Baltona zwiększa przychody, ale rośnie też strata, między innymi przez Ukrainę

0

CEO Magazyn Polska

W I półroczu 2014 roku Baltona miała 155,7 mln zł przychodów, o 59 proc. więcej niż rok temu. Z powodu wyższych kosztów wzrosła jednak również strata – do 7,48 mln zł z 3,36 mln przed rokiem.

Osiągnęliśmy 155 mln zł sprzedaży, to blisko 60 proc. wzrost, który zawdzięczamy zarówno wynikom nowo przejętych spółek z grupy Chacalli, jak i naszym spółkom Baltona w Europie Środkowo-Wschodniej. Zysk jeszcze nie wygląda lepiej w pierwszym półroczu. Nasza aktywność na Ukrainie ze zrozumiałych powodów, choć nadal rentowna, była trochę mniej rentowna niż rok temu. Pasażerowie podróżują tam mniej i kupują mniej – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Andrzej Uryga, prezes Baltona SA.

W pierwszym kwartale 2014 r. Baltona miała 6,91 mln zł skonsolidowanej straty netto przypisanej akcjonariuszom jednostki dominującej wobec 2,99 mln zł straty rok wcześniej. W pierwszym półroczu było to 7,48 mln zł straty netto, co oznacza, że drugi kwartał był zdecydowanie lepszy. Baltona wskazuje zresztą w komunikacie na sezonowość działalności, przez którą pierwszy kwartał jest zwykle najsłabszy w roku. Skonsolidowane przychody ze sprzedaży wzrosły w pierwszym kwartale br. do 66,77 mln zł z poziomu 40,15 mln zł w analogicznym okresie 2013 r., a w całym półroczu do 155,7 mln zł z 97,9 mln rok temu.

Pierwsze półrocze w naszej branży jest zawsze dużo słabsze, bo sezon zaczyna się pod koniec czerwca i trwa do sierpnia. Tak jak w zeszłym roku zanotowaliśmy stratę. Ona będzie w tym roku trochę większa ze względu na negatywny wpływ Ukrainy, jednorazowe koszty restrukturyzacyjne Chacalli i otwarcie sklepu w Alghero we Włoszech – twierdzi Uryga.

Wojna na Ukrainie negatywnie wpłynęła na wynik Baltony poprzez osłabienie hrywny oraz spadek sprzedaży, na który z kolei złożyła się mniejsza liczba pasażerów i podwyżka podatku akcyzowego na wyroby tytoniowe i alkohol. Koszty działalności operacyjnej w pierwszym półroczu zwiększyły się w porównaniu z ubiegłym rokiem o 60 proc. do 160 mln zł ze 100 mln.

Według Urygi poza Ukrainą na pozostałych zagranicznych portach Baltona osiąga solidne wzrosty sprzedaży. Od początku roku akcje spółki jednak silnie potaniały, spadając z poziomu ok. 7,15 zł do niecałych 5 zł obecnie.

Największy operator sklepów wolnocłowych w Polsce zamierza kontynuować ekspansję zagraniczną, gdzie generuje obecnie 1/3 swoich obrotów. Baltona równocześnie pracuje nad wzrostem sprzedaży całkowitej oraz sprzedaży w przeliczeniu na jednego klienta w Polsce. W pierwszym półroczu rosła ona w polskich portach lotniczych szybciej niż liczba pasażerów. Pozytywną wiadomością dla akcjonariuszy jest także rozwój siatki połączeń oraz wzrost liczby pasażerów w Modlinie, gdzie Baltona jest wyłącznym operatorem gastronomicznym.

Pomimo tego, że polskie lotniska nie miały wielkiego wzrostu w pierwszym półroczu, zanotowaliśmy wzrost sprzedaży. Bardzo staramy się dostosować nasza ofertę do potrzeb klientów i cały czas zauważamy, że na tych lotniskach zarabiamy na pasażerach coraz więcej, co jest bardzo obiecujące. Bardzo dobrze wygląda również rozwój lotniska w Modlinie. Podwarszawskie port wraca do życia i odzyskuje formę. Zgodnie z prognozami lotnisko spodziewa się osiągnięcia około 1,5 mln pasażerów, co ulokowałoby Modlin na piątym lub szóstym miejscu w Polsce, a zaczynali praktycznie od zera – wskazuje Andrzej Uryba.

Wynik finansowy w drugim półroczu może być jeszcze obciążony kosztami związanymi z przejęciem aktywów Chacalli i zmianą brandu.

– Przejęliśmy wraz z tą firmą punkty sprzedaży na trzech lotniskach  w Weeze, Rotterdamie i Liege. Zakończyliśmy właśnie audyt na tych lotniskach, chcemy je teraz zmienić brand na Baltonę. Zdecydowaliśmy, że marka Chacalli będzie dotyczyła naszych działalności dyplomatycznych, a marka Baltona będzie dotyczyła naszych działalności detalicznych. Przejęte obiekty nie wymagają jakiegoś wielkiego dokapitalizowania. Oczywiście zmiana brandu będzie się wiązała z odświeżeniem sklepów, zmianą ustawienia, może zmianą asortymentu. Będą to pewne wydatki, ale nieporównywalnie mniejsze do tych, które ponieślibyśmy, otwierając sklepy w nowych lokalizacjach – ocenia prezes Baltony.

Obrót akcjami DGA będzie zawieszony

Po rozpatrzeniu wniosku DGA S.A. o zawieszenie notowań akcji w związku ze zmianą ich wartości nominalnej, zarząd GPW podjął uchwałę w sprawie zawieszenia obrotu akcjami spółki.

Zarząd Giełdy postanowił 22 sierpnia 2014 r. na wniosek grupy doradczo-inwestycyjnej DGA S.A. zawiesić obrót akcjami spółki oznaczonych kodem „PLDGA0000019” w dniach 29 sierpnia – 11 września 2014 r. włącznie, poinformowała spółka w komunikacie.

Zlecenia maklerskie na akcje DGA S.A. przekazane na giełdę, a nie zrealizowane do dnia 28 sierpnia 2014 r. włącznie, tracą ważność po zakończeniu sesji giełdowej w tym dniu. W okresie zawieszenia zlecenia maklerskie na akcje spółki DGA S.A. nie będą przyjmowane.

M. Budzicki (PKO BP): Rentowności polskich 10-letnich obligacji mogą spaść poniżej rekordowych 3 proc.

CEO Magazyn Polska

Oprocentowanie 10-letnich obligacji polskiego rządu jest blisko historycznego minimum na poziomie 3,08 proc. W najbliższych dniach lub tygodniach obligacje mogą przełamać barierę 3 proc., czemu sprzyja pierwsza od 1989 r. deflacja oraz niepewność dotycząca wzrostu PKB w drugim półroczu. W średnim i dłuższym terminie analitycy spodziewają się jednak wzrostu rentowności polskich obligacji, bo inflacja będzie się powoli zbliżać do celu NBP, czyli 2,5 proc.

Mamy dwa główne czynniki. Po pierwsze spada inflacja, według ostatnich danych GUS we lipcu mieliśmy deflację minus 0,2 proc. rok do roku. Dodatkowo Rosja wprowadziła sankcje, co powoduje, że ten dołek, który miał osiągnąć wskaźnik CPI w lipcu, będzie osiągnięty w sierpniu na niższym poziomie. To rozbudza oczekiwania inwestorów na obniżki stóp procentowych. W tej chwili rynek zdyskontował 50 punktów bazowych cięcia w tym roku – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor dr Mirosław Budzicki, strateg rynków finansowych w PKO BP SA.

Na lipcowym posiedzeniu Rady Polityki Pieniężnej część członków opowiedziała się za obniżką stóp procentowych w najbliższym czasie, jeśli utrzymają się tendencje deflacyjne oraz gospodarka wyraźnie spowolni – wynika z komunikatu NBP. Zdaniem części ekonomistów RPP może zdecydować się na poluzowanie polityki pieniężnej już we wrześniu.

Niska rentowność obligacji oraz presja na spadek stóp procentowych NBP wynika również z polityki Europejskiego Banku Centralnego, który zdecydował się wprowadzić nadzwyczajne narzędzia w celu pobudzenia koniunktury w strefie euro (m.in. długoterminowe linie kredytowe dla banków oraz ujemną stopę depozytową). EBC nie wykluczył także uruchomienia programu skupu ABS (asset-backed securities), a to jeszcze powiększy dysparytet stóp procentowych między Polską a Eurolandem, co z kolei może prowadzić do umocnienia złotego, a w konsekwencji pogłębić deflację – wynika z „minutes” RPP.

Wydaje mi się, że najbliższe tygodnie będą w dalszym ciągu kontynuacją dotychczasowego trendu. Niewykluczone, że rynek jeszcze będzie dyskontował obniżkę stóp procentowych o kolejne 25 punktów bazowych. Z tego punktu widzenia możliwe są jeszcze, mimo bardzo niskich rentowności, dalsze spadki rentowności, czyli wzrosty cen – uważa Budzicki.

W piątek rentowność 10-letnich papierów skarbowych Polski wynosiła około 3,1 proc., z kolei francuskich – 1,37 proc., a niemieckich – 0,98 proc. Nawet jeżeli stopa referencyjna NBP spadłaby o 50-75 pkt. bazowych do 1,75-2 proc., to rentowności długoterminowych obligacji polskiego rządu nie zbliżą się do poziomów, które mają obecnie najważniejsze gospodarki w strefie euro.

Mamy do czynienia z inna gospodarką, jesteśmy rynkiem wschodzącym. W sposób naturalny będziemy notować wyższą premię w stosunku do papierów niemieckich. Mamy też decydowanie wyższe stopy procentowe i zupełnie inną sytuacje makroekonomiczną. Wykluczałbym tak gwałtowny spadek. Niemniej jednak w najbliższych tygodniach rentowność obligacji 10-letnich będą testowały poziom 3 proc. i niewykluczone, że go pokonamy – prognozuje strateg rynków finansowych w PKO BP.

Bliskie rekordowych ceny polskiego długu zwiększają ryzyko inwestycyjne, czego przykładem jest krótkookresowa wyprzedaż i realizacja zysków na przełomie lipca i sierpnia. Pretekstem do spadku cen obligacji – czyli wzrostu ich rentowności – może być brak obniżki stóp procentowych we wrześniu lub optymistyczne dane z polskiej gospodarki, które radykalnie zmniejszą szansę na złagodzenie polityki monetarnej. Zgodnie z projekcją NBP inflacja powinna stopniowo rosnąć w najbliższych kwartałach, co w dłuższym terminie doprowadzi do spadku cen obligacji.

Myślę, że w najbliższych tygodniach rentowności mogą jeszcze spaść. Z punktu widzenia inwestora warto trzymać obligacje w krótkim okresie, natomiast w średnim i dłuższym moim zdaniem one stracą – przewiduje dr Mirosław Budzicki.

Za dwa tygodnie decyzja Lotosu ws. emisji akcji o wartości 1 mld zł

0

8 września akcjonariusze Lotosu zdecydują o emisji akcji w wysokości 1 mld zł. Dodatkowy kapitał ma finansować poszukiwanie w Bałtyku i wydobycie z jego dna surowców oraz planowane przejęcia koncesji w Norwegii. Koncern zainwestuje część środków również w poprawę rentowności gdańskiej rafinerii. Spółka podkreśla jednocześnie, że emisja akcji nie doprowadzi do utraty kontroli nad Lotosem ze strony Skarbu Państwa.

Chcemy bardziej zbilansować portfel naszych aktywów, tak, aby większą rolę odgrywało poszukiwanie i wydobycie węglowodorów. To jest przyszłościowo dużo bardziej atrakcyjny obszar działania. Nie chcemy jednak zapominać o naszych aktywach rafineryjnych i będziemy dalej je udoskonalać w taki sposób, żeby były jeszcze bardziej odporne na negatywne zmiany, które do tej pory zachodziły – mówi agencji informacyjnej Newseria Mariusz Machajewski, wiceprezes zarządu, dyrektor ds. ekonomiczno-finansowych w Grupie Lotos SA.

W segmencie upstream (poszukiwań i wydobycia węglowodorów) priorytetem dla Grupy Lotos jest zagospodarowanie złóż ropy naftowej i gazu ziemnego na Morzu Bałtyckim. W tym roku spółka ma wydać na ten cel 1 mld zł, a w całym okresie 2011–2015 nakłady mają wynieść około 4 mld zł. Równocześnie koncern planuje nabyć do końca 2015 r. kolejne koncesje wydobywcze na szelfie Morza Norweskiego.

Zwiększenie udziału segmentu upstream ma zmniejszyć ryzyko w działalności oraz poprawić rentowność na poziomie całej Grupy. Lotos chce także zwiększać rentowność produkcji rafineryjnej, co wynika z silnej presji konkurencyjnej i trudnego otoczenia ekonomicznego, które razem negatywnie oddziałują na marże.

Spółka dotychczas bardzo szybko się rozwijała i chce utrzymać tempo swojego rozwoju. Środowisko jest coraz trudniejsze i ten, który wstrzymuje się w rozwoju, traci na znaczeniu. Zresztą przykład inwestycji 10+ pokazuje, że w dzisiejszych warunkach mimo bardzo słabego otoczenia makroekonomicznego nasz segment rafineryjny jest zyskowny. Rafinerie, które w ostatnich latach się nie rozwijały, to niestety są rafinerie zdecydowanie deficytowe – wskazuje wiceprezes Grupy Lotos.

Według szacunków Lotosu w II kwartale 2014 r. marża rafineryjna wyniosła 4,97 dolarów za baryłkę, podczas gdy w I kwartale było to 5,05 dolarów, a w IV kwartale 2013 r. 5,48 dolarów za baryłkę. Dla porównania średnia marża dla rafinerii w północno-zachodniej Europie wyniosła w I kwartale br. tylko 0,9 dolarów za baryłkę. Lotos korzystała jednak na sprzyjającym dyferencjale między ropą Ural oraz Brent.

Pomimo wdrożenia Programu 10+ gdański koncern ma jeszcze dużą przestrzeń do zwiększenia efektywności swojej rafinerii. Do końca 2015 r. ma zostać wprowadzony system zarządzania ryzykiem eksploatacji urządzeń ciśnieniowych, dzięki czemu wydłuży się okres ciągłej pracy rafinerii z 4 do 5-6 lat. To pozytywnie wpłynie na możliwości przerobowe, a zatem i na wyniki finansowe – informowała spółka.

W segmencie związanym z naszą działalnością rafineryjną są projekty mające bardzo atrakcyjne stopy zwrotu, które nie tylko powinny przynieść efekt finansowy, lecz także uniezależnić nas chociażby od problemu związanego z produkowaniem ciężkich pozostałości rafineryjnych – twierdzi Machajewski.

Zgodnie ze strategią rządową dla sektora naftowego w Polsce Skarb Państwa ma kontrolować 50 proc. akcji Grupy Lotos. Zdaniem wiceprezesa zarządu wyklucza to możliwość przejęcia kontroli nad strategiczną spółką przez podmioty z innych państw, a planowana emisja akcji o wartości 1 mld zł nie zmienia tej sytuacji.

Emisja jest skierowana do istniejących akcjonariuszy Grupy Lotos, tak więc to oni zadecydują, czy będą chcieli obejmować akcje, czy nie. Należy pamiętać, że warunki emisji są skonstruowane w taki sposób, że emisja nie dojdzie do skutku, jeżeli Skarb Państwa nie obejmie odpowiedniej liczby akcji. To oznacza, że nie ma obawy o kontrolę nad Grupą i nie powinno jej być w przyszłości – podsumowuje Mariusz Machajewski.

Grupa Lotos: Emisja akcji jest konieczna, by zwiększyć konkurencyjność spółki w trudnym otoczeniu ekonomicznym

CEO Magazyn Polska

8 września akcjonariusze Lotosu zdecydują o emisji akcji w wysokości 1 mld zł. Dodatkowy kapitał ma finansować poszukiwanie w Bałtyku i wydobycie z jego dna surowców oraz planowane przejęcia koncesji w Norwegii. Koncern zainwestuje część środków również w poprawę rentowności gdańskiej rafinerii. Spółka podkreśla jednocześnie, że emisja akcji nie doprowadzi do utraty kontroli nad Lotosem ze strony Skarbu Państwa.

Chcemy bardziej zbilansować portfel naszych aktywów, tak, aby większą rolę odgrywało poszukiwanie i wydobycie węglowodorów, bo to jest przyszłościowo dużo bardziej atrakcyjny obszar działania. Nie chcemy jednak zapominać o naszych aktywach rafineryjnych i dalej je udoskonalać w taki sposób, żeby były jeszcze bardziej odporne na negatywne zmiany, które do tej pory zachodziły – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Mariusz Machajewski, wiceprezes zarządu, dyrektor ds. ekonomiczno-finansowych w Grupie Lotos SA.

W segmencie upstream (poszukiwań i wydobycia węglowodorów) priorytetem dla Grupy Lotos jest zagospodarowanie złóż ropy naftowej i gazu ziemnego na Morzu Bałtyckim. W tym roku spółka ma wydać na ten cel 1 mld zł, a w całym okresie 2011–2015 nakłady mają wynieść około 4 mld zł. Równocześnie koncern planuje nabyć do końca 2015 r. kolejne koncesje wydobywcze na szelfie Morza Norweskiego.

Zwiększenie udziału segmentu upstream ma zmniejszyć ryzyko w działalności oraz poprawić rentowność na poziomie całej Grupy. Lotos chce także zwiększać rentowność produkcji rafineryjnej, co wynika z silnej presji konkurencyjnej i trudnego otoczenia ekonomicznego, które razem negatywnie oddziałują na marże.

Spółka dotychczas bardzo szybko się rozwijała i chce utrzymać tempo swojego rozwoju. Środowisko jest coraz trudniejsze i ten, który wstrzymuje się w swoim rozwoju, traci na znaczeniu. Zresztą przykład inwestycji 10+ pokazuje, że w dzisiejszych warunkach mimo bardzo słabego otoczenia makroekonomicznego nasz segment rafineryjny jest segmentem zyskownym. Jeżeli popatrzymy na te rafinerie, które się nie rozwijały w ostatnich latach, niestety, mówimy tu o rafineriach zdecydowanie deficytowych – wskazuje wiceprezes Grupy Lotos.

Według szacunków Lotosu w II kwartale 2014 r. marża rafineryjna wyniosła 4,97 dolarów za baryłkę, podczas gdy w I kwartale było to 5,05 dolarów, a w IV kwartale 2013 r. 5,48 dolarów za baryłkę. Dla porównania średnia marża dla rafinerii w północno-zachodniej Europie wyniosła w I kwartale br. tylko 0,9 dolarów za baryłkę. Lotos korzystała jednak na sprzyjającym dyferencjale między ropą Ural oraz Brent.

Pomimo wdrożenia Programu 10+ gdański koncern ma jeszcze dużą przestrzeń do zwiększenia efektywności swojej rafinerii. Do końca 2015 r. ma zostać wprowadzony system zarządzania ryzykiem eksploatacji urządzeń ciśnieniowych, dzięki czemu wydłuży się okres ciągłej pracy rafinerii z 4 do 5-6 lat. To pozytywnie wpłynie na możliwości przerobowe, a zatem i na wyniki finansowe – informowała spółka.

W segmencie związanym z naszą działalnością rafineryjną są projekty mające bardzo atrakcyjne stopy zwrotu, które nie tylko powinny przynieść efekt finansowy, lecz także uniezależnić nas chociażby od problemu związanego z produkowaniem ciężkich pozostałości rafineryjnych – twierdzi Machajewski.

Zgodnie ze strategią rządową dla sektora naftowego w Polsce Skarb Państwa ma kontrolować 50 proc. akcji Grupy Lotos. Zdaniem wiceprezesa zarządu wyklucza to możliwość przejęcia kontroli nad strategiczną spółką przez podmioty z innych państw, a planowana emisja akcji o wartości 1 mld zł nie zmienia tej sytuacji.

Emisja jest skierowana do istniejących akcjonariuszy Grupy Lotos, tak więc to oni zadecydują, czy będą chcieli obejmować akcje, czy nie. Należy pamiętać, że warunki emisji są skonstruowane w taki sposób, że emisja nie dojdzie do skutku, jeżeli Skarb Państwa nie obejmie odpowiedniej liczby akcji. To oznacza, że nie ma obawy o kontrolę nad Grupą i nie powinno jej być w przyszłości – podsumowuje Mariusz Machajewski.

Od października cyfrowe Polskie Radio w kolejnych sześciu aglomeracjach i z nowym programem dla dzieci

0

W październiku w kolejnych sześciu miastach nastąpi cyfryzacja Polskiego Radia. Dzięki temu do końca roku ponad 30 proc. Polaków będzie mogło korzystać z nowej formy odbioru. Równocześnie z poszerzeniem zasięgu ma ruszyć nowa stacja dla dzieci i rodziców, a na początku przyszłego roku lub nieco później dla seniorów.

Proces, który rozpoczęliśmy 1 października ubiegłego roku, trwa. W tej chwili na cyfrze mogą nas słuchać mieszkańcy czterech wielkich aglomeracji w Polsce. Mamy nadzieję, że od października dołączą do nich mieszkańcy kolejnych sześciu dużych miast, co sprawi, że będziemy mogli zrealizować tegoroczne założenia co do budowy sieci cyfrowej w naszym kraju  ponad 30 proc. mieszkańców Polski będzie miało możliwość korzystania także z odbioru cyfrowego Polskiego Radia – zapowiada w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Andrzej Siezieniewski, prezes zarządu Polskiego Radia.

Od października ubiegłego roku Polskie Radio nadaje cyfrowo w Katowicach i Warszawie. Od 1 sierpnia zasięg poszerzył się o Wrocław i Szczecin, a w październiku technologia obejmie też Gdańsk, Kielce, Kraków, Łódź, Opole i Poznań. Kolejne etapy cyfryzacji planowane są na 1 stycznia, 1 kwietnia i 1 lipca przyszłego roku, a cały kraj będzie objęty cyfrowym Polskim Radiem do grudnia 2020 r.

Wraz ze zmianą technologii Polskie Radio rozszerza też ofertę programową. Poza Jedynką, Dwójką, Trójką oraz Czwórką, Radiem Zagranica oraz rozgłośniami lokalnymi w technologii cyfrowej nadaje także program informacyjny PR24 oraz muzyczny Radio Rytm. Od października, przy kolejnym rozszerzeniu zasięgu, ruszy nowy program dla dzieci i rodziców o roboczej nazwie Radio Bajka lub Radio Krasnal.

Pracujemy także nad ofertą dla starszego audytorium, czyli Radiem Retro. To jest potężna grupa słuchaczy. Liczymy, że potencjalnymi odbiorcami oferty nowej stacji będzie od 8 do 10 mln mieszkańców naszego kraju. Chcielibyśmy ten program uruchomić na początku przyszłego roku, być może od 1 stycznia, może nieco później. To będzie zależało także od negocjacji z Krajową Radą Radiofonii i Telewizji, od uzyskania koncesji na nadawanie tego programu – zdradza Siezieniewski.

W planach jest jeszcze piąty program nadawany cyfrowo. Może to być edukacyjne Radio Eureka, ale niewykluczone, że po rozmowach z rozgłośniami regionalnymi oraz KRRiT Polskie Radio zmieni ten plan. Zgodnie ze informacjami na stronie internetowej nadawcy program ma ruszyć od czerwca 2015 r.

Siezieniewski dodaje, że na procesie cyfryzacji skorzystają również rozgłośnie regionalne, które dzięki niemu mogą urozmaicić ofertę. Przeciwni szybkiej cyfryzacji są jednak nadawcy komercyjni. Argumentują oni, że jeśli proces zmiany technologii potrwa długo, będą musieli ponosić podwójne koszty nadawania w obydwu systemach. Z kolei jeśli zmiana będzie zbyt szybka, część odbiorców może zrezygnować z wymiany odbiornika radiowego. Do odbioru radia cyfrowego jest bowiem potrzebny nowocześniejszy sprzęt.

Nie zmienił się stosunek struktur komercyjnych do emisji cyfrowej. Toczą się w tej sprawie rozmowy, Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji utworzyła specjalny zespół, który ma wypracować formułę, która sprawi, że także struktury komercyjne zaangażują się w ten proces. Bardzo liczę na to, że w którymś momencie świadomość, że jest to proces nieuchronny, dotrze także do kolegów z komercji i włączą się czynnie w budowanie zarówno sieci, jak i oferty programowej – mówi Siezieniewski.

Podkreśla, że cyfryzacja radia w Europie trwa już w 15 krajach, a w kilku kolejnych wkrótce się rozpocznie. W Norwegii od początku 2017 r. radio może w ogóle przestać nadawać analogowo, ale tylko pod warunkiem, że co najmniej 50 proc. populacji będzie miało odbiorniki umożliwiające słuchanie radia cyfrowego. O wyłączeniu transmisji analogowej, jak mówi Siezieniewski, myśli się także w Niemczech i Wielkiej Brytanii. W Polsce przez kilka lat dostępny będzie zarówno sygnał cyfrowy, jak i analogowy.

Reklama rozsyłana za pomocą tradycyjnej poczty skuteczniejsza niż SMS i mailing

CEO Magazyn Polska

Mimo że nowoczesne kanały komunikacji bardzo się rozwinęły w ostatnich latach, tradycyjna przesyłka listowa pozostaje jedną z najbardziej powszechnych metod dotarcia z reklamą bezpośrednią do klienta. W 2013 roku ulotki, gazetki czy katalogi docierały do ponad 20 mln Polaków. Dla porównania reklamowe SMS-y do niespełna 14 mln Polaków – wynika z badań Millward Brown i Stowarzyszenia Marketingu Bezpośredniego. W tej sytuacji wiele firm nadal uznaje listy reklamowe za najskuteczniejszy sposób bezpośredniego dotarcia do odbiorcy. Warunkiem sukcesu jest odpowiedni dobór bazy odbiorców.

Jeżeli chodzi o media elektroniczne, to reklamy bardzo często są filtrowane poprzez różnego typu narzędzia, np. filtry antyspamowe, które powodują, że mailing reklamowy nie dociera do tej osoby, do której powinien dotrzeć – mówi agencji Newseria Biznes Marek Witczak, członek zarządu Speedmail, operatora świadczącego usługi pocztowe dla biznesu. – Natomiast tradycyjna dostawa przesyłki, która dociera do konkretnej osoby, po pierwsze wzbudza ciekawość, po drugie można na przesyłce zawrzeć dodatkowe informacje, które zainteresują odbiorcę i zachęcą go do otwarcia przesyłki i zapoznania się z ofertą.

Dotychczas klient planujący swoją listową kampanię reklamową mógł wybrać wysyłkę masową lub bardzo precyzyjną, spersonalizowaną wysyłkę adresową. Witczak jednak podkreśla, że wadą kampanii masowej jest brak precyzji – wiele przesyłek dociera do osób, które nie są zainteresowane ofertą, co generuje wysokie koszty druku i dystrybucji. Natomiast wysyłka adresowa jest bardzo precyzyjna, ale kosztowna – wymaga posiadania bazy danych konkretnych odbiorców. Dlatego Speedmail stworzył nowe usługi marketingowe, które pozwalają na dotarcie do interesujących grup odbiorców przy niższych kosztach.

W naszej ofercie to są dwie usługi. Jedna z nich, Targetmail, to usługa częściowo adresowanych przesyłek marketingowych [np. bez imienia i nazwiska adresata – red.], kierowanych do określonych grup odbiorców, np. dla właścicieli domków jednorodzinnych – mówi Marek Witczak. – Druga usługa, Listingmail, to mailing przesyłek niezaadresowanych, czyli dostawy przesyłek skierowanych do szerszego grona odbiorców, wybranych według określonych kryteriów, m.in. demograficznych lub geograficznych, na przykład do osób mieszkających w określonej dzielnicy.

Kluczem do sukcesu kampanii wykorzystującej marketing bezpośredni są odpowiednie bazy danych. Speedmail korzysta z bazy, która opisuje ponad 37 milionów odbiorców zamieszkujących ponad 11 mln gospodarstw domowych pod kątem ich wieku, płci, liczby mieszkańców, rodzaju zabudowy, poziomu dochodów i siły nabywczej.

To nadawca określa profil klienta, do którego chce dotrzeć ze swoją ofertą. Po jego określeniu my przygotowujemy specyfikację bazy danych i dostarczamy nadawcy konkretne adresy osób, do których taka oferta ma być skierowana – mówi Marek Witczak, np. do odbiorców, wśród których jest przewaga osób w wieku pow. 50. roku życia lub mających ponadprzeciętne dochody.

Dodaje, że rynek pozytywnie zareagował na nową ofertę firmy. Od końca ubiegłego roku, kiedy pojawiły się nowe usługi, Speedmail wysłał ok. 1,5 mln przesyłek Targetmail i Listingmail. Z nowych rozwiązań marketingu bezpośredniego korzystają m.in. firmy telekomunikacyjne, biura podróży oraz fundacje, które pozyskują środki na swoją działalność.

W Polsce szybko rozwija się baza hotelowa. Standard rośnie, a ceny noclegów są jednymi z najniższych w UE

Za nocleg w hotelu w Warszawie trzeba zapłacić średnio ok. 70 euro. Od kilku lat Warszawa jest najbardziej atrakcyjnym cenowo miastem ze wszystkich stolic europejskich. Jak twierdzi Łukasz Dąbrowski, dyrektor generalny portalu rezerwacji hotelowych HRS Polska, na rynku jest już duży wybór hoteli, a konkurencja wciąż rośnie.

W globalnej perspektywie najtaniej wypadają destynacje azjatyckie, czyli takie kraje, jak Chiny czy Malezja – mówi Łukasz Dąbrowski. – To efekt ogromnej konkurencji na tamtejszych rynkach. Natomiast jeśli chodzi o kierunki, które trzymają cenę, to na świecie zawsze najwyżej notowane są miasta w Stanach Zjednoczonych, a w Europie – liderzy rankingu popularności, czyli Londyn, Paryż i Zurych. Również niektóre destynacje skandynawskie cenowo notowane są bardzo wysoko.

Warszawski rynek na tym tle wypada bardzo dobrze. Ceny w stolicy należą nie tylko do najatrakcyjniejszych w regionie Europy Środkowo-Wschodniej, lecz także i w całej Europie – wynika z badania HRS. Średnia cena pokoju spadła w ostatnim czasie o blisko 5 proc. i wynosi nieco ponad 72 euro za nocleg. Delikatne obniżki odnotowano również w innych krajach regionu.

Zdaniem Dąbrowskiego branża reaguje szybko na zmiany polityczne i ekonomiczne.

W naszym regionie Europy działo się ostatnio sporo – przypomina Dąbrowski. – Region centralno-wschodni zawsze jednak wypada korzystnie na tle reszty Europy. Warszawa, Praga, Budapeszt to nie tylko najchętniej odwiedzane w tej części Europy destynacje, lecz także najbardziej atrakcyjne cenowo.

Jak podkreśla dyrektor HRS Polska, baza hotelowa w kraju prężnie się rozwija. To odpowiedź nie tylko na zwiększone zainteresowanie Polską ze strony zagranicznych turystów, lecz także na rosnący ruch turystyczny w kraju. Dla Polaków usługa hotelowa w ostatnich latach przestała być niedostępna cenowa. Największą popularnością cieszą się hotele trzygwiazdkowe, choć rośnie również zainteresowanie obiektami w wyższym standardzie.

Bardzo dynamiczny rozwój bazy hotelowej doskonale odzwierciedla to zapotrzebowanie – mówi Dąbrowski. – Obiektów przybywa przede wszystkim w segmencie hoteli niezależnych.

Najbliższe dwa miesiące to okres żniw dla hoteli cztero- i pięciogwiazdkowych, które swoje usługi kierują głównie do klientów korporacyjnych. We wrześniu i w październiku często odbywają się targi, konferencje, a firmy organizują wyjazdy szkoleniowe, handlowe, imprezy pracownicze.

– Powrót sezonu biznesowego oznacza również wzrost cen w większości destynacji, w szczególności w największych miastach polskich – mówi Łukasz Dąbrowski. – Wzrost może tam sięgać nawet kilkudziesięciu procent w stosunku do sezonu wypoczynkowego. Mamy miasta, które słyną z tego, że są niezwykle popularne wśród podróżujących biznesowo, jak Warszawa, Gdańsk, Kraków, Poznań, i tam możemy się spodziewać największych podwyżek.

Błędy pracowników gratką dla cyberprzestępców. To jedno z głównych zagrożeń dla bezpieczeństwa sieci firmy

Cyberprzestępcy potrafią ominąć nawet najbardziej skomplikowane systemy bezpieczeństwa w firmach. Hakerzy wykorzystują najczęściej przestarzałe oprogramowanie, nieusunięte luki w oprogramowaniu, porzuconą własność cyfrową. Najlepszą okazją są dla nich błędy użytkowników sieci, a więc pracowników danej firmy.

Z raportu Cisco 2014 Midyear Security za I półrocze wynika, że jednym z główny zagrożeń są ataki typu Man in The Browser. 94 proc. wewnętrznych sieci firm, badanych przez Cisco, obsługiwało ruch do stron webowych zawierających złośliwy kod.

Jest to rodzaj zaawansowanego, złośliwego oprogramowania, które kiedy dostanie się na urządzenie, w jakiś sposób modyfikuje wyświetlaną stronę i wysyła dane albo przekształca je w elementy ścieżki pomiędzy użytkownikiem i portalem – wskazuje Gaweł Mikołajczyk, ekspert ds. bezpieczeństwa w Cisco Systems Poland.

Jak twierdzi ekspert, w ten sposób najczęściej atakowane są bankowe strony internetowe. Dla nieświadomego użytkownika, który korzysta z zainfekowanego komputera lub tabletu, strona, przez którą robi przelewy, wygląda identycznie, co strona banku, ale w rzeczywistości nią nie jest.

Użytkownik chciałby na przykład uruchomić transfer określonej sumy pieniędzy A na konto osobie B, a Man in the Browser malware powodują zmianę treści i wysłanie osobie X pieniędzy w kwocie Y – tłumaczy Gaweł Mikołajczyk w rozmowie z agencją Newseria Biznes. – Następuje zatem podmiana transakcji.

Według specjalisty Cisco to bardzo groźna forma ataku, ponieważ metody obrony, takie jak antywirus, uaktualnianie oprogramowania czy szyfrowanie ruchu, są nieskuteczne, gdy stacja robocza jest zainfekowana.

Działania obronne oraz fakt, że sama przeglądarka internetowa szyfruje, ułatwiają ochronę – mówi ekspert ds. bezpieczeństwa Cisco Systems Poland. – Ale złośliwe oprogramowanie korzysta z szyfrowania przeglądarki w sposób transparentny. Podczas takiego ataku najbardziej niebezpieczne jest właśnie to, że pomija on w zasadzie wszystkie elementy ochrony.

Taka forma ataku wykorzystywana jest również do innych działań o charakterze przestępczym, jak komunikacja z innym serwerem, pobieranie poufnych danych z komputera czy urządzeń mobilnych lub za ich pośrednictwem.

Według raportu Cisco zagrożone są również sieci korporacyjne i firmowe, które korzystają z usługi tzw. dynamicznego DNS.

Został on stworzony dla zmieniających adres oraz lokalizację komputerów czy routerów – tłumaczy Gaweł Mikołajczyk. – Serwery i sieci korporacyjne mają przypisaną adresację. Natomiast użytkownicy internetu mobilnego korzystają z usług operatorów telekomunikacyjnych, kablowych, stacjonarnych itd. Nie mają adresu, bywają więc infekowani i stają się częścią botnetu, czyli ogromnej sieci zarażonych maszyn. Następuje wtedy komunikacja pomiędzy zarażonymi komputerami a stacjami w sieciach korporacyjnych i innych częściach internetu.

Dwie trzecie sieci to systemy nieprawidłowo wykorzystywane lub zawierające komputery należące do sieci botnet, zainfekowane przez oprogramowanie, które ukrywa rzeczywiste adresy IP.

Jeżeli użytkownicy sieci korporacyjnej zaczynają się komunikować z adresami IP, a nie domenami, osoby zajmujące się bezpieczeństwem od razu nabierają podejrzeń. Zwykle użytkownik nie wpisuje bowiem adresu IP, tylko nazwę strony. Usługa dynamicznego DNS pozwala natomiast odwrócić uwagę administratorów bezpieczeństwa – objaśnia Gaweł Mikołajczyk.

Trzecim najpoważniejszym zagrożeniem jest szyfrowanie wykradania danych. W badanych przez Cisco sieciach dużych firm w 44 proc. generowane były zapytania DNS dotyczące stron lub domen, które oferują usługi szyfrowania danych. Jak podkreśla Mikołajczyk, często jest tak, że z takimi portalami łączy się nie użytkownik, a jego zainfekowany komputer. Jest jednak wiele przypadków, kiedy zagrożenie jest spowodowane przez nieświadomego i nieostrożnego pracownika. Omijają oni mechanizmy bezpieczeństwa istniejące w firmie, by coś sprawdzić w internecie i w ten sposób ułatwić sobie pracę.

W każdej z badanych przez nas firm – a są to korporacje z przychodami o łącznej wartości ponad 300 miliardów dolarów, które ogromne środki inwestują w bezpieczeństwo, były wysyłane zapytania do serwerów, które hostują, a więc posiadają i udostępniają złośliwe oprogramowanie – wskazuje Mikołajczyk.

Jak wynika z raportu Cisco, szczególnie narażone na ataki są firmy z branż specjalistycznych: przemysłu farmaceutycznego, chemicznego, medialnego oraz lotniczego.

ROBYG: Jeszcze w tym roku ruszy sprzedaż mieszkań na Mokotowie. Duże plany związane z prawobrzeżną częścią Warszawy, Gdańskiem i Wrocławiem

CEO Magazyn Polska

Jeszcze w tym roku ruszy sprzedaż mieszkań z nowej inwestycji Grupy ROBYG na warszawskim Mokotowie. Deweloper zamierza na kupionej za niemal 70 mln zł działce wybudować łącznie ok. 1000 mieszkań. Planuje też inwestycje w Gdańsku, gdzie może powstać nawet 4 tys. mieszkań, Wrocławiu i w prawobrzeżnych dzielnicach Warszawy.

Teren na Mokotowie już jest nasz. W związku z tym wczesną jesienią złożymy wniosek o pozwolenie na budowę. Sądzimy, że jeszcze w tym roku rozpoczniemy sprzedaż – zapowiada w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Zbigniew Okoński, prezes firmy ROBYG.

Deweloper kupił działkę o powierzchni ok. 85 tys. metrów kw. na początku sierpnia za 68,5 mln zł. Teren pomiędzy ulicami Puławską a Sikorskiego na warszawskim Mokotowie umożliwia budowę około 1000 mieszkań i 6000 metrów kw. powierzchni usługowej. To jednak nie jedyna inwestycja Grupy ROBYG w Warszawie. Deweloper uzyskał tego lata pozwolenia na budowę piątego i szóstego etapu osiedla Królewskiego na Wilanowie.

Okoński zapowiada, że Grupa ROBYG przygląda się także dzielnicom prawobrzeżnym. Zapowiada, że spółka może rozpocząć po wschodniej stronie Wisły inwestycję na kilkaset mieszkań, choć na razie nie zdradza szczegółów.

Grupa ROBYG działa także w Gdańsku i we Wrocławiu, gdzie ma tereny inwestycyjne. Okoński podkreśla, że wobec tych miast spółka także ma ambitne plany rozwoju.

W Gdańsku mamy możliwość wybudowania jeszcze ponad 4 tys. mieszkań, dlatego nie musimy obecnie zabiegać tam o miejsca pod inwestycje. We Wrocławiu mamy jeden teren, czekamy tylko na wybudowanie infrastruktury przez miasto. To może nastąpić w 2015-2016 roku. Żeby rozpocząć inwestycję w tym mieście, musielibyśmy jednak dokupić jeszcze tereny, ponieważ to, co posiadamy obecnie, nie wystarczy  – tłumaczy Okoński.

Spółka w tym roku może osiągnąć historyczny wynik ponad 2000 sprzedanych mieszkań. Okoński podkreśla, że na dobre wyniki wpływa rządowy program dopłat Mieszkanie dla Młodych, choć i bez niego spółka bardzo dobrze radzi sobie z przedsprzedażą. Według niego program skutecznie zachęca młodych klientów do kupowania mieszkań ze wsparciem rządu. Szczególnie widać to w Gdańsku, ale także w Warszawie.

Grupa ROBYG chce też skorzystać na drugim państwowym programie wsparcia rynku mieszkaniowego, czyli Funduszu Mieszkań na Wynajem Banku Gospodarstwa Krajowego. Ma on ruszyć jesienią. Fundusz będzie budował inwestycje mieszkaniowe, które potem zostaną przeznaczone na długoterminowy wynajem na korzystnych warunkach.

Złożyliśmy już odpowiednie propozycje do niedawno powstałego Funduszu. Sądzimy, że będą one interesujące dla inwestora, który będzie potem wynajmował mieszkania – mówi Okoński.

Zapowiada się dobry rok dla polskiej branży odzieżowej

0

Najnowsze dane z firm odzieżowych potwierdzają, że koniunktura w branży jest dobra i nie zmienią tego nawet napięte stosunki z Rosją. W zeszłym roku, jak wynika z raportu badawczo-konsultingowej firmy PMR, polski rynek odzieżowy wart był 22,2 mld zł, o 3,6 proc. więcej niż w roku 2012. Rok 2014 także zapowiada się nie najgorzej.

‒ Z tego, co podają firmy odnośnie wyników sprzedażowych z ostatnich miesięcy, wynika, że są odnotowywane wzrosty sprzedaży, czyli sytuacja się poprawia ‒ podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Mirosław Misztal, prezes zarządu spółki Monnari Trade.

Monnari należy do najbardziej znaczących spółek na polskim rynku odzieżowym. Firma posiada dziś 119 salonów sprzedaży, głównie w centrach handlowych największych miast. Jej zyski ostatnio systematycznie rosną. W II kwartale 2014 roku spółka zarobiła netto 6,4 mln zł, czyli o 2 mln zł więcej niż rok wcześniej. W całym I półroczu zysk netto Monnari sięgnął 12,5 mln zł (przy 5,5 mln zł zysku netto w I półroczu 2013).

‒ Wpływ na to miało kilka czynników ‒ mówi prezes Misztal. ‒ Poprawa sytuacji na rynku, większa chęć klientów do zakupów, a zarazem restrukturyzacja firmy z lat poprzednich. A więc poprawa w parametrach zakupowych i kosztowych.

Spółka nie zamierza jednak spocząć na laurach po osiągnięciu 125-proc. wzrostu zysku w relacji do I półrocza 2013 r. W planach ma dalsze zwiększenie sprzedaży i poprawę marży. Szykuje się też do otwarcia w tym roku kolejnych salonów sprzedaży. Ma ich powstać jeszcze 11, w tym dwa w Poznaniu.

‒ Nie chciałbym się dzisiaj jeszcze wypowiadać na temat prognoz na ten rok ‒ zastrzega Mirosław Misztal. ‒ Zakładam, że te wyniki będą znacznie lepsze niż w poprzednim roku.

Zdaniem prezesa Monnari w całej branży odzieżowej można w tym roku oczekiwać dobrych wyników. Konflikt z Rosją, choć przysporzy polskiej odzieżówce pewnych problemów, na pewno nie spowoduje spadku zysków.

‒ Zakładam, że można oczekiwać dalszych wzrostów. Natomiast na pewno nie będzie to już taka dynamika jak w ostatnim kwartale ‒ ocenia Mirosław Misztal.

Monnari spodziewa się kolejnego dobrego roku dla polskiej branży odzieżowej. W najbliższych miesiącach otworzy 11 salonów

0

CEO Magazyn Polska

Najnowsze dane z firm odzieżowych potwierdzają, że koniunktura w branży jest dobra i nie zmienią tego nawet napięte stosunki z Rosją. W zeszłym roku, jak wynika z raportu badawczo-konsultingowej firmy PMR, polski rynek odzieżowy wart był 22,2 mld zł, o 3,6 proc. więcej niż w roku 2012. Rok 2014 także zapowiada się nie najgorzej.

‒ Z tego, co podają firmy odnośnie wyników sprzedażowych z ostatnich miesięcy, wynika, że są odnotowywane wzrosty sprzedaży, czyli sytuacja się poprawia ‒ podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Mirosław Misztal, prezes zarządu spółki Monnari Trade.

Monnari należy do najbardziej znaczących spółek na polskim rynku odzieżowym. Firma posiada dziś 119 salonów sprzedaży, głównie w centrach handlowych największych miast. Jej zyski ostatnio systematycznie rosną. W II kwartale 2014 roku spółka zarobiła netto 6,4 mln zł, czyli o 2 mln zł więcej niż rok wcześniej. W całym I półroczu zysk netto Monnari sięgnął 12,5 mln zł (przy 5,5 mln zł zysku netto w I półroczu 2013).

‒ Wpływ na to miało kilka czynników ‒ mówi prezes Misztal. ‒ Poprawa sytuacji na rynku, większa chęć klientów do zakupów, a zarazem restrukturyzacja firmy z lat poprzednich. A więc poprawa w parametrach zakupowych i kosztowych.

Spółka nie zamierza jednak spocząć na laurach po osiągnięciu 125-proc. wzrostu zysku w relacji do I półrocza 2013 r. W planach ma dalsze zwiększenie sprzedaży i poprawę marży. Szykuje się też do otwarcia w tym roku kolejnych salonów sprzedaży. Ma ich powstać jeszcze 11, w tym dwa w Poznaniu.

‒ Nie chciałbym się dzisiaj jeszcze wypowiadać na temat prognoz na ten rok ‒ zastrzega Mirosław Misztal. ‒ Zakładam, że te wyniki będą znacznie lepsze niż w poprzednim roku.

Zdaniem prezesa Monnari w całej branży odzieżowej można w tym roku oczekiwać dobrych wyników. Konflikt z Rosją, choć przysporzy polskiej odzieżówce pewnych problemów, na pewno nie spowoduje spadku zysków.

‒ Zakładam, że można oczekiwać dalszych wzrostów. Natomiast na pewno nie będzie to już taka dynamika jak w ostatnim kwartale ‒ ocenia Mirosław Misztal.

Kraje Afryki Północnej atrakcyjne dla eksporterów. Sprzedaż na tych rynkach dynamicznie rośnie

CEO Magazyn Polska

Rośnie zainteresowanie przedsiębiorców Afryką Północną. Wprawdzie na tamtejsze rynki trafia niewiele produktów w porównaniu np. do rynków zachodniej Europy, jednak eksport dynamicznie rośnie. Eksperci przewidują, że tak będzie również w kolejnych miesiącach, bo eksporterzy będą intensywnie poszukiwać alternatywy dla zamkniętego rynku rosyjskiego.

Z danych GUS przytoczonych przez firmę Akcenta wynika, że w I kwartale br. eksport do Afryki osiągnął wartość 558,5 mln euro, co oznacza wzrost o 41,4 proc. rok do roku. W tym samym czasie eksport do Ameryki Środkowej i Południowej oraz Azji spadł odpowiednio o 17,3 i 10,2 proc. Ponad połowa polskich produktów przeznaczonych na rynki afrykańskie trafia do państw Afryki Północnej (Algieria, Egipt, Libia, Maroko, Sudan i Tunezja). Sprzedaż towarów do tych krajów wzrosła w I kw. 2014 r. najmocniej spośród wszystkich regionów świata.

Jak zauważa w rozmowie z agencją Newseria Biznes Radosław Jarema, dyrektor zarządzający obsługującej transakcje walutowe firmy Akcenta, tak dynamiczny wzrost obrotów z krajami afrykańskimi nie jest jedynie wynikiem efektu bazy.

Zauważyliśmy, że klienci, którzy dokonywali płatności walutowych w ciągu ostatnich 9-10 miesięcy, intensywnie pytają się o możliwości posyłania płatności do tego regionu – informuje Radosław Jarema. – Widzimy, że ten rynek jest przez nich analizowany i podejmowane są próby wejścia. Rzecz jasna poziom wyjściowy obrotów był i nadal jest niski. Region ten nie zastąpi szybko krajów UE, które jeszcze długo będą głównym partnerem handlowym Polski. Ale wzrost zainteresowania Afryką jest wyraźny.

Największym partnerem Polski w Afryce Północnej jest Algieria. W I półroczu eksport skierowany na tamtejszy rynek był dwa razy większy niż przed rokiem. Krajowe firmy wysłały tam produkty o wartości 300 mln euro. Porównywalna jest wielkość eksportu do takich krajów europejskich, jak Irlandia czy Słowenia.

Zdaniem dyrektora zarządzającego firmy Akcenta w Polsce wzrost zainteresowania Afryką wynika z poszukiwania nowych rynków, które zostało wymuszone konfliktem na Ukrainie.

Problemy w Europie Wschodniej powodują, że spada zainteresowanie nią – potwierdza Jarema. – Afryka jest jedną z odpowiedzi. Ale mam wrażenie, że kierunek ten nie jest incydentem, lecz ma postać bardziej trwałego trendu.

Spośród wszystkich krajów tego regionu spadki dotyczyły jedynie eksportu do Libii (-17,3 proc.), która – podobnie jak Ukraina – ogarnięta jest konfliktem.

Okresowe utrudnienia pojawiają się na terytoriach uznawanych dotąd za bezpieczne, co pokazuje przypadek naszego wschodniego sąsiada – mówi Radosław Jarema. – Kraje afrykańskie są jednak coraz spokojniejsze politycznie.

Algieria jest jednym z największych odbiorców polskiego mleka, śmietany oraz dętek i kauczuku. Kraje afrykańskie są też największym na świecie importerem krajowych przetworów z mąki, grysiku, dla niemowląt oraz drugim odbiorcą zbóż, w tym głównie pszenicy (duże jej ilości trafiły m.in. do Egiptu, Maroka, Sudanu, Zimbabwe oraz Ugandy).

Polskie produkty szybko rotujące odznaczają się wysoką jakością – twierdzi Radosław Jarema. – Na rynku Afryki jednak nadal najważniejsza jest cena.

Atrakcyjne mogę być również technologie w przemyśle rolniczym. Jarema przypomina kontrakt podpisany w ubiegłym roku przez firmę Ursus na dostawę do Etiopii trzech tysięcy ciągników o wartości ok. 90 mln dolarów,

Według wstępnych danych GUS wartość eksportu z Polski w I półroczu wyniosła 80 mld euro i była o 5,4 proc. wyższa niż przed rokiem. Lepsze wyniki osiągnięto w wymianie z rynkami rozwiniętymi (Unia Europejska), do których sprzedano towary i usługi za ponad 66,9 mld euro, czyli o 7,2 proc. więcej.

Pod koniec roku spadną ceny działek

CEO Magazyn Polska

W wakacje widać wzmożone zainteresowanie działkami rekreacyjnymi. Taką nieruchomość można kupić w cenie średniej klasy samochodu. Wpływ na cenę ma jednak przede wszystkim odległość od dużego miasta i atrakcji turystycznych. Ceny zarówno działek rekreacyjnych, jak i budowlanych powinny nieco spaść w najbliższych miesiącach.

Za działkę rekreacyjną położoną w pobliżu większych aglomeracji trzeba zapłacić kilkaset złotych za metr kwadratowy. Za te położone w atrakcyjnych turystycznie regionach, ale z dala od miast, kurortów czy nawet sklepów, znacznie mniej – kilkadziesiąt złotych. Jak podkreśla ekspert, całą działkę można mieć w cenie średniej klasy samochodu.

Ceny utrzymują się na stabilnym poziomie. Niewielkich spadków można spodziewać się pod koniec roku. Wraz z nadejściem jesieni, a potem zimy, ruch na rynku działek nieco przymiera i odżywa z powrotem na wiosnę – mówi agencji Newseria Biznes Marcin Drogomirecki, ekspert z serwisu nieruchomości Domy.pl.

Cena działek budowlanych różni się też w zależności od położenia. Dane z portalu Domy.pl pokazują, że najdroższe działki znajdują się w województwie mazowieckim (średnio za metr kw. trzeba zapłacić niecałe 200 zł) i małopolskim (ok. 150 zł.). Najtańsze – w województwach podkarpackim i lubuskim (odpowiednio 74 i 75 zł). Im bliżej jednak aglomeracji, tym ceny są wyższe. W zależności od miasta wahają się od kilkuset do ok. tysiąca złotych za metr kwadratowy, np. w pobliżu stolicy.

Najdroższe są działki budowlane w obrębie miast. W zależności od tego, co na działce można wybudować, czy będzie to działka pod dom jednorodzinny, czy pod budowę bloku wielorodzinnego, cena metra kwadratowego może sięgać nawet kilku tysięcy złotych – informuje Drogomirecki.

Wpływ na cenę ma nie tylko położenie względem szlaków komunikacyjnych i większych miejscowości, lecz także jakość infrastruktury dookoła działki.

Kupując ziemię, trzeba też zwrócić uwagę na to, czy jest gaz, prąd i kanalizacja, czy trzeba będzie organizować je samodzielnie, a koszt doprowadzenia mediów jest wysoki – zaznacza Drogomirecki.

Cena działki wzrasta, gdy posiada ona pozwolenie na budowę. Dobrze także jest sprawdzić, jakie inwestycje w najbliższym sąsiedztwie przewiduje plan zagospodarowania przestrzennego.

Polkom trudno osiągnąć sukces, bo są zbyt skromne i nie wierzą w siebie

CEO Magazyn Polska

W Polsce wciąż niewiele kobiet zajmuje stanowiska kierownicze. Zdaniem socjologów i psychologów Polki są zbyt skromne i za mało wierzą we własne możliwości, aby osiągnąć sukces zawodowy. Kobietom brakuje też przebojowości i determinacji, zbyt często ulegają chwilowym zachciankom, zamiast konsekwentnie dążyć do realizacji planów.

Z badań przeprowadzonych przez firmę Spencer Stuart wynika, że tylko 4 proc. Polek pełni funkcję prezesa, a 6 proc. zajmuje wysokie stanowiska zarządcze. Badania pokazały też, że w ciągu ostatnich trzech lat w Polsce zmniejszyła się liczba kobiet na kierowniczych stanowiskach. Zdaniem socjologów winę za taką sytuację ponoszą zarówno stereotypy związane z płcią, jak i same kobiety. Polki wciąż są bowiem wychowywane na kobiety skromne, o niższej niż mężczyźni samoocenie, mniejszej odwadze i przebojowości.

Bardzo surowo się oceniamy, chcemy być jednocześnie najlepszymi matkami, menadżerkami, żonami i gospodyniami, co jest oczywiście niemożliwe. Mamy tendencję do biczowania się. Widać to choćby w reakcji na komplementy. Kobieta zawsze odpowie skromnie, np. „Wcale ładnie nie wyglądam, może to efekt wyspania się”, „Sukces to nie moją zasługa, to dzięki zespołowi” itd. – mówi agencji informacyjnej Newseria Olga Kozierowska, mentorka, trener biznesu, autorka programu „Sukces pisany szminką”.

Zdaniem Kozierowskiej kobiety powinny nauczyć się wyznaczać sobie zawodowe cele, zarówno te krótkoterminowe, jak i długoterminowe, oraz tworzyć plany, które pozwolą je zrealizować. Osoby, które nie mają konkretnych celów, rzadziej osiągają bowiem sukces niż te, które mają sprecyzowane plany. Kobiety zbyt często słuchają marzeń wabiących. To takie marzenia, które przejmuje się od otoczenia, np. koleżanek lub rodziny. Mogą to być przedmioty materialne widziane w telewizyjnej reklamie, a także wartości wyniesione z domu rodzinnego lub nastawienie do życia.

Najprostszym przykładem marzenia wabiącego będzie przejeżdżające Ferrari dla osoby, która lubi samochody. Pracuję, zarabiam pieniądze, kupuję to Ferrari, wsiadam i za dwa miesiące ten samochód de facto nie różni się niczym od innego samochodu, bo jest po prostu środkiem lokomocji – mówi Olga Kozierowska.

Marzenia wabiące charakteryzują się tym, że ich realizacja nie daje długofalowej satysfakcji. Dlatego specjaliści radzą, aby wsłuchiwać się w swoje wewnętrzne potrzeby i marzenia szepczące. Są to marzenia wynikające z indywidualnych talentów i pozostają blisko związane z osobowością i zamiłowaniami. Bardzo często marzenia szepczące dochodzą do głosu pod wpływem lektury, przypadkowego zajścia lub spotkania.

Marzenia szepczące charakteryzują się tym, że do nas tak szepczą. Do nas szepcze cały wszechświat, tylko my czasem po prostu nie chcemy go słuchać. To jest podpowiedź kogoś, kogo spotykamy, nawet obcego człowieka, który nam powie: „Wspaniale pani wypadła w tej telewizji, może warto by było spróbować?” – mówi Olga Kozierowska.

Eksperci radzą, aby inwestować w realizację właśnie marzeń szepczących. Zdaniem Olgi Kozierowskiej kobietom często brakuje jednak odwagi, żeby zrobić pierwszy krok. Często też uważają swoje pomysły na karierę zawodową i prywatne działalności za nierealne lub nieciekawe. Kobietom tym pomóc mogą warsztaty, które uczą tego, jak opracować biznesplan, znaleźć źródła finansowania początkowej fazy działalności, analizy trendów biznesowych, pozyskiwania klientów. Warto także skorzystać z rad kobiet, które odniosły sukces zawodowy.

GPW: WIG30 w piątek traci 0,46 proc., w tygodniu w górę o 0,99 proc.

Indeksy największych spółek w piątek na minusie, ale w całym tygodniu rosną o niemal 1 proc.

WIG30 i WIG20 straciły w piątek na wartości 0,46 i 0,44 proc., cały tydzień mogą jednak zaliczyć do udanych. WIG30 zyskał w porównaniu z zamknięciem z 14 sierpnia 0,99 proc., a WIG20 – 0,96 proc.

Indeks szerokiego rynku WIG, grupujący wszystkie giełdowe spółki głównego parkietu, wzrósł w ciągu tygodnia o 1,22 proc., choć w piątek spadł o 0,29 proc.

Obroty w piątek na całym rynku były niewielkie, przekroczyły 596 mln zł, z tego 528 mln zł stanowiły obroty na WIG30.

 

Paged kupił Europa Systems za 109 mln zł.

0

Grupa Paged, nabyła 70 proc. udziałów w Europa Systems sp. z o.o., firmie  produkującej systemy logistyki wewnętrznej. Całkowita wartość transakcji to 109,5 mln zł. Paged poinformował, że Krzysztof Marszałek, założyciel i prezes Europa Systems, nadal będzie kierował spółką, jak również pozostanie jej 30-proc. udziałowcem.

Europa Systems zajmuje się m.in. kompleksową realizacją projektów zautomatyzowanych linii i systemów transportowych oraz produkcją urządzeń logistyki wewnętrznej. W ciągu 20 lat działalności spółka zrealizowała ponad 400 projektów w Europie, w takich branżach jak spożywcza, motoryzacyjna, handlowa, FMCG czy stalowa. W 2013 r. Europa Systems osiągnęła 57,1 mln zł przychodów ze sprzedaży, wypracowując 19,6 mln zł EBITDA i 13,8 mln zł zysku netto.

Robert Ditrych, wiceprezes Paged S.A., zwraca uwagę , że Europa Systems osiągała 45 proc. średnią roczną stopą wzrostu (CAGR) w minionych trzech latach, przy utrzymaniu wysokiej rentowności EBITDA na poziomie około 30 proc. W jego ocenie, biorąc pod uwagę rosnące koszty pracy, szczególnie na rynkach wschodzących, globalny trend do automatyzacji procesów produkcyjnych oraz  samą wielkość rynku automatyzacji (w 2015 roku ma on osiągnąć 200 mld dolarów), inwestycja w Europa Systems powinna być dobrym kierunkiem rozwoju dla Grupy Paged.

Grupę Kapitałową Paged tworzą podmiot dominujący Paged S.A. oraz grupa spółek zależnych zajmujących się m.in. produkcją sklejek i mebli.

W roku 2013 Grupa Paged osiągnęła 686,7 mln zł skonsolidowanych przychodów ze sprzedaży, wypracowując 105,5 mln zł EBITDA oraz 58,4 mln zł zysku netto przypadającego na akcjonariuszy jednostki dominującej.

Rynek analityki biznesowej „ma się świetnie”

Do 2020 r rozmiary cyfrowego wszechświata wzrosną dziesięciokrotnie — od 4,4 bilionów gigabajtów do 44 bilionów gigabajtów – wynika z 7. Badania Digital Universe, przeprowadzonego przez firmę IDC na zlecenie EMC Corporation. Rosnąca ilość danych to szansa na osiągnięcie przewagi konkurencyjnej dla wielu firm – pod warunkiem, że będą mogły szybko i sprawnie przetwarzać i analizować ogromne ilości informacji. Rynek analityki biznesowej rośnie.

Według IDC to „internet rzeczy” sprawia, że rozmiary cyfrowego wszechświata zwiększają się w tak ogromnym tempie. Według raportu liczba urządzeń lub przedmiotów, które można połączyć z Internetem, zbliża się do 200 mld, a 7 procent z nich (14 mld) już komunikuje się za pomocą sieci. Dane wygenerowane przez te urządzenia stanowią aktualnie 2 procent światowych zasobów. IDC przewiduje, że do 2020 r. liczba podłączonych do sieci urządzeń wzrośnie do 32 miliardów i będzie wytwarzać 10 procent światowych danych – z których część będzie stanowić tzw. dane użyteczne, które można przetwarzać i analizować.Rosnąca ilość zasobów stwarza ogromne możliwości dla firm, ale tylko od nich zależy czy przekują je w realne korzyści. Odpowiednie zarządzanie, przetwarzanie i szybka analiza istniejących zasobów to konieczność na dzisiejszym rynku. Nic dziwnego, że zapotrzebowanie na analitykę biznesową stale rośnie. – mówi Michał Guzek, członek zarządu Hicron

Analiza danych – przewagą konkurencyjną firm

Szybki dostęp do danych wspomagających procesy decyzyjne, odpowiednio wyselekcjonowanych i przetworzonych, uzyskanych z różnych źródeł – to podstawa konkurencyjności firm. Dlatego rynek analityki biznesowej „ma się świetnie”. Według analityków IDC w 2016 roku wartość rynku oprogramowania wspierającego raportowanie i analizy biznesowe ma sięgnąć niemal 51 mld USD. Do tego czasu dynamika rozwoju tego segmentu będzie utrzymywać się na poziomie około 10 proc. rocznie. Również z badań Instytutu Gartnera wynika, że narzędzia ułatwiające przetwarzanie i dostęp do informacji oraz podnoszenie efektywności procesów biznesowych znajdują się na szczycie priorytetów w planowanych inwestycjach IT.

W dużym uproszczeniu, systemy Business Intelligence służą firmom do opisywania danej sytuacji i szukania przyczyn jej zaistnienia. Np. firma widzi, że na danym projekcie straciła dużo pieniędzy. Za pomocą systemu BI sprawdza, co do tego doprowadziło. Big Data pozwala firmom zrobić niewyobrażalny krok naprzód, włączając do analizy tryliony danych. Magia dużych liczb pozwala im z bardzo dużym prawdopodobieństwem odpowiedzieć na pytanie, jak nie doprowadzić do zaistnienia podobnej sytuacji w przyszłości, a więc wracając do naszego przykładu – co uwzględnić i jakie działania podjąć, by kolejny projekt zakończył się sukcesem – mówi Michał Guzek.

Trend ten jest widoczny także w Polsce. Wraz ze wzrostem ilości danych wzrasta ilość zapytań na programy wspomagające ich przechowywanie, przetwarzanie i analizę. Chodzi o systemy typu Big Data, CRM, ERP, BI. Według Cisco Visual Networking Index Global Mobile Data Traffic Forecast 2012-2017 – aż 71 procent polskich respondentów planuje włączyć dane dostarczane z cyfrowych czujników, urządzeń pomiarowych, kamer wideo oraz innych inteligentnych urządzeń do swoich planów Big Data. Zarządzanie ogromnymi zbiorami danych będzie więc jedną z kluczowych kompetencji firm w ciągu najbliższych 3-5 lat.

Podczas rozmów z naszymi klientami widzimy coraz większe zainteresowanie kwestią przetwarzania informacji. Jednak ogrom danych w powiązaniu z nowymi potrzebami analitycznymi niesie ze sobą ryzyko przeciążeń systemowych. Producenci wychodzą firmom naprzeciw i proponują rozwiązania gwarantujące wysoką wydajność tego procesu. SAP oferuje nowoczesne środowisko SAP HANA, które umożliwia przetwarzanie danych w pamięci RAM a nie zwyczajowo na dyskach twardych, co daje niewyobrażalny skok jakościowy mierzony w setkach procent – mówi Michał Guzek. Zainteresowanie naszymi kompetencjami – np. doświadczeniem w zakresie SAP HANA, wynika m.in. z wielu oczywistych zalet rozwiązania, które oferuje znaczne skrócenie czasu potrzebnego na generowanie raportów, a także złożonych działań operacyjnych. Hicron posiada 16 osobowy zespół administracji SAP oraz doświadczenie potwierdzone certyfikacjami w SAP Polska w zakresie instalacji SAP HANA i świadczenia usług wsparcia, dlatego jest w stanie odpowiedzieć na rosnące zapotrzebowanie rynku –  dodaje.

Jednym z ciekawszych przykładów wykorzystania modeli analitycznych jest rozwiązanie Predictive Marketing for Aftersales i aplikacje DriveApp, zaprojektowane i stworzone dla branży automotive przez dział Enterprise Mobility w Hicron. Jest to prognostyczne narzędzie do zarządzania obsługą posprzedażną na rynku motoryzacyjnym. Pomaga dilerom i importerom zwiększać przychody z obsługi posprzedażnej dzięki analizie potrzeb i personalizacji oferty dla każdego klienta. Dla kierowców jest natomiast źródłem dodatkowej wiedzy o samochodzie i bezpośredniego kontaktu z dilerem.

Przedsiębiorstwa chętnie inwestują w rozwiązania analityczne, ponieważ dają one możliwość prognozowania, analizy, kontroli wyników lub planów produkcyjnych. To konieczność dla firm, które chcą liczyć się na rynku i utrzymać przewagę konkurencyjną.

GUS: W I poł. br. wynik netto przedsiębiorstw niefinansowych wzrósł o 1,5 proc.

Z badania GUS wynika, że wyniki firm są nieco lepsze niż rok wcześniej. Poprawiły się zarówno przychody, jak i zyski. Mniej firm zanotowało straty. Koszty wzrosły, ale głównie z powodów zewnętrznych oraz rosnących płac.

W I półroczu 2014 r. badane przez Główny Urząd Statystyczny przedsiębiorstwa niefinansowe uzyskały korzystniejsze niż rok wcześniej wyniki finansowe. Podstawowe wskaźniki ekonomiczno-finansowe nie odbiegały znacząco od uzyskanych przed rokiem. Odnotowano wyższe niż przed rokiem nakłady inwestycyjne – o 14,4 proc., podaje GUS w raporcie.

Zarówno przychody, jak i koszty ich uzyskania były o 2,5 proc. wyższe rdr.

Wynik finansowy netto wyniósł 46,1 mld zł i był wyższy o 1,5 proc. niż w I półroczu 2013 r.

Zysk netto wyniósł 61 mld zł i był wyższy o 2,3 proc. od uzyskanego przed rokiem, a strata netto wyniosła 14,9 mld zł i wzrosła o 4,9 proc. rdr. Zysk netto wykazało 73,9 proc. ogółu przedsiębiorstw, rok temu było ich mniej – 68,8 proc.

Wzrósł udział kosztów usług obcych (o 0,4 pkt proc.), kosztów wynagrodzeń (o 0,2 pkt proc.) oraz kosztów ubezpieczeń społecznych i innych świadczeń (o 0,1 pkt proc.). Zmniejszył się udział zużycia materiałów, energii oraz podatków i opłat (po 0,2 pkt proc.).

Więcej firm zarabia też za granicą. 49,8 proc. wykazało w I półroczu 2014 roku sprzedaż na eksport, to więcej o 1 pkt proc. firm. Udział sprzedaży na eksport w przychodach netto zwiększył się o 0,5 pkt proc. do 23,9 proc.

Dane dotyczą 16714 podmiotów gospodarczych prowadzących księgi rachunkowe, w których liczba pracujących wynosi 50 i więcej osób. Dane nie obejmują rolnictwa, leśnictwa, łowiectwa i rybactwa, działalności finansowej i ubezpieczeniowej oraz szkół wyższych.

GUS: nastroje konsumentów w sierpniu pogorszyły się drugi miesiąc z rzędu

Nastroje konsumentów w sierpniu pogorszyły się drugi miesiąc z rzędu, podał GUS. Dotyczy to zarówno oceny bieżącej sytuacji, jak i przewidywanej w przyszłości. Najlepsze nastroje w tym roku były w czerwcu.

Bieżący wskaźnik ufności konsumenckiej (BWUK), opisujący obecne tendencje konsumpcji indywidualnej obniżył się o 2,4 pkt proc. wobec lipca i był na poziomie -19,5.  Na spadek wartości wskaźnika największy wpływ miała ocena przyszłej sytuacji ekonomicznej kraju (spadek o 7,6 pkt proc.). Pogorszyły się też oceny obecnej sytuacji ekonomicznej kraju oraz przyszłej i obecnej sytuacji finansowej gospodarstw domowych. Jako jedyna poprawiła się ocena dotycząca obecnego dokonywania ważnych zakupów (wzrost o 1,1 pkt proc.).  W porównaniu do sierpnia 2013 r. obecna wartość BWUK jest wyższa o 5,8 pkt proc.

Wyprzedzający wskaźnik ufności konsumenckiej (WWUK), opisujący oczekiwane  w najbliższych miesiącach tendencje konsumpcji indywidualnej spadł o 3,8 pkt proc. i ukształtował się na poziomie -25,0. Na obniżenie wartości wskaźnika wpłynęły przede wszystkim bardziej pesymistyczne przewidywania dotyczące przyszłej sytuacji ekonomicznej kraju i przyszłego poziomu bezrobocia (spadek odpowiednio o 7,6 i 7,4 pkt proc.). Lepiej niż przez miesiącem oceniana był możliwość przyszłego oszczędzania pieniędzy (wzrost o 2,0 p. proc.). W sierpniu br. WWUK osiągnął wartość o 6,8 pkt proc. wyższą niż w sierpniu 2013 r.

MCI Management partnerem Global Webit Congress 2014

0

MCI Management, jeden z czołowych technologicznych funduszy PE/VC w Europie Środkowo-Wschodniej, został jedynym w Polsce oficjalnym parterem konferencji Global Webit Congress 2014.

Najbliższa, szósta już edycja Global Webit Congress (GWC), to jedno z najważniejszych i najbardziej wpływowych wydarzeń w dziedzinie digitalizacji na świecie. Odbędzie się w dniach 1-2 października 2014 roku w Stambule. Swój udział w wydarzeniu potwierdziło już ponad 10 tysięcy uczestników z ponad 100 krajów, 300 akredytowanych mediów (m.in. Venture Beat, Forbes, The Economist, Wall Street Journal, TechCrunch, Tech.eu, Mashable, Wired, CNN), ponad 200 wystawców oraz wielu prezesów największych spółek i kluczowych postaci rynku technologicznego i internetowego na świecie.

Renoma Global Webit Congress jako jednego z najważniejszych wydarzeń technologicznego świata została potwierdzona udziałem przedstawicieli najbardziej innowacyjnych firm w regionie i na świecie: Apple, PayPal, Google, Facebook, Yahoo!, Stripe, Seamless, Ubuntu, Coursera, Nissan, Amazon, IBM, Yandex, Qualcomm, Cisco, Akamai, czy też Intel.

Wydarzenie jest szczególnie atrakcyjne dla inwestorów działających w regionie EMEA (Europy, Bliski Wschód, Afryka). Jest to również idealna platforma networkingowa do budowania relacji i nawiązywania współpracy między najważniejszymi spółkami technologicznymi regionu EMEA a resztą świata. Uczestnicy i media porównują GWC do takich wydarzeń jak: SXSW, CES, Mobile World Congress czy DMexo.

Poczta Polska ma kontrakt z ARiMR o wartości 18,5 mln zł

Poczta Polska podała dziś informację o wygraniu przetargu Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa na świadczenie przez dwa lata usług pocztowych w Polsce i za granicą. Umowa ma wartość 18,5 mln zł.

Agencja Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa rozstrzygnęła przetarg na świadczenie usług pocztowych w obrocie krajowym i zagranicznym o wartości ok. 18,5 mln zł. Na mocy nowego kontraktu Poczta Polska od stycznia 2015 r. będzie obsługiwała korespondencję Centrali oraz 330 oddziałów regionalnych, Biur Wsparcia Inwestycyjnego i Biur Powiatowych ARiMR.

 Agencja Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa po raz kolejny zdecydowała się na współpracę z Pocztą Polską. To dla nas powód do zadowolenia, ale też zobowiązanie, aby świadczyć coraz wyższy standard usług. Pracujemy na dobry biznesowy wynik, każdy kontrakt jest dla nas ważny – mówi w komunikacie Łukasz Gołębiowski, dyrektor zarządzający Pionu Sprzedaży Poczty Polskiej.

Polska czarna dziura czy zielona wyspa?

Raport opracowywany corocznie przez PwC opisuje działania administracji podatkowej, które wychodzą naprzeciw oczekiwaniom podatników i mają stymulować gospodarkę poprzez znoszenie barier administracyjnych. Pokazuje nie tyle cechy charakterystyczne systemów podatkowych, co stopień ich skomplikowania.

Przypomnijmy, że metodologia Raportu opiera się na sprawdzeniu, jakie podatki zapłacić i jakie obowiązki związane z ich rozliczaniem musi spełnić spółka średniej wielkości w danym roku podatkowym.

Wyniki raportu Paying Taxes 2014

Polska zajmuje niskie miejsce w rankingu, w tegorocznej edycji raportu Polska znalazła się na 113 miejscu.

Wyniki raportu wskazują, że przeciętnie polski przedsiębiorca dokonuje 18 rocznych płatności podatku, poświęcając na to w ciągu roku 286 godzin. Całkowita suma obciążeń podatkowych wynosi 41,6 %.

Miejsce w rankingu

Liczba płatności podatkowych w roku

Czas na wypełnienie formalności podatk.

Całkowita stopa podatkowa

1. Zjednoczone Emiraty Arabskie

4

12 h

14,5%

113. POLSKA

18

286 h

41,6%

189. Czad

54

732 h

73,8%

Co się zmienia?

W 2013 r.: 1 stycznia wszedł w życie  szereg przepisów mających na celu usprawnienie przepływów pieniężnych i ułatwienie prowadzenia działalności przez podatników. Jako przykład można podać przepisy mające na celu likwidację tzw. zatorów płatniczych (abstrahując od trudności związanych z ich stosowaniem w praktyce). Znaczące zmiany odnotowano również w obszarze cen transferowych (uwzględniające znowelizowane Wytyczne OECD).

Warto również wspomnieć zmiany w VAT mające na celu uproszczenie korzystania z ulgi na złe długi, a także częściowe zmiany momentu powstania obowiązku podatkowego w transakcjach wewnątrzwspólnotowych. Dokonano również istotnych modyfikacji w fakturowaniu, a także wprowadzono możliwość wystawiania faktur uproszczonych oraz zliberalizowano przepisy dotyczące e-faktur w zakresie akceptacji ich przesyłania w tej formie przez nabywcę.

Unikasz podatków? Strzeż się fiskusa!

Ministerstwo Finansów RP 17 lipca br. opublikowało projekt nowelizacji ordynacji podatkowej, który zakłada wprowadzenie klauzuli obejścia prawa podatkowego. 

Co to oznacza w praktyce? Klauzula może znaleźć zastosowanie np. do twórców, którzy dotychczas część swojego wynagrodzenia otrzymują z tytułu przeniesienia praw autorskich, dzięki czemu płacony przez nich podatek jest niższy. Po wejściu w życie klauzuli organ podatkowy może uznać, że była to zbyt skomplikowana konstrukcja prawna i powinna być zawarta standardowa umowa o pracę. W takim przypadku po stronie twórcy powstanie zaległość podatkowa, a po stronie jego pracodawcy odpowiedzialność za nieprawidłowe naliczenie składek. Innym przykładem są przedsiębiorcy, których dotyczy konwersja wierzytelności na udziały.

Innymi słowy gdyby w polskim prawie pod koniec lat 90 istniała klauzula obejścia prawa podatkowego, słynny Optimus Romana Kluski prawdopodobnie przegrałby ten spór.

Polski system podatkowy już teraz jest skomplikowany i nieprzyjazny podatnikowi. Proponowane rozwiązania mogą doprowadzić do sytuacji, w której potencjalny inwestor, podejmując jakiekolwiek działania, będzie się obawiał, czy na pewno nie ma innej konstrukcji prawnej, która przyniesie taki sam skutek, ale będzie mniej korzystna podatkowo dla niego, i z której ostatecznie organ wyciągnie konsekwencje podatkowe. Proponowane przepisy są zbyt nieprecyzyjne i oddają organom podatkowym za duże pole do subiektywnej oceny – podsumowuje Maciej Guzek Starszy Menedżer w Dziale Doradztwa Podatkowego Deloitte.

Grupa Atrem wybuduje stację energetyczną za 6,4 mln zł

Firma Contrast z Grupy Atrem ma zlecenie na wykonanie elementów farmy wiatrowej budowanej przez Vortex Energy Polska w woj. kujawsko-pomorskim za 6,4 mln zł.

Elektroenergetyczna firma Contrast, spółka z Grupy Atrem, zawarła z firmą Vortex Energy Polska, umowę na budowę stacji energetycznej 110/20 kV i linii kablowej 110 kV. Obiekty będą elementem farmy wiatrowej powstającej w województwie kujawsko-pomorskim, w gminie Radziejów.

Wartość netto zlecenia wynosi 6,4 mln zł, co pozwoli zwiększyć wartość portfela zamówień grupy do ok. 141 mln zł.

Termin zakończenia prac został ustalony na koniec kwietnia 2015 r., a szacunkowa wartość prac, które będą rozliczone w 2014 r. wynosi ok. 1,5 mln zł.

W ramach zlecenia Contrast przeprowadzi niezbędne badania i pomiary, dokona rozruchu i uruchomienia instalacji, przeprowadzi szkolenia pracowników oraz sporządzi dokumentację wykonawczą, powykonawczą oraz instrukcje eksploatacyjne.

 Zlecenie dla Vortex to nasz kolejny kontrakt w segmencie wysokich napięć  tłumaczy Marek Korytowski, wiceprezes Atremu, w komunikacie.  Segment energetyki wiatrowej cały czas się rozwija, a najwięksi producenci i dystrybutorzy energii stale modernizują i rozbudowują swoją infrastrukturę. Dlatego możemy liczyć na kolejne zlecenia w tym obszarze naszej działalności.

Wykonawcą inwestycji jest Vortex Energy Polska, jeden z liderów w budowie i zarządzaniu farmami wiatrowymi w Polsce. Powstająca instalacja będzie składać się z 21 elektrowni wiatrowych o łącznej mocy 42 MW.

Stosunek Polaków do integracji europejskiej w sierpniu

Warszawa, 22 sierpnia 2014 r. – W sierpniu 87 proc. Polaków popierało członkostwo Polski w Unii Europejskiej.

W stosunku do poprzedniego miesiąca odsetek zwolenników wzrósł o 1 punkt proc. Obecnie 31 proc. Polaków zdecydowanie popiera nasze członkostwo w UE, a raczej je popiera niemal 56 proc.

Przeciwników integracji jest łącznie 10 proc. i w stosunku do lipca ich odsetek spadł o 1 punkt proc. Obecnie zdecydowanych przeciwników jest 3 proc., a raczej przeciwnych integracji jest 7 proc. respondentów. 3 proc. badanych nie ma w tej kwestii zdania.

W sierpniu, w porównaniu do pomiarów z poprzednich miesięcy, poparcie członkostwa Polski w Unii Europejskiej zyskało zwolenników we wszystkich grupach wiekowych (oprócz respondentów najstarszych powyżej 66 roku życia). Obecnie poparcie to w każdej z grup wynosi ponad 80 proc., a wśród respondentów najmłodszych nawet przekracza 90 proc.

Analogiczna sytuacja ma miejsce w przypadku wykształcenia respondentów. Nie różnicuje ono i nie wpływa znacząco na poparcie idei integracji. Najwięcej jej zwolenników występuje wśród osób z wyższym wykształceniem (ponad 94 proc.), jednak w pozostałych grupach wykształcenia idea integracji ma również licznych zwolenników – 82 proc. wśród respondentów z podstawowym wykształceniem, 86 proc. z wykształceniem zawodowym i 88 proc. średnim.

Wysokie poparcie dla członkostwa Polski w UE występuje wśród elektoratów obydwu największych partii politycznych. W sierpniu 96 proc. wyborców Platformy Obywatelskiej oraz ponad 83 proc. wyborców Prawa i Sprawiedliwości jest zwolennikami  członkostwa.

Informacje o badaniu

Sierpniowa fala badania została przeprowadzona w dniach  7-11 lipca 2014 r. na podstawie reprezentatywnej imiennej próby Polaków w wieku 15+, wylosowanej z bazy PESEL. Osoby celowe zostały wybrane w oparciu o dwustopniowy stratyfikowany schemat losowania z całkowitą liczbą realizowanych wywiadów n=1020. Wywiady zostały zrealizowane metodą wywiadów bezpośrednich w domach respondentów CAPI.

BM Reflex: Dalsze symboliczne obniżki cen paliw. Benzyna Eu95 średnio po 5,38 zł za litr

Benzyna i ON dalej tanieją – po średnio 2 gr na litrze. Hamują wzrosty cen autogazu.

Przedostatni tydzień sierpnia podobnie jak poprzednie, przyniósł dalsze symboliczne obniżki cen benzyn i diesla na krajowych stacjach, podaje BM Reflex w raporcie.

Średni detaliczny poziom cen benzyny Eu95 spadł 2 gr/l w skali tygodnia do 5,38 zł/l. Olej napędowy także staniał o 2 gr na litrze, do poziomu 5,25 zł.

Autogaz nadal, podobnie, jak w zeszłym tygodniu, drożeje, choć zgodnie z zapowiedziami, wzrosty nieco zwolniły. W tym tygodniu – o 1 gr do poziomu 2,67 zł.

Mijający tydzień jest dziewiątym z rzędu kiedy obserwujemy w kraju obniżki cen na stacjach, tak więc tegoroczne wakacje są w pewnym stopniu wyjątkowe. W sumie od końca czerwca benzyna i diesel potaniały na krajowych stacjach paliw średnio 11 gr/l. Drożał jedynie autogaz. Obecnie za litr Pb95 płacimy w kraju 20 gr/l mniej niż przed rokiem. Diesel z kolei w skali roku jest tańszy o 30 gr/l. Natomiast litr autogazu jest średnio 33 gr/l droższy niż w analogicznym okresie roku poprzedniego – wyjaśniają autorzy raportu BM Reflex.

Do końca sierpnia na stacjach paliw sytuacja cenowa nie powinna ulec większym zmianom tzn. w przypadku diesla i benzyn możemy obserwować symboliczne obniżki, a ceny autogazu z kolei powinny przestać rosnąć, prognozuje BM Reflex.

EMC Instytut Medyczny notuje po I poł. br. stratę netto ponad 200 tys. zł.

Mimo rosnących przychodów spółka medyczna notuje stratę netto z powodu rosnących kosztów.

Przychody spółki EMC Instytut Medyczny wyniosły w I półroczu br. 122,7 mln zł i jest to o ponad 50 proc. więcej niż w tym samym okresie ub.r.

Najwięcej, bo 86,65 proc. usług EMC Instytut Medyczny sprzedał Narodowemu Funduszowi Zdrowia. Poza tym 10,47 proc. przychodów spółki pochodzi od klientów korporacyjnych. Największe przychody spółka miała z leczenia szpitalnego w ramach kontraktu z NFZ – 56,8 proc. przychodów pochodzi z tego źródła.

Spółka zanotowała, mimo rosnących – także z nowych spółek grupy – przychodów, stratę w  208 tys. zł wobec 1,3 mln zł zysku rok wcześniej. Już zysk z działalności operacyjnej był 3 razy niższy rdr i wyniósł 1,1 mln zł.

Na wygenerowanie straty miały głównie wpływ rosnące koszty.

W pierwszym półroczu 2014 roku Grupa EMC poniosła koszty operacyjne w wysokości 122,7 mln zł wobec 78,3 mln zł w analogicznym okresie roku ubiegłego, co oznacza ich wzrost o 44,3 mln zł (tj. o 56,6 proc.) – wyjaśnia spółka w raporcie.

Spółka podaje, że na ww. nominalny wzrost kosztów zasadniczy wpływ miały: ujęcie kosztów nowo pozyskanych spółek w kwocie 41,9 mln zł, wzrost kosztów wynagrodzeń o 2,3 mln zł, wzrost kosztów usług obcych, czyli w szczególności usług medycznych świadczonych przez personel medyczny (lekarzy, pielęgniarki i położne). Ogółem w porównaniu do I półrocza 2013 roku usługi obce wzrosły o 960 tys. zł. Spółka zanotowała tez wyższe koszty zużycia materiałów i energii oraz wzrost amortyzacji o 250 tys. zł związany z nabyciem nowych składników majątkowych oraz zakończeniem modernizacji dotychczas posiadanego majątku.

D. Mańko (Grupa Kęty): Wyniki za pierwsze półrocze satysfakcjonujące, jedynym problemem zakład na Ukrainie

0

CEO Magazyn Polska

Grupa Kęty poprawiła w I półroczu zysk netto niemal o 40 proc. w ujęciu rocznym. Mimo pogarszającej się sytuacji ekonomicznej i politycznej w otoczeniu Polski Kęty zrewidowały w górę prognozy zysku za cały 2014 r. o ponad 30 proc. Kurs akcji pozostaje wciąż w trendzie wzrostowym, a priorytetem dla spółki są teraz rynki zagraniczne na czele ze Skandynawią i USA.

Wyniki I półrocza wyglądają w końcu tak, jak byśmy sobie tego życzyli. Nareszcie jest półrocze, w którym wszystkie zarządzane przez nas biznesy, wykazały odpowiednie wzrosty i wyniki, które nas satysfakcjonują – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Dariusz Mańko, prezes Grupy Kęty.

W pierwszym półroczu Grupa Kęty zwiększyła skonsolidowany zysk netto przypisanego akcjonariuszom jednostki dominującej o 39,5 proc. rok do roku w ujęciu w zł, z kolei skonsolidowane przychody ze sprzedaży wzrosły o 19,3 proc. w porównaniu z pierwszą połową 2013 r. Najważniejszym negatywnym czynnikiem w pierwszym półroczu 2014 r. była zapaść gospodarcza i trwająca wojna na Ukrainie, która spowodowała skurczenie się popytu na wyroby aluminiowe.

Ta sytuacja wpłynęła o tyle negatywnie, że w strategii zakład na Ukrainie powinien pracować na trzy zmiany i to już od jakiegoś czasu, a w tej chwili pracuje na dwie zmiany. To na pewno jest słaby rynek, jeżeli chodzi o sprzedaż, dlatego Ukraina nie pomogła i nie pomaga nam w realizacji tej strategii – wskazuje Mańko.

Mimo tych trudności Grupa Kęty pozytywnie zaskoczyła rynek, podnosząc prognozy zysku za 2014 r. o 34 proc. (z 126,5 mln zł do 170 mln zł). Prognoza zysku EBITDA została podniesiona z 250,5 mln zł do 305 mln zł, z kolei zysku operacyjnego z 166,6 mln zł do 225 mln zł.

Mogę jeszcze tylko powiedzieć, że ta prognoza jest twardą prognozą, policzoną rzetelnie, na cyfrach, dlatego tutaj nie powinno być żadnego rozczarowania – twierdzi prezes Grupy Kęty.

Zarząd sygnalizował przy okazji publikacji nowych prognoz, że możliwe jest wypracowanie jeszcze lepszych wyników na koniec br. Inwestorzy na GPW widzą wysokie prawdopodobieństwo takiego scenariusza, gdyż kurs akcji – zarówno w horyzoncie rocznym, jak i 3-letnim – jest wciąż w trendzie wzrostowym.

Zdaniem analityków rynek docenia m.in. konsekwentnie wdrażaną strategię rozwoju, w tym zwiększanie skali działalności za granicą. Obecnie jednym z priorytetowych kierunków dla spółki Aluprof SA ma być oferujący wysokie marże rynek skandynawski.

Są spółki w Wielkiej Brytanii, na Węgrzech, w Czechach i Niemczech. Jest okazja, jest partner, to jest również spółka w Stanach Zjednoczonych. Przypomnę, że niedawno przejęliśmy niewielką spółkę w Danii i tam też już mamy przyczółek do ataku na Skandynawię – uważa Mańko.

Blisko połowę akcjonariatu Kęt stanowią Otwarte Fundusze Emerytalne, które zdaniem wielu ekspertów czeka konsolidacja. To może wymusić kolejne przetasowania w portfelach inwestycyjnych OFE, po tym jak wcześniej straciły one możliwość inwestowania w obligacje rządowe. Zdaniem Dariusza Mańko Grupa Kęty jest atrakcyjną spółką, biorąc pod uwagę cele inwestycyjne OFE, dlatego nie obawia się wyprzedaży akcji z ich strony.

Jeżeli OFE będzie współpracować i będzie w akcjonariacie takich spółek, jak grupa Kęty, to nic im nie powinno grozić. Grupa regularnie wypłaca dywidendę, rośniemy z każdym rokiem. Wydaje mi się, że potencjalny emeryt, który jest pośrednio właścicielem naszych akcji, tylko na tym skorzysta – ocenia Dariusz Mańko.

P. Kwiecień (X-Trade Brokers DM): Dopiero we wrześniu Fed zapowie ewentualne przyspieszenie podwyżek stóp procentowych

CEO Magazyn Polska

W piątek inwestorzy będą słuchać z uwagą wystąpienia szefowej Fed Janet Yellen, która weźmie udział w corocznym spotkaniu banków centralnych w Jackson Hole. Koniunktura w USA poprawia się szybciej, niż prognozowano, na co wskazali także członkowie Fed w opublikowanym w środę stenogramie z posiedzenia FOMC. Zdaniem ekonomistów Yellen odłoży jednak zapowiedź ewentualnej korekty polityki do września, kiedy bank centralny opublikuje nowe prognozy makroekonomiczne.

Rynek oczekuje interpretacji danych za ostatnie kilka miesięcy przez Fed i czy to zmieni w jakiś sposób politykę banku centralnego w ciągu najbliższego roku. To jest to, co się liczy dla rynków finansowych. Tego dowiemy się we wrześniu, ponieważ w Jackson Hole Janet Yellen w zasadzie niczego nie wykluczy ani niczego nie zapowie. W związku z tym uważam, że to wystąpienie będzie po prostu neutralne dla rynków finansowych, choć inwestorzy będą je śledzić bardzo uważnie i gdyby ewentualnie jakieś nowe stwierdzenia się pojawiły, to oczywiście reakcja rynków będzie natychmiastowa – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Przemysław Kwiecień, główny ekonomista X-Trade Brokers Dom Maklerski.

W środę rynki poznały tzw. minutes, czyli zapisy z przebiegu lipcowego posiedzenia Federalnego Komitetu Otwartego Rynku (FOMC), których treść – zdaniem analityków – wskazuje na rosnącą zgodę w Fed co do możliwości wcześniejszej podwyżki stóp procentowych. Członkowie FOMC zwrócili uwagę na to, że spadek bezrobocia oraz wzrost inflacji w kierunku celu polityki Rezerwy Federalnej następuje szybciej niż wcześniej prognozowano. Fed zapowiedział, że nie podwyższy stóp procentowych, dopóki stopa bezrobocia nie spadnie poniżej 6,5 proc., tymczasem w lipcu wyniosła 6,2 proc. Zwolennicy łagodnej polityki monetarnej wewnątrz FOMC twierdzą jednak, że to wciąż więcej od naturalnej stopy bezrobocia, czyli właściwej dla gospodarki w równowadze.

W czasie piątkowego wystąpienia przewodniczącej Janet Yellen inwestorzy będą starali się znaleźć potwierdzenie tej stopniowej zmiany retoryki ze strony amerykańskiego banku centralnego. Tym bardziej że Yellen, choć postrzegana jest przez rynek jako zwolenniczka łagodnej polityki monetarnej, unika głoszenia własnych poglądów i przedstawia stanowisko kompromisowe między „jastrzębiami” i „gołębiami” w FOMC – twierdzi Kwiecień.

Janet Yellen przyzwyczaiła nas do tego, że nie lubi puszczać pary z ust, nie lubi prowadzić polityki w ten sposób, że gdzieś coś sygnalizuje w swoich prywatnych wystąpieniach i później dopiero Fed to robi. Tak było kilka lat temu, kiedy Ben Bernanke, ówczesny szef Rezerwy Federalnej, zapowiedział w Jackson Hole, nieformalnie, ale jednak, wprowadzenie drugiej rundy programu skupu obligacji – wskazuje główny ekonomista X-Trade Brokers DM.

W czasie wrześniowego posiedzenia FOMC Janet Yellen będzie musiała bardziej precyzyjnie odnieść się m.in. do polityki stóp procentowych, ponieważ zostaną wtedy opublikowane nowe projekcje Fed, w tym prognozy dotyczące kształtowania się stóp procentowych według poszczególnych członków FOMC.

Natomiast wydaje mi się, że w takim wystąpieniu bardziej osobistym, oczywiście prowadzonym w ramach funkcji prezesa Fed, ale jednak wystąpieniu, gdzie ona głosi swoje poglądy na temat polityki pieniężnej, po prostu opisze to, co dotychczas wiemy. Czyli, że program skupu obligacji jest wygaszany, że zostanie wygaszony w październiku, że sytuacja na rynku pracy się poprawia, ale stopa bezrobocia jest ciągłe powyżej poziomu, który Fed uważa za naturalny, że inflacja jest poniżej celu i zadaniem Fed jest jego osiągnięcie – twierdzi Przemysław Kwiecień.

Mostostal Płock miał w I półroczu 1,8 mln zł zysku wobec ub.r. straty

0

Spółka budowlana działająca w branży paliwowej poprawia wyniki sprzedaży i notuje zysk, głównie dzięki zamówieniom z Orlenu.

Zysk netto spółki, która oferuje specjalistyczne usługi budowlano-montażowe, głównie w branży paliwowej, był w I półroczu na poziomie 1,83 mln zł, wobec straty w tym samym okresie ub.r. w wysokości 4,42 mln zł.

Przychody ze sprzedaży Mostostalu Płock SA w I półroczu 2014 wyniosły 53,3 mln zł i były wyższe o 30,8 proc. w stosunku do przychodów osiągniętych w analogicznym okresie roku poprzedniego.

W okresie sprawozdawczym największymi odbiorcami usług byli: PKN Orlen S.A. z udziałem 56,1 proc., IDS-BUD S.A.  z udziałem 21,4 proc., Gdańska Stocznia Remontowa z udziałem 18,7 proc. Pozostali odbiorcy nie przekroczyli dziesięcioprocentowego progu udziału w sprzedaży spółki – podaje spółka w raporcie.

Największe kontrakty minionego półrocza dla spółki to: prace mechaniczno-montażowe ramach projektu Budowa instalacji do odsiarczania spalin za 14,8 mln zł, 4 zbiorniki na ropę w ramach inwestycji Terminal Naftowy w Gdańsku Etap I za 11,4 mln zł, wykonanie i montaż modułów produkcyjnych oraz pozostałych instalacji części nawodnej na platformy FPF za 19,6 mln zł.

Firma działała w minionym półroczu głównie w województwach mazowieckim i pomorskim.

Mirbud ma umowę na budowę kompleksu magazynowo-biurowego za 27 mln zł

0

Budowlana firma Mirbud powiadomiła o podpisaniu umowy z firmą PLC Poland na budowę kompleksu magazynowo-biurowego w Gdańsku. Prace mają się zakończyć przed końcem roku.

Mirbud poinformował o otrzymaniu podpisanej umowy na wykonanie budynku magazynowo-biurowego wraz z pomieszczeniami technicznymi, położonego przy ul. Elbląskiej 110 w Gdańsku. Zleceniodawcą jest firma PLC Poland 12 z siedzibą w Warszawie, spółka zależna od Panattoni Europe.

Wartość umowy to 27,36 mln zł. Wartość wszystkich umów zawartych przez Mirbud ze spółkami Panattoni Europe w ciągu ostatnich 12 miesięcy przekroczyła 82,13 mln zł.

Budynek, będący przedmiotem umowy ma zostać oddany przed 30 grudnia 2014 r.

W poniedziałek 25 sierpnia Mirbud poda wyniki za I półrocze. W I kwartale zysk firmy wyniósł 4,6 mln zł wobec 4,4 mln zł rok wcześniej. Przychody wzrosły w tym czasie do 210,2 mln zł z 88,2 mln zł w I kw. 2013 r.

Oponeo notuje zysk 2,4 mln zł wobec straty rok wcześniej

0

Rosną o 29 proc. przychody Oponeo. Spółka notuje zysk wobec straty z ubiegłego roku, poprawia wyniki sprzedaży za granicą.

Przychody grupy Oponeo wzrosły w I półroczu o 28,9 proc. do 142,9 mln zł. Zysk natomiast był na poziomie 2,14 mln zł wobec straty w I półroczu zeszłego roku w wysokości 1,2 mln zł.

Oponeo, które specjalizuje się w internetowej detalicznej sprzedaży opon i akcesoriów samochodowych, podaje, że sprzedaż opon stanowi ponad 90 proc. sprzedaży. Przychody ze sprzedaży felg wyniosły jedynie 5,1 tys. zł za I półrocze 2014 roku.

Sprzedaż za granicę stanowiła ponad 24 proc. przychodów grupy w I poł. roku. i wyniosła 36,4 mln zł.

W I półroczu 2014 roku Grupa Oponeo.pl prowadziła sprzedaż w Polsce, Niemczech, Francji, Hiszpanii, Włoszech, Wielkiej Brytanii, Austrii, Holandii, Irlandii, Turcji, Czechach i na Słowacji. (…) Grupa Oponeo.pl przewiduje dalsze wzrosty obrotów na rynkach zagranicznych, jednakże podstawowym rynkiem zbytu dla emitenta jest nadal rynek krajowy – wyjaśnia spółka w raporcie.

Udział Grupy w rynku sprzedaży opon szacowany jest na ok. 10 proc.  Na rynku sprzedaży internetowej opon ma  75-proc. udział w rynku.

Ipopema poprawia zysk netto o 15,8 proc. do 5 mln zł

0

Ipopema zanotowała 5,05 mln zysku netto pomimo, jak podkreśla, gorszej sytuacji na giełdzie.

Ipopema Securities miała w I półroczu 2014 r. przychody ze sprzedaży w wysokości 53,77 mln zł. To o 4,3 proc. więcej niż rok wcześniej.

Zysk netto spółki, która świadczy usługi w zakresie doradztwa finansowego i transakcyjnego, w tym brokerskie, zanotowała w omawianym okresie wzrost o 15,8 proc. skonsolidowanego zysku netto do poziomu 5,05 mln zł.

Pomimo trudniejszej sytuacji rynkowej obserwowanej w pierwszym półroczu 2014 r. w porównaniu z analogicznym okresem roku 2013, przychody Grupy Kapitałowej Ipopema w okresie styczeńczerwiec 2014 r. były o 4,3 proc. wyższe niż analogicznym okresie roku – podaje zarząd spółki w raporcie.

Ł. Bugaj (DM BOŚ): Widać już negatywne skutki rosyjskiego embarga. Gorsze nastroje konsumentów i firm hamują wzrost PKB

CEO Magazyn Polska

Rosyjskie embargo dotyczy niewielkiej części europejskiej gospodarki oraz jej eksportu. Znacznie więcej do stracenia ma Rosja, która jest ponad 6 razy mniejszą gospodarką niż UE. Sankcje odwetowe Kremla działają jednak dwutorowo, dlatego silniejszy może być ich efekt pośredni, czyli spadek nastrojów wśród konsumentów i firm w Polsce czy Niemczech.

Jest realne zagrożenie związane z ograniczeniem importu produktów żywnościowych do Rosji ze strony Unii Europejskiej. Tutaj Polska wybija się, niestety, jako kraj, który może ucierpieć najbardziej, jeżeli chodzi o produkty żywnościowe. W przypadku ograniczeń na import produktów przemysłowych, o których jeszcze o sankcjach nie słyszymy, ale być zostaną one wprowadzone w przyszłości, najbardziej zagrożony jest rynek niemiecki, południe Europy niekoniecznie – ocenia w rozmowie z agencją  informacyjną Newseria Inwestor Łukasz Bugaj, analityk DM BOŚ.

Niemcy są drugim najważniejszym partnerem handlowym Rosji pod względem importu, ustępując jedynie Chinom. Wśród 5 najważniejszych eksporterów na rynek rosyjski są także Ukraina, Białoruś oraz Japonia. Podobnie wygląda struktura eksportu Rosji, poza tym, że w gronie 5 najważniejszych odbiorców rosyjskich towarów jest również Holandia. Rosja jest jednak znacznie mniej istotnym partnerem handlowym dla UE niż na odwrót, co zmniejsza bezpośredni wpływ sankcji na PKB 28 państw Unii.

Bezpośrednie uderzenie sankcjami ze strony Rosji nie może być tak groźne dla Europy, jak to, które niosą ze sobą sankcje UE dla Rosji, ponieważ ta wymiana jest bardziej nastawiona na eksport rosyjskiego gazu i produktów do Europy. Tak więc bezpośredni wpływ na gospodarkę europejską jest mały, ale ten pośredni może być bardzo negatywny, zresztą jest to już po części widoczne – uważa Bugaj.

Ekonomiści zwracają uwagę także na dysproporcje między gospodarką UE a Rosją. PKB 28 państw według parytetu siły nabywczej (PPP) stanowiło w 2013 r. blisko 18,4 proc. światowego PKB. Rosyjska gospodarka według tej samej miary to niecałe 3 proc. światowej gospodarki (2,88 proc.). Dla porównania PKB Polski według PPP zostało oszacowane na 0,94 proc. światowego – wynika z danych MFW.

Sankcje oddziałują także w pośredni sposób, pogarszając nastroje w gospodarce, co przekłada się na mniejszą chęć do konsumpcji oraz inwestycji. Podwyższona niepewność, np. z powodu ryzyka wprowadzenia kolejnych sankcji lub utrudnień w działalności gospodarczej w Rosji, może prowadzić do wstrzymywania projektów inwestycyjnych i gromadzenia rezerw. Według Bugaja dotyczy to także sektorów i firm niehandlujących z Rosją.

Widać to już choćby w zamówieniach przemysłowych czy produkcji przemysłowej z Niemiec. Dane za czerwiec okazały się słabsze od oczekiwanych, a wskaźniki wyprzedzające, jak wskaźnik IFO, pokazują, że to osłabienie jest cały czas widoczne i że będzie pewnie postępowało w kolejnych miesiącach – przewiduje analityk DM BOŚ.

Część ekspertów uważa, że rosyjskie embargo na żywność może skonsolidować UE, która wcześniej bywała mocno podzielona w kwestii relacji z Rosją.

Wydaje mi się, że rzeczywiście w krótkim terminie może tak być, ale jeżeli Rosja zacznie różnicować państwa w przyszłości, to ta solidarność może okazać się krótkotrwała – ocenia Łukasz Bugaj.

W I półroczu eksport wzrósł o ponad 5 proc. Firmy szukają alternatywy dla wschodnich rynków

CEO Magazyn Polska

W I połowie roku eksport wzrósł o 5,4 proc. Rośnie sprzedaż do państw Unii Europejskiej. Duży wzrost zanotowano również na rynkach rozwijających się – m.in. w Algierii, Zjednoczonych Emiratach Arabskich i Arabii Saudyjskiej. Potencjał wśród polskich przedsiębiorców jest jednak większy. Szersza wiedza na temat rynków, z którymi można handlować, i fachowe wsparcie prawne mogłyby sprawić, że tempo wzrostu eksportu przyspieszy.

– Według danych GUS po pięciu miesiącach 2014 roku polski eksport wzrósł o 7 proc. To wynik zaskakująco dobry, wyraźnie wyższy niż przyrost PKB, który nastąpił w tym samym okresie. Oznacza to, że polski przemysł budzi się, znajduje nowe rynki zbytu, rozwija się, bazując na pozytywnych trendach z innych gospodarek, głównie Unii Europejskiej – ocenia w rozmowie z agencją Newseria Biznes Krzysztof Kuniewicz, dyrektor generalny w Bibby Financial Services.

Wedle danych Ministerstwa Gospodarki z całego półrocza wartość eksportu towarów wyniosła 80 mld euro. Wzrost wprawdzie nieco wyhamował (+5,4 proc.), ale w skali roku szacowany jest na 9 proc. Znacząco zmniejszyła się sprzedaż na rynki wschodnie (o blisko 12 proc.), na co wpłynęła trudna sytuacja polityczna i konflikt handlowy Rosji z krajami europejskimi. Eksport na Ukrainę zmalał o 26,4 proc., a do Rosji – o 10,7 proc.

Zdaniem Krzysztofa Kuniewicza mimo skomplikowanej sytuacji na Wschodzie polscy eksporterzy dobrze sobie radzą.

Wzrósł eksport do krajów unijnych (łącznie o ponad 7 proc.) – przede wszystkim do Finlandii (o 23,8 proc.), Hiszpanii (22,3 proc.) i na Łotwę (21,5 proc.). Dynamicznie zwiększyła się też sprzedaż do krajów rozwijających się – ponad dwukrotnie do Algierii, Zjednoczonych Emiratów Arabskich (64 proc.) i Arabii Saudyjskiej (45,5 proc.). Eksporterzy sprzedali również więcej do Kanady (28,4 proc.) oraz Australii (34,7 proc.). Nowe rynki zbytu i wzrost eksportu na Zachód oraz do krajów rozwijających się mogą zniwelować skutki rosyjskiego embarga. Eksporterzy jednak wskazują, że potrzebna jest im dodatkowa wiedza na temat innych rynków i wsparcie w ich zdobywaniu.

Bibby Financial Services od kilku lat prowadzi badania wśród małych i średnich firm. Wśród tych przedsiębiorców w zasadzie niezmiennie widzimy bardzo wyraźną potrzebę jak największej wiedzy o innych rynkach – podkreśla Kuniewicz.

Spośród firm badanych przez Bibby Financial Services 20 proc. deklaruje, że do podjęcia współpracy handlowej mogłaby ich zmotywować pomoc w sprawdzeniu wiarygodności i wypłacalności kontrahenta. Sprzedaż mogłaby być wyższa, gdyby przedsiębiorcy mieli większą wiedzę o rynkach, z którymi można handlować lub o targach, na które warto pojechać (15 proc. badanych). Pomóc mogłaby także fachowa pomoc prawna (13 proc.). Mali i średni przedsiębiorcy oczekują także korzystnego finansowania.

Jeśli jesteśmy w stanie sprawić, że firmy będą miały więcej informacji i zapewnić im finansowanie, to jesteśmy w stanie sprawić, że będą eksportowali więcej. To szczególnie istotne w dzisiejszych, coraz bardziej skomplikowanych czasach, kiedy ryzyko związane z eksportem na Wschód jest coraz większe. Firmy będą szukały rynków zbytu tam, gdzie embarga nie ma – podsumowuje Krzysztof Kuniewicz.

Resort gospodarki prognozuje, że w całym roku wzrost eksportu wyniesie 9 proc. do poziomu 168,9 mld euro. Zastrzega jednak, że prognozy te obarczone są dużym ryzykiem. Z jednej strony, pozytywnie oddziaływać będzie oczekiwane na ożywienie na rynkach unijnych, szczególnie w strefie euro. Z drugiej, wiele zależy od rozwoju sytuacji na Wschodzie.

Polska za mało wspiera innowacyjność. Przez to zajmujemy jedno z ostatnich miejsc w Europie w rankingach

CEO Magazyn Polska

Przedsiębiorcy w Polsce narzekają na brak warunków do inwestowania w innowacyjność. Tylko jedna czwarta z nich jest zadowolona z obecnej sytuacji. Przez to Polska należy do najmniej innowacyjnych krajów w Europie – w rankingu Global Innovation Index 2014 znalazła się na 45. miejscu, za krajami bałtyckimi, Czechami i Słowacją, a nawet Bułgarią i Mołdawią.

Dzisiaj wszyscy w Polsce jesteśmy przekonani, że nie zrobimy skoku cywilizacyjnego na miarę naszych ambicji, jeżeli nie będziemy inwestować w innowacyjność. Wiedzą o tym również przedsiębiorcy. Firmy skarżą się jednak na to, że nie zawsze klimat do inwestycji w innowacyjność w Polsce jest sprzyjający. Tylko 25 proc. badanych mówi, że Polska ma sprzyjające ku temu warunki – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Beata Stelmach, prezes zarządu General Electric w Polsce i krajach nadbałtyckich

Z Barometru Innowacji GE 2014 wynika, że aż trzy czwarte przedsiębiorców działających w Polsce krytykuje niekorzystne warunki do inwestowania w innowacje. Podobnie sytuację w naszym kraju oceniają firmy z innych rynków (badanych było 26 krajów). To ma przełożenie na statystyki. Tegoroczny ranking Global Innovation Index plasuje Polskę wśród najmniej innowacyjnych krajów w Europie. Pod względem ogólnej oceny spośród krajów unijnych gorzej wypada tylko Grecja (50. miejsce na świecie) oraz Rumunia (55.).

Pod względem kapitału ludzkiego Polska jest 43., ale wyprzedzają nas m.in. Białoruś i Czarnogóra. Nieco gorzej jest w obszarze infrastruktury (49. miejsce), a znacznie słabiej wypadamy pod względem produkcji technologicznej i wiedzy (53. miejsce), zaawansowania rynku (70. miejsce) oraz zaawansowania biznesu (64. miejsce). Światowym liderem innowacyjności jest Szwajcaria, a na kolejnych miejscach znalazła się Wielka Brytania, Szwecja, Finlandia i Holandia.

Ranking Global Innovation Index podkreśla także, że nawet kraje z regionu, które startowały z podobnego poziomu 25 lat temu, są dziś bardziej innowacyjne. Estonia została sklasyfikowana na 24. miejscu, Czechy na 26., a Łotwa na 34. Beata Stelmach podkreśla jednak, że rzeczywistość nie jest aż tak zła.

Statystyki nie do końca odzwierciedlają faktyczny stan zaawansowania rozwoju naszej gospodarki oraz zaawansowania naszych przedsiębiorstw w inwestycje innowacyjne. Sama transformacja była jedna wielką innowacyjnością – przekonuje prezes GE w Polsce. ‒ Jesteśmy dużo większym rynkiem i dużo większą gospodarką, przez to faktycznie podstawowe nadrabianie zaległości dało się bardziej znać aniżeli w krajach mniejszych, takich jak kraje bałtyckie. Właściwie dzisiaj możemy powiedzieć, że Polska mocno się wyróżnia.

Stelmach zaznacza, że z powodu rozmiarów polskiej gospodarki wprowadzanie innowacji jest nieco trudniejsze. Jednak w niektórych sektorach, np. w energetyce, konieczność modernizacji infrastruktury napędzi inwestycje.

Wiele się dyskutuje o bezpieczeństwie energetycznym, ale to nie jest nic innego jak nadrabianie zaległości. W naszym systemie ponad 70 proc. całej infrastruktury energetycznej jest przestarzałe, ma powyżej 30 lat. Siłą rzeczy musimy dziś inwestować w modernizację bądź w nowe rozwiązania. A skoro w nowe, to nie sięgamy do rozwiązań, które były sprawdzone wiele lat temu, tylko szukamy tych najnowocześniejszych  – podkreśla Stelmach.

Dodaje, że takie innowacje jak te w energetyce nie byłyby możliwe bez wsparcia państwa. Jednak tylko 17 proc. ankietowanych przez GE przedsiębiorców uważa, że aktywność państwa w tym zakresie jest wystarczająca, a co piąty twierdzi, że środki kierowane z budżetu na innowacyjność są wystarczające. Prawie wszyscy badani zgodnie stwierdzili, że rząd powinien lepiej zadbać o dostosowanie programów studiów do potrzeb przedsiębiorców (96 proc.) i zwiększyć ochronę własności intelektualnej, by umożliwić firmom bliższą współpracę (95 proc.).

Sprzedaż tabletów i phabletów nie tak dynamiczna. Zyskiwać będą laptopy i smartfony ze średniej półki

CEO Magazyn Polska

Tablety nie sprzedają się już tak dobrze, jak w ostatnich latach. Klienci wracają za to do większych i wygodniejszych w pracy laptopów. Eksperci z ABC Data oczekują, że sprzedaż tych urządzeń będzie się zwiększać. Wśród smartfonów największą popularnością cieszy się środkowy segment rynku, czyli rozsądna jakość za rozsądną cenę.

Sprzedaż tabletów nie rośnie już tak szybko, jak przez ostatnie kilka lat. Rynek miał co prawda na to nadzieję, klientom także się wydawało, że tablet w ich rękach zastąpi notebook. Okazało się, że jednak funkcjonalność tabletu nie jest wystarczająca do codziennej pracy. W związku z tym oczekujemy powrotu do nieco wyższego poziomu sprzedaży notebooków. Komputery, które były masowo kupowane dwa, trzy lata temu, teraz będą wymieniane i nie na tablety, a na notebooki. Patrzymy też z nadzieją na taniejące tablety z systemem Windows – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Rafał Garszczyński z ABC Data.

Jego zdaniem również sprzedaż phabletów nie satysfakcjonuje producentów. Na polskim rynku te urządzenia, łączące tablety i smartfony, nie przyjęły się tak dobrze jak w Azji.

Na rynku azjatyckim jest absolutne szaleństwo na punkcie phabletów. U nas przeważnie klienci mają i tablet, i telefon. Phablet jest urządzeniem niewygodnym w codziennym telefonowaniu, w związku z tym raczej nie zastępuje smartfona, a ten jest z kolei za mały, by codziennie korzystać z internetu – ocenia Garszczyński.

Polacy za to coraz bardziej świadomie wybierają smartfony, decydując się na określony zestaw możliwości i dopasowaną do tego zakresu cenę, rezygnując z najdroższych ofert dostępnych na rynku. Co ważne, zdecydowana większość klientów od dawna korzysta ze smartfonów i tylko wymienia stary model na nowszy, znają więc swoje oczekiwania i funkcjonalności, które są im potrzebne.

Jeszcze dwa, trzy lata temu było tak, że pod uwagę braliśmy urządzenia najdroższe i najtańsze. Dzisiaj coraz częściej decydujemy się na urządzenia z środkowego segment rynku, które mają dobrą jakość i rozsądny zestaw funkcji za bardzo sensowne pieniądze – przekonuje przedstawiciel ABC Data.

Zdaniem Garszczyńskiego na tym zyskują producenci, którzy sprzedają produkty polskich marek, jak np. Colorovo, dostępna w ofercie ABC Data, oraz tych producentów zagranicznych, którzy oferują swoje urządzenia w rozsądnych cenach.

 Ceny urządzeń mobilnych z środkowego segmentu kształtują się w granicach 500-700 zł. Kwota ta stanowi jedną trzecią, a czasami nawet połowę ceny najdroższych urządzeń rynkowych liderów. – mówi Garszczyński. – To jest segment bardzo lukratywny, rosnący zarówno w tabletach, jak i w smartfonach. Dzisiaj w tej cenie jesteśmy w stanie nabyć urządzenie, które oferuje 90 proc. funkcji tych najdroższych urządzeń.

Coraz częściej Polacy biorą pod uwagę przy wyborze nie liczbę funkcji systemu danego urządzenia, lecz wielkość i jakość ekranu, jakość mechaniczną oraz oferowany serwis. Mniejsze znaczenia ma marka, a świadomość, że dane urządzenie to rynkowa nowość, traci na znaczeniu.

Garszczyński zwraca również uwagę na fakt, że coraz więcej urządzeń sprzedaje się w niezależnej dystrybucji.

Klient raczej nie chce wiązać się kontraktami z operatorem, bo nie chce kupować tych urządzeń w najdroższym systemie ratalnym. Oferty operatorów często się zmieniają, więc jeśli klient nie jest związany kontraktem, to może zmienić ofertę na bardziej korzystną i lepiej pasującą do jego potrzeb – uważa przedstawiciel ABC Data.

Jesienią ruszy Fundusz Mieszkań na Wynajem. Dzięki niemu ceny najmu na rynku mogą być niższe

CEO Magazyn Polska

Pierwsze mieszkania z funduszu stworzonego przez BGK zostaną wynajęte na preferencyjnych warunkach pod koniec 2014 roku. Bank informuje, że podpisał już listy intencyjne dotyczące zakupu 680 mieszkań w Warszawie, Trójmieście i we Wrocławiu. Te na najbardziej zaawansowanym etapie budowy powinny być gotowe późną jesienią. W dłuższej perspektywie niższe ceny najmu oferowane przez fundusz mogą obniżyć stawki na rynku.

Bank Gospodarstwa Krajowego planuje przeznaczyć na inwestycje na rynku najmu 5 mld zł i w ciągu 5 lat zakupić ok. 20 tys. mieszkań w największych polskich miastach. Na początku pojawienie się nawet tak znaczącego gracza nie powinno wpłynąć na wysokość czynszów na rynku. Z czasem jednak może się to zmienić.

Im więcej takich mieszkań trafi na rynek, tym odpowiednio to oddziaływanie będzie większe. Jeżeli będzie to udział kilkuprocentowy, pewnie tego nie odczujemy jako potencjalni właściciele wynajmowanych mieszkań. Jeżeli udział ten się zwiększy do 10-15 proc., może to jednak wpłynąć w jakiś sposób na rynek ‒ ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Sebastian Janicki, prezes zarządu spółki Inwestycje MSW, firmy prowadzącej m.in. działalność w zakresie obrotu i pośrednictwa na rynku nieruchomości. ‒ Pozostaje pytanie, w jaki sposób fundusz będzie podchodzić do obliczania czynszu najmu, czy zastosuje stawki rynkowe, czy będzie starał się agresywnie wchodząc na rynek, nieco ceny dumpingować i w ten sposób przejmować potencjalnych najemców z dotychczasowego rynku.

Wtedy właściciele nieruchomości prawdopodobnie też zaczną obniżać stawki najmu.

Rynek najmu w Polsce jest znacznie mniej rozwinięty niż w innych krajach. Większość Polaków woli mieć nieruchomości na własność, wychodząc z założenia, że jeśli już trzeba co miesiąc płacić, to zamiast czynszu lepiej spłacać raty kredytu hipotecznego. Wynajem to w Polsce stan przejściowy.

W odczuciu społecznym jest traktowany o wiele niżej niż posiadanie nieruchomości, która jest aktywem własnego majątku ‒ zauważa prezes Janicki. ‒ Na Zachodzie ta tendencja jest odwrotna ‒ często inwestowanie w nieruchomości sprowadza się do tego, że nieruchomość kupuje się w miejscu, gdzie stopa zwrotu jest najwyższa, natomiast własne potrzeby mieszkaniowe realizuje się na rynku najmu.

Jeżeli Polacy na wynajem zaczną patrzeć podobnie jak mieszkańcy państw bogatszej części Europy, to polski rynek ma szansę na rozwój. Jak wynika z danych Eurostatu, w Polsce najem komercyjny to ok. 4 proc. rynku; u naszych zachodnich sąsiadów odsetek jest cztery razy większy, a w Szwajcarii mieszkanie wynajmuje ponad połowa społeczeństwa.

Mimo to kupno mieszkania pod wynajem może być dobrą inwestycją. Wybierając ten sposób ulokowania swoich pieniędzy, warto ocenić potencjał lokalnego rynku, cenę i możliwe zyski. Źle wybrany lokal może oznaczać klapę finansową, gdy dochody nie będą rekompensować kosztów zakupu.

Przede wszystkim, jak we wszystkich nieruchomościach, ważna jest lokalizacja ‒ doradza Sebastian Janicki. ‒ W drugiej kolejności to oczywiście koszty, które będzie nam generować nieruchomość i dochód, jaki możemy uzyskać z czynszu najmu. Czynsz będzie zresztą determinowany sąsiedztwem takiej nieruchomości.

Od tego, jakie mieszkanie może zaoferować inwestor, zależy, na jakiego klienta może liczyć. Wyboru lokalu powinno się więc dokonywać z myślą o pożądanym typie przyszłego najemcy. Warto już wtedy określić jego profil, pod niego przygotować mieszkanie i ocenić, jakiego czynszu można zażądać.

Jeżeli będzie to lokal dla studentów, wyposażamy go zgodnie z ich oczekiwaniami. Inaczej wyposażamy, jeśli miałby to być najemca biznesowy lub rodziny ‒ podkreśla Sebastian Janicki.

Od tego, na jakiego najemcę właściciel lokalu się nastawia, zależy też okres, w którym mieszkanie wynająć najłatwiej. Na rynku największy ruch panuje pod koniec wakacji, gdy mieszkań szukają studenci. W pozostałych miesiącach na rynku widać lekką nadpodaż lokali, a wtedy to najemcy dyktują ceny.

Polacy chętnie sięgają po soki i nektary owocowe. Dzienne spożycie jest jednak wciąż małe

CEO Magazyn Polska

Rośnie powoli sprzedaż soków i nektarów owocowych. Pod względem konsumpcji zbliżamy się do średniej unijnej, choć wciąż pijemy mniej niż zalecają eksperci. Zwiększenie spożycia i sprzedaży soków pomogłoby zagospodarować przynajmniej część z nadpodaży jabłek. Do produkcji napojów owocowych zużywa się 260 tys. ton jabłek rocznie.

Jesteśmy blisko średniej europejskiej z rocznym spożyciem soków i nektarów na poziomie około 700 mln litrów. Zajmujemy pod tym względem szóstą pozycję w Europie – mówi agencji Newseria Julian Pawlak, prezes Stowarzyszenia Krajowej Unii Producentów Soków.

Rocznie Polak wypija ok. 19 litrów soków i nektarów (z czego 11,7 litrów to soki). To niewiele mniej od średniej europejskiej (21 litrów), choć do liderów zestawienia dużo nam brakuje (w Niemczech 32 litry, w Austrii 26 litrów).

Jak wynika z badań Nielsena, sok jabłkowy jest drugim, po pomarańczowym, najczęściej wybieranym sokiem w Polsce. Do wyprodukowania 1 litra potrzeba ok. sześciu owoców. W obliczu embarga na polskie jabłka nałożonego przez Rosję zwiększenie sprzedaży i konsumpcji napojów jabłkowych pomogłoby zagospodarować nadmiar owoców na rynku. Polska jest największym eksporterem jabłek na świecie. Związek Sadowników RP szacuje, że w 2013 wyeksportowanych został ponad milion ton tych owoców, z czego zdecydowana większość (800 tys. ton) trafiła do Rosji.

Statystyczny Polak wypija rocznie trzy litry soku i nektaru jabłkowego. Chcielibyśmy podwoić tę ilość. To oznaczałoby 260 tys. ton jabłek więcej na produkcję. W świetle rosyjskiego embarga to istotna ilość – podkreśla Pawlak.

Według Stowarzyszenia KUPS rynek soków i nektarów jest rozwojowy. Światowa Organizacja Zdrowia zaleca spożywać dziennie 400 gramów owoców podzielonych na pięć porcji. Szklanka soku (200 ml) to ekwiwalent jednej zalecanej porcji. Krajowa Unia Producentów Soków podaje, że statystyczny Polak wypija 82,5 szklanek w ciągu roku, co oznacza jedną co 4-5 dni (45 ml dziennie).

Często słyszy się, że soki są kaloryczne, ale nie do końca jest to prawda. W 100 ml, w zależności od rodzaju soku, jest od 30 do 50 kalorii. Dla porównania w 100 gramach pieczywa jest około 200 kalorii – argumentuje prezes Stowarzyszenia Krajowej Unii Producentów Soków.

Rynek soków, nektarów i napojów wart jest ok. 3,5 mld zł. Połowę rynku pod względem ilościowym stanowią napoje owocowe – chętnie kupowane przez Polaków przede wszystkim ze względu na cenę.

Co dziesiąty Polak pracuje ponad 60 godzin tygodniowo

CEO Magazyn Polska

Co czwarty Polak spędza w pracy od 41 do 50 godzin tygodniowo, a 12 proc. powyżej 60 godzin – wynika z badań CBOS. Najczęściej tłumaczymy to związaną z wykonywaniem obowiązków służbowych pasją. Czasem jest to po prostu pracoholizm. Niewielu pracoholików potrafi odpoczywać i korzystać z czasu wolnego.

 Pracujemy dużo więcej niż inne narody europejskie. Patrząc na kodeks pracy, powinniśmy spędzać w pracy najwyżej 40 godzin, ale często na naszych zawodowych zajęciach zależy nam dużo bardziej niż innym Europejczykom i jesteśmy w stanie wiele dla pracy poświęcić, łącznie z czasem, który należałby się nam czy rodzinie – mówi agencji informacyjnej Newseria Iwona Kowalewski, pedagog i specjalistka w zakresie nowoczesnych metod edukacji ze spółki SITA.

Jak wynika z badania CBOS, aż trzy czwarte Polaków lubi swoją pracę, w tym jedna trzecia nie ma co do tego żadnych wątpliwości. Ogólne zadowolenie z charakteru aktywności zawodowej najsilniejsze jest wśród osób o najwyższych dochodach, czyli prywatnych przedsiębiorców i pracowników średniego szczebla. Niekiedy jednak zbytnie zaangażowanie przeradza się w uzależnienie zwane pracoholizmem.

Trudno stwierdzić, czy Polacy są pracoholikami, bo taka aktywność ma raczej charakter unikalny, jednostkowy i trudno ją diagnozować w odniesieniu do całych grup społecznych – wskazuje Iwona Kowalewski. – Czas spędzany przez Polaków w pracy wskazuje jednak, że mamy do czynienia z niepokojącymi symptomami tej choroby.

W krótkim okresie zdaniem specjalistki firmy SITA większe zaangażowanie w wymagający poświęcenia problem jest zrozumiałe. Na przykład jeśli pracownik zajmuje się ambitnym projektem, w którego realizacji ma odegrać kluczową rolę, a efekty powinny przynieść mu satysfakcję lub wręcz odmienić ścieżkę kariery zawodowej.

Na dłuższą metę całkowite poświęcenie się pracy niesie ze sobą jednak poważne konsekwencje. Często wiąże się to z problemami w życiu prywatnym czy niską samooceną. Jeśli taka sytuacja trwa, może spowodować utratę bliskich, zdrowia czy chęci do życia.

Kiedyś modne było powiedzenie, że należy osiem godzin w ciągu doby przeznaczyć na sen, kolejne osiem na pracę i tyle samo na odpoczynek – przypomina Kowalewski. – Już od dawna nikt nie poświęca ośmiu godzin na odpoczynek, a warto.

Jak podkreśla, umiejętność odpoczywania i przeznaczanie na relaks odpowiedniej ilości czasu jest warunkiem, by praca była dla nas satysfakcjonująca. Może też uchronić nas przed pracoholizmem.

Pasjonatów od pracoholików odróżnia fakt, że rozumieją znaczenie odpoczynku i regeneracji – twierdzi Iwona Kowalewski. – Jeżeli dzień pracy zaczniemy kilkunastoma minutami odprężenia, podczas których nabierzemy dystansu i perspektywy do codziennych zadań, i podobnie go zakończymy, będzie to skutkować lepszą pamięcią, koncentracją i pomysłami, zarówno dotyczącymi życia zawodowego, jak i osobistego.

Problem w tym, że dla wielu osób wejście w stan relaksu bez poczucia winy i związanego z tym napięcia, jest trudne, czasem niemożliwe.