„Liderzy branż” w lokacie strukturyzowanej PKO Banku Polskiego

Bank rozpoczął subskrypcję nowej lokaty strukturyzowanej. Aktywem bazowym produktu są akcje czterech liderów wyselekcjonowanych w ramach sektorów: IT, odzieżowego, motoryzacyjnego i spożywczego. Dwuletnia lokata, oprócz 100% gwarancji zwrotu zainwestowanego kapitału w dniu zakończenia inwestycji, daje możliwość dodatkowego zysku, uzależnionego od zachowania się cen akcji tych spółek.

„Cenne” karty kredytowe PKO Banku Polskiego

„Karty w grze” to loteria, w której klienci PKO Banku Polskiego korzystający z kart kredytowych mogą wygrać atrakcyjne nagrody. Aby wziąć w niej udział wystarczy wysłać jeden sms i dokonać przynajmniej jednej transakcji bezgotówkowej kartą na kwotę co najmniej 20 zł. Loteria trwa do końca października br., a do wygrania są m.in. samochody Nissan Juke oraz sprzęt RTV.

eService numerem jeden na rynku!

Do ponad 30 proc. wzrosły udziały spółki eService w rynku transakcji kartowych, zarówno pod względem wartości transakcji jak i ich liczby. Stając się liderem wśród agentów rozliczeniowych działających w Polsce spółka osiągnęła cel stawiany w strategii PKO Banku Polskiego kluczowym spółkom Grupy Kapitałowej – obecność w pierwszej trójce najlepszych w branży.

PKO Bank Polski partnerem strategicznym XXV Biegu Niepodległości

Po 10 minutach od rozpoczęcia rejestracji na liście startowej znalazło się 1 090 osób. Limit 12 000 miejsc został wyczerpany w ciągu 32 godzin. 11 listopada o godzinie 11:11 w Warszawie wystartuje XXV Bieg Niepodległości. Strategicznym partnerem Biegu – już po raz piąty – jest PKO Bank Polski.

Płatności mobilne IKO i 200 wpłatomatów dostępne dla klientów Inteligo

Do grona osób, które mogą płacić i wypłacać telefonem, dołączyli klienci Inteligo. Z aplikacji IKO mogą już również korzystać klienci firmowi prowadzący indywidualną działalność gospodarczą lub wykonujący wolny zawód. Oprócz dostępu do IKO, klienci Inteligo zyskali również możliwość wpłacania gotówki przy użyciu karty płatniczej w ponad 200 wpłatomatach PKO Banku Polskiego w całej Polsce.

Lokata PKO Pierwszy Kapitał – oszczędności na dobry start

PKO Bank Polski oferuje lokatę PKO Pierwszy Kapitał przygotowaną z myślą o rodzicach dzieci w wieku od 0 do 12 lat. Lokata jest uzupełnieniem oferty PKO Junior, w ramach której ze swojego konta internetowego korzysta już 45 tysięcy dzieci poniżej 13. roku życia. PKO Konto Dziecka w ofercie PKO Junior można już otworzyć z poziomu bankowości elektronicznej iPKO lub w procesie kurierskim, bez konieczności wizyty w oddziale.

Grupa Nokaut: wyniki finansowe po trzech kwartałach 2013

Grupa Nokaut narastająco po trzech kwartałach 2013 roku zanotowała przychody w wysokości 8,55 mln zł, o 18% wyższe rok do roku. Strata operacyjna narastająco wyniosła -477 tys. zł, a strata netto -64 tys. zł. Na osiągnięte wyniki wpłynął głównie wzrost kosztów pozyskiwania ruchu. Spółka kontynuuje działania restrukturyzacyjne zainicjowane na początku 2013 roku.

Zwiększenie przychodów było efektem podwyższenia jakości serwisu i jego skuteczniejszej monetyzacji (wzrost stawki aCPC), wzrostu uśrednionej liczby przejść jednego użytkownika serwisu Nokaut.pl do sklepu internetowego (aUCR) oraz zwiększenia liczby użytkowników (RU) odwiedzających serwis Nokaut.pl.

„Wzrost kosztów pozyskania ruchu wynika z kolejnych zmian w algorytmach Google, co systematycznie wpływa na obniżenie ruchu pochodzącego z SEO. Obecnie większość ruchu pochodzi ze źródeł płatnych i zakładamy, że trend ten będzie się utrzymywał. Dlatego Zarząd rozważa inwestycje w obszary nie narażone na ryzyko, które wystąpiło przy porównywarce cen” – powiedział Sławomir Topczewski, p.o. prezesa zarządu Grupy Nokaut.

W ramach kontynuacji programu restrukturyzacji spółka zmniejszyła zatrudnienie do 33 osób. Jednocześnie trwają prace nad optymalizacją serwisu ukierunkowane na zwiększenie rentowności.

Jak stworzyć zgrany zespół w pracy?

Nie ma jednej skutecznej recepty na motywację i zwiększenie efektywności zespołu, ale warto unikać typowych błędów. Pieniądze to nie wszystko i coraz więcej pracowników docenia inne, pozapłacowe formy motywacji. Jak sprawić, aby Twoi pracownicy cieszyli się z kolejnego dnia w biurze i utożsamiali się z Twoją firmą?

Delegowanie zadań i samodzielność pracowników

Czy pracownik, który ciągle jest sprawdzany przez pracodawcę na każdym etapie powierzonego zadania może być efektywny? Początkowo nie ma to zapewne znaczenia, ale wraz z dłuższym stażem w firmie może doprowadzić do frustracji i „wypalenia”.

Każda osoba potrzebuje poczucia samodzielności i odpowiedzialności za wykonywane projekty. Warto więc delegować zadania i zaufać pracownikowi, co zwiększy jego poziom zaangażowania, a po dobrze wykonanej pracy spowoduje większe poczucie sukcesu. W końcu sukces zawsze jest równy zadowoleniu, a to determinuje motywację do kolejnych działań.

Wyznaczanie celów

Dobry pracodawca powinien posiadać umiejętność precyzyjnego wyznaczania celów. Warto poświęcić czas na rozmowę z pracownikiem przed ich wyznaczeniem, aby zorientować się czy są one osiągalne w danym momencie. „Nie jest sztuką” wyznaczyć cel, którego pracownik nie będzie w stanie zrealizować i w konsekwencji doprowadzi to do niezadowolenia obu stron.

– Często prowadząc firmę, w naszej głowie pojawia się mnóstwo pomysłów, które w danym momencie, przy środkach jakie posiadamy są mało realne do osiągnięcia. Warto wtedy przed wyznaczeniem kolejnego „nierealnego celu” porozmawiać z pracownikiem i zapytać o jego opinię. Jeśli potrafimy rozmawiać i posiadamy dobry zespół, wypracujemy najskuteczniejsze rozwiązanie – mówi Przemysław Styrna, New Business Manager GRUPA 365NET.

Nie tylko pracą człowiek żyje…

Podobnie jak w sporcie, również w firmie, ważną kwestią jest integracja zespołu. Wspólnie spędzony czas poza pracą, wpływa znacząco na polepszenie atmosfery w biurze. Zorganizowanie imprezy tematycznej, paintball, czy świętowanie urodzin pracowników to tylko przykłady, które warto wykorzystać. Najlepiej jednak o zdanie zapytać samych pracowników… efekt gwarantowany!

Nie zapominajmy również o miejscu pracy. Za przykład może posłużyć Google, które słynie z nietypowych rozwiązań. Nie każdy jednak może pozwolić sobie na pokój gier, siłownię, czy dużą kuchnię w biurze. Ale gdy wymagamy od pracowników kreatywności, warto samemu wykazać się kreatywnością już na etapie urządzania przestrzeni biurowej. Nie masz pomysłu jak to zrobić? Niech z pomocą przyjdą pracownicy, którzy swoje pomysły będą wrzucali do specjalnej skrzynki, a Ty wybierzesz najlepsze.

Stworzenie zgranego, zmotywowanego do pracy zespołu pracowników nie jest prostym zadaniem. Powyższe przykłady stanowią tylko część działań, które mogą okazać się skuteczne. Warto testować różnorodne rozwiązania, ponieważ zgrany zespół zawsze pracuje skuteczniej i osiąga lepsze wyniki.

Zmiany prawa podatkowego wpływają negatywnie na atrakcyjność inwestycyjną polskiego rynku

Więcej niż 60 proc. respondentów jest przekonanych, że system podatkowy w ich kraju jest niestabilny. System podatkowy w Polsce, na Węgrzech, w Portugalii, Włoszech i Rosji został oceniony jako najmniej stabilny w całej Europie. Stabilność swojego otoczenia prawnego najwyżej oceniają podatnicy w Holandii, Wielkiej Brytanii, Luksemburgu i Szwajcarii. 80 proc. respondentów uznaje, że głównym powodem niestabilności systemu podatkowego są częste zmiany legislacyjne, a aż 50 proc. ankietowanych podaje niejednoznaczność, słabość i zmienność praktyki orzeczniczej. Jednocześnie, 44 proc. ankietowanych jako główny czynnik podnoszący konkurencyjność gospodarki podaje pewność systemu podatkowego w przyszłości oraz uproszczenie przepisów podatkowych (36 proc.) – to główne wnioski z badania „European Tax Survey. The benefits of stability”, przeprowadzonego przez firmę doradczą Deloitte w 27 krajach Europy.

Więcej niż 60 proc. respondentów, którzy wzięli udział w badaniu Deloitte dotyczącego stabilności otoczenia podatkowego, jest przekonanych, że w ich kraju system podatkowy jest niestabilny. Największy odsetek odpowiedzi negatywie oceniających system podatkowy pochodzi z Węgier – aż 81 proc. ankietowanych postrzega Węgry jako najbardziej niestabilny podatkowo kraj w Europie. Na przeciwnym krańcu uplasowali się respondenci z Czech i Irlandii, wśród których kolejno tylko 34 proc. i 11 proc. oceniło, iż ich system podatkowy jest niestabilny.

Na poczucie niskiej stabilności systemu podatkowego składają się – zdaniem ankietowanych – czynniki takie jak: częste zmiany w prawie podatkowym (aż 80 proc. odpowiedzi), niejednoznaczność i zmienność praktyki orzeczniczej (50 proc.), a także wsteczne zmiany legislacyjne oraz zbyt długo trwające postępowania podatkowe.

Firma Deloitte poprosiła osoby odpowiedzialne za kwestie podatkowe w europejskich firmach o zidentyfikowanie trudności, z jakimi muszą się zmierzyć, prowadząc działalność operacyjną na Starym Kontynencie. Większość respondentów wskazała niestabilność systemu podatkowego i częste zmiany legislacyjne. Jednocześnie spośród prawie tysiąca ankietowanych, aż 44 proc. respondentów podało, że właśnie pewność i przewidywalność systemu podatkowego jest kluczem do podniesienia atrakcyjności inwestycyjnej danego kraju. Z drugiej edycji badania Deloitte wynika, że najstabilniejszymi podatkowo dużymi gospodarkami jest Holandia (40 proc. odpowiedzi) oraz Wielka Brytania (30 proc.).Według ankietowanych osób, to są właśnie te kraje, których systemy podatkowe charakteryzują się przejrzystością i przewidywalnością, a także co istotne, łatwym kontaktem z ich organami podatkowymi. Spośród mniejszych gospodarek europejskich ponownie najlepiej oceniane zostały Luksemburg i Szwajcaria.

Dużym rynkiem, który w opinii respondentów jest najtrudniejszy do prowadzenia działalności jest rynek rosyjski. Powodem tak niskiej oceny jest, zdaniem ankietowanych, wysoki poziom skomplikowania prawa podatkowego i niski poziom stabilności podatkowej. Również gospodarka włoska została wskazana jako mało „przyjazna” podatnikom. Pytani, czy wśród średnich i mniejszych gospodarek europejskich są takie, które uważają za bardziej wymagające od wskazanych, respondenci raczej podtrzymywali swoją pierwszą odpowiedź. Niemniej, Grecja, Portugalia, Polska, Ukraina i Węgry znalazły się grupie krajów, w których prowadzenie działalności stanowi największe wyzwanie. Polskę, podobnie jak Ukrainę, wskazało ok. 7 proc. ankietowanych.

„Dynamicznie rozwijająca się gospodarka oraz zdolność adaptacji do zmieniającej się rzeczywistości ekonomicznej przez polskich przedsiębiorców jest ważnym atutem naszego rynku. Skomplikowany i niejednoznaczny system podatkowy jest jednak istotną przeszkodą na drodze do jeszcze większego wzrostu. Pomimo wyraźnego postępu w porównaniu np. z okresem lat dziewięćdziesiątych, wciąż nam jeszcze daleko do modelu najbardziej stabilnych podatkowo krajów Europy Zachodniej gdzie organy podatkowe są równorzędnym partnerem w biznesie” – komentuje Krzysztof Moczulski, Partner Zarządzający Działem Doradztwa Podatkowego, Deloitte Polska.

Jak wynika z badania, relacje z organami podatkowymi są relatywnie stabilne. 2/3 respondentów określiło relacje jako dobre lub bardzo dobre. Jedynie 5 proc. wszystkich ankietowanych oceniło, że relacje z organami podatkowymi pogorszyły się w ciągu minionego roku.

Na pytanie o kontrole podatkowe, około 38 proc. ankietowanych deklaruje gotowość odwołania się do sądu od niekorzystnej decyzji władz podatkowych, natomiast 41 proc. z nich uzależnia swoją decyzję od innych czynników.

75 proc. badanych stwierdziło, że w ciągu ostatnich trzech lat doświadczyli kontroli w zakresie podatku VAT, około 60 proc w zakresie CIT . U 40 proc. podatników organy skontrolowały ceny transferowe, opodatkowanie międzynarodowych transakcji oraz u 20 proc. firm podatek dochodowy od osób fizycznych. Mniej niż 10 proc. dyrektorów wyjaśniało inspektorom skarbowym swoje rozliczenia celne, akcyzowe oraz opodatkowanie majątku (property tax).

„W Polsce praktyka administracyjna w zakresie cen transferowych jest niejasna i nieprzewidywalna, większość interpretacji podatkowych dotyczących cen transferowych stanowią interpretacje negatywne, a orzeczenia sądowe często wprowadzają rozszerzającą interpretację przepisów i prowadzą do wzrostu niepewności zwłaszcza w zakresie obowiązków dokumentacyjnych. Jak wynika z badania, skomplikowane i niejasne przepisy stanowią duże wyzwanie zarówno dla organów podatkowych, jak i dla podatników. Ostatnie zmiany w Rozporządzeniu Ministra Finansów prowadzą do uporządkowania w kilku obszarach dotyczących cen transferowych, natomiast ich przełożenie na kontrole podatkowe i na wytworzenie stabilnej praktyki i interpretacji przepisów wymaga czasu i zasobów. Przewidujemy, że pod lupą inspektorów podatkowych znajdą się w najbliższym czasie w szczególności restrukturyzacje działalności przedsiębiorstw– konkluduje Iwona Georgijew, Partner, Lider Zespołu Cen Transferowych w Deloitte.

Komentarz dzienny, 18 listopada 2013

Produkcja przemysłowa spadła w październiku o 0,1% (konsensus rynkowy opiewał na wzrost o 0,2%). Poprzednie dane zostały zrewidowane w górę łącznie o +0,1% (ostatnie dwie publikacje za wrzesień i sierpień łącznie o 0,2%). Przetwórstwo przemysłowe odnotowało wzrost o 0,3% (rewizje netto +0,2%), co było zgodne z konsensusem prognoz. Negatywnie zaskoczyło jednak górnictwo (-1,6%) oraz wytwarzanie i dystrybucja mediów (-1,1%). Pierwszy minus – biorąc pod uwagę dynamikę sektora wydobywczego gazu łupkowego – to zapewne wypadek przy pracy, drugi związany jest stricte z efektami pogodowymi; październik był globalnie bardzo ciepły (również między innymi w Polsce).

J. Lewandowski: w nowej perspektywie środki ułatwią dostęp do finansowania małym i średnim firmom

CEO Magazyn Polska

Jednym z priorytetów nowej unijnej perspektywy ma być finansowanie przedsiębiorczości, szczególnie małym i średnim firmom. – To jest mieszkanka różnych programów w tym budżecie plus akcja Europejskiego Banku Inwestycyjnego – mówi komisarz UE ds. budżetowych Janusz Lewandowski. Mają one zmniejszać ryzyko banków w finansowaniu europejskich firm.

 – Po raz pierwszy mamy w budżecie zupełnie nowy pieniądz, który się nazywa pieniądzem na ułatwienie dostępu do źródeł finansowania przez małe i średnie firmy. Jestem bardzo ciekaw, w jaki sposób ten program dotrze do Polski, bo to jest coś nowego – podkreśla Janusz Lewandowski w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes.

Unia Europejska jest bliska przyjęcia ostatecznej wersji budżetu na lata 2014-2020. W ubiegły czwartek dokument zatwierdziła komisja budżetowa Parlamentu Europejskiego. Europosłowie na sesji plenarnej zajmą się nim we wtorek.

Polska ma otrzymać w ciągu siedmiu lat ponad 400 mld zł.

 – Każdy kraj na prawo wyboru swoich celów strategicznych. Polska pośród nich musi ciągle mieć infrastrukturę, bo mamy ogromną lukę, jeżeli mniej na autostrady i drogi szybkie, to więcej na kolej. Może niekoniecznie wszędzie lotniska. Będzie też pula pieniędzy na innowacyjność i przedsiębiorczość, w tym również pożyczki, bo nasze firmy zaczęły z nich korzystać w toku siedmiolatki 2007-2013 – mówi Janusz Lewandowski.

Liczy na to, że dodatkowe środki polskie firmy wykorzystają na innowacyjność. Jak podkreśla, finansowanie śmiałych przedsięwzięć innowacyjnych to wyzwanie, które stoi przed Polską w najbliższych latach.

 – Byłbym niezwykle szczęśliwy, gdyby w tych pieniądzach z siedmiolatki 2014-2020 znalazł się motyw innowacyjności, który jest trudnym problemem w całej Europie – mówi komisarz. – Skok od gospodarki, która jest głównie naśladowcza, która pozyskuje patenty z zagranicy, do gospodarki, która sama jest innowacyjna – to może być jeden z najlepszych celów wydawania tych pieniędzy.

Ministerstwo Środowiska chce zlikwidować nierejestrowane uprawy roślin modyfikowanych genetycznie

CEO Magazyn Polska

Resort środowiska chce gruntownie uregulować kwestie uprawy roślin genetycznie modyfikowanych (GMO) w Polsce. Choć prawo Unii Europejskiej nie pozwala na wprowadzenie całkowitego zakazu hodowli GMO, resort ma zamiar restrykcyjnie przestrzegać nowych przepisów. Jak tłumaczy Janusz Zaleski, wiceminister środowiska, nowelizacja ustawy o GMO ma za zadanie doprowadzić do likwidacji upraw nierejestrowanych.

Polsce udało się uzyskać zgodę Komisji Europejskiej na stworzenie lokalnych stref wolnych od GMO. To jedna z najważniejszych zmian, którą zakłada przygotowana przez resort środowiska nowelizacja ustawy o GMO. Ministerstwo Środowiska jest na etapie uzgadniania jej zapisów z Ministerstwem Rolnictwa i Rozwoju Wsi. Na przełomie roku projekt powinien trafić do uzgodnień międzyresortowych i konsultacji społecznych. Resort środowiska spodziewa się, że zdania na temat poszczególnych kwestii zawartych w ustawie będą podzielone. 

 – Były, są i na pewno będą różnice, nie tylko z resortem rolnictwa, ale przecież w trakcie konsultacji społecznych podejrzewam, że też będą bardzo różne głosy, bo ustawa dotyka istotnych kwestii – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Janusz Zaleski, wiceminister środowiska. – Pewnie narusza również interesy producentów GMO, ale tego się spodziewamy. Jesteśmy gotowi stawić temu czoła. 

Projekt nowelizacji ustawy z 2001 roku o organizmach genetycznie zmodyfikowanych zakłada  m.in. możliwość tworzenia stref wolnych od GMO przez posiadaczy gospodarstw rolnych z własnej inicjatywy. W ten sposób resort środowiska chce stworzyć przejrzysty system, który z jednej strony będzie gwarantował  rolnikom swobodę prowadzenia działalności gospodarczej, a z drugiej umożliwi im wyłączenie pewnych obszarów spod upraw roślin genetycznie zmodyfikowanych.

 – Ustawa ma za zadanie przede wszystkim doprowadzić do tego, żeby nie było żadnych upraw nierejestrowanych. Musimy być tutaj zgodni z prawem unijnym, a jednocześnie chcemy wprowadzić takie obostrzenia, które zapewnią absolutne bezpieczeństwo przyrodnicze krajowi – wyjaśnia wiceminister.

Nowe prawo ma również wprowadzić ułatwienia dla badań naukowych w zakresie GMO w systemach zamkniętych, a także zapewnić wyższy poziom bezpieczeństwa związanego ze stosowaniem GMO oraz ułatwić dostęp do informacji na ten temat. Wiceminister środowiska deklaruje, że jego resort będzie stał na straży tych przepisów.

 – Podejrzewam, że będą problemy związane z tym, że różne grupy, które są zainteresowane we wprowadzaniu upraw GMO, będą chciały uelastycznienia tych zapisów. My będziemy stali na stanowisku, żeby to były bardzo twarde zapisy, które uregulują to w sposób zgodny z prawem unijnym – podkreśla.

Choć – zgodnie z prawem UE – Ministerstwo Środowiska nie ma prawa całkowicie zakazać hodowli GMO, ma jednak zamiar wprowadzić restrykcyjne obostrzenia w tej kwestii.

 – Możemy tylko dokonać takich obwarowań, które uczynią cały proces przywożenia nasion, uprawiania, rejestrowania transparentnym, dostępnym dla każdego w tym sensie, że wiedza o tym, gdzie są te uprawy, będzie dostępna – tłumaczy Janusz Zaleski. – Chcielibyśmy, żeby również sąsiedzi, czyli właściciele pól, które graniczą z uprawami, mieli możliwość wypowiedzenia się na ten temat. Tutaj, podejrzewam, będą największe kontrowersje dla lobby GMO – tak bym to określił. Ale to wszystko okaże się w procesie konsultacji, a potem procesie legislacyjnym – dodaje wiceminister.

Do wydobycia gazu łupkowego z jednej koncesji potrzebnych jest nawet 40 mld zł. Niezbędne będą pieniądze z zagranicy

CEO Magazyn Polska

Wydobycie gazu łupkowego w Polsce jest możliwe, ale sami tego nie udźwigniemy finansowo – uważa Andrzej Sikora, prezes Instytutu Studiów Energetycznych. W jego ocenie barierą dla wydobycia będzie nie tylko brak pieniędzy, ale także otoczenie prawne i rynkowe. Instytut Studiów Energetycznych szacuje koszt wydobycia gazu łupkowego w Polsce tylko z jednej koncesji nawet na 40 mld zł.

Jak wynika z modelu przygotowanego przez Instytut Studiów Energetycznych poszukiwania gazu łupkowego w Polsce są bardzo kosztownym procesem.

 – Jesteśmy na bardzo wstępnym etapie tych wyliczeń, ale w oparciu o model, który został przygotowany, mogę powiedzieć, że rząd wielkości to jest między 25 nawet do 40 miliardów złotych przy parametrach koncesji około 200-210 kilometrów kwadratowych – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Andrzej Sikora, prezes Instytutu Studiów Energetycznych.

Z tego powodu na koncesje poszukiwawcze mogą pozwolić sobie tylko nieliczne polskie firmy. Należą do nich głównie spółki ze znaczącym udziałem Skarbu Państwa.

 – Najbogatszą firmą, która stać na tego typu działania jest KGHM. Natomiast nie jest to zasadnicza dziedzina działalności KGHM–u. Dość duże środki przeznaczają na tego typu badania zarówno PKN Orlen, jak i firma najbardziej zainteresowana poszukiwaniem gazu ziemnego, czyli PGNiG – tłumaczy Sikora.

Polskie podmioty, które dotychczas zaangażowały się w poszukiwania gazu z łupków, są w stanie samodzielnie przeszukać jedynie bardzo niewielką część obszaru koncesyjnego.

 – Nasza estymacja mówi, że jesteśmy w stanie w ten sposób pokryć nie więcej niż 3-5 procent obszaru koncesyjnego – wyjaśnia prezes ISE. –  Oznacza to, że z polskich pieniędzy sami tego problemu nie udźwigniemy.

Według stanu na dzień 1 listopada 2013 r. w Polsce obowiązuje 99 koncesji na poszukiwanie i/lub rozpoznawanie złóż węglowodorów, w tym gazu z łupków. Zostały one udzielone na rzecz 34 polskich i zagranicznych podmiotów (koncesjonariuszy). Do 4 listopada 2013 r. wykonali 51 otworów rozpoznawczych. Do 2021 r. planowane jest wykonanie łącznie 336 otworów (113 obowiązkowych i 223 opcjonalnych).

Zdaniem Andrzeja Sikory problem związany z poszukiwaniami gazu łupkowego w Polsce tkwi nie tylko w braku wystarczających środków na ten cel. Ocenia bowiem, że pieniądze są sprawą wtórną w tym procesie. Jako główne bariery wymienia natomiast otoczenie prawne i rynkowe.

 – Po pierwsze, musimy mieć takie otoczenie prawne, rynkowe, żeby ludzie, firmy, instytucje chciały do nas przyjść i te pieniądze inwestować. Wtedy pieniądze się znajdą – zaznacza.

Jako przykład państwa, w którym sprawdził się taki model, wymienia Stany Zjednoczone. Amerykańscy inwestorzy z branży wydobywczej oczekują takich samych warunków w Polsce, jak u siebie, czyli stabilnego i przejrzystego prawa oraz systemu podatkowego, które nie będą zaporą dla prowadzania kosztownych badań w poszukiwaniu gazu łupkowego.

W Polsce brakuje również odpowiedniego wsparcia ze strony państwa.

 – Musi to być stabilna polityka koncesyjna, stabilna polityka fiskalna, a przede wszystkim system fiskalny, który byłby przystający do gazu z łupków w Polsce – wymienia Sikora.

Z badań Instytutu Studiów Energetycznych wynika, że poszczególne baseny geologiczne, w których występują złoża gazu łupkowego, różnią się od siebie pod względem parametrów wydobywczych. Powinny zatem uwzględniać to ceny poszczególnych koncesji.

 – Powinien to być model dostosowany do poszczególnych basenów. Najciekawszym rozwiązaniem byłby podatek dochodowy po pokryciu kosztów poniesionych przez inwestorów, zależny od basenu, w jednym mniejszy, w drugim większy – tłumaczy Andrzej Sikora. – W Teksasie podatek od najlepszych złóż to jest siedem procent, ale są złoża, które są nieopodatkowane w ogóle. Wszystko zależy od ekonomiki.

Dotychczas nie udało się wykonać wystarczającej liczby odwiertów, by stwierdzić, czy wydobycie surowca w Polsce będzie opłacalne. Dodatkową barierą może być unijna dyrektywa, która może objąć obowiązkową oceną oddziaływania na środowisko zarówno wydobycie, jak i poszukiwanie gazu z łupków. Zdaniem części polskich europosłów i ekspertów, spowolni to proces wydobycia surowca.

Instytut Jagielloński: złe prawo wciąż uniemożliwia prawidłowe funkcjonowanie systemu viaTOLL

CEO Magazyn Polska

Największe problemy związane z systemem viaTOLL to sposób naliczania kar oraz wyłączenie spod niego autostrad koncesyjnych ocenia Instytut Jagielloński. Zarzuty te stawiane od ponad dwóch lat potwierdził raport Najwyższej Izby Kontroli. Instytut Jagielloński ocenia, że krytyka braku certyfikacji stali wykorzystanej do budowy bramownic to drobne uchybienie w porównaniu z problemami związanymi z niedostosowaniem prawa w zakresie elektronicznego systemu poboru opłat. 

 – Problemem jest, że kary są nakładane w sposób losowy, bo w oparciu o liczbę przejechanych skrzyżowań. Kierowca może przejechać na jednym odcinku jedno albo dwa, a może też przejechać 15 i wtedy kara będzie odpowiednio większa. Pod tym względem jest to totolotek – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Marcin Roszkowski, prezes Instytutu Jagiellońskiego.

Instytut Jagielloński zajmuje się monitoringiem systemu elektronicznego poboru opłat viaTOLL od rozpoczęcia jego instalacji, czyli od końca 2010 r. System ruszył w lipcu 2011 r. Zarówno eksperci IJ, jak i NIK w opublikowanym pod koniec października raporcie przyznają, że jest on nowoczesny, dostosowany do europejskich standardów i znacznie efektywniejszy niż winiety, które zastąpił.

Nie brakuje jednak problemów, które utrudniają funkcjonowanie systemu. Roszkowski podkreśla jednak, że odpowiada za to nie operator systemu viaTOLL, lecz nieprecyzyjne lub błędne prawo.

Poza niesprawiedliwym dla kierowców systemem naliczania kar problemem jest też nieobjęcie viaTOLL-em autostrad koncesyjnych, a także niejasne przepisy co do tego, czy na budowę bramownic z czujnikami systemu niezbędne jest pozwolenie budowlane.

 – Tak naprawdę w Polsce funkcjonują autostrady eksterytorialne, dlatego że prywatni koncesjonariusze nie są objęci systemem viaTOLL – mówi Roszkowski. – Traktowanie niektórych odcinków dróg eksterytorialnie, chore naliczanie kar przez inspekcję, niedogranie takiego elementu jak właściwość prawna budowli, jaką jest bramownica, to są rzeczywiście poważne rzeczy, które przy tak dużej inwestycji nie powinny mieć miejsca.

Roszkowski dodaje, że inne kwestie skrytykowane przez NIK są znacznie mniej istotne. To np. kwestia braku odpowiednich certyfikatów dla stali, z której zbudowane zostały bramownice. Podkreśla, że jeśli faktycznie doszło do przestępstwa, to sprawą powinien zająć się prokurator, natomiast nawet w takim wypadku skala nadużycia w porównaniu do wartości całego systemu jest znikoma.

Zdaniem prezesa Instytutu, najpilniejszą potrzebą w ramach prawa regulującego system viaTOLL jest uporządkowanie naliczania kar, nad czym już pracuje parlament.

PKO BP: Złoty będzie się umacniać. Giełda do końca roku raczej stabilna.

CEO Magazyn Polska

Po dwóch mocnych ruchach umacniających dolara pod koniec października i na początku listopada, złoty i euro znów zaczynają zyskiwać na wartości. Zdaniem Mariusza Adamiaka, dyrektora biura strategii rynkowych PKO BP, do końca roku obie waluty powinny się umacniać. Złotego wesprze mocniejsze euro i dobre dane o PKB. Te ostatnie popchnęły też w górę w ostatnich dniach główne indeksy polskiej giełdy.

 – Spodziewamy się, że złoty nieco umocni się jeszcze w kierunku końca roku. Spodziewamy się tego, ponieważ widzimy potencjał do umocnienia się umocnienia euro w stosunku do dolara – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Mariusz Adamiak, dyrektor biura strategii rynkowych PKO BP.

Dolarowi nie pomaga odsunięcie w czasie ograniczenia programu skupowania amerykańskich obligacji. Po wypowiedziach wiceszefowej, a już niebawem szefowej amerykańskiego banku centralnego Janet Yellen, rynek nie spodziewa się w tej sprawie żadnych zmian ze strony FEDu nie tylko przed końcem tego roku, ale i do końca pierwszego kwartału przyszłego roku. Do tego Europejski Bank Centralny, mimo niespodziewanego obniżenia stóp procentowych na początku listopada, nie wspomina o kolejnej operacji LTRO, czyli długoterminowych tanich pożyczek dla banków Eurolandu, a to umacnia euro.

Złoty jest bezpośrednio bardziej związany z euro, natomiast jego kurs w stosunku do dolara to przede wszystkim efekt kursu euro-dolara. Jeśli więc ta relacja w dalszym ciągu by się pogłębiała, to kurs dolara na poziomie poniżej 3 zł jest możliwy.

 – My przede wszystkim patrzymy na kurs w stosunku do euro, gdyż polska gospodarka jest ściśle związana z gospodarką europejską i widzimy tutaj potencjał do aprecjacji w stosunku do waluty europejskiej – wyjaśnia dyrektor biura strategii rynkowych PKO BP. – Również widzimy potencjał dla euro w stosunku do dolara, to niewykluczone, że rzeczywiście złoty wzmocni się poniżej 3 złotych za dolara.

Zdaniem ekonomisty polska gospodarka weszłą w fazę stałego wzrostu, przynajmniej na najbliższe dwa lata. Potwierdzają to niespodziewanie dobre dane o wzroście PKB w trzecim kwartale. O ile w dwóch pierwszych kwartałach roku gospodarka urosła odpowiednio o 0,5 proc. i 0,8 proc., to w III kw. już o 1,9 proc. mocniej niż oczekiwali ekonomiści.

 – Na złotego dobrze wpływa poprawiająca się sytuacja gospodarcza. Powoli też pojawiają się na horyzoncie komentarze dotyczące ewentualnych podwyżek stóp procentowych pod koniec przyszłego roku, w związku z tym to będzie trzymało złotego w pozytywnym trendzie – uważa Adamiak.

Sygnały ożywienia służą nie tylko złotemu, ale i giełdzie, bo rosną prognozy zysków notowanych spółek. Mimo bardzo optymistycznej reakcji po ogłoszeniu silniejszego od spodziewanego wzrostu PKB, zdaniem Adamiaka akcje są już dosyć drogie i raczej nie należy już w tym roku oczekiwać znaczących wzrostów.

– Natomiast trzeba zauważyć, że giełda już sporo zrobiła tego wzrostu, i to zrobiła w warunkach spadających zysków. W tym momencie wskaźniki są bardzo wysokie historycznie, a to ogranicza nieco potencjał – mówi Adamiak. – W tym momencie akcje są już drogie, więc nie spodziewamy się jakiegoś istotnego wystrzału w górę, raczej stabilizacji.

Vivus Finance planuje pozyskać pół miliona klientów do końca roku

CEO Magazyn Polska

Firma pożyczkowa Vivus Finance zamierza pozyskać do końca roku prawie 500 tysięcy nowych klientów. W przyszłym roku chce zwiększyć ich liczbę o 60 proc. Szansy na rozwój upatruje w innowacyjnych rozwiązaniach oraz w rosnącej popularności usług internetowych.

 Działamy w Polsce od 14 miesięcy i w początkowych 2-3 miesiącach byliśmy ostrożni, badaliśmy rynek – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Loukas Notopoulos, prezes firmy Vivus Finance. – Ekspansję pożyczkową rozpoczęliśmy dopiero w tym roku, gdy poczuliśmy się pewni i wiedzieliśmy już dokładnie, jaki jest profil klienta, który nas interesuje.

Vivus liczy na to, że do końca roku uda się pozyskać ok. pół miliona nowych klientów. Na przyszły rok planuje wzrost ich liczby o kolejne 60 proc. 

  Mamy dosyć ambitne plany na 2014 rok. Chcemy dodatkowo wdrożyć kilka fajnych pomysłów, które zrewolucjonizują rynek finansowy w Polsce – zapowiada Notopoulos. – Rozmawiamy ze sklepami internetowymi, chcemy nadać tzw. kontekstowość, czyli być tam, gdzie pojawia się potrzeba klienta i dać mu ten środek, czyli pieniądz, który spełnia jego potrzeby

Prezes Vivus Finance szansy na dalszy rozwój upatruje m.in. w występującym w wielu branżach trendzie przechodzenia do usług online. Nie widzi zagrożeń związanych z nierzetelnymi klientami, ponieważ firma dokładnie sprawdza osoby, które przychodzą do niej po pożyczkę.

 – Dla branży consumer finance średni wskaźnik kredytów przeterminowanych powyżej 90 dni plasuje się około 16-19 proc. U nas ten wskaźnik jest na poziomie 10,5 proc. Dlaczego? Ponieważ sprawdzamy klientów, współpracujemy ze wszystkimi biurami informacji gospodarczej oraz Biurem Informacji Kredytowej. To pozwala nam powiedzieć, że jak udzielamy pożyczkę, to otrzymuje ją osoba, która odda nam również te pieniądze – podkreśla Loukas Notopoulos.

Będzie więcej Stokrotek. Sieć zapowiada uruchomienie franczyzy w przyszłym roku

CEO Magazyn Polska

Supermarkety Stokrotka zapowiadają rozbudowę sieci. Około 15 lokalizacji ma powstać w tym roku, a w przyszłym 30 kolejnych. Ponadto Stokrotka chce uruchomić sieć franczyzową i rywalizować z największymi dyskontami.

 – Planujemy zwiększanie sprzedaży z istniejących lokalizacji poprzez sprzedaż większej liczby artykułów temu samemu klientowi oraz przyciągnięcie nowych konsumentów. W tym roku deklarowaliśmy uruchomienie około 15 lokalizacji. Będziemy bardzo bliscy tej liczby – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Dariusz Kalinowski, prezes Stokrotki.

W przyszłym roku sieć planuje uruchomić 30 sklepów własnych oraz dodatkowo placówki w modelu franczyzowym. Rocznie sieć chce pozyskiwać nawet kilkadziesiąt placówek franczyzowych.

Nowe sklepy Stokrotki mają powstawać przede wszystkim w większych miastach, w których liczba mieszkańców szybko rośnie.

 – Chcielibyśmy być tam, gdzie pojawia się konsument, a konsumenci dziś migrują z mniejszych miejscowości do większych skupisk, które oferują im więcej możliwości zarabiania, rozwijania się. W Warszawie w ciągu roku przybyło ostatnio oficjalnie 20 tys. mieszkańców, a nieoficjalnie 5 razy więcej. To jest więc miejsce, gdzie supermarkety mogą zdobywać nowego klienta i się rozwijać – mówi Kalinowski.

Nowe supermarkety Stokrotki powstają w oparciu o wynajmowane powierzchnie, więc rozwój nie jest bardzo kosztowny. Sieć rezerwuje również środki na dostosowanie punktów w sieci franczyzowej do standardów Stokrotki. Jak podkreśla Kalinowski, klienci muszą otrzymać dokładnie taki sam komfort obsługi oraz ofertę w punktach własnych oraz franczyzowych.

Rozwój sieci supermarketów ma pozwolić na nawiązanie walki z dyskontami. Kalinowski przyznaje, że dwie największe sieci wielkopowierzchniowych dyskontów dominują na rynku, ale wynika to z tego, że rynek supermarketów jest bardziej rozdrobniony.

 – Supermarkety są dzisiaj bardziej podzielone, jeszcze nieskonsolidowane, więc to nie wygląda może tak imponująco, gdy Stokrotka mówi o 30 lokalizacjach plus franczyza, co łącznie nam da około 50 lokalizacji, ale jak się zsumuje nasze plany rozwoju i plany rozwoju pozostałych sieci supermarketów, to nagle okaże się, że te supermarkety wcale nie chcą ustępować dyskontom – zauważa Kalinowski.

Poza nowymi placówkami Stokrotka rozwija się również poprzez własną sieć logistyczną. W ramach usprawniania dystrybucji, Stokrotka ma pod Warszawą nowoczesne centrum o powierzchni 30 tys. mkw. oraz osiem mniejszych tzw. cross-docków, czyli magazynów przeładunkowych, w całym kraju.

 – Zatrudnienie się zwiększyło o ten personel, który pojawił się w naszych służbach logistycznych, natomiast sama logistyka dla sieci ma istotne znaczenie. Przede wszystkim daje nam gwarancję wyższej jakości i świeżości produktów, które oferujemy w sklepie. Poprzez nasz własny system i kontrolę wielowymiarową jakości i świeżości produktów, dajemy absolutną gwarancję tego, że to, co z naszego magazynu centralnego dociera na sklep, jest produktem pierwszej jakości – podkreśla Kalinowski.

Sieć planuje zakończenie tego procesu w ciągu kilku tygodni. W przyszłości Stokrotka nie wyklucza także rozwoju w obszarze e-handlu, ale jak podkreśla prezes sieci, nie stanie się to jeszcze w najbliższym czasie.

Trudniej o kredyt w banku. Wielu pieniądzy na finansowanie biznesu szuka w internecie.

Rośnie liczba osób, które szukają innych niż kredyty źródeł finansowania, a rola banków słabnie. Coraz popularniejszym rozwiązaniem jest tzw. crowdfunding, czyli szukanie inwestorów poprzez wyspecjalizowane portale internetowe. Nowe metody płatności oznaczają także większe bezpieczeństwo transakcji.

 – Obserwujemy wiele zmian na rynkach finansowych, spowodowanych na przykład brakiem dostępu do kredytów. Wielu ludzi szuka alternatywnych rozwiązań, korzystają m.in. z crowdfundingu, gdzie publikuje się swój projekt w internecie i szuka chętnych do podjęcia ryzyka i zainwestowania w niego. Crowdfunding bardzo szybko rozwija się w Wielkiej Brytanii, gdzie wyliczono, że inwestycje te w ciągu około pięciu lat mogą być warte nawet 30 miliardów funtów rocznie – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Chris Skinner, prezes The Financial Services Club.

Crowdfunding to forma finansowania polegająca na zaangażowaniu społeczności osób zainteresowanych danym projektem. Najczęściej poszukiwanie takich inwestorów odbywa się za pośrednictwem wyspecjalizowanych stron internetowych oraz portali społecznościowych. Dawcy pieniędzy mogą liczyć na udział w przyszłych zyskach lub inną formę wynagrodzenia, w zależności od finansowanego projektu. Po stronie firm podobnym zjawiskiem jest crowdsourcing, czyli poszukiwanie pracowników wśród szerokiej grupy osób, również najczęściej za pośrednictwem internetu.

Skinner dodaje, że crowdfunding i crowdsourcing to nie jedyne zmiany w obszarze finansowania. Powstaje też coraz więcej firm, które wspierają początkujących przedsiębiorców.

 – Mamy wiele dużych firm, które rozpoczynały jako małe na rynku, jak np. Zopa. Zopa powstała w 2005 roku, a teraz należy do grona głównych pożyczkodawców w Wielkiej Brytanii. Działa na podobnych zasadach jak eBay, tylko że łączy pożyczkodawców i pożyczkobiorców – podaje przykład Skinner.

Dodaje, że na zmianach najbardziej tracą banki, których rola słabnie. Jednym z kolejnych kroków może być rozwój wirtualnej waluty bitcoin, która istnieje jedynie w internecie i pozostaje poza kontrolą jakiegokolwiek banku lub instytucji finansowej.

Równocześnie rozwój nowoczesnych technologii w bankowości powoduje wzrost ich bezpieczeństwa. Skinner przekonuje, że płacenie za pomocą urządzeń mobilnych lub zaawansowanych technologicznie kart jest bezpieczną i pewną metodą płatności.

 – Ten sposób dokonywania transakcji jest o wiele bezpieczniejszy niż stosowanie innych mechanizmów – to potwierdzi większość banków. Głównie ze względu na to, że telefon, numer oraz karta chipowa są unikatowe, instytucje stosujące nowe technologie mogą nas dzięki nim zlokalizować. Dzięki temu, jeśli idziemy do bankomatu, aby wypłacić 200 zł przy użyciu karty debetowej, bank może zlokalizować, gdzie się znajdujemy i sprawdzić, czy to naprawdę my, a nie kto inny pobiera pieniądze z naszego konta – tłumaczy Skinner.

Dodaje, że zabezpieczenia transakcji mobilnych są dokładnie takie same, jak w przypadku bankowości i usług finansowych on-line. Oznacza to, że ten rodzaj płatności może być nawet bezpieczniejszy niż ten dokonywany przy pomocy fizycznych nośników.

Duże zapotrzebowanie na węgiel. Mimo ciepłej jesieni

CEO Magazyn Polska

Pomimo ciepłej jesieni zapotrzebowanie na węgiel ciepłowniczy jest na podobnym poziomie jak w ubiegłym roku. W przyszłym roku spodziewane są niewielkie spadki ceny węgla. Mimo polityki Unii Europejskiej zmierzającej do zmniejszenia udziału tego surowca w energetyce, w Polsce udział paliw alternatywnych pozostanie znikomy przez wiele lat.

 – Patrząc na cenę węgla energetycznego, to spodziewać się można raczej stagnacji lub lekkiego spadku niż wzrostu w 2014 roku. Na pewno będzie pewien udział paliw alternatywnych, ale nie aż na tyle znaczący, żeby wyeliminować węgiel jako paliwo podstawowe. Elektrownie systemowe muszą funkcjonować i w związku z tym, że naturalnym naszym paliwem, które posiadamy, jest węgiel brunatny i kamienny, na tym będzie oparta energetyka w najbliższych nawet paru dziesiątkach lat – prognozuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Zbigniew Stopa, prezes zarządu LW Bogdanka.

Przewiduje on, że zapotrzebowanie na węgiel w tym sezonie grzewczym będzie najprawdopodobniej na podobnym poziomie jak w ubiegłym roku. Jesień jest wprawdzie ciepła, ale sezon grzewczy rozpoczął się wcześnie, bo już we wrześniu. Stopa zaznacza, że pory roku nie mają wpływu na zapotrzebowanie w energetyce, choć przyznaje, że ubiegły rok był bardzo korzystny w sektorze energetyki cieplnej.

Dodaje, że to nie pogoda wpływa głównie na ceny węgla. Choć obecnie odbiorcy indywidualni płacą nieco więcej niż rok temu, lekki spadek w 2014 r. jest możliwy z uwagi na wzrost udziału paliw alternatywnych. Najważniejsze będą jednak ceny wynegocjowane przez firmy w sektorze energetycznym. Rozmowy z nimi wciąż się toczą.

Stopa podkreśla, że to węgiel pozostanie najważniejszym paliwem w Polsce, a ograniczenie czerpanej z niego energii choćby do połowy całkowitego zapotrzebowania, jest w polskich warunkach nierealne.

W Polsce udział paliw alternatywnych na pewno będzie zawsze marginalny. Unia Europejska może wymagać różnych regulacji prawnych, natomiast patrzmy na to, jaka jest rzeczywistość i na czym możemy oprzeć tę energetykę – zaznacza Stopa.

Przychody Grupy EMC Instytut Medyczny wzrosły w III kwartale 2013 roku o 14,7 proc. do 44,5 mln zł

Zwyżka ta była możliwa dzięki zwiększeniu przychodów od Narodowego Funduszu Zdrowia, pacjentów komercyjnych, towarzystw ubezpieczeniowych, a także przejęciu nowego podmiotu. W drugim kwartale 2013 roku Grupa EMC powiększyła się o Spółkę „Zdrowie”, która prowadzi Szpital Powiatowy w Kwidzynie. Wyniki tej placówki medycznej są konsolidowane od 26 lipca, co spowodowało zwiększenie przychodów o 4,8 mln zł. W trzecim kwartale zysk netto pozostał na poziomie 0,43 mln zł.

Narastająco po trzech kwartałach sprzedaż zwiększyła się o 5,5 proc. do 125, 74 mln zł . Zysk netto wyniósł 1,75 mln zł.

„W minionym kwartale konsekwentnie realizowaliśmy strategię rozwoju Grupy polegającą na przejmowaniu nowych podmiotów oraz rozbudowie i modernizacji placówek już należących do EMC” – powiedział Piotr Gerber Prezes EMC Instytut Medyczny.

W trzecim kwartale br. prowadzone były prace w związku z rozbudową należącego do Grupy EMC Szpitala Geriatrycznego im. Jana Pawła II w Katowicach. W ramach inwestycji powstaje nowy Odział szpitalny, część rehabilitacyjno-szkoleniowa oraz Centrum Badawczo-Rozwojowe (CBR). Katowicki Szpital, który obecnie ma 38 łóżek geriatrycznych, po rozbudowie dysponować będzie kolejnymi 26 łóżkami geriatrycznymi oraz 24 łóżkami rehabilitacyjnym. W ramach projektu CBR prowadzone będą prace nad poprawą jakości życia w podeszłym wieku, zwiększeniem sprawności i samodzielności osób starszych.

W trzecim kwartale kontynuowane były prace modernizacyjne w Szpitalu Bukowiec, gdzie obecnie powstaje m. in. nowy blok operacyjny i centralna sterylizacja. Trwała także rozbudowa Przychodni w Szpitalu św. Anny w Piasecznie. W parterowym budynku powstaje piętro, w którym mieścić się będzie 10 gabinetów lekarskich.

Polish Weekly Review, 15 listopada 2013

Accelerating growth and low inflation are usually hard to reconcile. However, so far financial markets seem to believe this time will be different. It will not.
Faster GDP growth growth is going to ramp up core inflation which is now rising faster than headline CPI and is likely to reach 2% in early 2014 and then even may be squeezed towards 2.5% (more and more by demand pressures). MPC is well aware that such levels of core inflation are dangerous in case any negative supply shock happens (food prices, fuel prices) as in such circumstances headline CPI easily overshoots inflation target. It is also true that exogenously low inflation readings (generated by items to which consumers are price insensitive) stimulate consumption and – in turn GDP growth.

Od stycznia 2014 radykalne zmiany w CIT oraz Ordynacji Podatkowej

Od 1 stycznia 2014 roku spółki komandytowo-akcyjne staną się podatnikiem CIT. Opodatkowaniu podlegać będą zarówno spółka jak i jej udziałowcy, co oznacza, że obciążenia fiskalne firmy znacznie wzrosną. To jednak dopiero początek poważnych zmian w podatkach dochodowych dla firm. W następnym roku rząd planuje wprowadzić m.in. opodatkowanie dochodów zagranicznych spółek (będących własnością polskich firm), a także wprowadzenie klauzuli przeciwko unikaniu opodatkowania. Zdaniem ekspertów firmy doradczej Deloitte wprowadzane zmiany mają na celu uszczelnienie polskiego systemu podatkowego.

Najwcześniej w życie wejdą przepisy dotyczące spółek komandytowo-akcyjnych. Obecnie tego rodzaju spółki nie są podatnikiem CIT, ale to zmieni się już od stycznia 2014 r. Obowiązek podatkowy pojawi się zarówno na poziomie S.K.A. (podobnie jak w przypadku spółek akcyjnych i Sp. z o.o.), jak i na poziomie jej komplementariuszy i akcjonariuszy. Będą oni musieli odprowadzić podatek od faktycznie uzyskanego dochodu z uczestnictwa w zysku S.K.A. W praktyce oznacza to, że poziom płaconych podatków przez spółkę komandytowo-akcyjną znacznie wzrośnie. Zmiany te będą dotyczyć wszystkich branż, w tym m.in.: branży deweloperskiej, w której zakładanie takich spółek było dość powszechne. Dotkną również inwestorów wykorzystujących tego rodzaju spółki w ramach struktur z udziałem funduszy inwestycyjnych zamkniętych (FIZ). „Spółki komandytowo-akcyjne, których liczba od 2009 r. wzrosła o ponad 2,6 tys. czyli ponad 100 proc., już teraz zaczęły się masowo przekształcać w inne, bardziej opłacalne formy prawne. Trzeba jednak pamiętać, że styczniowe regulacje nie obejmą spółek, które mają inny rok obrotowy niż kalendarzowy. To pozwala na kontynuowanie przywilejów podatkowych jeszcze przez jakiś czas” – mówi Robert Nowak, Dyrektor w Dziale Doradztwa Podatkowego Deloitte.

Wraz z rozpoczęciem roku 2014 w życie wchodzą także przepisy, mające na celu udrożnienie kanału przeprowadzanych przez banki transakcji subpartycypacyjnych (czyli sprzedaży przez banki na rzecz funduszy sekurytyzacyjnych wierzytelności kredytowych na podstawie umowy o subpartycypację) . Jest to szczególnie istotne dla portfeli kredytów zabezpieczonych hipoteką. Obowiązujące dotychczas przepisy były nieefektywne ekonomicznie i w związku z tym banki z nich nie korzystały.

Jednak, jak wskazują eksperci Deloitte, najważniejsze zmiany w CIT wejdą w życie prawdopodobnie dopiero w 2015 roku. Jedne z nich dotyczą tzw. niedostatecznej kapitalizacji. Obecnie spółki nie zaliczają do kosztów podatkowych odsetek od pożyczek (kredytów) udzielonych przez spółkę matkę lub spółkę siostrę, jeżeli wartość zadłużenia wobec tych spółek przekracza trzykrotność kapitału zakładowego. Według planowanych zmian nie będzie można zaliczyć do kosztów uzyskania przychodów – w odpowiedniej proporcji – odsetek od pożyczek (kredytów) udzielonych przez podmioty powiązane (w tym spółki babki), jeśli zadłużenie spółki otrzymującej pożyczkę wobec podmiotów powiązanych jest większe niż równowartość jej kapitału własnego. „Zmiana ta, która dotknie wszystkich podatników uzyskujących finansowanie od podmiotów powiązanych, może stwarzać liczne problemy i wymuszać restrukturyzację dotychczasowego sposobu finansowania” – wyjaśnia Dominika Ramírez-Wołkiewicz, Menedżer w Dziale Doradztwa Podatkowego Deloitte.

Jeszcze bardziej radykalne zmiany dotyczą zagranicznych spółek kontrolowanych, czyli CFC (Controlled Foreign Corporation). Obecnie nie ma w Polsce przepisów nakazujących polskim przedsiębiorcom, którzy posiadają spółki zależne w innych krajach (i stosują niższe stawki podatkowe), aby płacili podatek w Polsce od dochodu tych zagranicznych spółek. Po zmianach, które wejdą w życie trzy miesiące od ich ogłoszenia (najprawdopodobniej w styczniu 2015 r.), przedsiębiorcy będą zobowiązani taki podatek płacić. Podobną konstrukcję prawną stosuje się m.in. w Niemczech, Wielkiej Brytanii, USA, Japonii czy Australii.

„Planowana zmiana dotknie polskich przedsiębiorców posiadających spółki zależne w krajach, w których opodatkowanie przychodów pasywnych jest niższe niż w Polsce, czyli na przykład. na Cyprze. Przedsiębiorstwa te będą zobowiązane do prowadzenia rejestru swoich zagranicznych spółek oraz ewidencji zdarzeń, umożliwiającej określenie wysokości dochodu należnego za rok podatkowy, a to oznacza zwiększenie obowiązków sprawozdawczych” – tłumaczy Robert Nowak. Zwolnione z tego obowiązku będą firmy, których CFC osiągają roczne przychody nie wyższe niż 250 tys. euro oraz takie, które zagranicą prowadzą rzeczywistą działalność gospodarczą.

Radykalne zmiany planowane są także w Ordynacji Podatkowej. Jedną z nich jest klauzula przeciwko unikaniu opodatkowania. Warunkiem jej zastosowania będzie fakt, że podatnik nie wykazał innych niż podatkowe, istotnych finansowo lub ekonomicznie przyczyn, uzasadniających wybór danej transakcji np. darowizny zamiast sprzedaży. Konsekwencje dla podatników mogą być dość poważne. Jeżeli organ skarbowy uzna, że umyślnie dokonano złego wyboru, to nie tylko nałoży należny podatek za ten właściwy rodzaj transakcji, ale także dodatkowo nałoży sankcję finansową stanowiącą 30 proc. uzyskanych bezprawnie korzyści podatkowych. Regulacja nie będzie dotyczyła korzystania z ulg podatkowych, wyboru formy prowadzenia działalności gospodarczej oraz formy opodatkowania. Będzie istniała także możliwość skorzystania z opinii zabezpieczającej w zakresie planowanych transakcji. Wydawać ją ma Minister Finansów RP, któremu przepisy dadzą na to aż pół roku. Wniosek o wydanie takiej opinii będzie kosztował od 15 do 30 tys. zł.

Planując zmiany, przyjrzano się także, popularnym w Polsce, interpretacjom podatkowym. Obecnie podatnicy wykorzystują interpretacje indywidualne jako zabezpieczenie projektowanych przez siebie transakcji restrukturyzacyjnych. Po wejściu w życie nowych przepisów wnioski o interpretację indywidualną będą dotyczyły przyszłych skutków podatkowych (podział na zaistniały stan faktyczny i zdarzenie przyszłe zostanie zniesiony), a interpretacja nie będzie chroniła podatnika, jeśli w trakcie postępowania organ podatkowy stwierdzi, że należy zastosować klauzule przeciwko unikaniu opodatkowania. „Proponowana zmiana będzie wymuszała zmianę nawyków podatników. Będą oni musieli zmienić dotychczasową praktykę zabezpieczania transakcji restrukturyzacyjnych interpretacjami podatkowymi” – mówi Dominika Ramírez-Wołkiewicz.

Znacznemu poszerzeniu ulegnie także zakres informacji przekazywanych przez instytucje finansowe urzędom skarbowym. Jest to konieczne, gdyż obecnie mają one więcej obowiązków informacyjnych wobec obcych organów skarbowych niż tych na terenie Polski. W tej nowej puli znajdą się m.in. informacje o kredytach i pożyczkach (łącznie z warunkami umowy czy celem wzięcia kredytu), skrytkach bankowych czy przekazach pieniężnych.

„Omówione zmiany mają bardzo szeroki i rewolucyjny charakter. Jest ich tak dużo, że rodzi się pytanie czy Ordynacja Podatkowa nie powinna być napisana na nowo. Niewątpliwie wszystkie planowane zmiany mają jeden cel: istotne uszczelnienie, w ciągu najbliższych kilku lat, polskiego systemu podatkowego. Niemniej jednak niektóre z propozycji, jak choćby klauzula przeciwko unikaniu opodatkowania, muszą zostać jak najszybciej doprecyzowane jeżeli mają być prawidłowo stosowane w praktyce” – podsumowuje Robert Nowak.

15% wzrost i ponad 24 mld zł rynku e-commerce w Polsce w 2013 roku

Wartość rynku sprzedaży detalicznej w internecie to 21 mld zł w 2012 roku, według szacunków PMR zaprezentowanych w najnowszym raporcie „Handel internetowy w Polsce 2012. Analiza i prognoza rozwoju rynku e-commerce w latach 2012-2014”. Warto zaznaczyć, że pomimo kryzysu finansowego, e-handel funkcjonuje bardzo dobrze i w każdym roku odnotowuje kilkunastoprocentowe wzrosty.

E-handel jest obecnie kanałem na rynku detalicznym, który posiada dwucyfrową dynamikę wzrostu, na którą nie oddziaływają znacząco nawet negatywne informacje na temat kondycji gospodarki czy konsumpcji indywidualnej. Zachodzące zmiany w świecie informatycznym oraz w przyzwyczajeniach konsumentów sprawiają, że z roku na rok rośnie liczba osób stale korzystających z internetu i opierających także swoje zakupy na tym kanale sprzedaży. Wartość rynku sprzedaży detalicznej w internecie wynosiła, według naszych szacunków, 21 mld zł w 2012 roku. Prognoza na rok bieżący pokazuje dalszy wzrost o 15% do ponad 24 mld zł.

Mimo to dynamika rynku jest malejąca, co jest spowodowane kilkoma czynnikami. Po pierwsze, na dynamikę wpływa dojrzewanie rynku, który w niektórych jego segmentach powoli się nasyca. Po drugie, mimo wszystko z roku na rok różnica w cenie produktu pomiędzy kanałem internetowym a tradycyjnym jest coraz mniejsza. Co więcej, sytuacja kryzysowa, która choć przysparza klientów wybierających ten kanał dzięki niższym cenom, równocześnie wpływa jednak na konsumentów, którzy ogólnie wstrzymują się z zakupami.

Ustabilizowanie się dynamiki prognozujemy na rok 2015, w którym powinien nastąpić już odczuwalny wzrost gospodarczy niwelujący ten obecnie negatywny czynnik. Powinna także nastąpić akumulacja działań dużych graczy wchodzących na takie rynki jak odzieżowy czy spożywczy.

Zakupom w sieci towarzyszy szereg motywacji. Wyróżniamy grupy klientów, którzy regularnie dokonują zakupów za pośrednictwem internetu oraz takich, którzy przypadkowo, na próbę, zachęceni promocją kupowali tą drogą.

Wyniki, przeprowadzonego przez PMR badania wskazują, że głównym motywem, dla którego ludzie decydują się na zakup produktów przez internet jest ich korzystna cena (takiej odpowiedzi udzieliło 76% badanych). Niespełna 70% klientów e-commerce zadeklarowała, że zanim zdecyduje się na zakup produktu poszukuje najtańszej oferty. Tak wysoki odsetek odpowiedzi sugeruje, że dla polskich klientów e-commerce ważniejsza niż renoma sklepu czy przywiązanie do marki jest cena. Jednocześnie prawie połowa respondentów (47%) przyznaje, że kupując kolejny produkt z danej kategorii wraca do tego samego sklepu internetowego i nie szuka już bardziej korzystnych cenowo ofert.

Niemal 60% badanych, stwierdziło że kupuje online, ponieważ jest to wygodne. Większość respondentów (73%) robi zakupy w sieci sporadycznie i nie jest to dla nich czynność regularna, natomiast prawie połowa (47%) robi je jedynie z powodu wyjątkowych okazji. Do regularnego śledzenia ofert sklepów internetowych, serwisów aukcyjnych i zakupów grupowych przyznało się 30% badanych.

Relatywnie duża grupa e-konsumentów przyznaje się do stosowania strategii zakupowej, która pozwala ominąć ograniczenia wynikające z charakteru zakupów internetowych. Osoby te przeglądają, przymierzają produkty w tradycyjnych sklepach, natomiast transakcji dokonują, po niższych cenach, w sklepach internetowych (39%).

Niniejsza informacja prasowa została przygotowana na podstawie danych zawartych w najnowszym raporcie firmy PMR pt. „Handel internetowy w Polsce 2013. Analiza i prognoza rozwoju rynku e-commerce w latach 2013-2015”.

Wyniki finansowe Interactive Intelligence w trzecim kwartale 2013 r.

Firma Interactive Intelligence Group Inc. ogłosiła wyniki finansowe trzeciego kwartału 2013 r. Łączne przychody firmy wzrosły w stosunku do analogicznego okresu poprzedniego roku o 32 proc., osiągając 78,0 mln dolarów. Zamówienia chmurowe wzrosły o 75 proc. do poziomu 48 proc. całkowitej liczby zamówień firmy.

„Rosnący popyt na rozwiązania w modelu chmury przekłada się na stały wzrost naszych przychodów, osiągany mimo trudnej sytuacji gospodarczej na światowych rynkach” – powiedział założyciel i dyrektor generalny Interactive Intelligence, dr Donald Brown. – „W trzecim kwartale 2013 r. wzmocniliśmy naszą pozycję, wprowadzając do portfolio kilka innowacyjnych technologii i produktów. Na bazie dotychczasowych wyników i analiz rynkowych podnieśliśmy również prognozę całkowitego wzrostu zamówień w 2013 r. z 20 na 25 procent.”

Najważniejsze wyniki finansowe trzeciego kwartału 2013 r.:

Zamówienia. Łączna liczba zamówień wzrosła o 47 proc. w porównaniu z trzecim kwartałem 2012 r. Liczba zamówień chmurowych wzrosła o 75 proc., do poziomu 48 proc. ogólnej liczby zamówień.

Łączne przychody wyniosły 78,0 mln dol., co oznacza wzrost o 32 proc. w porównaniu z trzecim kwartałem 2012 r. Przychody chmurowe wzrosły o 61 proc., do poziomu 8,6 mln dol. Przychody z produktów wyniosły 26,9 mln dol., a przychody z usług 13,5 mln dol., co oznacza wzrost odpowiednio o 21 i 74 proc. w porównaniu z analogicznym okresem poprzedniego roku.

Przychody odroczone na dzień 30 września 2013 r. wzrosły do 109 mln dol. Ponadto kwota niezafakturowanych, przyszłych przychodów chmurowych wzrosła do 153 mln dol. Suma dochodów odroczonych i niezafakturowanych przyszłych przychodów chmurowych wynosiła 262 mln dol., co stanowi 83 proc. wzrost w porównaniu ze stanem odnotowanym 30 września 2012 r.

Zysk operacyjny. Zysk operacyjny trzeciego kwartału 2013 r. liczony wg zasad GAAP wyniósł 3,7 mln dol. Zysk operacyjny tego okresu liczony bez uwzględnienia zasad GAAP* wyniósł 6,7 mln dol. z marżą operacyjną 8,5 proc. w porównaniu z odpowiednio 1,5 mln dol. i 2,5 proc. w trzecim kwartale 2012 r.
Zysk netto. Zysk netto trzeciego kwartału 2013 r. liczony wg zasad GAAP wyniósł 1,6 mln dol., czyli 0,08 dol. na akcję. Zysk netto za trzeci kwartał 2013 r. liczony bez uwzględnienia zasad GAAP wyniósł 4,1 mln dol., czyli 0,20 dol. na akcję.

Dodatkowe wydarzenia i osiągnięcia firmy w trzecim kwartale 2013 r.:

Firma uzyskała najwyższą ogólną ocenę techniczną w raporcie Ovum’s Decision Matrix: Selecting a Multichannel Cloud Contact Center Vendor (macierz decyzyjna Ovum: wybieranie producenta wielokanałowego chmurowego centrum kontaktowego)
Frost & Sullivan przyznał Interactive Intelligence tytuł północnoamerykańskiej firmy roku w dziedzinie chmurowych rozwiązań centrum kontaktowego. Firma po raz 13 z rzędu została sklasyfikowana przez Software Magazine wśród 500 największych światowych dostawców oprogramowania i usług. Firma wydała aplikację Interaction Supervisor®, iPad Edition, która zapewnia większą mobilność kierownikom oraz menedżerom centrów kontaktowych i usprawnia kontrolę jakości. Oprogramowanie CIC 4.0 uzyskało certyfikat integracji (Oracle Validated Integration) z Oracle Sales Cloud i Oracle Cloud Service.

Tylko 2% stanowisk pracy w polskich biurach spełnia wymogi ergonomii

Jak wynika z najnowszego raportu badania Ergotest firmy Fellowes, na sto stanowisk komputerowych tylko dwa w pełni spełniają wymogi ergonomii, czyli są odpowiednio wyposażone i dopasowane do potrzeb pracowników. Czego jeszcze dowiadujemy się o pracy w polskich biurach?

Najnowszy raport jest podsumowaniem badania Ergotestu z ponad 7 lat (2006-2013). Łącznie wzięło w nim udział 36 985 osób, które pracują w polskich biurach. Badania miały na celu uświadomienie pracodawcom, że szkodliwe warunki pracy nie tylko pogarszają ich wizerunek, ale też narażają ich na koszty zwolnień chorobowych i związaną z tym niższą wydajnością pracy.

Jednym z podstawowych kryteriów ergonomicznego biura jest jakość sprzętu używanego przez pracowników oraz odpowiednie dopasowanie do indywidualnych potrzeb i warunków fizycznych pracownika. Choć większość osób pracujących w biurach posiada już zdrowsze dla oczu ciekłokrystaliczne monitory, to często są one nieprawidłowo ustawione, np. na wprost okna lub z boku biurka, wymuszając „skręt” tułowia lub szyi. Takie ustawienie automatycznie powoduje przybieranie niewłaściwej pozycji podczas pracy przy komputerze. Urządzenia starszej generacji nie spełniają obowiązujących obecnie przepisów prawnych i zdrowotnych. Ta alarmująca sytuacja ulega jednak zmianie na lepsze. Na nowoczesnych monitorach LCD/TFT/LED pracuje obecnie 72% badanych, podczas gdy w pierwszym roku badań liczba ta wynosiła 51% (różnica 21 punktów procentowych). Jednak nawet monitory ciekłokrystaliczne nieprawidłowo ustawione powodują, że stanowisko komputerowe nie spełnia wymagań ergonomii. Tylko 36% badanych ma prawidłowo ustawioną wysokość ekranu monitora – górna część ekranu na linii lub lekko poniżej linii wzroku. Pozostała cześć respondentów (64%) ma źle umieszczony monitor – centralnie powyżej linii wzroku albo pod kątem z prawej lub lewej strony. Szczegółowe analizy wykazały, że ergonomiczność stanowisk komputerowych w tym zakresie wzrasta z roku na rok – z 30% w 2006 roku do 43% w 2013.

Istotnym elementem stanowiska komputerowego jest krzesło, na którym pracownik spędza większość czasu pracy. Aby było ono ergonomiczne, powinno spełniać następujące warunki: posiadać możliwość regulacji siedziska, oparcia oraz podłokietników, ponadto powinno być obrotowe, na 5 kółkach, a pod biurkiem powinna być możliwość ustawienia podnóżka. Wśród badanej grupy, 82% respondentów posiada krzesła z możliwością regulacji siedziska, jedynie 18% badanych takich nie posiada.

Jak wiadomo praca przy stanowisku komputerowym nie spełniającym wymogów ergonomii może powodować różne bóle i dolegliwości, a w konsekwencji prowadzić do poważnych chorób. Około 85% respondentów odczuwało różnego rodzaju dolegliwości związane z oczami, jak np. bóle oczu, zaburzenia ostrości widzenia oraz suchość i pieczenie pod powiekami. W grupie tej około 46% odczuwało te dolegliwości rzadko, natomiast ok. 33% często. Zgodnie z przepisami prawa pracy w przypadku, kiedy pracownik podczas pracy przy komputerze musi korzystać z okularów korygujących wzrok, pracodawca powinien partycypować w kosztach ich zakupu. Jednak przepis ten nie zawsze jest przestrzegany. Jak wskazują wypowiedzi respondentów jedynie w przypadku 26% badanych pracodawca partycypował w kosztach, natomiast 34% w całości płaciło za niezbędne do pracy okulary. Jednym z podstawowych wymagań zdrowego miejsca pracy jest też dopływ światła naturalnego. Jak wskazują odpowiedzi respondentów zdecydowana większość stanowisk komputerowych ma je zapewnione. Zaskakującym wydaje się jednak fakt, że liczba osób pracujących w pomieszczeniach bez dopływu światła naturalnego z roku na rok rośnie. W 2006 roku osób pracujących w takich warunkach było 9,6%, obecnie grupa ta wynosi 13,5%.

Wyniki testu ergonomicznego pokazują, że w zakresie poprawy ergonomii stanowisk pracy jest w dalszym ciągu dużo do zrobienia. Mimo iż sytuacja ta w ostatnim roku uległa dużej poprawie z 1,3 % w 2006 roku do aż 6,5% w 2013 roku. Jednak wciąż liczba stanowisk ergonomicznych w Polsce jest bardzo niska – w ciągu prawie 8 lat badania jedynie 664 osoby, czyli 2% spośród badanych, pracowały na stanowiskach, które w pełni spełniają wymogi ergonomii. 52% badanych pracuje przy stanowiskach komputerowych spełniających wymogi ergonomii tylko częściowo. W bardzo złych warunkach pracuje aż 46% badanych. Ich stanowiska nie spełniają żadnych warunków zdrowego miejsca pracy i przepisów prawnych.

Grupa FITEN SA: udany III kwartał 2013 roku

W raporcie okresowym za III kwartał 2013 roku Grupa FITEN SA pochwaliła się skonsolidowanymi przychodami w wysokości 142,9 mln PLN, co oznacza wzrost aż o 14,9% w porównaniu z analogicznym okresem roku poprzedniego. W całym bieżącym roku obroty Grupy wyniosły 340 mln PLN, czyli o ponad 24 mln PLN więcej niż rok temu.

Wzrosty zostały zrealizowane głównie w podstawowej działalności Grupy, tj. w obrocie energią elektryczną. W III kwartale 2013 r. giełdowy handel energią, głównie na rynkach zagranicznych, pozwolił Spółce osiągnąć sprzedaż na poziomie 133 mln PLN, o 9% większą niż rok wcześniej, co pozwoliło na wypracowanie zysku netto o ponad 85% większego niż rok wcześniej. W ujęciu narastającym, przychód Spółki osiągnął poziom 330 mln PLN co stanowi wzrost o niemal 6% r/r. W Grupie Kapitałowej FITEN SA około 97% przychodów generowanych jest przez podstawową działalność Spółki. Dobre wyniki FITEN SA zostały osiągnięte przy stosunkowo niskim poziomie cen energii, niesprzyjającym generowaniu większych zmienności, a tym samym zysków. Szczególnie cieszy nas to, że dzięki naszym działaniom udało nam się zdecydowanie bardziej poprawić naszą rentowność, która rośnie znaczniej szybciej niż nasze przychody – podkreśla Roman Pluszczew, Prezes Zarządu FITEN SA.

Handel energią charakteryzuje się znacznie wyższą rentownością, niż działalność związana z produkcją pelletu oraz wytwarzaniem energii ze źródeł odnawialnych, w którą zaangażowana jest Spółka. W omawianym okresie Grupa odnotowała niemal 100% wzrost zysku ze sprzedaży w stosunku do III kwartału 2012 roku – z 560 tys. PLN do 1,12 mln PLN. Również zysk na działalności operacyjnej został dwukrotnie zwiększony (z 315 tys. PLN w III kwartale 2012 roku do 907 tys. PLN w tym samym okresie 2013 roku). Wynik netto Grupy jest obciążony stratą odnotowaną przez tułowicką pelleciarnię oraz sprzedażą udziałów Bioelektrowni w Przykonie. Sam FITEN z wyłączeniem tej transakcji odnotował 3,3 mln PLN narastającego zysku netto, około 37% więcej niż rok wcześniej – dodał Roman Pluszczew.

W ostatnim czasie Grupa FITEN podjęła decyzję o wycofaniu się z segmentu Odnawialnych Źródeł Energii. Główną przyczyną był brak długoterminowych ram funkcjonowania tego rynku, a także nieznany termin ich zaistnienia. W obecnej sytuacji podjęliśmy decyzję o ukierunkowaniu naszych działań wyłącznie na rozwój naszej podstawowej działalności czyli handlu energią elektryczną, a tym samym liczymy iż przyszły rok będzie bardzo udany dla Spółki – powiedział Roman Pluszczew, Prezes Zarządu FITEN S.A.

Leroy Merlin Polska: Decyzja UOKiK

Można zwracać produkty kompletne, nieuszkodzone, nieużywane – to wprowadzające w błąd postanowienie było stosowane przez Leroy Merlin Polska w regulaminie sklepu internetowego. Przedsiębiorca zobowiązał się do zmiany warunku, dlatego uniknął kary finansowej

Leroy Merlin Polska w regulaminie sklepu internetowego zastrzegał, że klient traci prawo odstąpienia od umowy, gdy produkt będzie przez niego używany. Kupując przez Internet, konsument nie ma możliwości obejrzenia i sprawdzenia produktu, dlatego ma prawo to zrobić po odebraniu przedmiotu, korzystając z możliwości tzw. zwykłego zarządu. Można otworzyć opakowanie, podłączyć sprzęt do prądu, uruchomić, zamontować, a klient nie traci prawa do odstąpienia od umowy.

Leroy Merlin Polska zobowiązał się do zmiany kwestionowanych postanowień. Musi to zrobić w ciągu miesiąca od daty uprawomocnienia się decyzji.

Źródło:

Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów

Komentarz dzienny, 15 listopada 2013

Tempo wzrostu PKB w III kw. 2013 roku (według wstępnych szacunków GUS) wyniosło 1,9% r/r (konsensus prognoz wynosił 1,7%). W ujęciu kwartał do kwartału po odsezonowaniu PKB przyspieszył do 0,6% (czyli annualizowany wzrost znalazł się w okolicach 2,4%). Ze względu na wstępny charakter dzisiejszych danych GUS nie podał rozbicia PKB na poszczególne składowe. Możemy jedynie spekulować, że wzrost w dużej mierze wynikał z przyspieszenia konsumpcji do 1,0% i stabilizacji inwestycji przy zachowaniu pozytywnej kontrybucji eksportu netto. Sporą niewiadomą pozostają dane o spożyciu publicznym, zwłaszcza po bardzo pozytywnej niespodziance w II kwartale.

M. Witucki: polskie firmy stają się coraz większą konkurencją dla francuskich. Szczególnie w transporcie i budowlance

CEO Magazyn Polska

Współpraca firm polskich i francuskich z roku na rok zacieśnia się. Jak zauważa Maciej Witucki, prezes Francuskiej Izby Przemysłowo-Handlowej w Polsce, budzi to wręcz niepokój francuskich przedsiębiorców, którzy zaczynają traktować polskie firmy jako coraz poważniejszą konkurencję dla własnych usług czy produktów, szczególnie w sektorach transportowym i budowlanym.

Polskim firmom niskie ceny pomaga utrzymać stosunkowo słaby złoty, co jest jedną z przyczyn, dla których Francuzi są za przystąpieniem Polski do strefy euro.

 – Póki co naszych eksporterów wspomaga złoty, ale zakładając, że Polska nie będzie wiecznie krajem tylko i wyłącznie składania podzespołów samochodów dla niemieckich producentów samochodów, pewnie to wspomaganie przez złotego będzie coraz słabsze i mam nadzieję, że do strefy euro w ciągu kilku najbliższych lat się przyłączymy – mówi Maciej Witucki, przewodniczący Rady Nadzorczej TP SA, prezes Francuskiej Izby Przemysłowo-Handlowej w Polsce.

To bez wątpienia obniży naszą konkurencyjność. Jak na razie polskie przedsiębiorstwa we Francji są postrzegane jako solidni dostawcy i wykonawcy.

 – Obecność małych i średnich polskich firm we Francji jest bardzo wyraźna – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Maciej Witucki. – Bardzo wiele budynków we Francji powstaje poprzez kooperację z polskimi firmami i to nie tylko na poziomie podstawowego wylewania betonu i wznoszenia murów z cegieł. Jesteśmy obecni i jesteśmy rozpoznawani jako może jeszcze nie firmy hi-tech, ale jako bardzo solidni dostawcy.

Z kolei obecność firm francuskich w Polsce to przede wszystkim branże finansowa, motoryzacyjna i telekomunikacyjna. To jedne z kluczowych sektorów, na które Francja stawia.

 – Na początku października francuskie ministerstwo do spraw rozwoju przemysłowego opublikowało listę 34 tematów, w których Francja chce się rozwijać w nowej erze przemysłowej w ciągu kilkudziesięciu lat. To jest m.in. przemysł samochodowy, lotniczy, kosmiczny czy sektor telekomunikacyjny – wylicza Witucki. – Oprócz  tego, obecne są również w Polsce firmy z mających długie tradycje sektorów finansowego czy bankowego.

Do tego dochodzi też energetyka, w tym energetyka jądrowa, która w przyszłości także może w Polsce się znaleźć, bo budowa elektrowni jądrowych w naszym kraju ma szanse być oparta właśnie o francuskie reaktory.

O wyzwaniach stojących przed oboma krajami, ale przede wszystkim przed całą Unią Europejską, o kierunkach jej rozwoju i integracji rozmawiać będą uczestnicy (politycy, przedstawiciele biznesu, instytucji międzynarodowych i kultury) debat organizowanych przez Francuską Izbę Przemysłowo-Handlową w Polsce, nazwanych Spotkaniami Warszawskimi, których najbliższa edycja odbędzie się 16 listopada na Zamku Królewskim w Warszawie.

  Spotkania Warszawskie to jest próba połączenia dwóch ekstremów. My organizujemy nasze własne debaty o Europie, gdzie często dominuje temat Partnerstwa Wschodniego. Równocześnie po drugiej stronie kontynentu organizowane są debaty w Brukseli lub w Paryżu, gdzie dyskutuje się o zupełnie innym regionie, głównie o Afryce Północnej – mówi Witucki, który jest także prezesem Spotkań Warszawskich. – My mówimy o węglu, oni mówią o dalszym ograniczeniu emisji CO2. Stąd pomysł na to, żeby może te dwa spojrzenia skonfrontować właśnie w Warszawie. Stąd koncepcja zaproszenia francuskich intelektualistów, osób, które kształtują opinię publiczną we Francji po to, żeby pokazać im polskie racje. Żeby im wytłumaczyć, że my nie jesteśmy krajem, który ma pasję do emitowania CO2 i ma pasję do tego, żeby cała Europa opalała się węglem. Że istnieją powody ekonomiczne, gospodarcze i historyczne, dla których mamy własne priorytety i spróbować te priorytety godzić i tłumaczyć naszą pozycję.

Kończą się prace nad ustawą wprowadzającą centra usług wspólnych. Mają dać nawet 1 mld zł oszczędności rocznie

CEO Magazyn Polska

Jeszcze około dwóch miesięcy potrwają prace resortu administracji i cyfryzacji nad tzw. ustawą samorządową. Jej wdrożenie, które nastąpi prawdopodobnie na początku 2015 roku, może przynieść samorządom nawet 1 mld zł oszczędności rocznie. M.in. dzięki centrom usług wspólnych, umożliwiającym samorządom wspólną obsługę administracyjną, finansową czy IT.

 – Wychodzimy z tą ustawą do konsultacji społecznych, do konsultacji ze stroną samorządową, komisji wspólnej rządu i samorządu. W ciągu miesiąca, dwóch będzie odbywała się faza konsultacji, po czym trafimy na Komitet Stały i Radę Ministrów – mówi Magdalena Młochowska, wiceminister administracji i cyfryzacji.

Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z założeniami, ustawa wejdzie w życie za niespełna półtora roku.

 – Centra usług wspólnych umożliwią samorządom wspólną obsługę – mówi Młochowska. – Od samorządów zależało będzie, czy stworzą wspólną obsługę dla wszystkich jednostek organizacyjnych w ramach danego samorządu, czy też pójdą szerzej i będą tworzyć centra usług wspólnych, obsługujących kilkanaście czy kilkadziesiąt samorządów.

W ramach centrów możliwe będą np. wspólne usługi finansowe, administracyjne czy informatyczne. Samorządy samodzielnie określą zakres kompetencyjnych centrów – Młochowska podkreśla, że resort nie zamierza tego regulować odgórnie w ustawie.

 – My likwidujemy niektóre istniejące do tej pory bariery prawne, jak np. to, że w każdej jednostce organizacyjnej zatrudniony musiał być główny księgowy. Jeżeli będziemy mieć teraz centrum usług wspólnych, to dana jednostka, obsługiwana przez to centrum, nie będzie musiała sama zatrudniać osoby na tym stanowisku – wyjaśnia wiceminister.

Resort ma nadzieję, że samorządy zdecydują się na ściślejszą współpracę. Młochowska przypomina, że 46 proc. samorządów korzysta dziś ze wspólnych centrów dla jednostek oświatowych. Gdyby taki sam odsetek zdecydował się na łączenie sług w ramach centrów, to przełożyłoby się to na konkretne oszczędności.

 – Przy założeniu, że tyle samo jednostek samorządu terytorialnego korzystałoby z centrów usług wspólnych i oszczędnościach z tego tytułu, wynoszących między 5 a 15 proc. kosztów obsługowych, mamy oszczędności w wysokości między 350 mln a 1 mld złotych rocznie – mówi Magdalena Młochowska.

Polskie firmy coraz częściej angażują się w działalność społeczną

Ministerstwo Gospodarki chce wspierać działalność społeczną polskich firm. Resort pracuje też nad wsparciem innowacyjności i kładzie nacisk na komercjalizację wyników wszystkich badań. Dzięki temu firmy będą miały własne zaplecza naukowo-badawcze.

 – Chcemy rozwijać to spojrzenie innowacyjności społecznej. Dla nas innowacyjność w każdym wymiarze jest czymś niezbędnym dla rozwoju kraju. Jeżeli byśmy nie poszli tą drogą, to raczej bardzo szybko byśmy stanęli w miejscu. Tworzymy całą nadbudowę tego podejścia innowacyjnego, zaczynając od strategii innowacyjności gospodarki – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Zbigniew Kamieński, zastępca dyrektora Departamentu Innowacji i Przemysłu w Ministerstwie Gospodarki.

Głównym celem resortu jest zwiększenie stopnia komercjalizacji wyników badań. Oznacza to skuteczniejsze wprowadzanie ich w życie, a także większy wpływ przedsiębiorców na prowadzone badania. Kamieński przewiduje, że po wdrożeniu programu ministerstwa docelowo wszystkie prace badawczo-rozwojowe powinny kończyć się komercjalizacją.

Oznacza to, że przedsiębiorcy będą mieli znacznie więcej do powiedzenia na etapie wyboru kierunku badań.

 – Chcemy, żeby zarówno duże, jak i mniejsze firmy miały swoje własne zaplecze naukowo-badawcze, bo wtedy będą bardziej zaangażowane w proces pełnego przejścia od badań do komercjalizacji – dodaje Kamieński.

Zauważa, że przedsiębiorcy nie tylko chętnie angażują się we współpracę z naukowcami, ale także prowadzą coraz bardziej odpowiedzialną społecznie działalność. Kamieński ocenia, że w tym obszarze Polska jest jednym z liderów w Unii Europejskiej. Resort gospodarki promuje taką działalność i współpracuje z wieloma organizacjami.

 – Firmy są bardzo zaangażowane, rozumieją, że to nie jest tylko kwestia filantropii, ale szerszego spojrzenia na prowadzoną przez nich działalność. Bardzo dobrze, że upatrują w tym swoją wizję rozwojową. Uczestniczą w finansowaniu przedszkoli czy interesują się poprawą standardu życia pewnej grupy społecznej, ale to jest coś więcej. To jest coś, co wynika z otwartego myślenia biznesu o spojrzeniu społecznym – zaznacza Kamieński.

Polacy wciąż nie umieją zarządzać budżetem domowym

CEO Magazyn Polska

Ponad połowa Polaków w ogóle nie planuje swoich wydatków i kupuje spontanicznie, często zaciągając kredyt na ten cel. Wprawdzie liczba udzielanych przez banki i SKOK-i pożyczek spada, to rośnie ich wartość. Polacy najczęściej zapożyczają się na bieżące potrzeby oraz na meble i sprzęt RTV AGD.

 Z przykrością muszę powiedzieć, że Polacy nie zarządzają w sposób dobry domowym budżetem – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Joanna Mróz, wykładowca Wyższej Szkoły Bankowej w Toruniu, autorka książki „Domowe wydatki pod kontrolą”. – Z przeprowadzonych ankiet wynika, że aż 60 proc. Polaków nie zarządza domowym budżetem, a w związku z tym podchodzi do wydatków w sposób dość impulsywny.

To często oznacza konieczność zaciągnięcia kredytu. Wprawdzie liczba udzielanych pożyczek w I półroczu była mniejsza niż przed rokiem (o 7,3 proc.), ale wzrosła ich wartość. Polacy zapożyczyli się na kwotę o 6,6 proc. wyższą niż przed rokiem.

 – Z ubiegłorocznych badań TNS OBOP wynikało, że Polacy biorą kredyty na potrzeby typowo konsumpcyjne, na zaspokojenie potrzeb podstawowych – deklaruje to 27 proc. Polaków. Na następnym miejscu są potrzeby mieszkaniowe, meble, wyposażenie – 20 proc. Polaków, równie chętnie bierzemy kredyty na zakup sprzętu AGD – wymienia ekspertka.

Ok. 6 proc. deklaruje, że zapożycza się przed jakimiś wydarzeniami: jak święta czy wakacje.

Jednocześnie Polacy coraz rozsądniej podchodzą do kwestii zapożyczania się i starają się ostrożniej planować swoje wydatki, chociaż zarządzanie domowym budżetem jest dopiero rozpoznawanym tematem w gospodarstwach domowych.

Zdaniem ekspertki, najtrudniejszy jest tu pierwszy krok, czyli dokładne przeanalizowanie swojej sytuacji finansowej. Od tego bowiem zależy domknięcie domowego budżetu bez konieczności zadłużania się.

 – Zaczynamy od tego, że siadamy ze swoją rodziną w domu i analizujemy swoją obecną sytuację – radzi Joanna Mróz. – Musimy przeanalizować swoje wydatki, swoje przychody, co najmniej trzymiesięczne. Jest to niezbędne, by zdać sobie sprawę, czym dysponujemy i na co możemy wydać pieniądze. To jest pierwszy krok – podkreśla.

Kolejnym krokiem jest opracowanie planu wydatków, który będzie uwzględniał nasze najważniejsze cele w danym czasie.

 – Czy chcemy jechać na wakacje, czy chcemy kupić sprzęt gospodarstwa domowego, bo to są decyzje ważne z punktu widzenia gospodarstwa domowego, czy chcemy wziąć kredyt na mieszkanie, czy stać nas na to, żeby jeździć nowym samochodem – wylicza ekspertka.

Jej zdaniem odpowiednia analiza własnego budżetu: przychodów i wydatków, pozwoli, po pierwsze, uniknąć konieczności zadłużania się, a po drugie, pozwoli skuteczniej szukać oszczędności.

W budżetach polskich gospodarstw domowych najważniejszą pozycję nadal stanowią wydatki na żywność i napoje bezalkoholowe – wynika z danych GUS. Stanowią one aż jedną czwartą całości wydatków polskiej rodziny.

 – W Niemczech jest to 11 proc., w Wielkiej Brytanii 9–10 proc., w Irlandii 10 proc. To wskazuje na to, że nasza zamożność jeszcze nie jest na poziomie europejskim – wyjaśnia ekspertka.

Strukturę wydatków w budżetach polskich gospodarstw domowych tłumaczy prawem Engla, mówiące o tym, że wraz ze wzrostem zamożności gospodarstw domowych maleje udział wydatków na podstawowe potrzeby.

Ministerstwo Finansów chce uregulować rynek firm pożyczkowych. Nie wie jednak jak zmiany wpłyną na branżę

CEO Magazyn Polska

Zmiany w ustawie o nadzorze finansowym, które mają uregulować rynek firm pożyczkowych, są już po pierwszych międzyresortowych konsultacjach. Pomysłodawca projektu, Ministerstwo Finansów, konsultuje się  także z branżą. Od niej też oczekiwać będzie informacji o możliwym wpływie ustanowienia maksymalnego limitu kosztów kredytu na pożyczkowy sektor pozabankowy.

Ministerstwo chciałoby, aby ustawa weszła w życie w połowie przyszłego roku. Kształt projektu będzie uzgadniany w resorcie finansów. W najbliższy poniedziałek odbędzie się kolejna tura konsultacji w tej sprawie m.in. z przedstawicielami branży pożyczkowej.

Największe emocje budzi pomysł ustawowego ograniczenia kosztu kredytu, który według Ministerstwa Finansów ma chronić konsumentów przed obciążaniem ich różnego rodzaju opłatami z tytułu zaciąganych pożyczek.

 – Zaproponowaliśmy 30 proc. kwoty udzielonej pożyczki – mówi Agnieszka Wachnicka, zastępca dyrektora departamentu rozwoju rynku finansowego w Ministerstwie Finansów. – To jest pewien punkt wyjścia do dyskusji. W tej chwili dyskutujemy z rynkiem i z uczestnikami rynku, z innymi resortami o tym, w jaki sposób zabezpieczyć z jednej strony konsumenta, a z drugiej strony również nie ograniczyć w sposób nadmierny przedsiębiorczości, czyli działalności, którą prowadzą firmy pożyczkowe.

Przyznaje, że sam resort nie ma na razie analiz ani symulacji, jak poziom maksymalnego kosztu kredytu wpłynąłby na finanse firm pożyczkowych i ile z nich wypadłoby z rynku po jego wprowadzeniu.

 – W tej chwili rozmawiamy z uczestnikami rynku, będziemy na pewno prosić ich, aby takie analizy dla nas przeprowadzili, żeby nie wyeliminować działalności niektórych podmiotów z rynku – mówi Agnieszka Wachnicka. Należy pamiętać, że firmy pożyczkowe, to są podmioty, które wchodzą w sektor wyższego ryzyka niż bank, w związku z czym, z natury rzeczy nakładają wyższe koszty, ale z drugiej strony, te koszty powinny być uzasadnione.

Eksperci wskazują, że limit kosztów może doprowadzić do sytuacji, w której działalność firm pożyczkowych przestanie być rentowna co w rezultacie doprowadzi do wycofania się z rynku tych podmiotów, które działają zgodnie z prawem. Pozostaną zaś te, które będą działać na jego granicy lub poza nim.

Pozostałe propozycje ministerstwa nie budzą już takich kontrowersji. Dzięki zmianom w ustawie o nadzorze finansowym, KNF będzie mieć możliwość m.in. żądania informacji od podmiotów, które są podejrzewane o to, że bez koniecznego zezwolenia prowadzą działalność regulowaną.

 – Chcemy podnieść sankcje karne za prowadzenie działalności bankowej bez zezwolenia i wprowadzić rejestr firm pożyczkowych, którego w tej chwili nie ma – mówi przedstawicielka Ministerstwa Finansów. – W przypadku uprawnień KNF-u to jest ochrona konsumentów przed tymi podmiotami, które udają de facto podmioty regulowane, a nimi nie są.

Ustawa ma również uregulować kwestie wymiany informacji na temat zobowiązań kredytowych pożyczkobiorców pomiędzy bankami i firmami pożyczkowymi. Resort chciałby również wprowadzić tzw. próg kapitału zakładowego spółek, które wchodzą na rynek pożyczkowy. Obecnie mówi się o 1 mln złotych. Miałoby to ograniczyć działalność podmiotów, które wchodzą na rynek z zamierzeniem prowadzenia nieuczciwej działalności i psują wizerunek całej branży.

 – Miałoby to przeciwdziałać takim sytuacjom, w których firma, którą zalegalizujemy i wpiszemy do rejestru jako legalnie działający podmiot, nie mając kapitału własnego zacznie gromadzić depozyty od innych i obciążać je ryzykiem. Tego chcielibyśmy uniknąć – tłumaczy Agnieszka Wachnicka.

BMW wprowadza do sprzedaży swój pierwszy samochód elektryczny. Ma być o jedną trzecią tańszy w utrzymaniu niż tradycyjny

CEO Magazyn PolskaJutro rusza w Polsce sprzedaż pierwszego BMW z napędem elektrycznym. Przeznaczone jest ono do jazdy miejskiej. Według przedstawicieli niemieckiego producenta, Polacy zwracają coraz większą uwagę na ekologię, więc pojazdy na prąd będą zyskiwać na popularności. Dodatkowo koszt eksploatacji takiego samochodu będzie o ok. jedną trzecią niższy niż tradycyjnego auta.

Nowy model niemieckiego producenta to auto przeznaczone przede wszystkim do jazdy w mieście. Jego prędkość jest ograniczona do 150 km/h. BMW skoncentrowało się na poprawie zasięgu, który zawsze jest słabszą stroną samochodów elektrycznych. Model i3 będzie mógł przejechać 130-160 km na jednym ładowaniu. Koszt naładowania akumulatorów pojazdu to kilkanaście złotych.

 – Auto można ładować z każdego zwykłego gniazdka i trwa to około ośmiu godzin. Są możliwości przyspieszenia tego procesu. Na przykład klient może kupić specjalną ścienną stację ładowania, Wall-Box, którą BMW oferuje, a która skraca czas ładowania do kilku godzin – mówi agencji informacyjnej Newseria Katarzyna Gospodarek z BMW Group Polska.

Pięciodrzwiowy hatchback BMW nie powoduje emisji dwutlenku węgla. Korzyści z korzystania z i3 zależą od stylu jazdy, ale Katarzyna Gospodarek ocenia, że użytkowanie elektrycznego pojazdu może być nawet o jedną trzecią tańsze od porównywalnych aut konwencjonalnych.

Model cieszy się bardzo dużym zainteresowaniem klientów na całym świecie. Pomimo tego, że sprzedaż jeszcze oficjalnie nie wystartowała, BMW ma już ponad 8 tys. zamówień. Gospodarek dodaje, że silną stroną modelu jest jego innowacyjność i brak konkurencji w tym segmencie.

 – BMW i3 to jest absolutnie pierwsze auto elektryczne w segmencie premium. Oferuje zupełnie unikatową technologię. To jest pierwsze auto, które zostało od podstaw zaprojektowane jako auto elektryczne. Ma tak innowacyjne technologie, jak na przykład kabina pasażerska, która została wykonana z tworzywa sztucznego wzmacnianego włóknem karbonowym. Do tej pory czegoś takiego nie było, a to sprawia, że auto jest lżejsze i lepiej się prowadzi – wylicza Gospodarek.

BMW i3 zostanie wprowadzone na polski rynek 16 listopada. Dostępny będzie tylko w jednym salonie – BMW Inchcape Motor w Warszawie. Sieć usług serwisowych obejmie natomiast cały kraj. Cena kompaktowego auta, ważącego zaledwie 1195 kilogramów, będzie rozpoczynać się od 140 900 zł.

Firmom budowlanym grozi kolejna fala upadłości z powodu ograniczenia budżetu na remonty dróg

CEO Magazyn PolskaMniejsze nakłady na modernizację dróg lokalnych to również mniejsze możliwości rozwoju firm z branży drogowej – przestrzega Wojciech Malusi, prezes Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Drogownictwa. Przyszłoroczny budżet na ten cel jest dwukrotnie niższy niż tegoroczny oraz czterokrotnie niższy niż początkowo zakładano. Pozwoli więc na wyremontowanie zaledwie 600 km dróg gminnych i powiatowych.

Na remonty i budowę dróg lokalnych rząd przeznaczy w przyszłym roku tylko 250 mln zł z budżetu państwa, mimo że od dwóch lat obiecywał cztery razy większą kwotę. Drugie tyle mają wyłożyć na ten cel samorządy. Decyzja o ograniczeniu drogowego budżetu jest dla branży sporym zaskoczeniem.

 – Zgodnie z zapowiedziami, tegoroczne 500 mln zł to miało być tylko jednoroczne obniżenie środków przeznaczanych na modernizację dróg lokalnych – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Wojciech Malusi, prezes Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Drogownictwa. – Rząd zapowiadał, że od roku 2014 powróci do współfinansowania w kwocie 1 mld złotych. Ten drugi miliard miał pochodzić ze środków samorządów.

Uchwalony w październiku 2008 r. program dotowania remontów i budowy dróg lokalnych za czasów Grzegorza Schetyny (w latach 2009-2011) zakładał, że na ten cel rząd i samorządy miały co roku przeznaczać po 1 mld zł. Jego głównym celem miała bowiem być budowa i modernizacja ok. 2 tys. km lokalnych dróg rocznie. Od 2008 r. wyremontowano ponad 8,2 tys. km dróg.

 – Dobrze się działo, jak duże firmy przychodzące do Polski zajmowały się budową autostrad, średnie z kapitałem zachodnim czy polskim zajmowały się modernizacją dróg krajowych czy wojewódzkich, natomiast te lokalne firmy, których wcale nie jest mało, które dają zatrudnienie na miejscu, zajmowały się modernizacją dróg lokalnych czy ulic w małych miastach – przypomina Wojciech Malusi. – Jeżeli zamiast 1 mld będzie 250 mln złotych, to znaczy, że zakres rynku się znacznie skurczy.

Oznacza to, że w najbliższym czasie można spodziewać się kolejnej fali upadłości firm budujących drogi.

 – To każdy obserwujący rynek wykonawca potwierdza, i mamy jeszcze na to dane, że niestety ten i poprzedni rok są rekordowe pod względem upadłości firm. I to niestety tych, które powinny wpływać pozytywnie na wzrost PKB, tych, które zatrudniają miejscowych ludzi, które powodują rozwój terenów lokalnych – podkreśla Malusi.

Branża drogowa jest szczególnie narażona na wahania koniunktury. Nawet niewielka przerwa w zawieraniu nowych kontraktów może doprowadzić do zwiększonej liczby bankructw firm tego sektora.

 – Liczba bankructw w tym roku nie zmniejszyła, a wręcz przeciwnie  zwiększyła o około 15 proc. Znacznie większa jest różnica w porównaniu do lat 2010-2011 – to jest wzrost o ok. 200 proc. – mówi prezes OIGD.

Kwota 1 mld zł na lokalne drogi dopiero w 2015 roku może okazać się realnym scenariuszem. Jeśli tak będzie, to w latach 2012-2015 remont przejdzie 5 tys. km dróg, czyli znacznie mniej niż zakładane ponad 13 tys. km.

Rynek reklamy w internecie stale rośnie. Sieć daje więcej możliwości marketingowych niż telewizja.

CEO Magazyn Polska

Rynek reklamy w Polsce kurczy się. Firmy tną wydatki na reklamę w telewizji, prasie i radiu. Z danych  ZenithOptimedia Group wynika, że w tym roku będą mniejsze od 4 do 25 proc. Wyjątkiem jest segment reklamy internetowej. Jego wartość może być ok. 7 proc. wyższa niż przed rokiem.

Według badania IAB AdEx, wykonanego przez PwC, wydatki firm na reklamy online w II kwartale wzrosły o 16 proc., w całym I półroczu – o 12 proc. w porównaniu do analogicznych okresów 2012 roku. Wartość reklam po pierwszych sześciu miesiącach roku przekroczyła 1,2 mld zł.

 Wzrost ten jest napędzany głównie przez kilka segmentów. Dynamicznie rozwija się reklama wideo, ale również reklama mobilna np. na smartfonach czy tabletach – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Włodzimierz Schmidt, prezes Związku Pracodawców Branży Internetowej. 

Reklama mobilna osiągnęła wzrost o 81 proc. w porównaniu do pierwszego półrocza 2012 roku.

Jak podkreśla Schmidt, Internet daje więcej możliwości w zakresie reklamy niż inne media.
 
 – W telewizji możemy tylko reklamować poprzez bloki reklamowe. W internecie wygląda to zupełnie inaczej. W zależności od tego, do kogo i z jakim komunikatem reklamowym chcemy dotrzeć, wybieramy sobie kanał reklamowy. Do tego kanału możemy dobierać odpowiednie narzędzia – twierdzi Schmidt.

Tym samym do odbiorcy trafiają spersonalizowane treści reklamowe.

 – Internauci się mniej denerwują, jeśli reklama jest dopasowana do ich oczekiwań czy zainteresowań – zauważa Schmidt. – Internet daje reklamodawcom możliwość dotarcia do konkretnej osoby, która ma sprecyzowane zainteresowania. Czasami owocuje to natychmiastowym niemal nabyciem produktu online.

Dopasowanie reklamy do preferencji konkretnej osoby wymaga pozyskiwania i gromadzenia informacji na jej temat, co może jeszcze budzić wątpliwości o ochronę danych osobowych.

 – Pamiętajmy jednak, że  do reklamy nie są wykorzystywane dane osobowe, takie jak imię, nazwisko, pesel itd. Reklama internetowa wykorzystuje informacje na temat naszych zachowań w sieci, tego na jakich stronach bywamy i jakich informacji szukamy – zauważa prezes IAB Polska.

Głównym kanałem w reklamie internetowej jest reklama graficzna, która ma 43 proc. udziału w rynku – o 2 punkty procentowe więcej niż w porównywalnym okresie ubiegłego roku. Reklamy wideo online zanotowały wzrost 24-proc. rok do roku, a social media – 74-proc.

 – Reklama w internecie to także tzw. content marketing, czyli przyciąganie klientów przez udostępnianie im ciekawych i przydatnych treści – mówi Schmidt. – To również native marketing, a więc różnego rodzaju artykuły sponsorowane, które są dużo trudniejsze do uzyskania w innych mediach.

Reklama natywna dynamicznie rozwija się przede wszystkim w USA i Europie Zachodniej. W Polsce, choć dopiero raczkuje, staje się coraz bardziej popularna.

 – Reklama natywna daje całą masę innych możliwości, których nie dają inne formy reklamy stosowane w internecie. Pozwala na przekazanie większej ilości informacji na temat produktu czy usługi, tego, co się nie zmieści na reklamie display’owej czy w kilkunastosekundowym filmie reklamowym – wyjaśnia Schmidt. – W związku z tym na pewno u nas się przyjmie, natomiast nie sądzę, by zastąpiła inne. Będzie to po prostu kolejne narzędzie do wykorzystywania w komunikacji z konsumentem.

CD Projekt w przyszłym roku planuje nie tylko wielką premierę Wiedźmina 3. Będę też inne produkcje

CEO Magazyn Polska

CD Projekt przygotowuje się do przyszłorocznej premiery gry „Wiedźmin 3: Dziki Gon”. Zapowiada, że po długo oczekiwanej premierze trzeciej części światowego hitu nastąpi debiut nowej produkcji „Cyberpunk 2077”. W III kwartale grupa zanotowała zysk we wszystkich segmentach działalności.

W ciągu trzech kwartałów Grupa CD Projekt wypracowała ponad 12 mln zysku netto, z czego blisko 4,5 mln przypada na III kwartał. Udało się również zmniejszyć zadłużenie o 4,5 mln zł do wartości 266 tys. zł. Bezpośrednie nakłady na produkcje gier, przede wszystkim trzeciej części „Wiedźmina” i „Cyberpunk 2077”, wyniosły 16,3 mln zł.

„Dziki Gon” będzie trzecią i ostatnią częścią serii gier luźno opartych na książkach Andrzeja Sapkowskiego opowiadających o przygodach Geralta z Rivii. Poprzednie odsłony, „Wiedźmin” oraz „Wiedźmin 2: Zabójcy królów”, cieszyły się wielką popularnością wśród graczy, sprzedając się łącznie w 6 milionach egzemplarzy na całym świecie (w ciągu sześciu lat od premiery). Otrzymały także wysokie noty od krytyków.

 – Skupiamy się teraz na „Wiedźminie 3”, którego premiera jest planowana na przyszły rok, a potem „Cyberpunk 2077”. Równocześnie produkujemy jeszcze dwa mniejsze tytuły, które będą oparte również w świecie bądź to „Wiedźmina”, bądź „Cyberpunk 2077” – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Adam Kiciński, prezes CD Projekt.

Drugi projekt studia, „Cyberpunk 2077” na razie trzymany jest w ścisłej tajemnicy.

 – To będzie gra oparta o system papierowy gier RPG stworzony przez Mike’a Pondsmith’a. Akcja dzieje się w 2077 roku, ale więcej na ten temat niestety na dzień dzisiejszy nie mogę powiedzieć. W tej chwili skupiamy się na komunikacji związanej z „Wiedźminem 3”, o „Cyberpunku” będziemy pewnie mówić dużo więcej dopiero po premierze „Wiedźmina 3”– informuje Kiciński.

Gracze na całym świecie czekają na „Wiedźmina 3”, którego równoczesna premiera zapowiedziana jest na komputery PC, konsole Xbox One oraz PlayStation 4. Pierwszy zwiastun gry został zaprezentowany na konferencji Microsoftu na targach E3 w czerwcu 2013 roku. Na razie zdobywa seryjnie nagrody branżowe.

W październiku studio CD Projekt RED rozpoczęło współpracę z największym amerykańskim niezależnym wydawcą komiksów, Dark Horse Comics (wydawcą m.in. komiksów z serii “Gwiezdne Wojny”, “Obcy”, „Predator”, „Conan” czy „Buffy: Postrach Wampirów”), który ma wydać serię komiksów o Geralcie. Pierwszy z nich ma się pojawić w amerykańskich sklepach 19 marca. Na światowe rynki trafi też gra planszowa „The Witcher Adventures Game”, zarówno w wersji planszowej, jak i w formie elektronicznej przeznaczonej dla użytkowników iPadów.

Nieuczciwe opłaty za śmieci: Altvater Piła

Informowanie o podwyżce opłat za śmieci dopiero po jej wprowadzeniu – to jedna z praktyk spółki Altvater w Pile, którą zakwestionowała Prezes UOKiK. Za naruszenie zbiorowych interesów konsumentów nałożona kara wyniosła prawie 200 tys. zł

1 stycznia 2013 roku weszła w życie część zmian dotyczących systemu gospodarowania odpadami w Polsce. Do połowy bieżącego roku władze lokalne musiały w drodze przetargu wybrać podmiot, który będzie odbierał śmieci od mieszkańców. UOKiK sprawdza, czy odbywa się to zgodnie z regułami prawa, w tym celu prowadzi obecnie 34 postępowania dotyczące rynku odpadów. Jedno – prowadzone wobec spółki Altvater z Piły – niedawno się zakończyło.

Spółka Altvater z Piły jest największym odbiorcą odpadów z północnej części województwa wielkopolskiego. W drugim oraz trzecim tygodniu stycznia 2013 roku jej klienci – mieszkańcy oraz przedsiębiorcy – otrzymali listy informujące o tym, że od 1 stycznia 2013 roku o ok. 50 proc. zwiększają się opłaty za odbiór odpadów w związku z wejściem w życie od 1 stycznia 2013 roku zmian prawnych przyjętych przez Sejm RP.

Prezes UOKiK zakwestionowała termin poinformowania o zmianach wysokości opłat za odbiór odpadów. Konsumenci zostali poinformowani o podwyżce po jej wprowadzeniu. Urząd nie kwestionuje prawa przedsiębiorców do zwiększania kosztów swoich usług – jednak w takim przypadku konsument musi zostać powiadomiony na tyle wcześniej, aby miał szansę zrezygnować z usługi przed wprowadzeniem podwyżki.

Ponadto, jak ustalił Urząd, podwyżka wprowadzona przez Altvater nie wynikała ze zmian ustawowych, ale ze wzrostu opłat za składowanie odpadów oraz wynagrodzeń pracowników przedsiębiorcy. W związku z tym, odbiorcy zostali wprowadzeni w błąd i mogli myśleć, że podwyżka jest nieuchronna, ponieważ wynika ze zmian w prawie. Wielu z nich mogło z tego powodu zrezygnować z wypowiedzenia umowy. Warto dodać, że 1 stycznia 2013 roku weszła w życie jedynie część przepisów dotyczących gospodarowania odpadami, które nie miały wpływu na wzrost opłat.

Za wprowadzenie konsumentów w błąd oraz zbyt późne poinformowanie o podwyżce na spółkę Altvater z Piły została nałożona kara pieniężna w wysokości 184 545 zł. Przedsiębiorca zaniechał stosowania kwestionowanych praktyk. Decyzja nie jest prawomocna, ponieważ Altvater odwołał się do sądu.

Źródło:

Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów

Słowacja – walka z bezrobociem i dług publiczny

Słowacja, która w 2012 roku mogła poszczycić się wzrostem gospodarczym wynoszącym 2,4 proc., jest jedną z najszybciej rozwijających się gospodarek strefy euro. Jednocześnie siła napędzająca gospodarkę tego państwa – słabnie. W drugim kwartale wzrost wyniósł zaledwie 0,3 proc. Gospodarka krajowa pozostaje słabym punktem Słowacji. Do wzrostu PKB, podobnie jak w latach poprzednich, przyczynia się wyłącznie eksport. Zagraniczne kontakty handlowe w dużym stopniu zależą od Unii Europejskiej. Prawie dwie trzecie całkowitego importu pochodzi z krajów członkowskich UE, a odbiorcą ponad 80 proc. eksportowanych słowackich towarów jest rynek europejski. Kryzys finansowy niewiele zmienił w tej kwestii. Kluczowym rynkiem zbytu są Niemcy. Poprawa i stabilizacja gospodarki tego kraju przyniesie wymierne korzyści Słowacji w końcu roku.

W tym roku, popyt wewnętrzny, podobnie jak w latach poprzednich, nie będzie bodźcem ożywiającym rozwój. Nie oczekuje się, by konsumpcja prywatna stymulowała wzrost ze względu na spadek dochodu rzeczywistego oraz wysokie bezrobocie. W związku z naciskami dotyczącymi ograniczania wydatków budżetowych rząd stara się ograniczać także wydatki własne.

Dług Słowacji w czasie kryzysu ekonomicznego, podobnie jak w wielu innych państwach, znacznie się zwiększył. W latach 2009 i 2011 poziom zadłużenia wynosił 8 proc. a następnie spadł do 5 proc. w latach 2011 i 2012. Rząd koncentruje się przede wszystkim na zwiększeniu dochodu, którego wartość obniżyła się na skutek niekorzystnego klimatu inwestycyjnego panującego w tym kraju. Porzucono koncepcję wdrażania podatku liniowego na rzecz ustalenia drugiego progu podatkowego dla osób o wyższych dochodach oraz wzrostu podatku od osób prawnych z 19 proc. do 23 proc. Ponadto rząd zastosował inne środki, m.in. wprowadził wyższy podatek bankowy, nałożył dodatkowe obowiązki na firmy działające w tzw. sektorach regulowanych oraz zwiększył wysokość składek na ubezpieczenie społeczne.

Bułgaria – nieustające protesty przeciwko nowemu rządowi

Wiosną Bułgarzy protestowali, żądając nowych wyborów. Demonstracje początkowo wynikały z wygórowanych cen energii elektrycznej, jednak szybko zamieniły się w protest przeciwko systemowi politycznemu. Wydaje się, że zdaniem Bułgarów nowy rząd wcale nie jest lepszy od starego. Od 14 czerwca tysiące mieszkańców kraju wychodzą na ulice, by wyrazić swój gniew z powodu korupcji, nepotyzmu i ubożenia społeczeństwa. Żądają, by premier Płamen Oreszarski, niezależny polityk wspierany przez socjalistów, podał się do dymisji.

Sytuacja gospodarcza tego kraju nie jest stabilna. W drugim kwartale PKB spadło o 0,1 proc. Eksperci oczekują, że w roku 2013 wzrost osiągnie wartość 0,9 proc. Bezrobocie wynosi nieco poniżej 13 proc. Duża część społeczeństwa żyje na poziomie minimum socjalnego.

Zakres najważniejszych kwestii związanych z polityką gospodarczą, które rząd Bułgarii musi podjąć, obejmuje reformę administracji publicznej, poprawę przepisów prawa, przejrzystość dokonywania przetargów, walkę z korupcją, a także kwalifikacje zawodowe i akademickie. Usprawnienie działań w tych obszarach przyciągnęłoby zagraniczne firmy i zwiększyło inwestycje.