują ryzyko awarii 8

Wraz z pojawieniem się nowych, odnawialnych źródeł energii coraz częściej mówi się o konieczności zdecentralizowania systemu zarządzania siecią. Miejsce elektrowni dostarczających prąd odległym odbiorcom mogą zająć lokalne farmy wiatrowe i słoneczne, mikroturbiny czy nawet samochody elektryczne oddające energię do sieci, kiedy jej nie potrzebują. Nad sprawnym funkcjonowaniem takich rozproszonych źródeł energii ma czuwać inteligentny system informatyczny, który pozwoli w czasie rzeczywistym oszacować zapotrzebowanie na energię elektryczną.

– Wirtualna elektrownia jest platformą, która pozwala dostawcom energii elektrycznej kontrolować pobór mocy przez klientów końcowych w mieszkaniach czy w małych firmach, w zależności od tego, jak wygląda sytuacja na hurtowym rynku energii. W ostatnim czasie w Europie znacząco zwiększył się udział źródeł odnawialnych, co powoduje niestabilność całego systemu. Nasza platforma pozwoli przerzucić część powstałego z tego powodu ryzyka z klientów na dostawców bądź stworzyć możliwość obniżenia rachunków za energię dla odbiorców końcowych – mówi agencji Newseria Innowacje Jakub Tomiczek, dyrektor ds. technicznych w ConnectPoint.

Wirtualne elektrownie to zaawansowane systemy zarządzania energią w skali kraju czy konkretnej sieci energetycznej. Ich rola sprowadza się do zarządzania zarówno twardymi zasobami produkcyjnymi (np. blokami węglowymi), jak i źródłami odnawialnymi w celu dostarczenia energii dokładnie tam, gdzie jest potrzebna. Takie rozwiązanie pozwoli zauważalnie zmniejszyć koszty przesyłania prądu i w pełni wykorzystywać jego lokalne, niewielkie źródła, np. elektrownie wiatrowe czy słoneczne.

System oparty na wirtualnej elektrowni na szeroką skalę planuje wdrożyć Australia. Za cztery lata na południu kraju powstanie największa na świecie wirtualna elektrownia, której jednym z najważniejszych elementów będzie sieć baterii Tesla Powerwall, zainstalowana w co najmniej 50 tysiącach gospodarstw domowych, które będą oddawały nadmiar energii do sieci elektrycznej.

W Polsce wirtualną elektrownię wdrożyła Politechnika Częstochowska. System złożony jest m.in. ze 180 paneli fotowoltaicznych, 16 mierników energii, 4 turbin wiatrowych, stacji pogodowej i monitoringu jakości powietrza. Stopniowo do systemu dodawane są kolejne funkcje, takie jak monitorowanie sieci cieplnej oraz wybranych pomieszczeń. Dostawca rozwiązania chce oferować je także firmom.

– Nasza platforma najbardziej przyda się dostawcom energii elektrycznej dla klienta końcowego, pozwalając im obniżyć koszty zakupu energii na rynku hurtowym – przekonuje ekspert. – Sama platforma zakłada rozszerzenie w stronę dostarczania usług cyfrowych, usług inteligentnego domu i usług cyfrowych z mojej bliskiej lokalizacji. To powinna być aplikacja, gdzie widzę z jednej strony urządzenia w moim domu, z drugiej strony sytuację np. w najbliższej okolicy, a dostawca tej platformy ma informacje o moim profilu energetycznym w zamian za dostęp do tej platformy – dodaje Jakub Tomiczek.

Zalety wirtualnych elektrowni nie ograniczają się tylko do decentralizacji źródeł energii elektrycznej. Prawdziwy potencjał tej technologii tkwi w możliwości stworzenia zaawansowanej sieci informatycznej, która w czasie rzeczywistym analizuje zapotrzebowanie energetyczne klientów i dopasowuje się do ich potrzeb. W taki sposób będzie działać m.in. australijska wirtualna elektrownia. Jeśli bateria Powerwall wykryje, że w sieci doszło do awarii, automatycznie odłączy się od niej i w ciągu kilku sekund przywróci prąd do danego domu.

Z kolei Brytyjczycy chcą wykorzystać w wirtualnych elektrowniach samochody elektryczne. Jeśli w sieci energetycznej pojawiłby się nadmiar energii pochodzący np. ze źródeł odnawialnych, system przesyłałby ją do baterii w samochodach, a później odbierałby ją, gdyby na rynku istniał niedobór energii. W zamian za włączenie pojazdów do sieci energetycznej, kierowcy mogliby ładować je za darmo, a dostawcy zarabialiby na różnicach cen prądu.

Operatorzy wirtualnych elektrowni mogą także skorzystać z rozwiązań stosowanych w branży internetu rzeczy. Jednym z prekursorów takich rozwiązań na rynku polskim jest spółka Virtual Power Plant. Aby zmniejszyć zużycie energii przy jednoczesnym zachowaniu wysokiej jakości usług, firma chce m.in. instalować czujniki analizujące temperaturę oraz zapełnienie budynków. Pozwoli to automatycznie kontrolować harmonogram pracy np. klimatyzacji w biurowcach czy centrach handlowych i nie nadużywać klimatyzatorów.

– Wirtualna elektrownia nie zastępuje tradycyjnej elektrowni, raczej pozwala nam na przeniesienie środka ciężkości na rynku energetycznym z firmy, która ma zasoby produkcyjne, takie twarde jak np. bloki na węgiel, na korzyść tego, kto ma informację, czyli aktualne zapotrzebowanie na energię elektryczną plus aktualną dostępność niewielkich, odnawialnych środków produkcyjnych – ocenia Jakub Tomiczek.

Według badań przeprowadzonych przez firmę analityczną Inkwood Research wartość światowego rynku wirtualnych elektrowni w 2017 roku wyniosła 214,5 mln dol. Eksperci szacują, że do 2026 roku wartość ta wzrośnie do 1,73 mld dol. przy średniorocznym tempie wzrostu na poziomie ponad 26,5 proc.

Polacy stworzyli algorytm do precyzyjnego targetowania reklam. Opracowany profil psychologiczny internauty zwiększy skuteczność reklam nawet o kilkadziesiąt procent

Polacy stworzyli algorytm do precyzyjnego targetowania reklam. Opracowany profil psychologiczny internauty zwiększy skuteczność reklam nawet o kilkadziesiąt procent 9

Każda aktywność w sieci pozostawia cyfrowe odciski palców. Algorytmy są w stanie je przetworzyć w precyzyjny profil psychologiczny każdego internauty. Polska firma zbudowała algorytm predykcyjny do przewidywania osobowości, wartości i preferencji wizualnych człowieka na podstawie śladów cyfrowych. Dzięki temu możliwe będzie precyzyjne targetowanie reklam, także pod kątem psychologicznym. Koszty kampanii będą znacznie niższe niż w przypadku obecnie stosowanych, a konwersja kampanii może wzrosnąć nawet o kilkadziesiąt procent.

– AdEmotion to platforma do precyzyjnego targetowania reklam, oparta na targetowaniu psychologicznym. Pokusiliśmy się o unikalną korelację śladów cyfrowych z osobowością człowieka, jego wartościami i preferencjami wizualnymi. Zbudowaliśmy algorytm predykcyjny do przewidywania osobowości, wartości i preferencji wizualnych człowieka na podstawie śladów cyfrowych – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Aleksander Reiff, założyciel AdEmotion.

Dzięki informacjom na temat zachowań konsumentów reklamy mogą być skuteczniejsze nawet o kilkadziesiąt procent. Informacje można zdobyć, śledząc aktywność w internecie. Każda taka aktywność pozostawia cyfrowe odciski palców. Dzięki algorytmom można je przetworzyć w precyzyjny profil psychologiczny każdego konsumenta.

– Badacze z SWPS przeprowadzili bardzo duże badanie na reprezentatywnej grupie Polaków. Ta grupa dała dostęp do swoich śladów cyfrowych, do cookies, do Facebooka. Na podstawie tych śladów cyfrowych naukowcy stworzyli algorytm predykcyjny do przewidywania wartości, osobowości i preferencji wizualnych człowieka. W efekcie możemy zbudować przekaz reklamowy dopasowany do nas – tłumaczy Aleksander Reiff.

Nowy algorytm może stanowić przełom na rynku reklam. Obecnie marketerzy prowadzą kampanie reklamowe w oparciu o aktywność w internecie – przeglądane strony czy wyszukiwane informacje. Z raportu „Data-driven marketing w Polsce” opublikowanego przez Grupę Netsprint wynika, że 93 proc. marketerów korzysta z danych gromadzonych o użytkownikach sieci, zaś 75 proc. wykorzystuje dane własne reklamodawców.

– Obecnie na rynku reklamowym jesteśmy zalewani reklamami, które do nas nie pasują, które nam się nie podobają. Ponad 50 proc. Polaków używa Adblocka. Nasze narzędzie jest odpowiedzią właśnie na zapotrzebowanie rynkowe, zwiększa konwersję kampanii marketingowych. Duże firmy reklamowe przepalają ogromne budżety reklamowe na nieefektywne kampanie, nasze narzędzie poprawia je o minimum kilkadziesiąt procent – przekonuje ekspert.

Kluczem do zbudowania pełnego profilu użytkownika internetu jest zdobycie informacji o jego każdej aktywności i próba przewidzenia jego zachowania w przyszłości. Reklama oparta na zgromadzonych danych, która tworzy profil psychologiczny, nie tylko zakupowy, może być znacznie bardziej skuteczna. Jednocześnie zastosowanie algorytmu opracowanego przez polskich naukowców pozwala też znacznie obniżyć koszty kampanii reklamowych.

– Platforma umożliwia realizację kampanii na Facebooku, natomiast docelowo będziemy segmentować cookies wydawców, a w przyszłości będziemy współpracować z e-commerce, aby lepiej segmentować klientów sklepów internetowych – twierdzi Aleksander Reiff.

Według danych IAB Europe rynek cyfrowej reklamy w Europie podwoił się w ciągu ostatnich 5 lat. W 2017 roku jego wartość osiągnęła 48 mld euro. Z prognoz firmy Zenith z kolei wynika, że do 2020 roku reklamodawcy wydadzą niemal 45 proc. swoich budżetów na reklamę online. Obecnie jest to 40 proc.

Pracodawcy RP: Koszt choroby pracownika musi przejąć ZUS lub Fundusz Pracy

Według ZUS przeciętna długość absencji chorobowej w 2017 r. wyniosła 37,35 dnia na jedną osobę. Zwiększające się koszty nieobecności pracowników ponoszą mikroprzedsiębiorcy. Według Wojewódzkiej Rady Dialogu Społecznego Województwa Lubelskiego te straty trzeba zrekompensować – np. przez przejęcie kosztów zwolnienia przez ZUS lub Fundusz Pracy. Zdaniem Pracodawców RP te postulaty powinny być wdrożone w całej Polsce.

Koszty nieobecności pracownika najdotkliwiej dotykają małe firmy. Pracodawca musi zorganizować zastępstwo często zatrudniając inną osobę. Przyuczenie nowego pracownika wymaga czasu, który mógłby być przeznaczony na zarządzanie firmą. Dlatego w stanowisku nr 5/2018 z dnia 21 września 2018 r. WRDS Województwa Lubelskiego podkreśliła, że należy wdrożyć plan pomocy pracodawcom. Ma on polegać na rekompensacie przynajmniej części kosztów absencji pracowników, a dzięki temu zminimalizować ryzyko powiększania się szarej strefy.

Warto rozważyć refundację części lub całości świadczenia chorobowego ze środków Funduszu Pracy oraz pierwszeństwo w korzystaniu ze środków Krajowego Funduszu Szkoleniowego na przeszkolenie rodzica powracającego do pracy z urlopu macierzyńskiego. Innym rozwiązaniem może być również przejęcie przez ZUS kosztów zwolnienia lekarskiego od pierwszego dnia niezdolności do pracy, uzależnienie prawa do urlopu wypoczynkowego od faktycznie przepracowanego okresu pracy, czy też umożliwienie pracownicom w ciąży pracy zdalnej, przy wykorzystaniu pomocy z Funduszu Pracy.

Pracodawcy RP popierają wdrożenie rozwiązań systemowym łagodzących konsekwencje wzrastających obciążeń mikroprzedsiębiorstw ponoszonych w związku z nieobecnościami pracowników. Obciążenia te dotyczą szeregu pracodawców, niezależnie od regionu, dlatego łagodzenie skutków absencji pracowników powinno mieć charakter ogólnokrajowy.

Samsung: Skuteczność digital signage w nowoczesnym biznesie

Według wyników ostatniego badania przeprowadzonego przez Kantar TNS i Samsung Electronics Polska[1], ekrany digital signage mogą wpływać na zmianę decyzji zakupowych nawet przez co drugiego klienta. Natomiast aż 65 proc. spośród klientów, którzy zamówili danie reklamowane na wyświetlaczach przyznało, że wchodząc do restauracji miało inny plan i zmieniło swoją decyzję w wyniku poznania wyświetlanej promocji. Wyniki te wskazują na to, że digital signage to narzędzie służące do efektywnej prezentacji oferty, co przekłada się na poprawę wyników finansowych przedsiębiorstw z różnych branż.

Badanie Kantar TNS na zlecenie firmy Samsung zostało przeprowadzone w dniach 8-9 września 2018 roku na grupie 141 respondentów w Warszawie Ząbki (N= 49 osób), Gdyni (N = 41) i Łodzi Teofilów (N= 51) wśród klientów restauracji Gruby Benek.

Decyzje klientów

Połowa klientów zwróciła uwagę na treści wyświetlane na ekranach digital signage. Szczególnie na to rozwiązanie wyczuleni byli mężczyźni i osoby młode (Millennialsi), czyli grupy statystycznie bardziej niż inni konsumenci zainteresowane nowymi technologiami.

Po zainstalowaniu w naszych restauracjach ekranów digital signage zaobserwowaliśmy wzrost zainteresowania promocjami, które prezentowaliśmy naszym klientom. Do tej pory tę nowoczesną formę wyświetlania treści zastosowaliśmy w dwunastu restauracjach. Opierając się jednak na pozytywnych doświadczeniach sprzedażowych , a także niższymi kosztami zarzadzania zmianą promocji w menu lokalu i znacznie lepszą estetyka prezentowanych treści marketingowych, planujemy implementację tego typu ekranów w pozostałych naszych punktach – komentuje Mateusz Szewczyk, Prezes sieci restauracji Gruby Benek.

Co piąty klient, który zamówił reklamowane danie, przyznaje, że zrobił to bezpośrednio pod wpływem informacji wyświetlanych na ekranie w restauracji. Biorąc pod uwagę brak możliwości uzyskania informacji o promocji w inny sposób (poza digital signage), można wnioskować, że aż 80 proc. klientów, którzy kupili reklamowane danie, zasugerowało się treścią wyświetlaną na ekranach digital signage podświadomie lub umniejsza wpływ tego przekazu na podjętą decyzję, np. uważając papierową ulotkę (której nie było w lokalach) za powód swojej decyzji.

W wybranych lokalach, w których na ekranach prezentowana była oferta specjalna napoju i pizzy, sprzedaż napoju wzrosła średnio o 40%, a dania o 36%. Biorąc pod uwagę fakt, że digital signage jest narzędziem stosunkowo nowym jeśli chodzi o sieć Gruby Benek i nadal potrzeba czasu, aby przyzwyczaić klientów pizzerii do tej formy prezentacji oferty, wynik jest tym bardziej imponującym. Już teraz widoczne jest, że ekrany wpływają na znajomość menu lokali i mają wpływ na wybory klientów.

Ocena digital signage

Forma prezentowania treści na ekranach digital signage była oceniana przez większość klientów restauracji (91 proc.) przede wszystkim jako czytelna i zrozumiała. Taki sam procent respondentów stwierdził, że prezentowane danie wyglądało na ekranie atrakcyjnie i przyciągało uwagę. Dla 81% klientów ekrany digital signage to bardzo nowoczesne rozwiązanie, które pozwala na atrakcyjną prezentację oferty i zdecydowanie ułatwia proces zakupowy oraz podjęcie decyzji – aż 2/3 respondentów stwierdziło, że ten sposób wyświetlania treści ułatwia dokonanie wyboru, a dla przeszło 60 proc. jest usprawnieniem przy zamawianiu dań.

Niespełna ¾ klientów już wcześniej zetknęła się z ekranami profesjonalnymi prezentującymi ofertę promocyjną. Dodatkowo, 60 proc. badanych przyznało, że chętnie korzysta z ekranów dotykowych jeżeli są one dostępne w miejscu sprzedaży. Takiego zdania są przede wszystkim mężczyźni i osoby młode do 35. roku życia.

Ekrany dla Grubego Benka

Wdrożenie ekranów profesjonalnych w sieci Gruby Benek pokazuje, że rozwiązania digital signage są skierowane nie tylko do dużych firm i sklepów, ale także do małych i średnich, w tym m.in. dla takich, jak właśnie sieć pizzerii Gruby Benek. Ekrany digital signage to rozwiązania wpływające na wzrost percepcji wyświetlanych treści i promocji, co pozwala kształtować decyzje zakupowe klientów. Ponadto, taka inwestycja będzie procentowała przez wiele lat, ze względu na wysoką trwałość i żywotność ekranów – komentuje Karolina Rostowska, Key Account Manager z firmy Samsung Electronics Polska.

Dokładna metodologia badania

W badaniu Kantar TNS uczestniczyli klienci restauracji Gruby Benek, którzy odwiedzili wybrane restauracje 8 lub 9 września 2018 roku (weekend), dokonując zamówień na miejscu w lokalach i zgadzając się na udział w badaniu. Badanie realizowane było na tabletach, a wielkość próby to N= 141.

Skuteczność Ekranów Digital Signage[1] Kantar TNS, Ocena skuteczności digital signage z perspektywy konsumentów, badanie ilościowe przeprowadzone na zlecenie firmy Samsung, N= 141 klientów restauracji Gruby Benek w dniach 8-9 września 2018 roku.

Transition Technologies Managed Services na rządowej platformie Digital Marketplace

Transition Technologies Managed Services (TTMS), spółka z Grupy Kapitałowej Transition Technologies sprzedaje zaawansowane usługi programistyczne na rządowej platformie przetargowej Wielkiej Brytanii: Digital Marketplace. Obecna od dwóch lat na brytyjskim rynku spółka, po przejściu pierwszego etapu biernej obecności w bazie danych zyskała status aktywnego oferenta. Unikalna oferta spółki obejmuje technologie chmurowe, których implementacja jest wspierana e-learningowo, co wykracza poza kompetencje konkurentów
i zapewnia lepszą jakość wdrożeń.

Krzysztof Zapała, COO TTMS, odpowiedzialny za rynek UK
Krzysztof Zapała, COO TTMS, odpowiedzialny za rynek UK

Digital Marketplace jest narzędziem realizowanej przez brytyjską administrację strategii digitalizacji Zjednoczonego Królestwa. Platforma ma na celu ułatwienie administracji centralnej, lokalnej oraz firmom czy obywatelom wyboru sprawdzonych dóbr i usług w obszarze IT, w tym kluczowych obecnie technologii chmurowych. Procedura weryfikacji  jest wieloetapowa,  wymaga rejestracji, podania szczegółowych informacji o kompetencjach, doświadczeniach, zasobach ludzkich oraz stawkach. Po analizie i sprawdzeniu danych przez zespół Digital Marketplace firmy dostają informację o kwalifikacji do grona oferentów, lub odmowie. – Digitalizacja świata trwa, więc bez względu na Brexit, w którym widzimy okazję do rozwoju, działamy na rynku brytyjskim już od dwóch lat. W  Wielkiej Brytanii, podobnie jak w Polsce, odchodzi się od długoterminowych, wielkoskalowych projektów IT na rzecz małych, rozproszonych, realizowanych przez nadzorowaną, rządową platformę „Digital Marketplace”, której jesteśmy uczestnikiem, a od października br. – aktywnym oferentem
mówi Krzysztof Zapała, COO TTMS, odpowiedzialny za rynek UK.

– Doświadczenia Grupy Kapitałowej Transition Technologies z innych rynków bardzo nam pomagają. Szczególnie cenione są nasze umiejętności związane z wdrażaniem regulacji prawnych, implementowanie zmian oraz projekty realizowane na rzecz administracji rządowej w Polsce, która dokonuje teraz skoku transformującego na ponadnormatywną
w Unii skalę
– dodaje prezes zarządu Transition Technologies, Konrad Świrski.

Digital Marketplace spodziewa się po dostawcach profesjonalizmu, ale także dzielenia wartości biznesowych, czy określonych zachowań na rynku Zjednoczonego Królestwa, czyli spełniania obowiązujących Standardów Dostawców (Suppliers Standards).

– Brytyjska administracja oczekuje całkowitej transparentności – od prezentacji kompetencji przez kosztorysy i stawki cenowe za proponowane usługi. Poza cenami istotna jest również jakość i zakres oferowanych usług, poziom realizacji projektów. Niezwykle przydatne jest zaplecze naukowe i biznesowe zarówno TTMS jak i całej Grupy Kapitałowej TT. Mamy przewagę konkurencyjną w postaci unikalnej metodologii pozwalającej na  badanie gotowości, digitalizację i zmianę, co pozwala nam przygotować wdrożenia w sposób gwarantujący ich lepsze przyjęcie, dzięki zastosowaniu rozwiązań e-learningowych jako wsparcia procesu. Takie podejście jest efektem stosowania naszego autorskiego modelu współpracy: Comprehensive Service Delivery. Wspiera nas to w realizacji  pierwszej zasady Standardów Dostawcy pt. ”User needs first”, dzięki czemu zdobywamy coraz większe uznanie. Ponadto, naszym dużym atutem jest sława polskiego programisty: jesteśmy na tym rynku cenieni i nie wahamy się aby z tego skorzystać – mówi Krzysztof Zapała.

Polityka absencyjna buduje zaufanie w firmie

Zjawisko rosnącej absencji chorobowej w Polsce coraz bardziej daje się we znaki nie tylko pracodawcom, ale i pracownikom. Nieobecność jednego członka załogi sprawia, że jego obowiązki spadają na innych. Generuje to napięcia, spory i poczucie niesprawiedliwości. Zwłaszcza, jeżeli zwolnienia lekarskie okazują się sposobem na przedłużenie urlopu, podjęcie dodatkowego zajęcia czy załatwienie prywatnych spraw w godzinach pracy. Poprawa wydajności firmy oraz budowa zaufania wewnątrz załogi w dużej mierze zależą od wprowadzenia efektywnych mechanizmów zarządzania i kontroli nad zwolnieniami chorobowymi.

Dane statystyczne nie napawają optymizmem. Przeciętna długość zwolnienia chorobowego wyniosła w ubiegłym roku 11,4 dnia, a na „L4” przebywał statystycznie co drugi Polak. To wartości znacznie przekraczające średnią europejską. Skala problemu wskazuje, że część zwolnień lekarskich wystawiana jest niezgodnie z obowiązującym prawem – i wynika nie z rzeczywistej niedyspozycji, ale chęci nieuzasadnionego niepojawienia się w miejscu pracy. Powoduje to szereg problemów zarówno dla pracodawców, jak i pracobiorców. Pierwsi obliczają straty finansowe swoich firm spowodowane opóźnieniami w realizacji projektów – wynagrodzenie pracownika to, według szacunków, zaledwie 20-30% poniesionego z tytułu nieobecności kosztu, do którego doliczyć należy płatne nadgodziny czy usługi agencji pracy tymczasowej. Drudzy wskazują na nakładanie na nich dodatkowych obowiązków oraz rosnący brak zaufania między pracownikami. Świadomość, że niektórzy korzystają ze zwolnień chorobowych w sposób nieuczciwy, unikając przy tym konsekwencji, pogarsza atmosferę w zespole i prowokuje wzajemne podejrzenia. Co więcej – część pracowników, widząc bezkarność oszustów, może sama zacząć unikać wykonywania obowiązków, zasłaniając się zwolnieniami.

Gdy pracownik zarabia 2500 złotych netto, jego absencja kosztuje pracodawcę nawet do 5000zł – 6000zł netto, ze względu na nadgodziny dla pozostałej kadry lub konieczność zatrudnienia pracowników tymczasowych. Z wypracowanych przez firmę 10.000 złotych, połowę pochłania całkowity koszt absencji – komentuje Mikołaj Zając, prezes firmy Conperio specjalizującej się w audycie, doradztwie i kompleksowym zarządzaniu problemem absencji chorobowej.

Odpowiedzią na ten stan rzeczy są kontrole przeprowadzane przez ZUS oraz – z powodu ich niewystarczającej liczby – działania firm konsultingowych wyspecjalizowanych w tematyce absencji chorobowej. Celem ekspertów specjalizujących się w zarządzaniu absencją chorobową jest nie tylko doraźne ukrócenie nielegalnych praktyk, ale również systemowe rozwiązanie problemu poprzez poprawę jakości i metod zarządzania.

Jednak wciąż wiele firm traktuje współpracę z partnerami zewnętrznymi zajmującymi się polityką absencyjną z podejrzliwością. Obawy zależą od zajmowanych stanowisk. Przedsiębiorcy i pracodawcy zakładają, że obecność ekspertów (zwłaszcza w realiach deficytów kadrowych na rynku pracy) utrudni uzupełnianie wakatów. Pracownicy formułują inne obawy – z kontrolami wciąż wiążą się negatywne stereotypy, budowane na lęku przed nieustanną inwigilacją, także w czasie prywatnym.

Mikołaj Zając z Conperio odpiera te argumenty. – Pracodawcy opłaca się prowadzenie profesjonalnej polityki absencyjnej. Jest ona elementem wdrażania zdrowych zasad w funkcjonowaniu firmy. Dodatkowo obecność naszych specjalistów eliminuje potencjalnych oszustów już na etapie rekrutacji – wiedząc o przeprowadzanych kontrolach, rzadziej będą podejmowali ryzyko podjęcia pracy w przedsiębiorstwie nietolerującym procederu korzystania z nieuczciwych zwolnień. Na kompleksową ofertę firmy Conperio składa się nie tylko weryfikowanie wydawanych zwolnień, ale również doradztwo w zakresie ewentualnych przyczyn niepokojącej skali absencji chorobowej. Prowadzone z pracownikami rozmowy pozwalają zidentyfikować problemy, z jakimi borykają się w miejscu pracy, a których rozwiązanie poprawiłoby jakość ich aktywności zawodowej.

– Firma to przede wszystkim pracownicy, od zaangażowania których zależy jej sukces – podkreśla Mikołaj Zając. I dodaje: – Także w ich interesie jest współpraca z takimi podmiotami jak Conperio. Nasze działania zapewniają poczucie elementarnej sprawiedliwości – dlaczego przez oszustwa innych ktoś ma pracować dwa razy ciężej? Jeżeli rzeczywiście jesteś chory i zgodnie z zaleceniem lekarza powinieneś zostać w domu – nie musisz się niczego obawiać. Naszym zadaniem jest walka z patologią, jaką stanowi nadużywanie zwolnień.

Niskie bezrobocie i niedobory kadrowe powodują, że znaczenia nabierają miękkie narzędzia zachęcające pracownika do pozostania w firmie. Jednym z nich jest rozsądna polityka absencyjna. Świadomość walki z nieuczciwymi praktykami pozwala budować zaufanie i poczucie sprawiedliwości w zespole. Jednocześnie przedsiębiorstwo unika strat wiążących się z nadmierną ilością wystawianych zwolnień chorobowych.

Wynajem długoterminowy – nie dla każdej firmy

  • Według danych Polskiego Związku Wynajmu i Leasingu Pojazdów, tempo wzrostu r/r rynku wynajmu długoterminowego osiągnęło w II kwartale 2018 r. aż 15,5 proc.
  • Przedsiębiorcy dostrzegają zalety takiego sposobu finansowania, m.in. brak wkładu własnego czy opłat za naprawy oraz przegląd samochodu.
  • Należy jednak pamiętać, że ze względu na roczne limity kilometrów, wynajem długoterminowy nie sprawdzi się w każdej firmie.

Z najnowszego Barometru Flotowego* wynika, że nabywcami większości, bo ponad 70 proc. nowych samochodów osobowych w Polsce są podmioty gospodarcze. Polscy przedsiębiorcy chętnie inwestują w pojazdy, o czym może świadczyć także fakt, że aż ¼ z nich planuje w niedługim czasie rozbudować swoją flotę. Na popularności systematycznie zyskuje przede wszystkim wynajem długoterminowy, jako sposób finansowania inwestycji w samochody. Jak podaje Polski Związek Wynajmu i Leasingu Pojazdów, w II kwartale 2018 r. rynek ten osiągnął 15,5 proc. tempo wzrostu, dla porównania – w ubiegłym roku było to 13,1 proc. Przedsiębiorcy decydują się na auta w wynajmie długoterminowym ze względu na sporą wygodę użytkowania, jednak przed podpisaniem umowy, należy dokładnie sprawdzić, czy taki sposób finansowania jest faktycznie dla firmy opłacalny.

Wygoda i brak wkładu własnego

Bez wątpienia jedną z najważniejszych przewag wynajmu długoterminowego nad innymi formami finansowania samochodów jest wygoda i niezmienne koszty miesięczne. Od początku obowiązywania umowy aż do jej zakończenia, przedsiębiorca płaci stałą sumę, którą wynegocjował z firmą. Co ważne, użytkownik samochodu nie musi się także martwić kosztami serwisowania, w razie problemów, to na firmie udostępniającej auto ciąży obowiązek jego naprawy i zorganizowania pojazdu zastępczego.

Przedsiębiorca korzystający z samochodu w wynajmie długoterminowym, nie musi także przejmować się wysokimi składkami ubezpieczenia OC – ich opłata również należy do obowiązków firmy, z którą podpisał umowę. Ułatwieniem zwłaszcza dla nowych firm, dopiero rozpoczynających działalność jest natomiast brak konieczności wpłacania wkładu własnego, który przy leasingu wynosi zwykle 20 proc. wartości samochodu – mówi Paweł Mazur z ANG Biznes.

Niekorzystna opcja dla firm jeżdżących w długie trasy

Niestety, wynajem długoterminowy nie sprawdzi się w każdej firmie. Taka opcja finansowania samochodów wiąże się bowiem z limitami wykonywanych kilometrów, które wynoszą zwykle 15 – 30 tys. km rocznie – po przekroczeniu limitu naliczane są opłaty za każdy nadprogramowy kilometr. Dla przedsiębiorców pokonujących tysiące kilometrów miesięcznie, jak np. przedstawiciele handlowi, taka opcja nie będzie więc opłacalna. Wyjściem jest oczywiście próba wynegocjowania większych limitów, ale zawsze należy dobrze przeliczyć, czy jesteśmy w stanie zmieścić się w proponowanych granicach.

Wynajem długoterminowy nie jest też opłacalny dla firm z dużymi flotami. Przy zakupie kilku, kilkunastu samochodów możemy bowiem wynegocjować sporą zniżkę u sprzedawcy, a decydując się na wynajem – podarowujemy te zniżki firmie udostępniającej auta do wynajmu. Ważną kwestią, na którą warto na pewno zwrócić uwagę podczas podpisywania umowy jest zapis o konieczności oddania samochodu bez uszkodzeń, wynikających z pozanormatywnego użycia. Oznacza on, że o wynajęte auto będziemy musieli naprawdę bardzo dbać, żeby nie narazić się na koszty związane z naprawą nieprzewidzianych w umowie usterek. Wynajem długoterminowy jest oczywiście bardzo przydatnym i wygodnym produktem, jednak zawsze należy się zastanowić, czy nie istnieje inna forma finansowania, która lepiej odpowie na potrzeby naszej firmy – dodaje Paweł Mazur.

* Badanie przeprowadzone przez Corporate Vehicle Observatory założone z inicjatywy BNP Paribas oraz Arval

Źródło: ANG Biznes

Paweł Borys: PFR odegra istotną rolę we wprowadzeniu PPK

Rola Polskiego Funduszu Rozwoju we wdrożeniu Pracowniczych Planów Kapitałowych jest kluczowa. Grupa będzie odpowiedzialna za całą infrastrukturę rozliczeń i ewidencji programu. Stworzy także specjalny portal informacyjny połączony z dedykowanym call-center.

– Każdy pracodawca i pracownik będzie mógł otrzymać wszystkie niezbędne informacje dotyczące zasad funkcjonowania PPK za pośrednictwem portalu lub infolinii – powiedział serwisowi eNewsroom Paweł Borys, prezes zarządu Polskiego Funduszu Rozwoju – PFR będzie chciał także przeprowadzić szerszą kampanię społeczną oraz dotrzeć do pracodawców w całym kraju. Celem jest udostępnienie rzetelnych i precyzyjnych informacji na temat tworzenia PPK oraz administrowania systemem. To także próba przedstawienia wszystkich korzyści związanych z przystąpieniem do tego programu – wyjaśnił Borys.

Rynek powierzchni handlowych w Polsce w III kwartale 2018 r.

  • Nieruchomości handlowe stanowiły blisko 45% całkowitego wolumenu inwestycyjnego zarejestrowanego w trzech pierwszych kwartałach 2018 roku
  • 42% powierzchni handlowej będącej obecnie w budowie zostanie oddane do końca 2018 roku w miastach poniżej 100 000 mieszkańców
  • Pięć nowych marek pojawiło się na polskim rynku w III kwartale 2018: San Marina, Ximi Vogue, Kocca, Saffiano i Armani Exchange
  • W ciągu pierwszych 6 miesięcy funkcjonowania ustawy ograniczającej handel w niedziele zanotowano średni spadek odpowiedzialności o 6,6% i średni spadek obrotów w centrach handlowych o 3,0%

Pomimo wprowadzenia częściowego zakazu handlu w niedzielę rozwój rynku powierzchni handlowych w Polsce nie zwalnia tempa. Planowana podaż na koniec 2018 roku powinna osiągnąć rekordowy w ostatnich trzech latach poziom wynoszący ok. 490 000 mkw. 52% tej powierzchni zostanie oddane w miastach powyżej 400 000 mieszkańców, a 42% w miejscowościach poniżej 100 000 mieszkańców.Międzynarodowa firma doradcza Cushman & Wakefield podsumowuje III kwartał br. na polskim rynku nowoczesnych powierzchni handlowych w raporcie: MARKETBEAT RYNEK HANDLOWY W POLSCE – III KWARTAŁ 2018 r.

– Po trzech kwartałach 2018 roku wartość transakcji na rynku nieruchomości komercyjnych w Polsce zbliżyła się do granicy 5 miliardów Euro, czyli wartości osiągniętej w całym 2017 roku. Największym zainteresowaniem inwestorów nadal cieszyły się nieruchomości handlowe. Wolumen transakcji w tym sektorze wyniósł 2,14 miliarda Euro, czyli 45% wartości wszystkich inwestycji. Łączna powierzchnia obiektów handlowych, które zmieniły właściciela w 2018 roku to ponad 1,24 miliona mkw., czyli 8,5% całkowitej powierzchni handlowej w Polsce. 55% wartości transakcji centrami handlowymi w regionie Europy Środkowo-Wschodniej to wolumen zanotowany w naszym kraju  – wskazuje Jakub Budych, Starszy konsultant w dziale rynków kapitałowych Cushman & Wakefield. – Bieżący rok może okazać się rekordowym, pod względem wolumenu transakcji, w całej historii polskiego rynku nieruchomości komercyjnych. Ostateczny wynik będzie jednak zależał od tego, czy uda się zrealizować transakcje zaplanowane do końca roku. Awans Polski do grupy rynków rozwiniętych według FTSE Russel dodatkowo wzmacnia zainteresowanie inwestorów naszym rynkiem i świadczy o tym, że jesteśmy postrzegani jako atrakcyjne, a zarazem bezpieczne, miejsce do lokowania kapitału – dodaje Jakub Budych.

Na koniec września br. łączne zasoby powierzchni handlowej w Polsce wyniosły ponad 14,4 mln m kw. i w raportowanym okresie powiększyły się o zaledwie 20 000 m kw., za sprawą oddanych do użytku dwóch nowych marketów DIY – Leroy Merlin w Tarnowie i Castorama w Grudziądzu oraz rozbudowy parku handlowego Dekada w Grójcu. Na rynku mniejszych centrów i parków handlowych (poniżej 5 000 m kw.) zasoby powiększyły się o kilka nowych obiektów, m.in.: Vendo Park w Chodzieży, Park Handlowy w Olecku i Park Handlowy w Radomsku.

Aktywność deweloperów skupia się zarówno na największych miastach, jak też na mniejszych miastach i miejscowościach z populacją wynoszącą poniżej 100 000 mieszkańców. Ponad 800 000 m kw. powierzchni handlowej jest obecnie w trakcie realizacji lub ma wydane pozwolenie na budowę. Prawie 40% tej liczby zostanie oddane do użytku do końca bieżącego roku. Planowana podaż w 2018 roku powinna wynieść łącznie około 490 000 m kw., co będzie najwyższym wynikiem od trzech lat..  W dużych aglomeracjach dominują duże centra handlowo-rozrywkowe (np. Galeria Libero w Katowicach z planowanym otwarciem w październiku 2018), koncepty wielofunkcyjne (np. Centrum Praskie Koneser) lub rozbudowy obiektów (np. Atrium Promenada w Warszawie z otwarciem nowej powierzchni w czwartym kwartale 2018). Natomiast w mniejszych miastach powstają głównie niewielkie obiekty, parki handlowe lub centra convenience.

Analitycy Cushman & Wakefield wskazuję, że w trzecim kwartale bieżącego roku na ekspansję na polskim rynku handlowym zdecydowało się pięć nowych marek: włoska San Marina z obuwiem, torebkami i akcesoriami (Wroclavia), Ximi Vogue – chińsko-koreańska marka oferująca akcesoria do domu i zabawki (Galeria Wileńska), Kocca – włoska marka modowa, Saffiano oferująca torebki od znanych projektantów (Galeria Północna), a także Armani Exchange z pierwszym sklepem otwartym w Galerii Mokotów. W przyszłym roku na polskim rynku handlowym zadebiutuje irlandzka sieć odzieżowa Primark z pierwszą lokalizacją w Galerii Młociny.

Małgorzata Dziubińska
Małgorzata Dziubińska, Associate Director w dziale Doradztwa i Badań Rynkowych, Cushman & Wakefield

– Ciekawym i zupełnie nowym na polskim rynku konceptem będzie Implant, którego budowa rozpocznie się wkrótce przy ul. Chmielnej w Warszawie. Obiekt składający się z nowoczesnych kontenerów swoją modułową konstrukcją nawiązuje do BoxParku w Londynie, czy ArtBoxu w Bangkoku. Implant będzie podzielony na trzy główne strefy: gastronomiczną, usługowo-handlową oraz eventową, tak – aby oprócz celów komercyjnych – pełnił również funkcje społeczne i kulturalne – mówi Małgorzata Dziubińska, Associate Director w Dziale Doradztwa i Badań Rynkowych, Cushman & Wakefield, autorka raportu.

W ciągu sześciu miesięcy funkcjonowania ustawy ograniczającej handel w niedzielę centra handlowe odnotowały spadki odwiedzalności (średnio o 6,6%) i obrotów (3%) w porównaniu do analogicznego okresu roku poprzedniego. Według przewidywań ekonomistów (ING) w najbliższym czasie dynamika wzrostu wydatków konsumpcyjnych osłabnie, a wzrośnie znaczenie inwestycji, co powinno zapewnić wzrost PKB w 2018 na poziomie 4,8%. Polski Rząd pracuje jednak na nad nowelizacją ustawy, która miałaby dotyczyć wydłużenia zakazu handlu na część soboty (od godz. 22:00) i poniedziałku (do godz. 05:00) oraz zapisów o możliwości otwierania w niedziele sklepów jako placówek pocztowych.

Sprzedaż i obroty w handlu detalicznym w porównaniu do wyników centrów handlowych

Sprzedaż i obroty w handlu detalicznym w porównaniu do wyników centrów handlowych
Źródło: Cushman & Wakefield, GUS

Analitycy Cushman & Wakefield wskazują również na zmiany zachodzące w branży sieci spożywczych. Operatorzy dużych hipermarketów nie planują już nowych otwarć skupiając się raczej na restrukturyzacji i rozwoju mniejszych, kompaktowych supermarketów i sklepów małoformatowych. Natomiast sieci dyskontowe eksperymentują z nowymi formatami, czego przykładem mogą być chociażby lokalizacje przejęte od Piotra i Pawła przez Biedronkę – zauważalne jest tam wyraźne podwyższenie standardu oferty oraz wystroju sklepów.

Aby zwiększyć lojalność klienta branża spożywcza stosuje także różne rozwiązania technologiczne (np. beacony pozwalające dokładnie śledzić drogę klienta po sklepie), łączy tradycyjny handel z handlem internetowym (nad czym pracują obecnie sieci dyskontowe w Polsce) i stosuje rozwiązania typu „Tap To Go”, które pozwalają zapłacić za towar specjalną kartą już przy braniu produktu z półki.

– Handel ulega obecnie ewolucji, a w najbliższych latach nastąpi prawdopodobnie więcej zmian niż w ciągu ostatnich kilku dziesięcioleci. Zakupy mają stać się jeszcze prostsze, wygodniejsze i przyjemniejsze, a ogromną rolę odegra tu technologia. Czeka nas więc złota era dla klienta, natomiast dla branży będzie to czas ciągłego analizowania i szybkiego reagowania na zmiany poprzez dostosowywanie się do rosnących potrzeb i wymagań kupujących – podsumowuje Małgorzata Dziubińska, Associate Director w Dziale Doradztwa i Badań Rynkowych, Cushman & Wakefield.

Podsumowanie ubiegłego tygodnia na rynku walutowym

Obawy o sytuację w Europie nie sprzyjały wspólnej europejskiej walucie i polskiemu złotemu w ubiegłym tygodniu. Dolar z kolei zyskiwał. A co istotnego wydarzy się w tym tygodniu?

Roman Ziruk - Ebury
Roman Ziruk, Ebury Polska

Komisja Europejska w wyraźny sposób wyraziła swoje niezadowolenie w związku z budżetem zaproponowanym przez włoskich populistów, w efekcie czego Bruksela i Rzym znalazły się na kursie kolizyjnym, co nie sprzyjało euro. Funt brytyjski cierpiał z kolei ze względu na publikację słabych danych makroekonomicznych, które zdają się odsuwać w czasie perspektywy kolejnych podwyżek stóp procentowych ze strony Banku Anglii. Problemy euro i funta brytyjskiego ściągnęły w dół pozostałe europejskie waluty w relacji do dolara amerykańskiego, który – patrząc na koszyk G10 – był słabszy jedynie w parze z dolarem australijskim i nowozelandzkim.

W tym tygodniu uwaga inwestorów będzie skupiać się na czwartkowym spotkaniu Europejskiego Banku Centralnego. Dla poszczególnych krajowych walut istotne będą również spotkania Banku Kanady, szwedzkiego Riskbanku i norweskiego Norges Banku. Co tyczy się istotnych informacji makro – warto będzie obserwować piątkową publikację szacunków dynamiki PKB USA w III kwartale br.

PLN

Ubiegły tydzień przyniósł lekkie osłabienie złotego w relacji do głównych walut. Złotemu nie sprzyjały m.in. obawy o sytuację we Włoszech i siła dolara amerykańskiego.

Niemal wszystkie odczyty gospodarcze z Polski, które poznaliśmy w ubiegłym tygodniu, rozczarowały. Wzrost zatrudnienia we wrześniu niespodziewanie spowolnił, ostatnio wyhamowuje również dynamika wynagrodzeń. Co istotne, mocno rozczarowały również dane o produkcji przemysłowej i sprzedaży detalicznej (chociaż w przypadku danych o sprzedaży winne po części są zmiany w prawie, które negatywnie wpływały na subindeks opisujący sprzedaż samochodów). Ostatnie dane potwierdzają, że trzeci kwartał bieżącego roku charakteryzował się nieco niższym wzrostem dynamiki PKB niż pierwsza połowa roku.

W przeciwieństwie do poprzedniego, ten tydzień nie przyniesie zbyt wielu informacji z Polski.  Warto będzie zwrócić uwagę jedynie na odczyt bezrobocia we wrześniu, który poznamy we wtorek.

GBP

Brak istotnych publikacji makroekonomicznych, czy tych dotyczących polityki monetarnej oznacza, że szterling będzie reagował przede wszystkim na informacje (jak również plotki) dotyczące negocjacji w sprawie Brexitu. Brak sygnałów sugerujących rychłe osiągnięcie porozumienia na linii UK-UE prawdopodobnie zaowocuje tym, że na rozstrzygnięcie przyjdzie nam czekać nie do listopada, a do grudnia. Przesunięcie w czasie oczekiwań sprawiło, że napięcie wpływające na brytyjską walutę nieco zmalało. Patrząc na ostatnie zachowanie kursu EUR/GBP obecnie wygląda na to, że rynki spodziewają się wydłużenia okresu przejściowego, a nie twardego Brexitu.

EUR

Wspólna europejska waluta cierpiała w ubiegłym tygodniu, w związku z wyprzedażą włoskich obligacji. Konflikt między Brukselą i populistycznym rządem Włoch raczej nie jest bliski rozwiązania, a Komisja Europejska zdaje się zbliżać w kierunku uruchomienia procedury nadmiernego deficytu przeciwko Włochom. Spodziewamy się, że pytania do EBC na najbliższej konferencji prasowej Banku będą związane przede wszystkim z kwestią włoskiego budżetu i braku „siły” inflacji bazowej do przekroczenia poziomu 1%. Dopóki bazowy indeks cen nie pokaże przekonującego trendu wzrostowego trudno wyobrazić sobie podwyżki stóp procentowych w strefie euro.

USD

Rozczarowujące dane o sprzedaży detalicznej w USA zostały przyćmione przez świetne informacje z rynku pracy. Liczba wakatów wzrosła bowiem do najwyższego poziomu od czasu rozpoczęcia prowadzenia statystyk (czyli od grudnia 2000 r.). „Minutki” z ostatniego spotkania Rezerwy Federalnej były dość jastrzębie i wskazują, że presja ze strony Donalda Trumpa nie sprawi, że członkowie FOMC przestaną systematycznie głosować za podwyżkami stóp procentowych. Odczyt dynamiki PKB w III kwartale będzie interesujący przede wszystkim ze względu na to, co powie nam o sytuacji bilansu handlowego USA i wpływu pakietu stymulacyjnego na gospodarkę Stanów Zjednoczonych.

Autor: Roman Ziruk, Ebury Polska

Jaki wpływ na rynek Forex i wyniki brokerów ma interwencja produktowa ESMA

W III kw. br., w związku z wprowadzoną 1 sierpnia 2018 r. interwencją produktową ESMA, inwestorzy przez dwa miesiące handlowali na rynku CFD z obniżoną dźwignią finansową. Zmienność wyników osiąganych z kwartału na kwartał w większości kategorii mieści się w dotychczasowych przedziałach, zatem należy przyjąć że to warunki rynkowe, a nie regulacje, są głównym czynnikiem kształtującym te wartości. Trzeci kwartał jest także z reguły okresem, w którym inwestorzy pokazują dobre wyniki.

W III kw. br. brokerzy na walutach, najpopularniejszym instrumencie rynku CFD, odnotowali wzrost odsetka zarabiających klientów o 5,5 pkt. proc. w stosunku do II kw. br. Poprawa wyników może być pochodną większej aktywności inwestorów na głównej parze walutowej EUR/USD oraz wynikiem korekty trendu na innych rynkach, m.in. EUR/TRY. W III kw. 2016 r. odsetek zarabiających był wyższy o kilka punktów proc. wobec III kw. br. Wyniki w III kw. 2017 r. również były lepsze rdr.

Poprawę odsetka zarabiających w br. widać w kontraktach na indeksy i akcje (wzrost odsetka zarabiających o odpowiednio blisko 10 pkt. proc. i 3,3 pkt. proc.). Wzrost na indeksach w III kw. br. może wynikać z długo oczekiwanej korekty amerykańskich indeksów.

Istotne obniżenie dźwigni nie poprawiło wyników klientów inwestujących w CFD na towary. 56% klientów, którzy w ostatnim kwartale br. zainwestowali w ten rodzaj CFD, odnotowało negatywny wynik. To o 2,5 pkt. proc. więcej niż w II kw. 2018 r., przed wprowadzeniem interwencją ESMA. Jest to najsłabszy wynik od 2016 r. Dźwignia w tej grupie instrumentów finansowych została obniżona najmocniej, bo aż do poziomu 1:10. Odsetek inwestorów, którzy zanotowali ujemny wynik zwiększył się także wśród inwestujących w kontrakty na stopy procentowe. W tej grupie instrumentów odsetek ten wzrósł o 5,3 pkt. proc. w stosunku do II kw. 2018 r.

Wyniki inwestorów pokazują, że odsetek traderów, którzy osiągnęli negatywny wynik z inwestycji zwiększył się w kategoriach, gdzie dźwignia finansowa została najmocniej ograniczona przez regulatora. Poddaje to pod wątpliwość skuteczność interwencji ESMA, której celem była poprawa bezpieczeństwa klientów na rynku CFD.

odsetek klientów zarabiających na CFD
Wykres: średni odsetek klientów zarabiających na rynku CDF dla 6 brokerów: Bossa, XTB, Alior, mBank, TMS,
CMC, Admiral Markets

Marek Wołos, ekspert Izby Domów Maklerskich ds. rynków OTC

Kurs dolara, euro, funta i franka. Analiza techniczna 22.10.2018 r.

Ostatni tydzień na parach złotowych charakteryzował się wyjątkowo niską zmiennością. Większość czynników ryzyka straciła już swój blask. Kwestia włoska może odżyć już w poniedziałek, zupełnie jak parkiety na dalekim wschodzie. Wiele wskazuje, że na drugi taki spokojny okres nie ma co liczyć.

Tabela. Maksima i minima głównych walut w PLN. Zakres: 15.10.2018-22.10.2018

Para walutowa EUR/PLN CHF/PLN USD/PLN GBP/PLN
Minimum 4,2790 3,7295 3,6880 4,8530
Maksimum 4,3087 3,7783 3,7643 4,9030

 

Kurs euro EUR/PLN

Kurs euro EUR/PLN

Wspólna waluta najbardziej odczuła zeszłotygodniowy spokój. Zakres wahań kursu EUR/PLN nie przekroczył 3 groszy, stabilizując się w okolicach 4,30 zł. Rynek zdaje sobie sprawę, że to nie koniec batalii o włoski budżet. Teraz pora na ruch Komisji Europejskiej, która ma zaproponować zmiany w wydatkach rządu w Rzymie. Wiadomo już, że rząd Giuseppe Conte nie ma zamiaru ugiąć się przed Brukselą i jest gotowy na otwarty konflikt z Unią. Ten jednak tak naprawdę nie jest nikomu na rękę, ponieważ z jednej strony ciąży włoskim obligacją, a z drugiej uderza we wspólną walutę. Pewnym kompromisem byłyby ustępstwa Brukseli w kwestii przyszłorocznego budżetu w zamian za ustępstwa strony włoskiej dotyczące lat kolejnych. Unia w ten sposób zrobiłaby to, co umie najlepiej, czyli kupiła czas. Dalsza eskalacja konfliktu zagrażałaby wypłacalności Włoch, co byłoby znacznie większym problemem od kryzysu greckiego, który ropiał ładnych parę lat.

Kurs dolara USD/PLN

Kurs dolara USD/PLN

W zeszłym tygodniu przycichł także temat wojny handlowej między Stanami a Chinami. Giełdy za Wielkim Murem wyraźnie krwawiły i pojawiły się obawy czy tamtejsze załamanie nie wyleje się na pozostałe rynki. Tak się jednak nie stało i prawdopodobnie już nie stanie. W życie właśnie wchodzi szereg rozwiązań władz z Pekinu mające na celu zatrzymania czerwonego rajdu na parkietach. Oprócz ulubionego narzędzia chińskiego rządu czyli zwiększenia lewaru zaproponowane zostały zmiany proobywatelskie takie jak choćby zmniejszenie stawki podatkowej, czy zwiększenie ulg. Odbicie na parkiecie w Chinach może zwiastować zmniejszenie awersji do ryzyka, na czym powinien skorzystać złoty.  W nadchodzącym tygodniu znowu możemy być świadkami próby zejścia poniżej 3,70 zł. Z drugiej strony najbliższy silny opór wypada w okolicach 3,77 zł i wydaje się mało prawdopodobne, by w najbliższych dniach dolar był w stanie go złamać.

Kurs franka CHF/PLN

Kurs franka CHF/PLN

Kurs CHF/PLN od blisko miesiąca znajduje się w konsolidacji i porusza się w kanale ograniczonym z góry przez poziom 3,80 zł, a z dołu przez 3,74 zł. Dzisiaj kurs znajduje się tuż przy dolnej granicy,w pewnym momencie próbował nawet ją przełamać. Dotychczas jednak się to nie udało i każde kolejne niepowodzenie zwiększa prawdopodobieństwo scenariuszu, w którym przynajmniej do końca tygodnia cena franka pozostanie w wyżej opisanym przedziale. Na szerszej perspektywie widać jednak zarysowaną formację klina, która sugeruje, że prędzej czy później będziemy świadkami większego wybicia. Ruch w dół byłby mocno ograniczony przez wsparcie przy poziomie 3,67 zł, dlatego bardziej prawdopodobny wydaje się ruch w okolice oporu przy 3,87 zł.

Kurs funta GBP/PLN

Kurs funta GBP/PLNFunt cały czas pozostaje pod presją brexitowych domysłów. Doprowadziły one brytyjską walutę do poziomu 4,85 zł, który najpierw był oporem, by później odegrać rolę wsparcia. Zadziałało ono w połowie miesiąca, wstrzymując na pewien czas przecenę funta. Dzisiaj jednak poziom ten został złamany, co prawdopodobnie było reakcją na słowa Theresy May w brytyjskim parlamencie. Obecna pani premier ma coraz słabszą pozycję, a widmo “no deal” brexit staje się coraz bardziej wyraźne. Po przełamaniu wyżej opisanego wsparcia kurs GBP/PLN bez przeszkód powinien dotrzeć do poziomu 4,80 zł, który wcześniej wielokrotnie był w stanie zawrócić kurs. Tym razem jednak wydaje się, że polityka jest znacznie silniejsza od analizy technicznej i to na nią rynek będzie zwracał szczególnie baczną uwagę.

Krzysztof Adamczak – dealer walutowy w Internetowykantor.pl

Grupa Kuehne + Nagel – wyniki finansowe po 3 kw. 2018 r.

Grupa Kuehne + Nagel znacząco podniosła swój zysk operacyjny oraz przychód za pierwsze 9 miesięcy 2018 roku. Wskaźnik zysku operacyjnego do zysku brutto pozostał na wysokim poziomie. Firma zdobyła wysoki wzrost transportowanego wolumenu, z wartym wyróżnienia dynamicznym rozwojem transportu morskiego.

Grupa Kuehne + Nagel
Styczeń 2018 – Wrzesień 2018 Styczeń 2017 – Wrzesień 2017 Zmiana
W milionach CHF      
Obrót netto 15,361 13,525 +13,6%
Zysk brutto 5,736 5,136 +11,7%
Wynik operacyjny (EBITDA) 906 840 +7,9%
Zysk operacyjny 745 685 +8,8%
Przychód za dany okres 580 540 +7,4%

 

Dr. Detlef Trefzger, Dyrektor Zarządzający Kuehne + Nagel International AG: „Kuehne + Nagel kontynuuje swoją dynamikę z pierwszej połowy roku w trzecim kwartale, osiągając bardzo pozytywny rezultat finansowy za pierwsze dziewięć miesięcy 2018 roku. Wydajność w ramach transportu morskiego, transportu lotniczego i transportu drogowego jest wyjątkowa. W przypadku logistyki kontraktowej, zgodnie z prognozami, negatywny wpływ na wynik finansowy miały inwestycje w platformy operacyjne, które zostały zrealizowane zgodnie z planem na bieżący rok. Opierając się na bardzo dobrych wynikach za pierwsze dziewięć miesięcy spodziewamy się z sukcesem zakończyć rok 2018.”

Transport Morski

W ramach transportu morskiego, Kuehne + Nagel zwiększyło swój wolumen o 8,8 %, co jednocześnie przekłada się na dwukrotnie szybszy wzrost w porównaniu do sytuacji rynkowej. W ciągu pierwszych dziewięciu miesięcy 2018 roku, firma zrealizowała transport 3.519 milionów standardowych kontenerów (TEU), o 284.000 więcej niż w tym samym okresie w poprzednim roku. Znaczna część nowych kontraktów została zdobyta dzięki cyfrowemu rozwiązaniu typu end-to-end, z dużym zainteresowaniem dwoma, wprowadzonymi przez Kuehne + Nagel w 2018 roku platformami, KN ESP oraz Sea Explorer. Zysk operacyjny za pierwsze dziewięć miesięcy wzrósł o 5,2 % osiągając ze stabilnym marginesem 324 miliony franków szwajcarskich (CHF).

Transport lotniczy

Transport morski kontynuuje swoją dobrą passę z poprzednich kwartałów. Waga przeładunku wzrosła o 16 % do 1,302 miliona ton, a więc znacząco przekraczając wzrost rynkowy, co było możliwe dzięki wdrożeniu dedykowanych poszczególnym branżom rozwiązań typu end-to-end. Wraz z niedawnym przejęciem działalności Panatlantic, ekwadorskiego specjalisty przewozu produktów świeżych, Kuehne + Nagel kontynuuje wzmacnianie swojej sieci w tym segmencie po udanej integracji CFI Commodity Forwarders, wiodącego dostawcy towarów nietrwałych w USA. Zysk operacyjny wzrósł o 19,4 % w odniesieniu do tego samego okresu w ubiegłym roku, osiągając poziom 271 milionów franków szwajcarskich (CHF).

Transport drogowy

Sukces finansowy osiągnęła również spedycja drogowa firmy Kuehne + Nagel, której wzrost obrotów netto plasuje się na poziomie 16,2 % w porównaniu z tym samym okresem w poprzednim roku. Jednocześnie, zysk brutto wzrósł o 15,6 %, podczas gdy zysk operacyjny polepszył się o 58,3 % od ostatniego roku, by osiągnąć 57 milionów franków szwajcarskich (CHF). Ten wysoki wzrost był możliwy dzięki transportowi intermodalnemu w USA, korzystając na wzroście cen ropy i dynamicznym rozwoju biznesu w Europie, ze szczególnym uwzględnieniem Niemiec i Wielkiej Brytanii.

Logistyka kontraktowa

Wzrost w logistyce kontraktowej równie imponująco przewyższył sytuację rynkową, przynosząc zwiększony o 10,6% obrót netto oraz wyższy o 10,7% zysk brutto. Działania biznesowe dobrze się rozwijały w Północnej Ameryce, Azji i Niemczech przy  jednoczesnym wdrożeniu rozwiązań dla branży e-commerce. Na rezultaty miały negatywny wpływ inwestycje w platformy operacyjne, które zostały zrealizowane zgodnie z planem na ten rok. Zysk operacyjny na poziomie 92 milionów, zgodnie z prognozami, był niższy od tego z poprzedniego roku. Kluczowe dla logistyki kontraktowej cele zostały osiągnięte wraz z udanym wdrożeniem nowego systemu cyfrowego zarządzania magazynami oraz wiodących rozwiązań typu end-to-end. Co więcej, Kuehne + Nagel przejęło chińską grupę logistyczną specjalizującą się w obsłudze branży motoryzacyjnej oraz lokalną firmę logistyczną z operacjami w Indonezji.

Jak start-up może zawalczyć o kontrakt z korporacją? Relacja z ABSL Start-Up Challenge Roundtable

Warszawa, 22 października 2018 r. – Dostrzeżenie konkretnych potrzeb firmy i precyzyjne dopasowanie do nich oferty – dzięki temu start-up może liczyć na owocne spotkanie z przedstawicielami korporacji i nawiązanie współpracy z globalną marką. Taki wniosek płynie z ABSL Start-Up Challenge Roundtable. Partnerem głównym wydarzenia było Procter & Gamble.

Spotkanie z udziałem międzynarodowych korporacji oraz start-upów było kontynuacją ABSL Start-Up Challenge, konkursu dla innowatorów, organizowanego przez Związek Liderów Sektora Usług Biznesowych – największej organizacji skupiającej firmy z sektora nowoczesnych usług biznesowych. W Roundtable, które odbyło się w biurowcu Spark – siedzibie grupy Skanska w Polsce, wzięli udział finaliści ABSL Start-Up Challenge z 2017 i 2018 roku oraz przedstawiciele międzynarodowych firm.

Do tegorocznego konkursu ABSL Start-Up Challenge zgłosiło się ponad 130 początkujących firm, a ponad 50 wzięło udział w lokalnych półfinałach. Przedstawiciele 8 najlepszych start-upów miało okazję zaprezentować się podczas dorocznej konferencji ABSL w czerwcu 2018 roku w Poznaniu, gromadzącej ponad 1000 uczestników, w tym przedstawicieli kierownictwa międzynarodowych korporacji – podsumowywał Łukasz Czajkowski z ABSL, koordynator projektu. – W tym roku skupialiśmy się przede wszystkim na znalezieniu innowacji w zakresie blockchain, HR, zastosowania sztucznej inteligencji w komunikacji z klientem oraz robotyzacji. Już teraz zaczynamy przygotowania do przyszłorocznej edycji ABSL Start-Up Challenge. Zapraszamy zainteresowane osoby – zarówno twórców innowacji, jak i przedstawicieli globalnych firm – do zgłaszania swoich sugestii – podkreślił Czajkowski.

Precyzyjna oferta kluczem do sukcesu

Głównym celem ABSL Start-Up Challenge Roundtable było stworzenie kolejnej okazji dla innowatorów oraz korporacji do spotkania i dyskusji. Uczestnicy próbowali znaleźć odpowiedź na pytanie, w jaki sposób start-upy powinny planować i realizować współpracę z globalnymi markami, aby skutecznie pozyskać takiego partnera biznesowego. – Fundamentalną kwestią podczas spotkania start-upu z międzynarodową korporacją jest zaprezentowanie korzyści, które firma może odnieść dzięki zastosowaniu proponowanego przez startup rozwiązania.  Warto wcześniej dokładnie przyjrzeć się danej firmie – zidentyfikować jej wyzwania i potrzeby. Jednym ze źródeł informacji o firmie mogą być jej sprawozdania, a także tematyka dyskusji z inwestorami. Można tu znaleźć wiele inspiracji – radził Marcin Półchłopek, Associate Director, Beauty and Grooming, Procter & Gamble Central Europe.

Podczas spotkania z korporacją start-up musi być też gotowy na odpowiedzenie na potencjalne pytania, jakie mogą się pojawić. Na przykład dotyczące możliwości integracji proponowanych systemów z software, z jakiego korzysta już dana firma – zaznacza Półchłopek.

Istotność indywidualnego podejścia w rozmowach z korporacjami podkreślał też przedstawiciel Emplocity – start-upu, który był finalistą ABSL Start-Up Challenge 2017. – Obecnie prowadzimy ponad 100 procesów, których celem jest nawiązanie współpracy z korporacjami. Z każdą z nich rozmawiamy inaczej. Nie ma tu jednego standardu. Zawsze trzeba starać się dostrzec i odpowiedzieć na ich realne potrzeby – podkreślił Krzysztof Sobczak, prezes Emplocity.

Współpraca korzystna dla wszystkich

Wspólne działanie start-upu i globalnej firmy przynosi korzyści obydwu stronom. Dla początkującej firmy partner biznesowy o globalnych strukturach i dużym doświadczeniu często otwiera drzwi do wielkiego biznesu. Z perspektywy korporacji start-up to kolejne źródło innowacji. Jak zaznaczył Bartosz Niedźwiedzki, Chief Innovation Officer w EY, wspólne projekty ze start-upami niosą z sobą również mniej oczywiste zalety. – W EY dostrzegamy, że pracownicy, którzy realizowali projekty wspólnie ze start-upami wykazują się dużo większą kreatywnością i otwartością na nowe rozwiązania. Często sami proponują realizację projektów quasi start-upowych w ramach naszych struktur – stwierdził Bartosz Niedźwiedzki, Chief Innovation Office w EY.

Spotkanie w innowacyjnym biurze

ABSL Start-Up Challenge Roundtable odbyło się w kompleksie Spark, siedzibie głównej grupy Skanska w Polsce. Innowacyjna przestrzeń biurowca wpisywała się w ideę spotkania.  – Biurowiec Spark to dla Skanska swego rodzaju laboratorium innowacji. To tutaj testujemy i wdrażamy rozwiązania, które potem proponujemy najemcom naszych biur. Przykładem jest Connected by Skanska, system do zarządzania i sterowania budynkiem oraz powierzchnią biurową, dający możliwość dynamicznego odpowiadania na potrzeby na bazie zebranych danych. Rozwiązanie powstało we współpracy z korporacjami i start-upami, a jego droga, od idei do realizacji, zaczęła się od warsztatu design thinkingowego z naszymi partnerami – zaznaczyła Anna Tryfon-Bojarska, Innovation Manager w Skanska.