Wzrost liczby i wartości kredytów udzielonych w sierpniu 2024 r.

W sierpniu 2024 r., w porównaniu do sierpnia 2023 r., w ujęciu liczbowym banki i SKOK-i udzieliły więcej trzech głównych rodzajów kredytów: gotówkowych (+13,9%), ratalnych (+12,4%), mieszkaniowych (+10,3%) oraz wydały mniej kart kredytowych (-2,9%). Natomiast w ujęciu wartościowym banki i SKOK-i przyznały wyższą wartość wszystkich produktów kredytowych: kredytów gotówkowych (+27,8%), mieszkaniowych (+21,2%), kart kredytowych (+11,6%) oraz kredytów ratalnych (+4,5%).

W ciągu pierwszych ośmiu miesięcy br. w ujęciu liczbowym banki i SKOK-i udzieliły więcej kredytów mieszkaniowych (+80,2%), ratalnych (+62,7%), gotówkowych (11,5%) i wydały więcej kart kredytowych (+2,4%). W ujęciu wartościowym w tym okresie banki i SKOK-i udzieliły o (+108,5%) wyższą wartość kredytów mieszkaniowych, o (+24,8%) kredytów gotówkowych, o (+23,7%) kredytów ratalnych oraz o (+14,8%) wyższą wartość limitów na karcie kredytowej.

W sierpniu bieżącego roku główne rodzaje kredytów: mieszkaniowe, ratalne oraz gotówkowe, odnotowały wzrost sprzedaży zarówno pod względem liczby, jak i wartości.

Pozytywną dynamikę sprzedaży kontynuują kredyty ratalne

W sierpniu tego roku udzielono ich o 12,4% więcej w porównaniu do sierpnia rok temu i o (+4,5%) więcej niż w lipcu 2024 roku. Zwiększyła się również ich wartość o 4,5% rok do roku oraz o 3,4% w porównaniu do poprzedniego miesiąca br.

– Analizując dane dotyczące kredytów ratalnych, uwagę zwraca większy wzrost w ujęciu liczbowym niż wartościowym. Potwierdzają to wyniki narastająco od początku roku, gdzie liczba udzielonych kredytów ratalnych wzrosła o 62,7%, a ich wartość o 23,7% w porównaniu do analogicznego okresu 2023 roku. Jest to efekt dominującej liczby zobowiązań zaciąganych na niskie kwoty, pochodzących z przekształcania niespłaconych transakcji z odroczonym terminem płatności (tzw. BNPL). Gdy upłynie okres bezodsetkowy rozliczenia zakupów, wynoszący zazwyczaj 30 dni, wierzytelności te są często przejmowane przez banki i włączane w portfel kredytów ratalnych. Ponadto to, co wyróżniało kredyty ratalne w sierpniu b.r. na tle pozostałych produktów kredytowych, to wzrost liczby i wartości udzielonych produktów m/m. Pozostałe produkty odnotowały w obu ujęciach ujemne dynamiki m/m – mówi dr hab. Waldemar Rogowski, główny analityk Grupy BIK.

Kontynuacja wzrostu aktywności w kredytach gotówkowych

Liczba udzielonych kredytów gotówkowych wzrosła o 13,9% w porównaniu do sierpnia 2023 roku, a ich wartość osiągnęła dynamikę 27,8% rok do roku.

– Wyraźny wzrost w segmencie kredytów gotówkowych widać od początku bieżącego roku. Akcja kredytowa w ujęciu liczbowym wzrosła w okresie ośmiu miesięcy 2024 r. o 11,5%, a jej wartość o 24,8% w porównaniu do analogicznego okresu w 2023 roku. Jak potwierdzają dane BIK, klienci zaciągają coraz wyższe kwoty kredytów gotówkowych, a głównym czynnikiem wpływającym na wzrost sprzedaży w tym segmencie były zobowiązania na ponad 50 tys. zł. Może to być wynikiem rosnących potrzeb konsumpcyjnych, nadal wysokiej inflacji, czy też większej dostępności kredytów na wyższe kwoty, przy wyższej zdolności kredytowej dzięki rosnącym wynagrodzeniom – tłumaczy prof. Rogowski.

Średnia wartość kredytu ratalnego udzielonego w sierpniu 2024 r. to 2.002 zł i była ona niższa niż w sierpniu rok temu o 7,1%. Natomiast średnia wartość kredytu gotówkowego wyniosła 24.159 zł – to wzrost o 12,2% w stosunku do lipca ub. roku.

Więcej kredytów hipotecznych

W sierpniu 2024 roku banki udzieliły o (+10,3%) więcej kredytów mieszkaniowych w porównaniu do sierpnia 2023 roku, jednak w relacji do lipca 2024 roku ich liczba spadła o 12,2%.

Wartościowo, kredyty mieszkaniowe zanotowały jeszcze wyższy bo 21,2% wzrost rok do roku oraz 11,9% spadek w porównaniu do poprzedniego miesiąca. Nadal wysoką sprzedaż kredytów mieszkaniowych potwierdzają też dane po ośmiu miesiącach br.

– Pomimo braku programu wsparcia kredytobiorców, nie słabnie zainteresowanie kredytami mieszkaniowymi. Narastająco od początku roku, liczba udzielonych kredytów mieszkaniowych wzrosła o 80,2%, a ich wartość o imponujące 108,5% w porównaniu do analogicznego okresu w 2023 roku. Za tak wysoką dynamikę odpowiadają trzy czynniki.

Po pierwsze, w tegorocznej akcji kredytowej były jeszcze kwoty z kredytów z puli wniosków złożonych jeszcze w zeszłym roku z udziałem Programu Bezpieczny Kredyt 2%. To kwota 13,6 mld zł. Bez tej kwoty wartość akcji kredytowej w okresie styczeń – sierpień 2024 r. wyniosłaby 46,4 mld i byłaby wyższa o 61% w porównaniu z analogicznym okresem zeszłego roku.

Po drugie, pierwsze półrocze zeszłego roku charakteryzowało się niską akcją kredytową, a więc niską bazą – co było wynikiem wysokich stóp procentowych oraz oczekiwaniem na uruchomienie programu wsparcia.

I po trzecie, obecnie mamy wyraźnie wyższą aktywność kredytobiorców niż w pierwszym półroczu zeszłego roku, pomimo braku programu wsparcia. Wzrost wartości kredytów mieszkaniowych w większym stopniu niż ich liczby wskazuje, że klienci zaciągają kredyty na wyższe kwoty. Jest to związane z nabywaniem droższych nieruchomości w wyniku utrzymujących się wysokich cen rynkowych. Głównym czynnikiem odpowiedzialnym za wzrosty akcji kredytowej jest poprawa zdolności kredytowej, która umożliwia zaciąganie kredytów mieszkaniowych na wyższe kwoty. W sierpniu br. średnia kwota udzielonego kredytu mieszkaniowego wyniosła 421,97 tys. zł i była o 9,8% wyższa niż przed rokiem. Jest to rekordowa średnia wartość udzielonego kredytu mieszkaniowego w całej historii. Warto dodać, że do końca sierpnia z wakacji kredytowych na nowych warunkach od 1 czerwca 2024 r. skorzystało 189 tys. osób w ramach 112 tys. kredytów mieszkaniowych na kwotę 33,1 mld zł – dodaje główny analityk Grupy BIK.

Nadal bezpieczny poziom ryzyka kredytowego

Sierpniowe odczyty wartości wszystkich czterech Indeksów jakości kredytów bankowych istotnie się poprawiły w ujęciu rok do roku. W porównaniu z lipcem br. widać tylko nieznaczne pogorszenie terminowości spłat kart kredytowych o (+0,07). Jednak są to wahania, które nie zakłócają ogólnej dobrej kondycji jakości kredytów w polskim sektorze bankowym. Pozostałe indeksy jakości m/m poprawiły się (spadły).

– Wszystkie cztery Indeksy Jakości wskazują na nadal bezpieczny poziom ryzyka portfela kredytów udzielanych gospodarstwom domowym. Niewątpliwie lepsza jakość spłat kredytów idzie w parze ze wzrostem wynagrodzeń kredytobiorców i stabilizacją poziomu oprocentowania spłacanych kredytów. Niemniej, konieczna jest stała obserwacja wartości poszczególnych Indeksów Jakości, aby wcześniej zidentyfikować sygnały o potencjalnym pogorszeniu jakości portfela kredytowego – wyjaśnia prof. Rogowski.

Spada liczba zadłużonych Polaków, ale za to rośnie średni dług do oddania

Dane z trzech różnych rejestrów wskazują na to, że na koniec pierwszego półrocza br. w Polsce zadłużonych było od ponad 2 mln do 2,6 mln konsumentów. Dwa źródła podają spadki rdr. wynoszące mniej niż 10%, a jeden wykaz przedstawia wzrost poniżej 1% rdr. W zależności od źródła, średnie zadłużenie wyniosło w ww. okresie od blisko 20 tys. zł do prawie 33 tys. zł. Natomiast zdecydowanie najwyższe było wśród osób mających 45-55 lat, co wynika ze wszystkich analizowanych danych. Do tego Krajowy Rejestr Długów podaje, że na koniec drugiego kwartału maksymalne zadłużenie Polaków w pierwszej połowie br. było identyczne jak rok wcześniej i wynosiło niemal 76 mln zł.

Na koniec pierwszego półrocza br. w Rejestrze Dłużników BIG InfoMonitor i bazie informacji kredytowych BIK widniało 2,6 mln zadłużonych Polaków. To o 3,3% mniej niż rok wcześniej, gdy było ich 2,7 mln. W Krajowym Rejestrze Długów (KRD) nastąpił spadek rdr. o 9,6%, tj. z 2,3 mln do 2,1 mln. Z kolei w ERIF Biurze Informacji Gospodarczej (dane z wykluczeniem długu alimentacyjnego) liczba osób z zaległościami utrzymała się na zeszłorocznym poziomie – 1,5 mln. Niemniej patrząc na szczegółowe dane, widać tam wzrost o 0,2% rdr. Zatem w rejestrach widnieje od 2,1 mln do 2,6 mln zadłużonych Polaków.

– Powyższe rejestry zbierają dane na odmienne sposoby i z tego wynikają różnice między nimi. Natomiast ogólnie patrząc na wyniki, można stwierdzić, że konsumenci coraz lepiej obsługują swoje zadłużenie. Niektóre osoby oddaliły się od krawędzi finansowej przepaści. I dzięki temu – moim zdaniem – odnotowane zostały spadki w dwóch ww. źródłach – komentuje dr hab. Łukasz Goczek z Uniwersytetu Warszawskiego.

Z kolei Adrian Parol, radca prawny i doradca restukturyzacyjny, uważa, że sytuacja wielu dłużników poprawiła się dzięki pomocy państwa. – W tym roku wzrosło np. świadczenie dla rodziców z 500 zł do 800 zł miesięcznie. Poza tym wiele osób otrzymało od swoich pracodawców podwyżki. Niektórzy konsumenci przystopowali też z zakupami na raty i odroczonymi płatnościami. Zatem ww. wyniki – w mojej ocenie – nie są efektem lepszej obsługi zadłużenia Polaków – stwierdza ekspert. Wraz z zakończeniem pierwszej połowy tego roku w Rejestrze Dłużników BIG InfoMonitor i bazie informacji kredytowych BIK średnie zadłużenie wyniosło 32,9 tys. zł. Było o 9,4% większe niż rok wcześniej – 30,1 tys. zł. W KRD odnotowano odpowiednio 21,3 tys. zł, skok o 8,4% i wartość sprzed roku w wysokości 19,7 tys. zł, a w ERIF BIG 19,5 tys. zł, wzrost o 5,5% i wartość 20,6 tys. zł na koniec czerwca br.

– Warto zwrócić uwagę na to, że liczba dłużników zmniejszyła się w dwóch rejestrach, a w jednym tylko minimalnie wzrosła. Natomiast średnie zadłużenie wszędzie się zwiększyło. Można z tego wysnuć wniosek, że urosły długi części osób widniejących w ww. wykazach. I to wygląda niepokojąco. Takim konsumentom może być coraz trudniej wyjść ze spirali zadłużenia – analizuje Łukasz Goszczyński, radca prawny i doradca restrukturyzacyjny z Kancelarii Prawa Gospodarczego GKPG.

Dr Mariusz Bołoz z Wyższej Szkoły Zarządzania i Bankowości w Krakowie również dostrzega pogarszającą się sytuację dotychczasowych dłużników. Jak przekonuje ekspert, główną przyczyną tego zjawiska są rosnące koszty utrzymania, spowodowane wysoką inflacją w ostatnich latach. Problemem jest też niski poziom lub brak oszczędności wielu Polaków. W takiej sytuacji nawet chwilowe problemy finansowe, np. z powodu choroby, powodują powstanie zaległości w spłacie zobowiązań.

Z końcem drugiego kwartału br. w Rejestrze Dłużników BIG InfoMonitor i bazie informacji kredytowych BIK najwyższe średnie zadłużenie dotyczyło osób w wieku 45-54 lat – 46,5 tys. zł (rok wcześniej – 42,5 tys. zł). W KRD obejmowało Polaków mających 46-55 lat – 30,4 tys. zł (poprzednio – 28,1 tys. zł). Z kolei w ERIF BIG (dane z wykluczeniem długu alimentacyjnego) widać grupę wiekową 45-54 lata – 12,2 tys. zł (rok wcześniej inne przedziały wiekowe, 45-59 lat – 11,6 tys. zł).

– Wyniki ze wszystkich rejestrów są alarmujące. Pokazują, że dłużnicy w wieku od 45 do 55 lat biorą na siebie największe obciążenia finansowe. Średnie długi w wysokości od ponad 12 tys. zł do blisko 47 tys. zł są już bardzo poważne. Zapewne w wielu przypadkach tymi dłużnikami są rodzice, którzy starają się zapewnić swoim dorastającym bądź już dorosłym dzieciom jak najlepszy start, pomimo trudnych czasów i często ograniczonych możliwości. Nie jest to raczej grupa wiekowa, która zaciąga długi na poczet egzotycznych wakacji czy ekskluzywnych samochodów, choć zapewne nie można wykluczyć takich przypadków – przekonuje mec. Adrian Parol.

Uwzględniając płeć, w KRD na koniec pierwszego półrocza br. średnie zadłużenie mężczyzn wyniosło 24,9 tys. zł (rok wcześniej – 22,6 tys. zł), a kobiet – 14,9 tys. zł (14,4 tys. zł). Z kolei w ERIF BIG (dane z wykluczeniem długu alimentacyjnego) widzimy odpowiednio 10,3 tys. zł w przypadku mężczyzn (poprzednio – 9,6 tys. zł) i 11,2 tys. zł w grupie kobiet (rok wcześniej – 10,5 tys. zł).

– Kobiety z reguły są bardziej powściągliwe w kwestii zaciągania jakichkolwiek zobowiązań, a to przekłada się na ewentualne późniejsze problemy ze spłatą. Do tego częściej są dysponentami domowych wydatków, przez co muszą bardziej i skrupulatniej patrzeć w przyszłość. Z kolei mężczyźni dużo luźniej traktują tego typu zobowiązania – wskazuje mec. Łukasz Goszczyński.

Patrząc na dodatkowe dane, widać też, że w KRD maksymalne zadłużenie w obu analizowanych okresach wyniosło tyle samo, czyli 75,7 mln zł. Zdaniem Adriana Parola, w dalszej perspektywie czasu maksymalne zadłużenie Polaków będzie rosło. – Coraz więcej osób ma problemy z płynnością finansową. Niektórzy konsumenci mogą starać się refinansować swoje bieżące zobowiązania coraz droższymi pożyczkami i kredytami. I tak będą zapętlać się w spirali długów – uważa ekspert.

Jak stwierdza dr Mariusz Bołoz, wielomilionowe zaległości finansowe pojedynczych dłużników najczęściej powstają na skutek braku spłaty kredytów bankowych. Duże kwoty dotyczą przede wszystkim przedsiębiorców lub rolników – zazwyczaj osób o wysokiej zdolności kredytowej w chwili zaciągania zobowiązania. Przyczyny powstania tego typu zaległości mogą wynikać zarówno z nieudanych inwestycji, jaki i problemów z odzyskaniem należności przez samych dłużników od ich kontrahentów.

– W mojej opinii, w tym roku sytuacja dłużników zróżnicuje się. To znaczy, że część osób znajdzie się bardzo mocno pod kreską. Inni wręcz ją przeskoczą i wyjdą przynajmniej na zero, bo będzie im łatwiej obsługiwać swoje zobowiązania. Wysokie stopy procentowe niewątpliwie zachęcają do tego, żeby spłacać swoje zadłużenia. Jednocześnie na rynku wciąż przybywa instrumentów fintechowych, które pozwalają na odroczone płatności i to popycha wiele osób w zupełnie niepotrzebnie długi. Oczywiście finalnie wszystko zależeć będzie od indywidualnej sytuacji życiowej i nastawienia każdego zadłużonego Polaka – wyjaśnia ekspert z Uniwersytetu Warszawskiego.

Z kolei dr Bołoz prognozuje, że w najbliższej przyszłości w Polsce należy się spodziewać wzrostu liczby dłużników. Przyczynią się do tego przede wszystkim stale rosnące koszty utrzymania i daleka perspektywa obniżenia stóp procentowych. Innym powodem będzie wzrost nadmiernej konsumpcji. Jak podkreśla ekspert WSZiB w Krakowie, zjawisko to jest widoczne od wielu lat, a dotyczy głównie młodych osób, mających poniżej 25 lat. One mogą w łatwy sposób zaciągnąć zobowiązania, np. wybierając odroczone płatności podczas zakupów online, ale nie są w pełni świadome konsekwencji braku ich spłaty.

Inflacja, koszty i zatory płatnicze – największe wyzwania MŚP w 2024 roku

Inflacja, wysokie koszty materiałów i energii oraz spadek sprzedaży to od ponad roku trzy największe wyzwania, z jakimi borykają się mikro, małe i średnie firmy. Pogłębił się także problem z pozyskaniem pracowników, znalezieniem nowych rynków zbytu oraz terminowym regulowaniem własnych zobowiązań. Co piąty przedsiębiorca przyznaje, że nieuregulowane faktury przez kontrahentów zmuszają do zadłużania się. Widać to w danych zgromadzonych w Rejestrze Dłużników BIG InfoMonitor i bazie BIK, gdzie łączne zaległości firm w rok zwiększyły się o 3,2 mld zł i przekroczyły na koniec czerwca rekordowe 44,4 mld zł. Przybywa problemów z nieterminowymi rozliczeniami B2B w sektorze TSL i handlu. Sytuacja pogarsza się również w usługach.

W trzecim kwartale tego roku ponad 53 proc. firm informuje o fakturach opóźnionych o więcej niż miesiąc, a ponad 34 proc. wskazuje, że ich kontrahenci zwlekają z zapłatą ponad dwa miesiące. W efekcie tych opóźnień co drugi przedsiębiorca, który ma zamrożone faktury potwierdza, że nieopłacone zobowiązania kontrahentów – w różnym stopniu – ale wpływają na kondycję ich biznesu. Pieniądze zamrożone w fakturach powodują przede wszystkim, że trudno jest regulować w terminie własne zobowiązania, na co skarży się 37 proc. przedsiębiorstw. Najczęściej dotyka to firm z branży przemysłowej (46 proc.) i handlowej (42 proc.) oraz zatrudniających od 50-249 osób (41 proc.) – wynika z badania „Skaner MSP” realizowanego cyklicznie dla BIG InfoMonitor, które prowadzi rejestr dłużników i wspiera firmy w ograniczaniu ryzyka zatorów płatniczych i odzyskiwaniu należności.

Zamrożone środki to dla co trzeciego biznesu wyższe koszty działalności, bo windykacja kosztuje i traci się też na tym cenny w biznesie czas. Na ten aspekt częściej niż pozostali skarży się handel (49 proc.) oraz sektor usług (46 proc.). Zablokowane finanse to również wstrzymane inwestycje, o czym wspomina zazwyczaj co 3. przedstawiciel handlu i przemysłu.

Więcej firm – niż w pierwszym kwartale br. informuje o regularnych stratach z powodu nieodzyskiwania części opóźnionych faktur (29 proc.) i zagrożonych wypłatach (24,6 proc.). Co piąty przedsiębiorca przyznaje, że nieuregulowane faktury zmuszają do zaciągania kolejnych kredytów i prowadzą do pętli zadłużenia, na co najczęściej skarży się sektor handlu (35 proc.).

W efekcie przybywa firm z problemami, co potwierdzają dane zgromadzone w Rejestrze Dłużników BIG InfoMonitor, gdzie widać opóźnienia w spłacie bieżących rachunków i faktur względem kontrahentów oraz w bazie informacji kredytowych BIK, która zawiera także dane o niespłaconych na czas zobowiązaniach kredytowych. Wg danych widocznych w obu bazach, firm-dłużników jest blisko 324 tys., co oznacza, że 5 proc. biznesów z różnych sektorów rynku jest już wpisana do Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor i nie spłaca kredytów, co notuje BIK.

Kwota zaległości firm opóźnionych powyżej 30 dni i na co najmniej 500 zł, na koniec drugiego kwartału tego roku przekroczyła rekordowe 44,4 miliardy złotych. A to oznacza, że od czerwca ubiegłego roku wierzyciele dopisali ponad 8 tys. przedsiębiorstw z problemami w spłacie bieżących rachunków, kredytów i faktur wobec kontrahentów, a łączne zadłużenie zwiększyło się o 3,2 mld zł.

Handel, przemysł i budownictwo z największymi zaległościami

Długotrwałe opóźnienia w spłacie zobowiązań przez kontrahentów wpędzają branżę handlową w coraz większe długi. Skumulowane zadłużenie firm z tego sektora widoczne w Rejestrze Dłużników BIG InfoMonitor i bazie informacji kredytowych BIK wynosi już blisko 9 mld zł i dotyczy ponad 74 tys. podmiotów (5 proc.). W rok wartość niespłacanych zobowiązań wzrosła o 282 mln zł (3 proc.).

Lekką poprawę widać w sektorze budownictwa, gdzie zaległości stopniały o 431 mln zł (-7 proc.) do blisko 5,8 mld zł. Jednak w tym przypadku obserwujemy wzrost liczby nierzetelnych przedsiębiorców – o 923 do 51 214, a stanowią oni 5 proc. firm z problemami w tej branży.

Najgorzej prezentuje się jednak kondycja sektora TSL. Tylko w rok zaległe zobowiązania kredytowe i pozakredytowe zwiększyły się tu o blisko 483 mln zł (17 proc.) do 3,3 mld zł. Rośnie też liczba firm, które mają problemy z terminowym regulowaniem swoich należności – o 1 755 do poziomu 38,6 tys. Niepokojący dla całej branży jest także bardzo wysoki odsetek dłużników, który wynosi aż 9 proc. Oznacza to, że już prawie co dziesiąta firma transportowa ma poważne kłopoty finansowe i istnieje podwyższone ryzyko współpracy z nią.

Nieciekawe prezentują się też statystyki na temat branży usługowej, której długi wynoszą już blisko miliard złotych (992 mln zł), co oznacza wzrost zadłużenia o 244 mln zł (33 proc.). Za ten stan odpowiada dzisiaj 9,2 tys. podmiotów – o 861 więcej w porównaniu z analogicznym okresem w ub.r.

Jedynym sektorem, gdzie zarówno zadłużenia jak i liczba dłużników zmniejszyły się w ciągu ostatniego roku, jest przemysł, choć łączna wartość zadłużenia firm z tego sektora, pozostawia wiele do życzenia – 7,1 mld zł. Niemniej jednak notujemy tu spadki – wartości zadłużenia o 102 mln zł (1,4 proc.) oraz liczby dłużników o 29 podmiotów.

– Przykłady sektorów z najwyższymi zaległościami pokazują, jak ważne z punktu widzenia przedsiębiorców powinno być dziś sprawdzanie przyszłych partnerów biznesowych i stały monitoring płatności. Umożliwia to kontrolę nad płynnością finansową i nad terminowością spłat dokonywanych przez partnerów biznesowych, co w efekcie może ograniczyć skalę zatorów płatniczych. Korzystając z opcji monitorowania kontrahentów, otrzymujemy alert na maila, gdy ktoś doda do naszego rejestru BIG InfoMonitor nową informację o weryfikowanej firmie. Są z tego trzy kluczowe korzyści. Po pierwsze – przedsiębiorca otrzymuje powiadomienie mailowe, jeśli pojawi się pozytywny lub negatywny wpis o wskazanej przez niego firmie. Po drugie – będzie mógł zareagować, gdy jego kontrahent popadnie w długi i zostanie wpisany do rejestru dłużników i w porę zweryfikuje warunki współpracy z takim kontrahentem. Po trzecie, będzie miał informację o dłużnikach przed innymi i ochroni swój biznes skuteczniej – podkreśla Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor.

Nadrzędne wyzwania firm

Jak wynika z badania Skaner MSP zrealizowanym dla BIG InfoMonitor w trzecim kwartale tego roku, więcej badanych niż w ubiegłym roku potwierdziło, że aktualnym wyzwaniem pozostaje dla nich znalezienie nowych pracowników (19 proc. vs 10 proc.), szukanie nowych rynków (17,4 proc. vs. 10,6 proc.) oraz terminowe regulowanie zobowiązań (13,8 proc. vs. 5,6 proc.).

Jednak co branża to inne potrzeby i wyzwania. Wzrost kosztów prowadzenia działalności to największa bolączka dla firm usługowych, na co wskazuje co druga z nich. Wysokie koszty materiałów i energii dobijają przede wszystkim przemysł (44 proc.). Na spadek sprzedaży skarżą się głównie budownictwo (28 proc.), usługi i handel – kolejno 24 i 21 proc. O problemie ze znalezieniem nowych pracowników częściej informuje przemysł, usługi i transport. O spadku marż handel (17 proc.) i usługi (11 proc.), a o kłopotach z dostawcami przemysł (14 proc.).

– Jedno jest pewne. Część firm nie wyszła jeszcze na prostą po pandemii, po drodze sytuację utrudniła inflacja, a na koniec co poniektórych dobiła wojna w Ukrainie. Inflacja, wysokie koszty materiałów, energii oraz spadki sprzedaży – to od 2023 roku największe wyzwania mikro, małych i średnich firm, na które wskazuje odpowiednio 41 proc., 36 proc. oraz 21 proc. przedsiębiorców w naszym badaniu. Firmy handlowe cierpią z powodu intensywnej konkurencji i spadku konsumpcji. Budownictwo i przemysł zmagają się z rosnącymi cenami energii, materiałów i półproduktów, a w transporcie dochodzą jeszcze kosztowne regulacje i kryzys na rynku przewozów drogowych. Obecnie warunki prowadzenia działalności gospodarczej dodatkowo pogorszy klęska powodzi, na co już wskazują przedsiębiorcy z regionów objętych zniszczeniem, szczególnie z branży hotelarskiej i gastronomicznej – zaznacza Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor.

Źródło: Badanie „Skaner MSP” realizowane wśród mikro, małych i średnich firm, przeprowadzone przez Instytut Badań i Rozwiązań B2B Keralla Research, na próbie 500 firm sprzedających z odroczonym terminem płatności, techniką wywiadów telefonicznych, 3Q 2024.

Nieruchomość warta mniej niż zero. Czy to jest możliwe?

Zdarza się, że kwota w operacie szacunkowym nieruchomości poprzedzona jest znakiem minus. Dla właściciela lub potencjalnego inwestora jest to problem, bo takie „minusowe” nieruchomości to prawie zawsze zapowiedź dużych kłopotów. W jakich sytuacjach tak się dzieje i dlaczego – tłumaczy ekspertka z warszawskiej firmy doradczej Lege Advisors.

W rozporządzeniu Ministra Rozwoju i Technologii dotyczącym wyceny nieruchomości przewidziano wartości wyrażone liczbą ujemną. Zgodnie z §74 „W przypadku konieczności poniesienia nakładów na przywrócenie nieruchomości do stanu umożliwiającego korzystanie zgodnie z jej przeznaczeniem, przekraczających wartość, jaką nieruchomość miałaby, gdyby te nakłady nie były konieczne, wartość tej nieruchomości może być wyrażona liczbą ujemną. Wyrażenie wartości nieruchomości liczbą ujemną wymaga uzasadnienia w operacie szacunkowym.”

– Z naszego doświadczenia wynika, że ten przepis jest bardzo pojemny, a samo rozumienie koniecznych nakładów nie sprowadza się jedynie do usuwania czegokolwiek z terenu nieruchomości. Istnieje szereg sytuacji, w których już na samym początku procesu wyceny można spodziewać się z dużym prawdopodobieństwem, że otrzemy się o wartość bliską zeru lub nawet ujemną. Nie są to sytuacje częste, jednak dość charakterystyczne. – mówi Magdalena Wiszniewska-Dwojak z firmy doradczej Lege Advisors.

Co ciekawe, nie są to sytuacje zarezerwowane jedynie dla nieruchomości komercyjnych, skomplikowanych czy nietypowych. Mogą zdarzyć się także przy najzwyklejszym lokalu mieszkalnym czy budynku jednorodzinnym. Co zatem musi się stać, aby kilkusetmetrowa willa z basenem położona na przedmieściach miasta albo mieszkanie w jego centrum okazały się warte mniej niż zero? Przedstawiamy pięć najczęstszych sytuacji, które przyczyniają się do takie stanu rzeczy.

Sytuacja nr 1. Niebezpieczna służebność mieszkania

Służebność mieszkania przyznaje konkretnej osobie prawo do korzystania z określonej części nieruchomości, która nie jest jej własnością. Zazwyczaj jest to rozwiązanie stosowane w sytuacjach rodzinnych, na przykład, gdy rodzice przekazują swoje mieszkanie dzieciom, zachowując jednocześnie prawo do dożywotniego zamieszkania w tym lokalu. Zdarza się, że wartość służebności mieszkania jest tak duża, że przekracza wartość nieruchomości. Jak to możliwe? Wynika to wprost z metodologii, która uwzględnia potencjalnie utracone przychody z najmu nieruchomości na wolnym rynku i okres przez jaki niemożliwe jest pobieranie zysków w związku z zamieszkiwaniem uprawnionego. Kluczem jest w takim przypadku służebność ustanowiona na rzecz stosunkowo młodych osób, których przewidywany okres trwania życia wynosi kilkadziesiąt lat.

Sytuacja nr 2. Kosztowna rekultywacja

Druga z najczęstszych przyczyn znacznych obniżeń wartości związana jest z zanieczyszczeniami gruntów. Ryzykiem obarczone są tutaj przede wszystkim nieruchomości intensywnie aktualnie lub w przeszłości wykorzystywane na cele produkcyjne lub do składowania odpadów. Niestety, w przypadku rozpoznania i wydania urzędowej decyzji o usunięciu zanieczyszczenia, konieczne do poniesienia koszty będą z założenia bardzo wysokie. W związku z czym… większość zanieczyszczonych terenów pozostaje nietknięta.

– Remediacja i rekultywacja to słowa budzące grozę wśród inwestorów, bo proces przywracania gleb do pierwotnego stanu nie dokonuje się ani łatwo, ani szybko, ani tanio. Oczywiście wszystko zależy od skali, stopnia i rodzaju wykrytych zanieczyszczeń oraz niezbędnych działań naprawczych.wyjaśnia Magdalena Wiszniewska-Dwojak z firmy doradczej Lege Advisors.

Sytuacja nr 3. Wadliwa konstrukcja budynku

Dobrym i częstym przykładem znacznych obniżeń wartości nieruchomości są problemy konstrukcyjne budynku, powodujące na przykład chroniczne zalewanie ścian. Skutkuje to zwykle wilgotnymi wykwitami na ścianach, zagrzybieniem pomieszczeń i wytworzeniem się mikroklimatu zagrażającego zdrowiu. Często ekspertyzy nakazują w takiej sytuacji radykalną przebudowę budynku, włącznie z wymianą dachu, izolacji aż do fundamentów, chemicznego osuszania i odgrzybiania ścian. Nierzadko przewidywane koszty remontu i przebudowy, z uwzględnieniem innych problemów związanych z taką nieruchomością, przekraczają jej wartość.

Sytuacja nr 4. Nieruchomość bez podziału

Kolejna sytuacja rodząca problemy z oszacowaniem i samą wartością nieruchomości to ta kiedy chodzi o własność niewydzielonej ani formalnie ani faktycznie części budynku. Jeśli na dodatek właścicielowi przysługuje jedynie udział w tej części budynku kłopoty są pewne. Taka sytuacja jest nieprawidłowa w kontekście prawa „nieruchomościowego” i cywilnego. Z perspektywy wyceny nieruchomości trudno w jakikolwiek rozsądny sposób zdefiniować chociażby przedmiot i zakres wyceny.

– Skutki są jednak poważniejsze niż tylko problem z wyceną. Chodzi o bardzo ograniczone możliwości obrotu daną nieruchomością lub wręcz ich brak. Polski porządek prawny nie przewiduje bowiem możliwości obrotu częściami gruntów czy budynków bez ich uprzedniego podziału. – tłumaczy Magdalena Wiszniewska-Dwojak z firmy doradczej Lege Advisors.

Sytuacja nr 5. Samowola budowlana

Ciekawym przypadkiem są obiekty wzniesione zgodnie z zapotrzebowaniem i fantazją inwestora, jednak bez porozumienia z lokalnymi urzędami i nadzorem, czyli tzw. samowole budowlane. Wciąż zdarzają się sytuacje, kiedy to większość obiektów należących do jednego, niemałego zakładu produkcyjnego, jest wybudowanych bez żadnych pozwoleń i kontroli. Mimo istnienia procedur legalizacji „samowolek”, dla części nielegalnych obiektów nie zawsze jest to możliwe i opłacalne. Efekt – wycena nieruchomości dokonywana jest z założeniem usunięcia zabudowy wzniesionej niezgodnie z prawem. Tym samym nieruchomość traci swój najcenniejszy atut w postaci występowania budynków, co ma swoje odbicie w końcowej wycenie wartości.

Złoto z kolejnych rekordem! Wszystko przez rozpoczęcie obniżek stóp w USA

Cena złota wystrzeliła do historycznego maksimum, osiągając w środę w nocy poziom 2600 USD za uncję! To prawie 25% wzrost od początku roku. Nowa cena pojawiła się tylko na chwilę, żeby ponownie spaść do poziomu 2550 USD. Wszystko za sprawą wrześniowego posiedzenie Komitetu ds. Operacji Otwartego Rynku w USA, na którym postanowiono obniżyć stopy procentowe o 50 pb, a więc zostały skorygowane do przedziału 4,75-5,00%. Wszystko to potwierdza, że złoto pozostaje jednym z najgorętszych aktywów w 2024 roku.

Rok 2024, to rok złota?

Cena złota w środę w nocy (18.09) pobiła kolejny, historyczny rekord przecinając 2600 USD za uncję, warto jednak podkreślić, że obecnie jego wartość wynosi około 2570 USD. Natomiast w PLN jego wartość osiągnęła prawie 9920 PLN, dzisiaj natomiast wynosi 9870 PLN.

Warto podkreślić, że tylko od początku roku wartość kruszcu wyrażona w USD wzrosła o prawie 25%, a w PLN o prawie 22%, po drodze pobijając coraz to nowsze rekordy, a rynek złota nadal pozostaje jednym z najstabilniejszych wyborów inwestorów szukających bezpiecznej przystani.

Nowy rekord został ustanowiony podczas trwającego w środę w nocy, wrześniowego posiedzenia Komitetu ds. Operacji Otwartego Rynku w USA, na którym postanowiono obniżyć stopy procentowe o 50 pb – wskazuje Tomasz Gessner, główny analityk Tavex. Warto wiedzieć, że złoto jest bardzo drażliwym dla obecnego systemu monetarnego tematem i jego rekordy jednocześnie obnażają spadającą siłę nabywczą dolara. Ponadto złoto jest konkurencją dla pozostałych klas aktywów, takich jak akcje, obligacje czy fundusze inwestycyjne, stąd też inwestycyjne media są raczej ostrożne w pokryciu tematu kruszcu. Świadczyć może o tym chociażby ilość artykułów na temat złota, która pomimo świetnego do tej pory roku dla złota, jest znacząco niższa niż w covidowym szczycie oraz po wybuchu wojny na Ukrainie. Taka medialna cisza, to paradoksalnie dobry prognostyk do kontynuacji trendu – dodaje.

Kruszec coraz mocniej doceniają również banki centralne. Według najnowszego badania Central Bank Gold Reserves (CBGR) przeprowadzonego w pierwszej połowie 2024 roku, aż 29% banków centralnych planuje zwiększyć swoje rezerwy złota w najbliższych dwunastu miesiącach. Jest to najwyższy odsetek od momentu rozpoczęcia tego badania w 2018 roku, co pokazuje, jak ważną rolę odgrywa złoto w globalnej polityce finansowej. Nasz Narodowy Bank Polski również dostrzega tę wartość. Z najnowszych danych wynika, że po ostatnich zakupach – przekraczających 6 ton złota – rezerwy kruszcu w Polsce wynoszą już niemal 398 ton. Udział złota w narodowych rezerwach przekracza więc 15% – cel osiągnięcia 20% w niedalekiej przyszłości jest zatem coraz bliżej.

USA rozpoczyna cięcia stóp procentowych

Za nami wrześniowe posiedzenie Komitetu ds. Operacji Otwartego Rynku w USA. Inwestorzy oczekiwali od dłuższego czasu, że stopy procentowe zostaną obniżone. Tuż przed posiedzeniem panowała jednak wyjątkowo duża niepewność dotycząca skali cięcia. Cięcia o 25 pb lub 50 pb. Ostatecznie stopy zostały obcięte o 50 pb, a więc zostały skorygowane do przedziału 4,75-5,00%.

Te mocno niejednoznaczne oczekiwania niosły za sobą również potencjalne ryzyko dla inwestorów. Obniżka stóp o 25 pb mogłaby wywołać tzw. sprzedaż faktów, co oznaczałoby spadki na rynku po ogłoszeniu decyzji. Natomiast cięcie o 50 pb, choć teoretycznie sprzyjające bardziej ryzykownym aktywom, mogłoby wzbudzić obawy inwestorów, co do stanu gospodarki – dlaczego Fed zdecydował się na tak agresywny ruch? Odpowiedzi na te pytania można znaleźć w najnowszych projekcjach makroekonomicznych, które wskazują na pogorszenie perspektyw gospodarczych. Dynamika PKB ma utrzymać się na poziomie 2% przez trzy lata, ale większej korekcie uległy prognozy stopy bezrobocia, która w 2023 i 2024 roku ma wynieść 4,4%, a w 2026 – 4,3%. W czerwcu prognozowano niższe poziomy, odpowiednio 4,0%, 4,2% i 4,1%. Pogorszenie prognoz wzrostu i zatrudnienia, w połączeniu z niższą inflacją, sugeruje otwarcie przestrzeni do luźniejszej polityki monetarnej – podkreśla Tomasz Gessner, główny analityk firmy Tavex.

Po pierwszej, pozytywnej reakcji na większe cięcie stóp szybko do głosu doszły obawy o to, co jest faktyczną przyczyną ruchu od razu o 50 pb. Warto także pamiętać, że poza obawami o wzrost gospodarczy i rosnące bezrobocie, Departament Skarbu ma w tym roku jeszcze do uplasowania na rynku obligacje o wartości ok. 5,5 bln USD, a zatem desperacko potrzebuje niższej ceny pieniądza, której dostarczył właśnie Fed.

Warto jednak pamiętać, że jeśli rozpoczęty wczoraj cykl obniżek stóp w Stanach Zjednoczonych w większej mierze aktywowałby ponownie presję inflacyjną zamiast wzrostu gospodarczego, byłoby to bardzo dobre dla sektora metali szlachetnych otoczenie, zwłaszcza w relacji do rynku akcji.

Mocne cięcie stóp przez Fed: ogłoszenie zwycięstwa nad inflacją i wsparcie dla rynków

Fed zdecydował się na cięcie o 50 punktów bazowych, co oznacza, że zdecydowana większość ekonomistów myliła się w swoich przewidywaniach, ale rynek dobrze ocenił zamiary Fed. Decyzja o mocniejszym cięciu stóp procentowych to w zasadzie ogłoszenie wygranej z inflacją. Przedstawienie tego inaczej mogłoby oznaczać przyznanie się do błędu we wcześniejszej komunikacji. Niemniej nowy zestaw prognoz Fed wskazuje na to, że Fed zmienia nastawienie z inflacji na rynek pracy, co ma doprowadzić do dosyć agresywnej ścieżki obniżek stóp procentowych.

Powell w swoich wystąpieniu wskazał, że Fed nabrał niemal pełnej pewności dotyczącej osiągnięcia celu inflacyjnego w terminie prognozy. Jednocześnie oświadczenie jak i sam Powell wskazał, że rynek pracy pokazał wyraźnie spowolnienie, dlatego działania Fed będą w tym momencie bardziej wyważone: ważna nie będzie tylko i wyłącznie inflacja, ale ważny będzie również rynek pracy.

Kluczowa w dzisiejszej decyzji jest nie tylko mocna obniżka czy perspektywa mocnych cięć w przyszłości, ale prognozy gospodarcze. Fed widzi stabilny wzrost na poziomie 2,0% w kolejnych latach oraz w długim terminie. Oczywiście doszło do podwyżki oceny stopy bezrobocia do 4,4% na ten oraz kolejny rok, ale wciąż nie są to poziomy, które w jakikolwiek sposób miałyby sugerować recesję gospodarczą. Fed jednocześnie obniża prognozy dla inflacji, czym daje sobie mocny mandat do kolejnych silnych obniżek. Dot-plot, czyli prognozy członków Fed wskazują na to, że w tym roku powinniśmy oczekiwać 2 lub nawet 3 obniżek, natomiast w przyszłym roku od 4 do 5 obniżek. Ostatecznie stopy procentowe mają zostać obniżone do poziomu minimalnie poniżej 3%.

Taka decyzja i taki zestaw prognoz to jasne wsparcie inwestorów na Wall Street i perspektywa dalszego osłabienia dolara. Oczywiście sporo może zdarzyć się jeszcze w kolejnych miesiącach, ale jeśli gospodarka będzie zachowywała się tak jak prognozy Fed, to czekają nas bardzo dobre kolejne miesiące na rynkach. Po samej decyzji doszło do wyraźnego osłabienia dolara: para EURUSD wzrosła do poziomów bliskich 1,1190, natomiast USDPLN spadł do 3,81 zł, z perspektywą możliwego zejścia poniżej 3,80 zł w najbliższych tygodniach. S&P 500 zyskuje ok. 0,4% po decyzji, natomiast Nasdaq zyskuje 0,7% w trakcie konferencji Jerome Powella.

Autor: Michał Stajniak, wicedyrektor Działu Analiz XTB

Powódź jako siła wyższa – skutki dla przedawnienia i odpowiedzialności

W polskim prawie cywilnym brak jest definicji siły wyższej. Jednak w doktrynie i orzecznictwie, siłę wyższą najczęściej ujmuje się jako zjawisko zewnętrzne, nieuchronne, którego nie można było przewidzieć ani mu się przeciwstawić [1]. Za siłę wyższą uznaje się zdarzenia o przyczynach naturalnych (vis naturalis), czyli klęski żywiołowe, takie jak powodzie, huragany, trzęsienia ziemi oraz akty siły (vis armata), czyli zdarzenia o charakterze politycznym, takie jak wojny, stany wojenne czy zamieszki. Przykładem siły wyższej jest obecna powódź w Polsce, która dotyka województwa dolnośląskie, opolskie i śląskie [2]. To bez wątpienia klęska żywiołowa, a zatem siła wyższa, o której mowa w kodeksie cywilnym w przepisach o zawieszeniu biegu przedawnienia roszczeń oraz o odpowiedzialności za szkody.

Zawieszenie biegu przedawnienia roszczeń

Zgodnie z art. 121 pkt 4 kodeksu cywilnego, biegu przedawnienia nie rozpoczyna się, a już rozpoczęty zostaje zawieszony co do wszelkich roszczeń, gdy z powodu siły wyższej osoba uprawniona nie może dochodzić roszczeń przed sądem lub innym organem powołanym do rozpoznawania spraw danego rodzaju – przez czas trwania przeszkody. Siła wyższa tworzy jedyny przypadek zawieszenia biegu przedawnienia roszczeń wszelkiego rodzaju [3]. Przewidziane w powołanym przepisie, zawieszenie biegu terminu przedawnienia, dotyczy wszystkich podmiotów prawa cywilnego oraz wszelkich przysługujących im roszczeń, których niemożliwość dochodzenia spowodowana jest siłą wyższą. Stan zawieszenia trwa do czasu ustania tej przeszkody [4].

Czas trwania przeszkody może być różny w różnych częściach kraju objętych powodzią. Przykładowo, w dniu 17.09.2024 r. Sąd Rejonowy w Kłodzku pracuje, a Sąd Rejonowy w Nysie jest zamknięty do 18.09.2024 r. [5] Nie oznacza to, że nawet jeżeli dany Sąd pracuje, to dla każdego podmiotu prawa cywilnego istnieje możliwość dojechania albo dojścia do niego, czy też przesłania do niego korespondencji. Kryterium obiektywne należy zatem powiązać z subiektywną sytuacją danego podmiotu prawa cywilnego [6].

Odpowiedzialność za szkodę spowodowaną wyrzuceniem, wylaniem lub spadnięciem

Zgodnie z art. 433 k.c., osoba zajmująca pomieszczenie odpowiada za szkodę wyrządzoną wyrzuceniem, wylaniem lub spadnięciem jakiegokolwiek przedmiotu, chyba że szkoda nastąpiła wskutek siły wyższej albo wyłącznie z winy poszkodowanego lub osoby trzeciej, za którą zajmujący pomieszczenie nie ponosi odpowiedzialności i której działaniu nie mógł zapobiec.

Pomijając wszystkie problemy związane z użytym terminem „pomieszczenie”, w przypadku wystąpienia powodzi może dojść do uszkodzeń wywołanych przez przedmioty, które porwała rwąca woda, np. rower z balkonu, co może uwolnić osobę od odpowiedzialności.

Odpowiedzialność za szkodę wyrządzoną przez ruch przedsiębiorstwa lub zakładu

Art. 435 k.c., przewiduje, że przedsiębiorca prowadzący zakład wprawiany w ruch za pomocą sił przyrody (np. pary, gazu, elektryczności, paliw płynnych itp.) ponosi odpowiedzialność za szkodę na osobie lub mieniu, wyrządzoną komukolwiek przez ruch przedsiębiorstwa lub zakładu, o ile nie była ona wynikiem siły wyższej albo wyłącznie z winy poszkodowanego lub osoby trzeciej, za którą nie ponosi odpowiedzialności. Przepis powyższy stosuje się odpowiednio do firm lub zakładów wytwarzających środki wybuchowe albo posługujących się takimi środkami. Oczywiście istnieje także możliwość uwolnienia się od odpowiedzialności za szkodę wyrządzoną np. przez upadający słup trakcyjny, jeżeli zakład energetyczny należycie zabezpieczył ten słup przed powodzią i niezwłocznie po ustąpieniu powodzi dokona jego naprawy.

Odpowiedzialność hotelarzy

Zgodnie z art. 846 § 1 k.c., hotelarze odpowiadają za utratę lub uszkodzenie rzeczy wniesionych przez gości hotelu, chyba że szkoda nastąpiła wskutek właściwości rzeczy wniesionej lub wskutek siły wyższej albo powstała wyłącznie z winy poszkodowanego lub osoby, która mu towarzyszyła, była u niego zatrudniona albo go odwiedzała. Powódź, która zalała hotele i pensjonaty, może stanowić podstawę do zwolnienia hotelarzy z odpowiedzialności za zniszczenie mienia gości, które uległo zniszczeniu przez wodę wdzierającą się do budynków.

[1] Uchwała Pełnego składu Sądu Najwyższego z dnia 26.10.2007 r., sygn. akt III CZP 30/70, LEX nr 309705.
[2] W tej sprawie wydane zostało rozporządzenie Rady Ministrów z dnia 16.09.2024 r. w sprawie wprowadzenia stanu klęski żywiołowej na obszarze części województwa dolnośląskiego, opolskiego oraz śląskiego (Dz.U. 2024, poz. 1365).
[3] Uchwała Pełnego składu Sądu Najwyższego z dnia 26.10.2007 r., sygn. akt III CZP 30/70, LEX nr 309705.
[4] Adam Jedliński [w:] Kidyba Andrzej (red.), Kodeks cywilny. Komentarz. Tom I. Część ogólna, wyd. II, 2012, komentarz do art. 121.
[5] Komunikat Ministerstwa Sprawiedliwości z dnia 17.09.2024 r.
[6] Zwracał na to uwagę Sąd Najwyższy w wyroku z dnia 16.01.2022 r., sygn. akt IV CKN 629/00, LEX nr 54332.
Autor: Radca Prawny Zbigniew Cieślak, Kancelaria Prawna Chałas i Wspólnicy

Śnieżka publikuje wyniki za I półrocze 2024 roku

  • Grupa Śnieżka wypracowała w I półroczu 2024 roku 402,6 mln zł przychodów ze sprzedaży, co oznacza spadek rok do roku o 7,3%. W analizowanym okresie wynik EBITDA wyniósł 67,4 mln zł, a zysk netto 31,7 mln zł, czyli odpowiednio o 15,9% i 23,2% mniej w porównaniu z analogicznym okresem roku ubiegłego.
  • Osłabienie wyników jest przede wszystkim konsekwencją spadku sprzedaży w ujęciu wolumenowym w skali całego rynku, a także umocnienia złotego względem forinta i hrywny. Nadal utrzymują się też relatywnie niekorzystne warunki makroekonomiczne.
  • Pomimo trudnych warunków zewnętrznych, Grupa Śnieżka utrzymała swój udział w polskim rynku.
  • W samym II kwartale 2024 roku wartość sprzedaży w Polsce wyniosła 161,5 mln zł, co oznacza wzrost rok do roku o 4,1%.
  • Wskaźnik dług netto/EBITDA Grupy spadł na koniec czerwca 2024 roku do 2,08 z poziomu 2,35 rok wcześniej.

Utrzymany udział w rynku polskim pomimo trudnych warunków zewnętrznych

Rynek farb dekoracyjnych boryka się ze spadkiem wolumenu sprzedaży, jednak ostatnie dane branżowe wskazują, że tempo tego spadku wyhamowało do jednocyfrowego poziomu. Silna pozycja złotego względem euro, waluty, w której w większości Grupa kupuje surowce, pozwala jej lepiej kontrolować koszty produkcji. Z drugiej strony, umocnienie złotego wobec hrywny i forinta działa niekorzystnie, obniżając przychody, ponieważ wpływy z rynków węgierskiego i ukraińskiego, po przeliczeniu na złote, są niższe.

– Pomimo trudnych warunków zewnętrznych utrzymaliśmy nasz udział w krajowym rynku. W samym II kwartale br. odnotowaliśmy wzrost sprzedaży w Polsce o 4,1%, do 161,5 mln zł. W analizowanym okresie zredukowaliśmy także zadłużenie w ujęciu długu netto do EBITDA, a wydatki CAPEX-owe realizowaliśmy zgodnie z planem. Warto dodać, że wartość wypłaconej w maju dywidendy to blisko 40 mln zł, co dało 3,17 zł na jedną akcję – komentuje Joanna Wróbel-Lipa, Wiceprezes Zarządu Śnieżka SA.

Na obniżenie zyskowności Grupy w I półroczu 2024 roku, oprócz spadku sprzedaży, wpływ miał wzrost kosztów sprzedaży i ogólnego zarządu o 13% rok do roku. Rentowność EBITDA w I półroczu 2024 roku wyniosła 16,7%, co oznacza spadek rok do roku o 1,7 p.p., jednakże jest to bardzo dobry wynik na tle branży. Grupa w analizowanym okresie wypracowała 48,4% rentowności brutto ze sprzedaży, czyli o 5,6 p.p. więcej rok do roku, pomimo trudnego otoczenia rynkowego.

Wartość sprzedaży krajowej osiągnęła 285,9 mln zł, czyli o 5,8% mniej rok do roku, stanowiąc 71,0% skonsolidowanych przychodów. W Ukrainie Grupa odnotowała zwiększenie przychodów w porównaniu z rokiem poprzednim. Sprzedaż na tym rynku wyniosła 42,9 mln zł, co oznacza wzrost o 5,2% wobec I półrocza 2023 roku. Natomiast na Węgrzech przychody spadły o 18,0% rok do roku osiągając wartość 53,2 mln zł.

Podstawowe elementy rachunku zysków i strat Grupy Kapitałowej Śnieżka:

okres 6 miesięcy zakończony dnia 30 czerwca 2024 roku okres 6 miesięcy zakończony dnia 30 czerwca 2023 roku Zmiana (r/r)
Przychody ze sprzedaży 402 648 434 545 -7,3%
Koszt własny sprzedaży 207 966 248 469 -16,3%
Koszty sprzedaży i ogólnego zarządu 143 488 126 972 13,0%
Wynik na pozostałej działalności operacyjnej (2 494) 1 452 -271,8%
Wynik na działalności finansowej (9 345) (11 126) -16,0%
Udział w zysku jednostki stowarzyszonej 134 104 28,8%
Zysk brutto 39 489 49 534 -20,3%
Zysk na działalności operacyjnej (EBIT) 48 700 60 556 -19,6%
Zysk na działalności operacyjnej + amortyzacja (EBITDA) 67 373 80 154 -15,9%
Podatek dochodowy 7 772 8 223 -5,5%
Wynik netto, w tym 31 717 41 311 -23,2%
zysk przypadający akcjonariuszom jednostki dominującej 30 026 38 335 -21,7%

Obecne warunki rynkowe są w dużym stopniu kształtowane przez siłę nabywczą oraz nastroje konsumentów, które wpływają na ograniczony popyt w naszej branży. Na te czynniki oddziałuje sytuacja geopolityczna, realny wzrost wynagrodzeń oraz obserwowana obecnie struktura popytu, gdzie klienci częściej wybierają usługi kosztem dóbr trwałych. W takim otoczeniu wyzwaniem jest utrzymanie wolumenu sprzedaży porównywalnego z rokiem 2023 – podsumowuje Wróbel-Lipa.

Nadchodzi nowy cykl monetarny

Rynki nigdy nie śpią, ale zdarzają się dla nich momenty mocno definiujące kierunek handlu w krótkim terminie, gdy jedno wydarzenie skupia prawie całą uwagę. Z takim zdarzeniem mamy do czynienia dzisiejszego wieczoru, kiedy Rezerwa Federalna prawie na pewno zdecyduje się na pierwszą od 4 lat obniżkę stóp procentowych, która stanie się początkiem nowego cyklu monetarnego. Nierozstrzygnięte pozostają pytania o skalę ruchu i o plany bankierów na nadchodzące kwartały. Odpowiedzi na te zagadnienia otrzymamy już za kilka godzin, a inwestorzy będą zmuszeni dostosować swoje pozycje do nowych okoliczności. Zmienności, przybywaj!

USD pod presją, zyskują CHF i JPY

Środowy handel w dużej części rynku walutowego przebiega jednak w spokojnych warunkach. Można to uznać za zbieranie sił przed nadchodzącą zwiększoną zmiennością po godz. 20. Warto mimo wszystko zwrócić uwagę na przynajmniej trzy aspekty. Po pierwsze i najważniejsze dolar pozostaje względnie słaby, co z łatwością można połączyć z aktualnym oczekiwaniem inwestorów co do obniżki o 50 pb na dzisiejszym posiedzeniu FOMC (kontrakty na stopy wskazują ⅔ szansy na taki ruch). Słabość USD ujrzymy na EUR/USD, które nie oddala się szczególnie od 1,113 $, pozostając blisko 3-tygodniowych szczytów. Podobnie (a nawet jeszcze wyraźniej) prezentuje się indeks dolarowy („zielony” kontra 6 głównych walut), który po raz pierwszy od lipca 2023 roku zbliża się do psychologicznego poziomu okrągłego 100. Wreszcie dolar traci też do wielu walut EM (rynków wschodzących), dzięki czemu np. kurs USD/PLN utrzymuje się poniżej 3,84 zł. Pomimo (przynajmniej powierzchownie) tak jasnych rynkowych sygnałów, możemy dostrzec pewne oznaki niepewności wśród inwestorów. Za takie powinniśmy uznać dzisiejsze zyski tzw. bezpiecznych przystani, czyli głównie CHF i JPY (który powoli wraca do tego grona). EUR/CHF kieruje się w okolice zeszłotygodniowych minimów przy 0,938 ₣, a EUR/JPY zatrzymało korektę, która oddaliła tę parę od tegorocznych dołków przy 155 ¥. Niby większość rynku przekonana jest do mocnego ruchu ze strony Fed, ale nie szkodzi przynajmniej częściowo zabezpieczyć kapitału w aktywach typu safe haven.

Niepewne giełdy, huśtawka na ropie i wzrostowe złoto

Niepewność jest dostrzegalna również na rynku kapitałowym. Wczoraj Wall Street zamknęło się delikatnymi zwyżkami (S&P500 +0,03%, ale ten indeks jest blisko rekordów, a technologiczny Nasdaq zyskał 0,2%). Azjatycka sesja to już spore rozwarstwienie, od spadku w Indiach (BSE Sensex -0,16%), przez kosmetyczny wzrost w Australii (S&P ASX +0,04%), czy niezłe zyski w Szanghaju i Tokio (po +0,49%), po mocne zachowanie Hongkongu (Hang Seng +1,37%). Wreszcie Europa korygująca się po wtorkowych wzrostach. Przed godz. 14 na czerwono świecą się praktycznie wszystkie europejskie parkiety, od balansującego na linii otwarcia frankfurckiego Daxa po londyński FTSE100 i amsterdamski AEX (-0,6%). Po świetnej wczorajszej sesji na GPW (WIG20 +1,75%), dziś także w Warszawie zadomowiły się niedźwiedzie i główny indeks koryguje się o 0,6%. Zawirowania nie opuszczają rynku ropy, gdzie we wtorek cena baryłki Brent dotarła do 2-tygodniowych szczytów przy 74 $, aby dzisiejszego poranka znaleźć się prawie 2,5 $ niżej, a następnie ponownie odbić na północ i dotrzeć w okolice 72,5 $. W ustabilizowaniu sytuacji nie pomaga niemalejące napięcie na Bliskim Wschodzie i niepewność co do skali rozwoju gospodarczego w najważniejszych gospodarkach globu. Wreszcie do wzrostów powraca złoto, a wycena królewskiego kruszcu znów spogląda na 2580 $/ou.

Autor: Adam Fuchs, analityk walutowy Walutomat.pl

FED nieprzewidywalny jak nigdy dotąd. Czy zdecyduje się na mocniejszy ruch przed wyborami?

Rezerwa Federalna dawno nie była taka nieprzewidywalna. Rynki coraz bardziej jednak skłaniają się ku większej obniżce. Dobre dane z USA pozwalają co prawda uzasadnić bardziej asekuracyjne ruchy. Nasuwa się pytanie, czy FED będzie chciał mocniejszego ruchu przed wyborami?

Dane z USA

Wczorajsze dane były miłym zaskoczeniem dla rynku. Analitycy spodziewali się w ujęciu miesięcznym spadku sprzedaży detalicznej o 0,2%. Otrzymali jednak 0,1% wzrostu. Oczekiwali również w ujęciu miesięcznym wzrostu produkcji przemysłowej o 0,2% – otrzymali 0,8%. Odczyty są obiektywnie dobre. Dane, które powinny wyraźnie umacniać dolara względem euro. Patrząc jednak na wykres, ruch był krótki i nieszczególnie imponujący, by nie powiedzieć, że w dłuższej perspektywie niezauważalny. Powodem są oczekiwania względem czwartkowej decyzji FED.

Czekając na czwartek

Dość niespodziewanie przeszliśmy w oczekiwaniach względem wrześniowego posiedzenia FED – które dominowało jeszcze kilka dni temu – do oczekiwań obniżki o 0,5% z 0,25%. Co najdziwniejsze, to w sumie nie wiadomo dlaczego. Na pewno nie są to dane makroekonomiczne, bo chociażby wczorajsze dobre wyniki powinny raczej oddalać obniżki stóp. Skoro jest tak dobrze, to gospodarka przecież nie dławi się drogim kredytem. Pojawia się też kwestia pisma od senatorów demokratów do FED. Z jednej strony jest to dość dziwna forma nacisku, z drugiej przygotowana zaskakująco merytorycznie jak na takie listy. Wiadomo, że demokratom w kampanii przydałyby się niższe stopy, tak samo jak obniżenia kosztów kredytów. Jednakże przykład Polski pokazuje, że to nie zawsze wystarcza, by utrzymać władzę. Wygląda na to, że obecnie w cenach jest już coraz więcej z obniżki do 0,5%. Gdyby doszło do wcześniej oczekiwanego 0,25% można się spodziewać wyraźnego umocnienia dolara.

Inflacja na Wyspach Brytyjskich

Od rana poznaliśmy dwa ważne odczyty dotyczące cen w Wielkiej Brytanii. Inflacja konsumencka – konsekwentnie drugi miesiąc z rzędu – znajduje się na poziomie 2,2%. Jest to poziom, który pozwala na kontynuowanie polityki cięć stóp procentowych przez Bank Anglii. Drugą dobrą wiadomością jest gwałtownie spadająca inflacja producencka. Analitycy oczekiwali zejścia z 0,8% na 0,5%. Finalnie odczyt wyniósł 0,2%. Oznacza to, że presja na wzrost cen od strony producentów powinna spadać. Potwierdza to tylko, że Wielka Brytania powinna kontynuować politykę obniżek stóp procentowych.

Dzisiaj dzień wolny w Chinach i Japonii, a w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:30 – USA – dane z rynku nieruchomości,
20:00 – USA – decyzja w sprawie stóp procentowych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Wyniki finansowe Lokum Deweloper za I półrocze 2024 r.

Grupa Lokum Deweloper po II kwartałach br. odnotowała 133,9 mln zł przychodu. Wynik rozpoznano ze 190 lokali.

Lokum Deweloper, skupiający swoją działalność na dolnośląskim rynku nieruchomości, w pierwszym półroczu 2024 r. wypracował 133,9 mln zł przychodu, co stanowi niewielki spadek w stosunku do analogicznego okresu ubiegłego roku (-1% r/r). Wynik przełożył się na skonsolidowany zysk brutto ze sprzedaży w wysokości 51,2 mln zł. Zysk netto przypadający akcjonariuszom podmiotu dominującego wyniósł 29,5 mln zł, natomiast marża deweloperska 22%.

W samym II kwartale br. Lokum Deweloper podpisał umowy deweloperskie i przedwstępne na 47 lokali na rynku wrocławskim i krakowskim. W całym półroczu Grupa zakontraktowała łącznie 117 takich umów (94 we Wrocławiu oraz 23 w Krakowie). Od początku stycznia do końca czerwca br. w wyniku rozpoznano 190 lokali (-18% r/r): 150 we Wrocławiu i 40 w Krakowie. Potencjał rozpoznań na 2024 r. został zrealizowany w 56%. Z końcem I półrocza br. deweloper miał w ofercie 421 lokali, w tym 192 gotowe do odbioru. W trakcie budowy były 584 mieszkania.

W raportowanym okresie Lokum Deweloper wprowadził do oferty 84 mieszkania w popularnej inwestycji Lokum Porto na wrocławskim Starym Mieście oraz 84 lokale w ramach osiedla Lokum la Vida, powstającego na Sołtysowicach, gdzie rozpoczęto budowę II etapu inwestycji.

– W pierwszym półroczu 2024, zwłaszcza w drugim kwartale, na rynku wyraźnie widoczne było osłabienie popytu, co ma odzwierciedlenie również w naszych wynikach. Klienci są zainteresowani kupnem mieszkań, lecz ze względu na bardzo wysokie koszty finansowania, odkładają w czasie decyzję o zakupie nieruchomości. Obecnie w Polsce mamy najdroższe kredyty hipoteczne w Unii Europejskiej. Taka sytuacja mocno zawęża grono osób, mogących pozwolić sobie na nabycie mieszkania, mimo że ich ceny są niższe niż w większości krajów europejskich – zarówno nominalnie, jak i w stosunku do wynagrodzeń. Klienci wyczekują obniżenia stóp procentowych, a także wprowadzenia programu „Kredyt na start”. Taka forma wsparcia pozwoliłaby dziś wielu gospodarstwom domowym na realizację marzeń o własnym mieszkaniu, zwłaszcza w momencie, gdy dostępność lokali z rynku pierwotnego jest na dobrym poziomie. Brak możliwości sfinansowania mieszkań przez klientów prowadzić będzie nieuchronnie do wstrzymywania nowych inwestycji przez deweloperów i w konsekwencji mniejszej oferty na rynku. Kluczowe dla zachowania równowagi na rynku w kolejnych latach wydaje się więc dziś uruchomienie wsparcia dla kupujących – mówi Bartosz Kuźniar, prezes zarządu Lokum Deweloper.

W bieżącym roku Lokum Deweloper dokonał przedterminowego wykupu obligacji serii I.  W obiegu giełdowym są obecnie obligacje serii J z terminem zapadalności w II kwartale 2027 r. W sierpniu br. miała miejsce wypłata dywidendy za 2023 r. w wysokości 43,2 mln zł (2,40 zł/akcja).

Lokum Deweloper dysponuje bogatym bankiem ziemi, który pozwala na realizację ponad 11 tys. lokali.

Rynki w napięciu przed decyzją Fed – spekulacje o cięciu stóp o 50 pb mogą rozczarować inwestorów

Rynek z dnia na dzień jest coraz bardziej niepewny co do decyzji Fed-u. Ankieta Bloomberga przedstawia ruch o 25 punktów bazowych w dół. Wycena kontraktów Fed Funds Futures wskazuje, że implikowane prawdopodobieństwo cięcia na poziomie 50 pb wynosi blisko 70 proc. To mocne nastawienie rynkowe na agresywniejszy ruch, które dokonało się w ostatnich kilku dniach, nie wynikało ani z nowych publikacji makro ani z wypowiedzi przedstawicieli Fed (tu mamy okres blackout-u). To jedynie czyste spekulacje, które mogły po prostu „pójść” za daleko. Dziś wszystko zostanie zweryfikowane.

Jestem zdania, że Fed będzie chciał dziś zaakcentować jedynie start cyklu luzowania i dlatego zdecyduje się na zmianę o 25 punktów bazowych. Jeśli obniży stopy bardziej, może to być sygnał dla rynku, że jest poważnie zaniepokojony gospodarką. Rynek może zacząć również spekulować wówczas, że zmierzamy w kierunku recesji. Taka interpretacja rynkowa nie jest „na rękę” Rezerwie Federalnej. Bank centralny, jak wynikało z wielu wypowiedzi Powella oraz innych przedstawicieli, nie uważa, że sytuacja gospodarcza jest bliska recesji. Oczywiście jednocześnie Fed mocniej zaczął przyglądać się rynkowi pracy, aby przypadkiem nie przegapić momentu na odpowiednią reakcję. Mocniejszy pierwszy ruch mógłby wywołać dodatkową presję, aby instytucja zdecydowała się na agresywny cały cykl cięć. Powell z pewnością chce zachować elastyczność w nadchodzących miesiącach i reagować stosowanie do rozwoju wydarzeń w gospodarce. Sam ruch o 25 pb nie będzie oznaczał, że w listopadzie czy grudniu Fed będzie również działać ostrożnie. Myślę, że jeśli dane za wrzesień i październik będą naprawdę słabe (załamanie rynku pracy), wówczas w listopadzie oraz grudniu możemy otrzymać mocniejsze cięcia, co wówczas będzie w pełni uzasadnione.

Co dziś może być zaskoczeniem? Patrząc jak daleko poszły oczekiwania dotyczące ruchu o 50 pb., można wnioskować, że to właśnie zmiana o połowę mniejsza może stanowić większą niespodziankę i pewnego rodzaju rozczarowanie. Wówczas moim zdaniem dolar ma szansę na aprecjację, biorą po uwagę, że w ostatnim czasie sukcesywnie tracił. Oznaczałoby to zejście EUR/USD poniżej 1,11 a może nawet pod 1,10.

Rzeczy do interpretacji będzie sporo. Sama decyzja to nie wszystko. Ważna będzie zmiana wykresu kropkowego. Mediana stopy Fed Fund w czerwcu wyniosła 5,125 proc. na koniec 2024 r., 4,125 proc. na koniec 2025 r. i 3,125 proc. na koniec 2026 r. Siła reakcji rynkowej będzie ściśle zależna od tego, jak bardzo aktualny wykres będzie różnił się od tego z początku wakacji. Oczywiście to nie wszystko. Wypowiedzi Powella będą oceniane pod kątem tego, jak mocno prezes Fed jest zaniepokojony sytuacją gospodarczą. Jeśli takich obaw rynek się nie doszuka, wówczas to również powinno działać na korzyść dolara.

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

Ewa Andrzejewska nową dyrektor operacyjną Polskiej Izby Nieruchomości Komercyjnych

We wrześniu 2024 roku Ewa Andrzejewska objęła funkcję dyrektor operacyjnej Polskiej Izby Nieruchomości Komercyjnych. W nowej roli będzie odpowiedzialna za współtworzenie i realizację strategii PINK oraz dalszy rozwój organizacji.

Ewa Andrzejewska to ekspertka z wieloletnim doświadczeniem w branży nieruchomości. Przez kilkanaście lat związana była z wydawnictwem Eurobuild, gdzie jako redaktor naczelna odpowiadała m.in. za rozwój magazynu „Eurobuild CEE”, portalu internetowego oraz organizację wielu konferencji i innego typu wydarzeń branżowych.

Przez ostatnie blisko cztery lata pełniła funkcję zastępczyni dyrektora generalnego Polskiego Związku Firm Deweloperskich. Odpowiedzialna była m.in. za budowę wizerunku branży deweloperskiej i rozwój organizacji. Ewa jest absolwentką Wydziału Socjologii na Uniwersytecie Warszawskim oraz studiów podyplomowych na Akademii Leona Koźmińskiego.

– Cieszymy się, że udało się zachęcić Ewę do dołączenia do PINK i wzięcia odpowiedzialności za dalszy rozwój organizacji. Jestem przekonany, że Ewa odnajdzie w PINK satysfakcję, a nasze Stowarzyszenie oraz cała branża nieruchomości komercyjnych będą czerpać z jej dynamiki i pomysłów. Ja sam już się cieszę na ten nowy etap. Jednocześnie przy tej okazji chciałbym też jeszcze raz serdecznie podziękować Agnieszce Jachowicz za cały wkład w rozwój PINK, w tym także za zarekomendowanie naszej organizacji Ewie – podkreśla Paweł Toński, prezes zarządu Polskiej Izby Nieruchomości Komercyjnych.

Z wielkim zapałem rozpoczynam od września nowy etap na drodze zawodowej. Dziękuję za zaufanie ze strony członków zarządu Izby. Cieszę się, że będę mogła rozszerzać swoją wiedzę, zdobywać nowe doświadczenia i dzielić się tymi już zdobytymi. Przychodzę do organizacji z otwartą głową oraz licznymi pomysłami, które pomogą rozwijać naszą branżę. Obiecuję zatem członkom PINK wiele ciekawych inicjatyw. PINK, tak jak dotychczas, będzie reprezentować branżę nieruchomości komercyjnych w relacjach w legislatorem, samorządami, ale również chce integrować środowisko oraz dbać o wymianę wiedzy między graczami – mówi Ewa Andrzejewska, dyrektor operacyjna Polskiej Izby Nieruchomości Komercyjnych.

Ewa Andrzejewska skupi się na rozwoju dalszym rozwoju PINK i tematach bliskich branży nieruchomości komercyjnych.

PINK nadal będzie wspierać rząd w sprawnym przygotowaniu dobrej ustawy o polskich REIT-ach. Chcemy też dalej rozpowszechniać ideę REIT na polskim rynku. Będziemy monitorować plany legislacyjne, aby prezentować w ich kontekście potrzeby i perspektywy branży, tak jak to było np. przy okazji tzw. Megaustawy telekomunikacyjnej – precyzuje Paweł Toński.

Organizacja oraz jej członkowie dużo uwagi będą dalej poświęcać kwestiom ESG, starając się łączyć potrzeby zawarte w tych postulatach ze specyfiką branży czy to w kontekście energetycznym, czy społecznym. PINK chce także nadal rozwijać współpracę z innymi organizacjami, aby wymieniać poglądy i wspierać się w inicjatywach dotyczących rynku nieruchomości.

Poprzednio funkcję dyrektor operacyjnej Stowarzyszenia PINK pełniła Agnieszka Hryniewiecka-Jachowicz, która w lipcu br. przeszła na emeryturę.

Polska Izba Nieruchomości Komercyjnych zrzesza przedstawicieli wszystkich sektorów i usług rynku nieruchomości komercyjnych, umożliwiając im współpracę, wymianę wiedzy i doświadczeń oraz wywieranie realnego wpływu na otaczające środowisko gospodarcze, polityczne i społeczne. Współpracując z innymi organizacjami, promuje dobre praktyki na rynku nieruchomości komercyjnych.

Do Stowarzyszenia należy ponad 60 firm członkowskich – deweloperów, inwestorów, asset menedżerów zarządzających aktywami i zarządców nieruchomości, firm projektowych i konsultantów budowlanych, doradców rynku nieruchomości oraz firm doradztwa prawnego, podatkowego oraz usług finansowych.

EY: 61% konsumentów obawia się kradzieży tożsamości podczas korzystania z aplikacji

Wyniki najnowszej edycji badania – EY Future Consumer Index – wskazują, że rosną obawy konsumentów o bezpieczeństwo ich danych. Aż 61% osób korzystających z cyfrowych usług takich jak aplikacje sklepów internetowych obawia się, że przekazane tam informacje przyczynią się do kradzieży ich tożsamości. Tylko w przeciągu roku ten odsetek urósł o 6 punktów procentowych. W przypadku plików cookies aż 65% badanych ma obawy dotyczące ich przechowywania, a 62% boi się że zostaną one wykorzystane jako element uwiarygadniający w cyberataku. W efekcie aż 65% konsumentów planuje zwracać większą uwagę na politykę przechowywania danych przez konkretne firmy i marki. Jednocześnie jednak 28% badanych jest gotowa przekazywać wrażliwe dane w zamian za otrzymywanie bardziej personalizowanych ofert.

– Wiedza na temat cyberzagrożeń rośnie nie tylko wśród firm, ale również konsumentów. W wyniku ataków przeprowadzonych na znane osoby lub masowych wycieków danych z przedsiębiorstw świadomość na temat takich zjawisk jak kradzież tożsamości staje się coraz większa. W ślad za tym rosną zaś obawy o to, czy udostępniane informacje w pewnym momencie nie zostaną wykorzystane przeciwko nam. Można się przed tym bronić zakładając np. dodatkowe adresy e-mail służące wyłącznie do zakupów online i korzystając z kart przedpłaconych – mówi Patryk Gęborys, Partner EY, Zespół Bezpieczeństwa Informacji i Technologii.

Wyniki badania – EY Future Consumer Index – potwierdzają rosnące obawy konsumentów o bezpieczeństwo przekazywanych przez nich danych. W przypadku aplikacji aż 61% badanych wyraża zaniepokojenie, że zgromadzone informacje mogą posłużyć do kradzieży tożsamości. W przeciągu roku ten odsetek urósł aż o 6 punktów procentowych. Równie wysokie wyniki zanotowano w innych kategoriach – wycieku danych z przedsiębiorstwa (59% – wzrost o 6 pkt. proc), sprzedaży danych do „firmy trzeciej” (58% – wzrost o 5 pkt. proc) lub ściągnięciu wirusa (58% – wzrost o 6 pkt. proc.) Największy wzrost niepewności (o 9 pkt. proc. – z 43% do 52%) wiąże się zaś ze śledzeniem przez aplikację wszystkich aktywności, co jasno pokazuje że wśród konsumentów rośnie świadomość, że przekazanie swoich informacji to transakcja wiązana. Co więcej aż 50% badanych podejrzewa firmy o szpiegowanie poprzez urządzenia aktywowane głosem, a 54% o nieautoryzowany monitoring informacji. Pomimo to wciąż aż 33% młodszych konsumentów i 30% starszych ściąga aplikacje, gdyż przechowywanie ich danych płatności i adresu dostawy ułatwia dokonywanie zakupów.

Wykres. Obawy konsumentów dotyczące wykorzystania usług lub produktów cyfrowych (np. aplikacji)
Obawy konsumentów dotyczące wykorzystania usług lub produktów cyfrowychAnalogiczne obawy dotyczą również zbierania plików cookies. Aż 65% konsumentów jest wysoce zaniepokojona, że informacje o nich mogą być niewłaściwie przechowywane, a w konsekwencji wykradzione. Niewiele mniejsza grupa – 62% ankietowanych – boi się że zebrane o nich dane mogą posłużyć jako element uwiarygadniający podczas cyberataku. To o wiele więcej niż w przypadku obaw dotyczących ujawniania historii przeglądanych stron poprzez wyświetlanie personalizowanych reklam (49%) lub przekonanie do dokonania zakupu, który nie był planowany (36%), poprzez lepsze targetowanie.

Im lepsza oferta tym mniejsze obawy

Chociaż aż 65% konsumentów planuje zwracać większą uwagę na sposób, w jaki konkretne firmy przechowują ich dane, to równocześnie aż 28% badanych jest gotowa przekazać dane umożliwiające ich identyfikację w zamian za personalizowane oferty. Na przestrzeni 3 lat ten odsetek wzrósł o 4 punkty procentowe. Podobny odsetek – 24% – jest gotowy dokonać takiej wymiany w zamian za otrzymywanie dedykowanych rekomendacji produktów będącymi tańszymi lub zdrowszymi zamiennikami. Co ciekawe, aż 20% badanych (wzrost o 3 pkt. proc. pomiędzy 2021 a 2024) deklaruje większą otwartość na przekazanie danych w zamian za otrzymywanie zindywidualizowanych reklam.

– Konkurowanie na cenę i jakość usług to podstawa funkcjonowania każdej branży. Wraz z rozwojem narzędzi cyfrowych coraz częściej przewagę będzie można budować poprzez jeszcze jeden aspekt – cyfrową ochronę danych stanowiącą naturalne uzupełnienie dla innowacyjności. Konsumenci – zarówno indywidualni jak i korporacyjni – są coraz bardziej świadomi na temat ryzyk, do jakich może doprowadzić wyciek informacji. Stąd na znaczeniu będą zyskiwać firmy, które będą łączyć transparentność i wysoki poziom ochrony przechowywanych danych – podsumowuje Mateusz Mazur, Partner EY, Lider obszaru inżynierii cyfrowej.

O badaniu
Badanie – EY Future Consumer Index – śledzi zmieniające się nastroje i zachowania konsumentów w różnych horyzontach czasowych i na różnych rynkach globalnych, identyfikując pojawiające się nowe segmenty konsumenckie. W 14. edycji badania, która została przeprowadzona od 29 marca do 10 kwietnia 2024 r., wzięło udział 23 016 konsumentów z obu Ameryk, Europy, Azji, Afryki, Australii i Oceanii.

Kinga Gruszecka dołącza do CGI Polska – ekspertka sektora kosmicznego będzie koordynować projekty związane z przestrzenią kosmiczną

Kinga Gruszecka – ekspertka polskiego sektora kosmicznego, nagrodzona tytułem Nadziei Sektora, od września 2024 dołącza do zespołu CGI Polska. Będzie odpowiadać za koordynację projektów dotyczących sektora kosmicznego prowadzonych przez polski oddział kanadyjskiej spółki będącej jedną z największych na świecie firm świadczących usługi doradztwa biznesowego i IT. CGI to również ponad 40-letnia historia działań w sektorze kosmicznym.

CGI jest globalnym liderem rozwiązań IT w takich sektorach jak bankowy, komunikacyjny, ubezpieczeniowy, energetyczny, produkcyjny, a także kosmiczny. Od ponad 40 lat rozwija projekty związane z lotnictwem i przestrzenią kosmiczną. Od lat 70. trwa współpraca CGI z Europejską Agencją Kosmiczną ESA w zakresie lotów kosmicznych, tworzenia systemów kontroli naziemnej oraz stosowania konwencjonalnych technologii informatycznych, takich jak zarządzanie siecią, prace w chmurze czy zarządzanie zasobami wiedzy. W nowym milennium CGI rozwijało strategiczne projekty m.in. w ramach programu nawigacji satelitarnej Galileo, którego efektem było wystrzelenie w kosmos dwóch satelit GIOVE-A i GIOVE-B. Obecnie projekty kosmiczne prowadzone przez CGI obejmują 9 krajów.

Lokalnie na rynku europejskim CGI prowadzi działania związane m.in. z zaawansowaną analityką zdjęć satelitarnych. Efekty prac służą rozwojowi wielu dziedzin biznesu, technologii i przemysłu, a także wspierają administracje publiczną np. w zakresie gospodarki wodnej, rolnictwa, transportu czy telemedycyny.

Polska wzmacnia swoją pozycję w sektorze kosmicznym

Polska również rozwija swoje aktywności w przestrzeni kosmicznej. W CGI dział zajmujący się projektami w sektorze kosmicznym od września tworzy Kinga Gruszecka. Prezeska Stowarzyszenia Polskich Profesjonalistów Sektora Kosmicznego, rozwijała swoją karierę zawodową m.in. w Polskiej Agencji Kosmicznej, Hewlett Packard Enterprise czy w Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości. Absolwentka Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie oraz studiów podyplomowych na Akademii Leona Koźmińskiego (LiderShe), gdzie również prowadziła wykłady na studiach podyplomowych „Przedsiębiorczość w sektorze kosmicznym”. Uczestniczka wielu międzynarodowych kursów i stypendiów, m.in. na Uniwersytecie Harvarda, klubów Rotary i Departamentu Stanu w USA. Pasją i zdobytym doświadczeniem dzieli się z innymi w ramach licznych spotkań i debat. O potencjale sektora miała możliwość mówić również na prestiżowym TEDx SGH.

– Kosmos jest bliżej nas niż myślimy. Projekty i rozwiązania z nim związane mają szansę podnieść jakość życia wielu ludzi i na wielu różnych poziomach – podkreśla Kinga Gruszecka. Podczas mojej drogi zawodowej – już od blisko dekady związanej z sektorem kosmicznym – miałam przyjemność realizować wiele ambitnych projektów. To fascynujące i niekończące się wyzwanie. Cieszę się, że teraz wspólnie z profesjonalistami CGI z Polski i całego świata będę mogła realizować kolejne nieszablonowe i cenne projekty. 

Rozwój CGI jest bardzo widoczny w ostatnich latach. Zwiększyliśmy naszą obecność w sektorze energetycznym, a teraz kierujemy naszą uwagę na kosmos – mówi Krzysztof Ulicki, Head of Commercial Sector w CGI.  Jako  CGI posiadamy szerokie kompetencje w sektorze kosmicznym. Estoński zespół blisko współpracuje z Europejską Agencją Kosmiczną, mamy własne narzędzia do analityki zdjęć z kosmosu. Na arenie międzynarodowej blisko współpracujemy z liderami rozwiązań. Tworząc sektor kosmiczny, chcemy zaproponować nasze doświadczenie polskim firmom i organizacjom. Nasza filozofia globalnej lokalności będzie największym atutem, jeśli porównamy CGI do innych firm działających w tym sektorze. Zarówno lokalnych, jak i globalnych.

TSUE: Konsument może pozwać przedsiębiorcę w swoim kraju, jeśli istnieje tzw. „element zagraniczny”

Trybunał Sprawiedliwości UE orzekł, że konsument może pozwać przedsiębiorcę przed sąd swojego miejsca zamieszkania, jeśli tylko w sprawie występuje tzw. „element zagraniczny”. Zasadniczo swojego kontrahenta pozywa się przed sąd, w którym to on ma siedzibę lub miejsce zamieszkania.

Kupujący i sprzedawca z tego samego państwa

Ciekawe rozstrzygnięcie pod koniec lipca wydał Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej. W sporze konsumenta z firmą z tego samego państwa orzekł, że może w nim znaleźć zastosowanie unijne rozporządzenie 1215/2012 w sprawie jurysdykcji i uznawania orzeczeń sądowych oraz ich wykonywania w sprawach cywilnych i handlowych (tzw. rozporządzenie Bruksela I bis), jeśli tylko występuje element zagraniczny sporu. Dzięki temu konsument mógł wytoczyć firmie powództwo przed sąd swojego miejsca zamieszkania, a nie przed sąd właściwy miejscowo dla siedziby firmy, jak chciał tego przedsiębiorca.

Zasadniczo pozywa się przed sąd siedziby pozwanego

Zgodnie z zasadami właściwości ogólnej, powództwo w sprawach cywilnych w Polsce wytacza się przed sąd pierwszej instancji, w którego okręgu pozwany ma miejsce zamieszkania. Jeśli pozwany jest osobą prawną, powództwo wytacza się według miejsca jego siedziby (art. 27 i 30 K.p.c.). Podobne reguły obowiązują w prawie niemieckim, gdzie również właściwym jest sąd siedziby pozwanego.

Mieszkaniec Norymbergi zawarł umowę o udział w imprezie turystycznej z organizatorem podróży z siedzibą w Monachium. Następnie, w oparciu o tę umowę wytoczył organizatorowi powództwo przed sąd rejonowy w Norymberdze, powołując się m.in. na art. 18 ust. 1 unijnego rozporządzenia 1215/2012. Przepis ten stanowi, że konsument może m.in. wytoczyć powództwo przed sądem swojego miejsca zamieszkania bez względu na miejsce zamieszkania kontrahenta. Sprzeciwiło się temu biuro podróży, które chciało by zgodnie z prawem krajowym proces toczył się w Monachium. Kontrahent podniósł, że rozporządzenie nie ma zastosowania, bowiem dotyczy ono spraw cywilnych, które mają skutki transgraniczne, a takich skutków brak w sporze obu stron mających siedzibę w tym samym państwie.

Norymberski sąd w zawiesił postępowanie i wystąpił do TSUE z pytaniem, czy art. 18 ust. 1 ww. rozporządzenia reguluje nie tylko kwestie międzynarodowe, ale również właściwości miejscowej sądów krajowych w sprawach, w których obie strony sporu mają miejsce zamieszkania lub siedzibę w tym samym państwie UE.

Wyjątki dla spraw konsumentów

Rozporządzenie Bruksela I bis ma służyć dalszemu ułatwianiu dostępu do wymiaru sprawiedliwości i zwiększać swobodę przepływu orzeczeń sądowych w sprawach cywilnych i handlowych. Nie ma zastosowania w sprawach podatkowych, administracyjnych, celnych. W preambule precyzyjnie postanawia, że przepisy o jurysdykcji powinny być w wysokim stopniu przewidywalne i opierać się na zasadzie, że jurysdykcję w ogólności mają sądy miejsca zamieszkania pozwanego. Wyjątki mogą wystąpić w kilku dokładnie określonych przypadkach. Między innymi, w sprawach ubezpieczeniowych, umów z udziałem konsumentów i z zakresu prawa pracy, strona słabsza powinna być chroniona przez przepisy jurysdykcyjne dla niej bardziej korzystne niż przepisy ogólne.

Element zagraniczny

W wyroku z 29 lipca 2024 r. TSUE odpowiedział twierdząco na pytanie niemieckiego sądu. Art. 18 ust. 1 unijnego rozporządzenia 1215/2012 ma zastosowanie nie tylko w kwestiach międzynarodowych, ale również w zakresie właściwości miejscowej sądów krajowych w sprawach, w których obie strony sporu mają miejsce zamieszkania lub siedzibę w tym samym państwie członkowskim. Tym samym konsument mógł pozwać przedsiębiorcę przed sąd właściwy dla miejsca swojego zamieszkania, ale pod warunkiem, że w sprawie istnieje element zagraniczny. A tak jest, bowiem miejsce docelowe podróży, która była przedmiotem spornej umowy, znajduje się za granicą (sprawa C-774/22, JX przeciwko FTI Touristik GmbH).

Podsumowanie

Co wynika z najnowszego wyroku TSUE? Konkluzja, że do zawartej między konsumentami a przedsiębiorcami z tego samego państwa umowy znajdzie zastosowanie unijne rozporządzenie Bruksela I bis, i ci pierwsi mogą wytaczać powództwa przeciw tym drugim przed sąd właściwy dla swojego miejsca zamieszkania, a nie miejsca siedziby kontrahenta, jeśli tylko w sprawie występuje tzw. element zagraniczny.

To bardzo korzystne dla konsumentów rozstrzygnięcie. Z drugiej strony pogarsza pozycję drugich stron sporów, zwłaszcza przedsiębiorców, jednocześnie rodząc pytanie, jak dalece sądy będą mogły posuwać się z interpretacją co do istnienia elementu zagranicznego w sprawie? Czy kupiec z Jeleniej Góry będzie mógł pozwać komis samochodowy z Warszawy przed sąd w Jeleniej Górze tylko dlatego, że samochód zepsuł się w Czechach? A może wystarczy do tego już sam fakt, że samochód jest produkcji francuskiej?

Autor: Robert Nogacki, radca prawny, partner zarządzający, Kancelaria Prawna Skarbiec, specjalizująca się w doradztwie prawnym, podatkowym oraz strategicznym dla przedsiębiorców

Optymistyczne prognozy zatrudnienia w IT na IV kwartał 2024: 47% firm planuje rekrutacje

Organizacje branży IT i nowych technologii patrzą z optymizmem rekrutacyjnym na ostatnie miesiące tego roku. Od października do końca grudnia 47% firm tego sektora chce zatrudniać nowych pracowników, a zmniejszenie liczby etatów przewiduje 20% pracodawców, natomiast 31% z nich nie przewiduje zmian w zespołach. Takie dane płyną dla sektora IT z raportu „Barometr ManpowerGroup Perspektyw Zatrudnienia”, w ramach którego firmy zdradzają swoje plany rekrutacyjne na IV kwartał 2024 roku.

Zaprezentowana przez ManpowerGroup analiza wskazuje na to, że firmy branży IT patrzą na czwarty kwartał 2024 optymistyczne. Prognoza netto zatrudnienia, będąca barometrem rynku pracy i pokazująca plany firm związane z pozyskiwaniem nowych kadr, wyniosła tutaj bowiem +27%, co pokazuje, że branża nowych technologii ma jeden z największych apetytów rekrutacyjnych spośród wszystkich 8 analizowanych sektorów. Wskaźnik ten wzrósł o 11 punktów procentowych względem analogicznego czasu rok temu, jest także większy o 5 punktów procentowych analizując dane kwartał do kwartału.

– Perspektywy zatrudnienia na ostatni kwartał tego roku dla IT są pozytywne, dane plasują branżę tuż obok transportu, logistyki & motoryzacji oraz dóbr & usług konsumpcyjnych, wśród trzech sektorów z najwyższym przewidywanym wzrostem. To dobry sygnał i miejmy nadzieję, potwierdzenie odbicia po wcześniejszych redukcjach oraz spowolnieniu rozwoju czy nawet wstrzymaniu niektórych projektów – mówi Justyna Mazur, ekspertka rynku pracy, manager rekrutacji w Experis. – Obecny wzrost prognozy zatrudnienia sugeruje, że firmy IT są teraz lepiej przygotowane na przyszłe wyzwania, widzą zwiększone zapotrzebowanie na swoje produkty oraz usługi. Ponowne inwestycje w nowe technologie, sztuczną inteligencję, chmurę obliczeniową, a także niezwykle istotne cyberbezpieczeństwo dodatkowo stymulują ten wzrost. Zauważamy większą niż w poprzednich miesiącach liczbę prowadzonych procesów rekrutacyjnych – dodaje ekspertka rynku pracy IT.

Zdaniem Justyny Mazur, analiza pokazuje, że polska branża IT zachowuje dynamiczny wzrost pomimo zmieniających się warunków ekonomicznych. – Niemal połowa firm z tego sektora planuje zwiększyć zatrudnienie, co potwierdza, że rynek jest napędzany rosnącym zapotrzebowaniem na usługi cyfrowe, innowacje technologiczne oraz transformację i automatyzację procesów. Odsetek prognozowanych zwolnień może być efektem m.in. restrukturyzacji, optymalizacji kosztów lub zmieniających się priorytetów biznesowych. Nie zapominajmy jednak, że jest to zjawisko towarzyszące zazwyczaj szybkiemu rozwojowi, gdzie ciągłe dokonywanie zmian, adaptacja do dynamicznego otoczenia jest warunkiem koniecznym – podkreśla ekspertka Experis.

Według danych Job Market Insights od lipca do połowy września tego roku w polskiej sieci pojawiło się ponad 68000 ofert kierowanych do specjalistów IT i telekomunikacji. Najczęściej poszukiwani byli specjaliści na stanowisko DevOps Engineera, Java developera, Data Engineera. Najwięcej ofert pracy zlokalizowanych było w Warszawie, Krakowie, a także Wrocławiu.

– Obserwując sytuację na rynku pracy IT, obszary najbardziej aktywne w ostatnich miesiącach nadal będą wykazywały rosnące zapotrzebowaniem na specjalistów, są nimi sztuczna inteligencja (AI) i uczenie maszynowe (ML), chmura obliczeniowa, cyberbezpieczeństwo, rozwój oprogramowania oraz analityka danych. Tym samym do najbardziej poszukiwanych kandydatów nadal będą należeć m.in. inżynierowie ds. AI/ML, DevOps inżynierowie, specjaliści ds. bezpieczeństwa IT, doświadczeni developerzy, analitycy i inżynierowie danych. Jeśli chodzi o poziom doświadczenia, to pracodawcy najczęściej poszukują specjalistów średniego szczebla, jak i doświadczonych pracowników. Cenne są zwłaszcza te osoby, które potrafią prowadzić skomplikowane projekty, posiadają także unikalne kompetencje techniczne – podsumowuje Justyna Mazur.

Raport ManpowerGroup prezentuje także dane odnoszące się do planów rekrutacyjnych organizacji w regionie Europy, Bliskiego Wschodu i Afryki (EMEA). Dane pokazują, że pracodawcy obszaru nowych technologii zadeklarowali na IV kwartał tego roku prognozę netto zatrudnienia na poziomie +31%. Od października do końca grudnia wzmożone działania rekrutacyjne planuje 45% organizacji, 14% liczy się z koniecznością redukcji etatów, a jedynie 1% organizacji nie zna planów rekrutacyjnych na nadchodzące miesiące. Natomiast 40% pracodawców branży IT w regionie EMEA chce pozostawić zatrudnienie na niezmienionym poziomie.

Czy FED podniesie nam ceny paliwa?

Dziś FED ogłosi decyzję dotyczącą stóp procentowych. Rynki spodziewają się pierwszej obniżki, jednak wciąż nie jest jasne, czy będzie to mniejsze cięcie o 25 pb czy mocniejsze o 50 pb. Narzędzie FedWatch, mierzące oczekiwania rynkowe, wskazuje 33 proc. szans na obniżkę o 25 pb i 67 proc. na cięcie o 50 pb. Mocniejsze cięcie sugerowałoby, że FED bardziej obawia się spowolnienia gospodarczego, natomiast mniejsze mogłoby wskazywać na postępy w walce z inflacją. Większość ekonomistów przewiduje, że do końca roku dojdzie do trzech obniżek (łącznie o 75 pb), na kolejnych posiedzeniach 18 września, 7 listopada i 18 grudnia. Natomiast inwestorzy bardziej obawiają się ryzyka spowolnienia wzrostu gospodarczego i spodziewają się cięć o 100 pb do końca roku.

Decyzja FED, zaplanowana na dzisiejszy wieczór czasu polskiego, nie tylko wpłynie na rynki finansowe, ale może także mieć odzwierciedlenie na polskich stacjach benzynowych, wpływając na ceny ropy na światowych giełdach. Ostatnio paliwo w Polsce taniało, spadając z około 6,50 zł przed wakacjami do około 6,05 zł za litr obecnie.

10 września cena ropy Brent osiągnęła najniższy poziom od grudnia 2021 roku – 68,5 dolarów za baryłkę. Spadek ten był efektem słabych danych gospodarczych z Chin, wywołujących obawy o popyt na ropę. Od tego czasu ceny ponownie rosną, głównie z powodu ograniczeń w wydobyciu ropy na Zatoce Meksykańskiej spowodowanych przez huragan Francine. USA i Chiny, konsumujące odpowiednio 20 proc. i 13 proc. globalnej produkcji ropy, mają kluczowe znaczenie dla światowych rynków. FED swoją decyzją dotyczącą stóp procentowych będzie kształtował przyszły ekonomiczny krajobraz, co może mieć wpływ na ceny ropy.

Rynek koncentruje się na pytaniu, o ile stopy zostaną obniżone. Czy będzie to obniżka wynikająca z postępów w redukcji inflacji, czy mająca na celu stymulację gospodarki? Spadające ceny energii pomogły złagodzić inflację i trend ten może się utrzymać, ponieważ przewiduje się, że słaby popyt na ropę potrwa do 2025 roku. Inwestorzy i traderzy na rynku ropy czekają na decyzję FED, próbując ocenić jej wpływ na gospodarkę i popyt na surowiec.

Niższe stopy procentowe zazwyczaj obniżają koszty kredytów, co może zwiększać inwestycje, stymulować gospodarkę i podnosić zapotrzebowanie na ropę. Amerykańska Administracja Informacji Energetycznej (EIA) szacuje, że globalne zapasy ropy zmniejszą się o 0,9 mln baryłek dziennie (b/d) w trzecim kwartale tego roku, a do pierwszego kwartału 2025 roku spadną o ponad 1 mln b/d. W związku z tym oczekuje się, że ceny ropy Brent wzrosną z 74 dolarów na początku września do średnio 82 dolarów w grudniu i 83 dolarów w pierwszym kwartale 2025 roku. Jednak inni analitycy przewidują utrzymującą się słabość popytu na ropę do końca roku i dalsze jej osłabienie w 2025 roku, podczas gdy podaż pozostanie stabilna.

Mocniejsze cięcie stóp będzie wspierać scenariusz silniejszego popytu na ropę w najbliższych miesiącach, co może prowadzić do wzrostu cen. Na krótkoterminowy wzrost cen może wpłynąć także sama decyzja FED, ponieważ inwestorzy będą prognozować większy popyt w przyszłości. Jeśli FED zdecyduje się na większą obniżkę, może to oznaczać koniec spadków cen paliw na polskich stacjach i powrót do poziomu około 6,50 zł za litr – pod warunkiem braku znaczących wahań kursu złotego wobec dolara.

Paweł Majtkowski, analityk rynków eToro

40 proc. profesjonalistów obawia się poprosić o podwyżkę

22 września to Dzień Ćwiczenia Przed Lustrem Prośby o Podwyżkę Płacy. Choć jest to święto dość nietypowe, to w pełni odzwierciedla bolączkę wielu profesjonalistów, którzy wciąż postrzegają pieniądze jako temat tabu, a komunikowanie szefowi swoich oczekiwań w tym zakresie – jako nieprzyjemne wydarzenie. Pomimo rosnącej transparentności płac i wciąż sprzyjającego wykwalifikowanym ekspertom rynku pracy, aż 40 proc. specjalistów i menedżerów nadal uważa rozmowę o podwyżce za stresującą.

Wysokie koszty życia i nierzadko obniżenie jego komfortu powodują, że wielu profesjonalistów decyduje się na rozmowę z szefem o podwyżce. Spotkaniom tym często towarzyszy stres. Powodów jest kilka, natomiast należy wyróżnić dwa kluczowe. Po pierwsze, pieniądze – choć są bardzo ważnym aspektem pracy – wciąż pozostają tematem tabu na polskim rynku pracy. Po drugie, pracownicy nie zawsze wiedzą, jak rozmawiać o wynagrodzeniu oraz na jakie argumenty warto się powołać. W konsekwencji, rozmowa z przełożonym na ten temat wśród wielu osób budzi obawy.

Brak pewności siebie czy lęk przed niepowodzeniem?

Choć średnie wynagrodzenie rośnie, to nie jest to spowodowane lepszą sytuacją w firmach i większymi możliwościami po stronie pracodawców. Bardzo często wiąże się to natomiast ze wzrostem płacy minimalnej, która pociąga za sobą podwyżki na kilku wyższych poziomach płacowych. Często jednak pozostaje to bez wpływu na zarobki lepiej wynagradzanych specjalistów, którzy muszą aktywniej zabiegać o podwyżki.

Jak jednak pokazuje najnowsze badanie Hays Poland przeprowadzone we wrześniu 2024 roku wśród blisko 900 specjalistów i menedżerów, proszenie szefa o podwyżkę wiąże się ze stresem dla 40 proc. z nich.

Czy proszenie szefa o podwyżkę jest dla ciebie stresujące?

Tak 40%
Nie 40%
Trudno powiedzieć 20%

Źródło: badanie Hays Poland, wrzesień 2024

Trudne emocje pracowników w obliczu tej sytuacji mogą być powiązane z krótkim stażem pracy w danej organizacji, brakiem pewności siebie, słabymi relacjami z przełożonym, ale również z naturalną obawą przed niepowodzeniem lub oceną. Ponadto w wielu firmach temat pieniędzy wciąż nie jest transparentny, przez co zatrudnionym może się wydawać, że rozmowa o podwyżce postawi ich w świetle osób roszczeniowych, interesownych lub nielojalnych.

Po drugiej stronie jest kolejne 40 proc. profesjonalistów, którzy nie mają problemu z poruszaniem tego tematu. – Osoby, których nie stresuje rozmowa o podwyżce to często pracownicy, którzy znają swoją wartość i mają świadomość posiadanych kompetencji. Jeżeli dodatkowo są to umiejętności niszowe, to tym bardziej przemawia to za słusznością ich prośby o podwyżkę. Jest to grupa specjalistów, która doskonale wie, co może zaoferować organizacji. Jeśli nie tej, to innej, co również jest silną kartą przetargową – zauważa Aleksandra Tyszkiewicz, Executive Director CEE w Hays.

Co piąty respondent badania przyznaje również, że ma wątpliwości, czy rozmowy dotyczące wzrostu wynagrodzenia wywołują u niego stres. W wielu przypadkach ankietowani mają zapewne mieszane odczucia dotyczące takich rozmów lub traktują stres jako źródło motywacji.

Potrzeby ważniejsze niż stres

Niezależnie od rodzaju i natężenia trudnych emocji, specjaliści chcą zawalczyć o swoje i zarabiać więcej. Pomimo świadomości wciąż ograniczonych budżetów firm i wymagającej sytuacji gospodarczej, o podwyżki ubiega się wielu profesjonalistów. Łącznie 44 proc. ankietowanych badania Hays rozmawiało na ten temat z szefem na przestrzeni ostatniego roku. Ponad połowa z tej grupy podjęła taki krok w ostatnim półroczu.

Kiedy ostatni raz prosiłeś/aś o podwyżkę?

Do 6 miesięcy temu 24%
6-12 miesięcy temu 20%
Ponad rok lub dwa lata temu 19%
Jeszcze dawniej 12%
Nigdy nie prosiłem/am 25%

Źródło: badanie Hays Poland, wrzesień 2024

Pracodawcy w dużym stopniu mają świadomość oczekiwań i potrzeb pracowników. Godząc się na podwyżki, nierzadko liczą się z tym, że wyższe koszty trzeba będzie następnie stopniowo przekładać na konsumentów lub klientów, co ogranicza konkurencyjność firmy. Na rynku funkcjonują też organizacje, które obecnie nie mogą pozwolić sobie na podwyżki. Są to trudne, ale poparte kompleksowymi kalkulacjami decyzje. Chcąc zatrzymać pracowników, pracodawcy starają się określić przypadki, w których wzrost płacy jest absolutnie niezbędny, lub zrekompensować brak podwyżki benefitami bądź większą elastycznością pracy – dodaje ekspertka Hays.

Być może to właśnie trudna sytuacja w firmach powoduje, że spora grupa profesjonalistów odkłada rozmowę z szefem o podwyżce na później. 19 proc. ankietowanych ostatni raz poruszyła ten temat ponad rok lub dwa lata temu, a 12 proc. jeszcze dawniej. Co ciekawe, 1/4 badanych nie ma na swoim koncie takiego doświadczenia. Może to wynikać zarówno z krótkiego stażu pracy lub obaw przed taką rozmową, jak i braku konieczności proszenia o podwyżkę z uwagi na inicjatywę przełożonego lub jasne, ogólnofirmowe kryteria przyznawania podwyżek i awansów.

– Wiele zmienia się na lepsze, a firmy stają się być bardziej transparentne w kontekście płac, między innymi tworząc i aktualizując siatki wynagrodzeń. Oznacza to, że coraz więcej pracowników wie, jakie są widełki płacowe na danym stanowisku i jakie cele muszą być osiągnięte, aby uzyskać awans z podwyżką. W wielu firmach wciąż jednak ta kwestia jest nieuporządkowana, a zatrudnieni, jeśli chcą zarabiać więcej, to muszą o to zawalczyć. Należy pamiętać, że pracując i odnosząc sukcesy w jednej firmie od wielu lat za tę samą płacę, warto czasem upomnieć się o podwyżkę – przypomina Aleksandra Tyszkiewicz.

Strach ma wielkie oczy

Odpowiedzi specjalistów i menedżerów pokazują, że chcąc otrzymać podwyżkę, warto zaryzykować. Szczera rozmowa z szefem nie zaszkodzi, a wręcz przeciwnie – może faktycznie zwiększyć szansę na osiągnięcie celu. Aż 71 proc. profesjonalistów, którzy na przestrzeni ostatnich dwóch lat prosili szefa o podwyżkę, ostatecznie ją otrzymali.

Należy oczywiście mieć na uwadze, że każdy przypadek jest inny i z pewnością nie były to wyłącznie podwyżki rzędu 20%. Ważny i motywujący jest jednak sam fakt, że komunikując jasno swoje potrzeby, profesjonaliści mogą liczyć na odzew firmy.

Badani, którzy nie uzyskali wyższego wynagrodzenia po rozmowie z przełożonym, podzielili się na dwie grupy. Jedna z nich zdecydowała się odejść z firmy do miejsca, które prawdopodobnie w większym stopniu odpowie na jej oczekiwania finansowe. Druga grupa postanowiła zostać w dotychczasowej organizacji i możliwe, że ponownie poruszy ten temat za jakiś czas.

Czym poskutkowała ostatnia rozmowa o podwyżce?

Otrzymałem/am ją 71%
Nie otrzymałem/am jej i opuściłem/am firmę 15%
Nie otrzymałem/am jej i nadal pracuję w firmie 14%

Tylko badani, którzy kiedykolwiek prosili szefa o podwyżkę
Źródło: badanie Hays Poland, wrzesień 2024

Aby zwiększyć swoje szanse na powodzenie w rozmowie o podwyżce, warto dokonać dogłębnej autorefleksji. Kluczowe jest pochylenie się nad tym, jakie zmiany zaszły od ostatniego spotkania oraz przygotowanie konkretnych przykładów minionych sukcesów. Warto również zastanowić się nad tym, co jeszcze można wnieść do pracy zespołu lub całej organizacji. Rozmowa powinna przebiegać w formie szczerego i partnerskiego dialogu. Ważne jest, aby nie zamykać się na negocjacje i argumenty drugiej strony – radzi Aleksandra Tyszkiewicz.

Ponadto nie należy zapominać o przygotowaniu merytorycznym, np. zapoznaniu się z aktualnymi trendami płacowymi na danym stanowisku. Poświęcenie czasu na zebranie informacji i przykładów nie tylko pozwoli zminimalizować stres, ale może również ułatwić osiągnięcie założonego celu.

Polska na czele wzrostu czynszów mieszkaniowych w UE – Warszawa wyprzedza Pragę i Wiedeń

Polska doświadczyła jednego z najszybszych wzrostów czynszów w całej Unii Europejskiej w ostatnich pięciu latach – w największych miastach wzrosty te były dwucyfrowe. Zwiększone koszty finansowania, inflacja, napływ ludności do miast – to niektóre powody tej zmiany. Jak wskazują eksperci międzynarodowej agencji doradczej Cushman & Wakefield w raporcie “Mieszkaniówka na rozdrożu 2.0”, średnie czynsze za 2-pokojowe mieszkanie w Warszawie są wyższe niż w Pradze, Wiedniu czy Bratysławie, na szczęście daleko im do tych z Londynu, Zurychu czy Dublina.

Na przestrzeni ostatnich pięciu lat czynsze mieszkań na wynajem wzrosły we wszystkich krajach Unii Europejskiej, a średni wzrost wyniósł 10,9%. W Polsce wzrost czynszów wyniósł 47%, a wyprzedziły nasz kraj Węgry, notujące 50% wzrostu w tym samym okresie i Serbia (poza UE).

Po wybuchu wojny w Ukrainie obserwowaliśmy duży spadek dostępności mieszkań na wynajem, a czynsze poszybowały w górę w bardzo krótkim czasie. Na niską ofertę nałożyła się galopująca inflacja i wzrost kosztów życia, a także wysokie stopy procentowe, które wywindowały raty kredytów do niespotykanych wcześniej poziomów. W ujęciu pięcioletnim czynsze najmocniej wzrosły w Krakowie i Poznaniu, odpowiednio aż o 50% i 48%. Kolejne miejsca zajęła Warszawa ze wzrostem 47% i Łódź +41%. Najmniejszą, ale wciąż znaczącą zmianę odnotowano we Wrocławiu i Gdańsku, gdzie czynsze od 2019 roku zanotowały wzrost o 36% i 31%”, mówi Karolina Furmańska, ekspertka rynku mieszkaniowego w Cushman & Wakefield.

Pomimo tej dynamiki, analizując nominalne czynsze Warszawa jest dopiero na trzynastym miejscu pośród innych stolic europejskich, jeżeli chodzi o poziom czynszów za mieszkania. Na czołowych miejscach pod względem najwyższych cen za najem znajdują się Dublin, Amsterdam, Kopenhaga i Luksemburg. Jeszcze wyższe ceny występują w Londynie, gdzie w czerwcu 2024 roku wynajem dwupokojowego mieszkania w centrum wynosił ponad 2,500 EUR, a poza centrum około 2,000 EUR. Podobnie w Bernie, stolicy Szwajcarii, ceny wynajmu w centrum miasta to około 2,200 EUR, a poza centrum 1,660 EUR.

Warto też zwrócić uwagę, że w Warszawie obserwujemy znaczącą różnicę w stawkach czynszowych w centrum i miasta dzielnicach obrzeżnych na czerwiec 2024 roku było to średnio aż 260 euro (ok. 1110 PLN). Różnice w średniej cenie pomiędzy centrum miasta a jego peryferiami wyniosły w czerwcu 2024 od 89 EUR w Atenach aż do 472 EUR w Kopenhadze”, dodaje Karolina Furmańska.

Stabilizacja i zwiększająca się dostępność mieszkań na wynajem

Od drugiej połowy 2022 roku popyt na mieszkania na wynajem zaczął się stabilizować, a liczba ofert stopniowo wzrastała, aby ostatecznie przebić poziomy sprzed wybuchu wojny. W czerwcu 2024 roku w Warszawie tylko na portalu Otodom było dostępnych na wynajem niemal 7000 wolnych mieszkań. Zwiększona podaż przełożyła się na zahamowanie wzrostu czynszów, a w niektórych miastach nawet odnotowano korektę.

Analizując mediany czynszów ofertowych różnych typów mieszkań (1-, 2-, 3- i 4-pokojowych), to w Krakowie wzrosły one wszędzie. W wielu miastach obserwowaliśmy wzrost czynszów dla największych mieszkań – np. w Sopocie, Poznaniu i Gdańsku. Katowice i Warszawa odnotowały delikatny spadek mediany dla mieszkań na wynajem o największych metrażach”, tłumaczy Karolina Furmańska.

Za 4-pokojowe mieszkanie na wynajem, patrząc na mediany czynszów w największych miastach w Polsce, najwięcej, bo aż 6 900 zł zapłacimy miesięcznie w Warszawie, 6 500 zł w Gdańsku, a najmniej w Łodzi – 3 428 zł – oraz Poznaniu i Katowicach – po 3 900 zł.

Czy PRS zmieni sytuację na rynku najmu?

Dalszy rozwój sektora PRS (Private Rented Sector) znacząco i pozytwnie będzie wpływał na polski rynek najmu. Jego skala jest jednak wciąż mała w stosunku do całego rynku najmu, który w Polsce reprezentowany jest przede wszystkim przez indywidualnych wynajmujących. Obecnie rynek PRS obejmuje nieco ponad 16 600 mieszkań w największych polskich miastach, a na najbliższe lata planowane jest powstanie kolejnych 30 tys. mieszkań. Oficjalne dokładne statystki liczby mieszkań na wynajem nie są znane, ale przyjmując, że prywatnych wynajmujących jest z pewnością niemal milion. To nadal prywatni wynajmujący dyktują więc warunki”, mówi Karolina Furmańska.

Trzej najwięksi gracze na rynku PRS to Resi4Rent, Vantage Rent i Life Spot i razem kontrolują niemal połowę działających na rynku projektów PRS. Wzrost podaży mieszkań wynajmowanych przez instytucje może w dłuższej perspektywie przyczynić się do stabilizacji najmu i postrzegania go jako bezpiecznej i pewnej opcji do zamieszkania, z jasnymi zasadami i możliwością negocjacji zachęt czy nawet obniżenia stawek czynszów przy dłuższych umowach najmu. Ważnym aspektem tego sektora jest profesjonalizacja zarządzania nieruchomościami, co zwiększa komfort najemców i oferuje elastyczne formy najmu, odpowiadając na potrzeby rosnącej liczby osób wybierających najem jako alternatywę wobec zakupu coraz droższych mieszkań.

Współautorzy raportu “Mieszkaniówka na rozdrożu 2.0” wskazują kilka czynników, które mogłyby przyczynić się do szybszego rozwoju rynku PRS.

Wysokie koszty finansowania, wynikające z wysokiego poziomu stóp procentowych, były największą barierą rozwoju PRS i spowodował ograniczenie liczby transakcji w ostatnich dwóch latach. Gdy ten problem zniknie, a tego spodziewamy się w najbliższym czasie wraz ze spadającą inflacją, zainteresowanie inwestorów PRS wzrośnie i to geometrycznie. Fundamenty popytowe nadal są bardzo silne, zarówno jeśli chodzi o sektor PRS, jak i inne podsektory rynku Living: domy studenckie, coliving czy mieszkania serwisowane dla seniorów”, tłumaczy Karolina Furmańska.

Czynnikiem niewątpliwie hamującym dziś inwestycje w sektorze najmu inwestycyjnego są niekorzystne dla niego przepisy podatkowe. Od 1 stycznia 2025 r. zmianie ulegnie w szczególności definicja budowli jako przedmiotu opodatkowania w ramach podatku od nieruchomości (PON). Zapowiedziana nowelizacja ustawy o podatkach i opłatach lokalnych niewątpliwie wpłynie nie tylko na sektor PRS, ale i cały rynek nieruchomości”, dodaje dr Joanna Prokurat, Partner w dziale doradztwa podatkowego TPA Poland.

Wakacyjne spowolnienie na rynku obligacji korporacyjnych

W lipcu i sierpniu emitenci przeprowadzili 5 emisji na łączną kwotę niecałych 200 mln zł. Prawie 6 tysięcy inwestorów złożyło w nich zapisy na 560 mln zł, a średni poziom redukcji wyniósł ponad 50 proc. Królowała branża finansowa – dwie emisje windykacyjnego Best-a i jedna PragmaGo. Swoje emisje przeprowadzili również deweloperzy – Victoria Dom (deweloper mieszkaniowy) i Olivia Fin (deweloper komercyjny).

Emisje zakończone w lipcu i sierpniu

Emitent Wartość emisji (mln zł) Oprocentowanie (proc.) Tenor (lata) Data Wielkość zapisów (mln zł) Redukcja (proc.) Liczba inwestorów Komentarz
Victoria Dom 50 4,95 3 lipiec 162,08 69,15 1257 Poprzednio 5,25 proc.
PragmaGo 35 4,50 3 lipiec 97,50 64,10 1467 Poprzednio w czerwcu 4,80 proc.
Best 25 4,50 5 sierpień 136,38 81,67 1424  
Olivia Fin 49,9795 4,70 4 sierpień 49,98 0,00 417  
Best 40 4,20 5 sierpień 114,43 65,06 1368 Obniżka marży z 4,50 proc.
SUMA 199,9795       560,37 55,99 5933  

Źródło: Michael / Ström Dom Maklerski, opracowanie własne (kurs euro z dnia 30.08.2024 r. 4,2798).

Dlaczego senne wakacje skoro popyt dopisał, konieczne okazały się redukcje, a 6000 inwestorów to więcej niż pułk? W pierwszym półroczu doczekaliśmy się 25 emisji na łączną kwotę 1,1 mld zł, a inwestorzy złożyli w nich zapisy na 2,44 mld zł. Dlatego 200 mln zł w 2 miesiące nie jest wynikiem spektakularnym. Oczywiście potrzeby dłużne emitentów mogły zostać częściowo zaspokojone w pierwszej połowie roku, popyt też nie jest niewyczerpany, a wakacje z natury rzeczy są raczej spokojniejsze.

Emisje przeprowadzone w wakacje 2023 r.

Emitent Wartość emisji
(mln zł)
Oprocentowanie (proc.) Tenor (lata) Data Wielkość zapisów

(mln zł)

Redukcja (proc.)
Kredyt Inkaso 18 5,50+WIB3M 4 lipiec 29,3 38,6
Echo Investment 35 4,00+WIB3M 4 lipiec 70 51,3
Echo Investment 15 4,00+WIB3M 4 lipiec 18,77 21,0
Cavatina Holding (EUR) 21,74 6,00+EURIBOR6M 3,5 lipiec 4,36 0,0
Dekpol 30 5,50+WIB3M 3 lipiec 39,2 23,5
Best 20 5,00+WIB3M 4,5 sierpień 32,8 39,0
Marvipol 60 5,40+WIB6M 3,5 sierpień 55,5 0,0
Kruk 75 4,00+WIB3M 5 sierpień 123 39,0
Best 30 5,00+WIB3M 4,5 sierpień 38 20,6

Źródło: Michael / Ström Dom Maklerski, opracowanie własne (kurs euro z dnia 31.01.2024 r. 4,3434).

2023 słabszy, a jednak lepszy

Jednak nawet w istotnie gorszym 2023 roku w wakacje emitenci przeprowadzili 8 emisji na łączną kwotę 300 mln zł, przy zapisach inwestorów na poziomie 410 mln zł. Widać, że rynek, emisje i emitenci tracą rozpęd z początku roku – Kruk ogłasza, że raczej nie będzie wychodził z kolejnymi emisjami w tym roku, Ghelamco wyczerpuje swój program emisji publicznych. Z drugiej strony nowy program uchwala PragmaGo (500 mln zł); Komisja Nadzoru Finansowego akceptuje prospekty Best-a (250 mln zł) czy Olivia Fin (150 mln zł), a spółki te wychodzą na rynek z emisjami.

Jednocześnie na początku września kończą się dwie kolejne emisje publiczne – Cavatina Holding (deweloper komercyjny) korzysta z opcji zwiększenia emisji z 20 mln zł i kończy ją kwotą 38,68 mln. PragmaGo natomiast wychodzi z kolejną emisją, „dogrywkową” i przy emisji na 30 mln zł zbiera kwotę 78,97 mln zł.

Z trzeciej strony do funduszy obligacji korporacyjnych w wakacje inwestorzy wpłacają netto kolejne 769 mln zł, a od początku roku ponad 3,5 mld zł. Od stycznia tego roku w emisje publiczne obligacji korporacyjnych zainwestowane zostało około 1,3 mld zł, przy popycie na poziomie 3 mld zł. Być może część pieniędzy ze zredukowanych środków inwestorzy przekierowują po prostu do funduszy obligacji korporacyjnych. Z kolei na tym układzie zamkniętym (duże redukcje + duże napływy do funduszy) mocno korzystają emitenci, którzy mogą obniżać marże. Idealnym przykładem jest tutaj PragmaGo, która jeszcze na początku roku płaciła za obligacje 5,15 proc. ponad WIBOR, a w ostatniej emisji, co prawda zabezpieczonej, płaciła już tylko 3,50 proc. Przykładów jest więcej – 5,25 proc. marży vs 4,95 proc. dla Victorii Dom; Echo Investment z 4,00 proc. na 3,80 proc. czy Olivia Fin dla emisji w euro z 5,30 proc. do 4,70 proc. Niższe marże z kolei mogą zniechęcać inwestorów, a tym samym potencjalnie zmniejszać popyt.

Wzrost aktywów funduszy obligacji

  Napływy do funduszy obligacji korporacyjnych Napływy do dłużnych funduszy ogólnie Wyniki funduszy obligacji korporacyjnych za miesiąc (proc.) Aktywa w funduszach obligacji korporacyjnych (mld zł) Zmiana w aktywach m/m (proc.) Wzrost aktywów (mln zł)
styczeń 690 4184 0,90 11,727 7,40 810
luty 705 3751 0,50 12,492 6,50 765
marzec 684 2821 0,60 13,276 6,30 784
kwiecień 227 2519 0,20 13,531 1,90 255
maj 395 2333 0,60 14,012 3,55 481
czerwiec 55 2360 0,50 14,153 1,00 141
lipiec 458 3143 1,00 14,751 4,20 598
sierpień 311 3616 0,60 13,447 -8,80 -1,304

Źródło: Michael / Ström Dom Maklerski, opracowanie własne.

Chwilowy zastój pomimo dobrych wyników

Średnia stopa zwrotu funduszy obligacji korporacyjnych wyniosła w sierpniu 0,60 proc., a od początku roku 8,70 proc. – co dalej wydaje się być zadowalającymi poziomami. Dodatnie stopy zwrotu oraz napływ aktywów netto powinien oznaczać dynamiczny wzrost aktywów funduszy obligacji korporacyjnych. I bez wątpienia tak by było (wzrost o 600 mln zł w lipcu, a od początku roku do końca lipca o ponad 3,8 mld zł), gdybyśmy w sierpniu pomimo wyników i napływów nie odnotowali spadku aktywów o 1,3 mld zł. Tym samym przez wakacje spadły one o prawie 600 mln zł. Wpływ na sierpniowe wyniki miały zmiany przeprowadzone przez Santander TFI, który połączył dwa fundusze dłużne, a następnie zmienił politykę inwestycyjną nowo utworzonego. Była to zmiana „techniczna”, jednak wpłynęła na wzrostowy trend tej klasy aktywów.

Po zakończonych na początku września emisjach PragmaGo oraz Cavatina Holding zapadła emisyjna cisza. O nowej emisji wspomniał Best, a spora grupa emitentów ma wciąż aktywne prospekty emisyjne. Wydaje się, że trzeci kwartał może być najgorszym w tym roku w porównaniu do 350 mln zł emisji publicznych w 2Q i 760 mln zł w 1Q.

Emisje zakończone we wrześniu

Emitent Wartość emisji (mln zł) Oprocentowanie (proc.) Tenor (lata) Data Wielkość zapisów (mln zł) Redukcja (proc.) Liczba inwestorów
Cavatina Holding 20-40 6,00 4 wrzesień 38,68 0,00 614
PragmaGo 30 3,50 3 sierpień 78,98 62,01 1341
SUMA 30            

Źródło: Michael / Ström Dom Maklerski, opracowanie własne (kurs euro z dnia 30.08.2024 r. 4,2798).

Autor: Szymon Gil, Doradca Inwestycyjny, Certified International Investment Analyst (CIIA), Michael / Ström Dom Maklerski

Przemysł drzewny popiera ministerialne plany ograniczania spalania drewna

Koalicja na Rzecz Polskiego Drewna z zadowoleniem przyjmuje projekt rozporządzenia Ministerstwa Klimatu i Środowiska, które wprowadza nowe regulacje dotyczące jakościowo-wymiarowych cech drewna energetycznego. Rozporządzenie, które zgodne z duchem unijnej dyrektywy RED III promuje kaskadowe wykorzystanie drewna, może znacząco ograniczyć wykorzystanie drewna do celów energetycznych, co zmniejszy problemy z jego dostępnością dla producentów wyrobów z drewna. Przedstawiciele Koalicji podkreślają jednak, że wymaga ono jeszcze pracy i wyjaśnienia kwestii, które ewentualnie  mogą budzić spory.

Koalicja uważa, że przeznaczenie na cele energetyczne jakiegokolwiek rodzaju włókna drzewnego, które mogłoby służyć jako surowiec do dalszego przetwarzania w przemyśle, stanowi wielką stratę dla przedsiębiorstw produkcyjnych i polskiej gospodarki. Drewno stanowi cenny zasób, który należy odpowiednio wykorzystywać, aby wspierać rozwój przemysłu drzewnego, a także realizować cele zrównoważonego rozwoju. Dlatego organizacje branżowe i producenci zrzeszeni w Koalicji na Rzecz Polskiego Drewna doceniają inicjatywę Ministerstwa Klimatu i Środowiska  i uważają, że to dobry krok w kierunku zmniejszenia deficytu surowca drzewnego, niezbędnego dla rozwoju polskiego przemysłu. Jednocześnie mają nadzieję, że zostaną uwzględnione uwagi, co do niektórych zapisów w celu wyeliminowania nieścisłości i ewentualnych problemów z interpretacją rozporządzenia.

Koalicja podkreśla, że ograniczenie przeznaczenia drewna na cele energetyczne nie powinno w żadnym stopniu zmniejszyć pozysku drewna w najbliższych latach.

„Drewno jest materiałem w pełni odnawialnym i ekologicznym. Nie możemy pozwolić, aby zabrakło go, jeżeli chcemy rozwijać zieloną gospodarkę, zgodnie z założeniami Unii Europejskiej” – przypomina Michał Strzelecki, dyrektor Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Producentów Mebli.

Koalicja na Rzecz Polskiego Drewna ma nadzieję, że będzie to początek partnerskiej i merytorycznej współpracy z Ministerstwem Klimatu i Środowiska w kwestii długofalowej polityki zarządzania surowcem drzewnym w Polsce.

Rynek coraz mocniej wierzy w to, że Fed zachowa się agresywniej

Poniedziałek rozpoczął się od mieszanej sesji na Wall Street, spadkowej na GPW. W Europie stracił również DAX oraz CAC40. Złoty zyskał głównie dzięki słabości dolara. Amerykańska waluta straciła czego główną przyczynę upatruje się w mocnej zmianie oczekiwań dotyczących jutrzejszej decyzji Fed. Pomimo braku istotnych danych makro oraz wypowiedzi przedstawicieli amerykańskiej instytucji, rynek zaczyna mocniej spekulować, że cięcie o 50 punktów bazowych jest realne. Z dnia na dzień ta pewność wzrasta, co moim zdaniem może spowodować jeszcze większą skalę rozczarowania.

Pierwsza od 4 lat obniżka stóp procentowych w USA jest już na wyciągnięcie ręki. Rynek wciąż nie ma pewności czy będzie to ruch o 25 punktów bazowych, czy może jednak Fed wykona mocnieją zmianę. Ostatnie dni co prawda pokazały, że inwestorzy wierzą coraz mocniej w ten drugi wariant. Moim zdaniem większość z nich jest w błędzie. Dla gospodarki wielkość luzowania nie będzie mieć aż tak dużego znaczenia. Sama decyzja może jednak podpowiedzieć rynkowi w jaki sposób Rezerwa Federalna ocenia stan gospodarki i czego oczekuje w najbliższej przyszłości.

Bez wątpienia Fed musi zacząć działać. Wskazują na to dane. Stopa inflacji mierzona deflatorem wydatków konsumpcyjnych z wyłączeniem żywności i energii (core PCE), spadła o 3 punkty procentowe od najwyższego poziomu na początku 2022 r. do 2,6 proc. obecnie. W nadchodzących miesiącach ten trend powinien zostać utrzymany. Z kolei wzrost płac, który ma decydujący wpływ na ceny usług, również wyraźnie spowolnił. Prognozy wskazują, że wiosną 2025 r. inflacja bazowa prawdopodobnie będzie tylko nieznacznie powyżej celu Fed wynoszącego 2 proc.. Jednocześnie rynek pracy wykazuje coraz większe oznaki słabości. W ciągu trzech miesięcy do sierpnia liczba osób zatrudnionych wzrosła średnio o jedynie 116 tysięcy, w porównaniu ze wzrostem o ponad 200 tysięcy na początku roku. Stopa bezrobocia urosła z 3,4 proc. w kwietniu 2023 r. do 4,2 proc. w sierpniu. Sytuacja nie jest jednak katastrofalna, pogorszenie sytuacji postępuje sukcesywnie i brakuje nagłych tąpnięć.

W tym momencie Fed dostrzega obecnie większe ryzyko dla części swojego mandatu dotyczącej zatrudnienia. Wcześniej przez długi okres uwaga była skoncentrowana na walce z inflacją. Ta zmiana priorytetów została wyraźnie zaznaczona podczas ostatniego sympozjum bankierów centralnych w Jackson Hole w Górach Skalistych.

Posiedzenie wrześniowe to nie tylko sama decyzja o koszcie pieniądza. To również czas publikacji zaktualizowanych prognoz. Otrzymamy zatem nowy „dot chart”, który prawdopodobnie ulegnie znacznej zmianie. Przypomnijmy, że w czerwcu bank centralny zakładał, że w tym roku dojdzie do jednego cięcia o 25 pb. a w kolejnych latach (2025-2026 ) koszt pieniądza zostanie obniżony łącznie o 100 punktów bazowych. Aktualnie rynek wycenia, że do końca roku redukcja łącznie wyniesie 100 pb. Od tego, jak bardzo zmieni się wykres kropkowy, będzie zależeć również siła rynkowej reakcji.

Tak jak podkreślałem wielokrotnie, obniżka o 50 punktów bazowych mogłaby być dla wielu inwestorów dowodem na to, że Fed naprawdę martwi się o gospodarkę i być może zbyt długo zwlekał ze zmianą stóp procentowych. Powell raczej nie będzie chciał sprawiać takiego wrażenia. Zakres i tempo dalszych cięć będą zależeć od danych gospodarczych publikowanych w nadchodzących miesiącach. Fed prawdopodobnie będzie chciał zachować pewnego rodzaju elastyczność w swoich działaniach, a pierwsza zmiana o 50 pb mogłaby spowodować, że narosłaby presja na dalsze kroki tej samej lub wyższej skali.

Dziś w centrum uwagi znajdzie się sprzedaż detaliczna, która pokaże siłę amerykańskiego konsumenta. Czy może ona jednak wpłynąć na postrzeganie rynku odnośnie działań Fed-u, raczej jest na to mała szansa. Prognozy wskazują na pogorszenie sytuacji, ale raczej pojedyncza publikacja, na dzień przed ogłoszeniem decyzji, nie spowoduje, że bankierzy centralni zmienią swoje zdanie. Uważam, że zmienność rynkowa będzie umiarkowana.

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

Czas na cięcia w USA właśnie nadszedł

Prezes Powell w zasadzie potwierdził, że nadszedł czas na rozpoczęcie wyczekiwanego cyklu rozluźniania polityki monetarnej Fedu, środa przyniesie więc obniżkę stóp procentowych. Niewiadomą stanowi jej skala – rynek widzi szansę na duży ruch o 50 pb. Naszym zdaniem byłaby to zbyt gwałtowna reakcja, która mogłaby wzbudzić obawy o perspektywy wzrostu gospodarczego. Oczekujemy cięcia o 25 pb. do 5,00–5,25%.

Kluczowe punkty:

  • Fed obniży stopy procentowe po raz pierwszy od 2020 r.
  • Przygotowujemy się na cięcie o 25 pb. do 5,00–5,25%.
  • Rynek pracy w USA się ochładza, nie widać jednak oznak zbliżającej się recesji.
  • Rewizja dot plotu w dół wydaje się nieunikniona.
  • Uważamy, że Fed zasugeruje trzy cięcia w 2024 r. i cztery lub pięć w 2025 r.
  • Głównym ryzykiem dla USD jest duży ruch o 50 pb.

Podczas lipcowego posiedzenia FOMC oficjele z Rezerwy Federalnej jasno dali rynkom do zrozumienia, że cięcia są blisko. W oświadczeniu wprowadzono szereg gołębich zmian, a podczas konferencji prasowej prezes Jerome Powell wskazał, że decydenci przyjmują bardziej zrównoważoną postawę wobec podwójnego mandatu (dbania o właściwy poziom inflacji i pełne zatrudnienie) i przywiązują większą wagę do stanu rynku pracy. Od tamtego czasu obserwujemy dalsze jego ochłodzenie. Co więcej, podczas wystąpienia na corocznym sympozjum w Jackson Hole w sierpniu Powell zasadniczo potwierdził, że we wrześniu dojdzie do cięcia.

Rynek pracy w USA się ochładza, ale brak oznak recesji

Pytaniem dla rynków nie jest więc już to, czy Fed obniży stopy procentowe w tym miesiącu, ale o ile. Cały czas uważamy, że głosy o ruchu o 50 pb. są przesadzone. Choć warunki na rynku pracy wyraźnie się pogorszyły, a inflacja dąży do celu 2%, nie widzimy dowodów, że doprowadzi to do masowych zwolnień lub recesji w USA. Uważamy również, że Fed będzie ostrożny, by nie wywołać na rynkach paniki. Większe cięcie mogłoby zasygnalizować inwestorom nie tylko, że Fed jest spóźniony, ale też, że dostrzega większe zagrożenie dla perspektyw wzrostu, niż komunikował wcześniej.

W pewnym momencie po publikacji lipcowego raportu NFP (non-farm payrolls) uczestnicy rynku niemal w pełni wyceniali obniżkę stóp procentowych o 50 pb. we wrześniu. Wydaje się jednak, że napływające od tamtego czasu dane znacznie ograniczyły taką możliwość. Sierpniowy raport z rynku pracy był rozczarowujący. W ubiegłym miesiącu przyrost miejsc pracy wyniósł 142 tys. względem konsensusu 160 tys., a 3-miesięczna średnia krocząca spadła do najniższego poziomu od czerwca 2020 r. (116 tys.). Widoczna jest jednak dychotomia między badaniami gospodarstw domowych i przedsiębiorstw, jako że stopa bezrobocia zgodnie z oczekiwaniami spadła do 4,2%, a wzrost średnich zarobków przyspieszył do 3,8%.

Wykres 1: Zmiana zatrudnienia w sektorach pozarolniczych w USA (2022 – 2024)

Wykres 1: Zmiana zatrudnienia w sektorach pozarolniczych w USA (2022 – 2024)

Źródło: LSEG Datastream Data: 13.09.2024

Uważamy, że inflacja w sierpniu, choć zgodna z potrzebą rozluźniania polityki monetarnej, nie była na tyle niska, by skłonić Fed do większego ruchu. Jej główna miara spadła do najniższego poziomu od lutego 2021 r. (2,5%), bazowa utrzymała się jednak na poziomie z lipca (3,2%) i odnotowała większy od oczekiwań wzrost w skali miesiąca: +0,3% to najszybsze tempo wzrostu cen od czterech miesięcy. Naszym zdaniem oznacza to, że większy ruch jest dużo mniej prawdopodobny, i podtrzymujemy opinię, że Fed obniży w tym tygodniu stopę fed funds o 25 pb. do poziomu 5,00–5,25%.

Wykres 2: Inflacja w USA (2014 – 2024)

Wykres 2: Inflacja w USA (2014 – 2024)

Źródło: LSEG Datastream Data: 13.09.2024

Dot plot ulegnie istotnej rewizji

Uczestnicy rynku wciąż jednak mają wątpliwości dotyczące skali ruchu. Na początku obecnego tygodnia szacowane przez nich prawdopodobieństwo cięcia o 50pb. wzrosło do ponad 60%. Biorąc to pod uwagę, dla dolara znaczenie będą miały zarówno sama decyzja, jak i komunikaty Fedu, a szczególnie rewizja dot plotu. Na czerwcowym posiedzeniu, kiedy opublikowano ostatnie kwartalne podsumowanie projekcji, przeciętny członek Komitetu zakładał zaledwie jedną obniżkę o 25 pb. do końca roku i cztery w 2025 r. Biorąc pod uwagę skalę ochłodzenia na amerykańskim rynku pracy i dalsze postępy na froncie inflacyjnym, rewizja mediany w dół w tym tygodniu jest nie tylko prawdopodobna, ale niemal nieunikniona.

Wykres 3: Dot plot FOMC (czerwiec 2024)

Wykres 3: Dot plot FOMC (czerwiec 2024)

Źródło: LSEG Datastream Data: 13.09.2024

Spodziewamy się dość dużej zmiany w zakresie sygnalizowanych oczekiwanych stóp zarówno w 2024 r., jak i, tym bardziej, w 2025 r. Uważamy, że mediana stóp procentowych na ten rok zostanie zrewidowana w dół i będzie wskazywać na w sumie trzy cięcia o 25 pb., czyli jeszcze dwa po wrześniowym posiedzeniu. Ścieżka stóp w 2025 r. jest mniej wyraźna. Spodziewamy się zwężenia różnicy między poglądami Fedu i rynkowymi, nie wierzymy jednak, że będą one w pełni zgodne – wyceny rynkowe wskazują obecnie na stopę fed funds na poziomie poniżej 3% na koniec przyszłego roku. Nie będziemy zaskoczeni, jeśli Fed podtrzyma plan cięć co mniej więcej kwartał w 2025 r., co skutkowałoby medianą wskazującą na 3,375% lub 3,625% na koniec przyszłego roku.

Sam Powell raczej nie wywoła zbytniego poruszenia podczas konferencji prasowej i może w większości powtórzyć komunikaty z sympozjum w Jackson Hole. Prawdopodobnie da rynkom jasno do zrozumienia, że nadchodzą dodatkowe cięcia, i może zasugerować, że każde z posiedzeń w tym roku może przynieść zmianę stóp. Sądzimy jednak, że Powell prędzej rozczaruje rynki. W kontraktach futures obecnie wyceniane jest ponad 115 pb. obniżek do końca roku. Wydaje się to nadmierne, szczególnie biorąc pod uwagę komunikaty członków FOMC, w tym Bowman, Wallera i Harkera, którzy zasugerowali, że Fed powinien obniżać stopy stopniowo.

Ruch o 50 pb. to ryzyko dla dolara

Uważamy, że o ile Fed może być lekko spóźniony z cięciami stóp procentowych, o tyle warunki nie są tak złe, by trzeba było działać gwałtownie. Nie spodziewamy się ruchu o 50pb., nie sądzimy też, że FOMC jest gotowy na zrównanie swoich oczekiwań z rynkowymi. Obecnie spodziewamy się trzech cięć po 25 pb. w tym roku (we wrześniu, listopadzie i grudniu) oraz, w zależności od napływających danych, czterech lub pięciu w 2025 r.

Wszelkie sugestie, że stopniowe obniżanie stóp procentowych pozostaje bazowym scenariuszem Fedu, mogą wesprzeć dolara w krótkim terminie, szczególnie biorąc pod uwagę gołębie wyceny rynkowe. Jednocześnie komunikaty podkreślające zwiększone obawy w kontekście rynku pracy i wskazujące, że konieczne mogą być cięcia na każdym posiedzeniu przez długi czas w 2025 r., mogą wywołać ponowną wyprzedaż amerykańskiej waluty. Głównym negatywnym scenariuszem dla dolara byłoby natychmiastowe cięcie stóp o 50pb., którego z pełnym przekonaniem nie można całkowicie wykluczyć.

Decyzja w sprawie polityki FOMC zostanie ogłoszona w środę (18.09) o godz. 20.00, a konferencja prasowa prezesa Powella rozpocznie się 30 minut później.

Autorzy: Matthew Ryan, CFA – szef działu analiz rynkowych Ebury

Zwrot Fed i pauza Banku Anglii

Po ubiegłotygodniowej decyzji EBC o obniżce stóp w strefie Euro w tym tygodniu spodziewamy się podobnej decyzji FED, kończącej najostrzejszy od dziesięcioleci okres zaostrzenia polityki pieniężnej w USA. BoE zapewne wstrzyma się tym razem z podobną decyzją, ale… obniżył stopy w sierpniu, a kolejne cięcia spodziewane są od listopada.

• Fed: zwrot, na który wszyscy czekaliśmy. Po najostrzejszym zaostrzeniu polityki pieniężnej od dziesięcioleci, Fed ma w tym tygodniu obniżyć stopy procentowe o 25 pb. Sierpniowy wskaźnik CPI potwierdził spadek inflacji, podczas gdy stopa bezrobocia znajduje się na ścieżce wzrostu do 5% w kolejnych miesiącach, z 4,2% w sierpniu. Amerykańska gospodarka pozostaje jak dotąd niezwykle odporna, w czym pomaga luźna polityka fiskalna i silna imigracja, a także mocne bilanse przedsiębiorstw. Chociaż ryzyko recesji wzrosło, nadal spodziewamy się „miękkiego lądowania”. W tym kontekście Fed musi ostrożnie lawirować między ryzykiem pozostania w tyle a ryzykiem ponownego rozgrzania gospodarki. Allianz Trade spodziewa się wyważonego podejścia polegającego na kolejnych obniżkach stóp procentowych o 25 pb na każdym posiedzeniu, począwszy od tego tygodnia, co obniżyłoby stopę referencyjną Fed (górny zakres) do 3,5% w lipcu 2025 r. z 5,5% obecnie.

• Bank Anglii (BoE): przerwa, ale przy solidnej dynamice. Po pierwszej obniżce stóp procentowych w sierpniu, spodziewamy się, że BoE wstrzyma cykl luzowania na posiedzeniu w tym tygodniu, ponieważ inflacja ma ponownie wzrosnąć do +2,8% r/r w listopadzie w wyniku niekorzystnych efektów bazowych i podwyżki limitu cen energii Ofgem o +10% w październiku. Perspektywy inflacji powinny ponownie poprawić się od grudnia i w Allianz Trade spodziewamy się, że 2% cel inflacyjny zostanie osiągnięty na trwałe przed połową 2025 roku. W tym kontekście BoE prawdopodobnie obniży stopę bankową o 25 pb w listopadzie, pomijając grudzień, a następnie obniży o 25 pb na każdym posiedzeniu w 2025 r., zatrzymując się we wrześniu 2025 r., gdy osiągnie ona 3,25%.

Fed: zwrot, na który wszyscy czekaliśmy

Po najostrzejszym zaostrzeniu polityki pieniężnej od dziesięcioleci, długo oczekiwany zwrot wreszcie nadszedł: Amerykańska Rezerwa Federalna ma obniżyć stopy procentowe po raz pierwszy od marca 2022 roku. W obliczu słabnącej inflacji i słabnącego rynku pracy Fed powinien rozpocząć cykl łagodzenia polityki pieniężnej na kolejnym posiedzeniu w dniach 17-18 września. Sierpniowy odczyt CPI wskazał, że inflacja jest obecnie znacznie poniżej 3% w ujęciu rok do roku (na poziomie +2,5%). W międzyczasie stopa bezrobocia znajduje się na wyraźnej trajektorii wzrostowej, a ankieta Conference Board „Jobs hard to get” sugeruje, że w nadchodzących miesiącach wzrośnie ona jeszcze bardziej, zbliżając się do 5% z 4,2% w sierpniu (wykres 1, po lewej). Obniżka w tym tygodniu będzie pierwszą po tym, jak Fed agresywnie podnosił stopy procentowe w okresie od marca 2022 r. do lipca 2023 r., utrzymując je od tego czasu na wysokim poziomie. Stopa funduszy Fed wzrosła o +10 punktów procentowych od marca 2022 r. w ujęciu skorygowanym o inflację, co oznacza, że był to najszybszy cykl zacieśniania w historii, znacznie przekraczający poprzednie rekordowe lata 2004 i 1972 (wykres 1, po lewej). Niemniej jednak amerykańska gospodarka pozostała jak dotąd wyjątkowo odporna. W rzeczywistości, poza słabnącym rynkiem pracy, gospodarka nadal nie wykazuje oznak szeroko zakrojonej słabości, w czym pomaga luźna polityka fiskalna i silna imigracja, a także siła bilansów przedsiębiorstw. Stosunek płatności odsetkowych netto do zysków po opodatkowaniu spada nawet w przypadku przedsiębiorstw niefinansowych pomimo podwyższonych stóp procentowych, co jest trendem odbiegającym od poprzednich epizodów zacieśniania polityki pieniężnej (wykres 2, po prawej) . Ogólnie rzecz biorąc, w 3. kwartale 2024 r. Allianz Trade prognozuje wzrost PKB Stanów Zjednoczonych na solidnym poziomie +2,3% w ujęciu rocznym (po +3,0% w 2. kwartale 2024 r.).

Wykres 1: Stopa bezrobocia (%, po lewej) i zatrudnienie a wzrost siły roboczej (tys., miesięcznie)1 Stopa bezrobocia 1 Stopa bezrobocia 2

Źródła: LSEG Workspace, Allianz Research

Allianz Trade spodziewa się kolejnych obniżek stóp procentowych o 25 pb na każdym posiedzeniu od tego tygodnia, ponieważ Fed równoważy słabnący rynek pracy i wciąż odporną gospodarkę. Stopa Fed powinna osiągnąć 3,5% w lipcu 2025 roku. Słabnący rynek pracy i niższa inflacja mogą skłonić niektórych przedstawicieli FOMC do coraz większego nacisku na obniżki stóp procentowych o 50 pb, a nie o 25 pb, które prognozujemy na każdym posiedzeniu do lipca 2025 roku. Rynek pracy nie jest jednak tak słaby, jak wydaje się na pierwszy rzut oka. Wskaźnik zwolnień prywatnych pozostaje bardzo niski, podczas gdy tygodniowa liczba nowych bezrobotnych nie jest szczególnie wysoka (na poziomie około 230-250 tys.) w porównaniu do 2023 roku. Krótko mówiąc, amerykańskie firmy nie zwalniają pracowników, co byłoby niepokojącym sygnałem poprzez negatywny wpływ na zaufanie i niższe wydatki konsumentów. Co więcej, wzrost zatrudnienia jest niewielki, ale nie wprost słaby, zgodnie z badaniem przedsiębiorstw (wykres 1, po prawej). Wzrost siły roboczej był silny, częściowo napędzany przez gwałtowny wzrost imigracji. Przyczyniło się to do wzrostu stopy bezrobocia. Wszystko to sugeruje, że rosnąca stopa bezrobocia jest głównie tłumaczona przez nowe osoby dołączające na rynek pracy, a nie przez zwolnionych pracowników i słabnący popyt. W tym środowisku Fed musi ostrożnie stąpać między ryzykiem pozostania za krzywą (zbyt długiego stosowania restrykcji) a ryzykiem ponownego rozgrzania gospodarki i nadmiernego złagodzenia warunków finansowych w kontekście solidnych bilansów przedsiębiorstw poprzez zbyt szybkie poluzowanie. Dlatego też Allianz Trade spodziewa się wyważonego podejścia polegającego na kolejnych obniżkach stóp procentowych o 25 pb na każdym posiedzeniu rozpoczynającym się w tym tygodniu, co sprowadziłoby stopę funduszy Fed (górny zakres) do 3,5% w lipcu 2025 r. .

Wykres 2: Skorygowana o inflację stopa funduszy Fed (po lewej) i płatności odsetkowe netto/zysk po opodatkowaniu (po prawej)

2 Skorygowana o inflację stopa funduszy Fed 2 Skorygowana o inflację stopa funduszy Fed

Źródła: LSEG Workspace, Allianz Research. *Lewy wykres: 0 = miesiąc pierwszej podwyżki stóp procentowych, odchylenie realnych stóp procentowych w pp; Prawy wykres: t = kwartał pierwszej podwyżki stóp procentowych, indeksowany na poziomie 100, odchylenie wskaźnika płatności odsetkowych netto. Kropkowane linie pokazują zmienną po cyklu zacieśniania (kiedy Fed zaczyna obniżać stopy procentowe).

Bank Anglii: przerwa, ale przy solidnej dynamice

Po pierwszej obniżce stóp procentowych w sierpniu, spodziewamy się, że Bank Anglii (BoE) wstrzyma cykl luzowania na posiedzeniu w tym tygodniu, ponieważ inflacja ma ponownie wzrosnąć. BoE obniżył w sierpniu stopę procentową o 25 pb do 5% w związku ze słabnącą presją inflacyjną, przy czym inflacja CPI w ujęciu rok do roku (r/r) osiągnęła cel 2% zarówno w czerwcu, jak i lipcu, a wzrost płac nadal słabnie. Bank ostrzegł wtedy jednak również przed ryzykiem ponownego wzrostu inflacji w średnim okresie, a decyzja (o wstrzymaniu się) była bliska, przy niewielkiej tylko większości pięciu członków RPP głosujących za obniżką stóp procentowych wobec czterech głosujących przeciw. W nadchodzących miesiącach spodziewamy się, że roczna inflacja wzrośnie do około +2,8% r/r w listopadzie , ponieważ i) niekorzystne efekty bazowe będą nadal występować w ostatnich miesiącach 2024 r. i na początku 2025 r. oraz ii) limit cen energii Ofgem wzrośnie o +10% (z 1 568 GBP do 1 717 GBP rocznie) w październiku. Prognoza ta jest zgodna z wynikami ankiet biznesowych dotyczących cen produkcji (wykres 3).

Wykres 3: Inflacja CPI w Wielkiej Brytanii i złożone ceny produkcji PMI

3 Inflacja CPI w Wielkiej Brytanii

Źródła: LSEG Workspace, Allianz Research

W tym kontekście spodziewamy się jednej obniżki stóp procentowych w listopadzie i osiągnięcia docelowej stopy referencyjnej na poziomie 3,25% do września 2025 roku. Od końca 2024 r. a najpóźniej początku 2025 r. perspektywy inflacji powinny ponownie zacząć się poprawiać, a od marca/kwietnia 2025 r. spodziewamy się osiągnięcia w sposób trwały celu 2%. Warto zauważyć, że wzrost płac ostatnio znacznie spadł, a trzymiesięczna średnia ruchoma tygodniowych zarobków spadła do +4,0% r/r w lipcu, z +4,6% w czerwcu. Co więcej, inflacja cen usług na poziomie +5,2% r/r w lipcu pozostaje zbyt wysoka z punktu widzenia BoE, ale ankiety biznesowe wskazują, że oczekiwania firm dotyczące cen sprzedaży osiągnęły swój historyczny zakres; oczekiwać można, że inflacja w usługach szybko się unormuje do końca 2024 r. i pierwszej połowy 2025 r., ponieważ popyt na usługi konsumenckie powinien ulec dalszemu spowolnieniu. Ogólnie rzecz biorąc, dynamika gospodarcza w UK była w tym roku solidna (po słabym 2023 r.), wspierana przez ożywienie w sektorze budowlanym i lepsze nastroje (oczekiwania) przedsiębiorców (wykres 4). Rzeczywiście, warunki finansowania uległy złagodzeniu przed rozpoczęciem cyklu luzowania przez BoE. Impuls kredytowy, który mierzy zmianę przepływów kredytów prywatnych i wyprzedza o rok wzrost PKB, zaczął się odradzać, od kwietnia będąc na plusie – po raz pierwszy od marca 2021 roku. Wreszcie, BoE z pewnością będzie ostrożny co do perspektyw wzrostu płac, biorąc pod uwagę niedawną serię ponadinflacyjnych podwyżek płac w sektorze publicznym uzgodnionych przez rząd latem. W tym kontekście Allianz Trade uważa, że BoE przyjmie powolny cykl luzowania, równoważąc normalizację inflacji i ryzyko przegrzania warunków finansowych. Oczekujemy, że obniży stopę bankową o 25 pb w listopadzie, pominie grudzień, a następnie obniży o 25 pb na każdym posiedzeniu w 2025 r., zatrzymując się we wrześniu 2025 r., gdy osiągnie 3,25%, co jest opartą na rynkach finansowych miarą neutralnej stopy procentowej w Wielkiej Brytanii (wykres 5).

Wykres 4: Prognoza brytyjskiego PKB i jego składniki opracowana przez Allianz Research
4 Prognoza brytyjskiego PKB i jego składniki opracowana przez Allianz Research
Źródła: LSEG Workspace, Allianz Research

Wykres 5: Prognozy stóp procentowych Allianz Research (%)
5 Prognozy stóp procentowych Allianz Research
Źródła: LSEG Workspace, Allianz Research. * Trzyletnia średnia krocząca trzyletniej stopy forward, roczna stopa procentowa

Złoto lśni i bije kolejne rekordy. A przed nami obniżki stóp w USA

Uncja królewskiego kruszcu kosztuje już prawie 2 600 dolarów, a wkrótce cena może być jeszcze wyższa. W najbliższych dniach amerykański Fed najprawdopodobniej w końcu obniży stopy procentowe w USA, a coraz więcej wskazuje na to, że będzie to radykalne cięcie.

W minionym tygodniu – po raz siódmy w tym roku – cena złota pobiła rekord, przekraczając 2 550 USD/oz. Tak rynek zareagował na obniżkę stóp procentowych przez Europejski Bank Centralny. Kolejne ATH złoto zanotowało także w złotówce, zbliżając się do bariery 9 940 zł za uncję. Od wzrostów zaczął się też nowy tydzień – w poniedziałek 16 września cena SPOT uncji królewskiego kruszcu wzniosła się ponad 2 580 dolarów.

Złoto na kursie wzrostowym

Prognozy dla złotego metalu są jeszcze bardziej optymistyczne. Największe banki na świecie, jak Goldman Sachs, UBS czy ING, są dość zgodne i przewidują, że w przyszłym roku złoto sięgnie 2 700 dolarów za uncję. Zdaniem Goldman Sachs, stanie się to już na początku 2025 roku, z kolei analitycy ING zakładają, że tyle będzie wynosić średnia cena uncji na przestrzeni całego roku.

Podobnie sądzi David Oxley z Capital Economics – największego niezależnego dostawcy analiz ekonomicznych, który podniósł swoją prognozę cen złota na 2025 rok do poziomu 2 750 USD za uncję, a stało się to jeszcze przed ubiegłotygodniowym rekordem. Nie oznacza to jednak, że kruszec będzie nieustannie rósł, możliwa jest nawet głębsza korekta, po której nastąpi jednak odbicie. Zatem trend rosnący zostanie zachowany.

Głównym powodem wzrostowej tendencji ceny złota będą cięcia stóp procentowych. Już za chwilę, 18 września, najprawdopodobniej zrobi to amerykański Fed. Wszyscy zastanawiają się, jak głęboka będzie to obniżka, bo po ubiegłotygodniowej decyzji EBC i nowych danych inflacyjnych z USA, wedle FedWatch Tool, obecnie prawdopodobieństwo radykalnej obniżki, aż o 50 punktów bazowych, wynosi już 59%.

Banki centralne tną stopy i kupują kruszec

Obniżki planują także inne banki centralne z całego świata. W fazie obniżek jest choćby Narodowy Bank Szwajcarii, który w czerwcu obniżył stopy procentowe. W podobnym procesie aktualnie znajduje się Narodowy Bank Anglii. Innymi słowy, europejskie banki osłabiają swoją walutę, uważając, że sytuacja tego wymaga i mogą sobie na to pozwolić ze względu na opanowaną inflację.

Z taką decyzją wstrzymuje się z kolei Narodowy Bank Polski, bo w naszym kraju inflacja rośnie, co ma związek ze zniesieniem dużej części wprowadzonych kilka lat temu osłon. A przed nami sezon zimowy, czyli okres wysokich opłat za energię. Szczyt inflacji – według analityków – przypadnie na początek przyszłego roku. A potem ceny powinny zacząć spadać i mogą rozpocząć się rozmowy o obniżce stóp. Na razie nie ma o tym mowy.

Banki centralne wciąż będą również zwiększać swoje zasoby złota. O takim zamiarze poinformowało m.in. rosyjskie Ministerstwo Finansów. Tamtejszy bank centralny, który w tym roku kupił do tej pory zaledwie 4 tony kruszcu, we wrześniu planuje pokaźne zakupy, dywersyfikując w ten sposób swoje rezerwy walutowe i inwestując w kruszec nadwyżki pochodzące ze sprzedaży ropy naftowej.

Michał Tekliński, ekspert rynku złota Goldsaver.pl, Grupa Goldenmark

Kurs dolara traci po wzroście zakładów za obniżką o 50 pb.

Pierwsza od 2020 r. obniżka stóp procentowych w USA będzie dla rynków na całym świecie przełomowym wydarzeniem. Kluczowe pytanie stanowi obecnie jej wielkość. Rynki wciąż zwiększają zakłady za dużym ruchem Fedu (o 50 pb.) w tym tygodniu, obecnie do ponad 60%. Naszym zdaniem wycena ta jest nadmierna – spodziewamy się cięcia o 25 pb. W związku z tym możliwe jest taktyczne umocnienie się dolara w krótkim terminie.

Kluczowe punkty:

  • EBC zgodnie z oczekiwaniami obniżył stopy procentowe; dał również do zrozumienia, że raczej nie planuje ciąć stóp w październiku.
  • Fed ma dokonać w tym tygodniu pierwszej z serii obniżek – pytaniem pozostaje, jaka będzie jej skala.
  • BoE utrzyma stopy procentowe na niezmienionym poziomie.
  • Złoty pozostaje w trendzie bocznym, zależny od bodźców zewnętrznych.

W ubiegłym tygodniu inwestorzy zwiększyli zakłady za cięciem o 50 pb., w wyniku czego dolar osłabił się względem większości pozostałych walut G10. Aktywa ryzykowne na świecie zyskiwały, a najważniejsze indeksy giełdowe znalazły się blisko rekordowych wartości. Najlepiej radziły sobie waluty Ameryki Łacińskiej, w tym peso chilijskie, kolumbijskie i meksykańskie, oraz jen japoński, który w ostatnim czasie stał się niezwykle wrażliwy na stopy procentowe w USA. Złoty kontynuował ruch w trendzie bocznym.

W tym tygodniu rynki skupią się na wrześniowym posiedzeniu Rezerwy Federalnej (środa 18.09). Kluczowe jest oczywiście, czy dojdzie do cięcia o 25, czy 50 pb. Bez względu na skalę ruchu ciekawość wzbudzą także dot plot, nowe projekcje gospodarcze oraz konferencja prasowa prezesa Jerome’a Powella. W czwartek (19.09) odbędzie się posiedzenie Banku Anglii – zgodnie z konsensusem ze względu na uporczywą inflację i odporny popyt w Wielkiej Brytanii nie dojdzie do zmiany stóp procentowych.

PLN

W ostatnich dniach kurs EUR/PLN sięgnął w pewnym momencie 4,30, tydzień zakończył jednak na niemal niezmiennym poziomie względem jego początku. Złoty radził sobie tym samym lepiej niż pozostałe waluty regionu. Powodzie w południowo-zachodniej Polsce nie mają jak dotąd istotnego wpływu na rynek walutowy, a uwaga skupia się na wiadomościach spoza kraju.

W tym tygodniu w kalendarzu dzieje się nieco więcej, a szczególnie istotne będą publikowane w czwartek (19.09) sierpniowe dane z rynku pracy i odczyt produkcji przemysłowej. Najważniejsze dla polskiej waluty będzie jednak najpewniej posiedzenie Rezerwy Federalnej, stanowiące w pewnym stopniu drogowskaz dla banków na całym świecie, w tym dla NBP.

EUR

W ubiegłym tygodniu Europejski Bank Centralny zgodnie z oczekiwaniami obniżył stopy procentowe i zapewnił niewiele informacji dotyczących dalszej ich ścieżki. Zasugerował przy tym, że kolejne cięcie na posiedzeniu w październiku jest mało prawdopodobne. Wyceny rynkowe zmieniły się po tym podobnie do tych dotyczących Fedu i obecnie zakładają ok. 30% prawdopodobieństwa takiego ruchu. Nie spodziewamy się jednak, że do niego dojdzie.

Kiepska produkcja przemysłowa zaważy na decyzji w mniejszym stopniu niż uporczywa inflacja i stosunkowo hojne ustalenia płacowe, jako że problemy niemieckiego sektora przemysłowego są strukturalne i nie są ściśle związane z poziomem stóp procentowych.

USD

Dynamika cen w USA była wyższa od oczekiwań – jej miara bazowa wzrosła drugi miesiąc z rzędu, o 0,28%. Preferowana przez nas 3-miesięczna średnia krocząca inflacji bazowej przestała spadać i rośnie, przy czym wciąż pozostaje blisko celu Fedu.

Rynki ignorują jednak te odczyty i kolejne dowody, że pogorszenie na rynku pracy nie jest znaczne, i zwiększają wciąż zakłady za dużym ruchem Fedu w tym tygodniu, obecnie do ok. 60%. Naszym zdaniem wycena ta jest nadmierna. Spodziewamy się cięcia o 25 pb. i uważamy w związku z tym, że możliwe jest taktyczne umocnienie się dolara w krótkim terminie.

GBP

Spodziewamy się bardzo aktywnego tygodnia w handlu funtem. W środę (18.09) opublikowany zostanie raport inflacyjny za sierpień, w czwartek (19.09) odbędzie się zaś posiedzenie Banku Anglii – naszym zdaniem odstęp między tymi wydarzeniami jest zbyt mały, by pierwsze mogło mieć znaczący wpływ na drugie. Ekonomiści są niemal pewni, że stopy procentowe zostaną utrzymane na niezmienionym poziomie, rynki wyceniają jednak ok. 20% prawdopodobieństwa, że cięcie nastąpi.

Autorzy: Enrique Díaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk, Eduardo Moutinho, Itsaso Apezteguia, Michał Jóźwiak – analitycy Ebury

Ropa i złoto w górę – odbicie na rynkach surowców, inflacja w Polsce bez niespodzianek

W ostatnich dniach na wielu surowcach byliśmy świadkami wyraźnego odbicia. Co ciekawe, rośnie jednocześnie ropa i złoto, choć zwykle jeden z tych surowców lubi dobre, a drugi złe czasy. Inflacja w Polsce bez niespodzianek.

Odbicie cen ropy

Na rynek wraca jakaś namiastka optymizmu. Od wtorku trwa odbicie cen ropy naftotwej. Surowiec ten jest silnie powiązany z koniunkturą na świecie. Wygląda więc na to, że albo mamy dłuższą korektę poprzednich spadków, albo naprawdę rośnie optymizm co do sytuacji gospodarczej. Warto zwrócić uwagę, że w USA rośnie liczba aktywnych wież wiertniczych, co pokazuje, że oczekiwania na przyszłość muszą być optymistyczne. W tym przypadku ważny jest również próg cenowej opłacalności produkcji. Nie wszystkie źródła mają tak niskie koszty wydobycia jak państwa Zatoki Perskiej. W rezultacie cena spadająca poniżej 70 dolarów mogła doprowadzić do braku ekonomicznego sensu wydobycia.

Złoto cały czas na szczytach

Od czwartkowej decyzji Europejskiego Banku Centralnego inwestorzy patrzą bardzo przychylnie na złoto. Polska waluta też ma się dobrze, ale to kruszec jest głównym beneficjentem. Wydawało się, że po czwartkowym wybiciu szybko zobaczymy korektę tego ruchu. Ta jednak nie nadeszła. Złoto wybija jednak codziennie nowy rekord wszechczasów. Nie są to gigantyczne zmiany, ale widać, że inwestorzy bardzo polubili się z tym metalem szlachetnym. Zwyczajowo złoto było wybierane jako inwestycja w trudnych czasach, dodatkowo – jako że kruszec nie wypłaca odsetek – mniej lubi się z wysokimi stopami procentowymi. Nie może zatem dziwić, że przy gwałtownie spadających stopach i złych danych z gospodarki inwestorzy przychylniej spojrzeli na ten surowiec. Z drugiej strony lepsze dane z rynku ropy stawiają ten drugi element pod znakiem zapytania.

Ceny bez niespodzianek

W piątek poznaliśmy finalny odczyt inflacji w Polsce. Jest to weryfikacja wstępnych danych podanych na podstawie niepełnej wówczas informacji. Bardzo często się jednak zdarza, że te wstępne dane są wystarczająco dobrej jakości. Tak też było w sierpniu. Wstępny odczyt również wynosił 4,3%. Przyspieszenie tempa wzrostu cen to efekt urealnienia cen energii, które były sztucznie utrzymywane na niższym poziomie. Niestety, tak jak pewne programy osłonowe pomagały nam przejść spokojniej przez najtrudniejsze czasy, tak teraz ich likwidacja daje bolesne skutki.

Dzisiaj dzień wolny w Chinach i Japonii, a w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:00 – Polska – wskaźnik inflacji bazowej,

14:30 – USA – Indeks NY Empire State.

Maciej Przygórzewskigłówny analityk w InternetowyKantor.pl

Akcje PZU pod presją – najniższe notowania od października 2023 r.

Akcje PZU tracą 13% po otwarciu poniedziałkowej sesji w związku z odcięciem dywidendy oraz powodziami na południu i zachodzie Polski. Spółka jest obecnie notowana na poziomie najniższym od października 2023.

Walory kluczowej w Polsce spółki ubezpieczeniowej notowane są dzisiaj bez prawa do wynoszącej 4,34 zł za akcję dywidendy. Odcięcie więc implikuje ponad 9% spadek względem piątkowej ceny zamknięcia, wywołując uzasadnioną presję spadkową na walorach. Spadki pogłębiają się dodatkowo w obliczu tragicznych wydarzeń na południu i zachodzie Polski.

Prezes zarządu PZU, po konsultacjach z ministrem spraw wewnętrznych Tomaszem Siemoniakiem, zapowiada maksymalne uproszczenie procedury wypłacania odszkodowań, umożliwiając w wielu przypadkach wypłatę środków już w ciągu jednego dnia. “W szacowaniu strat i likwidacji szkód pomożemy szybko, gdy minie bezpośrednie zagrożenie życia i zdrowia” – mówi Jan Grzegorz Prądzyński.

Na ten moment trudno jest oszacować skalę zniszczeń, chociaż wydaje się, że te mogą iść w miliardach złotych. Z rynkowego punktu widzenia to właśnie sektor ubezpieczeniowy stawiany jest jako ten, który skutki tragedii powodziowych odczuje jako pierwszy. Warto jednak pamiętać, że dotknięte zostały również lokalne firmy logistyczne, rolnicze oraz placówki publiczne. Na ten moment do wiadomości publicznej została podana informacji o dwóch ofiarach śmiertelnych powodzi.

Wsparcie ofiarom zapowiedział również rząd. W niedzielę wieczorem premier Donald Tusk zlecił przygotowanie rozporządzenia wprowadzającego stan klęski żywiołowej. Rada ministrów przygotowuje dodatkowo środki na pomoc doraźną, które wypłacane będą przez gminy.

Sam wpływ powodzi na biznes PZU nie jest przesądzony. Mimo iż spółka może zmagać się ze zwiększoną presją na wypłacanie odszkodowań, to warto mieć na uwadze, że spółki ubezpieczeniowe często same zabezpieczają się (reasekurują) u zewnętrznych podmiotów na wypadek nieoczekiwanych zdarzeń, co chroni podmioty ubezpieczeniowe jak i samych klientów przez zwiększenie szans na faktyczne uzyskanie środków. Co więcej, warto zaznaczyć, że standardowy okres karencji ubezpieczeniowej wynosi 30 dni. W takim przypadku osoby, które o takie ubezpieczenia w ostatnim czasie wnioskowały, mogą ich nie otrzymać. W średnim terminie natomiast PZU oraz inni ubezpieczyciele mogą notować większe zainteresowanie produktami ubezpieczeniowymi ze strony społeczeństwa, co będzie miało pozytywny wpływ na wyniki spółek z tego sektora.

Walory PZU znajdowały się w silnym trendzie wzrostowym od sierpnia 2023 do lipca 2024, kiedy to miejsce miały liczne powodzie błyskawiczne, a sam 2023 był rokiem ekstremów klimatycznych na globalną skalę. W samej Europie odnotowano wówczas wzrost opadów o 7%, a straty spowodowane przez powodzie w tym okresie wycenia się na 11 mld euro.

Akcje PZU

Akcje PZU notowane są dzisiaj na najniższych poziomach od października ubiegłego roku i testują ważny punkt wsparcia wyznaczony przez 200-tygodniową, wykładniczą średnią kroczącą. Źródło: xStation

Autor: Mateusz Czyżkowski, analityk XTB

Tydzień decyzji banków centralnych: Fed, BoE, BoJ i Norges Bank

Po Europejskim Banku Centralny przychodzi czas na Fed, Bank Anglii, Japonii oraz Norwegii. Tydzień wydaje się być zatem interesujący. EBC obniżył stopy o 25 punktów bazowych, Fed ma rozpocząć cykl luzowania już w środę. Gdyby tego nie zrobił, byłoby to olbrzymie zaskoczenie dla rynku. Trwa przeciąganie liny, wciąż obserwujemy ścierające się spekulacje dotyczące tego czy będzie to ruch o 25 czy może o 50 punktów bazowych. Jednocześnie rynek zakłada, ze zarówno Bank Anglii, Norwegii oraz Japonii będą stabilizować aktualne parametry swojej polityki pieniężnej.

Początek tygodnia przynosi słabszego dolara i wzrost rynkowego prawdopodobieństwa cięcia o 50 punktów bazowych. Aktualnie wnosi ono ponad 60 proc. podczas gdy w połowie ubiegłego tygodnia było na poziomie lekko powyżej 30 proc. Ja jednak wciąż uważam, że Fed wybierze mniejszy ruch i będzie czekał na dalszy rozwój wydarzeń. Eurodolar wychodzi dziś rano powyżej 1,1100 i znajduje się obecnie w bezpośrednim konta GBPUSD. „Kabel” od czwartku ponownie zaczął kierować się w stronę północy i prawdopodobnie korekta spadkowa, która rozpoczęła się 2,5 tygodnia temu zakończyła się. Jeśli BoE utrzyma stopy a Fed jes obniży, dalsze wzrosty powinny być kontynuowane.

Norges Bank i Bank Anglii podejmą kolejne decyzje w czwartek. W obu przypadkach stopy procentowe prawdopodobnie pozostaną niezmienione, ponieważ ryzyko inflacyjne w obu krajach pozostaje przechylone w górę. O ile jednak decyzja Norges Banku będzie prawdopodobnie dość jednoznaczna (rynek nie wycenia żadnych zmian), o tyle sytuacja w Wielkiej Brytanii jest nieco inna. Według Bloomberga większość ekonomistów tutaj również nie spodziewa się żadnych zmian. Rynek wycenia jednak 25 proc. szans na obniżkę. Dzień wcześniej opublikowane zostaną dane dotyczące inflacji. Oczekiwany wzrost wskaźnika bazowego może być dodatkowy argumentem dla BoE do stabilizacji aktualnego poziomu, choć ostatnie słabe dane gospodarcze powodować mogą, że finalna decyzja nie będzie należeć do łatwych.

Tydzień zakończy Bank Japonii. Ciężko w tym momencie przewidzieć kolejne kroki. W czerwcu, kiedy rynek zakładał jastrzębie stanowisko, instytucja rozczarowała. W lipcu miało być nudno jednak BoJ zaskoczył podnosząc koszt pieniądza pierwszy raz od wielu lat. Konsensus nie zakłada zmiany we wrześniu, mimo, że można było spotkać się z wypowiedziami ze strony banku o chęci dalszego zacieśniania. Być może decydenci chcą jeszcze chwilę poczekać po sierpniowych zawirowaniach i odłożą decyzję na koniec roku lub początek przyszłego. Cykl podwyżek jest cały czas jednak wyceniany, ponieważ jen sukcesywnie zyskuje na wartości. Oczywiście dynamiczne spadki USD/JPY i położenie poniżej poziomu 140,00 to również efekt słabego dolara, jednak rynek zakłada, że nastąpił przełom w polityce Banku Japonii co powoduje, że dochodzi do zmiany trendu w relacji jena i amerykańskiej waluty.

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

PFR Ventures podpisało pierwsze umowy z funduszami w ramach programu FENG

PFR Ventures podpisało pierwsze cztery umowy z zespołami zarządzającymi funduszami venture capital w ramach programu Fundusze Europejskie dla Nowoczesnej Gospodarki (FENG). Nowe fundusze będą dysponować kapitałem o łącznej wartości ponad 250 mln PLN, z czego wkład PFR Ventures wynosi około 200 mln PLN. To środki, które zostaną wykorzystane na inwestycje w innowacyjne polskie start-upy.

Pierwsze fundusze venture capital, które otrzymają kapitał w ramach programu FENG to 24Ventures, Digital Ocean Ventures Starter, Hard2beat i Tar Heel Capital Pathfinder. Wszystkie cztery skorzystają z programu PFR Starter, skierowanego do zespołów zarządzających, które chcą wspierać innowacyjne przedsiębiorstwa na najwcześniejszym etapie rozwoju. Program zakłada inwestycje w fundusze venture capital, których ticket inwestycyjny wynosi do 5 mln PLN. Inwestycje dokonywane będą do końca 2029 roku. Następnie fundusze rozpoczną tzw. okres dezinwestycyjny, który potrwa kolejne 4 lata.

Nazwa funduszu Kapitalizacja (mln PLN) Wkład PFR Ventures/FENG (mln PLN)
24Ventures* 54 43
Digital Ocean Ventures Starter* 36 29
Hard2beat 84 56,5
Tar Heel Capital Pathfinder 82,5 65

*docelowa kapitalizacja może wzrosnąć w ramach tzw. second closing

24Ventures jest zarządzany przez doświadczonych managerów, wcześniej związanych z Satus Starter. Będzie on inwestował w młode spółki budujące produkty, które odpowiadają na długofalowe trendy, jak transformacja cyfrowa przedsiębiorstw, zmiany klimatyczne i społeczne. Fundusz planuje w okresie 4 lat zainwestować w 18 projektów o globalnym potencjale.

Digital Ocean Ventures Starter będzie finansować spółki z sektora FinTech oraz transformacji cyfrowej wspieranej AI. Fundusz został założony przez zespół związany wcześniej z sektorem bankowym, VC i technologami, a także doświadczeniem w venture buidlingu. Dzięki znajomość sektora finansowego i procesów transformacji cyfrowej, zespół będzie w stanie szybko weryfikować pomysły start-upów, a jednocześnie wspierać ich skalowanie.

Hard2beat
Hard2beat

Hard2beat to fundusz utworzony przez seryjnych przedsiębiorców i inwestorów technologicznych, planujących inwestować na wczesnym etapie w spółki DeepTech, pracujące nad rozwiązaniami opartymi o oprogramowanie. Misją Hard2beat jest wspieranie ambitnych i zdeterminowanych przedsiębiorców, którzy wiedzą, że budowanie biznesu to maraton, a nie sprint i są nastawieni na osiągnięcie długoterminowych celów.

Arkadiusz Seńko, Radosław Czyrko, THCP
Arkadiusz Seńko, Radosław Czyrko, THCP

Tar Heel Capital Pathfinder inwestuje w skalowalne globalnie biznesy technologiczne m.in. z obszarów AI, SaaS, Marketplace, CleanTech, EdTech, Medtech i Cybersecurity. Poza finansowaniem oferuje start-upom kompetencje technologiczne, biznesowe, marketingowe i dostęp do sieci potencjalnych partnerów biznesowych, które pozwalają przyspieszyć ich rozwój i wyprzedzić konkurencję. Fundusz ma w portfelu spółki takie jak Selmo, Wellbee, Teleradius i Multilango, a na koncie ma już m.in. wyjście ze spółki Primetric, którą kupił amerykański lider branżowy BigTime.

W 6 miesięcy przeprowadziliśmy trzy nabory i odebraliśmy blisko 100 ofert od zespołów zarządzających. Pierwsze cztery fundusze, które otrzymają nowy, unijny kapitał, prowadzone są przez osoby z doświadczeniem w inwestycjach venture capital i rozwijaniu technologicznych start-upów. Dwa z nich uczestniczyły w pierwszej edycji PFR Starter, a dwa to zupełnie nowe fundusze – komentuje Maciej Ćwikiewicz, prezes zarządu w PFR Ventures. – Od zawsze stawiamy wysoką, choć dostosowaną do początkujących zespołów, poprzeczkę. Dużo uwagi przykładamy do aspektów reputacyjnych. Cieszy mnie, że w nowej edycji programów widzimy istotną poprawę jakości składanych do nas wniosków. Na etapie pogłębionych analiz znajduje się jeszcze 12 ofert z trzech pierwszych naborów – dodaje.

Nowe środki z programu Fundusze Europejskie dla Nowej Gospodarki (FENG) pozwolą na zasilenie łącznie około 40 funduszy venture capital, w których wkład publiczny wyniesie 2,1 mld zł, a dodatkowe 1,1 mld zł dołożą inwestorzy prywatni. To kontynuacja działań prowadzonych w ramach Programu Operacyjnego Inteligentny Rozwój, w ramach których PFR Ventures alokowało do funduszy venture capital 1,5 mld zł. Z tych środków sfinansowano już blisko 400 projektów.

PFR Ventures to największy zarządzający funduszami funduszy w regionie Europy Środkowo-Wschodniej, który zapewnił kapitał łącznie dla ponad 80 funduszy VC i PE. Wspierają one polskie spółki na różnym etapie rozwoju: od innowacyjnych, zalążkowych projektów po tradycyjne firmy operujące już na międzynarodowym rynku. Do ich finansowania wykorzystujemy środki Unii Europejskiej oraz własne. W najbliższym czasie planujemy zwiększać nasze zaangażowanie w tym obszarze, jak i pracować nad dalszym rozwojem ekosystemu rynku VC oraz PE w Polsce – mówi Piotr Matczuk, prezes zarządu Polskiego Funduszu Rozwoju.

Programy zasilane środkami z FENG są zarządzane przez PFR Ventures w ramach partnerstwa z Bankiem Gospodarstwa Krajowego. Ich rolą jest stymulowanie różnego typu inwestycji w start-upy i spółki technologiczne. Część z nich skupia się na zapewnieniu finansowania dla najmłodszych projektów, inne umożliwiają rozwijanie projektów z partnerami w postaci korporacji lub aniołów biznesu.

Dla spółek na najwcześniejszym etapie, które dopiero kształtują swój model biznesowy i są przed pierwszą komercyjną sprzedażą swojego produktu lub usługi skierowane są fundusze korzystające z programów PFR Starter i PFR Biznest. Programy PFR Otwarte Innowacje, PFR KOFFI i PFR CVC są sprofilowane dla funduszy chcących wspierać spółki w fazie wzrostu i ekspansji międzynarodowej, które wdrażają lub mają zamiar wdrożyć czy rozwinąć innowacyjne rozwiązania lub przechodzą na nowe rynki.

– Instrumenty kapitałowe są ważną częścią programu Fundusze Europejskie dla Nowoczesnej Gospodarki 2021-2027. Ich głównym celem jest wspieranie powstawania i rozwoju spółek typu start-up. Tego typu przedsiębiorstwa na wczesnych etapach rozwoju są kluczowym elementem wysoko rozwiniętych gospodarek. Jeśli Polska ma być miejscem tworzenia innowacji, musimy wspierać powstawanie i rozwój spółek technologicznych. Jedną z głównych barier rozwoju polskiego rynku venture capital jest ograniczona dostępność prywatnego kapitału. Ryzyko niepowodzenia start-upów jest bardzo duże, prywatni inwestorzy ograniczają więc inwestycje w ten segment rynku. Dzięki środkom UE jesteśmy w stanie znacząco zniwelować tę lukę – zaznaczył dyrektor Departamentu Programów Wsparcia Innowacji i Rozwoju Grzegorz Orawciec.

– Innowacje to klucz do zapewnienia konkurencyjności polskich przedsiębiorstw. W obecnej perspektywie UE Bank Gospodarstwa Krajowego wdraża we współpracy PFR Ventures instrumenty kapitałowe z programu Fundusze Europejskie dla Nowoczesnej Gospodarki. Dzięki tej formie wsparcia finansowanie trafi do innowacyjnych firm, dając im szansę na start, rozwój i ekspansję. Z drugiej strony zaangażowanie środków publicznych ma zmobilizować prywatne podmioty do inwestowania w projekty innowacyjne, obarczone większym ryzykiem. Środki z Funduszy Europejskich zaangażowane w ten projekt, powierzone BGK i PFR Ventures, to około 2 miliardy złotych. Mamy nadzieję, że część wspartych firm osiągnie sukces nie tylko na polskim, ale także europejskim i globalnym rynku – mówi Paweł Chorąży, dyrektor zarządzający Pionem Funduszy Europejskich w BGK.

Polski sektor bankowy należy do najbardziej innowacyjnych w Europie

Wachnicka (ZBP): Mamy czym się pochwalić. Polski sektor bankowy wyróżnia się na tle Europy.

Agnieszka Wachnicka, wiceprezes Związku Banków Polskich, zauważa, że polski sektor bankowy należy do najbardziej innowacyjnych w Europie. Dla klientów bank to już nie tylko instytucja, do której wpływają ich wynagrodzenia. Dzięki nowoczesnym aplikacjom stał się też miejscem załatwiania codziennych spraw. Jednak coraz większym wyzwaniem dla banków jest pogodzenie przeciwstawnych oczekiwań. Z jednej strony są konsumenci, którzy chcą mieć dostęp do wszystkich e-usług, a z drugiej – jest duże grono osób wciąż potrzebujących wizyt w placówkach stacjonarnych. – Największym wyzwaniem pozostaje jednak bezpieczeństwo. Banki muszą funkcjonować na najwyższym poziomie gotowości w obszarze cyberbezpieczeństwa, by chronić środki klientów oraz zapewnić ciągłość działania całego sektora finansowego – mówi w wywiadzie dla MondayNews wiceprezes ZBP.

MondayNews (MN): Sektor bankowy w Polsce od wielu lat dynamicznie się rozwija. Zachodzące zmiany widać gołym okiem, np. usługi bankowe coraz odważniej przenoszą się do naszych telefonów. Zatem jak będzie wyglądać polska e-bankowość za 5-10 lat?

Agnieszka Wachnicka, ZBP: Polski sektor bankowy w istocie należy do jednych z najbardziej innowacyjnych w Europie. Determinuje to wiele czynników, jak m.in. unikalny system płatniczy, otwartość polskich konsumentów na testowanie innowacyjnych rozwiązań czy też dążenie banków do inwestowania w nowe technologie oraz systematyczne rozszerzanie palety usług, które dostarczane są klientom w ramach bankowości elektronicznej. Stan ten powoduje, że wszelkie regulacje na poziomie europejskim, które są obecnie projektowane, trafiają na podatny grunt, gdyż zarówno banki, jak i konsumenci widzą liczne korzyści, wynikające z wdrożeń nowych rozwiązań. Jeśli chodzi o przyszłość polskiego sektora bankowego, to wspomniane regulacje, projektowane na poziomie europejskim, pozwalają nam zidentyfikować główne trendy.

MN: Jakie to trendy?

Agnieszka Wachnicka, ZBP: Dostrzegamy zaawansowanie prac nad usprawnieniem obecnych i tworzeniem nowych mechanizmów rozliczeniowych. Przewidujemy istotne zwiększenie wolumenu płatności natychmiastowych, które mają stać się nowym standardem w Europie. Projektowane regulacje w obszarze cyfrowego euro pozwalają nam również antycypować, że niedługo może powstać nowa paneuropejska infrastruktura płatnicza, która będzie stanowić alternatywę dla obecnie funkcjonujących systemów rozliczeniowych. Są to zdecydowanie zmiany o charakterze rewolucyjnym. Równie istotne jest wykorzystanie nowego trendu, jakim jest zwiększenie skali wykorzystania danych oraz zastosowanie technologii sztucznej inteligencji. Dzięki tym rozwiązaniom banki będą skuteczniej analizować i przewidywać potrzeby oraz preferencje swoich klientów, co przełoży się na tworzenie spersonalizowanych ofert, a tym samym – na lepsze doświadczenia użytkowników korzystających z bankowości cyfrowej i mobilnej.

MN: Kierunek kanałów elektronicznych to w dużym stopniu ułatwienia dla konsumentów, ale też różnego rodzaju zagrożenia. Jakie zalety będą miały nowe rozwiązania? Na co konsumenci będą musieli szczególnie uważać w kwestii rozwoju ww. kanałów? I czy sektor bankowy będzie na tyle gotowy, że te zagrożenia zostaną sprowadzone właściwie do minimum?

Agnieszka Wachnicka, ZBP: Jak dobrze, wiemy każda technologia poza ewidentnymi korzyściami dla użytkowników, może przynosić zagrożenia wynikające z jej wykorzystania przez potencjalnych przestępców. Jest to dobrze znany i stary problem, powiązany ściśle z postępującą transformacją technologiczną. Szczególnie kluczowa w tym kontekście wydaje się popularyzacja sztucznej inteligencji. Przestępcy zdają sobie sprawę z możliwości, jakie daje technologia. Opierają swoje nowe modele oszustw o technologię deepfake oraz klonowania głosu.

MN: Jak możemy sobie z tym radzić?

Agnieszka Wachnicka, ZBP: Sektor bankowy jest świadomy tych wyzwań i podejmuje działania mające na celu ograniczenie takich praktyk, projektując coraz bezpieczniejsze UI (interfejs użytkownika) oraz realizując najlepsze praktyki i regulacje rynkowe. Konsumenci również powinni być przygotowani na nowe metody manipulacji oraz schematy potencjalnych oszustw. Dlatego sektor bankowy podejmuje działania mające na celu uzupełnienie wiedzy klientów i budowania świadomości nowych zagrożeń w kanałach zdalnych. Jestem głęboko przekonana, że zarówno banki, jak sami konsumenci będą dążyć do tego, aby skutecznie zapobiegać tym wyłudzeniom.

MN: Mówi się, że dynamiczny rozwój e-bankowości oznacza mniej fizycznych placówek na rynku. Czy to jest prawda?

Agnieszka Wachnicka, ZBP: Wraz z postępem technologicznym i rozwojem cyfrowego środowiska, obserwujemy znaczące zmiany w zachowaniu klientów banków, a wśród różnych segmentów wyraźnie widać odmienne preferencje i oczekiwania. Młodsze pokolenia najczęściej zwracają się w stronę cyfrowych kanałów obsługi. Już ponad 22 mln aktywnych użytkowników korzysta z bankowości mobilnej. Natomiast osoby starsze, choć coraz częściej obcują z nowymi technologiami, wciąż preferują tradycyjne formy obsługi w oddziałach banków i płatności gotówkowe. Sektor bankowy musi być zatem w stanie zaspokoić potrzeby tych dwóch grup interesariuszy. Dlatego też, procesy bankowe są omnikanałowe, aby nie wykluczać osób starszych bądź ze specjalnymi potrzebami.

Nie zatrzymamy jednak trendu wskazującego na zmianę preferencji klienta w zakresie obsługi zdalnej i płatności bezgotówkowych. Naturalną odpowiedzią na tę tendencję na rynku jest zmniejszająca się liczba oddziałów bankowych z obsługą gotówkową. Natomiast istniejące placówki stopniowo mogą być przekształcane w centra doradztwa i obsługi klienta, gdzie oferowane będą wysokiej jakości usługi doradcze, privatebanking oraz wsparcie w zakresie bardziej skomplikowanych transakcji i produktów finansowych.

W Polsce dostęp do gotówki jest wygodny i powszechnie zapewniony, nie tylko dzięki wypłatom w kasach bankowych czy w bankomatach, ale również w sklepach, na stacjach paliwowych i w wybranych punktach oznaczonych logo Cashback.

MN: Czy rozwój e-bankowości w Polsce jest podobny do obserwowanych w innych krajach UE i na świecie?

Agnieszka Wachnicka, ZBP: Dla rozwoju bankowości cyfrowej kluczowe znacznie ma słowo „klientocentryczność”. Projektowane w Polsce aplikacje bankowe należą do najbardziej zaawansowanych w Europie, a nawet na świecie. Wystarczy wspomnieć, że w rankingu Digital Banking Maturity z 2022 roku, aż 6 z 30 cyfrowych liderów to banki z Polski. Wynika to gównie z tego, że polskie banki systematycznie dążą do zwiększenia portfela oferowanych usług dodanych oraz poprawy User Experience. Tym samym banki stają się dla coraz większego grona klientów kluczowym miejscem załatwiania codziennych spraw – od kupna biletu parkingowego czy autostradowego i wyjścia do kina aż po zakup ubezpieczenia czy zarządzanie finansami osobistymi.

MN: Czym jeszcze możemy się pochwalić?

Agnieszka Wachnicka, ZBP: Jako ZBP, uważnie śledzimy rozwój bankowości internetowej i mobilnej oraz płatności bezgotówkowych, czego efektem jest kwartalna publikacja raportu Netb@nk. Na podstawie zbieranych danych można stwierdzić, że nieustająco przybywa aktywnych użytkowników aplikacji mobilnych i bankowości elektronicznej. Jako rynek jesteśmy w europejskiej czołówce wykorzystania rozwiązań bankowości cyfrowej. Dysponujemy najnowocześniejszym system płatniczym w Europie, w ramach którego działają dwa niezależnie działające systemy płatności natychmiastowych oraz unikalny w skali europejskiej system płatności mobilnych BLIK. Liczba transakcji bezgotówkowych w naszym kraju systematycznie rośnie, a nasycenie terminalami jest jednym z najwyższych na kontynencie, dzięki programowi Polska Bezgotówkowa.

MN: A jakie są nasze słabe strony?

Agnieszka Wachnicka, ZBP: Jeżeli mówimy o słabościach, chociaż tego osobiście bym tak nie ujęła, to czasem decyzja o wdrożeniu nowego rozwiązania rynkowego zajmuje nam nieco więcej czasu niż na świecie, ale zawsze jest to rezultat dogłębnej analizy problemu z perspektywy bezpieczeństwa klientów oraz potencjalnych skutków rynkowych. Przykładem mogą być tu popularne rozwiązania oparte o kryptoaktywa, które zaczynają być w obrębie naszego zainteresowania jako sektora bankowego. Natomiast podchodzimy do tych rozwiązań z rezerwą i monitorujemy zmiany w tym zakresie przed udostępnieniem tego typu usług naszym klientom na szeroką skalę.

MN: Czy działania naszego państwa pomagają czy raczej osłabiają rozwój e-bankowości w Polsce?

Agnieszka Wachnicka, ZBP: W dynamicznie zmieniającym się sektorze bankowym istotna jest zgodność prawa z transformacją cyfrową. Przyspieszony rozwój technologiczny stawia z jednej strony przed regulatorami i organami nadzoru wiele wyzwań związanych z dostosowaniem istniejących przepisów do nowych realiów rynkowych, ale z drugiej strony sektor bankowy powinien pozostać konkurencyjny i bezpieczny dla swoich klientów.

Konieczne jest zapewnienie równowagi pomiędzy „zachętą” do wprowadzania innowacji a ochroną interesów klientów oraz stabilnością systemu finansowego. Regulatorzy muszą monitorować i reagować na zmieniające się trendy i technologie, czego wyrazem są najnowsze regulacje, tj. AI ACT, MICA, DORA, PSR czy FIDA. W tym kontekście współpraca między sektorem bankowym, regulatorem, organami nadzoru oraz bankiem centralnym odgrywa kluczową rolę w opracowywaniu adekwatnych i elastycznych ram prawnych, które będą stymulować wzrost sektora, a nie ograniczać jego potencjał.

ZBP, jako izba gospodarcza, pomaga bankom w identyfikacji trendów, które mogą poprawić efektywność i konkurencyjność sektora bankowego. W tym obszarze niezwykle cenną inicjatywą jest m.in. Forum Technologii Bankowych, które jest formułą niepowtarzalną w skali europejskiej. Istnienie forum zrzeszającego dostawców technologii oraz banków daje możliwość organizowania efektywnej współpracy w ramach ekosystemu innowacji finansowych.

Ponadto systematycznie prowadzimy działania zmierzające do opracowania standardów technologicznych i regulacji, które pomagają bankom w bezpiecznym wdrażaniu nowych rozwiązań technologicznych. Prowadzone przez nas Rady i Komitety Bankowe zrzeszają ekspertów bankowych w różnych obszarach. Dzięki temu materiały przez nas wypracowywane pochodzą od osób, które aktywnie odpowiadają w bankach za poszczególne obszary. Dzięki temu ZBP stanowi forum wymiany eksperckiej wiedzy z banków do banków i „wyłaniane” są najlepsze rozwiązania.

MN: Jak sytuacja geopolityczna wpływa na sektor bankowy w Polsce?

Agnieszka Wachnicka, ZBP: Zdecydowanie sytuacja za naszą wschodnią granicą przyczyniła się do podniesienia stanu gotowości sektora bankowego na cyberataki. Jesteśmy przecież elementem krytycznej infrastruktury naszego państwa. Wystarczy wspomnieć, jak wyglądało to w momencie rozpoczęcia konfliktu w Ukrainie, kiedy musieliśmy zmagać się z niedoborami gotówki w bankomatach i placówkach bankowych. Działaliśmy wówczas w trybie najwyższej gotowości w ścisłej kooperacji z Narodowym Bankiem Polskim. Wzięliśmy na siebie ogromną odpowiedzialność, zakładając rachunki dla uchodźców z Ukrainy, dając im dostęp do naszego systemu bankowego oraz infrastruktury płatniczej. Utworzyliśmy dwujęzyczne kanały komunikacji, dedykowane mniejszości ukraińskiej. W mojej opinii, polski sektor bankowy wypełnił wzorowo swoje zadanie z pierwszego okresu wojny.

MN: Co teraz jest wyzwaniem?

Agnieszka Wachnicka, ZBP: Obecnie musimy działać tak, aby utrzymać i udoskonalać wypracowane wtedy standardy i rozwiązania. Presja, jaka jest wywierana na nasz kraj, determinuje nas do tego, że musimy funkcjonować na najwyższym poziomie gotowości w obszarze cyberbezpieczeństwa, chroniąc tym samym środki naszych klientów oraz zapewniając bezpieczeństwo i ciągłość działania całego sektora finansowego. To wszystko ma oczywiście również wpływ na to, jak podchodzimy do wdrażania innowacji, gdyż każda zmiana na rynku jest obecnie bardzo dokładanie analizowana z perspektywy bezpieczeństwa klientów.

MN: Dziękujemy za rozmowę.

Pierwsza od 4 lat obniżka stóp procentowych w USA coraz bliżej – czy Fed zdecyduje się na 25 czy 50 punktów bazowych?

Pierwsza od 4 lat obniżka stóp procentowych w USA jest już na wyciągnięcie ręki. Rynek wciąż nie ma pewności czy będzie to ruch o 25 punktów bazowych, czy może jednak Fed wykona mocnieją zmianę. Dla gospodarki wielkość luzowania nie będzie mieć aż tak dużego znaczenia. Sama decyzja może jednak podpowiedzieć rynkowi w jaki sposób Rezerwa Federalna ocenia stan gospodarki i czego oczekuje w najbliższej przyszłości.

Bez wątpienia Fed musi zacząć działać. Wskazują na to dane. Stopa inflacji mierzona deflatorem wydatków konsumpcyjnych z wyłączeniem żywności i energii (core PCE), spadła o 3 punkty procentowe od najwyższego poziomu na początku 2022 r. do 2,6 proc. obecnie. W nadchodzących miesiącach ten trend powinien zostać utrzymany. Z kolei wzrost płac, który ma decydujący wpływ na ceny usług, również wyraźnie spowolnił. Prognozy wskazują, że wiosną 2025 r. inflacja bazowa prawdopodobnie będzie tylko nieznacznie powyżej celu Fed wynoszącego 2 proc.. Jednocześnie rynek pracy wykazuje coraz większe oznaki słabości. W ciągu trzech miesięcy do sierpnia liczba osób zatrudnionych wzrosła średnio o jedynie 116 tysięcy, w porównaniu ze wzrostem o ponad 200 tysięcy na początku roku. Stopa bezrobocia urosła z 3,4 proc. w kwietniu 2023 r. do 4,2 proc. w sierpniu. Sytuacja nie jest jednak katastrofalna, pogorszenie sytuacji postępuje sukcesywnie i brakuje nagłych tąpnięć.

W tym momencie Fed dostrzega obecnie większe ryzyko dla części swojego mandatu dotyczącej zatrudnienia. Wcześniej przez długi okres uwaga była skoncentrowana na walce z inflacją. Ta zmiana priorytetów została wyraźnie zaznaczona podczas ostatniego sympozjum bankierów centralnych w Jackson Hole w Górach Skalistych.

Posiedzenie wrześniowe to nie tylko sama decyzja o koszcie pieniądza. To również czas publikacji zaktualizowanych prognoz. Otrzymamy zatem nowy „dot chart”, który prawdopodobnie ulegnie znacznej zmianie. Przypomnijmy, że w czerwcu bank centralny zakładał, że w tym roku dojdzie do jednego cięcia o 25 pb. a w kolejnych latach (2025-2026 ) koszt pieniądza zostanie obniżony łącznie o 100 punktów bazowych. Aktualnie rynek wycenia, że do końca roku redukcja łącznie wyniesie 100 pb. Od tego, jak bardzo zmieni się wykres kropkowy, będzie zależeć również siła rynkowej reakcji.

Tak jak podkreślałem wielokrotnie, obniżka o 50 punktów bazowych mogłaby być dla wielu inwestorów dowodem na to, że Fed naprawdę martwi się o gospodarkę i być może zbyt długo zwlekał ze zmianą stóp procentowych. Powell raczej nie będzie chciał sprawiać takiego wrażenia. Zakres i tempo dalszych cięć będą zależeć od danych gospodarczych publikowanych w nadchodzących miesiącach. Fed prawdopodobnie będzie chciał zachować pewnego rodzaju elastyczność w swoich działaniach, a pierwsza zmiana o 50 pb mogłaby spowodować, że narosłaby presja na dalsze kroki tej samej lub wyższej skali.

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

Stanowisko Rady TEP w sprawie planowanych przez MRPiPS regulacji w obszarze rynku pracy

Zapowiadane przez Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej  (MRPiPS) zmiany regulacyjne w obszarze rynku pracy dotyczące 1) dopuszczalności pracy cudzoziemców w Polsce, 2) zamierzonego rozszerzenia kompetencji Państwowej Inspekcji Pracy oraz 3) wprowadzenia dyrektywy w sprawie pracowników platformowych, zwiększą koszty i ryzyko prowadzenia działalności gospodarczej. W rezultacie, negatywnie wpłyną na dochody i swobodę działalności przedsiębiorców, pracowników i zleceniobiorców. Konsumenci stracą z powodu wyższych cen towarów i usług. W ocenie Rady Towarzystwa Ekonomistów Polskich wysoce niepokojące jest przyjęcie przez MRPiPS kierowane przez Agnieszkę Dziemianowicz-Bąk szkodliwej i utopijnej wizji rynku pracy, na którym docelowo wszyscy mają pracować na podstawie  umowy o pracę, niezależnie od obiektywnych okoliczności ekonomicznych, cech danej pracy i osobistych preferencji. 

Pierwsza z rozpatrywanych w naszym stanowisku regulacji – projekt ustawy o warunkach dopuszczalności powierzenia pracy cudzoziemcom na terytorium Polski – w wielu aspektach wprowadza usprawnienia procedur wydawania zezwolenia na pracę m.in. poprzez ich elektronizację. Jednakże wprowadza też wymóg zatrudnienia w oparciu o umowę o pracę, co oznacza, że przedsiębiorcy nie będą mogli współpracować z cudzoziemcami na podstawie bardziej elastycznych umów cywilnoprawnych. Jest to zmiana negatywna, gdyż jej realnym skutkiem będzie utrudnienie cudzoziemcom wejścia na polski rynek pracy: już na samym początku będą musieli spełnić wysokie wymagania, aby opłacalne było ich zatrudnienie na podstawie umowy o pracę. Część cudzoziemców wypchnie to do szarej strefy, utrudniając ich integrację, a o inną część możemy przegrać konkurencję z krajami, które są bogatsze lub mają bardziej otwarte regulacje. Tymczasem integracja kolejnych imigrantów będzie w najbliższych dekadach kluczowa dla utrzymania tempa rozwoju gospodarczego i finansowania wydatków publicznych wobec postępującego starzenia społeczeństwa i utrzymywania niskiego ustawowego wieku emerytalnego.

Analogiczne zagrożenia wystąpią w przypadku realizacji zapowiedzi rozszerzenia kompetencji Państwowej Inspekcji Pracy (PIP). PIP ma otrzymać uprawnienie do nakazania przekształcenia umowy cywilnoprawnej lub umowy B2B w umowę o pracę w formie decyzji administracyjnej. Dotyczyłoby to sytuacji, gdy inspektor PIP ustali, że praca, którą wykonuje osoba zatrudniona na podstawie umowy cywilnoprawnej lub B2B spełnia warunki pracy świadczonej na podstawie Kodeksu Pracy. Trudno sobie wyobrazić obiektywne kryteria według których PIP mogłaby wydawać takie decyzje, podobnie jak w przypadku tzw. testu przedsiębiorcy proponowanego w czasach rządu Prawa i Sprawiedliwości. Regulacja o takim charakterze znacząco podniesie ryzyko działalności gospodarczej w Polsce i obniży konkurencyjność dotkniętych nią przedsiębiorstw. Dodatkowo, może prowadzić do nadużywania władzy w stosunku do przedsiębiorców oraz pracujących i będzie źródłem licznych i długotrwałych sporów sądowych, a tym samym dalszych kosztów dla pracowników, pracodawców i Skarbu Państwa.

Równie istotnym skutkiem będzie dalsze, paternalistyczne ograniczanie znaczenia woli stron na rynku pracy oraz między kontrahentami B2B i związane z tym reperkusje dla prawa cywilnego. To dlatego, że możliwość przekształcenia umowy między niezależnymi podmiotami w drodze decyzji administracyjnej otwierałaby drogę do dalszych ingerencji w fundamentalną dla gospodarki rynkowej zasadę swobody umów.

Bezpośrednio związana z zapowiadaną reformą PIP jest kwestia wdrożenia Dyrektywy w sprawie poprawy warunków pracy wykonywanej za pośrednictwem platform internetowych (PWD). Istotą regulacji dyrektywy jest domniemanie stosunku pracy względem osób świadczących usługi za pośrednictwem platform internetowych, które będzie musiało zostać wprowadzone do systemów prawnych państw członkowskich. Jednakże w Polsce pojawia się kwestia zgodności takiej regulacji z Konstytucją i ryzykiem rozszerzenia takiego domniemania na wszystkich pracujących, w celu zapobiegnięcia naruszeniu zasady równości. Tak szeroka zmiana będzie mieć ogromne konsekwencje dla polskiego modelu prawa pracy (który obecnie nie zawiera takiego domniemania), jak również dla gospodarki.

Bezpośrednim skutkiem wdrożenia PWD w odniesieniu do samych platform internetowych będzie pozbawienie Polaków i cudzoziemców miejsc pracy o niskim progu wejścia, które pozwalają dorobić lub łatwo rozpocząć karierę zawodową nawet osobom bez doświadczenia, słabiej wykształconym, w biedniejszych regionach, lub nie znającym języka. Oprócz tego wzrost kosztów operacyjnych przełoży się wprost na podwyżki cen usług dla konsumentów. W przypadku zaś rozszerzenia ww. domniemania na wszystkie kategorie pracujących należy brać pod uwagę scenariusz rzeczywistej eliminacji umów cywilnoprawnych i umów B2B z szeroko pojmowanego rynku pracy. Tym samym znacznie ograniczy się elastyczność zatrudnienia i w zależności od możliwości przerzucenia tego kosztu i dodatkowego ryzyka na klientów danej firmy czy branży – możliwy jest spadek rentowności lub wzrost cen produktów i usług. W każdym przypadku obniży się konkurencyjność polskiej gospodarki na arenie międzynarodowej.

Wskazane w niniejszym stanowisku Rady TEP trzy regulacje w obszarze rynku pracy nie wyczerpują listy szkodliwych i populistycznych projektów, nad którymi pracuje – lub zapowiedział pracę – resort kierowany przez Agnieszkę Dziemianowicz-Bąk. W tym kontekście należy wymienić także takie inicjatywy jak: 1) 4-dniowy tydzień pracy; 2) wprowadzenie wynagrodzenia chorobowego w wysokości 100% (obecnie jest 80%); 3) sprzeciw wobec liberalizacji handlu w niedziele.

Podsumowując, Rada TEP zwraca się do ustawodawców i rządzącej koalicji o konstruktywny dialog, przeprowadzenie rzetelnych analiz skutków regulacji i odpowiednie skorygowanie lub porzucenie rozwiązań, które uważamy za szkodliwe dla polskiej gospodarki. Konieczne jest zaangażowanie szerokiego grona ekspertów z zakresu prawa pracy, prawa cywilnego oraz ekonomii, aby projektowane zmiany wpisały się w dotychczasowe otoczenie regulacyjne i nie doprowadziły do szokowych zmian o charakterze systemowym, zarówno w odniesieniu do prawa jak i obrotu gospodarczego. Na sam koniec – należy odrzucić kosztowną, utopijną wizję rynku pracy, na którym docelowo wszyscy mają pracować na podstawie umowy o pracę, niezależnie od obiektywnych kosztów, korzyści, charakteru pracy jak i osobistych preferencji.

Polski budżet na 2025 r. zwiększa wydatki i ryzyko inflacyjne, odsuwając obniżki stóp procentowych – długoterminowe ryzyko fiskalne rośnie

EBC obniżył stopy procentowe, w przyszłym tygodniu, wg. oczekiwań, zrobi to FED. W Polsce zaś obniżki prawdopodobnie będą odsunięte w czasie. Krótkoterminowe ryzyko wzrostu inflacji jakie rodzi propozycja polskiego budżetu na 2025 przysłania jednak inne zagrożenia. Scenariusz budżetowy pozbawia bowiem polski rząd znaczącego pola manewru fiskalnego w przypadku potencjalnego szoku gospodarczego po 2025 roku.

  • Według prognoz Allianz Trade wzrost gospodarczy w Polsce powinien pozostać solidny (2024: +3%, 2025: +3,8%), napędzany popytem krajowym stymulowanym dzięki ekspansywnej polityce fiskalnej
  • Przyczyny większego niż pierwotnie zakładano deficytu polskiego budżetu na 2025 rok to wydatki socjalne, zwłaszcza w sferze budżetowej oraz wydatki na obronność – najwyższe w całym NATO w stosunku do PKB (z 3,3% w 2023 r. i szacowanych 4,2% w 2024 r. do zaplanowanych 4,7% PKB w 2025 r.)
  • W perspektywie krótkoterminowej polski projekt budżetu stwarza ryzyko inflacyjne i prawdopodobnie opóźni to obniżki stóp procentowych do 2. kwartału 2025r.
  • Propozycja polskiego budżetu na 2025 r. stawia pod znakiem zapytania konsolidację fiskalną, co niesie ze sobą także niedoceniane przez decydentów i inwestorów ryzyko średnioterminowe:
  • Polska ma stosunkowo krótki profil zapadalności długu państwowego (z obligacjami rządowymi o średniej zapadalności ponad 8% PKB w latach 2024-2025, w porównaniu ze średnią rynków wschodzących wynoszącą 4,4%)
  • Wskaźnik odsetek (długu) do dochodów Polski jest na poziomie około 5%
  • Scenariusz ten (proponowany budżet – odłożenie konsolidacji fiskalnej) pozbawia rząd znaczącego pola manewru fiskalnego w przypadku potencjalnego szoku gospodarczego po 2025 roku
  • Oczekujemy, że rząd zacznie konsolidować swój budżet począwszy od 2026r., stabilizując tym samym relację długu publicznego do PKB na poziomie około 56%.
  • W scenariuszu zakładającym brak konsolidacji fiskalnej, dług publiczny będzie nadal rósł i do 2027 roku przekroczy 60%

Można oczekiwać, że polski wzrost gospodarczy w nadchodzących kwartałach pozostanie solidny, po zaskakująco silnym ożywieniu w pierwszej połowie roku, które było napędzane popytem krajowym w wyniku ekspansywnej polityki fiskalnej – wynika z analiz Allianz Trade. Realny wzrost PKB Polski przyspieszył do +3,2% r/r w II kwartale z +2% w I kwartale.

To wydatki rządowe stały się kluczowym motorem wzrostu w ostatnich kwartałach, rosnąc o prawie +11% r/r w pierwszej połowie roku (H1), częściowo dzięki wzrostowi wynagrodzeń w sektorze publicznym. To ostatnie, wraz z ogólnie silnym rynkiem pracy i spadającą inflacją, zwiększyło wzrost wydatków konsumpcyjnych do średnio +4,7% w pierwszej połowie roku. Tymczasem wkład eksportu netto we wzrost PKB był w II kwartale ujemny, odzwierciedlając utrzymującą się słabość głównych rynków polskiego eksportu: strefy euro, a zwłaszcza Niemiec. Z drugiej strony, spadek liczby nowych zamówień ograniczył spadek zapasów, zmniejszając tym samym ich negatywny wpływ na ogólny wzrost (wykres 1). Patrząc w przyszłość oczekujemy, że dynamika wydatków krajowych w Polsce utrzyma się w nadchodzących kwartałach. Ponadto powinien przyspieszyć wzrost inwestycji, ponieważ polski rząd zamierza wydać wszystkie wcześniej zamrożone fundusze unijne w ciągu najbliższych dwóch lat. Eksport powinien stopniowo poprawiać się od końca 2024 r., dzięki umiarkowanemu ożywieniu w strefie euro. Ogólnie rzecz biorąc, Allianz Trade podniósł całoroczne prognozy wzrostu realnego PKB Polski do +3% w 2024 r. i +3,8% w 2025 r.

Wykres 1: Wzrost realnego PKB (% r/r) i jego składowe (p.p.)

Wykres 1: Wzrost realnego PKB (% r/r) i jego składowe (p.p.)

Źródła: Główny Urząd Statystyczny, Allianz Research

Propozycja budżetu Polski na 2025 r. w opinii Allianz Trade kwestionuje jednak konsolidację fiskalną co niesie ze sobą średnioterminowe ryzyko fiskalne . W przyszłym roku polityka fiskalna ma być bardziej ekspansywna niż wcześniej prognozowano. Projekt budżetu ogłoszony przez polski rząd pod koniec sierpnia przewiduje deficyt fiskalny na poziomie -5,5% PKB w 2025 r., a szacowany deficyt na 2024 r. został skorygowany w górę do -5,7% PKB. W porównaniu z naszymi sierpniowe prognozy polskiego deficytu były na poziomie odpowiednio -4,3% i -5% (które były nieco poniżej konsensusu). Hojne wydatki socjalne wspierające wydatki konsumpcyjne oraz wzrost wydatków obronnych do 4,7% PKB w 2025 r. (z 3,3% w 2023 r. i szacowanych 4,2% w 2024 r.)[1] są głównymi przyczynami wzrostu deficytu. Propozycja ta musi jeszcze zostać zatwierdzona przez parlament i podpisana przez prezydenta, ale jest prawdopodobne, że zostanie powszechnie przyjęta. Reakcja rynku na to ogłoszenie była bardzo stonowana, być może odzwierciedlając pogląd, że ryzyko związane z długiem państwowym prawdopodobnie pozostanie umiarkowane w najbliższym czasie. Decydenci i inwestorzy nie doceniają jednak średnioterminowego ryzyka fiskalnego, ponieważ dług publiczny ma obecnie wzrosnąć z 50% PKB w 2023 r. do około 55% w 2025 r. i przekroczy 60% do 2027 r. bez przyszłej konsolidacji (wykres 2).

Wykres 2: Scenariusze dla polskich finansów publicznych (% PKB)

Scenariusze dla polskich finansów publicznych

Źródła: Eurostat, polskie Ministerstwo Finansów, Allianz Research

W tym kontekście należy zauważyć, że Polska ma stosunkowo krótki profil zapadalności długu państwowego (z obligacjami rządowymi o średniej zapadalności ponad 8% PKB w latach 2024-2025, w porównaniu ze średnią rynków wschodzących wynoszącą 4,4%) i wskaźnik odsetek do dochodów na poziomie około 5%. Wszczęcie procedury nadmiernego deficytu wobec Polski przez Komisję Europejską w czerwcu, jeszcze przed projektem budżetu, oznacza, że kraj będzie musiał zobowiązać się do ścieżki redukcji deficytu. Scenariusz bazowy Allianz Trade zakłada zatem, że Polska zacznie konsolidować swój budżet począwszy od 2026 roku. W rezultacie wskaźnik długu publicznego do PKB prawdopodobnie ustabilizuje się na poziomie około 56% po 2026 r. (wykres 2). Scenariusz ten pozbawia jednak rząd znaczącego pola manewru fiskalnego w przypadku potencjalnego szoku gospodarczego po 2025 roku.

W perspektywie krótkoterminowej polski projekt budżetu stwarza ryzyko inflacyjne i prawdopodobnie opóźni obniżki stóp procentowych. Inflacja zasadnicza wzrosła z niedawnego niskiego poziomu 2% r/r w marcu 2024 r. do 4,3% w sierpniu, napędzana rosnącymi cenami żywności i energii. Biorąc pod uwagę dodatkową presję inflacyjną wynikającą z planowanych podwyżek zasiłków na dzieci, emerytur i wynagrodzeń w sektorze publicznym, Allianz Trade podniósł prognozy średniorocznej inflacji do 3,8% w 2024 r. i 4,5% w 2025 r. (z odpowiednio 3,6% i 3,8% w czerwcu). Oczekujemy również, że polski bank centralny, który od października 2023 r. utrzymuje główną stopę procentową na niezmienionym poziomie 5,75%, odłoży kolejną obniżkę stóp do II kwartału 2025 r., w porównaniu z naszą poprzednią prognozą obniżki w grudniu 2024 r. (wykres 3).

Wykres 3: Perspektywy inflacji i stóp procentowych

Wykres 3: Perspektywy inflacji i stóp procentowych

Źródła: LSEG Datastream, Allianz Research

[1] Od 2023 roku Polska ma najwyższe wydatki na obronność w stosunku do PKB wśród państw członkowskich NATO.

Złoty zyskuje na tle stabilnej polityki EBC i spekulacji o cięciach stóp przez Fed

Wczorajszy wzrost pary EURUSD wynikał w głównej mierze ze słabości dolara amerykańskiego a nie z siły euro. Rynek ponownie wzmocnił swoje spekulacje, że Fed obniży stopy procentowe mocniej w przyszłym tygodniu, choć ciężko powiedzieć, że mieszane dane PPI mogły wzmocnić ten pogląd. EBC niczym nie zaskoczył. Zrobił swoje łagodząc politykę monetarną o standardowe 25 punktów bazowych. Złoty zyskał zarówno do euro jak i USD.

Napięcie na rynku jest z dnia na dzień powiększane. Jednego dnia słabną „nadzieje” na ruch w dół o 50 punktów bazowych po to tylko, żeby kolejnego mogły zostać wzmocnione. Zmienność rynkowa rośnie i pomimo jakichkolwiek przełomowych informacji można odnieść wrażenie, że dużo się dzieje, a tak naprawdę sytuacja jest dość stabilna.

Kurs EUR/USD jak na razie wyznaczył minima lokalne na 1,10 i kieruje się wyżej. W średnim terminie mamy układ korekty spadkowej, która przypomina już formację „flagi”, co w teorii oznacza, że istnieje większa szansa na kontynuację wzrostów. Dopiero jednak potwierdzeniem takiego scenariusza będzie trwałe wyjście powyżej 1,11 albo 1,1140. Atak na 1,12 byłby możliwy, gdyby Fed zdecydował się na głębsze cięcie. Wciąż taki ruch ze strony Rezerwy Federalnej należały traktować w kategoriach sporej niespodzianki.

Wróćmy jednak do EBC. Decyzja o cięciu o 25 pb była szeroko oczekiwana. Mocniejsze dostosowanie stopy refinansowej również nikogo nie zaskoczyło, bo było to już jakiś czas temu komunikowane. Po wypowiedziach Lagarde na konferencji prasowej można było odnieść wrażenie, że w październiku otrzymamy pauzę w dalszych działaniach. Znaczenie spadku inflacji do 2,2 proc. w sierpniu zostało w pewien sposób umniejszone. Podkreślono wciąż podwyższony poziom wskaźnika bazowego oraz utrzymujący się wzrost płac. Dodatkowo EBC prawdopodobnie będzie chcieć poczekać na kolejny zestaw prognoz, który dopiero zostanie wydany w grudniu. Najnowsze projekcje core HICP zostały w niewielkim stopniu skorygowane w górę na lata 2024 oraz 2025. Jeśli chodzi PKB, tu prognozy zostały lekko obniżone.

W tym całym rynkowym zamieszaniu złoty zyskał na wartości, co moim zdaniem było zasługa słabości dolara amerykańskiego. Zarówno kurs EUR/PLN jak i USD/PLN zniżkował. Dziś aprecjacja PLN jest kontynuowana. Notowania pierwszej pary spadają do 4,2812 a drugiej do 3,8625. Dziś poznamy finalny odczyt CPI za sierpień (prognoza wskazuje na wzrost do 4,3 proc. r/r oraz spadek do 0,1 proc. m/m) a także wyniki bilansu płatniczego.

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

ZPC Otmuchów sprzedaje zorganizowaną część PWC Odra S.A. do ZPC Śnieżka

Zakłady Przemysłu Cukierniczego Otmuchów jeden z największych producentów słodyczy w Polsce oraz jeden z wiodących producentów żelków w Europie, zawarł umowę przedwstępną na sprzedaż zorganizowanej części przedsiębiorstwa PWC Odra S.A. do ZPC Śnieżka S.A. Założeniem transakcji jest zwiększenie możliwości produkcyjnych obu producentów, w tym koncentracja Grupy Otmuchów na podstawowej działalności związanej z produkcją żelków.

W dniu 12.09.2024 r. Grupa Otmuchów zawarła umowę przedwstępną sprzedaży  ZCP PWC Odra S.A. na rzecz ZPC Śnieżka S.A. Transakcja ma umożliwić ZPC Otmuchów S.A. skupienie się na głównym biznesie, czyli produkcji żelków, przy jednoczesnym zwiększeniu możliwości biznesowych PWC Odra S.A., ponieważ ZPC Śnieżka S.A. jest jednym z największych producentów wyrobów czekoladowych w Polsce.

– Ta transakcja jest przemyślanym ruchem z naszej strony. Od wielu miesięcy realizujemy strategię rozwoju naszego głównego biznesu, czyli produkcji żelków. Jedną z takich decyzji była rozbudowa zakładu produkcyjnego w Nysie wpływająca na zwiększenie wolumenu produkcyjnego i różnorodność oferty handlowej. Jesteśmy przekonani, że transakcja będzie owocna dla obu stron – mówi Marcin Kukliński, Prezes Zarządu ZPC Otmuchów S.A.

Złoty w odwrocie. Rynki w napięciu przed decyzją EBC

Nie można ostatnio narzekać na nudę na rynkach. Wciąż gorący jest temat debaty i inflacji w USA, a już przenosimy uwagę na drugą stronę oceanu. Dzisiaj poznamy istotną decyzję EBC, a co najważniejsze – analitycy nie są zgodni, jaka ona będzie.

Inflacja w USA

Wczoraj poznaliśmy wskaźnik inflacji z USA. Ceny rosną tam o 2,5%. Jest to nie tylko najniższa wartość w tym cyklu, ale również wynik o 0,1% poniżej oczekiwań. Na uwagę zasługuje jednak fakt, że inflacja bazowa pozostaje na poziomie 3,2%. Powodem tej rozbieżności są między innymi spadające ceny ropy naftowej, które nie są wliczane do inflacji bazowej. W rezultacie widać, że – po wyłączeniu tych najbardziej zmiennych elementów – wskaźnik wzrostu cen nie jest aż tak korzystny. Co ciekawe, pomimo tego, że inflacja jest poniżej oczekiwań, to spadają szanse na większą obniżkę stóp procentowych za tydzień. Wygląda na to, że analitycy, po ostatnich słabszych danych z amerykańskiego rynku pracy, najpierw przeszacowali tempo obniżek stóp, a teraz stopniowo wracają do starych oczekiwań. W rezultacie wczoraj – pomimo tego, że zwyczajowo spadająca inflacja osłabia walutę – mieliśmy jednak umocnienie dolara.

Czekając na decyzję EBC

Dawno nie było takiego posiedzenia, o którym wiedzielibyśmy tak mało, na tak krótko przed samym posiedzeniem. Jest to konsekwencja ostatnich doniesień mówiących o tym, że Europejski Bank Centralny będzie chciał zmniejszać różnicę pomiędzy stopą refinansową a depozytową. Teoretycznie ten sam efekt można uzyskać po prostu obniżając tylko jedną z nich. Z jakiegoś powodu jednak na rynku bardzo popularny zrobił się scenariusz obniżki głównej stopy nie o 0,25%, jak oczekiwano jeszcze jakiś czas temu, ale aż o 0,6%. W rezultacie, przy tak dużych rozbieżnościach, zanosi się na bardzo ciekawe posiedzenie i konferencję po nim. Wszyscy nie mogą mieć racji i ktoś będzie musiał zmienić zdanie po samej decyzji.

Złoty od rana w odwrocie

Dzisiejszy poranek przyniósł dość niespodziewane osłabienie złotego. Trudno dopasować do tego jakieś dane, ale warto zwrócić uwagę, że mamy podobny ruch nie tylko na polskiej walucie, ale również na innych walutach naszego regionu. W odwrocie jest bowiem także korona czeska czy węgierski forint. Takie ruchy przed ważnymi decyzjami banków centralnych nie są niczym nadzwyczajnym. Kierunek ruchu wskazywałby jednak, że inwestorzy grają przeciwko walutom europejskim, co potwierdzają zmiany na głównej parze walutowej.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

  • 14:15 – Strefa Euro – decyzja w sprawie stóp procentowych,
  • 14:30 – USA – wnioski o zasiłek dla bezrobotnych,
  • 14:45 – Strefa Euro – konferencja po decyzji EBC.

Maciej Przygórzewskigłówny analityk w InternetowyKantor.pl

Rynek mieszkaniowy w sierpniu: Ożywienie w Krakowie, spadki sprzedaży w innych miastach i rosnące ceny mimo większej podaży

Przed rokiem sierpień był wyjątkowo pracowity dla deweloperów, gdyż w ofercie banków pojawił się „Bezpieczny Kredyt 2%”. W tym roku biura sprzedaży firm deweloperskich opustoszały. Wyjątkiem może być Kraków, w którym sprzedaż nowych mieszkań w miesiącach wakacyjnych wyraźnie się ożywiła, zaś deweloperzy zwiększyli ich podaż. Niestety, nie zatrzymało to wzrostu cen – wynika z raportu BIG DATA RynekPierwotny.pl.

Nie we wszystkich największych miastach potencjalni nabywcy nowych mieszkań udali się w sierpniu na wakacje, zaś deweloperzy wyhamowali podaż. Wskazują na to dane BIG DATA RynekPierwotny.pl, z których wynika, że więcej niż w lipcu umów zawarli deweloperzy w Krakowie (+6%), Wrocławiu (+23%), Trójmieście (+37%) i Poznaniu (+27%). Z kolei spadek sprzedaży miał miejsce w Łodzi (-4%), Warszawie (-8%) i w miastach Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii (-49%). Prawdopodobnie cały trzeci kwartał będzie zdecydowanie gorszy pod względem sprzedażowym niż dwa poprzednie.

„Najwyraźniej część potencjalnych nabywców uznała, że nie ma powodu do pośpiechu. Wśród nich są najpewniej tacy, którzy mają gotówkę lub wystarczającą zdolność kredytową. Z kolei ci, którzy nie mogą sobie obecnie pozwolić na kredyt z powodu zbyt wysokiego oprocentowania, czekają na korzystniejsze warunki kredytowe. W tej grupie jest zaś wielu takich, którzy wciąż liczą na nowy program wsparcia kredytobiorców „Kredyt mieszkaniowy #naStart”. Jednak rząd wciąż nie podjął ostatecznej decyzji w tej sprawie”– tłumaczy Marek Wielgo, ekspert portalu RynekPierwotny.pl.

Co ciekawe, jedynie w Krakowie popyt na nowe mieszkania w dwóch miesiącach wakacyjnych wyraźnie się ożywił. Czy podobnie ma się rzecz z podażą? Wprawdzie sierpień przyniósł jej duże odbicie w Trójmieście (w porównaniu z lipcem aż o 162%), Poznaniu (+82%) i Warszawie (+21%), jednak w pozostałych metropoliach deweloperzy wprowadzili w sierpniu do sprzedaży znacznie mniej mieszkań niż miesiąc wcześniej. W dodatku wygląda na to, że w trzecim kwartale br. w niemal wszystkich metropoliach nowa podaż będzie dużo niższa niż w miesiącach poprzedzających wakacje. Jednak i tym razem wyjątkiem jest Kraków, w którym deweloperzy ostro zabrali się do pracy. Co prawda sierpień był nieco słabszy w ich wykonaniu, jednak w ciągu dwóch miesięcy dostarczyli oni na rynek zdecydowanie więcej mieszkań niż w pierwszym i drugim kwartale.

Inna sytuacja panuje w Łodzi i Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii, gdzie w ostatnich miesiącach gasła sprzedaż nowych mieszkań. Najpewniej wynika to z faktu, że kupujący znacznie częściej niż w Krakowie posiłkują się kredytem. Lekkim niepokojem może więc napawać spadek liczby wniosków kredytowych w sierpniu. Biuro Informacji Kredytowej (BIK) podało, że do banków zgłosiło się ok. 26,4 tys. chętnych, czyli o 14% mniej niż miesiąc wcześniej. Można to jednak tłumaczyć sezonem urlopowym.Wyk.1 - Kredyty mieszkaniowe

Kolejny niepokojący fakt jest taki, że w Trójmieście, Łodzi, Poznaniu i Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii deweloperzy wprowadzili w sierpniu do sprzedaży mniej mieszkań niż sprzedali. Mimo to sytuacja kupujących we wszystkich metropoliach wciąż jest dość komfortowa, jeśli chodzi o wielkość oferty – w sierpniu w większości miast wzrosła. W porównaniu z końcówką ubiegłego roku wzrost oferty jest wciąż imponujący, szczególnie we Wrocławiu (+71%), Krakowie (+44%) i Poznaniu (+43%). Rosnąca konkurencja spowodowała także, że deweloperzy zaczęli oferować różnego rodzaju bonusy, a nawet kilkuprocentowe rabaty.Wyk.2 - Mieszkania w ofercie deweloperów pod koniec miesiąca

Niestety, w dalszym ciągu nie zatrzymało to wzrostu średniej ceny metra kwadratowego mieszkań dostępnych w ofercie firm deweloperskich. W Warszawie, Krakowie, Wrocławiu i Poznaniu sierpień przyniósł wzrost średniej o 1%.Wyk.3 - Średnie ceny mieszkań w ofercie deweloperów

Warto dodać, że w stolicy Wielkopolski przerwana została seria trzech miesięcy bez podwyżek, zaś w Krakowie trwała ona dwa miesiące. Miesiąc temu nastąpił tam nawet pierwszy po 2,5 roku spadek średniej ceny metra kwadratowego. Z kolei w Trójmieście, Łodzi i Aglomeracji Katowickiej utrzymała ona poziom z lipca. Warto też zauważyć, że na Śląsku i w Zagłębiu stabilizacja cenowa trwa już od końcówki ubiegłego roku.

Sierpień nie przyniósł zmian w wyścigu o miano tegorocznego lidera podwyżek. Wciąż prowadzą Łódź ex aequo z Wrocławiem. Od początku roku średnia cena metra kwadratowego wzrosła tam aż o 10%. Poznań strącił Warszawę z drugiego na trzecie miejsce na podium. Podwyżki wyniosły tam odpowiednio 8% i 6%. Z kolei w Krakowie średnia poszła w górę o 5%, w Trójmieście – o 4%, a w miastach Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii –„tylko” o 3%.Wyk.4 - Średnie ceny mieszkań w ofercie deweloperów

Problem w tym, że mieszkania w nowych inwestycjach drożeją z przyczyn często niezależnych od deweloperów. Chodzi zwłaszcza o ceny działek nadających się pod zabudowę mieszkaniową oraz koszty budowy. Według ostatnich danych GUS, po 12 miesiącach koszty budowy budynków były 5,4% wyższe niż rok wcześniej, a w porównaniu z grudniem ubiegłego roku poszły w górę o 2,6%.  To niewiele w porównaniu z ubiegłym rokiem. Niestety, istnieje spore prawdopodobieństwo, że w najbliższych miesiącach tempo wzrostu kosztów budowy znów przyspieszy. Najpewniej czeka nas bowiem wysyp inwestycji dofinansowanych przez Unię Europejską m.in. w ramach Krajowego Planu Odbudowy. To może oznaczać również wzrost cen wielu materiałów budowlanych.

„Ofiarą” rosnących kosztów budowy i cen działek są zaś głównie młodzi ludzie, szukający mieszkań w tzw. segmencie podstawowym. Przy założeniu, że obejmuje on jedną czwartą najtańszych mieszkań, w ciągu ośmiu miesięcy tego roku ich średnia cena metra kwadratowego wzrosła w Warszawie aż o 17%! Dla porównania średnia dla wszystkich oferowanych przez warszawskich deweloperów mieszkań podskoczyła w tym okresie o 6%.

Ci, którzy kupią mieszkanie w Warszawie o powierzchni 50 m kw. w średniej cenie metra kwadratowego ok. 13 tys. zł zapłacą średnio o ponad 93 tys. zł więcej niż zapłaciliby na początku roku, gdy metr kwadratowy „taniego mieszkania” w stolicy kosztował średnio ok. 11 tys. zł!Wyk.5 - Średnie ceny mieszkań w ofercie deweloperów w segmencie podstawowym

Z każdym miesiącem z oferty deweloperów błyskawicznie znikają mieszkania z ceną poniżej 10 tys. zł za metr kwadratowy. W ofercie krakowskich deweloperów już ich nie ma, zaś w Warszawie znalezienie graniczy z cudem. W Łodzi jeszcze osiem miesięcy temu ponad połowa nowych mieszkań kosztowało mniej. Obecnie stanowią 27% oferty firm deweloperskich.Wyk.6 - Struktura cenowa oferty deweloperów

Freelancer pozycjonowanie stron – dlaczego jest lepszy niż agencja?

Kiedy Michał, właściciel małej firmy z branży e-commerce, zdecydował się na pozycjonowanie swojej strony internetowej, stanął przed dylematem: freelancer czy agencja SEO? Po wielu rozmowach i analizach, wybrał freelancera i szybko przekonał się, że była to trafna decyzja!

Indywidualne podejście, elastyczność w działaniu oraz szybka reakcja na zmieniające się warunki rynkowe sprawiły, że jego strona zaczęła osiągać lepsze wyniki w wyszukiwarkach. Freelancerzy, dzięki swojej zdolności do dostosowywania strategii do specyficznych potrzeb klienta, oferują nie tylko konkurencyjne ceny, ale także szybszą realizację projektów. Bezpośrednia komunikacja i brak biurokracji pozwalają na lepsze zrozumienie potrzeb klienta, co przekłada się na wyższą jakość współpracy i efektywność działań SEO.

Dowiedz się jakie inne cechy wyróżniają indywidualnych specjalistów od pozycjonowania stron www od agencji.

Indywidualne podejście freelancera do pozycjonowania stron

Freelancerzy w dziedzinie pozycjonowania stron internetowych wyróżniają się dzięki swojemu indywidualnemu podejściu do każdego klienta. Jak możemy przeczytać na portalu https://jaw.pl/artykul/freelancer-seo-specjalista-od-pozycjonowania-stron-internetowych-n1562322Freelancer SEO to specjalista, który zajmuje się procesem pozycjonowania stron internetowych w wyszukiwarce Google . Jest to element marketingu online, który prowadzi do zwiększenia widoczności strony www w organicznych wynikach wyszukiwania na wybrane frazy/słowa kluczowe.” Tacy specjaliści potrafią dostosować swoje strategie do specyficznych potrzeb, co jest trudniejsze do osiągnięcia w dużych agencjach.

Jako przykład warto wziąć pod uwagę fakt, że freelancer może zaoferować spersonalizowaną strategię SEO, co oznacza, że każda kampania jest unikalna i dostosowana do konkretnej branży oraz celów klienta. Dzięki elastyczności w podejściu, freelancerzy mogą szybko reagować na zmiany w algorytmach wyszukiwarek czy w wymaganiach rynku.

Specjalista SEO freelancer ma możliwość również lepszego zrozumienia branży klienta. Pracując bezpośrednio z klientem, może głębiej zanurzyć się w specyfikę danej branży, co pozwala na bardziej efektywne działania związane z poprawą widoczności w wyszukiwarce Google. Dzięki temu, specjaliści SEO mogą dostosować swoje działania do unikalnych potrzeb i wyzwań, z jakimi boryka się klient.

Poniżej znajduje się tabela porównawcza, która ilustruje różnice między podejściem freelancera a agencji:

Aspekt Freelancer Agencja
Personalizacja strategii Bardzo wysoka – każda strategia jest unikalna Ograniczona – często stosowane są szablonowe rozwiązania
Elastyczność Wysoka – szybka reakcja na zmiany Średnia – wymaga zatwierdzeń i procesów wewnętrznych
Zrozumienie branży klienta Głębokie – bezpośrednia współpraca z klientem Powierzchowne – praca z wieloma klientami jednocześnie

Można więc uznać że freelancerzy oferują bardziej spersonalizowane i elastyczne podejście do pozycjonowania stron, co często przekłada się na lepsze wyniki i większe zadowolenie klientów. Dzięki głębokiemu zrozumieniu branży oraz szybkiemu reagowaniu na zmiany, freelancerzy mogą dostarczać usługi SEO na najwyższym poziomie.przewagi freelancera SEO

Koszt efektywności: Freelancer vs. agencja SEO

Jeśli chodzi o koszty zlecenia pozycjonowania stron, współpraca z freelancerem SEO często okazują się bardziej opłacalna niż z agencją. Agencje SEO zazwyczaj mają wyższe koszty operacyjne, co przekłada się na wyższe opłaty miesięczne dla klientów. W przeciwieństwie do tego niezależny specjalista SEO może zaoferować bardziej konkurencyjne ceny, ponieważ nie musi pokrywać kosztów związanych z utrzymaniem biura czy dużego zespołu.

Przyjrzyjmy się bliżej średnim kosztom miesięcznym oraz dodatkowym opłatom w poniższej tabeli:

Rodzaj Usługi Freelancer Agencja SEO
Średnie koszty miesięczne 2000 – 5000 PLN 5000 – 15000 PLN
Dodatkowe opłaty Minimalne Znaczne
Elastyczność budżetu Wysoka Niska

Przykłady z życia wzięte pokazują, że freelancerzy mogą dostosować swoje usługi do indywidualnych potrzeb klienta, oferując elastyczne pakiety i spersonalizowane podejście. Na przykład, jeden z freelancerów, z którym współpracowaliśmy, był w stanie zoptymalizować stronę internetową małej firmy za jedyne 3000 PLN , podczas gdy agencja SEO za podobne usługi żądała aż 10 000 PLN. Tego rodzaju case studies pokazują, że wybór freelancera do poprawienia widoczności witryny w organicznych wynikach wyszukiwania może być bardziej ekonomiczny i efektywny.

Szybkość realizacji projektów SEO przez freelancerów

Niezależni eksperci od pozycjonowania i optymalizacji strony mają przewagę nad agencjami SEO również jeśli chodzi o szybkość realizacji projektów. Dzięki braku biurokracji i bezpośredniej komunikacji, mogą działać znacznie sprawniej. W przeciwieństwie do agencji, które często muszą przechodzić przez wiele etapów zatwierdzania i koordynacji, freelancerzy mogą natychmiast przystąpić do działania. To oznacza, że projekty SEO są realizowane szybciej, co przekłada się na szybsze osiąganie wyników.

Bezpośrednia komunikacja z osobą, która nadzoruje proces pozycjonowanie stron eliminuje opóźnienia wynikające z przekazywania informacji przez pośredników. Freelancerzy mają również mniejszą liczbę klientów, co pozwala im skupić się na każdym projekcie z większą uwagą. Dzięki temu, efektywność ich działań jest wyższa, a wyniki SEO są bardziej zadowalające. Jak podkreślają eksperci SEO, indywidualne podejście i elastyczność freelancerów często prowadzą do lepszych rezultatów niż w przypadku dużych agencji.

O zdanie na temat przewag dotyczących pracy niezależnego specjalisty SEO a agencji zapytaliśmy Pana Kordiana Minkinę. Freelancer SEO z ponad 10 letnim doświadczeniem: „W swojej codziennej pracy mam styczność z wieloma klientami którzy po latach współpracy z różnego rodzaju agencjami SEO postanowili skorzystać z usług freelancera. Główne motywy zmiany to przede wszystkim niezadowolenie z osiąganych wyników, brak elastycznego podejścia, wysokie koszty, niejasna umowa czy brak raportu SEO z lista wykonanych czynności. Wychodząc na przeciw tym oczekiwaniom dostosowuję ofertę do potrzeb moich kontrahentów, dzięki czemu razem możemy skutecznie zwiększać widoczność stron w wynikach wyszukiwania Google.

Elastyczność i dostępność freelancera SEO

Eksperci pozycjonowania oferują elastyczność i dostępność, co czyni ich idealnym wyborem dla wielu firm. Elastyczne godziny pracy pozwalają dostosować się do potrzeb klientów, co jest szczególnie ważne w dynamicznie zmieniającym się świecie SEO. SEO

Możliwość pracy zdalnej oznacza, że freelancerzy mogą pracować z dowolnego miejsca na świecie, co zwiększa ich dostępność i umożliwia szybką reakcję na zmiany w strategii. Szybka reakcja na zmiany to kolejny z atutów. Dzięki mniejszej liczbie klientów, niezależni specjaliści mogą skupić się na indywidualnych potrzebach każdej firmy.

Innowacyjność i kreatywność freelancerów w SEO

Freelancerzy w branży SEO wyróżniają się swoją innowacyjnością i kreatywnością. Dzięki elastycznemu podejściu i braku korporacyjnych ograniczeń, mogą wprowadzać nowe techniki SEO, które często są bardziej skuteczne niż tradycyjne metody stosowane przez agencje. Na przykład, freelancerzy mogą eksperymentować z personalizowanymi strategiami, dostosowanymi do specyficznych potrzeb klienta, co pozwala na osiągnięcie lepszych wyników w krótszym czasie.

Przykłady innowacyjnych rozwiązań obejmują eksperymentowanie z różnymi metodami optymalizacji treści czy technikami linkbuildingu. Freelancerzy korzystają z narzędzi analitycznych, aby monitorować i dostosowywać swoje strategie w czasie rzeczywistym, co pozwala na szybsze reagowanie na zmieniające się algorytmy wyszukiwarek.

Aspekt Freelancer Agencja
Elastyczność Bardzo wysoka, szybkie dostosowanie do zmian Ograniczona, często wymaga zatwierdzeń na wielu poziomach
Kreatywność Indywidualne podejście, personalizowane strategie Standardowe metody, mniej miejsca na eksperymenty
Innowacyjność Nowe techniki SEO, szybkie wdrażanie Tradycyjne metody, wolniejsze wprowadzanie zmian

Takie podejście to gwarancja na zwiększenie konkurencyjności strony klienta, a to z kolei przekłada się na lepsze pozycje w wynikach wyszukiwania i większy ruch na stronie. Dzięki temu, freelancerzy mogą dostarczać bardziej wartościowe i skuteczne usługi SEO, które są dostosowane do dynamicznie zmieniającego się rynku.